background image

Prolog

Obudziła się zdezorientowania, nie wiedziała co wyrwało ją ze snu. Wczoraj odwiozła Julię do

internatu  i  od  razu  wróciła  do  pracy.  Musiała  wymyślić  nowy  interfejs  do  gry  i  pracowała  ponad
piętnaście godzin nad tym. Była już blisko rozwiązania problemu, a wskazówki Julii bardzo pomogły.
Gdy rozległo się pukanie do drzwi, podskoczyła nerwowo. Właśnie to musiało ją obudzić. Spojrzała na
zegarek  i  stwierdziła,  że  spała  niewiele  ponad  trzy  godziny. Gdy  pukanie  do  drzwi  się  powtórzyło,
wstała i podeszła do nich. Spojrzała przez wizjer, stało tam dwóch mężczyzn. Wystraszyła się. Drżącą
ręką przykryła usta, by nic nie powiedzieć. Usłyszała jak otwierają się drzwi naprzeciwko.

-Szukają panowie czegoś?- Zapytała Iwona Mazur
-Czy zastaliśmy pani sąsiadkę? Panią Sarę Rękacz?- zapytał jeden z nich
-Niedawno wróciła do domu i chyba nigdzie nie wychodziła. Czego panowie chcą od niej?
-Jesteśmy  z  policji- usłyszała  Sara.  Serce  podskoczyło  jej  do  gardła,  ze  strachu  o  Julię.  Przetarła

twarz dłońmi i szarpnięciem otworzyła drzwi. Obaj odwrócili się do niej, a Iwona powiedziała

-A nie mówiłam, że jest?- I trzasnęła drzwiami. Gestem ręki zaprosiła policjantów do środka.
-O  Boże! –wykrzyknęła -Co  się  z  nią  stało? –Zapytała  zaciskając  dłonie  na  klamce.  Przez  głowę

przeleciało jej kilka strasznych obrazów. Najbardziej obawiała się tego, przez który Julia trafiła do niej.
Dziesięć  lat  temu  jej  rodzice  zginęli.  Julia  prawie  też, a  teraz  bała  się,  że morderca  dopadł jej
siostrzenice

-Czy jest pani matką Julii Rękacz?
-Jej ciocią.- Odparła- Co się stało?
-Julia uciekła ze szkoły razem z kolega.
-Jak to uciekła? Z kim? I dlaczego mnie nie powiadomiono?- pytała.
-Z  Danielem  Kłosem.  Jej współlokatorka powiedziała,  że  widziała  Julię  około  siedemnastej. Weszła

do  pokoju  i  zaraz  wyszła.  Myślała,  że  poszła  do  pokoju  Daniela.  A  później  nie  zwróciła  uwagi  czy
wróciła, więc podejrzewamy…

-Więc zniknęła  wczoraj?- Zapytała, przerywając mu. Usiadła ciężko na sofę,  zszokowana. Julka już

drugi  raz  zwiała  ze  szkoły. Tylko,  że  wtedy  nie  nazywała  się  Julia,  tylko  Dominika.  Od  dziesięciu  lat
uciekają przed przeszłością i zmiana tożsamości, stały się ich sposobem na przeżycie- Dwie godziny
wcześniej odwiozłam ją do szkoły.

-Dopiero podczas lekcji stwierdzono że Julii nie ma. Nie było też Daniela.
-Czy to jej pierwsza ucieczka?- zapytał drugi policjant
-Tak, pierwszy raz zniknęła- Mówiła prawdę. Pierwszy raz uciekła, przynajmniej pod tym nazwiskiem
- Czy  pani  mąż  wie  gdzie  może  być  Julka?- Zapytał  Czarek  Kaź.  Przyglądał    się  kobiecie.  Odkąd

otworzyła drzwi jest przerażona. I coś ukrywa. Była wysoka, miała krótkie rude włosy i niebieskie oczy.
A przede wszystkim była zmęczona i przestraszona. Może mąż ją bije i oddala dzieciaka do szkoły z
internatem i teraz boi się policjantów. Boi się, że mąż dowie się o ich wizycie.

-Nie mam męża- tego pytania nie spodziewała się usłyszeć- Nie wiecie gdzie ich szukać?
-Niestety nie. Na dworcach nikt nie widział ich. Czy Julia skarżyła się na cos? Może kogoś się bała?
-Nie, nic nie mówiła. -nawet nie zamierzała odpowiedzieć na drugie pytanie- Specjalnie wysłałam ją

do tej szkoły. Andersen jest dobrą szkołą i nie mam powodu podejrzewać, że coś było źle.

-Czy Julia bała się kogoś?- Zapytał ponownie Czarek
-Pani Rękacz?
-Słucham? Zastanawiałam się właśnie gdzie mogła pojechać. Czy ktoś sprawdził jej laptop?
-Jeszcze nie. Nie możemy złamać hasła. Gdzie Julia chodziła wcześniej do szkoły?
-Może  ja  spróbuję  z  tym  hasłem- Specjalnie  zmieniła  temat.  Niech  myślą  o  niej  co  chcą, ale  nic  im

nie  powie  o  przeszłości  Julii.  Gdy  Julia  odnalazła  się  po  wypadku,  powiedziała  policjantom  wszystko
co  się  stało.  Podała  nawet  rysopis  mordercy,  wszystko  na  marne  ponieważ  przez  dziesięć  lat  nie
odnaleźli sprawcy.

-Niech je pani poda- zaproponował Lucjan, drugi policjant
-Nie mogę, bo to kombinacja różnych znaków. Nawet znając je wszystkie można pomylić kolejność.

Gdzie on jest?

-Mam go w samochodzie, zaraz wracam- powiedział Lucjan
-Napiją się panowie czegoś?- Zapytała
-Tak. Kawy- odpowiedział Czarek
-Czy laptopem Daniela ktoś się  zajmuje?- zapytała idąc do kuchni. Wstawiła  wodę  i  zasypała kawę

do kubków

background image

-Tak, nie miał hasła. Tylko, że nie ma na nim nic użytecznego- odparł- Zazwyczaj jak dzieci zakładają

hasło to chcą ukryć coś przed rodzicami. Skromne mieszkanie jak na uczennice Andersena- rzucił

-Dopóki pieniądze wpływają na konto szkoły nie powinno to nikogo obchodzić jak mieszkam- odparła

ze złością.

-Co  z  poprzednią  szkołą  Julii?- zapytał  ponownie.  Zaczynała  go  już  irytować  tym  ukrywaniem

prawdy.    Złapał  ja  za  rękę  i  szarpnięciem  odwrócił  do  siebie- Twoja  siostrzenica  zniknęła!
Rozumiesz?!  Może  miała  wypadek,  może  już  nie  żyje- Zauważył, że  pobladła.  Wiedział,  trochę
przeholował, ale nie wiedząc czemu chciał ją zmusić do jakiejkolwiek reakcji.

-Doskonale to rozumiem. Ale moja przeszłość nie ma nic z tym wspólnego.- Powiedziała lodowato- A

tym bardziej jej poprzednia szkoła. Może uciekli bo chcą pobyć trochę sam na sam

-I popierasz to? -zapytał. Może ma racje, ale to nie znaczy że nie maja ich szukać. Są przecież tylko

dziećmi- Popierasz  to,  że  wyjechali  gdzieś  na  szybki  numerek?  A  jak  się  okaże,  że  zaszła  w  ciążę?
Bedzie  miała  zmarnowane  życie  przez  jeden  wybryk.- wciąż  pamiętał  jak  matka  wykrzykiwała  mu  te
słowa  zanim  zaczęła  go  bić.  Gdy  to  się  zaczęło  miał  pięć  lat,  ale  wciąż  pamiętał  jej  przepełniony
goryczą  glos.  I  przesiąknięty  alkoholem  pokój  w  którym  mieszkali.  Wtedy  szczerze  wierzył,  że
posiadanie  dzieci  jest  przekleństwem.  Gdy  miał  siedemnaście  lat,  postanowił  uciec.  Pamiętał  co
wykrzyczał jej, gdy chciała go ostatnim razem uderzyć

-Zmarnowałeś mi życie głupi bachorze! A teraz mnie zostawiasz? Ty niewdzięczny szczeniaku
-Sama zmarnowałaś sobie życie!- odkrzyknął jej- Mogłaś nie rozkładać nóg przed każdym kutasem,

który ci zapłacił!

-Dałam ci życie!- Wykrzyknęła, rozmazując tusz do rzęs.
-W cuchnącym bagnie w które zamieniłaś swoje życie!- powiedział i wyszedł, trzaskając drzwiami.

Nie  wiedział  czemu  przypomniało  mu  się  to  teraz, prawie  po  dwudziestu  latach.  Chociaż  może  to
przez ich wiek. Też maja po siedemnaście lat

-Popieram wszystko co robi Julka żeby wieść normalne życie- powiedziała. Nie wiedziała czemu kłóci

się z nim, coś ją jednak korciło by nie przyznać mu racji- A jeżeli zajdzie w ciążę, co nie powinno cię
obchodzić, zajmę się jej dzieckiem tak jak Julią. Bedzie kochane i nikt nie wyrzuci mu że jest pomyłką-
dokończyła  i  zaparzyła  kawę.  Miała  ochotę  wylać  ją  na  niego,  ale  byłaby  to  napaść  na  policjanta.
Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Drgnęła nerwowo i oparzyła się kawą.

-Cholera- rzuciła  i  odwróciła  się.  W  drzwiach  kuchni  ujrzała  drugiego  policjanta,  z  laptopem  pod

pachą. -Kawa  zrobiona,  a  na  szafce  stoi  cukier  i  mleko.  Proszę  się  częstować- powiedziała,  mijając
go. Weszła do pokoju i wyjęła telefon z torebki. - Julia! Co z tobą?- zawołała do telefonu. Na dźwięk jej
głosu, obaj policjanci wyszli z kuchni- Nic ci nie jest?

-Nie, wszystko w porządku- usłyszała -wysłałam ci mejla w którym wszystko ci wyjaśniłam. Kocham

cie, ciociu

-Ale- zaczęła,  ale  Julia  przerwała  połączenie.  Natychmiast  oddzwoniła  do  niej,  ale  odezwała  się

poczta głosowa. Odłożyła telefon i włączyła swojego laptopa. Czekając, aż się załączy, przeszła obok
policjantów do kuchni po kawę. Coś jej mówiło, że będzie potrzebowała kofeiny. I to dużo.

-Co powiedziała?- zapytał Czarek
-Zaraz- rzuciła.  Podeszła  ponownie  do  laptopa  i  zalogowała  się  na  konto  pocztowe.  Dostała

kilkanaście mejli, ale otworzyła tego ostatniego, od Julii i zaczęła czytać na głos.
"Kochana ciociu!
Wiem, że gdybym powiedziała Ci co chcemy zrobić, nigdy nie zgodziłabyś się na to. Dlatego wysłałam
Ci  mejla  z  opóźnieniem.  Chodzi  o  przeszłość.  Moją  i  Daniela.  Kocham  go!  I  dlatego  musimy  się
dowiedzieć  co  stało  się  tamtej  nocy.  Ja  sama  wciąż  tego  nie  rozumiem,  ale  jego  rodzice  też  zginęli
tamtej nocy. Jadę do domu, tam się wszystko wyjaśni.
Kocham Cie, Julia
PS. Po tym wszystkim wrócę do mojego prawdziwego imienia, tego po babci. A wiec kocham Cie. Mili"

-O  Boże!- powiedziała  przestraszona,  wpatrując  się  w  ekran. - Nie  mogła  tego  zrobić,  nie  po  tym

wszystkim- szeptała

-O co w tym wszystkim chodzi?- zapytał Czarek
-Nie teraz. Musze jechać- powiedziała, złapała torebkę i kluczyki
-Nigdzie nie pojedziesz, dopóki nie wyjaśnisz o co chodzi- powiedział.
-Nie teraz do cholery. Wiem gdzie oni są. Jadę po nich.

Rozdział 1

-Ciociu!- Wykrzyknęła zdenerwowana Dominika- Nie chcę iść do kolejnej szkoły z internatem.

background image

-Andersen jest prestiżową szkołą, dla najlepszych uczniów.
-Nic  mnie  to  nie  obchodzi!  Kolejna  szkoła  pełna  rozpuszczonych  dzieciaków,  którzy  myślą,  że

wszystko mogą.- Mówiła. Chciała przekonać ciotkę, by pójść do szkoły publicznej. W końcu idzie już
do liceum i chciałaby sama decydować o szkole.

-Julio, proszę cię,  nie kłóć się  ze mną.- Westchnęła  zrezygnowana, próbując spakować ubrania dla

siostrzenicy.

-Mam na imię Dominika.- Rzuciła
-Od teraz nazywasz się Julia Rękacz.- Powiedziała- Co było nie tak w poprzedniej szkole? Przecież

zaprzyjaźniłaś  się  z  kimś,  jak  on  się  nazywał- Przerwała  na  chwilę,  chcąc  przypomnieć  sobie  imię
przyjaciela Julii.- A już wiem, Tomek.

-Tomek był spoko.- Wymamrotała
-Więc  dlaczego  uciekłaś  stamtąd?- Zapytała  i  przerwała  pakowanie.  Spojrzała  na  siostrzenicę  i

zobaczyła  swoją  siostrę.  Poczuła  ból  w  sercu,  z  tęsknoty  za  starszą  siostrą.  Julia  była  bowiem
dokładną kopią Elizy. Miała długie, kręcone blond włosy i ciemne oczy. Odziedziczyła po niej również
wydatne  usta,  skore  do  uśmiechu  jak  i  również  do  pyskowania.  Pamiętała  kłótnie  matki  i  siostry,
powody były  różne,  ale  Eliza  zawsze  stawiała  na  swoim.  Gdy  Eliza  wyszła  za  Iwana,  była
najszczęśliwsza na świecie, ale zawsze znalazła czas dla młodszej siostry. Julia po Iwanie otrzymała
wysoki wzrost, miała dopiero siedemnaście lat, a mierzyła już ponad metr siedemdziesiąt. Ale patrząc
na Julię zawsze widziała zmarłą siostrę.

-Bo  mam  dosyć  zamknięcia.  Czułam  się  tam  jak  w  więzieniu,  w  oknach  kraty,  a  poza  teren  szkoły

nigdy nie mogliśmy wychodzić. Rzadko cię widziałam…

-Wiem  kochanie,  zbyt  rzadko  cię  odwiedzałam,  ale  to  nie  powód  do  ucieczki.- Podeszła  do  Julii  i

ujęła jej dłonie.- Nigdy nie miałaś szansy by zaprzyjaźnić się z kimś, by poczuć się dobrze. Ale dobrze
wiesz, że to konieczne…

-Ja po prostu nie chcę iść do kolejnej, prywatnej szkoły.
-Ale dlaczego?
-Bo  prestiżowa  szkoła  to  nie  miejsce  dla  ludzi  z  tajemnicami.  Zaczynają  się  pytania,  o  poprzednią

szkołę,  o  odpowiednie  znajomości,  oczywiście  odpowiednie  dla  nich.- Mówiła  i  czuła,  że  tym  razem
ciotka ją słucha i może zmieni zdanie.- W takich szkołach niewygodne dla bogaczy sprawy zamiata się
pod dywan, a wszystkie osoby są hipokrytami. Myślą, że ich grzeszki nigdy nie ujrzą światła.

-Co masz  na myśli?- Zapytała  zaniepokojona.  Kiedy dwa miesiące temu Julia  zadzwoniła do drzwi,

odchodziła od zmysłów. Dyrektora szkoły zadzwoniła do niej i poinformowała o ucieczce Dominiki, bo
tak  wcześniej  się  nazywała. Widziała  wtedy  zdecydowanie  w  jej  oczach  i  determinację.  Postanowiła,
że nie wróci do Błękitnej Róży, bo tak nazywała się jej poprzednia szkoła. Pani Krużan, zapewniała, że
w  szkole  jest  perfekcyjny  system  alarmowy,  że  wielokrotnie  włączał  się  przy  wcześniejszych
ucieczkach. Jednak tej nocy, gdy Dominka wymykała się z internatu, ten system zawiódł.

-Rafał zrobił mi zdjęcia.
-Uciekłaś przez zdjęcia?- Zapytała z niedowierzaniem.
-Nagie!- powiedziała  z  naciskiem.- Ubierałam  się  po  prysznicu,  gdy  wszedł  do  łazienki.  Zrobił  kilka

fotek, a następnego dnia były w Internecie.

-Przecież to przestępstwo. Co dyrektorka z tym zrobiła?- Zapytała- Bo chyba coś zrobiła…
-Nic. Zupełnie nic. Przecież Rafał to jej pupilek, on nie mógłby zrobić czegoś takiego. Nie chcę iść do

kolejnej takiej szkoły. Dla takich jak on, prawo nic nie znaczy- Rzuciła- musiałam włamać się do jego
komputera, by je usunąć. Ale niestety przyłapał mnie, gdy to robiłam

-Co zrobiłaś? Chyba nie użyłaś magii…?
-A nawet gdyby, to co? Powiedz mi co by się wtedy stało?- Mówiła zdenerwowana.- Wysyłasz mnie

do szkoły z internatem, więc muszę robić to co konieczne.

-Nie  rozumiesz,  że  gdyby ktoś  zobaczył  co  robisz,  byłabyś  w  niebezpieczeństwie?  Masz  dar,  ale

musisz nauczyć się z niego rozsądnie korzystać. Ludzie są okrutni, potrafią wykorzystać każdą…

-Myślisz, że tego nie wiem?- Przerwała jej- Nie wiedziałam, co chciał mi zrobić! Wystraszyłam się, że

zrobi mi krzywdę. Pomyliłam formułę zaklęcia i skasowałam mu pamięć.

-To jakiego zaklęcia chciałaś użyć?
-No tego, ale chciałam wyczyścić wspomnienia związane ze mną, a usunęłam trochę więcej. Jakieś

dwa miesiące. Proszę ciociu, ja chcę pójść do szkoły publicznej.

-Och,  słonko…- Westchnęła  zrezygnowana- Tylko  w  ten  sposób  mogę  zapewnić  ci  minimum

bezpieczeństwa. Roberto- powiedziała to imię z niesmakiem- łatwiej cię złapie właśnie w takiej szkole.

-Nie chcę się więcej przed nim ukrywać. Nie mogę nikomu ufać, w ten sposób nie da się żyć.
-Julia, wiem, że to niełatwe ale konieczne. Przez całe życie będziemy musiały ukrywać się. Robię to

tylko dla ciebie

-Ciociu nie…

background image

-Koniec dyskusji- Powiedziała stanowczo- Idziesz do Andersena.

Rozdział 2

-Długo  jeszcze  nie  masz  zamiaru  odzywać  się  do  mnie?- Zapytała  Sara.  Dojeżdżały  właśnie

do  Akademii  Andersena,  a  Julia  nadal  milczała.  Od  ostatniej  rozmowy  minął  tydzień.  Nie  chciała
rozstawać się z siostrzenicą w złości, ale Julia uparcie milczała.- Julia, proszę cię, przestań się boczyć
na mnie. Akademia jest ostatnią prywatną szkołą do której idziesz.

-Naprawdę?- Wyrwało się Julii. Jej postanowienie nie odzywania się do ciotki, właśnie padło. Pewnie

myśli, że wpadła na genialny pomysł.- pomyślała

-Tak.- Odpowiedziała  i  zjechała  na  pobocze.  W  końcu  odezwała  się  do niej- pomyślała- Przecież

niedługo kończysz osiemnaście lat i według prawa możesz sama decydować o sobie.

-Ach, więc to tak?- Zapytała z ironią- Osiemnastka na karku, więc spadaj?
-Julia,  do  cholery!  Oczywiście,  że  nie!- Zdenerwowana  wysiadła  z  samochodu.  Trzasnęła  drzwiami

ze  złością  i  zaczęła  chodzić.  Gdy  Julia  także  wysiadła,  dodała- Przecież  wiesz,  że  kocham  cię  nad
życie i zrobię dla ciebie wszystko. Więc to oczywiste, że w końcu pogodzę się z tym, że będziesz żyła
na  własny  rachunek.  Gdy  skończysz  osiemnaście  lat,  zaczniesz  decydować  sama,  a  ja  zrobię
wszystko, by ci pomóc. Pewnie będę krytykowała twoje decyzje, ale postaram się je zaakceptować.

-Przepraszam  ciociu.- Powiedziała  Julia  i  przytuliła  ją  mocno.- Kto  wie,  może  zostanę  tu  do  końca

liceum

-Mam nadzieję, że tak. A co najmniej do końca roku szkolnego.
- Ale ciociu…- Zaczęła ze śmiechem.
-Weź po uwagę to, że nie zostało ci wiele.

W zgodzie ruszyły w dalszą drogę. Po paru minutach ukazał im się budynek. W niebo strzelały

wieżyczki  i  mansardki  z  szarego  kamienia,  sam  budynek  jest  wspaniałym  przykładem  stylu
kolonialnego – ma  wysokie,  wąskie  okna,  majestatyczne  kolumny.  Wszystko  to  było  nałożone  na
prosty trzypiętrowy dom z granitu ze schludnymi werandami i tarasami. Szyby w oknach lśniły jak tafla
jeziora w letnim słońcu, po ścianie piął się bluszcz.

-Jest  piękny- Szepnęła  oszołomiona  Julia.  Zatrzymały  się  przed  budynkiem  i  wysiadły.  Julia

wpatrywała  się  w  niego.  Zdążyły  podejść  do  szerokich  przeszklonych  drzwi,  gdy  wyszła  do  nich
starsza kobieta.

-Dzień  dobry,  nazywam  się  Weronika Maczewska i  jestem  dyrektorką  Akademii.- Przywitała  się,

uśmiechając  się  radośnie.  Miała  krótkie,  jasnobrązowe  włosy  i  zielone

oczy.  Około

pięćdziesięcioletnia, wysoka i wysportowana.- Panie Sara i Julia Rękacz?

-Tak. Dziękuję za przyjęcie Julki do Akademii.- Powiedziała Sara.- Zwłaszcza, że rok szkolny już się

zaczął i do końca semestru zostało niewiele czasu.

-Jak pani wie, Julia ma doskonałe oceny, dlatego nie wahałam się, czy ją przyjąć, czy nie.- Odparła-

Zapraszam do środka, załatwimy wszystkie formalności i oprowadzimy Julię po szkole.

Weszły do szerokiego holu, ściany były pomalowane na złoto i wisiały na nich zdjęcia. Zatrzymała się

przed  jednym  z  nich.  Przedstawiało  pięć  dziewczyn  w  strojach  chirliderek,  miały  krótkie  czerwone
spódniczki  i  złote  koszulki.  Stały,  obejmując  się  i  uśmiechając  szeroko.  Wszystkie  były  wysokie  i
szczupłe. Data zdjęcia 20 czerwiec 1976.

-Wszystkie  zdjęcia  przedstawiają  naszych  absolwentów.- Powiedziała  dyrektorka- Akademia

powstała w 1960 roku i było to pierwsze liceum koedukujące z internatem. Na tym zdjęciu jestem ja i
moje przyjaciółki. Miałam osiemnaście lat, gdy ukończyłam szkołę. Po dwudziestu latach wróciłam tu
jako  dyrektorka. W  innych  korytarzach  wiszą  obrazy  absolwentów,  albo  stoją  rzeźby.  Wiele  naszych
uczniów zostało artystami.
Po załatwieniu formalności, dyrektorka oprowadziła je po budynku. Sale lekcyjne zajmują cały parter,
jest ich dwanaście. Pokoje uczniów zajmują drugie i trzecie piętro. Pokój Julii był na trzecim piętrze w
wieżyczce.

-To najmniejszy pokój- Powiedziała dyrektorka przepraszająco.
-Ale najładniejszy- powiedziała Julia. Pokój był półokrągły, pomalowany na delikatny róż, stały w nim

dwa  łóżka  i  biurka. Były w  nim  dwa  ogromne  okna,  zajmujące  całą  zaokrągloną  ścianę,  szafa
zajmowała całą drugą ścianę.

-Na  tym  piętrze  jest  piętnaście  pokoi  czteroosobowych  i  dwa  dwuosobowe,  w  wieży.  Jest  to  piętro

dziewczyn, chłopców  na  dole.  Rozkład  jest  taki  sam.  Cisza  nocna  jest  od  północy.- Opowiadała.
Widząc wyraz twarzy Julki, dodała- Wiem, w innych szkołach od dwudziestej drugiej.

-Tak, to było najgorsze- przyznała
-Dlatego  kilka  lat  temu  zmieniłam  regulamin.  Zajęcia  zaczynają  się  od  dziesiątej,  więc  najpóźniej  o

background image

dziewiątej musisz wstać na śniadanie. Na początku będzie ci trudno, ale jak już się zaaklimatyzujesz,
poczujesz  się  dobrze.  Po  lekcjach  nie  musisz  nosić  mundurka.  Za  chwilę  zawołam  kilku  chłopców,
pomogą ci z bagażem. Masz jakieś pytania?

-Nie, chyba nie- odpowiedziała. Gdy wychodziła z pokoju, przypomniało jej się o co chciała zapytać-

Przepraszam.- Zawołała,  a  gdy  Weronka  się  odwróciła,  zapytała- Czy  będę  mogła  jeździć  na
deskorolce?

-Tak, wszędzie tylko nie w budynku. A i mów mi po imieniu, jak wszyscy.

Po tych słowach wyszła z pokoju.

-I jak? Podoba ci się szkoła?
-Budynek jest super, ale czy tak będzie to nie wiem. Chodźmy po moje rzeczy.

Zeszły  po  schodach  i  wyszły  na  zewnątrz.  Przy  samochodzie czekało  już  dwóch  chłopaków,

widocznie zadowolonych, że mogli zerwać się z lekcji.

-Jak  myślisz,  kto  to  będzie?- Zapytał  niższy  z  nich.  Jego  brązowe  włosy  opadały    mu  na  czoło  i

zawijały się w loczki na karku.

-Pewnie chłopak.- Odparł wyższy. Miał włosy takiej samej długości jak jego kumpel, tylko miały inny

kolor. Były ciemno rude.

-Niee, sadzę, że to dziewczyna.
-A znasz jakąś dziewczynę, która jeździ na deskorolce? Zwłaszcza na takiej.
-E… Chyba nie.- Odparł zamyślony.

Julia cicho się roześmiała i powiedziała głośno:

-Ciociu, oni mnie obrażają

Obydwaj szybko odsunęli się od samochodu i Daniel powiedział

-Dyrektorka przysłała nas, byśmy pomogli z bagażami.
-Zbyt  wiele  tego  nie  ma,  ale  pomoc  zawsze  się  przyda.- Powiedziała  wdzięcznie  Sara, spojrzała

znacząco na siostrzenice i dodała- Prawda?

-Taa- Odparła. Głupek- pomyślała o Danielu. Szowinista! Już ona mu pokaże, że dziewczyna może

być taka dobra jak chłopak. A ja jestem bardzo dobra.- Jestem Julia- przedstawiła się chłopakom

-Oli i Daniel-powiedział brązowowłosy.- Miło cię poznać
-Mi  też- Uśmiechnęła  się  do  niego  i  podała  mu  torbę  z  samochodu.  Sama  wzięła  z  niego  laptopa  i

deskorolkę i dodała- Możemy iść.
Ruszyła razem z Olim

-Przepraszam za kuzyna- Powiedział
-Nikt nie będzie za mnie przepraszać- Zawołał Daniel za nimi.

Julia tylko się roześmiała i zaczęła wchodzić po schodach.

-Jesteście kuzynami?- Chciała się upewnić- W jakim stopniu?
-Nasze matki są przyjaciółkami.
-Więc nie jesteście spokrewnieni?
-To  skomplikowane.  Może  kiedyś  ci  wyjaśnię.- Doszli  do  pokoju  w  wieży- Więc  masz  pokój  z

Karoliną?

-Nie wiem. Mam?
-Tak. Ona jest, jakby to powiedzieć, niezbyt miła. Nie będziesz miała z nią łatwo.
-Nie ona jedna ma trudny charakter- powiedziała, widząc jak Daniel wchodzi do pokoju.
-Może  byś  tak  zabrał  się  za  pozostałe  rzeczy?- Powiedział  do  Oliego.  Gdy Oliwer wyszedł,

puszczając do niej oko, Daniel rzucił do niej- Więc może pokażesz co umiesz, księżniczko.

-Jako osoba inteligenta nie dam się podpuścić, więc daj mi spokój.

Powiedziawszy  to,  wyszła  z  pokoju.  Zbiegła  po  schodach,  mijając  jakąś  niską  dziewczynę.  Przy
wejściu minął ją Oli, mówiąc- To już wszystko.

-Dzięki- Uśmiechnęła się do niego wesoło i pobiegła do cioci.
-Nie ma za co- Szepnął, oczarowany nią.
-Za pół godziny muszę jechać- Powiedziała Sara
-Tak szybko?- Zapytała smutna
-Niestety, jeszcze muszę pójść do pracy. Zobaczysz, te dwa miesiące szybko miną, niedługo święta i

spędzimy razem dwa tygodnie.

-Wiem, ale nie lubię się z tobą żegnać.
-Ja też cię kocham- Powiedziała Sara
-Och, ciociu- rzuciła Julia i rzuciła się jej na szyję. Pociągnęła nosem i dodała- Ja też cię kocham.
-Idź po deskę i pokaż czego się nauczyłaś

Julia uśmiechnęła się i szybko pobiegła do pokoju. Przed drzwiami usłyszała głos jakiejś dziewczyny

-Co tu robisz?- Zapytała
-Przynosiłem  rzeczy  twojej  nowej  współlokatorki.  Na  pewno  ucieszyłaś  się  słysząc  tą  nowinę.- Nie

background image

słysząc  odpowiedzi,  chciała  wejść  do  środka,  ale  usłyszała  ciąg  dalszy- Karol,  to  nie  moja  wina.
Pewnie niedługo przepłoszysz ją stąd , jak inne.
Nie byłabym tego taka pewna- pomyślała tylko i weszła do pokoju.

-A ty czego tu?- zapytała Karolina
-Cześć!- Zawołała  radośnie- Jestem  Julia.  Na  co  tu  jeszcze  czekasz?  Na  napiwek?- Zapytała  go

zaczepnie.  Wzięła deskorolkę  i  wyszła  z  pokoju.  Punkt  dla  mnie- pomyślała.  Ponownie  wyszła  z
budynku i podeszła do cioci.

-Tomek  pokazał  mi  jeden  numer- Powiedziała  i  zaczęła  pokazywać  triki.  Uwielbiała  jazdę  na

deskorolce i rolkach. Była tak zajęta jazdą, że nie zauważyła jak Daniel wyszedł za nią i przyglądał się
jej. Jest całkiem nie zła, ocenił jej zdolności. Gdy wykonywała 360 flip, ze zdumieniem uniósł brwi. Był
zaskoczony tym, że jakieś dziewczynie udało opanować się ten trik i to tak dobrze, by zrobić go pięć
razy pod  rząd.  Sam  wciąż  pamiętał  ile  razy  wywalił  się,  gdy  uczył  się  tego  triku.  Gdy  tak  stał  i
obserwował ją, dołączył do niego Oli.

-Jest świetna- Ocenił- I chyba lepsza od ciebie…
-Taa, nie zła.- Potwierdził.
-Daniel,  brachu,  masz  konkurencję- Powiedział  Marcin  i  klepnął  go  w  plecy- Ale  ją  chętniej  będę

oglądał…

-Co powiedziałeś?!- Zawołał, wytrącając Julię z rytmu. Spadła z deski. Gdy wstała, zobaczyła spory

tłumek przed szkołą. Stali sami chłopacy, było ich chyba z piętnastu- I to ma być konkurencja?

-Hej, piękna!- Zawołał jeden z chłopaków- Wyjedziesz za mnie?
-Jasne!- Odkrzyknęła- Ale najpierw kup mi brylant
-Wszystkie są takie same- Westchnął teatralnie- Tylko brylanty im w głowie.
-Nie  tylko- Zawołała  ze  śmiechem  i  podeszła  do  ciotki- Zrobił  to  specjalnie- powiedziała  do  niej.

Chłopacy, widząc, że pokazu już koniec, rozeszli się. Tylko Oli został

-Nic ci się nie stało?- Zapytała tylko
-Nic mi nie jest.- Odparła- Upadki są częścią nauki.
-Zawsze to mówisz.- rzuciła, przewracając oczami- Kto i co zrobił specjalnie.
-Daniel krzyknął i przez niego się zdekoncentrowałam.- Wyrzuciła
-Przesadzasz.- Powiedziała- Muszę już jechać.
-Och- pocałowała ciotkę w policzek i odprowadziła do samochodu.- Szerokiej drogi
-Do zobaczenia słonko.- I odjechała.
-Niezła fura- Powiedział Oli, odprowadzając czerwonego Chevroleta Camaro wzrokiem
-Taa, fajna.- Rzuciła i odwróciła się do niego. Uśmiechnęła się i podniosła deskę.
-Dawno nie widziałem, by ktoś jeździł tak jak ty- Zaczął. Ruszyli do szkoły.- Długo się uczyłaś?
-Zaczęłam dopiero trzy lata temu- widząc jego zdziwienie, dodała- szybko się uczę.
-Więc  masz  pokój  z  Karoliną- Zaczął- Ona  lubi  robić  różne  dowcipy  i  niekoniecznie  są  śmieszne-

Ostrzegł ją

-Podsłuchałam jej rozmowę z Danielem. Powiedział jej, że pozbędzie się mnie tak szybko jak innych-

Przyznała. Usiedli na schodach prowadzących na trzecie piętro.

-Tak, to w ich stylu.
-Są parą?- Zapytała. Wstrzymała oddech czekając na odpowiedź. Oli się roześmiał
-Nie, nie są.- Odpowiedział- Za bardzo się nie znoszą.
-Ale powiedziałeś, że to w ich stylu- Powiedziała zdziwiona.
-Ale nie miałem tego na myśli. Mają zbyt podobne charaktery, więc gdyby byli razem, ciągle by sobie

dokuczali.

-Oliwerze, czy ty nie masz przypadkiem jakiejś lekcji?- Zapytała Weronika. Oli natychmiast poderwał

się na nogi i zawstydzony, pochylił głowę.

-Tak przypadkiem to mam.- Odpowiedział i odchodząc, pomachał jej.
-Przepraszam, to moja wina.- Stanęła w jego obronie- W ogóle nie pomyślałam, że ma teraz lekcję.
-Nie przepraszaj. To dobrze, że porozmawiał z tobą.
-W przeciwieństwie do Daniela? To chciała pani powiedzieć?
-Tak. Nie wiem dlaczego Daniel jest taki, ale to jego sprawa. A Oli jest miły, tak jak i inni.
-Tak,  miałam  już  przedsmak  tego.- Rzuciła.  Zauważyła  wtedy,  że  Weronika  przygląda  się  jej  od

dłuższego czasu. – Czy ubrudziłam się czymś?- Zapytała zaniepokojona

-Nie- odparła z roztargnieniem Weronika.- Mogłabym przysiąc, że już gdzieś cię widziałam
-Nie sądzę- powiedziała słabo. Właśnie tego najbardziej się obawiała, że ktoś ją rozpozna.- Gdybym

poznała panią, nie wyleciało by mi to z głowy.

-Hmm.  Nieważne,  jak  przypomnę  sobie  to  ci  powiem.- Podsumowała- Idź  się  rozpakować,  bo  jutro

nie będzie laby.

-Dobrze- uśmiechnęła się i odeszła.

background image

Rozdział 3

Zamyślona  weszła  do  pokoju  i  zauważyła,  że  nie  będzie  sama.  Karolina  siedziała  na  swoim

łóżku i patrzyła na nią.

-Dyrektorka przysłała mnie, żeby ci pomóc.- powiedziała
-Dzięki, ale nie potrzebuję pomocy.- Powiedziała. Podeszła do bagaży i postawiła laptopa na biurku.

Wróciła  do  łóżka,  na  którym  chłopacy  poustawiali  jej  walizki,  i  otworzyła  jedną  z  nich.  Wyjmowała
ubrania  i  wkładała  do  szafy.  Opróżniła  dwie  walizki  i  otwierała  właśnie  trzecią,  gdy  Karolina
powiedziała

-Po co ci tyle ubrań? Przecież i tak będziesz nosić mundurek.
-Tylko podczas lekcji- rzuciła- Nie powiesz mi chyba, że cały czas nosisz mundurek.
-Nie- prychnęła- Mam kilka par dżinsów i parę bluzek, ale to wszystko. Tyle mi wystarczy
-Na randkę też pójdziesz w dżinsach? Czy spódniczce od mundurka?- Zażartowała. Spojrzała na nią,

przerywając rozpakowywanie.

-Nie  chodzę  na  randki.- Powiedziała  ze  złością.  Podniosła  się,  podeszła  do  okna  i  usiadła  na  ławie

pod nim. Wyglądała przez nie chwilę i odwróciła się z powrotem do pokoju.- Zbyt dużo muszę siedzieć
przy książkach, nie mam czasu na randki.

-Przepraszam,  że  to  powiedziałam.  Gdzie  mogę  poustawiać  buty?  Chyba  będę  musiała  trzymać  je

pod łóżkiem.- Odpowiedziała sobie na pytanie.

-Ich też masz całą masę?- Zapytała zaczepnie
-Prawdę  mówiąc  mniej  niż  bym  chciała.  Ciotka  mnie  pakowała,  więc  wybrała  tylko  te,  które  się  jej

mniej podobały. Więc pewnie zacznie nosić te co zostawiła. A buty to moja słabość.- Dodała

-Możesz schować je do trzeciej szafki, jest pusta.
-Naprawdę?  Dzięki- Powiedziała  uśmiechając  się.  Karolina  odwzajemniła  jej  uśmiech  i  patrzyła  jak

wyjmuje  buty.  A  było  na  co  popatrzeć,  Julia  miała  dziesięć  par  butów. Miała  trzy  pary  tenisówek,
oczywiście  w  krzykliwych  kolorach,  z  tą  parą  co  miała  na  nogach,  było  ich  cztery.  Żółte  i  czerwone
japonki.  Reszta  butów  to  wysokie  szpilki  i  kozaki  na  koturnach. Najbardziej  spodobały  jej  się  bardzo
wysokie, fioletowe szpilki i czerwone kozaki na koturnie.

-Mama  zabrania  mi  nosić  takie  wysokie  obcasy.- Powiedziała  w  końcu  Karolina.  Wstała  i

zaciekawiona podeszła do niej.- Jaki masz rozmiar?

-Trzydzieści osiem. Moje ulubione szpilki od Jimmy Choo- Powiedziała, gdy Karolina wzięła fioletowe

szpilki. Przysiadła na łóżku i przymierzyła je. Wstała niepewnie i zrobiła parę kroków.

-Ile one mają?- Zapytała.- Czuję się taka cholernie wysoka
-Jedenaście centymetrów.
-O jeju.- Usiadła i szybko je zdjęła.- Trochę za wysoko
-Radziłaby koturny- Powiedziała, podając jej sandały na koturnach- Wygodniej się chodzi. Bo wiesz,

w szpilkach trzeba umieć chodzić.

-Więc sugerujesz, że ja nie umiem?- Powiedziała urażona.
-Wyluzuj  się.  Nie  każdy  umie  chodzić  w  szpilkach. -Po  tych  słowach  Karolina  wyszła,  trzaskając

drzwiami. Co ja powiedziałam- zastanawiała się. Jejku, jaka obrażalska.

Następnego ranka obudziła się o ósmej, wypoczęta i rześka. Uśmiechając się szeroko, wstała,

wzięła  ubrania  i  poszła  do  łazienki.  Wyszła  na  korytarz  i  spotkała  dwie  dziewczyny,  wychodzące  z
łazienki.

-Ty jesteś Julia?- Zapytała szatynka i wyciągnęła dłoń- Jestem Klaudia, a to Monika. Mój brat mówił,

że jeździsz na deskorolce.

-Tak, od trzech lat. Miło mi poznać.- Powiedziała i podała dłoń Monice- A wy też jeździcie?
-Tylko na rowerach, lubimy się ścigać.
-Klaudia  i  Monika,  dwie  papużki  nierozłączki- Powiedział  sarkastycznie  Daniel.- Czyżby  szykowała

się kolejna przyjaciółeczka?

-To piętro dziewczyn i nie możesz tu przychodzić kiedy ci się spodoba.- Powiedziała Klaudia. Widać

było, że ona jest bardziej wygadana od Moniki. Gdy Daniel podszedł, Monika wsunęła się za Klaudię.
Może to z powodu jej wyglądu, typowa szara myszka w okularach.- Poznałaś już klasowego dupka?-
Zapytała Julię

-Raczej  szkolnego,  ale  poznałam- odpowiedziała- Dziewczyny,  miło  was  poznać  ale  muszę  się

ubrać.- Powiedziawszy  to,  weszła  do  łazienki.  Kolejne  starcie  z  Danielem  i  kolejny  punkt  dla  mnie-
pomyślała.  Zaraz  jednak  zaczęła  się  zastanawiać,  jak  on  będzie  chciał  się  na  niej  odegrać.  Bo
wygląda  na  takiego,  który  nie  przepuści  żadnej  złośliwości.  Ale  co  ma  być to  będzie.  Ubrała  się  i
zrobiła  delikatny  makijaż  i  wyszła  z  łazienki.  Zeszła  na  śniadanie  przed  Karoliną  i  usiadła  z  Moniką  i

background image

Klaudią.

-Uważaj na niego- ostrzegła Klaudia- Pewnie obmyśla już plan zemsty.
-Czekam na to z niecierpliwością- rzuciła, posyłając Danielowi zimny uśmiech.
-I jak piękna, wyjdziesz za mnie?- Usłyszała głos Marcina, który usiadł obok niej na krześle
-A gdzie brylant?- Zapytała, posyłając mu szeroki uśmiech
-Siostra ratuj.- szepnął do Klaudii- Pożycz kolczyki
-To mój brat Marcin- rzuciła Klaudia
-Domyśliłam się- Powiedziała patrząc na nich.- Uderzające podobieństwo w kształcie oczu i kolorze

włosów jest wystarczającą podpowiedzią. Bliźniacy.

-Zgadłaś- Powiedział zaskoczony Marcin i ukradł z jej talerza bułkę.
-Rzadko zgaduję.- Odparła, uśmiechając się tajemniczo i wstała od stołu.- Do zobaczenia.

Poszła  na  trzecie  piętro  do  pokoju,  umyła  zęby  i  zeszła  na  parter.  Postanowiła  pozwiedzać  i

obejrzeć zdjęcia absolwentów. Nie była jednak długo sama, bowiem wkrótce dołączył do niej Oliwer.

-Cześć- Powiedział, uśmiechając się.
-Hej.- Odparła. Stała pod zdjęciem zrobionym w 1980 roku, było na nim osiem osób, trzy dziewczyny

i pięciu chłopaków. Ubrani byli w wybrudzone stroje koszykarskie. Stali z uniesionymi wysoko rękami,
w geście zwycięstwa. U ich stóp stał puchar.

-Co roku organizowane są zawody koszykarskie. Najpierw wybierani są najlepsi, a później Weronika

ściąga pozostałe drużyny.- Mówił- Jestem tu pięć lat, od gimnazjum, i od tamtej pory nie było żadnej
dziewczyny w drużynie. Żadna się nie zgłosiła

-To  co  kiedyś  dla  dziewczyny  było,  no nie  wiem,  zaszczytem  albo  wielką  możliwością  dziś  jest

niczym. Mają inne zainteresowania, którym nie jest sport.- Powiedziała

-Masz rację- Powiedziała Weronika- Lubisz grać?
-Czy lubię?- Roześmiała się- Uwielbiam i na pewno zgłoszę się do drużyny.
-Zmykajcie  na  lekcje- powiedziała  z  uśmiechem.  Gdy  odeszli,  zaczęła  sama  wędrować  i  oglądać

zdjęcia.  Była  pewna,  że  wcześniej  już  widziała  tu  twarz  Julii.  Dochodziła  do  kolejnego  pokoju,  gdy
zawołał ją woźny.

Pierwszą lekcją była matematyka. Weszła do klasy z Oliwerem i zobaczyła, że połowa ławek

jest już  zajęta.  Oliwer  wziął  ją  za  rękę  i  poprowadził  do  swojej  ławki.  Usiadła  obok  niego,  w  trzeciej
ławce.

-Nie przeszkadza ci to?- Zapytał
-Nie, miło z twojej strony, że pomagasz mi.- Odpowiedziała z uśmiechem- Z doświadczenia wiem, że

w połowie semestru klasy podzielone są już na pewne grupki i są one hermetyczne. Komuś nowemu,
trudno dostać się do nich, a i innym też. Chociaż w internacie panują trochę inne zasady, nowym jest
jeszcze ciężej.

-W ilu szkołach byłaś?
-Nie  zliczę  w  ilu.  Czasami  po miesiącu,  musiałyśmy  się  z  ciocią  przeprowadzić.  Byłyśmy  w  ciągłym

ruchu. Najdłużej w jednej szkole byłam dwa lata.

-Czyli nie miałaś żadnych przyjaciół? To smutne.- pomyślał o Danielu. On też nie ma przyjaciół, też

często zmieniał szkoły. W końcu trafił do mojej rodziny i zaprzyjaźnił się ze mną, z przymusu.

-Wiesz to nie do końca tak. Nawet jak przez miesiąc mieszkasz z kimś w jednym pokoju, to w końcu

poznajesz trochę tą osobę i lubisz ją, albo nie.

-Niby racja, ale…- Zaczął, ale przerwał mu dzwonek na lekcję.- Tęsknisz za kimś?
-Tylko za kilkoma osobami- Odpowiedziała.
-No i jakimi ploteczkami wymieniliście się?- Zapytał Daniel, przerywając im rozmowę.- Jakie buty są

modne w tym sezonie?

-Tylko  takie,  którymi  mogę  kopnąć  cię  w  tyłek.- Rzuciła  słodko  Julia.  W  tej  chwili  do  klasy  wszedł

nauczyciel. Był to grubiutki, starszy pan z szopą siwych włosów. Wyglądał jak święty Mikołaj.

-Dzień dobry, dzieci. Mam wam przekazać,  że  od  dziś będzie  z  nami nowa  uczennica, nazywa się-

Zaczął i spojrzał na karteczkę przyczepioną do dziennika.- A tak, Julia Rękacz. Wstań dziecko i pokaż
się klasie.-Mówił rozglądając się za nową twarzą.
Julia wstała i niepewnie rozejrzała się po klasie. Nie lubiła jak wpatrywali się w nią.

-Cześć-Rzuciła
-Widzę, że znalazłaś się doborowym towarzystwie.- Powiedział, patrząc na Daniela i Oliwera.- Tylko

nie  zbałamućcie  jej  zbyt  szybko.- Wszyscy  się  roześmiali.  Tym  kawałem  rozpoczęli  lekcję.- To  na
początek do tablicy Marcin, zrobisz to zadanie.
Marcin  podszedł  do  tablicy  i  zaczął  pisać.  Przerabiali  właśnie  funkcję  trygonometryczne  i po  kolei,
ławkami, podchodzili do  tablicy.  Gdy  doszli  do  Julii,  nauczyciel  ją ominął.  Nikomu  to  nie
przeszkadzało, nikomu, oprócz Daniela.

background image

-Teraz Oli.- powiedział Sławek
-Ej, to nie fair!- wykrzyknął Daniel- A nowa?
-Ta  nowa  ma  imię- Powiedziała  do  niego  Julia. Wstała  chcąc  pójść  do  tablicy,  ale  Sławek

zaprotestował.

-Nie, nie musisz nic robić dla widzimisię Daniela.
-Ale nie mam nic przeciwko temu. On ma rację, to nie fair.
-Chciałem dać ci czas na zaaklimatyzowanie się, ale skoro nalegasz, to chodź.

Julia wstała i przechodząc koło Daniela, pochyliła się ku niemu i powiedziała

-Palant.- Podeszła  do  tablicy,  zapisała  równanie  i  po  paru  sekundach  znała  już  rozwiązanie.

Zapisawszy je, odeszła od tablicy i usiadła obok Oliwera. Czuła jak wszyscy patrzą na nią, niektórzy z
podziwem, a inni ze zdziwieniem. Uśmiechnęła się tryumfalnie do Daniela i skupiła na zadaniach. Po
dzwonku na przerwę, szybko wstała i wyszła, nie patrząc na Daniela.

-Czemu tak jej nie lubisz?- Zapytał ze złością Oliwer.
-Tylko ją testuję.- Odparł i wyszedł.

Tak  naprawdę  sam  nie  wiedział,  dlaczego  tak  jej  dokucza.  Coś  pchało  go  do  tego.

Podejrzewał,  że  to  przez  jej  wygląd,  chociaż  znał  wiele  pięknych  dziewczyn. Ale  Julia  miała  coś  w
sobie, coś co go  pociągało. Była  wysoka,  wysportowana i  wszystko miała na swoim miejscu. Długie,
blond  włosy  kręciły  się i  sięgały  połowy  pleców.  Na  lekcje  zaplotła  je  w  warkocz,  ale  pamiętał  jak
wyglądała  rano.  Była  lekko  potargana,  miała  na  sobie  fioletową,  sięgającą  prawie  do  kolan  koszulkę
na ramiączkach, więc podejrzewał, że nie ma nic pod spodem. Na twarzy nie miała żadnego makijażu,
choć  na  lekcję  podkreśliła  tylko  oczy  i  pomalowała  usta  szminka.  W  wyzywającym,  czerwonym
kolorze,  aż  chciało  się  całować  te  usta.  Oczy  miała  szare,  prawie  czarne  i  wydawały  się  wszystko
widzieć. Aż miło patrzeć, jak zapala się w nich ogień. Podchodził właśnie pod klasę do francuskiego,
gdy ją ponownie zobaczył, stała do niego tyłem. Podkusiło go i podchodząc najciszej jak umiał, zdjął
jej gumkę z włosów. Szybko się rozplotły, zasłaniając jej twarz. Odwróciła się do niego i powiedziała.

-Mogłam  się  tego  spodziewać,  szczeniackie  zachowanie  pasuje  do  ciebie  jak  ulał.  Oddaj  mi  ją.-

Zażądała wyciągając rękę. Chciała związać ponownie włosy

-Może gdybyś przeprosiła…
-Niby  za  co- Aż  ją  zatkało.  To  on  od  samego  początku  jej  dokuczał,  obrażał  ją.  Puściła  włosy  i

opierając ręce na biodrach, chciała dodać- To ty powinieneś przeprosić mnie

-Idziesz na francuza?- Zapytał Adam.
-Tak, ty też?
-Przerwałem wam…- zaczął
-Tak.- Odparł ze złością Daniel
-Nie- rzuciła jednocześnie Julia- ja już skończyłam. Wchodzisz?- Zapytała i ruszyła do klasy.

Adam wszedł zaraz za nią i usiadł obok niej.

-Chłopacy mówili, że dałaś wczoraj niezły popis na desce. Marcin z wrażenia ci się oświadczył
-Tak- roześmiała się- a ponieważ nie miał brylantu, musiałam mu odmówić. Nie widziałam cię tam.
-Siedziałem w kozie.
-Więc to nie jest idealna szkoła?- Zapytała, udając zaskoczenie. Adam zawtórował jej śmiechem.
-Niestety nie- szepnął konspiracyjnie.

-Dzień dobry- powiedziała nauczycielka. Była to trzydziestopięcioletnia szatynka
-Dzień dobry pani- Odpowiedziała cała klasa
-Niektórzy już pewnie wiedzą, że mamy nową uczennicę. Julia wstań

-Cześć- Mruknęła

- Zajmiemy się czasownikami. Podejdź do tablicy i odmień zgubić się

Czasowniki akurat umiała więc szybko odmieniała

-Dobrze, usiądź. Następny Marcin- Powiedziała do spóźnionego Marcina- Odmienisz spóźnić się.

Po  kolejnych  pięciu  lekcjach  na  które  na  nieszczęście  chodził  też  Daniel,  poszła  na  trzecie

piętro do pokoju. Przebrała się zielone dżinsy i różową bluzkę, założyła pantofle na obcasach i wyszła
z  pokoju.  Postanowiła  wymknąć  się  poza  teren  szkoły  i  pozwiedzać  okolicę.  Szybko  podeszła  do
bramy  i  patrząc  czy  nikt  nie  idzie  za  nią  wyszła  za  nią.  Chciała  choć  przez  chwilę  pobyć  sama  i
pomyśleć  o  Danielu.  Denerwował  ją  sam  fakt,  że  jej  nie  lubi.  Wiedziała,  że  nie  każdy  musi  za  nią
przepadać,  ale  żeby  aż  tak.  To  jednak  lekka  przesada.- rozmyślała,  idąc  powoli  drogą  prowadzącą
przez las. Mogłam założyć tenisówki, nie musiałabym się martwić o buty. Jednak szła dalej, potrzeba
samotności  była  zbyt  wielka. Przystanęła  na  chwilę  i  odetchnęła  głęboko.  Jesień  w  pełnej  krasie,  na
drzewach  zostało  jeszcze  dostatecznie  dużo  liści,  by  nie  przepuszczać  promieni  słonecznych.  Na
ziemi też leżało ich sporo, by utworzyć kolorowy dywan. Czerwone i żółte liście leżały na zielonkawej

background image

trawie, schyliła się i zebrała je i roześmiana podrzuciła. Uwielbiała jesień właśnie z tego powodu, tych
kolorów. Jednak bardziej cieszyła ją  wiosna, bo  wtedy wszystko się odradza. Silniejsze  i wytrwalsze.
Tak jak ona, po każdym wypadku, była wytrwalsza, silniejsza a przede wszystkim mądrzejsza. Uniosła
dłoń, chuchnęła na nią i bezgłośnie powiedziała

-Niech  z  oddechu  mego  powstanie  kwiat  najpiękniejszy  na  świecie.  Niech  to  będzie  radosny  i

pachnący goździk…
Uśmiechnęła  się  szeroko  na  widok  pojawiającego  się  kwiatu. Prosta  sztuczka  i  gdyby  ciotka
dowiedziała  się  o  tym,  była  by  zła.  Ale  widok  goździków  zawsze  poprawiał  jej  humor.  A  poza  tym
nikogo  tu  nie  było,  więc  mogła  sobie  na  to  pozwolić.  Z  kwiatem  w  ręce  szła  dalej,  aż  zobaczyła
ogrodzenie. Zaciekawiona, podeszła bliżej i zobaczyła stado koni.

-Och,  jakie  jesteście  piękne- zawołała.  Podeszła  do  płotu  i  patrzyła  oczarowana.  Były  różnego

umaszczenia,  ale  najpiękniejszym z  nich  był  biały  jak  śnieg  źrebak.- Chodź  mały,  podejdź  do  mnie.-
Mówiła. Zrobił parę kroków do płotu, po czym przystanął. Odwróciła się i zobaczyła Daniela

-One nigdy nie podchodzą do płotu.- Powiedział, przystając obok niej. Patrzył na nią i nie mogąc się

powstrzymać, dodał- Wyglądasz pięknie.

-Czy mi się  wydaje, czy powiedziałeś mi komplement?- zapytała  zaczepnie- On przyszedłby, gdyby

nie  ty.- Niech  w  mej  kieszeni  zalśni  dojrzałe,  zielone  jabłuszko.- pomyślała.  Nie  zamierzała
rezygnować,  chciała  by  koń  podszedł  do  niej. Z  uśmieszkiem  wyjęła  z  kieszeni  jabłko  i  zawołała
ponownie- Chodź, masz.
Wyciągnęła dłoń, źrebak podszedł do ogrodzenia. Podała mu jabłko i zaczęła głaskać.

-Niewiarygodne- powiedział z podziwem Daniel. Wyciągnął dłoń, chcąc także go pogłaskać, gdy koń

się odsunął.- Ej

-Widocznie  ciebie  nie  lubi.- Roześmiała  się.  Gdy  jednak  zobaczyła  jego  minę,  przewróciła  oczami  i

złapała  go  za  rękę.  Prąd,  który  przeszedł  pomiędzy  ich  dłońmi,  wstrząsnął  nimi.  Momentalnie
wypuściła jego dłoń. Odskoczyli  od siebie, patrząc sobie  głęboko w  oczy. Dreszcz  wstrząsnął ciałem
Julii- Ja…- Zaczęła, ale przerwał jej

-Ja…

-No dobra- odetchnęła głęboko- to było dziwne.
-Trochę.- Odparł.  Tym  razem  on złapał  ją  za  rękę.  Ponownie  ta  sama  iskra  przeskoczyła  między

nimi.

Wciąż  trzymając  ją  za  rękę,  zbliżył  ją  do  końskiego  grzbietu.  Tym  razem  stał  nieruchomo,

pozwalając się głaskać.- Od pół roku próbowałem przekonać któregoś z nich by podszedł. Żaden się
nie odważył.

-Do  zwierząt  trzeba  mieć  odpowiednie  podejście- powiedziała,  puszczając  jego  rękę.  Źrebak

natychmiast się odsunął od niego. Postanowiła zrobić to co koń, odeszła.

-Ej, gdzie  idziesz?- zawołał  za nią  i  zrównał się  z nią. Zauważył,  że  w  butach  na obcasie była tego

samego wzrostu co on.

-Jak najdalej od ciebie.- odparła ze złością- Wyszłam, bo chcę być sama. Jak się okazuje, tutaj jest

to trudne.

- W takim razie idź- najeżył się i odszedł od niej.

Zadowolona szła dalej, z przyjemnością wystawiając twarz na powiew wiatru. Po piętnastu minutach,
znalazła  przewrócone  drzewo.  Przysiadła  na  nim  i  myślała  o  tym  co  się  wydarzyło.  Co  to  było-
zastanawiała  się.  Powróciło  do  niej  pragnienie,  które  wtedy  poczuła.  Po  raz  pierwszy  poczuła  takie
silne  pragnienie.  Jej  serce  zaczęło  szybciej  bić,  marzyła  tylko  o  pocałowaniu  go.  Przecież  go  nawet
nie lubię- pomyślała rozzłoszczona- i nie chcę polubić. Nie zauważyła, gdy zrobiło się ciemno i nagle
zadrżała. Ciemno i zimno- myślała, rozcierając ramiona. Jak mogłam być taka nieostrożna. Wstała w
pospiechu,  upuszczając  kwiat.  Spojrzała  na zegarek.- Jak  to  możliwe,  że  zrobiło  się  tak  późno?-
Zastanawiała  się  wystraszona.  Dziewiętnasta  godzina.  Gdzie  się  podziały  te    cztery  godzin?  Szła
szybko do  internatu, przemarźnięta i głodna. Tylko słaby  blask księżyca oświetlał jej drogę, bała się,
że się  zgubi, ale po upływie pół godziny,  znalazła drogę do szkoły.  Po kolejnych piętnastu minutach,
była  już  w  szkole. Wbiegła  po  schodach  do  ciepłego  budynku.  Szybko  poszła  na  trzecie  piętro,  do
pokoju,  by  założyć  coś  ciepłego.  W  drzwiach  pokoju  zderzyła  się z  Karoliną,  wychodzącą  właśnie  z
niego.

-Weronika  cię  szukała- rzuciła  tylko  i  już  jej  nie  było.  O  cholera- pomyślała.  Na  bluzkę  założyła

czekoladowy golf i wyszła z pokoju. Na półpiętrze spotkała dyrektorkę

-Mamy  tu  pewne  zasady  i  jedną  z  nich  jest  mówienie  gdzie  się  wychodzi  i  wracanie  do

dziewiętnastej. Gdzie byłaś młoda damo?

-Ja- zająknęła się- przepraszam. Spacerowałam i straciłam poczucie czasu.
-Spacerowałaś sama, po nieznanym terenie przez cztery godziny?! Czy ty straciłaś rozum? Ciemno,

zimno?  A  gdyby  coś  ci  się  stało?- Prawie  krzyczała.  Piętro  niżej  zebrało  się  kilka  osób  i  bezczelnie
podsłuchiwało.  Niezbyt  często  widują  przyjaźnie  nastawioną  dyrektorkę,  jak  tak krzyczy.  A  właściwie

background image

to  widzieli  ją  tylko  raz  w  tym  stanie,  gdy  pewien  uczeń w  środku  nocy  wymykał  się  i  złamał  nogę.
Dopiero po kilku godzinach został znaleziony.- Bój się Boga dziewczyno, pewnie przemarzłaś na kość
i jutro będziesz kichała. Po kolacji natychmiast do mnie- powiedziała i rozejrzała się.- Ty Daniel też. A
teraz biegiem na kolację.
Wszyscy poszli do jadalni. Usiadła razem z Marcinem, Moniką, Klaudią i Adamem.

-Wiemy co ty zrobiłaś, wszyscy to słyszeli- zaczęła Klaudia- ale co zrobił Daniel?
-Właśnie?- Zawtórowała jej Monika
-A skąd mogę to wiedzieć?- Zapytała retorycznie- przecież mnie nie było.
-Jak się dowiesz to daj znać- powiedział Adam i zaczął wstawać.
-Poczekaj- rzuciła i złapała go za rękę- Nikt go tu nie lubi?- Zapytała
-Raczej on nie lubi nikogo- odpowiedział- A przez to trudno jest go polubić.
-Daniel to dupek.- powiedziała Monika i wstała. Odeszła od stolika razem z Adamem.
-Mnie nie pytaj- powiedział Marcin, gdy spojrzała na niego.- Od samego początku jest taki i nikt nie

wie dlaczego.
Zadzwonił jej telefon, wyjęła go pewna, że dzwoni ciotka z burą za zaklęcia, ale wyświetlił się numer
nieznany.

-Nie odbierzesz?- Zapytał Marcin. Gdy podniosła na niego wystraszony wzrok- Julka!
-Tylko jedna osoba ma ten numer telefonu.
-I jesteś pewna, że to nie jest ciotka?

Spojrzała na niego zaskoczona. Domyślił się, że mówiła o ciotce.

-Nie, to nie ona.
-Daj, odbiorę.- Zabrał jej telefon z ręki i odebrał- Halo
-Poproszę Julkę do telefonu. Dzwoni Tomek.
-Tomek?- zapytała szeptem. Miała nadzieję, że się przesłyszała. Gdy Marcin skinął głową, wzięła od

niego telefon i powiedziała- Przepraszam, jakiś czas temu, ktoś straszył mnie przez telefon.

-Nie martw się, jest ok.- Powiedziała Klaudia. Julia uśmiechnęła się słabo i odeszła od stolika.
-Tomek? Stało się coś?- Zapytała zaniepokojona
-Nie wiem- odpowiedział- ty mi to powiedz.

Z telefonem przy uchu wyszła przed szkołę, by nikt nie podsłuchał

-Co mam ci powiedzieć?
-Jesteś w Akademii, tak?
-Przecież ci powiedziałam, że ciotka wysyła mnie tu.
-Więc pewnie słyszałaś już o corocznym meczu? W koszykówkę?
-Tak, mam zamiar zgłosić się do drużyny. Powiedz w końcu o co chodzi?
-To niedługo się spotkamy. Jestem w drużynie i przyjedziemy na mecz do Akademii.
-Cholera jasna!- rzuciła- Rafał też?
-Tak. Nie zapomniałaś o czymś Dominiko? Teraz nazywasz się Julia i tylko ja to wiem.
-Nie pomyślałam o tym.- szepnęła- W tym wypadku nie mogę się zgłosić.
-Możesz. Tylko na mecz z nami, ktoś będzie musiał cię zastąpić.
-W  ogóle  nie  mogę  się  zgłosić.  Pomyśl  tylko,  wy  znaliście mnie  jako  Dominikę,  ale  byłam  w  tylu

szkołach, pod tyloma różnymi imionami…

-Cholera, masz rację. Wyobrażam sobie zapowiedź, kto wchodzi na boisko. A teraz nasz najnowszy

nabytek, Julia Rękacz. Wchodzisz ty i rozpoznają cię jako Dominikę, Aleksandrę i inne.

-A tak bardzo chciałam utrzeć mu nosa- szepnęła
-Komu?- zapytał
-Takiemu  jednemu  palantowi.  Podobny  do  Rafała,  tylko  nie  tak  okrutny…  chyba.- Usłyszała

chrząknięcie za plecami. Szybko się odwróciła i zobaczyła Daniela.

-Palant przyszedł- powiedział Daniel głośno. Tomek go usłyszał i zapytał
-To on? Lepiej uważaj.- ostrzegł
-Zmądrzałam  od  czasów  Rafała.  Muszę  kończyć- Powiedziała  do  telefonu.- Daj  znać  kiedy

przyjeżdżacie, żebym mogła zejść niektórym z oczu i do zobaczenia.

-Pa- usłyszała i się rozłączyła.
-Czy to z nim szłaś dziś na randkę?- Zapytał- Powinien cię odprowadzić- powiedział z odrazą
-Odwal się ode mnie- warknęła i chciała wejść do środka. Złapał ją za rękę, przygotowany na wstrząs

i zatrzymał ją. Julia nie była przygotowana na to i szarpnęła się do tyłu.- Zapłacisz mi za tego palanta-
wycedził

-Palat, dupek i idiota- zawołała podniesionym głosem.
-Uważaj, ty mała czarownico- szepnął jej  do  ucha. Szarpnął ją  za  włosy,  odchylając głowę  do tyłu i

zbliżając usta do jej ust- Lepiej uważaj

background image

Rozdział 4

Zawładnął jej ustami w brutalnym pocałunku. Wyczuwała w nim złość, ale i pożądanie. Zanim zdążyła
pomyśleć,  by  go  odepchnąć,  jej  usta  odpowiadały  na  jego  pocałunki.  Gdy  poczuła  jego  zęby na
wardze, szarpnęła głowę do tyłu, chcąc się cofnąć, ale nie pozwolił jej na to. Sprawiał jej ból, uniosła
rękę, żeby go odepchnąć, gdy zalało ich światło z holu. Na słowa dyrektorki, odskoczyli od siebie

-Do mojego gabinetu.- Powiedziała- Już.

Julia odepchnęła go i wbiegła do środka, tłumiąc łzy. Pod drzwiami do gabinetu dyrektorki przyłożyła
dłoń do drżących warg. Oddychała szybko, na dźwięk kroków, próbowała się opanować. Opuściła dłoń
i  czekała.  Po  chwili  nadeszła  dyrektorka,  razem  z  Danielem.  Wchodząc  do  pokoju  nie  spojrzała  na
Daniela. Czekała co powie im Weronika. Chciała jak najszybciej znaleźć się w pokoju i płakać.

-To  czego  byłam  przed  chwilą  świadkiem,  jest  nie  dopuszczalne,  Danielu.- Zaczęła- Ja  jestem

wyrozumiała, ale tylko do czasu. Gdyby ktoś inny was zobaczył, nie skończyłoby się to tylko na kozie.

-Przecież nic nie zrobiłem- powiedział spokojnie
-Dojdziemy zaraz do tego. Dlaczego nie poinformowałeś mnie, że wiesz gdzie jest Julka?
-Coś ty jej nagadała?- Zapytał Julię. Szarpnął ją za ramię, by spojrzała na niego
-Odwal się- warknęła
-Danielu- powiedziała groźnie Weronika. Puścił jej ramię. Spojrzała na Julię z uniesionymi brwiami
-Przepraszam- sapnęła ciężko- chciałam powiedzieć daj mi spokój- zwróciła się do Daniela.
-I  nikt  nie  musiał  mi  nic  gadać.  Widziałam  was.- Kiwnęła  głową  w  kierunku  okna.  Gdy  spojrzeli  nie

widzieli nic poza ciemnością- Zapewniam was, że stąd jest doskonały widok na stadninę i łąkę gdzie
są konie. Uspokoiłam się, widząc was jak rozmawiacie i idziecie w jedną stronę. Po chwili ty- Mówiła
do Daniela- wróciłeś do szkoły sam.

-I co z tego? Przecież nie jestem jej niańką.- Powiedział bezczelnie
-Nie,  nie  jesteś- Przyznała  mu  rację.- Ale  znasz  zasady,  a  Julka  nie.  Znasz  także  teren,  a  ona  nie.

Mogło  się  jej  coś  stać.  Mogła  się  przewrócić, mógł gonić ją wilk. Mogła  zostać  także  napadnięta.-
wprawdzie nie podnosiła głosu, ale wydawało się, że mówi głośniej. Jej słowa zaczęły do niego trafiać,
ale jak zwykle miał odpowiedź na wszystko.

-Mogła  by  nie nosić tych  wysokich obcasów- zaczął wyliczać arogancko- wilka by  obłaskawiła  i nikt

by jej nie napadł. Przecież takie rzeczy nie zdarzają się u nas.-ciągnął tym samym tonem.- A poza tym
jej chłopak mógł ją odprowadzić.

-Ty  arogancki,  bezczelny  typie.- Wybuchła  Julia- Tak  się  składa,  że  te  buty  są  moimi  ulubionymi,

wszystkie  zwierzęta  mnie  uwielbiają  i  jeśli  jeszcze  raz  podsłuchasz  moją  rozmowę  telefoniczną,  to
gorzko tego pożałujesz.

-Taak? A niby jak?- zapytał. Zanim Julia zdążyła mu odpowiedzieć, Weronika powiedziała
-Takich  słów możecie używać  przy  kolegach, a  nie  w  moim  gabinecie.  I  trochę  innym  tonem,  moje

dzieci.

-Za to na pewno nie zamierzam przepraszać.- Powiedziała Julia i wyszła, trzaskając drzwiami. Daniel

miał  ochotę  zrobić  to  samo,  ale  nawet  nie  zdążył  zrobić  kroku,  gdy  rozzłoszczona  dyrektorka
powiedziała

-Jeśli zrobisz choć krok w stronę drzwi, nie dopuszczę cię do kwalifikacji i uziemię w kozie do końca

roku. Nie  dość,  że  karygodnie  zaniedbałeś  zasady  szkole,  to  jeszcze  dobre  wychowanie.  Porzucać
dziewczynę  po  środku  lasu,  zmuszać  ją  siłą  do  pocałunku?  Co  się  z  tobą  dzieje?  Przemyśl  to  i  do
swojego  pokoju.- Powiedziała  otwierając  mu  drzwi- A  i  jeszcze  od  jutra  przez  dwa  tygodnie,
przychodzisz tu- Zawołała za nim

W  czasie  gdy  dyrektorka  dawała  Danielowi  karę,  Julia  wbiegła  do  pokoju.  Karolina  siedziała

na łóżku i uśmiechała się wrednie.

-Pierwszy  dzień i już  na dywaniku? Rób tak dalej,  to niedługo  wylecisz- Powiedziała- A ja nie  będę

musiała się ciebie pozbywać

-Jesteś większą idiotką niż Daniel.- Odparła ze złością- Mnie nie wyrzucą.
-Julia, Julia. Jeszcze nic nie widziałaś.

Nie  odpowiadając  na  jej  zaczepkę,  wzięła  ubrania  i  wyszła  z  pokoju.  Gdy  tylko  zamknęły  się  za  nią
drzwi,  popłynęły  jej  łzy.  Starała  się  opanować  szloch,  ale  nie  mogła.  Poszła  do  łazienki,  a  gdy  się
rozbierała, weszła do środka Klaudia

-Julka, co się stało?- Zawołała. Szybko podbiegła do niej i założyła jej szlafrok.- Trzęsiesz się. Zimno

ci?

-Dlaczego to tak boli?- zapytała- Dlaczego to zrobił?
-Pójdę po Weronikę
-Nie!- Zawołała- Nie musisz.- Wzięła głęboki oddech

background image

-Powiesz co cię boli?
-To nie taki ból. On zmusił mnie do pocałunku. Dlaczego to zrobił?
-Daniel?- Zapytała.  Gdy  Julka  skinęła  głową,  zaśmiała  się  cicho.- Jego  nikt  nie  zna,  a  tym  bardziej

nikt go nie rozumie. Jest nieprzewidywalny.

-W taki razie dlaczego to tak mnie boli? Znalazł doskonały sposób by się odegrać…
-Odwzajemniłaś pocałunek?- Zapytała. Julia spojrzała na nią- No co?
-Tak i spodobało mi się. To jest chyba w tym wszystkim najgorsze
-Już nic nie rozumie- powiedziała zdezorientowana
-Zrobił  to  tylko  ze  złości,  wkurzyłam  go  i  to  go  popchnęło  do  pocałowania  mnie.- Wyjaśniła. Wstała

uspokojona  i  zdecydowanym  ruchem  wytarła  łzy  z  policzków- Dzięki,  że  mogłam  pogadać  z  tobą.
Gdybyś nie przyszła, ryczałabym pewnie przez godzinę, a jutro miałabym murowany ból głowy.

-Polecam się na przyszłość. Wszystko już ok?- Zapytała
-Tak.  Postaram  się  nie  przejmować  Danielem.- Powiedziała  i  ściągnęła  szlafrok.  Stanęła  pod

prysznicem,  odkręcając  wodę.  Myjąc  włosy,  wpadła  na  świetny  pomysł.  Jeszcze udowodnię  temu
dupkowi na co mnie stać- myślała. Ubrała się i ponownie poszła do pokoju. Zadowolona, że Karoliny
nie  ma  w  pokoju,  położyła  się,  chcąc  poczytać.  Przed  przyjazdem  do  szkoły,  kupiła  sobie  kilka
książek. Czytając pierwszy rozdział „Zawodu Wiedźma” śmiała się w głos. Po chwili zasnęła.

Rozdział 5

Znalazła  się  w  środku  koszmaru.  Tylko,  że  to  nie  był  tylko  koszmar.  Wciąż  pamiętała  swoje

przerażenie  i  zapach  krwi.  Potworne  wspomnienia  nie  chciały  zniknąć,  pojawiały  się  w  jej  snach.  W
zwolnionym tempie  jechała  z  rodzicami  samochodem,  udawała,  że  śpi.  Uwielbiała  słuchać
przekomarzających  się  rodziców.  Perlisty  śmiech  matki,  przerwał  potężny  huk.  Podnosząc  się,
otworzyła oczy i z przerażeniem patrzyła na płonące auto, stojące na przed nimi. Ojciec chciał wysiąść
z samochodu, by ugasić pożar, gdy zobaczył jak ktoś przechodzi koło niego.

-Ty szczeniaku! Gdzie jesteś?- Usłyszała jak ktoś woła. Na dźwięk tego głosu, skóra ścierpła jej na

ramionach.  Tata  wrzucił  wsteczny  bieg,  chciał  odjechać.  Nagle  przednia  szyba  pękła  i  wszystko
pokryła krew.

-Iwan! Co się stało?- wołała przestraszona
-Liz- wycharczał. Samochód powoli odjeżdżał- Zabierz Mili i uciekajcie.
-Nie zostawię cię- powiedziała płacząc. Morderca zbliżał się do nich. Szarpała ojca za ramię
-Kocham was- wyszeptał.- Idź

Eliza wysiadła i wyciągnęła Mili z samochodu. Zaczęły biec w stronę lasu, gdy upadła.

-Mamusiu?- wyszeptała
-Uciekaj.

Posłusznie pobiegła do lasu. Schowała się do dziury w drzewie i siedziała zapłakana. Usłyszała czyjeś
kroki i skuliła się jeszcze bardziej.

-Wyłaź smarkaczu!- wołał- Nic ci nie zrobię, zaprowadzę do taty.

Obudziło ja szarpanie.

-Julka!- wołała wystraszona Karolina. Przebudził ją krzyk Julii, gdy podeszła do jej łóżka, zobaczyła,

że dziewczyna ma szeroko otwarte oczy. Pomyślała, że wycięła jej żart. Pomachała jej przed oczami,
a one nie zareagowały. Szarpnęła ją za ramię i zawołała- Cholera jasna! Obudź się w końcu.

-Co?- zapytała, ciężko dysząc. Koszulę nocną miała mokrą od potu, policzki od łez. Nie mogła złapać

oddechu.- Krzyczałam?

-Tak. Wystraszyłaś mnie.- Mówiła.- Wrzeszczałaś.
-Co się stało?- Do pokoju wpadła Klaudia z kijem bejsbolowym, w wojowniczej pozie. Za nią weszła

Monika i Majka.

-Nic, śnił mi się koszmar.- Powiedziała
-Dobrze się czujesz?- Zapytała Monika- Jesteś cała mokra
-Nic mi  nie jest.- Zapewniła. Znowu otworzyły się drzwi i wpadło kilka innych dziewczyn.
-Nikomu nic się nie stało?- Pytały jedna przez drugą.
-Nic, to tylko koszmar- powiedziała Karolina
-Jakby mi śnił się taki koszmar przez tydzień nie szłabym spać.- Powiedziała Diana
-I sama wywoływałbyś koszmary- rzuciła  złośliwie  Karolina- Dziewczyny koniec przedstawienia.  Nie

wiem jak wy, ale ja chciałabym jeszcze trochę pospać.
Diana otworzyła drzwi i stanął w nich Marcin, Adam i Oliwer.

-Boże!- wykrzyknął Marcin- Mordowali tu kogoś?
-Ha ha, bardzo śmieszne braciszku- powiedziała Klaudia- Julce śnił się koszmar
-Jej też?- Zapytał Oli- Danielowi też się coś śniło, ale przebudził się na twój krzyk.

background image

-Chociaż komuś wyszło to na dobre- rzuciła Julia. Spojrzała po twarzach zaniepokojonych przyjaciół i

zerknęła na zegarek.- O rety, trzecia! Przepraszam, że was obudziłam.

-Nie musisz przepraszać- powiedział Adam.
-Co to za zbiorowisko?- Zapytała Weronika- Środek nocy a tu cały internat na nogach, kto to widział?
-Julce śnił się koszmar.- Wyjaśnił Adam
-To was tłumaczy, bo ja też słyszałam ten krzyk.- Spojrzała na Julię i dodała- Dobrze się czujesz?
-Tak- westchnęła- przepraszam za krzyki.
-Skoro wszystko w porządku, to do swoich pokoi.- Odwróciła się i odeszła.

Rozległo się chóralne dobranoc i wszyscy poszli do siebie. Julia, wiedząc, że nie zaśnie, postanowiła
pójść  ponownie  pod  prysznic.  Wzięła  czystą  koszulę  nocną  i  wyszła  z  pokoju.  Podeszła  do lustra  i
zobaczyła  bladą  dziewczynę  ze  strachem  w  oczach.  Blond  włosy  posklejane  w  strąki  i  przyklejona
koszula do ciała. Z ulgą zmywała z siebie przerażenie. Serce wciąż biło jej szybciej, a gdy zamknęła
oczy  ponownie  widziała  zastrzelonych  rodziców.  Szybko  otworzyła  oczy  i  po  raz  kolejny pragnęła
wymazać z pamięci te obrazy.

Rozdział 6

Następnego  dnia  z  trudem  wstała  z  łóżka.  Gdy  po  kąpieli  wróciła  do  pokoju,  położyła  się  i

czytała. Zmęczenie dało znać o sobie około szóstej i zasnęła. Trzy godziny później zadzwonił budzik.
Zwlekła  się  z  łóżka,  wyszła  z  pokoju  i  skierowała  się  do  łazienki.  Wzięła  szybki  prysznic,  założyła
mundurek  i  szare  buty  na  obcasach. Zamaskowała  cienie  pod  oczami,  pomalowała  rzęsy  i  usta  i
wyszła z łazienki. Zaplatając włosy zeszła na śniadanie. Po drodze spotkała Daniela, który powiedział

-Brawo. Zrobiłaś przedstawienie na całą szkołę, tak się darłaś, że obudziłabyś martwego.
-Nic dziwnego, skoro mi się śniłeś…- odparła
-Tak, twoja twarz potrafi wywołać koszmary- powiedział Marcin, który podszedł właśnie do nich- Nie

to co moja. I jak się czujesz, piękna?

-O wiele lepiej.- rzekła z uśmiechem- Chodźmy na śniadanie, jestem głodna jak wilk.

Po  zajęciach  i  zrobieniu  pracy  domowej,  przebrała  się  w  wygodny  dres  i  tenisówki,  wzięła

deskorolkę  i  poszła  trochę  poćwiczyć.  Zaplecione  włosy,  spięła  w  kok  i  zaczęła  jazdę.  Wykonując
Ollie, ponownie zobaczyła Daniela.

-Czy ty mnie prześladujesz?- Zapytała. Zatrzymała się i spojrzała na niego. Daniel przyglądał się jej.

Miała  na  sobie  czerwoną  koszulkę  i  tenisówki,  zielone  spodnie,  kilka  kosmyków  wymknęło  się  i
otaczały  jej  twarz.  Pierwszego  dnia  jeździła  w  dżinsach,  a  dziś  w  dresie  i  widział  różnicę.  W  dresie
miała większą swobodę ruchów, ale i tak wyglądała jak jakaś modelka.- Daniel?

-Co?- odparł zamyślony, a gdy pstryknęła na niego palcami, dodał- Dyrektorka cię woła. Nieźle
-Jak  na  dziewczynę?  To  chciałeś  powiedzieć?- podniosła  deskorolkę  z  ziemi  i  nie oglądając  się  za

siebie, poszła do szkoły. Zapukała do drzwi, a gdy usłyszała, że ma wejść, weszła.

-Wołała mnie pani?
-Tak, wczoraj nie dokończyliśmy rozmowy- odpowiedziała, patrząc na nią znacząco.- Daniel już wie,

a teraz ty też się dowiesz. Od dziś przez dwa tygodnie po lekcjach, przychodzisz tu.

-Razem z nim?- zapytała
-Tak. Jeżeli choć raz opuścisz kozę, nie dopuszczę cię do kwalifikacji.
-Ona i tak rezygnuje- powiedział Daniel- Prawda? Więc od razu może stąd wyjść.
-Masz nie miły zwyczaj podsłuchiwania, wiesz?
-Rezygnujesz?- Zapytała Weronika. Głos miała lekko zawiedzony
-Nie- odparła patrząc na Daniela.- Za nic nie odpuszczę
-Więc już to uzgodniliśmy- powiedziała dyrektorka.- Teraz możecie przynieść zeszyty i zrobić lekcje.
-A mogę przynieść książkę? Poczytałabym trochę…
-Masz zrobić lekcje, nie słyszałaś?- Zapytał Daniel
-Już zrobiłam- powiedziała i wyszła. Usłyszała jak Daniel też wychodzi. Nie patrząc za nim, wbiegła

po  schodach  na  trzecie  piętro.- Idiota- rzuciła,  gdy  weszła  do  pokoju.  Wzięła  drugą  część  książki,
telefon  i  zeszła  na  parter.  Usiadła  w  kącie  i  zaczęła  czytać.  Po  chwili  wszedł  Daniel  i  usiadł  przy
biurku.  Przechyliła  książkę,  żeby  móc  go  obserwować.  Patrzyła  jak  otwierał  zeszyt  i  nic  nie  pisał.
Siedział tak z dziesięć minut i nie napisał nic.

-Z  czym  masz  problem?- Zapytała  Weronika.  Ona  też  go  obserwowała.  Zabrała  mu  sprzed  oczu

zeszyt  i  zaczęła  czytać.  Odwróciła  stronę,  by  zobaczyć  co  robił  wcześniej.  Spojrzała  mu  w  oczy  i
zwróciła się do Julii.- Wyjdziesz na chwilę?

-Hm?- widząc uniesione brwi dyrektorki, powiedziała- A, tak.

Wstała  i  wyszła.  Usiadła  na  podłodze  po  turecku  i  czytała  dalej.  Tu  nie  będzie  rozpraszał  jej  żaden
chłopak.  Musiała  przyznać,  że  Daniel jej  się  podoba. Teraz  przypomniała  sobie  jak  ją  pocałował.

background image

Najpierw ze złością, ale przede wszystkim ze złości… Nie był to jej pierwszy pocałunek, ale on zapadł
jej w pamięć. Wciąż czuła jego twarde  i nieustępliwe  wargi, jego język i dotyk na ręce. Nie  wiedziała
czemu,  jego  dotyk  tak  boli,  to  dziwne  uczucie,  jakby  przeszył  ją  prąd.  Ale  wtedy,  gdy  ją  całował  nie
czuła tego bólu. W ogóle nic nie czuła, oprócz jego ust. Przymknęła oczy, pragnąc by jeszcze raz ją
pocałował, by jej dotykał.

-Nie  śpij- Daniel  trącił  ją.  Gdy  zarumieniona,  otworzyła  szeroko  oczy,  zobaczył  w  nich  pragnienie.

Bezwiednie oblizała usta. Przykucnął obok niej i wziął za rękę. Przygotowany był na wstrząs, jaki czuł
za każdym razem, gdy ją  dotykał,  ale nie poczuł go.  Przez  parę sekund patrzyli na siebie, trzymając
się za ręce. Usłyszeli chrząknięcie i poderwali się szybko na nogi.

-Co tak długo?- zapytała Weronika
-Ja  chyba  przysnęłam- powiedziała  Julia.  Była  lekko zagubiona  we  własnych  uczuciach, nie  lubiła

Daniela,  ale  podobał  się  jej  i  chciała  by  ją  całował.  Ponownie  weszła  do  gabinetu  i  usiadła. W
gabinecie  panowała  cisza,  Daniel  i  Weronika  coś  pisali  a  Julia  czytała.  Co  jakiś  czas  za  drzwiami
rozlegały się kroki, ale nikt nie wszedł do środka.

-Skąd do diabła mam wiedzieć ile wynosi Pi do sześciu miejsc po przecinku? Przecież tego nikt nie

wie- wymamrotał Daniel

-Ja też nie wiem.- powiedziała dyrektorka- Poszukaj w książce, powinno gdzieś być
-3,141592- odpowiedziała Julia, czytając dalej.
-Rzeczywiście- powiedział Daniel- A dalej wiesz?
-Do dziesiątego miejsca. A co? 3,1415926535.
-Masz komputer zamiast mózgu?- Zapytał, zgryźliwie Daniel
-Dowcip roku, ha ha.
-Ile jest 261 do kwadratu?- Zapytała Weronika
-68121. Coś jeszcze?- Odparła Julia. W tym momencie otworzyły się drzwi i do środka zajrzał woźny.
-W piwnicy pękła rura i zalewa ją. Trzeba zakręcić główny zawór.
-Już idę.- Powiedziała. Spojrzała na nich i rzuciła- Nie zabijcie się. Niedługo wrócę.
-Czy  ty  nie  masz  innych  ubrań,  w  których  nie  wyglądałabyś  jak  modelka?- zapytał  z  ironią.  Julia

spojrzała na swój dres i odpowiedziała

-O co ci chodzi? Ubieram się tak jak lubię.
-Wczoraj  miałaś  szpilki,  dziś  rano  inne,  a  teraz  tenisówki…  Ile  ty  masz  tych  ubrań?- Zapytał.  A

przede wszystkim dlaczego tak seksownie w nich wyglądasz?

-A  ty  chodzisz  cały  czas  w  tym  samym?  Lubię  różnorodność  w  ubraniach,  ale  mundurki  to

ograniczają- Powiedziała ze złością. Wstała i zaczęła chodzić po pokoju. Jak on w ogóle mógł mi się
spodobać?- Pytała w myślach, kłóci się ze mną o byle co, dokucza. I poucza w sprawach mody.- Nie
lubię nosić cały czas tego samego i będę ubierać się jak mi się podoba.

-Uważaj, bo kiedyś skręcisz sobie kark od noszenia zbyt wysoko głowy.- Ostrzegł ją. Stanął tuż obok

niej- Ubierasz się jak jakaś damulka i patrzysz na wszystkich z góry.

-Nie  wiem,  jak  to  się  stało,  że  kłócimy  się  o  moje  ubrania.  I  nie,  nie  na  wszystkich,  tylko  na  ciebie,

palancie.- Rzuciła wyzywająco. Ze złości złapał ją za ramię i syknął

-Już raz cię ostrzegałem- przyciągnął ją do siebie i pocałował.

Rozdział 7

Czekała  tylko  na  to,  by  poczuć  ponownie  jego  usta. Objął  jej  usta  gniewnym,  gwałtownym

pocałunkiem.  Odpychała  go,  lecz  on  bezlitośnie  nalegał,  rozchylając  językiem  jej  wilgotne  wargi.
Pozwoliła mu na to. Sprzeciwiała się jego sile, lecz zarazem dziwnie ją ona podniecała. Zarzuciła mu
ręce  na  szyję  i unosząc  się  na  palcach  przywarła do  niego,  odpowiadając na  jego  pocałunki.
Pocałunek sprawił, że kolana się pod nią ugięły, a ciało zadrżało z rozkoszy.

-Pragnę cię- wyszeptała pomiędzy pocałunkami
-Teraz, zaraz- szeptał. Dłonią objął jej szyję, później zsunął ją na pierś.- Serce bije ci jak oszalałe
-Tylko dzięki tobie- odszepnęła. Zanurzyła dłonie w jego włosach i zacisnęła lekko. Objął jej pośladki,

unosząc  ją  do  góry. W  ten  sposób  wyraźnie  poczuła  jego  erekcję. Zaplotła  nogi  wokół  jego  bioder  i
ocierała o jego ciało.

-Torturujesz mnie- wydyszał- rób tak dalej…

Przesunął  usta  na  jej  szyję,  więc  odchyliła  się  lekko  do  tyłu.  Obrysował  językiem  jej  ucho,  przygryzł
delikatnie. Wrócił do jej ust, tym razem delikatnie, muskał je. Zadrżała z rozkoszy. Językiem rozchylił
jej usta i powoli wsunął do środka.

-Możecie…- zaczęła dyrektorka, otwierając drzwi. Zaniemówiła na ich widok. Odsunęli się od siebie.

Gdyby  nie  była  odpowiedzialna  za  ich  zachowanie,  roześmiała  by  się. Mieli  tak  samo  zaskoczony
wyraz twarzy.- Mój Boże- pomyślała- gdybym nie weszła, pewnie kochaliby się na moim biurku. Julia

background image

rozplotła nogi i Daniel ją odstawił. Twarz Julii zrobiła się czerwona jak burak, z zażenowania zaczęła
się jąkać.

-Ja, my…
-Możecie już iść- Powiedziała zmęczona. Trzeba coś z tym zrobić- pomyślała.- Tylko co?

Po wyjściu z gabinetu Julia powiedziała

-Musimy porozmawiać.
-Tak,  o  tym.- odparł  Daniel  i  wciągnął  ją  do  pustej  klasy.  Przycisnął  ją  do  ściany  i  ponownie

pocałował.- I o tym- Zsunął rękę na jej tyłek i przyciągnął do siebie. Gdy otarła się o jego pobudzoną
męskość, oparł się o nią czołem.- Tak, o tym też.

-Pragniemy się- powiedziała rzeczowo.
-Kiedy?- Zapytał- A przede wszystkim gdzie?
-Och- odparła z drżeniem. Oparła głowę o jego klatkę piersiową.- Nie możemy
-Dlaczego?
-Niby gdzie?- Odpowiedziała pytaniem.- Przecież nie mamy sami pokoi. Nie mamy jak.

Rozdział 8

Gdy  Julia  szła  do  pokoju,  zadzwonił  jej  telefon.  Spojrzała  na  wyświetlacz,  uśmiechnęła  się,

odebrała i zaczęła schodzić na dół. Wyszła przed budynek i powiedziała

-Cześć Tomek.
-Hej śliczna.- usłyszała- Już wiem kiedy przyjedziemy na mecz.
-Kiedy?
-Tydzień po Nowym Roku. Może zostałabyś u ciotki dłużej?- zaproponował
-Nie  zostanę  i  wezmę  udział. Wpadłam  na  pewien  pomysł,  zrealizuję  go  przed  świętami  i nikt mnie

nie pozna

-Julka, jeśli chcesz utrzeć mu nosa w ten sposób- zaczął
-Nie o to chodzi. Po prostu chcę zagrać, a to są tylko mecze międzyszkolne.
-Nie myślisz logicznie- przerwał jej ze złością.- Pamiętasz co stało się dwa lata temu?
-Doskonale pamiętam- odpowiedziała i zadrżała na wspomnienie napaści. Mimowolnie potarła bliznę

na  żebrach- Wtedy  odbywały się międzynarodowe  zawody sportów ekstremalnych. Kamery  z całego
świata śledziły każdy mój krok.

-A co jeśli on przyjedzie na mecz? Jeśli jego syn przyjedzie?
-Syn Roberta nie żyje- odparła głucho- Zginął w wypadku samochodowym.
-Nie wiedziałem.- Powiedział i przymknął oczy- Ale to nie ty?- zapytał, gdy taka myśl pojawiła się w

jego głowie

-Nie!- Zawołała- Inaczej już dawno bym nie żyła.
-Ale, ale skąd ty to wiesz?
-Ciotka  włamała  się  do  danych  policyjnych.  Tydzień  później  nie  żył  sprawca.  Roberto  sprawnie

załatwił sprawę.

-Mój Boże- szepnął Tomek- Myślisz, że ci odpuścił?
-Nie- ponownie  zadrżała. Przypomniał  się  jej  sen. Spojrzała  na  drzwi,  które  się  właśnie  otworzyły.

Stał w nich Daniel. Uśmiechnęła się do niego promiennie i zobaczył ogniki w jej oczach- On nigdy nie
zrezygnuje. Muszę kończyć. Zobaczymy się niedługo.

-Ok,  pa.- Odpowiedział  Tomek  i  się  rozłączył.  W  tym  czasie podszedł  do  niej  Daniel.  Obrzucił

spojrzeniem jej sylwetkę, a Julia objęła go za szyję. Musnął jej usta w delikatnym pocałunku. Bawił się
jej  włosami  i  całował  coraz  goręcej.  Przygryzła  mu  łagodnie  wargę  i zaraz  w  delikatnej  pieszczocie
przejechała po niej językiem.

-Jak  ty  mnie  rozpalasz- szepnął.  Przesunął  dłońmi  wzdłuż  jej  boków,  do  piersi  i  z  powrotem  w  dół.

Trzymał je na jej biodrach, przyciągając ją jeszcze bardziej do siebie. Czuła jego erekcję i otarła się o
nią. Zadrżał w odpowiedzi.

-Weźcie zimny prysznic- powiedziała Weronika. Gdy odskoczyli od siebie, dodała- Osobno.

Rozdział 9

Karolina  postanowiła  odegrać  się    na  Julce,  która  właśnie  brała  prysznic.  Zakradła  się  do

łazienki i zabrała jej ubrania i ręczniki. Dzięki spływającej wodzie, Julia jej nie usłyszała. Wychodząc z
łazienki  napisała  sms’a  do  wszystkich  znajomych.  „Chodźcie  na  trzecie  piętro.  Nowa nago.”  Szybko
zaniosła ubrania do pokoju i wybiegła z powrotem na korytarz. Wbiegła do łazienki i zawołała do Julii:

-Szybko twój telefon dzwoni- I znowu wyszła z łazienki. Przed drzwiami stało już trzech chłopaków i

background image

niecierpliwie czekali.

-Kiedy ona wyjdzie?- Zapytał Bartek.
-Za chwile.

Tymczasem  Julia  wyszła spod  prysznica  i  zobaczyła,  że nie  ma  jej  ubrań.  Podejrzewała,  że

Karolina  zabrała  jej  ubrania  i  wymyśliła  ten  telefon.  Chociaż  z  drugiej  strony  mogła  zabrać  ubrania
dopiero jak przyszła powiedzieć o telefonie. To może być ważny telefon, ale przecież nie wyjdzie nago
z  łazienki.  Mógł  być  to  żart  i  za  drzwiami  może  stać  już  kilku  chłopaków.- Rozmyślała.  Mam
usprawiedliwienie  do  użycia  zaklęcia.  Wypowiedziała  zaklęcie  i  po  chwili  trzymała  w  rękach  duży,
puchaty  ręcznik.  Owinęła  się  nim  i  biorąc  głęboki  wdech,  otworzyła  drzwi.  Stało  za  nimi  z  piętnastu
chłopaków.  Czekali  zniecierpliwieni,  chcąc  zobaczyć  ją  nago.  Widząc  zawód  na  ich  twarzach,
powiedziała z uśmieszkiem

-Tym razem musi wystarczyć wam Playboy, którego na pewno gdzieś ukrywacie.

Przeszła  koło  nich  i  wyszła  zza  rogu  i wpadła  na  Daniela.  Przytrzymał  ją  za  ramiona,  by  nie  upadła,
jednocześnie przyglądając się jej sylwetce. Widząc jak woda spływa pomiędzy piersi, przełknął głośno
ślinę i szepnął

-Jak bardzo chciałbym się z tobą kochać- i przywarł do jej ust w gwałtownym pocałunku. Przyparł ją

do ściany i mocno przycisnął się do niej. Jego język wdarł się do jej ust, a ręka powędrowała wzdłuż
jej ciała. Cichy jęk, który wydostał się z jej gardła, zelektryzował jego ciało. Poczuła jego dłoń na udzie
i powoli przesuwał ją do góry po wewnętrznej stronie. Musnął delikatnie ją między nogami i zadrżała.

-Mój Boże- powiedziała zdegustowana Karolina- Macie zamiar się tu bzykać?
-Odwal się- warknął Daniel, odsuwając się od Julii.
-Natychmiast  do  swoich  pokoi.- Powiedziała  Weronika.  Karolina  uśmiechnęła  się, triumfując,  ale

mina natychmiast jej zbladła, gdy dodała- Karolina od jutra do kozy.

-Jak to? Co ja zrobiłam?
-No nie wiem, może ten sms „Chodźcie na trzecie piętro. Nowa nago”. Spodziewałam się tego.

Karolina zaczerwieniła się i poszła do pokoju. Weronika spojrzała na Daniela nadal trzymającego Julię
w objęciach. Uniosła brwi widząc Julię okrytą tylko ręcznikiem.- Zabrała ubranie?

-Tak- odparła. Zarumieniła się- Na szczęście miałam jeszcze jeden ręcznik.
-Jakie szczęście- mruknęła- A ty co tu robisz?- zapytała Daniela
-Czekałem  na  Julię,  chciałem  powiedzieć  jej  dobranoc.- Odpowiedział,  patrząc  na  Julię.

Zaczerwieniła się jeszcze bardziej.

-Już powiedziałeś, więc do pokoju.

Julia  patrzyła  jak  Daniel  i  Weronika  schodzą  po  schodach.  Przyłożyła  dłoń  do  serca,  biło

szybko  i  mocno.  Po  chwili  weszła  do  pokoju  i  całkowicie  ignorując  Karolinę,  przebrała  się  w  piżamę.
Położyła się do łóżka i czytała o dalszych przygodach Wolhny. Po chwili zmorzył ją sen.

Po  drugiej  w  nocy obudziła  się  przerażona.  Serce waliło  jej  szybko,  przełknęła  głośno  ślinę.

Uniosła  się  na  łóżku  i  zapaliła  światło,  chcąc  rozproszyć  ciemności.  Karolina  nadal  spała,  więc  nie
krzyczała przez sen. Co dziwne, nie pamiętała, co się jej śniło, a przecież zawsze pamiętała. No tak,
zawsze śnił się jej ten sam koszmar. Wiedząc, że i nie zaśnie, postanowiła pójść do kuchni po coś do
picia.  Schodząc  na  drugie  piętro,  zderzyła  się  z  Oliwerem.  Szedł  szybko  w  stronę  schodów  i  nie
spodziewał się tego, że wpadnie na kogoś o tej godzinie.

-Co się stało?- Zapytała szeptem
-Danielowi  znowu  coś  się  śni  i  nie  mogę  go  obudzić.- powiedział  lekko  wystraszony.- Idę  po

dyrektorkę.

-A  może  ja  go  obudzę?- zapytała  chcąc  pomóc.  I  poszła  w  stronę  pokoju  kuzynów.  Oli  doszedł  do

niej w chwili gdy otwierała drzwi

-To nic nie da, ja próbuję od dziesięciu minut

Gdy  weszła  do  pokoju  zobaczyła  Daniela,  który  strasznie  rzucał  się  po  łóżku.  Szybko  podeszła  do
łóżka  i  szarpnęła  Daniela  za  ramię. Nic.  Nachyliła  się  nad  jego  głową,  chcąc  obudzić  go
spoliczkowaniem ale okazało się,  że ma otwarte  oczy. Czuła  ból patrząc na  niego, gdy coraz głębiej
odpływał  w  krainę  koszmarów. Wiedziała,  co  musi  zrobić,  tylko  bała  się  reakcji  Oliego,  gdy  zobaczy
jak rzuca zaklęcie. Ale potrzebuje jego pomocy.

-Przytrzymaj go.
-Co chcesz zrobić?
-Zaufaj mi, pomogę mu.- odparła. Spojrzała na niego i dodała- Jak chcesz mu pomóc, to musisz mi

zaufać.
Gdy usiadł na Danielu, pochyliła się, opierając się o niego czołem i wypowiedziała zaklęcie

-Spokoju  ci  trzeba  i  spokój  ci  dam.  Spokój  przeleję  w  myśli  twoje.  Zły  sen  odejdzie  i  skończy  się,

zastąpi go słońce i sny radosne.
Już w trakcie wypowiadania zaklęcia Daniel się uspokoił. Oliwer zszedł z niego i spojrzał na Julię.

background image

Rozdział 10

-Co ty mu zrobiłaś?- zapytał. Odsunął się od niej i patrzył na nią jak

-Rzuciłam zaklęcie na spokojny sen.- Odpowiedziała cicho. Bała się spojrzeć mu prosto w oczy, bała

się co w nich zobaczy. W końcu odważyła się, uniosła głowę i spojrzała w oczy Oliwera. Zobaczyła w
niech strach i obrzydzenie.- Powinnam kazać ci wyjść zanim to zrobię.

-Kim ty jesteś?- zapytał zdegustowany
-Nie  wiem,  czarodziejką  chyba.  Nie  używam  złych  zaklęć.  Właściwie  to  w  ogóle  nie  powinnam

czarować, ale gdy widzę jak ktoś cierpi

-To co? Mówisz hokus pokus i po sprawie?
-Nie- odparła  szeptem.  Z  oczu  spłynęły  jej  łzy.- Nie  mów  mu  nic  o  tym- poprosiła,  patrząc  na

śpiącego Daniela

-A co niby miał bym powiedzieć?! Że jego dziewczyna jest czarownicą?- Zaczął chodzić po pokoju.-

A może wykasujesz mi pamięć, czy coś takiego? Wtedy na pewno nic bym mu nie powiedział

-Przestań.  Patrzysz  na  mnie  jak  na  kosmitę!- Wybuchła- Myślisz,  że  to  miłe?  Otrzymałam  dar,  nie

wiem  z  jakiego  powodu.  Chwilami  jest  to  przekleństwo,  właśnie  w  takich  chwilach,  gdy  przyjaciel
patrzy na ciebie jak na jakiegoś potwora.

-Nie mów mi co mam myśleć!- warknął- Nie jest łatwo uwierzyć w magię.
-Mnie  to  mówisz?- zapytała- Gdy  miałam  dwanaście  lat,  odkryłam  to.  Mogę  leczyć  i  umiem  rzucać

proste zaklęcia, przesuwać przedmioty. Nie wiem czy to dar, czy przekleństwo, ani dlaczego ja. Wiem
tylko, że to umiem.- Zatoczyła rękoma szeroki krąg i powiedziała- Niech tę noc rozjaśni zorza polarna
W pokoju rozbłysła zorza. Gdy zobaczyła minę Oliwera, natychmiast ją zgasiła. Siedział oszołomiony
na krawędzi łóżka- Przepraszam- szepnęła- Pójdę już

-Poczekaj- Powiedział, gdy doszła do drzwi- Czy ktoś wie co potrafisz?
-Tylko  dwie  osoby.  Ciotka  i  Tomek.- Roberto.  Zakołatało  jej.  On  może  wiedzieć.  O  Boże!  Tylko  nie

on- myślała przerażona.- Jeszcze ktoś może wiedzieć.- Dodała, przełykając głośno ślinę

-Tomek?- zapytał, unosząc brwi- Kto jeszcze?
-Kolega ze starej szkoły. Nie wiem czy mogę ci zaufać- wyrzuciła- opowiedzieć wszystko.
-Więc co chcesz  zrobić? Usunąć mi pamięć?
-Zrobiłam to tylko raz, więc daruj sobie. Mogłabym rzucić zaklęcie ochronne dla mnie. Musiałbyś się

zgodzić na nie.

-Co to, to nie.- roześmiał się gorzko- Nie pozwolę eksperymentować ci na sobie.
-To  nie  tak!- zawołała- To  zaklęcie  które  ochroni  mnie  przed…  Nie  to  nie tak.  Gdybyś  z  kimś

rozmawiał na mój temat i wymsknęło by ci się to, byłabym w niebezpieczeństwie. To zaklęcie dało by
mi pewność, że mnie nie zdradzisz.- A w razie czego, ostrzegło by mnie i miałabym czas, by zniknąć-
dodała w myślach

-Nie- odparł stanowczo- Nie pozwolę ci na to. A teraz wyjdź.

Gdy  wyszła,  potarł  czoło  w  zadumie.  Czarodziejka- pomyślał- też  coś.  Wstał  i  podszedł  do

łóżka Daniela. Spał spokojnie, jak dziecko.

Ze  spuszczoną  głową,  zrezygnowana,  szła  do  swojego  pokoju.  Postawa  Oliwera  zaskoczyła

ją.  Nie  dość,  że  na  pewno  dostanie  burę  od  ciotki,  to  jeszcze  będzie  musiała  opuścić  Akademie
Andersena.  I  Daniela,  którego  pokochała.  Chwila,  zaraz,  jakie  pokochała- pomyślała  spanikowana.
Zakochałam się w nim?- Pytała siebie. Gdy  dotarło to do niej,  zaczęła płakać. Weszła do łazienki na
swoim piętrze, usiadła na podłodze pod prysznicem i pozwoliła płynąć łzom. Podciągnęła nogi i oparła
na nich głowę. Dlaczego wszystko można uleczyć oprócz uczuć?- Rozpaczała- Złamana noga zrośnie
się, jeśli jest unieruchomiona, można przeszczepić serce, ale z uczuciami nic nie można zrobić. Gdy
już  kogoś  się  pokocha,  kocha  się  długo,  na  zawsze.  Rękaw  miała  przemoczony,  gardło  ją  bolało  od
szlochu. Po godzinie płaczu, skończyły się łzy. Wstała i spojrzała w lustro. Zobaczyła czerwone oczy i
nos,  blade,  mokre  policzki  i  pusty  wzrok.  Tak  patrzy  osoba,  która  cierpi.  Zaczynała  boleć  ją  głowa  i
czuła,  że  już  nigdy  nie  zaśnie.  Otarła  twarz  ręcznikiem  i  poszła  do  pokoju.  Zasnęła,  gdy  tylko  się
położyła. I natychmiast znalazła się w środku koszmaru.

Widziała  płonący  samochód  i potwora w  ludzkiej  skórze.  Był  to  wysoki,  ciemno  włosy

mężczyzna . Szedł ku niej, siedziała w gąszczu wysokiej trawy, ukryta przed nim.

- Ty  szczeniaku!  Gdzie  jesteś?- usłyszała  przerażający  głos.  Był  zimny  i  szyderczy,  jakby  nie  miał

żadnych  wyrzutów  sumienia.  A  przecież  widziała  jak  przed  chwilą  zabił  rodziców.  Widziała
wymierzoną  w  siebie  broń.  Czuła  potworny  ból głowy,  spływającą po  skroni  krew, jej  metaliczny
zapach.  A  przecież,  przypomniała  sobie,  nie  siedziałam  ukryta  w  trawie,  byłam  w  samochodzie.  I  co
najważniejsze,  nie  krwawiłam.  Zaraz  jednak  zobaczyła  podjeżdżający  samochód.  Chciała  krzyczeć,
żeby  uciekli  gdy  szyba  eksplodowała.  W  tym  samym  czasie  z  samochodu  wysiadła  jej  matka  i  ona.

background image

Jak  to możliwe,  że  widzi  samą  siebie?  Nagle  mama  upadła,  a  ona  biegła  dalej,  do  lasu.  Po  chwil
straciła  siebie  z  oczu.  Potwór  ruszył  za  nią.  Która  z  nich  to  ja?- zastanawiała  się- gdy  podszedł  do
drzew, zaczęła biec, przez pole. Potknęła się i upadła, straciła przytomność. W tym samym momencie
obudziła się. Ponownie była zlana potem, trzęsła się z zimna. Owijając się kołdrą, podciągnęła kolana
i oparła na nich głowę.- Co to było?- zastanawiała się.- Widziała właśnie śmierć czworga osób, swoich
rodziców i rodziców tej drugiej osoby. Tylko kto to był? Ja i ja? To przecież niemożliwe.- rozmyślała.
Gdy zadzwonił budzik, poskoczyła i krzyknęła wystraszona.

-Co?- usłyszała zaspany głoś Karoliny- Znowu koszmar?- zapytała unosząc się na łokciach
-Coś  takiego- odparła Julia.  Pośpiesznie  wstała  z  łóżka,  wzięła  mundurek,  ręczniki  i  wyszła  do

łazienki.  Puściła  gorącą  wodę  i  po  chwili  łazienka  zamieniła  się  w  saunę.  Stała  pod  gorącym
prysznicem,  chcąc  choć  trochę  się  rozgrzać.  Pocierała  energicznie  ramiona,  ale  nadal  trzęsła  się  z
zimna.

-Parzy!- krzyknęła Klaudia, zwracając uwagę Julii. Sięgnęła ręką, chcąc zakręcić jej wodę, gdy Julia

zawołała

-Nie.

Klaudia spojrzała na przyjaciółkę, zauważając, że ta trzęsie się z zimna.

-Moni!- zawołała. Monika szybko odeszła od lustra i stanęła obok Klaudii.- Biegnij po Weronkę, tylko

szybko.
Monika wybiegła  z łazienki. Julia ciągle się trzęsła, stojąc pod gorącą  wodą. Po paru minutach drzwi
otworzyły się i weszła Weronika z Moniką.

-Co się stało?- Zapytała patrząc na nagą Julię
-Ona jest lodowata- powiedziała Klaudia- a woda aż parzy.
-Moni  pilnuj  drzwi- powiedziała  i  podeszła  do  Julii.  Włożyła  rękę  po  prysznic,  chcąc  złapać  Julię  za

ramię.  Aż  syknęła,  gdy  poczuła temperaturę  wody.  Dotknęła  ramienia  dziewczyny  i  wyczuła  gęsią
skórkę. Zakręciła wodę i opatuliła Julię ręcznikiem.- Co się stało?- zapytała ją.  Julia spojrzała na  nią
otępiale, ale nie odpowiedziała. Tylko się patrzyła i drżała coraz bardziej.

-Przyniosłam  koce- powiedziała  Diana.  Monika,  biegnąc  na  dół  po  dyrektorkę,  wpadła  na  nią  i

powiedziała  co  się  stało.  Martwiła  się  o  koleżankę  i  szybko  przeszła  się  po  kilku  pokojach,  chcąc
zebrać koce, by ogrzać Julię.

-Daj- powiedziała Klaudia i wzięła koc. Okryła nim Julię. Weronika, nie doczekawszy się odpowiedzi,

potrząsnęła  ją  za  ramiona.  Julia  się  zachwiała  i  zemdlała. Dyrektorka  nie  zdążyła  jej  złapać  i  Julia
upadła na podłogę, uderzając się w głowę.

-Wezwijcie  pogotowie- powiedziała do  dziewczyn  i  kucnęła  przy  Julii.  Klaudia  już  dzwoniła,  szybko

podała dyspozytorce adres internatu i powiedziała,  że ktoś będzie czekał przed  drzwiami.- Diana  idź
do mojego gabinetu i powiedz pani Ralskiej, żeby powiadomiła jej ciotkę.
Diana szybko wyszła z łazienki. Na parterze skierowała się do sekretarki i powiadomiła o sytuacji. Gdy
ta  dzwoniła  do  Sary,  Diana  wyszła  przed  szkołę.  Wydeptywała  ścieżkę,  czekając  na  lekarzy.  Taką
zobaczył ją Oli, który właśnie szedł do klasy

-A ty nie idziesz na lekcję?- Zapytał
-Co?- zapytała nieprzytomnie.- Nie, nie idę.
-Czemu?- zapytał. W tej samej chwili na podjazd wjechała karetka. Wyskoczyło z niej dwóch lekarzy.
-Co się stało- zapytał jeden z nich.
-Koleżanka zemdlała. Na trzecim piętrze w łazience. Zaprowadzę was.
-Co się stało?- Zapytał Oli
-Nie teraz.- rzuciła i szybko weszła do szkoły. Za nią weszli lekarze z torbami. Oliwer szedł za nimi,

chcąc  dowiedzieć  się  co  się  stało.  Po  wejściu  lekarzy  do  łazienki,  zajrzał  do  niej.  Zobaczył
nieprzytomną Julię, obok niej klęczała Weronika i Klaudia. Była przykryta chyba pięcioma kocami.

-Co się stało?- Zapytał lekarz dyrektorkę
-Stała  pod  gorącym  prysznicem,  a  była  lodowata.  Zakręciłam wodę,  okryłam  ręcznikiem.-

relacjonowała- gdy potrząsnęłam nią, zemdlała.
Lekarz już kucał obok Julii, badał ją. Weronika spojrzała w stronę otwartych drzwi i zobaczyła Oliwera.
Podeszła do drzwi i powiedziała- Nie wchodź tu. Nie powinieneś być na lekcji?

-Co z nią?- zapytał
-Hipotermia.- odpowiedział lekarz.- Niech pani zamknie drzwi.

Gdy to zrobiła, ściągnęli z Julii koce i okryli folią termalną.

-Będziemy  musieli  porozmawiać  z  jej  współlokatorką.- dodał  drugi.  Gdy  Julia  była  odkryta,  wszyscy

zauważyli  bliznę  na  żebrach.  Podnosili  Julię,  by  położyć  ją  na  noszach,  gdy  do  łazienki  weszła
Karolina, wezwana przez dyrektorkę.

-O co chodzi?- zapytała
-Co brała wczoraj?- zapytał rzeczowo lekarz

background image

-W mojej szkole nie ma narkotyków!- zawołała Weronika
-A skąd mam wiedzieć?- zapytała arogancko- nie jestem jej niańką. Lepiej zapytajcie Daniela, może

razem coś biorą.

-Karolino, licz się ze słowami.
-A może jest w ciąży- ciągnęła dalej, nie zwracając uwagi na dyrektorkę.
-Dobra, zabieramy ją- powiedział drugi lekarz.- Zawiadomiła pani krewnych?
-Tak,  sekretarka  zadzwoniła  do  jej  ciotki.- odparła  rozzłoszczona.  Uwaga  o  narkotykach  ją

zdenerwowała,  ale Karolina  przesadziła.  Nie  dość,  że  musiała  zorganizować  pogadankę  o
bezpiecznym seksie, to jeszcze wymyślić jakąś karę dla Karoliny.

-Jeśli  to  przez  narkotyki,  to  czeka  panią  i  uczniów  przesłuchanie- powiedział  pierwszy  lekarz,

zapinając Julię na noszach. Na podłodze były ślady krwi z rany na głowie.

Rozdział 12

Weronika  postanowiła  jechać  z  Julią  w  karetce.  Zagoniła  uczniów  na  lekcję  i  wsiadła  do

karetki. Patrzyła na dziewczynę.

-Czy choruje na coś? Bierze jakieś leki?
-Nie, jej ciotka nic nie mówiła.- odparła zamyślona
-A okresowe badanie?
-Przyjęłam ją dopiero kilka dni temu, a badania już były. Teraz myślę, że powinnam zapytać o to jej

ciotkę. Ale niestety nie przyszło mi to do głowy.

Podjechali  właśnie  pod  szpital,  wyjęli  nosze  z  Julią  i  Weronika  wysiadła.  Szybko  weszli  na  izbę

przyjęć.    Od  pół  godziny  czekała  na  jakieś  wieści  od  lekarzy,  gdy  do  środka  wbiegła  Sara  Rękacz.
Zauważyła dyrektorkę i podeszła do niej.

-Co się stało?- zapytała zaniepokojona
-Nie  wiem,  naprawdę  nie  wiem- powiedziała  zdezorientowana- dziewczyny  mnie  zaalarmowały,  że

Julia stoi pod prysznicem i trzęsie się z zimna. Płynęła na nią gorąca woda. Gdy weszłam do łazienki,
zemdlała.

-Czy ratownicy coś mówili?
-Pytali o narkotyki, ale w mojej szkole nie ma żadnych prochów. Stwierdzili hipotermię.
Gdy rozmawiały, zaniepokojone o wydarzeniu, do poczekalni weszła pielęgniarka i  zapytała
-Krewni Julii Rękacz?

Sara wstała i podeszła do niej

-Tak, jestem jej ciotką. Co z nią?
-Zapadła w śpiączkę z powodu hipotermii.
-Ale jak to możliwe?
-Wykonujemy  teraz  różne  badania  krwi,  ale  możemy  stwierdzić  to  wcześniej.  Czy  Julia  jest  na  coś

chora? Przyjmuje jakieś leki?

-Nie  jest  na  nic  chora,  leków  żadnych  nie  przyjmuje.  Nigdy  wcześniej  nie  brała  żadnych  leków,

oprócz przeciwbólowych, albo na gorączkę.

-Ostatnio przyjmowała te?
-Nie, nic nie mówiła, że się źle czuję, a pani?- Zwróciła się do dyrektorki
-Nie, śniły jej się koszmary, ale nie skarżyła się na nic.
-No cóż, dalej nic nie wiemy.- powiedziała pielęgniarka i chciała odejść, gdy Sara zapytała
-Mogę do niej wejść?
-Jeszcze nie, niedługo przyjdzie ktoś po panią- odparła i odeszła. Gdy zniknęła za drzwiami, zapytała

Weronikę

-Mówiła co jej się śniło? Rozmawiała z kimś na ten temat?
-Nie- odparła. Podeszła do krzesła i zmęczona usiadła- Nie chcę być nie uprzejma, albo nietaktowna,

ale skąd Julia ma bliznę na żebrach?

Przed  oczami ukazał się  Roberto i Julia. Trzymał ją obok siebie, jak zakładniczkę, przystawiając jej

nóż do gardła. Stała przerażona i patrzyła jak na jej szyi pojawia się cienki strumyczek krwi. Zaczęła
spływać powoli po szyi  i wsiąkała w zielony T-Shirt. Szybko pojawiła się na niej plama. Julia osłabiła
aurę  Roberto,  chciała  doprowadzić  do  jego  omdlenia,  jednak  on  okazał  się  silniejszy.  Gdy  Julia
odsuwała się od niego, wbił jej nóż w klatkę piersiową. Teraz w okolicy żeber ma długą bliznę.

-Pani Rękacz?- Zapytała Weronika
-Tak? Przepraszam, zamyśliłam się
-Skąd Julka ma bliznę na żebrach?
-Kilka lat temu miałyśmy wypadek samochodowy. Kawałek szyby utkwił w jej ciele- wyjaśniła szybko.

background image

Po próbie zabójstwa, gdy Roberto nie został aresztowany, wymyśliły tą wersję dla zainteresowanych.
Sara włamała się do akt policyjnych i sfałszowała raport o wypadku.

-Proszę  pani,  co  Julką?- Koło  nich  pojawił  się  zaniepokojony  Oliwer. Obok  niego  stała  Klaudia.

Również martwiła się o Julię.

-Czy wy nie macie lekcji?- Zapytała Weronika
-Przepraszam, ale nie mógłbym się skupić na lekcjach, dopóki się nie dowiem co z Julią- Powiedział

Oli

-Ja też- dodała Klaudia
Weronika westchnęła głośno i  pomyślała,  że  zaraz  przyjdzie reszta uczniów.  Omdlenie Julki będzie

dla nich pretekstem, by nie pójść na lekcje, tylko na wagary.

-Julia  zapadła  w  śpiączkę- wyjaśniła  Sara.  Widziała  zmartwienie  na twarzy  dzieciaków.  W  oczach

Oliwera  dostrzegła  jednak  głębsze  zmartwienie  i  poczucie  winy.  Już  chciała  zapytać  go  o  to,  gdy
podeszła do nich pielęgniarka.

-Może  pani  do  niej  wejść- powiedziała.  Sara  wstała  i  ruszyła  za  nią.  Weszła  do  pokoju  i  zobaczyła

Julię podłączoną do respiratora.- Podajemy jej ogrzaną sól fizjologiczną, by ją ogrzać. Mamy nadzieję,
że niedługo będziemy mogli ją wybudzić.

-A wyniki tomografii?- zapytała z nadzieją.- Może wyjaśni jej śpiączkę.
-Tomografia nic nie wyjaśniła. Nie ma żadnych urazów, krwiaków, nic co wyjaśniało by jej stan.
-Więc jakim cudem doszło do takiego wychłodzenia organizmu?- zapytała odwracając się do niej.
-Nie  wiemy- odparła- Robimy  wszystkie  możliwe  badania,  szukamy  jakiejkolwiek  przyczyny.  I  nic.-

odparła i wyszła.

Sara usiadła przy łóżku i wzięła siostrzenicę za rękę. Ścisnęła ją mocno.
-Musisz się obudzić.- szeptała- Nie mogę stracić również ciebie.

Łza  spłynęła  jej  po  policzku.  Puściła  jej  dłoń  i  zaczęła  gładzić  po  głowie,  tak  jak  zawsze  po
koszmarze.- Chciałabym wiedzieć co się stało. Ogromnie żałuję, że nie mam mocy, jak ty. Może wtedy
bym wiedziała.
Siedziała  przy  niej  i  gładziła  po  włosach.  Ciszę  w  sali  przerywało  pikanie  respiratora.  Po  piętnastu
minutach do sali ponownie weszła pielęgniarka i powiedziała- Przepraszam, ale musi pani już wyjść

Skinęła głową, pochyliła się nad Julią, pocałowała ją w czoło i powiedziała do niej- Proszę cię, obudź

się.
Wyszła z sali i zobaczyła w poczekalni kilkunastu uczniów. Jeden przez drugiego pytali Weronikę, co z
Julią. Gdy Klaudia zauważyła Sarę, szybko podniosła się z krzesła, podeszła do niej i zapytała:

-Proszę pani, jak się czuje Julia?

Oczy wszystkich skierowały się na nią.

-Julia zapadła w śpiączkę z powodu hipotermii- wyjaśniła uczniom- Lekarze nie znają przyczyny. Nic

nie wiedzą- dodała gorzko- Czy wy może wiecie, co mogło się jej przydarzyć?

-Ja ją znalazłam w łazience- zaczęła Klaudia- Łazienka była cała w kłębach pary. Zastanawiałam się

jak długo ona tam stała. Już raz zastałam ją w takiej sytuacji

-Kiedy?- zapytała Weronika

-Następnego  dnia  po  jej  przyjeździe  do  szkoły.  Stała  pod  prysznicem  i  płakała.- Zerknęła

niespokojnie na Oliwera. Wiedziała, że to co powie zrani go. Myślała, że zakochał się w Julce, więc to,
że Daniel i Julia się całowali, może go zranić.

-Co się stało?- zapytała z niepokojem Sara.- Dlaczego płakała?
-Pokłóciła  się  z  Danielem  i  on  ją  pocałował.  Powiedziała,  że  zrobił  to  tylko  ze  złości…  To  ją  trochę

zabolało.

-Próbował ją zmusić do czegoś?- zapytała Sara.
-Ona  była  bardzo  chętna  do  całowania- rzuciła  Karolina  od  drzwi.  Wszyscy  spojrzeli  na  nią.- Co  z

księżniczką?

-Jest w śpiączce- rzucił ze złością Marcin- Jeśli przyszłaś tylko po to, to możesz już wyjść. Przecież

nawet jej nie lubisz.

-To wymówka, żeby nie być na lekcjach- powiedziała, wzruszając ramionami i wyszła.
-Mów dalej- zwróciła się do Klaudii- Czy Daniel próbował ją zgwałcić?
-Nie- wybuchną Oliwer i zerwał się z krzesła.- w nocy nic jej nie było.

Sara spojrzała na niego- Spotkałeś się z Julią w nocy?

-Nie- zaprzeczył.  Klaudia  spojrzała  na  niego  i  zobaczył  zawód  w  jej  oczach.  Zastanawiając  się  nad

jego  przyczyną,  dodał- wpadliśmy  na  siebie.  Ona  szła  do  kuchni  a  ja  do  łazienki.  Chwile
rozmawialiśmy i każde poszło w swoją stronę.

-A Daniel?- Zapytała Sara
-Jak wróciłem do pokoju, spał spokojnie jak dziecko. Kiedy wychodziłem z pokoju, nadal spał.
-Proszę  pani,  Saro- wtrąciła  Weronika- Daniel  jest  spokojnym  chłopakiem,  ale  kilka  razy  byłam

background image

świadkiem jak się kłócą, a po chwili obłapiają się. Jest wredny z charakteru i robi głupie dowcipy, ale
nikogo nie skrzywdziłby. Zaręczam za niego.

-Zapytałam co się stało- kontynuowała Klaudia- Nie zareagowała, więc podeszłam do niej. Chciałam

zakręcić  wodę,  zawołałam,  że  parzy.  Julia  powiedziała  nie. Miała  gęsią  skórkę,  trzęsła  się  z  zimna.
Kazałam Monice pobiec po dyrektorkę.- skinęła głową na przyjaciółkę- I to tyle. Weronika przyszła, a
Julia zemdlała.

-Sanitariusz pytał o narkotyki, przyszła Karolina i powiedziała
-Wszyscy wiedzą, że Karolina mówi same głupoty.- rzucił Marcin- Lubi siać zamęt i skłócać ludzi
-Co powiedziała?- Zapytała Sara
-Że Julia może być w ciąży.- odparła Klaudia

Rozdział 13

Po  oświadczeniu  Klaudii  w  poczekalni  zapadła  cisza.  Wszyscy  wątpili  w  tą  możliwość,

przecież  była  tam  tylko  kilka  dni.  A  objawy  ciąży  występują  po  jakimś czasie. Weronika  spojrzała  na
uczniów i powiedziała:

-Wracamy do szkoły.
-Chciałbym ją zobaczyć- powiedział Oli- Chociaż na chwilę
-My wszyscy chcemy- powiedział Marcin- Proszę pani, możemy?
-Nie- powiedziała twardo Weronika- Nie wpuszczą nikogo, oprócz rodziny. Wychodzimy.
-Pani Saro, proszę.- Powiedziała Klaudia.
-Zapytam  pielęgniarkę- powiedziała  tylko  i  podeszła  do  dyżurki.  Pochyliła  się  nad  kontuarem  i

zapytała- Czy mogą zobaczyć Julię?

-Nie  wpuszczamy  nikogo,  prócz  rodziny.  Julia  powinna  wypoczywać,  a  taka  ilość  osób  w  pokoju

może stworzyć zagrożenie dla jej życia. Któreś z nich mogłoby niechcący odłączyć respirator.

-Wiem o tym. Chcą ją tylko zobaczyć przez szybę. Nikt oprócz mnie nie będzie jej odwiedzał. Jestem

jej jedyną krewną.

-W takim razie zgoda. Zresztą i tak nie mogą tu przebywać.
Wyszła z dyżurki i podeszła do uczniów.
-Zobaczycie  Julię  tylko  przez  szybę- powiedziała  do  nich.  Zaprowadziła  ich  przed  salę.  Spojrzeli

przez okno i zobaczyli ją. Jeszcze niedawno widzieli ją roześmianą, zamyśloną, po prostu w ruchu, a
teraz leżała nie ruchomo, podłączona do jakiś urządzeń.  Policzki, które wcześniej pokrywał rumieniec,
teraz były blade.

-Czy Julia wyjdzie z tego?- Zapytała Klaudia, walcząc ze łzami. Oliwer chciał ją objąć, ale odsunęła

się od niego.

-Mamy nadzieję- odparła krótko pielęgniarka.- Musicie już pójść.
Wrócili do poczekalni, każde na swój sposób odczuwało tragedię Julii.
-Możemy  już  pójść?- zapytała  Weronika.  Gdy  skinęli  głowami,  zwróciła  się  do  Sary- Proszę

zadzwonić gdyby stan Julki się zmienił.

-Dobrze- odparła  Sara.  Po  chwili  wszyscy  wyszli  i  została  w  poczekalni  sama. Zamknęła  oczy  i

oparła  się  o  ścianę. Przez  całe  życie  była  sama.  Najpierw umarła  matka,  później  Eliza  i  Iwan.  Julia
trafiła  do  niej,  dziewiętnastoletniej  dziewczyny.  Była  zamknięta  w  sobie  i  zrozpaczona  śmiercią
rodziców.  Przez  trzy  miesiące  była  w  szoku,  mówiła  tylko  o  człowieku  który  wyszedł  z  ognia.  O
Roberto.  Od  tamtej  pory minęło  dziesięć  lat,  wiele  przeprowadzek,  zmian  nazwiska.  Dziesięć  lat,
ukrywania  się.  Teraz  Julia  jest  w  śpiączce,  zaledwie  kilka  dni  po  zmianie  szkoły.  Co  się  wydarzyło?-
pytała  samą  siebie.  Wiedziała,  że  Julia  często  używa  czarów.  Czy  zabawa  magią  doprowadziła
siostrzenicę  do  śpiączki?  Chciałaby  mieć  oparcie  w  kimś.  Żeby  nie  musiała  sama  przeżywać  tego
wszystkiego, tych dobrych chwil i tych złych. Wiedziała jednak, że nikomu nie może zaufać, bo może
sprowadzić na niego nieszczęście. Nie mogła tego zaryzykować.

Rozdział 14

-Milagros,  obudź  się.- Słyszała  głos  matki.  Otworzyła  oczy  i  zaraz  je  zmrużyła,  przed

oślepiającym  światłem.  Zobaczyła  ją,  stała  tuż  obok. Miała  łzy  w  oczach,  uśmiechnęła  się  drżącymi
wargami. Wyciągnęła dłoń i pogładziła po policzku. Z drugiej strony łóżka siedział tata.

-Milagros,  nie  chcemy  cię  tu.  Twój  czas  jeszcze  nie  nadszedł.- powiedział  Iwan.  Obszedł  łóżko  i

stanął przy Elizie.- Wracaj do Nory.

-Mamo, tato, nie odchodźcie.- powiedziała ze łzami.- Kocham was
-My ciebie też, myszko.- Powiedziała Eliza. Pochyliła się nad nią i delikatnie objęła. Poczuła chłód na

skórze, rodzice zaczęli się oddalać.- Musisz się obudzić.

background image

Po chwili oboje zniknęli i białe światło zaczęło gasnąć. Ogarnęła ją ciemność i pustka.

Gdy  następnym  razem  otworzyła  oczy  widziała  całą  swoją  rodzinę.  Roześmianego  ojca,

matkę  i  ciotkę  z  tortem.  Siedziała  na  ziemi  i  bawiła  się z  tatą.  Gdy  mama  postawiła  na  stole  tort  z
siedmioma świeczkami, wstała i podeszła.

-Pomyśl  życzenie  i  zdmuchnij- powiedziała  ciocia.  Wspomnienie  zaczęło  bladnąć  i  ponownie

pogrążyła się w ciemności.

Rozdział 15

-Klaudia, powiedz mi co się stało?- Zapytał Oliwer, gdy dojechali do szkoły.

-Niby co się stało? Julia jest w szpitalu- odparła
-Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi.- poszedł za nią do jej pokoju.
-Wyjdź- rozkazała.  Czuła,  że  mur,  którym  się  otoczyła,  zaczyna  się  kruszyć.  Nie  chciała  zrobić  z

siebie  idiotki,  zwłaszcza  przed  Oliwerem. Cholernym  Oliwerem,  w  którym  jest  zakochana  odkąd
pamięta. Zdradzieckie łzy popłynęły, odwróciła się od niego.

-Klaudia, proszę nie płacz.- Powiedział, chcąc ją objąć, pocieszyć. – Zrobię co tylko zechcesz.
-Więc wyjdź- Rzuciła. Ukryła twarz w dłoniach i odsunęła się od niego. Usiadła na łóżku i czekała, aż

wyjdzie.

-Serce mi się łamie, gdy widzę jak płaczesz- powiedział.- Pozwól sobie pomóc.

Ukucnął przed nią i chciał pogładzić ja po kolanie.

-Nie  dotykaj  mnie- zawołała  i  odskoczyła  od  niego.  Zaskoczony  jej  zachowaniem,  osunął  się  na

podłogę – Wiem co czuję i nic tego nie zmieni. Ale przecież mam oczy i widzę jak na nią patrzysz. Na
mnie nigdy tak nie patrzyłeś i mam tego dosyć. Dosyć rozumiesz?- Mówiła

-O kim ty mówisz?- Zapytał zdezorientowany
-O Julce!- Wykrzyknęła- Ledwo się pojawiła w szkole, ty z miejsca się w niej zakochałeś. Najgorsze

jest to,  że ja ją polubiłam. Nie będę mogła patrzeć na to. Ona  z Danielem. A ty? Zrozpaczony tym. I
znowu  przyjdziesz  do  mnie,  szukać  pocieszenia.  A  ja  już  nie  mogę  być  twoją  przyjaciółką.- Moje
serce- mówiąc to, dotknęła piersi- ono tego nie wytrzyma.

-Kocham cię- przerwał jej.
-A ty chcesz tylko przyjaźni. Kochasz ją.- Powiedziała jakby go nie usłyszała.- Co powiedziałeś?

Podszedł do niej i korzystając z jej konsternacji, pocałował ją.

-Kocham  cię- wyszeptał,  przerywając  pocałunek.    Jej  oczy  zrobiły  się  okrągłe  ze  zdumienia.  Objął

dłońmi jej twarz, spojrzał głęboko w oczy i powtórzył- Kocham cię

-Ja  ciebie  też  kocham- wyszeptała  i  ustała  na  palcach,  podając  mu  usta  do  pocałunku.  Musnął  jej

wargi  w delikatnym pocałunku, który szybko pogłębił. Rozchyliła  wargi i  wsunął  w  nie język. Od razu
wyszła  mu  naprzeciw  swoim,  był  to  długi  pocałunek.  Gdy  zabrakło  im  tchu,  odsunęli  się  odrobinę.
Ukryła  twarz  w  jego  piersi,  wdychając  jego  zapach.  Oskoczyli  od  siebie,  gdy  rozległ  się  dzwonek  na
lekcje.  Roześmiała  się  lekko  i  podeszła  do  drzwi.  Wyszli  z  pokoju  i  Klaudia  weszła  na  chwilę  do
łazienki. Szybko opłukała twarz zimną wodą i wyszła. Szli do klasy, trzymając się za ręce.

-Jak powiemy Danielowi o Julce?- Zapytała Klaudia
-Nie wiem, chyba prosto z mostu.- Odpowiedział. Dochodzili do klasy, gdy wyszła z niej Karolina
-Och, co ja widzę.- Zaczęła jadowicie. Widziała Daniela, który szedł za nimi i chciała mu dopiec. Im

wszystkim.- Jaki  słodki  widok,  szkoda,  że  Julka  tego  nie  widzi.  Bidulka  leży  w  śpiączce,  a  wy
zachowujecie się jak gołąbki.

-Co?- Zawołał Daniel- Julka jest w śpiączce?
-Cholera- rzucił Oli. Złapał go za rękę i odciągnął kawałek.- Chciałem powiedzieć ci to jakoś inaczej.
-Ale co się stało?
-Właściwie  to  nie  wiemy  dokładnie  co- powiedziała  Klaudia- Lekarze  stwierdzili  śpiączkę  z  powodu

hipotermii. Tylko nie mają pojęcia jak mogło dojść do takiego wychłodzenia organizmu.

-Jadę do szpitala- powiedział i skierował się do wyjścia.
-Poczekaj  chwilę- zawołał  za  nim  Oliwer.  Kiedy  Daniel  się  zatrzymał  i  odwrócił  dodał- My  przed

chwilą wróciliśmy stamtąd. Nie wpuszczają nikogo prócz rodziny.

-Nic mnie to nie obchodzi.- warknął- Muszę ją zobaczyć

Wyszedł  poza  teren  internatu  i  wezwał  taksówkę.  Czekając  na  nią  chodził  w  kółko.  Co  się

stało?- zastanawiał się. Przyjechała taksi, wsiadł do niej i rzucił

-Do szpitala.
Pogrążył się w myślach. Myślał nad sposobem minięcia dyżurujących pielęgniarek, bo dostać się do

pokoju  Julii.  Jeśli  go  nie  wpuszczą,  chciałby  chociaż  ją  zobaczyć.  Dojechał  do  szpitala,  zapłacił  i

background image

wszedł do środka. W poczekalni zobaczył ciotkę Julki. Podszedł szybko do niej i zobaczył, że płacze.

-Proszę pani, co z Julią?- Zapytał zaniepokojony
-Daniel- powiedziała,  gdy  jej  oczy  spoczęły  na  jego  twarzy. Otarła  policzki- Ciągle  w  tym  samym

stanie. Co tu robisz?

-Przyjechałem  od  razu,  gdy  się  dowiedziałem.  Proszę  mnie  nie  odsyłać  do  szkoły.  Chcę  być  przy

niej.

-Po  pierwsze  nie  wiadomo,  jak  długo  potrwa  ta  śpiączka.  Lekarze  nie  znają  przyczyny.  Po drugie

rodzice  płacą  za  twoją  edukację,  więc  musisz  wrócić.  Będę  informować  dyrektorkę  o  stanie  jej
zdrowia, a ona przekaże wam to.

-Chcę  zostać- wziął  ją  za  ręce.  Spojrzał  w  jej  oczy,  chcąc  ją  przekonać- Pani  kocha  ją  przez  całe

życie, ja zakochałem się w niej jak ją tylko zobaczyłem. Zakochałem się w niej- powtórzył

-Daniel- westchnęła przekonana- zadzwoń do rodziców. Jak się zgodzą, możesz zostać.
-Proszę pani?- zagadnęła pielęgniarka- Może pani do niej wejść.
-Jakaś poprawa?- zapytała Sara wstając
-Niewielka, temperatura się podnosi. Podajemy jej ogrzaną sól fizjologiczną.

Weszła do sali, usiadła na łóżku i powiedziała, biorąc Julię za rękę

-Przyszedł  Daniel- zaczęła,  gładząc  ją  po  dłoni- chce  zostać.  Nie  wiem  czy  mogę  go  wpuścić.

Powiedział, że się w tobie zakochał. Chcesz go zobaczyć?- zapytała- Daj jakiś znak. Ściśnij mnie za
rękę, cokolwiek.- przerwała na chwilę, czekała. Gdy nic nie nastąpiło, mówiła dalej- Chciałabym mieć
dar, zajrzeć w twoje myśli. Dowiedzieć co się stało. Kochanie, wróć do mnie.

Pocałowała  ją  w  czoło  i  wyszła.  Oparła  się  o  drzwi,  biorąc głęboki  oddech.  Wróciła  do  poczekalni  i

powiedziała do Daniela

-Wejdź do niej na chwilę.
Szybko  przeszedł  przez  korytarz.  Staną  przy  drzwiach  i  zajrzał.  Leżała  blada,  podłączona  do  jakiś

urządzeń. Wszedł do środka. Usiadł przy łóżku, wziął za rękę. Podniósł do ust i powiedział

-Nawet teraz jesteś piękna. Kocham cię. Proszę, obudź się.

Wiedziała,  ze  była  u  niej  ciocia,  słyszała  co  mówi.  Tylko  dlaczego  nikt  mnie  nie  słyszy?-

myślała. Przecież głośno krzyczę. Gdy usłyszała, że przyszedł Daniel, serce zabiło jej radośnie. Ja też
go kocham- odpowiedziała jej. Niech przyjdzie, szybko. Och w końcu jesteś- krzyknęła, gdy usłyszała
jego  głos.  Jej  serce  zaczęło  bić  szybko,  usłyszała  jakieś pikanie.-Kocham  cię,  kocham,  kocham-
powtarzała- chociaż ty mnie usłysz. Dlaczego nie słyszysz jak mówię? Proszę, Daniel. Zaczęła płakać.
Czuła mokre policzki, chciała unieść dłoń, ale nie mogła.- Co się dzieje?

-Julia, proszę obudź się- Mówił. Nagle urządzenia zaczęły pikać. Wszystkie naraz. Szybko wyszedł i

zawołał pielęgniarkę. Wrócił do sali  i  zobaczył łzy  na twarzy Julii.- Jeśli słyszysz  mnie to ściśnij moją
dłoń- powiedział,  ponownie  biorąc  jej  dłoń.  Patrzył  z  napięciem  na  ekrany- No  dalej,  zrób  to.-
zachęcał- wiem, że potrafisz.

-Co tu robisz? Kto cię wpuścił?- Zapytała pielęgniarka
-Jej ciocia pozwoliła mi zobaczyć Julię- odparł. Nadal patrzył na wykresy- Zrób to.
-Wyjdź natychmiast- powiedziała

Nie! Krzyknęła Julia. Muszę uścisnąć mu dłoń. Wtedy zostanie
Poczuł na dłoni lekki uścisk.

-Uścisnęła mi dłoń- powiedział do pielęgniarki. Odwrócił wzrok od ekranu i spojrzał na nią- To EEG?-

zapytał wskazując na monitor- Pokazuje wykres fal mózgowych?

-Tak- Odpowiedziała. Podeszła do aparatury, chcąc sprawdzić czy nic się nie popsuło. Spojrzała na

chłopaka, wpatrującego się w Julię.- Dotykałeś czegoś?

-Nie- powiedział oburzony- wszedłem, wziąłem ją za rękę i zacząłem mówić do niej. Zaczęła płakać,

a urządzenia zaczęły pikać. Wszystkie naraz.

-Musisz  wyjść- powiedziała  pielęgniarka.  Widząc,  że  chce  zaprotestować,  uniosła  dłoń- Nawet  jej

ciotka  nie  siedzi  tu  cały  czas.  Wołamy  ją  co  pół  godziny  i  zostaje  dziesięć  minut.  A  za  chwile
zabieramy ją na tomografię.
Nie wychodź, Julia wołała w myślach, nie zostawiaj mnie. Proszę cię, zostań. Ścisnęła go mocniej za
rękę. Gdybym tylko mogła cię objąć, Danielu ja też cię kocham. Słyszysz mnie?

Wchodzili  do  niej  na  zmianę,  był  wdzięczny  Sarze,  za  to.  Niestety,  Julia  nie  zareagowała

więcej na jego obecność. Mimo to mówił do niej, trzymając ją za rękę. Minęły już dwa dni, odkąd Julia
trafiła do szpitala, widział w oczach lekarzy, że jej szanse na wyzdrowienie maleją z każdym dniem.

-Nie  poddawaj  się.  Wiem,  że  dasz  radę- powiedział.  Cmoknął  ją  w  czoło  i  wyszedł.  Powolnym

krokiem wszedł do poczekalni i usiadł koło Sary.

-Powinieneś wrócić do szkoły- powiedziała Sara.- Porządnie się wyspać.

background image

-Proszę pani, nie mogę- odpowiedział i spojrzał na nią- nie chcę się stąd ruszyć, dopóki Julia się nie

obudzi. Dopóki nie będę wiedział, czy z nią wszystko dobrze.

-Daniel, martwię się o ciebie- wzięła go za rękę- pojedź do internatu i wróć jutro.

Chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu telefon. Sara spojrzała na wyświetlacz, odeszła parę kroków i
odebrała

-Tak?
-Dzień  dobry,  pani.  Powiem  prosto  z  mostu,  martwię  się  o  Julię.- usłyszała- Od  kilku  dni  mam  złe

przeczucia,  próbowałem  dzwonić  do  niej,  ale  wyłączyła  telefon.  Chciałem  się  nawet  z  nią  połączyć
telepatycznie, ale nie mogę.

-Julia  jest  w  szpitalu.  Przepraszam,  że  wcześniej  nie  zadzwoniłam  do  ciebie,  ale  wyleciało  mi  to  z

głowy.

-W  szpitalu?  Jak  to?- Usłyszawszy  tą  wiadomość  Tomek  zbladł. -Ale  przecież  nic  nie  czuję…  Czy

ona?- nie mógł dokończyć pytania.

-Żyje, ale zapadła w śpiączkę- wyjaśniła mu- Lekarze stwierdzili hipotermię, ale nie wiedzą dlaczego.

Prawdę mówiąc nie wiedzą nawet jak ją wybudzić

-Musiała użyć jakiegoś zaklęcia. Tylko, że nie znam żadnego które wywołuję śpiączkę.- Stwierdził
-O  tym  nie  pomyślałam- powiedziała  do  telefonu.- To  by  wszystko  wyjaśniało- Ale  zarazem  to

wyjaśnienie było najgorsze z możliwych. Julka musiała użyć potężnego zaklęcia, a ani ona, ani Tomek
nie  znają takiego.  Aby Julia obudziła się  ze śpiączki,  musi poznać formułę zaklęcia. Ale jak mam się
tego dowiedzieć? Przecież sama nie mam żadnych zdolności… Tomek!- nagle ją olśniło. Przecież on
także jest czarownikiem.

-Ale co by wyjaśniało?- usłyszała głos Tomka
-Nie mogę wyjaśnić tego przez telefon, musisz przyjechać do szpitala. Zrobisz to?
-Dla Julii zrobię wszystko. Jutro będę- rozłączył się i wezwał taksówkę. Szybko spakował kilka rzeczy

i po kryjomu wyszedł z internatu.

-Proszę pani, coś się stało?- zapytał Daniel
-Nic- uśmiechnęła się- Pomyślałam tylko, że ktoś mógłby cię zmienić. Może twój kuzyn?
-Ale- zaczął
-Żadnych ale- przerwała mu- musisz wypocząć. To jak? Kto ma przyjechać za ciebie?
-Oli- powiedział z westchnieniem. Prawda, był zmęczony, ale nie chciał opuszczać Julii.
-Wypoczniesz trochę, zjesz coś porządnego i jutro przyjedziesz.

Rozdział 16

Niedługo  po  wyjeździe  Daniela,  do  szpitala  przyjechał  Oliwer  z  Klaudią.  Powiadomiła

pielęgniarki i uprosiła u nich, by przyjaciele mogli odwiedzić Julię. Najpierw poszła Klaudia, następny
poszedł Oliwer. Uświadomiła sobie, że nie wie nawet jak Julka dowiedziała się o Tomku. Nigdy jej o to
nie zapytała. Julia bardzo szybko nawiązała przyjaźnie w Akademii .Trochę ją to martwiło, zwłaszcza
Daniel i jego stwierdzenie, że zakochał się w Julce. Jeśli Julia będzie musiała opuścić szkołę, będzie
musiała opuścić  także  jego.  A  raczej  kiedy,  nie  jeśli.  A  Julia  straciła  już  tak  wiele,  że  straty  Daniela
może nie znieść.

-Przepraszam, że pytam, ale czy Julia nie ma więcej krewnych?- zapytała nieśmiało Klaudia
-Niestety ma tylko mnie- powiedziała smutna Sara- Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, w

którym Julia została poważnie ranna.

-Dla pani z pewnością jest to trudne, to czekanie, niepewność.
-Tak, jest mi ciężko.- powiedziała- Cieszę się, że Julia ma takich przyjaciół.
-Oli opowiadał o tym jak Daniel trafił do jego rodziny. Miał niecałe siedem lat i był strasznie zamknięty

w sobie.

-Pewnie im obydwu było ciężko przyzwyczaić się do siebie. Ja miałam dwadzieścia lat, gdy cały mój

świat  się  zawalił.  Zmarła  moja  siostra,  a  nie  wiele  wcześniej  straciłyśmy  matkę. Gdyby  nie  Julia,  z
pewnością  bym  się  załamała.- Gdy  to  mówiła,  uświadomiła  sobie,  że  po  raz  pierwszy  mówi  prawdę.
Tak  trudno  jest  okłamywać  wszystkich  dookoła,  że  w  końcu  powiedziała  prawdę.  Czuła  się  jakby
zrzuciła  z  siebie  straszliwy  ciężar.  Kiedy  Oliwer  wyszedł  z  sali  i  usiadł  koło  Klaudii,  ta  odruchowo
oparła  się  o  niego  i  wzięła  za  rękę.  A  przecież  zauważyła  zachowanie  dziewczyny  tego  pierwszego
dnia. Widocznie musieli wyjaśnić sobie kilka spraw i to zrobili.

-On nie był zamknięty w sobie- powiedział- tylko niczego nie pamiętał. I tak zostało do dziś. Nikt nie

wie jak się nazywa, jak znalazł się w szpitalu.

-Nigdy o tym nie mówiłeś- szepnęła Klaudia. By go pocieszyć, pogłaskała go po dłoni. Odpowiedział

background image

lekkim uśmiechem.

-Ciocia miała dyżur w szpitalu, odwiedzała go codziennie. Ja też byłem u niego. Gdy nikt nie zgłosił

zaginięcia  i  nie  zgłosił  się  po  niego,  trafił  do  domu  dziecka.  Ciocia  strasznie  to  przeżyła,  długo
rozmawiała z wujkiem i w końcu go adoptowali. Wspólnie stworzyli mu życie od tego momentu.

-A jak ty się wtedy czułeś?- zapytała Klaudia
-Czasami  pominięty,  nie  chciany,  ale  byłem  dzieckiem.  Wkrótce  zaprzyjaźniliśmy  się.  Było  trudno,

Daniel ciągle pyskował, ale w końcu staliśmy się rodziną.

Rozdział 17

-Czy  ktoś  mnie  słyszy?  Gdzie  jest  Daniel?- wołała  Julia.- Usłyszała  otwierające  się  drzwi  i

serce zabiło jej radośnie.- W końcu jesteś. Kocham Cię. Proszę usłysz mnie. Daniel kocham cię.

-Cześć Julia. Tu Oli. Nawet nie wiem, czy mnie słyszysz- mówił. Przysiadł na krześle i patrzył na nią-

Wiele myślałem o tym, co widziałem i jestem pewny, że Daniel cię kocha. A to co zrobiłaś uświadomiło
mi, że ty też go kochasz. Musiałaś zrobić coś i wiedząc, że się odwrócę od ciebie, zrobiłaś to. Och, to
co mówię nie ma  żadnego sensu- oparł  głowę  o jej dłoń  i mówił dalej- Jestem ci  wdzięczny  za to co
zrobiłaś, ale nie jestem pewny czy chcę byś była z Danielem.

-Oli,  dlaczego  tak  mówisz?- zapytała,  płacząc.  Poruszyła  lekko  dłonią.  Odsunął  się  od  niej

gwałtownie i spojrzał na jej zapłakaną twarz.- Kocham go, nie rozumiesz tego?

-Wolę  zranić  cię,  niż  później  patrzeć  na  zranionego  Daniela.  Kocham  go  i  nie  chcę  by  cierpiał.  A

twoje czary na pewno go skrzywdzą. O ile już tego nie zrobiły, przecież mogłaś go zaczarować. Co ja
plotę,  przecież  nie  ma  czegoś  takiego  jak  magia.  Mam  nadzieję,  że  wyzdrowiejesz  i  odejdziesz.  To
tyle chciałem powiedzieć.

Wyszedł z sali i oparł się o ścianę. Muszę się uspokoić zanim wejdę do poczekalni. Weź się w garść.

Po chwili wszedł do poczekalni.

-Mamo! Tato! Chcę umrzeć!- Wołała Julia.
-Nie  możesz.  Jeszcze  nie  nadszedł  twój  czas- powiedziała  mama.  Stała  koło  łóżka,  łagodnie  się

uśmiechając.- Mili nie możesz odejść i zostawić Nory. Ona cię potrzebuje.

-Nie  chcę  żyć.  Nie  rozumiesz  tego?  Kocham  Daniela, zakochałam  się  w  nim  od  pierwszego

wejrzenia. On też mnie kocha, mówił mi to…

-Wiem  Milagros.  Słyszałam  to.- Eliza  uśmiechnęła  się  radośnie- Przypomina  mi  Ivana,  mojego

kochanego męża.- Widząc minę córki, dodała- Oczywiście nie z wyglądu, a z charakteru.

-Och, mamo…- wyszeptała Julia
-Widziałam  jak  się  całujecie,  cały  czas  obserwuję  ciebie  i  Norę.  A  Oliwer  niedługo  zmieni  zdanie.

Wracaj  do  Nory,  my  zawsze  będziemy  blisko- Po  chwili  Eliza  zniknęła.  Julia  poruszyła  ręką,  chciała,
żeby ktoś przyszedł.

-Oli co się stało?- Zapytała Klaudia. Widziała coś w jego wzroku, ale nie wiedziała co to było
-Nic złego- uspokoił ją.- Proszę pani, Julia poruszyła ręką. Wprawdzie lekko, ale jest jakaś nadzieja.

Rozdział 18

Sara  od  razu  poszła  powiadomić  o  tym  pielęgniarki.  Poszła  z  nimi  do  siostrzenicy.  Barbara,

jedna z pielęgniarek podeszła do aparatu EEG i sprawdziła wykres. Zobaczyła niewielką aktywność i
odwróciła się do Sary

-Proszę powiedzieć coś do niej.
-Julio, słoneczko moje- zaczęła- zrób coś, uściśnij moją dłoń. Daj znak, że wracasz do nas
-Proszę spojrzeć- powiedziała i wskazała na głowę Julii. Twarz miała zapłakaną, ale lekko poruszyła

głową.

-Doskonale  Julio.  Spróbuj  jeszcze  raz- wpatrywała  się  w  nią  z  napięciem.  Jeszcze  dwukrotnie

poruszyła  lekko  głową.  Na  jej  czole  pojawiły  się  kropelki  potu.-Tomek  niedługo  przyjedzie  i  mam
nadzieję, że ci pomoże

-Zostawmy ją samą, niech odpocznie- powiedziała Barbara

Tomek  wszedł  do  na  izbę  przyjęć.  Wyczuł  wiele  bólu,  słyszał  różne  myśli.  Słyszał

zrozpaczonego ojca, który w myślach prosi Boga o zdrowie dla córki. Widział starszą panią, płaczącą
bezgłośnie,  w  jej  sercu  czuł  ogromny  smutek.  Właśnie  pożegnała  ukochanego  męża,  z  którym  żyła
ponad 50 lat. Nie  umiał  wyciszyć całkowicie tych myśli innych osób i chyba nigdy mu się  to nie  uda.
Widział dwoje nastolatków, pogrążonych w myślach.

-Coś cię martwi?- zapytała dziewczyna- Oli?

background image

-Co?- zapytał nieprzytomnie chłopak- Po prostu myślę o Julii. Jest taka blada, a przecież minęło już

kilka dni i lekarze powinni coś wiedzieć

-W końcu poruszyła ręką.- Powiedziała.- Niedługo wyzdrowieje
-Mam  nadzieję- szepnął  chłopak.  Zamknął  oczy  i  oparł  głowę  o  ścianę.  Przeze  mnie  ona  płakała-

pomyślał
Tomek już chciał do nich podejść gdy usłyszał głos Sary

-Nie podchodź. Najpierw odeślę ich do internatu.

Skinął  nieznacznie  głową  i  usiadł  w  pobliżu  starszej  pani.  Sara  podeszła  do  Oliwera  i  Klaudii  i
powiedziała do nich

-Chyba już jest lepiej, poruszała lekko głową
-Więc niedługo się wybudzi?- Zapytała z nadzieją Klaudia
-Miejmy  nadzieję.- Przyznała  i  usiadła  obok  nich  na  krześle.- Coś  mi  mówi,  że  Daniel  niedługo

przyjedzie, więc możecie już jechać.

-Jest pani pewna?- Zapytał Oli
-Tak, zresztą i tak  zaraz  zabierają Julię na kolejną tomografię, co trochę potrwa.- Uśmiechnęła się,

gdy Oliwer objął Klaudię i razem skierowali się do wyjścia. Tomek podszedł do niej i zapytał

-Mogę już iść do niej?
-Tak,  wymyśliłam  tą  tomografię.- wzięła  go  za  rękę  i  dodała- dowiedz  się  co  się  stało.  I  mam

nadzieję, że jeśli użyła zaklęcia, będziesz umiał je cofnąć.

Wstał bez słowa i poszedł do sali,  w której leżała Julia. Gdy ją  zobaczył, pomyślał,  że pomylił sale.

Julia  była  blada,  leżała  nieruchomo.  Włosy  jakby  straciły  blask.  Podszedł  do  łóżka  i  wziął  jej  dłoń.
Zamknął  oczy  i w  skupieniu  zaczął  przywoływać  ją.  Spotkał  ją  w  miejscu,  w  którym  kończyła  się
ciemność. Oślepiające światło po chwili zblakło i zobaczył ją. Była smutna

-Co się stało?- zapytał podchodząc do niej
-Odchodzę stąd- odpowiedziała
-Nie możesz- złapał ją za rękę- ta brama jest zamknięta dla ciebie. Jakiego zaklęcia użyłaś?- zapytał
-Żadnego.- odparła i odsunęła się od niego. Szła w stronę światła
-Kłamiesz- stanęła i spojrzała na niego- I jeśli zrobisz jeszcze jeden krok to pójdę za tobą. Będziesz

umiała żyć z tym?

-Przecież już jestem martwa!- zawołała- Nie chcę i nie umiem wrócić. I nie chcę żyć w tej ciemności.
-Więc powiedz mi jakie zaklęcie rzuciłaś. Pomogę ci wrócić.
-Nie chcę wracać! Nie rozumiesz? Jeśli wrócę moje życie będzie puste. Śmieszne co? Zakochałam

się w kilka dni i teraz jego najlepszy przyjaciel czuje do mnie wstręt. Życzy mi jak najlepiej, ale mam
odejść. A wtedy moje życie straci sens.

-A Sara? Przecież jesteś sensem jej życia!
-Będzie  jej  lepiej  beze  mnie.  Przecież  wiesz ile  dla  mnie  poświęciła.  I  ile  jeszcze  będzie  musiała

poświęcić… A Daniel wkrótce zapomni o mnie.

-Czy ty jesteś idiotką? Co zrobiłaś, że on cię nienawidzi?
-To nie on, tylko Oli- zaszlochała- widział jak czaruję, a przecież zrobiłam to by ratować jego kuzyna.

A teraz brzydzi się mnie

-Może nie wie jak poradzić sobie z tym. Mógł nigdy nie wierzyć w żadną magię. Jakie zaklęcie?
-„Spokojny sen”
-Hmm, nie znam takiego- powiedział po chwili zastanowienia. Zmarszczył brwi i dodał- wymyśliłaś je?
-Nie. Kiedyś przeglądałam księgę mamy i je znalazłam. Było napisane jeszcze coś w innym języku,

nawet nie wiem w jakim, ale nie wiem co to znaczyło. Brzmi ono tak „Spokoju ci trzeba i spokój ci dam.
Spokój przeleję w myśli twoje. Zły sen odejdzie i skończy się, zastąpi go słońce i sny radosne”

-Nadal nic mi to nie mówi. Wrócę i zapytam się Sary, może ona coś będzie wiedziała.- odwrócił się i

zrobił parę kroków, gdy przypomniał sobie coś jeszcze- Nie idź nigdzie.

Otworzył oczy i trochę nieprzytomnie rozejrzał się po sali. Zawsze gdy odbywał taką podróż, chwilę

zajmował mu powrót do rzeczywistości. Gdy tak dochodził do siebie, do sali weszła Sara.

-I jak, udało ci się skontaktować się z Julią?
-Tak. Miała pani rację, użyła zaklęcia. Niestety nie znam go.- potarł twarz rękoma- Jest coś jeszcze,

jest w depresji.

-Jak to?
-Użyła  tego  zaklęcia  na  Danielu  i  Oliwer  był  tego  świadkiem.  Uratowała  go,  a  teraz  Oli  chce,  żeby

odeszła…

-Ma umrzeć?- zapytała- Oli życzy jej śmierci?

-Nie, nie- zaprzeczył gwałtownie- Opuścić szkołę.
-Jakie to zaklęcie?
-„Spokojny sen”

background image

-Znam takie dwa. Jedno jest nieszkodliwe, Eliza czasami używała go na mamie, gdy chciała wyjść na

dyskotekę. Mama zasypiała, a ona szła się bawić- uśmiechnęła się na myśl o czasach młodości.

-A to drugie?- zapytał Tomek
-Jest bardzo szkodliwe, właściwie działa rykoszetem na osobę, która go użyła.
-Bingo- rzucił- Czy nie szło tak? „Spokoju ci trzeba i spokój ci dam. Spokój przeleję w myśli twoje. Zły

sen odejdzie i skończy się, zastąpi go słońce i sny radosne”? Z jakiejś księgi?

-Tak- Sara pobladła na samą myśl, że Julia je użyła- Wraz z ostrzeżeniem po irlandzku, że powinny

rzucać je dwie osoby.

-Więc ten koszmar, który śnił się Danielowi, przyśnił się później Julii?
-Dokładnie nie wiem, ale to na pewno było napisane.
-A ta księga gdzie jest?
-W  moim  mieszkaniu.- Odparła- Będziesz  musiał  ją  wyczarować- powiedziała  sięgając  do  torby  po

notes

-Jak?  Nigdy  jej  nie  widziałem,  a  poza  tym  księgi  przekazywane  z  pokolenia  na  pokolenie  mają

własne zaklęcia przywoławcze

-Dodatkowo  potrzebna  Ci  będzie  krew  osoby  z  tej  rodziny.  Nie  wiem  czy  moja  krew  wystarczy,  ale

musimy spróbować-mówiła, rysując.- Jeśli nie poskutkuje użyjemy krwi Julki.
Podała  mu  kartkę  na  której  narysowała  prostą  księgę, z  węzłem  celtyckim  i  napisem  Mirra.  Pod
rysunkiem napisała „Mirro  przybądź  do mnie,  Milagros potrzebuje cię, uratuj swoją krew, bo  twój ród
zginie.” Gdy on czytał  zaklęcie,  wyjęła scyzoryk i  nakłuła palec. Ścisnęła go,  żeby  pojawiła się krew.
Podała mu nożyk i powiedziała

-Zrób  to  samo.  Później  połóż  kartkę  na  podłodze,  rysunkiem  do  góry.  Upuść  na  nią  swoją  krew  i

wymów zaklęcie. Potem ja upuszczę swoją. Gotowy?

Zamiast odpowiedzieć, położył kartkę. Ścisnął palec i gdy kropla krwi upadła na papier powiedział
-„Mirro przybądź do mnie, Milagros potrzebuje cię, uratuj swoją krew, bo twój ród zginie.”

Gdy krew Sary także spadła, usłyszeli syk. Po chwili  kartka znikła i pojawiła się księga.  Sara szybko
schyliła  się  po  nią  i  przesunęła  zakrwawionym  palcem  po węźle  celtyckim.  Zalśnił  i  księga  się
otworzyła.  Podniosła  ją  i  zaczęła  szukać  zaklęcia.  Gdy  znalazła  odpowiednią  stronę,  zaczęła  czytać
na głos

„Gdy dręczą Cię koszmary, albo pragniesz miłych snów, użyj tego zaklęcia. Brzmi ono tak, „Spokoju

Ci trzeba i spokój Ci dam. Spokój przeleję  w myśli Twoje. Zły sen  odejdzie  i skończy się,  zastąpi go
słońce i sny radosne”. Lecz pamiętaj, zaklęcie te nie jest tarczą, która uchroni Cię przed koszmarem,
bowiem  uderzy  w  Ciebie.  Nie  czaruj  sama,  ponieważ  jedna  czarownica  to  za  mało.  Jeśli  jednak
popełnisz  błąd  i  sama  rzucisz  czar,  zapadniesz  w  sen  głęboki.  Cofnąć  go  będzie  trudno,  bo druga
wiedźma odbędzie podróż za Tobą i popchnie Cię i stracisz życie. Musisz zaufać jej i powierzyć swoje
życie. Niech odwiedzi Cię we śnie i powie „Światło zniknie, ciemność też, wrócisz do świata, w którym
żyjesz. Nim ten dzień upłynie sen głęboki przeminie”.

-Niezłe- powiedział Tomek- A Julia nie chce wracać.
-Nie musi chcieć. Wystarczy, że wypowiesz zaklęcie.
-Saro, a jeśli Julia przeszła?
-Nie- rzuciła  gniewnie.- Nie  mogę  nawet  tak  myśleć.  Już  z  nią  lepiej, rusza  głową,  rękami.  Bez

pomocy magii nie obudzi się ze śpiączki, spowodowanej magią.

-W porządku- spojrzał na pogrążoną we śnie Julię- wracam tam.
Ponownie  złapał  ją za  dłoń  i  zaczął  pogrążać  się  w  myśli  przyjaciółki.  Szedł  do  światła,  tam  gdzie

opuścił ją.

-Jednak wróciłeś- powiedziała zmęczona
-Tak, dla Ciebie poszedłbym do piekła.- Odparł
-Chciałabym  się  jeszcze  pożegnać  z  rodzicami- rzuciła  i  wskazała  na  cienie  na  świetle.  Szli  ku  nim

Eliza i Iwan, zdecydowani.

-Córeczko- powiedział  Iwan- Czekają  cię  ciężkie  chwile,  ale  pamiętaj,  że  zawsze  jesteśmy  z  Tobą-

Objął córkę i spojrzał na Tomka- Opiekuj się nią i zabierz stąd.
Skinął tylko głową, Eliza także objęła Julię i szepnęła coś na ucho. Iwan spojrzał na nią gniewnie, ale
nic nie powiedział.

-Gotowa?- Zapytał  ją,  spojrzała  na  niego  ze  łzami  w  oczach  i  skinęła  głową.  Wziął  ją  za  rękę  i

powiedział- „Światło zniknie, ciemność też, wrócisz do świata, w którym żyjesz. Nim ten dzień upłynie
sen głęboki przeminie”.
Ledwo  wypowiedział  zaklęcie,  został  wyrzucony  z  jej  myśli.  To  było  tak  jakby  ktoś  wyłączył  film,  w
który  wpatrywałeś  się w  skupieniu.  Ocknął  się  w  sali  szpitalnej  Julii,  koło  niego  stała  zaniepokojona
Sara. – Chyba wszystko w porządku.
Odetchnęła  i  uśmiechnęła  się  z  wyraźną  ulgą- Czekała  na  mnie,  po  chwili  przyszli  Eliza  i  Iwan,

background image

pożegnali się i wypowiedziałem zaklęcie. Momentalnie wyrzuciło mnie z jej myśli.

-Mam  nadzieję,  że  wkrótce  się  obudzi  i  wszystko  będzie  dobrze.- wyprowadziła  go  do  poczekalni  i

wyjęła telefon.- Daniel? Tu Sara. Jak chcesz, możesz przyjechać.

-Zaraz będę. A jak się czuje Julia?
-Już z nią lepiej, częściej reaguje.
-To dobrze. Wzywam taksówkę i niedługo przyjadę.- powiedział i rozłączył się.
-Mamy jakieś pół godziny, zanim Daniel przyjedzie.
-Ja już pojadę. Niech pani da znać jak Julia się wybudzi ze śpiączki. Będę czekał.
-W takim razie do zobaczenia- powiedziała i uściskała go na pożegnanie. Gdy wyszedł z poczekalni,

usiadła i czekała. Podejrzewała, że Tomek poczeka na Daniela gdzieś przy wejściu, by zajrzeć mu w
myśli. Nie sądziła, że pojedzie do Akademii i rozmówi się z Oliwerem.

Rozdział 19

Gdy  przyjechał  do  Akademii,  pomyślał,  że  to  idealne  miejsce  dla  czarodziejek. Ogromny  i

romantyczny  budynek  oświetlały  promienie  zachodzącego  słońca.  Zastanawiał  się  czy  wejść  do
środka  jako  przyjaciel  Julii,  czy  jako  policjant.  Mógł  rzucić  zaklęcie,  dzięki  któremu  byłby  starszy,
spróbować porozmawiać z uczniami szkoły. W końcu wymyślił pretekst do wejścia. Spojrzał w lusterko
wsteczne  i  wypowiedział  zaklęcie.  Z  zadowoleniem  spoglądał  na  swoje  starsze  odbicie.  Wysiadł  z
samochodu i przeciągnął się lekko. Ruszył w kierunku drzwi, gdy one się otworzyły i wypadły przez nie
trzy roześmiane dziewczyny.

-Przepraszam którędy do gabinetu dyrektorki?
-Pierwszy korytarz po  lewej, drugie drzwi na prawo.- wyjaśniła jedna  z dziewczyn  i  zaraz  wszystkie

wybiegły na dwór. Nie wsłuchiwał się specjalnie w ich myśli. Poszedł według wskazówek uczennicy i
stanął pod drzwiami.

-Nie rozumiem dlaczego mam tu przychodzić?- Zapytała zaczepnie Karolina
-Ponieważ tak postanowiłam- odparła dyrektorka- Jak Julia wróci ze szpitala, też będzie przychodziła

tu.  Z  Danielem.- Mam  dość  twoich  wybryków  i  tego  aroganckiego  zachowania.  Nie  chcesz  mieć
współlokatorki? Musisz podać wyraźny powód,  a nie, że nie lubisz kogoś. Nie dajesz nikomu szansy
takim zachowaniem.
Karolina wpatrywała się w swoje paznokcie

-Może nie chcę mieć przyjaciół?
-Każdy chce mieć kogoś, na kim może bezwarunkowo porozmawiać. Wiesz jak to było z Danielem?-

Musiała pokręcić głową, bo nie usłyszał żadnej odpowiedzi.- Został adoptowany przez ciotkę Oliwera.
Na  początku  wszystkich  nieznosił,  aż  w  końcu  zaprzyjaźnił  się  z  Olim.  Jesteście  do  siebie  podobni.
Przemyśl to. Możesz wyjść.

W tym samym momencie zapukał do drzwi, a Karolina je otworzyła.
-Czy to gabinet dyrektorki?- Zapytał
-Tak, o co chodzi?- zapytała Weronika, podchodząc do drzwi
-Nazywam  się  Tomek  Orłoś  i  jestem  ze  szpitalnego laboratorium.  Badałem  krew  uczennicy  z  pani

szkoły

-Tak?
-Ona  nazywa  się  Julia  Rękacz  i  odkryłem  w  jej  krwi  coś  dziwnego.  Żadne  laboratorium  w  kraju  nie

umie określić co to jest. Podejrzewamy więc, że to jakiś nowy rodzaj narkotyków.

-W mojej szkole nie ma narkotyków- powiedziała Weronika ze złością
-Nie  twierdzę  tego.  Ale  może  Julia  przywiozła  coś  ze  sobą,  coś  co  niektórzy  określą  jako  zioła.

Chciałbym przejrzeć jej rzeczy, porozmawiać z przyjaciółmi. Może coś znajdę.

-Dobrze. Zaprowadzę pana do pokoju Julii- powiedziała i skierowała się do drzwi. W milczeniu weszli

po  schodach  na  trzecie  piętro.  Szybko  przejrzał  jej  rzeczy,  większość  przecież  pamiętał  z  Błękitnej
Róży, ale teraz dla zachowania pozorów…

-Gdzie trzyma kosmetyki?
-Chyba  w szafce  nocnej- odparła.  Otworzył  ją  i  zobaczył  kosmetyczkę.  Wyjął małe  pudełeczko  z

różowego plastiku. Nie miało żadnych nalepek, mówiących jakie to tabletki.

-To muszę zabrać ze sobą- oznajmił dyrektorce
-Może pan je otworzyć?- zapytała. Właśnie wyjmował woreczek z kieszeni, ale otworzył pudełeczko.

Zobaczyli kilkadziesiąt malutkich pigułek.- Nie musi pan ich zabierać. To są pigułki antykoncepcyjne.

-U siedemnastolatki?- Zapytał z niedowierzaniem.
-To się czasami zdarza, choć tego nie pochwalamy. Jednak niektórzy rodzice, wolą się asekurować i

zabezpieczają  tak  dzieci.  U  niektórych  chłopaków  znajdujemy  prezerwatywy,  no  i  u  kliku  dziewczyn
też.

background image

Odłożył pudełeczko z powrotem do kosmetyczki.
-Chciałbym teraz porozmawiać z jej przyjaciółmi.
-Wolałabym,  żeby  nie  wspominał  pan  o narkotykach.  Mógłby  pan  powiedzieć,  że  Julka  zaraziła  się

jakąś chorobą i szukacie jak do tego doszło.
Hmm, na to nie wpadłem- pomyślał

-Dobrze, ani słowa o narkotykach.

Wyprowadziła do z pokoju Julii i Karoliny, zaprowadziła do swojego gabinetu i powiedziała

-Będę ich przyprowadzała pojedynczo.

Najpierw weszła Monika, później dziewczyna ze szpitala, Klaudia i jakiś chłopak

-Witam. Jestem Tomek Orłoś- przedstawił się
-Marcin Kosecki.
-Czy Julia robiła coś dziwnego?
-W jakim sensie?
-Wychodziła gdzieś, rozmawiała z kimś?
-Tomek- rzucił nagle Marcin
-Tak?- zapytał
-Nie  pan.  Drugiego  dnia  ktoś  do  niej  zadzwonił,  a  ona  się  wystraszyła. Powiedziała,  że  ktoś

wcześniej  ją  straszył  przez  telefon.  Odebrałem,  a  gdy  usłyszała,  że  to  jakiś  Tomek,  wzięła  telefon  i
wyszła z nim porozmawiać.

-Dlaczego wcześniej nic nie powiedziałeś?
-Zupełnie wyleciało mi to z głowy.
-Dobrze możesz wyjść.

Po chwili do gabinetu wszedł Oliwer. No to jazda- pomyślał. Wstał i zamknął drzwi na klucz. Usiadł za
biurkiem  i  patrzył  na  zdumioną  twarz  Oliwera.  W  drodze  do  drzwi  cofnął  zaklęcie  i  teraz  był  znowu
młody.

-Podejrzewam, że o mnie słyszałeś od Julii.
-Przed chwilą był pan stary, a teraz jesteś moim rówieśnikiem- wyjąkał
-Jesteś zdumiony tym? To prosta sztuczka. Julka zna o wiele ciekawsze i lepsze czary. Ale przecież

ty nie wierzysz w czary, co nie?

-O co tu chodzi? To jakaś pieprzona ukryta kamera?
-Nie- zaprzeczył- zraniłeś moją siostrę.
-Podobno Julia nie ma żadnej rodziny.
-Fakt.  Poznałem  ją  trzy  miesiące  temu  i  przez  miesiąc  chodziliśmy  do  tej  samej  szkoły. Wiem  o  jej

czarach, a ona o moich.

-Więc jesteś czarodziejem?
-Nie. Jasnowidzem, potrafię też czytać  w myślach jak w otwartej książce. Dlatego  wiem,  że to ty ją

zraniłeś, słyszałem to w szpitalu

-To byłeś ty? Koło tej starszej pani?
-Tak.  W  moich  żyłach  płynie  magiczna  krew  i  w  Julii  też.  Pochodzimy  od  celtyckich  czarodziejów,

bądź czarnoksiężników. Zależy jaką wersję legendy usłyszysz.

-Jaka to legenda?- zapytał zaintrygowany
-W tej chwili jest to nieważne. Zraniłeś Julię. Tak bardzo, że chciała umrzeć… Chciała odejść z tego

świata. Dlaczego to zrobiłeś?- Zapytał wzburzony

-Julia  jest  wiedźmą.- odparł  tylko- gdy  wypowiedziała  zaklęcie,  Daniel  momentalnie  się  uspokoił.

Wystraszyłem się.

-Julia jest najlepszą osobą, którą znam. Prędzej skrzywdzi siebie niż kogoś.- Huknął Tomek i zaraz

rozległ  się  huk  pioruna.  Oliwer  podskoczył  nerwowo.- Nie  bój  się.  Naszą  pierwszą  i  najważniejszą
zasadą jest nikogo nie krzywdzić- zaśmiał się szyderczo. Oli wstał i podszedł do drzwi, chcąc wyjść.

-Nie masz prawa przetrzymywać mnie tu. Natychmiast mnie wypuść.
-Jeszcze nie.  Siadaj- warknął. Machnął ręką i krzesło przesunęło się  w stronę  Oliwera.- Powiem Ci

część  prawdy,  która  może  narazić  cię  na  niebezpieczeństwo.  Więc  lepiej  nikomu  nie  mów  o  tym.
Znałem  Julię  pod  innym  imieniem.  Gdy  pojawiła  się  w  mojej  szkole  od  razu  zacząłem  czytać  jej  w
myślach. To jest jak oddychanie, spotykam kogoś obcego i czytam. Julka od razu mnie zablokowała.
Miała  rację,  bo  musi  chronić  ciotkę.  Ja  nie  mam  nikogo,  żadnej  rodziny.  Nie  wiedziała  kim  jestem  i
rzuciła  we  mnie  piorunem.  Odbiłem  go  i  spaliło  się  drzewo.    Julka  szybko  się  przekonała,  że  jest
silniejsza  ode  mnie  i  zaproponowała  zawieszenie  broni.  Musiałem  się  zgodzić.  Szybko  się
zaprzyjaźniliśmy.

-Po co mi to opowiadasz?- Przerwał mu
-W  naszej  szkole  był  pewien  bydlak.  Wszystkim  dziewczynom  robił  nagie  zdjęcia  i  wrzucał  do

Internetu. Było widać na nim bliznę Julii.

background image

-Słyszałem, że miała wypadek samochodowy.
-Nie. Sara skłamała. Gdyby tę bliznę zobaczył Roberto, Julia i ja byśmy już nie żyli.
-Takie bajki możesz sprzedawać dzieciakom w Haloween, nie mnie.
-Możesz sprawdzić w Internecie, albo ci pokaże co się stało dwa lata temu, wybór należy do ciebie.

Roberto Perez jest seryjnym mordercą nieuchwytnym od ponad dziesięciu lat. Zamordował wielu ludzi,
w tym rodziców Julii i moich. Julia przeżyła jego atak już kilkakrotnie. Ostatnim razem, dwa lata temu
dzięki  magii,  uniknęła  śmierci.  Wiedz,  że  jeśli  spróbujesz  sprawdzić  to  w  Internecie,  dowiesz  się
wszystkiego, ale nie pożyjesz długo.

-Teraz mi grozisz?- prychnął
-Nie  ja.  Ja  cię  tylko  ostrzegam.  Roberto  jest  świetnym  hakerem,  jeśli  ktoś  wpisze  w  wyszukiwarce

jego  nazwisko,  nie pożyje  na  tyle  długo,  by  wykorzystać  te  informację.  Słyszałeś  o  X-trem  Sports
Olimpic? O napadzie na Amelię Kamelo?

-Coś tam słyszałem. Jaki to ma związek z Julką?
-Zaraz zobaczysz- powiedział tylko. Wziął z biurka zdjęcie w ramce i powiedział- „Niech na tym szkle

zalśnią tajemnice, odpowiedzi na niezadane pytania. Ukaż wydarzenia X-trem Sports Olimpic. Pokaż
jej historię”
Podał Oliwerowi ramkę, z którego zniknęło zdjęcie. Zamiast niego zobaczył wysokiego, muskularnego,
czarnowłosego mężczyznę i jakiegoś nastolatka.

-Gdy ja poznasz tatusiu, przekonasz się dlaczego tak szaleję za nią- powiedział chłopak
-Fernando, gdy byłem w twoim wieku też szalałem za mnóstwem dziewczyn.
-Ale  ona  jest  wyjątkowa.  Ma  szare  oczy,  a  chwilami  robią  się  srebrne.  Jakbyś w  księżycu  zobaczył

ogień.

-Ach tak?- zamyślił się na chwilę
-Panie i panowie, a teraz Amelia Kamelo. Jest jedną z trzech dziewczyn, które doszły do półfinałów.

Przywitajcie ją gromkimi brawami.

-To ona- szepnął chłopak
-Widzę- odpowiedział.  Dziewczyna  zaczęła  zjeżdżać. Wykonała  bezbłędnie  wszystkie  triki  i  idealnie

wjechała na rampę. Dostała najwyższe noty.

-Mamy naszą zwyciężczynie, a zostaje nią Amelia Kamelo.- Prowadzący podszedł do niej i w ramce

pojawiło się zbliżenie jej twarzy. To była twarz Julii.- Co masz do powiedzenia, mistrzyni?

-Jestem  taka  podekscytowana,  że  nie  wiem  co  powiedzieć!- Zawołała  do  mikrofonu- Czy  ja

naprawdę wygrałam?
Na  głośny  gwizd  wykrzyknęła  i  pomachała.  Lecz  nagle  zmienił  jej  się  wyraz  twarzy.  Zobaczył  w  jej
oczach strach, ten sam, który widział w nocy.
Po chwili scena się zmieniła, szła z telefonem przy uchu i mówiła ze łzami w oczach

-Ciociu, on tu jest. Boję się- nie usłyszał jednak, co odpowiedziała Sara- prędzej czy później bym go

poznała. Jest ojcem Fernanda.

-Amelia- wołał radośnie Fernando. Gdy zatrzymała się, podbiegł do niej i objął mocno.- gratuluję!
-Amelio, gratuluję- powiedział Roberto. Skuliła się lekko i odsunęła.
-Dziękuję. Przepraszam, że już uciekam, ale ciocia na mnie czeka. Musimy już wracać
-Nie chcesz zobaczyć mojego pokazu?
-Nawet  nie  wiesz  jak  bardzo  chcę,  ale  nie  mogę.  Przepraszam  Ferni- pochyliła  się  i  cmoknęła  go.

Gdy usłyszała, że go wywołują, szepnęła- Powodzenia
Zrobiła dwa kroki, gdy usłyszała

-Tato, odprowadzisz Amelię do samochodu?
-Z chęcią- podszedł do niej i wziął za rękę.- Tylko mrugnij a zabiję wszystkich w pobliżu.

Z  niechęcią  poszła  razem z  nim  na  parking. Wszyscy mijali  ich,  chcąc  zdążyć  na  kolejny  pokaz.  Nie
wiedział kiedy w jego ręce pojawił się nóż. Objął ją i przyłożył go jej do boku. Dla wszystkich wyglądali
jak ojciec z córką, nikt nie podejrzewał, że grozi jej niebezpieczeństwo.- Zaraz cię zabiję i zniknę stąd.
Obiecuję ci maleńka, niedługo będzie po wszystkim.
Widział  zamach,  ale  nóż  nie  sięgnął  celu. Chwiał  się  kilka  centymetrów  od  ciała  dziewczyny.  Miała
zamknięte  oczy,  jakby  czekała  na  cios.  Po  chwili  otworzyła  je  i  nasunęło  mu  się  porównanie  do
księżyca  i  ognia.  Tak  wyglądały  jej  oczy.  Widział  jakie  to  męczące  dla  nich  obojga,  ale  w  tej  chwili
nadbiegła  Sara  i  zawołała  ją,  co  zdekoncentrowało  dziewczynę.  Nóż  wbił  się  w  żebra,  nie  w  serce.
Amelia krzyknęła z bólu i upadła.  Roberto uciekł, gdyż jej krzyk usłyszało kilka osób.

Rozdział 20

-Czy  ja  to  naprawdę  widziałem?- Zapytał  oszołomiony  Oliwer.- To  było  jak  film  akcji,  ale

przecież nim  nie było. Dlaczego on to robi? Dlaczego chciał zabić niewinną dziewczynę?

background image

-Bo  była  świadkiem  innego  zabójstwa.  Bo  lubi  zabijać.  Pokazując  ci  to  naraziłem  cie  na

niebezpieczeństwo. Ale dla Julii zrobię wszystko.
Odebrał od niego ramkę i przelał ponownie energię.- Zobacz jeszcze to
Oliwer ponownie wziął od niego ramkę i zobaczył Julię. Wyglądała dokładnie tak samo jak pierwszego
dnia w Akademii. Chociaż nie, stała zapłakana w ciemności, naprzeciw silnemu światłu.

-Mamo! Tato! Chcę umrzeć!- Wołała Julia.
-Nie możesz. Jeszcze nie nadszedł twój czas- odpowiedziała kobieta łudząco podobna no niej. Stała

koło łóżka, łagodnie się uśmiechając.- Mili nie możesz odejść i zostawić Nory. Ona cię potrzebuje.

-Nie  chcę  żyć.  Nie  rozumiesz  tego?  Kocham  Daniela,  zakochałam  się  w  nim  od  pierwszego

wejrzenia. On też mnie kocha, mówił mi to…
Po chwili zobaczył Tomka i Julię, stali w miejscu, w którym kończyła się ciemność. Była smutna

-Co się stało?- zapytał podchodząc do niej
-Odchodzę stąd- odpowiedziała
-Nie możesz- złapał ją za rękę- ta brama jest zamknięta dla ciebie. Jakiego zaklęcia użyłaś?- zapytał
-Żadnego.- odparła i odsunęła się od niego. Szła w stronę światła
-Kłamiesz- stanęła i spojrzała na niego- I jeśli zrobisz jeszcze jeden krok to pójdę za tobą. Będziesz

umiała żyć z tym?

-Przecież już jestem martwa!- zawołała- Nie chcę i nie umiem wrócić. I nie chcę żyć w tej ciemności.
-Więc powiedz mi jakie zaklęcie rzuciłaś. Pomogę ci wrócić.
-Nie chcę wracać! Nie rozumiesz? Jeśli wrócę moje życie będzie puste. Śmieszne co? Zakochałam

się w kilka dni i teraz jego najlepszy przyjaciel czuje do mnie wstręt. Życzy mi jak najlepiej, ale mam
odejść. A wtedy moje życie straci sens.

-A Sara? Przecież jesteś sensem jej życia!
-Będzie  jej  lepiej  beze  mnie.  Przecież  wiesz  ile  dla  mnie  poświęciła.  I  ile  jeszcze  będzie  musiała

poświęcić… A Daniel wkrótce zapomni o mnie.

-Czy ty jesteś idiotką? Co zrobiłaś, że on cię nienawidzi?
-To nie on, tylko Oli- zaszlochała- widział jak czaruję, a przecież zrobiłam to by ratować jego kuzyna.

A teraz brzydzi się mnie.

I obrazy zniknęły. Pojawiło się zdjęcie dyrektorki.

-Jak mogłem to zobaczyć?
-Jakiej odpowiedzi oczekujesz? Mam wytłumaczyć ci na czym polega magia?
-Chcę wiedzieć jak weszłam w jej myśli?- wstał wzburzony i zaczął chodzić po gabinecie- Skąd mam

wiedzieć, że nie wyczarowałeś tego od tak sobie?

Zanim zdążył odpowiedzieć, zadzwonił jego telefon. Szybko wyjął go z kieszeni i odebrał
-Saro, co z nią?
-Obudziła się!- wykrzyknęła- Milagros obudziła się tylko dzięki tobie
-Saro, to najlepsza wiadomość, którą usłyszałem. Już myślałem, że zawiodłem.
-Nawet tak nie myśl- rzuciła i rozłączyła się. Postawił łokcie na biurku i oparł na nich głowę.
-Obudziła się- powiedział tylko
-Co za ulga.- Powiedział Oli.
-Gdybym dziś zawiódł, albo nie zadzwonił do Sary zaniepokojony, Julia by umarła.
-Ale dlaczego? Przecież rzuciła tylko zaklęcie.
-Właśnie  przez  nie  mogła  umrzeć.  Dwie  osoby  powinny  rzucać  ten  czar. A  gdyby  przeszła  przez

światło, gdy ja byłem w jej śnie, umarlibyśmy oboje.

-Nie rozumiem
-Bo jesteś zwykłym śmiertelnikiem, który nigdy nie zrozumie magii. Muszę wyjść- ponownie rzucił na

siebie zaklęcie postarzające i wyszedł z gabinetu.

background image