1437


Spotkaj mnie tam

(Miss, tłumaczenie Ellentari)

Często tam chodzę. Nie dla tego, że mam obowiązek patrolować nocami korytarze, ani nie dla możliwości odebrania jakiemuś domowi punktów, ale dlatego, że jest tam spokój i cisza. Myślę, że muszę zaznać trochę spokoju w moim życiu, nie wiem, czy mogę jeszcze gdzieś go znaleźć. Potrzebuję tylko paru kroków, aby napięcie w moim ciele opadło, w ciszy na szczycie wieży rozważań. Kiedy czuję spokój, z łatwością przenikający zamek, mój dom, wracam do moich kwater sam, nie ma nikogo, kto mógłby zakłócić moje błądzące myśli. W każdym razie, tak przynajmniej było, do czasu gdy, kilka tygodni temu…

To był jeden z tych stresujących dni, dlatego udałem się na szczyt wieży astronomicznej. Dzień pełen głupich uczniów, z których kilku skończyło w skrzydle szpitalnym, a to wszystko przez kilka eksplodujących kociołków. Na koniec zostałem wezwany przez Czarnego Pana. Na szczęście Voldemort wydawał się już zaspokoić swoje fanaberie tej nocy, dlatego wróciłem do zamku stosunkowo nietknięty. Nie potrzebowałem pomocy Poppy, więc postanowiłem udać się na wieżę, by się odprężyć. Wspinając się schodami, wypatrywałem wiatru hulającego wolno po najwyższym piętrze. Jego wirowanie wokół mnie i ze mną zawsze mnie fascynowało.

Dotarłem na szczyt wieży i otworzyłem drzwi na taras… zamarłem. Ona tam była, stała na środku tarasu. Miała zamknięte oczy, lekko przechyloną głowę, ręce szeroko rozłożone, tak jakby chciała skoczyć i złożyć się w ofierze, może i tak było. Poddawała się żywiołom, nieruchoma, poza tym co robił z nią wiatr. Jej włosy falowały wokół niej, dzikie i nieokiełznane; szaty z przodu mocno przylegały do ciała.

Patrzyłem na nią, ciesząc się z gry wiatru, tak samo jak ona. Powinienem coś powiedzieć, normalnie bym tak zrobił. Chciałem kazać jej wyjść, nie miała prawa tu być, ale była. Teraz była prefektem. Wyglądała tak… tak pięknie. Być może pięknie nie jest właściwym określeniem, nawet jeśli właśnie tak wyglądała. Nagle dotarło do mnie, że ona po prostu była szczęśliwa.

Stałem tak przez godzinę, wyszedłem wreszcie niezauważony. W każdym razie nie wiedziała o mojej obecności tej nocy, nie wiem kiedy dokładnie odkryła moją obecność, w każdym razie ostatniej nocy już wiedziała.

***

Nie wiem dlaczego poszłam tam, tej pierwszej nocy. Może po prostu chciałam pójść, bo mogłam być na nogach w czasie ciszy nocnej. Teraz byłam prefektem. Zawsze lubiłam Wieżę Astronomiczną oraz zdumiewający widok, który można było z niej podziwiać. Uwielbiałam wiatr wirujący wokoło mnie. Tej pierwszej nocy nie myślałam o niczym, otwarłam umysł, ciało i duszę na otaczającą mnie rzeczywistość. Tu było tak spokojnie, że wracałam tu noc po nocy.

Czwartej nocy spędzonej na wieży wyczułam jego obecność. Siedziałam na parapecie okna, z którego widać było jezioro, ciesząc się blaskiem wielu gwiazd widocznych tej nocy. Nie usłyszałam kiedy wszedł, ale go wyczułam. Od razu wiedziałam że to on, ale nie odezwałam się, ani też niczego nie zrobiłam. Czekałam, aż każe mi wyjść, ale tego nie zrobił. Nawet nie zwrócił uwagi na moją obecność, więc i ja go zignorowałam. Po godzinie odszedł.

Wrócił następnej nocy i każdej kolejnej od tego czasu. Zawsze zostawał tylko godzinę, po czym odchodził. Dniami rozmyślałam o tym, dlaczego to robił, dlaczego każdej nocy przychodził i po prostu na mnie patrzył. Nie obchodzi mnie to, a raczej wcześniej nie obchodziło, teraz owszem. Z jakiegoś dziwnego powodu lubię to. Kocham dzielić się z nim tym miejscem i spokojem, jaki tu panuje. Więc każdej nocy udaję się na wieżę z myślą, że on też tam będzie i kolejny raz będziemy dzielić to wszystko razem.

Każde spotkanie było takie samo, aż do ostatniej nocy. Z jakiegoś nieznanego mi powodu został trochę dłużej, może jakieś piętnaście minut. Nie wiedziałam dlaczego jeszcze tu jest, tak samo jak nie wiedziałam, dlaczego, kiedy odchodził, powiedziałam na głos „Dobranoc profesorze”. Poczułam, jak zatrzymał się na chwilę, zanim wyszedł.

Znów tu jestem, jest Noc Duchów i spodziewam się, że on przyjdzie.


***

Wiedziała, że tu jestem, ale nic nie zrobiła. Nie było żadnych pytań związanych z moją obecnością, żadnych prób nawiązania rozmowy, nie było nawet strachu na mój widok, jaki pojawiał się u innych uczniów, a nawet u niektórych profesorów. Było tylko ciche „Dobranoc, profesorze”, zanim wyszedłem. Nie powinienem tam wracać. Fakt, że tak po prostu zaakceptowaliśmy swoją obecność, czyni tę sytuację niewłaściwą. Ale ja lubię dzielić się z nią tym miejscem i panującym tu spokojem.

Wiedziałem, że jest na wieży, zanim tam poszedłem. Opuściła ucztę z okazji święta duchów dość wcześnie. Niepewnie wspinałem się po schodach prowadzących na wieżę, bo nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Na jednym ze stopni potknąłem się i zdałem sobie sprawę, że jestem spięty. Napięcie nie opuściło mnie jak zawsze. Znalazłem ją tak samo, jak za pierwszym razem, poddającą się wiatrowi. Spojrzałem na nią, ale poddałem mu się także. Oboje zdawaliśmy sobie sprawę ze swojej obecności. Kiedy wychodziłem, znów usłyszałam „Dobranoc, profesorze”.

Kontynuowaliśmy te spotkania przez rok, dzieląc się godziną spędzoną razem na Wieży Astronomicznej. Każdej nocy, przed wyjściem obdarzała mnie krótkim „dobranoc”, nawet wtedy, gdy ja zostawałam dłużej, a ona już wychodziła. W te noce, kiedy byłem wzywany przez Voldemorta i nie pojawiałem się na wieży do północy, zostawiała mi karteczkę z napisem „Dobranoc, profesorze”, podpisaną „Hermiona”. Mam je wszystkie.


***

Zawsze mam nadzieję że on tam będzie. Kiedy go nie ma, zostawiam mu liścik i dziękuję bogom, kiedy widzę go następnego dnia. Nigdy nie daje mi żadnego znaku życia, żebym wiedziała, że nic mu nie jest, ale jestem pewna, że widzi tę ulgę w moich oczach. Aż do tego dnia nigdy nie powiedział żadnego słowa, nigdy nie zwracał uwagi na moją obecność, za wyjątkiem tej jednej chwili, gdy życzyłam mu dobrej nocy, ale liściki zawsze znikają i mogę prawie poczuć uśmiech na jego twarzy, gdy mówię te dwa słowa. To jest piękny uśmiech, jestem tego pewna, choć nigdy go nie widziałam.

Tego dnia było święto Bożego Narodzenia i dałam mu prezent. Dziennik eliksirów do jego badań, książka pięknie oprawiona w skórę, czekająca na jego receptury. Widziałam jego stary notatnik, niemal rozlatujący się ze starości, cały zapisany. Nie dostałam nic w zamian i nie spodziewałam się, że dostanę. Chciałam mu tylko podziękować za obecność i nieme konwersacje. Nic nie mogę poradzić na to, że jestem podenerwowana, ponieważ stoję tu w śniegu, tak lekko padającym wokół mnie. Czekam na niego, by podzielić się z nim tym nowym doznaniem.

Pojawia się na wieży i jak zwykle staje w tym samym miejscu. Po godzinie odchodzi. Nic się nie zmieniło. Czuję się trochę rozczarowana, być może jednak spodziewałam się, że coś się zmieni. Kiedy wychodzę, dostrzegam małą paczkę na podłodze, uśmiecham się. W środku jest piękny gryfońsko-czerwony rubin w kształcie łzy, na małym srebrnym łańcuszku. Musiał kosztować go fortunę.

― Nie trzeba było… Dziękuję ci za piękny prezent, Severusie.

Ale usłyszała mnie tylko noc.


***

Zdecydowałem, że nadszedł czas, by coś powiedzieć i przerwać to milczenie. Nie za wiele, żadnych rozmów, nic, co mogłoby zaszkodzić naszej cichej konwersacji, jest dla mnie cenna. To było takie proste, powiedziałem „szczęśliwego Nowego Roku”, zanim wyszedłem. Czułem, jak się uśmiecha, to był piękny uśmiech, jestem tego pewien, choć go nie widziałem. Nic nie powiedziałem od tamtej nocy, nie potrzebuję mówić czegokolwiek, cieszymy się naszą cichą obecnością i tym miejscem. Ona widzi, jak piszę w dzienniku od niej, ja widzę, jak nosi wisiorek na szyi, ilekroć jest w mojej klasie. Cenię to.

Ale czasu upłynęło już sporo, a świat pogrążał się w mroku. Było coraz więcej nocy, kiedy nie mogłem tam być. Wojna była coraz bliżej, wiedzieliśmy o tym, oboje byliśmy skłonni do walki. Nie wiedziałem, co się może wydarzyć, nigdy nie patrzyłem w przyszłość po wojnie. Wiem, że ona też, ale nie wiem, czego oczekuje. Nie mogę jej nic zaoferować, choć chciałbym.


***

Cichych nocy, spędzonych razem w ostatnim tygodniu, było niewiele. Wojna miała się ku końcowi. Bitwy są okrutne, ale Dumbledore stara się, byśmy mogli uczyć się normalnie. Domyślam się, że chce, żeby nasze życie toczyło się rutynowo, by naszymi umysłami nie zawładnęła wojna, nawet przez chwilę. To nie działa. Uczę się, ale martwię się każdej nocy, kiedy go nie widzę. Czuję ulgę każdego dnia, w którym widzę, że nic mu nie jest. By zaraz potem zmartwić się tym, co ma nadejść.

Jutro będziemy wiedzieli. Jutro wojna dotrze do Hogwartu i pokaże swój rzeczywisty kolor. Mam nadzieję, że on przeżyje. Mam nadzieję, że oboje utrzymamy się przy życiu. On nie widzi żadnej nadziei dla siebie. Nie oczekuje, że dożyje jutra, ale ja wierzę, że tak.

Dziwne. Nigdy nie rozmawiamy, nawet go nie widuję, jednak znam tak dobrze. Trzymam się nadziei za niego, potrzebuje tego. Chcę żeby żył, dla nas, dla naszych wspólnych nocy.


***

To powinienem być ja. A ona powinna stać tutaj, poddając się, nie, poświęcając się uniesieniu tej nocy. Powinienem ochronić ją przed tym ostatnim zaklęciem, ale spóźniłem się. Być może będzie tu jutro, ale domyślam się, że jednak nie. Wojna dobiegła końca, a ja wyszedłem z niej bez szwanku. Ona spędziła dwa ostatnie tygodnie w szpitalu, z powodu tego ostatniego zaklęcia. To powinienem być ja. W końcu wyzdrowiała, wróciła do nauki i ostatecznie zaliczyła owutemy. Bez wątpienia była najlepsza.

Jest niewiarygodną kobietą, najbardziej zadziwiającą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Ale ona już odchodzi, nie spędzi już ze mną następnej nocy. Teraz jest wolna, może udać się gdzie tylko chce. Będę za nią tęsknił.

Czas bym wyszedł i skierował swe ciche kroki do własnych komnat. Kiedy się obracam, ona tam jest. Nie usłyszałem, kiedy weszła, ale jest tutaj. Po raz pierwszy patrzę na nią, spoglądamy na siebie i widzimy nieśmiałe uśmiechy.

― Witaj, Severusie.

Ona już nie jest moją uczennicą. Podchodzę do niej i oplatam jej ramiona moimi rękoma, odwzajemnia mój uścisk. Czuję się wspaniale.

Podnosi głowę, patrzy w moje oczy i uśmiechała się. Mój oddech zamiera.

― Witaj, Hermiono.



KONIEC

opublikowane na Mirriel

7. października 2007r.



Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
1437
dz u nr 128 poz 1437, Budownictwo Politechnika Poznańska, Semestr 5
1437 pojdę prosto breakout 5IFSBSRPOLTYVZVDINWF6EVBVKLMRUJZ3KGPZKY
1437
1437
1437
1437 1660 1 SMid 15749 Nieznany
1437 maxwell2
1437
(TPL WYK 2012 09 21 Rozpuszczalniki stosowane w TPL)id 1437
Instrukcja Electrolux ER 1437 U
1437 1660 1 SM
1437
B Czwojdrak JAN MĘŻYK Z DĄBROWY (1437) ŚLĄZAK W SŁUŻBIE KORONY

więcej podobnych podstron