O chłopcu i cudownych przedmiotach, i ruchu na co dzień.
Starsza pani siedzi w fotelu. W ręku trzyma 3 monety. Woła:
Matka: synu! synu! podejdź do mnie!
Zza sceny:
Syn: już biegnę! Słucham?
Matka. Synu, masz już 13 lat. W domu, jak widzisz, bieda. Starałam się coś odłożyć dal ciebie ale już chyba nic więcej nie zaoszczędzę, jeśli dotąd nie oszczędziłam. Weź te trzy grosze i idź w świat. Może łatwiej się czegoś dorobisz.
Syn: tak mamo, jak sobie życzysz. Pójdę zabrać trochę swoich rzeczy. Do widzenia.
Droga, w tle dom.
Syn: wędruje i wędruję, a nigdzie nie mogę dojść. W mieście pieniędzy wystarczyło mi tylko na jedną świecę. Nogi mnie już bolą...o! jakaś chata! Może tam położę się choć na chwilę. Może gospodarz da mi kubek mleka i kromkę chleba?
Wnętrze chaty: pusto, ciemno. Na ścianach dwa portrety.
Syn: no tak, pusto. Nikogo nie ma. Eh, czas się położyć spać. Rozjaśnię trochę to ponure pomieszczenie.
Łamie świecę, stawia połówki przed obrazami. Kładzie się. Słychać zegar. 12 uderzeń. Wiatr. Wchodzi trzech mężczyzn. Płaszcze . kapelusze. Zauważają chłopca.
Pan 1: chłopcze, chodź no tu!
Podchodzi
Pan 2: który portret wolisz? Ten, czy tamten?
Chłopiec: mnie tam wszystko jedno!
Pan 3 : powiedz, który jest lepszy?
Chłopiec: wszystko jedno, mnie i ten się podoba, i ten!
Pan 1: podobasz nam się , bo jesteś bardzo mądry. Damy ci coś za to . ja dam ci strzelbę, która nigdy nie chybia.
Pan2: ja dam ci takie skrzypce, ze nawet jak ktoś nie chce tańczyć, to kiedy usłyszy dźwięki tego instrumentu, i tak tańczy.
Pan 3: a ja ci dam takie buty, ze kiedy je założysz zrobisz krok, to już jesteś kilometr dalej , a gdy skoczysz, to pięć.
Chłopiec bierze podarunki.
Chłopiec: dziękuje, dziwni przybysze.
Droga, obok las. Jedzie kareta, w niej król i królowa. Król zobaczył chłopca.
Król: chłopcze, podejdź tu!
Podchodzi
Królowa: skąd masz taka strzelbę? bardzo nam się podoba.
Chłopiec: dał mi ją pewien pan.
Król: może byś nam ją sprzedał? Dobrze zapłacimy!
Chłopiec: o nie! za nic jej nie sprzedam!
Królowa: a czy ona dobrze strzela?
Chłopiec: widzą państwo tego ptaka nad lasem? o tam! wysoko?
Król i królowa: tak, widzimy.
Chłopiec: no to patrzcie. - Mierzy, strzela. -No i jak? Udało się!
Król: muszę mieć taką strzelbę! -do swojej świty-Brać go!
Chłopiec wyjmuje skrzypce i zaczyna grać. Podrygują wszyscy, upadają i muszą się znowu podnieść i tańczyć.
Chłopiec widząc, że król już ledwo oddycha robi krok w swych butach i znika.
Droga, w tle zamek.
Chłopiec: i znowu tyle dni idę i nic nie spotykam. Może pójdę do miasta? tam powinienem znaleźć pracę. Mogę przecież być muzykiem!
Chłopiec stoi przed służącym.
Chłopiec: czy wasi państwo nie potrzebują może muzyka? Jestem najlepszy!
Służący: pan jest co prawda chory, ale zapytam go. Może zechce, aby mu zagrać dla zabicia nudy.
Chłopiec zostaje sam. Gwiżdże, rozgląda się. Wraca służący.
Służący: pan prosi do siebie.
W łóżku król. Wchodzą chłopiec i służący.
Król: ach , to ty! ratunku, warta, to przez niego choruję, zakuć go w kajdany i do lochu!
Przyjęcie. Na czele król z królową. Hałas, rozmowy.
Król: nie zgadniecie, co mi się przydarzyło! Jechaliśmy kilka dni temu z małżonką powozem, a tu nagle na drodze zjawia się chłopiec. Trzyma w ręku piękną strzelbę, która niesamowicie strzela- pokazał nam jej możliwości. Kiedy chciałem, aby moja świta go złapała, bo nie chciał mi sprzedać tej pięknej broni, zaczął grać na jakiś dziwnych skrzypcach. Poczułem, że muszę tańczyć. Nie miałem na to sił, a i tak tańczyłem. Podarłem całe ubranie i aż się rozchorowałem. A teraz ten okropny chłopiec siedzi zamknięty w moim lochu. Trzeba ukarać tego nicponia!
Gość1; dobrze, ukarzemy go, tylko niech zagra!
Królowa: nie, prosimy! Nie mamy sił.
Gość 2 ze śmiechem: cóż to , królu, boicie się potańczyć?
Król: nie będzie grał! ducha bym wyzionął!
Gość 3 :no dalej, zgódź się, chcemy go usłyszeć!
Królowa : nie będzie grał!
Gość 4 : no ile można was prosić?
Król: widzę, że się nie poddacie. Dobrze niech gra, ale przywiążcie mnie do krzesła tak, żebym nie mógł się ruszyć.
Służba wnosi sznury i związuje króla i królową.
Inni przyprowadzają chłopca. Ten jak nie zacznie grać! Wszyscy poderwali się z miejsc i zaczęli pląsać po całej sali. Pan tak się rzucał na krześle, ze aż trzeszczy. Jakimś sposobem uwolnił nogę i tupie w rytm muzyki.
Królowa: a nie kazaliśmy grać! a nie kazaliśmy grać!
Chłopiec: jakbyście pląsali codziennie, bawili się przy muzyce, to teraz nie bylibyście zmęczeni. Bo najważniejszy jest ruch. Każdego dnia.
Odchodzi. Kurtyna.