background image

Japończycy uciekają z kraju 
Nasz Dziennik, 2011-03-17 

W elektrowni Fukushima I doszło wczoraj rano 
czasu lokalnego do kolejnego pożaru, tym razem w 
dwóch reaktorach - numer 4 i 5. Jak twierdzą 
media, choć pożar stosunkowo szybko ugaszono, to 
w reaktorze nr 4 doszło prawdopodobnie do 
wybuchu wodoru. Telewizje pokazywały kadry, na 
których widać było unoszące się nad obiektem 
kłęby białego dymu. Rzecznik rządu Japonii 
poinformował o znacznym wzroście 

promieniowania. Tysiące przerażonych Japończyków koczują na lotniskach, czekając na 
samoloty, którymi będą mogli opuścić kraj.
 
 
Nowy oficjalny bilans podany przez władze Japonii mówi o ponad 4300 ofiarach 
śmiertelnych kataklizmu i 10 tys. zaginionych. Rząd podkreśla, że pomimo pożaru w 
reaktorze nr 3 nie doszło do kolejnej eksplozji. Gorsza sytuacja panuje jednak w reaktorze nr 
4, gdzie prawdopodobnie wybuchł wczoraj wodór. Rzecznik rządu Yukio Edano 
poinformował też, że wskutek pożaru uszkodzeniu mogły ulec wewnętrzne osłony obu 
reaktorów, w związku z czym w elektrowni nastąpił znaczny wzrost promieniowania. Władze 
zdecydowały więc o tymczasowym wycofaniu z obiektu niemal wszystkich pracowników. 
Jednak pomimo wzrostu promieniowania rząd nie zamierza rozszerzać tzw. strefy 
ewakuacyjnej wokół elektrowni (w tej chwili obejmuje ona obszar w promieniu 30 km od 
Fukushimy). Edano ponownie zaapelował jedynie do tych mieszkańców okolic elektrowni, 
którzy do tej pory nie podporządkowali się nakazowi ewakuacji, by pozamykali szczelnie 
drzwi i okna oraz aby nie opuszczali domów. Wczorajszy pomiar radiacji w odległości około 
60 km od uszkodzonej elektrowni wykazał, że promieniowanie radioaktywne przekracza tam 
aż o 500 razy normalne wartości. Kolejne informacje wprowadzają wśród Japończyków coraz 
większe zaniepokojenie. Na lotniskach pojawia się coraz więcej osób, które w obawie o życie 
swoje i bliskich zdecydowały się natychmiast wyjechać z kraju. 
 
Japonia potrzebuje pomocy 
Po ugaszeniu kolejnego już pożaru rzecznik rządu przyznał, że Japończycy potrzebują teraz 
pomocy Amerykanów w chłodzeniu uszkodzonych reaktorów. Japońskie władze 
poinformowały, że rozmawiały już na ten temat z amerykańską armią. Także Korea 
Południowa zaoferowała dostarczenie kwasu borowego, który jest skuteczniejszy od wody 
morskiej w chłodzeniu instalacji jądrowych. Jak podała japońska telewizja NHK, na którą 
powołuje się PAP, po wcześniejszych problemach związanych ze złą pogodą do akcji mającej 
na celu schłodzenie reaktora nr 3 przyłączyły się około południa także japońskie śmigłowce 
wojskowe. Po zmniejszeniu się poziomu promieniowania do elektrowni wróciła po południu 
także część z ewakuowanych wcześniej pracowników. 
W elektrowni Fukushima I od kilku dni trwają wysiłki koncentrujące się na tym, by zapobiec 
wyparowaniu wody, która ma chłodzić pręty paliwowe w reaktorach (jeśli bowiem do tego 
dojdzie, może to w konsekwencji doprowadzić do ich stopienia). Tymczasem zdaniem 
Agencji Reutera, wydobywająca się z uszkodzonego reaktora para i gwałtowny wzrost 
promieniowania mogą świadczyć o tym, że sytuacja wymyka się Japończykom spod kontroli.  
Zdaniem specjalisty ds. elektrowni atomowych Arnie Gundersena, eksperta amerykańskiej 
firmy analitycznej Fairewinds Associates, na którego powołuje się Reuters, wycofanie z 
elektrowni 750 pracowników i pozostawienie na miejscu jedynie 50 jest błędem. To zbyt 

background image

mała liczba osób, by dopilnować sześciu reaktorów znajdujących się w uszkodzonej 
elektrowni. Gundersen uważa, że ewakuacja pracowników może również oznaczać, że 
Japończycy się poddają. Podobnego zdania jest również kilku innych ekspertów, którzy 
stwierdzają, że Japonia bagatelizuje powagę sytuacji. Dotychczas sytuację w Fukushimie I 
oceniano na 4 w siedmiostopniowej skali zagrożenia, ale teraz mówi się o 6. stopniu. Oznaki 
zniecierpliwienia przedłużającym się kryzysem wykazuje także Międzynarodowa Agencja 
Energii Atomowej (MAEA), której szef Yukiya Amano oświadczył, że oczekuje szybszych i 
bardziej szczegółowych informacji od japońskich władz. 
 
Radioaktywna chmura idzie nad Pacyfik 
Japończycy nie kryją przerażenia w związku z zaognianiem się sytuacji w elektrowni 
Fukushima I i nasilającym się promieniowaniem radioaktywnym. Rząd uspokaja jednak, że w 
samej stolicy - Tokio, oddalonej od siłowni o około 240 km, oraz w pozostałych miejscach 
kraju, choć poziom radiacji będzie kilkakrotnie większy niż zazwyczaj, to i tak nie powinien 
jeszcze zagrażać zdrowiu i życiu obywateli. Japońskie służby meteorologiczne podają, że 
wiatr w pobliżu uszkodzonej elektrowni, z której do atmosfery przedostaje się radioaktywna 
para, wieje obecnie z północnego zachodu w kierunku Pacyfiku, rozpraszając opary. Rząd 
podkreśla, że również pozostałe kraje mogą być spokojne. Także przedstawiciel Światowej 
Organizacji Zdrowia (WHO) Michael O´Leary oświadczył wczoraj, że nie ma dowodu na to, 
iż doszło do znaczącego rozprzestrzenienia się na skalę międzynarodową radiacji z 
uszkodzonej elektrowni atomowej i zaapelował o zachowanie spokoju i nieprzyjmowanie 
pojawiających się pogłosek. Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) ostrzegła 
jednak, że choć obecnie nie ma większego zagrożenia, to jednak warunki pogodowe mogą się 
zmienić, i zapewniła, że na bieżąco i dokładnie analizuje zdjęcia satelitarne i inne dane w tym 
zakresie. 
 
W aptekach brakuje jodu 
Mimo tych uspokajających informacji wiele krajów rozpoczęło masowe wykupywanie z 
aptek jodyny, masek i dozymetrów (urządzenie służące do pomiaru indywidualnej dawki 
promieniowania jonizującego). W chińskich portach lotniczych i wodnych wprowadzono 
kontrolę promieniowania pasażerów oraz produktów przybywających z Japonii. Panika 
ogarnęła także mieszkańców rosyjskiego Dalekiego Wschodu, którego mieszkańcy poza 
wykupywaniem lekarstw masowo wykupują bilety lotnicze do Moskwy. Władze Rosji 
zapewniają jednak, że nawet przy najgorszym wariancie rozwoju wydarzeń w elektrowniach 
atomowych w Japonii i przy niekorzystnym wietrze nie powstanie zagrożenie dla rosyjskiego 
Dalekiego Wschodu. 
Tymczasem rzecznik francuskiego rządu Fran÷ois Baroin powiedział, że według najgorszego 
scenariusza katastrofa w Japonii może mieć większy rozmiar niż w Czarnobylu. To jeszcze 
wzmocniło zaniepokojenie Francuzów stanem ich siłowni jądrowych, zważywszy na to, że 
według raportu Urzędu Bezpieczeństwa Nuklearnego (ASN), który wczoraj opublikowano, 
tylko w 2010 r. doszło do ponad 1000 awarii we francuskich elektrowniach atomowych. Na 
szczęście były one niegroźne, bo tylko trzy z nich miały drugi stopień zagrożenia. Zdaniem 
ekspertów, wypadki te świadczą o złym funkcjonowaniu systemów bezpieczeństwa. Francja 
ma 19 elektrowni z 58 reaktorami i jest drugim po USA państwem pod względem wielkości 
produkcji energii jądrowej. Dla francuskich przeciwników atomu to, co dzieje się w Japonii, 
zadaje kłam twierdzeniom o bezpieczeństwie elektrowni atomowych". Rząd uspokaja, 
twierdząc, że tutejsze siłownie mają najlepsze zabezpieczenia i są odporne na powodzie i 
trzęsienia ziemi. 
Niemcy żywo zaś dyskutują o przyszłości swoich elektrowni atomowych. Wielu 
konstytucjonalistów twierdzi, że kanclerz Angela Merkel nie miała prawa podejmować 

background image

decyzji ani o moratorium w sprawie reaktorów, ani tym bardziej o ich wyłączeniu. Takie 
decyzje może podjąć tylko parlament. - Obecnie obowiązuje ustawa o wydłużeniu 
eksploatacji niemieckich elektrowni atomowych i jeżeli chce się ją zmienić, to musi to zrobić 
jedynie Bundestag w ponownym głosowaniu - stwierdził ekspert prawa konstytucyjnego 
Frank Braeutigan na antenie publicznej telewizji. - W odpowiedzi właściciele elektrowni 
najprawdopodobniej dość łatwo w sądzie uzyskają wyrok obalający decyzję rządu i 
zezwalający im ponownie na włączenie siłowni - dodał. Przewodniczący Bundestagu Norbert 
Lamer (CDU) zapowiedział wyjaśnienie wszelkich wątpliwości od strony prawnej. 
Przewodniczący SPD Sigmar Gabriel stwierdził zaś, że podejrzewa, iż kanclerz wcale tak 
naprawdę nie zamierza szybko zamykać elektrowni i tylko weszła w cichą umowę z biznesem 
atomowym i poprzez wymyślone przez siebie moratorium obecnie jedynie mydli obywatelom 
oczy. Jego zdaniem, koncerny energetyczne w tajnym porozumieniu uzgodniły z kanclerz 
tylko czasowe zamknięcie elektrowni i za ten czas zgodnie z prawem i tak dostaną finansowe 
odszkodowania postojowe. 
 
  

Marta Ziarnik 

Współpraca Franciszek L. Ćwik, Caen, Waldemar Maszewski, Hamburg 

  

******************* 

Fukushimy nie można porównywać z Czarnobylem 

  

Z Władysławem Kiełbasą, głównym specjalistą w Departamencie Bezpieczeństwa 
Jądrowego i Radiacyjnego Państwowej Agencji Atomistyki, rozmawia Małgorzata Goss
 
 
Reaktory atomowe w Japonii, mimo że zbudowane w strefie aktywnej sejsmicznie, 
uchodziły dotąd za bezpieczne. Jak zatem doszło do tak spektakularnej katastrofy?
 
- Prawdę mówiąc, gdyby nie to, że tam stosuje się zabezpieczenie od ruchów skorupy 
ziemskiej, które je automatycznie wyłącza w przypadku trzęsienia ziemi, to prawdopodobnie 
mogłoby się w ogóle nic nie stać, bloki pracowałyby, mając zasilanie elektryczne. 
Tymczasem w chwili trzęsienia ziemi reaktory zostały automatycznie wyłączone, włączyły 
się agregaty dieslowskie dostarczające energii elektrycznej i został uruchomiony układ 
awaryjnego chłodzenia rdzeni reaktorów, ale po godzinie nadeszło tsunami, które 
spowodowało uszkodzenie agregatów awaryjnych i one się wyłączyły. Sytuacja w związku z 
tym stała się niebezpieczna. Japończycy szybko ściągnęli awaryjne przenośne agregaty 
dieslowskie, ale trwało to trochę, zanim dojechały na teren elektrowni. W tym czasie bloki 
były wychładzane w tzw. układzie autonomicznym. Pod obudową bezpieczeństwa znajduje 
się duży zbiornik wodny do skraplania pary na wypadek awarii rurociągów z wodą do 
chłodzenia. Z tego zbiornika była pobierana woda przez pompy napędzane samą energią pary 
wytwarzanej w reaktorze. Nie było więc potrzeby dostarczania energii elektrycznej i przez 
jakiś czas ten układ mógł funkcjonować. Turbina napędzała pompę, która pobierała z tego 
zbiornika wodę, tłoczyła ją do reaktora i przez pewien czas sytuacja była stabilna. Ale nie 
było odprowadzenia ciepła poza obudowę bezpieczeństwa, więc po jakimś czasie woda 
zaczęła się nagrzewać, aż osiągnęła temperaturę bliską wrzenia, wzrosło ciśnienie w 

background image

obudowie bezpieczeństwa i w samym reaktorze. W tej sytuacji konieczne było 
doprowadzenie wody z zewnątrz w celu chłodzenia reaktora. Gdy ciśnienie w (wewnętrznej - 
pierwotnej) obudowie bezpieczeństwa reaktora osiągnęło niebezpiecznie wysoki poziom 
przekraczający ciśnienie projektowe, wówczas parę i gazy upuszczono w sposób 
kontrolowany - poprzez układ filtrów wychwytujących radioaktywne aerozole, żeby nie 
dopuścić do rozerwania obudowy. Ten proces był kontynuowany na bloku pierwszym, 
trzecim oraz drugim, niemniej chłodzenie okazało się niewystarczające. Część paliwa uległa 
uszkodzeniu, ponieważ nastąpiła reakcja cyrkonu, z którego zbudowane są pręty paliwowe z 
parą wodną (w rureczkach z cyrkonu umieszczone są pastylki materiału paliwa jądrowego). 
Ta reakcja wiąże się z wytworzeniem wodoru. Wodór po pewnym czasie wydostał się poza 
pierwotną obudowę bezpieczeństwa przez przepusty, nieszczelności obudowy lub rurociągi - 
tego dokładnie nie wiadomo, gdyż informacje na razie są skąpe - i jako znacznie lżejszy od 
powietrza powędrował do hali umieszczonej ponad tą szczelną, żelbetonową konstrukcją, tj. 
do tzw. obudowy wtórnej, zebrał się w górnej części budynku, co doprowadziło do wybuchu. 
Eksplozje te zmiotły lekkie konstrukcje hal nad reaktorem pierwszym i trzecim. 
 
Przez to zwiększyło się promieniowanie? 
- To były głównie radioaktywne gazy szlachetne, które powędrowały do atmosfery i nie 
spowodowały żadnych skażeń. Były tam wykrywane śladowe ilości cezu, który może 
powodować skażenie. Na tym etapie skażenia jeszcze nie były duże. Jeśli chodzi o pierwszy i 
trzeci blok, udało się doprowadzić wodę do reaktora i ustabilizować sytuację. Natomiast 
ciągle jeszcze stał budynek reaktora drugiego, który - niestety - wybuchł we wtorek rano 
wskutek tego samego procesu. Potem zaś nastąpiło coś, co być może było drugim 
wybuchem... Być może został uszkodzony torus z wodą stanowiący część obudowy 
bezpieczeństwa drugiego reaktora. Oznaczałoby to rozszczelnienie obudowy. 
 
To poważniejsze zagrożenie? 
- Pewne jest, że reaktor jednak nie został naruszony i rurociągi w jego obrębie również, więc 
jest możliwość dostarczenia wody do reaktora. Nie wiadomo, czy jest możliwość 
uruchomienia standardowego układu chłodzenia rdzenia. Jeśli się to uda zrobić - będzie 
można ustabilizować parametry we wszystkich reaktorach i pierwotnej obudowie, która 
prawdopodobnie została naruszona. 
 
Nieszczelność obudowy powoduje zwiększoną radiację? 
- Tak, i to w sposób niekontrolowany. O ile wypuszczanie gazów w reaktorach 1 i 3 było 
kontrolowane przez układ filtrów, który w 99,9 proc. wychwytuje aerozole aktywne 
powodujące skażenia, o tyle w drugim reaktorze ciśnienie spadło samoczynnie, więc jest 
podejrzenie, że mogła się rozszczelnić obudowa. 
 
Czy mogło dojść do stopienia rdzenia? 
- Uważam, że jest to niemożliwe. Jedyne, czego można się spodziewać, to uszkodzenia 
koszulek prętów paliwowych, ale dopóki jest woda w reaktorze, niemożliwe jest, aby to 
paliwo uległo stopieniu. Wydaje się, że takiego niebezpieczeństwa w tej chwili nie ma, choć 
trudno prognozować, co jeszcze będzie się działo. Informacje, które otrzymujemy, nie są 
dostatecznie szczegółowe. Na razie nic nie wskazuje na to, żeby zachodziło 
niebezpieczeństwo stopienia rdzenia i przetopienia zbiornika. To, co stało się na drugim 
bloku, to niewątpliwie poważna awaria, ale to nie jest jeszcze katastrofa. Początek awarii 
nastąpił po trzech dniach od wygaszenia reaktora, więc sporo radioizotopów uległo wcześniej 
rozpadowi. To zmniejsza niebezpieczeństwo. Pręty są częściowo schłodzone, wolniej się 
nagrzewają, spada wydzielanie ciepła... Źródłem tego ciepła jest rozpad radioizotopów 

background image

zawartych w paliwie. Tego procesu nie można w żaden sposób zatrzymać, on następuje 
samorzutnie. To są wielkości stosunkowo nieduże, rzędu kilku megawatów, ale to ciepło 
trzeba jednak odebrać. I w tym problem. 
 
A jeśli stopi się rdzeń? 
- To by oznaczało uwolnienie większej ilości substancji radioaktywnych. Paliwo zatrzymuje 
ok. 99 proc. wszystkich substancji promieniotwórczych. Jeśli ono zostanie mocno przegrzane 
lub się stopi, to część lotnych substancji może zostać uwolniona. Ale nie ma sytuacji, że grafit 
płonie. To się odbywa pod wodą. Gdyby się stopiło paliwo niezalane wodą - mogłoby 
przetopić zbiornik reaktora i spaść na płytę fundamentową. Ale pamiętajmy, ciągle mamy nad 
tym barierę żelbetu, chociaż nie całkiem szczelną. Nie jest tak, że wszystko leci do atmosfery. 
Na ściankach osadzają się aerozole, są częściowo wypłukiwane przez wodę, to nie jest aż 
takie groźne. Nie można tego porównywać z Czarnobylem, nawet jeśli klasyfikacja tego 
wypadku jest zbliżona. 
 
Co się dzieje z wodą morską tłoczoną do chłodzenia? 
- Para jest zrzucana do zamkniętej obudowy bezpieczeństwa i kierowana rurami do zbiornika 
wodnego pod reaktorem, w którym się skrapla. Nie wypływa na zewnątrz, to bardzo duży 
zbiornik. Oczywiście jeśli będzie dostarczana w nieskończoność, to ten zbiornik się napełni, 
ale jest możliwość odprowadzania tej wody na zewnątrz przez układ oczyszczania. 
 
Co zawiodło w Fukushimie? 
- Może lokalizacja elektrowni nad oceanem była niewłaściwa. Wschodnie wybrzeże Japonii 
jest bardzo narażone na trzęsienia ziemi i tsunami. Elektrownia jest położona nad samym 
morzem. Skala kataklizmu była też z całą pewnością większa, niż przewidywano w 
założeniach projektowych. Nie spodziewano się tak wielkiego tsunami. Te reaktory to 
konstrukcje sprzed 40 lat, jedne z najstarszych. W tej chwili standardy bezpieczeństwa są 
nieporównywalne, a obudowy podwójne i dużo mocniejsze niż dawniej. 
 
Rosną standardy bezpieczeństwa, ale też rośnie siła żywiołów, które dotykają ziemię... 
- Takie trzęsienia zdarzają się raz na kilkadziesiąt lat na świecie. Było to największe trzęsienie 
w Japonii od 140 lat. Do naszej sytuacji ma się to nijak. Teren Polski jest niesejsmiczny, skala 
możliwych trzęsień ziemi o 5-6 stopni mniejsza i to z prawdopodobieństwem raz na 10 tys. 
lat. Nie ma też mowy o tsunami. 
 
A zamachy terrorystyczne, uderzenia z powietrza? 
- Obudowy bezpieczeństwa reaktorów trzeciej generacji, przewidzianych do budowy w 
Polsce, są odporne na uderzenie największych samolotów pasażerskich. Zniszczyć taką 
obudowę to praktycznie zadanie nierealne, chyba że przy użyciu technologii wojskowych. 
Terroryści nie dysponują takimi środkami. 
 
Wydarzenia w Japonii uczą pokory. Czy energetyka jądrowa powinna podnieść 
standardy bezpieczeństwa?
 
- Co do reaktorów trzeciej generacji nie wydaje mi się, by trzeba było zmieniać cokolwiek w 
ich konstrukcji, jeśli chodzi o zagrożenia sejsmiczne. Są one rutynowo obliczone na 8 stopni 
w skali Richtera. W Japonii te parametry są podwyższone. Niech pani zwróci uwagę, że w 
Japonii tylko stare reaktory, wybudowane w oparciu o standardy sprzed 40 lat, miały 
problemy. Inne nie. Nie widzę więc powodu, by zaostrzać normy, które i tak są wyśrubowane. 
W najnowszych reaktorach nawet całkowite stopienie rdzenia i przetopienie osłony - co jest 
zdarzeniem czysto hipotetycznym - nie spowodowałoby skażenia, bo są układy chłodzenia 

background image

pozwalające utrzymać stopiony rdzeń wewnątrz obudowy bezpieczeństwa reaktora i 
ustabilizować parametry. Poważniejsze skutki radiologiczne muszą być ograniczone do 800 m 
od reaktora. To są wymagania nieporównywalne do tego, co było 40 lat temu. 
 
Dziękuję za rozmowę.