17 listopada 2009

Niebezpieczne igraszki z naszym zdrowiem

To co czytamy dzisiaj na temat genetycznie

modyfikowanej kukurydzy, pomidorów, czy

innych roślin, to głównie informacje o

korzyściach płynących z ich stosowania,

większej wydajności plonów i o

bezpieczeństwie tych sztucznie tworzonych

odmian zarówno dla naszego zdrowia, jak i

środowiska. Trudno jest znaleźć głosy

krytyczne, ponieważ dzisiaj naukowcy mogą

publikować wyniki badań prowadzonych nad

tymi organizmami tylko po otrzymaniu na to

zgody od ich producentów. Ta praktyka

wywołuje coraz więcej protestów jako, że

podważa niezależność i rzetelność naukowej

informacji i musi się skończyć.

Firmy, takie jak Monsanto, Cargill i kilka innych,

zdominowały światowy rynek rolniczy, jako główni dostawcy środków ochrony roślin,

nawozów sztucznych i coraz to innych rodzajów roślin uprawnych, do których

wprowadzono geny pozwalające zwiększyć ich odporność na pestycydy, zawierające silne

toksyny przeciw pasożytom (np. bakteryjny botulizm w kukurydzy Bt), lecz również, jako

biologiczne fabryki syntetyzujące niektóre leki - substancje chemiczne całkowicie obce tym

organizmom. W ciągu następnych 2 lat inwestycja w rynek biotechnologiczny zamierza

wprowadzić rośliny zdolne wytrzymać ekstremalne gorąco i susze.

Niestety nie jest to obecnie możliwe by zweryfikować, czy rośliny te spełniają obietnice ich

producentów, takie jak: wyższa wydajność plonów, odporność na szkodniki, czy zmiany

klimatyczne. Jest to spowodowane tym, że firmy te dały sobie prawo „veta” w przypadku,

gdy chodzi o publiczne udostępnianie informacji z badań dokonanych przez niezależnych

naukowców. One same również ujawniają tylko te dane, które im są wygodne.

Jak donosi w sierpniowym numerze tego roku czasopismo „Scientific American”, aby mieć

dostęp, czy zakupić genetycznie modyfikowane nasiona, kupujący musi podpisać zgodę z

ich producentem na to, co może z nimi robić. Jest to stosowane dla protekcji własności

intelektualnej firmy (wszystkie nowe organizmy są opatentowane), ale musi to mieć pewne

limity, jeżeli pod uwagę wchodzą sprawy naszego zdrowia. Tymczasem Monsanto, Pioneer

i Syngenta zabraniają niezależnym naukowcom używania w badaniach nasion

produkowanych przez te firmy. Pod groźbą sądu, naukowcy ci nie mają prawa testować

nasion w innych warunkach, niż specyfikowane w umowie z producentem, porównywać ich

z nasionami innych firm, a przede wszystkim badać wpływ tych nasion na środowisko i ich

skutki zdrowotne.

Oczywiście dostępnych jest wiele publikacji, dotyczących genetycznie modyfikowanych

roślin, ale tylko takich, które firma zaaprobowała. Entomolog z Cormell University w

Nowym Jorku razem z grupą innych naukowców wystosował ostatnio protest w tej sprawie

do amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA). W liście naukowcy wyrażają głębokie

1

www.StopGMO.org

zaniepokojenie tym, że takie ograniczenia wykluczają możliwości wykonywania legalnych

niezależnych badań testujących te nowe technologie. Opublikowanie, w 1999 roku przez

renomowane brytyjskie czasopismo medyczne „Lancet”, badań naukowych Dr Pusztai z

Rowett Resaerch Institute w Szkocji, wskazujących na negatywne skutki zdrowotne

spożywania genetycznie modyfikowanych ziemniaków, wywołało burzę agresywnych

ataków. Ich celem była publiczna dyskredytacja ekspertyzy Dr Pusztai, cenionego

naukowca o wieloletnim doświadczeniu (około 270 publikacji naukowych) przez

szkalowanie, usunięto go z pracy w Instytucie, jak również ataki na redaktorów „Lancet”

za opublikowanie tych danych. Nie są to niestety przypadki odosobnione, nic dziwnego

więc, że odważnych w mówieniu prawdy nie jest zbyt wielu.

Jak jest to możliwe, że dzisiaj naukowcy mają zabronione prowadzenie badań nad

wytworzonymi sztucznie organizmami, które już są składnikiem naszegopożywienia, czy

też testowania skutków biologicznych i środowiskowych genetycznie modyfikowanych

roślin, których uprawy stanowią coraz większy procent produkcji rolniczej na naszych

ziemiach, czy w naszych ogrodach. Jest to bardzo niebezpieczne. Bezpieczeństwo

żywności, którą spożywamy i środowiska, w którym żyjemy to podstawa naszego zdrowia

i życia, obecnie podporządkowana finansowym interesom korporacji.

Wielu z nas pomyśli, jak jest to możliwe? Gdzie jest prawo i interwencja rządowych

instytucji ustanowionych dla obrony naszych witalnych interesów i finansowanych z

naszych podatków?

Spójrzmy bliżej, jak to funkcjonuje w USA. Firmy takie, jak Monsanto, bronią swojego

monopolu i interesów ekonomicznych przez opłacanie rzeszy lobbystów i nacisk na

polityków, czy też media. W wielu przypadkach funkcjonuje to na zasadzie „drzwi

obrotowych”, gdzie pracownik instytucji rządowej, której podlega działalność danej firmy

może odejść do pracy w tej firmie zwykle na intratne stanowisko, a potem powrócić znów

do pracy w agencji rządowej. Przykładów jest wiele, jak chociażby Michael Taylor, który

jako prawnik pracował w rządowej administracji czuwającej nad bezpieczeństwem

żywności i leków (FDA). Następnie został zatrudniony przez firmę Monsanto, gdzie

pracował nad uzyskaniem pozwolenia przez swojego poprzedniego pracodawcę, czyli rząd,

do stosowania przez tą firmę wołowego hormonu wzrostu uzyskiwanego z genetycznie

zrekombinowanych bakterii (rBGH), dla zwiększenia mleczności krów. Po sukcesie i

uzyskaniu zgody (produkt o nazwie Prosilac) pan Taylor powrócił w 1991 roku na

stanowisko zastępcy komisarza w FDA. Nikt nie przejmuje się faktem, że hormon ten ma

wiele negatywnych skutków ubocznych, włączając w to przyspieszone mnożenie się

komórek rakowych, wiele danych również wskazuje na korelację pomiędzy spożywaniem

mleka i mięsa z rBST traktowanych krów, a rozwojem alergii. W Kalifornii, gdzie mieszkam,

wiele sklepów nie sprzedaje mięsa, czy mleka pochodzącego z takich hodowli i stosowanie

rBST (jak i antybiotyków) w hodowli zwierząt jest obecnie znacznie ograniczane. Po prostu

konsumenci nie chcą takich produktów kupować, co bije ich producentów po kieszeni i

zmusza do szukania innych rozwiązań.

Trudno jest również wątpić w to, że dawny prawnik firmy Monsanto (lata 70-te) a obecnie

sędzia sądu najwyższego USA - Clarence Thomas - będzie całkowicie neutralny w

przypadku spraw związanych z działalnością swojego dawnego pracodawcy. To właśnie on,

będąc prawnikiem w Monsanto, opracowywał podstawy prawne protekcji patentowej dla

ich genetycznie modyfikowanych odmian (GMO). Wdzięczny musi być również były

sekretarz obrony Rumsfeld, dawny zarządca firmy farmaceutycznej Searle, którą korzystnie

2

www.StopGMO.org

sprzedał do Monsanto. Z takimi przyjaciółmi można podbijać cały świat...

Polskie rolnictwo jest jeszcze w zasadzie wolne od GMO i nie zdominowane całkowicie

przez interesy obcych firm . Jednakże, jako członek UE jesteśmy zobowiązani do

podporządkowania się unijnym zasadom polityki rolnej, co wiąże się również z akceptacją

upraw GMO, pomimo oporów społecznych przed ich rozszerzeniem. Środkiem do

intensyfikacji upraw GMO w Polsce jest stopniowa eliminacja małych, niezależnych

gospodarstw, które są nastawione sceptycznie do tej nieprzebadanej biotechnologii i mogą

oprzeć się naciskom jej proponentów. Obrona indywidualnych gospodarstw jest konieczna,

by interesy obcych korporacji nie decydowały o rodzaju i obszarach upraw w Polsce,

stosując ekonomiczny i polityczny szantaż. Obecna sytuacja wymaga niezwłocznego i

zdecydowanego działania ze strony producentów rolnych i uzyskania społecznego poparcia

dla sił politycznych, które będą odważnie bronić interesów polskich rolników i polskiego

społeczeństwa. Tradycja „wozu Drzymały” nie powinna zostać zapomniana na naszych

ziemiach.

Już w 2005 roku czołowe czasopismo dla lekarzy „British Medical Journal” zauważyło, że

akceptacja nacisków ze strony UE na polskie rolnictwo może odwrócić pozytywny trend

poprawy zdrowia, obserwowany w Polsce od 1991 roku, który bezpośrednio wiązał się ze

zmianami polityki rolnej, sprzyjającymi produkcji żywności o walorach zdrowotnych, jak np.

wzrost produkcji olejów roślinnych.

Czekanie działa na naszą niekorzyść, bo pewnych biologicznych skutków nie będzie można

odwrócić. Obecność zmodyfikowanych genów stwierdzono w roślinach odległych nawet o

40-60 km od zasiewów GMO. Odnotowuje się też niszczący ich wpływ (jak również

pestycydów) na populacje pszczół i innych owadów niezbędnych do zapylania roślin. Nasze

wody stają się coraz bardziej trujące dla wodnej flory i fauny, co również potwierdziły

ostatnie badania opublikowane w Proceedings of the National Academy of Sciences USA (9

październik 2009), wykazujące obecność toksyn botulinowych pochodzących z upraw

kukurydzy Bt w wodach gruntowych w rejonach środkowo-zachodnich stanów, gdzie te

uprawy dominują.

Dzisiaj mieszkańcy USA i większości krajów Europy zdają sobie sprawę, że już

doświadczamy konsekwencji takiej „kowbojskiej” polityki rolnej, w postaci wzrostu

zachorowań na alergie, wiele chorób chronicznych, jak i ryzyka katastrofy ekologicznej,

której może nie będziemy w stanie odwrócić. Dlatego też stale rośnie zainteresowanie i

popyt na zdrową żywność produkowaną w warunkach ekologicznych. Stwarza to solidne

podstawy do rozwoju ekologicznej produkcji rolnej w naszym kraju, zarówno dla

zachowania i poprawy naszego zdrowia, jak i niezawisłości naszego rolnictwa – w tej

dziedzinie nie powinno być kompromisów.

Dr Aleksandra Niedzwiecki

http://www4pl.dr-rath-foundation.org/newsletter/archiwum/2009_11_nov_17.html

3

www.StopGMO.org