Bez tytułu 1

Strona 1 z 9

DZIEJE RELIGII, FILOZOFII I NAUKI

do końca staroŜytności │ średniowiecze i odrodzenie │ barok i oświecenie │ 1815-1914 │ 1914-1989

jak i z czego studiować filozofię │ moje wykłady │ Wittgenstein │ filozofowie i socjologowie nauki

Blaise PASCAL

MYŚLI

tłum. Tadeusz śeleński (Boy), wg wydania Jacques Chevaliera uzupełnił i opracował

Mieczysław Tazbir

Numery uwag wg wydania Chevaliera z 1954 r., a w nawiasach wg wydania Brunschvicga z 1897 i 1904

70. (61) Porządek. - Ująłbym chętnie tę rzecz , w takim porządku: aby wykazać próŜność

wszelakiego stanu, wskazać próŜność pospolitych Ŝywotów, a następnie próŜność

Ŝywotów filozoficznych, pirrońskich, stoickich; ale nie zachowując porządku. Wiem po

trosze, co to jest i jak mało ludzi to rozumie. śadna wiedza ludzka nie moŜe go

zachować: święty Tomasz go nie zachował. Matematyka zachowuje go, ale jest

bezuŜyteczna w swojej głębi.

71. (373) Pirronizm. - Spiszę tutaj moje myśli bez porządku, ale moŜe ten zamęt nie jest

bez planu: jest to prawdziwy porządek, który zawsze będzie cechował mój przedmiot

właśnie tym nieporządkiem. Za wiele zaszczytu uczyniłbym memu przedmiotowi, gdybym

go traktował z porządkiem, skoro pragnę wykazać, Ŝe jest do tego niezdatny.

72. (283) Porządek; przeciw zarzutowi, Ŝe w Piśmie świętym nie ma porządku. -- Serce

ma swój porządek; rozum ma swój, płynący z zasad i dowodów; serce ma inny. Nie

moŜna udowadniać, Ŝe naleŜy nam się miłość, wyszczególniając po porządku powody do

miłości; to byłoby śmieszne.

Chrystus, święty Paweł zachowują porządek miłości, a nie rozumu; chcieli bowiem

rozpalić, a nie naukczyć. ToŜ samo święty Augustyn; ten porządek polega głównie na

dygresjach w kaŜdym punkcie odnoszącym się do celu, tak by ukazywać go ciągle.

PLAN

73. (60) Część pierwsza. Nędza człowieka bez Boga.

Część druga: Szczęśliwość człowieka z Bogiem.

Albo:

Część pierwsza: IŜ natura jest skaŜona, przez samą naturę.

Część druga: IŜ istnieje Odkupiciel, przez Pismo.

74. (562) Nie ma na ziemi nic, co by nie ujawniało albo nędzy człowieka, albo

miłosierdzia Boga, albo niemocy człowieka bez Boga, albo potęgi człowieka z Bogiem.

75. (527) Znajomość Boga bez znajomości własnej nędzy rodzi pychę. Znajomość

własnej nędzy bez znajomości Boga rodzi rozpacz. Znajomość Chrystusa stanowi

pośrodek, poniewaŜ w niej znajdujemy i Boga, i swoją nędzę.

PRZEDMOWA DO CZĘŚCI PIERWSZEJ

76. (62) Przedmowa do pierwszej części - Mówić o tych, którzy traktowali o poznaniu

samego siebie; o podziałach Charrona, które przygnębiają i nuŜą; o bezładzie

Montaigne'a; dobrze czuł on w sobie brak metody, którą omijał, skacząc z przedmiotu na

przedmiot i nadając sobie pański tonik.

CóŜ to za głupi pomysł malować samego siebie! I to nie mimochodem; na wspak

swoim zasadom, jak zdarza się całemu światu; ale z zasady, z pierwotnego i głównego

2009-10-20

Bez tytułu 1

Strona 2 z 9

planu. Mówić głupstwa przypadkiem i przez słabość to zwyczajna choroba; ale mówić je

z umysłu to juŜ nie do zniesienia, i to jeszcze takie...

77. (63) Montaigne. - Wady Montaigne'a są znaczne. Sprośne wyraŜenia: to się nie

godzi, niech mi daruje panna de Gournay. Łatwowierny: ludzie bez oczu. Nieuk:

kwadratura kota, świat większy. Jego zapatrywania na samobójstwo, na śmierć. Uczy nie

dbać o zbawienie, bez lęku i bez Ŝalu. KsiąŜka jego nie miała na celu skłonić ku

poboŜności, nie był tedy do tego obowiązany; ale zawsze się jest obowiązanym nie

odwracać od niej. MoŜna wyrozumieć jego nieco swobodne i zmysłowe zapatrywania w

pewnych okolicznościach Ŝycia (730, [III, 9], 331, [II, 12]); ale nie moŜna usprawiedliwić

jego zgoła pogańskich mniemań o śmierci. To juŜ jest wyrzeczenie się wszelkiej

poboŜności, jeśli kto nie chce bodaj umrzeć po chrześcijańsku; otóŜ on myśli przez całą

ksiąŜkę jeno o tym, aby umrzeć tchórzliwie i wygodnie.

78. (65) To, co Montaigne ma dobrego, moŜna zdobyć jedynie z trudem. To, co ma złego

(rozumiem: prócz obyczajów), moŜna by poprawić w jednej chwili, gdyby go ktoś

ostrzegł, iŜ nadto bawi się w gawędy i nadto mówi o sobie.

79. (64) Nie w Montaigne'u, ale w sobie znajduję wszystko, co tam widzę.

80. (144) Spędziłem długi czas na zgłębianiu nauk oderwanych; ale zbyt mała okazja do

wymiany myśli zmierziła mnie. Kiedy zabrałem się do studiowania człowieka,

przekonałem się, Ŝe te nauki oderwane nie są dlań stworzone i Ŝe dalej odszedłem od

mej kondycji wnikając w nie, niŜ inni - nie znając ich. Przebaczyłem innym ich

nieznajomość, ale sądziłem bodaj, iŜ znajdę wielu towarzyszy w studiowaniu człowieka i

Ŝe to jest jemu przyrodzona wiedza. Omyliłem się; jeszcze mniej ludzi studiuje tę wiedzę

niŜ matematykę. Jedynie z braku zdatnosci do tego studium ludzie dociekają innych

rzeczy; ale czyŜ nie prawda, Ŝe i to nie jest wiedza, która zda się człowiekowi, i Ŝe lepiej

jest dlań nie znać siebie, aby być szczęśliwym?

81. (66) Trzeba znać siebie samego: gdyby to nie posłuŜyło do znalezienia prawdy, słuŜy

przynajmniej do wytyczenia własnego Ŝycia, a nie ma nic godziwszego. (66)

82. (68) Nie uczy się ludzi, jak być ludźmi, a uczy się ich wszystkiego innego; im zaś

nigdy tyle nie zaleŜy na reszcie, co na tym, aby być ludźmi. ZaleŜy im wyłącznie na

umiejętności jedynej rzeczy, której się nie uczą.

Rozdział pierwszy

MIEJSCE CZŁOWIEKA W NATURZE. DWIE NIESKOŃCZONOŚCI

84. (72) Dysproporcja [bezsilność] człowieka. (...)

Niechaj tedy człowiek przyjrzy się naturze w jej wzniosłym i pełnym majestacie, niech

oddali wzrok od niskich przedmiotów, które go otaczają. Niech spojrzy na to olśniewające

światło, niby lampa wiekuista oświecające wszechświat; niechaj ziemia zda mu się jako

punkcik w stosunku do rozległego kręgu, jaki ta gwiazda opisuje: i niech się zdumieje, Ŝe

ów rozległy krąg jest jeno drobnym punkcikiem w porównaniu z tym, jaki obejmują

gwiazdy toczące się na firmamencie. Ale choć nasz wzrok zatrzymuje się tutaj, niechaj

wyobraźnia idzie dalej; wcześniej znuŜy się pojmowaniem niŜ natura dostarczaniem

przedmiotów. Cały ten widzialny świat jest jeno niedostrzegalną drobiną na rozległym

łonie natury. śadna idea nie zdoła się do tego zbliŜyć. Darmo byśmy piętrzyli nasze

pojęcia poza wszelkie dające się pomyśleć przestrzenie; rodzimy jeno atomy w stosunku

do rzeczywistości rzeczy. Jest to nieskończona kula, której środek jest wszędzie,

powierzchnia nigdzie. Słowem, jest to najbardziej dotykalny znak wszechpotęgi Boga, Ŝe

nasza wyobraźnia gubi się w tej myśli.

Niechaj człowiek wróciwszy do siebie zwaŜy, czym jest w porównaniu do tego, co

2009-10-20

Bez tytułu 1

Strona 3 z 9

istnieje, niechaj spojrzy na się jak na coś zabłąkanego w tym zakątku przyrody i niechaj z

tej małej celi, w której go pomieszczono (mam na myśli wszechświat), nauczy się oceniać

ziemię, królestwa, miasta i samego siebie wedle słusznej ceny. Czym jest człowiek w

nieskończoności?

Ale jeśli chce oglądać inny cud, równie zdumiewający, niech zbada to, co zna

najdrobniejszego. Niechaj roztoczy ukaŜe mu w swoim maleńkim ciele części

nieskończenie mniejsze, nogi ze stawami, Ŝyły w tych nogach, krew w tych Ŝyłach, soki w

tej krwi, krople w tych sokach, wapory w tych kroplach; niech dzieląc jeszcze te ostatnie

rzeczy wyczerpie swoje siły w tych wyobraŜeniach i niech ostatni przedmiot, do którego

zdoła dojść, stanie się przedmiotem naszej rozprawy; pomyśli moŜe, Ŝe to jest

ostateczna małość w przyrodzie. OtóŜ ukaŜę mu tam nową otchłań. Chcę mu odmalować

nie tylko wszechświat widzialny, ale niezmierność tego, co moŜe sobie wyroić w naturze

w obrębie tej cząstki atomu. Niechaj ujrzy tam nieskończoność światów, z których kaŜdy

ma mój firmament, swoje planety, swoją ziemię - w tej samej proporcji co świat widzialny;

na tej ziemi zwierzęta i wreszcie Ŝyjątka, w których odnajdzie to samo, co znalazł w

owych pierwszych; i znajdując znowuŜ w tych te same rzeczy bez końca i spoczynku,

niech się zgubi w tych cudach równie zdumiewających w swej małości, jak inne w swym

bezmiarze. Jak bowiem nie podziwiać, iŜ nasze ciało, które dopiero co było

niedostrzegalnym punktem w świecie, niedostrzegalnym znowu na łonie wszystkiego,

stało się obecnie kolosem, światem lub raczej wszystkim w stosunku do nicości, do której

niepodobna dotrzeć?

Kto się zwaŜy w ten sposób, przestraszy się samym sobą i zawieszony między tymi

dwiema otchłaniami, Nieskończonością i Nicością, zadrŜy na widok owych cudów; sądzę,

iŜ mieniąc ciekawość swoją w podziw, skłonniejszy będzie przyglądać się im w milczeniu,

niŜ zarozumiale dociekać ich tajemnicy.

Ostatecznie bowiem czymŜe jest człowiek w przyrodzie? Nicością wobec

nieskończoności, wszystkim wobec nicości, pośrodkiem między niczym a wszystkim. Jest

nieskończenie oddalony od rozumienia ostateczności; cel rzeczy i ich początki są dlań na

zawsze ukryte w nieprzeniknionej tajemnicy; równie niezdolny jest dojrzeć nicości, z

której go wyrwano, jak nieskończoności, w której go pogrąŜono.

CóŜ ma tedy uczynić, jeśli nie zadowolić się jakimś pozorem pośrodka rzeczy w

wiekuistej niemoŜności poznania bądź celu ich, bądź początku? Wszystkie rzeczy wyszły

z nicości i biegną w nieskończoność. KtóŜ nadąŜy tym zdumiewającym wędrówkom?

Autor tych cudów rozumie je - nikt inny.

Nie wpatrzywszy się w te nieskończoności, ludzie zwrócili się zuchwale ku zgłębianiu

natury, jak gdyby istniał jaki stosunek między nimi a nią. Osobliwy pomysł: chcieli

zrozumieć zasady rzeczy i z nich dojść do poznania wszystkiego w zarozumieniu równie

nieskończonym jak ich przedmiot; to pewna bowiem, iŜ nie moŜna powziąć tego zamiaru

bez zarozumiałości lub pojętności równie nieskończonej jak natura.

Człowiek oświecony rozumie, Ŝe skoro natura wyryła obraz swój i swego twórcy we

wszystkich rzeczach, mają one prawie wszystkie coś z tej podwójnej nieskończoności.

Tak widzimy, Ŝe wszystkie nauki nieskończone są w rozciągłości swoich badań; któŜ

bowiem wątpi, Ŝe matematyka na przykład posiada nieskończoną nieskończoność

moŜliwych twierdzeń? Są one zarówno nieskończone w mnogości, jak w subtelności

swych zasad; któŜ bowiem nie widzi, Ŝe te, które przedstawiono nam jako ostateczne, nie

wspierają się na samych sobie, ale oparte są na innych, które znowuŜ wspierając się na

innych, nie dopuszczają nigdy kresu? Ale my czynimy z ostatnimi rzeczami

dostrzegalnymi dla rozumu tak, jak się czyni w rzeczach materialnych, gdzie nazywamy

niepodzielnym ten punkt, poza którym juŜ zmysły nasze nic nie spostrzegają, mimo Ŝe

jest podzielny w nieskończoność ze swej natury.

Z tych dwóch nieskończoności wiedzy nieskończoność wielkości jest o wiele

dotykalniejsza, dlatego niewielu zdarzyło się utrzymywać, Ŝe znają wszystkie rzeczy.

"Będę mówił o wszystkim", powiadał Demokryt.

Natomiast nieskończoność w małości jest o wiele mniej widoczna. Filozofowie o wiele

2009-10-20

Bez tytułu 1

Strona 4 z 9

łatwiej mniemali, Ŝe tam dotrą, i wszyscy się o to rozbili. To dało początek owym tak

zwyczajnym tytułom: O zasadach rzeczy, O zasadach filozofii i i tym podobnym, równie

napuszonym w istocie, mimo iŜ mniej z pozoru, co ów inny, który bije w oczy: De omni re

scibili.

Mniemamy, iŜ z natury jesteśmy o wiele zdatniejsi, aby dojść do jądra rzeczy, niŜ aby

ogarnąć ich rozmiary. Widoczny ogrom świata widocznie przewyŜsza nas; natomiast

poniewaŜ to my przewyŜszamy drobne rzeczy, sądzimy, Ŝe łatwiej zdołamy je posiąść.

Wszelako nie mniej zdatności potrzeba, aby dojść do nicości, co do wszystkiego; do obu

rzeczy potrzebna jest zdatność nieskończona: zdaje mi się, Ŝe kto by pojął ostateczne

pierwiastki rzeczy, mógłby teŜ dojść do poznania nieskończoności. Jedno zaleŜy od

drugiego i jedno prowadzi do drugiego. Te skrajności stykają się i jednoczą właśnie

dlatego, Ŝe są tak odległe i odnajdują się w Bogu i tylko w Bogu.

Znajmy więc naszą wartość; jesteśmy czymś, lecz nie jesteśmy wszystkim; to, czym

moŜemy być, zasłania nam świadomość pierwszych zasad, które rodzą się z nicości, a

nikłość naszego istnienia broni nam widoku nieskończoności.

Nasz rozum zajmuje w porządku rzeczy poznawalnych to samo miejsce, co ciało

nasze w rozmiarach przyrody.

Jesteśmy ograniczeni w kaŜdym kierunku; ten stan zajmujący środek między dwoma

krańcami przejawia się we wszystkich naszych zdolnościach. Zmysły nasze nie chwytają

nic krańcowego; zbyt wielki hałas nas ogłusza; zbytnie światło oślepia, zbytnia odległość

i zbytnia bliskość przeszkadza wzrokowi, zbytnia rozwlekłość i zbytnia zwięzłość mowy

zaciemniają ją, zbytnia prawda osłupia nas (znam takich, którzy nie mogą zrozumieć, Ŝe

jeŜeli od zera odejmie się cztery, zostanie zero), pierwsze zasady są dla nas zbyt

oczywiste, zbyt wiele rozkoszy nuŜy, zbyt wiele współdźwięków niemile razi w muzyce.

Zbyt wiele dobrodziejstw draŜni, chcemy mieć z czego zapłacić dług z nawiązką:

Beneficia eo usque laeta sunt, dum videntur exsolvi posse; ubi multum antevenere, pro

gratia odium redditur ["Dobrodziejstwa do tego kresu są miłe, dopóki nam się zdaje, Ŝe

moŜemy je odpłacić; gdy zbytnio przechodzą tę miarę, wdzięczność zamienia się w

nienawiść", Tacyt]. Nie czujemy ani nadmiernego gorąca, ani nadmiernego zimna.

Własności krańcowe szkodzą nam, ale nie są dotkliwe; nie czujemy ich juŜ, cierpimy od

nich. Zbyt wczesna młodość i zbyt późna starość upośledzają umysł, toŜ samo za wiele i

za mało nauki, słowem, rzeczy krańcowe są dla nas tak, jakby nie istniały, i my nie

istniejemy w stosunku do nich: umykają nam albo my im.

Oto nasz prawdziwy stan; oto co nas czyni niezdolnymi i do wiedzy pewnej, i do

zupełnej niewiedzy. śeglujemy po szerokim przestworzu, wciąŜ niepewni i chwiejni,

popychani od jednego do drugiego krańca. Czegokolwiek chcielibyście się uczepić, wraz

chwieje się to i oddala; a jeśli podąŜamy za tym, wymyka się, wyślizguje się i wiekuiście

ulata. Jest to stan naturalny, najbardziej wszelako przeciwny naszym skłonnościom;

pałamy Ŝądzą znalezienia oparcia i ostatecznej podstawy, aby zbudować na niej wieŜę

wznoszącą się w nieskończoność; ale cały fundament trzaska i ziemia rozwiera się

otchłanią.

Nie szukajmy tedy pewności i stałości. Rozum zawsze pada ofiarą pozorów, nic nie

zdoła ustalić skończoności między dwiema nieskończonościami, które obejmują ją i

umykają jej.

Skoro to dobrze zrozumiemy, sądzę, iŜ będziemy trwali spokojnie, kaŜdy w tym stanie,

w jakim natura go pomieściła. Skoro ten pośrodek, który nam przypadł w udziale, zawsze

odległy jest od krańców, cóŜ znaczy, Ŝe człowiek będzie miał nieco więcej zrozumienia

rzeczy? Jeśli je ma, widzi świat z nieco bardziej wysoka; ale czyŜ nie jest zawsze

nieskończenie odległy od krańca i czyŜ trwanie naszego Ŝycia nie jest jednako oddalone

od wieczności, niechby i trwało dziesięć lat dłuŜej?

W perspektywie tych nieskończoności wszystkie skończoności są równe; nie widzę

tedy, czemu raczej czepiać się tej niŜ innej. Samo porównanie między nami a

skończonością sprawia nam przykrość.

Gdyby człowiek zaczął od zgłębienia siebie, spostrzegłby, jak bardzo jest niezdolny

2009-10-20

Bez tytułu 1

Strona 5 z 9

przejść tę granicę. W jaki sposób część mogłaby poznać całość? - Będzie moŜe dąŜył do

poznania bodaj tych części, do których jest w jakimś stosunku? - AleŜ cząstki świata tak

się łączą i zazębiają wzajem, iŜ wydaje mi się niemoŜliwe poznać jedną bez drugiej i bez

wszystkiego...

Człowiek na przykład jest w jakimś stosunku do wszystkiego, co zna. Potrzebuje

miejsca, aby go pomieściło, czasu do trwania, ruchu dla Ŝycia, Ŝywiołów, aby go

utworzyły, ciepła i pokarmów dla odŜywiania, powietrza dla oddychania; widzi światło,

czuje ciała; słowem, wszystko wchodzi z nim w związek. Aby zatem znać człowieka,

trzeba wiedzieć, skąd pochodzi, iŜ potrzebuje powietrza, aby istnieć; aby zaś znać

powietrze, trzeba wiedzieć, na czym polega jego związek z Ŝyciem człowieka itd. Płomień

nie moŜe istnieć bez powietrza; zatem aby znać jedno, trzeba znać drugie.

PoniewaŜ tedy wszystkie rzeczą są następstwem i przyczyną, doznają i udzielają

pomocy, pośredniczą i korzystają z pośrednictwa i wszystkie łączą się naturalnym i

tajemnym węzłem, który łączy najbardziej odległe i róŜne części, uwaŜam za niemoŜliwe

znać części nie znając całości, jak równieŜ znać całość nie znając poszczególnych

części.

A niemocy naszej w poznaniu rzeczy dopełnia to, iŜ są one proste same w sobie, my

zaś jesteśmy złoŜeni z dwóch przeciwnych i róŜnorakich natur, z duszy i ciała.

Niepodobna bowiem, aby ta część, która w nas rozumuje, była innej natury niŜ duchowej;

a gdyby ktoś twierdził, Ŝe jesteśmy tylko cieleśni, toby nas odsunęło o wiele bardziej od

poznania rzeczy, ile Ŝe nie ma nic bardziej niepojętego, niŜ rzec, Ŝe materia zna siebie

samą: niepodobna nam pojąć, w jaki sposób ona mogłaby się pojąć.

Tak więc jeśli jesteśmy po prostu materią, nie moŜemy zgoła nic poznać; jeśli zaś

składamy się z ducha i z materii, nie moŜemy poznać do gruntu rzeczy prostych,

cielesnych czy duchowych.

Stąd pochodzi, iŜ prawie wszyscy filozofowie mieszają pojęcia rzeczy i mówią o

rzeczach cielesnych duchowo, a o duchowych cieleśnie. Powiadają lekko, Ŝe ciała dąŜą

ku dołowi, Ŝe ciąŜą do swego środka, Ŝe bronią się przed zniweczeniem, Ŝe lękają się

próŜni, Ŝe mają skłonności, sympatie, antypatie: wszystko rzeczy właściwe jedynie

duchom. Mówiąc zaś o duchach uwaŜają je jakoby będące w jednym miejscu i przypisują

im poruszanie się z jednego miejsca na drugie: rzeczy właściwe jedynie ciałom.

Zamiast odbierać czyste pojęcia tych rzeczy, barwimy je naszymi właściwościami i

nasycamy naszą złoŜoną istotą wszystkie rzeczy proste, które zwaŜamy.

KtóŜ by nie myślał widząc, jak składamy wszystkie rzeczy z ducha i ciała, Ŝe ta

mieszanina jest dla nas bardzo łatwa do pojęcia? Jest to wszelako rzecz, którą

pojmujemy najmniej. Człowiek jest dla siebie samego najbardziej zadziwiającym

przedmiotem w naturze: nie moŜe bowiem pojąć, co to jest ciało, a jeszcze mniej, co to

duch, najmniej zaś, w jaki sposób ciało moŜe być spojone z duchem. To jest dlań szczyt

trudności, a wszelako to jego własna istota: Modus, quo corporibus adhaerent spiritus,

comprehendi ab hominibus non potest, et hoc tamen homo est ["].

Wreszcie, aby dopełnić dowodu naszej słabości, zakończę tymi dwiema uwagami.

196. (67) PróŜność nauk. - Wiedza rzeczy zewnętrznych nie okupi w chwilach rozterki

niewiedzy moralnej; natomiast wiedza moralna zawsze okupi nieświadomość w rzeczach

zewnętrznych.

203. (135) Nic nam się nie podoba tak jak walka, ale nie zwycięstwo. Lubimy oglądać

walki zwierząt, ale nie zwycięzcę pastwiącego się nad zwycięŜonym. CóŜ chcielibyśmy

oglądać, jeŜeli nie koniec zwycięstwa? A z chwilą gdy ono nadejdzie, odczuwamy

przesyt. To samo w zabawie, to samo w szukaniu prawdy. Lubimy widzieć w dysputach

starcie mniemań; ale kontemplować znalezioną prawdę - zgoła nie! Aby ją uwaŜać z

przyjemnością, trzeba nam widzieć rodzącą się z dysputy. Tak samo w namiętnościach

jest przyjemność w tym, aby widzieć, jak dwie przeciwne moce się ścierają, ale gdy jedna

weźmie górę, to juŜ jedynie brutalność. Nie szukamy nigdy rzeczy, ale szukania rzeczy.

2009-10-20

Bez tytułu 1

Strona 6 z 9

Tak samo w teatrze sceny, malujące zadowolenie bez obawy, są mdłe, toŜ samo

ostateczna nędza bez nadziei i miłość brutalna, i bezlitosne okrucieństwo.

370. (425) Część druga. IŜ człowiek bez wiary nie moŜe poznać prawdziwego dobra ani

sprawiedliwości. - Wszyscy ludzie pragną być szczęśliwi: nie ma tu wyjątku; mimo

róŜnych środków, wszyscy dąŜą do tego celu. To, Ŝe jedni idą na wojnę, a drudzy nie,

wynika u obydwu z tego samego pragnienia, skojarzonego z odmiennym sposobem

patrzenia. Wola [nie] czyni najmniejszego kroku inaczej jak ku temu celowi. Jest to

pobudka wszystkich ludzi, nawet tego, który się wiesza.

A mimo to, od tak wielkiej liczby lat, nikt bez wiary nie doszedł do tego punktu, do

którego wszyscy mierzą ustawicznie. Wszyscy się skarŜą: monarchowie i poddani,

szlachta i gmin; młodzi i starzy; silni i słabi; uczeni i prostaczkowie; zdrowi i chorzy; we

wszystkich krajach i czasach, wiekach i stanach.

Tak długa, ciągła i jednostajna próba powinna nas była przekonać o niemoŜności

osiągnięcia szczęścia własnymi siłami. Ale przykład mało nas poucza; nie jest nigdy tak

doskonale podobny, aby nie było jakiejś subtelnej róŜnicy; stąd spodziewamy się, iŜ

nasze właśnie oczekiwanie nie dozna zawodu. I tak, gdy rzeczywistość nie zadowala nas

nigdy, doświadczenie mami nas i z nieszczęścia w nieszczęście wiedzie nas do śmierci,

która jest ostatecznym uwieńczeniem tego wszystkiego.

O czymŜe więc woła wielkim głosem owo pragnienie i owa niemoc? O tym, Ŝe istniało

niegdyś w człowieku prawdziwe szczęście, po którym został nam obecnie jeno znak i

ślad zgoła próŜny. Staramy się go daremnie wypełnić wszystkim, co nas otacza, szukając

w nieobecnych rzeczach pomocy, której nie otrzymujemy od obecnych, ale wszystkie

okazują się niezdatne; bo tę nieskończoną otchłań moŜe wypełnić jedynie przedmiot

nieskończony i niezmienny, to znaczy Bóg.

On jeden jest naszym prawdziwym dobrem: osobliwa rzecz, iŜ od czasu gdy nas

opuścił, nie ma w naturze nic, co by mogło Go nam zastąpić: gwiazdy, niebo, ziemia,

Ŝywioły, rośliny, sałaty, pory, zwierzęta, owady, cielęta, węŜe, febra, zaraza, wojna, głód,

występki, cudzołóstwo, kazirodztwo. I od czasu jak stradaliśmy prawdziwe dobro,

wszystko po równi moŜe nam się zdawać, nawet nasze własne zniweczenie, mimo iŜ tak

przeciwne Bogu, rozumowi i naturze.

Jedni szukają go we władzy, drudzy w osobliwościach i w naukach, inni w rozkoszy.

Inni, którzy w istocie bardziej się doń zbliŜyli, osądzili, iŜ nie trzeba, aby dobro

powszechne i upragnione wszystkim mieściło się w którejś rzeczy poszczególnej, którą

moŜe posiadać tylko jeden i które, będąc podzielone, więcej martwią swego posiadacza

brakiem cząstki, której mu zbywa, niŜ go zadowalają posiadaniem tych, które ma.

Zrozumieli, iŜ prawdziwe dobro powinno być takie, aby wszyscy mogli je posiadać naraz,

bez uszczuplenia i zawiści, i aby nikt nie mógł go stracić wbrew swej woli. A racją ich jest,

iŜ skoro to pragnienie jest wrodzone człowiekowi, skoro znajduje się nieodzownie we

wszystkich i niepodobna go odczuwać, wnoszą stąd...

mądrość ludzi: sapientius est hominibus 7, bez niej bo-, wiem jak określimy, co jest

człowiek? Cala jego istota zaleŜy od tego niedostrzegalnego punktu. I w jaki sposób

spostrzegłby rozumem, skoro to jest rzecz przeciw rozumowi i skoro rozum nie tylko

niezdolny jest wy-,'myślić tego swoimi drogami, ale oddala się, kiedy mu __(to

przedstawić? (445)

3. NIESKOŃCZONOŚĆ - NICOŚĆ. ZAKŁAD

451. (233) Nieskończoność - nic. - Dusza nasza zabłąkała się w ciało, gdzie znajduje

liczbę, czas, wymiary; rozumuje o tym, nazywa to naturą, koniecznością i nie moŜe

wierzyć w nic innego.

Jedność dodana do nieskończoności nie pomnaŜa jej ani o włos, tak jak stopa dodana

do nieskończonej miary. Skończoność unicestwia się w obliczu nieskończoności i staje

się czystą nicością. Tak nasz duch w obliczu Boga; tak nasza sprawiedliwość wobec

2009-10-20

Bez tytułu 1

Strona 7 z 9

sprawiedliwości boskiej. Mniejsza jest dysproporcja między sprawiedliwością naszą a

boską niŜ między jednością a nieskończonością. Sprawiedliwość Boga musi być

olbrzymia, jak Jego miłosierdzie: owóŜ sprawiedliwość wobec potępionych mniej jest

olbrzymia i mniej musi uderzać niŜ miłosierdzie wobec wybranych.

Wiemy, Ŝe istnieje nieskończoność, ale nie znamy jej natury. Wiemy na przykład, Ŝe

fałszem jest, aby liczby były skończone; zatem prawdą jest, Ŝe istnieje nieskończoność w

liczbie, ale nie wiemy, co to jest. Fałszem jest, aby była parzysta, fałszem, aby była

nieparzysta: za dodaniem bowiem jedności nie zmieni swej natury; a wszelako jest to

liczba, wszelka zaś liczba jest parzysta albo nieparzysta (prawda, iŜ to odnosi się do

wszelkiej liczby skończonej). Tak samo moŜna dobrze wiedzieć, Ŝe jest Bóg, nie

wiedząc, czym jest.

CzyŜ nie istnieje prawda istotna wobec tylu rzeczy prawdziwych, które nie są samą

prawdą?

Znamy tedy istnienie i naturę skończoności, poniewaŜ jesteśmy skończeni i rozciągli

jak ona. Znamy istnienie nieskończoności, a nie znamy jej natury, poniewaŜ ma ona

rozciągłość jak my, ale nie ma granic, jak my je mamy. Ale nie znamy ani istnienia, ani

natury Boga, poniewaŜ nie ma On ani rozciągłości, ani granic.

Ale przez wiarę znamy Jego istnienie; przez chwałę poznamy Jego naturę. OwóŜ

wykazałem juŜ, Ŝe moŜna dobrze znać istnienie jakiejś rzeczy nie znając jej natury.

Mówmy teraz wedle naturalnego poznania. Jeśli jest Bóg, jest On nieskończenie

niepojęty, skoro nie mając ani części, ani granic nie pozostaje do nas w Ŝadnym

stosunku. Jesteśmy tedy niezdolni pojąć, ani czym jest, ani czy jest; w tym stanie rzeczy

któŜ ośmieli się rozstrzygnąć tę kwestię? Nie my, którzy nie mamy z Nim Ŝadnego punktu

styczności.

KtóŜ potępi tedy chrześcijan, Ŝe nie mogą uzasadnić swoich wierzeń, skoro sami

głoszą, iŜ wyznają religię, której nie mogą uzasadnić? Oświadczają, przedstawiając ją

światu, Ŝe to jest głupstwo, stultitia, a wy się później skarŜycie, Ŝe jej nie udowadniają!

Gdyby jej dowodzili, nie dotrzymaliby słowa; w tym, Ŝe nie mają dowodów, jest ich sens.

- Tak, ale przypuściwszy, Ŝe tłumaczy tych, którzy podają ją jako taką, i oczyszcza ich

z zarzutu, iŜ podają ją bez dowodów, nie usprawiedliwia to tych, którzy ją przyjmują.

ZbadajmyŜ ten punkt i powiedzmy: "Bóg jest albo Go nie ma." Ale na którą stronę się

przechylimy? Rozum nie moŜe tu nic określić: nieskończony chaos oddziela nas. Na

krańcu tego nieskończonego oddalenia rozgrywa się partia, w której wypadnie orzeł czy

reszka. Na co stawiacie? Rozumem nie moŜecie ani na to, ani na to; rozumem nie

moŜecie bronić Ŝadnego z obu.

Nie zarzucajcie tedy błędu tym, którzy uczynili wybór; bo nie wiecie.

- Nie, ale będę im zarzucał, nie iŜ uczynili ten wybór,łale w ogóle wybór; mimo bowiem

Ŝe ten, który stawia na orła, i ów drugi popełniają jednaki błąd, obaj popełniają błąd;

słuszne jest nie zakładać się w ogóle.

- Tak, ale trzeba się zakładać; to nie jest rzecz dobrowolna, zmuszony jesteś. CóŜ

wybierzesz? Zastanów się. Skoro trzeba wybierać, zobaczmy, w czym mniej ryzykujesz.

Masz dwie rzeczy do stracenia: prawdę i dobro; i dwie do stawienia na kartę: swój rozum

i swoją wolę, swoją wiedzę i swoją szczęśliwość; twoja zaś natura ma dwie rzeczy, przed

którymi umyka: błąd i niedolę. Skoro trzeba koniecznie wybierać, jeden wybór nie jest z

większym uszczerbkiem dla twego rozumu niŜ drugi. To punkt osądzony. A twoje

szczęście? ZwaŜmy zysk i stratę zakładając się, Ŝe Bóg jest. Rozpatrzmy te dwa

wypadki: jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko; jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj się

tedy, Ŝe jest, bez wahania.

- To cudowne. Tak, trzeba się zakładać, ale za wiele moŜe stawiam.

- ZobaczmyŜ. Skoro są równe widoki zysku i straty, tedy gdybyś miał zyskać tylko dwa

Ŝycia za jedno, jeszcze mógłbyś się zakładać. A gdyby były trzy do zyskania, trzeba by

grać (skoro znajdziesz się w konieczności grania) i byłbyś nierozsądny, skoro jesteś

zmuszony grać, gdybyś nie postawił swego Ŝycia, aby wygrać trzy za jedno w grze, w

której jest równa szansa zysku i straty. Ale tu chodzi o wieczność Ŝycia i szczęścia, a

2009-10-20

Bez tytułu 1

Strona 8 z 9

skoro tak jest, to gdyby zachodziła nieskończona mnogość przypadków, z których jeden

tylko byłby za tobą, i tak jeszcze miałbyś rację postawić jedno, aby wygrać dwa; a

działałbyś nierozsądnie, gdybyś będąc zniewolony grać, wzdragał się stawić jedno Ŝycie

przeciw trzem w grze, w której w nieskończoności przypadków jeden jest za tobą -

jeŜeliby było do wygrania nieskończone trwanie Ŝycia nieskończenie szczęśliwego. Ale

tutaj jest nieskończoność Ŝycia nieskończenie szczęśliwego do wygrania, szansa

wygranej przeciw skończonej ilości szans straty i to, co stawiasz, jest skończone. Wybór

jest jasny: wszędzie, gdzie jest nieskończoność i gdzie nie ma nieskończonej ilości szans

straty przeciw szansie zysku, nie moŜna się wahać, trzeba stawiać wszystko. Tak więc

kiedy się jest zmuszonym grać, trzeba być obranym z rozumu, aby zachować Ŝycie

raczej, niŜ rzucić je na hazard dla nieskończonego zysku, równie prawdopodobnego jak

utrata nicości.

Na nic bowiem nie zda się mówić, Ŝe niepewne jest, czy wygramy, a pewne, Ŝe

ryzykujemy; i Ŝe nieskończona odległość, jaka jest między pewnością tego, co się naraŜa

*, a niepewnością tego, co się wygra, równa skończone dobro, które się na pewno

naraŜa, z nieskończonością, która jest niepewna. Tak nie jest: tak samo kaŜdy gracz

ryzykuje pewne dla wygranej niepewnej, a wszelako ryzykuje pewną skończoność, aby

wybrać niepewną skończoność, i nie grzeszy w tym przeciw rozumowi. Nie ma

nieskończonej odległości między ową pewnością tego, co się naraŜa, a niepewnością

zysku; to fałsz. Jest to prawda, nieskończoność między pewnością wygrania a pewnością

przegrania. Ale między niepewnością wybrania a pewnością tego, co się ryzykuje,

zachodzi stosunek wedle proporcji zysku i straty : jeśli tedy tyleŜ jest moŜliwości z jednej

strony co z drugiej, partia jest równa; wówczas pewność tego, co się naraŜa, równa jest

niepewności zysku, bynajmniej zaś nie jest od niej nieskończenie odległa. Tak więc

twierdzenie nasze potęguje się w nieskończoność, kiedy chodzi o naraŜenie czegoś

skończonego w grze, gdzie są równe widoki straty i zysku, a nieskończoność do

wygrania. To zupełnie jasne; jeśli ludzie w ogóle zdolni są do jakiej prawdy, to jest

prawdą.

- Przyznaję, godzę się. Ale czy nie byłoby jeszcze jakiego sposobu podpatrzenia kart

w tej grze?

- Owszem, Pismo itd.

- Tak; ale ja mam ręce związane, a usta nieme: kaŜą mi zakładać się, a nie mam

swobody; nie chcą mi sfolgować, a mam taką naturę, Ŝe nie umiem wierzyć. CóŜ mam

tedy uczynić?

- To prawda. Ale dowiedz się bodaj, Ŝe twoja niemoc wiary, skoro rozum skłania cię do

niej, a mimo to nie jesteś do niej zdolny, pochodzi jedynie z winy twoich namiętności.

Pracuj tedy nad tym, aby przekonać samego siebie nie mnoŜeniem dowodów Boga, ale

poskromieniem Swoich namiętności. Chcesz iść ku wierze, a nie znasz drogi; chcesz się

uleczyć z niedowiarstwa i Ŝądasz leku; dowiaduj się u tych, którzy byli spętani jak ty, a

którzy teraz zakładają się o wszystko, co mają; to ludzie znający drogę, którą chciałbyś

iść; wyleczeni z choroby, z której ty chciałbyś się uleczyć. Naśladuj sposób, od którego

oni zaczęli: to znaczy czyniąc wszystko tak, jak gdyby wierzyli, biorąc wodę święconą,

słuchając mszy itd. W naturalnej drodze doprowadzi cię to do wiary i ogłupi cię.

- AleŜ tego się właśnie obawiam.

- Czemu? Co masz do stracenia?

Ale gdyby dowieść, Ŝe to tam prowadzi, powiem ci, Ŝe to poskromi twoje namiętności,

które są główną przeszkodą itd.

Koniec tej rozprawy. - OwóŜ co ci grozi stąd, Ŝe obierzesz tę drogę? Będziesz wierny,

uczciwy, pokorny, wdzięczny, dobroczynny, przyjacielski, szczery, prawdomówny. To

prawda, nie będziesz opływał w zatrute uciechy, chwałę, rozkosze; ale czyŜ nie będziesz

miał innych? Powiadam ci, zyskasz jeszcze w tym Ŝyciu: za kaŜdym krokiem, jaki

uczynisz na tej drodze, ujrzysz tyle pewności zysku i taką nicość tego, co ryzykujesz, iŜ w

końcu poznasz, Ŝe załoŜyłeś się o rzecz pewną, nieskończoną, za którą nie dałeś nic.

- Och, to, co mówisz, porywa mnie, zachwyca, itd., itd.

2009-10-20

Bez tytułu 1

Strona 9 z 9

Jeśli to rozumowanie podoba ci się i zdaje ci się silne, wiedz, Ŝe wygłasza je człowiek,

który przedtem i potem upadł na kolana, aby się modlić do tej nieskończonej i

niepodzielnej Istoty, poddając Jej całego siebie, o to, aby poddała sobie i ciebie dla

twego własnego dobra i dla swojej chwały; tak siła kojarzy się z tą pokorą.

477. (277) Serce ma swoje racje, których rozum nie zna; widzimy to w tysiącu rzeczy.

Twierdzę, Ŝe serce kocha z natury swojej powszechną istotę i teŜ z natury swojej kocha

samo siebie, wedle tego, ku czemu się zwróci; i tępieje na jedno lub drugie, zaleŜnie od

wyboru. Odrzuciłeś jedno, a zachowałeś drugie: czyŜ kochasz siebie z racji rozumu?

479. (282) Poznajemy prawdę nie tylko rozumem, ale i sercem, w ten sposób znamy

pierwsze zasady i na próŜno rozumowanie, które nie ma w tym udziału, sili się je

zwalczyć. Pirrończycy, którzy obrali to za wyłączny swój cel, pracują nad tym

bezskutecznie. Wiemy, Ŝe nie śnimy, mimo iŜ niepodobna tego dowieść rozumem; ta

niemoŜność dowodzi tylko słabości naszego rozumu, a nie niepewności wszelkiego

naszego poznania, jak oni twierdzą. Znajomość bowiem pierwszych zasad, jak

przestrzeń, czas, ruch, liczby, jest równie mocna jak którakolwiek z tych, które czerpiemy

z rozumowania. I na tych wiadomościach serca i instynktu musi się opierać rozum i na

nich budować wszystkie swoje wywody. Serce czuje, Ŝe są trzy wymiary w przestrzeni i

Ŝe liczby są nieskończone; rozum dowodzi następnie, Ŝe nie ma dwóch kwadratów liczb,

z których jeden byłby podwójną drugiego. Zasady czujemy, twierdzenia wyprowadzamy

za pomocą dowodu; i jedno, i drugie pewnie, mimo Ŝe odmiennymi drogami. I równie

bezcelowe i niedorzeczne jest, aby rozum Ŝądał od serca udowodnienia pierwszych

zasad, nim zgodzi się na nie przystać, jak byłoby niedorzeczne, aby serce - nim zgodzi

się je przyjąć - Ŝądało od rozumu czucia wszystkich twierdzeń, które ten udowadnia.

Ta niemoc winna tedy prowadzić jedynie do upokorzenia rozumu, który chciałby sądzić

o wszystkim, ale nie do zwalczania naszej pewności, tak jak gdyby tylko rozum zdolen

był nas o czymś pouczyć. Dałby Bóg, abyśmy go, przeciwnie, nigdy nie potrzebowali i

abyśmy znali wszystkie rzeczy instynktem i uczuciem! Ale natura odmówiła nam tego

dobra; dała nam, przeciwnie, bardzo niewiele wiadomości tego rodzaju; wszystkie inne

moŜemy nabyć jedynie rozumowaniem.

I oto czemu ci, którym Bóg dał religię z poczucia serca, bardzo są szczęśliwi i bardzo

słusznie przekonani. Ale tym, którzy jej nie mają, moŜemy ją dać jedynie rozumowaniem

w oczekiwaniu, aŜ Bóg da im ją przez poczucie serca, bez czego wiara jest jeno ludzka i

bezuŜyteczna dla zbawienia.

480. (279) Wiara - to dar Boga; nie sądźcie, bym twierdził, Ŝe to jest dar rozumowania.

Inne religie nie mówią tego o swej wierze; aby dojść do niej, dawały jeno rozumowanie,

które wszelako nie prowadzi do celu.

481. (278) Boga czuje serce, nie rozum. Oto co jest wiara: Bóg dotykalny dla serca, nie

dla rozumu.

2009-10-20