DARK SUN
Robert Muchamore
Tłumaczenie
JohnJohn
Tytuł oryginalny serii: Cherub
Tytuł oryginału: Dark Sun
Copyright © 2008 Robert Muchamore
First published in Great Britain in 2008
by Hodder Children's Books
www.cherubcampus.com
www.cherubcampus.net
Zgodnie z Ŝyczeniem autora oświadczam, Ŝe to tłumaczenie jest nieoficjalne i niezatwierdzone przez autora i
polskiego wydawcę. KsiąŜka ta, w zamyśle autora nie miała nigdy przynosić dochodu i dlatego takŜe to wydanie
jest niedochodowe. Koszt ksiąŜki to tylko koszt jej wydrukowania, które ponosi pierwszy właściciel. KsiąŜka nie
moŜe być odsprzedawana z zyskiem.
Jest to wydanie kolekcjonerskie dla fanów skupionych wokół
www.cherubcampus.net
Części występujące w wielu ksiąŜkach serii bez zmian, jak wprowadzenia do pozostałych tytułów czy
objaśnienia na początku, zostały przedrukowane z wydanych juŜ tytułów i są tłumaczenia pana Bartłomieja
Ulatowskiego.
Redakcja, skład i wszystko inne: JohnJohn
Wydanie pierwsze niekomercyjne , Warszawa 2012
CZYM JEST CHERUB?
CHERUB to sekcja brytyjskiego wywiadu zatrudniająca agentów w wieku od dziesięciu do
siedemnastu lat. Wszystkie dzieci są sierotami zabranymi z domów dziecka i wyszkolonymi
na profesjonalnych szpiegów. Mieszkają w tajnym kampusie ukrytym wśród angielskich
wzgórz.
DLACZEGO DZIECI?
PoniewaŜ nikt nie podejrzewa dzieci o udział w tajnych operacjach wywiadu, co oznacza, Ŝe
mogą z sukcesem działać tam, gdzie dorośli byliby bezradni.
KIM SĄ BOHATEROWIE?
W kampusie CHERUBA mieszka około trzystu dzieci. Wśród nich są piętnastoletni JAMES
ADAMS i jego dwunastoletnia siostra LAURA. Ich przyjaciele to: BRUCE NORRIS, ANDY
LAGAN i chłopak Laury (przynajmniej czasami) GREG 'RAT' RATHBONE.
KOSZULKI CHERUBA
Rangę cherubina moŜna rozpoznać po kolorze koszulki, jaką nosi w kampusie.
Pomarańczowe są dla gości. Czerwone noszą dzieci, które mieszkają i uczą się w kampusie,
ale są jeszcze za małe, by zostać agentami (minimalny wiek to dziesięć lat). Niebieskie są dla
nieszczęśników przechodzących torturę studniowego szkolenia podstawowego. Szara
koszulka oznacza agenta uprawnionego do udziału w operacjach. Granatowa jest nagrodą za
wyjątkową skuteczność podczas jednej akcji. Czarne koszulki przyznawane są za znakomite
wyniki podczas licznych operacji.
1.SMRÓD
Lipiec 2007
Szkoła Honeywill Community to była rudera, ale to był ostatni dzień nauki przed
wakacjami, więc wszyscy byli szczęśliwi. Nauczyciele, którzy w ciągu całego roku szkolnego
nie zaszczycili nikogo uśmiechem, pozwolili grać w Nintendo w promieniach słońca.
Dyrektor szkoły biegał po korytarzach w okularach słonecznych i spodenkach do tenisa.
Nawet dzieciaki chętnie przyjmowały bęcki, wiedząc, Ŝe nie zobaczą swoich oprawców przez
sześć następnych tygodni.
W klasie Grega, na drugim piętrze, wszystkie gabloty zostały zdjęte ze ścian. On sam stał na
krześle, wychylając się z okna ze szkolnym krawatem owiniętym wokół głowy jak bandana i
rozpiętymi wszystkimi guzikami koszuli. Pora lunchu zgromadziła prawie wszystkich
uczniów na betonowym placu zabaw. Dziewczyny trajkotały w grupkach, chłopcy grali w
nogę, a wokół fontanny zgromadziła się wielka grupa uczniów, bo jak dotąd, był to
najgorętszy dzień roku.
- Powąchaj - powiedział Zhang, chłopiec pochodzenia chińskiego ze zdecydowaną nadwagą,
podtykając Gregowi pod nos miseczkę z przeźroczystego plastiku.
Odór przywalił Gregowi jak pięścią. Odrzuciło go gwałtownie, zeskoczył z krzesła, nieomal
się przewracając, gdyŜ zawadził o metalowy kosz na śmieci.
- Wiesz to nieładnie! - śmiał się Zhang, podtykając Gregowi miskę z powrotem pod nos.
- Spadaj! - krzyknął Greg, wycofując się szybko między ławkami – Twoja matka tak gotuje?
Zhang potrząsnął głową, zakładając wieczko z powrotem na miseczkę.
- To sałatka coleslaw ze szkolnej stołówki. Jest napisane: spoŜyć przed czternastym
listopada, ale dopiero teraz znalazłem ją na dnie mojej szafki.
Trzeci chłopiec przebywający w klasie, chudzielec o imieniu George zaczął
się śmiać.
- Zamknij się, cieniasie - krzyknął Greg - chyba, Ŝe chcesz, Ŝebym wytarł
tym twoją twarz.
Ale teraz, gdy wieczko bezpiecznie juŜ przykrywało sałatkę, Greg zdał sobie sprawę ze
śmieszności zajścia. Uśmiechnął się szeroko, widząc górę śmieci wywaloną przez Zhanga z
jego szafki: ksiąŜki pokryte błotem z korków piłkarskich, papierki po batonach, brudne
chusteczki i butelkę korektora, który przeciekał, zostawiwszy na ćwiczeniach twardą, białą
skorupę.
- Zwierzę - warknął Greg - To szafka czy worek bez dna. Nie mam pojęcia, jak ci się to
wszystko zmieściło w środku.
Zhang skierował powoli swe wielkie cielsko ku kolegom.
- Greg, twoja szafka jest czysta, bo jesteś w tej szkole dopiero od połowy semestru.
George potrząsnął głową.
- Nie Zhang, jego szafka jest czysta, bo nie jest odraŜającym, grubym flejtuchem.
Zhang nie lubił być nazywanym grubym. Podszedł do George'a i stanął z nim twarzą w
twarz.
- Chcesz w pysk?
Ci dwaj byli najlepszymi kumplami od czasów przedszkola, co nie przeszkadzało Zhangowi
przejść do rękoczynów, gdy George go obraŜał.
Greg spróbował rozładować napięcie.
- Ale z was para dziwek - uśmiechnął się wyzywająco - No dalej, dajcie sobie buzi z
języczkiem i pogódźcie się tak, jak zawsze.
Zhang cofnął się o krok, odwrócił się do Grega i wlepił w niego wściekłe spojrzenie, ale nie
miał odwagi zrobić nic więcej. Greg był tylko średniego wzrostu jak na ósmą klasę, ale silnie
zbudowany, z bicepsami pręŜącymi się pod podwiniętymi rękawami koszuli.
- Och Greg, zapomniałem. - Powiedział George, wyrzucając ostatnie śmieci ze swojej szafki
prosto do plecaka. - Rodzice zaciągają mnie na jakiegoś grilla do ciotki w sobotę. Zhang
wyjeŜdŜa do Chin w niedzielę - więc, jeŜeli chcemy zrobić sobie nockę przy X-box'sie, to
obawiam się, Ŝe dziś lub wcale.
- Och. - westchnął Greg z zakłopotaniem i przeciągnął ręką po plątaninie ciemnych włosów.
- Ale moŜesz przyjść, prawda? - zapytał George.
Greg wzruszył ramionami, wyciągając niewielką Nokie z kieszeni.
- No tak, tak mi się wydaje, to znaczy... Wyślę SMS-a do ojca, Ŝeby się upewnić, ale nie
mamy Ŝadnych innych planów, więc nie powinno być problemu.
- Cool - powiedział George, trzaskając drzwiami od swojej szafki i wycierając czoło
rękawem.
- Rozumiem, Ŝe mój kuzyn Andy moŜe przyjść? - zapytał Greg - Wiem, Ŝe nigdy się dotąd
nie spotkaliście, ale jest z nim zawsze kupa śmiechu, przysięgam.
- Im więcej tym lepiej - odpowiedział George i sapną głośno - Nie mam nic
przeciwko słońcu, ale dzisiaj jest stanowczo za gorąco!
Greg roześmiał się:
- To jest nic. Kiedy mieszkałem w Australii, takie dni jak dzisiejszy bywały w zimie.
Zhang próbował naśladować australijski akcent Grega:
- Kiedy mieszkałem w Auuuuuustralii, było dwieście stopni w cieniu. Było tak gorąco, Ŝe
Koala spadały z drzew juŜ ugotowane.
- Nie wyśmiewaj się z mojego akcentu. - Greg uśmiechnął się z wyŜszością - Laski dostają
od niego szału.
- Gusta lasek są do kitu - powiedział Zhang - interesują je tylko mięśniaki.
- Mówisz tak, tylko dlatego, Ŝe Amy dała ci kosza dwa razy. - George uśmiechnął się,
kierując się w stronę okna.
- Taa, a z ciebie to taki ogier - odpalił Zhang.
George stanął na krześle i wychylił się przez okno, Ŝeby ochłodzić się w lekkim wietrzyku.
Usłyszał charakterystyczny śmiech na placyku i spojrzał prosto w dół.
George odwrócił się do środka.
- Zhang! - krzyknął - Dawaj tę sałatkę. Moja siostra stoi dokładnie pod tym oknem.
Greg i Zhang ruszyli w jego stronę, ciągnąc krzesła za sobą.
- Niezła - uśmiechnął się Zhang, gdy wszyscy trzej wychylili się przez okno, gapiąc się w
dół na słoneczny plac. - Twoja siostra ma niezłe ciałko.
- Błee! - skrzywił się George - Nie byłbyś tak zafascynowany, gdybyś widział ją w wannie
jak goli swoje owłosione nogi.
- Spójrz prawdzie w oczy - powiedział Greg - gdyby ona nie była twoją piętnastoletnią
siostrą, marzyłbyś o niej, jak wszyscy inni.
- To osobowość się liczy - zauwaŜył George. - A ona jest cierniem w dupie.
- Wiesz czego nie łapię? - powiedział Greg, patrząc na Zhanga. - Jak ktoś
taki jak George ze swoimi prosiaczkowatymi rączkami i nóŜkami dostał takie ciacho za
siostrę?
- Oj, zamknij się - rozkazał George.
Greg i Zhang faktycznie się zamknęli. Nie dlatego, Ŝe George im kazał, ale poniewaŜ zdjął
wieczko z miski, zawierającej ośmiomiesięczną sałatkę coleslaw.
- Co za obrzydlistwo - jęknął Greg.
- To się rusza - powiedział George, próbując nie oddychać - chyba fermentuje, miska jest
ciepła.
- No rzucaj - powiedział Zhang niecierpliwie - na co czekasz?
Greg spojrzał na George'a. Cała jego twarz wyraŜała wątpliwości.
- No dalej - napierał Zhang - pamiętaj, Sophie poŜyczyła swojemu exchłopakowi połowę
twoich gier na PSP i nigdy ich nie odebrała.
George potrząsnął głową i zaczął nakładać wieczko z powrotem.
- Lepiej nie. Gdyby moja stara się o tym dowiedziała, całe wakacje zamieniła by mi w
piekło.
- Tchórz! - krzyknął Zhang - Wiedziałem, Ŝe cię na to nie stać.
George właśnie zakładał wieczko, gdy Zhang wyciągnął rękę i szturchnął go w ramię.
Sałatka wyleciała George'owi z ręki. Próbował ją złapać, ale miseczka prześlizgnęła się mu
między palcami i poleciała w dół.
Greg spojrzał w dół i stwierdził ze zdziwieniem, Ŝe Sophie i jej koleŜanki rozbiegły się, Ŝeby
uniknąć trafienia piłką do nogi, wystrzeloną z przyległego boiska.
- Patrz, gdzie kopiesz, palancie! - krzyknęła Sophie.
George, Zhang i Greg patrzyli z otwartymi ustami, jak pół nagi dziesiątoklasista pędzi po
piłkę. Napięcie sprawiło, Ŝe widzieli wszystko jakby w zwolnionym tempie: Sophie i jej przy-
jaciółki odsuwają się, sałatka opada spiralą w powietrzu, a potęŜny dziesiątoklasista biegnie
po piłkę.
- Zhang, ty idioto! - sapnął George.
Miska spleśniałej sałatki uderzyła prosto w kark piłkarza, gdy ten pochylił się, Ŝeby podnieść
piłkę, rozchlapując śmierdzącą, brązową zawartość na jego gołym karku aŜ po czubek
ogolonej głowy.
Na górze, chłopcy zanurkowali do klasy, ale w pośpiechu George zapomniał się pochylić i
wyrŜnął głową we framugę okna.
- Ty kretynie! - George wrzasnął do Zhanga, gdy tylko zeskoczył z krzesła - to był Thomas
Moran. JeŜeli nas znajdzie - jesteśmy trupami.
- A kim jest ten Thomas Moran? - zapytał Greg.
George potarł nerwowo guza z tyłu głowy.
- To jest najtwardszy facet w dziesiątej klasie, to wszystko. On i wszyscy jego kumple, grają
w rugby. I są w tym naprawdę nieźli.
- MoŜe nas nie widział. - Zasugerował Greg. - MoŜe nawet nie wie, z którego okna to
wypadło.
Zhang podsunął się do okna i spojrzał ostroŜnie w dół.
- Widzieli nas! - wydyszał, nurkując z powrotem. - Sophie i reszta pokazują na nas, a Moran
i jeszcze jeden dryblas pędzą w kierunku głównego wejścia.
George zamachał z przeraŜeniem rękami.
- Po cholerę trąciłeś mnie w ramię, kretynie? Ci faceci nie biorą jeńców.
JeŜeli nas złapią, wkopią nam głowy do dupy.
Greg złapał swój plecak i skierował się do wyjścia z klasy.
- Mniej gadania, więcej ruchów. - zasugerował.
- Oj, niedobrze. - wyjąkał George.
Zhang momentalnie był juŜ na korytarzu. Greg złapał George'a za kołnierz i pociągnął
brutalnie w stronę drzwi.
- Uspokój się. Wszystko będzie dobrze. - powiedział Greg. - Ale musimy wiać. I to juŜ!
Zanim George i Greg wyszli na korytarz, Zhang dotarł juŜ do głównych schodów,
oddalonych o dobre trzydzieści metrów. Miał nadzieję, Ŝe zdąŜy zbiec na pierwsze piętro i
ukryć się w jakiejś klasie. Niestety, nie miał nawet cienia szansy, poniewaŜ dwóch wielkich
dziesiątoklasistów wbiegało juŜ po schodach z parteru.
- Tam jest ten gruby! - krzyknął Thomas Moran.- Czekaj, niech ja cię dorwę.
Zhang wyhamował z piskiem podeszw i zobaczył Grega i George'a uciekających z klasy w
przeciwnym kierunku.
- Chłopaki - krzyknął zdyszany Zhang, biegnąc tak szybko, jak tylko pozwalały mu na to
jego krótkie i grube nóŜki. - Chłopaki, zaczekajcie!
2. JEZIORO
Angielska wieś cała upstrzona jest tajnymi, rządowymi ośrodkami: badań nuklearnych,
składowiskami broni, centrami monitoringu. Kampus CHERUBA jest jedną z najtajniejszych
i najpilniej strzeŜonych tajemnicą. Otoczony lasami będącymi własnością rządu i zaznaczony
na mapach jako poligon artyleryjski.
KaŜdy, kto zignoruje znaki ostrzegawcze i podjedzie do czarnej bramy kampusu, zostanie
przywitany przez straŜ uzbrojoną w karabiny Heckler and Koch. Kampusu nie moŜna nawet
zobaczyć z powietrza, gdyŜ chroni go zakaz lotów rozciągnięty nad wojskową bazą lotniczą,
znajdującą się pięć kilometrów na wschód.
Gdyby pozwolono komuś przelecieć nad kampusem, zobaczyłby zabudowania, które z
powodzeniem mogłyby naleŜeć do dobrze prosperującej szkoły z internatem, otoczonej
obiektami sportowymi i kortami tenisowymi. Bardziej niezwykłym widokiem byłby budynek
w kształcie banana pokryty wielką ilością anten satelitarnych, cztery lądowiska dla
helikopterów a za nimi duŜe owalne jezioro i zalesiony teren , w którym ukryto tor przeszkód
oraz strzelnicę.
Pogoda była wspaniała i ponad połowa wychowanków kampusu zabrało swój lunch na
zewnątrz, Ŝeby zjeść nad jeziorem. Część dzieciaków chłodziła się niewielkimi wiosłami, ale
pływanie było teraz zabronione ze względu na rodzinę kaczek z małymi, mieszkającymi na
błotnistej, sztucznej wyspie na środku jeziora.
Dwunastoletnia Laura Adams leŜała na trawniku przy brzegu jeziora, z bosymi nogami w
trawie, otoczona stokrotkami i z ramieniem osłaniającym oczy przed słońcem. Udało jej się
zdobyć ulubione sushi w stołówce, zanim zniknęło na talerzach innych dzieci, słońce grzało
jej całe ciało, jednak była zmartwiona. Była w tarapatach i to nie ze swojej winy.
Obok Laury siedział Andy Lagan, chłopiec o bardzo jasnej karnacji. Opuścił swój komiks i
stukną Laurę w ramię.
- Zara jest tutaj. - Powiedział ponuro. - Lepiej zacznij zakładać buty.
Laura chciała, Ŝeby czas się zatrzymał, mogłaby wtedy leŜeć na ciepłej trawie całą
wieczność.
- BoŜe - westchnęła, strącając źdźbła trawy z podeszw stóp i siadając.
Wszyscy cherubi nosili jednakowe stroje podczas zajęć lekcyjnych: T-shirt
z logo CHERUB - kolor koszulki był zaleŜny od rangi - oliwkowe bojówki z odpinanymi
nogawkami i lekkie czarne glany. Andy włoŜył swoją szarą koszulkę i ruszył pod górę. Laura
w tym czasie wyciągała swoje zrolowane skarpetki z butów.
- Lepiej się pośpiesz - krzyknął Andy - MoŜe Zara będzie w dobrym nastroju.
Zara Asker stała na asfaltowej ścieŜce pięćdziesiąt metrów od nich na niewielkim
wzniesieniu. Jedną rękę oparła na biodrze. Opierała się o elektryczny wózek, słuŜący kadrze
do przemieszczania się po kampusie. Zara miała trzydzieści siedem lat; nosiła sukienkę w
kwiaty i widać, Ŝe nie straciła jeszcze wszystkich kilogramów po urodzeniu swego drugiego
dziecka w zeszłym roku.
Pomimo swojego mamusiowatego wyglądu, Zara piastowała jedno z najwaŜniejszych
stanowisk brytyjskiego wywiadu. Jako prezes CHERUBA, była jednocześnie dyrektorem
szkoły i głównym szpiegiem. Zara była lubiana przez uczniów z wyjątkiem tych chwil, gdy
rozdzielała kary.
Laura pośpieszyła, Ŝeby dołączyć do Andy'ego i sześciu innych agentów na ścieŜce, nie
zawiązane sznurówki ciągnęły się za nią po ziemi. Główną grupę stanowiło czterech
chłopców w szarych t-shirtach w wieku dziesięciu i jedenastu lat. Była to paczka przyjaciół,
pod wodzą Jake'a Parkera. Oprócz nich byli tam jeszcze chłopiec i dziewczynka, na oko o rok
czy dwa starsi od reszty.
- Stanąć w szeregu - zakomenderowała Zara oschle, wpatrując się w mokre spodnie i
poplamioną ketchupem koszulkę Jake'a. - To w takim stanie stajesz przed prezesem?
Laura nie cierpiała Jake'a i radowała się jego zmieszaniem, gdy gwałtownie chował koszulkę
w spodniach.
- Przepraszam panią - rzekł potulnie - upuściłem hot doga.
Zara podeszła bliŜej i przyjrzała się plamie.
- Pamiętaj, zamocz koszulkę w detergencie, zanim zaniesiesz ją do pralni.
- Tak jest, proszę pani. - przytakną Jake.
Zara była trochę nieprzewidywalna, jeŜeli chodziło o rozdawanie kar i jedenastolatek
odetchnął, otrzymawszy tylko instrukcję prania.
Jednak pani prezes jeszcze z nimi nie skończyła.
- Zanim zacznę, czy którekolwiek z was chce coś powiedzieć? – zapytała Zara.
Ośmioro umundurowanych agentów wyglądało na zaŜenowanych i unikali wzroku pani
prezes. Laura chciała powiedzieć, Ŝe to wszystko wina Jake'a i jego trzech przyjaciół, ale była
na tyle sprytna, Ŝeby wiedzieć, Ŝe to tylko pogorszy sprawę: Jake z powrotem zwali wszystko
na nią i moŜe się to skończyć wzajemnym oskarŜaniem, co tylko moŜe doprowadzić Zarę do
furii.
Zara poprawiła ramiączko sukienki i głęboko odetchnęła.
- Cała wasza ósemka to wykwalifikowani agenci CHERUBA - powiedziała - od czarnej
koszulki jak Laura, do młodych, którzy czekają wciąŜ na swoją pierwszą misję. Ale nikt, nie
dostaje się do kampusu, jeŜeli nie zalicza się do dwóch lub trzech procent najbardziej
inteligentnych ludzi. A potem przepuszczamy was przez magiel: ćwiczenia językowe,
szkolenie szpiegowskie, wojskowe, fizyczne. Innymi słowy, jesteście najlepiej wyszkolonymi
ludźmi w waszym wieku na całym świecie. I dla tego jestem tak zniesmaczona tym, co stało
się dzisiaj rano.
Zara sięgnęła do elektrycznego wózka i podniosła zgnieciony, papierowy samolocik z
siedzenia pasaŜera. Samolocik był zrobiony z duŜej kartki do drukarki z napisem „JESTEM
ZNUDZONY AIRLINES” na burcie i naszkicowanym penisem na ogonie.
- To jest tylko jeden z jedenastu, które znalazłam w klasie. Oprócz tego,
jeszcze z setkę papierowych kulek, ślady stóp na ławkach i uszkodzoną wenecką roletę, którą
jakiś idiota próbował zerwać.
Laura z całej siły próbowała się nie śmiać: jeden z najpiękniejszych momentów, dzisiejszego
ranka to widok Jake'a jak próbuje dostać się do samolociku, który ugrzązł wysoko między
listkami rolety, traci równowagę i zwala się ze stolika, waląc głową we framugę okna,
trzymając się desperacko rolety.
Zara kontynuowała.
- Co gorsze, zachowaliście się tak w obecności wykładowcy-gościa.
Wiem,Ŝe trudno jest się skupić, gdy jest tak gorąco i moŜe dziewięćdziesięciominutowy
wykład o zabezpieczaniu śladów DNA nie jest specjalnie ekscytujący. Jednak pan Donaldson
przyjechał do nas, aŜ z kwatery głównej MI5 w Londynie, Ŝeby wygłosić wykład i
spodziewałam się, Ŝe jesteście wystarczająco dorośli, Ŝeby zachowywać się tak, aby nikt z
kadry nie musiał wam patrzeć na ręce. Andy podniósł niepewnie rękę.
- Nie wszyscy byli w to zamieszani, proszę pani.
Zara łypnęła na niego oczami.
- Widziałam rozmiary odcisków stóp na blatach, Andy. Pan Donaldson wyraził się jasno, Ŝe
młodsza czwórka chłopców jest głównie odpowiedzialna,
ale nikt z waszej, starszej czwórki nie interweniował. Nawet, jeŜeli uznałeś, Ŝe sam nie jesteś
w stanie zapanować nad nimi, mogłeś przejść do innej klasy i poprosić kogoś z kadry o
pomoc. Jesteście agentami CHERUBA. Jak sobie wyobraŜacie wysyłanie was na misje
przeciwko terrorystom i dilerom narkotykowym, jeŜeli nie macie nawet tyle rozumu, Ŝeby
zapanować nad kilkoma dzieciakami, które wymknęły się spod kontroli podczas lekcji?
Laurę zirytowało to oświadczenie. Zara była kiedyś agentem CHERUBA, ale najwidoczniej
zapomniała niepisaną regułę, Ŝe cherubi nigdy na siebie
nie donoszą.
- Wszyscy dostajecie taką samą karę. - Oznajmiła Zara - Siedem i pół funta z
kieszonkowego na naprawę zniszczonej rolety, oraz resztę tego przepięknego popołudnia
spędzicie na ćwiczeniach na torze przeszkód z panią Speaks.
Ósemka cherubinów westchnęła, ale tylko Jake był na tyle głupi, Ŝeby zabrać głos.
- To świństwo - krzyknął - kiedy ostatni raz ktoś musiał gnać po torze przeszkód tylko za
bałaganienie w klasie? MoŜe parę okrąŜeń na bieŜni...
Zara spuściła wzrok, patrząc Jake'owi prosto w oczy.
- Wygłupialiście się w obecności gościa kampusu, czym wpakowaliście mnie,
osobiście w bardzo krępującą sytuację. Zewnętrzni wykładowcy, są bardzo waŜną częścią
waszego szkolenia, ale nie zechcą przyjeŜdŜać, jeŜeli się będziecie tak zachowywać. Prawda?
- Tak, proszę pani. - Powiedział Jake, ale ton jego głosu brzmiał, jakby mówił: „Skoro tak
twierdzisz”.
- Nie podoba mi się twój ton, Jake'u Parkerze - powiedziała Zara, robiąc się naprawdę
wściekła. - Skoro jesteś taki chętny do karnych okrąŜeń, dostajesz dodatkowo dwadzieścia
dziennie przez następny tydzień. Twoja niewyparzona buźka będzie cię takŜe kosztować
miesięczne kieszonkowe i jesteś uziemiony w swoim pokoju, przez następne dwa weekendy.
Jake stał zdruzgotany. Laura cieszyła się jego cierpieniem. Wyglądało na to, Ŝe przynajmniej
Jake dostał za swoje, skoro ją pozbawiono siedmiu i pół funta i zmuszono do wyczerpującego
treningu na torze przeszkód.
- Pani Speaks czeka - krzyknęła Zara, wskazując dramatycznie, zadrzewiony
teren za jeziorem. - Natychmiast ruszajcie na plac ćwiczeń, zanim do reszty
stracę cierpliwość.
3. UCIECZKA
- Ruszaj się, szybciej! - krzyknął Greg, łapiąc George'a za kołnierz.
- Nie mogę - wydyszał George - dostałem kolki.
Biegli korytarzem na drugim piętrze w stronę schodów awaryjnych. Korzystanie z tych
schodów, było zabronione, uŜywano ich jedynie podczas ćwiczeń przeciwpoŜarowych.
Zhang, ze swoją nadwagą, coraz bardziej zostawał w tyle, a dwóch dziesiątoklasistów, było
coraz bliŜej.
Greg pociągnął George'a na schody.
- Przez liceum dostaniemy się do stołówki - wyjaśnił Greg - Nie będą mogli nas tam ruszyć,
zawsze jest tam pełno nauczycieli.
Nadzieja, Ŝe mają jeszcze szansę, dodała George'owi skrzydeł, zanurkował pod barierką i
zaczął zbiegać w dół, tak szybko jak tylko mógł.
- Nie masz, w ogóle, kondycji - parsknął Greg - przydałby ci się jogging.
Zhang dotarł do nich, gdy byli juŜ na dole schodów, ale Thomas Moran i jego kumpel Johno
byli juŜ tylko jedno półpiętro za nimi.
Greg skręcił ze schodów w lewo w stronę aneksu licealnego, serce podeszło mu do gardła,
gdy pomyślał, Ŝe drzwi mogą być zamknięte.
Przez szybkę w drzwiach zobaczył krzesła i meble poustawiane w piramidki i białe płachty
porozciągane na wykładzinach. Kartka na drzwiach zawierała ich wyrok.
Blok licealny zamknięty z powodu remontu!
Zapraszamy we Wrześniu 2007
Przyjemnych wakacji!!!!
- Cholera! - Krzyknął Greg.
- No to jesteśmy Ŝarciem dla kotów - jęknął George.
Nie mając innego wyjścia, Zhang poprowadził trójkę chłopców, z powrotem w stronę
schodów. Thomas Moran dotarł właśnie na dół, ale Zhang, wykorzystując swoją masę, przebił
się przez niego i popędził krótkim korytarzem wiodącym do sali gimnastycznej.
Podłoga była pokryta wyschniętym błotem, naniesionym z boiska, a w powietrzu unosił się
zapach potu. Korytarz kończył się skrzyŜowaniem w kształcie litery T. Na wprost były
podwójne drzwi do sali gimnastycznej, w lewo odchodził róŜowy korytarz prowadzący do
przebieralni dziewczyn, a w prawo niebieski do przebieralni chłopców.
Sala gimnastyczna była zawsze zamknięta podczas lunchu i staranowanie drzwi przez
Zhanga niewiele tu zmieniło. Chłopcy skierowali się do przebieralni dla chłopców. Odór potu
był tu jeszcze silniejszy. Powietrze było cięŜkie, a na mokrej podłodze walały się pojedyncze
części strojów sportowych. Po jednej stronie przebieralni były wspólne prysznice, a po
przeciwnej boks z cuchnącymi toaletami.
Greg i George pobiegli w stronę pryszniców. Byli tutaj setki razy, ale i tak rozglądali się w
nadziei, Ŝe są tu jakieś drzwi awaryjne, których wcześniej nie zauwaŜyli.
- Ślepy zaułek, chłopcy - wykrzyknął Thomas Moran, waląc swoją olbrzymią
pięścią w dłoń. Zhang wbiegł do kabiny toaletowej i zabarykadował się w środku.
- Bądź rozsądny - błagał George, wyciągając przed siebie ręce i cofając się z Gregiem pod
prysznice - To miało być dla mojej siostry. JeŜeli mnie puścisz, zapłacę ci dwadzieścia
funtów, pierwszego dnia następnego roku szkolnego. Przysięgam na swoje Ŝycie.
Po drugiej stronie przebieralni, Johno adidasem Nike w rozmiarze dziesięć wkopał do środka
drzwi kabiny, rozwalając nie tylko zamek, ale i zawiasy po przeciwnej stronie i zwalając
drzwi na głowę Zhanga.
- Ooooto Johno! - zawył Johno, wywalając resztki drzwi z kabiny i zaczął okładać Zhanga
pięściami - Zgadnij, gdzie ci zaraz wsadzę twój łeb?
Podczas gdy Zhang błagał o litość, Greg popchnął George'a w tył pod prysznice, a sam
stanął przed Thomasem Moranem. Greg był dobrze zbudowany, ale jako jeden z
najmłodszych chłopców w klasie, dopiero za kilka tygodni miał skończyć trzynaście lat.
Thomas był od niego większy w kaŜdą stronę, a jego przystrzyŜona fryzura i pot spływający z
umięśnionego torsu nadawał mu straszliwy wygląd.
- Jesteś cool facet - Thomas zaśmiał się szyderczo - czemu pałętasz się z takim grubym i
chudym świrem?
- Nie chcę Ŝadnych kłopotów - powiedział Greg dyplomatycznie - ale ostrzegam cię, mój
ojciec jest instruktorem kickboxingu. Potrafię o siebie zadbać.
Thomas zaśmiał się tak, Ŝe aŜ opluł Grega śliną.
- No dalej maluszku pokaŜ, co potrafisz!
W tle słychać było krzyk Zhanga, gdy Johno zanurzył jego twarz w muszli i spuścił wodę.
Thomas obrócił się i ujrzał Zhanga na kolanach i Johno całym swoim cięŜarem
przygniatającego go w dół.
- Dobra robota, Johno! - Zaśmiał się Thomas. - Wydaje mi się, Ŝe tych dwóch, teŜ potrzebuje
mycia głowy.
Greg odkręcił się wokół lewego ramienia, podciągając dłoń tak, Ŝeby znalazła się powyŜej
nadgarstka. Gdy Thomas odwrócił się, ramię Grega wystrzeliło w górę, trafiając nasadą dłoni
prosto w skroń Thomasa.
Głowa Thomasa Morana odskoczyła z takim impetem, Ŝe jego oczy nie nadąŜyły za tym
ruchem. George patrzył z przeraŜeniem, jak Thomas wali się na ścianę przebieralni,
połyskując białkami oczu. Nieprzytomny dziesiątoklasista ześlizgnął się ze ściany pod
dziwnym kątem, kończąc na podłodze z rozrzuconymi nogami i piersią na ławce do
przebierania.
- Jezu! - krzyknął George - Coś ty zrobił?
Greg nie odpowiedział, bo właśnie przeszedł nad Thomasem i przeciskał się
między wieszakami na ubrania, kierując się w stronę toalety. To było paskudne miejsce: błoto
i siki na posadzce, połamane zlewy i smród taki, Ŝe trudno sobie wyobrazić.
Greg miałby trudności z wyciągnięciem Johno z wąskiej toalety. Na szczęście Johno
odwrócił się, słysząc padającego Thomasa i teraz wybiegał z toalety, machając pięściami.
Greg zanurkował, podskoczył i wyprowadził potęŜne uderzenie prosto w nos Johno.
Zaskoczony Johno, zatoczył się do tyłu, wtedy Greg przeprowadził błyskawiczny,
druzgocący atak. Wszystkie jego ciosy trafiły w najbardziej wraŜliwe miejsca: najpierw
dźgnięcie w Ŝebra, potem dwa kopnięcia kolanem w nerki i na koniec cios w kark, który
posłał Johno na ziemię.
Johno skończył na podłodze, zakrywając dłońmi zakrwawiony nos. Zhang wydostał się z
toalety. Całą koszulę miał mokrą, a z twarzy spływała mu woda z kibla. Greg pozwolił mu na
jedno, rewanŜowe kopnięcie Johno, zanim go odciągnął.
- Johno ma chyba juŜ dosyć. - Zaśmiał się - Wszystko w porządku, Zhang?
Zhang cały się trząsł, a głos mu drŜał.
- Ten kibel był odraŜający.
- Masz na autobus. - Powiedział Greg. - Jedź do domu. Weź prysznic. Opuścisz tylko
połowę pierwszej lekcji. Będziemy cię kryć.
Na podłodze, w pobliŜu pisuarów Johno dostał ataku kaszlu i próbował podnieść się z ziemi.
Greg wskazał na niego i parskną:
- Ty, leŜ na ziemi, dopóki nie wyjdziemy.
Podczas gdy Zhang wychodził, George podszedł z przebieralni, gdzie nerwowo sprawdzał,
w jakim stanie był Thomas Moran.
- Wydaje mi się, Ŝe Ŝyje - powiedział George.
- Nic mu nie będzie - odpowiedział Greg - mały klaps w skroń jeszcze nigdy, nikogo nie
zabił. Będzie miał wstrząs mózgu i piękny, wielki ból głowy na pamiątkę po mnie.
- Zbierajmy się stąd. - powiedział George. - Jeśli ktoś to zobaczy...
- Daj mi sekundę. - Powiedział Greg, łapiąc obrzydliwe szare mydło z jedynej czynnej
umywalki. - Nie mogę tak chodzić, z twoją krwią na rękach, prawda Johno?
Johno miał budowę rugbisty i prawie dwa metry wzrostu, ale w tej chwili siedział pod
ścianą, próbując zwalczyć łzy cisnące mu się do oczu.
Greg wytarł ręce o spodnie i wyszli z George'em na korytarz.
- A co, jeśli Johno cię wyda? - Zapytał George ze strachem.
- Ta, Pewnie! - Zaśmiał się Greg. - KaŜdy z nich jest dwa razy większy ode mnie. Kto im
uwierzy?
- Sam bym nie uwierzył, gdybym nie widział tego na własne oczy. - Egzaltował się George.
- Człowieku, wiszę ci. Byłem pewien, Ŝe dostaniemy niezłe bęcki. Wim, Ŝe mówiłeś, Ŝe znasz
trochę kickboxing, ale nigdy nie myślałem, Ŝe jesteś taki dobry. PrzewaŜnie, jak ludzie
chwalą się czarnym pasem i innymi takimi bzdurami, to zmyślają, aŜ się kurzy.
- Mój ojciec jest trenerem - powiedział Greg - ćwiczę codziennie, po lekcjach.
- Super - powiedział George - Nikt nas nie tknie, kiedy ta historia się rozniesie.
Greg uśmiechnął się z fałszywą skromnością, gdy kierowali się w stronę schodów, wracając
do ich klasy na drugim piętrze. Skłamał, mówiąc o swoim tacie, człowieku, który naprawdę
umarł w Australii piętnaście miesięcy wcześniej i nigdy nie uprawiał kickboxingu.
Greg, naprawdę, nazywał się Gregory Rathbone, ale wszyscy agenci CHERUBA nazywali
go Rat.
4. KARA
Tor przeszkód w kampusie to była dwukilometrowa trasa najeŜona błotnistymi tunelami
rojącymi się od szczurów, linami, za pomocą których przeskakiwało się przez mułowate
bajorka, ścianami wspinaczkowymi, ostrymi skałkami i wartkim strumieniem. Normalnemu
dwunastolatkowi pokonanie całego toru zajęłoby co najmniej godzinę, choć szansa na to, Ŝe
da radę go pokonać, była raczej niewielka. DuŜo większa szansa była na to, Ŝe delikwent
polegnie na jakiejś przeszkodzie czy to z powodu lęku wysokości, niewystarczającej siły, aby
przejść na rękach pod wiszącymi szczebelkami, lub braku równowagi niezbędnej do
pokonania wąskich kładek.
Ale ośmioro dzieci, wysłanych za karę przez Zarę Asker, pokonywało ten tor przeszkód
setki razy podczas szkolenia podstawowego. Andy Lagan i Laura Adams, oboje, mieli swoje
najlepsze czasy pokonania toru, poniŜej dwudzietu minut. Oczywiście dla nich ten tor nadal
był trudny, ale do pokonania, co dla instruktorki Speaks nie było wystarczającą karą.
Panna Speaks była takim typem kobiety, jakiego nikt nie chciałby mieć za wroga. Jej barki
były ogromne, jej głos grzmiał, jakby połknęła megafon i była bardzo dumna ze swych
masywnych ramion, które pozwalały jej pokonywać, w siłowaniu na rękę, wszystkich w
kampusie - wliczając w to instruktorów męŜczyzn. śeby uczynić tor trudniejszym, Speaks
dała ośmiorgu dzieciom plecaki wypełnione ołowianymi sztabkami. W zaleŜności od wieku i
wzrostu dzieci w plecakach było od dziesięciu do piętnastu kilogramów. Pomiędzy
przeszkodami, zaznaczyła miejsca ćwiczeń, gdzie agenci mieli wykonywać przysiady, pady,
pajacyki, itp. Jakby tego było mało, tor przeszkód, usłany był pułapkami, które czyniły go
jeszcze trudniejszym do pokonania, gdy ktoś je obsługiwał.
Tor zaczynał się od pięćdziesięciometrowego podbiegu. Miejscami był on tak stromy, Ŝe
trzeba było uŜywać skałek do zaczepienia stóp, a rękami podciągać się na linach z zawiązany-
mi supłami. JeŜeli komuś powinęła się tu noga, to jeŜeli miał szczęście, turlał się na sam dół
lub kończył z głową rozłupaną o skałę, jeŜeli takowego akurat mu zabrakło.
Szczyt wzniesienia, to było najwyŜej połoŜone miejsce na torze, z którego
instruktor mógł mieć oko na cały teren ćwiczeń. Po krótkiej, płaskiej prostej, wbiegało się na
trzy długie kładki oddalone od siebie o dwa metry kaŜda. Kładki miały dziesięć centymetrów
szerokości i pokonanie ich nie wiązało się z jakąś specjalną umiejętnością utrzymania
równowagi, ale trzeba było zachować zimną krew, gdyŜ po pierwszych krokach, grunt opadał
gwałtownie i biegło się wysoko nad sadzawką otoczoną rzędami parzących porzyw.
Niektórzy, starsi agenci w kampusie, pracowali czasami jako asystenci instruktorów.
Piętnastoletni James Adams wykorzystał szansę urwania się z podwójnej lekcji historii, Ŝeby
pomóc pannie Speaks, szczególnie Ŝe porzedni wieczór przesiedział z PlayStation, zamiast
pisać esej o Napoleonie.
James siedział na drewnianej platformie, zawieszonej między dwoma dębami, rosnącymi
nad wąskimi kładkami. Jego przyjaciel Bruce Norris przykucnął kilka metrów od niego.
Między nimi wisiały dwa czerwone worki treningowe zawieszone na grubej gałęzi ponad
kładkami.
Do Jamesa i Bruce'a docierały stękania dzieciaków, wdrapujących się na szczyt wzniesienia.
Panna Speaks wychyliła się ponad krawędź zbocza i szydziła z trenujących.
- Ruszać się, smarkacze! - Krzyczała, kopiąc grudy ziemi w dół zbocza na głowy
dzieciaków. - Łap tę linę i podciągaj się... To nazywasz podciąganiem? Lepiej włóŜ w to
trochę serca, bo jak nie, to zapiszę wasze tyłki na dwumiesięczny, popołudniowy kurs
kondycyjny.
James uśmiechnął się pod nosem, widząc Laurę pojawiającą się na szczycie wzniesienia. Tor
przeszkód był łatwiejszy do pokonania, gdy pracowało się razem z partnerem, a Andy był
właśnie kilka kroków za Laurą. Para cherubinów właśnie zaczynała swoje trzecie,
przedostatnie okrąŜenie i upał wycisnął juŜ na nich swoje piętno.
Twarz Laury była jaskrawo czerwona, a pot spływał jej po związanych z tyłu włosach. Szara
koszulka Andy'ego miała ciemne plamy potu pod pachami, a spodnie i nagie przedramiona
upaćkane były w błocie, po czołganiu się
przez tunele i przedzieraniu się przez bagnistą nieckę strumyka.
- Pompki! - Wrzasnęła Speaks. - Dwadzieścia pięć. Nie guzdrać się, jakbyście byli
niedorozwojami. Ruszać się, ruszać!
James patrzył, jak jego siostra i Andy padają na ziemię. Laura była mocno
zbudowana i z łatwością wykonała dwadzieścia pięć pompek, pomimo dwunastu i pół
kilograma ołowiu na plecach. Chude ramiona Andy'ego były nie tylko słabsze niŜ Laury, ale
teŜ duŜo dłuŜsze, przez co miały do pokonania duŜo większą drogę podczas kaŜdej pompki.
Po piętnastej pompce, ramiona Andy'ego dały za wygraną.
- Co to, do cholery, jest? - Krzyczała Speaks - I ty siebie nazywasz męŜczyzną Twoja
dziewczyna jest silniejsza od ciebie.
Andy spróbował zrobić szesnastą - był w dobrej kondycji i mógł zrobić nawet czterdzieści,
gdyby nie to, Ŝe właśnie skończył drugie okrąŜenie toru przeszkód podczas najgorętszego
dnia w roku - ale barki miał obolałe, a ramiona mu drŜały. Zwalił się z powrotem na gorącą
ziemię.
- Jesteś taki słaby. - Krzyczała Speaks, stawiając swojego glana numer jedenaście, na głowie
Andy'ego - Jesteś małą, śmierdzącą glizdą. Czym jesteś?
Andy miał niejakie kłopoty z mówieniem, gdyŜ jego usta były wciśnięte
w piasek i kurz.
- Myyłom ssierdzzomcom izdom - wydyszał.
- Więc wij się jak glizda - krzyknęła panna Speaks. Upokorzony, Andy zaczął wić się,
poruszając biodrami i wzbijając kurz rękami. Laura wbiła wściekły wzrok w instruktorkę.
- Co się tak gapisz, siostrzyczko - krzyknęła Speaks - dlaczego go nie zostawisz. Jaki
poŜytek masz z tej małej glizdy.
- To mój partner. - powiedziała Laura lojalnie.
- Wiesz co? - powiedziała Speaks, a jej głos zabrzmiał, jakby wpadła na najlepszy pomysł
pod słońcem. - Zabrakło mu dziesięciu. Co ty na to, Ŝeby walnąć się na ziemię i dokończyć za
niego?
Laurze wcale się to nie podobało, ale chciała, Ŝeby instruktorka zeszła jej z oczu, więc padła
na ziemię i zaczęła pompki Andy'ego. Jej plecak, wypakowany ołowiem, ocierał jej skórę na
plecach, gotowała się z gorąca, ramiona bolały, a pot ściekał jej po nosie na ziemię.
Twarda dyscyplina, srogie kary i cięŜki trening fizyczny to były trzy najgorsze rzeczy w
byciu agentem CHERUBA, ale właśnie te rzeczy dawały im przewagę pozwalającą na
bezpieczny udział w tajnych operacjach i wykonywanie zadań, będących poza zasięgiem
zwykłych dzieci.
Nic nie broniło Laurze, ani innym agentom, opuścić kampus i wieść normalne Ŝycie w
rodzinie zastępczej, ale nawet wówczas, gdy jej płuca płonęły, a nogi miała całe w
pęcherzach, nigdy nawet o tym nie pomyślała. PoniewaŜ, gdy się juŜ umyjesz, opatrzysz rany
i spojrzysz w lustro, zobaczysz tam całkiem niezwykłą osobę, patrzącą na ciebie.
Trzy lata wcześniej, Laura przyjechała do kampusu jako inteligentna, ale całkiem zwyczajna
dziewięciolatka. Teraz była jedną z najwyŜszych rangą agentką w kampusie CHERUBA. Mó-
wiła płynnie po hiszpańsku i rosyjsku, mogła biec dziesięć kilometrów bez zadyszki, potrafiła
wyprowadzić samochód z poślizgu, załadować i wystrzelić z kaŜdego typu broni ręcznej o ja-
kiej pomyślisz, a nie mając Ŝadnej broni pod ręką, znała co najmniej kilka sposobów na
uśmiercenie cię gołymi rękami.
Gdy Laura wyciskała ostatnią, dziesiątą pompkę, olbrzymia ręka panny Speaks przycisnęła
ją do ziemi. Im bardziej Laura walczyła, Ŝeby wyprostować ramiona, tym mocniej Speaks na-
ciskała w dół.
- Pyskować gościowi kampusu! - cmoknęła Speaks - Ŝałujecie teraz, wy małe
nikczemne włóczęgi.
Laura starała się nie myśleć, Ŝe to wszystko wina Jake'a Parkera, zacisnęła zęby i
wpatrywała się w ziemię. Pot zalewał jej twarz, a mięśnie brzucha bolały, jakby miały za
chwilę eksplodować, ale nie było takiej opcji jak poraŜka. Panna Speaks zaraz by wymyśliła
jakąś inną formę tortury.
Wreszcie Laura juŜ prawie wyprostowała ramiona, jednak Panna Speaks mocno pchnęła ją
w dół i Laura nagle poczuła, Ŝe tkwi nosem w piasku i kurzu, które oblepiają jej spoconą
twarz. Podczas szkolenia podstawowego, cherubi byli uczeni, aby odsuwać od siebie ból i
skupiać się na słowach mantry: „To twardy orzech, ale członek CHERUBA jest twardszy”.
Laura zamknęła oczy i cicho mruczała do siebie.
Wreszcie, po prawie minucie siłowania, panna Speaks rozluźniła nacisk i Laura wykonała
soją ostatnią pompkę.
- Aleś zatwardziała - powiedziała Speaks z uznaniem, gdy Laura wpatrywała
się w swoje stopy - masz serce do walki.
Komplementy ze strony instruktorów były tak rzadkie, jak kurczaki wylęgające się z jajek z
niespodzianką. Laura niechętnie przyjęła komplement, prostując się do pionu. Gorąco prawie
ją zamroczyło, jej oczy biegały w róŜnych kierunkach, gdy próbowała patrzeć prosto przed
siebie.
- Ruszać się! - Wrzasnęła Speaks - Na kładki, szybko, zanim poczujecie moje glany na
waszych róŜowych tyłkach.
- Wszystko w porządku? - Zapytał Andy z poczuciem winy, gdy pędzili w stronę kładek. -
Tak mi przykro, jestem taki słaby w pompkach.
Laura wzruszyła ramionami.
- Nie twoja wina, Ŝe Pan Bóg dał ci cherlawe ramiona.
James i Bruce patrzyli z platformy, pośród drzew, jak Laura i Andy kierują się, kaŜde w
stronę swojej kładki. Gdy tylko Laura weszła na kładkę, Bruce zdjął barierkę przytrzymującą
worki treningowe na swoich miejscach. James i Bruce chwycili za skórzane rączki
przymocowane od tyłu do worków i pociągnęli je za sobą.
- Biorę Laurę - powiedział James.
PoniewaŜ Laura zrobiła część jego pompek, Andy czuł się świeŜszy i ruszał się trochę
szybciej. Laura mogła, co prawda, przystanąć dla złapania oddechu i wytarcia piasku z
twarzy, ale wiedziała, Ŝe panna Speaks urwie jej głowę, jeŜeli zobaczy ją choćby trochę
rozluźnioną.
Gdy Andy zrobił trzeci krok na kładce, Bruce z całej siły cisnął w niego workiem
treningowym. Platforma była ukryta między drzewami i Andy pierwszy raz zorientował się w
obecności Jamesa i Bruce'a gdy usłyszał skrzypnięcie liny i wielki skórzany worek przeleciał
centymetry przed jego twarzą.
- Pudło - zaklął Bruce, wychylając się, Ŝeby schwytać powracający worek.
James puścił swój worek. Nie zawsze brał stronę siostry, ale nie miał zamiaru strącać jej w
zamulone bajoro, więc specjalnie pchnął worek tak aby minął ją o kilka metrów.
- James Adams! - Panna Speaks wrzasnęła z furią. - Jeśli jeszcze raz zobaczę, Ŝe dajesz
komuś fory, jutro TY pobiegasz tu sobie ze MNĄ.
Andy powinien juŜ przebrnąć kładkę, ale potrzebował chwili czasu, Ŝeby dojść do siebie po
gwałtownym zatrzymaniu. Drugi rzut Bruce'a poszedł pięknym łukiem. Worek trafił
Andy'ego, gdy ten właśnie odzyskał równowagę i zaczął znowu biec.
- Trafiony, zatopiony! - Krzyknął Bruce tryumfalnie.
W czasie gdy Laura oddała trzymetrowy skok na matę u stóp kładki, Andy przeleciał przez
zasłonę ze zwieszających się gałęzi i wpadł do sadzawki z wielkim pluskiem. Andy złapał ga-
łąź i próbował się wyciągnąć z brązowej zupy. Ale kiedy podciągnął się, straszliwy ból
przeciął mu dolną część klatki piersiowej, Andy zawył z bólu.
Woda miała dwa metry głębokości, a dno było miękko wyściełane, Ŝeby zapobiegać
powaŜniejszym urazom, ale twarz Andy'ego była wykrzywiona z bólu, gdy kierował się ku
brzegowi. James i Bruce zeszli z platformy po drabince sznurowej i podnieśli wysoko gołe
ramiona, wchodząc między pokrzywy otaczające wodę.
- Czemu tak wyjesz, Lagan? - Spytał James.
- Chyba złamałem Ŝebro - wysapał Andy - to absolutna agonia, cała dolna, lewa strona.
PowyŜej, Jake Parker i jego kompan Ewan, wspięli się na zbocze i zaczęli swoje trzecie
okrąŜenie. Nie otrzymali pompek, poniewaŜ panna Speaks patrzyła w dół na Andy'ego i nie
dostali workami, bo James i Bruce holowali
Andy'ego przez parzące pokrzywy.
Jake parsknął w stronę Laury, zeskakując z kładki, Ewan dobiegał do końca kładki kilka
kroków za nim.
- Zdaje się, Ŝe to nasz szczęśliwy dzień - zaszczebiotał Jake, bezczelnie mrugając do Laury -
co się stało z twoim chłoptasiem?
Laura miała juŜ dosyć Jake'a i to przebrało miarkę. Upewniła się, Ŝe panna Speaks nie
patrzy, chwyciła Jake'a za ucho i mocno wykręciła.
- Po pierwsze, to nie jest mój chłopak. - Warknęła - Po drugie, gdybyś się potrafił zachować
dziś rano, teraz siedziałabym w miłej, klimatyzowanej sali na plastyce. Więc przestań się
śmiać i zacznij biec, bo jestem o włos od skopania ci dupy.
- Oho, ale się boję - szydził Jake, ale dopiero, gdy Laura go puściła i znalazł się poza jej
zasięgiem.
Po drugiej stronie jeziorka panna Speaks patrzyła w dół na trzech chłopców.
- Naprawdę jest ranny? - Zapytała podejrzliwie.
- Na to wygląda - odkrzyknął Bruce.
W tym czasie następna para agentów przebiegła nad nimi, po kładkach.
Panna Speaks potrząsnęła głową i westchnęła dramatycznie.
- W porządku James, zabierz tę glizdę do centrum medycznego, ale miej na niego oko. W
kaŜdym razie, sprawdzę u doktora Kesslera, Andy. JeŜeli oszukujesz, wrócisz tu na specjalny
trening jeden na jednego, tylko ty i ja. Przy tym, dzisiejszy trening, będzie ci się wydawał
herbatką u cioci na imieninach.
5. KASKADA
Kampus CHERUBA był wyposaŜony w nieduŜe centrum medyczne, składające się z sześciu
prywatnych pokoi i ambulatorium z pięcioma łóŜkami. Andy leŜał w odległym końcu dobrze
wyposaŜonego ambulatorium, a po przeciwnej stronie sali siedziała jakaś ośmiolatka, która
poparzyła sobie rękę formą do ciasta i teraz uŜalała się nad sobą. Dwóch męŜczyzn weszło do
sali przez wahadłowe drzwi. Andy usiadł, krzywiąc się z bólu. MęŜczyźni wyglądali
podobnie, obaj mieli łyse głowy, a na nosach nosili okulary w srebrnych oprawkach. Jednym
z nich był dr Kessler, którego Andy spodziewał się zobaczyć juŜ z godzinę temu. Drugim był
John Jones, kontroler misji, którego Andy nie spodziewał się w ogóle. Kessler pracował w
kampusie od ponad dwudziestu lat, ale jego niemiecki akcent był nadal wyraźnie słyszalny.
- Dobre wieści, jak mniemam - rzekł, podchodząc do łóŜka Andy'ego i odsuwając kołdrę,
Ŝeby zbadać jego klatkę piersiową.
- Sprawdziłem zdjęcia rentgenowskie i nie ma Ŝadnych złamań, ale będziesz miał wielkiego
sińca. Chcę, Ŝebyś spróbował podnieść lewe ramię z poduszki. Andy, ledwo podniósł ramię
na wysokość kilku centymetrów, gdy sycząc z bólu z powrotem opadł na poduszkę. Dr
Kessler spojrzał na Johna Jonesa.
- Naciągnął mięsień. To chyba najczęstsza kontuzja, jaką tu widuję. Dzieciaki cięŜko trenują
i mięśnie są bardziej naraŜone na kontuzje, kiedy są przemęczone. Andy spojrzał na doktora
Kesslera.
- Ale wszystko będzie w porządku, do czasu mojej misji w sobotę, prawda? John przerwał
Andy'emu.
- Dostałem SMS-a od Grega Rathbone'a jakieś półtorej godziny temu. George Lydon musi
odwiedzić swoją ciotkę w sobotę i nocne granie zostało przeniesione na dzisiaj.
- Kurcze! - zaklął Andy.
- Dlaczego nie powiedziałeś Zarze, Ŝe masz niedługo waŜną misję? - zapytał John.
- Nie chciałem, Ŝeby Laura i reszta, pomyśleli, Ŝe próbuję się wymigać od kary - wyjaśnił
Andy.
- Czy jest ktoś inny w kampusie, przeszkolony do pracy z AutoCadem? John pokręcił głową.
- Miałeś ponad dwadzieścia godzin szkolenia, nie ma nikogo, kogo moglibyśmy doszkolić
do twojego poziomu, do wieczora.
- ZabandaŜujcie mnie i jakoś dam radę - powiedział odwaŜnie Andy - powiem wszystkim, Ŝe
zostałem kontuzjowany podczas gry w piłkę.
- KaŜę siostrze Halstead cię zabandaŜować. - Dr Kessler pokiwał głową
- Ale nadal będziesz odczuwał dotkliwy ból. Zastrzyk przeciwbólowy mógłby pomóc, ale to
iniekcja domięśniowa - bardzo bolesna i znieczulona część będzie zdrętwiała. To podobne
uczucie, jakie się ma po wizycie u dentysty.
- Wybór naleŜy do ciebie - podkreślił John.
- Nie musisz tego robić. JeŜeli się wycofasz, nikt nie będzie miał do ciebie pretensji.
Andy potrząsnął głową z determinacją. - Rat planował dostanie się do domu Kurta Lydona
od ponad miesiąca. Zrobię, co będzie trzeba. Dr Kessler skierował się z powrotem, przez salę,
otworzył szafkę na kółkach, wypełnioną setkami malutkich szufladek. John wyjął z kurtki
zwitek dokumentów.
- Dojazd do Milton Keynes zajmie nam około półtorej godziny - powiedział John - i chcę
wyruszyć w drogę, zanim dzieciaki wyjdą ze szkoły. Chcę, Ŝebyś przeczytał teraz wpro-
wadzenie do misji. JeŜeli masz jakiekolwiek pytania, to jest najwyŜszy czas, Ŝebyś je zadał.
Andy wziął dokumenty i wzruszył ramionami. - Czytałem to juŜ ze dwadzieścia razy.
- Wiem o tym - John kiwnął głową - ale zawsze boję się, Ŝe moi agenci zapomną o czymś
waŜnym, w ostatniej chwili. Zrób mi więc przysługę i przeczytaj to jeszcze raz, proszę. Andy
bez zapału kiwnął głową. Dr Kessler wrócił do łóŜka Andy'ego niosąc w rękach sterylnie
zapakowaną strzykawkę. To powinno pomóc na jakieś dwanaście do szesnastu godzin -
powiedział dr Kessler - ale pamiętaj, Ŝe mięśnie są nadal uszkodzone. Musisz unikać
jakiegokolwiek większego wysiłku. Dr Kessler zdezynfekował Andy'emu miejsce nakłucia,
potem rozerwał sterylne opakowanie i wyjął strzykawkę. Odkręcił plastikową nasadkę i zdjął
ją, ukazując bardzo długą igłę.
- O, rany! - jęknął Andy.
- Czy to będzie bolało tak, jak na to wygląda.
- Och, to jest dziesięć razy bardziej bolesne, niŜ na to wygląda. - Powiedział dr Kessler
sarkastycznie.
- Po prostu weź głęboki wdech i nie ruszaj się. To nie potrwa długo. Andy odłoŜył
dokumenty Johna i wbił paznokcie w materac, gdy igła wbiła mu się w brzuch.
**TAJNE** WPROWADZENIE DO ZADANIA DLA GREGA 'RATA' RATHBONE'A I
ANDY'EGO LAGANA NIE KOPIOWAĆ, NIE SPORZĄDZAĆ NOTATEK
Wprowadzenie Do Zadania - Klub Nuklearny Od czasu, gdy Stany Zjednoczone zdetonowały
swoją pierwszą bombę atomową w 1945 r., wiele innych krajów próbowało zbudować własną
broń nuklearną. Dziś wiemy o ośmiu innych krajach, posiadających broń atomową (Rosja,
Wielka Brytania, Francja, Chiny, Indie, Pakistan, Korea Północna i Izrael). Inne, takie jak
Niemcy i Japonia posiadają potrzebną technologię, ale zdecydowały się nie budować bomb
atomowych. Na kaŜdy kraj, posiadający broń nuklearną, przypada wiele takich, które taką
broń chciałyby mieć. Jedne z nich są zbyt ubogie i nie mają realnych szans na
wyprodukowanie własnego arsenału nuklearnego. Inne, szczególnie bogate w ropę naftową,
kraje Bliskiego Wschodu, nie posiadają naukowców i bazy przemysłowej. Takie kraje gotowe
są zapłacić olbrzymie sumy pieniędzy kaŜdemu, kto moŜe im dostarczyć sekrety broni
nuklearnej. Organizacja Dark Sun W ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat wielu ludzi i organi-
zacji starało się wzbogacić na rynku technologii nuklearnych. W 2004 r. operacja
połączonych sił wywiadów brytyjskiego i francuskiego doprowadziła do aresztowania kobiety,
która nielegalnie zakupiła kilka ton stali maraging. Ten specjalnie utwardzany metal jest
uŜywany głównie w przemyśle nuklearnym i jego produkcja i eksport są pod ścisłą kontrolą.
Stojąc przed groźbą wieloletniego więzienia, podejrzana zgodziła się na współpracę. Podała
ona francuskiemu wywiadowi, cenne informacje na temat organizacji zwanej Dark Sun. Pod-
czas następnych miesięcy, stało się jasne, Ŝe Dark Sun jest wyspecjalizowaną siatką
handlującą tajemnicami technologii nuklearnej. Jej kontrahentami są m.in. rządy w Afryce,
Azji i na Bliskim Wschodzie. Najtrudniejszą częścią w produkcji bomb atomowych jest tzw.
wzbogacenie uranu. Odbywa się to poprzez ogrzanie metalu, aŜ stanie się gazem i
odwirowaniu go w specjalnych, szybkoobrotowych wirówkach. śeby uran stał się zdatny do
uŜycia jako broń, musi przejść przez sieć około pięćdziesięciu tysięcy takich wirówek. Sieć ta
zwana jest kaskadą. JuŜ sama budowa kaskady jest bardzo skomplikowana, a ponadto zuŜywa
ona prąd w ilości wytwarzanej przez duŜą elektrownię, a kaŜda nieszczelność czy usterka
prowadzą do uwolnienia śmiertelnie radioaktywnego gazu.
Kurt Lydon chce zaproponować swoim klientom z Dark Sun plany niezawodnych wirówek
uranu. Kilka planów europejskich i chińskich wirówek są szeroko dostępne, ale są to plany z
lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku i ich wydajność i niezawodność są o
wiele mniejsze, niŜ nowoczesny sprzęt. Kurt Lydon był członkiem zespołu inŜynierów,
projektujących nową angielsko - francuską wirówkę uranu. W listopadzie 2006 r. projekt był
gotowy i mała kaskada została, z sukcesem, przetestowana, ale rząd francuski zrezygnował z
planowanej fabryki wzbogacania uranu. Projekt wirówki został zamknięty, a Kurt Lydon
stracił pracę. Pomimo szczelnej ochrony projektu nuklearnego, Lydonowi udało się ukraść
komputerowe plany nowej wirówki, na krótko przed zwolnieniem. KradzieŜ została
niezauwaŜona, ale agenci MI5 zidentyfikowali Lydona, gdy ten spotkał się z podejrzanym o
działalność w Dark Sun człowiekiem w brukselskiej restauracji w lutym 2007 r. W następnych
tygodniach, MI5 podłoŜyła podsłuch w domu Lydona i we wszystkich jego telefonach. Lydon
próbował sprzedać plany wirówki organizacji Dark Sun za osiem milionów Euro. Niestety,
nowy projekt wymagał bardzo wyspecjalizowanych części, uszczelek, silników, których obrót
podlegał ścisłej kontroli. Dark Sun byłaby moŜe zdolna do przeszmuglowania wystarczającej
ilości tych materiałów do zbudowania testowej wirówki, ale byłoby niemoŜliwe zdobycie ich w
ilości potrzebnej do zbudowania pięćdziesięciu tysięcy potrzebnych do kaskady. Lydon był
zawiedziony, Ŝe jego doskonałe plany nie mają Ŝadnej wartości dla Dark Sun. Spotkał się
jednak z o wiele pozytywniejszą reakcją, gdy zaproponował, Ŝe przekonstruuje wirówkę tak,
Ŝeby moŜna ją było zbudować z prostszych komponentów i materiałów. Plan Lydon
przewidywał, Ŝe praca nad zmianą projektu zajmie mu od ośmiu do dziesięciu miesięcy. MI5
brało pod uwagę aresztowanie Lydona i jego kontaktu. To mogłoby doprowadzić do rozbicia
części siatki, ale tylko na jej dolnych poziomach. MI5 chciała spenetrować całą organizację
Dark Sun, aŜ do jej kierownictwa. Jedynym sposobem było pozwolenie Lydonowi na
skończenie jego pracy i śledzenie go gdy opuści kraj w celu zbudowania i testów wirówki.
JednakŜe, gdyby Lydonowi się udało, jego łatwa do zbudowania wirówka, pozwoliłaby wielu
krajom na rozpoczęcie produkcji paliwa do bomb jądrowych. MI5 nawiązała kontakt z
kilkoma byłymi współpracownikami Lydona. Projekt wirówki zawiera ponad trzy tysiące
części i nikt nie rozumie ich wszystkich naraz. InŜynierowie wyselekcjonowali listę czterystu
kluczowych części. Wszystkie były zrobione ze standardowych materiałów, a to znaczyło, Ŝe
Lydon nie miał powodów, by zmieniać ich projekty i bliŜej im się przyglądać. Gdy juŜ
inŜynierowie mieli swoją listę, zaczęli zastanawiać się nad niewielkimi zmianami, które
spowodowałyby, Ŝe części nie będą spełniać stawianych im wymogów. W wirówce kręcącej
się z prędkością 25.000 obr/min, setna część grama niewywaŜenia moŜe spowodować
katastrofalne skutki; zły rodzaj plastikowej uszczelki moŜe spowodować wyciek wybuchowego
gazu; a niewielkie odchylenie od idealnego wycentrowania moŜe skutkować grzaniem się
całego układu i spowodować eksplozję. Uszkodzona wirówka, najprawdopodobniej skazi
otoczenie, ale eksperci wierzą, Ŝe teren skaŜenia będzie niewielki. InŜynierowie i technicy
pracujący dla Dark Sun doznają cięŜkich obraŜeń, ale MI5 uznaje ryzyko za akceptowalne,
biorąc pod uwagę, Ŝe miliony istnień byłyby zagroŜone, gdyby wrogie kraje lub organizacje
terrorystyczne zdobyły broń jądrową. InŜynierowie przestudiowali kaŜdą z części i zmniejszyli
swoją listę do 143 niewielkich poprawek w projekcie, które nie będą widoczne na komputerze
i niemoŜliwe do zlokalizowania po eksplozji urządzenia. Wierzy się, ze naprostowanie tych
wszystkich małych błędów, zajmie więcej czasu niŜ skonstruowanie wirówki od początku.
Testowanie poprawionego projektu zajmie lata i pochłonie miliony dolarów, a to podkopie
wiarygodność organizacji Dark Sun. Zadanie Kurt Lydon rozpoczął juŜ pracę nad zmianą
projektu. Ktoś musi się dostać do jego komputera w gabinecie jego domu w Milton Keynes i
ręcznie wprowadzić wszystkie 143 poprawki projektu. MI5 sądzi, Ŝe nie byłoby problemu z
obejściem alarmu i włamaniem się do domu Lydona, ale Dark Sun ma Kurta pod ścisłą
obserwacją i jego dom jest obserwowany dwadzieścia cztery godziny na dobę. śaden dorosły
agent nie byłby w stanie dostać się do biura Lydona i jego komputera, nie wzbudzając
podejrzeń. JednakŜe, Lydon ma trzynastoletniego syna, George'a i piętnastoletnią córkę,
Sophie. Zasugerowano, Ŝe para agentów CHERUBA mogłaby się zaprzyjaźnić z George'em
i/lub Sophie, dostać się do ich domu i sabotować projekt wirówki.
6. WPROWADZENIE
- Wszystko w porządku, chłopcy? - zapytał John Jones, przejeŜdŜając terenowym nissanem
przez środek zupełnie pustego ronda. Andy i Greg siedzieli na tylnej kanapie.
- Wszystko przygotowane, szefie. - Greg pokiwał głową, a potem spojrzał na Andy'ego.
- Tylko pamiętaj, nie mów do mnie 'Rat'.
- W porzo, Rat - Andy uśmiechnął się z przekąsem. John wjechał w nowoczesne osiedle
pojedynczych domów. Zwolnił, Ŝeby móc odczytywać numery mijanych posesji. Przy
numerze dwadzieścia dwa wjechał na ceglany podjazd i zaparkował obok srebrnej Astry.
Chłopcy sięgnęli przez tylne oparcie do bagaŜnika po swoje plecaki, wysiedli i podeszli za
Johnem do frontowych drzwi. Szczupła kobieta otworzyła drzwi, zanim John miał szansę za-
pukać. Za nią pojawił się George w T-shirtcie i bokserkach w postacie z Futuramy.
- Pani musi być dr Lydon - rzekł John z uśmiechem, udając australijski akcent, Ŝeby
uwiarygodnić, Ŝe jest ojcem Grega.
- Dzięki za przyjęcie chłopców. Gdyby był jakiś problem, jakikolwiek, proszę dzwonić.
- Proszę mi mówić Susie - powiedziała mama George'a, potrząsając ręką Johna.
- Nie ma problemu. Mają pieniądze na pizze i tuzin gier na X-boxa, więc na pewno będą
potrafili o siebie zadbać. Podczas gdy dorośli rozmawiali przy drzwiach, Greg i Andy
zanurkowali pod ramieniem dr Lydon, zrzucili adidasy i popędzili na górę do pokoju
George'a.
- Chłopcy, zachowujcie się. - Krzyknął za nimi John.
- Spoko tato - odkrzyknął Greg - widzimy się rano. Dom był wyposaŜony komfortowo, ale
nie zdobyłby Ŝadnej nagrody za wystrój wnętrz, a w powietrzu unosił się lekki zapach kotów.
Sypialnia George'a była bardzo mała, ale za to z odlotowym zestawem audio-wideo z
dźwiękiem przestrzennym i 37-calowym telewizorem LCD na ścianie. Zhang przyjechał
wcześniej i teraz grał w Forza Motorsport 2, z dźwiękiem podkręconym prawie na maksi-
mum. W pokoju było duszno i Zhang był rozebrany do spodenek gimnastycznych, z oznacze-
niami Chelsea. Siedział po turecku na łóŜku George'a.
- Niezłe sińce, Zhang - zauwaŜył Greg. Zhang potrząsnął głową.
- To było bardzo miłe z twojej strony, Ŝe poczekałeś z akcją Karate Kid, aŜ Johno wyŜyje się
na mnie i wsadzi mi głowę do kibla.
- Do dzisiaj uwaŜałem, Ŝe wsadzenie komuś głowy do szkolnego kibla to tylko mit. -
Uśmiechnął się Greg i spojrzał na Andy'ego.
- To jest mój kuzyn. Przyjechał ze Szkocji na pierwszy tydzień wakacji. Zhang właśnie
przejeŜdŜał Dodge'm Challenger'em przez szykanę i tylko mrukną na powitanie.
- Masz cztery pady. - Ucieszył się Andy.
- No pewnie. - Powiedział dumnie George - Jesteś dobry w Virtua Tennis? MoŜemy zagrać
turniej deblowy.
- Oby tylko nie z Zhangiem w druŜynie! - Wypalił Greg.
- Jest do niczego.
- Chrzań się! - Wykrzyknął Zhang.
- Nie moŜesz oczekiwać od kogoś, kto pierwszy raz usiadł do gry, Ŝe będzie grał jak zawo-
dowiec. I tak doprowadziłem do tiebreak'a w ostatnim secie... O rzesz ty... Jak ja nie cierpię
tego zakrętu! George wybuchnął śmiechem, widząc, jak Challenger Zhanga wypada z
zakrętu, przecina Ŝwirowy pas ochronny i uderza w bandę z opon.
- Jełopy! - Krzyknął Zhang, rzucając kontroler na łóŜko.
- Drugie miejsce - miałem go na widelcu, wyprzedziłbym go na następnej prostej. Trzej
chłopcy podskoczyli, słysząc głos mamy George'a od drzwi.
- Nie słyszałaś o pukaniu? - Zapytał George z dezaprobatą.
- Pukałam - Krzyknęła - słyszelibyście, gdybyście nie nastawili dźwięku tak głośno...
George przeczołgał się po podłodze i ściszył dźwięk.
- Siedźcie, jak długo chcecie i bawcie się dobrze - powiedziała dr Lydon przyjaźnie - ale ja
jestem po szesnastu godzinach w szpitalu i idę spać, jak tylko wezmę prysznic, więc nie
hałasujcie tak. Dobrze?
- W porządku, mamo. - Powiedział George.
- Będziemy cicho, jak mysz pod miotłą. Mama George'a uśmiechnęła się.
- Macie chipsy w szafce, lody w zamraŜalniku i burito do mikrofali, które tak lubicie.
Częstujcie się. Gdy poszła, Greg spytał ze zdziwieniem:
- To twoja mama idzie spać? Twarz George'a rozpromienił szeroki uśmiech.
- Świetnie, co? Tata wyjechał na jakieś słuŜbowe spotkanie do Brukseli, Sophie wychodzi do
klubu z koleŜanką, a moja mama właśnie wróciła z podwójnego dyŜuru w szpitalu. Gdy tylko
pójdzie spać, będziemy panami sytuacji.
- Cool! - powiedział Zhang. Andy i Greg wymienili ukryte uśmiechy. Im mniej ludzi będzie
w domu, tym łatwiej będzie się dostać do komputera Kurta Lydona.
- Będzie jeszcze lepiej. - Powiedział Greg. Wyciągnął śpiwór ze swojego plecaka, a spod
niego, osiem puszek piwa. George spojrzał na nie z przestrachem.
- Jeśli moja mama to zobaczy...
- Nie bądź idiotą - Ŝachnął się Zhang - to tylko dwie puszki na głowę. Nic ci nie będzie.
- Właściwie, to cztery na głowę - uśmiechnął się Andy.
- Ja mam u siebie następne osiem. Zhang uśmiechnął się do Andy'ego. - JuŜ cię zaczynam
lubić, chłopie.
- Spodziewam się. - Powiedział George.
- Ale lepiej poczekajmy z tym, aŜ moja mama pójdzie spać. Będziecie teŜ musieli zabrać
puste puszki ze sobą, bo gdyby mama zobaczyła je w śmieciach, zabiłaby mnie.
- Wszyscy się skujemy - zaśpiewał Zhang - wszyscy się skujemy.
- Mogę skorzystać z toalety - zapytał grzecznie Andy.
- Lepsze to, niŜ nasikać na dywan - uśmiechnął się George. Otworzył drzwi do pokoju i
wskazał w głąb korytarza.
- Drugie drzwi po prawej. Z drugiej strony korytarza, Sophie, siostra George'a, wyszła ze
swojego pokoju. Była ubrana na wieczorne wyjście: w czarnych szpilkach i czarnej sukience,
która zostawiała odkryte całkiem pokaźne połacie jej ciała.
- Patrzcie chłopaki - zaśmiał się George - wystroiła się jak choinka na Święta. Sophie
spojrzała na brata z pogardą.
- A wy co? X-box i DVD z Battlestar Galactica. Ale z was banda nieudaczników. - Taa,
pewnie - mruknął George - lepiej jest siedzieć w ostatnim rzędzie w kinie i lizać się z tym
palantem, Danielem. Sophie mruczała coś pod nosem z pogardą, kierując się w stronę toalety.
Gdy zorientowała się, Ŝe Andy jest w środku, zaczęła ze złością walić w drzwi.
- Wypad stamtąd - wrzasnęła.
- Idź na dół - powiedział George.
- Nie mogę, cymbale - ofuknęła go Sophie - mama bierze prysznic. Andy był w obcym
domu, wśród ludzi, których nie znał, więc grzecznie przeprosił Sophie, wychodząc z łazienki.
- Po prostu, zejdź mi z drogi - warknęła na niego. Gdy Andy wrócił do sypialni George'a, ten
przepraszająco wzruszył ramionami. - Słowa nie ranią... - powiedział Andy od niechcenia.
- Wiem jak się jej odpłacić - roześmiał się George i pobiegł do pokoju siostry. Chwilę
później wyszedł stamtąd z pluszowym króliczkiem z długimi uszami i wsadził go sobie,
głową w dół, w szorty.
- Och, niegrzeczny króliczek! - Powiedział George, na cały głos. Pozostali chłopcy
wybuchnęli śmiechem. George podszedł do drzwi toalety, z królikiem absurdalnie
dyndającym z szortów i mocno zastukał.
- Sophie - powiedział słodko George
- Pan Królik ma kłopoty!
- Ile razy mam ci powtarzać? - Wrzasnęła Sophie, wypadając z łazienki z mokrymi rękami.
- Trzymaj się z daleka od mojego pokoju, ty mały zboczeńcu!
Ale prawdziwej furii dostała, widząc parę futrzanych nóg wystających z bokserek brata.
- Ty mały, zawszony zasrańcu - krzyknęła - teraz to dostaniesz! George zaczął uciekać, ale
Sophie owinęła ramię wokół jego talii, gdy próbował przecisnąć się przez drzwi swojego
pokoju.
- Ups! - Sapnął Zhang, gdy George otrzymał siarczysty policzek.
- To musiało boleć. Sophie wyrwała królika ze spodenek George'a i uderzyła go powtórnie,
tym razem w plecy i kopnięciem posłała go na podłogę.
- Trzymaj się z dala od mojego pokoju - krzyknęła - i nigdy, przenigdy, nie dotykaj moich
rzeczy, gnojku!
- Poczekaj, zobaczysz, co zrobię, gdy wyjdziesz - powiedział George, nie przejmując się
wielką czerwoną plamą, wykwitłą na jego twarzy
- Pan Królik ma umówione spotkanie z moim noŜem Stanley'a. Sophie przygwoździła
George'a nogą do ściany, pochyliła się i złapała za jego chude kostki. W zachowaniu George'a
nastąpiła nagła zmiana, której jego koledzy początkowo nie mogli zrozumieć.
- Sophie, przepraszam! - Wybełkotał ze strachu.
- Nie rób tego. George złapał się framugi, ale Sophie była duŜo silniejsza od chuderlawego
brata i zaczęła go ciągnąć przez korytarz. Gdy nabierała prędkości, jego nagie plecy ze
świstem tarły o włochaty, nylonowy dywan.
- Nieee! - Krzyczał George.
- Mamooo! Greg, Andy i Zhang wybiegli razem z pokoju, Ŝeby widzieć co się dzieje. Gdy
George usiadł, jego przyjaciele zobaczyli czerwone otarcia na jego plecach spowodowane
szybką jazdą po dywanie. Twarz George'a wykrzywiła się z bólu, ale nie chciał, Ŝeby jego
koledzy widzieli, Ŝe cierpi.
- Trzymaj się z dala od mojego pokoju - krzyknęła Sophie. - Parszywa dziwka - odkrzyknął
George. Na dole, drzwi od łazienki otworzyły się gwałtownie i mama George'a wparowała na
górę w pastelowo zielonym szlafroku i kapciach do kompletu.
- Przestańcie natychmiast! - Krzyknęła. - Mam was, oboje, powyŜej uszu. Macie trzynaście i
piętnaście lat, a zachowujecie się, jakbyście nadal mieli trzy i pięć. Zobacz, co zrobiłaś z jego
plecami!
- Och, dlaczego tym razem nie staniesz po jego stronie, mamo? - powiedziała Sophie, kipiąc
sarkazmem.
- Wsadził sobie Pana Królika, głową w dół, w swoje zasikane gacie.
- Wszystko, czego chcę od tego kretyna, to Ŝeby trzymał się z daleka od mojego pokoju.
- A Ŝebyś tak zdechła na raka - krzyknął George, łapiąc się balustrady i podciągając w górę.
Sophie pokazała mu język.
- Cienias - wysyczała. Mama George'a krzyknęła zdenerwowana:
- Ile razy mam wam mówić, Ŝebyście nie wchodzili do pokoju tego drugiego?
- Nie moŜna mu ufać - krzyknęła Sophie - wrócę do domu i znajdę resztki pizzy w pościeli
albo coś podobnego.
- Zejdź mi z oczu, Sophie - krzyknęła jej mama - wasz ojciec zainstalował zamki we
wszystkich drzwiach, Ŝeby skończyć z tymi kłótniami. Zamknęłaś swoje drzwi?
- Nie mogę znaleźć klucza - przyznała Sophie. Mama George'a zwróciła się do córki, gdy ta
była juŜ na dole przy drzwiach frontowych.
- Mam zapasowy. A teraz idź juŜ, zanim zupełnie stracę nerwy i oboje was uziemię. Gdy
Sophie trzasnęła drzwiami, jej mama ruszyła korytarzem w stronę pozostałych trzech
chłopców, którzy natychmiast zniknęli w pokoju George'a, bo wyraz jej twarzy mówił wyraź-
nie, Ŝe odgryzie głowę kaŜdemu, kto odwaŜy się choćby otworzyć usta. Weszła do pokoju
Sophie i znalazła, niby to, zgubiony klucz w stercie odŜywek do włosów i notatek do
egzaminu maturalnego na biurku.
- No. - Powiedziała, zamykając pokój Sophie na klucz i chowając go w kieszeni szlafroka.
- Wy chłopcy moŜe i macie wakacje, ale ja idę jutro do pracy. Bawcie się więc dobrze, ale
jeŜeli któryś mnie obudzi, nie chciałabym być w jego skórze.
7. KRZAKI
George powoli zamknął drzwi do sypialni swojej mamy. Czuł się trochę pijany i lekko
zataczając się, wrócił do swojego pokoju. Dochodziła dziesiąta i na dworze było juŜ prawie
ciemno, ale cały czas panował nieznośny upał, więc wszyscy chłopcy byli porozbierani do
spodenek. - Śpi jak niemowlę - powiedział ze śmiechem, wchodząc do pokoju. Pokój
śmierdział głównie pizzą, ale były tam teŜ zapaszki piwa i potu. Podłoga była cała
zaśmiecona okruszkami i pudełkami po pizzy, a do tego jeszcze, Zhang stanął na łóŜku i przy-
kleił do sufitu kromkę chleba czosnkowego z serem.
- Jeszcze piwa? - zapytał Greg, wyciągając puszkę z plecaka.
- Ja chętnie - odparł Zhang, lekko bełkocząc.
Przed podaniem mu puszki, Greg obrócił ją, sprawdzając, czy na dnie jest niewielki,
niebieski znak: kupili szesnaście identycznych puszek piwa, ale ich zawartość została
zmieniona przez techników CHERUBA. Te z niebieskim znakiem były przeznaczone dla
George'a i Zhanga i zawierały normalne piwo z dodatkiem mocnego środka usypiającego.
Piwo z nieoznaczonych puszek zostało usunięte i zastąpione bezalkoholowym. JeŜeli plan
wypali, George i Zhang upiją się i stracą przytomność, podczas gdy agenci CHERUBA
pozostaną całkowicie trzeźwi.
- Patrzcie na to, ślicznotki - krzyknął George wesoło, otwierając szeroko okno i wchodząc na
parapet.
Greg i Andy patrzyli z przeraŜeniem, jak George rzuca się przez okno z pierwszego piętra.
Mieli mieć pod kontrolą zachowanie George'a i Zhanga pod wpływem alkoholu. Całą ich
misję moŜna by spuścić w klozecie, gdyby któryś z nich wylądował na izbie przyjęć. Gdy
Greg i Andy wychylili się przez okno, usłyszeli trzeszczenie gałęzi i tryumfalny okrzyk
George'a. Chłopak śmiał się głośno, gramoląc się z gęstego Ŝywopłotu.
- Zawsze chciałem tego spróbować - krzyknął George, spadając plecami na trawnik, wyjąc
ze śmiechu i uderzając się pięściami w klatkę piersiową
- DuŜo piwa dać jaskiniowiec George odwaga. Teraz dopiero Greg zauwaŜył, Ŝe Ŝywopłot
jest olbrzymi i skok na niego z pierwszego piętra to niecałe dwa metry.
- No co jest, cipki - krzyknął George - to jest świetne! Andy wskazał na bandaŜ opasujący
jego pierś: - Nie chcę tego rozerwać. Greg nie miał tego problemu i skoczył, głową w dół, na
ogromny Ŝywopłot. Liście i gałęzie były szorstkie i kujące, ale cała frajda polegała na tym,
Ŝeby gęste krzaki oplotły cię całego i wtedy próbować się z nich wyplątać. Greg pił tylko
piwo bezalkoholowe, ale musiał zachowywać się jak pijany, więc dziko wyjąc, stoczył się na
trawnik. Zhang nie był zbyt pewny siebie, wdrapując się na parapet.
- Dawaj, skacz grubasie - zawołał drwiąco George. Greg i George zaśmiewali się, gdy Zhang
wyleciał z okna.
Na początku wyglądało to tak jak przy dwóch pierwszych chłopcach, ale cięŜar Zhanga
wepchnął go głębiej w Ŝywopłot i nagle dało się słyszeć głośny trzask łamanego drzewa, gdy
złamała się jedna z głównych łodyg podtrzymujących Ŝywopłot.
- AAAACH! - Krzyknął Zhang. Zatrzymał się z nogami w górze na stercie połamanych
gałęzi Ŝywopłotu. Zhang nie był ranny i Greg śmiał się głośno, pomagając mu wstać. George
natomiast przeraził się stanem Ŝywopłotu.
- O rany, ojciec mnie zabije - wyjęczał. Greg złapał największy odłamany kawałek gałęzi i
umieścił go pomiędzy nienaruszonymi częściami.
- Wygląda jak nowy - zachichotał.
- To wcale nie jest śmieszne, chłopaki - lamentował George, kucając i zbierając liście i
połamane gałęzie z trawnika. Nagle w ogrodzie na posesji obok zapaliła się latarka i kobiecy
głos dobiegł ich zza ogrodzenia.
- Co, do diabła, się tu dzieję? - Pani Hampstead - wydyszał George i zaczął uciekać za bu-
dynek.
- Wracaj do środka wścibski, stary nietoperzu - krzyknął Zhang.
- To jest matka chrzestna Sophie, praktycznie rodzina - szepnął George, dając kuksańca
Zhangowi. Spojrzał w górę w okno swojej sypialni.
- Andy zejdź na dół i otwórz nam drzwi frontowe, zanim ona zacznie świecić tą latarką przez
płot. Andy uśmiechnął się zamyślony przez okno:
- No, moŜe mógłbym to zrobić - zachichotał. Andy śmiał się, widząc jak pozostała trójka
gramoli się przez podjazd, wyjąc, gdy kawałki Ŝwiru wbijały im się w bose stopy. Gdy
wreszcie dotarli do środka, George spojrzał nerwowo na piętro, był niemal pewien, Ŝe te
wszystkie hałasy, musiały obudzić jego mamę. Chłopcy nie mogli powstrzymać chichotu,
pędząc schodami na górę. Nagle Zhang podniósł rękę do ust, próbując powstrzymać potęŜne
ziewnięcie.
- O rany, nagle poczułem się wykończony - poskarŜył się, wchodząc do pokoju i waląc się
na łóŜko.
- Wiem, co czujesz - zgodził się George, ziewając - od tego piwa rozbolała mnie głowa.
- Nie umiecie pić - stwierdził Greg, patrząc na zegarek. Była dziesiąta piętnaście. Minęło
półtorej godziny, od kiedy George i Zhang wypili pierwsze łyki zmodyfikowanego piwa i
środek nasenny zaczął działać zgodnie z planem.
- Jeszcze nawet nie zaczęliśmy grać w Virtua Tennis - powiedział Andy. George osunął się
na wielką skórzaną poduchę.
- Co jest chłopaki, poddajecie się? Zhang miał zamknięte oczy, a George machał ręką przed
swoją twarzą.
- Zacznijcie beze mnie. Potrzebuję kilku minut odpoczynku. Greg włoŜył grę do konsoli,
ściszył dźwięk i wziął do ręki jeden z bezprzewodowych padów. Agenci CHERUBA grali,
zbytnio się nie wysilając. Andy wygrał pierwszego seta w tiebreak'u, ale nie było przy tym
ani protestów, ani świętowania. Zamiast tego, Andy pochylił się nad łóŜkiem i uszczypnął
Zhanga w policzek. W tym czasie Greg podczołgał się do George'a i pociągnął mocno za jego
wielki paluch u nogi.
- Śpią jak zabici. - Powiedział Greg.
- Bierz zestaw. Andy otworzył kieszeń plecaka i wyciągnął plastikowe opakowanie.
Wyglądało jak zwykły zestaw pisaków, ale w środku było dwanaście identycznych
strzykawek z szybko działającym środkiem nasennym. Lek, który był w puszkach z piwem,
działał niecałe dwie godziny i nie wiadomo było dokładnie, ile go wypili. George i Zhang
musieli dostać zastrzyki z czymś mocniejszym, co zapewni, Ŝe się za wcześnie nie obudzą.
Nawet najbardziej delikatny zastrzyk moŜe spowodować niewielkie zaczerwienienie i siniak,
które byłyby widoczne na gołej skórze, tak więc Andy musiał zrobić zastrzyk w miejsce,
które raczej trudno zobaczyć.
- PokaŜ mi swój zadek. - Zaśmiał się Andy. Greg przeturlał Zhanga na brzuch i ściągnął mu
bokserki z tyłka.
- Wielki - zaśmiał się. Nagle przestał się śmiać i odwrócił się z obrzydzeniem.
- O rany, ma nartę w gaciach.
Andy wstrzymał oddech, gdy podniósł pośladek Zhanga i przetarł kawałek skóry sterylnym
wacikiem. Następnie wbił igłę w miejsce, gdzie obwisły tyłek łączył się z udem. Po
zaaplikowaniu Zhangowi wystarczającej ilości środka nasennego, Ŝeby go utrzymać w
nieprzytomności przez następne sześć godzin, Greg podciągnął mu spodenki i przetoczył z
powrotem na plecy. George waŜył połowę tego, co Zhang i mył się dwa razy częściej, więc
przetoczenie go na plecy i zrobienie zastrzyku w pośladek, gdy leŜał płasko na podłodze, było
o wiele przyjemniejszym doznaniem. Greg wsunął poduszkę pod głowę George'a i spojrzał z
niepokojem na Andy'ego:
- Dwójka załatwiona. Zostało nam jeszcze jedno.
- Tak, i to najtrudniejsze. - Zgodził się Andy. Wyjął z plecaka zielony cylinder i maskę
gazową i wyszedł za Gregiem na korytarz. Dr Lydon najprawdopodobniej spała, ale nie
została uśpiona tak jak chłopcy i mogła się obudzić, zanim Andy zdołałby się zbliŜyć z igłą na
tyle blisko, Ŝeby wbić ją w jej pupę. Musiała zostać uśpiona w dwufazowym procesie, w
którym miał wziąć udział silny gaz usypiający. Greg podszedł pierwszy, cicho otworzył drzwi
do sypialni i wszedł do ciemnego pokoju. Gdyby dr Lydon nie spała, udałby, Ŝe pomylił
drzwi do toalety, ale po podwójnym dyŜurze w szpitalu, pani doktor była nieobecna dla
świata.
- Czysto - powiedział, wychodząc. Andy zaciągnął paski maski gazowej z tyłu głowy i
wszedł do pokoju z pojemnikiem gazu w ręce. Wycelował dyszę wylotową w sufit nad
małŜeńskim łoŜem i nacisnął przycisk, uwalniając delikatną mgiełkę. Zrobione, Andy
wyszedł z pokoju, szybko zamykając za sobą drzwi.
- Zaczekamy cztery minuty, aŜ gaz przestanie działać - powiedział Greg, patrząc na swój
zegarek, gdy tymczasem Andy ściągnął maskę i schował ją z powrotem do plecaka razem z
pojemnikiem na gaz. Po niespokojnym oczekiwaniu, w kucki, na korytarzu, Andy wparował
głośno do pokoju, zapalił światło i rzucił się na łóŜko. Była to rozmyślna taktyka. Gdyby z
jakiegoś powodu gaz nie zadziałał, zostałby skrzyczany, za obudzenie mamy George'a, ale
ona sama nie miałaby powodu sądzić, Ŝe było to coś więcej niŜ to, Ŝe rozgorączkowany dzie-
ciak wbiegł do nie tego pokoju. Z wielu powodów był to najbardziej newralgiczny punkt całej
operacji i Andy odetchnął z ulgą, widząc, Ŝe leŜy na nogach dr Lydon, materac jeszcze się
buja, ale jej ciało jest całkowicie bezwładne.
- Daj mi strzykawkę - zakrzyknął Andy, ściągając kołdrę. Chłopcy byli nieco wystraszeni,
gdy pościel wylądowała na podłodze. Obaj przeszli szkolenie CHERUBA i byli zdolni do
nadzwyczajnych wyczynów, ale szokował ich widok matki ich kolegi, rozciągniętej na łóŜku,
nagiej i nieprzytomnej wprost przed nimi.
- Czuję się, normalnie, jak zboczeniec - wyznał Greg, przewracając dr Lydon twarzą do
łóŜka.
- Zrób parę fotek telefonem. - Zaśmiał się Andy.
- To dopiero przerazi małego George'a, gdy się obudzi.
- Bądź powaŜny - powiedział Greg, parskając śmiechem. Oczyścił jej skórę wacikiem, a
Andy wbił jej igłę w tylną część uda. Greg zarzucił kołdrę z powrotem, na panią doktor i wy-
szedł za Andym na korytarz. Andy właśnie wybierał numer kontrolera misji.
- John - powiedział Andy wesoło - Faza Pierwsza za nami. Wszyscy uśpieni, a my idziemy
do gabinetu Kurta Lydona.
8. WINDOWS
Drzwi pracowni Kurta Lydona były zamknięte na klucz, co oczywiście nie było Ŝadnym
problem dla wykwalifikowanych agentów CHERUBA. Greg z łatwością je otworzył,
uŜywając jednej z końcówek swojego pistoletowego wytrychu. Gabinet został stworzony z
dwóch połączonych sypialni, a sprzęt komputerowy tu zgromadzony musiał kosztować co
najmniej trzydzieści tysięcy funtów. Dwie potęŜne stacje robocze Dell'a szumiały w specjal-
nej chłodzonej szafce, był tam teŜ olbrzymi ploter do rysowania planów. Jedną ze ścian
zajmowały półki z opasłymi tomiskami o tytułach takich jak: „Zaawansowana Termody-
namika Molekularna” i „Matematyczne Modelowanie Rozpraszania Smug i Strumieni”.
Honorowe miejsce zajmowała para 30-calowych, super wysokiej rozdzielczości, monitorów
LCD wartych 10 patoli kaŜdy. Obok zwykłej klawiatury i myszy leŜał wyspecjalizowany,
wieloprzyciskowy manipulator w kształcie kuli, zaprojektowany do operowania modelami 3D
na ekranie. Andy spędził całe godziny, ćwicząc na identycznym zestawie w kampusie
CHERUBA, lecz mimo wszystko poczuł się onieśmielony, zapadając się w wysoki fotel
biurowy Kurta Lydona. Uderzył w spację i z zadowoleniem stwierdził, Ŝe komputer był tylko
w stanie uśpienia, niestety komputer zaŜądał hasła. Greg był na to przygotowany. Gdy dwa
tygodnie temu był tu z wizytą u George'a, wślizgnął się do gabinetu i między klawiaturę i port
USB podłączył niewielki chip. Było to urządzenie zawierające własną pamięć, mające na celu
rejestrować wszystkie naciśnięcia klawiszy na klawiaturze. Gdy rejestrator dotrze do
laboratorium MI5, będą tam mogli odtworzyć wszystko co Kurt wpisywał do komputera z
ostatnich dwóch tygodni, lecz chłopcy potrzebowali teraz tylko głównego hasła. Greg wyjął z
plecaka maleńki laptop, włoŜył rejestrator do portu USB i usiadł na podłodze, czekając aŜ
maszyna wystartuje.
- Nie mamy na to całej nocy. - Marudził Andy.
- Nie panikuj - zbeształ go Greg
- Te malutkie laptopy nie mają zbyt wielkich moŜliwości. Musi potrwać kilka minut zanim
załadują system i nic na to nie mogę poradzić. Andy nienawidził czekania. Wszystko było w
porządku gdy miał zajęcie, ale gdy musiał czekać - denerwował się, zaczynał wtedy myśleć o
tych wszystkich rzeczach, które mogły pójść źle.
- OK. - Powiedział Greg, gdy wreszcie wszedł w dane z rejestratora.
- Pierwsza sesja z ostatniego piątku. Wielkie A R potem małe litery i s t o t l e dalej krzyŜyk,
procent i teraz cyfry: pięć, trzy, jeden i osiem. Andy odetchnął z ulgą, widząc, Ŝe Windowsy
zaakceptowały hasło.
- Nigdy bym go sam nie odgadł. - Sapnął. Pulpit i pasek zadań pojawiły się na ekranie.
Ekran był dostosowany do pracy w wysokiej rozdzielczości, w związku z tym na kranie było
widać wiele malutkich jak plamki ikonek pośród wielkiego oceanu ekranu. Greg odłoŜył
laptopa na dywan i podał Andy'emu kołonotatnik i CD-ROM ze swojego plecaka. Andy
połoŜył srebrny dysk na tacce i pozwolił Dell'owi ją połknąć. Na ekranie pojawiło się okienko
dialogowe i Andy kliknął OK, Ŝeby zainstalować program stworzony przez słuŜby
bezpieczeństwa znany jako Łamacz Windowsów. Program zamraŜał czas, Ŝeby Ŝaden plik nie
został oznaczony kiedy został zmodyfikowany. Zostawiał takŜe tylne wejście do systemu,
omijając wszystkie zabezpieczenia systemu Windows. Drugi program na CD to był koń
trojański. Pozwalał on MI5 na dostęp do komputera i zdalne odczytywanie wszystkich plików
i monitorowanie wszelkiej aktywności. Natychmiast po zainstalowaniu programu uaktywnił
się program antywirusowy Kurta. Andy był na to w pełni przygotowany i trzeci program na
CD radził sobie właśnie z tym problemem. Była to łatka do antywirusa, powodująca, Ŝe
program ignorował trojana.
- OK, oprogramowanie zainstalowane - uśmiechnął się Andy - lepiej zacznij polowanie na
kopie zapasowe. Andy zamierzał większość z następnych trzech godzin spędzić na
wprowadzaniu zmian do planów wirówki, tak Ŝeby stała się bezuŜyteczna. Greg, w tym
czasie, miał przeszukać biuro i dom w celu odnalezienia i nadpisania wszystkich istniejących
kopii bezpieczeństwa projektu sfałszowaną, bezwartościową wersją plików. Takie działanie
pozostawiało MI5 dwa główne problemy. Pierwszy, jeŜeli z jakiegokolwiek powodu, Kurt
zajrzy do wcześniejszych wersji projektu, zorientuje się, Ŝe zostały zmienione. Drugi, nie było
moŜliwości sprawdzenia, czy Kurt nie ukrył jakiś ekstra kopii pod podłogą, w domu u
przyjaciela lub nawet w skrytce depozytowej banku po drugiej stronie miasta. Jedyne co MI5
mogło zrobić w tej sytuacji, to trzymać kciuki, nie spuszczać Kurta Lydona z oczu i
aresztować go jeŜeli tylko zacznie podejrzewać, Ŝe jest pod obserwacją.
- Pamiętaj - powiedział Andy - to jest dwadzieścia gigabajtów pojemności, nie zmieści się na
memory sitck'u ani na płycie DVD, szukasz tylko dysków twardych.
- Wiem, Andy - Greg był nieco poirytowany - ja teŜ czytałem wprowadzenie, wiesz.
Rozpoczął poszukiwania od przejrzenia dysków na podwójnym serwerze Kurta Lydona.
Andy uruchomił aplikację AutoCAD'a i odszukał ostatnią wersję projektu wirówki.
Trójwymiarowy model składał się z ponad trzech tysięcy części i nawet na jednym z
najbardziej wydajnych pecetów załadowanie go trwało prawie dwie minuty. Gdy tylko Andy
upewnił się Ŝe otworzył właściwe pliki, podłączył do komputera przenośny dysk twardy i
zrobił kopię aktualnego zaawansowania prac Lydona. MI5 chciało sprawdzić, na jakim etapie
są prace Kurta nad uproszczeniem projektu. W międzyczasie Greg nadpisał dane na drugim
pececie i zaczął przeszukiwać szafki i półki w poszukiwaniu zapasowych kopi na dyskach.
Teraz Andy musiał wprowadzić poprawki, które sabotują prace Kurta nad projektem. Sto
czterdzieści trzy części trzeba było zmienić, a kaŜda z nich wymagała nawet do tuzina popra-
wek. Zapamiętanie ich wszystkich było fizycznie niemoŜliwe, dlatego byli współpracownicy
Lydona zrobili specjalną listę, wraz ze szczegółowymi instrukcjami, zrzutami ekranów, a
nawet wydrukami specyficznych menu. To była bardzo delikatna robota: jeden przecinek
dziesiętny postawiony w złym miejscu i projekt mógłby się przestać trzymać kupy, co
natychmiast nie uszło by uwagi Kurta i rozwaliło całą operację.
- Skoncentruj się. - wymruczał do siebie Andy, kładąc jedną dłoń nad kulistym kontrolerem,
a drugą nad klawiaturą Otworzył notatnik i zaczął czytać: Poprawka pierwsza, znajdź łoŜysko
dystansowe siedemnaście. Andy z wprawą operował manipulatorem, znalazł część uŜywając
opcji szukania, powiększył ją i tak zmienił właściwości wyświetlania, Ŝe tylko kontury
szukanej części były wyświetlone na ekranie. Zaznacz czwarty i szósty otwór prowadzący i
zmień parametr „krok” z jednej szesnastej na jedną osiemnastą milimetra. Obróć obiekt
wokół osi Y głównego projektu o zero przecinek zero siedem setnych stopnia. Było to bardzo
Ŝmudne zajęcie, a Greg dodatkowo przeszkadzał nucąc i głośno przetrząsając zawartość szafy
na akta.
- Stary! Mógłbyś się zamknąć! - warknął Andy. Gregowi nie spodobał się ton uwagi, ale
widział jak skomplikowane są instrukcje Andy'ego i wcale a wcale nie zazdrościł mu jego
zadania.
- Przepraszam. Za minutę tu kończę.
*
Dwie godziny później Andy siedział przed olbrzymimi monitorami, przecierając zmęczone
oczy. Greg wrzucił sobie do ust kilka M&M 'sów i popił duŜym łykiem Pepsi. Greg
przeszukał rodzinny komputer i laptop George'a, ale jedyną kopię planów wirówki znalazł na
zapasowym dysku twardym schowanym w kuchni na szafce.
Aby przyspieszyć prace Andy'ego, stał teraz koło biurka z notatnikiem w ręku i czytał
instrukcje na głos. Operacja szła nieźle i wyprzedzali plan, jednakŜe zadanie wymagało
absolutnej koncentracji, a juŜ trzy godziny temu, normalnie byliby juŜ w łóŜkach.
- Poprawka numer sto - przeczytał tryumfalnie Greg, poniewaŜ doszli właśnie do
trzycyfrowych numerów.
- Otworzyć model silnika sekcji G i zmienić specyfikację izolacji... Greg nie skończył, bo
właśnie w tym momencie jego telefon zaczął wibrować. To był ich kontroler misji.
- Jak wam idzie? - spytał John.
- Całkiem nieźle - odpowiedział Greg.
- Wygląda na to, Ŝe Kurt nie jest przewraŜliwiony na punkcie kopii zapasowych.
Powinniśmy skończyć w ciągu godziny, jeŜeli nikt nam nie będzie przeszkadzał.
- Niestety, nic z tego, chłopcy. - Stwierdził John.
- Centrum kontroli w kampusie namierza komórkę Sophie. Przed chwilą wezwała taksówkę i
wygląda na to, Ŝe będzie w domu za sześć do ośmiu minut. Greg spojrzał na zegarek. Było
dopiero wpół do drugiej.
- Nie mówiłeś przypadkiem, Ŝe klub jest otwarty do trzeciej?
- Klub moŜe być otwarty do trzeciej, ale przecieŜ nikomu nie kaŜe się tam siedzieć do
zamknięcia. Nie panikujcie. Macie wszystko czego wam potrzeba, przerabialiśmy takŜe takie
warianty. Wiecie co robić. Poczekajcie aŜ Sophie zaśnie, a potem uŜyjcie gazu i igły, tak jak u
matki.
- Znam plan. - Powiedział Greg z rezygnacją. Klepnął Andy'ego w ramię.
- Lepiej tu posprzątajmy.
- Cholerna Sophie. - Narzekał Andy.
- Byłoby o tyle prościej, gdyby zaczekała, aŜ skończymy. Chłopcy zebrali swój sprzęt z
powrotem do plecaków i pobiegli do sypialni George'a. RozłoŜyli swoje śpiwory na podłodze.
Pomimo Ŝe Andy był bardzo spięty, nie mógł nie zauwaŜyć, jak śmiesznie wyglądał Zhang,
głośno chrapiąc. Nie minęło dziesięć minut, choć chłopcom wydawało się, Ŝe minęły wieki,
jak w zamku zachrobotał klucz Sophie. Przeszła przez hol i skorzystała z łazienki na dole.
Weszła na schody boso, z butelką wody w jednej i szpilkami zwisającymi z drugiej ręki.
Andy spojrzał przez otwarte drzwi sypialni i spostrzegł, Ŝe Sophie jest pijana. Jej głowa
chybotała się w takt piosenki, którą mamrotała sobie pod nosem. Zamiast pójść prosto do
swojego pokoju, Sophie wsadziła głowę, przez otwarte drzwi, do pokoju George'a.
- Ach! Małe potworki śpią - zachichotała. JuŜ zaczęła się wycofywać, gdy zobaczyła paczkę
M&M'sów Andy'ego i na wpół wypitą puszkę piwa na dywanie.
- Mamusia nie będzie zadowolona, gdy to zobaczy, braciszku - wysyczała. Podniosła puszkę
i wypiła łyk. Andy i Greg nie byli pewni czy to było piwo z dodatkiem środka usypiającego
czy ich, bezalkoholowe. Nie miało to większego znaczenia, poniewaŜ mieli jeszcze sporo do
zrobienia i nie mogli czekać dwóch godzin, aŜ Sophie zaśnie. Piwo było ciepłe i bez gazu i
Sophie parsknęła z obrzydzeniem. Greg uchylił nieznacznie powiekę jednego oka i zobaczył
stopę Sophie kilka centymetrów od swojej twarzy. - Ja was nauczę zabawy z Panem
Królikiem - wysyczała. Uśmiechając się mściwie, opróŜniła paczkę M&M'sów na dywan,
rozgniotła piętami i na tak przygotowaną, kolorową papkę wylała resztę piwa z puszki. Nawet
jeŜeli samo piwo wyschnie do rana, to multikolorowa papka i smród piwa pozostaną.
- Spróbuj się z tego wytłumaczyć, braciszku - szepnęła Sophie z satysfakcją. Wyszła z
pokoju podrygując, kręcąc biodrami i zaśmiewając się pijacko. Podeszła do swoich drzwi
złapała za klamkę, ale drzwi ani drgnęły. Greg i Andy uświadomili sobie tę samą rzecz w tej
samej chwili. Mama George'a zamknęła drzwi na klucz, Ŝeby chłopcy nie mogli myszkować
po pokoju Sophie, a klucz schowała. Sophie miała tylko jeden sposób, Ŝeby dostać się do
swojego pokoju: iść do mamy i zapytać ją gdzie jest klucz. Gdy okaŜe się, Ŝe nie moŜe jej
dobudzić, postawi na nogi cały dom.
9. PLANY
Za duŜo było do stracenia: skorumpowany naukowiec, projekt wirówki wart miliony, szansa
na infiltrację najwyŜszego szczebla w organizacji Dark Sun i moŜliwość zatrzymania jakiegoś
wariata - dyktatora przed połoŜeniem łapy na broni atomowej, a takŜe kilka lat cięŜkiej pracy
wywiadowców. Greg i Andy mieli nadzieję, Ŝe jakiś scenariusz przerabiany na treningach
pomoŜe im wykaraskać się z tej sytuacji, ale jedyne co mieli w tej chwili w głowie to czysta
panika. Tymczasem Sophie, chwiejnym krokiem, zbliŜała się do drzwi sypialni swojej mamy.
- Spróbuj otworzyć jej drzwi - szepnął Greg do ucha Andy'emu i wyszedł na korytarz.
- Hej Sophie, co tam? Sophie połoŜyła rękę na biodrze i spojrzała na Grega tak, jakby
przyglądała się czemuś paskudnemu na podeszwie swojego buta.
- Spadaj! Wracaj do łóŜka. - warknęła
- Widziałem co zrobiłaś z M&M'sami - ostrzegł Greg - miałem cały czas jedno oko otwarte.
Sophie wzruszyła ramionami.
- Mama nigdy ci nie uwierzy.
- Nigdy nie wiadomo. - powiedział Greg, zatrzymując się pół metra od dziewczyny. Nie miał
pojęcia co mówić dalej, więc palnął co mu pierwsze zaświtało w głowie.
- Mógłbym o wszystkim zapomnieć, jeśli dasz nam całusa Sophie Ŝachnęła się z
niedowierzaniem.
- Chyba w twoich snach, zboczeńcu!
- No daj spokój - Powiedział Greg. Był tego samego wzrostu co Sophie, połoŜył rękę na jej
ramieniu
- Taki szybki francuzik.
- Błeee! - Wzdrygnęła się i odepchnęła Grega oburącz.
- Tknij mnie jeszcze raz, to rozwalę ci czaszkę. W głębi korytarza Andy przekręcił się tak,
Ŝeby Sophie nie widziała co robi przy jej drzwiach z wytrychem. Sophie nagle poczuła strach,
zaczęła się cofać w stronę komody stojącej przy schodach: Greg miał tylko dwanaście lat, ale
wyglądał na silnego, no i wiedziała co zrobił z dwójką dziesiątoklasistów. Greg wyczuł jej
strach i cofnął się o krok.
- Tylko Ŝartuję - powiedział.
- Nie chcę ci zrobić krzywdy.
- Ta-da! - krzyknął Andy z głębi korytarza, wrzucając wytrych do pokoju George'a i
otwierając drzwi do sypialni Sophie.
- Załatwione - Greg uśmiechnął się, patrząc w głąb korytarza - juŜ nie musisz budzić swojej
mamy. Niestety, alkohol spowodował, Ŝe Sophie zaczęła zachowywać się paranoicznie, a
próba szantaŜu Grega i późniejsza gorliwość w uspokojeniu jej spowodowały Ŝe całkiem
oszalała ze strachu. Gdy tylko Greg odwrócił się by spojrzeć na Andy'ego, złapała wazę
stojącą na komodzie przy schodach. Greg, kontem oka, zobaczył nagły ruch, ale Sophie była
szybka. Opuściła wazę na tył głowy Grega. Waza nie rozbiła się na czaszce Grega, ale
wyślizgnęła się z uchwytu Sophie i uderzyła w ozdobny Ŝołądź na szczycie poręczy, roz-
latując się na drobne kawałki.
- Trzymaj ręce przy sobie! - Wrzasnęła, wyprowadzając dobrze wycelowany wykop karate.
Nawet dwa lata najlepszego treningu w sztukach walki nic nie pomoŜe, jeŜeli zostaniesz
zaskoczony. Greg zgiął się w pół i jęknął z bólu. Sophie odwróciła się w kierunku Andy'ego.
- Gdzie masz klucz? - zaŜądała Sophie.
- Przysięgam, jeŜeli ruszaliście cokolwiek w moim pokoju...
- Nie ma Ŝadnego klucza - powiedział Andy.
- Po prostu umiem otwierać zamki.
- Gówno prawda! - wrzasnęła Sophie. Po uziemieniu Grega, poczuła się pewna swych sił i
natarła na Andy'ego, popychając go z całych sił.
- Dawaj klucz! - krzyknęła, wyprowadzając cios kolanem w Ŝołądek Andy'ego. W
przeciwieństwie do Grega, Andy widział co się święci. Błyskawicznie odsunął się w bok, co
było bardzo dobrym pomysłem, gdyŜ cios był potęŜny, a zakończył się na ścianie, zostawiając
pokaźne wgłębienie w płycie gipsowej. Sophie zawyła z bólu i złapała się za bolące kolano.
Wykorzystując sytuację, Andy podciął jej jedyną nogę znajdującą się na ziemi. Cofnął się
zostawiając dziewczynę patrzącą na niego nienawistnym wzrokiem z podłogi.
- Próbowałem tylko pomóc. - Powiedział, starając się ją uspokoić.
- Idź, po prostu, do łóŜka, co? Ale Sophie nie miała najmniejszego zamiaru. Zamiast tego
rzuciła się na Andy'ego, próbując złapać go w pasie. Tymczasem, Greg zdołał się juŜ
podnieść na nogi. Poczuł ostry ból robiąc pierwszy krok, ale zignorował go i pobiegł do
sypialni George'a. Sophie była duŜo cięŜsza niŜ Andy, ale jej umiejętności karate ograniczały
się do kilku lekcji samoobrony. Wkrótce Andy'emu udało się usiąść na niej obejmując ją
kolanami i unieruchomić jej ramiona wzdłuŜ ciała.
- Uspokój się. Jesteś pijana. Poczujesz się o wiele lepiej, jak połoŜysz się do łóŜka i
spróbujesz zasnąć.
- Chcę ten klucz! - Wrzasnęła.
- Nie chcę was, idioci, w moim pokoju! Greg, w pośpiechu, przeszukiwał kieszenie plecaka
Andy'ego. Złapał jedną ze strzykawek i pośpieszył z powrotem na korytarz. Sophie wykręcała
się i wierzgała nogami, próbując wyswobodzić się z uścisku Andy'ego. - Złaź ze mnie! -
Krzyczała.
- Jak tylko się uspokoisz. - krzyknął Andy.
- To nieporozumienie, nie mam Ŝadnego klucza. Przysięgam. Greg kucnął za Andym,
wsadził strzykawkę między zęby i złapał Sophie za stopę. Wykręcił ją tak, Ŝeby leŜała płasko
na podłodze.
- Zabiję was obu - krzyczała Sophie, teraz juŜ bliska płaczu.
- Puśćcie mnie! Andy czuł się paskudnie, bo Sophie była na nich naprawdę wściekła. Jednak
dziewczyna zachowywała się jak szalona i wiedział, Ŝe gdyby ją puścił, zaraz musiał by ją
uziemić ponownie. Greg załoŜył igłę na strzykawkę i bił ją między dwa palce u stopy Sophie.
Poczuła coś, ale Andy zasłaniał jej widok i nie miała pojęcia co się dzieje. Trzydzieści sekund
później, środek nasenny zaczął działać. Sophie przestała się rzucać, a jej ciało zaczęło się roz-
luźniać.
- Dzięki Bogu! - Westchnął Andy i próbował się podnieść. Niestety zmieszanie alkoholu,
paniki i środka nasennego nie podziałało na Sophie tak, jakby sobie tego Ŝyczyli. Gdy tylko
Andy uwolnił ją od swego cięŜaru z brzucha, usiadła gwałtownie i zwymiotowała, na zielono,
prosto na jego spodnie.
- O cholera! - jęknął Andy, czując smród wymiocin, ściekających z jego ud. Sophie,
tymczasem, z powrotem padła bez Ŝycia na dywan. Będąc nieprzytomnym, bardzo łatwo
zadławić się własnymi wymiocinami, i szkolenie Andy'ego przejęło kontrolę nad jego
ruchami. Wsadził rękę do jej ust i upewnił się Ŝe ma czyste drogi oddechowe, następnie wstał
i przekręcił ją na bok, układając w pozycji bezpiecznej.
- Kto by chciał być szpiegiem? - Narzekał Andy, masując sobie obolałe mięśnie z lewej
strony tułowia.
- Jakoś nigdy nie widziałem, Ŝeby James Bond tarzał się w rzygach pijanej nastolatki. Greg
go nie słuchał. Miał własny problem. Siedział pod ścianą i oglądał swoją prawą piętę.
Zignorował ból, gdy w krwi krąŜyła adrenalina, ale teraz stwierdził, Ŝe rozciął stopę na kawał-
ku rozbitej wazy. Co gorsze, zostawił krwawe ślady w całym korytarzu i nawet w sypialni
George'a. Andy poparzył na ten cały bałagan: krew, wymiociny, piwo, zbita waza, pół paczki
M&M'sów rozsmarowane na dywanie, a nawet wgniecenie w ścianie.
- Mama George'a będzie zachwycona, gdy się obudzi rano. Andy i Greg byli bardzo
poobijani, ale nie takie rzeczy przechodzili w trakcie szkolenia w CHERUBIE i byli
zdeterminowani, Ŝeby doprowadzić misję do końca. Greg podniósł wzrok, uśmiechnął się do
Andy'ego i udając głos instruktora powiedział:
- To twardy orzech, ale członek CHERUBA jest twardszy. Andy zaśmiał się, ale
natychmiast przestał, czując ogień w obolałych mięśniach.
- Wezmę prysznic i poŜyczę od George'a jakieś czyste spodenki - powiedział.
- Znajdź jakiś bandaŜ i zrób porządek ze swoją stopą. Jak juŜ się doprowadzimy do porządku
zawleczemy Sophie do łóŜka.
- W porządku. - Zgodził się Greg.
- A co potem? Andy zerknął na zegarek.
- Jest dopiero za piętnaście druga. Nikt się nie obudzi jeszcze przynajmniej przez trzy
godziny. Wrócimy do gabinetu Kurta, wprowadzimy ostatnie czterdzieści trzy poprawki do
planów wirówki, a później spróbujemy wykorzystać to co jeszcze zostanie z tej nocy.
- To mi brzmi jak plan. - Greg pokiwał głową, kierując się do łazienki.
10. FURIA
Trzęsienia ziemi mierzy się w stopniach Richtera, tornada mają swoją skalę Fujity, jest takŜe
indeks eksplozywności dla wulkanów. Andy i Greg nie byli pewni, jakiej skali uŜywa się w
stosunku do rozwścieczonych matek, ale jaka by ona nie była, matka George'a osiągnęła
szczyt tej skali, gdy wstała w pół do ósmej, sobotniego ranka.
- Zabierajcie swoje tyłki na dół, ale juŜ! - Krzyczała, wyrywając George'a z lekkiej, porannej
drzemki. UŜycie na niej gazu usypiającego, spowodowało ból głowy, który nie polepszył, i
tak juŜ paskudnego, nastroju.
- UwaŜajcie na nogi. W całym korytarzu leŜą kawałki rozbitej wazy. Jakby nie dość było tej
masakry w korytarzu, zobaczyła jeszcze zrujnowany Ŝywopłot, gdy otworzyła okno w sy-
pialni George'a, Ŝeby wywietrzyć smród piwa i pizzy.
- Koniec z nocnymi spotkaniami! - krzyknęła
- To juŜ wykracza poza zwykłe Ŝarty. Oprócz zniszczonego Ŝywopłotu, wszystko było w
najlepszym porządku, gdy George i Zhang się posnęli. George był szczerze zdumiony, widząc
stan w jakim był korytarz.
- To nie moja wina. - Próbował cicho protestować. Ze swojego pokoju wyszła Sophie.
KaŜdy jej kosmyk włosów sterczał w inną stronę. WciąŜ była w swojej czarnej sukience i
rajstopach, ale teraz przystrojonych w wyschłe wymiociny.
- Co to za hałas? - jęknęła.
- Ja chcę spać.
- Spać!? - Wrzasnęła dr Lydon. Greg i Zhang zbiegli ze schodów w kompletnej panice.
- Młoda damo, nikt w tym domu, nie pójdzie spać, dopóki ten bałagan nie zostanie po-
sprzątany, do ostatniego kawałeczka.
- Nie denerwuj się tak, mamo. To nie moja wina Ŝe małolaty postanowiły się upić.
- To twoja sprawka. - Krzyknęła mama George'a, wskazując na wymiociny na dywanie.
- Są na całej twojej sukience. Złaź na dół i bierz ścierkę spod zlewu.
- To seksizm, kaŜesz mi sprzątać, bo jestem dziewczyną.
- Och, nic się nie bój! - Syknęła dr Lydon.
- George ma swoją działkę do posprzątania. Razem zapłacicie za wszystkie szody z
kieszonkowego i pieniędzy urodzinowych. Dotyczy to takŜe nowego dywanu, jeŜeli będzie
potrzebny, więc lepiej trzyj z całej siły. Na dole, w kuchni, Zhang raczył się płatkami
kokosowymi i zdaje się, uwaŜał tę całą sytuację za bardzo zabawną.
- Szkoda, Ŝe nie jedziesz ze mną do Chin, Georgie. - Zaśmiał się.
- Zdaje się, Ŝe to jedyne miejsce, gdzie byłbyś bezpieczny, przed swoją, szaloną mamą.
George duŜo mniej przejmował się naśmiewaniami Zhanga, niŜ nagłą utratą zaufania do
swojego, nowego kolegi, Grega.
- Miałem mnóstwo nocnych spotkań i nigdy nic takiego się nie zdarzyło. - Krzyczał.
- Co wy, do cholery, kombinujecie? Greg próbował grać niewiniątko.
- Twoja siostra przyszła do domu pijana i nie mogła dostać się do swojego pokoju. Andy wie
jak się otwiera zamki, więc chciał pomóc, ale Sophie dostała świra, kiedy otworzyliśmy jej
drzwi. George nie był pewny czy wierzyć tym wyjaśnieniom.
- A co z tą wielką plamą czekolady na moim dywanie? To musieliście być wy i dlaczego
Andy nosi moje spodenki?
- PoniewaŜ twoja, porąbana siostra wyrzygała się na mnie, a potem straciła przytomność. -
Powiedział Andy. W tym właśnie momencie, Sophie wpadła do kuchni i zaczęła wyciągać
gąbki, ścierki i butelkę szamponu do dywanów spod zlewu.
- Masz pomagać, George. - Krzyknęła ze złością.
- Nic by nie było, gdyby nie ci twoi koledzy idioci.
- Byłaś pijana. - Krzyknął Greg.
- Dostałaś świra. Rozwaliłaś wazę na mojej głowie.
- Bo próbowałeś mnie macać. - odkrzyknęła Sophie.
- Nie macałem cię! Widzieliśmy teŜ, jak wylewasz piwo i rozgniatasz M&M's-y na dywanie
George'a, Ŝeby go wpędzić w kłopoty.
- To kłamstwo! - śachnęła się Sophie.
W tym momencie Greg wiedział, Ŝe ją ma.
- Tak? To dlaczego spód twojej stopy jest cały zielono-czerwony? Sophie nie ruszyła się z
miejsca, ale George podszedł do niej i próbował zobaczyć.
- PokaŜ mi! - wrzasnął. Sophie nie chciała podnieść nogi, a kiedy George chciał ją zmusić,
walnęła go w tył głowy. George natychmiast wbił zęby w ramię siostry. Sekundę później,
rodzeństwo tarzało się po podłodze między zmywarką a stołem.
- PRZESTAŃCIE, NATYCHMIAST! - wrzasnęła mama George'a wpadając do kuchni.
Złapała Sophie i odciągnęła ją od brata.
- Ja nie Ŝartuję! Oboje posprzątacie ten bałagan. Sophie z irytacją pozbierała rzeczy do
czyszczenia z podłogi. George, natomiast, spróbował innej taktyki i wybuchnął płaczem.
- Przepraszam - załkał.
- Proszę, nie karz nas. Nie rujnuj całych wakacji. Dr Lydon nie dała się jednak nabrać.
- Masz trzynaście lat - warknęła.
- Zachowuj się jak przystało na swój wiek. Myślisz, Ŝe uwierzę w tę scenkę. AŜeby
podkreślić swoje słowa, dr Lydon wyjęła z szafki plastikową śmietniczkę i uderzyła nią syna
po nogach.
- Galopuj na górę i pomóŜ swojej siostrze - krzyknęła. To był dopiero trzeci raz, w ogóle,
gdy dr Lydon podniosła rękę na którekolwiek ze swoich dzieci i George był tak zdumiony, Ŝe
pogalopował na górę, jakby miał rakietę w tyłku. Pozbywszy się z kuchni swoich dzieci, dr
Lydon odwróciła się i spojrzała gniewnie na Grega, Andy'ego i Zhanga, którzy nadal siedzieli
przy stole. Cały czas trzymała w ręku śmietniczkę i widać było, Ŝe bardzo chętnie by jej
uŜyła. Niestety, rodzice mogą być okropni tylko dla swoich dzieci.
- Dzwońcie do swoich rodziców - warknęła.
- Chcę, Ŝeby wasza trójka wyniosła się z mojego domu - i raczej nie spodziewajcie się, Ŝe tu
jeszcze kiedyś wrócicie. Mama George'a zawróciła na pięcie i poszła na górę.
- Nie słyszę tam Ŝadnego szorowania - krzyknęła. Gdy juŜ była poza zasięgiem słuchu,
Zhang zagrzechotał pudełkiem płatków śniadaniowych, stojących na stole.
- Chętni na płatki kokosowe? - zapytał wesoło. Andy wyciągnął telefon, Ŝeby zadzwonić do
Johna.
- Mój wujek spotka się z nami na końcu ulicy za dziesięć minut - powiedział Andy, kończąc
rozmowę.
- MoŜemy równie dobrze wyjść juŜ teraz, zanim mama smoczyca wróci na dół.
- Jak dla mnie, to była bombowa zabawa - zaśmiał się Zhang, biorąc dokładkę płatków.
- Normalnie spuszczam mu łomot na X-boxie, aŜ się znudzę a potem siadam na nim i
pierdzę mu nad głową. Ale przy was chłopaki - rozwalić pół domu - to całkiem miła odmiana.
- MoŜe następnym razem pójdziemy do ciebie - uśmiechnął się Greg. Wyciągną pięść i
stuknął z Zhangiem Ŝółwika.
- Miło cię było spotkać. - Powiedział Andy i teŜ stuknęli się pięściami.
- Miłych wakacji w Chinach. Agenci CHERUBA zebrali swoje rzeczy i wyszli tylnymi
drzwiami. Zeszli ze Ŝwirowego podjazdu i skierowali się wzdłuŜ ulicy. Andy'ego okropnie
bolała cała lewa strona klatki piersiowej a Greg utykał na zranioną nogę.
- Ale mam wielkiego guza po taj wazie. - narzekał Greg.
- Jesteśmy jak para starych pierników. - powiedział Andy.
- Ale przynajmniej, mogę do ciebie znowu mówić: Rat. Ta cała zabawa z Gregiem była do
kitu. Greg pomyślał o Zhangu i George'u i poczuł ukłucie Ŝalu, teraz kiedy misja była
skończona CHERUB wymyśli jakieś usprawiedliwienie jego zniknięcia i juŜ nigdy nie
zobaczy Ŝadnego z nich. Z drugiej strony Greg nie widział swojej dziewczyny Laury przez
dwa miesiące a poza tym w kampusie szykowała się szalona impreza, na jego trzynaste
urodziny, za kilka tygodni.
- śal mi trochę biednego George'a. - Podsumował Andy.
- Nie było innego wyjścia, ale strasznie go wrobiliśmy.
- PrzeŜyje. - Zaśmiał się Greg. - NajwaŜniejsze, Ŝe wykonaliśmy zadanie.
EPILOG
6 Marca 2008 - Światowy Dzień KsiąŜki Trawa była pokryta szronem, ale dzieciaki
maszerujące przez kampus były szczęśliwe, Ŝe zwolniono ich z lekcji, Ŝeby wzięły udział w
ceremonii otwarcia nowego budynku. Dwupiętrowa konstrukcja była zaprojektowana zgodnie
z najnowszymi, ekologicznymi trendami. Ściany izolowane były substancją organiczną, a
front zbudowany z olbrzymich giętych tafli szkła. Młodsze dzieci w czerwonych koszulkach,
ganiały w kółko przed wejściem, co raz to podskakując. Starsi agenci zachowywali się
bardziej powściągliwie. Stali w grupkach ze swoimi przyjaciółmi i starali się nie pokazywać
po sobie podniecenia, bo to nie wyglądałoby cool. Laura Adams prowadziła jedną z
większych, takich grup. Jej chłopak Rat (znany takŜe jako Greg), szedł przy niej obejmując ją
w pasie. Andy szedł za to obok najlepszej przyjaciółki Laury Bethany. Za nimi szli: starszy
brat Laury James ze swoim najlepszym przyjacielem Bruce'em a pochód zamykało jeszcze
kilku ich przyjaciół.
- Jest okropnie zimno, - prezes Zara Asker rozpoczęła przemówienie, gdy tłumek wreszcie
zebrał się w całości - więc nie będę mówić długo. Mamy wiele budynków specjalnego prze-
znaczenia w kampusie, ale nasza biblioteka musiała ustąpić miejsca nowemu budynkowi
kontroli misji. Dzisiaj jest Światowy Dzień KsiąŜki, więc z tym większą radością ogłaszam
naszą nową bibliotekę CHERUBA za otwartą! Rozległy się oklaski. Dwójka dzieci w
czerwonych koszulkach podeszła do wstęgi rozciągniętej w poprzek głównego wejścia. KaŜde
z nich trzymało w rękach jedną część olbrzymich noŜyczek. Tłum wybuchnął śmiechem, gdy
okazało się, Ŝe wstęgi nie da się przeciąć, aŜ dwóch członków kadry napięło ją mocno z obu
końców. Przy ponad dwustu ludziach przeciskających się przez drzwi, minęło kilka minut
zanim Laura i jej przyjaciele znaleźli się w środku.
- Niezły bajer. - Stwierdziła Laura, patrząc na nowoczesny, łukowaty, dębowy sufit i falistą,
szklaną ścianę frontową. Biurka i katalogi ksiąŜek były umieszczone na antresoli, osadzonej
na metalowych słupach. W dalszej części było miejsce dla młodszych dzieci, wypełnione
poduszkami a między nimi pięciometrowej długości antyczny statek piracki z zawieszonymi
w rzędzie hamakami do czytania i białymi Ŝaglami z logiem CHERUBA. Przeciwległy koniec
był zaprojektowany dla starszych dzieci. Były tam fotele, sofy i stoły. Stał tam teŜ ekspres do
kawy, serwujący takŜe gorącą czekoladę i kosz z muffinami, croissantami i owocami. Napis
na ścianie nad koszykiem głosił:
Proszę częstować się napojami i naszymi, świeŜo pieczonymi ciastkami w czasie czytania.
Oferujemy takŜe pięćdziesiąt karnych okrąŜeń kaŜdemu, kto wniesie jedzenie lub picie do
głównego pomieszczenia biblioteki.
Z powodu tłumu, Laura i jej grupa musieli wywalczyć sobie drogę do głównego holu.
- Całkiem nieźle to wygląda. - Powiedział James Adams, gapiąc się w sufit.
- Ale nigdy nie mogłem zrozumieć za bardzo, o co chodzi z tymi ksiąŜkami. To znaczy,
jeŜeli ksiąŜka jest naprawdę dobra, to wystarczy poczekać kilka lat i obejrzeć to w kinie.
- Mówisz tak, bo ostatnia ksiąŜka jaką przeczytałeś była o hipopotamie uczącym się zegarka.
- oburzyła się Laura.
- I nigdy jej nie skończył. - Zachichotał Rat.
- James ciągle myli duŜą wskazówkę z małą.
W międzyczasie, Laura zdołała w końcu dotrzeć do końca holu. Niestety kolejka do
ekspresu była horrendalna, wszystkie miejsca siedzące zajęte, a nawet część dzieciaków
rozsiadła się na stołach.
- To tylko dlatego, Ŝe to nowość. Wróćcie za dwa dni, a nie będzie tu więcej niŜ cztery
osoby na krzyŜ. - ZauwaŜyła, najlepsza przyjaciółka Laury, Bethany.
- A jednak jest tu całkiem przyjemnie. - Rzekł Andy zamyślony.
- To znaczy, wolałbym przyjść tu poczytać, czy odrobić lekcje niŜ siedzieć samemu w
pokoju. Poza tym wygląda na to, Ŝe wydali majątek na nowe ksiąŜki. Nagle, z drugiego końca
pomieszczenia, rozległ się głośny trzask. Wszyscy zwrócili głowy w tamtą stronę i zobaczyli,
jak jeden z masztów wali się na piracki statek.
- Drzewo! - Krzyknął James.
- CóŜ. - Westchnęła Laura.
- Ktokolwiek to projektował, nie docenił ile destrukcyjnej siły drzemie w dwóch tuzinach,
nakarmionych cukrem, czerwonych koszulek. Powstał chaos, gdy pracownicy biblioteki i
członkowie personelu, rzucili się rozplątywać spod Ŝagli wrzeszczących wniebogłosy
maluchów. James zauwaŜył pusty stolik w głównej części biblioteki i wskazał go pozostałym.
- Nie ma szans, Ŝebyśmy tu usiedli, chodźcie tam. James i Laura ruszyli przodem. Rat
zatrzymał się nagle przy gazetach, widząc znajomą twarz na pierwszej stronie.
- Andy chodź, zobacz. - Zawołał i złapał gazetę.
- Kurt Lydon. Andy podszedł i zaczęli czytać artykuł:
BRYTYJSKI NAUKOWIEC ARESZTOWANY RAZEM Z DWUDZIESTOMA
DWOMA INNYMI OSOBAMI W NALOCIE POLICJI NA SIEĆ HANDLARZY
TECHOLOGIĄ JĄDROWĄ. Brytyjski inŜynier nuklearny został aresztowany razem z
dwudziestoma dwoma podejrzanymi w Brukseli na, jak to określiła policja, corocznej
konferencji tajnej siatki handlarzy technologią nuklearną znanej jako Dark Sun.
Pięćdziesięcioczteroletni Kurt Lydon z Milton Keynes jest specjalistą we wzbogacaniu uranu,
specjalizującym się w projektowaniu urządzeń uŜywanych do produkcji paliwa do broni
jądrowej. Operacja połączonych sił wywiadów: brytyjskiego, francuskiego, amerykańskiego i
belgijskiego została zorganizowana po zaobserwowaniu eksplozji w prototypowej fabryce
wzbogacania uranu w niezamieszkanej części Nigerii, trzy tygodnie temu. Lydon jest
uwaŜany, za konstruktora nigeryjskiej centryfugi. Pomimo eksplozji, która została
zaobserwowana przez radiologiczny sprzęt monitorujący, na pokładzie amerykańskiego
satelity szpiegowskiego, nigeryjskie władze nadal dystansują się od eksplozji i określają Dark
Sun jako „terrorystyczną organizację nie mającą Ŝadnych powiązań z demokratycznie
wybranym rządem Nigerii”. Rzecznik prasowy MI5 określił ostatnie aresztowania jako
„olbrzymi cios” dla tych państw, które zamierzają kupić technologię jądrową. Oprócz
aresztowań, dwuletnia, międzynarodowa operacja szpiegowska doprowadziła do odzyskania
skradzionych dokumentów, materiału rozszczepialnego oraz do przejęcia osiemdziesięciu
milionów euro na kontach bankowych, naleŜących do członków Dark Sun. W Wielkiej
Brytanii, policja zaplombowała dom Kurta Lydona w Milton Keynes i znalazła tam doskonale
wyposaŜone, komputerowe studio projektowe, z którego korzystał Lydon przy tworzeniu
projektów dla Dark Sun. śona Lydona, chirurg w szpitalu Milton Keynes, wraz z dwójką
nastoletnich dzieci, mieszkają u rodziny. Dr Lydon odmówiła wszelkich komentarzy odnośnie
przeszukania jak i aresztowania.
CHERUB: HISTORIA (1940-1996)
1940 Podczas drugiej wojny światowej Charles Henderson, brytyjski agent działający w
okupowanej Francji, wysłał raport do swojego dowództwa w Londynie. Opisywał w
nim sposób, w jaki wykorzystywał dzieci do wyciągania informacji od niemieckich
Ŝołnierzy. Po powrocie do kraju, Henderson utworzył niewielki oddział dziecięcy pod
dowództwem brytyjskiego wywiadu. Chłopcy Hendersona po podstawowym szkoleniu
szpiegowskim zostali zrzuceni na spadochronach na terytorium Francji. Chłopcy
pomogli w zebraniu waŜnych informacji, które później wykorzystano podczas
przygotowań do inwazji w Normandii w 1944 r.
1946 Jednostkę znaną jako Chłopcy Hendersona rozwiązano. Większość jej członków
wróciła do Francji. Istnienie jednostki nigdy nie zostało oficjalnie potwierdzone.
Charles Henderson wierzył, Ŝe dzieci mogą być skutecznymi agentami takŜe w czasie
pokoju. W maju 1946 r. otrzymał pozwolenie na utworzenie agencji CHERUB z
siedzibą w opuszczonej wiejskiej szkole. Pierwsi agenci (dwudziestu chłopców)
mieszkali w drewnianych barakach za boiskiem szkolnym.
1951 Przez pierwsze pięć lat CHERUB zmagał się z powaŜnymi kłopotami finansowymi.
Wszystko zmieniło się po pierwszym znaczącym sukcesie: dwaj agenci zdemaskowali
siatkę radzieckich szpiegów kradnących informacje o brytyjskim programie zbrojeń
atomowych. Rząd był zachwycony. CHERUB otrzymał środki na rozwój.
Wybudowano nowoczesny ośrodek, a liczbę agentów zwiększono z dwudziestu do
sześćdziesięciu.
1954 Dwaj agenci CHERUBA Jason Lennox i Johan Urmiński zostali zabici podczas tajnej
operacji w Niemczech Wschodnich. Nikt nie wie, jak zginęli. Rząd rozwaŜał likwidację
agencji, ale w owym czasie juŜ ponad siedemdziesięciu funkcjonariuszy CHERUBA
wykonywało waŜne zadania na całym świecie. Dochodzenie w sprawie śmierci
chłopców doprowadziło do wprowadzenia nowych środków bezpieczeństwa:
1) Utworzono komisję do spraw etyki. Od tej pory plan kaŜdej misji musiał być
zatwierdzony przez trzyosobowy zespół ekspertów.
2) Jason Lennox miał dziewięć lat. Po jego śmierci wprowadzono minimalny wiek
uprawniający do wykonywania misji: dziesięć lat i cztery miesiące.
3) Zaczęto stosować bardziej rygorystyczne podejście do kwestii przygotowania
agentów i wprowadzono studniowe szkolenie podstawowe.
1956 Choć wielu uwaŜało, Ŝe dziewczęta nie nadają się do pracy w wywiadzie, CHERUB
przyjął pięć dziewczyn w ramach eksperymentu. Eksperyment ten powiódł się
znakomicie. W ciągu roku liczba dziewcząt w szeregach agencji zwiększyła się do
dwudziestu, a w ciągu kolejnych dziesięciu lat zrównała się z liczbą chłopców.
1957 Wprowadzono system kolorowych koszulek.
1960 Po kolejnych sukcesach CHERUB mógł sobie pozwolić na kolejne powiększenie
liczebności, tym razem do 130 agentów. Otaczające siedzibę agencji pola wykupiono i
ogrodzono. Była to mniej więcej jedna trzecia obszaru zajmowanego dziś przez kampus
CHERUBA.
1967 Katherine Field stała się trzecim członkiem CHERUBA, który zginął podczas akcji.
Ukąsił ją wąŜ podczas operacji w Indiach. Do szpitala trafiła w ciągu pół godziny, ale
wąŜ został błędnie zidentyfikowany i Katherine podano niewłaściwą surowicę.
1973 Z biegiem lat siedziba CHERUBA stała się zbiorowiskiem małych budynków.
Rozpoczęto budowę nowej dziewięciopiętrowej kwatery głównej.
1977 Wszyscy agenci CHERUBA są sierotami albo dziećmi opuszczonymi przez rodzinę.
Max Weaver był jednym z pierwszych funkcjonariuszy agencji. Później dorobił się
fortuny, budując biurowce w Londynie i Nowym Jorku. Zmarł w 1977 r. w wieku
czterdziestu jeden lat. Przed śmiercią nie miał Ŝony ani dzieci, zapisał swój majątek
wychowankom z CHERUBA. Fundusz powierniczy Maksa Weavera sfinansował
wzniesienie wielu budynków kampusu, w tym krytego ośrodka sportowego i biblioteki.
Obecnie aktywa funduszu przekraczają miliard funtów.
1982 Thomas Webb zginął na minie na Falklandach-Malwinach, stając się czwartym
agentem CHERUBA, który zginął w akcji. Thomas był jednym z dziewięciu małych
agentów działających w rozmaitych operacjach podczas konfliktu falklandzkiego.
1986 Rząd zezwolił CHERUBOWI na zwiększenie liczebności do czterystu agentów. Mimo
to ich liczba zatrzymała się znacznie poniŜej tej granicy. CHERUB potrzebuje
funkcjonariuszy inteligentnych, o dobrej kondycji fizycznej i bez powiązań rodzinnych.
Dzieci spełniające wszystkie te warunki są szalenie trudne do znalezienia..
1990 CHERUB dokupił więcej ziemi, powiększając obszar swojej siedziby, oraz
poprawiając jej zabezpieczenia. Na wszystkich brytyjskich mapach kampus jest
oznaczony jako wojskowa strzelnica. Prowadzi do niego tylko jedna droga.
Zewnętrznego muru kampusu nie widać z okolicznych dróg. Przestrzeń powietrzna nad
ośrodkiem jest zamknięta dla śmigłowców i samolotów lecących na wysokości mniej-
szej niŜ dziesięć tysięcy metrów. Zgodnie z Ustawą o tajemnicy państwowej za
nielegalne przekroczenie granic kampusu grozi doŜywocie.
1996 CHERUB uczcił swoje pięćdziesiąte urodziny otwarciem basenu nurkowego i krytej
strzelnicy. Na uroczystości zaproszono wszystkich byłych agentów. Gości z zewnątrz
nie było. Zjawiło się ponad dziewięćset osób ściągniętych z róŜnych zakątków świata.
Wśród gości znalazł się między innymi były premier oraz gwiazdor rocka, który
sprzedał ponad 80 milionów płyt. Po pokazie sztucznych ogni goście rozstawili na-
mioty i przenocowali w kampusie. Następnego ranka przed odjazdem zebrali się wokół
kaplicy, by uczcić pamięć czworga dzieci, które oddały za CHERUBA swoje Ŝycie.
CHERUB: Rekrut
Tak więc przeczytaliście CHERUB: Dark Sun. Ale czy wiecie w jaki sposób James Adams
znalazł się w CHERUBIE. CHERUB: Rekrut opowiada historię Jamesa od dnia śmierci jego
matki. Przeczytajcie o jego transformacji z leniwego tłuścioszka w świetnie wytrenowanego
agenta CHERUBA. Spotkajcie Laurę, Jake'a, Kerry i resztę cherubinów po raz pierwszy.
Przeczytajcie jak James udaremnia największy zamach terrorystyczny w historii Wielkiej
Brytanii.
CHERUB: Kurier
Keith Moore jest największym w Europie handlarzem kokainy. Policja od ponad dwudziestu
lat poszukuje dowodów, które pozwoliłyby go zamknąć. Do polowania przystępuje czworo
agentów CHERUBA. Czy grupka dzieci zdoła przeniknąć do organizacji, którą bezskutecznie
szturmowały tuziny najlepszych tajnych agentów? James Adams zaczyna od podstaw,
trudniąc się dostawami dla pomniejszych handlarzy narkotyków i stopniowo poznając
niebezpieczny świat, w jakim funkcjonują. Będzie musiał zrobić sporo hałasu, jeŜeli chce
zwrócić na siebie uwagę człowieka na szczycie i zdobyć jego zaufanie.
CHERUB: Ucieczka
W ciągu lat swojej działalności CHERUB wsadził za kratki wielu kryminalistów. Teraz, po
raz pierwszy w swojej historii, musi wyciągnąć przestępcę z więzienia. Amerykańskie prawo
dopuszcza, by dzieci oskarŜone o szczególnie cięŜkie przestępstwa były sądzone i skazywane
jak dorośli. Dwustu osiemdziesięciu takich młodocianych przestępców odsiaduje swoje
wyroki w więzieniu znanym jako Arizona Max. W jednej z najśmielszych akcji w historii
CHERUBA James musi wcielić się w rolę przestępcy, przedostać do Arizona Max,
zaprzyjaźnić z więźniem, a potem zorganizować mu ucieczkę.
CHERUB: Świadek
Kiedy podrzędny przestępca nagle zaczyna szastać pieniędzmi, to naturalne, Ŝe policja
chciałaby wiedzieć, skąd je ma. Kolejne zadanie Jamesa wydaje się rutynowe: zaprzyjaźnić
się z dziećmi przestępcy, spenetrować jego dom, znaleźć trop. Jednak intryga, jaką odkrywa
James, okazuje się bardziej zawikłana, niŜ wszyscy się spodziewali. Jedyną osobą, która moŜe
znać prawdę, wydaje się zamknięty w sobie osiemnastolatek. Jest tylko jeden problem:
chłopiec spadł z dachu i zginął ponad rok wcześniej.
CHERUB: Sekta
Kiedy CHERUB odkrywa powiązania pomiędzy organizacją terrorystyczną Help Earth a
grupą bogatych fanatyków religijnych, nazywających się Wybrańcami, James Adams wyrusza
do Australii, by wstąpić do sekty i odsłonić jej tajemnice. To najtrudniejsze zadanie, jakiego
dotąd się podjął. PołoŜona na odludziu siedziba sekty jest całkowicie odizolowana od świata,
a wyrafinowane techniki manipulacyjne Wybrańców wystawiają na cięŜką próbę jego
odporność psychiczną. Tym razem przeciwnikami nie są zwykli terroryści – James musi
stoczyć walkę o kontrolę nad własnym umysłem.
CHERUB: Bojownicy
Codziennie tysiące zwierząt ginie w eksperymentach laboratoryjnych. Niektórzy twierdzą, Ŝe
te eksperymenty walnie przyczyniają się do poszerzenia naszej wiedzy naukowej, inni zrobią
niemal wszystko, aby im zapobiec. Agenci CHERUBA James i Laura Adamsowie utknęli
między jednymi, a drugimi.
CHERUB: Wpadka
Tajna operacja MI5 kończy się zagadkowym morderstwem. Jedyni świadkowie wydarzenia
nie Ŝyją, zaś James Adams musi uŜyć całego swojego talentu i umiejętności, by ujść swoim
prześladowcom i wydostać się z Rosji w jednym kawałku. Tymczasem jego siostra Laura
wyrusza na swoją pierwszą solową misję, by pomóc rozpracować szajkę bezwzględnych
handlarzy ludźmi. Kiedy James w końcu dociera do domu, odkrywa, Ŝe prawdziwy koszmar
dopiero się zaczyna.
CHERUB: Gangster
Brytyjskim podziemiem przestępczym rządzą bezwzględne gangi. Kiedy dwa z nich
wszczynają wojnę o wpływy, fala przemocy zalewa ulice. Policja potrzebuje szybko
informacji i James jest jedyną osobą, która moŜe je zdobyć. Wracając na miejsce jednej z
wcześniejszych misji, musi nawiązać kontakty ze starymi znajomymi i stawić czoła byłej
dziewczynie, o której myślał, Ŝe nigdy juŜ jej nie zobaczy.
CHERUB: Lunatyk
Samolot pasaŜerski spada do Atlantyku, uśmiercając 345 osób. Śledczy podejrzewają zamach
terrorystyczny, ale dochodzenie nie przynosi Ŝadnych rezultatów. PrzeraŜony dwunastolatek
dzwoni na policyjną gorącą linię i obwinia swojego ojca o spowodowanie katastrofy.
Zapowiada się przełom w śledztwie, niestety wciąŜ brakuje niepodwaŜalnych dowodów, zaś
chłopiec ma udokumentowaną historię problemów emocjonalnych i kłopotów z opanowaniem
agresji. Laura Adams i Jake Parker zostają wysłani, aby zbadać sytuację ale oni nienawidzą
się z całego serca ze wzajemnością. Tymczasem James znowu wpada w kłopoty w
kampusie...
CHERUB: Generał
Największy ośrodek szkoleniowy do prowadzenia walk w terenie miejskim leŜy na pustyni
niedaleko Las Vegas. Czterdziestu brytyjskich komandosów jest ściganych przez cały
amerykański batalion. Jednak ich dowódca ma asa w rękawie: planuje przeszmuglować
dziesięciu agentów CHERUBA i rozegrać najlepszą grę wojenną wszech czasów.
Ta ksiąŜka została specjalnie napisana i wydana (w Wielkiej Brytanii) na Światowy
Dzień KsiąŜki 2008. Światowy Dzień KsiąŜki to międzynarodowe święto ksiąŜek i
czytania jako takiego. W tym roku Wielka Brytania i Irlandia obchodzą to święto po raz
jedenasty.