background image

 

 

DARK SUN

 

Robert Muchamore

 

 

Tłumaczenie 

JohnJohn

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

background image

Tytuł oryginalny serii: Cherub

 

Tytuł oryginału: Dark Sun

 

Copyright © 2008 Robert Muchamore

 

First published in Great Britain in 2008

 

by Hodder Children's Books

 

www.cherubcampus.com

 

www.cherubcampus.net

 

Zgodnie  z  Ŝyczeniem  autora  oświadczam,  Ŝe  to  tłumaczenie  jest  nieoficjalne  i  niezatwierdzone  przez  autora  i 
polskiego wydawcę. KsiąŜka ta, w zamyśle autora nie miała nigdy przynosić dochodu i dlatego takŜe to wydanie 
jest niedochodowe. Koszt ksiąŜki to tylko koszt jej wydrukowania, które ponosi pierwszy właściciel. KsiąŜka nie 
moŜe być odsprzedawana z zyskiem. 

 
Jest to wydanie kolekcjonerskie dla fanów skupionych wokół 

www.cherubcampus.net

 

 

Części  występujące  w  wielu  ksiąŜkach  serii  bez  zmian,  jak  wprowadzenia  do  pozostałych  tytułów  czy 
objaśnienia  na  początku,  zostały  przedrukowane  z  wydanych  juŜ  tytułów  i  są  tłumaczenia  pana  Bartłomieja 
Ulatowskiego.

 

 

Redakcja, skład i wszystko inne: JohnJohn

 

 

Wydanie pierwsze niekomercyjne , Warszawa 2012

 

background image

CZYM JEST CHERUB? 

CHERUB  to  sekcja  brytyjskiego  wywiadu  zatrudniająca  agentów  w  wieku  od  dziesięciu  do 
siedemnastu lat. Wszystkie dzieci są sierotami zabranymi z domów dziecka i wyszkolonymi 
na  profesjonalnych  szpiegów.  Mieszkają  w  tajnym  kampusie  ukrytym  wśród  angielskich 
wzgórz. 

 

DLACZEGO DZIECI? 

PoniewaŜ nikt nie podejrzewa dzieci o udział w tajnych operacjach wywiadu, co oznacza, Ŝe 
mogą z sukcesem działać tam, gdzie dorośli byliby bezradni. 

 

KIM SĄ BOHATEROWIE? 

W kampusie CHERUBA mieszka około trzystu dzieci. Wśród nich są piętnastoletni JAMES 
ADAMS i jego dwunastoletnia siostra LAURA. Ich przyjaciele to: BRUCE NORRIS, ANDY 
LAGAN i chłopak Laury (przynajmniej czasami) GREG 'RAT' RATHBONE. 

 

KOSZULKI CHERUBA 

Rangę  cherubina  moŜna  rozpoznać  po  kolorze  koszulki,  jaką  nosi  w  kampusie. 
Pomarańczowe są dla gości. Czerwone noszą dzieci, które mieszkają i uczą się w kampusie, 
ale są jeszcze za małe, by zostać agentami (minimalny wiek to dziesięć lat). Niebieskie są dla 
nieszczęśników  przechodzących  torturę  studniowego  szkolenia  podstawowego.  Szara 
koszulka oznacza agenta uprawnionego do udziału w operacjach. Granatowa jest nagrodą za 
wyjątkową skuteczność podczas jednej akcji. Czarne koszulki przyznawane są za znakomite 
wyniki podczas licznych operacji. 

background image

1.SMRÓD

 

Lipiec 2007 

 
  Szkoła  Honeywill  Community  to  była  rudera,  ale  to  był  ostatni  dzień  nauki  przed 
wakacjami, więc wszyscy byli szczęśliwi. Nauczyciele, którzy w ciągu całego roku szkolnego 
nie  zaszczycili  nikogo  uśmiechem,  pozwolili  grać  w  Nintendo  w  promieniach  słońca. 
Dyrektor  szkoły  biegał  po  korytarzach  w  okularach  słonecznych  i  spodenkach  do  tenisa. 
Nawet dzieciaki chętnie przyjmowały bęcki, wiedząc, Ŝe nie zobaczą swoich oprawców przez 
sześć następnych tygodni. 
  W klasie Grega, na drugim piętrze, wszystkie gabloty zostały zdjęte ze ścian. On sam stał na 
krześle, wychylając się z okna ze szkolnym krawatem owiniętym wokół głowy jak bandana i 
rozpiętymi  wszystkimi  guzikami  koszuli.  Pora  lunchu  zgromadziła  prawie  wszystkich 
uczniów  na  betonowym  placu  zabaw.  Dziewczyny  trajkotały  w  grupkach,  chłopcy  grali  w 
nogę,  a  wokół  fontanny  zgromadziła  się  wielka  grupa  uczniów,  bo  jak  dotąd,  był  to 
najgorętszy dzień roku. 
  - Powąchaj - powiedział Zhang, chłopiec pochodzenia chińskiego ze zdecydowaną nadwagą, 
podtykając Gregowi pod nos miseczkę z przeźroczystego plastiku. 
  Odór przywalił Gregowi jak pięścią. Odrzuciło go gwałtownie, zeskoczył z krzesła, nieomal 
się przewracając, gdyŜ zawadził o metalowy kosz na śmieci. 
  - Wiesz to nieładnie! - śmiał się Zhang, podtykając Gregowi miskę z powrotem pod nos. 
  - Spadaj! - krzyknął Greg, wycofując się szybko między ławkami – Twoja matka tak gotuje? 
  Zhang potrząsnął głową, zakładając wieczko z powrotem na miseczkę. 
  -  To  sałatka  coleslaw  ze  szkolnej  stołówki.  Jest  napisane:  spoŜyć  przed  czternastym 
listopada, ale dopiero teraz znalazłem ją na dnie mojej szafki. 
  Trzeci chłopiec przebywający w klasie, chudzielec o imieniu George zaczął  
się śmiać. 
  - Zamknij się, cieniasie - krzyknął Greg - chyba, Ŝe chcesz, Ŝebym wytarł 
tym twoją twarz. 
  Ale  teraz,  gdy  wieczko  bezpiecznie  juŜ  przykrywało  sałatkę,  Greg  zdał  sobie  sprawę  ze 
śmieszności  zajścia.  Uśmiechnął  się  szeroko, widząc  górę  śmieci  wywaloną  przez  Zhanga  z 
jego  szafki:  ksiąŜki  pokryte  błotem  z  korków  piłkarskich,  papierki  po  batonach,  brudne 
chusteczki  i  butelkę  korektora,  który  przeciekał,  zostawiwszy  na  ćwiczeniach  twardą,  białą 
skorupę. 
  -  Zwierzę  -  warknął  Greg  -  To  szafka  czy  worek  bez  dna.  Nie  mam  pojęcia,  jak  ci  się  to 
wszystko zmieściło w środku. 
  Zhang skierował powoli swe wielkie cielsko ku kolegom. 
  - Greg, twoja szafka jest czysta, bo jesteś w tej szkole dopiero od połowy semestru. 
  George potrząsnął głową. 
  - Nie Zhang, jego szafka jest czysta, bo nie jest odraŜającym, grubym flejtuchem. 
  Zhang  nie  lubił  być  nazywanym  grubym.  Podszedł  do  George'a  i  stanął  z  nim  twarzą  w 
twarz. 
  - Chcesz w pysk? 
  Ci dwaj byli najlepszymi kumplami od czasów przedszkola, co nie przeszkadzało Zhangowi 
przejść do rękoczynów, gdy George go obraŜał. 

background image

  Greg spróbował rozładować napięcie. 
-  Ale  z  was  para  dziwek  -  uśmiechnął  się  wyzywająco  -  No  dalej,  dajcie  sobie  buzi  z 
języczkiem i pogódźcie się tak, jak zawsze. 
  Zhang cofnął się o krok, odwrócił się do Grega i wlepił w niego wściekłe spojrzenie, ale nie 
miał odwagi zrobić nic więcej. Greg był tylko średniego wzrostu jak na ósmą klasę, ale silnie 
zbudowany, z bicepsami pręŜącymi się pod podwiniętymi rękawami koszuli. 
  - Och Greg, zapomniałem. - Powiedział George, wyrzucając ostatnie śmieci ze swojej szafki 
prosto  do  plecaka.  -  Rodzice  zaciągają  mnie  na  jakiegoś  grilla  do  ciotki  w  sobotę.  Zhang 
wyjeŜdŜa  do  Chin  w  niedzielę  -  więc,  jeŜeli  chcemy  zrobić  sobie  nockę  przy  X-box'sie,  to 
obawiam się, Ŝe dziś lub wcale. 
  - Och. - westchnął Greg z zakłopotaniem i przeciągnął ręką po plątaninie ciemnych włosów. 
  - Ale moŜesz przyjść, prawda? - zapytał George. 
  Greg wzruszył ramionami, wyciągając niewielką Nokie z kieszeni. 
  -  No  tak,  tak  mi  się  wydaje,  to  znaczy...  Wyślę  SMS-a  do  ojca,  Ŝeby  się  upewnić,  ale  nie 
mamy Ŝadnych innych planów, więc nie powinno być problemu. 
  -  Cool  -  powiedział  George,  trzaskając  drzwiami  od  swojej  szafki  i  wycierając  czoło 
rękawem. 
  - Rozumiem, Ŝe mój kuzyn Andy moŜe przyjść? - zapytał Greg - Wiem, Ŝe nigdy się dotąd 
nie spotkaliście, ale jest z nim zawsze kupa śmiechu, przysięgam. 
  - Im więcej tym lepiej - odpowiedział George i sapną głośno - Nie mam nic 
przeciwko słońcu, ale dzisiaj jest stanowczo za gorąco! 
  Greg roześmiał się: 
  - To jest nic. Kiedy mieszkałem w Australii, takie dni jak dzisiejszy bywały w zimie. 
  Zhang próbował naśladować australijski akcent Grega: 
  -  Kiedy  mieszkałem  w  Auuuuuustralii,  było  dwieście  stopni  w  cieniu.  Było  tak  gorąco,  Ŝe 
Koala spadały z drzew juŜ ugotowane. 
  - Nie wyśmiewaj się z mojego akcentu. - Greg uśmiechnął się z wyŜszością - Laski dostają 
od niego szału. 
  - Gusta lasek są do kitu - powiedział Zhang - interesują je tylko mięśniaki. 
  -  Mówisz  tak,  tylko  dlatego,  Ŝe  Amy  dała  ci  kosza  dwa  razy.  -  George  uśmiechnął  się, 
kierując się w stronę okna. 
  - Taa, a z ciebie to taki ogier - odpalił Zhang. 
  George stanął na krześle i wychylił się przez okno, Ŝeby ochłodzić się w lekkim wietrzyku. 
Usłyszał charakterystyczny śmiech na placyku i spojrzał prosto w dół. 
  George odwrócił się do środka. 
  - Zhang! - krzyknął - Dawaj tę sałatkę. Moja siostra stoi dokładnie pod tym oknem. 
  Greg i Zhang ruszyli w jego stronę, ciągnąc krzesła za sobą. 
  -  Niezła - uśmiechnął się  Zhang,  gdy  wszyscy trzej  wychylili  się  przez  okno,  gapiąc  się  w 
dół na słoneczny plac. - Twoja siostra ma niezłe ciałko. 
  - Błee! - skrzywił się George - Nie byłbyś tak zafascynowany, gdybyś widział ją w wannie 
jak goli swoje owłosione nogi. 
  -  Spójrz  prawdzie  w  oczy  -  powiedział  Greg  -  gdyby  ona  nie  była  twoją  piętnastoletnią 
siostrą, marzyłbyś o niej, jak wszyscy inni. 
  - To osobowość się liczy - zauwaŜył George. - A ona jest cierniem w dupie. 
  - Wiesz czego nie łapię? - powiedział Greg, patrząc na Zhanga. - Jak ktoś 
taki  jak  George  ze  swoimi  prosiaczkowatymi  rączkami  i  nóŜkami  dostał  takie  ciacho  za 
siostrę? 
  - Oj, zamknij się - rozkazał George. 
  Greg i Zhang faktycznie się zamknęli. Nie dlatego, Ŝe George im kazał, ale poniewaŜ zdjął 
wieczko z miski, zawierającej ośmiomiesięczną sałatkę coleslaw. 

background image

  - Co za obrzydlistwo - jęknął Greg. 
  -  To  się  rusza  -  powiedział  George,  próbując  nie  oddychać  -  chyba  fermentuje,  miska  jest 
ciepła. 
- No rzucaj - powiedział Zhang niecierpliwie - na co czekasz? 
  Greg spojrzał na George'a. Cała jego twarz wyraŜała wątpliwości. 
  -  No  dalej  -  napierał  Zhang  -  pamiętaj,  Sophie  poŜyczyła  swojemu  exchłopakowi  połowę 
twoich gier na PSP i nigdy ich nie odebrała. 
  George potrząsnął głową i zaczął nakładać wieczko z powrotem. 
  -  Lepiej  nie.  Gdyby  moja  stara  się  o  tym  dowiedziała,  całe  wakacje  zamieniła  by  mi  w 
piekło. 
  - Tchórz! - krzyknął Zhang - Wiedziałem, Ŝe cię na to nie stać. 
  George  właśnie  zakładał  wieczko,  gdy  Zhang  wyciągnął  rękę  i  szturchnął  go  w  ramię. 
Sałatka  wyleciała  George'owi  z  ręki.  Próbował  ją  złapać,  ale  miseczka  prześlizgnęła  się  mu 
między palcami i poleciała w dół. 
  Greg spojrzał w dół i stwierdził ze zdziwieniem, Ŝe Sophie i jej koleŜanki rozbiegły się, Ŝeby 
uniknąć trafienia piłką do nogi, wystrzeloną z przyległego boiska.  
  - Patrz, gdzie kopiesz, palancie! - krzyknęła Sophie. 
  George,  Zhang  i  Greg  patrzyli  z  otwartymi  ustami,  jak  pół  nagi  dziesiątoklasista  pędzi  po 
piłkę. Napięcie sprawiło, Ŝe widzieli wszystko jakby w zwolnionym tempie: Sophie i jej przy-
jaciółki odsuwają się, sałatka opada spiralą w powietrzu, a potęŜny dziesiątoklasista biegnie 
po piłkę. 
  - Zhang, ty idioto! - sapnął George. 
  Miska spleśniałej sałatki uderzyła prosto w kark piłkarza, gdy ten pochylił się, Ŝeby podnieść 
piłkę,  rozchlapując  śmierdzącą,  brązową  zawartość  na  jego  gołym  karku  aŜ  po  czubek 
ogolonej głowy. 
  Na górze, chłopcy zanurkowali do klasy, ale w pośpiechu George zapomniał się pochylić i 
wyrŜnął głową we framugę okna. 
  - Ty kretynie! - George wrzasnął do Zhanga, gdy tylko zeskoczył z krzesła - to był Thomas 
Moran. JeŜeli nas znajdzie - jesteśmy trupami. 
  - A kim jest ten Thomas Moran? - zapytał Greg. 
  George potarł nerwowo guza z tyłu głowy. 
  - To jest najtwardszy facet w dziesiątej klasie, to wszystko. On i wszyscy jego kumple, grają 
w rugby. I są w tym naprawdę nieźli. 
  -  MoŜe  nas  nie  widział.  -  Zasugerował  Greg.  -  MoŜe  nawet  nie  wie,  z  którego  okna  to 
wypadło. 
  Zhang podsunął się do okna i spojrzał ostroŜnie w dół. 
  - Widzieli nas! - wydyszał, nurkując z powrotem. - Sophie i reszta pokazują na nas, a Moran 
i jeszcze jeden dryblas pędzą w kierunku głównego wejścia. 
  George zamachał z przeraŜeniem rękami. 
  - Po cholerę trąciłeś mnie w ramię, kretynie? Ci faceci nie biorą jeńców. 
JeŜeli nas złapią, wkopią nam głowy do dupy. 
  Greg złapał swój plecak i skierował się do wyjścia z klasy. 
  - Mniej gadania, więcej ruchów. - zasugerował. 
  - Oj, niedobrze. - wyjąkał George. 
  Zhang  momentalnie  był  juŜ  na  korytarzu.  Greg  złapał  George'a  za  kołnierz  i  pociągnął 
brutalnie w stronę drzwi. 
  - Uspokój się. Wszystko będzie dobrze. - powiedział Greg. - Ale musimy wiać. I to juŜ! 
  Zanim  George  i  Greg  wyszli  na  korytarz,  Zhang  dotarł  juŜ  do  głównych  schodów, 
oddalonych  o  dobre  trzydzieści  metrów.  Miał  nadzieję,  Ŝe  zdąŜy  zbiec  na  pierwsze  piętro  i 

background image

ukryć się w jakiejś klasie. Niestety, nie miał nawet cienia szansy, poniewaŜ dwóch wielkich 
dziesiątoklasistów wbiegało juŜ po schodach z parteru. 
  - Tam jest ten gruby! - krzyknął Thomas Moran.- Czekaj, niech ja cię dorwę. 
  Zhang wyhamował z piskiem podeszw i zobaczył Grega i George'a uciekających z klasy w 
przeciwnym kierunku. 
  -  Chłopaki  -  krzyknął  zdyszany  Zhang,  biegnąc  tak  szybko,  jak  tylko  pozwalały  mu  na  to 
jego krótkie i grube nóŜki. - Chłopaki, zaczekajcie!  

2. JEZIORO

 

 
 

  Angielska  wieś  cała  upstrzona  jest  tajnymi,  rządowymi  ośrodkami:  badań  nuklearnych, 
składowiskami broni, centrami monitoringu. Kampus CHERUBA jest jedną z najtajniejszych 
i najpilniej strzeŜonych tajemnicą. Otoczony lasami będącymi własnością rządu i zaznaczony 
na mapach jako poligon artyleryjski. 
  KaŜdy,  kto  zignoruje  znaki  ostrzegawcze  i  podjedzie  do  czarnej  bramy  kampusu,  zostanie 
przywitany przez straŜ uzbrojoną w karabiny Heckler and Koch. Kampusu nie moŜna nawet 
zobaczyć z powietrza, gdyŜ chroni go zakaz lotów rozciągnięty nad wojskową bazą lotniczą, 
znajdującą się pięć kilometrów na wschód. 
  Gdyby  pozwolono  komuś  przelecieć  nad  kampusem,  zobaczyłby  zabudowania,  które  z 
powodzeniem  mogłyby  naleŜeć  do  dobrze  prosperującej  szkoły  z  internatem,  otoczonej 
obiektami sportowymi i kortami tenisowymi. Bardziej niezwykłym widokiem byłby budynek 
w  kształcie  banana  pokryty  wielką  ilością  anten  satelitarnych,  cztery  lądowiska  dla 
helikopterów a za nimi duŜe owalne jezioro i zalesiony teren , w którym ukryto tor przeszkód 
oraz strzelnicę. 
  Pogoda  była  wspaniała  i  ponad  połowa  wychowanków  kampusu  zabrało  swój  lunch  na 
zewnątrz, Ŝeby zjeść nad jeziorem. Część dzieciaków chłodziła się niewielkimi wiosłami, ale 
pływanie  było  teraz  zabronione  ze  względu  na  rodzinę  kaczek  z  małymi,  mieszkającymi  na 
błotnistej, sztucznej wyspie na środku jeziora. 
  Dwunastoletnia  Laura  Adams  leŜała  na  trawniku  przy  brzegu  jeziora,  z  bosymi  nogami  w 
trawie,  otoczona  stokrotkami  i  z  ramieniem  osłaniającym  oczy  przed  słońcem.  Udało  jej się 
zdobyć ulubione sushi w stołówce, zanim zniknęło na talerzach innych dzieci, słońce grzało 
jej całe ciało, jednak była zmartwiona. Była w tarapatach i to nie ze swojej winy. 
  Obok Laury siedział Andy Lagan, chłopiec o bardzo jasnej karnacji. Opuścił swój komiks i 
stukną Laurę w ramię. 
  - Zara jest tutaj. - Powiedział ponuro. - Lepiej zacznij zakładać buty. 
  Laura  chciała,  Ŝeby  czas  się  zatrzymał,  mogłaby  wtedy  leŜeć  na  ciepłej  trawie  całą 
wieczność. 
  - BoŜe - westchnęła, strącając źdźbła trawy z podeszw stóp i siadając. 
  Wszyscy cherubi nosili jednakowe stroje podczas zajęć lekcyjnych: T-shirt  
z  logo  CHERUB  -  kolor  koszulki  był  zaleŜny  od  rangi  -  oliwkowe  bojówki  z  odpinanymi 
nogawkami i lekkie czarne glany. Andy włoŜył swoją szarą koszulkę i ruszył pod górę. Laura 
w tym czasie wyciągała swoje zrolowane skarpetki z butów. 
  - Lepiej się pośpiesz - krzyknął Andy - MoŜe Zara będzie w dobrym nastroju. 

background image

  Zara  Asker  stała  na  asfaltowej  ścieŜce  pięćdziesiąt  metrów  od  nich  na  niewielkim 
wzniesieniu. Jedną rękę oparła na biodrze. Opierała się o elektryczny wózek, słuŜący kadrze 
do  przemieszczania  się  po  kampusie.  Zara  miała  trzydzieści  siedem  lat;  nosiła  sukienkę  w 
kwiaty i widać, Ŝe nie straciła jeszcze wszystkich kilogramów po urodzeniu swego drugiego 
dziecka w zeszłym roku. 
  Pomimo  swojego  mamusiowatego  wyglądu,  Zara  piastowała  jedno  z  najwaŜniejszych 
stanowisk  brytyjskiego  wywiadu.  Jako  prezes  CHERUBA,  była  jednocześnie  dyrektorem 
szkoły i głównym szpiegiem. Zara była lubiana przez uczniów z wyjątkiem tych chwil, gdy 
rozdzielała kary. 
 
  Laura  pośpieszyła,  Ŝeby  dołączyć  do  Andy'ego  i  sześciu  innych  agentów  na  ścieŜce,  nie 
zawiązane  sznurówki  ciągnęły  się  za  nią  po  ziemi.  Główną  grupę  stanowiło  czterech 
chłopców w szarych t-shirtach w wieku dziesięciu i jedenastu lat. Była to paczka przyjaciół, 
pod wodzą Jake'a Parkera. Oprócz nich byli tam jeszcze chłopiec i dziewczynka, na oko o rok 
czy dwa starsi od reszty. 
  -  Stanąć  w  szeregu  -  zakomenderowała  Zara  oschle,  wpatrując  się  w  mokre  spodnie  i 
poplamioną ketchupem koszulkę Jake'a. - To w takim stanie stajesz przed prezesem? 
  Laura nie cierpiała Jake'a i radowała się jego zmieszaniem, gdy gwałtownie chował koszulkę 
w spodniach. 
  - Przepraszam panią - rzekł potulnie - upuściłem hot doga. 
  Zara podeszła bliŜej i przyjrzała się plamie. 
  - Pamiętaj, zamocz koszulkę w detergencie, zanim zaniesiesz ją do pralni. 
  - Tak jest, proszę pani. - przytakną Jake. 
  Zara  była  trochę  nieprzewidywalna,  jeŜeli  chodziło  o  rozdawanie  kar  i  jedenastolatek 
odetchnął, otrzymawszy tylko instrukcję prania. 
  Jednak pani prezes jeszcze z nimi nie skończyła. 
  - Zanim zacznę, czy którekolwiek z was chce coś powiedzieć? – zapytała Zara. 
  Ośmioro  umundurowanych  agentów  wyglądało  na  zaŜenowanych  i  unikali  wzroku  pani 
prezes. Laura chciała powiedzieć, Ŝe to wszystko wina Jake'a i jego trzech przyjaciół, ale była 
na tyle sprytna, Ŝeby wiedzieć, Ŝe to tylko pogorszy sprawę: Jake z powrotem zwali wszystko 
na nią i moŜe się to skończyć wzajemnym oskarŜaniem, co tylko moŜe doprowadzić Zarę do 
furii. 
  Zara poprawiła ramiączko sukienki i głęboko odetchnęła. 
  -  Cała  wasza  ósemka  to  wykwalifikowani  agenci  CHERUBA  -  powiedziała  -  od  czarnej 
koszulki jak Laura, do młodych, którzy czekają wciąŜ na swoją pierwszą misję. Ale nikt, nie 
dostaje  się  do  kampusu,  jeŜeli  nie  zalicza  się  do  dwóch  lub  trzech  procent  najbardziej 
inteligentnych  ludzi.  A  potem  przepuszczamy  was  przez  magiel:  ćwiczenia  językowe, 
szkolenie szpiegowskie, wojskowe, fizyczne. Innymi słowy, jesteście najlepiej wyszkolonymi 
ludźmi w waszym wieku na całym świecie. I dla tego jestem tak zniesmaczona tym, co stało 
się dzisiaj rano. 
  Zara  sięgnęła  do  elektrycznego  wózka  i  podniosła  zgnieciony,  papierowy  samolocik  z 
siedzenia pasaŜera. Samolocik był zrobiony z duŜej kartki do drukarki z napisem „JESTEM 
ZNUDZONY AIRLINES” na burcie i naszkicowanym penisem na ogonie. 
  - To jest tylko jeden z jedenastu, które znalazłam w klasie. Oprócz tego, 
jeszcze z setkę papierowych kulek, ślady stóp na ławkach i uszkodzoną wenecką roletę, którą 
jakiś idiota próbował zerwać. 
  Laura z całej siły próbowała się nie śmiać: jeden z najpiękniejszych momentów, dzisiejszego 
ranka  to  widok  Jake'a  jak  próbuje  dostać  się  do  samolociku,  który  ugrzązł  wysoko  między 
listkami  rolety,  traci  równowagę  i  zwala  się  ze  stolika,  waląc  głową  we  framugę  okna, 
trzymając się desperacko rolety. 

background image

  Zara kontynuowała. 
  - Co gorsze, zachowaliście się tak w obecności wykładowcy-gościa.  
  Wiem,Ŝe  trudno  jest  się  skupić,  gdy  jest  tak  gorąco  i  moŜe  dziewięćdziesięciominutowy 
wykład o zabezpieczaniu śladów DNA nie jest specjalnie ekscytujący. Jednak pan Donaldson 
przyjechał  do  nas,  aŜ  z  kwatery  głównej  MI5  w  Londynie,  Ŝeby  wygłosić  wykład  i 
spodziewałam  się,  Ŝe  jesteście  wystarczająco  dorośli,  Ŝeby  zachowywać  się  tak,  aby  nikt  z 
kadry nie musiał wam patrzeć na ręce. Andy podniósł niepewnie rękę. 
  - Nie wszyscy byli w to zamieszani, proszę pani. 
  Zara łypnęła na niego oczami. 
  - Widziałam rozmiary odcisków stóp na blatach, Andy. Pan Donaldson wyraził się jasno, Ŝe 
młodsza czwórka chłopców jest głównie odpowiedzialna,  
ale nikt z waszej, starszej czwórki nie interweniował. Nawet, jeŜeli uznałeś, Ŝe sam nie jesteś 
w  stanie  zapanować  nad  nimi,  mogłeś  przejść  do  innej  klasy  i  poprosić  kogoś  z  kadry  o 
pomoc.  Jesteście  agentami  CHERUBA.  Jak  sobie  wyobraŜacie  wysyłanie  was  na  misje 
przeciwko  terrorystom  i  dilerom  narkotykowym,  jeŜeli  nie  macie  nawet  tyle  rozumu,  Ŝeby 
zapanować nad kilkoma dzieciakami, które wymknęły się spod kontroli podczas lekcji? 
  Laurę zirytowało to oświadczenie. Zara była kiedyś agentem CHERUBA, ale najwidoczniej 
zapomniała niepisaną regułę, Ŝe cherubi nigdy na siebie  
nie donoszą. 
  -  Wszyscy  dostajecie  taką  samą  karę.  -  Oznajmiła  Zara  -  Siedem  i  pół  funta  z 
kieszonkowego  na  naprawę  zniszczonej  rolety,  oraz  resztę  tego  przepięknego  popołudnia 
spędzicie na ćwiczeniach na torze przeszkód z panią Speaks. 
  Ósemka cherubinów westchnęła, ale tylko Jake był na tyle głupi, Ŝeby zabrać głos. 
  -  To  świństwo  -  krzyknął  -  kiedy  ostatni  raz  ktoś  musiał  gnać  po  torze  przeszkód  tylko  za 
bałaganienie w klasie? MoŜe parę okrąŜeń na bieŜni... 
  Zara spuściła wzrok, patrząc Jake'owi prosto w oczy. 
  - Wygłupialiście się w obecności gościa kampusu, czym wpakowaliście mnie, 
osobiście  w  bardzo  krępującą  sytuację.  Zewnętrzni  wykładowcy,  są  bardzo  waŜną  częścią 
waszego szkolenia, ale nie zechcą przyjeŜdŜać, jeŜeli się będziecie tak zachowywać. Prawda? 
  - Tak, proszę pani. - Powiedział Jake, ale ton jego głosu brzmiał, jakby mówił: „Skoro tak 
twierdzisz”. 
  -  Nie  podoba  mi  się  twój  ton,  Jake'u  Parkerze  -  powiedziała  Zara,  robiąc  się  naprawdę 
wściekła.  -  Skoro  jesteś  taki  chętny  do  karnych  okrąŜeń,  dostajesz  dodatkowo  dwadzieścia 
dziennie  przez  następny  tydzień.  Twoja  niewyparzona  buźka  będzie  cię  takŜe  kosztować 
miesięczne kieszonkowe i jesteś uziemiony w swoim pokoju, przez następne dwa weekendy. 
  Jake stał zdruzgotany. Laura cieszyła się jego cierpieniem. Wyglądało na to, Ŝe przynajmniej 
Jake dostał za swoje, skoro ją pozbawiono siedmiu i pół funta i zmuszono do wyczerpującego 
treningu na torze przeszkód. 
  - Pani Speaks czeka - krzyknęła Zara, wskazując dramatycznie, zadrzewiony  
teren za jeziorem. - Natychmiast ruszajcie na plac ćwiczeń, zanim do reszty  
stracę cierpliwość. 

3. UCIECZKA

 

  - Ruszaj się, szybciej! - krzyknął Greg, łapiąc George'a za kołnierz. 
  - Nie mogę - wydyszał George - dostałem kolki. 

background image

  Biegli  korytarzem  na  drugim  piętrze  w  stronę  schodów  awaryjnych.  Korzystanie  z  tych 
schodów,  było  zabronione,  uŜywano  ich  jedynie  podczas  ćwiczeń  przeciwpoŜarowych. 
Zhang,  ze  swoją  nadwagą,  coraz  bardziej  zostawał  w  tyle, a  dwóch  dziesiątoklasistów,  było 
coraz bliŜej. 
  Greg pociągnął George'a na schody. 
  - Przez liceum dostaniemy się do stołówki - wyjaśnił Greg - Nie będą mogli nas tam ruszyć, 
zawsze jest tam pełno nauczycieli. 
  Nadzieja,  Ŝe  mają  jeszcze  szansę,  dodała  George'owi  skrzydeł,  zanurkował  pod  barierką  i 
zaczął zbiegać w dół, tak szybko jak tylko mógł. 
  - Nie masz, w ogóle, kondycji - parsknął Greg - przydałby ci się jogging. 
  Zhang dotarł do nich, gdy byli juŜ na dole schodów, ale Thomas Moran i jego kumpel Johno 
byli juŜ tylko jedno półpiętro za nimi. 
  Greg skręcił ze schodów w lewo w stronę aneksu licealnego, serce podeszło mu do gardła, 
gdy pomyślał, Ŝe drzwi mogą być zamknięte. 
  Przez szybkę w drzwiach zobaczył krzesła i meble poustawiane w piramidki i białe płachty 
porozciągane na wykładzinach. Kartka na drzwiach zawierała ich wyrok. 
 
Blok licealny zamknięty z powodu remontu! 
Zapraszamy we Wrześniu 2007 
Przyjemnych wakacji!!!! 
 
  - Cholera! - Krzyknął Greg. 
  - No to jesteśmy Ŝarciem dla kotów - jęknął George. 
  Nie  mając  innego  wyjścia,  Zhang  poprowadził  trójkę  chłopców,  z  powrotem  w  stronę 
schodów. Thomas Moran dotarł właśnie na dół, ale Zhang, wykorzystując swoją masę, przebił 
się przez niego i popędził krótkim korytarzem wiodącym do sali gimnastycznej. 
  Podłoga była pokryta wyschniętym błotem, naniesionym z boiska, a w powietrzu unosił się 
zapach  potu.  Korytarz  kończył  się  skrzyŜowaniem  w  kształcie  litery  T.  Na  wprost  były 
podwójne  drzwi  do  sali  gimnastycznej,  w  lewo  odchodził  róŜowy  korytarz  prowadzący  do 
przebieralni dziewczyn, a w prawo niebieski do przebieralni chłopców. 
  Sala  gimnastyczna  była  zawsze  zamknięta  podczas  lunchu  i  staranowanie  drzwi  przez 
Zhanga niewiele tu zmieniło. Chłopcy skierowali się do przebieralni dla chłopców. Odór potu 
był tu jeszcze silniejszy. Powietrze było cięŜkie, a na mokrej podłodze walały się pojedyncze 
części  strojów  sportowych.  Po  jednej  stronie  przebieralni  były  wspólne  prysznice,  a  po 
przeciwnej boks z cuchnącymi toaletami. 
  Greg i George pobiegli w stronę pryszniców. Byli tutaj setki razy, ale i tak rozglądali się w 
nadziei, Ŝe są tu jakieś drzwi awaryjne, których wcześniej nie zauwaŜyli. 
  - Ślepy zaułek, chłopcy - wykrzyknął Thomas Moran, waląc swoją olbrzymią  
pięścią w dłoń. Zhang wbiegł do kabiny toaletowej i zabarykadował się w środku. 
  - Bądź rozsądny - błagał George, wyciągając przed siebie ręce i cofając się z Gregiem pod 
prysznice  -  To  miało  być  dla  mojej  siostry.  JeŜeli  mnie  puścisz,  zapłacę  ci  dwadzieścia 
funtów, pierwszego dnia następnego roku szkolnego. Przysięgam na swoje Ŝycie. 
  Po drugiej stronie przebieralni, Johno adidasem Nike w rozmiarze dziesięć wkopał do środka 
drzwi  kabiny,  rozwalając  nie  tylko  zamek,  ale  i  zawiasy  po  przeciwnej  stronie  i  zwalając 
drzwi na głowę Zhanga. 
  - Ooooto Johno! - zawył Johno, wywalając resztki drzwi z kabiny i zaczął okładać Zhanga 
pięściami - Zgadnij, gdzie ci zaraz wsadzę twój łeb? 
  Podczas  gdy  Zhang  błagał  o  litość,  Greg  popchnął  George'a  w  tył  pod  prysznice,  a  sam 
stanął  przed  Thomasem  Moranem.  Greg  był  dobrze  zbudowany,  ale  jako  jeden  z 
najmłodszych  chłopców  w  klasie,  dopiero  za  kilka  tygodni  miał  skończyć  trzynaście  lat. 

background image

Thomas był od niego większy w kaŜdą stronę, a jego przystrzyŜona fryzura i pot spływający z 
umięśnionego torsu nadawał mu straszliwy wygląd.  
  -  Jesteś  cool  facet  -  Thomas  zaśmiał  się  szyderczo  -  czemu  pałętasz  się  z    takim  grubym  i 
chudym świrem? 
  -  Nie  chcę  Ŝadnych  kłopotów  -  powiedział  Greg  dyplomatycznie  -  ale  ostrzegam  cię,  mój 
ojciec jest instruktorem kickboxingu. Potrafię o siebie zadbać. 
  Thomas zaśmiał się tak, Ŝe aŜ opluł Grega śliną. 
  - No dalej maluszku pokaŜ, co potrafisz! 
  W tle słychać było krzyk Zhanga, gdy Johno zanurzył jego twarz w muszli i spuścił wodę. 
  Thomas  obrócił  się  i  ujrzał  Zhanga  na  kolanach  i  Johno  całym  swoim  cięŜarem 
przygniatającego go w dół. 
  - Dobra robota, Johno! - Zaśmiał się Thomas. - Wydaje mi się, Ŝe tych dwóch, teŜ potrzebuje 
mycia głowy. 
  Greg odkręcił się wokół lewego ramienia, podciągając dłoń tak, Ŝeby znalazła się powyŜej 
nadgarstka. Gdy Thomas odwrócił się, ramię Grega wystrzeliło w górę, trafiając nasadą dłoni 
prosto w skroń Thomasa. 
  Głowa  Thomasa  Morana  odskoczyła  z  takim  impetem,  Ŝe  jego  oczy  nie  nadąŜyły  za  tym 
ruchem.  George  patrzył  z  przeraŜeniem,  jak  Thomas  wali  się  na  ścianę  przebieralni, 
połyskując  białkami  oczu.  Nieprzytomny  dziesiątoklasista  ześlizgnął  się  ze  ściany  pod 
dziwnym  kątem,  kończąc  na  podłodze  z  rozrzuconymi  nogami  i  piersią  na  ławce  do 
przebierania. 
  - Jezu! - krzyknął George - Coś ty zrobił? 
  Greg nie odpowiedział, bo właśnie przeszedł nad Thomasem i przeciskał się 
między wieszakami na ubrania, kierując się w stronę toalety. To było paskudne miejsce: błoto 
i siki na posadzce, połamane zlewy i smród taki, Ŝe trudno sobie wyobrazić. 
  Greg  miałby  trudności  z  wyciągnięciem  Johno  z  wąskiej  toalety.  Na  szczęście  Johno 
odwrócił  się,  słysząc  padającego  Thomasa  i  teraz  wybiegał  z  toalety,  machając  pięściami. 
Greg zanurkował, podskoczył i wyprowadził potęŜne uderzenie prosto w nos Johno. 
  Zaskoczony  Johno,  zatoczył  się  do  tyłu,  wtedy  Greg  przeprowadził  błyskawiczny, 
druzgocący  atak.  Wszystkie  jego  ciosy  trafiły  w  najbardziej  wraŜliwe  miejsca:  najpierw 
dźgnięcie  w  Ŝebra,  potem  dwa  kopnięcia  kolanem  w  nerki  i  na  koniec  cios  w  kark,  który 
posłał Johno na ziemię. 
  Johno  skończył  na  podłodze,  zakrywając  dłońmi  zakrwawiony  nos.  Zhang  wydostał  się  z 
toalety. Całą koszulę miał mokrą, a z twarzy spływała mu woda z kibla. Greg pozwolił mu na 
jedno, rewanŜowe kopnięcie Johno, zanim go odciągnął. 
  - Johno ma chyba juŜ dosyć. - Zaśmiał się - Wszystko w porządku, Zhang? 
  Zhang cały się trząsł, a głos mu drŜał. 
  - Ten kibel był odraŜający. 
  -  Masz  na  autobus.  -  Powiedział  Greg.  -  Jedź  do  domu.  Weź  prysznic.  Opuścisz  tylko 
połowę pierwszej lekcji. Będziemy cię kryć. 
  Na podłodze, w pobliŜu pisuarów Johno dostał ataku kaszlu i próbował podnieść się z ziemi. 
  Greg wskazał na niego i parskną: 
  - Ty, leŜ na ziemi, dopóki nie wyjdziemy. 
  Podczas gdy Zhang wychodził, George podszedł z przebieralni, gdzie nerwowo sprawdzał, 
w jakim stanie był Thomas Moran. 
  - Wydaje mi się, Ŝe Ŝyje - powiedział George. 
  -  Nic  mu  nie  będzie  -  odpowiedział  Greg  -  mały  klaps  w  skroń  jeszcze  nigdy,  nikogo  nie 
zabił. Będzie miał wstrząs mózgu i piękny, wielki ból głowy na pamiątkę po mnie. 
  - Zbierajmy się stąd. - powiedział George. - Jeśli ktoś to zobaczy... 

background image

  -  Daj  mi  sekundę.  -  Powiedział  Greg,  łapiąc  obrzydliwe  szare  mydło  z  jedynej  czynnej 
umywalki. - Nie mogę tak chodzić, z twoją krwią na rękach, prawda Johno? 
  Johno  miał  budowę  rugbisty  i  prawie  dwa  metry  wzrostu,  ale  w  tej  chwili  siedział  pod 
ścianą, próbując zwalczyć łzy cisnące mu się do oczu. 
  Greg wytarł ręce o spodnie i wyszli z George'em na korytarz. 
  - A co, jeśli Johno cię wyda? - Zapytał George ze strachem. 
  - Ta, Pewnie! - Zaśmiał się Greg. - KaŜdy z nich jest dwa razy większy ode mnie. Kto im 
uwierzy? 
  - Sam bym nie uwierzył, gdybym nie widział tego na własne oczy. - Egzaltował się George. 
- Człowieku, wiszę ci. Byłem pewien, Ŝe dostaniemy niezłe bęcki. Wim, Ŝe mówiłeś, Ŝe znasz 
trochę  kickboxing,  ale  nigdy  nie  myślałem,  Ŝe  jesteś  taki  dobry.  PrzewaŜnie,  jak  ludzie 
chwalą się czarnym pasem i innymi takimi bzdurami, to zmyślają, aŜ się kurzy. 
  - Mój ojciec jest trenerem - powiedział Greg - ćwiczę codziennie, po lekcjach. 
  - Super - powiedział George - Nikt nas nie tknie, kiedy ta historia się rozniesie. 
  Greg uśmiechnął się z fałszywą skromnością, gdy kierowali się w stronę schodów, wracając 
do ich klasy na drugim piętrze. Skłamał, mówiąc o swoim tacie, człowieku, który naprawdę 
umarł w Australii piętnaście miesięcy wcześniej i nigdy nie uprawiał kickboxingu. 
  Greg,  naprawdę,  nazywał  się  Gregory  Rathbone,  ale  wszyscy  agenci  CHERUBA  nazywali 
go Rat. 

4. KARA

 

 

  Tor  przeszkód  w  kampusie  to  była  dwukilometrowa  trasa  najeŜona  błotnistymi  tunelami 
rojącymi  się  od  szczurów,  linami,  za  pomocą  których  przeskakiwało  się  przez  mułowate 
bajorka,  ścianami  wspinaczkowymi,  ostrymi  skałkami  i  wartkim  strumieniem.  Normalnemu 
dwunastolatkowi pokonanie całego toru zajęłoby co najmniej godzinę, choć szansa na to, Ŝe 
da  radę  go  pokonać,  była  raczej  niewielka.  DuŜo  większa  szansa  była  na  to,  Ŝe  delikwent 
polegnie na jakiejś przeszkodzie czy to z powodu lęku wysokości, niewystarczającej siły, aby 
przejść  na  rękach  pod  wiszącymi  szczebelkami,  lub  braku  równowagi  niezbędnej  do 
pokonania wąskich kładek. 
  Ale  ośmioro  dzieci,  wysłanych  za  karę  przez  Zarę  Asker,  pokonywało  ten  tor  przeszkód 
setki razy podczas szkolenia podstawowego. Andy Lagan i Laura Adams, oboje, mieli swoje 
najlepsze czasy pokonania toru, poniŜej dwudzietu minut. Oczywiście dla nich ten tor nadal 
był trudny, ale do pokonania, co dla instruktorki Speaks nie było wystarczającą karą. 
  Panna Speaks była takim typem kobiety, jakiego nikt nie chciałby mieć za wroga. Jej barki 
były  ogromne,  jej  głos  grzmiał,  jakby  połknęła  megafon  i  była  bardzo  dumna  ze  swych 
masywnych  ramion,  które  pozwalały  jej  pokonywać,  w  siłowaniu  na  rękę,  wszystkich  w 
kampusie  -  wliczając  w  to  instruktorów  męŜczyzn.  śeby  uczynić  tor  trudniejszym,  Speaks 
dała ośmiorgu dzieciom plecaki wypełnione ołowianymi sztabkami. W zaleŜności od wieku i 
wzrostu  dzieci  w  plecakach  było  od  dziesięciu  do  piętnastu  kilogramów.  Pomiędzy 
przeszkodami, zaznaczyła miejsca ćwiczeń, gdzie agenci mieli wykonywać przysiady, pady, 
pajacyki,  itp.  Jakby  tego  było  mało,  tor  przeszkód,  usłany  był  pułapkami,  które  czyniły  go 
jeszcze trudniejszym do pokonania, gdy ktoś je obsługiwał. 
  Tor  zaczynał  się  od  pięćdziesięciometrowego  podbiegu.  Miejscami  był  on  tak  stromy,  Ŝe 
trzeba było uŜywać skałek do zaczepienia stóp, a rękami podciągać się na linach z zawiązany-

background image

mi supłami. JeŜeli komuś powinęła się tu noga, to jeŜeli miał szczęście, turlał się na sam dół 
lub kończył z głową rozłupaną o skałę, jeŜeli takowego akurat mu zabrakło. 
  Szczyt wzniesienia, to było najwyŜej połoŜone miejsce na torze, z którego  
instruktor mógł mieć oko na cały teren ćwiczeń. Po krótkiej, płaskiej prostej, wbiegało się na 
trzy długie kładki oddalone od siebie o dwa metry kaŜda. Kładki miały dziesięć centymetrów 
szerokości  i  pokonanie  ich  nie  wiązało  się  z  jakąś  specjalną  umiejętnością  utrzymania 
równowagi, ale trzeba było zachować zimną krew, gdyŜ po pierwszych krokach, grunt opadał 
gwałtownie i biegło się wysoko nad sadzawką otoczoną rzędami parzących porzyw. 
  Niektórzy,  starsi  agenci  w  kampusie,  pracowali  czasami  jako  asystenci  instruktorów. 
Piętnastoletni James Adams wykorzystał szansę urwania się z podwójnej lekcji historii, Ŝeby 
pomóc  pannie  Speaks,  szczególnie  Ŝe  porzedni  wieczór  przesiedział  z  PlayStation,  zamiast 
pisać esej o Napoleonie. 
  James  siedział  na  drewnianej  platformie,  zawieszonej  między  dwoma  dębami,  rosnącymi 
nad  wąskimi  kładkami.  Jego  przyjaciel  Bruce  Norris  przykucnął  kilka  metrów  od  niego. 
Między  nimi  wisiały  dwa  czerwone  worki  treningowe  zawieszone  na  grubej  gałęzi  ponad 
kładkami. 
  Do Jamesa i Bruce'a docierały stękania dzieciaków, wdrapujących się na szczyt wzniesienia. 
Panna Speaks wychyliła się ponad krawędź zbocza i szydziła z trenujących. 
  -  Ruszać  się,  smarkacze!  -  Krzyczała,  kopiąc  grudy  ziemi  w  dół  zbocza  na  głowy 
dzieciaków.  -  Łap  tę  linę  i  podciągaj  się...  To  nazywasz  podciąganiem?  Lepiej  włóŜ  w  to 
trochę  serca,  bo  jak  nie,  to  zapiszę  wasze  tyłki  na  dwumiesięczny,  popołudniowy  kurs 
kondycyjny. 
  James uśmiechnął się pod nosem, widząc Laurę pojawiającą się na szczycie wzniesienia. Tor 
przeszkód  był  łatwiejszy  do  pokonania,  gdy  pracowało  się  razem  z  partnerem,  a  Andy  był 
właśnie  kilka  kroków  za  Laurą.  Para  cherubinów    właśnie  zaczynała  swoje  trzecie, 
przedostatnie okrąŜenie i upał wycisnął juŜ na nich swoje piętno. 
  Twarz Laury była jaskrawo czerwona, a pot spływał jej po związanych z tyłu włosach. Szara 
koszulka  Andy'ego  miała  ciemne  plamy  potu  pod  pachami,  a  spodnie  i  nagie  przedramiona 
upaćkane były w błocie, po czołganiu się  
przez tunele i przedzieraniu się przez bagnistą nieckę strumyka. 
  -  Pompki!  -  Wrzasnęła  Speaks.  -  Dwadzieścia  pięć.  Nie  guzdrać  się,  jakbyście  byli 
niedorozwojami. Ruszać się, ruszać! 
  James patrzył, jak jego siostra i Andy padają na ziemię. Laura była mocno 
zbudowana  i  z  łatwością  wykonała  dwadzieścia  pięć  pompek,  pomimo  dwunastu  i  pół 
kilograma ołowiu na plecach. Chude ramiona Andy'ego były nie tylko słabsze niŜ Laury, ale 
teŜ duŜo dłuŜsze, przez co miały do pokonania duŜo większą drogę podczas kaŜdej pompki. 
Po piętnastej pompce, ramiona Andy'ego dały za wygraną. 
  -  Co  to,  do  cholery,  jest?  -  Krzyczała  Speaks  -  I  ty  siebie  nazywasz  męŜczyzną  Twoja 
dziewczyna jest silniejsza od ciebie. 
  Andy spróbował zrobić szesnastą - był w dobrej kondycji i mógł zrobić nawet czterdzieści, 
gdyby  nie  to,  Ŝe  właśnie  skończył  drugie  okrąŜenie  toru  przeszkód  podczas  najgorętszego 
dnia w roku - ale barki miał obolałe, a ramiona mu drŜały. Zwalił się z powrotem na gorącą 
ziemię. 
  - Jesteś taki słaby. - Krzyczała Speaks, stawiając swojego glana numer jedenaście, na głowie 
Andy'ego - Jesteś małą, śmierdzącą glizdą. Czym jesteś? 
  Andy miał niejakie kłopoty z mówieniem, gdyŜ jego usta były wciśnięte 
w piasek i kurz. 
  - Myyłom ssierdzzomcom izdom - wydyszał. 
  -  Więc  wij  się  jak  glizda  -  krzyknęła  panna  Speaks.  Upokorzony,  Andy  zaczął  wić  się, 
poruszając biodrami i wzbijając kurz rękami. Laura wbiła wściekły wzrok w instruktorkę. 

background image

  -  Co  się  tak  gapisz,  siostrzyczko  -  krzyknęła  Speaks  -  dlaczego  go  nie  zostawisz.  Jaki 
poŜytek masz z tej małej glizdy. 
  - To mój partner. - powiedziała Laura lojalnie. 
  - Wiesz co? - powiedziała Speaks, a jej głos zabrzmiał, jakby wpadła na najlepszy pomysł 
pod słońcem. - Zabrakło mu dziesięciu. Co ty na to, Ŝeby walnąć się na ziemię i dokończyć za 
niego? 
  Laurze wcale się to nie podobało, ale chciała, Ŝeby instruktorka zeszła jej z oczu, więc padła 
na ziemię i zaczęła pompki Andy'ego. Jej plecak, wypakowany ołowiem, ocierał jej skórę na 
plecach, gotowała się z gorąca, ramiona bolały, a pot ściekał jej po nosie na ziemię. 
  Twarda  dyscyplina,  srogie  kary  i  cięŜki  trening  fizyczny  to  były  trzy  najgorsze  rzeczy  w 
byciu  agentem  CHERUBA,  ale  właśnie  te  rzeczy  dawały  im  przewagę  pozwalającą  na 
bezpieczny  udział  w  tajnych  operacjach  i  wykonywanie  zadań,  będących  poza  zasięgiem 
zwykłych dzieci. 
  Nic  nie  broniło  Laurze,  ani  innym  agentom,  opuścić  kampus  i  wieść  normalne  Ŝycie  w 
rodzinie  zastępczej,  ale  nawet  wówczas,  gdy  jej  płuca  płonęły,  a  nogi  miała  całe  w 
pęcherzach, nigdy nawet o tym nie pomyślała. PoniewaŜ, gdy się juŜ umyjesz, opatrzysz rany 
i spojrzysz w lustro, zobaczysz tam całkiem niezwykłą osobę, patrzącą na ciebie. 
  Trzy lata wcześniej, Laura przyjechała do kampusu jako inteligentna, ale całkiem zwyczajna 
dziewięciolatka. Teraz była jedną z najwyŜszych rangą agentką w kampusie CHERUBA. Mó-
wiła płynnie po hiszpańsku i rosyjsku, mogła biec dziesięć kilometrów bez zadyszki, potrafiła 
wyprowadzić samochód z poślizgu, załadować i wystrzelić z kaŜdego typu broni ręcznej o ja-
kiej  pomyślisz,  a  nie  mając  Ŝadnej  broni  pod  ręką,  znała  co  najmniej  kilka  sposobów  na 
uśmiercenie cię gołymi rękami. 
  Gdy Laura wyciskała ostatnią, dziesiątą pompkę, olbrzymia ręka panny Speaks przycisnęła 
ją do ziemi. Im bardziej Laura walczyła, Ŝeby wyprostować ramiona, tym mocniej Speaks na-
ciskała w dół. 
  - Pyskować gościowi kampusu! - cmoknęła Speaks - Ŝałujecie teraz, wy małe 
nikczemne włóczęgi. 
  Laura  starała  się  nie  myśleć,  Ŝe  to  wszystko  wina  Jake'a  Parkera,  zacisnęła  zęby  i 
wpatrywała  się  w  ziemię.  Pot  zalewał  jej  twarz,  a  mięśnie  brzucha  bolały,  jakby  miały  za 
chwilę eksplodować, ale nie było takiej opcji jak poraŜka. Panna Speaks zaraz by wymyśliła 
jakąś inną formę tortury. 
  Wreszcie Laura juŜ prawie wyprostowała ramiona, jednak Panna Speaks mocno pchnęła ją 
w  dół  i  Laura  nagle  poczuła,  Ŝe  tkwi  nosem  w  piasku  i  kurzu,  które  oblepiają  jej  spoconą 
twarz.  Podczas  szkolenia  podstawowego,  cherubi  byli  uczeni,  aby  odsuwać  od  siebie  ból  i 
skupiać  się  na  słowach  mantry:  „To  twardy  orzech,  ale  członek  CHERUBA  jest  twardszy”. 
Laura zamknęła oczy i cicho mruczała do siebie. 
  Wreszcie,  po  prawie  minucie  siłowania,  panna  Speaks  rozluźniła  nacisk  i  Laura  wykonała 
soją ostatnią pompkę. 
  - Aleś zatwardziała - powiedziała Speaks z uznaniem, gdy Laura wpatrywała 
się w swoje stopy - masz serce do walki. 
  Komplementy ze strony instruktorów były tak rzadkie, jak kurczaki wylęgające się z jajek z 
niespodzianką. Laura niechętnie przyjęła komplement, prostując się do pionu. Gorąco prawie 
ją  zamroczyło,  jej  oczy  biegały  w  róŜnych  kierunkach,  gdy  próbowała  patrzeć  prosto  przed 
siebie. 
  -  Ruszać  się!  -  Wrzasnęła  Speaks  -  Na  kładki,  szybko,  zanim  poczujecie  moje  glany  na 
waszych róŜowych tyłkach. 
  - Wszystko w porządku? - Zapytał Andy z poczuciem winy, gdy pędzili w stronę kładek. - 
Tak mi przykro, jestem taki słaby w pompkach. 
Laura wzruszyła ramionami. 

background image

  - Nie twoja wina, Ŝe Pan Bóg dał ci cherlawe ramiona. 
  James  i  Bruce  patrzyli  z  platformy,  pośród  drzew,  jak  Laura  i  Andy  kierują  się,  kaŜde  w 
stronę swojej kładki. Gdy tylko Laura weszła na kładkę, Bruce zdjął barierkę przytrzymującą 
worki  treningowe  na  swoich  miejscach.  James  i  Bruce  chwycili  za  skórzane  rączki 
przymocowane od tyłu do worków i pociągnęli je za sobą. 
  - Biorę Laurę - powiedział James. 
  PoniewaŜ  Laura  zrobiła  część  jego  pompek,  Andy  czuł  się  świeŜszy  i  ruszał  się  trochę 
szybciej.  Laura  mogła,  co  prawda,  przystanąć  dla  złapania  oddechu  i  wytarcia  piasku  z 
twarzy,  ale  wiedziała,  Ŝe  panna  Speaks  urwie  jej  głowę,  jeŜeli  zobaczy  ją  choćby  trochę 
rozluźnioną. 
  Gdy  Andy  zrobił  trzeci  krok  na  kładce,  Bruce  z  całej  siły  cisnął  w  niego  workiem 
treningowym. Platforma była ukryta między drzewami i Andy pierwszy raz zorientował się w 
obecności Jamesa i Bruce'a gdy usłyszał skrzypnięcie liny i wielki skórzany worek przeleciał 
centymetry przed jego twarzą. 
  - Pudło - zaklął Bruce, wychylając się, Ŝeby schwytać powracający worek. 
  James puścił swój worek. Nie zawsze brał stronę siostry, ale nie miał zamiaru strącać jej w 
zamulone bajoro, więc specjalnie pchnął worek tak aby minął ją o kilka metrów. 
  -  James  Adams!  -  Panna  Speaks  wrzasnęła  z  furią.  -  Jeśli  jeszcze  raz  zobaczę,  Ŝe  dajesz 
komuś fory, jutro TY pobiegasz tu sobie ze MNĄ. 
  Andy powinien juŜ przebrnąć kładkę, ale potrzebował chwili czasu, Ŝeby dojść do siebie po 
gwałtownym  zatrzymaniu.  Drugi  rzut  Bruce'a  poszedł  pięknym  łukiem.  Worek  trafił 
Andy'ego, gdy ten właśnie odzyskał równowagę i zaczął znowu biec. 
  - Trafiony, zatopiony! - Krzyknął Bruce tryumfalnie. 
  W czasie gdy Laura oddała trzymetrowy skok na matę u stóp kładki, Andy przeleciał przez 
zasłonę ze zwieszających się gałęzi i wpadł do sadzawki z wielkim pluskiem. Andy złapał ga-
łąź  i  próbował  się  wyciągnąć  z  brązowej  zupy.  Ale  kiedy  podciągnął  się,  straszliwy  ból 
przeciął mu dolną część klatki piersiowej, Andy zawył z bólu. 
  Woda  miała  dwa  metry  głębokości,  a  dno  było  miękko  wyściełane,  Ŝeby  zapobiegać 
powaŜniejszym  urazom,  ale  twarz  Andy'ego  była  wykrzywiona  z  bólu,  gdy  kierował  się  ku 
brzegowi.  James  i  Bruce  zeszli  z  platformy  po  drabince  sznurowej  i  podnieśli  wysoko  gołe 
ramiona, wchodząc między pokrzywy otaczające wodę. 
  - Czemu tak wyjesz, Lagan? - Spytał James. 
  - Chyba złamałem Ŝebro - wysapał Andy - to absolutna agonia, cała dolna, lewa strona. 
  PowyŜej,  Jake  Parker  i  jego  kompan  Ewan,  wspięli  się  na  zbocze  i  zaczęli  swoje  trzecie 
okrąŜenie. Nie otrzymali pompek, poniewaŜ panna Speaks patrzyła w dół na Andy'ego i nie 
dostali workami, bo James i Bruce holowali  
Andy'ego przez parzące pokrzywy. 
  Jake  parsknął  w  stronę  Laury,  zeskakując  z  kładki,  Ewan  dobiegał  do  końca  kładki  kilka 
kroków za nim. 
  - Zdaje się, Ŝe to nasz szczęśliwy dzień - zaszczebiotał Jake, bezczelnie mrugając do Laury - 
co się stało z twoim chłoptasiem? 
  Laura  miała  juŜ  dosyć  Jake'a  i  to  przebrało  miarkę.  Upewniła  się,  Ŝe  panna  Speaks  nie 
patrzy, chwyciła Jake'a za ucho i mocno wykręciła. 
  - Po pierwsze, to nie jest mój chłopak. - Warknęła - Po drugie, gdybyś się potrafił zachować 
dziś  rano,  teraz  siedziałabym  w  miłej,  klimatyzowanej  sali  na  plastyce.  Więc  przestań  się 
śmiać i zacznij biec, bo jestem o włos od skopania ci dupy. 
  -  Oho,  ale  się  boję  -  szydził  Jake,  ale  dopiero,  gdy  Laura  go  puściła  i  znalazł  się  poza  jej 
zasięgiem. 
  Po drugiej stronie jeziorka panna Speaks patrzyła w dół na trzech chłopców. 
  - Naprawdę jest ranny? - Zapytała podejrzliwie. 

background image

  - Na to wygląda - odkrzyknął Bruce. 
  W tym czasie następna para agentów przebiegła nad nimi, po kładkach.  
  Panna Speaks potrząsnęła głową i westchnęła dramatycznie. 
  -  W  porządku  James,  zabierz  tę  glizdę  do  centrum  medycznego,  ale  miej  na  niego oko.  W 
kaŜdym razie, sprawdzę u doktora Kesslera, Andy. JeŜeli oszukujesz, wrócisz tu na specjalny 
trening  jeden  na  jednego,  tylko  ty  i  ja.  Przy  tym,  dzisiejszy  trening,  będzie  ci  się  wydawał 
herbatką u cioci na imieninach. 

5. KASKADA

 

  Kampus CHERUBA był wyposaŜony w nieduŜe centrum medyczne, składające się z sześciu 
prywatnych pokoi i ambulatorium z pięcioma łóŜkami. Andy leŜał w odległym końcu dobrze 
wyposaŜonego  ambulatorium,  a  po  przeciwnej  stronie  sali  siedziała  jakaś  ośmiolatka,  która 
poparzyła sobie rękę formą do ciasta i teraz uŜalała się nad sobą. Dwóch męŜczyzn weszło do 
sali  przez  wahadłowe  drzwi.  Andy  usiadł,  krzywiąc  się  z  bólu.  MęŜczyźni  wyglądali 
podobnie, obaj mieli łyse głowy, a na nosach nosili okulary w srebrnych oprawkach. Jednym 
z nich był dr Kessler, którego Andy spodziewał się zobaczyć juŜ z godzinę temu. Drugim był 
John  Jones,  kontroler  misji,  którego  Andy  nie  spodziewał  się  w  ogóle.  Kessler  pracował  w 
kampusie od ponad dwudziestu lat, ale jego niemiecki akcent był nadal wyraźnie słyszalny.  
  -  Dobre  wieści,  jak  mniemam  -  rzekł,  podchodząc  do  łóŜka  Andy'ego  i  odsuwając  kołdrę, 
Ŝeby zbadać jego klatkę piersiową.  
  - Sprawdziłem zdjęcia rentgenowskie i nie ma Ŝadnych złamań, ale będziesz miał wielkiego 
sińca. Chcę, Ŝebyś spróbował podnieść lewe ramię z poduszki. Andy, ledwo podniósł ramię 
na  wysokość  kilku  centymetrów,  gdy  sycząc  z  bólu  z  powrotem  opadł  na  poduszkę.  Dr 
Kessler spojrzał na Johna Jonesa.  
  - Naciągnął mięsień. To chyba najczęstsza kontuzja, jaką tu widuję. Dzieciaki cięŜko trenują 
i mięśnie są bardziej naraŜone na kontuzje, kiedy są przemęczone. Andy spojrzał na doktora 
Kesslera.  
  - Ale wszystko będzie w porządku, do czasu mojej misji w sobotę, prawda? John przerwał 
Andy'emu.  
  - Dostałem SMS-a od Grega Rathbone'a jakieś półtorej godziny temu. George Lydon musi 
odwiedzić swoją ciotkę w sobotę i nocne granie zostało przeniesione na dzisiaj.  
  - Kurcze! - zaklął Andy.  
  - Dlaczego nie powiedziałeś Zarze, Ŝe masz niedługo waŜną misję? - zapytał John.  
  -  Nie  chciałem,  Ŝeby  Laura  i reszta,  pomyśleli,  Ŝe  próbuję się  wymigać  od  kary  - wyjaśnił 
Andy.  
  - Czy jest ktoś inny w kampusie, przeszkolony do pracy z AutoCadem? John pokręcił głową.   
  -  Miałeś  ponad  dwadzieścia  godzin  szkolenia,  nie  ma  nikogo,  kogo  moglibyśmy  doszkolić 
do twojego poziomu, do wieczora.  
  - ZabandaŜujcie mnie i jakoś dam radę - powiedział odwaŜnie Andy - powiem wszystkim, Ŝe 
zostałem kontuzjowany podczas gry w piłkę.  
  - KaŜę siostrze Halstead cię zabandaŜować. - Dr Kessler pokiwał głową  
  - Ale nadal będziesz odczuwał dotkliwy ból. Zastrzyk przeciwbólowy mógłby pomóc, ale to 
iniekcja  domięśniowa  -  bardzo  bolesna  i  znieczulona  część  będzie  zdrętwiała.  To  podobne 
uczucie, jakie się ma po wizycie u dentysty.  
  - Wybór naleŜy do ciebie - podkreślił John.  

background image

  - Nie musisz tego robić. JeŜeli się wycofasz, nikt nie będzie miał do ciebie pretensji.  
  Andy potrząsnął głową z determinacją. - Rat planował dostanie się do domu Kurta Lydona 
od ponad miesiąca. Zrobię, co będzie trzeba. Dr Kessler skierował się z powrotem, przez salę, 
otworzył  szafkę  na  kółkach,  wypełnioną  setkami  malutkich  szufladek.  John  wyjął  z  kurtki 
zwitek dokumentów.  
  -  Dojazd  do  Milton  Keynes  zajmie  nam  około  półtorej  godziny  -  powiedział  John  -  i  chcę 
wyruszyć  w  drogę,  zanim  dzieciaki  wyjdą  ze  szkoły.  Chcę,  Ŝebyś  przeczytał  teraz  wpro-
wadzenie do misji. JeŜeli masz jakiekolwiek pytania, to jest najwyŜszy czas, Ŝebyś je zadał. 
Andy wziął dokumenty i wzruszył ramionami. - Czytałem to juŜ ze dwadzieścia razy.  
  - Wiem o tym - John kiwnął głową - ale zawsze boję się, Ŝe moi agenci zapomną o czymś 
waŜnym, w ostatniej chwili. Zrób mi więc przysługę i przeczytaj to jeszcze raz, proszę. Andy 
bez  zapału  kiwnął  głową.  Dr  Kessler  wrócił  do  łóŜka  Andy'ego  niosąc  w  rękach  sterylnie 
zapakowaną  strzykawkę.  To  powinno  pomóc  na  jakieś  dwanaście  do  szesnastu  godzin  - 
powiedział  dr  Kessler  -  ale  pamiętaj,  Ŝe  mięśnie  są  nadal  uszkodzone.  Musisz  unikać 
jakiegokolwiek  większego  wysiłku.  Dr  Kessler  zdezynfekował  Andy'emu  miejsce  nakłucia, 
potem rozerwał sterylne opakowanie i wyjął strzykawkę. Odkręcił plastikową nasadkę i zdjął 
ją, ukazując bardzo długą igłę.  
  - O, rany! - jęknął Andy.  
  - Czy to będzie bolało tak, jak na to wygląda.  
  -  Och,  to  jest  dziesięć  razy  bardziej  bolesne,  niŜ  na  to  wygląda.  -  Powiedział  dr  Kessler 
sarkastycznie.  
  -  Po  prostu  weź  głęboki  wdech  i  nie  ruszaj  się.  To  nie  potrwa  długo.  Andy  odłoŜył 
dokumenty Johna i wbił paznokcie w materac, gdy igła wbiła mu się w brzuch.  
 
  **TAJNE**  WPROWADZENIE  DO  ZADANIA  DLA  GREGA  'RATA'  RATHBONE'A  I 
ANDY'EGO LAGANA NIE KOPIOWAĆ, NIE SPORZĄDZAĆ NOTATEK  
  Wprowadzenie Do Zadania - Klub Nuklearny Od czasu, gdy Stany Zjednoczone zdetonowały 
swoją pierwszą bombę atomową w 1945 r., wiele innych krajów próbowało zbudować własną 
broń  nuklearną.  Dziś  wiemy  o  ośmiu  innych  krajach,  posiadających  broń  atomową  (Rosja, 
Wielka  Brytania,  Francja,  Chiny,  Indie,  Pakistan,  Korea  Północna  i  Izrael).  Inne,  takie  jak 
Niemcy  i  Japonia  posiadają  potrzebną  technologię,  ale  zdecydowały  się  nie  budować  bomb 
atomowych.  Na  kaŜdy  kraj,  posiadający  broń  nuklearną,  przypada  wiele  takich,  które  taką 
broń  chciałyby  mieć.  Jedne  z  nich  są  zbyt  ubogie  i  nie  mają  realnych  szans  na 
wyprodukowanie  własnego  arsenału  nuklearnego.  Inne,  szczególnie  bogate  w  ropę  naftową, 
kraje Bliskiego Wschodu, nie posiadają naukowców i bazy przemysłowej. Takie kraje gotowe 
są  zapłacić  olbrzymie  sumy  pieniędzy  kaŜdemu,  kto  moŜe  im  dostarczyć  sekrety  broni 
nuklearnej. Organizacja Dark Sun W ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat wielu ludzi i organi-
zacji  starało  się  wzbogacić  na  rynku  technologii  nuklearnych.  W  2004  r.  operacja 
połączonych sił wywiadów brytyjskiego i francuskiego doprowadziła do aresztowania kobiety, 
która  nielegalnie  zakupiła  kilka  ton  stali  maraging.  Ten  specjalnie  utwardzany  metal  jest 
uŜywany głównie w przemyśle nuklearnym i jego produkcja i eksport są pod ścisłą kontrolą. 
Stojąc przed groźbą wieloletniego więzienia, podejrzana zgodziła się na współpracę. Podała 
ona francuskiemu wywiadowi, cenne informacje na temat organizacji zwanej Dark Sun. Pod-
czas  następnych  miesięcy,  stało  się  jasne,  Ŝe  Dark  Sun  jest  wyspecjalizowaną  siatką 
handlującą  tajemnicami  technologii  nuklearnej.  Jej  kontrahentami  są  m.in.  rządy  w  Afryce, 
Azji  i  na  Bliskim  Wschodzie.  Najtrudniejszą  częścią  w  produkcji  bomb  atomowych  jest  tzw. 
wzbogacenie  uranu.  Odbywa  się  to  poprzez  ogrzanie  metalu,  aŜ  stanie  się  gazem  i 
odwirowaniu  go  w  specjalnych,  szybkoobrotowych  wirówkach.  śeby  uran  stał  się  zdatny  do 
uŜycia jako broń, musi przejść przez sieć około pięćdziesięciu tysięcy takich wirówek. Sieć ta 
zwana jest kaskadą. JuŜ sama budowa kaskady jest bardzo skomplikowana, a ponadto zuŜywa 

background image

ona  prąd  w  ilości  wytwarzanej  przez  duŜą  elektrownię,  a  kaŜda  nieszczelność  czy  usterka 
prowadzą do uwolnienia śmiertelnie radioaktywnego gazu. 
  Kurt  Lydon  chce  zaproponować  swoim  klientom  z  Dark  Sun  plany  niezawodnych  wirówek 
uranu. Kilka planów europejskich i chińskich wirówek są szeroko dostępne, ale są to plany z 
lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku i ich wydajność i niezawodność są o 
wiele  mniejsze,  niŜ  nowoczesny  sprzęt.  Kurt  Lydon  był  członkiem  zespołu  inŜynierów, 
projektujących nową angielsko - francuską wirówkę uranu. W listopadzie 2006 r. projekt był 
gotowy i mała kaskada została, z sukcesem, przetestowana, ale rząd francuski zrezygnował z 
planowanej  fabryki  wzbogacania  uranu.  Projekt  wirówki  został  zamknięty,  a  Kurt  Lydon 
stracił  pracę.  Pomimo  szczelnej  ochrony  projektu  nuklearnego,  Lydonowi  udało  się  ukraść 
komputerowe  plany  nowej  wirówki,  na  krótko  przed  zwolnieniem.  KradzieŜ  została 
niezauwaŜona,  ale  agenci  MI5  zidentyfikowali  Lydona,  gdy  ten  spotkał  się  z  podejrzanym  o 
działalność w Dark Sun człowiekiem w brukselskiej restauracji w lutym 2007 r. W następnych 
tygodniach, MI5 podłoŜyła podsłuch w domu Lydona i we wszystkich jego telefonach. Lydon 
próbował  sprzedać  plany  wirówki  organizacji  Dark  Sun  za  osiem  milionów  Euro.  Niestety, 
nowy projekt wymagał bardzo wyspecjalizowanych części, uszczelek, silników, których obrót 
podlegał ścisłej kontroli. Dark Sun byłaby moŜe zdolna do przeszmuglowania wystarczającej 
ilości tych materiałów do zbudowania testowej wirówki, ale byłoby niemoŜliwe zdobycie ich w 
ilości  potrzebnej  do  zbudowania  pięćdziesięciu  tysięcy  potrzebnych  do  kaskady.  Lydon  był 
zawiedziony,  Ŝe  jego  doskonałe  plany  nie  mają  Ŝadnej  wartości  dla  Dark  Sun.  Spotkał  się 
jednak  z  o  wiele  pozytywniejszą  reakcją,  gdy  zaproponował,  Ŝe  przekonstruuje  wirówkę  tak, 
Ŝeby  moŜna  ją  było  zbudować  z  prostszych  komponentów  i  materiałów.  Plan  Lydon 
przewidywał, Ŝe praca nad zmianą projektu zajmie mu od ośmiu do dziesięciu miesięcy. MI5 
brało pod uwagę aresztowanie Lydona i jego kontaktu. To mogłoby doprowadzić do rozbicia 
części siatki, ale tylko na jej dolnych poziomach. MI5 chciała spenetrować całą organizację 
Dark  Sun,  aŜ  do  jej  kierownictwa.  Jedynym  sposobem  było  pozwolenie  Lydonowi  na 
skończenie  jego  pracy  i  śledzenie  go  gdy  opuści  kraj  w  celu  zbudowania  i  testów  wirówki. 
JednakŜe, gdyby Lydonowi się udało, jego łatwa do zbudowania wirówka, pozwoliłaby wielu 
krajom  na  rozpoczęcie  produkcji  paliwa  do  bomb  jądrowych.  MI5  nawiązała  kontakt  z 
kilkoma  byłymi  współpracownikami  Lydona.  Projekt  wirówki  zawiera  ponad  trzy  tysiące 
części  i  nikt  nie  rozumie  ich  wszystkich  naraz. InŜynierowie  wyselekcjonowali  listę  czterystu 
kluczowych  części.  Wszystkie  były  zrobione  ze  standardowych  materiałów,  a  to  znaczyło,  Ŝe 
Lydon  nie  miał  powodów,  by  zmieniać  ich  projekty  i  bliŜej  im  się  przyglądać.  Gdy  juŜ 
inŜynierowie  mieli  swoją  listę,  zaczęli  zastanawiać  się  nad  niewielkimi  zmianami,  które 
spowodowałyby,  Ŝe  części  nie  będą  spełniać  stawianych  im  wymogów.  W  wirówce  kręcącej 
się  z  prędkością  25.000  obr/min,  setna  część  grama  niewywaŜenia  moŜe  spowodować 
katastrofalne skutki; zły rodzaj plastikowej uszczelki moŜe spowodować wyciek wybuchowego 
gazu;  a  niewielkie  odchylenie  od  idealnego  wycentrowania  moŜe  skutkować  grzaniem  się 
całego  układu  i  spowodować  eksplozję.  Uszkodzona  wirówka,  najprawdopodobniej  skazi 
otoczenie,  ale  eksperci  wierzą,  Ŝe  teren  skaŜenia  będzie  niewielki.  InŜynierowie  i  technicy 
pracujący  dla  Dark  Sun  doznają  cięŜkich  obraŜeń,  ale  MI5  uznaje  ryzyko  za  akceptowalne, 
biorąc  pod uwagę,  Ŝe  miliony  istnień  byłyby  zagroŜone,  gdyby  wrogie kraje lub  organizacje 
terrorystyczne zdobyły broń jądrową. InŜynierowie przestudiowali kaŜdą z części i zmniejszyli 
swoją listę do 143 niewielkich poprawek w projekcie, które nie będą widoczne na komputerze 
i  niemoŜliwe  do  zlokalizowania  po  eksplozji  urządzenia.  Wierzy  się,  ze  naprostowanie  tych 
wszystkich  małych  błędów,  zajmie  więcej  czasu  niŜ  skonstruowanie  wirówki  od  początku. 
Testowanie  poprawionego  projektu  zajmie  lata  i  pochłonie  miliony  dolarów,  a  to  podkopie 
wiarygodność  organizacji  Dark  Sun.  Zadanie  Kurt  Lydon  rozpoczął  juŜ  pracę  nad  zmianą 
projektu. Ktoś musi się dostać do jego komputera w gabinecie jego domu w Milton Keynes i 
ręcznie  wprowadzić  wszystkie  143  poprawki  projektu.  MI5  sądzi,  Ŝe  nie  byłoby  problemu  z 

background image

obejściem  alarmu  i  włamaniem  się  do  domu  Lydona,  ale  Dark  Sun  ma  Kurta  pod  ścisłą 
obserwacją i jego dom jest obserwowany dwadzieścia cztery godziny na dobę. śaden dorosły 
agent  nie  byłby  w  stanie  dostać  się  do  biura  Lydona  i  jego  komputera,  nie  wzbudzając 
podejrzeń.  JednakŜe,  Lydon  ma  trzynastoletniego  syna,  George'a  i  piętnastoletnią  córkę, 
Sophie.  Zasugerowano,  Ŝe  para  agentów  CHERUBA  mogłaby  się  zaprzyjaźnić  z  George'em 
i/lub Sophie, dostać się do ich domu i sabotować projekt wirówki. 

6. WPROWADZENIE

 

-  Wszystko  w  porządku,  chłopcy?  -  zapytał  John  Jones,  przejeŜdŜając  terenowym  nissanem 
przez środek zupełnie pustego ronda. Andy i Greg siedzieli na tylnej kanapie.  
  - Wszystko przygotowane, szefie. - Greg pokiwał głową, a potem spojrzał na Andy'ego.  
  - Tylko pamiętaj, nie mów do mnie 'Rat'.  
  -  W  porzo,  Rat  -  Andy  uśmiechnął  się  z  przekąsem.  John  wjechał  w  nowoczesne  osiedle 
pojedynczych  domów.  Zwolnił,  Ŝeby  móc  odczytywać  numery  mijanych  posesji.  Przy 
numerze  dwadzieścia  dwa  wjechał  na  ceglany  podjazd  i  zaparkował  obok  srebrnej  Astry. 
Chłopcy  sięgnęli  przez  tylne  oparcie  do  bagaŜnika  po  swoje  plecaki,  wysiedli  i  podeszli  za 
Johnem do frontowych drzwi. Szczupła kobieta otworzyła drzwi, zanim John miał szansę za-
pukać. Za nią pojawił się George w T-shirtcie i bokserkach w postacie z Futuramy.  
  -  Pani  musi  być  dr  Lydon  -  rzekł  John  z  uśmiechem,  udając  australijski  akcent,  Ŝeby 
uwiarygodnić, Ŝe jest ojcem Grega.  
  - Dzięki za przyjęcie chłopców. Gdyby był jakiś problem, jakikolwiek, proszę dzwonić.  
  - Proszę mi mówić Susie - powiedziała mama George'a, potrząsając ręką Johna.  
  -  Nie  ma  problemu.  Mają  pieniądze  na  pizze  i  tuzin  gier  na  X-boxa,  więc  na  pewno  będą 
potrafili  o  siebie  zadbać.  Podczas  gdy  dorośli  rozmawiali  przy  drzwiach,  Greg  i  Andy 
zanurkowali  pod  ramieniem  dr  Lydon,  zrzucili  adidasy  i  popędzili  na  górę  do  pokoju 
George'a.  
  - Chłopcy, zachowujcie się. - Krzyknął za nimi John.  
  - Spoko tato - odkrzyknął Greg - widzimy się rano. Dom był wyposaŜony komfortowo, ale 
nie zdobyłby Ŝadnej nagrody za wystrój wnętrz, a w powietrzu unosił się lekki zapach kotów. 
Sypialnia  George'a  była  bardzo  mała,  ale  za  to  z  odlotowym  zestawem  audio-wideo  z 
dźwiękiem  przestrzennym  i  37-calowym  telewizorem  LCD  na  ścianie.  Zhang  przyjechał 
wcześniej  i  teraz  grał  w  Forza  Motorsport  2,  z  dźwiękiem  podkręconym  prawie  na  maksi-
mum. W pokoju było duszno i Zhang był rozebrany do spodenek gimnastycznych, z oznacze-
niami Chelsea. Siedział po turecku na łóŜku George'a.  
  - Niezłe sińce, Zhang - zauwaŜył Greg. Zhang potrząsnął głową.  
  - To było bardzo miłe z twojej strony, Ŝe poczekałeś z akcją Karate Kid, aŜ Johno wyŜyje się 
na mnie i wsadzi mi głowę do kibla.  
  -  Do  dzisiaj  uwaŜałem,  Ŝe  wsadzenie  komuś  głowy  do  szkolnego  kibla  to  tylko  mit.  - 
Uśmiechnął się Greg i spojrzał na Andy'ego.  
  -  To  jest  mój  kuzyn.  Przyjechał  ze  Szkocji  na  pierwszy  tydzień  wakacji.  Zhang  właśnie 
przejeŜdŜał Dodge'm Challenger'em przez szykanę i tylko mrukną na powitanie.  
  - Masz cztery pady. - Ucieszył się Andy.  
  - No pewnie. - Powiedział dumnie George - Jesteś dobry w Virtua Tennis? MoŜemy zagrać 
turniej deblowy.  
  - Oby tylko nie z Zhangiem w druŜynie! - Wypalił Greg.  

background image

  - Jest do niczego.  
  - Chrzań się! - Wykrzyknął Zhang.  
  - Nie moŜesz oczekiwać od kogoś, kto pierwszy raz usiadł do gry, Ŝe będzie grał jak zawo-
dowiec. I tak doprowadziłem do tiebreak'a w ostatnim secie... O rzesz ty... Jak ja nie cierpię 
tego  zakrętu!  George  wybuchnął  śmiechem,  widząc,  jak  Challenger  Zhanga  wypada  z 
zakrętu, przecina Ŝwirowy pas ochronny i uderza w bandę z opon.  
  - Jełopy! - Krzyknął Zhang, rzucając kontroler na łóŜko.  
  -  Drugie  miejsce  -  miałem  go  na  widelcu,  wyprzedziłbym  go  na  następnej  prostej.  Trzej 
chłopcy podskoczyli, słysząc głos mamy George'a od drzwi.  
  - Nie słyszałaś o pukaniu? - Zapytał George z dezaprobatą.  
  -  Pukałam  -  Krzyknęła  -  słyszelibyście,  gdybyście  nie  nastawili  dźwięku  tak  głośno... 
George przeczołgał się po podłodze i ściszył dźwięk.  
  - Siedźcie, jak długo chcecie i bawcie się dobrze - powiedziała dr Lydon przyjaźnie - ale ja 
jestem  po  szesnastu  godzinach  w  szpitalu  i  idę  spać,  jak  tylko  wezmę  prysznic,  więc  nie 
hałasujcie tak. Dobrze?  
  - W porządku, mamo. - Powiedział George.  
  - Będziemy cicho, jak mysz pod miotłą. Mama George'a uśmiechnęła się.  
  -  Macie  chipsy  w  szafce,  lody  w  zamraŜalniku  i  burito  do  mikrofali,  które  tak  lubicie. 
Częstujcie się. Gdy poszła, Greg spytał ze zdziwieniem:  
  - To twoja mama idzie spać? Twarz George'a rozpromienił szeroki uśmiech.  
  - Świetnie, co? Tata wyjechał na jakieś słuŜbowe spotkanie do Brukseli, Sophie wychodzi do 
klubu z koleŜanką, a moja mama właśnie wróciła z podwójnego dyŜuru w szpitalu. Gdy tylko 
pójdzie spać, będziemy panami sytuacji.  
  - Cool! - powiedział Zhang. Andy i Greg wymienili ukryte uśmiechy. Im mniej ludzi będzie 
w domu, tym łatwiej będzie się dostać do komputera Kurta Lydona.  
  -  Będzie  jeszcze  lepiej.  -  Powiedział  Greg.  Wyciągnął  śpiwór  ze  swojego  plecaka,  a  spod 
niego, osiem puszek piwa. George spojrzał na nie z przestrachem.  
  - Jeśli moja mama to zobaczy...  
  - Nie bądź idiotą - Ŝachnął się Zhang - to tylko dwie puszki na głowę. Nic ci nie będzie.  
  - Właściwie, to cztery na głowę - uśmiechnął się Andy.  
  - Ja mam u siebie następne osiem. Zhang uśmiechnął się do Andy'ego. - JuŜ cię zaczynam 
lubić, chłopie.  
  - Spodziewam się. - Powiedział George.  
  -  Ale  lepiej  poczekajmy  z  tym,  aŜ  moja  mama  pójdzie  spać.  Będziecie  teŜ  musieli  zabrać 
puste puszki ze sobą, bo gdyby mama zobaczyła je w śmieciach, zabiłaby mnie.  
  - Wszyscy się skujemy - zaśpiewał Zhang - wszyscy się skujemy.  
  - Mogę skorzystać z toalety - zapytał grzecznie Andy.  
  -  Lepsze  to,  niŜ  nasikać  na  dywan  -  uśmiechnął  się  George.  Otworzył  drzwi  do  pokoju  i 
wskazał w głąb korytarza.  
  -  Drugie  drzwi  po  prawej.  Z  drugiej  strony  korytarza,  Sophie,  siostra  George'a,  wyszła  ze 
swojego pokoju. Była ubrana na wieczorne wyjście: w czarnych szpilkach i czarnej sukience, 
która zostawiała odkryte całkiem pokaźne połacie jej ciała.  
  -  Patrzcie  chłopaki  -  zaśmiał  się  George  -  wystroiła  się  jak  choinka  na  Święta.  Sophie 
spojrzała na brata z pogardą.  
  -  A  wy  co?  X-box  i  DVD  z  Battlestar  Galactica.  Ale  z  was  banda  nieudaczników.  -  Taa, 
pewnie  -  mruknął  George  -  lepiej  jest  siedzieć  w  ostatnim  rzędzie  w  kinie  i  lizać  się  z  tym 
palantem, Danielem. Sophie mruczała coś pod nosem z pogardą, kierując się w stronę toalety. 
Gdy zorientowała się, Ŝe Andy jest w środku, zaczęła ze złością walić w drzwi.  
  - Wypad stamtąd - wrzasnęła.  
  - Idź na dół - powiedział George.  

background image

  -  Nie  mogę,  cymbale  -  ofuknęła  go  Sophie  -  mama  bierze  prysznic.  Andy  był  w  obcym 
domu, wśród ludzi, których nie znał, więc grzecznie przeprosił Sophie, wychodząc z łazienki.    
  - Po prostu, zejdź mi z drogi - warknęła na niego. Gdy Andy wrócił do sypialni George'a, ten 
przepraszająco wzruszył ramionami. - Słowa nie ranią... - powiedział Andy od niechcenia.  
  -  Wiem  jak  się  jej  odpłacić  -  roześmiał  się  George  i  pobiegł  do  pokoju  siostry.  Chwilę 
później  wyszedł  stamtąd  z  pluszowym  króliczkiem  z  długimi  uszami  i  wsadził  go  sobie, 
głową w dół, w szorty.  
  -  Och,  niegrzeczny  króliczek!  -  Powiedział  George,  na  cały  głos.  Pozostali  chłopcy 
wybuchnęli  śmiechem.  George  podszedł  do  drzwi  toalety,  z  królikiem  absurdalnie 
dyndającym z szortów i mocno zastukał.  
  - Sophie - powiedział słodko George  
  - Pan Królik ma kłopoty!  
  - Ile razy mam ci powtarzać? - Wrzasnęła Sophie, wypadając z łazienki z mokrymi rękami.  
  - Trzymaj się z daleka od mojego pokoju, ty mały zboczeńcu! 
Ale prawdziwej furii dostała, widząc parę futrzanych nóg wystających z bokserek brata.  
  - Ty mały, zawszony zasrańcu - krzyknęła - teraz to dostaniesz! George zaczął uciekać, ale 
Sophie  owinęła  ramię  wokół  jego  talii,  gdy  próbował  przecisnąć  się  przez  drzwi  swojego 
pokoju.  
  - Ups! - Sapnął Zhang, gdy George otrzymał siarczysty policzek.  
  - To musiało boleć. Sophie wyrwała królika ze spodenek George'a i uderzyła go powtórnie, 
tym razem w plecy i kopnięciem posłała go na podłogę.  
  - Trzymaj się z dala od mojego pokoju - krzyknęła - i nigdy, przenigdy, nie dotykaj moich 
rzeczy, gnojku!  
  -  Poczekaj,  zobaczysz,  co  zrobię,  gdy  wyjdziesz  -  powiedział  George,  nie  przejmując  się 
wielką czerwoną plamą, wykwitłą na jego twarzy  
  -  Pan  Królik  ma  umówione  spotkanie  z  moim  noŜem  Stanley'a.  Sophie  przygwoździła 
George'a nogą do ściany, pochyliła się i złapała za jego chude kostki. W zachowaniu George'a 
nastąpiła nagła zmiana, której jego koledzy początkowo nie mogli zrozumieć.  
  - Sophie, przepraszam! - Wybełkotał ze strachu.  
  - Nie rób tego. George złapał się framugi, ale Sophie była duŜo silniejsza od chuderlawego 
brata  i  zaczęła  go  ciągnąć  przez  korytarz.  Gdy  nabierała  prędkości,  jego  nagie  plecy  ze 
świstem tarły o włochaty, nylonowy dywan.  
  - Nieee! - Krzyczał George.  
  - Mamooo! Greg, Andy i Zhang wybiegli razem z pokoju, Ŝeby widzieć co się dzieje. Gdy 
George  usiadł,  jego  przyjaciele  zobaczyli  czerwone  otarcia  na  jego  plecach  spowodowane 
szybką  jazdą  po  dywanie.  Twarz  George'a  wykrzywiła  się  z  bólu,  ale  nie  chciał,  Ŝeby  jego 
koledzy widzieli, Ŝe cierpi.  
  - Trzymaj się z dala od mojego pokoju - krzyknęła Sophie. - Parszywa dziwka - odkrzyknął 
George. Na dole, drzwi od łazienki otworzyły się gwałtownie i mama George'a wparowała na 
górę w pastelowo zielonym szlafroku i kapciach do kompletu.  
  - Przestańcie natychmiast! - Krzyknęła. - Mam was, oboje, powyŜej uszu. Macie trzynaście i 
piętnaście lat, a zachowujecie się, jakbyście nadal mieli trzy i pięć. Zobacz, co zrobiłaś z jego 
plecami!  
  - Och, dlaczego tym razem nie staniesz po jego stronie, mamo? - powiedziała Sophie, kipiąc 
sarkazmem.  
  - Wsadził sobie Pana Królika, głową w dół, w swoje zasikane gacie.  
  - Wszystko, czego chcę od tego kretyna, to Ŝeby trzymał się z daleka od mojego pokoju.  
  - A Ŝebyś tak zdechła na raka - krzyknął George, łapiąc się balustrady i podciągając w górę. 
Sophie pokazała mu język.  
  - Cienias - wysyczała. Mama George'a krzyknęła zdenerwowana:  

background image

  - Ile razy mam wam mówić, Ŝebyście nie wchodzili do pokoju tego drugiego?  
  - Nie moŜna mu ufać - krzyknęła Sophie - wrócę do domu i znajdę resztki pizzy w pościeli 
albo coś podobnego.  
  -  Zejdź  mi  z  oczu,  Sophie  -  krzyknęła  jej  mama  -  wasz  ojciec  zainstalował  zamki  we 
wszystkich drzwiach, Ŝeby skończyć z tymi kłótniami. Zamknęłaś swoje drzwi?  
  - Nie mogę znaleźć klucza - przyznała Sophie. Mama George'a zwróciła się do córki, gdy ta 
była juŜ na dole przy drzwiach frontowych.  
  -  Mam  zapasowy.  A  teraz  idź  juŜ,  zanim  zupełnie  stracę  nerwy  i  oboje  was  uziemię.  Gdy 
Sophie  trzasnęła  drzwiami,  jej  mama  ruszyła  korytarzem  w  stronę  pozostałych  trzech 
chłopców, którzy natychmiast zniknęli w pokoju George'a, bo wyraz jej twarzy mówił wyraź-
nie,  Ŝe  odgryzie  głowę  kaŜdemu,  kto  odwaŜy  się  choćby  otworzyć  usta.  Weszła  do  pokoju 
Sophie  i  znalazła,  niby  to,  zgubiony  klucz  w  stercie  odŜywek  do  włosów  i  notatek  do 
egzaminu maturalnego na biurku.  
  - No. - Powiedziała, zamykając pokój Sophie na klucz i chowając go w kieszeni szlafroka.  
  - Wy chłopcy moŜe i macie wakacje, ale ja idę jutro do pracy. Bawcie się więc dobrze, ale 
jeŜeli któryś mnie obudzi, nie chciałabym być w jego skórze. 

7. KRZAKI

 

  George  powoli  zamknął  drzwi  do  sypialni  swojej  mamy.  Czuł  się  trochę  pijany  i  lekko 
zataczając się, wrócił do swojego pokoju. Dochodziła dziesiąta i na dworze było juŜ prawie 
ciemno,  ale  cały  czas  panował  nieznośny  upał,  więc  wszyscy  chłopcy  byli  porozbierani  do 
spodenek.  -  Śpi  jak  niemowlę  -  powiedział  ze  śmiechem,  wchodząc  do  pokoju.  Pokój 
śmierdział  głównie  pizzą,  ale  były  tam  teŜ  zapaszki  piwa  i  potu.  Podłoga  była  cała 
zaśmiecona okruszkami i pudełkami po pizzy, a do tego jeszcze, Zhang stanął na łóŜku i przy-
kleił do sufitu kromkę chleba czosnkowego z serem.  
  - Jeszcze piwa? - zapytał Greg, wyciągając puszkę z plecaka.  
  - Ja chętnie - odparł Zhang, lekko bełkocząc.  
  Przed  podaniem  mu  puszki,  Greg  obrócił  ją,  sprawdzając,  czy  na  dnie  jest  niewielki, 
niebieski  znak:  kupili  szesnaście  identycznych  puszek  piwa,  ale  ich  zawartość  została 
zmieniona  przez  techników  CHERUBA.  Te  z  niebieskim  znakiem  były  przeznaczone  dla 
George'a  i  Zhanga  i  zawierały  normalne  piwo  z  dodatkiem  mocnego  środka  usypiającego. 
Piwo  z  nieoznaczonych  puszek  zostało  usunięte  i  zastąpione  bezalkoholowym.  JeŜeli  plan 
wypali,  George  i  Zhang  upiją  się  i  stracą  przytomność,  podczas  gdy  agenci  CHERUBA 
pozostaną całkowicie trzeźwi.  
  - Patrzcie na to, ślicznotki - krzyknął George wesoło, otwierając szeroko okno i wchodząc na 
parapet.  
  Greg i Andy patrzyli z przeraŜeniem, jak George rzuca się przez okno z pierwszego piętra. 
Mieli  mieć  pod  kontrolą  zachowanie  George'a  i  Zhanga  pod  wpływem  alkoholu.  Całą  ich 
misję  moŜna  by  spuścić  w  klozecie,  gdyby  któryś  z  nich  wylądował  na  izbie  przyjęć.  Gdy 
Greg  i  Andy  wychylili  się  przez  okno,  usłyszeli  trzeszczenie  gałęzi  i  tryumfalny  okrzyk 
George'a. Chłopak śmiał się głośno, gramoląc się z gęstego Ŝywopłotu.  
  - Zawsze chciałem tego spróbować - krzyknął George, spadając plecami na trawnik, wyjąc 
ze śmiechu i uderzając się pięściami w klatkę piersiową  
  -  DuŜo  piwa  dać  jaskiniowiec  George  odwaga.  Teraz  dopiero  Greg zauwaŜył,  Ŝe  Ŝywopłot 
jest olbrzymi i skok na niego z pierwszego piętra to niecałe dwa metry.  

background image

  - No co jest, cipki - krzyknął George - to jest świetne! Andy wskazał na bandaŜ opasujący 
jego pierś: - Nie chcę tego rozerwać. Greg nie miał tego problemu i skoczył, głową w dół, na 
ogromny  Ŝywopłot.  Liście  i  gałęzie  były  szorstkie  i  kujące,  ale  cała  frajda  polegała  na  tym, 
Ŝeby  gęste  krzaki  oplotły  cię  całego  i  wtedy  próbować  się  z  nich  wyplątać.  Greg  pił  tylko 
piwo bezalkoholowe, ale musiał zachowywać się jak pijany, więc dziko wyjąc, stoczył się na 
trawnik. Zhang nie był zbyt pewny siebie, wdrapując się na parapet.  
  - Dawaj, skacz grubasie - zawołał drwiąco George. Greg i George zaśmiewali się, gdy Zhang 
wyleciał z okna.  
  Na  początku  wyglądało  to  tak  jak  przy  dwóch  pierwszych  chłopcach,  ale  cięŜar  Zhanga 
wepchnął go głębiej w Ŝywopłot i nagle dało się słyszeć głośny trzask łamanego drzewa, gdy 
złamała się jedna z głównych łodyg podtrzymujących Ŝywopłot.  
  -  AAAACH!  -  Krzyknął  Zhang.  Zatrzymał  się  z  nogami  w  górze  na  stercie  połamanych 
gałęzi Ŝywopłotu. Zhang nie był ranny i Greg śmiał się głośno, pomagając mu wstać. George 
natomiast przeraził się stanem Ŝywopłotu.  
  - O rany, ojciec mnie zabije - wyjęczał. Greg złapał największy odłamany kawałek gałęzi i 
umieścił go pomiędzy nienaruszonymi częściami.  
  - Wygląda jak nowy - zachichotał.  
  -  To  wcale  nie  jest  śmieszne,  chłopaki  -  lamentował  George,  kucając  i  zbierając  liście  i 
połamane gałęzie z trawnika. Nagle w ogrodzie na posesji obok zapaliła się latarka i kobiecy 
głos dobiegł ich zza ogrodzenia.  
  - Co, do diabła, się tu dzieję? - Pani Hampstead - wydyszał George i zaczął uciekać za bu-
dynek.  
  - Wracaj do środka wścibski, stary nietoperzu - krzyknął Zhang.  
  -  To  jest  matka  chrzestna  Sophie,  praktycznie  rodzina  -  szepnął  George,  dając  kuksańca 
Zhangowi. Spojrzał w górę w okno swojej sypialni.  
  - Andy zejdź na dół i otwórz nam drzwi frontowe, zanim ona zacznie świecić tą latarką przez 
płot. Andy uśmiechnął się zamyślony przez okno:  
  -  No,  moŜe  mógłbym  to  zrobić  -  zachichotał.  Andy  śmiał  się,  widząc  jak  pozostała  trójka 
gramoli  się  przez  podjazd,  wyjąc,  gdy  kawałki  Ŝwiru  wbijały  im  się  w  bose  stopy.  Gdy 
wreszcie  dotarli  do  środka,  George  spojrzał  nerwowo  na  piętro,  był  niemal  pewien,  Ŝe  te 
wszystkie  hałasy,  musiały  obudzić  jego  mamę.  Chłopcy  nie  mogli  powstrzymać  chichotu, 
pędząc schodami na górę. Nagle Zhang podniósł rękę do ust, próbując powstrzymać potęŜne 
ziewnięcie.  
  - O rany, nagle poczułem się wykończony - poskarŜył się, wchodząc do pokoju i waląc się 
na łóŜko.  
  - Wiem, co czujesz - zgodził się George, ziewając - od tego piwa rozbolała mnie głowa.  
  -  Nie  umiecie  pić  -  stwierdził  Greg,  patrząc  na  zegarek.  Była  dziesiąta  piętnaście.  Minęło 
półtorej  godziny,  od  kiedy  George  i  Zhang  wypili  pierwsze  łyki  zmodyfikowanego  piwa  i 
środek nasenny zaczął działać zgodnie z planem.  
  - Jeszcze nawet nie zaczęliśmy grać w Virtua Tennis - powiedział Andy. George osunął się 
na wielką skórzaną poduchę.  
  - Co jest chłopaki, poddajecie się? Zhang miał zamknięte oczy, a George machał ręką przed 
swoją twarzą.  
  -  Zacznijcie  beze  mnie.  Potrzebuję  kilku  minut  odpoczynku.  Greg  włoŜył  grę  do  konsoli, 
ściszył  dźwięk  i  wziął  do  ręki  jeden  z  bezprzewodowych  padów.  Agenci  CHERUBA  grali, 
zbytnio  się  nie  wysilając.  Andy  wygrał  pierwszego  seta  w  tiebreak'u,  ale  nie  było  przy  tym 
ani  protestów,  ani  świętowania.  Zamiast  tego,  Andy  pochylił  się  nad  łóŜkiem  i  uszczypnął 
Zhanga w policzek. W tym czasie Greg podczołgał się do George'a i pociągnął mocno za jego 
wielki paluch u nogi.  
  - Śpią jak zabici. - Powiedział Greg.  

background image

  -  Bierz  zestaw.  Andy  otworzył  kieszeń  plecaka  i  wyciągnął  plastikowe  opakowanie. 
Wyglądało  jak  zwykły  zestaw  pisaków,  ale  w  środku  było  dwanaście  identycznych 
strzykawek z szybko działającym środkiem nasennym. Lek, który był w puszkach z piwem, 
działał  niecałe  dwie  godziny  i  nie  wiadomo  było  dokładnie,  ile  go  wypili.  George  i  Zhang 
musieli  dostać  zastrzyki  z  czymś  mocniejszym,  co  zapewni,  Ŝe  się  za  wcześnie  nie  obudzą. 
Nawet najbardziej delikatny zastrzyk moŜe spowodować niewielkie zaczerwienienie i siniak, 
które  byłyby  widoczne  na  gołej  skórze,  tak  więc  Andy  musiał  zrobić  zastrzyk  w  miejsce, 
które raczej trudno zobaczyć.  
  - PokaŜ mi swój zadek. - Zaśmiał się Andy. Greg przeturlał Zhanga na brzuch i ściągnął mu 
bokserki z tyłka.  
  - Wielki - zaśmiał się. Nagle przestał się śmiać i odwrócił się z obrzydzeniem.  
  - O rany, ma nartę w gaciach. 
  Andy wstrzymał oddech, gdy podniósł pośladek Zhanga i przetarł kawałek skóry sterylnym 
wacikiem.  Następnie  wbił  igłę  w  miejsce,  gdzie  obwisły  tyłek  łączył  się  z  udem.  Po 
zaaplikowaniu  Zhangowi  wystarczającej  ilości  środka  nasennego,  Ŝeby  go  utrzymać  w 
nieprzytomności  przez  następne  sześć  godzin,  Greg  podciągnął  mu  spodenki  i  przetoczył  z 
powrotem na plecy. George waŜył połowę tego, co Zhang i mył się dwa razy częściej, więc 
przetoczenie go na plecy i zrobienie zastrzyku w pośladek, gdy leŜał płasko na podłodze, było 
o wiele przyjemniejszym doznaniem. Greg wsunął poduszkę pod głowę George'a i spojrzał z 
niepokojem na Andy'ego:  
  - Dwójka załatwiona. Zostało nam jeszcze jedno.  
  -  Tak,  i  to  najtrudniejsze.  -  Zgodził  się  Andy.  Wyjął  z  plecaka  zielony  cylinder  i  maskę 
gazową  i  wyszedł  za  Gregiem  na  korytarz.  Dr  Lydon  najprawdopodobniej  spała,  ale  nie 
została uśpiona tak jak chłopcy i mogła się obudzić, zanim Andy zdołałby się zbliŜyć z igłą na 
tyle  blisko,  Ŝeby  wbić  ją  w  jej  pupę.  Musiała  zostać  uśpiona  w  dwufazowym  procesie,  w 
którym miał wziąć udział silny gaz usypiający. Greg podszedł pierwszy, cicho otworzył drzwi 
do  sypialni  i  wszedł  do  ciemnego  pokoju.  Gdyby  dr  Lydon  nie  spała,  udałby,  Ŝe  pomylił 
drzwi  do  toalety,  ale  po  podwójnym  dyŜurze  w  szpitalu,  pani  doktor  była  nieobecna  dla 
świata.  
  -  Czysto  -  powiedział,  wychodząc.  Andy  zaciągnął  paski  maski  gazowej  z  tyłu  głowy  i 
wszedł  do  pokoju  z  pojemnikiem  gazu  w  ręce.  Wycelował  dyszę  wylotową  w  sufit  nad 
małŜeńskim  łoŜem  i  nacisnął  przycisk,  uwalniając  delikatną  mgiełkę.  Zrobione,  Andy 
wyszedł z pokoju, szybko zamykając za sobą drzwi.  
  -  Zaczekamy  cztery  minuty,  aŜ  gaz  przestanie  działać  -  powiedział  Greg,  patrząc  na  swój 
zegarek, gdy tymczasem Andy ściągnął maskę i schował ją z powrotem do plecaka razem z 
pojemnikiem na gaz. Po niespokojnym oczekiwaniu, w kucki, na korytarzu, Andy wparował 
głośno  do  pokoju,  zapalił  światło  i  rzucił  się  na  łóŜko.  Była  to  rozmyślna  taktyka.  Gdyby  z 
jakiegoś  powodu  gaz  nie  zadziałał,  zostałby  skrzyczany,  za  obudzenie  mamy  George'a,  ale 
ona sama nie miałaby powodu sądzić, Ŝe było to coś więcej niŜ to, Ŝe rozgorączkowany dzie-
ciak wbiegł do nie tego pokoju. Z wielu powodów był to najbardziej newralgiczny punkt całej 
operacji  i  Andy  odetchnął  z  ulgą,  widząc,  Ŝe  leŜy  na  nogach  dr  Lydon,  materac  jeszcze  się 
buja, ale jej ciało jest całkowicie bezwładne.  
  -  Daj  mi  strzykawkę  -  zakrzyknął  Andy,  ściągając  kołdrę.  Chłopcy  byli  nieco  wystraszeni, 
gdy  pościel  wylądowała  na  podłodze.  Obaj  przeszli  szkolenie  CHERUBA  i  byli  zdolni  do 
nadzwyczajnych wyczynów, ale szokował ich widok matki ich kolegi, rozciągniętej na łóŜku, 
nagiej i nieprzytomnej wprost przed nimi.  
  -  Czuję  się,  normalnie,  jak  zboczeniec  -  wyznał  Greg,  przewracając  dr  Lydon  twarzą  do 
łóŜka.  
  - Zrób parę fotek telefonem. - Zaśmiał się Andy.  
  - To dopiero przerazi małego George'a, gdy się obudzi.  

background image

  -  Bądź  powaŜny  -  powiedział  Greg,  parskając  śmiechem.  Oczyścił  jej  skórę  wacikiem,  a 
Andy wbił jej igłę w tylną część uda. Greg zarzucił kołdrę z powrotem, na panią doktor i wy-
szedł za Andym na korytarz. Andy właśnie wybierał numer kontrolera misji.  
  - John - powiedział Andy wesoło - Faza Pierwsza za nami. Wszyscy uśpieni, a my idziemy 
do gabinetu Kurta Lydona. 

8. WINDOWS

 

  Drzwi  pracowni  Kurta  Lydona  były  zamknięte  na  klucz,  co  oczywiście  nie  było  Ŝadnym 
problem  dla  wykwalifikowanych  agentów  CHERUBA.  Greg  z  łatwością  je  otworzył, 
uŜywając  jednej  z  końcówek  swojego  pistoletowego  wytrychu.  Gabinet  został  stworzony  z 
dwóch  połączonych  sypialni,  a  sprzęt  komputerowy  tu  zgromadzony  musiał  kosztować  co 
najmniej trzydzieści tysięcy funtów. Dwie potęŜne stacje robocze Dell'a szumiały w specjal-
nej  chłodzonej  szafce,  był  tam  teŜ  olbrzymi  ploter  do  rysowania  planów.  Jedną  ze  ścian 
zajmowały  półki  z  opasłymi  tomiskami  o  tytułach  takich  jak:  „Zaawansowana  Termody-
namika  Molekularna”  i  „Matematyczne  Modelowanie  Rozpraszania  Smug  i  Strumieni”. 
Honorowe  miejsce  zajmowała  para  30-calowych,  super  wysokiej  rozdzielczości,  monitorów 
LCD  wartych  10  patoli  kaŜdy.  Obok  zwykłej  klawiatury  i  myszy  leŜał  wyspecjalizowany, 
wieloprzyciskowy manipulator w kształcie kuli, zaprojektowany do operowania modelami 3D 
na  ekranie.  Andy  spędził  całe  godziny,  ćwicząc  na  identycznym  zestawie  w  kampusie 
CHERUBA,  lecz  mimo  wszystko  poczuł  się  onieśmielony,  zapadając  się  w  wysoki  fotel 
biurowy Kurta Lydona. Uderzył w spację i z zadowoleniem stwierdził, Ŝe komputer był tylko 
w  stanie  uśpienia,  niestety  komputer  zaŜądał  hasła.  Greg  był  na  to  przygotowany.  Gdy  dwa 
tygodnie temu był tu z wizytą u George'a, wślizgnął się do gabinetu i między klawiaturę i port 
USB podłączył niewielki chip. Było to urządzenie zawierające własną pamięć, mające na celu 
rejestrować  wszystkie  naciśnięcia  klawiszy  na  klawiaturze.  Gdy  rejestrator  dotrze  do 
laboratorium  MI5,  będą  tam  mogli  odtworzyć  wszystko  co  Kurt  wpisywał  do  komputera  z 
ostatnich dwóch tygodni, lecz chłopcy potrzebowali teraz tylko głównego hasła. Greg wyjął z 
plecaka  maleńki  laptop,  włoŜył  rejestrator  do  portu  USB  i  usiadł  na  podłodze,  czekając  aŜ 
maszyna wystartuje.  
  - Nie mamy na to całej nocy. - Marudził Andy.  
  - Nie panikuj - zbeształ go Greg  
  - Te malutkie laptopy nie mają zbyt wielkich moŜliwości. Musi potrwać kilka minut zanim 
załadują system i nic na to nie mogę poradzić. Andy nienawidził czekania. Wszystko było w 
porządku gdy miał zajęcie, ale gdy musiał czekać - denerwował się, zaczynał wtedy myśleć o 
tych wszystkich rzeczach, które mogły pójść źle.  
  - OK. - Powiedział Greg, gdy wreszcie wszedł w dane z rejestratora.  
  - Pierwsza sesja z ostatniego piątku. Wielkie A R potem małe litery i s t o t l e dalej krzyŜyk, 
procent i teraz cyfry: pięć, trzy, jeden i osiem. Andy odetchnął z ulgą, widząc, Ŝe Windowsy 
zaakceptowały hasło.  
  -  Nigdy  bym  go  sam  nie  odgadł.  -  Sapnął.  Pulpit  i  pasek  zadań  pojawiły  się  na  ekranie. 
Ekran był dostosowany do pracy w wysokiej rozdzielczości, w związku z tym na kranie było 
widać  wiele  malutkich  jak  plamki  ikonek  pośród  wielkiego  oceanu  ekranu.  Greg  odłoŜył 
laptopa  na  dywan  i  podał  Andy'emu  kołonotatnik  i  CD-ROM  ze  swojego  plecaka.  Andy 
połoŜył srebrny dysk na tacce i pozwolił Dell'owi ją połknąć. Na ekranie pojawiło się okienko 
dialogowe  i  Andy  kliknął  OK,  Ŝeby  zainstalować  program  stworzony  przez  słuŜby 

background image

bezpieczeństwa znany jako Łamacz Windowsów. Program zamraŜał czas, Ŝeby Ŝaden plik nie 
został  oznaczony  kiedy  został  zmodyfikowany.  Zostawiał  takŜe  tylne  wejście  do  systemu, 
omijając  wszystkie  zabezpieczenia  systemu  Windows.  Drugi  program  na  CD  to  był  koń 
trojański. Pozwalał on MI5 na dostęp do komputera i zdalne odczytywanie wszystkich plików 
i  monitorowanie  wszelkiej  aktywności.  Natychmiast  po  zainstalowaniu  programu  uaktywnił 
się program antywirusowy Kurta. Andy był na to w pełni przygotowany i trzeci program na 
CD  radził  sobie  właśnie  z  tym  problemem.  Była  to  łatka  do  antywirusa,  powodująca,  Ŝe 
program ignorował trojana.  
  -  OK,  oprogramowanie  zainstalowane  -  uśmiechnął  się  Andy  - lepiej zacznij  polowanie  na 
kopie  zapasowe.  Andy  zamierzał  większość  z  następnych  trzech  godzin  spędzić  na 
wprowadzaniu  zmian  do  planów  wirówki,  tak  Ŝeby  stała  się  bezuŜyteczna.  Greg,  w  tym 
czasie, miał przeszukać biuro i dom w celu odnalezienia i nadpisania wszystkich istniejących 
kopii  bezpieczeństwa  projektu  sfałszowaną,  bezwartościową  wersją  plików.  Takie  działanie 
pozostawiało  MI5  dwa  główne  problemy.  Pierwszy,  jeŜeli  z  jakiegokolwiek  powodu,  Kurt 
zajrzy do wcześniejszych wersji projektu, zorientuje się, Ŝe zostały zmienione. Drugi, nie było 
moŜliwości  sprawdzenia,  czy  Kurt  nie  ukrył  jakiś  ekstra  kopii  pod  podłogą,  w  domu  u 
przyjaciela lub nawet w skrytce depozytowej banku po drugiej stronie miasta. Jedyne co MI5 
mogło  zrobić  w  tej  sytuacji,  to  trzymać  kciuki,  nie  spuszczać  Kurta  Lydona  z  oczu  i 
aresztować go jeŜeli tylko zacznie podejrzewać, Ŝe jest pod obserwacją.  
  - Pamiętaj - powiedział Andy - to jest dwadzieścia gigabajtów pojemności, nie zmieści się na 
memory sitck'u ani na płycie DVD, szukasz tylko dysków twardych.  
  -  Wiem,  Andy  -  Greg  był  nieco  poirytowany  -  ja  teŜ  czytałem  wprowadzenie,  wiesz. 
Rozpoczął  poszukiwania  od  przejrzenia  dysków  na  podwójnym  serwerze  Kurta  Lydona. 
Andy  uruchomił  aplikację  AutoCAD'a  i  odszukał  ostatnią  wersję  projektu  wirówki. 
Trójwymiarowy  model  składał  się  z  ponad  trzech  tysięcy  części  i  nawet  na  jednym  z 
najbardziej wydajnych pecetów załadowanie go trwało prawie dwie minuty. Gdy tylko Andy 
upewnił  się  Ŝe  otworzył  właściwe  pliki,  podłączył  do  komputera  przenośny  dysk  twardy  i 
zrobił kopię aktualnego zaawansowania prac Lydona. MI5 chciało sprawdzić, na jakim etapie 
są  prace  Kurta  nad  uproszczeniem  projektu.  W  międzyczasie  Greg  nadpisał  dane  na  drugim 
pececie  i  zaczął  przeszukiwać  szafki  i  półki  w  poszukiwaniu  zapasowych  kopi  na  dyskach. 
Teraz  Andy  musiał  wprowadzić  poprawki,  które  sabotują  prace  Kurta  nad  projektem.  Sto 
czterdzieści trzy części trzeba było zmienić, a kaŜda z nich wymagała nawet do tuzina popra-
wek. Zapamiętanie ich wszystkich było fizycznie niemoŜliwe, dlatego byli współpracownicy 
Lydona  zrobili  specjalną  listę,  wraz  ze  szczegółowymi  instrukcjami,  zrzutami  ekranów,  a 
nawet  wydrukami  specyficznych  menu.  To  była  bardzo  delikatna  robota:  jeden  przecinek 
dziesiętny  postawiony  w  złym  miejscu  i  projekt  mógłby  się  przestać  trzymać  kupy,  co 
natychmiast nie uszło by uwagi Kurta i rozwaliło całą operację.  
  - Skoncentruj się. - wymruczał do siebie Andy, kładąc jedną dłoń nad kulistym kontrolerem, 
a drugą nad klawiaturą Otworzył notatnik i zaczął czytać: Poprawka pierwsza, znajdź łoŜysko 
dystansowe siedemnaście. Andy z wprawą operował manipulatorem, znalazł część uŜywając 
opcji  szukania,  powiększył  ją  i  tak  zmienił  właściwości  wyświetlania,  Ŝe  tylko  kontury 
szukanej  części  były  wyświetlone  na  ekranie.  Zaznacz  czwarty  i  szósty  otwór  prowadzący  i 
zmień  parametr  „krok”  z  jednej  szesnastej  na  jedną  osiemnastą  milimetra.  Obróć  obiekt 
wokół osi Y głównego projektu o zero przecinek zero siedem setnych stopnia. Było to bardzo 
Ŝmudne zajęcie, a Greg dodatkowo przeszkadzał nucąc i głośno przetrząsając zawartość szafy 
na akta.  
  -  Stary!  Mógłbyś  się  zamknąć!  -  warknął  Andy.  Gregowi  nie  spodobał  się  ton  uwagi,  ale 
widział  jak  skomplikowane  są  instrukcje  Andy'ego  i  wcale  a  wcale  nie  zazdrościł  mu  jego 
zadania.  
  - Przepraszam. Za minutę tu kończę.  

background image

  Dwie godziny później Andy siedział przed olbrzymimi  monitorami, przecierając zmęczone 
oczy.  Greg  wrzucił  sobie  do  ust  kilka  M&M  'sów  i  popił  duŜym  łykiem  Pepsi.  Greg 
przeszukał rodzinny komputer i laptop George'a, ale jedyną kopię planów wirówki znalazł na 
zapasowym dysku twardym schowanym w kuchni na szafce. 
  Aby  przyspieszyć  prace  Andy'ego,  stał  teraz  koło  biurka  z  notatnikiem  w  ręku  i  czytał 
instrukcje  na  głos.  Operacja  szła  nieźle  i  wyprzedzali  plan,  jednakŜe  zadanie  wymagało 
absolutnej koncentracji, a juŜ trzy godziny temu, normalnie byliby juŜ w łóŜkach.  
  -  Poprawka  numer  sto  -  przeczytał  tryumfalnie  Greg,  poniewaŜ  doszli  właśnie  do 
trzycyfrowych numerów.  
  -  Otworzyć  model  silnika  sekcji  G  i  zmienić  specyfikację  izolacji...  Greg  nie  skończył,  bo 
właśnie w tym momencie jego telefon zaczął wibrować. To był ich kontroler misji.  
  - Jak wam idzie? - spytał John.  
  - Całkiem nieźle - odpowiedział Greg.  
  -  Wygląda  na  to,  Ŝe  Kurt  nie  jest  przewraŜliwiony  na  punkcie  kopii  zapasowych. 
Powinniśmy skończyć w ciągu godziny, jeŜeli nikt nam nie będzie przeszkadzał.  
  - Niestety, nic z tego, chłopcy. - Stwierdził John.  
  - Centrum kontroli w kampusie namierza komórkę Sophie. Przed chwilą wezwała taksówkę i 
wygląda  na to,  Ŝe  będzie  w  domu  za  sześć  do  ośmiu  minut.  Greg  spojrzał  na  zegarek.  Było 
dopiero wpół do drugiej.  
  - Nie mówiłeś przypadkiem, Ŝe klub jest otwarty do trzeciej?  
  -  Klub  moŜe  być  otwarty  do  trzeciej,  ale  przecieŜ  nikomu  nie  kaŜe  się  tam  siedzieć  do 
zamknięcia. Nie panikujcie. Macie wszystko czego wam potrzeba, przerabialiśmy takŜe takie 
warianty. Wiecie co robić. Poczekajcie aŜ Sophie zaśnie, a potem uŜyjcie gazu i igły, tak jak u 
matki.  
  - Znam plan. - Powiedział Greg z rezygnacją. Klepnął Andy'ego w ramię.  
  - Lepiej tu posprzątajmy.  
  - Cholerna Sophie. - Narzekał Andy.  
  -  Byłoby  o  tyle  prościej,  gdyby  zaczekała,  aŜ  skończymy.  Chłopcy  zebrali  swój  sprzęt  z 
powrotem do plecaków i pobiegli do sypialni George'a. RozłoŜyli swoje śpiwory na podłodze. 
Pomimo Ŝe Andy był bardzo spięty, nie mógł nie zauwaŜyć, jak śmiesznie wyglądał Zhang, 
głośno chrapiąc. Nie minęło dziesięć minut, choć chłopcom wydawało się, Ŝe minęły wieki, 
jak  w  zamku  zachrobotał  klucz  Sophie.  Przeszła  przez  hol  i  skorzystała  z  łazienki  na  dole. 
Weszła  na  schody  boso,  z  butelką  wody  w  jednej  i  szpilkami  zwisającymi  z  drugiej  ręki. 
Andy  spojrzał  przez  otwarte  drzwi  sypialni  i  spostrzegł,  Ŝe  Sophie  jest  pijana.  Jej  głowa 
chybotała  się  w  takt  piosenki,  którą  mamrotała  sobie  pod  nosem.  Zamiast  pójść  prosto  do 
swojego pokoju, Sophie wsadziła głowę, przez otwarte drzwi, do pokoju George'a.  
  - Ach! Małe potworki śpią - zachichotała. JuŜ zaczęła się wycofywać, gdy zobaczyła paczkę 
M&M'sów Andy'ego i na wpół wypitą puszkę piwa na dywanie.  
  - Mamusia nie będzie zadowolona, gdy to zobaczy, braciszku - wysyczała. Podniosła puszkę 
i wypiła łyk. Andy i Greg nie byli pewni czy to było piwo z dodatkiem środka usypiającego 
czy ich, bezalkoholowe. Nie miało to większego znaczenia, poniewaŜ mieli jeszcze sporo do 
zrobienia i nie mogli czekać dwóch godzin, aŜ Sophie zaśnie. Piwo było ciepłe i bez gazu i 
Sophie parsknęła z obrzydzeniem. Greg uchylił nieznacznie powiekę jednego oka i zobaczył 
stopę  Sophie  kilka  centymetrów  od  swojej  twarzy.  -  Ja  was  nauczę  zabawy  z  Panem 
Królikiem  -  wysyczała.  Uśmiechając  się  mściwie,  opróŜniła  paczkę  M&M'sów  na  dywan, 
rozgniotła piętami i na tak przygotowaną, kolorową papkę wylała resztę piwa z puszki. Nawet 
jeŜeli samo piwo wyschnie do rana, to multikolorowa papka i smród piwa pozostaną.  
  -  Spróbuj  się  z  tego  wytłumaczyć,  braciszku  -  szepnęła  Sophie  z  satysfakcją.  Wyszła  z 
pokoju  podrygując,  kręcąc  biodrami  i  zaśmiewając  się  pijacko.  Podeszła  do  swoich  drzwi 

background image

złapała za klamkę, ale drzwi ani drgnęły. Greg i Andy uświadomili sobie tę samą rzecz w tej 
samej chwili. Mama George'a zamknęła drzwi na klucz, Ŝeby chłopcy nie mogli myszkować 
po  pokoju  Sophie,  a  klucz  schowała.  Sophie  miała  tylko  jeden  sposób,  Ŝeby  dostać  się  do 
swojego  pokoju:  iść  do  mamy  i  zapytać  ją  gdzie  jest  klucz.  Gdy  okaŜe  się,  Ŝe  nie  moŜe  jej 
dobudzić, postawi na nogi cały dom. 

9. PLANY

 

  Za duŜo było do stracenia: skorumpowany naukowiec, projekt wirówki wart miliony, szansa 
na infiltrację najwyŜszego szczebla w organizacji Dark Sun i moŜliwość zatrzymania jakiegoś 
wariata - dyktatora przed połoŜeniem łapy na broni atomowej, a takŜe kilka lat cięŜkiej pracy 
wywiadowców.  Greg  i  Andy  mieli  nadzieję,  Ŝe  jakiś  scenariusz  przerabiany  na  treningach 
pomoŜe im wykaraskać się z tej sytuacji, ale jedyne co mieli w tej chwili w głowie to czysta 
panika. Tymczasem Sophie, chwiejnym krokiem, zbliŜała się do drzwi sypialni swojej mamy.      
  - Spróbuj otworzyć jej drzwi - szepnął Greg do ucha Andy'emu i wyszedł na korytarz.  
  -  Hej  Sophie,  co  tam?  Sophie  połoŜyła  rękę  na  biodrze  i  spojrzała  na  Grega  tak,  jakby 
przyglądała się czemuś paskudnemu na podeszwie swojego buta.  
  - Spadaj! Wracaj do łóŜka. - warknęła  
  - Widziałem co zrobiłaś z M&M'sami - ostrzegł Greg - miałem cały czas jedno oko otwarte. 
Sophie wzruszyła ramionami.  
  - Mama nigdy ci nie uwierzy.  
  - Nigdy nie wiadomo. - powiedział Greg, zatrzymując się pół metra od dziewczyny. Nie miał 
pojęcia co mówić dalej, więc palnął co mu pierwsze zaświtało w głowie.  
  -  Mógłbym  o  wszystkim  zapomnieć,  jeśli  dasz  nam  całusa  Sophie  Ŝachnęła  się  z 
niedowierzaniem.  
  - Chyba w twoich snach, zboczeńcu!  
  - No daj spokój - Powiedział Greg. Był tego samego wzrostu co Sophie, połoŜył rękę na jej 
ramieniu  
  - Taki szybki francuzik.  
  - Błeee! - Wzdrygnęła się i odepchnęła Grega oburącz.  
  - Tknij mnie jeszcze raz, to rozwalę ci czaszkę. W głębi korytarza Andy przekręcił się tak, 
Ŝeby Sophie nie widziała co robi przy jej drzwiach z wytrychem. Sophie nagle poczuła strach, 
zaczęła się cofać w stronę komody stojącej przy schodach: Greg miał tylko dwanaście lat, ale 
wyglądał  na  silnego,  no  i  wiedziała  co  zrobił  z  dwójką  dziesiątoklasistów.  Greg  wyczuł  jej 
strach i cofnął się o krok.  
  - Tylko Ŝartuję - powiedział.  
  - Nie chcę ci zrobić krzywdy.  
  -  Ta-da!  -  krzyknął  Andy  z  głębi  korytarza,  wrzucając  wytrych  do  pokoju  George'a  i 
otwierając drzwi do sypialni Sophie.  
  - Załatwione - Greg uśmiechnął się, patrząc w głąb korytarza - juŜ nie musisz budzić swojej 
mamy.  Niestety,  alkohol  spowodował,  Ŝe  Sophie  zaczęła  zachowywać  się  paranoicznie,  a 
próba  szantaŜu  Grega  i  późniejsza  gorliwość  w  uspokojeniu  jej  spowodowały  Ŝe  całkiem 
oszalała  ze  strachu.  Gdy  tylko  Greg  odwrócił  się  by  spojrzeć  na  Andy'ego,  złapała  wazę 
stojącą na komodzie przy schodach. Greg, kontem oka, zobaczył nagły ruch, ale Sophie była 
szybka.  Opuściła  wazę  na  tył  głowy  Grega.  Waza  nie  rozbiła  się  na  czaszce  Grega,  ale 

background image

wyślizgnęła  się  z  uchwytu  Sophie  i  uderzyła  w  ozdobny  Ŝołądź  na  szczycie  poręczy,  roz-
latując się na drobne kawałki.  
  - Trzymaj ręce przy sobie! - Wrzasnęła, wyprowadzając dobrze wycelowany wykop karate. 
Nawet  dwa  lata  najlepszego  treningu  w  sztukach  walki  nic  nie  pomoŜe,  jeŜeli  zostaniesz 
zaskoczony. Greg zgiął się w pół i jęknął z bólu. Sophie odwróciła się w kierunku Andy'ego.  
  - Gdzie masz klucz? - zaŜądała Sophie.  
 - Przysięgam, jeŜeli ruszaliście cokolwiek w moim pokoju...  
  - Nie ma Ŝadnego klucza - powiedział Andy.  
  - Po prostu umiem otwierać zamki.  
  - Gówno prawda! - wrzasnęła Sophie. Po uziemieniu Grega, poczuła się pewna swych sił i 
natarła na Andy'ego, popychając go z całych sił.  
  -  Dawaj  klucz!  -  krzyknęła,  wyprowadzając  cios  kolanem  w  Ŝołądek  Andy'ego.  W 
przeciwieństwie do Grega, Andy widział co się święci. Błyskawicznie odsunął się w bok, co 
było bardzo dobrym pomysłem, gdyŜ cios był potęŜny, a zakończył się na ścianie, zostawiając 
pokaźne wgłębienie w płycie gipsowej. Sophie zawyła z bólu i złapała się za bolące kolano. 
Wykorzystując  sytuację,  Andy  podciął  jej  jedyną  nogę  znajdującą  się  na  ziemi.  Cofnął  się 
zostawiając dziewczynę patrzącą na niego nienawistnym wzrokiem z podłogi.  
  - Próbowałem tylko pomóc. - Powiedział, starając się ją uspokoić.  
  -  Idź,  po  prostu,  do  łóŜka,  co?  Ale  Sophie  nie  miała  najmniejszego  zamiaru.  Zamiast  tego 
rzuciła  się  na  Andy'ego,  próbując  złapać  go  w  pasie.  Tymczasem,  Greg  zdołał  się  juŜ 
podnieść  na  nogi.  Poczuł  ostry  ból  robiąc  pierwszy  krok,  ale  zignorował  go  i  pobiegł  do 
sypialni George'a. Sophie była duŜo cięŜsza niŜ Andy, ale jej umiejętności karate ograniczały 
się  do  kilku  lekcji  samoobrony.  Wkrótce  Andy'emu  udało  się  usiąść  na  niej  obejmując  ją 
kolanami i unieruchomić jej ramiona wzdłuŜ ciała.  
  -  Uspokój  się.  Jesteś  pijana.  Poczujesz  się  o  wiele  lepiej,  jak  połoŜysz  się  do  łóŜka  i 
spróbujesz zasnąć.  
  - Chcę ten klucz! - Wrzasnęła.  
  - Nie chcę was, idioci, w moim pokoju! Greg, w pośpiechu, przeszukiwał kieszenie plecaka 
Andy'ego. Złapał jedną ze strzykawek i pośpieszył z powrotem na korytarz. Sophie wykręcała 
się  i  wierzgała  nogami,  próbując  wyswobodzić  się  z  uścisku  Andy'ego.  -  Złaź  ze  mnie!  - 
Krzyczała.  
  - Jak tylko się uspokoisz. - krzyknął Andy.  
  -  To  nieporozumienie,  nie  mam  Ŝadnego  klucza.  Przysięgam.  Greg  kucnął  za  Andym, 
wsadził strzykawkę między zęby i złapał Sophie za stopę. Wykręcił ją tak, Ŝeby leŜała płasko 
na podłodze.  
 - Zabiję was obu - krzyczała Sophie, teraz juŜ bliska płaczu.  
  - Puśćcie mnie! Andy czuł się paskudnie, bo Sophie była na nich naprawdę wściekła. Jednak 
dziewczyna  zachowywała  się  jak  szalona  i  wiedział,  Ŝe  gdyby  ją  puścił,  zaraz  musiał  by  ją 
uziemić ponownie. Greg załoŜył igłę na strzykawkę i bił ją między dwa palce u stopy Sophie. 
Poczuła coś, ale Andy zasłaniał jej widok i nie miała pojęcia co się dzieje. Trzydzieści sekund 
później, środek nasenny zaczął działać. Sophie przestała się rzucać, a jej ciało zaczęło się roz-
luźniać.  
  -  Dzięki  Bogu!  -  Westchnął  Andy  i  próbował  się  podnieść.  Niestety  zmieszanie  alkoholu, 
paniki i środka nasennego nie podziałało na Sophie tak, jakby sobie tego Ŝyczyli. Gdy tylko 
Andy uwolnił ją od swego cięŜaru z brzucha, usiadła gwałtownie i zwymiotowała, na zielono, 
prosto na jego spodnie.  
  -  O  cholera!  -  jęknął  Andy,  czując  smród  wymiocin,  ściekających  z  jego  ud.  Sophie, 
tymczasem,  z  powrotem  padła  bez  Ŝycia  na  dywan.  Będąc  nieprzytomnym,  bardzo  łatwo 
zadławić  się  własnymi  wymiocinami,  i  szkolenie  Andy'ego  przejęło  kontrolę  nad  jego 

background image

ruchami. Wsadził rękę do jej ust i upewnił się Ŝe ma czyste drogi oddechowe, następnie wstał 
i przekręcił ją na bok, układając w pozycji bezpiecznej.  
  -  Kto  by  chciał  być  szpiegiem?  -  Narzekał  Andy,  masując  sobie  obolałe  mięśnie  z  lewej 
strony tułowia.  
  - Jakoś nigdy nie widziałem, Ŝeby James Bond tarzał się w rzygach pijanej nastolatki. Greg 
go  nie  słuchał.  Miał  własny  problem.  Siedział  pod  ścianą  i  oglądał  swoją  prawą  piętę. 
Zignorował ból, gdy w krwi krąŜyła adrenalina, ale teraz stwierdził, Ŝe rozciął stopę na kawał-
ku  rozbitej  wazy.  Co  gorsze,  zostawił  krwawe  ślady  w  całym  korytarzu  i  nawet  w  sypialni 
George'a. Andy poparzył na ten cały bałagan: krew, wymiociny, piwo, zbita waza, pół paczki 
M&M'sów rozsmarowane na dywanie, a nawet wgniecenie w ścianie.  
  -  Mama  George'a  będzie  zachwycona,  gdy  się  obudzi  rano.  Andy  i  Greg  byli  bardzo 
poobijani,  ale  nie  takie  rzeczy  przechodzili  w  trakcie  szkolenia  w  CHERUBIE  i  byli 
zdeterminowani, Ŝeby doprowadzić misję do końca. Greg podniósł wzrok, uśmiechnął się do 
Andy'ego i udając głos instruktora powiedział:  
  -  To  twardy  orzech,  ale  członek  CHERUBA  jest  twardszy.  Andy  zaśmiał  się,  ale 
natychmiast przestał, czując ogień w obolałych mięśniach.  
  - Wezmę prysznic i poŜyczę od George'a jakieś czyste spodenki - powiedział.  
  - Znajdź jakiś bandaŜ i zrób porządek ze swoją stopą. Jak juŜ się doprowadzimy do porządku 
zawleczemy Sophie do łóŜka.  
  - W porządku. - Zgodził się Greg.  
  - A co potem? Andy zerknął na zegarek.  
  -  Jest  dopiero  za  piętnaście  druga.  Nikt  się  nie  obudzi  jeszcze  przynajmniej  przez  trzy 
godziny.  Wrócimy  do  gabinetu  Kurta,  wprowadzimy  ostatnie  czterdzieści  trzy  poprawki  do 
planów wirówki, a później spróbujemy wykorzystać to co jeszcze zostanie z tej nocy.  
  - To mi brzmi jak plan. - Greg pokiwał głową, kierując się do łazienki. 

10. FURIA

 

  Trzęsienia ziemi mierzy się w stopniach Richtera, tornada mają swoją skalę Fujity, jest takŜe 
indeks eksplozywności dla wulkanów. Andy i Greg nie byli pewni, jakiej skali uŜywa się w 
stosunku  do  rozwścieczonych  matek,  ale  jaka  by  ona  nie  była,  matka  George'a  osiągnęła 
szczyt tej skali, gdy wstała w pół do ósmej, sobotniego ranka.  
  - Zabierajcie swoje tyłki na dół, ale juŜ! - Krzyczała, wyrywając George'a z lekkiej, porannej 
drzemki.  UŜycie  na  niej  gazu  usypiającego,  spowodowało  ból  głowy,  który  nie  polepszył,  i 
tak juŜ paskudnego, nastroju.  
  - UwaŜajcie na nogi. W całym korytarzu leŜą kawałki rozbitej wazy. Jakby nie dość było tej 
masakry  w  korytarzu,  zobaczyła  jeszcze  zrujnowany  Ŝywopłot,  gdy  otworzyła  okno  w  sy-
pialni George'a, Ŝeby wywietrzyć smród piwa i pizzy.  
  - Koniec z nocnymi spotkaniami! - krzyknęła  
  -  To  juŜ  wykracza  poza  zwykłe  Ŝarty.  Oprócz  zniszczonego  Ŝywopłotu,  wszystko  było  w 
najlepszym porządku, gdy George i Zhang się posnęli. George był szczerze zdumiony, widząc 
stan w jakim był korytarz.  
  -  To  nie  moja  wina.  -  Próbował  cicho  protestować.  Ze  swojego  pokoju  wyszła  Sophie. 
KaŜdy  jej  kosmyk  włosów  sterczał  w  inną  stronę.  WciąŜ  była  w  swojej  czarnej  sukience  i 
rajstopach, ale teraz przystrojonych w wyschłe wymiociny.  
  - Co to za hałas? - jęknęła.  

background image

  - Ja chcę spać.  
  - Spać!? - Wrzasnęła dr Lydon. Greg i Zhang zbiegli ze schodów w kompletnej panice.  
  -  Młoda  damo,  nikt  w  tym  domu,  nie  pójdzie  spać,  dopóki  ten  bałagan  nie  zostanie  po-
sprzątany, do ostatniego kawałeczka.  
  - Nie denerwuj się tak, mamo. To nie moja wina Ŝe małolaty postanowiły się upić.  
  - To twoja sprawka. - Krzyknęła mama George'a, wskazując na wymiociny na dywanie.  
  - Są na całej twojej sukience. Złaź na dół i bierz ścierkę spod zlewu.  
  - To seksizm, kaŜesz mi sprzątać, bo jestem dziewczyną.  
  - Och, nic się nie bój! - Syknęła dr Lydon.  
  -  George  ma  swoją  działkę  do  posprzątania.  Razem  zapłacicie  za  wszystkie  szody  z 
kieszonkowego  i  pieniędzy  urodzinowych.  Dotyczy  to  takŜe  nowego  dywanu,  jeŜeli  będzie 
potrzebny,  więc  lepiej  trzyj  z  całej  siły.  Na  dole,  w  kuchni,  Zhang  raczył  się  płatkami 
kokosowymi i zdaje się, uwaŜał tę całą sytuację za bardzo zabawną.  
  - Szkoda, Ŝe nie jedziesz ze mną do Chin, Georgie. - Zaśmiał się.  
  -  Zdaje  się,  Ŝe  to  jedyne  miejsce,  gdzie  byłbyś  bezpieczny,  przed  swoją,  szaloną  mamą. 
George  duŜo  mniej  przejmował  się  naśmiewaniami  Zhanga,  niŜ  nagłą  utratą  zaufania  do 
swojego, nowego kolegi, Grega.  
  - Miałem mnóstwo nocnych spotkań i nigdy nic takiego się nie zdarzyło. - Krzyczał.  
  - Co wy, do cholery, kombinujecie? Greg próbował grać niewiniątko.  
  - Twoja siostra przyszła do domu pijana i nie mogła dostać się do swojego pokoju. Andy wie 
jak  się  otwiera  zamki,  więc  chciał  pomóc,  ale  Sophie  dostała  świra,  kiedy  otworzyliśmy  jej 
drzwi. George nie był pewny czy wierzyć tym wyjaśnieniom.  
  -  A  co  z  tą  wielką  plamą  czekolady  na  moim  dywanie?  To  musieliście  być  wy  i  dlaczego 
Andy nosi moje spodenki?  
  - PoniewaŜ twoja, porąbana siostra wyrzygała się na mnie, a potem straciła przytomność. - 
Powiedział  Andy.  W  tym  właśnie  momencie,  Sophie  wpadła  do  kuchni  i  zaczęła  wyciągać 
gąbki, ścierki i butelkę szamponu do dywanów spod zlewu.  
  - Masz pomagać, George. - Krzyknęła ze złością.  
  - Nic by nie było, gdyby nie ci twoi koledzy idioci.  
  - Byłaś pijana. - Krzyknął Greg.  
  - Dostałaś świra. Rozwaliłaś wazę na mojej głowie.  
  - Bo próbowałeś mnie macać. - odkrzyknęła Sophie.  
  - Nie macałem cię! Widzieliśmy teŜ, jak wylewasz piwo i rozgniatasz M&M's-y na dywanie 
George'a, Ŝeby go wpędzić w kłopoty.  
  - To kłamstwo! - śachnęła się Sophie.  
  W tym momencie Greg wiedział, Ŝe ją ma.  
  - Tak? To dlaczego spód twojej stopy jest cały zielono-czerwony? Sophie nie ruszyła się z 
miejsca, ale George podszedł do niej i próbował zobaczyć.  
  - PokaŜ mi! - wrzasnął. Sophie nie chciała podnieść nogi, a kiedy George chciał ją zmusić, 
walnęła  go  w  tył  głowy.  George  natychmiast  wbił  zęby  w  ramię  siostry.  Sekundę  później, 
rodzeństwo tarzało się po podłodze między zmywarką a stołem.  
  -  PRZESTAŃCIE,  NATYCHMIAST!  -  wrzasnęła  mama  George'a  wpadając  do  kuchni. 
Złapała Sophie i odciągnęła ją od brata.  
  -  Ja  nie  Ŝartuję!  Oboje  posprzątacie  ten  bałagan.  Sophie  z  irytacją  pozbierała  rzeczy  do 
czyszczenia z podłogi. George, natomiast, spróbował innej taktyki i wybuchnął płaczem.  
  - Przepraszam - załkał.  
  - Proszę, nie karz nas. Nie rujnuj całych wakacji. Dr Lydon nie dała się jednak nabrać.  
  - Masz trzynaście lat - warknęła.  

background image

  -  Zachowuj  się  jak  przystało  na  swój  wiek.  Myślisz,  Ŝe  uwierzę  w  tę  scenkę.  AŜeby 
podkreślić swoje słowa, dr Lydon wyjęła z szafki plastikową śmietniczkę i uderzyła nią syna 
po nogach.  
  -  Galopuj na  górę i  pomóŜ  swojej siostrze -  krzyknęła.  To  był  dopiero  trzeci raz, w  ogóle, 
gdy dr Lydon podniosła rękę na którekolwiek ze swoich dzieci i George był tak zdumiony, Ŝe 
pogalopował na górę, jakby  miał rakietę w tyłku. Pozbywszy się z kuchni swoich dzieci, dr 
Lydon odwróciła się i spojrzała gniewnie na Grega, Andy'ego i Zhanga, którzy nadal siedzieli 
przy  stole.  Cały  czas  trzymała  w  ręku  śmietniczkę  i  widać  było,  Ŝe  bardzo  chętnie  by  jej 
uŜyła. Niestety, rodzice mogą być okropni tylko dla swoich dzieci.  
  - Dzwońcie do swoich rodziców - warknęła.  
  - Chcę, Ŝeby wasza trójka wyniosła się z mojego domu - i raczej nie spodziewajcie się, Ŝe tu 
jeszcze kiedyś wrócicie. Mama George'a zawróciła na pięcie i poszła na górę.  
  -  Nie  słyszę  tam  Ŝadnego  szorowania  -  krzyknęła.  Gdy  juŜ  była  poza  zasięgiem  słuchu, 
Zhang zagrzechotał pudełkiem płatków śniadaniowych, stojących na stole.  
  - Chętni na płatki kokosowe? - zapytał wesoło. Andy wyciągnął telefon, Ŝeby zadzwonić do 
Johna.  
  - Mój wujek spotka się z nami na końcu ulicy za dziesięć minut - powiedział Andy, kończąc 
rozmowę.  
  - MoŜemy równie dobrze wyjść juŜ teraz, zanim mama smoczyca wróci na dół.  
  - Jak dla mnie, to była bombowa zabawa - zaśmiał się Zhang, biorąc dokładkę płatków.  
  -  Normalnie  spuszczam  mu  łomot  na  X-boxie,  aŜ  się  znudzę  a  potem  siadam  na  nim  i 
pierdzę mu nad głową. Ale przy was chłopaki - rozwalić pół domu - to całkiem miła odmiana.  
  -  MoŜe  następnym  razem  pójdziemy  do  ciebie  -  uśmiechnął  się  Greg.  Wyciągną  pięść  i 
stuknął z Zhangiem Ŝółwika.  
  - Miło cię było spotkać. - Powiedział Andy i teŜ stuknęli się pięściami.  
  -  Miłych  wakacji  w  Chinach.  Agenci  CHERUBA  zebrali  swoje  rzeczy  i  wyszli  tylnymi 
drzwiami.  Zeszli  ze  Ŝwirowego  podjazdu  i  skierowali  się  wzdłuŜ  ulicy.  Andy'ego  okropnie 
bolała cała lewa strona klatki piersiowej a Greg utykał na zranioną nogę.  
  - Ale mam wielkiego guza po taj wazie. - narzekał Greg.  
  - Jesteśmy jak para starych pierników. - powiedział Andy.  
  - Ale przynajmniej, mogę do ciebie znowu mówić: Rat. Ta cała zabawa z Gregiem była do 
kitu.  Greg  pomyślał  o  Zhangu  i  George'u  i  poczuł  ukłucie  Ŝalu,  teraz  kiedy  misja  była 
skończona  CHERUB  wymyśli  jakieś  usprawiedliwienie  jego  zniknięcia  i  juŜ  nigdy  nie 
zobaczy  Ŝadnego  z  nich.  Z  drugiej  strony  Greg  nie  widział  swojej  dziewczyny  Laury  przez 
dwa  miesiące  a  poza  tym  w  kampusie  szykowała  się  szalona  impreza,  na  jego  trzynaste 
urodziny, za kilka tygodni.  
  - śal mi trochę biednego George'a. - Podsumował Andy.  
  - Nie było innego wyjścia, ale strasznie go wrobiliśmy.  
  - PrzeŜyje. - Zaśmiał się Greg. - NajwaŜniejsze, Ŝe wykonaliśmy zadanie. 

EPILOG

 

  6  Marca  2008  -  Światowy  Dzień  KsiąŜki  Trawa  była  pokryta  szronem,  ale  dzieciaki 
maszerujące przez kampus były szczęśliwe, Ŝe zwolniono ich z lekcji, Ŝeby wzięły udział w 
ceremonii otwarcia nowego budynku. Dwupiętrowa konstrukcja była zaprojektowana zgodnie 
z  najnowszymi,  ekologicznymi  trendami.  Ściany  izolowane  były  substancją  organiczną,  a 

background image

front zbudowany z olbrzymich giętych tafli szkła. Młodsze dzieci w czerwonych koszulkach, 
ganiały  w  kółko  przed  wejściem,  co  raz  to  podskakując.  Starsi  agenci  zachowywali  się 
bardziej powściągliwie. Stali w grupkach ze swoimi przyjaciółmi i starali się nie pokazywać 
po  sobie  podniecenia,  bo  to  nie  wyglądałoby  cool.  Laura  Adams  prowadziła  jedną  z 
większych, takich grup. Jej chłopak Rat (znany takŜe jako Greg), szedł przy niej obejmując ją 
w pasie. Andy szedł za to obok najlepszej przyjaciółki Laury Bethany. Za nimi szli: starszy 
brat  Laury  James  ze  swoim  najlepszym  przyjacielem  Bruce'em  a  pochód  zamykało  jeszcze 
kilku ich przyjaciół.  
  - Jest okropnie zimno, - prezes Zara Asker rozpoczęła przemówienie, gdy tłumek wreszcie 
zebrał się w całości - więc nie będę mówić długo. Mamy wiele budynków specjalnego prze-
znaczenia  w  kampusie,  ale  nasza  biblioteka  musiała  ustąpić  miejsca  nowemu  budynkowi 
kontroli  misji.  Dzisiaj  jest  Światowy  Dzień  KsiąŜki,  więc  z  tym  większą  radością  ogłaszam 
naszą  nową  bibliotekę  CHERUBA  za  otwartą!  Rozległy  się  oklaski.  Dwójka  dzieci  w 
czerwonych koszulkach podeszła do wstęgi rozciągniętej w poprzek głównego wejścia. KaŜde 
z nich trzymało w rękach jedną część olbrzymich noŜyczek. Tłum wybuchnął śmiechem, gdy 
okazało się, Ŝe wstęgi nie da się przeciąć, aŜ dwóch członków kadry napięło ją mocno z obu 
końców.  Przy  ponad  dwustu  ludziach  przeciskających  się  przez  drzwi,  minęło  kilka  minut 
zanim Laura i jej przyjaciele znaleźli się w środku.  
  - Niezły bajer. - Stwierdziła Laura, patrząc na nowoczesny, łukowaty, dębowy sufit i falistą, 
szklaną ścianę frontową. Biurka i katalogi ksiąŜek były umieszczone na antresoli, osadzonej 
na  metalowych  słupach.  W  dalszej  części  było  miejsce  dla  młodszych  dzieci,  wypełnione 
poduszkami a między nimi pięciometrowej długości antyczny statek piracki z zawieszonymi 
w rzędzie hamakami do czytania i białymi Ŝaglami z logiem CHERUBA. Przeciwległy koniec 
był zaprojektowany dla starszych dzieci. Były tam fotele, sofy i stoły. Stał tam teŜ ekspres do 
kawy, serwujący takŜe gorącą czekoladę i kosz z muffinami, croissantami i owocami. Napis 
na ścianie nad koszykiem głosił:  
  Proszę  częstować  się  napojami  i  naszymi,  świeŜo  pieczonymi  ciastkami  w  czasie  czytania. 
Oferujemy  takŜe  pięćdziesiąt  karnych  okrąŜeń  kaŜdemu,  kto  wniesie  jedzenie  lub  picie  do 
głównego pomieszczenia biblioteki. 
  Z powodu tłumu, Laura i jej grupa musieli wywalczyć sobie drogę do głównego holu.  
  - Całkiem nieźle to wygląda. - Powiedział James Adams, gapiąc się w sufit.  
  -  Ale  nigdy  nie  mogłem  zrozumieć  za  bardzo,  o  co  chodzi  z  tymi  ksiąŜkami.  To  znaczy, 
jeŜeli ksiąŜka jest naprawdę dobra, to wystarczy poczekać kilka lat i obejrzeć to w kinie.  
  - Mówisz tak, bo ostatnia ksiąŜka jaką przeczytałeś była o hipopotamie uczącym się zegarka. 
- oburzyła się Laura.  
  - I nigdy jej nie skończył. - Zachichotał Rat.  
  - James ciągle myli duŜą wskazówkę z małą.  
  W  międzyczasie,  Laura  zdołała  w  końcu  dotrzeć  do  końca  holu.  Niestety  kolejka  do 
ekspresu  była  horrendalna,  wszystkie  miejsca  siedzące  zajęte,  a  nawet  część  dzieciaków 
rozsiadła się na stołach.  
  -  To  tylko  dlatego,  Ŝe  to  nowość.  Wróćcie  za  dwa  dni,  a  nie  będzie  tu  więcej  niŜ  cztery 
osoby na krzyŜ. - ZauwaŜyła, najlepsza przyjaciółka Laury, Bethany.  
  - A jednak jest tu całkiem przyjemnie. - Rzekł Andy zamyślony.  
  -  To  znaczy,  wolałbym  przyjść  tu  poczytać,  czy  odrobić  lekcje  niŜ  siedzieć  samemu  w 
pokoju. Poza tym wygląda na to, Ŝe wydali majątek na nowe ksiąŜki. Nagle, z drugiego końca 
pomieszczenia, rozległ się głośny trzask. Wszyscy zwrócili głowy w tamtą stronę i zobaczyli, 
jak jeden z masztów wali się na piracki statek.  
  - Drzewo! - Krzyknął James.  
  - CóŜ. - Westchnęła Laura.  

background image

  -  Ktokolwiek  to  projektował,  nie  docenił  ile  destrukcyjnej  siły  drzemie  w  dwóch  tuzinach, 
nakarmionych  cukrem,  czerwonych  koszulek.  Powstał  chaos,  gdy  pracownicy  biblioteki  i 
członkowie  personelu,  rzucili  się  rozplątywać  spod  Ŝagli  wrzeszczących  wniebogłosy 
maluchów. James zauwaŜył pusty stolik w głównej części biblioteki i wskazał go pozostałym.   
  -  Nie  ma  szans,  Ŝebyśmy  tu  usiedli,  chodźcie  tam.  James  i  Laura  ruszyli  przodem.  Rat 
zatrzymał się nagle przy gazetach, widząc znajomą twarz na pierwszej stronie.  
  - Andy chodź, zobacz. - Zawołał i złapał gazetę.  
  - Kurt Lydon. Andy podszedł i zaczęli czytać artykuł:  
  BRYTYJSKI  NAUKOWIEC  ARESZTOWANY  RAZEM  Z  DWUDZIESTOMA 
DWOMA  INNYMI  OSOBAMI  W  NALOCIE  POLICJI  NA  SIEĆ  HANDLARZY 
TECHOLOGIĄ  JĄDROWĄ.  Brytyjski  inŜynier  nuklearny  został  aresztowany  razem  z 
dwudziestoma  dwoma  podejrzanymi  w  Brukseli  na,  jak  to  określiła  policja,  corocznej 
konferencji  tajnej  siatki  handlarzy  technologią  nuklearną  znanej  jako  Dark  Sun. 
Pięćdziesięcioczteroletni Kurt Lydon z Milton Keynes jest specjalistą we wzbogacaniu uranu, 
specjalizującym  się  w  projektowaniu  urządzeń  uŜywanych  do  produkcji  paliwa  do  broni 
jądrowej. Operacja połączonych sił wywiadów: brytyjskiego, francuskiego, amerykańskiego i 
belgijskiego  została  zorganizowana  po  zaobserwowaniu  eksplozji  w  prototypowej  fabryce 
wzbogacania  uranu  w  niezamieszkanej  części  Nigerii,  trzy  tygodnie  temu.  Lydon  jest 
uwaŜany,  za  konstruktora  nigeryjskiej  centryfugi.  Pomimo  eksplozji,  która  została 
zaobserwowana  przez  radiologiczny  sprzęt  monitorujący,  na  pokładzie  amerykańskiego 
satelity szpiegowskiego, nigeryjskie władze nadal dystansują się od eksplozji i określają Dark 
Sun  jako  „terrorystyczną  organizację  nie  mającą  Ŝadnych  powiązań  z  demokratycznie 
wybranym  rządem  Nigerii”.  Rzecznik  prasowy  MI5  określił  ostatnie  aresztowania  jako 
„olbrzymi  cios”  dla  tych  państw,  które  zamierzają  kupić  technologię  jądrową.  Oprócz 
aresztowań,  dwuletnia,  międzynarodowa  operacja  szpiegowska  doprowadziła  do  odzyskania 
skradzionych  dokumentów,  materiału  rozszczepialnego  oraz  do  przejęcia  osiemdziesięciu 
milionów  euro  na  kontach  bankowych,  naleŜących  do  członków  Dark  Sun.  W  Wielkiej 
Brytanii, policja zaplombowała dom Kurta Lydona w Milton Keynes i znalazła tam doskonale 
wyposaŜone,  komputerowe  studio  projektowe,  z  którego  korzystał  Lydon  przy  tworzeniu 
projektów  dla  Dark  Sun.  śona  Lydona,  chirurg  w  szpitalu  Milton  Keynes,  wraz  z  dwójką 
nastoletnich dzieci, mieszkają u rodziny. Dr Lydon odmówiła wszelkich komentarzy odnośnie 
przeszukania jak i aresztowania. 

background image

CHERUB: HISTORIA (1940-1996) 

 

1940 Podczas  drugiej  wojny  światowej  Charles  Henderson,  brytyjski  agent  działający  w 

okupowanej  Francji,  wysłał  raport  do  swojego  dowództwa  w  Londynie.  Opisywał  w 
nim  sposób,  w  jaki  wykorzystywał  dzieci  do  wyciągania  informacji  od  niemieckich 
Ŝołnierzy. Po powrocie do kraju, Henderson utworzył niewielki oddział dziecięcy pod 
dowództwem brytyjskiego wywiadu. Chłopcy Hendersona po podstawowym szkoleniu 
szpiegowskim  zostali  zrzuceni  na  spadochronach  na  terytorium  Francji.  Chłopcy 
pomogli  w  zebraniu  waŜnych  informacji,  które  później  wykorzystano  podczas 
przygotowań do inwazji w Normandii w 1944 r.  

1946 Jednostkę  znaną  jako  Chłopcy  Hendersona  rozwiązano.  Większość  jej  członków 

wróciła  do  Francji.  Istnienie  jednostki  nigdy  nie  zostało  oficjalnie  potwierdzone. 
Charles Henderson wierzył, Ŝe dzieci mogą być skutecznymi agentami takŜe w czasie 
pokoju.  W  maju  1946  r.  otrzymał  pozwolenie  na  utworzenie  agencji  CHERUB  z 
siedzibą  w  opuszczonej  wiejskiej  szkole.  Pierwsi  agenci  (dwudziestu  chłopców) 
mieszkali w drewnianych barakach za boiskiem szkolnym.  

1951 Przez  pierwsze  pięć  lat  CHERUB  zmagał  się  z  powaŜnymi  kłopotami  finansowymi. 

Wszystko zmieniło się po pierwszym znaczącym sukcesie: dwaj agenci zdemaskowali 
siatkę  radzieckich  szpiegów  kradnących  informacje  o  brytyjskim  programie  zbrojeń 
atomowych.  Rząd  był  zachwycony.  CHERUB  otrzymał  środki  na  rozwój. 
Wybudowano  nowoczesny  ośrodek,  a  liczbę  agentów  zwiększono  z  dwudziestu  do 
sześćdziesięciu.  

1954 Dwaj agenci CHERUBA Jason Lennox i Johan Urmiński zostali zabici podczas tajnej 

operacji w Niemczech Wschodnich. Nikt nie wie, jak zginęli. Rząd rozwaŜał likwidację 
agencji,  ale  w  owym  czasie  juŜ  ponad  siedemdziesięciu  funkcjonariuszy  CHERUBA 
wykonywało  waŜne  zadania  na  całym  świecie.  Dochodzenie  w  sprawie  śmierci 
chłopców doprowadziło do wprowadzenia nowych środków bezpieczeństwa:  

1) Utworzono  komisję  do  spraw  etyki.  Od  tej  pory  plan  kaŜdej  misji  musiał  być 

zatwierdzony przez trzyosobowy zespół ekspertów. 

2) Jason  Lennox  miał  dziewięć  lat.  Po  jego  śmierci  wprowadzono  minimalny  wiek 

uprawniający do wykonywania misji: dziesięć lat i cztery miesiące. 

3) Zaczęto  stosować  bardziej  rygorystyczne  podejście  do  kwestii  przygotowania 

agentów i wprowadzono studniowe szkolenie podstawowe. 

 

1956 Choć  wielu  uwaŜało,  Ŝe  dziewczęta  nie  nadają  się  do  pracy  w  wywiadzie,  CHERUB 

przyjął  pięć  dziewczyn  w  ramach  eksperymentu.  Eksperyment  ten  powiódł  się 
znakomicie.  W  ciągu  roku  liczba  dziewcząt  w  szeregach  agencji  zwiększyła  się  do 
dwudziestu, a w ciągu kolejnych dziesięciu lat zrównała się z liczbą chłopców.  

1957 Wprowadzono system kolorowych koszulek.  

 

1960 Po  kolejnych  sukcesach  CHERUB  mógł  sobie  pozwolić  na  kolejne  powiększenie 

liczebności, tym razem do 130 agentów. Otaczające siedzibę agencji pola wykupiono i 
ogrodzono. Była to mniej więcej jedna trzecia obszaru zajmowanego dziś przez kampus 
CHERUBA.  

 

background image

1967 Katherine  Field  stała  się  trzecim  członkiem  CHERUBA,  który  zginął  podczas  akcji. 

Ukąsił ją wąŜ podczas operacji w Indiach. Do szpitala trafiła w ciągu pół godziny, ale 
wąŜ został błędnie zidentyfikowany i Katherine podano niewłaściwą surowicę.  

 

1973 Z  biegiem  lat  siedziba  CHERUBA  stała  się  zbiorowiskiem  małych  budynków. 

Rozpoczęto budowę nowej dziewięciopiętrowej kwatery głównej.  

 

1977 Wszyscy  agenci  CHERUBA  są  sierotami  albo  dziećmi  opuszczonymi  przez  rodzinę. 

Max  Weaver  był  jednym  z  pierwszych  funkcjonariuszy  agencji.  Później  dorobił  się 
fortuny,  budując  biurowce  w  Londynie  i  Nowym  Jorku.  Zmarł  w  1977  r.  w  wieku 
czterdziestu  jeden  lat.  Przed  śmiercią  nie  miał  Ŝony  ani  dzieci,  zapisał  swój  majątek 
wychowankom  z  CHERUBA.  Fundusz  powierniczy  Maksa  Weavera  sfinansował 
wzniesienie wielu budynków kampusu, w tym krytego ośrodka sportowego i biblioteki. 
Obecnie aktywa funduszu przekraczają miliard funtów.  

 

1982 Thomas  Webb  zginął  na  minie  na  Falklandach-Malwinach,  stając  się  czwartym 

agentem  CHERUBA,  który  zginął  w  akcji.  Thomas  był  jednym  z  dziewięciu  małych 
agentów działających w rozmaitych operacjach podczas konfliktu falklandzkiego.  

 

1986 Rząd zezwolił CHERUBOWI na zwiększenie liczebności do czterystu agentów. Mimo 

to  ich  liczba  zatrzymała  się  znacznie  poniŜej  tej  granicy.  CHERUB  potrzebuje 
funkcjonariuszy inteligentnych, o dobrej kondycji fizycznej i bez powiązań rodzinnych. 
Dzieci spełniające wszystkie te warunki są szalenie trudne do znalezienia..  

 

1990 CHERUB  dokupił  więcej  ziemi,  powiększając  obszar  swojej  siedziby,  oraz 

poprawiając  jej  zabezpieczenia.  Na  wszystkich  brytyjskich  mapach  kampus  jest 
oznaczony  jako  wojskowa  strzelnica.  Prowadzi  do  niego  tylko  jedna  droga. 
Zewnętrznego muru kampusu nie widać z okolicznych dróg. Przestrzeń powietrzna nad 
ośrodkiem jest zamknięta dla śmigłowców i samolotów lecących na wysokości mniej-
szej  niŜ  dziesięć  tysięcy  metrów.  Zgodnie  z  Ustawą  o  tajemnicy  państwowej  za 
nielegalne przekroczenie granic kampusu grozi doŜywocie.  

 

1996 CHERUB  uczcił  swoje  pięćdziesiąte  urodziny  otwarciem  basenu  nurkowego  i  krytej 

strzelnicy.  Na  uroczystości  zaproszono  wszystkich  byłych  agentów.  Gości  z  zewnątrz 
nie było. Zjawiło się ponad dziewięćset osób ściągniętych z róŜnych zakątków świata. 
Wśród  gości  znalazł  się  między  innymi  były  premier  oraz  gwiazdor  rocka,  który 
sprzedał  ponad  80  milionów  płyt.  Po  pokazie  sztucznych  ogni  goście  rozstawili  na-
mioty i przenocowali w kampusie. Następnego ranka przed odjazdem zebrali się wokół 
kaplicy, by uczcić pamięć czworga dzieci, które oddały za CHERUBA swoje Ŝycie.  

 

 

background image

CHERUB: Rekrut 

 

Tak  więc  przeczytaliście  CHERUB:  Dark  Sun.  Ale  czy  wiecie  w  jaki  sposób  James  Adams 
znalazł się w CHERUBIE. CHERUB: Rekrut opowiada historię Jamesa od dnia śmierci jego 
matki. Przeczytajcie o jego transformacji z leniwego tłuścioszka w świetnie wytrenowanego 
agenta  CHERUBA.  Spotkajcie  Laurę,  Jake'a,  Kerry  i  resztę  cherubinów  po  raz  pierwszy. 
Przeczytajcie  jak  James  udaremnia  największy  zamach  terrorystyczny  w  historii  Wielkiej 
Brytanii.  

CHERUB: Kurier 

 

Keith Moore jest największym w Europie handlarzem kokainy. Policja od ponad dwudziestu 
lat  poszukuje  dowodów,  które  pozwoliłyby  go  zamknąć.  Do  polowania  przystępuje  czworo 
agentów CHERUBA. Czy grupka dzieci zdoła przeniknąć do organizacji, którą bezskutecznie 
szturmowały  tuziny  najlepszych  tajnych  agentów?  James  Adams  zaczyna  od  podstaw, 
trudniąc  się  dostawami  dla  pomniejszych  handlarzy  narkotyków  i  stopniowo  poznając 
niebezpieczny  świat,  w  jakim  funkcjonują.  Będzie  musiał  zrobić  sporo  hałasu,  jeŜeli  chce 
zwrócić na siebie uwagę człowieka na szczycie i zdobyć jego zaufanie.  

CHERUB: Ucieczka 

 

W  ciągu  lat  swojej  działalności  CHERUB  wsadził  za  kratki  wielu  kryminalistów.  Teraz,  po 
raz pierwszy w swojej historii, musi wyciągnąć przestępcę z więzienia. Amerykańskie prawo 
dopuszcza, by dzieci oskarŜone o szczególnie cięŜkie przestępstwa były sądzone i skazywane 
jak  dorośli.  Dwustu  osiemdziesięciu  takich  młodocianych  przestępców  odsiaduje  swoje 
wyroki  w  więzieniu  znanym  jako  Arizona  Max.  W  jednej  z  najśmielszych  akcji  w  historii 
CHERUBA  James  musi  wcielić  się  w  rolę  przestępcy,  przedostać  do  Arizona  Max, 
zaprzyjaźnić z więźniem, a potem zorganizować mu ucieczkę.  

CHERUB: Świadek 

 

Kiedy  podrzędny  przestępca  nagle  zaczyna  szastać  pieniędzmi,  to  naturalne,  Ŝe  policja 
chciałaby  wiedzieć,  skąd  je  ma.  Kolejne  zadanie  Jamesa  wydaje  się  rutynowe:  zaprzyjaźnić 
się z dziećmi przestępcy, spenetrować jego dom, znaleźć trop. Jednak intryga, jaką odkrywa 
James, okazuje się bardziej zawikłana, niŜ wszyscy się spodziewali. Jedyną osobą, która moŜe 
znać  prawdę,  wydaje  się  zamknięty  w  sobie  osiemnastolatek.  Jest  tylko  jeden  problem: 
chłopiec spadł z dachu i zginął ponad rok wcześniej.  

CHERUB: Sekta 

 

Kiedy  CHERUB  odkrywa  powiązania  pomiędzy  organizacją  terrorystyczną  Help  Earth  a 
grupą bogatych fanatyków religijnych, nazywających się Wybrańcami, James Adams wyrusza 
do Australii, by wstąpić do sekty i odsłonić jej tajemnice. To najtrudniejsze zadanie, jakiego 
dotąd się podjął. PołoŜona na odludziu siedziba sekty jest całkowicie odizolowana od świata, 
a  wyrafinowane  techniki  manipulacyjne  Wybrańców  wystawiają  na  cięŜką  próbę  jego 
odporność  psychiczną.  Tym  razem  przeciwnikami  nie  są  zwykli  terroryści  –  James  musi 
stoczyć walkę o kontrolę nad własnym umysłem.  

background image

CHERUB: Bojownicy 

 

Codziennie tysiące zwierząt ginie w eksperymentach laboratoryjnych. Niektórzy twierdzą, Ŝe 
te eksperymenty walnie przyczyniają się do poszerzenia naszej wiedzy naukowej, inni zrobią 
niemal  wszystko,  aby  im  zapobiec.  Agenci  CHERUBA  James  i  Laura  Adamsowie  utknęli 
między jednymi, a drugimi.  

CHERUB: Wpadka 

 

Tajna  operacja  MI5  kończy  się  zagadkowym  morderstwem.  Jedyni  świadkowie  wydarzenia 
nie Ŝyją, zaś James Adams musi uŜyć całego swojego talentu i umiejętności, by ujść swoim 
prześladowcom  i  wydostać  się  z  Rosji  w  jednym  kawałku.  Tymczasem  jego  siostra  Laura 
wyrusza  na  swoją  pierwszą  solową  misję,  by  pomóc  rozpracować  szajkę  bezwzględnych 
handlarzy ludźmi. Kiedy James w końcu dociera do domu, odkrywa, Ŝe prawdziwy koszmar 
dopiero się zaczyna.  

CHERUB: Gangster 

 

Brytyjskim  podziemiem  przestępczym  rządzą  bezwzględne  gangi.  Kiedy  dwa  z  nich 
wszczynają  wojnę  o  wpływy,  fala  przemocy  zalewa  ulice.  Policja  potrzebuje  szybko 
informacji  i  James  jest  jedyną  osobą,  która  moŜe  je  zdobyć.  Wracając  na  miejsce  jednej  z 
wcześniejszych  misji,  musi  nawiązać  kontakty  ze  starymi  znajomymi  i  stawić  czoła  byłej 
dziewczynie, o której myślał, Ŝe nigdy juŜ jej nie zobaczy.  

CHERUB: Lunatyk 

 

Samolot pasaŜerski spada do Atlantyku, uśmiercając 345 osób. Śledczy podejrzewają zamach 
terrorystyczny,  ale  dochodzenie  nie  przynosi  Ŝadnych  rezultatów.  PrzeraŜony  dwunastolatek 
dzwoni  na  policyjną  gorącą  linię  i  obwinia  swojego  ojca  o  spowodowanie  katastrofy. 
Zapowiada się przełom w śledztwie, niestety wciąŜ brakuje niepodwaŜalnych dowodów, zaś 
chłopiec ma udokumentowaną historię problemów emocjonalnych i kłopotów z opanowaniem 
agresji. Laura Adams i  Jake Parker zostają wysłani, aby zbadać sytuację ale oni nienawidzą 
się  z  całego  serca  ze  wzajemnością.  Tymczasem  James  znowu  wpada  w  kłopoty  w 
kampusie...  

CHERUB: Generał 

 

Największy  ośrodek  szkoleniowy  do  prowadzenia  walk  w  terenie  miejskim  leŜy  na  pustyni 
niedaleko  Las  Vegas.  Czterdziestu  brytyjskich  komandosów  jest  ściganych  przez  cały 
amerykański  batalion.  Jednak  ich  dowódca  ma  asa  w  rękawie:  planuje  przeszmuglować 
dziesięciu agentów CHERUBA i rozegrać najlepszą grę wojenną wszech czasów.  
 
 
Ta  ksiąŜka  została  specjalnie  napisana  i  wydana  (w  Wielkiej  Brytanii)  na  Światowy 
Dzień  KsiąŜki  2008.  Światowy  Dzień  KsiąŜki  to  międzynarodowe  święto  ksiąŜek  i 
czytania jako takiego. W tym roku Wielka Brytania i Irlandia obchodzą to święto po raz 
jedenasty.