background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 16 ~ 

 

Rozdział 2 

 

Scarlet obudziła się ze wstrząsem. Ale przecież tak było zawsze. Kiedy 

wymagany dla jej demona czas w krainie snów się kończył, świadomość 

wstrząsała jej mózgiem, jakby została podłączona do generatora prądu. 

Dysząc, ociekając potem, usiadła, wodząc dzikim spojrzeniem, choć tak 

naprawdę nie widząc. Jeszcze. Krzyki, które razem z demonem wywołała u ich 

ofiar bladły, ale obrazy, które wyprodukowali w śpiących umysłach zostały z 

nią. Skwierczące płomienie, topiące się ciało, czarny popiół tańczący smugą w 

powietrzu. 

Nocnym terrorem dnia był ogień. 

Nie mogła kontrolować demona, gdy spała, gdy szukał każdego, kogo mógł 

znaleźć, siejąc takie spustoszenie, jakie tylko mógł. Mogła, w każdym razie, 

rzucić sugestię, prowokując by zaatakował pewnych ludzi, w pewne sposoby. I 

zwykle ruszał ku temu. Nie żeby ostatnio czyniła jakieś sugestie. 

Od czasu, gdy schwytali ją Lordowie Świata Podziemnego, działała na 

autopilocie, jej myśli pochłaniał w szczególności jeden wojownik. 

Niebieskowłosy, wspaniały, całkowicie frustrujący Gideon. 

Dlaczego jej nie pamiętał? 

Jak zawsze, wspomnienie jego selektywnej amnezji, sprawiło, że jej ciało się 

napięło. Dłonie zacisnęły się w pięści, zęby zazgrzytały, niewielki ból przeniknął 

szczękę. Ale najbardziej ze wszystkiego, pochłaniała ją dzika potrzeba, żeby 

kogoś zabić.  

Gniew nie jest dobry dla osób wokół ciebie. Uspokój się. Pomyśl, o czym 

innym. 

Zmusiła myśli by wróciły do jej demona. Niestety, śmierć i chaos były 

bezpieczniejszym tematem niż jej mąż. Podczas godzin świadomości – co trwało 

zawsze dwanaście godzin każdego dnia, choć nie zawsze te same – trzymała 

wodze. Mogła przyzywać ciemność i zbierać wrzaski. Demon zwykle przynaglał 

ją i często się temu poddawała. W końcu odpłata zwykle była sprawiedliwa. I 

zwykle, Koszmary lubił nalegać. Wystrasz go… Spraw, żeby krzyczała… 

Ale teraz jej demon był dziwnie ukontentowany. 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 17 ~ 

 

Nie jesteśmy już w lochu, powiedział Koszmary, widząc otoczenie przed nią. 

Och. Nic dziwnego. 

Płomienie w końcu zgasły i Scarlet się rozejrzała. Zamarła. Okej. Więc. Gdzie, 

do diabła, teraz była? 

Była zamknięta w tamtym lochu od kilku tygodni, uwięziona między 

rozpadającym się kamieniem, a żelaznymi kratami. Bolesne jęki ciągle 

nadchodziły z innych cel i wszelki rodzaj gryzących, kwaśnych zapachów na 

stałe osiadał w jej nosie. 

Teraz… dekadencja. Kwiatowa tapeta ozdabiała ściany i ciemne, aksamitne 

zasłony osłaniały okna. Nad łóżkiem wisiał błyszczący, fioletowy żyrandol, 

wiązki światła opadały w kształcie winogron. I łóżko, cóż, przesunęła po nim 

spojrzeniem. Wielkie z miękką, niebieską pościelą i czterema ręcznie 

rzeźbionymi słupkami. 

A najlepsze ze wszystkiego: powietrze pachniał słodko, jakby te wiszące 

winogrona zmieszane z jabłkami i wanilią. Odetchnęła głęboko, delektując się. 

Jak się tu dostała? Nie będąc tego świadoma? 

Najwyraźniej została przyniesiona, gdy spała. Coś, czego zwykle nienawidziła, 

ale nie mogła tym razem, bo to znaczyło, że została uwolniona, tak jak miała 

nadzieję. Tak, miała nadzieję. Nie chciała zostać w fortecy, tylko po to by być 

blisko Gideona. Naprawdę. 

Ale wciąż, gdy była zagubiona w snach innych – i tak, bez znaczenie, kiedy 

zapadła w rzeczywistość ciemności i zgiełku, ktoś, gdzieś spał, a demon karmił 

się jego przerażeniem – każdy mógł ją zaatakować i była niezdolna się bronić. 

Każdy mógł jej coś zrobić i była bezbronna. 

Bycie przenoszoną w czasie snu irytowało. 

Zwykle chroniła się przed taką sytuacją cieniami. Musiała tylko przełączyć 

mentalny pstryczek przed zapadnięciem w sen, uniemożliwiając komukolwiek 

zobaczenie jej. Ale odkąd zrozumiała, że jest w domu Gideona, przestała wzywać 

cienie. 

Może chciała, na jakimś poziomie, żeby obserwowanie jej, gdy spała 

przywróciło mu jej wspomnienie. Może chciała, żeby znów zaczął jej pożądać i 

błagał by zostać częścią jej nowego życia. Co było głupie. Sukinsyn zostawił ją, 

żeby gniła w Tartarze, nie powinna chcieć jego pożądania. 

Powinna chcieć jego ruiny. 

- Cóż, Jestem taki zły, że w końcu się obudziłaś. 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 18 ~ 

 

Na dźwięk jego głosu, głębokiego i dudniącego, Scarlet zesztywniała, znów 

tocząc spojrzeniem. Potem go zobaczyła i jej serce stanęło. Stał w wejściu do 

sypialni z muskularnymi ramionami spuszczonymi przy bokach. Był 

wojownikiem, którego grzeszna twarz obiecywała niezrównane noce grzesznej 

przyjemności. Oczy jaśniały oczekiwaniem, stojąc w sprzeczności z jego zwykłą 

pozą. 

Gideon. Kiedyś jej ukochany mąż, ale teraz mężczyzna zasługujący tylko na 

jej pogardę. 

Jej serce znów ruszyło, nabierając prędkości, jej krew zawrzała ze 

strumieniami świadomości. Ta sama reakcja, jakiej doświadczyła, gdy pierwszy 

raz go zobaczyła, tysiące lat temu. 

Nie moja wina, wtedy i teraz. Nie było piękniejszego mężczyzny, w części 

anielskiego, po części diabelskiego, a jeszcze bardziej w całości męskiego. 

Żadnego, który kusił nawet odrzucając, coś głęboko w nim ostrzegało kobietę o 

niebezpieczeństwie, które ją czekało, jeśli ulegnie pokusie. Niebezpieczeństwo, 

którego pożądała, nie mogąc nic na to poradzić. 

Nosił czarny t-shirt z napisem „Wiesz, śe Mnie Chcesz”, czarne spodnie, 

odrobinę workowate i pas ze srebrnego łańcucha. W prawej brwi miał trzy 

kolczyki i teraz jeden w wardze. Kółko. Srebrne. Pasujące do pasa, pomyślała 

obłudnie. 

Zawsze dbał o swój wygląd i nie lubił, gdy się z nim o to drażniło. Coś, co 

kiedyś ją bawiło, bo pokazywało jego bardziej miękką stronę. Ślad podatności na 

zranienie. 

Dziś, w każdym razie, nie mogła przyzwać jowialności. Gdy stał tam patrząc 

na nią, był równie smakowity jak trufla czekoladowa zatopiona w karmelu, a 

ona pewnie przypominała szczura podtopionego w ścieku. Była zdolna tylko się 

wyszorować wodą przynoszoną przez Lordów każdego wieczora, więc jej 

ubranie było pomięte i brudne, a włosy zwisały w strąkach. 

- Masz dużo do powiedzenia, co? – wymamrotał. – Więc jesteśmy na 

właściwej drodze. 

Wiedziała, że mógł mówić tylko kłamstwa, więc wiedziała, co miał na myśli. 

Chciał, żeby mówiła. Trzymaj się. Nie pozwól mu się dowiedzieć jak cię pociąga. 

Wygięła brew, posyłając, jak miała nadzieję, obojętne spojrzenie. 

- Pamiętasz mnie już? – Dobrze. Nie było jej głosie nawet iskry zranienia. 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 19 ~ 

 

Emocje odpłynęły z jego oczu, sprawiając, że te krystaliczne źrenice 

wyglądały na twarde jak diamenty. 

- Oczywiście, że tak. 

Więc nie. Nie pamiętał. Sukinsyn. Nie pozwoliła swojemu spojrzeniu się 

zmienić, nie pozwoliła mu się dowiedzieć jak bardzo ją to rozstrajało. 

- Więc czemu zabrałeś mnie z fortecy? – Powoli, celowo, przesunęła palcem 

po kolumnie swojej szyi, pomiędzy piersi, zastanawiając się czy… taa. Jego 

spojrzenie śledziło jej ruch. Czy jakaś część niego ciągle uważała ją za 

atrakcyjną? – Jestem bardzo niebezpieczną kobietą. 

- Już nie zostałem o tym ostrzeżony – Słowa się załamywały, zgrzytając na 

chrapliwym oddechu. – I nie przyniosłem cię tu, żeby rozmawiać wygodniej, to 

na pewno. 

Więc nie dlatego, że jej chciał, ale tylko by zaspokoić swoją ciekawość. Jej 

ręka opadła na kolana. Nie była zawiedziona. Znów to samo, a ostrzegała samą 

siebie przed moralnymi stratami już więcej razy niż można zliczyć. Jeszcze jeden 

nie robił różnicy.  

- Jesteś głupcem, jeśli myślisz, że zmiana otoczenia rozluźni mój język. 

Mimo, że pozostał cicho, mięsień napiął się na jego szczęce. Jasne było, że był 

wzburzony. 

Zaoferowała mu słodki jak cukier uśmiech, zdecydowana cieszyć się chwilą. I 

było coś satysfakcjonującego w zostawianiu go w ciemności, zmuszając go do 

zgadywania, tak jak on zmuszał ją do zgadywania miejsca jego pobytu przez te 

tysiące lat napełnionych zmartwieniem.  

Wspomnienie o jej zmartwieniu, tym raniącym do głębi duszy, zawsze 

obecnym zmartwieniu, zmusił jej uśmiech, tak udawany jak był, do zniknięcia. 

Musiała nawet przycisnąć język do podniebienia, żeby nie zaskrzeczeć z furią. 

- Wrócę po ciebie – powiedział jej pewnej nocy. – Uwolnię cię, przysięgam. 

- Nie. Nie idź. Nie zostawiaj mnie tu – Bogowie, tak wtedy skamlała. Ale była 

więźniem, a on był jej jedynym jasnym światłem. 

- Kocham cię za bardzo, być zbyt długo z dala od ciebie, kochanie. Wiesz to. 

Ale muszę to zrobić. Dla nas obojga. 

Oczywiście, nie widziała go już potem ani o nim nie słyszała. Nie, dopóki 

Tytani nie uciekli z Tartaru, więzienia dla nieśmiertelnych i przejęli kontrolę 

nad niebiosami, pokonując Greków. Nie, dopóki nie przyszła na Ziemię i nie 

poszukała… tylko po to by znaleźć go balującego w nocnym klubie. 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 20 ~ 

 

Furia wzrosła, przydając jej wzrokowi czerwieni. Wdech, wydech. Powoli 

czerwień zbladła. 

- Skończyliśmy – powiedziała, mimo, że pozostała nieruchomo, oceniając jego 

reakcję. – Nie dostaniesz, czego chcesz i na pewno mnie tu nie zatrzymasz. 

- Czuj się wolna, żeby uciec – Skrzyżował ramiona na masywnej piersi, 

napinając materiał koszulki na bicepsach. – Nie pożałujesz tego. 

Znów, wiedziała co ma na myśli. Ucieknij, a upewni się, że będzie cierpiała.  

- Jak tylko się rozprostuję – powiedziała mimo to. – Skorzystam z twojej 

oferty i ucieknę. Dzięki za sugestię, przy okazji. Sama nigdy bym o tym nie 

pomyślała.  

Zawarczał z frustracją i gniewem, wszelki ślad zwyczajności znikł. 

- Byłem okrutny przynosząc cię tu. Nie jesteś mi w zamian winna przysługi, 

więc lepiej tu nie zostawaj. 

- Więc się zgadzamy. Jesteś okrutny i nie jestem ci nic winna, więc nie czuje 

się zobowiązana do zostania. 

Kolejny warkot. Starała się nie roześmiać. Niech to diabli, ciągle zabawnie się 

go drażniło. 

Zabawnie? Jej uśmiech znów zbladł. Powinna nienawidzić tego, że mógł tylko 

kłamać, nie cieszyć się tym. Ten zakłamany język już raz rozdarł jej już kruche 

serce. 

- Nie wystarczy – uciął. 

- Wow. Już błaga o więcej – Kiedyś myślała, że jest niezwykły. Ale 

udowodnił, że jest dokładnie taki sam jak inni. Jej matka, król, rzekomi 

przyjaciele. Powinni o nią dbać, ale zdradzili ją, każde z nich. 

Byli kryminalistami, pewnie, ale nawet kryminaliści mogą kochać. Prawda? 

Prawda. Więc dlaczego nie mogli mnie kochać? 

Spędziła całe życie zamknięta w Tartarze, bo jej matka, Rea, żona Kronosa, 

miała romans ze śmiertelnikiem, tuż zanim królowa została uwięziona i urodziła 

Scarlet w celi. Celi, którą dzieliła z kilkoma innymi bogami i boginiami. 

Scarlet była wychowywana między nimi i na początku ją lubili. Gdy dorosła, 

w każdym razie, pojawiła się zazdrość u niektórych. U innych żądza. 

Niewola, nienawiść i gorycz wkrótce stały się jej jedynymi zaufanymi 

kompanami. 

Do Gideona. 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 21 ~ 

 

Kiedyś był elitarnym strażnikiem Zeusa i za każdym razem, gdy 

przyprowadzał nowego więźnia, ich spojrzenia się spotykały. Czekała na te 

chwile z desperacją. On też się nimi cieszył, bo zaczął odwiedzać Tartar 

regularnie. Nie, żeby zamykać nowych więźniów, ale żeby ją zobaczyć, 

porozmawiać. 

Nie myśl o swoim czasie z nim. Zmiękniesz wobec niego. A nie możesz 

zmięknąć, idiotko. 

Po uzyskaniu wolności, powinna zostać na Olimpie, który teraz zmienił 

nazwę na Tytania, dzięki Kronosowi i znaleźć miłego boga dla siebie. Ale nieee. 

Musiała zobaczyć Gideona ostatni raz. Potem, zobaczywszy go, musiała zostać 

blisko niego. Potem, decydując się zostać, musiała przekonać samą siebie, żeby 

ostrzec Lordów, żeby trzymali się od niej z dala, gdy usłyszała, że szukają 

każdego nieśmiertelnego sparowanego z demonem z puszki Pandory, mając 

zamiar zrekrutować ich… albo zabić. 

Sukinsyn, pomyślała znów o Gideonie. Wspaniale. To jest lepsze. Jest 

obrzydliwym kłamcą, zimnokrwistym zabójcą i nienawidzisz go. Ciągle 

planował ją zabić po uzyskaniu odpowiedzi, wiedziała, że tak jest. Bo nigdy by 

mu nie pomogła i to czyniło ją ciężarem. 

- Ta cisza jest niesamowita – zauważył. 

- Cieszę się, że ci się podoba – odparła. Irytacja wypełniła jego spojrzenie i 

musiała walczyć z kolejnym uśmiechem. – Bo mam zamiar dać ci tego dużo 

więcej – Kolejny warkot. 

- Och i dla spokoju twojego umysłu, powinieneś wiedzieć, że nie ucieknę – 

Jeszcze. Też chciała porozmawiać, ale nie by zaspokoić jego ciekawość. 

Zbyt długo zastanawiała się czy znalazł kogoś nowego. Na stałe. I teraz się 

dowie. Oczywiście, jeśli tak, Scarlet będzie musiała zabić sukę. Nie dlatego, że 

ciągle dbała o Gideona – wcale nie, przypomniała sobie – ale dlatego, że nie 

zasługiwał na takie szczęście. 

To nie była mściwość z jej strony. Jako jego wzgardzona ex, miała do tego 

prawo. 

- Nie dziękuję, że zostaniesz – powiedział z westchnieniem ulgi. 

Dziękuję, mówił. 

- Jest za co – Pieprz się, mówiła. 

Mrużąc oczy i wyglądając jakby chciał tupnąć nogą jak dziecko, przesunął 

językiem po zębach. Punkt dla Scarlet.  

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 22 ~ 

 

- Jak to możliwe, że nie wzięliśmy ślubu, a moi przyjaciele wiedzą o tym 

wszystko? 

Jak wzięli ślub, tak, że nikt o tym nie wiedział? Łatwe. 

- Pobraliśmy się w sekrecie, głupku. 

Tym razem nie zareagował na jej drażnienie. 

- Nie wstydziłem się ciebie? 

Och, mogłaby go za to uderzyć. Oczywiście, że pomyślał, że się jej wstydził, 

zamiast pomyśleć, o czym innym. W końcu była więźniarką, a on wolnym 

człowiekiem. Nie żeby pamiętał nawet taki drobny detal, ale najwyraźniej ciągle 

miał o sobie wysokie mniemanie. 

Sukinsyn było dla niego zbyt miłym słowem. 

- Nie wstydziłeś się mnie, ale zostałbyś zabity, gdyby złapano cię na 

przebywaniu ze mną – wycedziła. 

Skinął, jakby teraz zrozumiał, że była Tytanką, która została zamknięta w 

Tartarze przez Greków, a nie zwykłą przestępczynią. Jakby zrozumiał, że ci 

Grecy, którzy go stworzyli, ukaraliby go w najgorszy możliwy sposób za 

„umawianie” się z jedną z ich znienawidzonych wrogów. 

- Więc, jeśli nie byliśmy małżeństwem przez cały ten czas, jakiego imienia nie 

używałaś? 

Uch, co? Już zapomniał jej przeklęte imię, mimo, że podała mu je pierwszego 

dnia, gdy odwiedził ją w celi? Tylko kilka tygodni minęło od tego czasu. 

- Mam na imię Scarlet – Ty gnojku! – Ale już ci to powiedziałam – Gnojek, 

gnojek, gnojek. Jej dłonie zacisnęły się w pięści na bawełnie. 

Machnął ręką. 

- Już tego nie wiem. To, czego nie chcę wiedzieć to twoje nazwisko. 

To jej nie uspokoiło. Jej uścisk się nasilił, a oczy zwęziły w szparki. Jasne było, 

że to część jego wydobywania informacji, nie intymnej ciekawości i myślał, że 

jest wystarczająco głupia by się na to nabrać. 

Nie był pewien czy była bogiem czy też jedną z ich sług. Jako bóg, nie miałaby 

nazwiska. Jako sługa, jako nazwisko nosiłaby swój status, jakby nie można być 

odróżnionym po samym imieniu. Jak człowiek. Gideon przeprowadzał proces 

eliminacji. Nie żeby mu cos to dało, bo nie była ani bogiem ani sługą. Ani też 

człowiekiem. Była czymś pomiędzy tym wszystkim. 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 23 ~ 

 

- Moje nazwisko zmienia się za każdym razem, gdy oglądam film i znajdę 

nowe ciacho – odparła słodziutkim głosem, pasującym do wcześniejszego 

uśmiechu. 

Teraz zacisnął szczękę, kolczyk w wardze zalśnił w lawendowym świetle. 

Irytowało go to? Nie podobała mu się myśl o rzekomej żonie pożerającej 

wzrokiem innego mężczyznę, co? 

- Ciacho? Jak coś, co kupujesz w piekarni? – Jego ton był szyderczy, miał ją 

zawstydzić. 

- Do diabła, nie – I on najwyraźniej też tak nie myślał, bo nie zemdlał przy 

tych słowach. Był zirytowany. Dobrze. W końcu. Prawdziwa satysfakcja. Punkt 

drugi. – Wiesz. Męskie ciacho. Mężczyźni, których się pożąda, mężczyźni, 

których chcesz polizać i wziąć gryza. Cóż, ja, nie ty – Nie ma mowy, żeby 

pozwoliła mu myśleć, że usychała z tęsknoty za nim przez te wszystkie lata. Że 

leżała przebudzona, pragnąc go desperacko. 

Nie ważne, jak prawdziwe to było. 

Te oczy zmrużyły się bardziej, rzęsy się połączyły, zasłaniając jasny błękit jego 

tęczówek. 

- Nie jesteś Lordem. Nie jak ja. Nie powinnaś się nazywać Scarlet Lord. 

- Nazywasz się Gideon Lord? – zapytała. Nie wiedziała tego.  

- Nie – Tak. 

- Cóż, więc nigdy nie nazwę się Scarlet Lord – Nie podąży znów z nim tą 

drogą. Nie przyzna przed jego światem i niebiosami, że należy do niego. 

Jeśli będzie dzieliła cokolwiek z tym mężczyzną, będzie to czubek jej sztyletu. 

Prosto w jego czarne, zapominające, porzucające serce. 

Obnażył perłowo białe zęby w przerażającym skrzywieniu. 

- Nie ostrzegam cię, żebyś była ostrożna. Zirytowany nie jestem 

niebezpieczny. 

- Hej, powstrzymaj mnie, jeśli już to słyszałeś. Ale… czekaj… Pieprz się. 

Z jakiegoś powodu, gniew go opuścił, usta zadrżały w pozorze uśmiechu. 

- Bez ducha. Nie widzę, dlaczego mógłbym cię wybrać. 

Nie. Mięknij. 

- Nie chcę wiedzieć, po kim się nazwałaś – Wyprostowała się, odsuwając od 

framugi, choć jego ręce pozostały skrzyżowane na piersi. – Proszę ni mów mi. 

Proszę. 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 24 ~ 

 

Zwykłe pytanie, ze śladem rozbawienia, ale był ostry błysk w jego oczach, 

jakby zamierzał zamknąć dystans między nimi, w razie konieczności i wytrząść z 

niej odpowiedź. 

Jeśli jej dotknie, jeśli te silne palce zamkną się na jej ramionach… Nie, nie, 

nie. Nie mogła na to pozwolić. 

Wzruszyła ramionami jakby ta informacja nie miała znaczenia. 

- Cóż, nazywałam się Scarlet Pattinson przez kilka tygodni. Widziałeś Roberta 

Pattinsona? Najgorętszy. Mężczyzna. I nie, nie dbam o to, że czyni mnie to 

pumą. Śpiewa anielskim głosem. Bogowie, uwielbiam kiedy mężczyzna śpiewa 

dla mnie. Ty nigdy tego nie robiłeś, bo twój głos jest straszny – Zadrżała z 

niesmakiem. – Przysięgam, brzmisz jak demon przesuwający szponami po 

ścianie siarki. 

Jego palce tak dziko wbiły się w bicepsy, że już powstawały pod nimi siniaki. 

- A teraz nie powiesz mi, po kim nazywałaś się wcześniej. 

Odpuścił sobie „proszę”. Wspaniale. Znów go miała. Ale jak daleko mogła go 

pchnąć tym razem? Jak dużo zniesie jego męska duma zanim ruszy ku niej? 

Zanim nią potrząśnie? I nie po odpowiedzi, ale po przeprosiny. 

Kiedyś znała odpowiedź na te pytania. Nigdy nie dotknąłby jej w gniewie. Ale 

nie był już tym czułym mężczyzną, w którym się zakochała. Mężczyzną, który 

pokazał jej pierwszy posmak dobroci. Nie mógł być. Ona i inni więźniowie 

słyszeli historie o Lordach Świata Podziemnego i ich czynach. O niewinnych, 

których zabili, miastach, które zniszczyli. 

Poza tym, wiedziała co jej własny demon zrobił jej po sparowaniu. Ciemność, 

przerażenie, absolutna utrata kontroli. Została pochłonięta, już nie istota ludzka. 

I to trwało stulecia, jak jej powiedziano, bo miała dziury w pamięci, czas 

wydawał się mijać w przeciągu dni. I nie była już tą samą osobą. 

- Byłam Pitt przez chwilę – powiedziała. – Potem Gosling. Jackman. 

Reynolds. Zawsze wracam do Reynolds. To moje ulubione. Te blond włosy, 

muskulatura… - Zadrżała. – Zobaczmy, kto jeszcze? Och, byłam Bana, Pine, 

Efron i DiCaprio. DiCaprio to kolejny ulubiony. I kolejny blondyn. Może mam 

coś do blondynów. 

Miała nadzieję, że połknął haczyk. Gideon miał czarne włosy pod tym całym 

błękitem. 

- Och i nie preferuję dziewczyn – kontynuowała. – Ale Jessica Biel mogłaby 

sprawić, że zmienię zdanie. Widziałeś jej usta? Więc tak, byłam Scarlet Biel. 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 25 ~ 

 

Gideon znów zacisnął szczękę. I jeśli się nie myliła gniew powrócił z pełną 

siłą, wypalając ostatnie ślady rozbawienia. 

- Bardzo niewiele ciach – zauważył. 

Wyglądało na to, że mogła go pchnąć całkiem daleko. Jak mogła myśleć, że 

jest ledwie rozgniewany? Tłumioną wściekłość słyszała w jego głosie… jak też 

głębokie tony podniecenia. 

Dźwięk, który kiedyś znała dobrze i nie sądziła, że jeszcze kiedyś go usłyszy. 

Nie uśmiechaj się. 

- Co mogę powiedzieć, lubię różnorodność. Może kiedyś podejmę się zadania 

poderwania każdego z nich. 

Z jego nozdrzy praktycznie buchał dym. Tak, wściekłość. Wyprostował się, 

zrobił krok naprzód, zatrzymał i wrócił do wejścia.  

- Nie skończyliśmy na razie z tym tematem – parsknął. Obrócił się, żeby 

odejść. 

- Czekaj – Nie była gotowa by zakończyć tę wymianę zdań. Jeszcze nie. – Co z 

tobą? – zapytała, zwracając na siebie uwagę. Ostrożnie. – Jakieś dziewczyny, o 

których powinnam wiedzieć? Albo lepiej, kolejna żona? Jeśli tak, powinni cię 

zamknąć za bigamię – Jest. Nie ma mowy, żeby mógł odgadnąć jej desperację. Jej 

pochłaniającą potrzebę odpowiedzi. 

Powoli się obrócił. 

- Tak – powiedział przez zaciśnięte zęby, słowu ledwie udało się wydostać. To 

znaczyło nie. – Mam dziewczynę i poślubiłem kogoś innego. 

Scarlet wypuściła wstrzymany oddech, którego wcześniej nie spostrzegła. 

Gideon był samotny. Może i był męską dziwką dobierającą się do każdej 

dostępnej dupy, ale ciągle był nieżonaty. Zaczęła się trząść. Nie z ulgi, była 

pewna, ale z rozczarowania, że nie zamorduje tuż przed nim, kogoś, kogo kocha. 

Więc… skończyliśmy. 

Teraz miała informację, której chciała, powinna mu zwiać. Spuściła nogi z 

łóżka i wstała. Bez nokautowania go i ucieczki. Idiotka. 

- Idę wziąć prysznic, a ty przyniesiesz mi jedzenie. Nawet nie myśl o dyskusji, 

albo przysięgam, że napełnię twoje kolejne sny pająkami – Przynajmniej tak 

sądziła. 

Z jakiegoś powodu, Koszmary nie lubił go dręczyć. Musiała błagać, żeby 

demon wziął się za niego za pierwszym razem i głupia bestia i tak cały czas 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 26 ~ 

 

protestowała. To się nigdy wcześniej nie zdarzyło. Jej demon uwielbiał okazje do 

dręczenia. 

Dlaczego Koszary go lubił? Jego, ze wszystkich ludzi? Jej demon nawet go nie 

znał, bo została opętana po tym jak Gideon ją opuścił. Ale jej demon 

wysłuchiwał jej ciągłych żalów o niego i założyłaby się, że Koszmary chciał 

śmierci Gideona, tylko po to by Scarlet przestała się żalić.  

- I? – zażądała. – Czemu tam stoisz? Ruszaj się. 

Usta Gideona znów cudownie zadrżały. Próbował się nie uśmiechnąć? 

Dziwny facet. Każdy inny odszedłby z irytacją. Albo zagroziłby uderzeniem za 

jej rozkazujący ton. 

- Czegokolwiek chcesz, moja słodka. 

Co znaczyło, że nie zrobi nic. Zawsze był uparty i nie przyjmował dobrze 

rozkazów i to było coś, co przywykła w nim lubić. Ale nie mogła go zostawić 

zadowolonego z tej rozmowy. 

Satysfakcja należy tylko do niej. 

Co znaczyło, że należy trochę namieszać. 

Ruszyła ku łazience, rozbierając się po drodze i rzuciła przez ramię: 

- Och, i Gid. Cały czas kłamałam. Nigdy nie byliśmy małżeństwem. 

 

 

 

◊    ◊    ◊ 

Cholera, cholera, cholera! Gideon ciągle nie mógł wykryć, kiedy Scarlet 

kłamała i to naprawdę zaczynało go irytować. Z jakiegoś powodu każde słowo 

opuszczające jej śliczne wargi ciągle pieściło jego uszy, gorzej, ta audio-

pieszczota rozciągała się na całe jego ciało. Jak? 

Fakt: prawda zwykle sprawiała, że jego demon syczał. Fakt: kłamstwa zwykle 

sprawiały, że jego demon mruczał. Ze Scarlet Pattinson – niemal nie wybił 

dziury w ścianie jak Strider w fortecy, gdy jego irytacja wzrosła – zdarzało się to 

przy każdej okazji słyszenia jej ochrypłego głosu, że był zbyt zatracony w 

przyjemności, żeby dbać o prawdę czy kłamstwo. 

Musi to przerwać. Inaczej nigdy nie dostanie swoich odpowiedzi. 

Zostaw ją, zażądał Kłamstwa. 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 27 ~ 

 

Iść do niej? Nie bardzo. Lubię swoje jaja tam gdzie są, dzięki. Rodzaj kobiet, 

który uderzy cię, gdy spróbujesz obudzić ją pocałunkiem, wbije ci kolanem jądra 

w gardło, jeśli spróbujesz podejrzeć jej nagie krągłości, gdy bierze prysznic. 

Nagie… krągłości… Witaj, erekcjo. 

Drzwi łazienki się zatrzasnęły, zakrywając ją przed nim. Zła, uch, też dobra 

rzecz. Była rozebrana do stanika i majteczek. Obu czarnych. Z koronką. Stanik 

miał zapięcie z przodu, wręcz błagający o rozpięcie. To wzniesienie jąder mogło 

być tego warte, pomyślał, już ruszając naprzód. 

Ślina napłynęła do ust, język ognia tańczył na całym jego ciele, podgrzewając 

jego krew do wrzenia. Jakoś powstrzymał nim dotarł do drzwi. Okaż jakąś 

powściągliwość, do diabła. Tylko że, jasna cholera, była piękna. Jak ożywiony 

portret, cała blada, różana skóra i wodospad czarnych włosów. Wszystkie 

niebezpieczne krągłości i gładkie mięśnie, dwie rzeczy, które zwykle się nie 

zgrywały. Na niej, pasowały do siebie. I to wspaniale. 

Wspaniała. Doskonałe słowo dla jej pleców i ich wytatuowanej płaszczyzny. 

Wokół pasa były słowa „ROZDZIELIĆ SIĘ TO UMRZEĆ”, a wokół słów kwiaty. 

Mnóstwo kwiatów. Kwiatów w każdym kolorze, kształcie i rodzaju, i każdy 

chciał prześledzić językiem. Poniżej kwiatów, na jej udach, był wytatuowany 

motyl, spleciony z odcieni kamieni szlachetnych, we wszystkich kolorach tęczy, 

błyszczący jasno i chwytający światło, jakby zmierzając ku kwiatom. Wsp-ani-

ała. 

Chociaż to nie było to, co zwróciło jego uwagę. ROZDZIELIĆ SIĘ TO 

UMRZEĆ

. Miał te same słowa i otaczające je kwiaty wytatuowane wokół 

własnego pasa. Dlaczego zrobił sobie coś tak dziewczęcego? To chcieli wiedzieć 

jego przyjaciele, po tym jak niemal głowy im nie eksplodowały od śmiechu. 

Powiedział im, że chciał udowodnić, że nic nie mogło zmniejszyć jego uroku. 

Tak naprawdę zrobił to, bo widział te słowa i kwiaty w swoim umyśle, wciąż i 

wciąż. Nękały go i wiedział, że coś znaczyły, ale nie wiedział co. Teraz wiedział, 

że widział je na tej kobiecie. Co znaczyło, że czy byli małżeństwem czy nie, 

spędzili razem czas. 

Czemu, kurwa, nie mogę sobie tego przypomnieć? 

Wiem

, odparł Kłamstwa, jakby pytał demona. 

Zamknij się. Wolałem, kiedy byłeś cicho. 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 28 ~ 

 

Dźwięk wody uderzającej o porcelanę odbił się między ścianami pokoju 

hotelowego. Pomyślał, że Scarlet jest pewnie teraz naga. Pewnie pokryta tą wodą 

i jęczy, gdy ta spływa w dół jej soczystego ciała. 

Jęknął, pocierając dłonią twarz i mając nadzieję, że zetrze niegrzeczne obrazy 

błyskające w umyśle. Nie pomogło. Zamknął resztę dystansu do drzwi, ręka 

sięgnęła do klamki. Żegnajcie jądra. Dobrze nam razem było. 

Jak wcześniej, powstrzymał się w porę. Warknął, cofając się i pewniej 

ustawiając stopy w miejscu. Nie, nie i nie. 

Przynajmniej nie musi się martwić o jej ucieczkę. Nie o udaną. Gdy spała, 

umieścił maleńkie czujniki na wszystkich drzwiach i oknach, podłączone do 

swojego telefonu. Będzie wiedział w chwili, gdy spróbuje uciec. A spróbuje. 

Wkrótce. Nie będzie zdolna się powstrzymać. Najwyraźniej walka była częścią 

jej natury.  

Tak jak irytowanie go. 

Jak miał wytrzymać z kobietą, która wybierała nazwisko bazując, na osobach, 

których pożądała? Co było w porządku, jeśli pożądała innych kobiet. Ale 

mężczyzn? Do diabła. Nie. Nie, gdy istniała szansa, że mogą zostać złapani i nie 

dopóki nie ustalą wszystkiego między sobą. 

Ale i tak wiedział jak chciał ją znieść. Skóra do skóry. Każda część niego 

tęskniła za wejściem pod ten prysznic, lizaniem jej ciała, smakowaniem go. 

Potem, och, tak, wszedłby w nią głęboko, czując jak zaciska w pięściach jego 

włosy i drapie plecy. Czuć jej nogi owinięte wokół niego i trzymające mocno. 

Słyszeć jak z trudem wykrztusza jego imię i błaga o więcej. 

Mały Ja, jego ukochany dodatek, zaczął płakać, a bliźniaki błagać, nie dbając o 

potencjalną utratę. 

To się nie zdarzy, stary. Przynajmniej, jeszcze nie. Opierała mu się bardziej 

intensywnie niż oczekiwał. Nie żeby bardzo się starał. Ale może tak było lepiej. 

Jak przypomniał Strider, Łowcy byli w Budapeszcie i byli żądni krwi. Teraz 

mogli zabić Lordów i sparować ich demony z ludźmi, których wybiorą, teraz, 

gdy Lordowie byli bliscy zwycięstwa, Łowcy byli bardziej zdeterminowani i 

niebezpieczni niż kiedykolwiek. Jeśli Gideon uwiedzie Scarlet, może zapomnieć 

o strzeżeniu jej. 

Przypuszczał, że mógł ją zabrać do innego miasta i tam ją uwieść. Tak byłoby 

bezpieczniej. Ale nie. Nie mógł tak zostawić przyjaciół. Potrzebowali go bardziej 

niż kiedykolwiek. Maddox był zajęty opieką nad ciężarną żoną. Dziewczyna 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 29 ~ 

 

Luciena planowała ślub. Żona Sabina odwiedzała siostrę w niebiosach, więc 

wódz szalał z raczej skrajnych emocji, a kobieta Reyesa już dość miała na głowie. 

Jako Wszystkowidzące Oko, mogła zaglądać w niebiosa i do piekła i rzeczy, 

które widziała były często dużo gorsze niż to, co Scarlet mogła wyprodukować w 

jej świecie snów. 

Nie wspominając, że Aeron, wcześniejszy strażnik Gniewu, ciągle odzyskiwał 

siły po spotkaniu ze śmiercią. Po raz pierwszy od wieków, jego umysł należał 

tylko do niego, jego demon już nie był częścią niego. Jak można było oczekiwać, 

nie przyzwyczaił się jeszcze do zmiany. 

Gideon właściwie nie był tak gniewny jak niektórzy inni wojownicy. 

Właściwie lubił swoją inną, mroczniejszą stronę. Razem, byli potężniejsi. Razem, 

byli silniejsi, mądrzejsi i nikt oprócz Scarlet nie mógł go okłamać. Okej, dobrze. 

Kilku innych mogło, ale tylko, gdy pozwolił emocjom przejąć kontrolę. Co nie 

było częste. 

Jeśli mogą o nie możności rozróżnienia prawdy od kłamstwa… Kłamałam 

przez cały czas. Nigdy nie byliśmy małżeństwem, powiedziała Scarlet. 

Cholera by wzięła ją i jej uwodzicielskie przynęty. Byli czy nie byli? Miał te 

przebłyski o niej, tak, jakby brał ją wcześniej do łóżka. Jakby już delektował się 

każdym calem niej i już zrobił te wszystkie rzeczy, które chciał zrobić teraz. Ale 

to też mogły być jego pragnienia, bardziej fantazje, mniej rzeczywistość.  

Gideon westchnął i podszedł do łóżka, na którym leżała Scarlet. Uniósł 

prześcieradło i przycisnął ciągle ciepłą bawełnę do policzka, zapach północnych 

orchidei napłynął mu do nosa. Czy doświadczył tego ciepła w kontakcie skóra do 

skóry? Czy znał ten zapach? 

Krzywiąc się, upuścił materiał, gdy jego członek zapłakał o więcej. Wynoś się 

stąd zanim zapomnisz o swoich dobrych intencjach i wpadniesz niczym burza do 

tej łazienki. 

Jego demonowi podobała się myśl o wpadaniu jak burza.  

Nie wchodź do łazienki. Nie wchodź do łazienki w tej chwili!  
Poważnie. Zamknij się.  

Mimo, że okrężnie powiedział Scarlet, że jej nie nakarmi, co miał na myśli w 

tamtej chwili, opuścił i zamknął pokój, zjechał windą na dół, zapisał, jakiego 

jedzenia chciał, po czym wręczył notkę recepcjonistce. 

Kłamstwa gniewnie grasowały po jego głowie cały czas, nienawidząc bycia na 

duży dystans od Scarlet. Kompletnie surrealne. 

background image

Mroczne kłamstwo – rozdział 2

 

Translate by Mikka 

 

~ 30 ~ 

 

Recepcjonista uśmiechnęła się. 

- Proszę dać nam godzinę, panie Lord – Omal jej nie poprawił i nie powiedział 

Pattinson. Cokolwiek, co łączyłoby go ze Scarlet. Zamiast tego skinął i wrócił do 

pokoju. Scarlet była głodna. Zatem powinien ją nakarmić. Żona czy nie. Bo on 

wciąż miał pytania, a ona wciąż miała odpowiedzi. 

Jak przez to przebrnie, jak jaskiniowiec czy też uwodziciel, zależy od niej.