14 kłamstw kwaśniewskiego o unii

background image

14 kłamstw A . Kwaśniewskiego o unii

Aleksander Kwaśniewski był już wielokrotnie w przeszłości przyłapywany na kłamstwach.
Począwszy od nieprawdziwych twierdzeń na temat rzekomo ukończonych przez niego studiów
i stanu majątkowego, aż po kłamstwa w sprawie głosowania w Sejmie (dwukrotnie
wypowiadał się na temat swego głosowania w sprawie ustawy pozwalającej ścigać zbrodnie
PRL i za każdym razem mówił coś innego). Niedawno został przyłapany na kłamstwie w
sprawie afery Rywina, na zatajeniu, że już pod koniec lipca 2002 r. otrzymał list od Rywina
informujący go o tej sprawie. Ze względu na liczne kłamstwa mógłby aspirować do
przydomku "Aleksander Kłamliwy". Przypomnijmy, że w Stanach Zjednoczonych prezydent
R. Nixon przypłacił jedno swoje kłamstwo usunięciem z urzędu prezydenckiego. W tychże
Stanach inny prezydent B. Clinton o mało nie stracił urzędu prezydenckiego z powodu tylko
jednego kłamstwa. W Polsce dziwnie jakoś toleruje się kłamstwa u osoby piastującej
najwyższe stanowiska w państwie. W tej sytuacji prezydent A. Kwaśniewski postanowił pójść
dosłownie na całość i poczęstował nas całą serią kłamstw w broszurze "Tak dla Polski",
rozsyłanej do milionów podatników. Można sobie wyobrazić, ile kosztowały jej produkcja i
rozesłanie.

A oto konkretne przykłady nieprawd serwowanych milionom Polaków przez p. Kwaśniewskiego.

1. Na s. 5 swej broszury Kwaśniewski zapewnia, że w latach 2004-2006 "będziemy mogli uzyskać z
budżetu Unii ponad 19 mld euro". Dane te są wygórowane i z gruntu nieprawdziwe, co
spowodowało skierowanie przez posła A. Macierewicza powództwa w tej sprawie. Małgorzata
Goss pisała już w tekście "Prezydencka broszura pod sąd" ("Nasz Dziennik" z 16 maja 2003 r.), że
nawet przy wykorzystaniu w 100 procentach przez Polskę środków strukturalnych uzyskamy
według UKIE ok. 13,5 mld euro, wg Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową 11,2 mld euro,
według Centrum w Natolinie 14,9 mld euro. Wszystkie obliczenia więc wskazują na sumę dużo
mniejszą niż podał Kwaśniewski. Dodajmy do tego, że nawet w propagandowej broszurze
prounijnej "50 pytań o Unię Europejską" stwierdzono, że "w pierwszych trzech latach po wstąpieniu
do Unii Polska może otrzymać blisko 14 mld euro z funduszy strukturalnych". Dodają tam przy
tym, że według unijnych ekspertów "będzie wielkim sukcesem, jeśli wykorzystamy 75% z owych
14 mld euro".

Zagrożenia dla suwerenności
2. Na stronie 8 Kwaśniewski kategorycznie stwierdza, że Polsce nie grozi utrata suwerenności po
wejściu do Unii. Akcentuje: "Suwerenności nie utraciło żadne państwo należące do Unii. Unia jest
dobrowolnym związkiem krajów, które zachowują pełną [podkr. J.R.N.] suwerenność narodową".
Jak widać, w tej sprawie prezydent RP Kwaśniewski jest dużo gorzej poinformowany niż prezydent
Czech Vaclav Klaus, który niedawno stwierdził: "Przystąpienie do Unii Europejskiej oznacza
daleko idącą utratę suwerenności - nie zaprzeczam. To jest tak oczywiste, że wie o tym każde
dziecko" ("Süddeutsche Zeitung" z 3 maja 2003 r., cyt. za: Vladimir Petrilak, Prezydent nie agituje,
"Nasza Polska" z 13 maja 2003 r.). Wie o tym każde dziecko, ale nie wie Kwaśniewski!
Przypomnijmy, że kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder powiedział w Hadze 19 stycznia 1999 r.:
"Narodowa suwerenność w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa wkrótce okaże się produktem
wyobraźni" (cyt. za P. Döerre, S. Papież, Unia? Nie, dziękuję!, Kraków 2003, s. 10). Nawet B.
Geremek przyznawał, że po wejściu do UE utracimy część suwerenności narodowej, stwierdzając:
"Polska jest przywiązana do swej suwerenności i jeśli oddamy jej część Europie, to tylko po to, aby
obronić naszą niezawisłość narodową" (cyt. za tekstem A. Nowaka w "Życiu" z 28 czerwca 2001
r.).
Przypomnę tu opinię Robina Harrisa, specjalnego doradcy premier M. Thatcher: "Prędzej czy
później Polska stanie przed pytaniem, do jakiego stopnia można oddawać w ręce zjednoczonej
Europy przymioty swojej niezależności (...). W opinii takiego konserwatysty, za jakiego się

background image

uważam, jeśli nie kontroluje się własnej polityki gospodarczej, to większość decyzji, które są
podejmowane przez obywateli podczas wyborów, zostanie wyeliminowana. Ten proces wymyka się
spod kontroli narodu" (cyt. za "Życiem" z 17 czerwca 2000 r.).
Po wejściu do UE to nie Polska, a Unia Europejska będzie miała wyłączną i suwerenną kontrolę nad
bankami, finansami i handlem w Polsce. Co więcej, brutalne ingerencje państw UE w sprawy
Austrii w związku z wejściem do rządu austriackiego przedstawicieli partii Haidera dowodziły, jak
przywódcy Unii podchodzą do sprawy suwerenności różnych państw członkowskich. Nawet Adam
Michnik przyznawał w "Gazecie Wyborczej" z 1 lutego 2000 r.: "Oświadczenie Unii Europejskiej
[w sprawie Austrii - J.R.N.] to oczywiście ingerencja w wewnętrzne sprawy suwerennego państwa".
Znany prawnik Piotr Winczorek napisał w tekście "Austriacka lekcja" w "Rzeczpospolitej" z 7
lutego 2000 r.: "Stanowisko państw Unii wobec Austrii jest bez wątpienia ingerencją w jej sprawy
wewnętrzne, a zatem dotyka suwerenności republiki (...); niebezpieczne jest również sięganie przez
Unię po środki dyscyplinujące bez oczywistej potrzeby. Działanie takie zderza się z poczuciem
patriotycznej godności, ciągle żywym i usprawiedliwionym pragnieniem narodów zachowania
niezależności we własnym państwie. Także dla nas, pukających do bram Unii, niezależność taka
jest wielką wartością (...). Austriacka lekcja może być dla Polaków bardzo pouczająca".
Dodajmy, że Kwaśniewski, który teraz gromko zapewnia, że Polska zachowa pełną suwerenność w
Unii Europejskiej, kilka lat temu sam przyznawał, że wejście do UE będzie oznaczać utratę części
polskiej suwerenności. Tyle, że tę sprawę wówczas dziwnie bagatelizował. Oto jakże wymowny
fragment z wystąpienia Kwaśniewskiego na forum międzynarodowym na konferencji prasowej na
spotkaniu prezydentów Europy Środkowej w Słowenii: "Ja wczoraj powiedziałem trochę żartem,
ale tym chcę zakończyć odpowiedź na Pani pytanie, bo często jest właśnie taka wątpliwość ze
strony ludzi przyjeżdżających z Zachodu: to wy walczyliście o swoją suwerenność, a teraz chcecie
oddawać część tej suwerenności biurokratom z Brukseli? Ja na to odpowiadam, że w tych krajach,
w których przez blisko 50 lat byliśmy niesuwerenni, i to nie z własnej woli, i musieliśmy słuchać
decyzji, które płynęły z Moskwy czy gdzieś tam z okolic, rezygnacja z części suwerenności na rzecz
Brukseli nie jest wydarzeniem bardzo dramatycznym. To się da wytrzymać w naszym przekonaniu"
(cyt. za "Życie" z 10 czerwca 1997 r.).

Wiara w uczciwość w Unii
3. W innym miejscu na s. 8 Kwaśniewski stwierdza, że w Unii Europejskiej "skuteczniej będzie
zwalczana przestępczość międzynarodowa i korupcja". Chętnie uwierzę, że w Unii skuteczniej
będzie się zwalczać przestępczość międzynarodową. Jaką jednak ma gwarancję p. Kwaśniewski na
to, że w tak skorumpowanej Unii "skuteczniej będzie zwalczana" korupcja? Przypomnijmy, że
według niemieckiego "Die Welt" z 23 kwietnia 2003 r., w Niemczech dochodzi do 400 tys.
przypadków przekupstwa rocznie (wg "Angory" z 4 maja 2003 r.). Na łamach niemieckiego "Die
Woche" z 21 stycznia 2000 r. pisano, że w Unii Europejskiej co roku "po prostu gdzieś znika" od
4,71 do 8,56 mld euro (wg "Forum" z 6 lutego 2000 r.). Warto to przypomnieć, ponieważ niedawno
b. minister skarbu w rządzie Buzka A. Sowińska publicznie rozminęła się z prawdą (w programie
TVN z 7 maja 2003 r. pt. "24 godziny") mówiąc, iż: "każde euro w Unii jest pod szczególną
kontrolą". Rzeczywiście dość szczególną, gdy zważymy, że kilka lat temu cały rząd unijny, tj.
Komisję Europejską na czele z Santerem i byłą premier Francji E. Cresson usunięto ze stanowisk
jako odpowiedzialnych za brak odpowiedniej kontroli, która zapobiegłaby korupcji w UE.
Przypomnijmy, że obecny przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi jest coraz głośniej
oskarżany o wielkie nadużycia (oskarża go o to m.in. sam premier Włoch - Berlusconi). W
korespondencji J. Pałasińskiego z Włoch ("Wprost" z 4 maja 2003 r.) pt. "Rodzina Prodiego" po
opisaniu nadużyć Prodiego pada pytanie: "Czy Prodi trafił za tamtą sprawę do więzienia? Nie,
awansował na 'strażnika europejskości'". "Forum" z 5 grudnia 1999 r. przedrukowało tekst z
tygodnika "Der Spiegel" z 8 listopada 1999 r. "Marnotrawna Europa", akcentujący: "Pokontrolny
raport dowodzi, że finanse Unii Europejskiej to prawdziwa stajnia Augiasza".
Wyobraźmy sobie, jak wejdziemy do UE z tak skorumpowaną dużą częścią naszej klasy
politycznej. Czy ci ludzie nie skorzystają po prostu z warunków unijnych, by dalej wyprzedawać co
się da kosztem Polski na rzecz skorumpowanych urzędników i przedsiębiorców z UE. Nawet w

background image

prounijnym "Gościu Niedzielnym" z 16 lutego 2003 r. ostrzegano przed takim modelem
członkostwa w UE, w którym dojdzie do "uczynienia z unijnych przetargów kolejnego elementu
dofinansowania skorumpowanej klasy politycznej". Skąd Kwaśniewski wie, że to właśnie nam nie
grozi?

4. Wkrótce potem (na s. 8) Kwaśniewski stwierdza: "Unia zapewni też Polsce bezpieczeństwo
zewnętrzne, tak jak od pół wieku zapewnia pokój w Europie". Pół wieku to od 1953 roku do 2003
roku. Przypomnijmy więc, że akurat w 1953 roku wojska sowieckie krwawo stłumiły powstanie w
Berlinie i w innych miastach w NRD. W 1956 roku dwoma kolejnymi interwencjami zbrojnymi
wojska sowieckie krwawo stłumiły powstanie węgierskie (wg różnych danych zginęło wtedy od 5
do 30 tysięcy Węgrów, a 200 tysięcy uciekło na emigrację). W sierpniu 1968 roku wojska sowieckie
wraz z wojskami kilku innych krajów socjalistycznych (w tym PRL-u, którego wojskom
interwencyjnym wydawał rozkazy zaprzyjaźniony z Kwaśniewskim gen. W. Jaruzelski) zdusiły
Praską Wiosnę. W 1981 roku szantaż sowiecką interwencją umożliwił Jaruzelskiemu wygranie
wojny z własnym Narodem przez wprowadzenie stanu wojennego. Tak wyglądał sławetny pokój w
Europie, faktyczny pax sovietica (pokój sowiecki) przy całkowitej bezczynności państw Europy
Zachodniej. W 1956 roku interwencja Francji i Anglii w Suezie dała Rosjanom nawet tym
dogodniejszy pretekst do interwencji zbrojnej przeciwko Węgrom. W grudniu 1981 roku rządzący
RFN socjaldemokraci (dziś tak zaprzyjaźnieni z polskimi postkomunistami) wyraźnie aprobowali
stan wojenny w Polsce. Dodajmy do tego, że Unia Europejska nie zrobiła niczego, by zahamować
rozwiązanie grecko-tureckiego konfliktu zbrojnego na Cyprze siłą zbrojną (turecki desant lotniczy
w 1974 r.).
Pisząc o nieprzerwanym pokoju w Europie, Kwaśniewski najwyraźniej "zapomniał" o wojnach na
Bałkanach między państwami wchodzącymi w skład federacji jugosłowiańskiej: Serbią a
Chorwacją, walkach o Bośnię. "Zapomniał" o wojnie w Kosowie, która zadała decydujący cios
Serbii. "Zapomniał" również o tym, że wspierani przez Unię Europejską, a zwłaszcza dominujące w
niej Niemcy, po wyjściu wojsk serbskich z Kosowa przeprowadzili w nim gruntowne antyserbskie
czystki etniczne. Popierana przez UE Albańska Armia Wyzwoleńcza okazała się armią
awanturników żyjących z przemytu narkotyków, handlu żywym towarem etc. Ładny pokój w
Kosowie!
Poza tym dodajmy, że Europejska Wspólnota Gospodarcza faktycznie działa od 1958 roku. Tak
przedtem, jak i potem nie państwa UE były głównym gwarantem powstrzymania zaborczości
sowieckiej, lecz NATO zdominowane przez Stany Zjednoczone i uzależnione od ich wojsk.

Równi i równiejsi
5. Na s. 8 Kwaśniewski zapewnia, że Polska nie będzie członkiem drugiej kategorii, akcentując: "W
Unii Europejskiej wszystkie kraje mają równe prawa i obowiązki (...)". Przypomnijmy więc, jak
widać, wielce nieuświadomionemu Kwaśniewskiemu, jak różni zagraniczni obserwatorzy widzą to
rzekomo równorzędne miejsce Polski. Skądinąd prounijny korespondent kilku gazet
niemieckojęzycznych w Warszawie Klaus Bachmann pisał już 8 lipca 2001 r. na łamach "Wprost":
"(...) cóż to za Unia Europejska, w której istnieje podział na Europejczyków pełnoprawnych (z
Zachodu) i niepełnoprawnych (ze Wschodu)?". Słynny brytyjski dziennik "The Times" akcentował
11 grudnia 2002 r. w artykule Rogera Boyesa "Jednym kawior, drugim kaszanka": "UE (...) w
rzeczywistości przez ostatnie dwa lata terroryzowała Europę Środkową i zmuszała ją do ciągłych
ustępstw (...). Przeregulowana i skrajnie zbiurokratyzowana UE uczyniła wszystko, co tylko
możliwe, aby zneutralizować przyszłe zdolności konkurencyjne krajów Europy Wschodniej i
zdławić tę właśnie energię, która czyni ów region ważnym z historycznego punktu widzenia i
znaczącym pod względem ekonomicznym (...). Rozwlekłe negocjacje (...) były prowadzone w
atmosferze przypominającej operację wrogiego przejęcia spółki akcyjnej (...). UE zachowuje się
haniebnie (...). Konkurencja jest powoli, ale systematycznie eliminowana (...). Bruksela proponuje
im, w najlepszym razie, status drugiej kategorii" (cyt. za "Forum" z 16 grudnia 2002 r.).
Austriacki politolog prof. Paul Lendvai powiedział w wywiadzie dla "Polityki" z 27 kwietnia 2002
r.: "Właśnie napisałem tekst o załganiu polityki wschodniej UE (...). Słynne hasło rozszerzenia UE i

background image

zarazem pogłębienia oznacza konkretnie walkę o władzę i pieniądze (...). Nie tylko Austriacy nie
chcą się dzielić dotychczasowymi subwencjami, również Francuzi, Portugalczycy, Hiszpanie".
Amerykański publicysta Thomas Fuller tak komentował 13 czerwca 2002 r. nierówność dopłat
bezpośrednich dla rolników wschodnioeuropejskich, tak krzywdzących w porównaniu z dopłatami
dla ich zachodnioeuropejskich kolegów: "Dopiero po upływie 10 lat dojdzie do zrównania poziomu
dopłat. W efekcie kraje wschodnioeuropejskie są przyjmowane do ekskluzywnego klubu, w którym
płacą wpisowe, przestrzegają regulaminu, ale w którym odmówiono im prawa do korzystania z
basenu kąpielowego" (cyt. za "Forum" z 15 lipca 2002 r.).
Warto przypomnieć w całej tej sprawie stanowisko byłej premier W. Brytanii pani Margaret
Thatcher, która podkreślała: "W Unii ten wygrywa, kto daje się najmniej wykiwać!". W wydanej w
zeszłym roku książce "Statecraft" Thatcher ostrzegała kraje Europy Środkowowschodniej przed
przystępowaniem do Unii na tak niekorzystnych warunkach dziś im proponowanych (s. 341).
Ostrzegała przed zdominowaniem UE przez Niemcy (s. 340), co przeczy twierdzeniom o
równoprawności wszystkich krajów. Sugerowała naszym krajom, by zamiast ubiegania się o
członkostwo w UE na obecnych warunkach rozważyły zawarcie osobnych porozumień handlowych
z UE i z NAFTA. Akcentowała, że należy "naciskać na Unię, by przerwała podkopywanie
rolniczych sektorów tych krajów [z Europy Środkowowschodniej - J.R.N.] przez dumping ich
produktów na szkodę ich rolników. Rządy krajów kandydujących powinny być na tyle mądre, aby
znaleźć inne drogi zmodernizowania ich gospodarek i rozszerzenia ich rynków - takie, które nie
pociągałyby za sobą utraty suwerenności, akceptacji niemieckiej dominacji czy złupienia
nadmiernymi kosztami ich przemysłów". (M. Thatcher, "Statecraft", London 2002, s. 341).
Wbrew twierdzeniom Kwaśniewskiego o rzekomych równych prawach dla Polski wyraźnie uderzy
się w nas, ustalając projekt budżetu UE na lata 2007-2013 bez udziału nowych państw
członkowskich. Jak pisał Jędrzej Bielecki w korespondencji z Brukseli: "O nas bez nas"
("Rzeczpospolita" z 6 marca 2003 r.): "Komisja Europejska już w grudniu tego roku przedstawi
propozycje przyszłego, siedmioletniego budżetu wspólnoty na lata 2007-2013 (...). W ich
formułowaniu nie będą więc uczestniczyli komisarze z dziesięciu nowych krajów członkowskich.
Nigdy Bruksela nie składała propozycji tak wcześnie (...). Dyplomaci z krajów kandydackich
wyrazili wczoraj obawy, że powód pośpiechu jest zupełnie inny. Chodzi o ustalenie propozycji bez
udziału komisarzy z 10 nowych państw kandydackich, które dołączą dopiero w maju 2004".
Zdaniem Bieleckiego, doprowadzi to przede wszystkim do znaczącego zmniejszenia środków na
pomoc w ramach funduszy strukturalnych dla rolnictwa, na które tak liczyła Polska. Według
Bieleckiego: "Niekorzystne dla Polski mogą się także okazać plany przeznaczenia większych
środków na pomoc dla krajów spoza UE oraz badania naukowe". Artur Rojek napisał w tekście
"Członkostwo drugiej kategorii" ("Głos" z 15 marca 2003 r.): "Większość proponowanych zmian
prowadzić będzie do zwiększenia udziału państw wysokorozwiniętych w ustalaniu budżetu Unii.
Wymusi to zmniejszenie pomocy dla nowych członków (...). Pracując nad budżetem, moglibyśmy
walczyć o wyższą pomoc i prezentować własne obliczenia, na przykład z pierwszych miesięcy
członkostwa. Ponieważ jednak przy dzieleniu nas nie będzie, działające we własnym interesie kraje
członkowskie przyjmą najgorsze z możliwych wskaźniki przy naliczaniu kwot wsparcia dla Polski
(jak uczyniły to przy naliczaniu limitów produkcyjnych dla naszego rolnictwa). W tych warunkach
na złe warunki przystąpienia nałożą się złe warunki członkostwa w pierwszych 10 latach po akcesji.
Polska jest konsekwentnie eliminowana z kluczowych z jej punktu widzenia procesów
decyzyjnych".
Pisałem już w "Naszym Dzienniku" (tekst "Dlaczego Unii zależy na Polsce", nr z 17-18 maja 2003
r.) o unijnych pułapkach wobec nas, które mają ułatwić dyskryminowanie Polski i traktowanie jej
jako państwa drugiej kategorii. Czyżby p. Kwaśniewski nic nie wiedział o wprowadzonych przez
UE specjalnych "klauzulach bezpieczeństwa", które mają być stosowane wyłącznie wobec Polski i
innych nowych państw członkowskich? Umożliwią one Unii zawieszenie niektórych praw
członkowskich naszych krajów w razie oskarżenia nas o naruszenie jakichś zasad wspólnego rynku.
Grozi to nam fatalnymi kosztami. Przypomnę, że cytowałem w tym kontekście za "Newsweekiem"
z 18 maja 2003 r., iż "Grozi nam też zakaz eksportu żywności do UE, podczas gdy kraje Piętnastki
bez żadnych ograniczeń będą mogły wysyłać do nas swoje artykuły". Czy tak ma wyglądać

background image

osławiona równoprawność w stylu Kwaśniewskiego?

Mit unijnej solidarności
6. Również na s. 8 p. Kwaśniewski zapewnia, że w Unii "kraje zamożniejsze wspierają finansowo
kraje uboższe. Wstępując do Unii, Polska uzyska dokładnie takie samo prawo głosu jak Hiszpania".
Pan Kwaśniewski jakoś nie dodaje, że Polska otrzyma dużo mniejsze środki niż dużo bogatsza od
niej Hiszpania. Otóż według cytowanej już korespondencji J. Bieleckiego z Brukseli "O nas bez
nas" ("Rzeczpospolita" z 6 marca 2003 r.): "W latach 2004-2006 Polska, choć jest relatywnie dwa
razy uboższa od Hiszpanii, otrzyma trzy razy mniej (60 euro) pieniędzy na mieszkańca".
Unia zaproponowała nam zresztą o wiele gorsze warunki od licznych bogatszych od nas krajów, w
tym właśnie Hiszpanii. Przypomnę, co pisał na ten temat wiceprzewodniczący Episkopatu ks.
arcybiskup Józef Michalik w tekście "Minął tydzień" ("Niedziela" z 4 maja 2003 r.): "Wiem też, że
Polska, którą tak chętnie euroentuzjaści porównują z Hiszpanią, otrzyma 1/3 tego, co przed laty
otrzymała Hiszpania. Dodając do tego inflację i recesję, pozostaje jeszcze mniej".
Wypisując twierdzenia o pomocy zamożniejszych w UE dla biednych, Kwaśniewski podtrzymuje
dawno zdewaluowany mit Unii wspaniałomyślnej i solidarnej, którego już nie podtrzymują nawet
co trzeźwiejsi europropagandyści. By przywołać w tym miejscu choćby stwierdzenia zawarte w
wydanej w Krakowie w 2003 r. książeczce "102 powody, dla których Polska powinna wstąpić do
Unii Europejskiej", wydanej m.in. przy udziale J. Nowaka-Jeziorańskiego i byłego rektora UJ A.
Koja. Otóż na łamach tej książeczki pisze się wprost (s. 40-41): "Unia rzeczywiście odeszła od
zasady solidarności, która legła u podstaw integracji (...). W miarę jak znikały ruiny i zapełniały się
kasy, nad solidarnością brały jednak górę egoizmy. A gdy jeszcze odpadł czynnik strachu przed
komunizmem, zatriumfowała 'wspólnota księgowych', z którą boleśnie starliśmy się w
negocjacjach". Przypomnijmy tu, że nawet dziennikarka "Gazety Wyborczej" Krystyna Naszkowska
pisała w tekście publikowanym tam 14 marca 2002 r. "Nie unikajmy trudnych tematów": "Dlaczego
nie mówimy o tym, jak bardzo Unia łamie zasadę równości, która leży u podstaw Wspólnoty? Od
nas wymaga, abyśmy w ciągu 2-4 lat dostosowali do norm unijnych wszystkie zakłady
przetwórstwa mięsnego i mleczarskiego. Ale sobie na dostosowanie dopłat daje 10 lat. To jawny
kontrast".

7. Na s. 9 Kwaśniewski zapewnia, że urzędnicy w Brukseli nie będą dyktować prawa w Polsce.
"Zapomina", że obowiązuje zasada prymatu prawa unijnego nad krajowym.

8. Na tejże 9 stronie Kwaśniewski zapowiada, że zmniejszy się w Polsce bezrobocie dzięki Unii,
"choć nie od razu". Nie wiadomo, na czym opiera swe przypuszczenie w sytuacji, gdy grozi nam po
wejściu do UE powiększenie bezrobocia o parę milionów rolników, dziesiątki tysięcy górników,
hutników, pracowników przemysłu transportowego, rybaków, etc.

9. Na s. 10 Kwaśniewski zapewnia, iż: "Wszystkie wyliczenia pokazują, że Polska będzie więcej
otrzymywać z unijnego budżetu niż do niego wpłacać". Nie jest to prawda, gdyż wiele wyliczeń
ostrzega, że biedna Polska po wejściu do Unii może stać się płatnikiem netto, czyli dopłacać do
budżetu unijnego. Ostrzegała przed tym nawet była wiceminister finansów w rządach Pawlaka i
Oleksego prof. E. Chojna-Duch w broszurze "Dobre Państwo - kryteria, wskaźniki, diagnoza i
zalecenia". Ostrzegał przed tym nawet wicepremier w rządzie Millera - J. Kalinowski (w wywiadzie
dla "Gazety Wyborczej" z 24 lutego 2002 r.).

10. Na s. 11 Kwaśniewski twierdzi: "Naszemu polskiemu rolnictwu nie grozi więc nierówna
konkurencja". Szokujący paradoks. Prezydent RP nie potrafi nijak dostrzec skrajnej nierówności
warunków, jakie podyktowano polskiemu rolnictwu, choć zauważyli to nawet rozliczni zachodni
obserwatorzy. Tacy jak cytowany już wyżej amerykański publicysta Thomas Fuller. Korespondent
gazet niemieckojęzycznych Klaus Bachmann pisał już 10 lutego 2002 r. na łamach "Tygodnika
Powszechnego" o dopłatach dla polskich rolników: "(...) dopłaty dla jednego rolnika będą śmiesznie
niskie (...) w Polsce (...) nie będą chronić dochodów rolniczych przed konkurencją z UE". Angielski

background image

publicysta Timothy Garton Ash, komentując dopłaty dla polskich rolników, pisał w "Gazecie
Wyborczej" z 29 czerwca 2002 r.: "(...) polscy rolnicy dostaną w ramach dopłat bezpośrednich tylko
jedną czwartą tego, co francuscy, choć będą konkurować na tym samym rynku. To nonsens
wołający o pomstę".
Po Kopenhadze triumfalnie zapewniano Polaków, że rolnicy dostaną więcej - 55 proc., a więc nieco
ponad połowę tego, co rolnicy zachodni (też za mało dla równej konkurencji). Nawet "Gazeta
Wyborcza" musiała jednak przyznać w marcu 2003 r., że zapewnienia Millera o większych
dopłatach dla rolników są nieprawdą. Będą one bowiem dopłacane z budżetu państwa polskiego,
który ledwie zipie. O nierównej konkurencji z UE decydują również narzucone Polakom
katastrofalnie niskie limity produkcji rolnej. Profesor W. Rowiński ostrzegał: "Kilka lat nierównych
warunków konkurencji, a w konsekwencji i cen niepokrywających kosztów produkcji co najmniej
kilku podstawowych produktów rolnych jest okresem wystarczającym do doprowadzenia polskiego
rolnictwa do stanu katastrofy".

11. Na s. 13 Kwaśniewski zapewnia wbrew rozlicznym analizom ekspertów, że nie grozi nam
wzrost cen żywności po wejściu do Unii.

12. Na s. 13 również znajdujemy gołosłowne zapewnienie Kwaśniewskiego, że nie grozi masowy
wykup ziemi w Polsce przez obcy kapitał. Kwaśniewski nie podaje, jak bardzo niskie są ceny ziemi
w Polsce, co sprawi, że będzie ona tym bardziej łakomym kąskiem dla zagranicznych nabywców.

13. Również na s. 13 Kwaśniewski zapewnia, że nie ma żadnego zagrożenia dla polskiej własności
na ziemiach zachodnich. Na ten temat pisano już wiele, wskazując choćby na fakt, że Niemcy nie
wyrzekli się roszczeń do własności na terenach Polski północnej i zachodniej, i ostatnio występują z
nimi coraz natarczywiej. [Pisałem już o tym wcześniej, powołując się m.in. na ostrzeżenia prof. W.
Kieżuna]. Znamienne, że nawet w prounijnej broszurze "102 powody, dla których Polska powinna
wstąpić do Unii Europejskiej" nie bagatelizuje się obaw przed niemiecką kolonizacją naszych ziem
zachodnich. Autorzy tej broszury przyznają na s. 31, iż "Podnoszony przez przeciwników integracji
problem wykupu ziemi jest zagadnieniem poważnym, znane są nam bowiem niemieckie
resentymenty (...); problem ten stanie się w pełni aktualny za kilkanaście lat. Czas ten wykorzystać
należy na podjęcie działań w celu uregulowania tego problemu zgodnie z oczekiwaniami
zainteresowanych stron". Obawiam się, że problem ten stanie się aktualny zaraz po wejściu do Unii,
a nie dopiero po kilkunastu latach. Tylko A. Kwaśniewski nie widzi żadnego problemu.

14. Na s. 15 Kwaśniewski zapewnia: "Jeśli zagłosujesz TAK, to: (...) Polacy będą mieli pełną
swobodę podróży i pracy w krajach UE". Jest to jawne kłamstwo, ponieważ Unia Europejska
narzuciła nam wymuszony przez naszego rzekomego "najlepszego adwokata" - Niemcy zakaz pracy
na 7 lat w przeważającej większości państw Unii.
Podsumowując omówione tu rozliczne kłamstwa aktualnego prezydenta RP A. Kwaśniewskiego w
wydanej przez niego propagandowej broszurze "Tak dla Polski", trzeba stwierdzić coś, co jest aż
nadto jednoznaczne w odniesieniu do jego kłamliwego tworu. Za pieniądze podatników
wyprodukowano straszliwy gniot. Za nasze pieniądze rozesłano kłamliwy, dezinformujący bubel do
milionów Polaków. Domagajmy się zwrotu naszych pieniędzy zmarnotrawionych przez
niedouczonego prezydenta. Kwaśniewski, oddaj nasze pieniądze!

prof. Jerzy Robert Nowak


Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
Zagrożenia dla Polski po integracji z UE (14 stron), „Zagrożenia dla Polski w związki z przyst
od pyt 14-16 sądy, Instytucje i prawo Unii Europejskiej
Prawo Unii Europejskiej 14.04.2011, Prawo Unii Europejskiej
14 Ocen doswiadczenia wybranych krajow w przystepowaniu do unii walutowej, EKONOMIA, Rok 2, E
14 IRENA SEIFFERT, Językowe ujęcie problemu aborcji w wypowiedziach polityków Unii Demokratycznej
2019 03 14 Śmierć 14 letniego Kacpra stała się pretekstem do histerii o homofobii To były kłamstwa!
14 sierpnia rocznica śmierci o Kolbe i kłamstwo o nim
wyklad 14
Vol 14 Podst wiedza na temat przeg okr 1
Metoda magnetyczna MT 14
wyklad 14 15 2010
TT Sem III 14 03
OPIEKA DLUGOTERMINOWA W KRAJACH UNII EUROPEJSKIEJ
LOBBING W UNII EUROPEJSKIEJ
Świecie 14 05 2005

więcej podobnych podstron