background image

E. Blummthal, R. R-the, H. Hobmiir, M. Tfce, C. Juta, P. Rom, G. Tre/Jer, 

IV. Schwimch 

Odwaga bycia niedoskonałym 
 Wydawnictwo Diecezjalne 

 

Odwaga bycia niedoskonałym 

Kraków 
Tytuł oryginału: 

IL CORAGGIO DINON ESSERE PERFETTI 

Tłumaczenie: 

Piotr Dyrda 
Redakcja: 

Beata Helizanowicz 

Redakcja techniczna: 

Beata Warzani 
Korekta: 

Małgorzata Chojnacka 

Projekt okładki: 

Pracownia M 
Zdjęcie na okładce: 

Pastel Communautes des Diaconesses de Reuilly 

© Copyright by Cittadella Editrice - Assisi, 1986 

© Copyright for the Polish Edition by 
wydawnictwo ID -Kraków, 1995 

ISBN 83-86106-01-8 

Wydawnictwo rffl 

ul. Grodzka 54 
31-044 Kraków 

tel./fax (012) 21 50 92 

 Wydawnictwo Diecezjalne 

 SANDOMIERZ 
ul. Żeromskiego 4 

27-600 Sandomierz 

tel. (0-15) 32 31 92 

WSTĘP 

Odwaga bycia niedoskonałym - czyżby sam 
tytuł był zachętą do niedbałości i opieszalstwa 

w spełnianiu codziennych obowiązków? Nic bar- 

dziej mylnego w zrozumieniu powyższego ty- 

tułu. 
W 1926 roku Sophie Lazarsfeld utworzyła i roz- 

powszechniła to bardzo często cytowane wyra- 

żenie. W swoim traktacie, do dzisiaj aktualnym, 

znana ekspert psychologii indywidualnej pisała 
przede wszystkim o odwadze prawdy, szczerości 

i naiwności, o aprobacie naszych codziennych 

słabości i o przezwyciężeniu tendencji pokazywa- 

nia się innym większymi, lepszymi, bardziej in- 
teligentnymi i silniejszymi niż jesteśmy w rzeczy- 

wistości. Autorka jasno pokazuje, że ukrywanie 

własnej niedoskonałości jest społecznie szkodliwe 

i może podważyć wzajemne zaufanie w momencie, 
w którym nie jest dłużej możliwe podtrzymywanie 

pozorów własnej wyższości. Może mieć ono rów- 

nież ciężkie konsekwencje w edukacji i przejawia 

się w pragnieniu rodziców przedstawiania się dzie- 
ciom lepszymi niż w rzeczywistości są. Znany jest 

powszechnie fakt, iż poszukiwania terapii dialogu 

background image

wskazują, że naiwność jest bardzo cenną cechą 

osobowości, szczególnie dla nauczyciela i psycho- 

terapeuty. 
Jednym z najbardziej podstawowych odkryć 

psychologii indywidualnej Alfreda Adlera było 

wskazanie tendencji ukrywania przed samym sobą 

oraz przed innymi własnych słabości oraz rekom- 
pensowania ich niewłaściwymi środkami. Po dru- 

gie, środki, które używane są w takich wypadkach, 

zawsze na bazie własnych zwyczajów i własnego 

sposobu życia, czynią codzienną egzystenqę trud- 
niejszą, nadając jej charakter neurotyczny. 

Niedoskonałość jest obecna w tym, czym je- 

steśmy i w tym, co czynimy. Oczywiście te dwie 

dziedziny nie mogą być nigdy rozpatrywane od- 
dzielnie, gdyż zawsze nasze działanie pochodzi 

z naszego sposobu bycia, i wyobrażenie, które 

człowiek ma o samym sobie zawsze jest utworzone 

pod wpływem własnego działania. Czyli jedynie ze 
względu na jasność wyróżnia się tutaj te dwie 

dziedziny oddzielnie, w rzeczywistości stanowią 

one jedną całość. 

To wszystko zaś, co  odnosi się do naszego 
sposobu bycia, ma uświadomić nam, że jedynie 

poprzez cierpliwe  działanie możemy  cokolwiek 

w nas ulepszyć, akceptując z pokorą to, co w nas 

niezmienne. Niezmienna niedoskonałość nie de- 
terminuje wartości indywidualnej osoby. Sposób, 

w jaki staramy się z nią żyć, może stanowić 

wartość samą w sobie. Poza tym, nie wszystko co 

dana osoba uważa za niedoskonałe musi takie 
być. Zakres znaczenia niedoskonałości jest zazwy- 

czaj zbyt duży, ukształtowany pod wpływem idei 

i uprzedzeń pochodzących z mentalności ogólnej. 

To zaś, co dotyczy działania w kierunku bycia 

doskonałym, może prowadzić do zachowań dewia- 
cyjnych i społecznie szkodliwych. Nie o tym jed- 

nak chciałbym  teraz mówić, chciałbym mówić 

raczej o tych osobach, które w każdym swoim 

działaniu i we wszystkim czym są,  starają się 
udowodnić sobie własną doskonałość, nawet za 

cenę szkodliwych skutków ubocznych. Osoby tego 

rodzaju, zazwyczaj za wiele wymagają od siebie 

i od swoich bliskich. Możemy nazwać ich perfek- 
cjonistami. Natomiast całkowita doskonałość nie 

tylko  zakłada nieustanny  wysiłek,  ale również 

przeciwstawia się dążeniu dostosowania się do 

zmiennych   sytuacji.   Można   to   zaobserwować 
w naszych prawach i regulaminach, zawsze bar- 

dziej doskonałych, aż tak doskonałych, iż prawie 

niemożliwych do realizacji. Styl edukacji perfek- 
cjonistycznej jest przytłaczający, całkowicie nie 

bierze pod uwagę potrzeb dziecka i najczęściej 

nie sprawdza się w nieprzewidywalnych sytuacjach 

życiowych. (Gdybyśmy nie dysponowali już znacz- 
ną liczbą, więcej niż wystarczającą, idealnych me- 

tod nauczania, byłoby z pewnością bardzo pożyte- 

background image

cznym przedstawienie tutaj jakiegoś typu naucza- 

nia perfekcjonistycznego.) 

Perfekcjonizm może odnosić się do poszcze- 
gólnych dziedzin działania ludzkiego. Weźmy na 

przykład jakiegoś oratora, który z każdego swoje- 

go drobnego potknięcia czyni wielką tragedię. Lub 

kobiece pragnienia bycia doskonałą we wszystkich 
dziedzinach: jako matka i idealna żona, jako 

przykładna kobieta, która pracuje i ma ambicje da- 

nia z siebie wszystkiego, uprawia sport i jest w cen- 

trum wydarzeń politycznych i kulturalnych itd. 
Czy jest możliwe pogodzenie wszystkich tych dzie- 

dzin, bez poczucia rozczarowania i zawodu? Prze- 

cież wszystkie te potrzeby wzięte razem są irra- 

cjonalne. Ażeby walczyć z tak pojętym perfek- 
cjonizmem, konieczne jest uporządkowanie dzie- 

dzin naszego działania i wyznaczenie sobie od- 

powiedniej hierarchii wartości. Nie można oczywi- 

ście wszystkiego osiągnąć jednocześnie. 
Ludzie, którzy uznają własną niedoskonałość, 

są zazwyczaj bardziej elastyczni w wartościowaniu 

poszczególnych czynności. I tak na przykład go- 

spodyni domowa może czasami zostawić nawet 
nie umyte talerze lub nie pościelone łóżka, ażeby 

zyskać odrobinę czasu na zrealizowanie jakiegoś 

ważniejszego zadania. 

Perfekcjonista zazwyczaj chce zdobyć dla siebie 
opinię doskonałego, nawet przed samym sobą, 

chce czuć się lepszym i bardziej wartościowym od 

innych, tylko nie zdaje sobie sprawy z egocentrycz- 

nego podtekstu własnego pragnienia. 
Realizacja ideału doskonałości absolutnej w łat- 

wy sposób prowadzi, poprzez swoją nieracjonal- 

ność, do zamkniętego kręgu. Zaś odkrycie własnej 

niemożności zrealizowania ideału wzmaga jedynie 

wysiłek, który na nowo objawia własną niedo- 
skonałość i tak dalej. 

Osoba wewnętrznie zdrowa i zrównoważona da- 

je po prostu wszystko, co w niej najlepsze, we- 

dług własnych możliwości. Wolna od niepotrzeb- 
nych iluzji może osiągnąć, pomimo własnych ogra- 

niczeń fizycznych i psychicznych, wyższy stopień 

doskonałości, rozumianej jednak we właściwy spo- 

sób. Alfred Adler w swoich ostatnich latach mówił 
często o „wysiłku doskonalenia osób psychicznie 

zdrowych". Koncepcja ta wzbudziła wiele krytyki, 

gdyż chęć osiągnięcia doskonałości absolutnej cha- 

rakteryzuje osobowość o cechach neurotycznych. 
Jacoby (1974, str. 35) wyjaśnia jednak, iż doskona- 

 

łość ma dla nas brzmienie raczej patetyczne, nato- 
miast w Ameryce, gdzie Adler się przeniósł, wyraz 

„perfection" jest w użyciu powszednim. I rozumie 

się przez niego wysiłek w stawaniu się doskona- 

łym, Adler dodawał zawsze znaczenie: wysiłek 
w upodabnianiu się do Boga. 

Możemy zapytać dlaczego byty ludzkie usiłują 

background image

udawać przed samymi sobą większy stopień dos- 

konałości niż w rzeczywistości osiągnęły i są w sta- 

nie osiągnąć. Jest to sposób na poszerzenie samo- 
świadomości oraz na pomniejszenie strachu przed 

innymi. Jest to jednak rozwiązanie jedynie pozor- 

ne. Postępowanie takie skłania do nieustannego 

kłamstwa oraz do lęku, że piękna „facjata" może 
w końcu upaść. Świadomość własnej wartości oraz 

poczucie bezpieczeństwa nie są w takim wypadku 

autentyczne. 

Szczere przyznanie się do własnej niedoskonało- 
ści zakłada więc odrzucenie niepotrzebnych zabez- 

pieczeń i domaga się siły ducha. Zależność od 

sądów innych ludzi nie ma wtedy tak zasadniczego 

znaczenia. Aby czynić to wszystko, konieczna jest 
świadomość własnej wartości, ale nie świadomość 

labilna i zmienna, lecz stabilna i autentyczna, 

opierająca się na realnym wkładzie, jaki dajemy 

społeczności. Wszystko to ma wiele wspólnego 
z siłą własnego JA, o którym dzisiaj tak wiele się 

mówi. 

Aby móc zaakceptować własną niedoskonałość, 

potrzebna jest odwaga. Praktycznie nikt nie posia- 
da jej w stopniu wystarczającym. I dlatego właśnie 

koniecznym jest pobudzanie odwagi, któremu 

chce służyć właśnie ta książka. 

Kto nie zamyka oczu na własne niedoskonałości 
i własne słabości, będzie cenił bardziej sprawie- 

dliwie swego bliskiego, ze wszystkimi jego niedo- 

skonałościami, i nie będzie miał potrzeby pomniej- 

szania innych, aby czuć się lepiej. 
Odwaga bycia niedoskonałym porusza wszyst- 

kie dziedziny egzystenqi ludzkiej i wszystkie po- 

mocne środki. Różnorodność tematów zaprezen- 

towana została w niniejszym tomiku przez eksper- 

tów różnych dziedzin. I przy tej okazji chciałbym 
podziękować wszystkim autorom. Dziękuję poza 

tym wydawcy Heinrichowi Graf Waldsteinowi, 

który opublikował książeczkę na ten temat i dał 

mi bardzo cenne uwagi. 
Rudolf KAUSEN 

10 

Erik Blumenthal 

ODWAGA BYCIA 
NIEDOSKONAŁYM 

W NAUCZANIU 

„Mamy potrzebę wiary w doskonałość i powin- 

niśmy mieć odwagę bycia niedoskonałymi." 
Pani B., dobra matka rodziny, przyszła kiedyś 

do mojego gabinetu: jej pożycie małżeńskie było 

dobre, nawet bardzo dobre, nie było też większych 

problemów z dziećmi. Wspólnie z mężem mieli 
wielu przyjaciół i odnosili sukcesy w pracy zawo- 

dowej. Wszystko szło tak dobrze, „gdyby tylko 

mała sześcioletnia córeczka nie siusiała w nocy do 

pościeli". Matka próbowała wszystkich dostęp- 
nych metod, ale nie zdołała rozwiązać problemu. 

Czasami nawet nienawidziła swojej córeczki mó- 

background image

wiąc: „Inna córeczka, która ma tylko pięć lat, już 

od dawna nie moczy pościeli". 

Po rozmowie zrozumiała, że powinna w pew- 
nym sensie zostawić ten problem, nie powinna 

13 

czuć się odpowiedzialna za wszystko i powinna 

pozwolić dziecku poczuć się odpowiedzialnym za 
swoją sytuację. Otrzymała wszystkie praktyczne 

uwagi dotyczące tego problemu - o pościeli, o tym, 

że dziewczynka sama powinna zajmować się swo- 

im łóżkiem i o antagonizmie, który może powstać 
między siostrami. Moja klientka powróciła do 

domu, uczyniła wszystko, co zostało jej wyjaś- 

nione, córka zaczęła sama zajmować się swoim 

łóżkiem, ale nocne moczenie pościeli nie ustało. 
Pewnego razu, gdy córce udało się utrzymać po- 

ściel suchą, sama promienna pobiegła opowiedzieć 

to matce, ale gdy mała była sama, mama zawsze 

sprawdzała, czy jej córka nadal moczy pościel. 
I tak trwało to jeszcze przez dłuższy czas, 

pomimo wszystkich podejmowanych wysiłków, 

Matka wciąż czuła się odpowiedzialną za sytuację 

córki. Pewnego dnia wyobraziła sobie, że jej córka 
jest wystarczająco duża, ażeby zostać narzeczoną 

i pójść na uniwersytet i wtedy na pewno przestanie 

moczyć pościel. Od tego momentu to, co córka 

robiła z pościelą było jej naprawdę obojętne. 
Przede wszystkim zrozumiała, że córka sama może 

rozwiązać swój problem i autentycznie przestała 

się nim zajmować. I prawie natychmiast nocne 

moczenie pościeli ustało, co pokazuje istnienie 
głębokiej wewnętrznej komunikacji między matką 

a córką. 

Każda matka, która chce w sposób doskonały 

wychować własne dzieci, skazana jest na niepowo- 

dzenie. Doskonałość jest z pewnością słusznym 
celem, do którego człowiek powinien dążyć. Musi- 

my jednak mieć świadomość, że pełne osiągnięcie 

tego celu jest niemożliwe. Perfekcjonizm jest pew- 

nym neurotycznym typem charakteru, który rodzi 
jedynie kompleksy. Ważnym jest posiadanie te- 

go celu, który odpowiednio ukierunkowuje nas 

na naszej drodze życia, w naszym postępowaniu 

i działaniu, tak jak żeglarz orientuje się w swoim 
położeniu według układu gwiazd. Mamy potrzebę 

odwagi bycia niedoskonałymi. Jeżeli uważamy, że 

możemy osiągnąć doskonałość, nie czynimy nic 

tylko zniechęcamy się, gdyż cel ten nie będzie mógł 
być zrealizowany w stu procentach. 

Są jeszcze tacy wychowawcy, którzy polecają 

rodzicom zawsze zgadzać się w obecności dzieci 

i uzgadniać różnice zdań sam na sam. To jest 
właśnie doskonała jedność między mężem a żoną 

rozumiana w błędny sposób. Po pierwsze, w ten 

sposób nie docenia się spostrzegawczości dzieci, 

które pomimo ukrywania różnic najczęściej i tak 
zauważają tę sytuację. I w konsekwencji dzieci 

mimowolnie uczą się udawania, gdyż większe zna- 

background image

czenie od słów rodziców ma ich zachowanie. 

Po drugie, za powyższą radą kryje się błędne 

rozumienie zgodności jako dzielenia zawsze tej 
14 

15 

samej opinii. Mąż i żona mogą doskonale być 

zgodni pomimo przeciwnych opinii. W jakiejś 
określonej sytuacji każdy może podtrzymywać 

opinię całkowicie odmienną. Przecież chodzi tutaj 

o dwie różne osobowości, o dwa oddzielne in- 

dywidua. Ważny jest szacunek i branie na serio 
oraz uznanie prawa drugiej osoby do wyrażenia 

własnego zdania. Nawet nie podzielając zdania 

partnera, mogę zawsze coś pożytecznego się nau- 

czyć. I chociaż inne zdanie może wydawać mi się 
mylne, wiem i przyznaję, że nie jest głupie. Powin- 

no być dla mnie ważnym i interesującym zrozu- 

mienie, w jaki sposób moja współmałżonka wyro- 

biła sobie właśnie taką opinię, gdyż coś w tym 
musi być. Dzieci mogą uczyć się od rodziców jak 

zgodnie żyć mając odmienne zdania. 

Dzieci mogą czasami usiłować przeciwstawiać 

rodziców jedno drugiemu, ale zdarzać się to będzie 
niezwykle rzadko, gdy zauważą typ jedności wy- 

stępujący między nimi. Poza tym pomiędzy rodzi- 

cami powinien obowiązywać rodzaj porozumienia 

polegający na nie wtrącaniu się, jeśli jedno ustali 
coś z dziećmi. W sytuaq'ach ekstremalnych, gdy na 

przykład ojciec bije dziecko, matka która przeciw- 

na jest karom cielesnym, może opuścić pokój, 

zaznaczając w ten sposób swoją dezaprobatę. 
I może zdziwi to niektórych, ale dzieci mogą 

przystosować się do odmiennych opinii swoich 

rodziców i wykorzystywać to w różnych sytua- 

cjach. Oczywiście rodzice powinni starać się, w od- 

powiednim czasie i miejscu, osiągnąć głębsze poro- 
zumienie szczególnie w tych opiniach, które znacz- 

nie ich różnią. Wszystko to jednak powinno od- 

bywać się w atmosferze wzajemnego zaufania 

i szacunku. Nie musimy uważać za jakąś niedo- 
skonałość opinii różnej od naszej własnej, ale 

właśnie jako ludzką doskonałość, ponieważ właś- 

nie z różnorodności idei, przekonań i opinii rodzi 

się iskra zrozumienia i prawdy. Również we wszys- 
tkim tym, co dotyczy opinii na temat naszych 

dzieci, potrzebujemy odwagi bycia niedoskona- 

łym. Dzieci od pierwszego momentu ich ziemskiej 

egzystencji są osobami indywidualnymi, mającymi 
własne uczucia i myśli, nie zawsze zgadzające się 

z naszymi. Mają one prawo do szacunku dla ich 

uczuć i myśli, dla ich opinii i przekonań, chociaż 

nie zawsze możemy powstrzymać się od rozczu- 
lania się nad ich niedoskonałością. Nie musimy 

zawsze nawracać naszych dzieci na nasze przeko- 

nania ani zawsze poprawiać tego, co mówią i ro- 

bią. Z tego punktu widzenia odwaga bycia nie- 
doskonałym oznacza, iż musimy pozwolić ażeby 

same wzbogacały się własnymi doświadczeniami, 

background image

oczywiście nie chodzi tutaj o sytuacje, które mo- 

głyby być niebezpieczne dla dziecka. Taki typ 

odwagi bycia niedoskonałym zawiera zaufanie do 
16 

17 

dziecka, do jego natury i możliwości rozwoju. 

Dziecko będzie wiedziało jak zmienić swoją opinię 
w momencie, w którym zauważy, iż jego idea była 

mylna. W odróżnieniu od dorosłych, dla dzieci 

łatwym jest poprawianie swoich opinii, gdyż gene- 

ralnie mają większą odwagę bycia niedoskonały- 
mi. Brak tej właśnie odwagi ze strony wychowaw- 

cy prowokuje często przyzwyczajenia oraz błędne 

maniery u dzieci. Przeciwieństwem odwagi jest lęk, 

i tak świat pełny jest strachliwych rodziców, któ- 
rzy chcą uczynić wszystko, co możliwe i nie dają 

dziecku możliwości nauczenia się. Aby zdobyć 

odwagę, każde dziecko przechodzi swoją własną 

ewolucję, okres, w którym ma w ustach wszystko, 
co chce poznać. Przestraszone mamy natychmiast 

myślą: „Wielkie nieba, mój syn wpadnie w przy- 

zwyczajenie ssania kciuka". Poprawiają dziecko 

zaledwie włoży kciuk do ust i tak w krótkim czasie 
uczą go ssania kciuka. Nikt, nawet małe dziecko, 

nie lubi jak nieustannie mu się powtarza, co musi 

i czego nie może robić. Wzbudza to zdrowy opór 

dziecka, które samo chce decydować, i od samego 
początku jasne jest, kto zwycięży w tej walce. 

Jednak zwycięstwa dziecka często  obracają się 

przeciwko niemu samemu. Ono samo cierpi przez 

swoje mylne decyzje podjęte w celu zrobienia na 
przekór matce, jednak nie może ich poprawić, 

gdyż ważniejszym od bólu jest dla niego poczucie 

zdobytej samodzielności wobec matki. I jeżeli mat- 

ka i dziecko walczą w ten sposób często, to może 

się zdarzyć, że będzie ono starało się, oczywiście 
nieświadomie, zranić ją, gdyż ono samo czuje się 

zranione poprzez brak miłości. 

Odwaga bycia niedoskonałym wymaga, byśmy 

pozwolili dziecku mylić się. Jeżeli wkłada palce 
do nosa i zdarza mu się obgryzać paznokcie, to 

przestanie to robić, gdy nie zwrócimy na to szcze- 

gólnej uwagi i będziemy ignorować tego typu za- 

chowania. Oczywiście ważnym jest, byśmy sami 
nie posiadali tych złych przyzwyczajeń. Najczęściej 

dzieci uczą się naśladując. Jeżeli dziecko, na przy- 

kład, jest już wystarczająco duże, by jeść przy stole 

z całą rodziną, nie trzeba nieustannie przypominać 
mu jak powinno się zachowywać. Ono nas obser- 

wuje i samo próbuje trzymać łyżkę w należyty 

sposób, niepotrzebne jest nieustanne pokazywa- 

nie, których palców należy używać przy takiej 
operacji. Powinniśmy natomiast obserwować go 

w sposób jak najbardziej dyskretny i udzielić mu 

jakichś małych wskazówek, jeśli coś wydaje mu się 

zbyt trudne. Zasadniczo jednak, wystarcza jeden 
pokaz i starajmy się nie poprawiać go za każdym 

razem. Dziecko może spokojnie mylić się i potem 

background image

uczyć się na swoich błędach. Jeżeli będziemy go 

niepotrzebnie poprawiać, może zdarzyć się, że jego 

naturalne błędy mogą przekształcić się w złe przy- 
 

18 

19 

zwyczajenia bardzo trudne do poprawienia. Właś- 
nie dlatego, że rodzice często nie posiadają odwagi 

niedoskonałości, dzieci czynią ze wspólnych posił- 

ków doświadczenia bardzo nieprzyjemne dla wszy- 

stkich. Nie musimy zawsze krytykować, popra- 
wiać i karać, kiedy dziecko popełni jakiś błąd albo 

gdy postępuje w sposób niewłaściwy. Możemy 

czasem pozwolić mu krzyczeć, gdy zauważamy, że 

jego krzyki są mu potrzebne. Jeżeli opowiada 
kłamstwa, możemy zorganizować konkurs kto ma 

większą wyobraźnię. Sprawimy wielkie szkody, 

gdy interweniujemy niepotrzebnie w przypadkach 

dziecięcego bełkotu zdaniami typu: „Staraj się 
mówić wolniej" albo „Zastanów się najpierw, co 

chcesz powiedzieć". Bełkot jest środkiem dobrym 

i skutecznym dla dziecka. Wydaje się, że dziecko 

walczy z samym sobą, ale w rzeczywistości sposób 
ten służy mu do zdenerwowania nas. I znając ten 

skutek, musimy ciężko się napracować, żeby zrezy- 

gnowało z tej metody. Można by wymienić tutaj 

wiele innych zdań, które kryją w sobie strach 
przed niedoskonałością. Szczególnie niebezpiecz- 

ne, powodujące liczne konsekwencje, jest wyra- 

żenie tak często powtarzane: „Uspokój się". 

W chwili gdy je wypowiadamy, dziecko czuje się 
szczególnie źle. Ono wprawdzie pokazało swoją 

słabość, ale my jakby utwierdzamy je w niej. 

Przecież również my sami często jesteśmy zdener- 

20 

wowani i nikt nie powtarza nam nieustannie, że 
mamy być spokojni. W takich wypadkach nasze 

poprawianie może prowadzić do jeszcze większego 

zdenerwowania dziecka. 

Ażeby przezwyciężyć strach, potrzebujemy od- 
wagi. Ale gdzie ją znaleźć? Skuteczną metodą jest 

czynienie bardziej pozytywną naszej postawy wo- 

bec życia, bardziej pozytywnym widzenie rzeczy. 

Za każdym razem, gdy czynimy negatywne kon- 
statacje i podkreślamy negatywne strony naszych 

dzieci, musimy zdać sobie sprawę, że w ten sposób 

czynimy z nich nie osoby szczęśliwe, ale wiecz- 

ne beksy. Jeżeli dostrzegamy we wszystkim tylko 
aspekt rzeczy negatywny, to wydaje się naszym 

dzieciom, że znajdujemy radość w nieustannym 

narzekaniu na wszystko. Jeżeli są one dobrymi 

dziećmi, to znaczy, że chcą być dobre, i nie mogą 
zbyt wiele narzekać, gdyż takie postępowanie jest 

jedynie przygotowywaniem przyszłych depresji. 

Pożytecznym byłoby więc przypomnieć, że wszyst- 

ko posiada dwie strony medalu i nie ma takiej 
sytuacji, w której nie można znaleźć jakiejś dobrej 

strony. „To człowiek nadaje znaczenie rzeczom". 

background image

Istnieje również inna metoda, o której była 

mowa wcześniej. Do jakich celów możemy dążyć 

z naszym pesymizmem i widzeniem zawsze jedynie 
ciemnej strony rzeczywistości? Zauważenie błędu 

innej osoby może dać poczucie pewnego rodzaju 

21 

wyższości, gdyż wiemy coś lepiej od kogoś albo to 
my mamy rację. Rodzice mają trudności w za- 

akceptowaniu tej idei, dlatego, że uważają, iż ich 

krytyka pomaga dzieciom. Pesymiści jednak nie 

potrafią wierzyć w doskonałość ani rozwinąć od- 
wagi niedoskonałości. 

Mamy potrafią poprawiać wszystko, nawet spo- 

sób pozdrawiania dziecka. Kiedyś przyszła do 

mnie mała Klaudia i podała mi na przywitanie 
lewą rękę. Mama natychmiast upomina małą: 

„Ależ nie tak! Musisz to zrobić dobrze!" 

Kilka przyjaciółek opowiadało o swoich dzie- 

ciach. Jedna niezwykle dumna była z wyczynów 
swojego synka. Druga opowiadała jak szybko jej 

córka nauczyła się utrzymywać czystość. Trzecia 

referowała, że jej syn zanim poszedł do szkoły już 

umiał czytać: „Nauczył się wszystkiego sam". 
Jakie to dziwne, że wszystkie miały tak niezwykłe 

dzieci. 

W tysiącach sytuacji zwracamy uwagę naszym 

dzieciom, ażeby zachowywały się szczególnie do- 
brze, co miałoby je odróżniać od innych dzieci. 

Czy czyniąc to myślimy o szczęściu i dobru na- 

szych dzieci? Czy nie zależy nam bardziej na 

naszym prestiżu? Czy nie lękamy się, że inni mogą 
pomyśleć, iż jesteśmy złymi wychowawcami, mat- 

kami, które nie umieją wychowywać własnych 

dzieci, które nieustannie się mylą? Co jest ważniej- 

22 

sze? Czy udawać kogoś, kim się nie jest? Czy mieć 
szczęśliwe dzieci, które potrafią ufać swoim rodzi- 

com? Jeżeli nasze dzieci nauczą się od nas, że błędy 

i niedoskonałości nie pomniejszają wartości osoby, 

ale że popełnianie błędów właściwe jest dla rodza- 
ju ludzkiego, to możemy być pewni, iż nigdy nie 

załamią ich przeciwności losu. Będą wiedziały, że: 

„Nikt nie jest doskonały, nawet ja, ale następnym 

razem postaram się zrobić to lepiej". Dzięki od- 
wadze bycia niedoskonałymi, ich wysiłki mogą 

uczynić ich naprawdę bardziej doskonałymi. Takie 

dzieci nie wpadają w zdenerwowanie z powodu 

obowiązków czy zadań wszelakiego typu, nie ma- 
rzą o nierealnych rzeczach. Mały Felix uczył się 

gry na pianinie z bardzo mądrą nauczycielką, 

która poprosiła jego rodziców, by nie doglądali 

nieustannie syna, czy aby ćwiczy wystarczająco, 
i by go nie poprawiali, kiedy się mylił. Po dwóch 

latach Felix wyprzedził kuzyna, który rozpoczął 

naukę rok wcześniej. Grywał już utwory bardzo 

trudne, chociaż nie zawsze z taką samą perfekcją 
jak jego kuzyn. Kuzyn nie popełniał błędów, grał 

nawet bardzo poprawnie, ale jego matka wciąż 

background image

narzekała, że w domu każdego dnia, trzeba go 

namawiać, by ćwiczył regularnie. Jest to typowy 

przykład, który pokazuje, iż nie należy bać się 
niedoskonałości, gdyż strach nas paraliżuje, nato- 

miast odwaga pozwala nam robić postępy. 

23 

Lęk przed niedoskonałością ma szczególnie tra- 
giczne skutki w środowisku szkolnym. Posługując 

się terminami nieco uproszczonymi, nasze współ- 

czesne społeczeństwo kuleje na skutek starych 

uprzedzeń i wychowuje swoich synów według me- 
tod i celów archaicznych. We wszystkich krajach 

świata nie wydaje się odpowiednich sum na eduka- 

cję, gdyż uważa się, że bardziej pożytecznie pienią- 

dze można wydać w innych dziedzinach. W Niem- 
czech każdego roku wydaje się sześćdziesiąt mi- 

liardów marek na alkohol i tytoń. Buduje się 

również olbrzymie szkoły, ale szkoły te opanowa- 

ne są przez „starego ducha" edukacji. 
Zawód nauczyciela powinien być najważniej- 

szym zawodem w państwie, jednak współcześni 

nauczyciele zdegradowani zostali do roli przekazi- 

cieli wiadomości i informacji. Ministerialne pro- 
gramy nie pozwalają im na prawdziwe kształcenie 

swoich uczniów. Wiadomym jest, że nauczyciele 

dysponują ważnym instrumentem, grupą lub kla- 

są, dzięki któremu mogą bardziej niż rodzice 
wychowywać do poprawnego współżycia społecz- 

nego. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest to, 

że nauczyciele i rodzice oskarżają się o spowodo- 

wanie załamania współczesnej edukacji. Rodzice 
oskarżają nauczycieli, nauczyciele zaś rodziców 

o niezajmowanie się własnymi dziećmi. Jedni boją 

się drugich. I wszystko przechodzi na dzieci, które 

próbują się bronić we własnym zakresie. Najczęś- 

ciej nie współpracują, wprawiają w zakłopotanie 
rodziców i nauczycieli i widzą zawsze w drugim 

przeciwnika. Rodzice o szerszych horyzontach, 

którzy nie czują się odpowiedzialni jedynie za 

swoją rodzinę i swoje najbliższe otoczenie, mają 
odwagę bycia niedoskonałymi, mogą uwolnić swo- 

je dzieci z tego zamkniętego kręgu. Pozwalają oni 

swoim dzieciom na pełną odpowiedzialność w za- 

kresie szkoły i interweniują tylko wtedy, gdy dziec- 
ko prosi ich o jakąś informację lub małą pomoc. 

Nie uczą dzieci, że trzeba przynosić do domu 

dobre oceny, ale pomagają im znajdować przyjem- 

ność w samym uczeniu się. Mają odwagę szczerego 
przekonywania nauczycieli i nie boją się, że ci 

będą się odgrywać na ich dzieciach. I co bardzo 

ważne, nie boją się o przyszłość uniwersytecką 

swoich synów i córek, gdyż wiedzą, że do realizacji 
osobistej wcale nie jest konieczny sukces uniwer- 

sytecki. Jest wiele ważniejszych spraw od sukcesu 

materialnego. W ten sposób dzieci będą mogły 

zrozumieć, że nie zawsze należy stosować się do 
aktualnych tendencji społecznych, ale czasami 

trzeba podjąć ryzyko bycia niezbyt popularnym, 

background image

jeżeli celem jest większy generalny rozwój. Byłoby 

jeszcze wiele aspektów wychowawczych do przed- 

stawienia, aby pokazać jak ważna, jest odwaga 
bycia niedoskonałym i także świadomość, iż świat 

24 

25 

niekoniecznie musi się zawalić jeżeli popełnimy 
jakiś błąd. 

Na końcu zajmiemy się wychowaniem religij- 

nym. Alfred Adler definiował Boga jako „Naj- 

większą manifestację przedmiotu doskonałości". 
Praktykujący rodzice usiłowali zawsze wychować 

swoje dzieci na doskonałych wierzących, co naj- 

częściej wywoływało u tych ostatnich uczucie zbyt- 

niego nacisku w tak istotnej sprawie. I w takich 
okolicznościach dzieci często buntują się prze- 

ciwko temu stanowi rzeczy. Może to prowadzić 

również do buntu wobec samego Boga, któremu 

wewnętrznie się opierają, uczestnicząc w życiu re- 
ligijnym tylko zewnętrznie, ale gdy odejdą z kręgu 

rodzinnego, porzucają również religię. 

Innym typem tego rodzaju wychowania jest dziś 

bardzo rozpowszechniony „laissez-faire", przeci- 
wieństwo przymusu. Rodzice nie udzielają swoim 

dzieciom najmniejszego przygotowania w kwes- 

tiach religijnych. Boją się podejrzenia o nietoleran- 

cję i manipulację. Usprawiedliwiają się, mówiąc: 
„Nasze dzieci zdecydują same w przyszłości". Ale 

jak będą mogły wybrać Boga w przyszłości, jeżeli 

wcześniej nie otrzymały odpowiedniego przygoto- 

wania i przewodnictwa? 
Wychowanie doskonałe nie istnieje, ponieważ 

nie istnieją doskonali wychowawcy. Dlatego właś- 

nie naszym celem nie musi być uczynienie z na- 

26 

szych dzieci „świętych", ale ważniejszym jest uczy- 
nienie z nich osób przygotowanych do życia, 

wolnych i odpowiedzialnych. Osoby, które wierzą 

w siebie, w innych, w wartości duchowe i w nasze 

pryncypium, to znaczy w Boga. Są to uczciwi 
i inteligentni obywatele Królestwa Bożego, pro- 

mieniujący radością. Sloganem niniejszej książki 

powinno być stwierdzenie: „Potrzebujemy wiary 

w doskonałość i powinniśmy mieć odwagę bycia 
niedoskonałymi". 

ppjnhold Ruthe 

PROFESOR I STUDENTKA, 

CZYLI NIEDOSKONAŁOŚĆ 
W MAŁŻEŃSTWIE 

Oczywiście człowiek, którego przypadek opisu- 

ję poniżej nie jest profesorem, ani jego żona nie 

jest studentką. Jednakże te dwie koncepcje od- 
grywają bardzo ważną rolę w małżeńskim życiu 

państwa M. Para ta pobrała się dwa lata temu 

i szuka porady dla swego smutnego małżeństwa. 

Moje pierwsze spotkanie z panem M. odbyło się 
w dość nietypowy sposób. Moja sekretarka prze- 

kazała mi wiadomość, że pan M. chce się natych- 

background image

miast ze mną widzieć i jest to sprawa „najwyższej 

wagi". Potem przez telefon mówił do mnie pod- 

niesionym tonem: „Muszę natychmiast mówić 
z panem na temat mojego małżeństwa. Praw- 

dopodobnie kilka lat temu popełniłem fatalny 

błąd. Boję się, że nie ożeniłem się z właściwą 

kobietą. Myśl ta sprawia, iż fatalnie się czuję, gdyż 
nieustannie mam wątpliwości." 

29 

Ustaliliśmy datę spotkania. Pan M. chciał 

przyjść sam, żeby nie powiększać napięcia, któ- 
re trwa w ich małżeństwie od pewnego czasu. 

W ustalony dzień pan M. przyszedł do mojego 

gabinetu, upewnił się dokładnie, na którym krześle 

może usiąść i czy może zostawić płaszcz w przed- 
pokoju, zapytał również, czy aby nie poinformo- 

wałem jego żony o naszym spotkaniu i czy moje 

notatki mogłyby wpaść w niepowołane ręce. Po- 

tem wyciągnął i położył na biurku malutki notesik, 
oprawiony w skórę, i piękne pióro. Jego wygląd, 

od stóp do głowy, z włosami zwilżonymi brylan- 

tyną, był doskonały. Jego buty błyszczały jak lu- 

stro. Kanty jego szarych spodni były bez zarzutu. 
Pan M. miał 34 lata, ożenił się w wieku 32 lat i był 

z zawodu matematykiem. 

On: Jeżeli pan sobie życzy, opowiem panu moją 

historię od chwili, kiedy poznaliśmy się z moją żo- 
ną, do dzisiaj. Zrobiłem sobie wcześniej notatki, by 

przedstawić panu wszystko dokładnie. Nie mam 

najmniejszego zamiaru dyskredytowania mojej żo- 

ny i chciałbym uniknąć jakichś niedokładności. 
Ja: Proszę mi najpierw przedstawić swój pod- 

stawowy problem. 

On: Chętnie, ale jeżeli opowiem panu wszystko 

od początku będzie mógł pan sobie wyrobić bar- 

dziej precyzyjną opinię. 
30 

Ja: Czy macie dzieci? 

(Moje pytania, które przekraczają jego program, 

czynią, go nerwowym. Patrzy w swój notesik i kiwa 
się na krześle. Mięśnie jego twarzy delikatnie drżą. 

Koncentruje się jedynie na swoich refleksjach.) 

On: Widzi Pan, kiedy poznałem moją żonę 

dziesięć lat temu, a byliśmy narzeczeństwem 
przez osiem lat, byłem bardzo w niej zakocha- 

ny. Była dziewczyną świeżą, prostą, spontaniczną, 

szczerą, towarzyską i serdeczną dla wszystkich. 

Śmiała się i była pełna życia, podobała mi się 
bardzo. 

Ja: Ale potrzebował pan ośmiu lat by się jej 

oświadczyć. 

On: Tak to prawda. Na pewno chciałby Pan 
wiedzieć, jaki ja jestem. Inny, całkowicie inny. 

Jestem człowiekiem poważnym, wszystko rozwa- 

żam głęboko i muszę mieć całkowitą pewność, 

żeby podjąć jakąś decyzję. Kocham precyzję i inte- 
resują mnie cyfry również po przecinku. 

Ja: A pańską żonę nie za bardzo - prawda? 

background image

On: Dla mojej żony istnieją jedynie liczby za- 

okrąglone. 

Ja: Ona zaokrągla wszystko dla zasady czy 
przez pomyłkę? 

31 

On: Ona nie kalkuluje, i to właśnie doprowadza I 

mnie do desperacji. „Irmgard jest wolnym ptasz- I 
kiem" - mówi moja matka. I podoba mi się to 

określenie, gdyż dokładnie oddaje rzeczywistość. 

Ja: Przeskakuje z tematu na temat, to pan chciał 

powiedzieć? 
On: Dokładnie. Doprowadza mnie do rozpaczy, 

gdy w ciągu minuty porusza więcej niż jeden 

temat, nie kończy żadnego i nie zastanawia się 

głębiej nad żadnym. 
Ja: To znaczy opowiada wszystko w sposób 

niedokładny i powierzchowny? 

On: Termin: „powierzchowny" sam zapisałem 

w moim notatniku, nie chciałem go jednak użyć, 
gdyż wydaje mi się zbyt nieprecyzyjny. Ale tak 

jest w rzeczywistości. Mówi o pięciu minutach, 

gdy było ich dokładnie trzy, mówi o niezliczo- 

nych ziemniakach, kiedy można je było dokładnie 
policzyć. Uważa, że kupiła sukienkę rok temu, 

kiedy ja dokładnie wiem, iż to tylko cztery i pół 

miesiąca. 

Ja: Mówiąc krótko, pańska żona nie przepada 
za precyzją, prawda? 

On: Czasami wydaje mi się, że to przez czystą 

złośliwość. Wydaje mi się, że jej brak precyzji jest 

32 
prowokacją w stosunku do mnie. Czasami staje się 

dla mnie oczywistym, że ona ze mną walczy. 

Ja: Czyli pańska żona wydaje się panu powierz- 

chowna i niedokładna w szczegółach? 

On: (odpowiadając z wyraźną trudnością) Pro- 
szę mi wybaczyć, ale wydaje mi się, że odczuwam 

to nawet fizycznie. Nie można zawsze poprawiać. 

Nie można zawsze grać za pomocą faktów i liczb. 

Niech tylko pan pomyśli, co mogłoby się stać z prze- 
mysłem albo z techniką gdyby zabrakło precyzji. 

Ja: Pan kocha precyzję, pańska żona zaś wyjątki. 

On: Powiedział pan słowo bardzo odpowiada- 

jące rzeczywistości właśnie słowo „wyjątek" jest 
ulubionym wyrażeniem mojej żony. Dla mnie to 

słowo jest kwintesencją całkowicie mylnego sposo- 

bu myślenia i życia. 

Zauważyłem, że pan M. jest bardzo skoncen- 
trowany i rozważa w sobie każdą odpowiedź. 

Osiem dni później przyszli do mnie mąż i żona 

razem. Chociaż ustaliliśmy z panem M., że jego 

żona przyjdzie sama, żeby mogła bardziej swobod- 
nie wyrazić swoje problemy i pragnienia. 

Ja: Widzę, że zmieniliście plan i przyszliście razem. 

Ona: Nie zmieniliśmy planów, mój mąż tak zade- 

cydował. On zawsze zdąża prosto do swojego celu. 
33 

on: (ojcowsko i pojednawczo) Irmgard. 

background image

Ona: (rzucając ostre spojrzenie) Pan wie z je- 

go ścisłą logiką przekonał mnie, że powinniśmy 

przyjść razem. Ale może pan być spokojny i tak 
powiem to, co myślę. Zostałam upewniona, że tu- 

taj można powiedzieć naprawdę to, co się uważa. 

On: (przybliża się do żony i próbuje ją uspo- 

koić) Irmgard! 
Ona: Daj mi spokój! (Zwracając się do mnie): 

Proszę mi  szczerze  powiedzieć,  czy można  tu 

mówić to, co się uważa? Mój mąż kocha mówić. 

Jest niedoszłym profesorem. Ale samo mówienie 
to jeszcze nic.  Czasami już go po prostu nie 

słucham. On natomiast jest tak precyzyjny, że 

podzieliłby jeden centezim na dziesięć dalszych 

części. Dla niego jestem osobą najbardziej nie- 
doskonałą na powierzchni ziemi. Pewien zbiór 

niekoherentnych części od głowy do stóp. Stu- 

dentka ze słabej szkoły. Nie jestem precyzyjna 

w pracy. Nie jestem refleksyjna i cokolwiek mó- 
wię, zawsze mu to nie odpowiada. Raz mylę datę, 

a innym razem ilość, jeszcze innym razem po 

prostu przesadzam. 

On: (przerywa jej) Ależ Irmgard, musisz przy- 
znać, że to prawda. Przecież jestem ekstremalnie 

uczciwy i ostrożny to znaczy nie dramatyzuję. 

34 

Ona: Tylko powiedz że kłamię! Tak, twój roz- 
sądek i ostrożność. Jeżeli chodzi o twoją ostroż- 

ność. Jest tak ostrożny, że potrzebował dziesię- 

ciu lat, by się ze mną ożenić i jeszcze teraz nie 

jest do końca pewny własnej decyzji. Proszę mi 
wierzyć, on nie ufa nawet samemu sobie. Do 

podjęcia najdrobniejszej decyzji potrzebuje wiecz- 

ności. (Patrząc na męża): W domu mi na pewno 

powie: „A wiesz, Irmgard, ile to jest wieczność?" 

On to wie. 
Ja: I jest całkowicie zadowolony, że może zna- 

leźć optymalne rozwiązanie. 

Ona: Tak pan myśli? Nie, wcale nie, przeciwnie, 

panikuje, gdy nie może wykluczyć błędu. Mogę to 
wyjaśnić za pomocą małego przykładu. Na końcu 

każdego miesiąca liczy wszystkie przychody i roz- 

chody na kalkulatorze. Kiedy zaś nie ufa kal- 

kulatorowi, co zdarza się raczej często, liczy wszy- 
stko ręcznie. I reaguje w sposób niemożliwy do 

zniesienia, gdy brakuje chociaż stu lirów. 

Zaznaczę, że w czasie naszej rozmowy dokładnie 

notowałem wypowiedzi moich rozmówców, a więc 
większość przytoczonych myśli jest autentyczna. 

To, czego nie zdążyłem zanotować w czasie roz- 

mowy uzupełniłem po jej zakończeniu. W szcze- 

gólności wypowiedzi żony. 
35 

 

Małżeństwo jako gra 

Pani i pan M. w rzeczywistości prowadzą grę. 
Czynią to, bardzo poważnie wzajemnie się raniąc. 

Można by myśleć, iż „profesor" jest bezdyskusyj- 

background image

nym panem sytuacji. Ale nie jest tak w rzeczywi- 

stości. „Studentka" posługuje się metodami od- 

ważnymi, na które nie może sobie pozwolić „pro- 
fesor", gdyż to naraziłoby go na utratę reputacji. 

On jest zdeterminowany zachowywać określone 

reguły. Ona natomiast nie ma nic do stracenia. 

Profesor przeciwko studentce 
Dwa typy postępowania to pewien program. 

Styl życia obojga małżonków nie mógłby być 

przedstawiony w bardziej skrótowej formie. „No- 

men est omen" (imię jest przesłar iem). Również 
w tym przypadku. Role są ustalone, typ zachowań 

i odpowiednia broń zostały zdefiniowane. Każdy 

korzysta z własnego arsenału, zrobionego na uży- 

tek przeciwnika. On domaga się dokładności, pre- 
cyzji, perfekq'onizmu. Ona natomiast domaga się: 

niedokładności wyjątków i słabości w zachowaniu 

i postępowaniu. Każdy zna słabe punkty przeciw- 

nika i w nich właśnie zanurza swoją broń. On 
posługuje się swoją bronią z dokładnością jak 

gentleman, ona bardziej niedbale zadaje ciosy. 

36 

Perfekcjonizm przeciwko wielkości ducha 
Pan M. jest typowym perfekcjonistą, który 

pragnie żyć bezbłędnym życiem. Rozpoczynając 

od jego wyglądu zewnętrznego można dostrzec 

jego dokładność. Od stóp do głowy bez żad- 
nej plamki. On chce być czysty i musi taki być... 

na zewnątrz i wewnątrz. Dla niego nieporzą- 

dek jest czymś więcej niż tylko złą jakością. 

Nie tylko burzy poprawne relacje ludzkie, ale 
czyni z całego życia jeden wielki chaos. Wąt- 

pliwość, że ożenił się z niewłaściwą kobietą wpro- 

wadza go w złe samopoczucie. Budzi się w środ- 

ku nocy i wyobraża sobie możliwe katastrofy, 

które mogą wyniknąć z ich nieudanego mał- 
żeństwa. Ulubionym słowem jego żony jest sło- 

wo wyjątek. On natomiast przyjmuje je jako 

obrazę, jako osobiste wyzwanie, jako dyskredy- 

tację swojego stylu myślenia i pracy. Oboje zor- 
ganizowali sobie grę doskonale zrównoważoną. 

Im bardziej on mówi w sposób świadomie do- 

skonały, tym bardziej ona stara się wyprowa- 

dzić go z równowagi. To właśnie sprawiło, że 
można ją zakwalifikować do kategorii „studen- 

tek". Gdyż czyni użytek ze swojej inteligencji, 

by zadawać swemu mężowi „prawdziwe" rany 

niedoskonałości. 
37 

Stałość przeciwko elastyczności 

On stara się konsekwentnie zachowywać wła- 

sne przekonania. Definiowanie jako stałe zacho- 
wanie pana M. byłoby eufemizmem. Od pierw- 

szych minut naszego spotkania można było za- 

uważyć jak  bardzo  gubi  się  on we własnych 

myślach. Przygotował całą historię, którą mu- 
siał mi opowiedzieć, dotyczącą jego samego i żony. 

Wyrysował w swoim notesie schemat rozwoju 

background image

naszej rozmowy i starał się go zachować za wszel- 

ką cenę. Odrzucał każde pytanie, które burzy- 

ło jego porządek. Jeżeli jego plan nie był reali- 
zowany, to wprowadzało go to w zdenerwowa- 

nie.  On sam wiedział, w jaki sposób najlepiej 

może przedstawić mi swoje małżeństwo. Niepo- 

kój i wzburzenie skłaniają współrozmówcę do 
bycia łagodnym. Ze swoją żoną wykorzystywał 

tę technikę prowadzenia dialogu przez długi czas. 

Przez pierwsze dwie godziny postępował tak rów- 

nież ze mną. Ten typ „komunikacji ograniczo- 
nej", która ciąży na całej rozmowie, prowadzi 

ze wszystkimi rozmówcami. On decyduje o tema- 

cie, o kierunku, rozwoju, a nawet o zakończe- 

niu rozmowy. Z miłości własnej pani M. bawiła 
się w tę grę przed swoim małżeństwem i rok 

po nim. Ona jest typem całkowicie innym, nie 

przegapi żadnego punktu zaczepienia. 

Odpowiedzialność przeciwko nieodpowiedzialności 
On musi poprawiać i przywoływać do porządku 

wszystko i wszystkich. Dlatego przyszedł razem ze 

swoją żoną, gdyż uważał że ona jest niezdolna do 

poprawnego przedstawienia wszystkich trudności 
i problemów ich małżeństwa. Ona mogłaby jedy- 

nie „pokomplikować sprawę dodatkowo". Przy- 

szedł więc również i on, by mieć kontrolę nad 

sprawą. Z innego punktu widzenia cierpi bardzo 
pod ciężkim brzemieniem odpowiedzialności. Nie 

można na tym strasznym świecie - mówi - przyj- 

mować odpowiedzialności rodzicielskiej. Całe no- 

ce rozmyśla: jak możliwym jest, by wprowadzić 
dziecko w dorosłe życie bezproblemowo. Jak do- 

tychczas nie chce mieć żadnych dzieci. Przyjmuje 

na siebie odpowiedzialność za wszystko. Reaguje 

neurotycznie na myśl o tym. Jego wszelkie cier- 

pienia są krzykiem ostrzegawczym, gdyż jego żona 
bierze wszystko zbyt lekko, a nawet można powie- 

dzieć, że niczym się nie przejmuje. Jego sztywność 

ma pokazywać jego wewnętrzną surowość - jak 

mówi jego żona. Jego skłonność do doskonałości, 
poprzedzona jest sensem odpowiedzialności za 

wszystko, natomiast jego żona odpowiada kom- 

pletną nieodpowiedzialnością. „Gdyż musimy 

oboje cierpieć, gdy jedno z nas czyni wszystko" - 
komentuje. 

38 

39 

Dwa przeciwne style życia 
Żona naszego skrupulatnego matematyka jest 

bardzo szybka w podejmowaniu decyzji i w oce- 

nianiu. Trudności jej męża w podejmowaniu decy- 

zji są przez nią wyjaśniane jednym zdaniem. „Jest 
tak ostrożny, że potrzebował dziesięć lat żeby się 

ze mną ożenić i nie jest jeszcze pewny". Perfek- 

cjonizm jest dla naszego matematyka brzydką grą, 

która nie pozwala mu spać. Każda decyzja kosz- 
tuje go wiele czasu i energii. Nie chce uczynić 

błędu z którego potem musiałby się wycofywać. 

background image

Dlatego najczęściej odkłada decyzję i wszystko 

rozważa raz jeszcze. Jego żona podejmuje decyzje 

niedbale i w pośpiechu. Jeżeli powstają z takiego 
postępowania jakieś szkody, to on bierze za nie 

odpowiedzialność i doprowadza wszystko do po- 

rządku. Innym oskarżeniem które najczęściej kie- 

ruje pod jego adresem jest zdanie: „Każdą decyzję 
podejmuje wiecznie". Odnosi się to najczęściej do 

wszystkich spraw życia codziennego. Gdyby ona 

nie działała, wiele problemów pozostałoby nieroz- 

wiązanych i delikatny mechanizm życia codzien- 
nego zostałby uszkodzony. Jednak szybkie decyzje 

małżonki kończą się ciężkimi krytykami małżon- 

ka. On widzi jedynie błędy i widzi niedociągnięcia, 

on wie, gdzie można by kupić daną rzecz taniej. 
On cierpi, gdy widzi jak marnowane są pieniądze 

na zakupy niepotrzebne i nieużyteczne (według 

iego własnych reguł oczywiście). On natomiast 

zajmuje się rzeczami drugorzędnymi z iście perfek- 
cjonistyczną doskonałością, jak na przykład wcze- 

śniej wspominane miesięczne rozliczenie przycho- 

dów i dochodów, na które poświęca całe noce, 

licząc z dokładnością do 100 liro w. 
Terapia pary małżeńskiej 

Para małżeńska, o której była mowa powyżej, 

przez rok i pięć miesięcy uczestniczyła w specjal- 

nych spotkaniach poruszających ich problemy. 
Koniecznych było wiele osobnych rozmów z pa- 

nem M., gdyż spotkania trzyosobowe nie zdawały 

egzaminu. Wzajemna walka przybierała formę, 

która blokowała racjonalne współżycie. Kobieta 
przyjmowała każdą oznakę krytyki czy niezado- 

wolenia za objaw pouczania czy złego traktowania 

i momentalnie przechodziła do kontrataku. Czuła 

się wobec niego jak uczennica i w konsekwencji 

wykorzystywała każdą metodę, gdyż nie miała nic 
do stracenia ze swej reputacji. Krzyczała, tupała 

nogami i obrażała go wulgarnymi wyrażeniami, 

a w łóżku zostawiała go zmrożonego z otwartymi 

ustami, gdy próbował przybliżyć się do niej. 
Kiedy jednak pan M. próbuje okazywać się 

upartym w swoim sposobie życia, żona jego, która 

40 

41 
uczyniła z elastyczności program swojego życia, 

natychmiast jest gotowa do ponownego rozpo- 

częcia walki. Podstawowym problemem męża jest: 

„Boję się, że nie ożeniłem się z właściwą kobietą". 
Biorąc pod uwagę również jej sposób życia, na 

podstawie tego wszystkiego, co razem ustaliliśmy, 

mogę stwierdzić, że istotnie ożenił się z niewła- 

ściwą kobietą. 
On: Myśli pan więc, że ożeniłem się z niewła- 

ściwą kobietą? 

Ja: Jeżeli pan nadal uważa swój sposób życia za 

jedynie słuszny, to wydaje mi się, że tak. 
Jak dotychczas rodzice, przyjaciele i wszyscy 

bliscy, do których zwrócił się w tej sprawie od- 

background image

radzali mu separację, zachęcali go do kolejnych 

prób przezwyciężenia kryzysu, gdyż uważali jego 

żonę za osobę sympatyczną, uczciwą i otwartą. Ja 
natomiast odrzuciłem tę słodką grę serwowaną mu 

przez jego rodzinę i od razu terapia zaczęła przy- 

nosić swoje pierwsze owoce. Ciągle mu powtarza- 

łem i dawałem mu sposobność do zastanowienia 
się nad stwierdzeniem, iż to jego sposób życia 

skłania go do tej myśli, że ożenił się z niewłaściwą 

kobietą. Powiedziałem, żeby się nad tym zasta- 

nowił i ostatecznie poinformował mnie, czy chce 
kontynuować terapię. 

42 

Osiem dni później przyszedł do mnie pan M. 

; powiedział, że chciałby kontynuować terapię 
pary i pragnąłby zmienić swój styl życia. Nagle 

jrdał sobie sprawę z tego, że ma problemy również 

w pracy i w relacjach z ludźmi w ogóle. Jego 

skłonność do perfekcjonizmu jest powodem nie- 
porozumień z przyjaciółmi, znajomymi i kolega- 

mi. Jeg° forma fizyczna jak na mężczyznę w wieku 

34 lat jest poniżej średniej. Jego internista kręci 

głową i twierdzi, że jego mięśnie są bardzo napięte 
i potrzebują rozluźnienia. 

W czasie kilku spotkań przeprowadzanych we 

troje mówiliśmy o różnicach charakteru. Oboje 

zgadzali się, że doskonałość i wielkość ducha nie 
mogą być opisane bardziej albo mniej, ale stano- 

wią schematy wzajemnego oddziaływania i metody 

samoakceptacji osobowej, w których każdy uważa 

za słuszne własne zasady a niewłaściwe drugiej 
osoby. Gdy to sobie wyjaśniali, zauważyłem jak 

nagle żona zrozumiała męża. Nagle poczuła się 

dowartościowana, położyła swą rękę na jego 

w mojej obecności. Pani M. zrozumiała, że miała 

w mężu odbicie doskonałości, które ją całkowicie 
onieśmieliło. 

Pani M. zrozumiała, że posługiwała się swoimi 

atakami, ażeby obnażyć nieludzkość męża. „Będąc 

słabszą, nie zamierzałam milczeć, w przeciwnym 
razie upokorzyłabym się" - powiedziała w czasie 

43 

pewnego spotkania. Akceptowała swoją rolę żony, 

matki i kochanki niedoskonałej i gorszej. Potrzeb- 
nych było wiele godzin wspólnych konsultacji, 

ażeby wyeliminować to dziwne poczucie niższości, 

które sama sobie stworzyła. Pani M. zdała sobie 

sprawę z własnej niedoskonałości w stosunku do 
doskonałości własnego męża. „Mam możliwość, 

aby jej pomóc" - mówi pan M. Pani M. na no- 

wo odżyła. W takim stopniu, w jakim powiększa 

się jej znajomość samej siebie, pomniejsza się 
w niej skłonność do niekontrolowanych ataków. 

Nie przejawia już żadnych skłonności neurotycz- 

nych, może więc łatwiej od swojego męża rozwijać 

nowe schematy postępowania. Często poruszamy 
razem problemy dnia codziennego, aby poszerzyć 

gamę możliwych rozwiązań. Pan M. „był" w spe- 

background image

cyficznym tego słowa znaczeniu. Widział rzeczy 

tylko w jednym aspekcie i sam się ograniczał. 

Dążył do doskonałości i w niej widział jedyną 
swoją drogę. Przechodziliśmy razem nad rozwią- 

zaniami nie zawsze doskonałymi, ale możliwymi 

i dobrymi. W czasie tych ostatnich sześciu miesięcy 

wspólnych poszukiwań pan M. zaczął śmiać się 
i autoironicznie dystansować od swojej ideologii 

perfekgonistycznej. Razem poszukiwaliśmy for- 

muł, które czyniły rozwiązania niedoskonałe bar- 

dziej stosownymi w życiu. Żona podarowała mu 
trzy słowa wydrukowane czcionką artystycznie 

44 

doskonałą wykonaną przez pewnego rzemiesinuca. 

On zdołał śmiać się z tego serdecznie i uznał to 
wydarzenie za ważny element w procesie przemia- 

ny swego stylu życia, 

pani M. oczekuje teraz dziecka. Kiedy mówiła 

0  tym w czasie jednego ze spotkań we troje, po 
roku konsultacji, mąż spoglądał na nią szczęśliwy. 

Żadnej niepewności we wzroku, żadnych wątpli- 

wości, że ciąża może być jakimś wielkim błę- 

dem. Nie jest już niepewny swoich uczuć do żo- 
ny. Rodzicielstwo świadome reprezentuje ważny 

punkt oddalenia od perfekcjonizmu. Pan M. ak- 

ceptuje niedoskonałość swojej żony i niedoskona- 

łość tego świata, na którym wiele par pragnie 
urodzić i wychować własne dzieci. Reaguje bez 

paniki i bez wątpliwości. Akceptuje ryzyko i mó- 

wi, że „my dwoje tego dokonamy". Nieświadomie 

akcentuje słowo „my". Może teraz dzielić bóle 
1 niepewności. 

Pani M. nie straciła nic ze swojej pierwotnej 

odwagi. Rzeczą najpiękniejszą, którą powiedziała 

do męża w czasie jednego z ostatnich spotkań 

było: „Dziękuję ci za to, że pozwoliłeś mi na nowo 
stać się bytem ludzkim." Uczennica przekształciła 

się w byt ludzki z krwi i kości z własnymi błędami 

i słabościami, który jest godny prawdziwej miłości. 

Małżeństwo, które oparte było na walce, prze- 
tworzyło się w małżeństwo oparte na integracji, 

45 

gdyż każdy akceptuje silne punkty drugiej osoby, 

Matematyk w większej części zmienił swoje przy- 
zwyczajenia profesora. Jest nadal pracownikiem 

dokładnym, precyzyjnym i świadomym, ale jest 

również osobą, która nauczyła się, że mylić się jest 

rzeczą ludzką, a błąd nie jest katastrofą i nie za- 
kłada złej woli. 

fjprmann Hobmair 

ODWAGA BYCIA 

NIEDOSKONAŁYM 
W PRZYJAŹNI 

W naszym społeczeństwie przyjaźń straciła wie- 

le ze swej ważności we współżyciu ludzi. Robert 

Brain, autor książki Przyjaźń i miłość, dostrze- 
ga w tym pewne niebezpieczeństwo, według jego 

obserwacji, przyjaźń, która trwałaby całe życie 

background image

jest charakterystyczna dla rodzaju ludzkiego. Lu- 

dzie mają potrzebę więzi z przyjacielem i małżeń- 

stwo nie może tego zastąpić. Przyjaźń istnieje tam, 
gdzie jest szacunek i głębokie zaufanie pocho- 

dzące z wzajemnego zrozumienia. Trzy znaki od- 

różniają przyjaźń, jak twierdzi angielski socjolog 

G. D. Suttles, od wszystkich innych relacji ludz- 
kich: ma za podstawę równorzędność partnerów, 

rodzi się ze spontanicznej woli i ma charakter 

absolutnie personalny. Można mieć zaufanie do 

przyjaciela, można liczyć na niego, to są bez wąt- 
pienia zasadnicze cechy fenomenu przyjaźni. Jeżeli 

47 

mówimy tutaj o zaufaniu, rozumiemy przez t< 

możliwość mówienia z przyjacielem o rzeczacl 
intymnych i osobistych, bez lęku, że przyjacie 

lub przyjaciółka pójdzie opowiedzieć je komuś 

Dyskrecja i zdolność zatrzymania dla siebie tego 

co zostało powierzone przyjacielowi, są bardzo 
ważnymi czynnikami relacji przyjaźni. 

Szczęście lub nieszczęście w życiu zależą od 

zdolności zrealizowania lub niezrealizowania przy 

jaźni. Bardzo trudnym byłoby rozwiązanie tego 
problemu - wszystko zależy od indywidualnego cha- 

rakteru danej przyjaźni. Dlatego właśnie tak waż- 

na jest odwaga bycia niedoskonałym, by przyjaźń 

mogła być udana. Potrzebujemy odwagi zaakcepto- 
wania w nas naszej niedoskonałości, i bycia oso- 

bowością autonomiczną. Jest niewiele osób, które 

potrafią po prostu być sobą, wszyscy inni najeżę 

ściej nie są zdolni, by pojmować samych siebie ja- 
ko indywidualności jedyne i szczególne, by odkryć 

i zaakceptować własne zachowania, myśli i uczucia 

Boją się bycia sobą. Gdyż bycie osobowością auto- 

nomiczną oznacza również czasami niezgadzanie 

się z ogólnie panującymi stereotypami i wyobraże- 
niami społecznymi, również z wyobrażeniami i ocze- 

kiwaniami naszych przyjaciół. Tylko wtedy, gdy 

jakiś byt ludzki akceptuje siebie samego takim, ja 

ki jest (we własnej niedoskonałości) możliwym jest 
ustalenie relacji przyjaźni w atmosferze zaufania 

48 

; wzajemnego zrozumienia, również w sytuacjach 

problematycznych i konfliktowych. Erik Blumen- 
thal w jednej ze swoich książek pisze: „My po- 

lecamy wszystkim, by zaakceptowali siebie. Wy- 

chodzę z założenia, że jestem wystarczająco do- 

bry, aby czynić to, co mogę, czy to jest wy- 
starczające w danym momencie nie ma znacze- 

nia, gdyż jeżeli poświęcam całą moją energię ce- 

lowi, który chcę osiągnąć i nie walczę ze sobą 

samym, wcześniej albo później odnajdę się w sta- 
nie miłości. Rozpoczynamy od tego, co naprawdę 

możemy uczynić, by przybliżyć się do upragnio- 

nego celu". 

Akceptacja siebie samych powoduje również 
akceptację własnych uczuć i pragnień, gdyż tylko 

w ten sposób możliwe jest zrozumienie siebie sa- 

background image

mych i innych jako indywidualności. Lutz Schwa- 

bisch i Martin Siems piszą w ich Anleitung zum 

sozialen Lernen fur Paare, Gruppen und Erzieher: 
„Ten, kto bezwarunkowo akceptuje własne uczucia, 

nie pomiesza innych z własnymi słowami, gdyż bę- 

dzie w stanie jasno wyrażać własne opinie, jak 

również rozwiązywać problemy, które pojawiają 
się w życiu. W wielu przypadkach jednak zostaliśmy 

wychowani, ażeby ukrywać własne uczucia i tłu- 

mić je. Nie akceptujemy bycia zadowolonymi, gdy 

nie ma tego wyraźnej przyczyny. Nie akceptujemy 
naszego zdenerwowania gdy uważamy, że nie ma 

49 

powodu, by być zdenerwowanymi. Próbujemy więc 

być nieświadomymi tych uczuć. W świecie tym 
jednak nie zdołamy rozwiązać naszych proble- 

mów, gdyż nie potrafimy zwyciężyć naszych wła- 

snych uczuć". Zapomnijmy więc o mylnej teorii, 

iż nie należy doświadczać pewnych uczuć, gdyż 
w przeciwnym razie nieustannie będziemy szkodzi- 

li sobie samym i naszym relacjom z innymi. 

Inną „normą" szeroko rozpowszechnioną, któ- 

ra jedynie szkodzi naszemu rozwojowi i naszym 
kontaktom międzyludzkim, jest wola czynienia 

wszystkiego w sposób doskonały i omijanie jakie- 

gokolwiek błędu. Poświęcamy wiele czasu i ener- 

gii, żeby być doskonałymi w naszej przyjaźni. 
W rzeczywistości chodzi o to, że nie jesteśmy 

zdolni zaakceptować siebie takimi, jakimi jesteś- 

my, chcemy po prostu być innymi. Erik Blumen- 

thal mówi na ten temat: „Bycie bytami ludzkimi 
oznacza popełnianie błędów. Dopóki będziemy 

usiłowali postępować bezbłędnie, dopóty nie bę- 

dziemy czynili nic innego jak zniechęcali samych 

siebie, gdyż nigdy nie zdołamy tego uczynić. Is- 

totowo nie jesteśmy perfekcjonistami". Nie jest 
więc ważnym nieczynienie błędów, ale przetwarza- 

nie błędów większych w mniejsze. Jest to kwestia, 
do której jeszcze powrócimy. Odwaga bycia niedo- 

skonałym oznacza również odwagę nie bycia pew- 
nym. Kto usiłuje zawsze odpowiedzieć na prag- 

50 

nienia i na idee społecznego partnera, odczuwa 

głęboki sens bezpieczeństwa, omija w ten sposób 
liczne upokorzenia i znajduje uznanie. To prag- 

nienie bezpieczeństwa przeszkadza nam w uznaniu 

oas samych za byty jedyne i szczególne, które 

mogą ostatecznie ewoluować. Bezpieczeństwo jest 
zawsze powiązane z brakiem wolności, natomiast 

wybór autonomicznej drogi daje nam wolność, ale 

żadnego bezpieczeństwa. 

Dążenie do bezpieczeństwa jest zawsze połączo- 
ne, jak naucza Alfred Adler twórca psychologii 

indywidualnej, ze strachem pozostania w osamot- 

nieniu przez brak akceptacji społecznej. Lęk ten 

skłania nas do odwracania się przed szczególnymi 
wymaganiami współżycia międzyludzkiego, jest 

ważnym motywem skłaniającym nas do omijania 

background image

osób lub sytuacji, które mogłyby szkodzić naszej 

osobie. Unikając jednak wszystkich sytuacji, które 

uważane są za niebezpieczne, omijamy również 
wiele możliwości. Lutz Schwabisch i Martin Sietns 

piszą na ten temat: „W ten sposób pozbawiamy się 

pozytywnych doświadczeń, gdyż możliwymi są 

doświadczenia, które nie pociągną za sobą oczeki- 
wanych przykrych konsekwencji. Nie zgadzamy 

się na pokazywanie wielu naszych zachowań i od- 

rzucamy wiele relacji z innymi osobami, gdyż 

boimy się. Człowiek jedynie w momencie, gdy jest 
relatywnie wolny od strachu, może poszerzyć za- 

51 

kres swoich doświadczeń i zrealizować się". Roz- 

poczynając od tych rozważań zajmiemy się teraz 
rozwiązywaniem konfliktów, które powstają w ka- 

żdej przyjaźni. Z powodu lęku przed przykrymi 

doświadczeniami najczęściej nie chcemy zaakcep- 

tować i rozpoznać rodzących się konfliktów, sta- 
ramy się raczej pomniejszyć ich znaczenie. W ten 

sposób problemy nie są rozwiązywane, a jedynie 

oddalane. Ale to właśnie z nierozwiązanych pro- 

blemów, których również nie zawsze jesteśmy świa- 
domi, rodzą się przeszkody w naszych relacjach 

z przyjaciółmi. Najlepszym sposobem na rozwią- 

zywanie konfliktów jest mówienie o nich otwarcie, 

uczciwie i osobiście z przyjacielem czy z przyjaciół- 
ką. Problemy i konflikty zawsze są rozwiązywane 

we wspólnej rozmowie w atmosferze równości. 

Ważnym jest, by rozwiązanie danego problemu 

było korzystne dla obydwu przyjaciół. Tylko w ta- 
kim wypadku możliwa jest harmonijna relacja 

przyjaźni trwająca długi czas. 

Zostało już mniej więcej zaakcentowane, co jest 

ważne dla pomyślnej przyjaźni: sprawą podstawową 

jest przekroczenie samego siebie. Mogę jednak to 
uczynić tylko wtedy, gdy potrafię powiedzieć co nie 

podoba mi się w przyjaźni. Jeżeli przyjmie się taki 

sposób postępowania, to można poprawić nie tylko 

wiele rzeczy, ale również samych siebie. Erik Blu- 
menthal nazywa to: „polityką małych kroków" to 

52 

znaczy przetwarzaniem większych błędów w błędy 

mniejsze. „Popełniłem na przykład jakiś błąd, ale 
nie ma powodu, żeby się denerwować. Ostatecznie 

jestem tylko człowiekiem. Następnym razem jed- 

nak spróbuję zrobić to lepiej. Ten krok w kierunku 

poprawy nie może być zbyt wielki. Kiedy uda mi 
się  osiągnąć jakiś  cel,  powinienem  cieszyć  się 

z tego jak z sukcesu. Tylko w ten sposób możliwe 

jest wprowadzenie w ruch pozytywnej spirali roz- 

woju. Mały krok zachęca mnie do dalszej pracy 
i do dalszych sukcesów." Nie jest więc ważnym 

omijanie błędów,  ale nieustanne  przetwarzanie 

błędów większych w mniejsze. W czynieniu tego 

musimy zawsze zdawać sobie sprawę, że z natury 
nie jesteśmy doskonali. Nie możemy wykluczyć 

wszystkich błędów i słabości. Mamy potrzebę z je- 

background image

dnej strony pełnej akceptacji tego, czego nie może- 

my zmienić, a z drugiej strony zachęty do po- 

prawiania tego, co może być zmienione. Musimy 
zdobyć się na odwagę, by pozostać niedoskonały- 

mi w niektórych sytuacjach, by stać się takimi we 

wszystkim, co jest istotne dla doskonałej przyjaźni. 

W czasie przeprowadzania pewnej ankiety na 
temat wartości i znaczenia przyjaźni w życiu ludz- 

kim wielu socjologom  odpowiadano w sposób 

następujący: „Z przyjacielem można być samym 

sobą, nie ma potrzeby wymieniania w sobie jakiejś 
części, czy nieustannego noszenia maski". W tej 

53 

odpowiedzi ujawnia się podstawowa cecha przy- 

jaźni: zaufanie. 
Istnieje ścisłe powiązanie pomiędzy zaufaniem 

a odwagą bycia niedoskonałym, często udajemy 

przed naszymi przyjaciółmi i ukrywamy prawdę 

dlatego, że wstydzimy się naszej niedoskonałości 
i nie chcemy zaakceptować pewnych odczuć i pew- 

nych negatywnych doświadczeń. O ile jednak ktoś 

próbuje ukryć przed sobą samym i przed swoim 

partnerem społecznym prawdę, tym bardziej po- 
pada w zaburzenia psychiczne i neurotyczne. Od- 

waga bycia niedoskonałym domaga się również 

odwagi bycia szczerym. Przyjaźń wtedy będzie 

satysfakcjonująca dla obydwu partnerów, gdy nie 
będzie się ukrywała pod osłoną póz i masek, gdy 

nie będzie nic ukrywała i dawała do zrozumie- 

nia, ale gdy wzajemna relaq'a wyrażana będzie 

w sposób możliwie szczery, otwarty, z ujawnia- 
niem własnych pragnień i uczuć, w atmosferze 

autentycznej równości. Często nie zdajemy sobie 

sprawy z tego, że komunikujemy naszym przyja- 

ciołom pewne informacje w sposób ukryty zamiast 

otwarty i prosty. Na przykład mówimy czasami: 
„Ty dzisiaj jesteś niewrażliwy." Gdybyśmy chcieli 

wyrażać się w sposób bezpośredni powinniśmy po- 

wiedzieć: „Potrzebuję dzisiaj większego zrozumie- 

nia z twojej strony". „Forma niebezpośrednia 
według Lutza Schwabischa i Martina Siemsa daje 

54 

tylko pozorną korzyść, gdyż nikt nie może przypi- 

sać nam naszych uczuć. Stajemy się w ten sposób 
nietykalnymi i obciążamy innych naszymi niepo- 

wodzeniami". I dalej:  „Wielkim ryzykiem tego 

typu komunikagi niebezpośredniej jest, że czyni 

ona niemożliwą otwartą dyskusję na temat pro- 
blemów i konfliktów oraz uniemożliwia autentycz- 

ną wymianę uczuć. Społeczni partnerzy nie mogą 

w ten sposób zdać sobie sprawy ze swych odmien- 

nych sposobów odczuwania i rozwiązania proble- 
mów stają się jeszcze trudniejsze. Wyrażanie uczuć 

negatywnych w sposób niebezpośredni może być 

również interpretowane jako sposób oskarżania 

drugiej osoby, która będzie próbowała bronić się. 
W taki sposób można oddalać się od prawdziwych 
problemów i przechodzić do tematów zastępczych 

background image

nie poruszających rzeczywistości".  Koniecznym 

jest więc nauczyć się rozpoznawać przekaz niebez- 

pośredni i powoli zastępować go przekazem bez- 
pośrednim. A dotyczy to przede wszystkim sy- 

tuacji trudnych. 

Równocześnie z akceptacją nas samych, po- 

trzebujemy również mieć odwagę zaakceptowania 
naszego partnera społecznego, jego sposobu bycia 

i jego niedoskonałości. Nie powinniśmy zabraniać 

naszemu przyjacielowi albo naszej przyjaciółce 

poczuć się jak osoba wyjątkowa i niepowtarzalna, 
nie musimy oczekiwać, że będzie ona odpowiadała 

55 

 

naszym wyobrażeniom i schematom. Musimy być 
w stanie zaakceptować odmienność naszego part- 

nera. Co oznacza również traktowanie go serio 

jako indywidualności, ze wszystkimi słabościami, 

problemami i uczuciami. Cytowani już wcześniej 
Lutz Schwabisch i Martin Siems twierdzili, że: 

„Przekonanie, że ważnym jest dla każdego czło- 

wieka poznanie i akceptowanie własnych uczuć 

i sposobów przeżywania, ułatwia możliwość udzie- 
lenia pomocy przez przyjaciela. Przekonanie takie 

zmniejsza niebezpieczeństwo wprowadzenia do na- 

szej relacji pewnych poglądów, które przeszkadza- 

ją w jawnym wyrażaniu uczuć." 
W sytuacjach konfliktowych często próbujemy 

przekonać naszego partnera, że jego postępowa- 

nie, a nawet jego uczucia, nie są słuszne i uspra- 

wiedliwione. W takim przypadku nie akceptujemy 
w rzeczywistości jego sposobu bycia jako osoby, 

ale usiłujemy przedstawić mu nasze oczekiwania 

i idee. To samo zdarza się w przypadku, gdy 

oczekujemy i spodziewamy się rzeczy, których nie 

może nam dać, i pamiętamy tylko o jego błędach 
i słabościach. W ten sposób doprowadzimy jedynie 

do tego, iż przyjaciel, z którym jesteśmy w kon- 

flikcie będzie ze wszystkich swoich sił bronił się 

i usprawiedliwiał, co może bardzo zaszkodzić rela- 
cji przyjaźni. Przyjaźń prawdziwa potrafi znaleźć 

rozwiązanie w sytuacjach konfliktowych w taki 

56 

sposób, że każdy będzie miał poczucie, iż drugi 
zaakceptował go takim jaki jest. Dyspozycyjność 

do akceptacji drugiego jest ściśle powiązana z dys- 

pozycyjnością  do   zrozumienia  drugiego.  Wiele 

osób ma trudności we wczuciu się w sytuację in- 
nej osoby, dlatego że często cały wysiłek zużywają 

na usprawiedliwienie i obronienie własnej pozy- 

qi. W tej niezdolności do wczuwania się w sy- 

tuację innej osoby Alfred Adler widzi podstawową 
przyczynę nieumiejętności zawiązania prawdziwej 

przyjaźni. Adler sądzi, że dla każdej osobowej 

relacji konieczne są: zdolność i dyspozycyjność, by 

przekroczyć samego siebie i dostosować się do 
sytuacji, która wymaga dzielenia się własnym wnę- 

trzem i wczucia się w sytuację drugiej  osoby. 

background image

„Gdybym był na jego miejscu w tej samej sytuacji 

postąpiłbym tak jak on, w podobnych okoliczno- 

ściach popełniłbym podobne błędy. Jeżeli zdołam 
wejść w jego sytuację, będę potrafił go zrozumieć." 

W momencie, w którym usiłujemy zrozumieć je- 

den drugiego, możemy również zaakceptować to, 

co nam przeszkadza w naszej przyjaźni i udosko- 
nalić siebie samych. I właśnie to się liczy: odwa- 

ga zaakceptowania niedoskonałości, by następnie 

móc ją przekroczyć. 

Michael Titze 
ODWAGA W UJAWNIANIU 

WŁASNEJ NIEDOSKONAŁOŚCI 

FIZYCZNEJ 

W całej historii ludzkości twarz osoby i jej 
obecność zawsze miały znaczącą rolę. W starożyt- 

ności klasycznej dwa bóstwa czczone były jako 

symbole piękności fizycznej - Afrodyta i Adonis. 

Na szczęście wiele rzeźb i statui z tamtej epoki 
dotrwało do dzisiejszego dnia i ten kto dzisiaj 

ogląda w naszych muzeach postaci Afrodyty, We- 

nery czy Atlety olimpijskiego, może zdać sobie 

sprawę z idei piękna w starożytności. I kto ogląda 
te rzeźby, najczęściej zauważa również, jak różne 

ideały piękna panowały w różnych epokach. Przy- 

puśćmy, że zwiedzający wychodząc z sektora mu- 

zealnego rzeźby klasycznej wejdzie do sali, gdzie 
znajduje się kolekcja sztuki późnoneolitycznej. 

Przypuśćmy, że jakieś muzeum wystawia dwa 

„klejnoty" tamtej epoki, to jest „Venere z Hall- 

statt" i „Sleeping Lady" z wyspy Malty. W rzeź- 
 

59 

bach tych zmaterializowane zostały ideały piękno- 

ści epoki starożytnej. Na przykładzie tym możemy 

również zauważyć jak różnią się ideały piękności 
nawet w tej samej epoce, a co dopiero jak różnią 

się od dzisiejszych fotomodelek, które ozdabiają 

okładki licznych magazynów. Na nasz gust są zbyt 

korpulentne, co sprawia, że wydają się nieestety- 
czne. Jakakolwiek kobieta, która dzisiaj miałaby 

podobny wygląd, natychmiast poddana by była 

ostrej diecie. Dla starożytnych natomiast była 

największą pięknością. 
Być może, że czytelnik powie, iż ludzie tamtych 

czasów byli prymitywni i nie rozwinęli jeszcze 

zmysłu estetycznego. Zanim zajmiemy się tym 

tematem, powróćmy do naszego zwiedzającego, 
który właśnie wchodzi do sali gdzie eksponowane 

są obrazy z epoki baroku, wspaniałe dzieła mistrza 

Rubensa. Obserwując ludzkie ciała przedstawiane 

na tych obrazach, nasz zwiedzający zorientuje się, 
iż ideał piękna tamtej epoki był bardzo podobny 

do ideału z neolitu, gdyż ciała postaci Rubensa są 

również bardzo korpulentne. 

Na tym przykładzie możemy zobaczyć, że ideały 
i gusty dotyczące piękności podlegają wpływowi 

czasu. I warto zauważyć, że zmiany te dokonują 

background image

się nie z upływem wielu wieków, ale często kilku 

lat. Przy końcu ubiegłego wieku za kobietę piękną 

uważano taką, która w obfitości posiadała wszyst- 
60 

 atrybuty kobiecości, podczas gdy zaraz po 

dnjgiej wojnie światowej bardziej ceniono figury 

bardziej delikatne, „dziewczęce". Na pewno przypo- 
minamy sobie jak kilkanaście lat temu szczuplutka 

,Twiggy" pojawiła się we wszystkich magazynach. 

Ta sama Twiggy pokazuje się dzisiaj całkowicie 

inna z wyraźnymi oznakami kształtów kobiecych, 
gdyż tego dzisiaj oczekuje opinia publiczna. W je- 

dnej ze swoich znanych książek chirurg plastyczny 

i psycholog Maxwell Maltz opowiada jak w dwu- 

dziestych latach przychodziły do niego liczne ko- 
biety w sprawie mniejszych piersi. Niewiele lat 

później zdarzało się coś wręcz przeciwnego. Wiele 

kobiet życzyło sobie piersi większych. 

Podsumowując, możemy stwierdzić, że ideał pię- 
kności poddany jest nieustannym zmianom. Nie- 

możliwym jest ostateczne określenie tego, co jest 

piękne. Możemy raczej powiedzieć, że piękno jest 

koncepcją niestabilną i relatywną. 
Również brzydota jest 

jedynie koncepcją relatywną 

Pięknu przeciwna jest brzydota. Zacznijmy od 

twierdzenia iż zewnętrzna brzydota fizyczna jest 
trudna do ukrycia. Powszechną opinią jest więc, że 

osoby zeszpecone fizycznie są brzydkie. Musimy 

tutaj wymienić na pierwszym miejscu wszystkie 

61 
 

zniekształcenia ciała, będące wynikiem wad wro- 

dzonych, jak również wszystkie zniekształcenia 

wynikłe z chorób i wypadków. Wielu myśli, że 

można uważać się za osobę ładną gdy ma się 
gładką skórę i wszystkie członki proporcjonalne. 

W historii ludzkości jednak było wiele okresów, 

w których gładka i delikatna skóra wcale nie była 

uważana za piękną. Pomyślmy choćby o wielu 
ludach, które uważały się za wojownicze, jak 

Spartanie, Celtowie, Saksoni i Indianie prerii pół- 

nocnoamerykańskich, dla których ciałem praw- 

dziwie pięknym było takie, które posiadało ozna- 
ki męstwa i odwagi, a więc z bliznami. Istnieją 

również takie nieeuropejskie ludy, dla których 

gładka skóra jest znakiem niższości społecznej. Na 

przykład u ludów zamieszkałych w delcie Nilu 
wszystkim młodym chłopcom i dziewczętom prze- 

cinało się policzki na znak dorosłości. Istnieją 

również ludy, w Afryce centralnej i w rejonie mórz 

południowych, które sztucznie powiększają dolną 
wargę uważając to za objaw piękności. W końcu, 

jeszcze na początku tego wieku, szeroko rozpo- 

wszechnioną praktyką stosowaną w Chinach było 

związywanie połamanych stóp małych dziewczy- 
nek, ażeby pozostały małe i zdeformowane. Stopy 

takie były dla tamtego ludu oznaką piękności. 

background image

Wielu czytelników mogłoby powiedzieć iż takie 

zwyczaje byłyby nie do wyobrażenia dla nas Euro- 

62 
pejczyków. Czy rzeczywiście? Będąc na basenie 

można zauważyć ilu mężczyzn ozdabia swoje ciała 

tatuażami. Wielkim tematem, który można by tu 

poruszyć, mógłby być również temat zmieniają- 
cych się mód. 

Większość zawsze decyduje o tym, 

co jest piękne lub brzydkie 

Piękno i brzydota są koncepcjami relatywnymi 
poddanymi wpływom niezliczonych kultur. Nie 

jest jasne, jak można zdefiniować cechy charak- 

terystyczne dla piękna i brzydoty. Zajmijmy się 

więc poszukiwaniem odpowiedzi na to pytanie. 
Z pewnością nie mamy wątpliwości, że duży 

brzuch u człowieka nie jest ładny. Istnieją jednak 

takie rejony na ziemi, gdzie ludzie przez sposób 

odżywiania w większości mają właśnie takie brzu- 
chy i ktoś bez uwydatnionego brzucha wydaje się 

dziwny. Wiadomym jest również, że wiele osób 

w Irlandii posiada rude włosy. Nikomu więc nie 

przyszłoby tam do głowy, że osoby takie mogą być 
brzydkie. Istnieją też takie kraje, gdzie znaczna 

większość populacji posiada włosy czarne, jak 

w Meksyku lub na Sycylii. W krajach tych dziecko 

z rudymi włosami mogłoby sobie wyobrażać, że 
jest brzydkie. Rude włosy, które wykraczają poza 

normę, stają się powodem żartów środowiska, 

63 

w którym dziecko wzrasta i tak w pewnym mo- 
mencie dziecko zaczyna nienawidzić swoich ru- 

dych włosów. Poza tym można sobie wyobrazić 

jak ciężkim jest życie dziecka z czarną skórą w bia- 

łej Europie centralnej. Nazywany przez rówieśni- 

ków „czarnym", „arabem" lub inaczej na pewno 
w końcu przekona się o własnej odmienności, brzy- 

docie i niższości. Jeżeli natomiast to samo dziecko 

wychowywałoby się w Afryce albo na Karaibach, 

jako należące do większości społeczeństwa, mia- 
łoby doświadczenia całkowicie inne i prawdopo- 

dobnie uważałoby się za ładne. 

W podobnej sytuacji są wszystkie osoby, które 

w jakiś sposób przekraczają porządek zwyczajny. 
Można tu mówić o osobach szczególnie wysokich 

albo niskich, o osobach grubych albo chudych 

w każdym razie o cechach, które przekraczają 

normy większości populacji, skłaniają ich do czu- 
cia się brzydkimi lub gorszymi. Można zauważyć 

jak wielu chłopców, którzy rosną zbyt szybko, 

stara się dostosować przez pochylanie lub chodze- 

nie na zgiętych nogach, do średniego wzrostu 
swoich rówieśników i tak na nowo stać się ład- 

nymi. W podobnej sytuacji czują się grubi albo 

niscy itd. Również te osoby w głębi serca pragną 

być jak inni. Z tego też powodu w życiu wybierają 
określone drogi. O tych właśnie drogach będziemy 

mówili w następnych punktach. 

background image

64 

Bierność i ucieczka w kompleks niższości 

Nie można chyba dziwić się, iż większość osób 
cierpiących z powodu swojej odmienności zewnę- 

trznej z czasem popada w takie poczucie niższości, 

które może blokować ich dynamizm życiowy, 

a które nazywamy kompleksem niższości. W rze- 
czywistości, tylko drobna część osobowości tych 

osób zmusza je do wybrania drogi pasywności 

w życiu. Mowa tutaj o osobach, które starają się 

czuć jak osoby słabe i bezbronne, natomiast życie 
uważają za okrutne i bezwzględne. W następstwie 

rewolucyjnych odkryć, dokonanych przez Alfreda 

Adlera na polu psychologii indywidualnej, kon- 

cepcja stylu życia osiągnęła znaczenie podstawowe 
dla naukowego poznania człowieka. Adler do- 

strzegł, że człowiek żyje między ludźmi podobnymi 

do siebie, przyjmując nieustannie pozycję konfron- 

tacji z samym sobą, z innymi i ze światem. Po- 
przednio przyjmowano koncepcje „osoby" i „cha- 

rakteru", rozumiejąc je jako program życia usta- 

nawiany przez daną osobę. Natomiast na bazie 

odkryć Adlera, wprawdzie mówi się o planowa- 
niu życia przez człowieka, ale zwraca się również 

uwagę na liczne uwarunkowania zewnętrzne i we- 

wnętrzne, którym człowiek podlega. Koncepcja 

stylu życia wyraża na pierwszym miejscu twór- 
czą postawę człowieka wobec własnej rzeczywistej 

65 

egzystencji. Według Adlera, psychologia współcze- 

sna nie powinna się zajmować tym, co przedmio- 
towe dla człowieka, ale skupić swoje zainteresowa- 

nie na tym co dla niego podmiotowe, czyli na war- 

tościach, ideach i opiniach, w które wierzy. Jest 

więc oczywiste, że styl życia, który bazuje na opi- 

niach i negatywnych doświadczeniach skłania daną 
osobę do wybrania drogi pasywności i ucieczki 

w kompleks niższości. Osoby, które wybrały tę 

drogę są zazwyczaj głęboko zniechęcone i nasta- 

wione pesymistycznie. Oddały się w ręce okrutne- 
go losu, jednocześnie nie akceptując go. 

Jeżeli człowiek przekonany jest o własnej niższo- 

ści, będzie zawsze próbował uważać siebie za ofia- 

rę okoliczności stworzonych przez innych. W ży- 
ciu jego obecna będzie naturalna skłonność do 

obarczania losu odpowiedzialnością za wszystkie 

nieszczęścia. Dlatego też osoby te przekonane są 

o dziedzicznym charakterze wad budowy ciała i wiel- 
kiej odpowiedzialności wychowawców za kształ- 

towanie negatywnych wzorców i w konsekwencji 

o niezwykłej ważności piękna i brzydoty zewnętrz- 

nej. Często osoby te przypisują wszystkie swo- 
je potknięcia życiowe i brak sukcesów swojemu 

wyglądowi zewnętrznemu. Czynią tak, gdyż mo- 

gą obarczyć odpowiedzialnością za swoje błędy 

coś, co jest poza ich wpływem. W tym sensie, 
osoby zniechęcone próbują odnieść korzyść ze 

66 

background image

swoich defektów zewnętrznych, gdyż w ten sposób 

usiłują usprawiedliwiać przed sobą i przed świa- 

tem własny brak odpowiedzialności, brak sukcesu 
i bierność. 

Osoba zniechęcona, owładnięta własnym kom- 

pleksem niższości, wydaje się nieświadomie wal- 

czyć ze swoim wyglądem zewnętrznym. Jest to 
najczęściej walka intensywna i nieskuteczna. Czę- 

sto ta pseudowalka prowadzi do chirurga plasty- 

cznego. Maxwell Maltz, cytowany już wcześniej, 

powtarzał, że osoby proszące go o interwencję 
chirurgiczną oczekiwały, że po zabiegu i zmianie 

swego wyglądu zewnętrznego odzyskają optymizm 

życiowy i wyzwolą się z kompleksu niższości. 

Maltz wspominał przy tej okazji pewną dziew- 
czynę, która przekonana była, że wszystkie nie- 

szczęścia jej życia spowodowane są jej krzywym 

nosem. Operacja przyniosła wspaniałe efekty 

i wszyscy przyjaciele i bliscy byli entuzjastami jej 
„nowego nosa". Jednakże sama pacjentka nie 

przyjmowała do wiadomości tej zmiany i dalej 

czuła się dziewczyną brzydką. Nawet wtedy gdy 

pokazywano jej stare fotografie i tłumaczono zasa- 
dniczą zmianę, ona negowała wszystko. Nieświa- 

domie dziewczyna ta nie chciała być piękną, gdyż 

nie mogła teraz usprawiedliwiać swoim wyglądem 

zewnętrznym, niepowodzeń życiowych, własnego 
zniechęcenia i kompleksu niższości. Pokazuje to 

67 

potrzebę uczynienia sobie z własnego wyglądu 

zewnętrznego pewnego rodzaju alibi życiowego. 
Jeżeli ktoś jest na przykład bardzo gruby, łatwo 

mu usprawiedliwić niepowodzenia na polu uczu- 

ciowym. Taką samą argumentację stosują osoby, 

które uważają się za fizycznie nieatrakcyjne. 

Jak uwierzyć w swoją wartość 
Istnieje wiele osób które pomimo braków w swo- 

im wyglądzie zewnętrznym nie uciekły w zniechę- 

cenie kompleksu niższości. To są te osoby, których 

styl życia bazuje na odwadze zachowań pozytyw- 
nych. Osoby te są w stanie zaakceptować to, co 

jest niemożliwe do zmiany, czyniąc to zarazem 

coraz mniej znaczącym elementem życia. Ileż osób 

na świecie właśnie w tym momencie zostaje po- 
zbawione wzroku lub ich ciała zostają zniekształ- 

cone wskutek licznych wypadków i nieszczęśli- 

wych zdarzeń! Pomimo to, wiele z nich w tej 

sytuacji dalej stara się podejmować wyzwania 
życia. I w pewnym sensie niesprawność fizyczna 

staje się dla nich nie tyle przeszkodą, co bardziej 

wyzwaniem do przekształcenia w sobie zła w do- 

bro. W swojej znanej teorii o funkcjonalności zre- 
dukowanej do jednego organu, Alfred Adler udo- 

wodnił, że niesprawność fizyczna pewnych orga- 

nów może być rekompensowana przez organizm 

68 
w inny sposób. Tzw. „niższość organiczna" i wady 

fizyczne stają się mocnym stymulatorem rozwoju 

background image

duchowego i fizycznego w innych dziedzinach. 

Na przykład, jeżeli jedno płuco traci swoją 

sprawność, drugie natychmiast przejmuje jego rolę 
i nabiera większej sprawności. Jeżeli ktoś staje się 

niewidomym albo niesłyszącym, inne organy re- 

kompensują, o ile to możliwe, tę stratę. I tak: słuch 

człowieka niewidomego staje się doskonały, mus- 
kuły osób częściowo sparaliżowanych nabierają 

atletycznej sprawności itd. Nawet osoby tak cięż- 

ko doświadczone jak głuchoniemi, zyskują rekom- 

pensatę w niezwykłej pamięci i w innych dziedzi- 
nach. 

Weźmy na przykład Wilmę Rudolph, zwycięż- 

czynię na Olimpiadzie w Rzymie. Od dzieciństwa 

cierpiała na paraliż i dopiero jako dorosła odzys- 
kała zdolność prawidłowego poruszania się. Gdy 

całkowicie wyeliminowała własną niesprawność, 

nie przestawała trenować. Ukoronowaniem jej wy- 

siłków był złoty medal na Olimpiadzie. 
Od czasu do czasu gazety publikują nowe wia- 

domości o tzw. dzieciach Contergan. W jak cu- 

downy sposób, na nowo, odzyskują sprawność 

i równowagę. Jeżeli zdamy sobie sprawę, że nikt 
z nas nie byłby w stanie utrzymać stopami widelca 

lub szklanki, albo nikt nie potrafiłby pisać ustami 

lub palcami stóp, wtedy zrozumiemy, iż w rzeczy- 

69 
wistości ta kompensacja staje się superkompensa- 

cją. Paul Rom w swojej pięknej książce mówiącej 

o humanizmie i sposobie życia Hermanna Unthana 

opowiada jak człowiek, który urodził się bez ra- 
mion nabiera sprawności w pracy nogami i stopa- 

mi. W czasie swoich pokazów Unthan pisał na 

maszynie, grał na trąbce i nawet strzelał celnie 
z pistoletu. 

Ale również defekty innego typu mogą być re- 
kompensowane. Alfred Adler przytacza przy tej 

okazji przykłady wielu malarzy, których wzrok był 

bardzo słaby. Ankiety przeprowadzane w akade- 

miach sztuk pięknych wykazały, że aż 70% stu- 
dentów cierpi na znaczne wady wzroku. Wielcy 

mówcy, aktorzy, śpiewacy i pisarze przejawiają 

wiele podstawowych problemów językowych prze- 

kraczających średnią. Przypomnijmy sobie naj- 
większego mówcę starożytności Demostenesa, któ- 

ry w dzieciństwie miał problemy z wymową. Nato- 

miast wielki angielski pisarz Somerset Maugham 

znany był ze swojego bełkotu. Wielu znanych 
kompozytorów miało problemy ze słuchem lub 

byli po prostu głusi jak Beethoven, Smetana i Ro- 

bert Franz. 

Powracając do kwestii piękna i brzydoty ze- 
wnętrznej. Przypomnijmy, zwłaszcza tym osobom, 

które czują się brzydkie, bo są niskie, jak niskim 

był Napoleon największy ze wszystkich Francu- 

Z6w   który de facto nawet nie był Francuzem 
z urodzenia. Kto chodzi do kina wie, że zazwy- 

czaj wielkie osobowości nie wiążą się z idealnym 

background image

pięknem zewnętrznym. Co dotyczy takich aktorów 

iak Asta Nielsen, Humphrey Bogart, Gert Frobe, 

Charles Laughton i Barbara Streisand. Po drugie, 
przykład Marilyn Monroe pokazuje, że piękno 

zewnętrzne nie zawsze jest gwarancją życia szczę- 

śliwego. Wszystkie te zalety, które posiadamy od 

urodzenia jak wygląd zewnętrzny, pozbawiają nas 
możliwości wypełnienia procesu kompensacji lub 

superkompensacji, z których możemy być dumni. 

70 

Christine Juhre 
ODWAGA BYCIA 

NIEDOSKONAŁYM U OSOBY 

NIEPEŁNOSPRAWNEJ 

Gdy myślimy o przeróżnych możliwościach de- 
fektów fizycznych, najbardziej ewidentną jest sy- 

tuaga osób niepełnosprawnych. Zauważamy jak 

wszystkie ograniczenia zdolności wzrokowych, 

słuchowych i umysłowych powodują liczne kon- 
sekwencje osobiste i społeczne. Specjaliści nazy- 

wają ten stan ograniczeniem egzystencjalnym lub 

ograniczeniem w formacji i socjalizacji. 

Moje codzienne kontakty z osobami posiadają- 
cymi wady słuchu uczą mnie innego spojrzenia na 

sytuację osób niepełnosprawnych. I sprawiły, że za- 

pragnęłam stać się ich rzecznikiem w wielu trud- 

nościach i cierpieniach, które osoby te muszą 
każdego dnia pokonywać. 

W przypadku osób z ograniczonym słuchem, 

prawdziwym problemem jest wyrażenie siebie po- 

przez język i wynikająca z tego niezdolność psychi- 
73 

czna do zrozumienia siebie. Dzieci niepełnospraw- 

ne, przeżywając wszystkie konsekwencje swojej 

sytuacji, bardziej od rodziców zdają sobie sprawę 

z własnej anormalności. I dlatego do rodziców 
i przyjaciół właśnie należy walka z konsekwen- 

cjami tej świadomości. Oddajmy jednak głos sa- 

mym dzieciom i rodzicom niepełnosprawnym. Pe- 

wien ojciec opowiada, iż wielu rodziców dzieci 
niepełnosprawnych na początku przeżywa na 

zmianę, długie okresy nadziei i desperacji. Ciągły 

napór pytań i lęków jest konsekwenqą pierwot- 

nego szoku: czy można coś zrobić? W takiej 
sytuacji ważnym jest, by pozbyć się uczuć roz- 

czarowania i dowiedzieć się jakie są możliwości 

działania i rozwiązywania zaistniałej sytuacji. Lu- 

dzie, przy tej okazji, źródła pociechy i siły znajdują 
w religii lub solidarności ze strony najbliższych. 

Inni rodzice uważają, że akceptacja bezwarun- 

kowa dziecka niepełnosprawnego jest podstawo- 

wym warunkiem właściwego klimatu dla wzrostu 
i kształcenia ich dzieci. Nie może ono czuć się 

jakimś obcym elementem lub wiecznym utrud- 

nieniem dla swoich rodziców. Jego kondycja psy- 

chiczna i jego wychowanie zależeć będzie od rów- 
nowagi psychicznej rodziców. Ojciec i matka wcale 

nie muszą upodobnić się do swego dziecka, by je 

background image

móc zaakceptować, ale to właśnie dziecko powin- 

no brać czynny udział w normalnym życiu rodzin- 

74 
nyrn. Wydaje się niemożliwym, by dziecko nie- 

pełnosprawne w pewnym sensie determinowało 

rytm życia całej rodziny. Matka musi zajmować 

się nim o wiele więcej niż innymi dziećmi zdro- 
wymi i opanować techniki, które pozwolą jej wejść 

w kontakt z dzieckiem by podtrzymywać je i roz- 

wijać. A jednak równocześnie powinna zajmować 

się również innymi dziećmi, by ich nie krzywdzić. 
Każde dziecko w takiej sytuacji potrzebuje więk- 

szej uwagi i miłości. Oczywistym jest również, że 

siostry i bracia upośledzonego dziecka odgrywają 

szczególną rolę, gdyż muszą często bronić swego 
rodzeństwa przed złośliwymi uwagami kolegów 

i rówieśników. 

Dziecko niepełnosprawne wymaga stałej opieki 

i rodzice nie mogą pozbyć się tego obowiązku ani 
na wakacjach, ani w jakiejkolwiek innej sytuacji. 

Pewna matka opowiadała mi, że jej syn niesłyszący 

nie był akceptowany przez dyrektorkę pensjonatu, 

gdyż nie mogła zachować nad nim pełnej kontroli, 
i gdy ona zwracała mu uwagę, wydawał dziwne 

dźwięki, niezrozumiałe dla osób słyszących nor- 

malnie. Można by przytaczać wiele doświadczeń 

rodziców dzieci niepełnosprawnych. Zdarza się, że 
dzieci niepełnosprawne chcą skupiać na sobie 

szczególną uwagę i z przekory czynią rzeczy, które 

mogą obrazić poczucie godności rodziców i innych 

osób. W takich sytuacjach rodzice nie tylko muszą 
75 

 

wstydzić się za swoje dzieci, ale również przyj- 

mować skargi i brak zrozumienia ze strony innych 

osób. Ci rodzice, którzy przyjmują wszystkie tego 
typu doświadczenia z humorem, potrafią uniknąć 

wielu problemów. Pełni zrozumienia dla tych, 

którzy nie rozumieją, przechodzą do porządku 

dziennego nad bezużytecznymi radami, pozbawio- 
nymi miłości. 

Pewna matka niepełnosprawnego dziecka z wiel- 

ką radością zauważyła, jak inni starają się jej 

pomagać, gdy wyjdzie w odpowiedni sposób do 
nich. Im bardziej matka wychodziła z własne- 

go świata, tym bardziej znajdowała zrozumienie 

u innych. Widząc tę sytuację, dziecko bardziej 

odważnie zaczęło wchodzić w świat i otaczającą je 
rzeczywistość. W taki właśnie sposób może doko- 

nać się bardzo pozytywny proces socjalizacji. Naj- 

gorszym rozwiązaniem jest przyjęcie, i przez to 

uczenie dziecka, poczucia niższości wobec rzeczy- 
wistości. 

Dziecko niepełnosprawne może stanowić wspa- 

niały sprawdzian, dla wszystkich relacji między- 

ludzkich, w których uczestniczy. Na przykład, 
znajomi rodziców okazują się niezbyt dobrymi 

przyjaciółmi, gdy nie akceptują ich niesłyszącego 

background image

dziecka. Ale również tacy rodzice, którzy pragną 

pomóc nadmiernie, to znaczy dokonać rzeczy nie- 

możliwych, ryzykują wzięcie na siebie zbyt licz- 
76 

oych obowiązków, a w konsekwenq'i zniechęcenie. 

Ojciec jednej z moich uczennic był zmuszony 

zrezygnować z pracy i opuścić dom, który właśnie 
zdołał zbudować. Cała rodzina musiała urządzać 

się na nowo w małej miejscowości, gdzie znaj- 

dowała się specjalna szkoła dla jego córki. Równo- 

cześnie z pomocą, jaką oferują specjalne szkoły 
dzieciom niepełnosprawnym, powinny one rów- 

nież prowadzić pomoc dla ich rodziców. 

Jak relacjonuje pani Backenroth, tego typu po- 

moc udzielana była w czasie bardzo owocnych 
spotkań, odbywających się przy Instytucie Psycho- 

logii w Sztokholmie. Ich celem była wymiana 

doświadczeń pomiędzy rodzicami dzieci niepełno- 

sprawnych - wyeliminowanie obecnego poczucia 
winy oraz lepsze zrozumienie zjawiska niepełno- 

sprawności. W ten sposób rodzice otrzymują po- 

trzebne wsparcie poprzez poznanie doświadczeń 

innych rodzin. Zyskują większą świadomość wła- 
snych możliwości i praw, które im przysługują. 

Uczą się bardziej akceptować dziecko razem z jego 

niedorozwojem, jak również lepiej przyjmować wszy- 

stkie tego konsekwencje, odkrywając nieznane mo- 
żliwości i zdolności własnych dzieci. Inicjatywy ro- 

dziców i stowarzyszeń niepełnosprawnych, mających 

na celu wspomaganie rodziców dzieci niepełno- 

sprawnych, są wszędzie przyjmowane z najwyż- 
szym uznaniem. Energia wyzwolona przez samą 

77 

grupę osób zainteresowanych wzbudziła tak wiel- 

kie siły, iż umożliwiły one większe zharmonizowa- 

nie życia w rodzinach osób niepełnosprawnych 
i zrównoważyła stosunki panujące wewnątrz nich. 

Rodzice nauczyli się właściwego podejścia do pro- 

blemów dzieci niepełnosprawnych i nie starają się 

już wszystkiego rozwiązywać na własną rękę. Nie 
czują się już tak zależni od opinii i hierarchii war- 

tości, wyznaczanych przez innych, ale nauczyli się 

szanować skalę własnych wartości czasem trochę 

inną od skali wartości innych. 
Rodzice, którzy, z pomocą albo bez pomocy 

specjalisty, zaakceptowali swoje niepełnosprawne 

dziecko, odnajdują w życiu wiele radości i praw- 

dziwe szczęście. Dla nich życie może dalej rozwijać 
się, choć pod pewnym względem wydaje się być 

pozbawione nadziei. Pewna matka opowiadała mi, 

że rozpoczęła regularną grę na fortepianie, w ob- 

liczu niepełnosprawności swego dziecka, co stało 
się źródłem radości i przyjemności dla niej samej 

i dziecka. Satysfakcja ze zrealizowania własnego 

marzenia dawała jej siłę i energię, co niewątpliwie 

dobrze odbiło się na prawidłowym wzroście dziec- 
ka. Inne małżeństwo zaś zapisało się na kurs tań- 

ca towarzyskiego, by nie pogrążać się w smutku; 

background image

zrozumieli, że radosna postawa rodziców będzie 

najlepszą pomocą dla ich dziecka. W takiej sytua- 

cji konieczne jest pogłębianie więzi małżeńskiej, 
78 

a nie tylko skupianie się na dziecku niepełno- 

sprawnym. 

Wszystkie te rozważania pokazują jak bardzo 
osoba niepełnosprawna zależna jest od własnej 

rodziny. Czyli, stawanie się dorosłym oznacza dla 

niej zachowywanie zależności. Uzależnienie to mo- 

że zaś prowadzić do wielu napięć psychologicz- 
nych. Superopieka i decydowanie za osobę nie- 

pełnosprawną może być również bardzo szkodliwe 

dla niej. 

Przykład osoby, która będąc zmuszona żyć na 
wózku inwalidzkim, zostawiła instytut opieki, by 

samotnie zamieszkać w mieszkaniu, pokazuje aspi- 

racje osób niepełnosprawnych do samowystarczal- 

ności i autonomii. Pomimo wielu trudności, któ- 
re musiała pokonać, oraz pomimo licznych rad 
przyjaciół, którzy odradzali jej takie rozwiąza- 

nie, uczyniła to wskazując wielkie pragnienie sa- 

modzielności. Relacje z innymi ludźmi, których 
poszukiwała i znalazła, potwierdziły w niej  tę 

podstawową i naczelną zasadę niezależności per- 

sonalnej. Jej decyzja wpłynęła nie tylko na roz- 

wój osobowy jej samej, ale również jej przyjaciół. 
Wyzwolili się oni, jak sami opowiadali, z pewne- 

go typu kontaktu z osobami niepełnosprawny- 

mi, których zdanie zaczęło znaczyć tyle samo 

co innych ludzi. Poczucie bezpieczeństwa, któ- 
rego wspomniana osoba doświadczała pomiędzy 

79 

 

przyjaciółmi, pomagało jej przezwyciężyć niezro- 

zumienie i nadmierne oczekiwania. Zamiast być 
zgorzkniałą jeszcze bardziej zamkniętą w sobie, 

stała się bardziej otwarta i gotowa mówić o wła- 

snych problemach i nadziejach. Przyjmowała i od- 

powiadała na wszystkie pytania zadawane jej 
przez dzieci i tłumaczyła wszystkim sytuację osób 

niepełnosprawnych. Akceptacja własnej niepeł- 

nosprawności pobudziła w niej pozytywne siły 

i energie, które przelała na otaczające ją śro- 
dowisko. 

Wady organów służących kontaktom między- 

ludzkim czynią oczywiście trudniejszymi relacje 

z bliskimi. Dotyczy to osób dotkniętych głuchotą 
lub niemych, które z wiadomych względów nie 

odbierają głosu ludzkiego i w ten sposób po- 

zbawione są pewnego typu kontaktu. Sama mimi- 

ka nie jest tu zawsze doskonałym rozwiązaniem, 
gdyż może być źle interpretowana. Stan taki może 

rodzić liczne problemy i ma liczne konsekwencje 

psychologiczne. 

W naszym systemie szkolnym osoby niepełno- 
sprawne zobowiązane są opanować taki sam mate- 

riał jak inne osoby. Jest to rywalizacja niesprawie- 

background image

dliwa, gdyż nie uwzględnia się przy niej trudności 

osób niepełnosprawnych w opanowaniu materiału, 

a nawet w dotarciu do niego. W przypadku osób 
niesłyszących na przykład, wada słuchu, pociąga 

80 

za sobą pewne konsekwencje psychologiczne. Oso- 

ba niesłysząca percypuje na zasadzie przyjmowa- 
nia schematów i analogii. Brakuje jej znajomości 

i zrozumienia współczesnego świata, które zyskuje 

się przez własne doświadczenia. Poznanie ogólne 

pozostaje niepełne z powodu ograniczonych możli- 
wości językowych. Skutkiem tego jest niewystar- 

czająca dojrzałość życiowa. 

Niesłyszący, rozpoczynając więc swoje doświad- 

czenia zawodowe, na bazie przygotowania szkol- 
nego, zdaje sobie sprawę, że w rzeczywistości jest 

całkowicie nieprzygotowany. Jest w stanie stwo- 

rzyć sobie na własny użytek jedynie, ograniczony 

obraz świata. Niesłyszący, wchodząc w świat, do- 
świadcza między zdrowymi ludźmi ciężaru swe- 

go cierpienia. Nie wie jak komunikować się z „jed- 

nym z nich". Również jego sposób mówienia jest 

trudny do zrozumienia. Pracując na przykład w fa- 
bryce, niesłyszący musi obserwować usta, żeby 

zrozumieć mówiącego. Dlatego też zazwyczaj 

w środowisku nie ufa mu się nadmiernie, powierza 

mu się prace samotne i nieprzyjemne. 
Wszystkie te trudności nie przeszkadzają jednak 

w świetnym wywiązywaniu się z obowiązków 

i prac przez osoby niesłyszące. Można by się 

zdziwić jak jest to możliwe? Decydują o tym dwa 
powody. Pierwszym jest obserwowana u osób 

niesłyszących wielka ambicja i potrzeba afirmacji, 

81 

co sprawia, że bardziej są skłonne do rozwijania 

własnych zdolności. Brak percepcji słuchowej 
sprawia, że osoba niesłysząca jest bardzo wrażliwa 

na odbiór wizyjny. Brak hałasów i niepotrzebnych 

dźwięków powoduje większą koncentrację, a także 

większą uwagę przy pracy. U osób niesłyszących 
uderza sprawność manualna i precyzja przy wyko- 

nywaniu wszystkich czynności. Dlatego, pomimo 

wady słuchu, osoby takie pod pewnymi względami 

mogą przewyższać osoby słyszące. 
Drugim powodem, dla którego osoba niesłyszą- 

ca może bardziej energicznie podjąć wyzwania 

życia codziennego, jest impuls, który może otrzy- 

mać ze środowiska osób niesłyszących. W środo- 
wisku tym może czuć się zrozumianą i rozumie 

innych, może również zaspokoić swoje społeczne 

potrzeby. We wspólnocie osoby te zyskują większą 

pewność siebie oraz uczą się pokonywać rozczaro- 
wania i niepowodzenia w pracy. Mają świadomość 

praw i problemów mniejszości, do której należą. 

Niesłyszący przeciwstawiają się często wszelkim 

formom nieużyteczności języka w sposobie mówie- 
nia osób zdrowych. Domagają się od zdrowych 

szacunku dla ich własnego sposobu mówienia, któ- 

background image

ry często kosztował ich wiele wysiłku. Oczekują, że 

zostaną docenione ich wysiłki. Wśród osób słyszą- 

cych nie chcą czuć się nieustannie pocieszane, nie 
chcą jałmużny. 

82 

Waldow przytacza przy tej okazji przykład pew- 

nego niesłyszącego człowieka, który pracował aż 
do 60 roku życia i przez wiele lat uczestniczył 

w stowarzyszeniach sportowych, prowadząc bar- 

dzo czynną działalność. Mówi on, że niesłyszą- 

cy posiadają zazwyczaj nadzwyczajne uzdolnienia 
sportowe, których nie powinni się wstydzić. 

Na zakończenie wypowiedź ojca, który sam nie 

należy do świata niepełnosprawnych, ale mając 

dziecko niesłyszące, miał wizję obydwu światów: 
„rehabilitacja i przystosowanie nie oznaczają jedy- 

nie ograniczania się do programów proponowa- 

nych przez szkoły i instytucje do tego powołane. 

Każda wspólnota ludzka powinna być przygoto- 
wana na przyjęcie i zaakceptowanie osoby nie- 

pełnosprawnej ze wszystkimi tego konsekwencja- 

mi. Dyspozycyjność danej grupy ludzkiej do zro- 

zumienia sposobu mówienia osoby niepełnospraw- 
nej oznacza w tym wypadku zachętę do odważ- 

nego wyrażania się i przedstawiania swoich pytań 

i wątpliwości. Obie grupy z czasem nauczyłyby się 

wzajemnie akceptować i poprzez pogłębianie in- 
formacji coraz bardziej poznawać siebie nawza- 

jem. Czyli proces przystosowania domaga się ucze- 

stnictwa obydwu stron. 

Osoba niepełnosprawna nie powinna nadal być 
osamotniona w walce ze swą niesprawnością, ale 

coraz bardziej rozumieć (jak kiedyś powiedział 

83 

E. Rees), że jej walka ważna jest dla całej spo- 

łeczności. Osoby niepełnosprawne i pełnosprawne 
powinny zdać sobie sprawę, że razem pracują 

stosownie do własnych zdolności i możliwości, 

uczestnicząc w wytwarzaniu dobra dla całego spo- 

łeczeństwa. 
Paul Rom 

KOBIETA 

W SPOŁECZEŃSTWIE 

MĘŻCZYZN 
W naszym współczesnym świecie zakres obser- 

wacji człowieka objął całą ziemię, również księ- 

życ, słońce i planety stały się przedmiotem naszej 

obserwacji. Jednakże świadomość rzeczywistości 
naszej egzystencji u wielu ludzi pozostała bardzo 

ograniczona i pomieszana. Nie wszyscy, na przy- 

kład współcześni nam, są świadomi faktu, że ko- 

biety tak samo jak mężczyźni są przedstawicielami 
rodzaju ludzkiego. 

Jako stworzone przez Boga, jako podmiot praw 

i obowiązków w społeczeństwie demokratycznym, 

nie są już przedmiotem nierówności społecznej, 
o której decydowała jedynie płeć. Mężczyźni i ko- 

biety pomimo swoich fizycznych różnic powinni 

background image

się traktować we wszystkich relacjach międzyludz- 

kich na równych zasadach. 

Przesąd o niższości kobiety, wydawałoby się już 
85 

 

nieaktualny jest wciąż obecny w świadomości spo- 

łecznej. Istnieją również mężczyźni, którzy nie 
mogą sobie poradzić ze swoim lękiem przed kobie- 

tami. Jednakże problemy istnieją, żeby były prze- 

zwyciężane - jak powiedział Adler. 

Gunter Grass w swojej powieści IL rombo 
(1977) opisał żywotność i oryginalność przejścia, 

w przeciągu historii, od dominacji jednej płci do 

ich równości. Już w ostatnim dziesięcioleciu ze- 

szłego wieku August Bebel w swojej słynnej książ- 
ce opisał rozwój społeczny przebiegający od ma- 

triarchatu do patriarchatu i opowiedział się za 

równością płci. 

Sigmund Freud, mimo swoich szczególnych 
trudności, nie uważał kobiety za obiekt specjal- 

nie interesujący, podczas gdy Alfred Adler stwo- 

rzył koncepcję „protestu maskulinistycznego". Je- 

dna z jego uczennic Alice Ruhle-Gerstel zajmowa- 
ła się dogłębnie problemami kobiety współczesnej 

i w 1972 roku ukazała się jej książka pod tytułem 

Die Frau und der Kapitalismus. Według Adlera, 

w naszym społeczeństwie, które przeniknięte jest 
poczuciem wyższości, to, co męskie jest synoni- 

mem tego, co lepsze, a to, co żeńskie jest synoni- 

mem tego, co gorsze. Nie tyle bycie dobrą osobą, 

ale raczej bycie prawdziwym mężczyzną jest uzna- 
wane dzisiaj za wartość i to sprawia, iż wiele osób 

czyni sobie życie trudniejszym niż ono jest. 

Wiele kobiet świadomie nie uznaje swej tzw. 

niższości. Inne przyjmują postawę bardziej kon- 

frontacyjną i odmienny sposób postępowania wo- 
bec mężczyzn. 

Niektóre kobiety mówią zaś: „Jeżeli jesteś silny 

i lepszy, to dobrze opiekuj się mną, twoją kobietą, 

i zaspokajaj wszystkie moje potrzeby. Inne prob- 
lemy społeczne mnie nie interesują." Kobiety te 

nie tyle mają kompleks niższości, ile raczej starają 

się wykorzystać swą domniemaną niższość spra- 

wiając pozory kompleksu. 
Jeszcze inne kobiety w takim natężeniu i z takim 

napięciem przeżywają kompleks niższości, że spra- 

wia on u nich odwrotny skutek. Tak walczą ze 

swoją niższością, iż we wszystkim chcą być lepsze, 
co może powodować liczne szkodliwe skutki. 

a)  Kobieta egocentryczna, która przyjmuje po- 

stawę sprzeciwu, czuje się osobą dynamiczną i lep- 

szą, pokazując to poprzez niezwykłe zachowanie, 
dziwne gesty oraz reakcje neurotyczne. Ośmiesza 

mężczyzn, natrząsa się z nich i stara bawić się z ni- 

mi w sposób frywolny. Przez pewien okres czasu 

może to zrobić wrażenie na niektórych osobach. 
b)  Inne kobiety, które odrzucają własną niż- 

szość społeczną, przyjmują własne niepowodzenia 

background image

życiowe nie w kategoriach dyskryminacji, ale rozu- 

87 

mieją je w kategoriach wspólnych problemów, 
które mężczyzna i kobieta muszą pokonywać ra- 

zem. Posłużmy się przykładem sufrażystek angiel- 

skich, które w ostatnich latach ubiegłego wieku 

walczyły, także metodami terrorystycznymi, o pra- 
wo wyborcze. Mowa tutaj o celu określonym 

i ograniczonym z punktu widzenia polityki. Ale 

przytoczmy również przykład kobiet w Niemczech 

czy Austrii, które nie robiły nic specjalnego, a rów- 
nież w końcu otrzymały prawo wyborcze. Idea- 

łem ich były poglądy Bebela. Walczyły one razem 

z mężczyznami o prawa socjalne i uczynienie ze 

społeczeństwa wspólnoty bardziej ludzkiej. 
c) Istnieją również kobiety, dla których kom- 

pleks niższości nie ma żadnego znaczenia, dlatego 

gdyż osiągnęły taki stopień dojrzałości i sukcesu, 

iż sytuacja ogólna kobiet ich nie dotyczy. Znamy 
je w świecie sztuki i literatury, w świecie filmu, nau- 

ki i polityki. Jaką interpretację psychologiczną po- 

winniśmy dać ich sposobowi życia? Podczas gdy 

wszyscy są zgodni, że ciała mężczyzny i kobiety są 
różne, nie wszyscy są zgodni co do tego czy ich 

„duch" jest tego samego rodzaju. Oczywiście już 

wiele wieków temu teologowie kościelni przyznali, 

że kobiety posiadają duszę. Dzisiaj jednak uważamy, 
że duch jest „instrumentem" pochodzącym z orga- 

nizmu, instrumentem, który pozwala nam na za- 

chowanie i podtrzymanie egzystencji. Uważamy 

również, że kobiety i mężczyźni posiadają ten sam 
„instrument", który nigdy nie jest przedmiotowy 

a zawsze podmiotowy. Kobiety mogą przyjąć posta- 

wę akceptacji albo odrzucenia wartości własnego 

życia, która zależy w dużej mierze od ich płci. Wy- 

bór ten jest podejmowany w pełnej wolności i jedy- 
nie od kobiet i mężczyzn zależą jego konsekwencje. 

Adler uważał, że być mężczyzną również ozna- 

cza nosić na sobie znamię niższości. Uczył on, iż 

należałoby, nie tyle żyć jeden obok drugiego, albo 
tym bardziej jeden przeciwko drugiemu, ale zdo- 

być się na odwagę życia razem. Od wczesnego 

dzieciństwa w domu i szkole dziewczęta i chłopcy 

bywają często zniechęcani do takiego  sposobu 
myślenia. Poprzez zrozumienie i ćwiczenie mogą 

być wychowywani do pobudzania własnej odwagi. 

To z czasem rodzi w nich ogólny sposób po- 

stępowania nazywany „stylem życia". Ale co rozu- 
mie się w tym kontekście przez odwagę? 

Zuchwałość, brak lęku przed śmiercią, arogan- 

cja... żadna z tych cech nie jest dla nas znakiem 

odwagi. Dla nas odważnym jest jedynie ten, kto 
zawsze pobudzany jest sensem wspólnoty i oddaje 

się aktywnościom społecznie użytecznym. Osoba 

odważna potrafi zajmować się problemami innych 

i zawsze gotowa jest rozwiązywać problemy ogól- 
ne i osobiste. Ten sposób postępowania nie może 

88 

background image

89 

być określany, ani jako typowo męski, ani jako 

typowo żeński. Osoba, która jest dyspozycyjna 
rozwiązuje kwestie nierówności płci. 

Popieramy wszystkie te rozważania przykładem 

Goldy Meir (1898-1978), która w tak piękny spo- 

sób opisała swe wspaniałe życie. 
Kobieta ta wielokrotnie była premierem Izraela, 

wychowała się w bardzo skromnych warunkach, 

ale potrafiła zdobyć się na odwagę, by stać się kimś 

ważnym w życiu tak wielu ludzi. Starała się rów- 
nież być prawdziwą kobietą i matką, wychowała 

dzieci i miała wnuki. Ostatecznie jej małżeństwo 

rozpadło się, ale bez większych kłótni i konsekwen- 

cji psychologicznych. Również jako osobistość po- 
lityczna Golda Meir nigdy nie była „mężczyzną 

w spódnicy". Kiedy pewien minister, chcąc powie- 

dzieć jej komplement, zdefiniował ją jako jedynego 

mężczyznę w radzie ministrów, ona zapytała: „Czy 
dla mężczyzny byłoby komplementem powiedzenie: 

jedyna kobieta między ministrami?" Jako osoba 

odważna powiedziała kiedyś, że nigdy nie doświad- 

czała jakiegoś poczucia niższości wobec mężczyzn. 
Ważniejszymi dla niej były dwa inne problemy. Jej 

rodzina żyła w kraju, gdzie Żydzi byli szczególnie 

rześladowani i każdego dnia mogli obawiać się 

jakiegoś pogromu. Poza tym głód był czymś na po- 
rządku dziennym w jej domu. Pomimo tego, cała 

rodzina od najbliższych do najdalszych krewnych 

90 

potrafiła zachować wspaniałą solidarność i wzaje- 
mną pomoc. Inteligentna praca miała w przyszło- 

ści rozwiązać problemy jej rodziny. Jej ojciec, 

zdolny stolarz, wyjechał do Ameryki i po pewnym 

czasie sprowadził za sobą całą rodzinę, która 

mogła wreszcie żyć w przyzwoitych warunkach. 
Zarówno w domu jak i w szkole Golda uczyła się 

szanować wartości ludzkie. Większość jej myśli 

obracała się jednak wokół bezpieczeństwa Żydów, 

nieustannie zagrożonych powracającym antysemi- 
tyzmem, oraz wokół przemiany systemu kapitali- 

stycznego i likwidacji biedy. 

Theodor Herzl pierwszej koncepcji nadał formę 

syjonizmu. Programem tego ruchu było pokojowe 
odrodzenie państwa Żydów na ziemiach starożytnej 

Palestyny. Inni syjoniści o „zabarwieniu" socjali- 

stycznym zamierzali utworzyć państwo socjalisty- 

czne. W Poale Zioń, partii, która aż do dzisiaj 
uczestniczy w międzynarodówce  socjalistycznej, 

Golda odnalazła miejsce, gdzie mogłaby zrealizo- 

wać swoje marzenia i cele. Najpierw jednak musiała 

dokonać własnego wyzwolenia, poszerzając własne 
wykształcenie i kulturę ogólną, i przezwyciężyć do- 

ktrynerstwo swojej rodziny, ściśle ortodoksyjnej. 

Altruizm i dyspozycyjność zawsze ją charak- 

teryzowały, gdy przeniosła się wraz z mężem do 
Palestyny i żyła na początku, w jednym z kibuców. 

Jej rozwaga i poświęcenie dla spraw całej społecz- 

background image

91 

ności sprawiły, że powołano ją na najwyższe sta- 

nowiska rodzącego się państwa, którego stała się 
współfundatorką w 1948 roku. W 1975 roku po 

wojnie Jom Kippur całkowicie wycofała się z życia 

publicznego i jako babcia spotkała się z Anwarern 

Sadatem w 1977 roku. Nie dożyła jednak dnia, 
kiedy na Bliskim Wschodzie zapanował ostateczny 

pokój, którego tak bardzo pragnęła. W sytuacjach 

najbardziej tragicznych zawsze pracowała nad tym, 

aby ustanowić relacje bardziej  ludzkie między 
muzułmanami i izraelitami. Była to osoba rzeczy- 

wiście dojrzała jako kobieta, jako Żydówka i jako 

osobowość polityczna. Powiedziała kiedyś te zna- 

ne słowa: „Gdy wreszcie nastanie kiedyś dzień 
pokoju, będziemy mogli przebaczyć Arabom to, 

że zabili naszych synów, ale trudniejszym jeszcze 

będzie przebaczyć im, iż zmusili nas do zabijania 

ich synów." 
Dzięki przezwyciężeniu wielu trudności ta od- 

ważna kobieta stała się wyrazicielką nadziei nie 

tylko swojego narodu, ale także całej ludzkości. 

Szacunek, którym cieszyła się w wielu krajach, 
został wyrażony i potwierdzony w czasie jej sław- 

nego pogrzebu w Jerozolimie w grudniu 1978 ro- 

ku. Podczas pogrzebu pewne małe dziecko powie- 

działo: „I co teraz będzie z naszą Goldą?" 
Gerd Treffer 

SOCJOLOGICZNE ASPEKTY 

NIEDOSKONAŁOŚCI 

W naszym codziennym języku często mówimy, 
że coś jest „normalne". Czynności, a nawet osoby, 

określane są jako normalne. Za tym wyrażeniem 

kryje się to, co w socjologii nazywamy „normą 

społeczną". Jeżeli ktoś odpowiada tym oczeki- 

waniom, może liczyć, że zostanie wynagrodzony 
poczuciem przynależności społecznej, szacunkiem, 

awansami. Jeśli natomiast nie odpowiada na ocze- 

kiwania społeczne, jest poddany sankcjom: zostaje 

odrzucony, ukarany, nieszanowany. 
Każda społeczność posiada normy, które regu- 

lują współżycie społeczne. Problem powstaje do- 

piero wtedy, gdy społeczność pyta, co rozumie się 

przez normalność? Podczas gdy bardzo łatwo jest 
opisać dwie identyczne firmy według standardów 

przemysłowych, to bardzo trudno jest znaleźć 

dwoje identycznych ludzi. Jeżeli jednak coś uznaje 

93 
się za normalne, coś innego określamy jako nie- 

normalne. Trudność więc polega na tym, że z jednej 

strony należy szanować prawa jednostki, z drugiej 

strony trzeba zachować konieczne normy współ- 
życia społecznego. 

Oczywiście nie wszystkie normy są wiążące 

w tym samym stopniu. Przyzwyczajenia społeczne, 

na przykład, mogą być przekraczane bez więk- 
szych konsekwencji. Prawo i religia natomiast 

postulują normy, których niezachowywanie może 

background image

prowadzić do ciężkich konsekwencji. 

Osoba, która postępuje zgodnie z normami, 

uważana jest za doskonałą, ta zaś, która wycho- 
dzi poza normy społeczne, musi mieć odwagę, by 

być niedoskonałą w odczuciu społecznym. Mar- 

gines w postępowaniu przydzielany jest osobie 

według pozycji, którą zajmuje wewnątrz społe- 
czeństwa. Nasze społeczeństwo wymaga od dy- 

rektora banku całkiem innego wyglądu niż od 

lidera grupy rockowej. Podczas gdy pierwszy musi 

przedstawiać się jako osoba bardzo poważna, to 
drugi wręcz przeciwnie. Różnica nie polega zresztą 

jedynie na wyglądzie zewnętrznym, ale na sposobie 

postępowania. Obaj muszą odpowiedzieć na cał- 

kowicie różne oczekiwania społeczne, muszą pre- 
zentować inne osobowości. 

Jednak nie tylko od gwiazdy rocka albo od 

dyrektora banku oczekuje się wypełniania pewnej 

94 
roli, ale od każdej osoby w społeczeństwie - od 

nauczyciela i od ucznia, od mężczyzny i od kobie- 

ty. Trzeba dostosowywać się do tych ról, jeśli się 

nie chce być śmiesznym i nieprzystosowanym do 
życia. 

W każdym społeczeństwie role społeczne są 

oczywiście konieczne. Coraz bardziej zwracamy się 

w kierunku podziału pracy i jedynie podział obo- 
wiązków według ściśle określonych reguł może 

zapewnić prawidłowe współżycie społeczne. Społe- 

czeństwo musi więc ustalić reguły gry, musi wy- 

znaczyć zasady postępowania. Normy jednak nie 
powinny służyć do rozróżniania między osobami 

normalnymi a nienormalnymi. Między tymi dwo- 

ma punktami ekstremalnymi jest jeszcze dużo 

przestrzeni, w której wiele osób oddala się od 

średniej. Oddalają się oni od zachowań powszech- 
nie przyjętych, dzieląc się na dwie kategorie. 

Są osoby, które odróżniają się od innych przez 

swój sposób działania. Mowa jest tu o działaniu 

użytecznym, o dziełach twórczych, które stano- 
wią o nowych odkryciach naukowo-technicznych. 

Osoby te określa się jako geniuszy. 

Inne osoby zaś odróżniają się nieużytecznym 

postępowaniem życiowym. Ludzie określają ich 
jako kryminalistów albo jako szaleńców. 

Wspólną cechą kryminalistów i szaleńców jest 

oddalenie się od ogólnej normy. Genialność i sza- 

95 
leństwo bywają też definiowane i często traktowa- 

ne w ten sam sposób. Można by tu przytoczyć 

przykłady wielu wynalazców i geniuszy, którzy 

zostali ukarani jako szaleńcy. Wielkim problemem 
jest, że normy nie posiadają wielkości starych. To, 

czego środowisko wymaga i oczekuje od osoby 

może się bardzo zmieniać w zależności od miejsca 

i czasu. Podczas gdy w pewnym określonym miej- 
scu społeczność wymaga jeszcze, by wszyscy cho- 

dzili do kościoła, w innym nie stanowi to już 

background image

kryterium wartościowania danej osoby. Dawniej 

jedynym oczekiwaniem w stosunku do kobiety 

było, aby była dobrą gospodynią domową, teraz 
oczekuje się od niej spełniania wielu zadań spo- 

łecznych. Normy więc nie są same przez się oczy- 

wiste. Zasady wiktoriańskie, na przykład, wyda- 

ją się dzisiaj śmieszne, ale kiedyś były naprawdę 
rzeczą bardzo poważną. Analogicznie, po pewnym 

czasie nasze normy będą się wydawać śmieszne 

i niepotrzebne. Wszystkie normy zatem muszą być 

poddawane nieustannemu sprawdzianowi, nie- 
ustannej weryfikacji, to zaś wymaga odwagi. Ko- 

niecznym jest także, by społeczeństwo zrozumia- 

ło, iż jeśli ktoś nie odpowiada w pełni na aktualne 

potrzeby, nie musi być potępiany z moralnego 
punktu widzenia. Pomiędzy geniuszem a szaleń- 

cem istnieje jedynie różnica ilościowa, a nie ja- 

kościowa. Również temu, kto nie odpowiada po- 

96 
wszechnym normom, społeczeństwo winne jest 

szacunek i poszanowanie jego godności. Społe- 

czeństwo musi więc również zaakceptować tego, 

kto wydaje się niedoskonały. Jest niemożliwym 
przejście drogi człowieka bez niedoskonałości. 

I tylko ten, kto ma manię wielkości, może uważać 

się za doskonałego. Wszyscy inni powinni mieć 

odwagę i dojrzałość, aby przyznać się do własnej 
niedoskonałości i zaakceptować niedoskonałość 

innych. 

Niedoskonałość jest niewątpliwie społecznie po- 

zytywna, odwaga niedoskonałości nie jest często 
niczym innym, tylko uznaniem ograniczeń włas- 

nego horyzontu. 

Jeżeli człowiekiem doskonałym jest ten, kto 

surowo dostosowuje się do norm społecznych, to 

ten, kto nad nimi dyskutuje, wątpi w nie, a nawet 
ośmiesza, musi posiadać odwagę. Ten, kto się 

przystosowuje i akceptuje, może zrobić karierę. 

Powinniśmy teraz zapytać, jakie normy mogą 

być odrzucane lub lepiej, jakie kryteria należałoby 
przyjąć, by zweryfikować normy obowiązujące? 

Trzeba ustalić wpierw, czy pod formą norm nie 

kryje się jakiś ważny sens współżycia „common 

sens". Normą taką było kiedyś uważanie własnej 
ojczyzny za lepszą od innych krajów. Człowiek 

idealny więc powinien pogardzać innymi naroda- 

mi i być nacjonalistą; widzimy jak w ten sposób 

97 
 

można dojść do absurdu. Trzeba było mieć wielką 

odwagę, by w nacjonalistycznym państwie szano- 

wać inne narody, trzeba było mieć odwagę poka- 
zania się przed oczami nacjonalistów jako nacjo- 

nalista niedoskonały. Odrzucenie normy, która 

jest już przezwyciężona, również wymaga odwagi. 

Istnieją normy, które już zostały przezwyciężone, 
ale są zachowywane z największą surowością, gdyż 

nie zostały jeszcze odrzucone, stanowią one jedy- 

background image

nie ciężar, a nie instrument życia społecznego. Na 

przykład reguły tzw. galeato wydają się już być 

przezwyciężone. Niekrojenie ryb i ziemniaków no- 
żem miało sens do czasu, gdy wymyślono stal 

nierdzewną. Jeszcze dzisiaj utrzymujemy porządek 

miejsc przy stołach.  Gościa nie wolno  sadzać 

tyłem do drzwi wejściowych, gdyż stamtąd mogło- 
by nadejść niebezpieczeństwo, jest to jeszcze pozo- 

stałość średniowiecza, kiedy lękano się bycia ugo- 

dzonym w plecy. Wiele z tych reguł rodzi lęk 

popełnienia jakiegoś  nieświadomego  błędu.  Co 
pokazuje, że również na tym polu istnieje strach 

przed popełnieniem społecznego błędu. Nie mówi 

się tu oczywiście o gościnności należnej każdemu, 

ale o tym co według reguł ma wyrażać gościnność. 
W tym wypadku odwaga bycia niedoskonałym 

przejawiałaby się w okazywaniu prawdziwej ser- 

deczności gościowi bez kłopotania się o zachowy- 

wanie jakichś starych reguł. Niemcy, na przykład, 
98 

są mniej skrupulatni w wyznaczaniu następujących 

po sobie dań podczas posiłków. Określone wino 

można podawać tylko z określonym daniem - ża- 
den naród nie jest bardziej skrupulatny w prze- 

strzeganiu tego rodzaju zasad niż Francuzi. Kto 

je łamie, na przykład, pijąc koniak jako aperitif 

na początku posiłku, a nie, jak się powinno, na 
końcu, uważany jest za barbarzyńcę. Z tego rów- 

nież rodzi się wielka gorliwość w zachowywaniu 

wszelkich reguł podawania posiłków, by nie być 

uznanym za barbarzyńcę. 
Idea, iż każde społeczeństwo zależy od ściśle 

określonych norm, jest pochodzenia niemieckiego. 

Kto jednak uznaje wartość życia, pracy i kultury 

innych, będzie potrafił zdystansować się od reguł 

dotyczących wypełniania własnych obowiązków. 
Większość narodów nie żyje pod nieustannym 

pręgierzem zegarka i planu czasowego. W Amery- 

ce Południowej, w kulturze islamsko-azjatyckiej, 

obserwujemy całkowicie inne podejście do pracy 
niż w Europie. Ale również w północnoamerykań- 

skiej kulturze Niemcy wyróżniają się podejściem 

do pracy. To, co wielu Niemców obserwuje we 

Francji z wielkim zdziwieniem to, tzw. luz w po- 
dejściu do pracy i własnych obowiązków; jest to 

zdziwienie pozytywne. Pomimo iż wielu Niemców 

narzeka na stres, którego doświadczają w pra- 

cy, większość z nich nie ma odwagi potraktować 
99 

własnej pracy bardziej lekko, gdyż boją się po- 

sądzenia o brak odpowiedzialności i dyscypli- 

ny. Model doskonałego pracownika konieczny do 
osiągnięcia sukcesu społecznego, jest dla wielu 

synonimem kariery społecznej. Nawet dobrobyt 

rodziny może być poświęcony na rzecz tak pojęte- 

go ideału. 
Odwaga bycia niedoskonałym zakłada większą 

zdolność samorealizacji za cenę bycia atakowany- 

background image

mi przez podobnych nam. Wzrastający podział 

pracy, na którym bazuje nasz system społeczny, 

zakłada, iż każdy z nas odgrywa w społeczeństwie 
szczególną rolę, bez której społeczeństwo byłoby 

uboższe. Społeczeństwo jednak musi wymagać od 

jednostki przestrzegania swych praw. Nie można 

wszakże doprowadzić do takiego punktu, by cele 
jednostki podporządkowane były celom społecz- 

nym. Jednostka musi zachować potrzebną prze- 

strzeń dla siebie, nie może być ona skolektywizo- 

wana. Potrzebuje więc odwagi, by wypełniać tę 
swoją specyficzną rolę. 

Niebezpieczne idee doskonałości społecznej do- 

prowadziłyby do niedowartościowania słabszych 

członków społeczności. Ludzie starsi, niepełno- 
sprawni i chorzy musieliby być odrzuceni poza 

nawias normy społecznej, a więc w pewnym sensie 

poza społeczeństwo. Konsekwencją byłaby izola- 

cja domów starców i klinik. Społeczeństwo musi 
100 

zdać sobie sprawę, że uznanie niedoskonałości 

wiąże się z odwagą zaakceptowania tzw. niedo- 

skonałych. Odwagę przejawia nie tylko ten, kto 
potrafi zdystansować się wobec normy długo ist- 

niejącej, ale również ten, kto potrafi nie pójść za 

nowymi modami. 

Obowiązek taki możemy zauważyć w sposobie 
ubierania się. Nikt dzisiaj, na przykład, nie wkłada 

już ubrań sprzed dwudziestu lat. Stare dokumenty 

pokazują wyraźnie tę zmianę, która na co dzień 

przechodzi niezauważalna. Nikt nie może uciec od 
generalnej tendencji mody. Jeśli jednak moda wy- 

maga kupowania produktów nieużytecznych, słu- 

żących jedynie do wzbogacenia twórców mody, 

racjonalnym jest odrzucenie jej. I tak, nikt nie 

pójdzie jeździć na nartach w starym kombinezo- 
nie, gdyż każdy chce się pokazać elegancko ubra- 

nym. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, jak 

bardzo poddani jesteśmy dyktatowi mody w tej 

dziedzinie. Nieprzejmowanie się modą danego cza- 
su jest także formą odwagi bycia niedoskonałym, 

tym bardziej, iż w tym wypadku możemy narażać 

się na śmieszność. 

Doskonałym członkiem społeczeństwa jest ten, 
kto w oczach innych członków niczym się nie 

wyróżnia, należy do przeciętnych i żyje zawsze 

w zgodzie z normą normalności. Jeśli jednak 

w społeczeństwie byliby tylko tzw. normalni, to 
101 

nigdy nic by się nie zmieniło. Każdy dostosowy- 

wałby się do normy i żył jak wszyscy inni. 

Nie byłaby możliwa żadna zmiana, żadna no- 
wość w sensie społecznym. Prowadząc ten tok 

myślowy do ostatecznych konsekwencji, gdyby 

wszyscy dostosowywali się do normy, to wciąż 

bylibyśmy w epoce kamienia łupanego. Ci, którzy 
mieli odwagę bycia niedoskonałymi, którzy chcieli 

być inni, odkryli nowości i doprowadzili do zmia- 

background image

ny. Często zostawali naznaczani jako inni, czyli 

niebezpieczni. Oddalenie od normy może oznaczać 

więc rozwój. Obywatel doskonały jest zadowolony 
z siebie i nie szuka niczego nowego, dlatego też 

nie znajduje niczego. Schodami rozwoju są niedo- 

skonali, ci, którzy poszukują. Są świadomi własnej 

niedoskonałości, dlatego pragną ją przezwyciężyć. 
„Poczucie niższości jest dominujące w życiu 

duchowym i zawdzięcza swoją siłę poczuciu niedo- 

skonałości, niedopełnienia, które jest głównym 

motorem działania człowieka i ludzkości." (Adler) 
Winfried Schwiersch 

ODWAGA BYCIA 

NIEDOSKONAŁYM 

JAKO PERSPEKTYWA DLA 
WIARY WSPÓŁCZESNEJ 

Sam tytuł tego rozdziału może być podwójnie 

rozumiany. W ten sposób można dojść do dwóch 

stwierdzeń, nad którymi chciałbym się właśnie 
zastanowić. 

Pierwsze: jeżeli wierzący, jako wspólnota wie- 

rzących, otwarcie podejmują i przyznają się do 

własnych niedoskonałości, jeśli nie rezygnują 
z kontaktu z marginalnymi grupami, i jeśli podej- 

mują problemy własnego środowiska, to prowadzi 

to w sposób naturalny do odnowienia wiary w na- 

szych czasach. 
I na odwrót, jeśli dzisiaj żyje się wiarą, rozwija 

ona zrozumienie, siłę, odwagę, odporność i w ten 

sposób wnosi swój znaczny wkład w rozwiązywa- 

nie licznych problemów społecznych i politycznych 
naszego wieku. 

Sama koncepcja niedoskonałości jest złożona 

103 

i zawsze zwrócona w kierunku doskonałości. Mo- 

że również przemienić się w moment, w którym 
człowiek rozpoznaje ją w sobie i to staje się 

motywem większej odwagi w pokonywaniu wszys- 
tkich przeszkód. Na następnych stronach posta- 

ram się przedstawić koncepcje wiary z jednej 
strony, z drugiej zaś przekonania człowieka, które 

determinują ludzką egzystencję we wszystkich wy- 

miarach. 

Wspólna sytuacja wyjściowa 
To, czego zazwyczaj doświadczamy, to nie tyle 

dążenie do doskonałości, ale raczej walka, ażeby 

dorównać innym albo być nawet lepszym. Można 

powiedzieć, że jest to prawdziwa walka o przeży- 
cie, prowadzona każdego dnia przez trzy czwarte 

zgłodniałej ludzkości. 

Tendencja, która sprawia, że chcemy być „kimś 

więcej", „móc wszystko" i „mieć wszystko", „być 
w centrum" i „być kimś", nie jest jedynie skutkiem 

naturalnego egocentryzmu albo naszego wyobra- 

żenia świata. Prowokowana jest ona przez wa- 

runki dzisiejszego wieku, czyli przez tzw. rewolucję 
cywilizacyjną. Zmiany społeczne przejawiają się 

między innymi w nieustannym pośpiechu oraz 

background image

w szaleńczym rytmie życia, który prowadzi w pro- 

stej drodze do stresu. 

104 
Dążenia te są jednak niebezpieczne do czasu, gdy 

będziemy mieli odwagę przyznać się do nich przed 

sobą samym, ucząc się rozpoznawać je i rozumieć. 

Za nimi kryją się pragnienia bycia szanowanymi 
i kochanymi przez innych, a przynajmniej pragnie- 

nie życia w spokoju. Zrozumienie tych aspiracji nie 

może jednak usprawiedliwiać wszystkich problemów 

społecznych, politycznych i religijnych, w szczegól- 
ności, gdy jest mowa o błędach własnych i własnej 

grupy. Nie zamierzam tu jednak zastanawiać się 

jedynie nad błędami ludzkimi i akceptować przede 

wszystkim te osoby, które je popełniają. 
Jedynie wtedy, gdy śmiało będziemy potrafili 

przyznać się do własnych błędów, będziemy umieli 

w zaufaniu współpracować w budowaniu społe- 

czeństwa prawdziwie ludzkiego. 
Wiara, która pogłębia zaufanie 

Również wiara religijna, w szczególności gdy 

jest przeżywana we wspólnocie wiary, może być 

dla człowieka wielkim wsparciem duchowym. Za- 
ufanie, które rodzi się z wiary, wyzwala w nas 

samych i w innych pozytywne siły, gdyż można 

powiedzieć, że synonimem wiary jest jedność czło- 

wieka jako osoby. 
Chrześcijanin poza tym wierzy, że wszyscy lu- 

dzie włączeni są w proces zbawienia, w którym 

105 

 
Bóg stał się człowiekiem i przekazał Radosną 

Nowinę, i zachęca każdego człowieka do budowa- 

nia Królestwa Bożego, które charakteryzuje się mi- 

łością, sprawiedliwością i pokojem. W Królestwie 

tym ludzkości obiecane jest zbawienie i dosko- 
nałość. Nauka Pisma Świętego wzywa do zmiany 

ludzkiej mentalności, do nawrócenia się i poku- 

towania w perspektywie  tej  wielkiej  obietnicy. 
W Kościele starochrześcijańskim  aplikacją po- 
wyższych zasad było wyznawanie własnych grze- 

chów, pojednanie publiczne, przystępowanie do 

sakramentów. W Kościele starożytnym pierwotnie 

sakrament pojednania przybierał formę ponow- 
nego przyjęcia grzesznika do społeczności zbawio- 

nych, potem coraz bardziej przemieniał się w spo- 

wiedź, w confesio, czyli regularne odnawianie swe- 

go uczestnictwa w świętości. 
Nieuzasadnione żądania posłuszeństwa 

i źle rozumiane ideały doskonałości 

Prawdopodobnie jeszcze wielu z nas pamięta 

nieuzasadnione zakazy z czasów naszego wycho- 
wania religijnego lub, jako bardzo zajęci dorośli, 

nie mamy czasu, by o tym myśleć. Jakkolwiek by 

było, nie akceptujemy ich więcej, gdyż nie jesteśmy 

już dziećmi. Na przykład, posłuszeństwo literalne 
bez zadawania zbędnych pytań. Dziecko powinno 

106 

background image

być grzeczne, nie powinno być kapryśne, w prze- 

ciwnym wypadku, do czego by miało prowadzić 

wychowanie? Właśnie, myślę, że z całą powagą 
powinniśmy zadać sobie to pytanie. Czy napraw- 

dę, z całą odpowiedzialnością przyswoiliśmy sobie 

Boskie przykazania, na przykład czwarte „Czcij 

ojca swego i matkę swoją"? Mowa tutaj o szacun- 
ku rodziców z jednej i dzieci z drugiej strony. 

Lub zachowanie normy, iż dzieci nie powinny 

nigdy się sprzeczać i należy od samego początku 

zwalczać ich złe przyzwyczajenia. Sprzeczki i kłót- 
nie zostały w naszej tradycji przyporządkowane 

przykazaniu:  „Nie zabijaj". I następnie: dzieci 

muszą nauczyć się szanować cudzą własność. Jak 

jednak sami zachowujemy się, gdy mówimy przy 
dzieciach o tzw. dobrych interesach i o wykorzy- 

stywaniu innych. 

Dzieci zawsze muszą mówić prawdę. Ale co 

dzieje się, gdy to czynią? Jak my sami postępujemy 
wobec prawdy, gdy dotyczy ona naszych korzyści 

albo naszego prestiżu. 

Wielu myśli, iż przykazania mają służyć jedynie 

do dobrego wychowania dzieci. Gdy jednak dzieci 
dorosną, będą w stanie rozeznać się w praw- 

dziwych prawach życia. W świecie tym oczywiście 

koniecznym jest przestrzeganie pewnych norm, 

jeżeli nie chce się stracić własnej dobrej reputa- 
cji. Lepiej więc być trochę bardziej surowym niż 

107 

trochę bardziej pobłażliwym, gdyż jeżeli dzieciaki 

zbyt szybko dorosną, kto je utrzyma w ryzach. 
Czasami słyszy się o metodach bardziej nowocze- 

snych, by być „bardziej ludzkimi" wobec nich. 

Czasami myślimy też w ten sposób: „Bądź dobry 

dla dzieci, bo co pomyślą sąsiedzi". Czyż jednak 

i my nie jesteśmy omylnymi ludźmi, którzy popeł- 
niają błędy w wychowywaniu własnych dzieci? 

W obu sposobach postępowania brakuje nam 

wiary w zdolności dzieci zrozumienia ich własnej 

odpowiedzialności. Czy to właśnie nie my, jako 
kościół, straszyliśmy dzieci koniecznością zacho- 

wywania przykazań, nawet w przypadkach drob- 

nych błędów naturalnych? Nie możemy więc być 

zdziwieni, że nie potrafią zdobyć się na zaufanie 
wobec nas, że izolują się w grupach rówieśników, 

że uciekają do różnych sekt i w narkotyki. A zda- 

rza się to zwłaszcza wtedy gdy nie potrafiliśmy 

ofiarować naszym dzieciom jakiegoś przekonują- 
cego wzoru do naśladowania. Możemy więc spró- 

bować dzielić się naszymi problemami w grupach 

rodziców i krok po kroku omawiać nasze negaty- 

wne i pozytywne doświadczenia, nie powinniśmy 
również wstydzić się zwracać o pomoc do jakiegoś 

cenionego eksperta. 

Wiele złych przyzwyczajeń u dorosłych może 

pochodzić ze źle pojętych ideałów religijnych, na 
przykład, asceza pojmowana jedynie negatywnie 

108 

background image

jako wyrzeczenie, karanie siebie i autodyscyplina, 

podczas gdy we współczesnej teologii definiuje się 

ją bardziej pozytywnie, jako „uregulowany sposób 
życia, w którym gorliwy chrześcijanin dąży do 

doskonałości" Lexikon fur Theologie und Kirche, 

vol. 1, Herder, Freiburg 1958. 

Asceza może być również często wykorzystywa- 
na do własnej autoafirmacji i do odróżniania się 

od innych. Ta sama rzecz może zdarzyć się przy 

innych sposobach postępowania, jak poświęcenie, 

ekspiacja, która w naszym rozumieniu ma spra- 
wiać przyjemność Bogu i zjednywać jego przychyl- 

ność. 

Wszystkie skrupuły religijne biorą się z prze- 

świadczenia, że jesteśmy źli w oczach Boga i przez 
to odrzuceni przez Niego. Punktem wyjścia takie- 

go rozumowania bywały najczęściej negatywne do- 

świadczenia wychowawcze, warunkowane przez 

strach. Kiedy potem pojawiają się znaki psycho- 
logicznych blokad i autodestrukcji, potrzebna jest 

pomoc specjalistyczna, nie wykluczając najbliż- 

szych chorej osoby. 

Słowa Jezusa, które prowadzą 
Jako chrześcijanie możemy z ufnością powrócić 

do źródeł naszej wiary, czyli do Ewangelii, „Rado- 

snej Nowiny". Na początku Biblii, na zakończenie 

109 
opowieści o stworzeniu świata i pierwszej ludzkiej 

pary, jest powiedziane, że wszystko było dobre, 

(por. Rdz 1,31)*. 

Mowa jest tutaj jednak o tym samym człowieku, 
zawsze tym samym, z jego zdolnościami, słaboś- 

ciami i grzechami, poprzez które uczył się w ciągu 

wieków i rozwijał własną kulturę. Tyle tylko, że 

nie przeżył jeszcze wszystkich swoich przykrych 

doświadczeń historycznych. Biblia przedstawia 
opowiadania bardzo bogate w wyobrażenia. Już 

pierwszy Adam swoim postępowaniem zdradził 

fakt bycia stworzonym na obraz i podobieństwo 

Boga, co doprowadziło jego syna Kaina do za« 
mordowania własnego brata Abla i rozpoczęło 

w ten sposób reakcję łańcuchową win ludzkich. 
Tradycja takiego postępowania jeszcze dzisiaj za- 

graża ludzkości, burząc zaufanie międzyludzkie. 
Inne księgi biblijne tzw. Stary Testament, zaświad- 

czają, że Bóg nie opuścił ludzkości, ale zawsze 

prowadził ją ku wyzwoleniu, co można dostrzec 

w wyjściu Izraelitów z niewoli egipskiej, a potem 
z niewoli babilońskiej. Poza tym Nowy Testament 

i pierwsi chrześcijanie zaświadczają, że Bóg sam, 

gdy nadeszła pełnia czasów stał się człowiekiem - 

Jezusem z Nazaretu. Przyszedł On, nie aby świat 
* Cytaty wg Biblii Tysiąclecia, wyd. 3 poprawione, Pallo- 

tinum, 1982 (przyp. red.) 

110 

potępiać, ale by świat zbawić (J 12,47). Jedynie na 
końcu czasów będzie objawione jak poszczególni 

ludzie potępili się poprzez swe uczucia i swe czy- 

background image

ny, w szczególności czyny wobec najuboższych 

(por. Mt 25,31-46). 

To, co się liczy, to nie tylko cnoty, pobożność 
i długie modlitwy.  Bóg, w każdym wypadku, 

objawia się jako miłosierny dla nas ludzi, dlatego 

gdyż jest Wszechmogący i dlatego, ta jest Miłością 

(1 J 4,16), i zaprasza nas do przyjęcia naszych 
bliźnich,  potrzebujących w  sensie materialnym 

i duchowym (por. Łk 6,36). Bóg jest cierpliwy 

i każdemu udziela możliwości:  On sprawia, że 

słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On 
zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych 

(Mt 5,45). On jest tym, który każe rosnąć pszenicy 

i chwastom razem,  aż do żniw,  ażeby razem 

z wyrywanymi chwastami nie uszkodzić zdrowych 
ziaren (por. Mt 13,29-30). 

On jest ufny w rozwój Swego Królestwa mię- 

dzy ludźmi, jako siewca mający zaufanie do ziar- 

na, które samo wzrasta (por. Mk 4,26-28), do ma- 
leńkiego ziarna gorczycy, w gałęziach której, po 

wzrośnięciu, mogą chronić się ptaki niebieskie 

(por. Mk 4,30-32). Jezus jest cierpliwy jak ogrod- 

nik który opiekuje się nieurodzajnym drzewkiem 
(por. Łk 13,6-9). Wielkodusznie Bóg przyjmuje 

grzesznika, który powraca do Niego jako syn mar- 

111 

 
notrawny (por. Łk 15,11-13), i idzie szukać zagu- 

bionej owcy aż ją odnajdzie (por. Łk 15,3-7). 

Jedynie w tym kontekście możliwym jest zro- 

zumienie słów św. Mateusza Bądźcie więc wy do- 
skonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski 

(Mt 5,48), biorąc pod uwagę poprzedzające błogo- 

sławieństwa ubogich, tych, którzy płaczą, cichych, 

tych, którzy pragną sprawiedliwości, miłosiernych, 

czystego serca, tych, którzy wprowadzają pokój 
i tych, którzy cierpią dla sprawiedliwości. Nie 

chodzi tylko o normy Dekalogu, jak: nie zabijaj, 

nie cudzołóż, nigdy nie przysięgaj. Jezus tworzy 

nowe kryterium i jest to kryterium absolutnej 
Miłości. Jego kryterium nie polega na wypełnianiu 

poszczególnych norm Prawa, ale na całkowitym 

oddaniu się ludziom i Bogu. W tym sensie Jezus 

chce byśmy sami czynili sprawiedliwość, byśmy 
wyzwalali się z zewnętrznej hipokryzji życia religij- 

nego. Faryzeusze byli przecież ludźmi, którzy sami 

nie mogli udźwignąć ciężarów, jakie nakładali na 

innych. Czy nie odnosi się to do wielu duchow- 
nych, teologów i nauczycieli czasów współczes- 

nych? 

Na pytanie swoich uczniów o największego 

wśród nich, Jezus postawił między nimi małe dziec- 
ko i powiedział, że tylko ten, kto staje się podob- 

nym do niego, może ujrzeć Królestwo Niebieskie. 

Dla kogoś, kto gorszy jednego z tych najmniej- 

112 
szych, lepiej by było uwiązać sobie kamień młyń- 

ski u szyi i rzucić się w morze (por. Mt 18,1-6). 

background image

Można więc zrozumieć upomnienie Jezusa doty- 

czące sądu pozbawionego miłości, gdyż kto sądzi, 

będzie poddany sądowi i takim sądem, jakim 
sądzisz, i ciebie osądzą (por. Mt 7,1.2.5). Do swo- 

ich uczniów, którzy całkowicie zaufali swemu Mi- 

strzowi, Jezus mówi ażeby szukali przede wszyst- 

kim Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie im 
dodane (por. Mt 7,31-33). 

Ale również mówi im o słusznym słowie w od- 

powiednim momencie Duch Święty nauczy was 

w tej właśnie godzinie, co należy powiedzieć 
(Łk 12,12) Jeżeli zaś Bóg ubiera lilie polne bez 

trzosa ani pieniędzy, to czy nie zajmie się wami, 

małej wiary? (por. Łk 12,27) 

Ze świadomości pochodzącej z wiary, a mó- 
wiącej, iż mamy prawdziwy skarb w niebie 

(por. Łk 12,32-34), rodzi się odwaga odrzucająca 

zewnętrzne poparcia i tworząca ufny brak lęku. 

W Duchu Jezusa można powiedzieć razem ze 
św. Pawłem, że odwaga wiary w całkowitym od- 

daniu Bogu i ludziom nie może być oddzielo- 

na od miłości naszych braci w Chrystusie, czy- 

li całego Kościoła. Pomimo wszystkich błędów, 
niedociągnięć i pomimo całej drogi oczyszczenia, 

Królestwo Boże wzrasta stale i będzie wzrastać 

(por. Rz 8,21). 

113 
Momenty odnowy 

Istnieją dwa momenty - „klucze" w życiu chrze- 

ścijańskim, którymi nie potrafimy żyć w dzisiej- 

szym świecie. Chodzi tu o decyzje osobiste i o na- 
pomnienie braterskie. 

Różnica zewnętrzna jest zasadnicza. Polega ona 

na rozumieniu tych momentów jako dialogu per- 

sonalnego między osobami albo jako realizacji 

wyznania chrześcijańskiego w grupie. Różnica ta 
nie mówi jednak nic na temat ostatecznej wartości 

spotkania między osobami i wynikającej z niego 

konieczności daru z siebie. Waga spotkania per- 

sonalnego tworzy możliwości odnowy osobowej. 
Staje się ona również od pewnego czasu ważnym 

tematem dla współczesnej teologii pastoralnej, 

chociaż często w kościołach ma bardzo ograniczo- 

ne zastosowanie. 
Obecne niezdecydowanie na szczytach hierarchii 

katolickiej odnośnie upadku praktyki spowiedzi, 

w szczególności niezdecydowanie dotyczące obo- 

wiązku powyższego sakramentu, tworzy w pew- 
nym sensie załamania relacji między szafarza- 

mi sakramentów a laikami w bardzo ważnym 

punkcie życia religijnego. Pozwala to na przy- 

puszczenie, że zmniejsza się zaufanie do autory- 
tetu kościelnego, nie może to mieć jednak wpły- 

wu na wzajemne relacje międzyludzkie pomiędzy 

114 

chrześcijaninem a chrześcijaninem i pomiędzy lai- 
kiem a księdzem. 

Właśnie w personalnych relacjach, które muszą 

background image

przekroczyć prosty nakaz: „bądźcie mili jeden dla 

drugiego", dostrzegam ważny punkt wyjścia w od- 

nowie form aktywności i współżycia grup i wspól- 
not religijnych. Co doprowadziłoby do rozszerze- 

nia skostniałych hierarchicznych form organiza- 

cyjnych, które nadal stanowią temat tabu, i w ten 

sposób można by było stworzyć podstawy do 
lepszego podziału funkcji i zadań. Oczywiście rów- 

nież w przyszłości będą potrzebni szafarze sa- 

kramentów, profesjonaliści według zasad prawa 

kanonicznego. Będą musieli jednak w przyszłości, 
również na polu im przynależnej działalności, na- 

wiązać większą współpracę ze świeckimi i zachęcać 

ich do poszerzania ich odpowiedzialności, a nie 

jak dotychczas umacniać zwyczaj, iż sami są nie- 
odzowni w jakiejkolwiek działalności religijnej. 

Właśnie taki sposób postępowania wielu duchow- 

nych Kościoła doprowadził do zniechęcenia i bier- 

ności wielu wiernych. Decyzja o poważnym roz- 
ważeniu krytyk wyrażonych w sposób odpowie- 

dzialny i lojalny doprowadziła do odrodzenia wie- 

lu wspólnot. 

Inna grupa chrześcijan przyjmuje nąjwygodniej- 
szy sposób postępowania, uznając obecność Koś- 

cioła w ich życiu jedynie podczas największych 

115 

 
uroczystości, takich jak: chrzest, bierzmowanie, 

komunia święta, małżeństwo i pogrzeb. We wszys- 

tkich tych przypadkach wzruszenie ma zastępować 

wewnętrzne przeżycie wiary. 
Wszyscy ci natomiast, którzy doświadczyli rze- 

czywistości odnowy w swoim życiu, powinni mieć 

odwagę, by otwarcie mówić o swych motywach po- 

wrotu do wspólnoty wierzących. W sytuacjach ta- 

kich powinniśmy mieć odwagę powierzenia się Du- 
chowi Świętemu, którego Bóg udziela wszystkim, 

którzy Go o to proszą (por. Łk 11,13). On zaś wie- 

je tam, gdzie chce (por. J 3,8) i zawsze przychodzi 

na pomoc w naszych słabościach (por. Rz 8,9). 
Osobiste doświadczenie wiary 

W naszych czasach, które każdego dnia przy- 

noszą nam nowe opinie i poglądy, nie wystar- 

cza poleganie jedynie na starych nauczycielach 
i normach. Niektórzy członkowie chrześcijańskiej 

wspólnoty zajęli się problemem przekazu tradycji 

wiary w pojęciach zrozumiałych dla współczes- 

nego człowieka. Nie jest to zadanie łatwe i nie 
zawsze spotyka się ze zrozumieniem u wszystkich 

współwyznawców, jednakże postępowanie takie 

prowadzi w konsekwencji do większej autonomii 

myślenia, a przez to przyczynia się do obrony 
wartości wiary w epoce powszechnego jej kryzysu. 

116 

Gdy teraz pytam samego siebie, kiedy ja sam 

w moim konkretnym życiu doświadczyłem warto- 
ści wiary, to przychodzą mi na myśl dwa wydarze- 

nia, o których chciałem wam opowiedzieć. 

background image

Pierwsze to wydarzenie całkowicie przypadko- 

we, gdy spotkałem człowieka w średnim wieku, 

którego nigdy wcześniej nie widziałem i później 
także nie dane mi go było spotkać. W pierw- 

szym momencie mówiliśmy o rzeczach mało zna- 

czących. Po pewnym czasie zapytał mnie niby mi- 

mochodem, czy wierzę w cokolwiek. Byłem na- 
prawdę zdziwiony w pierwszym momencie, zdzi- 

wiony, ale nie zaskoczony, jak to sobie później 

uzmysłowiłem. Powoli rozpoczął się między na- 

mi bardzo głęboki dialog. Kiedy rozstawaliśmy 
się, byliśmy zgodni co do tego, iż nasza rozmo- 

wa była bardzo istotna dla nas obu. I dopie- 

ro potem uzmysłowiłem sobie, że zapomnieliśmy 

zapytać siebie o podstawowe rzeczy, o których 
mówi się zwyczajowo przy takich okazjach, jak 

zawód, wykształcenie itp. Zastanawiałem się po- 

tem, dlaczego właściwie spotkanie to tak bar- 

dzo wyryło się w mojej pamięci, spotkanie z osobą 
mi nieznaną, bez większego wykształcenia i przy- 

gotowania, ale może właśnie to była właściwa 

odpowiedź. 

Drugim ważnym dla mnie wydarzeniem by- 
ło święto studentów, w którym uczestniczyłem. 

117 

 

Obecne na nim były również osoby niepełno- 
sprawne. Siedząc razem ze studentami przy sto- 

łach, nie odróżniali się od reszty. Dopiero gdy 

pewien student wstał i zaczął tańczyć z dziew- 

czyną niepełnosprawną zdałem sobie sprawę z jak 
wielką naturalnością tańczył z osobą niepełno- 

sprawną. Po pewnym czasie siedliśmy przy wspól- 

nym stole i wtedy dziewczyna zaproponowała 

mi wspólny taniec. Zanim mogłem sobie to 

uświadomić, dziewczyna ta za pomocą gestów 
i mimiki wytłumaczyła mi jak możemy razem 

tańczyć. 

Potem przez pewien czas myślałem o tym wyda- 

rzeniu. Już w czasie tańca studenta z dziewczy- 
ną zdałem sobie sprawę, że powinienem bardziej 

postarać się o uczestniczenie wszystkich niepeł- 

nosprawnych w zabawie. Zachowanie studenta 

uświadomiło mi mój błąd. I po tym jak sama 
dziewczyna pomogła mi w przybliżeniu się do 

osób niepełnosprawnych, zrozumiałem co wcześ- 

niej wprawiało mnie w zakłopotanie w relacjach 

z nimi. Odkryłem wtedy również jak wielką siłę 
posiada zaufanie i jak bardzo może być ono 

wyzwalające. Nauczyłem się również patrzeć ina- 

czej na biblijną miłość bliźniego i jej owoce, gdyż 

w tym wypadku trudno powiedzieć kto naprawdę 
pomagał komu. 

118 

Przybliżyć się oo wnycn 

Jeżeli kościoły chrześcijańskie nie zdołają wy- 
zwolić się ze wszystkich odziedziczonych dóbr 

materialnych i majątków, będą ryzykowały, że 

background image

mogą utracić zaufanie i wiarygodność u wiernych, 

do których zostały posłane. Warto przy tej okazji 

przypomnieć wszystkich tych, którzy w naszym 
społeczeństwie są biedni, nieszczęśliwi i wyobcowa- 

ni. Właśnie dlatego, że niełatwym jest zrozumienie 

innych, w całości ich sytuacji, powinniśmy szukać 

drogi do zbliżenia się do nich wszelkimi sposoba- 
mi, ze zrozumieniem wszystkich przyczyn naszej 

współczesnej biedy. Jesteśmy przecież dłużnikami 

nie tylko sprawiedliwości ludzkiej, ale również, 

a może przede wszystkim, zbawczego dzieła Boga 
w historii ludzkości. Jeżeli więc nie czynimy miło- 

sierdzia, według słów Biblii, służymy jedynie ma- 

monie i odrzucamy naszych bliźnich. A jeśli zdaje- 

my sobie z tego sprawę, zastanówmy się czy trwać 
w błędzie, czy zmienić nasze życie. 

Święto - wydarzenie, które kształtuje wspólnotę 

Jedynie radykalna otwartość na potrzeby czło- 

wieka sprawia, że modlitwa i ryty religijne zyskują 
na zakorzenieniu w życiu i na zdolności współ- 

uczestnictwa wszystkich uczestniczących. Niektóre 

119 

 
wspólnoty nauczyły się organizować święta, w cza- 

sie których sacrum i profanum jednoczą się w ży- 

wotnym związku. Jest to szczególnie ważne, gdy 

odbywa się to we wnętrzach starych kościołów, ale 
oczywiście nie tylko. Przy tej okazji możemy po- 

wiedzieć, że rola świeckiego animatora, zarówno 

w działaniu liturgicznym jak i w prostych rozmo- 

wach, jest niezwykle ważna. Jednak wielu wier- 
nych wciąż nie jest do tego przyzwyczajonych. 

Przy takich okazjach zawsze ważnym jest zachęca- 

nie siebie nawzajem do wyrażania swych praw- 

dziwych myśli. Ważnym jest, by rozmawiać 

o wszystkich tematach, szczególnie zaś aktualnych. 
Często zdarza się, iż dzieci w takich wspólnotach 

nie tylko nie zostają wysłuchiwane, ale także nie 

mają prawa uczestniczyć we wspólnych rozmo- 

wach. Jeszcze trudniejszym dla dorosłych jest za- 
akceptowanie wszystkich planów święta i jego 

charakteru ludzko-religijnego, takich jak śpiew, 

taniec, przedstawienia, wolna modlitwa i medyta- 

cja. Wszelkie uprzedzenia jednak bardzo szybko 
znikają w zetknięciu z wyzwalającą mocą wzajem- 

nego święta i uczestniczenia w zdolnościach in- 

nych. To właśnie spontaniczność decyduje o orygi- 

nalności i świeżości danego święta. Centralnym 
punktem takiego święta jest zawsze wspólny posi- 

łek, który osiąga swoją kulminację w celebracji 

eucharystii według wzoru przedstawionego nam 

120 
przez Nowy Testament. Wspólne swięiowamc pu- 

wyższego typu doprowadziło do umocnienia po- 

czucia solidarności w grupie i do ujawnienia wszy- 
stkich twórczych sił. Fakt, iż w następstwie tych 
uroczystości wiele wspólnot chrześcijańskich od- 

nowiło swe zaangażowanie, najlepiej świadczy o po- 

background image

trzebie ich organizacji. 

Wiara, która wyzwala świat 

Zamierzam ograniczyć się jedynie do kilku przy- 
kładów, które uważam za szczególnie typowe dla 

przedstawienia odwagi bycia niedoskonałym. Za- 

mierzam mówić o odwadze ryzyka osobistego, 

odwadze, która rodzi się z przekonań religijnych 
i humanistycznych, i znajduje zastosowanie na 

polu społecznym i politycznym. Wszystkie osoby 

i grupy ludzkie, które powodowane są podobnymi 

motywacjami ryzykują często swą karierą politycz- 
ną i zawodową przy realizacji swych przekonań. 

Przykładem może być tu dla nas samo życie 

Jezusa, który również wypowiedział te znamienne 

słowa: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię 
(...) obumrze, przynosi plon obfity (J 12,24). Innym 

aktualnym przykładem są wysiłki kilku polityków 

zmierzające do zapewnienia pokoju na Bliskim 

Wschodzie, które wielu uważa za nieracjonalne. 
Wiara w moc dobra, nieustannie wzmacniana, 

 

bazuje najczęściej na wierze i przekonaniach re- 

ligijnych. To właśnie tego rodzaju przekonania 
sprawiają, iż śmiertelni wrogowie potrafią usiąść 

przy wspólnym stole, by rozwiązywać dzielące ich 

problemy. 

Również wiele osób zaangażowanych w walkę 
o prawa człowieka, oraz pacyfiści, którzy walczą 

z szaleństwem nieustannych zbrojeń, pokazali 

nam, wierzącym, odwagę w podejmowaniu osobis- 

tych decyzji. Nasza postawa wobec ich zaangażo- 
wania świadczy również o nas i o naszym podej- 

ściu do problemów współczesnego świata. Może- 

my jedynie zauważyć, że większość ewangelizato- 

rów i bojowników o prawa człowieka przyjęło 

pokojowy styl walki i pasywną formę obrony, co 
pokazuje ogrom ich poświęcenia. 

Osoba wierząca, silna swym przekonaniem, jest 

w stanie nadstawić drugi policzek agresorowi (por. 

Mt 5,40). Co oczywiście nie świadczy, iż w ten 
sposób akceptuje sposób postępowania przeciwnika. 

Wierzący staje się raczej przyczyną zdziwienia ataku- 

jącego i w ten sposób pokazuje, że nie ma potrzeby 

używania środków przemocy dla zaznaczenia wła- 
snej racji i godności, zwraca się również w kierun- 

ku dobra ukrytego w jego przeciwniku. W ten 

sposób można stworzyć możliwość przemiany my- 

ślenia. Gdyż znana formuła: oko za oko, ząb za 
ząb, może jedynie w ten sposób być przełamana. 

122 

Oczywiście znaczy to, iż w pewnych określonych 

sytuacjach usprawiedliwione jest użycie broni dla 
obrony podstawowych wartości, takich jak wol- 

ność i sprawiedliwość. Kiedy my, chrześcijanie 

europejscy, przytaczamy przykłady bojowników 

z trzeciego świata, często zapominamy, że jeszcze 
niedawno błogosławiono w Europie broń dla 

usprawiedliwienia wojen agresywnych i niespra- 

background image

wiedliwych. 

Ażeby  zakończyć, jeden przykład  z Brazylii 

(Pastorał da terra ARD, 1979). Kilku pracow- 
ników pomocy społecznej pragnie pomóc brazy- 

lijskim chłopom, którzy regularnie ograbiani są 

ze swoich plonów z jednej strony przez latyfun- 

dystów, od których dzierżawią ziemię, a z dru- 
giej strony przez tzw. pistoleros, czyli uzbrojone 

bandy, które żądają od nich okupu. Pozornie 

sytuacja wydaje się beznadziejna, gdyż za „pi- 

stoleros" stoją wielkie interesy ekonomiczne wła- 
ścicieli ziemskich.  Natomiast za pracownikami 

pomocy stoi jedynie ich własna odwaga i przeko- 

nanie walki w słusznej sprawie. Ich formą działa- 

nia jest uświadamianie chłopom ich praw i legal- 
nych środków, które im przysługują. Poza tym 

zbierają oni informacje i dane o wszelkich zda- 

rzeniach, by informować opinię publiczną o nad- 

użyciach i bezprawiu, a przez to stworzyć front 
nacisku opinii publicznej. 

123 

Właśnie związki z problemami trzeciego świata, 

niebezpieczeństwa wojny, kryzys energetyczny po- 
łączony z problemem jądrowym są faktami, które 

w konsekwencji prowadzą do zmiany świadomości 

i do odrzucenia prostego konsumizmu. Ludzie 

zaczynają przyjmować na siebie taką odpowie- 
dzialność, która w konsekwencji prowadzi do 

poświęceń. Najpierw możemy zauważyć wpływ tej 

świadomości na wszelkiego rodzaju ruchy protestu 

i inicjatyw społecznych, możemy obserwować wio- 
snę nowej kultury zakorzenionej zarówno w prze- 

strzeniach świętości, jak i w problemach współ- 

czesnego świata, w nowej literaturze, w nowych 

grupach teatralnych. Krytycyzm wobec kierunków 

niebezpiecznego rozwoju, ale również praktyczna 
refleksja nad wartościami i nad realnymi możli- 

wościami ludzkiego życia, tworzą nowe impul- 

sy dla rozwoju kulturalnego i technologicznego. 

Ewolucja ludzka osiągnęła stan tzw. nosfery (Teil- 
hard de Chardin), stadium duchowe, które zostało 

już osiągnięte, ale jeszcze nie zrealizowane. To zaś, 

co obserwujemy, to rosnące zanieczyszczenie śro- 

dowiska, wykorzystywanie szkodliwych energii, 
nieustanne zbrojenia - cała nasza egzystenqa ludz- 

ka zostaje poddawana tak różnorodnym zagroże- 

niom w imię rozwoju. Sytuacja ta jest wyzwaniem 

dla wszystkich współczesnych, zarówno wierzą- 
cych jak i niewierzących, chrześcijan jak i wyznaw- 

 innych religii. 

124 

SPIS TREŚCI 
Rudolf Kausen 

Wstęp.............5 

Erik Blumenthal 

Odwaga bycia niedoskonałym w nauczaniu     13 
Reinhold Ruthe 

Profesor i studentka, czyli niedoskonałość 

background image

w małżeństwie..........29 

Hermann Hobmair 

Odwaga bycia niedoskonałym w przyjaźni     47 
Michael Titze 

Odwaga w ujawnianiu własnej niedoskona- 

łości fizycznej..........59 

Christine Juhre 
Odwaga bycia niedoskonałym u osoby niepeł- 

nosprawnej   ...........73 

127 

 
Paul Rom 

Kobieta w społeczeństwie mężczyzn 

85 

Gerd Treffer 
Sozologiczne aspekty niedoskonałości 

93 

Winfńed Schwiersch 

Odwaga bycia niedoskonałym jako perspek- 
tywa dla wiary współczesnej.....103 

Odwaga bycia niedoskonałym - czyżby sam tytuł był 

zachętą do niedbalstwa i opieszałości? Nic bardziej mylnego. 

Odwaga przyjęcia prawdy o sobie, szczerość wobec siebie, 
przezwyciężanie tendencji, aby przedstawiać siebie jako lep- 

szych, inteligentniejszych niż jesteśmy - to wartości szczegól- 

nie potrzebne współczesnemu człowiekowi. Ukrywanie własnej 

niedoskonałości prowadzi do frustracji i może podważyć za- 
ufanie bliskich osób, gdy nie można już dłużej utrzymywać 

pozorów. 

Perfekcjoniści we wszystkich swoich działaniach nieustannie 

starają się udowodnić sobie własną doskonałość, nawet za cenę 
szkodliwych skutków ubocznych. Wymagają oni zbyt wiele, 

zarówno od siebie jak i od innych. Realizacja ideału doskona- 

łości absolutnej w łatwy sposób prowadzi do mechanizmu 

zamkniętego koła - odkrycie własnej niemożności zrealizowania 

ideału wzmaga jedynie wysiłek, który na nowo objawia własną 
niedoskonałość i tak dalej. 

Perfekcjonistyczny styl wychowania jest przytłaczający, nie 

bierze pod uwagę potrzeb dziecka i nie sprawdza się w 

nieprzewidywalnych sytuacjach życiowych. 
To wszystko, co odnosi się do naszego sposobu bycia, ma 

uświadomić nam, że jedynie poprzez cierpliwe działanie może- 

my cokolwiek w nas ulepszyć, akceptując z pokorą to, co w nas 

niezmienne.