PUSZKIN
[CZY PO ULICY BŁĄDZĘ SZUMNEJ]
Czy po ulicy błądzę szumnej,
Czy zwiedzam tłumny boży dom,
Czy śród młodzieży bezrozumnej,
Zawsze oddaję się mym snom.
I mówię: chyżo przemkną lata
I choć dokoła tylu nas,
Zejdziemy wszyscy w mrok ze świata
I zawsze komuś w drogę czas.
Patrzę na dąb, zaszyty w knieję,
I myślę: patriarcha drzew,
Jak przetrwał ojców moich dzieje,
Mój zapomniany przetrwa wiek.
Niemowlę miłe gdy całuję,
Wnet myślę: żegnaj! czas mi w grób!
Swego ci miejsca ustępuję,
Dla ciebie rozkwit, a ja - trup.
Dzień każdy i godziny płonne
Zadumą żegnam w myślach swych,
Rocznicę śmierci nieuchronnej
Starając się odgadnąć w nich.
I gdzie mi los przeznaczy koniec?
W podróży, w bitwie, w głębi fal?
Czy prochy me wystygłe wchłonie
Sąsiedni zarośnięty jard?
I choć nieczującemu ciału
Jednaki każdy w ziemi schron,
To przecież spocząć by się chciało
Bliżej rodzimych, miłych stron.
A nad mym grobem niech odświętnie
Młodego życia kwitną dni
I niech natura obojętnie
Urodą nieśmiertelną lśni.