CO W PRAWIE PISZCZY Fakty i Mity nr 32 / 2014
Klauzula schamienia
W Polsce rozpleniła się „klauzula sumienia".
Po słynnej „deklaracji wiary" bogobojnych lekarzy, którzy pragną zarabiać jak inni,
ale pracować mniej, powołując się na swoje przesądy religijne, również nauczyciele
postanowili się upomnieć o swoje „prawa". Jestem zdania, że jeśli komuś „sumienie"
czy „wiara" zabrania wykonywania pracy, to ten ktoś powinien poszukać innego
zajęcia.
Michał Królikowski nic musi być wiceministrem sprawiedliwości, lecz negując
konstytucyjne podstawy ustroju państwa - zasadę świeckości - może odnaleźć się w roli
hodowcy marchwi. Kontemplując i pielęgnując pożywne korzonki, byłby dużo bardziej
pożyteczny niż w roli urzędnika odpowiadającego za burdel z przesyłkami sądowymi
czy skandaliczną zmianę procedury karnej, która już w 2015 roku uzależni szanse na
uniewinnienie od poziomu zamożności oskarżonego. Nauczyciel, który neguje takie
„herezje" jak teoria ewolucji, kulistość ziemi, wolność sztuk czy równość płci i teoria gender
która m.in. zakłada, że biologia czy zawartość majtek nie determinują tego, czy ktoś może
być np. prezesem zarządu spółki), a także szerzy wiarę w byty transcendentne, może zostać
na przykład sprzedawcą w sklepie mięsnym, ustępując miejsca komuś, kto nie ma problemu
z tym, że jego mózg obumarł wskutek zatrucia dymem z kościelnych kadzideł.
Lekarz odmawiający leczenia w imię wątpliwej doktryny, która jeszcze niedawno wprost
usprawiedliwiała mordowanie ludzi w imię wiary w jakiegoś boga, może porzucić doktorski
kitel i zająć się na przykład hodowlą fretek. Te pożyteczne zwierzątka uczynią go bogatym,
a społeczeństwo szczęśliwszym, gdyż będzie uwolnione od „lekarza", który zamiast leczyć,
szerzy religianctwo, myląc szpitalny oddział z kaplicą.
Uważam również, że jest jednak jakimś objawem schamienia i braku zasad moralnych
to, że ktoś w imię własnego „moralnego" komfortu naraża innych na brak dostępu
do rzetelnej wiedzy naukowej czy też na skutki zaniechania leczenia.
Ludzie przyzwoici są bowiem wychowywani w przekonaniu, że życie człowieka ma sens
wtedy, kiedy jest służbą innym. Prawdziwie moralnie zachowuje się wiec tylko ten, kto
zatraca się w służeniu bliźnim, niepomny własnych „zasad moralnych", religii czy „klauzul
sumienia". Zabawne jest też i to, że kiedy przyglądamy się życiorysom lekarzy najgłośniej
krzyczących przeciwko prawom reprodukcyjnym kobiet, to często okazuje się, że zrobili oni
kariery naukowe i majątki na masowym wyskrobywaniu płodów.
Do laski marszałkowskiej skierowano projekt ustawy nowelizującej ustawy
o zawodach lekarza i lekarza dentysty, autorstwa etatowych obrońców moralności w osobach
gowinowców i ziobrystów (partia „Nieszczęścia Chodzą Parami"). Zakłada on zdjęcie
z lekarza powołującego się na „klauzulę sumienia" obowiązku wskazania pacjentowi
innego, który udzieli mu pomocy medycznej zgodnej z wiedzą naukową, lecz niezgodnej
z przesądami szamanów religijnych. Obecne przepisy zakładają bowiem, że kiedy doktor
odmawia pacjentowi udzielenia pomocy, bo ma przerośnięty gruczoł sumienia, to musi mu
wskazać innego medyka, którego ów gruczoł uwiera mniej i który nie odmówi wsparcia.
Zdaniem „obrońców moralności" w obecnej sytuacji prawnej lekarze powołujący się na
„klauzulę sumienia" mają „kłopoty pracownicze", a nadto są w ten sposób zmuszani
do „współudziału w dokonaniu czynu, który uważają za niemoralny". W całym wywodzie
uzasadnienia projektu nie ma nawet słowa o „bydle", które finansuje moralne ejakulacje
lekarzy oraz posłów, czyli o pacjentach płacących składki na ubezpieczenie.
Mając usta pełne patriotycznych frazesów, ludzie ci służą w istocie obcej sile
politycznej, jaką jest Kościół katolicki. Ten zaś w całej swojej historii miał na celu tylko
jedno: własną majętność i władzę. Kościół katolicki nigdy - wbrew panującym przesądom -
nie wspierał polskiej państwowości ani siły polskiego państwa. Zawsze korzystał z okazji,
żeby je osłabić i na tej słabości budować własne polityczno-gospodarcze imperium.
Nasuwa się w tym miejscu skojarzenie z praktykami reżimów totalitarnych.
Kiedy Stalin pragnął „rozprawy z Żydami", twierdził, że żydowscy lekarze chcieli go
pozbawić życia. Gdy Hitler podjudzał Niemców do antysemityzmu, łgał, iż Żydzi żerują
na rasie niemieckiej i wysysają jej krew. Innymi słowy, totalitaryzmy próbowały moralnie
usprawiedliwiać swoje nikczemności, ubierając się w szatki ofiar. Podobną narrację
uprawiają katoliccy okupanci, twierdząc, że ich represje wobec reszty społeczeństwa
(kagańce założone na prawa reprodukcyjne, wolność wypowiedzi oraz sztuk i nauk, prawa
mniejszości itd.) wynikają z potrzeby „ochrony praw", rzekomo zagrożonych przez czyhające
ze wszystkich stron przeważające sity ateistycznego i liberalno-lewicowego wroga. Katoliccy
fundamentaliści nawołują na przykład do represjonowania społeczności LGBT („niech się nie
obnoszą"), wyjąc, że ich katolicka moralność i poczucie smaku są zagrożone przez
„panoszące" się podobno seksualne mniejszości. Prawda jest zaś taka, że watykański okupant
dąży do usprawiedliwienia zamknięcia mniejszości seksualnych w gettach, aby tym łatwiej
ostatecznie się z nimi rozprawić...
JERZY DOLNICKI