36
Było to naszem szczęściem, gdyż Prusacy byliby nas naśli i w największym nieładzie zastali.
W czasie zbierania się obozu nadjechał jeden z sąsiednich obywateli dając nam znać iż wojsko pruskie postępując traktem od Gniezna, podchodzi już pod Sokołowo.
Spędziłem z miasta pospiesznie resztki ociągających się i kończyłem dalsze formowanie kolumn.
Nadjechał też Mierosławski, a pruskie wojsko zajęło tymczasem Sokołowo, ustawiwszy na swojćj prawćj flance 4 działa, z których natychmiast zaczęli strzelać. Artyleryą ich asekurowały dwa szwadrony jazdy, a dwa bataliony piechoty zajęły zabudowania i ogrody, wysławszy pewną część w tyralierkę.
Mierosławski stanął na drodze między miastem a Sokołowem, ja zaś na prawo pospieszyłem się zająć zagajenia brzozowe pod Sokołowem.
Udało mi się uprzedzić Prusaków i tym sposobem nietylko zasłoniłem część naszych poruszeń, ale nadto zmyliłem ich w obliczeniu sił naszych, a wreszcie pod zasłoną zagajenia zdołano się należycie sformować. To też przyczyniło się znacznie, iż przez dłuższy czas mogłem się utrzymać w zajętem stanowisku.
Z razu chiało pruskie wojsko, posuwając znaczne-siły do boju, wyprzeć mnie z zajętych pozycyi. Nie mogąc jednak wytrzymać (chcąc przejść około tysiąc kroków długą gołaźń) morderczego ognia naszych strzelców, musieli się cofnąć. Widząc to nasi strzelcy ruszyli za nimi w pogoń i to z takim impetem, iż od razu wyparli ich z ogrodów i gumien dworskich. Następnie jednakże po dłuższym boju nie mogliśmy dotrzymać im placu, lewe skrzydło musiało się cofnąć zupełnie, a prawe opuściło ogrody. Schroniliśmy się w pobliskim lasku, a obstawiwszy brzeg jego kilkudziesięciu strzelcami, sformowaliśmy się na nowo w czworobok. Uszykowawszy się o ile było można, dałem rozkaz do ruszenia naprzód.
Kawaleryą posunąłem pod samą wieś na koniec naszego prawego skrzydła, a ku lewemu skrzydłu nieprzyjaciela. Czarnowskiemu nakazałem tak maszerować, aby im zabrał lewą flankę od Gulczewka. Widząc to dowódzcy pruscy byli przekonani, że im zamierzamy przeciąć drogę ku Gnieznu, zatrąbili ku odwrotowi i cofnęli się w porządku do Gulczewka.
Plac bitwy pozostał w naszych rękach, lecz strata nasza była stosunkowo większą niż pod Miłosławiem, bo przeszło 30 kosynierów zaraz po pierwszym ataku nie uważając na poruszenia lewego skrzydła, schroniło się do owczarni, a gdy wojsko pruskie zapaliło budynki dworskie, i ta owczarnia zajęła się płomieniem, jedni zginęli od pożaru, drudzy zostali wystrzelani przez pomorską landwcrę przy składaniu broni. Oficerowie Krzysztofor, Wołoszyński, Drozdowski, emigranci z Fran-cyi, zginęli tutaj śmiercią męczeńską. Przeszło 100 rannych a głównie zabitych liczyliśmy z naszej strony — z wojska pruskiego ani połowa tćj liczby nie padła. Nic dziwnego, z naszych bowiem każdy stawał przeciw pięciu żołnierzom pruskim; myśmy rannych szanowali, jak Niemcy z naszemi rannemi się obchodzili — lepićj nie wspominać. Nieustraszone męstwo naszych strzelców i kosynierów, umiejętne ustawianie czworoboków uczyniły nas panami placu boju, na pozór zwycięzcami,