Lintontxt Antropologia kulturowa, Socjologia, Antropologia kulturowa


Ralph Linton, Elementy teorii socjologicznych: materiały do dziejów współczesnej socjologii zachodniej, wyboru dokonali: W. Derczyński, A. Jasińska-Kania, J. Szacki.

Warszawa 1975, PWN, s. 262-278.

DYFUZJA

W poprzednim rozdziale zobaczyliśmy, jak konkretna kultura ukierun­kowuje i zakreśla granice wysiłków wynalazcy oraz decyduje o tym, czy jego wynalazki zostaną społecznie zaakceptowane. Powoduje to, że liczba uwieńczonych sukcesem wynalazków w ramach każdego spójnego spo­łeczeństwa i kultury jest zawsze mała. Gdyby każda grupa ludzka musia­ła piąć się wzwyż własnym trudem, bez żadnego oparcia, postęp byłby tak powolny, iż wątpić można, czy do tej pory jakiekolwiek społeczeństwo wyszłoby poza poziom epoki kamiennej. Względnie szybki rozwój kultu­ry ludzkiej jako całości zawdzięczamy zdolności społeczeństw do zapoży­czania elementów od innych kultur i włączania ich w obręb własnej. Takie przenoszenie elementów kulturowych z jednego społeczeństwa do innego nazywamy dyfuzją. Jest to proces, dzięki któremu ludzkość zdolna była zespolić swe zdolności wynalazcze. Dzięki dyfuzji wynalazek zreali­zowany i zaakceptowany społecznie w jednym miejscu może być prze­kazywany coraz szerszej grupie kultur, aż z upływem wieków upowszech­ni się praktycznie wśród całej ludzkości.

Wkład dyfuzji w postęp ludzkości jest dwojaki. Pobudziła ona rozwój kultury jako całości i jednocześnie wzbogaciła treść kultur poszczegól­nych, posuwając wzwyż i naprzód społeczeństwa, które je zrodziły. Przy­czyniła się do przyspieszenia ewolucji całej kultury, gdyż dzięki niej żadne społeczeństwo nie musi samotnie i samodzielnie dokonywać wszy­stkich kroków prowadzących do wynalazku. W ten sposób podstawy wy­nalazku stworzone w jednym miejscu przyciągną w końcu uwagę wielu wynalazców, a możliwości dalszego jego wykorzystania i usprawniania będą dogłębnie zbadane. Skoro zaś w rozwiązanie problemu angażuje się więcej umysłów, proces postępu kulturowego ulega przyspieszeniu. Gwałtowność postępu w ostatnim stuleciu z pewnością w dużej mierze wynika z rozwoju środków ułatwiających i przyspieszających komuni­kację, z którym w parze idą możliwości zapewnienia wynalazcy mate­rialnego wynagrodzenia jego wysiłków. Dzięki patentom nie jest już ko­nieczne zachowywanie tajemnicy. Za korzystanie z wynalazków przez czas jakiś ściągany jest podatek, lecz pomysł zostaje udostępniony wszy­stkim. Obecnie każdy zrealizowany wynalazek natychmiast upowszechnia się na dużym obszarze oraz staje się częścią zasobu wiedzy dostępnej setkom wynalazców. Nim rozwój osiągnął obecny stan, na to, by nowy element kultury przyjął się na obszarze, jaki obecnie ogarnia w kilka miesięcy lub lat, trzeba było wieków.

Powolny postęp kulturowy społeczeństw zdanych na własne możliwo­ści dobrze ilustrują sytuacje izolowanych grup ludzkich. Przykład skrajny stanowią zapewne Tasmańczycy. Lud ten został odcięty od reszty ludz­kości przynajmniej 20 000 lat temu. Gdy dotarli na swoją wyspę, ich kultura zapewne, przynajmniej w swym aspekcie materialnym, z grubsza odpowiadała europejskiej w środkowym paleolicie. W tym samym stadium znajdowali się również, gdy po raz pierwszy zawitali do nich Euro­pejczycy w XVIII w. W ciągu długiego okresu izolacji niewątpliwie po­czynili pewne drobne postępy i ulepszenia, lecz olbrzymie zapóźnienie kulturowe odzwierciedlało brak kontaktów zewnętrznych. By przytoczyć znacznie mniej skrajny przykład: kultura naszych własnych izolowanych społeczności w górach ciągle pod wieloma względami odpowiada kulturze pionierskiej sprzed stu lat. Pierwsi osadnicy w tych odosobnionych oko­licach przynieśli tę kulturę ze sobą, a ich pozbawione zewnętrznego oparcia wysiłki niewiele do niej wniosły. Ogólnie, im więcej dane społeczeństwo ma okazji do zapożyczeń, tym szybszy będzie jego postęp kulturowy.

Wkład dyfuzji we wzbogacenie treści poszczególnych kultur jest ol­brzymi. Prawdopodobnie nie istnieje obecnie kultura, która zawdzięcza­łaby więcej niż 10% całości swych elementów wynalazkom poczynionym przez członków jej własnego społeczeństwa. Ponieważ żyjemy w okresie lawiny wynalazków, skłonni jesteśmy sądzić, iż kultura nasza jest w znacznej mierze samorodna, jednak uzmysłowimy sobie rolę, którą w jej rozwoju odgrywała dyfuzja, rozważywszy, jak zaczyna się dzień przeciętnego człowieka. Tereny wyliczone niżej oznaczają jedynie miejsca powstawania różnych elementów kulturowych, a nie okolice, z których obecnie w drodze handlu uzyskujemy materiały lub przedmioty.

Solidny amerykański obywatel budzi się w łóżku zbudowanym wed­ług wzoru powstałego na Bliskim Wschodzie, lecz przed przeniesieniem do Ameryki zmodyfikowanego w północnej Europie. Odrzuca przykrycie zrobione z bawełny, pierwotnie używanej w Indiach, lub płótna bądź wełny owczej — pierwotnie używanych na Bliskim Wschodzie — względ­nie też jedwabiu, którego wykorzystywanie odkryto w Chinach. Procesy przędzenia i tkania wszystkich tych materiałów wynaleziono na Bliskim Wschodzie. Wzuwa kapcie wymyślone przez Indian z lasów na wschodzie, po czym idzie do łazienki, której urządzenia są mieszaniną wynalazków

europejskich i amerykańskich — wszystkie niedawnej daty. Zdejmuje piżamę, odzież wymyśloną w Indiach, i myje się mydłem wynalezionym przez starożytnych Galów. Następnie goli się — masochistyczny rytuał przejęty, jak się zdaje, bądź od Sumerów, bądź od starożytnych Egipcjan. Wracając do sypialni, zdejmuje ubrania z krzesła o typie południowo­europejskim i zaczyna się ubierać. Nakłada odzież, której kształt początkowo przejęty został ze skórzanego odzienia nomadów ze stepów azja­tyckich, wkłada buty zrobione ze skóry wygarbowanej w trakcie, procesu wynalezionego w starożytnym Egipcie oraz skrojone według wzoru przejętego od klasycznych cywilizacji Morza Śródziemnego, wiąże wokół szyi pasek jasnokolorowego materiału, który jest szczątkowym przeżyt­kiem szali noszonych na ramionach przez siedemnastowiecznych Kroatów. Zanim wyjdzie z domu na śniadanie, wygląda przez szybę zrobioną ze szkła wynalezionego w Egipcie, a jeśli pada deszcz, nakłada kalosze zro­bione z gumy odkrytej przez Indian środkowoamerykańskich i bierze parasol wymyślony w południowowschodniej Azji. Na głowę wkłada kape­lusz zrobiony z filcu, materiału wynalezionego w stepach Azji.

W drodze na śniadanie zatrzymuje się, by kupić gazetę, płacąc za nią monetami — wynalazek starożytnych Lidyjczyków. W restauracji ma do czynienia z zestawem nowych elementów zapożyczonych. Talerz zrobiony jest z pewnego rodzaju glinki wynalezionej w Chinach. Nóż jest ze stali, stopu sporządzonego po raz pierwszy w południowych Indiach, widelec jest wynalazkiem średniowiecznych Włoch, a łyżka jest pochodzenia rzymskiego. Śniadanie zaczyna od pomarańcz ze wschodnich brzegów Mo­rza Śródziemnego, kantalupy z Persji lub może od kawałka afrykańskie­go arbuza. Popija to kawą, zrobioną z abisyńskiej rośliny, ze śmietanką i cukrem. Zarówno oswajanie krów, jak i pomysł ich dojenia zapoczątko­wano na Bliskim Wschodzie, zaś cukier po raz pierwszy wyprodukowano w Indiach. Po owocach i pierwszej kawie przechodzi do wafli — ciasta wykonanego techniką skandynawską z pszenicy, której uprawę podjęto w Azji Mniejszej. Polewa je syropem klonowym wynalezionym przez Indian z lasów na wschodzie. Uzupełnieniem mogą być jajka pewnego gatunku ptaków udomowionych w Indochinach, względnie cienkie paski mięsa zwierzęcia udomowionego we Wschodniej Azji, mięsa, które na­uczono się solić i wędzić w północnej Europie.

Gdy przyjaciel nasz skończy jeść, zabiera się do palenia — zwyczaj Indian amerykańskich — używając do tego rośliny, której uprawę zapo­czątkowano w Brazylii, umieszczonej w fajce przejętej od Indian z Wir­ginii, bądź przygotowanej jako papieros, którego ojczyzną jest Meksyk. Jeśli jest dość odporny, może nawet spróbować cygara przeniesionego do Ameryki z Antyli przez Hiszpanię. Paląc, czyta ostatnie wiadomości, odbite przy użyciu systemu znaków wynalezionych przez starożytnych Semitów techniką wynalezioną w Niemczech na materiale wynalezionym w Chinach. Jeśli jest dobrym obywatelem o postawie konserwatywnej, to czytając sprawozdania o kłopotach za granicą będzie dziękować hebraj­skiemu bóstwu w indo-europejskim języku za to, że jest stuprocentowym Amerykaninem.

Powyższe wyliczenie jest jedynie odrobiną antykwarycznej wirtu­ozerii możliwej dzięki istnieniu niebywale kompletnej kroniki obszaru euroazjatyckiego. Istnieje wiele innych regionów, dla których kronika taka nie istnieje, a jednak kultury tamtych obszarów dostarczają podob­nych dowodów o znaczeniu dyfuzji dla ustalenia się ich treści. Rozwinięto dość dokładne techniki określania rozrzutu poszczególnych cech, a nawet ustalania miejsc ich powstania, tak że nie może być wątpliwości, iż wszę­dzie tam, gdzie stykały się dwa społeczeństwa i dwie kultury, zachodziła dyfuzja.

Biorąc pod uwagę olbrzymie znaczenie tego mechanizmu dla wzboga­cenia kultury, dziwi ciągle jeszcze tak mała znajomość rzeczywistej, dy­namiki procesu dyfuzyjnego. Większość badaczy, których interesowało to zagadnienie, uważała badanie dyfuzji zaledwie za wstęp do rekonstrukcji historycznej. Mnóstwo czasu i wysiłku poświęcali oni określeniu rozkładu elementów kulturowych, lecz zadowalali się sformułowaniem dwóch lub trzech podstawowych zasad dyfuzji, mających bezpośrednie zastosowanie w ich studiach historycznych. Badania takie w żadnym wypadku nie służyły li tylko próżnej ciekawości, jak chcieliby to widzieć niektórzy ich przeciwnicy. Treści kultury w każdym momencie historycznym wyjaśnić można jedynie w oparciu o jej przeszłość, a światło, jakie przeszłość na nie może rzucić, zawsze przyczyni się do zrozumienia teraźniejszości. Nawet badanie funkcji różnych elementów kultury traci sens, jeśli nie możemy ustalić, jakim czynnikom elementy te zawdzięczają swój kształt, a zatem również zdolność pełnienia funkcji. Sprawę tę omówimy jeszcze szerzej, obecnie musimy jedynie wskazać, że im dokładniejsza nasza wiedza o dynamice procesu dyfuzyjnego, tym większa możliwość traf­nych rekonstrukcji historycznych w oparciu o rozkład geograficzny cechy.

Naprawdę zrozumieć dynamikę dyfuzji można jedynie obserwując proces w trakcie autentycznego przebiegu. Wnikliwe studium rozprze­strzeniania się każdego nowego elementu kulturowego, czynników, które je powodują, reakcji, które ten nowy element wywołał w różnych spo­łeczeństwach, oraz przystosowań, które w różnych kulturach pociągnęło za sobą jego przyjęcie, zrobiłoby więcej dla osadzenia badań nad dyfuzją na solidnych podstawach niż dwadzieścia badań rozkładu geograficznego cechy w danym momencie czasowym. Niestety, nie ma jeszcze nawet jednego studium tego rodzaju. W poniższych rozważaniach musimy zatem postawić o wiele więcej pytań, niż potrafimy znaleźć odpowiedzi. Tym niemniej istnieje kilka ogólnie uznanych zasad dyfuzji, możemy więc od nich rozpocząć nasze dociekanie.

Pierwsza z tych zasad głosi, że jeśli nie oddziałają żadne inne warunki, to elementy kultury zostaną przede wszystkim przejęte przez społeczeństwa, które stykają się z miejscami powstania tych elementów, a później przez społeczeństwa bardziej odległe lub mające mniej bezpo­średnie kontakty. Zasada ta opiera się na oczywistym fakcie, że dyfuzja każdego elementu wymaga zarówno styczności, jak i czasu. Niemożliwe jest, by jakakolwiek cecha przeniknęła do kultury, jeśli nie zetknie się ona z jakąś inną kulturą, która już tę cechę posiada. Tak więc, jeśli ist­nieją trzy plemiona: A, B i C, a terytorium B odgradza terytorium A od terytorium C i uniemożliwia wszelki bezpośredni kontakt między nimi, to żadna nowa cecha kulturowa, którą może rozwinąć A, nie dotrze do C, zanim nie zostanie przyjęta przez B. Wynika stąd również, że C przejmie tę cechę później niż B.

Na potwierdzenie ogólnej trafności tej zasady istnieje mnóstwo do­wodów historycznych. I tak pismo alfabetyczne, które, jak się przypu­szcza, wynalezione zostało na obszarze półwyspu Synaj, najpierw przejęły grupy semickie, które bezpośrednio stykały się z tym obszarem, a na­stępnie przeniosły do Fenicji. Fenicjanie morzem dostarczyli je Grekom i Rzymianom, skąd alfabet rozprzestrzenił się na północną Europę. W Skandynawii nie pojawił się wcześniej niż 2000 lat po odkryciu, a do­tarł tam za pośrednictwem szeregu kultur sąsiadujących ze sobą, z których każda jakoś wpłynęła na jego rozwój.

Zasada dyfuzji cech na tereny coraz odleglejsze implikuje drugą zasadę: przeżytków peryferycznych. Załóżmy, że w określonym społe­czeństwie powstało nowe urządzenie, które coraz szerszymi kręgami upowszechnia się w społeczeństwach sąsiednich. Jednocześnie w miejscu swego powstania może ono z powodzeniem ulegać zmianom i usprawnie­niom. Te usprawnienia będą z kolei przenikać do sąsiednich społeczeństw, lecz ponieważ ich dyfuzja zaczyna się odpowiednio później, więc urzą­dzenie usprawnione upowszechniać się będzie z pewnym opóźnieniem w stosunku do urządzenia oryginalnego. Długo po tym, jak w miejscu narodzin nowe urządzenie całkowicie wyparto pierwowzór, ten nadal jest używany na peryferiach obszaru dyfuzji. Zasadę tę ilustruje współcześ­nie upowszechnianie się różnych typów telefonów w Stanach Zjedno­czonych. Pierwsze telefony miały korby, które służyły temu, by wezwać centralę. Obecnie telefony z korbą są ciągle w użyciu na odległych tere­nach wiejskich, lecz w miastach znikły całkowicie. Typ telefonu z deską rozdzielczą pozwalającą automatycznie połączyć się z centralą używany jest na terenach pośrednich miejsko-wiejskich, zaś telefony [...] tarczowe bardzo szybko torują sobie drogę w większych miastach, zaledwie zaczynają się pojawiać w mniejszych, a na obszary wiejskie w ogóle jeszcze nie dotarły. Można uważać, iż przykład ten nie jest najtrafniejszy, gdyż na dyfuzję telefonu, wpływają, oczywiście, takie nietypowe czynniki, jak mo­nopol obsługi telefoniczne j oraz dążenie spółki do wykorzystania istnieją­cego już starego wyposażenia, posługujemy się nim jednak w celu zilu­strowania zasady.

Procesy dyfuzji porównuje się najczęściej do fal na wodzie powsta­łych po wrzuceniu do spokojnej wody kamienia. Fale Wciąż jeszcze roz­chodzą się na zewnątrz, gdy centrum jest już na powrót spokojne. Choć takie systematycznie rozprzestrzenianie się cech z jednego centrum w po­rządku ich występowania służyć może jako hipotetyczny przypadek dla zilustrowania zasady, autentyczne kroniki historyczne świadczą, iż fak­tycznie nigdy się tak nie dzieje. Nawet cechy, które powstały w tym samym centrum, rozprzestrzeniają się nieregularnie i pokonują dystans ż różną prędkością. Uwidoczni to kilka przykładów.

Wszystko wskazuje na to, że uprawa kukurydzy w Ameryce jest ce­chą kulturową przejętą z Meksyku. Stamtąd rozprzestrzeniła się ona szeroko w dolinie Missisipi oraz wschodnich Stanach Zjednoczonych, a także trwale zakorzeniła się na południowym Zachodzie. Podczas gdy na wschodzie sięga aż po Nową Anglię, Dakotę oraz półwysep Michigan, na zachodzie ledwie przeniknęła do południowej Kalifornii. Jest tak mimo faktu, że ten region jest w dość bliskim związku z południowym Zachodem, gdzie uprawa kukurydzy jest wysoko rozwinięta oraz gdzie stosuje się techniki odpowiednie dla uzyskiwania plonów w warunkach na wpół pustynnych. Podobnie Indianie kalifornijscy, poza niewielkim ob­szarem na południu, nie zdołali przejąć garncarstwa, chociaż bardzo blisko sąsiadowali z terenami, gdzie stało ono na wysokim poziomie, a przy dość osiadłym trybie życia plemion kalifornijskich byłoby ono dla nich bardzo użyteczne. Nasza obecna dość dokładna znajomość chronologii wydarzeń na południowym Zachodzie dowodzi, że plemiona na krańcach Kalifornii musiały podlegać wpływom kultur kukurydzy i garncarstwa przez co naj­mniej 1500 lat, a jednak żadnej sobie nie przyswoiły.

Oporność wobec przyjmowania nowych elementów kulturowych, na­wet jeśli nie kładzie tamy dyfuzji w pewnych kierunkach, to hamuje jej tempo. Grupa, która nie chce przejąć nowego elementu, wznosi przegrodę między miejscem powstania tej cechy a grupami bardziej oddalonymi, które gotowe byłyby ją przyjąć, gdyby miały po temu okazję. Nawet jeśli w końcu niechęć grup pośredniczących zostanie przełamana, stracone zo­stanie mnóstwo czasu. Z powodu owego zmiennego współczynnika podat­ności, cechy rozchodzą się z punktu swego powstania zawsze nieregular­nie, tak że pewne z nich przenikają zdumiewająco prędko, zaś inne, jeśli w ogóle, to bardzo powoli. Jeden z najbardziej uderzających przykładów niezmiernie szybkiej dyfuzji stanowi rozprzestrzenienie się pewnych upraw jadalnych Nowego Świata, szczególnie kukurydzy, w ciągu trzystu lat od momentu odkrycia Ameryki. Pod koniec tego okresu uprawy te przeniknęły praktycznie wszystkie obszary Europy, Azji i Afryki, na któ­rych mogły być uprawiane, a w wielu miejscach głęboko zmieniły wzory życia tubylców. Na przykład Betsimisaraka z Madagaskaru, którzy chyba nie mogli poznać kukurydzy przed 1600 r., wierzą, iż otrzymali ją od stwórcy w tym samym czasie, gdy dał on ryż plemionom równinnym na wyspie. Każdą sugestię, że mogła ona być wprowadzona dość niedawno, odpierają twierdzeniem, iż jest to niemożliwe, bowiem ludzie nie mogliby bez niej żyć.

Rozpowszechnienie się tytoniu po odkryciu Nowego Świata jest jeszcze bardziej uderzającym przykładem gwałtownej dyfuzji, a daje tę korzyść, że jest dobrze udokumentowane. Raz przynajmniej ludowa tradycja zdaje się mieć słuszność, przypisując wprowadzenie zwyczaju palenia w Anglii Sir Walterowi Raleighowi. W każdym razie pierwsze wzmianki o paleniu wiążą się z powrotem jego kolonistów z Wirginii, a wiadomo nam, że Ralph Lane, pierwszy gubernator, podarował w 1586 r. Raleighowi fajkę oraz poinstruował go, jak jej używać. Zapoczątkowało to zwyczaj palenia w kręgach dworskich, skąd ze zdumiewającą prędkością rozpowszechnił się on wśród ogółu ludności. Warto odnotować, że Francisco Fernandez w 1558 r. wprowadził również tytoń w Hiszpanii, lecz był on tam używany jako lek, co znacznie opóźniło użytkowanie go w celach czysto towarzy­skich.

Te dwa obszary, na których zaczęto używać tytoniu, stały się z kolei centrami jego dyfuzji w Starym Świecie. Anglia była głównym przeno­śnikiem na tereny północnej Europy. W Holandii palenie zapoczątkowali angielscy studenci medycyny w 1590 r., zaś Anglicy i Holendrzy wspólnie przenieśli nowy zwyczaj drogą morską do krajów bałtyckich i Skandy­nawii oraz lądem przez Niemcy do Rosji. Około 1634 r., czterdzieści osiem lat po pierwszym pojawieniu się w północnej Europie, zwyczaj ten stał się plagą w Rosji, gdzie wydano przeciw niemu ustawy. Nie powstrzymało to jednak jego pochodu na wschód i w ciągu dwustu lat poprzez stepy i góry Syberii powrócił do Ameryki, tzn. na Alaskę. Tak gwałtowna dy­fuzja zdumiewa tym bardziej, że na większości obszarów północnych uzy­skanie tej rośliny wymaga kontaktów handlowych z krajami bardzo odległymi.

Z Hiszpanii i Portugalii poprzez kraje basenu Morza Śródziemnego ty­toń przeniknął na Bliski Wschód. Daty nie są tu tak pewne, lecz sułtan turecki Murad wydał ustawę zabraniającą jego używania w 1605 r. Holendrzy i Portugalczycy wspólnie przenieśli go do Afryki i południowo-wschodniej Azji. W odległej Japonii przyjął się tak szybko, iż konieczne okazało się ograniczenie terenów poświęconych na jego uprawę. W Afryce Południowej tytoń stał się obiegowym środkiem wymiany pomiędzy Ho­lendrami i tubylcami — krowa stanowiła równowartość tylu liści tytoniu, ile zmieściło się ich na odcinku odpowiadającym jej długości. Mimo czę­stych oficjalnych zakazów i drakońskich przepisów ten nowy element kul­turowy upowszechniał się niemal tak szybko, jak szybko ludzie potrafili podróżować.

Zauważono, że choć możliwe jest upowszechnianie się pojedynczych elementów kultury, to częściej wędrują, grupy elementów funkcjonalnie powiązanych. Kwestię tę egzemplifikuje również rozpowszechnianie się tytoniu, ponieważ wraz z rośliną przenoszone były różne metody jej używa­nia. Powiązania tych metod z różnymi liniami dyfuzji odnaleźć można na­wet na terenach Nowego Świata. Indianie w różnych regionach używali tytoniu w różny sposób. Ci ze wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej palili tytoń w fajkach kolankowych, które stały się prototypem współ­czesnych angielskich „briarów”. Choć ten kształt fajki uległ różnym zmia­nom w trakcie procesu dyfuzji na obszarach północnych, wszystkie jednak ludy, które przejęły zwyczaj palenia tytoniu od Anglii, pozostały w więk­szości palaczami fajek. Indianie brazylijscy, z którymi najczęściej kontak­ty mieli Portugalczycy, woleli cygara, tak samo niektóre grupy z Antyli. Meksykańczycy natomiast woleli papierosy i przekazali je Hiszpanom. Od nich przejęły je kultury basenu Morza Śródziemnego, a fakt ten odzwier­ciedla nasze własne preferowanie papierosów tureckich i egipskich. Po­nieważ w procesie przenoszenia tytoniu do południowo-wschodnie j Azji uczestniczyli zarówno Portugalczycy, jak Holendrzy, więc rejon ten uzy­skał zarówno fajkę, jak cygaro i w wielu miejscach współistnieją one na­dal. Niektóre plemiona zachowują nawet pełną neutralność, zawijając ty­toń w cygara, a następnie paląc je w fajkach. W Afryce, tam gdzie w wal­ce z Portugalczykami zwyciężyli Holendrzy, w powszechnym użyciu zna­lazła się fajka.

W trakcie upowszechniania się tytoniu rozwinęły się nawet dwie nowe metody jego używania — nargile i tabaka. Nargile powstały na Bliskim Wschodzie i nigdy nie przeniknęły poza ten region. Tabaka, jak się zdaje, powstała w Hiszpanii w następstwie medycznych zastosowań tytoniu. Nie miała prototypu w Ameryce. Niektóre plemiona z Antyli i Ameryki Południowej używały tabaki, lecz nie była ona robiona z ty­toniu. Z drugiej strony, w Europie używano takich lub innych rodzajów tabaki przez całe wieki. Najwidoczniej był to skutek mylnych prób pobu­dzenia mózgu przez kanał nosowy. Pierwszy tytoń przesłano z Portugalii do Francji w postaci tabaki, a zwyczaj zażywania tytoniu w ten sposób przyjął się na dworze francuskim i stamtąd rozpowszechnił wśród całego wytwornego towarzystwa europejskiego. Wydaje się, że w pewnym okresie stał się nawet zagrożeniem dla zwyczaju palenia w wyższych kręgach społecznych. Pod koniec osiemnastego stulecia tabaka traci swą pozycję, a teraz utrzymuje się ona jedynie na peryferiach i nawet tani jest spo­łecznie zdegradowana.

Ostatni rozdział dyfuzji sposobów palenia jest wystarczająco ciekawy, by zasługiwał na specjalne uwzględnienie. Papieros, mimo iż ogólnie przy­jęty na obszarze Morza Śródziemnego, nie rozpowszechnił się w północ­nej Europie ani w Stanach Zjednoczonych aż do czasów obecnych. W An­glii nie pojawił się przed końcem Wojny Krymskiej, kiedy to zwyczaj pa­lenia papierosów przywieźli wracający oficerowie, którzy nauczyli się go od swych tureckich sojuszników. Do Stanów Zjednoczonych dotarł jeszcze później, za pamięci wielu osób jeszcze żyjących i napotkał tam żywiołową opozycję. Choć, jak się zdaje, nie ma żadnego dowodu, że papieros jest bardziej szkodliwy niż męska fajka kukurydziana czy tytoń do żucia (szczególny wkład amerykańskich pionierów do „kulturowego kompleksu tytoniowego”), w wielu regulaminach wciąż jeszcze można znaleźć przepi­sy zabraniające jego używania. Papieros uważano nie tylko za rzecz szkod­liwą, lecz również za objaw zniewieściałości, a ślady tej ostatniej postawy przetrwały do dziś. Dla stuprocentowych mężczyzn rozkoszujących się papierosem pociechą może być wiadomość, że wielu „twardych” kapłanów azteckich pozwalało sobie na jednego papierosa przed rozpoczęciem „dzien­nej porcji” ofiar z ludzi.

Na podstawie tęgo, co powiedzieliśmy powyżej, powinno być oczywi­ste, że żadna prosta mechanistyczna interpretacja dyfuzji nie wystarczy dla dokonania choćby ograniczonej rekonstrukcji historycznej. Dyfuzja wymaga nie tylko przekaziciela, lecz również odbiorcy, a rola odbiorcy jest z pewnością ważniejsza. Na przykładzie Indian kalifornijskich i ich stosunku do kukurydzy i garncarstwa widzieliśmy, że ciągła styczność z cechą kulturową nie musi pociągać za sobą jej przejęcia. W gruncie rzeczy dyfuzja obejmuje trzy dość różne procesy: przedstawienie społe­czeństwu nowego elementu lub elementów kulturowych, przyjęcie go przez społeczeństwo, zespolenie przyjętego elementu lub elementów z dotychczas istniejącą kulturą. Na każdy z tych procesów wpływa duża liczba czynni­ków, z których większość ciągle wymaga zbadania.

Przedstawienie społeczeństwu nowego elementu zawsze zakłada stycz­ność. Społeczeństwo, z którym kontakt został nawiązany, może być bądź twórcą nowego elementu kulturowego, bądź pośrednikiem w jego rozpo­wszechnianiu — różnica ta nie ma większego wpływu na proces. Istota tego kontaktu ma jednak znaczenie olbrzymie. Może on przybierać naj­rozmaitsze formy, od bliskich związków dwu społeczeństw i kultur jako całości, aż po sporadyczne kontakty handlowe i osiedlanie się poszczegól­nych członków jednego społeczeństwa w innym. Kontakty pełne są zdecydowanie rzadkie. Trudno znaleźć ich przykłady, z wyjątkiem grup zdobywców, którzy osiedlają się i wyzyskują lud podbity, względnie grup emigrantów podobnych do tych, które ciągle jeszcze występuje w Amery­ce. Tego typu kontakty mają nieco inny charakter niż te, które wy­stępują w zwykłym procesie dyfuzji, a proces zmiany kulturowej w takich warunkach określany jest zwykle terminem akulturacja. Oczywiście takie użycie tego terminu, który po raz pierwszy zastosowano do badania zmian w grupach emigrantów, opiera się na dość naiwnym przekonaniu, że jedno ze społeczeństw stykających się ze sobą, całkowicie odrzuca swą poprzednią kulturę i w pełni przyjmuje kulturę tego drugiego. W rzeczywistości wynikiem takich bliskich i pełnych kontaktów zawsze jest wy­miana elementów kulturowych. Po dłuższym czasie obydwa różniące się między sobą społeczeństwa i ich kultury zespolą się w kształt nowego społeczeństwa i nowej kultury. W, tym końcowym produkcie reprezento­wane będą elementy ich obydwu, choć być może w bardzo różnych pro­porcjach. I tak Włosi, w Ameryce, zwykle przestają się utożsamiać jako odrębne społeczeństwo w trzecim, lub czwartym pokoleniu i przyjmują kulturę, w obrębie której żyją. Jednocześnie nie jest to ta sama kultura, z którą zetknęli się ich przodkowie po przybyciu do Ameryki. Została wzbogacona w wyniku przejęcia przez Amerykanów takich oryginalnie włoskich elementów, jak powszechne zainteresowanie wielką operą, spo­żywanie na obiad spaghetti oraz znakomite techniki wymuszania pie­niędzy.

Uwzględniając cały obszar, kuli ziemskiej, ten typ kontaktu, który umożliwia akulturację, bardziej niż wskutek czegokolwiek innego pow­staje na drodze podboju i osiedlenia się grup zdobywców w środowisku pokonanych. W tych przypadkach zwykła liczebna przewaga podbitych będzie prawdopodobnie w znacznej mierze zrównoważona wyższością pre­stiżu zdobywców, tak że obydwie kultury mają mniej więcej równy wkład do nowej, kultury, która wyłania się zawsze w tych warunkach. Takie hybrydy kulturowe przejawiają zazwyczaj cechy mieszanin che­micznych, raczej niż mechanicznych. Oprócz cech zaczerpniętych z obu kultur założycielskich, posiadają, one ponadto właściwości obce im obu. Musimy jednak powrócić do powszechniejszych form kontaktu kulturowe­go i możliwego dzięki nim szerzenia się elementów kulturowych.

Jest samo przez, się zrozumiałe, że kontakty między kulturami nawią­zane być, mogą jedynie za pośrednictwem jednostek. W poprzednim roz­dziale mówiliśmy, że żadna jednostka nie uczestniczy w kulturze swego własnego społeczeństwa w pełni. W normalnych warunkach oznacza to, że nigdy, nie oferuje się społeczeństwu otrzymującemu pełnej kultury społeczeństwa przekazującego. Dostępne mu są jedynie te elementy, z któ­rymi jednostki kontaktujące się są zżyte. Jeśli zatem pomiędzy dwoma plemionami istnieją stosunki handlowe, a handel prowadzą jedynie męż­czyźni, wtedy przyswojone mogą zostać wytwory przemysłu kobiecego, lecz nie zostaną wraz z nimi przekazane techniki wytwarzania. Mężczyźni prowadzący handel, nawet jeśli nie strzegą tych technik jako ważnych tajników handlowych, mają zaledwie ogólne wyobrażenie o tym, jak te rzeczy się produkuje. Jeśli plemię otrzymujące przyzwyczaja się do uży­wania tych produktów, a potem nagle ich dopływ zostaje odcięty, to może ono rozwinąć całkiem odmienne techniki wytwarzania artykułów ekwiwalentnych. Ciekawe mogłoby być przypuszczenie, że w ten sposób pow­stała skrajna różnorodność technik wytwarzania ceramiki na obszarze Melanezji. Istnieje wiele, plemion, które regularnie używają wyrobów ceramicznych nie produkując ich i łatwo można sobie wyobrazić, iż grupa taka opracowuje własną metodę wytwarzania niezbędnych garnków, gdy zabraknie normalnych źródeł ich uzyskiwania.

Występujący w procesie dyfuzji wskutek różnego uczestnictwa jednostek w ich własnej kulturze mechanizm różnicujący działa równie sil­nie, gdy kontaktujące się jednostki z grupy przekazującej osiedlają się w grupie otrzymującej. Kupiec, misjonarz czy urzędnik administracji nie mogą przekazać ze swej kultury więcej niż sami posiedli. Jeśli jednostka kontaktująca się jest mężczyzną, to zwykle bardzo mało może ona prze­kazać z kobiecej sfery swej kultury, a kobiece elementy, które przekaże, będą prawdopodobnie nader przypadkowe i funkcjonalnie słabo ze sobą powiązane. Znałem francuskiego urzędnika, który był przedmiotem za­zdrości swych kolegów, ponieważ potrafił nauczyć swą, tubylczą kochankę krochmalenia i prasowania białych koszul. Znajomość, tej techniki nabył przypadkowo i o innych aspektach prowadzenia domu nie wiedział więcej niż przeciętny mężczyzna. I na odwrót, jeśli jednostką kontaktującą się jest kobieta, może ona przekazać techniki kobiece, ale jest wielce nie­prawdopodobne, by mogła przenieść takie czysto męskie umiejętności, jak nowe formy pracy w metalu czy nowa magia wojenna. Łatwo sobie wy­obrazić sytuację, gdy skutkiem tego różnicującego mechanizmu wiele ele­mentów z pewnych dziedzin kultury zostanie przedstawionych a nawet zaakceptowanych, podczas gdy z innych dziedzin nie zostaną przedstawio­ne żadne lub tylko kilka. Zatem krajowcy z wyspy, która była stałą bazą statków wielorybniczych, mogli przyswoić sobie sporo elementów kultu­rowych związanych z przemysłem, a nawet pewną liczbą zwyczajów i postaw wielorybników. Mogli nauczyć się budować łodzie wielorybnicze i ubierać w europejską odzież otrzymaną od wielorybników, nie wiedząc nic o tym, że istnieją salony i jeszcze mniej o tym, jak należy się popraw­nie w nich zachowywać. Przytoczmy mniej skrajny przypadek, grupa tubylców może mieć bliski kontakt z pół tuzinem misjonarzy i ich żonami, a nie zdobędzie najmniejszego pojęcia o teoriach ewolucyjnych, które tak dalece wpływają na współczesną myśl europejską, ani obecnych euro­pejskich tendencjach mody i dekoracji wnętrz.

Gdy dwa społeczeństwa pozostają w długotrwałych kontaktach, jak w przypadku dwóch obok siebie żyjących plemion i na ogół są w do­brych stosunkach, prędzej czy później całość kultury jednego z nich sta­nie się dostępna drugiemu. Szereg powtarzających się kontaktów z jed­nostkami, z których każda jest uczestnikiem częściowym, da efekt sku­mulowany. Z drugiej strony, gdy jedno społeczeństwo ma kontakty wyłącznie z wybranymi grupami jednostek drugiego społeczeństwa, grupa otrzymująca może nigdy nie zetknąć się z całością kultury grupy prze­kazującej. W dużej mierze sytuacja taka występuje na obszarach, gdzie biali zjawiają się jako kupcy lub administratorzy, lecz nigdy jako rze­mieślnicy czy robotnicy.

Drugim, czynnikiem, który wywiera silny wpływ na dyfuzję, jest coś, co z braku lepszego terminu nazwać można swoistą komunikowalnością samego elementu kulturowego. Nie ma to nic wspólnego z postawami grupy otrzymującej czy z konfiguracjami jej dotychczasowej1 kultury. Choć ten aspekt problemu dyfuzji nigdy nie został zbadany, wydaje się prawdopodobne, iż mamy tu do czynienia z czymś w miarę stałym. W po­przednim rozdziale wskazaliśmy, że kultura sama w sobie jest zjawiskiem socjo-psychologicznym oraz że różne formy zachowań, które jesteśmy w stanie obserwować i rejestrować, są po prostu jej zewnętrznym wyrazem. Pewne elementy kultury są łatwiej wyrażalne niż inne, bez względu na to, czy wyrażane są czynem czy słowem. Ponieważ elementy kulturo­we mogą być przekazane jednej jednostce przez drugą lub jednemu społeczeństwu przez drugie jedynie dzięki obserwacji zewnętrznych wyrazów, więc wynika z tego, że najłatwiejsze do przyswojenia będą te ele­menty kulturowe, które mogą być najłatwiej i najpełniej wyrażo­ne. Wśród różnych elementów, które składają się na całość kultury, pierwszeństwo pod tym względem mają techniki zdobywania pożywienia i produkcji. Można je wyjaśnić widzowi bez pośrednictwa mowy. Jeśli zechce on przyswoić sobie te techniki, wystarczy by naśladował uważnie i dokładnie ruchy pracującego. Choć z początku może mieć trudność z wykonywaniem odpowiednich ruchów, nauczy się ich poprzez praktykę. To samo dotyczy produkowanych przedmiotów. Nawet jeśli nie można obserwować techniki, członek kultury otrzymującej może dokładnie wbić sobie w pamięć szczegóły przedmiotu, a następnie postarać się je odtwo­rzyć. Skłonność Japończyków do badania i odtwarzania importowanych przedmiotów może być właśnie takim przypadkiem.

Gdy tylko odejdziemy od tak prostych elementów kulturowych, jak techniki i ich wytwory materialne, stajemy wobec rosnących trudności komunikowania. Choć jest zupełnie możliwe opisanie takiego elementu kultury, jak idealny model małżeństwa, a nawet można go wyrazić w nie­werbalnym zachowaniu, wyrażenie to jest daleko mniej pełne niż to, które możliwe jest w odniesieniu do takiego elementu kulturowego, jak produkcja koszy. Najdokładniejsza werbalizacja natknie się na trudności z przekazaniem ciągu skojarzeń i uwarunkowanych reakcji emocjonal­nych, które wiążą się z tym wzorem i które nadają mu znaczenie i ży­wotność w ramach jego własnej konfiguracji kulturowej. We wszystkich zewnętrznych wyrazach takiego wzoru aspekty te są z góry założone, lecz osoba, której usiłujemy przekazać jego sens, może o nich nic nie wiedzieć. Nawet gdyby różnice językowe przestały być poważną przeszkodą w prze­kazaniu tego rodzaju wzorów, pomyślne przeprowadzenie takiej operacji byłoby niezmiernie trudne. W jeszcze większym stopniu dotyczy to pojęć, które stanowiąc część kultury nie są bezpośrednio wyrażalne w zachowa­niu niezależnie od werbalizacji. Opowiada się anegdotę o wykształconym Japończyku, który usiłował zrozumieć naturę Trójcy i po długiej dyskusji ze swym europejskim przyjacielem zawołał: „Oh! już rozumiem. To jest komitet.” Uwaga taka jest szokująca dla dobrego chrześcijanina. Trójca z pewnością nie stanowi komitetu, lecz czytelnik zda sobie sprawę z trud­ności, jeśli w wyobraźni sam spróbuje wytłumaczyć temu japońskiemu studentowi, dlaczego właściwie ów jest w błędzie.

W końcu, mamy w kulturze wszystkie te żywotne postawy i wartości, które leżą znacznie poniżej poziomu świadomości indywidualnej i które przeciętny członek społeczeństwa rzadko próbuje werbalizować, nawet na własny użytek. Praktyczna niemożliwość udostępnienia tych elementów członkom jakiegoś innego społeczeństwa jest oczywista. Ta część każdej kultury po prostu nie poddaje się dyfuzji. Nigdy nie może być ona przed­stawiona w dostatecznie konkretnych i obiektywnych terminach. Takie sprawy, jak pojęcia religijne lub filozoficzne można w jakiś sposób za­komunikować, choć zapewne nigdy w całości. W ten sam niepewny sposób przekazać można również wzory zachowań społecznych, lecz nie można przekazać skojarzeń, które nadają im ową autentyczną siłę oddziaływania. Grupa zapożyczająca może naśladować formy zewnętrzne, lecz zazwyczaj okazuje się, że te elementy, które nie zostały jej właściwie zakomunikowa­ne, są zastąpione elementami zupełnie nowymi. Instytucja małżeństwa, jaka istnieje wśród Murzynów na Południu, może być dobrym przykła­dem takiego niepełnego przekazu wzoru i wynikających stąd modyfikacji. W gruncie rzeczy prawdopodobnie techniki materialne i ich wytwory są jedynymi elementami kultury, które mogą być w pełni zakomunikowane i znamienne, że zazwyczaj te elementy są najłatwiej przyjmowane i za­chowywane w formie najbliższej tej w jakiej zostały przyjęte. Oczywiste, że te swoiste różnice komunikowalności muszą mieć olbrzymie znaczenie w procesie dyfuzji, szczególnie przez swój wpływ na kompletność i szyb­kość przekazu.

Do tego momentu dyskusja nasza traktowała o kulturach przekazujących i właściwościach elementów kulturowych. Przejdźmy teraz do tego, co stanowi właściwą istotę problemu dyfuzji, do reakcji grupy przyjmującej na elementy jej przedstawione. Społeczeństwo posiada pełną swobo­dę przyjmowania lub odrzucania tych elementów. Istnieje od tego kilka wyjątków w przypadkach, gdy grupa dominująca społecznie usiłuje na­rzucić siłą swą kulturę społeczeństwu poddanemu, lecz przypadki te są mniej ważne niż mogłoby się zdawać. Po pierwsze, takie dominujące grupy rzadko kiedy, o ile w ogóle, usiłują narzucić swą kulturę jako całość. Zadowalają się narzuceniem kilku wybranych elementów, takich jak zewnętrzne przyjęcie ich religii czy zwyczaj noszenia spodni. Oczy­wiście, siłą nie uda się wprowadzić do innej kultury żadnego elementu, który nie jest trwale i bezpośrednio odzwierciedlony w zewnętrznym zachowaniu. Podbity lud można zmusić do regularnego uczęszczania do kościoła, może to nawet stać się nawykiem, jak coś, co nie powoduje żad­nej reakcji uczuciowej, nie można jednak zmusić do emocjonalnego przy­jęcia nowej wiary, nie można też powstrzymać od modlenia się do włas­nych bogów prywatnie i w samotności. Jednocześnie samo użycie siły czyni zakazane elementy rodzimej kultury symbolami buntu, co rozbudza do nich tym silniejsze przywiązanie. Pod płaszczykiem pozornej uległości grupa prześladowana może zachować swoje ideały i wartości nienaruszone przez całe pokolenia, przekształcając i interpretując powierzchowne ele­menty narzuconej im kultury tak, by nie czyniły tamtym żadnej szkody. Zatem, z nielicznymi wyjątkami, każdy nowy element, który społe­czeństwo włącza do swojej kultury, przyjmuje z własnej woli. Akceptacją taką z kolei rządzi duża liczba zmiennych czynników. Niezmienne w tej sytuacji jest tylko to, że elementy te zawsze odbierane są naskórkowo. Społeczeństwo przejmuje jedynie te części całego kompleksu, które mogą mu być zakomunikowane po prostu i bezpośrednio. Zatem kobieta z jed­nego plemienia, kopiująca wzór zauważony na koszyku wykonanym przez jakieś inne plemię, postępuje tak jedynie dlatego, że przemawiają do niej jego własności estetyczne. Nie wie ona nic o symbolice wiążącej się z tym wzorem ani o tym, co oryginalni twórcy używają za jego właściwe lub niewłaściwe zastosowania. Podobnie, gdy przedstawi się jakiejś grupie nowe urządzenie, powiedzmy karabin, to przyjmie je ona lub odrzuci nie na podstawie jego powiązań i funkcji w kulturze przekazującego, lecz ze względu na możliwości wykorzystania go we własnej kulturze, co nigdy nie wykracza poza granice bezpośrednich zastosowań. Nie dostrzega się nigdy, jakie przekształcenia w dotychczas, istniejących strukturach po­ciągnie za sobą przyjęcie nowego elementu. Wątpić można, czy w ogóle jakikolwiek umysł jest zdolny przewidzieć takie zmiany — wyjąwszy najbardziej bezpośrednie. Nawet w naszej własnej kulturze nikt nie był w stanie przewidzieć głębokich zmian, jakie spowodował samochód, zmian, które głębiej nawet dotknęły nasze struktury społeczne niż ekonomiczne.

Czynniki decydujące o podatności społeczeństwa na nowe elementy kulturowe są, mimo wszystko z grubsza takie same — niezależnie od tego, czy element powstaje wewnątrz czy na zewnątrz tego społeczeństwa tj., czy pojawia się jako wynalazek czy w wyniku dyfuzji. Główna róż­nica pomiędzy tymi dwoma procesami polega na tym, że jeśli społeczeń­stwo odrzuca wynalazek, to ten wkład w ogólne zasoby kultury jest na zawsze stracony, podczas gdy odrzucony element przedstawiony w pro­cesie dyfuzji nie ginie, lecz pozostaje w skarbcu kultury przekazującej i może niespodziewanie przydać się w późniejszym okresie, gdy reakcja społeczeństwa wobec niego ulegnie zmianie.

Przyjęcie nowych elementów wymaga przede wszystkim spełniania przez nie dwóch warunków: użyteczności i zgodności — innymi słowy przyjmowane jest to, co wydaje się dobre i łatwo dające się dopasować do istniejącej konfiguracji kulturowej. Obydwie te właściwości zależą, rzecz jasna, od kultury przyjmującej i wpływa na nie tak wiele czynni­ków, że osoba postronna z trudem zdoła je ustalić. Gdzie indziej nadmie­niliśmy, że zmiana kulturowa jest głównie sprawą zastąpienia elementów starych nowymi oraz, że każda kultura normalnie obejmuje techniki za­spokajania wszystkich uświadamianych potrzeb członków społeczeństwa. Przyjęcie nowej cechy nie tyle zależy od tego, czy jest ona lepsza niż już istniejąca, ile od tego, czy jest ona o tyle lepsza, by jej przyjęcie wy­nagradzało związany z tym kłopot. To z kolei zależy od nastawienia gru­py, stopnia jej konserwatyzmu oraz od tego, ile zmian w istniejących zwyczajach pociągnie za sobą nowe urządzenie. Nawet rozpatrując naj­prostszą formę dyfuzji, dyfuzję urządzeń mechanicznych, nie można wyższości elementu oceniać po prostu ze względu na większą wydajność. Istnieją formy pracy przyjemne i nieprzyjemne, a nawet zmiana tak prosta, jak przejście od używania topora do siekiery przy wyrębie drzew, pociąga za sobą zmianę zwyczajów mięśniowych, która przez pewien czas jest nieprzyjemna. Na wielu terenach Oceanii krajowcy przyjmowali euro­pejskie ostrza żelazne, które mogli następnie osadzić w rękojeści i uży­wać tak, jak swe pierwotne topory kamienne, lecz odrzucili o wiele bar­dziej wydajne siekiery, po prostu dlatego, że nie lubili nimi pracować.

Podobnie rzecz się ma ze zgodnością. Przyjęcie jakiegokolwiek nowego elementu kulturowego pociąga za sobą pewne zmiany w całej konfiguracji kulturowej. Mimo że nigdy nie można przewidzieć pełnego zakresu tych zmian, niektóre z nich są zwykle oczywiste. Jeśli nowa cecha jest tego rodzaju, że przyjęcie jej spowoduje bezpośrednio konflikt z ważnymi cechami dotychczasowej kultury, to prawie na pewno zostanie ona odrzucona. Nie można sobie wyobrazić, by techniki produkcji masowej przyjęły się w kulturze, w której obowiązuje wzór niepowtarzalności. Istnieją społeczeństwa, w których sądzi się, że żadne dwie rzeczy nie po­winny być takie same i nigdy nie produkuje się dwóch rzeczy dokładnie takich samych.

Dobry przykład takiego konfliktu stanowi reakcja Apaczów na pejotl, narkotyzujący kaktus używany przez wiele plemion indiańskich dla wy­woływania wizji i przez to nawiązanie kontaktu z siłami nadprzyrodzonymi. Apacze przywiązują taką samą wagę do wizji jak każde inne ple­mię, lecz każda jednostka stara się chronić siłę, którą dają jej doznania nadprzyrodzone, a czarownik mógłby tę siłę ukraść. Normalny wzór za­żywania pejotlu, to spożywanie go podczas grupowej uroczystości. Po próbnym i częściowym przyjęciu nowego pomysłu Apacze odrzucili go. Możliwość skradzenia siły, jaką stwarza liczne zgromadzenie, szczególnie, gdy jednostka znajduje się pod wpływem narkotyku, a więc przestaje mieć się na baczności, stanowiły zbyt duże niebezpieczeństwo. Uznano za bardziej prawdopodobne utratę siły niż jej zyskanie. W rezultacie używanie pejotlu w tym plemieniu stało się rzadkością, a nawet w tych nie­licznych przypadkach ograniczyło się do mężczyzn nie mających żadnego znaczenia, którzy mają mało siły do stracenia. Większość konfliktów między elementami nowymi a uprzednio, istnie­jącymi nie jest tak bezpośrednia i oczywista. Zarówno w kwestiach zgod­ności, jak i użyteczności istnieje szeroka sfera niepewności. Niektóre no­we elementy uważać można za nieznacznie przewyższające dotychczasowe, inne — postrzegać jako trochę niezgodne, lecz nie nią tyle, by ich przy­jęcie było niemożliwe. Bardzo często korzyści i niedogodności wyrów­nują się tak dalece, że jednym członkom społeczeństwa przyjęcie nowej cechy może wydawać się pożądane, innym natomiast — niepożądane. Przyjęcie lub odrzucenie tego rodzaju niejednoznacznych elementów za­leży ostatecznie od szeregu zmiennych czynników, o których bardzo mało wiemy. Jednym z najważniejszych są z pewnością partykularne interesy, dominujące w życiu grupy przyjmującej. Nowa cecha, która odpowiada takim interesom, zostanie bardziej poważnie potraktowana i ma większe szanse, by zostać przyjęta, niż taka, która im nie odpowiada. Niewielki, lecz zgodny z interesami zysk wydaje się ważniejszy niż duży, lecz do­tyczący spraw, którymi grupa jest mało zainteresowana. Na przykład Hindusi zawsze byli bardzo podatni na nowe kulty i nowe idee filozoficzne, dopóki nie popadały one w zbyt bezpośredni konflikt z istnieją­cymi wzorami, lecz całkowitą prawie obojętność wykazywali wobec usprawnień technik produkcji. Świat materialny uważano za zbyt mało ważny, by traktować drobne postępy w tej dziedzinie za godne kłopotów związanych ze zmianą przyjętych zwyczajów.

Oprócz interesów grupy otrzymującej istnieją jeszcze inne czynniki i oceny, które pomagają rozważyć wszystkie za i przeciw nowemu elemen­towi kulturowemu. Jednym z najważniejszych jest prestiż, grupy przekazującej. Istnieją różne stopnie i rodzaje prestiżu. Można natknąć się na społeczeństwo, które ma autentyczny kompleks niższości wobec innego i które wszystkie elementy społeczeństwa podziwianego uważa za dosko­nalsze od odpowiednich elementów własnej kultury. Grupa taka wszystko, co będzie w stanie, zapożyczy od swego ideału. Przykładem tego może być bezkrytyczne przyjmowanie elementów kultury europejskiej przez Japończyków w drugiej połowie dziewiętnastego stulecia. Postawa taka prowadzi zazwyczaj bądź do całkowitego rozczarowania, bądź do zaniku społeczeństwa zapożyczającego jako odrębnego tworu kulturowego.

Jest to sytuacja niezwykła. Prestiż przekazującego zwykle ma o wiele bardziej ograniczony charakter, związany z pewnymi tylko aspektami kultury. Przeciętne społeczeństwo przekonane, jest o swojej wyższości w stosunku do reszty rodzaju ludzkiego, zarazem jednak przyznaje, że niektóre społeczeństwa przewyższają je pod pewnymi względami. I tak, mimo iż Amerykanie odnoszą się do całości kultury francuskiej z pewną protekcjonalnością, to jednak niemal powszechnie podzielane jest prze­konanie, że Francuzi przewyższają nas w projektowaniu ubiorów dam­skich. Gdyby poprosić Amerykankę o dokonanie wyboru między modelem z Paryża a modelem z Chicago, to przekonanie to okazałoby się dosta­tecznie silne, by wybrała zdecydowanie model paryski. I odwrotnie, fason który byłby reklamowany jako niemiecki, zyskałby jeszcze mniejsze uzna­nie niż chicagowski, bowiem przekonani jesteśmy, że projektowanie ubio­rów nie należy do największych osiągnięć Niemców. Innymi słowy, przyj­mowanie fasonów paryskich w Ameryce wspomaga prestiż Francuzów, podczas gdy fasony berlińskie wobec braku prestiżu przyjmują się z opo­rami. Nawet w społeczeństwach pierwotnych pewne plemiona sąsiednie podziwia się pod pewnymi względami, innymi się natomiast pogardza. Każda cecha, którą reprezentuje podziwiany, będzie przynajmniej po­ważnie wzięta pod uwagę, podczas gdy ta, która jest właściwością pogar­dzanego, musi dawać wyraźne korzyści, by zyskać względy.

Dalszym czynnikiem, który wpływa na przyjęcie nowych elementów kulturowych, jest prestiż jednostek, pod, których auspicjami nowa rzecz jest społeczeństwu przedstawiona. W przypadku dyfuzji, tak jak w przy­padku wynalazku, przyjęcie nowej cechy zaczyna się zwykle od jednostki, a najczęściej od małej grupy osób. Nie jest wszystko jedno, kim są ci wynalazcy. Jeśli są to osoby, które społeczeństwo podziwia i które przyzwyczajone jest naśladować, to nowa cecha zostaje przyjęta bez oporów. Jeśli zdarza się, że wynalazcy są osobiście niepopularni lub mają niski status społeczny, to nowy element natychmiast narzuca niepochlebne, które mogą przeciwważyć wszelkie jego istotne korzyści. W na­szym społeczeństwie, na przykład, nikt nie będzie próbował lansować jakiegoś nowego i śmiałego fasonu poprzez sklepy z tanią odzieżą. Nie przyjąłby się on nawet wśród tych grup społecznych, które korzystają z tych sklepów, gdyż noszenie tego fasonu świadczyłoby o statusie społecz­nym, którym jego posiadacze nie są zachwyceni. Ten sam styl lansowany w imieniu najwyższych szczebli drabiny społecznej, do jakich jego pro­jektanci mogli dotrzeć, zostałby chętnie przyjęty przez klientów sklepów tanich.

W końcu istnieje czynnik, który określić można jedynie jako „szał.” Zauważono, że ludzie chętnie przyjmują pewne nowe elementy kulturo­we, choć nie wyróżniają ich żadne względy użyteczności czy prestiżu. Mało jest prawdopodobne, by w ten sposób wprowadzono do kultury ele­menty zasadnicze, ale może tak być z szeregiem pomniejszych. Sami by­liśmy świadkami pojawienia się i zaniku takich pomysłów jak zegarek zapinany wokół kostki na nodze, opalanie się w inicjały itp. Zjawisko to, co więcej, bynajmniej nie ogranicza się do cywilizacji schyłkowych. Ple­miona pierwotne również przeżywają zmiany mody oraz zapożyczają w gruncie rzeczy bezużyteczne elementy kulturowe, którym udało się opa­nować ich wyobraźnię. Na przykład wśród Barów z Madagaskaru w ostat­nich dwudziestu latach zapanowała moda na fantazyjne fryzury męskie, choć przedtem czesano się w tym plemieniu w sposób dość prosty i jed­nolity. Mówi się, że styl ów powstanie swe zawdzięcza przedsiębiorczemu fryzjerowi z plemienia Imerina, który osiedlił się na terytorium Bara i szukał ujścia dla swego zawodowego talentu. Młodzi ludzie, którzy przy­jęli tę modę, byli z początku bezlitośnie wyśmiewani, lecz raz zrobiona — fryzura ta zachowała swą trwałość, mieli zatem istotne powody, by pozyskiwać dla swego pomysłu innych. Z początku bezużyteczna i ciesząca się złą reputacją, stała się teraz solidnie ustabilizowanym fragmentem kultury Barów.

Wszystko to wskazuje na dużą liczbę zmiennych czynników, związa­nych z przedstawianiem i przyjmowaniem nowych elementów kulturo­wych. Dopóki nie dowiemy się więcej o działaniu tych czynników, nasze rozumienie procesu dyfuzji może być jedynie bardzo niedoskonałe [...]

3



Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
Ralph Linton - Pojęcie kultury, Studia uś-pedagogika, 1 rok pedagogika, 1 semestr (zimowy), Antropol
Linton pojęcie kultury
kulturowe podstawy osobowosci - linton, I semestr kulturoznawstwa, opracowania znalezione, otrzymane
Ralph Linton, Nauka, Kulturoznawstwo, Teoria kultury
Linton Raiph Kulturowe podstawy osobowosci
Linton Ralph, Socjologia BP, II Semestr, antropologia kulturowa
M. Harris - materializm kulturowy, SOCJOLOgia, Antropologia
Antropologia Szamanizm, SOCJOLOGIA, antropologia kultury
sapir, Socjologia, Antropologia kulturowa
antro, Socjologia BP, II Semestr, antropologia kulturowa
Antropologia Opracowanie - Mead - Trzy kultury, SOCJOLOGIA, antropologia kultury
1. 1. M. Mead - typologia kultury, SOCJOLOgia, Antropologia

więcej podobnych podstron