background image
background image

Joss Wood

Między pokusą a rozsądkiem

Tłumaczenie: Krystyna Rabińska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

background image

Tytuł oryginału: Back in His Ex’s Bed

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2020

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2020 by Joss Wood

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub

całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo

do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie

przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami

należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego

licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do

HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane

bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

background image

ISBN 978-83-276-7619-1

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / 

Woblink

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Beah  Jenkinson  wysiadła  z  taksówki  przed  eleganckim  wejściem  do

hotelu  Claridge’s,  owinęła  się  połami  długiego  płaszcza  z  kaszmirowej
wełny, designerską torebkę kopertową wsunęła pod ramię. Wzięła głęboki
oddech.

Da radę. Musi…
To  tyko  kolacja  z  jednym  z  najważniejszych  i  najbardziej

nieuchwytnych kolekcjonerów sztuki na świecie.

I byłym szwagrem, Carrickiem.
I byłym mężem, Finnem.
Którzy przypadkiem są jej szefami.
Nic wielkiego…
Nonsens.
- Dobry wieczór, pani. Witamy.
Beah z roztargnionym uśmiechem odpowiedziała portierowi w czarnej

liberii i weszła do imponującego holu. Puściła poły płaszcza, pod którym
miała  kobaltową  obcisłą  sukienkę  koktajlową  z  odkrytym  jednym
ramieniem i lekko falującym dołem.

Oparła się pokusie, by obejrzeć się za siebie i sprawdzić swoje odbicie

w  szybie  w  drzwiach.  Wiedziała,  że  wygląda  elegancko  –  jak  zresztą
zawsze  –  a  sukienka  idealnie  łączy  profesjonalny  szyk  z  lekką  dozą
zmysłowej kobiecości. Rude, mocno skręcone włosy upięła w ciasny kok,
a znienawidzone piegi na nosie zakryła makijażem.

background image

Miała  trzydzieści  lat  i  sprawiała  wrażenie  kobiety  pozbawionej

kompleksów, dobrze czującej się we własnej skórze. Bo tak właśnie było.
Kochała swoją pracę, odnosiła sukcesy zawodowe, wiodła cudowne życie.

I  tylko  kiedy  miała  się  spotkać  z  Finnem  Murphym,  traciła  wiarę

w siebie, zmieniała się w słabą, bezbronną, rozpaczliwie spragnioną miłości
młodą dziewczynę, jaką była dziewięć lat temu.

To strasznie irytujące…
Beah  poczuła  nagłą  potrzebę,  by  zaszyć  się  gdzieś  na  chwilkę  dla

wyrównania oddechu i opanowania przyspieszonego bicia serca.

Weszła do toalety dla pań, usiadła na brzegu obitego pluszem taboretu,

spojrzała na swoje stopy w klasycznych beżowych szpilkach. Potem oparła
głowę o ścianę, zamknęła oczy. Dasz radę, odezwał się wewnętrzny głos.
To tylko interesy.

Poczuła,  że  musi  porozmawiać  z  kimś,  kto  doda  jej  otuchy.  Wyjęła

z  torebki  komórkę,  na  klawiaturze  nacisnęła  jedynkę,  przytrzymała.
W Bostonie jest teraz wczesne popołudnie, ale przy odrobinie szczęścia jej
najlepsza  przyjaciółka,  Keely,  odbierze  telefon.  Beah  wstrzymała  oddech,
czekając. Kiedy już zaczynała tracić nadzieję, usłyszała:

- Cześć, Bee.
Beah odetchnęła z ulgą. Głos Keely jak zawsze natychmiast pomógł jej

odzyskać  równowagę  psychiczną.  Poznały  się  przez  braci  Murphych
i natychmiast przypadły sobie do serca. Kiedy Beah i Finn ogłosili, że się
rozwodzą,  Keely  zjawiła  się  u  Beah  z  winem,  pizzą,  czekoladkami
i szeroko otwartymi ramionami.

„Dlaczego tu jesteś?”, zapytała Beah, zalewając się łzami. „Myślałam,

że wraz z rozwodem rodzina Murphych zabierze ciebie do swojego obozu”.

„Finn ma braci. Tobie też potrzebne jest wsparcie”, odrzekła Keely.

background image

I  chociaż  teraz  mieszkały  po  obu  stronach  Atlantyku,  przyjaźń  trwała

dalej.

- Bee? Odezwij się. Bee…
Beah  usiadła  prosto,  podniosła  głowę,  spojrzała  w  ozdobiony

sztukateriami sufit.

- Właśnie siedzę w damskiej toalecie w Claridge’s.
Keely odczekała chwilę, zanim się odezwała:
- Zechcesz wyjaśnić, dlaczego?
Beah spojrzała w lustro. Była blada jak duch.
-  Przyszłam  na  kolację  roboczą  z  Finnem,  Carrickiem  i  Parisem

Cummingsem.

- Aha. Denerwujesz się?
Właściwie nie.
-  Czuję  się  trochę  dziwnie.  Znam  się  na  swojej  robocie  i  ciągle

spotykam się z klientami. Z Carrickiem i Ronanem rozmawiamy kilka razy
w tygodniu. Finn…

- Tak? Co z nim? – zapytała Keely z nutą rozbawienia w głosie.
- Finn…
- Przepraszam cię, Bee… Zaczekaj chwilkę. Moja asystentka ma jakieś

pytanie do mnie…

Chwila  przerwy  w  rozmowie  pozwoliła  Beah  na  refleksję.  Wróciła

wspomnieniami  do  czasów,  kiedy  jako  dwudziestojednolatka
przeprowadziła  się  z  Londynu  do  Nowego  Jorku.  Z  wyróżnieniem
ukończyła  dwa  fakultety,  ekonomię  oraz  sztuki  piękne,  i  rozpoczęła  staż
w cieszącym się światową renomą domu aukcyjnym Murphy International.
Kilka  dni  po  przyjeździe  poznała  błyskotliwego,  piekielnie  seksownego
Finna Murphy, znakomitego informatyka i zapalonego sportowca.

background image

Kilka  miesięcy  później  wzięli  ślub,  a  jeszcze  klika  miesięcy  później

rozwód.

Po rozwodzie zawarli niepisaną umowę, że nie będą się spotykać twarzą

w  twarz,  chociaż  oboje  nadal  pracowali  w  Murphy  International.  Kiedy
Beah  potrzebowała  opinii  Finna  na  temat  dzieła  sztuki,  wysyłała  zdjęcia.
Gdy to nie wystarczało, Finn już sam umawiał się z klientem.

W unikaniu siebie osiągnęli mistrzostwo świata.
- Posłuchaj, nie wierzę, że masz tremę przed spotkaniem roboczym, bo

nie  jesteś  już  tą  nieśmiałą  dziewczyną,  co  na  początku  –  rzekła  Keely,
wracając  do  rozmowy.  –  Jesteś  szefową  działu  akwizycji,  doradzasz
ważnym klientom, co zakupić do kolekcji, co sprzedać. Jesteś inteligentna,
zabawna, olśniewająca i w ogóle cudowna.

Właśnie  po  to  każdej  kobiecie  potrzebna  jest  najlepsza  przyjaciółka,

pomyślała Beah. Od razu poczuła się podniesiona na duchu.

-  Pamiętaj,  jak  daleko  zaszłaś  –  mówiła  Keely  –  czego  dokonałaś.  –

Beah zamknęła oczy i dalej słuchała peanu na swoją cześć. – Otrząsnęłaś
się  po  rozwodzie,  wróciłaś  do  Londynu,  zaczęłaś  pracować  w  brytyjskim
oddziale  Murphy  International.  Pięłaś  się  w  górę,  zostałaś  jedną
z najważniejszych osób w firmie. Mają szczęście, że pracujesz dla nich. To
dlatego płacą ci krocie, bo wiedzą, że jeśli odejdziesz, klienci pójdą za tobą.

Właśnie…
-  Skoro  już  o  tym  mowa…  -  Beah  urwała  i  poprosiła  Keely,  aby

przełączyła  się  na  rozmowę  wideo.  Kiedy  na  ekranie  zobaczyła  twarz
przyjaciółki, uśmiechnęła się. – Dobrze cię widzieć.

Keely pomachała ręką, w jej oczach pojawił się błysk ciekawości.
- O co chodzi? – zapytała. – Poznałaś kogoś?
Beah przewróciła oczami.
- Nie mam czasu na randkowanie.

background image

-  Jasne,  że  nie  masz,  ale  to  zależy  tylko  od  ciebie.  Przecież  sama

układasz sobie rozkład dnia. Wymyśliłaś, że jeśli będziesz non stop zajęta,
nie zostanie ci czasu na życie towarzyskie i uczuciowe.

Przejrzałaś  mnie,  pomyślała  Beah,  niemniej  nie  miała  ochoty  ciągnąć

tego tematu.

-  To  jak,  chcesz  usłyszeć,  co  mam  ci  do  powiedzenia,  czy  nie?  –

zapytała.

-  Chcę,  oczywiście.  Ale  –  Keely  posłała  jej  znaczący  uśmieszek  –

wrócimy do sprawy.

Postaram się, aby do tego nie doszło, pomyślała Beah.
-  Michael  Summers.  Mówi  ci  coś  to  nazwisko?  –  Keely  pokręciła

głową,  więc  Beah  wyjaśniła:  -  Wybitny  znawca  sztuki,  konsultant,
marszand.  Jeden  z  najbardziej  uznanych  na  świecie.  Z  wieloletnim
doświadczeniem.  Niektórzy  uważają  go  za  guru…  -  Beah  nerwowym
gestem  obróciła  pierścionek  na  środkowym  palcu.  –  Chce  przejść  na
emeryturę i szuka kogoś na swoje miejsce.

- Ciebie?
- Mnie. – Beah kiwnęła głową. – To ogromna szansa. Facet jest legendą,

jego wybór to dla mnie zaszczyt. Ale…

-  Ale  musiałabyś  odejść  z  Murphy  International,  tak?  Pozwoliliby  ci

zostać czy uznali za persona non grata?

Beah czuła, jak wzbiera w niej panika, jednak udało się jej zapanować

nad sobą.

To  tylko  strach  przed  nieznanym,  pomyślała.  Zmiany  nigdy  nie  są

łatwe,  nie  zobowiązała  się  przez  całe  życie  pracować  dla  Murphych,  nie
podpisała żadnego cyrografu krwią.

Ma prawo odejść.

background image

- Nie posuną się do tego. Wielu klientów Michaela Summersa dokonuje

transakcji za ich pośrednictwem. To fatalnie odbiłoby się na ich wizerunku.

-  Domyślam  się,  że  mają  już  doświadczenia  z  ludźmi,  którzy  odeszli,

zabierając z sobą klientów.

- Och tak. To ciągle się zdarza.
-  Ale  firma  trwa  dalej?  –  Keely  odznaczała  się  niezwykłą

przenikliwością.  –  Twoja  rozterka  dowodzi,  że  nie  myślisz  o  sobie  jak
o pracownicy, ale jak o kimś z rodziny, a ściślej żonie Finna Murphy’ego.

- Byłej żonie – sprostowała Beah.
Serce zabiło jej mocniej. Lubiła łączyć swoje nazwisko  z nazwiskiem

Finna. Beah Jenkinson-Murphy. Brzmi to świetnie.

Brzmiało.
- Gdybyś pracowała dla innej firmy, wahałabyś się?
-  Prawdopodobnie  nie.  To  niezwykła  szansa.  Chociaż  liczniejsze

obowiązki. Jeśli przyjmę to stanowisko, może umówię się z tobą na kolację
za pięć lat? Moje życie nabierze megatempa.

- Hm. Interesujące.
Beah  wiedziała,  że  jeśli  Keely  mówi  „interesujące”  takim  tonem  jak

teraz, ma wiele do powiedzenia na dany temat.

Spojrzała na zegarek i skrzywiła się.
- Streść się do dwóch zadań, Keels, bo się spóźnię.
-  Dlaczego  nie  rzuciłaś  się  na  propozycję  Michaela,  skoro  jest  taka

cudowna?  Podejrzewam,  że  uczucia  do  byłego  męża  i  jego  rodziny  nie
pozwalają  ci  na  trzeźwą  ocenę  sytuacji,  co  jest  o  tyle  zastanawiające,  że
twierdzisz, że Finn Murphy to już historia.

Bo to jest historia, pomyślała Beah. Po dziewięciu latach musi być.

background image

-  Poza  tym,  pomijając  prestiż  związany  z  pracą  dla  kogoś  o  randze

Michaela, oferta cię kusi, bo byłabyś już tak zajęta, że nie miałabyś czasu
myśleć,  czuć,  zawierać  znajomości.  Zyskałabyś  nowa  wymówkę  dla
samoizolacji.

Znowu to samo. Beah uznała, że najlepszą obroną jest atak.
- A ty randkujesz?
- Rozmawiamy o tobie, nie o mnie – Keely odparowała błyskawicznie

i  Beah  wiedziała,  że  zaraz  nastąpi  mocne  uderzenie.  –  Boli  mnie,  że  ty
i Finn ciężko przeżyliście rozwód, ale uważam, że ostatecznie pod wieloma
względami  to  było  dla  ciebie  dobre  doświadczenie.  Wiele  się  nauczyłaś,
mocno stanęłaś na nogach, wiesz, czego chcesz, wyznaczasz sobie cele i je
osiągasz. Chociaż czasami mam wrażenie, że jesteś zbyt niezależna.

- Czy to w ogóle możliwe?
- Ujmę to inaczej… Martwię się, że odpychasz od siebie ludzi, nikomu

nie pozwalasz zbliżyć się do siebie.

To przez Finna, pomyślała Beah, na głos zaś rzekła:
- Z tobą jestem blisko.
-  Głównie  dlatego,  że  nie  daję  się  zniechęcić,  tylko  walę  pięściami

w drzwi, które zatrzaskujesz mi przed nosem.

Beah nie miała kontrargumentu. Przez ostatnie dziewięć lat Keely była

jej  Gwiazdą  Północną,  busolą,  opoką.  Nie  potrzebowała  nikogo  innego.
Keely wystarczyła jej za cały zastęp przyjaciółek.

- Mam ciebie.
- Wiem, ale przy wszystkich zaletach posiadam jedną wadę – odrzekła

Keely. – Brakuje mi silnych ramion, niskiego głosu i niekobiecego punktu
widzenia.  Tobie  potrzebna  jest  miłość  i  seks.  Kiedy  ostatni  raz  byłaś  na
randce? I tylko nie mów mi, że ostatni raz uprawiałaś seks z Finnem.

background image

Beah  pokręciła  głową.  Po  rozwodzie  uprawiała  seks,  może  niezbyt

często, może nie do zawrotu głowy, ale nie było tragicznie.

Zerknęła na zegarek. Jeśli się nie pospieszy, spóźni się, a ona nigdy się

nie spóźnia.

Wstała, wetknęła torebkę pod pachę.
- Muszę kończyć. Paris Cummings nie lubi, kiedy ktoś się spóźnia.
-  Chyba  powinnam  wiedzieć,  kim  jest  Paris  Cummings.  –  Keely

przybrała urażony ton.

- Kolekcjoner sztuki, deweloper, członek finansjery. Odludek i gbur –

wyjaśniła Beah, kierując się do drzwi.

Od  lat  zabiegała  o  kontakt  z  nim  i  dzisiejsza  kolacja  miała  na  celu

skłonienie  upartego  kolekcjonera  do  korzystania  z  usług  Murphy
International. A to oznaczało konieczność spotkania z byłym mężem przy
jednym stole i udawania, że przez prawie całą ostatnią dekadę nie omijali
się szerokim łukiem.

Beah  posłała  Keely  całusa,  schowała  telefon  do  torebki,  przybrała

niefrasobliwy wyraz twarzy.

Już  nie  jest  impulsywną  dziewczyną,  która  po  tygodniu  znajomości

z  Finnem  Murphy  wprowadziła  się  do  jego  apartamentu,  a  po  trzech
miesiącach wzięła z nim ślub w Las Vegas.

Jest kobietą sukcesu. Jest pewna siebie. Panuje nad sytuacją…
Przy  wejściu  do  ekskluzywnej  restauracji  Beah  z  uśmiechem  oddała

płaszcz kierownikowi sali i omiotła wzrokiem wnętrze.

Jak gdyby czując na sobie jej spojrzenie, Finn podniósł głowę. Ich oczy

się spotkały.

Beah  stanęła  jak  wryta.  Finn.  Przystojny  i  męski  jak  dawniej,

w okularach w drucianej oprawie, z krótką, starannie przystrzyżoną brodą

background image

zakrywającą  policzki  i  żuchwy,  z  ciemnoblond  włosami  proszącymi  się
o fryzjera.

- Panowie Murphy oczekują pani – głos kierownika sali wyrwał Beah

z transu. – Ucieszą się, że pani do nich dołącza.

Gestem zaprosił, by ruszyła przodem.
Beah zmusiła się do uczynienia pierwszego kroku. Mogła się założyć,

że Finna na pewno nie ucieszy jej towarzystwo.

Ona również nie cieszyła się z tego spotkania.

Kwadrans wcześniej…

To po prostu jeszcze jedna kolacja z jeszcze jednym klientem. Chociaż

nie  był  entuzjastą  tego  typu  spotkań,  jako  współwłaściciel  Murphy
International od czasu do czasu brał w nich udział.

Nie ma więc powodu się denerwować.
Finn Murphy podniósł rękę, aby rozluźnić krawat, który go dusił, lecz

stwierdziwszy,  że  nie  ma  go  na  sobie,  a  kołnierzyk  czarnej  koszuli  jest
rozpięty, zaklął w duchu.

Nie,  wcale  się  nie  denerwuje.  Może  jest  lekko  zestresowany,  ale

o nerwach ani tremie nie ma mowy.

Jeśli potrafi zachować żelazne nerwy podczas skoków ze spadochronem

z  wieżowców  i  zjazdów  na  nartach  ekstremalnie  trudnymi  czarnymi
trasami, to dlaczego czuje się tak roztrzęsiony przed spotkaniem z jednym
z najbogatszych kolekcjonerów sztuki na świecie?

I z własną żoną.
Byłą żoną, do cholery.
Finn  podniósł  szklankę  z  wodą,  odstawił,  sięgnął  po  kieliszek

czerwonego wina. Starannie omijał wzrokiem starszego brata.

background image

Carrick potrafił przejrzeć go na wylot.
- Wyluzuj – powiedział.
Finn  spojrzał  na  Carricka  przez  zmrużone  powieki.  Carrick  sprawiał

wrażenie  spokojnego  i  opanowanego,  lecz  w  zielonych  oczach  czaił  się
błysk rozbawienia. Finn miał ochotę dać mu w szczękę. Jako zbuntowany
piętnastolatek na pewno by tak zrobił. Jako trzydziestotrzylatek potrafił się
opanować.

-  Dlaczego  zachowujesz  się  jak  kot  na  gorącym  blaszanym  dachu?  –

zapytał Carrick, podnosząc szklankę z whisky.

-  Nic  mi  nie  jest  –  wysyczał  Finn  przez  zęby.  –  Wiesz,  że  nie  lubię

kolacji z klientami. Nie potrafię prowadzić rozmów towarzyskich o niczym.

Nie  kłamał,  naprawdę  nie  potrafił.  Carrick  i  Ronan  byli  mistrzami

salonowych  konwersacji,  natomiast  on  wyrażał  się  krótko,  zwięźle  i  do
rzeczy. O jego obcesowości krążyły w firmie legendy. Wolał pracować sam,
z głową w książkach, tekstach, dokumentach. Nawiązywał znacznie lepszy
kontakt z dziełami sztuki niż z ludźmi. Dzieła sztuki nie kłapią językiem,
do cholery.

Finn był maniakiem komputerowym, mózgiem firmy, samotnikiem. Nie

obrażał się za te przezwiska. W końcu wszystkie były do pewnego stopnia
prawdziwe.

- Jesteśmy tu, bo Cummings chce się z tobą spotkać. Najwyraźniej jest

twoim fanem.

Finn prychnął z sarkazmem.
- Mówisz, jakbym był liderem kapeli.
-  Podziwia  twój  upór.  Kiedy  wszystkie  światowe  autorytety  cię

zaatakowały, byłeś nieugięty.

Lata temu, jako świeżo upieczony doktorant, Finn opublikował artykuł,

w którym sugerował, że autorem obrazu „Nocny złodziej” nie jest uznany

background image

francuski malarz D’Arcy, lecz jeden z jego uczniów. Wylała się wtedy na
niego fala krytyki, zarzucano mu ignorancję, arogancję i jeszcze gorzej, ale
on nie przejmował się tym ani wtedy, ani teraz. Wiedział swoje i rzadko się
mylił.

Rok  trwało,  zanim  po  wykonaniu  drobiazgowych  badań  i  analiz

środowisko  krytyków  sztuki  przyznało  mu  rację.  Posiadacz  płótna  stracił
miliony i zdecydowanie nie był fanem Finna. Ale Finn uważał, że ma być
lojalny wobec sztuki, nie właścicieli pojedynczych dzieł.

- Zrobiłeś na nim wrażenie.
Finn obrócił kieliszek w dłoni.
- Nie żałuję trwania przy swojej opinii, tylko całej złej krwi, jaką ten

incydent wywołał.

Częściowo winna była jego przemądrzałość. Uważał, że dwa dyplomy,

z  historii  sztuki  i  konserwacji,  oraz  znajomość  sześciu  języków  czynią
z niego kogoś wyjątkowego, wyrocznię, ósmy cud świata.

Był głupi.
W  ciągu  ostatnich  dziesięciu  lat  dorósł  i  dojrzał.  Już  nie  mówił

każdemu,  że  jest  od  niego  lepszy,  bystrzejszy,  szybszy.  Zrozumiał,  że
chociaż  w  wielu  dziedzinach  jest  wybitnym  specjalistą,  w  kontaktach
z ludźmi jest beznadziejny.

W przeciwieństwie do braci miał jakieś deficyty emocjonalne. Pojęcia

były dla niego łatwe, ludzie zbyt skomplikowani.

Obawiał się, że to się nie zmieni. Przynajmniej nie wkrótce.
Odchylił się na oparcie krzesła i przyjrzał najstarszemu bratu. Carrick

i Sadie byli zakochani w sobie bez pamięci i już zaręczeni. Ronan, średni
brat,  również  miał  partnerkę,  Joę,  byłą  nianię  swoich  dwóch  synków.
Natomiast jemu oddanie komuś serca wydawało się większym ryzykiem niż
sporty ekstremalne.

background image

Raz  spróbował  miłości,  ale  nie  posunął  się  aż  tak  daleko,  by  położyć

wszystko  na  szali.  Nic  dziwnego,  że  jego  małżeństwo  skończyło  się
rozwodem.

Carrick odsunął mankiet koszuli i spojrzał na zegarek.
- Cummings zechce porozmawiać z tobą o sztuce – oznajmił. – Historia

sztuki i nauka to jego pasja. Pozwól mu mówić. Beah i ja wtrącimy się, jeśli
zaczniesz… - Carrick zająknął się – zaczniesz okazywać zniecierpliwienie.

Finn  wiedział,  że  brat  chciał  powiedzieć  „zaczniesz  być  opryskliwy”.

Intelektualna rozmowa o sztuce z jednym z najbogatszych kolekcjonerów
na  świecie  przy  Beah,  która  wciąż  grała  główną  rolę  w  jego  erotycznych
fantazjach, będzie nie lada wyzwaniem.

-  Czytałem  twojego  mejla  z  informacją,  że  za  kilka  tygodni  bierzesz

urlop. Dokąd się wybierasz?

- Kolorado. Wspinaczka lodowa.
Trzy, dwa, jeden…
- To bezpieczne? – zapytał Carrick.
Nie. Gdyby było, Finn by tam nie jechał. Połowa frajdy z uprawiania

sportów  ekstremalnych  to  ryzyko.  Nie  ryzykuje  serca,  ale  ciało  jak
najbardziej.

Bo  kiedy  stoi  na  cienkiej  granicy  dzielącej  go  od  niebezpieczeństwa,

nareszcie czuje, że żyje pełnią życia. Uwielbiał dreszcz emocji, gdy robił
coś niezwykłego. Koncentrował się na tu i teraz, wyłączał gonitwę myśli,
przestawał analizować, planować…

Czuł uderzenie dopaminy…
- Nie boisz się, że coś złego ci się stanie?
Finn zastanowił się nad odpowiedzią. Owszem, strach nie jest mu obcy,

ale nie dopuszcza, by go paraliżował.

background image

-  Wiesz,  że  nie  mamy  wpływu  na  przyszłość,  a  wypadki  chodzą  po

ludziach.

Carrick milczał, lecz Finn wiedział, że myśli o wszystkich tragediach,

jakie  dotknęły  ich  rodzinę.  Świat  widział  w  nich  bogatych,  odnoszących
zawodowe  sukcesy  mężczyzn,  ale  ludzie  rzadko  pamiętali  piekło,  przez
jakie przeszli.

Dzięki  temu,  że  trzymali  się  razem,  wyszli  z  tych  doświadczeń

poturbowani, ale silniejsi.

Przeszłość  ukształtowała  ich  charaktery.  Wszyscy  trzej  mieli  swoje

problemy.  Finn  nie  umiał  się  pogodzić  z  tym,  że  miłość  czyni  go
bezbronnym. Łatwiej i bezpieczniej jest trzymać serce na wodzy, niż oddać
je komuś bez reszty.

Łatwiej i bezpieczniej jest zachować dystans, niż pokochać kogoś i go

stracić.

Finn wzruszył ramionami.
-  Nie  martw  się  zbytnio  –  rzekł  z  uśmiechem.  –  W  życiu  nie  ma  nic

pewnego,  więc  równie  dobrze  możemy  żyć  teraźniejszością  i  nie  myśleć
o jutrze. Poza tym planuję jeszcze pobyć z wami, nawet jeśli tylko po to,
żeby pograć tobie i Ronanowi na nerwach.

- Przyszedł Cummings – oznajmił Carrick, wstając. – Bądź miły.
Finn  również  wstał,  zapiął  marynarkę.  Przywołał  na  twarz  uśmiech  –

miał  nadzieję,  że  uprzejmy  –  i  spojrzał  na  wysokiego  szczupłego
mężczyznę  przechodzącego  przez  salę.  Nagle  za  jego  plecami  mignęła
plama  kobaltowego  błękitu.  Finn  ominął  wzrokiem  kolekcjonera  sztuki
i spojrzał na rudowłosą kobietę rozmawiającą z kierownikiem sali.

Włosy  miała  zaczesane  w  ciasny  kok,  nieskazitelny  makijaż  zakrywał

piegi na nosie i policzkach, a zgrabna sylwetka, dawniej pełniejsza, musiała
być rezultatem diety wyszczuplającej.

background image

Finn  poczuł  ucisk  w  żołądku.  Beah  wyglądała  dojrzalej,  lecz  wciąż

niezwykle  atrakcyjnie.  Wytworna,  ale  chłodna.  Londyńska  bizneswoman
w każdym calu. Kobieta sukcesu, profesjonalistka.

Mimowolnie  pomyślał,  czy  zostało  w  niej  jeszcze  coś  z  jego

postrzelonej żony z burzą płomiennych włosów.

Byłej żony.
Mówisz  wieloma  językami,  odezwał  się  wewnętrzny  głos,  chyba

potrafisz posługiwać się czasem przeszłym.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

- Dobra robota – Carrick pogratulował Beah.
Spotkanie  zakończyło  się  sukcesem.  Paris  Cummings  zgodził  się,  aby

odtąd reprezentował go dom aukcyjny Murphych, a Beah postanowiła kuć
żelazo póki gorące i namówiła go na pozbycie się kilku mniej znaczących
płócien, między innymi małego obrazu L.S. Lowry’ego.

Co  prawda  niczego  nie  mieli  na  piśmie,  ale  na  rynku  dziełami  sztuki

zdarzało się, że większe i ryzykowniejsze transakcje przypieczętowywano
tylko uściskiem dłoni. W świecie, w jakim się obracali, wzajemne zaufanie
to podstawa.

Finn i Beah zostali zaproszeni na następny dzień do domu Cummingsa

na oglądanie jego zbiorów. Mieli pomóc kolekcjonerowi podjąć decyzję, co
sprzedać, i dokonać wstępnej wyceny.

Dla Beah oznaczało to konieczność kolejnego spotkania z Finnem, lecz

dla  pozyskania  tak  ważnego  klienta  jak  Paris  Cummings  była  gotowa
spotkać się nawet z diabłem.

Carrick  z  Parisem  wyszli,  Beah  została  z  Finnem  sama.  Rękaw  jego

marynarki  otarł  się  o  jej  nagie  ramię.  Znany  zapach  słońca  i  świeżego
powietrza, seksu i grzechu przyprawił ją o zawrót głowy.

Chyba nie powinna pić drugiego kieliszka prosecco, pomyślała.
Kogo  oszukuje?  To  nie  wino  zamąciło  jej  w  głowie,  ale  bliskość

męża…

Byłego męża!

background image

Odgrywanie  rzeczowej  kobiety  interesu  zmęczyło  Beah.  Jedzenia

niemal  nie  tknęła.  Cały  czas  czuła  na  sobie  spojrzenie  zielonych  oczu
śledzących  jej  każdy  ruch.  Kiedy  patrzyła  na  dłonie  Finna,  przypominała
sobie jego pieszczoty. Zauważyła, że przyćmione światło wydobywa z jego
blond włosów złote refleksy. Czarna koszula opinała mu rzeźbiony tors…

Wciąż potrafił ją oczarować, wywołać dreszcz podniecenia, łaskotanie

w  żołądku,  pulsowanie  w  dole  brzucha.  Świadomość,  że  tak  łatwo  ulega
jego magii, frustrowała ją. Nie jest już młodą, spragnioną obłędnego seksu
dwudziestojednolatką. Nie powinna nic do niego czuć…

Już nigdy więcej.
Dotknęła  koka,  sprawdzając,  czy  włosy  wciąż  są  pod  kontrolą.  Nie

lubiła  ich.  Gdy  je  rozpuściła,  natychmiast  wyglądała  jak  rozhukana
nastolatka. Finn przeczesywał je palcami i wtulał w nie nos.

Nie lubiła tych wspomnień.
Kochała je.
Ale obecnie zawsze nosiła włosy zaczesane do tyłu i mocno związane.

Łatwiej zapanować nad taką fryzurą.

Właśnie. Zapanować.
- Świetnie wyglądasz.
Słysząc  ten  niespodziewany  komplement,  Beah  podniosła  głowę.

Napotkała wzrok Finna.

Postronnemu  obserwatorowi  mogłoby  się  wydawać,  że  jest

zrelaksowany,  lecz  ona  znała  go  na  tyle  dobrze,  aby  dostrzec  mocno
ściśnięte  wargi,  lekko  uniesione  ramiona.  Wiedziała,  że  nie  cierpi  kolacji
z  klientami  i  podejrzewała,  że  ostatnie  dwie  godziny  były  dla  niego  taką
samą męką jak dla niej. Tylko z zupełnie innych powodów.

Już otwierała  usta, aby odwzajemnić  komplement,  lecz zrezygnowała.

Po  co?  Ona  coś  powie,  potem  on  i  w  kilka  chwil  wyczerpią  tematy  do

background image

rozmowy. Rozmowa nigdy im nie wychodziła.

- Nie musimy prawić sobie banałów – stwierdziła.
Oczy Finna pociemniały. Domyśliła się, że jej uwaga go zirytowała.
-  Minęło  trochę  czasu,  ale  powinnaś  wiedzieć,  że  jedyna  rzecz,  jakiej

nie robię, to mówienie banałów.

- Dziękuję za komplement – wycedziła.
Finn gestem wskazał wyjście.
- Chodźmy do baru, napijmy się – zaproponował.
- Dlaczego? – zapytała.
Na plecach czuła lekki dotyk jego dłoni.
To nic nie znaczy. Finn po prostu jest szarmancki.
Tylko  że…  wciąż  między  nimi  iskrzy.  To  dlatego  nie  mogą  pracować

w  jednym  budynku,  w  jednym  mieście,  na  jednym  kontynencie.  Dlatego
musi ich rozdzielać ocean…

Przy Finnie Beah traciła pewność siebie i wcale jej się to nie podobało.

Ciężko  się  napracowała,  aby  stworzyć  sobie  świat  spokojny,  bezpieczny,
uporządkowany,  a  wystarczyła  jedna  kolacja  z  Finnem,  by  wytrącić  ją
z równowagi.

Niech go wszyscy diabli!
Odsunęła się na bezpieczną odległość.
- Dziękuję, ale nie. Jestem zmęczona, w domu czeka na mnie praca.
Finn  rozsunął  poły  marynarki,  wetknął  dłonie  w  kieszenie  spodni,

przechylił głowę.

- Cykor – szepnął.
Beah zmrużyła oczy.
- Sądzisz, że boję się pójść z tobą na drinka?

background image

Jak on śmie sugerować, że tchórzy? Rozwiodła się z nim, nie wzięła od

niego ani centa, wróciła do kraju, harowała jak wół, mozolnie pięła się po
szczeblach  korporacyjnej  drabiny.  Nigdy  nie  prosiła  o  taryfę  ulgową,
protekcję  byłego  męża  czy  byłych  szwagrów.  Używała  nazwiska
panieńskiego  i  niewiele  osób  wiedziało,  że  kiedyś  była  żoną  jednego
z właścicieli firmy.

Finn przytrzymał jej spojrzenie.
- Pomyślmy logicznie…
Aha, chce podkreślić, że on zawsze myśli logicznie, natomiast ona…
Ze złości aż zazgrzytała zębami.
- Za trzy miesiące organizujemy aukcje wiosenne, a najważniejsza jest

sprzedaż kolekcji Mounton-Matthews. Będziesz miała do mnie setki pytań.
Oboje wiemy, że to najważniejsza aukcja w tym pokoleniu, a może nawet
w  dwóch.  Możemy  dalej  wymieniać  lakoniczne  mejle,  ale  możemy  też
spróbować  współpracować  jak  przyjaciele.  Małżeństwem  byliśmy  dawno
temu. Nie uważasz, że warto zacząć budować nową normalność?

Beah  podeszła  do  szeregu  wind,  nacisnęła  przycisk,  a  kiedy  drzwi

jednej nich się rozsunęły, wsiadła do kabiny. Finn również wsiadł, a za nim
jeszcze jakieś dwie pary. Zrobił się tłok. Beah, wciśnięta w róg, piersiami
ocierała się o tors Finna, udami o jego uda.

I w pewnej chwili popełniła błąd. Podniosła głowę, spojrzała na szyję

Finna,  cień  zarostu  na  policzkach  i  brodzie,  zmysłowe  wargi,  oczy  za
długimi rzęsami, ciemne brwi. Ogarnęła ją fala pożądania. O ile nie tęskniła
za nim jako za mężem, o tyle jako za wytrawnym kochankiem bardzo.

Oczy  Finna  pociemniały,  dłoń  oparł  na  biodrze  Beah.  Przez  sukienkę

czuła palący dotyk jego palców.

Nachylił się, zbliżył twarz do jej twarzy. Beah wstrzymała oddech. Czy

jego  usta  wciąż  tak  bosko  smakują  seksem,  słońcem,  wiatrem  i  upałem?

background image

Uchwyciła się klap jego marynarki, wspięła na palce. Wargi Finna musnęły
jej  wargi.  Beah  jęknęła  tak  cicho,  że  tylko  on  ją  usłyszał.  Zapraszająco
rozchyliła usta, a wtedy objął ją i przyciągnął do siebie. Na brzuchu poczuła
jego nabrzmiały członek. Ogarnęły ją wspomnienia.

Winda  zatrzymała  się,  ich  współpasażerowie  wysiedli,  lecz  zanim

wsiedli następni, Finn nadgarstkiem nacisnął przycisk zamykania drzwi.

- Trzy możliwości – rzekł. – Mogę otworzyć drzwi i wysiądziesz. Albo

możemy pojechać na drinka do baru.

- Jaka jest trzecia możliwość?
-  Mój  pokój.  –  Wsunął  palec  pod  dekolt  jej  sukienki.  –  Kiedy  tylko

przekroczysz próg, wyskakujesz z niej. Ze wszystkiego.

Beah wiedziała, że to zły pomysł, że nie powinna, ale już bardzo długo

była grzeczną dziewczynką.

- Pod warunkiem, że ty również.
Finn westchnął z ulgą, wcisnął przycisk z numerem piętra i ponownie ją

pocałował.

Bo w ten sposób porozumiewali się najlepiej.
Tylko w ten sposób potrafili się porozumiewać.

Keely Matthews wyszła z łazienki, z westchnieniem spojrzała na Dare’a

Seymoura  śpiącego  na  brzuchu  z  głową  w  zagłębieniu  ramienia,  na  jego
szerokie plecy, ramiona, muskularne nogi, idealne pośladki.

Niczego nie pragnęła bardziej, niż położyć się obok niego, oprzeć mu

głowę na ramieniu i zapaść w błogi sen.

Czuła  się  zmęczona.  Rozkosznie  zmęczona.  Dwie  rundy  cudownego

seksu  odprężyły  ją,  zrelaksowały…  I  wzbudziły  ciepłe  uczucia  do
kochanka.  Odprężenie  i  relaks  były  do  zaakceptowania,  natomiast  ckliwe
uczucia absolutnie nie.

background image

Nie straci głowy dla obłędnie przystojnego prawnika. Jest zbyt męski,

zbyt atrakcyjny, zbyt pociągający, a ona nie należy do kobiet, które mdleją
na widok mężczyzn.

Szczególnie tych, których nie lubią.
Albo których lubią za bardzo.
O Boże.
Oparła się o framugę drzwi i potarła skronie. Nie powinna iść do łóżka

z Dare’em, ale opieranie się mu było niemożliwe. Nikt nie całował tak jak
on. I nikt tak jak on się z nią nie kochał.

A  ponieważ  seks  rodzi  uczucia,  Keely  przyłapywała  się  na  tym,  że

coraz  częściej  myśli  o  nim  wtedy,  kiedy  nie  powinna,  i  stanowczo  zbyt
dużo czasu spędza na rozpamiętywaniu erotycznych doznań, jakich on jej
dostarcza. Musi się wycofać. Nie chce angażować się w związek z kimś tak
trzeźwo myślącym, tak upartym i apodyktycznym jak Dare.

W  związku  jest  miejsce  tylko  dla  jednej  apodyktycznej  osoby

i zazwyczaj ta rola przypadała jej. Wiedziała, że nie każdemu to odpowiada.
Despotyczny sposób bycia nie zjednywał jej przyjaciół. Kiedyś starała się
z tym walczyć, ale dobrych chęci starczało jej na tydzień, miesiąc, najwyżej
dwa.

Nic  nie  poradzi  na  to,  że  wyraźnie  widzi  problemy,  że  rozwiązania

szybko przychodzą jej do głowy. Owszem, mogłaby zachować swoje opinie
dla  siebie,  ale  dlaczego  ma  patrzeć,  jak  inni  się  męczą,  skoro  ona  już
znalazła odpowiedź?

Wiedziała,  że  ma  trudny  charakter,  wielokrotnie  jej  to  wytykano.  Jej

związki z mężczyznami przebiegały według jednego schematu. Kochanek
deklarował,  że  lubi  kobiety  o  silnej  osobowości,  że  ich  asertywność  go
podnieca, ale po dwóch, najpóźniej trzech miesiącach zaczynał narzekać, że
jest zbyt despotyczna, zbyt dominująca. Wszystko w niej było „zbyt”. Na

background image

koniec pakował walizki i znikał, a ona zostawała ze złamanym, wcale nie
aż tak nieczułym sercem.

Z  czasem  nauczyła  się  traktować  wszystkie  romanse  powierzchownie

i koncentrować się na seksie. W ten sposób chroniła siebie przed kolejnym
zranieniem.

Podejdź do niego, myślała, obudź go i wyrzuć z domu. No, Keely, nie

pozwól mu zostać do rana…

-  Niech  zgadnę  –  Dare  odezwał  się  zaspanym  głosem.  –  Zaraz  mnie

wykopiesz z łóżka.

Przewrócił  się  na  plecy,  podciągnął  wyżej.  Wyglądał  obłędnie

seksownie. Keely zdusiła w sobie chęć, by wskoczyć na niego i zamknąć
mu ust pocałunkiem. Dare przeczesał ręką włosy i spojrzał na nią.

- Od sześciu tygodni śpimy z sobą, więc chyba świat się nie zawali, jeśli

zostanę?

Keely wbiła wzrok w stopy. Oczywiście, że nie, myślała, ale zostawanie

na całą noc to przywilej stałych partnerów, nie tymczasowych kochanków.
Właśnie,  tymczasowych.  Musi  uświadomić  Dare’owi,  gdzie  jest  jego
miejsce.

Podniosła głowę i oświadczyła:
- Nie lubię obcych w swojej prywatnej przestrzeni.
Dare skrzyżował ręce na brzuchu, a Keely pomyślała, że to dobrze, że

prześcieradło zakrywa mu biodra, bo nagi tors wystarczająco ją rozpraszał.

- Daruj sobie te bzdury. Przyznaj, boisz się.
Zmusiła się do uniesienia jednej brwi.
- Nie boję się niczego, co dotyczy ciebie – oświadczyła.
-  Och,  skarbie,  boisz  się  wszystkiego,  co  dotyczy  mnie  –  odrzekł

z ironicznym uśmieszkiem.

background image

Keely  serce  zaczęło  bić  przyspieszonym  rytmem,  lecz  zignorowała  te

niepokojące sygnały.

- Czego się spodziewasz? – zapytała. – Że krew uderzy mi do głowy?

Że dostanę wylewu? Bo zachowujesz się co najmniej dziwnie.

-  Chowasz  się  za  sarkazmem,  robisz  uniki.  Boisz  się  mnie,  bo  jestem

wystarczająco silny i męski, żeby dać sobie radę z twoim ciętym językiem
i chęcią dominowania.

Wszyscy tak mówili, a ona im wierzyła, ufała. Potem się wycofywali.
Nie jest taka głupia i naiwna, aby uwierzyć, że Dare będzie wyjątkiem

od reguły.

Oparła  dłonie  na  biodrach,  zła  na  Dare’a  i  zła  na  siebie,  że  chce  mu

wierzyć. Machnęła ręką.

- To tylko seks, Dare. Widzisz coś, czego nie ma.
Odrzucił prześcieradło i wstał.
-  Możesz  bajerować  siebie,  ale  nie  mnie.  Widzę  wyraz  twoich  oczu,

kiedy cię dotykam, słyszę twoje jęki, słyszę, jak twój głos łagodnieje, gdy
wypowiadasz moje imię.

-  Tak  zachowuje  się  każda  kobieta  w  chwili  namiętności.  Nie

przywiązuj do tego zbytniej wagi.

-  Nie  kłam  –  odparł  i  ujął  jej  podbródek.  Keely  zmrużyła  oczy.  –

Potrafię  cię  rozszyfrować.  Wcale  nie  jesteś  taka  twarda,  za  jaką  się
uważasz. Jest między nami chemia, a to coś więcej niż tylko seks.

Keely poczuła ucisk w żołądku. Boże, tylko nie to. Nie da rady.
- To tylko seks, Dare. Mylisz fizjologię z psychiką.
-  Na  pewno  –  mruknął  i  cofnął  rękę.  Odsunął  się  kawałek,  wzruszył

ramionami. – W porządku. Znajdź sobie innego kochanka, który dostarczy
ci równie odlotowych doznań.

background image

W  oczach  Keely  musiało  pojawić  się  przerażenie,  gdyż  Dare  zapytał

z nieskrywaną satysfakcją:

- Nie palisz się do tego pomysłu, prawda?
Keely przybrała  nieprzejednany  wyraz twarzy. Złościło ją, że Dare za

pomocą żelaznej logiki wygrywa większość sporów. Tym razem mu się nie
uda.

- Ta rozmowa jest śmieszna. Pora ją skończyć.
Keely przeszła przez pokój, podniosła z podłogi spodnie Dare’a, rzuciła

je na łóżko, potem zdjęła z krzesła jego koszulę i zrobiła to samo.

Dare  włożył  bokserki  i  spodnie.  Keely  nie  podobał  się  wyraz  jego

twarzy świadczący o tym, że intensywnie myśli. Podejrzewała, że coś knuje
i że to jej się nie spodoba…

Nie znosiła czekania.
- Wyrzuć to z siebie, dobrze? – zażądała.
Dare naciągnął koszulę, lecz jej nie zapiął. Odsunął poły, włożył dłonie

do kieszeni spodni, złapał spojrzenie Keely i zapytał:

- Chcesz przestać sypiać ze mną?
- Nie! Do diabła! Nie! – wyrwało jej się.
Żałowała, że zareagowała aż tak impulsywnie. Trzeba było rozegrać to

spokojniej.

- Dobrze wiedzieć – mruknął. – Rzecz w tym, Keely, że ja nadal chcę

sypiać z tobą, ale chcę też czegoś więcej.

Więcej? Jak wiele więcej? Psiakrew! Keely dotknęła szyi, czuła ucisk

w gardle.

- Eee… Co masz…
-  Zatkało  cię?  Coś  podobnego.  –  Dare  uspokajającym  gestem  uniósł

dłoń. – Zaraz wyjaśnię.

background image

Keely  wcale  nie  podobał  się  zdecydowany  wyraz  jego  oczu,  napięcie

malujące się na twarzy.

-  Jako  facet  oczywiście  nie  chcę  zrezygnować  z  uciech  cielesnych,

ale…

- Ale?
- Ale jeśli chcesz spać ze mną, musisz mi coś dać.
Och?  Co  takiego?  Keely  nie  była  pewna,  czy  chce  się  dowiedzieć,

ponieważ  niewiele  było  rzeczy,  których  by  nie  poświęciła,  aby  Dare
pozostał jej łóżkowym partnerem.

Niech go diabli!
- Randka za seks.
Randka?
- O czym ty mówisz?
Dare spokojnie wetknął poły koszuli w spodnie, zapiął klamrę drogiego

paska ze skóry strusia.

-  Za  każdą  godzinę  spędzoną  w  łóżku  chcę  dwóch  godzin,  podczas

których będziemy rozmawiać, tańczyć, nawiązywać kontakt.

Keely uniosła wysoko brwi.
- Umiesz tańczyć?
-  Potrafię  szurać  nogami.  –  Dare  podszedł  do  Keely,  która  stała,

trzymając  się  krzesła,  aby  nie  upaść.  –  Masz  taką  minę,  jakbym
zaproponował zabawę z biczami, łańcuchami i skórzaną uprzężą.

- Ja… Ja…
Psiakrew, dlaczego brakuje jej słów?
–  Koniecznie  chcesz  ograniczyć  naszą  znajomość  do  sypialni.  Ja

postanowiłem przejść na wyższy poziom.

- Jak bardzo wyższy?

background image

- Chcę się z tobą ożenić i mieć z tobą dzieci.
W oczach Keely musiał pojawić się błysk paniki, gdyż Dare spojrzał na

nią trochę łagodniej.

-  Twoja  mina  jest  bezcenna.  Ja  tylko  żartowałem,  Killer.  -  Keely

zmrużyła  powieki  i  odwróciła  twarz,  bojąc  się,  aby  nie  spostrzegł  jej
rozczarowanej miny.

Ślub,  dzieci,  rodzina  były  jej  marzeniem,  jedynym,  czego  w  życiu

naprawdę pragnęła. Pragnęła znaleźć swoje miejsce w świecie.

-  Nie  jesteśmy  już  dziećmi,  Keely,  a  status  wrogów  ze  specjalnymi

przywilejami  staje  się  nudny.  Chcę  się  tylko  przekonać,  czy  iskra  może
zmienić się w płomień.

Keely  miała  za  sobą  wiele  iskier  i  kilka  płomieni  szybko  ugaszonych

przez jej silną osobowość i bezradność partnerów.

Nie, nie pójdzie na to. Nie z Dare’em. Nie z facetem, który potrafiłby

przemielić jej serce jak maszynka do mięsa.

- Nic z tego nie będzie, Dare.
Musnął kciukiem jej dolną wargę.
- Będzie. Oczywiście, że będzie. Zaufaj mi tylko.
Nie.  Ma  zbyt  dużo  do  stracenia.  Jej  serce  otrzymało  zbyt  wiele  ran.

Musi je chronić. Siebie chronić.

Zmobilizowała całą siłę woli, wyprostowała się jak struna, odeszła kilka

kroków, skrzyżowała ręce na piersiach. Wzruszyła ramionami.

- W porządku. – Wyciągnęła rękę. – Miło było.
Dare uśmiechnął się z sarkazmem. Ujął dłoń Keely, przyciągnął ją do

siebie, pocałował, a gdy już miała oddać pocałunek, cofnął się.

- Nie sądzę, kochanie. Chcesz mnie, ale upór i strach nie pozwalają ci

przyznać się do tego. Założę się, że za mniej niż dwa tygodnie zadzwonisz

background image

i zaprosisz mnie na kolację.

- Prędzej słońce w miejscu stanie.
Dare, rozbawiony, cmoknął ją w czubek nosa.
-  I  oczekuję,  że  zafundujesz  mi  tę  kolację  i  rozmowę.  Dopiero  jak

zobaczę, że próbujesz, pozwolę ci się dotknąć.

Keely miała ochotę go spoliczkować.
- Drań!
- Bo postawiłem tamę? Bo się zbuntowałem przeciwko jednostronnemu

wyznaczaniu  granic  naszego  związku?  –  zapytał.  Teraz  bezwzględny
adwokat  wziął  w  nim  górę.  –  Bo  chcę  czegoś  więcej,  nie  tylko  twojego
ciała?

- Bo wywierasz na mnie presję.
- Wywieram presję, bo wiem, że jesteś odważniejsza i lepsza niż to, co

proponujesz,  kochanie.  –  Schylił  się  po  buty.  –  Będę  czekał  na  telefon  –
rzekł z uśmiechem.

- Prędzej w morzu wyschnie woda – odcięła się Keely.
Dare wyprostował się i zapytał:
-  To  będzie  przed  czy  po  tym,  jak  słońce  stanie?  Z  niecierpliwością

czekam na jedno i drugie.

Keely prychnęła ze złością. Kątem oka dostrzegła szczotkę do włosów

na toaletce, ale zanim sięgnęła po nią, Dare zdążył wyjść z sypialni.

Nie zadzwoni. Nie zafunduje mu kolacji. Nie będzie z nim rozmawiać.

Oszalał, jeśli sądzi, że ją złamie…

Na myśl o tym, że go już nie zobaczy, poczuła lodowatą pustkę w sercu.

To jednak jest lepsze od krwawiącej rany.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Beah  poczuła,  że  Finn  przewraca  się  na  bok  i  wstaje.  Gdy  drzwi

łazienki zamknęły się za nim, również wstała. Nigdzie nie widziała swojego
ubrania, włożyła więc czarną koszulę Finna – z zadowoleniem stwierdziła,
że  sięga  jej  kolan  –  potem  podeszła  do  jego  stolika  nocnego  i  napiła  się
wody z jego szklanki. Oddałaby wszystko za filiżankę kawy.

Odgarnęła  włosy  z  czoła.  Grymas  przebiegł  jej  po  twarzy  na

wspomnienie  Finna  wyciągającego  szpilki  z  jej  koka.  Wiedziała,  że
z  makijażu  maskującego  piegi  nic  nie  zostało  i  że  wygląda  jak  młoda
kobieta, jaką była kiedyś, a nie jak kobieta, jaką jest teraz.

Makijaż  i  fryzura  były  jej  tarczą,  jedną  z  wielu  barier,  którymi  się

odgrodziła od świata. I z których nie zamierzała rezygnować. Nie pozwoli,
by obłędnie pociągający mężczyzna biegły w sztuce kochania je sforsował.
Osiągnięcie  niezależności  finansowej  i  emocjonalnej  kosztowało  ją  zbyt
wiele. Nie może sobie pozwolić na powrót do przeszłości. Finn nauczył ją,
że jedyną osobą, której może ufać, na której może polegać, jest ona sama.

Musi jasno dać mu do zrozumienia, że wczorajsza noc to był tylko seks.
Jest między nimi chemia, ale nie ma więzi duchowej.
Drzwi łazienki otworzyły się. Beah odrzuciła włosy do tyłu i skręciła je

w byle jaki węzeł. Żałowała, że nie ma spinki ani gumki, aby je ujarzmić.

Zachowuj  się  swobodnie,  jakby  nic  się  nie  stało,  pomyślała.  Powiedz

coś dowcipnego…

background image

Jak  można  zachowywać  się  swobodnie  w  obecności  mężczyzny

wyglądającego jak grecki bóg?

Opanuj  się!  Finn  nie  jest  i  nigdy  nie  był  ideałem.  Owszem,  jest

piekielnie  inteligentny,  ale  zamknięty  w  sobie,  wycofany,
niekomunikatywny…

Finn podszedł do stolika i podniósł słuchawkę telefonu. Beah słyszała,

jak zamawia kawę. Dobrze, że chociaż jedno z nich zachowuje trzeźwość
umysłu. Szybki prysznic, kawa i już mnie tu nie ma, pomyślała.

Finn obrócił się, spojrzał na łóżko, potem na Beah. Znieruchomiała jak

przykuta do podłogi.

- To było… - zaczął i umilkł.
Zabrakło mu słów? Hm, to coś nowego.
- Zabawne? Interesujące? A może to był błąd? – zasugerowała.
Finn skrzyżował ramiona na piersi.
- Pierwsze i drugie tak. Błąd? Nie, jeśli sami nie będziemy tego chcieli.
Finn był mistrzem zagadek.
- To znaczy?
- Od nas zależy, czy będzie błędem – odrzekł Finn powoli. – Dla mnie

to była cudowna noc z kobietą, którą kiedyś uwielbiałem.

Uwielbiałem,  nie  kochałem.  Czas  przeszły  nie  powinien  jej  ranić,

niemniej zabolał. Beah wyprostowała ramiona, bardziej zła na siebie za tę
reakcję  niż  na  niego.  Rozwiedli  się  lata  temu,  a  on  wciąż  potrafił  ją
dotknąć. To żałosne i śmieszne. Ona jest żałosna.

Finn spojrzał na drzwi, potem na Beah.
-  Nie  chcesz  wziąć  prysznica?  Czekając  na  kawę,  poszukam  twojego

ubrania.

background image

Chce się mnie pozbyć. Uwielbia moje ciało, ale nie towarzystwo. Nic

się pod tym względem nie zmieniło.

Postanowiła nie dać po sobie poznać, że wszystkie te uwagi sprawiają

jej przykrość.

-  Prysznic,  owszem,  potem  wypiję  szybką  kawę.  Muszę  wstąpić  do

siebie przed spotkaniem z Parisem.

- Mogę spotkać się z nim sam, jeśli wolisz.
Nie!  Latami  starała  się  nawiązać  kontakt  z  Parisem  Cummingsem

i teraz nie pozwoli, aby cokolwiek ją ominęło. Stawi się na spotkanie, Paris
podpisze  oficjalną  umowę  z  Murphy  International  i  będzie  mogła  dodać
kolejnego klienta do swojego imponującego portfolio.

A kiedy znowu zobaczy się z Finnem, nikt nie zacznie podejrzewać, że

są kochankami.

Bo to była tylko jedna noc, nie całe życie.
- Nie spiesz się.
Głos  Finna  przywołał  ją  do  rzeczywistości.  Zachowaj  spokój  i  zimną

krew, powiedziała sobie w duchu.

Kiedy  przechodziła  przez  pokój,  z  komórki  Finna  rozległ  się  sygnał

nadejścia  nowej  wiadomości.  W  jej  poczcie  na  pewno  czeka  z  tuzin
esemesów  i  drugi  tuzin  mejli  od  klientów  potrzebujących  rady,  chcących
coś  sprzedać  albo  kupić.  Nie,  nie  będzie  teraz  szukać  telefonu,  kwadrans
nie  zrobi  różnicy,  pomyślała,  zamykając  drzwi  łazienki.  Ma  prawo
rozkoszować się prysznicem i luksusowymi kosmetykami, jakie Claridge’s
zapewnia gościom.

Drzwi łazienki otworzyły się i stanął w ich Finn z telefonem w ręce.
Beah obejrzała się za siebie.
- O co chodzi? – zapytała.

background image

- Pamiętasz Bena?
Oczywiście,  że  pamiętała.  Ben  był  najstarszym  stażem  przyjacielem

Finna. On i jego dziewczyna, Piper, byli jedynymi gośćmi zaproszonymi na
ich  ślub  zorganizowany  naprędce,  pod  wpływem  impulsu.  Potem  Ben
i  Piper  rozstali  się,  a  po  rozwodzie  z  Finnem  Beah  straciła  ich  z  oczu.
Żałowała, bo lubiła i jego, i ją.

- Straciłam z nimi kontakt. Cieszę się, że ty nie.
- Rozmawiamy z Benem mniej więcej co dwa miesiące – odparł Finn. –

Wciąż mieszka w Hongkongu.  Pracuje jako bankier inwestycyjny. – Finn
zamilkł,  lecz  Beah  go  nie  popędzała.  Wyjaśni  jej  wszystko  w  swoim
tempie. – Prosi o przysługę – dodał Finn i potarł kark.

Finn  nie  był  towarzyski,  lecz  gdy  raz  się  z  kimś  zaprzyjaźnił,  to  na

dobre. Tylko ją porzucił.

- Ben i Piper pobierają się. Za sześć tygodni.
Nareszcie jakaś dobra wiadomość.
-  To  cudownie.  Kiedy  się  pogodzili?  Ona  też  jest  w  Hongkongu?  –

Zaraz, zaraz… Jeśli to dobra wiadomość, to dlaczego Finn ma taką minę?
I  dlaczego  przyszedł  do  łazienki  powiedzieć  jej  o  tym?  –  Co  jest  w  tym
esemesie?

- Bierzemy ślub. Mamy wielką prośbę – przeczytał Finn. – To dziwne,

Ben nigdy o nic nie prosi.

Beah zaczęła spłukiwać z siebie pianę.
- Co to za prośba? Aha, masz może zapasową szczoteczkę do zębów?
Finn otworzył szufladę obok swojego biodra, zajrzał do środka, wyjął

szczoteczkę  w  fabrycznym  opakowaniu.  Położył  komórkę  na  blacie,
wyłuskał  szczoteczkę  z  opakowania,  wycisnął  trochę  pasty  na  czubek,
otworzył drzwi kabiny prysznicowej i podał szczoteczkę Beah.

Tak domowo, tak zwyczajnie, tak normalnie…

background image

Nic w tej sytuacji nie jest normalne.
Beah  włożyła  szczoteczkę  do  ust,  wyszła  z  kabiny,  otuliła  się

ręcznikiem kąpielowym, który Finn jej podał.

Katem oka widziała, jak Finn stuka w klawiaturę telefonu. Odpowiedź

nadeszła po minucie.

- I?
- Chce, żebym zadzwonił.
Beah skończyła szczotkować zęby.
-  Jak  będziesz  szukał  mojego  ubrania,  znajdź  też  torebkę.  W  bocznej

kieszonce mam gumkę do włosów.

Spojrzenie  Finna  prześliznęło  się  po  jej  włosach,  zatrzymało  na

wargach.  Przez  jedno  mgnienie  Beah  zdawało  się,  że  znowu  ją  pocałuje,
najpierw  w  usta,  potem  w  ramię,  potem  w  czułe  miejsce  za  uchem.  Nie
mogła dopuścić do tego. Gdyby dopuściła, zrzuciliby ręczniki, którymi byli
owinięci, i wróciliby do łóżka albo kochaliby się tu, pod prysznicem…

I spóźniliby się na spotkanie z Parisem Cummingsem.
Noc się skończyła. Wstał nowy dzień i muszą ruszyć do przodu.
Beah trąciła Finna biodrem.
- Zapomnij o tym – ostudziła jego zamiary. – Chwila minęła.
- Mógłbym ją jeszcze zatrzymać – odrzekł.
Wierzchem dłoni musnął ramię Beah.
Bądź silna, Beah nakazała sobie w myślach. Jedno z nas musi zachować

rozsądek.

Rozległo się pukanie do drzwi. Finn zaklął pod nosem.
- Przyniosę kawę – mruknął.
- Nie zapomnij o moim ubraniu. I gumce do włosów – Beah rzuciła za

nim z udawaną obojętnością.

background image

Odczekała minutę, potem drugą. Finn nie wracał.
Beah nie spiesząc się, dokończyła toaletę, co zajęło jej kolejne dziesięć

minut, potem weszła do pokoju. Finn siedział na brzegu krzesła z łokciami
na kolanach, wzrokiem wbitym w dywan.

- Finn? Co się stało?
Podniósł głowę i z bólem w oczach spojrzał na Beah.
-  Rozmawiałem  z  Benem.  Za  sześć  tygodni  biorą  z  Piper  ślub.

W Stanach.

To  dobre  wiadomości,  pomyślała  Beah.  Dlaczego  Finn  wygląda  na

załamanego?

-  Prosił,  abym  pomógł  mu  w  przygotowaniach,  a  właściwie

zorganizował  ten  ślub.  Ani  on,  ani  Piper  nie  mają  rodziny,  do  której
mogliby się z tym zwrócić. No to się zgodziłem.

Beah  nadal  nie  rozumiała,  co  nim  tak  wstrząsnęło.  Praktycznie

wszystko  można  załatwić  przez  internet  albo  Skype’a.  Piper  może
przylecieć  na  tydzień  do  Bostonu  i  sama  się  zająć  wszystkim.  To  bardzo
szlachetnie  ze  strony  Finna,  że  zgodził  się  pomóc,  kiedy  ma  tyle  innych
spraw na głowie. Aukcję kolekcji Mounton-Matthews. Spotkanie z Parisem
Cummingsem.  Keely  wciąż  czeka  na  potwierdzenie  autentyczności  jej
Homera…

Dlaczego ślub przyjaciela wskoczył na pierwsze miejsce na liście?
- Piper chce wziąć ślub w Bostonie. Za sześć tygodni – Finn powtórzył

głuchym  głosem.  –  Ma  raka  trzustki  czwartego  stopnia.  Ben  twierdzi,  że
zostało jej najwyżej sześć miesięcy życia.

Beah  opadła  na  najbliższe  krzesło.  Oczy  zaszły  jej  łzami  na

wspomnienie Piper. Uroczej, odważnej, pełnej werwy.

- Jak możemy pomóc? – zapytała po chwili. – Co możemy zrobić?
Finn złapał jej spojrzenie.

background image

- Ty możesz jej pomóc, organizując ślub, jaki wszyscy zapamiętają do

końca życia. Tego i następnego.

Beah  podeszła  do  tacy  przyniesionej  przez  kelnera.  Nalała  kawę

z dzbanka do dwóch kubków z cienkiej porcelany. Podniosła swój do ust.
Czarna jak smoła kawa parzyła jej usta i język.

Potrzebowała tej dawki kofeiny tak samo mocno, jak chciała wyjść stąd.
Ale najpierw musiała się ubrać. Rozejrzała się po pokoju. Jej sukienka

leżała  na  podłodze,  bielizna  wisiała  na  oparciu  jednego  z  krzeseł.
Pomyślała, że jeśli zaraz ubierze się i wyjdzie, w domu będzie miała dwie
i pół godziny na ochłonięcie po wydarzeniach ostatniej nocy. Zrobiła krok
w kierunku łazienki.

- Dokąd idziesz? – ostrym tonem zapytał Finn.
Beah doskonale rozumiała, co przeżywa. Kiedy się dowiedziała, że dni

jej matki są policzone, rozsypała się psychicznie.

Współczuła  Finnowi,  jednak  znając  go,  wiedziała,  że  teraz  na  pewno

chce zostać sam.

Wypiła jeszcze łyk kawy.
- Idę się ubrać, potem wychodzę.
- Przecież musimy omówić przygotowania do ślubu.
Oczy  Beah  zrobiły  się  okrągłe  ze  zdziwienia.  Owszem,  w  pierwszej

chwili rzucił sugestię, aby pomogła mu w przygotowaniach, ale nie sądziła,
że mówi poważnie. Powiedziała mu o tym.

- Bardzo rzadko mówię coś niepoważnie – oświadczył.
Wstał i podszedł do tacy po swoją kawę.
- Posłuchaj, jest mi bardzo żal Bena i Piper. Z doświadczenia wiem, jak

straszne chwile przeżywają. – Beah zamilkła, otarła twarz dłonią, jak gdyby
chciała odsunąć od siebie wspomnienie matki wyniszczonej chorobą. – Ale

background image

zrozum,  od  dziewięciu  lat  nie  miałam  z  nimi  kontaktu.  Piper  widziałam
zaledwie kilka razy w życiu. Nie znam jej.

- Ale wiesz, jak zorganizować ślub. Już to robiłaś.
Beah zmarszczyła czoło.
- Ja? O czym ty mówisz?
- O ślubie Nell.
Nell, kolejna osoba, o której nie myślała od lat. Razem odbywały staż

w Murphy International i rzeczywiście pomogła jej w przygotowaniach do
ślubu.

- Zaskoczyłeś mnie, że to pamiętasz.
-  Ja  wszystko  pamiętam  –  odparł.  –  Posłuchaj,  umiem  robić  wiele

rzeczy,  ale  śluby  nie  są  mocnym  punktem  w  moim  repertuarze.  Chodzi
o  mojego  najlepszego  przyjaciela,  na  którego  spadło  nieszczęście,  więc
pomożesz mi czy nie?

Beah przygryzła dolną wargę, aby nie wypalić: Nie.
Nie ma czasu na śluby. Kalendarz ma wypełniony po brzegi, spotkania

z  klientami,  wyjazdy  służbowe.  Istnieje  jednak  ważniejszy  powód,  dla
którego musi odmówić…

Nie może pozwolić sobie na spędzanie czasu z Finnem. Przy nim staje

się bezbronna. Ciężko się napracowała, aby zbudować takie życie, jakiego
pragnęła, a przy nim zaczynała wątpić, czy dokonała słusznego wyboru.

Powracały do niej znowu te same pytania. Co by było, gdyby bardziej

zdecydowanie zawalczyła o niego i o ich małżeństwo? Gdyby poddali się
terapii  małżeńskiej?  Gdyby  zostawiła  mu  więcej  luzu,  nie  wymagała  tyle
uwagi dla siebie?

Nie tylko ona jest odpowiedzialna za rozpad ich związku. A gdyby on

był  trochę  bardziej  komunikatywny,  wyrozumiały?  Gdyby  na  pierwszym
miejscu stawiał ją, a nie pracę czy potrzebę samotności?

background image

Beah wierzchem dłoni odgarnęła włosy z czoła. Seks był cudowny, ale

wspomnienia już mniej.

Ich małżeństwo nie istnieje. Koniec. Kropka.
Ma  prawo  odmówić,  nie  angażować  się.  To  nie  czyni  z  niej  złego

człowieka. Ona po prostu chroni samą siebie.

Oparła się o framugę drzwi.
-  Nie  mam  czasu  i  pozwolisz,  że  ci  przypomnę,  że  mieszkam

w  Londynie,  nie  w  Bostonie.  Nawet  gdybym  zgodziła  się  ci  pomóc,
niewiele mogłabym zdziałać.

To była prawda, ale nie cała. Finn jednak nie musi tego wiedzieć.
Finn wypił duży łyk kawy, potem jeszcze jeden.
- Oboje wiemy, że mogłabyś przenieść się na dwa tygodnie do Bostonu,

gdybyś tylko zechciała.

- Ale nie zechcę – odrzekła z naciskiem. – Tu są moi klienci. Tu jest

moja praca.

Nie mogę spędzać więcej czasu z tobą, mówiła w myślach. Nie mogę aż

tak ryzykować.

- Nie mam najmniejszego pojęcia o planowaniu ślubów! – wybuchnął

Finn.

- Zarezerwowałeś dwa bilety do Vegas – przypomniała mu Beah.
Aż się skrzywiła, słysząc sarkazm we własnym głosie.
Dziesięć  lat  później  wciąż  czuła  się  oszukana,  bo  nie  miała  pięknej

sukni, nie przeżyła radosnego  podniecenia  oczekiwania,  w dniu ślubu nie
czuła się księżniczką. Decyzja o wyjeździe do las Las Vegas została podjęta
spontanicznie,  tak  samo  jak  decyzja  o  ślubie.  Beah  kupiła  sukienkę
w  hotelowym  butiku  i  ukradła  kilka  róż  z  klombu  przed  kaplicą,  które

background image

pełniły rolę bukietu. Nie było żadnego planowania. Może dlatego zgodziła
się pomóc Nell.

Finn z głośnym stukiem odstawił pusty kubek na tacę.
- Kiedy zrobiłaś się taka uparta? – zapytał. Grymas frustracji przemknął

mu po twarzy.

Beah wzięła głęboki oddech, zanim odpowiedziała:
- Kiedy się z tobą rozwiodłam. Wtedy nauczyłam się mówić nie, robić

to,  co  dobre  dla  mnie,  nie  być  niczyim  popychadłem,  nie  wychodzić  ze
skóry,  aby  kogoś  uszczęśliwić.  Bardzo  mi  żal  Piper.  Naprawdę.  Ale  nie
pomogę ci zorganizować ich ślubu.

Nie  może.  Przebywanie  blisko  Finna  boli,  budzą  się  w  niej  uczucia.

Przy nim traci kontrolę nad sytuacją. Musi się wycofać na mocny grunt.

Weszła do sypialni, rzuciła ubranie na łóżko. Odwinęła ręcznik, zaczęła

wkładać  bieliznę.  Łzy  paliły  ją  pod  powiekami.  Starała  się  odpędzić  je
mruganiem, zrobiła kilka głębokich wdechów i wydechów.

Szybko  przeanalizowała  w  myślach  całą  rozmowę  z  Finnem,  aby  się

upewnić,  że  podjęła  słuszną  decyzję.  Jest  zajęta,  bardzo  zajęta,
przygotowywaniem serii transakcji z klientami i aukcji kolekcji Mounton-
Matthews.  Ma  spotkania  z  prawnikami  i  księgowymi.  Czeka  ją  rozmowa
z Michaelem o jego niewiarygodnej propozycji.

Przygryzła wargę, walcząc z wyrzutami sumienia. Odmówiła Finnowi,

zawiodła  Piper,  zamierza  odejść  z  firmy.  Nie,  nie  dezerteruje.  Ma  prawo
spróbować czegoś innego, przeorganizować swoją karierę zawodową. Była
żoną Finna Murphy’ego, ale nie członkiem klanu, na miłość boską. Nie jest
zobowiązana trwać przy nich, „dopóki śmierć nas nie rozłączy”.

Dużo czasu zajęło jej zrozumienie i zaakceptowanie faktu, że ma prawo

szukać nowych szans, nowych wyzwań, rozwijać swoją karierę. Mężczyźni
cały czas to robią.

background image

Ma prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu, chronić siebie. Jeśli to

prawda,  to  dlaczego  zagryza  wargi  aż  do  bólu,  walcząc  z  impulsem,  by
wrócić do salonu i powiedzieć Finnowi, że pomoże mu zorganizować ślub
jak z bajki?

Pojechała  do  siebie  do  Notting  Hill,  przebrała  się  i  z  filiżanką  kawy

usiadła  w  zalanym  słońcem  pokoju  dziennym.  Kochała  to  mieszkanie.
Kolorowe i przytulne, jedyne miejsce, gdzie mogła w pełni się zrelaksować.

Spojrzała  na  półkę  nad  kominkiem  i  duże  zdjęcie  swoje  z  mamą

zrobione  tuż  przed  ostateczną  diagnozą,  kiedy  życie  wciąż  jeszcze  miało
sens. Dwa tygodnie później wszystko się rozpadło i już nigdy nic nie było
takie samo jak dawniej.

Beah  westchnęła  i  pomyślała,  że  życie  Bena  i  Piper  również  się

rozpadło. Oni również usłyszeli wyrok. Jak dają sobie z tym radę?

Beah  nie  żałowała  śmierci  matki…  Nie,  to  nie  tak.  Oczywiście,  że

żałowała,  każdego  dnia  odczuwała  jej  brak,  ale  nie  miała  sobie  nic  do
wyrzucenia.  Chociaż  miała  zaledwie  dziewiętnaście  lat,  zapewniła  matce
najlepszą opiekę i towarzyszyła jej w odchodzeniu.

Aż  do  ostatnich  dni,  kiedy  matka  zapadła  w  śpiączkę,  śmiały  się

i  płakały,  obejmowały  się,  wspominały  szczęśliwe  chwile.  Zdążyły  się
pożegnać. Dzięki temu doświadczeniu Beah zrozumiała, że życiem trzeba
się cieszyć, póki trwa.

To  dlatego  straciła  głowę  dla  Finna,  przy  pierwszej  nadarzającej  się

okazji wprowadziła się do niego, wzięła z nim ślub w Vegas. Postanowiła
wycisnąć z życia każdą kroplę szczęścia.

Między rozwodem a dniem dzisiejszym zgubiła gdzieś tę spontaniczną

gotowość  do  podejmowania  ryzyka.  Rozwód  był  traumą,  z  której  wyszła

background image

poturbowana,  a  nieudana  próba  nawiązania  kontaktu  z  ojcem  tylko
spotęgowała potrzebę chronienia siebie w przyszłości.

Dzwonek  telefonu  przerwał  jej  rozmyślania.  Beah  spojrzała  na  ekran

i uśmiechnęła się na widok znanego numeru. Keely.

-  Dlaczego  jeszcze  nie  śpisz?  –  zapytała,  automatycznie  obliczając,

która godzina może być w Bostonie. – Pozbyłaś się kochanka?

- Zgadłaś.
Beah zrobiła okrągłe oczy.
- No nie. Kto to?
-  Długo  by  mówić.  –  Beah  po  tonie  głosu  Keely  poznała,  że

przyjaciółka  nie  ma  ochoty  wchodzić  w  szczegóły.  –  Dlaczego  nie
napisałaś,  jak  minęła  kolacja?  Udało  się  wam  z  Finnem  zapanować  nad
chęcią zamordowania siebie nawzajem?

- Zachowywaliśmy się kulturalnie. Dopóki mnie nie rozebrał.
W  telefonie  zaległa  cisza.  Keely  potrzebowała  chwili,  aby

dopowiedzieć sobie to, co Beah przemilczała.

- Czyli przespałaś się z nim?
- Nie. Na sen nie było czasu.
Beah usłyszała nutę goryczy we własnym głosie i westchnęła.
- Nie wiem, co powiedzieć ani jak zareagować – przyznała Keely.
- Ja również nie.
Beah  wzięła  głęboki  oddech,  potem  wyrzuciła  z  siebie  potok  słów.

Opowiedziała  o  prośbie  Finna,  o  tym,  jak  wiadomość  o  chorobie  Piper
uruchomiła falę wspomnień i obudziła dawne urazy.

- Jak przystało na masochistkę, rozdrapuję rany. Przypomniało mi się,

z jakim brakiem zachwytu ojciec powitał mnie w Londynie po rozwodzie –
rzekła drżącym głosem.

background image

Odwiedziła  go  w  nowym  domu.  Na  kominku  w  salonie  stało  zdjęcie

ślubne jego i macochy. Ślub wzięli cztery dni po pogrzebie jej matki. Tamte
dawno minione lata nauczyły Beah być silną, niezależną, samodzielną. Na
nikogo nie liczyć, bo ci, którzy powinni kochać ją najmocniej, zawiedli.

- Nie mogę przestać myśleć o tym, że tam w Hongkongu mieszka para,

której  wspólne  dni  są  policzone  –  zwierzyła  się  Beah  przyjaciółce.  –
Z całego serca współczuję Benowi. Wiem, co to znaczy przyglądać się, jak
ukochana osoba umiera. Miotać się między nadzieją a rozpaczą, starać się
być silną do końca…

- Kochana…
- A Piper marzy o pięknym ślubie, chce celebrować ich miłość, tworzyć

piękne wspomnienie. Żałuję, że ja nie mam takiego wspomnienia. Żałuję,
że my z Finnem nie przeżyliśmy takiego cudownego dnia!

Piper  i  Ben  potrzebują  tego  wspomnienia,  a  ona  odmówiła,  bo…  bo

musiałaby współpracować z Finnem.

Oparła  łokcie  na  kolanach.  Przesunęła  palcem  po  piasku  miniogródka

japońskiego  służącego  do  medytacji,  stojącego  na  stoliku  kawowym.
Myślała,  że  seks  z  Finnem  będzie  tylko  dobrym  seksem.  A  był  czymś
znacznie więcej…

Taki  seks  –  słodki  i  namiętny,  znany  i  nieznany,  czuły  i  ostry  –  nie

zdarza  się  ludziom,  którzy  są  sobie  obcy,  ale  tym,  których  łączy  więź,
którzy dobrze znają siebie.

Beah  wiedziała,  że  nie  może  zacieśniać  kontaktów  z  Finnem.  Na

szczęście  mieszka  w  Londynie.  Gdyby  mieszkała  w  Nowym  Jorku  albo
gdziekolwiek  na  wschodnim  wybrzeżu,  musiałaby  widywać  się  z  nim
znacznie  częściej,  zwiększając  tym  samym  ryzyko  powtórki  wczorajszej
nocy.

Ryzyko ponownego zakochania się w nim.

background image

To byłby błąd nie do obrony.
- Brak mi silnej woli, a Finn jest taki seksy, taki pociągający. Nie chcę

znowu wpaść w tarapaty.

-  Sądzisz,  że  tak  by  się  stało,  gdybyś  pomogła  mu  zorganizować  ten

ślub? Jak byś się z nim komunikowała?

- Przez mejle i esemesy. On wraca do Bostonu, ja zostaję tutaj.
-  Czyli  tak  to  sobie  wyobrażasz.  Plus  ewentualnie  rozmowa

telefoniczna?

- Bardzo krótka. Mejle jeszcze krótsze. Wszystko bardzo profesjonalne.
- To w czym problem? Czym ta sprawa różniłaby się od innych, jakie

załatwiacie? – Nie różniłaby się, pomyślała Beah. – Chwytasz się wszelkich
sposobów,  żeby…  -  Keely  urwała.  –  To  w  końcu  jak,  pomożesz  Benowi
i Piper czy nie? – zapytała wprost.

- Nie mogłabym spojrzeć w lustro, gdybym nie pomogła.
- Brawo. Moja misja skończona. Kocham cię. Cześć.
Keely rozłączyła się. Beah przyznała w duchu, że naprawdę chce, aby

Piper miała piękny ślub, aby przeżyła cudowny dzień, otoczona miłością.

Finn będzie potrzebował pomocy w podejmowaniu decyzji w sprawie

jadłospisu, dekoracji kwiatowej, programu ceremonii. Przecież to on wpadł
na pomysł kiczowatego ślubu w Las Vegas, czyli Mieście Grzechu.

A  ona  była  tak  przerażona,  że  Finn  zmieni  zdanie,  że  godziła  się  na

wszystko.

W głębi duszy jednak marzyła o przepięknej sukni, bukiecie z lilii i róż,

kościele  wypełnionym  rodziną  i  przyjaciółmi,  przysięgą  przed  księdzem,
a nie urzędnikiem przebranym za Elvisa Presleya.

Straciła  swoją  szansę,  ale  nie  chciała,  by  Piper  straciła  swoją.  Będąc

w  Londynie,  niewiele  będzie  mogła  zdziałać,  lecz  może  przynajmniej

background image

dowiedzieć się, o czym Piper marzy i przekazać jej prośby Finnowi. Jeśli
otrzyma dokładne instrukcje, zastosuje się do nich.

Miała taką nadzieję…
Wyciągnęła  laptop,  przejrzała  swoje  konta  społecznościowe,  przez

znajomych znajomych dotarła do Bena i już po kilku minutach na ekranie
wyświetliły się dane kontaktowe Piper.

Godzinę  później  skończyła  rozmawiać  z  uszczęśliwioną  Piper

bezgranicznie wdzięczną, że zgodziła się jej pomóc. Piper podobnie jak ona
miała  wątpliwości,  czy  zadanie  zorganizowania  romantycznego  ślubu  nie
przerasta Bena i Finna.

Dwie minuty po tym, jak odłożyła telefon, rozległ się sygnał nadejścia

esemesa.

„Przygotowania  do  aukcji  Mounton-Matthews  nabierają  tempa”,  pisał

Ronan „i obaj z Carrickiem doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie, jak
na  osiem  tygodni  przeniesiesz  się  do  Bostonu.  Potrzebujemy  cię  tutaj.
Przyjeżdżaj migiem”.

Szlag!  Beah  wpatrywała  się  w  ekran.  To  prawda,  myślała,  że  każdy

dobry uczynek zostanie ukarany.

Finn wysiadł z taksówki przed domem Parisa Cummingsa. Ho ho. Stara

kamienica,  może  georgiańska?  Wczoraj  przy  kolacji  Paris  chwalił  się,  że
z  okien  widzi  katedrę  św.  Pawła,  w  piwnicy  ma  basen,  a  Hyde  Park  jest
praktycznie za progiem.

Do spotkania zostało mu dziesięć minut, więc postanowił zadzwonić do

Bena.  Wcześniejszą  rozmowę  musieli  przerwać,  gdyż  przyjaciel  spieszył
się  na  spotkanie.  Tym  razem  Finn  nacisnął  przycisk  wideo  i  na  ekranie
zobaczył postarzałą twarz przyjaciela.

background image

Nie wiedział, co powiedzieć, jak go pocieszyć.
Ben zbył jego próby machnięciem ręki.
- Wygra z tym cholerstwem – oświadczył. – Nie dopuszczam do siebie

myśli, że odzyskałem ją tylko po to, aby znowu stracić.

Finn pokiwał głową. Dzięki internetowi wiedział już, że szanse Piper na

pokonanie raka są bardzo nikłe. Praktycznie równe zeru.

- Piper prosiła, aby ci podziękować, że się zgodziłeś zorganizować nasz

ślub.  Skończy  chemię  i  naświetlania  i  miejmy  nadzieję,  że  będzie  mogła
przeżyć  ten  najważniejszy  dzień  bez  bólu.  Przylecimy  do  Bostonu  na
samym początku tygodnia. – Ben wziął do ręki długopis i zaczął stukać nim
w blat biurka. – Dzięki, stary. Ona nie ma w Bostonie żadnej rodziny, a ja
w swojej nie mam oparcia.

Finn  znowu  kiwnął  głową.  Pamiętał  o  perypetiach  finansowych

rodziców Bena, którzy albo mieli góry pieniędzy, albo byli bez środków do
życia. To dlatego Ben spędzał bardzo dużo czasu w domu Finna w Beacon
Hill.

- Możesz przysłać mi listę życzeń Piper? – poprosił Finn. – Ma jakieś

specjalne  zamówienia?  Kwiaty?  Jedzenie?  Muzyka?  Chcesz,  żeby  grała
kapela?

Ben zastanawiał się chwilę.
- Ze względu na stan zdrowia Piper nie powinniśmy przesadzać. Niech

będzie skromnie i w miarę krótko. Ona szybko się męczy.

Byłoby  znacznie  prościej,  gdyby  Beah  zgodziła  się  mu  pomóc.  Finn

pamiętał, jak świetnie zorganizowała ślub Nell, na dodatek wcale nie za aż
takie duże pieniądze.

Zachowywała się tak, jak gdyby planowała własny ślub. Może dlatego,

że  na  jego  życzenie  pobrali  się  w  Las  Vegas  bez  pompy  i  parady?  Może
realizowała własne marzenia, które poświęciła dla niego?

background image

Zabawne, że doskonale pamiętał ślub Nell, a nie pamiętał reakcji Beah

na jego propozycje?

Wybiórcza pamięć?
Dlaczego  teraz  nagle  zaczęło  go  to  zastanawiać?  Świetnie  się  bawili

z Benem i Piper jako świadkami. Spędzili w Vegas szalony weekend.

Finn potarł czoło.
-  Zastanawiam  się  nad  zaangażowaniem  doświadczonego  konsultanta

albo doświadczonej konsultantki – powiedział.

Ben skrzywił się.
-  Próbowałem,  ale  wszyscy  konsultanci,  do  których  dzwoniłem,  mieli

zajęte terminy. Wiosna to najgorętszy okres w ich branży. Mieszkając tak
długo w Hongkongu, straciłem kontakty. Wiem, że proszę o wiele, ale mam
związane  ręce.  Nie  możemy  teraz  wyjechać,  bo  Piper  musi  skończyć
kurację, a ja muszę być z nią.

Rozpacz  w  oczach  Bena  ścisnęła  Finnowi  serce.  Nie  zawiedzie

przyjaciela. Konsultanci są nieosiągalni, ale Beah…

Jesteśmy  dorośli,  damy  sobie  radę  i  z  przeszłością,  i  z  rozpaloną  do

czerwoności namiętnością.

- Przyślij mi swoje pomysły – poprosił. – I Ben… przykro mi. Boże, to

wszystko jest do bani.

- Jest – Ben przytaknął ze smutnym uśmiechem.
Rozłączyli  się,  Finn  pchnął  kutą  furtkę  i  wspiął  się  po  schodach

prowadzących  do  drzwi  frontowych.  Był  ciekaw,  czy  Beah  już  jest
w środku. Byłoby o wiele prościej, gdyby od razu przystała na jego prośbę.

Beah,  jaką  pamiętał,  z  jaką  się  żenił,  zgodziłaby  się  w  podskokach.

Zawsze robiła to, co chciał.

Finn zaklął pod nosem. Ale byłem głupi, pomyślał.

background image

Teraz jest niezależna, trochę ostra, bardzo asertywna. I przez to bardzo

intrygująca.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Dare Seymour z ponurą miną czytał mejla od klienta. Co za zakuty łeb,

myślał. Było za późno – minęła dwudziesta – aby zająć się jego sprawą. Już
kilka godzin temu stracił do niego cierpliwość.

„Szanowny Panie, jest pan skończonym dupkiem. Obchodzenie prawa

zaprowadzi Pana prosto do celi, którą, ubrany w gustowny pomarańczowy
kombinezon, będzie Pan dzielił z kolegą o wdzięcznym nazwisku…”.

Dare westchnął, zaklął, wykasował tekst, zamknął pocztę. Rano zajmie

się  tym  kretynem.  Był  zły  i  sfrustrowany.  Najwyższy  czas  opuścić
kancelarię. Potrzebuje odskoczni. Kolacja, siłownia albo dobry seks.

Kolacja  i  siłownia  są  w  zasięgu  ręki.  Seks?  Dałoby  się  załatwić.

Wystarczy pójść do baru. Rzecz w tym, że pragnął kochać się nie z kobietą
przygruchaną w barze, ale z Keely.

Wkurzającą, irytującą i upartą.
Spojrzał na telefon na biurku. No dzwoń, zaklinał w myślach. Od kilku

dni  Keely  się  nie  odzywała  i  kusiło  go,  aby  samemu  zatelefonować.  Za
dziesięć minut mógłby być w samochodzie, za czterdzieści nagi w jej łóżku.

Potarł kark. Po kilku oszałamiających orgazmach byliby w tym samym

punkcie  co  teraz.  A  on  chciał  więcej.  Po  raz  pierwszy  w  życiu  zapragnął
czegoś głębszego niż więź fizyczna, chciał zdobyć nie tylko ciało Keely, ale
i duszę.

background image

W porządku. Skoro ona jest uparta jak stado mułów, on również będzie

uparty,  postanowił.  Ten  przeklęty  impas  jest  dołujący,  ale  Keely  musi
zrozumieć, że jest jedynym mężczyzną, który się nie ugnie, nie przestraszy
jej silnej osobowości, nie pozwoli rządzić sobą.

Trafiła kosa na kamień.
Pragnął  więcej  od  niej,  od  nich.  Na  czym  to  więcej  miałoby  polegać,

jeszcze  do  końca  nie  wiedział,  ale  na  pewno  zależało  mu  na  więzi
uczuciowej, psychicznej, mentalnej. I osiągnie swój cel.

Odsunął się z krzesłem tak energicznie, że uderzyło w szafkę za nim.

Wstał i przeciągnął się. Zamknął laptop, schował go do torby. Przez chwilę
się  zastanawiał,  czy  któryś  z  jego  braci  i  jednocześnie  partnerów
z  kancelarii  dałby  się  namówić  na  siłownię  i  kolację.  Nie  miał  ochoty
spędzać wieczoru w pojedynkę.

Właśnie  gdy  sięgał  po  telefon,  aby  wysłać  im  wiadomość,  usłyszał

ciche  pukanie  do  drzwi.  Obejrzał  się  przez  ramię.  Na  progu  stała  Keely
z długimi włosami opadającymi na ramiona i szelmowskim uśmieszkiem na
ustach.

No, no… Czemu zawdzięcza tę przyjemność?
W  oczach  Keely,  kiedy  się  do  niego  zbliżała,  zobaczył  błysk

namiętności,  policzki  jej  poczerwieniały.  Ją  też  pali  pożądanie,  pomyślał.
Dobrze wiedzieć.

Przybrał  nieprzenikniony  wyraz  twarzy,  oparł  się  o  biurko,  rozsunął

nogi,  palce  zacisnął  na  brzegu  blatu.  Musiał  się  czegoś  przytrzymać,  bo
inaczej  rzuciłby  się  na  Keely,  a  biurko  posłużyłoby  mu  do  działań
niezwiązanych z prawem.

- Co za niespodzianka – powiedział.
Keely  podeszła  bliżej,  stanęła  między  nogami  Dare’a,  chwyciła  go  za

krawat i przyciągnęła jego głowę do twarzy.

background image

- Cześć, kochanku.
Dare uśmiechnął się. Rozbawiły go te uwodzicielskie gesty. Usta Keely

otarły  się  o  jego  usta,  koniuszek  języka  przesunął  się  po  zaciśniętych
wargach. Gdyby uległ pokusie i gdyby zaczęli się całować, nie skończyłoby
się na tym. Dlatego był nieugięty. Teraz to on jest rozgrywającym.

Keely cofnęła się, jej oczy zdradzały irytację.
- Przestań udawać niedostępnego, Wilfred.
Zabawne.  Uwielbiał,  jak  zwracała  się  do  niego  tym  staroświeckim

imieniem  nadanym  mu  na  chrzcie.  Nikt  inny  tego  nie  robił,  wszyscy  od
dziecka mówili do niego Dare. W ustach Keely Wilfred zazwyczaj brzmiało
czule. Chwile, gdy używała go zamiast przekleństwa, Dare ignorował.

-  Ja  nie  udaję,  Killer,  ja  jestem  niedostępny  –  odparował.  –  Znasz

warunki…

-  Och,  zamknij  się.  –  Położyła  mu  dłonie  na  piersiach  i  ponownie

spróbowała go pocałować.

Dare stał nieporuszony, lecz gdy dotknęła przodu jego spodni, omal się

nie załamał.

-  Nie  chcesz  tego?  –  Rozpięła  zamek  błyskawiczny,  pogładziła

nabrzmiały członek. – Nie chcesz mnie? – Jasne, że chce. Jest mężczyzną,
nie  robotem.  –  Nikogo  oprócz  ciebie  nie  ma  w  biurze,  sprawdziłam  po
drodze.  –  Często  się  zdarzało,  że  Dare  wychodził  z  biura  ostatni.  –  A  to
znaczy, że możemy kochać się tutaj. Nikt nam nie przeszkodzi. – Znowu
uśmiechnęła się szelmowsko. – Podoba mi się taka perspektywa. Będziesz
tu  pracował,  rozmawiał  z  klientami  i  myślał  o  wszystkich  tych  rzeczach,
jakie robiłeś ze mną.

Co z pewnością negatywnie odbiłoby się na wydajności, pomyślał Dare.
Keely  cofnęła  się  o  krok.  Zaczęła  rozpinać  czarną  jedwabną  bluzkę.

Pierwszy  guzik.  Drugi.  Mignął  brzeg  szmaragdowego  koronkowego

background image

biustonosza. Przezroczystego, piekielnie seksownego.

Do  diabła,  Keely,  grasz  nie  fair,  pomyślał  Dare.  A  czego  się  po  niej

spodziewałeś, odparował wewnętrzny głos.

Zdawał sobie sprawę, że jeśli nie przerwie tej gry teraz, zaraz, polegnie.

I to Keely wygra ten pojedynek.

Ujęła jego dłoń i przyłożyła ją sobie do piersi. Miała wspaniałe piersi,

pełne,  jędrne,  wrażliwe.  Wiedział,  że  pieszczotami  samych  piersi  potrafi
doprowadzić ją do orgazmu.

Trzymaj się swojego programu, Seymour. Skończ z tym. Teraz, kiedy

jeszcze możesz.

Cofnął rękę, palcami przeczesał włosy. Wyprostował się, zapiął spodnie,

wsunął dłonie do kieszeni.

Keely zmarszczyła brwi.
- Co teraz? – zapytała.
Bądź silny, Seymour. Jesteś dorosłym facetem. Możesz odmówić seksu.
-  Teraz  stawiasz  mi  kolację.  Napijemy  się  wina,  pogadamy.  Potem

zdecydujemy,  czy  chcemy  się  kochać,  czy  nie.  To  będzie  zależało  od
okoliczności.

Keely potrzebowała ponad minuty na to, aby słowa Dare’a w pełni do

niej dotarły. Gdyby wciąż nie walczył z chęcią, by rzucić się na nią, zerwać
z  niej  ubranie  i  połączyć  się  z  nią  tu  i  teraz,  na  podłodze,  na  ścianie,  na
biurku,  chyba  parsknąłby  śmiechem.  Jeszcze  nigdy  nie  widział,  by  Keely
osłupiała. Jej mina była bezcenna.

- Ja… Ty…
Keely nigdy się nie jąkała. Dare bawił się coraz lepiej.
- Co z tobą, Keely? – zapytał. – Zawsze jesteś taka elokwentna…
Zobaczył, że aż poczerwieniała z wściekłości.

background image

- Na serio udajesz niedostępnego?
- Niczego nie udaję. Egzekwuję umowę, jaką zawarliśmy. Jeśli chcesz

seksu, musisz pójść ze mną na randkę.

- Nie chcę chodzić z tobą na randki! Ani z nikim innym! – wykrzyknęła

z furią.

Dare przechylił głowę i spojrzał na nią z ukosa.
- Dlaczego nie?
- Bo to daremny wysiłek! – Odrzuciła włosy do tyłu. – Dlaczego nic nie

może być proste? Co cię ugryzło?

Dare  nie  spuszczał  wzroku  z  Keely.  Boi  się,  pomyślał.  Czuje  się

bezbronna.

-  Czego  się  tak  boisz?  –  zapytał.  –  Zaangażowania?  Zobowiązań?

Uczucia, jakim ktoś cię obdarzy?

Jęknęła sfrustrowana.
- Ta rozmowa jest bez sensu. Nie chcesz związku ze mną, Dare.
- Skąd wiesz?
- Ja nie chcę!
-  Czemu  nie?  Czego  się  boisz?  Zranienia?  To  niestety  otrzymujesz

w pakiecie.

Keely prychnęła ze złością, schyliła się, podniosła płaszcz i narzuciła go

na siebie, złorzecząc pod nosem. Wszyscy mężczyźni są głupi. Przyszła tu,
bo jest kretynką. Gdzie indziej znajdzie to, czego potrzebuje.

Dare wiedział, że nie znajdzie. Keely nie wyruszy na podryw. Ona nie

chce  seksu.  Chce  seksu  z  nim.  Mimo  wściekłości  zaintrygowało  ją  owo
„więcej”, ale jest zbyt uparta, aby spróbować.

To tylko kwestia czasu.

background image

Dare  już  teraz  wiedział,  że  potrafi  być  bardziej  uparty  od  niej.  Nie

będzie łatwo, ale Keely jest warta zachodu.

Ryzykując, że zostanie spoliczkowany, podszedł do niej i zaczął zapinać

guziki jej bluzki. Nie chciał, aby ktokolwiek poza nim widział jej cudowne
piersi w seksownym koronkowym biustonoszu.

Gdy skończył, uśmiechnął się kącikiem ust i zapytał:
- Na pewno nie zmienisz zdania? Umieram z głodu i marzę o pizzy.
Doskonale  wiedział,  że  Keely  ma  słabość  do  pizzy  we  włoskiej

restauracji przecznicę od jego biura.

- Chcesz mnie przekupić?
- A dasz się przekupić? – Zamiast odpowiedzi, Keely cienkim obcasem

przyszpiliła duży palec Dare’a do podłogi. Zmobilizował całą siłę woli, aby
mimo  bólu  zachować  kamienną  twarz.  Kiedy  cofnęła  stopę,  zapytał:  -  To
znaczy nie?

-  To  znaczy  wypchaj  się!  –  syknęła  i  odwróciła  się  na  pięcie.  –

Zapłacisz za to.

- W jaki sposób? – zapytał.
To może być interesujące…
Znowu obróciła się na pięcie.
- Jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę.
Dare poczuł falę podniecenia.
- Już się nie mogę doczekać. – Sięgnął po marynarkę. – Na pewno nie

chcesz pizzy?

Keely wybiegła z gabinetu.
Właśnie takiej kobiety pragnie.
Nie wywiniesz się, Keely. Już ja ci to gwarantuję.

background image

Wysokie  drzwi  rezydencji  Mounton  House  otworzyły  się  i  Beah

znalazła  się  w  objęciach  Keely.  Nie  mogła  oddać  uścisku,  gdyż  w  jednej
ręce  trzymała  butelkę  szampana  –  Moët,  prezent  od  kuwejckiej
księżniczki – w drugiej pudełko belgijskich czekoladek, prezent od innego
klienta.

W  końcu  Keely  cofnęła  się  o  krok  i  wprowadziła  Beah  do

imponującego holu.

- Witaj w Bostonie!
Beah  postawiła  szampana  i  czekoladki  na  konsoli  pod  ścianą  –

osiemnasty wiek, Francja – i z ulgą opuściła ogromną torbę na zakupy na
podłogę.

- To tylko na krótko, Keels – oznajmiła. – Przed końcem maja wracam

do Londynu. Dzięki, że udzielasz mi gościny.

Keely prychnęła z udawanym sarkazmem.
-  A  ty  sobie  wyobrażałaś,  że  pozwolę  ci  zatrzymać  się  gdzie  indziej?

Miejsca nie brakuje. Szczególnie teraz, kiedy ekipa filmowa się wyniosła.

Beah  przypomniała  sobie,  że  Keely  i  Joa  wynajęły  swój  dom

z  przełomu  dziewiętnastego  i  dwudziestego  wieku  –  piętnaście  sypialni,
kilka  salonów,  sala  balowa,  dwie  biblioteki,  dwie  jadalnie,  pokój
multimedialny – reżyserowi, który kręcił horror.

- Jakieś straty?
Keely pokręciła głową.
- Niewielkie. Kilka stłuczonych szklanek i wazon, na szczęście niezbyt

wartościowy. – Wzięła ze stolika prezenty. – Napijmy się szampana.

- Dobry pomysł.
Poszły do kuchni na tyłach domu. Keely wyjęła dwa wysokie kieliszki

flety,  oczywiście  kryształowe,  i  gestem  pokazała  Beah,  by  otworzyła
szampana.

background image

Beah, nie chcąc uronić ani kropli cennego płynu, ostrożnie poluzowała

korek, który wysunął się z cichym westchnieniem.

Stuknęły się kieliszkami, wypiły po łyku albo dwóch i dopiero wtedy

Keely zapytała:

- Jak się czujesz z powrotem w Bostonie?
Beah wiedziała, że Keely nie pyta o miasto, ale o spotkanie z Finnem.

Chciała skłamać, lecz nie potrafiła.

- Nie jest to idealna sytuacja, ale nie miałam wyboru. Potrzebują mnie

tutaj, więc jestem.

- Co z propozycją pracy dla Wintersa?
- Summersa – sprostowała Beah. – Czeka na odpowiedź. Pogania mnie.

Gram na zwłokę. Ostateczną decyzję podejmę dopiero po aukcji.

- Dlaczego?
Beah powoli sączyła szampana.
- To burzliwy okres. Aukcja wzbudza ogromne emocje. Ty i Joa chyba

nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak wielkie. Jesteśmy w stałym kontakcie
z  naszymi  najważniejszymi  klientami  i  agentami  klientów,  których  nie
reprezentujemy bezpośrednio. Gdyby teraz rozeszły się wieści, że schodzę
z pokładu, a nawet tylko, że rozważam taki krok, zrodziłoby to pytania, na
które  ani  ja,  ani  bracia  Murphy  nie  mamy  czasu  odpowiadać.  Spekulacje
i  plotki  zniweczyłyby  całą  kampanię  reklamową.  Nie  mogę  do  tego
dopuścić.

- Jesteś aż tak ważną personą?
Sceptyczne pytanie przyjaciółki nie uraziło Beah.
Owszem, jest ważną figurą w firmie i jej odejście odbiłoby się szerokim

echem.  Plotkom  nie  byłoby  końca.  Wymyślano  by  rozmaite,  coraz  to
bardziej absurdalne teorie. Nie chciała, aby to miało jakikolwiek wpływ na

background image

wiosenne  i  letnie  aukcje,  najgorętszy  czas  na  rynku  dzieł  sztuki
z najwyższej półki.

- Jestem.
Keely ze zrozumieniem kiwnęła głową.
-  Ode  mnie  nikt  się  nie  dowie  o  twoich  planach  –  obiecała.  Beah

wiedziała, że przyjaciółka dotrzyma słowa. Darzyła Keely bezgranicznym
zaufaniem. – Co z tobą i Finnem?

Nic. Przespali się z sobą. To się nie powtórzy. Ona nie może sobie na to

pozwolić. Ma zbyt wiele na głowie i nie może się rozpraszać. Poza tym jest
zła na niego.

Tydzień  temu  wysłała  mu  szczegółową  listę  spraw  do  załatwienia

w ramach przygotowań do ślubu Bena z Piper, a kiedy zapytała o postępy –
owszem, sprawdzała go – odkryła, że nawet nie kiwnął palcem.

-  Zaraz  do  tego  wrócimy  –  rzekła  Keely  –  tylko  odwołam  wieczorne

spotkanie…

Beah chwyciła ją za rękę.
- Masz randkę?
-  Tak.  Nie…  -  Keely  zaczęła  się  plątać.  Jednym  haustem  opróżniła

połowę kieliszka. – Coś w tym rodzaju…

Beah uniosła brwi.
- Co się dzieje, Keels?
Keely czubkami palców potarła skroń.
-  Ten  cholerny  Wilfred,  to  znaczy  Dare  Seymour,  no  wiesz,  ten

prawnik…

Beah  dolała  sobie  szampana,  sfrustrowaną  miną  przyjaciółki.  Keely

była  zawsze  niewiarygodnie  asertywna,  a  tu  nagle  jakiemuś  prawnikowi

background image

udało się sprawić, że na myśl o nim jej kolana zamieniają się w galaretę.
No, no.

- Idziesz z nim na randkę?
-  Nie  z  własnej  woli  –  Keely  mruknęła  pod  nosem.  Widząc,  że  Beah

marszczy czoło, wyjaśniła: – Nie, do niczego mnie nie zmusza. Ale rzucił
mi wyzwanie: dwie godziny w jego towarzystwie. Mamy rozmawiać. Podał
listę tematów zakazanych: praca, Isabel, sztuka, ten dom.

Ciekawość Beah sięgnęła zenitu.
- Dlaczego rzucił takie wyzwanie?
-  Bo  –  zaczęła  Keely  –  twierdzi,  że  jedynym  powodem,  dla  którego

tylko warczę i prycham, jest strach, że inaczej rzucę się na niego i…

Beah omal nie wypuściła szampana nosem. Kiedy odzyskała zdolność

mówienia, zadała pytanie, jakie samo się nasuwało:

- Potrafisz mu się oprzeć?
W oczach Keely pojawiły się wściekłe błyski.
- Nie. Podejrzewam, że nie.
Teraz ostrożnie, pomyślała Beah.
- Dlaczego chcesz mu się opierać?
Przyjaciółka  utkwiła  wzrok  w  jakimś  odległym  punkcie  ponad  jej

ramieniem,  a  kiedy  znowu  spojrzała  na  Beah,  na  jej  twarzy  malował  się
smutek.

- Od jakiegoś czasu sypiamy z sobą. Ciągle mu mówię, że mnie chodzi

tylko  o  dobry  seks.  On  natomiast  twierdzi,  że  o  coś  więcej,  tylko  jestem
zbyt uparta, aby przyznać mu rację. Wprowadził tę absurdalną zasadę… Do
diabła, nie mogę uwierzyć, że zwierzam ci się z tego!

Beah pochyliła się w stronę przyjaciółki.
- Jeśli teraz przestaniesz, chyba cię spoliczkuję. Jaką zasadę?

background image

Keely zrobiła się czerwona na twarzy.
- Jeśli chcę seksu, muszę przedtem odbyć z nim randkę. Nie pójdzie ze

mną  do  łóżka,  jeśli  mu  nie  postawię  kolacji,  przy  której  będziemy
nawiązywać  kontakt  emocjonalny.  –  Beah  zasłoniła  usta  dłonią,  by  nie
parsknąć  śmiechem.  –  Miałam  go  za  faceta,  który  lubi  seks  bez
zobowiązań. Co on wyprawia?

- Nie wiem – skłamała Beah, przekonana, że Keely po pierwsze nie jest

gotowa usłyszeć, że Dare jest najwyraźniej po uszy w niej zakochany i po
drugie,  nie  jest  gotowa  przyznać  sama  przed  sobą,  że  ona  jest  po  uszy
zakochana  w  nim.  Sami  muszą  dojść  do  prawdy.  Nie  chciała  psuć  im
zabawy. – Ale facet ma tupet.

Keely wyciągnęła rękę z kieliszkiem w stronę Beah.
- Dlaczego mam wrażenie, że kpisz sobie ze mnie?
Beah przyłożyła dłoń do serca.
- Ja? Nigdy.
Keely dopiła szampana. Zerknęła na zegarek.
- No cóż. Spóźnię się, jeśli się nie pospieszę.
Już nie było mowy o zmianie planów. Beah nie miała jej tego za złe.

Cieszyła się, że przyjaciółkę czeka miły wieczór i ekscytująca noc.

- Jasne. Ja wybiorę się do firmy. Muszę porozmawiać z moimi szefami

o twojej aukcji.

Keely przygryzła dolną wargę.
-  Ciągle  myślę,  że  Isabel  w  grobie  się  przewraca,  bo  sprzedajemy  jej

ukochaną kolekcję.

-  Umarli  leżą  w  grobie.  Żywi  mają  przed  sobą  całe  życie.  –  Beah

wiedziała,  o  czym  mówi.  –  Pieniądze  zasilą  jej  fundację.  To  chyba

background image

dobrze? – Wstała. – Odświeżę się. Ty pewnie chcesz zrobić to samo przed
randką z seksownym prawnikiem.

Keely zerwała się z fotela i uszczypnęła ją w bok.
- Trochę za dobrze się bawisz moim kosztem, Bee.
Beah uśmiechnęła się do niej.
- Tylko nie zapominaj, że chociaż stawiasz mu kolację, on nie musi iść

z tobą do łóżka.

- Nienawidzę cię – odcięła się Keely. Wzięła czekoladki i przycisnęła

do piersi. – Konfiskuję je za karę. Robisz się zbyt złośliwa.

Beah cmoknęła ją w policzek i wyszła z pokoju.
Zabawne  było  patrzeć,  jak  Keely  targają  sprzeczne  emocje,  ale  nie

miała  ochoty  sama  doświadczać  podobnych  rozterek.  To  dlaczego
perspektywa spotkania z Finnem wywołuje to dziwne łaskotanie w żołądku,
jak gdyby zagnieździło się w nim stadko motyli i usiłowało wyrwać się na
wolność?

Zbliżała  się  szósta,  gdy  Beah  wchodziła  do  holu  siedziby  Murphy

International.  Pokazała  recepcjonistce  identyfikator  i  została
poinformowana, że Finn jest w swoim biurze w podziemiu.

Winda  zawiozła  ją  w  pilnie  strzeżone  rejony,  gdzie  przechowywano

dzieła sztuki warte wiele milionów.

Beah  czuła  wyrzuty  sumienia,  że  szefowie  darzą  ją  tak  ogromnym

zaufaniem, podczas gdy ona planuje odejście do innej firmy.

Nie  chodzi  o  pieniądze  –  w  Murphy  International  zarabiała  dobrze,

nawet  bardzo  dobrze  –  ale  o  wolność.  Chciała  podejmować  samodzielne
decyzje, wyrobić sobie własną pozycję na rynku sztuki. Albo zatonie, albo
utrzyma się na powierzchni. To będzie ostateczny sprawdzian, czy potrafi
stanąć na własnych nogach.

background image

Udowodni sobie, że nie potrzebuje ojca. Ani męża. Ani żadnego faceta.

Będzie  ciągle  zajęta,  będzie  podejmować  coraz  to  nowe  ekscytujące
wyzwania, praca wypełni luki w jej życiu, do których istnienia nie chciała
się przyznać.

Luki?
Przecież czuje się spełniona.
Czyżby?
Lekko zirytowana na siebie, Beah wtargnęła do biura Finna i przystąpiła

do ataku:

-  Zamówiłeś  kwiaty?  Potwierdziłeś  godzinę  nabożeństwa?

Zawiadomiłeś restaurację, ilu będzie gości?

Finn  zamknął  książkę,  którą  przeglądał,  spokojnie  odstawił  na  półkę

i  wolnym  krokiem  podszedł  do  niej,  po  drodze  mijając  biurko  i  wytartą
skórzaną kanapę. Beah miała czas podziwiać jego seksowne ciało w całej
okazałości.

Nie potrzebuję go, pomyślała, ale pragnę.
Finn nie odezwał się ani słowem, natomiast ujął twarz Beah w dłonie

i  ustami  przywarł  do  jej  warg.  Przez  jedno  mgnienie  Beah  chciała
zaprotestować, lecz uległa pokusie i oddała pocałunek.

Zapragnęła zerwać z siebie ubranie, kochać się z nim tu i teraz. Zrobiła

krok  w  tył,  sięgnęła  za  siebie,  po  omacku  szukając  zamka  w  drzwiach.
Znalazła go, przekręciła, aby nikt im nie przeszkodził.

Finn przerwał pocałunek. Oczy mu błyszczały.
- Tutaj? – zapytał. – Teraz?
- Tak.
Beah zarzuciła mu ręce na szyję, skubnęła dolną wargę, lecz Finn nie

przejawiał  chęci  kontynuowania  tego,  co  tak  nagle  przerwali.  Poczuła  się

background image

tak, jak gdyby skoczyła do lodowatego jeziora.

- O co chodzi?
Finn nie przestawał patrzeć jej w oczy.
-  Ronan  zwołał  zebranie  na…  -  zamilkł,  zerknął  na  drogi

najnowocześniejszy zegarek wielofunkcyjny – na za dziesięć minut.

Prawda.  Przecież  po  to  tu  przyszła.  Ma  spotkać  się  z  właścicielami

firmy i swoimi szefami.

Szlag!
Opuściła  głowę.  Wystarczyło  jedno  spojrzenie  na  Finna,  by  straciła

poczucie, co wypada, a co nie, w danym miejscu i o danej porze.

-  Wiesz,  podoba  mi  się,  że  działam  na  ciebie  tak  piorunująco  –

stwierdził Finn.

Beah  chciała  go  spoliczkować,  zetrzeć  mu  ten  ironiczny  uśmieszek

z twarzy, lecz się opanowała.

Wskazała głową drzwi.
- Jesteś pewien, że twoje monstrualne ego zmieści się w nich?
Finn parsknął śmiechem.
- Jakoś dam sobie radę. – Przysiadł na brzegu biurka, wyciągnął przed

siebie  nogi  i  skrzyżował  je  w  kostkach.  –  Zawsze  tak  bezceremonialnie
wparowujesz do gabinetu jakiegoś kolegi i namiętnie go całujesz?

-  A  ty  zawsze  zaczynasz  rozmowę  z  koleżanką  od  francuskiego

pocałunku? – odparowała Beah.

- Remis – mruknął.
Beah  musiała  sprowadzić  rozmowę  –  swoje  myśli  i  pragnienia  –  na

neutralne tory.

- Zeszłam tu na dół, aby porozmawiać o ślubie…
- Dziękuję za pomoc.

background image

- Robię to dla Bena i Piper, głównie dla niej. Każda kobieta zasługuje na

ślub jak z bajki.

Finn przytaknął ruchem głowy.
- Zgadzam się. – Wziął z biurka piłkę do bejsbola i zaczął przerzucać ją

z ręki do ręki. – Więc wparowałaś tu już kilka godzin po wylądowaniu na
Logan,  żeby  porozmawiać  ze  mną  o  ślubie.  Aż  tak  bardzo  lubisz
kontrolować innych?

- Nie lubię…
Lubię.  Lubię  mieć  wszystko  starannie  poszufladkowane  i  poukładane.

Byłoby znacznie łatwiej, gdybym sama podjęła się organizacji tego ślubu.
Wtedy miałabym pewność, że wszystko będzie szło jak w zegarku.

Finn tylko wprowadza bałagan.
Beah wetknęła ręce do kieszeni spodni. Nie straci zimnej krwi, ale czy

on  naprawdę  nie  zdaje  sobie  sprawy  z  tego,  że  ślub  jest  za  miesiąc?  Że
Piper z Benem będą tu już za trzy tygodnie i wszystko musi być zapięte na
ostatni guzik? Piper nie jest potrzebny dodatkowy stres.

Niech się cieszy każdą chwilą, każdym szczegółem swojego wielkiego

dnia.

- Kwiaty? Kościół? Menu?
-  Początkowo  nie  chciałaś  pomóc,  a  teraz  bardzo  się  angażujesz  –

stwierdził Finn. – Dlaczego?

- Bo ci nie ufam i boję się, że zostawisz wszystko na ostatnią chwilę.

Albo  uciekniesz  na  jedną  ze  swoich  wypraw  i  niczego  nie  załatwisz  –
wypaliła.

- To nie fair. Przyznaję bez bicia, że nie byłem najlepszym mężem, ale

nigdy nie migałem się od obowiązków i nie łamałem obietnic.

Nieprawda.  Obiecałeś  kochać  mnie  do  śmierci,  ale  kiedy  nasze

małżeństwo nie sprawdziło się, kiedy sytuacja cię przerosła, poddałeś się.

background image

Twoja potrzeba wolności okazała się ważniejsza ode mnie.

I to wciąż boli. Nie powinno, ale boli.
Nie, nie będzie odgrzewać starych sporów, dolewać oliwy do ognia. Są

rozwiedzeni. Ich małżeństwo to historia, więc nie powinno rzutować…

Ale…
Dość. Przestań się nakręcać.
Zanim zdążyła zmienić temat, Finn odezwał się ponownie.
- Starasz się pomóc Piper, bo przypomina ci matkę?
Nie wciągaj do tego mojej matki, pomyślała Beah ze złością. Nie teraz.

Za  każdym  razem,  kiedy  próbowała  mu  opowiedzieć,  przez  co  przeszła,
kiedy  matka  zachorowała,  Finn  nie  słuchał,  zmieniał  temat,  rozpraszał  ją
pieszczotami, zaciągał do łóżka.

- Nie wracajmy do tego.
- Dlaczego?
Posłała mu twarde spojrzenie.
-  Kiedy  najbardziej  potrzebowałam  rozmowy  o  mamie,  nie  chciałeś

słuchać. Sama musiałam przerobić w sobie kolejne traumy, śmierć mamy,
dezercję ojca. Nie pomogłeś mi w tym. Ani ty, ani nikt inny.

Beah zdawało się, że w oczach Finna dostrzegła cień żalu, że smutek

przebiegł  mu  po  twarzy,  ale  nie  była  pewna.  Poza  tym  to  już  nie  miało
znaczenia. Rozmowa skończona.

Podniosła rękę, wycelowała w niego palec wskazujący.
- Przestań drążyć. Pociągamy się nawzajem, przed chwilą chciałam się

kochać  z  tobą,  ale  między  nami  jest  sama  chemia,  nic  więcej.  Nie  mam
ochoty rozmawiać o przeszłości twojej, mojej ani wspólnej.

Zamiast  odpowiedzi  Finn  wyprostował  się,  wziął  z  biurka  teczkę

z dokumentami i podszedł do drzwi. Otworzył zamek, cofnął się i gestem

background image

zaprosił, aby Beah wyszła pierwsza.

Ruszyła naprzód, zła, że Finn milczy. Minęła go, potem obejrzała się za

siebie.

Finn  podnosił  z  podłogi  jej  torbę  i  płaszcz,  który  upuściła,  zanim

zaczęła go całować.

Potarła skronie. Finn wciąż potrafi wprowadzić zamęt w jej myśli, zbić

ją z tropu…

Sprawić, że traci panowanie nad sobą.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Finn wsiadł za Beah do windy. Czuł się skrępowany, nie wiedział, jak

się  zachować.  Nie  lubił  oglądać  się  za  siebie.  Co  było,  to  było.  Przez
wszystkie  te  lata  oczywiście  myślał  o  Beah  –  może  nawet  częściej  niż
powinien  –  ale  aż  do  tej  pory  nie  zastanawiał  się,  co  w  ich  małżeństwie
poszło nie tak. Byli zbyt młodzi, zbyt głupi i już.

W  torbie  Beah  zadzwonił  telefon.  Beah  wyciągnęła  go  z  bocznej

kieszeni i podniosła do ucha.

-  Wasza  Książęca  Mość…  -  Nie,  Beah  się  nie  popisywała.  Finnowi

natychmiast  przyszło  na  myśl  co  najmniej  pięcioro  ich  klientów
z  królewskimi  tytułami.  –  Przykro  mi,  jestem  w  Bostonie,  ale  jeśli
mogłabym w czymś pomóc…

Finn  wrócił  do  swoich  myśli.  Teraz  przyznawał,  że  to  on  w  głównej

mierze  ponosi  winę  za  fiasko  ich  związku.  Gdyby  był  dojrzalszy,  mniej
skoncentrowany  na  sobie,  zorientowałby  się,  że  kobieta,  która  straciła
matkę, którą porzucił ojciec, wymaga więcej troski i czułości.

-  To  marokański  rzeźbiarz  pracujący  w  szkle.  Jest  fenomenalny  –

mówiła Beah.

Finn czuł wstyd zmieszany ze złością na siebie, że nie poświęcił Beah

dość  uwagi.  Przy  nielicznych  okazjach,  gdy  próbował  jej  słuchać,  nie
wiedział, co powiedzieć, jak ją pocieszyć, jak naprawić krzywdy.

Nie  potrafił  rozmawiać  o  uczuciach,  więc  odgrodził  się  od  nich.  Czy

dlatego,  że  słuchanie  o  matce  Beah  przypominało  mu  straty,  jakie  i  on

background image

poniósł?  Najpierw  odeszła  kobieta,  która  dała  mu  życie,  potem  macocha,
Raeni. A może dlatego, że czuł się bezsilny wobec przeszłości?

- Czy jego prace tak się pani podobają, czy raczej traktowałby je pani

jako lokatę kapitału?

Obojętnie,  z  jakiego  powodu,  mężczyzna,  jakim  wówczas  był  –

samolubny chłopak – zawiódł ją. Finn potarł kark. Gdyby mógł zawrócić
zegar, kopnąłby się w tyłek. Mocno.

Wszystko zepsuł. Co może teraz z tym zrobić? Co chce zrobić? Czego

chce od Beah przy tym ponownym spotkaniu? I ważniejsze, co sam chce jej
ofiarować?

Kłopot  polegał  na  tym,  że  o  ile  obecnie  jest  odrobinę  bardziej

samokrytyczny,  zasadniczo  się  nie  zmienił.  Wiedział,  że  z  wiekiem
człowiek dojrzewa emocjonalnie, lecz w jego przypadku tak się nie stało.
Emocje  nadal  wprawiały  go  w  zakłopotanie,  nadal  był  bardzo  zamknięty
w  sobie.  Nadal  uważa,  że  lepiej  zachować  dystans,  niż  obdarzyć  kogoś
bezgraniczną miłością.

Lubił Beah, cieszył się jej towarzystwem. Kiedy się kochali, czuł taki

sam  zastrzyk  dopaminy  jak  wtedy,  kiedy  ubrany  w  kombinezon  typu
wingsuit skakał ze szczytu urwiska, a potem szybował w powietrzu.

Przy niej czuł, że żyje pełnią życia.
I to go przerażało.
-  W  ciągu  roku  tworzy  tylko  kilka  rzeźb,  które  sprzedają  się  na  pniu.

Mogę  spróbować  się  dowiedzieć,  czy  byłby  zainteresowany  pracą  na
zlecenie.  Mogę  też  skontaktować  się  z  kolekcjonerami,  którzy  posiadają
jego dzieła, i wybadać, czy są skłonni któreś sprzedać.

Beah jest inteligentna, wykształcona, ujmująca w kontaktach z ludźmi.

I znakomicie wykonuje swoją pracę.

background image

Finn spojrzał na profil Beah, na włosy znowu misternie upięte w węzeł.

Zapragnął  wyciągnąć  wszystkie  szpilki  i  palcami  przeczesać  cudowne
pasma, poczuć ich muskanie na dłoniach, ramionach, brzuchu, biodrach…

-  Wrócimy  do  tej  rozmowy.  Dziękuję  za  telefon  i  proszę  przekazać

wyrazy szacunku dla całej rodziny.

Beah rozłączyła się. Finn uderzył głową o metalową ścianę kabiny. Bał

się,  że  zepsuje  Ronanowi  spotkanie,  bo  teraz  jedyne,  czego  pragnął,  to
wrócić na dół i kochać się z Beah na sofie w swoim gabinecie.

Zamknął oczy.
- Przepraszam – rzekł.
- Za co mnie przepraszasz? – zapytała.
Głos miała lodowaty, poirytowany.
-  Za  to,  że  gasiłem  cię  w  połowie  zdania,  kiedy  zaczynałaś  mówić

o mamie. – Uniósł powieki, zmusił się do spojrzenia na nią. – Powinienem
cię wysłuchać.

W  oczach  Beah  pojawiło  się  zdumienie,  otworzyła  usta,  aby

odpowiedzieć,  lecz  nie  mogła  wydobyć  z  siebie  głosu.  Spróbowała
ponownie, z tym samym skutkiem.

Pokręciła głową i, uniosła ręce.
- Ja…
Nie zdołała powiedzieć nic więcej, gdyż winda stanęła, drzwi rozsunęły

się i do kabiny wszedł Carrick. Natychmiast wyczuł napięcie między nimi,
ręką przytrzymał drzwi, aby się nie zamknęły, i powiedział:

- Pojadę następną, jeśli chcecie porozmawiać.
- Nie, wsiadaj – odparła Beah.
Carrick wsiadł, szybko pocałował ją w policzek.
- Miło cię znowu widzieć.

background image

Bracia Finna przepadali za Beah i po rozwodzie obwiniali go za to, że

pozwolił jej odejść.

Po  dwudziestu  sekundach  jazdy  w  krępującym  milczeniu  winda

zatrzymała  się  na  właściwym  piętrze.  Carrick  wysiadł  pierwszy,  Beah
ruszyła za nim, lecz Finn chwycił ją za łokieć. Beah wymownie spojrzała
na jego dłoń. Natychmiast ją puścił.

- Przepraszam.
- Chodźmy do twoich braci.
Finn ponownie przytrzymał ją za rękę.
-  Jeszcze  moment.  Daj  mi  wyrzucić  to  z  siebie.  Czy  możemy

przynajmniej być przyjaciółmi?

-  Ty  znowu  to  samo?  –  Beah  wyrwała  mu  dłoń.  –  Serio?  Po  tym

wszystkim chcesz, żebyśmy byli przyjaciółmi?

Finn uniósł jedno ramię i zaraz je opuścił.
- Jako mąż nie byłem dla ciebie dobrym przyjacielem, Bee. Chciałbym

to zmienić. – Beah wpatrywała się w niego oniemiała. Nie miał jej tego za
złe. Sam był zaskoczony. – Co ty na to?

Beah zerknęła na zegarek, potem wzięła głęboki oddech i odrzekła:
-  Zgoda.  Tylko  się  postaraj.  –  Z  tymi  słowami  ruszyła  w  stronę  sali

konferencyjnej. W drzwiach zatrzymała się. – A co proponujesz zrobić z tą
chemią między nami?

Finn uśmiechnął się, wyciągnął ramię i pchnął drzwi.
-  Na  pewno  słyszałaś  określenie  ”przyjaciele  ze  specjalnymi

przywilejami”.  –  Zauważył  szok  na  jej  twarzy  i  zdusił  w  sobie  śmiech.
Dotknął jej pleców. – Panie przodem.

Na ich widok Carrick rzekł do Ronana:
- I tak to się zaczyna.

background image

Finn spojrzał na niego, potem na Ronana.
Co on, do diabła, miał na myśli?

Finn  zatrzymał  porsche  cayenne  przed  Mounton  House,  zgasił  silnik

i  spojrzał  na  byłą  żonę  schodzącą  po  kamiennych  schodach.  Wcześniej
przysłał jej esemesa z prośbą o spotkanie w sprawie przygotowań do ślubu.
Spodziewał  się,  że  odmówi,  lecz  oto  jest.  Finn  przechylił  się  przez  fotel
pasażera i otworzył drzwi. Beah podała mu rękę i wtedy łagodnie wciągnął
ją do środka.

Spojrzał na jej piękną twarz.
- Brakuje mi twoich piegów – stwierdził.
Beah rzuciła mu zdumione spojrzenie.
- Co takiego?
Wzruszył ramionami i przekręcił kluczyk w stacyjce.
- Maskujesz piegi makijażem, ale ja je lubiłem.
Beah dotknęła nosa.
- Naprawdę?
- I brakuje mi twoich loków.
- Z ognistorudymi lokami i piegami wyglądam jak piętnastolatka. Nie

tego oczekują klienci.

Skrzyżowała  nogi.  Wyglądała  obłędnie  w  luźnym  beżowym  swetrze,

obcisłych czarnych dżinsach i butach z cholewkami do kolan.

- Co dziś mamy w planie? – zapytała.
Zanim  zdążył  odpowiedzieć,  rozległ  się  dzwonek  telefonu.  Beah

wyciągnęła z torby drogą komórkę. Zatrzymali się właśnie na czerwonym
świetle.

Finn zerknął na nią. Wpatrzona w ekran najwyraźniej się zastanawiała,

czy odebrać.

background image

Kto postawił ją przed takim dylematem?
- Cześć. Coś nowego?
Zazwyczaj nie tak rozpoczynała rozmowę i Finn pomyślał, że nie chce,

aby  się  dowiedział,  kto  dzwoni,  co  oczywiście  tylko  wzmogło  jego
ciekawość. Światła się zmieniły, Finn nacisnął pedał gazu.

-  W  porządku,  dziękuję.  Tylko  bardzo  zajęta.  –  Beah  chwilę  słuchała

w milczeniu. – Trudno powiedzieć dokładnie, kiedy wrócę do Londynu, ale
obiecuję, że jak tylko się dowiem, dam znać i umówimy się na spotkanie.

Randka? Kochanek? Finn poczuł, że palą go wnętrzności. Beah znowu

milczała, słuchając rozmówcy.

- Nie mogę teraz dać odpowiedzi – rzekła. – Wiesz jednak, że poważnie

zastanawiam się nad tym.

O  co  ktoś  ją  prosi?  Wakacje?  Randka?  Seks?  Wspólne  zamieszkanie?

Palce Finna mocno zacisnęły się na kierownicy. Poczuł na sobie spojrzenie
Beah.

-  Zadzwonię,  kiedy…  -  Beah  zająknęła  się  –  kiedy  będę  mogła

swobodnie rozmawiać.

Zdecydowanie  o  czymś  mi  nie  powiedziała,  pomyślał  Finn.  Dlaczego

uważa, że musi mieć przed nim tajemnice?

Och,  prawdopodobnie  dlatego,  że  już  nie  są  małżeństwem  i  przez

ostatnie dziewięć lat prawie nie rozmawiali z sobą.

Tymczasem Beah się rozłączyła i schowała telefon do torby.
Nie  zapytam,  postanowił  Finn.  Nie  ma  prawa  wściubiać  nosa  w  jej

życie. Stracił je, kiedy złożył wniosek o rozwód.

- Kim jest ten facet? – wyrwało mu się.
Psiakrew.
- Nie twój interes.

background image

To prawda. Nie jego.
- Sypiasz z kimś jeszcze? – zapytał.
Nadaremnie się starał nadać głosowi swobodne brzmienie.
- Miałbyś z tym jakiś problem?
Finn odniósł wrażenie, że Beah rozbawiło jego pytanie.
To wcale nie jest śmieszne, do cholery!
- Tak – wypalił. – Nie lubię dzielić się z nikim.
Odwrócił głowę i dostrzegł wyraz zamyślenia na twarzy Beah.
- Ja też nie lubię, więc jesteśmy zgodni. A tak przy okazji, nie sypiam

z nikim innym.

Finn z ulgą rozprostował palce prawej ręki, potem lewej.
- W porządku.
Czekał na jakiś komentarz Beah, wyjaśnienie, lecz się nie doczekał. Ale

coś  mu  mówiło,  że  rozmowa  telefoniczna,  jaką  przed  chwilą  odbyła,  jest
dla niej bardzo ważna.

Kto dzwonił? Dlaczego? Po co? Co ona knuje?
- Dokąd jedziemy najpierw? – zapytała, zmieniając temat.
Stracił  okazję,  by  wyciągnąć  z  niej  cokolwiek.  Już  się  niczego  nie

dowie, o ile sama nie uzna za stosowne mu powiedzieć. A to może nigdy
nie nastąpić.

Zdusił w sobie frustrację.
Nie ma prawa się wtrącać. Jak by się czuł, gdyby ona ciągnęła go za

język?

Przez jedno mgnienie zapragnął, aby tak właśnie było. Niech zacznie go

wypytywać. Będą mieli okazję obalić bariery między nimi.

Dlaczego  mu  na  tym  zależy?  Nie  chce  chyba  na  nowo  zakochać  się

w niej, nawet przelotnie. Więc o co chodzi?

background image

Czuł się zdezorientowany.
- Finn? Plany?
Zmusił się do skoncentrowania na chwili obecnej.
-  Nie  myśl,  że  kompletnie  nic  nie  zdziałałem  na  froncie  ślubnym  –

powiedział.  –  Skontaktowałem  się  z  kilkoma  dostawcami,  wczoraj
wysłałem  im  mejle  z  prośbą  o  spotkanie  dziś  przed  południem.
Kwiaciarnia, cukiernia, kościół…

-  I  wszyscy  tak  od  razu  się  zgodzili?  –  zapytała  z  powątpiewaniem

w głosie.

Finn  wzruszył  ramionami.  Zbliżał  się  szczyt  sezonu  ślubnego,  czasu

zostało niewiele, ale nazwisko Murphy otwiera wszystkie drzwi.

- Magia nazwiska. Podejrzewam też, że mój rekonesans pobudził plotki

o moim rychłym ślubie. Nie zdziw się, jak jutro zobaczysz nagłówki, że na
nowo się pobieramy. To dla ciebie problem?

Beah była zbyt inteligentna, aby połknąć haczyk.
- Powiemy tym ludziom, że chodzi o Piper i Bena, a nie o nas?
-  Jeśli  zajdzie  taka  potrzeba.  Nie  mam  zwyczaju  się  tłumaczyć

i naprawdę mało mnie obchodzi, co ludzie wygadują albo wypisują na mój
temat.

Nauczył  się  tego  od  Carricka  po  tym,  jak  jego  była  żona,  Tamlyn,

oczerniła go w prasie. W oskarżeniach o przemocy słownej, o romansach
nie było źdźbła prawdy, ale liczy się nie prawda, tylko smakowita historia,
na  której  można  zarobić.  Carrick  nigdy  niczego  nie  tłumaczył  ani  nie
dementował.

- Z drugiej strony – mówił dalej, jak gdyby myślał na głos – dla firmy to

bardzo  ważny  moment  i  nie  możemy  sobie  pozwolić  na  złą  prasę.  Może
rzeczywiście od razu powiedzmy, że organizujemy ślub przyjaciół, którzy
aktualnie przebywają w Hongkongu i my odwalamy za nich czarną robotę.

background image

- Naprawdę się boisz, że prasa weźmie was na cel?
Finn poczuł wzrok Beah na twarzy. Rzucił jej szybkie spojrzenie.
- Wiesz, że tak. Szykujemy ogromną aukcję i nie możemy dopuścić, aby

cokolwiek odwróciło uwagę potencjalnych nabywców.

Pokiwała głową i umknęła wzrokiem w bok. W zamyśleniu bawiła się

oryginalną  starą  srebrną  bransoletką  na  przegubie  lewej  ręki.  Finn
zastanawiał  się,  czy  to  ta  sama,  którą  ofiarował  jej  na  pierwsze  wspólne
Boże Narodzenie. Wyglądała podobnie, ale nie był pewny.

-  Przepraszam,  że  z  góry  założyłam,  że  nie  kiwnąłeś  palcem  –  Beah

odezwała się po chwili. – Ciągle chcę wszystko i wszystkich kontrolować,
ale zależy mi na tym, aby Piper miała ślub jak z bajki.

Bo  ty  nie  miałaś  takiego?  Zanim  Finn  zdążył  zadać  to  pytanie,  Beah

mówiła dalej:

-  Kiedy  moja  mama  umierała,  niczego  nie  chciała,  tylko  być  ze  mną.

I  jeszcze  raz  zobaczyć  morze.  Zapakowałam  ją  do  samochodu  razem
z  kroplówką  z  morfiną  i  zawiozłam  do  Devon.  Mogła  tylko  siedzieć  na
wózku na molo, ale widziałam spokój na jej twarzy. Wciąż pamiętam, jak
odwracała twarz do słońca i się uśmiechała.

Beah zamilkła. Głos jej się załamał. Finnowi wzruszenie ścisnęło serce.
- Zależy mi na tym, aby spełnić marzenie Piper. W ostatnich tygodniach

bardzo  zbliżyłyśmy  się  do  siebie.  Może  dlatego,  że  wiem,  co  rak  robi
z organizmem i psychiką człowieka.

Finnowi  się  wydawało,  że  Beah  i  Piper  wymieniły  tylko  kilka  mejli,

może  raz  czy  dwa  rozmawiały  przez  telefon.  Nie  spodziewał  się,  że  się
zaprzyjaźnią.  Wyrzuty  sumienia,  że  nie  słuchał,  jak  Beah  opowiadała
o matce, wróciły.

-  Przepraszam  –  powiedział.  –  Powinienem  pozwolić  ci  mówić

o mamie, o traumie, jaką przeszłaś. Nie powinienem ci przerywać, zmieniać

background image

tematu. Nie stanąłem na wysokości zadania.

Beah obróciła się w fotelu w jego stronę. Zdjęła okulary i założyła je na

włosy.

-  Dlaczego  odpychałeś  mnie  od  siebie?  –  zapytała.  –  Nigdy  tego  nie

rozumiałam.

Nie mógł jej powiedzieć, że wzbudzała w nim zbyt intensywne uczucia

i że ta zacieśniająca się więź emocjonalna go przerażała.

- Nie jestem wylewny, Bee – odparł. Czuł ucisk w skroniach, w piersi. –

Ale powinienem bardziej się starać. Zrozumieć. Przynajmniej pozwolić ci
mówić.

- Miałeś być moim najlepszym przyjacielem.
Słowa Beah rozerwały mu serce na pół.
- Wiem. I wiem,  że cię zawiodłem.  – Finn  wyciągnął  rękę,  nakrył  jej

dłoń swoją dłonią, uścisnął palce. – Jest mi strasznie przykro. Naprawdę.

Powiedział  to,  co  czuł,  że  musi  powiedzieć.  Beah  milczała,  w  końcu

obróciła dłoń i splotła palce z jego palcami.

- Doceniam, że to mówisz. Ale nasze małżeństwo skończyło się dawno

temu. Dla mnie to zamknięty rozdział.

Finn słyszał w jej głosie determinację. Rozumiał, co mówi, ale serce się

buntowało.  I  ciało  również.  Nigdy  jej  nie  zapomniał.  Była  najlepszą
kochanką, jaką miał.

- Gdybyśmy potrafili zapanować nad chęcią zerwania z siebie ubrań za

każdym  razem,  kiedy  się  widzimy,  moglibyśmy  zostać  przyjaciółmi  –
rzekła Beah w zadumie.

Finn puścił jej rękę.
- Dlaczego nie możemy być i przyjaciółmi i kochankami?

background image

Dopóki  Beah  jest  w  Bostonie.  Dla  niego  to  było  zadowalające

rozwiązanie.

Beah nie spieszyła się z odpowiedzią.
-  Nie  wiem  –  odezwała  się  w  końcu.  –  Ostatnim  razem,  kiedy

wskoczyliśmy do łóżka, zaraz wzięliśmy ślub, a po roku rozwód.

- Byliśmy młodzi i głupi – odrzekł. – Jesteśmy starsi, mądrzejsi, mniej

porywczy.

- W Londynie zaczęliśmy całować się już w windzie, a dziesięć minut

później oboje byliśmy nadzy – przypomniała mu Beah.

Zgoda, to było działanie impulsywne, ale jedno potknięcie się nie liczy.
- Nie popełnimy żadnego głupstwa.
Nie pomylą znowu miłości z seksem, nie oddadzą sobie nawzajem serc,

nie wymienią się obrączkami, niczego sobie nie przysięgną.

-  Ale  przyjaciele  ze  specjalnymi  przywilejami?  –  W  głosie  Beah

brzmiała nuta sceptycyzmu. – Wczoraj pomyślałam, że żartujesz.

Nigdy nie żartował z seksu. A szczególnie nie z seksu z nią.
-  Dlaczego  nie?  Oboje  jesteśmy  dorosłymi  ludźmi,  którzy  wiedzą,  co

robią,  i  lubimy  swoje  ciała.  –  Wystarczy.  –  Łączy  nas  sztuka  i  firma.
Obojgu nam zależy na karierze.

Finn stanął na czerwonym świetle, obrócił głowę w stronę Beah. Miała

dziwną minę.

Co jest grane?
- Na czym polega problem?
- Nie wiem, do czego zmierzasz…
Właśnie.
-  A  ty  czego  mi  nie  mówisz?  Nie  wypieraj  się,  wiem,  że  coś  jest  na

rzeczy.  Może  nie  widzieliśmy  się  szmat  czasu,  ale  wiem,  kiedy  coś

background image

ukrywasz, Bee.

Beah  opuściła  okulary  i  uśmiechnęła  się  z  przymusem.  Wskazała

zielone światło.

- Ruszajmy.

Do  lunchu  zdążyli  odwiedzić  kaplicę,  florystkę,  zamówić  tort  z  białej

czekolady  z  malinami  i  kwartet  smyczkowy.  Później  mieli  jeszcze  się
spotkać  z  restauratorem.  Postanowili,  że  przyjęcie  weselne  odbędzie  się
w sali balowej Mounton House, ponieważ w tak krótkim czasie nie udało
im się znaleźć żadnej innej sali mogącej pomieścić pięćdziesiąt osób.

Ślub Piper i Bena zaczynał nabierać kształtów.
Beah wstukała ostatnią notatkę do iPada, podniosła głowę znad ekranu

i zobaczyła, że wcale nie kierują się do siedziby Murphy International.

- Dokąd jedziemy? – zapytała.
- Wybrałem trochę okrężną drogę – odrzekł Finn.
- Muszę wracać do pracy – oświadczyła Beah.
Obróciła się w jego stronę.
- Dopiero jest południe. Możemy zjawić się w biurze o drugiej, a nawet

trzeciej. – Finn położył jej dłoń na kolanie i uścisnął. – Pojedź ze mną do
domu, Bee. Na godzinę, może dwie.

Beah  przygryzła  wargi.  Znalazła  się  w  pułapce  między  pokusą

a rozsądkiem. Jeśli się zgodzi, to już nie będzie przygoda na jedną noc, ale
romans, coś, po czym trudno jest przejść do porządku dziennego.

A jeśli romans, to tylko przelotny, nic poważniejszego, już ona do tego

nie dopuści. Nie ma takiej opcji, ale z drugiej strony… Z drugiej strony to
jednak jest coś więcej niż jedna namiętna noc.

Była w rozterce. Powinna przemyśleć wszystkie za i przeciw.
Tymczasem Finn zatrzymał się na pobliskim parkingu.

background image

- Jeśli nie jesteś pewna, zawrócę i zawiozę cię do firmy – powiedział. –

Nie  chcę,  abyś  uważała,  że  zmuszam  cię  do  zrobienia  czegoś,  na  co  nie
masz ochoty.

Zbliża  się  do  trzydziestki  i  nikt  nie  będzie  wywierać  na  nią  presji,

szczególnie kiedy chodzi o jej ciało.

- Potrafię powiedzieć nie, Finn.
-  Wiem,  Bee.  –  Skrzywił  się.  W  jego  oczach  pojawił  się  błysk

desperacji. – Nie jesteś tą młodą kobietą, z którą się ożeniłem, ale czy nie
dostrzegasz, że ja również nie jestem tym dupkiem, jakim byłem wtedy?

W  milczeniu  rozważała  jego  deklarację.  Dawny  Finn  zawiózłby  ją  do

siebie bez pytania. Czarowałby ją, droczył się, namawiał do spełnienia jego
zachcianek. Dojrzały Finn zostawia wybór jej.

- Nie wiem… Nasze relacje się skomplikują.
Finn złapał jej spojrzenie.
- Za dużo filozofujesz, Bee.
Może  rzeczywiście  za  dużo  rozmyśla.  Przecież  jeśli  prześpi  się

z Finnem, to nie znaczy, że wszystko się zmieni. Pozostanie ta samą osobą
co przedtem. Po prostu będzie miała kochanka.

Nie  musi  zawierać  żadnych  kompromisów  ani  zmieniać  sposobu

myślenia.  On  chce,  żeby  dzieliła  się  z  nim  swoim  ciałem,  nie  życiem.
I dobrze, bo nie miała zamiaru rezygnować z niezależności. Nie chciała na
nikim polegać. Nigdy więcej.

-  Może  to  pomoże  ci  powziąć  decyzję  –  mruknął  Finn  i  zanim  się

zorientowała, pocałował ją zadziwiająco czule.

Jęknęła cicho i poddała się pieszczotom jego ust. Rozchyliła wargi.
To  był  pierwszy  pocałunek  odnawiający  znajomość,  pocałunek  bez

początku i bez końca. Beah zapomniała, że siedzi w samochodzie Finna, na
jakimś  przydrożnym  parkingu  o  milę  od  jego  domu.  Czuła  się  tak,  jakby

background image

znajdowała  się  na  zlanej  poświatą  księżyca  plaży  na  Santorini  albo
w domku na drzewie gdzieś na wyspach północno-zachodniego Pacyfiku.

Pragnęła tego, pragnęła Finna…
Czy kiedykolwiek przestała?
Nie. Nigdy.
Decyzja została podjęta. Powie: Tak.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Finn  nie  tracił  czasu  na  oprowadzanie  Beah  po  swoim  luksusowym

domu  z  widokiem  na  port.  Nie  puszczał  jej  ręki,  a  ona  nie  miała
wątpliwości, dokąd ją prowadzi.

Do swojego łóżka.
Idąc  za  nim,  rozglądała  się  dookoła.  Przez  ogromne  okna  w  pokoju

dziennym na parterze dostrzegła taras, a dalej drogie jachty i łodzie. Piętro
zajmowała lśniąca czystością kuchnia połączona z jadalnią i salonem. Beah
nie zdążyła nawet zerknąć na eklektyczną kolekcję dzieł sztuki, gdyż Finn
poprowadził  ją  prosto  do  schodów  na  drugie  piętro,  gdzie  nareszcie  się
zatrzymał.

-  Na  prawo  gabinet,  na  lewo  sypialnia  główna.  Sypialnie  dla  gości  są

wyżej – wyjaśnił, patrząc na usta Beah. – Twoja ostatnia szansa, Bee.

Położyła mu jedną dłoń na piersi, drugą pogładziła policzek. Kciukiem

musnęła  dolną  wargę.  Nie  musiała  się  zastanawiać.  Doskonale  wiedziała,
czego chce. Jego. Nad sobą, wokół siebie, w sobie.

- Zabierz mnie do łóżka, Finn.
Nie  wahał  się  ani  sekundy.  Otoczył  ją  ramieniem  w  talii  i  otworzył

drzwi sypialni.

Uwagę  Beah  natychmiast  przykuł  wspaniały  widok  za  oknem.  Jak

cudownie  byłoby  się  budzić  i  widzieć  łodzie  kołyszące  się  na
niebieskozielonej wodzie!

- O ho ho! – zawołała. – Co za widok!

background image

Finn  nie  odpowiedział,  a  kiedy  obejrzała  się  za  siebie,  dostrzegła

namiętny błysk w jego oczach.

- Ja mam lepszy – oświadczył z powagą.
Beah oblała fala gorąca, nogi zrobiły się jak z waty, jak w pierwszych

dniach ich małżeństwa, gdy była w nim bezgranicznie zakochana.

Uważaj,  przestrzegł  wewnętrzny  głos.  On  już  nie  jest  twoim  mężem.

Nie daj się omamić pięknymi słówkami. To tylko seks.

To godzina albo dwie skradzione w ciągu dnia, a nie droga do czegoś

głębszego, ważniejszego.

Nie waż się zapomnieć o tym.
Beah usiadła na brzegu ogromnego łoża, ściągnęła wysokie buty, potem

cienkie  skarpetki.  Czuła  na  sobie  wzrok  Finna.  Wstała,  zaczęła  zsuwać
dżinsy z bioder i ud.

- Zamierzasz tak stać? – zapytała.
- Podziwiam show – odparł.
Kąciki  jego  ust  uniosły  się.  Uwielbiała  ten  jego  lekko  kpiący

i piekielnie seksowny uśmieszek. Zakręcił palcem na znak, by rozbierała się
dalej.

Zgoda,  jeśli  cię  to  bawi,  pomyślała.  Budziła  się  w  niej  zmysłowość,

zalotność, kobiecość. Odwróciła się teraz plecami do Finna i przez głowę
ściągnęła  gruby  sweter  w  warkocze.  Nagle  dotarło  do  niej,  że  ludzie  na
jachtach  mają  darmowy  striptiz.  Obejrzała  się  na  Finna.  Wpatrywał  się
w  jej  pośladki.  Zastanawiała  się,  jak  mu  się  podobają  jej  żółte  figi
brazylijskie.

Wypukłość na przodzie jego dżinsów nie pozostawiała wątpliwości, że

bardzo.  Beah  ucieszyła  się,  niemniej  nie  chciała  dzielić  się  tą  bardzo
intymną chwilą z nikim, kto przypadkiem spojrzy w iluminator.

- Możemy mieć więcej prywatności? – zapytała.

background image

-  My  ich  widzimy,  natomiast  oni  nas  nie  –  odrzekł.  –  Ale  opuszczę

żaluzje, jeśli czujesz się skrępowana.

Uwierzyła  mu  na  słowo.  W  samej  bieliźnie  podeszła  do  okna

i przyłożyła obie dłonie do szyby.

- Na pewno nikt nie zobaczy, co robię? – zapytała tylko po to, aby się

z nim podroczyć.

Czekała. Za sobą słyszała szelest materiału świadczący o tym, że Finn

zdejmuje ubranie. Po chwili poczuła na plecach dotyk jego nagiego torsu,
niżej nad pośladkami twardy członek. Finn objął ją, jedną dłoń położył jej
na brzuchu, drugą przesunął wyżej i objął pierś.

- Beah Murphy, jesteś cholernie seksy – mruknął.
Nie  sprostowała,  że  już  nie  nazywa  się  Murphy,  nie  chciała  psuć

nastroju. Przypomniało jej się powiedzenie o róży, która nazwana inaczej,
pachniałaby równie słodko. Poza tym to już nie był moment na słowa.

Odtąd  będą  się  porozumiewali  dotykiem  dłoni,  warg,  języka

i westchnieniem, jękiem, krzykiem rozkoszy.

Odchyliła głowę do tyłu, spojrzała w błękitne niebo. Poczuła się częścią

wody, nieba, Finna.

Finn  rozpiął  jej  biustonosz,  odrzucił  go  na  bok,  potem  obrócił  ją

i  pociągnął  w  stronę  łóżka.  Usiadła  na  brzegu,  a  on  stanął  między  jej
nogami.

- Dotknij mnie – poprosiła.
- Jeszcze nie teraz – odrzekł. – Rozpuść włosy, skarbie.
Posłusznie spełniła polecenie, a wówczas Finn nachylił się i pchnął ją

lekko na kołdrę. Palcami rozczesał jej włosy, rozpostarł wokół głowy.

-  Nie  masz  pojęcia,  ile  razy  wyobrażałem  sobie  ciebie  tutaj,  taką  jak

teraz.

background image

Wierzyła mu, bo w Londynie, w swoim łóżku, również myślała o nim.

Kiedyś  byli  dla  siebie  całym  światem.  To  normalne,  że  ludzie  tęsknią  za
najlepszą częścią swojego życia.

To nic nie znaczy. Nie dopuszczę do tego, aby coś znaczyło, pomyślała.
Była  zmęczona  myśleniem,  analizowaniem.  Uniosła  ręce,  dotknęła

umięśnionych ramiona i torsu Finna, koniuszkami palców musnęła sutki.

Musi  wyłączyć  myślenie.  Wie,  jak  to  zrobić.  Uniosła  się,  zaczepiła

palce  o  brzeg  bokserek  Finna,  pociągnęła  je  w  dół.  Finn  wstał,  zdjął
bokserki, potem rozsunął uda Beah, pogładził trójkąt rudych włosów.

Wiedziała,  że  jest  gotowa  go  przyjąć.  Między  nogami  czuła  wilgotne

ciepło. Z jej ust wyrwało się jego imię:

- Finn...
Zarzuciła  mu  ręce  na  szyję,  przyciągnęła  wargi  do  swoich  warg.  Jego

język ocierał się o wnętrze jej ust, twardy członek o jej łono. Była bliska
orgazmu.

Finn zaklął pod nosem, szarpnięciem otworzył szufladkę nocnej szafki.

Nie  przestawał  całować  i  pieścić  Beah,  a  jednocześnie  po  omacku  szukał
czegoś, czego nie mógł znaleźć. Beah słyszała jego zduszone przekleństwa,
potem stuk książki spadającej na podłogę, potem westchnienie ulgi i szelest
papieru.

Fin  usiadł,  naciągnął  prezerwatywę,  zamknął  swój  członek  w  dłoni.

Beah  pomyślała,  że  nie  ma  nic  bardziej  podniecającego  niż  widok
mężczyzny, który się masturbuje.

Pod wpływem impulsu wsunęła dłoń między uda, lecz Finn był szybszy.

Uniósł  jej  biodra  i  połączył  się  z  nią.  Upojona  mieszanką  zapachów  jego
wody  kolońskiej,  własnych  perfum  i  ich  rozgrzanych  seksem  ciał,  bliska
euforii wygięła plecy, sutkami otarła się o pierś Finna.

Dlaczego znieruchomiał?

background image

Na co czeka?
Poruszyła  biodrami,  zacisnęła  i  rozluźniła  wewnętrzne  mięśnie,

narzuciła rytm. Nie oglądała się już za siebie, wspinała się na szczyty.

Kiedy wróciła na ziemię, uchwyciła się ramion Finna, spojrzała w jego

zielone jak las oczy rzucające złote błyski. Wciąż czuła go w sobie.

- Zadowolona?
Odpowiedziała  skinieniem  głowy.  Uśmiechnął  się  do  niej  i  zaczął

poruszać  biodrami.  To  wypełniał  ją  sobą,  to  uciekał.  Poruszał  się  jakby
w zwolnionym tempie, cudownie budując napięcie.

- To dobrze – szepnął – bo teraz chcę, żebyś przeżyła to jeszcze raz.
Takim rozkazom poddawała się z ochotą.

Dziesięć  dni  później  usiłowała  zmusić  Finna  do  skupienia  się  na

decyzjach  dotyczących  ślubu  Bena  i  Piper,  który  zbliżał  się  wielkimi
krokami.  Finn  natomiast  stał  za  jej  fotelem  na  kółkach,  bawił  się  jej
włosami, skubał szyję i robił wszystko, aby odwrócić jej uwagę.

Gdy pogładził jej obojczyk, Beah dała mu klapsa.
- Skup się! Te decyzje nie podejmą się same, a do ślubu zostały tylko

trzy tygodnie.

Zamiast odpowiedzi Finn wsunął dłoń w wycięcie jej bluzki i pogładził

pierś. Beah zerknęła w stronę drzwi i na moment przytuliła policzek do jego
ręki. Trwaj chwilo, jesteś taka piękna, pomyślała.

-  Nie  widziałem  cię  dziesięć  dni,  a  ty  chcesz,  żebym  się  skupił  na

gadkach szmatkach. Wybij to sobie z głowy – szepnął jej do ucha.

- Ktoś może nas zobaczyć.
- Wyluzuj, skarbie. Usłyszę, że ktoś idzie, zanim nas zobaczy. Ale jest

proste rozwiązanie. Przenieśmy się na dół do mojego gabinetu. Zamkniemy

background image

drzwi na klucz i spędzimy miłą godzinkę albo dwie. Albo trzy. Do diabła
z robotą! Jest już po czwartej.

Pokusa  była  silna,  ale  Beah  nie  mogła  jej  ulec.  Miała  umówione

spotkanie  z  jednym  z  nowych  klientów,  który  specjalnie  przyleciał  do
Bostonu, by się z nią zobaczyć. Zerknęła na zegarek, do spotkania zostało
pięć minut.

Z  ciężkim  westchnieniem  wyciągnęła  rękę  Finna  spod  bluzki,  wstała

i spojrzała przez szklaną ścianę gabinetu na korytarz. Nie widząc nikogo,
szybko pocałowała Finna w usta.

- Później. A teraz się zachowuj!
Chciała przesunąć krzesło, lecz Finn kurczowo trzymał się oparcia.
- Daj mi chwilę, skarbie. Wolałbym, aby nikt nie zobaczył mnie w tym

stanie.

Zaczerwieniła się, złapała jego spojrzenie.
- Urządzimy sobie wieczór we dwoje. Obiecuję.
- U mnie? Jak tylko uda ci się stąd wyrwać?
Nie mogła mu się oprzeć. I nie chciała. Zbyt długo się nie widzieli. Dwa

tygodnie temu Ronan wysłał ją do São Paulo na zebranie zarządu jednego
z  prywatnych  muzeów.  Zamierzali  zredukować  trochę  swoje  zbiory
i potrzebowali rady eksperta, co sprzedać, co zostawić.

Potem,  korzystając  z  okazji,  że  jest  w  zasadzie  blisko,  poleciała  do

Bariloche,  uroczego  miasteczka  w  górach  w  południowo-zachodniej
Argentynie.  Już  kilka  miesięcy  temu  jeden  z  tamtejszych  mieszkańców
przysłał  do  Murphy  International  zdjęcie  obrazu  pędzla,  jak  twierdził,
Renoira.  Na  zdjęciu  obraz  wyglądał  na  tyle  interesująco,  że  Beah
postanowiła go obejrzeć.

Niestety ku ogromnemu rozczarowaniu właściciela stwierdziła, że to nie

oryginał, tylko kopia, zresztą bardzo udana, niemniej falsyfikat. Właściciel

background image

wpadł  we  wściekłość,  krzyczał,  że  zasięgnie  opinii  innego  rzeczoznawcy.
Na Beah nie zrobiło to wrażenia, zostawiła wizytówkę i wyjechała.

Nie  pierwszy  raz  uświadamiała  komuś,  że  przedmiot  uchodzący  za

cenną pamiątkę rodzinną jest podróbką bez żadnej wartości materialnej.

I nie ostatni.
Podczas  podróży  często  myślała  o  Finnie.  Zgoda,  nie  często,  a  cały

czas. Tęskniła za nim. Śniła o nim, o pieszczotach jego dłoni, ust…

- Uprzedzam – jęknął Finn – że jeśli nie przestaniesz patrzeć na mnie

w taki sposób, rzucę się na ciebie i będę cię całował do utraty tchu. I mało
mnie obchodzi, czy ktoś nas zobaczy, czy nie.

Uspokajającym  gestem  podniosła  dłoń.  W  porządku.  Odsunęła  się  od

Finna,  obeszła  biurko,  stanęła  w  bezpiecznej  odległości.  Ze  stosu  broszur
reklamujących  usługi  ślubne  wzięła  jedną  i  otworzyła  ją  na  zaznaczonej
stronie.

- Białe róże i jaśmin czy kolorowe wesołe gerbery?
Finn spojrzał na zdjęcie, zmarszczył czoło.
- Nie mam pojęcia.
Mężczyźni!
- Pytanie jest proste. Które wolisz?
- Jedne i drugie są ładne. Niech Piper sama zdecyduje. Dlaczego jej nie

zapytasz?

-  Wysłałam  jej  kilka  mejli  i  esemesów,  ale  nie  dostałam  odpowiedzi.

Rozmawiałeś ostatnio z Benem?

Finn pokręcił głową.
-  Nie.  Ostatni  raz  próbowałem  chyba  tydzień  temu.  Ale  odłożył

słuchawkę.

Dziwne, pomyślała Beah. Czasu jest coraz mniej.

background image

- Sami musimy zdecydować. Kwiaty trzeba zamówić z wyprzedzeniem.
Finn przysunął krzesło do biurka i oparł dłonie na biodrach.
- Zdaj się na własny gust. Dzwoń do florystki.
- Dlaczego sam nie zadzwonisz?
-  Spójrz  na  mnie.  Ubieram  się  na  czarno  albo  w  dżinsy,  bo  to

bezpieczny  wybór.  Do  urządzenia  mieszkania  zatrudniłem  architekta.  Nie
jestem dobry w te klocki. Ty wybierz, Bee.

W porządku. Beah przyjrzała się zdjęciom. Gerbery były wesołe, róże

i jaśmin romantyczne. Dla siebie wybrałaby właśnie je.

- Róże z jaśminem – oznajmiła. – Teraz tort.
Finn parsknął śmiechem.
- Już przecież postanowiliśmy, biała czekolada z malinami. Ale muszą

być trzy piętra, bo moi bracia pożrą po jednym każdy.

-  A  ty  trzecie  –  zażartowała  i  spojrzała  na  następny  punkt  na  swojej

liście. – Przejrzałeś jadłospis, jaki przysłał restaurator?

Finn się skrzywił.
- Tak. Niestety nie mają czasu naszykować bardziej smakowitego menu.
Boże, ten facet myśli tylko o swoim żołądku. Albo o seksie.
- Trudno. Musimy im zaufać. Są dwie propozycje. Którą wybrałeś?
- Zestaw z kaczką pieczoną. Szkoda tylko, że nie możemy jej najpierw

spróbować.

- To jedna z najlepszych firm cateringowych w Bostonie. Na pewno się

postarają – stwierdziła Beah.

Z  jej  telefonu  rozległ  się  sygnał  nadejścia  nowej  wiadomości.  Eli,

osobisty  asystent  Ronana,  zawiadamiał,  że  już  prowadzi  do  niej  klienta.
Beah  podniosła  rękę  z  komórką  i  pokazała  ekran  Finnowi.  Finn  zrobił
niezadowoloną minę.

background image

Beah  przygładziła  włosy  i  obciągnęła  bluzkę.  Znowu  spojrzała  na

telefon.  Tego  dnia  Michael  Summers  przysłał  jej  mejla.  Potrzebował
zdecydowanej odpowiedzi. Szybko.

Poczuła się osaczona. Ma za dużo spraw na głowie i za mało czasu do

namysłu. Aukcja, klienci, Michael, ślub. Finn…

Wzięła  głęboki  oddech,  przygładziła  włosy,  wyprostowała  ramiona.

Podeszła do drzwi i je otworzyła.

Przywitała  się  najpierw  z  Elim,  potem  wyciągnęła  rękę  do  Marshalla

Forda,  najnowszego  klienta.  Był  wysoki,  dobrze  zbudowany,  wyglądał
zupełnie  inaczej,  niż  sobie  wyobrażała.  Gdyby  nie  romansowała  z  byłym
mężem, niewykluczone, że zaczęłaby z nim flirtować.

-  Beah,  pan  Ford  –  Eli  dokonał  prezentacji.  –  Zorganizować  kawę

i jakieś ciasteczka?

Beah uścisnęła dłoń Marshalla Forda.
- Ma pan ochotę, panie Ford? – zapytała.
- Po prostu Marsh. Poproszę jedno i drugie. Umieram z głodu.
- Dla mnie również, Eli. Dzięki. – Finn z wyciągniętą ręką zbliżał się do

nich. – Finn Murphy.

Czyżby zamierzał tu zostać? – zdumiała się Beah. Dlaczego? Czuje się

zagrożony? Zazdrosny? Rozbawił ją ten pomysł. Nigdy nie podejrzewała,
że byłby zdolny do takich silnych emocji.

Obojętnie jednak, czy jest zazdrosny czy nie, nie pozwoli, aby skradł jej

show. To jej teren i nie jest tu mile widziany.

- Finn właśnie wychodzi. Wypije kawę już u siebie, Eli – powiedziała.

Finn  otworzył  usta,  aby  zaprotestować,  lecz  zgasiła  go  spojrzeniem.  –
Porozmawiamy później.

Gestem zaprosiła Marshalla do gabinetu.

background image

-  Wejdź  i  się  rozgość.  Może  wygodniej  ci  będzie  na  kanapie  niż  na

krześle przy biurku?

Kiedy  Marshall  odwrócił  się  do  nich  plecami,  Beah  klepnęła  Finna

w ramię i wskazała drzwi. Rzucił jej wściekłe spojrzenie. Zdążyła jeszcze
zauważyć, że Eli z trudem zachowuje kamienny wyraz twarzy. Przewróciła
oczami i zamknęła drzwi.

- Witaj w Murphy International – rzekła do gościa. – Porozmawiajmy

o sztuce.

Finn przełożył tajskie curry z krewetek – ulubioną potrawę Beah – do

pojemnika  i  mocno  docisnął  pokrywkę.  Wodę  z  garnka  wylał  do  zlewu,
paczkę makaronu schował z powrotem do szafki.

Dobrze, że nie otworzyłem szampana, pomyślał. Postarał się, ugotował

ulubione  danie  Beah  i  teraz  był  zły,  że  zmarnował  czas  i  jedzenie.  Ale
gdyby  szampan  za  dwa  tysiące  dolarów  –  Bollinger  1996  Vielles  Vignes
Françaises – zwietrzał, chyba ciśnienie by mu skoczyło.

Wyjął  butelkę  z  kubełka  z  lodem  i  postawił  na  granitowym  blacie.

Potem zdmuchnął świece, wziął z lodówki piwo i wyszedł na taras.

Morze  było  spokojne,  wieczorna  mgła  spowijała  łodzie.  Wieczór  był

stosunkowo ciepły, może nareszcie zima opuszcza Boston? Finn nie mógł
się  doczekać  wiosny,  potem  lata.  Po  aukcji  kolekcji  Mounton-Matthews
wszyscy będą mogli odetchnąć. W przypadku Finna będzie to kajakarstwo
górskie, kitesurfing i inne sporty wodne.

Z  drugiego  w  tym  sezonie  wypadu  w  góry  właśnie  zrezygnował,

ponieważ Beah powiedziała, że w tym tygodniu wraca do Bostonu.

Tęsknił za nią. Tęsknił bardziej niż powinien.
Wypił duży haust piwa. Czuł się głupio. Zrobił romantyczną kolację dla

byłej  żony.  Nie  umówili  się  na  wieczór,  lecz  z  góry  zakładał  –

background image

a przekomarzanie się w biurze tylko utwierdziło go w tym przekonaniu – że
ten wieczór spędzą razem.

Spotkanie z Marshallem Fordem najwyraźniej się przedłużyło. Zdarzało

się, że Beah szła z klientem na drinka, potem na kolację, gdyż uważała, iż
jej rolą jest dbanie również o wolny czas klienta. Rozumiał tę strategię, lecz
nie musiała mu się ona podobać.

A  już  na  pewno  nie  podobała  mu  się,  kiedy  klientem  był  samotny

przystojniak  z  grubym  portfelem.  Zaraz  po  powrocie  do  gabinetu  Finn
sprawdził Forda w internecie…

Jego zazdrość jest żałosna.
To dlatego unikał Beah. Podświadomie czuł, że wzajemny pociąg jest

tak  silny,  że  lepiej  trzymać  się  na  dystans,  zamiast  od  czasu  do  czasu
dolewać oliwy do niewygasłego ognia. To, że mieszkali po dwóch stronach
wielkiego oceanu, trochę pomagało.

Zaraz po aukcji wszystko wróci do normy. Beah pojedzie do Londynu,

ich romans się skończy, jego życie wróci na dawne tory.

Czy na pewno?

Ciszę  przerwał  cichy  trzask  zamka  w  drzwiach,  potem  odgłos  torby

upadającej na podłogę, potem stuk obcasów. Finn nie obejrzał się, ale jego
ciało wszystkimi zmysłami zareagowało na obecność Beah w mieszkaniu.

Nareszcie przyszła.
Najpierw  poczuł  w  nozdrzach  woń  jej  cudownych  perfum,  potem

ramiona obejmujące go w pasie, potem policzek przytulony do łopatki.

- Przepraszam za spóźnienie.
Nie zada tego pytania. Nie.
- Jak kolacja z Marshem?

background image

-  Przesympatyczna.  Dołączył  do  nas  jego  partner,  Alex,  projektant

mody z Los Angeles. To on namówił Marsha, żeby zaczął kolekcjonować
sztukę. Miał przyjść do biura, ale nie zdążył.

Marsh  Ford  jest  gejem.  Finn  nie  wiedział,  czy  czuje  ulgę,  czy

zażenowanie.  Może  jedno  i  drugie.  Obrócił  się,  objął  Beah,  przytulił.
Podniosła  głowę,  pocałowała  go  w  brodę,  wywołując  uśmiech  na  jego
twarzy.

-  Przepraszam,  że  cię  nie  zawiadomiłam.  Telefon  mi  siadł.  Miałam

zamiar naładować go w biurze, ale zapomniałam. – Kątem oka przyglądała
się Finnowi. – Wszystko w porządku?

- Oczywiście. Dlaczego pytasz?
- Tylko się upewniam. – Pociągnęła nosem. – Ugotowałeś tajskie curry

z krewetkami?

- Tak.
-  Odłożyłeś  dla  mnie?  Jeśli  nie,  to  nie  daruję.  Wiesz,  że  uwielbiam

twoje tajskie curry.

Owszem.  Wie  i  dlatego  je  ugotował.  Ale  Beah  nie  musi  wiedzieć,  ile

wysiłku w to włożył i że czuje się z tego powodu jak ostatni kretyn. Miał
nadzieję,  że  nie  zauważyła  butelki  superdrogiego  szampana  pokrytej
kropelkami wody z topniejącego lodu, ani zgaszonych świec na stole.

Znał sposób, jak odwrócić jej uwagę.
Ujął twarz Beah w dłonie. Chciał zacząć delikatnie i czule, lecz kiedy

przytuliła  się  do  niego  i  zapraszająco  rozchyliła  usta,  zapomniał  o  całym
świecie.

Trzymanie  jej  w  objęciach  było  normalne,  cudowne  i…  i  po  prostu

naturalne.  Była  jedyną  osobą,  przy  której  czuł  się  podniecony,
rozentuzjazmowany,  a  jednoczenie  swobodny  i  bezpieczny.  Jak  gdyby
udawał  się  w  lot  statkiem  kosmicznym  ubrany  w  ulubione  dżinsy.  Żadna

background image

kobieta – po rozwodzie miewał kochanki – nie obejmowała go tak jak ona,
nie pieściła tak jak ona.

Żadna nie smakowała jak ona.
Żadna, podejrzewał, nigdy nie będzie.
Czy ona tak samo myśli o nim?

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

To  była  już  ich  szósta  randka,  odkąd  Dare  postawił  jej  ultimatum,

i Keely jeszcze nie widziała go nagiego. Postanowiła jednak, że nie zapyta,
kiedy i gdzie znowu będą się kochali.

Niedoczekanie. Nie jest aż tak zdesperowana.
Zgoda,  jest  więcej  niż  zdesperowana,  ale  nie  zdradzi  mu  swojego

sekretu. Ma swoją dumę. To dlaczego, jeśli wciąż nie otrzymała obiecanego
wspaniałego  seksu,  zgodziła  się  na  spotkanie  w  jego  ulubionym  barze?
Bo – a niech ją i niech jego! – naprawdę polubiła towarzystwo Dare’a. Był
interesującym  rozmówcą,  nadskakiwał  jej,  czarował  ją,  flirtował  z  nią,
myślał o niej. Przysyłał jej kwiaty i esemesy. Dzwonił na dobranoc.

Polubiła nie tylko jego towarzystwo. Polubiła jego.
I dlatego postanowiła sprowadzić ich relacje na poprzednie tory. Randki

z  Dare’em  zbyt  jej  się  podobały.  To  niedopuszczalne.  Nie  zakocha  się
w Wilfredzie Seymourze. Nie.

Nie i już.
Dzisiaj,  ponieważ  musiała  chronić  siebie  i  swoje  kruche  serce,  to  ona

postawi ultimatum: Albo powrót do sypialni, albo rozstanie…

Wsunęła się do boksu i westchnęła, kiedy Dare usiadł na kanapce po tej

samej  stronie  stolika,  ramieniem  dotykając  jej  ramienia,  udem  jej  uda.
Podeszła  kelnerka.  Keely  nie  mogła  jej  winić,  że  nie  spuszcza  oczu  z  jej
partnera. Z Dare’a, poprawiła się w myślach.

background image

Zamówił  dla  Keely  kieliszek  chardonnay,  a  dla  siebie  piwo  i  kiedy

kelnerka nareszcie odeszła, delikatnie trącił Keely łokciem w bok.

- Jesteś bardzo milcząca. Wszystko w porządku?
Wsunęła  się  głębiej  w  kąt  boksu,  aby  znaleźć  się  odrobinę  dalej  od

mężczyzny, przez którego spędzała bezsenne noce.

Potrafisz to zrobić, możesz to zrobić, powtarzała w duchu. A ten bar –

zwyczajny,  bezpretensjonalny  –  jest  idealnym  miejscem  na  poważną
rozmowę.

- Musimy porozmawiać – oświadczyła.
Dare kiwnął głową.
- Spodziewałem się tego. Moja odpowiedź brzmi: nie. Nie wrócimy do

poprzednich relacji.

Miał jeszcze czelność uśmiechnąć się na koniec. Keely aż zagotowała

się ze złości.

- Nie jesteś jedyny w tej relacji – wypaliła.
-  Jestem  jedyny  z  odrobiną  oleju  w  głowie  –  odparł.  Odchylił  się  na

oparcie,  zamknął  oczy,  pokręcił  głową.  –  Mam  za  sobą  potworny  dzień,
Keels. Jestem padnięty. I napalony. Nie dzisiaj, dobrze?

Dopiero  teraz  zauważyła  cienie  pod  oczami,  głębokie  linie  po  obu

stronach ust. Chciała się dowiedzieć, dlaczego wygląda na wykończonego,
na zestresowanego. Ale nie może się dopytywać. To zbyt niebezpieczne.

-  Akurat  na  to  ostatnie  mogę  coś  poradzić  –  rzekła,  przyjmując

najbardziej uwodzicielski tembr głosu i kładąc dłoń na udzie Dare’a.

To uczucia ją przerażały, nie seks.
Po twarzy Dare’a przemknął cień zawodu, oczy rozbłysły gniewem.
- Odpowiedź przewidywalna i nudna.
Nudna? Zapiekło ją to do żywego. Cofnęła rękę, zmrużyła powieki.

background image

- Ja jestem nudna?
Dare przewrócił oczami.
-  Nie  powiedziałem,  że  ty  jesteś  nudna.  Powiedziałem,  że  twoja

odpowiedź jest nudna.

- Co chcesz, żebym powiedziała, Wilfredzie?
Kelnerka  przyniosła  drinki,  spojrzała  na  Keely,  potem  na  Dare’a,

wyraźnie wyczuwając napięcie między nimi. Kiedy odeszła, Dare dwoma
palcami ścisnął nasadę nosa.

- Masz przypadkiem aspirynę? – zapytał ściszonym głosem.
Zaskoczona  kiwnęła  głową,  sięgnęła  do  torebki,  szukając  małego

blaszanego  pudełeczka,  w  którym  zawsze  nosiła  kilka  tabletek  aspiryny.
Znalazła je, otworzyła i wysypała zawartość na dłoń.

- Ile potrzebujesz?
Dare połknął trzy, popił kilkoma łykami piwa. Potem obrócił się twarzą

do Keely.

- Miałem potworny dzień. Przegrałem sprawę w sądzie, jeden z moich

najdawniejszych  klientów  został  aresztowany  za  oszustwa,  co  mnie
wpienia,  bo  go  przestrzegałem.  Jakby  tego  było  mało,  mój  ulubiony
asystent przechodzi do innej kancelarii. Z tego wszystkiego głowa mi pęka.
A kobieta, która zawsze poprawia mi humor, zamiast zapytać, co mi jest,
sprowadza naszą znajomość do seksu.

Był  naprawdę  wkurzony.  I  sądząc  po  sposobie,  w  jaki  na  nią  patrzył,

dotknięty do żywego.

Nie chciała go urazić. Ona tylko się bała.
Bała  się  czy  nie,  powinna  zapytać,  jak  minął  mu  dzień,  okazać

zainteresowanie. Okazać, że obchodzi ją, co się z nim dzieje. Bo to prawda,
obchodzi  ją,  nawet  bardzo.  Keely  wypiła  mały  łyk  wina  i  zaczęła  się

background image

zastanawiać, co by było, gdyby przestała się bronić i po prostu cieszyła się
towarzystwem Dare’a?

A gdyby się w nim zakochała?
Może nic złego by się nie stało?
Może…
-  Wiesz,  chyba  masz  rację  –  odezwał  się  Dare.  Keely  zesztywniała,

zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. Spojrzała na Dare’a, w jego oczach
dostrzegła głęboki zawód. – Może powinniśmy wrócić do początku, kiedy
byliśmy przypadkowymi znajomymi, ja adwokatem, ty jedną z klientek –
stwierdził chłodnym tonem.

Keely przyłożyła dłoń do piersi, aby złagodzić przeszywający serce ból.
- Dare… - zaczęła.
Nie chciała tego. Nie zniosłaby tego.
-  Próbowałem,  starałem  się  jak  mogłem  pokazać  ci,  że  możemy  być

z sobą, że razem możemy stworzyć coś istotnego.

Dare  wstał,  wsunął  ręce  do  kieszeni  dżinsów.  Usta  miał  zacięte,  oczy

zmrużone.  Przybrał  wyraz  twarzy  jak  w  sali  sądowej,  mówiący  mniej
więcej „nie ze mną takie numery”. I nagle Keely zrozumiała, że to koniec.

- Ale to nie jest ulica jednokierunkowa, ja też czegoś potrzebuję. Mam

trzydzieści pięć lat i chcę partnerki, kogoś, na kim mogę się oprzeć. Ale ty
uparcie wierzysz, że cię zranię. Odrzucasz coś, co może być cudowne, bo
się boisz.

Oczywiście, że się boję! Nie mam do tego prawa?
-  Ja  też  się  boję  –  ciągnął  Dare  –  ale  mam  dość  jednostronnej  walki

o nas. Mam dość bycia jedynym, który w nas wierzy. Na świecie żyje osiem
miliardów  ludzi  i  wśród  nich  na  pewno  znajduje  się  więcej  niż  jedna
kobieta, z którą mogę być szczęśliwy. Skoro ty nie chcesz odbyć razem ze
mną podróży przez życie, znajdę kogoś, kto się do mnie przyłączy.

background image

Jego  słowa  były  jak  cios  prosto  w  serce,  jak  rażenie  paralizatorem

w duszę. Keely otworzyła usta, aby coś powiedzieć, lecz głos odmówił jej
posłuszeństwa.  Dare  wyciągnął  portfel  z  tylnej  kieszeni  dżinsów,  wyjął
kilka banknotów i rzucił je na stół.

- Dzięki za nic.
Odprowadziła  go  wzrokiem.  Żałowała,  że  brakuje  jej  odwagi,  aby  go

zawołać, zapomnieć o lękach, o rozsądku, i pokochać go. Dare odchodzi,
ale w przeciwieństwie do poprzednich kochanków, to ona popchnęła go do
tego kroku.

Nie  mogąc  spać,  Beah  w  samej  tylko  koszuli  Finna  wyszła  na  taras,

oparła  łokcie  o  balustradę  i  spojrzała  na  port.  Lodowaty  wiaterek
przyjemnie muskał jej gołe nogi. Beah zawsze lubiła zimną pogodę, czuła,
że dodaje jej energii i wigoru.

Gorący seks z Finnem działał na nią tak samo. Spędziła już trochę czasu

w Bostonie, kochali się niezliczoną ilość razy i zawsze było fantastycznie.
Trochę  swoich  rzeczy  trzymała  jeszcze  u  Keely,  ale  większość  ubrań
wisiała  w  szafie  Finna,  jej  pantofle  stały  przemieszane  z  jego  butami  na
dolnej  półce,  kosmetyki  leżały  na  szafkach  w  łazience.  Praktycznie
wprowadziła się do niego.

Trudno  będzie  wracać  do  Londynu  i  pustego  mieszkania,  myślała.

W  Londynie  nigdy  nie  doskwierała  jej  samotność,  lecz  obawiała  się,  że
teraz  będzie.  W  Bostonie  zaprzyjaźniła  się  z  siostrą  Finna,  Tanną,  oraz
z  jego  braćmi  i  bratowymi,  Joą  i  Sadie.  Bywała  zapraszana  na  lunche
i babskie kolacyjki, albo na filiżankę kawy przed pracą.

Wszyscy byli mili, inteligentni i zabawni, i mimo że należeli do elity,

nie zadzierali nosa.

Miała przyjaciół i była z tego zadowolona.

background image

Praca  również  była,  na  razie,  czystą  przyjemnością.  Beah  lubiła

pracować  w  biurze,  kilka  gabinetów  od  bezpośredniego  szefa,  Ronana.
Mejle  i  rozmowy  telefoniczne  wystarczyły  do  załatwiania  spraw
zawodowych, ale miło było pogadać twarzą w twarz o kliencie albo dziele
sztuki, które mieli sprzedać czy kupić.

Tak,  powrót  do  Londynu  nie  będzie  przyjemny.  Ale  wkrótce  i  tak

przeniesie  się  do  biura  Michaela  w  Kensington  i  będzie  zbyt  zajęta,  aby
myśleć, tęsknić, czuć. Nowi klienci, nowe wyzwania…

Czy chce, aby tak wyglądało jej życie?
Na pewno?
Rozległy się kroki Finna. Stanął za nią, otoczył ją rękami w pasie i oparł

policzek  o  czubek  jej  głowy.  Uśmiechnęła  się,  ujęła  jego  przeguby,
westchnęła, czując na plecach, pośladkach i udach ciepło jego ciała.

- Tu można zamarznąć – poskarżył się.
Nigdy nie lubił zimna.
- Jeszcze chwilkę.
- Palce nam odpadną.
- Nie dramatyzuj.
Beah spojrzała w dal na luksusowe jachty.
- Żeglujesz? – zapytała. – Nie pamiętam.
- Czasami pływam z Levim, narzeczonym Tanny, jego jachtem, ale nie

jestem szczególnym entuzjastą żeglarstwa.

- Co ze sportami ekstremalnymi? Nadal je kochasz?
Finn objął ją mocnej. Drżał z zimna. W końcu Beah ulitowała się nad

nim,  wyśliznęła  z  jego  objęć  i  weszła  do  sypialni.  Finn  zamknął  za  nimi
drzwi i dopiero wtedy odpowiedział:

- Tak. Narty i skoki ze spadochronem.

background image

Zabrzmiało to tak zwyczajnie.
- Czarne trasy i skoki z wieżowców, urwisk, mostów, masztów, tak?
Zeszli do kuchni. Finn włączył maszynkę do kawy.
- Nie zamierzasz prawić mi kazania? – zdziwił się.
Jego  twarz  przybrała  dziwny  wyraz,  którego  Beah  nie  potrafiła

zdefiniować. Smutek? Ulga? Zakłopotanie?

Odwrócił się do niej plecami i otworzył lodówkę.
-  Przyznam,  że  nigdy  nie  rozumiałam,  dlaczego  kochasz  te  sporty  –

oznajmiła.

I dlaczego wolisz ryzykować życie, niż porozmawiać ze mną?
- Jesteś głodna? Bo ja tak.
Beah  patrzyła  na  czubek  jego  głowy,  kiedy  robił  przegląd  półek.

Klasyczny unik. Nie chce dyskutować o tym, więc zmienia temat. Głupotą
z jej strony byłoby oczekiwać, że dojrzał.

Nalała  sobie  wody,  wypiła  kilka  łyków,  potem  przyłożyła  zimną

szklankę do czoła.

Pragnęła,  aby  stosunki  między  nimi  były  inne,  ale…  ale  mentalnie

i  emocjonalnie  tkwiła  w  tym  samym  miejscu  co  dawniej.  Mimo
powtarzania  sobie,  że  chodzi  tylko  o  seks,  wciąż  –  tylko  dlaczego?  –
pragnęła, aby Finn otworzył się przed nią.

Dotarło  do  niej,  że  mało  brakuje,  a  zakocha  się  w  nim  po  raz  drugi.

Przerażająca perspektywa, ale nie do uniknięcia.

Finn wyprostował się i zamknął lodówkę. Beah zauważyła, że ma puste

ręce.

Oparł się ramieniem o stalowe drzwi.
-  Sport  pozwala  mi  oderwać  się  od  prozaicznej  rzeczywistości  –

zaczął. – Pozbywam się balastu rozmaitych myśli o drobiazgach i zaczynam

background image

jasno widzieć sytuację.

No no, pomyślała Beah. Finn mówi o sobie. To coś nowego.
-  Nie  zmierzam  do  katastrofy.  Nie  podejmuję  wyzwania  z  myślą,  że

mogę się zabić. Jasne, śmierć czy kontuzja są wliczone w ryzyko, ale nie
myślę  o  nich,  ponieważ  ani  nie  zamierzam,  ani  nie  chcę  zginąć.  Kiedy
skaczę  z  wieżowca  albo  się  wspinam,  mam  uczucie,  że  wszystko  zależy
tylko ode mnie.

- Nie rozumiem.
- A ja nie wiem, czy potrafię ci to wyjaśnić.
Beah  poczuła  na  sobie  jego  wzrok,  usłyszała  ciche  westchnienie.

Spodziewała się, że już się nie odezwie, jednak Finn mówił dalej.

- Jedno z moich najwcześniejszych wspomnień to sytuacja, kiedy ktoś

zadaje  mi  pytania,  próbuje  ze  mną  rozmawiać,  ale  ja  nie  mam  szansy
odpowiedzieć, bo Carrick i Ronan są szybszy i mówią za mnie. Nigdy nie
dopuszczali mnie do głosu. Podejrzewam, że dlatego stałem się milczkiem.

W  porządku.  Całkiem  rzeczowe  wyjaśnienie.  Finn  na  swój  sposób

rozwiązał  problem.  Nigdy  z  nikim,  nawet  z  nią,  nie  dzielił  się  swoimi
przemyśleniami. Wciąż ją to bolało.

- Nadal nie rozumiem, dlaczego uważasz skakanie z wieżowców za tak

dobry pomysł.

Finn podszedł do niej, wyjął jej z ręki szklankę, napełnił wodą i wypił

do dna. Potem spojrzał w okno.

-  Kiedy  skaczę,  czuję,  że  żyję.  Przypominam  sobie,  że  żyję.

Napatrzyłem się na śmierć. Moja mama, Raeni, Thandi – wyliczał – nawet
Tanna omal się nie przeniosła na tamten świat. Ja muszę czuć życie. Sporty,
jakie  uprawiam,  wymagają  absolutnej  koncentracji.  Odrzucam  od  siebie
cały balast rzeczy nieważnych, skupiam się na tym, co robię w danej chwili.

background image

W  takich  momentach  czuję  jedność  ze  światem,  całkowitą  harmonię.  –
Uśmiechnął się. – I owszem, lubię uderzenie adrenaliny.

-  Dziękuję,  że  mi  to  wyjaśniłeś  –  odparła  Beah.  –  Teraz  lepiej  cię

rozumiem.  –  Dotknęła  jego  ręki  i  lekko  ją  uścisnęła.  –  Doceniam,  że
otworzyłeś się przede mną.

Finn kciukiem pogładził ją po policzku.
-  Natomiast  ja  zauważyłem,  że  ty  mówisz  teraz  znacznie  mniej  niż

dawniej.

Tak,  dawniej  usta  się  jej  nie  zamykały,  wydawało  jej  się,  że  jeśli  się

zwierzy Finnowi, on zrobi to samo.

Beah  podeszła  do  kawiarki  i  otworzyła  szafkę  nad  blatem

w poszukiwaniu kubków.

-  Tak,  byłam  gadułą,  ale  teraz  jestem  bardziej  podobna  do  ciebie.

Staram się przetrawić pewne sprawy w sobie, zamiast się zwierzać.

- To ja ci to zrobiłem?
Wzruszyła ramionami. On nic jej nie zrobił. Nikt nie miał nad nią takiej

władzy.  Po  rozwodzie  sama  narzuciła  sobie  rezerwę,  stała  się  bardziej
wycofana.

Mniej bolało, kiedy szukając wsparcia emocjonalnego, nie znajdowała

go.

-  Sami  dokonujemy  wyborów  –  rzekła.  Nie  chciała  jednak  psuć

pięknego  dnia  rozmową  o  przeszłości,  dlatego  zmieniła  temat.  –  Masz
naprawdę piękny dom.

Finn powiódł wzrokiem dookoła.
- Lubię go.
Beah nalała kawę, najpierw Finnowi taką, jak lubił, potem sobie. Finn

złapał jej spojrzenie.

background image

- Wyczuwam, że masz jakiś problem powiedział – że usiłujesz podjąć

decyzję… Mogę ci jakoś pomóc?

Beah  spuściła  wzrok,  spojrzała  na  swoje  nagie  stopy,  na  paznokcie

pomalowane  na  czerwono.  No  nie,  Finn  zwraca  na  nią  coraz  większą
uwagę. W pierwszej chwili chciała skłamać, ale się zreflektowała. On był
z nią szczery. Ona może być z nim szczera. Do pewnego stopnia.

Nie  może  powiedzieć  mu  wszystkiego.  Jeszcze  nie.  Uniosła  dłoń

w niemej prośbie, aby dał jej czas do namysłu.

Kiedy  wiosenne  aukcje  się  skończą,  poprosi  o  spotkanie  z  trzema

braćmi  Murphy  i  wyjaśni  powody  odejścia.  Ale  przedtem  musi  trzymać
swoje  plany  w  tajemnicy.  Żadnemu  z  nich  nie  jest  potrzebny  dodatkowy
stres.  Aukcja  kolekcji  Mounton-Matthews  zdarza  się  raz  na  pokolenie
i klientom należy się jak najlepsza obsługa…

Klientom,  którzy  miała  nadzieję  zostaną  przy  niej,  gdy  odejdzie

z Murphy International. Dlaczego ma poczucie winy? Przecież do niczego
złego ich nie namawia, tylko do tego, aby nadal byli jej klientami. Będzie
miała kontakty z innymi domami aukcyjnymi, zarabiała, rozwijała własną
markę…

Co prawda nie potrzebuje większych dochodów. Jest dobrze ustawiona

finansowo. Więc dlaczego to robi, jeśli nie dla pieniędzy?

Zignorowała  pytające  spojrzenie  Finna,  wyszła  z  kuchni,  minęła

jadalnię  i  weszła  do  salonu,  skąd  rozpościerał  się  widok  bezpośrednio  na
wodę.

Dlaczego  tak  jej  zależy  na  własnej  marce,  na  nowej  firmie?  Może

dlatego,  że  nowe  przedsięwzięcie,  nowe  wyzwanie  wypełni  pustkę,
zagłuszy  natarczywy  wewnętrzny  głos  mówiący,  że  czegoś  brakuje  w  jej
życiu?  Chciała  nowego  wyzwania,  aby  nie  mieć  czasu  myśleć  o  niczym
innym, aby rzucić się w wir pracy i…

background image

Chciała  być  tak  zajęta,  aby  nie  tęsknić  za  małżeństwem,  nie  żałować

marzeń o szczęśliwej, kochającej się rodzinie.

W pewnej chwili usłyszała za sobą kroki Finna. Nie podszedł jednak,

tylko  stanął  oparty  ramieniem  o  szybę.  Rozumiał,  że  potrzebuje  czasu
i przestrzeni dla siebie.

-  Widzę,  że  masz  twardy  orzech  do  zgryzienia  –  odezwał  się  po

chwili. – Mogę ci jakoś pomóc?

Nie  mógł.  Bo  tego,  czego  najbardziej  chciała  od  niego,  nie  mógł  jej

ofiarować. Ani dawniej, ani teraz.

Potrząsnęła głową.
-  Nie  będę  cię  okłamywać  i  udawać,  że  nie  biję  się  z  myślami.  Mam

problem, ale rozwiążę go sama.

Finn otworzył usta i Beah spodziewała się, że zacznie się z nią spierać,

ale on tylko się uśmiechnął.

-  Jestem  do  dyspozycji,  gdybyś  chciała  sprawdzić  reakcję  na  swoje

pomysły. Wiesz o tym, prawda, Bee?

- Bo jesteśmy przyjaciółmi ze specjalnymi przywilejami? – zapytała.
Uderzyła ją gorycz, jaka zabrzmiała w jej głosie.
- Bo wciąż mi na tobie zależy – odrzekł cicho.
Zależy  mu  na  niej.  No,  no.  Ona  była  gotowa  oddać  mu  swoje  serce,

natomiast jemu tylko na niej zależy. Czyż nie powinna uznać tej deklaracji
za  metaforyczny  kubeł  zimnej  wody?  Finn  jeszcze  przez  chwilę  sączył
kawę, w końcu zapytał:

- Masz jakieś wiadomości od ojca?
Beah  zmarszczyła  brwi,  lekko  zdezorientowana  tak  raptowną  zmianą

tematu.

background image

- Żadnych – odparła. – To wymagałoby od niego wysiłku, a mój ojciec

nie lubi się przemęczać.

Finn  podszedł  do  najbliższego  fotela,  usiadł  na  nim,  nogi  oparł  na

stoliku.

- Mówisz o nim z goryczą.
A jak ma mówić? Poczuła zimną obręcz wokół serca.
-  Ojciec  opuścił  mamę,  kiedy  się  zorientował,  ile  potrzebuje  troski

i wsparcia. Całą opiekę nad śmiertelnie chorą zrzucił na mnie. Wyprowadził
się do wieloletniej kochanki, kilka dni po pogrzebie mamy wziął z nią ślub
i adoptował jej córkę. Chyba mam prawo mówić o nim z goryczą.

- Masz. We mnie to, co zrobił, też budzi złość i gorycz. Co za dupek.
Jego rzeczowy ton niemal rozbawił Beah. Finn ma rację, jej ojciec to

dupek.

- A ta córka? Poznałaś ją?
Zimna obręcz wokół serca zacisnęła się jeszcze mocniej.
- Nie. Nigdy nas sobie nie przedstawił. W tym roku skończy piętnaście

albo szesnaście lat.

- Ona wie o twoim istnieniu?
- Nie mam pojęcia. Chyba nie – odparła Beah i spojrzała na zegarek.
Rozmowa stała się zbyt osobista i nie czuła się z tym komfortowo. Są

byłymi małżonkami, który umówili się na seks, nie na „duszne” rozmowy.

Seks  jest  nieskomplikowany,  łatwy.  To  tylko  wzajemna  wymiana

rozkoszy. Obywa się bez słów, uczuć, zwierzeń.

A  rozmowy  takie  jak  ta  przed  chwilą  sprawiają,  iż  wydaje  jej  się,  że

może, może, jest dla niego kimś więcej niż partnerką do łóżka, kimś, kto
nie jest mu obojętny. Dają jej nadzieję, a nadzieja, jak się przekonała, jest
niebezpieczna. Cholernie niebezpieczna.

background image

Musi zdusić w sobie te uczucia, na nowo wznieść bariery między nimi.

Musi chronić siebie. Nie otworzy się znowu przed Finnem, nie chce znaleźć
się w tej samej sytuacji co wtedy, kiedy potrzebowała od niego więcej, niż
mógł jej dać. Nie. Wykluczone.

Zna sposób na odwrócenie uwagi obojga.
Odstawiła kubek na stolik kawowy, przerzuciła nogę przez uda Finna,

objęła go za szyję. Spojrzała na jego usta, opuszkami palców pogładziła po
brodzie.  Seks  im  wychodzi,  dobrze  wychodzi.  Rozmowa  jest
niebezpieczna.

- Kocham twoje oczy – rzekła.
Finn uniósł brwi, położył dłoń na jej nagim udzie, przesunął wyżej na

biodro.

- A ja kocham cię całą.
Beah serce omal nie wyskoczyło z piersi, lecz natychmiast upomniała

siebie,  że  to  tylko  słowa,  do  których  nie  należy  przywiązywać  zbytniej
wagi. Już nie jest tą egzaltowaną, bujającą w obłokach dziewczyną, która
została żoną Finna.

Są kolegami z pracy, dwojgiem ludzi, którzy się pociągają. Tyle i tylko

tyle.

Musiała się jednak upewnić, że są w tym jednomyślni.
- Kochasz to, co nasze ciała robią z sobą, tak? – zapytała.
Finn zamknął jej usta gorącym pocałunkiem.
Dopiero  później,  znacznie  później  Beah  przypomniała  sobie,  że  nie

odpowiedział na jej pytanie.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Siedziała  w  przeładowanym  ozdobami  salonie  Parisa  Cummingsa

i  czekając  na  gospodarza,  myślała  o  tym,  jak  bardzo  tęskni  za  Finnem.
Wczoraj rano w pośpiechu opuściła Boston, ponieważ jeden z najstarszych
stażem  klientów,  rosyjski  oligarcha,  zawiadomił  ją,  że  na  jeden  dzień
przyjeżdża do Londynu i może się z nią spotkać dziś o trzeciej po południu.
Nadmienił, że jest w nastroju do kupowania.

Beah  wsiadła  w  najbliższy  samolot  i  stawiła  się  na  wyznaczone

spotkanie.  W  końcu  na  tym  polega  jej  praca.  Jurij  oznajmił,  że  zamierza
zacząć  kolekcjonować  biżuterię.  Beah  nie  dała  się  nabrać.  Jurij  dbał
o biżuterię tyle co o zeszłoroczny śnieg, natomiast jego nowo poślubiona
żona  –  z  pierścionkiem  z  dziesięciokaratowym  brylantem  na  palcu  –
najwyraźniej miała taką zachciankę.

Beah nie odpowiedziała, przybrała miły wyraz twarzy i robiła notatki.

Jurij nie był zainteresowany byle czym, chciał kupić słynne precjoza, okazy
noszone  przez  koronowane  głowy,  gwiazdy  Hollywood,  indyjskie
księżniczki. A Beah miała je dla niego zdobyć.

Co  wcale  nie  będzie  łatwe,  gdyż  tego  typu  bajeczne  klejnoty  rzadko

trafiają  na  rynek.  Wiedziała,  że  czekają  ją  niezliczone  telefony  do
kolekcjonerów kosztowności z pytaniem, czy nie byliby gotowi rozstać się
z którymś ze skarbów. Z góry znała odpowiedź.

„Nie” powiedziane bardziej lub mniej uprzejmym tonem.
Cóż, Jurija czeka rozczarowanie.

background image

Przed  powrotem  do  domu  w  Notting  Hill  Beah  zobaczyła  się  jeszcze

z  Michaelem  Summersem.  Poinformowała  go,  że  jest  bardzo
zainteresowana  współpracą  z  nim,  podniecona  nowymi  wyzwaniami
i chociaż jeszcze nie składa ostatecznej deklaracji, najprawdopodobniej da
mu pozytywną odpowiedź.

Gdy  tylko  wypowiedziała  te  słowa,  poczuła  ucisk  w  żołądku.

Uradowany Michael aż klasnął w dłonie i zamówił szampana, najwyraźniej
nie widząc, że jest bliska torsji.

Dlaczego  nagle  odniosła  wrażenie,  że  propozycja  Michaela  wcale  nie

jest  tym,  czego  tak  naprawdę  potrzebuje  i  pragnie?  Dlaczego  zaczęła
nabierać  pewności,  że  tylko  pewien  seksowny  milczek  z  Bostonu  potrafi
wypełnić pustkę w jej życiu i sercu?

Dzwonek komórki przerwał jej rozmyślania. Zanim odebrała, zerknęła

na drzwi salonu.

- Cześć, skarbie. – Uśmiechnęła się i spojrzała na zegarek. W Bostonie

była  szósta  rano.  Finn  dopiero  się  obudził.  Ciepło  jej  się  zrobiło  koło
serca. – Co u ciebie?

- Wszystko w porządku. Masz zaspany głos.
- Hm… Miałem sen tylko dla dorosłych.
Beah zniżyła głos, nie spuszczając z oczu drzwi salonu.
- Wystąpiłam w nim?
- W roli głównej. Kiedy wracasz do domu?
Dom.  Finn  wypowiedział  to  słowo  z  taką  łatwością,  że  ogarnęła  ją

pokusa, aby mu uwierzyć. Wiedziała jednak, że zasadniczo nic się między
nimi  nie  zmieniło.  Finn  nie  wysłał  żadnego  komunikatu,  że  chciałby,  aby
ich  związek  osiągnął  wyższy  poziom,  że  jest  gotowy  bardziej  się
zaangażować. Są partnerami do łóżka, którzy kiedyś byli małżonkami.

Finn nadal potrzebuje dystansu, natomiast ona bliskości…

background image

Drzwi  skrzypnęły,  Beah  zakończyła  rozmowę.  Wstała,  zapięła  czarny

żakiet, pod którym miała czarną jedwabną bluzkę, podała Parisowi rękę na
powitanie,  zapytała  o  zdrowie.  Potem  usiadła  na  oryginalnej
dziewiętnastowiecznej  sofie  chesterfield,  skrzyżowała  nogi  w  kostkach,
dłoń  położyła  na  katalogu  obok  siebie.  Przyjęła  propozycję  kawy
i uśmiechem podziękowała lokajowi.

Paris 

usiadł 

naprzeciwko 

niej 

rzadko 

spotykanym

dziewiętnastowiecznym  fotelu  uszaku  firmy  Howard  &  Sons,  absolutnie
wspaniałym, założył nogę na nogę i wbił uważne spojrzenie w gościa.

Przez  następną  godzinę  wypytywał  Beah  o  poszczególne  pozycje

z katalogu aukcji, radził się jej, co powinien kupić i z jakimi cenami ma się
liczyć oraz czego mógłby się ewentualnie pozbyć ze swojej kolekcji.

Kiedy  lokaj  przyniósł  kawę  i  ciasteczka,  Paris  usiadł  wygodniej

w fotelu.

- Zjedz coś – powiedział. – Wyglądasz blado, moja droga.
- Mam już taką karnację – odrzekła.
- Spróbuj ciasta cytrynowego. Jest wyśmienite.
Beah  sięgnęła  po  mały  kwadracik  ciasta  i  włożyła  go  do  ust.

Smakowało wybornie. Mruknęła z zachwytem.

-  Wyśmienite.  Lekkie,  esencjonalne.  Proszę  pogratulować  ode  mnie

kucharzowi.

- Dziękuję.
Ton głosu Parisa sprawił, że Beah nabrała podejrzeń.
- Sam je upiekłeś?
Paris wzruszył ramionami.
- I eklerki, i rurki oblane czekoladą też.
- Naprawdę?

background image

- Pieczenie pomaga mi się zrelaksować, myśleć. Piekę od dziecka.
Coś  podobnego.  Zaskoczył  ją.  Światowej  sławy  kolekcjoner  sztuki

mistrzem  cukiernikiem?  Nie  spuszczając  oczu  z  twarzy  Parisa,  Beah
włożyła  do  ust  miniaturową  eklerkę,  potem  rurkę  oblaną  czekoladą,
w końcu odstawiła talerzyk na bok.

- Wyśmienite, ale mój typ to ciasto cytrynowe.
Z duszą na ramieniu czekała na reakcję Parisa. W końcu uśmiechnął się

i skinął głową. Odetchnęła z ulgą. Zostaną przyjaciółmi.

Lokaj  przyniósł  świeżą  kawę  i  po  wypiciu  kolejnej  filiżanki  Beah

zaczęła  zbierać  notatki  rozłożone  na  kanapie.  Właśnie  chowała  laptop  do
torby, kiedy z ust Parisa padło pytanie, które przyprawiło ją o gęsią skórkę.

- Naprawdę masz zamiar odejść z Murphy International i przyłączyć się

do Michaela Summersa?

Laptop omal nie wypadł jej z rąk. Jeśli Paris słyszał o jej planach, to kto

jeszcze o nich wie?

Bracia Murphy? Czy ktoś im doniósł? Jak to możliwe, skoro wszystkie

rozmowy z Michaelem były ściśle prywatne? Komu on powiedział?

- Ee… - wybąkała.
Paris uniósł rękę.
-  Widzę,  że  taka  myśl  przyszła  ci  do  głowy.  Jesteś  nieszczęśliwa

u Murphych? Źle cię traktują?

Beah  żachnęła  się  i  szybko  wyjaśniła,  że  nie  dlatego  chce  odejść,  ale

w oczach rozmówcy wyraźnie widziała brak zrozumienia.

Kilka tygodni temu miałaby gładką odpowiedź: czuje się ograniczona,

chce mieć wolną rękę w podejmowaniu decyzji, współpracować z innymi
domami  aukcyjnymi.  Chce  rozwinąć  skrzydła.  Ale  z  jakiegoś  dziwnego
powodu postanowiła zdradzić Parisowi prawdę.

background image

- Potrzebuję czegoś więcej, czegoś innego…
-  I  uważasz,  że  jak  się  usamodzielnisz,  odetniesz  od  Murphy

International,  znajdziesz  to,  czego  szukasz?  –  Paris  popatrzył  na  nią  po
ojcowsku.  –  Jesteś  pewna,  że  zmieniając  bieg  swojej  kariery  zawodowej,
znajdziesz to, czego potrzebujesz?

Beah zmarszczyła brwi.
- Słucham?
-  Może  szukasz  zmiany  w  złym  miejscu.  Może  jeszcze  więcej  pracy

wcale nie jest tym, czego potrzebujesz.

Beah usiadła prosto.
- Praca to wszystko, co mam – odrzekła.
Nie była pewna, czy mówi do Parisa, czy do siebie.
Paris wstał, wsunął dłonie do kieszeni spodni drogiego garnituru. Posłał

Beah melancholijny uśmiech.

- W takim razie, moja droga, skończysz jak ja. Mieszkając w pięknym

domu, wśród niewiarygodnej kolekcji dzieł sztuki, mając więcej pieniędzy,
niż zdołasz wydać.

Beah również się podniosła.
- To wcale nie aż taka zła perspektywa – odrzekła spokojnym tonem.
- Owszem. Ale samotność w końcu cię dusi, nie daje spać i o trzeciej

nad ranem zaczynasz piec ciasteczka. – Ku jej zaskoczeniu Paris podszedł
i pocałował ją w policzek, zaraz potem cofnął się i chwycił ją za ramię. –
Nie znajdziesz tego, czego szukasz, pracując jeszcze więcej, Beah. Uwierz
mi. Wiem coś o tym. Benson cię odprowadzi.

Patrzyła na Parisa w osłupieniu. Wzruszył ją swoją troską.
W  drzwiach  salonu  Paris  odwrócił  się  i  wycelował  w  nią  palec

wskazujący.

background image

- Porozmawiaj z nimi o swoich planach. Ponieważ jeśli do mnie dotarły

plotki,  do  nich  również  dotrą.  I  to  niedługo.  Bądź  szybsza.  Jesteś  im  to
winna.

Paris  zniknął  za  drzwiami,  a  Beah  skrzyżowała  ręce  na  piersiach,

zakołysała się na obcasach i zaklęła pod nosem, walcząc z ogarniającą ją
paniką. W głębi duszy czuła, że Paris ma rację.

Bez  względu  na  to,  jak  trudna  będzie  rozmowa  z  Finnem,  musi

wyprzedzić plotki.

Finn rzucił wściekłe spojrzenie Ronanowi, który zaproponował dodanie

jeszcze  jednego  punktu  do  programu  spotkania.  Nie  znosił  zebrań,  a  dziś
szczególnie  zależało  mu  na  czasie,  gdyż  właśnie  przed  chwilą  otrzymał
esemesa od Beah z zawiadomieniem, że już jest z powrotem w Bostonie,
a  nawet  w  swoim  gabinecie.  Nie  mógł  się  doczekać  spotkania  z  nią
i siedział jak na szpilkach.

Przyglądając  się  braciom,  z  zazdrością  myślał,  że  sprawiają  wrażenie

szczęśliwych. Oni zaryzykowali – Carrick z Sadie, Ronan z Joą – lecz on
nie był pewien, czy potrafiłby podjąć jeszcze jedną próbę.

Próbował być szczęśliwy z Beah i nic z tego nie wyszło.
Czy naprawdę próbował? Nie otworzył się przed nią, nie dał jej z siebie

wszystkiego.  Utrzymywał  dystans  emocjonalny,  unikał  głębszego
zaangażowania,  bał  się  zranienia  i  dlatego  wybrał  chłód  zamiast  ciepła
kochania i bycia kochanym.

A  gdyby  zebrał  się  na  odwagę  i  poszedł  na  całość?  Czy  paradowałby

z  taką  samą  zadowoloną  miną  jak  oni?  Bóg  świadkiem,  że  pragnął  dla
siebie takiego samego szczęścia, jakiego oni doświadczali.

To jest ryzyko, ale na jednej szali leży jego serce, na drugiej serce Beah.

Gdyby trochę więcej mówił i, co ważniejsze, gdyby częściej jej słuchał…

background image

Naprawdę  słuchał  nawet  wtedy,  kiedy  rozmowa  staje  się  trudna.  Jeśli
ubrany  w  kombinezon  wingsuit  potrafi  rzucić  się  w  przepaść,  to  może
rzucić się w miłość…

Tak, kocha Beah.
Czy  kiedykolwiek  przestał?  Zawsze  istniała  na  obrzeżach  jego

świadomości.  Czy  dlatego  czuł  się  winny  za  każdym  razem,  kiedy  się
przespał z inną kobietą? Nawet po rozwodzie zawsze uważał Beah za swoją
żonę. Swoją.

Jeśli nie wykona jakiegoś ruchu, nie zrobi czegoś, aby przekonać ją do

pozostania w Bostonie, za kilka tygodni – dokładnie za trzy – Beah wróci
do Londynu.

Nie  wiedział,  jak  będzie  funkcjonował  bez  niej.  I  nie  zadowoli  go

weekend  tu,  cztery  dni  tam.  Pragnął  widzieć  ją  każdego  dnia,  trzymać
w objęciach, kiedy spała, budzić się u jej boku. On musi być w Bostonie, tu
ma rodzinę i pracę. Czy Beah weźmie pod uwagę przeprowadzkę?

Czy jest chociaż cień możliwości?
Gdyby  wyznał  jej  miłość,  zaoferował  coś  więcej  niż  seks  –

małżeństwo? dzieci? – dałaby mu drugą szansę?

- Istnieje tylko jeden sposób, aby się tego dowiedzieć. Zapytać wprost.
Słowa Carricka sprowadziły Finna na ziemię.
- Możesz powtórzyć? – poprosił.
Chciał się upewnić, że się nie przesłyszał.
Carrick zmarszczył brwi.
- Jeśli jej nie zapytamy, nie poznamy odpowiedzi – oznajmił.
Finn wstał tak energicznie, że krzesło uderzyło o ścianę za nim. Oparł

się dłońmi o blat stołu.

background image

- Właśnie. – Zostawił laptop i notatki na stole, minął Ronana, klepnął

Carricka po ramieniu. – Dzięki bracie.

-  Za  co?  –  Finn  nawet  nie  raczył  odpowiedzieć,  gdyż  spieszył  się  do

Beah.  Za  plecami  usłyszał:  -  Mówiłem  o  nowym  projekcie  strony
internetowej, ale nasz braciszek chyba myślami był gdzie indziej.

- Na to wygląda – zgodził się z nim Ronan.

Przez  szklane  ściany  gabinetu,  który  dwa  miesiące  temu  Beah

zaanektowała dla siebie, Finn zobaczył ją siedzącą za biurkiem, pogrążoną
w lekturze jakiegoś dokumentu.

Przystanął, wsunął dłonie do kieszeni spodni, zakołysał się na obcasach.

Beah  z  bladą  cerą,  delikatnymi  rysami  twarzy  i  intensywnie  rudymi
włosami wyglądała jak irlandzka bogini. Jej uroda zapierała dech w piersi,
ale  on  podziwiał  ją  również  za  to,  co  zdołała  osiągnąć.  Wyrobiła  sobie
markę na rynku sztuki, nie podpierając się znanym nazwiskiem. Niewielu
wiedziało, że kiedyś byli małżeństwem. Sukces zawdzięczała tylko sobie.
Był z niej dumny.

I kochał ją bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
Podszedł  do  drzwi,  zapukał  i  je  otworzył.  Beah  zmarszczyła  brwi

z niezadowoleniem, że ktoś jej przeszkadza, lecz zaraz potem uśmiechnęła
się do Finna. Jej oczy jednak pozostały poważne.

Czyżby  nie  cieszyła  się  tak  jak  on?  Dlaczego?  Finnowi  serce  zabiło

mocniej, żołądek zmienił się w kamień. Czy dobrze robi? – przemknęło mu
przez  głowę.  Czy  powinienem  teraz  wyznać  jej  miłość  i  poprosić,  aby
przeniosła się do Bostonu na stałe, czy dać jej czas ochłonąć po podróży?
Może to nie jest właściwa pora i właściwe miejsce na tego typu rozmowy?

Nachylił  się,  wargami  musnął  policzek  Beah.  Cofnęła  się,  umknęła

wzrokiem w bok, lecz w jej oczach zdołał dostrzec cień. Lęk? Obawę?

background image

Może jego oczy zdradzają ten sam wewnętrzny niepokój?
- Witaj, skarbie.
- Witaj – odparła bezbarwnym tonem.
Co  jest  grane,  pomyślał  Finn.  I  dlaczego  ma  dziwne  przeczucie,  że

wolałby się tego nie dowiedzieć?

Przysiadł na brzegu biurka Beah.
- Wszystko w porządku? – zapytał.
- Tak. Ee… Nie. Musimy porozmawiać.
Słowa,  które  mrożą  krew  w  żyłach  mężczyzny.  Finn  zmusił  się  do

uśmiechu.

- Wolałbym całować się z tobą do utraty tchu.
Nie kłamał.
Beah nie roześmiała się z żartobliwej riposty, w jej oczach nie pojawił

się błysk namiętności. Finn zaklął w duchu. Coś musi być na rzeczy.

-  O  co  chodzi,  Beah?  I  nie  mów  mi,  że  o  nic,  bo  widzę,  że  coś  cię

gryzie – zauważył.

- Muszę z tobą porozmawiać, a to nie będzie łatwa rozmowa – zaczęła

Beah.

Łokcie  oparła  przed  sobą,  złączone  dłonie  przyłożyła  do  ust.  Szukała

właściwych słów. Finn zmarszczył czoło. Czy powie, że chce zakończyć ich
związek?

- Widziałam się w Londynie z Parisem Cummingsem – oświadczyła.
Nie  zdziwiło  to  Finna.  Przewidywał,  że  ma  w  planie  spotkanie  z  ich

nowym klientem.

- Jak się ma ten stary zrzęda?
- Nie jest ani stary, ani zrzędliwy – obruszyła się Beah.
Zaległo krępujące milczenie. Beah unikała wzroku Finna.

background image

- Powiedz wreszcie, co masz do powiedzenia.
Beah  potarła  skronie,  potem  odchyliła  się  na  oparcie  fotela,  dłońmi

przytrzymała brzegu biurka.

-  Michael  Summers  od  dwóch  lat  namawia  mnie,  abym  do  niego

dołączyła.

Wszyscy w świecie handlu dziełami sztuki wiedzieli, kim jest Michael

Summers.  Jednym  z  najwyższych  autorytetów,  otoczonym  szacunkiem,
niemal czcią.

Finn chciał zyskać pewność, że dobrze ją zrozumiał.
- Wyjaśnij.
-  Michael  zamierza  przejść  na  emeryturę  i  chce,  żebym  go  zastąpiła.

Zaproponował mi partnerstwo w swojej firmie. Chyba przyjmę tę ofertę.

Chce rzucić Murphy International? Co się dzieje, do diabła? Należy do

klanu. Nie może odejść!

Finn wstał, oparł się dłońmi o biurko, nachylił się i wypalił:
- Wykluczone.
Spojrzenie Beah ochłodło.
- Wiesz, że nie możesz mi dyktować, z kim pracuję?
- Należysz do klanu. Winna nam jesteś lojalność – wycedził przez zęby.
Miał wrażenie, że ziemia usuwa mu się spod nóg.
Kiedy on rozmyślał o wspólnym zamieszkaniu, o miłości, o przyszłości,

ona planowała powrót do Londynu i zmianę barw.

Zadziwiające, że ktoś z tak wysokim ilorazem inteligencji jak on okazał

się aż takim kretynem.

Beah również wstała, również oparła się dłońmi o biurko.
- Nie należę do klanu. Już nie noszę nazwiska Murphy. Odebrałeś mi je,

kiedy poprosiłeś o rozwód.

background image

Największe  głupstwo,  jakie  w  życiu  popełnił.  Nie  mógł  jednak

powiedzieć jej tego, ponieważ kiedy on planował wspólną przyszłość, ona
myślała o dezercji. Dla niej ich wzajemne relacje sprowadzały się do seksu.
Do diabła!

Właśnie się dowiedział, jak się czuje ktoś, po kim przejechał pociąg.
Krew w nim buzowała. Czyli jej chodziło tylko o karierę zawodową?

W porządku.

- Zatrudniliśmy cię, płaciliśmy krocie, awansowałaś.
-  Bzdury!  Wróciłam  do  własnego  nazwiska,  ciężko  zapracowałam  na

wszystko, co teraz mam. Nie daliście mi niczego, na co nie zasłużyłam.

Miała oczywiście rację.
Finn chciał ją prosić, aby nie przyjmowała tej propozycji, aby została

w  Murphy  International.  Chciał  błagać,  by  wybrała  jego,  ale  coś  go
powstrzymywało.

Czyżby  od  samego  początku  nie  podzielała  jego  uczuć?  Czyżby  źle

interpretował całe jej zachowanie?

Bardzo możliwe. W końcu to Beah. Zawsze udawało jej się go omamić.

Może on pragnął czegoś więcej, bo zazdrościł braciom szczęścia? Może nie
chciał zrezygnować z wspaniałego seksu? Może po prostu miał dość bycia
singlem…

Może wcale jej nie kocha?
Ale  teraz  to  nie  ma  znaczenia.  Beah  odchodzi  i  to  napawało  go

przerażeniem.  Nienawidził  był  przerażony.  Nigdy  nie  odczuwał  strachu,
nawet gdy był zawieszony czubkami palców o półkę skalną nad przepaścią,
a  świadomość,  że  tej  drobnej  rudowłosej  kobiecie  udało  się  wzbudzić
w nim lęk, bardzo go zirytowała.

- Chciałam ci powiedzieć, zanim wieść się rozniesie.

background image

-  Czy  to  znaczy,  że  gdyby  ta  wiadomość  nie  wyciekła,  nie

powiedziałabyś  mi?  –  Finn  zapytał  głosem  zimnym  jak  lodowiec,  po
którym lubił śmigać.

- Miałam zamiar porozmawiać z Ronanem po aukcji – odparła Beah.
- Z Ronanem, nie ze mną?
- Z tobą rozmawiam właśnie teraz…
Zadzwonił  telefon  na  biurku.  Beah  zaklęła  po  nosem.  Chwyciła

słuchawkę, warknęła „Beah Jenkinson, słucham” i po krótkiej chwili oddała
słuchawkę Finnowi.

- Eli. Mówi, że to ważne.
Nic  nie  może  być  ważniejsze  od  Beah.  Do  diabła  z  Summersem.  Jej

miejsce  jest  tu,  w  Murphy  International,  przy  nim.  Jest  jego  i  jak  tylko
załatwi tę rozmowę, wybije jej z głowy wszelkie pomysły o odejściu.

- Eli, nie odbieram teraz telefonów – rzucił do słuchawki.
- To ja, Ben.
Finn  zmarszczył  czoło.  Spojrzał  na  zegarek,  szybko  obliczył,  że

w  Hongkongu  właśnie  wybiła  trzecia  nad  ranem.  Dlaczego  Ben  dzwoni
o takiej porze? Boże, nie.

- Co jest, Ben? Piper?
Spojrzenia  Finna  i  Beah  spotkały  się.  Spostrzegł,  że  krew  odpłynęła

z jej już i tak bladej twarzy.

- Jej stan się pogorszył – odrzekł Ben łamiącym się głosem.
Finn  głośno  wypuścił  powietrze  z  płuc,  nachylił  się  nad  biurkiem,

przycisnął przycisk mikrofonu w aparacie.

- Beah jest tu ze mną. Rozmawiamy we trójkę. Powiedz, co się dzieje.
-  Ostatnio  Piper  nie  czuła  się  tak  dobrze  jak  jeszcze  kilka  miesięcy

temu.  Jest  naprawdę  słaba,  ma  bóle.  Dzisiaj  zawiozłem  ją  do  onkologa.

background image

Zrobili jej tomografię. Są przerzuty. Wszędzie. Zostało jej mniej czasu, niż
myśleliśmy.

Czasu od samego początku i tak było niewiele.
Beah  opadła  na  fotel.  Miała  łzy  w  oczach.  Finn  również  poczuł

pieczenie pod powiekami. Usiłował coś powiedzieć, lecz słowa uwięzły mu
w  gardle.  Boże,  myślał,  to  dlatego  miłość  jest  taka  zdradliwa.  Taka
ryzykowna.

-  Jak  możemy  ci  pomóc?  Czy  możemy  coś  zrobić?  Cokolwiek?  –

zapytała  Beah.  Mówiła  głosem  opanowanym,  chociaż  łzy  płynęły  jej  po
policzkach.

Ben milczał chwilę. W końcu przemówił:
- Jak wiecie, mieliśmy już niedługo przylecieć do Bostonu. Chcieliśmy

spędzić z wami tydzień przed ślubem. – Boże, całkiem zapomniałem o ich
ślubie,  przeraził  się Finn.  – Nadal  chcemy  wziąć  ślub,  ale Piper jest  zbyt
słaba,  żeby  podróżować.  To  będzie  cicha  uroczystość,  tu  w  naszym
mieszkaniu. Strasznie mi przykro, ale musicie wszystko odwołać.

Finn przełknął ślinę, próbując zapanować nad wzruszeniem.
-  Nie  ma  sprawy  –  odparł.  –  Chcesz,  żebym  przyleciał  na  ślub?  –

zapytał.

-  O  Boże,  tak.  Siostra  Piper  też  przyleci  i  zaproszę  parę  tutejszych

przyjaciół.  –  Głos  Bena  nabrał  chrapliwych  tonów.  –  Ale  czy  dasz  radę
w tak krótkim czasie?

- Powiedz kiedy, a poruszę niebo i ziemię, aby tam dotrzeć.
- Pojutrze.
Aż tak szybko?
- Do zobaczenia, stary.

background image

Finn  rozłączył  się  i  otarł  twarz  dłońmi.  Nie  mógł  uwierzyć,  że  Piper,

młodej,  pełnej  wigoru,  odważnej,  zostało  tylko  kilka  miesięcy  życia.  Jak
Ben to zniesie? Jak ja to zniosę, zastanawiał się.

Ma dowód, dlaczego lepiej jest unikać miłości. Musi trzymać Beah na

dystans.  Bo  kiedy  tracisz  miłość,  obojętnie,  jaką  formę  przybrała,  zostaje
z ciebie pusta skorupa. Głupotą było pragnąć odbudować i umacniać więź
między nim i Beah. Miłość zawsze kończy się stratą.

Beah  chwyciła  go  za  ramię.  Finn  otworzył  oczy,  napotkał  jej  pełne

współczucia spojrzenie.

- Tak mi przykro. Tak strasznie przykro – rzekła. – Zdaj się na mnie.

Zaraz zarezerwuję nam lot do Hongkongu, załatwię hotel.

Finn  mocno  zacisnął  powieki.  Jedyne,  czego  teraz  potrzebował,  to

zostać sam.

- Polecę sam – oświadczył.
Oczy Beah zrobiły się okrągłe ze zdumienia.
- Ale Finn… Nie możesz.
Finn odsunął się kilka kroków.
-  Przeciwnie,  mogę.  Nie  potrzebujesz  ani  Murphy  International,  ani

mnie.  A  skoro  tak,  ja  nie  potrzebuję,  żebyś  trzymała  mnie  za  rączkę  na
ślubie przyjaciela.

- To nie fair – szepnęła. – Nie prosiłeś mnie, żebym nie przechodziła do

Michaela, nie podałeś powodu, dlaczego mam zostać z wami. Dlaczego?

Finn walczył z przypływem paniki.
- Jesteśmy dobrzy tylko w łóżku. Łączy nas seks i nic więcej.
-  Bzdury!  –  zawołała.  –  Doskonale  wiesz,  że  to  nieprawda.  Gdybyś

podał mi rzetelny powód, dla którego powinnam zostać w firmie i przenieść
się do Bostonu, zrobiłabym to.

background image

Finn  spojrzał  na  drzwi.  Najchętniej  by  stąd  uciekł.  Natychmiast.

Nienawidził  tego  rodzaju  rozmów  naładowanych  silnymi  emocjami.  Do
niczego nie prowadzą, zostawiają tylko głębsze urazy.

- Chcę cię mieć w Bostonie po to, aby uprawiać z tobą seks. Właściwie

do tego to się sprowadza.

Policzki Beah stały się czerwone, dłonie zacisnęły się w pięści. Spuściła

głowę. Finn nachylił się, zajrzał jej w twarz. Oczy miała pełne łez.

Zdusił w sobie pragnienie, by wziąć ją w ramiona.
Był w połowie drogi do drzwi, kiedy usłyszał cichy głos Beah:
-  Zawsze  chciałam  od  ciebie  tylko  jednego.  Żebyś  mnie  kochał.  –

Przystanął i odwrócił się. Beah patrzyła na niego oczami pełnymi miłości.
Serce omal mu nie pękło. – Dawniej i teraz pragnęłam, żebyś mnie kochał,
rozmawiał ze mną, może opierał się na mnie. Powiedziałam ci o propozycji
Michaela w nadziei, że będziesz mnie namawiał do zostania w Bostonie, że
spróbujemy stworzyć trwały związek. Ale ty tego nie chcesz.

Beah otarła łzy.
-  Nie  powinnam  iść  z  tobą  do  łóżka,  nie  powinnam  wpuścić  cię

z  powrotem  do  swojego  życia.  Bo  ty  się  nie  zmieniłeś.  Owszem,
zmężniałeś,  może  wyprzystojniałeś,  ale  nie  dojrzałeś.  Nie  w  sprawach
najważniejszych. Wciąż masz deficyty emocjonalne, wciąż się boisz mnie
i uczuć, jakie w tobie wzbudzam.

Każde słowo Beah było jak policzek, każda łza jak cios prosto w serce.
- Odejdź – rzekła, prostując się. – Odejdź, bo w tym jesteś mistrzem.
- Co masz zamiar zrobić? – zapytał.
Musiał wiedzieć.
Beah uśmiechnęła się zimno.

background image

-  Nie  martw  się.  To,  co  zrobię  albo  czego  nie  zrobię,  nie  ma  nic

wspólnego  z  tobą.  Ty  myślisz  tylko,  jak  chronić  siebie,  reszta  cię  nie
obchodzi. Widzimy się w Hongkongu. Zrobię to dla Piper. Będę świadkiem
ich przysięgi.

- Nie chcę cię tam.
-  Mało...  mnie…  to...  obchodzi  –  wycedziła.  –  My  i  nasze  relacje  to

osobna  sprawa.  Teraz  najważniejsi  są  Ben,  Piper  i  ich  ślub.  –  Pokazała
Finnowi drzwi. – Idź. Przecież chcesz. A po powrocie z Hongkongu zniknę
z twojego życia, zawodowego i prywatnego. Na zawsze.

Finn  zdawał  sobie  sprawę,  że  nie  może  zabronić  jej  podróży  do

Hongkongu. Gestem poddania się uniósł dłonie. Beah ma rację. Ślub Bena
z Piper nie ma nic wspólnego z nimi.

- Polecę samolotem firmy. Kierowca podjedzie po ciebie. Dam ci znać

esemesem, o której.

Beah wbiła w niego wzrok.
-  Wolałabym  już  przepłynąć  wpław  ocean.  –  Wyminęła  go,  niby

przypadkiem  wbijając  mu  łokieć  w  żołądek.  –  Do  zobaczenia
w  Hongkongu.  Aha,  jeszcze  jedno.  Kiedy  tam  będziemy,  wyświadcz  mi
przysługę.

Finn uniósł brwi w niemym pytaniu.
- Nie staraj się rozmawiać ze mną. Wszystko, co było do powiedzenia,

już sobie powiedzieliśmy.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Na  widok  miny  Finna,  gdy  biegł  korytarzem,  wszyscy  schodzili  mu

z drogi. Dopadł do drzwi sali konferencyjnej, pchnął je i powiódł wzrokiem
po twarzach osób siedzących przy stole.

Pierwszy zareagował Garrick.
- Finn? Co się stało?
Finn opadł na najbliższe krzesło, zakrył twarz dłońmi.
- Co się dzieje? – Carrick powtórzył pytanie.
Finn  milczał.  Jak  przez  mgłę  słyszał,  że  Carrick  odprawia  zebranych,

a kiedy Ronan podsunął mu pod nos kubek gorącej kawy, odepchnął jego
rękę.

- Co się stało? – dociekał mocno zaniepokojony Carrick.
-  Odwołujemy  ślub  Bena  z  Piper.  Jej  stan  nie  pozwala  na  podróż  do

Bostonu.

- Fatalna wiadomość, bardzo mi przykro – rzekł Carrick.
Gestem  wyrażającym  współczucie  położył  Finnowi  dłoń  na  ramieniu.

Finn  strząsnął  jego  rękę,  zerwał  się  z  krzesła.  Potrzebował  więcej
przestrzeni.

- Ile czasu jej zostało? – zapytał Ronan.
-  Mniej  niż  sądziliśmy.  Nie  mogłem  wypytywać  o  szczegóły.  Wezmą

cichy ślub w Hongkongu. Obiecałem Benowi, że tam będę.

-  Kiedy  wyjeżdżasz?  –  zapytał  Carrick.  –  Zawiadomię  pilota,  niech

załatwia formalności.

background image

- Jak najszybciej – odrzekł Finn. – Jadę do siebie po rzeczy i stamtąd na

lotnisko.

Carrick kiwnął głową, wyjął telefon i wystukał  esemesa. Finn założył

ręce  na  kark,  złapał  spojrzenie  Ronana.  Współczucie,  jakie  dostrzegł
w oczach brata, tylko go zirytowało.

- Beah leci z tobą? – zapytał Ronan.
Finn  parsknął  gorzkim  śmiechem.  Serce  zabiło  mu  mocniej.  A  już

myślał, że umarło.

- Skąd taki pomysł?
- Bo wspólnie organizowaliście ślub. Bo śpicie z sobą. Bo ją kochasz.

Bo nie chcemy, żebyś był sam – wyliczył Ronan tonem, jakiego zazwyczaj
używał w rozmowie z klientami.

Finn rzucił mu wściekłe spojrzenie.
- Łączy nas łóżko, nic więcej. Nie ekscytuj się.
Gdyby  udało  mu  się  uwierzyć  w  to,  co  mówi,  może  mógłby

funkcjonować bez Beah.

Ronan parsknął śmiechem, potem wzniósł oczy do nieba.
- Gadasz głupoty i doskonale wiesz o tym. Beah powinna być z tobą,

potrzebujesz jej.

- Nikogo nie potrzebuję! – ryknął Finn. – Dobrze mi samemu.
Carrick i Ronan wymienili spojrzenia, a Finn zastanawiał się, któremu

z braci pierwszemu dać w zęby. Czy to ważne? Owszem. Kontakt pięści ze
szczęką jednego albo drugiego poprawiłby mu nastrój.

- Nawet nie próbuj.
Głos Garricka brzmiał łagodnie, lecz rzeczowo. Finn chciał walnąć go

jeszcze mocniej.

background image

Nie  miał  jednak  czasu  wdawać  się  w  bójkę  z  braćmi,  a  przede

wszystkim nie chciał wywołać sensacji, zjawiając się na ślubie z podbitym
okiem albo rozciętą wargą. Musiał odwrócić uwagę Carricka i Ronana od
siebie.

Trudno, rzuci im Beah na pożarcie.
- Beah zastanawia się nad przejściem do Michaela Summersa. – Żaden

z  braci  nie  wyglądał  na  zaskoczonego,  co  jeszcze  bardziej  zezłościło
Finna. – Wiedzieliście?

Carrick wzruszył ramionami.
- Obiło się nam o uszy.
- I nic mi nie powiedzieliście?
- Jesteście rozwiedzeni – zauważył Ronan.
Wiem, idioto!
- Ale ciągle jeszcze jestem partnerem w firmie – odparował Finn.
-  Usłyszałem  o  tym  już  w  Londynie  następnego  dnia  rano  po  kolacji

z  Parisem  Cummingsem  –  wyjaśnił  Carrick.  Przysunął  sobie  krzesło
i usiadł. – Miałem zamiar ci powiedzieć, ale tylko głupi by nie zauważył, że
spędziliście z Beah noc. Sprawiałeś wrażenie takiego szczęśliwego, że nie
chciałem psuć ci humoru.

- Postanowiliśmy ściągnąć Beah tutaj – wtrącił Ronan. – Sądziliśmy, że

pracując w Bostonie, zmieni zdanie i nie odejdzie.

Finn nie potrafił zrozumieć, że mówią o tym z takim spokojem.
- Dlaczego was to nie martwi?
Ronan uniósł filiżankę z kawą do ust.
- Szczerze mówiąc dziwiło mnie, że tak długo wytrzymała z nami. Jest

szanowaną  specjalistką,  ma  wspaniałe  kontakty.  Klienci  ją  uwielbiają.  Jej

background image

odejście nie oznacza zerwania współpracy. Oznacza tylko zmianę sposobu
rozliczeń między nami.

- Jej miejsce jest tutaj, w firmie – oświadczył Finn.
Zastanawiał się, dlaczego się upiera. Przecież byłoby znacznie prościej

i  łatwiej,  gdyby  Beah  odeszła.  Więzy  między  nimi  zostałyby  ostatecznie
przecięte.

- Jej miejsce jest przy tobie, nie w firmie – zauważył Carrick. – Firma

nie może wiązać jej rąk. Myślisz sercem, nie głową.

Oczywiście,  że  tak.  Nigdy  nic  dobrego  z  tego  nie  wynikło.  Ani  dla

niego, ani dla Beah.

Czy  kiedykolwiek  wyciągnie  z  tego  wnioski?  W  stosunkach  z  ludźmi

jest beznadziejny. Lepiej już być samemu. Sam całkiem dobrze sobie wtedy
radzi.

Zmęczyła go rozmowa. Spojrzał na Garricka.
- Pilot się odezwał?
Carrick spojrzał na ekran.
- Tak. Wszystko załatwione.
Finn kiwnął głową i ruszył do wyjścia. W drzwiach przystanął.
- W Hongkongu spędzę dwa, może trzy dni – oznajmił. – Po powrocie

pojadę do Aspen albo do Arapahoe Basin w Kolorado. Potrzebuję…

W oczach Ronana dostrzegł cień zawodu.
-  Potrzebujesz  Beah,  ale  ponieważ  jesteś  zbyt  uparty,  aby  się  do  tego

przyznać, zamierzasz rzucić się na łeb na szyję w dół zbocza, aby poczuć,
że  żyjesz.  Prawdziwa  wolność  przychodzi  z  odwagą,  bracie.  Z  decyzją,
czego  chcesz,  z  dążeniem  do  celu.  Niewykluczone,  że  drugi  raz  również
wam się nie uda, ale warto się przekonać.

background image

Finn  nie  potrzebował  przygody  emocjonalnej,  potrzebował  przygód

fizycznych.  Woli  skończyć  z  połamanymi  rękami  i  nogami,  a  nie  ze
złamanym sercem.

Beah  opadła  na  fotel,  obróciła  się  plecami  do  szklanej  ściany.  Miała

nadzieję, że jej tusz do rzęs jest wodoodporny nie tylko z nazwy. Usiłowała
skupić  się  na  pracy  –  miała  mnóstwo  pilnych  sprawach  do  załatwienia  –
byle nie myśleć o tym, że Finn znowu odszedł.

Łzy strumieniem popłynęły jej po policzkach.
Przycisnęła ręce do brzucha, zgięła się wpół. Ale była głupia! Łudziła

się, że się zmienił, zmądrzał, dojrzał, że nareszcie jest gotów kochać ją tak,
jak tego potrzebowała.

Już to przerabiałaś, wyjdziesz z tego. Przeżyłaś śmierć mamy, odejście

ojca. Przeżyłaś miłość i rozstanie z Finnem.

Potrafisz.  A  nawet  jeśli  ci  się  wydaje,  że  nie  dasz  rady,  musisz.  Są

rzeczy, na które nie masz wpływu.

Musisz je przyjąć takimi, jakie są, i żyć dalej.
Beah  wzięła  głęboki  oddech.  Najchętniej  położyłaby  się  skulona  na

podłodze  i  płakała,  ale  przecież  musi  wyjść  z  biura  z  podniesioną  głową,
nie wzbudzając podejrzeń, że Finn wyrwał jej serce z piersi i wyrzucił przez
okno, aby rozjechały je samochody.

Przez  ostatnie  tygodnie  czuła  się  szczęśliwa,  spełniona,  kompletna.

Otwarta rana prawie się zasklepiła…

A  teraz  została  rozerwana  na  nowo  i  była  głębsza,  boleśniejsza  niż

przedtem.

„Chcę cię mieć w Bostonie po to, aby uprawić z tobą seks. Właściwie

do tego to się sprowadza”.

Drań! Co za bzdury!

background image

Finn  potrzebował  pretekstu  do  odejścia,  do  ucieczki.  Gdy  usłyszał

o  propozycji  Michaela  Summersa  i  zaraz  potem  odebrał  telefon  od  Bena,
przeraził się. Wziął nogi za pas.

Beah czuła, jak wzbiera w niej wściekłość na Finna i na siebie samą.

Kiedy zmądrzejesz, kretynko?

Jesteś kobietą inteligentną, rozsądną, a przy nim kompletnie głupiejesz.

Dlaczego?

Miała  o  czym  rozmyślać  podczas  szesnastogodzinnego  lotu  do

Hongkongu.

Keely  przyglądała  się  przyjaciółce  z  oczami  i  nosem  czerwonymi  od

płaczu.  Pragnęła  objąć  ją  i  utulić,  znała  jednak  Beah  na  tyle  dobrze,  że
wiedziała, że teraz musi się wypłakać, a potem weźmie się w garść i ruszy
do przodu.

Tak postępują kobiety silne. Życie łamie im skrzydła, lecz one zawsze

znajdą sposób, aby poderwać się do lotu.

Z  kieliszkiem  wina  usiadła  obok  Beah  na  kanapie.  Otoczyła

przyjaciółkę ramieniem i pogratulowała sobie w myślach, że jej udało się
uniknąć  tego  stanu.  Bo  za  dziesięć  miesięcy  albo  dziesięć  lat  Dare
doprowadziłby ją do takiej samej rozpaczy.

Tęskniła  za  nim,  ale  kilka  miesięcy  uniesień  nie  jest  warte  tego  bólu.

Doświadczenie nauczyło ją, że Dare prędzej czy później zmęczyłby się nią.
Za pół roku? Gdyby wytrzymał osiem miesięcy, byłby to rekord.

Seks, z początku cudowny i wyjątkowy, spowszedniałby mu, a jej silna

osobowość  i  dyktatorskie  zapędy  zaczęłyby  go  irytować.  Miałby  dość
ciągłych sprzeczek, cierpiałoby jego męskie ego.

Ona  nie  jest  typem  kobiety,  z  którą  mężczyźni  długo  wytrzymują,

myślała.  Oni  potrzebują  kobiet  delikatniejszych,  spokojniejszych,

background image

uleglejszych.

Ona nigdy taka nie będzie.
A więc pora się rozstać, zanim będzie za późno.
Beah  sięgnęła  po  swój  kieliszek,  wypiła  duży  łyk  wina,  opuszkami

palców wytarła oczy.

-  W  ciągu  ostatnich  dni  płakałam  więcej  niż…  -  zawahała  się  –  niż

kiedy Finn oświadczył, że chce rozwodu.

Keely  posłała  jej  ciepły  uśmiech.  Zrezygnowała  z  pouczenia  jej,  że

przeszłość jest najlepszą prognozą na przyszłość.

Mężczyźni zrywali z nią. Dare również ją rzuci.
Ale teraz nie będą rozmawiały o niej, tylko o Beah.
- Wszystko się ułoży, zobaczysz.
- Tak mówią.
-  Daj  sobie  trochę  czasu.  –  Keely  cofnęła  rękę,  podniosła  nogi,  stopy

oparła na brzegu stolika. – Byłaś w pracy po powrocie z Hongkongu?

Beah pokręciła głową.
- Zanim zdążyłam poprosić o kilka dni wolnego, Ronan przysłał mejla,

że dają mi urlop. Dwa zdania. Że ich brat to skończony dupek i że nie chcą
mnie ani widzieć, ani ze mną gadać przez przynajmniej tydzień.

- Miło z jego strony – stwierdziła Keely.
- Owszem. Zwłaszcza o tym dupku.
- Jak ślub?
- Słodko, czule, cudownie. Piper i Ben świata poza sobą nie widzą. Ona

wyglądała – Beah głos się załamał – cudownie. Ben wziął urlop, żeby z nią
być.  To  dobrze,  prawda?  Ucieszyli  się,  że  przyjechaliśmy.  Że  ja
przyjechałam

- Jak Finn?

background image

Beah wzruszyła ramionami i usiadła głębiej, jak gdyby chciała uciec od

pytania.

-  Przywitaliśmy  się,  potem  robiliśmy  to,  co  wychodzi  nam  najlepiej,

czyli ignorowaliśmy siebie nawzajem. – Beah podciągnęła nogi pod brodę,
ramionami  objęła  kolana.  –  Wieki  cię  nie  widziałam.  Kiedy  wróciłaś
z Florydy?

-  Przedwczoraj.  Zła  jestem  na  ciebie,  że  nie  zadzwoniłaś.  Wiesz,  że

gdybyś mnie potrzebowała, przyleciałabym od razu.

Beah kiwnęła głową.
- Wiem. Ale bardzo chciałam pobyć sama.
Keely przechyliła głowę, spojrzała na Beah z ukosa.
- Czy któreś z was odwołało przygotowania do ślubu? – zapytała.
Beah wzruszyła ramionami.
- To sprawa Finna. Nie będę się w to angażować.
- Pytam, bo wczoraj przyszedł ktoś z cateringu i oglądał salę balową.
- Czyli nie kiwnął palcem. Jak go znam, zaszył się na jakimś odludziu.

Wygląda na to, że jednak ja muszę się tym zająć.

Keely spojrzała na zegarek.
- Dziś już nic nie zdziałasz.
- Jutro rano obdzwonię wszystkich. Cholerny Finn.
Beah dopiła swoje wino, potem wyjęła Keely kieliszek z ręki i wypiła

spory łyk.

-  Jestem  marną  przyjaciółką  –  stwierdziła.  –  Nie  mam  pojęcia,  co  się

dzieje w twoim życiu. Jak Dare?

Na dźwięk tego imienia Keely poczuła ucisk w żołądku. Musi coś z tym

zrobić, pomyślała. Nie może tak reagować.

- Nie wiem. Zerwaliśmy – oznajmiła.

background image

Beah uniosła wysoko brwi.
- Dlaczego? – Keely nie miała ochoty wyjaśniać. Pragnienia jej i Beah

różniły się diametralnie. – Mów.

-  Chciał  więcej,  niż  byłam  gotowa  mu  ofiarować  –  przyznała  Keely

w końcu.

Naprawdę nie chciała o tym rozmawiać.
- Co takiego? – zapytała Beah ze złością.
- Powiedział, że nie może być tą jedną stroną walczącą o nas, wierzącą

w  nasz  potencjał  jako  pary.  Aha,  i  ponieważ  ja  nie  chcę  spróbować,
znajdzie inną. W tej chwili pewnie przeprowadza casting na miłość swojego
życia.

W głosie Keely brzmiała nuta goryczy.
- I to cię wpienia, tak? – Beah wstała z sofy. – Na miłość boską, Keels.

O co ci chodzi?

Keely  wzięła  od  Beah  kieliszek,  zanim  przyjaciółka  rozlała  wino  na

cenny perski dywan, dopiero potem odpowiedziała:

- Uważam, że podjęłam słuszną decyzję za nas oboje. Dare na pewno by

mnie  zostawił.  –  Beah  wpatrywała  się  w  nią  w  milczeniu  tak  długo,  że
Keely zaczęła się wiercić. – Tak jest lepiej.

-  Jeśli  Dare  jest  chociaż  trochę  podobny  do  mnie,  to  ma  po  dziurki

w nosie ludzi, którzy uważają się za wszystkowiedzących i decydują za nas,
jak  mamy  kochać.  Kocham  Finna  i  wiem,  że  byłoby  nam  dobrze  razem.
Dare,  inteligentny  i  dojrzały  mężczyzna,  chce  być  z  tobą,  ale  ty  i  Finn
postanowiliście,  że  nie  mamy  w  tej  sprawie  nic  do  powiedzenia,  tak?
Powiem w imieniu Dare’a, pieprz się. I Finn też.

Keely  oniemiała.  Chciała  być  zła  na  Beah,  ale  nie  mogła.  Bo  Beah

miała cholerną rację.

background image

-  Arogancja,  inteligencja  i  strach  to  zabójcza  mieszanka  –  Beah

odezwała się ponownie. Oczy jej pałały ze złości.

Keely chciała coś powiedzieć, lecz Beah podniosła rękę, nakazując jej

milczenie.

- Nie mogę teraz z tobą rozmawiać. Kocham cię, ale jestem wściekła na

ciebie. Przynajmniej trzy czwarte tej wściekłości jest skierowane na Finna,
ale ty też znalazłaś się na linii strzału. Wyjdę, zanim powiem coś, co zburzy
naszą przyjaźń.

Po tych słowach Beah odwróciła się na pięcie. Keely wbiła wzrok w jej

plecy, zaskoczona, że nagle to ona stała się bohaterką wieczoru. Czuła się
w tej roli cholernie nieswojo.

Keely  stała  w  holu  luksusowego  apartamentowca,  podczas  gdy

recepcjonista dzwonił do Dare’a z wiadomością, że ma gościa.

Może nie zechcieć jej widzieć…
Utrzymywali  z  sobą  kontakt,  ale  esemesy  i  mejle  były  krótkie

i dotyczyły albo Mounton House, albo zbliżającej się aukcji. Dare wiedział,
że Keely się zgodziła, aby ślub Bena i Piper odbył się w sali balowej.

Musi go zawiadomić, że ślub jest odwołany, pomyślała Keely i szybko

wystukała esemesa, by nie spodziewał się czeku od Finna za wynajęcie sali.

Dare odpisał:
„Szkoda.  Tyle  pracy  włożonej  w  przygotowania.  Może  znajdzie  się

chętny na ich miejsce?”.

Zanim zdążyła dokładnie przeczytać wiadomość, przysłał następną:
„Pomyślałem, że ty i ja moglibyśmy skorzystać z okazji. I wziąć ślub”.
Rozwścieczona Keely – Dare wyraźnie drwił sobie z niej – wsiadła do

windy. Jak on może tak żartować? To wcale nie jest śmieszne.

background image

Drzwi widny rozsunęły się i Keely wparowała do mieszkania. Dare stał

przy oknie w salonie wpatrzony we wspaniały widok na cały Boston.

- Jak możesz wypisywać takie bzdury! – zawołała.
Ku  swojemu  przerażeniu  poczuła,  że  łzy  napływają  jej  do  oczu.  Nie

wolno  jej  zdradzić  przed  nim,  że  małżeństwo  jest  jej  najskrytszym
marzeniem.  Mąż,  ślub,  obrączka,  przysięga  dozgonnej  miłości…  Jak  on
śmie żartować z czegoś tak… tak ważnego, tak głębokiego?

-  Masz  na  myśli  propozycję  ślubu?  –  zapytał  Dare.  Odwrócił  się  od

okna.  Do  Keely  dotarło,  jak  bardzo  za  nim  tęskniła.  –  Dlaczego  to  taki
bzdurny pomysł?

- Bo mnie nie kochasz. Nie chcesz spędzić reszty życia ze mną!
Dare  nie  ruszył  się  z  miejsca,  natomiast  kąciki  jego  ust  uniosły  się

lekko.

- Skąd wiesz, Keely? Czy to nie kolejna z twoich głupich teorii, że nie

wytrzymam z tobą i cię rzucę?

-  Przecież  jestem  nie  do  wytrzymania!  –  Keely  opadła  na  najbliższą

sofę. – Jestem apodyktyczna, zarozumiała, roszczeniowa, uparta i…

Na  kolanach  poczuła  dłonie  Dare’a,  w  nozdrzach  zapach  jego  wody

kolońskiej. Milczał. Gdy podniosła głowę, w jego oczach zobaczyła miłość,
czułość i lekkie rozbawienie.

-  Uwielbiam  twój  silny  charakter,  zadziorność,  gotowość  do  walki

o  słuszną  sprawę.  Widziałem  cię  w  najlepszych  i  najgorszych  chwilach.
Uwielbiam cię taką, jaka jesteś, ze wszystkimi twoimi zaletami i wadami.

Keely przerażona przygryzła dolną wargę.
- Dare – wybąkała – ja…
- Nie. – Pokręcił głową. – Wystarczy. Nie jestem naiwniakiem, Keels.

Doskonale zdaję sobie sprawę, kogo biorę. Chcę ciebie. Całą ciebie. Mam

background image

dość  siły,  aby  ci  powiedzieć,  kiedy  odpuścić,  nie  boję  się  stanąć  z  tobą
w szranki. Nie boję się ciebie. Kiedy to zaakceptujesz?

- Jeśli odejdziesz jak inni, nie wiem, czy to zniosę, Dare. Znaczysz dla

mnie więcej niż oni wszyscy razem wzięci – wyznała z bijącym sercem.

- Należę do tych, którzy się nie poddają, nie ustępują, gdy sprawy idą

źle. Mam dość twojego ciągłego odpychania mnie od siebie. – Ujął twarz
Keely  w  dłonie.  –  Kochaj  mnie,  pozwól  mi  kochać  ciebie.  Bądźmy
szczęśliwi. Bo życie bez ciebie to nie życie.

Keely  przemknęło  przez  głowę,  aby  wstać  i  wyjść,  lecz  szybko

zrezygnowała  z  tego  pomysłu.  A  jeśli  zostanie?  Jeśli  jeszcze  raz
zaryzykuje?

Dare uśmiechnął się. Chyba wyczuł, że jest bliska kapitulacji.
-  Okej,  zrobimy  tak…  -  powiedział.  –  Powtórz  za  mną:  Kocham  cię,

Dare.

- Kocham cię, Dare.
-  Dzięki  Bogu.  I  jeszcze  to:  Weźmy  ślub  w  sobotę  w  sali  balowej

Mounton House, Dare.

- Weźmy ślub… - Nagle zamilkła. – Co takiego? Nie możemy…
-  Dlaczego  nie?  Wszystko  jest  przygotowane.  Ja  kocham  ciebie,  ty

kochasz  mnie.  Oboje  doskonale  wiemy,  że  tylko  odwlekamy  to,  co
nieuniknione.  W  ten  sposób  może  nareszcie  się  przekonasz,  że  mam
dalekosiężne plany.

Keely własnym uszom nie wierzyła.
- Ja… Jezu… Dare?
-  Odłóżmy  rozmowę  o  ślubie  na  później,  bo  widzę,  że  twoja  głowa

zaraz eksploduje, a teraz… - wstał, wsunął dłonie pod uda Keely, podniósł
ją i przytulił do piersi – teraz zajmiemy się czymś innym…

background image

W objęciach Dare’a poczuła się bezpieczna. Zarzuciła mu ręce na szyję,

przez koszulę pocałowała w ramię. Kiedy niósł ją do sypialni, odezwała się:

- Dare?
- Uhm?
- Kocham cię.
Gdy wymawiała te dwa słowa, czuła, jak ogarnia ją wewnętrzny spokój.

Nareszcie. Przez najbliższe sześćdziesiąt lat zamierzała często je powtarzać.

Przynajmniej sześćdziesiąt.
Dare czule pocałował czubek jej głowy.
- Ja też cię kocham, skarbie. Bardzo.
No, Keely, na co czekasz?
-  Dare,  czy  weźmiesz  ze  mną  ślub  w  sobotę?  Na  dobre  i  na  złe?

Zostaniesz ze mną w zgodzie i niezgodzie, w zdrowiu i chorobie i tak dalej?

Objął ją jeszcze mocniej.
- Już myślałem, że nigdy nie zapytasz. Odpowiedź brzmi: Tak.

W  Hongkongu  i  w  każdej  minucie  po  wylądowaniu  w  Stanach  Finn

walczył  z  przemożnym  pragnieniem,  by  pojechać  do  Beah  i  błagać
o  jeszcze  jedną  szansę.  Ale  to  niemożliwe.  Nie  pasują  do  siebie.  Ich
związek byłby katastrofą. To koniec.

Otrząsnął  się  z  przygnębienia,  zdusił  w  sobie  rozpacz.  Nie  będzie

myślał o Beah, nie dziś, kiedy słońce świeci, niebo jest czyste, a śnieżny
puch  nieskalany.  Spędzi  dwa  dni  w  Kolorado,  nacieszy  się  śniegiem
i  samotnością,  a  kiedy  poczuje  się  bardziej  stabilnie,  kiedy  jego  serce  się
wzmocni,  wróci  do  Bostonu  i  spróbuje  zbudować  sobie  życie  bez  Beah.
Będzie to wymagało sporo wysiłku, ale jest wytrwały. Uda mu się.

Kiedyś.

background image

Nałożył  gogle,  odepchnął  się  i  ruszył.  Chciał  być  pierwszym,  który

zostawi  ślad  na  dziewiczym  śniegu.  Widząc,  że  wyprzedza  go  jakiś
snowboardzista, poczuł ducha rywalizacji. Nie pozwoli, by jakiś nastolatek
okazał się lepszy od niego. Przyspieszył, skręcił w prawo, chcąc wyminąć
chłopaka w skafandrze dokładnie tego samego koloru co oczy Beah…

Wystarczył ułamek sekundy dekoncentracji, by nartą zawadził o deskę.

Przekoziołkował, wiązania puściły. Finn, klnąc na czym świat stoi, usiłował
sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz przewrócił się na stoku.

Dziesięć  lat  temu?  Piętnaście?  Ale  blamaż.  Zdecydowanie  nie  chciał

dotrzeć na dół na czterech literach.

Nagle poczuł, że zamiast wytracać szybkość, przyspiesza, że śnieg go

niesie, że zatyka mu nos i usta…

Dotarła do niego cała groza sytuacji.
Lata, miesiące, wieki później zatrzymał się z twarzą w śniegu. Bolało

go  całe  ciało.  Spróbował  się  podnieść  na  rękach,  ale  plecami  uderzył
w  twardą  ścianę.  Co  jest,  do  diabła?  Chciał  wziąć  głęboki  oddech,  lecz
wokół było bardzo mało powietrza. Miał wrażenie, że oddycha przez gruby
koc.

Koc  z  warstw  śniegu  usypanych  przez  lawinę.  Niedobrze,  pomyślał.

Przeraził się nie na żarty.

Chciał  krzyknąć,  ale  uznał,  że  lepiej  oszczędzać  powietrze.  W  kurtce

miał zaszyty transponder. Grupa, z którą wyruszył, chyba się zorientuje, że
go nie ma. Postanowił, że najlepiej wyluzować, przestać myśleć…

Niewykonalne.
Przed sobą widział twarz Beah, śliczną, bladą, okoloną rudymi lokami

opadającymi na ramiona. Żałował…

Żałował,  że  nie  dostał  drugiej  szansy.  Że  nie  kochał  jej  tak,  jak  na  to

zasługiwała. Że zmarnował dziesięć lat, usiłując chronić siebie. Że nie był

background image

odważniejszy, mądrzejszy, że nie przyjął miłości, jaką mu ofiarowywała.

Trochę za późno, głupku.
Ciemność wokół niego się zacieśniała. Zaczynał się dusić. Zdawał sobie

sprawę,  że  jego  czas  jest  policzony.  Za  jedenaście  minut  zamieni  się
w trupa…

Poruszył ręką, palcem narysował serce, wpisał w nie inicjały swoje oraz

Beah. Wiedział, że ona tego nie zobaczy, lecz chciał pozostawić jakiś znak
na ziemi, którą opuszcza.

I pochłonął go mrok.

W  wynajętym  samochodzie  w  drodze  do  szpitala  Beah  spojrzała  na

Carricka i poprosiła:

- Powiedz to jeszcze raz.
- Porwała go lawina – wyjaśnił Carrick.
Trzymał  dłoń  na  ramieniu  Beah,  mówił  spokojnym  głosem,  nie

okazując  zniecierpliwienia,  że  odkąd  ponad  pięć  godzin  temu  wyruszyli
z Bostonu, już co najmniej dwudziesty raz powtarza to samo.

- Gdy go znaleziono, puls był niewyczuwalny, ale ratownikom udało się

przywrócić funkcje życiowe. Był skrajnie wyziębiony, ale dojdzie do siebie.

- Doszło do uszkodzenia mózgu z powodu niedotlenienia?
Beah już wiele razy zadawała to samo pytanie, znała odpowiedź, lecz

spokojne głosy Carricka i Ronana koiły jej nerwy.

- Dzisiaj było ciepło i włożył lżejsze ubranie. Wyziębienie spowolniło

metabolizm,  zmniejszyło  zapotrzebowanie  mózgu  na  tlen.  Poza  tym  Finn
jest w bardzo dobrej kondycji fizycznej i to ma ogromne znaczenie.

Beah spojrzała na swoje drżące dłonie i podrygujące kolano.
- Zamorduję…
- Razem to zrobimy – odezwał się Ronan.

background image

Uśmiechnął się ciepło do Beah. Prowadził, Joa siedziała obok niego. Na

tylnym siedzeniu, z drugiej strony Beah, siedziała Sadie. Dłoń położyła jej
na kolanie.

-  Tylko  bez  oskarżeń,  kazań,  krzyków,  dopóki  Finn  nie  odzyska  sił  –

uprzedził Carrick.

W  lusterku  wstecznym  Ronan  złapał  spojrzenie  Beah.  Przewrócił

oczami. Prawie mu się udało ją rozśmieszyć.

Nigdy w życiu nie była tak przerażona. Wiedziała, że nie będzie mogła

normalnie  funkcjonować,  dopóki  nie  zobaczy  twarzy  Finna,  nie  usłyszy
jego oddechu, pod dłonią nie poczuje bicia jego serca. Z tyłu głowy wciąż
czaiła się myśl, że umarł, że go straciła.

Wstrząsnął nią dreszcz.
Nie chce żyć w świecie bez Finna.
Ukryła  twarz  w  dłoniach.  Dojechali  na  miejsce.  Gdy  tylko  Ronan

wyłączył silnik, Beah sforsowała kolana Sadie, wydostała się z samochodu
i nie oglądając się na pozostałych, pomknęła do szpitala.

Nie mogła czekać ani sekundy dłużej.
Wiedziała  od  Carricka,  że  Finn  leży  w  pokoju  dwieście  jeden.

Zignorowała  windę,  pobiegła  na  górę  schodami.  W  korytarzu  omal  nie
zderzyła się z wózkiem pełnym środków czystości, potem prawie wpadła na
pielęgniarkę. Zatrzymała się dopiero przed drzwiami pokoju Finna.

Przez szybę patrzyła na jego bladą twarz, zamknięte oczy, sinawe wargi.

Zaniosła się płaczem.

Poczuła wokół siebie czyjeś ramiona.
- Nie płacz, kochanie – Ronan szepnął jej do ucha.
Uniosła głowę.
- Nie pozwól mu umrzeć, Ro. Błagam.

background image

Carrick objął ją w talii, otworzył drzwi i podprowadził do łóżka. Ujął jej

dłoń i położył na sercu Finna.

- Czujesz? Spójrz na monitor. On tylko śpi.
Beah oparła głowę na piersi Finna i załkała.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Tydzień później…

Wiedząc,  że  Beah  rano  wylądowała  na  lotnisku  Logan  International,

Finn  przyjechał  do  Mounton  House  godzinę  przed  ślubem  Keely
z Dare’em. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to nie jest ani odpowiedni
czas, ani odpowiednie miejsce, ale miał dość czekania…

Kiedy  obudził  się  w  szpitalu,  wśród  witających  powracającego

z  zaświatów  bohatera  brakowało  rudowłosej  Angielki.  Bracia  powiedzieli
mu,  że  przyjechała  z  nimi  do  szpitala,  że  płakała  z  twarzą  przytuloną  do
jego  piersi,  że  potem  zamęczała  lekarzy  pytaniami  o  urazy,  ewentualne
uszkodzenie mózgu i rekonwalescencję. Kiedy usłyszała, że rokowania na
pełny powrót do zdrowia są jak najlepsze, poleciała do Londynu.

Finn palcami przeczesał włosy. Żałował, że Beah nie została na miejscu.

W  ciągu  ostatniego  tygodnia  wydzwaniał  do  niej,  nagrywał  się  na  pocztę
głosową, a gdy nie odpowiadała na prośby – „Zadzwoń, na litość boską” –
zasypał ją gradem esemesów z błaganiem, aby się z nim skontaktowała.

W końcu przysłała dwuzdaniową odpowiedź:
„Cieszę  się,  że  wyzdrowiałeś.  To  prawda,  że  Pan  Bóg  ma  głupców

w opiece”.

Była  na  niego  wściekła  i  nie  żywił  do  niej  pretensji.  Miał  szczęście

w nieszczęściu i planował jak najszybciej wybrać się znowu na narty. Nie
pozwoli, aby jakaś tam lawina zabiła jego pasję do sportu.

background image

Ale  jeśli  wróci  w  góry,  to  z  braćmi  i  z  kochanką,  miał  nadzieję,  że

wtedy już żoną.

Bo Beah wciąż jest jego żoną. Jego serce bije dla niej.
Był  głupi,  że  pozwolił  jej  odejść,  wtedy  i  teraz.  Będzie  to  sobie

powtarzał każdego dnia tygodnia, a w niedzielę nawet dwa razy.

Wbiegł  po  schodach  prowadzących  do  drzwi  frontowych  i  nacisnął

dzwonek. Po minucie drzwi otworzył mu Dare Seymour.

-  Dobrze  cię  widzieć.  Cieszę  się,  że  lawina  cię  nie  zabiła  –  rzekł  na

powitanie.

Ja też, Finn odpowiedział w myślach, na głos zaś zapytał:
- Wolno ci być tutaj? No wiesz, pan młody nie powinien widzieć panny

młodej i podobne bzdury.

Dare uśmiechnął się szeroko.
- Wolno mi poruszać się na parterze, ale gdybym wszedł wyżej – głową

wskazał  schody  –  Keely  chyba  by  mnie  zabiła.  Szukasz  Beah?  –  Finn
kiwnął głową. – Jest z Keely. Tymi schodami, drugie drzwi po prawej.

Przed  drzwiami  pokoju  Keely  Finn  przystanął,  wygładził  klapy

smokingu. Zbliżał się moment decydujący o całym jego przyszłym życiu.
Musi znaleźć właściwe słowa, powiedzieć to, co Beah chce usłyszeć…

Nie schrzań tego, Murphy.
Zapukał i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. Cztery pary

oczu – w pokoju znajdowały się makijażystka, fryzjerka, Keely i jej siostra
Joa – jednocześnie zwróciły się w jego stronę.

Keely ruchem głowy wskazała, aby się odwrócił.
Beah, ubrana w miękko układającą się srebrnoszarą sukienkę do ziemi,

uczesana  w  luźny  kok,  stała  przy  ścianie  obok  sukni  ślubnej  o  bardzo
wyszukanym kroju.

background image

Wyglądała tak cudownie, że dech mu zaparło. W jej oczach jednak czaił

się smutek. To musi się zmienić. Natychmiast!

Beah  przeniosła  wzrok  z  Finna  na  Keely,  potem  znowu  na  Finna.

Przygryzła wargę.

- Dlaczego tu przyszedłeś? – zapytała.
- Od wielu dni usiłuję z tobą porozmawiać, ale nie odbierasz telefonu –

odparł.

-  Jeśli  chciałeś  ze  mną  porozmawiać,  mogłeś  wsiąść  w  samolot

i przylecieć.

No no.
- Gdyby lekarze wypuścili mnie ze szpitala, na pewno bym tak zrobił. –

Beah zmrużyła oczy, jak gdyby się zastanawiała, czy mówi prawdę.

Nie  kłamał.  Wyszedł  ze  szpitala  dopiero  wczoraj,  po  tym  jak

kategorycznie oświadczył, że ma ślub, na którym musi być obecny. Wciąż
czuł się obolały i otumaniony.

-  Porozmawiajmy,  Bee  –  poprosił  najłagodniejszym  tonem,  na  jaki

potrafił się zdobyć.

Beah spojrzała pytająco na Keely.
-  Idź  –  rzekła  Keely  z  uśmiechem.  –  Tylko  pilnuj  zegarka.  Dare

zagroził, że przyjdzie tu i ściągnie mnie ze schodów, jeśli spóźnię się choć
minutę.

Finn  spojrzał  na  dawną  przyjaciółkę  z  jednym  okiem  umalowanym,

drugim jeszcze nie.

- Jest w holu. Chodzi tam i z powrotem. Nie może się doczekać, kiedy

weźmiecie ślub. Wyglądasz obłędnie, Keels.

- Kłamca – prychnęła Keely. – Dopiero będę. Zabierz stąd swoją żonę.
- Nie jestem jego żoną – obruszyła się Beah.

background image

Nie  chcąc  zaczynać  kłótni  przy  znajomych,  Finn  otworzył  drzwi

i gestem zaprosił Beah, aby szła przodem. Kiedy w końcu zdecydowała się
opuścić pokój, wyszedł za nią i zamknął drzwi.

- Nie jestem. Twoją. Żoną – oświadczyła.
- W obliczu prawa może nie, ale w mojej głowie i sercu tak – odparł

Finn.  –  Kocham  cię,  Beah,  i  chcę  wziąć  z  tobą  ślub.  Gdziekolwiek,
jakkolwiek.  –  Oniemiała.  –  Ale  jeśli  ty  nie  chcesz  brać  ślubu  ani  nawet
mieszkać  razem  ze  mną,  jeśli  chcesz  zostać  w  Londynie  i  widywać  się,
kiedy będziesz miała czas, dostosuję się. Nie jestem dumny. Będę z tobą na
twoich warunkach.

To  nie  będzie  idealne  rozwiązanie,  ale  czy  ma  wybór?  Alternatywą

byłoby nie widywać jej w ogóle. Co byłoby nie do przyjęcia.

Beah uniosła rękę, jak gdyby chciała odsunąć od siebie jego propozycję.
- Odszedłeś ode mnie – rzekła. – Po raz drugi.
- I gdybym mógł dać sobie kopa, to bym to zrobił. Przeraziłem się. Ty

mnie przerażasz. – Beah wbiła wzrok w noski srebrnych pantofli. – Wiesz,
co przeraża mnie jeszcze bardziej?

Zamilkł  i  czekał,  aż  Beah  podniesie  głowę.  Gdy  to  zrobiła,  opuszką

kciuka przeciągnął po jej dolnej wardze.

-  Perspektywa,  że  już  nigdy  nie  pocałuję  twoich  ust,  już  nigdy  nie

usłyszę twojego śmiechu, że już zawsze będę spał w pustym łóżku. Że będę
wiódł życie bez ciebie. To mnie śmiertelnie przeraża.

Beah  chciała  się  odezwać,  lecz  pokręcił  głową.  Musiał  wyrzucić

z siebie wszystko, co miał jej do powiedzenia.

- Pod śniegiem nie mogłem się ruszyć, ale jeden obraz towarzyszył mi

do  końca,  do  chwili,  kiedy  straciłem  przytomność.  Twoja  twarz.  Ogarnął
mnie tak rozpaczliwy żal, takie poczucie winy, że straciliśmy tyle czasu, że

background image

mogliśmy dzielić życie i miłość, mieć dzieci. Na granicy śmierci człowiek
uświadamia sobie, czego najbardziej pragnie od życia.

Oczy Beah rozbłysły nadzieją.
- Czyli czego?
- Ciebie. Ty jesteś wszystkim. Reszta mojego życia to ty. – Finnowi głos

się łamał. Beah jest jego światem. – Spróbujmy znaleźć sposób, żeby razem
ruszyć  do  przodu.  Nie  żartowałem,  że  jestem  gotowy  przyjąć  to,  co
zechcesz mi ofiarować.

Beah złożyła dłonie jak do modlitwy i podniosła do ust. Odeszła kilka

kroków  dalej.  Finn  poczuł,  że  gaśnie  w  nim  nadzieja.  Beah  zbyt  wiele
myśli,  pozwala,  aby  rozum  dominował  nad  sercem.  Przeraził  się,  że
dostanie kosza trzy kwadranse przed ślubem Keely i Dare’a.

Do diabła!
-  Nadal  chcę  odejść  z  firmy  i  dołączyć  do  Michaela  Summersa  –

oznajmiła.

Finnowi  było  wszystko  jedno,  czy  zamierza  ubiegać  się  o  urząd

prezydenta, czy zostać gospodynią domową. Może robić, co jej się podoba.

-  I  chcę  zatrzymać  mieszkanie  w  Londynie,  bo  będę  bywać  tam

w sprawach zawodowych – ciągnęła jak gdyby w zamyśleniu.

Finn zaczynał tracić cierpliwość.
– Kochasz mnie czy nie? – wypalił.
-  Może  –  Beah  odrzekła  z  uśmiechem.  –  Może  miłość  do  ciebie

sprawiła,  że  w  szpitalu  w  Kolorado  zachowywałam  się  tak,  jak  gdybym
straciła rozum. Przestraszyłam się, że gdy ciebie zabraknie, mój świat się
rozsypie.

Finna ogarnął wstyd.

background image

- Ogromnie mi przykro. Jeśli mi pozwolisz, przez resztę życia będę się

starał ci to wynagrodzić.

Beah nareszcie wyciągnęła rękę, aby go dotknąć. Położyła mu dłoń na

sercu.

- Nie musisz – rzekła. – Ja pragnę tylko tego.
- Mojego serca? – Skinęła głową, a wtedy Finn nakrył jej dłoń swoją

dłonią.  –  Zawsze  je  miałaś,  moja  droga,  tylko  ja  byłem  za  głupi,  aby  to
zrozumieć.

Beah zamrugała powiekami, usiłując odpędzić łzy.
- Mam dwa warunki niepodlegające dyskusji.
Aha,  pomyślał  Finn,  koniec  ze  sportami  ekstremalnymi.  Trudno,

przyrzekł spełnić każde jej żądanie.

-  Chcę  wziąć  ślub,  ale  tym  razem  w  kościele,  przed  księdzem,

w bajecznej sukni, z orszakiem druhen, kwiatami i całą resztą.

Nie ma sprawy. W końcu on chce tego samego.
Kiwnął głową na znak, że się zgadza.
- Coś jeszcze?
- Musimy więcej rozmawiać. Poznawać siebie nawzajem. Każdego dnia

i w każdy możliwy sposób.

- Postaram się. My się postaramy. Obiecuję się poprawić. Coś jeszcze?
Zamiast  stawiać  kolejne  żądania,  Beah  posłała  mu  uśmiech  pełen

słodyczy, czułości i miłości.

- Kocham cię, Finn. Mam nadzieję, że wiesz, jak bardzo.
Wargami musnął jej wargi, potem oparł czoło o jej czoło.
- Ja ciebie też kocham, Beah. Przepraszam, że byłem takim idiotą.
Chichot Beah był piekielnie seksowny.

background image

-  Wybaczam  ci,  ale  jeśli  jeszcze  raz  wytniesz  mi  podobny  numer,

uduszę cię własnymi rękami.

Finn odsunął się odrobinę. Skoro ona o to nie prosi, sam zaproponuje.
-  Jeśli  bardzo  chcesz,  przestanę  uprawiać  sporty  ekstremalne.  Jeśli  to

ma  ci  zagwarantować  spokój,  przestanę  uganiać  się  za  podnoszącymi
adrenalinę przygodami. Ty jesteś moją największą przygodą.

Beah pokręciła głową.
-  Nie  zamierzam  prosić  cię,  żebyś  przestał  –  odparła.  –  Nie  chcę

odbierać  ci  czegoś,  co  kochasz.  Zniosę  twoją  pasję,  proszę  tylko,  żebyś
bardziej uważał. Kochaj to, co robisz, ale mnie kochaj na tyle mocno, aby
zawsze do mnie wracać.

Czuł  się  tak,  jakby  wygrał  wszystkie  loterie  świata.  Objął  Beah,

przytulił, pocałował w czubek głowy. Łzy paliły go pod powiekami. Miłość
do Beah będzie największą radością i zaszczytem w jego życiu.

- Wyjdziesz znowu za mnie, Beah Jenkinson-Murphy? – zapytał głosem

schrypniętym ze wzruszenia.

- Owszem – odparła – ale nie dzisiaj. Dzisiaj wydajemy za mąż moją

najlepszą przyjaciółkę.

Beah  wspięła  się  na  palce,  pocałowała  go,  potem  kciukiem  starła

szminkę z jego warg.

- Bardzo pragnę zostać teraz z tobą, ale Keely mnie potrzebuje.
- Wiem. Widzimy się na dole?
Beah  kiwnęła  głową,  uścisnęła  dłoń  Finna  i  ruszyła  korytarzem.  Finn

odprowadził ją wzrokiem.

Serce przepełniało mu szczęście. Jego żona znowu jest jego żoną.

background image

EPILOG

Beah spojrzała na tablicę świetlną nad głową Ronana. Trwająca dwa dni

aukcja kolekcji Isabel przyniosła prawie pół miliarda dolarów.

No nie! Ładna sumka.
Keely  i  Joa  będą  musiały  zdecydować,  jak  rozdzielą  pieniądze,  ale

obiecały wesprzeć badania nad rakiem, za co Beah była im niewymownie
wdzięczna.

Carrick  i  Sadie  razem  z  Ronanem  i  Joą  stali  na  podium.  Joa  ruchem

głowy  przywoływała  siostrę,  Ronan  szukał  wzrokiem  Finna.  Beah
z  uśmiechem  patrzyła,  jak  Finn  wbiega  po  schodkach  i  dołącza  do  braci.
Sprawiał wrażenie szczęśliwego i zadowolonego. W zgodzie z samym sobą.

Wiedziała, że to w dużej mierze jej zasługa.
W pewnej chwili Finn, który nie lubił być w centrum zainteresowania,

zszedł z podium i wmieszał się w tłum. Miała nadzieję, że będzie jej szukał.
Chciała przeżywać te niewiarygodne chwile razem z nim.

Dla niej były to ostatnie chwile w Murphy International.
Czuła  smutek  zmieszany  z  radosnym  podnieceniem.  Obojętnie,  dokąd

zaprowadzi ją kariera zawodowa, zawsze będzie wracać do Finna. To przy
nim jest jej miejsce…

Carrick postukał w mikrofon, gwar uciszył się.
- W imieniu braci i swoim własnym chciałbym podziękować Joi Jones

i Keely Matthews-Seymour za powierzenie zorganizowania aukcji kolekcji
Isabel  Mounton-Matthews  właśnie  nam.  To  dla  nas  ogromny  zaszczyt.

background image

Aukcja przyniosła rekordowe zyski. Z dumą ogłaszamy, że udało nam się
zebrać znaczną sumę na rzecz organizacji charytatywnych.

Beah  poczuła  dłonie  Finna  na  biodrach,  potem  na  brzuchu.  Odchyliła

się  i  oparła  plecami  o  jego  tors.  Uniosła  głowę,  napotkała  spojrzenie
pięknych  zielonozłotych  oczu.  Finn  pocałował  czubek  nosa  ukochanej,
potem ustami dotknął jej ust.

- Cześć, moja piękna.
- Cześć.
Carrick chrząknął. Beah znowu spojrzała na podium.
-  Ostatnie  miesiące  były  dla  wszystkich  pracowników  Murphy

International mordercze i chciałbym z tego miejsca podziękować im za ich
ciężką pracę.

Rozległy się gromkie oklaski, lecz Carrick gestem ręki uciszył salę.
-  Ta  aukcja  zapisze  się  w  annałach  naszej  firmy  jako  jedna

z  najwspanialszych  nie  tylko  z  powodu  rangi  dzieł  sztuki  i  sum,  jakie
wylicytowano. Skarby Isabel wniosły w życie wielu z nas coś więcej. Keely
ku zaskoczeniu wszystkich wyszła za mąż za prawnika Isabel. Ronan i Joa
stworzyli  kochającą  rodzinę  dla  jego  synków.  Ja  zatrudniłem  Sadie,  aby
potwierdziła  autentyczność  płótna Winslowa, a ona nie tylko zgodziła się
zostać  moją  żoną,  ale  jak  widzicie,  wkrótce  obdarzy  mnie  nowym
członkiem  klanu  Murphych.  Klan  Murphych  powiększa  się  szybko,
bowiem Finn nie może się doczekać ponownego ślubu z Beah Jenkinson.

- Oj nie mogę – Finn mruknął Beah do ucha.
- Wznoszę toast za Isabel i jej niewiarygodną kolekcję – rzekł Carrick

i wziął kieliszek szampana ze srebrnej tacy, którą podsunęła mu kelnerka.

Finn pocałował włosy Beah.
- Na zdrowie, skarbie. Kocham cię.
Beah obróciła się w jego ramionach.

background image

- Ja kocham cię bardziej. Dołączymy do rodziny? – zapytała.
Finn z uśmiechem pełnym miłości kiwnął głową.
- Mamy ogromne szczęście, prawda, Bee?
Prawda.  On  jest  urzeczywistnieniem  moich  marzeń,  pomyślała  Beah.

Wiedziała,  że  ani  ona  ani  Finn  nie  zmarnują  nawet  sekundy  ich  nowego
wspólnego życia.

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA
KARTA TYTUŁOWA
KARTA REDAKCYJNA
ROZDZIAŁ PIERWSZY
ROZDZIAŁ DRUGI
ROZDZIAŁ TRZECI
ROZDZIAŁ CZWARTY
ROZDZIAŁ PIĄTY
ROZDZIAŁ SZÓSTY
ROZDZIAŁ SIÓDMY
ROZDZIAŁ ÓSMY
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
EPILOG


Document Outline