background image

Jayne Ann 

Krentz

Wielka 

namiętnoś

ć

Tytuł oryginału GRAND PASSION

 

background image

Prolog
 
Max Fortune siedział samotnie w piwnicy starego domu z 

cegły   i   kontemplował   swoją   kolekcję.   Było   to   jego   częste 
zajęcie.   Bardzo   wcześnie   pojął,   iż   te   obrazy   i   książki   są 
jedynymi rzeczami, które naprawdę należą do niego, jedynymi, 
których nikt mu nie może zabrać.

Większość arcydzieł wiszących na ścianach bezpiecznego, o 

kontrolowanej   temperaturze   i   wilgotności   powietrza   skarbca 
stworzyli współcześni artyści, którzy dopiero zaczynali osiągać 
uznanie,   na   jakie   zasługiwali.   Kilka   płócien   okrzyknięto   już 
dziełami geniuszy, kilka innych czekało na odkrycie.

Max,   mimo   że   znał   obecną   i   przyszłą   wartość   swych 

obrazów,   nie   traktował   ich   jako   inwestycji.   Dzikie,   ponure   i 
technicznie   doskonałe   płótna   odzwierciedlały   coś   ukrytego 
wewnątrz niego, czego nie potrafił wyrazić słowami. Wiele z 
nich przypominało koszmary senne, które miewał jako dziecko. 
Nie wątpił, iż pewnego dnia każde z jego dzieł zostanie uznane 
za arcydzieło. W dziedzinie sztuki jego instynkt nie mylił się 
nigdy.

Na   oszklonych   regałach,   oprócz   dzieł   zebranych   doktora 

Seussa   i   zniszczonych   egzemplarzy   z   serii   przygód   dla 
chłopców,   znajdowały   się   rzadkie   książki,   które   osiągnęłyby 
zawrotne   sumy   na   każdej   aukcji.   Max   darzył   cenne   książki 
prawie taką samą namiętnością jak obrazy.

Cenił   zwłaszcza   książki   stare   i   rzadkie,   książki   z   własną 

historią,   książki,   które  kiedyś  dla   kogoś   coś   znaczyły.   Kiedy 
trzymał   w   rękach   starą   książkę,   doznawał   nieuchwytnego 
uczucia związku z ludźmi, którzy żyli przed nim. Miał wrażenie, 
że dzieli niewielką część cudzej przeszłości, wyobrażał sobie, że 
tak by się czuł, będąc członkiem jakiejś rodziny.

Max mieszkał  sam w eleganckim  starym  domu na Queen 

Ann Hill, w Seattle. Z okien domu rozciągał się fantastyczny 
widok   na   miasto   i   na   Elliott   Bay,   posiadłość   zaś   wyceniano 
bardzo wysoko na rynku nieruchomości. Każda rzecz w środku, 

2

background image

poczynając   od   kalifornijskiego   Cabernet   Sauvignon,   rocznik 
1978,   który   właśnie   popijał,   aż   po   wykwintne   wschodnie 
kobierce   na   wyglansowanych   posadzkach,   była   starannie 
wybrana.   Sam   miał   jednak   świadomość,   że   pieniądze,   jakie 
wydał na urządzenie, nie zdołały zapewnić jednego – budynek 
nie stał się domem.

Od szóstego roku życia nie miał domu. Był pewien, że już 

go nie będzie miał, i przyjął ten fakt do wiadomości. Bardzo 
wcześnie zrozumiał, że umiejętność przeżycia  polega na tym, 
aby nie pożądać rzeczy, których nie można mieć. Ta filozofia 
życiowa   przeważnie   się   sprawdzała,   ponieważ   niewiele   było 
takich rzeczy, których nie mógłby dostać.

Do   licznych   zdobyczy   Maxa   należała   także   niepospolita 

reputacja. Różni ludzie różnie o nim mówili. Jedni powiadali, iż 
jest   człowiekiem   niebezpiecznym.   Inni,   –   że   jest   genialny   i 
bezwzględny, nieugięty w dążeniu do celu. Wszyscy zgodni byli 
co do tego, że kiedy Max Fortune postanowi coś zrobić, zostanie 
to zrobione.

Wiedział, że jego legendarna reputacja opiera się na jednym 

prostym fakcie – nigdy niczego nie sknocił.

No, prawie nigdy.

3

background image

Rozdział pierwszy

Odnalezienie   kochanki   Jasona   Curzona   zabrało   Maxowi 

Fortune'owi   blisko   miesiąc.   Teraz,   kiedy   ją   odszukał,   nie 
wiedział, co o niej sądzić. Cleopatra Robbins z całą pewnością 
nie była taką kobietą, jakiej się spodziewał.

Stał   przy   buzującym   kominku   i   przyglądał   się   chaosowi 

panującemu w przytulnym westybulu Robbins' Nest Inn. Mimo 
sugestywnego   imienia   pani   Robbins   nie   przypominała 
rozkosznej   kobietki,   która   zajmuje   się   uwodzeniem   bogatych 
mężczyzn, starszych o kilkadziesiąt lat.

Wyglądała   dokładnie   tak,   jak   przystało   zajętej 

przyjmowaniem nowych gości właścicielce zajazdu.

Max   rzucił   okiem   na   serię   niegustownych   widoczków 

morskich wiszących na ścianach. Uśmiechnął się drwiąco pod 
nosem.   Najwyraźniej   Cleopatra   Robbins   nie   tylko   nie   była 
typową uwodzicielką; nie była również znawczynią sztuki. Ktoś, 
kto   ozdobił   ściany   mdłymi   pejzażami,   nie   mógłby   docenić 
pięciu obrazów Amosa Luttrella zostawionych mu pod opieką.

I bardzo dobrze, że pani Robbins wolała morskie pejzaże, 

ponieważ Max miał zamiar odebrać jej obrazy Luttrella. Były 
jego własnością, odziedziczoną po Jasonie Curzonie i chciał je 
odzyskać.

Był przygotowany na walkę, i przyjmował to ze spokojem. 

Od szóstego roku życia musiał walczyć o wszystko, co chciał w 
życiu osiągnąć. Czasami przegrywał, ale najczęściej wygrywał.

Oparł   dłonie   na   bogato   rzeźbionej   głowie   jastrzębia, 

stanowiącej   rączkę   laski.   Z   wrodzoną   siłą   woli   ignorował 
nieustanny ból w  nodze. Stara  rana znów  dawała  mu  się we 
znaki, przywołując wspomnienia, w które nie miał zamiaru się 
wgłębiać.

Skoncentrował uwagę na Cleopatrze Robbins, krzątającej się 

za ladą recepcji.

Max przypomniał  sobie, że Jason mówił  o niej Cleo. TG 

zdrobnienie   pasowało   do   niej   bardziej   niż   dramatyczna 

4

background image

Cleopatra.

Jason   musiał,   oczywiście,   wybrać   sobie   nietypową 

kochankę, ale on zawsze potrafił dojrzeć to, co było ukryte. Miał 
doskonałe oko kolekcjonera, który bardziej ufał własnej intuicji 
niż   opiniom   innych.   Zachwycająca   kolekcja   obrazów,   jaką 
zostawił w darze swemu ulubionemu muzeum sztuki w Seattle, 
potwierdzała   jego   doskonały   gust.   A   pięć   obrazów   Amosa 
Luttrella stanowiło ozdobę tej kolekcji.

Umierając Jason miał prawie dwieście obrazów. Natomiast 

Cleopatra   Robbins,   o   ile   Max   wiedział,   była   jego   jedyną 
kochanką.

Nieoczekiwanie   Max   odczuł   coś   głęboko   niesłusznego, 

kiedy   wyobraził   sobie   kobietę   zza   lady   w   łóżku   z   Jasonem 
Curzonem. Jason był dla niego postacią najbardziej zbliżoną do 
osoby ojca. Mówił sobie, że powinien być zadowolony, iż stary 
człowiek   miał   podczas   ostatniego   półtora   roku   życia 
towarzystwo kobiety. Po śmierci żony spędził wiele samotnych 
lat.

Z   jakiegoś   jednak   powodu   nie   podobało   mu   się   to,   że 

towarzyszką Jasona była Cleo Robbins.

Oceniał,   że   pani   Robbins   miała   pod   trzydziestkę,   jakieś 

dwadzieścia siedem, dwadzieścia osiem lat. Przyglądał się jej 
gęstym,   ciemnokasztanowym   włosom   upiętym   w   węzeł   i 
zastanawiał, jakby wyglądały luźno rozpuszczone na ramiona. 
Węzeł nie miał jakiegoś szczególnie wyszukanego stylu, został 
najwyraźniej zamotany i spięty w pośpiechu.

Cleo Robbins miała okulary w okrągłych złotych oprawkach. 

Max uświadomił sobie, że w pewnym sensie odgrywały one tę 
samą   rolę,   co   wyszukany   makijaż   przyciemniający   powieki 
starożytnej   Kleopatry   –ukrywały   prawdziwy   wyraz   dużych 
zielonych oczu.

Dama, której poszukiwał od miesiąca, spoglądała na świat 

zawodowo   uprzejmym   spojrzeniem   właścicielki   popularnego 
zajazdu,   ale   Max   wyczuwał   w   niej   coś   głębszego   i 
pociągającego.

5

background image

Odczuł nieprzepartą chęć wypróbowania czegoś, o czym z 

doświadczenia   wiedział,   że   rzadko   się   udawało.   Spojrzał   na 
Cleo Robbins tak, jakby spoglądał na obraz.

Ku jego zaskoczeniu ruch i hałas panujące wokół znikły, tak 

jak   się   to   działo,   gdy   kontemplował   dzieło   sztuki.   Prawie 
natychmiast   poczuł   w   głębi   znajome   poruszenie.   To   go 
zaniepokoiło. Takiego rodzaju fascynację i pożądanie odczuwał 
jedynie w obecności rzeczy, które kolekcjonował.

Jason   powiedział   mu   kiedyś,   że   piękno   można   odnaleźć 

także   w   człowieku,   nie   tylko   w   sztuce   i   w   książkach.   Max 
jednak   boleśnie   przekonał   się,   że   ta   umiejętność   ma   swoje 
ograniczenia. Człowiek jest bardziej złożony niż dzieło sztuki i 
zbyt dobrze potrafi ukrywać prawdę o sobie.

–   Jedną   chwileczkę,   proszę   pana.   Pan   Partridge,   prawda? 

Zaraz ktoś zaniesie pana bagaż do pokoju.

Cleo uśmiechnęła się promiennie do zirytowanego klienta, 

uderzając w srebrny dzwonek na pulpicie.

–   Najwyższy   czas   –   mruknął   Partridge.   –   Jechałem   tu   z 

Seattle trzy godziny. Nie mam pojęcia, dlaczego firma wybrała 
to   miejsce   na   wybrzeżu   na   seminarium.   Mogli   je   zwołać   w 
którymś z dużych hoteli w mieście.

– Jestem pewna, że uzna pan to miejsce za doskonałe dla 

edukacyjnego spotkania. – Cleo rzuciła nerwowe spojrzenie na 
schody. – Obawiam się, że nasz chłopak hotelowy jest chwilowo 
zajęty. Dam panu klucz i może pan pójść do pokoju. Jeśli nie ma 
pan nic przeciwko temu, bagaż przyniosą później.

– Nie ma sprawy. Sam go zaniosę. – Partridge wziął walizkę. 

– Czy mogę się tu przynajmniej czegoś napić?

–   W   holu   jest   duży   wybór   doskonałych   win   i   wielu 

gatunków piwa.

– Do diabła! Miałem ochotę na martini.
Partridge   porwał   swój   klucz   i   ruszył   w   stronę   schodów. 

Następne osoby z kolejki zajęły jego miejsce.

Max   obserwował,   jak   Cleo   przygotowała   się   na   odparcie 

kolejnego ataku. Ponownie rzuciła okiem na schody. Nie widząc 

6

background image

chłopaka hotelowego, zwróciła się z powrotem do klientów z 
uśmiechem na twarzy.

Drzwi westybulu trzasnęły głośno. Max spostrzegł światło 

błyskawicy na ciemnym niebie. Do zajazdu, wraz z deszczem i 
wiatrem,   wpadli   następni   klienci,   dołączając   do   tłumu 
kłębiącego się przy kominku.

– Lucky Ducky poszedł popływać.
Zaskoczony   wysokim,   piskliwym   głosem   dochodzącym 

znikąd, Max spojrzał w dół. Napotkał wzrok małego chłopca z 
głową w jasnych lokach, ubranego w dżinsy i koszulkę w paski. 
Mały nie miał więcej niż pięć lat i trzymał palec w buzi.

– Słucham? – Max nie pamiętał, kiedy ostatni raz rozmawiał 

z dzieckiem.

Chłopiec wyjął palec z ust i powtórzył:
– Lucky Ducky poszedł popływać.
Wkładając palec z powrotem do buzi spojrzał wyczekująco.
–   Rozumiem.   –   Max   zastanawiał   się   nad   właściwą 

odpowiedzią. – Chyba za zimno dziś wieczorem na pływanie, 
co?

– Wujek Jason mówił, że kaczki mogą pływać wszędzie i 

zawsze.

Max zacisnął dłonie na główce laski.
– Wujek Jason?
–   Wujka   Jasona   już   nie   ma   –   powiedział   chłopiec   ze 

smutkiem. – Cleo mówi, że poszedł do nieba.

–   Jason   Curzon   w   niebie?   –   Rozważył   tę   myśl.   –   Cóż, 

przypuszczam, że wszystko jest możliwe.

– Znałeś wujka Jasona?
– Tak.
Chłopiec wyciągnął palec z buzi i uśmiechnął się do Maxa 

radosnym, bezzębnym uśmiechem.

– Nazywam się Sammy Gordon. Czy mojego tatę też znałeś?
– Nie sądzę. – Straszna myśl przyszła Maxowi do głowy. – 

Chyba że twój tata to wujek Jason?

– Nie, nie, nie – zawołał niecierpliwie mały. – Mój tata nie 

7

background image

jest w niebie, jak wujek Jason. Mój tata zaginął. 

Max powoli przestawał cokolwiek rozumieć.
– Zaginął? – powtórzył.
Sammy kiwnął głową.
– Słyszałem, jak mama mówiła Cleo, że musi się odnaleźć.
– Rozumiem.
– No i nie znalazł się.
Max   nie   wiedział,   co   na   to   powiedzieć.   Rzucił   okiem   na 

zatłoczony   hol   i   zobaczył   ładną   kobietę   z   krótkimi,   jasnymi 
włosami wychodzącą z pokoju za recepcją. Podeszła, aby pomóc 
Cleo.

– To moja mama – poinformował Sammy.
– Jak się nazywa?
– Sylvia Gordon. – Sammy z zainteresowaniem przyglądał 

się lasce. – Dlaczego musisz się na niej opierać? Byłeś ranny?

– Tak.
– Czy niedługo wyzdrowiejesz?
–   Byłem   ranny   bardzo   dawno   temu.   Bardziej   już   nie 

wyzdrowieję.

– Sammy? Gdzie jesteś? – Cleo wyszła zza lady.
Max szybko uniósł głowę. Kochanka Jasona miała głęboki, 

dźwięczny   głos,   świetnie   pasujący   do   jej   imienia.   Znów 
przeszyło   go   dziwne   uczucie.   Wyobraził   sobie   ten   miękki, 
wibrujący głos w łóżku.

–   Tu   jestem,   Cleo.   –   Sammy   pomachał   do   niej   mokrym 

palcem.

Max zauważył metaliczny błysk, kiedy Cleo wyszła z tłumu. 

Spojrzał   w   dół   i   skrzywił   się,   kiedy   zobaczył,   że   kochanka 
Jasona nosi srebrne tenisówki z błyszczącymi  sznurowadłami. 
Reszta jej stroju nie była aż w tak złym guście, ale równie bez 
polotu.   Miała   na   sobie   żółtą   płócienną   bluzkę   i   wypłowiałe 
dżinsy.

– Nie wiedziałam, gdzie jesteś, Sammy. – Cleo uśmiechnęła 

się do chłopca, a później jej wzrok napotkał wzrok Maxa.

Zobaczył, że się przestraszyła. Przez kilka sekund okulary w 

8

background image

złotej   oprawce  nie  ukrywały  wyrazu  jej   oczu.  W tej   krótkiej 
chwili była dla niego tak otwarta jak dzieło sztuki i wiedział, że 
odbiera go tak jak on ją.

Uderzenie tej nagiej intymności zaskoczyło Maxa. Było to 

groźnie niepokojące doświadczenie, niepodobne do niczego, co 
mu się dotychczas zdarzało w kontaktach z innymi ludźmi. Do 
tej pory takie wrażenie wywierały na nim jedynie wyjątkowo 
piękne obrazy i bardzo stare książki. Przeszyło go gwałtowne i 
zupełnie   nieoczekiwane   pożądanie.   Usiłował   je   zwalczyć   w 
sobie całą siłą woli.

Spojrzenie Cleo przesunęło się na laskę Maxa i nastrój prysł. 

Kiedy   znów   podniosła   wzrok,   jej   twarz   przybrała   wyraz 
zawodowej uprzejmości. Oczy nadal były piękne, ale już nie tak 
przejrzyste i czytelne jak przed chwilą.

– Zaraz się panem zajmiemy – powiedziała Cleo. – Jak pan 

widzi, chwilowo jesteśmy zajęci.

– To przyjaciel wujka Jasona – odezwał się Sammy.
Oczy  Cleo   rozszerzyły   się.  Znikła  zawodowa  uprzejmość, 

którą zastąpiło szczere ciepło.

– Jest pan przyjacielem Jasona?
– Tak.
– To cudownie. Proszę się nie martwić, jestem pewna, że 

znajdziemy dla pana pokój. Niech się pan rozgości, a Sylvia i ja 
zaraz się panem zajmiemy.  Przepraszam,  ale nie dosłyszałam 
pańskiego nazwiska.

– Max Fortune.
– W porządku. Sammy, zaprowadź pana do solarium.
– Dobra. – Sammy spojrzał na Maxa. – Chodź ze mną.
Max nadal patrzył na Cleo.
–   Poczekam   tutaj,   jeśli   nie   ma   pani   nic   przeciwko   temu. 

Chciałbym z panią porozmawiać.

– Bardzo proszę – zgodziła się Cleo. – Jak tylko będę miała 

wolną chwilę. Sammy, nie wiesz, gdzie jest Benji?

– Nie ma go.
Cleo była najwyraźniej zakłopotana.

9

background image

– Jak to nie ma?
– Tak powiedziała Trisha.
– Na pewno chodziło jej o to, że jest zajęty.
– Nie. – Sammy potrząsnął głową z przekonaniem. – Nie ma 

go.

– O Boże, to niemożliwe! – wykrzyknęła Cleo. – Miał tu być 

dziś wieczorem. Wiedział, że przyjeżdża grupa gości.

– Cleo, gdzie jesteś? – Podeszła do nich młoda dziewczyna 

ze   stosem   ręczników.   Ona   także   miała   na   sobie   dżinsy   oraz 
luźną, flanelową koszulę. Jasnobrązowe włosy związane były w 
koński ogon, a na atrakcyjnej twarzy malowało się zmęczenie.

Cleo zmarszczyła brwi.
– Wszystko w porządku, Trisha?
– Jasne, tylko mam strasznie dużo roboty.
– Gdzie jest Benji?
–   Nie   mam   pojęcia.   –   Trisha   odwróciła   wzrok.   –   Mamy 

kłopot w pokoju dwa-dziesięć. Zatkała się ubikacja.

– Jeszcze tego brakowało – mruknęła Cleo. – Od tego jest 

Benji. Gdzie on się podziewa, kiedy jest najbardziej potrzebny?

– Mam się tym zająć? – spytała Trisha.
–   Nie,   skończ   szykować   pokoje.   Znajdę   kogoś   innego.   – 

Cleo odwróciła się i z nadzieją spojrzała na Maxa. – Jak pan się 
nazywa?

– Max Fortune.
– I był pan przyjacielem Jasona?
– Tak.
– Bliskim przyjacielem?
– Tak.
Cleo uśmiechnęła się szeroko.
– Czyli właściwie należy pan do rodziny, prawda?
– Nie wiem – odparł Max. – Czyżby?
– Oczywiście. Jason nigdy by tu pana nie przysłał, gdyby tak 

nie   uważał.   W   trudnych   chwilach   rodzina   trzyma   się   razem. 
Jason nigdy nie odmawiał pomocy,  kiedy tu mieszkał. Chyba 
nie ma pan nic przeciwko temu, prawda?

10

background image

– Obawiam się, że nie bardzo rozumiem, o co pani chodzi.
–   Nie   szkodzi.   Jestem   pewna,   że   szybko   pan   zrozumie. 

Proszę tędy.

–   Chwileczkę,   proszę   pani.   Przyjechałem,   żeby   z   panią 

porozmawiać.

– Później. Mówiłam już, że jestem okropnie zajęta.
Cleo ruszyła przodem.
Max poczuł się całkowicie zagubiony.
– Naprawdę wolałbym poczekać tutaj, proszę pani.
–  Wszyscy   pomagają   –  stwierdził   Sammy.   Wyjął   palec   z 

buzi   i   złapał   za   połę   eleganckiej,   szytej   na   miarę   marynarki 
Maxa.   Małe   paluszki   bezlitośnie   zgniotły   jedwabno-wełniany 
materiał.

Max   zrezygnował   z   protestów   i   dał   się   pociągnąć 

korytarzem. Cleo stała już przy otwartych drzwiach szafki na 
końcu korytarza i zaglądała do środka.

–   Tu   cię   mamy.   –   Sięgnęła   do   wnętrza   i   wyciągnęła 

urządzenie   do   przepychania   zatkanych   otworów 
kanalizacyjnych, po czym potrząsnęła nim triumfalnie. – Trisha 
mówiła, że chodzi o pokój dwa-dziesięć. Sammy pokaże panu, 
gdzie to jest, dobrze, Sammy?

– Dobra – odparł wesoło Sammy.
Max   spojrzał   na   urządzenie.   Zrozumiał,   czego   od   niego 

oczekiwano.

– Obawiam się, że zaszło nieporozumienie, proszę pani.
– Przecież sam pan mówił, że był pan przyjacielem Jasona, 

prawda?

– Zgadza się. – Max z odrazą spoglądał na przepychaczkę.
– Jason zawsze nam pomagał, jeśli było trzeba – powiedziała 

zachęcająco Cleo.

Max nie wiedział, co myśleć o kochance Jasona, wiedział 

jednak, że dopóki nie odzyska pięciu obrazów Luttrella, musi się 
jej, w pewnym sensie, podporządkować.

– Zobaczę, co się da zrobić.
– Cudownie. Będę bardzo wdzięczna. – Cleo wepchnęła mu 

11

background image

narzędzie   do   ręki   i   uśmiechnęła   się   z   ulgą.   –   Sammy   pana 
zaprowadzi. Ja muszę wracać do recepcji.

Sammy pociągnął Maxa za marynarkę.
– Tędy. Tu są schody.
Max zacisnął zęby i pozwolił się prowadzić. Czuł się tak, 

jakby niechcący wszedł w inny świat, w którym prawa natury 
były   lekko   wypaczone.   Jason,   coś   ty   tu,   człowieku,   robił?   – 
pytał w duchu, idąc na drugie piętro.

– Tutaj. – Sammy popchnął drzwi z numerem dwa-dziesięć.
Pokój   był   pusty.   Max   z   niechęcią   obrzucił   wzrokiem 

wyszukane, przeładowane ozdóbkami meble i obraz z psami nad 
łóżkiem.   Był   to   klasyczny   przykład   wiktoriańskiego 
sentymentalizmu i najgorszego rodzaju ekstrawagancji.

Przeszedł po obrzydliwym  dywanie w kwiaty i zajrzał do 

wyłożonej białymi kafelkami łazienki. W epoce wiktoriańskiej 
umiano  projektować łazienki.  Maxowi podobała się ogromna, 
biała wanna na nóżkach, choć znacznie mniej podobała mu się 
chlupocząca  w muszli  klozetowej  woda, która wyglądała  tak, 
jakby za chwilę miała zalać całą łazienkę. Z ulgą stwierdził, że 
woda przynajmniej jest czysta.

–   Lucky   Ducky   poszedł   popływać   –   przypomniał   mu 

Sammy.

Max nagle wszystko zrozumiał.
– Tutaj, w tej ubikacji?
– Kaczki mogą pływać wszędzie.
Max, zrezygnowany, oparł laskę i przyrząd do przepychania 

o   ścianę,   zdjął   swoją   elegancką   marynarkę   i   powiesił   ją 
starannie na wieszaku na drzwiach łazienki. Później wyjął złote 
spinki   do   mankietów,   włożył   do   kieszeni   i   podwinął   rękawy 
szytej na miarę białej, jedwabnej koszuli.

W trudnych chwilach rodzina trzyma się razem.
Dziwnie to zabrzmiało w uszach człowieka, który nie miał 

żadnej   rodziny   od   szóstego   roku   życia.   Licznych   rodzin 
zastępczych, u których mieszkał po śmierci matki w wypadku 
samochodowym, w ogóle nie brał pod uwagę.

12

background image

Nigdy   nie   znał   swego   ojca,   który   opuścił   matkę   jeszcze 

przed   jego   urodzeniem.   Nie   próbował   go   odszukać.   Nie 
interesował go ojciec, któremu nie zależało na własnym dziecku.

Max   zaczął   zbierać   rzeczy,   kiedy   został   umieszczony   w 

drugiej   rodzinie   zastępczej.   Przekonał   się,   że   rzeczy   go   nie 
odrzucają. Rzeczy nie odchodzą. Rzeczy nie mówią na tysiąc 
różnych, subtelnych sposobów, że nie jesteś godzien należeć do 
rodziny. Rzeczy można ze sobą zabrać, kiedy się przenosi do 
następnego, chwilowego miejsca zamieszkania.

Na początku zbierał książki. Okazało się, że jest to bardzo 

łatwe, nawet jak się nie ma pieniędzy. Ludzie z przyjemnością 
dawali książki w prezencie. Nauczyciele, pracownicy z opieki 
społecznej,   bibliotekarki,   zastępcze   matki   –   wszyscy   bardzo 
chętnie dawali książki małemu Maxowi.

Przez dłuższy czas martwił się, że ktoś wreszcie zażąda tych 

książek   z   powrotem.   Tak   się   jednak   nie   stało.   Nawet   w 
przypadku   bibliotekarki,   która   dała   mu   jego   pierwszy   tom 
doktora Seussa.

Większość dzieci szybko nudziła się darmowymi książkami i 

wymieniała je z Maxem na inne, idiotycznie – według niego – 
mało   warte   rzeczy:   batonik,   zabawkę,   parę   ćwierćdolarówek. 
Dla Maxa każdy nowy nabytek był bezcenny, ponieważ stawał 
się jego własnością i miał nią być na zawsze.

Kiedy był mały, trzymał swoje skarby w walizce, spakowane 

i   przygotowane   do   nieuniknionej,   następnej   przeprowadzki. 
Poprosił   swoją   opiekunkę   społeczną   o   kłódkę   z   kluczem. 
Uśmiechnęła się smutnym,  dziwnym uśmiechem i dała mu ją 
bez dalszych pytań.

W   wieku   szesnastu   lat   Max   odkrył   to,   co   miało   się   stać 

namiętnością   jego   życia:   sztukę   współczesną.   Pewnego   dnia 
poszedł na wagary i znalazł się na Pioneer Square w Seattle. Bez 
specjalnego powodu zaszedł do kilku galerii. W dwóch z nich 
zobaczył obrazy, które przeszyły go do głębi. Po raz pierwszy w 
życiu   zobaczył,   że   są   na   świecie   inni   ludzie,   którzy   mają 
marzenia i nocne koszmary podobne do jego własnych. Nigdy 

13

background image

tego doświadczenia nie zapomniał.

W obecności tych obrazów Max nie czuł się już tak samotny.
Kiedy miał dwadzieścia trzy lata, spotkał po raz pierwszy 

Curzona. Było to przed dwunastu laty. Max wyszedł właśnie z 
wojska i zaczął pracować. Praca była przeważnie fizyczna, ale 
jemu to nie przeszkadzało. Pakował, transportował i rozwieszał 
obrazy,   które   marszand,   Garrison   Spark,   sprzedawał   swoim 
klientom.

Max   nie   przepadał   szczególnie   za   Sparkiem,   który   nie 

odznaczał   się   nadzwyczajnymi   zasadami   etycznymi.   Ale 
fascynowała go sztuka, z którą mógł obcować. Spark natomiast 
doceniał bezbłędne oko Maxa. Zawarli ze sobą pewien układ – 
w zamian za pracę Max obiecał, że nie będzie się wypowiadał o 
autentyczności   niektórych   obrazów,   sprzedawanych   przez 
Sparka, chyba że klient sam o to spyta.

Max   dostarczył   już   wcześniej   dwa   obrazy,   obydwa 

autentyczne,  Jasonowi Curzonowi, kiedy zdarzyło  się coś, co 
zmieniło jego życie.

Rozpakował   właśnie   duże   płótno   –   ciemny,   abstrakcyjny 

obraz przypisywany młodemu,  zdobywającemu  dopiero sławę 
artyście,   którego   prace   Jason   kolekcjonował.   Usunął   się 
grzecznie na bok, pozwalając Jasonowi na dokładne obejrzenie 
obrazu.

Jason   przypatrywał   się   obrazowi   przez   dłuższy   czas,   po 

czym zwrócił się do Maxa z zagadkowym wyrazem twarzy.

– Co pan o tym myśli? – spytał.
Max   ukrył   zaskoczenie.   Klienci   nigdy   dotąd   nie   pytali   o 

opinię człowieka, który dostarczał im zakupione dzieła.

Spojrzał na obraz. Wcześniej  widział  już trzy inne płótna 

tego samego artysty i był  nimi dogłębnie poruszony.  Ten nie 
zrobił na nim żadnego wrażenia. Przez chwilę zastanawiał się 
nad odpowiedzią, wiedząc, iż Jason zapłacił za obraz dużą sumę.

–   Myślę,   że   to   falsyfikat   –   powiedział   w   końcu.   Jason 

spojrzał na niego z uznaniem.

– Ja też – stwierdził.

14

background image

– Bardzo dobry falsyfikat – dodał prędko Max, pamiętając o 

swej pracy. – Nawet pan Spark na nim się nie poznał.

Jason uniósł tylko brwi do góry. Odesłał obraz Sparkowi bez 

żadnego wyjaśnienia, stwierdzając jedynie, iż się rozmyślił. Ale 
w   następnym   miesiącu   zaprosił   Maxa   do   obejrzenia   swojej 
prywatnej kolekcji.

Max był zachwycony obrazami. Na koniec Jason powiedział:
– Jest pan inteligentny i szybko myśli. A co najważniejsze, 

moim   zdaniem   ma   pan   doskonałe   oko   do   obrazów.   Nie 
zastanawiał   się   pan   nad   jakimś   zajęciem   wymagającym 
większego   wysiłku   intelektualnego   niż   pakowanie   i 
rozpakowywanie obrazów dla Garrisona Sparka?

– Na przykład nad czym?
–   Na   przykład   nad   pracą   dla   mnie.   Zajmowałby   się   pan 

kupowaniem   obrazów   do   hoteli   Curzona.   Podlegałby   pan 
bezpośrednio   i   wyłącznie   mnie.   Ta   praca   oznacza   podróże, 
doskonałe   wynagrodzenie,   dodatkowe   premie   i   kontakty   z 
ludźmi na stanowiskach. Interesuje to pana?

– Czemu nie.
Max potrafił dostrzec zwrotny punkt w swoim życiu, zresztą 

i tak nie miał przed sobą żadnych innych perspektyw.

Jason przyjrzał się taniemu, brązowemu garniturowi Maxa, 

nylonowej koszuli i wystrzępionemu krawatowi.

– Najpierw musimy pana trochę wyszykować.
Jason dotrzymał słowa. Nauczył Maxa  wszystkiego, co było 

niezbędne   do   poruszania   się   w   międzynarodowych   kręgach 
hotelarskich.   Max   był   pojętnym   uczniem.   Naśladował 
eleganckie maniery Jasona i z wrodzonym szykiem nosił nowe, 
drogie ubrania.

Nie   onieśmielali   go   ludzie   na   wysokich   stanowiskach,   z 

którymi miewał kontakty. Jason zauważył, że na ogół sytuacja 
przedstawiała   się   odwrotnie   –   to   inni   bywali   onieśmieleni   w 
towarzystwie Maxa.

– To bardzo praktyczna umiejętność – stwierdził Jason po 

roku pracy Maxa. – Powinniśmy ją wykorzystać.

15

background image

Max   wiedział,   jak   wykorzystać   swoje   umiejętności,   kiedy 

mu   na   czymś   zależało.   Tym   razem   zależało   mu,   aby 
usatysfakcjonować Jasona Curzona.

Po   następnych   sześciu   miesiącach   był   już   kimś   znacznie 

ważniejszym   niż   tylko   kuratorem   kolekcji   sztuki   Curzon 
International – stał się prawą ręką Jasona.

Na miejsce  kuratora kolekcji zatrudniono  kogoś  innego, a 

Max   kierował   zbieraniem   informacji   o   konkurencji   i 
wyszukiwaniem lokalizacji pod budowę nowych hoteli. Musiał 
zawczasu poznać wszystko, co mogło być potrzebne Jasonowi 
do   podejmowania   dalekosiężnych   decyzji:   niuanse   lokalnej 
polityki, łącznie z nazwiskami miejscowych decydentów, którzy 
bez   łapówki   nie   pozwalali   na   rozpoczęcie   budowy   nowego 
hotelu; kompetencje i rzetelność członków kierownictwa firmy; 
lokalizacje nadające się do szybkiego zagospodarowania lub – 
przeciwnie – do szybkiego porzucenia, nim zaczęłyby przynosić 
straty.   We   wszystkich   tych   sprawach   Max   stał   się 
niezastąpionym autorytetem.

W firmie Curzona był drugim po Bogu.
W trakcie tych zajęć nauczył się pić herbatę w Japonii, kawę 

na   Środkowym   Wschodzie   i   szampana   we   Francji.   Koszule 
kupował w Londynie, garnitury i buty w Rzymie,  krawaty w 
Paryżu. Dzieła sztuki i książki kupował wszędzie.

Firma   Curzon   Hotels   była   interesem   rodzinnym, 

odziedziczonym przez Jasona i jego brata Dennisona po ojcu. 
Jason wszystkim kierował, nie tylko dlatego, że był starszy, lecz 
również z tego powodu, iż posiadał inteligencję niezbędną do 
rządzenia.   Dennison   nie   całkiem   zadowalał   się   drugim 
miejscem,   lecz   tolerował   tę   sytuację,   ponieważ   nie   miał 
wątpliwości, że to Jason jest urodzonym przywódcą.

Teraz, po śmierci Jasona, Dennison zamierzał udowodnić, że 

dorównuje bratu w umiejętności prowadzenia firmy.

Jason, kiedy żył, traktował Maxa niemal jak członka rodziny. 

Trzy   lata   wcześniej   Max   popełnił   błąd,   myśląc,   iż   zostanie 
faktycznym członkiem rodziny Curzonów, kiedy poślubi córkę 

16

background image

Dennisona – Kimberly.

Tymczasem   w   sześć   tygodni   po   zaręczynach   Kimberly 

odzyskała zdrowy rozsądek i zdała sobie sprawę, że nie może 
wyjść   za   człowieka   znikąd.   Wyszła   za   mąż   za   Roarke'a 
Winstona,   dziedzica   ogromnego   przedsiębiorstwa 
przemysłowego.

Max   zrozumiał   wówczas,   że   nigdy   już   nie   będzie   miał 

rodziny.

Jason zmarł na rozległy zawał serca i następnego dnia Max 

złożył   wymówienie.   Tydzień   później   rozpoczął   poszukiwania 
spadku, o którym Jason opowiedział mu tuż przed śmiercią.

– Pięć obrazów Amosa Luttrella – szepnął Jason, rozkazując 

wcześniej członkom rodziny brata, aby wyszli na kilka minut ze 
szpitalnego pokoju. – Są twoje. Nie pójdą do muzeum wraz z 
resztą kolekcji, chcę, abyś ty je dostał. Ode mnie. Rozumiesz? 
Tak zapisałem w testamencie.

Max zacisnął palce na dłoni starego człowieka, jakby chciał 

go odciągnąć od brzegu.

– Nie myśl o Luttrellu. Wyjdziesz z tego, Jasonie. Jeszcze 

nie pora umierać.

– Gówno prawda. Mam osiemdziesiąt trzy lata i to koniec. 

Lepiej odejść w ten sposób niż tak jak niektórzy moi znajomi. 
Miałem niezłe życie, przez czterdzieści lat dobrą żonę i syna, z 
którego mogę być dumny.

– Syna?! – Maxa zaskoczyło to wyznanie. Zawsze wiedział, 

że Jason i jego żona nie mieli dzieci.

–   Ciebie,   Max.   Jesteś   synem,   którego   nigdy   nie   miałem. 

Cholernie dobrym synem. – Powykręcane palce Jasona wbiły się 
w dłoń Maxa. – Te obrazy i wszystko, co znajdziesz razem z 
nimi na wybrzeżu, należą do ciebie. Obiecaj, że je odszukasz.

–   Nie   denerwuj   się,   Jasonie.   –   Max   poczuł   wilgoć   pod 

powiekami. Płakał po raz pierwszy od śmierci matki. – Musisz 
odpocząć.

– Zostawiłem je u Cleo.
– Co? Obrazy? Kto to jest Cleo?

17

background image

Odpowiedź Jasona zagłuszył gwałtowny atak kaszlu.
– Poznałem ją półtora roku temu. Zadziwiająca kobieta. – 

Jego   słabe   palce   z   nienaturalną   siłą   ścisnęły   rękę   Maxa.   – 
Chciałem was ze sobą poznać. Nie miałem okazji. Ciągle cię 
gdzieś   nosiło.   Europa,   wyspy.   Zawsze   zajęty.   Teraz   już   za 
późno. Czas leci, co?

– Jasonie, spróbuj odpocząć.
–   Odszukaj   ją,   Max.   Odszukaj   ją,   a   znajdziesz   obrazy   i 

wszystko inne.

– Jason, na litość boską!…
– Obiecaj, że je znajdziesz.
– Obiecuję, ale teraz o tym nie myśl. Wyzdrowiejesz.
Max  nie  mógł   jednak  powstrzymać   śmierci.   Ręka  starego 

człowieka zwiotczała i okropny kaszel wreszcie umilkł.

Odsunął od siebie wspomnienia. Odnalazł tajemniczą Cleo i 

wkrótce będzie miał obrazy. Wziął do ręki narzędzie i pochylił 
się nad ubikacją.

– Pomogę ci – powiedział Sammy.
– Wolałbym, żebyś mnie kontrolował.
–   Dobra.   Mam   wprawę.   Cleo   często   pozwala   mi 

kontrolować.

Max zabrał się do pracy. Pięć minut później, przy głośnym 

bulgocie, żółta gumowa kaczka wypłynęła na powierzchnię.

– Lucky Ducky! – wykrzyknął zachwycony Sammy.
Max przyjrzał się gumowej zabawce.
– Od tej pory Lucky Ducky ma pływać gdzie indziej.
– Dobra.
W   drzwiach   stanęła   Cleo,   zadyszana   i   potargana   jeszcze 

bardziej niż przedtem. W obu rękach trzymała ciężkie walizki. 
Liczne pasemka włosów opadały jej na oczy. Dmuchnęła, aby je 
odsunąć.

– Jak idzie? – spytała.
– Max wyratował Lucky Ducky – powiedział Sammy.
– To bardzo dzielnie z jego strony – mruknęła Cleo.
– Ubikacja już działa – stwierdził oziębłym tonem Max.

18

background image

Cleo uśmiechnęła się do niego, a łazienkowa lampa odbiła 

się w jej okularach.

–   Jestem   panu   bardzo   wdzięczna.   Pan   Valence   zawsze 

zajmuje   ten   pokój   i   już   obawiałam   się,   że   będę   musiała 
przenieść go gdzie indziej. Nie lubi, kiedy się go przenosi. Jest 
dość wymagający.  Denerwuje się, kiedy coś zakłóca ustalony 
porządek. 

Max trzymał ociekające wodą narzędzie nad ubikacją.
– Jeśli nie ma pani nic przeciwko temu. chciałbym z panią 

teraz porozmawiać.

– Jak tylko wszystko uporządkuję i podamy kolację. Nasz 

chłopak hotelowy gdzieś  się zapodział,  może  mógłby go pan 
zastąpić?

– On jest ranny. – Sammy pokazał palcem laskę opartą o 

ścianę.

Cleo rzuciła na nią okiem. Zaczerwieniła się.
–   Przepraszam,   zapomniałam.   Nic   nie   szkodzi.   Poproszę 

kogoś z kuchni o pomoc.

Z jakiegoś powodu Maxa to zezłościło.
– Potrafię sobie poradzić z paroma walizkami. 
Spojrzała na niego sceptycznie.
– Jest pan pewien?
– Tak, proszę pani. Jestem pewien.
Jej   uśmiech   był   jaśniejszy   i   zdecydowanie   cieplejszy   niż 

światło jarzeniówki nad lustrem.

– Fantastycznie. Aha, proszę mówić do mnie Cleo. Lubię 

być  na  ty  z  ludźmi,  którzy  umieją  w   jednej  chwili   naprawić 
zatkaną ubikację.

– Cieszę się – powiedział Max przez zaciśnięte zęby.
Cleo spojrzała na Sammy'ego.
– Może byś poszedł i zobaczył, czy w kuchni nie potrzebują 

twojej pomocy, skarbie?

Sammy przybrał poważny wyraz twarzy.
–   Dobra,   Cleo.   –   Po   czym   rzucił   okiem   na   Maxa   i 

przypomniał: – W trudnych chwilach rodzina trzyma się razem.

19

background image

–   Idę   –   oznajmiła   Cleo.   –   Muszę   zanieść   te   walizki.   Do 

zobaczenia później, Max. Weź sobie w kuchni coś do jedzenia, 
jak będziesz miał wolną chwilę. – Zakręciła się na pięcie i znikła 
za drzwiami.

– Cześć, Max. Dzięki za znalezienie Lucky Ducky. – Sammy 

pobiegł za Cleo.

Sam   w   łazience,   z   urządzeniem   do   przepychania,   Max 

spojrzał na gumową kaczkę pływającą w misce klozetowej.

– Jasonie, w coś ty mnie wpakował? – Westchnął głośno.

Przez następne trzy godziny Max był bardzo zajęty. Nosił 

niezliczone walizki, rozwiązywał skomplikowane problemy na 
niewielkim parkingu, nalewał gościom kawy i sherry, a także 
wymienił przepaloną żarówkę w jednym z pokojów.

Dopiero po jedenastej udało mu się znaleźć Cleo w małym 

biurze za recepcją.

Siedziała plecami do drzwi, za stołem, na którym znajdował 

się komputer i sterty rozmaitych papierów. Max przyjrzał się jej 
wprawnym   okiem.   Już   nie   po   raz   pierwszy   tego   wieczoru 
zaintrygowała go wdzięczna linia jej pleców i urocze wygięcie 
szyi.   Siedziała   na   podwiniętych   stopach,   wciąż   odzianych   w 
srebrne tenisówki.

Stał przez chwilę nieruchomo i w milczeniu, przyglądając się 

Cleo,   skupionej   na   rozpostartym   na   stole   wydruku.   Młoda 
kobieta,   nie   odrywając   wzroku   od   liczb,   odruchowo   sięgnęła 
ręką do klamry przytrzymującej włosy. Zwyczajny kobiecy gest 
spowodował dziwną reakcję w ciele Maxa.

Oczarowany przypatrywał się, jak włosy opadły kaskadą na 

jej   ramiona.   Światło   lampy   uwydatniło   czerwony   płomień 
migoczący   w   głębinach   grubych,   ciemnych   splotów.   Odczuł 
nagłą,   przemożną   chęć   ogrzania   rąk   w   tych   płomieniach. 
Postąpił krok do przodu. Laska głucho zadudniła o podłogę.

– Co takiego? – Cleo odwróciła się na krześle. Uspokoiła się, 

kiedy zobaczyła Maxa. – Ach, to ty. Wchodź, usiądź. Myślałam, 
że to George.

20

background image

–   Kto   to   jest   George?   –   Max   w   ciągu   ułamka   sekundy 

odzyskał równowagę.

– Mój nocny recepcjonista. Dzwonił wcześniej i powiedział, 

że trochę się spóźni.

– Rozumiem.
Max przeszedł przez niewielkie pomieszczenie i usiadł na 

krześle przy oknie. Z chłodną precyzją ustawił laskę przed sobą 
i oparł obie ręce na jastrzębiej głowie. 

– Najwyższy czas, abyśmy porozmawiali, proszę pani.
– Cleo.
– Cleo – powtórzył.
Uśmiechnęła się.
–   Przypuszczam,   że   chciałbyś   wiedzieć,   czy   moglibyśmy 

zawrzeć taką samą umowę, jaką miałam z Jasonem.

Max spoglądał na nią tępym wzrokiem.
– Słucham? – powiedział po chwili.
–   W   porządku.   Nie   mam   nic   przeciwko   temu.   W   końcu 

jesteś   jego   przyjacielem.   Do   diabła,   tyle   przynajmniej   mogę 
zrobić. Jestem pewna, że Jason chciałby,  abyś czuł się tu tak 
dobrze jak on.

Max   nie   wierzył   własnym   uszom.   Czyżby   Cleo 

ofiarowywała mu miejsce Jasona we własnym łóżku?

– Jestem zaskoczony taką szczodrobliwością, ale nie jestem 

pewien, czy Jasonowi by to odpowiadało.

– Czemu nie?
–   Jason   był   dobrym   przyjacielem,   w   każdej   przyjaźni   są 

jednak jakieś granice.

Cleo wyglądała na zaskoczoną.
– Jesteś przecież artystą tak jak Jason, prawda?
Max   powoli   opuścił   powieki,   rozważając   to,   co   usłyszał. 

Jason często mawiał, że nie potrafiłby narysować prostej kreski, 
a co dopiero malować. Był kolekcjonerem, nie twórcą.

– Niezupełnie – stwierdził wreszcie ostrożnie.
Cleo   rzuciła   mu   porozumiewawcze,   współczujące 

spojrzenie.

21

background image

–   Nie   musisz   nic   mówić.   Wszystko   rozumiem.   Jeszcze 

niczego nie sprzedałeś, nie chcesz więc nazywać siebie artystą. 
Wiem,   co   czujesz.   –   Zawahała   się   przez   chwilkę.   –   Jestem 
pisarką.

– Naprawdę?
Cleo oblała się rumieńcem.
–   Na   wiosnę   wyjdzie   moja   książka.   Nazywa   się   „Zemsta 

doskonała”.   O   kobiecie   w   niebezpieczeństwie.   Kryminał   i 
romans.

Max przyjrzał jej się uważnie.
– To bardzo interesujące.
– Nikomu oprócz rodziny o tym nie mówiłam – powiedziała 

prędko Cleo. – Wolę zaczekać, aż książka będzie w księgarni i 
byłabym wdzięczna, gdybyś nikomu o tym nie wspominał.

– Nie pisnę ani słowa – obiecał Max.
– Jason, oczywiście, wiedział. Więc i tobie powiedziałam. 

Chodziło mi  o to, że fakt, iż jesteś  artystą  lub pisarzem,  nie 
zależy od tego, czy sprzedajesz swoje prace, a od tego, czy nad 
nimi pracujesz.

– Można to i tak określić.
– Czasem ktoś jest bardzo dobry, a jego prac nikt nie kupuje. 

Na przykład Jason. Nigdy nie sprzedał ani jednego obrazu, a był 
fantastycznym malarzem.

– Naprawdę?
–   Oczywiście.   –   Cleo   przechyliła   głowę   na   bok   i   rzuciła 

Maxowi dziwne spojrzenie. – Na pewno widziałeś jego obrazy. 
W korytarzu też wiszą. Nie poznałeś jego stylu?

Max obrócił głowę i popatrzył przez otwarte drzwi na serię 

nieciekawych pejzaży.

– Nie zauważyłem.
– Niemożliwe. – Przez moment na twarzy Cleo malowało się 

rozczarowanie, po czym znów się uśmiechnęła. – Uwielbiam te 
obrazy. W pewnym sensie są jego spadkiem dla nas wszystkich 
tu, w Robbins' Nest Inn. Kto wie? Może pewnego dnia będą 
warte majątek.

22

background image

Nigdy w życiu, pomyślał Max, a głośno powiedział:
– I co wtedy? Sprzedacie je?
–   Skądże   znowu!   Nie   sprzedałabym   obrazów   Jasona   za 

żadną cenę. Należą do tego miejsca.

Max odchrząknął.
– Proszę pani…
– Cleo.
– Jason był właścicielem pięciu obrazów Amosa Luttrella. 

Przed śmiercią powiedział mi, że zostawił je tutaj.

– Kto to jest Amos Luttrell? Też przyjaciel Jasona?
Max   doszedł   do   wniosku,   że   ta   kobieta   jest   albo   bardzo 

przebiegłą kłamczucha, albo naiwną idiotką. Skłaniał się raczej 
ku pierwszej możliwości. Nie wyobrażał sobie, aby Jason miał 
za   kochankę   idiotkę.   Czyli   miał   przed   sobą   sprytną 
przeciwniczkę.

– Luttrell był mistrzem neoekspresjonizmu – wyjaśnił.
– Ekspresjonizm?  To sztuka nowoczesna, prawda? – Cleo 

zmarszczyła nos. – Nie podoba mi się nowoczesna sztuka. Wolę 
obrazy, na których coś widać – psy, konie, pejzaże, coś w tym 
rodzaju. Nie mam tu żadnej nowoczesnej sztuki, zupełnie by nie 
pasowała.

Max   poczuł   zimną   wściekłość.   Istniało   tylko   jedno 

wytłumaczenie.   Cleo   najwyraźniej   znała   prawdziwą   wartość 
obrazów i postanowiła udawać głupią. Udawała, że nigdy nie 
słyszała o Amosie Luttrellu. Musiała wiedzieć, że Max nie ma 
żadnych dowodów na to, iż obrazy są u niej.

Przyznawał,  że  to  sprytne   posunięcie.  1  takie,  jakiego  się 

zupełnie nie spodziewał. Z drugiej strony w Robbins' Nest Inn 
wszystko było inne, niż przypuszczał.

– Jak już wspomniałam – kontynuowała  pogodnie Cleo – 

jeśli jesteś artystą tak jak Jason, będziesz zadowolony z naszej 
umowy.

Max uniósł brew.
– Czego, konkretnie, mogę oczekiwać?
– Takiego samego wynagrodzenia, jakie dostawał Jason, plus 

23

background image

mieszkanie   i   utrzymanie   za   każdym   razem,   kiedy   się   tu 
zatrzymasz,   w   zamian   za   dorywcze   zajęcia   w   rodzaju   tych 
dzisiejszych. Na pewno będziesz miał mnóstwo wolnego czasu, 
żeby malować. Możesz zająć stary pokój Jasona na poddaszu. 
Jest wygodny i cichy. Jason był z niego zadowolony.

A   zatem   mieszkanie   i   utrzymanie,   ale   nie   jej   łóżko. 

Przynajmniej na razie.

– Nie umieram z głodu.
–   Wiem.   –   Cleo   uśmiechnęła   się   łagodnie.   –   Jest   wiele 

rodzajów umierania. Jesteś przyjacielem Jasona i tylko to się dla 
mnie liczy.

– Nie jestem pewien, czy byłby ze mnie dobry Antoniusz – 

stwierdził sucho Max.

–   Co?   –   Sekundę   później   twarz   Cleo   oblała   się 

ciemnoróżowym rumieńcem. – Ach, rozumiem. Ostrzegam, że 
mamy   tutaj   jedną   żelazną   zasadę   –   żadnych   dowcipów   o 
Kleopatrze ani o żmijach.

– Postaram się pamiętać.
– I co? Jesteś zainteresowany?
Powróciło   wcześniejsze   poczucie   nierzeczywistości.   Max 

przez   dłuższy   czas   wpatrywał   się   w   Cleo,   po   czym   podjął 
decyzję.

Musiał się dowiedzieć, co się stało z obrazami, a w Seattle i 

tak   nic   ani   nikt   na   niego   nie   czekał.   Jason   przysłał   go   tu   z 
jakiegoś powodu. Max postanowił pójść tą drogą do końca.

To jeszcze jeden punkt zwrotny, pomyślał. I jak zawsze nie 

miał się na co oglądać.

– Tak się składa – powiedział – że właśnie straciłem pracę. 

Zgadzam się na te warunki.

24

background image

Rozdział drugi
– Andromedo, te bułeczki są nieziemskie. – Cleo włożyła do 

ust ostatni kawałek bułki. – Jak zwykle.

Andromeda,   główna   kucharka   w   Robbins'   Nest   Inn, 

uśmiechnęła się pogodnie. Andromeda  zawsze uśmiechała  się 
pogodnie. Zajmowała się badaniami metafizycznymi.

–   Cieszę   się,   że   ci   smakują,   kochanie.   To   nowa   wersja 

przepisu Daystar na chleb z mąki kukurydzianej. Wiesz, jaka 
jest Daystar, wciąż eksperymentuje.

– Stary przepis też był pyszny, ale ten jest jeszcze lepszy. 

Goście będą się zajadali. – Cleo wzięła następną kukurydzianą 
bułeczkę i posmarowała ją grubo miodem.

Pośpiesznie przełykając bułkę, obserwowała, co się dzieje w 

kuchni.   Pracownice   Andromedy,   kobiety   w   średnim   wieku   i 
członkinie   Azylu   Kobiet   w   Cosmic   Harmony,   były   bardzo 
zajęte.

Umowa między zajazdem a Cosmic Harmony była prosta i 

korzystna   dla   obu   stron.   Andromeda   i   jej   towarzyszki 
zapewniały gościom zajazdu kuchnię wegetariańska i morskie 
przysmaki,   których   nie   sposób   było   dostać   gdzie   indziej   na 
całym wybrzeżu. W zamian Cleo dzieliła się z Azylem częścią 
swoich   dochodów   i   pozwalała,   żeby   nie   nosiły   w   pracy 
przepisowych białych fartuchów.

Andromeda i jej przyjaciółka, Daystar, stanowiły zasadniczy 

trzon pracownic kuchni, pozostałe członkinie Azylu pomagały w 
różnych  porach i w różnych  zajęciach.  Tego  ranka w kuchni 
pracowały także Nebula i Constellation. Jedna przygotowywała 
płatki owsiane, druga kroiła chleb z pełnego ziarna na zakwasie. 
Kobiety w Cosmic Harmony na ogół przyjmowały nowe imiona, 
kiedy przybywały do Azylu. Jedne zostawały przez kilka dni, 
inne   przez   kilka   tygodni   lub   miesięcy.   Jeszcze   inne,   jak 
Andromeda i Daystar, mieszkały w Azylu na stałe.

Wszystkie   kobiety   pracujące   tego   ranka   w   kuchni   miały 

rękawy   długich,   kolorowych   sukien   podwinięte   do   łokci. 
Jaskrawe chustki na głowach i nietypowe, miedziane i srebrne 

25

background image

naszyjniki dodawały im egzotycznego kolorytu.

Najnowsze   wydanie   przewodnika   turystycznego   zaczęło 

wymieniać kuchnię w Robbins' Nest Inn jako jeden z powodów 
do   odwiedzania   wybrzeża   Waszyngtonu   zima.   czy   też   w 
jakiejkolwiek innej porze roku.

Dla Cleo kobiety z Cosmic Harmony oznaczały coś więcej 

niż doskonałe jedzenie dla jej zajazdu – dawały jej przyjaźń i 
miejsce, gdzie mogła odnaleźć spokój i pogodę ducha. Często 
odwiedzała   centrum   medytacji   w   Cosmic   Harmony,   kiedy 
nawiedzały ją złe sny.

Azyl   mieścił   się   w   dawnym,   ekskluzywnym   klubie 

golfowym z widokiem na ocean. Kiedy kilka lat wcześniej klub 
popadł w ruinę, Andromeda i Daystar postanowiły urządzić tam 
komunę dla kobiet. Początkowo wynajęły teren i budynki, ale 
trzy lata później połączyły swe skromne zasoby finansowe i z 
pomocą Cleo wykupiły wszystko na przetargu.

Andromeda   i   Daystar,   założycielki   Azylu,   nie   zawsze 

zajmowały się metafizyką  i filozofią  samospełnienia.  Poznały 
się jako członkinie klubu brydżowego w Seattle i spotykały się 
przez   całe   lata   w   każdy   wtorek.   Obie   się   rozwiodły.   Klub 
brydżowy był jedyną trwałą rzeczą w ich życiu.

Kiedyś   Andromeda   nazywała   się   Hamiltonowa   R. 

Galsworthy III. Zaczęła tworzyć  Azyl w Cosmic Harmony w 
sześć  miesięcy   po   tym,   jak  jej   mąż,   znany   lekarz   ginekolog, 
odszedł z instruktorką aerobiku. Doktor Galsworthy miał bardzo 
dobrego adwokata, który sprawił, że Andromeda po rozwodzie 
nie dostała prawie nic.

Andromeda wyjaśniła Cleo, że nie żywi żadnych złych uczuć 

wobec   swego   eksmęża,   który   po   roku   rozwiódł   się   z 
instruktorką.

–   To   wszystko   było   bardzo   smutne,   moja   droga   –

powiedziała   kiedyś   Andromeda.   –   Kazała   temu   biednemu 
człowiekowi   z   sześćdziesiątką   na   karku   dwa   razy   dziennie 
ćwiczyć, w dodatku z ciężarkami u nóg. Podobno zupełnie się 
zmienił. Przypuszczam, że jego karma wreszcie go znalazła.

26

background image

Dla   Andromedy   nie   było   już   odwrotu,   nawet   kiedy   dr 

Hamilton   R.   Galsworthy   III   zjawił   się   u   niej,   załamany, 
obiecując wrócić do domu. Andromeda była już na drodze do 
kosmicznego oświecenia. Ona i jej brydżowa partnerka, także 
niedawno   rozwiedziona,   odkryły,   że   ich   przyjaźń   jest   czymś 
znacznie   silniejszym   i   bardziej   wiążącym   niż   poprzednie 
stosunki z byłymi mężami.

Teraz Andromeda powoli i ceremonialnie popijała ziołową 

herbatę.

– Chciałam z tobą porozmawiać o jednym z naszych nowych 

gości – powiedziała.

Andromeda   była   drobną,   pogodną,   blisko 

sześćdziesięcioletnią kobietą z masą siwych, kręconych włosów 
i   z   jasnymi,   badawczymi   oczyma.   Kiedy   się   poruszała, 
dzwoneczki przyszyte do brzegu jej sukni, wesoło podzwaniały.

Ostatnio   każdy   ruch   Andromedy   miał   w   sobie   starannie 

wypracowany   wdzięk   i   rytuał.   Zajmowała   się   tradycyjnym 
japońskim ceremoniałem picia herbaty i jego wpływem na życie 
codzienne.

– Wczoraj wieczorem przyjechało dwadzieścia pięć nowych 

osób – odparła Cleo. – Kolejna firma z Seattle przysłała swoich 
pracowników na trzydniowe seminarium motywacyjne Herberta 
T. Valence'a.

– Ojej, znów ten. – Andromeda potrząsnęła głową. – Trudno 

mi pojąć, że są ludzie, którzy wierzą, iż można łatwo osiągnąć 
bogactwo, władzę i nieograniczony sukces.

Cleo uśmiechnęła się.
– Mam wrażenie, że stary Herbert w to wierzy. Ten facet 

zarabia krocie na swoich seminariach.

– To prawda, idzie mu nieźle, co? To już trzecie seminarium 

tej zimy.

– Cieszmy się, że wybrał  właśnie nasz zajazd dla swoich 

pouczających i doniosłych nauk.

–   Bardzo   się   cieszę,   moja   droga.   Zdaję   sobie   sprawę,   że 

dzięki   panu   Valence'owi   nasz   zajazd   świetnie   tej   zimy 

27

background image

prosperuje. Kiedy jednak wspomniałam  o nowym  gościu, nie 
miałam na myśli członka seminarium. Cleo uśmiech stał się z 
lekka wymuszony.

– Już wiem. Mówisz o przyjacielu Jasona, tak?
– Zgadza się. Czy jesteś pewna, że był przyjacielem Jasona?
Cleo spojrzała na Andromedę zaskoczona.
– On tak twierdzi. Wiedział, że Jason przebywał u nas od 

czasu do czasu w ciągu ostatniego półtora roku. I wiedział o 
naszej umowie. – Cleo przełknęła ostatni kęs bułeczki. – Tak mi 
się przynajmniej zdaje. Zaproponowałam mu podobną umowę i 
zgodził się.

– Czyli pracuje teraz u ciebie?
– Mhm.
Andromeda zmarszczyła brwi.
– Kiedy Jason zaczął tu przyjeżdżać na soboty i niedziele, 

powiedziałam   ci,   że   nie   jest   człowiekiem,   za   jakiego   się 
podawał.

–   Wiem,   ale   go   lubiłam.   Mówiłaś,   że   ty   też   go   lubisz. 

Uznałyśmy, że można mu zaufać.

– Oczywiście, wiedziałam, że nie stanowił dla nas żadnego 

zagrożenia. Jason nas, na swój sposób, potrzebował. Nie jestem 
tego taka pewna, jak chodzi o tego nowego faceta.

– Widziałaś go tylko przez chwilę wczoraj wieczorem.
Nim   Andromeda   zdążyła   coś   powiedzieć,   do   rozmowy 

wtrąciła się Daystar.

–   Widziałam   jego   samochód   na   parkingu.   –   Potrząsnęła 

łyżką ostrzegawczo. – Mój były mąż kupił takiego Jaguara tuż 
przed ślubem ze swoją sekretarką. Twój pan Fortune nie jest 
biednym artystą, Cleo.

Cleo   uśmiechnęła   się   do   niej.   Daystar   była   silną, 

przedsiębiorczą   kobietą,   której   bystre,   rozsądne   oczy 
odzwierciedlały jej szacujący, badawczy stosunek do wszystkich 
i do wszystkiego. Była naturalnym przeciwieństwem eterycznej 
Andromedy. Cleo często myślała, że obie kobiety doskonale się 
uzupełniają.

28

background image

– Jason też nie głodował – odparła Cleo. – Przynajmniej nie 

w   dosłownym   tego   słowa   znaczeniu.   Potrzebował   takiego 
miejsca   jak   Robbins'   Nest   Inn   do   malowania.   I   chciał   nam 
pomóc.

–   Raczej   chciał   być   częścią   naszej   dużej   rodziny   – 

powiedziała z uśmiechem Andromeda.

Cleo wzruszyła ramionami.
– Może Max Fortune chce tego samego.
– A może chce czegoś zupełnie innego – stwierdziła ponuro 

Daystar.

– Wątpię – mruknęła Cleo. – Pamiętajcie, że widziałam go z 

urządzeniem   do   przepychania   rur   w   ręku.   Kiedy   się   widzi 
człowieka w działaniu, można się dużo o nim dowiedzieć. Poza 
tym, czego mógłby tutaj chcieć oprócz znalezienia rodziny, tak 
jak Jason?

– Nie mam  pojęcia  – stwierdziła  Daystar.  – Uczulam  cię 

tylko, żebyś  się miała na baczności. To, że pan Fortune znał 
Jasona, nie czyni z niego automatycznie członka rodziny.

Andromeda pokiwała głową.
– Daystar ma rację, moja droga.
– Nie martwcie się, będę ostrożna – obiecała Cleo.
Miała właśnie zamiar wziąć imbryk, kiedy coś sprawiło, że 

zastygła   w   bezruchu.   Pośród   szczęku   naczyń   i   odgłosów 
rozmów   wypełniających   kuchnię   nie   rozległ   się   żaden 
dodatkowy dźwięk, lecz Cleo, nie odwracając się, wiedziała, kto 
stanął w drzwiach. Od stóp do głów przeniknął ją nagły dreszcz.

Najwyraźniej   jej   dziwna   reakcja   na   obecność   Maxa 

Fortune'a   poprzedniego   wieczoru   nie   wynikała   ze   zmęczenia. 
Tego ranka była doskonale wypoczęta, a jednak doświadczyła 
tego samego, niepokojącego uczucia. Cleo głęboko odetchnęła i 
wzięła się w garść.

– Dzień dobry, Max. – Cleo odwróciła się w jego stronę z 

imbrykiem w ręce i uśmiechnęła. Przyrzekła sobie w duchu, że 
nie zrobi z siebie idiotki. Zachowa spokój i poczucie własnej 
godności. Z trudem udało jej się przybrać obojętnie uprzejmy 

29

background image

wyraz twarzy, choć w środku cała się gotowała z cudownego, 
nie znanego jej dotąd podniecenia.

W świetle nowego dnia nie było wątpliwości, że wczorajsze 

odczucia nie były wytworem bujnej wyobraźni. Wpływ Maxa 
Fortune'a na jej zmysły był absolutnie niszczący. Mimo swego 
wewnętrznego przekonania o konieczności zachowania spokoju 
nie potrafiła się powstrzymać od wpatrywania w niego.

Był   człowiekiem   z   lustra.   W   snach   nigdy   wyraźnie   nie 

widziała rysów jego twarzy, lecz rozpoznała go natychmiast w 
chwili, gdy się przed nią zjawił. Cleo skarciła się w duchu za 
uleganie wyobraźni i postanowiła skoncentrować się raczej na 
faktach.

Max   wyglądał   na   trzydzieści   parę   lat,   miał   szczupłe, 

muskularne ciało, a ostre rysy twarzy niepokojąco przypominały 
jastrzębia wyrzeźbionego na główce laski.

W szarych oczach widać było maskowaną zawziętość, a cała 

postać wyrażała nieustanne napięcie, jakby Max Fortune nikomu 
nie   ufał   i   z   nikim   nie   był   związany.   Cleo   wyczuła,   że   jest 
człowiekiem, który niczego nie bierze za pewnik. Wyglądał tak, 
jakby w każdej chwili spodziewał się, że będzie musiał walczyć 
o to, czego zapragnie.

Jednakże   twardy,   potencjalnie   bezwzględny   rys   jego 

charakteru był przesłonięty bezbłędnymi  manierami. Dla Cleo 
Max   wywodził   się   wprost   z   najgłębszych,   najbardziej 
skrywanych   pokładów   jej   wyobraźni.   Nie   miała   co   do   tego 
żadnych   wątpliwości   –   głęboko   i   starannie   ukryty   zmysłowy 
aspekt jej natury rozpoznał go.

Ten mężczyzna żył w cieniu jej tajemnych fantazji.
Być może, pomyślała ponuro, to, że go od razu poznałam, 

nie jest samo w sobie takie dziwne. W końcu napisałam o nim 
książkę, tylko wówczas nie wiedziałam, kim jest.

Laska   mogłaby   sprawiać,   że   Max   stawał   się   godzien 

współczucia,   tymczasem   odsłaniała   jeszcze   jeden   twardy   rys, 
pokazywała,   że   intensywny   ból   został   pokonany   siłą   woli   i 
samoopanowania.   Cleo   pomyślała,   że   chciałaby   go   dotknąć   i 

30

background image

uśmierzyć ból.

Mocno   chwyciła   rączkę   czajniczka,   całkowicie 

zdezorientowana swoją reakcją na tego obcego człowieka, który 
poprzedniego wieczoru schronił się przed burzą w zajeździe i 
znalazł miejsce przy kominku.

–   Dzień   dobry.   –   Max   obrzucił   wzrokiem   kuchnię   i 

niezwykły przyodziewek pracujących w niej kobiet. Wyraz jego 
twarzy nie zdradzał zdziwienia, tylko lekkie zainteresowanie. – 
Czy mogę dostać śniadanie?

– Naturalnie.  – Cleo gwałtownie  wyzwoliła  się z dziwnej 

fascynacji. – Andromeda coś ci poda, prawda, Andromedo?

–   Oczywiście.   –   Dzwoneczki   u   brzegu   sukni   Andromedy 

zadzwoniły, kiedy się odwróciła, żeby położyć na talerzu dwie 
bułeczki. – Na ladzie są także płatki ze świeżymi owocami i z 
jogurtem. Proszę się częstować.

Max nie odrywał wzroku od Cleo.
– Bardzo chętnie. Cleo poczuła dreszcz.
– Herbaty? – spytała szybko.
Max spojrzał na czajniczek w jej ręce.
– Napiłbym się kawy – powiedział.
–   Jest   tam.   –   Cleo   ruchem   głowy   wskazała   dzbanek   ze 

świeżo zaparzoną kawą na ladzie. – Proszę usiąść, zaraz podam 
filiżankę.

– Dziękuję.
Cleo zignorowała podejrzliwy wyraz twarzy Daystar. Wzięła 

dzbanek z kawą, jeszcze jedną bułeczkę dla siebie i poszła za 
Maxem   do   wnęki,   gdzie   siadali   do   pośpiesznych   posiłków 
pracownicy zajazdu.

– Nie spodziewaj się takiej obsługi codziennie – stwierdziła 

lekko Cleo, siadając na ławce po drugiej stronie stołu. Nalała 
kawy do filiżanki. – Kiedy mamy dużo gości, każdy sam się 
obsługuje.

– Będę o tym pamiętał.
– Przez następne trzy dni będzie tu cholerny tłok z powodu 

seminarium motywacyjnego.

31

background image

–   Widziałem   sprzęt   audiowizualny.   O   czym   jest   to 

seminarium?

–  Pięć   Łatwych   Kroków   do   Bogactwa,   Władzy   i 

Nieograniczonego   Sukcesu  Herberta   T.  Valence'a   –  wyjaśniła 
Cleo.

Max podniósł na nią wzrok.
– Tego wszystkiego nie da się osiągnąć przy pomocy pięciu 

łatwych kroków.

– Nie?
– Jest tylko jeden krok.
–   Jaki?   –   spytała   zaintrygowana   Cleo.   Max   wzruszył 

ramionami.

– Trzeba o to walczyć.  A kiedy zdobędzie się już, co się 

chciało, trzeba walczyć, aby to utrzymać.

– Herbert T. Valence mówi co innego. Cały dowcip polega 

na tym, żeby myśleć pozytywnie i codziennie zdobywać jakiś 
cel. Zaczął swoje seminaria już parę lat temu i ma niezłą opinię.

– Ten facet to głupiec albo oszust.
– Uważaj, co mówisz. – Cleo zaśmiała się. – Dzięki panu 

Valence'owi mamy pełno gości. Zjedz bułeczkę. – Przełamała 
swoją na pół, nie bacząc na okruchy. – Ja już zjadłam dwie i 
przysięgam, że ta jest ostatnia.

Max wziął nóż i zaczął obrabiać bułeczkę, jakby była nie 

oszlifowanym brylantem.

Cleo przestała jeść i zafascynowana przyglądała się, jak Max 

precyzyjnie   przeciął   bułkę   na   pół.   Potem   odciął   ćwiartkę, 
odłożył nóż, wziął łyżeczkę i zanurzył ją w słoiku z miodem. 
Kiedy nabrał już pewną ilość gęstego, złotego nektaru, zgrabnie 
zakręcił łyżeczką. Ani kropla miodu nie spadła do słoika ani na 
stół, kiedy przenosił łyżeczkę na bułkę na talerzu.

Cleo pomyślała, że tak jadali Borgiowie albo Medyceusze. 

Miała   wrażenie,   że   za   gładkimi   manierami   kryje   się   miecz, 
grzecznie schowany pod stołem.

Ich oczy spotkały się, kiedy Max zamierzał ugryźć kawałek 

bułeczki. Zatrzymał rękę z kęsem w połowie drogi do ust.

32

background image

– Coś się stało? – spytał.
– Nie, skądże znowu. – Cleo się uśmiechnęła. – Tylko Jason 

jadł bułeczki Daystar tak elegancko. Większość ludzi je połyka.

– Jestem pewien, że są znakomite. – Max rzucił okiem na 

kobiety   przygotowujące   śniadanie.   –   Twoje   pracownice   są 
trochę niezwykłe.

–   No   pewnie.   Są   fantastyczne.   –   Cleo   pochyliła   się   do 

przodu i zniżyła głos. – Stale próbują podkraść mi Andromedę i 
Daystar.   Wszyscy   właściciele   restauracji   i   zajazdów   na 
wybrzeżu chcieliby je mieć u siebie.

– Gdzie je znalazłaś?
– To nie ja. One znalazły mnie. Są z Azylu Kobiet w Cosmic 

Harmony. Azyl jest jakieś dwa i pół kilometra stąd, po drugiej 
stronie zatoki. Możesz go zobaczyć z okna swojego pokoju.

– Widziałem coś, co wyglądało jak stary ośrodek wczasowy.
– Tak było. Ośrodek splajtował. Nie pasował do tej części 

wybrzeża.   W   każdym   razie,   kiedy   otworzyłam   zajazd, 
Andromeda   i   Daystar   postanowiły,   że   potrzebna   mi   jest 
pierwszorzędna kuchnia do przyciągania gości. One natomiast 
potrzebowały   stałego   źródła   dochodów,   aby   prowadzić   Azyl. 
Przyniosły mi umowę, a ja ją podpisałam.

– Tak po prostu?
– Jasne. Przeważnie podejmuję decyzje w jednej chwili. Na 

przykład kupiłam to miejsce w dwadzieścia cztery godziny po 
tym,   jak   je   po   raz   pierwszy   zobaczyłam.   Pewno   bym   się 
zawahała,   gdybym   najpierw   dobrze   obejrzała   te   stare   rury 
kanalizacyjne. Przez dwa lata miałam z nimi ciągłe kłopoty. Ale 
pewnego   dnia,   półtora   roku   temu,   Benji   wszedł   do   mojego 
biura, szukając pracy, i problemy z rurami się skończyły.

– Tymczasem Benji znikł wczoraj wieczorem.
Cleo zmarszczyła brwi.
–   Ciekawa   jestem,   gdzie   on   się   podziewa.   Trochę   się 

martwię.   Benji   nie   ma   zwyczaju   znikać   bez   słowa.   On   i 
Trisha…

Zadzwonił   telefon   i   przerwał   Cleo   w   pół   zdania.   Zdjęła 

33

background image

słuchawkę aparatu, który wisiał na ścianie we wnęce.

– Słucham, tu Robbins' Nest Inn.
– Cleo? Dzięki Bogu. Mówi Nolan.
– Witaj, Nolanie. Dość wcześnie jak na ciebie.
Cleo oparła się plecami o ścianę i postawiła stopę na ławce. 

Zobaczyła, że spojrzenie Maxa powędrowało do jej srebrnych 
tenisówek i wydawało jej się, że widzi w jego zimnych, szarych 
oczach dezaprobatę.

– Przepraszam. – Głos Nolana był  zdumiewająco ostry.  – 

Słuchaj, Cleo, muszę się z tobą jak najszybciej zobaczyć.

Cleo jęknęła.
–   Mówiłam   ci,   że   będę   miała   czas   na   kolację   dopiero   w 

sobotę albo w niedzielę. Mam tu pełno gości.

–   Daj   spokój   z   kolacją.   Muszę   z   tobą   natychmiast 

porozmawiać. To bardzo ważne.

Cleo   zdjęła   stopę   z   ławki   i   wyprostowała   się.   Nigdy   nie 

słyszała takiej nuty w głosie Nolana.

– Czy coś się stało?
– Ty o to pytasz?
– Nolanie, ja nic z tego nie rozumiem.
– Do diabła, Cleo! Muszę z tobą porozmawiać.
–   Nie   denerwuj   się   –   powiedziała   łagodnie   Cleo.   – 

Porozmawiamy. Chcesz teraz tu podjechać?

– Nie – odparł szybko. – Nie mogę. Przyjdź na plażę.
– Nolanie, mamy luty, a nie sierpień. Jest zimno. Dlaczego 

chcesz się ze mną spotkać na plaży?

Cleo zdawała sobie sprawę, że Max uważnie przysłuchuje 

się jej rozmowie.

– Cleo, bądź na plaży.  Za  piętnaście  minut.  Przynajmniej 

tyle jesteś mi winna.

–   Winna?   Nolanie,   czyś   ty   zwariował?   Nie   jestem   ci   nic 

winna.

– Owszem. Do zobaczenia za chwilę.
– Zaczekaj, mam tu mnóstwo gości i śniadanie dla nich na 

głowie. Nie mogę teraz wyjść.

34

background image

– Nie zabiorę ci dużo czasu. To naprawdę bardzo ważne. 

Dotyczy przyszłości nas obojga.

Nolan przerwał rozmowę.
Cleo skrzywiła się, odwieszając słuchawkę.
–   Jest   trochę   zdenerwowany.   Lepiej   będzie,   jak   pójdę   i 

zobaczę, o co mu chodzi.

– Kto to był?
Max wziął nóż i zaczął kroić drugą bułkę.
–   Nolan   Hildebrand   pełni   obowiązki   burmistrza   Harmony 

Cove. Myślę, że ma znacznie większe ambicje polityczne, ale 
staram się nie mieć mu tego za złe. W końcu, ktoś się musi 
zajmować polityką, prawda? Tak czy owak widuję się z nim od 
jakichś pięciu miesięcy. 

Max zmrużył oczy.
– Widujesz się z nim?
Cleo się zaczerwieniła.
– No, wiesz, umawiam się z nim. Tu, w Harmony Cove, nie 

ma   wielkiego   wyboru.   Nie  wiem,   czy   zauważyłeś,   że   to   jest 
bardzo małe miasteczko.

– Zauważyłem.
– Tak, no, więc Nolan i ja jadamy razem kolację kilka razy 

w tygodniu, jeśli nie jestem zajęta w zajeździe.

Cleo   nie   miała   pojęcia,   dlaczego   właściwie   się   tłumaczy. 

Może   dlatego,   że   od   śmierci   rodziców   przed   czterema   laty 
prawie nie spotykała się z mężczyznami.

Przez   długi   czas   nie   mogła   otrząsnąć   się   z   szoku,   jaki 

przeżyła tego dnia, kiedy weszła do zalanego krwią salonu w 
domu   rodziców.   Od   czasu   do   czasu   widywała   ten   pokój   w 
koszmarnych snach, z których budziła się zlana zimnym potem.

Policja uznała to za morderstwo i samobójstwo. Z jakiegoś 

powodu, którego nikt nie znał, być może w ferworze namiętnej 
kłótni,   dobrze   prosperujący   przedsiębiorca,   Edward   Robbins, 
zabił swoją żonę, a potem sam się zastrzelił.

Cleo nigdy nie przyjęła werdyktu do wiadomości. Pół roku 

psychoterapii niewiele pomogło. Powoli pogodziła się ze stratą 

35

background image

rodziców, ale nie z orzeczeniem, które uznawała za całkowicie 
bezsensowne.

Była   jedynaczką   i   doskonale   wiedziała,   jak   bardzo   jej 

rodzice byli ze sobą związani. Jedno mogło pójść do grobu za 
drugim,   ale   nigdy   nie   mogłoby   drugiego   zamordować.   Cleo 
uważała to za absolutnie niemożliwe. Policja twierdziła, że takie 
rzeczy zdarzają się w najlepszych rodzinach.

Kiedy Cleo wynurzyła się wreszcie z odrętwienia, w jakie 

zapadła tamtego straszliwego dnia, była na świecie sama. Miała 
wówczas dwadzieścia trzy lata.

Powoli i z wielkim trudem zaczęła życie na nowo. Często w 

tym   okresie   jeździła   na   wybrzeże,   przyciągana   wiecznym, 
łagodzącym   wołaniem   oceanu.   Tam   odkryła   Azyl   w   Cosmic 
Harmony i odnalazła w sobie siłę, aby odbudować swój świat.

Za pieniądze odziedziczone po rodzicach Cleo kupiła stary 

wiktoriański zajazd na skraju Harmony Cove. Z czasem zebrała 
wokół siebie grono przyjaciół.

Była to luźna grupa, od czasu do czasu ktoś odchodził lub 

przychodził, ale zawsze byli: Cleo, Andromeda, Daystar, Sylvia 
Gordon i jej synek Sammy.

W pewnej chwili do grupy dołączyli Trisha Briggs i Benji 

Atkins. A potem Jason Curzon. I tak powstała – całkiem nie 
tradycyjna – rodzina.

Cleo pośród przyjaciół  nie odczuwała potrzeby posiadania 

kochanka.   Nie   posądzała   siebie   o   to,   że   jest   oziębła,   lecz 
niewątpliwie   jakaś   jej   część   była   nadal   uśpiona. 
Psychoterapeutka   sądziła,   iż   Cleo   obawia   się   intymnych 
związków,   ponieważ   bliski   związek   jej   rodziców   został   tak 
szokująco przerwany.

Zdaniem psychoterapeutki Cleo z jednej strony marzyła  o 

takim emocjonalnym związku, jakim cieszyli się jej rodzice, z 
drugiej jednak obawiała się go. Tylko choroba umysłowa mogła 
spowodować,   że   Edward   Robbins   zastrzelił   swoją   ukochaną 
żonę.   Terapeutka   była   przekonana,   iż   Cleo   obawiała   się,   że 
wielka   miłość   może   się   opierać   na   równie   wielkiej   i   bardzo 

36

background image

niebezpiecznej obsesji.

Jedyną rzeczą, której Cleo była całkowicie pewna, było to, 

że może sobie pozwolić na związek z mężczyzną dopiero wtedy, 
kiedy pokocha go tak, jak jej matka kochała jej ojca. Wiedziała, 
że dla niej liczy się jedynie prawdziwa miłość.

Od jakiegoś czasu spotykała się z Nolanem Hildebrandem, 

ale nigdy nie zostali kochankami.

Max bacznie się jej przyglądał.
– Czy Jason wiedział o Hildebrandzie? – spytał.
Zaskoczyło ją to pytanie.
– Oczywiście. Mówiłam ci, że spotykam się z Nolanem od 

paru miesięcy.

Max odłożył ostatni, nie dojedzony kęs bułki i oparł łokcie 

na   stole.   Pochylił   się   do   przodu   i   spojrzał   na   nią   zimnym 
wzrokiem.

– Chcesz powiedzieć, że Jason dzielił się tobą z burmistrzem 

Harmony Cove?

– Dzielił się mną? – Zamrugała oczyma  zaskoczona. – O 

czym ty w ogóle mówisz?

– Dobrze wiesz, o czym mówię. Znałem Jasona dwanaście 

lat i wiem, że nie byłby w stanie dzielić się swoją kobietą z 
innym mężczyzną.

Zażenowana i zdumiona Cleo wreszcie zrozumiała, o czym 

Max mówi.

– Zwariowałeś? Jason i ja byliśmy przyjaciółmi.
– Aha.
– Dobrymi przyjaciółmi. Nie kochankami. Na litość boską, 

Maxie, Jason mógłby być moim dziadkiem.

– I co z tego? Nie byłabyś pierwszą kobietą, która złapała 

starszego faceta, żeby skorzystać z jego pieniędzy.

–   Ach,   więc   o   to   ci   chodzi.   –   Gniew   zajął   miejsce 

zażenowania.   –Jeśli   chcesz   wiedzieć,   to   Jason   nie   miał   dużo 
pieniędzy. Nigdy nie udało mu się sprzedać ani jednego obrazu. 
Był starym człowiekiem, który żył z emerytury.

– Czyżby?

37

background image

Zerwała się na nogi.
– To niesłychane. Myślałam, że byłeś przyjacielem Jasona. 

Myślałam,   że   wiedziałeś   o   życiu,   jakie   prowadził   i   o   jego 
rodzinie tutaj, u nas.

– Chcesz powiedzieć, że nie byłaś kochanką Jasona?
– Nie mam zamiaru w ogóle niczego więcej mówić. Proszę 

wybaczyć,   ale  muszę  pędzić   na  spotkanie   z  jednym  z  moich 
licznych kochanków. Spodziewam się, że kiedy wrócę, już cię tu 
nie będzie.

Obróciła   się   na   pięcie   i   wymaszerowała   z   kuchni.   Nie 

odwracając się wiedziała, że Max nie spuści z niej oka, dopóki 
nie wyjdzie.

Kwadrans   później,   nadal   wściekła   z   powodu   małej,   lecz 

szalenie nieprzyjemnej sceny w kuchni, zaparkowała samochód 
koło plaży. Jeep Nolana Hildebranda już tam stał. Poza tym było 
zupełnie pusto, o tej porze roku niewiele osób przychodziło na 
plażę.

Zimny   i   mokry   podmuch   wiatru   uderzył   Cleo,   kiedy 

wysiadła   z   samochodu.   Jej   fryzura   natychmiast   straciła   swój 
kształt   i   luźne   kosmyki   włosów   rozwiały   się   wokół   twarzy. 
Ocean burzył się i gotował, zanosiło się na sztorm. Była pewna, 
że nim burza dojdzie do wybrzeża, ona znajdzie się z powrotem 
w zajeździe. Miała też nadzieję, że nie zobaczy już tam Maxa 
Fortunek. Potrząsnęła głową z niechęcią, zła na siebie, że tak się 
w jego ocenie pomyliła. Zazwyczaj właściwie oceniała ludzi.

Drzwi jeepa otwarły się i Nolan wysiadł. Ruszył w jej stronę 

szybkim krokiem, uniesiony kołnierz skórzanej kurtki bronił go 
przed   wiatrem,   którego   podmuchy   rozwiewały   jego 
jasnobrązowe włosy, uwydatniając ładną twarz. W jednej ręce 
niósł papierową torbę.

Przyglądała   mu   się   z   sympatią.   Od   samego   początku 

wiedziała,   że   Nolan   nie   będzie   wielką   miłością   jej   życia.   U 
zarania   znajomości   usilnie   starał   się   ją   uwieść,   kiedy   jednak 
odrzuciła zaproszenie do łóżka, był wyraźnie zadowolony.

38

background image

Nolan był  miłym  kompanem przy stole, a poza tym  Cleo 

naprawdę   podziwiała   jego   zarządzanie   miasteczkiem.   Łączył 
obowiązki burmistrza z pracą w niewielkiej firmie prawniczej, 
założonej przez jego ojca.

– Obawiałem się, że nie przyjedziesz. – Nolan zatrzymał się 

przed Cleo. Wcisnął jedną rękę do kieszeni kurtki i przyglądał 
się jej zdenerwowany.

Cleo odczuła poważne zaniepokojenie. Najwyraźniej coś się 

stało.

– O co chodzi, Nolanie?
–   Chcę   wiedzieć   tylko   jedno.   –   Nolan   wyciągnął   do   niej 

papierową torbę. – Czy to ty napisałaś?

– Co takiego? – Wyczuła przez papier kształt książki.
Otworzyła torbę i zajrzała do środka. Zamarła. Miała przed 

oczyma   znajomą   białą   okładkę.   Tytuł:   „Lustro”   był   na   niej 
wytłoczony   również   białymi   literami.   Jednym   kolorowym 
akcentem  był  kawałek czerwonej  wstążki,  wijący się na dole 
okładki.

– Och, mój Boże – mruknęła Cleo.
– Napisałaś to? – powtórzył Nolan.
– No, tak. Tak, rzeczywiście to ja jestem autorką. Ta książka 

wyszła   parę   miesięcy   temu.   –   Uśmiechnęła   się   niepewnie.   – 
Wiesz, to moja pierwsza książka.

– Wydałaś ją pod pseudonimem? – Zabrzmiało to bardziej 

jak stwierdzenie niż jak pytanie.

– Tak. – Delikatnie zamknęła torbę. Odchrząknęła. – To, hm, 

jest uważane za raczej niezły przykład kobiecej erotyki.

– Erotyki!
– Kilka czasopism literackich i feministycznych zamieściło 

bardzo dobre recenzje.

Nolan spojrzał na nią z oburzeniem.
– Przecież to zwykła pornografia.
–   O   nie,   na   pewno   nie.   –   Obronnym   ruchem   przycisnęła 

książkę   do   piersi.   –   Powiedziałam   ci,   to   jest   erotyka.   To 
ogromna różnica.

39

background image

–   Nie   dla   każdego,   nie   dla   prasy.   Nie   dla   prawicowych 

dziennikarzy,   którzy   uznają,   że   jestem   zbyt   liberalnym 
politykiem.  Nie dla konserwatywnych  mieszkańców  Harmony 
Cove.

Cleo przygryzła wargę.
– Nie rozumiem.
– O Jezu, Cleo! – Nolan zdesperowanym gestem przejechał 

ręką   po   rozwianych   wiatrem   włosach.   –   Zaczynam   budować 
karierę   polityczną.   Nie   rozumiesz,   jak   bardzo   mogłaby   mi 
zaszkodzić ta książka?

– To ja ją napisałam, nie ty.
– Nie rozumiesz? Wystarczy sam fakt, że się spotykaliśmy. 

A co by było, gdybyśmy się pobrali? Byłbym skończony jako 
mąż królowej pornografii.

Przyglądała mu się ze zdumieniem.
– Nigdy nie mówiłeś o małżeństwie. 
Nolan skrzywił się,
– Myślałem o tym ostatnio.
– Nolanie, to idiotyczne. Nie jesteśmy zakochani i doskonale 

o tym wiesz.

– Myślałem, że stworzylibyśmy zgraną parę. – Spojrzał na 

nią z wymówką. – Wiesz, jak to jest dzisiaj z politykami. Środki 
masowego   przekazu   badają   wszystko   pod   lupą.   Ze   swoim 
pochodzeniem nadawałabyś się na moją żonę.

– Ja?
–   Żadnych   skandali,   żadnych   nieprzyjemnych   historii, 

żadnych stałych związków z innymi mężczyznami…

– I niezłe własne dochody z zajazdu, co? – dokończyła sucho 

Cleo.

– Pieniądze nie mają tu nic do rzeczy – stwierdził Nolan z 

godnością. – Pociągała mnie wyłącznie twoja osobowość. Do 
diabła, wiem nawet, że nie sypiasz z facetami na prawo i lewo. 
Jedyna rzecz, która mnie trochę niepokoiła, to twoja zażyłość z 
tymi dziwnymi kobietami z Cosmic Harmony.

–   Moje   przyjaciółki   nie   są   dziwne   –   zaprotestowała   ze 

40

background image

złością. – Uważasz zatem, że mam doskonałą przeszłość, co? A 
moi rodzice?

– Co takiego? Wiem, że nie żyją.
– Ale nie wiesz, jak zginęli. Nigdy ci nie mówiłam.
– Miałem wrażenie, że zginęli w wypadku samochodowym.
– Owszem, starałam się stworzyć takie wrażenie na użytek 

mieszkańców Harmony Cove. Prawda jest dużo trudniejsza do 
wyjaśnienia.

– A jaka jest prawda?
Uniosła głowę do góry. 
– Policja stwierdziła, że mój ojciec zastrzelił moją matkę, a 

potem popełnił samobójstwo. No, i jak ci się to podoba? Nie 
sądzisz, że byłby to niezły kąsek dla gazet?

Nolan był najwyraźniej zszokowany.
– To prawda? Powinnaś była mi powiedzieć.
– Dlaczego? Mam prawo do prywatności. Poza tym nie są to 

tematy do rozmów przy kolacji w restauracji Crab Pot.

Cleo poprawiła okulary na nosie i głęboko odetchnęła. Była 

wściekła   na   siebie,   że   zdradziła   Nolanowi   bolesne   fakty 
dotyczące śmierci rodziców. Prawie nigdy o tym  z nikim nie 
rozmawiała.

–  Moglibyśmy   jakoś   z   tego   wybrnąć,   choć   nie   byłoby   to 

łatwe.   Ale   nigdy   nie   wytłumaczylibyśmy   się   z   tej   twojej 
cholernej książki. – Nolan patrzył na nią z gorzkim wyrzutem. – 
Muszę przyznać, że nieźle mnie nabrałaś.

–   Bardzo   mi   przykro.   Nie   miałam   pojęcia,   że   rozważasz 

moją kandydaturę  na żonę polityka.  Mogłeś  wcześniej o tym 
wspomnieć. Opowiedziałabym ci wszystkie okropne szczegóły z 
mojego życia.

– Doprawdy?
– Jak najbardziej. – Rzuciła mu drwiące spojrzenie. – Nie 

sądzisz chyba, że chciałabym zostać żoną polityka?

Nolan zaczerwienił się.
– Słuchaj, Cleo, bardzo mi przykro. Także z powodu twoich 

rodziców. I w ogóle. Jakoś nie umiem tego powiedzieć. Tylko, 

41

background image

że ta książka to był dla mnie prawdziwy szok.

– Widzę.
– Popatrz na to z mojego punktu widzenia. Nie wiedziałem, 

że wydałaś cokolwiek, a co dopiero to. – Spojrzał na torbę z 
wyrazem obrzydzenia.

– Nie mówiłam ci o „Lustrze”, bo nie chciałam, żeby ktoś 

spoza rodziny wiedział, że to ja ją napisałam.

– Nie dziwi mnie to zupełnie.
– Nie dlatego, że się wstydzę – krzyknęła Cleo. – Ale ta 

książka jest dla mnie czymś  bardzo osobistym.  Nikt tutaj nie 
potrafiłby   tego   zrozumieć.   Nie   chciałam,   żeby   ten   chłopak, 
który pracuje w drogerii Benningtona ślinił się na mój widok za 
każdym razem, kiedy kupuję szampon. Nie chciałam, żeby facet 
ze   stacji   benzynowej   robił   głupie   uwagi.   Nie   chciałam   się 
tłumaczyć przed Patty Loftins w zakładzie kosmetycznym.

–  Ja   przecież   rozumiem.   –  Nolan   odwrócił   się   twarzą   do 

szalejącego   oceanu.   –   Patty   to   największa   plotkara   w 
miasteczku.

Cleo   spojrzała   na   papierową   torbę.   Nikt   nie   potrafiłby 

zrozumieć „Lustra”. Książka była zbyt osobista, zbyt związana z 
jej   najgłębszym   jestestwem.   Zawarła   w   niej   wszystkie   swoje 
najbardziej intymne fantazje, odkryła swoje zmysłowe wnętrze.

Skrywana namiętność połączona z bolesną samotnością dała 

w efekcie  opis  kobiety poszukującej  emocjonalnej  bliskości  i 
fizycznego spełnienia. Książka dosłownie eksplodowała z niej 
półtora roku temu, a wydano ją przed miesiącem.

Krytycy   na   ogół   życzliwie   podeszli   do   „Lustra”.   Jedynie 

Cleo wiedziała, że żaden z nich tak naprawdę jej nie zrozumiał. 
Uważano,   że   jest   to   opowieść   auto-erotyczna,   w   której 
narratorka   obcuje   z   męskimi   elementami   jej   własnej 
osobowości.

Nikt nie zrozumiał znaczenia mężczyzny w lustrze.
Praca nad „Lustrem” była dla Cleo oczyszczeniem, a także 

zachętą do dalszego pisania, chociaż wiedziała, że żadna z jej 
następnych książek nie będzie do niej podobna.

42

background image

– Szkoda, że nie umiem ci tego wytłumaczyć – powiedziała 

cicho.   –   „Lustro”   było   dla   mnie   czymś   jedynym   w   swoim 
rodzaju.

–   Mam   nadzieję.   Wczoraj   wieczorem   trochę   sobie 

poczytałem. Nie mogłem uwierzyć, że to ty pisałaś. Nie chciałaś 
nawet pójść ze mną  do łóżka. – Nolan rzucił jej piorunujące 
spojrzenie. – Może to i lepiej. Nie wytrzymałbym porównania z 
fantazjami   w   tej   cholernej   książce.   Żaden   mężczyzna   by   nie 
wytrzymał. Kobieta z książki kocha się sama ze sobą. Facet nie 
jest jej potrzebny, prawda?

– Nic nie rozumiesz.
–   Właśnie,   że   rozumiem.   Teraz   już   wiem,   dlaczego   nie 

chciałaś   się   ze   mną   przespać.   Nie   dlatego,   że   jesteś   taka 
porządna,   prawda?   Doszłaś   po   prostu   do   wniosku,   że   żaden 
facet nie da ci tego, co twoja wyobraźnia w połączeniu z dobrym 
wibratorem.

– Przestań! – Cleo cofnęła się o krok. – Nie chcę na ten 

temat więcej rozmawiać. Powiedziałam ci, że nic nie rozumiesz.

– Rozumiem, że książka ta zmniejszyłaby moje szanse na 

wejście   do   palestry   stanowej   w   przyszłym   roku.   Stałbym   się 
pośmiewiskiem.

Miała dość.
–   Uspokój   się.   Jesteś   uratowany.   Jeśli   o   mnie   chodzi, 

możemy   się   już   nigdy   w   życiu   nie   spotkać,   chyba   że 
przypadkiem w sklepie spożywczym.

– Do diabła, Cleo! Nie chciałem, żeby to się tak skończyło. 

Ale ja cię naprawdę poważnie traktowałem.

– Nic się nie martw. Udało się zerwać nasz związek, zanim 

zdążyłam   ci   przeszkodzić   w   twojej   wspaniałej   karierze 
politycznej.

– To nie tylko o to chodzi – mruknął Nolan. – Lubiłem cię, 

Cleo, naprawdę cię lubiłem.

Westchnęła.
– Ja też cię lubiłam, Nolanie. I nadal cię lubię. Pewnie nawet 

będę na ciebie głosowała w przyszłym roku.

43

background image

– Dzięki. – Nagle zabrakło mu słów. – Słuchaj, ja nikomu o 

tej książce nie powiem.

– Będę ci bardzo wdzięczna.
– No, to chyba wszystko. Nie masz mi za złe, prawda?
– Jasne. Skąd. Absolutnie nie. – Obróciła się i ruszyła do 

samochodu.   Raptem   przyszła   jej   do   głowy   pewna   myśl.   Z 
powrotem   odwróciła   się   do   Nolana.   –   Chciałabym   wiedzieć 
jedną rzecz.

– Co takiego?
– Skąd się dowiedziałeś o „Lustrze”?
Zacisnął usta.
– Ktoś mi ją wrzucił do skrzynki na listy razem z kartką.
Cleo zadrżała.
– Kartką?
– Aha. Jest w książce.
Kiwnęła głową i poszła do samochodu. Otworzyła drzwi i 

wsiadła.   Przez   chwilę   siedziała   nieruchomo   za   kierownicą, 
patrząc,   jak   Nolan   ruszył   i   odjechał   jeepem   wąską   drogą   do 
miasta.

Kiedy   jego   samochód   znikł   jej   z   oczu,   powoli   otworzyła 

papierową   torbę.   Przez   długi   czas   wpatrywała   się   w   okładkę 
„Lustra”, a później otworzyła książkę i wyjęła ze środka złożoną 
kartkę. Jej treść była krótka i rzeczowa:

Królowa Nilu jest Królową Brudu. Mężczyzna z widokami 

na   przyszłość   nie   może   sobie   pozwolić,   aby   go   widywano   z  
kurwą.

Ton przesłania był niepokojąco znajomy i przypominał Cleo 

anonim,   który   dostała   w   zeszłym   miesiącu.   Po   chwilowym 
szoku   Cleo   wyrzuciła   go   i   przestała   się   nim   przejmować. 
Ostatecznie dostała list za pośrednictwem wydawcy i jego autor 
nie mógł wiedzieć, kto napisał książkę.

Teraz   jednak   okazało   się,   że   nie   tylko   wie,   ale   także 

postanowił ją ukarać. I dobrze wiedział, gdzie jej szukać.

Drżącą   ręką   Cleo   przekręciła   kluczyk   w   stacyjce.   Nagle 

zapragnęła,   aby   jak   najszybciej   znaleźć   się   w   bezpiecznym 

44

background image

wnętrzu zajazdu.

45

background image

Rozdział trzeci

Max przystanął w otwartych drzwiach dużej sali. Osobliwie 

umeblowany   pokój   wypełniali   uczestnicy   seminarium.   Wśród 
nich mężczyzna o srebrnych, fantazyjnie ułożonych włosach, z 
ciężkim złotym zegarkiem i wielkim pierścieniem z brylantem 
na palcu. Miał na sobie marynarkę i ręcznie szyte skórzane buty, 
które   musiały   kosztować   przynajmniej   tyle   co   te,   które   nosił 
Max. Najwyraźniej na seminariach motywacyjnych można było 
zrobić niezłe pieniądze.

–   Nazywam   się   Herbert   T.   Valence   i   coś   wam   powiem. 

Jestem wprost nieprawdopodobny. – Valence emanował energią. 
Niemal tańczył na czubkach palców, rozglądając się po sali. – 
Jestem niesamowity.  Mogę zrobić wszystko, co zechcę. I coś 
wam powiem – wy również. Proszę głośno powtórzyć, wszyscy: 
„Jestem nieprawdopodobny”.

–   Jestem   nieprawdopodobny   –   powtórzyli   obecni   jednym 

głosem.

– Jestem niesamowity – powiedział Valence. Wyglądał tak, 

jakby miał za chwilę wybuchnąć z przejęcia i z entuzjazmu.

– Jestem niesamowity.
–   Mogę   zrobić   wszystko,   co   zechcę   –   podpowiedział 

Valence.

– Mogę zrobić wszystko, co zechcę.
– Siła myślenia pozytywnego pochodzi dosłownie nie z tego 

świata – oznajmił Valence z triumfalnym uśmiechem. – Jest to 
energia w najczystszej postaci. Jest to paliwo, które tylko czeka, 
aby je wlać do waszych twórczych silników.

Max z zainteresowaniem przyglądał się, jak Valence niemal 

pofrunął do ściany z wykresem.

–   Jestem   tu,   żeby   was   nauczyć   sposobów   osiągnięcia 

wszystkiego   –   mówił   dalej   Valence.   –   Pieniędzy,   władzy, 
sukcesu   i   poczucia   własnej   godności.   Dojdziecie   do   nich, 
postępując według mojego prostego programu Pięciu Kroków. 
Czy   chcecie   nosić   takie   ubrania   jak   ja?   Czy   chcecie   jeździć 

46

background image

Porsche'em?   Wszystko   to   stanie   się   waszym   udziałem,   jeśli 
będziecie mnie słuchać. Gwarantuję.

Max   stracił   zainteresowanie   i   ruszył   w   kierunku   holu. 

Zatrzymał się przed pierwszym z brzegu pejzażem i przyglądał 
mu się przez jakiś czas.

Obrazek   przedstawiał   wzburzone   morze.   Technika 

pozostawiała wiele do życzenia, pejzażowi brakowało dynamiki, 
a   kolory   były   nieciekawe.   Najwyraźniej   obraz   wyszedł   spod 
pędzla amatora. Jason poprawnie ocenił siebie jako malarza.

– Tu jesteś, Maxie. Szukałam cię. – Sylvia Gordon machała 

do niego z otwartych drzwi biura. – Przed chwilą był do ciebie 
telefon. Przełączyłam do twojego pokoju, ale nikt nie odbierał, 
przyjęłam   więc   wiadomość.   Max   odwrócił   się   od   pejzażu   i 
podszedł do biurka.

– Dziękuję – powiedział.
– Nie ma za co. – Sylvia uśmiechnęła się. – Przepraszam, że 

cię nie znalazłam. – Podała mu kartkę papieru. – Tej kobiecie 
bardzo zależało, żeby się z tobą skontaktować.

Max rzucił okiem na papier.
Dzwoniła   Kimberly.   Chce,   żebyś   do   niej   jak   najszybciej  

zadzwonił. Bardzo ważne.” „Bardzo ważne” było podkreślone 
trzy razy.

– Sprawy zawodowe – mruknął Max. – Nic ważnego. 
Zmiął kartkę i wrzucił ją do kosza, tak jak robił od miesiąca 

ze   wszystkimi   pilnymi   wiadomościami   od   Kimberly.   Od 
niechcenia zastanowił się, w jaki sposób udało jej się odszukać 
go tutaj, na wybrzeżu.

– Czy Cleo już wróciła? – spytał.
– Nie. – Sylvia spojrzała na kosz do śmieci. Kiedy ponownie 

podniosła   wzrok   na   Maxa,   w   jej   oczach   czaił   się   domysł.   – 
Spodziewam jej się lada chwila. Nie może zostawić na długo 
zajazdu, gdy mamy tylu gości.

Na   odgłos   grzmotu   Max   spojrzał   w   okno.   Na   zewnątrz 

zrobiło się ciemno. Wiatr hałasował pod okapem. Ulewa była 
nieunikniona. Po niebie przeleciała błyskawica.

47

background image

– Kolejna burza – stwierdził.
Sylvia wzruszyła ramionami.
– To normalne o tej porze roku. Dziękuję ci za odnalezienie 

kaczki Sammy'ego. To jego ulubiona zabawka.

– Żaden problem.
–   Jason   dał   mu   tę   kaczkę.   –   Uśmiechnęła   się   drżącymi 

wargami. – Sammy jest w tym wieku, kiedy szuka się męskiego 
bohatera. Wiesz, jak to jest.

–   Sammy   mówił,   że   jego   ojciec   zaginął.   Poszedł   szukać 

samego siebie.

Sylvia skrzywiła się.
– Dzieci wszystko biorą dosłownie, prawda? Ale Sammy ma 

trochę racji. Pewnego dnia Doug wrócił z pracy i oznajmił, że 
nie   może   udźwignąć   ciężaru   odpowiedzialności   za   żonę   i 
dziecko.   Powiedział,   że   nasze   małżeństwo   było   okropną 
pomyłką.  Zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Sammy miał wtedy 
zaledwie roczek.

– Rozumiem z tego, że twój były małżonek nie odwiedza 

Sammy'ego?

Potrząsnęła głową.
– Doug wrócił na wschód, po czym najwyraźniej poczuł się 

gotów do odpowiedzialności. Słyszałam, że znów się ożenił i ma 
nową rodzinę. Nigdy nie kontaktował się ze mną ani z Sammym 
osobiście, wyłącznie przez adwokata. Od czasu do czasu daje 
pieniądze na dziecko.

Następna błyskawica przecięła pociemniałe niebo i w tym 

samym momencie zgasło światło.

–   Cholera   –   mruknęła   Sylvia.   –   Znów   wysiadła 

elektryczność. Mam nadzieję, że tym razem to tylko korki. W 
zeszłym miesiącu drzewo spadło na druty i nie mieliśmy światła 
przez parę godzin.

Max skorzystał z okazji.
– Jak chcesz, mogę sprawdzić korki.
Spojrzała na niego z wdzięcznością.
–   Dzięki.   Poczekaj.   –   Sięgnęła   pod   biurko   i   wyciągnęła 

48

background image

latarkę. – Trzymamy ją pod ręką na wszelki wypadek. Światło 
ciągle wysiada.

W tej właśnie chwili Herbert T. Yalence wyskoczył z sali 

wykładowej. Poprzedni radosny entuzjazm, malujący się na jego 
twarzy, ustąpił miejsca wzburzeniu.

– Co się tu dzieje? – zawołał. – Właśnie pokazuję film na 

wideo. Co się stało z elektrycznością?

– Idę to sprawdzić – odparł grzecznie Max, biorąc latarkę od 

Sylvii.

–   Lepiej   niech   się   pan   pośpieszy,   dobrze?   Prowadzę 

seminarium i muszę dbać o swoją reputację. Nie mogę pracować 
bez pomocy audiowizualnych.

– Niech pan będzie twórczy – poradził mu Max – i myśli 

pozytywnie. Pozytywne  myślenie jest paliwem, które napędza 
silnik twórczości, chyba pan to jeszcze pamięta, co?

Sylvia odwróciła się, ale Max zdążył spostrzec, że walczyła 

ze śmiechem. Twarz Valence'a wykrzywiła się z wściekłości.

– Czy to ma być śmieszne? – spytał zimno.
– Daję panu tylko pańskie własne rady. – Max obszedł go 

naokoło, kierując się w stronę schodów do piwnicy. – I robię to 
całkowicie za darmo.

–   Chwileczkę   –   prychnął   Valence.   –   Nie   muszę   słuchać 

pańskich impertynencji.

W tej chwili otworzyły się drzwi wejściowe. Max zerknął 

przez ramię na Cleo, która razem z wiatrem wpadła do środka.

Pod   pachą   kurczowo   trzymała   papierową   brązową   torbę. 

Kiedy   zamykała   za   sobą   drzwi,   Max  dostrzegł   na  jej   twarzy 
zdenerwowanie.   Najwyraźniej   spotkanie   z   Hildebrandem   nie 
przebiegło bezstresowo.

– Fiu! – Cleo zamknęła drzwi i przeczesała palcami mokre 

włosy. – Leje jak z cebra. Wszystko w porządku, Sylvio?

– Nie, nie w porządku – odezwał się Valence, nim Sylvia 

zdołała cokolwiek powiedzieć. – Nie ma światła. Żądam, aby je 
natychmiast   naprawić.   Jak   pani   dobrze   wie,   prowadzę   tu 
seminarium. Ciężką pracą wyrobiłem sobie bardzo dobrą opinię, 

49

background image

o którą muszę dbać, a nie mogę nic zrobić bez elektryczności.

Max przyglądał się, jak twarz Cleo przybiera profesjonalnie 

uspokajający uśmiech właścicielki zajazdu.

–   Ależ   tak,   naturalnie,   proszę   pana.   Zaraz   ktoś   się   tym 

zajmie.

– Już się zająłem. – Max podniósł do góry latarkę. 
Cleo obrzuciła go niechętnym spojrzeniem.
– Myślałam, że jak wrócę, ciebie już tu nie będzie.
– Skąd taki pomysł? Dopiero co mnie zatrudniłaś.
Cleo   wyglądała   tak,   jakby   chciała   mu   coś   ostro 

odpowiedzieć, ale powstrzymała ją obecność Valence'a.

– Co ty właściwie robisz?
–   Idę   do   piwnicy   sprawdzić   korki.   Masz   coś   przeciwko 

temu?

– Pójdę z tobą.
– Myślę, że sam sobie poradzę.
– Powiedziałam, że pójdę z tobą. – Cleo ponownie obdarzyła 

Valence'a uroczym uśmiechem. – To nie potrwa długo, proszę 
pana. Zaraz wszystko będzie w porządku.

–   Mam   nadzieję   –   mruknął   Valence.   –   Mój   czas   jest 

niesłychanie  cenny.  Nie mogę  sobie  pozwolić,  aby go tracić, 
siedząc   i   czekając,   aż   ktoś   włączy   światło.   –Rzucił   ostatnie 
rozzłoszczone spojrzenie Maxowi i odszedł.

Max przyglądał mu się przez chwilę, a potem zwrócił się do 

Cleo:

– Czy wiesz, że on jest nieprawdopodobny? I niesamowity?
– O czym ty mówisz? Czekaj, daj mi to. – Wyrwała mu z 

ręki latarkę i ruszyła do drzwi prowadzących do piwnicznych 
schodów. – Dlaczego jeszcze tu jesteś?

– Z wielu powodów. – Otworzył drzwi i   rzucił okiem na 

ciemną przestrzeń ogromnej piwnicy. – Między innymi dlatego, 
że nie przeprosiłem za drobne nieporozumienie, jakie wydarzyło 
się przy śniadaniu.

–   To   nie   było   drobne   nieporozumienie.   –   Cleo   włączyła 

latarkę i ruszyła w dół po schodach. Pod pachą nadal trzymała 

50

background image

papierową   torbę.   –   Byłeś   niegrzeczny,   ordynarny   i 
nieprzyjemny.

– Być może masz rację. – Laska Maxa stukała lekko o każdy 

stopień, kiedy schodził. – Chciałbym cię jednak przeprosić za 
przypuszczenie, że byłaś kochanką Jasona.

–   Kochanką   i   utrzymanką.   –   Cleo   zeszła   na   sam   dół   i 

oświetliła zapchaną piwnicę.

– No, dobrze – odparł cierpliwie Max. – Przepraszam za to, 

że myślałem, iż byłaś kochanką i utrzymanką.

– W porządku, przeprosiłeś, a teraz możesz odejść.
Mocniej chwycił laskę. Nie uda jej się pozbyć go tak łatwo. 

Wciąż nie odzyskał swoich obrazów.

– Obawiam się, że nie mogę teraz odejść. Cleo podeszła do 

szafki z bezpiecznikami.

– Dlaczego?
–   Mówiłem   ci   wczoraj   wieczorem.   To   zajęcie   i   warunki, 

jakie dajesz, są mi potrzebne. Jestem bez pracy.

Odwrócona   do   niego   plecami,   skoncentrowała   się   na 

otwieraniu szafki.

– To nie mój problem.
Max wiedział, że się łamie. Postanowił zmienić taktykę.
– Co się stało z Hildebrandem?
Pstryknęła   wyłącznikiem   i   zabłysło   górne   światło.   Jej 

uśmiech był ponury.

– Nolan ma o mnie taką samą opinię jak ty. Uważa mnie za 

kobietą upadłą. Dobrze zapowiadający się polityk z perspektywą 
kariery   w   Białym   Domu   nie   może   sobie   pozwolić   na 
utrzymywanie kontaktów z kimś takim jak ja.

Max   ze   zdumieniem   stwierdził,   że   ogarnia   go   gniew. 

Przyjrzał się poważnej twarzy Cleo.

– To dość nagłe ze strony Hildebranda.
– Bardzo.
– Skąd to się wzięło?
–   Nie   mam   pojęcia.   –   Zamknęła   drzwi   od   szafki   z 

bezpiecznikami  i zgasiła latarkę. – Przepraszam cię, ale mam 

51

background image

mnóstwo rzeczy do zrobienia, a ciebie czeka długa jazda.

Stanęli twarzą w twarz.
– Zaczekaj. Szczerze cię przeprosiłem. Przykro mi z powodu 

nieporozumienia   i   naprawdę   nie   mam   dokąd   odejść.   Byłbym 
wdzięczny, gdybyś mi pozwoliła zostać tu na jakiś czas. Zarobię 
na swoje utrzymanie.

Zawahała się. W jej oczach widniała niepewność.
–   Szalenie   ci   współczuję,   ale   nie   możesz   oczekiwać,   że 

zostaniesz tu na takich samych warunkach, jakie miał Jason. Nie 
po tym, co powiedziałeś dziś rano.

– Jason był twoim przyjacielem – stwierdził cicho Max. – 

Moim   także.   Co   miałem   myśleć,   kiedy   mi   opowiadał   o 
tajemniczej kobiecie imieniem Cleo? Umierał i nie miał czasu 
ani siły, żeby wprowadzać mnie w szczegóły. Wiedziałem tylko, 
że… – Max przerwał na chwilę, szukając właściwego słowa – 
…że się o ciebie troszczył.

Spojrzenie Cleo zmiękło. Spuściła wzrok i nie odzywała się 

przez  dłuższą chwilę.  Wreszcie  popatrzyła  Maxowi  w oczy i 
powiedziała:

– Dobrze. Ze względu na naszą wspólną przyjaźń z Jasonem 

pozwolę ci zostać. 

–   Dzięki.   –   Przyszło   łatwiej,   niż   się   spodziewał. 

Najwyraźniej Cleo dawała się nabierać na trudne sytuacje.

–   Ale   tylko   do   końca   świątecznego   weekendu   –   dodała 

szybko, jakby potrafiła czytać w myślach i podejrzewała, że ją 
nabrał. – Benji znikł bez śladu i przyda mi się dodatkowa osoba 
do pomocy na następne trzy dni. We wtorek musisz wyjechać.

Trzy dni to kupa czasu, pomyślał. Dużo się może zdarzyć. 

Potrafił   podpisać   i   zerwać   wielomilionowy   kontrakt   w   ciągu 
trzech   dni.   Kiedyś   w   krótszym   czasie   zorganizował   okup   i 
uwolnienie dużej grupy urzędników, których porwali terroryści. 
Przy   odrobinie   szczęścia   odnajdzie   swoje   obrazy   podczas 
następnych trzech dni.

Albo   znajdzie   sposób,   żeby   przedłużyć   pobyt   w   Robbins' 

Nest Inn.

52

background image

Herbert T. Valence miał rację. Najważniejsze jest pozytywne 

myślenie.

Około   dziewiątej   wieczorem   Cleo   zajrzała   do   westybulu. 

Max i Sylvia podawali kawę i likier. Na kominku palił się jasny 
ogień,   stwarzając   przytulną   atmosferę.   Goście   rozmawiali   z 
ożywieniem.

Przez całe popołudnie miała do siebie pretensje o to, że nie 

wykazała dość silnej woli. Wiedziała, że powinna była pozbyć 
się   Maxa   zaraz,   jak   tylko   wróciła   ze   spotkania   z   Nolanem. 
Obiecała   sobie,   że   go   wyrzuci,   ale   jakoś   wzbudził   w   niej 
współczucie.

Nie mogła jednak pozbyć się wrażenia, że nią manipulował.
–   Musisz   przyznać,   że   Max   nadaje   tu   pewien   styl   – 

zauważyła Sylvia, przystając na moment obok niej. – Jason miał 
taki   sam   pański   wygląd,   kiedy   roznosił   napoje.   Goście   to 
uwielbiają.

–   Zachowuje   się   tak,   jakby   był   właścicielem   –   mruknęła 

Cleo. – Spójrz na niego. Wygląda jak pan na zamku.

– Tak to już jest, Cleo. Każ takiemu  człowiekowi  jak on 

wykopać rów, a będzie wyglądał, jakby był właścicielem rowu i 
otaczających go paru tysięcy hektarów.

– Kto go tam wie. Jeździ Jaguarem. A ciuchy, które ma na 

sobie, na pewno nie pochodzą ze sklepu z używaną odzieżą.

– Stara się nam pomóc – stwierdziła Sylvia. – Po południu 

zrobił wszystko, o co go prosiłaś. Nawet przyniósł drewno do 
kominka, choć z tą laską musiało mu być dość trudno.

Cleo   poczuła   wyrzuty   sumienia.   Żałowała,   że   poprosiła 

Maxa   o   przyniesienie   drewna.   Prawdę   mówiąc,   zupełnie 
zapomniała o jego chorej nodze. Było w nim coś takiego, że 
człowiek zapominał o jego lasce i o tym, co ona oznaczała. Max 
po prostu nie wyglądał na faceta, który miał jakieś słabości.

– Jest w nim coś, co mnie niepokoi – mruknęła Cleo.

53

background image

– Co takiego?
– Sama nie wiem – przyznała. Zawahała się. – Myślał, że 

byłam kochanką Jasona.

Sylvia rzuciła jej zaskoczone spojrzenie, a potem roześmiała 

się.

– Żartujesz?
– To wcale nie jest śmieszne.
– Owszem, jest. Problem polega na tym, że jesteś wściekła, 

odkąd wróciłaś ze spotkania z Nolanem.

– Nolan uważa, że jestem królową pornografii.
– Co?!!
– Dowiedział się, że jestem autorką „Lustra”. 
Sylvia patrzyła na nią zaskoczona.
– Przecież nikt o tym nie wie oprócz członków rodziny. Ja 

nikomu nie mówiłam, przysięgam, Cleo. I nie wierzę, żeby ktoś 
inny się wygadał.

– Wiem. Nie przejmuj się. To się musiało wydać prędzej czy 

później.

Sylvia zmarszczyła brwi.
–   Zachowanie   tego   w   tajemnicy   było   dla   ciebie   bardzo 

ważne.

– Dlatego, że ta książka jest taka osobista – odparła Cleo. – 

Nie przeszkadza mi to, że wszyscy będą mnie znać jako autorkę 
„Zemsty doskonałej”, lecz „Lustro” jest za bardzo związane z 
moimi przeżyciami.

– Ja to rozumiem – powiedziała łagodnie Sylvia.
– Powiedziałam Nolanowi, że nie chcę mieć do czynienia z 

nieprzyjemnymi uwagami różnych ludzi, ale tak naprawdę nie 
chcę mieć do czynienia z ich obrzydliwą wścibskością. Za dużo 
jej   doświadczyłam   po   śmierci   rodziców.   Ludzie   zadawali   mi 
okropne,   wstrętne   pytania   o   to,   jak   się   czułam,   kiedy   ich 
znalazłam… – gwałtownie urwała. – Mogę sobie wyobrazić, o 
co by wypytywali z powodu „Lustra”.

Sylvia objęła ją ramieniem.
–   Nie   przejmuj   się,   Cleo.   Najważniejsza   w   tej   chwili 

54

background image

kwestia, to kto powiedział o tym Nolanowi.

– Nie mam pojęcia. Ktoś włożył mu do skrzynki egzemplarz 

książki z kartką informującą, że to ja napisałam „Lustro”. I że 
nie nadaję się na żonę dla kogoś z ambicjami politycznymi.

– Mój Boże, to dość okropne. Nic dziwnego, że masz zły 

humor. A jak zareagował Nolan?

Cleo uśmiechnęła się krzywo.
– Powiedział, że nie jestem już odpowiednią kandydatką na 

panią   Nolanową   Hildebrand.   I   że   moja   pornograficzna 
przeszłość   mogłaby   poważnie   zagrażać   jego   karierze 
politycznej. Wyraził nadzieję, że zrozumiem, dlaczego nie chce 
mieć ze mną nic wspólnego.

– Obrzydliwy hipokryta – mruknęła Sylvia. – Spodziewam 

się, że posłałaś go do diabła.

–   Wszystko   między   nami   skończone   i   wcale   mi   to   nie 

przeszkadza. Moje stosunki z Nolanem nigdy nie były specjalnie 
zażyłe.   Nie   chcę,   żeby   reszta   rodziny   dowiedziała   się   o   tym 
zdarzeniu. Byłoby im przykro.

Sylvia kiwnęła głową.
– Dobrze. Na pewno nic nie powiem. Ale czy sam Nolan nie 

będzie każdemu opowiadał, że to ty napisałaś tę książkę?

–   Nie   sądzę.   Nie   chce,   aby   ktokolwiek   wiedział,   że   był 

związany, nawet na krótko, z kobietą o wątpliwej reputacji.

– Wiem, że go lubiłaś, Cleo, ale muszę powiedzieć, że ten 

facet   to   glista.   Przypuszczalnie   zrobi   wspaniałą   karierę 
polityczną.

Cleo   miała   zamiar   coś   powiedzieć,   kiedy   zobaczyła 

biegnącego   w   ich   kierunku   Sammy'ego.   Chłopiec   był   w 
piżamie. W garści mocno trzymał swoją kaczkę.

– Co ty tu robisz, skarbie? – zapytała Sylvia. – Miałeś iść 

spać.

– Nie mogę spać. – Sammy złapał mamę za rękę i przytulił 

się do jej nogi.

– Zły sen? – spytała Cleo.
– Nie. Trisha płacze.

55

background image

– Płacze? – Cleo zmarszczyła brwi. Trisha zajmowała pokój 

obok Sammy'ego.

– I nie przestaje – dodał Sammy, wtulając twarz w spódnicę 

Sylvii.

– Pójdę na górę i zobaczę, co się dzieje – stwierdziła Cleo. – 

Nie martw się o nią, Sammy. Wszystko będzie dobrze.

Sammy kiwnął głową, ale nie odchodził. Sylvia wzięte go na 

ręce i mocno przytuliła.

– Cleo z nią porozmawia, skarbie. Wszystko będzie dobrze.
–   Trisha   jest   pewno   nieszczęśliwa,   bo   Benji   odszedł   – 

powiedziała Cleo. Spojrzały na siebie z Sylvią. – Uważaj na to, 
co się tutaj dzieje.

– Nie ma sprawy. Max i ja poradzimy sobie z gośćmi.
Sammy spostrzegł Maxa za barem i nagle się rozpromienił.
– Tam jest Max – zawołał. – Cześć, Max. – Pomachał mu 

gumową kaczką.

Max spojrzał w stronę drzwi. Jego wzrok powędrował do 

Sammy'ego, a potem do Cleo. Odstawił butelkę likieru, którą 
trzymał w ręce i podszedł do drzwi.

– Coś się stało? – spytał cicho.
– Trisha płacze – wyjaśnił Sammy. – Cleo idzie ją pocieszyć.
– Rozumiem. – Max uważnie przyglądał się Cleo. – Myślisz, 

że to coś poważnego?

–   Z   punktu   widzenia   Trishy   na   pewno.   Martwi   się   o 

Benjiego. Znikł bez słowa. Zaraz wracam.

Cleo   odwróciła   się   i   pośpiesznie   poszła   w   kierunku 

schodów.  Nie   dziwił   jej  płacz   Trishy.   Martwiła   się  o  nią   od 
poprzedniego wieczora, kiedy okazało się, że Benji gdzieś się 
zapodział.

Pokój Trishy był na drugim piętrze. Wprowadziła się przed 

dwoma laty, przyjmując posadę w Robbins' Nest Inn. Trisha i 
Benji mieli się ku sobie od chwili pierwszego spotkania. Cleo 
wiedziała, że wiele ich łączyło.  Może nawet za wiele. Oboje 
pochodzili z rozbitych rodzin. Zaprzyjaźnili się w Robbins' Nest 
Inn, a gdzieś od pół roku byli kochankami.

56

background image

Z niepokojem obserwowała rozwój romansu między nimi. 

Nie   była   pewna,   czy   potrafią   sobie   poradzić   z 
odpowiedzialnością za swój związek, choć wiedziała, że oboje 
go potrzebowali. Byli na siebie skazani jak dwoje porzuconych 
dzieci, trzymających się kurczowo podczas burzy. Stanęła przed 
drzwiami Trishy i lekko zapukała.

– Trisha? To ja, Cleo.
– Cleo? – spytała Trisha stłumionym głosem. – Jestem już w 

łóżku. Idź sobie.

–   Wiesz,   że   nie   mogę   tego   zrobić.   Sammy   mówi,   że 

płaczesz. Wpuść mnie. Porozmawiamy.

– Nie chcę rozmawiać.
– Nawet o Benjim?
–   Zwłaszcza   o   Benjim.   –   Trisha   zaczęła   gwałtownie 

szlochać.

Cleo nie mogła tego dłużej wytrzymać.
– Wpuść mnie albo przyniosę zapasowy klucz.
Przez chwilę panowała cisza. Potem drzwi powoli otworzyły 

się i ukazała się zapłakana twarz Trishy.

– Ach, Trisha – szepnęła Cleo.
– Wiem, dlaczego sobie poszedł – załkała Trisha i rzuciła się 

w jej wyciągnięte ramiona. – Wszystko przeze mnie.

– Oczywiście, że nie przez ciebie. – Cleo poklepała ją po 

ramieniu. – Dobrze wiesz, że Benji ma własne kłopoty. Musi 
sobie z nimi radzić.

–   Wiem   –   załkała   Trisha.   –   A   ja   mu   dałam   jeszcze 

dodatkowy problem.

– Trisha, to nie jest twoja wina, że Benji odszedł.
– Właśnie, że jest. Będę miała dziecko.
Cleo   na   moment   przymknęła   oczy.   Potwierdziły   się   jej 

najgorsze przypuszczenia.

–   Powiedziałam   Benjiemu,   a   on   nie   potrafił   sobie   z   tym 

poradzić. Dlatego odszedł. Cleo, co ja zrobię? Tak się boję.

–   Nic   się   nie   martw   –   pocieszyła   ją.   –   Wszystko   będzie 

dobrze. Pamiętaj, że masz rodzinę. Nie jesteś sama.

57

background image

Kiedy zmęczona Cleo dotarła do pokoju na drugim piętrze 

wieży,   była   prawie   północ.   Gdy   zamieszkała   w   zajeździe, 
bardzo starannie wybrała swoje lokum. Pokój z widokiem na 
morze znajdował się z dala od pokoi gości i współpracowników 
i był dla niej schronieniem. Czasem potrzebowała samotności.

Otworzyła   kluczem   drzwi   i   weszła   do   środka. 

Pomieszczenie,   tak   jak   reszta   zajazdu,   umeblowane   było   w 
kwiecistym   wiktoriańskim   stylu.   Każdy   przedmiot,   od 
perkalowych   tapet,   przez   łóżko   z   baldachimem,   do 
porcelanowego zegara na stole, był osobiście wybrany przez nią.

Nie   domykając   drzwi   na   korytarz,   nacisnęła   przycisk   na 

ścianie. Lampa przy łóżku oblała ciepłym blaskiem koronkowe 
poduszki.

Światło   odkryło   na  łóżku  coś  jeszcze:  kawałek  czerwonej 

atłasowej wstążki na jednej z poduszek.

Zaszokowana Cleo wpatrywała się w nią. Nagle poczuła, że 

kręci się jej w głowie. Drżącymi palcami nadal przytrzymywała 
klamkę.

–   Cleo?   –   Max   zmaterializował   się   za   jej   plecami.   – 

Szukałem cię. Chciałem z tobą porozmawiać, zanim pójdziesz 
spać.

–   Nie   teraz   –   powiedziała   ochrypłym   głosem.   Nie   mogła 

oderwać wzroku od wstążki.

– Do diabła! – Przepchnął się koło niej i wszedł do pokoju. 

Obrzucił spojrzeniem wnętrze, po czym odwrócił się twarzą do 
dziewczyny. – Co się stało?

– Proszę – szepnęła. – Odejdź.
– Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.
– Odejdź – syknęła.
Zignorował jej polecenie i spokojnie zamknął drzwi.
–  Tylko   nie   mdlej   –   ostrzegł.   –   Nie  wiem,   co   się   robi   z 

mdlejącymi kobietami. – Objął ją ramieniem i mocno przycisnął 

58

background image

do piersi.

–   Nie   bój   się,   nie   zemdleję.   Jeszcze   nigdy   w   życiu   nie 

zemdlałam.

Chciała zignorować pociągające ciepło jego ciała, ale ono 

przenikało   ją,   wypierając   chłód,   który   ją   przed   chwilą 
przejmował. Stała tak kilka minut, przytulona do niego.

Mężczyzna z lustra.
Wreszcie   zaczęła   się   rozluźniać.   Max   był   mocny,   silny   i 

dobrze   pachniał.   Cleo   z   przyjemnością   wdychała   połączenie 
mydła i męskiego zapachu. Nigdy dotąd nie pociągał jej zapach 
mężczyzny. Ukradkiem usiłowała przytulić nos do jego piersi.

– Już dobrze? – spytał.
Pytanie rozwiało delikatną atmosferę, powstającą wokół niej. 

Zażenowana uniosła głowę, poprawiła okulary i odsunęła się od 
Maxa.

–   Chyba   tak.   Przepraszam.   Coś   mnie   przestraszyło.   Już 

wszystko w porządku.

Powoli  wypuścił  ją z objęć.  Ani  przez  chwilę  nie  spuścił 

wzroku z jej twarzy.

– Co to było?
Wiedziała, że nie powinna niczego wyjaśniać, ale szok na 

widok wstążki i dotyk ciała Maxa sprawiły, że nie posłuchała 
głosu rozsądku. Wprawdzie nie musiała się z niczego tłumaczyć, 
lecz odczuła nagłą potrzebę rozmowy z drugim człowiekiem. 
Gdyby był tu Jason, wszystko by mu powiedziała.

Max był przyjacielem Jasona. Max nie był obcy. Na Pewno 

nie.

– Ta wstążka… – nie wiedziała od czego zacząć. Podeszła 

do łóżka i spojrzała na zwinięty kawałek atłasu. – Ktoś ją tu 
położył.

– Może to prezent od Sammy'ego?
– Nie. Skądże znowu! Sammy nie ma pojęcia o znaczeniu 

czerwonej atłasowej wstążki na poduszce.

– Ale ty masz. – Max się nie poruszył.
– To scena z książki, którą napisałam. – Zadrżała. Po czym 

59

background image

zakręciła   się   na   pięcie   i   podeszła   do   regału.   Zdjęła   z   półki 
egzemplarz   „Lustra”,   który   dostała   rano   od   Nolana.   –   Z   tej. 
Rozdział trzeci.

Wziął książkę i rzucił okiem na okładkę.
– To ty napisałaś? Jako autorka figuruje Elizabeth Bird.
– To ja. Elizabeth Bird to pseudonim. Do niedawna była to 

głęboka   tajemnica,   którą   znali   jedynie   członkowie   rodziny. 
Dzisiaj, niestety, okazało się, że wie o tym ktoś jeszcze.

– Dlaczego chciałaś pozostać anonimowa? 
Obserwowała jego twarz.
– Przyjrzyj się tej książce.
Otworzył   tom   i   rzucił   okiem   na   tekst   na   obwolucie.   Po 

chwili podniósł na nią nieprzenikniony wzrok.

–   Pisujesz   erotyki   kobiece?   Myślałem,   że   romantyczne 

kryminały.

Cleo podniosła do góry brodę.
– Napisałam jedną książkę erotyczną, zanim zaczęłam pisać 

romantyczne kryminały. Tą książką jest „Lustro”. – Przygryzła 
wargę i dodała: – Książka została bardzo dobrze przyjęta. Miała 
nawet dobre recenzje.

On w to, oczywiście, nie uwierzy, pomyślała. Żałowała, że 

przybrała obronny ton. Żałowała, że się w ogóle odezwała.

–   Rozumiem   –   stwierdził   Max   głosem   całkowicie 

pozbawionym intonacji.

Za skarby świata Cleo nie potrafiłaby powiedzieć, jak Max 

przyjął wiadomość, że jest autorką „Lustra”.

–   Książka,   którą   trzymasz   w   ręce,   jest   zasadniczym 

powodem   tego,   że   Nolan   doszedł   do   wniosku,   iż   jestem 
nieodpowiednim towarzystwem dla dobrze zapowiadającego się 
polityka.

– Cóż, politycy są ludźmi dość nudnymi, prawda? Za grosz 

nie mają wyobraźni.

Cleo uśmiechnęła się.
– Przypuszczam, iż potwierdza to twoją opinię o mnie jako 

kobiecie rozwiązłej.

60

background image

–   Potwierdza   to   moje   wrażenie,   że   jesteś   kobietą 

nieprzewidywalną.   –   Nie   czekając   na   zaproszenie,   usiadł   w 
małym,  obitym  perkalem foteliku. Oparł laskę o stół i zaczął 
odruchowo masować udo. – Powiedz mi, o co w tym wszystkim 
chodzi.

Cleo   westchnęła   i   opadła   na   krzesło.   Wyciągnęła   przed 

siebie nogi, włożyła ręce do kieszeni i z namysłem przyjrzała się 
Maxowi. Żałowała, że w ogóle zaczęła mu się zwierzać.

–   Obiektywnie   mówiąc,   nie   ma   wiele   do   opowiadania   – 

przyznała.   –   Wiem   tylko,   że   jakiś   niezadowolony   czytelnik 
najwyraźniej postanowił ukarać mnie za napisanie tej książki. W 
zeszłym miesiącu dostałam dość obrzydliwy list.

– I co z nim zrobiłaś?
– Nic. Co miałam zrobić? Nie był podpisany. Przesłał mi go 

wydawca,   zakładałam   więc,   że   osoba,   która   go   napisała,   nie 
znała mojego prawdziwego nazwiska ani adresu. Ale dziś rano 
Nolan   powiedział   mi,   że   ktoś   włożył   mu   moją   książkę   do 
skrzynki.

– Oczywiście anonimowo?
–   Oczywiście.   Razem   z   ostrzeżeniem,   że   nie   jestem 

odpowiednią partią dla polityka. A teraz wchodzę do Pokoju i 
znajduję tę wstążkę na poduszce.

– Podejrzewasz, że cię napastuje zdegustowany czytelnik?
– A któż by inny? – Cleo zadrżała. – Jakiś maniak czepia się 

mnie. I w dodatku był dzisiaj u mnie w pokoju. To obrzydliwe.

Było to nawet dość przerażające, nie miała jednak zamiaru 

tego przyznać. A przynajmniej jeszcze nie teraz.

– Mógłbym ci pomóc – powiedział spokojnie Max.
– Jak?
–   Znam   faceta,   który   ma   firmę   specjalizującą   się   w 

ubezpieczeniach   i   usługach   detektywistycznych.   Jeśli   chcesz, 
poproszę go, żeby sprawdził parę rzeczy.

– Daj spokój. Nie chcę mieć nic wspólnego z prywatnym 

detektywem.

– Dlaczego?

61

background image

Zacisnęła   zęby.   Już   raz   sparzyła   się   na   prywatnym 

detektywie, który kosztował ją kupę forsy i niczego nie załatwił. 
Nie zamierzała znów się nabrać.

– Nie warto – powiedziała na głos. – Nie chcę robić wideł z 

igły. Temu człowiekowi w końcu znudzi się i przestanie.

– Tak myślisz?
– To się czasem zdarza pisarzom – stwierdziła obronnym 

tonem. – Niewiele można na to poradzić.

–   Nie   byłbym   taki   pewien.   Słuchaj,   pozwól,   że   O'Reilly 

przynajmniej   sprawdzi   gości,   którzy   mieszkają   tu   teraz. 
Przekonamy   się,   czy   ktoś   z   nich   nie   ma   zadatków   na 
fanatycznego cenzora.

–   Powiedziałam   ci,   że   nie   będę   opłacać   prywatnego 

detektywa.

– Nie musisz mu płacić – stwierdził cicho Max. – O'Reilly 

jest moim przyjacielem. Jest mi coś winien. Z przyjemnością to 
dla mnie zrobi.

Cleo zawahała się.
– Naprawdę tak sądzisz?
– Tak. Szybki sprawdzian nikomu nie zaszkodzi. Chociaż na 

pewno trochę potrwa. Wątpię, czy 0'Reilly'emu uda się to zrobić 
w dwa dni. Spojrzała na niego podejrzliwie.

– Czy wymyśliłeś to po to, żebym cię stąd we wtorek nie 

wyrzuciła?

–   Naturalnie.   –   Wzruszył   ramionami.   –   Nie   mam   dokąd 

pójść. Dziś trudno o pracę.

Jęknęła.
– Wiedziałam, że łatwo się ciebie nie pozbędę.

62

background image

Rozdział czwarty

Poznaję   go,   chociaż   w   lustrze   nie   widzę   wyraźnie   jego  

twarzy. Jest fantomem zaklętym w szkle, na zawsze zamkniętym  
w srebrnym świecie, ale wiem, że to on, kiedy mnie dotyka.

Jego palce są ciepłe, a nie zimne, choć jest uwięziony w tym 

mroźnym   miejscu   za   lustrem.   Chce   mnie   tak,   jak   nikt   nigdy  
dotąd   mnie   nie   pragnął.   Ja   chcę   jego.   W   pewnym   sensie,  
którego nie potrafię wytłumaczyć, wiem, iż jest częścią mnie. A  
jednak tkwi w swym więzieniu, tak jak ja tkwię w moim.

Kiedy przyjdzie do mnie dziś wieczorem, położy mi dłonie na 

piersiach, a ja zadrżę pod wpływem ich dotyku. Obleje mnie żar. 
Będzie obserwował moją twarz i zobaczy moje pożądanie. Nie 
muszę   go   przed   nim   ukrywać.   Sam   zrozumie   potrzebę, 
pożądanie i namiętność będące we mnie, których nikt nigdy do  
tej pory nie widział. W jego ramionach stanę się wolna.

Ale co z nim? Czy potrafię kiedykolwiek uwolnić go z lustra?

Max zamknął „Lustro” i odłożył książkę na mały stolik koło 

łóżka. Odetchnął głęboko i skoncentrował się na opanowaniu 
głębokiego,   seksualnego   bólu,   który   utkwił   mu   w   lędźwiach. 
Powinien   był   mieć   dość   rozumu,   żeby   odłożyć   książkę   po 
pierwszym rozdziale.

Nie   potrafił   jednak   powstrzymać   się   przed   przeczytaniem 

rozdziału   drugiego,   choć   zmysłowe   fantazje   opisywane   w 
książce były tak kobiece, że brzmiały dla niego obco. Jednakże 
porwało   go,  uwiodło   i   zafascynowało   to,   że   były   to   fantazje 
Cleo. Max wiedział, iż w „Lustrze" odnalazł kolejne okno, przez 
które mógł ją obserwować.

To, co ujrzał dziś wieczorem, na pewno długo nie da mu 

zasnąć.

Odsunął przykrycie i spuścił nogi na podłogę. Zastarzały ból, 

dobrze znany i nieprzyjemny, przeszył lewe udo, kiedy stanął. 
Odruchowo spojrzał w dół na bliznę. Wyglądała obrzydliwie, 
jak zawsze, i przywodziła na myśl stare wspomnienia.

63

background image

Wspomnienia   jednego  z  tych   niewielu   przypadków,  kiedy 

wszystko zepsuł.

Sięgnął   po   laskę,   żeby   utrzymać   równowagę.   Poczekał 

chwilę, aż ból przeminął. Podszedł do okna i wyjrzał na spowitą 
ciemnością zatokę. Przez równą ścianę deszczu widział dalekie 
światełka Azylu Kobiet w Cosmic Harmony.

Wpatrywał się w nie przez dłuższy czas, a potem zerknął 

przez ramię na swój najnowszy, tymczasowy dom. Mieszkał już 
w wielu miejscach, od tanich moteli do zamków w Europie, ale 
po raz pierwszy znalazł dom na poddaszu.

Wielki pokój pod okapami starego zajazdu był zadziwiająco 

przytulny,  a także  wygodny,  jeśli się pamiętało,  żeby schylić 
głowę i nie uderzyć się w pochyłe belki koło ścian. Na szczęście 
na   tę   część   domu   zabrakło   najwyraźniej   falbaniastych 
wiktoriańskich   ozdóbek.   Meble   stanowiły   używane,   wiejskie 
sprzęty,   które   odpowiadały   jego   gustowi   i   upodobaniu   do 
czystych, prostych form i kształtów.

Max wyobraził sobie Cleo, śpiącą w łóżku z baldachimem 

piętro  niżej  i natychmiast  tego  pożałował.  Wzmogło  to tylko 
palące uczucie w lędźwiach. Miał przed sobą długą noc.

Spojrzał na czerwoną wstążkę, leżącą na biurku, i zacisnął 

usta.

Rano   popełnił   taktyczny   błąd,   kiedy   powiedział   Cleo   o 

swoich przypuszczeniach, dotyczących jej roli w życiu Jasona. 
Rzadko zdarzała mu się taka niezręczność.

Niszcząc   swoje   szanse   na   łatwe   zadomowienie   się   w 

zajeździe,   od   razu   zrozumiał,   że   potrzebuje   nowego   punktu 
odniesienia.   Musiał   znaleźć   sposób,   aby   Cleo   pozwoliła   mu 
zostać   w   Robbins'   Nest   Inn.   Przypadek   z   czerwoną   wstążką 
dostarczył mu doskonałego pretekstu.

Powiedział   Cleo,   że   poprosi   O'Reilly'ego,   aby   sprawdził 

wszystkich   gości   przebywających   w   zajeździe   i   miał   szczery 
zamiar  tak  zrobić.  Postanowił  jednak, iż powie  O'Reilly'emu, 
aby się zbytnio nie śpieszył. Potrzebował czasu, żeby odnaleźć 
swoje obrazy.

64

background image

Wziął   do   ręki   czerwoną   wstążkę   i   pozwolił   jej   końcom 

spłynąć po palcach. Myśl o tym, że ktoś celowo zakradł się do 
sypialni   Cleo,   żeby   ją   przestraszyć,   rozgniewała   go.   Krytyka 
literacka ma swoje prawa, ale ten krytyk posunął się za daleko.

Stwierdził, że zupełnie nie ma nastroju do spania. Na dole 

panowała cisza. Postanowił wykorzystać okazję i spenetrować 
piwnicę. Sprawdził już wiele pomieszczeń na górze i niczego 
nie znalazł. Ktoś taki jak Cleo mógł wybrać właśnie piwnicę, 
aby tam ukryć pięć cennych płócien.

Z   obrzydzeniem   potrząsnął   głową   na   myśl   o  wspaniałych 

obrazach Luttrella upchniętych w wilgotnej piwnicy.

Podszedł   do   szafy.   Jak   zwykle   przywiózł   ze   sobą 

wypakowaną   torbę.   Jako   chłopiec   przyzwyczaił   się   do   tego, 
żeby   być   gotowym   do   opuszczenia   domu   ze   wszystkim,   co 
posiadał.

Włożył ciemne spodnie i jedną z białych koszul, które dostał 

niedawno od swego londyńskiego krawca. Bez żadnej logicznej 
przyczyny wcisnął czerwoną wstążkę do kieszeni i ruszył na dół.

W zajeździe było cicho i spokojnie. Każde piętro było jasno 

oświetlone,   ale   nikt   się   nie   kręcił.   Najwidoczniej   intensywny 
trening   Herberta   T.   Valence'a   w   zakresie   technik 
motywacyjnych wykończył uczestników seminarium.

W   niewielkim   biurze   za   recepcyjnym   blatem   paliło   się 

światło.   Max   zatrzymał   się,   uważnie   nadsłuchując.   Później 
ruszył   przed   siebie,   pilnując,   aby   laska   nie   robiła   hałasu. 
Spodziewał się spotkać George'a, nocnego dozorcę.

Głośne chrapanie rozległo się w westybulu. Max uniósł brwi. 

Zrobił jeszcze kilka kroków i zajrzał do biura. Na krześle Cleo 
siedział   chudy,   łysy   mężczyzna,   mniej   więcej 
sześćdziesięcioparoletni. Spał z głową złożoną na ramionach.

Tak wyglądało nocne zabezpieczenie Robbins' Nest Inn.
Dla Maxa jednak taka sytuacja była  korzystna. Miał czas, 

aby   przeszukać   piwnicę.   Ruszył   w   stronę   schodów 
prowadzących na dół.

Kiedy przechodził obok oszklonego solarium, zawahał się i 

65

background image

przystanął   w   drzwiach.   W   pomieszczeniu   było   ciemno,   ale 
poświata z holu pozwalała dojrzeć znajomą, zgrabną sylwetkę 
wyciągniętą na jednym z wiklinowych foteli.

Siedziała   sama,   po   ciemku,   spoglądając   w   zamyśleniu   na 

deszczową noc. Kleopatra rozmyślająca o losie Egiptu.

Poczucie czegoś nagłego znów wypełzło na powierzchnię. 

Max odruchowo dotknął kieszeni, gdzie miał czerwoną wstążkę.

– Halo – powiedział cicho. – Ty też nie możesz spać?
Błyskawicznie  odwróciła  głowę. Zamrugała  oczami,  jakby 

chciała rozpoznać, kto wtargnął do jej prywatnego królestwa. 
Miękka,   ciemna   chmura   włosów   wyzwoliła   się   z   mającej   je 
przytrzymywać  klamry.  Jak zwykle  miała  na sobie wygodne, 
spłowiałe   dżinsy   i   bawełnianą   bluzkę.   Srebrne   tenisówki 
błyszczały w ciemności.

Nawet   w   kiepskim   oświetleniu   widać   było   jej   zmęczony 

wyraz twarzy. Oprócz pożądania Max poczuł teraz także troskę. 
Do tej pory nie widział takiego wyrazu twarzy Cleo.

– Miałam nieprzyjemny sen – powiedziała cicho. – Miewam 

je od czasu do czasu. Pomyślałam, że zejdę na chwilę na dół, 
żeby zmienić nastrój. A ty, dlaczego nie śpisz?

Ciekaw był, jakiego rodzaju sny budziły Cleo i kazały jej 

szukać ukojenia w solarium.

Wszedł   do   ciemnego   pomieszczenia   i   usiadł   na   krześle 

naprzeciwko niej. Przez chwilę nic nie mówił.

Słychać   było   bulgotanie   wody   w   płytkiej,   wyłożonej 

kafelkami fontannie, stojącej pośrodku.

– Nie miałem nic lepszego do roboty, postanowiłem zatem, 

że   zejdę   na   dół   i   sprawdzę,   czy   łatwo   jest   wziąć   zapasowe 
klucze i klucz do twojego pokoju –wyjaśnił spokojnie.

– Klucz do mojego pokoju? – zaniepokoiła się.
– Ktoś musiał z niego skorzystać, żeby się tam dostać dziś 

wieczorem.

–   Ach,   rozumiem.   –   Jej   palce   zacisnęły   się   na   poręczy 

wiklinowego fotela. – Obawiam się, że dostęp do kluczy jest 
bardzo łatwy. Widziałeś George’a?

66

background image

– Śpi.
Zmarszczyła nos.
–   Jak   zwykle.   Z   tym,   że   nigdy   nie   mieliśmy   tu   żadnych 

problemów z bezpieczeństwem.

– Zauważyłem, że w recepcji w ciągu dnia też często nikogo 

nie ma – dodał Max.

– Tak, za mało mamy personelu. Wszyscy pomagają, kiedy 

jest dużo gości. Czasem oznacza to, że osoba, która jest akurat w 
recepcji, musi pomóc w kuchni albo w którymś z pokojów.

Ostrożnie wyciągnął nogę i odruchowo pomasował bolące 

udo.

– Chodzi mi o to, że praktycznie każdy mógł wejść w ciągu 

dnia do budynku, zabrać na chwilę klucz, otworzyć twój pokój i 
położyć wstążkę na poduszce.

– Tak. – Zmarszczyła  brwi. – Odtąd będziemy na pewno 

lepiej pilnować kluczy.

–   To   dobry  pomysł   –   przyznał   sucho.   –   Klucze   w   ogóle 

powinny być przez cały czas w biurze, a nie na haczykach w 
recepcji.   Tylko   personel   może   wchodzić   do   biura,   a   drzwi 
powinny być zamknięte na klucz, jeśli w recepcji nie ma nikogo, 
nawet przez pięć minut.

– Sama doszłam do tego wniosku – mruknęła Cleo.
– Jutro rano dasz mi pełną listę gości, którzy tu aktualnie 

przebywają – ciągnął dalej.

Cleo  wyciągnęła   się  w   fotelu,   oparła  ręce  na  poręczach   i 

złączyła palce. Wpatrywała się w niego z uwagą.

– Poważnie chcesz, żeby twój przyjaciel O'Reilly sprawdził 

gości, prawda?

Zdziwiło go jej pytanie.
– Czyżbyś   miała   wrażenie,  że  nie   proponowałem  tego  na 

serio?

–   Niezupełnie.   Wyglądasz   na   człowieka,   który   większość 

rzeczy traktuje serio.

– Z moich doświadczeń wynika,  że właśnie to, czego nie 

traktujemy serio, przysparza nam najwięcej kłopotów.

67

background image

– Czyli wszystko bierzesz poważnie – zawyrokowała. – To 

dość ponury sposób na życie.

– Taki już jestem.
– Byłby z ciebie niezły partner na randkę.
Błysk humoru w jej oczach zbił go z tropu. Przez moment 

Max zapomniał o bolącej nodze, kiedy zrozumiał, że Cleo się z 
niego   śmieje.   To   było   dziwne   uczucie.   Ludzie   reagowali   na 
niego w różny sposób, ale dla nikogo nie był zabawny.

– Nikt mnie w ten sposób nie oceniał.
– Jesteś dziwnym człowiekiem. – Rozbawienie znikło z jej 

oczu. – Nie wiem, co o tobie myśleć. Sądziłam, że wiem, jaki 
jesteś, kiedy się tu zjawiłeś, ale teraz nie jestem już taka pewna.

–   Mogę   udowodnić,   że   byłem   przyjacielem   Jasona,   jeśli 

miałoby ci to ułatwić sytuację.

Jej oczy rozszerzyły się.
– Ależ ja wierzę, że byłeś przyjacielem Jasona.
–   A   ja   przeprosiłem   za   to,   iż   sądziłem,   że   byłaś   jego 

kochanką.

–   Tak,   wiem.   –   Machnęła   ręką   we   wspaniałomyślnym 

geście. – Postanowiłam, że nie będę ci tego miała za złe.

– Dziękuję – powiedział pokornie.
– To znaczy, wydaje mi się, że wiem, skąd przyszedł ci do 

głowy   pomysł,   że   ja   i   Jason   byliśmy…   Mniejsza   z   tym.   – 
Zaczerwieniła się. – Rozumiem, dlaczego tak myślałeś.

–   Kiedy   sobie   uświadomisz,   co   cię   jeszcze   niepokoi   w 

związku z moją osobą – powiedział łagodnie – daj mi znać.

– Tak zrobię. – Przyglądała się z uwagą, jak masuje sobie 

udo. – Co jest z twoją nogą?

– Czasem mnie trochę boli. Zwłaszcza po długim dniu.
– Co ci się właściwie stało? Miałeś wypadek?
– Można to tak określić.
– Kiedy to się stało?
Był rozbawiony jej nagłym zainteresowaniem.
– Trzy lata temu.
– Chyba cię boli.

68

background image

– Czasami.
Przygryzła wargę.
–   Pewno   dziś   boli   cię   dlatego,   że   nosiłeś   drewno   do 

kominka.   Powinieneś   był   coś   powiedzieć,   kiedy   cię   o   to 
prosiłam.

– To nie ma nic wspólnego z noszeniem drewna. Od czasu 

do czasu po prostu mnie boli.

– Pomaga ci masaż?
Wzruszył ramionami.
– Nie mam pojęcia. Nigdy nie próbowałem.
–   Umiem   nieźle   masować.   –   Cleo   uśmiechnęła   się 

niepewnie.   –   Nauczyłam   się,   kiedy   Andromeda   zatrudniła 
masażystę, żeby pokazał kobietom w Cosmic Harmony, jak się 
to robi. Andromeda zajmuje się medycyną holistyczną.

– Nie dziwi mnie to zupełnie.
– Chcesz, żebym rozmasowała ci nogę? 
Gwałtownie   przestał   pocierać   udo.   Powoli   rozprostował 

palce, wyobrażając sobie dotyk rąk Cleo na swojej nodze.

– Aha. – Był pewien, że tego pożałuje, ale jakoś brakowało 

mu siły woli.

Wstała niespiesznie z fotela. Zrobiła dwa kroki w jego stronę 

i   uklękła   obok   krzesła.   Zza   szkieł   widać   był0   jej   ogromne, 
błyszczące oczy.

– Powiedz, jeśli cię zaboli – szepnęła.
–   Dobrze.   –   Odetchnął   głęboko   i   czekał   na   rozpoczęcie 

wyrafinowanej tortury.

Położyła  dłonie na jego udzie. Przez chwilę wcale się nie 

ruszała. Ciepło jej rąk przenikało po prostu przez spodnie do 
jego skóry.

Ilość łagodzącego ciepła, jakim emanowała, zaskoczyła go. 

Spojrzał na jej pochyloną głowę. Dziewczyna koncentrowała się 
na swoim zajęciu. Delikatny, zmysłowy zarys jej szyi znajdował 
się w zasięgu ręki. Musiał tylko przesunąć dłoń o kilkanaście 
centymetrów i mógłby jej dotknąć. Mocno chwycił rękami za 
poręcze krzesła.

69

background image

– Jesteś bardzo spięty.  – Cleo zmarszczyła  brwi, łagodnie 

naciskając czubkami palców na jego twarde mięśnie. – Spróbuj 
się rozluźnić. Masażysta, który mnie uczył, mówił, że główną 
przyczyną bólu mięśni jest napięcie.

– Będę o tym pamiętał.
Zaczęła   masować   jego   udo   długimi,   gładkimi 

pociągnięciami.

– I jak?
– Znakomicie.
Ze   zdumieniem   stwierdził,   że   mówi   prawdę.   Od   czasu 

„wypadku” nikt nigdy nie masował mu nogi. Nie zdawał sobie 
sprawy, jaką ulgę może to przynieść zmęczonym mięśniom.

– Andromeda świetnie zna się na ziołach. Poproszę, żeby ci 

przygotowała coś na rozluźnienie mięśni.

Skrzywił się.
– Nie przejmuj się, kiedy jest bardzo źle, pomaga mi koniak.
– Przekonasz się, że ziołowa herbatka jest równie skuteczna. 

Gościom bardzo smakuje.

Nie   chciał   się   sprzeczać.   Zamknął   oczy   i   skupił   się   na 

zmysłowym   dotyku   jej  rąk.  Kolejne  okno,  pomyślał.  Kolejne 
spojrzenie w intrygującą głębię Cleopatry Robbins.

Minęły długie minuty i noga zdecydowanie przestała boleć. 

Jednakże wewnętrznego napięcia masaż nie zmniejszył.

– Cleo, zacząłem czytać „Lustro” – powiedział.
Dłonie Cleo znieruchomiały. Przeklął w duchu, żałując, że 

się odezwał.

– I uważasz, tak jak Nolan, że to pornografia?
– Nie. Uważam, że to co napisałaś, jest piękne.
– Piękne? – mówiła szeptem.
– Więcej niż piękne. Fascynujące.
Jej dłonie znów zaczęły się poruszać.
– Naprawdę?
Otworzył oczy i spojrzał na jej odwróconą twarz.
–   Czytanie   tej   książki   przypomina   oglądanie   doskonałego 

obrazu.   Są   setki   warstw.   Jedne   są   oczywiste,   inne   –   nie. 

70

background image

Niektóre   można   opisać,   ale   tych   najważniejszych   nie   da   się 
wyrazić słowami. Musi się je czuć.

Uśmiechnęła się z zadumą.
– Kiedy tak mówisz, przypominasz mi Jasona. Twierdził, że 

niektórzy ludzie widzą sztukę innym okiem.

– Nazywał to wewnętrznym okiem.
– Zgadza się. – Przechyliła głowę na bok. – Czy tak widzisz 

sztukę?

– Tak.
– Dziwne. Czy ludzi też tak widzisz?
–   Bardzo   rzadko   –   przyznał.   Ale   uczę   się   tak   patrzeć   na 

ciebie, pomyślał. Świadomość tego przeszyła go jak błyskawica. 
Im więcej wiedział o Cleo, tym bardziej jej pożądał.

Chciał jej.
– Masz szczęście, że nie odbierasz wszystkich ludzi tak, jak 

widzisz dzieło sztuki. – Nadal masowała jego udo. – Mnie się to 
czasem zdarza i jest to szalenie frustrujące.

Przyglądał się jej uroczej, odsłoniętej szyi.
– Dlaczego tak twierdzisz?
–   Ponieważ   nic   dobrego   z   tego   nie   wynika.   Nawet   jeśli 

widzisz coś u innych, nie możesz tego zmienić.

– Przemawia przez ciebie doświadczenie.
– Bo tak jest. – Spojrzała na niego zmartwionymi oczyma. – 

Trisha płakała dziś wieczorem, ponieważ okazało się, że jest w 
ciąży. Uważa, że Benji odszedł, bo mu powiedziała o dziecku.

–   Rozumiem.   Przykro   mi   ze   względu   na   Trishę,   to   miła 

dziewczyna. Ale co jej sytuacja ma wspólnego z tym, o czym 
rozmawiamy?

Wzruszyła ramionami.
– Odkąd ich zobaczyłam razem po raz pierwszy, wiedziałam, 

że   do   siebie   przylgną.   Są   bardzo   podobni.   Dwie   sieroty   na 
wietrze. Nie zdziwiłam się, kiedy ich przyjaźń zmieniła się w 
romans.   Wiedziałam   też   jednak,   że   nic   z   tego   dobrego   nie 
wyjdzie.

– Dlaczego?

71

background image

– Ponieważ oboje, Benji i Trisha, zużyli wszystkie siły na 

przetrwanie i teraz są zbyt delikatni, kiedy muszą współżyć z 
innymi ludźmi. Rozumiesz?

– Nie jestem pewien.
–   Uwierz   mi.   Dziecko   stało   się   za   wielkim   obciążeniem. 

Zwłaszcza   dla   Benjiego.   Nigdy   nie   miał   ojca   i   wyobrażam 
sobie, że poraziła go myśl, iż sam miałby stać się ojcem. Nic 
dziwnego, że sobie poszedł.

Max dotknął kosmyka włosów Cleo. Zdawała się tego nie 

zauważać.

– Nie możesz obwiniać się o sytuację Trishy – powiedział.
– Chodzi mi o to, że wyraźnie widziałam wnętrze zarówno 

Trishy, jak i Benjiego, żeby wiedzieć, że coś takiego musi się 
przydarzyć. Ale nie mogłam nic zrobić, aby ich powstrzymać. 
Sama   wiedza   nie   zdała   się   na   nic.   Nie   umiałam   zapobiec 
katastrofie.

– Zapobieganie nie należało do ciebie.
Lekko się uśmiechnęła.
– Trisha i Benji należą do rodziny. Powinnam była umieć 

jakoś rozwiązać tę sytuację, zanim wymknęła mi się z rąk.

– Myślałem, że to ja biorę wszystko zbyt serio.
Uśmiech Cleo znikł.
–   To   poważna   sprawa.   Trisha   i   Benji   należą   do   rodziny. 

Muszę się o nich troszczyć.

Nie wiedział, co na to powiedzieć. Cleo najwyraźniej miała 

dziwne   pojęcie   o   rodzinie.   Z   drugiej   strony   bardzo   mu   ono 
odpowiadało. Postanowił nie komentować.

Cleo   przez   chwilę   masowała   w   milczeniu.   Jej   palce 

delikatnie   naciskały   ciało,   poszukując   dojścia   do   wnętrza 
napiętych mięśni.

–   Cieszę   się,   że   nie   uważasz   „Lustra”   za   pornografię   – 

Powiedziała wreszcie.

– Jest czymś wręcz przeciwnym. – Zamknął oczy.
– Jesteś tego pewien?
– Wiesz, co mówią o pornografii. – Lekko się uśmiechnął. – 

72

background image

Wiesz,   że   to   pornografia,   kiedy   ją   widzisz.   „Lustro”   to   coś 
innego.

– Skąd jesteś taki pewien?
Zastanowił się nad słowami, którymi mógłby określić swoje 

wewnętrzne przekonanie.

–   „Lustro”   żyje.   Wywołuje   różnorodność   odczuć, 

niekoniecznie   seksualnych.   Jest   afirmacją   życia   i   przyszłości. 
Pornografia jest statyczna.

– Statyczna?
Rozłożył szeroko palce dłoni i pozwolił im się rozluźnić.
–   Jednowymiarowa.   Bez   przeszłości,   bez   przyszłości,   bez 

głębi,   bez   emocji,   oprócz   krótkotrwałego   pobudzenia 
seksualnego, które szybko znika. Nie twierdzę, że pornografia 
jest dobra lub zła. Po prostu po dziesięciu minutach staje się 
nudna.

– Dziesięciu? – powtórzyła z niedowierzaniem Cleo.
Usłyszał śmiech w jej głosie. Uniósł powieki i spoglądał na 

nią zmrużonymi oczyma.

– Niech będzie, po piętnastu, jeśli jest to naprawdę dobra 

pornografia.

Roześmiała się. Jej palce nadal masowały mu udo.
– Jak się ma teraz twoja noga? – spytała.
– O wiele lepiej. – To była prawda.
– Nie jesteś artystą, prawda?
– Nie.
– Z czego żyłeś, zanim tu przyjechałeś?
– Z różnych rzeczy – powiedział. – Często przypadkowych.
– Jakich?
Zawahał   się,   nie   wiedząc,   jak   dużo   może   jej   powiedzieć. 

Jeżeli się dowie, że pracował u Jasona, może pomyśleć, że był 
tylko   jego   podwładnym   i   nie   ma   żadnych   roszczeń   wobec 
obrazów. Może nawet dojść do wniosku, że sama ma do nich 
większe prawo. Wolał, żeby znała tylko część prawdy – że był 
przyjacielem Jasona. To dawało równe szanse. W końcu Cleo 
była   także   tylko   przyjacielem   Jasona.   Nie   mogłaby   uspokoić 

73

background image

swojego sumienia, wmawiając sobie, że jej zażyłość z Jasonem 
była większa i że z tego powodu ma większe prawa do obrazów.

W tym momencie zdał sobie sprawę, iż przyznał, że Cleo ma 

sumienie.

– Pracowałem kiedyś dla marszanda – stwierdził.
– Musiał ci bardzo dobrze płacić – powiedziała.
– Mhm. – Wiedział, że myśli o jego samochodzie i pewno 

także   o   drogich   ubraniach.   Postanowił   zmienić   temat.   –   Ale 
teraz już się tym nie zajmuję.

– Jak poznałeś Jasona?
– Mieliśmy wspólne zainteresowania.
– Sztuką?
– Tak. – Miał nadzieję, że przestanie go wypytywać.
–  Czy  mówiłeś   prawdę,  kiedy  powiedziałeś,   że  Jason  był 

bogaty?

– Tak. – Żałował, że nie wie, o czym Cleo myśli. Nie miał 

pojęcia,   czy   tak   wspaniale   odgrywała   pierwszą   naiwną,   czy 
naprawdę   taka   była.   Nie   miał   w   tej   dziedzinie   wielkich 
doświadczeń.

–   Zawsze   podejrzewałam,   że   o   wielu   sprawach   z   życia 

Jasona nie mamy pojęcia – stwierdziła z zadumą. – Wydawało 
mi   się,   że   nie   chciał,   żebyśmy   wiedzieli,   toteż   go   nie 
wypytywałam. Przypuszczałam, że sam nam opowie w swoim 
czasie.

– Możliwe, że tak by się stało, ale nie starczyło mu czasu. – 

Może ona naprawdę jest naturalna, pomyślał, zirytowany, że nie 
ma pewności.

W   tym   momencie   zrozumiał   z   zaskakującą   jasnością,   że 

chciałby,   aby   Cleo   naprawdę   była   tak   niewinna   i   niczego 
nieświadoma, jaką się wydawała. Nie chciał, aby się okazało, iż 
jest   podstępną   złodziejką,   chociaż   na   razie   wszystko   na   to 
wskazywało.

Ponadto chciał czegoś jeszcze. Chciał, żeby go pożądała.
Poprzedniego   wieczoru   był   pewien,   że   odczuwała   jego 

obecność w bardzo zmysłowy sposób, dokładnie tak samo, jak 

74

background image

on reagował na jej obecność. Zobaczył  to w jej oczach. Dziś 
jednakże   w   dotyku   jej   dłoni   nie   było   żadnych   zmysłowych 
podtekstów – był delikatny i kojący, nie zaś prowokujący czy 
podniecający.

Usiłował   pogodzić   obraz   kobiety   klęczącej   obok   niego   z 

wizerunkiem autorki „Lustra”. Fascynował go występujący tu 
paradoks – płomienia uwięzionego w lodzie.

Jego męski instynkt podpowiadał mu, że Cleo Robbins nie 

jest zbyt  doświadczoną kobietą, z drugiej zaś strony „Lustro” 
płonęło namiętną zmysłowością.

Nagle przypomniał sobie o wstążce, którą miał w kieszeni.
– Cleo?
– Tak?
Nie potrafił sformułować pytania, cisnącego mu się na usta. 

Sięgnął wobec tego do kieszeni i wyciągnął czerwoną wstążkę.

Dłonie   Cleo   przestały   masować   jego   udo.   Jak 

zahipnotyzowana  wpatrywała  się we wstążkę. Wyczuł  w niej 
gwałtowne, głębokie znieruchomienie. Zastanawiał się. czy Cleo 
przypadkiem   się   go   nie   boi.   Nagła   potrzeba   uspokojenia   jej 
sprawiła, iż zadrżały mu ręce.

– Nie bój się – powiedział.
Spojrzała na niego oczyma pełnymi niemych pytań.
– Ciebie się nie boję.
–   To   dobrze.   –   Wstążka   zwisała   mu   z   palców,   niemal 

dotykając podłogi. Drugą ręką złapał za luźny koniec. Czerwony 
atłas  miał  miękki  połysk.  – Mówiłem  ci, że zacząłem czytać 
„Lustro”.

– Tak. – Jej głos był ledwo słyszalnym szeptem.
– Jestem przy drugim rozdziale.
– Naprawdę? – Dotknęła czubkiem języka kącika ust. Znów 

spojrzała na wstążkę.

– Wiem, że kobieta w „Lustrze” myśli, iż rozpozna ułudnego 

kochanka,   kiedy   go   zobaczy,   chociaż   nigdy   wyraźnie   nie 
widziała jego twarzy w lustrze.

– Tak, na pewno go pozna. – Oczy Cleo za szkłami okularów 

75

background image

były   przepastnymi,   bezdennymi   zbiornikami   niepewności   i 
tęsknoty.

– Jeszcze tylko nie wiem, jak mu przekaże, że go rozpoznała 

– powiedział cicho.

– Nie będzie musiała nic mówić.
– Ale on będzie wiedział, że ona wie? 
– Tak – szepnęła.
Rozpalona,  wzburzona  krew   zawrzała  w   żyłach  Maxa.  W 

całym   swoim   życiu   nigdy   niczego   tak   intensywnie   nie 
przeżywał, nawet kiedy rozkoszował się swą wspaniałą kolekcją 
sztuki.   Teraz   balansował   na   krawędzi   między   radością   a 
cierpieniem.

Bez słowa, ponieważ słowa nie istniały, uniósł do góry pętlę 

z czerwonego atłasu i powoli wsunął ją na głowę Cleo.

Nie   poruszyła   się.   Zamarznięty   ogień   czekający   na 

uwolnienie.

Wkładał ten kawałek taniej atłasowej wstążki na jej Szyję, 

tak   jakby   to   była   kolia   z   bezcennych   rubinów,   delikatnie 
pociągnął za końce wstążki, przyciągając ją do siebie.

Puścił   końce   wstążki   i   zdjął   Cleo   okulary.   Położył   je   na 

podłodze obok krzesła. Przez cały czas nie spuszczał wzroku z 
jej twarzy.

Zamrugała parę razy oczyma, jakby znajdowała się w środku 

ciemnej   jaskini   i   wpatrywała   w   jaskrawy   blask   słońca.   Max 
jęknął i dotknął ustami jej ust.

Początkowo lekko zadrżała, ale się nie odsunęła. Smakowała 

go jak nowy, egzotyczny gatunek wina. Max obawiał się, że za 
chwilę straci kontrolę nad własnym ciałem.

Delikatnie   przesunął   ustami   po   wargach   dziewczyny, 

prowokując ją do odpowiedzi. Czuł, że tuż pod powierzchnią 
pulsuje kobiece pragnienie.

Jednakże czuł w niej również wahanie. Zdawał sobie sprawę, 

że Cleo go pożąda, ale coś ją powstrzymuje. Zachowywała się 
tak, jakby nie była całkiem pewna, dokąd chce pójść tą właśnie 
drogą.

76

background image

Wyczuwał także, że między nim a płomieniem, który płonie 

wewnątrz niej, jest jeszcze dużo lodu. Ale płomień palił się już i 
czekał na uwolnienie.

Otworzył   usta.   Cleo   na   moment   znieruchomiała,   a   potem 

lekko westchnęła i objęła go za szyję.

Zrozumiał nagle, że od dawna czekał na coś takiego. Usta 

Cleo były słodkie i dojrzałe, niewiarygodnie świeże. Chciał je 
zgnieść   i   zjeść   jak   owoc.   Nigdy   nic   mu   tak   bardzo   nie 
smakowało.

Zmusił ją do rozchylenia warg. Posłuchała go, pozwalając 

wejść do ciepłego, wilgotnego wnętrza.

Max   przypomniał   sobie,   że   istnieją   dwa   sposoby 

obchodzenia się z lodem. Można go było roztopić albo rozbić 
siekierą. Ta druga metoda była znacznie szybsza, a jemu bardzo 
się śpieszyło.

Spróbował   podnieść   ją   z   podłogi   i   posadzić   sobie   na 

kolanach.

Żachnęła   się   i   poczuł,   że   się   go   boi.   Niewiele   zyskał   na 

szybkiej metodzie. Odetchnął głęboko i wziął się w garść.

Niechętnie   uniósł   głowę   znad   ust   Cleo   i   spojrzał   w   jej 

pociemniałe oczy.

– Przepraszam – szepnęła.
– To ja powinienem przeprosić. – Tylko że przykro mu było 

wyłącznie   dlatego,   że   nie   pozwoliła   mu   dokończyć   tego,   co 
zaczął.

Uśmiechnęła się drżącymi wargami.
– Nie przepraszaj. Ja po prostu nie byłam przygotowana na 

to, że moje prywatne marzenie mogłoby się spełnić.

– Marzenie?
Spojrzała na niego podejrzliwie.
– Nie udawaj, że nie czytałeś rozdziału trzeciego.
– Rozdziału trzeciego? – Nadal nie rozumiał.
–   W   tym   rozdziale   mężczyzna   z   lustra   owija   czerwoną 

wstążką  szyję  kobiety i wciąga ją w lustro. Wchodzi  w  jego 
świat, a on się tam z nią kocha.

77

background image

– Tak jak ja? – Max był z siebie bardzo zadowolony.
– Tak. Tak jak ty. Tyle że się ze mną nie kochałeś, prawda? 

– Cleo dotknęła swych pełnych, miękkich ust. – Jedynie mnie 
pocałowałeś. Jesteś pewien, że nie czytałeś rozdziału trzeciego?

–   Całkiem   pewien.   Ale   na   pewno   go   przeczytam,   zanim 

pójdę spać – obiecał. – I może nawet rozdział czwarty.

Jej policzki nabrały intensywnego różowego koloru.
– Lepiej by było, gdybyś go nie czytał. Przeczytałeś tyle, że 

masz już pojęcie, o czym jest „Lustro”.

Nadal patrzył jej w oczy.
– Teraz nie mogę już nie czytać dalej.
Spoglądała na niego nadzwyczaj poważnie.
– Może powinniśmy sobie coś wyjaśnić. Jeśli szukasz tu, na 

wybrzeżu, zabawnej przygody,  to daj sobie spokój. Ja się nie 
zajmuję zabawnymi przygodami.

– Ja też nie.
Podniosła okulary i zdecydowanym  ruchem włożyła  je na 

nos. Jej twarz była zaróżowiona, ale oczy spoglądały pewnie i 
przekonująco.

– Szczerze mówiąc, w ogóle nie zajmuję się przygodami, ani 

zabawnymi, ani żadnymi innymi.

– Nigdy?
– Nie.
– Naprawdę? – dopytywał się zaciekawiony.
Wstała   i   wróciła   do   swego   fotela   w   cieniu.   Przez   długą 

chwilę wpatrywała się w ciemność.

– Kiedyś, dawno temu, kiedy miałam dwadzieścia trzy lata, 

był pewien mężczyzna. Ale zerwaliśmy po tym… po tym, jak 
zginęli moi rodzice. Od tego czasu nie było nikogo innego.

– Dlaczego nie? – spytał  Max, który niecierpliwie  zbierał 

fragmenty wiedzy o Cleo. Zdawał sobie sprawę, że chce o niej 
wiedzieć   wszystko,   co   się   da.   Musiał   się   przekopać   przez 
poszczególne   warstwy   i   dotrzeć   do   mocno   pilnowanych 
tajemnic.

– Nie wiem. – Oczy dziewczyny zabłysły nagłym gniewem, 

78

background image

który chwilę później znikł tak samo prędko, jak się pojawił. – 
To nie całkiem prawda. Terapeutka powiedziała mi, że nigdy nie 
potrafię sobie poradzić ze śmiercią rodziców.

– W jaki sposób zginęli?
Spojrzała   na   splecione   dłonie,   wahając   się,   ile   mu 

powiedzieć,   po   czym   najwyraźniej   podjęła   w   duchu   jakąś 
decyzję.

–   Podobno   mój   ojciec   zastrzelił   moją   matkę,   a   potem 

popełnił samobójstwo.

– Jezus Maria – mruknął Max.
– Teoria jest taka, że ja nie  umiem  pogodzić  uczucia  ich 

łączącego   z   przyczyną   ich   śmierci.   Nie   mogę   uwierzyć,   że 
wzajemna   miłość   moich   rodziców   została   naznaczona   jakąś 
obsesją ojca.

–   Jest   w   tym   pewna   logika   –   przyznał.   –   Słuchaj,   Cleo, 

przepraszam, że cię tak wypytywałem. Nie miałem prawa tego 
robić.

–   Ach,   do   diabła!   –   Zerwała   się   na   nogi   i   podeszła   do 

szklanej ściany.  – Nie mam  pojęcia, dlaczego ci to wszystko 
mówię.   Jesteś   drugim   mężczyzną,   któremu   się   dzisiaj 
zwierzyłam.  Anonimowe listy i historia ze wstążką rozstroiły 
mnie bardziej, niż przypuszczałam.

Zmrużył oczy.
– Opowiedziałaś Hildebrandowi o rodzicach?
– Rozzłościł mnie, kiedy stwierdził, że nie jestem na tyle 

nieskazitelna,   aby   zostać   żoną   polityka.   –   Westchnęła.   – 
Niepotrzebnie się rozgadałam. Poinformowałam go, że w moim 
życiu są jeszcze, oprócz „Lustra”, inne tajemnice. Nie mogłam 
się   powstrzymać,   aby   mu   nie   wykazać,   że   prasa   byłaby   po 
prostu   zachwycona   rozpisywaniem   się   o   szczegółach   śmierci 
moich rodziców.

– Rozumiem. I jak to przyjął?
Wzruszyła ramionami.
– Był naprawdę zaszokowany. Max, przepraszam, że cię w 

to wszystko wciągnęłam. To są moje prywatne sprawy. Aż do 

79

background image

dziś nikt oprócz rodziny o niczym nie wiedział.

– Nie zamierzam z nikim o tym rozmawiać.
–   O   to   cię   nie   podejrzewałam.   –   Przygryzła   wargę.   – 

Chciałam, abyś wiedział, że nie jestem odpowiednią kandydatką 
na krótką przygodę ani nawet na długi romans.

Max sięgnął po laskę i powoli wstał. Oparł obie dłonie na 

ptasiej głowie i przyglądał się Cleo.

– Nie zmuszę cię do niczego, czego nie będziesz chciała.
W jej uśmiechu widniała zarazem niepewność i ulga.
–   Dzięki   za   zrozumienie.   Przykro   mi   z   powodu   tego,   co 

zaszło dziś wieczorem. To moja wina.

Uśmiechnął się do siebie i ruszył do drzwi.
– Nie bądź taka pewna. Do jutra.
– Max?
– Nie przejmuj się, Cleo. Od tej chwili będziemy wszystko 

robić według podręcznika. Twojego podręcznika.

80

background image

Rozdział piąty

Tuż przed świtem Cleo dała za wygraną i zrezygnowała ze 

spania. Odsunęła przykrycie, wstała z łóżka i podeszła do okna, 
żeby sprawdzić, jaka jest pogoda.

Niebo było zachmurzone, ale nie padało. Miała czas, żeby 

pójść na szybki spacer przed następną burzą.

Po bezsennej nocy musiała trochę orzeźwić się na świeżym, 

zimnym   powietrzu.   Być   może   później   uda   się   do   ośrodka 
medytacji w Cosmic Harmony. Rano nie było na to, niestety, 
czasu. Chciała być na miejscu podczas porannego zamieszania 
w   kuchni.   Jak   kiedyś   zauważył   Jason   –   w   tak   niewielkim 
interesie   jak   Robbins'   Nest   Inn   najważniejsze   było   osobiste 
dopilnowanie wszystkiego.

Poczuła przypływ żalu na wspomnienie drogiego przyjaciela. 

Nie zwlekając włożyła dżinsy i niebieską, bawełnianą bluzkę. 
Zawiązując   sznurowadła   srebrnych   tenisówek   pomyślała,   że 
Jason   nie   chciałby,   aby   się   za   długo   roztkliwiała   nad   jego 
śmiercią. Jason Curzon wierzył w życie, w przyszłości, nie w 
przeszłości.

Wychodząc złapała zieloną ocieplaną kurtkę. Zeszła na dół i 

przeszła przez jeszcze śpiący zajazd. Ciche chrapanie dolatujące 
z okolic biura świadczyło o tym, że George nadal jest w pracy i, 
jak zwykle, czuwa.

Wyszła przez tylne drzwi kuchenne. Andromeda, Daystar i 

poranna   zmiana   z   Cosmic   Harmony   jeszcze   nie   przyszła.   A 
goście z pewnością nie mieli zamiaru wstawać o tak wczesnej 
porze.

Chłód poranka odświeżył ją. Noc powoli ustępowała miejsca 

szaremu światłu nowego dnia. Pod wpływem przeszywającego 
zimna spostrzegła, że zapomniała rękawiczek. Włożyła ręce do 
kieszeni kurtki i ruszyła wzdłuż urwiska nad morzem.

Chciała sobie tego ranka przemyśleć kilka rzeczy: swój sen, 

zniknięcie   Benjiego,   problemy   Trishy.   Musiała   je   wszystkie 
jakoś rozwiązać. Jednakże jej umysł nie chciał w żaden sposób 

81

background image

skupić się na tych sprawach. Przez cały czas powracała myślą 
do tego, co wypełniało jej głowę całą noc – do pocałunku Maxa.

Po raz pierwszy od śmierci rodziców pocałowała mężczyznę 

i nie czuła żadnych wyrzutów sumienia. Jedyne uczucie, jakiego 
doświadczyła, to była cudowna radość. Chciała go, naprawdę go 
chciała.

Namiętność, która tkwiła w niej głęboko ukryta, obudziła się 

i   wreszcie   odpowiedziała   na   dotknięcie   prawdziwego 
mężczyzny.   Odetchnęła   z   ulgą,   wiedząc,   że   odnalazła   tego, 
który potrafi pomóc jej w odzyskaniu wolności.

Mężczyzna z lustra wszedł w końcu w jej życie.
Niestety,   stwierdziła   ze   zmartwieniem,   że   sprawy   nie 

przedstawiały się tak jasno, jak się tego spodziewała, oczekując 
na   jego   przyjście.   Maxa   Fortune'a   otaczało   wiele   rzeczy 
niepewnych i niewiadomych.

Najbardziej zakłopotana była tym, iż nie reagował na nią w 

ten   sposób,   co   ona   na   niego.   Wcześniej   była   absolutnie 
przekonana, że jeśli kiedykolwiek odnajdzie mężczyznę z lustra 
w rzeczywistości, nie tylko natychmiast go rozpozna, ale i on 
rozpozna   ją   od   razu.   Z   doświadczenia   swoich   rodziców 
wiedziała, że od pierwszego spotkania dzielili przekonanie, iż 
byli dla siebie stworzeni.

Kiedy jednak patrzyła w oczy Maxa poprzedniego wieczoru, 

widziała w nich nie tylko pożądanie, lecz także niepokojący ją 
element wyrozumowanej kontroli. Na myśl o tym westchnęła z 
żalu.   Musiała   przyjąć   do   wiadomości,   że   chociaż   jej   reakcja 
wobec Maxa była natychmiastowa, czysta i nieskrępowana, on 
postępował najwyraźniej według jakiegoś swojego planu.

To czyniło go niebezpiecznym i teoretycznie powinno było 

uruchomić  jej  wewnętrzny sygnał  alarmowy.  Dlaczego  zatem 
nie włączył się?

Przypomniała   sobie   sposób,   w   jaki   założył   jej   na   szyję 

czerwoną wstążkę i przyciągnął do siebie, doskonale naśladując 
scenę opisaną w trzecim rozdziale „Lustra”.

Trochę nazbyt doskonale, pomyślała ironicznie. Mogłaby się 

82

background image

założyć, że zdążył przeczytać ten rozdział, zanim odnalazł ją w 
solarium.

Nagle poczuła, iż nie jest sama, i spojrzała za siebie. Udało 

jej się przywołać na twarz uprzejmy uśmiech na widok Herberta 
T. Valence'a, który raźno maszerował za nią.

Był jak zwykle nienagannie ubrany – w drogim płaszczu z 

wielbłądziej sierści, jedwabnym szalu i eleganckich skórzanych 
butach.   Srebrne   loki,   spryskane   jakimś   lakierem,   nawet   nie 
drgnęły pod wpływem silnego wiatru. Brylant na małym palcu 
błyszczał w świetle poranka.

Pomyślała   rozbawiona,   że   ostatnio   otaczają   ją   wystrojeni 

mężczyźni. Wyszukana elegancja Maxa i Herberta T. Valence'a 
zdecydowanie poprawiała wizerunek jej zajazdu.

– Dzień dobry pani.
– Dzień dobry – odpowiedziała. – Nie słyszałam, że idzie 

pan   za   mną.   Wyszedł   pan   na   spacer   przed   następnym 
spotkaniem seminaryjnym?

–   Staram   się   codziennie   przejść   dwa   kilometry   – 

poinformował ją. – Ćwiczenia fizyczne są niesłychanie istotne, 
aby osiągnąć sukces.

– Przyjemnie jest spotkać kogoś, kto sam robi to, do czego 

nakłania innych.

– Muszę mieć na uwadze moją reputację. Mogę to uczynić 

tylko   wówczas,   kiedy   stosuję   swoje   własne   pięć   zasad 
dochodzenia do sukcesu.

– Jakie to są zasady? – spytała z zainteresowaniem. – Czy 

też nie zdradza ich pan za darmo?

–   Ponieważ   łączą   nas   stosunki   służbowe,   mogę   je   pani 

podać.

– To bardzo uprzejmie z pana strony.
Ciekawa   była,  czy  jest  wśród  nich  pstrykanie   długopisem 

pięć   razy   przed   schowaniem   go   do   kieszeni   i   zawsze 
zajmowanie tego samego pokoju w zajeździe. Podczas ich tak 
zwanych   służbowych   stosunków   miała   okazję   zauważyć   u 
Valence'a wiele takich ekscentrycznych zachowań.

83

background image

Mężczyzna podniósł rękę i wskazał na kciuk.
–   Pierwsza   zasada   to   skupienie   się   na   celu.   –   Podniósł 

następny   palec.   –   Druga   zasada   to   przygotowanie   planu 
osiągnięcia tego celu. Trzecia zasada to pokonywanie wszelkich 
przeszkód,   które   spowodowałyby   odejście   od   planu.   Czwarta 
zasada to zwracanie uwagi na każdy szczegół i upewnienie się, 
że wszystko dokładnie zaplanowaliśmy.

– A piąta zasada? – spytała Cleo.
– Piąta zasada to myślenie zawsze w kategoriach sukcesu, a 

nie w kategoriach niepowodzenia.

– A co się stanie, jeśli komuś się nie powiedzie?
Valence dumnie uniósł brodę.
– Niepowodzenie nie istnieje dla tych, którzy nastawiają się 

na osiągnięcie sukcesu. Zapewniam panią, iż moja reputacja nie 
powstała na błędach.

– Chyba nie jest lekko żyć, mając stale na względzie swoją 

reputację.

–   Nagroda   znacznie   przewyższa   wysiłek   –   stwierdził 

Valence. – Pani powinna wiedzieć, o czym mówię. Niech pani 
spojrzy   na   to,   co   pani   już   osiągnęła.   Jest   pani   właścicielką 
jednego z najlepszych zajazdów na wybrzeżu. Jak udało się pani 
namówić   bank   na   pożyczkę,   pozwalającą   otworzyć   Robbins' 
Nest?

Cleo spojrzała na stalowoszare morze.
– Miałam własne pieniądze.
– Ach, rozumiem. Majątek rodzinny.
Pomyślała   o   pieniądzach   odziedziczonych   po   śmierci 

rodziców.

– Tak.
–   Proszę   wybaczyć   moje   wypytywanie   –   powiedział 

burkliwie,   jakby  nagle   zdał   sobie   sprawę,   że   okazał   się  zbyt 
ciekawski. – Nie chciałem być wścibski, lecz zawsze interesują 
mnie historie sukcesu. Można powiedzieć, że je kolekcjonuję.

– Kolekcjonuje je pan?
–   Tak.   Kiedy   napotkam   coś   ciekawego,   lubię   to   zbadać. 

84

background image

Wykryć,   jak   się   zdarzyło.   Uczę   się   rzeczy,   które   potem 
wykorzystuję w swoich seminariach.

–   Moja   historia   nie   jest   specjalnie   pouczająca.   Kupiłam 

zajazd z pieniędzy otrzymanych w spadku. Przyjaciele pomogli 
mi go uruchomić. I tyle.

Valence skłonił głowę.
–   Z   pewnością   zatrudnia   pani   niezwykłych   pracowników. 

Kobiety w kuchni wyglądają jak członkinie jakiejś komuny, a 
ten nowy, ten facet z laską, nie ubiera się ani nie zachowuje jak 
wynajęty pracownik.

– Ale jest – stwierdziła krótko. – Choć nie wiem, jak długo 

tu zostanie. – Na myśl o tym, że Max mógłby wkrótce odejść, 
poczuła nagły ból. Zrozumiała, że nie chce stracić mężczyzny z 
lustra teraz, gdy go wreszcie spotkała.

– Moim zdaniem zachowuje się zanadto arogancko.
– Zwrócę mu uwagę. – Uśmiechnęła się do siebie.
–   Powinna   pani   to   zrobić.   –   Valence   rzucił   okiem   na 

masywny   złoty   zegarek.   –   Chyba   powinienem   już   wracać. 
Muszę przejrzeć swoje notatki. Zanim jednak pożegnam panią, 
chciałbym jeszcze o czymś porozmawiać.

Zdusiła w sobie jęk zniechęcenia.
– O czym?
Spojrzał na nią karcąco.
–   Mam   nadzieję,   że   nie   powtórzy   się   więcej   wyłączenie 

prądu.

– Obawiam się, że tego nie jestem w stanie zagwarantować. 

Będziemy   się   starać,   ale   trudno   mi   cokolwiek   obiecać, 
zwłaszcza podczas burzy.

–   Jeśli   nie   może   mi   pani   zapewnić   niezawodnego   źródła 

prądu, być może będę zmuszony przenieść moje seminaria gdzie 
indziej – ostrzegł ją.

– Jak już powiedziałam, będziemy się starać, żeby wszystko 

było w porządku.

–   No,   dobrze,   niech   będzie   –   mruknął   niechętnie.   – 

Zobaczymy, co z tego wyniknie.

85

background image

–   Zobaczymy   –   zgodziła   się.   –   Życzę   panu   przyjemnego 

dnia.

– Dziękuję. Ja pani także.
Przystanął, obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni i ruszył z 

powrotem do zajazdu.

Spoglądała   za   nim,   jak   wtulił   brodę   w   kołnierz   drogiego 

płaszcza   i   rezolutnie   maszerował   pod   wiatr.   Potem 
kontynuowała swój spacer wzdłuż urwiska. Myślała o tym, co 
przed chwilą powiedziała Valence'owi o Maxie. Nie wiem, jak 
długo tu zostanie.

To   doskonały   powód,   aby   zachować   najdalej   posuniętą 

ostrożność,   pomyślała.   Max   był   jedną   wielką   niewiadomą, 
nawet jeżeli była przekonana, że właśnie na niego czekała całe 
życie.

Cleo   poczekała   z   rodzinnym   zebraniem   na   temat   Trishy, 

dopóki ostatni z uczestników seminarium nie wyjechał. Zebranie 
odbywało się przed wieczornymi przygotowaniami do kolacji.

Andromeda,   Daystar,   Trisha,   Sylvia   i   Cleo   siedziały   na 

ławkach   w   kuchennej   wnęce.   Trisha   rozejrzała   się   wokół   i 
rozpłakała się.

–   No,   już,   już,   nie   przesadzaj.   –   Andromeda   podała   jej 

papierową   serwetkę.   –   Nie   jesteś   pierwszą   kobietą   w   takiej 
sytuacji i nie ostatnią. Najważniejsze, że nie jesteś sama.

– Myślałam, że mnie kocha – szepnęła.
– Ja też tak myślę – powiedziała miękko Cleo. – Ale Benji 

ma także wiele problemów.

–   Za   wiele,   aby   pamiętać   o   antykoncepcji   –   mruknęła 

Daystar.   Spojrzała   surowo   na   Trishę.   –   Wydaje   mi   się,   że 
rozmawiałam z tobą niedawno na ten temat, młoda kobieto. Co 
się stało? 

Trisha zaczęła głośno szlochać.
– Przepraszam. Nie pomyślałam. Nie wiesz, jak to jest.

86

background image

– Nie wiem? – parsknęła Daystar. – Mam sześćdziesiąt dwa 

lata, moje dziecko, i nie przeżyłam ich w klasztorze. Wierz mi, 
dobrze   wiem,   jak   to   jest.   Namiętność   nie   tłumaczy   głupoty. 
Kobieta musi używać rozumu. Musi kontrolować sytuację.

Trisha załkała jeszcze głośniej. Cleo spojrzała na Daystar ze 

złością.

– W ten sposób daleko nie zajedziemy.
Andromeda również popatrzyła na przyjaciółkę z wyrzutem.
–   Cleo   ma   rację.   Strofowanie   Trishy   teraz   nie   ma 

najmniejszego   sensu.   Co   się   stało,   to   się   nie   odstanie. 
Zastanówmy się, co dalej. Jak mówił przez trzy dni każdemu ten 
pan Valence, musimy myśleć pozytywnie. Problemy powinny 
być rozważane jako możliwości.

– Masz rację. Przepraszam. – Daystar poklepała Trishę po 

ręce. – Nie martw się, Trisho. Damy sobie radę.

– To wszystko moja wina – płakała Trisha.
– Nie tylko twoja – stwierdziła stanowczo Cleo. – Benji ma 

w tym swój udział.

– Różnica polega na tym,  że Benji może sobie po prostu 

pójść – powiedziała Daystar. – A Trisha nie.

– Prawdę mówiąc – zaczęła Andromeda – dziwi mnie, że 

Benji odszedł. Myślałam, że ten chłopak wreszcie wziął się w 
garść.   Nie   migał   się   od   pracy   tutaj,   chodził   na   wieczorowe 
kursy.   Nawet   zaczął   pozytywnie   mówić   o   przyszłości. 
Wierzyłam, że coś z tego wyjdzie.

– Starał się – wtrąciła lojalnie Trisha. – Na pewno.
– To prawda – przyznała Cleo. – I wiem, że mu zależy na 

Trishy.   Wyobrażam   sobie,   że   jest   w   tej   chwili   ciężko 
przerażony.

–   Może   powinien   pójść   do   terapeuty   –   zaproponowała 

Andromeda.

Daystar wzruszyła ramionami.
– Nie jestem pewna, czy mu się to na coś przyda.
Cleo   postanowiła   przejąć   prowadzenie   zebrania,   zanim 

dyskusja   przerodzi   się   w   rozważania   na   temat   problemów 

87

background image

Benjiego.

– Zastanawiałam się nad całą sprawą. Znamy Benjiego od 

półtora roku. To dobry chłopak i nie wierzę, że naprawdę uciekł 
przed   odpowiedzialnością.   Założę   się,   że   chce   sobie   tylko 
wszystko przemyśleć.

Trisha podniosła wzrok zza serwetki. W jej oczach zamigotał 

promyk nadziei.

– Rzeczywiście wierzysz, że on wróci?
–   Jestem   pewna,   że   Benji   jest   w   tej   chwili   skołowany   i 

wstrząśnięty. Przydałoby się, żeby ktoś z nim porozmawiał.

– Dlaczego nie chciał porozmawiać z kimś z nas? – spytała 

Daystar. – Jesteśmy jego rodziną.

Cleo skrzywiła się.
– Czy nie zauważyłyście, że oprócz Sammy'ego są tu same 

kobiety?   Biedny   Benji   pewno   myślał,   że   będziemy   tak 
współczuły Trishy, że nie zrozumiemy, co on przeżywa.

Sylvia uniosła brwi.
– To całkiem możliwe.
– Musimy pamiętać, że Benji ponosi odpowiedzialne za tę 

sytuację, czy mu się to podoba czy nie – zauważyła Daystar. – 
Odpowiedzialność finansową.

– Zgadzam się – powiedziała Sylvia. – Być może Benji nie 

umie   sobie   na   razie   poradzić   z   problemami   moralnymi   i 
emocjonalnymi,   lecz   musimy   wymagać,   aby   wziął   na   siebie 
odpowiedzialność   finansową.   Doug   przynajmniej   przysyła   mi 
od czasu do czasu jakieś pieniądze na dziecko. Benji powinien 
zrobić to samo.

Cleo uniosła rękę.
– Zanim zaczniemy naciskać na Benjiego, aby dał pieniądze, 

uważam,   iż   powinnyśmy   zastosować   inną   taktykę.   Sądzę,   że 
powinnyśmy go przekonać, żeby wrócił do domu.

Trisha rzuciła jej zrozpaczone spojrzenie.
– Przecież on sobie poszedł. Nie wiem, gdzie jest. Jak go 

znajdziemy?

– Może Max go znajdzie – powiedziała powoli Cleo.

88

background image

– Max? – Trisha wytrzeszczyła na nią oczy. – Jak?
–   Max   mówi,   że   ma   znajomego,   który   prowadzi   firmę 

detektywistyczną   –   wyjaśniła   Cleo.   –   Nie   ufam   za   bardzo 
prywatnym detektywom, lecz Max uważa, że jego znajomy jest 
naprawdę dobry. Benji odszedł stąd niedawno i przypuszczalnie 
nie ukrywa się.

Trisha przygryzła wargę.
– Myślisz, że znajomy Maxa znajdzie Benjiego? – spytała.
–  Proponuję,  żebyśmy   się   przekonały.   –   Cleo   wstała.   Jak 

tylko pomysł przyszedł jej do głowy, miała wrażenie, iż jest to 
właściwe podejście. – Poczekajcie, zaraz wrócę.

Zakręciła się na pięcie i wyszła z kuchni. Nie oglądając się 

za siebie wiedziała, że kobiety patrzą za nią zdumione.

W   holu   nie   było   śladu   Maxa.   W   saloniku   siedziało   troje 

gości, czytających coś przy kominku. Po drodze spotkała jedną z 
pokojówek,   która   przychodziła   czasami   do   pomocy   i   teraz 
sprzątała po uczestnikach seminarium.

– Darleen, czy nie widziałaś Maxa?
– Wydaje mi się, że jest z Sammym w solarium.
Cleo zmieniła kierunek i po chwili znalazła się w solarium. 

O   szklany   dach   uderzały   melodyjnie   krople   deszczu.   Ciszę 
przerywał tylko ich szelest i bulgotanie fontanny.

Max siedział w wiklinowym  fotelu, z lewą nogą opartą o 

wiklinowy taboret. Laska stała oparta o ramię fotela.

Cleo spostrzegła, że Max wygląda zadziwiająco swobodnie 

w egzotycznym otoczeniu. Przypominał jej eleganckiego pirata, 
który osiadł na jednej z wysp południowego Pacyfiku. Drgnęła, 
kiedy zauważyła, że czyta „Lustro".

Sammy siedział obok niego, w miniaturowym wiklinowym 

foteliku,   który   Cleo   kupiła   mu   na   gwiazdkę.   Trzymał   na 
kolanach swoją kaczkę i książeczkę z obrazkami. Z palcem w 
buzi zdawał się równie jak Max zatopiony w lekturze.

– Cześć – powiedziała cicho. 
Sammy wyjął palec z buzi.
– Cześć, Cleo. Ja i Max czytamy.

89

background image

– Właśnie widzę.
– Max mówi, że książki są super. On ma ich całe mnóstwo. 

Trzyma   je   w   specjalnym   pokoju,   gdzie   tylko   on   może   je 
oglądać.

–   Doprawdy?   –   Ciekawa   była,   co   jeszcze   trzyma   w 

specjalnym   pokoju.   Może   swoje   serce.   –   Max,   czy   mógłbyś 
przyjść do nas na chwilę do kuchni?

Podejrzliwie spojrzał na nią znad „Lustra”.
– Po co?
Odchrząknęła.
– My… to znaczy… chciałybyśmy, abyś nam pomógł.
Wpatrywał się w nią w zadumie.
– W czym?
– W odszukaniu Benjiego.
– Cholera – powiedział cicho. 
Sammy znów wyjął palec z buzi.
– Przy mnie nie wolno mówić takich słów.
– Przepraszam – zreflektował się Max. – Sam nie wiem, co 

mi się stało.

– Nic nie szkodzi. – Sammy kiwnął głową. – Tylko nie mów 

mamie.

– Nie powiem – obiecał Max.
– Czy sądzisz, że umiałbyś go znaleźć? – spytała z nadzieją 

Cleo.

– Max umie wszystko znaleźć – oznajmił Sammy. – Znalazł 

nawet moją kaczkę.

–   Być   może   O'Reilly   potrafi   go   odszukać   –   powiedział 

ostrożnie.   –   Co   zamierzacie   zrobić   z   Benjim,   jeśli   go 
znajdziecie?

–   Nie   wiem   –   westchnęła   Cleo   i   uśmiechnęła   się 

uwodzicielsko. – Ale chciałabym, abyś z nim porozmawiał.

Max był całkowicie zaskoczony.
– Chcesz, żebym ja z nim porozmawiał? Przecież nie znam 

człowieka.

– Wiem – powiedziała szybko. – Lecz jesteś mężczyzną i 

90

background image

wydaje mi się, że na tym etapie Benji będzie wolał porozmawiać 
z mężczyzną.

– O czym, do diabła, miałbym z nim rozmawiać?
– „Do diabła” też masz nie mówić – odezwał się Sammy.
– Przepraszam.
Cleo nadal uśmiechała się uwodzicielsko.
–   Najlepiej   byłoby,   gdybyś   go   namówił   do   powrotu   do 

domu.   Chcę,   aby   poczuł   się   odpowiedzialny   za   Trishę.   A   w 
najgorszym   razie   powinien   zrozumieć,   że   musi   jej   pomóc 
finansowo.

– Nie prosisz za wiele, co? – spytał ponuro Max.
– Co to znaczy „odpowiedzialny”? – zapytał Sammy.
–   Tak   się   mówi,   kiedy   się   chce,   żeby   ktoś   coś   zrobił   – 

wyjaśnił Max, nie spuszczając wzroku z Cleo.

– Aha. – Sammy zadowolił się wyjaśnieniem.
–   Nie   mam   żadnego   doświadczenia   w   takich   sprawach   – 

przekonywał Max. – Nie jestem opiekunem społecznym.

–   Mówiłeś,   że   twój   przyjaciel   O'Reilly   jest   dobry   w 

odszukiwaniu ludzi – przypomniała mu.

–   Znalezienie   Benjiego   to   jedno,   a   namówienie   go   do 

powrotu to zupełnie coś innego.

– Musimy spróbować.
– Wolałbym, żebyś mnie w to nie mieszała.
Sammy wyjął palec z buzi.
– Mogę się założyć, Max, że zrobisz tak, żeby Benji wrócił.
Cleo obrzuciła Maxa uważnym spojrzeniem.
–   Czy   moglibyśmy   skończyć   tę   dyskusję   w   kuchni?   – 

zaproponowała.

– Obawiam się, że nie mamy innego wyjścia. – Zdjął nogę z 

taboretu.

Sięgnął po laskę, ale Sammy zerwał się na nogi, złapał laskę 

i podał Maxowi.

– Dziękuję. – Wziął od niego laskę, wsunął „Lustro” pod 

pachę i spojrzał na Cleo.

– No, dobrze, chodźmy.

91

background image

Sammy z powrotem zasiadł w swym foteliku.
– Czy wrócisz  i  będziesz  jeszcze   ze  mną   czytał,   Max?  – 

spytał.

– Może.
– Dobra. Zaczekam tu na ciebie.
Cleo uśmiechnęła się smutno, wychodząc z solarium.
– Sammy na dobre się do ciebie przykleił, co?
– Wciąż mi się plącze pod nogami.
– Myślę, że chce z ciebie zrobić coś w rodzaju honorowego 

wuja, tak jak było z Jasonem.

–   Nie   ma   sprawy   –   stwierdził.   –   Już   się   do   niego 

przyzwyczaiłem.

Cleo otwarła drzwi do kuchni. Trisha, Sylvia, Andromeda i 

Daystar obróciły się i utkwiły w nich wzrok. Na ich twarzach 
malowały się zmartwienie, nadzieja, rezygnacja i determinacja.

– I co? – Daystar uniosła brwi. – Pomożesz  nam znaleźć 

Benjiego?

Andromeda i Sylvia wpatrywały się w niego ze źle skrywaną 

prośbą   o   pomoc.   Trisha   wytarła   nos   serwetką   i   spojrzała   na 
Maxa niepewnie.

Max   obrzucił   uważnym   spojrzeniem   grupkę   we   wnęce. 

Wyraz jego twarzy był nieprzenikniony.

– Przypuszczalnie potrafię znaleźć Benjiego.
Kobiety wymieniły zadowolone spojrzenia.
– To cudownie! – wykrzyknęła Andromeda. – Porozmawiasz 

z nim? Postarasz się go namówić, żeby wrócił?

Zacisnął wargi.
– Porozmawiam z nim w waszym imieniu, ale niczego nie 

obiecuję.

– To zrozumiałe – wtrąciła prędko Cleo.
– Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł – stwierdziła cicho 

Trisha. – To znaczy nie wiem, czy Benji poradzi sobie z taką 
sytuacją.   Co   mam   mu   powiedzieć,   kiedy   Max   go   znajdzie   i 
Benji wróci do domu?

– Przede wszystkim – odezwał się Max – nie będziesz go 

92

background image

nazywać Benjim.

Zapadła  cisza.   Zebrane   kobiety  wpatrywały  się w niego 

z niemym zaskoczeniem. Cleo zareagowała pierwsza:

– O czym ty mówisz? On się tak nazywa. Benji Atkins.
– To się musi zmienić, jeśli wróci z własnej woli i przyjmie 

na siebie odpowiedzialność – odparł Max. – Jeśli chcecie, aby 
nasz kochany Benji stał się mężczyzną, musicie go traktować 
jak mężczyznę. Od teraz ma na imię Ben.

–   Ależ   jasne,   Max,   wpuszczę   tę   listę   do   komputera   – 

powiedział   na   drugim   końcu   telefonu   Compton   O'Reilly.   – 
Powiedz tylko, co się dzieje? Czy to prawda, że odszedłeś  z 
Curzon International?

O'Reilly wydawał się rozbawiony, ale nie było w tym nic 

dziwnego. Zawsze taki był. Max był jednym z niewielu ludzi, 
którzy   wiedzieli,   że   wesołe   podejście   do   życia   było   jedynie 
fasadą.   Od   śmierci   ukochanej   żony   i   córki   w   wypadku 
samolotowym pięć lat temu O'Reilly zachowywał się tak, jakby 
nic   nie   było   w   stanie   go   wzruszyć.   Max   mógłby   mu   nawet 
zazdrościć,  gdyby  nie   wyczuwał,  że   nieustanny  dobry humor 
O'Reilly’ego maskował tylko tkwiący w nim ból.

–   Skończyłem   z   Curzonem.   –   Max,   przytrzymując 

słuchawkę między uchem a ramieniem, sięgnął po długopis. – 
Mam nową pracę.

–   Mówisz   poważnie?   Słyszałem   jakieś   plotki,   ale   nie 

wierzyłem.  Byłem  pewien, że po śmierci starego Curzonowie 
zaofiarują ci, co tylko zechcesz.

– Nie interesują mnie propozycje Curzonów. – Max oparł się 

wygodniej w krześle i zamrugał oczami z bólu. Masując nogę, 
wyglądał przez okno. Widok z poddasza zaczynał mu się coraz 
bardziej podobać.

–   Właściwie   nie   dziwi   mnie   to,   że   przeszedłeś   do 

konkurencji.  Czy   to   Global   Village   Properties?  Od   dawna 

93

background image

chcieli cię ściągnąć.

–   Nie   przeszedłem   do   Global   Village   Properties   ani   do 

żadnej innej firmy. – Max bezmyślnie stukał długopisem o blok 
żółtego papieru leżący na biurku.

Na   pierwszej   stronie   wypisane   były   w   porządku 

alfabetycznym   nazwiska   wszystkich   gości,   którzy   w   ciągu 
ostatnich   dni   przebywali   w   Robbins'   Nest   Inn.   Przy   każdym 
nazwisku Max zapisał adres i numer telefonu.

–   Znalazłeś   coś   niezależnego,   co?   –   Przez   moment   głos 

0'Reilly'ego zabrzmiał poważnie. – O co ci chodzi? Nudzisz się? 
Chcesz kupić małą firmę i wystartować z własną siecią hoteli? 
Na pewno ci się uda. Już widzę, jak budujesz konkurencję dla 
Curzonów. To będzie niezła zabawa.

–   To   jest   tylko   mały   zajazd   na   wybrzeżu,   którego   nie 

zamierzam kupować ani przekształcać w łańcuch hoteli.

O'Reilly parsknął śmiechem.
–   Daj   spokój,   Max.   Przecież   nie   będziesz   zarządzał 

przytulnym pensjonacikiem nad morzem.

–   Nie   rozumiesz.   Ja   wcale   tu   nie   rządzę.   Pracuję   dla 

właścicielki.

– Jako co?
– Och, to zależy. Reperuję zatkane ubikacje, taszczę drewno, 

stoję   za   barem.   Chwilowo   zajmuję   się   drobnym   problemem 
bezpieczeństwa. Czy mógłbyś przestać się śmiać i sprawdzić te 
nazwiska,   które   ci   podałem,   czy   mam   zadzwonić   do   Brindle 
Investigations?

– No, wiesz, nie musisz się zaraz obrażać. Zaraz się do tego 

wezmę. Komu mam przysłać rachunek?

– Mnie.
–   Czegoś   tu   nie   rozumiem.   Masz   już   adresy   tych   ludzi. 

Czego mam właściwie szukać?

– Sam nie wiem. – Max przyglądał się nazwiskom na liście. 

–   Sprawdź,   czy   ktoś   z   nich   ma   powiązania   z   grupami 
ultrakonserwatywnymi   albo   z   nawiedzonymi   organizacjami 
religijnymi.   Mógłbyś   też   sprawdzić,   czy   ktoś   z   nich   był 

94

background image

aresztowany za udział w manifestacjach prawicowych czy coś w 
tym rodzaju.

–   Myślisz,   że   masz   do   czynienia   z   jakimś   fanatykiem 

moralności?

–   Na   to   wygląda.   Moja   szefowa   napisała   książkę,   która 

dopiero co wyszła. I jakiś domorosły cenzor chce na własną rękę 
krytykować autorkę.

– Niechybnie jest stuknięty, co?
– W każdym razie bardzo się stara, żeby przestraszyć Bogu 

ducha winnego człowieka.

– Jest mnóstwo ludzi, którzy chętnie cenzurowaliby to, co 

czytają inni. Dobrze o tym wiesz.

– Wiem, ale mam nadzieję, że lista osób, którym chciałoby 

się szukać anonimowego autora po to, żeby go straszyć, okaże 
się niezbyt długa.

–   Zobaczę,   co   się   da   zrobić   –   obiecał   O'Reilly.   – 

Powinienem mieć coś dla ciebie za parę dni.

Max rzucił okiem na wzbierające fale.
– Chciałbym,  żebyś  mi sprawdził jeszcze jedno nazwisko. 

Szukam faceta, który się nazywa Benjamin Atkins.

– Czy jest powiązany z poprzednią sprawą?
–   Nie,   chyba   nie.   To   coś   innego.   Pracował   tu   wcześniej. 

Zmył się w środku nocy i nie zostawił adresu.

– Kapuję. Co ze sobą zabrał?
– Nie chodzi o to, co zabrał, tylko o to, co zostawił.
– Dobra, nie chcesz, nie mów. Co mnie to obchodzi. Podaj 

mi bliższe szczegóły o Atkinsie.

Max przeczytał mu kilka suchych faktów, które podała mu 

Cleo. Całe krótkie życie Bena zawierało się w kilku epizodach. 
Niektóre z nich przypominały Majowi własne przeżycia, choć w 
wieku   dwudziestu   lat   nie   zrobił   nikomu   dziecka.   Zawsze 
uważał, żeby żadna kobieta nie zaszła z nim w ciążę.

Myśl ta sprawiła, że ujrzał oczyma wyobraźni Cleo z jego 

dzieckiem   w   brzuchu.   Jego   dzieckiem.   Po   raz   pierwszy 
naprawdę pomyślał o tym, że mógłby mieć dziecko.

95

background image

– Dam ci znać, jak się czegoś dowiem – powiedział O'Reilly.
– Dzięki. – Max zawahał się chwilę. – Aha, jak chodzi o 

Atkinsa, to nie ma wielkiego pośpiechu.

– Jak mam to, do diabła, rozumieć?
Max masował lewą nogę i przyglądał się morzu.
– To znaczy,  że  nie śpieszy mi  się, żeby się dowiedzieć, 

gdzie on jest. – Odłożył słuchawkę.

Nie śpieszyło mu się, żeby odszukać Atkinsa, bo wiedział, że 

będzie się musiał podjąć zadania, jakie wyznaczyła mu Cleo i jej 
towarzyszki.   Prawie   na   pewno   misja   ta   skazana   była   na 
niepowodzenie. Na dziewięćdziesiąt dziewięć procent Max był 
przekonany, że nie uda mu się namówić Atkinsa do powrotu na 
łono rodziny.

Nie miał też najmniejszego pojęcia, w jaki sposób przekonać 

młodego człowieka, żeby zachował się odpowiedzialnie.

Wyglądało na to, że sytuacja z Atkinsem będzie jedną z tych 

niesłychanie   rzadkich,   ale   bardzo   pamiętnych   spraw,   kiedy 
Maxowi   się   nie   powiodło.   Z   całego   serca   nienawidził 
niepowodzeń. Cena za nie była zbyt wysoka.

Wiedział,   że   kiedy   nie   uda   mu   się   namówić   Atkinsa   do 

powrotu,   nie   będzie   mile   widzianym   osobnikiem   w   Robbins' 
Nest   Inn.   Ludzie   traktują   cię   inaczej   jeśli   nie   spełniasz   ich 
nadziei. Jako człowiek z zewnątrz był pożądany tak długo, jak 
długo był potrzebny.

Tłumaczył sobie, że jest to podejście pragmatyczne, nie zaś – 

emocjonalne. Jeśli nie będzie już członkiem rodziny w Robbins' 
Nest Inn, trudno mu będzie nadal poszukiwać obrazów Luttrella. 
A   to   znaczyło,   że   musi   je   znaleźć,   zanim   uda   się   na 
poszukiwania Bena Atkinsa.

Nadal masował bolące udo. Było tylko jedno wyjście
– musi uwieść Cleo. W ten sposób najszybciej i najłatwiej 

znajdzie swoje obrazy.

Cleo   była   kluczową   postacią   na   drodze   do   odzyskania 

odziedziczonych   płócien.   Na   pewno   wiedziała   więcej,   niż 
mówiła.   Jason   nie   miał   powodu,   żeby   na   łożu   śmierci   go 

96

background image

oszukiwać.

Cleo wiedziała, gdzie są obrazy, a Max z lektury „Lustra” 

dowiedział się, iż namiętność nie jest jej obca. Skoro odkrył w 
niej   ogień,   był   pewien,   że   uda   mu   się  go   rozniecić.   Przestał 
masować   udo   i   spojrzał   na   kubek   z   ziołową   herbatą,   który 
przysłała mu Andromeda.

– Cleo mówi, że masz kłopoty z nogą – powiedziała
Andromeda, krzątając się po kuchni i szykując wywar.
– Spróbuj to wypić, może ci pomoże.
– Wspaniale mi pomaga na artretyzm – wtrąciła się Daystar.
– Spróbuj – nalegała Cleo. – Zioła Andromedy są doskonałe 

przeciw bólom głowy i mięśni.

Jego zdaniem wywar smakował jak rozgotowane wodorosty, 

ale to, że Cleo i reszta jej rodziny tak koło niego skakała, było – 
z   jakiegoś   powodu   –   bardzo   miłe.   Zdążył   już   wypić   jedną 
filiżankę ziółek. Być może Pod wpływem sugestii zdawało mu 
się, że noga mniej go boli, tak samo jak poprzedniego wieczoru, 
kiedy Cleo ją masowana. Postanowił wypić następną filiżankę.

Powróciły   gorące   wspomnienia,   powodując   przypływ 

pożądania   w   lędźwiach.   Popijając   wywar,   pozwolił   sobie   na 
rozkoszowanie się wspominaniem ust Cleo. Słodkich, świeżych 
i drżących z pragnienia.

Instynkt podpowiadał mu, że mógłby się nasycić ciepłem jej 

ciała,   tak   jak   jeszcze   nigdy   w   życiu   się   nie   nasycił.   Musiał 
jedynie odczarować ogień w lodzie.

Czas jednak uciekał. O'Reilly był dobry. Max wiedział, że 

nawet   bez   zbytniego   pośpiechu   dość   prędko   znajdzie 
odpowiedzi na jego pytania. I wtedy Max będzie zmuszony do 
spotkania się z Atkinsem i rozmowy. Dał przecież słowo, że to 
zrobi.

I dlatego musiał najpierw odnaleźć swoje obrazy. Wiedział, 

że po męskiej rozmowie z Atkinsem jego sytuacja w Robbins' 
Nest Inn diametralnie się zmieni. Znów będzie człowiekiem z 
zewnątrz.

Wielka   sprawa,   pomyślał.   Był   przyzwyczajony   do   bycia 

97

background image

kimś z zewnątrz, ale chciał zdobyć płótna Luttrella.

Dwa dni później Cleo wpadła do kuchni, żeby sprawdzić, jak 

przebiegały przygotowania do obiadu. Daystar krzątała się przy 
wielkim   garnku   czegoś,   co   z   pewnością   było   specjalną   zupą 
fasolowo-jarzynową według przepisu z Cosmic Harmony.

– Nie widziałaś Andromedy? – spytała Cleo.
–   Zaraz   przyjdzie.   –   Daystar   dosypała   do   garnka   świeżej 

bazylii. – Zatrzymano ją w Azylu.

–   Coś   się   stało?   –   Cleo   z   przyjemnością   wciągnęła   w 

nozdrza zapach zupy.

– Właśnie  wychodziłyśmy,  kiedy przyjechał  jakiś  facet  w 

szarym garniturze i jedwabnym krawacie. Nalegał na rozmowę z 
Andromedą. Twierdził, że to coś ważnego. Wyszłam sama, żeby 
zacząć obiad. – Daystar dosypała świeżo mielonego pieprzu. – 
Wiadomo już, gdzie jest Benji?

Cleo uniosła brwi.
– Masz na myśli pana Bena Atkinsa? Daystar zachichotała.
– Ach, prawda. Musimy używać nowego imienia.
– Max mówi, że jeśli tego nie zrobimy,  nawet nie będzie 

próbował   namawiać   go   do   powrotu.   Natomiast,   o   ile   mi 
wiadomo, jeszcze nie wie, gdzie Ben się po-dziewa.

– Trisha nie sądzi, żeby Max go znalazł. Ani że Ben zgodzi 

się wrócić, jeśli Max go odszuka.

–   Zobaczymy.   –   Cleo   odwróciła   głowę   na   odgłos 

otwieranych   drzwi.   Do   kuchni   weszła   Andromeda.   Na   jej 
błyszczącej niebieskiej pelerynie migotały krople deszczu.

– Ależ leje. – Andromeda zdjęła pelerynę i powiesiła ją w 

szafie. – Myślałam, że już się nigdy nie pozbędę tego idioty. Co 
za strata czasu. Strasznie uparty facet.

–   Akwizytor?   –   spytała   Daystar,   zamykając   drzwiczki 

piekarnika.

– Coś  w   tym   rodzaju. –  Andromeda   zmarszczyła   brwi. – 

98

background image

Tyle że chciał kupić, a nie sprzedać. Niejaki Garrison Spark.

– Wiedziałam – mruknęła Cleo. – Chciał was podkupić do 

własnej restauracji, prawda?

– Nie, kochanie.  – Andromeda  zawiązała  w  talii  tasiemki 

fartucha.   –   Powiedział,   że   jest   marszandem.   Szukał   obrazów 
jakiegoś Luttrella.

Cleo szeroko otwarła oczy.
– Amosa Luttrella? – spytała.
– Tak, chyba tak. Słyszałaś o nim?
– Owszem. Max o nim wspominał.
Andromeda wzięła nóż i zaczęła kroić czerwoną paprykę.
–   Pan   Spark   twierdzi,   że   gdzieś   tu   w   okolicy   jest   pięć 

obrazów tego Luttrella. Mówi, że są warte majątek.

– Majątek, czyli ile? – spytała Daystar.
Andromeda wzruszyła ramionami.
– Pięćdziesiąt tysięcy dolarów. 
Cleo otworzyła usta ze zdumienia.
– Pięćdziesiąt tysięcy dolarów? Chyba żartujesz? 
W tym momencie otworzyły się drzwi i stanął w nich Max, a 

za nim Sammy z kaczką w ręce.

– Przyszliśmy po następną tacę z przekąskami – stwierdził.
– Z oliwkami – dodał bardzo poważnym tonem Sammy. – 

Oliwek już nie ma.

– Dlatego, że ty wszystkie zjadłeś – powiedział Max.
– Kaczka je zjadła – zachichotał Sammy.
– Zaraz wam podeślę następną tacę – powiedziała Daystar.
Max spojrzał na Cleo.
– Coś się stało? – spytał.
–   Niejaki   Garrison   Spark   szuka   tych   obrazów,   o   których 

wspomniałeś pierwszego dnia.

Max znieruchomiał.
– Spark tu jest?
–   Nie   tutaj   –   wyjaśniła   Cleo.   –   Pojechał   do   Cosmic 

Harmony. Rozmawiał z Andromedą. On mówi, że te płótna są 
warte pięćdziesiąt tysięcy dolarów.

99

background image

– Kłamie – stwierdził spokojnie Max. – One są warte ćwierć 

miliona. A za pięć lat będą warte milion.

– Wielki Boże! – krzyknęła Daystar.
– Ćwierć miliona? – powtórzyła oszołomiona Cleo.
– Tak. – Max spojrzał na Andromedę. – Co powiedziałaś 

Sparkowi?

Andromeda zdziwiła się jego ostrym tonem.
– Powiedziałam, że nigdy nie słyszałam o Amosie Luttrellu, 

a tym bardziej o jego obrazach.

–   O   co   tu   chodzi,   Max?   –   dopytywała   się   Cleo.   –   Skąd 

komukolwiek   mogło   przyjść   do   głowy,   że   Jason   miał   takie 
drogie obrazy?

Max spojrzał jej w oczy.
–   Chyba   nadeszła   pora,   abym   wyjaśnił   kilka   spraw 

dotyczących Jasona Curzona. Mówiłem ci, że nie był biedakiem. 
To   eufemizm.   On   był   właścicielem   sieci   hoteli   Curzon 
International.

–   Sieci   hoteli?   Jesteś   pewien?   –   Cleo   była   absolutnie 

zaszokowana.

– Owszem, jestem pewien. Był moim szefem.

100

background image

Rozdział szósty

– A więc nasz Jason Curzon był jednym z tych Curzonów? 

Właścicielem wielkiej sieci hoteli? – ponownie pytała Cleo tego 
samego dnia.

Siedziała na stołku przy barze z filiżanką ziołowej herbatki 

Andromedy przed sobą. Był typowy, spokojny, zimowy wieczór 
w   środku   tygodnia.   Zrobiło   się   późno   i   ciche   rozmowy 
dobiegające z salonu brzmiały dość sennie.

Max   stał   za   barem,   wyglądając   tak   profesjonalnie,   jakby 

spędził   całe   życie,   przyrządzając   kawę   z   ekspresu   i   podając 
poobiednie   likiery.   Cleo   pomyślała,   że   Max   zdumiewająco 
łatwo przystosowuje się do warunków, w jakich się znajduje. 
Wszystko, co robił, wykonywał spokojnie, z zimna krwią.

–   Pytasz   mnie   o   to   po   raz   setny.   –   Max   wziął   umyty 

kieliszek   i   wytarł   go   białą   lnianą   ścierką.   –   I   po   raz   setny 
mówię: tak.

–   Nigdy   nic   na   ten   temat   nie   mówił.   Pewno   nie   chciał, 

żebyśmy   wiedzieli.   –   Cleo   potrząsnęła   głową.   –   Oczywiście 
wiedzieliśmy, że nazywał się Curzon, ale nie przyszło nam do 
głowy, że należał do tej rodziny.

– Najwyraźniej chciał być traktowany jak zwykły członek 

waszej   rodziny   –   stwierdził   cicho   Max.   –   Tu,   na   wybrzeżu, 
przeżywał coś innego. Nie było w tym nic złego.

– No, nie, choć trudno uwierzyć, że właściciel największej 

sieci hotelowej na świecie spędzał swój wolny czas w Robbins' 
Nest   Inn.   Zajmował   się   zatkanymi   ubikacjami.   Pomagał 
Benjiemu   –   pardon,   mam   na   myśli   Bena   –   w   naprawach 
kanalizacji.

Max rzucił jej dziwne spojrzenie.
– I naprawdę nie miałaś pojęcia, kim był?
–   Ależ   skąd.   Nie   domyśliłam   się   nawet   wtedy,   kiedy 

dostałam list od pani Singleton z informacją, że umarł.

–   Roberta   Singleton   była   jego   sekretarką.   Jason 

prawdopodobnie zostawił jej listę osób, które miała zawiadomić, 

101

background image

gdyby mu się coś stało.

– A ja byłam na tej liście. – Cleo myślała o wielu długich 

rozmowach,   jakie   prowadziła   z   Jasonem   w   tym   salonie.   – 
Przynajmniej teraz wiem, skąd miał takie doskonałe pomysły na 
temat   prowadzenia   zajazdu.   W   zeszłym   roku   dzięki   niemu 
niemal podwoiłam zyski. To Jason poradził mi wprowadzenie 
komputera do przygotowywania rachunków.

–   Jason   znał   się   na   zarządzaniu   hotelami.   –   Max   wziął 

następny kieliszek. – Był najlepszy w tym interesie.

– Nic dziwnego, że wziąłeś mnie za jego utrzymankę, kiedy 

się tu zjawiłeś.

– Nie wracajmy do tego tematu.
–   Proszę   bardzo.   –   Cleo   wypiła   łyk   ziołowej   herbaty   i 

zmarszczyła brwi, kiedy przypomniała sobie kolejny temat, jaki 
Max poruszył pierwszego wieczoru. – Pracowałeś dla niego?

– Tak.
Przyglądając się pozbawionej jakiegokolwiek wyrazu twarzy 

Maxa,   Cleo   intuicyjnie   czuła,   że   to   jedno   słowo   oznaczało 
bardzo wiele.

– Czym się właściwie zajmowałeś?
– Różnymi rzeczami, tak samo jak tutaj.
– Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, żebyś stał za barem czy 

nosił bagaże w hotelach Curzona.

– Czemu nie? Robię to u ciebie.
– Potrafisz być użyteczny. – Postanowiła zmienić temat. – O 

co   chodzi   z   tym   obrazami,   o   których   wspominałeś?   Artie 
Lutefiska czy coś takiego?

Max skrzywił się boleśnie.
– Luttrella. Amosa Luttrella.
– Luttrella. Tego wieczoru, kiedy przyjechałeś, myślałeś, że 

Jason je tu zostawił.

–   Tak   mi   powiedział.   –   Oczy   Maxa   były   całkowicie 

przysłonięte powiekami i nie sposób było stwierdzić, co myśli.

Cleo przechyliła głowę na bok.
– Teraz szuka ich ten cały Garrison Spark. On chyba  też 

102

background image

sądzi, że są tutaj. Znasz go?

–   Ma   galerię   w   Seattle.   Bardzo   drogą.   Kiedyś   u   niego 

pracowałem.

– U niego też? – Uniosła w górę jedną brew. – Nosi cię po 

świecie, co? Co robiłeś dla pana Sparka?

–   Pakowałem   obrazy.   Przewoziłem.   Dostarczałem 

właścicielom.   Wyłącznie   praca   fizyczna.   Nie   byłem   u   niego 
długo.   –   Przyjrzał   się   kieliszkowi,   który   polerował.   – 
Różniliśmy się w opiniach w kilku kwestiach.

– Jakich kwestiach?
–   Spark   jest   bardzo   sprytny   i   bardzo   dużo   wie   o   sztuce 

nowoczesnej.   Nie   przejmuje   się   jednak   zbytnio   takimi 
drobnostkami jak uczciwość czy prawość. Jeśli sądzi, że uda mu 
się wmówić klientowi falsyfikat i uniknąć konsekwencji, zrobi 
to bez skrupułów.

–   Naprawdę?   –   Cleo   była   zafascynowana.   –   Nigdy   nie 

spotkałam nieuczciwego marszanda. Brzmi to dość egzotycznie.

– Ten człowiek  nie  ma  żadnych  zasad  etycznych.  – Głos 

Maxa zabrzmiał ostro. – Słyszałaś, co powiedziała Andromeda? 
Twierdził,   że   obrazy   Luttrella   są   warte   tylko   pięćdziesiąt 
tysięcy.

– A jesteś pewien, że są warte więcej? 
Max zacisnął usta.
– Dużo więcej.
– I jesteś pewien, że należą do ciebie?
–   Jestem   cholernie   pewien,   że   należą   do   mnie   –   odparł 

bardzo cicho.

– Jason ci je dał?
– Tak.
–   Po   prostu   dał   ci   bez   powodu   kilka   bardzo   cennych 

obrazów? – drążyła Cleo.

– Tak.
– Byliście chyba bardzo zaprzyjaźnieni – stwierdziła.
– Można tak powiedzieć. – Max ustawiał na ladzie wytarte 

kieliszki w równych rządkach. – Kiedy umierał, stwierdził… – 

103

background image

urwał gwałtownie i skoncentrował się na ustawianiu kieliszków. 
– Nie ma o czym mówić.

Pod wpływem głębokich emocji emanujących z niego, Cleo 

omal nie spadła ze stołka. Czuła też z jego strony potężne fale 
samokontroli.

– Co takiego powiedział? – spytała łagodnie.
Oczy Maxa były zupełnie pozbawione wyrazu, kiedy odparł 

beznamiętnym tonem:

– Że jestem synem, którego nigdy nie miał.
Cleo   nie   miała   najmniejszych   wątpliwości,   że   słowa 

umierającego Jasona były dla Maxa najważniejszymi słowami w 
życiu.

– Ach, Max…
Usta Maxa wykrzywiły się ironicznie, ale jego oczy się nie 

zmieniły.

– Doskonale zdawałem  sobie  sprawę, że Jason przesadza. 

Byłem w końcu tylko jego pracownikiem, a nie krewnym. Nikt 
nie wiedział tego lepiej ode mnie.

– Skoro nazwał cię synem, musiał  mieć do ciebie  bardzo 

emocjonalny stosunek.

Max nadal koncentrował się na wycieraniu kieliszków.
–   Jason   umierał.   Rozmowy   przy   łożu   śmierci 

prawdopodobnie zawsze bywają nieco melodramatyczne. Jestem 
pewien,   że   nie   oczekiwał,   iż   przyjmę   dosłownie   to,   co 
powiedział. – Przerwał na chwilę. – Ale podarował mi obrazy. 
Co do tego nie ma wątpliwości.

W tym momencie Cleo zrozumiała, że prawdopodobnie od 

nikogo innego, oprócz Jasona, Max nigdy nie usłyszał, że jest 
kochany. Pomyślała o wielkiej miłości swoich rodziców i ich 
uczuciu do niej i zrobiło jej się żal, że Max tego wszystkiego nie 
zaznał.

– Obrazy Luttrella to coś więcej niż tylko cenny podarunek, 

prawda? To twoja pamiątka po Jasonie. Chciał, żebyś właśnie ty 
je miał.

–   Przysłał   mnie   tu   po   nie   –   stwierdził   Max,   tym   samym 

104

background image

niebezpiecznie obojętnym tonem. – Powiedział, że zostawił je 
pod twoją opieką.

– Ciekawa jestem, co to miało znaczyć. – Cleo rzuciła okiem 

na sceny myśliwskie, zdobiące ściany salonu. – Jason nigdy mi 
o nich nie wspomniał.

– Doprawdy?
– Co masz na myśli? – Spojrzała na niego ze złością.
–   Nic.   –   Max   uśmiechnął   się   zimno,   obrzucając   ją 

badawczym   wzrokiem.   –   Zastanawiam   się   jedynie,   co   Jason 
miał na myśli.

– Nie mam pojęcia. – Zamierzała nadal ciągnąć temat, kiedy 

spostrzegła,   że   Max   zainteresował   się   drzwiami   od   salonu. 
Odwróciła głowę, żeby sprawdzić, na co patrzy.

Do pokoju wszedł mężczyzna o ostrych, kanciastych rysach 

udręczonego poety. Miał na sobie czarny sweter, czarne dżinsy i 
czarne buty. Jego ciemnobrązowe włosy były odgarnięte do tyłu 
i opadały mu na ramiona. W oczach, przysłoniętych  ciężkimi 
powiekami, palił się jakiś dziwny ogień.

Cleo uśmiechnęła się do niego.
– To twój przyjaciel? – spytał cicho Max.
Pochyliła się lekko w jego stronę.
– To jest Adrian Forrester. Największy nie drukowany autor 

w   Harmony   Cove.   Zjawił   się   tu   rok   temu   i   poinformował 
wszystkich,   że   jest   pisarzem,   ale   na   razie   nie   udało   mu   się 
niczego   opublikować.   Przychodzi   tutaj   raz,   dwa   razy   w 
tygodniu.

Max uniósł brwi.
– Rozumiem, że nie pochwaliłaś mu się swoim sukcesem?
–   Chyba   żartujesz.   Wątpię,   aby   chciał   o   tym   wiedzieć. 

Popadłby w depresję.

Adrian podszedł do baru i z wdziękiem usiadł na stołku obok 

Cleo.   Uśmiechnął   się   do   niej   zmęczonym   uśmiechem 
światowca, który opanował do perfekcji. Sterany życiem Lord 
Byron, poeta ogarnięty nudą.

– Pomyślałem, że wpadnę na kawę – stwierdził przeciągle 

105

background image

Adrian. – Od rana walczę z kluczową sceną mojej książki. Nie 
potrafię jej opisać tak, jak bym chciał. Pomyślałem, że pomoże 
mi kawa i zmiana otoczenia. 

Cleo uśmiechnęła się uspokajająco.
– Na pewno. Max parzy świetną kawę.
Adrian rzucił Maxowi przelotne, lekceważące spojrzenie.
– Dla mnie podwójną, kolego. Potrzebuję jakiegoś impulsu.
– Zobaczę, co się da zrobić – powiedział Max. – Uprzedzam 

jednak,   że   jeśli   powiesz:   „Zagraj   to   jeszcze   raz,   Sam”,   nie 
odpowiadam za siebie.

– Co?
– Nic. – Max zajął się ekspresem do kawy. Zasyczała para.
Adrian obrócił się na stołku do Cleo. Kiwnął niedbale głową 

w kierunku Maxa.

–   Nowy   pracownik?   –   zapytał   bez   większego 

zainteresowania.

–   Tak.   –   Cleo   wiedziała   z   doświadczenia,   że   Adrian 

naprawdę lubił rozmawiać tylko o sobie, zmieniła więc temat. – 
Jak ci idzie pisanie?

Wymownie wzruszył ramionami.
–   Posłałem   moją   książkę   kilku   ważniejszym   wydawcom. 

Spodziewam się, że niedługo coś będę wiedział. Rzucą się na 
nią bez dwóch zdań. Będą się bić między sobą. Muszę sobie jak 
najszybciej znaleźć agenta.

– Kolejny kryminał?
– Tak. Nazywa się „Ślepy zaułek”. Klasyczna, twarda proza 

kryminalna. Wiesz, najczystsza forma w swoim rodzaju. Mało 
kto   pisze   dziś   takie   książki.   –   Adrian   wykrzywił   usta   z 
niesmakiem.   –   Za   dużo   bab   pisze   te   głupie   romantyczne 
kryminały.

– Czyżby?
– Aha. Zniszczyły klasykę  detektywami  kobietami. Nawet 

jeśli   głównym   bohaterem   jest   facet,   dodają   mu   kobietę   za 
partnera.   –   Adrian   wykrzywił   usta.   –   Wszyscy   się   zajmują 
stosunkami między ludźmi.

106

background image

–   A   co   w   tym   złego?   –   spytała   Cleo,   myśląc   o   bardzo 

romantycznym   stosunku   między   dwojgiem   ludzi   ze   swojej 
„Zemsty doskonałej”.

– Daj spokój, Cleo. Romanse są dla bab. Ja piszę prawdziwe 

książki.

– Chcesz powiedzieć, że książki, które lubią czytać kobiety, 

są niedobre? – spytała uprzejmie. Starała się być cierpliwa, choć 
najczęściej Adrian szalenie ją irytował.

–   Chcę   powiedzieć,   że   współczesne   kryminały   zostały 

całkowicie   zepsute   przez   pisarki,   dla   których   romanse   są 
ważniejsze   niż   problem   kryminalny   –stwierdził   wyniośle 
Adrian. – Po co komu romanse w kryminałach?

– Może lubią je czytelniczki – podpowiedziała Cleo.
– Też coś. – Obdarzył ją przeciągłym, ponurym spojrzeniem. 

–   Ja   tworzę   klasyczną   zagadkę.   Brutalną   i   z   jajami.   Dla 
prawdziwych mężczyzn.

– Coś podobnego?
– Tworzę coś ważnego, coś, co przetrwa, coś, co się spodoba 

krytykom.   Nie   będę   się   troszczył   o   baby,   które   szukają 
romansów.

Max postawił przed nim filiżankę z kawą.
– Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł, Forrester. Ludzie 

interesują   się   charakterem   bohaterów,   a   nie   zagadką   samą   w 
sobie. A dobry charakter potrzebuje układów międzyludzkich.

Cleo uśmiechnęła się z aprobatą.
Adrian spojrzał na Maxa z niechęcią.
– Kim ty jesteś? Krytykiem literackim, czy co?
– Dzisiaj nie, dzisiaj jestem barmanem.
– Posłuchaj mojej rady i trzymaj się obecnego zajęcia. Mam 

wrażenie,   że   nie   powiodłoby   ci   się   na   bardziej   ambitnej 
posadzie.

Podniósł   do   ust   małą   filiżankę,   wypił   duży   łyk   kawy   i 

zachłysnął się.

–   Chrrrr!   –   prysnął   kawą   i   złapał   serwetkę.   Cleo, 

zaalarmowana, postukała go w plecy.

107

background image

– Nic ci się nie stało? – spytała z troską.
–   Z   czym,   do   diabła,   jest   ta   kawa?   –   warknął,   patrząc   z 

wściekłością na Maxa.

– Wziąłem paloną francuską mieszankę w podwójnej ilości. 

– Max przybrał niewinny wyraz twarzy. – Chciałeś, żeby była 
mocna.

– To świństwo może zabić – stwierdził Adrian.
– Robię kawę tak, jak ty piszesz swoje kryminały. Brutalną i 

z jajami.  Dla prawdziwych  mężczyzn.  – Max uśmiechnął  się 
uprzejmie.

Max uwodził ją z całą premedytacją.
Następnego   dnia   Cleo   siedziała   na   macie   w   ośrodku 

medytacji w Cosmic Harmony i zastanawiała się nad rozwojem 
sytuacji.

Max wyraźnie dał jej do zrozumienia, że chciałby pójść z nią 

do łóżka.

Stosował bardzo subtelną formę uwodzenia. Od czasu tego 

jedynego   pocałunku   w   solarium   nie   wykonał   żadnego 
wyraźnego gestu, lecz Cleo wyczuwała bijące z niego pożądanie 
za każdym razem, kiedy znajdował się w tym samym  co ona 
pomieszczeniu.

Zazwyczaj przychodziła do ośrodka medytacji wtedy. kiedy 

miała nieprzyjemne sny, tym razem jednak przyszła tu pomyśleć 
o   Maxie.   Wpatrywała   się   w   duży,   żółty   kryształ,   który   był 
jedynym przedmiotem w pokoju, i wiedziała, że osiągnęła punkt 
zwrotny w swym życiu.

Pod   wpływem   bladego   światła   dziennego   kryształ   świecił 

miękkim, ciepłym blaskiem. Patrząc w jego bursztynową głębię, 
rozmyślała o przeszłości i o przyszłości.

Do   tej   pory  była   zawsze   absolutnie   przekonana,   że   kiedy 

spotka   mężczyznę   swego   życia,   on   natychmiast   się   w   niej 
zakocha, tak jak i ona zakocha się w nim. Była pewna, iż będzie 

108

background image

to prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia.

Jednakże   Max   Fortune   niewiele   wiedział   o   miłości   i 

przypuszczalnie w ogóle nie ufał uczuciom. Wiele za to wiedział 
o pożądaniu.

Cleo   czuła,   że   wkrótce   będzie   musiała   dokonać   wyboru. 

Może   się   albo   poddać   potężnemu   zmysłowemu   zniewoleniu 
albo z powrotem zamknąć we własnym wnętrzu.

Może się także wycofać i czekać.
Czekać – na co? Nie ma takiego drugiego mężczyzny jak 

Max. On jest mężczyzną z lustra.

Ale   to   przecież   ona   stworzyła   lustro,   jedynymi   rzeczami, 

które w nim widziała, było to, co sama tam umieściła.

Prawdą było to, że zawsze, kiedy zaglądała do lustra swego 

umysłu   i   serca,   nigdy   nie   widziała   wyraźnie   wizerunku 
mężczyzny,   na   którego   czekała.   Była   jednak   pewna,   że   tym 
mężczyzną jest Max.

Wcześniej tego popołudnia zdała sobie sprawę, że jest w nim 

zakochana.

Sprawił to drobny przypadek, co miało jednak decydujący na 

nią wpływ. Zrozumiała, iż osiągnęła punkt, z którego nie ma 
odwrotu.

Wszystko wydarzyło się zupełnie niewinnie. Kiedy nadszedł 

czas  odebrania  Sammy'ego   z  przedszkola,  Sylvia   była  zajęta. 
Max zaofiarował się, że pojedzie po chłopca. Cleo wprosiła się 
do samochodu, ponieważ chciała kupić parę rzeczy w drogerii.

Podjechali pod budynek przedszkola kilka minut wcześniej i 

siedzieli w Jaguarze, czekając, aż gromada dzieci wysypie się na 
zewnątrz.

– Ktoś z nas zawsze stara się tu być na czas, kiedy Sammy 

wychodzi  – wyjaśniła  Cleo. – On się bardzo denerwuje, gdy 
nikogo nie ma.

–   Rozumiem.   –   Max   oparł   ramię   na   kierownicy   i 

obserwował drzwi przedszkola.

W   tym   momencie   drzwi   się   otworzyły   i   grupa 

przedszkolaków,   w   pelerynach   z   kapturami,   wybiegła   na 

109

background image

chodnik. Cleo spostrzegła Sammy'ego w jego żółtej pelerynie. 
Chłopiec   omiatał   wzrokiem   rząd   czekających   samochodów, 
wypatrując samochodu Sylvii albo czerwonej Toyoty Cleo. Nie 
od razu zauważył zielonego Jaguara Maxa. Na małej twarzyczce 
odmalował się strach.

– Nie widzi nas – stwierdziła Cleo. Chciała otworzyć drzwi.
– Zaraz mu się pokażę. – Max wysiadł z samochodu.
Sammy zobaczył go i uśmiechnął się z ulgą od ucha do ucha. 

Rzucił się pędem do samochodu, nie zważając na kałuże. Max 
otworzył mu tylne drzwi.

– Cześć, Max – zawołał Sammy, pakując się na siedzenie z 

tyłu.

– Cześć, Sammy. 
Sammy spojrzał na Cleo.
– Cześć, Cleo.
– Cześć, mały.  – Cleo odwróciła się w jego stronę. – Jak 

było w przedszkolu?

– Może być. – Sammy otworzył skoroszyt. – Rysowaliśmy 

obrazki. Narysowałem  jeden dla ciebie,  Max. Masz. – Wyjął 
kolorowy rysunek i wyciągnął go do Maxa.

Cleo wstrzymała oddech. Wiedziała, że jeśli Max nie doceni 

należycie obrazka Sammy'ego, to nie jest mężczyzną dla niej. 
Takie to było proste.

Max powoli usiadł za kierownicą i drzwi. Bez słowa wziął 

rysunek od Sammy’ego i oglądał go przez dłuższą chwilę.

W samochodzie zapadła cisza.
Max ze śmiertelnie poważnym wyrazem twarzy odwrócił się 

do chłopca i powiedział:

– To jest jeden z najpiękniejszych obrazów, jakie w życiu 

widziałem, Sammy. Dziękuję.

– Czy powiesisz go na ścianie w swoim pokoju? – spytał 

zachwycony chłopiec.

– Tak. Jak tylko wrócimy do domu
Cleo   odetchnęła   głęboko.   Zrozumiała,   że   jej   los   jest 

prawdopodobnie     przypieczętowany.  Zakochała  się w Maxie 

110

background image

Fortune.

W tym momencie Cleo wyczuła czyjąś obecność w pokoju 

medytacji.   Na   żółty   kryształ   padł   cień.   Wróciła   myślą   do 
teraźniejszości i czekała.

– Andromeda powiedziała, że tu cię znajdę. – Laska Maxa 

zastukała na drewnianej posadzce.

Cleo  podniosła  głowę.  W jego  oczach  zobaczyła  to  samo 

błyszczące napięcie, jakie widniało w nich, kiedy przyglądał się 
obrazkowi Sammy'ego wcześniej po południu. W prawej dłoni 
trzymał czerwoną różę.

– Witaj, Max. – Cleo nie odważyła się spojrzeć na różę. – Co 

tu robisz?

– Przyszedłem dać ci to. – Upuścił jej różę na kolana.
Podniosła kwiat tak ostrożnie, jakby miał jej wybuchnąć w 

rękach. Rozdział piąty, pomyślała. Ten człowiek uważnie czytał 
„Lustro”.

Czerwona   róża   w   rozdziale   piątym   symbolizowała 

uwiedzenie.   Cleo   zastanawiała   się,   co   pomyśli   Max,   kiedy 
dojdzie   do   ostatniego   rozdziału   książki,   gdzie   biała   róża 
symbolizowała miłość.

Zastanawiała się również, czy może Max potrafi dojść tylko 

do czerwonej róży.

– Nie wiem, co powiedzieć – szepnęła.
– Nie musisz nic mówić. – Uśmiechnął się do niej. Ich oczy 

się spotkały i Cleo wiedziała, że Max mówi prawdę. Nie musiała 
nic mówić, ponieważ Max doskonale wiedział, że jest gotowa 
znaleźć się w jego ramionach.

Tego wieczora w salonie było pusto. Garstka gości wokół 

kominka   popijała   kawę   i   likier.   Cleo   siedziała   na   swym 
ulubionym   stołku   i   przyglądała   się,   jak   Max   myje   i   wyciera 
kieliszki. Żadne z nich nie wspomniało o spotkaniu w centrum 
medytacji.

111

background image

– Wiesz, naprawdę jesteś dobry – powiedziała, patrząc, jak 

Max płucze kolejny kieliszek i ustawia go na tacy. –Jesteś dobry 
we wszystkim, co robisz. Chciałabym, żebyś obejrzał jutro jedną 
z rur w piwnicy. Przecieka.

–   Tu   ciągle   coś   przecieka.   W   końcu   będziesz   musiała 

wymienić wszystkie rury – stwierdził Max.

– To będzie kosztowało majątek – westchnęła.
– Od czasu do czasu musisz zainwestować większą sumę.
–   Łatwo   ci   mówić.   To   nie   twoje   pieniądze.   Chciałabym, 

żeby Benji wrócił.

– Ben.
– Tak jest, Ben. Umiał sobie radzić z rurami.
Max zawahał się chwilę.
– A propos Bena… – urwał i spojrzał w stronę drzwi. – Aaa, 

widzę, że będziemy bawić twego kolejnego wielbiciela.

– Mojego co? – Cleo odwróciła się zaskoczona. – Ach, to 

jest Nolan.

– Obiecujący polityk?
– Tak. Ciekawa jestem, czego chce.
Nolan podszedł do baru. Miał na sobie skórzaną marynarkę, 

koszulę w dyskretne paski i ciemne spodnie. Jego jasnobrązowe 
włosy   były   w   artystycznym   nieładzie,   lekko   wilgotne   od 
deszczy.   Uśmiechnął   się   szeroko   do   Cleo,   jakby   przed   kilku 
dniami nie nazwał jej książki pornografią.

– Witaj, Nolanie. – Spojrzała na niego ze znużeniem. – Co 

cię tu sprowadza?

– Chciałem z tobą porozmawiać. – Nolan usiadł na stołku 

obok Cleo. Przelotnie rzucił okiem na Maxa. – Jesteś nowy, co?

Cleo poczuła się gospodynią.
–   Nolanie,   to   jest   Max   Fortune.   Jest   moim   nowym 

pracownikiem. Maxie, to jest Nolan Hildebrand.

– Bardzo mi  miło.  – Max skłonił  głowę i nadal  wycierał 

kieliszki.

–   Mnie   również.   Poproszę   dużą   kawę   bez   kofeiny   z 

odtłuszczonym mlekiem.

112

background image

Max   uniósł   w   górę   jedną   brew,   ale     nic   nie   powiedział. 

Odwrócił się do ekspresu i zaczął przygotowywać kawę.

Cleo machinalnie zamieszała herbatę.
– Mam nadzieję, Nolanie, że nie narażasz się na przegraną w 

następnych wyborach przychodząc tu dziś wieczór. Miałabym 
potworne wyrzuty sumienia – stwierdziła zgryźliwie.

Nolan lekko się speszył.
– Masz prawo być na mnie wściekła. Fatalnie rozegrałem tę 

scenę w zatoce.

– A mogłeś ją dobrze rozegrać? – Cleo zdała sobie sprawę, 

że Max słucha uważnie ich rozmowy.

– Nie powinienem był się tak zdenerwować tylko dlatego, że 

napisałaś   tę   książkę   –   mruknął   Nolan.   –   Nie   ma   się   czym 
przejmować. Chciałbym cię przeprosić.

– Naprawdę? – Zaskoczona, szeroko otworzyła oczy.
Nolan kiwnął głową ze wstydem.
– Aha. Zachowałem się jak skończony osioł. Wybaczysz mi?
– Jasne. Nie martw się. To musiał być dla ciebie niezły szok, 

kiedy   znalazłeś   „Lustro”   w   skrzynce   na   listy,   razem   z   tą 
wiadomością.

– Jeszcze jaki. – Nolan uśmiechnął się niepewnie. – Nadal 

trudno mi uwierzyć, że napisałaś coś takiego. To do ciebie w 
ogóle niepodobne. Cała ta historia o wstążkach, lustrach, salach 
i tak dalej.

Max położył przed Nolanem małą papierową serwetkę, a na 

niej postawił filiżankę z kawą.

– Fantastyczny tour de force w stylu neoromantycznym, nie 

sądzisz? – spytał niewinnie.

–   Co?   –   Nolan   zamrugał   oczami   i   spojrzał   spode   łba   na 

Maxa.

Max wziął do ręki kolejny mokry kieliszek i ścierkę.
– Uważam, że „Lustro” przedstawia jedyną w swoim rodzaju 

wnikliwą   ocenę   wewnętrznego   krajobrazu   kobiecej 
seksualności.

– Kim ty właściwie jesteś? – warknął z niechęcią Nolan.

113

background image

–   To   zależy.   Dziś   jestem   barmanem   –   odparł   Max.   – 

Wracając jednak do „Lustra”, muszę powiedzieć, że byłem pod 
ogromnym wrażeniem zawile poprzekładanych głębi wielu scen. 
A ty?

Nolan spojrzał na Cleo.
– Mówiłaś, że nikt tutaj nie wie o twojej książce.
– Nikt oprócz rodziny – stwierdził Max.
– Rodziny? Jakiej rodziny?
–   Nieważne   –   powiedział   Max.   –   Nie   wydaje   ci   się.   że 

erotyzm   w   książce   ma   niezwykły   kształt   i   treść?   Daleko 
przekracza   sprawy   jawnie   zmysłowe   i   wkracza   w   dziedzinę 
filozofii.

– Nie przyszedłem tu po to, aby dyskutować o książce Cleo 

– odparł Nolan przez zaciśnięte zęby.

– Określone poczucie rozległego rezonansu wypełnia każdy 

rozdział,   każdą   scenę   –   kontynuował   Max.   –   Płynny   opis 
narracyjny   wyczarowuje   rzeczywistość   alternatywną,   która 
zaczyna żyć własnym życiem. Dla czytelnika mężczyzny jest to 
świat wyraźnie kobiecy, a przecież jestem pewien, że odkryłeś 
w nim coś zadziwiająco znajomego

–   Nie   do   wiary   –   wymamrotał   Nolan.   –   Słuchaj,   Cleo, 

chciałem z tobą porozmawiać o czymś bardzo ważnym.

Cleo przełknęła  resztę  herbaty,  niemal  zachłystując  się ze 

śmiechu.

– Ależ oczywiście, Nolanie – parsknęła. – Co cię gnębi?
Nolan spojrzał podejrzliwie na Maxa i zniżył głos:
– To sprawa osobista.
–   Przedstawienie   w   „Lustrze”   seksualizmu   z   punktu 

widzenia kobiety jest absolutnie fascynujące – powiedział Max, 
dolewając Cleo herbaty. – Czytelnik ma wrażenie, iż narratorka 
jest jednocześnie uwodzicielką i osobą uwodzoną. To, w moim 
odczuciu,   prowadzi   do   wielu   interesujących   kwestii, 
dotyczących  identyfikowania  się  czytelnika  z   narratorką.   Czy 
też to tak odebrałeś?

–   Czy   on   nie   mógłby   się   zamknąć?   –   Nolan   zwrócił   się 

114

background image

błagalnie do Cleo.

Cleo   rzuciła   okiem   na   Maxa   i   spostrzegła   błysk   w   jego 

oczach.

– Obawiam się, że nie – odpowiedziała.
– Czytelnik musi sobie, na przykład zadać pytanie – ciągnął 

Max   monotonnym,   suchym   tonem   –   kto   właściwie   jest 
uwodzicielem w „Lustrze”? Czy jest to dzieło autoerotyczne? 
Czy narratorka faktycznie uwodzi samą siebie, kiedy patrzy do 
lustra?

Tak   właśnie   odbierali   to   krytycy,   pomyślała   Cleo.   Z 

poczuciem   nadciągającego   przeznaczenia   czekała   na   dalsze 
słowa Maxa.

– Usiłuję porozmawiać z Cleo – stwierdził ostro Nolan.
Max całkowicie go zignorował.
– Osobiście uważam, że jest w tym coś znacznie bardziej 

złożonego.   Kobiety   pisarki   są   niewątpliwie   zainteresowane 
stosunkami między kobietami i mężczyznami. Sądzę, iż postać 
w lustrze jest obcym i że, przynajmniej na początku, to on jest 
właśnie uwodzicielem. Ale w książce jest także inny problem. 
Moim zdaniem mężczyzna w lustrze jest tak samo jak narratorka 
uwięziony we własnym świecie.

Cleo   zamarła.   Żaden   z   krytyków   nie   pojął   tego 

podstawowego faktu. Spojrzała Maxowi w oczy i o mało nie 
spadła   ze   stołka,   kiedy   zobaczyła   w   jego   wzroku   głębokie, 
zmysłowe zrozumienie.

Z   całej   siły   chwyciła   się   za   brzeg   barowego   blatu. 

Wstrząsająca chwila milczącego porozumienia wywarła na nią 
większy   wpływ   niż   cokolwiek,   co   podpowiedziała   jej 
wyobraźnia, kiedy pisała „Lustro”.

Max uśmiechnął  się do niej  i położył  obok jej spodeczka 

kartę do gry. Sięgnął do kieszeni, coś z niej wyjął i położył na 
karcie.

Cleo   bała   się   odwrócić   kartę,   ale   w   końcu   ciekawość 

zwyciężyła.

Jej przypuszczenia potwierdziły się, kiedy spojrzała w dół. 

115

background image

Kartą   była   królowa   kier.   Na   karcie   leżał   mały,   znajomy   z 
wyglądu kluczyk. Wiedziała, że to klucz do pokoju na poddaszu. 
Podniosła wzrok i spojrzała na Maxa. Wyraz jego oczu zaparł 
jej dech w piersiach.

– Co tu jest grane, Cleo? – spytał Nolan. – O co chodzi?
–   Nie   wiem   –   przyznała.   Było   to   jednak   skierowane   do 

Maxa, nie do Nolana. Nolan rozpłynął się gdzieś w niebycie. 
Liczył się jedynie Max.

– Istnieje tylko jeden sposób, aby się przekonać, prawda? – 

powiedział cicho Max. – Musisz skorzystać z klucza.

To była scena wprost z jej książki. Tak jak czerwona róża, 

klucz był kolejnym symbolem uwiedzenia. Cleo zakręciło się w 
głowie. Czuła się tak, jakby weszła w sen, który sama wywołała, 
ale który kontrolował teraz Max. Nic nie wydawało się całkiem 
rzeczywiste. Zastanawiała się, czy przypadkiem Andromeda nie 
zaczęła   ostatnio   eksperymentować   ze   składnikami   swoich 
herbat.

Nolan był zdezorientowany i zły.
–   O   co   chodzi   z   tą   kartą   i   z   kluczem?   –   spytał,   patrząc 

gniewnie na Maxa.

– Cleo od dawna ich szukała – odparł Max. – Znalazłem je 

dla niej.

Nolan odwrócił się do Cleo.
–   Do   jasnej   cholery!   Chciałbym   z   tobą   porozmawiać   o 

czymś, co jest związane z dużymi pieniędzmi. Nie wiem, kim 
jest ten facet – kiwnął palcem w stronę Maxa – lecz mam już 
dość jego wtrącania się do naszej rozmowy.

Max uśmiechnął się niebezpiecznie. Oczy mu zalśniły.
Cleo wyplątała się na chwilę z jedwabnej sieci zmysłowych 

obietnic, które wokół niej wirowały. Usiłowała skoncentrować 
się na rozgniewanej twarzy Nolana.

– Co mówiłeś o pieniądzach?
Nolan skorzystał z faktu, że Cleo zwrócona była ku niemu. 

Pochylił się do niej i powiedział z naciskiem:

– Do mojego biura przyszedł dziś niejaki Garrison Spark. 

116

background image

Szuka cennych obrazów, które jego zdaniem są gdzieś tutaj, w 
Harmony   Cove.   Mówi,   że   ten   stary   facet,   co   czasem 
zatrzymywał   się   w   twoim   zajeździe,   był   jednym   z   bogatych 
Curzonów.

– Wiem.
– Spark mówi, że Curzon był właścicielem obrazów, ale tuż 

przed śmiercią sprzedał je jemu.

– Spark powiedział ci, że Jason sprzedał mu płótna Luttrella? 

– spytała z niedowierzaniem Cleo.

Nolan przysunął się jeszcze bliżej.
– Wiesz o tych obrazach?
–   Wiem,   że   należą   do   Maxa,   o   ile   je   kiedykolwiek 

znajdziemy.

Zaciśnięte dłonie Nolana zbielały. Zmrużył oczy.
–   Akurat!   Spark   powiedział,   że   Fortune   będzie   chciał   je 

zdobyć, chociaż nie ma żadnego dowodu własności.

– A Spark ma?
– Ma dowód kupna.
Max   obojętnie   odstawił   wytarty   kieliszek   i   podniósł 

następny.

–   Spark   potrafi   produkować   najrozmaitsze   fałszywe 

dokumenty- stwierdził spokojnie.

Nolan zignorował jego słowa.
– Posłuchaj, Cleo. Obrazy należą do Sparka. W dodatku ma 

klienta, który chce za nie zapłacić pięćdziesiąt tysięcy dolarów. 
Spark mówi, że zapłaci znaleźne, jeśli odnajdziemy te obrazy.

– Znaleźne? – powtórzyła Cleo. – To znaczy co?
– Podzieli się z nami pół na pół. – Nolan z trudem ukrywał 

podniecenie. – Ten, kto znajdzie obrazy i przekaże je Sparkowi, 
dostanie dwadzieścia pięć tysięcy. Pieniądze bardzo by mi się 
przydały na kampanię wyborczą.

– Mogłabym je przeznaczyć na wymianę rur kanalizacyjnych 

w zajeździe – myślała głośno Cleo.

Nolan uśmiechnął się z satysfakcją.
– Podzielimy się tą forsą, co, Cleo?

117

background image

–   Obawiam   się,   że   nic   z   tego   –   powiedziała   Cleo.   –   Po 

pierwsze, nie mam pojęcia, gdzie są te obrazy.

– Muszą tu gdzieś być – nalegał  Nolan. – Spark jest pewien, 

że   Curzon   schował   je   tutaj,   w   Harmony   Cove.   Najpierw 
rozmawiał   z   kimś   z   Cosmic   Harmony,   ponieważ   słyszał,   że 
Curzon przyjaźnił się z tymi kobietami. Ale ja wiem, że Curzon 
bardzo cię lubił.

– Jason był moim przyjacielem
– No, właśnie. I założę się, że schował obrazy gdzieś tutaj. 

Przyznaj się, wiesz gdzie są?

– Nie.
– Jesteś pewna? W grę wchodzi kupa forsy. Wiem, że jesteś 

sentymentalna.   Chciałabyś   zatrzymać   te   obrazy,   bo 
przypominają ci starego przyjaciela, lecz one są zbyt cenne, aby 
je traktować jako pamiątkę.

–   Nie   trzymam   ich   w   charakterze   pamiątki   –   wyjaśniła 

cierpliwie Cleo. – Nie mam pojęcia, gdzie mogą być. A jeśli się 
znajdą, Max ma pierwszeństwo.

– Garrison Spark mówił coś innego. – Nolan rzucił Maxowi 

zdegustowane   spojrzenie.   –   Powiedział,   że   Fortune   był   tylko 
marnym komiwojażerem. Przez jakiś czas pracował dla Sparka. 
Potem zrezygnował z pracy bez wypowiedzenia i przeszedł do 
Curzon International, gdzie udało mu się wkraść w łaski Jasona 
Curzona. Spark mówi, że Fortune jest oportunistą, który zawsze 
szuka okazji do zarobienia paru groszy.

– Człowiek musi z czegoś żyć – stwierdził Max.
Cleo   przesunęła   się   niepewnie   na   stołku.   Nadal   czuła   się 

zdezorientowana.  Kątem oka  dostrzegła  błyszczący w  świetle 
lampy klucz do pokoju na poddaszu.

– Słuchaj, Nolanie, nic nie wiem o obrazach. Tracisz czas.
– No, dobrze, może i nie wiesz, gdzie one są – powiedział 

szybko Nolan. – Spark jednak uważa, że one są gdzieś tutaj, 
albo w zajeździe, albo w Azylu Kobiet. Proponuję, abyśmy ich 
razem poszukali.

– Nic z tego – odparła Cleo.

118

background image

– Słyszałeś, co powiedziała dama – dodał Max.
– Zamknij się i pilnuj baru – mruknął Nolan. Uśmiech Maxa 

był niebezpiecznie łagodny.

–   Wróćmy   zatem   do   „Lustra”.   Czy   zwróciłeś   uwagę   na 

aluzje   i   metafory   przenikające   całą   książkę?   Szczególnie 
interesujące   było   wykorzystanie   czerwonej   wstążki.   Jest   ona 
zarówno groźbą, jak i czymś, co łączy. Co za wspaniały symbol 
różnic   między   kobietami   i   mężczyznami   na   temat   seksu   i 
zmysłowości, nieprawdaż?

– Do jasnej cholery, mam tego dość. – Nolan zerwał się na 

nogi i zwrócił do Cleo: – Porozmawiamy innym razem, bez tego 
faceta.

– Przykro mi. – Cleo czuła żal. Do tamtej rozmowy w zatoce 

Nolan był jej przyjacielem. Zeskoczyła ze stołka i wzięła go pod 
ramię. – Odprowadzę cię do drzwi.

Nolan natychmiast złagodniał.
– Ten interes z obrazami Luttrella to poważna sprawa, Cleo 

–   powiedział   spokojniejszym   tonem.   –   Można   zarobić   kupę 
forsy.

– Rozumiem. – Cleo nie spojrzała na Maxa, wyprowadzając 

Nolana z salonu. – Ale ja naprawdę nie mam pojęcia, gdzie są 
obrazy. Jason nigdy mi o nich nie mówił.

– Jesteś pewna?
– Całkowicie.
–   Muszą   gdzieś   tu   być.   Spark   jest   o   tym   przekonany. 

Słuchaj, Cleo, Spark mówi, że Fortune to naciągacz. I że nie ma 
żadnego prawa do obrazów.

– Sądzę, że jednak ma – stwierdziła spokojnie.
–   Nie   bądź   głupia.   Spark   ma   dowód   kupna.   Do   cholery, 

przecież   to   oczywiste,   że   Fortune   cię   czaruje,   żebyś   mu 
zdradziła, gdzie są obrazy. Nie chcę, abyś się rozczarowała.

– To miło z twojej strony.
–   Naprawdę.   Cleo,   mimo   tego,   co   zaszło,   jesteśmy 

przyjaciółmi. Chcę dla ciebie jak najlepiej.

–   Dzięki,   że   wpadłeś,   Nolanie.   –   Otworzyła   drzwi.   – 

119

background image

Przyjmuję   twoje   przeprosiny.   Cieszę   się,   że   nadal   jesteśmy 
przyjaciółmi.

– Jasne. – Nolan zatrzymał się przy drzwiach i zmarszczył 

brwi.   –   Dlaczego   pozwoliłaś   Fortune'owi   przeczytać   swoją 
książkę? Mówiłaś, że nie chcesz, aby inni wiedzieli, że to tyją 
napisałaś.

– Nie ma sprawy, Nolanie. Max należy do rodziny. – Cleo 

łagodnie zamknęła mu drzwi przed nosem i oparła się o nie z 
głębokim westchnieniem.

Max   zachował   się   skandalicznie.   Będzie   musiała   z   nim 

pomówić.   Kłopot   w   tym,   że   nie   bardzo   wiedziała,   co 
powiedzieć.   Potrafiła   myśleć   jedynie   o   kluczu   do   pokoju   na 
poddaszu, który jej dał.

Po chwili namysłu ruszyła z powrotem do salonu. Ostatni 

goście szli na górę do swych pokoi. Max sprzątał w barze.

– Chcę z tobą porozmawiać – zaczęła.
– Uważaj na Hildebranda – poradził jej chłodno Max, gasząc 

światła w barze. – Spark najwyraźniej go przekonał.

– O czym ty mówisz?
– Słyszałaś. – Wyszedł zza baru. Mocniej niż zwykle opierał 

się   na   lasce.   –   Spark   przekonał   Hildebranda   do   szukania 
obrazów. Hildebrand doszedł do wniosku, że możesz mu pomóc 
w zainkasowaniu dwudziestu pięciu kawałków. Tylko dlatego 
dziś się zjawił.

– Nie tylko. Przyszedł, żeby mnie przeprosić – stwierdziła 

zaczepnie.

– Nie bądź głupia, Cleo.
– Śmieszne, dokładnie to samo powiedział Nolan. Wszyscy 

dają mi dziś dobre rady.

Max rzucił jej dziwne spojrzenie.
– Może powinnaś z nich skorzystać. 
Cleo głęboko odetchnęła.
– Chciałabym z tobą porozmawiać o czymś ważnym.
–   Ja   też   chcę   z   tobą   porozmawiać.   Po   południu   dzwonił 

O'Reilly.   Żaden   z   gości   przebywających   tu   tej   nocy,   kiedy 

120

background image

znalazłaś wstążkę, nie wydaje się podejrzany.

– Zapomniałam już, że twój przyjaciel miał ich sprawdzić.
– Nie znaczy to, że żaden z nich jej nie podrzucił, lecz nie 

ma kogoś wyraźnie oczywistego.

– Rozumiem.
–   O'Reilly   uważa,   że   najlepiej   zignorować   całą   sprawę. 

Mówi,   że   ten,   kto   to   robi,   znudzi   się,   jeśli   nie   będziesz 
reagować.

Cleo zastanawiała się przez chwilę.
– Ty też tak uważasz? – spytała wreszcie.
Max wzruszył ramionami.
– Nie wiem. Ale ja, w przeciwieństwie do O'Reilly'ego, nie 

jestem w tych sprawach ekspertem. On twierdzi, na podstawie 
doświadczenia,   że   prawdopodobnie   ktoś   z   okolicy,   kto 
dowiedział się o „Lustrze”, postanowił zrobić ci głupi dowcip.

–   Jakiś   skwaśniały   malkontent,   który   nie   ma,   jak 

przypuszczam, nic lepszego do roboty?

– O'Reilly radzi, żebyś poszła na policję, jeśli coś podobnego 

się powtórzy.

–   Dobrze.   –   Skrzywiła   się   niechętnie.   –   Mówiłam   ci,   że 

prywatni detektywi nie na wiele się przydają.

– Nie byłbym taki pewien. O'Reilly odnalazł Bena Atkinsa.
To zaskoczyło Cleo. Promiennie uśmiechnęła się do Maxa.
– Naprawdę? Gdzie jest Benji? To znaczy Ben? Co się z nim 

dzieje?

–   Atkins   pracuje   na   stacji   benzynowej   w   niewielkim 

miasteczku na południe stąd.

Podszedł do drzwi.
Cleo pośpieszyła za nim, zaskoczona jego nowym, dziwnym 

nastrojem.   Zachowywał   się   tak,   jakby   żałował,   że   jego 
przyjaciel odszukał Bena.

– Kontaktował się z nim? – spytała.
– Nie. – Wyszedł i ruszył w stronę schodów. – Pomyślałem, 

że pojadę i się z nim zobaczę.

– Tak, tak, oczywiście. – Cleo szła na górę razem z Maxem. 

121

background image

– Tak z pewnością byłoby najlepiej. Miło z twojej strony, że 
chcesz nam pomóc.

– Nie licz na mnie za bardzo, Cleo. Jeśli Ben nie zechce 

wrócić do Trishy i do dziecka, ja go do tego nie zmuszę.

– Wiem. Ale sądzę, że Ben będzie chciał wrócić do domu, 

kiedy przestanie się bać. On musi z kimś o tym porozmawiać.

– Może. – Max zatrzymał się na drugim piętrze i odwrócił, 

żeby odprowadzić Cleo do jej pokoju.

Zerknęła na laskę.
– Noga znów ci dziś bardziej dokucza, prawda? Powinniśmy 

byli pojechać windą.

– Nic mi nie jest.
– Mogłabym ci zaparzyć herbatę Andromedy. Znam przepis.
– Mam lekarstwo.
Przystanął przy drzwiach pokoju Cleo i wyciągnął rękę.
Sięgnęła   do   kieszeni   po   klucz.   Palce   jej   zacisnęły   się 

najpierw   na   kluczu     do   pokoju   Maxa.   Sparzył   ją.   Szybko 
rozwarła palce i wyciągnęła właściwy klucz.

Max nie odezwał się. Wziął od niej klucz i otworzył drzwi.
Cleo weszła do przytulnego wnętrza i odwróciła się, żeby 

powiedzieć „Dobranoc”.

– Max… – zaczęła.
– Jeśli chcesz jeszcze ze mną rozmawiać, wiesz, gdzie mnie 

znaleźć. Musisz tylko użyć klucza.

Odwrócił się i nie oglądając za siebie, podszedł do wąskich 

drzwi, prowadzących do schodów na poddasze.

Cleo   stała   i   spoglądała   za   nim.   Później   powoli   zamknęła 

drzwi i podeszła do okna.

Pod rozrzuconymi chmurami rozciągał się aż po horyzont, 

jak   czarna   jedwabna   peleryna,   ocean.   Jego   fałdy   oświetlał 
księżyc, z wolna omiatając swym blaskiem tajemnicze kształty. 
Wpatrywała   się   w   ciemną   powierzchnię   wody,   starając   się 
wyobrazić sobie, co się pod nią kryje.

Musisz tylko użyć klucza.
To   był,   oczywiście,   kolejny   cytat   z   jej   książki.   Max 

122

background image

najwyraźniej uczył się wszystkiego na pamięć.

Przypomniała   sobie,   jak   ciężko   opierał   się   na   lasce, 

wchodząc po schodach. Instynkt od początku podpowiadał jej, 
że powracający ból w nodze odzwierciedla ciemniejszą, głębszą 
ranę w jego duszy. Był mężczyzną, który nauczył się żyć bez 
miłości, lecz nie oznaczało to, iż z tego powodu nie cierpi.

Pięć   obrazów   Amosa   Luttrella,   nawet   bardzo   pięknych   i 

cennych, nie było w stanie wypełnić pustki w jego życiu. Cleo 
wiedziała, czego potrzebuje Max, nawet jeśli on sam nie zdawał 
sobie   z   tego   sprawy.   Potrzebował   domu,   tak   samo   jak   ona 
wtedy, kiedy została sama.

Powoli   rozwarła   palce   i   spojrzała   na   klucz   i   kartę,   które 

trzymała w dłoni.

Włożyła je do kieszeni, wyszła z pokoju i zeszła na dół.
W   kuchni   wzięła   czajnik,   napełniła   go   i   postawiła   na 

kuchence.

Kilka minut później zalała wrzątkiem zioła, które wsypała do 

kamionkowego   dzbanka.   Przykryła   dzbanek   pokrywką   i 
postawiła na tacy, razem z filiżanką.

Windą pojechała na drugie piętro i podeszła do drzwi, za 

którymi znajdowały się schody na poddasze.

Weszła ciemnymi schodami na górę i zatrzymała się przed 

drzwiami Maxa. Zaskrzypiała podłoga. Cleo wiedziała, że ten 
dźwięk słychać  było  w  pokoju. Postawiła  tacę  na podłodze  i 
zastukała z wahaniem do drzwi.

– Max?
Przez moment panowała cisza. Potem usłyszała jego cichy 

głos:

– O co chodzi, Cleo?
– Otwórz drzwi. Przyniosłam ci ziołową herbatkę.
– Użyj klucza, który ci dałem.
Cleo   cofnęła   się,   jakby   nagle   drzwi   rozżarzyły   się   do 

czerwoności.

–   Nie   przyszłam   tu,   żeby   odgrywać   z   tobą   fantazyjne 

zabawy. Przyniosłam ci lekarstwo na uśmierzenie bólu nogi.

123

background image

– Nie jest mi potrzebne.
– Właśnie, że jest. Nie bądź taki cholernie uparty.
Wyciągnęła z kieszeni klucz i otworzyła szybko drzwi, jakby 

w obawie, że za chwilę już się na to nie zdecyduje.

Światło   z   małej   lampki   przy   łóżku   oświetlało   rysunek 

Sammy'ego,  porządnie  przypięty do ściany za biurkiem.  Max 
stał w cieniu przy oknie. Zdjął koszulę i buty,  miał na sobie 
tylko spodnie.

Z umięśnionej postaci Maxa emanowała siła. Cleo nie mogła 

oderwać   wzroku   od   ciemnych,   skręconych   włosów   na   jego 
piersi,   zafascynowana   ich   kształtem   litery   V,   której   koniec 
znikał pod paskiem spodni.

Max spojrzał jej w oczy.
– Zagadką „Lustra” jest to, kto jest uwodzicielem, a kto jest 

uwodzony – powiedział cicho.

Drżącymi palcami włożyła klucz do kieszeni i schyliła się, 

żeby podnieść tacę.

– Nie przyszłam tu, aby zostać uwiedziona.
– Czy przyszłaś, żeby mnie uwieść?
– Nie.
– Co zatem zrobimy?
–   Wypijemy   herbatę.   To   znaczy   ty   wypijesz.   –   Nogą 

zatrzasnęła drzwi i weszła do pokoju. Postawiła tacę na biurku, 
nalała napar do filiżanki i podała mu. –Weź, proszę. Dobrze ci 
to zrobi.

–   Naprawdę?   –   Oczy   Maxa   wypełniała   niebezpieczna 

zmysłowość,   kiedy   posłusznie   odbierał   z   jej   rąk   filiżankę. 
Palcami dotknął jej palców.

– Tak. – Wytarła wilgotne dłonie o dżinsy. – Mam nadzieję. 

Jesteś dziś w dziwnym nastroju, prawda?

–   Doprawdy?   –   Max   pociągnął   duży   łyk   herbaty.   Potem 

odstawił filiżankę na biurko. – Jedynym lustrem w tym pokoju 
jest   to   tam.   Ciekaw   jestem,   co   w   nim   zobaczymy,   kiedy 
spojrzymy w nie razem.

Powędrowała spojrzeniem do staromodnego dużego lustra na 

124

background image

drewnianym   stojaku.   Przebiegł   ją   dreszcz   podniecenia.   Max, 
jakby   wiedząc   dokładnie,   co   czuje,   wziął   ją   za   rękę   i 
poprowadził do lustra.

Nie była w stanie nic powiedzieć. Po raz ostatni oczekiwała 

na poczucie niepewności i czegoś z gruntu złego, ale niczego 
takiego nie odczuła. Z Maxem się nie bała, nie chciała zawrócić 
od krawędzi. Przepłynęła przez pokój, jakby była balonikiem na 
sznurku, który on trzymał w ręce.

Zatrzymał ją przed lustrem. Stanął za nią, z rękami na jej 

ramionach. Spotkali się wzrokiem w srebrzystym szkle.

Cleo czuła jego ciepło. Jej ciało zareagowało wewnętrznym 

napięciem.   Aż   do   bólu   wstrząśnięta   była   siłą   własnego 
pożądania. Ostatni raz czuła się tak pisząc „Lustro”.

–   Cieszę   się,   że   użyłaś   klucza.   –   Max   rozpiął   klamrę, 

przytrzymującą jej włosy.

Przyglądała   się,   jak   ciężka   masa   włosów   opadła   jej   na 

ramiona. Potem poczuła palce Maxa wślizgujące się pod włosy. 
Palcami dotknął wrażliwej skóry karku.

– Max?
– Piękne – szepnął i schylając się pocałował ją we włosy.
Cleo spojrzała w lustro i zobaczyła  w szklanej tafli twarz 

mężczyzny. Po raz pierwszy odbicie było kryształowo wyraźne.

Mężczyzną w lustrze był Max.

125

background image

Rozdział siódmy

Max zdjął Cleo okulary i położył je na małym stoliku. Ten 

drobny gest zawierał w sobie wielki ładunek intymności. Jakby 
zdjął z niej ochronny welon. Poczuła się naga i bezbronna.

Widziała   nadal   na   tyle,   aby   odróżnić   w   lustrze   odbicie 

własne i Maxa, ale obrazy były lekko zamazane. Przypominały 
postacie zamknięte w srebrnej mgle.

Max spojrzał w lustro w oczy Cleo. Jego usta skrzywiły się.
– Kto jest uwodzicielem, a kto jest uwodzonym?
Zadrżała.   W   lustrze   widziała   ręce   Maxa   na   swych 

ramionach.   Tkwiąca   w   nim   moc   wywierała   wpływ   na   jej 
wszystkie zmysły.

– Nie wiem. Nigdy nie wiedziałam.
–   Może   odpowiedź   nie   istnieje.   –   Delikatnie     poruszył 

palcami.  Uważnie obserwował jej twarz. – Może tak ma być.

– Jak? – Cleo nie mogła oderwać wzroku od lustra.
–   Jak   spoglądanie   na   wspaniały   obraz.   Stawanie   się   jego 

częścią. Widzenie kolejnych warstw i świadomość, że nie zazna 
się spokoju, dopóki nie ujrzy się wszystkich.

– Co się dzieje, kiedy zobaczysz wszystkie warstwy? – Cleo 

przyglądała się jego dłoniom zsuwającym się w dół. – Czy obraz 
staje się nudny?

– Nie. Nie można zobaczyć wszystkich warstw. Więc ciągle 

patrzysz, na nowo badasz te, co już widziałeś, i szukasz nowych. 
Głód nie znika.

Dotknęła ręką jego ręki.
– Głód?
– Możesz go nasycić chwilowo, wiesz jednak, że powróci i 

wiesz, że znów zechcesz spoglądać w obraz. Znów i znów. – 
Odsunął na bok ciężką falę jej włosów, schylił się i pocałował ją 
w szyję. – I znów.

–   To   chyba   bolesne.   –   Ale   palące   pożądanie   wywołane 

ciepłym, prowokacyjnym pocałunkiem wcale nie było bolesne. 
Było niesłychanie podniecające.

126

background image

Oczy Maxa błyszczały w cieniu.
– Głód jest częścią przyjemności. Ty to wszystko przecież 

wiesz, prawda?

– Nie. Tak. – Zadrżała ponownie, kiedy przesunął palcami 

po   jej   twarzy.   –   Nie   wiem.   –   Oczy   kobiety   w   lustrze   nadal 
pozostawały tajemnicze, chociaż nie miała już okularów.

–   Opisałaś   to   wrażenie   w   „Lustrze”   –   powiedział   Max. 

Wplótł   palce   w   jej   włosy   tak   namiętnie,   jakby   dotykał 
najcenniejszego   jedwabiu.   –   Głód   jest   na   każdej   stronie. 
Wypełnia książkę. Głód tak głęboki, że sprawia, iż czytelnik też 
staje się głodny.

– „Lustro” jest fantazją – wyszeptała bez tchu Cleo.
Max   przesunął   ręce   do   przodu   i   zaczął   rozpinać   jej 

bawełnianą bluzkę.

–   Taką   samą   fantazją   jak   ta,   którą   oglądamy   w   lustrze. 

Fantazja, która jest jednocześnie rzeczywistością.

– Nie. – Jednakże nie była już pewna swojej negacji. Max 

miał rację, fantazja szybko przeradzała się w rzeczywistość. On 
to   sprawiał.   Było   to   dezorientujące   i   niepokojące.   Oraz 
niewiarygodnie podniecające.

– Jesteś kobietą z książki i jesteś kobietą, którą widzimy w 

lustrze, prawda, Cleo?

Poczuła zawrót głowy.
– Jeśli ja jestem nią, to kim ty jesteś?
– Wiesz, kim jestem. Jestem mężczyzną w lustrze. I jestem 

mężczyzną, który cię dotyka. Najwspanialsze w „Lustrze” jest 
to, że uwodziciel i uwodzony stają się jednym.

Chciała mu wyjaśnić, jak dalece książka była fantazją, ale 

nie potrafiła znaleźć słów. Max nigdy by nie uwierzył,  że w 
rzeczywistości   niewiele   wiedziała   o   tej   zmysłowości,   jaką 
opisała   w   „Lustrze”.   Żaden   mężczyzna   nie   uwierzyłby,   że 
„Lustro” powstało niemal wyłącznie w jej wyobraźni.

Cleo obserwowała odbicie  w lustrze,  kiedy Max powoli i 

zdecydowanie rozpinał guziki bluzki. Nie mogła oderwać oczu 
od   jego   palców,   gdy   znikały   w   ciemnej   dolinie   między   jej 

127

background image

piersiami.

Kobieta w lustrze nie może być mną, pomyślała. Ta kobieta 

wyglądała tajemniczo, egzotycznie i zmysłowo; jak Kleopatra, a 
nie jak Cleo.

Palce Maxa dotknęły jej nagiej skóry i poczuła, jak stapia się 

w jedno z kobietą z lustra. Mężczyzna z zamglonego odbicia 
spojrzał   na   nią   widzącymi   oczyma,   oczyma,   które   widziały 
wiele warstw czekających na odkrycie. Oczyma wypełnionymi 
głodem,   który   przypuszczalnie   dorównywał,   a   nawet 
przewyższał jej własny głód. Ta wiedza nią wstrząsnęła.

– Max, ja się boję – powiedziała.
– Mnie?
Popatrzyła w lustro i zobaczyła wyraźną potrzebę wyrytą w 

każdym   rysie   jego   twarzy.   Zobaczyła   także   opanowanie   i 
dyscyplinę rządzące tą potrzebą i wiedziała, że jest bezpieczna.

– Nie – powiedziała cicho. – Nie boję się ciebie.
– A siebie? – Skończył rozpinać bluzkę i powoli rozsunął jej 

poły, odsłaniając piersi.

– Chyba tego nieznanego.
– Ale ty wiesz, co nas czeka, Cleo. Napisałaś o tym całą 

książkę. – Zsunął jej bluzkę z ramion i pozwolił jej opaść na 
podłogę.   Objął   ją   w   talii   dłońmi   i   przesunął   ręce   do   góry, 
obejmując piersi. – To ja wchodzę w nieznane.

Naprawdę   tak   uważa,   pomyślała   zaintrygowana   Cleo. 

Wiedziała,   oczywiście   nie   w   dosłownym   tego   sensie,   że   w 
pewnym   stopniu   ta   noc   będzie   także   dla   Maxa   nowym 
doświadczeniem. Ta świadomość głęboko ją poruszyła.

Bez słowa dotknęła czubkami palców policzka Maxa. Ruch 

ten poruszył pierś i kciuk Maxa przesunął się po jej brodawce, 
przyprawiając Cleo o zawrót głowy.

Jęknęła   cicho   i   na   moment   zamknęła   oczy.   Oparła   się   o 

Maxa, pragnąc jego ciepła i siły jego ciała. Był za nią twardy jak 
skała. Na pośladkach poczuła jego pobudzoną męskość.

Otworzyła oczy, kiedy poczuła, że palce Maxa wędrują do 

zapięcia jej dżinsów. Rozpinając suwak Max zachłannie całował 

128

background image

jej włosy. Wpatrywała się w lustro, kiedy ściągał jej z bioder 
spodnie i majtki. Przypominało to rozwijanie się snu. Była jego 
częścią, a jednocześnie była z zewnątrz. Prawdziwa Cleo wciąż 
miotała się niepewnie między wizerunkiem w lustrze i kobietą 
przed lustrem.

– Spójrz na siebie. – W głosie Maxa brzmiał prymitywny 

męski podziw. – Jesteś piękna.

Nie była piękna i doskonale o tym wiedziała, lecz częścią tej 

czarodziejskiej nocy było to, iż Max mógł sprawić, aby czuła się 
piękna.   Uśmiechnęła   się   marzycielsko   i   położyła   dłonie   na 
rękach Maxa.

Przesunął palce w dół, w ciemny trójkąt skręconych włosów 

zasłaniających   najbardziej   tajemnicze   miejsce   Cleo.   Oparła 
głowę o jego ramię. Kiedy wsunął palec w płynne ciepło między 
jej nogami, jęknęła.

Właściwy mężczyzna.
Cleo obróciła się gwałtownie w ramionach Maxa i położyła 

mu ręce na piersi. Bez wahania podniosła głowę i ofiarowała mu 
usta.

Max   jęknął   i   zgniótł   jej   wargi   swoimi   wargami.   Odczuła 

nagle całą siłę jego głodu. Cleo miała wrażenie, iż sama jest 
małym, giętkim drzewkiem w porywach wiatru.

Pocałunek był inny od tego z solarium. Mocniejszy, bardziej 

nalegający, daleko bardziej erotyczny.

Zadrżała, ale nie miała zamiaru się odsuwać. Pożądała głodu 

Maxa, który z kolei sprawiał, iż stawała się nienasycona.

Max objął dłońmi jej pośladki i przycisnął Cleo do swego 

podnieconego   ciała.   Dotknęła   jego   warg   językiem   i   teraz   on 
zadrżał.

– Chyba tego nie przeżyję – szepnął Max, pociągając ją do 

łóżka. – I nic mnie to nie obchodzi, pod warunkiem, że będę cię 
miał.

Cleo przycisnęła się mocniej do niego. Poczuła, że lekko się 

zachwiał, starając się zachować równowagę bez pomocy laski. 
Usłyszała, jak głęboko wciągnął powietrze, i wiedziała, że chora 

129

background image

noga zaprotestowała pod dodatkowym ciężarem. Spróbowała się 
odsunąć.

– Nie. – Złapał ją za ręce i zacisnął je sobie na szyi. Oczy 

płonęły mu namiętnością. – Do diabła z nogą. Trzymaj się mnie. 
Mocno.

Przytuliła się i poczuła emanujące z niego ciepło. Max spalał 

się z pożądania. Ciekawa była, czy jej ciało było dla niego tak 
samo gorące.

Upadł na łóżko, pociągając ją na siebie. Nie przestawała go 

całować.   Miała   ochotę   dotknąć   go   wszędzie.   Całowała   jego 
szyję, piersi, brzuch, smakowała każdy kawałek jego ciała. Był 
tak przepięknie, szaleńczo, niewyrażalnie męski. Potencjał ich 
wspólnych   możliwości   niemal   ją   przeraził.   Max   był   tym 
podniecającym innym, tym, który miał ją wreszcie wyzwolić i 
którego, z kolei, ona wyzwoli.

Znów wciągnął powietrze, ale Cleo wiedziała, że tym razem 

nie   było   to   spowodowane   bólem   nogi.   Wziął   ją   za   głowę   i 
delikatnie przycisnął jej usta do swego płaskiego brzucha.

– Tak – mruknął. – Tak dobrze.
Złapał Cleo za rękę i przykrył nią swą podnieconą męskość, 

wypychającą mu spodnie.

Ostrożnie zbadała wielkość jego pożądania. Uniosła głowę.
– Max?
Drżącymi   palcami   dotknął   jej   piersi.   Spoglądał   na   nią 

zamglonymi oczami.

– Chcę cię.
– Ja też ciebie chcę. – Uśmiechnęła się lekko.
–   Więc   nie   ma   żadnego   powodu,   aby   teraz   przerwać, 

prawda? – Wzrokiem badał jej twarz.

Cleo głęboko odetchnęła.
– Nie, nie ma żadnego powodu.
Przewrócił się na bok i położył Cleo na plecach. Nakrył jej 

ciało własnym i pocałował.

Cleo   wsunęła   mu   palce   we   włosy   i   przylgnęła   do   niego 

całym ciałem. Rzeczywistość tego, co przeżywała, przekraczała 

130

background image

wszystko, co sobie wyobrażała pisząc „Lustro”.

Max   oderwał   usta   od   jej   ust   i   niechętnie   usiadł.   Rozpiął 

spodnie i zsunął je z siebie. Potem pochylił się i otworzył małą 
szufladkę   w   nocnym   stoliku.   Usłyszała   szelest   foliowego 
opakowania. Kiedy skończył, zgasił lampkę i wrócił do niej.

– Jesteś piękniejszy, niż myślałam – szepnęła. – I większy. – 

Gwałtownie się zaczerwieniła. – To znaczy wszędzie. Chciałam 
powiedzieć…

Uśmiechnął się lekko, wsuwając się między jej nogi.
– Tak? Co chciałaś powiedzieć?
Spostrzegła   rozbawienie   w   jego   oczach   i   niecierpliwie 

potrząsnęła głową. Wzięła jego twarz w dłonie.

–   Max,   chcę   powiedzieć,   że   chociaż   pod   niektórymi 

względami   jesteś   inny,   niż   sobie   wyobrażałam,   pod   innymi 
znam   cię   tak,   że   nie   umiem   tego   wytłumaczyć.   O   tobie 
marzyłam,  kiedy pisałam „Lustro”. Sama  tego nie rozumiem. 
Skąd mogłam cię znać?

– Nie musisz rozumieć. – Przesunął ustami po jej wargach. – 

Uwiodłaś   mnie   za   pierwszym   razem,   kiedy   cię   zobaczyłem. 
Otwórz   się   dla   mnie,   Cleo.   Bóg   świadkiem,   jak   bardzo   cię 
potrzebuję.

Czuła,   jak   się   delikatnie   porusza   w   wilgoci   między   jej 

nogami. Mocno złapała go za ramiona. Nie bardzo wiedziała, 
czego   ma   oczekiwać,   lecz   to,   co   przeczuwała,   ogarniało   ją 
nieodwracalnie.

Max uniósł brwi, kiedy wbiła mu paznokcie w plecy.
– Nie bój się, nigdzie się dziś nie wybieram.
– Wiem. – Cleo spróbowała rozluźnić palce. – Przepraszam, 

ale to silniejsze ode mnie.

W jego cichym  śmiechu  zabrzmiała  męska  satysfakcja.  A 

także czułość, dzięki której Cleo poczuła się bezpieczniej  niż 
kiedykolwiek   od   śmierci   rodziców.   Pomyślała,   że   jest   w 
dobrych rękach.

– W porządku. Ja nie narzekam. Po prostu nikt mnie nigdy 

tak nie trzymał.

131

background image

– Jak cię trzymam?
– Tak jakbyś nie miała zamiaru pozwolić mi odejść. – Max 

znów ją pocałował. W tej samej chwili wszedł w nią szybko, 
całkowicie   ją   wypełniając,   jednym,   długim,   mocnym 
pchnięciem.

Cleo zamknęła oczy i jęknęła zaskoczona.
Max   całkowicie   znieruchomiał,   z   ciałem   z   nagła 

usztywnionym.

Cleo otworzyła  oczy i zobaczyła, że wpatruje się w nią z 

absolutnym zaskoczeniem. Żadne się nie poruszyło.

Max pierwszy doszedł do siebie. 
– Nie powiesz mi, że to… – urwał, poszukując właściwych 

słów. – Że to twój pierwszy raz?

– Aha. – Uśmiechnęła się do niego, zdając sobie sprawę, że 

jej ciało bardzo szybko przystosowuje się do jego obecności. – 
Przypomnij mi rano, żebym posłała karteczkę mojej terapeutce. 
Chcę,   żeby   wiedziała,   że   warto   było   poczekać.   Myślała,   że 
wybrzydzam.

– Do diabła. – Max oparł się o nią wilgotnym czołem. – Nie 

przypuszczałem.

– Wiem. – Cleo jeszcze mocniej chwyciła go za ramiona. 

Odczuwała   w   sobie   nalegającą   pełność.   –   Czy   Moglibyśmy 
kontynuować?

– Teraz nie mógłbym już się zatrzymać.
– To dobrze.
Zaczął   się   w   niej   poruszać.   Robił   to   powoli,   ostrożne   i 

bardzo, bardzo dokładnie. Plecy miał mokre od potu, a mięśnie 
drżały mu pod skórą. Cleo czuła, jak z każdym jego ruchem jej 
ciało zaciska się wokół niego. Wciąż było jej mało tej potężnej, 
gorącej rzeczy w środku. Uniosła biodra w górę.

–   Cleo!   –   Sięgnął   w   dół   i   dotknął   jej   doświadczonymi 

palcami.

–   Max!   –   Poddała   się   orgazmowi   z   cichym   zdumionym 

okrzykiem.

– Nie bój się, wszystko w porządku. Tak właśnie powinno 

132

background image

być.   –   Max   wszedł   w   nią   jeszcze   głębiej,   ostatni   raz,   z 
okrzykiem, który oddawał głębię jego przeżycia.

Milczał   przez   długi   czas.   Leżał   wyciągnięty   na   łóżku, 

obejmując Cleo ramieniem.

– Dlaczego nic nie powiedziałaś? – spytał wreszcie.
–   Co   miałam   powiedzieć?   –   Przysunęła   się   bliżej.   Była 

bardzo   zadowolona   i   trochę   śpiąca.   Chciała   zamknąć   oczy   i 
wtulić się w ciepłą siłę Maxa. Niestety za parę minut musiała 
wstać, ubrać się i wrócić do swego pokoju.

– Na przykład coś takiego: „Słuchaj, Max, nigdy dotąd tego 

nie robiłam i byłabym ci wdzięczna, gdybyś się nie śpieszył i 
zrobił to tak jak należy” – mruknął.

–   Raczej   nie   potrzebowałeś   instrukcji   ani   porad.   Zrobiłeś 

wszystko   tak   jak   należy.   Jak   z   książki.   –   Przerwała,   kiedy 
przypomniała sobie jego słowa tego wieczoru, gdy owinął jej 
szyję czerwoną wstążką i pocałował ją. – Tak jak było obiecane.

Max zamrugał oczami.
– A propos książki – zaczął złowieszczo. – Czy mogłabyś mi 

wyjaśnić, jak ktoś, kto jest…

–   Upośledzony   brakiem   osobistego   doświadczenia?   – 

podsunęła Cleo.

–   Powiedzmy   romantycznie   sprowokowany   –   stwierdził 

dyplomatycznie Max.

Cleo uniosła głowę i spojrzała na Maxa.
– Romantycznie sprowokowany?
– Chciałem się poprawnie wyrazić.
–   Romantycznie   sprowokowany?   –   Zaczęła   się   śmiać.   – 

Romantycznie sprowokowany?

– Jeśli ci się ten zwrot nie podoba, wymyśl coś innego.
–   Dobrze.   –   Zastanowiła   się.   –   Może   „pozbawiony 

kontaktów”?

– Może być.
– Nie, nie, zaczekaj. Mam coś lepszego. – Usiadła na łóżku, 

naciągając   na   siebie   prześcieradło.   –   A   może   „zubożony 
seksualnie”?

133

background image

– Niech będzie. Cleo, chcę cię zapytać…
– Chwileczkę. – Uniosła rękę. – „Inaczej doświadczony”.
– Do diabła, Cleo…
–   Zaczekaj   chwileczkę,   mam   jeszcze   coś   lepszego.   Co 

powiesz na: zmysłowo ograniczony?

–   Wystarczy   tych   żartów.   Usiłuję   z   tobą   poważnie 

porozmawiać.

–   To   ty   zacząłeś.   Romantycznie   sprowokowany. 

Fantastyczne. – Zaczęła się śmiać.

– To wcale nie jest śmieszne – stwierdził ponuro Max.
– Właśnie, że jest. – Chichotała tak, że ledwo mogła mówić. 

– Zwłaszcza kiedy ty to mówisz.

Max rzucił jej poirytowane spojrzenie. 
–   Czy   mogłabyś   mi   powiedzieć,   jak   ci   się   udało   opisać 

„Lustro” w tak realistyczny sposób? 

Cleo pokładała się ze śmiechu. 
– Polegałam wyłącznie na wyobraźni – wyjaśniła. 
Patrzył na nią z niedowierzaniem.
– Wyobraźni? – powtórzył zdumiony.
– Przypomnij sobie – większa część książki opisuje uczucie 

oczekiwania, a nie faktycznego spełnienia.

– Głód – powiedział miękko Max.
–   No,   właśnie,   głód.   –   Cleo   rozkoszowała   się   uczuciem 

ciepła   i  ukontentowania,  które   ją  wypełniało.  –  Wierz  mi,   tę 
część rozumiałam bardzo dobrze.

– Nie będę się z tobą spierał. Niemniej jednak…
– Na litość boską, Max, nie musisz przecież wyskoczyć z 

samolotu, żeby wiedzieć, co będziesz wtedy czuł.

–   Mówiłaś,   że   przed   śmiercią   rodziców   spotykałaś   się   z 

jakimś mężczyzną.

–   Owszem.   Nawet   z   niejednym.   Oczywiście   nie 

jednocześnie. Ale z żadnym z nich nie spałam.

– Dlaczego?
Wzruszyła ramionami.
–   Żaden   z   nich   nie   był   tym   właściwym,   choć   muszę 

134

background image

przyznać, że numer dwa i trzy doskonale całowali. Później, po 
śmierci rodziców, moja terapeutka powiedziała, że rozwinął się 
u mnie jakiś blok psychologiczny czy coś takiego. Mówiłam ci o 
tym.

Max pokręcił głową, przyglądając się jej z niedowierzaniem.
– To po prostu niewiarygodne.
– Co?
– To, że napisałaś „Lustro” wyłącznie z wyobraźni.
– Talent  – stwierdziła  bez cienia  fałszywej  skromności.  – 

Prawdziwy talent.

– Zawsze podziwiałem twórczą wyobraźnię.
– Nie dziwi mnie to zupełnie. W końcu jesteś znawcą sztuki. 

–   Cleo   miała   wrażenie,   że   za   chwilę   pęknie   od   tłumionego 
śmiechu.   Nie   była   pewna,   czy   potrafi   się   powstrzymać.   – 
Powiedz mi, wielki ekspercie. jak mnie widzisz w porównaniu 
ze zwykłym Van Goghiem? 

Max zmrużył oczy.
– Jesteś bardziej kolorowa.
–   Kolorowa.   –   Śmiech   znów   wziął   górę.   Tarzając   się   po 

łóżku   w   paroksyzmach   wesołości   spadła   na   podłogę. 
Wylądowała miękko na dywanie i roześmiała się na nowo. – A 
Picasso?

–   Jesteś   trochę   bardziej   nieprzewidywalna   niż   Picasso.   – 

Max oparł się na łokciu i spojrzał na Cleo z nieprzeniknionym 
wyrazem oczu. – Jesteś dziś w nadzwyczaj dobrym humorze.

Cleo szeroko otworzyła oczy.
– No, wiesz, Max, czy naprawdę uważasz, że mój humor jest 

niezwykły w tych okolicznościach?

– Powiedzmy, że nigdy nie słyszałem, aby ktoś spadł z łóżka 

ze śmiechu po skończonym akcie miłosnym.

– Ile znasz osób, które czekałyby tak długo na spełnienie 

miłosnego aktu?

– Punkt dla ciebie. Zapomnij o swojej terapeutce i powiedz 

mi, na co przez te wszystkie lata czekałaś?

– Na właściwego mężczyznę. 

135

background image

Max znieruchomiał.
– Na właściwego mężczyznę? – powtórzył.
–   Yhm.   –   Na   twarzy   Cleo   gościł   radosny   uśmieszek. 

Założyła   ręce   za   głowę   i   z   zadowoleniem   wpatrywała   się   w 
sufit. – Terapeutka twierdziła, że taki się nigdy nie zjawi. Że 
wykorzystuję   fantazję   jako   pretekst   do   tego,   żeby   się   nie 
angażować.

– I co jej powiedziałaś?
–   Że   mam   nadzieję,   iż   właściwy   mężczyzna   prędzej   czy 

później   zjawi   się   w   moim   życiu,   ponieważ   nie   mam   w   tej 
sprawie żadnego wyboru. Musiałam na niego czekać. Inni byli 
niewłaściwi. Nie rozumiała, a ja nie umiałam jej wytłumaczyć. 
Dlatego między innym  zrezygnowałam  z jej usług. Poza tym 
kosztowała majątek.

–   Cleo   –   spytał   bardzo   cicho   Max   –   skąd   wiedziałaś,   że 

jestem właściwym mężczyzną?

Spojrzała na niego i zdała sobie sprawę, że jest śmiertelnie 

poważny. Przestała się uśmiechać.

– Nie mam pojęcia. Chyba tak samo jak ty wiesz, że obraz 

jest doskonały, gdy go widzisz. Kwestia wewnętrznego oka.

Spoglądał   na   nią   przez   dłuższą   chwilę.   Potem   w   dziwny 

sposób wykrzywił usta.

– A propos obrazów, ty naprawdę nie wiesz, gdzie są płótna 

Luttrella, co?

– Nie. – Cleo usiadła. – Przykro mi, Max, ale Jason nigdy mi 

o nich nie mówił.

– Wierzę ci.
– To dobrze, bo taka jest prawda. – Uśmiechnęła się wstając. 

Znalazła okulary i włożyła je na nos. – O Boże, spójrz, która 
godzina. Muszę się ubrać i wrócić do pokoju.

– Zostań tu ze mną.
Wkładając bluzkę, rzuciła mu przeciągłe spojrzenie.
–   Szkoda,   że   nie   mogę   tego   zrobić.   George   może   mnie 

szukać. Poszedłby przecież do mojego pokoju.

– Zadzwoń i powiedz, że jesteś tu ze mną. 

136

background image

Cleo zaczerwieniła się, wciągając spodnie.
– Nie sądzisz, że to byłoby trochę niezręczne?
– Nie. Byłoby uczciwe.
–   To   nie   jest   kwestia   uczciwości,   lecz   prywatności.   – 

Włożyła   srebrne   tenisówki   i   pochyliła   się,   żeby   zawiązać 
sznurowadła.   –   I   nie   chodzi   wyłącznie   o   George’a.   Inni   też 
mogliby mnie szukać w moim pokoju i nie wiedzieliby, co się 
stało.

Max usiadł na łóżku.
– Skoro tak chcesz, odprowadzę cię.
–   Nie   musisz.   –   Spojrzała   na   niego,   kiedy   odrzucił 

prześcieradło. Na udzie zobaczyła nierówną białą bliznę. – Och, 
Max – szepnęła.

Popatrzył  w dół i zobaczył  wyraz  jej twarzy.  Jego wzrok 

stwardniał.

– Przepraszam. Wiem, że nie jest to przyjemny widok.
– Nie bądź śmieszny. – Cleo uklękła przy łóżku. Dotknęła 

nogi   Maxa   lekkimi,   zwinnymi   palcami.   –   Nic   dziwnego,   że 
wciąż cię boli. Czy herbata Andromedy ci pomaga? Spojrzał na 
jej ręce na swojej nodze.

– O dziwo, tak. Ale nie tak, jak twój masaż.
Pogłaskała udo i lekko je ścisnęła.
– Mój Boże, kiedy pomyślę, jak bardzo musiało cię boleć…
– To nie myśl – stwierdził sucho Max. – Ja nie myślę.
– Musiał to być okropny wypadek.
– Moja wina – powiedział. – Schrzaniłem robotę.
Cleo przyglądała się dziwnej, pomarszczonej bliźnie.
– Ty prowadziłeś samochód?
Uśmiechnął się lekko.
– Tak. – Wciągnął spodnie i stanął na nogi. – Jesteś pewna, 

że nie zostaniesz?

Cleo wstała również.
– Bardzo bym chciała. Nie sądzę jednak, aby to był dobry 

pomysł.   –   Rzuciła   okiem   na   tacę   z   herbatą.   –   Obiecaj,   że 
wypijesz, zanim pójdziesz spać.

137

background image

– Będzie zimna.
– Nie szkodzi. Wypij, proszę cię.
– Dobrze. – Przesunął palcami  po jej twarzy.  – Obiecuję. 

Chodźmy. Odstawię cię do twojego pokoju. Od rana będziesz 
zajęta, a ja mam przed sobą długą drogę. Oboje potrzebujemy 
odpoczynku.

– Dziękuję za odnalezienie Bena.
– Nie ma za co. – Zacisnął szczęki. – Rozumiesz jednak, że 

nie gwarantuję, iż namówię go do powrotu, prawda?

– Rozumiem. Jestem mimo to przekonana, że wszystko jakoś 

się ułoży. W głębi duszy jestem pewna, że Ben chce wrócić do 
Trishy i do dziecka.

–   Wolałbym,   żebyście   wszystkie   nie   były   takimi 

optymistkami. – Max wziął laskę i ruszył do drzwi. Kurczowo 
zacisnął rękę na główce laski. – Co będzie, jeśli mi się nie uda 
przekonać go do powrotu?

– Wróci razem z tobą – powiedziała Cleo z wewnętrznym 

przekonaniem.

Max nie odezwał się. Zszedł z nią na dół i odprowadził do 

pokoju. Kiedy stanęli przy drzwiach, odwrócił się w jej stronę. 
Palcem uniósł w górę brodę Cleo.

– Posłuchaj – zaczął powoli – jeśli chodzi o dzisiejszą noc, 

nie wiem, co mam powiedzieć.

– Wszystko jest w absolutnym porządku. – Wspięła się na 

palce i musnęła wargami jego policzek. – Nie musisz nic mówić. 
– Otworzyła drzwi do pokoju i weszła do środka. – Dobranoc.

Przez dłuższą chwilę przyglądał jej się uważnie, jakby chciał 

nauczyć się na pamięć rysów jej twarzy.

– Dobranoc, Cleo.
Odwrócił się i poszedł w kierunku schodów na górę.
Cleo   zamknęła   drzwi   i   oparła   się   o   nie   plecami.   Nadal 

przepełniało ja wspaniałe uczucie euforii. Cały świat był ciepły i 
rozkoszny.   Przyszłość   nigdy   dotąd   nie   wydawała   jej   się   tak 
jasna i obiecująca.

Wzniosła oczy w górę i uśmiechnęła się.

138

background image

– Słuchaj,  no, Jasonie  Curzonie.  Nie  wiem,  co  zrobiłeś  z 

tymi obrazami, których szuka Max, lecz dziękuję ci, że go tu po 
nie przysłałeś.

Następnego   dnia   rano   wszyscy   zebrali   się   w   kuchni,   aby 

pożegnać Maxa.

– Chcesz jeszcze placków? – spytała Daystar, widząc jego 

pusty talerz.

– Nie, dziękuję. – Max starannie złożył serwetkę i położył ją 

na stole obok talerza.

– Kawy? – Sylvia stała nad nim z dzbankiem. – Masz przed 

sobą długą drogę.

–   Już   dość   wypiłem.   –   Spojrzał   na   zegarek.   –   Będę   się 

zbierał.

Cleo uśmiechnęła się do niego z drugiej strony stołu.
– Obiecaj mi, że będziesz uważał.
Spojrzał na nią z tym  samym  nieprzeniknionym  wyrazem 

twarzy co w nocy.

– Obiecuję.
– Będziemy na ciebie czekać – powiedziała cicho Cleo.
– Naprawdę?
Nim zdążyła odpowiedzieć, przybiegł Sammy i złapał Maxa 

za spodnie. Szarpał za drogi materiał, chcąc zwrócić na siebie 
uwagę.

– Pamiętaj, żebyś zapiął pas – zawołał z przejęciem.
– Będę pamiętał.
Sammy był najwyraźniej zachwycony, że Max posłucha jego 

rady. Zachichotał, odwrócił się i wybiegł z kuchni.

Sylvia uśmiechnęła się, patrząc w ślad za synem.
– Jesteś dla niego bardzo dobry – stwierdziła.
– Mamy wspólne zainteresowania – odparł. – Obaj lubimy 

książki i dzieła sztuki.

–   Nie   śpiesz   się   z   powrotem   –   poradziła   Andromeda.   – 

139

background image

Zbliża się następna burza. Zostawimy ci obiad.

– Mogę wrócić bardzo późno – ostrzegł. 
Andromeda uśmiechnęła się łagodnie.
– Nie ma znaczenia. Obiad będzie czekał. 
Trisha zwróciła się do Maxa nieśmiało.
– Powiedz Benowi, że go kocham – szepnęła. 
Max wstał.
– Powiem mu – obiecał.
– Dziękuję ci.
Widział wyczekujące twarze wokół siebie.
– Porozmawiam z Benem, jeśli go znajdę. Ale niczego nie 

gwarantuję. Mam nadzieję, że to rozumiecie.

Wszystkie   kobiety   przytaknęły   posłusznie,   choć   nieco 

niecierpliwie.

– Rozumiemy – zawołała wesoło Cleo. 
Max skrzywił się z powątpiewaniem.
– Akurat – mruknął. – Myślicie, że mi się uda, co?
–   Nic   nie   jest   pewne   –   stwierdziła   Andromeda.   –   Myślę 

jednak, że Cleo ma rację. Najlepiej się do tego nadajesz.

– Odprowadzę cię do samochodu – powiedziała Cleo. – Jak 

myślisz, o której wrócisz?

– Nie wiem.
– Nie ma sprawy. – Otworzyła frontowe drzwi. – Będziemy 

na ciebie czekać.

Nic na to nie powiedział. Kiedy doszli do samochodu, wyjął 

z kieszeni kluczyki i otworzył drzwi. Zawahał się chwilę, nim 
usiadł za kierownicą.

– Wszystko w porządku, Cleo? 
Spojrzała na niego ze zdumieniem.
– Jasne. Czemu pytasz?
Rzucił okiem w kierunku pozostałych kobiet, które tłoczyły 

się w drzwiach zajazdu, żeby pomachać mu na pożegnanie.

– Długo czekałaś  na to, co zdarzyło  się dziś w nocy.  Na 

pewno   wiele   sobie   wyobrażałaś.   Ciekaw   byłem,   czy   czegoś 
żałujesz.

140

background image

–   To,   co   zaszło   w   rzeczywistości,   znacznie   przekroczyło 

moje wyobrażenia – szepnęła.

Max wyglądał tak, jakby nie wiedział, co powiedzieć.
– Ja, cóż, ja tylko się zastanawiałem. 
Prowokująco zamrugała rzęsami.
– A tobie też było dobrze?
Ciemny   rumieniec   wypełzł   na   policzki   Maxa.   Upuścił 

kluczyki na siedzenie.

– Cholera – mruknął i szybko je podniósł. – Tak – odparł. – 

Bardzo dobrze. Nigdy w życiu nie było mi tak dobrze.

– No, to w porządku. – Uśmiechnęła się radośnie.
– Muszę jechać.
– Pamiętaj, co powiedział Sammy, zapnij pasy. 
Zapiął i włożył kluczyk do stacyjki.
– Do widzenia, Cleo.
– Do widzenia. – Schyliła się i prędko pocałowała go w usta. 

– Wracaj szybko.

Zawarczał   silnik   Jaguara,   Cleo   wróciła   do   domu. 

Andromeda, Sylvia, Trisha i Daystar stały w drzwiach i machały 
na pożegnanie.

Cleo też mu pomachała. Max nie zareagował. Nie wiadomo, 

czy widział je w lusterku.

– Cóż, pojechał – stwierdziła Cleo.
Trisha wyciągnęła z kieszeni chusteczkę i wytarła nos.
– Myślisz, że przywiezie Benjiego, Bena ze sobą? – spytała.
Cleo uśmiechnęła się do niej z przekonaniem.
– Uważam, że jeśli komuś się to uda, to będzie to Max.
– Cleo ma rację – dodała Andromeda. – Max jest bardzo 

kompetentny.

W milczeniu obserwowały znikający samochód.
– Odjechał! – Z głębi domu nadbiegł Sammy, ściskając w 

ręce kaczkę i patrząc na nie wielkimi oczami.

Kobiety spojrzały na niego z troską.
– Co się stało, kochanie? – zapytała łagodnie Sylvia.
– Max odjechał na zawsze. – W oczach Sammy'ego zabłysły 

141

background image

łzy.

– Nie, skarbie. Max pojechał poszukać Benjiego. To znaczy 

Bena – poprawiła się Sylvia. – Wróci dziś wieczorem.

Sammy potrząsnął głową z rozpaczą.
– Odjechał na zawsze.
Cleo przyklękła na jedno kolano koło chłopca.
– Skąd wiesz, Sammy?
– Zabrał wszystkie swoje rzeczy – załkał. – Poszedłem na 

górę do jego pokoju, a tam jest pusto. Zabrał wszystko, nawet 
mój obrazek.

–   Coś   ci   się   pomyliło,   skarbie.   –   Cleo   szybko   wstała.   – 

Jestem pewna, że jego rzeczy zostały.

– Nie – szepnął Sammy. – Drzwi są otwarte, a pokój jest 

pusty.

– Pójdę i sprawdzę – powiedziała Cleo.
Pośpiesznie   wbiegła   po   schodach   na   drugie   piętro   i 

zatrzymała się na moment, żeby zaczerpnąć powietrza. Sammy 
się mylił. Max wróci. Tak powiedział.

Czy   powiedział?   Cleo   usiłowała   przypomnieć   sobie   jego 

słowa. Im bardziej o tym myślała, tym bardziej zdawała sobie 
sprawę z tego, że Max, choć dawał do zrozumienia, że wróci, 
nie powiedział tego wyraźnie.

Otworzyła   wąskie   drzwi   i   wbiegła   na   poddasze, 

przeskakując po dwa stopnie.

Tak   jak   mówił   Sammy,   drzwi   do   pokoju   Maxa   nie   były 

zamknięte na klucz.

Ostrożnie   je   otworzyła,   czując   przejmujące   zimno   w 

żołądku.

Pokój był czysty i wysprzątany tak jak wtedy, kiedy Max się 

do niego wprowadzał. Cleo dokładnie wszystko sprawdziła. W 
szafie   nie   było   ani   jednej   z   eleganckich   białych   koszul. 
Podręczny   stolik   był   pusty.   Znikła   czarna   podróżna   torba, 
obrazek Sammy'ego i egzemplarz „Lustra”, który mu dała.

Pokój wyglądał tak, jakby Maxa nigdy w nim nie było.
Powoli   usiadła   na   łóżku   i   położyła   zaciśnięte   dłonie   na 

142

background image

podołku. Przypomniało jej się pytanie, które zadał jej Max, po 
tym, jak ją uwiódł.

A propos obrazów, ty naprawdę nie wiesz, gdzie są płótna 

Luttrella, co?

143

background image

Rozdział ósmy

Jej   wesoły   śmiech   będzie   pamiętał   do   końca   życia.   Max 

wyraźnie   widział   Cleo   w   wyobraźni,   najpierw   drżącą   z 
namiętności, później – z rozkoszy. I to jemu zawdzięczała oba 
odczucia.

Nawet padający deszcz i świadomość tego, co czeka go na 

końcu podróży, nie były w stanie zmniejszyć niespodziewanej 
przyjemności, jaką odczuwał. Nie był przyzwyczajony do tego, 
że mógł kogoś uczynić szczęśliwym. Sam się z pewnością za 
kogoś takiego nie uważał.

Ale   ostatniej   nocy   on,   Max   Fortune,   sprawił,   że   Cleo 

Robbins była szczęśliwa.

Powiedziała,   że   całe   życie   czekała   na   właściwego 

mężczyznę,   na   niego,   i   twierdziła,   że   nie   przeżyła 
rozczarowania. Ostatniej nocy, po raz pierwszy w całym swoim 
życiu on, Max Fortune, był dla kogoś właściwym mężczyzną.

I tego ranka dziwaczna grupka przyjaciółek, egzystujących 

wokół Cleo, potraktowała go jak ważnego członka rodziny. Dla 
nich był bohaterem wyruszającym na poszukiwania. Wszystkie 
się o niego troszczyły,  podtykały mu placki domowej roboty, 
kazały ostrożnie prowadzić, szybko wracać do domu i pamiętać, 
że obiad będzie na niego czekał.

Obiad będzie czekał.
Max rozważał to przez dłuższy czas. Nie przypominał sobie, 

żeby ktoś kiedyś czekał na niego z obiadem. Co najwyżej mógł 
sobie zamówić jedzenie do pokoju w jednym z hoteli Curzona. 
Ale coś takiego w ogóle się nie liczyło.

Szkoda, że nie będzie mógł wrócić wieczorem do Robbins' 

Nest Inn na gorący posiłek i na łono rodziny. Wiedział jednak 
od samego początku, iż szanse na ciepłe powitanie były więcej 
niż   skromne.   W   końcu   wszyscy   będą   oczekiwać   powrotu 
bohatera, a Max wiedział, że mu się nie uda.

Powrót   do   Cleo   i   jej   rodziny   oznaczał   powrót   z   Benem 

Atkinsem, a na to nie liczył.

144

background image

Wiedział,   że   jego   wyprawa   z   góry   skazana   jest   na 

niepowodzenie.   Powinien   był   odmówić.   Jakoś   tak   się   jednak 
stało, że kiedy wszyscy, od Cleo po Sammy'ego oczekiwali, że 
czegoś   dokona,   nie   potrafił   odmówić.   Po   długiej,   bezsennej 
nocy   podjął   decyzję.   Wróci   wieczorem   do   Harmony   Cove, 
ponieważ musi stanąć twarzą w twarz z Cleo i jej rodziną. Musi 
zobaczyć wyraz ich oczu, kiedy przyzna, że je zawiódł.

Gdy zaś zobaczy rozczarowanie i odrzucenie w oczach Cleo 

i w oczach jej przyjaciółek, odjedzie. Dawno temu przekonał 
się, że ludzie potrzebowali go tylko wtedy, kiedy mógł się na 
coś przydać.

Nie   będę   się   nawet   musiał   pakować,   pomyślał,   rzucając 

okiem na drogowskaz. Wiedząc, co go czeka, wstał o świcie, 
spakował   wszystkie   swoje   rzeczy   i   włożył   je   do   bagażnika 
Jaguara. Od dawien dawna był przyzwyczajony do tego, żeby 
być   spakowany   i   gotowy   do   odejścia.   Wszystko   się   zaczęło, 
kiedy miał sześć lat i nigdy się właściwie nie skończyło.

W pewnym sensie łatwiej było stać jedną nogą za drzwiami, 

gdy   ktoś   miał   zamiar   właśnie   stwierdzić,   że   powinieneś   się 
wynieść.

Zwolnił przed zjazdem z autostrady z tablicą „Garnly”.  Z 

informacji O'Reilly'ego wynikało, że w Garnly były tylko trzy 
stacje   benzynowe.   Ben   Atkins   podobno   pracował   w   jednej   z 
nich.

Powoli   jechał   przez   obskurne   miasteczko.   Deszcz   padał 

równo,   mokry,   szary   welon   przesłaniający   mniej   atrakcyjne 
miejsca   w   Garnly.   Spojrzał   na   kawałek   papieru,   na   którym 
zapisał adres.

Była to druga stacja z lewej strony. Wjechał na parking i 

zgasił   silnik.   Przez   chwilę   siedział   nieruchomo,   obserwując 
przez zasłonę z deszczu człowieka pracującego przy kanale.

Młody mężczyzna poruszał się ze spokojną pewnością, jakby 

przez   całe   życie   zajmował   się   naprawą   samochodów.   W 
poplamionym szarym kombinezonie wydawał się bardzo wysoki 
i chudy. Przydałaby mu się wizyta u fryzjera. Był skulony w 

145

background image

sobie, jak człowiek, który lepiej porozumiewał się z rzeczami 
mechanicznymi niż z innymi ludźmi.

Max otworzył  drzwi i wysiadł  z samochodu.  Podszedł  do 

warsztatu i czekał, aż zostanie zauważony.

–   Zaraz   do   pana   przyjdę.   –   Mechanik   pochylił   się   nad 

alternatorem.

– Szukam Bena Atkinsa – powiedział Max.
– Kogo? – Mężczyzna  podniósł na niego zmęczone  oczy. 

Jego twarz była tak samo chuda i zamknięta jak on.

– Bena Atkinsa – powtórzył  Max. Mężczyzna  zmarszczył 

brwi.

– Jestem Benji. Benji Atkins.
– To znaczy, że się pomyliłem. – Max odwrócił się, żeby 

odejść do samochodu.

– Niech pan zaczeka. – Metal zadźwięczał o metal, kiedy 

Ben odkładał narzędzia. – Już powiedziałem, nazywam się Benji 
Atkins. O co chodzi? Kim pan jest?

Max zatrzymał się i znów odwrócił.
– Mówiłem, że szukam mężczyzny nazwiskiem Ben Atkins.
Ben wpatrywał się w niego, wycierając ręce w szmatę.
– To ja. To znaczy nazywam się Ben Atkins. Ale wszyscy 

mówią na mnie Benji.

– Teraz już nie. Słyszałem, że ma pan zostać ojcem. Czyli 

ma pan na imię Ben, nie Benji.

Ben był zaskoczony.
– Zna pan Trishę?
– Tak.
– Wszystko u niej w porządku?
– Nie. Jest śmiertelnie przerażona. 
Twarz Bena sposępniała.
– Kim pan właściwie jest, co?
– Nazywam się Max Fortune.
–   Dobra,   ale   kim   pan   jest?   Skąd   pan   o   mnie   wie?   I   o 

dziecku?

– Powiedzmy, że jestem przyjacielem rodziny.

146

background image

– Nie mam rodziny.
– Mówiono mi coś innego. – Max spojrzał na zegarek. – Jest 

prawie dwunasta. Będzie pan coś jadł?

– Tak, jasne. – Ben zamrugał oczami.
– Ma pan szczęście, ja stawiam.

– Wróci – powiedziała Cleo z tępym przekonaniem którego 

naprawdę wcale nie czuła.

–   Gdyby   zamierzał   wrócić,   po   co   by   zabierał   wszystkie 

swoje rzeczy? – pytała cierpliwie Sylvia.

– Nie wiem. – Cleo oparła srebrne tenisówki na blacie biurka 

i niechętnie spojrzała na nie dopitą kawę. – Myślę, że jest po 
prostu   przyzwyczajony,   żeby   być   gotowy   do   podróży.   Mam 
wrażenie,  iż jest to jego druga natura. Jakiś instynkt  czy coś 
takiego.

– Instynkt? – powtórzyła z niedowierzaniem Sylvia.
– Widziałaś, jak łatwo się tu wprowadził, kiedy przyjechał. 

Max wozi wszystko ze sobą.

Sylvia zmarszczyła nos.
– I myślisz, że on tak instynktownie włożył swoją torbę do 

bagażnika?

– Tak.
– Zanim wszyscy wstali?
– Tak.
Sylvia przysiadła na skraju biurka i łyknęła kawy.
– Cleo, moja droga przyjaciółko, nie oszukuj się. On się stąd 

wyniósł.

– O Boże, mam nadzieję, że się mylisz. – Cleo zamknęła 

oczy.

Sylvia   nie   odzywała   się   przez   kilka   sekund,   uważnie 

obserwując jej twarz.

– Cholera – szepnęła wreszcie. 
Cleo otwarła oczy.

147

background image

– Co się stało?
– Ty i Max. Was dwoje.
– Co takiego? 
Sylvia jęknęła.
– Zakochałaś  się, prawda?  Wiedziałam,  że  coś  się dzieje. 

Czułam to. Wszyscy to czuliśmy. Dzięki Bogu był tu za krótko, 
żeby cię wykorzystać.

Cleo nic nie powiedziała.
Sylvia chrząknęła.
– Powiedziałam: „Dzięki Bogu był  tu za krótko, żeby cię 

wykorzystać”.

Cleo dopiła kawę.
– A to drań – mruknęła Sylvia. 
Cleo odstawiła filiżankę.
– Max nie jest draniem.
–   Właśnie,   że   jest.   I   to   mnie   tak   wścieka.   Polubiłam   go. 

Sammy go polubił. Andromeda go polubiła. Trisha go polubiła. 
Nawet Daystar go polubiła. Dlaczego okazał się takim draniem?

– Wróci – stwierdziła spokojnie Cleo. Ale gdzieś w środku 

czuła lodowate zimno.

Sylvia miała rację. Fakt był faktem. Max przyjechał tutaj w 

poszukiwaniu   swych   cennych   obrazów.   Poprzedniej   nocy 
wydawał się wreszcie przekonany, że ona nie wie, co się stało z 
płótnami Luttrella. Tego ranka wyjechał. Wnioski nasuwały się 
same.

Nie mogła się jednak zmusić, aby je wyciągnąć.
–   Biedna   Trisha   –   powiedziała   znużona   Sylvia.   –   Ona 

naprawdę zaczęła wierzyć w to, że Max rzeczywiście zamierzał 
odnaleźć Benjiego.

– Bo zamierzał – stwierdziła Cleo. Mężczyzna, który kochał 

się z nią poprzedniej nocy nie był kłamcą.

Drzwi   zajazdu   otworzyły   się   szeroko,   przerywając 

komentarze   zdegustowanej   Sylvii.   Przez   okno   biura   Cleo 
zobaczyła  wysoką,  szczupłą,  elegancką  blondynkę  wchodzącą 
do holu. Kobieta poruszała się z całkowitą pewnością siebie i z 

148

background image

tym   rodzajem   lekceważenia,   które   znamionowało   bogactwo   i 
wysoką pozycję społeczną od wielu pokoleń.

– U-hu-hu – odezwała  się  Cleo. – Wygląda  mi  na to,  że 

kolejny   raz   ktoś   pomylił   nasz   skromny   zajazd   z  

pięciogwiazdkowym hotelem na południu Francji.
Sylvia uśmiechnęła się niechętnie.
–   Ale   się   rozczaruje.   Wygląda   jakby   zeszła   z   okładki 

„Vogue'a”,   co?   Ten   jedwabny   kostiumik   musiał   kosztować 
majątek. Zajmę się nią, jeśli chcesz.

– Dam sobie radę. – Cleo zdjęła nogi z biurka i wstała. – 

Przyda mi się coś, co odwróci moje myśli od Maxa.

Uśmiechnęła się swym najbardziej czarującym uśmiechem i 

wyszła do recepcji.

– Czym mogę pani służyć?
Kobieta   obrzuciła   Cleo   taksującym   spojrzeniem.   To,   co 

zobaczyła, nie zrobiło na niej większego wrażenia.

– Szukam Maxa Fortune'a – powiedziała.
Cleo ostro wciągnęła powietrze.
–   Nie   pani   jedna   –   stwierdziła.   Tyle   wyszło   z   chęci 

oderwania się myślami od Maxa. – Obawiam się, że go teraz nie 
ma. Powinien wrócić wieczorem.

– Zaczekam.
–   Późnym   wieczorem   –   dodała   ostrożnie   Cleo.   A   może 

nigdy, dodała w myśli.

–   W   takim   razie   –   powiedziała   kobieta,   najwyraźniej 

rozzłoszczona   –   będę   musiała   zostać   tu   na   noc.   Poproszę   o 
pokój, nie zamierzam siedzieć na korytarzu Bóg wie ile godzin.

– Bardzo proszę. – Cleo wyciągnęła kartę meldunkową. – 

Jak pani to wypełni, będzie pani mogła pójść do pokoju. Czy 
płaci pani kartą kredytową?

Kobieta bez słowa sięgnęła do eleganckiej, czarnej skórzanej 

torby i wyjęła kartę kredytową, która wyglądała tak, jakby była 
zrobiona z czystego złota. Podała ją Cleo.

Cleo spojrzała na kartę. Kimberly Curzon-Winston. Jeszcze 

raz spojrzała na pierwszy człon nazwiska.

149

background image

– Curzon? – przeczytała na głos.
–   Tak.   –   Kimberly   napisała   nazwisko   na   karcie 

meldunkowej.

Cleo przełknęła ślinę.
– Jest pani może krewną Jasona Curzona? – spytała. 
Kimberly zmarszczyła czoło.
– Jestem jego bratanicą. Znała pani mojego stryja?
–   Mniej   więcej.   –   Cleo   uśmiechnęła   się   krzywo.   – 

Najwyraźniej nie tak dobrze, jak myślałam. Okazuje się, że miał 
znacznie bardziej interesującą rodzinę, niż nam się zdawało.

– Nie mam pojęcia, skąd pani znała Jasona, ale to chyba nie 

ma znaczenia. – Kimberly odłożyła  pióro. – Mówiła pani, że 
Max Fortune wróci dziś późnym wieczorem?

– O ile nam wiadomo. – Cleo zacisnęła kciuki za plecami i 

dzielnie   się   uśmiechnęła.   Na   pewno   wróci,   pomyślała.   Musi 
wrócić.

– Czy mogłaby mi pani łaskawie powiedzieć, gdzie on teraz 

jest? – Cierpliwość Kimberly najwyraźniej się wyczerpywała.

Cleo rzuciła okiem na zegar ścienny.
–   Dokładnie   w   tej   chwili   jest   najprawdopodobniej   w 

miasteczku Garnly.

Kimberly była zaskoczona.
– Po co tam pojechał?
– W sprawach rodzinnych – stwierdziła gładko Cleo.
– Bzdura. – Oczy Kimberly pozostały zimne. – Znam Maxa 

od wielu lat. Nie ma żadnej rodziny.

– Teraz ma – powiedziała Cleo – chociaż nie jestem pewna, 

czy o tym wie. Proszę posłuchać, pani Winston…

– Curzon-Winston.
–   Pani   Curzon-Winston   –   powtórzyła   posłusznie   Cleo.   – 

Może ja bym mogła pani w czymś pomóc.

– Wątpię.
– Chodzi o to – wyjaśniała cierpliwie – że Max pracuje dla 

mnie. Jeśli coś się stało, powinnam o tym wiedzieć.

– Co pani powiedziała?

150

background image

– Że Max pracuje dla mnie.
W oczach Kimberly pojawił się dziwny wyraz.
– Mówimy o tym samym  panu Fortune, prawda? Wysoki. 

Czarne włosy. Ostry wyraz twarzy. Używa laski.

– To nasz Max – przyznała Cleo.
– To absolutnie  niemożliwe,  żeby pracował dla pani. Jest 

wiceprezydentem   Curzon   International.   –   Uśmiech   Kimberly 
był lodowaty. – Max Fortune pracuje dla mnie.

–   Nie   wiedziałem,   co   robić.   –   Ben   wpatrywał   się   z 

przygnębieniem w swój nie dokończony hamburger. – Wiesz, 
kompletnie   mnie   to   zaskoczyło.   Raz   schrzaniłem   sprawę   i 
Trisha zaszła w ciążę.

– Zdarza się – stwierdził Max. – Od jednego razu.
– Kurczę, czy kiedyś jakaś babka powiedziała ci, że jest w 

ciąży i że ty jesteś ojcem?

– Nie. – Przez moment Max znów pomyślał o tym, jak by się 

czuł,   gdyby   Cleo   była   z   nim   w   ciąży.   Ale   to   się   nigdy   nie 
zdarzy.   Zabezpieczył   się   ostatniej   nocy.   Zawsze   się 
zabezpieczał. W końcu miał opinię tego, który wie, co robi. – To 
mógłby być szok.

– Jeszcze jaki. Powiedziałem  Trishy,  że potrzebuję trochę 

czasu, aby to sobie przemyśleć. – Ben przeczesał rękoma włosy. 
– Wiesz, muszę coś wykombinować.

– Aha.
Ben podniósł zmęczone oczy i spojrzał na Maxa z rozpaczą.
– Nie pamiętam własnego ojca. Odszedł, kiedy byłem bardzo 

mały. Skąd mam wiedzieć, co się robi z dzieckiem? Nie mam 
pojęcia, jak być ojcem.

– Pamiętasz Jasona Curzona?
–   Jasne.   Fajny   staruszek.   Pomagał   mi   z   kanalizacją   w 

zajeździe. Lubiłem Jasona.

–   Ja   też   –   powiedział   cicho   Max.   –   Jason   mawiał,   że 

151

background image

większości rzeczy człowiek się uczy, kiedy je robi. Jeśli chodzi 
o rolę ojca to tacy faceci jak my uczą się tego z praktyki.

Ben miał ponury wyraz twarzy.
– Ja już dość błędów w życiu zrobiłem.
–   Znasz   się   na   robocie,   prawda?   Wszyscy   w   zajeździe 

mówią, że świetnie pracujesz.

–   Jasne.   Praca   to   jedno,   wychowywanie   dzieciaka   –   to 

drugie.

– Moim zdaniem stosuje się te same zasady.
– Tak myślisz?
– Tak. – Max wyjrzał przez okno. Ciągle lało. – Posłuchaj, 

najważniejsza rzecz w robocie to regularne  przychodzenie do 
pracy. To samo stosuje się do roli ojca. Wygrywasz dlatego, że 
jesteś obecny.

– Tak? – Ben zmrużył oczy. – Co ty wiesz o roli ojca?
– Niewiele – przyznał Max.
–   To   może   byś   mnie   nie   pouczał,   co?   –   powiedział 

wojowniczo Ben.

– Przepraszam.
Zapadła długa cisza.
– To wszystko, co masz do powiedzenia? – warknął w końcu 

Ben.

– Nie. Chciałem coś jeszcze z tobą omówić.
– Co?
– Ciekaw jestem, czy mógłbyś mi coś poradzić w sprawie 

przeciekającej   rury   w   pokoju   dwa-piętnaście.   Próbowałem 
różnych rzeczy, a woda wciąż kapie na podłogę. Coraz bardziej.

Ben zamrugał oczyma zaniepokojony.
–   Rury   pod   zlewem   w   dwa-piętnaście   są   prawie   całkiem 

skorodowane.   Trzeba   się   z   nimi   obchodzić   bardzo   ostrożnie. 
Jeden zły ruch i wszystko wysiądzie.

–   Pani   Robbins?   –   Wytworny   mężczyzna   w   recepcji 

152

background image

uśmiechnął się powściągliwie. Miał siwe włosy i niesłychanie 
wykwintny szary garnitur. Jego oczy były lodowate.

– Tak, jestem Cleo Robbins. Czym mogę służyć?
– To się okaże – powiedział tonem, w którym słychać było 

pogardliwe   rozbawienie.   –   Pozwoli   pani,   że   się   przedstawię. 
Nazywam się Garrison Spark.

– Tego się obawiałam. – Cleo wzięła wizytówkę, którą jej 

wręczył. Była gruba, bogato zdobiona i bardzo gustowna.

– Chciałbym z panią porozmawiać o pięciu bardzo cennych 

obrazach.

– Bardzo mi przykro. – Cleo wrzuciła wizytówkę do kosza. – 

Nie mogę panu pomóc. Po raz ostatni powtarzam, że nic nie 
wiem o tych obrazach.

– Obawiam się, że o Maksie Fortune również niewiele pani 

wie. W przeciwnym wypadku byłaby pani bardzo ostrożna. To 
niebezpieczny człowiek.

–   Niech   pan   posłucha,   ta   zabawa   w   poszukiwanie 

zaginionych  obrazów zaczyna  mnie nudzić. Jason Curzon nie 
zostawił ich tutaj. Gdyby tak było, już dawno bym je odkryła.

Spark był jeszcze bardziej rozbawiony.
– Nie chodzi mi o to, czy Curzon zostawił tutaj te obrazy, ale 

raczej o to, ile pani za nie chce.

– Słucham? – Cleo wpatrywała się w niego zaskoczona. – 

Przecież   mówię   panu,   że   nie   wiem,   gdzie   one   są.   A   nawet 
gdybym wiedziała, oddałabym je Maxowi. Był pierwszy.

– Widzę, że sprytny pan Fortune wkradł się w pani łaski. – 

Spark ze smutkiem pokiwał głową. – Albo też odwołał się do 
pani   współczucia   jakąś   łzawą   bajeczką.   Muszę   panią   ostrzec 
zupełnie   szczerze,   że   oddanie   obrazów   jemu   byłoby   bardzo 
głupim pomysłem.

– Dlaczego?
–   Ponieważ   on   nie   ma   do   nich   prawa.   Chce   je   mieć, 

ponieważ są to wspaniałe dzieła sztuki, które pragnąłby włączyć 
do swojej kolekcji. Ostrzegam panią, że Fortune nie zawaha się 
przed   niczym,   kiedy   zechce   mieć   jakiś   obraz.   Potrafi   być 

153

background image

bezwzględny.

– A pan? Jak daleko by się pan posunął?
W oczach Sparka zabłysł niechętny podziw.
– Umiem być równie nieustępliwy jak Fortune, moja droga, 

ale moje metody są inne.

– Jakie metody?
– Z przyjemnością zapłacę pani rozsądną cenę za te obrazy.
– Doprawdy? – Cleo przyjrzała mu się sceptycznie. – Max 

mówi, że są warte ćwierć miliona.

Spark roześmiał się pobłażliwie.
– Fortune zawsze lubił  przesadzać.  Pięćdziesiąt  tysięcy to 

bliższa prawdy wycena. Choć przyznaję, że za pięć lat mogą być 
warte znacznie więcej. Ale pięć lat to bardzo długo, prawda? 
Mogę pani dziś wypłacić dwadzieścia pięć tysięcy.

– Nie ma mowy.
– Trudno się z panią targować. Niech będzie, trzydzieści.
– Nigdy pan nie rezygnuje?
– Nie. Nigdy. Max Fortune też nie. Ile pani zaproponował?
– Ani centa – przyznała uczciwie Cleo.
– Poda swoją cenę – stwierdził Spark. – Chyba że wyciągnie 

je od pani za darmo. Do tego również jest zdolny. Przypuszczam 
jednak, że pani na to nie pójdzie. Proszę mnie poinformować, 
kiedy Fortune poda ostateczną cenę. Przebiję go.

– Nie będzie ostatecznej  ceny,  ponieważ w Robbins' Nest 

Inn nie ma płócien Luttrella. Nie wiem, czy pan zauważył, ale ja 
wolę sztukę innego rodzaju.

Spark rzucił okiem na pejzaże Jasona.
– Właśnie widzę.
– Wszystko zależy od odbiorcy, prawda?
– Proszę pani, jeśli przypadkiem pani odmawia, bo sądzi, że 

sprzeda   pani   te   obrazy   na   wolnym   rynku,   chciałbym   panią 
wyprowadzić z błędu. Żeby sprzedać płótna tego rodzaju, trzeba 
mieć   odpowiednie   kontakty.   Pani   ich   nie   ma.   Proszę   o   tym 
pamiętać, kiedy będzie pani podejmowała decyzję.

Spark odwrócił się na pięcie i wyszedł.

154

background image

Przez   zacinające   strumienie   deszczu   przeświecało 

zachęcające światło Robbins' Nest Inn. Max przyglądał mu się z 
uwagą.   Odczuwał   coś   dziwnie   nierzeczywistego.   Gdyby   użył 
wyobraźni,   mógłby   niemal   uwierzyć,   że   wraca   do   domu   po 
długiej, wyczerpującej, lecz udanej podróży.  Do domu,  gdzie 
czeka   ciepły   posiłek,   kochająca   rodzina   i   kobieta,   która,   jak 
tylko go zobaczy, rzuci mu się w ramiona.

Jednakże   ten   rodzaj   nierzeczywistych   wyobrażeń   nie   był 

jego   mocną   stroną.   Znacznie   lepiej   umiał   sobie   wyobrazić 
logiczne, pragmatyczne konsekwencje niepowodzenia. Nie dało 
się ukryć, że jego misja się nie powiodła. Wracał sam i nie miał 
żadnej pewności, że Ben kiedykolwiek się pojawi.

Zwolnił, skręcając na parking zajazdu. Nie śpieszyło mu się 

do   tego,   co   go   czekało.   Ale   przynajmniej,   jak   zawsze,   był 
spakowany i gotów do odjazdu. Tylko tym  razem zostawi za 
sobą coś ważnego.

Parking był prawie pełen. Ze zdziwieniem spojrzał na stojące 

samochody. W czwartki zajazd bywał raczej pusty, tymczasem 
w padającym deszczu ludzie biegali tam i z powrotem, wnosząc 
bagaże.

Znalazł   w   końcu   miejsce   dla   Jaguara   za   kuchnią. 

Zaparkował, wysiadł i ruszył do tylnego wejścia z poczuciem 
nieodwołalnej klęski.

Kiedy otworzył drzwi, uderzył go zapach świeżego chleba i 

gulaszu w sosie curry. Przez chwilę rozkoszował się tą wonią. 
Jakby wracał do domu.

Andromeda,   stojąca   przy   garnku   pełnym   gotowanych   na 

parze jarzyn, podniosła głowę na odgłos otwieranych drzwi. W 
jej oczach zabłysnęła iskierka radości. 

– Wróciłeś, Max. Dzięki Bogu. Mamy tu straszne urwanie 

głowy. Gromada facetów, którzy mieli na plaży przeżywać coś, 
co   nazwali   Podróżą   Wojowników,   zrezygnowała   ze   swych 

155

background image

przygód z powodu ulewy. Przyjechali jakąś godzinę temu.

– Cześć, Max. – Daystar strząsnęła mąkę z palców. – Jak 

podróż?

Przez   wahadłowe   drzwi   weszła   Trisha.   Max   uzbroił   się 

wewnętrznie,   widząc   nadzieję   w   jej   oczach.   Postanowił 
wyjaśnić sprawę od razu.

–   Przykro   mi,   Trisho   –   powiedział   w   głuchej   ciszy,   jaka 

nagle zapanowała w kuchni. – Ben nie przyjechał.

W  oczach  Trishy zalśniły   łzy.  Pokiwała   głową,  jakby  już 

wcześniej wiedziała.

– Widziałeś się z nim? Wszystko w porządku?
– Tak. – Szukał dalszych słów. – Martwi się o ciebie.
– Ale nie na tyle, żeby wrócić do domu.
– Cleo ma rację. – Mocniej uchwycił główkę laski. – Ben się 

boi.

Trisha uśmiechnęła się nieco łzawym uśmiechem.
–   Ja   też   się   boję,   ale   mam   więcej   szczęścia   niż   Ben. 

Przynajmniej jestem w rodzinie. On jest tam całkiem sam.

– Tak. – Czekał, aż mu wypomni niepowodzenie.
– Dzięki za to, że pojechałeś taki kawał drogi, żeby z nim 

pogadać.   –   Trisha   przeszła   przez   kuchnię   i   objęła   Maxa.   – 
Gdyby   ktoś   zdołał   namówić   go   do   powrotu,   to   tylko   ty.   – 
Uściskała go i odsunęła się. – Jesteś dobrym przyjacielem.

Max nie znalazł w jej oczach odrzucenia.
– Nie wiem, co Ben zamierza zrobić – ostrzegł na wypadek, 

gdyby Trisha nie do końca zrozumiała, że jego misja zakończyła 
się niepowodzeniem.

–   Cóż,   to   teraz   zależy   od   Bena,   prawda?   –   stwierdziła 

spokojnie Andromeda. – Rozmawiałeś z nim i przekazałeś, że 
jego   rodzina   chce,   żeby   wrócił.   Teraz   musimy   poczekać   i 
zobaczyć, co zrobi. Tymczasem musimy zająć się naszą pracą.

–   Max   musi   się   najpierw   napić   herbaty   –   odezwała   się 

Daystar. – Po podróży na pewno jest całkowicie zziębnięty.

– Zaraz ci podam – powiedziała Trisha. – Siadaj.
Max rzucił okiem na drzwi. Jaguar z rzeczami w bagażniku 

156

background image

czekał.

Sylvia wpadła z impetem.
– Co  u was?   Wygląda  na  to,  że  musimy   dziś   wieczorem 

nakarmić jeszcze dwadzieścia osób. Pan Quinton, szef tej bandy, 
mówi,   że   wszyscy   faceci   chcą   mięsa.   Możecie   to   sobie 
wyobrazić? Powiedziałam mu, że nie podajemy tutaj mięsa. – 
Przerwała nagle na widok Maxa. Uśmiechnęła  się szeroko, z 
satysfakcją. – Niech mnie diabli. A jednak wróciłeś. Jak podróż?

– Deszczowa. Dlaczego myślałaś, że nie wrócę?
–   Zaraz   po   twoim   wyjeździe   Sammy   przybiegł   na   dół   i 

powiedział,   że   zabrałeś   wszystkie   swoje   rzeczy   –   wyjaśniła 
sucho.   –   Niektórzy   z   nas   przypuszczali   wobec   tego,   że   nie 
miałeś zamiaru wracać.

–   Wróciłem.   –   Ruszył   w   stronę   kuchennej   wnęki,   gdzie 

Trisha postawiła mu herbatę. – Ale nie przywiozłem ze sobą 
Bena.

Sylvia westchnęła.
– Wcale mnie to nie dziwi – powiedziała. – Chociaż warto 

było spróbować. Dzięki, zrobiłeś więcej, niż do ciebie należało. 
Założę   się,   że   wolałbyś   szklaneczkę   whisky   niż   filiżankę 
herbaty. George ma butelkę schowaną za biurkiem.

Max spojrzał na Trishę.
– Napiję się herbaty.
Drzwi   trzasnęły   ponownie   i   Sammy   wpadł   do   kuchni. 

Zatrzymał się w miejscu z szeroko otwartymi na widok Maxa 
oczami.

– Cześć, Max. – Rzucił się do niego i ciasno objął jego nogę. 

– Bałem się, że nie wrócisz.

W otwartych drzwiach pojawiła się Cleo.
– Co się dzieje? Może by mi ktoś pomógł z tymi oszalałymi 

facetami. Kręcą się wszędzie jak słonie w składzie porcelany. 
Wydaje  mi   się, że  jeden  z nich  ma   włócznię…  –  przerwała, 
kiedy zobaczyła  Maxa. W jej oczach zabłysła radość. – Och, 
Max, wróciłeś.

Oparł obie dłonie na główce laski.

157

background image

–   Witaj,   Cleo.   Nie   udało   mi   się   namówić   Bena,   żeby 

przyjechał razem ze mną.

– Ach, Max. – Cleo podbiegła do niego. – Tak się bałam, że 

nie wrócisz.

W   ostatniej   chwili   zdał   sobie   sprawę,   że   Cleo   zamierza 

rzucić mu się w ramiona. Szybko odstawił laskę.

Cleo wylądowała na jego piersi. Przytuliła się, a on objął ją 

ramionami. Była ciepła i miękka, a jej zapach uderzył mu do 
głowy.   Wspomnienie   poprzedniej   nocy   Wybuchło   na   nowo, 
rozgrzewając jego ciało.

– Odłóżcie to na później – powiedziała rozbawiona Sylvia. – 

Mamy   dwudziestu   głodnych   wojowników,   których   trzeba 
nakarmić i rozlokować w pokojach.

– Już idę. – Cleo podniosła głowę. Radość znikła z jej oczu. 

– Wielki Boże, zupełnie zapomniałam. Ktoś na ciebie czeka.

Puścił   ją   niechętnie.   Przez   ostatnich   kilka   godzin   był 

przekonany, że nie zostanie w zajeździe dłużej, niż zajmie mu 
przyznanie   się   do   niepowodzenia.   Teraz   musiał   się   oswoić   z 
myślą, że nikt nie ma do niego pretensji o to, że Ben nie wrócił.

– Kto chce się ze mną zobaczyć? – Zmarszczył czoło.
– Kimberly Curzon-Winston. Mówi, że Jason był jej stryjem.
– Cholera.
–   To   jeszcze   nie   wszystko.   –   Cleo   poprawiła   okulary   na 

nosie i spojrzała na Maxa podejrzliwie. – Mówi, że pracujesz dla 
niej. Powiedziałam jej, że jest w błędzie.

– Naprawdę? – Uśmiechnął się, słysząc w jej głosie władczy 

ton.

–  Tak.  Powiedziałam  jej,  że   pracujesz   dla  mnie.  O   co  tu 

chodzi?

Podniósł filiżankę i wypił herbatę.
– Masz rację, pracuję dla ciebie.
– Ale przedtem pracowałeś dla pani Curzon-Winston?
– Nie. Mówiłem ci, pracowałem dla Jasona. Kiedy umarł, 

zrezygnowałem z pracy w Curzon International.

– Rozumiem. – Oczy Cleo błyszczały za szkłami okularów. 

158

background image

–  Czyli   wszystko  w   porządku,  tak?  Kto  powie   pani  Curzon-
Winston, że już u niej nie pracujesz?

– Ja.
– Doskonale. Ach, prawda, twój kumpel Garrison Spark też 

tu dzisiaj był. Stale coś się dzieje.

Max znieruchomiał.
– Czego chciał Spark? – spytał.
–   Jak   myślisz?   –   Cleo   uniosła   brwi.   –   Zaproponował   mi 

nędzne trzydzieści tysięcy za obrazy Luttrella. Powiedziałam mu 
to samo co tobie. Nie mam tych kretyńskich obrazów, a gdybym 
miała, dałabym je tobie. 

Patrzył  na Cleo,  nie wiedząc,  co powiedzieć.  Podniesione 

męskie   głosy,   dobiegające   z   korytarza,   zwróciły   jego   uwagę. 
Wziął laskę.

–   Powinniśmy   się   chyba   zająć   twoimi   nieoczekiwanymi 

gośćmi.

– Mam nadzieję, że nie zaczną strzelać z łuku ani rzucać 

dzidami. To porządny zajazd. – Cleo zakręciła się na pięcie i 
ruszyła   do   drzwi.   –   Sylvio,   pomóż   mi   w   recepcji.   Trisha, 
zadzwoń   do   George'a   i   powiedz   mu,   żeby   przyszedł   dzisiaj 
wcześniej,   a   potem   pomóż   w   kuchni   Andromedzie.   Max,   w 
jeden-dziesięć przecieka prysznic. Mógłbyś tam zajrzeć?

– Tak.
– Zadzwonię do George'a. – Trisha rzuciła  Maxowi słaby 

uśmiech. – Jeszcze raz ci dziękuję, Max.

Po raz pierwszy w życiu ktoś mi podziękował tylko za to, że 

podjąłem próbę, pomyślał Max. Skinął głową Trishy, niezdolny 
do powiedzenia czegokolwiek.

Wyszedł z kuchni zastanawiając się, jakie narzędzia mogą 

być potrzebne, żeby naprawić przeciekający prysznic.

– Co tu się, do diabła, dzieje, Max? – Kimberly chodziła po 

zacienionym   solarium,   jedynym   miejscu   nie   zajętym   przez 

159

background image

wojowników.

Max wyciągnął nogi i odruchowo pomasował udo. Kimberly 

jest piękna jak zawsze, pomyślał, ale nie wywoływała w nim już 
żadnych emocji. To, co kiedyś do niej czuł, skończyło się przed 
trzema laty.

– A jak ci się zdaje? – powiedział spokojnie. – Znalazłem 

nową pracę.

Rzuciła mu zdegustowane spojrzenie.
– Daj spokój, za długo się znamy, aby bawić się w takie gry. 

Dlaczego odszedłeś z Curzon International?

– Powiedzmy, że potrzebowałem odmiany.
– Jeśli chciałeś więcej zarabiać, wystarczyło powiedzieć. Na 

litość   boską,   przecież   sam   wiesz.   –   Obcasy   szarych, 
zamszowych  czółenek  Kimberly  głośno stukały na  kafelkach, 
zdradzając wewnętrzne napięcie. – Jeśli to jakiś podstęp, żeby 
dostać   miejsce   w   radzie,   które   obiecał   ci   stryj   Jason,   to 
zapewniam cię, że nie musiałeś działać aż tak dramatycznie.

Max uniósł brew.
– Daj spokój, Kim. Oboje doskonale wiemy, że twój ojciec 

nigdy nie pozwoliłby nikomu, kto nie jest członkiem rodziny, 
zasiadać w radzie.

Kimberly zaczerwieniła się.
–   Wiem,   że   ojciec   ma   taką   zasadę,   ale   mogłabym   go 

przekonać, aby zmienił  zdanie.  Chce, żebyś  wrócił  do firmy. 
Zrobi niemal wszystko, abyś wrócił.

– Nie ma mowy.  Sytuacja się zmieniła. Nie zależy mi na 

miejscu   w   radzie.   Już   nie.   –   Max   ze   zdumieniem   słuchał 
własnych   słów.   W   swoim   czasie   natychmiast   skorzystałby   z 
propozycji. Miejsce w radzie oznaczałoby, że Curzonowie jako 
rodzina rzeczywiście go zaakceptowali. To by miało dla niego 
duże znaczenie.

–   Co   chcesz   zrobić?   –   spytała   Kimberly   przez   zaciśnięte 

zęby. – Skąd takie zachowanie? Jakie masz plany? Powiedz mi, 
może coś uzgodnimy.

– Nie mam żadnych planów. A w każdym razie nie planuję 

160

background image

niczego, co miałoby związek z Curzonami.

Rzuciła mu szybkie, podejrzliwe spojrzenie.
– Postanowiłeś przejść do Global Village Properties? Jeśli 

tak,   to   mogę   zagwarantować,   że   zapewnimy   ci   takie   same 
warunki, jakie oni proponują. Wiesz tak samo dobrze jak ja, że 
nie   możemy   sobie   pozwolić,   abyś   pracował   dla   naszego 
największego konkurenta. Za dużo wiesz.

– Nie przechodzę do Global Village.
– To o co chodzi? Nie myślisz przecież poważnie o pracy u 

tej dziwacznej kobiety w kiczowatych tenisówkach. 

Max uśmiechnął się lekko.
– Dlaczego nie? Płaci dobrze.
– Nie bądź śmieszny. Nie może płacić ci nawet w połowie 

tyle,   ile   zarabiałeś   w   naszej   firmie.   –   Kimberly   ruchem   ręki 
ogarnęła Robbins' Nest Inn. – Oboje wiemy, że mógłbyś kupić 
to miejsce za niecałą roczną pensję. Nie mówiąc o premii. Ile 
ona ci płaci?

– Pensję minimum.
– Nie wierzę.
– Ja nie narzekam. Mam własny pokój na poddaszu i trzy 

gorące posiłki dziennie. I zatrzymuję wszystkie napiwki. Jeden 
facet dał mi parę dni temu dziesięć dolarów.

– Mieszkasz na poddaszu? Pracujesz za napiwki? Oszalałeś. 

Dlaczego mi to robisz? – Kimberly stanęła przed nim. – Wiesz, 
że Curzon International cię potrzebuje. Ja cię potrzebuję.

Max oparł głowę o oparcie wiklinowego fotela.
– Nie jestem ci  potrzebny,  Kim.  Firmie  też  nie. Za  kilka 

miesięcy  przekonacie   się,  i ty,  i  twoja rodzina,  że  doskonale 
dajecie sobie radę beze mnie.

– Polegaliśmy na tobie całe lata. Wiesz o tym.
– W tej chwili Dennison pewnie trochę się denerwuje. W 

końcu,   to  okres   przejściowy.   Ale   ma   przecież   ciebie.   –  Max 
lekko zmrużył oczy. – Potrafisz kierować firmą.

– Wiesz, że ojciec nigdy nie przekaże mi przedsiębiorstwa – 

stwierdziła gorzko Kimberly. – Nie jestem synem, a on zawsze o 

161

background image

nim marzył.

Nic na to nie odpowiedział. Kimberly miała rację. Jej ojciec, 

Dennison   Curzon,   zamierzał   przejąć   prowadzenie   Curzon 
International i udowodnić, że będzie robił to tak samo dobrze 
jak jego brat. Niestety, tak się pechowo złożyło dla wszystkich 
zainteresowanych,  że   nie  był   takim   genialnym  przedsiębiorcą 
jak Jason.

Jedyną   osobą   w   rodzinie,   która   potrafiłaby   poprowadzić 

Curzon International w przyszłość, była Kimberly. Ale wszyscy 
wiedzieli, że ojciec nie powierzy jej takiego zadania. Dennison 
był przekonany, iż jest to zajęcie dla mężczyzny.

To   się   nie   mogło   dobrze   skończyć,   lecz   nie   był   to   już 

problem Maxa.

Kimberly przyglądała mu się przez chwilę. Potem odwróciła 

się i podeszła do fontanny.  Ze spuszczoną głową patrzyła  na 
bulgoczącą wodę.

– Chyba powinnam ci coś powiedzieć.
– Co takiego?
– Roarke i ja mamy problemy. Myślę, że się rozejdziemy.
Max spoglądał na jej klasyczny profil.
– Dlaczego?
– Czy to ma jakieś znaczenie?
– Żadnego. – Wzruszył ramionami.
Kimberly dotknęła niebieskich kafelków, którymi wyłożona 

była fontanna.

– Trzy lata temu zrobiłam błąd. Pozwoliłam ojcu, aby mnie 

odwiódł od małżeństwa z tobą.

–   Nie   musiał   się   za   bardzo   wysilać.   Twoje   wątpliwości 

zaczęły się w chwili, kiedy włożyłem ci na palec zaręczynowy 
pierścionek.

– Byłam głupia.
– Nie bądź melodramatyczna. Nie mam do tego nastroju. – 

Sięgnął po laskę. – Miałem dziś trudny dzień i jestem zmęczony.

Coś   zabłysło   w   otwartych   drzwiach   po   drugiej   stronie 

solarium. Max odwrócił się i zobaczył  Cleo stojącą w cieniu. 

162

background image

Światło z holu odbiło się w jej metalicznych tenisówkach. Nie 
widział wyrazu jej twarzy.

– Max? – Cleo weszła do solarium. – Szukałam cię. Musimy 

zamknąć   bar.   To   jacyś   dziwni   ludzie.   Wszyscy   ci   faceci,   co 
przyjechali   wieczorem,   siedzą   razem   i   opowiadają   o   swoich 
rozwodach.   Niektórzy   już   płaczą.   To   robi   złe   wrażenie   na 
pozostałych gościach.

– Zajmę się tym. – Wstał z fotela, wdzięczny za pretekst.
Kimberly   spojrzała   na   niego   z   wyraźnym   zaskoczeniem. 

Później odwróciła się do Cleo.

– Nie wierzę własnym oczom i uszom – stwierdziła. – Może 

ktoś mi powie, co się tu dzieje.

– Potrzebuję Maxa – powiedziała spokojnie Cleo.
–   Doprawdy?   –   Kimberly   rzuciła   jej   zjadliwe   spojrzenie, 

idąc do drzwi. – Chodzi raczej o to, dlaczego Max potrzebuje 
pani? Chcę panią ostrzec. Max Fortune nie bawi się w tragarza i 
barmana bez powodu.

– Czyżby? – Cleo uniosła w górę brodę. – A co pani może 

wiedzieć o jego powodach?

– Bardzo dużo. – Kimberly przeszła obok Cleo. –Max i ja 

mamy za sobą długą historię. A może nie opowiadał pani o nas?

– O czym miałby opowiadać?
Max zaklął.
Kimberly obdarzyła Cleo zimnym uśmiechem.
–   Myślę,   że   przyjemność   opowiedzenia   szczegółów. 

Pozostawię Maxowi. Może pani zacząć od pytania o jego ranę.

163

background image

Rozdział dziewiąty

Pół godziny później, kiedy wszyscy goście byli już w swoich 

pokojach, a George objął dowództwo w recepcji, Max poszedł 
na górę z Cleo.

– No cóż. – Cleo odgarnęła włosy z oczu. – Nie chcę obrażać 

rodzaju męskiego, ale będę zadowolona, kiedy wojownicy pana 
Tobiasa   Quintona   wyprowadzą   się.   Przeraża   mnie   banda 
facetów, którzy usiłują dojść do ładu ze swymi emocjami.

–   Możemy   ich   jutro   rano   wyrzucić   –   podsunął   Max.   – 

Powiemy, że przyjeżdża następna grupa gości czy coś takiego.

– Tak, ale ja nie mam następnej grupy gości – stwierdziła 

ponuro. – Prawdę mówiąc,  będzie tu podczas  nadchodzącego 
weekendu dość pusto. Nie da się ukryć, że pan Quinton i jego 
kompani płacą za pobyt. Przypuszczam, że jakoś zniesiemy ich 
obecność.

– Mówisz jak prawdziwy właściciel zajazdu – zażartował. 

Byli na drugim piętrze.

Zawahał się, nie wiedząc, czy zaprosi go do swego pokoju, 

czy też weźmie go za rękę i pozwoli zaprowadzić się do niego 
na poddasze. Nic z tego.

– Dobranoc. – Obdarzyła go promiennym uśmiechem, choć 

jej oczy były zmęczone. – Musisz być wykończony po długiej 
jeździe. Zobaczymy się rano.

Stanęła na palcach i musnęła ustami jego policzek. Po czym 

się odwróciła i poszła do swego pokoju.

Max przez dłuższą chwilę stał w miejscu, patrząc w ślad za 

nią. Ciemne, wrzące pożądanie skręcało mu wnętrzności, ale nie 
to było najgorsze. Najgorsze było to, że nie wiedział, co myśli 
Cleo.

Po spotkaniu w solarium nie powiedziała ani słowa na temat 

Kimberly. Nie wiedział, czy była zła, czy urażona, czy po prostu 
ostrożna.   Wiedział   natomiast,   że   chce   mu   zadać   parę   pytań. 
Czuł, jak te pytania w niej pulsują.

Tymczasem   on  też   chciał   ją   o  coś   zapytać   i  istniał   tylko 

164

background image

jeden   sposób,   aby   uzyskać   odpowiedź.   Oparł   się   mocniej   na 
lasce i ruszył korytarzem do jej pokoju.

Przystanął przed drzwiami i podniósł rękę, aby zapukać. Stał 

przez moment, zbierając się na odwagę. Zadanie pytania było 
tak   samo   trudne   jak   powrót   bez   Bena   Atkinsa.   Może   nawet 
trudniejsze. Max zapukał dwa razy i czekał.

Po całych wiekach oczekiwania drzwi powoli uchyliły się i 

Cleo wyjrzała przez szparę. Światło z korytarza odbijało się w 
szkłach okularów, maskując wyraz jej oczu.

– Coś się stało? – spytała grzecznie.
– Chciałbym  porozumieć  się co do układów sypialnych  – 

powiedział ostrożnie.

Zmarszczyła brwi.
– Coś jest nie w porządku z przydzielonymi pokojami?
– Owszem – przyznał. – Z moim.
Palce   Cleo   zacisnęły   się   gwałtownie   na   krawędzi   drzwi. 

Wyglądała   tak,   jakby   się   musiała   ich   przytrzymać,   żeby   nie 
upaść.

– Z twoim?
– Zastanawiałem się, gdzie mam dzisiaj spać. 
Patrzyła na niego ze zdumieniem.
– A gdzie chcesz dzisiaj spać?
– Tutaj. – Max wsunął czubek buta między drzwi a framugę. 

– Z tobą.

– Och.
Oparł rękę o framugę drzwi.
– To wszystko, co masz do powiedzenia?
Twarz Cleo stała się intensywnie różowa.
–   Nie   miałam   pojęcia,   co   chcesz   robić.   To   znaczy,   nie 

wiedziałam, jak się czujesz w tej sytuacji. Myślałam, że trzeba 
ci trochę czasu, abyś się rozeznał w swoich emocjach.

– Zaczynasz mówić jak Tobias Quinton. 
Cleo uśmiechnęła się niepewnie.
– Chyba tak. I co? Jak twoje emocje?
–   Wiem,   czego   chcę.   –   Max   delikatnie   popchnął   drzwi. 

165

background image

Powiedział sobie, że nie wejdzie siłą do jej sypialni. Wywrze 
tylko delikatną presję i zobaczy, jak Cleo zareaguje. Będzie miał 
odpowiedź na swoje pytanie.

– Max!
Drzwi   poleciały   gwałtownie,   kiedy   Cleo   zabrała   rękę   i 

odsunęła się. W ostatniej chwili zdał sobie sprawę, że nacisnął 
na drzwi mocniej, niż zamierzał. Noga nie utrzymała go. Stracił 
równowagę i omal się nie przewrócił.

Od   sromotnego   rozłożenia   się   jak   długi   na   podłodze 

uratowała go Cleo, łapiąc go z całej siły za ramiona. Zachwiał 
się,   po   czym   chwycił   mocno   zarówno   Cleo,   jak   i   laskę. 
Odzyskał równowagę, ale Cleo nadal go obejmowała.

– Nie wiedziałam, co myśleć dziś rano, kiedy okazało się, że 

zabrałeś   wszystkie   swoje   rzeczy.   A   potem   zjawiła   się   ta 
Kimberly   Curzon-Winston   i   poinformowała   mnie,   że   u   niej 
pracujesz, i wszystko się jeszcze bardziej skomplikowało.

– Wiem. Już dobrze. Ja też czułem się skomplikowanie. – 

Uniósł jej brodę i pocałował ją. Mocno.

Cleo   objęła   go   za   szyję   i   oddała   pocałunek   ze   słodkim 

zapałem. Nie odrywając warg od jej ust, Max przesunął Cleo do 
łóżka. Przewrócili się razem na staromodną narzutę.

To jest właśnie powrót do domu, pomyślał.

Godzinę później Cleo poruszyła się w ciemności.
– Max?
– Mmmm? – Ledwo ją słyszał. Znajdował się na pograniczu 

snu,   jego   ciało   było   zaspokojone,   jego   umysł   –   uspokojony. 
Cleo   wtulała   się   w   niego,   z   rozkosznie   zaokrągloną   pupą 
przyciśniętą do jego ud. Przenikające go uczucie spokoju było 
tak wyjątkowe, że chciał się nim rozkoszować aż do zaśnięcia.

– Czy ty i Kimberly byliście kochankami?
– Cholera! – Kompletnie się rozbudził.
– Co powiedziałeś?

166

background image

–   Nic   ważnego.   –   Max   otworzył   oczy,   założył   rękę   pod 

głowę i zaczął ponuro kontemplować falbaniasty baldachim nad 
sobą.

– No więc, jak to było z tobą i z Kimberly?
– Przez jakiś czas byliśmy zaręczeni.
– Zaręczeni. – Cleo nagle usiadła. – Chcesz powiedzieć, że o 

mało co nie ożeniłeś się z nią?

– To były bardzo krótkie zaręczyny.  – Rzucił jej ostrożne 

spojrzenie   i   zobaczył,   że   Cleo   patrzy   na   niego   wściekłym 
wzrokiem.

– Ile czasu trwały?
– Eee, chyba jakieś sześć tygodni. – Pięć tygodni i cztery 

dni. Policzył to później.

Pięć tygodni i cztery dni wiary w to, że przebił się wreszcie 

do   wewnętrznego   kręgu   rodziny   Curzonów.   Pięć   tygodni   i 
cztery dni wiary w to, że stworzył sobie pewne, stałe miejsce w 
świecie Jasona.

– Chyba? Nie pamiętasz? 
Jęknął.
– To było trzy lata temu.
– Co się stało?
– Nic się nie stało. Przestaliśmy być zaręczeni.
– Zmieniłeś zdanie? 
Max ziewnął.
– To ona zmieniła zdanie – powiedział bezmyślnie i od razu 

zrozumiał,   że   popełnił   duży   błąd   taktyczny.   –   Chciałem 
powiedzieć, że to była wspólna decyzja.

Za późno. Cleo rzuciła się na niego.
– Ona zerwała zaręczyny? Nie ty?
– Postanowiliśmy, że nie pasujemy do siebie.
– Dlaczego?
– Z wielu powodów.
– Jakich?
Poczuł się zapędzony w pułapkę. Instynktownie wyznaczył 

granicę, tak jak robił to zawsze, kiedy ktoś usiłował go naciskać.

167

background image

– Przestań, Cleo. Moje stosunki z Kimberly skończyły się 

trzy lata temu.

– Ale przez cały czas dla niej pracowałeś?
–   Już   ci   mówiłem,   że   pracowałem   dla   Jasona,   nie   dla 

Kimberly. Teraz pracuję dla ciebie.

– Hmmm. Dlaczego zerwała zaręczyny?
Lekko zabębnił palcami w łóżko.
–   Doszła   do   wniosku,   że   pochodzimy   z   dwóch   różnych 

światów. Miała rację.

– Jakich dwóch różnych światów?
– Za nią stały duże pieniądze, staranne wykształcenie i długi 

szereg   towarzysko   akceptowanych   przodków.   Była 
spadkobierczynią   Curzon   International.   Ja   byłem   nikim. 
Wszystko, co mam, zarobiłem u Jasona. Jej ojcu nie podobałem 
się. Kimberly w gruncie rzeczy też się nie podobałem.

– I wyszła za jakiegoś Winstona?
– Za Roarke'a Winstona.
–   Pozwól,   że   zgadnę.   Duże   pieniądze,   staranne 

wykształcenie,   długi   szereg   towarzysko   akceptowanych 
przodków?

– Zgadza się. Roarke rządzi rodzinnym imperium.
–   Co   miała   na   myśli   Kimberly,   kiedy   powiedziała,   że 

powinnam cię spytać o ranę na nodze?

Max spojrzał na nią spod oka. Miał przeczucie, iż okaże się 

w   tej   kwestii   nieustępliwa.   To   by   się   zgadzało.   Ta   cecha 
pasowała do wszystkich innych harcerskich zalet Cleo.

– Zaręczyliśmy się wkrótce potem, jak zraniłem się w nogę. 

Dokładnie rzecz biorąc, kiedy leżałem w szpitalu. Kimberly była 
– zastanowił się przez moment nad właściwym słowem – dość 
emocjonalnie poruszona.

– Martwiła się o ciebie?
– Chyba miała wyrzuty sumienia.
Cleo zmarszczyła brwi.
– Dlaczego? Czy miała coś wspólnego z twoim wypadkiem?
– W pewnym sensie. Nalegała, aby polecieć samolotem do 

168

background image

Ameryki Południowej i obejrzeć teren pod budowę hotelu. Ja 
byłem tam już wcześniej i uznałem, że nie jest to dobre miejsce. 
Radziłem   jej,   żeby   się   nie   fatygowała,   ale   sama   chciała 
sprawdzić.

– Co się stało?
Max wzruszył ramionami.
– Odebrałem ją z lotniska. W drodze do miasta zatrzymała 

nas   grupa   partyzantów,   którzy   dowiedzieli   się   o   przyjeździe 
członka rodziny Curzonów. Zamierzali ją porwać i wykorzystać 
jako punkt przetargowy w wojnie, jaką toczyli z miejscowym 
rządem.

– O Boże! – Cleo była przerażona. – Co zrobiłeś?
Obrzucił ją dziwnym spojrzeniem.
– Kiedy pracowałem dla Jasona, spędzałem dużo czasu w 

miejscach, gdzie należało być przygotowanym na takie rzeczy. 
Zawsze   nosiłem   przy   sobie   pistolet.   Kiedy   natknąłem   się   na 
blokadę   drogi,   padły   strzały.   Jeden   z   naboi   przeszedł   przez 
drzwi samochodu i wbił mi się w nogę.

– I tak zostałeś ranny? – zawołała Cleo wysokim głosem. – 

Ratując Kimberly?

– Aha.
Złapała go za ramię.
– Mogłeś zginąć.
– Posłuchaj, to jest naprawdę stara historia i nie sądzę, żeby 

warto ją było teraz roztrząsać.

– Ale mogłeś zginąć – szepnęła ponownie, wbijając mu w 

ramię paznokcie.

W jej głosie Max usłyszał dawne przerażenie. Zrozumiał, że 

nie chodzi jej o jego stosunki z Kimberly, lecz że przypomina jej 
się śmierć rodziców i własna przeszłość.

– Wszystko jest w porządku. – Max przesunął się na bok i 

wziął ją w ramiona. – Nie przejmuj się, jestem tutaj.

Wtuliła się w niego.
– Nic mi nie jest.
–   To   dobrze.   –   Uspokajająco   pogłaskał   ją   po   plecach.   – 

169

background image

Zrobiło się późno. Lepiej staraj się zasnąć.

–   Powiedziałeś,   że   twoje   zaręczyny   trwały   tylko   sześć 

tygodni?

–   Mniej   więcej.   –   Starał   się   mówić   obojętnym   tonem.   – 

Dokładnie nie pamiętam.

– A teraz Kimberly jest żoną kogoś innego?
– Owszem.
– Chce, abyś do niej wrócił – stwierdziła ponurym głosem 

Cleo. – Nie mam co do tego wątpliwości.

– Wyłącznie dla interesów. Jej ojciec uważa, że jestem im 

potrzebny.

– Naprawdę?
– Specjalnie mnie to nie interesuje. Nie chcę tej pracy.
– Jesteś pewien?
–   Jestem   pewien.   –   Pocałował   ją   w   szyję.   –   Mam   inne 

zajęcie.

Spojrzała na niego spod rzęs.
– Założę się, że Curzon International płaci sto razy lepiej niż 

Robbins' Nest Inn.

–   Wszystko   zależy   od   punktu   widzenia.   –   Pocałował   jej 

słodką, pachnącą pierś i dotknął palcami miękkiej kępki włosów 
między jej nogami. – Mnie odpowiada to, co mam tutaj.

– Doprawdy? – Położyła mu rękę na ramieniu. – Max, czy ty 

nadal ją kochasz?

Pytanie   kompletnie   go   zaskoczyło.   Nigdy   nie   myślał   o 

kochaniu Kimberly. Nigdy nie myślał o kochaniu kogokolwiek.

– Nie.
– Jesteś pewien?
– Jestem pewien.
– Mówisz to tak od niechcenia.
– A jak mam mówić? – Wziął do ust brodawkę piersi. Była 

twarda   i   dojrzała   jak   malina.   Jej   smak   sprawił,   że   zadrżał   z 
podniecenia.

– Czyż nie kochałeś jej trzy lata temu?
– Cleo…

170

background image

–   Zastanawiałam   się   tylko.   Wiem,   jak   silna   potrafi   być 

miłość, ponieważ moi rodzice bardzo się kochali. To nie jest 
coś, co mężczyzna taki jak ty mógłby łatwo zapomnieć, gdyby 
to przeżył.

Max zaskoczony, podniósł wzrok.
– Mężczyzna taki jak ja?
Cleo delikatnie pogładziła go po policzku czubkami palców.
–   Jesteś   taki   jak   obrazy,   które   podobno   kolekcjonujesz. 

Bardzo głęboki. Z wieloma warstwami. Myślę, że gdybyś  się 
zakochał,   byłbyś   zakochany   bardzo   długo.   Pewno   nawet   na 
zawsze.

– Nie jestem dziełem sztuki, nie przesadzaj. – Złapał ją za 

rękę i przycisnął do piersi. – Nie mam pojęcia o takiej miłości. 
Nie wierzę, że naprawdę istnieje.

– Moi rodzice tak się kochali. – Cleo uśmiechnęła się na 

samo wspomnienie. – I ja chcę takiej miłości dla siebie.

Poczuł zimno w żołądku.
– Możesz spędzić całe życie w poszukiwaniu takiej miłości i 

nigdy jej nie znaleźć – stwierdził.

– To właśnie mówiła  moja terapeutka. Czyli  nie kochałeś 

naprawdę Kimberly?

– Myślę, że to, co było między Kimberly a mną, nie miało 

nic   wspólnego   z   uczuciem,   jakie   łączyło   twoich   rodziców.   – 
Max zdecydowanie wsunął nogę między ciepłe uda Cleo. Czuł, 
jak na niego reaguje, i ta wiedza go uspokoiła. Być może miała 
nierzeczywisty stosunek do miłości, ale jej ciało reagowało na 
niego normalnie. Zamierzał podsycać tę reakcję, aż stanie się 
ona dla niej ważniejsza niż poszukiwanie ulotnej wielkiej pasji.

–   Nie   rozumiem.   –   Oparła   się   rękami   o   jego   ramiona   i 

spojrzała mu w twarz. –Jakie właściwie były twoje uczucia do 
Kimberly?

Stłumił niecierpliwość. Był całkowicie podniecony, a ona – 

ciepła i rozbudzona – także była gotowa.

– To trudno wyjaśnić.  Kimberly przedstawiała  sobą wiele 

rzeczy,  których wówczas pragnąłem, czy też tylko tak mi się 

171

background image

zdawało.   Myślałem,   że   kiedy   zdobędę   Kimberly,   zdobędę 
również   te   inne   rzeczy.   Myliłem   się.   Zrobiła   przysługę   nam 
obojgu, kiedy zerwała zaręczyny.

– Jakich rzeczy chciałeś?
– Nieważne. Już ich nie chcę.
– Jesteś pewien?
– Tak. – Zwilżył  językiem czubek palca i sięgnął nim do 

twardego punktu ukrytego między jej nogami.

Cleo drgnęła i z jękiem uniosła się wyżej. Max wsunął palec 

w   jej   wilgotne   ciepło.   Paliła   się   z   pożądania.   Nie   mógł   się 
doczekać, aby się w niej znów zatracić.

– Czego chcesz teraz? – spytała szeptem.
– Ciebie.
Westchnęła miękko i musnęła wargami jego ramię.
– Ja cię też chcę.
Kilka minut później, kiedy tkwił już w niej głęboko, zdał 

sobie sprawę, że wyjawił wielką prawdę. Chciał jej tak jak nigdy 
przedtem w życiu nie chciał żadnej kobiety. Nie kwestionował 
tej potrzeby, lecz ją po prostu akceptował.

Odległy  łomot  wyrwał   Cleo  ze  snu. Przez  moment   leżała 

nieruchomo, usiłując zidentyfikować dźwięki, ale one po chwili 
umilkły.

Pomyślała, że George, albo któryś z gości, przemaszerował 

ciężko po korytarzu za drzwiami.

Ziewnęła i spróbowała przewrócić się na bok. Nie mogła się 

jednak ruszyć, bo Max przyciskał jej nogi swoim biodrem.

Poza   tym   było   jej   stanowczo   za   ciepło.   Stwierdziła,   że 

dzielenie łóżka z Maxem było dziwnym doświadczeniem. Jakby 
spała z piecem hutniczym.

Hałasy znów się zaczęły. Wibrowały pośród ścian w jakimś 

prymitywnym, nieubłaganym, potwornie irytującym rytmie.

Łup. Łup. Łup.

172

background image

Całkiem się przebudziła i usiadła na łóżku.
– O Boże, Max! Ktoś wali na dole w bęben.
– Co się stało?
–   Nie   słyszysz?   Ktoś   na   dole   wali   w   bęben.   –   Odsunęła 

przykrycie   i   zaczęła   wysuwać   się   spod   Maxa.   –   Za   chwilę 
obudzi wszystkich gości.

Udało jej się wyjść z łóżka. Podbiegła do szafy i sięgnęła po 

dżinsy i bluzkę.

– Zaczekaj, pójdę z tobą. – Max, ziewając, wstał z łóżka.
Odległy szmer męskich głosów mieszał się z waleniem w 

bęben. Cleo nadsłuchiwała przez chwilę, a potem krzyknęła z 
niedowierzaniem.

– Zaczęli śpiewać! – Złapała okulary i włożyła je na nos. – 

To   na   pewno   ci   faceci   z   grupy   wojowników   Quintona.   No, 
przebrali   miarkę,   zaraz   ich   stąd   wyrzucę.   I   nic   mnie   nie 
obchodzi, że leje deszcz.

– Jeśli ich wyrzucisz, nie zapłacą za nocleg – uprzytomnił jej 

Max, zapinając spodnie.

– Chcę tylko, żeby skończyli z tym przeklętym bębnieniem. 

– Cleo już była przy drzwiach. – Wiedziałam, że nie powinnam 
była ich wpuszczać za próg. Od początku nie podobał mi się ten 
cały Tobias Quinton. Mam stanowczo za dobre serce.

Otworzyła drzwi i wybiegła na korytarz, ze świadomością, 

że Max, chociaż wolniej, idzie za nią.

Z   każdym   stopniem   hałas   był   większy.   Dochodził   z 

solarium.

Cleo   podeszła   do   recepcji.   George'a   nigdzie   nie   było. 

Zakładając,   iż   udał   się   do   źródeł   hałasu,   ruszyła   w   stronę 
solarium i usłyszała chrapanie dobiegające z biura.

– George?
– Twój czujny nocny pracownik głęboko śpi – poinformował 

ją Max.

– Na litość boską! – Cleo zajrzała do biura i przekonała się, 

że George śpi rozparty w fotelu, z otwartymi ustami i z nogami 
na biurku.

173

background image

– Daj mu spokój – poradził Max. – 1 tak nie będzie z niego 

większego pożytku.

– Chyba masz rację. – Wyprostowała się i wyminęła go. – 

Sama się tym zajmę.

– Może byłoby lepiej, gdybyś zostawiła to mnie.
– Prowadzę ten zajazd od trzech lat. – Odwróciła się i poszła 

do solarium. Walenie w bęben i śpiew były coraz głośniejsze.

– Jestem tu po to, żeby ci pomagać.
– To jeszcze nie znaczy, że sobie nie poradzę z paroma źle 

wychowanymi   gośćmi.   –   Zatrzymała   się   przed   rozsuwanymi 
drzwiami prowadzącymi do solarium. Przez szyby w drzwiach 
widziała ciemne pomieszczenie i pomarańczowa poświatę, która 
oznaczała,   że   Quinton   i   jego   wojownicy   rozpalili   ogień   w 
kominku. – To już bezczelność.

– Myślę, że powinienem wejść pierwszy. – Max obszedł ją, 

sięgając do klamki.

– Bzdura! – Cleo szeroko otworzyła drzwi.
Powitało   ją   bębnienie   i   ryk   męskich   głosów.   W   świetle 

skaczących  płomieni  widać było zarysy  kilkunastu mężczyzn, 
siedzących w półkolu na podłodze przed kominkiem.

Pośrodku   siedziała   majestatyczna   postać   z   białą   grzywą. 

Przed sobą trzymała bęben i właśnie miała w niego uderzyć po 
raz kolejny.

– To zupełnie wystarczy. – Cleo wyciągnęła rękę i jednym 

ruchem zapaliła wszystkie światła w solarium.

Dwudziestu   całkiem   nagich   mężczyzn   odwróciło   się   i 

popatrzyło na nią z dezaprobatą.

Przyglądała im się z niedowierzaniem. Żaden z nich nie był 

ubrany.

Cleo zaniemówiła. Obejrzała się i spojrzała na Maya, który 

stał tuż za nią.

–   Mówiłem,   że   wejdę   pierwszy.   –   Jego   oczy   błyszczały 

rozbawieniem.

Odzyskała wreszcie głos.
– Zrób coś – zażądała.

174

background image

– Tak jest, szefowo. – Odsunął się, żeby mogła wyjść na 

korytarz.   –   Najlepiej   będzie,   jak   wrócisz   na   górę.   Zapędzę 
wojowników do namiotów.

–   Zostaw   nas,   kobieto   –   zaintonował   Quinton   głębokim, 

żałobnym głosem. – To męska sprawa.

– Przypomina moją byłą żonę – zawołał jeden z mężczyzn. – 

Diane też nigdy nie pozwoliła mi się zabawić.

–   Nadszedł   czas,   aby   zebrali   się   mężczyźni   –   recytował 

Quinton. Uderzył w bęben. – Nadszedł czas męskiej władzy i 
mocy. Czas dla wojowników.

Cleo spojrzała wściekle na Maxa.
– Nie chcę, aby wracali do swoich pokoi. Chcę, żeby się stąd 

wynieśli, rozumiesz? Natychmiast!

– Pomyśl, ile na tym stracisz.
– Nic mnie to nie obchodzi. Chcę, żeby się wynieśli.
–   Serdecznie   zapraszamy   do   naszego   grona   –   powiedział 

Quinton do Maxa. – Oto miejsce i czas dla mężczyzn.

– Dziękuję – odparł grzecznie.
–   Słuchaj   –   syknęła   Cleo.   –   Przysięgam,   że   jeśli   się 

rozbierzesz   i   zaczniesz   śpiewać   przy   ogniu,   uduszę   cię 
własnymi rękami.

– Czyżby?
Quinton wstał. Przed sobą dyskretnie trzymał bęben.
– Nie bój się – powiedział. – Jesteś mężczyzną. Nadszedł 

czas, abyś się zapoznał z własną męskością. Musisz sięgnąć w 
głąb siebie i odkryć siłę wojownika, który jest w tobie.

Cleo   obróciła   się   ponownie   i   stanęła   twarzą   w   twarz   ze 

swym nie chcianym gościem.

–   Od   pana   nie   chcę   więcej   słyszeć   ani   jednego   słowa. 

Przyjęłam was wieczorem z dobroci serca. Błagaliście mnie o 
schronienie i oto wasze podziękowanie.

– Wcale nie błagaliśmy o schronienie – odezwał się jeden z 

mężczyzn zrzędliwym tonem. – Mogliśmy spędzić noc na plaży.

– To po co tu przyszliście?
– Bo tak się nam podobało – stwierdził inny.

175

background image

– Naprawdę? Co się wam stało? – szydziła Cleo. – Tacy 

dzielni wojownicy i przestraszyli się małego deszczyku?

Max zdecydowanym gestem wziął ją za ramiona.
– To nie ma sensu – stwierdził. Obrócił ją i poprowadził do 

drzwi. – Do widzenia, szefowo. Ja się tym zajmę.

–   Bardzo   dobrze.   A   ja   pójdę   i   spiszę   numery   ich   kart 

kredytowych.   Obciążę   ich   rachunkiem   za   całą   noc.   I   za 
śniadanie, chociaż nie będą mieli szansy go zjeść.

– Dobranoc, Cleo. – Max uśmiechnął się.
Zacisnęła   zęby   i   ruszyła   korytarzem.   Za   sobą   usłyszała 

dudnienie   bębna.   Nie   pamiętała,   kiedy   ostatnio   była   tak 
wściekła.   Pomyślała,   że   wywali   George'a   za   zaniedbywanie 
obowiązków.

Znajoma postać wyszła z biura, z kluczem w dłoni.
– Cześć, Cleo – powiedział nieśmiało Ben. Podniósł w górę 

klucz. – George śpi, więc sam się obsłużyłem. Idę na górę do 
mojego pokoju. Dlaczego nie śpisz?

Cleo natychmiast zapomniała o Tobiasie Quintonie i gołych 

wojownikach w solarium. Z radością spoglądała na Bena.

– Benji, to znaczy Ben, wróciłeś!
– Yhm.
– Cieszę się, że znów cię widzę. – Cleo podeszła i uściskała 

Bena. – Tak się o ciebie martwiliśmy.

–   Przepraszam,   że   zjawiam   się   tak   późno.   Postanowiłem 

wsiąść w samochód i przyjechać. – Ben nieśmiało odwzajemnił 
uścisk. – Pewnie powinienem był zaczekać do rana, co?

– Ależ skąd. – Cleo zrobiła krok do tyłu. – Tu jest twój dom. 

Dobrze, że od razu przyjechałeś. Trisha się ucieszy.

– Tak. – Ben spuścił wzrok na trzymany w dłoni klucz. – 

Myślisz, że będzie na mnie wściekła? Nie chciałem jej zranić. 
Musiałem sobie wszystko przemyśleć.

–   Będzie   bardzo   szczęśliwa,   kiedy   cię   zobaczy.   –

Uśmiechnęła   się.   –   Wie,   że   się   przestraszyłeś,   kiedy   ci 
powiedziała o dziecku.

– Ona chyba się jeszcze bardziej bała. – Ben zaczerwienił 

176

background image

się. – Max powiedział, że lepiej bać się we dwoje niż samemu.

– Tak powiedział? – Cleo przechyliła głowę w bok.
Ben przytaknął.
– Powiedział, że Trisha mnie potrzebuje. I że dziecko też 

mnie będzie potrzebować, chociaż nie wiem, jak być ojcem.

– Miał rację. Cieszę się, że wróciłeś.
– To ty,  Benie? – Zawołał niecierpliwie Max zza pleców 

Cleo.

– Tak jest. – W głosie Bena brzmiał niekłamany szacunek. – 

Wróciłem.

–   Widzę.   –   Max   spoglądał   z   aprobatą.   –   W   samą   porę. 

Miałem właśnie obudzić George'a, żeby mi pomógł, ale mam 
wrażenie, że z ciebie będzie większy pożytek.

– Co mam zrobić? – Ben wyprostował się.
–   Stań   mi   za   plecami,   kiedy   będę   grał   z   Quintonem   w 

pokera. Nie sądzę, żeby miał zamiar oszukiwać, lecz nigdy nie 
wiadomo.

Krótkotrwały, dobry nastrój opuścił Cleo.
– W pokera? O czym ty mówisz?
–   Uspokój   się.   Quinton   i   ja   doszliśmy   do   porozumienia. 

Rozstrzygniemy   ten   problem   jak   mężczyźni.   Jeśli   wygram, 
wojownicy pójdą spokojnie na górę.

– A jeśli przegrasz?
– Będą grali na bębnie i śpiewali do świtu.
– To absurd. Przecież możesz przegrać.
– Nie martw się – mrugnął do niej. – Nie przegram, zaufaj 

mi.

– Kto wpadł na ten kretyński pomysł?
– Ja.
– Wielki Boże! – Zrezygnowana Cleo oparła się o biurko w 

recepcji. – Nie wierzę własnym uszom.

– Uspokój się. To jest męska  sprawa. Kobieta nie potrafi 

tego zrozumieć – stwierdził Max.

177

background image

Rozdział dziesiąty

Bardzo przyjemnie jest być rodzinnym bohaterem, pomyślał 

Max   następnego   dnia   przy   śniadaniu.   Trisha   traktowała   go 
niemal jak świętego. Ben zaczął go uważać za idola. Andromeda 
i reszta kobiet z Azylu Kobiet sądziła, że Max genialnie poradził 
sobie   z   problemem   grupy   wojowników   Quintona.   Dla 
Sammy'ego   Max   był   wielkim   człowiekiem   tylko   dlatego,   że 
wrócił.

Jedyną osobą, która miała mu za złe, była Cleo.
Weszła   dumnie   do   kuchni   wkrótce   po   tym,   jak   jadalnia 

opustoszała.   Większość   zatrudnionych   w   zajeździe   piła   kawę 
lub herbatę i próbowała nowej wersji placuszków Daystar.

Cleo zatrzymała się na środku kuchni z rękami na biodrach. 

Na jej twarzy malowała się mieszanina gniewu i triumfu.

– To już ostatni – oznajmiła. – Tobias Quinton i jego banda 

wreszcie się wynieśli. Przysięgam, że już nigdy więcej w swoim 
życiu nie życzę sobie oglądać męskiego wojownika.

Max zerknął na Bena. Żaden się nie odezwał. Obaj zwrócili 

wzrok na Cleo. Max chrząknął.

– Pytam z czystej ciekawości – jak byś zaklasyfikowała mnie 

i Bena? Jako niezdarnych maminsynków?

Zaczerwieniła się.
– Nie bądź śmieszny. Wiesz, o co mi chodzi.
– Czy to znaczy, że na Boże Narodzenie nie dostanę bębna? 

– spytał Max.

Zebrani wybuchnęli śmiechem. Cleo zniosła to ze stoickim 

spokojem. Podeszła do lady i nalała sobie herbaty.

–   Proszę   bardzo,   możecie   się   śmiać   –   mruknęła.   –   Ale 

chciałam   wam   powiedzieć,   że   tylko   dzięki   czystemu 
przypadkowi udało się Maxowi i Benowi zapędzić te typy do 
łóżek. Co by było, gdyby Max przegrał w te głupie karty?

– Jak mogę przegrać w karty, kiedy nazywam się Fortune? – 

Zapytał spokojnie Max.

– Ależ, naturalnie – włączyła się natychmiast Andromeda. – 

178

background image

Przypuszczalnie   istnieje   jakieś   kosmiczne   Powiązanie   między 
nazwiskiem a twoim szczęściem. Czy zawsze wygrywasz?

– Założę się, że zawsze wygrywa, kiedy rozdaje tak jak dziś 

w   nocy   –   stwierdził   z   uśmiechem   Ben.   –   Dokładnie   go 
obserwowałem. Nie musiałaś się martwić. Tobias Quinton nie 
miał szans.

– Oszukiwałeś? – Cleo rzuciła Maxowi ostre spojrzenie znad 

filiżanki.

–   Są   sprawy,   których   my,   prawdziwi   mężczyźni,   nie 

omawiamy w towarzystwie kobiet – odpowiedział z udawaną 
pogardą. – To męska rzecz.

Cleo zadrżała.
– A propos męskich spraw, mam nadzieję, że już nigdy nie 

zobaczymy tu takiej zbieraniny jak ci, którzy w nocy zebrali się 
w solarium.

Wszyscy   spojrzeli   na   nią   z   ciekawością.   Maxowi 

przypomniał   się   wianuszek   nagich   mężczyzn   przy   kominku. 
Uśmiechnął się.

– Rozczarowałaś się, co?
– Powiedzmy, że żadnego z nich nie dałoby się porównać z 

pewnym uderzająco wyjątkowym osobnikiem, jakiego mogłam 
ostatnio podziwiać na prywatnym pokazie.

Max zakrztusił się kawą.
– Miło mi to słyszeć – mruknął.
Sammy pociągnął Cleo za nogawkę spodni.
– Co to jest męska rzecz? – spytał z zainteresowaniem.
Cleo spojrzała na niego i łagodnie się uśmiechnęła.
–   Czasami   to   bardzo   niewiele,   skarbie.   Ale   od   czasu   do 

czasu może to być prawdziwe dzieło sztuki.

Sammy, rozczarowany niezrozumiałą odpowiedzią, podszedł 

do lady, aby wziąć sobie placuszek.

Zebrani uśmiechnęli się, a Cleo zaczerwieniła.
Tak, żywot bohatera jest niesłychanie przyjemny, pomyślał 

Max.   A   najlepsza   z   tego   wszystkiego   była   świadomość,   że 
najważniejszy był powrót do domu.

179

background image

Kilka godzin później, na spacerze, Cleo zatrzymała się na 

widok Kimberly idącej w jej stronę po kamienistej plaży.

Kimberly wyglądała bardzo stylowo w drogich sportowych 

butach, wrzosowych  spodniach i w marynarce  w pepitkę.  Jej 
jasne włosy uczesane były w elegancki węzeł. Cleo pomyślała o 
swojej, rozwianej na wietrze, fryzurze.

–   Dzień   dobry   pani   –   powiedziała   Cleo   z   mocnym 

postanowieniem zachowywania się uprzejmie. – Myślałam, że 
pani już wyjechała.

Kimberly   zatrzymała   się   przy   niej   i   spojrzała   zimnym, 

bacznym wzrokiem.

– Chciałam z panią porozmawiać przed wyjazdem. 
Cleo założyła ręce na piersiach.
– O Maksie? – spytała.
– Tak.
Cleo spojrzała na nią kpiąco.
– Chyba nie mamy sobie wiele do powiedzenia – stwierdziła.
– Chcę wiedzieć, co jest między wami.
– Dlaczego?
– Ponieważ Max zachowuje się bardzo dziwnie. Zupełnie nie 

w swoim stylu.  Coś planuje i chciałabym  wiedzieć, o co mu 
chodzi.

–   Nie   wydaje   mi   się,   abym   była   pani   winna   jakieś 

wyjaśnienia   –   powiedziała   łagodnie   Cleo.   –   Moje   stosunki   z 
Maxem są moją prywatną sprawą,

– Stosunki? – Kimberly wydawała się ubawiona. – Z Maxem 

Fortune? Niech mi pani wierzy, Max nie zna znaczenia słowa 
„stosunki”. Jest robotem. Genialnym, bardzo mądrym, szalenie 
pożytecznym robotem, ale niczym innym.

– To nieprawda! – zawołała zaskoczona Cleo.
– Znam go dużo dłużej niż pani. Czy mówił pani, że byliśmy 

kiedyś zaręczeni?

180

background image

– Tak.
– Czy powiedział pani, że został ranny, ratując mi życie?
– Owszem.
Kimberly spojrzała na zachmurzony horyzont.
– Poprosił, żebym za niego wyszła, kiedy leżał w szpitalu. 

Dobrze   wiedział,   że   miałam   wyrzuty   sumienia.   Został 
postrzelony   przeze   mnie   i   oboje   o   tym   wiedzieliśmy. 
Wykorzystał tę świadomość, aby z zimną krwią zmusić mnie do 
zaręczyn.

– Po co miałby to robić?
Kimberly wzruszyła ramionami.
–   Chciał   mieć   i   mnie,   i   Curzon   International.   Muszę 

przyznać, że fizycznie mnie pociągał. Na początku usiłowałam 
sobie   wmówić,   że   mnie   kocha,   jednak   przez   cały   czas 
wiedziałam, że jedynie mnie wykorzystywał. Kiedy Max czegoś 
chce, zrobi wszystko, żeby to dostać.

– Myślę, że pani się myli.
– Czyżby? – Kimberly wykrzywiła usta. – Nie widziała go 

pani w działaniu. Ma pewną opinię.

– Jaką?
– Kiedy postanowi, że czegoś chce, nikt ani nic nie jest go w 

stanie powstrzymać. Gdy stryj Jason miewał jakieś problemy, 
posyłał Maxa, aby je załatwił. I on je załatwiał. Życzenie stryja 
Jasona było dla niego rozkazem.

– Był mocno związany z pani stryjem – powiedziała Cleo.
– Max nie jest z nikim związany. Nie w takim sensie, jak 

pani   myśli.   –   Kimberly   gorzko   się   uśmiechnęła.   – 
Wykorzystywał stryja Jasona, tak jak wykorzystuje każdego po 
kolei. Postanowił stać się dla Curzon International człowiekiem 
niezastąpionym. I to mu się udało.

–   Jeśli   jest   taki   bezwzględny,   dlaczego   chce   go   pani 

odzyskać?

– Firma go potrzebuje. A przynajmniej tak się zdaje mojemu 

ojcu.

– A co pani o tym sądzi?

181

background image

Kimberly spojrzała na zimne morze.
– Myślę, że mógłby być bardzo użyteczny, ale też i bardzo 

niebezpieczny.   Jeśli   zapłacimy   cenę,   jakiej   prawdopodobnie 
zażąda w zamian za powrót do firmy, wiele zaryzykujemy.

Cleo przypatrywała jej się uważnie.
– Jak pani myśli, czego Max chce od pani? – spytała.
– Miejsca w radzie. Stryj  Jason mu  je obiecał.  Ale Jason 

umarł, zanim zdążył nas zmusić do przyjęcia do rady kogoś, kto 
nie jest członkiem rodziny.

–   Max   chyba   nie   chce   za   bardzo   wrócić   –   powiedziała 

ostrożnie Cleo. – Uważa, że pani i pani ojciec możecie sami 
zarządzać firmą.

Kimberly zaśmiała się krótko, ironicznie.
– Ojciec twierdzi, że Max jest nam niezbędny. Przynajmniej 

przez najbliższe kilka lat.

Cleo spojrzała w dół na czubki swoich srebrnych tenisówek, 

a potem podniosła oczy na Kimberly.

– A co pani o tym sądzi?
Kimberly rzuciła jej szybkie, nieczytelne spojrzenie.
– Myślę, że mój ojciec rządzi Curzon International, a jeśli on 

chce, żeby Max wrócił, to ja zrobię, co mogę, aby tak się stało. 
Proszę, wyłożyłam swoje karty na stół. Teraz pani wie, o co mi 
chodzi.

– Pani chce tylko wykorzystać Maxa. Niczym się pani od 

niego nie różni.

– Nic pani nie rozumie! Jego stosunki z innymi ludźmi są 

dwojakiego   rodzaju.   Albo   coś   od   nich   chce,   albo   ich 
wykorzystuje, żeby zdobyć coś innego.

– Czy pani go kiedyś kochała?
Kimberly zawahała się.
– Będę całkiem szczera – powiedziała po chwili. – Maxa nie 

da się kochać. Pociągaliśmy się wzajemnie od chwili, kiedy się 
spotkaliśmy, ale fizyczne pożądanie to maksimum tego, co on 
potrafi czuć do kobiety.

– Jest pani tego pewna?

182

background image

–   Zupełnie   pewna.   –   Kimberly   uśmiechnęła   się   zimno.   – 

Zdziwiłam się, gdy się dowiedziałam, że związał się z panią. 
Jest równie wybredny w swych upodobaniach do kobiet, co w 
swych upodobaniach do dzieł sztuki. Szczerze mówiąc, nie jest 
pani w jego typie.

– A pani?
– Ja tak. – W głosie Kimberly nie było zarozumialstwa ani 

przechwałki. Powiedziała to ze zwykłą pewnością. – Stryj Jason 
zrobił z niego wielkiego znawcę sztuki. Max nauczył się pewnej 
techniki i stosuje ją do wszystkiego, łącznie z kobietami. Ma 
doskonale   wyostrzony   instynkt   bardzo   wybrednego 
kolekcjonera.

–   Jeśli   pani   nie   wierzy,   że   jest   mną   autentycznie 

zainteresowany,   to   czego,   pani   zdaniem,   chce   ode   mnie?   – 
spytała Cleo.

– Jeszcze nie wiem. Ale przypuszczam, że pani się wkrótce 

dowie. Wszyscy się dowiemy.

– Co to ma znaczyć?
Kimberly   zwróciła   do   niej   głowę,   patrząc   twardym, 

ostrzegawczym wzrokiem.

– To, że Max ma najwyraźniej swoje powody, zarówno aby 

dla   pani   pracować,   jak   i   żeby   panią   uwieść.   Radzę   o   tym 
pamiętać.

– Co mam wobec tego zrobić? – zapytała Cleo, gorzko się 

uśmiechając. – Zwolnić go?

– To byłoby niezłe na początek. Wpadła pani po same uszy. 

– Kimberly odwróciła się i odeszła wzdłuż plaży.

–   Problem   ze   sklepami   przemysłowymi   polega   na   tym   – 

poinformował Maxa Ben, kiedy wchodzili następnego dnia po 
południu   do   sklepu   w   Harmony   Cove,   że   musisz   dokładnie 
wiedzieć, co chcesz kupić, zanim wejdziesz w drzwi.

– Dlaczego? – Max rozejrzał się wokół z ciekawością. Nigdy 

183

background image

nie spędzał wiele czasu w sklepach. Sklepy przemysłowe były 
dla mężczyzn, którzy mieli własne rodziny. Rezydencje się nie 
liczyły. Jeśli coś się popsuło w takim domu, jaki miał w Seattle, 
wzywał   fachowca.   Do  tej  pory prawie   nigdy  nie   miał   okazji 
naprawiać cieknącego kranu, malować łazienki czy tapetować 
ścian.

–   Jeśli   nie   wiesz,   czego   potrzebujesz,   to   zupełnie   się 

pogubisz.   –   Ben   zatrzymał   się   przy   błyszczących   stalowych 
narzędziach.   Podniósł   jeden   z   kluczy   i   przyglądał   mu   się   z 
czułością.

– Potrzebujemy czegoś takiego? – Max także wziął jeden z 

kluczy i obejrzał go z zainteresowaniem.

–   Nie.   –   Ben   odłożył   narzędzie.   –   Ale   właśnie   o   to   mi 

chodzi. Łatwo można się skusić. W takim sklepie jest mnóstwo 
świetnych rzeczy.

– Te są fajne. – Max zatrzymał  się przy ladzie, na której 

leżały błyszczące wiertarki. Podniósł jedną z nich, ważąc ją w 
ręku i sprawdzając, jak leży mu w dłoni.

Ben przyglądał się z zachwytem.
– Naprawdę fajna. Spójrz tylko na cenę. 
Max rzucił okiem na karteczkę z ceną.
– Na pewno jest tyle warta.
– Jasne. – Ben wykrzywił twarz w uśmiechu. – Myślisz, że 

mógłbym   przekonać   Trishę,   że   potrzebuję   czegoś   takiego   do 
urządzenia dziecinnego pokoju?

– Spróbuj. – Max odłożył wiertarkę na ladę.
–  Chciałem   cię  o  coś  spytać   –  wykrztusił  Ben,   oglądając 

gwoździe.

– O co chodzi? – Max przyjrzał się kompletowi kolorowych 

śrubokrętów.

– Masz zamiar zostać z nami przez jakiś czas? – Ben nadal z 

uwagą przyglądał się gwoździom.

–  Owszem.   Mam  zamiar  tu   zostać,  dopóki   ktoś   mnie   nie 

wyrzuci.

– Dobra, świetnie. Tylko to chciałem wiedzieć. Hej, spójrz 

184

background image

na te  imadła.  Już od dawna chciałem  kupić  sobie  imadło  do 
warsztatu w piwnicy.

Max w dalszym ciągu kontemplował śrubokręty.
– Przydałby mi się taki śrubokręt – stwierdził.
– Nigdy nie wiadomo,  kiedy ci się może  przydać.  – Ben 

podniósł imadło. – Planuję ślub, wiesz. Trisha mówi, że nawet 
jeśli   mamy   się  pobrać   od   razu,   rodzina   chce,   żeby  wszystko 
odbyło  się tak  jak należy.  Faceci  w smokingach,  a Trisha  w 
prawdziwej sukni ślubnej.

– Wiem. – Max słyszał rano dyskusję w kuchni.
Cleo, Andromeda, Daystar i Sylvia zamierzały zorganizować 

całą ceremonię. Postanowiły już, że ślub odbędzie się za niecałe 
dwa   tygodnie   w   Cosmic   Harmony.   Daystar,   jak   zwykle 
najpraktyczniejsza z nich, uznała, że nie ma wobec tego czasu 
do stracenia.

– Nigdy w życiu nie miałem na sobie smokingu – stwierdził 

z wahaniem Ben. – Nie chodziłem na bale. Nawet nie wiem, 
skąd się bierze smoking.

– Nie przejmuj się. – Max wybrał jeden ze śrubokrętów i 

wyjął go ze stojaka. – Pomogę ci.

Ben rzucił Maxowi szybkie, badawcze spojrzenie.
– Dzięki. A nie mógłbyś być moim drużbą, czy jak to się tam 

nazywa?

Max powoli odłożył śrubokręt.
– To dla mnie zaszczyt – stwierdził.
Ben zrobił się czerwony jak burak.
– Dla ciebie to pewno żaden zaszczyt, ale i tak dziękuję.
– Mylisz się, to dla mnie wielki zaszczyt. Nigdy nie byłem 

niczyim drużbą.

Ben uśmiechnął się i obaj mężczyźni zajęli się zakupami.

Godzinę   później   Max   niechętnie   opuszczał   sklep.   W 

papierowej torebce miał nowy, błyszczący śrubokręt.

185

background image

– Nieźle nam poszło – stwierdził z zadowoleniem Ben, idąc 

w   stronę   Jaguara.   –   Od   dawna   już   potrzebowałem   imadła.   I 
nigdy nie ma się za dużo cienkich szczypiec pod ręką. Zawsze 
gdzieś   się   podziewają.   Niezła   była   oferta   na   te   pływaki   do 
ubikacji. Może powinniśmy byli kupić więcej niż trzy.

–   Cholera!   –   zawołał   Max,   zatrzymując   się   przy 

samochodzie.   –   Zapomnieliśmy   kupić   uszczelki   do   kranu   w 
jeden-zero-trzy.

– Mówiłem ci, że te sklepy są niebezpieczne – jęknął Ben. – 

Poczekaj.  Skoczę   i   kupię.   Zaraz   wracam.   –   Zostawił   torbę   z 
zakupami Maxowi i ruszył w stronę sklepu.

Max oparł się o maskę Jaguara. Wreszcie przestało padać, 

ale   tuż   przy   brzegu   oceanu   gęstniała   mgła,   która   niebawem 
miała   się   przesunąć   w   głąb   lądu.   Za   godzinę   ciężki   płaszcz 
szarej   mgły   przykryje   drogi   i   jazda   samochodem   stanie   się 
naprawdę ryzykowna.

Max miał nadzieję, że Ben nie podda się na nowo urokowi 

narzędzi. Chciał być w domu przy kominku, nim mgła zasnuje 
Harmony Cove.

W   domu   przy   kominku.   Do   diabła,   zmieniał   się   w 

prawdziwego   domatora.   Co   ty   mi   zrobiłeś,   Jasonie?   pytał   w 
duchu Max. Czy wiedziałeś, co się stanie, kiedy wysyłałeś mnie 
na poszukiwanie obrazów Luttrella?

Z   zaparkowanego   po   drugiej   stronie   ulicy   samochodu 

wysiedli dwaj mężczyźni. Jeden był nieco wyższy od drugiego. 
Był   także   kilka   lat   starszy,   miał   rzednące   włosy   i   wystający 
brzuch. Młodszy nosił modne okulary i miał białe zęby, które 
wyraźnie   były   dziełem   technika   dentystycznego.   Obaj 
mężczyźni   dziwnie   wyglądali   w   Harmony   Cove.   Eleganckie 
garnitury,   drogie   krawaty   i   błyszczące   buty   wyróżniały. 
Skierowali się w stronę Maxa.

–   Max   Fortune?   –   Starszy   mężczyzna   wyciągnął   rękę.   – 

Jestem Phillip Sand. To jest mój wspólnik, Hamilton  Turner. 
Reprezentujemy pewne osoby, które bardzo by chciały, aby się 
pan przyłączył do naszej drużyny.

186

background image

– Global Village Properties – stwierdził Max.
Turner uśmiechnął się, pokazując swoje piękne zęby.
– Jak pan to zgadł?
– Zastanawiałem się, kiedy się do mnie zgłosicie. – Rzucił 

okiem na wejście do sklepu. Ani śladu Bena.

–   Może   napijemy   się   kawy,   skoro   czeka   pan   na   swego 

znajomego? – zaproponował gładko Sand.

– Czemu nie? – Max wzruszył ramionami.

Cleo siedziała nieruchomo, po turecku, z dłońmi wspartymi 

na   kolanach.   Wpatrywała   się   w   duży   żółty   kryształ,   usiłując 
zmusić   umysł   do   koncentracji.   Była   tego   popołudnia   jedyną 
osobą w sali medytacyjnej Cosmic Harmony.

Dokładnie  nie  wiedziała,  dlaczego  znów   odczuła  potrzebę 

poszukania   samotności.   Chociaż   nie   miewała   ostatnio   złych 
snów, tego popołudnia czuła się jakoś dziwnie i niespokojnie.

Uczucie to nie ustąpiło nawet po wypiciu specjalnej herbaty 

Andromedy.   Wsiadła   więc   w   samochód   i   pojechała   trzy 
kilometry do Azylu.

Teraz, patrząc spokojnie w kryształ, przyjęła do wiadomości 

to, do czego wcześniej  nie chciała  się przyznać.  Rozmowa  z 
Kimberly wytrąciła ją z równowagi bardziej, niż mogła się tego 
spodziewać.

Ma   doskonale   wyostrzony   instynkt   bardzo   wybrednego 

kolekcjonera.

Max ma najwyraźniej swoje powody, zarówno aby dla pani 

pracować, jak i żeby panią uwieść.

Fizyczne pożądanie to maksimum tego, co on potrafi czuć do 

kobiety.

Zamknęła   oczy   i   powoli,   głęboko   odetchnęła.   Kimberly 

myliła   się   co   do   Maxa.   Musiała   się   mylić.   Był   przyjacielem 
Jasona, a Jason był dobrym, serdecznym człowiekiem.

Max miał cierpliwość do Sammy'ego. Potrafił sprawić, aby 

187

background image

Ben wrócił do domu, do Trishy i do reszty rodziny.

A kiedy się z nią kochał – przypomniała sama sobie Cleo – 

dawał tyle samo, ile brał. A może nawet więcej. Zdawała sobie 
sprawę,   iż   jej   doświadczenia   w   tym   względzie   były   bardzo 
ograniczone, czuła jednak instynktownie, że Max był szalenie 
szczodrym kochankiem.

Instynkt   podpowiadał   jej   także,   że   przynajmniej   w   łóżku, 

potrzebował   jej   tak,   jak   nigdy   nie   potrafiłby   tego   wyrazić 
słowami.

Cleo otworzyła oczy i spojrzała na światło wewnątrz żółtego 

kryształu.   Seks   nie   był   jedyną   rzeczą,   jakiej   Max   od   niej 
potrzebował. Był głodny również innych uczuć, tych, z którymi 
ona się wychowała i które postanowiła na nowo odnaleźć po 
śmierci rodziców.

Max   potrzebował   rodziny.   Nawet   jeśli   sam   o   tym   nie 

wiedział. Dlatego przecież trzymał się wciąż Robbins' Nest Inn, 
chociaż nie było tam obrazów Luttrella.

Jest   robotem.   Genialnym,   bardzo   mądrym,   szalenie 

pożytecznym robotem, ale niczym innym.

– Nie – szepnęła Cleo. Zacisnęła pięści. Nie jest robotem. 

Podejrzewała jednak, że Kimberly miała rację sugerując, iż Max 
niewiele wie o stosunkach między ludźmi.

Zamrugała   oczami,   wyzwalając   się   spod   lekkiego   jarzma 

medytacji. Jeszcze raz wolno i głęboko odetchnęła, zmieniając 
utrzymywaną od pół godziny pozycję.

Po   tak   długim   nieruchomym   siedzeniu   czuła   się   trochę 

zdrętwiała. Podeszła do okna i wyjrzała na dwór; zaskoczyła ją 
gęsta mgła.

Trzeba było wracać do domu, zaczynać przygotowania do 

wieczornego   posiłku.   Przy   odrobinie   szczęścia   powinna   mieć 
dzisiaj   nowych   gości.   Gęsta   mgła   sprawiała,   że   ostrożni 
podróżnicy   często   woleli   przenocować   gdzieś   po   drodze,   w 
przygodnym zajeździe, i rano kontynuować podróż.

Jakaś kobieta w stroju z Azylu pomachała do Cleo, kiedy ta 

szła ścieżką do głównego niegdyś budynku starego sanatorium.

188

background image

– Pośpiesz się, ta mgła jest coraz gorsza.
Cleo uniosła rękę w pozdrowieniu.
– Już jadę, Nebulo. Nie martw się o Andromedę i całą resztę. 

Jeśli mgła się nie podniesie, mogą przenocować w zajeździe.

– Oczywiście, moja droga. Życzę wam miłego wieczoru.
Cleo kiwnęła głową grupce kobiet, które wracały z basenu. 

Jedne   były   znajome,   inne   przyjechały   do   Azylu   jako 
kilkudniowi goście.

Nim Cleo doszła do parkingu, mgła zasłoniła już po części 

drzewa   rosnące   po   obu   stronach   drogi.   Na   szczęście   na   tym 
odcinku   wąskiej   drogi,   między   Azylem   a   zajazdem,   rzadko 
jeździły samochody.

Włączyła   światła   i   wyjechała   z   małego   parkingu.   Mgła 

tańczyła jej przed oczyma, odsłaniając i zasłaniając białą linię. 
W połowie drogi do zajazdu w ogóle przestała widzieć drogę 
przed sobą. Od połowy stycznia  nie było  tu tak gęstej mgły. 
Jechała bardzo powoli.

Tymczasem Toyota zaczęła jeszcze bardziej zwalniać sama z 

siebie.

Cleo   nacisnęła   pedał   przyśpieszenia.   Żadnej   reakcji. 

Zdenerwowana spojrzała na wskaźniki. Bak był pusty.

To   niemożliwe,   pomyślała   rozzłoszczona.   Tankowała 

przecież   w   zeszłym   tygodniu.   Albo   ktoś   pożyczał   sobie   jej 
samochód, albo spuścił benzynę.

– Cholera!
Czekał ją ponury spacer do domu.
Kilka minut później, zakutana w zieloną kurtkę, z latarką w 

dłoni   i   kluczykami   od   samochodu   w   kieszeni,   wysiadła   z 
samochodu i zaczęła iść skrajem drogi, pocieszając się, że ma do 
przejścia niecałe półtora kilometra.

Mgła   przerodziła   się   w   lodowaty   szary  całun.   Jak   kocem 

okryła wszystko dziwną ciszą. Cleo trzymała się zewnętrznego 
brzegu krawężnika i nadsłuchiwała dźwięku silnika samochodu. 
Nadjeżdżający   kierowca   nie   byłby   w   stanie   zawczasu   jej 
zobaczyć. Najbezpieczniejszą rzeczą byłoby całkowite zejście z 

189

background image

drogi na odgłos zbliżającego się pojazdu.

Słyszała jedynie zimną, nieubłaganą ciszę.
Szara   mgła   gęstniała   coraz   bardziej.   Szybko   zapadał 

wczesny,   zimowy   zmierzch.   Za   pół   godziny   będzie   zupełnie 
ciemno.

Cleo   skoncentrowała   się   na   nadsłuchiwaniu,   czy   nie 

nadjeżdża jakiś samochód. Tymczasem usłyszała na chodniku za 
sobą ciche echo kroków.

Zatrzymała   się   i   obróciła.   Za   sobą   miała   nieprzeniknioną 

ścianę mgły.

– Jest tu ktoś? 
Kroki ucichły.
–   Kto   to?   –   Cleo   wyciągnęła   z   kieszeni   małą   latarkę   i 

wycelowała  ją w  gęstą,  szarą mgłę.  Światło  sięgało zaledwie 
kilkudziesięciu centymetrów. Nie zobaczyła niczego.

Zastanawiając się, czy się jej nie przywidziało, odwróciła się 

i zaczęła szybko maszerować drogą. Trzymała włączoną latarkę, 
chociaż to niewiele dawało. Mimo wszystko czuła się pewniej.

Nie przeszła więcej niż kilka metrów, kiedy znów usłyszała 

za sobą kroki. Zatrzymała i odwróciła.

– Kto tu jest?
Kroki ucichły.
Dreszcz, który nie miał nic wspólnego z pogodą, przeszył ją 

na wylot. Nagle zdała sobie sprawę, że dzięki światłu latarki jej 
postać jest bardziej widoczna we mgle. Szybko ją wyłączyła.

Wokół niej zamknęła się ciemna mgła, a kroki zabrzmiały 

jeszcze bliżej.

Nie   zastanawiała   się   już   nad   dalszym   zachowaniem. 

Zareagowała odruchowo. Zaczęła biec.

Kiedy usłyszała przytłumione uderzenia swych tenisówek o 

chodnik,   przeszyła   ją   następna   fala   strachu.   Ty   idiotko, 
pomyślała, teraz zdradzasz się dźwiękiem.

Przystanęła i nadsłuchiwała. Kroki za jej plecami stawały się 

coraz bliższe. Ten, kto ją ścigał, za chwilę wyłoni się z mgły.

Zakręciła się na pięcie i rzuciła się między drzewa rosnące 

190

background image

wzdłuż   drogi.   Miękka,   wilgotna   ziemia   zagłuszyła   jej   kroki. 
Ten, kto się z nią bawił w kotka i w myszkę na drodze, już jej 
nie usłyszy.

Ostrożnie   poruszała   się   między   drzewami.   Wiedziała,   że 

musi uważać, aby nie odejść za daleko od drogi. Jeśli zabłądzi 
we   mgle,   będzie   się   błąkać   po   lesie   aż   do   skrajnego 
wyczerpania.

Znieruchomiała,   kiedy   usłyszała   zbliżające   się   kroki. 

Obawiając   się   wchodzić   głębiej   w   las,   przykucnęła   za   grubą 
jodłą   i   naciągnęła   na   twarz   kaptur   kurtki.   Była   niesłychanie 
zadowolona,   że   kurtka   jest   zielona,   a   nie   pomarańczowa   czy 
czerwona.

Modliła się, aby to wszystko okazało się złudzeniem.
Modliła się, aby kroki poszły sobie dalej drogą.
Czuła   wzbierającą   panikę.   Natychmiast   rozpoznała   to 

uczucie, chociaż nie doznawała go od prawie czterech lat, nie 
licząc koszmarów sennych.

Kroki były teraz dokładnie na jej wysokości. Na chwilę się 

zatrzymały.

Wstrzymała oddech.
Kilka sekund później kroki poszły dalej.
Nie odważyła się głębiej odetchnąć, dopóki ich odgłos nie 

zanikł zupełnie.

Po kilkunastu minutach zsunęła kaptur. Po chwili odważyła 

się wstać.

Wracając do drogi, nie zapaliła latarki. Przez chwilę zdawało 

jej się, że pomyliła kierunki. Nie było chodnika.

Wreszcie   poczuła   pod   stopami   żwirowane   pobocze. 

Zakręciło jej się w głowie od niewypowiedzianej ulgi.

Kiedy doszła do drogi, zatrzymała się i znów intensywnie 

nadsłuchiwała.   Z   daleka   usłyszała   zbliżający   się   warkot 
samochodu.   Kierowca   jechał   bardzo   powoli,   albo   z   powodu 
mgły, albo dlatego, że kogoś szukał.

Zaczęła   wycofywać   się   do   lasu,   ale   w   ostatniej   chwili 

zawahała się. W warkocie tego silnika było coś znajomego.

191

background image

Po chwili z mgły wyłonił się zielony Jaguar Maxa. Nisko 

umieszczone reflektory przeczesywały gęstą mgłę.

Cleo zapaliła latarkę i gwałtownie nią zamachała. Promień 

tańczył po powierzchni mgły, nie przenikając jej w głąb.

– Max! – zawołała. – To ja!
Jaguar natychmiast zahamował. Drzwi od strony kierowcy 

otworzyły się gwałtownie i wysiadł Max, z laską w ręce. Cleo 
nie widziała wyrazu jego twarzy, lecz słyszała lodowate tony w 
jego głosie.

– Cleo, na litość boską! Co ty wyprawiasz?
– Idę do domu. – Podbiegła do niego. – Nigdy w życiu nie 

ucieszył mnie tak niczyj widok. Okropnie się bałam.

Rzuciła   mu   się   w   ramiona   i   przytuliła   z   całej   siły.   Max 

zachwiał się lekko, ale utrzymał równowagę, przytrzymując się 
jedną   ręką   drzwi   samochodu.   Drugą   ręką   objął   Cleo   i 
przyciągnął ją do siebie.

– Co się stało? – spytał ostrym tonem. – Nic ci nie jest?
– Ktoś za mną szedł. Przynajmniej tak mi się zdaje. – Cleo 

nie mogła złapać tchu. – Słyszałam kroki we mgle. Myślę, że to 
były kroki. Miały takie jakby echo. A poza tym było zupełnie 
cicho i… Ach, nie jestem teraz nawet pewna, czy naprawdę coś 
słyszałam. Ale schowałam się w lesie. A potem ty przyjechałeś.

Jego ramię zacisnęło się mocniej wokół niej.
– Jesteś pewna, że nic ci nie jest?
–   Nie,   wszystko   w   porządku,   tylko   jestem   trochę 

roztrzęsiona. – Cleo starała się za wszelką cenę opanować. – 
Przepraszam, zachowuję się jak skończona idiotka, prawda?

– Nie, zachowujesz się jak ktoś, kto się nieźle wystraszył.
Wyprostowała się, ale nie była w stanie wysunąć się spod 

uspokajającego ramienia Maxa. Znalazła w kieszeni chusteczkę 
i wydmuchała nos. Potem głęboko odetchnęła.

–   Zabrakło   mi   benzyny   –   powiedziała   spokojnym   i 

opanowanym, jak jej się zdawało, głosem. – Chociaż nie wiem 
dlaczego, bo dopiero co tankowałam. Zaczęłam iść do domu. 
Potem   usłyszałam   kroki.   Zawołałam.   Nikt   się   nie   odezwał. 

192

background image

Zeszłam z drogi, żeby przeczekać, aż ten ktoś przejdzie. I to 
wszystko.   Nie   mam   pojęcia,   dlaczego   tak   się   wystraszyłam. 
Max przerwał jej te nieskładne wyjaśnienia.

– Gdzie jest twój samochód?
– Tam gdzieś z tyłu. Niedaleko. – Machnęła ręką za siebie. – 

Jakiś dzieciak ściągnął mi benzynę z baku czy co.

– O samochód będziemy się martwić później. Teraz odwiozę 

cię   do   domu.   Sylvia   i   Trisha   zaczęły   się   już   niepokoić.   – 
Otworzył drzwi i wsunął ją w kojące ciepło.

– Bardzo mi przykro – mruknęła Cleo. Sięgnęła po pas. – 

Czuję się okropnie głupio. Poniosła mnie wyobraźnia.

– Może. – Max wsiadł do samochodu i przekręcił kluczyk. 

Włączył pierwszy bieg i wjechał na drogę.

– Dlaczego nie zawracasz i nie jedziesz do domu? – spytała.
– Chcę się upewnić, że twój samochód stoi na poboczu. Nie 

chcielibyśmy, żeby ktoś w niego rąbnął w tej mgle, prawda?

Nie zaoponowała.
Po chwili światła Jaguara wydobyły z mgły kształt Toyoty.
– Daj mi kluczyki.
– Co chcesz zrobić? – spytała, wręczając mu kluczyki. – Nie 

ruszysz, nie ma benzyny.

– Tylko rzucę okiem. Zaraz wracam.
– Czy to następna męska rzecz?
Zamknął drzwi, nie racząc odpowiedzieć. Cleo obserwowała, 

jak podszedł do Toyoty, otworzył drzwi i usiadł za kierownicą. 
Czekała, aż silnik zakrztusi się i zgaśnie, ale Max nie próbował 
włączać  silnika. Siedział  za kierownicą  przez długi czas. Nie 
miała pojęcia, co tam robił.

Chciała   już  wysiąść,  żeby sprawdzić,  co  się  dzieje, kiedy 

drzwi Toyoty znów się otworzyły. Zobaczyła, że Max trzyma w 
ręce kawałek papieru. Poczuła niepokój.

Kiedy otworzył drzwi, do wnętrza samochodu wpadły zimno 

i mgła.

–   Znalazłem   to   na   siedzeniu   kierowcy.   –   Jego   oczy 

spoglądały   z   ponurą   determinacją,   kiedy   wręczał   jej   kawałek 

193

background image

papieru.  – Zakładam,  że  tego tam nie  było,  kiedy wysiadłaś, 
żeby pójść pieszo do domu.

Przeczytała napisane na maszynie dwa zdania:
Pierwsza Kleopatra była kurwą. Zginęła taką śmiercią, na  

jaką zasłużyła.

194

background image

Rozdział jedenasty

–   Nie   zamierzam   więcej   słuchać   o   braku   rezultatów, 

O'Reilly. – Max mówił do telefonu ostrym tonem. Siedział za 
małym   biurkiem   w   swoim   pokoju   na   poddaszu.   Laska   stała 
oparta o tył krzesła. – Wiem, że nie znalazłeś nic ciekawego, 
kiedy   sprawdziłeś   te   nazwiska   w   komputerze.   Mówię   ci,   że 
musimy do tego podejść z innej strony.

W napiętej ciszy słuchał, co miał mu do powiedzenia jego 

przyjaciel po drugiej stronie linii.

Cleo   siedziała   na   łóżku   Maxa,   obejmując   rękami   kolana. 

Mimo ubrania i przyjemnego ciepła panującego w pokoju było 
jej zimno. Max przyprowadził ją wprost do swego pokoju, gdy 
tylko   wrócili   do   zajazdu.   Gdy   przechodzili   przez   korytarz, 
powiedział   Sylvii,   Benowi   i   Trishy,   że   później   im   wszystko 
wytłumaczy. Zaczynała się już złościć, wiedząc, że wszyscy na 
dole się denerwują.

– Tak jest, moim zdaniem wyglądało to na grożenie śmiercią 

– stwierdził Max. Zacisnął szczęki, a Cleo zadrżała. – Nie, nie 
wiem   o   niczym,   co   by   mogło   sprowokować   jakiegoś 
miejscowego szaleńca. Tak, będę jej pilnował. Nie, od tej chwili 
nigdzie nie ruszy się sama.

Otworzyła  usta,  żeby zaprotestować  przeciwko  ostatniemu 

stwierdzeniu, ale on spoglądał z taką ponurą determinacją, że 
zamknęła je bez słowa.

– Tak, ja też uważam, że ta sprawa wymaga przyłożenia się 

do roboty – powiedział Max, nie kryjąc sarkazmu. – I nie chcę, 
abyś ją odłożył na bok. Żądam usług pierwszorzędnej jakości. 
Dobrze, zobaczymy się jutro. Przed południem, O'Reilly.

Odłożył   słuchawkę   i   spojrzał   na   Cleo   zamyślonym 

wzrokiem. Oblizała dolną wargę.

– Co powiedział pan O'Reilly?
– Powiedział, cytuję: „Zawsze żądasz usług pierwszorzędnej 

jakości, ty skurwysyni”.

– O! – Uśmiechnęła się smutno. – I założę się. że zawsze je 

195

background image

dostajesz.   Nie   musiałeś   być   niegrzeczny   dla   pana   O'Reilly. 
Jestem pewna, że stara się, jak może.

– Nie byłem niegrzeczny, lecz stanowczy. Do tej pory nie 

znalazł niczego.

– Znalazł Bena.
– To nie ma nic wspólnego z naszą sprawą. – Zamyślił się na 

moment. – Tak mi się przynajmniej zdaje.

Wyprostowała się, zaalarmowana tonem jego głosu.
– Oczywiście, że nie. To bez sensu.
– Skąd mogę wiedzieć? Na razie wszystko jest bez sensu. – 

Max wziął laskę i wstał. – Chodź, zejdziemy na dół i powiemy 
reszcie, co się dzieje.

– Mówiłam ci już, że nie chcę, żeby inni się o mnie martwili.
–   To   pech.   Będą   musieli   się   martwić.   Dopilnuję,   żeby 

wszyscy się martwili.

Zmarszczyła brwi.
– Wydaje mi się, że powinniśmy to zatrzymać dla siebie.
– Chcę, żeby wszyscy w zajeździe wiedzieli, co się dzieje, 

po to, aby mogli cię pilnować.

– Będę się czuła jak więzień.
– O to właśnie chodzi. – Przeszedł przez pokój, wziął ją za 

rękę i poderwał lekko z łóżka. – Chodźmy.

– Chciałabym  ci przypomnieć,  że to ja tu rządzę.  – Cleo 

podeszła do drzwi i otworzyła je szeroko buntowniczym gestem. 
Przekonała   się,   że   o   wiele   łatwiej   się   buntować,   czując   się 
całkiem   bezpiecznie.   –   Nie   przypominam   sobie,   abym   ci 
zezwoliła na przejęcie kierownictwa.

– Musiało ci to wylecieć z głowy. – Wypchnął ją z pokoju. – 

Byłaś ostatnio bardzo zajęta.

– Max, ja nie żartuję.
– Słuchaj, Cleo, nie musisz mi tego mówić. Cholernie mnie 

dzisiaj wystraszyłaś. A poza tym nie przejmuj się, że przez jakiś 
czas ja tu porządzę. Znam się na tym.

– To samo mówiła Kimberly.
– A propos Kimberly, kiedy ona wyjechała?

196

background image

– Zaraz po naszej milutkiej pogawędce na plaży.
–   O   czym   rozmawiałyście?   –   Skierował   ją   ku   następnej 

kondygnacji schodów.

– Przeważnie o tobie.
– Nudny temat.
– Zapewniam cię, że nigdy nie jesteś nudny.
Zeszli   na   parter.   Sylvia   podniosła   głowę   znad   biurka   w 

recepcji. Spojrzała najpierw na poważną twarz Maxa, a potem 
przeniosła zaniepokojone spojrzenie na Cleo.

– Wszystko w porządku? – spytała.
–   Nie   –   odparł   Max.   –   Wszystko   jest   nie   w   porządku. 

Zawołaj   resztę.   Chcę,   żeby   za   pięć   minut   wszyscy   byli   w 
kuchni.

Cleo przewróciła oczami.
– Doprawdy, posuwasz się trochę za daleko. 
Ale Sylvia już wstawała zza biurka.
– Idę ich zawołać.
Cleo rzuciła Maxowi zdegustowane spojrzenie, kiedy Sylvia 

pobiegła korytarzem.

– Moich poleceń nikt tu tak szybko nie wykonuje.
– Na tym  polega różnica między naszymi  dwoma stylami 

zarządzania – wyjaśnił. – Ty posługujesz się tak zwanym stylem 
consensusu.

– A jak się nazywa twój styl? – Pchnęła drzwi do kuchni. – 

Dyktatura?

– Nie lekceważ dyktatury, często się sprawdza w działaniu.
– Skąd wiesz?
– Od Jasona.
– Nie wierzę. Myślę, że u ciebie to po prostu naturalne.
Wszyscy po kolei zbierali się w kuchni. Sammy uwiesił się 

ręki Sylvii, zaniepokojony powagą dorosłych.

– Nie powinniśmy wciągać w to Sammy'ego – szepnęła Cleo 

Maxowi. – Będzie się bał.

– Sammy należy do rodziny – powiedział Max. – Wie już, że 

coś się dzieje, i jeśli mu nie powiemy, o co chodzi i że wszystko 

197

background image

jest   pod   kontrolą,   będzie   przerażony.   A   tak   poczuje   się 
włączony  do  sprawy i  będzie   wiedział,   że  podjęliśmy   pewne 
działania. To go powinno uspokoić.

–   Od   kiedy   jesteś   specjalistą   od   psychologii   dzieci?   – 

spytała.

– Sam byłem kiedyś dzieckiem.
– Trudno mi w to uwierzyć.
– Nie dziwi mnie to zupełnie. Mnie też.
Cleo obserwowała twarze przyjaciół. Andromeda, Daystar, 

Trisha,   Ben,   Sylvia   i   mały   Sammy   –   wszyscy   najpierw 
spoglądali na nią z troską, a potem na Maxa – z oczekiwaniem.

Max oparł się na lasce i z uwagą spojrzał na całą rodzinę.
– Ktoś grozi Cleo z powodu książki, którą napisała – zaczął.
Wszyscy spojrzeli na Cleo.
– O Boże,  nie  wierzę – powiedziała  cicho  Andromeda.  – 

Cleo, jak się czujesz?

–   Świetnie,   Andromedo   –   odparła   uspokajająco.   –   Max 

przesadza.

Ben objął ramieniem Trishę i zmarszczył czoło.
– Co tu się dzieje? – zapytał.
– Czy ktoś uderzył  Cleo? – dopytywał  się zdenerwowany 

Sammy.

Max spojrzał na malca.
– Nie – powiedział  spokojnie.  – I nikt jej nie skrzywdzi. 

Wszyscy będziemy jej pilnować.

– Nawet ty? – spytał Sammy.
– Zwłaszcza ja – odparł Max.
Z rosnącym poczuciem nierzeczywistości Cleo słuchała, jak 

Max   streścił   szybko   wszystko,   co   zaszło.   Zebrani   uważnie 
słuchali.   Najwyraźniej   oczekiwali   od   niego,   że   zapanuje   nad 
sytuacją. Nikt nie kwestionował jego autorytetu.

Cleo   pomyślała,   że   Max   mimochodem   stał   się   bardzo 

ważnym członkiem rodziny. Dzisiaj zaczął nawet przejmować 
jej   rolę   jako   głowy  rodziny.   Zdała   sobie   sprawę,   że   jeśli   on 
zostanie w Robbins' Nest Inn, będzie musiała przystać na pewne 

198

background image

zmiany.

W chwilowym przebłysku zrozumiała, dlaczego Kimberly i 

jej   rodzina   odmawiali   Maxowi   miejsca   w   radzie   Curzon 
International. Bardzo szybko kierowałby twardą ręką całą firmą.

Spółka   z   nim   będzie   szalenie   interesującym 

przedsięwzięciem, pomyślała.

Obserwowała, mimo woli oczarowana, jak Max całkowicie 

opanował sytuację w kuchni i uspokoił każdego po kolei, łącznie 
z Sammym.

–   O'Reilly   przyjedzie   jutro   –   zakończył.   –   To 

pierwszorzędny prywatny detektyw. Będzie chciał porozmawiać 
ze wszystkimi, z nami także.

– Przecież my nic nie wiemy o tych dziwnych wydarzeniach 

–   stwierdziła   przygnębiona   Andromeda.   –   Co   możemy   mu 
powiedzieć?

– Odpowiadajcie na jego pytania – doradził Max. – O'Reilly 

wie, co ma robić. Tymczasem my wszyscy mamy swoje zajęcia. 
Od tej pory Cleo nie wyjdzie nigdzie sama z zajazdu. Jasne? Za 
każdym razem, kiedy wysunie nogę poza drzwi, chcę, żeby ktoś 
z nią był.

Cleo zmusiła się do jeszcze jednego, słabego protestu.
– To już naprawdę przesada. Obiecuję, że będę ostrożna.
– Tak jak dziś po południu? – spytał ostro.
Popatrzyła na niego z wściekłością,
– Skąd miałam wiedzieć, że sytuacja stanie się tak groźna?
– No, właśnie. – Max obrócił się do zebranych i spojrzał na 

nich jak dowódca wysyłający wojsko do walki. – Czy wszyscy 
mnie zrozumieli? Cleo nie wychodzi z domu sama.

– Tak jest – powiedział Ben. – Będziemy jej pilnować. 
Sylvia kiwnęła głową.
– Nie martw się, nigdy nie będzie sama.
–   Co   się   stanie,   kiedy   wyjdzie   sama   na   dwór?   –   chciał 

wiedzieć Sammy.

Max uniósł jedną brew.
– Jeśli zobaczysz, że Cleo nie słucha rozkazów, masz przyjść 

199

background image

i natychmiast mi o tym powiedzieć, jasne?

–   Czy   każesz   jej   wtedy   pójść   do   swojego   pokoju?   –

zainteresował się Sammy. – Tak robi mama, kiedy się a mnie 
złości.

– Możliwe – przyznał Max. – Albo każę jej za karę pójść do 

mojego pokoju.

Sammy zachichotał.
– Za chwilę zwariuję – mruknęła Cleo. 
Trisha uśmiechnęła się do niej.
– Nie martw się, nie damy ci zwariować samej.

Wszędzie   była   krew.   Tyle   krwi.   Wsiąkła   w   dywany   i 

rozprysła się na ścianach. Przesiąkła suknię matki i utworzyła  
kałuże przy głowie ojca. Za dużo krwi. Jej zapach ją zemdlił. Jej 
widok doprowadzał ją do szaleństwa.

Cleo otworzyła usta, żeby krzyknąć i przekonała się, że nie 

może   wydobyć   z   siebie   głosu.   Chciała   uciec   z   diabelskiego  
pokoju i nie mogła się ruszyć. Była w pułapce.

– Cleo, Cleo, obudź się! To sen!
Głos   Maxa   przebił   się   przez   pajęczyny   przerażenia,   które 

przeplatało   się   przez   nocny   koszmar.   Otworzyła   oczy   i 
zobaczyła go przy sobie. Przytrzymywał ją za ramiona.

Z wirującej mgły czerwieni, atakującej jej umysł, wyłoniła 

się rzeczywistość. Była  bezpieczna, w pokoju na poddaszu, z 
Maxem. Nie była sama.

Po raz pierwszy nie była sama, kiedy męczył ją koszmar.
– Max?
– Wszystko w porządku, jestem tutaj.
–   Och,   Boże!   –   Zamknęła   oczy   i   kilka   razy   głęboko 

odetchnęła, tak jak robiła podczas medytacji. – Przepraszam. Te 
sny   nie   męczą   mnie   zbyt   często,   ale   kiedy   się   zdarzają, 
doprowadzają mnie do szaleństwa.

– Jakie sny? – Rozluźnił uchwyt, ale się od niej nie odsunął, 

200

background image

pozostał przykrywając ją swym ciepłym, przyjemnym ciężarem.

– Nie  chcę  o  nich  mówić.   Próbowałam  z  terapeutką.   Ale 

rozmawianie   o   nich   jest   jeszcze   gorsze.   –   Cleo   zadrżała. 
Emanujące   z   Maxa   siła   i   ciepło   napełniły   ją   poczuciem 
bezpieczeństwa. Nie była sama. Max z nią był.

Jęknęła   cicho   i   zarzuciła   mu   ramiona   na   szyję.   Przytuliła 

twarz do jego nagiej piersi i pozwoliła płynąć łzom.

Max się nie odzywał. Trzymał ją w objęciach i pozwolił się 

wypłakać. Kiedy skończyła, nadal nie wypuszczał jej z uścisku. 
Powoli pogładził jej ramię.

– Twoi rodzice? – spytał w końcu.
– Tak. – Zawahała się. – Ja ich znalazłam. Czasem mi się to 

śni.

– Boże, Cleo. – Max głaskał ją delikatnie. – Cholernie mi 

przykro.

– Minęły cztery lata. Ale te sny są zawsze tak samo okropne. 

Terapeutką powiedziała, że mogę je mieć, od czasu do czasu, do 
końca życia. Zwłaszcza kiedy przeżywam jakiś stres.

– Czyli to co teraz, dzięki temu draniowi, który zostawia te 

kartki papieru. – Aż zazgrzytał z wściekłości. – Nie mogę się 
doczekać, żeby go dostać w swoje ręce.

– Max?
– Tak?
– Dziękuję, że po mnie wyjechałeś dziś po południu.
–   Następnym   razem   sprawdzaj   wskaźnik   paliwa,   jak 

wsiadasz do samochodu.

Uśmiechnęła się półgębkiem.
– Mój ojciec to robił.
– Co? Sprawdzał wskaźnik paliwa?
– Nie. Pouczał mnie albo mamę, kiedy było już po sprawie. 

Tak   jakby   był   na   nas   zły,   że   w   ogóle   miałyśmy   kłopoty. 
Pamiętam,  że kiedyś  mamie  ukradziono portmonetkę.  Później 
ojciec okropnie ją zbeształ za nieostrożność.

– Był zły na siebie, nie na nią – powiedział cicho Max. – Nie 

potrafił   jej   uchronić   przed   niebezpieczeństwem   i   to   go 

201

background image

przestraszyło.

– Tak mówiła mama.
– Kiedy mężczyźni się boją, zwykle wpadają w złość.
– Męska rzecz? 
Uśmiechnął się do siebie.
– Przypuszczalnie.
Cleo przysunęła się bliżej.
– Wiesz, chciałam cię o coś zapytać.
–   Mam   nadzieję,   że   nie   o   moje   stosunki   z   Kimberly   – 

ostrzegł ją. – Nie zamierzam więcej na ten temat rozmawiać.

–   Nie   o   to.   –   Zmarszczyła   nos.   –   Mówiłam   ci   już,   że 

odbyłyśmy z Kimberly długą pogawędkę na ten temat.

– Dlaczego kobiety zawsze muszą spotykać się i rozmawiać 

o swych stosunkach z mężczyznami? – spytał zdegustowany.

–   Kto   wie?   To   pewno   taka   kobieca   rzecz.   Chcesz   mi 

wmówić, że mężczyźni nigdy nie omawiają swoich związków z 
kobietami?

– Nigdy. To byłoby niehonorowe.
– Akurat. Nie o to chodzi. Chciałabym wiedzieć, dlaczego 

spakowałeś   swoje   rzeczy   i   zabrałeś   je   do   samochodu,   kiedy 
pojechałeś wczoraj po Bena.

Max znieruchomiał.
– Myślałem, że jeśli Ben nie wróci ze mną, nie zostanę tu 

dłużej.

Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Obróciła się na bok i 

zsunęła na łokciu, żeby znaleźć się twarzą w twarz z Maxem. 
Nie widziała go wyraźnie w cieniu.

– Co ty mówisz? Co Ben miał wspólnego z tym, czy z nami 

zostaniesz czy nie?

Spojrzał na nią oczyma bez wyrazu.
– Powrót bez Bena oznaczał, że mi się nie powiodło.
– I co z tego?
Delikatnie wplótł palce w jej włosy.
–   Wiedziałem,   jak   bardzo   wszyscy   liczyli,   że   uda   mi   się 

namówić go, żeby wrócił. Wiedziałem, w przeciwieństwie do 

202

background image

was, że mam niewielkie szanse.

– I co z tego?
Wzruszył ramionami.
– Nie byłem pewien, jak mnie potraktujecie, kiedy zawalę 

robotę.

Cleo była przerażona.
– Chcesz powiedzieć, że myślałeś, iż nie będziemy chcieli, 

abyś tu został, tylko dlatego, że nie udało ci się namówić Bena 
do powrotu?

– Z moich doświadczeń wynika, że ludzie akceptują twoją 

obecność tak długo, jak długo możesz coś dla nich zrobić.

– Co za kretyńskie stwierdzenie. – Tknęła ją nagła myśl. – I 

tak było w Curzon International?

– Tak było  przeważnie  w moim  życiu.  Firma  Curzon nie 

była wyjątkiem.

– Nie wierzę, że Jason tak postępował.
– Z przykrością muszę rozwiać twoje złudzenia co do Jasona 

Curzona, ale zaręczam, że nie kierował firmą w stylu słodkiego, 
łagodnego   osiągania   consensusu.   Był   cholernie   twardym 
skurwysynem.

–   Jestem   pewna,   że   Jason   nie   odmawiał   nikomu   kolejnej 

szansy.

Max wykrzywił lekko usta.
– Czasami, kiedy zachodziły okoliczności łagodzące i jeśli 

nadal   bardzo   potrzebował   takiej   osoby.   Jednak   druga   szansa 
była już rzadkością w Curzon International. A trzeciej szansy 
nie było w ogóle.

– Tobie się z nim dobrze pracowało.
– Starałem się nie mieć wpadek, gdy robiłem coś dla niego.
Dotknęła jego ramienia.
– Chcesz powiedzieć, że Jason by cię wyrzucił, gdybyś go w 

jakiś sposób zawiódł?

Zawahał się przez moment.
– Powiedzmy, że nie chciałem tego sprawdzać.
Cleo wzięła jego twarz w dłonie.

203

background image

–   To   straszne.   Jak   mogłeś   żyć   z   takim   ciągłym 

nastawieniem?

Rozbawiła go jej troska.
– Jestem przyzwyczajony. Poza tym na ogół mi się udaje.
–   Nie   wątpię.   Ale   myślałeś,   że   ci   się   nie   udało,   kiedy 

wróciłeś bez Bena?

– Aha. 
Uśmiechnęła się smutno.
–   Przykro   mi   z   tego   powodu.   Nie   miałam   pojęcia,   że 

uważałeś   sprowadzenie   go   z   powrotem   za   warunek   swojego 
pozostania   tutaj.   Przyznam   jednak,   że   trochę   mi   twoje 
wyjaśnienie ulżyło.

– Dlaczego?
– Ponieważ uważałam, że spakowałeś rzeczy i wyjechałeś z 

innego powodu.

– Jakiego?
Schyliła głowę i lekko pocałowała go w usta.
– Obiecaj, że nie będziesz się śmiał.
– Obiecuję.
– Myślałam, że wyjechałeś, bo wreszcie do ciebie dotarło, że 

naprawdę nie mam pojęcia, gdzie są obrazy Luttrella.

– O czym ty, do cholery, mówisz?
–   Myślałam,   że   chodziło   ci   wyłącznie   o   obrazy.   – 

Uśmiechnęła się drżącymi wargami. – Przyszło mi do głowy, że 
przespałeś się ze mną głównie po to, żeby wyciągnąć ze mnie, 
gdzie   je   ukryłam.   Twój   stary   kumpel,   Garrison   Spark,   tylko 
mnie w tym utwierdził, mówiąc, że zdarza ci się stosować taką 
taktykę.

Max zacisnął  gwałtownie palce wokół jej talii.  Ciemnymi 

rzęsami zakrył oczy.

– Uwierzyłaś mu?
Poczuła, że się czerwieni, ale nie spuściła oczu.
– Po tym, jak się kochaliśmy, spytałeś mnie o obrazy po raz 

ostatni,   pamiętasz?   Powiedziałeś   coś   takiego:   „Naprawdę   nie 
wiesz, gdzie są obrazy, co?”

204

background image

– Cleo, powiedziałem ci, że wrócę.
– Wiem.
– I nie uwierzyłaś mi?
– Sama nie wiedziałam, w co mam wierzyć. Mogłam tylko 

trzymać kciuki i mieć nadzieję, że wrócisz, z Benem albo bez 
niego.

Uważnie jej się przyglądał.
– A gdybym ci powiedział, iż rzeczywiście przyszła mi do 

głowy myśl, żeby cię uwieść i w ten sposób przekonać się, czy 
mówisz prawdę o obrazach? 

Uśmiechnęła się szeroko.
– Wiedziałabym, że żartujesz.
– Tak uważasz?
– Tak. – Dotknęła jego ust czubkiem palca. – Oboje dobrze 

wiemy, że nie zaciągnąłeś mnie do łóżka, aby się dowiedzieć, 
gdzie   są   obrazy.   Gdybyś   tylko   tyle   chciał   ode   mnie,   nie 
szukałbyś   Bena   i   nie   pojechałbyś,   żeby   z   nim   rozmawiać.   I 
nigdy byś tu nie wrócił, prawda?

Mocno zacisnął palce wokół jej ręki. Pocałował wnętrze jej 

dłoni delikatnie, niemal z szacunkiem.

– Chyba masz rację – powiedział.
– A zanim powiesz coś jeszcze, chciałabym ci przypomnieć, 

że nie masz moralnego prawa pouczać mnie co do mojego braku 
wiary w ciebie.

– Nie?
– Nie. – Cleo założyła ręce na piersi. – Wykazałeś taki sam 

brak zaufania do mnie i do całej rodziny. Nie mogę uwierzyć, że 
nie   wiedziałeś,   że   będziemy   cię   tu   chcieli,   niezależnie   od 
wyniku rozmowy z Benem. Lubimy ciebie, a nie faceta, któremu 
zawsze się udaje.

–   Prawie   zawsze.   –   Max   przysunął   jej   twarz   do   swojej   i 

namiętnie ją pocałował. Kiedy ją puścił, oczy mu błyszczały.

–   Oboje   czegoś   się   nauczyliśmy,   prawda?   –   powiedziała 

Cleo, uśmiechając się.

Jego uśmiech miał w sobie leniwą zmysłowość.

205

background image

– Cóż, jestem przekonany,  że nie chowasz nigdzie moich 

obrazów.   Od   pierwszej   chwili,   kiedy   cię   zobaczyłem, 
wiedziałem,   że   jesteś   albo   genialnym   przeciwnikiem,   albo… 
Mniejsza o to.

– Co to znaczy „mniejsza o to”? – spytała. – Skończ zdanie.
–   Albo   że   jesteś   jedną   z   najmilszych,   najsłodszych   i 

najbardziej niewinnych kobiet, jakie kiedykolwiek spotkałem – 
dokończył gładko.

Spojrzała na niego z przyganą.
–   Nie   to   chciałeś   powiedzieć,   prawda?   Co   naprawdę 

pomyślałeś   tego   pierwszego   wieczoru?   Że   jeśli   nie   jestem 
bardzo sprytna, to pewno jestem niezbyt rozgarnięta, co? Tak 
myślałeś?

– Nawet dokładnie nie pamiętam, co myślałem. Tyle się od 

tej   pory   wydarzyło.   –   Przewrócił   ją   na   plecy   i   usiadł   obok. 
Otworzył szufladę stolika przy łóżku i sięgnął do środka.

– Co robisz? – zapytała, starając się dojrzeć to, co wyjmował 

z szuflady. – Co to jest? Wygląda jak chustka.

–   Zgadza   się.   –   Potrząsnął   wielkim   kwadratem   żółto-

niebieskiego jedwabiu.

– Co zamierzasz z tym zrobić?
– Mam  zamiar   wypróbować  coś,  o czym   przeczytałem   w 

piątym  rozdziale „Lustra”. – Złapał za dwa przeciwległe rogi 
chustki i skręcił ją w sztywny, wąski sznurek.

Oczy Cleo rozszerzyły się i przeszyły ją pierwsze dreszcze 

podniecenia.

– Nie odważysz się.
– Spokojnie. Pamiętasz? Rzadko mi się coś nie udaje.
– Wiem, ale…! – Nagle zrobiło jej się bardzo gorąco.
Max   powoli   podciągnął   brzeg   jej   grzecznej,   flanelowej 

koszuli   w   kwiaty   do   góry.   Potem   wsunął   pasek   żółto-
niebieskiego jedwabiu pod jej pośladki i przeciągnął go z przodu 
między udami. Delikatnie naciągnął jedwab.

–   Max!   –   Cleo   czuła,   jak   zwinięty   materiał   wsuwa   się 

między gorące, wilgotne fałdki jej kobiecości. Obiema rękami 

206

background image

złapała prześcieradło.

Powoli naciągał jedwab, aż dotykał samego najwrażliwszego 

punktu   pośród   trójkąta   ciemnych   włosów.   Cleo   z   wrażenia 
niemal straciła dech. Tak właśnie wyobrażała sobie rozkoszną 
udrękę, opisując tę scenę w „Lustrze”.

Kiedy   Max   poprawił   oryginalną   wersję   i   ustami   zwilżył 

jedwab   między   jej   nogami,   Cleo   straciła   poczucie 
rzeczywistości.

Wiedziała, że obserwuje ją, zafascynowany, kiedy poddała 

się orgazmowi. Z jakiegoś powodu sprawiło to, iż jej końcowe 
spazmy były jeszcze bardziej podniecające.

Później, kiedy Max otworzył jedno oko, zobaczył, że Cleo 

siedzi   na   łóżku   i   pochyla   się   nad   nim.   Potrząsała   jedwabną 
chustką z wyrazem twórczego zamyślenia na twarzy.

– Co masz zamiar z tym zrobić? – spytał zaspany.
–   Przeprowadzić   eksperyment.   Nigdy   nic   nie   wiadomo. 

Pewnego dnia może napiszę drugą część „Lustra”? – Zaczęła 
drapować jedwabną chustkę na jego ciele. – Z męskiego punktu 
widzenia.

Zaczął się uśmiechać, po czym głęboko wciągnął powietrze, 

kiedy   jego   niedawno   zaspokojone   ciało   zareagowało   na 
zmysłowy dotyk jedwabiu.

– To może być interesujące – mruknął.
– Mam nadzieję.
Telefon   zadzwonił   w   chwili,   gdy   Cleo   na   dobre 

rozpoczynała   swe   twórcze   działania.   Max   zaklął   i   podniósł 
słuchawkę.

– Fortune, słucham.
– Max? – Choć raz George nie spał na służbie. – To Ja, 

George, z recepcji.

– Co się stało, George?
Cleo   skończyła   zawiązywać   kokardę   wokół   niezwykle 

207

background image

sztywnej części ciała Maxa. Sięgnęła poprzez niego po okulary.

Jęknął, gdy jej miękki brzuch nacisnął na jego udekorowaną 

męskość.

–   Jest   tu   facet,   który   mówi,   że   cię   zna.   Chce   z   tobą 

natychmiast   rozmawiać.   Grozi,   że   zdemoluje   dom,   jeśli   nie 
zejdziesz na dół.

Max usiadł, opierając się o poduszki. 
– Kto to jest?
– Mówi, że nazywa się Roarke Winston.
– Cholera, tylko tego mi trzeba. Zaraz schodzę. – Max rzucił 

słuchawkę na widełki i sięgnął po laskę, opartą o ścianę.

– Co się stało? – spytała Cleo. Szukała swoich dżinsów.
– Winston jest tutaj. – Wstał z łóżka i podszedł do szafy.
– Mąż Kimberly?
– Tak. – Zaczął wkładać spodnie, kiedy zobaczył, że wciąż 

ma na sobie jedwabną kokardę. Ostrożnie ją zdjął.

– Co on tu robi? – Cleo prędko zapinała bluzkę.
– Skąd mam wiedzieć, do diabła?! Może szuka Kimberly. – 

Z nie ukrywanym żalem odłożył chustkę.

– Dlaczego pyta o ciebie?
Uniósł w górę jedną brew, idąc przed nią do drzwi.
– Nie mam pojęcia. Zaraz się dowiemy.
Zszedł na parter, z Cleo tuż za plecami. Kiedy wszedł do 

recepcji, wiedział już, że czekają go kłopoty.

Roarke Winston, mężczyzna  o szlachetnych rysach warzy, 

elegancko   ubrany   i   na   ogół   emanujący   subtelna,   pewnością 
siebie,   wynikającą   z   solidnych   pieniędzy   i   starych   koneksji 
rodzinnych, był wściekły.

Odwrócił się, kiedy Max wszedł do pokoju. 
– Fortune, ty skurwysynu! Gdzie jest moja żona?
– Nie wiem – odparł spokojnie. – Tu jej nie ma.
–   Kłamiesz!   –   Roarke   ruszył   do   przodu,   z   zaciśniętymi 

pięściami.   Jego   przystojna   twarz   wykrzywiła   się   ze   złości.   – 
Ona tu jest. Wiem. Namówiłeś ją, żeby tu z tobą przyjechała, 
prawda? Śpisz z moją żoną, draniu!

208

background image

– Uspokój się, Winston.
– Skąd ci przyszło do głowy, że pozwolę ci uwodzić moją 

żonę?   –   Szybkimi   krokami   Roarke   zmniejszał   odległość 
dzielącą go od Maxa.

– Niech pan przestanie! – krzyknęła Cleo. – Max nie sypia z 

pańską żoną.

– Akurat. – Roarke podniósł głos. – Od początku chciał się 

wkręcić   do   Curzon   International.   Myśli,   że   załatwi   to   przez 
Kimberly.

– To nieprawda. – Cleo odwróciła się w stronę Georgia i 

dodała: – Ty masz teraz dyżur, George. Zrób coś.

George   spojrzał   na   nią   bezradnie,   a   potem   uderzył   w 

dzwonek   na   biurku.   Najwyraźniej   zadowolony   z   tak 
stanowczego działania, zadzwonił powtórnie.

– Na litość boską – mruknęła zniechęcona Cleo.
Roarke stanął pół metra przed Maxem.
– Nie kochasz jej. Nigdy jej nie kochałeś. Chcesz ją tylko 

wykorzystać. Ale ja ci na to nie pozwolę.

Zamachnął się gwałtownie.
– Nie! – zawołała Cleo. – Niech pan przestanie. 
Max nic nie zrobił.
Zasłoniła   sobą   Maxa,   kiedy   Roarke   wymierzał   już   swoje 

uderzenie. W ostatniej chwili Max zdał sobie sprawę, że Roarke 
uderzy Cleo.

Złapał ją za ramię i szarpnął w bok, zabierając z linii ciosu 

Roarke'a. Niestety ten manewr nie pozwolił mu na użycie laski 
w obronie własnej.

Cleo potknęła się i upadła. Roarke, nie chcąc jej uderzyć, 

starał się wytracić impet ciosu, ale było za późno. Pięścią rąbnął 
Maxa w szczękę.

Max   zachwiał   się,   stracił   równowagę   i   wpadł   na   biurko. 

Zsuwając się wdzięcznie na podłogę, zobaczył, jak Cleo sięga 
po   wazon,   stojący   w   rogu.   Chwyciła   go   obiema   rękami   i 
wycelowała w głowę Roarke'a.

Nie   wiedział,   czy   śmiać   się   czy   płakać.   Nie   był 

209

background image

przyzwyczajony,   aby   ktoś   stawał   w   jego   obronie.   Owszem, 
uczucie było przyjemne, ale sytuacja stawała się niebezpieczna. 
Lada chwila ktoś mógł naprawdę oberwać.

– Odstaw wazon, Cleo. – Max usiadł na podłodze, opierając 

się   w   dramatycznym   geście   o   biurko.   Jęknął   i   delikatnie 
pomacał szczękę. – Poddaję się, Winston. Wygrałeś.

Roarke stał nad nim, ciężko dysząc.
– Drań.
– Nie ośmieli się pan go dotknąć – stwierdziła Cleo. – Niech 

pan stąd idzie. – Odstawiła wazon na miejsce i podbiegła do 
Maxa. – On nie sypia z pana żoną.

– Skąd pani wie?
–   Bo   sypia   ze   mną.   –   Dotknęła   twarzy   Maxa   palcami.   – 

Prawda?

– Prawda.
Na odgłos kroków wszyscy, łącznie z George'em, spojrzeli w 

stronę schodów.

Ben pierwszy zbiegł po schodach. Miał zmierzwione włosy i 

rozpiętą   koszulę.   Po   drodze   usiłował   dopiąć   spodnie.   Trisha 
była tuż za nim. Już na schodach zawiązywała pasek szlafroka.

Na   końcu   biegli   Sylvia   i   Sammy.   Oboje   w   nocnych 

koszulach. Sammy ziewał.

–   Co   się   tu   dzieje?   –   Ben   szybkim   spojrzeniem   obrzucił 

zebrane towarzystwo. – Cleo? Max? Wszystko w porządku?

– Nie – powiedziała Cleo.
–   Tak   –   rzucił   jednocześnie   Max.   –   Przedstawiam   wam 

Roarke'a   Winstona.   Jest   mężem   Kimberly.   Miał   mylne 
wrażenie, że spędzam noc z jego żoną.

Ben spojrzał groźnie na Roarke'a.
– Mowy nie ma. Max nie zabawia się z pańską żoną. On 

chodzi z Cleo.

– Czyżby? – spytał z chłodnym niedowierzaniem Roarke.
– Jasne – stwierdził autorytatywnie Ben. – Niedługo biorą 

ślub.

– Hmm, Ben… – zaczęła powoli Cleo. 

210

background image

Ben nie zwrócił na nią żadnej uwagi.
– Prawda, Max?
Max wiedział, co to jest punkt zwrotny.
– Prawda – potwierdził.

211

background image

Rozdział dwunasty

– No, może trochę przesadziliśmy – stwierdził Ben.
– My?  – Max oglądał złączenie  rur, które znajdowało się 

niecałe dziesięć centymetrów nad jego głową. Nie był w dobrym 
humorze, a jego zły nastrój tego ranka nie miał absolutnie nic 
wspólnego   z   faktem,   że   leżał   na   plecach   pod   umywalką   w 
pokoju jeden-zero-jeden.

–   No,   to   ja   pośpieszyłem   się   z   tym   oświadczeniem   – 

przyznał Ben.

–   Tak   myślisz?   –   Kropla   wody   z   cieknącej   rury   spadła 

Maxowi na czoło. – Cholera!

– Posłuchaj, musiałem coś szybko wymyślić. Ten Winston 

był naprawdę wściekły. Wyglądało na to, że za chwilę rozwali 
cały dom.

– Podaj mi drugi klucz.
– Wiem, że cię rąbnął, ale naprawdę nic ci się nie stało. – 

Ben pochylił się i wetknął mu klucz w rękę. – Poza tym założę 
się, że się po prostu nadziałeś na jego pięść.

– Nic podobnego. Podaj mi szmatę.
– Jesteś pewien? – Ben ukucnął i podał mu kawałek starego, 

wystrzępionego ręcznika. – On nie umie się bić. Jest za miękki. 
Nie powiesz mi, że przewrócił cię jak oseska.

– Nie mogłem zrobić uniku, bo usiłowałem odsunąć Cleo – 

wyjaśnił   Max   z   godnością.   Wytarł   cieknącą   rurę   i   zmienił 
rozstaw klucza.

–   Aha,   to   tak   było.   –   Ben   przyjrzał   się   złączeniu   rur.   – 

Myślałem, że może celowo dałeś się uderzyć, żeby Cleo mogła 
się nad tobą użalić. Co też zrobiła.

– Nie na długo. – Max z całej siły dokręcił złączenie.
Fakt,   że   Cleo   nie   roztkliwiała   się   nad   nim   za   długo 

poprzedniej   nocy,   kiedy   okazało   się,   że   nic   mu   nie   jest,   był 
główną przyczyną jego złego humoru.

Nie   tylko   przestała   odgrywać   rolę   troskliwego   anioła   po 

kilku krótkich minutach, nie tylko nie wróciła do jego pokoju, 

212

background image

kiedy całe zamieszanie się skończyło, lecz nawet nie zaprosiła 
go do siebie.

Niemal od razu odzyskała zimną krew. Wstała znad leżącego 

Maxa, dała zmieszanemu Winstonowi jeden z najlepszych pokoi 
w   zajeździe   i   posłała   wszystkich   do   łóżek.   Potem   poszła   do 
siebie bez pożegnalnego Pocałunku.

– Uważaj, bo pozrywasz izolację – ostrzegł Ben.
– Chcesz się zamienić?
– Nie, dziękuję. Naprawiłem tysiące cieknących rur. Wiem, 

jak to się robi. To ty się uczysz, nie?

– A ty masz mnie uczyć, nie?
–   Nieźle   ci   idzie,   stary.   Jak   zawodowcowi.   Wracając   do 

wczorajszej nocy…

–   O   co   ci   chodzi?   –   Max   obserwował   złącze.   Na   rurze 

pojawiła się kolejna kropla wody.

– Wiem, żeśmy się trochę pośpieszyli,  mówiąc o waszym 

ślubie.

–   Owszem.   –   Max   jeszcze   raz   przekręcił   klucz.   – 

Pośpieszyliście się.

– Ale wy przecież i tak weźmiecie ślub – stwierdził Ben.
– Czyżby?
– Co masz na myśli?
–   Może   to,   że   chcę   sobie   wziąć   parę   dni   wolnego, 

popracować na stacji benzynowej i przemyśleć kilka spraw. – 
Znów wytarł złącze. Wyglądało na suche.

– Przestań, to nie fair. Obaj wiemy, że nie czmychniesz stąd 

tak jak ja. Nie jesteś stuknięty.

– Ja nie, ale Cleo chyba tak. Odkręć wodę.
– Co?
– Powiedziałem: odkręć wodę.
– To słyszałem. – Ben wstał i odkręcił kran. Woda zaczęła 

wypełniać   umywalkę.   –   Dlaczego   powiedziałeś,   że   Cleo   jest 
stuknięta?

–   Sam   widziałeś.   –   Max   sprawdzał,   czy   woda   znów   nie 

zacznie cieknąć. – Jak się okazało, że nie jestem umierający, 

213

background image

zachowywała   się   tak,   jakbym   przestał   istnieć.   Nie   mogła   się 
doczekać, żeby wszyscy, łącznie ze mną, poszli spać.

– Była trochę zaskoczona. – Ben zakręcił kran. – W końcu 

niczego jeszcze nie ogłaszaliście.

–   Niczego   nie   ogłaszaliśmy,   bo   nie   było   czego   ogłaszać. 

Myślę, że ta rura jest w porządku. Dla twojej informacji – my w 
ogóle nie rozmawialiśmy o małżeństwie.

– Poważnie?
–   Poważnie.   Już   wcale   nie   cieknie.   –   Max   odczuwał 

przyjemną satysfakcję. Coraz lepiej radził sobie z hydrauliką. – 
Sucha jak pieprz. – Zaczął wyczołgiwać się spod umywalki.

– Kurczę, przestań pieprzyć o tej cholernej rurze. – W głosie 

Bena dźwięczało zdenerwowanie. – Dlaczego nie oświadczyłeś 
się Cleo? Wszyscy wiemy, że z nią śpisz.

– Co ma jedno z drugim wspólnego? – Max oparł się dłonią 

na   blacie   przy   umywalce   i   wstał.   Zmrużył   oczy   z   powodu 
nagłego bólu w udzie. – O co ci chodzi?

– Dobrze wiesz, o czym mówię. Wszyscy znamy Cleo od 

dawna. I o ile nam wiadomo, jesteś pierwszym facetem, którego 
ona traktuje poważnie.

– Skąd wiesz, że traktuje mnie poważnie? – Max ponownie 

odkręcił kran na cały regulator i schylił się, aby sprawdzić rurę. 
Nie było śladu wilgoci.

Wiedział, że uciecha z naprawionej rury jest idiotyczna, ale 

nic nie  mógł  na to poradzić.  Nie  ma  to jak natychmiastowa, 
krótkotrwała satysfakcja, która pozwoli mężczyźnie zapomnieć 
o większych problemach, pomyślał.

– Nie żartuj – powiedział Ben. – Cleo nie poszłaby z tobą do 

łóżka,   gdyby   nie   traktowała   cię   poważnie.   Przestań   się 
wygłupiać, ożenisz się z nią, prawda?

– Tak. – Max zakręcił kran i wytarł ręce w szmatę. – Ale 

najpierw muszę ją do tego przekonać, co jest dużo trudniejsze, 
niż ci się wydaje.

– Dlaczego? – Ben był wyraźnie zaskoczony.
– Ponieważ swoim oświadczeniem w nocy przycisnęliście ją 

214

background image

do muru – wyjaśnił Max z cierpliwością, która się kończyła. – 
Zaczęła się dopiero do mnie przyzwyczajać. Nie była jeszcze 
gotowa   do   rozmowy   o   małżeństwie.   Teraz   cała   rodzina 
zachowuje się tak, jakby to była fait accompli.

– Co to jest fait accompli?
– Załatwiona sprawa.
– Och. – Ben zmarszczył brwi. – Myślisz, że jej naprawdę 

jest przykro?

–   Tak   jak   powiedziałem,   czuje   się   przyciśnięta   do   muru. 

Ludzie   robią   różne   dziwne   rzeczy,   kiedy   są   postawieni   pod 
ścianą.

Ben zaniepokoił się.
– Co na przykład?
– Na przykład zacinają się i utrudniają życie ludziom, którzy 

ich zdaniem chcą ich do czegoś zmusić.

Ben pokiwał głową ze zrozumieniem.
– Ale ty sobie z nią poradzisz, prawda?
– Najpierw musi zacząć się do mnie odzywać. – Max wrzucił 

mokrą szmatę do pudełka z narzędziami.

Ben rozpromienił się.
– Z tym nie będzie problemu. Cleo lubi mówić.

Trisha zebrała brudne talerze i szklanki z jednego ze stołów i 

wstawiła je do plastykowej miski.

– Chciałabyś o tym porozmawiać, Cleo?
– Nie. – Cleo pozbierała brudne serwetki i ściągnęła obrus z 

innego   stołu.   Rutynowe   sprzątanie   jadalni   po   zjedzeniu 
śniadania przez gości tym razem nie koiło jej nerwów. Spędziła 
nie  przespaną  noc  i  czuła  się,  jakby stąpała   po niewidocznej 
linie.

–   Wiemy,   że   jesteś   trochę   zdenerwowana   –   powiedziała 

Sylvia   z   drugiego   końca   pustej   jadalni.   Talerze   wesoło 
szczękały, kiedy zbierała je ze stołu. – Jestem jednak pewna, że 

215

background image

poprawi ci się nastrój, kiedy z nami porozmawiasz.

–   O   czym   tu   mówić?   –   Cleo   z   furią   ściągnęła   obrus   z 

następnego   stołu.   –   Zostałam   niewyobrażalnie   ośmieszona, 
zawstydzona i upokorzona.

W drzwiach stanęła Andromeda.
–   Nie   musisz   się   tak   denerwować,   kochanie.   Wszyscy 

wiemy, ile dla ciebie znaczy Max.

Cleo   obrzuciła   spojrzeniem   wyczekujące   twarze 

przyjaciółek.

– Wiecie? To po prostu fantastyczne! Cieszę się, że ktoś to 

wie, bo ja nie.

Sylvia uśmiechnęła się łagodnie.
– Cleo, bądźmy realistkami. Sypiasz z nim.
– I co z tego?
– Znamy cię od ponad trzech lat – stwierdziła Trisha – i po 

raz pierwszy jesteś zainteresowana jakimś mężczyzną.

– Po raz pierwszy, odkąd cię znam, kochanie, masz romans. 

– Andromeda uśmiechnęła się czule.

Sylvia wstawiła następną partię talerzy do miski.
– Przyznaj, że Max jest kimś specjalnym.
– To nie znaczy, że chce się ze mną ożenić – mruknęła Cleo.
Trisha rzuciła na nią zaskoczone spojrzenie.
– Co ty mówisz? Przecież powiedział, że się z tobą ożeni. 

Sama słyszałam.

– Ja też – potwierdziła szybko Sylvia.
– Żałuję, że mnie to ominęło – westchnęła Andromeda. – 

Brzmi to szalenie romantycznie.

Cleo   odwróciła   się   do   niej   z   brudnymi   obrusami   w 

ramionach.

– Wcale nie było romantycznie tylko okropnie. Ranny Max 

leżał   na   podłodze.   Roarke   Winston   oskarżył   go   o   romans   z 
Kimberly i zamierzał znów go uderzyć. George nie potrafił nic 
innego tylko walić jak wariat w dzwonek. Panował całkowity 
chaos.

– I wtedy przyszli Ben i reszta? – wtrąciła Andromeda.

216

background image

– Tak. – Cleo rzuciła na stos brudne obrusy. – I Ben, w swej 

nieskończonej   mądrości,   oznajmił,   że   Max   ma   zamiar   się   ze 
mną ożenić.

– I on się zgodził – stwierdziła rozanielona Andromeda.
–   W   tych   warunkach   nie   miał   wielkiego   wyboru   – 

powiedziała Cleo. – Był przyciśnięty do muru. W końcu Roarke 
Winston groził, że zrobi z niego miazgę.

– Jakoś nie wydaje mi się, żeby Max zanadto przejmował się 

groźbami – rzekła zamyślona Andromeda.

Sylvia kiwnęła głową.
–   Andromeda   ma   rację.   Max   nie   powiedziałby   czegoś 

takiego, niezależnie od sytuacji, gdyby nie miał takiego zamiaru.

– Też tak uważam – dodała Trisha.
Cleo poczuła się osaczona.
– Nic mnie to nie obchodzi – powiedziała podnosząc kosz z 

obrusami. – To, że Max łaskawie zgodził się ożenić ze mną, nie 
oznacza, że mam zamiar za niego wyjść.

–   O   czym   ty   mówisz,   moja   droga?   –   Andromeda 

zmarszczyła czoło.

Cleo dumnie uniosła głowę.
– Nie rozumiesz? Chodzi o dwie podstawowe sprawy:  po 

pierwsze Max nie proponował mi  małżeństwa, a po drugie – 
wcale nie jestem pewna, czy zgodziłabym się, gdyby to zrobił.

Sylvia, Trisha i Andromeda wytrzeszczyły na nią oczy. W tej 

szokującej   ciszy   z   kuchni   wyszła   Daystar.   Stanęła   z   rękami 
opartymi na biodrach, przyglądając się Cleo uważnie.

– Dlaczego nie chciałabyś za niego wyjść? – spytała wprost. 

– Gołym okiem widać, że go kochasz.

–   Co   nie   znaczy,   że   Max   Fortune   jest   właściwym 

kandydatem na męża – odparła Cleo przez zaciśnięte zęby.

– Nie zgadzam się – powiedziała spokojnie Andromeda. – 

Przyznam,   że   z   początku   sama   miałam   pewne   obawy,   ale 
jedynie dlatego, że nic o nim nie wiedziałyśmy.

– A teraz wiemy o nim wszystko, co? – odparowała Cleo. – 

To,   czego   dowiedziałyśmy   się   ostatnio,   sprawia,   że   mam 

217

background image

poważne wątpliwości co do niego.

– Cleo, Max cię kocha – stwierdziła cicho Sylvia.
Cleo zacisnęła ręce na koszu z brudną bielizną.
– Nie bądź taka pewna. Szczerze  mówiąc,  nie wiem,  czy 

Max potrafi kochać.

–   Ach,   mój   Boże   –   mruknęła   Andromeda.   –   O   czym   ty 

mówisz?

– Max umie zdobywać rzeczy, na których mu zależy, i sądzę, 

że   na   mnie   mu   zależy.   Przynajmniej   w   tej   chwili.   –   Cleo 
westchnęła. – Ale to nie jest to samo co miłość, a ja nie chcę być 
częścią kolekcji Maxa Fortune.

–   Jestem   pewna,   że   się   mylisz   –   powiedziała   zdumiona 

Trisha.

–   Czyżby?   To   ja   z   nim   sypiam   i   znam   go   lepiej   niż 

którakolwiek z was. I mówię wam, że Max nigdy nie powiedział 
jednego słowa o miłości. Kimberly Curzon-Winston chyba ma 
rację. Ten człowiek nie zna znaczenia słowa „związek”.

– Skąd pani Curzon-Winston może coś wiedzieć o Maksie? – 

spytała Sylvia.

– Stąd, że była z nim kiedyś zaręczona.
Wszystkie cztery patrzyły na nią zaskoczone. Zadowolona z 

efektu Cleo ruszyła do drzwi. Kiedy do nich doszła, odwróciła 
się tyłem i otworzyła je sobie plecami. Zderzyła się z Roarke'em 
Winstonem, który wchodził właśnie z kuchni do jadalni. Obrusy 
z kosza rozleciały się na wszystkie strony.

– Najmocniej przepraszam. – Roarke wyplątał się z obrusa i 

uśmiechnął z przymusem. – Ciągle na panią wpadam. Prędzej 
czy później narobię jakichś szkód.

– Niech pan da spokój. I proszę mi mówić Cleo. – Szybko 

pozbierała rozrzuconą bieliznę. – Co pan robił w kuchni, panie 
Winston? A może mam pana nazywać Curzon-Winston?

Oczy Roarke'a pociemniały z gniewu.
–   Nie,   w   żadnym   wypadku   Curzon-Winston.   Moja   żona 

może nazywać się jak chce, ale ja jestem zwyczajny Winston. I 
proszę mi mówić po imieniu. W odpowiedzi na twoje pytanie, 

218

background image

Cleo, wyjaśniam,  że poszedłem do kuchni, aby cię poszukać. 
Ktoś mi powiedział, że pomagasz sprzątać w jadalni i stąd tu 
jestem.

– Rozumiem. Co mogę dla ciebie zrobić? – Cleo postawiła 

na podłodze kosz z obrusami.

Roarke   widząc   zainteresowanie   na   twarzach   pozostałych 

osób, ściszył głos:

– Chciałem cię przeprosić za swoje skandaliczne zachowanie 

w nocy.

– Nie przejmuj się, nic się nie stało.
–   Ja   naprawdę   nie   co   dzień   robię   z   siebie   głupca,   lecz 

ostatnio miałem wiele kłopotów.

– Tak jak my wszyscy.  – Cleo zdawała sobie sprawę. że 

Sylvia,   Daystar,   Trisha   i   Andromeda   uważnie   słuchają, 
sprzątając ze stołów. Rzuciła im błagalne spojrzenie.

Zrozumiały i jedna po drugiej wyniosły się do kuchni.
– Nie wątpię. – Roarke'a poczerwieniał. – Tak jak mówiłem, 

chciałbym przeprosić.

Cleo zrobiło się go żal.
– Nie przejmuj się. – Otworzyła szafę i wyjęła stos czystych 

obrusów. – Wiem, jak musiałeś się czuć.

– Doprawdy? – Oczy Roarke'a były ponure.
–   Tak   –   powiedziała   łagodnie.   –   Myślę,   że   tak.   – 

Uśmiechnęła się. – Jak już tu stoisz, może byś mi pomógł.

– Co? – Roarke spojrzał na stertę obrusów. – Aha, pewno. 

Nie jest to moje zwykłe zajęcie, ale chyba potrafię.

– Specjaliści hotelowi nie są mi tutaj potrzebni – mruknęła 

Cleo. – Dość ich się tu ostatnio przewinęło.

Roarke rzucił jej dziwne spojrzenie.
–   Między   nami   mówiąc,   wychodzisz   za   jednego   z 

najlepszych.   Max   Fortune   to   pierwszorzędny   specjalista. 
Dennison Curzon zrobi wszystko, żeby go dostać z powrotem. 
Jak się już przekonałaś, stary drań posłuży się nawet Kimberly.

Cleo zawahała się.
–   Kimberly   zależało   na   tym,   aby   namówić   Maxa   do 

219

background image

powrotu. Powiedziała mi, że jej ojciec na to nalegał.

– To prawda. Jako nowy prezes rady Curzon International 

Dennison rządzi się na prawo i lewo. Całymi latami żył w cieniu 
Jasona. Teraz postanowił udowodnić wszystkim, iż potrafi lepiej 
zarządzać hotelowym imperium niż jego brat.

– Dlaczego chce, żeby Max wrócił?
Roarke rozłożył kolejny obrus i porządnie zaścielił nim stół.
–   Dlatego   że,   prawdę   mówiąc,   Dennison   nie   jest   takim 

urodzonym przywódcą jak Jason. Nie umie zarządzać firmą i, 
moim zdaniem, doskonale o tym wie.

– Myśli, że uda mu się wykorzystać Maxa, aby mu pomógł?
Roarke kiwnął głową.
–   Doszedł   do   wniosku,   że   tajną   bronią   Jasona   był   Max 

Fortune. Dennison sądzi, że kiedy uda mu się namówić Maxa do 
powrotu, wszystko będzie tak jak dawniej, tyle że to on będzie 
rządził.

– A co ma z tym wszystkim wspólnego Kimberly?
Roarke zacisnął szczęki, rozpościerając następny obrus.
–   Moja   żona   spędziła   większość   życia,   starając   się 

przypodobać ojcu. Ciągle usiłuje być synem, którego Dennison 
nigdy nie miał. Wiedziałem o tym, kiedy się z nią żeniłem, ale 
myślałem, że sobie poradzimy. Obecnie jest rozdarta uczuciowo 
i  poniekąd   obawiam   się,  że   w  końcu  wybierze  tatusia,  a   nie 
mnie.

– Pewnego pięknego dnia – powiedział zimno Max, stając w 

drzwiach – Kimberly będzie musiała zrozumieć, że nigdy nie 
zadowoli Dennisona, bez względu na to, co zrobi. Ani za kogo 
wyjdzie.

Zaskoczona Cleo odwróciła się na pięcie. Pierwszy raz tego 

ranka   stanęła   twarzą   w   twarz   z   Maxem.   Wyglądał   jeszcze 
groźniej niż zazwyczaj.

– Ostrzegam cię, nie życzę sobie żadnych scen. 
Max uniósł brwi.
– To nie ja zacząłem zeszłej nocy.
– I żadnego pokazywania palcami – dodała surowo.

220

background image

– Szkoda – stwierdził Roarke. – Zamierzałem właśnie coś 

dodać.

Max uśmiechnął się ponuro.
– Lepiej będzie, jak Winston i ja dokończymy tę dyskusję na 

osobności. Co ty na to, Winston?

– Nie ma mowy.  – Roarke rozwinął kolejny obrus. – Nie 

mam zamiaru wychodzić, żebyś mnie pobił na śmierć.

Cleo była przerażona.
– Max nigdy w życiu nie zrobiłby czegoś takiego.
– Czyżby? – Roarke zapatrywał się na to dość sceptycznie.
–   Oczywiście,   że   nie.   –   Max   rzucił   mu   niebezpiecznie 

uprzejmy uśmiech. – Chciałbym ci zaproponować, aby wszyscy 
Winstonowie, Curzonowie i Curzon-Winstonowie wynieśli się z 
mojego życia raz na zawsze.

– Co za zbieg okoliczności. Marzę o tym samym. –Roarke 

przyjrzał mu się. – Jak zamierzasz to osiągnąć?

– Myślę, że dałoby się to zrobić, gdyby Kimberly wyrwała 

Dennisonowi kontrolę nad radą.

Roarke otworzył usta.
– Zwariowałeś? To nigdy się nie uda.
–   Udałoby   się   z   twoją   pomocą.   Jesteś   w   radzie.   Jason 

mianował   cię   jej   członkiem   w   dniu,   kiedy   się   ożeniłeś   z 
Kimberly.

– Tak, ale wiesz tak samo dobrze jak ja, że jestem członkiem 

rady tylko poprzez małżeństwo. Od początku zakładano, że nie 
będę się wtrącał w działalność firmy.

– Jason nie żyje i sytuacja się zmieniła. Wszyscy wiemy, że 

Dennison sobie nie radzi. Pozostawiony sam sobie zmarnowałby 
Curzon International w ciągu trzech lat. Kimberly też o tym wie.

– Wie czy nie wie, wciąż się stara podlizać tatusiowi.
– Wydaje jej się, że chce mu zrobić przyjemność. Naprawdę 

wolałaby   udowodnić,   że   potrafi   sobie   poradzić   nawet   jako 
kobieta.

Roarke przyjrzał mu się w zadumie.
– Skąd wiesz? Jesteś psychoanalitykiem?

221

background image

–   Nie,   lecz   plątałem   się   przy   rodzinie   Curzonów   przez 

dwanaście   lat.   Nieźle   ich   wszystkich   znam.   Jeśli   Kimberly 
dobrze rozważy sytuację, to zrozumie, że naprawdę chciałaby 
pokazać ojcu, iż potrafi rządzić firmą równie dobrze jak syn, o 
którym Dennison zawsze marzył – powiedział spokojnie Max.

Roarke założył ręce na piersi i obserwował Maxa uważnie i z 

szacunkiem. Cleo była zafascynowana.

– Skąd tak dobrze znasz Kim? – spytał wreszcie Roarke. – Z 

waszych słynnych sześciotygodniowych zaręczyn?

– Postaraj się być obiektywny,  Winston. Dlaczego, twoim 

zdaniem,  Kimberly  pozwoliła  się   namówić  trzy  lata  temu  do 
zaręczyn ze mną? – Max nie wykazywał śladu emocji. Takim 
tonem mógłby mówić o czymś bardzo nudnym z przeszłości.

–   Często   się   zastanawiałem,   co   ona   w   tobie   widziała   – 

stwierdził sucho Roarke. – Nie jesteś raczej w jej typie.

– Wiem o tym – powiedział Max.
–   Z   drugiej   strony   byłeś   najlepszym   przyjacielem   i 

zausznikiem   Jasona.   Wiedziałeś   więcej   o   wewnętrznych 
sprawach firmy niż ktokolwiek inny z rodziny.

– I tylko tyle. Nie byłem dość dobry, aby zostać członkiem 

rodziny.

– Do diabła! – Roarke spojrzał na niego ze zdumieniem. – 

Uważasz   Curzonów   za   idiotów?   Gdybyś   został   członkiem 
rodziny i rady, po miesiącu przejąłbyś całkowitą kontrolę nad 
Curzon International.

Max nic nie powiedział. Cleo zauważyła, że nie śpieszył się 

z zaprzeczeniem. Zrozumiała, że Roarke ma rację i że obawy 
Kimberly   nie   były   całkowicie   bezpodstawne.   Max   byłby 
poważnym   zagrożeniem,   gdyby   zasiadł   w   radzie   Curzon 
International.   Przejąłby   kontrolę   firmy.   Taki   wynik   byłby 
nieunikniony,   biorąc   pod   uwagę   jego   talent   i   agresywne 
instynkty.

Jedno   nie   przyszło   Curzonom   do   głowy,   pomyślała.   Jako 

członek   rodziny   byłby   na   sto   procent   po   ich   stronie   i 
wykorzystałby   swoją   władzę,   żeby   chronić   rodzinę   i   jej 

222

background image

własność.

W   nagłym   przebłysku   zrozumiała,   że   Maxowi   znacznie 

bardziej   zależało   na   przynależności   do   rodziny   niż   na 
pieniądzach czy zarządzaniu firmą.

– Nie zawracaj głowy – odezwał się wreszcie Roarke. – Obaj 

wiemy, że chciałeś się ożenić z Kim, aby położyć łapę na firmie. 

Max nadal przyglądał mu się beznamiętnie.
– Oczywiście masz prawo do własnej opinii.
Roarke wydawał się niemal rozbawiony.
– Jasne, że mam. Wiem, że chciałeś tylko mieć szansę, żeby 

kontrolować Curzon International. I jeśli chcesz wiedzieć, nie 
mam ci tego nawet za złe.

– Nie?
Roarke wzruszył od niechcenia ramionami.
–   Praktycznie   od   lat   ty   byłeś   zastępcą   Jasona.   Wszyscy 

wiedzą, że dzięki tobie firma jest dzisiaj tym, czym jest.

–   Dziękuję   –   powiedział   Max.   –   Zakładam,   że   to 

komplement.

–   Nie   przeczę,   że   miałeś   prawo   spróbować   zagarnąć 

wszystko dla siebie, kiedy nadarzyła  się ku temu okazja. Nie 
oczekuj jednak, że będę pochwalał sposób, w jaki chciałeś do 
tego wykorzystać Kimberly.

– Wydaje mi się, że zabrnęliśmy w ślepy zaułek –powiedział 

Max. – Wróćmy do naszego początkowego problemu.

–   Chcesz,   abym   pomógł   Kimberly   dokonać   przewrotu   i 

zdjąć   ojca   z   kierowniczego   stanowiska?   Niezły   pomysł,   ale 
całkowicie nierealny.

– Nie zgadzam się. Nigdzie nie jest powiedziane, że musisz 

być w radzie osobą od przystawiania pieczątek. Możesz podjąć 
pewne   działania.   Nigdy   nie   zauważyłem,   żebyś   miał   jakieś 
problemy z własną radą dyrektorów.

–   Do   diabła,   wcale   mi   nie   zależy   na   angażowaniu   się   w 

kierowanie Curzon International. Mam pełno roboty we własnej 
firmie.

–   Byłoby   to   bardzo   krótkotrwałe   zaangażowanie.   Pomóż 

223

background image

Kimberly   przejąć   kontrolę   nad   radą.   Kiedy  zostanie   wybrana 
przewodniczącą,   wycofasz   się   z   wdziękiem   i   pozwolisz   jej 
przejąć pełną kontrolę. I zaczniesz przystawiać pieczątki pod jej 
decyzjami, tak jak je przystawiałeś pod decyzjami Jasona. 

Roarke podrapał się po brodzie.
–   Kim   jest   genialna   i   odważna.   Potrafiłaby   pokierować 

firmą, prawda?

–   Jak   przestanie   się   zajmować   uspokajaniem   Dennisona, 

doskonale sobie poradzi. Ja jej nie jestem potrzebny. Potrzebna 
jest jej pomoc w przejęciu firmy od ojca. I ty możesz jej dać to, 
czego   pragnie   najbardziej   na   świecie.   –   Max   przerwał   i 
uśmiechnął się lekko. – Pomyśl, jak ci się odwdzięczy.

Roarke zmrużył oczy.
– Kimberly nigdy nie stanie przeciwko własnemu ojcu.
– Myślę, że umiałbyś ją do tego namówić.
Przez chwilę Roarke jakby rozważał propozycję, po czym 

potrząsnął głową.

–   Sam   nie   wiem.   Nawet   gdybym   ją   do   tego   namówił, 

mogłoby nam się nie udać. Po swojej stronie Kimberly miałaby 
mnie, ale w radzie jest jeszcze paru kuzynów i jej ciotka. Poprą 
Dennisona, bo się przyzwyczaili słuchać rozkazów jego brata.

– Poradzicie sobie z kuzynami  i to wszystko, czego wam 

trzeba   –   powiedział   spokojnie   Max.   –   Jeśli   ty   i   Kimberly 
stworzycie   jednolity   front,   inni   pójdą   za   wami,   a   nie   za 
Dennisonem.

Roarke zastanawiał się przez chwilę.
– Może. Może się uda. Nie chciałbym zaglądać darowanemu 

koniowi w zęby, lecz czy mógłbyś mnie oświecić, jaki jest w 
tym twój interes, Fortune? Co chcesz za swoją pomoc?

– Wszystko, czego chcę, to gwarancja, że ty, Kimberly i cała 

reszta   o   nazwisku   Curzon   lub   Winston   przestanie   mnie   tutaj 
nachodzić   w   najmniej   oczekiwanych   lub   odpowiednich 
chwilach – odparł cicho Max.

– Chyba wiem, o co ci chodzi. – Roarke spojrzał na Cleo, a 

potem na Maxa. – Chcesz, żebyśmy ci nie przeszkadzali.

224

background image

– Owszem, o to mi  właśnie chodzi. I byłbym  wdzięczny, 

gdybyś zaczął od zaraz.

Roarke rzucił jeszcze jedno spojrzenie na Cleo i uśmiechnął 

się.

–   Aluzję   zrozumiałem.   Do   Seattle   jest   kawał   drogi. 

Powinienem ruszać.

225

background image

Rozdział trzynasty

– Przeszkodziłem w rozkosznym tete-a-tete, co? – warknął 

Max,   kiedy   drzwi   jadalni   zamknęły   się   za   Roarke   i   z 
niesmakiem spojrzał na obrusy, których ten nie zdążył rozłożyć. 
– Szukasz dodatkowej pomocy?

– Czemu nie? Ostatnio pełno tu ekspertów. Równie dobrze 

mogę z nich zrobić użytek. – Cleo z uwagą rozkładała kolejny 
obrus.

Max usiadł za jednym z narożnych stołów przy oknie. Oparł 

laskę o krzesło i przyglądał się Cleo zamyślonymi oczyma.

– Musimy porozmawiać – powiedział.
– O czym?
– Możemy zacząć od wczorajszej nocy.
– Mam lepszy pomysł. Zacznijmy od dzisiejszego rana.
Oczy Maxa ściemniały.
– O co ci chodzi?
– Czy naprawdę chciałeś ożenić się z Kimberly, żeby przejąć 

Curzon International? – spytała tonem, który, jak się zdawało, 
wyrażał umiarkowaną ciekawość.

Zapadła długa cisza.
– A jak ci się wydaje? – zapytał wreszcie Max.
Rzuciła mu piorunujące spojrzenie, rozprostowując kolejny 

obrus.   Szybko   odwróciła   wzrok,   ponieważ   w   oczach   Maxa 
dostrzegła coś, czego nie potrafiła określić.

–   Myślę,   że   musiałeś   mieć   bardzo   dobry   powód,   aby   jej 

proponować małżeństwo – stwierdziła przygaszonym głosem. – 
Albo byłeś w niej zakochany, co wszyscy, łącznie z tobą, podają 
w wątpliwość, albo coś od niej chciałeś. Co to było?

–   Od   zerwania   zaręczyn   minęły   trzy   lata.   –   Odruchowo 

pomasował udo. – Chyba już zapomniałem, dlaczego chciałem 
się z nią ożenić.

–   Nie   wciskaj   mi   ciemnoty.   –   Podeszła   do   jego   stołu   z 

ostatnim   obrusem.   –   Mówiłeś   mi,   że   Kimberly   miała   wiele 
rzeczy, które chciałeś zdobyć. Jakie to były rzeczy, Maksie?

226

background image

– Dziś nie mają już żadnego znaczenia.
– Nie chcesz Curzon International?
– Nie.
– Nie chcesz Kimberly Curzon-Winston?
– Nie. – Max obserwował, jak rozwija ostatni obrus. – Chcę 

ciebie.

–   Hmmm.   –   Tyle   osiągnęła,   starając   się   zmusić   go,   aby 

określił   swe   pragnienia   słowami.   Zrozumiała,   że   potrzeba 
własnej rodziny była dla niego tak świeża, że przypuszczalnie 
jeszcze jej nie rozumiał, a na pewno nie potrafił przeanalizować.

Ryzyko   jest   boleśnie   wyraźne,   pomyślała   Cleo.   Mogła 

odegrać   w   jego   życiu   taką   samą   rolę,   jaką   kiedyś   odegrała 
Kimberly. Nie kochał jej, przynajmniej nie tak, jak Cleo chciała 
być kochana. Max tak naprawdę chciał wszystkich tych rzeczy, 
które sobą przedstawiała.

–   Dlaczego   uparłaś   się,   żeby   wrócić   w   nocy   do   swojego 

pokoju?

– Chciałam pomyśleć.
– O nas?
– Chyba  tak. – Nie zamierzała  rozpoczynać  dyskusji. Nie 

miała   zaufania   do   własnego   nastroju.   Była   zdenerwowana   i 
spięta. Chwilami myślała, że potrafi zobaczyć nagą duszę Maxa, 
a   czasami   był   dla   niej   jeszcze   większą   niewiadomą   niż 
kiedykolwiek.

Pochylił się do przodu, z przejęciem.
– Cleo, wyjedźmy stąd na parę dni. Musimy przez jakiś czas 

być sami.

Rzuciła mu szybkie, ostrożne spojrzenie.
– Dlaczego?
– Żebyśmy mogli porozmawiać, do diabła!
– Przecież rozmawiamy.
– Jak długo? – Rzucił okiem w stronę drzwi. – Prędzej czy 

później ktoś nam przeszkodzi. Mogę się założyć. Strasznie tu 
trudno o trochę prywatności.

– Mnie to nie przeszkadza – stwierdziła pogodnie Cleo.

227

background image

– Zauważyłem. Usiłujesz schować się za innymi. Nie bój się 

mnie.

To ją rozzłościło.
– Nie boję się ciebie.
– Dlaczego więc mnie ostatnio unikasz?
– Zgadnij.
– Z powodu tego, co powiedział Ben. – Max uśmiechnął się 

czarująco. – Nie miej do niego pretensji. On i cała reszta wiedzą, 
że   ze   mną   sypiasz,   i   wiedzą   także,   że   u   ciebie   to   rzadkość. 
Zatem  logicznie  wykoncypowali,   że  traktujemy   nasz  związek 
poważnie.

– A traktujemy? 
Uśmiech Maxa znikł.
– Owszem, do jasnej cholery! 
Cleo wpadła w złość.
– Jeśli chcesz wiedzieć, to nie mam pretensji do Bena o to, 

co powiedział w nocy. Mam pretensję do ciebie. Przytaknąłeś 
jego stwierdzeniu. Ogłosiłeś wszem i wobec, że się pobierzemy.

– W  tych  okolicznościach   nie  mogłem  zrobić   nic  innego. 

Dopiero   byłaby   niezręczna   dla   wszystkich   sytuacja,   gdybym 
zaprzeczył.

– Nie sądzę, abyś to powiedział dlatego, że tak wypadało. 

Wykorzystałeś oświadczenie Bena, żeby uniknąć pobicia przez 
Roarke Winstona. Ja byłam pretekstem.

Szczęki Maxa zacisnęły się złowieszczo.
– Naprawdę w to wierzysz?
Poruszała rękami przy okularach.
– Tak.
– Masz chyba jakieś problemy sama ze sobą, nie sądzisz?
– Tak uważasz? – Przechyliła głowę na bok i zmrużyła oczy. 

– A ja myślałam, że biorąc pod uwagę okoliczności, zachowuję 
się nadzwyczaj normalnie.

– Ja to widzę inaczej.
– Pech. – Zmarszczyła brwi, widząc, że Max masuje udo. – 

Co się stało? Boli cię noga?

228

background image

–   Nieważne.   Słuchaj,   wiem,   że   czujesz   się   przyparte   do 

muru.   Zdaję   sobie   sprawę,   że   nie   rozmawialiśmy   jeszcze   o 
małżeństwie.

– Brawo. – Uśmiechnęła się do niego nieszczerze. – Przez 

chwilę zdawało mi się, że o czymś zapomniałam. To się zdarza 
pod wpływem napięcia.

–   Nie   bądź   taka   zgryźliwa.   Usiłuję   z   tobą   rozsądnie 

porozmawiać.

– W takim razie poszukaj sobie do rozmowy kogoś innego. 

Ja się w tym momencie nie czuję zbyt rozsądnie.

– Do diabła, Cleo! – Max bez ostrzeżenia rąbnął ręką w stół, 

dosadnie manifestując zły humor.

Ostry dźwięk przestraszył ją. Podskoczyła i zrobiła krok do 

tyłu, kiedy Max zaczął podnosić się z krzesła. Drzwi do jadalni 
stanęły otworem.

–   Cleo?   –   W   głosie   Sylvii   brzmiała   troska.   –   Co   się   tu 

dzieje?

–   Wiedziałem,   że   ktoś   wejdzie   w   nieodpowiednim 

momencie.   –   Max   usiadł   z   powrotem   na   krześle   z   wyrazem 
zrezygnowanego męczeństwa na twarzy. – To nie do zniesienia.

– Na tym polega życie w rodzinie – stwierdziła słodko Cleo.
Odwróciła się twarzą do drzwi. Sylvia przyglądała im się z 

zaniepokojeniem. Nie była sama. Stał przy j niej Sammy i jakiś 
bardzo duży osobnik.

Obcy     był     potężnym     mężczyzną       z       miłą     twarzą   i 

smutnymi oczyma spaniela. Miał na sobie krzykliwą marynarkę 
w   zielono-pomarańczową   kratę   i   brązowe   I   spodnie   ze 
sztucznego włókna. Oraz krawat w czerwone kropki.

–   Czy   złościsz   się   na   Cleo,   Max?   Bardzo   jesteś   zły?   – 

Sammy   podbiegł   do   krzesła   Maxa   i   spojrzał   na   niego 
zmartwionymi oczami.

–   Cleo   i   ja   rozmawialiśmy   o   prywatnych   sprawach   – 

powiedział. – To była poważna rozmowa.

Cleo   uniosła   brwi,   słysząc   w   głosie   Maxa   burkliwe 

uspokojenie.

229

background image

– Nie słuchaj go, Sammy. Jest na mnie zły. 
Sammy,   usatysfakcjonowany   odpowiedzią   Maxa, 

zachichotał.

– Założę się, że nie tak naprawdę, naprawdę zły.
–   Nie.   –   Max   wykrzywił   się   do   Cleo.   –   Nie   naprawdę, 

naprawdę zły.

–   On   ma   rację,   Sammy   –   odezwał   się   obcy   głębokim, 

dudniącym głosem, pasującym do jego sylwetki. – Znam Maxa 
już od jakiegoś czasu i mogę z całą pewnością stwierdzić, że 
kiedy Fortune jest naprawdę, naprawdę zły, nikt tego nie wie, 
dopóki nie jest za późno.

Sammy spojrzał na mężczyznę w drzwiach.
– A jak wygląda na złego, to co to znaczy?
–   To   znaczy,   że   jest   lekko   niezadowolony.   –   Mężczyzna 

wkroczył   do   pokoju.   –   Pewno   nie   wypił   porannej   kawy.   – 
Popatrzył na Maxa. – Cześć, Max.

–   Nareszcie,   O'Reilly.   –   Max   przelotnie   rzucił   okiem   na 

krawat w kropki. – Skąd masz ten krawat?

– Kupiłem od jednego faceta, który je sprzedaje z ciężarówki 

w zaułku między Trzecią i Czwartą Aleją w Seattle – powiedział 
dumnie O'Reilly. – Doskonały interes. Zaprowadzę cię do niego, 
jak będziesz w mieście.

– Nie musisz.
– Nie wszyscy możemy sobie pozwolić na kupowanie ubrań 

w Europie – stwierdził od niechcenia O'Reilly.

– Mnie się krawat O'Reilly'ego podoba – powiedział Sammy. 

– Jest bardzo ładny. Mamie też się podoba, prawda, mamo?

Cleo   ze   zdumieniem   dostrzegła   lekki   rumieniec   na 

policzkach Sylvii.

– Jest fantastyczny – mruknęła Sylvia.
O'Reilly uśmiechnął się do niej. Uśmiech przeobraził jego 

twarz.

– Cieszę się, że ktoś tutaj ma dobry gust. – Odwrócił się do 

Cleo.   –   Chciałbym   się   przedstawić.   Nazywam   się   O'Reilly. 
Compton O'Reilly z firmy O'Reilly Investigations.

230

background image

– Miło mi pana poznać – odparła uprzejmie.
– Max pewno wszystko pani o mnie powiedział. Jaki jestem 

genialny.   Mądry   i   pełen   pomysłów.   Odważny,   niestrudzony, 
nieustępliwy i tak dalej, i tak dalej.

Uśmiechnęła się lekko.
– Powiedział, że jest pan dobry w swoim fachu.
Poczuła  nagle dziwny dreszcz strachu,  który przyczaił  się 

gdzieś w żołądku i sprawił, że zakręciło się jej w głowie.

Przybycie   prywatnego   detektywa   przypominało   o 

rzeczywistości. Max traktował ostatnie, zagadkowe wydarzenia 
bardzo poważnie. Aż niepokojąco poważnie.

– Oto cały Max – zawołał O'Reilly. – Mistrz niedomówień. 

Kiedy twierdzi, że jestem dobry w swoim fachu, naprawdę ma 
na myśli, że jestem fenomenalny.

Max spojrzał na Cleo.
– Mówiłem ci już, że jest bardzo skromny?
–   Moim   zdaniem   skromność   pana   O'Reilly'ego   jest 

ewidentna – wtrąciła się Sylvia.

– Dziękuję pani. – O'Reilly znów się do niej uśmiechnął.
Sylvia poróżowiała jeszcze bardziej.
– Chodź ze mną,  Sammy – powiedziała.  – Postaramy  się 

znaleźć panu O'Reilly'emu filiżankę kawy.

– I jakieś ciastka – podchwycił chętnie Sammy.
– To jeden z lepszych pomysłów, jakie dzisiaj słyszałem – 

mruknął O'Reilly. – Chociaż wolę herbatniki w czekoladzie.

– Ja też. – Sammy z zachwytem klasnął w ręce.
–  Wielcy  ludzie  mają   podobne  upodobania   –  stwierdził   z 

zadowoleniem O'Reilly.

– Zaraz wracamy – obiecała Sylvia, biorąc Sammy’ego za 

rękę.

O'Reilly   spoglądał   za   nimi,   kiedy   wchodzili   do   kuchni. 

Potem odwrócił się i uważnie przyjrzał Maxowi.

–   W   co   się   tu   wplątałeś,   stary   druhu?   I   co   ja   słyszę… 

Zaręczyłeś się?

–   Plotki.   –   Cleo   chrząknęła.   –   Plotki,   pomówienia   i 

231

background image

kłamstwa.

– Czyżby? – O'Reilly włożył ręce do kieszeni i przyjrzał się 

jej z uważnym zainteresowaniem. – Tylko plotki, pomówienia i 
kłamstwa?

– Oczywiście. – Zignorowała rozzłoszczony wzrok Maxa. – 

Nawet się nie pofatygował, żeby mnie poprosić, abym za niego 
wyszła, więc skąd wzięłyby się prawdziwe zaręczyny?

– Co racja to racja. – O'Reilly pokiwał głową.
–   Do   ciężkiej   cholery!   –   Max   rzucił   Cleo   wściekłe 

spojrzenie. – To dlatego byłaś taka zjadliwa całe rano? Dlatego, 
że formalnie nie poprosiłem cię o rękę?

Nie raczyła odpowiedzieć. Uśmiechnęła się do O'Reilly'ego.
– Niech pan nie zwraca na niego uwagi. Ma dziś kłopoty 

sam ze sobą.

– Max zawsze ma  problemy  – powiedział  O'Reilly.  – To 

widać po jego ubraniach.

Jakiś czas potem, wzmocniony ciastkami i kawą, O'Reilly 

zerknął   do   notesu,   po   czym   oparł   się   wygodnie   w   fotelu   i 
spojrzał   na   Cleo   i   Maxa,   którzy   siedzieli   w   solarium 
naprzeciwko niego.

–   Podstawowy   fakt   jest   taki,   że   nie   ma   oczywistych 

podejrzanych. O ile wydaje się pani, że nie ma wrogów. Nikt nie 
ma o nic do pani pretensji?

Cleo zadrżała. O'Reilly wydawał się dość miły, ale ona nadal 

miała   wątpliwości   co   do   potrzeby   angażowania   prywatnego 
detektywa.

–  Chyba  nie.   Nie  miałam   z  nikim   żadnych   zatargów,  no, 

może oprócz Tobiasa Quintona.

– Kto to jest Tobias Quinton? 
Max lekko się poruszył.
– Nieważne. Nie o niego tu chodzi. 
O'Reilly spojrzał na niego badawczo.

232

background image

– Jesteś pewien?
– Tak. To był tylko niezadowolony gość. Mieszkał tu jedną 

noc i wyjechał następnego dnia rano – wyjaśnił Max.

O'Reilly zwrócił się do Cleo:
– Przepraszam za osobiste pytania, ale muszę znać na nie 

odpowiedzi. Czy może to być jakiś pani były przyjaciel, który 
przypomniał sobie, co stracił? Zwłaszcza teraz, kiedy Max się 
pojawił? Z żalem muszę  stwierdzić, że on czasem robi sobie 
wrogów.

– Nie było mnie tu, kiedy wszystko  się zaczęło  – wtrącił 

Max. – Kręcił się tu wtedy Nolan Hildebrand. Ale on się tylko 
umawiał z Cleo od czasu do czasu na obiad.

O'Reilly spojrzał na niego spod krzaczastych brwi.
– Jesteś pewien?
– Nie spał z nią, jeśli o to ci chodzi – powiedział zimno Max. 

– A zanim zapytasz, odpowiedź brzmi: tak, jestem pewien.

– Max. – Cleo poczuła, że oblewa się rumieńcem. – Sama 

potrafię odpowiadać na pytania. – Uśmiechnęła się nieśmiało do 
O'Reilly'ego. – Nolan i ja byliśmy tylko przyjaciółmi, chociaż 
mam   podstawy,   aby   przypuszczać,   że   mógł   myśleć   o 
małżeństwie.

–   To   by   znaczyło,   że   łączyło   was   coś   więcej   niż   tylko 

przyjaźń – stwierdził spokojnie detektyw.

– Nigdy nie wspominał o małżeństwie – wyjaśniła. – I nigdy 

nie prosił mnie o rękę. On sobie tylko coś tam wyobrażał. Jak 
nie powiem kto.

– Cleo! – zawołał Max ostrzegawczo.
–   Po   raz   pierwszy   dowiedziałam   się   o   planach   Nolana   – 

mówiła dalej – kiedy pewnego ranka wspomniał od niechcenia o 
małżeństwie,   będąc   najwyraźniej   pod   wpływem   stresu.   – 
Spojrzała na Maxa. – Mężczyźni mnie tym wprost prześladują.

– Nie zwracaj na nią uwagi, O'Reilly – poradził Max. – Z 

jakiegoś powodu jest dziś w złym humorze.

– Yhm. – O'Reilly spojrzał na Cleo. – Może powinniśmy 

bardziej szczegółowo porozmawiać o Nolanie Hildebrandzie?

233

background image

Wzruszyła ramionami.
– Mówiłam już, że nie ma  o kim rozmawiać.  Był  bardzo 

zdenerwowany,   kiedy   dowiedział   się,   że   napisałam   „Lustro”. 
Ale tylko dlatego, że to mnie, jego zdaniem, dyskwalifikowało 
jako żonę przyszłego senatora.

–   Czyli   nie   zachowywał   się   jak   nawiedzony,   natchniony 

jakąś świętą misją oczyszczenia świata z ludzi, którzy piszą o 
seksie?

Znów się zaczerwieniła, ale zachowała spokój.
– Nie, był tylko zły, że tracił czas, umawiając się ze mną. 

Niech mi pan wierzy, Nolan ma obsesję wyłącznie na punkcie 
swojej kariery politycznej.

– A ten Adrian Forrester, o którym pani wspomniała?
Cleo zmarszczyła nos.
– Adrian  się nie  liczy.  Moje stosunki z  nim były  jeszcze 

luźniejsze niż z Nolanem.

O'Reilly uśmiechnął się przelotnie.
– W porządku. Na razie to wystarczy. Kiedy porozmawiam z 

pani pracownikami i rozejrzę się trochę po okolicy, będę miał 
pewnie   następne   pytania,   lecz   teraz   muszę   sprawdzić   parę 
innych śladów.

Cleo,   zmęczona   tym   wypytywaniem,   wyprostowała   się 

zaalarmowana.

–   Chwileczkę,   co   ma   pan   zamiar   robić?   Nie   może   pan 

chodzić po Harmony Cove i pytać o mnie i o moją książkę.

– Dlaczego nie?
– Ponieważ nikt tutaj nie wie, że to ja ją napisałam – rzuciła 

niecierpliwie.   –   Mówiłam   już,   że   napisałam   ją   pod 
pseudonimem. Tylko rodzina wie, że ja jestem autorką.

–   To   nieprawda.   –   Powiedział   cicho   Max.   –   Wie   o   tym 

Noland Hildebrand i człowiek, który stoi za tymi wydarzeniami. 
Przypuszczalnie niedługo bardzo dużo ludzi dowie się, że jesteś 
autorką „Lustra”.

Cleo mocno splotła palce obu rąk.
– Nie chciałam, aby ludzie postronni wiedzieli o „Lustrze”. 

234

background image

To bardzo osobista książka.

– Max ma rację – powiedział O'Reilly. – Obawiam się, że 

sekret się wydał. Chowanie się pod pseudonimem nie ma już 
większego   sensu.   Przyznanie   się   do   autorstwa   książki   tylko 
wyjdzie pani na korzyść.

– W jaki sposób?
–   W   małym   mieście,   takim   jak   Harmony   Cove,   wieści 

prędko się rozchodzą. Oczywiście ludzie będą gadali o książce. 
Będą jednak mówili także o tym, że ktoś pani grozi. To może 
nam przynieść nowe informacje.

– On wie, co mówi – stwierdził Max. – Lubią cię w mieście. 

To się nie zmieni, kiedy wyjdzie na jaw, że napisałaś „Lustro”. 
Większość mieszkańców Harmony Cove będzie oburzona tym, 
że ktoś ośmielił się grozić ci. Możliwe że uzyskamy jakiś nowy 
punkt zaczepienia.

– Ludzie będą uczuleni na obcych i na nietypowe działania. 

To dostarczy pani pewnej ochrony. – O'Reilly uśmiechnął się 
zachęcająco.   –   Najpierw   porozmawiam   z   waszym   szeryfem. 
Powiem mu o wszystkim i zobaczymy, co będzie dalej.

Przygryzła wargę, zdając sobie sprawę, iż nie miało sensu 

sprzeczanie się z taką nieubłaganą męską logiką. Max i O'Reilly 
po   prostu   nie   rozumieli.   Nie   mogli   wiedzieć,   jak   bardzo 
obawiała   się   wtargnięcia   w   swoją   prywatność   obcych   ludzi, 
którzy   poznają   jej   sekret.   Czym   innym   była   sława   autorki 
książek romantyczno-kryminalnych, a zupełnie czymś innym – 
utworu tak głęboko osobistego i intymnego jak „Lustro”.

Opadła z powrotem na wiklinowy fotel i patrzyła ze złością 

na bulgoczącą fontannę.

– Nie jestem pewna, czy warto robić tyle zamieszania. Może 

te wydarzenia to tylko czyjeś żarty.

– Kartka papieru,  którą znalazłem w  twoim samochodzie, 

była czymś  więcej niż żartem – powiedział Max. – A osoba, 
która   szła   za   tobą   we  mgle,   próbowała   cię   przestraszyć   albo 
jeszcze coś gorszego. Chcę, aby to się skończyło, zanim coś się 
stanie.

235

background image

W jego oczach Cleo dostrzegła niezłomne postanowienie i 

wiedziała, że nie ma co protestować. Poza tym sama zaczynała 
się bać. Zwróciła się do O'Reilly'ego:

– Naprawdę pan myśli, że to jest ktoś z Harmony Cove? 

Mówił pan, że żaden z gości, którzy tu byli podczas seminarium 
motywacyjnego, nie wydaje się Podejrzany.

– Kiedy sprawdziłem nazwiska gości w moim komputerze, 

przy żadnym  z nich nie zapaliło się czerwone światełko. Nie 
znaczy to jednak, że któryś  z nich nie jest szalony.  Niemniej 
jednak nie sądzę, abyśmy znaleźli  naszego purytanina pośród 
nich.   Poza   tym   mówiła   pani,   że   wszystko   zaczęło   się   przed 
przybyciem seminaryjnych gości.

– Był ten anonimowy list, który dostałaś w zeszłym miesiącu 

za pośrednictwem wydawcy – przypomniał Max. – Wprawdzie 
Hildebrandowi   podrzucono   twoją   książkę   podczas   tego 
seminarium, ale zdarzenie we mgle miało miejsce wówczas, gdy 
nikogo z nich już tu nie było.

– Zapewne masz rację. To musi być ktoś z Harmony Cove. 

Mój   Boże,   co   za   dziwne   uczucie.   –   Cleo   zaplotła   ręce   na 
piersiach i skuliła się w sobie. – Pomyśleć, że to ktoś, kogo 
znam.

–   To   się   często   zdarza   w   tego   rodzaju   przypadkach   – 

powiedział O'Reilly.

Max spojrzał na Cleo.
–   Myślę,   że   najlepiej   będzie,   jak   stąd   na   parę   dni 

wyjedziemy. W tym czasie O'Reilly będzie mógł się rozejrzeć i 
rozpytać.

– Wyjedziemy?  – Zareagowała ostro. – Nie mogę. Muszę 

zajmować się zajazdem.

– W tym tygodniu nie ma tłoku – stwierdził Max. – Sylvia z 

Andromedą i całą resztą doskonale dadzą sobie radę.

Miał rację, choć nie chciała mu jej przyznać.
– Wolałabym zostać.
Ze   złością   spostrzegła,   jak   Max   i   O'Reilly   wymienili 

spojrzenia. Detektyw uśmiechnął się do niej.

236

background image

–   Gdyby   pani   wyjechała   na   parę   dni,   byłoby   mi   łatwiej. 

Mógłbym  porozmawiać z ludźmi o „Lustrze” i o tym,  co się 
wydarzyło. Nim pani wróci, początkowe zainteresowanie umrze 
śmiercią naturalną. Pani przyjaciele w zajeździe poradzą sobie z 
pierwszymi poszukiwaczami plotek.

Cleo   wahała   się.   Logicznie   rzecz   biorąc   wiedziała,   że 

zamieszanie   wywołane   rozmowami   O'Reilly'ego   będzie   dużo 
mniejsze   niż   to,   przez   co   przeszła   cztery   lata   wcześniej. 
Przynajmniej   plotki   będą   dotyczyły   życia   seksualnego, 
pomyślała z goryczą, a nie śmierci i zniszczenia.

Nie uniknie się jednak pytań co do tożsamości człowieka, 

który   ją   prześladuje.   Patty   Loftins   z   salonu   kosmetycznego 
zapewne   przeczyta   „Lustro”   i   będzie   dyskutować   ze   swymi 
klientkami o tym, co jej prześladowca jeszcze zrobi. Pryszczaty 
młodzieniec z drogerii będzie się przyglądał, czy kupuje środki 
antykoncepcyjne,   kiedy   następnym   razem   pójdzie   tam   po 
szampon. Chuck ze stacji benzynowej będzie się zastanawiał, 
czy   na   randkach   stosuje   działania   opisane   w   „Lustrze”. 
Przypuszczalnie będzie chciał się z nią umówić, kiedy podjedzie 
po benzynę. Zadrżała na samą myśl.

–   Być   może   wyjazd   na   dzień   czy   dwa   miałby   swoje 

uzasadnienie – powiedziała.

– Pojedziemy na kilka dni do Seattle – stwierdził Max, tak 

jakby wszystko zostało ustalone.

– Do Seattle?
–   Zmiana   scenerii   dobrze   ci   zrobi.   –   Spoglądał   na   nią   z 

troską. – O'Reilly w tym czasie dopilnuje rodziny.

– Jasne – przyświadczył wesoło 0'Reilly. – Mogę zostać tu 

nawet na zawsze, jeśli kuchnia będzie wydawać czekoladowe 
ciastka.

Max od niechcenia rzucił okiem na zegarek.
– Możemy wyjechać za godzinę.
Cleo spojrzała na niego gniewnie. Doskonale zdawała sobie 

sprawę  z  jego  poczynań.  Macki  siły jego woli  oplątywały   ją 
niewidzialną   siecią,   pociągając   powoli,   choć   nieuchronnie,   w 

237

background image

zaplanowanym   przez   niego   kierunku.   Trudno   było   mu   się 
oprzeć, kiedy coś sobie postanowił. Kimberly twierdziła, iż było 
to niemożliwe.

– Cóż… – zaczęła z wahaniem.
– Chodź się spakować. – Max chwycił laskę i wstał. Spojrzał 

na O'Reilly'ego. – Masz mój numer w Seattle. Dzwoń, jak się 
czegoś dowiesz.

–   Dobrze.   –   O'Reilly   wsunął   notes   do   kieszeni   i   wstał   z 

fotela. – Dziś po południu porozmawiam z pracownikami tutaj 
na miejscu. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

– Chwileczkę. – Cleo uniosła rękę. – Zanim sprawa zacznie 

posuwać się naprzód, musimy omówić pańskie honorarium.

– Honorarium? – Zdawało się, że O'Reilly słyszy to słowo 

pierwszy raz w życiu.

–   Tak,   honorarium.   –   Zmarszczyła   brwi.   –   Kiedyś 

wynajęłam prywatnego detektywa. Ten człowiek zajmował się 
sprawą całymi  miesiącami. W końcu przysłał mi rachunek na 
prawie   piętnaście   tysięcy   dolarów   i   nigdy   nie   podał   mi   ani 
jednej istotnej informacji. Nie mam ochoty na powtórkę czegoś 
takiego.

Max i O'Reilly patrzyli na nią tak, jakby im oznajmiła, że 

przybywa z księżyca. Max pierwszy odzyskał głos:

– Po co wynajmowałaś prywatnego detektywa?
Przyglądała się spienionej wodzie w fontannie.
– Chciałam, żeby ktoś jeszcze oprócz policji zbadał sprawę 

śmierci moich rodziców.

– Mówiłaś, że policja stwierdziła, iż chodziło o morderstwo i 

samobójstwo – powiedział  bardzo  cicho.  – Twój  ojciec  zabił 
twoją matkę, a potem popełnił samobójstwo.

Nadal  wpatrywała  się  w   fontannę.   Czuła   na  sobie  niemy, 

pytający wzrok O'Reilly'ego.

– Mówiłam ci także, że nie byłam w stanie zaakceptować 

takiego wniosku. Zeszłego lata postanowiłam zatrudnić kogoś, 
kto by przejrzał dokumenty w archiwum i sprawdził, czy czegoś 
nie przeoczono lub nie pominięto.

238

background image

– A kogo pani do tego wzięła? – spytał obojętnym tonem 

O'Reilly. – Ciekawość zawodowa. Może go znam.

– Nazywał się Harold Eberson. Miał biuro w Seattle.
–   Aha.   –   O'Reilly   pokiwał   głową.   –   Słyszałem   o   nim. 

Znalazł coś?

Wsunęła dłonie między kolana i ścisnęła je razem.
– Nie. Zwodził mnie przez kilka miesięcy.  Powiedział, że 

odkrył parę dziwnych rzeczy i że je sprawdza. Ale to wszystko 
była lipa.

– Lipa? – powtórzył.
Kiwnęła głową, zawstydzona własną naiwnością.
– Płaciłam rachunki, aż pewnego dnia przestały przychodzić. 

Zadzwoniłam   do   jego   biura   i   automatyczna   sekretarka 
powiedziała, że biuro już nie działa.

O'Reilly spojrzał na Maxa, a potem z powrotem na Cleo.
–   Eberson   zginął   w   wypadku   samochodowym   w 

październiku. Nikt nie przejął jego firmy i dlatego kontakt się 
urwał.   Pracował   samotnie.   Kiedy   umarł,   jego   praktyka   też 
umarła.

– Czy był oszustem? – spytała. – Bardzo się dałam nabrać?
–   Eberson   działał   na   małą   skalę.   –   O'Reilly   wzruszył 

ramionami. – Jeśli podliczył panią na piętnaście kawałków, to 
można założyć, że była pani jego najpoważniejszą klientką.

– Ale czy naprawdę mnie wykorzystał?
Spojrzał jej prosto w oczy.
–   Nigdy   nie   słyszałem,   żeby   Eberson   był   oszustem.   Nie 

działał na dużą skalę i tyle. Przypuszczalnie nie miał głowy do 
wielkich interesów.

–   Rozumiem.   –   Cleo   była   cała   zesztywniała.   Zaczęła 

rozmasowywać sobie kark.

Max   położył   jej   rękę   na   ramieniu   i   lekko   je   ścisnął. 

Przesunął   kciukiem   po   napiętych   mięśniach.   Z   jego   palców 
emanowała przyjemna siła. Czuła, jak ciepło jego ręki przenika 
jej ciało,

– Chodźmy stąd, Cleo – powiedział.

239

background image

– A honorarium O'Reilly'ego? – spytała uparcie. – Muszę 

chyba   podpisać   jakąś   umowę.   Mówiłam   już,   że   nie   chcę 
następnej niespodzianki za piętnaście tysięcy dolarów.

– Zgadzam się na takie same warunki, jakie dostał Max – 

stwierdził O'Reilly. – Minimalne wynagrodzenie plus napiwki i 
mieszkanie z utrzymaniem, kiedy jestem na miejscu.

– Powiedział panu?
– Tak.
Cleo rzuciła Maxowi zdegustowane spojrzenie.
– Myślałeś, że to bardzo śmieszne, co, panie ekspercie od 

hoteli?

– Nie. Myślałem, że to najlepsza oferta, jaka mi się trafiła po 

raz pierwszy od bardzo długiego czasu.

240

background image

Rozdział czternasty

Stara posiadłość z cegły nigdy przedtem nie wydawała się 

tak   wyziębiona.   Max   sprawdził   termostat   przed   zejściem   do 
piwnicy   po   butelkę   swego   najlepszego   kalifornijskiego 
caberneta. Wieczór był zimny, ale w domu powinno panować 
przyjemne   ciepło.   Nastawiona   na   termostacie   temperatura 
wskazywała   dwadzieścia   trzy   stopnie.   Zmarszczył   brwi   i 
przesunął regulator do dwudziestu pięciu. Pomyślał, że w jego 
pokoju na poddaszu nigdy nie było zimno.

Wiedział,   że   to   nie   dom   był   zimny,   tylko   on   sam.   Znał 

dobrze   to   uczucie.   Po   raz   pierwszy   poczuł   chłód,   kiedy 
opiekunka  społeczna   powiedziała   mu,   że  zamieszka   z bardzo 
miłą rodziną, po raz ostatni – kiedy umarł Jason.

Dzisiaj   nastąpił   kolejny   punkt   zwrotny   w   jego   życiu. 

Delikatne   napięcie   wprawiło   wszystkie   końcówki   nerwów   w 
stan alarmu.

Tym razem to uczucie przewyższało wszystkie poprzednie. 

Tym razem zbyt wiele było do stracenia. Do tej pory zawsze 
umiał odejść od tego, o czym wiedział, że nie może dostać na 
własność. Nie miał pojęcia, jak potrafi odejść od Cleo, jeśli ona 
nie zgodzi się wyjść za niego za mąż.

Idąc do kuchni, zajrzał z niepokojem do ogromnego salonu. 

Cleo stała tyłem do niego przed wielkimi oknami, przez które 
widać było całe miasto i Elliott Bay. Przyglądała się światłom 
wysokich budynków, które błyszczały jak klejnoty na deszczu.

Obserwował   ją   z   wewnętrzną   tęsknotą.   W   czasie   jazdy 

samochodem   siedziała   niezwykle   cicho.   Kilka   razy   usiłował 
nawiązać rozmowę, ale za każdym razem jego wysiłki spełzły 
na niczym.

Od   wyjazdu   z   Robbins'   Nest   Inn   Cleo   zachowywała   się 

uprzejmie,   ale   zdawała   się   być   gdzieś   daleko,   we   własnym 
świecie.  Nie miał  pojęcia, o czym  myśli  i to nie dawało mu 
spokoju.

Zaniósł   wino   do   kuchni   i   ostrożnie   je   otworzył.   Jason 

241

background image

wyjaśnił   mu   kiedyś,   że   dobry   cabernet   należy   traktować   z 
szacunkiem.

Przeżył   chwilę   wątpliwości   co   do   wyboru   wina,   kiedy 

nalewał rubinowy płyn do dwóch kieliszków. Może powinien 
był   raczej   wybrać   szampana?   Wykrzywił   usta   w   ironicznym 
uśmiechu, kiedy zdał sobie sprawę, iż mimo nauk Jasona nadal 
zdarzało mu się nie być pewnym swego wyboru.

– Z czego się śmiejesz? – spytała Cleo, stając w drzwiach do 

kuchni.

Zaskoczony pytaniem, po kilku godzinach niemal zupełnej 

ciszy,  Max nieostrożnie  obrócił  butelką.  Dwie  krwiste  krople 
spadły   na   wypolerowany   granitowy   blat.   Patrzył   na   nie, 
odstawiając butelkę.

–   Myślałem   właśnie,   że   jest   cholerna   różnica   między 

urodzeniem się w bogatej rodzinie a uciążliwym dochodzeniem 
do pieniędzy – powiedział, sięgając po papierowy ręcznik, aby 
wytrzeć krople wina.

– Jaka to różnica? – zapytała z nieodgadnionym wyrazem 

twarzy.

Wzruszył ramionami.
– Pewność, że zawsze wiesz, co zrobić, co włożyć, co podać. 

– Wręczył jej kieliszek. – Kiedy się urodzisz w bogatej rodzinie, 
uczysz się tej pewności od kołyski. Kiedy się dorobisz, nigdy jej 
tak naprawdę nie masz.

–   Pewnie   masz   rację.   –   Cleo   upiła   trochę   wina. 

Usatysfakcjonowana doskonałym smakiem, pociągnęła większy 
łyk. – Z drugiej strony kiedy osiągniesz sukces własną, ciężką 
pracą, masz pewność, która pochodzi ze świadomości, że sam na 
niego zarobiłeś.

Spojrzał jej w oczy.
– To nie jest to samo – powiedział.
– Nie, to znacznie lepsza pewność. Głęboko zakorzenione 

przekonanie,  które  bierze  się stąd, że  wiesz, iż  gdybyś  nagle 
stracił   wszystko   i   musiał   zaczynać   od   początku,   mógłbyś   od 
nowa wejść na sam szczyt. Ty emanujesz taką pewnością.

242

background image

– To co innego. Nie mówiłem o takiej pewności.
–   Czemu   nie?   Jest   bardziej   interesująca   niż   ta   druga   – 

stwierdziła   chłodno   Cleo.   –   W   gruncie   rzeczy   czasami   jest 
bardziej   onieśmielająca.   Najbardziej   onieśmiela   kogoś,   kto 
wywodzi się z bogatej rodziny i kto nie jest wcale pewien, czy 
potrafiłby   sam   do   czegoś   dojść.  Ale   ty  wiesz,   że   byś   umiał. 
Udowodniłeś to sobie i całemu światu.

Uśmiechnął się.
– Facet w czepku urodzony nie musiałby się zastanawiać, 

czy   w   takiej   sytuacji   podać   szampana   czy   cabernet.   Z   góry 
znałby odpowiedź.

– Ojej. – Oczy Cleo zabłysły za szkłami okularów. – Czy ten 

wybór wiele cię kosztował?

– Nie aż tyle, żeby mi popsuć resztę wieczoru.
– Bo wiedziałeś, że mnie jest wszystko jedno, czy podasz 

szampana, cabernet czy dietetyczną coca-colę, tak?

– Tak. – Max podjął decyzję. Z kieliszkiem w jednej ręce i z 

laską w drugiej podszedł do drzwi. – Chodź, coś ci pokażę.

– Co takiego? – Usunęła mu się z drogi, a potem ruszyła za 

nim.

–   Chodź   ze   mną.   –   Ciemnym   korytarzem   podszedł   do 

stalowych drzwi, strzegących jego skarbów. Podał jej kieliszek. 
– Potrzymaj na chwilę.

Wzięła   kieliszek   i   z   zainteresowaniem   patrzyła,   jak 

wystukiwał palcami szyfr otwierający drzwi.

– Co tam jest?
–   Rzeczy   dla   mnie   ważne.   –   Otworzył   drzwi.   Światło 

zapaliło się automatycznie, ukazując schody.

Przyglądała im się z ciekawością.
– Słuchaj, ale ty nie zrobisz nic dziwacznego tam na dole, 

co?

– Zależy co rozumiesz przez dziwaczne.
Zszedł schodami i na dole otworzył drugie stalowe drzwi. 

Zapaliły   się   kolejne   światła,   kiedy   odsunęła   się   bariera 
odkrywająca galerię. Usłyszał, jak wciągnęła powietrze, kiedy 

243

background image

weszła do środka.

– Wielki Boże, czy to wszystko są oryginały?
Pytanie go zirytowało.
– No, pewnie, do diabła. Czy myślisz, że traciłbym czas na 

zbieranie podróbek?

Rzuciła mu dziwne spojrzenie.
–   Nie   sądzę.   –   Przeciągnęła   palcem   po   oparciu   jedynego 

krzesła w pomieszczeniu. – Ładne krzesło.

–   Oryginał   –   stwierdził   sucho.   –   Z   Anglii.   Wczesny 

dziewiętnasty wiek.

– Oczywiście. – Przeszła na środek pokoju i powoli obróciła 

się   wkoło,   przyglądając   się   arcydziełom   sztuki   nowoczesnej, 
wiszącym na białych ścianach. – Nie widzę ani jednego obrazu z 
psem albo z koniem.

Nie wiedział, czy żartuje.
– Nie ma też pejzaży – powiedział.
–   Dam   ci   te   pejzaże,   które   namalował   Jason.   Możesz   je 

powiesić   w   swoim   pokoju   na   poddaszu   obok   obrazka 
Sammy'ego.

– Dziękuję. Z przyjemnością.
Zatrzymała się, kiedy zobaczyła puste miejsce na północnej 

ścianie.

– Dlaczego tu nic nie wisi?
– To miejsce na obrazy Luttrella.
– Ach, tak, zapomniałam. – Podeszła do półki z książkami i 

spojrzała na tytuły wytłoczone na grzbietach oprawnych w skórę 
tomów.   –   O   rety!   Po   łacinie.   Naprawdę   stare.   Naprawdę 
wspaniałe.   Założę   się,   że   biblioteka   miejska   ma   nadzieję,   że 
będziesz o niej pamiętał w testamencie.

– Pamiętałem.
Przystanęła   nagle,   kiedy   zobaczyła   serię   małych, 

zniszczonych książek.

– Co to jest? „Dr Seuss”? „The Hardy Boys”? Max, co te 

książki tutaj robią?

– To są pierwsze rzeczy, jakie zacząłem zbierać. 

244

background image

Rzuciła mu miękkie spojrzenie.
– Rozumiem.
– Cleo, czy wyjdziesz za mnie? 
Znieruchomiała.
Poczuł, że brak mu tchu.
– Gdzie zamierzasz mnie wstawić? – spytała cicho. 
Przeszył go nagły gniew.
– O czym ty, do diabła, mówisz?
–   Zastanawiałam   się,   gdzie   byś   mnie   powiesił   w   swojej 

galerii. Nie jestem pewna, czy bym tu pasowała. – Wolno szła 
przez pokój, oglądając kolekcję. – Nie jestem bardzo dobrym 
przykładem   sztuki   nowoczesnej.   Bardziej   bym   pasowała   do 
czyjegoś zbioru motyli albo kolekcji karnawałowego szkła.

– Powiedziałem, że chcę się z tobą ożenić, a nie włączyć do 

kolekcji – wyszeptał  wściekle.  Ostrożnie  odstawił  kieliszek  z 
winem na mały inkrustowany stolik koło krzesła Sheratona. Bał 
się, że za chwilę złamie w palcach nóżkę. Tak mocno ściskał 
gałkę laski, że bolały go mięśnie dłoni.

– Czy odczuwasz jakąś różnicę?
– Tak, do diabła! Powiedziałaś dziś rano, że jesteś zła, bo ci 

nie oświadczyłem się należycie. Usiłuję to naprawić.

– Nie chodziło tylko o to, że się nie oświadczyłeś.
– Cleo.
Zrobił krok w jej stronę i gwałtownie się zatrzymał, kiedy 

spostrzegł, że ona o krok się cofnęła. Odmówi. Przeszył go ból, 
większy   niż   kiedykolwiek   przeżywał   do   tej   pory.   Czuł,   jak 
wgryza mu się we wnętrzności, jak zjada go żywcem. Czuł się 
gorzej niż wtedy, kiedy umarł Jason.

Oczy Cleo   były  szeroko  otwarte  i  błyszczące.  Gdy zrobił 

następny krok w jej kierunku, uniosła rękę. jakby broniła się 
przed samym diabłem.

– Dlaczego chcesz się ze mną ożenić?
–   Ponieważ   cię   chcę.   –   Słowa   zostały   z   niego   wydarte, 

zostawiając   świeżą,   otwartą   ranę.   Zastanawiał   się,   czy 
wykrwawi się na śmierć tutaj, na wschodnim kobiercu.

245

background image

Jej wzrok badał duszę Maxa jeszcze przez chwilę, po czym z 

cichym jękiem wsunęła mu się w ramiona.

– Dobrze – powiedziała. – Wyjdę za ciebie.
Poczuł, jak rana w środku zaczyna się zamykać.
A jednak nie umrze. Pozwolił lasce upaść na dywan i mocno 

przycisnął   Cleo   do   siebie.   Przenikające   go,   ulotne   emocje 
zmieniły się w dziki, dojmujący głód.

Potrzebował jej bardziej niż czegokolwiek dotąd w życiu.
Jakby wyczuwając  jego pragnienie,  uniosła twarz w górę. 

Mocno   ją   pocałował.   Kiedy   wyczuł,   że   odpowiada   na   jego 
pocałunek, jęknął i pociągnął ją na dywan.

– Max!
Szarpał   jej   ubranie,   ściągając   bluzkę   i   szarpnięciem 

rozpinając   dżinsy.   Zdjął   z   niej   spodnie   razem   ze   srebrnymi 
tenisówkami.   Następnie   niezręcznie   zaczął   się   mocować   z 
zamkiem  własnych  spodni. Nawet nie próbował ich zdjąć do 
końca, wiedział, że nie będzie w stanie tego zrobić.

Uniosła   się   ku   niemu,   rozsuwając   nogi   i   otwierając   usta. 

Rzucił się na nią jak głodujący człowiek rzuca się na ucztę.

W chwilę później był tam, gdzie musiał być, głęboko w niej. 

Była ciepła, miękka i przytulna, a on znalazł się w domu.

Cleo otworzyła oczy i spojrzała na płótna, które patrzyły na 

nią   z   góry   jak   liczne,   ciemne,   udręczone   oczy.   Malarskie 
upodobania Maxa były dalekie od słodyczy i sentymentalizmu.

Obrazy wiszące na ścianach jego tajemniczego gniazda były 

tym   samym   przyciągającym   połączeniem   dzikości   i 
cywilizowanej   ogłady   co   on   sam   –   równie   skomplikowane   i 
tajemnicze.

Zdała sobie sprawę, że – na dobre czy na złe – pozwoliła się 

właśnie włączyć do kolekcji Maxa Fortunek.

Jedyną rzeczą w tym pomieszczeniu, która dawała jej pewną 

nadzieję, były taniutkie egzemplarze dziecinnych książek, jakie 

246

background image

odkryła między cennymi tomami. Uśmiechnęła się do siebie.

– Zimno ci? – Max usiadł powoli. Jego oczy pociemniały z 

zadowolenia,   kiedy   władczym   ruchem   pogładził   jej   okrągłe 
biodro.

– Trochę. – Spojrzała na niego. – Tu jest dość chłodno.
– Ten pokój ma kontrolowaną temperaturę. 
Usiadła i sięgnęła po bluzkę.
– Ze względu na obrazy i na książki? – spytała.
– Tak. – Badawczo przyglądał się jej. – Chciałbym, abyśmy 

natychmiast wzięli ślub.

Przerwała zapinanie bluzki.
– Skąd taki pośpiech?
– Dobrze wiesz skąd. – Wstał, podpierając się laską. Sięgnął 

po jej dłoń. – Nie chcę, żebyś zmieniła zdanie.

–   Muszę   ci   coś   powiedzieć.   –   Cleo   skorzystała   z   jego 

pomocy i wstała. – Na pewno nie weźmiemy ślubu w jakimś 
urzędzie, w pośpiesznej, byle jakiej uroczystości. Rodzina na to 
nie pozwoli. Sylvia, Andromeda i cała reszta będą chcieli, aby 
wszystko   miało   właściwą   oprawę.   I   nie   możemy   wyprzedzić 
ślubu Trishy i Bena. To by było nie w porządku.

Max zapiął spodnie.
– Tego się właśnie obawiałem.
Wykrzywiła się do niego, kończąc ubieranie. Z wielką ulgą 

stwierdziła, że ma, jak zwykle, poirytowany wyraz twarzy, a nie 
nagą, zimną maskę sprzed godziny, kiedy poprosił ją o rękę.

Z jego irytacją mogła sobie poradzić. Mogła sobie poradzić 

ze   wszystkim   oprócz   tego   strasznego,   pustego   wyrazu   oczu, 
który   zobaczyła,   gdy   czekał   na   jej   odpowiedź.   Zbyt   często 
widywała taki wyraz we własnych oczach, kiedy spoglądała w 
lustro po śmierci rodziców. Takie spojrzenie miała osoba, która 
już wszystko straciła.

Jednakże   Max   nie   stracił   swych   marzeń,   pomyślała.   Ten 

człowiek czytywał kiedyś „Dr. Seussa” i „The Hardy Boys”. Nie 
mógł się składać wyłącznie z lodu i z żelaza.

–   Co   jest,   Cleo?   Masz   dziwny   wyraz   twarzy.   O   czym 

247

background image

myślisz?

– O obiedzie.
Wyraźnie się rozluźnił.
– Prawie zapomniałem o obiedzie. Ale czuję, że mam apetyt.
– Ja też. Zajmij się mulami, a ja przygotuję sałatę.
–   Ja   nie   żartowałem,   Cleo.   –   Palce   Maxa   zacisnęły   się 

delikatnie,   ale   stanowczo   na   jej   ręce.   Podniósł   ją   do   ust   i 
pocałował. – Chcę, abyśmy się pobrali jak najprędzej.

Lekko   dotknęła   jego   policzków   czubkami   palców. 

Wiedziała, że myśli o tym, jak Kimberly zerwała zaręczyny po 
sześciu tygodniach.

– Nie martw się. Ja nie zmienię zdania. 
Przymknął błyszczące oczy.
– Słowo honoru?
– Słowo honoru.

Po obiedzie Cleo zadzwoniła do domu. Max siedział koło 

niej na sofie, wpatrując się w nocną panoramę miasta.

– Robbins' Nest Inn, słucham?
– Sylvia? To ja.
– Co za niespodzianka! – roześmiała się Sylvia. – Zaczekaj 

chwileczkę. – Zasłoniła ręką słuchawkę. – Wygrałam – szepnęła 
do kogoś.

– Co się tam dzieje? Jesteś zajęta? – spytała szybko Cleo. – 

Mogę zadzwonić później, jeśli akurat przyjmujesz gości.

–   Nie,   nic   się   nie   dzieje   –   odparła   wesoło   Sylvia.   – 

Założyłam się tylko z O'Reillym, że nie wytrzymasz, żeby nas 
dziś   wieczorem   nie   sprawdzić.   On   twierdził,   że   Max   tak   cię 
zaabsorbuje,   że   nie   będziesz   miała   czasu.   Na   to   mu 
powiedziałam,   że   nic,   nawet   właściwe   oświadczyny,   nie 
powstrzyma cię od martwienia się o nasze sprawy.

Cleo rzuciła szybkie spojrzenie na Maxa.
– Miałaś rację.

248

background image

– Że się martwisz? To nic nowego pod słońcem.
–   Nie   –   powiedziała   cicho   Cleo.   –   Chodzi   o   właściwe 

oświadczyny.

– Aha. – W głosie Sylvii zabrzmiała wielka satysfakcja. – 

Wiedziałam. I zgodziłaś się, tak?

– Tak.
–   No,   to   wszystko   załatwione   –   ucieszyła   się   Sylvia.   – 

Zaczniemy planować wesele, jak tylko Trisha i Ben się pobiorą. 
Jestem   pewna,   że   Sammy   też   zechce   wziąć   udział   w 
uroczystości.   O'Reilly   może   poprowadzić   pannę   młodą   do 
ołtarza.

– O'Reilly?
– Jasne. Przećwiczy to na ślubie Trishy.
O'Reilly zdążył już wprosić się na wesele, pomyślała Cleo. 

W takim tempie niedługo zostanie członkiem rodziny, tak jak 
Max.

– Dobrze – powiedziała głośno.
– Nie przejmuj się. Andromeda, Daystar i ja wszystkim się 

zajmiemy.

– Dziękuję. – Cleo nie wiedziała, co jeszcze powiedzieć. – A 

jak tam sprawy?

– Wyobraź   sobie,  że  dajemy  sobie  jakoś  radę  bez  ciebie. 

Mamy kilka nowych rezerwacji na koniec tygodnia. A, właśnie, 
dzwonił   stary,   poczciwy   Herbert   T.,   żeby   zamówić   kolejne 
seminarium motywacyjne.

–   Sądziłam,   że   pan   Valence   jest   na   nas   zły,   bo   ostatnim 

razem   wysiadła   elektryczność.   Pamiętasz,   jaki   był   wściekły, 
kiedy nie mógł pokazać filmu na wideo? – Cleo wciąż słyszała 
w uszach jego ostry głos: Mam nieskalaną opinię.

– Twierdzi, że mimo trudności z elektrycznością, nasz zajazd 

doskonale   nadaje   się   na   jego   seminaria.   Tym   razem   będzie 
piętnaście osób z jakiejś firmy komputerowej.

– Świetnie – powiedziała Cleo. – Piętnaście to przyjemna 

liczba.   Jason   miał   rację,   kiedy   sugerował,   żeby   reklamować 
zajazd   jako   nadający   się   dla   większych   zgromadzeń   i 

249

background image

seminariów.

– To prawda. Hej, jestem pewna, że masz lepsze rzeczy do 

roboty niż rozmówki ze mną. Pozdrów Maxa. Do zobaczenia za 
parę dni.

Cleo odłożyła słuchawkę i spojrzała na Maxa.
– Dają sobie radę bez nas.
– Nie przejmuj się. Tylko na krótką metę.
– Jesteś pewien?
Uśmiechnął się, objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie.
– Jestem pewien. Ja, natomiast, nie wytrzymuję bez ciebie 

dłużej niż kilka minut.

Sen   przyszedł   bez   ostrzeżenia   w   środku   nocy.   Opryskane 

krwią ściany wirowały wokół niej i podchodziły coraz bliżej. 
Chciała krzyknąć, ale, jak zawsze, nie mogła wydobyć głosu ze 
ściśniętego   przerażeniem   gardła.   Nie   mogła   ruszyć   rękami,   a 
nogi przyciskało jej coś ciężkiego.

– Cleo! Obudź się! Obudź się, do diabła!
Cleo   przebudziła   się   zlana   potem.   Max   przyciskał   ją   do 

siebie. Trzymał ją bardzo mocno, przygważdżał swoim ciałem, 
jakby   chciał   ją   odciągnąć   od   niewidzialnych   macek,   które 
zamierzały ją oplatać.

– Już dobrze – szepnęła. Nic dziwnego, że nie mogłam się 

we śnie poruszyć, pomyślała. Na jawie też nie mogła. Uścisk 
Maxa był tak mocny, że ledwo mogła oddychać.

– Znów ten sen? – Powoli ją puścił.
– Tak. To już drugi raz w tym tygodniu. – Potarła oczy. – 

Nie wiem dlaczego.

– Stres. Napięcie. Zmartwienia. – Masował jej ramiona. – 

Jest mnóstwo powodów, dla których ostatnio sen się powtarza.

– A ty miewasz złe sny?
– Każdy czasem miewa złe sny.
Cleo   rozluźniła   się,   oparta   o   pierś   Maxa.   Jego   ręce   były 

silne, ciepłe i uspokajające.

– Co ci się śni? – spytała.
– Niektóre z moich koszmarów wiszą na dole w galerii – 

250

background image

odparł spokojnie.

Zadrżała. Max Fortune krył w sobie wiele tajemnic.
– Cleo?
–   Mhm?   –   Znów   chciało   jej   się   spać.   Resztki   koszmaru 

odeszły   już   w   ciemne   zakątki   jej   umysłu.   Max   potrafił 
przeganiać złe sny.

–   Moglibyśmy   wziąć   ślub   w   tydzień   po   Trishy   i   Benie. 

Twoja rodzina zdąży z przygotowaniami, prawda?

Nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać. Max nie zamierzał 

ustąpić, dopóki nie wyznaczy daty ślubu.

– Już powiedziałam, że wyjdę za ciebie. Czy musimy w tej 

chwili ustalić datę i godzinę?

– Chciałbym mieć szczegóły pod kontrolą.
– Dobrze,  dobrze.  Tydzień  to  trochę  za  mało. W Robbins' 

Nest   Inn   mamy   co   robić.   Może   dwa   tygodnie   po   przyjęciu 
Trishy   i   Bena,   co?   –   Poczuła,   jak   odetchnął   z   ulgą.   – 
Niewykluczone, że będziemy musieli nieco opóźnić miodowy 
miesiąc   –   ostrzegła.   –   W   następnym   miesiącu   mam 
zarezerwowanych parę zjazdów. 

Palce Maxa zacisnęły się na jej ramionach.
– W nosie mam miodowy miesiąc.
– Serdeczne dzięki. – Roześmiała się.
–   Wiesz,   o   co   mi   chodzi.   Chcę,   żeby   wszystko   zostało 

ustalone.

Cleo podniosła głowę i lekko pocałowała go w usta. Opadł 

na poduszkę i pociągnął ją na siebie.

–   Jest   jeszcze   coś,   co   powinieneś   wiedzieć.   –   Dotknęła 

czubkiem języka kącika ust.

– Co takiego?
– To nie moja rodzina przygotuje nasze weselne przyjęcie. 

To jest nasza rodzina.

– Masz rację. Nasza rodzina. – Max wsunął palce we włosy 

Cleo i przyciągnął jej twarz do swojej.

251

background image

–   Co   chcesz   dzisiaj   robić?   –   spytał   następnego   ranka.   Z 

ukontentowaniem przyglądał się, jak Cleo piecze sobie wafle w 
błyszczącej żelaznej maszynce.

–  Wszystko   mi   jedno.  Ostatnio   rzadko   bywam   w   Seattle. 

Chyba chciałabym robić to, co zwykle robią turyści. Pójść na 
targ   na   Pikę   Place.   Na   zakupy.   Odwiedzić   parę   dobrych 
księgarni.

– Mam lepszy pomysł. Kupmy pierścionek. – Max wyjrzał 

przez okno. Miasto błyszczało po nocnym deszczu. – Wygląda 
na to, że przez jakiś czas będzie Pogodnie. Znam kilku dobrych 
jubilerów.

– Kupno pierścionka nie zajmie nam dużo czasu. 
Zadzwonił dzwonek.
Max zmarszczył brwi. Wziął laskę i wstał.
– Zaraz się pozbędę nieproszonych gości.
Cleo polała wafel klonowym syropem i słuchała, jak idzie do 

drzwi wejściowych.

Ten dom jest za wielki dla jednej osoby, pomyślała. Dojście 

do drzwi trwało całe wieki. Potrzebny tu był lokaj. Zastanawiała 
się, dlaczego kupił taki dom. Może miał wrażenie, że jeśli wyda 
dużo   pieniędzy,   kupi   sobie   domowe   ognisko.   Ciekawe,   jak 
długo trwało, zanim odkrył swoją pomyłkę.

W tym momencie usłyszała głos Kimberly. Zdusiła w sobie 

jęk   rozpaczy   na   odgłos   wysokich   obcasów   na   podłodze   z 
terakoty.  Maxowi nie bardzo się udało pozbyć  nieproszonego 
gościa.

– Max, muszę z tobą porozmawiać – powiedziała Kimberly 

zimnym,   oficjalnym   tonem,   idąc   korytarzem.   –   To   bardzo 
ważne.

– Skąd wiedziałaś, że jestem w mieście?
– Zadzwoniłam do Robbins' Nest Inn. Powiedziano mi, że 

jesteś   tu  z Cleo.  Max,  musisz   mnie  wysłuchać.   Sytuacja   jest 
absolutnie krytyczna. Rozmawiałam z Roarke'em. Powiedział, 
że   zasugerowałeś,   abyśmy   przejęli   kontrolę   nad   radą   Curzon 

252

background image

International. Mówiłeś serio?

– Oczywiście. To logiczne posunięcie.
– Roarke uważa, że to może się udać – powiedziała wolno 

Kimberly.

– Wy oboje możecie to zrobić.
– Ale ojciec…
– Jedyny sposób, aby udowodnić twemu ojcu, iż jesteś tak 

dobra jak syn, którego nie ma, to odebranie mu firmy.

– Naprawdę tak sądzisz?
– Naprawdę.
Zawahała się.
– Nie tylko o tym chciałam z tobą rozmawiać. Max, daj mi 

pięć minut. To wszystko, o co cię proszę.

– Dobrze – rzucił niecierpliwie. Jego laska miękko stukała o 

kafelki z terakoty, kiedy prowadził Kimberly do jadalni. – Pięć 
minut, nie więcej. Cleo i ja mamy plany na dzisiejszy dzień.

– Na przykład? – spytała sucho Kimberly.
– Na przykład kupić pierścionek. Jesteśmy zaręczeni.
– To bardzo interesujące – mruknęła. Spojrzała na Cleo. – 

Nie mogę powiedzieć, żebym była zaskoczona.

– Dziękuję – powiedziała Cleo, żując wafel. – Chyba.
– Max zawsze potrafił sobie załatwić korzystne zaręczyny.
– Jeśli tylko tyle masz do powiedzenia, to możesz od razu 

wyjść – stwierdził spokojnie Max.

– O co ci chodzi? – Kimberly spojrzała na niego. – Czyżbyś 

jej nie powiedział, dlaczego się z nią zaręczyłeś?

Max   usiadł   przy   stole   i   przyjrzał   się   jej   jadowitym 

wzrokiem.

– Powiedz, co masz do powiedzenia i wyjdź.
Kimberly   podeszła   do   kredensu   i   nalała   sobie   filiżankę 

kawy.   Zachowywała   się   jak   ktoś   dobrze   zadomowiony. 
Uśmiechnęła się ponuro do Cleo.

–   Mówił   ci   już,   że   prowadzi   negocjacje   z   firmą,   która 

nazywa się Global Village Properties? – spytała. – Proponują 
mu   takie   same   warunki   jak   Curzon   International,   ale   chce 

253

background image

więcej. Chce miejsce w radzie nadzorczej.

–   Nie   –   odparła   Cleo.   Rzuciła   okiem   na   Maxa.   –   Nie 

wspominał mi o tym.

–   Do   diabła!   –   warknął   Max.   –   Wiedziałem,   że   nie 

powinienem był otwierać drzwi.

254

background image

Rozdział piętnasty

Cleo   wzięła   do   ust   następny   kawałek   wafla   i   żuła   w 

milczeniu. Zdawała sobie sprawę, że Max nie odrywa od niej 
oczu.

–   To   wszystko   prawda   –   powiedziała   bardzo   uprzejmie 

Kimberly.   –   Wiem   z   pewnego   źródła,   że   Max   spotkał   się 
ostatnio   z   Turnerem   i   z   Sandem,   dwoma   najważniejszymi 
ludźmi w Global Village Properties.

Cleo spojrzała na Maxa.
– To prawda? – spytała.
– Tak – odpowiedział. Nie spuszczał z niej wzroku.
Kimberly   była   zadowolona.   Zaczęła   przemierzać   pokój 

niespokojnym   krokiem   konia   wyścigowego,   który  zbyt   długo 
przebywał na uwięzi. Cleo nie mogła zrozumieć, jak ona może 
przez cały dzień nosić wysokie obcasy.

– Wiem tylko o jednym spotkaniu – stwierdziła Kimberly. – 

Co jednak nie znaczy, że nie dogadywał się z nimi, od kiedy 
opuścił Curzon. Słyszałam, że dostał znakomitą propozycję.

Cleo spojrzała na Maxa.
– Złożyli ci propozycję? – spytała.
– Tak – odparł.
Kimberly rzuciła mu chytre spojrzenie.
–   Podobno   zaproponowali   ci   pozycję   wiceprezydenta   i 

miejsce   w   radzie   Global   Village.   Ale   Max   chce   więcej. 
Powiedział im zatem, że pozostaje niezależny, chyba że złożą 
mu korzystniejszą ofertę.

– Co to znaczy? – spytała zdumiona Cleo.
– To znaczy, że Max wmawia wszystkim, iż zakłada własny 

interes.

– Chyba że dostanie lepszą propozycję z Global Village? To 

pani chce powiedzieć? – Cleo uważnie obserwowała Kimberly.

Kimberly westchnęła z pewnym nawet współczuciem.
– Niech pani nie bierze tego sobie tak bardzo do serca. Max 

ma opinię człowieka, któremu wszystko się udaje i który idzie 

255

background image

po trupach, jeśli trzeba. Ludzie, którzy znają się na interesach o 
wiele lepiej  od pani, zostali starci  na proch pod kołami  jego 
rydwanu.

– Co za poetyckie porównanie. – Cleo nie zwracała uwagi na 

ponury wzrok Maxa i przyglądała się jej.

Kimberly   poczuła   się   zdezorientowana.   Rzuciła   szybkie, 

badawcze   spojrzenie   na   Maxa,   a   później,   marszcząc   brwi, 
zwróciła się do Cleo:

– Chcę tylko pani uświadomić, że on wykorzystuje panią, 

aby   do   tego,   co   opowiada   przedstawicielom   Global   Village, 
dodać element realizmu. Zaręczyny z panią przekonają każdego, 
że chce założyć samodzielny interes.

– I wtedy Global Village zaakceptuje jego żądania?
–   Przypuszczalnie.   –   Kimberly   wzruszyła   ramionami.   – 

Bardzo im na nim zależy.

Cleo spojrzała na Maxa.
– To miło być tak rozchwytywanym, prawda?
– To zależy. – Wyraz jego twarzy był niewzruszony. 
Kimberly przystanęła na chwilę.
– Zastanawiałam się, dlaczego Max nie przyjął propozycji 

mojego   ojca,   aby   wrócił   do   Curzon   International.   Teraz   już 
wiem. Kierownicza pozycja w Globar Village wygląda znacznie 
bardziej zachęcająco. On lubi rządzić. W Curzon International 
zawsze  musiałby  walczyć   o władzę  z  rodziną.  Ale  w  Global 
Village może być panem.

Cleo spróbowała wytrzeć płócienną serwetką kroplę syropu z 

kącika ust. Gdy się nie udało, zlizała ją językiem.

– Kiedy po raz pierwszy rozmawiałeś z ludźmi j z Global 

Village, Max? – spytała.

– Tego dnia, kiedy pojechaliśmy z Benem po narzędzia. – 

Wzrokiem przekonywał ją, żeby mu uwierzyła.

Głęboko odetchnęła.
–  Czyli   w  jakiś   tydzień  po  tym,   jak  przyjąłeś  propozycję 

pracy dla mnie?

– Tak.

256

background image

– Co im powiedziałeś?
– Że nie interesuje mnie żadne stanowisko w Global Village.
– Nawet kierownicze?
– Tak, nawet kierownicze.
Cleo uśmiechnęła się drżącymi wargami.
– Rozumiem wobec tego, że nadal pracujesz dla mnie, czy 

tak?

–   Tak.   –   Oczy   Maxa   błyszczały   uczuciem,   którego   nie 

słychać było w jego głosie. – Wciąż pracuję dla ciebie. I nie 
zamierzam rezygnować.

– Tak myślałam. To nam rozwiązuje cały problem, prawda? 

Niech się pani nie martwi, Kimberly. Max nie będzie pracował 
dla konkurencji.

Wstała,   aby   nalać   sobie   kawy.   Chciała   to   zrobić   tak 

nonszalancko   jak   wcześniej   Kimberly,   ale   jej   plan   spalił   na 
panewce, bo nie mogła znaleźć filiżanki.

– Druga półka z lewej strony – powiedziała zimno Kimberly.
Cleo zazgrzytała zębami.
– Dziękuję.
–   Czegoś   tu   nie   rozumiem   –   powiedziała   Kimberly.   –   Z 

początku myślałam, że jest pani naiwna i nieobyta w szerokim 
świecie. Teraz jednak zaczynam się zastanawiać, czy nie są to 
jedynie pozory.

– Czyli zaczyna się pani zastanawiać, czy jestem tak głupia, 

na jaką wyglądam? – spytała niewinnie Cleo. – Max też miał ze 
mną ten problem na początku. Ciekawe, skąd takie wrażenie? 
Może   to   przez   te   tenisówki?   –   Spojrzała   na   swoje   srebrne 
tenisówki. – Może powinnam coś zrobić ze swoim publicznym 
wizerunkiem?

–  W  co  pani   gra,  Cleo?   Naprawdę  pani   myśli,  że   potrafi 

kontrolować Maxa? – Oczy Kimberly błyszczały podnieceniem. 
– Jeśli zamierza pani przy jego pomocy zbudować imperium, 
ostrzegam,   że   to   on   będzie   jego   władcą   i   panem.   W   końcu 
zostanie pani z niczym.

Cleo podmuchała na kawę.

257

background image

– Nie zamierzam budować imperium. Staram się prowadzić 

zajazd. Trudno dziś o dobrego pracownika. Miałam szczęście, 
że napatoczył mi się Max.

– Niech pani nie opowiada bzdur. Obie wiemy, że nie może 

sobie pani na niego pozwolić.

–   Przyjął   moją   propozycję.   –   Cleo   spojrzała   na   Maxa.   – 

Przyjąłeś, prawda?

Po   raz   pierwszy   od   przyjścia   Kimberly   Max   lekko   się 

uśmiechnął. Oczy mu błyszczały.

– Tak.
– O co tu, do diabła, chodzi? – wykrzyknęła Kimberly. – Nie 

ma   pani   możliwości,   żeby   przebić   ofertę   Global   Village   czy 
Curzon International.

–   Pani   się   myli   –   powiedziała   słodkim   głosem   Cleo.   – 

Robbins' Nest Inn może Maxowi zaoferować coś, czego nie ma 
ani Global Village, ani Curzon International.

Kimberly wykrzywiła się z ledwie ukrywaną pogardą.
– Co takiego? Panią? Naprawdę wierzy pani, że Max nie 

przyjąłby wiceprezydentury w którejś z tych dwóch spółek dla 
pani czy dla jakiejkolwiek innej kobiety?

– Nie – powiedziała Cleo. – Nie dla mnie samej. Ale sądzę, 

że skusiłby się na to, co może dostać razem ze mną.

– Robbins'Nest Inn?
– Nie, rodzinę – odparła spokojnie Cleo.
– Pani oszalała. – Kimberly patrzyła na nią zaskoczona. – A 

po cóż mu rodzina?

– Po pierwsze nie będzie musiał martwić się przypadkowymi 

niepowodzeniami.

–   O   czym   pani   mówi?   –   Kimberly   spoglądała   na   nią 

nierozumiejącym wzrokiem.

Cleo napiła się kawy.
– Przy nas Max wie, że nawet jak czasem nie dorówna swej 

wspaniałej reputacji, nadal będzie członkiem rodziny.  Zawsze 
będzie jednym z nas, niezależnie od tego, czy coś mu się uda, 
czy też nie.

258

background image

Kimberly otwarła usta. Kiedy nic nie przyszło jej do głowy, 

zwróciła się do Maxa.

– Dobrze – powiedziała. – Poddaję się. Nie mam pojęcia, o 

co tu chodzi, ale najwyraźniej ty znów trzymasz wszystko pod 
kontrolą.   Zakładam,   że   prędzej   czy   później   dowiemy   się   o 
twoich planach.

–   Nie   mam   żadnych   tajemnych   planów   –   stwierdził 

spokojnie Max. – Cleo powiedziała ci prawdę. Pracuję dla niej. 
Inne propozycje mnie nie interesują. Możesz mi pogratulować 
zaręczyn, a potem wyjść.

Rzuciła mu zdegustowane spojrzenie.
– Gratuluję. – Odwróciła się na pięcie i wyszła. 
W pokoju zapadła cisza.
– Dzięki – mruknął w końcu Max.
– Za co?
– Za całokształt.
– Nie ma za co. – Cleo nabrała ciasta na łyżkę. – Chcesz 

wafla?

–   Między   innymi.   –   Spojrzał   znacząco   na   naczynie   z 

miodem stojące na środku stołu.

Rzuciła mu oburzone spojrzenie.
– Tylko sobie niczego nie wyobrażaj. Ta scena z miodem w 

„Lustrze” była czystą fantazją.

– Zamiana fantazji w rzeczywistość to moja specjalność.
– Nie ma mowy. Za lepki.
–   Techniczne   szczegóły   pozostaw   mnie.   –   Uśmiechał   się 

lekko. Wziął naczynie z miodem.

Cleo zapomniała o następnym waflu.

Kiedy wyszli z antykwariatu na Pioneer Square, zaczął padać 

zimny deszcz. Cleo otworzyła parasolkę. Jej srebrne tenisówki 
nasiąkały wodą.

– Ale leje. Wróćmy do domu – zaproponowała.

259

background image

– Mam lepszy pomysł. – Wziął od niej parasolkę i niósł ją 

tak, że osłaniała oboje. Gdy ich dłonie się zetknęły, spojrzał z 
aprobatą   na   pierścionek   ze   szmaragdem,   który   włożył   jej   na 
palec   godzinę   wcześniej.   –   Tuż   za   rogiem   jest   niewielka, 
interesująca galeria. Możemy się tam na chwilę schronić przed 
deszczem.

– Założę się, że w tej galerii nie ma obrazów z psami, z 

końmi   czy   pejzaży   –   mruknęła.   Zdążyli   już   odwiedzić   trzy 
galerie   i   w   żadnej   z   nich   nie   było   takiej   sztuki,   jaką   lubiła. 
Wszyscy właściciele znali Maxa.

–   Od   dnia,   kiedy   zawiśnie   tu   obraz   spaniela,   moja   noga 

więcej w tej galerii nie postanie. – Max stanowczym  ruchem 
wziął ją pod ramię i wprowadził do sklepu.

Na Cleo ciemne, ponure, przeważnie szare i brązowe obrazy 

nie zrobiły większego wrażenia. Zmarszczyła nos.

– Nie rozumiem, co ty w nich widzisz.
Max   obrzucił   wywieszone   obrazy   jednym   przeciągłym 

spojrzeniem.

–   Jeśli   cię   to   pocieszy,   to   powiem,   że   nie   widzę   tu   nic 

godnego uwagi.

– To dobrze. – Uśmiechnęła się. – Jeszcze będzie z ciebie 

pociecha.

Zza lady wysunęła się świecąca, łysa głowa.
–   Max,   przyjacielu.   –   Dobrze   zbudowany   mężczyzna   w 

średnim   wieku,   ubrany   na   czarno,   uśmiechnął   się   szeroko.   – 
Dawno cię nie widziałem. Gdzie się podziewałeś? Dzwoniłem 
kilka razy do twego biura z prośbą, żebyś się jak najszybciej 
odezwał. Nikt ci nie powtórzył?

–   Nie   –   powiedział   Max.   –   Nie   pracuję   już   dla   Curzon 

International.   Walterze,   chciałbym   ci   przedstawić   moją 
narzeczoną,   Cleo   Robbins.   Cleo,   to   jest   Walter   Stickley. 
Właściciel tej galerii.

– Dzień dobry panu.
–   Witam   panią.   –   W   oczach   Waltera   zalśniła   ciekawość. 

Rzucił okiem na Maxa. – To znaczy, że się zaręczyłeś?

260

background image

– Tak.
– Gratuluję. I odszedłeś z Curzon?
– Zgadza się. Teraz pracuję dla kogoś innego.
– To dlatego nie mogłem się z tobą skontaktować. Cieszę 

się, że dziś wpadłeś. – Zatarł ręce. – Właśnie miałem zamiar 
podzwonić do paru innych klientów.

–   Co   masz   ciekawego?   –   Max   jeszcze   raz,   bez 

zainteresowania, obrzucił wzrokiem ściany galerii. – Nie widzę 
tu niczego zachęcającego.

– Wiesz, że zawsze trzymam lepszy towar na zapleczu. – 

Walter zaśmiał się. – Chodźcie.

Wyszedł   zza   lady   i   poprowadził   ich   korytarzykiem   do 

zamkniętych drzwi. Otworzył je i ruchem ręki zaprosił oboje do 
środka.

Cleo   szybko   spojrzała   na   duże   płótno   oparte   o   ścianę   i 

przewróciła oczami. Obraz był bardziej ponury, bardziej dziki i 
–   na   pewno   –   bardziej   interesujący   niż   te,   które   wisiały   w 
galerii, ale wcale jej się bardziej nie podobał. 

– Fuj – powiedziała.
Walter rzucił jej jadowite spojrzenie.
–   Ona   lubi   obrazy   z   końmi   i   z   psami   –   powiedział   od 

niechcenia Max. Uważnie przyglądał się obrazowi.

– I pejzaże – dodała Cleo. – Bardzo lubię pejzaże.
– Nie zajmuję się tego rodzaju rzeczami – stwierdził sztywno 

Walter.

– Zauważyłam. – Cleo spoglądała na Maxa. – Wszystko w 

porządku? Trochę dziwnie wyglądasz. – Przeszło jej przez myśl, 
że Max ogląda któryś ze swoich koszmarów.

– W porządku – odparł cicho. – Kto to malował, Walterze? 

Nie poznaję stylu.

–   To   moje   niedawne   odkrycie   –   powiedział   zadowolony 

Walter. – Artysta nazywa się David Verrier. Co o tym myślisz?

– Biorę. Czy możesz dostarczyć mi obraz jeszcze dziś po 

południu? Jutro wyjeżdżam z miasta.

–   Nie   ma   problemu.   –   Walter   zatarł   ręce   i   zaśmiał   się 

261

background image

ponownie. – Wiedziałem, że ci się spodoba. Za pięć lat Verrier 
będzie wart majątek.

– Tak. – Max nadal wpatrywał się w obraz. – Dzwoń do 

mnie zaraz, jak tylko coś od niego dostaniesz. Zostawię ci mój 
aktualny numer telefonu.

– Jasne. Twoje nazwisko będzie pierwsze na mojej liście.
– Moje nazwisko będzie jedyne na twojej liście – poprawił 

go Max.

Walter chrząknął.
– Mhm, tak. Jedyne. Posłuchaj. Verriera trzeba pokazać. Nie 

możesz złapać wszystkiego, co namaluje, i zamknąć u siebie, 
nim   świat   sztuki   będzie   miał   szansę   go   poznać.   Chciałbym 
urządzić mu wystawę. Zasługuje na uznanie.

Max nie był zachwycony, lecz niechętnie skinął głową.
– Dobrze. Możesz pokazywać jego obrazy. Ale ja mam być 

pierwszym widzem każdego nowego płótna.

– Umowa stoi.
Cleo przechyliła głowę na bok i studiowała obraz pod innym 

kątem. Kiedy i to nie przyniosło żadnych rezultatów, przeszła w 
drugi kąt pokoju i stamtąd obejrzała płótno. Potem ukucnęła i 
jeszcze raz się przyjrzała.

– Powiedz mi, co widzisz w tym obrazie? – zapytała. – Mnie 

przypomina on dno wiadra z czarną farbą.

Walter aż się wzdrygnął.
– Mówiłeś, że zamierzasz się ożenić z tą… z tą osobą?
–   Tak.   –   Max   wreszcie   oderwał   wzrok   od   obrazu. 

Uśmiechnął się. – Ona się nie zna na sztuce, ale wie, co lubi.

– Rozumiem. – Oczy Waltera zabłysły. – A propos, doszły 

do mnie pewne plotki.

– Jakie plotki? – Spytał Max bez zainteresowania.
– O pięciu obrazach Amosa Luttrella, które ostatnio znikły. 

Nic o nich nie wiesz?

– Wiem, że należą do mnie – powiedział Max.
– Mhm, tak. Spodziewałem się usłyszeć coś w tym stylu. – 

Walter ściągnął wargi. – Istnieją jednak jakieś wątpliwości co do 

262

background image

własności.

–   Nie   ma   żadnej   wątpliwości   co   do   tego,   kto   jest   ich 

właścicielem, Walterze – stwierdził Max.

Walter znów odchrząknął.
– W historię, o której słyszałem, wmieszany jest Garrison 

Spark. Podobno jest na tropie tych obrazów. Ma klienta, który 
chce za nie zapłacić  ćwierć  miliona.  Ma także  pokwitowanie 
zakupu   od   Jasona   Curzona.   Twierdzi,   że   jego   data   jest 
wcześniejsza od daty testamentu.

– Pokwitowanie, jeśli w ogóle istnieje, jest sfałszowane. – 

Max spojrzał w oczy Walterowi. – Obaj wiemy, że nie byłoby to 
pierwsze fałszerstwo, w jakie jest zamieszany Spark, prawda?

– Rozumiem. – Walter uśmiechnął się sucho.

Następnego dnia po południu Cleo siedziała obok Maxa w 

samochodzie i z obawą patrzyła na wyłaniający się przed nimi 
widok Harmony Cove.

– Ciekawe, czy rada miejska zablokowała drogi, żebym nie 

mogła wjechać?

– Uspokój się. Nikt nie przejmie się twoją książką.
– Nolan się przejął.
– Nolan jest głupcem.
–   Tak,   ale   obawiam   się,   że   nie   jest   jedynym   głupcem   w 

Harmony   Cove.   –   Cleo   przekręciła   pierścionek   na   palcu. 
Wyraźnie odczuwała jego ciężar. – Do tej pory O'Reilly pewno 
rozmawiał już ze wszystkimi.

– Przypuszczalnie. O'Reilly jest bardzo dokładny.
– Nie wiem, czy to był taki dobry pomysł.
Rzucił jej spojrzenie z ukosa.
– Uważasz, że dopuszczanie tego przestępcy coraz bliżej jest 

lepszym pomysłem?

– No, nie, ale kiedy się to wszystko skończy,  nadal będę 

musiała tu mieszkać. Nie chcę, żeby ludzie się na mnie gapili. 

263

background image

Dość miałam wścibstwa po śmierci rodziców.

–   Nie   dopuszczę   do   ciebie   żadnych   wścibskich   ludzi   – 

obiecał cicho.

Widziała   ostry   zarys   jego   szczęki   i   wiedziała,   że   mówi 

prawdę. Trochę się rozluźniła. Nikt jej za bardzo nie dokuczy, 
kiedy będzie miała u boku Maxa.

– Chyba będę musiała dać ci podwyżkę.
– Przyjmę ją w bułeczkach Daystar.
Zmniejszył prędkość, kiedy wjechali w handlową dzielnicę 

miasteczka. Od wejścia do sklepu spożywczego pomachała im 
jakaś kobieta. Cleo odwzajemniła gest.

–   Przynajmniej   pani   Gibson   nie   zamierza   mi   wymalować 

wielkiej czerwonej litery „A” na czole.

– Kto to jest pani Gibson?
– Właścicielka małej księgarni na rogu.
–   Na   pewno   zamówiła   kilka   egzemplarzy   „Lustra”   w 

oczekiwaniu   na   spragnionych   czytelników     –   uśmiechnął   się 
Max.

– Ojej, to naprawdę okropne. – Cleo nerwowo bawiła się 

słuchawką telefoniczną.

– Odłóż ten telefon i nie panikuj. – Zwolnił jeszcze bardziej i 

skręcił na parking przy sklepie spożywczym.

– Co ty robisz? – krzyknęła zaalarmowana.
– Musimy przebrnąć przez najgorsze jak najszybciej, żebyś 

się wreszcie przestała denerwować.

– Nie potrzebuję niczego ze sklepu.
– Zawsze coś się znajdzie. – Zgrabnie zaparkował Jaguara i 

otworzył drzwi.

Cleo siedziała nieruchomo. Max obszedł samochód.
– No, chodź. To nie będzie takie straszne.
– Nie chcę tego teraz robić.
– Musisz to kiedyś załatwić.
– Wiem. Ale nie dzisiaj.
–   Wysiądź   z   samochodu   –   powiedział   łagodnie   –   albo 

wyciągnę cię siłą i zaniosę do tego cholernego sklepu.

264

background image

Spojrzała   na   niego   z   niemym   uporem.   Ale   wyraz   twarzy 

Maxa   był   jeszcze   bardziej   uparty.   Wiedziała,   że   ma   rację. 
Prędzej   czy   później   będzie   musiała   stanąć   twarzą   w   twarz   z 
mieszkańcami Harmony Cove.

– Niech będzie. – Odpięła pas i wyskoczyła z samochodu. 

Niemal przebiegła obok niego.

– Oto moja dzielna Cleopatra – mruknął.
W połowie drogi do wejścia obejrzała się i zobaczyła.  że 

Max został z tyłu.

– Sama nie wchodzę – ostrzegła.
– To trochę zwolnij. – Podszedł do niej i wziął ją pod ramię. 

– Nie biegam, z wyjątkiem szczególnie nagłych przypadków, a 
ten do takich nie należy.

– Jak chcesz, to potrafisz szybko się ruszać – mruknęła. – 

Widziałam,   jak  biegasz  po schodach  w   zajeździe,  w  dół  i  w 
górę, tak samo szybko jak my. Czy Jesteś pewien, że musimy to 
robić?

– Nie mogę uwierzyć, że aż tak się denerwujesz. – Otworzył 

szklane   drzwi   sklepu   i   delikatnie   wepchnął   ją   do   środka.   – 
Przyjechałaś po mleko.

–  Nie   potrzebujemy   mleka.   Wszystkie   przetwory  mleczne 

przywożą nam dwa razy w tygodniu do zajazdu.

– Dzisiaj przyjechałaś po mleko.
Cleo   poczuła   na   sobie   wzrok   wielu   osób,   kiedy   tylko 

znalazła się w środku. Wszyscy – od magazyniera do kasjerki – 
patrzyli na nią tak, jakby ją widzieli pierwszy raz w życiu. I 
wszyscy jej życzliwie pomachali na przywitanie.

Spuściła głowę i prędko ruszyła do działu z nabiałem.
– Dzień dobry pani – powiedział nieśmiało sprzedawca.
–   Dzień   dobry,   Tomie.   Jak   się   masz?   –   Wdzięczna   za 

uspokajającą obecność Maxa otworzyła drzwi lodówki i wyjęła 
karton chudego mleka.

– Dziękuję, dobrze. Słyszałem, że ktoś panią prześladuje za 

to, że napisała pani książkę. Czy to prawda?

– Tak. – Palce Cleo zacisnęły się na kartonie z mlekiem.

265

background image

– Bardzo mi przykro. Mam nadzieję, że go złapią.
– Dzięki, Tomie.
–   Ja   się   tak   zastanawiałem.   –   Tom   rozejrzał   się   wokół 

badawczo i przysunął się bliżej Cleo.

Zesztywniała.
– Nad czym się zastanawiałeś?
– Nad tą pani książką.
– Tak? – Poczuła skurcz żołądka.
– Ja, no, właśnie, myślałem, żeby też napisać książkę.
– Naprawdę? – Zamrugała oczyma.
Gwałtownie pokiwał głową i zaczerwienił się aż po nasadę 

włosów.

– Tak. Science fiction, wie pani.
– Rozumiem. – Powiedziała słabym głosem. – To wspaniale. 

Życzę ci powodzenia.

Rozpromienił się, słysząc zachętę.
– Wie pani, to jest historia o alternatywnym świecie. Tam 

jest dużo rzeczy podobnych do naszego świata, ale podstawowe 
prawa nauki są inne. Bardziej magiczne, wie pani.

– Aha. – Zrobiła krok do tyłu.
Tom natychmiast się do niej przysunął.
–  Moim   głównym   bohaterem   jest   facet   z  naszego   świata, 

który znajduje  się w tym  innym  świecie.  Najpierw  myśli,  że 
wszystko   mu   się   śni.   Potem   zdaje   sobie   sprawę,   że   jest 
uwięziony. Musi się nauczyć, jak przeżyć, bo inaczej go zabiją.

– To bardzo pomysłowe. – Znów odsunęła się o krok.
Szedł za nią.
– Na ziemi on jest geniuszem komputerowym, więc kiedy 

znajduje się w tym magicznym świecie, przez chwilę wszystko 
mu się myli.

Zrozumiała, że Toma, chłopca ze sklepu, „Lustro” wcale nie 

obchodzi. Przekonany, że odnalazł pokrewną duszę, zamierzał 
opowiedzieć jej całą treść swojej książki, w tej właśnie chwili, 
przed ladą z nabiałem.

–   A   potem   spotyka   tego   gościa,   który   jest   jakby 

266

background image

czarnoksiężnikiem, wie pani…

– Ciekawe. – Cleo cofała się bokiem, zdając sobie sprawę z 

niemego rozbawienia Maxa. Tom przez cały czas szedł za nią.

– I jest jeszcze ten drugi czarnoksiężnik, który jest trochę 

stuknięty, wie pani? Odkrył nową magiczną zasadę. Nie wiem, 
co   to   będzie,   ale   na   pewno   będzie   zagrażało   całemu 
alternatywnemu światu…

– Absolutnie fascynujące. – Spojrzała na zegarek. – Chętnie 

posłuchałabym do końca, ale się śpieszę.

–   Co?   –   Zajęty   opowiadaniem   Tom   zmarszczył   brwi, 

zaskoczony. – Aha, pewno. Może wpadłbym któregoś dnia do 
zajazdu i opowiedział pani resztę?

–   Zobaczymy.   –   Odwróciła   się   i   szybko   poszła   do   kasy. 

Nawet się nie obejrzała, czy Max idzie za nią.

Siwa kasjerka uśmiechnęła się szeroko.
–   Witaj,   Cleo.   Podobno   ktoś   ci   się   naprzykrza,   ponieważ 

napisałaś książkę. Nie wiedziałam, że jesteś pisarką.

–   Na   razie   wydałam   tylko   jedną   książkę   –   mruknęła. 

Postawiła na blacie karton z mlekiem.

– Nie martw się, kochana. Na pewno napiszesz ich więcej. 

Wiesz,   nie   czytałam   żadnej   książki   od   lat.   Telewizja   i   to 
wszystko… Człowiek w ogóle nie ma czasu. Mleko?

– Tak, Ernestine.
– Myślałam, że przywożą wam nabiał.
Cleo   gwałtownie   poszukiwała   wyjaśnienia,   kiedy   Max 

podszedł do kasy.

– Zabrakło nam – wyjąkała wreszcie.
–   Aha.   –   Ernestine   przejechała   kartonem   po   czytniku.   – 

Wiesz, powinnyśmy umówić się któregoś dnia.

– Dlaczego?
–   Mogłabym   ci   opowiedzieć   historię   mojej   rodziny. 

Napisałabyś o tym książkę. Jestem pewna, że ludzie chętnie by 
ją przeczytali. Niektóre kawałki są naprawdę fascynujące. Czy 
ci   już   mówiłam,   że   jedna   z   moich   krewnych   przyjechała   z 
Zachodu pociągiem towarowym?

267

background image

– Chyba nie.
– To musiała być Sarah Hill Montrose. – Ernestine zamyśliła 

się. – Historia jej życia  jest naprawdę ciekawa. Albo weźmy 
mojego   pradziadka,   Mortona   Montrose.   Uprawiał   ziemię   we 
wschodnim   Waszyngtonie.   Hodował   także   indyki.   Strasznie 
śmieszne rzeczy opowiadał o indykach. One są okropnie głupie, 
te taki.

– Doprawdy? – Cleo spojrzała na mleko.
– Eugene Montrose, mój dziadek, był chyba najciekawszy ze 

wszystkich. Łowił ryby.

– Coś takiego. Ile płacę, Ernestine?
– Co? Ach, tak. Mleko. Włożę je do torby.
– Dziękuję. – Cleo wyrwała jej torbę z ręki, widząc, że Max 

zaśmiewa się w duchu do rozpuku. – Do zobaczenia, Ernestine.

–   Daj   mi   znać,   jak   będziesz   miała   czas,   żeby   napisać   tę 

książkę   o   mojej   rodzinie   –   powiedziała   wesoło   Ernestine.   – 
Mam mnóstwo wycinków z gazet, zdjęć i takich różnych.

–   Na   pewno   dam   ci   znać,   jeśli   znajdę   chwilę   czasu   – 

obiecała Cleo. – Ale ostatnio jestem bardzo zajęta.

Wychodziła   już   ze   sklepu,   z   Maxem   za   plecami,   kiedy 

kolejna   znajoma   postać   stanęła   jej   na   drodze.   Musiała   się 
zatrzymać.   Przycisnęła   mleko   do   piersi   i   uśmiechnęła   się 
niepewnie.

– Cześć, Adrianie.
Adrian   Forrester   spojrzał   na   nią   groźnym   wzrokiem   spod 

ciemnych brwi. W ręku trzymał dużą żółtą kopertę.

– Słyszałem, że wydałaś książkę?
–   Tak.   –   Cleo   podejrzliwie   rzuciła   okiem   na   kopertę. 

Obawiała   się,   że   wie,   co   jest   w   środku.   Zanim   sprzedała 
„Lustro” wydawcy, dostała swoją porcję odmów.

– Przypuszczam, że miałaś agenta? – chciał wiedzieć Adrian.
– Nie, nie miałam, chociaż myślę, żeby znaleźć kogoś do 

następnej książki.

– Znasz ludzi w wydawnictwach?
– Nie. Nie znałam nikogo, Adrianie. Wysłałam rękopis do 

268

background image

wielu wydawców i ktoś go wreszcie kupił.

– Czyli miałaś szczęście.
– Tak. Miałam szczęście.
– To dlatego, że piszesz dla kobiet – stwierdził smutno. – 

Dlatego  wydają  ciebie,  a nie mnie.  Nowy Jork interesuje  się 
dzisiaj   wyłącznie   literaturą   kobiecą.   Romanse,   psychologia, 
błyskotki, erotyka – wszystko dla kobiet. Nawet rynek powieści 
kryminalnych skłania się w stronę kobiet.

– No, a horrory, science fiction, powieści szpiegowskie?
–  W   nich   też   jest   mowa   o   stosunkach   międzyludzkich.   – 

Adrian spojrzał na nią tak, jakby to była jej wina.

– Ojej, nie myślałam…
– Czy wiesz, co piszą w tym liście? – Pomachał jej przed 

nosem   kopertą   z   odrzuconym   rękopisem.   –   Piszą,   że   nie 
interesuje   ich   twardy   kryminał   z   mężczyzną   jako   bohaterem. 
Wydawca   sugeruje,   abym   zmienił   mojego   bohatera   w 
prywatnego detektywa – kobietę.

– No, wiesz, Adrianie, nie mam pojęcia, dlaczego wydawca 

proponuje ci coś takiego. Chyba tylko dlatego, iż wiele kobiet 
lubi   czytać   i   wydawać   pieniądze   na   książki,   które   im   się 
podobają.

Spojrzenie Adriana mogłoby zmrozić wulkaniczna lawę.
– Coś ci powiem. Gdyby nie wydawali takich książek jak 

twoje, moje miałyby większe szanse.

Złość   Cleo   była   większa   niż   strach,   że   została 

zdemaskowana jako autorka „Lustra”.

– Tak myślisz? – spytała spokojnie.
Max najwyraźniej wyczuł niebezpieczną słodycz jej głosu i 

postanowił interweniować.

– Musimy się pośpieszyć, rodzina czeka. – Wziął ją za ramię 

i chciał poprowadzić w stronę samochodu.

Cleo nie dała się ruszyć.
–   Chwileczkę.   Chcę   coś   poradzić   Adrianowi   w   sprawach 

wydawniczych.

–   Forrester   raczej   nie   potrzebuje   twoich   rad.   –   Max 

269

background image

uśmiechnął się, objął ją ramieniem i pociągnął do Jaguara.

– Po prostu miała szczęście – warknął Adrian.
–   Tak   myślisz?   A   może   to   jednak   było   coś   więcej   niż 

szczęście – krzyknęła Cleo, kiedy Max wpychał ją na przednie 
siedzenie samochodu. – Może piszę lepiej od ciebie. Może moja 
książka jest lepsza niż twoja. Zastanów się nad tym.

– Wszystko dlatego, że to była babska książka – wrzasnął 

Adrian.   –   Tylko   dlatego   ją   wydano.   Mówię   ci,   że   kobiety 
przejmują władzę na rynku wydawniczym.

– Więc zmień płeć – odkrzyknęła mu Cleo.
–   O   mój   Boże   –   mruknął   Max,   zamykając   drzwi.   – 

Stworzyłem potwora.

270

background image

Rozdział szesnasty

– Przestań się śmiać – powiedziała Cleo, kiedy jechali do 

Robbins' Nest Inn.

Max rzucił na nią okiem, nie mogąc powstrzymać wesołego 

grymasu. Siedziała z założonymi rękami, w geście całkowitego 
obrzydzenia, wpatrując się w krętą drogę przed sobą.

– Przykro mi – powiedział Max.
– Wcale ci nie jest przykro. To widać gołym okiem.
– Daj spokój, musisz sama przyznać, że to wszystko było 

bardzo   śmieszne.   Byłaś   przerażona   spodziewaną   reakcją 
mieszkańców   Harmony   Cove   na   wieść,   że   jesteś   autorką 
„Lustra”. I okazało się, że nic takiego się nie stało, prawda?

– Nikomu się nawet nie chciało przeczytać mojej książki.
–   Przypuszczam,   że   rzeczywiście   tak   było.   Jeśli   nasze 

ostatnie nienaukowe badanie opinii publicznej jest wiarygodne, 
możemy   założyć,   że   ogromna   większość   ludzi,   których 
spotykasz, nigdy twoich książek nie przeczyta. Ale będą chcieli 
z tobą porozmawiać o pisaniu i wydawaniu książek. Te sprawy 
ludzi fascynują.

– Chcesz powiedzieć, że będą mi opowiadać swoje pomysły 

na   książkę,   nalegać,   abym   opisała   historię   ich   rodziny   lub 
narzekać, że to mnie wydają, a nie ich?

– Właśnie tak.
Cleo powoli rozchmurzyła się.
– To było dość śmieszne, co?
– Bardzo. Zwłaszcza wyraz twarzy Forrestera.
– Kiedy sobie przypomnę, jak bez końca opowiadał o swojej 

książce   i   o   tym,   jak   się   nią   zachwycą   wydawcy…   –   Cleo 
przerwała. Zaczęła chichotać, a potem głośno się roześmiała.

Max uśmiechnął się do siebie, obserwując ją kątem oka.
– Nie twierdzę, że od czasu do czasu ktoś cię nie skrytykuje 

– ostrzegł. – Ale sądzę, iż sobie poradzisz, kiedy ci ktoś powie, 
że twoja książka to śmieć.

– Tak jak Nolan? Chyba masz rację. Denerwowałam się na 

271

background image

myśl o ludziach wścibiających nos w moje prywatne życie, ale 
tak naprawdę większość z nich chciała mówić tylko o sobie. Po 
śmierci rodziców było zupełnie inaczej.

– Oczywiście.
– Pozwoliłam wyobraźni zanadto się rozbuchać.
– Masz wyjątkową wyobraźnię – przyznał.
–   Szkoda,   że   ten,   co   mnie   prześladuje,   nie   jest   wyborem 

mojej wyobraźni. – Rozbawienie znikło z oczu Cleo.

Max patrzył na drogę.
– Ja też żałuję.
– A może to jednak Adrian, jak sądzisz? Może zaślepiła go 

zazdrość i chce mnie ukarać za to, że wydano moją książkę, a 
jego nie.

Potrząsnął głową z ponurą pewnością.
– Nie. Adrian najwyraźniej dopiero niedawno dowiedział się, 

że   napisałaś   „Lustro”,   a   wszystko   zaczęło   się   ponad   miesiąc 
temu. Nie byłby w stanie tak długo powstrzymywać wybuchu 
zazdrości.

– Nie jestem pewna. Może wiedział już od dawna i tylko 

udawał, że nie ma o niczym pojęcia.

Jedną ręką Max przelotnie dotknął jej nogi.
– Dowiemy się, kto chce cię nastraszyć.
– Mam nadzieję.
Z   powrotem   położył   rękę   na   kierownicy   i   przez   chwilę 

prowadził   samochód   nie   odzywając   się.   Do   zajazdu   mieli 
niecałe dwa kilometry. Niedługo będą w domu.

W domu.
Mimo   tych   wszystkich   trosk   Max   zdawał   sobie   sprawę   z 

przyjemnego oczekiwania, jakie wywoływał w nim powrót do 
domu.

Pierwszy   raz   w   życiu   czuł,   że   gdzieś   należy.   A   co 

najważniejsze,   u   swego   boku   miał   kobietę,   która   go   chciała, 
kobietę, która na niego czekała całe życie.

– O czym myślisz? – spytała cicho Cleo.
–   Zastanawiałem   się,   czy   Ben   pamiętał   o   cieknącym 

272

background image

prysznicu w dwa-szesnaście.

Cleo uśmiechnęła się.
Nad   wybrzeżem   zapadała   wczesna   ciemność   zimowego 

wieczoru.   Nisko   wiszące,   ciężkie   chmury   zapowiadały   nowe 
deszcze.   Max   wziął   ostatni   zakręt   i   zobaczył   przed   sobą 
rozjarzone światła Robbins' Nest Inn.

– Cleo?
– Hmmm? – Przypatrywała się prawie pustemu parkingowi z 

zawodowym niepokojem.

– Chciałbym, żebyśmy mieli dziecko. 
Gwałtownie oderwała wzrok od pustego parkingu.
– Co?
–   Dziecko.   –   Dzięki   niemu   wszystko   stałoby   się 

bezpieczniejsze,   pomyślał   Max.   Dziecko   jeszcze   mocniej 
związałoby go z Cleo i z jej przyjaciółmi.

– Dlaczego? 
Max zawahał się.
– A dlaczego ludzie mają dzieci?
– Z wielu powodów. Nie zawsze rozsądnych. Dlaczego ty 

chciałbyś mieć dziecko?

– Czy to jakiś egzamin?
– Może.
Z napięciem szukał właściwych słów.
– Już czas. – Skupił się ponownie. – W przyszłym miesiącu 

kończę   trzydzieści   pięć   lat.   Z   inwestycji,   które   robiłem   w 
ostatnich latach, mam zapewniony niezły dochód. Teraz, kiedy 
pracuję dla ciebie, prowadzę ustabilizowany tryb życia. I mam 
ciebie.

– Nie jestem pewna, czy te powody wystarczą – stwierdziła 

spokojnie Cleo.

Przeszył go strach. Zacisnął palce na kierownicy.
– Co to ma znaczyć?
– Dziecko to bardzo poważna sprawa – nastroszyła się Cleo. 

– Trzeba  wziąć pod uwagę mnóstwo  rzeczy.  Rozmawiamy  o 
poważnym zaangażowaniu.

273

background image

– My już jesteśmy poważnie zaangażowani.
– Wiem, ale…
– Czym ryzykujesz? – spytał szybko Max, wyczuwając słaby 

punkt. – Boisz się, że za rok czy dwa cię Porzucę, tak jak zrobił 
mąż Sylvii?

Cleo odwróciła głowę i spojrzała na niego rozumiejącymi 

oczyma.

– Nie. – Jej głos był mocny i czuły. – Nie, nie sądzę, abyś 

mógł opuścić swoją rodzinę.

– Uważasz, że będę kiepskim ojcem, tak? Posłuchaj, wiem, 

że facet z taką przeszłością jak ja nie ma wielkich szans na bycie 
dobrym   ojcem.   Ale   myślę,   że   dałbym   sobie   radę   z 
podstawowymi zasadami. Powiedziałaś mi kiedyś, że nie musi 
się   wyskakiwać   z   samolotu,   żeby   wiedzieć,   co   się   wówczas 
dzieje z człowiekiem.

–   Co   jest,   twoim   zdaniem,   podstawą   ojcostwa?   –   spytała 

Cleo z autentyczną ciekawością.

Rzucił jej szybkie spojrzenie.
– Obecność. Zarobienie na dziecko.
– Od kogo tego się nauczyłeś?
– Od mojego ojca.
– Spędzał z tobą dużo czasu?
–   Nie.   Nigdy   go   nie   widziałem.   Odszedł,   zanim   się 

urodziłem.

– Och. – W jej głosie zabrzmiało wielkie zrozumienie.
–   Moja   strategia   polega   na   robieniu   dokładnie   na   odwrót 

tego, co zrobiono mnie, kiedy dorastałem.

–   Myślę,   że   będziesz   fantastycznym   ojcem.   –   Cleo   lekko 

dotknęła jego uda.

Odczuł ogromną ulgę. Walczył i wygrał.
– Naprawdę? – spytał.
– Tak. – Cleo patrzyła przez szybę na ciepłe światła zajazdu.
– No, to załatwione. – Skręcił na parking. – Zaczynamy od 

razu.

– Czy moglibyśmy zaczekać do wieczora? Jestem pewna, że 

274

background image

wszyscy   będą   mieli   mnóstwo   pytań,   a   Trisha   i   Ben   zechcą 
porozmawiać   o   swoich   planach   weselnych.   Chciałabym   też 
przejrzeć nowe rezerwacje i może O'Reilly będzie miał coś dla 
nas.

–   Skoro   nalegasz,   myślę,   że   możemy   zaczekać   te   parę 

godzin.

Wszystko będzie dobrze, pomyślał. Dlaczego zatem, mimo 

satysfakcji, czuł jakiś dziwny niepokój?

Znał odpowiedź na swoje pytanie. Ciągle jeszcze przebywał 

na   grząskim   terenie.   Sam   w   końcu   wiedział   najlepiej,   że 
popchnął Cleo do zaręczyn, tak jak kiedyś popchnął Kimberly. 
A teraz wciągnął ją w kolejne zobowiązanie.

Może   za   mocno   starał   się   wejść   na   zawsze   w   jej   życie? 

Wiedział,   że   w   tego   rodzaju   sprawach   nie   ma   za   dobrych 
doświadczeń. Na tym polu zawsze coś knocił.

Powinienem   się   powstrzymać,   pomyślał,   zaniepokojony 

swoją strategią nacisku. Coś w niej było nie tak.

Rzeczy,   których   najbardziej   w   życiu   chciał,   zawsze   mu 

umykały w chwili, gdy wyciągał po nie ręce.

Trzy godziny później rozbawiony obserwował, jak O'Reilly 

wyciąga się na fotelu w solarium i opiera nogi na wiklinowym 
stołeczku.

– Odgrywasz sułtana? – spytał.
–   Myślę,   że   wreszcie   zrozumiałem,   dlaczego   zmieniłeś 

pracę. Uważaj tylko, żebyś zanadto nie utył od czekoladowych 
ciasteczek.

– Dam sobie radę. Tutaj stale jest coś do roboty.
–   Tak.   Szybko   się   o   tym   przekonałem.   Musiałem   pomóc 

Benowi z cieknącymi  urządzeniami.  A propos, Ben sądzi, że 
jesteś czarnoksiężnikiem.

– Nie wiem dlaczego. Ostatnio nie robiłem żadnych czarów.
–   Każdy   ma   takiego   idola,   na   jakiego   sobie   zasłużył.   – 

275

background image

O'Reilly uśmiechnął się. – Sammy pilnował napraw.

– Sammy jest niezły w pilnowaniu.
– To fajny dzieciak, nie?
– Bardzo fajny.
– Sprytny.
–   I   utalentowany   –   dodał   Max,   przypominając   sobie 

kredkowy rysunek, który wisiał u niego na poddaszu.

– Nie rozumiem, co za facet mógłby porzucić Sammy'ego i 

taką wspaniałą kobietę jak Sylvia.

– Musiał być stuknięty.
–   Niektórzy   faceci   nie   wiedzą,   co   dobre   –   stwierdził 

O'Reilly.

– To prawda – powiedział Max.
– Ale niektórzy faceci, tacy jak ty i ja na przykład, są trochę 

mądrzejsi. Wiemy, co dobre, prawda?

Uwagę   Maxa   zwrócił   nie   znany   ton,   który   jak   mu   się 

zdawało, pobrzmiewał w głosie O'Reilly'ego. Znał go od dawna. 
Od czasu śmierci jego żony i dziecka w głosie O'Reilly'ego nie 
było   innych   emocji   niż   bezlitosne,   całkowicie   sztuczne 
rozbawienie.

– Zgadza się, niektórzy z nas wiedzą, co dobre – powtórzył 

Max. Podniósł wzrok na odgłos otwieranych drzwi. Do solarium 
wszedł Ben. – Chodź, chodź, Ben. Czekamy na ciebie.

–   Co   się   stało?   –   Ben   spojrzał   na   Maxa,   a   potem   na 

O'Reilly'ego.   –   Powiedziałeś,   że   musimy   odbyć   strategiczną 
naradę.

–   Tak   jest.   Siadaj.   Uważam,   że   powinniśmy   coś 

przedyskutować   we   trzech,   zanim   powiemy   o   tym   reszcie 
rodziny. Nie chcę, żeby wszyscy niepotrzebnie się martwili.

– W wolnym  tłumaczeniu  oznacza  to, że  Max uważa  ten 

problem za męską sprawę. – O'Reilly się zaśmiał. – Ostrzegam, 
że damy dostaną szału, jak się dowiedzą, że coś knuliśmy za ich 
plecami.

– Kapuję. – Ben usiadł na najbliższym krześle, najwyraźniej 

dumny   z   tego,   że   zaproszono   go   na   strategiczną   naradę.   – 

276

background image

Będziemy   rozmawiać   o   tym,   czego   się   dowiedziałeś,   jak   nie 
było Maxa i Cleo.

–   Gdzieś   tu   mam   swoje   notatki.   –   O'Reilly   przetrząsnął 

kieszenie spodni i wyciągnął mały notes. – Najpierw przekażę 
informacje Maxowi.

Max przyglądał mu się z uwagą.
– Coś ciekawego? – spytał.
–   Nic   pewnego,   ale   kiedy   się   wszystko   zbierze   do   kupy, 

narzucają się ciekawe pytania.

Zanim Max zdążył spytać, jakie to pytania, drzwi otworzyły 

się znowu.

–  Co   tu   się  dzieje?   –  zapytała   stanowczym   głosem   Cleo. 

Trisha i Sylvia  stały przy niej, na wpół zirytowane,  na wpół 
zdenerwowane. Za Cleo tłoczyły się Andromeda i Daystar.

Max spojrzał na grupkę kobiet i cicho zaklął.
– To by było na tyle, jak chodzi o naradę wojenną bez kobiet 

– stwierdził sucho O'Reilly. – Wejdźcie.

–   Dziękujemy.   –   Cleo   wkroczyła   do   pokoju.   Pozostałe 

kobiety poszły jej śladem. – Właśnie miałyśmy zamiar to zrobić.

– Kto jest w recepcji? – spytał Max.
– Goerge – odparła Sylvia. – Będzie miał oko na tych kilku 

gości w salonie. – Usiadła obok O'Reilly'ego. – Nie martwcie 
się, panowie, wszystko jest pod kontrolą. Co wy tu planujecie?

– Chciałem tylko złożyć sprawozdanie – powiedział łagodnie 

O'Reilly. – Nic więcej.

– Wcześniej mówił pan, że niewiele się pan dowiedział. – 

Cleo usiadła obok Maxa. – Co tu sprawozdawać?

O'Reilly otworzył notes.
– Tak jak ja to widzę, istnieją trzy możliwe wytłumaczenia 

tego, co zaszło. Pierwsze, co sugerowaliście z Maxem, że mamy 
do czynienia z jakimś stukniętym krytykiem, który chce panią 
ukarać za napisanie „Lustra”.

–   Wydaje   się,   że   nie   uważasz   tego   za   najbardziej 

prawdopodobne wyjaśnienie – powiedział Max, marszcząc brwi.

–   Masz   rację.   Głównie   dlatego,   że   o   ile   udało   mi   się 

277

background image

sprawdzić, nikt w mieście nie czytał książki, dopóki dwa dni 
temu   nie   zacząłem   się   rozpytywać.   Nie   było   jej   nawet   w 
miejscowej księgarni.

– Nakład nie był zbyt duży – wtrąciła przepraszająco Cleo.
– A nie może to być ktoś z zewnątrz, kto przeczytał książkę i 

odszukał Cleo? – spytała Trisha.

O'Reilly potrząsnął głową.
– Ktoś obcy mógłby się zatrzymać tylko w trzech miejscach: 

w   zajeździe,   w   Cosmic   Harmony   albo   w   motelu   po   drugiej 
stronie   miasta.   W   ciągu   ostatnich   kilku   miesięcy   nie   było 
nikogo, kto by się tu zatrzymywał po parę razy.

– A więc nie ma nikogo, kto by się tu pojawiał za każdym 

razem, kiedy coś się działo? – spytał Ben.

– Tak jest – odparł O'Reilly. – Nie twierdzę, że ktoś nie mógł 

się tu zakraść i zrobić tego, co zrobił, ale musiałby nieźle znać 
okolicę.   Musiałby   także   wiedzieć   coś   niecoś   o   Cleo.   Na 
przykład   to,   że   się   spotykała   z   Hildebrandem.   O   której 
zazwyczaj idzie wieczorem do swojego pokoju. Który jest jej 
pokój. To, że często odwiedza Cosmic Harmony. I tak dalej.

– Wielki Boże! – zawołała Andromeda z niepokojem. – Ktoś 

naprawdę musiał śledzić Cleo.

–   Właśnie   –   potwierdził   O'Reilly.   –   Takich   szczegółów 

można   się   dowiedzieć   tylko   przez   dokładne   obserwowanie 
jakiejś osoby przez dłuższy czas.

– Co oznacza, że ta osoba wie bardzo dużo o tym, co się tutaj 

dzieje. – Max wziął laskę i wstał. Ignorując bolesne szarpnięcie 
w udzie, podszedł do okna.

Na   dworze   padało,   ale   odczuwał   przyjemne   nasycenie, 

ciepło   i   wygodę.   Powrót   do   domu   był   bardzo   przyjemny. 
Andromeda i Daystar przyrządziły specjalny posiłek, składający 
się   z   zupy   z   owocami   morza,   sałatki   z   kaszy   i   domowego 
chleba. Na drzwiach lodówki wisiały nowe rysunki Sammy'ego. 
Wszyscy zachwycali  się pierścionkiem Cleo i robili plany na 
przyszłość. Przyszłość, w której było miejsce również dla Maxa.

Człowiek   może   się   naprawdę   szybko   przyzwyczaić   do 

278

background image

takiego życia,  pomyślał.  Ale mądry człowiek nie będzie  tego 
uważał za coś oczywistego. Max uważał się za mądrego.

– Jak już mówiłem – kontynuował O'Reilly – może to być 

ktoś kompletnie  obcy,  lecz na pewno spędził trochę czasu w 
Harmony Cove. Mam przeczucie, że w takim małym  mieście 
ktoś musiał go zauważyć. Możecie mi wierzyć. Kiedy się okaże, 
kto to jest, każdy powie: „To był taki miły facet”.

– Albo kobieta – mruknęła Cleo.
– Albo kobieta – przytaknął O'Reilly. 
Max oparł się na lasce.
– No, dobrze, jakie jest następne wyjaśnienie? 
O'Reilly spojrzał na swoje notatki.
–   Istnieje   wyraźny   związek   między   pierwszym   z   tych 

wypadków a śmiercią Jasona Curzona.

Wszyscy zamarli.
– Cholera! – Max spoglądał na deszcz za oknem. – Masz 

rację!

– Jak zwykle – mruknął O'Reilly.
– Sam to powinienem spostrzec – stwierdził zdegustowany 

Max. 

– Co wy mówicie? – spytała zdenerwowana Andromeda. – 

Jak śmierć Jasona może mieć z tym coś wspólnego?

–   Tak,   że   zostawił   gdzieś   ćwierć   miliona   dolarów   w 

obrazach – powiedział ponuro Max. – I wszyscy myślą, że Cleo 
wie, gdzie one są.

– Wszyscy, to znaczy ty i Garrison Spark – stwierdził sucho 

O'Reilly.

Max nakazał sobie spokój.
– Ja wiem, że Cleo nie ma pojęcia, gdzie są obrazy Luttrella. 

Spark sądzi inaczej. Próbował ją namówić, żeby mu je sprzedała 
za drobną część ich wartości.

–   Nie   uwierzylibyście,   ile   osób   uważa,   że   nie   jestem 

specjalnie mądra – stwierdziła Cleo. – Osobiście uważam, że 
moje gusta co do butów stwarzają takie wrażenie.

O'Reilly zignorował jej słowa.

279

background image

–   Myślisz,   że   wszystkie   te   zdarzenia   są   częścią   planu 

zakładającego,   że   przerażona   Cleo   ujawni   obrazy?   –   spytał 
Maxa.

– To możliwe – przyznał Max. – Jak zauważyłeś, czas by się 

zgadzał. Zaczęło się wkrótce po śmierci Jasona.

– To dlaczego nie dostała żadnych anonimowych listów na 

ten temat? – spytał sceptycznie O'Reilly.

Cleo uniosła rękę, aby zwrócić na siebie uwagę.
– Może pan Spark, czy kto za tym  stoi, chce, żebym  się 

najpierw   porządnie   wystraszyła.   Kiedy   tak   się   stanie,   zażąda 
wydania obrazów.

–   Być   może   –   zgodził   się   O'Reilly.   Nie   wyglądał   na 

przekonanego. Postukał długopisem w notes. – Skoro mówimy 
o   obrazach,   chciałbym jeszcze   o czymś wspomnieć. Nolana 
Hildebranda należy traktować jako podejrzanego.

– Nolana? – zdziwiła się Cleo. – Czy pan zwariował? Nolan 

nie zaplanowałby tego.

–   Nie   możesz   być   tego   pewna   –   powiedział   Max.   – 

Pamiętasz? Chciał, żebyś mu pomogła znaleźć obrazy, aby mógł 
dostać pieniądze od Sparka.

– Tak, ale Nolan zupełnie mi do tego wszystkiego nie pasuje. 

– Cleo skrzywiła się. – Poza tym przeżył prawdziwy szok, kiedy 
się dowiedział, że napisałam „Lustro”. Nic o tym wcześniej nie 
wiedział.

– Szok mógł być udawany – stwierdził Max. – Może starał 

się oddalić od siebie podejrzenia.

– No, nie wiem. – Cleo miała wątpliwości. – Nolan nie jest 

taki wykrzywiony w swoim rozumowaniu, jeśli wiesz, o co mi 
chodzi.

– Chcesz powiedzieć, że jest naiwny? – spytała Daystar.
– Niezupełnie. Po prostu nie wyobrażam sobie, żeby mógł 

wymyślić coś tak skomplikowanego.

–   Może   –   powiedział   O'Reilly.   –   A   może   i   nie.   Nadal 

uważam, że musimy go mieć na uwadze.

Cleo uniosła ręce do góry.

280

background image

– Dobrze, dobrze. Nolan jest podejrzany. Wobec tego niech 

pan doda do listy także Adriana Forrestera. Argumenty są takie 
same. Ale ja, osobiście, uważam, że to żaden z nich.

–   Przedtem   byłaś   skłonna   wpisać   Forrestera   na   listę 

podejrzanych – przypomniał jej Max.

– Wiem – westchnęła Cleo – ale wówczas byłam na niego 

wściekła- Teraz mi przeszło i muszę przyznać, że nie widzę go 
w tej roli.

Max   rozważał   jej   słowa.   Zakładał,   że   Cleo   ma   rację. 

Potrafiła widzieć ludzi tak, jak on potrafił widzieć obrazy. Kto 
jak   kto,   ale   on   powinien   to   wiedzieć.   Spojrzała   na   niego   i 
zobaczyła to, czego chciał najbardziej na świecie. I dała mu to.

Jego noga znów się odezwała. Długa jazda samochodem z 

Seattle dała się we znaki. Odepchnął od siebie stary, znajomy 
ból i, podchodząc do fontanny, skoncentrował się na problemie.

– Jeśli to sprawa Sparka – powiedział cicho – to możemy to 

łatwo zakończyć.

Wszyscy spojrzeli na niego ze zdumieniem.
– Jak? – spytała Sylvia.
– Zadzwonię do niego jutro i umówię się z nim. –Wpatrywał 

się   w   turkusowoniebieską   fontannę.   –   Powiem   mu,   żeby 
zapomniał o obrazach. Powiem mu także, żeby znikł.

O'Reilly spojrzał na niego z chłodną aprobatą.
–   Mówimy   tutaj   o   ćwierć   milionie   kawałków.   Dlaczego 

sądzisz, że Spark bez protestu się wycofa, kiedy w grę wchodzi 
tyle szmalu?

– Zrobi to – powiedział Max.
Nikt się nie  odezwał.  Wszyscy  siedzieli  w napiętej  ciszy, 

patrząc na niego. Czuł, jak go bombardują niemymi pytaniami, 
ale nie zamierzał opowiadać, jak sobie poradzi ze Sparkiem.

–   No,   dobrze   –   powiedział   w   końcu   O'Reilly   swoim 

zawodowym   głosem.   –  Sparka   mamy   z   głowy.   Czyli   zostaje 
nam jeszcze trzecie możliwe wyjaśnienie.

Max spojrzał wprost na O'Reilly'ego.
– Mnie się ono chyba najmniej podoba.

281

background image

– Jeszcze go nie słyszałeś. – Cleo zmarszczyła brwi.
– Max ma bardzo analityczny umysł. – O'Reilly uśmiechnął 

się.   –   Wykoncypował   już,   że   trzecia   możliwość   jest   dość 
nieprzyjemna.

– Co to takiego? – spytała zaniepokojona Trisha.
Max spojrzał na wodę bulgoczącą wokół fontanny.
– Jest coś w przeszłości Cleo, co spowodowało, że ktoś ją 

prześladuje.

– O, cholera! – szepnął Ben. Spojrzał na Maxa. – Mówisz 

poważnie?

– Tak. – Max rzucił okiem na Cleo, a potem kontynuował: – 

Pokrótce rozważaliśmy tę możliwość, a później ją porzuciliśmy. 
Nie chciałem, żebyście się denerwowali. Wygląda jednak na to, 
że musimy się tą sprawą zająć głębiej.

– Czym tu się zajmować? – spytała Cleo. – Już ci mówiłam, 

że w moim życiu nie było żadnych nienormalnych mężczyzn z 
obsesjami.   Oprócz   śmierci   moich   rodziców   nic   mi   się 
nienormalnego nie przydarzyło.

– Twoi rodzice zginęli w niezwykły sposób – odparł cicho.
– Tak, ale to zostało logicznie wytłumaczone – przypomniała 

mu Cleo. W jej oczach zagościł smutek. – Przynajmniej policja 
uważała, że było to logiczne wytłumaczenie.

O'Reilly spojrzał na Maxa, a potem zwrócił się do niej:
–   Myślę,   że   to   jest   odpowiednia   pora,   aby   panią 

poinformować,   iż   zająłem   się   trochę   śmiercią   detektywa, 
którego pani wynajęła zeszłego lata.

– Zajął się pan śmiercią pana Ebersona? Dlaczego?
– Ponieważ wspomniała pani, że w tym czasie, kiedy zginął, 

zajmował się śmiercią pani rodziców i ponieważ jestem bardzo 
dokładnym człowiekiem.

– No i co? Czy w jego wypadku samochodowym było coś 

dziwnego? – spytała niecierpliwie.

–   Oficjalnie   nie.   W   papierach   jest   napisane,   że   to   był 

wypadek.   Ale   kiedy   zadzwoniłem   do   agenta 
ubezpieczeniowego,  który przejął biuro Ebersona, wspomniał, 

282

background image

że musiał dość długo czekać, zanim mógł się wprowadzić.

Max uważnie obserwował twarz O'Reilly'ego.
– Dlaczego? – spytał.
– Dlatego, że najpierw trzeba było zlikwidować szkody po 

pożarze. – O'Reilly zamknął notes. – W biurze wybuchł mały 
pożar   spowodowany   wadliwymi   przewodami   elektrycznymi. 
Cała kartoteka Ebersona została zupełnie zniszczona.

– Doprawdy? – zapytał cicho Max.
Cleo   objęła   rękami   kolana.   W   jej   oczach   widać   było 

zdenerwowanie.

– Co pan chce powiedzieć? – zwróciła się do O'Reilly'ego. – 

Czy   pan   myśli,   że   Eberson   dowiedział   się   czegoś   o   śmierci 
moich rodziców, co spowodowało jego wypadek?

– Cleo – O'Reilly uniósł dłoń. – Powiem pani uczciwie, że 

nie wiem, dokąd to wszystko prowadzi. Równie dobrze może to 
być   ślepy   zaułek.   I   prawdopodobnie   to   jest   ślepy   zaułek. 
Jednakże muszę to sprawdzić.

– Co pan chce zrobić? – spytał Ben.
– Podejmę działania, które zostały przerwane, kiedy zginął 

Eberson.   Teraz,   gdy   Max   znów   jest   na   miejscu   i   może   was 
pilnować, pojadę do Seattle, żeby zająć się śmiercią rodziców 
Cleo.

Max zobaczył, że Cleo zesztywniała.
– Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł – szepnęła. – A 

jeśli za tym wszystkim naprawdę kryje się jakiś chory człowiek?

– To lepiej, żebyśmy się dowiedzieli, kto to jest, prawda? – 

stwierdził spokojnie O'Reilly. – Zanim nie będzie za późno.

Sylvia poruszyła się niespokojnie na krześle.
– Nie chcę, żebyś zanadto ryzykował, O'Reilly.
Max usłyszał w jej głosie bardzo osobistą troskę.
– Jestem w tym dobry – uspokoił Sylvię O'Reilly. – To moja 

praca.

– Sylvia ma rację – powiedziała szybko Cleo. – Jeśli dzieje 

się tu coś niebezpiecznego, powinniśmy zawiadomić policję.

–   Na   tym   etapie   nie   ma   jeszcze   potrzeby   –   powiedział 

283

background image

O'Reilly.  – Nie mamy żadnych  dowodów. Tak jak mówiłem, 
prawdopodobnie nic się nie okaże. Chcę się tylko upewnić, że 
sprawdzamy wszystkie możliwości.

– Nadal uważasz, że to sprawka Sparka, prawda? – spytała 

Andromeda, marszcząc brwi.

– Tak jest. Czas akcji i suma pieniędzy sprawiają, iż jest to 

najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie.

– Nie podoba mi się to wszystko – szepnęła Cleo. – Mam 

jakieś dziwne przeczucie.

– Jakie przeczucie? – spytała Trisha.
– Nie wiem. Dziwne.
Max wziął ją za rękę i pociągnął do góry.
– Najwyższy czas iść spać.
Cleo wstała nie oponując, lecz lodowaty chłód jej palców 

zaniepokoił Maxa.

– Wyjeżdżasz rano? – zapytała Trisha O'Reilly'ego.
– Obawiam się, że tak. – O'Reilly spojrzał na Sylvię.
– Ale wrócisz, prawda? – nalegała  Trisha. – Mówiłeś, że 

będziesz w piątek na naszym ślubie.

– Nie opuściłbym go za skarby świata. Na pewno wrócę w 

piątek. W najlepszym garniturze.

– Niech nas pan Bóg broni – mruknął Max.
Andromeda spojrzała na niego spod zmarszczonych brwi.
– Jestem przekonana, że najlepszy garnitur O'Reilly'ego jest 

bardzo ładny.

– Jest zielony i uszyty ze sztucznego włókna – odpowiedział 

jej Max. – Wystarczy?

284

background image

Rozdział siedemnasty

Następnego wieczoru Cleo leżała  z rękami założonymi  za 

głową i wpatrywała się w sufit na poddaszu.

– Jutro jadę z tobą do Sparka – oznajmiła.
–   Nie   ma   mowy   –   odparł   Max   z   drugiej   strony  łóżka.   – 

Mówię ci po raz ostatni, że nie chcę, żebyś ze mną jechała.

Kłótnia ciągnęła się już od czwartej po południu, kiedy Cleo 

odkryła,   że   Max   umówił   się   na   spotkanie   z   Garrisonem 
Sparkiem na następny dzień. Natychmiast oznajmiła, że razem 
stawią czoło Sparkowi. Zaprotestował z siłą, która ją nie tylko 
zdziwiła, lecz także uraziła.

–   Max,   to   wszystko   dzieje   się   z   mojego   powodu.   Mam 

prawo być z tobą, kiedy będziesz rozmawiał ze Sparkiem.

– Przestań nalegać. Powiedziałem ci, że sam się tym zajmę.
Usiadła na łóżku, zmęczona i zła.
–   Dlaczego   jesteś   taki   cholernie   uparty?   Podaj   mi   jeden 

powód, dla którego nie powinnam tam być.

– Nie masz pojęcia, jak się załatwia sprawy z ludźmi pokroju 

Sparka.

– A ty masz?
– Tak.
– Odkąd to jesteś takim ekspertem? – zakpiła.
– Mówiłem ci, pracowałem kiedyś  dla Sparka. Znam jego 

sposób myślenia. Wiem także, jak działa.

– I?
–   I   nie   chcę,   żebyś   była   w   pobliżu,   kiedy   będę   z   nim 

rozmawiał o tym, co się dzieje.

– Nie jestem idiotką. Nie popsuję ci żadnych planów.
– Nigdy nie powiedziałem, że jesteś idiotką.
– Nie jestem też tak naiwna, jak się wszystkim zdaje. – Cleo 

nagle przerwała. – Max, czy zdajesz sobie sprawę, że to jest 
nasza pierwsza poważna kłótnia?

– Wcale się nie kłócimy.
– Jak to nie?

285

background image

– Nie i już!
Aż się wzdrygnęła od gwałtownego tonu jego głosu.
–  No,  dobrze,   prowadzimy   ożywioną  dyskusję.  Nazwij   to 

sobie,   jak   ci   się   żywnie   podoba,   ale   przyszedł   czas,   abyśmy 
sobie wyjaśnili drobny problem związany z naszym wzajemnym 
porozumiewaniem.

– Jaki problem z porozumiewaniem? – spytał ze znużeniem 

Max.

Cleo odetchnęła głęboko.
–   Kiedyś   zauważyłeś,   że   mamy   odmienne   sposoby 

zarządzania ludźmi i interesami. Te nasze dwa sposoby właśnie 
się ze sobą zderzyły i w przyszłości również tego nie unikniemy. 
Musimy się nauczyć, jak te problemy rozwiązywać.

–   Cholera!   Tylko   takiej   rozmowy   mi   potrzeba   dziś 

wieczorem.

–   Pech.   –   Cleo   dotknęła   jego   ramienia.   –   Myślę,   że 

powinniśmy   coś   ustalić.   Nie   możesz   wejść   do   tej   rodziny   i 
zacząć   rządzić   tak,   jak   to   najwyraźniej   robiłeś   w   Curzon 
International. Jeśli nasz związek ma mieć jakieś szanse, musimy 
nauczyć się razem pracować.

Max   nie   poruszył   się.   Emanujące   z   niego   napięcie   było 

niemal dotykalne.

– Co to znaczy? – spytał.
Cleo   przyglądała   mu   się   z   pewnym   niepokojem.   Miała 

wrażenie, że niechcący weszła na pole minowe.

–   Usiłuję   z   tobą   porozmawiać   o   naszym   wspólnym 

problemie.

Bez   słowa   odsunął   przykrycie   i   usiadł   na   brzegu   łóżka. 

Sięgnął po laskę i wstał.

– Czy chcesz powiedzieć, że jeśli nie będziemy robić tak, jak 

ty sobie życzysz, nasz związek nie ma przyszłości?

– Max! – Cleo prześcieradłem zasłaniała piersi. – Na litość 

boską, niczego takiego nie powiedziałam. Stwierdziłam tylko, że 
musimy pewne rzeczy ustalić.

–   „Pewne   rzeczy   ustalić”   brzmi   tak,   jakbyś   chciała 

286

background image

powiedzieć: „zastanawiam się, czy powinnam jednak za ciebie 
wyjść”.

– To nieprawda – zaprotestowała.  – Chodzi  mi  jedynie  o 

porozumienie.

–   Nie   zawracaj   mi   głowy   pseudoteoriami 

porozumiewawczymi.   –   Max   spojrzał   na   nią   groźnym 
wzrokiem. – Przejdź do sedna sprawy.

– Nie ma żadnego sedna. – Była całkowicie zaskoczona jego 

reakcją. – Usiłuję ci tylko powiedzieć, że nie możesz oczekiwać, 
abym pokornie usunęła się na bok i pozwoliła ci przejąć rządy 
nad rodziną i wszystkim dookoła. Nic dziwnego, że Kimberly 
bała się dać ci miejsce w radzie. Wiedziała, że przy pierwszej 
okazji przejmiesz władzę w Curzon International.

Max wyglądał tak, jakby dostał w twarz. Zacisnął rękę na 

gałce laski.

– Myślisz, że to właśnie usiłuję zrobić? Przejąć kontrolę nad 

twoją rodziną i nad zajazdem?

Cleo była przerażona.
– Ależ skąd. – Uklękła na środku łóżka. – To wszystko nie 

jest tak.

– Czyżby?  Gdzie  się pomyliłem?  Dla  mnie  wszystko  jest 

jasne.   Uważasz,   że   przejmuję   władzę   i   jeśli   ci   się   nie 
podporządkuję,   wycofujesz   się   z   małżeństwa.   Źle   cię 
zrozumiałem?

– Nie mam zamiaru wycofać się z małżeństwa. Przestań mi 

wmawiać rzeczy, których nie powiedziałam.

– Niczego ci nie wmawiam, powtarzam tylko twoje słowa.
–   O   co   tu,   do   diabła,   chodzi?!   –   Cleo   rozzłościła   się.   – 

Dlaczego   nie   chcesz,   żebym   była   z   tobą,   kiedy   będziesz 
rozmawiał ze Sparkiem?

– Bo nie chcę! To ci nie wystarcza?
– Nie, nie wystarcza.
Max podszedł do okna i wyjrzał na zewnątrz.
–   Innych   powodów   ci   nie   podam.   A   jeśli   ten   ci   nie 

wystarczy, sama musisz podjąć decyzję co dalej.

287

background image

Ton jego głosu rozbroił ją. Te słowa miały w sobie zimną, 

obcą samotność, która uderzyła ją w samo serce. Zastanawiała 
się, ile razy w życiu czekał, aż inni Podejmą decyzję, która po 
raz kolejny przeniesie go do innego, tymczasowego domu.

Z bolesnym jękiem bólu, tak głębokiego jak ból Maxa, Cleo 

zerwała się z łóżka i podbiegła do okna. Objęła go ramionami i 
oparła głowę na jego nagiej piersi.

– Posłuchaj, teraz jest inaczej. 
Z wahaniem dotknął jej włosów.
– Co masz na myśli?
Cleo uniosła głowę, aby spojrzeć mu prosto w oczy i objęła 

jego twarz dłońmi.

–   Nikt   cię   nie   wykopie   z   tej   rodziny   tylko   dlatego,   że 

potrafisz   być   uparty   jak   muł   i   masz   okropne   inklinacje   do 
rządzenia.

–   Naprawdę?   –   Badał   jej   twarz   oczyma,   w   których   była 

zarówno ponura akceptacja losu, jak i mały płomyczek nadziei.

– Naprawdę. – Cleo stanęła na palcach i lekko pocałowała go 

w usta. – Jesteś teraz jednym z nas. To, że czasem coś ci się nie 
uda, nie ma znaczenia.

– Jesteś pewna?
– Jasne. – Uśmiechnęła się. – W zamian, naturalnie, musisz 

się nauczyć akceptować moje słabostki, które od czasu do czasu 
będą   cię   z   pewnością   irytować.   Na   przykład   nie   zamierzam 
rezygnować z towarzyszenia ci podczas rozmowy ze Sparkiem. 
Na tym jednak polega życie w rodzinie. Ale ustępstwa muszą 
być wzajemne. W końcu nikt na tym świecie nie jest doskonały.

Na twarzy Maxa nie pojawił się nawet cień uśmiechu.
– Cleo?…
– Tak?
– Już nic.
Przyciągnął   ją   do   siebie   i   przycisnął   tak   mocno,   że   Cleo 

obawiała   się   o   swoje   żebra.   Po   chwili   poprowadził   ją   z 
powrotem do łóżka.

Znacznie później Max niechętnie odsunął się od niej.

288

background image

– Możesz ze mną jutro pojechać – stwierdził.
Powiedział   to   głosem   gracza,   który   postawił   wszystko   na 

jedną kartę.

Spotkanie   umówiono   na   neutralnym   terenie.   Spark 

zaproponował, aby spotkać się w małym motelu oddalonym od 
Harmony Cove o sześćdziesiąt kilometrów. Max się zgodził.

Myślał o tym spotkaniu przez większą część nocy, ale i tak 

nie był przygotowany na tak ogromny napływ wspomnień, które 
go   ogarnęły   na   widok   Sparka,   otwierającego   drzwi   swojego 
motelowego   pokoju.   Niezależnie   od   wszystkiego,   pomyślał 
Max, zawdzięczam mu bardzo wiele.

To   w   końcu   Spark   umożliwił   Maxowi   wejście   do   świata 

wielkiej   sztuki.   To   on   zapoznał   go   z   największymi   dziełami 
amerykańskich   artystów   ostatnich   dwudziestu   lat.   To   on   dał 
okazję do spotkania Jasona Curzona.

–   Proszę,   proszę.   –   Spark   otaksował   Maxa   chłodnym,   na 

wpół rozbawionym  spojrzeniem. – Dawno cię nie widziałem, 
Fortune.   Nieźle   się   ustawiłeś.   Aż   trudno   uwierzyć,   że   byłeś 
kiedyś moim chłopcem na posyłki.

Max   pomyślał,   że   Spark   niewiele   się   zmienił   w   ciągu 

ostatnich dwunastu lat. Był jak zawsze gładki i wyrafinowany. I 
nadal miał to lekceważące skrzywienie ust ' wyraz znudzonej 
pobłażliwości na twarzy, które mu się doskonale przydawały w 
onieśmielaniu lękliwych kolekcjonerów.

– Szkoda czasu na wspomnienia – stwierdził Max. Mocniej 

zacisnął rękę na ramieniu Cleo. – Poznałeś już moją narzeczoną, 
prawda?

–   Narzeczoną?   –   Spark   uśmiechnął   się   ponuro.   –Tak   mi 

przykro. Nie miałem pojęcia, moja droga, że zrobiła pani błąd i 
zakochała się w tym człowieku. Wielka szkoda. Proszę wejść.

Cleo,   wchodząc   do   środka,   obrzuciła   go   nieprzyjaznym 

spojrzeniem.

289

background image

–  Przyszliśmy   tutaj,   aby  porozmawiać   o  obrazach,   proszę 

pana. Darujmy sobie towarzyskie pogaduszki.

– Ach, tak. Płótna Luttrella. – Spark wskazał im krzesła i 

sam również usiadł. Beztrosko założył nogę na nogę. – Muszę 
przyznać, że zaskoczyłeś mnie swoim wczorajszym telefonem. 
Czy mam zakładać, że jesteś gotów do negocjacji?

–  Żadnych   negocjacji   nie   będzie   –  stwierdził   Max.  –Jeśli 

obrazy   się   odnajdą,   będą   moje.   Nie   mam   zamiaru   ich 
sprzedawać.

– Mam pokwitowanie od Jasona Curzona. To dowód na to, 

że sprzedał mi płótna Luttrella krótko przed śmiercią.

– Ten dowód jest tak samo fałszywy jak obraz Marastona, 

który sprzedałeś w zeszłym roku kolekcjonerowi z Portland – 
powiedział spokojnie Max.

Spark zmrużył oczy.
– Nie jesteś w stanie udowodnić, że obraz jest fałszywy.
–   A   właśnie,   że   jestem.   –   Max   uśmiechnął   się   lekko.   – 

Oryginał jest w moim posiadaniu.

Złość rozbłysła na moment w oczach Sparka i równie szybko 

znikła.

– Kłamiesz.
Max potrząsnął głową.
– Nie, Spark, nie kłamię. Obaj wiemy, że nigdy nie blefuję. 

Kupiłem   oryginał   trzy   lata   temu.   Od   tej   pory   wisi   w   moim 
skarbcu. Jeśli się będziesz upierał przy swoim dowodzie kupna, 
skontaktuję się z kolekcjonerem z Portland i poradzę mu, żeby 
oddał obraz do ekspertyzy.

– Ty jesteś największym ekspertem od obrazów Marastona.
–   No,   właśnie.   –   Max   wzruszył   ramionami.   –   W   tym 

przypadku   z   prawdziwą   przyjemnością   zgłoszę   się   do 
przeprowadzenia ekspertyzy. Wyobrażam sobie, że ten facet z 
Portland będzie mi bardzo wdzięczny. Przypuszczam, że zażąda 
od ciebie zwrotu pieniędzy. Na pewno już nigdy nic od ciebie 
nie kupi; on ani nikt, kto się o tym dowie, a przypuszczam, że 
cała historia szybko się rozejdzie w pewnych kręgach.

290

background image

–   Ty   draniu   –   powiedział   Spark,   choć   był   bardziej 

zrezygnowany niż zły.

Jest prawdziwym handlarzem, pomyślał Max. Wie, kiedy się 

poddać.

–   Dziwię   się,   że   wciąż   zajmujesz   się   falsyfikatami. 

Myślałem,  że już dawno dałeś sobie z tym  spokój. W końcu 
nieźle zarabiasz na prawdziwej sztuce. O co ci chodzi? Nadal 
lubisz szybki zarobek?

– Niektórzy z nas nigdy się nie zmieniają, co, Fortune? – 

Uśmiech Sparka nasycony był jadem. – Widzę, że jesteś takim 
samym oportunistą jak dawniej. Choć trudno mi uwierzyć, że 
posunąłeś się tak daleko, aby uwieść miłą młodą kobietę po to, 
żeby   dostać   to,   czego   chcesz.   Kiedyś   miałeś   jednak   pewne 
zasady.

Te   zasady   wcale   nie   były   takie   wzniosłe,   pomyślał   Max. 

Sprowadzały   się   do   bardzo   prostej   umowy   ze   Sparkiem.   W 
zamian za kontakt ze sztuką, która tak go pociągała, zgodził się 
nie wyrażać swojego zdania o obrazach wobec klientów Sparka.

Chyba że klienci prosili o jego opinię.
Jason   Curzon   był   jedynym   człowiekiem,   który   zapytał   o 

zdanie mrukliwego chłopca na posyłki.

Kątem oka Max obserwował reakcję Cleo. Był pełen obaw. 

Wiedział,   co   się   stanie,   jeśli   Cleo   będzie   świadkiem   tego 
spotkania.   Dlatego   tak   bardzo   walczył,   aby   ją   powstrzymać 
przed przyjazdem.

W rezultacie Cleo wygrała. W którymś momencie, w nocy, 

Max   zrozumiał,   że   musi   zaryzykować.   Nie   wiedział,   jak 
zareaguje na takie rewelacje z jego przeszłości, lecz akceptował 
fakt, iż jego los był teraz w jej rękach.

– Rozumiemy się? – spytał cicho Max.
– Chyba tak. – Spark odwrócił się do dziewczyny:  – Czy 

pani narzeczony opowiadał pani, na czym polegała jego praca 
dla mnie?

– Mówił, że robił różne rzeczy. – Rzuciła Maxowi szybkie 

spojrzenie.

291

background image

– Zgadza się. Czasem były to bardzo dziwne rzeczy. Do jego 

obowiązków   należało   odbieranie   niesłychanie   cennych   dzieł 
sztuki z miejsc niezbyt, powiedzmy sobie, godnych szacunku. 
Fortune, kiedy dla mnie pracował, nosił broń. To powinno pani 
dać coś niecoś do myślenia co do istoty jego pracy.

– Wyobrażam  sobie, że przewożenie  cennych  dzieł  sztuki 

wymaga   pewnych   środków   ostrożności.   –   Cleo   zmarszczyła 
brwi.

–   Naturalnie,   tak,   tak.   –   Spark   zaśmiał   się.   –   Zwłaszcza 

kiedy niektóre z tych dzieł zostały zakupione od kolekcjonerów 
powiązanych   z   podziemiem.   Zdarzało   się   też,   że   przewoził 
obrazy o niezupełnie jasnym pochodzeniu.

– To znaczy fałszywe? – upewniła się Cleo.
–  Doskonale   podrobione,   moja   droga.   –   Spark   poczuł   się 

urażony.   –   Max   pani   powie,   że   jeśli   już   zajmuję   się   czymś 
takim,   to   zawsze   są   to   pierwszorzędne   fałszerstwa.   W 
dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach przypadków nikt nie 
odróżni obrazu fałszywego od oryginału.

– Nikt oprócz Maxa?
–   Niestety.   –   Spark   westchnął.   –   Max   posiada 

ponadnaturalną   zdolność   odróżniania   obrazu   prawdziwego   od 
fałszywego.   Czasami   bywa   to   bardzo   pożyteczne.   A   czasami 
dość męczące.

– Czyli wykorzystywał pan jego talent, żeby się samemu nie 

nabrać – stwierdziła Cleo. – Ale martwił się pan, że Max może 
się wygadać, kiedy nabierał pan innych?

– Tak jest, moja droga. Jednakże, o ile wiem, podczas naszej 

wspólnej pracy Max tylko jeden raz zdobył się na uczciwość. 
Wtedy,   kiedy   dostarczył   pewien   obraz   Jasonowi   Curzonowi. 
Patrząc na to z pewnej perspektywy, mam wrażenie, iż nie tyle 
była to uczciwość, co zwykły oportunizm. Wykorzystał szansę, 
aby poprawić swoją sytuację, prawda?

– Mieliśmy pewną umowę, Spark – odparł spokojnie Max. – 

Powiedziałem   ci,   że   nie   skłamię,   jeśli   klient   spyta   mnie   o 
zdanie. Jason spytał.

292

background image

–   I   wkrótce   potem   Max   zrezygnował   z   pracy   dla   mnie   i 

przyjął lepiej płatną posadę u Curzona. – Spark uśmiechnął się 
gorzko   do   Cleo.   –   Jeszcze   raz   pani   radzę,   żeby   była   pani 
ostrożna przy Maksie Fortune. Odejdzie w siną dal, jak znajdzie 
obrazy Luttrella.

– Wystarczy, Spark. Myślę, że się rozumiemy. – Max wstał.
Spark elegancko wzruszył jednym ramieniem.
– Zawsze się nieźle rozumieliśmy, Fortune.
–   I   jeszcze   jedno.   Powiadom   Nolana   Hildebranda,   że   nie 

jesteś już zainteresowany płótnami Luttrella.

– Skoro nalegasz.
Max złożył dłonie na główce laski i spojrzał na Cleo. Nie 

opuszczało go złe przeczucie.

– Chodźmy.
Cleo bez słowa wstała i poszła do drzwi. Ruszył za nią.
– Posłuchaj, Fortune – mruknął cicho Spark. 
Max obejrzał się przez ramię.
– O co chodzi?
– Zastanów się. Mam klienta, który zapłaci ćwierć miliona 

za te obrazy. Podzielę się z tobą pół na pół. Pomyśl o tym.

– Te obrazy nie są na sprzedaż.
–   Obawiałem   się,   że   tak   powiesz.   Idź.   Mam   nadzieję,   że 

nieprędko się znów spotkamy.

– Odwzajemniam tę nadzieję. I powinieneś wiedzieć, że mój 

adwokat ma zaklejoną kopertę, którą otworzy, jeżeli przytrafi mi 
się   jakiś   nieszczęśliwy   wypadek.   W   kopercie   jest   lista 
ważniejszych   fałszywych   obrazów,   które   wiszą   obecnie   w 
domach twoich niektórych klientów.

– Zawsze byłeś niewdzięcznikiem. Nie martw się, będę palił 

świece w intencji twego dobrego zdrowia.

–   Dziękuję.   Jeśli   o   mnie   chodzi,   nasza   umowa   nadal 

obowiązuje, Spark. Nie wchodzimy sobie w drogę, co?

–   Ciekaw   jestem,   jak   ci   się   powiedzie   w   małżeństwie, 

Fortune?

–   Świetnie,   niech   mi   pan   wierzy   –   powiedziała   Cleo, 

293

background image

odwracając się od drzwi.

Jej oczy patrzyły ciepło na Maxa, który poczuł, jak znika 

całe   jego   napięcie.   Wszystko   będzie   dobrze.   Nie   będzie   mu 
miała za złe jego przeszłości.

Wyszedł za Cleo na korytarz i zamknął za sobą drzwi do 

pokoju Sparka. Bez słowa wziął ją pod ramię. Razem wyszli z 
motelu na zimny, mglisty deszcz.

–  No,  tak  –  powiedziała   Cleo,  kiedy  Max  otwierał   drzwi 

samochodu. – Co myślisz?

–   O   Sparku?   –   Uważnie   ją   obserwował.   –   To   samo,   co 

przedtem. To nie on stoi za tymi wypadkami. Jednakże, jeśli się 
mylę   i   jest   to   jego   sprawka,   albo   namówionego   przez   niego 
Hildebranda, powinien teraz być spokój.

– Jesteś pewien?
– Tak. Spark i ja się rozumiemy. On wie, że go zniszczę, 

jeśli wejdzie mi w drogę. I wie także, że zostawię go w spokoju, 
jeżeli on zrobi to samo.

Cleo zadrżała.
– Dlaczego w ogóle pracowałeś dla tego typa?
– Potrzebowałem pracy.
Zamknął   drzwi   od   strony   pasażera   i   obszedł   samochód. 

Usiadł   za   kierownicą   i   spojrzał   na   Cleo.   Nie   wiedział,   co 
powiedzieć.

Siedziała zamyślona.
– Myślę, że już wiem, dlaczego nie chciałeś, żebym tu z tobą 

przyjeżdżała – powiedziała wreszcie.

– Przechwalałem  się, że nigdy niczego  nie spieprzyłem  – 

stwierdził cicho. – A teraz, kiedy patrzę wstecz, wydaje mi się, 
że spieprzyłem całe swoje życie.

– Ale skąd. Jesteś dziś trochę zdenerwowany. Przejdzie ci.
– Tak myślisz?
– Jestem tego pewna. – Cleo pochyliła się i pocałowała go.

294

background image

–  Poddaję  się.   –  Ben  wykrzywił  się  do  swego  odbicia  w 

lustrze. – Nie wiem, jak zawiązać tę kretyńską muchę. W życiu 
czegoś takiego nie wiązałem.

–   Poczekaj   chwilę,   zajmę   się   tobą,   jak   tylko   skończę   z 

Sammym.   –   Max   poprawiał   muszkę   Sammy'ego.   –   Podnieś 
głowę, chłopcze. Dobrze.

Sammy posłusznie podniósł brodę, kiedy Max zawiązywał 

czarną muszkę uzupełniającą jego dziecinny smoking. 

– Czy mogę zabrać ze sobą moją kaczkę?
– Nie będziesz miał jej gdzie położyć. Ty pilnujesz obrączek, 

pamiętasz?   –   Max   zakończył   wiązanie   i   krytycznym   okiem 
obrzucił swoje dzieło.

Sammy   miał   na   sobie   miniaturową   wersję   ubrania,   jakie 

nosili Max i Ben. Max dobrze wiedział, że Ben i Sammy mieli 
na sobie smoking po raz pierwszy w życiu. Powiedział im, że na 
smoking nigdy nie jest za późno.

–   Świetnie   wyglądasz,   mały.   –   Max   kiwnął   głową 

zadowolony z efektu. – Mama cię nie pozna.

Sammy obejrzał się w lustrze.
– Wyglądam tak jak ty i Ben, co, Max?
– Jasne. – Max poprawił mu pas. – I pamiętaj, nie wolno ci 

się pod żadnym  pozorem ubrudzić aż do końca uroczystości, 
rozumiesz?

–   Tak,   Max,   będę   uważał.   Myślisz,   że   O'Reilly   zdąży 

przyjechać?   –   Sammy   był   zmartwiony.   Od   godziny 
niecierpliwie czekał na jego przyjazd.

–   Obiecał,   że   przyjedzie   –   przypomniał   mu   Max.   –   Jeśli 

O'Reilly coś obieca, zawsze dotrzymuje słowa.

Prawdę mówiąc, sam zaczął się już niepokoić, chociaż nie 

zamierzał   się   do   tego   głośno   przyznać.   O'Reilly,   zazwyczaj 
obsesyjnie punktualny, dziś najwyraźniej zostawił przyjazd na 
ostatnią chwilę. Po raz czwarty w ciągu ostatnich dwudziestu 
minut   Max   spojrzał   na   zegarek.   Uroczystość   w   Cosmic 
Harmony miała się rozpocząć za godzinę.

– Może złapał gumę – powiedział Ben, pociągając za końce 

295

background image

muszki.   Spojrzał   na   Maxa   w   lustrze   oczyma,   które   także 
zdradzały zaniepokojenie.

–   Może.   Ale   ma   przecież   telefon   w   samochodzie. 

Zadzwoniłby,   gdyby   miał   się  spóźnić.   Zostaw   tę   muchę.   Jak 
będziesz ją szarpał, trzeba ją będzie na nowo prasować.

– Nie wiem, po co wszyscy tak się stroimy? – mruknął Ben. 

– To tylko strata czasu. Czuję się jak kretyn.

–   Poczekaj,   aż   Trisha   cię   zobaczy.   Kobiety   uwielbiają 

mężczyzn w smokingach.

–   Tak?   –   To   podniosło   go   na   duchu.   –   Uważasz,   że 

spodobam się Trishy?

– Możesz mi wierzyć. – Max zajął się czarną muchą Bena, 

bezbłędnie   zawiązując   ją   w   kokardę.   –   Będzie   kompletnie 
oczarowana.

Ben dotknął białej wykrochmalonej koszuli.
– Nie jestem pewien co do tych fałdek. To raczej kobiety 

noszą takie rzeczy, co nie?

– Mężczyźni noszą takie koszule od blisko dwustu lat. Jesteś 

w dobrym towarzystwie.

–   Jesteś   pewien,   że   nie   wyglądam   jak   kelner   w   jakiejś 

cudacznej knajpie? – spytał powątpiewająco Ben.

– Wyglądasz jak James Bond – zapewnił go Max.
–   Wolałbym   wyglądać   tak   jak   ty   –   burknął   Ben.   –   To 

byłbym   pewien,   że   nie   wyglądam   jak   głupek.   Ty   zawsze 
wyglądasz tak jak trzeba, wiesz?

Max   odczuł   dziwne   wzruszenie.   Nie   przypominał   sobie, 

żeby ktokolwiek chciał go kiedykolwiek naśladować.

–   Pamiętaj,   żebyś   nosił   się   tak,   jakbyś   był   znacznie 

mądrzejszy od innych – poradził Benowi.

–   Postaram   się.   –   Ben   obserwował   w   lustrze,   jak   Max 

zawiązywał muszkę. – Gdzie się tego nauczyłeś?

– Jason mnie nauczył.
Wspomnienia  napłynęły  falą,  kiedy  Max  wiązał   muszkę  i 

wyrównywał rogi kołnierzyka Bena. Dwanaście lat temu miał 
takie same wątpliwości dotyczące noszenia smokingu jak Ben 

296

background image

dzisiaj. Jason zawiązał mu muszkę i nawet pokazał, jak nosić 
spinki do koszuli.

W przekazywaniu tajemnic męskiej sztuki ubioru młodemu 

mężczyźnie,   równie   nieobytemu   jak   kiedyś   ja   sam,   jest   coś 
głęboko zadowalającego, pomyślał Max.

– No, w porządku. Niech ci się przyjrzę. – Zrobił krok w tył, 

żeby obejrzeć swoje dzieło. – Doskonale. Wyglądasz tak, jakbyś 
nosił smoking od lat.

Ben   przyglądał   się   sobie   w   lustrze.   W   jego   oczach 

błyszczało zadowolenie. Wyprostował się.

– Wyglądam jakbym był starszy czy co?
– Super – stwierdził Sammy. – Jesteś super, Ben. Zupełnie 

jak Max. – Wziął swoją plastykową kaczkę i wsadził pod pachę.

–   No,   to   chyba   jesteśmy   gotowi?   –   Ben   odwrócił   się   od 

lustra. Poruszał się z lekką, ale wyraźną nonszalancją.

– Nie możemy nigdzie iść, dopóki nie przyjedzie O'Reilly – 

zawołał zaalarmowany Sammy.

– Zaczekamy na niego – zapewnił go Max. – Podejdź do 

okna i patrz, czy nie nadjeżdża.

– Dobrze. – Sammy podbiegł do okna.
– Nim wybierzemy się do Cosmic Harmony – powiedział 

Max – mamy jeszcze jedną sprawę do załatwienia. – Sięgnął do 
kieszeni i wyciągnął folder z biletami lotniczymi.

– Co to jest? – spytał Ben.
– Wasz miodowy miesiąc.  – Max odpiął guzik marynarki 

Bena i wsunął mu folder do wewnętrznej kieszeni. – Tydzień na 
Hawajach. Prezent od rodziny.

Ben otworzył usta.
– Hawaje. Myślałem, że jedziemy z Trishą do Seattle.
– Plany się zmieniły. Dziś po południu jedziecie do Seattle, 

ale   wprost   na   lotnisko.   Przenocujecie   na   lotnisku   w   hotelu. 
Wasz samolot odlatuje jutro o siódmej rano.

– Hawaje. – Ben był całkowicie oszołomiony. – Nie mamy 

pieniędzy, żeby polecieć na Hawaje.

– Mówiłem ci, że to prezent od rodziny. – Max przelotnie 

297

background image

rzucił   okiem   do   lustra   i   poprawił   własną   muszkę.   –   Teraz 
słuchaj uważnie. Kiedy wylądujecie w Honolulu, będzie na was 
czekała   limuzyna.   Kierowca   będzie   miał   kartkę   z   twoim 
nazwiskiem.

– Limuzyna. O kurczę! Trisha mi nie uwierzy.
–   Wszystko   jest   zapłacone.   Nie   dajesz   nawet   napiwku 

kierowcy, rozumiesz?

– Tak, jasne, nie daję napiwku.
– Samochód zawiezie was do Curzon Paradise. Hotel jest na 

samej plaży. Zamieszkacie w apartamencie dla nowożeńców.

–   Apartament   dla   nowożeńców?   Ależ   to   musi   kosztować 

majątek.

Kosztowało, pomyślał Max, ale nie zamierzał mówić o tym 

Benowi.

–   Dyrektor   hotelu   jest   moim   kumplem   –   powiedział   bez 

zająknienia. – Jest mi winien przysługę. – Dzięki Maxowi dostał 
posadę, lecz to nie było ważne. Max, tak czy siak, płacił pełną 
sumę za apartament. Teraz, kiedy nie pracował już w Curzon 
International,   nie   chciał   korzystać   z   uprzejmości   firmy.   – 
Pamiętaj, żebyś podpisywał wszystkie rachunki, dobrze?

– Wszystkie?
– Rachunek za hotel, za posiłki w hotelu, za aparaturę do 

podwodnego   pływania   i   za   hawajską   suknię,   którą   kupisz 
Trishy. Za wszystko.

– Nie mogę w to uwierzyć – stwierdził Ben. – Czy Trisha 

wie?

– Nie. – Max uśmiechnął się i potrząsnął głową. – Opowiesz 

jej o wszystkim dziś po południu w drodze na lotnisko.

– Bardzo się ucieszy.
– I o to chodzi.
– Kurczę, Max, nie wiem, jak ci dziękować.
– To jest prezent od całej rodziny, nie tylko ode mnie. A jeśli 

chcesz   nam   podziękować,   możesz   to   okazać,   opiekując   się 
Trishą i dzieckiem.

– Na pewno to zrobię – obiecał.

298

background image

–   I   wracając   jak   najprędzej,   żeby   mnie   wybawić   od 

kanalizacyjnych problemów, z którymi będę musiał się zmagać.

– Nie martw się, nie zostawię cię samego z rurami na długo. 

Coś takiego! Hawaje. Człowieku, mam nadzieję, że nie popłaczę 
czegoś na lotnisku i że nie wygłupię się w takim eleganckim 
hotelu.

–   Posłuchaj,   przyjacielu.   –   Max   położył   mu   rękę   na 

ramieniu. – Powiem ci coś, co chciałbym, abyś zapamiętał na 
resztę życia.

– Słucham. – Ben spoważniał i z uwagą spoglądał na Maxa.
– Nic takiego się nie stanie, jeżeli od czasu do czasu coś 

człowiekowi nie wyjdzie, kapujesz?

– Tak. – Ben zaczął się uśmiechać, ale jego oczy były nadal 

poważne. – Zapamiętam to sobie.

–   Jest!   Jest!   –   krzyknął   Sammy.   –   Widzę   O'Reilly'ego! 

Wysiada z samochodu.

– Czy jest w zielonym garniturze? – spytał Max.
– Nie. Ma na sobie smoking, tak jak my. I ma wielki prezent 

opakowany w błyszczący papier.

–   No,   to   możemy   ruszać   –   stwierdził   Max.   Włożył 

marynarkę, a potem odwrócił się i obrzucił spojrzeniem Bena i 
Sammy'ego. – Kobiety padną nam do stóp, przyjaciele.

Ben i Sammy uśmiechnęli się do siebie.
Na   dole   O'Reilly   chodził   nerwowo   tam   i   z   powrotem, 

spoglądając na zegarek, kiedy kilka minut później Max, Ben i 
Sammy  schodzili   po  schodach.  George,  który    przyszedł    na 
dyżur wcześniej   niż  zwykle, uśmiechnął się na ich widok.

– Co się stało? – spytał O'Reilly'ego Max.
– Potem ci powiem – odparł cicho O'Reilly.
– Cześć, O'Reilly. – Sammy podbiegł i stanął tuż przed nim. 

– Bałem się, że nie przyjedziesz.

O'Reilly ukucnął przed chłopcem.
– Przecież ci obiecałem, że przyjadę, prawda?
– Yhm. – W oczach Sammy'ego widniała wielka ulga. – Ben 

powiedział, że może popsuł ci się samochód albo coś takiego.

299

background image

– Nie, musiałem tylko coś załatwić. Niech no ci się przyjrzę. 

Ależ   jesteś   wystrojony.   Widzę,   że   Max   się   napracował.   To 
jedyny   facet,   jakiego   znam,   który   potrafi   zawiązać   muszkę. 
Moja zapina się z tyłu na guzik.

– Max mówi, że muszę być elegancki, bo pilnuję obrączek – 

wyjaśnił Sammy.

– Bardzo poważne zajęcie – stwierdził O'Reilly. Podniósł się 

i kiwnął głową Benowi. – To twój wielki dzień. Jesteś gotów?

– Bardziej już nie można. Rodzina wysyła mnie i Trishę na 

Hawaje. Możesz to sobie wyobrazić?

– Tak, mogę. – O'Reilly spojrzał z ukosa na Maxa, po czym 

wręczył podarunek Benowi. – To jest dla ciebie i dla Trishy.

– Dzięki. – Ben podał prezent George'owi. – Połóż go razem 

z innymi. Trisha powiedziała, że otworzymy prezenty po ślubie.

–  Dobra.   –  George  wsunął   prezent   pod  ladę   i  z  aprobatą 

spojrzał   na   Bena   spod   krzaczastych   brwi.   –   Życzę   ci   dużo 
szczęścia, Ben.

–   Dziękuję.   –   Ben   popatrzył   na   Maxa.   –   No,   to   chyba 

pojedziemy, co?

–   Jedziemy.   –   Max   jeszcze   raz   spojrzał   na   swych 

podopiecznych.  Zmarszczył  brwi na widok ciemnej  plamy na 
nosie   Sammy'ego.   –   A   to   co?   –   spytał,   biorąc   papierową 
chusteczkę z recepcyjnej lady.

– Nie wiem. – Sammy stał cierpliwie, kiedy Max ścierał mu 

plamę z nosa. – Może od mojej kaczki.

– Mogłem się tego spodziewać. – Max rzucił chusteczkę do 

kosza. – Wszyscy do samochodu.

Sammy   pobiegł   pierwszy,   a   za   nim   ruszył   Ben,   nieco 

wolniej, lecz niemniej entuzjastycznie.

Max poczekał, aż wyszli na zewnątrz, po czym zwrócił się 

do O'Reilly'ego:

– Coś poważnego?
– Sam chciałbym wiedzieć. Później wszystko ci opowiem. 

Tymczasem uważam, że Cleo nie można zostawić samej nawet 
na parę minut.

300

background image

Max poczuł przejmujący chłód.
–   Słuchaj,   nie   możesz   teraz   mówić,   że   resztę   opowiesz 

później.

–   To   długa   historia.   Nie   chcę   mówić   przy   Benie   i   przy 

chłopcu.

– Ma to coś wspólnego ze śmiercią jej rodziców, prawda?
– Być może. Nie wiem jeszcze wszystkiego, przepraszam.
– Niech to szlag trafi. – Max z całej siły zacisnął dłoń na 

lasce i poszedł do samochodu.

– Uwierzysz, że to pierwszy ślub, na którym jestem od czasu 

mojego własnego? – spytał półtorej godziny później O'Reilly, 
stojąc przy bufecie z Maxem.

– To i tak uczestniczyłeś w dwóch ślubach więcej niż ja. – 

Max połknął wyszukaną kanapkę z łososiem.

–  Coś  takiego?   –  zdziwił  się  O'Reilly.   –  Wyglądałeś  tak, 

jakbyś był drużbą nie wiem ile razy.

–   To   kwestia   ubrania.   Człowiek,   który   jest   ubrany 

odpowiednio   do   tego,   co   robi,   zawsze   wygląda   na   bardziej 
doświadczonego i w ten sposób ma za sobą pół wygranej.

– To brzmi jak jedno z powiedzonek Jasona.
– Bo jest.
Max rozejrzał się w tłumie, szukając Cleo. Stała w grupie, 

wśród   której   byli   mieszkańcy   miasta,   a   także   Andromeda   i 
Daystar. Włosy miała upięte wysoko, staranniej niż zwykle. A w 
nich wpięte żółte róże, które pięknie kontrastowały z kolorem 
włosów.

Wygląda bardzo kobieco w żółtej sukni z dużym dekoltem, 

ciasno   przewiązanej   paskiem,   pomyślał   Max.   Ale   jej   widok 
zawsze   sprawiał   mu   ból.   Ciekaw   był,   czy   kiedykolwiek 
przestanie   jej   potrzebować,   choć   miał   przeczucie,   że   jego 
potrzeby z czasem raczej wzrosną.

Kobiety   z   Cosmic   Harmony   przekształciły   stary   dom   w 

fantastyczny,   żółto-biały   cud.   Na   środku   pokoju,   obok   Bena, 

301

background image

stała promieniejąca Trisha w długiej, kremowobiałej sukni i w 
małym kapelusiku z welonem. Ben wyglądał tak, jakby został 
właśnie ukoronowany na króla świata. Dostrzegł wzrok Maxa i 
uśmiechnął się do niego.

Sammy   biegał   tu i  tam,   częstując  się  wszystkim,  co  było 

słodkie.

– Ten dzieciak dziś nie zaśnie – stwierdził O'Reilly. – Skąd 

dzieci biorą tyle energii?

–   Nie   mam   pojęcia.   A   teraz   słucham   cię,   O'Reilly.   Od 

początku.

O'Reilly wepchnął do ust kanapkę.
– Sprawdziłem wszystko, co mogłem, w związku ze śmiercią 

rodziców  Cleo. Miała rację co do jednego: jej  ojciec nie był 
facetem, który by znienacka złapał strzelbę i zabił żonę, a potem 
siebie.

– Tak się zawsze mówi po fakcie: „To był taki sympatyczny 

człowiek”.

– Wiem, ale ona ma rację. Jej rodzice nigdy nie zachowywali 

się gwałtownie. Ani ojciec, ani matka nie cierpieli z powodu 
depresji   ani   nie   mieli   skłonności   samobójczych.   Nie   mieli 
żadnych problemów finansowych, oboje byli zdrowi.

–   Czyli   brak   motywu.   –   Max   obserwował   Cleo.   –   Nic 

dziwnego, że nie uwierzyła w to, co jej powiedziano. Za dobrze 
ich znała.

–   Moim   zdaniem   chodziło   o   coś   innego   i   kiedy   Eberson 

zaczął zajmować się sprawą, wywołał taką reakcję.

–   Ze   strony   kogoś,   kto   nie   chciał,   żeby   na   nowo 

odgrzebywać całą historię?

– Tak. Być może. Naprawdę, jeszcze nie wiem.
– Może jej ojciec wyrzucił kogoś z pracy, kto był na tyle 

stuknięty, aby go z zemsty zamordować?

O'Reilly wzruszył ramionami.
–   Stary   Robbins   był   człowiekiem   interesu,   właścicielem 

firmy elektronicznej. W ciągu paru lat wyrzucił parę osób. Jak to 
w pracy. Nigdzie jednak nie znalazłem dowodów, żeby ktoś z 

302

background image

wyrzuconych   był   chory   psychicznie   albo   żeby   się   odgrażał. 
Zapewne policja też to sprawdziła.

– Co jeszcze?
– Jedyna rzecz, jaką odkryłem,  to fakt, że dwa lata przed 

śmiercią   Robbins   był   świadkiem   oskarżenia   w   procesie   o 
morderstwo.   Nie   wiem,   jakie   tam   były   powiązania,   ale 
oskarżony został skazany i osadzony w więzieniu.

– Wątpliwa teoria.
– Wiem, ale to wszystko, co na razie znalazłem. – O'Reilly 

spojrzał na stół z jedzeniem. Na jego twarzy pojawił się dziwny 
wyraz. – Co pływa w wazie z ponczem?

Max spojrzał w tamtym kierunku.
–   To   kaczka   Sammy'ego.   Umie   pływać   wszędzie.   Nie 

uwierzyłbyś, gdybym ci powiedział, gdzie ją znajdowałem.

– Żartujesz?
– Nie żartuję. Lepiej ją wyciągnę, nim ktokolwiek zobaczy. 

– Max ruszył w stronę wielkiej kryształowej wazy.

– Max! – zawołała Cleo. 
Zatrzymał się i odwrócił.
– Tu jestem.
Cleo podeszła do niego.
– Wszędzie was szukam. Fotograf chce zrobić następną serię 

zdjęć. Chodźcie, zanim Sammy znów gdzieś ucieknie.

– Zdjęcia? – zdziwił się Max. – Ze mną i z O'Reillym?
–  Tak.  I  z   nami   też.  –  Cleo   uśmiechnęła   się  promiennie, 

biorąc go za rękę. – Fotograf skończył  robić  portrety młodej 
pary i teraz jest gotów do zdjęć rodzinnych.

– Zdjęć rodzinnych? – Max spojrzał na O'Reilly'ego.
– Nie zwracaj na niego uwagi – powiedział O'Reilly do Cleo. 

– Max nie jest przyzwyczajony do występowania na zdjęciach 
rodzinnych.

–   Lepiej   nich   się   przyzwyczai   –   powiedziała   sucho.   – 

Daystar zamierza zająć się w wolnych chwilach fotografią.

– Czy ja na pewno mam być na zdjęciach? – spytał O'Reilly.
– Sammy i Sylvia na to nalegali.

303

background image

– Tak? – O'Reilly był niesłychanie zadowolony.
– Tak – odparła Cleo, uśmiechając się.
Dziesięć minut później Max stał razem z Cleo, Andromedą, 

Daystar,   Sylvią,   O'Reillym   i   Sammym.   Zwartym,   ciepłym 
kręgiem otaczali Trishę i Bena.

– Uśmiech, proszę! – rozkazał niepotrzebnie fotograf.
– Czekaj! – wrzasnął Sammy. – Zapomniałem o kaczce.
– Jest w wazie z ponczem – powiedział Max. – Nie ruszaj 

się, ja ją przyniosę.

W   chwilę   później   fotograf   zrobił   wreszcie   zdjęcie.   Na 

portrecie rodzinnym nie zabrakło gumowej kaczki.

304

background image

Rozdział osiemnasty

– Spodziewam się, że dostanę ten sam pokój co zawsze – 

powiedział   obcesowo   Herbert   T.   Valence,   wypełniając 
formularz meldunkowy swym starannym pismem. – Nie lubię 
być przenoszony z pokoju do pokoju.

–   Tak,   wiem,   proszę   pana.   Pokój   dwa-dziesięć   czeka   na 

pana.   –   Cleo   uśmiechnęła   się   najlepszym   zawodowym 
uśmiechem,   wręczając   klucz   Valence'owi.   –   I   może   pan 
korzystać z westybulu podczas seminariów, tak jak zawsze.

Valence pstryknął pięć razy długopisem, zanim schował go 

do kieszeni marynarki.

–   Mam   nadzieję,   że   tym   razem   nie   będzie   problemów   z 

elektrycznością.

– Musimy trzymać kciuki, żeby nie było żadnych poważnych 

burz – powiedziała Cleo z nadzieją w głosie.

– Nie wierzę w szczęśliwe przypadki – stwierdził Valence. – 

Sprawdziłem   prognozy   i   w   tych   dniach   zapowiadają   raczej 
dobrą pogodę.

– Wspaniale. Wygląda na to, że tym razem ma pan wielu 

chętnych.   Na   razie   zgłosiło   się   piętnaście   osób,   które 
powiedziały, że przyjechały na pańskie seminarium.

– Piętnaście to idealna liczba. Nie gwarantuję pozytywnych 

wyników,   jeśli   jest   więcej   osób.   A   ja   słynę   z   pozytywnych 
wyników. Wie pani, muszę dbać o swoją reputację.

– Wiem. Już mi pan to mówił. – Cleo stwierdziła, że nie 

należy zbytnio przejmować się dziwactwami  Valence'a, skoro 
dzięki   jego   seminariom   miała   stały   napływ   gości.   Czasami 
jednak   męczyła   ją  jego  zimna,   sztywna   osobowość   i  drobne, 
irytujące nawyki. – Mam nadzieję, że będzie pan zadowolony z 
pobytu.

Już odchodząc od biurka Valence zmarszczył brwi.
– Nie przyjeżdżam tu, aby się bawić. Jestem człowiekiem 

interesu.

Wykrzywiła się za jego plecami, kiedy odchodził w kierunku 

305

background image

schodów.

– Wiesz, Sylvio,  wydaje  mi  się, że pan Valence  staje się 

coraz bardziej niemożliwy. Dzisiaj jest okropnie spięty.

Sylvia wysunęła głowę z biura i uśmiechnęła się.
– Pomyśl o pieniądzach.
– Wiem. Może on za bardzo się stara. Czy nie uważasz, że 

Max i Herbert T. Valence mają coś wspólnego?

– Co na przykład?
– Reputację.
–   Coś   w   tym   jest.   –   Sylvia   roześmiała   się.   –   Jednakże 

między Maxem a Herbertem T. jest duża różnica.

– Jaka?
– Jednego kochasz, a drugiego nie lubisz.
Cleo zamarła, a potem powoli odwróciła się do Sylvii.
– Coś ty powiedziała?
– Słyszałaś. Kochasz Maxa.
– Czy to jest tak bardzo widoczne? – spytała zaskoczona.
– Dałaś mu wszystko, czego chciał, łącznie z sobą. Jesteś 

hojną kobietą, Cleo, ale nigdy nie byłaś tak hojna dla żadnego 
mężczyzny. Zawsze się w jakiś sposób chroniłaś. Lecz nie przed 
Maxem.

– Wiedziałam, że jest mi przeznaczony,  w chwili, gdy go 

ujrzałam.   Był   mężczyzną   z  lustra   –  szepnęła   Cleo.  –  Tym   z 
mojej książki.

– Tak właśnie podejrzewałam.
Cleo przesunęła palcami po wypolerowanym blacie biurka.
– Stałam się częścią jego kolekcji.
–   Uczciwa   wymiana,   nie   sądzisz?   Ty   zrobiłaś   go   częścią 

swojej rodziny.

–   Powiem   ci   coś,   czego   nikomu   nie   mówiłam.   –   Cleo 

zawahała się. – Czasami trochę się boję.

– Boisz się Maxa? Nie wierzę. Możesz mu powierzyć swoje 

życie i dobrze o tym wiesz.

– Nie o to mi chodzi. – Cleo złapała ręką za brzeg biurka. – 

Boję się, że on nie pozwoli sobie, żeby mnie pokochać. Wie, jak 

306

background image

zdobyć  to, co chce, i wie, jak to potem utrzymać,  ale chroni 
siebie znacznie dłużej, niż ja chronię siebie. Opanował tę sztukę 
do perfekcji.

– Powiedziałaś mu, że go kochasz?
– Nie. – Cleo szybko potrząsnęła głową. – Nie chciałam na 

niego naciskać. Czekałam na to, że pewnego dnia obudzi się i 
zda sobie sprawę, że mnie kocha. Czasami jednak nie jestem 
pewna,   czy   Max   potrafiłby   rozpoznać   miłość.   Mężczyźni 
bywają strasznie tępi.

–   Być   może   będziesz   musiała   zrobić   pierwszy   ruch.   Nie 

jestem pewna, czy on się na to zdobędzie. – Sylvia wycofała się 
do biura.

Cleo wpatrywała się w jeden z trzech pejzaży wiszących na 

ścianie. Pozostałe dwa były teraz na poddaszu.

Jednakże   nie   widziała   spienionych   fal   na   obrazie   Jasona. 

Spoglądała   w   niewidoczne   lustro,   gdzie   schowały   się   jej 
najgłębsze tajemnice. Postać w srebrnym odbiciu nie była już 
tajemniczym   cieniem.   To   był   Max,   mężczyzna,   na   którego 
czekała tyle lat. Wszedł w jej życie i uwolnił ją.

Wiedziała też, że nie udało jej się odwzajemnić przysługi. 

Max   nadal   przebywał   zamknięty   w   lustrze.   Jeszcze   go   nie 
uwolniła.

Cleo i Max poszli na poddasze dopiero o północy.
Cleo   była   wykończona.   Goście,   którzy   przyjechali   na 

seminarium   Valence'a,   bardziej   interesowali   się   zabawą   niż 
pięcioma   krokami   do   sukcesu   i   zamożności.   Nadal   zresztą 
hałasowali na dole, ale George zapewnił ją, że da sobie radę.

–   Jeszcze   jedna   taka   grupa   i   pan   Valence   może   sobie 

przenieść   swoje   seminarium   gdzie   indziej.   –   Cleo   usiadła   na 
brzegu   łóżka,   zdjęła   srebrne   tenisówki   i   wyjęła   klamrę   z 
włosów.

– Ci ludzie są już nieźle umotywowani. – Max przyglądał 

307

background image

się,   jak   potrząsała   włosami.   Uśmiechnął   się   nikłym, 
tajemniczym, absolutnie zmysłowym uśmiechem mężczyzny z 
lustra. – I ja też.

– Miałeś ciężki dzień.
– Najcięższe  dopiero  przede   mną.   – Max  przeszedł  przez 

pokój. Kiedy znalazł się tuż przed nią, odstawił laskę i wziął jej 
twarz w swoje dłonie. – Myślę jednak, że stanę na wysokości 
zadania.

– Od kiedy to jesteś mistrzem dwuznaczności?
– Odkąd przeczytałem rozdział piętnasty. – Lekko pchnął ją 

na łóżko i położył się na niej. – Najbardziej zabawny rozdział w 
twojej książce.

– Cieszę się, że ci się podobał. – Max był ciepły, ciężki i 

wspaniale   męski.   Cleo   poczuła,   że   jej   zmęczenie   się   ulatnia. 
Zastąpiło je uczucie intensywnego oczekiwania.

Spojrzał na nią. Jego oczy pociemniały.
– Wszystko w tobie mi się podoba. – Nakrył jej usta swymi.
Uśmiechnęła się powoli pod pocałunkiem. Potem, unosząc 

się   lekko,   zepchnęła   go   delikatnie   i   wstała.   Zdjęła   okulary   i 
położyła   je   na   nocnym   stoliku.   Z   poczuciem   cudownej 
nieprzyzwoitości zaczęła rozpinać guziki bluzki.

– Czytałeś może przypadkiem rozdział szesnasty?
– Także jeden z moich ulubionych. – Max przekręcił się na 

plecy i założył ręce pod głową. Uśmieszek błąkający się wokół 
jego   warg   pełen   był   rozleniwionego,   uwodzicielskiego 
wyzwania. – Zamierzasz mi go przedstawić?

– Jeśli chcesz.
– Chcę. – Głos miał ochrypły z pożądania. – Tylko powoli. 

Nie chciałbym stracić ani jednego słowa z tej opowieści.

Podbudowana zmysłową zachętą widoczną w jego oczach, 

Cleo   skończyła   rozpinać   bluzkę.   Pozwoliła,   aby   jej   brzegi 
kołysały się na piersiach, odsłaniając je i zakrywając.

– Nie zapomnij o lustrze – przypomniał cicho Max.
Podeszła   do   lustra   i   spojrzała   na   swe   lekko   zamazane 

odbicie. Swobodnie opadające włosy otaczały jej ramiona. Oczy 

308

background image

były ocienione i tajemnicze. Pomyślała, że wygląda intrygująco 
i egzotycznie.

Była   fantazją,   ale   była   jednocześnie   twórczynią   fantazji. 

Była   zarówno   uwodzoną,   jak   i   uwodzicielką.   Przeszyło   ją 
poczucie mocy własnej kobiecości.

Max   leżał   nieruchomo   na   łóżku.   Cleo   wiedziała,   że 

obserwuje ją, przyglądającą  się sobie w lustrze, zmuszając ją 
siłą   woli,   aby   wciągnęła   ich   oboje   głębiej   w   świat   za 
posrebrzanym szkłem.

Drżącymi   z   lekka   palcami   rozpięła   dżinsy.   Powoli 

opuszczała je w dół, nie zdejmując skąpych fig.

Z oczyma utkwionymi w lustrze pozbyła się spodni. Końce 

bluzki   ledwo   zakrywały   jej   pośladki.   Przez   cienki   jedwab 
majteczek   widziała   ciemną   kępkę   skręconych   włosów   i 
wiedziała, że Max też ją widzi. Wyczuła tlący się dziki ogień 
jego   pożądania   i   świadomość   kobiecej   potęgi   sprawiła,   iż 
odczuwała słodkie uniesienie i jednocześnie wielką hojność.

– Klęczę – zapewnił ją cicho Max.
Napotkała jego spojrzenie w lustrze i zrozumiała, że moc, 

jaką czuła, była nierozłącznie związana z jego mocą. Nie można 
jej   było   w   pełni   wysmakować,   dopóki   nie   działo   się   to   w 
obecności równorzędnej i przeciwstawnej siły.

– Ja też – szepnęła.
Usta   Maxa   wygięły   się   w   uśmiechu,   przyprawiając   ją   o 

zawrót głowy.

– To będzie jeszcze bardziej interesujące – powiedział.
Stwarzało to także więź między nimi, która nie przypominała 

niczego z jej przeszłości. Ciekawa była, czy Max czuł siłę ich 
wzajemnego powiązania.

Lekkim poruszeniem ramion zsunęła bluzkę, która upadła u 

jej stóp. Zobaczyła w lustrze różowe wzgórki piersi i czuła na 
nich ogień spojrzenia Maxa.

– Wyobraź sobie, że cię dotykam – powiedział.
Spojrzała mu w lustrze w oczy.
– Przecież mnie nie dotykasz.

309

background image

– Spójrz w lustro i udawaj, że stoję tuż za tobą. Moje dłonie 

są na twoich piersiach. Czuję pod nimi twoje brodawki. Są małe 
i twarde jak maliny.

– Maliny?
– Maliny ze śmietanką. Bardzo słodkie. Bardzo świeże. Chcę 

ich spróbować. Czy czujesz dotyk mojego języka?

Fala gorąca zalała Cleo. Brodawki stwardniały i wypełniły 

się. Zamknęła oczy, ale wrażenie tylko się pogłębiło.

– Tak. Czuję twój język.
– Jaki on jest?
– Gorący. Mokry. Silny.
– Ty czynisz mnie silnym, Cleopatro. Gdzie mam cię teraz 

dotknąć?

– Niżej. – Cleo otworzyła oczy i spojrzała na swoje, lekko 

zamglone odbicie. – Przesuń ręce niżej.

– Tutaj, między nogi?
–   Tak.   –   Zadrżała,   czując   wibrujące,   napinające   uczucie, 

przenikające jej ciało.

– Tak dobrze jest cię dotykać, Cleo. Jesteś ciepła i miękka. – 

Max przerwał, jakby rzeczywiście dotykał jej rękami. – Robisz 
się dla mnie mokra, prawda?

–   Tak.   –   Cleo   czuła   wilgoć   między   nogami.   Spojrzała   w 

lustro ze zrozumieniem. – A ty jesteś dla mnie coraz twardszy, 
prawda?

– Za chwilę wybuchnę. Połóż ręce na moich palcach.
– Gdzie są teraz twoje palce?
– Tam, gdzie chcesz.
– Tutaj – szepnęła Cleo. Lekko musnęła palcami jedwabne 

figi. Potem przesunęła ręce po brzuchu. Powoli i z namysłem 
uniosła rękami piersi i ofiarowała je mężczyźnie w lustrze.

– Obawiam się, że więcej fantazjowania nie wytrzymam – 

mruknął Max. – Nie wiem jak ty, lecz ja już bardzo potrzebuję 
czegoś konkretnego.

– Ja też. – Drżąc z podniecenia Cleo odwróciła się od lustra i 

podeszła   do   łóżka.   –   Jest   coś,   co   od   dawna   chciałam   ci 

310

background image

powiedzieć.

Podniósł na nią oczy,  pociemniałe od przepełniającego go 

pożądania.

– Co takiego?
– Kocham cię.
Max   bez   słowa   wyciągnął   rękę   i   pociągnął   ją   na   siebie. 

Wziął jej twarz w dłonie i zgniótł jej wargi ustami.

Obudziła się parę godzin później ze świadomością, że jest w 

łóżku sama. Odwróciła głowę na poduszce i zobaczyła Maxa. 
Stał przy oknie, jak cień ducha odbity w czerni nocy. Wiedziała, 
że obie dłonie miał oparte na główce laski.

– Max?
– Wszystko w porządku, Cleo. Muszę sobie coś przemyśleć. 

Śpij.

– Nie mogę spać, kiedy łazisz po pokoju – mruknęła. – Czy 

coś się stało?

Max milczał przez chwilę.
– Nie wiem – powiedział wreszcie.
Nigdy   przedtem   nie   słyszała   takiego   tonu   w   jego   głosie. 

Szybko usiadła na łóżku.

– Co się stało?
–   Pamiętasz,   co   mówiłaś   o   swoich   odczuciach   tego   dnia, 

kiedy ktoś szedł za tobą we mgle?

–   Pamiętam.   To   się   chyba   nazywa   przeczucie 

nadchodzącego nieszczęścia.

– Mówi się również, że ktoś przeszedł po twoim grobie.
– Wielki Boże, czy tak się właśnie czujesz?
– Tak.
Pomyślała ponuro, że być może jej wcześniejsza deklaracja 

miłości   wywołała   w   nim   to   niepokojące   uczucie.   Nie 
odpowiedział   na   jej   wyznanie,   chociaż   kochał   się   z   nią   z 
intensywnością, która wstrząsnęła jej zmysłami.

311

background image

To było ryzyko. Zdawała sobie z tego sprawę. Max nie był 

przyzwyczajony   do   miłości.   Trudno   było   przewidzieć,   jak 
zareaguje na wiadomość, że jest kochany.

Torturowała się rozważaniami na temat „być może”.
Być może Max, kochany przez nią, poczuł się w pułapce. 

Być może nie chciał takiej presji. Być może nie był pewien, czy 
chce być kochany. Być może chciał jedynie należeć do rodziny 
Robbins'   Nest   Inn.   Być   może   chciał   Cleo   tylko   dlatego,   że 
mogła mu stworzyć dom.

Być   może   w   ogóle   nie   kochał   jej   w   taki   sposób,   w   jaki 

chciała być kochana.

Być może to ona sknociła wszystko dziś wieczorem.
Oparła brodę na podciągniętych kolanach.
– Co chcesz zrobić?
–   Nie   wiem.   Już   się   tak   kiedyś   czułem   raz   czy   dwa.   Za 

każdym   razem   miałem   kłopoty.   –   Odwrócił   się   od   okna.   – 
Zadzwonię do O'Reilly'ego.

–   Teraz?   –   Cleo,   wytężając   wzrok,   spojrzała   na   zegarek. 

Odczuła tak wielką ulgę, kiedy okazało się, że Max nie rozważał 
jej   nieoczekiwanej   deklaracji   miłości,   że   miała   trudności   z 
podążaniem za jego myśleniem. – Jest druga rano.

– Wiem. – Sięgnął po telefon, bez kłopotów odnajdując go w 

ciemności. Podniósł słuchawkę i zastygł nieruchomo.

– Max?
Powoli   odłożył   słuchawkę   na   widełki   i   wbił   wzrok   w 

przestrzeń za oknem. 

– O Boże!
– Max, co się stało? – Cleo wyszła z łóżka i podeszła do 

niego.   Zmrużyła   oczy,   kiedy   zobaczyła   za   oknem   dziwną, 
pomarańczową poświatę. – Co to jest?

– Pali się Cosmic Harmony. – Gwałtownie odwrócił się od 

okna.

–   Och,   mój   Boże!   –   Ogarnęła   ją   panika.   –   Andromeda, 

Daystar   i   wszyscy   inni   już   śpią.   Musimy   ich   ratować.   – 
Zakręciła się na pięcie w poszukiwaniu okularów.

312

background image

– Uspokój się, Cleo. – Max podszedł do szafy. – Najpierw 

sprawdź, czy powiadomiono straż pożarną.

– Oczywiście. – Złapała za telefon i przekonała się, że nie 

widzi cyfr na tarczy. Udało jej się zapalić światło. Trzęsącymi 
się rękami włożyła okulary i zaczęła wykręcać numer straży.

–   Zostaw   to   –   powiedział   wkładając   koszulę.   –   Już   ktoś 

zadzwonił. Słyszysz syreny?

Cleo nadsłuchiwała przeciągłego jęku syren.
– Dzięki Bogu. Musimy tam jechać.
– Ja pojadę. Ty zostań tutaj. – Max był już ubrany. Jednym 

ruchem podciągnął suwak spodni.

– Nie, jadę z tobą. – Złapała dżinsy.
– Chcę, żebyś  tu została. – Spojrzał na nią nieubłaganym 

wzrokiem.

– Dlaczego?
– Bo coś jest nie w porządku.
–   Wiem,   że   coś   jest   nie   w   porządku.   Pali   się   Cosmic 

Harmony. – Cleo włożyła dżinsy i starała się pośpiesznie zapiąć 
bluzkę. Trzęsła się tak bardzo, że nie mogła trafić guzikami do 
dziurek.

Max   rozpiął   swoją   skórzaną   torbę   i   coś   z   niej   wyjął. 

Znieruchomiała, kiedy zobaczyła, że jest to rewolwer.

– Skąd to masz? – szepnęła, patrząc jak ładuje broń.
– Trzymam go pod ręką od tego dnia, kiedy ktoś szedł za 

tobą we mgle. – Podniósł na nią oczy. – Nie martw się, wyrzucę 
go, jak wszystko się skończy. Wcale nie mam zamiaru trzymać 
w domu broni.

– Och, Max. – Zadrżała.
Stanął tuż przed nią i jedną ręką chwycił ją za ramię.
–   Posłuchaj.   Chcę,   żebyś   została   tutaj,   w   zajeździe. 

Rozumiesz?   Tu   będziesz   bezpieczna.   Na   dole   są   ludzie.   Jest 
George.   Sylvia   jest   w   swoim   pokoju.   Wszędzie   świeci   się 
światło. Musisz tu zostać.

Patrzyła na niego, całkowicie zaskoczona tym, co mówi.
–   Martwisz   się   o   mnie?   Przecież   pali   się   w   Cosmic 

313

background image

Harmony.

– Nie podoba mi się to. Pożar w Cosmic Harmony akurat o 

tej porze jest bardzo podejrzany. Chcę, żebyś została tu, gdzie 
jesteś bezpieczna, a ja sprawdzę, co się tam dzieje. – Puścił ją i 
podszedł do drzwi.

– Ależ, Max… – Pobiegła za nim.
– Zostań tu! – Otworzył drzwi.
Odruchowo   zareagowała   na   rozkazujący   ton   jego   głosu. 

Przez   moment   była   jak   sparaliżowana.   Kilka   sekund   później 
Max był na korytarzu. Zamknął jej drzwi przed nosem.

Usłyszała znajome skrzypnięcie podłogi i już go nie było.
Szybko   podjęła   decyzję.   Zejdzie   na   dół   i   obudzi   Sylvię. 

Razem naradzą się nad tym, czy jechać do Cosmic Harmony.

Zadzwonił telefon.
Cleo podskoczyła. Przystanęła z ręką na klamce i spojrzała 

na   aparat   telefoniczny,   jakby   nagle   ożył.   Znów   zadzwonił, 
nagląco, napawając ją lękiem. Niechętnie podeszła do biurka i 
podniosła słuchawkę.

– Halo?
– Cleo? Mówi O'Reilly. Dzwonię z samochodu. Jestem w 

drodze do zajazdu.

–   O'Reilly.   –   Odetchnęła   z   ulgą.   –   Max   miał   właśnie   do 

ciebie dzwonić.

– To zupełnie mnie nie dziwi. Czasami ten facet ma szósty 

zmysł, jeśli chodzi o kłopoty. Jest tam z tobą?

–   Nie,   dopiero   co   wyszedł.   Jest   w   drodze   do   Cosmic 

Harmony. Tam się pali.

– Cholera jasna – mruknął O'Reilly. – Jesteś pewna?
– Widzę stąd płomienie.
– Posłuchaj. – Głos O'Reilly'ego stał się znienacka zimny i 

napięty. – Zostań tam, gdzie jesteś, słyszysz?

– To samo mówił Max. Podaj mi jeden rozsądny powód.
– Coś w końcu wykryłem i wcale mi się to nie podoba.
–   O   czym   ty   mówisz,   O'Reilly?   Jestem   już   i   tak   dość 

przerażona.

314

background image

– Czy wiedziałaś, że twój ojciec dwa lata przed śmiercią był 

świadkiem oskarżenia w procesie o morderstwo?

–   Oczywiście,   że   wiedziałam.   –   Zacisnęła   palce   na 

słuchawce telefonicznej. – Widział mężczyznę wychodzącego z 
budynku,   gdzie   popełniono   morderstwo.   Rozpoznał   tego 
mężczyznę w sądzie. Co to ma wspólnego ze mną?

–   Ten   facet   nazywał   się   Emile   Wynn.   Był   zawodowym 

mordercą.   Świadczyło   przeciwko   niemu   paru   drobnych 
złodziejaszków, ale to zeznanie twojego ojca przeważyło szalę i 
Wynn poszedł do więzienia.

–   Wiem.   O'Reilly,   o   co   ci   chodzi?   Pośpiesz   się,   chcę 

pojechać i zobaczyć, co się dzieje w Cosmic Harmony.

–   Trzy   miesiące   przed   śmiercią   twoich   rodziców   Wynn 

wyszedł z więzienia.

– Co? – Cleo wpatrywała się w płomienie za oknem. – Nikt 

nam tego nie powiedział.

– To się zdarza. W każdym razie Wynn natychmiast zniknął. 

Policja   uważała,   że   wyjechał   z   kraju.   To   było   logiczne 
założenie. Zaczynam jednak sądzić, iż Wynn po prostu zmienił 
nazwisko.

Opadła na krzesło.
– Chcesz powiedzieć, że zabił moich rodziców z zemsty?
– To jest możliwe. Cleo, w czasie procesu powiedziano kilka 

rzeczy o Wynnie. Po pierwsze, cieszył się pewną reputacją i to 
było dla niego bardzo ważne. Miał fioła na tym tle.

Potarła skroń, usiłując jasno myśleć.
– Jaką reputację?
– Nigdy nie sknocił roboty i nigdy nie zostawiał śladów. Był 

zawodowcem i miał na tym tle obsesję.

– Tak jak Max – szepnęła.
– Max? O czym ty mówisz?
– Niczego nigdy nie knoci.
– Aha. Jednakże ostatnim razem Wynn pokpił sprawę i twój 

ojciec go zobaczył. Teraz twój ojciec nie żyje. Możliwe, że zabił 
go Wynn, a potem zamordował twoją matkę, bo przy tym była.

315

background image

Cleo zacisnęła powieki. Było jej niedobrze.
– Żadnych świadków.
– Właśnie. Wynn nigdy nie miał świadków. Posłuchaj, Cleo, 

to   są   wszystko   tylko   podejrzenia,   myślę   jednak,   że 
sprowokowałaś   Wynna   do   działania,   kiedy   w   zeszłym   roku 
wynajęłaś Ebersona.

– Nie. Och, nie.
–   Eberson   zapewne   trochę   powęszył   i   doszedł   do   tego 

samego  wniosku co ja. Może był  nieostrożny i przypadkowo 
ostrzegł   Wynna,   że   ktoś   znów   zajmuje   się   tą   sprawą.   Wynn 
mógł   dojść   do   przekonania,   że   jego   nowa   tożsamość   jest 
zagrożona.

– Myślisz, że Wynn zabił także Ebersona?
–   Uważam   to   za   bardzo   prawdopodobne.   Cleo,   czy   ty 

rozumiesz, co do ciebie mówię? – spytał ostro O'Reilly. – Jeśli 
mam rację, to teraz ty jesteś jego celem. Nie wychodź z zajazdu.

– Ale co to ma wspólnego z pogróżkami, które dotyczyły 

mojej książki?

–   Wynn   miał   reputację   bardzo   dokładnego   mordercy. 

Starannie   przygotowywał   się   do   swojej   roboty.   Zawsze   się 
starał,   aby   uważano   je   za   wypadki   albo,   jak   w   przypadku 
twojego ojca, za samobójstwo. Zazwyczaj bardzo drobiazgowo 
przygotowywał scenerię swoich morderstw.

– Sądzisz, że dowiedział się o tym, że napisałam „Lustro”, i 

postanowił  załatwić  to  tak,   aby  ludzie  myśleli,   iż  zabił  mnie 
jakiś psychicznie chory czytelnik?

– Przypuszczalnie wie, jak wiele znaczy dla ciebie Cosmic 

Harmony.   Nie   podoba   mi   się   ten   pożar.   Za   duży   zbieg 
okoliczności.

– To samo mówił Max.
– Pojechał tam?
– Tak.
– Dobrze. Ty nie ruszaj się z domu. Nie wychodź z zajazdu, 

dopóki Max nie wróci.

– Zgoda. – Cleo postanowiła dłużej się nie upierać. – Zejdę 

316

background image

na dół i obudzę Sylvię. Sylvia, Sammy i ja będziemy pilnować 
ogniska domowego, a mężczyźni niech wykonują swoje zajęcie.

– Będę u was mniej więcej za godzinę. – O'Reilly przerwał 

na moment. – Powiedz Sylvii, że już jadę, dobrze?

– Będzie na ciebie czekała. Wszyscy będziemy czekali.
–   Bardzo   się   cieszę.   Od   dawna   nikt   na   mnie   nie   czekał. 

Posłuchaj, muszę kończyć. Zadzwonię teraz do waszego szeryfa. 
Chcę, żeby wiedział, co się dzieje.

– Mamy tu tylko jednoosobowy posterunek, O'Reilly. Harry 

na pewno jest w Cosmic Harmony.

–   Cholera,   to   jest   zawsze   problem   w   małych 

miejscowościach. Nic się nie martw, Max i ja wszystkim się 
zajmiemy.

Cleo odłożyła słuchawkę.
Rodzice   zostali   zabici.   Zamordowani.   Z   zimną   krwią 

zastrzeleni przez zawodowego mordercę.

Odczuwała wielką ulgę.
Prawda była okropna, ale wolała ją od wyników śledztwa, 

które męczyły ją przez tyle lat. Jej ojciec nie zwariował i nie 
zabił matki i siebie. Miłość rodziców nie została zbrukana jego 
chorobą umysłową. Ich związek był czysty, normalny i trwały. 
Jak jej miłość do Maxa.

Mimo powagi sytuacji czuła się tak, jakby ktoś zdjął jej z 

duszy wielki ciężar.

Powoli wstała i podeszła do drzwi. Chciała porozmawiać z 

Sylvią.

Płomienie   za   oknem   jeszcze   raz   przykuły   jej   uwagę. 

Zatrzymała   się,   aby   wyjrzeć.   Trudno   było   z   tej   odległości 
stwierdzić,   czy   palił   się   główny   budynek,   czy   któryś   z 
mniejszych pawilonów.

Skrzypnęła podłoga na korytarzu.
Znieruchomiała.
Muszę dbać o swoją reputację.
Przypomniała sobie to, co powiedziała Sylvii kilka godzin 

wcześniej.

317

background image

Czy nie uważasz, że Max i Herbert T. Valence maja coś ze  

sobą wspólnego?

Reputację.
Skoczyła do drzwi. Otworzyły się, nim zdążyła przekręcić 

klucz.   Herbert   T.   Valence   wszedł   do   pokoju.   W   ręce   miał 
pistolet. Cleo spostrzegła, że lufa ma dziwny kształt. Może tak 
wyglądał tłumik.

–   Cóż,   proszę   pani.   –   Uśmiechnął   się   swym   nikłym, 

ponurym   uśmieszkiem.   –   Wreszcie   możemy   naprawdę   się 
poznać. Pani pozwoli, że się przedstawię. Nazywam się Emile 
Wynn. Może pani o mnie słyszała. Pani ojciec zrujnował mnie w 
sensie zawodowym.

Chciała coś powiedzieć i nie mogła wydobyć z siebie głosu. 

Odetchnęła głęboko, tak samo jak to robiła podczas medytacji. 
Musiała coś powiedzieć, cokolwiek, aby pokonać paraliż.

– Ty draniu. – Głos był zaledwie piskiem, ale nagle ogarnęła 

ją wściekłość, która pokonała strach. – Zabiłeś moich rodziców.

Valence zmarszczył brwi, zamykając drzwi za sobą.
– Nie miałem wyboru. Zeznanie pani ojca zniszczyło moją 

reputację. Musiał mi za to zapłacić. Reputacja jest wszystkim, 
co mam.

– Moja matka… – zaczęła Cleo urywanym głosem.
– Też musiała odejść. Nadzwyczaj starannie planuję swoje 

małe   przedstawienia   i   stwierdziłem,   że   morderstwo-
samobójstwo było najbardziej odpowiednie dla tej szczególnej 
sytuacji.

–   Zacząłeś   mnie   szukać,   bo   wiedziałeś,   że   prędzej   czy 

później cię znajdę.

Obrzucił ją dziwnym spojrzeniem.
– W zeszłym  roku wynajęła pani podrzędnego detektywa. 

Nie był dobrym fachowcem. Niemal natychmiast odkryłem, że 
węszył   wokół   mnie   i   podjąłem   właściwe   kroki.   Wiedziałem 
jednak, że będę musiał coś zrobić z panią.

– Czyli wiedziałeś, że w każdej chwili mogę wynająć kogoś 

innego, kto okaże się skuteczniejszy. – Zrobiła krok do tyłu.

318

background image

Chyba   nie   ma   pojęcia,   że   O'Reilly   odkrył,   kim   jest. 

Cokolwiek się tu dzisiaj zdarzy, pomyślała, nie mogę zdradzić 
Maxa ani O'Reilly'ego.  Valence na pewno chciałby ich  także 
zabić.

– Niestety okazało się, że jest pani kłopotliwa. – Trzymał 

pistolet wycelowany w nią. – Muszę wszak przyznać, że dziwiła 
mnie jedna rzecz. Jeśli miała pani jakieś podejrzenia w związku 
ze   śmiercią   rodziców,   to   czemu   czekała   pani   cztery   lata   z 
wynajęciem detektywa?

–   Tyle   czasu   potrzebowałam,   aby   dojść   do   siebie   i   coś 

postanowić. – Nigdy przedtem nie odczuwała tak prymitywnej 
wściekłości.   Nie   bała   się   już   Valence'a.   –   Zniszczyłeś   moją 
rodzinę, ty głupi, chory człowieku.

–   Proszę   mnie   nie   nazywać   chorym.   –   W   jego   oczach 

migotało diabelskie światło. – Ci idioci psychiatrzy w więzieniu 
mówili,   że   jestem   chory   psychicznie.   Wszyscy   się   mylicie. 
Byłem   zawodowcem   z   doskonałą   reputacją.   Nigdy   nie 
popełniałem   błędów.   Nigdy   nie   zawiodłem.   Pani   ojciec 
zniszczył moją reputację.

– On jej nie zniszczył, sam to zrobiłeś.
–   Proszę   tak   nie   mówić.   –   Valence   zrobił   krok   w   jej 

kierunku. – To nieprawda. Jestem fachowcem.

Cleo cofała się w stronę lustra. Jedyną obroną, jaka jej w tej 

chwili przychodziła do głowy, było podtrzymywanie rozmowy. 
Ten   człowiek   był   nienormalny.   Pomyślała,   że   prawdziwy 
zawodowiec już dawno by ją zastrzelił.

– Chcesz, żeby wszyscy myśleli, że zamordował mnie jakiś 

szaleniec z powodu mojej książki, prawda?

–   Nawet   gdybym   nie   miał   osobistych   powodów   do 

wyeliminowania   pani,   zasłużyła   sobie   pani   na   to,   pisząc 
„Lustro”.

Był jeszcze bardziej zwariowany, niż początkowo myślała.
– Dlaczego tak mówisz?
–   Jest   pani   autorką   powieści   pornograficznej   –   stwierdził 

Valence   głosem   oburzonego   kaznodziei.   –   Jest   pani   kurwą. 

319

background image

Opisuje pani brudy i wie o tym każdy przyzwoity człowiek.

–   Przyzwoity   człowiek?   –   Spojrzała   na   niego   z 

niedowierzaniem. – Uważasz się za przyzwoitego człowieka?

– Jestem czystym człowiekiem. – Palce Valence'a zacisnęły 

się   na   kolbie   pistoletu.   –   Moja   matka   tak   mnie   wychowała, 
żebym   się   nie   ubrudził   w   rynsztoku   seksu.   Z   dumą   mogę 
powiedzieć,   że   nie   miałem   do   czynienia   z   kobietą   w   sensie 
cielesnym, odkąd matka pokazała mi, jakie to jest obrzydliwe.

– Uhm. Pochodzisz z wypaczonej rodziny, tak? – Cleo nie 

wiedziała, czy wyśmiewanie się z Valence'a sprawi, że będzie 
nadal   mówił,   czy   też   sprowokuje   go   do   działania,   lecz   nic 
innego nie przychodziło jej do głowy.

– Moja matka była czystą kobietą! – zawołał z wściekłością. 

– I mnie wychowała w czystości.

– Zachowując cię dla siebie? Założę się, że psychiatrzy w 

więzieniu mieli nad czym debatować, co?

–   Zamknij   się   –   warknął.   –   Jesteś   autorką   czegoś 

nieskończenie brudnego i ohydnego. Nikt się nie zdziwi, że jakiś 
przyzwoity człowiek postanowił cię ukarać.

Zaszokowana Cleo zrozumiała, że Valence wierzy w to, co 

mówi.

–   Jak   możesz   potępiać   mnie   za   pisanie   erotyki?   Jesteś 

mordercą! Co można powiedzieć o tobie?

– Jestem zawodowcem. – Wyciągnął z kieszeni marynarki 

kawałek   czerwonej   wstążki.   –   Zawodowcem   z   jedną   tylko 
plamą na mojej nieskazitelnej reputacji. Ale wkrótce wymażę tę 
plamę.

Ruszył w jej stronę. Zobaczyła błysk drutu owiniętego we 

wstążkę.   Wiedziała,   że   zarzuci   go   jej   na   szyję.   Tak   jak 
mężczyzna z lustra założył wstążkę na szyję kobiety z „Lustra”.

Valence zamierzał udusić ją czerwoną wstążką.
Otworzyła usta, żeby krzyknąć, choć zdawała sobie sprawę, 

że przypuszczalnie zastrzeli ją, nim wyda z siebie jakiś okrzyk. 
Pomyślała jednak, że jeśli zrobi dość hałasu, zanim umrze, może 
nie uda mu się uciec niepostrzeżenie.

320

background image

W tym momencie światło zamigotało i zgasło.
– Do diabła! – zawołał zdenerwowany Valence. – Nie ruszaj 

się. Ostrzegam!

Zignorowała   jego   ostrzeżenie   i   rzuciła   się   na   podłogę. 

Valence nic nie widział, tak samo jak ona, ale ona lepiej znała 
ten   pokój.   Przeczołgała   się   do   drzwi,   wiedząc,   iż 
przyzwyczajenie wzroku do ciemności zajmie mu dobrych parę 
sekund.

Cichy, świszczący dźwięk nad głową oznaczał, że Valence 

wystrzelił z pistoletu. Kula uderzyła w drewno.

W   tej   samej   chwili   skrzypnęła   podłoga   na   korytarzu. 

Powiew powietrza oznaczał, że ktoś otworzył drzwi i wszedł do 
pokoju.   Cleo   spojrzała   w   górę   i   wydawało   jej   się,   że   widzi 
niewyraźny kształt, poruszający się w ciemnym pomieszczeniu.

Max.
Ręką dotknęła podstawy lustra.
Następny   cichy,   świszczący   dźwięk   przeszył   powietrze. 

Zerwała się na nogi, złapała lustro i rzuciła je w tę stronę, gdzie 
musiał stać Valence.

Lustro   uderzyło   w   coś   twardego   i   upadło   na   podłogę. 

Rozbiło się szkło. Valence krzyknął, zdradzając swoją pozycję.

Zabłysło silne światło latarki, którą Cleo zawsze trzymała w 

recepcji. Oślepiający promień osadził Valence’a w miejscu.

–   Odejdź!   –   zawołał,   wyciągając   jedną   rękę   jakby   z 

błaganiem. Jednocześnie nakierował pistolet na źródło światła i 
nacisnął spust.

W tym samym momencie wystrzelił rewolwer i Valence, bez 

życia, zwalił się na podłogę.

Latarka   także   upadła   na   podłogę,   nadal   oświetlając   jego 

ciało.

–   Max!   –   krzyknęła   Cleo,   rzucając   się   przez   pokój.   – 

Odezwij się, Max!

– Cholera – powiedział Max. – Ta sama przeklęta noga.

321

background image

Rozdział dziewiętnasty

Valence nie żył, lecz Max nadal był na niego koszmarnie 

wściekły.   Za   każdym   razem,   kiedy   czuł   przenikliwy   ból 
pozszywanego uda, przypominało mu się, jak mało brakowało, 
aby stracił Cleo. Poprzedniej nocy, kiedy biegł po schodach na 
poddasze,   przepełniały   go   strach   i   wściekłość.   Jeszcze   nigdy 
laska tak bardzo mu nie przeszkadzała. Z trudem utrzymywał 
rewolwer i latarkę. Kaleka noga cholernie zawadzała.

Ale Cleo nic już nie groziło i Max zamierzał dobrze jej w 

przyszłości pilnować, nawet gdyby miał ją trzymać na smyczy.

Bezpieczny   w   łóżku   miejscowego   szpitala,   przyglądał   się 

zaniepokojonym twarzom otaczających go przyjaciół. Nadal nie 
mógł przyzwyczaić się do tego, że ludzie się o niego troszczą i 
przez moment zastanowił się, czy kiedyś będzie takie objawy 
brał za coś najzupełniej oczywistego. Nie wydawało mu się to 
prawdopodobne. Kiedy się spędzi pół życia szukając czegoś, nie 
traktuje się tego później od niechcenia.

Cała rodzina, oprócz Trishy i Bena, którzy nie mieli pojęcia 

o   wszystkich   dramatycznych   wydarzeniach,   zebrała   się   przy 
jego łóżku. Cleo postanowiła spędzić resztę nocy na krześle u 
jego   wezgłowia.   Pozostali,   których   personel   szpitala   odesłał 
kilka godzin wcześniej do domu, wrócili zaraz po śniadaniu.

Pielęgniarki   już   dwa   razy   skarżyły   się,   że   nie   mają 

możliwości   wykonywania   swoich   obowiązków.   Lekarka, 
uśmiechnięta kobieta po pięćdziesiątce, powiedziała Maxowi, że 
na pewno jest w dobrych rękach.

–   Czy   noga   boli   cię   naprawdę,   naprawdę   okropnie?   – 

Sammy   kurczowo   trzymał   swoją   kaczkę   i   przyglądał   się 
Maxowi szeroko otwartymi oczyma.

Max   poważnie   zastanowił   się   nad   jego   pytaniem. 

Postrzelenie   było   zdecydowaną   porażką.   Kiedy,   dzięki   Cleo, 
zorientował   się   w   pozycji   Valence'a,   zapalił   latarkę,   aby   go 
oślepić.

Wiedząc, że Valence będzie strzelał w stronę światła, Max 

322

background image

starał się odsunąć latarkę jak najdalej od siebie, jednocześnie 
mierząc   w   przeciwnika.   Niestety,   mimo   pewnych   dewiacji, 
Valence był dostatecznie doświadczony, żeby strzelać na lewo 
od światła. Ostatecznie większość ludzi jest praworęczna. Mógł 
bezpiecznie założyć, że osoba, która weszła do pokoju, będzie 
trzymała broń w prawej ręce, a latarkę – w lewej. I jeśli ta osoba 
będzie myśleć, to odsunie latarkę jak najdalej od siebie.

Valence rozumował jak najbardziej prawidłowo. Max dostał 

kulę w lewe udo. Będzie miał kolejną bliznę, pięć centymetrów 
od   pierwszej.   Lekarka   pocieszyła   go,   że   rana   jest   tylko 
powierzchowna. To nie zmieniało faktu, że szwy były bardzo 
bolesne.

–   Nie   boli   naprawdę,   naprawdę   okropnie,   tylko   trochę   – 

odparł chłopcu.

– Mogło być gorzej – stwierdził radośnie O'Reilly. – Tym 

razem   mogłeś   dostać   w   drugą   nogę   i   musiałbyś   chodzić   z 
dwiema laskami.

– Jesteś doprawdy wzruszający, O'Reilly. – Max wiedział, że 

i tak będzie przez jakiś czas musiał chodzić o kulach. Spojrzał 
na Cleo, która stała w wezgłowiu łóżka. Tak mocno trzymała go 
za rękę, że jej pierścionek wrzynał mu się w skórę. Było to miłe. 
– Jesteś pewna, że nic ci nie jest? – zapytał.

–   Po   raz   setny   zapewniam   cię,   że   nie.   –   Pochyliła   się   i 

pocałowała go w policzek. – Dzięki tobie.

– Max, jesteś bohaterem – oznajmiła z dumą Andromeda. Z 

termosu, który przyniosła ze sobą, nalała mu swojej specjalnej 
herbaty. – Miejscowa gazeta chce zamieścić artykuł o tym, jak 
uratowałeś Cleo przed tym potworem.

Max skrzywił się, biorąc od Andromedy kubek z herbatą.
– Nie chcę rozmawiać z żadnymi dziennikarzami.
–   To   tylko   Bertie   Jennings   z   „Harmony   Cove   Herald”   – 

uspokoiła go Daystar. – Nie martw się. Powiedziałam mu, że na 
razie nie można z tobą rozmawiać.

– Dzięki. Może mu z czasem przejdzie ochota. – Coś mu się 

przypomniało. – Ile szkód wyrządził ogień? – spytał.

323

background image

– Spalił się ośrodek medytacji, ale głównemu budynkowi nic 

się   nie   stało.   Ani   pawilonom   dla   gości   –   odparła   Daystar.   – 
Biorąc pod uwagę to, co mogło było się zdarzyć, jesteśmy w 
niezłym stanie. Zresztą O'Reilly twierdzi, że Valence nie chciał 
niszczyć   naszego   Azylu.   Spowodował   pożar,   żeby   narobić 
zamieszania.

– Podłożył ogień, wykorzystując lont czasowy, tak że mógł 

wrócić do zajazdu, zanim wybuchł pożar – wyjaśnił O'Reilly.

–   Biedny   Nolan   –   powiedziała   Cleo.   –   Pomyśleć,   że 

podejrzewaliśmy go o te niecne wydarzenia.

Maxowi nie podobało się stwierdzenie „biedny Nolan”, ale 

szlachetnie postanowił je zignorować. Powiedział sobie, że stać 
go   na   taki   gest.   On   miał   Cleo.   A   Hildebrand   miał   tylko 
ewentualną karierę polityczną, której Max mu w najmniejszym 
stopniu nie zazdrościł.

– Valence wiedział, że pożar w Cosmic Harmony spowoduje 

chaos   nie   tylko   tam,   lecz   także   w   zajeździe   –   powiedziała 
Sylvia.

– Tyle razy mieszkał w zajeździe, że wiedział, jak ważny był 

dla mnie Azyl w Cosmic Harmony – przyznała Cleo.

– Wykombinował sobie, że po zauważeniu pożaru zdarzy się 

jedna z dwóch rzeczy – odezwał się Max. –Pierwsza, że Cleo 
pojedzie do Azylu. Gdyby tak się stało, zamierzał pójść za nią i 
dopaść ją gdzieś w ciemności i w całym zamieszaniu.

–   Druga,   że   zostawisz   ją   bezpiecznie   w   zajeździe,   a   sam 

udasz się na miejsce pożaru – dodał O'Reilly.

Max zaklął pod nosem.
– Logiczny plan. Tak czy inaczej Cleo, po raz pierwszy od 

wypadku we mgle, byłaby dla niego osiągalna.

– Musiał wiedzieć, że z tego powodu Max cię pilnuje, Cleo – 

powiedziała  Sylvia.  – W końcu  nie było  to żadną  tajemnicą, 
zwłaszcza   odkąd   O'Reilly   zaczął   rozmawiać   z   ludźmi   z 
miasteczka.

–   Zgadza   się   –   dodała   Daystar.   –   Valence   zdawał   sobie 

sprawę, że musi jakoś was rozdzielić.

324

background image

– Był bardzo dumny ze swoich starań i planów – szepnęła 

Cleo. – I miał absolutną obsesję na punkcie swej reputacji.

Max poczuł dreszcz, który ją przeszedł. Mocniej ścisnął ją za 

rękę. Uśmiechnęła się do niego drżącymi wargami. W jej oczach 
widział miłość i wiedział, iż jest to miłość na całe życie.

Nikt nigdy nie patrzył  na niego tak jak Cleo. Poprzedniej 

nocy, kiedy powiedziała mu, że go kocha, był tak wstrząśnięty 
dobrą   nowiną,   że   nie   potrafił   sobie   poradzić   z   rozplataniem 
swych   emocji.   Wiedział   jedynie,   że   chciał   jej   bardziej   niż 
kiedykolwiek i że musiał ją chronić. Była najważniejsza w jego 
świecie.

Tego   ranka,   gdy   się   obudził   i   zobaczył   Cleo   przy   łóżku, 

wystarczyło mu jedno spojrzenie, aby wreszcie zrozumieć, co 
mu się przydarzyło.

–   Kiedy   przyszło   ci   do   głowy,   że   pożar   może   być   tylko 

pretekstem? – spytała Andromeda.

Max wrócił myślą do niedawnych wydarzeń.
–   Kiedy   przejechałem   kilkaset   metrów.   Zawróciłem   i 

pojechałem   z   powrotem   do   zajazdu.   Miałem   przeczucie,   że 
dzieje się coś złego. Chciałem zadzwonić do Cleo z telefonu w 
samochodzie, ale tymczasem zadzwonił do mnie O'Reilly.

– Właśnie parkował, kiedy go złapałem – wtrącił O'Reilly. – 

Przekazałem   mu   to,   co   powiedziałem   Cleo   o   psychicznie 
chorym mordercy, który ma fioła na punkcie swojej reputacji i 
który   zawsze   planuje   swe   morderstwa   z   wojskową   precyzją. 
Max,   zanim   odłożył   słuchawkę,   powiedział,   że   wie,   o   kogo 
chodzi.

– Doszedłem do tego samego wniosku, co Cleo – stwierdził 

cicho Max. – Valence był oczywistym podejrzanym. Przez całą 
zimę   przyjeżdżał   do   Harmony   Cove   ze   względu   na   swoje 
seminaria.  Miał  mnóstwo  okazji, żeby wyśledzić  wszystko  w 
zajeździe. I mnóstwo czasu, żeby wszystko przygotować.

–   Nie   pomyśleliśmy   o   nim,   kiedy   robiliśmy   listę   gości 

przebywających   w   zajeździe   tej   nocy,   gdy   ktoś   położył   mi 
wstążkę na poduszce – stwierdziła ze smutkiem Cleo.

325

background image

Max i O'Reilly spojrzeli na siebie.
– Ja go wpisałem na listę – powiedział Max.
– Naprawdę? – Cleo była zaskoczona.
– Valence był na liście i sprawdziłem go, ale niczego nie 

znalazłem – wyjaśnił O'Reilly. – Wszystko było w całkowitym 
porządku.   –   Podniósł   ręce   do   góry.   –   Co   mogę   powiedzieć? 
Potrafił się maskować.

Max spojrzał na Cleo.
–   Myślałem   jedynie   o   tym,   że   zostawiłem   cię   samą. 

Wiedziałem, że uczestnicy seminarium dużo wypili i na pewno 
dawno mocno śpią. Kiedy wszedłem do budynku, George też 
spał, tak samo jak wówczas, kiedy wychodziłem. Poszedłem do 
pokoju Valence'a, był pusty.

– Więc przyszedł do mnie – powiedziała Sylvia. – Obudził 

mnie, kazał mi zejść do piwnicy i wyłączyć  główny korek, a 
sam pobiegł na górę.

– Miałem nadzieję, że nagłe zgaśniecie światła zdezorientuje 

go przynajmniej na chwilę – wyjaśnił Max. – Pamiętałem, jak 
zareagował tego dnia, gdy zgasło światło w czasie seminarium.

–   Rzeczywiście   –   przyznała   Sylvia.   –   Naprawdę   się 

zdenerwował.   Przerwało   mu   to   tok   całego,   starannie 
przygotowanego wykładu.

– Wieczorem, kiedy się meldował, zaznaczył, że prognoza 

pogody nie przewidywała żadnych burz – przypomniała sobie 
Cleo. – Przypuszczalnie zaplanował wszystko tak, żeby deszcz 
za wcześnie nie zgasił ognia ani żeby piorun nie spowodował 
wyłączenia prądu.

– Bardzo dokładny facet. – O'Reilly pokiwał głową. Objął 

ramieniem Sylvię. – Ale mało elastyczny.

– Myślę, że Valence był już tak chory, że każda najmniejsza 

zmiana w planie zakłócała tok jego rozumowania – stwierdziła 
Cleo.

Hałas na korytarzu sprawił, iż Max i wszyscy jego goście 

spojrzeli na drzwi.

– Obawiam się, że nie może pan tam wejść – powiedziała 

326

background image

pielęgniarka   głośno   i   zdecydowanie.   –   U   pana   Fortune'a   jest 
stanowczo za dużo osób.

– Przyjechałem kawał drogi, żeby się z nim zobaczyć i nie 

zamierzam   rezygnować   –   odparł   jakiś   mężczyzna   jeszcze 
głośniej i bardziej zdecydowanie. –Mam do niego interes.

– Ale on jest poważnie ranny.
– Nie pierwszy raz.
– Tylko tego mi trzeba – mruknął Max na widok znajomej 

postaci. – Kolejny życzliwy. Czego tu chcesz, Dennison? Nie 
wolno mnie odwiedzać nikomu poza rodziną.

Dennison Curzon miał taki sam autokratyczny wygląd jak 

Jason. Miał takie same siwe włosy i mocno wykute rysy twarzy, 
charakterystyczne dla całej rodziny Curzonów. Jednakże w jego 
oczach   brakowało   badawczej,   analitycznej   inteligencji, 
charakteryzującej Jasona.

Obrzucił wzrokiem ludzi zebranych przy łóżku i nie uznał 

ich za godnych powtórnego spojrzenia. Ze złością popatrzył na 
Maxa.

–   Co   tu   się   dzieje,   Fortune?   Podobno   znów   się   dałeś 

postrzelić.

– Dziękuję, czuję się bardzo dobrze – powiedział Max. – To 

jest Dennison Curzon, a to moja rodzina.

– Rodzina? – Dennison zmarszczył  brwi w pomieszaniu i 

niezadowoleniu. – Jaka rodzina? Przecież ty nie masz rodziny.

– Teraz ma – wtrąciła spokojnie Cleo. Nadal trzymała Maxa 

za rękę, obserwując Dennisona zainteresowanym,  badawczym 
spojrzeniem. – Jason był pana bratem?

– Tak. – Dennison przez moment przyglądał jej się uważnie. 

– Kim pani jest?

– Moją narzeczoną – odparł Max, zanim Cleo zdążyła się 

odezwać. – Pogratuluj mi, Dennison. Cleo i ja zamierzamy się 
pobrać.

Dennison zignorował oświadczenie Maxa i z typowym dla 

Curzonów uporem powrócił do sprawy, która go tu przywiodła:

– Słuchaj, musimy porozmawiać. – Z irytacją rzucił okiem 

327

background image

na Cleo i resztę. – Czy moglibyśmy porozmawiać na osobności?

– Nie – stwierdziła Cleo.
Nikt się nie ruszył.
–   Chyba   nie   ma   na   to   szans.   –   Max   uśmiechnął   się   do 

Dennisona.

–   Co   do   diabła!   –   Dennison   obrzucił   Cleo   uważniejszym 

spojrzeniem. – To kim pani jest?

– Mówiłem ci, jest moją narzeczoną – powiedział Max.
– Jestem także jego pracodawczynią – dorzuciła Cleo.
– Akurat. – Dennison patrzył na nią niechętnie. – Fortune 

pracuje w Curzon International.

– Nie, już nie pracuje – odparła.
– On pracuje dla Cleo – oznajmił Sammy.
–   Jestem   Dennison   Curzon   z   Curzon   International.   Max 

Fortune dwanaście lat przepracował w mojej firmie.

– I zrezygnował, kiedy umarł pana brat – mruknęła Cleo. – 

Teraz pracuje u mnie.

– Tak jest – dodała rzeczowym tonem Daystar. – Max już od 

jakiegoś czasu bierze pieniądze w Robbins' Nest Inn. Doskonale 
daje sobie radę.

– Oczywiście. Jest członkiem naszej rodziny – powiedziała 

Andromeda.

– Bzdura. – Dennison spojrzał na Maxa. – Nie wiem w co ty 

się   bawisz,   Fortune,   ale   jesteś   mi   potrzebny   w   firmie.   Moja 
córka i ten jej przeklęty mąż przejęli wczoraj radę nadzorczą.

– Kimberly świetnie da sobie radę – stwierdził Max – Ma 

talent. Radzę ci, żebyś z nią nie wojował.

– Będę walczył z każdym, kto zechce przejąć moją firmę. 

Tyle lat czekałem, żeby wreszcie rządzić, i nie dam sobie tego 
sprzątnąć sprzed nosa. Chcę, abyś mi pomógł. Nie gadajmy o 
głupstwach, Fortune. Podaj swoją cenę.

– Za co?
– Za powrót do Curzon International w charakterze mojego 

osobistego asystenta. – Dennison zmruży oczy. – Przyjmę cię na 
takich   samych   warunkach   jak   mój   brat   plus   dziesięć   procent 

328

background image

podwyżki pensji i premii. W zamian chcę gwarancji, że będziesz 
lojalny wobec mnie i tylko wobec mnie.

– Ja już mam pracę – powiedział Max.
– Dobrze. – Dennison był spięty. – Jeśli wrócisz zastanowię 

się nad miejscem w radzie, które chciał ci dać Jason.

–   Nie,   dziękuję.   Odkryłem   w   sobie   zdolności   do   prac 

hydraulicznych i elektrycznych.

–   Słyszał   pan?   –   wtrąciła   Cleo.   –   On   nie   chce   u   pana 

pracować.   Niech   pan   go   zostawi.   Miał   ciężką   noc   i   musi 
odpocząć.   –   Zwróciła   się   do   Maxa.   –   Prawda,   że   musisz 
odpocząć?

– Muszę odpocząć – przyznał zgodnie.
– Max musi odpocząć – powiedziała Sylvia.
Andromeda i Daystar pokiwały głowami.
O'Reilly   wyglądał   tak,   jakby   za   chwilę   miał   wybuchnąć 

śmiechem.

Dennison napadł na Cleo.
– Nie ośmieli się pani mnie stąd wyrzucić, młoda kobieto. 

Max Fortune należy do mnie.

– Na pewno nie. – Cleo puściła rękę Maxa i zrobiła krok w 

stronę Dennisona. – Max należy do mnie. I do nas wszystkich. – 
Rozejrzała się wokół siebie. – Prawda?

– Ależ tak – mruknęła Andromeda. – Nie ma co do tego 

wątpliwości.

–   On   jest   członkiem   naszej   rodziny   –   powiedział   głośno 

Sammy. – Nie możesz go zabrać.

Daystar spojrzała groźnie na Dennisona.
– Obawiam się, że traci pan czas, swój własny i nasz, na te 

bzdury. Niech pan już sobie idzie.

–   Bzdury?   Nazywa   to   pani   bzdurami?   Kobieto,   czy   pani 

zwariowała? Curzon jest firmą międzynarodową. Czy pani wie, 
ile Max może u mnie zarobić rocznie?

– Nie – odparła szczerze Daystar. – Ale to nie ma żadnego 

znaczenia.

– Niech mi pani wierzy, że ma – warknął Dennison. – Dzięki 

329

background image

Curzon   International   Fortune   jest   bogatym   człowiekiem.   A 
będzie jeszcze bogatszy, jeśli do mnie wróci.

– Bzdura – stwierdziła Andromeda. – Max ma bardzo dobrą 

pracę w Robbins' Nest Inn, prawda, Max?

– Prawda – potwierdził.
– To nie są żarty, co? – Dennison spojrzał na niego.
–   Przyjmij   do   wiadomości,   Curzon,   że   to   nie   są   żarty.   – 

O'Reilly uśmiechnął  się. – Nie możesz dać Maxowi tego, co 
znalazł w nowej pracy.

– Nie mogę? Mogę mu zapłacić tyle w ciągu jednego roku, 

że będzie mógł kupić cały ten zajazd.

– Ten facet nic nie rozumie – stwierdził wesoło O'Reilly.
Sammy przycisnął do siebie kaczkę i spojrzał na Dennisona.
– Idź sobie – powiedział.
– O tak, niech pan sobie idzie – powiedziała Cleo.
– I niech pan jedzie ostrożnie – dodała Andromeda
–   Strasznie   nas   pan   nudzi   –   przyłączyła   się   Daystar   – 

Chciałabym, żeby pan wreszcie poszedł.

Dennison spojrzał na Maxa z niedowierzaniem i z rozpaczą.
–   Przemyśl   to   sobie,   Fortune.   Są   szanse,   że   przekonam 

Kimberly,   aby   odeszła   od   Winstona.   Nie   była   z   nim   chyba 
ostatnio zbyt szczęśliwa. Ty i moja córkę pasujecie do siebie.

–   Trzy   lata   temu   miałeś   inne   zdanie.   I   wiesz   co?   Miałeś 

rację.   Jestem   ci   wdzięczny,   że   namówiłeś   ją   do   zerwania 
zaręczyn.   W   zamian   dam   ci   dobrą   radę.   Nie   przeszkadzaj 
Kimberly. Ona najlepiej pokieruje Curzon International.

– Nie rozumiesz, że Kimberly przejmuje władzę?
–   Rozumiem.   I   pod   jej   kierownictwem   będziecie   jeszcze 

bogatsi.   A   jak   będziesz   grzeczny,   to   może   do   czekasz   się 
wnuków.

– To fantastycznie. – Andromeda uśmiechnęła się miło do 

Dennisona. – Nie chciałby pan mieć wnuków?

Dennison spoglądał na nią przez chwilę tępym wzrokiem, a 

potem spojrzał na Maxa kompletnie skonfundowany.

– Mówisz serio? Nie robisz tego po to, żeby wytargować jak 

330

background image

najwięcej?

– Mówię całkiem serio. Nigdy w życiu nie będziesz mógł mi 

dość zapłacić. Idź już, Dennison.

–   Jest   pan   okropnie   nachalny,   proszę   pana   –   powiedziała 

Cleo. – W tym pokoju o tej porze może przebywać wyłącznie 
rodzina. Niech pan idzie albo zawołam kogoś z personelu.

Dennison   rzucił   jej   ostatnie,   zdezorientowane   spojrzenie, 

odwrócił się i wymaszerował z pokoju. Zapadła cisza.

– Chcę wrócić do domu – powiedział Max.

Następnego   dnia   Cleo   zbudziła   się   o   świcie   ze 

świadomością,   że   Maxa   nie   było   przy   niej   w   łóżku. 
Zdenerwowana gwałtownie usiadła w pościeli.

– Max?
Nigdzie go nie było. Rozejrzała się po pokoju na poddaszu i 

zobaczyła,   że   nie   ma   kul.   Zmarszczyła   brwi.   Max   nie 
przyzwyczaił   się   jeszcze   do   chodzenia   o   kulach.   Nie   była 
zachwycona myślą, że chodzi po schodach bez jej pomocy.

Miała właśnie zamiar wstać i poszukać swojego inwalidy, 

kiedy na korytarzu skrzypnęła podłoga.

Drzwi   otworzyły   się   cicho   i   Max   wmanewrował   się 

ostrożnie   do   pokoju.   Miał   na   sobie   tylko   spodnie   z   rozprutą 
przez   Andromedę   lewą   nogawką,   żeby   pomieścić   bandaż   na 
udzie.

Posuwał się o kulach, ze wzrokiem utkwionym w podłodze. 

W zębach trzymał białą różę.

Cleo   z   radością   przywitała   ten   widok.   Czerwona   róża 

oznacza uwiedzenie, biała – miłość.

– Max? – szepnęła, nie wierząc własnym oczom.
Szybko podniósł wzrok.
– Masz spać – wymamrotał z różą w zębach.
Uśmiechnęła   się   szeroko.   Wyraźnie   pamiętała   ostatni 

rozdział   swojej   książki.   Mężczyzna   z   lustra,   wreszcie 
uwolniony,   budzi   narratorkę   jedną   białą   różą.   Uwodzenie 

331

background image

zmieniło się w miłość.

– Jeśli nie masz nic przeciwko temu, wolę być przytomna – 

szepnęła.

Nadal szedł przez pokój. Nie spuszczał z niej oczu.
– Nie mam – odpowiedział.
Kątem oka dojrzała coś żółtego. Spojrzała w dół i zobaczyła, 

że Sammy zapomniał swoją kaczkę, kiedy złożył poprzedniego 
wieczoru wizytę Maxowi.

Oczy jej rozszerzyły się z przerażenia, kiedy zobaczyła, że 

Max stawia prawą kulę na gumowej zabawce.

– Uważaj!
Za późno. Kula ześlizgnęła się.
– Do diabła! – Max usiłował utrzymać równowagę na jednej 

kuli, ale bezskutecznie.

Z otwartych ust wypadła róża.
– Cholerna kaczka – powiedział, waląc się na podłogę.
Cleo z okrzykiem wyskoczyła z łóżka.
– Wszystko w porządku? Max, odezwij się.
Leżąc na plecach, spojrzał na nią wściekłym wzrokiem.
– W jak najlepszym porządku – warknął.
–   Czy   myślisz,   że   szwy   pękły?   –   Pochyliła   się   nad 

zabandażowanym   udem.   –   Może   powinniśmy   pojechać   do 
szpitala?

– Zostaw nogę, Cleo. Kocham cię.
Dotknęła ręką jego nogi. Łzy napłynęły jej do oczu.
– Taka jestem szczęśliwa.
Położyła się przy nim, uważając, aby nie urazić zranienia. 

Objął ją mocno.

– Powinienem był wiedzieć od początku – powiedział.
– To nie twoja wina, że nie rozpoznałeś miłości, kiedy ją 

znalazłeś. Za mało o niej przedtem wiedziałeś.

– Teraz to wiem – powiedział głosem pełnym emocji. 
Nagle znieruchomiał.
– Max? – Cleo uniosła głowę i spojrzała na niego z troską. – 

Jesteś pewien, że nic ci się nie stało?

332

background image

– Spójrz w górę, Cleo. – Zaczął się śmiać.
– Na co?
– Na pejzaże Jasona.
Wykręciła   głowę   i   spojrzała   na   dwa   pejzaże,   wiszące   na 

ścianie.

– Dlaczego? – spytała.
–   Coś   jest   nie   tak   z   ramami.   Nigdy   tego   przedtem   nie 

zauważyłem,   lecz   z   tej   perspektywy   widać,   że   ramy   są   za 
szerokie. – Usiadł i sięgnął po kulę.

– Co robisz?
– Pomóż mi zdjąć obraz.
– Zaczekaj, ja to zrobię. – Wstała, zdjęła jeden z pejzaży i 

przyniosła go do łóżka.

Max   pokuśtykał   do   biurka,   otworzył   szufladę   i   wyjął 

śrubokręt, który kupił w sklepie w Harmony Cove.

–   Ben   miał   rację.   Nigdy   nie   wiesz,   kiedy   ci   się   przyda 

porządny śrubokręt.

Wrócił do łóżka, usiadł obok obrazu i zaczął odkręcać ramę.
Cleo przyglądała mu się zafascynowana.
– Czy naprawdę uważasz, że Jason…?
–   Schował   obrazy   Luttrella   za   swoimi   pejzażami?   – 

Uśmiechnął się z satysfakcją, odkręcając ostatnią śrubę. – Tak.

Zdjął   tył   ramy   i   odłożył   na   bok.   Potem,   z   wielkim 

szacunkiem,   wyjął   z   ramy   płaską,   białą   deskę.   Do   deski 
przyczepiona była złożona kartka papieru. Rozłożył ją.

Teraz,   kiedy   znalazłeś   ten   obraz,   będziesz   wiedział,   gdzie  

szukać następnych. Nigdy nie umiałem malować i byłem pewien, 
że   prędzej   czy   później   zaczniesz   zastanawiać   się,   dlaczego 
zajmowałem się tymi obrzydliwymi pejzażami. Obrazy Luttrella 
są zaledwie cząstka twego dziedzictwa, synu.   Ufam, iż resztę 
znalazłeś w Robbins' Nest Inn. Jak to jest, jak się ma własną  
rodzinę? 

Ściskam cię, Jason.

333

background image

Max odwrócił deskę. Cleo popatrzyła na płótna przypięte z 

drugiej strony.

Był   to   ciemny   obraz,   pełen   poskręcanych   kształtów   i 

abstrakcyjnego   napięcia,   a   przecież   nie   był   jedne   znacznie 
ponury. Nawet Cleo musiała przyznać, i było to dzieło sztuki 
doskonale   pasujące   do   Maxa.   Obraz   emanował   zarówno 
możliwą rozpaczą, jak i potencjalną miłością.

– Niech żyje kaczka Sammy'ego. – Uśmiechnęła się miękko. 

– Ciekawa jestem, dlaczego Jason zadał sobie tyle trudu, aby 
schować te obrazy, skoro przeznaczył je dla ciebie.

Max spojrzał na nią znad płótna. Oczy mu błyszczały.
–   Jason   chciał,   abym   najpierw   znalazł   coś   innego.   Coś 

znacznie ważniejszego od jakiegokolwiek obrazu

– I znalazłeś?
– Tak – odparł z absolutną pewnością. Jego oczy pełne były 

miłości. – Znalazłem.

334


Document Outline