background image

Przeznaczenie – najpotężniejsza energia, jakiej można doświadczyć 

 
„ […] musiałem się poddać własnemu losowi, a to oznaczało, że nie mogę się dowiedzieć, 
na czym polega moje zadanie, dopóki nie będę do tego gotów”. (Carlos Castaneda „Dar 
Orła”)  
 
Rzadko, kto z nas ma ten wielki przywilej, żeby rozpoznać swoje Przeznaczenie. 
Dlaczego przywilej? Bo wydaje się, że takie rozpoznanie bardzo ułatwiłoby życie. Jeśli 
Przeznaczenie rozumiemy, jako Cel, znając go, „nie pozostałoby” nic innego jak wytrwale 
do niego dążyć. Nie jest to jednak takie łatwe. Sam, bowiem proces rozpoznania 
Przeznaczenia może być niezwykle trudny, skomplikowany i złożony. Stopień 
komplikacji zależy, co prawda tylko i wyłącznie od tego jak bardzo uparty i zawzięty w 
swoich postanowieniach i marzeniach jest ten, kogo Przeznaczenie dotyczy, jednak jego 
upartość i zawziętość może być przeszkodą trudną do pokonania.  
Wskazuje to równocześnie, że nasze postanowienia i marzenia mogą mieć albo bardzo 
niewiele wspólnego z Przeznaczeniem albo wręcz kompletnie się z nim rozmijać.  
Dlaczego?  
Nasze postanowienia i marzenia kształtowane są przez szereg czynników na które 
mamy niewielki wpływ – środowisko w jakim rodzimy się i dorastamy, rodzice i ich 
metody wychowawcze, nasza edukacja. To wszystko kształtuje nas w określony sposób, 
zanim zaczniemy zastanawiać się, kim tak NAPRAWDĘ jesteśmy. Kim jesteśmy w głębi 
swojej Istoty. Rozumiejąc to, zrozumiemy również, dlaczego na przykład nie 
satysfakcjonuje nas praca w renomowanej firmie, tzw. udane małżeństwo i grono 
znanych w świecie przyjaciół. Wymienione „składowe” mogą zadawalać, jeśli są zgodne 
z naszym wewnętrznym „ja”. Jeśli jednak nie są – nasza wewnętrzna Istota upomni się o 
swoje prawa; o prawa do zaistnienia na zewnątrz. Tłumiona i zduszona w świecie 
wewnętrznym tak długo będzie dobijała się o samorealizację, aż w końcu wszelkimi 
środkami i sposobami zaczniemy jej to umożliwiać. Zaczniemy zagłębiać się w siebie, 
słuchać swojego wewnętrznego głosu, poznawać siebie na nowo. Ten proces uruchamia 
się przeważnie, gdy nasza wewnętrzna Istota zamieniła się już w rozjuszone Zwierzę – 
kiedy daje o sobie znać w koszmarach sennych, w stanach znerwicowania, w lękach, w 
nagłych napadach gniewu i złości, które pojawiają się nie wiadomo skąd. W pracy w 
renomowanej firmie, może nagle przestać się nam układać z otoczeniem, niezależnie od 
tego ile wysiłku włożymy, żeby te stosunki były chociaż przyzwoite. Jeśli nasze 
wewnętrzne „ja” ma naprawdę dość wykonywanej pracy, to podświadomie będziemy 
manifestowali swoje zniechęcenie i znużenie otoczeniu. My sami możemy nie zdawać 
sobie z tego sprawy, ale inni zaczną stopniowo wychwytywać te niewerbalne, płynące 
od nas i jednocześnie niezależnie od nas sygnały. Nasza podświadomość zacznie 
zwyciężać, zagarniać dla siebie coraz większy obszar, aż w końcu staniemy się swoim 
własnym Cieniem – znerwicowani, przelęknieni, niepewni swoich reakcji.  
To ostatni skrajny etap, kiedy nasze prawdziwe „ja” daje znać o sobie. I wtedy trzeba już 
interweniować, czyli … ustąpić. Przyjrzeć się Cieniowi, zbadać jego źródło pochodzenia. 
Zapytać samego siebie, w czym rzecz, dlaczego nagle wszystko „się sypie”, choć 
teoretycznie wszystko do tej pory było wspaniale. Na zewnątrz dojście do takiego etapu 
może się objawić nagłą zmianą pracy (porzuceniem jej z dnia na dzień), zmianą 
otoczenia, najbliższego środowiska. Wiadomo jednak, że nie są to sprawy łatwe, nie 
dzieją się od razu, lecz nakręcają stopniowo, za to z żelazną konsekwencją. Czy 
konieczne są aż tak drastyczne posunięcia, żeby odnaleźć samego siebie? Myślę, że nie. 
Można oczywiście zawsze wybrać wariant pod hasłem „spędzę w znienawidzonej pracy 

background image

następne 20 – 30 lat, wytrwam do emerytury, odreagowywać będę w weekendy i w 
czasie wakacji” tylko, że ten wariant nie ma nic wspólnego z Przeznaczeniem, gdyż 
Przeznaczenie oznacza pełnię, Samorealizację w jednakowym natężeniu na Poziomie 
Zewnętrznym i Wewnętrznym. Oznacza współgranie, idealną, harmonijną współpracę 
naszych dwóch Światów.  
Jednak, jak wspomniałam, proces realizacji swojego Przeznaczenia, nie musi osiągnąć aż 
tak drastycznych form, jak na przykład gwałtowne porzucenie pracy.  
Jak rozpoznać, że nasze życie nie ma nic wspólnego z Przeznaczeniem? Realizując swoje 
pragnienia. Naprawdę - choć brzmi to niezwykle paradoksalnie.  
Najlepszą okazją do poznania samego siebie jest obserwowanie swoich reakcji na 
zrealizowane pragnienia.  
Załóżmy, że ktoś marzy o czymś intensywnie przez wiele lat. Intensywnie, oznacza, że 
dąży do realizacji swojego pragnienia na wszystkich możliwych poziomach. Wyobraża 
sobie, jak to będzie, gdy marzenie będzie już zrealizowane. Jakie okoliczności będą 
wtedy temu towarzyszyły, ile będzie miał lat, gdy „to” się stanie, z kim podzieli się swoją 
radością. A w tzw. „realu” ten ktoś będzie szukał wszelkich możliwych okazji, żeby 
zrealizować to swoje marzenie. Jeśli na przykład nasz marzyciel będzie architektem, o 
którym nikt nie słyszał, a który będzie chciał „zabłyszczeć” jakimś wyjątkowym 
projektem, to przystąpi do konkursu, w który wpisana będzie realizacja śmiałych, 
oryginalnych projektów.  
I niespodziewanie dla samego siebie wygra taki konkurs. Niespodziewanie, bo jego 
wizualizacje spełnionego pragnienia będą już tak silne, na tyle nim zawładną, że etap 
realizacji będzie w pewnym sensie jak niespodzianka, prezent od losu. I właściwie na 
tym mogłaby się zakończyć historia szczęśliwego architekta, gdyby nie… pewne niuanse.  
Znowu – mogłoby oczywiście być tak, że wraz ze spełnionym pragnieniem spełniło się 
też Przeznaczenie tego kogoś. Ale tak proste rozwiązania ;-) nie są tematem mojego 
artykułu.  
Jak rozpoznać, że spełnione marzenie nie ma jednak niestety nic wspólnego z 
Przeznaczeniem? Właśnie po reakcji na zrealizowane marzenie. Jeżeli po wygranym 
konkursie wszystko w życiu idzie „jak z płatka”, szczęśliwy architekt realizuje kolejne 
projekty nie zważając na brak snu i tym podobne, drobne niedogodności – wszystko jest 
w porządku. Możemy mówić o pełnej Harmonii, o tym, że ktoś naprawdę się realizuje.  
Inaczej jednak sprawa się przedstawia, kiedy zrealizowane pragnienie … odsłania 
pustkę. Kiedy naszą reakcją na – wydawałoby się – największe spełnienie – jest najpierw 
radość, która wyciska łzy z oczu, po czym następuje … wzruszenie ramion.  
Ciężko jest się przyznać samemu przed sobą, że „to nie było to”. Tutaj również 
rozpoznanie nie następuje od razu, ujawnia się stopniowo - w konfrontacji z otoczeniem, 
z bliższymi i – w tym wypadku nawet lepiej – z dalszymi – znajomymi - w obecności, 
których… zapominamy, że spełniło się nasze – rzekomo - wielkie marzenie. Powinniśmy 
skakać do góry, całować każdą napotkaną osobę… tymczasem… spotykamy – na 
przykład dawnego znajomego i zaczynamy wzajemnie relacjonować sobie najważniejsze 
wydarzenia. Pamiętamy, że pokłóciliśmy się tydzień temu z szefem w pracy, a 
„zapominamy” że spełniło się to, na co podobno tak wytrwale czekaliśmy. Przy okazji 
dostajemy ważny sygnał ze Świata Energii – skoro pamiętamy przykre incydenty i nie 
jesteśmy w stanie „wynagrodzić: ich sobie spełnionym marzeniem, to znaczy, że coś jest 
nie tak. Szczęśliwy, który zdoła to wyłapać ;-) Reszta musi poczekać na informację 
zwrotną od otoczenia ;-)  
Dzieje się, więc tak, że zrealizowane marzenie, które nie ma nic wspólnego z 
Przeznaczeniem, wtapia się w naszą codzienność. Zaczyna współtworzyć mechanizm 

background image

trybików pracującym w znanym od lat tempie. Informację, o tym, co zaistniało w naszym 
życiu, a było do tej pory tylko naszym Wielkim Snem (marzeniem w fazie projekcji) 
możemy przekazać znajomemu w taki sposób, jakbyśmy mówili „A wiesz byłam wczoraj 
w kinie na fajnym filmie”. Dopiero reakcja otoczenia: „Gratuluję, spełniło się twoje 
marzenie” może nam uświadomić, co się właściwie stało. Taka reakcja płynąca z 
zewnątrz, zatrzymuje na chwilę Świat, jest totalnym przebłyskiem świadomości, która 
nagle rozpaczliwie krzyczy – „A więc to nie jest to!”. Ten przebłysk naprawdę zatrzymuje 
Świat, jeśli marzyliśmy o czymś długo i intensywnie; i nagle pewnego dnia „spełniło się” 
jak gdyby nigdy nic, ot tak, od niechcenia. Ta lekkość mogłaby być uwieńczeniem 
naszych zamiarów, sama w sobie niczego ona nie determinuje, ale jeśli po pewnym 
czasie zapominamy o tym, co się wydarzyło, oznacza to, że ciągle jesteśmy w Drodze do 
Samego Siebie.  
Drogę do Samego Siebie może oczywiście odkryć Tarot. I w takiej chwili, kiedy jakby 
gonimy za własnym Cieniem, warto zagłębić się w Magię Kart i zapytać je o wytyczne.  
To może być punkt zwrotny w naszym życiu, ale niekoniecznie w takim znaczeniu, 
jakbyśmy chcieli ;-) Na pytanie o Cel, Przeznaczenie w życiu możemy otrzymać 
odpowiedź, która w pierwszym odruchu wyzwoli tylko gwałtowną, zamkniętą w dwóch 
słowach reakcję – „To niemożliwe!”  
Ale gdy kolejny przekaz ze Świata Energii potwierdzi tę samą przepowiednię nasz 
okrzyk z pewnością osłabnie ;-) Zastąpi go ciche, nieśmiałe – „Jak to? Przecież ja jestem 
tego niegodny/niegodna, nie nadaję się, nie umiem, nie potrafię, co inni powiedzą, 
przecież to oznacza, że muszę zmienić całe swoje życie” – a więc przede wszystkim 
zmienić siebie. Zmienić siebie od środka.  
I tutaj zaczyna się kolejny trudny proces.  
Jeszcze tylko ostatnia dygresja – w każdej chwili można odstąpić od „tematu”, 
poprzestać na tym, co jest i niczego nie zmieniać. Robić dobre wrażenie na otoczeniu i w 
zasadzie nic poza tym, bo w przypadku uchylenia się od wypełnienia swojego Losu, 
skazujemy się na kręcenie się w kółko i gryzienie własnego ogona. Z biegiem lat coraz 
bardziej bolesnego w skutkach, aż w końcu z ogona zostanie krwawy strzęp, bo 
autoagresja i autodestrukcja narastająca w nas z powodu świadomości dysharmonii 
między naszym światem wewnętrznym i zewnętrznym, spowoduje, że wyrosną nam 
naprawdę ostre kły – które skierujemy przeciwko sobie. To siebie będziemy próbowali 
podświadomie unicestwić, ukarać za to, że podporządkowaliśmy się okolicznościom 
zewnętrznym, które nie mają z nami nic wspólnego.  
Wracając do głównego wątku – dlaczego transformacja samego siebie jest tak trudna i 
dlaczego musi zacząć się do środka? Dlatego, że nic nam nie da sama zmiana świata 
zewnętrznego w momencie, gdy nie będziemy na nią gotowi. Możemy porzucić 
wszystko, co znaliśmy i wyruszyć w nieznane, ale dojdziemy dokładnie …donikąd, jeśli 
nie będzie w nas wewnętrznej gotowości do przyjęcia Przeznaczenia, jeśli pozostaną w 
nas stare nawyki mentalne, które wykształciły w nas takie, a nie inne postawy i reakcje. 
Jako „stary” człowiek nie możemy wejść w Nowe. Przede wszystkim tam nie trafimy - 
tak jak już wspomniałam. Zostaniemy ze swoją starą powłoką, ze starym „ja” w punkcie 
wyjścia, tylko, że tym razem już na przykład jako bezrobotni, jeśli z dnia na dzień 
rzuciliśmy pracę. Co tylko zwiększy frustrację, więc opancerzymy się jeszcze bardziej.  
Ale nie jest z kolei tak, że jesteśmy kompletnie nieprzygotowani do Nowego.  
Jest w tym złożonym procesie, który dokonywał się w nas przez cały czas, kiedy 
próbowaliśmy odnaleźć siebie samego, coś, co stanowi naszą bazę do dalszych działań – 
o ile będziemy wiedzieli, gdzie sięgnąć. Nie jest, bowiem tak, że musimy tworzyć siebie 
całkowicie od nowa. Efektem dążenia do realizacji Przeznaczenia będzie wrażenie, że 

background image

urodziliśmy się po raz drugi – tylko, że tym razem mamy to zrobić świadomie. A to 
oznacza, że możemy skorzystać ze środków, które mamy już wypracowane, tylko, że 
teraz mamy użyć ich w nowej KONFIGURACJI, wykorzystać je w nowym celu. Jakie to są 
środki i kiedy je zdobyliśmy? Dokładnie wtedy, gdy realizowaliśmy swoje mniejsze i 
większe „codzienne” pragnienia. I kiedy realizując je, siłą rzeczy, wykształciliśmy w 
sobie Wolę, Determinację i Zdecydowanie, które teraz pozwolą nam osiągnąć Najwyższy 
Cel, gdyż „[…] każde działanie skierowane ku celowi wytwarza przeznaczenie, które 
pewnego dnia przyniesie owoce” (Aleister Crowley „Joga”). Niezależnie, bowiem, o czym 
marzymy, czego pragniemy, i na ile realizując te marzenia, podświadomie odczytujemy 
nasze Przeznaczenie, cel pozostaje zawsze ten sam – Pełnia, Jedność, idealna Harmonia 
między naszym Światem Zewnętrznym i Wewnętrznym. Może nam się wydawać, że 
pragniemy być sławnym architektem, a okaże się, że naszym przeznaczeniem jest praca 
producenta muzycznego. To są kompletnie dwie różne Drogi życia, pozornie 
wymagające zupełnie innego nastawienia psychicznego, innej mentalności, innych 
zachowań. Ale nowe zachowania i reakcje „przyjdą” w ślad za tym, co wypłynie z 
naszego wnętrza. A w naszym świecie wewnętrznym będzie już czekało to, co udało się 
wypracować, kiedy sięgaliśmy po Cele, które samodzielnie sobie wyznaczaliśmy. Na tym 
etapie osiąganie tych samodzielnie wykreowanych pragnień możemy potraktować jako 
trening ;-)  
Dotrzemy, więc do tego Nadrzędnego Celu, czyli Przeznaczenia, realizując 
konsekwentnie cele i zamierzenia niejako pośrednie, które z czasem okażą się kolejnymi 
stopniami na naszej Drodze, bo realizując je, będziemy poznawali Siebie Samych, 
będziemy stopniowo coraz bardziej odsłaniali naszą Najgłębszą Istotę, której do 
samorealizacji nie będą wystarczały cele przez nas wykreowane. Kiedy odsłonimy naszą 
najgłębszą Istotę, przyjrzymy się jej dobrze, już bez oszukiwania samych siebie, 
zrozumiemy czym/kim ona jest, dostaniemy pierwszy sygnał na czym polega nasze 
Przeznaczenie. Natężenie tego sygnału, gdy już raz go odbierzemy, będzie tylko 
potężniało, przebijając się do naszej Świadomości. Nie pozostaje wtedy nic innego, jak 
poddać się własnemu losowi, jak to trafnie ujął Castaneda, bo opór i tak miałby taki sam 
interesujący efekt, jaki ma plucie pod wiatr.  
Kiedy dotrzemy do końca tego procesu? Kiedy można zacząć mówić o realizacji; o tym, 
że jesteśmy na właściwej Drodze?  
Wtedy, gdy dotrzemy do pewnie doskonale znanych nam od dawna słów, które być 
może wypowiadaliśmy nieraz, ale teraz nareszcie wypłyną one z głębi naszej Istoty … - 
„Bądź Wola Twoja” – wypowiedziane z głębi serca przynosi taką ulgę, jakby Ktoś nagle 
zdjął nam z pleców stukilowy ciężar. Z chwilą, gdy wypowiemy te słowa stanie się też 
jasne, Kto od samego początku stał za tym, żebyśmy dotarli do Celu; jak potężnego 
Sojusznika mieliśmy od samego początku.  
 
Anna Goluba