background image

UPIORY Z MAZURSKICH LEGEND 

Prawie każdy z nas lubi baśnie czy legendy. Żyjąc w dzisiejszych 
czasach, zabiegani, spracowani często szukamy jakiejś odskoczni 
aby oderwać się od szarej rzeczywistości. Pewnie dlatego takim 
ogromnym zainteresowaniem cieszą się filmy czy literatura z 
gatunku fantasy. 
 
 
Dobrym przykładem jest popularność takich pozycji jak: 
„Władca Pierścieni”  Tolkiena, „Wiedźmin”  Sapkowskiego czy 
też „Harry Potter”  Rowling.
 

Kiedyś gdy multikino to było czyste science-fiction, a książka była droga i trudno dostępna 
jedną z ulubionych rozrywek naszych dziadów i babć były opowieści z dreszczykiem. 
Wieczorami zasiadano we wspólnym gronie i rozprawiano o niestworzonych, mrożących 
krew w żyłach historiach z lekką dozą tajemniczości. 

Dzisiaj zachwycając się wysokobudżetowymi produkcjami jakie serwuje nam Hollywood, 
często nie wiemy o tym, że mamy własne legendy i mity wcale nie mniej ciekawe niż te 
celtyckie, greckie czy skandynawskie. W myśl powiedzenia „Cudze chwalicie swego nie 
znacie”
 chciałbym przedstawić kilka przykładów tajemniczych postaci, które pojawiają się w 
opowieściach naszych babek. 

Legendy z okolic Mazur są połączeniem staropruskich wierzeń ludów zamieszkujących tę 
ziemię jak również pogańskich mitów słowian mających silne korzenie w naszej kulturze, aż 
po dzisiejsze dni. 

Wśród lasów i jezior tej krainy o pogańskiej przeszłości skrywają się przeróżne widma i 
upiory.  

Należą do nich:  

Zmora - była zwana też kikimorą lub marą, (stąd powiedzenie "sen - 
mara, Bóg wiara"
).  

Mara to dusza człowieka, który zmarł nagłą śmiercią bez 
rozgrzeszenia. Jej specjalnością było bolesne duszenie śpiących, a 
szczególnie dziewek. Zmora zaś mogła być duszą zmarłej osoby, ale 
równie dobrze mogła to być złośliwą duszą żyjącej osoby, która 
korzystając ze snu "właściciela" opuszczała jego ciało i używała ile 

wlezie. Dana osoba mogła nawet nie wiedzieć, że jej sen uwalniał zmorę. Zmorami często 
bywała siódma córka danego małżeństwa. Na "zmorowatość" wskazywać też mogły zrośnięte 
nad oczyma brwi lub różnokolorowe oczy. Zmora lubiła się w nocy sadowić na piersiach 
śpiącej osoby i powoli pozbawiać ją tchu. Zmora miała możliwość transformacji w rozmaite 
zwierzęta: kota, kunę, żabę, mysz a także w przedmioty martwe, jak słomka czy igła.  

Jak można było uchronić się przed zmorą i marą? Skuteczną metodą była zmiana pozycji snu 
- tzn. należało położyć się w łóżku odwrotnie, tam gdzie nogi - głowa. Myliło to większość 
demonów. Dodatkowo można było spać ze skrzyżowanymi nogami. A jeśli obudzimy się w 

background image

nocy i ujrzymy dławiącą nas zmorę (lub marę) możemy obiecać jej sera, bo powszechnie 
wiadomym było, że demony te uwielbiają nabiał. Ale biada, jeśli ktoś nie dotrzymał obietnicy 
- wkurzona kikimora zaduszała takiego delikwenta na śmierć.  

Ogólnie był to demon dość naprzykrzający się ale łatwy do okpienia i zasadniczo 
nieszkodliwy. Szczególną odmianą zmory był inkub i sukkub, czyli demon objawiający się 
pod postacią mężczyzny lub kobiety i kochający się ze swą ofiarą, czasem za jej zgodą, 
czasem bez, czasem na jawie, czasem (częściej) we śnie. Jeśli jakaś dziewka w czasie snu 
stękała i miotała się po łóżku to niewątpliwie właśnie jakiś demon się z nią zabawiał. 
Wskazane było ją szybko zbudzić, bo inaczej mogło się to skończyć ciążą i to wcale nie 
wyśnioną tylko jak najbardziej rzeczywistą.  

Wąpierze nie lubią czosnku i cebuli, stąd dobrze jest mieć w domu 
nieco tych warzyw. Wskazane jest ich spożywanie. Wąpierza można 
też skutecznie odstraszyć wbijając nóż w jego cień. Demony te mogą 
przybierać też postać nietoperzy. Wąpierze w swym demonim 
wcieleniu są wrażliwe na srebro, które je odstrasza, ale nie unicestwia. 
Można natomiast unicestwić ciało, w którym przebywa demon, 
przebijając spoczywające w grobie zwłoki drewnianym kołkiem. 
Wskazane też jest odcięcie trupowi głowy i włożenie jej między nogi. 
Jeśli ciało jakiegoś zmarłego po wykopaniu z grobu nie wykazuje 
widocznych śladów rozkładu, oznacza to, że jest to wąpierz. 

Słowiański wąpierz trafił do kultury angielskiej pod nazwą "vampyre" wraz z powieścią 
Brama Stokera Dracula z 1897 roku, ukazująca diaboliczną działalność hrabiego Vlada IV, 
zwanego Draculą, w Transylwanii. Wraz z kulturą masową powrócił do nas jako wampir

Ognik – tajemniczego pochodzenia światło które hipnotyzowało nieświadomych podróżnych, 
którzy podążali za owym zjawiskiem. Zła natura ognika sprowadzała na człowieka 
nieszczęscie w postaci ugrząźnięcia w jakimś bagnie, bądź jeziorze, o które na mazurach nie 
trudno. 

Strzyga to demon z wierzeń prasłowiańskich. Był to stwór podobny nieco do wąpierza
Najczęściej strzygą być miało dziecko zmarłe jeszcze za życia płodowego lub krótko po 
urodzeniu. Strzyga wysysała krew, wyżerała wnętrzności i latała pod postacią sowy po 
nocach. Podobnie jak inne stwory tego typu, strzygę należało trwale unieruchomić poprzez 
spalenie lub powbijanie gwoździ albo pali w różne części ciała. to według wierzeń 
starożytnych słowian zmarły żywiący się krwią śmiertelnych. Mówiąc dokładniej – ciało 
ożywione przez demona. Nienawidzi światła słonecznego i dnia, ponieważ słońce jest dla 
niego mordercze. Dnie spędza w grobie lub w lochach, noce schodzą mu na polowaniach na 
ludzi. Objawami działania wąpierza miały być: coraz większe osłabienie, bladość i pot na 
czole po obudzeniu oraz koszmarne sny i stałe uczucie wielkiego zmęczenia. 

Chobołd – stworzenie występujące najczęściej pod postacią ptaka, które w przypływie 
dobrego humoru może sprowadzić na upatrzoną osobę dobrobyt, ale zacznie częściej puszcza 
kogoś z torbami 

Kautki – bliscy krewni krasnoludków 

  

background image

Zjawa (wilga) – nierealna postać będąca widzeniem sennym lub urojeniem, widmo, mara, 
duch, widziadło 
 
Biali zimni ludzie – bliżej nieznane widma, nawiedzające duszę i krew, a także 
sprowadzające tajemnicze choroby oraz wilkołaki, szczególnie popularne w lasach i 
puszczach

 
Szpetny topich
 - związany jest z żywiołem wodnym. Nie ma przed nim ucieczki. Przyciąga 
on ludzi i gubi w toniach wód. O tym, jak wielka jest moc tego stwora, wspomina podanie 
ludowe zanotowane przez Oskara Kolberga
:  

„Jegomość pewien jechał wózkiem w noc ciemną nad brzegiem jeziora, mającego, 
równie jak inne, swego topicha. Woźnicy jego dokuczało pragnienie, chciał się więc 
zatrzymać i ugasić je wodą z jeziora zaczerpniętą. Pan jego, znający właściwości 
jeziora usłyszał, gdy nadjechali z głębi tegoż jęczący i skarżący się głos topichs, 
domagający się corocznej swej ofiary. Wielkie prośby i nakazy pana, by fornala od 
picia powstrzymać, były daremne; chciał on konieczne zsiąść z kozła i biec do jeziora. 
Gwałtownym jedynie środkiem można było temu zapobiec. Więc pochwyciwszy 
nagle z rąk fornala lejce, zaciął pan sam konie ostro i w największym pędzie do 
najbliższej pospieszył wioski. Tu, zatrzymawszy się przed szynkownią, kazał 
fornalowi wynieść szklankę piwa. Ten też je zaraz wypił duszkiem; lecz zaledwie 
szklankę spełnił, przechylił się i upadł martwy na ziemię. Nie minęło go więc 
przeznaczenie, bo topich musiał mieć swoja ofiarę – choćby za pośrednictwem piwa.” 

Bagiennik- demon wodny. Nie opuszcza nigdy swej topieli, a zobaczyć go można (przy 
sporym szczęściu) na bagnach, gdyż tam jest najpłycej. 

Bagiennik nad powierzchnię bagna wystawia tylko głowę, aby zaczerpnąć od czasu do czasu 
powietrza (robi to raczej z przyjemności, niż z przymusu) i popatrzeć, co wokół się dzieje. 
Nozdrza ma umieszczone między oczami, a czasem nawet na czole. Z nich bagienniki często 
strzelają błotnistą mazią, która jest tak gorąca, że potrafi nawet oparzyć. Ma ona jednak 
fantastyczne właściwości uzdrawiające wszelkie choroby cielesne. Reumatyzm, bóle krzyża, 
ciężkie rany, niestrawności, choroby serca. 

Obecność bagiennika widać najczęściej tylko po bąblach obficie występujących na lustrze 
wody, albo po tym, że woda niespodzianie robi się mętna, kotłuje się, bulgocze, a potem 
nagle uspokaja. Nikt nie obawia się tych demonów, gdyż kontakt z bagiennikiem prawie 
nigdy nie kończy się śmiercią. 

Buka - miał wiele innych imion, jak chociażby Buba, Bobo, Bubbul, 
Macha, Matoha, Motolica. Nazywano go również Kasznej i Kosznej, a 
potem lud począł mówić Kościej, bo przecież był to "kościany mąż 
straszliwy"
. Buka towarzyszył spotkaniom czarownic na Łysej Górze i 
może dlatego często mówiono nań jako o dozorcy czarownic. Jeżeli 
czarownice chciały skrzywdzić poczciwego człowieka, wtenczas Buka 
ukazywał im się jako kozioł i wtedy przerażone jego strasznym 
wyglądem uciekały na miotłach. Czyniły to w takim popłochu, że 
łamały ręce, nogi lub ginęły, spadając na ziemię. Spotykała je kara 
dlatego, bo miały szkodzić swoimi czarami tylko ludziom złym.  
  

background image

Marzanna, Mora, Morana, Marena (prawdopodobnie od słów: mor, śmierć) to bliżej 
nieznana postać mitologiczna w micie płodności. Występuje w rekonstruowanym przez R. 
Katicića micie o Jaryle / Jarowicie, jako jego narzeczona lub żona. Przedstawiana w pieśniach 
ludowych, jak pasie gęsi, dzwoni kluczami itp., wybierała Jarowita (w folklorze płd. Słowian 
- Zielonego Jerzego) za męża. Mit mówił o ich boskim małżeństwie i o śmierci Zielonego 
Jerzego. 

Marzanna (znana też jako MorenaMarzaniokŚmierćŚmierzteckaŚmiertkaŚmiercicha) to 
również nazwa kukły przedstawiającej boginię, którą w rytualny sposób palono, topiono, w 
czasie wiosennego święta Jarego, aby przywołać wiosnę. Zwyczaj ten, zakorzenieniony w 
pogańskich obrzędach ofiarnych, miał zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. 

Kukłę wykonywano ze słomy, owijano białym płótnem, zdobiono wstążkami i koralami. 
Tradycja nakazywała, aby dziecięcy orszak, z Marzanną i zielonymi gałązkami jałowca w 
dłoniach, obszedł wszystkie domy we wsi. Po drodze podtapiano Marzannę w każdej wodzie, 
jaka się nadarzyła. Wieczorem kukłę przejmowała młodzież. W świetle zapalonych gałązek 
jałowca wyprowadzano Marzannę ze wsi, podpalano i wrzucano do wody. Z topieniem 
Śmiercichy, również obecnie, związane są różne przesądy: nie wolno dotknąć pływającej w 
wodzie kukły, bo grozi to uschnięciem ręki, oglądnięcie się za siebie podczas powrotu może 
spowodować chorobę, a potknięcie i upadek - śmierć w ciągu najbliższego roku. 

Również i w tym przypadku nie obyło się ze strony Chrześcijaństwa z próbami zakazania 
tego starosłowiańskiego zwyczaju. W 1420 roku Synod Poznański nakazywał 
duchowieństwu: "Nie dozwalajcie, aby w niedzielę odbywał się zabobonny zwyczaj 
wynoszenia jakiejś postaci, którą śmiercią nazywają i w kałuży topią". Rodzima tradycja 
okazała się jednak silniejsza. W konsekwencji na przełomie XVII i XVIII wieku próbowano 
tradycje topienia Marzanny zastąpić (w okresie środy przed wielkanocnej) zrzucaniem z 
wieży kościelnej kukły symbolizującej Judasza, co również zakończyło się niepowodzeniem... 
Obecnie obrzęd (w którym współcześnie główny udział biorą dzieci i młodzież) łączony jest z 
nastaniem kalendarzowej wiosny 21 marca. 

Rusałki - zwane też boginkami, pomniejsze boginie wody. Porównywalne do wodnych nimf 
greckich. Mieszkały w rzekach i jeziorach. Miały długie włosy, nosiły wieńce z kwiatów i 
powłóczyste białe szaty, ale też często preferowały absolutną nagość. Najczęściej milczały, 
ale potrafiły pięknie śpiewać. Wychodziły z wody w nocy, aby tańczyć w świetle księżyca. 

Ich świętym drzewem był jawor. Ich święto było na początku maja - tak zwany Tydzień 
Rusałek - wychodziły wtedy z wody w dzień i siadywały na jaworowych gałeziach. Ludzie 
świętowali wtedy odpoczynkiem od pracy i pływaniem. Był to pierwszy czas w roku, kiedy 
można i wolno było się kąpać. Rusałki potrafiły ukarać za nieposłuszeństwo kobiety, które 
pracowały w tym czasie. 

Rusałką mogła stać się kobieta, która jeszcze się w nikim nie zdążyła zakochać. Jeśli w nocy 
natknęła się na korowód rusałek, zostawała jedną z nich. Nie mogła wrócić potem do domu, 
tylko przyglądała się z daleka swemu obejściu. Następnego ranka jej rodzina znajdywała 
porzucony wianek koło domu. 

Rusałki bywały niebezpieczne dla mężczyzn, których wabiły pięknym śpiewem. Mężczyzna 
zwabiony przez rusałki tonął w wodzie albo zostawał zatańczony na śmierć. 

background image

 

Wodnik – władca jeziora, stawu, strumienia, rzeki, a nawet kałuży. Wodnik siedział w 
wodzie i albo puszczał bąbelki, albo topił ludzi. Każdy, kto chciał się wykąpać musiał mu 
złożyć jakąś daninę, np. czarną kurę albo garść grochu. 

Utopcetopielice, topce, topielce - byli to według wierzeń ludzie, którzy popełnili 
samobójstwo wskutek utonięcia. Demony te zwykle zachowywały postać jaką miały w 
momencie śmierci, ale można je było łatwo poznać po nienaturalnie dużej lub małej głowie, 
cienkich, wręcz pajęczych, nogach, takoż zielonych włosach. Niekiedy utopiec był 
dodatkowo napuchnięty jak bania.