background image

 

 

 

 

 

ANNETTE BROADRIC 

 

 

 

 

 

TYMCZASOWE MAŁŻEŃSTWO 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

Jordan  Trent  szybko  przemierzał  długi  korytarz  wiodący  do 

gabinetu  Mallory'ego.  Z  ponurym  rozbawieniem  obserwował,  jak 

grupka pracowników rozpierzcha się na jego widok niczym zwierzyna 

na widok charta. 

Tym razem Mallory posunął się za daleko. Jordan postanowił, że 

powie mu, bez owijania w bawełnę, co myśli o nim i jego cholernych, 

nagłych przypadkach. Miał już serdecznie dość nieustannego napięcia, 

jakie  wiązało  się  z  tą  pracą.  Jest  przecież  na  urlopie  i  potrzebuje 

każdej minuty odpoczynku, ale Mallory zdawał się tego nie rozumieć. 

Jak on śmiał wywinąć mu taki numer! Jordan przyrzekł sobie, że ktoś 

za to zapłaci. 

Dochodząc  do  właściwych  drzwi  nawet  nie  zwolnił  kroku. 

Chwycił klamkę i otworzył je jednym szarpnięciem,, nie troszcząc się 

o pukanie. 

James  Mallory,  bez  większego  zaskoczenia,  podniósł  wzrok 

znad  papierów.  Jego  twarz  nie  wyrażała  żadnych  uczuć.  Mallory 

nigdy  nie  zdradzał  swoich  myśli,  a  uczuć  -  jak  Jordan  wiedział  z 

doświadczenia - nie posiadał. 

Nie  czekając  na  zaproszenie  opadł  na  wyściełany  fotel,  stojący 

przed porysowanym biurkiem. 

- Lepiej, żeby to było coś ważnego - rzucił ostrzegawczo. 

Mallory  odchylił  się  w  tył  na  fotelu  i  wytrzymał  natarczywe 

spojrzenie mężczyzny siedzącego po drugiej stronie biurka. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- I jak było na urlopie, J.D.? 

-  I ty jeszcze mnie o to pytasz?!  Zabawne! Co, u diabła, jest aż 

tak cholernie ważne, że nie mogło poczekać do przyszłego tygodnia?! 

Mallory  przez  kilka  minut  w  milczeniu  obserwował  młodszego 

od siebie mężczyznę. 

-  Wydawało  mi  się,  że  parę  wolnych  dni  powinno  cię  lepiej 

nastroić  do  świata  -  wzruszył  ramionami.  -  Ale  trudno  wymagać, 

żebym zawsze miał rację. 

- Nie potrzebuję twoich złośliwych komentarzy, Mallory. Po co 

wytaczasz przeciwko mnie całą artylerię? 

Mallory lekko uniósł krzaczaste brwi. 

- Jaką artylerię? 

-  Wiesz  doskonale,  o  czym  mówię.  Powiedziałeś  tamtejszej 

policji, że jestem poszukiwany w Stanach! 

- Bo jesteś - spokojnie odparł Mallory. 

- Pozwoliłeś im myśleć, że jestem wyjątkowo niebezpieczny. 

- Bo jesteś - potwierdził skinięciem głowy. 

-  I  że  jestem  poszukiwany  przez  rząd...  „Bo  jesteś"  -  dorzucił, 

przedrzeźniając  szefa.  -  Cholerny  świat,  Mallory!  Twoje  tak  zwane 

poczucie humoru wymaga pewnych regulacji. 

-  Czy  chcesz  przez  to  powiedzieć,  że  zszargałem  ci  opinię  na... 

Jakże się nazywa ta wysepka? 

-  Nieważne.  Nagle  okazało  się,  że  jestem  persona  non  grata  

poproszono mnie, żebym wyjechał. I to natychmiast. 

Mallory wzruszył ramionami. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Ignorowałeś moje wezwania. 

A  wiesz  dlaczego?  To  był  mój  pierwszy  urlop  od 

osiemdziesiątego roku. Pięć lat, Mallory, bez urlopu! Cholera, dobrze 

wiem, że przecież nie jestem twoim jedynym agentem! Więc dlaczego 

akurat ja? 

- Bo tym razem potrzebuję twoich specjalnych uzdolnień. 

-  Jakich  specjalnych  uzdolnień?  Rzadkiego  talentu  wymykania 

się śmierci? 

-  To  także  -  skinął  głową  Mallory.  -  Poza  tym  masz  jednak 

niezwykły  talent  osiągania  tego,  co  zaplanowałeś.  Obawiam  się,  że 

tym razem będzie nam potrzebny ten twój talent. 

- Wzruszasz mnie, Mallory. Naprawdę. Ileż to już lat pracuję dla 

ciebie?  Osiem...  Dziesięć?  I  coś  mi  się  zdaje,  że  jest  to  pierwszy 

komplement,  jaki  od  ciebie usłyszałem...  ja  czy  ktokolwiek  inny.  Jak 

sądzisz, może powinieneś go powtórzyć? Nagrałbym to sobie. Wiesz, 

byłoby  to  coś  w  rodzaju  maleńkiej  pamiątki,  żebym  jakimś 

nieprawdopodobnym  zbiegiem  okoliczności  nie  zapomniał  o  twoim 

uznaniu dla mnie. 

Mallory  rozparł  się  w  fotelu  i  położył  nogi  na  blacie  biurka. 

Przez chwilę przyglądał się Jordanowi, wydymając wargi. 

-  No,  tak  -  przyznał  złośliwie.  -  Przede  wszystkim  posiadasz 

talent  omijania  wszystkich  regulaminowych  procedur,  które  się  tu 

stosuje, co od czasu do czasu wywołuje coś w rodzaju zamieszania... 

- No to mnie wywal - twardo zaproponował Jordan. 

- Bardzo ci się spieszy - zauważył Mallory spokojnie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Masz  rację.  Jestem  już  za  stary  na  taki  tryb  życia,  Mallory. 

Powtarzam ci to od dwóch lat. 

-  Zgadza  się.  Ale  wcale  tak  nie  uważasz  i  obaj  dobrze  o  tym 

wiemy. Uwielbiasz życie na ostrzu noża, gdy przetrwanie zależy tylko 

od twojego sprytu i instynktu - urwał i zapalił papierosa. 

-  Przyznaj  się,  J.D.  -  dodał,  wypuszczając  kłąb  dymu.  - 

Nudziłbyś się, żyjąc inaczej. 

Jordan z niesmakiem rozpędził dym. 

- Dzięki, doktorze Mallory.  Ile jestem panu winien za poradę w 

kwestii życiowego powołania? 

Mallory pozwolił sobie na miły uśmieszek. 

- To jeszcze jeden z przysługujących ci przywilejów. Nawet nie 

żądam zapłaty. 

- Bardzo ładnie. Czy masz pojęcie, jak zrujnował mnie samolot 

na drugą stronę globu, byle dalej od ciebie? Ale i tak nie dość daleko, 

jak się okazuje! 

-  Postaram  się,  żeby  zwrócono  ci  koszty.  Spokojny  głos 

Mallory'ego  sprawił,  że  Jordan  przez  chwilę  przyglądał  mu  się  w 

milczeniu. 

- Ta sprawa naprawdę musi być poważna - powiedział wreszcie. 

- Nigdy w życiu nie widziałem, żebyś popuścił choć centa. 

Mallory niewzruszenie wytrzymał jego wzrok. 

- W tej sprawie naprawdę cię potrzebuję. 

- A cóż to za sprawa...? 

- Czy mówi ci coś nazwisko Trevor Monroe? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Jasne. Jest senatorem stanu Wirginia. 

- I szefem Zagranicznej Komisji Śledczej Senatu. 

- Jesteśmy śledzeni? - zażartował Jordan. - Znowu? 

-  Nie.  W  tej  sprawie  dostaliśmy  zgodę  na  zniesienie  wszelkich 

ograniczeń w działaniu. 

-  Aż  boję  się  pytać  -  powoli  rzekł  Jordan.  Jeszcze  nigdy  nie 

słyszał,  żeby  Mallory  mówił  takim  tonem.  Cokolwiek  miał  na 

warsztacie, sprawa była poważna. 

- Żona senatora miała pewne problemy ze zdrowiem. Postanowił 

wysłać  ją  do  specjalisty  w  Wiedniu.  Z  oczywistych  względów 

wiedziało  o  tym  tylko  kilka  osób.  Pozycja  senatora  wobec  naszego 

rządu jest dość delikatna. 

-  Więc  czego  on  chce?  Inwigilacji?  Ochrony?  A  może  mam 

udawać jego szwagra? 

-  Szkoda,  że  nie  pomyśleliśmy  o  tym  wcześniej  -  westchnął 

Mallory. - Widzisz, Frances Monroe zniknęła dwa dni temu w drodze 

do wiedeńskiej kliniki, gdzie miała poddać się badaniom. 

Jordan  od  razu  zdał  sobie  sprawę  z  konsekwencji  tego  faktu  - 

zakładnik  w  osobie  członka  rodziny  urzędnika  państwowego 

natychmiast zapewnia porywaczom pełną współpracę tegoż urzędnika. 

- Wiedzą, kto to zrobił? 

- Nie, ponieważ nie nadaliśmy sprawie rozgłosu i, jak dotąd, nikt 

się nie przyznał. 

- Jakieś dziury w ochronie? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Mallory  natychmiast  pojął,  że  Jordan  już  zapomniał  o  urazie, 

jaką  wywołał  jego  przymusowy  powrót  z  urlopu.  Szybko  zrozumiał, 

że  rząd  ma  duży  problem,  który  może  przybrać  katastroficzne 

rozmiary, jeśli nie potraktuje się go poważnie. 

-  Pracujemy  nad  tym.  Prowadzimy  szeroko  zakrojone 

poszukiwania pani Monroe. 

- A moja rola? 

-  Przypuszczamy,  że  zabrano  ją  do  Europy  Wschodniej.  Znasz 

ten  teren  lepiej  niż  ktokolwiek  inny,  masz  tam  wtyczki.  Liczymy,  że 

zdołasz ją wydostać. 

-  Nigdy  nie  żądasz  za  wiele,  co,  Mallory?  -  zauważył  Jordan  z 

wyraźnym  przekąsem  w  głosie.  Potrząsnął  głową  i  wyciągnął  przed 

siebie nogi. 

- Wiem, że wolisz pracować sam... - zaczął Mallory. 

-  Ja  muszę  pracować  sam  -  gładko  wpadł  mu  w  słowo  Jordan, 

przyglądając się z wyjątkową uwagą połyskowi własnych butów. 

- Tak. No cóż, trudno. Tym razem jednak będziecie we dwójkę. 

Jordan  lekko  wyprostował  się  i  powolutku  podnosił  wzrok, 

dopóki nie napotkał spojrzenia Mallory'ego. 

- Żadnych wyjątków, Mallory. 

- Rozumiem, co czujesz, J.D. Zwłaszcza po tym, co przytrafiło ci 

się w zeszłym roku w Stambule... 

- A więc pamiętasz, że mój tak zwany współpracownik usiłował 

mnie ukatrupić? 

- Przykry wypadek... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Byłby jeszcze bardziej przykry, przynajmniej dla mnie, gdyby 

mu się udało. 

-  Tym  razem  nie  musisz  martwić  się  o  lojalność.  Twój 

współpracownik w razie potrzeby zawsze będzie przy tobie. 

-  Dziękuję,  nie  skorzystam  -  Jordan  nie  odrywał  wzroku  od 

Mallory'ego,  który  przecież  był  jego  bezpośrednim  szefem.  Marzył  o 

tym,  żeby  mieć  jakąś najmniejszą  możliwość  wglądu  w  jego  procesy 

myślowe. 

Po  incydencie  w  Stambule  Jordan  próbował  przekonać  szefa, 

żeby  go  wylał...  bezpośrednio  po  tym,  jak  Mallory  cisnął  do  kosza 

pismo  z  rezygnacją  Jordana,  nie  zaszczycając  podania  nawet  jednym 

spojrzeniem.  Podczas  tamtej  rozmowy  Jordan  dowiedział  się  paru 

rzeczy  o  agencji,  w  której  pracował.  To  zajęcie  było  dożywotnie. 

Niestety,  statystyki  mówiły,  że  w  tym  zawodzie  nie  należy  się 

martwić o zbyt odległą przyszłość. 

-  Dlaczego  nie  mogę  złapać  wieczornego  lotu  do  Wiednia  i 

zobaczyć,  jak  wygląda  sytuacja?  Jeżeli  będę  potrzebował  posiłków, 

natychmiast się z tobą skontaktuję, uwierz mi. 

- To nie takie proste. 

- Nigdy nie mówiłem, że to będzie proste. Jeżeli jednak chcesz, 

żebym użył swoich kontaktów, muszę być sam. 

- W porządku, ona nie... 

-  Ona?  O  czym  ty  mówisz,  Mallory?  Ona?  Przecież  nie  mamy 

kobiet agentów! 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Lauren  właściwie  nie  jest  agentką,  choć  pracuje  w  jednym  z 

naszych departamentów. 

Jordan wstał i zaczął krążyć pomiędzy biurkiem i oknem. 

- Zwariowałeś, Mallory? Chcesz, żebym wziął do akcji kobietę? 

Amatorkę? 

-  Lauren  pracuje  w  departamencie  szyfrów.  Jest  bardzo  bystrą 

kobietą... A właściwie, to... dama i w dodatku geniusz matematyczny. 

Ściągnęliśmy ją wprost z uczelni. I jest poliglotką. 

Jordan  wsparł  dłonie  na  biodrach,  zatrzymał  się  i  spojrzał  na 

Mallory'ego. 

- Dla mnie może nawet skakać o tyczce, śpiewać hymn stojąc na 

głowie i zdobywać medale na olimpiadzie. Nie chcę jej! 

- Nie masz wyboru. Senator nalega, żebyśmy posłali tam kobietę 

ze względu na jego żonę. Podejrzewa, że będzie jej potrzebne moralne 

wsparcie. 

Jordan znów zaczął krążyć. 

-  Nie  wierzę  ci.  Po  prostu  nie  wierzę.  Chcesz,  żebym  dokonał 

cudu,  a  jeszcze  przywiązujesz  mi  do  nogi  potężny  kamień  i  mówisz, 

że nie mam wyboru. 

Mallory  nie  patrzył  na  Jordana.  Pochylił  się  i  nacisnął  klawisz 

interkomu. 

-  Poproś  do  mnie  pannę  Lauren  Mackenzie  -  polecił,  kiedy 

odezwał się jakiś bezosobowy głos.  Opuścił nogi na podłogę i  złożył 

dłonie przed sobą. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Po  co  jakaś  niewyszkolona  kobieta  ma  mieszać  się  w  tę 

sprawę,  Mallory?  Nie  wiadomo,  co  nas  tam  czeka.  Daj  mi  najpierw 

sprawdzić... 

-  Nie  ma  na  to  czasu  -  stanowczo  uciął  Mallory.  -  Macie  z 

Lauren rezerwację na wieczorny lot. W jej paszporcie podano, że jest 

twoją żoną. 

- Moją żoną? - powtórzył niemal szeptem. Mallory skinął głową. 

- Będzie mniej komplikacji. 

Jordan podszedł do okna, odchylił żaluzje i przez chwilę patrzył 

na  znajomy  krajobraz,  po  czym  odwrócił  wzrok  od  okna  i  spojrzał 

przez ramię na Mallory'ego. 

-  Nie  mam  zielonego  pojęcia  o  żonach  i  małżeństwie.  A  już 

zupełnie nie wyobrażam sobie, jak obca kobieta w roli mojej żony ma 

uprościć sprawę. 

-  Będziecie  musieli  pracować  razem  przez  cały  czas,  z 

wyjątkiem  chwil,  kiedy  będziesz  chciał  skontaktować  się  ze  swoimi 

wtyczkami.  Wtedy  Lauren  będzie  typową  amerykańską  małżonką, 

biegającą po sklepach w czasie, gdy mąż zajmuje się interesami. 

-  Jak  ty  to  robisz,  że  twoje  wyjaśnienia  brzmią  zupełnie 

rozsądnie, skoro wiem, że cały ten plan jest kompletnie szalony? 

Rozległo się pukanie do drzwi. Mallory lekko podniósł głos: 

- Wejść! 

Ze  swego  miejsca  przy  oknie  Jordan  obserwował,  jak  drzwi 

otwierają się i do pokoju wchodzi młoda kobieta. I  w tym momencie 

doszedł  do  wniosku,  że  ta  cała  historia  musi  być  jakimś  głupim 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

żartem.  Kobieta  wyglądała  jak  karykatura  pedantycznej  urzędniczki. 

Nikt już się tak nie ubiera! 

Oczywiście,  Jordan  nie  miał  zbyt  wielkiego  pojęcia  o  damskiej 

modzie.  Nie  znał  się  na  aktualnie  modnych  fryzurach  czy  kobiecych 

strojach.  Jednakże  ta  kobieta  sprawiała  wrażenie,  jakby  ani  fryzura, 

ani  ubiór  zupełnie  jej  nie  interesowały.  Miała  na  sobie  jakiś 

dwuczęściowy kostium, który dokładnie maskował jej figurę. Patrząc 

na nią, tak ubraną, nie był w stanie wywnioskować, czy jest chuda jak 

patyk,  czy  w  ostatnich  miesiącach  ciąży.  Włosy  miała  niedbale 

zwinięte  na  karku  w  luźny  koczek.  Parę  kosmyków  wysunęło  się  i 

zwisało  za  uszami  i  na  szyi.  Szylkretowe  oprawki  okularów  i 

wygodne  buty  na  płaskim  obcasie  przypominały  mu  postać 

bibliotekarki ze sztuki, którą widział na studiach. 

Mallory zawsze miał dość szczególne poczucie humoru, ale tym 

razem  Jordanowi  wydało  się,  że  naprawdę  przeholował  z  żartami. 

Jakby nie brał pod uwagę uczuć tego typu kobiety. 

Odprowadzał ją wzrokiem, kiedy nie spoglądając w stronę okna 

podeszła  do  biurka  Mallory'ego.  Przemówiła  niskim,  ładnie 

modulowanym głosem: 

- Pan mnie wzywał, panie Mallory? 

- Tak, Lauren. Usiądź, proszę - ruchem głowy wskazał jej jedno 

z krzeseł. - Chcę, żebyś poznała Jordana Trenta. Jak ci już mówiłem, 

właśnie z nim będziesz pracować. 

Jordan patrzył, jak kobieta powoli obraca się w jego stronę. Nie 

zmieniła wyrazu twarzy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Miło  mi,  panie  Trent  -  mruknęła,  skłaniając  głowę  w  jego 

kierunku,  po  czym  usiadła,  założyła  nogę  na  nogę  i  spokojnie 

przeniosła wzrok na Mallory'ego. 

Nigdy  w  życiu  nie  doznał  odprawy  w  tak  doskonałym  stylu  i 

stwierdził,  że  to  niezbyt  miłe  wrażenie.  Wyglądało  na  to,  że 

mężczyzna, który w ciągu kilku najbliższych dni miał grać w jej życiu 

rolę męża, nie wywarł na niej szczególnego wrażenia. 

Właściwie,  to  jej  zachowanie  nie  powinno  być  dla  niego 

zaskoczeniem.  Z  całą  pewnością  nie  był  wcieleniem  sekretnych 

kobiecych marzeń. Codziennie oglądał się w lustrze i wiedział, że jego 

ostre  rysy,  ponury  wyraz  twarzy  i  potężny  wzrost  budziły  raczej  lęk 

niż zaufanie. 

-  Teraz,  kiedy  się  już  znacie  -  oznajmił  Mallory  bezbarwnym 

tonem - chciałbym omówić z wami cały plan. 

Jordan niechętnie powrócił na swój fotel, co sprawiło, że znalazł 

się w bezpośrednim sąsiedztwie Lauren Mackenzie. 

Spojrzała  na  niego  przelotnie  i  posłała  mu  nieśmiały,  lekki 

uśmiech.  Gdyby  się  jej  nie  przyglądał,  pewnie  nawet  by  tego  nie 

zauważył. Nagle coś przyszło mu do głowy. Ona jest nieśmiała! Czy 

to  dlatego  nosi  takie  ubranie,  ten  skuteczny  kamuflaż,  czy  też  przy-

wdziała  je  tylko  na  jego  użytek?  Niezależnie  od  przyczyny,  z 

pewnością była to ostentacja. 

-  A  zatem  -  zaczął  Mallory,  zaglądając  do  leżących  przed  nim 

dokumentów  -  Lauren  odpowiada  ogólnemu  opisowi  wyglądu  pani 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Monroe.  Po  wyjściu  stąd  musi  natychmiast  zmienić  uczesanie  i 

rozjaśnić włosy, żeby zwiększyć podobieństwo. 

- Po co? - zapytał Jordan. 

- Ponieważ, o ile uda wam się odnaleźć panią Monroe w którymś 

z  tych  europejskich  krajów,  będzie  mogła  go  opuścić  używając 

paszportu Lauren. 

- Bawisz się w domysły, Mallory? - zakpił Jordan. 

-  Przecież  nie  wiemy,  gdzie  znajdziemy  panią  Monroe,  ani  w 

jakim stanie fizycznym - obejrzał się na Lauren. 

-  Właściwie  dlaczego  zgadza  się  pani  brać  udział  w  tej 

potencjalnie niebezpiecznej operacji? 

Lauren  uważnie  i  niemal  z  przerażeniem  obserwowała 

siedzącego  obok  niej  mężczyznę.  Nie  miał  w  sobie  nic  z  człowieka, 

którego  wyobraziła  sobie  po  pierwszej  rozmowie  z  Mallory'm. 

Ponieważ  prawie  wcale  nie  widywała  podwładnych  Mallory'ego, 

sądziła  zatem,  że  ludzie  kierowani  przez  niego  do  tajnych  zadań 

specjalnych  powinni  być  raczej  mało  charakterystyczni,  aby  w  razie 

konieczności stopić się z otoczeniem. Natomiast ten człowiek w żaden 

sposób  nie  mógłby  przemknąć  nie  zauważony  -  o  tym  była  święcie 

przekonana. 

Miał prawie dwa metry wzrostu, czarne, przenikliwe oczy, które 

zdawały  się  przewiercać  ją  na  wylot.  Mocno  skręcone  włosy,  jak 

krucze  pióra  lśniły  w  świetle  padającym  od  okna.  Wysokie  kości 

policzkowe i silny podbródek dopełniały obrazu mężczyzny, z którym 

nikt  o  zdrowych  zmysłach  nie  odważyłby  się  zadzierać.  I  na  pewno 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

nie  był  w  jej  typie.  Rozumiała  jednak,  że  niestety,  jej  osobiste 

upodobania nie mogły być brane pod uwagę w tych okolicznościach. 

-  Powiedziano  mi,  że  potrzebna  jest  osoba  o  wyglądzie 

odpowiadającym  mojemu  rysopisowi,  więc  chciałam  pomóc  - 

wyjaśniła spokojnie. 

- Nie ma pani pojęcia - Jordan potrząsnął głową - w co się pani 

pakuje! 

- Możliwe. Mam nadzieję, że wyjaśni mi to pan po drodze. 

Czy  dobrze  usłyszał  w  tym  cichym  głosie  nutkę  sarkazmu? 

Przyjrzał  się  jej  nieco  uważniej.  Podniosła  na  niego  spokojne 

spojrzenie szarych oczu. 

-  Czy  musi  pani  nosić  okulary?  -  zapytał  gwałtownie.  Z 

satysfakcją  stwierdził,  że  zaskoczył  ją  tą  uwagą,  ale  zaraz  sam  się 

zawstydził własnej reakcji. 

-  Tylko  do  patrzenia  z  bliska,  panie  Trent.  Niestety,  większość 

pracy, jaką wykonuję, wymaga patrzenia z bliska. 

- No to w naszej podróży nie będzie pani miała zbyt wiele pracy 

„wymagającej  patrzenia  z  bliska".  Powinno  to  panią  pocieszyć  - 

odparł, leniwie przesuwając wzrokiem po jej postaci. 

Lauren  poczuła,  jak  ogarnia  ją  gniew  i  nie  po  raz  pierwszy 

pożałowała, że odziedziczyła, podobno typowy dla rudowłosych ludzi, 

krewki  temperament.  Ta  kąśliwa  uwaga  była  niepotrzebna  i 

niesprawiedliwa.  Czy  on  wyobraża  sobie,  że  zgłosiła  się  tylko  po  to, 

żeby spędzić trochę czasu w roli jego żony? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Uniosła  dłoń  i  zdjęła  okulary.  Odszukała  w  torebce  etui, 

umieściła w nim okulary, i etui z powrotem w torebce, a wszystkie te 

czynności  wykonała  z  metodyczną  dokładnością,  wreszcie  podniosła 

wzrok. 

- Czy tak lepiej? 

Jordan na  chwilę  stracił  zdolność  mówienia.  Dopiero  teraz,  bez 

grubych  oprawek  okularów,  objawiło  się  całe  piękno  jej  oczu.  Były 

ogromne,  szeroko  rozstawione,  ocienione  ciemnymi  frędzlami  rzęs, 

które  dodawały  im  tajemniczej  głębi.  Wciąż  spoglądały  na  niego  bez 

zmrużenia powiek. 

-  Yyy  -  odchrząknął  i  skinął  głową.  -  Tak.  Po  prostu 

zastanawiałem  się...  To  znaczy...  -  niepewnie  zawiesił  głos.  Skąd,  u 

diabła, przyszło mu do głowy, że ta kobieta jest nieśmiała? Sądząc po 

spojrzeniu i lekkim rumieńcu powlekającym policzki, nie trafił na listę 

jej ulubieńców. 

- Czy masz jakieś pytania, J.D.? - zagadnął Mallory. 

-  Pytania?  Nie.  Mam  za  to  parę  zastrzeżeń  -  obrócił  się  wraz  z 

fotelem  tak,  by  znaleźć  się  naprzeciw  Lauren.  -  Nie  mam  do  pani 

żadnych  osobistych  uprzedzeń  i  na  pewno  nie  chcę  dyskryminować 

pani  ze  względu  na  płeć.  Martwi  mnie  jednak  to,  że  mam  zabrać  ze 

sobą kogoś bez odpowiedniego przeszkolenia. To zbyt niebezpieczne. 

Nie  mam  ochoty  na  dodatkowe  utrudnienia  -  znowu  zwrócił  się  do 

Mallory'ego. 

-  Czy  nie  możesz  jakoś  uspokoić  senatora  i  dać  mi  szansę, 

żebym spróbował sam? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Nie. 

Natychmiastowa  odpowiedź  i  twardy  ton,  jakim  została 

wypowiedziana,  położyły  kres  wszelkiej  dyskusji  na  ten  temat.  Po 

dłuższej chwili milczenia odezwał się Mallory: 

- Coś jeszcze? 

Jordan szczycił się szybkim refleksem i umiejętnością wywijania 

z  najbardziej  kłopotliwych  sytuacji.  Teraz  jednak  nie  widział  innego 

wyjścia - musiał to powiedzieć. Zakłopotany, wymamrotał wreszcie: 

- Nie mam pojęcia, jak się udaje męża. 

Lauren  usiłowała  zachować  obojętny  wyraz  twarzy,  choć  nie 

mogła  się  powstrzymać  od  lekkiego  przygryzienia  dolnej  wargi,  by 

ukryć uśmiech. 

-  Obawiam  się,  że  nie  mamy  czasu  na  błyskawiczny  kurs 

pożycia małżeńskiego, J.D. - wyszczerzył zęby Mallory. 

- To nie jest zabawne. 

-  Zgadzam  się  z  tobą.  Sprawa  jest  śmiertelnie  poważna  i  to  w 

każdym  calu.  Wiem,  że  sobie  poradzisz,  inaczej  nie  nalegałbym  na 

powierzenie  jej  właśnie  tobie  -  Mallory  wstał,  dając  tym  do 

zrozumienia,  że  uważa  temat  za  zamknięty.  -  Rób  to,  co  zawsze 

najlepiej ci wychodzi, J.D. Improwizuj. 

Improwizuj,  cholera  -  myślał  wściekle  Jordan  w  kilka  godzin 

później, pakując się do drogi. Powinien był natychmiast odmówić. To 

jest  zupełnie idiotyczny  pomysł!  Co  ten Mallory  sobie  myśli?!  Może 

chce zabawić się w swatkę i znaleźć męża dla swojej małej szyfrantki? 

Ale  na  pewno  nie  będzie  nim  Jordan  Trent.  Zawsze  był  i  pozostanie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

samotnikiem.  Ten  tryb  życia  zupełnie  mu  odpowiadał.  Mallory  miał 

rację - Jordan lubił swoją pracę. Lubił nie wiedzieć, gdzie się znajdzie 

za  tydzień.  Lubił  emocję  i  niebezpieczeństwo,  nigdy  nie  chciał 

monotonii życia od dziewiątej do piątej, domu na przedmieściu, żony i 

dzieci. 

Więc  dlaczego  jest  taki  zdenerwowany?  Zadanie  będzie  trudne, 

ale  przecież  zna  kilku  ludzi,  którzy  zapewne  potrafią  rzucić  trochę 

światła na sprawę pani Monroe. 

Wbrew sobie musiał wreszcie przyznać, co go gnębi. Nie potrafił 

współżyć  z  innymi  ludźmi.  Nigdy  i  z  nikim nie  wiązał  się  na  dłużej, 

ani  z  kobietą,  ani  z  mężczyzną.  Taki  tryb  życia  został  mu  narzucony 

od najwcześniejszych lat dzieciństwa. 

Miał  osiem  lat,  kiedy  jego  matka  umarła  na  zapalenie  płuc. 

Babka, sama słabego zdrowia, postanowiła skontaktować się z ojcem 

Jordana, Morganem  Trentem,  który  mieszkał  w  Chicago,  i  to  od  niej 

po raz pierwszy w życiu dowiedział się, że ma syna. 

Trzeba  przyznać,  że  Morgan  Trent  natychmiast  przyleciał  do 

małego miasteczka w Południowej Kalifornii, gdzie Jordan urodził się 

i  mieszkał.  Nie  miał  żadnych  wątpliwości  co  do  swojego  ojcostwa. 

Ośmioletni  Jordan  nie  był  w  stanie  pojąć,  dlaczego  pewnego  dnia  w 

jego życiu pojawił się obcy mężczyzna, spakował jego rzeczy i zabrał 

go daleko, w nieznane otoczenie. 

Morgan wyjaśnił, że jest jego ojcem, ale dla Jordana nie miało to 

większego znaczenia. Radził sobie bez niego przez całe osiem lat. Po 

co  mu  teraz  ojciec?  Dziś,  patrząc  z  perspektywy  swych  trzydziestu 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

pięciu  lat,  Jordan  lepiej  mógł  docenić,  co  Morgan  pragnął  dla  niego 

uczynić. 

Nie  był  dzieckiem,  które  łatwo  poznać.  Jako  jedynak  szybko 

nauczył się  wyszukiwać sobie zajęcie, nie oglądając się na dorosłych 

ludzi.  Matka  pracowała  do  późna,  widywał  ją  bardzo  rzadko.  Babka 

miała opiekować się nim, ale nigdy nie interesowała się zbytnio, gdzie 

Jordan wychodzi i na jak długo. 

Dlatego  też  silnie  przeżył  nagłe  ograniczenie  wolności,  jakie 

narzucili  Jordanowi  ojciec  i  macocha.  Nie  lubił  ich  zasad,  ich 

wielkiego  domu  i  ich  trybu  życia  poddanego  zbyt  formalnym 

rygorom. 

Nigdy nie widział, aby tych dwoje okazywało sobie jakiekolwiek 

uczucie  lub  przyjaźń.  Nie  było  w  nich  spontaniczności,  jedynie 

sztywna, wymuszona konwersacja. 

Jordan chętnie poszedł do szkoły, aby tylko uciec z tego domu. 

Ale  w  szkole  nadal  żył  jak  samotnik.  Ten  tryb  życia  po  skończeniu 

studiów uczynił z niego doskonały materiał na agenta. 

Nie związany z nikim, mógł znikać na całe tygodnie bez słowa. 

Zawsze  świadomie  wybierał  sobie  niezbyt  dociekliwe  i  niezbyt 

zaborcze  przyjaciółki.  Przyzwyczaił  się  do  przebywania  z  takim 

typem kobiet, przy nich czuł się wolny i bezpieczny. 

Nie wiedział nic o kobietach podobnych do Lauren Mackenzie. 

Spojrzał  na  zegarek.  Powinien  podjechać  po  nią  za  niecałą 

godzinę.  Polecą  wahadłowcem  do  Nowego  Jorku,  spędzą  noc  w 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

powietrzu,  po  czym  we  Frankfurcie  przesiądą  się  na  samolot  do 

Wiednia. 

Złapał  się  na tym,  że  dziwnie  się  czuje, podróżując  samolotami 

pasażerskich linii lotniczych. Poprzednie wypady do Europy odbywał 

transportem wojskowym. 

Sprawdził  bilety,  które  dał  mu  Mallory.  Lecieli  pierwszą  klasą! 

Interesujące... Jordan chętnie dowiedziałby się, co Mallory kombinuje. 

Lauren  Mackenzie  stała  przed  lustrem  w  łazience  i  próbowała 

pogodzić  się  ze  swoim  nowym  wyglądem.  Jej  ciemnorude  włosy 

rozjaśniono  do  barwy  czerwonawego  złota.  Wiedziała,  że  musi  jak 

najszybciej  przyzwyczaić  się  do  tego  koloru.  Nie  stanie  się  przecież 

bardziej  wiarygodna  w  swej  roli,  jeżeli  za  każdym  spojrzeniem  w 

lustro będzie robiła zdziwioną minę. 

Zmienił się zresztą nie tylko kolor. Lauren nigdy nie poświęcała 

fryzurze zbyt wiele czasu. Miała gęste, zdrowe włosy i zwykle spinała 

je  z  tyłu.  Teraz  były  na  to  za  krótkie,  jak  piórka  okalały  jej  czoło  i 

zwijały się wokół uszu. 

Jak  bardzo  zmienia  kobietę  dobry  makijaż  i  nowe  uczesanie, 

pomyślała z uśmiechem. Może warto pozwolić, by zajmowali się tobą 

profesjonaliści. 

Kobieta,  która  pokazała  Lauren  jak  nakładać  makijaż, 

zachwycała się jej zdrową cerą. Lauren miała ten sam rodzaj skóry, co 

jej matka i siostry, nigdy się więc nad tym nie zastanawiała. Wiedziała 

tylko,  że  nie  może  się  opalać.  Na  słońcu  czerwieniała,  dostawała 

pęcherzy i cały naskórek łuszczył się. Kiedy zatem inne kobiety w jej 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

wieku  chodziły  na  plaże  lub  basen  i  tam  przebywały  wśród  ludzi, 

Lauren samotnie siedziała w cieniu i czytała. 

Ech,  do  licha,  jeśli  sądzić  po  przebiegu  ich  spotkania  dziś  po 

południu, pan Trent też nie grzeszy nadmiarem obycia towarzyskiego. 

Masz ci los! Jeszcze jeden problem. Nie może przecież nazywać 

swego męża panem Trentem. Mallory nazywał go „J.D.", ale to też jej 

nie  odpowiadało.  Przywodziło  na  myśl  faceta  z  cygarem  w  zębach, 

taki typ „grubej ryby", pana i władcę wszystkiego, czym zarządza. 

W paszportach, które dostali, przeczytała jego nazwisko: Jordan 

Daniel  Trent.  Ciekawe,  czy  ktokolwiek  nazywał  go  Jordanem?  A 

może  Daniel?  Dan?  Jordie?  Zadrżała  na  myśl,  jaką  jego  reakcję 

mogłoby wywołać użycie któregokolwiek z tych zdrobnień. 

Spoglądając na zegarek, szybko poprawiła makijaż i wróciła do 

sypialni,  gdzie  na  łóżku  leżała  otwarta  walizka.  Nie  mogła  pogodzić 

się z tak dużą ilością ubrań, jakie przewidziano dla niej na tę podróż. 

Kobieta, której zadaniem było przygotowanie wszystkiego dla Lauren, 

wyjaśniła  jej,  iż  oboje  powinni  wyglądać  tak,  jakby  byli  typowymi 

amerykańskimi  turystami,  których  po  prostu  stać  na  podróż  do 

Europy. 

Lauren wzięła do ręki niewielki stosik satyny i koronek. Były to 

kolorowe  koszule  nocne,  które  miała  nosić...  Ale  chyba  nie  w  jego 

obecności?  Nikt  nie  mówił,  że  powinni  udawać  małżeństwo  także 

wówczas, gdy znajdą się sami w hotelowych pokojach. A jeśli będzie 

tylko jeden pokój? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Zaczęła  spiesznie  przeszukiwać  szufladę.  Weźmie  jedną  ze 

swoich koszul, tak na wszelki wypadek. Wyciągnęła coś, co właściwie 

bardziej wyglądało na długą górę od piżamy niż koszulę. Dostała ją od 

siostry wiele lat temu i materiał wypłowiał już, ale wzór wciąż jeszcze 

był  widoczny  -  dobrze  znana  postać  z  kreskówek  siedziała  na  łóżku 

mówiąc do słuchawki telefonu: „Obawiam się, że spóźnię się dziś do 

pracy. Moja miotła nie chce zapalić". Meg  widocznie uważała, że jej 

siostra  potrzebuje  w  życiu  odrobinę  humoru.  Nigdy  nie 

potrzebowałam  go  bardziej  niż  właśnie  teraz,  pomyślała  Lauren, 

starając się nie wpaść w panikę. 

Nagle zadzwonił dzwonek u drzwi. Lauren aż podskoczyła.  I to 

się  nazywa  mieć  stalowe  nerwy  -  stwierdziła  z  autoironią.  Była  w 

trakcie  najbardziej  awanturniczego  przedsięwzięcia  w  życiu  i  nie 

miała  zamiaru  pozwolić,  by  ta  wielka  niewiadoma  onieśmielała  ją. 

Nigdy dotąd nie podróżowała  za ocean i szczerze mówiąc, wszystkie 

wakacje spędzała u rodziny. 

Ciekawe, co powiedzieliby jej rodzice, gdyby dowiedzieli się, że 

ma  zamiar  wyjechać  z  obcym  mężczyzną  i udawać  jego  żonę?  Kogo 

ona chce oszukać, siebie? Wiedziała przecież, co by sobie pomyśleli. 

A któż by myślał co innego? 

Już  słyszała  kpiny  Amy  i  Meg  na  temat  jej  bogatych 

doświadczeń z mężczyznami. 

Dzwonek  odezwał  się  znowu  i  Lauren  podbiegła  do  drzwi 

wejściowych. Sprawdziła, czy to na pewno pan Trent - och, nie Trent, 

ale Jordan! - szybko zdjęła łańcuch i otworzyła drzwi. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jego  ubranie  bardzo  różniło  się  od  niedbałego  odzienia,  które 

miał  na  sobie  w  biurze.  Srebrzystoszary  garnitur  podkreślał  jego 

opaleniznę,  ciemne  włosy  i  oczy.  Jeżeli  przedtem  Jordan  Trent 

wyglądał imponująco, to teraz po prostu onieśmielał. 

Cofnęła się i zrobiła nieokreślony ruch dłonią. 

- Wejdź - poprosiła, zadowolona, że głos jej brzmi tak obojętnie. 

Jordan  wszedł  do  środka, tak,  że  mogła  już  zamknąć drzwi,  ale 

wciąż nie odrywał od niej wzroku. 

-  Co  oni  z  ciebie  zrobili?  -  zapytał,  a  jego  oczy  zwęziły  się 

leciutko. 

A  to  co  znowu?  Czy  musi  tak  od  razu  ustawiać  ich  wzajemne 

stosunki,  natychmiast  okazując  jej  całą  swoją  niechęć?  Co  on  sobie 

wyobraża? Czy spodziewał się, że Lauren zaatakuje go przy pierwszej 

sposobności i wolał ten atak uprzedzić? 

Pan 

Mallory 

przecież 

powiedział 

ci, 

że 

będę 

ucharakteryzowana tak, aby być podobna do Frances Monroe. 

- Czy ona tak właśnie się ubiera? - zapytał z nutką oczywistego 

niedowierzania w głosie. 

Lauren  spojrzała  na  sukienkę,  którą  miała  na  sobie.  Specjalnie 

wybrała ją na podróż. Podobno materiał jest niemnący, nadaje się do 

ręcznego  prania  i  szybko  schnie  -  idealne  cechy  stroju  podróżnego. 

Uniosła podbródek. 

-  Czy  z  moją  sukienką  jest  coś  nie  w  porządku?  -  zapytała 

groźnym tonem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Zbyt  późno,  niestety,  Jordan  zorientował  się,  że  Lauren  źle 

zrozumiała 

jego 

słowa. 

Ciemnozielona 

sukienka 

doskonale 

uświadomiła mu, że stoi przed nim kobieta o figurze bez skazy. Jeżeli 

kształty, które uwydatniał obcisły strój, stanowiły zaledwie zapowiedź 

tego, co było pod spodem, jej pojawienie się, na przykład w kostiumie 

kąpielowym, spowodowałoby niezłe zamieszanie na każdej plaży. 

-  Och,  nie!  Jest  zupełnie  w  porządku!  Po  prostu  jestem 

zaskoczony.  Sądziłem,  że  pani  Monroe  jest  starszą  kobietą.  Ta 

sukienka  nie  wygląda...  To  znaczy...  Ty  nie  wyglądasz...  -  Cholerny 

świat! Czuł, że pogrąża się coraz głębiej każdym następnym słowem. 

- Pani Monroe jest chyba po trzydziestce. 

- A ty ile masz lat? 

-  Nie  sądzę,  aby  mój  wiek  był  tu  istotny.  Ale  jeśli  chcesz 

wiedzieć, to mam dwadzieścia pięć lat. 

-  Och?  Kiedy  zobaczyłem  cię  wcześniej,  sądziłem,  że...  -  auu, 

Trent,  nie  kończ  tego  zdania,  jeżeli  masz  jeszcze  choć  odrobinę 

instynktu samozachowawczego: 

-  Sądziłeś,  że...?  - powtórzyła  ze  szczerym  zainteresowaniem  w 

oczach. 

- Eee... z tego, co powiedział mi Mallory, myślałem, że jesteś... 

hmm... dużo starsza. 

-  Rozumiem  -  ruszyła  do  sypialni  po  walizkę.  W  przejściu 

zatrzymała się i obejrzała. - Czy to sprawia ci jakąś różnicę? 

- Skądże - zapewnił ją pospiesznie. - Nic a nic! Patrzył w ślad za 

nią, kiedy znikała w sypialni. Cóż, niezły początek! O mały  włos nie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

obraził  jej,  zanim  jeszcze  zdążyli  wyruszyć.  A  przynajmniej,  jak 

przypuszczał,  mogłaby  poczuć  się  urażona.  Co  może  myśleć  o  sobie 

kobieta z takim wyglądem, jak Lauren Mackenzie? No tak. Ale wobec 

tego,  jaki  był  cel  tej  maskarady  w  biurze?  Cóż,  jeśli  się  nad  tym 

zastanowić, to tak uwydatniana uroda mogłaby powodować u męskiej 

części  jej  współpracowników  pewne  rozkojarzenie.  Oczywiście,  na 

niego  nie  miała  żadnego  wpływu.  Lauren  pojawiła  się  w  drzwiach, 

niosąc walizkę. 

- Czy to wszystko, co bierzesz? 

- Powiedzieli mi, żebym miała jak najmniej bagażu. 

- Dziwne. Pomyślałem sobie, że kobiety powinny mieć mnóstwo 

bagażu.  Te  przynajmniej,  które  znałem,  miały  zawsze  ze  sobą  co 

najmniej pół tuzina toreb. 

Lauren podeszła bliżej i postawiła walizkę u jego stóp. 

- Chyba musimy sobie coś niecoś wyjaśnić od razu na początku 

naszej współpracy, panie Trent. Nie chcę być porównywana do innych 

kobiet  z  pańskiego  życia.  W  zamian  za  to  powstrzymam  się  od 

czynienia  jakichkolwiek  porównań  między  panem  a  mężczyznami, 

których ja miałam okazję poznać. 

Lodowaty ton i wyniosła mina zdenerwowały go. 

W  końcu  chciał  tylko  pogadać,  ot,  żeby  przełamać  lody. 

Tymczasem ich rozmowa z minuty na minutę coraz bardziej okrywała 

się szronem i soplami. 

-  Nie  nazywaj  mnie  panem  Trentem,  Lauren.  Wiem,  że  to 

wszystko  stanowi  dla  ciebie  nowość,  ale  wolałbym,  abyś  zamiast 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

dekonspirować  nas  przy  pierwszej  okazji,  dała  mi  niewielką  szansę 

doprowadzić tę sprawę do końca. 

- Oczywiście - skinęła głową. - Jak mam cię nazywać? 

Spojrzał na nią zaskoczony. Czyżby nawet nie zapamiętała jego 

imienia? Wzruszył ramionami. 

- Przyjaciele mówią do mnie Jordan. 

-  Ach?  Twoi  przyjaciele?  Ulżyło  mi,  że  masz  przyjaciół.  Pan 

Mallory  opisał  mi  ciebie  jako  klasycznego  samotnego  wilka, 

chadzającego własnymi drogami. 

- Bo tak jest. Ale w przeciwieństwie do tego, co mogłoby ci się 

wydawać, udało mi się jednak zdobyć w życiu paru przyjaciół. - Jego 

głos powoli stawał się coraz bardziej napięty i ostry. 

Lauren błysnęła zębami w imitacji uśmiechu. 

-  Co  kto  lubi,  nieprawdaż?  -  rzuciła  i  spoglądając  na  zegarek 

dodała: - Czy nie powinniśmy już iść? Spóźnimy się. 

Jordan podniósł jej walizkę i skierował się do wyjścia. Poszła za 

nim, starannie zamykając drzwi na klucz. 

Przynajmniej  nie  muszę  się  martwić  o  to,  że  narażam  ją  na 

niebezpieczeństwo, myślał Jordan w windzie. Prawdopodobnie zanim 

będzie jej coś groziło, sam zamorduję ją, własnoręcznie. 

W  kilka  godzin później  ich  samolot opuścił  lotnisko  w  Nowym 

Jorku i Lauren zorientowała się, że od chwili wyjścia z jej mieszkania 

zamienili zaledwie kilka słów. 

To się nigdy nie uda - pomyślała smutnie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Kątem  oka  spojrzała  na  Jordana.  Zdjął  marynarkę,  rozluźnił 

krawat i wydawał się być zagłębiony w lekturze gazety, którą podała 

mu stewardessa. Przeniosła wzrok na trzymany  w dłoniach magazyn. 

Czy  nie  powinni  rozmawiać,  snuć  plany,  poznawać  się  wzajemnie, 

cokolwiek? 

Odchrząknęła i powiedziała cicho: 

-  Czy  nie  powinniśmy  dowiedzieć  się  nieco  więcej  o  sobie,  o 

swojej  przeszłości,  tak  na  wszelki  wypadek,  przecież  może  zaistnieć 

taka sytuacja, w której będzie! to nam potrzebne? 

Jordan z wolna obrócił na nią wzrok. Miała rację - sam powinien 

był  o  tym  pomyśleć.  Nie  rozumiał  własnych  reakcji  emocjonalnych, 

jakie  w  nim  budziła.  Wyglądało  na  to,  że  pozwolił,  by  uczucia 

zdominowały rozsądek, a to mogło być groźne dla nich obojga. 

Skinął głową. 

- Może zaczniesz? - zaproponował. 

Lauren  poczuła  się  cokolwiek  urażona  jego  niechęcią  do 

zwierzeń. 

- Urodziłam się i spędziłam dwadzieścia jeden lat w Pensylwanii 

-  zaczęła.  -  Moi  rodzice  do  dziś  mieszkają  w  Reading.  Mam  dwie 

siostry... Jedną starszą, a drugą młodszą... - urwała, usiłując przypom-

nieć sobie to wszystko, co było naprawdę ważne w jej życiu. - Jestem 

bardzo  zżyta  z  całą  rodziną.  Staramy  się  być  razem  tak  często,  jak 

tylko to jest możliwe. Starsza siostra jest już mężatką, młodsza jeszcze 

studiuje. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Jak  mają  na  imię?  -  zapytał  Jordan,  sam  zdziwiony,  że  chce 

wiedzieć więcej, że stara się wyobrazić sobie jej dorastanie. 

Lauren lekko uniosła brwi. 

-  Meg... Margaret jest  starsza. Reaguje  wyłącznie  na  imię  Meg. 

Amy jest najmłodsza. 

- Czy są do ciebie podobne? 

- Z  wyglądu, czy z zachowania? -  Lekko wzruszyła ramionami, 

gdy  nie  odpowiedział.  -  Myślę,  że  chyba  tak.  I  pod  jednym,  i  pod 

drugim względem. Wszystkie odziedziczyłyśmy szkocki temperament 

i rudawe włosy taty. 

-  Czy  one  też  są  geniuszami  matematycznymi?  Lauren 

przyłapała  się  na  obserwowaniu  wyrazu  jego  twarzy,  podejrzewając, 

że  ujrzy  sarkastyczną  minę.  Z  zaskoczeniem  stwierdziła  wyraz 

szczerego zainteresowania. Kątem oka pochwyciła ruch ponad głową i 

zobaczyła  przechodzącą  stewardessę,  która  uśmiechnęła  się  do  niej. 

Być może dostrzegła ich wcześniejsze milczenie i doszła do wniosku, 

że właśnie zawierają pokój. 

Może nawet tak było. 

-  Wszystkie  mamy  talent  do  cyfr.  Meg  używa  go  w  muzyce. 

Zupełnie nieźle gra na kilku instrumentach - zamyśliła się na chwilę. - 

Nie wiem, co z Amy. Jest rozmarzona, wiecznie z głową w obłokach. 

-  Podczas  gdy  ty  jesteś  logiczna  i  praktyczna  -  odezwał  się  z 

lekkim  uśmieszkiem,  który  nagle  wydał  jej  się  całkiem  czarujący. 

Powodował  na  jego  twarzy  cień  wrażliwości,  której  raczej  nie 

podejrzewała pod tą jego kamienną fasadą. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Staram  się,  ale  czasami  mnie  ponosi  -  impulsywnie  dotknęła 

jego ramienia. - Przepraszam za moje wcześniejsze uwagi. Nie zawsze 

zachowuję  się  tak  wobec  ludzi,  których  właśnie  poznałam.  W  jakiś 

sposób udało ci się zaleźć mi za skórę. 

Wyszczerzył zęby. 

- Skoro już mowa o przeprosinach, to sam nie jestem bez winy. 

Nie powinienem przecież wyładowywać na tobie mojej wściekłości z 

powodu tej roboty, przez którą straciłem cały tydzień urlopu. 

Przez chwilę siedzieli w milczeniu, obserwując się wzajemnie. 

-  Szczerze  mówiąc  -  wyznała  po  chwili  Lauren  -  wydawało  mi 

się, jakbym została ci narzucona. 

-  I  miałaś  rację,  właśnie  tak  było.  Ale  powinienem  już 

przyzwyczaić  się  do  tego,  że  mną  rządzą.  Nasz  system  pracy  na 

pewno  nie  ma  nic  wspólnego  z  demokracją  -  jeden  człowiek,  jeden 

głos. Cokolwiek Mallory powie, tak musi być. 

- Co nie powstrzymało cię od próby zmiany jego decyzji. 

- Dlatego, że od czasu do czasu udawało mi się przekonać go, że 

mój plan jest lepszy. 

Lauren  przesunęła  magazyn  leżący  na  jej  kolanach  i  Jordan 

zauważył  nagły  błysk  światła.  Ujął  w  dłoń  jej  lewą  rękę.  Na 

serdecznym  palcu,  obok  złotej  obrączki,  błyszczał  pierścionek  z 

brylantem. 

- Skąd je masz? - zapytał cicho. Lauren uśmiechnęła się szeroko. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Jak  to,  kochanie,  nie  pamiętasz,  że  dałeś  mi  je  w 

najradośniejszej  chwili  mego  życia?  -  zatrzepotała  rzęsami  i  posłała 

mu tak oszałamiający uśmiech, że zaczął się śmiać. 

Zmiana,  jaka  w  nim  zaszła,  tak  zaskoczyła  Lauren,  że  mogła 

tylko  gapić  się  na  niego  ze  zdumieniem  w  oczach.  Znikł  poznany 

niedawno  mężczyzna  o  twardym  wyrazie  twarzy.  Ładnie  wykrojone 

usta  Jordana  ukazywały  białe  zęby,  ostro  kontrastujące  z  opaloną 

twarzą.  Oczy  mu  błyszczały  i  po  raz  pierwszy  w  życiu  Lauren 

dostrzegła,  jak  bardzo  pociągające  mogą  być  ciemne  tęczówki.  Ten 

błysk w jego oczach zafascynował ją. 

-  A  teraz  ty  -  powiedziała  z  uśmiechem.  -  Co  powiesz  o  sobie? 

Siostry? Bracia? Gdzie się wychowałeś? 

-  Urodziłem  się  w  Kalifornii  -  zaczął  Jordan,  jakby  czytając 

wcześniej przygotowany scenariusz - przeprowadziłem do Chicago w 

wieku ośmiu lat, większość młodzieńczych lat spędziłem w szkołach z 

internatem w Nowej Anglii. 

- Och... - zawahała się na chwilę, po czym zapytała: 

- A rodzice? Czy żyją? 

- Ojciec tak. Mama umarła, kiedy byłem dzieckiem. 

-  Och  -  powtórzyła,  nie  wiedząc,  co  powiedzieć.  Jego  głos  nie 

zdradzał emocji. - Więc jesteś jedynakiem? 

Potwierdził skinieniem głowy. 

Lauren poczuła, że ogarnia ją chłód i zadrżała lekko. 

-  Zimno  ci?  -  zapytał  i  sięgając  ponad  głowę  zamknął 

wentylator. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Dziękuję - powiedziała miękko. 

-  Może  chcesz  koc  i  poduszkę?  Mamy  przed  sobą  długą  noc. 

Sam  też  przespałbym  się  trochę.  Czuję  się  tak,  jakbym  ostatnie  dwie 

doby spędził w powietrzu. 

-  Jordan dał  znak  stewardessie,  która  natychmiast  podeszła  i  na 

jego prośbę przyniosła koce i poduszki. 

- Jordan? - zagadnęła Lauren, kiedy się już usadowili. 

- Hmm? 

-  Jak  długo  jesteśmy  po  ślubie?  -  zapytała  miękko.  Odwrócił 

głowę, patrząc z bliska w jej oczy. 

- Nie wiem. A jak długo chciałabyś? 

-  Może  trzy  lata?  To  dałoby  czas,  żeby  się  do  siebie 

przyzwyczaić, co o tym myślisz? 

- Nie mam pojęcia. Trzy lata brzmią chyba tak samo dobrze, jak 

każdy inny okres czasu. 

- Czy mamy dzieci? 

- Nie - odparł gwałtownie. 

- Nie chcesz mieć dzieci? 

-  Lauren,  po  co  zadajesz  te  wszystkie  śmieszne  pytania?  Mój 

stosunek do dzieci nie ma przecież związku z naszą robotą. 

- Niekoniecznie. W jakiejś chwili może mieć i dlatego sądzę, że 

powinniśmy jednak o tym mówić. 

Westchnął. 

-  Teraz  już  wiem,  dlaczego  jesteś  dobrą  szyfrantką.  Zawsze 

musisz znać wszystkie odpowiedzi, co? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Nie zawsze wszystkie, o nie! Ale lubię wyzwanie, jakie stawia 

przede mną każda łamigłówka. 

-  Doskonale,  a  teraz  już  śpij.  Kiedy  skończymy  nasze  zadanie, 

wyfrunę z twojego życia równie szybko, jak pojawiłem się w nim. Nie 

jestem łamigłówką, którą musisz rozwiązywać. 

Trzepiąc  poduszkę  i  moszcząc  się  w  fotelu,  Lauren  myślała  o 

tym, co przed chwilą Jordan powiedział. Bez  wątpienia ma rację, nie 

będą  razem  na  tyle  długo,  aby  musiała  go  analizować  i  zrozumieć. 

Mimo  to  czuła,  że  powinna  wybadać,  jakie  wydarzenia  w  jego  życiu 

sprawiły, że stał się taki, jakim dał się dzisiaj poznać. Im dłużej z nim 

rozmawiała,  tym  lepiej  zauważała,  jak  często  chowa  się  do  swoich 

ochronnych skorup. 

Przymknęła oczy  z  westchnieniem. Z jakiegoś powodu, którego 

sama nie potrafiła określić, zapragnęła nagle wywołać z pamięci obraz 

uśmiechniętego mężczyzny, który mignął jej przed oczami. 

Wiedziała, że jej nienasycona ciekawość raz jeszcze wzięła górę 

i  że  nie  spocznie,  dopóki  nie  rozwiąże  skomplikowanej  łamigłówki, 

którą tym razem był Jordan Trent. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

Do  Frankfurtu,  gdzie  mieli  złapać  połączenie  do  Wiednia, 

przylecieli w porze śniadania. 

Lauren czuła się tak, jakby w ogóle nie zmrużyła oka. A jednak 

musiała się zdrzemnąć, gdyż inaczej nie obudziłaby się rano z głową 

na piersi Jordana i ciasno opleciona jego ramionami. 

Kiedy i jak to się stało? 

Zaledwie  poruszyła  się,  otworzył  oczy,  całkowicie  przytomny. 

Lauren  nigdy  dotąd  nie  widziała  u  nikogo  tak  doskonałego  refleksu. 

Wymamrotała przeprosiny i poszła do łazienki. Widok własnej twarzy 

w  lustrze  przeraził  ją,  zaczęła  czym  prędzej  zacierać  ślady 

niewyspania.  Przyczesała  włosy,  poprawiła  makijaż  i  zmusiła  się  do 

powrotu na miejsce obok czekającego na nią mężczyzny. 

Jordan wstał z fotela, przeprosił ją bez dodatkowych komentarzy 

i ruszył  w kierunku łazienki. Lauren odetchnęła z ulgą. Potrzebowała 

paru  chwil  samotności.  Spojrzała  na zegarek  i  uświadomiła  sobie,  że 

lądują  już  za  parę  minut  i  że  cała  zabawa  dopiero  się  zacznie.  Będą 

musieli przejść przez odprawę celną. 

Zanim usiedli w restauracji na lotnisku, Lauren zdołała nieco się 

uspokoić. Lądowanie i odprawa nie okazały się aż takie trudne, jak się 

spodziewała. 

-  Jak  się  czujesz?  -  zapytał  Jordan,  pijąc  już  drugą  filiżankę 

kawy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Dużo lepiej! Nie wiem, czym się tak denerwowałam. Odprawa 

nie była taka straszna. 

-  Nie,  tym  razem  nie.  Co  kraj  to  obyczaj.  Jeżeli  pojedziemy 

dalej, możesz spotkać się z całkiem innym zachowaniem. 

- Myślisz, że naprawdę pojedziemy? 

- Mam nadzieję, że nie, ale pewien będę dopiero, kiedy spotkam 

się z kilku osobami - urwał, rozejrzał się dokoła i dodał ciszej: - Omal 

nie zapomniałem. Od tej chwili, nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, 

że jesteśmy sami, nie rozmawiajmy na temat tego, co robimy, zgoda? 

Skinęła głową. 

-  Po  prostu  pamiętaj,  że  jesteśmy  małżeństwem  na  wakacjach. 

Postaraj się wejść w tę rolę. 

-  Nie  martwią  mnie  wakacje,  tylko  to  małżeństwo...  Troszkę 

jestem tym skonsternowana... 

-  Och,  naprawdę?  -  Usta  drgnęły  mu  lekko.  -  Do  tej  pory 

ukrywałaś to wcale dobrze. 

-  Tak,  cóż,  teraz,  kiedy  zbliża  się  czas,  że  będziemy  musieli 

dzielić pokój... 

-  Wiem.  Nic  na  to  nie  poradzę.  Musimy  pozostawać  tak  blisko 

siebie,  jak  to  tylko  jest  możliwe.  Będę  musiał  wychodzić  na  krótko, 

ale  poza  tym  przez  najbliższe  parę  dni  musimy  być  jak  papużki 

nierozłączki. 

Lauren  zauważyła,  że  jego  wzrok  niedbale  wędruje  po  jej 

dekolcie i poczuła rumieniec zalewający policzki. Nich to szlag trafi, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

tak czy owak! Czy on nie rozumie, że jej sytuacja i bez tego jest dość 

niezręczna? 

-  Mam  nadzieję,  że  przynajmniej  łóżka  będą  oddzielne  - 

mruknęła, siląc się na obojętność. 

- Dlaczego? Rozkopujesz się? Spojrzała na niego bez słowa. 

- Nie mów mi, że nigdy w życiu nie spałaś z mężczyzną. - Oczy 

Jordana zwęziły się lekko. 

Lauren  poczuła,  jak  jej  twarz  okrywa  się  rumieńcem 

zakłopotania. 

Jordan podniósł rękę do czoła i jęknął: 

- Nie, Mallory! Powiedz, że mi tego nie zrobiłeś! 

-  opuścił  dłoń  i  spojrzał  na nią  z  ukosa.  -  Co  cię  napadło,  żeby 

udawać czyjąś żonę, skoro najwyraźniej nie masz żadnej praktyki? 

Lauren wyprostowała się i wytrzymała jego wzrok. 

- Gdybym  wiedziała, że potrzebna jest praktyka łóżkowa, wierz 

mi,  nie  zgodziłabym  się  nigdy.  Powiedziano  mi  jedynie,  że  jestem 

potrzebna  ze  względu  na  podobieństwo  do  pani  Monroe.  Nigdy  nie 

było mowy o tym, jak mamy się oboje prowadzić! 

- Rozumiem - odparł, rozbawiony jej oburzeniem. 

- Jeśli potrzebujesz kobiety, jestem pewna, że znajdziesz ją gdzie 

indziej - zauważyła z surową godnością. 

- Tak, to prawda. Oczywiście, przez najbliższe parę dni będę tak 

zajęty,  że  chyba  nie  wykroję  ani  trochę  czasu  na  polowanie  -  ledwie 

dostrzegalnie wzruszył ramionami w geście udanej nonszalancji. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Ale  będę  się  cholernie  starał  powstrzymać  moje  zwierzęce 

żądze  -  nie  mógł  już  dłużej  ukryć  swojego  rozbawienia.  -  Przyznaję, 

że  to  będzie  trudne,  gdyż  twoja  dziewiczość  i  czystość  białej  lilii 

będzie  mnie  wodzić  na  pokuszenie.  -  Mówiąc  te  słowa  Jordan 

zorientował się nagle, że nie są one do końca tylko błazenadą. 

Nie miał najmniejszego zamiaru kochać się z nią. Cholera, nawet 

nie  był  pewny,  czy  ją  lubi!  I  pomimo  szeroko  rozpowszechnionego 

mniemania  o  ludziach  jego  profesji,  nigdy  nie  czul  pociągu  do 

przypadkowych  przygód  seksualnych.  A  już  na  pewno  nie  miał 

zamiaru zaczynać z dwudziestopięcioletnią dziewicą. 

-  Mam  nadzieję,  że  przynajmniej  pana  bawi  dokuczanie  mi, 

panie...  -  nagle  wyciągnął  dłoń  i  Lauren  poprawiła  się:  -  Jordan. 

Twoje grubiańskie uwagi wcale mnie nie dotknęły. 

Głęboki  pąs  zadawał  kłam  jej  dumnym  słowom,  ale  Jordan 

doszedł  do  wniosku,  że  lepiej  to  przemilczeć.  Nie  miał  pojęcia, 

dlaczego tak lubi jej dokuczać. Chyba dlatego, że tak łatwo dawała się 

prowokować. 

Nagle  zawstydził  się.  Miał  przed  sobą  kobietę  wyrwaną 

znienacka ze znajomych, rodzimych realiów, a mimo to radzącą sobie 

całkiem  nieźle.  Ileż  odwagi  wymagać  musiała  zgoda  na  podróż  z 

zupełnie  obcym  człowiekiem,  który  w  dodatku  nie  czynił  żadnych 

wysiłków, aby ułatwić jej sytuację. 

Ale  niech  go  szlag  trafi,  jeśli  będzie  przepraszał.  Nie  on  ją 

zaangażował. Jeśli nie potrafiła powiedzieć „nie", to jej sprawa. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Nagle oczami wyobraźni ujrzał ich dwoje w łóżku. Podejrzewał, 

że  Lauren  na  pewno  będzie  umiała  powiedzieć  „nie",  jeżeli  spróbuje 

czegokolwiek w tej sytuacji! 

Zauważył, że skończyła jeść. 

- Gotowa? - zapytał. 

-  Tak  -  odparła  zdławionym  głosem.  Wstał  z  westchnieniem  i 

wyciągnął dłoń. 

.-  Matka  nie  miała  czasu  uczyć  mnie  dobrych  manier,  Lauren, 

ale przepraszam, jeśli obraziłem cię tymi żartami. 

Podniosła  na  niego  oczy,  wstała  powoli  i  podała  mu  dłoń. 

Zmarszczyła nos w uśmiechu. 

-  Już  powinnam  przyzwyczaić  się  do  tego,  że  ze  mnie  żartują. 

Cała  moja  rodzina to  urodzeni  żartownisie  -  delikatnie  cofnęła  rękę  i 

dodała:  -  Po  prosu  nie  znam  cię  na  tyle  dobrze,  żeby  wiedzieć,  jak 

przyjmować twoje słowa. Ale nauczę się. 

Milczeli,  kiedy  regulował  rachunek.  Dopiero  w  drodze  do 

wyjścia Jordan powiedział: 

-  Nie  musisz  obawiać  się,  że  zacznę  cię  napastować.  Nie 

wykorzystam sytuacji, Lauren. 

Przez chwilę nie podnosiła głowy, potem spojrzała mu wprost w 

oczy. 

-  Dziękuję,  Jordan  -  odezwała  się  oschle.  -  Doceniam  twoje 

zapewnienie.  Chcę,  abyś  wiedział  -  ciągnęła  śmiertelnie  poważnym 

tonem - że ja również powstrzymam swe żądze, i ty także nie musisz 

się niczego obawiać. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Zaskoczony  jej  słowami  Jordan  odrzucił  głowę  w  tył  i 

wybuchnął  radosnym  śmiechem.  Głęboki,  donośny  dźwięk  jego 

śmiechu  sprawił,  że  kilka  osób  obejrzało  się  za  nimi.  Objął  ją 

ramieniem  i  przytulił  do  siebie  na  moment.  Wciąż  ze  śmiechem 

wyciągnął rękę do uścisku: 

-  Co  za  ulga,  Lauren.  Pozwól,  że  ci  to  powiem.  Cieszę  się,  że 

jestem z tobą bezpieczny. Dawaj grabę! 

I  raz  jeszcze  Lauren  ujrzała  w  nim  tego  mężczyznę,  którego 

obraz  pochwyciła  przedtem  na  mgnienie  oka.  Jego  urok  był 

nieodparty.  Zastanawiała  się,  co  powinna  robić,  aby  ten  obraz 

pojawiał się częściej. 

Zanim  dotarli  do  hotelu,  w  którym  mieli  zamieszkać  podczas 

pobytu  w  Wiedniu,  Lauren  przestało  obchodzić,  z  kim  będzie dzielić 

łóżko.  Pragnęła  jedynie  znaleźć  miejsce,  gdzie  mogłaby  się  położyć 

na parę godzin. Ostatni całonocny sen pozostał w jej pamięci jedynie 

mglistym wspomnieniem. 

Odkąd zaproponowano jej udział w tej podróży, nie spała wiele. 

Nieraz miała wielką ochotę wycofać się. Jedynie mocne poczucie fair 

play  i  świadomość,  że  może  pomóc  w  trudnej  sytuacji powstrzymały 

ją od tego kroku. 

A  teraz  była  zbyt  zmęczona,  by  myśleć  o  czymkolwiek. 

Pozwoliła, by Jordan prowadził ją tam, gdzie chciał, byle szybko i we 

właściwą  stronę.  Zanim  dotarli  do  hotelowego  pokoju,  zaledwie 

uświadomiła sobie, gdzie jest. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Zobacz,  masz  szczęście.  Nie  będziemy  walczyć  o  kołdrę, 

przynajmniej dziś w nocy. 

Lauren spojrzała w stronę ustawionych obok siebie łóżek. Pasek 

torebki  zsunął  się  jej  z  ramienia.  Torba  upadła  na  podłogę,  a  Lauren 

nawet nie pomyślała o tym, żeby ją podnieść. 

Jordan podszedł bliżej i przyjrzał się uważnie jej twarzy. 

- Jesteś wykończona, prawda? 

Lauren  uniosła  ciężkie  powieki  i  z  niechęcią  stwierdziła,  że 

Jordan wygląda świeżo i rześko. 

- Może położysz się na chwilę? Ja i tak muszę wyjść. Lauren bez 

słowa usiadła na łóżku. 

- Nie masz ochoty najpierw przebrać się w coś wygodniejszego? 

- zapytał, kiedy zaczęła opadać na poduszkę. 

Z westchnieniem zamknęła oczy i jęknęła cicho. 

Uśmiechnął się i usiadł obok niej. Zaczął delikatnie zdejmować 

jej buty. 

Lauren  nagle  otworzyła  oczy.  Trzepnęła  palcami  dłoń  Jordana, 

sięgającą do jej paska. 

- A cóż ty robisz? 

-  Pomagam  mojej  żonie  -  zaakcentował  to  słowo  -  ułożyć  się 

wygodnie.  Doprawdy,  kochanie,  kiedy  jesteś  zmęczona,  robi  się  z 

ciebie prawdziwa jędza. 

Lauren  był  zbyt  wyczerpana,  by  dyskutować.  Poza  tym  miał 

rację...  we  wszystkim.  Zmusiła  się  do  przyjęcia  pozycji  siedzącej  i 

zaczęła rozpinać sukienkę. Nagłe zatrzymała się. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Czy  to  znaczy,  że  mam  ci  w  ten  sposób  dostarczać  rozrywki 

przez cały czas naszego tu pobytu? - spytała. 

Wyszczerzył zęby i wstał. 

- Obawiam się, że nie tym razem. Muszę już iść. Spóźnię się na 

spotkanie. 

-  Jakie...?  -  zaczęła  Lauren,  ale  on  nagle  pochylił  się  i  mocno 

pocałował  ją  w  usta.  Była  zbyt  zaskoczona,  by  protestować.  Zanim 

oderwał się od niej, mogła już tylko wytrzeszczać zdumione oczy. 

-  Musisz  się  z  tym  pogodzić,  Lauren  -  wyszeptał,  muskając 

ustami jej ucho. - Zaufaj mi, wiem co mówię. Nie możemy pozwolić 

sobie na żadne ryzyko. Rozumiesz? 

Skinęła głową. Jordan wyprostował się. 

-  Do  zobaczenia,  kochanie  -  rzucił,  wziął  klucz  od  pokoju  i 

zamknął  za  sobą  drzwi.  Kiedy  otworzył  je  w  kilka  sekund  potem, 

wciąż  jeszcze  gapiła  się  na  nie.  -  Nie  wychodź  beze  mnie.  Postaram 

się wrócić jak najszybciej, zgoda? 

Lauren sztywno skinęła głową, jak kukiełka. 

-  Grzeczna  dziewczynka  -  powiedział  z  uśmiechem  i  znowu 

zamknął za sobą drzwi. Tym razem już się nie wrócił. 

Pocałunek spowodował widocznie przypływ adrenaliny do krwi, 

bo  Lauren  dźwignęła  się  z  łóżka  i  postanowiła  wziąć  prysznic.  Po 

powrocie  do  sypialni  poczuła  przyjemne  odprężenie.  Otuliła  się 

aksamitnym  szlafrokiem  i  wsunęła  pod  kołdrę.  Zasnęła  z  myślą,  że 

gotowa  jest  na  wszystko,  co  szykował  jej  los,  ale  przedtem  musi 

koniecznie odpocząć. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

W  jakiś  czas  później  obudził  ją  chrobot  klucza  obracanego  w 

zamku.  Lauren  sennie  otwarła  oczy.  Przez  chwilę  nie  potrafiła 

określić, gdzie się znajduje. W pogłębiającym się wieczornym mroku 

pokój  wydał  jej  się  zupełnie  obcy.  Wtedy  otwarły  się  drzwi  i  wszedł 

Jordan. 

Usiadła na łóżku i zapaliła lampę. 

-  Halo  -  powiedział  Jordan.  -  Wygląda  na  to,  że  trochę 

odpoczęłaś. 

Cieszył się, że jego głos brzmi tak obojętnie. Wyglądała bardzo 

ładnie,  siedząc  tak  skąpana  w  miękkim  blasku  lampy,  z 

rozczochranymi włosami i zaskoczeniem w oczach. W chwili, gdy ją 

taką  zobaczył,  zaparło  mu  dech  w  piersi.  Jej  lekko  lśniąca  skóra  na 

szyi  zdawała  się  wzywać  go,  zapraszać,  żeby  ją  pieścił.  On  jednak 

wiedział, że to niemożliwe. 

-  Chyba  odpoczęłam  -  wyszeptała,  nieco  oszołomiona.  -  Która 

godzina? 

- Taka, że pora coś zjeść. Jak ci się podoba moja propozycja? 

- Bardzo. 

Jordan otworzył walizkę i zaczął w niej czegoś szukać. 

-  Szybko  wezmę  prysznic  i  zobaczymy,  gdzie  uda  nam  się 

znaleźć jakiś przytulny lokal. 

Patrzyła  za  nim,  kiedy  znikał  w  łazience.  Zaledwie  zamknął 

drzwi,  wyskoczyła  z  łóżka  i  podbiegła  do  szafy,  w  której  powiesiła 

swoje  ubrania.  Ubierała  się  szybko,  jak  do  pożaru.  Uczesanie  i 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

makijaż  zajęły  jej  trochę  więcej  czasu,  ale  i  tak  była  gotowa,  zanim 

wyszedł z łazienki. 

Wybrał swobodny strój, pasujący do wakacyjnego charakteru ich 

podróży.  Wciągana  przez  głowę  koszula  dokładnie  opinała  jego 

ramiona szeroką pierś. Lauren do tej pory nie zdawała sobie sprawy z 

jego silnej budowy. 

Utrzymywanie  ciała  w  doskonałej  kondycji  fizycznej  stanowiło 

zapewne  część  jego  pracy.  Lauren  marzyła  jedynie  o  tym,  by  nie 

uświadamiać sobie tak wyraźnie jego męskości. Przeraziła się, że ma 

to wypisane na twarzy i zaczęła gorączkowo grzebać w torebce. 

- Zgubiłaś coś? - zapytał, przyglądając się jej uważnie. 

- Och... e... nie. Chciałam tylko sprawdzić, czy wszystko mam - 

tłumaczyła, lekko zmieszana. 

- Gotowa? 

- Tak. 

W  milczeniu  wyszli  na  ulicę.  Jordan  podprowadził  ją  do 

samochodu zaparkowanego na rogu. 

-  Skąd  go  wziąłeś?  -  zapytała  z  zaskoczeniem,  kiedy  otworzył 

drzwiczki i gestem zaprosił ją do środka. 

-  Muszę  mieć  nieco  swobody  ruchów,  więc  wynająłem 

samochód.  A  poza  tym  potrzebujemy  takiego  miejsca,  gdzie 

moglibyśmy swobodnie rozmawiać. 

Jadąc powoli ulicami miasta Jordan wyjaśniał: 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Możesz  to  uznać  za  głupie,  ale  chcę,  żebyśmy  wszędzie 

zachowywali  się  tak,  jakby  nasze  ruchy  były  obserwowane,  a 

rozmowy były na podsłuchu. Także w hotelowym pokoju. 

- To dlatego...? 

-  ...  pocałowałem  cię  dziś  po  południu?  -  dokończył  za  nią.  - 

Tak.  Musimy  zdawać  sobie  sprawę  z  tego,  gdzie  jesteśmy  i  co 

próbujemy zrobić. 

- Czy udało ci się dowiedzieć czegoś na temat pani Monroe? 

- Tak, i jest to kolejny powód, dla którego wynająłem samochód. 

Rano jedziemy do Brna. 

- Gdzie to jest? 

- W Czechosłowacji. 

- Czy ona tam jest? 

-  Istnieje  duże  prawdopodobieństwo.  Wystarczająco  duże,  żeby 

sprawdzić. 

- A więc twoi przyjaciele pomogli ci? 

-  To  nie  byli  przyjaciele,  głuptasku.  Są  ludzie  gotowi  za 

odpowiednią kwotę sprzedać własną matkę. 

- Och... 

-  Przykro  mi,  że  rozwiałem  twoje  złudzenia  co  do  szlachetnej 

natury ludzkiej - powiedział po kilku minutach milczenia. 

-  Nie  o  to  chodzi.  Uważałam  tylko,  że  mój  styl  życia  i  mojej 

rodziny,  to  jest  coś  zupełnie  naturalnego,  że  tak  żyją  wszyscy.  W 

ciągu  naszego  dotychczasowego  życia  nie  zdarzyło  się  nam  nic 

niezwykłego,  nic  złego...  Szliśmy  po  prostu  przed  siebie,  akceptując 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

nasze  domy,  pracę  i  przyjaciół.  Nigdy  tak  naprawdę  nie 

zastanawiałam się nad tym, jak żyją inni. 

- Na całym świecie spotkasz podobne do siebie typy ludzi. Ale w 

moim zawodzie zdarza mi się współpracować z innym rodzajem istot 

ludzkich  niż  te,  z  którymi  miałaś  do  czynienia...  -  urwał  i  potem 

mruknął  coś  pod  nosem.  Lauren  spojrzała  na  niego.  Miał  gniewny 

wyraz twarzy. 

- Co mówiłeś? 

- Mówiłem, że mam nadzieję, iż nie będziesz musiała stykać się 

z nimi. W tych warunkach jednak nie mam pojęcia, jak ustrzec cię od 

takiej możliwości. 

Uśmiechnęła się. 

- Jestem dorosłą kobietą, wiesz o tym. Nie potrzebuję ochrony. 

- Trzymaj się tej myśli, Lauren. Pewnie będzie ci potrzebna. 

Wybrana  przez  nich  restauracja  była  pusta  i  cicha.  Przyszli  za 

wcześnie, nie była to jeszcze pora na kolację. Lauren odpowiadało to, 

gdyż  mogła  przywyknąć  do  nowego  otoczenia,  nie  będąc  obser-

wowaną przez innych i nie odnosząc przykrego wrażenia, iż wszyscy 

wokoło wiedzą, że jest cudzoziemką. 

- Miałeś kontakt z panem Mallory? - zapytała przy deserze. 

- Pośrednio. 

- Czy dowiedział się czegoś więcej na temat damy, o którą nam 

chodzi? 

- Nie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Och. Więc nie ma pojęcia, kto może być za to odpowiedzialny 

- rzekła cicho. 

-  Nie  chcę  jeszcze  w  tej  chwili  wymieniać  nazwisk,  ale  mam 

pewne  uzasadnione  podejrzenia.  Powiedzmy,  że  im  wcześniej  ją 

znajdziemy, tym lepiej dla niej. 

Lauren  zadrżała,  słysząc  ponury  ton  jego  głosu  i  widząc  wyraz 

jego  twarzy.  Miała  przed  sobą  człowieka,  którego  nie  chciałaby 

nazwać swoim wrogiem. 

A kochankiem? - podszepnął jakiś cichy głosik, który zdawał się 

rozbrzmiewać  w  jej  głowie.  Ta  myśl  zaszokowała  ją.  Lauren  nigdy 

dotąd  nie  patrzyła  na  mężczyzn  pod  tym  kątem.  Tych  kilku,  których 

znała, to byli zwyczajni znajomi, z reguły związani uczuciowo z kimś 

innym. 

Nagle  zupełnie  jasno  uświadomiła  sobie,  że  nie  ma  zbyt 

wielkiego  pojęcia  o  mężczyznach.  Dobrze  znała  tylko  swojego  ojca, 

ale przecież ojcowie się nie liczą. Uśmiechnęła się do tej myśli. 

- Bardzo chciałbym wiedzieć, co dzieje się w tej twojej ślicznej 

główce  -  miękko  powiedział  Jordan,  obserwując  zmiany  zachodzące 

na twarzy Lauren oświetlonej płomieniem świecy. 

Uśmiechnął się, kiedy zobaczył, że na jej policzkach pojawia się 

rumieniec. 

- Założę się, że twoje myśli warte są więcej niż grosik. 

-  Wątpię  -  odparła,  starając  się  ukryć  zmieszanie.  -  Właściwie 

myślałam  o  moich  rodzicach  -  oznajmiła,  z  lekka  tylko  mijając  się  z 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

prawdą. - Kiedy już wrócę do domu, trudno będzie nie powiedzieć im 

o mojej podróży do Europy. 

- To nie będzie łatwe do wyjaśnienia, prawda? 

-  Tak.  Pan  Mallory  kazał  mi  mówić  wszystkim,  także  rodzinie, 

że jadę na dodatkowy specjalistyczny kurs do Kalifornii. 

-  To  brzmi  sensownie.  Trzeba  uważać  na  takich, którzy  zawsze 

wszystko  muszą  wiedzieć.  Oni  są  najgorsi.  Najlepiej  jest  mówić  jak 

najmniej. Zmniejsza się prawdopodobieństwo przecieku. 

-  Tak,  Mallory  wyjaśnił  mi  to.  Rozumiem  przyczyny  - 

westchnęła  smutno  i  zaczęła  dyskretnie  rozglądać  się  po  luksusowej 

restauracji. 

- Może jeszcze kiedyś tu wrócisz - podsunął. 

- Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. 

-  Nalegaj  na  spędzenie  w  Wiedniu  miodowego  miesiąca  - 

zażartował. 

Zapatrzyła się w odbicie płomienia świec w jego oczach i nagle 

pojęła, że pomimo nieprzyjaznego początku ich znajomości, nigdy już 

nie będzie mogła myśleć o Wiedniu, nie wspominając Jordana Trenta. 

Spuściła  oczy  na  obrus  i  spostrzegła,  jaki  jest  piękny  i 

kosztowny, po czym sięgnęła po filiżankę kawy. 

- Lauren? 

Ton,  jakim  wypowiedział  jej  imię,  zmusił  ją  do  podniesienia 

wzroku. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Przepraszam.  Czy  znowu  dotknąłem  jakiegoś  wrażliwego 

punktu?  Chyba  mam  prawdziwy  talent  do  urażania  cię,  nawet  o  tym 

nie wiedząc. 

- Nie uraziłeś mnie. 

-  Ale  tą  wzmianką  o  miodowym  miesiącu  w  Europie  -  ...chyba 

tak. Potrząsnęła głową. 

-  Nie,  naprawdę  nie.  Myślałam  tylko,  czy  w  ogóle  taka 

możliwość kiedykolwiek zaistnieje, to wszystko. 

- Dlaczego? Wzruszyła ramionami. 

-  Należę  po  prostu  do  ludzi,  którzy  raczej  pozostają  samotni 

przez całe życie. 

Wymamrotał brzydkie słowo, ale soczyste. Spojrzała mu w oczy, 

zdumiona jego tak „subtelnie" wyrażoną pasją. 

- Podejrzewam, że jakiś dureń złamał ci serce i zdecydowałaś się 

już nigdy nie zaufać żadnemu mężczyźnie. 

Jej nagły  wybuch śmiechu zaskoczył go. Po raz pierwszy ujrzał 

ją  naprawdę  rozbawioną  i  musiał  przyznać,  że  jest  urocza.  Czasami 

bywa nieprzenikniona, ale teraz jest urocza i pełna wdzięku. 

- Nie możesz mylić się bardziej - wykrztusiła wreszcie. 

- O? 

- Spójrz na mnie. Nie należę do kobiet, za którymi uganiają się 

mężczyźni, sam przyznaj. 

Jordanowi nagle przypomniała się taka Lauren, jaką ujrzał po raz 

pierwszy:  brzydkie  okulary,  workowaty  kostium,  kiepskie  buty  na 

niskich  obcasach,  niedbale  upięte  włosy  i  omal  nie  skrzywił  się  na 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

wspomnienie swojej ówczesnej reakcji. Jak mógł nie dostrzec piękna 

jej  oczu,  przypominających  mu  delikatną  niebieskawą  mgiełkę 

wczesnego świtu, aksamitnej miękkości jej policzka, sprawiającej, że 

ręka  aż  sama  wyciągała  się,  by  go  dotknąć?  A  ta  sylwetka?  Ta  jej 

wspaniała  figura?  Czy  wszyscy  mężczyźni  są  ślepi?  Tak  jak  on  przy 

ich  pierwszym  spotkaniu?  I  na  swoje  usprawiedliwienie  znów  przy-

pomniał sobie jej ostentacyjny kamuflaż. 

Lauren  Mackenzie  była  głęboko  ukrytym  skarbem,  który  nagle 

wystawiono  na  światło  dzienne.  Lśniła  i  błyszczała  nowością, 

zdrowiem,  witalnością.  A  czy  mógłby  zapomnieć  o  jej  poczuciu 

humoru? 

-  To  zależy  od  mężczyzny  -  powiedział  powoli,  starannie 

dobierając  słowa.  -  Inteligentny  mężczyzna  rozpozna,  jaka  jesteś 

naprawdę,  Lauren.  Masz  wiele  do  ofiarowania  człowiekowi,  który 

będzie miał szczęście zdobyć twoją miłość. 

Mówił  to  bardzo  szczerze,  a  jednak  te  słowa  w  jego  ustach 

wydawały  się  szczególne.  Przypominały  jej  serdeczne  rozmowy  z 

ojcem. 

Właśnie.  Starał  się  być  miły  i  łagodny,  co  ją  raczej  zaskoczyło. 

Łagodność na pewno nie należała do cech jego charakteru. 

Uśmiechnęła się z zażenowaniem. 

- Nie wiem, co powiedzieć. Twoje piękne słowa zupełnie zaparły 

mi  oddech.  -  Ton jej  głosu  był  żartobliwy,  ale  oczy  zdradzały  ukryte 

wzruszenie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jordan  nie  był  w  stanie  dłużej  oprzeć  się  pokusie.  Wyciągnął 

rękę  i  lekko  musnął  grzbietem  dłoni  jej  policzek.  Miał  rację. 

Przypominał  aksamit.  Poczuł  reakcję  własnego  ciała  i  szybko  cofnął 

rękę. 

-  Czy  możemy  już  iść?  -  zapytał  raźnym,  wesołym  tonem, 

rozglądając się jednocześnie po sali. 

Nagła  zmiana  nastroju  wywołała  leciutki  ból  w  okolicy  serca 

Lauren.  Czegóż  zresztą  mogła  oczekiwać?  Wciąż  grał  rolę  jej  męża, 

najlepiej  jak  potrafił.  Musi  pamiętać,  że  czas,  który  mają  dla  siebie, 

jest  krótki.  Tworzą  przecież  tylko  coś  w  rodzaju  chwilowego 

małżeństwa, które zakończy się w momencie spełnienia misji. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

Lauren  zauważyła,  że  w  drodze  powrotnej do  hotelu  Jordan nie 

był zbyt rozmowny. Oczywiście, mógł być zmęczony. Nie miał czasu 

na drzemkę. 

W  milczeniu  prowadził  ją  przez  hol  do  windy,  a  potem 

korytarzem wiodącym do ich pokoju. Dopiero przy drzwiach wyczuła 

zmianę w jego zachowaniu. 

-  Co  się  dzieje?  -  zapytała,  w  ciszy  korytarza  zniżając  głos 

niemal do szeptu. 

Gestem, bez słowa, nakazał jej stanąć z boku. Przekręcił klucz i 

nacisnął klamkę, po czym pchnął drzwi nie wchodząc do wnętrza. 

Kiedy nic się nie stało, zapalił światło i rozejrzał się po pokoju. 

Odetchnął z ulgą. 

-  Co  się  dzieje?  -  powtórzyła,  ze  wstydem  słysząc  drżenie  we 

własnym głosie. 

Potrząsnął głową i zachichotał. 

-  Witaj, paranojo!  -  Machnął  ręką  w  stronę  przygotowanych  do 

snu łóżek. - Najwidoczniej po naszym wyjściu była tu pokojówka. 

-  Skąd  wiedziałeś,  że  ktoś  tu  wchodził?  -  zapytała,  rozglądając 

się niepewnie. 

-  Wiedziałem  i  już  -  odparł  bezbarwnym  głosem.  -  Słuchaj, 

muszę  znowu  cię  zostawić.  Chcę  zobaczyć  się  z  kimś,  kto  czeka  na 

mnie na dole. 

Nie wiedziała, czy to prawda, czy nie, ale to nie miało znaczenia. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Nie boisz się zostać sama? - zapytał. 

- Oczywiście, że nie. 

Skinął  głową,  wszedł  do  łazienki,  rozejrzał  się,  wrócił  do 

sypialni, zajrzał pod łóżka i do szafy. 

- Do zobaczenia później. 

Lauren  w  zamyśleniu  zaczęła  przygotowywać  się  do  snu. 

Postanowiła  odprężyć  się  w  gorącej  kąpieli.  Zabrała  ze  sobą  nocną 

bieliznę i zamknęła drzwi. 

Oto  właśnie  przed  chwilą  miała  okazję  poznać  inną  stronę 

osobowości  Jordana.  To  był  świetny,  chłodny  profesjonalista. 

Zaczynała pojmować, dlaczego pan Mallory tak nalegał, żeby właśnie 

jego wysłać do Europy. 

Po kąpieli poczuła się senna. Na lotnisku w Nowym Jorku kupiła 

książkę i teraz z przyjemnością zabrała się do czytania, nieświadomie 

nasłuchując odgłosu jego kroków na korytarzu. 

Zmęczenie  jednak  wzięło  górę.  Lauren  zamknęła  książkę, 

zgasiła  światło  i  wśliznęła  się  pod  kołdrę.  Jeżeli  to  ma  być  przykład 

pożycia  małżeńskiego,  myślała  sennie,  to  równie  dobrze  może  dalej 

żyć samotnie. 

Lauren obudziła się w środku nocy i zorientowała się, że Jordan 

wrócił, kiedy spała. Dostrzegła w ciemności jego masywną sylwetkę. 

Leżał na drugim łóżku, odwrócony tyłem, ale mimo to był tak blisko, 

że mogła wyciągnąć dłoń i dotknąć jego pleców. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jakie  to  niezwykłe!  Natychmiast  poczuła  się  bezpieczna, 

ponieważ on był w pobliżu. Przesunęła się, przybierając wygodniejszą 

pozycję i znowu zapadła w sen. 

Jordan  wiedział,  że  Lauren  obudziła  się,  ale  ani  drgnął.  Sam 

przebudził  się  natychmiast,  kiedy  usłyszał  zmianę  w  rytmie  jej 

oddechu. Przyzwyczajenie, którego nie potrafił, a raczej nie starał się 

zwalczyć.  Wyczulona  zdolność,  z  jaką  zawsze  w  porę  odkrywał 

obecność drugiej osoby  w pomieszczeniu, nieraz już odegrała w jego 

zawodowej karierze ważną rolę. Teraz była to już jego druga natura. 

Lauren nie poruszyła się, kiedy wrócił. Rozebrał się w łazience i 

nagle uświadomił sobie, że tym razem będzie musiał spać w bieliźnie. 

Lauren  na  pewno  nie  spodobałoby  się,  gdyby  rankiem  obudziła  się  i 

ujrzała obok siebie nagie męskie ciało. 

Wczoraj  wieczorem,  wracając  z  Lauren  z  kolacji,  zobaczył 

znajomego człowieka, który kręcił się w okolicy hotelu. Człowiek ten 

przekazał  mu  kilka  cennych  informacji  -jeśli  oczywiście  można  mu 

wierzyć.  Jordan  czuł,  że  mógł  mu  zaufać  bardziej  niż  innym,  z 

którymi stykał się  w przeszłości. Ten mężczyzna dobrze pamiętał, że 

Jordan niegdyś uratował mu życie. Za to pamięć Trenta podsuwała mu 

jedynie  bardzo  mgliste  obrazy,  ale  chętnie  przyjął  pomoc  mężczyzny 

bez względu na jej przyczyny. 

Tym  razem  wreszcie  dostał  adres,  pod  którym  prawdopodobnie 

ukrywano  panią  Monroe.  Jordan  wolał  nie  pytać  o  stan  jej  zdrowia. 

Na  razie  nie  mógł  przecież  nic poradzić.  Jeśli  ją  odnajdzie,  wówczas 

natychmiast podejmie konieczne kroki, zajmie się też jej zdrowiem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Odczuł ulgę, kiedy usłyszał regularny oddech Lauren. Odwrócił 

się  na  plecy  i  zapatrzył  się  w  mroczny  sufit.  Leżał  obok  ciepłej, 

ponętnej  kobiety  i  nie  dotykał  jej.  To  było  dla  niego  zupełnie  nowe 

doświadczenie. 

Z  zażenowaniem  uświadomił  sobie,  jak  bardzo  pragnął  jej 

dotknąć. Krótki, ale mocny pocałunek rozbudził go bardziej, niż sam 

chciał  przyznać.  Jej  wargi  były  tak  miękkie  i  podatne.  Musiał  użyć 

całej  siły  woli,  aby  oderwać  się  od  niej.  Obiecał  jej  to  i  miał  zamiar 

dotrzymać słowa. 

Wolałby tylko, żeby nie pociągała go aż tak bardzo. 

Ogłuszający odgłos wybuchu, który rozległ się tak głośno, jakby 

bomba  eksplodowała  właśnie  w  ich  pokoju,  spowodował  u  obojga 

natychmiastową reakcję. Lauren wrzasnęła, a Jordan skoczył na nogi, 

z  pistoletem  w  dłoni  rozglądając  się  po  pokoju.  Podbiegł  do  okna  i 

wyjrzał na ulicę. 

Lauren rzuciła się w jego kierunku. 

-  Co  to  było?  -  krzyknęła,  drżąc  na  całym  ciele.  Odruchowo 

objął ją ramieniem i przytulił. 

- Jakiś wybuch - mruknął machinalnie, uważnie przyglądając się, 

jak  zewsząd  zaczynają  nadbiegać  ludzie.  Usiłował  usłyszeć,  co 

krzyczą, ale ich głosy nie dochodziły tu dość wyraźnie. 

Lauren  nagle  zorientowała  się,  że  stoi  mocno  przytulona  do 

doskonale  zbudowanego  i  niekompletnie  odzianego  osobnika  płci 

męskiej. Niezbyt długa koszula nocna, sięgająca zaledwie do połowy 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ud,  chroniła  ją  od  bezpośredniego  kontaktu  z  jego  ciałem,  ale  czuła, 

jak włosy na jego nogach łaskoczą jej udo. 

-  Cóż  -  stwierdziła  drżącym  głosem,  usiłując  bez  większego 

rezultatu uwolnić się z mocnego uchwytu Jordana. - To chyba nie był 

twój podróżny budzik. 

Teraz, kiedy już zdała sobie sprawę z tego, że nie znajduje się w 

środku  eksplozji,  usiłowała  uspokoić  się,  ale  jej  serce  ciągle  mocno 

biło. Pomyślała, że pewnie nie uda się jej uspokoić, dopóki tak będzie 

stała - poufale przytulona do obejmującego ją mężczyzny. 

Nagle jej wzrok padł na prawą rękę Jordana. 

- Skąd to masz? - zapytała, wskazując pistolet. 

- Przywiozłem ze sobą - odparł, wciąż patrząc przez okno. 

- Czy to nie jest nielegalne? 

- Niekoniecznie. 

- Nie zadeklarowałeś go. 

- Nie. 

- Więc to nielegalne. 

- Tylko wtedy, jeśli cię złapią. 

- Ciekawa logika - wymruczała. 

Wyglądało  na  to,  że  Jordan  nie  ma  najmniejszego  zamiaru 

uwolnić ją z uścisku. 

- Czy możesz mnie puścić? - zapytała spokojnym głosem. 

Spojrzał na nią zaskoczony. Dopiero teraz zauważył, jak mocno 

przyciska  ją  do  siebie  i  że  żadne  z  nich  nie  ma  na  sobie  zbyt  wiele 

ubrania. Odskoczył, jakby nagle się poparzył. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Hej,  moja  pani  -  wyciągnął  rozpostartą  dłoń,  jakby  chciał  ją 

uspokoić. - To ty rzuciłaś się w moje objęcia, pamiętaj. 

-  Wiem,  o  nic  cię  nie  oskarżam  -  urwała.  -  Naprawdę  się 

wystraszyłam. 

-  Ja  też  -  odparł,  podchodząc  do  swojego  łóżka  i  podnosząc 

rzuconą  tam  parę  spodni.  Odłożył  pistolet,  stanął  tyłem  do  Lauren, 

wciągnął spodnie, zapiął je i dopiero wówczas odwrócił się twarzą do 

niej. 

-  Nie  sądziłam,  że  tacy  ludzie  jak  ty  boją  się  czegokolwiek  - 

zauważyła. 

- Ludzie tacy jak ja - powtórzył spokojnym głosem - są tak samo 

ludzcy  jak  wszyscy  inni.  Czujemy,  myślimy,  odczuwamy  ból,  kiedy 

jesteśmy ranni i krwawimy jak wszyscy śmiertelnicy. 

Stali  patrząc  na  siebie  i  Lauren  nie  wiedziała,  co  powiedzieć. 

Może  sprawiła  to  niezwykła  pobudka,  może  wczesna  pora?  Nie 

wiedziała.  Ale  jednak  coś  się  między  nimi  zmieniło.  Pojawiło  się 

napięcie,  którego  przedtem  nie  było.  Nie  rozumiała  go...  skąd 

przyszło, dlaczego... ale czuła jego obecność. 

Lauren  cichutko  podreptała  do  niego  i  położyła  dłonie  na  jego 

nagiej piersi. 

-  Nie  chciałam  powiedzieć,  że  uważam  cię  za  kogoś,  kto  nie 

odczuwa jak normalny człowiek... 

- Nie? 

Potrząsnęła  głową.  Jego  twarz  była  twarda  i  bez  wyrazu,  ale 

nagle  w  głębi  oczu  pojawił  się  na  chwilę  błysk  wzruszenia  -  a  może 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

bólu?  -  i  natychmiast  znikł.  Gdyby  nie  stała  tak  blisko,  nie 

dostrzegłaby tego. 

Nigdy  przedtem  Lauren  nie  czuła  takiej  potrzeby  pocieszania 

kogoś.  Zapomniała,  że  ten  człowiek  posiadał  silne  poczucie 

niezależności,  że  był  samotnikiem,  toczącym  własne  wojny,  i 

nieodmiennie  zwycięskim.  Ujrzała  nagle  przelotny  obraz  chłopca, 

który bardzo wcześnie nauczył się gorzkiej prawdy: życie nie zawsze 

zapewnia happy end. 

Wspięła  się  na  place  i  delikatnie  musnęła  ustami  jego  wargi, 

pragnąc  przekazać  mu,  że  rozumie,  że  nie  stara  się  oceniać  ani  jego, 

ani życia, jakie prowadzi. Uniosła ramiona i otoczyła nimi jego szyję. 

Jordan, oszołomiony jej niezwykłym zachowaniem, nie wiedział, 

jak  ma  zareagować.  Do  licha,  cóż  ona  sobie  myśli?  Że  pocałunek 

załagodzi wszystko... jak dzieciak, który myśli, że mamusia da buzi i 

wszystko przejdzie. 

Cokolwiek  jednak nią  kierowało,  nie  potrafił  pozostać  obojętny 

na  jej  czułość.  Oplótł  ją  ramionami,  odpowiadając  na  ten  dziecięcy 

pocałunek  z  gwałtownością,  która  zaskoczyła  ich  oboje.  Przejął 

inicjatywę, ucząc ją, jak rozchylić wargi na przyjęcie jego ust. 

Poczuł raczej, niż usłyszał cichy spazm, ale zbyt był pochłonięty 

smakiem  jej  ust,  by  zauważyć  wyraz  zaskoczenia  w  jej  szeroko 

otwartych oczach. 

Trzymanie  jej  w  ramionach  było  cudownym  doświadczeniem. 

Jego  dłonie  bezustannie  przesuwały  się  wzdłuż  jej  pleców,  a  wargi 

pochłaniały  jej  usta.  Kiedy  musiał  oderwać  się  od  jej  warg,  by 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

zaczerpnąć tchu, całował jej policzki, oczy, miękkie zagłębienie szyi. I 

znów  powrócił  do  ust,  stęskniony  za  ich  delikatną  słodyczą.  Poczuł 

leciutkie drżenie jej dolnej wargi, kiedy muskały ją jego usta. 

Nagle  uniósł  ją  w  ramionach  i,  nie  uświadamiając  sobie  nawet, 

co robi, ułożył na łóżku, kładąc się obok niej i ani na chwilę nie tracąc 

kontaktu z jej ciałem. 

Lauren  nigdy  dotąd  nie  doznała  takiego  wiru  emocji.  Nie 

przypuszczała, że pocałunek może wywołać w jej ciele tak gwałtowne 

reakcje.  Kiedy  wziął  ją  w  ramiona,  nogi  drżały  jej  tak,  że  omal  nie 

upadła. 

Nie  miała  pojęcia,  że  dłonie  mężczyzny  mogą  wywołać  tak 

niezwykłe  doznania  cielesne.  Jakby  maleńkie  iskry  elektryczne 

przeskakiwały pod jej skórą, drobniutkie ładunki energii budziły się z 

wieloletniego  uśpienia.  Całe  jej  ciało  zdawało  się  rozumieć,  co  się 

dzieje i odpowiadało silną wibracją na kontakt z ciałem Jordana. 

Lauren  leciutko  gładziła  wypukłość  mięśni  na  jego  plecach  i 

ramionach,  odczuwała  ruchy  twardych,  gładkich  muskułów  pod 

palcami, aż dotarła do zagłębienia kręgosłupa, czarodziejskiej ścieżki, 

którą  podążyła  w  dół,  do  pasa  spodni.  Zafascynowana,  skręciła, 

zataczając  dłonią  krąg  ku  jego  brzuchowi.  Mimowolne,  gwałtowne 

drżenie mięśni, spowodowane jej delikatnym dotykiem, powstrzymało 

dłoń Lauren. Znieruchomiała. 

-  Nie  przestawaj  -  wyszeptał  wprost  w  jej  ucho.  -  To  po  prostu 

bardzo, bardzo wrażliwe miejsce. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jakby  na  potwierdzenie  tych  słów,  przesunął  dłoń  wzdłuż  jej 

uda, sięgnął pod krótką koszulkę, aż dotarł do wrażliwej skóry wokół 

pępka. 

O,  tak!  Teraz  pojęła,  jak  bardzo  wrażliwe  na  dotknięcie  może 

być  jej  ciało.  Dziwne,  muśnięcie  było  tak  lekkie.  Dziwne  i  jakże 

cudowne... 

Ośmieliła się i zaczęła lekko gładzić jego pierś. Jej dłoń natrafiła 

na  pokrywającą  skórę  warstwę  włosów.  Były  miękko  skręcone  i 

bardzo  czarne.  Lauren,  odkrywając  jego  wspaniałą  męską  urodę,  ze 

zdziwieniem  musiała  przyznać,  że  nigdy  nie  znała  kogoś  choć 

odrobinę podobnego do Jordana. 

Kiedy  szarpnął  jej  koszulę,  natychmiast  uniosła  ramiona,  aby 

mógł ją swobodnie zdjąć z niej przez głowę. Jordan cisnął koszulę na 

podłogę,  zsunął  spodnie,  rzucił  je  obok  koszuli  Lauren  i  wrócił  do 

niej,  przytulając  ją  jeszcze  mocniej.  Oczy  Lauren  były  lekko 

przymknięte,  rozmarzone.  Jakiś  czas  leżeli  nieruchomo  spleceni 

ramionami i udami. Jordan uniósł głowę i dostrzegł delikatny blask jej 

skóry o barwie kości słoniowej, rozjaśniony jeszcze słabym światłem, 

które wczesny świt rzucał przez okno. 

Leciutko  musnął  palcem  różowy  czubek  jej  piersi,  obserwując, 

jak wstrzymuje  oddech. Boże, ona jest taka piękna, taka piękna, taka 

kusząca. A on pragnie jej tak bardzo, tak bardzo... 

Jordan  pochylił  się  i  wargami  zatoczył  krąg  wokół  różowego 

sutka.  Lauren  westchnęła  miękko  i  wsunęła  dłonie  w  jego  włosy, 

przyciągając go do siebie. Zachęcony, przylgnął do niej całym ciałem, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

rozkoszując się tą cudowną chwilą i nawet nie usiłując zapobiec temu, 

co działo się między nimi. 

Czas zatrzymał się dla nich, kiedy tak odkrywali, jak wzajemnie 

dawać sobie rozkosz. Jordan nie wątpił nawet przez chwilę, że Lauren 

była  zupełną  debiutantką  w  miłości.  Nie  miał  też  już  żadnych 

wątpliwości,  że  bardzo  pragnęła,  aby  pokazał  jej  to  wszystko,  czego 

istnienia,  mimo  swoich  dwudziestu  pięciu  lat,  nawet  nie  była 

świadoma. 

Jordan  nie  zastanawiał  się,  dlaczego  kobieta,  która  przez  całe 

życie  trzymała  się  z  dala  od  mężczyzn,  zapragnęła  ofiarować  się 

właśnie jemu. W tej chwili najważniejsze było to, że byli razem. 

Nie  spieszył  się  z  wprowadzaniem  jej  od  razu  we  wszystkie 

arkana  miłości,  pragnął,  by  stopniowo  doznała  całej  gamy  pieszczot, 

odczuła  pełnię  przyjemności,  nie  chciał  jej  ponaglać.  Dlatego  wciąż 

mieli  na  sobie  dolne  partie  bielizny,  kiedy  nagle  rozległo  się  mocne 

pukanie do drzwi. 

Poderwali się i odskoczyli od siebie, jakby oblano ich lodowatą 

wodą. 

- Kto tam? - ryknął Jordan, gotów zabić intruza, kimkolwiek by 

się okazał. 

- Jestem z policji i chciałbym z panem porozmawiać, panie Trent 

- odezwał się męski głos bardzo złą angielszczyzną. 

Spojrzeli  po  sobie:  Lauren  była  śmiertelnie  przerażona, 

natomiast  Jordan  miał  gniewny  wyraz  twarzy.  Przewidywał,  że 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

czegokolwiek  chciała  od  nich  policja,  na  pewno  opóźni  to  ich  plany 

opuszczenia kraju. 

-  Chwileczkę  -  zawołał,  wciągając  spodnie.  Przechodząc  obok 

łóżka Lauren, podniósł z podłogi jej aksamitny szlafrok, który musiał 

spaść w nocy. 

-  Nie  pokazujmy  im  więcej,  niż  wytrzymałyby  ich  serca  o  tej 

porze, kochanie - i podał jej szlafrok. 

Obrzucił  wzrokiem  pokój  i  dostrzegł  pistolet  na  stoliku  obok 

łóżka.  Szybkim,  zwinnym  ruchem  chwycił  go,  następnie  sięgnął  po 

walizkę, otworzył ją i przesunął coś w jej dnie, wkładając tam broń. 

Lauren  w  tym  czasie  szybko  nałożyła  szlafrok,  pospiesznie 

zawiązała pasek i lękliwie spojrzała na drzwi. 

Po wylegitymowaniu się weszło do pokoju dwóch tajniaków. 

-  Przepraszam  za  tak  wczesne  najście,  panie  Trent  -  zaczął  ten, 

który tak kiepsko mówił po angielsku. 

-  Nie  przypuszczaliśmy  jednak,  aby  ktokolwiek  spał  po  tej 

eksplozji. 

-  Właściwie  nie  spaliśmy  -  odparł  Jordan,  wymownie 

spoglądając na łóżko. 

Lauren nigdy w życiu nie czuła się równie zakłopotana. 

-  Ach,  no  tak,  oczywiście  -  z  grzecznym  uśmiechem 

odpowiedział policjant. - Jeszcze raz przepraszam za najście. 

-  Więc  o  co  chodzi?  -  zapytał  Jordan,  wskazując  im  krzesła  i 

siadając na brzegu łóżka Lauren, która wciąż stała obok, niespokojnie 

kręcąc w palcach pasek od szlafroka. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Obawiam  się,  że  wybuch  uszkodził  samochód,  który  pan 

wczoraj wynajął. 

- Rozumiem. Wiecie, co to był za wybuch? 

.  -  Sprawdzamy  to.  Prawdopodobnie  podłożona  bomba.  Na 

szczęście nikt nie doznał obrażeń, ale sąsiednie samochody i budynki 

uległy znacznym uszkodzeniom. 

- Często macie takie wypadki? 

-  Co  to  znaczy:  Często?  -  Mężczyzna  wzruszył  ramionami.  - 

Jeśli chodzi o mnie, raz, to już za często. 

-  Ma  pan  rację,  oczywiście.  Jesteśmy  z  Chicago  i  rozumiemy 

problemy, z jakimi musi się borykać policja. 

Mężczyzna skinął głową. 

-  Jeżeli  pan  sobie  życzy,  możemy  wystarać  się  panu  o  inny 

samochód. Czy przed wyjazdem w dalszą podróż zamierzali państwo 

spędzić w Wiedniu kilka dni? 

Z pozoru niewinne pytanie włączyło system alarmowy w głowie 

Jordana.  Wiedział,  że  nic  nie  było  w  stanie  powstrzymać  lokalnej 

policji  od  współpracy  z  innymi,  nawet  o  nieco  odmiennych 

orientacjach politycznych. 

Zmusił się do uśmiechu. 

-  Tak,  mieliśmy  zamiar  zostać  około  tygodnia.  Oczywiście 

chcieliśmy  zwiedzić  kraj,  zobaczyć  wspaniałe  krajobrazy,  z  których 

słynie Austria. 

- Doskonale. Bardzo dobrze. Przykro nam tylko, że pierwsza noc 

tutaj została zakłócona tym okropnym wybuchem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jordan wzruszył ramionami. 

-  Miejmy  nadzieję,  że  pozostałe  będą  spokojniejsze.  Policjanci 

wstali i skierowali się do drzwi. Jordan odprowadził ich. 

-  Proszę  przyjąć  nasze  przeprosiny  -  powtórzył  policjant  -  za 

uszkodzenie samochodu i najście nie w porę. - Beznamiętnie spojrzał 

na  Lauren  i  znów  na  Jordana,  który  otworzył  im  drzwi,  wymieniając 

ostatnie zdawkowe grzeczności. 

Kiedy  wreszcie  zamknął  drzwi  i  przekręcił  klucz,  usłyszał,  że 

Lauren  poruszyła  się  za  jego  plecami.  Bez  słowa  wziął  ją  za  rękę  i 

zaprowadził  do  łazienki.  Odkręcił  kurek  nad  wanną,  odwrócił  się  i 

przyciągnął Lauren do siebie. 

-  Jest  więcej  niż  pewne,  że  pokój  jest  na podsłuchu.  Nie  wiem, 

czy obserwują nas z powodu zbieżności naszego przyjazdu i wybuchu 

bomby,  ale  na  pewno  miejscowa  policja  sprawdza  nas.  Ktoś  może 

nabrać  podejrzeń,  co  do  celu  naszego  tu  pobytu  -  w  myśli  dodał,  że 

jeżeli  tak  jest,  to  mogą  porzucić  wszelką*  cholerną  nadzieję  na 

powodzenie ich planu. 

- Co teraz zrobimy? - wyszeptała. Twarz jej była biała jak kreda. 

Jordan marzył o tym, żeby zaproponować powrót do łóżka... ale 

miał  wiele  powodów,  żeby  z  tego  zrezygnować.  Po pierwsze,  nastrój 

diabli wzięli, ich myśli zaprzątało teraz grożące im, być może, niebez-

pieczeństwo.  Po  drugie,  Jordan  wcale  nie  był  pewien,  czy  potrafi 

sprostać  związkowi  z  Lauren  Mackenzie.  Nigdy  przedtem  nie 

reagował na żadną kobietę w taki sposób... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Oczywiście, była fizycznie atrakcyjna, ale, jak odkrył dziś rano, 

przede  wszystkim  czuł  się  za  nią  odpowiedzialny.  Podziwiał  ją,  nie 

tylko  za  urodę,  lecz  i  za  inteligencję,  za  spryt  i  umiejętność 

natychmiastowego orientowania się w sytuacji. 

Nie była podobna do kobiet, z którymi wiązał się do tej pory. A 

przy  tym  wiedział,  że  jest  -  w  raczej:  byłby  -  jej  pierwszym 

mężczyzną. 

Co  ją  opętało,  żeby  podejść  do  niego  tak  ufnie?  Czego 

oczekiwała? Cokolwiek to było, nie mógł jej tego ofiarować. Ich życia 

leżały na przeciwległych biegunach, nie mieli ze sobą nic wspólnego. 

A  kiedy  nareszcie  przebrną  przez  tych  kilka  następnych  dni,  rozejdą 

się i nigdy już nie spotkają. 

Do  niego  zatem  będzie  należało  ustawianie  ich  związku  na 

właściwej  płaszczyźnie.  Dodatkowa  komplikacja  w  tej  i  tak  trudnej 

sprawie. 

Wyciągnął dłoń i zakręcił kurek. 

-  Co  powiesz  na  śniadanie?  -  zapytał  wesoło.  Pytanie  to 

zabrzmiało dziwnie głośno w małej łazience. 

Usiłowała  uśmiechem  odpowiedzieć  na  jego  pytanie,  ale  był  to 

bardzo smutny uśmiech. 

- Brzmi nieźle - odparła. 

Pochylił się i ucałował czubek jej nosa. 

-  Grzeczna  dziewczynka  -  szepnął  i  wyprostował  się.  -  Jeśli 

pozwolisz, ogolę się, żebyśmy mogli zejść na dół. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wciąż  posłuszna  jego  wskazówkom  skinęła  głową  i  wyszła  z 

łazienki. 

Jordan zamknął drzwi, oparł się o nie plecami i westchnął. 

Chciałby  zrozumieć,  co  się  z  nim  dzieje.  Żadna  kobieta  nigdy 

tak  na  niego  nie  działała.  Nie  podobało  mu  się  to.  Wcale  mu  się  nie 

podobało. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

Lauren  weszła  do  sypialni,  nieco  oszołomiona.  Tyle  dziwnych 

rzeczy zdarzyło się w tak krótkim czasie. 

Jej  spokojna,  uporządkowana  egzystencja  eksplodowała  jak  ta 

bomba dziś rano. Lauren usiadła na brzegu łóżka i zatopiła w ścianie 

niewidzące spojrzenie. 

Do  tej  pory  jej  życiem  rządziły  logiczne  procesy  myślowe.  Co 

się zatem stało? 

Przez całe życie, zarówno nauczyciele, jak i koledzy, traktowali 

ją jako kogoś zupełnie odmiennego od reszty rówieśników. To, co jej 

przychodziło  z  łatwością,  inni  zdobywali  ciężką  pracą.  Kiedy 

skończyła  studia,  pogodziła  się  z  tym,  że  różni  znajomi  mężczyźni  i 

koledzy  ze  studiów  mogą  być  dla  niej  mili,  szczególnie,  jeśli  mają 

jakieś  kłopoty  i  proszą  ją  o  pomoc,  ale  widziała,  że  nie  jest  typem 

kobiety, który ich pociąga. 

Oczywiście,  rodzice  starali  się  pocieszyć  ją,  mówiąc  że  jeszcze 

jest  młoda,  że  ma  czas... ale  logiczny  umysł  Lauren  przez  cały  okres 

pobytu  na  uczelni  nieustannie  zbierał  dowody  na  poparcie  jej 

spostrzeżeń.  Tuż  po  studiach,  przyjęła  propozycję  pracy  w  agencji 

Mallory'ego.  Pogodziła  się  zupełnie  z  życiem  samotnej  dziewczyny  i 

wyrzuciła ten problem ze swych myśli. Ponieważ uważała, że i tak nic 

nie może poradzić na to, że jest, jaka jest, zrezygnowała z  wysiłków, 

aby się podobać. Zaczęła ubierać się z myślą o wygodzie, nie zwracała 

uwagi  na  aktualną  modę.  Zawierała  znajomości  z  ludźmi,  którzy  ją 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

interesowali,  a  nie  z  tymi,  którzy  mogli  dopomóc  jej  w  zrobieniu 

kariery. 

Była  więc  zaskoczona,  kiedy  pan  Mallory  podszedł  do  niej  i 

poprosił  o  pomoc.  Jeszcze  bardziej  zdumiała  się,  kiedy  wyjaśnił  jej, 

czego od niej żąda. Chciał, aby udawała czyjąś żonę? 

Co  za  dziwaczny  pomysł!  Przecież  Lauren  nigdy  nie  miała 

nawet  randki!  A  kiedy  Mallory  zaczął  jej  opisywać  Jordana  Trenta, 

nie  zdziwiłaby  się,  gdyby,  zobaczyła  na  podkoszulku  Jordana 

olbrzymie „S", czyli po prostu supermen! Mallory przekonywał ją, że 

Jordan jest jego najlepszym agentem i tylko na niego może liczyć, że 

zakończy sprawę sukcesem. 

Następnym szokiem było spotkanie z Jordanem Trentem i z jego 

złością,  jaką  wywołał  udział  Lauren  w  sprawie.  Nigdy  przedtem  nie 

stanęła  oko  w  oko  z  tego  typu  mężczyzną,  o  dziwnym  charakterze  i 

sposobie  zarabiania  na  życie.  Budził  w  niej  strach  pomieszany  z 

podziwem, dopóki jej nie rozwścieczył. 

Nie  spodziewała  się  po  nim  poczucia  humoru,  a  jeszcze 

większym  zaskoczeniem  była  kilkakrotnie  dostrzeżona  u  niego 

wrażliwość.  Skoro  tylko  odkryła  tę  cechę,  tak  skrzętnie  skrywaną 

przed  światem,  zdecydowała  się  nawiązać  z  nim  kontakt.  Oboje  byli 

przyzwyczajeni  doskonale  radzić  sobie  sami,  nie  dopuszczając,  by 

otoczenie  poznało  ich  prawdziwą  twarz  i  dlatego  tak  dokładnie 

maskowali swoje myśli i uczucia. 

Lauren  dopiero  dziś  rano  instynktownie  dotarła  do  prawdziwej 

twarzy  Jordana.  Zapragnęła  dać  mu  do  zrozumienia,  że  wie,  co  on 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

przeżywa,  o  co  mu  chodzi.  Jego  gwałtowna  fizyczna  reakcja,  która 

wywołała porażającą reakcję jej ciała, spowodowała u Lauren większy 

wstrząs niż wybuch bomby i policja dobijająca się do ich drzwi. 

Pociągała  go  fizycznie,  nie  miała  co  do  tego  wątpliwości.  Był 

czuły i delikatny, ale jego dotknięcia odkryły przed Lauren nie znaną 

dotąd stronę jej własnej natury. Nigdy przedtem nie doznawała takich 

wrażeń.  Cóż  za  niezwykłe,  jak  bardzo  nietypowe  dla  niej  było  jej 

zachowanie... 

A  więc  tak  to  wygląda,  myślała,  spoglądając  na  poduszkę,  na 

której leżeli z Jordanem jeszcze tak niedawno. 

Nagle  przyszła  jej  na  myśl  scena  z  dzieciństwa.  Siedziała  i 

przyglądała  się,  jak  matka  przygotowuje  różne  rodzaje  ciasteczek  na 

kiermasz szkolny. I mała Lauren zapytała: 

-  Jak  długo  znałaś  tatusia,  zanim  dowiedziałaś  się,  że  jesteś  w 

nim zakochana? 

Hilary Mackenzie uśmiechnęła się w sposób, w który uśmiechała 

się zawsze, myśląc o swoim mężu. 

-  Nie  aż  tak  długo,  jak  jemu  zajęło  zrozumienie,  co  naprawdę 

czuje. 

- Jak się spotkaliście? 

-  Twój  ojciec  pracował  z  grupą  mężczyzn,  którzy  krążyli  od 

farmy do farmy, najmując się do pomocy przy żniwach. Pewnego dnia 

przyszli pracować na farmę mojego ojca. 

Mała Lauren westchnęła. 

- Założę się, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Niezupełnie.  Uważałam,  że  to  najobrzydliwszy  typ,  jakiego 

zdarzyło  mi  się  spotkać.  Miałam  szesnaście  lat,  więc  rozumiesz, 

byłam bardzo czuła na punkcie mojej godności osobistej, a on stale się 

ze mnie wyśmiewał. 

- Zgadza się, to do niego całkiem podobne. 

-  Tak,  zawsze  był  z  niego  okropny  kpiarz.  Wydaje  mi  się,  że 

doszedł  do  wniosku,  iż  powołaniem  jego  jest  uprzykrzanie  mi  życia. 

Tamtego  lata  dał  mi  się  rzeczywiście  we  znaki  -  na  samo 

wspomnienie Hilary potrząsnęła głową. 

- A kiedy zmieniłaś zdanie? 

Matka  milczała  przez  chwilę,  zapatrzona  w  okno,  w  którym 

pewnie nie widziała nic oprócz własnych wspomnień. 

- Do dziś pamiętam moment, w którym zrozumiałam, że kocham 

Matta  Mackenzie.  Słońce  zachodziło,  mężczyźni  wracali  z  pola, 

zgrzani  i  brudni.  On  pozostał  w  tyle,  więc  kiedy  go  ujrzałam,  szedł 

samotnie krętą ścieżką prowadzącą do domu, a słońce świeciło mu w 

plecy.  Był  tylko  konturem na  tle  światła  -  matka  spojrzała na  stojącą 

przed nią dzieżę z ciastem, jakby zastanawiała się, skąd się tu wzięła. 

- Po sposobie chodzenia poznałam, że to on - ciągnęła. 

-  Poznałam  go  po  sposobie  trzymania  głowy,  tak  dumnym  i 

aroganckim,  pyszałkowatym,  jak  mu  zawsze  powtarzałam.  Słońce 

rozświetlało  jego  włosy  tak,  że  lśniły  jeszcze  jaskrawszą  niż 

zazwyczaj  czerwienią,  niemal  jak  aureola...  -  Hilary  podniosła  na 

córkę nieco otępiały  wzrok. - Nie potrafię tego  wyjaśnić, nawet dziś, 

ale  właśnie  wtedy,  gdy  ujrzałam  go  idącego  w  moją  stronę,  nagle 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

poczułam,  że  go  kocham.  Ze  zawsze  będę  go  kochać,  cokolwiek  się 

zdarzy. 

- I co się wtedy stało? - ciekawie zapytała Lauren. 

- Nic. 

-  Och,  mamusiu,  nie  mów  tak.  Oczywiście,  że  coś  musiało  się 

stać. Przecież wyszłaś za niego. 

- Nie, nie tego lata - uśmiechnęła się Hilary. 

- Tego możesz być pewna. 

- Nie powiedziałaś mu, co czujesz? 

-  Nie  musiałam.  Sądzę,  że  sam  spostrzegł  zmianę.  Przedtem 

wściekałam  się,  kiedy  ze  mnie  drwił,  teraz  tylko  się  śmiałam. 

Zaczęłam  z  nim  rozmawiać,  przestałam  go  unikać.  Zadawałam  mu 

pytania, ponieważ chciałam dowiedzieć się czegoś o nim. 

- A potem? 

-  A  potem  lato  skończyło  się  i  wyjechał...  Do  szkoły  w 

Pensylwanii. 

- Więc jak się końcu spotkaliście? 

- Zaczął do mnie pisać, a ja mu odpowiadałam. Potem, podczas 

wiosennych wakacji, przyjechał do Nebraski zobaczyć się ze mną i już 

wiedziałam,  że  jest  kimś  więcej  niż  tylko  przyjacielem.  Nie 

wiedziałam jednak, co naprawdę czuje. 

- Powiedział ci? 

-  Żartujesz?  Matt  nigdy  nie  potrafił  zachować  powagi  na  tyle 

długo, aby zdążyć poważnie wyznać mi, co naprawdę myśli. Sądzę, że 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

mężczyźni  miewają  nieraz  kłopoty  ze  znalezieniem  słów  dla 

wyrażenia swoich uczuć. 

- Więc jak ci się oświadczył? 

- Nie oświadczył mi się wcale. 

- Mamo! - Lauren doskonale pamiętała swoje zaskoczenie. 

-  Zaczął  pisać  listy  zawierające  krótkie  zdania,  na  przykład: 

„kiedy  się  pobierzemy..."  albo  „...pierwszej  córce  damy  na  imię 

Margaret Ann po mojej babce ze strony matki", albo „mam nadzieję, 

że  zechcesz  zamieszkać  w  Pensylwanii.  Wygląda  na  to,  że  po 

ukończeniu szkoły znajdę tu dobrą pracę". 

Lauren zaczęła się śmiać. 

- No tak, to do niego podobne. 

- Tak - skinęła głową Hilary. - A kiedy w kolejnym liście zapytał 

mnie, czy zgadzam się, aby ślub odbył się w czerwcu, po zakończeniu 

szkoły, odpisałam, że tak, że się zgadzam. 

-  Czy  kiedykolwiek  powiedział,  że  cię  kocha?  Hilary  znów 

uśmiechnęła się tym specjalnym uśmiechem. 

-  Nigdy  nie  musiał  mi  mówić,  kochanie.  Okazywał  mi  to  na 

wszystkie możliwe sposoby. 

- I dalej ci to okazuje, prawda? 

- Tak - potwierdziła Hilary. 

Zapatrzona w poduszkę na łóżku stojącym w pokoju hotelowym, 

Lauren  przypomniała  sobie  tę  rozmowę  z  matką,  jakby  odbyły  ją 

dopiero wczoraj. 

Skąd się wie, że jest się zakochanym? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wiedziała  o  tym  bez  wątpienia.  Kiedy  spostrzegła,  że  jest 

wrażliwy i ujrzała ten błysk wzruszenia w oczach Jordana, wszystkie 

gniewne  myśli  na  jego  temat  jakby  się  rozpłynęły.  Wiedziała,  że  go 

kocha, że zawsze będzie go kochać i podświadomie ofiarowała mu się 

bez chwili wahania i zahamowań. 

Cóż on sobie o niej pomyślał? - zastanawiała się, podchodząc do 

szafy,  żeby  wziąć  coś  do  ubrania.  Po  tych  wszystkich  głupiutkich 

uwagach  na  temat  wspólnego  pokoju,  przy  pierwszej  sposobności 

rzuca mu się w ramiona! 

Wiedziała,  że  Jordan  nie  jest  mężczyzną,  który  odrzuciłby  taką 

ofertę. Nie umiałby udawać tak naturalnej, męskiej reakcji. Musiała to 

dostrzec nawet w swej niewinności. 

Problem  polegał  na  tym,  co  począć  teraz?  Na  pewno  nie  może 

spodziewać  się,  że  Jordan  zakocha  się  w  niej  tylko  dlatego,  że  ona 

tego chce.  Lauren była zbyt  wielką realistką, żeby przypuszczać taką 

możliwość. 

Nie  mieli  ze  sobą  nic  wspólnego.  Wprawdzie  Lauren  nigdy  nie 

zamierzała  wyjść  za  mąż,  ale  nieraz  zdarzało  jej  się  marzyć  o 

własnym  dziecku  lub  nawet  o  dwojgu  dzieci  -  na  które  mogłaby 

przelać niewyczerpane zasoby swej miłości. 

Jordan  jasno  uzasadnił  jej  swoje  zdanie  na  temat  dzieci.  Jego 

tryb życia nie pasował do domu wypełnionego dziecięcym śmiechem i 

codziennymi  obowiązkami.  Jakoś  nie  potrafiła  wyobrazić  sobie 

Jordana strzygącego trawnik czy przycinającego żywopłot. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Właściwie  powinna  cieszyć  się,  że  policja  zapukała  do  drzwi  i 

przerwa nastąpiła wtedy, kiedy nastąpiła. A ona czuła się okradziona. 

Zmusiła się do przyznania przed samą sobą, że jeśli ma szansę być z 

Jordanem  Trentem  choć  jeszcze  tylko  kilka  dni,  to  pragnie  ich  z 

zaskakującą namiętnością. 

Z  logicznego  i  racjonalnego  punktu  widzenia  jej  decyzja  była 

zupełnie  bezsensowna.  Tak,  ale  miłości  nie  można  wyjaśnić  ani 

rozumem, ani logiką. 

Usłyszała,  że  drzwi  łazienki  otwierają  się  i  owionął  ją  zapach 

wody  kolońskiej  Jordana.  Ten  dość  popularny  zapach  od  dziś  już  na 

zawsze kojarzyć jej się będzie wyłącznie z nim. 

Wyszedł  z  łazienki  i  zatrzymał  się  tuż  przy  drzwiach.  Lauren 

wciąż była w szlafroku. 

-  Przepraszam,  że  to  tak  długo  trwało  -  powiedział,  powoli 

rozcierając podbródek. 

Zmusiła się do lekkiego uśmiechu. 

- Nie szkodzi. Pospieszę się - odparła, dostosowując swoje ruchy 

do słów. 

Zatrzymał ją, lekko chwytając za ramię. 

- Lauren? 

- Tak? - otwarcie spojrzała mu wprost w oczy. 

- Jeśli chodzi o to, co się stało... 

- Tak? 

Cholera,  wolałby,  żeby  nie  patrzała  na  niego  tym  czystym 

spojrzeniem, które zdawało się sięgać w głąb duszy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Przepraszam. Nie miałem zamiaru wykorzystywać... 

- Nic nie wykorzystałeś - odparła szybko, wpadając mu w słowo. 

-  To  ja  zaczęłam,  o  ile  sobie  przypominasz.  Nieprędko  znów  mi 

zaufasz, co? 

Nie  była  wściekła!  Ledwie  wierzył  własnym  oczom.  Właściwie 

droczyła  się  z  nim.  On  przez  cały  czas  bił  się  z  własnymi  myślami  i 

sumieniem,  usiłując  podjąć  decyzję  właściwą  dla  nich  obojga,  a 

tymczasem  ona  traktowała  tę  sprawę  tak,  jakby  nie  miała  dla  niej 

znaczenia. 

- Coś w tym rodzaju - wymamrotał, przyglądając jej się uważnie. 

- Przepraszam, jeśli cię to zakłopotało - szepnęła. 

-  Zakłopotało!  Ależ  skąd!  Po  prostu  sytuacja  była  trochę 

niezwykła. Powinniśmy pomyśleć o... - urwał i niespokojnie rozejrzał 

się  wokół,  przypominając  sobie  nagle,  że  musi  uważać  na  to,  co 

mówi. Wzruszył ramionami. - Porozmawiamy później. 

Lauren weszła do łazienki i odwróciła się, żeby zamknąć drzwi. 

-  Nie  ma  o  czym  mówić.  Przecież  nic  się  nie  stało.  Jordan 

spojrzał na drzwi, potem wrócił do swojej walizki. Ach to tak, Panno 

Niewiniątko? To ty tak myślisz? - burczał do siebie. 

Przedtem  tylko  jego  wyobraźnia  podsycała  płomień,  który 

Lauren w nim rozpaliła. Teraz wiedział dokładnie, co skrywa się pod 

tymi uroczymi sukienkami, jakie nosiła. 

Nie  mógł  jedynie  pojąć,  dlaczego  kobieta  taka  jak  Lauren 

Mackenzie wciąż jest wolna. Gdyby chciał się ustatkować, ona byłaby 

pierwszą... Ale takie rozważania to strata czasu. Nie miał zamiaru się 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ustatkować. A ona zasługiwała na coś lepszego niż to, co on mógł jej 

zaofiarować. 

Znalazł koszulę i skarpetki, włożył buty i czekał. 

To było prawie jak małżeństwo. 

Hol  pełen  był  ludzi,  kręcących  się  i  dyskutujących  z 

podnieceniem.  Kordon  umundurowanych  policjantów  obserwował, 

jak  obsługa  hotelu  uprząta  sprzed  wejścia  odłamki  szkła  i  kawałki 

betonu. 

Jordan poprowadził  Lauren do jadalni, gdzie właśnie podawano 

śniadanie. 

Po odejściu kelnera Lauren spytała: 

- Co teraz robimy? 

Jordan pociągnął łyk kawy. 

-  Muszę  dostać  drugi  samochód,  a potem,  kochanie,  ♦zaczniesz 

pracować na swoje honorarium. 

Jej  oczy  rozszerzyły  się  lekko.  Niezbyt  dobrze  wiedziała,  co 

Jordan  ma  na  myśli.  Zresztą,  czy  się  z  nią  drażnił,  czy  nie,  gotowa 

była zrobić wszystko, czego od niej zażąda. 

- W porządku - powiedziała, kiwając głową. Wyszczerzył zęby. 

- Nie zapytasz najpierw, o co chodzi? 

- Nie muszę - odparła spokojnie. 

Jej  spokój,  świadczący  o  ogromnym  zaufaniu  do  niego 

rozgniewał go niemal. 

-  Do  tej  pory  nie  miałem  problemów,  ponieważ  mówię  po 

niemiecku  -  zaczął  -  i  znam  po  trosze  prawie  wszystkie  języki 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

zachodnioeuropejskie.  Kiedy  jednak  dotrzemy  na  miejsce,  będę 

potrzebował twojej pomocy. 

- W porządku - uśmiechnęła się. 

- Czy znasz język, którym się tam posługują? 

-  Tak,  uczyłam  się  go.  Co  prawda  w  ciągu  ostatnich  lat  nie 

miałam  zbyt  wiele  okazji  do  posługiwania  się  nim,  ale  na  pewno 

szybko sobie przypomnę. 

- Wspaniale. 

W  ciągu  godziny  znaleźli  się  na drodze  wiodącej  na północ, do 

Brna. 

Jordan  zatrzymał  ich  pokój  w  Wiedniu  i  niedbale  rzucił 

informację,  że  jadą  zwiedzać  okolicę  i  mogą  zatrzymać  się  na noc  w 

jakiejś  gospodzie.  Przepakowali  swoje  rzeczy  tak, by  pomieścić je  w 

walizce  Jordana.  Lauren  była  wstrząśnięta  wrażeniem  intymności, 

jakie  sprawiały  ich  ubrania,  tak  wygodnie  leżące  razem.  Musiała 

przypomnieć sobie, że pozory odgrywają wielką rolę w ich sytuacji. 

Odkryła, że podoba jej się jazda przez spokojną, wiejską okolicę. 

Jordan  opowiadał  jej  o  swoich  doświadczeniach  z  okresu,  kiedy 

pracował w Europie. 

-  Na  miejscu  znam  kogoś,  z  kim  można  nawiązać  kontakt.  On 

pomoże.  Wygląda  na  to,  że  kontroluje  wszystko,  co  dzieje  się  w 

mieście.  Jeżeli  tam  właśnie  zabrali  Frances  Monroe,  będzie  o  tym 

wiedział. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Im  bliżej  byli  granicy,  tym  mniej  mówili.  Do  tej  pory  jedynie 

próbowali  grać  swoje  role.  Teraz  muszą  grać  je  tak,  jak  najlepiej 

potrafią. 

Lauren  odkryła,  że  dobrze  czuje  się  w  roli  żony  Jordana. 

Kochała go i była w stanie przez te parę chwil udawać, że ich związek 

istnieje naprawdę. 

Jordan  marzył  o  tym,  żeby  być  sam.  Sytuacja  była 

niebezpieczna, bo było zbyt wiele niewiadomych. 

Mallory  mądrze  zasugerował,  aby  zachowali  swe  prawdziwe 

nazwiska  i  pochodzenie.  Jordan  odgrywał  rolę  handlowca  z  Chicago 

już  przez  tyle  lat,  że  bez  trudu  przypomniał  sobie  dawno  wyuczone 

nawyki. 

Przekroczenie  granicy  zajęło  im  trochę  czasu.  Samochód  i 

walizka 

zostały 

dokładnie 

przeszukane, 

równie 

uważnie 

przestudiowano paszporty. Wreszcie pozwolono im jechać dalej. 

Zamieszkali  w  hotelu,  w  którym  panowała  atmosfera  zupełnie 

odmienna, aniżeli w Wiedniu. 

Zanim dotarli do pokoju, Lauren nie mogła opanować drżenia. 

Jordan  zamknął drzwi  za  mężczyzną,  który  odprowadzał  ich  do 

pokoju i zwrócił się ku Lauren. 

-  Cóż,  kochanie  -  odezwał  się  wesoło.  -  Wreszcie;  na  miejscu. 

Cieszysz się? 

Spojrzała się na niego, jakby postradał zmysły. 

Podszedł  do  niej  i  objął  ją  ramionami.  Czuł,  jaka  jest  napięta. 

Samymi ustami, prawie bezgłośnie wyszeptał „odpowiedz mi". 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  O  tak,  kochanie.  Oczywiście,  cieszę  się,  ale  jestem  trochę 

zmęczona drogą, to wszystko. 

- Nie masz ochoty zwiedzić miasta, skoro już tu jesteśmy? 

Wiedziała, że muszą zacząć poszukiwania najszybciej, jak to jest 

możliwe. Zmusiła się do uśmiechu. 

- To może być zabawne. 

Uśmiechnął się i zrobił minę „grzeczna dziewczynka", po czym 

pochylił  się  i  pocałował  ją.  To  miał  być  tylko  krzepiący  pocałunek  - 

taki, jaki mógłby jej ofiarować ojciec, brat lub wujek. 

Kiedy 

jednak 

odpowiedziała 

mu 

bez 

najmniejszego 

zahamowania,  zapomniał  o  uczciwych  zamiarach,  niezliczonych 

męskich rozmowach z samym sobą i całym sercem oddał się rozkoszy 

całowania cudownych ust Lauren. 

Jego  język  wtargnął  do  wnętrza  i  został  radośnie  powitany 

wysoce  prowokującą  miłosną  zabawą.  Kiedy  wreszcie  przerwali,  by 

zaczerpnąć  powietrza,  którego  oboje  niezmiernie  potrzebowali, 

dyszeli ciężko, starając się odzyskać zimną krew. 

-  Usiłujesz  odwrócić  moją  uwagę?  -  zapytał  ledwie  słyszalnym 

szeptem. 

Zaśmiała się. 

- A jeśli tak, jak mi to wychodzi? 

- Prosisz się o kłopoty i dobrze o tym wiesz, prawda? 

- A jeśli tak, to co? 

Usłyszał  namiętność  w  jej  głosie,  a  w  oczach  dostrzegł 

bezbronność.  Czy  to  możliwe?  Czyżby  zadurzyła  się  w  nim?  Boże 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

drogi, po co mu to? Szczególnie teraz, kiedy są w tak trudnej sytuacji. 

Nie  można  zaprzeczyć,  że  między  nimi  coś  się  stało.  Coś,  nad  czym 

należałoby poważnie zastanowić się. Wiedział, że nie jest już w stanie 

odejść od niej i zapomnieć. 

Nie  był  to  jednak  czas  na  zajmowanie  się  swoimi  osobistymi 

problemami. Przytulił ją do siebie. 

- Nie przejechałem całej tej drogi tylko po to, żeby spędzać czas 

w  łóżku  -  oznajmił  żartobliwym  tonem,  na  użytek  kogoś,  kto  mógł 

podsłuchiwać. Przesunął grzbietem dłoni po jej policzku, rozkoszując 

się jego aksamitną miękkością, pragnąc dotykać jej całej, od uszu do 

końców palców i nóg, poznawać ją, uczyć, kochać... 

Kochać? Skąd się wzięła ta myśl? Miłość to mit, a jednak Jordan 

nie potrafił inaczej nazwać silnego uczucia, jakie narodziło się w nim, 

odkąd  przebywał  z  Lauren.  Nigdy  dotąd  nie  doświadczył  niczego 

podobnego.  Tak  samo  pragnął  kochać  się  z  nią,  jak  i  chronić  ją  od 

niebezpieczeństwa. 

-  Chodźmy  -  mruknął  pod  nosem,  biorąc  ją  za  rękę  i 

wyprowadzając z pokoju. 

Popołudnie  spędzili  jak  zwykli  turyści.  Spotkali  kilkoro  ludzi, 

którzy  mieli  ochotę  z  nimi  pogawędzić,  co  dało  Lauren  możliwość 

przypomnienia sobie języka. Jordan z dumą patrzał, jak przyjacielskie 

nastawienie  Lauren  przezwycięża  podejrzliwość  obcych.  Z  tego,  co 

mógł  zrozumieć,  opowiadała  im  o  swojej  babce,  wspomniała  parę 

piosenek, których nauczyła się w dzieciństwie, pokazała kilka kroków 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

tanecznych jakiegoś ludowego, regionalnego tańca i już znalazła się w 

samym centrum ożywionej dyskusji na temat różnic kulturowych. 

Dzięki  tym  kontaktom  udało  im  się  odnaleźć  człowieka,  który 

mógł  okazać  się  pomocny.  Zastali  go  w  małym  pokoiku  na  tyłach 

jakiegoś  miejscowego  sklepu.  Na  widok  Jordana  wstał,  a  potem 

chwycił go za ramiona i mocno uścisnął. 

-  Miło  znowu  cię  zobaczyć,  Jordan  -  powiedział  płynną 

angielszczyzną. 

- Ciebie też miło widzieć, Stefanie - odparł Jordan. Kiedy weszli, 

jego ręka obejmowała talię Lauren, ale wobec tak gorącego powitania 

musiał ją opuścić. Teraz zwrócił się w stronę młodej kobiety, wziął ją 

za rękę i pociągnął ku sobie. 

- Poznaj moją żonę, Lauren. Stefan roześmiał się. 

-  Ależ  oczywiście,  przyjacielu.  Tylko  tak  piękna  kobieta 

mogłaby  być  twoją  żoną,  prawda?  Miło  mi  cię  poznać  -  wyciągnął 

dłoń, a Lauren ujęła ją delikatnie. - Ach, jesteś bardzo nieśmiała, jak 

mi się zdaje. 

Lauren  poczuła,  że  policzki  jej  płoną,  kiedy  usłyszała  śmiech 

Jordana. 

- Nie zawsze jest taka nieśmiała, Stefanie - powiedział, szczerząc 

zęby. 

Lauren  ze  zdumieniem  stwierdziła,  że  zabrzmiało  to  zupełnie 

naturalnie. Tonem takiej władczej dumy mógł mówić jedynie mąż. 

-  Siadajcie  oboje  -  zawołał  Stefan.  -  Przepraszam,  że  tu  was 

przyjmuję, ale muszę bardzo uważać na to, z kim mnie widzą. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Dzięki,  wiem,  że  narobiłeś  sobie  sporo  kłopotu  z 

przygotowaniem tego wszystkiego - odparł Jordan. - Doceniam to. 

-  Nie  miałem  wyboru,  tak  bardzo  chciałem  się  z  tobą  znów 

zobaczyć  i  dowiedzieć  się,  jak  ci  się  powodzi  -  spojrzał  na  Lauren  z 

uśmiechem. - Cieszę się, bo najwyraźniej jesteś szczęśliwy. 

Usiadł  naprzeciw  nich  z  rozjaśnioną  twarzą,  ale  po  chwili 

uśmiech znikł. 

- Ale domyślam się, że to nie tylko przyjacielska wizyta. 

-  Obawiam  się,  że  nie,  Stefanie.  Czy  słyszałeś  coś  na  temat 

zniknięcia Amerykanki w Wiedniu kilka dni temu? 

Stefan  przez  chwilę  w  milczeniu  wpatrywał  się  w  podłogę,  po 

czym podniósł głowę. 

- Ładna, wysoka, szczupła, o lekko rudawych włosach? 

- Widziałeś ją? - poderwał się Jordan. 

-  Nie,  ale  słyszałem  historię,  która  nie  brzmi  mi  zbyt 

prawdopodobnie. 

- Co takiego? 

-  Krążą  plotki  o  kobiecie,  która  podróżowała  i  nagle  się 

rozchorowała.  Zabrali  ją  do  prywatnej  kliniki  na  skraju  miasta,  ale 

żadnemu z etatowych pracowników nie pozwolono zajmować się nią. 

Ma podobno własną pielęgniarkę i lekarza. 

- To mogłaby być ona - mruknął Jordan w zamyśleniu. - Czy jest 

jakiś sposób, żebyśmy mogli zobaczyć się z nią? 

- My? 

- Chciałbym zabrać Lauren ze sobą. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Rozumiem.  Oczywiście,  w  tej  chwili  nie  mogę  nic  obiecać. 

Zapewne będzie to trudne, ale chyba możliwe. 

-  Stefanie,  dla ciebie  nie  ma  rzeczy  niemożliwych  -  zaśmiał  się 

Jordan. 

-  Jesteś  zbyt  uprzejmy,  przyjacielu. Daj  mi trochę  czasu,  potem 

skontaktuję się z tobą. 

- Gdzie możemy się spotkać? 

-  Jutro  około  południa  zostawię  ci  wiadomość  tu,  w  sklepie. 

Zobaczymy, co da się zrobić. 

W  drodze  powrotnej  do  hotelu  skupiona  mina  Jordana 

powstrzymywała  Lauren  od  prób  nawiązania  rozmowy.  Nagle 

zatrzymał się przed sklepem z galanterią. 

-  Zaczekaj  w  samochodzie  -  powiedział.  -  Zabawię  tylko  parę 

minut. 

Dotrzymał słowa. Po powrocie wręczył jej pakunek. 

- Co to takiego? 

-  Kapelusz  z  dużym  rondem.  Będziesz  musiała  go  włożyć,  jeśli 

dostaniemy się do kliniki. 

- Masz już jakiś plan, prawda? - zapytała bardzo cicho. 

- Wciąż jeszcze myślę nad nim, ale może się udać - nie włączył 

zapłonu.  Siedział  nieruchomo,  z  rękami  mocno  zaciśniętymi  na 

kierownicy  i  wzrokiem  utkwionym  w  szybę  samochodu.  Lauren 

objęła spojrzeniem jego poważną twarz. 

- Powiedz mi - ponagliła. Spojrzał na nią z westchnieniem. 

- Boże, jak bardzo nie chciałbym cię do tego mieszać! 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Już jestem wmieszana, wiesz dobrze. 

- Tak. 

- Więc co ci chodzi po głowie? 

- Nie mogę ryzykować porwania pani Monroe z kliniki, jeżeli to 

rzeczywiście  ona,  bez  wzniecenia  niesamowitego  zamieszania.  W  tej 

samej chwili, kiedy zniknie, zaczną kontrolować granice. 

Lauren  skinęła  głową,  rozumiejąc  już  doskonałe  jego  plan  i 

dlaczego nie może mu to przejść przez gardło. 

- Muszę zająć jej miejsce - oznajmiła spokojnie. 

-  Do  tej  pory  to  jedyny  pomysł,  jaki  mi  się  nasunął.  Muszę 

jeszcze nad tym popracować. 

-  Myślę,  że  jest  wspaniały.  Może  wyjechać  zamiast  mnie.  We 

dwoje  odwołacie  rezerwację  w  wiedeńskim  hotelu  i  spokojnie 

wrócicie  do  kraju.  Jeżeli  moje  włosy  i  makijaż  są  tak  dobrane,  jak 

sobie  tego  życzył  pan  Mallory,  nie  powinno  być  kłopotu  z  prze-

kroczeniem granicy. 

-  Tak,  właśnie  na  to  liczył  Mallory.  Ale  w  ten  sposób  ty 

pozostajesz w rękach porywaczy Frances Monroe, kimkolwiek są. 

- Wiem - odparła cichutko. 

- Nie jestem pewien, czy się na to zdobędę. 

- Nie masz wyboru. Właśnie to był jedyny powód, dla którego tu 

przyjechałam. 

Jordan  podniósł  dłoń  i  lekko  uderzył  w  kierownicę  zwiniętą 

pięścią. 

- Nie podoba mi się to. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Ale ja się wcale nie boję, przecież wiesz. 

-  Porozmawiam  jutro  ze  Stefanem,  może  ma  jakieś  inne 

pomysły. 

- Być może dopomógłby mi później opuścić klinikę. 

-  Wrócę  po  ciebie,  natychmiast,  gdy  tylko  dowiozę  panią 

Monroe w bezpieczne miejsce. 

- Nie możesz. Narazisz się na niebezpieczeństwo... 

-  Głupstwa  gadasz.  Jeżeli  cię  zostawię,  to  wrócę,  niech  mnie 

szlag trafi! 

- Nie przekroczymy granicy... 

- Legalnie raczej nie, ale przekroczymy. 

-  Jordan,  jestem  pewna,  że  Mallory  nie  chciałby,  żebyś 

ryzykował... 

- Naprawdę nic a nic nie obchodzi mnie, czego chce Mallory. To 

on  zaangażował  cię  do  tego  przedstawienia.  Powinien  pogodzić  się  z 

faktem, że sprawa zakończy się dopiero wtedy, kiedy i ty bezpiecznie 

znajdziesz się tam, gdzie jest twoje miejsce. 

Lauren przyglądała mu się w zamyśleniu. Bała się, jasne, że się 

bała!  Dlaczego  miałaby  się  nie  bać?  Wiedziała  od  początku,  że  to 

będzie  niebezpieczne.  Natychmiast,  kiedy  zasugerowali  jej,  że 

mogłaby zająć miejsce pani Monroe, Lauren zaczęła liczyć się z tym, 

iż może zostać zdemaskowana, a nawet aresztowana za... szpiegostwo. 

Nie było jednak powodu już teraz rozpatrywać sytuacji pod tym 

kątem.  Jeszcze  nic  jej  nie  grozi.  Na  pewno  we  trójkę  wymyślą  jakiś 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

rozsądny  scenariusz,  który  wszystkim  zainteresowanym  zapewni 

maksimum bezpieczeństwa. 

Wyczuwała zdenerwowanie i gniew Jordana, ale tym razem były 

one inne, aniżeli wtedy, w biurze Mallory'ego. Martwił się, ponieważ 

zależało  mu  na  niej.  Rozumiała  to  doskonale.  Ale  kiedy  wyobraziła 

sobie  wszystkie  niebezpieczeństwa,  jakie  czyhają  na  niego  podczas 

przekraczania  granicy  z  panią  Monroe  jako  fałszywą  żoną,  sama 

zaczęła denerwować się na myśl o niepowodzeniu. 

Jordan włączył zapłon i w milczeniu pojechali do hotelu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

Kolację  zjedli  w  niemal  pustej  restauracji  hotelowej.  Żadne  z 

nich  nie  było  zbyt  rozmowne.  Myśli  ich  zaprzątnięte  były  tym,  co 

może zdarzyć się następnego dnia. Na dziś dyskusja była zakończona. 

Zanim  dotarli  do  pokoju,  zapadł  zmrok.  Lauren  bez  słowa 

sięgnęła  do  walizki  po  koszulę  nocną  i  zorientowała  się,  że  zabrała 

jedynie tę z jedwabiu i koronki. Wzruszyła ramionami. Kiedy się pa-

kowała,  myślała  jedynie  o  tym,  jak  to  będzie  wyglądać  w  oczach 

celników,  a  nie  o  własnym  samopoczuciu,  kiedy  będzie  zmuszona  ją 

włożyć. Nie zabrała nawet szlafroka. 

Weszła  do  łazienki  i  napełniła  wannę  gorącą  wodą.  Zrzuciła 

ubranie, szybko wskoczyła do wanny i z przyjemnością zanurzyła się 

w ciepłej, parującej kąpieli. 

Co za dzień! O świcie obudził ją wybuch, potem znalazła się w 

samym  centrum  uczuciowego  trzęsienia  ziemi,  które  wywróciło  do 

góry  nogami  wszystkie  jej  poprzednie  przemyślenia  na  temat 

mężczyzn  i  seksu.  Przypominała  sobie  wszystkie  kolejne  zdarzenia: 

podróż,  spotkanie  ze  Stefanem  i...  plan,  który  może  oznaczać,  że  już 

nigdy nie ujrzy domu i rodziny. Nie myśl tak! - zganiła się w duchu. - 

Plan  powiedzie  się,  już  oni  się  o  to  postarają.  Jeśli  rzeczywiście  jest 

bardzo podobna do Frances Monroe, to przecież mogłaby grać tę rolę 

nawet przez kilka dni! Dobrze, ale co potem? 

Jordan przyjedzie po nią. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Uśmiechnęła  się  do  tej  myśli.  Na  pewno  jej  pomoże.  Lauren 

miała do niego pełne zaufanie. 

Chwile  spędzone  w  wannie  pozwoliły  jej  odprężyć  się  i 

wypocząć,  likwidując  dokuczliwe  napięcie.  Włożyła  koszulę  nocną  i 

podeszła do lustra, żeby wyszczotkować włosy. 

Nagle stanęła jak wryta. Dłoń ze szczotką zawisła nieruchomo w 

powietrzu.  Wzrok  utkwiła  w  kobiecie,  która  spoglądała  na nią  z  tafli 

lustra.  Koszula  była  uszyta  z  jedwabiu  i  przylegała  jak  druga  skóra, 

uwydatniając wcięcie talii. Nawet w miejscu, gdzie był pępek, widniał 

cień. 

Z  równym  skutkiem  mogłaby  być  naga.  Piersi  były  ledwie 

przysłonięte  delikatną  koronką,  która  wąskimi  paskami  biegła  aż  do 

talii. I tak ubrana będzie dzielić łóżko z Jordanem Trentem? Tak! 

Uśmiechnęła  się  do  swoich  myśli.  Chyba  tym  razem  się  nie 

wywinie... 

Cokolwiek  zdarzy  się  jutro,  dziś  ma  przed  sobą  całą  noc  i 

zamierza  spędzić  ją  właśnie  z  Jordanem.  Od  chwili,  gdy  ich  miłosne 

pieszczoty  zostały  tak  brutalnie  przerwane,  napięcie  między  nimi 

rosło  i  stawało  się  widoczne  na  każdym  kroku.  Przecież  chyba  to 

niemożliwe,  aby  spokojnie  położył  się  obok  niej  i  zasnął!  Nie  po 

dzisiejszym ranku. 

Otwarła drzwi i wyszła z łazienki. 

Pokój  oświetlony  był  jedynie  maleńką  lampką  stojącą  obok 

łóżka.  Jordan  stał  w  mrocznym  kącie,  wyglądając  przez  okno.  Nie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

odwrócił  się,  kiedy  weszła,  a  sądząc  po  wyrazie  jego  twarzy,  myśli 

krążące mu po głowie nie były przyjemne. 

- Jordan? 

Obejrzał się i nagle cały zesztywniał. Ale jego oczy zdradzały go 

- były pełne zachwytu i zdumienia. Mimo to zapytał szorstkim tonem: 

- Co? 

- Przepraszam, że tak długo siedziałam w wannie - i podeszła do 

niego, podświetlona miękkim blaskiem lampki. 

Obserwował ją, kiedy zbliżała się i wiedział już, że tej nocy nie 

zdoła  się  jej  oprzeć.  Nie  da  rady.  Zbyt  mocno  był  zatroskany  z  jej 

powodu,  zbyt  wystraszony.  A  teraz  jeszcze  pojawiła  się  w  takim 

stroju, który... 

Co  stało  się  z  klasztorną  koszulą  nocną,  którą  miała  na  sobie 

wczoraj? Ale przecież to i tak nie miałoby żadnego znaczenia! Nawet 

gdyby nosiła worek, nie zdołałoby to stłumić jego pożądania. 

Odchrząknął. 

-  Nie  szkodzi  -  wymamrotał  i  szybko  wyminął  ją,  wszedł  do 

łazienki  i  głośno  zamknął  za  sobą  drzwi.  Nie  uczynił  tego  jednak  na 

tyle szybko, by Lauren nie dostrzegła pożądania błyszczącego w jego 

oczach i reakcji jego ciała na jej widok. 

Dziś  nad  ranem  dowiedziała  się  o  nim,  i  o  miłości,  już  dość 

dużo,  ale  zamierza  dowiedzieć  się  jeszcze  więcej,  zanim  ta  noc 

dobiegnie końca. 

Kiedy  Jordan  wyszedł  z  łazienki  po  długim,  orzeźwiającym 

prysznicu,  w  sypialni  panowały  zupełne  ciemności.  Jedynie  słaby 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

odblask  latarni  wpadający  do  pokoju  przez  oba  okna  pozwolił  mu 

ostrożnie  skierować  się  w  stronę,  gdzie,  jak  mu  się  zdawało, 

znajdowało się łóżko. 

Żałował, że nie zabrał czegoś do spania. Kiedy się pakował, był 

zbyt  wściekły, żeby pomyśleć o wszystkim. Tak więc okazało się, że 

ma  do  wyboru  jedynie  spodnie  od  dresu  lub  dżinsy.  Ani  jedne,  ani 

drugie nie nadawały się. I jedne, i drugie byłyby diablo niewygodne. 

Wreszcie  dotknął  nogą  brzegu  łóżka.  Ostrożnie  przesuwając 

dłonie wzdłuż krawędzi natrafił na stolik stojący u wezgłowia. Z ulgą 

osunął  się  na  posłanie.  Jak  dotąd,  jakoś  idzie.  Może  Lauren  już 

zasnęła? 

Zmusił  się  do  wstrzymania  oddechu  i  nasłuchiwał.  Dopiero, 

kiedy się zupełnie uspokoił, usłyszał tuż obok cichy oddech Lauren. Z 

jego rytmu i tempa wywnioskował, że do snu było jej raczej daleko. 

A czego właściwie oczekiwał? 

Poprzedniej  nocy  przynajmniej  mieli  oddzielne  łóżka,  chociaż 

zsunięte tak, że leżeli od siebie na odległość wyciągniętego ramienia. 

Dzisiaj  nawet  nie  ma  co  udawać.  Muszą  spać  obok  siebie  jak  para 

małżonków.  A  poza  tym  nie  było  tu  nawet  wygodnego  fotela,  nie 

mówiąc już o kanapie. Możliwości spędzenia nocy na podłodze nawet 

nie rozważał. 

Bardzo  ostrożnie  uniósł  kołdrę  i  wsunął  się  pod  nią,  starannie 

zachowując  jak  największą  odległość  od  środka  łóżka.  To  będzie 

cholernie  długa  noc,  a  przecież  potrzebował  snu...  Zmusił  się  do 

odprężenia i wyciągnął na całą długość. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Jordan, kochanie? 

Omal  nie  podskoczył  na  łóżku,  kiedy  nagle  usłyszał  jej  cichy 

głos  dochodzący  z  ciemności.  Brzmiał  słodko  i  uwodzicielsko,  a 

sądząc z pieszczotliwego „kochanie", Lauren doskonale zdawała sobie 

sprawę z tego, że mogą mieć słuchaczy. Co ona knuje? 

- Hmm? - odmruknął ostrożnie. 

- Nie pytałam cię jeszcze o to. Czy byłoby ci przykro, gdyby to 

była dziewczynka? 

Po  tym  pytaniu  pokój  wypełniło  naładowane  elektrycznością 

milczenie.  Jordan  gwałtownie  obrócił  głowę,  ale  nie  widział  w 

ciemności nic poza niewyraźnym zarysem jej ciała. 

- Co? - zapytał zdławionym głosem. 

-  No  wiesz,  dziecko  -  odparła  głosem,  w  którym  brzmiał 

uśmiech.  -  Wiem,  że  nie  zamierzaliśmy  tak  wcześnie  powiększać 

naszej  rodziny,  ale  chyba  nie  jest  ci  przykro,  że  to  jedno  jest  już  w 

drodze... prawda? - zapytała rozmarzonym tonem. 

- Och, Lauren...? 

Poczuł, że  Lauren poruszyła się na łóżku. Jej stopa prześliznęła 

się  po  jego  kostce  i  zaczęła  ocierać  się  o  podbicie.  Jordan  omal  nie 

wyskoczył z łóżka jak z katapulty. 

- Co ty wyprawiasz? - rzucił szorstko. 

- Och, przepraszam, kochanie. Spycham cię? To łóżko jest dużo 

mniejsze niż nasze, w domu - westchnęła. - Ale kiedy jesteśmy razem, 

nie zajmujemy znów tak wiele miejsca - przysunęła się tak blisko, że 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

włosami  muskała  jego  ramię  i  dodała:  -  Mam  nadzieję,  że  będzie 

podobne do ciebie. 

- Kto? 

- Dziecko. Jeżeli to będzie chłopiec, chcę, żeby nosił twoje imię. 

Mam nadzieję, że będzie miał czarne i kręcone włosy, jak ty, i twoje 

ogromne czarne oczy, a także twój... złośliwy uśmiech. 

-  Złośliwy...  -  Jordan  urwał  na  samą  myśl,  że  Lauren  mogłaby 

mieć  jego  dziecko.  Przez  chwilę  wyobraził  sobie  to  niemowlę  tak 

wyraźnie,  jakby  już  było  z  nimi  w  pokoju:  miało  czarne,  kręcone 

włosy, uśmiech. Tylko oczy były szare, jak u Lauren. 

Obok  niemowlęcia  nagle  pojawiła  się  dziewczynka.  Ona  też 

miała  loczki,  ale  płowoczerwone,  niemal  marchewkowe,  a  oczka 

ciemnobrązowe. Podnosiła do niego rączki, jakby prosząc, by wziął ją 

w ramiona. 

Jordan potrząsnął głową i zamrugał oczami. Czy on zwariował? 

Ostatnio  przeżywa  stanowczo  za  dużo  napięć!  Miał  rację,  że  jest  za 

stary  na  takie  życie.  Powinien  zamknąć  się  w  jakimś  spokojnym 

sanatorium, gdzieś... 

- A może dam mu imię po twoim ojcu? 

- Nie, nie chcę - odparł machinalnie. Słowa zabrzmiały szorstko 

w ciszy pokoju i Jordan spróbował złagodzić ich wymowę: - Dlaczego 

nie mielibyśmy mu dać imienia twojego ojca? 

Dopiero, kiedy usłyszał własny głos, dotarło do niego, że wplątał 

się w tę idiotyczną grę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Matthew Mackenzie Trent. Ładnie brzmi, prawda? - zauważyła 

Lauren z pewną dozą dumy. 

Jordan  uśmiechnął  się  szeroko.  Naprawdę  zachowywała  się  jak 

dumna  mamusia,  przedstawiająca  towarzystwu  swego  syna.  Obrócił 

się  na  bok  i  poczuł  dotyk  jej  ciała  od  ramienia  po  końce  palców  u 

stóp.  Niby  przypadkiem  przesunął  nogę  tak,  by  ją  objęła  i  delikatnie 

opuścił dłoń na jej pierś. 

-  A  nasza  córka?  -  zapytał,  skubiąc  koniuszek  jej  odsłoniętego 

ucha.  Czuł  oszalałe  bicie  jej  serca.  Zdziwił  się,  że  głos  Lauren  może 

brzmieć  tak  spokojnie  i  sennie,  podczas  gdy  serce  wali  jak  młotem. 

Zaczął zastanawiać się, jak daleko posunie swoją zabawę. 

- Nasza córka? - zapytała, wstrzymując oddech. 

- Uhmm - potwierdził, rysując pocałunkami linię wzdłuż jej szyi. 

Czuł, jak mocno pulsuje jej tętno. - Gdyby to była dziewczynka... 

- Och... No cóż... 

-  Na  pewno  będzie  miała  twój  kolor  włosów  i  ogromne  oczy, 

które budzą u mężczyzn różne dziwne myśli... 

- Naprawdę? To znaczy... 

-  O,  tak.  Gdybyśmy  nie  byli  już  tak  starym  małżeństwem, 

byłbym  doprawdy  zirytowany  spojrzeniami,  jakimi  dziś  ścigali  cię 

mężczyźni. 

- Aleja.. 

Przerwał  jej  w  pół  słowa,  cokolwiek  chciała  powiedzieć,  po 

prostu  zamykając  jej  usta  pocałunkiem.  Usiłowała  wymknąć  się,  ale 

szybko  zorientowała  się,  że  to  niemożliwe,  ponieważ  jego  noga  i 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ramię  przygważdżają  ją  do  materaca.  To  nie  znaczy,  że  Lauren  tak 

naprawdę  chciała  się  wymknąć.  W  każdym  razie  nie  do  końca.  Po 

prostu  zareagowała  odruchowo,  bo  nie  spodziewała  się,  że  Jordan 

rzuci się na nią tak od razu. 

Leżała  w  ciemności,  czekając  na  niego  i  zastanawiając  się,  jak 

mało mogą sobie powiedzieć w tym pokoju. I tak, od myśli do myśli, 

postanowiła  podrażnić  się  z  nim  trochę.  Tylko  troszeczkę. 

Zaplanowała  sobie  tę  żartobliwą  rozmowę  o  ich  dzieciach,  a  on  bez 

trudu obrócił ten żart przeciwko niej. 

Zabawne,  ale  oczami  wyobraźni  widziała  zarówno  chłopczyka, 

jak  i  dziewczynkę.  Były  to  szczęśliwe,  roześmiane  dzieci,  otoczone 

miłością...  i  Lauren  poczuła  nagle  tak  gorący  przypływ  radości,  że 

zwróciła  się  ku  Jordanowi  i  objęła  go  mocno.  Przypuszczała,  że 

jedynym  celem  jego  pocałunku  było  zamknięcie  jej  ust,  ale  dopiero 

teraz zrozumiała, że właśnie robi to, czego zawsze pragnęła... 

Jordan poczuł, że jej opór roztapia się i nagle była tuż przy nim. 

Jej piersi dotykały go, a uda zamknęły się na jego kolanie. 

Wszystkie  szlachetne  postanowienia  opuściły  go  w  jednej 

chwili.  Nigdy  nie  był  święty,  choć  teraz  bardzo  się  starał.  A  Lauren 

wcale mu nie pomagała. Gdyby jej nie znał, byłby przysiągł, że usiłuje 

go uwieść. 

Wsparł się na łokciu i spojrzał na jej tonącą w ciemności twarz. 

Z uśmiechem udał, że ziewa i powiedział: 

-  No,  skarbie.  To  był  długi  dzień.  Powinniśmy  chyba  trochę 

odpocząć. Zwłaszcza ty musisz na siebie uważać - dodał, jednocześnie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

zsuwając  z  jej  ramienia,  po  kolei,  najpierw  jedno,  a  potem  drugie 

ramiączko koszuli. 

Lauren  wydała  z  siebie  zduszony  dźwięk,  coś  pośredniego 

pomiędzy  zachłyśnięciem  się  a  westchnieniem.  Jordan  ściągał 

delikatną tkaninę tak długo, aż opadła na wysokość jej talii. 

- Dobranoc - powiedział głośno i zaczął ją całować. 

Były to pocałunki pełne namiętności i determinacji. 

Żadne  z  nich  nie  miało  cienia  wątpliwości,  że  tym  razem  będą 

się kochać, a ona nie będzie stawiała oporu. 

Nieustanna  świadomość,  że  powinni  zachowywać  się  cicho 

sprawiła,  iż  milczące  pieszczoty  Jordana  wzruszyły  Lauren  swą 

delikatnością.  Jego  wargi  błądziły  po  niej,  podczas  gdy  dłonie 

osuwały jedwab i koronki w dół, aż do stóp. Aksamitna skóra Lauren 

drżeniem  reagowała  na  pieszczoty.  W  pewnej  chwili  Jordan 

uświadomił sobie, że Lauren wcisnęła pięść do ust, by zdusić jęk. 

Kusiła  go  i  drażniła,  świadomie  czy  też  mimo  woli.  Teraz  nie 

było  odwrotu.  Zanim  nadejdzie  poranek,  Lauren  Mackenzie  w  pełni 

pojmie istotę kochania się kobiety i mężczyzny. 

Lauren  zaczęła  naśladować  Jordana  i  to  od  razu  z  doskonałym 

skutkiem.  Zaledwie  musnęła  dłonią  jego  brzuch,  a  już  jego  mięśnie 

konwulsyjnie  skurczyły  się  pod  wpływem  jej  pieszczoty.  Dotknęła 

gumki  jego  spodenek  i,  idąc  za  jego  przykładem,  zaczęła  zsuwać  je 

wzdłuż muskularnych ud i łydek. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jordan ostrożnie, tak, aby łóżko nie skrzypnęło, przetoczył się na 

Lauren. Przez chwilę poczuła na sobie jego ciężar, potem, wsparty na 

łokciach, zaledwie słyszalnie wyszeptał jej wprost w ucho: 

- Czy nie jestem za ciężki? 

Potrząsnęła głową. 

Znowu  odnalazł  jej  usta,  łaskocząc  je  drobnymi  pocałunkami 

wzdłuż  dolnej  wargi,  pieszcząc  językiem  ich  linię  tak  długo,  aż  żar 

ogarnął ich oboje. Wtedy wniknął w jej usta i powolnym, ale mocnym 

głaskaniem  uświadamiał  jej,  czego  od  niej  pragnie,  a  jednocześnie 

pozostawiał możliwość ucieczki, gdyby nagle zechciała wycofać się z 

tej  ich  miłosnej  gry.  Lauren  jednak  przyciągnęła  go  bliżej,  lekko 

przesuwając się i zanim delikatnie uniósł się nad nią, oboje drżeli już 

z pożądania i pragnienia. 

Lauren  nigdy  nie  przypuszczała,  że  fizyczna  miłość  może  być 

tak pięknym, tak olśniewającym zespoleniem dwojga ludzi. Wiedziała 

już, że na zawsze pozostanie wdzięczna losowi, iż spotkała Jordana i 

mogła go bliżej poznać. Wydawało się jej, iż całe życie czekała na tę 

jedną chwilę, by odsłonił przed nią tajemnicę miłości. 

Jordan  opuścił  się  powoli,  aż  przyjęła  go  zupełnie  w  swe 

wnętrze. Jak mógł do tej pory żyć, nie znając tego cudownego uczucia 

zjednoczenia  z  drugą  osobą?  Znieruchomiały,  obejmował  ją  mocno, 

rozkoszując się oszałamiającą intensywnością swych przeżyć. 

Lauren  uśmiechała  się,  mocno  przywierając  do  niego.  Głowę 

wtuliła  w jego ramię. Spodziewała się bólu, a przynajmniej  doznania 

jakiejś  drobnej  przykrości.  Zamiast  tego  zdumiała  ją  delikatność,  z 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

jaką  szukał  do  niej  dostępu,  poruszając  się  tak  powoli,  iż  jej  ciało 

miało  możliwość  dostosowania  się  do  niego.  Te  delikatne,  powolne 

ruchy były dla obojga rozkosznie podniecające. 

Cisza  pomieszczenia  pozostała  nie  zakłócona,  jedynie 

momentami  zmącona  dyskretnym  westchnieniem  lub  szelestem 

pościeli  -  odgłosami,  które  mogli  wydawać  znużeni  ludzie  usiłujący 

zaznać odpoczynku w obcym pokoju i obcym łóżku. 

Lauren  miała  wrażenie,  jakby  coś  w  jej  wnętrzu  zerwało  się  z 

uwięzi  -  im  silniej  poruszało  się  i  miotało,  tym  większe  ogarniało  ją 

napięcie.  Jej  ciało  wydawało  się  bliskie  eksplozji,  delikatny  deszcz 

jasnych  świateł  i  barw  rozjaśniał  mrok  wokół  niej.  I  nagle  zewsząd 

otoczyła  ją  kaskada  fajerwerków,  wypełniając  pokój  światłem  i 

radością, nadzieją i miłością. 

Ukryła  głowę  głęboko  na  jego  piersi  i  tak  trwała.  Nagle  ciałem 

Jordana wstrząsnął dreszcz, który zdawał się biec od głowy po końce 

palców  stóp.  Zadygotał  cały,  a  potem,  ciężko  dysząc,  osunął  się  na 

pościel obok niej. 

Przytulił  ją  tak  mocno,  jakby  nigdy  już  nie  zamierzał  wypuścić 

jej z ramion, a ona, szczęśliwa i nasycona, zasnęła w tej pozycji. 

Gdzieś  w  środku  nocy  Lauren  obudziła  się  pod  wpływem 

cudownego uczucia. Jordan wciąż ją obejmował, delikatnie pieszcząc 

dłońmi  i  ustami.  Jego  miłość  wydawała  się  częścią  snu  i  Lauren 

odpowiadała  mu  bez  opamiętania,  wiedząc,  że  ich  wspólne  chwile 

skończą się już za kilka godzin. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Kiedy  obudziła  się  znowu,  Jordan  spokojnym  głosem 

powiedział: 

- Czas wstawać, kochanie, jeśli chcesz zwiedzić cokolwiek. 

Lauren otworzyła i natychmiast zmrużyła oczy, poraziło je zbyt 

jasne  światło.  Skupiła  wzrok  na  Jordanie  stojącym  obok  jej  łóżka. 

Widok  jego  nagości  szybko  przywrócił  jej  przytomność.  Westchnęła 

spazmatycznie i podciągnęła kołdrę pod samą brodę. 

Namiętne kochanie  się  z  mężczyzną  w  ciemności  było  zupełnie 

czymś  innym  niż  oglądanie  tego  samego  mężczyzny  w  całej  jego 

naturalnej  wspaniałości  i  w  pełnym  świetle  dnia.  Nagle  dotarło  do 

niej, że on zupełnie nie wstydzi się własnej nagości. 

-  Zaoszczędziłoby  nam  trochę  czasu,  gdybyśmy  razem  wzięli 

prysznic - stwierdził chłodnym, niedbałym tonem, ale  w  oczach miał 

zdecydowanie figlarne iskierki. 

- Ach, tak... ale ja... 

Delikatnie,  ale  stanowczo  wyciągnął  kołdrę  z  jej  kurczowo 

zaciśniętych palców. 

- No, chodź, kochanie. Musimy ruszać. 

Chwycił  ją  za  ręce  i  postawił  na  nogi,  z  uśmiechem  obejmując 

spojrzeniem. Pociągnął ją do łazienki. 

- Jak spałaś, skarbie? 

- Ja? Dobrze, nawet nie sądziłam... 

- Wiem. Obce łóżko i ten pokój... Trudno wypocząć w podróży. 

Tyle lat spędziłem w drodze, że sam już się przyzwyczaiłem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Lauren  nie  przypuszczała,  że  jest  w  stanie  zarumienić  się  na 

całym ciele. Jedno spojrzenie w lustro w łazience uzmysłowiło jej, że 

to  jednak  możliwe.  Twarz  jej  jednak  przybrała  jeszcze  jaskrawszy 

odcień purpury, kiedy stwierdziła, że Jordan wcale nie jest poruszony 

jej obecnością. 

Pochylił  się  i  pocałował  ją  za  uchem,  obejmując  ramionami. 

Teraz  oboje  stali  przed  lustrem,  a  on  wydawał  się  rozbawiony  jej 

zakłopotaniem. 

- Jeżeli sądzisz, że przeproszę cię za tę noc, to spotka cię spory 

zawód - mruknął pod nosem. 

Potrząsnęła  głową,  ale  jakoś  nie  była  w  stanie  wydusić  z  siebie 

ani  słowa.  Jordan  wciągnął  ją  pod  prysznic  i  zaczął  mydlić  Lauren 

leniwymi,  pieszczotliwymi  ruchami,  aż  zapomniała  o  swoim 

zawstydzeniu.  Z  ciekawością przyglądała  się  ciału, które  od  ostatniej 

nocy znała jedynie z dotyku. Musiała przyznać, że metoda poznawcza 

Braille'a  nie  jest  najgorsza,  była  jednak  szczęśliwa,  że  może  oglądać 

nagiego Jordana w pełnym świetle. 

Jej  własne  ciało  zdawało  się  bardzo  szybko  uczyć 

zdumiewających nowych rzeczy. A może to on wiedział, jakich strun 

dotknąć, by wywołać w jej wnętrzu tak silną reakcję. 

Nagle podniósł ją, owinął się w pasie jej nogami, i zdobił to tak 

szybko, że aż wydała głośny okrzyk. 

-  Boli?  -  zapytał,  lekko  marszcząc  brwi.  Zaprzeczyła  ruchem 

głowy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  No  to  teraz  możemy  rozmawiać...  dopóki  woda  jest 

odkręcona... 

Lauren była zbyt zaskoczona, by powiedzieć cokolwiek. 

-  Twoje  plecy...  wykrztusiła  wreszcie.  -  Nie  będą  cię  bolały 

plecy? 

Pochylił  się  i  pocałował  ją.  Długi,  upajający  pocałunek 

rozproszył jej wątpliwości. 

-  Wymasujesz  mnie,  jeśli  będą  bolały?  -  zapytał  z  przewrotną 

nutą w głosie. - Bo jeśli tak, to może warto... 

Nie  była  już  w  stanie  skupić  się  na  jego  żartach.  Jej  plecy 

wygięły się  w łuk, z gardła wydobył się cichy jęk. Wydawało się,  że 

całe jej ciało roztapia się jak wosk. 

Jordan  zadygotał,  obejmując ją tak mocno,  że  nie  mogła  złapać 

tchu. Po chwili powoli postawił ją na ziemi. 

- Bomba! - wykrzyknął, kiedy mógł już złapać oddech. 

- Co to znaczy: Bomba? 

- Bomba! Jesteś fantastycznym partnerem do kąpieli! 

Roześmiała  się,  nagle  bardzo  z  siebie  zadowolona.  Jordan 

zachowywał  się  tak,  jakby  sądził,  iż  jej  gesty  są  świadome,  podczas 

gdy ona tylko pozwalała się prowadzić. 

Skwapliwie wyskoczyła spod prysznica i odkryła, że kolana drżą 

jej tak, iż zaledwie może ustać. 

-  Nie  jestem  pewna,  czy  to  był  dobry  pomysł  -  wyszeptała 

matowym głosem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jordan  wyskoczył  tuż  za  nią,  nie  zakręcając  wody,  i  w  jednej 

chwili otoczył ją ramionami. 

- Co się stało? Chyba nie zrobiłem ci krzywdy? Cholera! 

Potrząsnęła głową. 

- Nie. Po prostu nie miałam pojęcia... Skąd miałam wiedzieć... - 

spojrzała  w  lustro  i  spostrzegła  jego  zatroskaną  minę.  -  Wszystko  w 

porządku, naprawdę - dodała, prostując się niepewnie. - Nie chciałam 

cię przestraszyć... 

- Och, Lauren - wyszeptał, zanurzając twarz w jej włosach. - Ja 

też nie chciałbym sprawić ci najmniejszego nawet bólu. 

- Wiem - odparła miękko. 

Jeśli  ich  związek  sprawi  jej  cierpienie,  będzie  mogła  winić 

jedynie siebie. Podjęła decyzję i nie żałowała jej. Teraz jednak musieli 

zająć się tym, po co przyjechali. 

-  Czy  nie  powinieneś  zakręcić  wody,  zanim  ktoś  dojdzie  do 

wniosku, że mamy potop w pokoju? 

- zapytała, sięgając po ręcznik. 

Jordan bez słowa skinął głową. Wypuścił ją z objęć, sięgnął pod 

prysznic i zakręcił wodę. 

-  Co  mamy  dziś  w  rozkładzie?  -  zapytała  niedbale.  Weszli  do 

sypialni  i  zaczęli  się  ubierać.  Lauren  nie  mogła  oderwać  od  niego 

oczu, choć starała się z całych sił. 

-  Pamiętasz  ten  mały  sklepik  z  pamiątkami,  który  odkryliśmy 

wczoraj?  -  zapytał,  a  ona  zorientowała  się,  że  ma  na  myśli  miejsce, 

gdzie spotkali się ze Stefanem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Tak, oczywiście. 

-  Nie  wychodzą  mi  z  głowy  te  ręcznie  rzeźbione  szachy,  które 

tam  widzieliśmy.  Byłby  to  wspaniały  prezent  dla  twojego  taty,  jak 

sądzisz? 

- Faktycznie! - zaśmiała się, doskonale wiedząc, że jej ojciec nie 

miał zielonego pojęcia o szachach. 

- To miło, że pamiętałeś. 

Podszedł i poprawił kołnierzyk jej sukni, potem przesunął dłonią 

wzdłuż jej pleców w dół i w górę. 

-  Zawsze  myślę  o  twojej  rodzinie.  To  wspaniali  ludzie.  Czy 

pamiętasz, że mamy wysłać pocztówki do Meg i Amy? 

Lauren spojrzała na niego ostro i pochwyciła przekorny błysk w 

jego oku. 

-  Myślałam,  że  zaczekamy  z  tym,  aż  będziemy  we  Francji. 

Wiesz, jakie są moje siostry. 

Uniósł  brwi,  a  ona  odpowiedziała  mu  wyjątkowo  niewinnym 

spojrzeniem. Spojrzał na zegarek. 

- Powinniśmy już wyjść. Trochę zaspaliśmy. 

- A cóż to za różnica, kochanie? Jesteśmy przecież na wakacjach 

- wzięła torebkę i kapelusz, który kupili poprzedniego dnia. 

- Dobrze, że mi przypomniałaś. Ciągle usiłuję gdzieś zdążyć. 

W małym sklepiku czekała na nich wiadomość od Stefana. Mieli 

spotkać  się  z  nim  o  trzeciej  w  dobrze  znanym  miejskim  parku. 

Ponieważ  nie  umieli  przewidzieć,  kiedy  znowu  będą  mogli  jeść, 

Jordan zaproponował, żeby teraz iść na lunch. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Podczas posiłku nie przestawał jej bacznie obserwować. 

- Czy mam ubrudzoną twarz? - zapytała wreszcie. Jordan stał się 

jeszcze bardziej skupiony. 

- Nie. Zaskoczyłaś mnie, to wszystko - odparł, powoli podnosząc 

do ust kawałek wędliny. 

-  Czyżbyś  nie  zdawał  sobie  sprawy  z  tego,  jak  bardzo  potrafię 

być  agresywna?  -  wysiliła  się  na  żart,  ale  z  jego  miny  wyczytała,  że 

bezskutecznie. Wcale go nie rozśmieszyła. 

-  Chciałbym  wiedzieć,  dlaczego  -  odezwał  się  w  zamyśleniu, 

jakby  powtarzając  jedynie  to,  co  już  od  dawna  tłukło  mu  się  po 

głowie. 

- Dlaczego? - zapytała z wahaniem. 

-  Dlaczego  ja?  Dlaczego  teraz?  Czekałaś  tyle  lat  i  nagle, 

niespodziewanie podejmujesz taką decyzję? 

-  Czy  próbujesz  powiedzieć  mi,  że  powinnam  była  usiąść  i 

przemyśleć wszystko, zanim zacznę się z tobą kochać? 

-  Usiłuję  powiedzieć  ci  -  powtórzył  cierpliwie  i  spokojnie  -  że 

zachowałaś się zupełnie niezgodnie z twoim charakterem. 

-  W  takim  razie  po  prostu  nie  znasz  aż  tak  dobrze  mojego 

charakteru. 

- Wiem, że byłem twoim pierwszym mężczyzną. 

- Chodzi ci o moje niedoświadczenie, co? A ja myślałam, że tak 

szybko się uczę... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Nie  oszukasz  mnie,  Lauren.  Z  tego,  co  się  o  tobie 

dowiedziałem, wiem, że jesteś silną, niezależną kobietą, która nie robi 

nic pod wpływem impulsu. 

-  Chyba  żartujesz.  Cała  ta  wyprawa  jest  jednym  wielkim 

impulsem,  A  gdybym  powiedziała  ci,  że  znudził  mi  się  dawny  styl 

życia i postanowiłam zmienić skórę? 

- Ale dlaczego ja? 

Teraz  już  nie  potrafiła  zdobyć  się  na  żaden  inteligentny 

komentarz. Nie mogła przecież powiedzieć mu: „Bo byłeś pod ręką". 

Grając na zwłokę, pociągnęła łyk ze szklanki i postawiła ją przed 

sobą. Podniosła głowę i wytrzymała jego natarczywe spojrzenie. 

- Może zakochałam się w tobie. 

Drgnął,  jakby  go  spoliczkowała.  Właściwie,  czegóż  innego 

mogła oczekiwać? Nie powinna być zaskoczona. 

- Wiesz, że to nie ma przyszłości - odezwał się cicho. 

- Wiem. 

- Mój tryb życia... 

- Doskonale znam twój tryb życia. Nie musisz mi go opisywać. 

- Wykorzystałem sytuację, chociaż obiecałem ci, że... 

-  Dlaczego  przypisujesz  sobie  całą  zasługę?  Ja  też 

wykorzystywałam sytuację, dobrze o tym wiesz. 

Potrząsnął  głową,  niezadowolony  z  przebiegu,  jaki  zaczynała 

przybierać ta rozmowa. Czy ona niczego nie bierze na serio? 

Jasne,  że  go  nie  kocha.  Głupi  żart.  Nawet  go  chyba  nie  lubi. 

Właściwie  nie  ma  się  co  dziwić,  po  sposobie,  w  jaki  traktował  ją  od 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

samego  początku.  A  jednak  coś  było  między  nimi...  coś,  co 

wywoływało fontanny iskier, skoro tylko się do siebie zbliżyli. Nawet 

po  tych  kilku  godzinach  namiętnego  kochania  się  czuł,  że  wciąż  jej 

pożąda. Co go w niej tak bardzo pociąga? 

Do diabła, chciałby to wiedzieć. 

Spojrzał na zegarek. 

- Musimy już iść - stwierdził, dając znak kelnerowi, by przyniósł 

rachunek.  Zapłacił  szybko,  wziął  Lauren  pod  ramię  i  wyszli  z 

restauracji,  otoczeni  tą  szczególną  aurą,  którą  zawsze  promieniują 

zakochani. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

Dwukrotnie okrążyli park, jakby rozkoszując się pięknem dnia i 

widoku.  Jordan  droczył  się  z  nią,  szeptał  do  ucha  rzeczy,  które 

wywoływały  rumieniec  na  jej  twarzy,  ale  kątem  oka  dyskretnie 

rozglądał się za Stefanem. Mimo to nie rozpoznał go. 

Podstarzały, lekko kulejący mężczyzna z laską, skinął im głową, 

kiedy go mijali. Kilka sekund zajęło Jordanowi przypomnienie sobie, 

skąd go zna. Wybuchnął śmiechem. 

- Z czego się śmiejesz? 

- Zapomniałem o upodobaniu Stefana do przebieranek. 

Rozejrzała się wokół siebie. 

- A gdzież on jest? 

- Nieważne. Usiądźmy na chwilę na ławeczce, a na pewno zaraz 

do nas dołączy. 

Po  niecałym  kwadransie  przysiadł  się  do  nich  ten  sam  starszy 

pan i  znowu  skinął  im  głową.  Jordan  nie  odwracał  uwagi  od  Lauren, 

chociaż jego słowa skierowane były ponad jej ramieniem do Stefana. 

- Mogłeś mnie uprzedzić, że to będzie bal przebierańców. 

- Nie szkodzi - mruknął staruszek, jakby mamrocząc do siebie. - 

Myślałem, że rozpoznasz strój. 

- Co masz mi do powiedzenia? 

- Informacje, które posiadamy, są prawdziwe. 

- Można się tam dostać? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Staruszek pogrzebał  w  kieszeni  i  wyciągnął  torebkę  orzeszków. 

Rzucił  jeden  na  ziemię,  obserwując,  jak  z  pobliskiego  drzewa 

zeskakuje  wiewiórka,  chwyta  orzeszek  i  z  powrotem  zmyka  w 

bezpieczne miejsce. 

- To będzie trochę ryzykowne, ale owszem. 

- Jak? 

Jordan  wciąż  uśmiechał  się,  igrając  z  loczkiem  nad  uchem 

Lauren, ale nie odrywał wzroku od mężczyzny. 

- Załatwiłem, że pielęgniarka na parę minut spotka się ze swoim 

chłopakiem około piątej, to znaczy w godzinach odwiedzin. Ty i twoja 

żona  wejdziecie  jako  odwiedzający  i  wmieszacie  się  w  tłum.  W 

gazecie, która leży obok mnie, znajdziecie plan. Po wejściu do kliniki 

musicie prześliznąć się do drugiego skrzydła. Pokój jest oznaczony, to 

nie potrwa długo. 

- W jakim jest stanie? 

- Nie udało mi się dowiedzieć. 

- Jeżeli pozostawię tam Lauren tak długo, dopóki nie uda mi się 

bezpiecznie  wywieźć  tamtej  kobiety  z  kraju,  jaką  opiekę  możecie  jej 

zapewnić? 

- Wszystko, co będzie konieczne. 

Jordan nagle zdał sobie sprawę, że wstrzymywał oddech, dopóki 

nie  padło  to  zdanie.  Nawet  w  tej  sytuacji plan  mógł  się  nie  powieść. 

Kiedy  jednak  dotrą  do  pani  Monroe,  być  może  zdołają  zasięgnąć 

bardziej szczegółowych informacji i zdecydują wówczas, co robić. 

- Zobaczymy się z tobą? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Będę  tam,  ale  nie  zobaczycie  mnie  -  zwrócił  się  Stefan  do 

wdzięczącej się wiewiórki. 

Jordan pochylił się i pocałował Lauren. 

-  Będziemy  o  piątej  -  mruknął  i  odsunął  się.  Podniósł  gazetę, 

machinalnym  ruchem  wtykając  ją  pod  pachę.  Ujął  Lauren  za  rękę  i 

pomógł  jej  wstać,  jak  zakochany,  który  marzy  jedynie  o  tym,  aby 

znaleźć się z dziewczyną w bardziej ustronnym miejscu. 

Żadne  z  nich nie  obejrzało  się  na  staruszka,  który  dalej  siedział 

na ławce i karmił wiewiórki. 

Jordan  ucieszył  się,  kiedy  zobaczył,  że  wokół  kliniki  kręci  się 

tylu  ludzi,  iż  bez  trudu  zdoła  wraz  z  Lauren  wmieszać  się  w  tłum. 

Namówił  ją,  aby  na  wszelki  wypadek  włożyła  kapelusz,  który 

dokładnie ocieniał jej twarz. 

Wewnątrz  skierowali  się  w  dół  korytarza,  aż  do  miejsca,  gdzie 

skręcał.  Tam  natrafili  na  klatkę  schodową,  weszli  dwie  kondygnacje 

wyżej, potem do drugiego korytarza, aż do końca. Modląc się, by plan 

Stefana okazał się skuteczny, Jordan nacisnął klamkę drzwi pokoju nr 

301. Drzwi uchyliły się. Zajrzał do środka. Rolety były spuszczone, w 

pokoju  panował  mrok,  ale  można  było  dostrzec  zarys  kobiecej 

sylwetki na łóżku. 

Pociągnął  Lauren  za  rękę  do  wnętrza  pokoju  i  zamknął  drzwi. 

Na palcach podszedł do łóżka. 

-  Pani  Monroe?  -  zapytał  cicho.  Głowa  kobiety  zwróciła  się  w 

jego stronę. 

Czy pani jest Frances Monroe? Oblizała wargi i skinęła głową. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Tak  -  wyszeptała  niepewnie,  jakby  odzwyczaiła  się  mówić.  - 

Kim pan jest? - zapytała łamiącym się głosem. 

Jordan dotknął jej dłoni spoczywającej na kołdrze. 

- Przysyła mnie pani mąż, pani Monroe. Zabieram panią stąd. 

- Trevor? - jej głos stał się silniejszy. Podniosła się z trudem do 

pozycji siedzącej. - Trevor jest tutaj? Dzięki Bogu. Koniec koszmaru. 

- Szszsz, nie mamy zbyt wiele czasu i potrzebna nam będzie pani 

pomoc. 

Skinęła głową. 

-  Oczywiście.  Czegokolwiek  pan  zażąda.  Proszę  tylko 

powiedzieć. 

- Może pani chodzić? 

- Nie jestem pewna. Trzymali mnie w narkotycznym śnie i chyba 

straciłam  rachubę  czasu.  Wszystko  mi  się  poplątało  -  dodała  nieco 

silniejszym  głosem.  -  Oczywiście,  że  pójdę.  Zrobię  wszystko,  co 

będzie trzeba. 

Jordan poklepał ją po ręce i zwrócił się do Lauren: 

- Szybko! Ściągaj sukienkę i kapelusz - i wyjaśnił pani Monroe: 

-  Lauren  zostanie  tutaj,  na  pani  miejscu,  przez  kilka  godzin.  Tyle 

tylko, żeby wywieźć panią z kraju. 

- Ale zobaczą ją i... 

-  Nie,  jeśli  pokój  pozostanie  zaciemniony.  Może  protestować, 

jeśli zapalą światło - mówił zarówno do Lauren, jak i do pani Monroe. 

Lauren  zrozumiała  nagle,  że  nadeszła  chwila  próby.  Przyszedł 

czas,  by  zrobić  to,  co  miało  zostać  zrobione,  bez  względu  na  to,  jak 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

bardzo  się  bała.  Teraz  liczyło  się  wyłącznie  bezpieczeństwo  pani 

Monroe.  Szybko  rozebrała  się  do  bielizny  i  pytająco  spojrzała  na 

Jordana. 

- Pani Monroe, odwrócę się, a pani zdejmie tę koszulę i ubierze 

się w sukienkę, dobrze? - zaproponował łagodnie. 

Frances  skinęła  głową.  Ręce  drżały  jej  tak  mocno,  że  zaledwie 

była w stanie się ubrać. Na szczęście Lauren pospieszyła z pomocą. 

Kiedy Frances wyprostowała się, Lauren z ulgą stwierdziła, że są 

podobnego wzrostu i budowy. Dzięki Bogu, przynajmniej to udało im 

się  przewidzieć.  Nie  mogła  dostrzec  barwy  włosów  Frances,  ale  ich 

długość była podobna. 

- Jaki kolor mają pani oczy? - zapytała Lauren. 

- Niebieskie. Dlaczego? - zdziwiła się pani Monroe. 

- Moje są szare, ale to dość zbliżony kolor. 

- Co pani ma na myśli? 

-  Aby  wydostać  się  stąd,  będzie  pani  musiała  użyć  mojego 

paszportu. 

- Ale jak pani stąd wyjdzie? - zapytała Frances, zdezorientowana 

tak szybkim biegiem wydarzeń. 

-  Będzie  pani  z  mężem  za  parę  godzin, pani Monroe  -  odezwał 

się Jordan z drugiego końca pokoju. - Wtedy wrócę po Lauren. 

Lauren  pospiesznie  wciągnęła  przez  głowę  koszulę  Frances  i 

wsunęła się do łóżka. Frances włożyła na głowę kapelusz Lauren. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Proszę,  już  teraz  może  się  pan  odwrócić  -  oznajmiła,  a  kiedy 

spełnił  jej  prośbę,  stwierdziła:  -  Właściwie  nie  zapytałam  pana  o 

nazwisko. 

-  Jordan.  Jordan  Trent.  Jestem  gorącym  zwolennikiem  pani 

męża,  pani  Monroe.  Nie  powinien  znajdować  się  pod  tego  rodzaju 

presją. 

-  Wiem  -  skinęła  głową.  -  Bardzo  się  o  niego  martwiłam.  Nie 

byłam w stanie przekazać mu choćby słowa. 

- Czy dobrze panią traktowali? 

-  Tak.  Widywałam  tylko  troje  ludzi.  Dwóch  mężczyzn,  którzy 

zatrzymali samochód w Wiedniu, i kobietę, która jest tu teraz ze mną. 

Skąd wiedzieliście, że wyjdzie? 

-  Mieliśmy  nadzieję.  Cóż,  musimy  już  iść  -  spojrzał  na  Lauren, 

która  już  ułożyła  się  na  łóżku  w  tej  samej  pozycji,  w  jakiej  zastali 

panią Monroe. Pochylił się nad nią i mocno pocałował. 

- Nie martw się. Wrócę niedługo. Skinęła głową. 

- Wiem. 

Jordan lekko uchylił drzwi i wyjrzał na zewnątrz. 

- Gotowa? - zapytał, oglądając się na Frances. 

Przytaknęła i w ślad za nim opuściła pokój. 

Lauren  leżała  nieruchomo,  zmuszając  się  do  głębokiego 

oddychania.  Musi  zachować  spokój.  Stefan  jest  tu  gdzieś  w  pobliżu. 

Będzie ją chronił. A niedługo Jordan wróci po nią. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Musiała  w  to  wierzyć.  Nie  mogła  pozwolić  sobie  na 

rozpatrywanie  wszystkich  możliwości,  które  mogłyby  pokrzyżować 

im plany. 

Zanim dotarli do głównego holu, Frances słaniała się już tak, że 

zaledwie trzymała się na nogach. 

- Przepraszam - wydyszała. - Byłam w łóżku przez tyle dni. Nie 

przypuszczałam, że tak mnie to osłabi. 

Jordan objął ją ramieniem. 

-  Nie  szkodzi.  Proszę  udawać,  że  jest  pani  pogrążona  w 

rozpaczy.  Proszę  trzymać  głowę  spuszczoną  i  tak  pomaszerujemy  do 

samochodu. 

- A co potem? 

- Pojedziemy do hotelu, spakujemy się i wynosimy stąd. 

Skinął  głową  kilku  mijającym  ich  osobom,  które  ze 

współczuciem spoglądały na spuszczoną głowę Frances. 

-  Świetnie  pani  idzie  -  szepnął.  -  Proszę  się  nie  zdziwić,  kiedy 

nazwę panią Lauren. 

- Ona jest bardzo dzielna. 

- Tak, rzeczywiście. 

-  To  dobrze,  że  mogłyśmy  zamienić  się  ubraniami  -  mruknęła, 

chwytając  oddech.  -  Mam  tylko  kłopot  z  utrzymaniem  butów  na 

nogach. 

Uśmiechnął się. 

- Chyba lepiej, niż gdyby były za małe. 

- Tak - poczuł bardziej, niż usłyszał jej cichy śmieszek. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Rozmawiając  półgłosem  minęli  frontowe  drzwi.  Oboje 

odetchnęli z ulgą. 

- Nie miałam pojęcia, gdzie się znajduję. 

- Nie pamięta pani przyjazdu? 

- Była noc, a ja tak bardzo się bałam. Obawiałam się, że przeze 

mnie skrzywdzą Trevora. 

Zadziwiająca kobieta, przyznał w duchu Jordan. Ile kobiet na jej 

miejscu martwiłoby się o swego męża? 

A Lauren, gdyby znalazła się na jej miejscu? Ona -tak. 

Nie wiedział, skąd mu to przyszło do głowy, ale  wiedział, że to 

prawda.  Podobieństwo  obu  kobiet  nie  kończyło  się  na  wyglądzie 

zewnętrznym. 

Przez całą drogę do hotelu Frances drzemała. 

- Nie jestem w stanie utrzymać się na nogach - wyznała, kiedy ją 

obudził. 

- Proszę się nie przejmować. Wszystko w porządku - pomógł jej 

wysiąść z samochodu i dotrzeć do hotelu. Natychmiast zaprowadził ją 

do pokoju. 

- Spróbuj się położyć, kochanie, może ci przejdzie - powiedział, 

skoro tylko znaleźli się w środku. Spojrzała na niego zaskoczona, ale 

on tylko położył palec na ustach, zdjął jej kapelusz i gestem  wskazał 

łóżko. 

Frances  rozejrzała  się  po  pokoju,  skinęła  głową  i  położyła  się 

posłusznie. 

Jordan podszedł do telefonu i wykręcił numer recepcji. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Tu Jordan Trent - oznajmił, kiedy ktoś odebrał telefon. - Zdaje 

się, że moja żona zjadła coś, co jej nie posłużyło i postanowiła wracać 

do  Wiednia  jeszcze  dziś,  rezygnując  z  dalszego  zwiedzania.  Czy 

mógłbym prosić o jak najszybsze przygotowanie rachunku? 

-  słuchał  przez  chwilę  wyjaśnień  i dodał:  -  Nie.  Oczywiście,  że 

rozumiem.  Nie  szkodzi.  Jestem  pewien,  że  to  nic  poważnego.  Tak. 

Mieliśmy bardzo przyjemny pobyt. 

Odłożył  słuchawkę  i  wszedł  do  łazienki, by  pozbierać przybory 

toaletowe. 

Po  powrocie  do  pokoju  stwierdził,  że  Frances  znowu  zamknęła 

oczy. W jasnym świetle wpadającym przez okno zobaczył, że Frances 

Monroe  jest  naprawdę  bardzo  ładną  kobietą.  Sukienka  wyglądała  na 

niej  tak,  jakby  to  ona  ją  wybrała.  Jasna  cera  i  złotorude  włosy 

przypominały  mu  Lauren,  ale  patrząc  na  Frances  nie  odczuwał 

żadnych  uczuć...  Dziwna  sprawa.  Były  do  siebie  tak  podobne,  że 

mogłyby  udawać  rodzone  siostry.  Jedna  przyprawiała  go  o  szalone 

bicie serca, podczas gdy druga nie działała na niego zupełnie. 

Co ta chemia robi z ludźmi? Nigdy dotąd nie reagował na żadną 

kobietę tak, jak na Lauren. Zupełnie tego nie pojmował. 

W  tej  chwili  nie  miał  jednak  czasu  na  szukanie  odpowiedzi. 

Wrzucił przybory do walizki i zamknął wieko. 

Po  powtórnym  sprawdzeniu,  czy  udało  mu  się  wszystko 

spakować, podszedł do łóżka. 

- Lauren? 

Na dźwięk jego głosu oczy Frances otwarły się raptownie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Och, znowu zasnęłam! 

- Nie szkodzi - pomógł jej wstać, wziął walizkę i zeszli na dół. 

Po godzinie byli już w drodze do granicy. 

- Nie do wiary, jak łatwo udało się wam to wszystko - zauważyła 

Frances, kiedy przejechali już dobrych parę kilometrów. 

- To należy do mojego zawodu - odparł z uśmiechem. 

- Co? Ratowanie ofiar porwań? 

- Między innymi. 

- Gdzie jest Trevor? Czy będzie czekał na nas w Wiedniu? 

- Zabieram panią do amerykańskiej bazy wojskowej. Postanowił 

tam właśnie czekać na wieści o pani. 

- Nie był w domu? 

Jordan spojrzał na nią kątem oka. 

- A jak pani myśli? 

Uśmiechnęła się. 

- Znając Trevora dziwię się, że sam po mnie nie przyjechał. 

- Jestem pewien, że chciał, ale nie można było pozwolić mu na 

podjęcie  tego  ryzyka.  Właściwie  wydaje  mi  się,  że  na  to  właśnie 

liczyli porywacze. 

- Co pan ma na myśli? 

-  Cóż,  przemyślałem  sobie  to  i  owo.  Nie  mieliśmy  zbyt  wielu 

problemów  z  odnalezieniem  pani.  Zupełnie,  jakby  chcieli,  żeby 

została pani zlokalizowana. 

- Czy myśli pan, że wypuściliby mnie, gdybym poprosiła? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Och, nie. Nie wszczęli dotąd alarmu jedynie dlatego, że myślą, 

iż pani wciąż jest w ich rękach - i dodał w duchu: Mam nadzieję. 

- Jak daleko jeszcze do granicy? 

- Niedaleko. 

Wyjaśnił  jej  procedurę  na  granicy  i  poradził,  aby  włożyła 

kapelusz i usilnie starała się wyglądać na odprężoną. 

-  Gdybym  odprężyła  się  jeszcze  bardziej,  spadłabym  z  fotela  - 

odparła z uśmiechem. - Kręci mi się w głowie i wydaje mi się, jakbym 

od paru dni była na kacu. 

- Kiedy po raz ostatni coś pani podali? 

- Nie mam pojęcia. Straciłam poczucie czasu. 

-  Czy  podawali  pani narkotyk  zgodnie  z  jakimś  rozkładem,  czy 

w miarę potrzeb? 

-  Nie  jestem  pewna.  Starałam  się  być  bardzo  rozsądna  i 

spokojna. Nie chciałam dawać im powodu do użycia siły. 

Mądra dama - pomyślał Jordan. 

Przekroczenie  granicy  okazało  się  niemal  nudne.  Samochód  i 

bagaże  zostały  dokładnie  przeszukane,  paszporty  obejrzane,  ale 

pozwolono im przejechać bez problemów. 

Jechali  w  milczeniu  już  przez  kilka  minut,  kiedy  nagle  Jordan 

usłyszał cichy szloch Frances Monroe. Zjechał na pobocze i zatrzymał 

samochód. 

Spojrzała na niego, ocierając oczy. 

- Przepraszam - wykrztusiła, usiłując złapać oddech. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Wiem,  że  zachowuję  się  jak  dziecko...  ale  tak  strasznie  się 

bałam  i...  -  znów  odetchnęła  spazmatycznie  -  ...kiedy  zorientowałam 

się, że jestem wolna... że się udało... nie... 

Znowu zaczęła szlochać. 

-  Pani  Monroe,  ma  pani  moje  pozwolenie.  Może  pani  płakać, 

kopać  i  wrzeszczeć.  Była  pani  bardzo  dzielna  przez  cały  czas,  a  ta 

reakcja jest nie tylko normalna, ale całkiem zdrowa. 

Sięgnął  do  kieszeni  i  podał  jej  czystą  chusteczkę  do  nosa.  I 

znowu ruszyli w drogę. 

Zanim  Frances  Monroe  dotarła  do  bazy  amerykańskiej,  gdzie 

niecierpliwie oczekiwał na nią mąż, znikły z jej twarzy wszelkie ślady 

płaczu, a usypiający efekt narkotyku ustąpił. Wyglądała na spokojną i 

opanowaną.  Jordan  niemal  z  rozbawieniem  obserwował  jej  taneczny 

krok, kiedy  kierowali  się  do  przydzielonej  senatorowi  Monroe  części 

budynku. 

Jordan  pochwycił  wyraz  twarzy  Trevora  Monroe,  gdy  zobaczył 

on nie widzianą od tygodnia żonę - i poczuł się bardzo szczęśliwy. 

Senator zerwał się z fotela i rzucił się w jej kierunku. 

-  Fran! O Boże, nie  wierzę  własnym oczom!  To naprawdę ty! - 

chwycił  ją  w  ramiona,  podniósł,  zawirował  i  pospiesznie  postawił  z 

powrotem na nogi. 

-  Jak  się  czujesz,  kochanie?  Boże  drogi!  Odchodziłem  od 

zmysłów. Nie wiedziałem... gdybym tylko mógł być z tobą... 

Uściskała go, śmiejąc się z tej bezładnej gadaniny. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Czuję  się  świetnie.  Naprawdę.  Właściwie  to  był  wspaniały 

kilkudniowy  wypoczynek w  luksusowym domu. Traktowali mnie jak 

księżniczkę  -  uśmiechnęła  się  na  widok  jego  niedowierzania  i 

położyła dłoń na sercu. - Naprawdę. Przecież chyba nie kłamałabym? 

-  Ależ  tak,  gdybyś  wiedziała,  że  cię  nie  przyłapią  -  odparł 

radośnie.  Po  raz  pierwszy  spojrzał  na  Jordana,  jakby  dopiero  teraz 

uświadomił sobie, że nie są sami. 

- To pan nazywa się Trent? - zapytał, podchodząc z wyciągniętą 

dłonią. 

-  Tak  -  odparł  Jordan,  przyjmując  dłoń.  Trevor  Monroe  skinął 

głową. 

-  Mallory  mówił,  że  pan  potrafi  to  załatwić.  Miał  rację,  do 

cholery! - potrząsnął dłonią Jordana. 

- Zdecydowanie zasługuje pan na awans, ja się już o to postaram. 

-  Miłym  gestem  byłby  urlop...  w  jednym  kawałku...  Trevor 

uśmiechnął się, a napięcie ostatnich kilku dni zdawało się odpływać z 

jego twarzy. 

- Słusznie. Mallory mówił coś o tym, że jego najlepszy człowiek 

ma  właśnie  urlop.  To  chyba  moja  wina,  bo  poprosiłem  o  tego 

najlepszego. 

-  Cieszę  się,  że  mogłem  pomóc  -  odparł  Jordan,  wzruszając 

ramionami. 

Senator podszedł do żony. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Musimy  zabrać  cię  do  szpitala  i  zbadać,  czy  rzeczywiście 

wszystko  w  porządku.  A  potem...  Jest  paru  ludzi,  którzy  chcieliby  z 

tobą porozmawiać. 

-  To  się  chyba  nazywa  „udzielanie  informacji",  prawda?  - 

zapytała  z  niewinną  miną,  nie  mogąc  powstrzymać  uśmiechu  na 

widok jego „wysoce odpowiedzialnego" zachowania. 

- Pana też będziemy potrzebować, Trent. Muszą dowiedzieć się, 

z kim mają do czynienia. 

-  Przykro  mi  -  odparł  Jordan  bez  śladu  szczerości  w  głosie.  - 

Może  innym  razem.  Mam  jeszcze  coś  niecoś  do  zrobienia,  zanim 

uznam sprawę za zamkniętą. 

- Co pan ma na myśli? - dopytywał się senator. 

-  Kochanie,  on  pozostawił  tam  swoją  żonę,  żebym  ja  mogła 

przekroczyć granicę. 

- Żonę? 

-  Lauren  Mackenzie  -  wyjaśnił  Jordan.  -  To  pani,  która  podjęła 

się,  w  razie  potrzeby,  zająć  miejsce  pańskiej  żony.  Był  to,  niestety, 

jedyny plan dający szansę powodzenia. 

- Nie miałem pojęcia, że wy dwoje byliście małżeństwem... 

-  Byliśmy,  zgodnie  z  naszymi  paszportami.  Jak  pan  wie, 

fałszowanie informacji w paszporcie jest karalne. 

- Aha - mruknął senator. 

- Pojadę po Lauren Mackenzie jeszcze dziś, jeśli to możliwe. 

Trevor Monroe spojrzał na zegarek. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  O  tej  porze  lepiej  pan  zrobi,  jeśli  odpocznie  trochę  przed 

podróżą. 

-  Niestety,  nie  mogę,  nie  mam  ani  chwili  do  stracenia.  Jestem 

pewien,  że  długie,  piękne  wakacje  zlikwidują  wszystkie  moje 

problemy w kilka dni - odparł Jordan i wymaszerował z pokoju. 

Usłyszał  jeszcze  śmiech  senatora  i  z  zawodową  satysfakcją 

pomyślał, że przynajmniej Trevor Monroe jest zadowolony z efektów 

akcji. 

Miał  niejasne,  dręczące  przeczucie,  że  musi  czym  prędzej 

dotrzeć do Lauren. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

Lauren, leżąca w zaciemnionym pokoju, niemal straciła poczucie 

czasu. Usiłowała uspokoić myśli. Nie ma się czego bać. Stefan jest w 

pobliżu  i  nie  pozwoli,  aby  coś  się  jej  przydarzyło.  Ufała  Stefanowi, 

ponieważ Jordan mu ufał. Nie ma powodu do paniki. Wszystko idzie 

zgodnie z planem. 

Kiedy  otwarły  się  drzwi,  Lauren  z  trudem  tylko  zdołała 

utrzymać  zamknięte  oczy  i  odwróconą  głowę.  Oddychała  płytko, 

urywanie. Czekała. 

Pokój  napełnił  się  światłem  i  Lauren  zorientowała  się,  że 

zapalono  lampę  u  wezgłowia  łóżka.  Zakryła  twarz  ramieniem, 

mamrocząc: 

- Światło mnie razi... 

Pomału  jej  oczy  przyzwyczaiły  się  do  światła.  Zerknęła  spod 

ramienia  na  siedzącą  opodal  pielęgniarkę.  Wyglądała  jak  zapaśnik. 

Nic  dziwnego,  że  pani  Monroe  nawet  nie  próbowała  się  stąd 

wydostać. 

Nie  była  pewna,  co  się  stanie,  kiedy  będzie  musiała  opuścić 

ramię. Z bliska nie była zbyt podobna do żony senatora. I co wtedy? 

Zdecydowała,  że  spróbuje  jak  najdłużej  ukrywać  twarz. 

Odwróciła się plecami do strażniczki i wbiła wzrok w ścianę. 

Wróciła  myślami  do  Jordana:  Och,  mam  nadzieję,  że  udało  mu 

się ją wywieźć. Stanowimy z Jordanem fantastyczny duet! Ale czy on 

też tak uważa? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Oczywiście,  że  nie.  Poza  przyjemnymi  chwilami  w  łóżku  nie 

miałby z niej zbyt wiele pożytku. 

Ciekawe, kiedy przyjdzie mu do głowy, że ani w nocy, ani rano 

nie pomyślał o żadnych środkach ostrożności... 

Lauren cały czas zdawała sobie sprawę  z braku zabezpieczenia. 

Myśl  ta  nie  przerażała  jej,  wręcz  przeciwnie  -  obudziła  w  niej 

nadzieję, że może zajdzie w ciążę? Była w pełni świadoma przyczyn, 

dla  których  Jordan  nigdy  nie  będzie  mógł  dzielić  z  nią  życia.  Nie 

miała wyboru - musiała pogodzić się z tym, że ich romans wkrótce się 

skończy.  Dziecko  -  gdyby  urodziła  jego  dziecko  -  mogłoby  ono 

załagodzić  uczucie  straty  Jordana.  Wciąż  miałaby  przy  sobie  jakąś 

jego cząstkę, kogoś do kochania i rozpieszczania na wiele lat. 

Wiedziała,  że  rodzina  byłaby  zdumiona  i  przerażona.  Przecież 

wychowywali  ją  w  poszanowaniu  tak  surowych  zasad!  Nie  mogłaby 

ich  o  to  winić.  Oczami  wyobraźni  ujrzała  smutek  w  oczach  ojca. 

Musiałaby  im  to  wyjaśnić.  Powiedziałaby,  że  kocha  Jordana.  A 

ponieważ  go  kocha,  pragnie  urodzić  jego  dziecko.  Przecież  zarabia 

dość, aby utrzymać siebie i maleństwo. Inne samotne matki mogą, to i 

ona też. 

Rozległo  się  głośne  stukanie  do  drzwi  i  Lauren  omal  nie 

podskoczyła na łóżku, tak nagłe było to wtargnięcie w ciszę pokoju. 

- Kto tam? - zawołała pielęgniarka. 

-  Anton  -  odparł  męski  głos.  Odpowiedziała,  że  może  wejść. 

Przy  drzwiach  odbyła  z  nim  krótką,  szeptaną  rozmowę  i  Lauren 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

wytężyła słuch, aby zrozumieć, co mówią. Padło kilka nazwisk i nazw 

miejsc, które postarała się zapamiętać. 

Wyglądało na to, że zmienili plan. Zamierzali ją z samego rana 

przewieźć  w  inne  miejsce!  Och,  Boże!  A  jeśli  Jordan  nie  będzie  w 

stanie odnaleźć jej po powrocie? 

Bez  paniki  -  upomniała  się.  -  Stefan  jest  tutaj.  Powtórzyła  to 

sobie  kilkakrotnie.  Wszystko  jest  pod  kontrolą.  Trzeba  tylko  leżeć 

spokojnie, udawać narkotyczny sen i czekać. 

Lauren  nigdy  nie  umiała  czekać.  Nie  przypuszczała  jednak,  że 

spokojne  leżenie  w  obecności  porywaczy  Frances  i  czekanie,  aż 

zostanie zdemaskowana, może być aż tak denerwujące. 

Takie myśli - stwierdziła  w duchu - bardzo szybko doprowadzą 

ją do histerii. Wróciła więc do myślenia o Jordanie i ich ubiegłej nocy. 

Nie,  tego  rodzaju  wspomnienia  grożą  podniesieniem  ciśnienia 

krwi  do  bardzo  niebezpiecznego  poziomu.  Musi  pomyśleć  o  czymś 

spokojnym,  uspokajającym...  dźwięk  szemrzącego  potoku,  lekki 

wiaterek poruszający liście drzew, szept... 

Lauren zasnęła. 

Powrót Jordana po Lauren nie mógł odbyć się w legalny sposób. 

Uratował  go  fakt,  iż  jego  przygraniczne  kontakty  wciąż  jeszcze  były 

aktualne  i  że  jego  znajomi  nadal  zarabiali  na  życie  przemycaniem 

ludzi i towarów. 

Kiedy opuścił małą chatę ukrytą głęboko w lesie, blisko granicy, 

już  nawet  najbliższy  przyjaciel  miałby  problemy  z  rozpoznaniem 

Jordana. Ubrany był jak zwyczajny robotnik, ale taki dość niechlujny i 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

niezbyt  czysty.  Na  głowie  miał  szmacianą  czapkę  nasuniętą  głęboko 

na oczy. 

Mężczyzna,  który  podwoził  go  do  miasta,  podawał  mu 

instrukcje: 

- Musisz wrócić o zmroku, inaczej nie gwarantuję, że uda mi się 

ciebie przeprowadzić. 

- Zrobię, co będę mógł, Franz. Będę z kobietą. 

-  Ha!  I  po  co  zadawać  sobie  tyle  trudu  dla  jakiejś  baby? 

Marnować tyle czasu! Nie lepiej znaleźć sobie inną? 

- Ciekawa filozofia, ale jej nie podzielam - zaśmiał się Jordan. 

- Wszystkie baby są takie same. 

-  Wiesz  co,  Franz,  przyznam  ci  się,  że  ja  też  tak  myślałem  do 

niedawna.  Do  bardzo  niedawna,  kiedy  nagle  odkryłem,  że  mogę  się 

mylić. 

- Nigdy w życiu. Im nie można ufać. 

- Za tę ręczę głową. 

- Której dla niej nadstawiasz, naturalnie. 

- Ona zrobiłaby to samo dla mnie. 

- Ale możesz być pewien, że z zupełnie innego powodu. 

- Co masz na myśli? 

-  Kobiety  to  wredne  stworzenia.  Nigdy  nie  mówią  tego,  co 

myślą, ani nie myślą tego, co mówią. 

Jordan uznał, że i tak nie przekona Franza. Właściwie nie warto 

próbować.  Zastanawiało  go  jedynie,  jak  bardzo  zmienił  się  jego 

własny sposób myślenia od chwili poznania Lauren. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Czy  i  on  niegdyś  gadał  takie  głupoty,  przyklejając  połowie 

ludzkości  durne  etykietki?  Jak  łatwo  jest  -  dla poprawienia  własnego 

samopoczucia  -  szufladkować  innych,  różnych  od  siebie  ludzi,  a 

szczególnie  -  kobiety.  Potrząsnął  głową.  Czy  i  on  był  aż  tak 

uprzedzony  do  kobiet,  że  inni  słuchali  go  tak,  jak  on  teraz  Franza? 

Powinien to sobie przemyśleć. 

Przymknął  oczy  na  chwilę.  Powieki  piekły  go  z  niewyspania. 

Świtało  już,  a  on  wciąż  był  jeszcze  o  wiele  godzin  drogi  od  miejsca 

przeznaczenia.  Musi  przede  wszystkim  złapać  Stefana.  Może  udało 

mu  się  wydobyć  Lauren  z  kliniki,  zanim ktokolwiek  zorientował  się, 

że to nie Frances Monroe? 

Dlaczego ciągle obawiał się, że to nie będzie takie łatwe? 

Chrapliwy  głos  zabrzmiał  tuż  obok  i  Lauren  ocknęła  się 

gwałtownie. 

- Twoje jedzenie. Jedz - nakazał glos. Słowa były angielskie, ale 

wypowiedziane  z  tak  dziwnym  akcentem,  że  niemal  niezrozumiałe. 

Pojęła ich sens dopiero w chwili, gdy zobaczyła tacę ź posiłkiem. 

Ze  spuszczoną  głową  podciągnęła  się  do  pozycji  siedzącej  i 

sięgnęła po widelec. 

Kiedy spojrzała z ukosa, stwierdziła z ulgą, że jej strażniczka już 

odwróciła się tyłem i z powrotem pochyliła nad swoją robótką. 

Lauren ledwie mogła uwierzyć, iż jest tu już tak długo i jeszcze 

nie  została  zdemaskowana.  No,  ale  przecież  żaden  z  porywaczy  nie 

miał powodu czegokolwiek podejrzewać. Plan był tak niewiarygodnie 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

śmiały!  Gdyby  wykradli panią Monroe i nie podstawili nikogo na jej 

miejsce, porywacze natychmiast wszczęliby alarm. 

Zastanawiała się, jak długo to potrwa. 

Zjadła  tyle,  ile  mogła,  po  czym  położyła  się  tyłem  do  pokoju  i 

udawała, że śpi. Modliła się w duchu, by tej nocy nie zmuszali jej do 

niczego. 

Wreszcie  światło  zgasło  i  Lauren  straciła  całkiem  poczucie 

czasu.  Słyszała  szelest  materiału,  gdy  tamta kobieta  rozbierała  się  do 

snu.  W  pokoju  nie  było  drugiego  łóżka,  więc  Lauren  doszła  do 

wniosku,  że  jej  strażniczka  musi  spać  na  leżance  pod  przeciwległą 

ścianą. 

Mówili, że rano przeniosą ją w inne miejsce. Czy Jordan zdąży 

ją uwolnić? 

Jordan dojechał do celu tuż przed dziesiątą. Franz; pożegnał go i 

pozostawił  w  przygranicznym  magazynie,  a  stamtąd  udało  mu  się 

złapać okazję - ciężarówkę wiozącą ładunek do miasta. 

Franz  wcisnął  kierowcy  trochę  pieniędzy  z  wyjaśnieniem,  że 

Jordan  jest  zbyt  głupi,  żeby  pojąć,  co  się  do  niego  mówi.  Jordan 

trochę  domyślił  się,  a  trochę  zrozumiał  sens  rozmowy  i  odetchnął  z 

ulgą. Przynajmniej kierowca ciężarówki nie będzie go zagadywał. 

Natychmiast  po  przybyciu  do  Brna  ruszył  w  stronę  sklepiku  z 

pamiątkami, spodziewając się zastać w nim Stefana. Kiedy tam dotarł, 

okazało  się,  że  nikt  go  nie  widział  od  poprzedniego  dnia.  Stefan 

zniknął. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jordana zaniepokoiły te wieści. Korzystając ze swoich dawnych 

kontaktów  rozpoczął  żmudne  wysiłki,  mające  na  celu  ustalenie 

obecnego  miejsca  pobytu  Stefana.  Nie  miał  zamiaru  zepsuć  wszy-

stkiego,  pokazując  się  w  klinice.  Przecież  nikt  w  takim  roboczym, 

wyświechtanym ubraniu nie idzie odwiedzać pacjentów. 

Dłoń  spadła  nagle  na  usta  Lauren,  niemal  pozbawiając  ją 

możliwości  oddychania.  Usiłowała  uwolnić  się,  ale  jej  ręce  zostały 

pochwycone i unieruchomione. 

W  pokoju  panowała  kompletna  ciemność.  Lauren  miała 

wrażenie, że znajduje się w głębokiej studni bez możliwości wyjścia i 

z przerażeniem czuła, że udusi się, zanim ujrzy światło dnia. 

Ktoś dotknął jej ucha i usłyszała szept: 

- Stefan. 

Odprężyła  się,  nareszcie  rozumiejąc,  co  się  dzieje,  i  dłoń 

natychmiast  zniknęła.  Silne  ręce  uniosły  ją  z  łóżka.  Lauren  zarzuciła 

ramiona  na  szyję  Stefana,  który  wydawał  się  widzieć  w  ciemności, 

ponieważ bezszelestnie przemknął przez pokój i dotarł do drzwi. 

Hol zalany był słabym światłem.  Lauren spojrzała na niosącego 

ją  mężczyznę.  Dzięki  Bogu,  był  to  rzeczywiście  Stefan.  Uśmiechnął 

się, biegnąc z nią przez korytarz ku klatce schodowej, którą przyszli tu 

wczoraj wraz z Jordanem. Tym razem skierował się w stronę piwnic. 

-  Mogę  iść  sama  -  szepnęła  wreszcie,  kiedy  zbiegł  po  schodach 

tak lekko, jakby nic nie ważyła. 

-  Nie  wziąłem  ze  sobą  żadnych butów  -  wyjaśnił  przyciszonym 

głosem. - Nie mamy czasu, żebyś mogła ryzykować marsz na bosaka. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Aha. 

Kiedy  otworzył  drzwi  do  piwnicy,  Lauren  aż  podskoczyła, 

oślepiona jasnym światłem. Ukryła głowę na jego ramieniu, czekając, 

aż przebiegnie korytarz i nareszcie dotrze do wyjścia. 

Na zewnątrz niebo wciąż było czarne. 

- Która godzina? - zapytała. 

- Prawie świta. 

- Miałeś jakieś wieści od Jordana? 

- Nie.  Ale nie przejmuj się. Skontaktuje się z nami, kiedy tylko 

będzie mógł. 

- Dokąd mnie zabierasz? 

- Na wieś, tam będziesz bezpieczna. 

Zdawało  się,  że  jazda  przez  gęsty  las  trwa  całą  wieczność. 

Lauren zupełnie straciła orientację. 

Kiedy wreszcie Stefan wjechał na podwórko małej chaty, słońce 

stało już wysoko na niebie. 

- Gdzie jesteśmy? - zapytała, rozglądając się wokoło. 

Stefan zdawał się zadowolony. 

- To jest mój dom, pani Trent - wyjaśnił z uśmiechem. - Proszę 

za  mną,  przedstawię  panią  mojej  Anie,  a  potem  muszę  wracać  do 

Brna, żeby spotkać się z Jordanem, kiedy przyjedzie. 

- Czy on nie wie, gdzie pan mieszka? 

- Nie. Obaj z Jordanem zrezygnowaliśmy z kawalerskiego życia 

dopiero  po  naszym  ostatnim  spotkaniu.  Trafiła  się  nam  teraz 

wspaniała okazja, żeby i nasze żony się poznały. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Lauren nie widziała sensu w wyjaśnianiu sytuacji. 

Jeżeli  Jordan  przedstawił  ją  Stefanowi  jako  swoją  żonę  i  nie 

powiedział  mu  prawdy,  uznała,  iż  nie  powinna  poddawać  w 

wątpliwość jego słów. 

Stefan okrążył samochód, otworzył tylne drzwi i znowu wziął ją 

na ręce. Dopiero wówczas  Lauren zdała sobie sprawę z tego, jak jest 

ubrana. Cieniutka, bawełniana koszula sięgała jej do kolan. A do tego 

była na bosaka! Jak Stefan ma zamiar wyjaśnić to swojej żonie? 

Nie musiała się tym martwić. Młoda kobieta, która wyszła im na 

spotkanie,  wydawała  się  bardzo  zatroskana  i  żywo  zakrzątnęła  się 

wokół Lauren, otaczając ją atmosferą ciepła i życzliwości. 

Stefan wyjaśnił Anie, że trzeba Lauren znaleźć coś do ubrania, a 

on sam wróci wkrótce, skoro tylko spotka się z jej mężem. 

Obie kobiety przytaknęły. 

Kiedy tylko Ana odkryła, że Lauren mówi w jej języku, zaczęła 

paplać  radośnie,  pokazując  jej  bluzki  i  spódnice,  i  zmuszając  do 

przymierzania  butów.  W  ciągu  paru  minut  Lauren  zrozumiała,  że 

zdobyła nową przyjaciółkę. 

Jordan  odnosił  wrażenie,  że  szuka  Stefana  już  co  najmniej  od 

kilku stuleci, gdy nagle sam został przez niego znaleziony. 

- Gdzieś ty był?! - zawołał, skoro tylko Stefan się pojawił. 

Jordan, po bezskutecznych poszukiwaniach Stefana, już od kilku 

godzin  siedział  na  tyłach  sklepiku  z  pamiątkami  i  czekał  tam,  mając 

nadzieję, że wcześniej czy później Stefan właśnie tu będzie go szukał. 

- Odwoziłem twoją żonę w bezpieczne miejsce - odparł Stefan. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Jordan usiadł nagle i uważnie spojrzał na przyjaciela. 

- W porządku? - zapytał. 

- Najzupełniej. 

- Rozpoznali ją? 

-  Nie.  Na  szczęście  nie  zdążyli,  przyjacielu.  Dziś  rano  mieli  ją 

przewieźć w inne miejsce. 

- Dokąd? - Jordan skoczył na nogi w nagłym przypływie energii. 

Stefan przekazał informacje uzyskane od Lauren podczas jazdy. 

-  Jak  do  tej  pory,  to  najlepsze  wskazówki.  Zdaje  się,  że  już 

wiem, kto za tym wszystkim stoi - rozejrzał się po pokoju. - Możemy 

do niej pojechać? 

-  Czekałem  tylko,  aż  o  to  zapytasz  -  roześmiał  się  Stefan.  - 

Myślałem, że może znudziła ci się już ta twoja żonka, hę? Niezbyt się 

do niej spieszyłeś... 

-  Wolne  żarty,  Stefan.  Jedźmy  już  -  odburknął  Jordan  kierując 

się do drzwi. 

- Nie. Nie razem. Musisz wrócić do parku i czekać tam na mnie - 

Stefan opisał samochód, którym jechał. - Zabiorę cię, kiedy tylko będę 

pewien, że nikt cię nie śledzi. 

- Jasne, masz rację. Staję się nieostrożny. 

-  Nie.  Raczej  jesteś  zakochany.  Rozpoznaję  symptomy  tej 

choroby, bo sam też na nią cierpię. 

- Ty? O czym ty mówisz? 

-  Pozostawiłem  twoją  piękną  małżonkę  w  towarzystwie  mojej 

kochanej  żony,  Any.  Opowiedzą  sobie  wszystkie  nasze  sekrety,  jeśli 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

nie  dotrzemy  tam  na  czas!  -  trzepnął  Jordana  w  plecy.  -  Zmykaj. 

Znajdę cię. 

Jordan skierował się w stronę parku, nagle zdając sobie sprawę, 

że od dwudziestu czterech godzin nie miał nic w ustach. Teraz, kiedy 

wiedział,  że  Lauren  jest  bezpieczna,  odprężył  się  na  tyle,  by  poczuć 

głód. 

Nie  chciałby  już  nigdy  więcej  przeżywać  czegoś  podobnego. 

Nigdy w życiu nie był aż tak wystraszony, jak w ciągu tych ostatnich 

kilku godzin. 

Gdy  znalazł  się  w  niebezpiecznej  sytuacji,  wiedział,  że  zrobi 

wszystko,  aby  się  z  niej  wydostać.  A  jeśli  się  nie  uda,  to  tylko  on 

poniesie konsekwencje. 

Tym razem było inaczej. Nigdy przedtem nie doznał tak silnego 

poczucia  odpowiedzialności  za  kogoś  drugiego.  Gdyby  cokolwiek 

stało  się  Lauren...  No,  słucham,  Jordan?  -  odezwał  się  wewnętrzny 

głos. - Co wtedy? Jak byś się czuł? 

A gdyby ją stracił na zawsze? Co wtedy by zrobił? 

Lauren była dla niego kimś ważnym. Należała do niego. Oddała 

mu siebie - przecudowny dar - a on też dał jej siebie całego.  Nie był 

już  samotnikiem,  który  nikogo  nie  potrzebuje.  Po  raz  pierwszy  od 

straty matki Jordan przyznał, że ktoś jest mu potrzebny ~ i to bardzo 

niezwykły ktoś. 

Ujrzał zbliżający się samochód Stefana. Ruszył z miejsca, jakby 

chciał  przejść  przez  jezdnię.  Dopiero  w  ostatniej  chwili  skręcił  i 

wsiadł do samochodu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- No i jak? - rzucił. 

- W zasięgu wzroku żadnego ogona. 

- A u ciebie? 

-  Co?  U  mnie?  -  zapytał  Stefan  z  niewinnym  uśmieszkiem.  -  A 

któż by chciał mnie śledzić? 

- Każdy, kto miałby choć trochę rozumu. 

-  Trafiłeś  w  sedno,  przyjacielu.  Na  szczęście,  wszyscy  oni 

uważają mnie za żałosne stworzenie nie warte uwagi. 

- Ha! Biedni nieświadomi. 

Zanim  Stefan  zjechał  na  drogę  wiodącą  za  miasto,  Jordan  spał 

już snem sprawiedliwego. 

Lauren  usłyszała  warkot  motoru  i  wyjrzała  przez  okno.  To  był 

Stefan. I jeszcze ktoś! Błyskawicznie rzuciła się do drzwi i otwarła je 

jednym  szarpnięciem  tylko  po  to,  by  zaraz  stanąć  jak  wryta. 

Mężczyzna,  który  wysiadł  z  samochodu,  był  nie  ogolony,  a  jego 

ubranie  wyglądało  tak,  jakby  nie  zdejmował  go  całymi  tygodniami. 

Bezkształtna,  nasunięta  na  czoło  czapka  j  sprawiała,  że  wyglądał  na 

kogoś, kto całe życie spędził na rabowaniu przechodniów w ciemnych 

alejkach. 

Wtedy  Stefan,  wskazując  na  Lauren,  powiedział  coś  ze 

śmiechem. 

Mężczyzna  podniósł  głowę  i  też  zaśmiał  się.  Ten  śmiech 

rozpoznałaby wszędzie... 

- Jordan! - krzyknęła radośnie, biegnąc w jego stronę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Skoczył  na  jej  spotkanie,  chwycił  w  ramiona  i  mocno  uścisnął. 

Boże,  jakaż  była  miękka  i  pachnąca,  jak  bardzo  pasowała  do  jego 

ramion! 

- W porządku? - zapytał matowym głosem. 

-  Oczywiście!  Nigdy  w  to  nie  wątpiłeś,  prawda?  -  odparła, 

wznosząc ku niemu twarz. 

Nigdy  przedtem  nie  widział  u  niej  takiego  spojrzenia.  Żadnego 

lęku,  żadnego  napięcia,  jedynie  czysta,  promienna  radość.  Czy  to  z 

jego  powodu?  Jordan czuł  się dziwnie  zawstydzony  tą  myślą.  Czy  to 

możliwe, że coś dla niej znaczył? 

-  Och,  Lauren  -  mruknął,  przyciągając  ją  ku  sobie  i  zasypując 

pocałunkami. 

Nie  miał  pojęcia,  jak  długo  tak  stali  przed  chatą  Stefana.  Nie 

miał najmniejszej ochoty przestać ją tulić. Wreszcie Stefan podszedł i 

poklepał go po ramieniu. 

-  Chodź  do  środka,  przyjacielu.  Trzeba  coś  zjeść.  Co  do  mnie, 

umieram z głodu. 

Jordan  z  ociąganiem  odsunął  się  od  Lauren  i  oboje  weszli  do 

domu. 

Stefan  dumnie  zaprezentował  Anę,  a  potem  Ana  pokazała 

wybrane  przez  Lauren  stroje.  Mężczyźni  zgodnie  stwierdzili,  że  jest 

ona doskonale ubrana. 

- Kiedy wyjeżdżamy? - zapytała Lauren po skończonym posiłku. 

Stefan  objął  wzrokiem  zmęczoną  twarz  przyjaciela  i 

odpowiedział za niego: 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Myślę,  że  możecie  bezpiecznie  zostać  tu  do  jutra.  Jutro 

podwiozę was do granicy. 

- Franz uprzedzał, żebym wrócił dzisiaj. 

-  Jedna  noc  mniej,  jedna  więcej,  cóż  to  znaczy,  przyjacielu? 

Franz  to  stara  baba,  zawsze  trzęsie  się  bez  potrzeby.  Lubi  rządzić, 

czuje się wtedy bardzo ważny. 

Teraz, kiedy zatrzymał się na tyle długo, aby usiąść i najeść się, 

Jordan czuł się tak, jakby mógł zasnąć na siedząco. 

- Chyba masz rację, Stefanie. A poza tym jestem tak skonany, że 

padam na nos. Jeśli ci to nie przeszkadza, wyruszymy jutro. 

Ana podskoczyła radośnie. 

-  Przygotowałam  już  pokój  gościnny,  tak  na  wszelki  wypadek. 

Chodź, Lauren, znajdę ci jakąś koszulę nocną. 

Lauren  niepewnie  spojrzała  na  Jordana.  Czy  nie  zamierza 

powiedzieć  im  prawdy?  Jordan  podniósł  wzrok  i  dostrzegł  jej 

zakłopotanie, nie domyślając się przyczyny. 

- O co chodzi? - zapytał. - Nie chcesz zostać? 

- To nie to... - zaczęła i oblała się rumieńcem. Jordan nagle pojął, 

o  co  jej  chodzi.  Przez  ostatnie  godziny  tak  przyzwyczaił  się  do 

myślenia o niej jako o swojej żonie, że zupełnie zapomniał, iż była to 

przecież mistyfikacja - jeden z elementów ich zawodowych czynności. 

Na  razie  jednak  nie  było  powodu  do  jakichkolwiek  wyjaśnień. 

Uśmiechnął się do niej krzepiąco. 

-  Nie  będę  ściągał  kołdry  -  oznajmił  z  uśmiechem.  -  I  zrobię 

wszystko, żeby cię rozgrzać. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Śmiech  Stefana  pogłębił  jeszcze  różowy  odcień  policzków 

Lauren  i  młoda  kobieta  odwróciła  się,  by  podążyć  za  Aną  do pokoju 

obok. 

-  Lauren?  -  cicho  zawołał  Jordan.  Odwróciła  się  i  spojrzała  na 

niego. 

- Ja tylko żartuję. 

- Wiem. 

-  Pewnie  nawet  nie  zauważysz  mojej  obecności.  Jestem  tak 

zmęczony, że nie wiem, czy dowlokę się do sypialni. 

Uśmiechnęła się i mrugnęła do Stefana. 

-  Brzmi  to  jak  potężna  porcja  wykrętów,  prawda?  Jak  sądzisz, 

czy on chce się wymigać od wypełnienia małżeńskich obowiązków? 

Stefan przytaknął gorąco. 

- Właśnie tak to wygląda, Lauren. Dokładnie tak. Jordan powoli 

wstał i przeciągnął się, wysoko unosząc ramiona. Leniwie puścił oko 

do Stefana. 

- Mówiłem, że jestem zmęczony, Lauren, ale jeszcze nie martwy 

- stwierdził, groźnie pochylając się nad nią. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

Lauren odwróciła się i  wybiegła na korytarz, ścigana śmiechem 

obu  mężczyzn.  Niemal  wpadła  na  Anę,  która  właśnie  wychodziła  z 

sypialni. 

-  Och,  przepraszam  -  odezwała  się  Ana.  -  Wiem.  Jordan 

wspominał mi. 

Spojrzała na trzymaną w rękach koszulkę i podała ją Lauren. 

- Masz. To powinno być dobre dla ciebie. 

-  Dziękuję  -  wzięła  koszulę  i  pod  wpływem  nagłego  impulsu 

uścisnęła  Anę.  -  Byłaś  dla  mnie  taka  dobra  -  wyszeptała  ze  łzami  w 

oczach.  Uśmiechnęła  się  i  skierowała  do  sypialni  po  drugiej  stronie 

korytarza. 

Bardzo  starannie  poskładała  pożyczone  ubrania,  które  miała 

włożyć jutro i właśnie sięgnęła po koszulę, kiedy drzwi za jej plecami 

otwarły się i usłyszała głos Jordana: 

-  Jeśli  o  mnie  chodzi,  wcale  nie  musisz  tego  wkładać.  Lauren 

obróciła się ku niemu, odruchowo zasłaniając się. 

Była  ogolony  i  pachniał  świeżością,  widocznie  wykąpał  się,  bo 

miał na sobie tylko spodenki. 

-  Tak  się  cieszę,  że  ci  się  udało  -  powiedziała,  czując,  jak  jej 

serce znowu wzbiera czułością i wdzięcznością. 

Podszedł do niej i delikatnie wyjął koszulę z jej rąk. 

- Cieszę się, że ty się cieszysz. Nie miałbym do ciebie pretensji, 

gdybyś przeklęła mnie po tysiąckroć. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Nie mów tak, Jordan. Nigdy nie zrobiłeś niczego wbrew mojej 

woli. 

Wskazującym  palcem  zaczął  leciutko  kreślić  linię  od  jej 

podbródka, poprzez szyję aż pomiędzy piersi. 

- A teraz? 

- Szczególnie teraz. 

-  Kobieto,  jesteś  nienasycona  -  zauważył  z  radosnym 

uśmiechem. 

-  A  ty  wykończony  -  odparła  ze  zrozumieniem.  Ciemne  kręgi 

pod jego oczami były z bliska bardzo dobrze widoczne. 

- Nie aż tak wykończony, kochana - szepnął, biorąc ją na ręce i 

układając na łóżku. A potem zgasił światło. 

Następnego  ranka,  o  świcie,  obudziło  ich  bębnienie  w  drzwi  i 

głos Stefana: 

-  Hej,  wy  tam!  Jeżeli  macie  zamiar  zabrać  się  ze  mną, 

pospieszcie, się lepiej. Odjazd za dziesięć minut. 

Lauren  usiadła,  z  przerażeniem  odkrywając,  że  oboje  zaspali. 

Obejrzała się na Jordana. Leżał na brzuchu z głową pod poduszką i nie 

reagował. 

- Jordan? 

- Mmm? 

- Słyszałeś Stefana? Powiedział... 

- Jasne, że go słyszałem. Obudziłby umarłego! 

- wymruczał, wciąż z poduszką na głowie. 

- Ach... nie poruszyłeś się i myślałam... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Nie  poruszyłem  się,  bo  jestem  przekonany,  że  rozlecę  się  na 

drobne kawałki, jeśli kiwnę choćby palcem. 

Lauren pochyliła się nad nim z troską w oczach. 

- Co się dzieje? Coś cię boli? Zeszłej nocy wyglądałeś na... 

-  Zeszłej  nocy  musiało  mi  się  wydawać,  że  jestem  jakimś 

cholernym  nastolatkiem,  który  chce  się  popisać  -  burknął  i  z  jękiem 

obrócił się na plecy. 

Stłumiła chichot, kiedy stwierdziła, że nic mu nie jest. 

Oczywiście,  że  nic  mu  nie  było.  Udowodnił  to  zeszłej  nocy,  w 

całkiem zadowalający sposób i to nie raz. Miłość w zaciszu sypialni z 

grubymi  ścianami  była  dla  Lauren  zupełnie  nowym,  rozkosznym 

doświadczeniem.  Miała  zresztą  przeczucie,  że  kochanie  się  z 

Jordanem  będzie  dla  niej  nowym  i  rozkosznym  doświadczeniem 

zawsze, wszędzie i w każdych warunkach. 

- Musimy wstać. 

-  Wiem  -  odparł,  wciąż  leżąc  na  plecach  z  wyciągniętymi 

ramionami  i  zamkniętymi  oczami.  Znikły  już  ciemne  cienie  wokół 

oczu,  rozpłynęły  się  także  ostre  bruzdy  i  zmarszczki  spowodowane 

zmęczeniem  i  długotrwałym  napięciem.  Niesamowite,  ile  dobrego 

może sprawić porządny wypoczynek - pomyślała z uśmiechem. 

Edukacja  Lauren  rozszerzyła  się  znacznie  w  ciągu  tej  ostatniej 

nocy.  Między  innymi  poznała  pewne  miejsce  na  brzuchu  Jordana, 

miejsce  wyjątkowo  wrażliwe  na  łaskotki.  Przypadkowo  odkryła  ten 

mały,  ale  niezwykle  istotny  punkcik,  który  dawał  jej  teraz  poczucie 

pewnej władzy nad leżącym obok niej mężczyzną. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Pochyliła  się  i,  wykorzystując  swą  wiedzę,  dotknęła  językiem 

tego  wrażliwego  punktu  na  jego  brzuchu.  Jordan  w  zadziwiająco 

krótkim czasie znalazł się na nogach, spoglądając na nią z wyrzutem. 

- To nie fair i ty dobrze o tym wiesz! 

Lauren szybko wyskoczyła z łóżka i zaczęła się ubierać. 

-  Nie  możemy  się  spóźnić,  prawda?  -  zapytała,  lekko  unosząc 

brwi. 

Okrążył łóżko i objął ją ramionami. 

-  Zdaje  się,  że  ja  też  znam  parę  twoich  łaskotliwych  miejsc, 

wiesz? - stwierdził groźnie. 

- Wiem— skinęła głową. 

-  Ale  nigdy  nie  upadłbym  tak  nisko,  żeby  wykorzystać  tę 

intymną wiedzę przeciwko tobie. 

- Ja też nie... 

Bezczelny uśmieszek Lauren był zbyt uroczy, by go zignorować. 

Jordan objął ją i przyciągnął do siebie. 

-  Czekaj no.  Odwdzięczę  się  -  zapewnił,  obdarzając  ją krótkim, 

ale mocnym pocałunkiem. 

Włożyła pantofle i wyszła, a Jordan w minutę po niej. 

Szybko  wypili  kawę  i  posmarowali  masłem  kilka  rogalików  na 

drogę. Stefan czekał na nich cierpliwie. Potem wyruszyli w drogę. 

Mężczyźni siedzieli z przodu, dyskutując, którą drogą najłatwiej 

dostać się do granicy. Lauren słuchała, ale niezbyt uważnie. Dzień był 

taki  piękny.  Trudno  wyobrazić  sobie,  że  w  taki  dzień  mogłoby 

wydarzyć się coś złego. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Była  zakochana,  w  jej  świecie  panował  spokój.  Przyglądała  się 

tyłowi  głowy  Jordana.  Kochała  kształt  jego  uszu  i  drobne  loczki  na 

karku.  Jak  kiedykolwiek  mogła  uważać,  że  ten  człowiek  wygląda 

surowo i onieśmielająco? 

No,  właściwie  bywał  onieśmielający.  Ale  już  nie  dla  niej.  Dla 

niej - już nigdy. Uwielbiała patrzeć, jak wyraz jego twarzy zmienia się 

na jej widok. Nie patrzył tak na nikogo innego. Ciekawe, czy zdawał 

sobie  sprawę  z  tego,  jak  inaczej  ją  traktuje  niż  na  początku  ich 

znajomości. 

Czy to fizyczna miłość tak go zmieniła? Czy wszyscy mężczyźni 

zaczynają  odruchowo  inaczej  traktować  kobietę,  z  którą  poszli  do 

łóżka? Żałowała, że nie wie więcej na temat mężczyzn. Szkoda, że nie 

może od żadnego z nich dowiedzieć się, co oni o tym myślą. Niestety, 

to nie był temat do rozmowy z ojcem. 

A  może  Jordan  też  powolutku  zakochuje  się  w  niej?  Jego 

czułość,  opiekuńczość,  nawet  to,  że  nie  potrafi  przebywać  w  jej 

pobliżu  nie  dotykając  jej  -  wszystko  to  musi  przecież  coś  oznaczać! 

Może Lauren też jest w jego życiu kimś szczególnym? 

Ale czy oznacza to także, że zobaczy go znowu po powrocie do 

Stanów?  Nawet  pracując  dla  tej  samej  agencji  nie  mieli  dotąd  okazji 

się  spotkać.  Oczywiście,  teraz  już  się  znają.  Może,  kiedy  będzie  w 

biurze, zatrzyma się na chwilę, żeby się z nią zobaczyć, może zaprosi 

ją  na  kolację,  a  potem...  Co  potem,  głuptasie?  O  czym  ty  w  ogóle 

marzysz?  Czy  sądzisz,  że  taki  człowiek  zmieni  dla  ciebie  całe  swoje 

życie?  Przecież  mogę  chyba  trochę  pomarzyć?  Możesz  marzyć, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

oczywiście,  tak  długo,  jak  długo  nie  pomylisz  marzeń  z 

rzeczywistością. 

W  takim  razie  stworzy  sobie  własną  rzeczywistość.  Lauren 

przymknęła  oczy  i  wyobraziła  sobie  dziewczynkę  z  rudozłotymi 

lokami  i  ogromnymi,  brązowymi  oczami,  a  obok  szarookiego 

chłopczyka o ciemnych, kędzierzawych włosach. 

Tymczasem samochód minął już przedmieścia Brna i mężczyźni 

zdecydowali,  że  Jordan  i  Lauren  powinni  zaczekać  do  popołudnia.  I 

tak  przekroczą  granicę  dopiero  późną  nocą,  a  w  mieście  łatwiej 

zdołają się ukryć. 

Tymczasem  Stefan  spróbuje  się  dowiedzieć,  co  działo  się  w 

klinice, kiedy odkryto zniknięcie Lauren. 

Dzień zdawał się wlec w nieskończoność. Czekali w magazynie, 

w  przemysłowej  dzielnicy  miasta.  Umówili  się  z  jakimś  kierowcą 

ciężarówki, który znał Stefana i doszedł do wniosku, że przyda mu się 

trochę dodatkowego grosza dla rodziny. 

Jordan nie chciał podejmować ryzyka spotkania kogoś, kto mógł 

ich  widzieć  wcześniej  w  roli  turystów.  Dlatego  właśnie  woleli 

przeczekać dzień w zaciszu magazynu. 

Lauren  zauważyła,  że  Jordan  nie  jest  już  tak  oszczędny  w 

słowach, jak jeszcze dwa dni temu. 

Chętnie  odpowiadał  na  pytania  dotyczące  jego  przeszłości, 

opowiedział  jej  nawet  o  swoim  dzieciństwie  i  wydawało  się,  że 

wyrzucenie  z  siebie  bólu,  spowodowanego  śmiercią  matki  i  nagłą 

zmianą otoczenia, sprawiło mu pewną ulgę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Ona  także  wspominała  swoje  dzieciństwo  -  inne  niż  jego,  bo 

bardzo  szczęśliwe  -  a  nawet  opowiedziała  mu,  jak  poznali  się  jej 

rodzice. 

- Chyba polubiłbyś ich - powiedziała w pewnej chwili. 

- Ale czy oni polubiliby mnie, oto jest pytanie. 

-  A  dlaczego  nie?!  -  zaprotestowała  gwałtownie.  Roześmiał  się 

na widok jej żarliwej pewności. 

-  Oj,  nie  wiem.  Miałbym  problemy  z  wyjaśnieniem,  w  jaki 

sposób zarabiam na życie. 

- Jesteś pośrednikiem handlowym z Chicago - odparła szybko. 

- Czy to właśnie im powiesz? - zapytał zaskoczony. 

- Oczywiście, przecież to właśnie wszystkim mówisz, czyż nie? 

- Właściwie tak. 

- Czy nie tak samo myśli twój ojciec? 

- Tak. 

-  No,  widzisz  -  oznajmiła,  najwyraźniej  uznając  sprawę  za 

zamkniętą. 

Może tak nawet było. 

Pojawił  się  kierowca  ciężarówki  i  przyniósł  im  kanapki. 

Powiedział,  że  muszą  już  ruszać,  bo  chciałby  dotrzeć  do  domu  na 

przyzwoitą godzinę. 

Jordan  i  Lauren  nie  mieli  problemów  z  przygotowaniem  się  do 

drogi,  ponieważ  podróżowali  bez  bagażu.  Lauren  z  dziwną  czułością 

obejrzała  się  na  ponury  budynek  -  to  tu  Jordan  zwierzał  się  jej,  to  tu 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

odkrył przed nią swe najskrytsze uczucia. Była przekonana, że czynił 

to po raz pierwszy w życiu. 

Czuła się tak, jakby otrzymała od swego ukochanego dziewictwo 

uczuć  i  myśli.  Dla  niej  zachował  swe'  najintymniejsze,  najskrytsze 

przeżycia. Ta niezwykła myśl wywołała uśmiech na jej twarzy. 

Zmierzchało  się  już,  kiedy  dotarli  do  chaty  Franza.  Jordan 

zapłacił  szoferowi  i  oboje  przyglądali  się,  jak  ciężarówka  zawraca  i 

odjeżdża. 

- I co teraz? - zapytała Lauren, rozglądając się wokoło. 

- Pierwszy z kilku dłuższych spacerów. Mam nadzieję, że jesteś 

na nie przygotowana. 

- Nie martw się o mnie, wszystko jest w porządku. 

-  Miło  to  słyszeć.  Mogę  teraz  poświęcić  się  poważniejszym 

sprawom. 

Roześmiała się, zachwycona jego dobrym humorem. 

Chwilę  później  witali  się  z  Franzem.  O  ile  Jordan  był  w 

świetnym humorze, o tyle Franz - przeciwnie. 

-  Czekałem  na  was  całą  noc.  Mówiłem  ci  przecież,  że  masz 

wrócić wczoraj. 

-  Tak,  wspomniałeś  coś  takiego  -  grzecznie  odparł  Jordan.  - 

Próbowałem, ale okazało się to niemożliwe. No więc jesteśmy. 

- Tak. A powiecie mi może, co ja mam z wami zrobić? 

- Pomóc nam przedostać się przez granicę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  No  tak.  Zeszłej  nocy  nie  byłoby  problemu,  bo  strażnik,  który 

pracuje w środę, nauczony jest patrzyć w drugą stronę, kiedy ktoś ma 

ochotę szybko znaleźć się po drugiej stronie. 

- Rozumiem - powoli odezwał się Jordan. 

- Następną służbę będzie miał dopiero za tydzień. 

- Nie możemy czekać tak długo. 

-  Oczywiście,  że  nie.  To  byłoby  zbyt  niebezpieczne  dla  nas 

wszystkich. 

- Musimy spróbować szczęścia. 

- I dać się zabić. 

-  Wierz  mi,  z  całych  sił  będę  się  starał  uniknąć  takiego 

rozwiązania. 

Franz potrząsnął głową i wstał od stołu. 

-  Durni  Amerykanie  i  ich  baby  -  mruknął  ponurym  głosem  i 

powędrował w stronę pieca. 

- I co teraz zrobimy? - zapytała szeptem Lauren. 

- Chyba zgodzę się ze Stefanem, jeśli chodzi o Franza. Uwielbia 

grać  rolę  głosu  Opatrzności.  Granica  jest  tu  bardzo  słabo  strzeżona, 

ponieważ  po  obu  stronach  nie  ma  ani  jednego  miasta  przez  wiele 

kilometrów. Jeden strażnik musi patrolować długi odcinek. Po prostu 

zaczekamy na odpowiednią sposobność. 

Skinęła  głową.  Im  szybciej  opuszczą  dom  tego  niemiłego 

człowieka,  tym  lepiej.  Zaledwie  raczył  spojrzeć  na  nią,  jakby  była 

jakimś  zwierzakiem,  którego  Jordan  przyprowadził  ze  sobą,  a  Franz 

nie był pewien, czy chce widzieć to coś w swoim domu. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Odczekali kilka godzin, po czym wraz z Franzem zanurzyli się w 

las  za  jego  chatą.  Lauren  z  zadowoleniem  stwierdziła,  że  Franz 

wydaje  się  wiedzieć,  dokąd  idzie.  Nie  widziała  żadnej  ścieżki,  a 

poszycie było gęste, miejscami nie do przebycia. 

Wydawało  się,  że  wędrują  tak  już  całe  kilometry,  kiedy  Franz 

podniósł  dłoń,  dając  znak,  by  byli  cicho.  Ponieważ  od  paru  godzin 

żadne z nich nie odezwało się ani słowem,  Lauren uznała ten gest za 

niepotrzebnie teatralny. 

Ruchami  rąk  wskazał  im  posterunek  strażnika.  Wokół  było 

pusto, żadnych krzewów ani trawy,  w której można by się ukryć. Od 

chwili,  kiedy  opuszczą  zadrzewioną  przestrzeń,  na  której  teraz  stoją, 

będą  kompletnie  odsłonięci  aż  do  momentu,  w  którym  zdołają 

przebiec przez granicę. Las zaczynał się na nowo po drugiej stronie. 

Obaj  mężczyźni  uścisnęli  sobie  ręce  i  Franz  powędrował  w 

kierunku, z którego nadeszli. 

Lauren  odpoczywała,  oparta  o  drzewo.  Podszedł  do  niej, 

przykucnął obok. 

- Kochanie, jesteśmy zdani na samych siebie i... Na dźwięk tego 

czułego słowa na chwilę przestała go słuchać. Dopiero potem zmusiła 

się  do  uważnego  wysłuchania  wypowiadanych  cichym  głosem 

instrukcji: 

-  Chcę,  żebyś  odpoczęła  tyle,  ile  tylko  się  da.  Ja  tymczasem 

rozejrzę  się  i  spróbuję  zorientować,  jaką  drogą  chodzi  strażnik  i  w 

jakim  czasie.  Skoro  tylko  okaże  się,  że  spaceruje  on  z  rutynową 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

dokładnością,  przemkniemy  się  za  jego  plecami  w  chwili,  kiedy 

będzie po drugiej stronie, rozumiesz? 

Skinęła głową. 

Jordan  spojrzał  w  jej  oczy.  Mrok,  panujący  w  lesie,  nie  był  w 

stanie zgasić ich blasku. Przesunął dłonią po jej karku, rozmasowując 

napięte mięśnie szyi i ramion. Westchnęła niemal bezgłośnie. 

Pochylił się nad nią i lekko pocałował. 

- Zdrzemnij się trochę. Mamy przed sobą jeszcze bardzo daleką 

drogę. 

Lauren  myślała,  że  nie  zdoła  zasnąć  w  samym  środku  lasu,  ale 

skoro  tylko  wyciągnęła  się  na  miękkim  igliwiu,  obudziło  ją  dopiero 

lekkie  szarpnięcie  za  ramię.  Jordan  delikatnie  zakrył  dłonią  jej  usta  i 

usunął ją dopiero wtedy, kiedy otworzyła oczy. 

-  Wyruszamy  za  kilka  minut  -  szepnął  jej  wprost  w  ucho.  - 

Strażnik  może  zjawić  się  w  każdej  chwili.  Kiedy  tylko  obróci  się, 

ruszamy. 

- A jeśli się obejrzy? 

- Módlmy się, żeby to nie przyszło mu do głowy i tyle. Musimy 

wykorzystać cały czas do jego powrotu, jasne? 

Kiwnęła głową. Wszystko było jasne. Nie mieli wyboru. 

Obserwowała, jak strażnik zbliża się ku nim. Księżyc świecił tak 

jasno,  że  mężczyzna  zdawał  się  odprowadzany  promieniem 

punktowca. Kontrast pomiędzy światłem a mrokiem lasu stwarzał im 

doskonałą kryjówkę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Odwrócił  się  i  rozpoczął  powolną  wędrówkę  z  powrotem  w 

kierunku  swej  budki.  Wydawał  się  odległy  tylko  o  kilka  metrów, 

kiedy Jordan wydyszał wprost w ucho Lauren: 

- Teraz! 

Chwycił  ją  za  rękę  i  pobiegli.  Lauren  nigdy  w  życiu  nie 

poruszała  się  tak  szybko.  Wydawało  jej  się,  że  stopami  nie  dotyka 

ziemi.  W  każdej  chwili  spodziewała;  się  krzyku.  Jednak  ciągle 

wszystko  było  przerażająco  ciche  i  nieruchome  w  blasku  księżyca. 

Krajobraz  wydawał  się  nierzeczywisty,  jakby  otaczały  ich  dekoracje 

teatralne. 

I  nagle  rozpętało  się  piekło.  Krzyk,  potem  następny,  odległe 

szczekanie  psów  i  przeraźliwe  wycie  syren.  Światła  szperaczy 

przyszpiliły ich do ziemi. 

-  Biegnij!  -  krzyknął  Jordan  do  Lauren.  -  Schowaj  się  w  lesie! 

Idę za tobą! 

Usłuchała go. Była już niemal pod osłoną drzew kiedy usłyszała 

rozdzierający  odgłos  serii  z  broni  automatycznej.  Odwróciła  się  i 

ujrzała  Jordana  biegnącego  ku  niej,  słyszała  jego  krzyk,  by  się  nie 

zatrzymywała.  A  potem,  jak  na  zwolnionym  filmie,  Jordan  potknął 

się, okręcił i osunął na ziemię. 

Nie poruszył się więcej. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

-  Jordan!  -  wrzasnęła  i,  nie  zwracając  uwagi  na  nieprzerwane 

staccato strzelaniny, podbiegła do niego. 

Leżał  na  boku,  z  głową  pogrążoną  w  cieniu.  Przesunęła  dłonią 

po jego plecach i poczuła na palcach lepką wilgoć. Jordan jęknął i był 

to dla niej najpiękniejszy dźwięk, jaki kiedykolwiek słyszała. 

- Jordan! 

- Uciekaj, Lauren. Musisz uciekać - wymamrotał. 

-  Och,  kochanie.  Nie  musimy  uciekać.  Udało  się.  Jesteśmy  w 

Austrii.  Bezpieczni.  O  Boże,  proszę,  spraw,  żeby  poczuł  się  lepiej!  - 

szeptała. 

-  Zostaw  mnie,  Lauren.  Znajdź  jakiś  dom  i  wyjaśnij.  Przyjmą 

cię. 

- Jasne, do cholery, że mnie przyjmą, ale ja cię tu nie zostawię, 

Jordanie Trent. Pójdziesz ze mną, choćbym miała cię wlec przez całą 

drogę. 

-  Zabawne  -  mruknął.  -  Nigdy  przedtem  nie  słyszałem,  żebyś 

klęła. 

- Bo do tej pory nie miałam wystarczającego powodu - podniosła 

się na kolana. - No, kochanie, pomóż mi, błagam. Spróbuj stanąć... 

Nie  wiedziała,  ile  czasu  upłynęło,  zanim  postawiła  go  na  nogi. 

Bała się tylko, że zemdleje na jej grzbiecie i co wtedy? Wolała o tym 

nie myśleć. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Powoli  prowadziła  go  przez  las,  zastanawiając  się,  dokąd  iść  i 

jak długo Jordan będzie w stanie się poruszać. Zaledwie starczało jej 

sił, żeby utrzymać go w pozycji stojącej. 

- Nie rób głupstw, Lauren - wykrztusił. - Dam sobie radę. Jestem 

dość twardy, żeby się nie rozlecieć. 

-  Lepiej,  żeby  to  była  prawda,  ty  cholerny,  arogancki 

supermenie!  No,  pokaż  mi,  co  jesteś  wart!  Gdzie  ta  twoja  niezłomna 

wola?  Gdzie  ta  twoja  siła  przetrwania?!  Wyzywam  cię!  -  łzy 

strumieniami  spływały  po  jej  twarzy.  Zmuszała  się  do  posuwania, 

prowadząc go krok za krokiem. 

Kiedy  po  raz  pierwszy  spostrzegła  światełko  migające  poprzez 

drzewa, sądziła, że to wyobraźnia płata jej figle. Czy jakiś dom może 

stać tak blisko granicy? I nagle zauważyła, że światełko porusza się. 

- Ratunku! - krzyknęła. - Na pomoc! Ratujcie nas! 

-  Heeej!  -  przeciągły,  śpiewny  okrzyk,  który  ozwał  się  w 

odpowiedzi, zabrzmiał w jej uszach jak najsłodsza muzyka. 

Trzech mężczyzn ostrożnie zbliżało się do nich. 

-  Mój  mąż  został  postrzelony.  Jesteśmy  Amerykanami. 

Pomóżcie mi zawieźć go do szpitala! 

Jej  słowa,  wypowiedziane  po  niemiecku,  spowodowały 

natychmiastową reakcję. Dwóch mężczyzn skoczyło do przodu, akurat 

na czas, aby podtrzymać Jordana, zanim zwalił się na ziemię. 

.  Jordan  miał  idiotyczny  sen.  Był  z  Lauren  na  plaży  Santiago 

Island na  Morzu  Południowym.  Ciepły  wiaterek  przyjemnie  owiewał 

jego  rozgrzane  ciało.  Co  jakiś  czas  zrywali  się,  biegli  do  morza  i 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Lauren  zanurzała  się  w  wodzie  laguny,  odgrodzonej  od  oceanu  rafą 

koralową. 

Chłodna  woda  zmyła  uczucie  gorąca.  Jordan  wynurzył  się  i 

ujrzał  oczy  Lauren,  jej  cudowne,  mglistoszare  oczy,  spoglądające  na 

niego z wyrazem troski. 

- Masz cudowne oczy - wyszeptał, odkrywając, że usta ma zbyt 

wysuszone, żeby mówić. 

-  Szszsz,  kochanie,  nie  marnuj  sił  na  mówienie  -  szepnęła 

niespokojnie. 

-  Pić  -  usiłował  powiedzieć,  ale  wargi  odmówiły  mu 

posłuszeństwa. 

Lauren  zdawała  się  rozumieć,  ponieważ  wsunęła  mu  w  usta 

kilka kawałków lodu. 

- Woda jest cudowna, prawda? - zapytał. 

-  Co  tylko  chcesz,  ale  spróbuj  odpocząć.  Wszystko  będzie 

dobrze. 

Jordan  odprężył  się  i  na  nowo  zapadł  w  niespokojny  sen,  a 

Lauren powróciła na fotel, w którym siedziała i czuwała już od trzech 

dni. Zaczęła szeptem modlić się: 

-  O  Boże,  błagam,  niechże  już  wyzdrowieje.  On  znowu 

majaczy...  Żeby  tylko  nie  postradał  zmysłów.  Ma  taką  wysoką 

gorączkę. Boże, proszę, zaopiekuj się nim... dla mnie. 

Byli  w  amerykańskiej  bazie,  gdzieś  w  Niemczech.  Zadzwoniła 

do Mallory'ego, a on puścił w ruch tryby jakiejś potężnej machiny. W 

ciągu  kilku  godzin  od  umieszczenia  Jordana  w  lokalnym  szpitalu 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Mallory  pojawił  się  osobiście  i  sam  nadzorował  przewiezienie 

chorego. 

Trzeba  było  wyciągnąć  kulę,  która  utkwiła  mu  w  plecach. 

Konieczna  była  operacja.  Doktor  uznał  za  cud,  że  pocisk  ominął 

zarówno ważniejsze organy wewnętrzne, jak i kręgosłup. 

Mallory  porozumiał  się  już  z  Frances  i  Trevorem  Monroe  i  był 

całkiem zadowolony z przebiegu akcji. 

- Przeżyje, nie martw się - zapewnił Lauren rano. 

- Jest zbyt uparty, żeby umrzeć. 

- Wiem - zgodziła się. 

- Jesteś gotowa wracać do domu? 

- Kiedy, teraz? 

-  Kiedy  zechcesz.  Twoje  zadanie  dobiegło  końca.  Zrobiłaś 

świetną robotę, Lauren. 

- Dziękuję panu. 

- A jeśli chodzi o powrót do domu... 

- A co z Jordanem? 

- Jak to co? 

- Kiedy on będzie mógł wrócić do domu? 

- Lekarz nie zdecydował jeszcze. 

-  A  zatem,  jeśli  to  panu  nie  przeszkadza,  poczekam,  aż  on  też 

będzie  mógł  wrócić  do  domu  -  z  trudem  szukała  właściwych  słów.  - 

Widzi  pan,  zaczęliśmy  razem  i  uważam,  że  razem  powinniśmy 

skończyć. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Rozumiem - w zamyśleniu odparł Mallory. - To z twojej strony 

bardzo profesjonalny gest, jeśli można to tak ująć. Wydawało mi się z 

początku, że raczej wolałabyś uciec jak najdalej od niego. 

- O, teraz już nie, proszę pana. Zaprzyjaźniliśmy się. 

- Przyjaciele, hę? - Mallory w milczeniu przyglądał się jej przez 

kilka minut. - Człowiek nie ma zbyt wielu przyjaciół, prawda? 

Uśmiechnęła się. 

-  Sądzę,  że  wrócimy  do  domu  nie  później  niż  w  przyszłym 

tygodniu, sir, jeśli to panu odpowiada. 

- Zdaje się, że musi odpowiadać - odparł oschle. A teraz Lauren 

siedziała w fotelu i przyglądała się leżącemu mężczyźnie. Odkryła już, 

że jej głos działa na Jordana jak środek uspokajający. 

Dziś  odezwał  się  po  raz  pierwszy.  Niezbyt  sensownie,  to 

prawda. 

-  Uciekaj,  Lauren!  Na  litość  boską,  uciekaj!  Nagły  krzyk 

przywrócił  ją  do  rzeczywistości.  Zerwała  się  z  miejsca.  Dyżurne 

pielęgniarki też musiały go usłyszeć, bo przybiegły natychmiast. 

-  Chyba  znowu  przeżywa  chwilę,  w  której  został  ranny  - 

wyjaśniła  szeptem,  jednocześnie  gładząc  go  po  dłoni.  To  także  go 

uspokajało. 

-  Skoro  już  tu  jesteśmy,  możemy  sprawdzić  opatrunki  - 

powiedziała jedna z sióstr i najdelikatniej jak umiały, przewróciły go 

na brzuch i sprawdziły, czy bandaż nie przemókł. 

-  Ładnie  się  goi  -  odezwała  się  z  uśmiechem  młodsza 

pielęgniarka. Powinna się pani cieszyć, pani Trent. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Och, ja... cóż. Tak, ogromnie się cieszę - wykrztusiła w końcu. 

Upłynął jednak jeszcze jeden tydzień, zanim chirurg zdecydował 

się  na  wysłanie  go  samolotem  wojskowym  z  powrotem  do  Stanów. 

Lauren  nie  była  pewna,  jakich  środków  perswazji  użył  Mallory,  ale 

załatwił jej, że wróciła z Jordanem. 

- Gdzie jesteśmy? - zapytał Jordan słabym głosem. 

- Szpital Waltera Reeda - odparła Lauren z uśmiechem. 

- Jak się tu znalazłem? 

- Przyleciałeś z Niemiec. 

-  Niemcy?  Przecież  mieliśmy  być  w  Austrii.  Uśmiechnęła  się, 

słysząc  jego  kłótliwy  ton.  Dopiero  ten  ton,  bardziej  niż  cokolwiek 

innego, świadczył o jego powrocie do zdrowia. 

-  Byliśmy  w  Austrii.  Potem  przewieźli  cię  do  Niemiec,  gdzie 

wyjęli kulę z twoich pleców, a potem tutaj. 

- Aha - milczał przez parę minut. Wreszcie odezwał się: -  A co 

ty tu robisz? 

-  Bronię  przed  tobą  pielęgniarki  -  odparła,  radośnie  szczerząc 

zęby. 

- Co masz na myśli? Co chcesz mi wmówić? 

- Że nieraz wyłazi z ciebie niezły kawał drania. 

- Powiedz mi, o czym nie wiem, a powinienem wiedzieć. 

Przyglądała mu się w milczeniu przez chwilę, po czym odezwała 

się miękko: 

- Nie wiesz tego, że nieraz wyłazi z ciebie wspaniały człowiek. 

- O, czyżby? I kto to mówi? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Ja to mówię. 

- Wiesz coś na ten temat? 

- Wiem, że cieszę się bardzo z twojego powrotu do zdrowia. 

Uścisnął jej dłoń. 

- Ja też się z tego cieszę. Byłem już zmęczony przechodzeniem z 

jednej  strony  życia  na  drugą  i  znów  z  powrotem.  Chociaż  niektóre 

moje majaki były całkiem miłe. 

- Hmm, czy mogę zapytać, jakie? 

- Cóż, skoro i ty majaczyłaś mi się, to pewnie masz jakieś prawo 

wiedzieć. 

Poczuła gorąco na policzkach, wywołane jego żartami. 

- Byliśmy razem na Santiago Island. 

- A gdzie to jest? 

- To wyspa, na której usiłowałem zaznać ciężko zapracowanego 

odpoczynku, kiedy Mallory zaczął nalegać, żebym wrócił do roboty. 

- Wrócisz tam, skoro tylko poczujesz się lepiej. 

- Przydałoby się... nadrobić trochę czytania, łowienia ryb, snu... - 

przerwał nagle. - Ale głupota! Przecież śpię przez cały czas, tak mnie 

faszerują narkotykami. 

- Ciało szybciej się goi, kiedy jest odprężone. 

- Lauren? 

- Hmm? 

- Nie podziękowałem ci jeszcze za uratowanie życia. .- Nie bądź 

głupi, wcale cię nie uratowałam. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Jak  przez  mgłę  pamiętam  kazanie  na  temat  mojej  aroganckiej 

postawy supermena. 

- Pamiętasz to? 

- Słyszałem to jeszcze przez wiele dni. 

- Byłam przerażona, bałam się, że umrzesz. 

- Ja też - w jego głosie nie było ani śladu wesołości. 

-  Dziękuję,  że  ryzykowałeś  życiem,  żeby  zabrać  mnie  z 

powrotem - szepnęła. 

- To była część mojej roboty. 

- Aha. 

- Wiesz, że nie mogłem cię tam tak po prostu zostawić. 

- Tak sądzę. 

Jordan wziął ją za rękę i splótł jej palce ze swoimi. 

- Jesteś bardzo szczególną damą, wiesz o tym? 

- Nie za bardzo. 

- Nigdy cię nie zapomnę - szepnął miękko. 

Ale  zamierzasz  spróbować  -  pomyślała  Lauren  z  dziwną 

pewnością. 

- Ja też cię nie zapomnę - odpowiedziała, walcząc o zachowanie 

zimnej krwi. 

- Jestem pewien, że nie. Zawszę będę przypominał ci najgorszy 

koszmar życia. 

- Nie - mocno potrząsnęła głową. Uśmiechnął się. 

-  Nie  mam pojęcia, po  co  wciąż  jeszcze  kręcisz  się  po  szpitalu. 

Za każdym razem, kiedy się budzę, widzę cię obok siebie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Lauren chwilę milczała. Już chciała mu powiedzieć: - A więc nie 

chcesz,  żebym  tu  była,  ale  także  nie  chcesz  zranić  mnie,  mówiąc  mi 

to. - Ale opanowała się i zaczęła mówić obojętnym tonem: 

-  Po  prostu  chciałam  przekonać  się,  czy  wszystko  w  porządku. 

Właściwie, pan Mallory czeka niecierpliwie na mój powrót do pracy. 

- A jakże - wymamrotał Jordan. 

Lauren poczuła, że jeśli zaraz nie  wyjdzie z pokoju, wybuchnie 

płaczem. A czegóż się spodziewała, wdzięczności do grobowej deski? 

Oświadczyn? Na litość boską! 

-  Czy  może  coś  chcesz...  przynieść  ci  coś?  -  zapytała 

gwałtownie. 

Jordan  przyglądał  się  jej  twarzy,  jej  drogiej  cudownej  twarzy. 

Jak mógł żyć bez niej do tej pory? Nie mógł już doczekać się chwili, 

kiedy stanie na nogi i będzie mógł jej powiedzieć... Tak wiele miał jej 

do powiedzenia! Tyle wspólnych planów do zrealizowania. 

Cóż,  nie  jest  już  coraz  młodszy.  Powinni  założyć  rodzinę,  o 

której mówili. Uśmiechnął się na tę myśl. 

-  Na  razie  nic  nie  przychodzi  mi  do  głowy,  ale  dziękuję  - 

szepnął,  marząc,  by  mieć  choć  tyle  siły,  żeby  ją  objąć  i  uścisnąć. 

Cholerny  świat!  Jest  słaby  jak  trzydniowe  kocię  i  mniej  więcej  tak 

samo bezużyteczny. 

-  Więc  jeśli  pozwolisz,  to  pójdę  już  -  pokazała  mu  przycisk 

brzęczyka  koło  łóżka.  -  Jeżeli  będzie  potrzebna  ci  pielęgniarka, 

naciśnij ten guzik. 

- Jasne. Dzięki - spoglądał w ślad za nią, kiedy szła do drzwi. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Lauren? 

- Tak? 

- Czy dostanę całusa na pożegnanie? 

Na  dwa  uderzenia  serca  przymknęła  oczy,  potem  znów  je 

otworzyła. 

- Oczywiście. 

Podeszła  do  niego,  pochyliła  się  i  przycisnęła  lekko  wargi  do 

jego ust. 

Pachniała świeżością, jak wiosna. Dotknął loczka nad jej uchem. 

- Do zobaczenia - szepnął. 

Skinęła  głową,  niezdolna  wydobyć  z  siebie  głosu.  Obserwował, 

jak  opuszcza  pokój  i  zaczął  niecierpliwie  czekać  na  jej  powrót.  Nie 

wróciła. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

Jordan  szedł  korytarzem  do  biura  Mallory'ego,  kiedy  po  raz 

kolejny  zauważył,  że  pracownicy  rozpierzchają  się  na  jego  widok. 

Potrząsnął  głową.  Pewne  sprawy  zmieniają  się,  inne  wydają  się 

zawsze takie same. 

Otworzył  drzwi  do  gabinetu  i  wszedł.  Mallory  tkwił  przy 

telefonie. 

Jordan  usiadł  ostrożnie.  Lekarz  wściekł  się,  kiedy  usłyszał,  że 

jego  pacjent  chce  opuścić  szpital.  Ale,  do  cholery,  siedział  tam  już 

trzy tygodnie! Czego jeszcze od niego oczekiwali? 

Mallory uniósł brew na znak, że zauważył obecność Jordana, ale 

poza tym zignorował go. Jordanowi zamarzyła się nagle czarodziejska 

różdżka, którą mógłby spowodować zniknięcie szefa. Rozejrzał się po 

pokoju. Nic się nie zmieniło od owego dnia, dwa miesiące temu, kiedy 

jego  życie  zostało  wywrócone  do  góry  nogami  i  na  lewą  stronę,  a 

potem rozsypane po podłodze. 

Nie  był  w  stanie  pozbierać  do  kupy  wszystkich  elementów  tej 

swojej łamigłówki. Brakowało tego najważniejszego: Lauren. 

Mallory odwiesił słuchawkę. 

- Powinieneś być w szpitalu — zauważył. 

- Pielęgniarki przyprawiały mnie o mdłości. 

-  Z  wzajemnością,  zapewniam  cię.  Tym,  które  były  przypisane 

do twojego pokoju, dadzą renty kombatanckie. 

- Ale śmieszne. A teraz: gdzie ona jest? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Mallory  rozejrzał  się  po  pokoju,  jakby  spodziewał  się  nagłej 

materializacji. 

- Kto? 

- Nie udawaj, Mallory.

:

 Co zrobiłeś z Lauren Mackenzie? 

Mallory  rozparł  się  w  fotelu  i  położył  nogi  na  blacie  biurka,  a 

potem bez pośpiechu zapalił papierosa. 

- Wzięła urlop. 

-  Do  jasnej  cholery,  Mallory  -  Jordan  pochylił  się  w  przód  i 

skrzywił nagle. - Wiem, że wzięła urlop! Przecież aż musiałem wyjść 

ze szpitala i osobiście pomyszkować tu i tam, żeby dorwać się do tej 

informacji. Podnajęła też swoje mieszkanie. Więc gdzie jest? 

Mallory  przyglądał  się  swemu  gościowi,  odnotowując  bladość 

jego twarzy i napięcie rysów. Na pewno miały w tym udział niedawne 

przejścia. Dłonie drżały mu lekko, ale głos był silny. Prawdopodobnie 

wy-trenował go, warcząc na siostry w szpitalu. 

- Może wróciła do Pensylwanii. 

- Może? Nie wiesz? 

-  Z  reguły  nie  wtykam  nosa  w  osobiste  sprawy  moich  ludzi 

pracujących w tym budynku, J.D. 

-  A  odkąd  to?  Wygląda  na  to,  że  znasz  każdy  mój  ruch,  nieraz 

nawet  zanim  go  zrobię.  Czyżbyś  nareszcie  przyznawał,  że  zawiodły 

cię zdolności telepatyczne? 

-  Po  co  chcesz  odnaleźć  Lauren?  Zlecenie  zostało  wykonane 

bardzo dobrze. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Musimy omówić pewną nie dokończoną sprawę. Mallory splótł 

dłonie i wsparł na nich podbródek. 

- Nie miałem pojęcia o żadnej nie dokończonej sprawie. 

-  Niemożliwe!  Ty  nie  miałeś  pojęcia?  Boże,  ten  człowiek 

okazuje się jednak zwykłym śmiertelnikiem! 

- Co to za nie dokończona sprawa? 

- To naprawdę nie twój interes, Mallory, ale czy to dla ciebie ma 

jakieś  znaczenie?  -  Jordan  podniósł  się  powolnym,  precyzyjnym 

ruchem  i  podszedł  do  okna.  Lato  zakradło  się  po  cichu,  za  jego 

plecami. Szczerze mówiąc, wiele spraw rozegrało się za jego plecami. 

Między innymi i to, że stracił serce. - Chcę odnaleźć Lauren, żeby się 

z nią ożenić. 

-  Ach! -  wykrzyknął Mallory, jakby go nagle oświeciło.  -  Więc 

Lauren zgodziła się zostać twoją żoną. 

- Tego nie powiedziałem. Ale zgodzi się, jeśli tylko ją odnajdę. 

Mallory  nawet  nie  starał  się  ukryć  uśmiechu,  zważywszy,  że 

miał przed sobą plecy Jordana. 

- Nigdy nie brakowało ci pewności siebie, muszę to przyznać. 

- To ty tak myślisz. 

-  Ano  właśnie. Ty i  Lauren macie się pobrać. Jak to zaważy na 

twojej pracy? 

Jordan obejrzał się przez ramię. 

- A ty, co ty o tym myślisz? 

-  Chyba  czas  już,  żebyś  dowiedział  się,  jak  wygląda  świat  zza 

biurka - spokojnie stwierdził Mallory. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Słowa te sprawiły, że Jordan bardzo szybko podszedł do szefa: 

- Co masz na myśli? 

-  Czekałem  jedynie  na  sposobność,  żeby  przekazać  ci  moją 

pracę.  Masz  najlepszą,  a  w  każdym  razie  najbardziej  zboczoną 

mózgownicę  w  całej  agencji.  Pod  twoim  światłym  przewodnictwem 

nasi szanowni przeciwnicy nie będą znać dnia ani godziny. 

- Mówisz poważnie? 

- Jak najbardziej poważnie. 

Jordan obrzucił wzrokiem pomieszczenie. 

- A ty? Co zamierzasz robić? 

-  O,  nie  odejdę  daleko.  Popychają  mnie  w  górę,  przesyłają 

podziękowania za to, jak rozegrałeś całą sprawę. Dzięki tobie wszyscy 

w departamencie są niewinni jak aniołki. 

-  Mieliśmy  parę  szczęśliwych  zbiegów  okoliczności...  a 

najważniejsze  było  to,  że  nikt  nie  rozpoznał  pani  Monroe,  ani  nie 

zorientował się w zamianie, dopóki nie wydostałem Lauren. 

- Czy powiedzieli ci, kto za tym stał? 

- Nie. 

-  Grupa  terrorystów  postanowiła  wymusić  pewne  zmiany  w 

uporządkowanym  świecie.  Frances  Monroe  miała  być  jedynie 

pierwszą  spośród  zakładników.  Przygotowywali  już  podobne 

porwanie w innym kraju. 

- Kogo chcieli porwać? 

- Mówiąc bez ogródek, gotowi byli porwać żonę premiera. 

- Boże kochany! Oni chyba zwariowali! 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Podobno usiłowali wymusić uwolnienie kolegów z więzienia: 

Jordan  pokręcił  głową.  Zaczął  zastanawiać  się,  co  zrobiłby,  a 

czego  nie,  gdyby  ktoś  porwał  Lauren  jako  zakładniczkę.  Sądząc  po 

uczuciach,  jakie  do  niej  żywił,  zrobiłby  wszystko,  co  mu  każą,  byle 

tylko była bezpieczna i... 

Właściwie  ten  ich  pomysł  nie  był  wcale  aż  taki  głupi.  Całe 

szczęście, że nie zdążyli przeprowadzić go do końca. 

- Zmieniłeś temat, Mallory. Chcę wiedzieć, gdzie ona jest. 

-  Dokumentacje  dotyczące  pracowników  są  ściśle  poufne,  J.D. 

Wiesz o tym. 

Jordan posłał na użytek Mallory'ego bajecznie kolorową wiązkę 

przekleństw,  kończąc  precyzyjnym  określeniem  miejsca,  w  które 

może sobie wsadzić ścisłą poufność. 

-  Dlaczego  zdrowa  na  umyśle  kobieta  miałaby  chcieć  cię 

poślubić, J.D.? - zapytał, żałośnie potrząsając głową. 

Udało  mu  się  trafnie  ująć  w  słowa  pytanie,  które  dręczyło 

Jordana od tygodni, odkąd Lauren przestała przychodzić do szpitala. 

Co właściwie zrobił kiedykolwiek, aby okazać jej swe uczucia? 

Czy powiedział jej, że jest dla niego najważniejszą istotą na świecie? 

Że nie potrafiłby wyobrazić sobie życia bez niej? 

Myśl, że może jej już nigdy nie zobaczyć, przerażała go bardziej, 

niż mógł to sobie wyobrazić. 

- Chciałbym mieć okazję, aby przedyskutować to z nią osobiście. 

Mallory wzruszył ramionami, sięgnął do górnej szuflady biurka i 

wydobył blok listowy. Wydarł pierwszą kartkę i podał Jordanowi. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Miałeś  to  przez  cały  czas!  -  głos  Jordana  zaczął  wznosić  się 

niebezpiecznie. -1 od początku wiedziałeś, że musisz mi to dać! 

-  Cóż,  w  zasadzie  czekałem,  aż  grzecznie  poprosisz,  dorzucisz 

jakieś:  proszę,  może  nawet  jakieś:  dziękuję  -  zdusił  papierosa  w 

przesypującej się popielniczce. 

- Niestety, miłość nie poprawiła twoich manier ani odrobinę. 

Jordan  uważnie  i  w  milczeniu  przyjrzał  się  starszemu 

mężczyźnie. 

- Od kiedy wiedziałeś? 

-  Od  chwili,  gdy  wyszedłeś  z  tego  gabinetu  pierwszego  dnia 

waszej znajomości. 

- Zwariowałeś. Nawet jej nie lubiłem. 

-  Zbyt  dużo  tarcia  i  dymu,  żeby  prędzej  czy  później  nie 

wybuchnął pożar. Kwestia czasu, nic więcej. 

Trent rzucił szefowi podejrzliwe spojrzenie. 

- A może to było ukartowane? 

-  Co?  Ależ  skąd,  do  licha.  Chciałem  posadzić  kogoś  za  tym 

biurkiem  i  wiedziałem,  że  musisz  bardzo  zapragnąć  porzucić  swoją 

robotę, żeby to chociaż chcieć sobie przemyśleć. 

-  A  Lauren  miała  mi  to  osłodzić?  Mallory  pozwolił  sobie  na 

mały uśmieszek. 

- Czy ja wyglądam na swatkę? 

-  Wyglądasz  na  największego  zboczeńca,  jakiego  kiedykolwiek 

widziałem. Dziwne, że podziwiasz tę cechę u mnie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Ciągnie swój do swego - zauważył Mallory i zdjął nogi z blatu 

biurka. Wstał powoli i wskazał ruchem głowy strzęp papieru. - Masz 

już  to, po  co przyszedłeś.  Dlaczego  nie pójdziesz  sobie,  żebym  mógł 

trochę popracować? 

Jordan  złożył  kartkę  papieru,  którą  dał  mu  Mallory,  jakby  była 

cenną  mapą  wiodącą  go  do  ukrytego  skarbu.  W  jego  przypadku 

zresztą rzeczywiście tak było. Był już za drzwiami, kiedy usłyszał, że 

Mallory woła go po imieniu. 

Wrócił się i lekko uchylił drzwi. 

- Słucham? 

-  Masz  dwa  miesiące  urlopu,  a  policja  Santiago  doszła  do 

wniosku, że źle zrozumiała mój komunikat. Jesteś poszukiwany przez 

rząd,  bo  jesteś  dla  nas  bardzo  cenny.  Na  pewno  potraktują  cię  z 

pełnym szacunkiem i pokorą, o ile zechcesz tam wrócić. 

-  Dzięki  -  powiedział  Jordan  i  wyszczerzył  zęby  w  szerokim 

uśmiechu. 

Mallory sięgnął po swoją paczkę papierosów. 

-  Przynajmniej  tyle  mogłem  zrobić  -  mruknął.  Jordan  zamknął 

drzwi i pogwizdując ruszył do wyjścia. Kilkoro ludzi obejrzało się ze 

zdumieniem.  Nigdy  nie  widzieli  Jordana  Trenta  w  tak  dobrym 

humorze. 

Jordan  dostrzegł  tabliczkę  z  nazwą  ulicy  o  kilka  kroków  przed 

sobą.  Było  na  niej  to  samo  nazwisko,  co  na  zagryzmolonej  kartce, 

którą  ściskał  w  ręce.  Skręcił  za  róg.  Domy  pochodziły  z  innej  epoki. 

Stały  z  daleka  od  ulicy,  oddzielone  od  niej  drzewami  rosnącymi  na 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

kosztownych  trawnikach.  Większość  miała  od  frontu  sympatyczne 

ganki z krzesełkami i huśtawkami, jakby czekające na gości. 

Na  tej  ulicy,  jakby  żywcem  wyjętej  z  planu  Universal  Studio, 

wychowała  się  Lauren.  W  każdej  chwili  z  któregoś  domu  mógłby 

wyjść James Stewart i pomachać na pożegnanie Donnie Reed. 

Jordan 

intuicyjnie 

wyczuwał 

przyjazne 

nastawienie 

mieszkańców. Tego właśnie brakowało środowisku, w którym spędził 

dzieciństwo  w  Chicago.  Rozejrzał  się  po  numerach  i  spostrzegł  ten 

właściwy o trzy domy dalej. 

Serce  tłukło  mu  się  w  piersi  tak  mocno,  że  miał  kłopoty  z 

oddychaniem.  Czuł,  jak  po  czole  spływają  mu  kropelki  lodowatego 

potu. Śmieszne. Mniej denerwował się w pracy niż w tej chwili. 

I  właśnie  teraz,  kiedy  już  odnalazł  Lauren,  zorientował  się,  że 

nie wie, co powiedzieć. A jeśli nie będzie chciała go widzieć? A jeśli 

rzeczywiście ukrywa się przed nim? Z jakiego innego powodu brałaby 

urlop? 

I co on robi tu, w Reading, w Pensylwanii? 

Odpowiedź była oczywista: zamienia się w tchórza. 

Gdzież  podziała  się  ta  twoja  cholerna  odwaga,  na  którą  tak 

liczyłeś?  -  pytał  sam  siebie,  ale  nie  umiał  udzielić  sobie  żadnej 

odpowiedzi. 

Przystanął  przed  domem  i  zapatrzył  się.  Dom  miał  dwa  piętra  i 

spore okno w dachu, co oznaczało duży strych. Okna ozdobione były 

kolorowymi  okiennicami. Ścieżkę do frontowych drzwi  okalały róże, 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ganek wyglądał tak, jakby za chwilę miała z niego wybiec tanecznym 

krokiem Judy Garland i zaśpiewać „Spotkajmy się w St. Louis". 

Chyba  kompletnie  zgłupiał.  Napięcie  ostatnich  kilku  tygodni 

musiało pomieszać mu w głowie. Zmusił się do wyjęcia kluczyków ze 

stacyjki i powoli wysiadł z samochodu, kierując się w stronę domu. 

Garaż  był  na  tyłach.  Jordan  nie  miał  pojęcia,  czy  ktoś  jest  w 

domu, czy nie. Może to nie był najlepszy sposób załatwienia sprawy? 

Telefon byłby bardziej praktyczny - mogliby umówić się na spotkanie. 

Porzucił te rozważania, wstępując na długą alejkę wiodącą na ganek. 

Do  tej  pory  żył  nadzieją,  że  zdoła  przekonać  Lauren,  aby  za 

niego  wyszła.  Wkrótce  będzie  musiał  stawić  czoła  rzeczywistości  i 

usłyszeć jej zdanie na ten temat. 

Nie  był  zupełnie  pewien,  czy  potrafi  tę  rzeczywistość 

zaakceptować. 

Wszedł  na  ganek  i  zadzwonił.  Drewniane  drzwi  były  otwarte, 

więc  ktoś  musi  być  w  domu.  Wkrótce  usłyszał  szelest  papierów  i 

odgłos zbliżających się kroków. 

W drzwiach pojawił się mężczyzna. Wyglądał na pięćdziesiątkę 

- wysoki, dobrze zbudowany. Jego włosy miały barwę piaskoworudą, 

naznaczoną wokół uszu mocnymi smugami siwizny. 

- Cześć - odezwał się serdecznie. - W czym mogę pomóc? 

- Uhm... tak... - zawahał się o ułamek sekundy za długo i dodał: - 

Przepraszam...  ja...  szukam  panny  Lauren  Mackenzie.  Powiedziano 

mi, że tu ją znajdę. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Mężczyzna  wyszedł  na  ganek,  trzymał  w  ręce  jakąś  gazetę. 

Serdeczność  niepostrzeżenie  ulotniła  się  z  jego  twarzy.  Przyjrzał  się 

Jordanowi  od  czubka  głowy  do  nosków  doskonale  wypolerowanych 

butów. Szczęka drgnęła mu tak, jakby zacisnął zęby. 

- Ty jesteś Jordan Trent - stwierdził bezbarwnym głosem. 

I  to  byłoby  na  tyle,  jeśli  chodzi  o  potencjalną,  ewentualną 

rodzinę. 

No  i  co  z  tego  do  cholery,  pomyślał  sobie  Jordan.  Wyszczerzył 

zęby i wyciągnął dłoń: 

-  A  pan  musi  być  Matthew  Mackenzie,  którego  imię  ma  nosić 

mój pierworodny. 

Matt spojrzał na wyciągniętą rękę i dostrzegł jej zręczność i siłę, 

podobnie, jak twardą surowość twarzy i oczy, które widziały już zbyt 

wiele.  Powoli  przełożył  gazetę  do  drugiej  ręki  i  przyjął  uścisk  dłoni 

Jordana. 

-  W  takim  razie  może  lepiej,  żeby  pan  wszedł.  Przytrzymał 

drzwi.  Jordan  wszedł  pierwszy  i  poczuł  na  plecach  przenikliwe 

spojrzenie. 

Dom emanował miłością, szczęściem i gościnnością tak mocno, 

że zdawały się dotykalne. Nic dziwnego, że Lauren była taką kobietą, 

jaką była - hojną, o gorącym sercu i tak cudownie kochającą. 

Jordan stanął pośrodku dużego przedsionka i rozejrzał się. 

- Czy Lauren tu jest? 

- Nie. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Krótkie  słowo  zdawało  się  być  ciosem  w  splot  słoneczny  i  na 

moment pozbawiło go tchu. 

-  Proszę  wejść  i  usiąść  -  Matt  wskazał  frontowy  salon,  który 

wydawał się przytulny i ciepły. 

Jordan usiadł naprzeciw fotela, który wcześniej zajmował ojciec 

Lauren.  Obok  leżały  okulary  do  czytania  i  stała  szklanka  mrożonej 

herbaty. 

- Czy mogę podać panu coś do picia? - uprzejmie zapytał Matt, 

dostrzegając  spojrzenie  Jordana.  Ten  człowiek  na  pewno  niewiele  w 

życiu przeoczył. 

- Nie, dziękuję - Jordan odczekał, aż Matt usiądzie i bez ogródek 

wypalił: - Skąd pan wie, kim jestem? 

Matt  przekrzywił  głowę,  wciąż  obserwując  Jordana  tak,  jakby 

był mikroskopijnym okazem pod lupą. 

-  Lauren  wspominała,  iż  spotkała  człowieka  o  pańskim 

wyglądzie kilka miesięcy temu w Kalifornii. 

-  Rozumiem  -  rozejrzał  się  po  pokoju,  starając  się  nie  zwracać 

uwagi na badawczy wzrok ojca Lauren. Z wysiłkiem znowu skierował 

na niego oczy i zapytał: - I co jeszcze o mnie mówiła? 

- Niewiele. 

-  Ale  z  tego  „niewiele"  pan  zdecydował,  że  mnie  nie  lubi  - 

zauważył chłodno Jordan. 

-  Nie  mam  pojęcia,  co  myśleć  o  panu.  Wiem  tylko,  że  po 

powrocie do domu  Lauren nie jest już tą samą osobą, którą znaliśmy 

od  dwudziestu  pięciu  lat.  Kiedy  mówi  o  panu,  zmienia  jej  się  głos  i 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

wyraz  twarzy,  dlatego  mam  dziwne  przeczucie,  że  pan  w  tym 

wszystkim maczał palce. 

Jordan wolałby uznać tę informację za pomyślną, ale uznał ją za 

zbyt dwuznaczną. 

-  Naprawdę  chciałbym  zobaczyć  się  z  pańską  córką,  panie 

Mackenzie - odezwał się matowym głosem. 

- Po co? 

- Chcę się z nią ożenić - wypalił. 

- Po co? - raz jeszcze zapytał Matt. 

-  Po  co?  -  powtórzył  Jordan  z  głupią  miną.  Odpowiedź 

wydawała się oczywista: - Nie mogę nawet myśleć o życiu bez niej. 

Włożył w tę odpowiedź tyle szczerości, na ile było go stać. Rysy 

twarzy Matta zmiękły na moment. 

-  Masz  na  wszystko  gotową  odpowiedź.  Czy  Lauren  wie,  co 

czujesz? 

-  Nie  mam  pojęcia.  Dlatego  tu  jestem.  Chciałem  skontaktować 

się z nią w pracy, ale powiedzieli, że... 

- ...wzięła urlop. Tak. 

- Czy coś się stało? Była może chora? 

Nagle  usłyszał  głosy  dochodzące  z  głębi  domu  i  obejrzał  się. 

Były  to  kobiece,  rozmawiające  z  ożywieniem  głosy  i  zbliżały  się  od 

strony  korytarza.  Podniósł  się,  bo  rozpoznał  jeden  z  nich. 

Rozpoznałby go wszędzie i zawsze. 

W  wysoko  sklepionych  drzwiach  pojawiła  się  Lauren  i  jeszcze 

jedna kobieta, która wydawała się być jej matką. Lauren odezwała się: 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Znalazłyśmy  w  piekarni  twoje  ulubione  ciasteczka,  tato. 

Możesz chyba na jeden wieczór zapomnieć o swojej linii... 

Oczy  jej  spoczęły  na  wpatrzonym  w  nią  mężczyźnie. 

Mężczyźnie, którego już nigdy nie spodziewała się ujrzeć. Wyglądała 

na zaskoczoną, jakby nagle zobaczyła ducha. 

Ojciec wstał i zaczął: 

- Lauren... 

-  Jordan!  -  wykrzyknęła  w  tej  samej  chwili  i  osunęła  się  na 

ziemię. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

Zanim którekolwiek z rodziców zdążyło choćby, drgnąć, Jordan 

w  dwóch  długich  susach  znalazł  się  obok  Lauren,  pochwycił  ją  w 

ramiona i ułożył na sofie obok. 

Ten człowiek ma niezwykle szybki refleks - pomyślał Matt. 

Jordan spodziewał się właściwie każdej reakcji na jego widok, z 

wyjątkiem  właśnie  omdlenia.  Lauren  była  zbyt  silną  osobowością, 

zbyt  odważnie  przyjmowała  każdy  kaprys  losu,  by  mogło  ją 

zaskoczyć  jego  nagłe  pojawienie  się.  Chyba  że  coś  było  z  nią  nie  w 

porządku. 

-  Co  z  nią?  -  zapytał,  spoglądając  na  zaskoczone  twarze 

rodziców. 

-  Zemdlała  -  wyjaśnił  ojciec.  -  Ostatnio  zdarza  jej  się  to  dość 

często. Ma to chyba po matce. 

-  Przyniosę  wody  -  zaproponowała  matka  i  wyszła.  Jordan 

spojrzał na starszego mężczyznę. 

-  Dlaczego  mdleje?  Czy  była  u  lekarza?  -  dopytywał  się,  jakby 

miał do tego pełne prawo. 

-  Tak.  Prawdę  mówiąc,  poszła  do  lekarza  dopiero  w  tym 

tygodniu.  Długo  ją namawialiśmy.  Doktor  wyjaśnił,  że  to  tylko  lekki 

przypadek ciąży i powinien ustąpić po około siedmiu miesiącach, albo 

coś koło tego. 

-  Lauren  jest  w  ciąży  -  powtórzył  Jordan  bezdźwięcznym 

głosem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Nic  dziwnego,  że  Matthew  Mackenzie  potraktował  go  jak 

podejrzanego  o  gwałt.  Fakt  pozostawał  faktem,  ze  swego  punktu 

widzenia miał rację. Co, u licha, nagadała im Lauren? 

Poczuł jej lekkie poruszenie się. 

- Lauren? Jak się czujesz, kochanie? Nie uderzyłaś się? - zapytał, 

delikatnie odsuwając jej włosy z czoła. 

Zatrzepotała powiekami i spojrzała na niego. 

- Myślałam, że mi się wydaje - szepnęła słabym głosem. 

Ujął jej dłoń i uścisnął lekko. 

- O, nie. Jestem całkiem prawdziwy. 

- Jak twoje plecy? Czy lekarz powiedział... 

-  Lekarz  mówił  mnóstwo  rzeczy,  ale  co  on  może  wiedzieć? 

Dlaczego uciekłaś? 

Nie mogła oderwać wzroku od twarzy Jordana. 

- Nie potrzebowałeś mnie już i... 

- Zawsze cię potrzebuję, kochanie. Myślałem, że o tym wiesz. 

Spojrzała  ponad  jego  ramieniem,  na  ojca,  który  w  zamyśleniu 

obserwował tę scenę. Do pokoju wbiegła matka: 

- Och, Lauren, tak nas przestraszyłaś! Czy z wszystkich głupich 

słabostek akurat tę musiałam przekazać córce? Ja też tak mdlałam, za 

każdym razem, kiedy... 

-  Mamo!  Eee...  chciałabym,  żebyś  poznała  Jordana  Trenta. 

Jordan, to moja matka, Hilary Mackenzie. 

Jordan nie wypuszczał dłoni Lauren. Skinął głową i uśmiechnął 

się do zatroskanej kobiety. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Och! - krzyknęła Hilary. - Więc to ty jesteś Jordan! 

Wydawało się, że dopiero teraz dodała sobie dwa do dwóch. 

-  Mamusiu,  czy  nie  powinnaś  zająć  się  kolacją?  Tatko  chyba 

umiera z głodu. 

Matka uśmiechnęła się na widok ożywienia córki. Tego młodego 

człowieka  nawet  siłą  nie  odciągnie  się  od  niej.  Hilary  widziała  to 

doskonale. Jakikolwiek by był dzielący ich problem, na pewno nie był 

to problem braku miłości. 

Naturalnie,  od  razu  rozpoznała  u  córki  symptomy  ciąży. 

Pojawiły  się  wkrótce  po  powrocie  Lauren  do  domu.  O  wiele 

wcześniej,  aniżeli  myśl  o  nieoczekiwanej  ciąży  zagnieździła  się  w 

głowie któregokolwiek innego członka rodziny - matka już wiedziała. 

Lauren była zakochana i nie mogło być mowy o pomyłce. Nie chciała 

jednak  mówić  o  ukochanym.  Stąd  Hilary  przypuszczała,  że  coś 

musiało zajść między nimi. 

Pochyliła się i poklepała córkę po policzku. 

-  Oczywiście,  kochanie,  zaraz  biorę  się  do  roboty.  Zerknęła  na 

Jordana z iskierką humoru w oczach, wymieniła znaczące spojrzenie z 

Mattem. 

- Oczywiście, zostaniesz u nas, Jordan? Po co szukać pokoju na 

mieście, kiedy mamy tu tyle miejsca. 

Lauren podniosła się do pozycji siedzącej. 

-  Mamo,  właściwie  nie  wiemy,  po  co  Jordan  tu przyjechał.  Nie 

mamy podstaw przypuszczać, że zechce zostać... 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Z radością przyjmę pani gościnność, pani Mackenzie - uciszył 

protesty  Lauren,  gładko  wpadając  jej  w  słowo.  -  Miałem  nadzieję 

spędzić trochę czasu na rozmowie z Lauren. 

- Na pewno przyda ci się pomoc w kuchni - zwrócił się Matt do 

Hilary,  delikatnie  wypychając  ją  z  pokoju.  -  Jeszcze  zdążymy  bliżej 

poznać się z Jordanem przy kolacji. 

Po  ich  wyjściu  pokój  zdawał  się  dźwięczeć  od  nie 

wypowiedzianych  słów  i  uczuć.  Jordan  chłonął  spojrzeniem  bladą 

skórę  Lauren.  Nie  dbała  o  siebie.  Nie  przeżyłby,  gdyby  coś  jej  się 

teraz stało. 

Bez słowa zamknął ją w ramionach i mocno przytulił do siebie. 

W  uścisku  tym  nie  było  nic  z  pożądania, jedynie  potrzebna bliskość. 

Boże, jak bardzo za nią tęsknił! 

- Co ty właściwie tu robisz? - wykrztusiła w końcu. 

- Przyjechałem po ciebie. 

- Dlaczego? 

Teraz,  po  krótkiej  wymianie  zdań  z  Mattem  Mackenzie,  Jordan 

lepiej  rozumiał,  skąd  u  Lauren  ten  zwyczaj  mówienia  wszystkiego 

wprost. 

- Trudno jest spełniać obowiązki małżeńskie na dużą odległość. 

- Nasze zadanie przecież skończone... 

- Niezupełnie, jeśli wierzyć naszemu rządowi. 

- Ale Mallory powiedział... 

-  Mallory  nie  steruje  działaniami  rządu,  choć  może  chciałby, 

żebyśmy tak myśleli. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Wiem, ale... 

-  W  twoim  paszporcie  jest  zapis,  który  jasno  mówi,  że  jesteś 

moją żoną. 

- Tak, wiem, ale Mallory twierdził, że można... 

- Sfałszować kartoteki? A fe, wstydź się, Mallory. Nie powinien 

był tak cię zwodzić. Popełniłaś poważne przestępstwo i wiesz o tym. 

Spojrzała na niego czujnie. 

-  A  może  powiedziałbyś  to  w  liczbie  mnogiej?  Nielegalne 

przekroczenie granicy chyba nie jest uważane jedynie za towarzyskie 

faux pas. 

Cóżzrobię wszystko, aby ochronić twoje dobre imię. 

- O czym ty mówisz? 

-  Chcę,  żeby  zapis  w  paszporcie  stał  się  prawdziwy.  Wyjdź  za 

mnie. 

- Dlaczego? 

-  Jasna cholera, po  co  zadajesz  tyle  pytań?  -  zerwał  się  i  zaczął 

krążyć po pokoju. 

Natychmiast przypomniał jej się pierwszy dzień ich znajomości. 

Tak, to był ten sam Jordan Trent, którego pamiętała. Opuściła głowę, 

aby ukryć uśmieszek. 

-  A  dlaczego  mężczyzna  prosi  kobietę,  żeby  za  niego  wyszła? 

Chcę,  żebyś  była  moją  żoną,  matką  moich  dzieci.  Chcę  co  ranka 

budzić  się  ze  świadomością,  że  jesteś  koło  mnie,  chcę  co  wieczór 

zasypiać  trzymając  cię  w  ramionach!  -  niemal  krzyczał  ze 

zdenerwowania. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Lauren przygryzła dolną wargę, z trudem powstrzymując się od 

wybuchu  śmiechu.  Nigdy  w  życiu  nie  słyszała  podobnie 

nieromantycznych  oświadczyn,  ale  właśnie  dlatego  wierzyła,  że  są 

szczere.  Gdyby  Jordan  Trent  zwrócił  się  do  niej  z  gładką,  konwenc-

jonalną  mową,  mogłaby  żywić  podejrzenia  co  do  jego  szczerych 

intencji. 

Ale  stał  przed  nią  ten  sam  człowiek,  w  którym  się  zakochała: 

arogancki, niecierpliwy, pyskaty... 

- Jordan? 

Odkręcił się na pięcie i stanął przodem do niej. 

-  Co?  -  sam  się  skrzywił,  tak  szorstko  zabrzmiał  jego  głos. 

Wiedział, że mu to nie wychodzi, ale do cholery, ona była najbardziej 

upartą oślicą... najbezczelniejszą... najcudowniejszą kobietą... 

-  Przepraszam,  Lauren  -  bąknął,  zniżając  głos.  -  Nie  chciałem 

wrzeszczeć na ciebie... 

-  Czy  mogę  łaskawie  dostać  to  na  piśmie?  -  zapytała  z 

uśmiechem. - Czuję, że to pierwsze przeprosiny w twoim życiu. 

I jakże mógłby się jej oprzeć? Usiadł na sofie obok niej i wziął ją 

na kolana. 

-  Wyjdziesz  za  mnie,  prawda?  -  zapytał  miękko,  po  czym 

pocałował ją, zanim zdołała odpowiedzieć. 

Przypomniał  sobie  te  gorączkowe  majaki  w  szpitalu.  Cały  czas 

widywał w nich Lauren. Trawiony gorączką mózg sięgał po ukojenie 

jej obecnością raz po raz, aż do chwili, kiedy naprawdę mógł zamknąć 

ją w ramionach... Żaden sen nie może równać się z rzeczywistością. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Och, kochanie, tak  mi  ciebie  cholernie  brakowało,  proszę,  nie 

rób już tego więcej. 

- A co ja takiego zrobiłam? 

-  Uciekłaś.  Od  dziś  będę bardzo  czujny,  dopóki nie uwierzę,  że 

znowu  cię  odnalazłem.  Będę  bał  się  mrugnąć,  żebyś  mi  nie  znikła, 

zanim otworzę oczy... 

- Nie chciałam skrzywdzić cię moim odejściem. 

- Ale doskonale ci się to udało. 

- Myślałam, że tak będzie lepiej. 

- Dla kogo? 

-  Dla  nas  obojga.  W  końcu  twój  styl  życia  tak  bardzo  różni  się 

od mojego. Nigdy nie wiesz, gdzie znajdziesz się za tydzień... 

-  Ależ  wiem.  Za  biurkiem  Mallory'ego.  Odchyliła  się  w  jego 

ramionach i rzuciła mu zaskoczone spojrzenie. 

- A co się stało Mallory'emu? 

- Dlaczego pytasz? - roześmiał się Jordan. - Czy sądzisz, że coś 

mu zrobiłem? 

- Nie, pytam poważnie. 

-  Ja  też  mówię  poważnie.  Mallory  dostał  awans,  a  mnie, 

oczywiście, awansował na swoje miejsce. 

- I chcesz pracować za biurkiem? 

-  I  spędzać  wszystkie  wieczory  z  tobą?  Masz  całkowitą  rację. 

Nie będzie ze mnie dużego pożytku w domu, ale przez poprzednie lata 

niewiele  wydawałem  z  moich  zarobków,  więc  będziemy  mogli 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

pozwolić  sobie  na  wynajęcie  kogoś  do  drobnych  napraw  i  prac 

domowych. 

Lauren pochyliła się i przerwała mu delikatnym pocałunkiem w 

usta,  pochłaniając  tym  samym  całą  jego  uwagę.  Kiedy  wreszcie 

oderwał się od niej, odezwała się ze śmiechem: 

-  Dopóki  nie  zdecydujesz  się  wynająć  kogoś,  kto  spełniałby 

twoje obowiązki w łóżku... 

- A więc wyjdziesz za mnie? - zapytał, zbyt bojąc się uwierzyć w 

to, że mimo wszystko Lauren chce go poślubić. 

-  Mallory  pierwszy  powiedział,  że  zawsze  dostajesz  to,  czego 

chcesz.  Mam  dziwne  wrażenie,  że  próba  oporu  mogłaby  kosztować 

mnie życie. 

Jego uśmiech rozświetlił cały pokój. Lauren była wzruszona. On 

naprawdę  nie  miał  pojęcia  o  jej  uczuciach!  Oczywiście,  nigdy  mu  o 

nich nie mówiła, ale nie sądziła, że on tego oczekuje, tak samo, jak nie 

uważała za konieczne zmuszać go do wyznania miłości. 

- Kiedy mielibyśmy się pobrać? - zapytała, wciąż siedząc mu na 

kolanach, z ramionami wokół jego szyi. 

- Jutro. 

- Nie jestem pewna, czy dam radę. 

-  Chodzi przede  wszystkim  o  to,  że  Mallory  pozwolił  mi  wziąć 

urlop,  a  Santiago  Island  byłaby  wspaniałym  miejscem  na  spędzenie 

miodowego  miesiąca.  Możemy  pojechać  tam  na  jakiś  czas,  a  potem 

zastanowimy się, co robić dalej. 

- Poza tym musisz dokończyć rekonwalescencji. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Już czuję się o niebo lepiej - zerknął w stronę otwartych drzwi. 

- A mówiąc między nami: co powiedziałaś o mnie ojcu? Wspomniał, 

że mówiłaś mu, iż znamy się z Kalifornii? 

- Jeśli tam byłam, to gdzie indziej moglibyśmy się spotkać? 

- Potraktował mnie jak zawodowego uwodziciela dziewic. 

Policzki Lauren przybrały różaną barwę. 

-  Ojcowie  zawsze  są  tacy  -  bąknęła.  -  Bardzo  troszczą  się  o 

córki. 

Jordan oczami wyobraźni znowu ujrzał rudowłosą dziewuszkę i 

już wiedział, że będzie taki sam, jeśli nie gorszy. 

- Przepraszam cię, jeśli kiedykolwiek sprawiłem ci ból,  Lauren. 

Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić. 

-  I  nie  skrzywdziłeś  mnie.  Po  prostu  nie  wiedziałam,  jak 

moglibyśmy rozwiązać problem naszego wspólnego życia. 

- Możemy to zrobić. Musimy - czekał, aż powie mu o ciąży. Nie 

chciał,  żeby  wiedziała,  że  on  wie...  Nie  chciał,  aby  pomyślała,  że  to 

jedyny  powód  jego  oświadczyn.  Tylko  jej  ojciec  wiedział,  że  Jordan 

wyjawił swe zamiary, jeszcze zanim dowiedział się o jej stanie. 

-  Masz  zamiar  wrócić  do  pracy?  -  zapytał,  wtulając  nos  w  jej 

szyję. 

Znieruchomiała  w  jego  ramionach.  Czekał  na  odpowiedź, 

skubiąc wargami koniuszek jej ucha. 

- A chciałbyś? 

Uśmiechnął się, ale Lauren nie mogła widzieć jego rozbawienia. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Zrobisz, jak zechcesz, kochana, pamiętaj o tym - czekał dalej, 

niemal wstrzymując oddech. 

Cóż, właściwie nie jestem pewna, co mam robić, przynajmniej 

w tej chwili. 

-  Dajmy  więc  spokój.  Musisz  tylko  wiedzieć,  że  zgodzę  się  na 

wszystko, cokolwiek zdecydujesz. 

Poczuł,  że  jej  napięte  ciało  rozluźnia  się.  Nie  była  jeszcze 

gotowa,  żeby  mu  powiedzieć,  a  jemu  nie  sprawiało  to  różnicy. 

Właściwie  cieszył  się  z  takiego  biegu  wydarzeń.  Gdyby  Lauren  nie 

była  w  ciąży,  mogłaby  nalegać,  żeby  zaczekali  i  poznali  się  lepiej. 

Mogłaby  także  zdecydować,  że  w  ogóle  nie  chce  za  niego  wyjść. 

Kiedy więc przyjdzie na świat jego pierworodny syn - a może jednak 

córka?  -  natychmiast  podziękuje  temu  dziecku  za  pomoc  okazaną  w 

najtrudniejszej ze spraw jego życia. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

EPILOG 

Błyszczący  biały  piasek  migotał  w  słońcu  jak  diamentowy  pył. 

Turkusowoniebieska  woda  wyglądała,  tak  sztucznie,  że  Lauren 

przekonana  była,  iż  nocą,  kiedy  wszyscy  turyści  śpią,  tubylcy 

zakradają się do laguny i wylewają do niej błękitną farbkę. 

Spędzili na wyspie trzy cudowne dni i podniecające noce. Jordan 

nalegał,  żeby  Lauren  chroniła  skórę  przed  słońcem.  Uwielbiał  jej 

kremowy odcień i nie pozwoliłby go zmienić. Z tego właśnie powodu 

pływali  jedynie  wcześnie  rano  i  późnym  popołudniem,  kiedy 

promienie słońca nie były tak silne. 

Teraz leżeli wyciągnięci obok siebie w cieniu zadaszenia z liści i 

leniwie obserwowali subtelny taniec fal i palm na wietrze. 

- Jakież to różne od naszej podróży służbowej - mruknęła Lauren 

jakby do siebie. 

Leżeli razem na podwójnym leżaku. Jordan otworzył jedno oko i 

objął  nim  skąpo  odziane  ciało  żony.  Cieszył  się,  że  udało  mu  się 

wynająć  ten  domek  z  dala  od  głośnego  centrum  wyspy.  Początkowo 

myślał jedynie o odrobinie spokoju, żeby odpocząć, skoro ma po temu 

okazję. Teraz pragnął odosobnienia po to, by nikt - oprócz niego - nie 

mógł  cieszyć  oczu  wspaniałymi  kształtami  Lauren,  zwłaszcza 

wieczorem, kiedy udawało mu się namówić ją na kąpiel na golasa. 

-  Różne  od  podróży  służbowej?  O,  nie  jestem  pewny  -  odparł, 

niedbale kładąc dłoń na jej obnażonym brzuchu. - Zauważyłem pewne 

podstawowe podobieństwa. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

- Na przykład? 

- Spędzamy większość wolnego czasu razem w łóżku. 

- Cóż, to przecież lepsze od strzelaniny... 

-  Cieszę  się,  że  tak  myślisz,  bo  zacząłbym  wątpić  w  swoją 

technikę. 

Lauren  odpowiedziała  dźwiękiem,  który  mógłby  być  uznany  za 

wytworne prychnięcie. 

-  Jesteś  zbyt  arogancki,  żeby  przejmować  się  tym,  co  i  jak 

robisz. Wydaje ci się, że jesteś doskonały. 

- Nie zawsze. 

-  Ale  muszę  przyznać,  że  często  udaje  ci  się  zbliżyć  do  stanu 

doskonałości. 

Odwrócił  się  na  bok,  rysując  pocałunkami  linię  wzdłuż  brzegu 

jej bikini. 

- Na przykład? 

-  Jeśli  sądzisz,  że  zacznę  piać  peany  na  cześć  twoich  cnót  i 

podkarmiać twoją okropną pychę, to bardzo się mylisz! 

-  I  to  właśnie  w  tobie  kocham,  kobieto:  wszystkie  te  czułe 

słówka,  którymi  właśnie  mnie  obsypałaś  -  wsunął  dłoń  pod  cienki 

stanik  i  objął  pełną pierś, delikatnie pocierając  sutek końcem kciuka. 

Czy  ona  sądzi,  że  nie  zauważył,  jak  wypełniły  się  jej  piersi  w  ciągu 

ostatnich  kilku  tygodni?  Dlaczego  ciągle  nie  mówi  mu,  że  jest  w 

ciąży? 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Pod  jego  dotknięciem  Lauren  spazmatycznie  wciągnęła 

powietrze.  Ukrył  uśmiech,  zsuwając  wargami  tkaninę  stanika  i  objął 

nimi czubek jej piersi. 

Zanurzyła  dłonie  w  jego  włosach  i  przyciągnęła  go  bliżej.  Nie 

przypuszczała, że  życie może być tak wspaniałe. Jordan wydawał się 

zadowolony  z  samego  faktu  przebywania  z  nią.  Zniknął  napięty 

profesjonalista,  jego  miejsce  zajął  chłopięcy,  rozkoszny  i  namiętny 

mężczyzna.  Kochała  ten  radosny  nastrój.  Kochała  w  nim  wszystko... 

jego  otwartość...  całkowitą  uczciwość...  i  właśnie  dlatego  miała  taki 

twardy orzech do zgryzienia: jak powiedzieć mu o ciąży? 

Nie była to informacja, którą mogła rzucić w zwykłej rozmowie, 

choć nie  miała  zamiaru trzymać  jej w  tajemnicy.  Nie  po  tym,  jak  się 

zdradziła  w  domu  rodziców,  gdzie  odbyły  się  trudne  rozmowy  z 

ojcem  i  matką,  którzy  uważali,  że  Jordan  powinien  wiedzieć  o 

dziecku. Ona miała odmienne zdanie. Wyjaśnił jej przecież, co sądzi o 

dzieciach,  a  normalna  rodzina  nie  pasowała  zupełnie  do  jego  życia 

zawodowego. 

Nieoczekiwane  pojawienie  się  Jordana  zupełnie  zmieniło 

sytuację. Najwyraźniej odszukał ją jedynie po to, aby poprosić o rękę. 

Uśmiechnęła  się  do  tej  myśli.  Nigdy  nie  pytał  jej,  co  sądzi  o 

małżeństwie. Zupełnie jak jej ojciec, uważał sprawę za oczywistą. 

I  nagle  jej  myśli  rozsypały  się  na  tysiąc  kawałków.  Jordan 

właśnie wsunął dłoń w dolną część bikini. Delikatnie masował ukryte 

pod nią ciało i Lauren mogła myśleć już tylko o Jordanie i o tym, co 

do niego czuje. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

Wydawało  się,  że  dotykanie  jej nigdy  mu  się  nie  znudzi,  nawet 

wtedy,  kiedy  nie  miał  zamiaru  kochać  się  z  nią.  Gdziekolwiek  byli, 

cokolwiek  robili,  trzymał  ją  za  rękę  albo  wsuwał  dłoń  pod  jej  ramię, 

albo dotykał dłonią jej pleców. 

Lauren  odkryła,  że  i  ona  wykazuje  wszelkie  oznaki 

narkotycznego uzależnienia od jego ciała - też uwielbiała dotykać go. 

Od  słońca  skóra  jego  przybrała  piękną  ciemnozłocistą  barwę. 

Większość  czasu  spędzał  na  słońcu,  podczas  gdy  ona  pozostawała 

ukryta  przed  ostrymi  promieniami.  Kąpielówki,  które  nosił,  nie 

ukrywały jego wspaniałych męskich kształtów, raczej je podkreślały. 

Usta  Jordana,  rozsiewając  pocałunki,  wędrowały  wzdłuż  jej 

brzucha, talii i dalej... niżej... 

- Jordan! - jęknęła. 

- Wiem, kochanie. Chcę tylko, żebyś się odprężyła. 

Pozwalał  sobie  na  każdy  odważny  gest,  ucząc  ją  miłości. 

Sprawiał, że jak meteoryt gnała ku spełnieniu raz po raz. Odkrył wiele 

sposobów pobudzania jej zmysłów. Zdawał się czerpać przyjemność z 

wywoływania w niej tak gwałtownych reakcji. 

Lauren  nie  mogła  już  nadal  leżeć  nieruchomo.  Chciała  go 

dotykać, kochać, wyjaśnić gestami to wszystko, czego nie umiała ująć 

w słowa. A kiedy pochylił się nad nią, okazała niecierpliwe pragnienie 

miłości. 

Wziął  ją  jednym,  silnym  ruchem,  jej  uda  objęły  go  mocno. 

Przylgnęła  do  niego  błagając  o  spełnienie  cichymi,  bezładnymi 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

szeptami i jękami. Wiedział, że potrafi dać jej taką samą rozkosz, jaką 

otrzymywał od niej. 

Zapomnieli  o  słonecznym  dniu,  o  lśniącym  piasku,  turkusowej 

wodzie  i  kołyszących  się  palmach.  Cóż  ich  to  wszystko  teraz 

obchodziło... 

Jordan  gwałtownie  przyspieszył  rytm,  aż  Lauren  krzyknęła 

głośno,  a  głos  jej  przypomniał  krzyk  mew  krążących  od  czasu  do 

czasu  nad  plażą.  Dopiero  wówczas  sam  pozwolił  sobie  na  bezruch. 

Drgnął raz jeszcze, konwulsyjnie przyciskając ją do siebie, tak mocno, 

że zaledwie mogła oddychać. 

Nie szkodzi. 

Obrócił  się,  unosząc  ją  ze  sobą,  aż  ich  pozycje  na  szerokim 

leżaku odwróciły się. Teraz leżała bezwładna, z głową wspartą na jego 

piersi. 

- Jordan? - poczuł lekkie spięcie jej ciała. 

- Hmm - odparł sennie. 

- Wiesz, nie stosowaliśmy żadnych środków zapobiegawczych... 

żeby ustrzec się ciąży... 

Starał  się  nawet  nie  poruszyć,  żeby  nie  spłoszyć  jej  zbyt 

gwałtowną reakcją. 

-  Rzeczywiście  -  mruknął  leniwie,  przeczesując  palcami  jej 

włosy. 

-  Powiedziałeś  kiedyś,  że  nie  chcesz  dzieci  -  podsunęła 

nieśmiało. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Tak?  Chyba  nie  wiedziałem,  co  mówię!  Uwielbiam  dzieci! 

Powinniśmy  mieć  przynajmniej  dwoje,  a  każde  z  nich  podobne  do 

jednego z nas - poczuł nagłe rozluźnienie jej ciała. 

-  Podoba  mi  się  to  -  szepnęła  miękko.  Po  kilku  minutach 

milczenia  dodała:  -  Oczywiście,  na  pewno  nie  chcesz  zakładać 

rodziny  już  teraz...  -  urwała,  marząc,  żeby  mieć  odwagę,  by 

powiedzieć mu prosto z mostu, że czy chce, czy nie, za mniej więcej 

sześć miesięcy będzie ojcem.  Lauren nigdy przedtem nie uważała się 

za tchórza. A jednak nim była. O, tak, naprawdę. Świadczyła o tym jej 

każda wymijająca wypowiedź. 

Jordan  czuł  jej  wahanie  i  bardzo  pragnął  jej  pomóc.  Jednak  na 

tym etapie ich wzajemnych stosunków niezręcznością byłoby dopiero 

teraz  przyznać  się,  że  wie  od  jej  ojca,  że  jest  w  ciąży  i  to  od  chwili, 

kiedy zemdlała na jego  widok. Kiedyś... może... powie jej o tym. Na 

razie jednak zmusił Matta Mackenzie do zachowania ich rozmowy  w 

tajemnicy. 

- Oj, nie wiem - mruknął. - Nie jestem już coraz młodszy. Chyba 

przyjemnie  byłoby  mieć  dzieci  nieco  wcześniej,  dać  im  szansę 

posiadania młodych rodziców i... 

- Och, Jordan, czy naprawdę tak myślisz? - zapytała, podnosząc 

głowę i spoglądając na niego po raz pierwszy od paru minut. 

-  Tak,  kochanie.  Właśnie  tak  myślę.  Kocham  cię  i  będę  kochał 

nasze dzieci. Jesteś dla mnie całym światem. 

W oczach Lauren zabłysły łzy. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)

background image

-  Po  raz  pierwszy  powiedziałeś,  że  mnie  kochasz,  czy  wiesz  o 

tym? 

Lekko  uniósł  głowę  i  ucałował  jej  nabrzmiałe,  tak  bardzo 

kochane usta. 

-  Mówiłem,  że  cię  kocham,  każdym  gestem  i  każdym  słowem, 

odkąd cię poznałem. Po prostu sam o tym wcześniej nie wiedziałem. 

Czekał w napięciu, świadom, iż szuka słów, by powiedzieć mu o 

dziecku. 

W  głowie  aż  kłębiło  mu  się  od  pytań  na  temat  tego  dnia,  w 

którym  przyjdzie  na  świat  ich  dziecko.  Czy  będzie  chciała,  żeby  był 

przy  niej  podczas  porodu?  Jeżeli  nie,  będzie  musiał  spędzić  te  kilka 

pozostałych miesięcy na przekonywaniu jej, że jest równie niezbędny 

przy narodzinach, jak był przy poczęciu. Uśmiechnął się, wiedząc już, 

co usłyszy na temat swojej bezczelności. 

- Eee... Jordan... chyba jest coś, o czym powinieneś wiedzieć... - 

zaczęła Lauren z nieśmiałym uśmiechem. 

Create PDF

 files without this message by purchasing novaPDF printer (

http://www.novapdf.com

)