7415


Jest to pierwsza wersja, za wszystkie błędy przepraszam i zapraszam do czytania. Jest to także niewielki fragment.

Prolog

Obudziło ją pukanie do drzwi, niedawno wróciła z pracy i zdrzemnęła się na chwile. Pukanie powtórzyło się. Wstała, nieco wystraszona. Odkąd Julka pojechała do internatu, rzadko kto ją odwiedzał. Julka! -pomyślała przerażona. Szybko podeszła do drzwi, otworzyła je szarpnięciem. Na progu stało dwóch policjantów

-O Boże! -wykrzyknęła -Co się z nią stało? -Zapytała zaciskając dłonie na klamce. Przez głowę przeleciało jej kilka strasznych obrazów. Najbardziej obawiała się tego, przez który Julia trafiła do niej. Dziesięć lat temu jej rodzice zginęli. Julia prawie też, siostra wyrzuciła ją z samochodu. Było to konieczne, ponieważ ścigał ich morderca. Bała się, że jej siostrzenice teraz spotkało to samo

-Czy jest pani matka Julii Rękacz?

-Jej ciocią.- Odparła- Co się stało?

-Julia uciekła ze szkoły razem z kolega.

-jak to uciekła? Z kim? I dlaczego mnie nie powiadomiono?- pytała. Zaprosiła ich gestem do mieszkania

-Z Danielem Kłosem. Jej współlokatorka widziała jak wychodziła z pokoju wczoraj wieczorem, około dwudziestej pierwszej

-Więc zniknęła wczoraj?- Zapytała, siadając ciężko na sofę. Była w szoku. Julka już drugi raz zwiała ze szkoły. Tylko że wtedy nie nazywała się Julia tylko Dominika. Od dziesięciu lat uciekają przed przeszłością i zmiana tożsamości, stały się ich sposobem na przeżycie

-Karolina nie widziała, żeby Julia wróciła, ale powiedziała tez że zasnęła zaraz po jej wyjściu. Dopiero podczas lekcji stwierdzono że Julii nie ma. Nie było też Daniela.

-Czy to jej pierwsza ucieczka, pani...?- zapytał drugi policjant

-Sara Rękacz. Tak, pierwszy raz zniknęła- Mówiła prawdę. Pierwszy raz uciekła, przynajmniej pod tym nazwiskiem- A co z tym chłopakiem? Może wcale nie uciekli razem- zasugerowała

-Dziesięć lat temu trafił do domu dziecka, został adoptowany przez pewne małżeństwo. Jego rodzice nie wiedzą gdzie on może być. Jednak uczniowie twierdza, że mogli uciec razem- Mówił Czarek Kaź.

Przyglądał się kobiecie. Odkąd otworzyła drzwi jest przerażona. I coś ukrywa. Była wysoka, miała krótkie rude włosy i niebieskie oczy. A przede wszystkim była zmęczona i przestraszona. Może mąż ją bije i oddala dzieciaka do szkoły z internatem i teraz boi się policjantów. Boi się że mąż dowie się o ich wizycie. - Czy pani mąż wie gdzie może być Julka?

-Nie mam męża- tego pytania nie spodziewała się usłyszeć- Nie wiecie gdzie ich szukać?

-Niestety nie. Na dworcach nikt nie widział ich. Czy Julia skarżyła się na cos? Może kogoś się bała?

-Nie, nic nie mówiła. -nawet nie zamierzała odpowiedzieć na drugie pytanie- Specjalnie wysłałam ją do tej szkoły. Andersen jest dobra szkoła i nie mam powodu podejrzewać, że cos jest źle.

-Czy Julia bała się kogoś?- Zapytał ponownie Czarek

-Pani Rękacz?

-Słucham? Zastanawiałam się właśnie gdzie mogła pojechać. Czy ktoś sprawdził jej laptop?

-Jeszcze nie. Nie możemy złamać hasła. Gdzie Julia chodziła wcześniej do szkoły?

-Może ja spróbuję z tym hasłem- Specjalnie zmieniła temat. Niech myślą o niej co chcą, ale nic im nie powie o przeszłości Julii. Gdy Julia odnalazła się po wypadku, powiedziała policjantom wszystko co się stało. Podała nawet rysopis mordercy, wszystko na marne ponieważ przez dziesięć lat nie odnaleźli sprawcy.

-Niech je pani poda- zaproponował Lucjan, drugi policjant

-Nie mogę, bo to kombinacja różnych znaków. Nawet znając je wszystkie można pomylić kolejność. Gdzie on jest?

-Mam go w samochodzie, zaraz wracam- powiedział Lucjan

-Napiją się panowie czegoś- Zapytała

-Tak. Kawy- odpowiedział Czarek

-Czy laptopem Daniela ktoś się zajmuje?- zapytała idąc do kuchni. Wstawiła wodę i zasypała kawę do kubków

-Tak, nie miał hasła. Tylko, że nie ma na nim nic użytecznego- odparł- Zazwyczaj jak dzieci zakładają hasło to chcą ukryć coś przed rodzicami. Skromne mieszkanie jak na uczennice Andersena- rzucił

-Dopóki pieniądze wpływają na konto szkoły nie powinno to nikogo obchodzić jak mieszkam- odparła ze złością.

-Co z poprzednią szkołą Juli?- zapytał ponownie. Zaczynała go już irytować tym ukrywaniem prawdy. Złapał ja za rękę i szarpnięciem odwrócił do siebie- Twoja siostrzenica zniknęła! Rozumiesz?! Może miała wypadek, może już nie żyje- Zauważył. że pobladła. Wiedział, trochę przeholował, ale nie wiedząc czemu chciał ją zmusić do jakiejkolwiek reakcji.

-Doskonale to rozumiem. Ale moja przeszłość nie ma nic z tym wspólnego.- Powiedziała lodowato- A tym bardziej jej poprzednia szkoła. Może uciekli bo chcą pobyć trochę sam na sam

-I popierasz to? -zapytał. Może ma racje, ale to nie znaczy że nie maja ich szukać. Są przecież tylko dziećmi- Popierasz to, że wyjechali gdzieś na szybki numerek? A jak się okaże, że zaszła w ciążę? Bedzie miała zmarnowane życie przez jeden wybryk.- wciąż pamiętał jak matka wykrzykiwała mu te słowa zanim zaczęła go bić. Gdy to się zaczęło miał pięć lat, ale wciąż pamiętał jej przepełniony goryczą glos. I przesiąknięty alkoholem pokój w którym mieszkali. Wtedy szczerze wierzył, że posiadanie dzieci jest przekleństwem. Gdy miał siedemnaście lat, postanowił uciec. Pamiętał co wykrzyczał jej, gdy chciała go ostatnim razem uderzyć

-Zmarnowałeś mi życie głupi bachorze! A teraz mnie zostawiasz? Ty niewdzięczny szczeniaku

-Sama zmarnowałaś sobie życie!- odkrzyknął jej- Mogłaś nie rozkładać nóg przed każdym kutasem, który ci zapłacił!

-Dałam ci życie!- Wykrzyknęła, rozmazując tusz do rzęs.

-W cuchnącym bagnie w które zamieniłaś swoje życie!- powiedział i wyszedł, trzaskając drzwiami.

Nie wiedział czemu przypomniało mu się to teraz ,prawie po dwudziestu latach. Chociaż może to przez ich wiek. Też maja po siedemnaście lat

-Popieram wszystko co robi Julka żeby wieść normalne życie- powiedziała. Nie wiedziała czemu kłóci się z nim, coś ja korciło by nie przyznać mu racji- A jeżeli zajdzie w ciążę, co nie powinno cię obchodzić, zajmę się jej dzieckiem tak jak Julią. Bedzie kochane i nikt nie wyrzuci mu że jest pomyłką- dokończyła i zaparzyła kawę. Miała ochotę wylać ją na niego, ale byłaby to napaść na policjanta. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Drgnęła nerwowo i oparzyła się kawą.

-Cholera- rzuciła i odwróciła się. W drzwiach kuchni ujrzała drugiego policjanta, z laptopem pod pachą. -Kawa zrobiona, a na szafce stoi cukier i mleko. Proszę się częstować- powiedziała, mijając go. Weszła do pokoju i wyjęła telefon z torebki. - Julia! Co z tobą?- zawołała do telefonu. Na dźwięk jej głosu, obaj policjanci wyszli z kuchni- Nic ci nie jest?

-Nie, wszystko w porządku- usłyszała -wysłałam ci mejla w którym wszystko ci wyjaśniłam. Kocham cie, ciociu

-Ale- zaczęła, ale Julia przerwała połączenie. Natychmiast oddzwoniła do niej, ale odezwała się poczta głosowa. Odłożyła telefon i włączyła swojego laptopa. Czekając aż się załączy, przeszła obok policjantów do kuchni po kawę. Coś jej mówiło, że będzie potrzebowała kofeiny. I to dużo.

-Co powiedziała?- zapytał Czarek

-Zaraz- rzuciła. Podeszła ponownie do laptopa i zalogowała się na konto pocztowe. Dostała kilkanaście mejli, ale otworzyła tego ostatniego, od Julii i zaczęła czytać na głos.

"Kochana ciociu!

Wiem, że gdybym powiedziała Ci co chcemy zrobić, nigdy nie zgodziłabyś się na to. Dlatego wysłałam Ci mejla z opóźnieniem. Chodzi o przeszłość. Moją i Daniela. Kocham go! I dlatego musimy się dowiedzieć co stało się tamtej nocy. Ja sama wciąż tego nie rozumiem, ale jego rodzice też zginęli tamtej nocy. Jadę do domu, tam się wszystko wyjaśni.

Kocham Cie, Julia

PS. Po tym wszystkim wrócę do mojego prawdziwego imienia, tego po babci. A wiec kocham Cie. Lili"

-O Boże!- powiedziała przestraszona, wpatrując się w ekran. - Nie mogła tego zrobić, nie po tym wszystkim- szeptała

-O co w tym wszystkim chodzi?- zapytał Czarek

-Nie teraz. Musze jechać- powiedziała, złapała torebkę i kluczyki

-Nigdzie nie pojedziesz, dopóki nie wyjaśnisz o co chodzi- powiedział.

-Nie teraz do cholery. Wiem gdzie oni są. Jadę po nich.

Rozdział 1

-Ciociu!- Wykrzyknęła zdenerwowana Dominika- Nie chcę iść do kolejnej szkoły z internatem.

-Andersen jest prestiżową szkołą, dla najlepszych uczniów.

-Nic mnie to nie obchodzi! Kolejna szkoła pełna rozpuszczonych dzieciaków, którzy myślą, że wszystko mogą.- Mówiła. Chciała przekonać ciotkę, by pójść do szkoły publicznej. W końcu idzie już do liceum i chciałaby sama decydować o szkole.

-Julio, proszę cię, nie kłóć się ze mną.- Westchnęła zrezygnowana, próbując spakować ubrania dla siostrzenicy.

-Mam na imię Dominika.- Rzuciła

-Od teraz nazywasz się Julia Rękacz.- Powiedziała- Co było nie tak w poprzedniej szkole? Przecież zaprzyjaźniłaś się z kimś, jak on się nazywał- Przerwała na chwilę, chcąc przypomnieć sobie imię przyjaciela Julii.- A już wiem, Tomek.

-Tomek był spoko.- Wymamrotała

-Więc dlaczego uciekłaś stamtąd?- Zapytała i przerwała pakowanie. Spojrzała na siostrzenicę i zobaczyła swoją siostrę. Poczuła ból w sercu, z tęsknoty za starszą siostrą. Julia była bowiem dokładną kopią Elizy. Miała długie, kręcone blond włosy i ciemne oczy. Odziedziczyła po niej również wydatne usta, skore do uśmiechu jak i również do pyskowania. Pamiętała kłótnie matki i siostry, powody były różne, ale Eliza zawsze stawiała na swoim. Gdy Eliza wyszła za Iwana, była najszczęśliwsza na świecie, ale zawsze znalazła czas dla młodszej siostry. Po Iwanie otrzymała wysoki wzrost, a miała dopiero siedemnaście lat, a mierzyła już ponad metr osiemdziesiąt. Ale patrząc na Julię zawsze widziała zmarłą siostrę.

-Bo mam dosyć zamknięcia. Czułam się tam jak w więzieniu, w oknach kraty, a poza teren szkoły nigdy nie mogliśmy wychodzić. Rzadko cię widziałam…

-Wiem kochanie, zbyt rzadko cię odwiedzała, ale to nie powód do ucieczki.- Podeszła do Julii i ujęła jej dłonie.- Nigdy nie miałaś szansy by zaprzyjaźnić się z kimś, by poczuć się dobrze. Ale dobrze wiesz, że to konieczne…

-Ja po prostu nie chcę iść do kolejnej, prywatnej szkoły.

-Ale dlaczego?

-Bo prestiżowa szkoła to nie miejsce dla ludzi z tajemnicami. Zaczynają się pytania, o poprzednią szkołę, o odpowiednie znajomości, oczywiście odpowiednie dla nich.- Mówiła i czuła, że tym razem ciotka ją słucha i może zmieni zdanie.- W takich szkołach niewygodne dla bogaczy sprawy zamiata się pod dywan, a wszystkie osoby są hipokrytami. Myślą, że ich grzeszki nigdy nie ujrzą światła.

-Co masz na myśli?- Zapytała zaniepokojona. Kiedy dwa miesiące temu Julia zadzwoniła do drzwi, odchodziła od zmysłów. Dyrektora szkoły zadzwoniła do niej i poinformowała o ucieczce Dominiki, bo tak wcześniej się nazywała. Widziała wtedy zdecydowanie w jej oczach i determinację. Postanowiła, że nie wróci do Błękitnej Róży, bo tak nazywała się jej poprzednia szkoła. Pani Krużan, zapewniała, że w szkole jest perfekcyjny system alarmowy, że wielokrotnie włączał się przy wcześniejszych ucieczkach. Jednak tej nocy, gdy Dominka wymykała się z internatu ten system zawiódł.

-Rafał zrobił mi okrutny żart. Zamknął mnie w szafie, chociaż wiedział, że mam klaustrofobię.

-Skąd mógł to wiedzieć? Przecież nie masz wypisanego tego na czole, na pewno przesadzasz.

-Tak, jasne to moja wina!- Wykrzyknęła zdenerwowana- Sama mu to powiedziałam, gdy graliśmy w butelkę… To, że związał mi ręce nie pomagało, dusiłam się

-Ale w końcu cię wypuścił?- Zapytała zaniepokojona- Chyba nie użyłaś magii…?

-A nawet gdyby, to co? Powiedz mi co by się wtedy stało?- Mówiła zdenerwowana.- Wysyłasz mnie do szkoły z internatem, więc muszę robić to co konieczne.

-Nie rozumiesz, że gdyby ktoś zobaczył co robisz, byłabyś w niebezpieczeństwie? Masz dar, ale musisz nauczyć się z niego rozsądnie korzystać. Ludzie są okrutni, potrafią wykorzystać każdą…

-Myślisz, że tego nie wiem?- Przerwała jej- Ciociu nie rozumiesz, że gdybym nie użyła czarów nie rozmawiałybyśmy teraz? Niewiele brakowało bym się udusiła. Starczyło mi sił na małe zaklęcie, które ułatwiło mi oddychanie. Gdy Tomek otworzył drzwi od szafy, wypadłam z niej nieprzytomna.

-Co dyrektorka z tym zrobiła?- Zapytała- Bo chyba coś zrobiła…

-Nic. Zupełnie nic. Tomek wezwał pogotowie, a ona była wkurzona na to… Przecież Rafał to jej pupilek, on nie mógłby zrobić czegoś takiego. Nie chcę iść do kolejnej takiej szkoły. Proszę ciociu, ja chcę pójść do szkoły publicznej.

-Och, słonko…- Westchnęła zrezygnowana- Tylko w ten sposób mogę zapewnić ci minimum bezpieczeństwa. Roberto- powiedziała to imię z niesmakiem- łatwiej cię złapie właśnie w takiej szkole.

-Nie chcę się więcej przed nim ukrywać. Nie mogę nikomu ufać, w ten sposób nie da się żyć.

-Julia, wiem, że to niełatwe ale konieczne. Przez całe życie będziemy musiały ukrywać się. Robię to tylko dla ciebie

-Ciociu nie…

-Koniec dyskusji- Powiedziała stanowczo- Idziesz do Andersena.

Rozdział 2

-Długo jeszcze nie masz zamiaru odzywać się do mnie?- Zapytała Sara. Dojeżdżały właśnie do Akademii Andersena, a Julia nadal milczała. Od ostatniej rozmowy minął tydzień. Nie chciała rozstawać się z siostrzenicą w złości, ale Julia uparcie milczała.- Julia, proszę cię, przestań się boczyć na mnie. Akademia jest ostatnią prywatną szkołą do której idziesz.

-Naprawdę?- Wyrwało się Julii. Jej postanowienie nie odzywania się do ciotki, właśnie padło. Pewnie myśli, że wpadła na genialny pomysł.

-Tak.- Odpowiedziała i zjechała na pobocze. W końcu odezwała się do mnie- pomyślała- Przecież niedługo kończysz osiemnaście lat i według prawa możesz sama decydować o sobie.

-Ach, więc to tak?- Zapytała z ironią- Osiemnastka na karku, więc spadaj?

-Julia, do cholery! Oczywiście, że nie!- Zdenerwowana wysiadła z samochodu. Trzasnęła drzwiami ze złością i zaczęła chodzić. Gdy Julia także wysiadła, dodała- Przecież wiesz, że kocham cię nad życie i zrobię dla ciebie wszystko. Więc to oczywiste, że w końcu pogodzę się z tym, że będziesz żyła na własny rachunek. Gdy skończysz osiemnaście lat, zaczniesz decydować sama, a ja zrobię wszystko, by ci pomóc. Pewnie będę krytykowała twoje decyzje, ale postaram się je zaakceptować.

-Przepraszam ciociu.- Powiedziała Julia i przytuliła ją mocno.- Kto wie, może zostanę tu do końca liceum

-Mam nadzieję, że tak. A co najmniej do końca roku szkolnego.

- Ale ciociu…- Zaczęła ze śmiechem.

-Weź po uwagę to, że zostało ci nie wiele.

W zgodzie ruszyły w dalszą drogę. Po paru minutach ukazał im się budynek. W niebo strzelały wieżyczki i mansardki z szarego kamienia, sam budynek jest wspaniałym przykładem stylu kolonialnego - ma wysokie, wąskie okna, majestatyczne kolumny. Wszystko to było nałożone na prosty trzypiętrowy dom z granitu ze schludnymi werandami i tarasami. Szyby w oknach lśniły jak tafla jeziora w letnim słońcu, po ścianie piął się bluszcz.

-Jest piękny- Szepnęła oszołomiona Julia. Zatrzymały się przed budynkiem i wysiadły. Julia wpatrywała się w niego. Zdążyły podejść do szerokich przeszklonych drzwi, gdy wyszła do nich starsza kobieta.

-Dzień dobry, nazywam się Weronika Kłos i jestem dyrektorką Akademii.- Przywitała się, uśmiechając się radośnie. Miała krótkie, jasnobrązowe włosy i zielone oczy. Około pięćdziesięcioletnia, wysoka i wysportowana.- Panie Sara i Julia Rękacz?

-Tak. Dziękuję za przyjęcie Julki do Akademii.- Powiedziała Sara.- Zwłaszcza, że rok szkolny już się zaczął i do końca semestru zostało niewiele czasu.

-Jak pani wie, Julia ma doskonałe oceny, dlatego nie wahałam się, czy ją przyjąć, czy nie.- Odparła- Zapraszam do środka, załatwimy wszystkie formalności i oprowadzimy Julię po szkole.

Weszły do szerokiego holu, ściany były pomalowane na złoto i wisiały na nich zdjęcia. Zatrzymała się przed jednym z nich. Przedstawiało pięć dziewczyn w strojach chirliderek, miały krótkie czerwone spódniczki i złote koszulki. Stały, obejmując się i uśmiechając szeroko. Wszystkie były wysokie i szczupłe. Data zdjęcia 20 czerwiec 1976.

-Wszystkie zdjęcia przedstawiają naszych absolwentów.- Powiedziała dyrektorka- Akademia powstała w 1960 roku i było to pierwsze liceum z internatem koedukujące. Na tym zdjęciu jestem ja i moje przyjaciółki. Miałam osiemnaście lat, gdy ukończyłam szkołę. Po dwudziestu latach wróciłam tu jako dyrektorka. W innych korytarzach wiszą obrazy absolwentów, albo stoją rzeźby. Wiele naszych uczniów zostaje artystami.

Po załatwieniu formalności, dyrektorka oprowadziła je po budynku. Sale lekcyjne zajmują cały parter, jest ich dwanaście. Pokoje uczniów zajmują drugie i trzecie piętro. Pokój Julii był na trzecim piętrze w wieżyczce.

-To najmniejszy pokój- Powiedziała dyrektorka przepraszająco.

-Ale najładniejszy- powiedziała Julia. Pokój był półokrągły, pomalowany był na delikatny róż, stały w nim dwa łóżka i biurka. Szafa zajmowała całą ścianę, i były w nim dwa ogromne okna, zajmujące całą zaokrągloną ścianę

-Na tym piętrze jest piętnaście pokoi trzyosobowych i dwa dwuosobowe, w wieży. Jest to piętro dziewczyn, chłopców na dole. Rozkład jest taki sam. Cisza nocna jest od północy.- Opowiadała. Widząc wyraz twarzy Julki, dodała- Wiem, w innych szkołach od dwudziestej drugiej.

-Tak, to było najgorsze- przyznała

-Dlatego kilka lat temu zmieniłam regulamin. Zajęcia zaczynają się od dziesiątej, więc najpóźniej o dziewiątej musisz wstać na śniadanie. Na początku będzie ci trudno, ale jak już się zaaklimatyzujesz, poczujesz się dobrze. Po lekcjach nie musisz nosić mundurka. Za chwilę zawołam kilku chłopców, pomogą ci z bagażem. Masz jakieś pytania?

-Nie, chyba nie- odpowiedziała. Gdy wychodziła z pokoju, przypomniało jej się o co chciała zapytać- Przepraszam.- Zawołała, a gdy Weronka się odwróciła, zapytała- Czy będę mogła jeździć na deskorolce?

-Tak, wszędzie tylko nie w budynku. A i mów mi po imieniu, jak wszyscy.

Po tych słowach wyszła z pokoju.

-I jak? Podoba ci się szkoła?

-Budynek jest super, ale czy tak będzie to nie wiem. Chodźmy po moje rzeczy.

Zeszły po schodach i wyszły na zewnątrz. Przy samochodzie czekało już dwóch chłopaków, widocznie zadowolonych, że mogli zerwać się z lekcji.

-Jak myślisz, kto to będzie?- Zapytał niższy z nich. Jego brązowe włosy opadały mu na czoło i zawijały się w loczki na karku.

-Pewnie chłopak.- Odparł wyższy. Miał włosy takiej samej długości jak jego kumpel, tylko miały inny kolor. Były ciemnorude.

-Niee, sadzę, że to dziewczyna.

-A znasz jakąś dziewczynę, która jeździ na deskorolce? Zwłaszcza na takiej.

-E… Chyba nie.- Odparł zamyślony.

Julia cicho się roześmiała i powiedziała głośno:

-Ciociu, oni mnie obrażają

Obydwaj szybko odsunęli się od samochodu i Daniel powiedział

-Dyrektorka przysłała nas, byśmy pomogli z bagażami.

-Zbyt wiele tego nie ma, ale pomoc zawsze się przyda.- Powiedziała wdzięcznie Sara, spojrzała znacząco na siostrzenice i dodała- Prawda?

-Taa- Odparła. Głupek- pomyślała o Danielu. Szowinista! Już ona mu pokaże, że dziewczyna może być taka dobra jak chłopak. A ja jestem bardzo dobra.- Jestem Julia- przedstawiła się chłopakom

-Oli i Daniel-powiedział brązowowłosy.- Miło cię poznać

-Mi też- Uśmiechnęła się do niego i podała mu torbę z samochodu. Sama wzięła z niego laptopa i deskorolkę i dodała- Możemy iść.

Ruszyła razem z Olim

-Przepraszam za kuzyna- Powiedział

-Nikt nie będzie za mnie przepraszać- Zawołam za nimi.

Julia tylko się roześmiała i zaczęła wchodzić po schodach.

-Jesteście kuzynami?- Chciała się upewnić- W jakim stopniu?

-Nasze matki są przyjaciółkami.

-Więc nie jesteście spokrewnieni?

-To skomplikowane. Może kiedyś ci wyjaśnię.- Doszli do pokoju w wieży- Więc masz pokój z Karoliną?

-Nie wiem. Mam?

-Tak. Ona jest, jakby to powiedzieć, niezbyt miła. Nie będziesz miała z nią łatwo.

-Nie ona jedna ma trudny charakter- powiedziała, widząc jak Daniel wchodzi do pokoju.

-Może byś tak zabrał się za pozostałe rzeczy?- Powiedział do Oliego. Gdy wyszedł, puszczając do niej oko, rzucił do niej- Więc może pokażesz co umiesz, księżniczko.

-Jako osoba inteligenta nie dam się podpuścić, więc daj mi spokój.

Powiedziawszy to, wyszła z pokoju. Zbiegła po schodach, mijając jakąś niską dziewczynę. Przy wejściu minął ją Oli, mówiąc- To już wszystko.

-Dzięki- Uśmiechnęła się do niego wesoło i pobiegła do cioci.

-Nie ma za co- Szepnął, oczarowany nią.

-Za pół godziny muszę jechać- Powiedziała Sara

-Tak szybko?- Zapytała smutna

-Niestety, jeszcze muszę pójść do pracy. Zobaczysz, te dwa miesiące szybko miną, niedługo święta i spędzimy razem dwa tygodnie.

-Wiem, ale nie lubię się z tobą żegnać.

-Ja też cię kocham- Powiedziała Sara

-Och, ciociu- rzuciła Julia i rzuciła się jej na szyję. Pociągnęła nosem i dodała- Ja też cię kocham.

-Idź po deskę i pokaż czego się nauczyłaś

Julia uśmiechnęła się i szybko pobiegła do pokoju. Przed drzwiami usłyszała głos jakiejś dziewczyny

-Co tu robisz?- Zapytała

-Przynosiłem rzeczy twojej nowej współlokatorki. Na pewno ucieszyłaś się słysząc tą nowinę.- Nie słysząc odpowiedzi, chciała wejść do środka, ale usłyszała ciąg dalszy- Karol, to nie moja wina. Pewnie niedługo przepłoszysz ją stąd , jak inne.

Nie byłaby tego taka pewna- pomyślała tylko i weszła do pokoju.

-A ty czego tu?- zapytała Karolina

-Cześć!- Zawołała radośnie- Jestem Julia. Na co tu jeszcze czekasz? Na napiwek?- Zapytała go zaczepnie. Wzięła deskorolkę i wyszła z pokoju. Punkt dla mnie- pomyślała. Ponownie wyszła z budynku i podeszła do cioci.

-Tomek pokazał mi jeden numer- Powiedziała i zaczęła pokazywać triki. Uwielbiała jazdę na deskorolce i rolkach. Była tak zajęta jazdą, że nie zauważyła jak Daniel wyszedł za nią i przyglądał się jej.

Jest całkiem nie zła, ocenił jej zdolności. Gdy wykonywała Flipa 360, ze zdumieniem uniósł brwi. Był zaskoczony tym, że jakieś dziewczynie udało opanować się ten trik i to tak dobrze, by zrobić go pięć razy pod rząd. Sam wciąż pamiętał ile razy wywalił się, gdy uczył się tego triku. Gdy tak stał i obserwował ją, dołączył do niego Oli.

-Jest świetna- Ocenił- I chyba lepsza od ciebie…

-Taa, nie zła.- Potwierdził.

-Daniel, brachu, masz konkurencję- Powiedział Marcin i klepnął go w plecy- Ale ją chętniej będę oglądał

-Co powiedziałeś?!- Zawołał, wytrącając Julię z rytmu. Spadła z deski. Gdy wstała, zobaczyła spory tłumek przed szkołą. Stali sami chłopacy, było ich chyba z piętnastu- I to ma być konkurencja?

-Hej, piękna!- Zawołał jeden z chłopaków- Wyjedziesz za mnie?

-Jasne!- Odkrzyknęła- Ale najpierw kup mi brylant

-Wszystkie są takie same- Westchnął teatralnie- Tylko brylanty im w głowie.

-Nie tylko- Zawołała ze śmiechem i podeszła do ciotki- Zrobił to specjalnie- powiedziała do niej. Chłopacy, widząc, że pokazu już koniec, rozeszli się. Tylko Oli został

-Nic ci się nie stało?- Zapytała tylko

-Nic mi nie jest.- Odparła- Upadki są częścią nauki.

-Zawsze to mówisz.- rzuciła, przewracając oczami- Kto i co zrobił specjalnie.

-Daniel krzyknął i przez niego się zdekoncentrowałam.- Wyrzuciła

-Przesadzasz.- Powiedziała- Muszę już jechać.

-Och- pocałowała ciotkę w policzek i odprowadziła do samochodu.- Szerokiej drogi

-Do zobaczenia słonko.- I odjechała.

-Niezła fura- Powiedział Oli, odprowadzając czerwone Camaro wzrokiem

-Taa, fajna.- Rzuciła i odwróciła się do niego. Uśmiechnęła się i podniosła deskę.

-Dawno nie widziałem, by ktoś jeździł tak jak ty- Zaczął. Ruszyli do szkoły.- Długo się uczyłaś?

-Zaczęłam dopiero trzy lata temu- widząc jego zdziwienie, dodała- szybko się uczę.



Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
7415
7415
7415
7415
7415
7415
7415
praca-magisterska-7415, Dokumenty(2)

więcej podobnych podstron