4.
(7) Polska posiada ambasadę do Rządu Amerykańskiego, ale nie posiada ambasady do J amerykańskiego społeczeństwa. Nie jest to bynajmniej krytyka osobistości, jest to ‘ jedynie stwierdzenie faktu. W wieku XVI, dobry ambasador do Wysokiej Porty, mógł załatwić osobiście sprawę granic, pokoju lub wojny. Można ją w podobny sposób załatwić i dzisiaj w państwach totalnych, Ale Ptrny Zjednoczone nie są Wysoką Fortą lub państwem totalnym i żyjemy w wieku XX. W Stanach Zjednoczonych Rząd administruje e rządzi społeczeństwo. Jednak przedstawicielstwu polskiemu często się wydaje, że wystarczą t.zw. dobre stosunki z Administracją, z Departamentem Stanu, z Białym Domem. Rzecz jasna, że te dobre stosunki sa bardzo pożądane i bardzo ważne, ale same przez się nie są one dostateczne, bo 16 Rząd w Ameryce jest tylko sługą ludu,
bo £°w roku przyszłym może już nie być obecnej administracji, bo 3^ Kongres •— reprezentant społeczeństwa — może nieaproboweć polityki zagranicznej Administracji. Trzeba iść w lud, trzeba szukać związków ze społeczeństwem amerykańskim.
Ta propaganda jest najskuteczniejszą w Ameryce, która jest oparta na nawiązywaniu naturalnych związków ze społeczeństwem amerykańskim i na mobilizowaniu w tym społeczeństwie elementów przychylnych dla Sprawy Polskiej. Tych przychylnych elementów jest sporo, ale, nie będąc zorganizowane, zmobilizowane, nie mogą one być dla Polski należycie wykorzystane. Mówiąc popularnym dzisiaj językiem: "Odin w pole nie woin", co oznacza, że jeden, osamotniony żołnierz — to nie wojsko. Trzeba Z8tym tych "żołnierzy" dla Sprawy Polskiej, sympatyków polskich, przyjaciół Polski — zorganizoweó. Wówczas staną się oni siłą, wojskiem. Wówczas propaganda polska wyjdzie z okresu reprczentacyjno-papierowego i zacznie być twórczą a więc i wydajną.
Społeczeństwa amerykańskiego nie da się pozyskać dla Sprawy Polskiej za pomocą akcji sztucznej, a zwłaszcza papierowej. Potrzeba stworzyć, zainicjować, inspirować takie organizacje w różnych dziedzinach, ażeby Amerykanie mogli w nich wziąśó udział, daó upust .swemu zamiłowaniu organizacyjnemu oraz zamiłowaniu do twórczej pracy, o przez to samo — pracując w organizacjach propolskich — stać się naturalnymi sponsorami, "opiekunami" Sprawy Polskiej.
Istnieją różne sposoby zmobilizowania już istniejących przyjaciół amerykańskich i wytwarzania nowych. m
(8) Potrzeba była stworzyć już przed dwoma laty POLISH WAR RELIEF - jako orgeni- J zacj? amerykańską, w której braliby udział i Amerykanie niepolskiego pochodzenia. Niestety, propaganda polska przegapiła w sposób karygodny ten ogromnej doniosłości , atut. Nie dopomogła ona wysiłkom Amerykanów polskiego pochodzenia. Wobec braku pomocy ze strony polskich sfer oficjalnych dziedzina akcji Polish War Reliefu musiała być z konieczności przez kogoś przejęta. Przejęła mip ją Rada Polonii Amerykańskiej. Dzisiaj już trudniej przeprowadzió reformę. Rada Polonii została uznana przez odnośne czynniki rządowe amerykańskie za centralę Polish War Relief. Rena — w miarę swoich możności orgenizacyjno-strukiuralnych - spełnia należycie swoje doniosłe zadanie, jednakże wobec nadania Radzie Polonii charakteru centrali oolskiego reliefu, skrępowało się w dużej mierze możliwości Rady w dziedzinie polityczno-społecznej, a
z drugiej strony woływy i znaczenie Polskiego War Reliefu w sferach amerykańskich zostały ograniczone przez powierzenie funkcyj reliefowych organizacji opartej wyłącznie o Polonię. Należało stworzyć Polish War Relief z udziałem Amerykanów polskiego i niepolskiego pochodzenia, ale jak_o organizację ogólno amerykańską, która reprezentowałaby i symbolizowała pomoc całego społeczeństwa amerykańskiego dla Polski Należało jednocześnie ugruntować Radę Polonii Amerykańskiej jako naczelną organizację polsko-amerykańską dla spraw społeczeno-kulturalno-politycznych, która ewentualnie z swoim zwężonym zakresie mogła, również współpracować i na polu reliefowym. Wówczas Polish War Relief, pomyślany jako ogólno-ameryksńska organizacja., i Reda Polonii Amerykańskiej wzajemnie by się dopełniały i obie oddawałyby Sprawie Polskiej awnifaa znacznie większe korzyści aniżeli te, jakie dzisiaj sama Rada Polonii, przy najlepszych swoich chęciach, okazać może. Podkreślam, że rozpatruję to zagadnienie