Pieśń o zgubie
Wiem, ja nie poradzę i nikt nie poradzi
I nic się w sercu nie zmieni głuchem, -
Staną szeregiem wychudli i bladzi,
W bluzach pomiętych
W kałużach skiśniętych,
Z papierosem za uchem.
O świcie staną gęsiego przed bramą,
W mgle, w czarnem błocie pójdą pod murem,
I jutro, pojutrze i wiecznie tą samą
Wlec tędy będą się karawaną,
O piątej, o szóstej, o siódmej rano,
Jeden za drugim, sznurem.
Aż przyjdzie zemsta w natchnieniu dzikiem,
Z włosów rozwianych pożarem zadymi,
Ziemię ognistym obmaca językiem,
Niebo wytarza w łunie olbrzymiej,
Świat rozpalonem piekłem oświeci,
Planetę całą rozsadzi wybuchem -
. . . . . . . . .
I nic się w sercu nie zmieni głuchem, -
I płakać będą tylko poeci.