Nike 2009 dla Eugeniusza Tkaczyszyna


Nike 2009 dla Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego

Tadeusz Sobolewski

2009-10-04, ostatnia aktualizacja 2009-10-04 23:54


To trzecia, po "Chirurgicznej precyzji" Stanisława Barańczaka i "Zachodzie słońca w Milanówku" Jarosława Marka Rymkiewicza, książka poetycka, która wygrała Nike - najważniejszy laur literacki w Polsce.

Nike dla "Piosenki o zależnościach i uzależnieniach" - dziewiątego tomu wierszy Tkaczyszyna-Dyckiego - to werdykt nieoczekiwany. W finałowej siódemce znalazły się w tym roku świetne, obstawiane przez kibiców Nike powieści i eseje. Jednak dla tych, którzy znają wiersze 47-letniego poety, a także tych, którzy mieli okazję słuchać jego hipnotycznych melorecytacji, kiedy Dycki zwany przez sympatyków jego poezji "Dyciem" odprawia swój teatr - dla nich wszystkich decyzja jury jest wyjątkowo trafna, choć śmiała. Ale taka już jest tradycja tej nagrody.

- Jestem zachwycony! - reaguje na wiadomość o Nike dla Dyckiego krytyk literacki Piotr Śliwiński, przyznając równocześnie, że bardzo ceni powieści Andrzeja Barta i Ingi Iwasiów. Ale tom "Piosenki o zależnościach i uzależnieniach" mieści się jego zdaniem w innym rejestrze niż "książka sezonu": - Nagroda dla niego to uznanie zjawiska poetyckiego tej rangi co Białoszewski i Różewicz.

Warto przypomnieć, że swoją prywatną nagrodę przyznał kiedyś Tkaczyszynowi-Dyckiemu Czesław Miłosz. Dycki jest także dwukrotnym laureatem nagrody Gdynia (w 2006 r. za "Dzieje rodzin polskich" i w tym roku za ten sam tom, który otrzymuje teraz Nike).

Studiował polonistykę w Lublinie, gdzie wraz z Andrzejem Niewiadomskim założył grupę literacką "Kresy", był też wśród założycieli pisma literackiego o tym tytule. Nakładem "Kresów" ukazał się jego debiutanci tomik "Nenia i inne wiersze". Kolejne książki to m.in.: "Peregrynarz", "Młodzieniec o wzorowych obyczajach", "Liber mortuorum", "Kamień pełen pokarmu", "Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od miejsca zamieszkania", "Daleko stąd zostawiłem swoje dawne i niedawne ciało", "Przyczynek do nauki o nieistnieniu".

Tkaczyszyn-Dycki pochodzi ze wsi spod Lubaczowa. Choć od lat mieszka w Warszawie, kresy polsko-ukraińskie są jego literacką ojczyzną. Tam "dzieje się" większość jego wierszy. "Czytając jego wiersze jak mapę - pisze Agata Piecuch - można pojechać w ciemno w okolice Lubaczowa i odnaleźć miejsca, które opisał". Choć jak sam mówi, pierwszą polską książkę przeczytał jako szesnastolatek, jest zanurzony w polszczyźnie - dawnej i nowej, wysokiej i niskiej, wyrafinowanej i potocznej, grubej, obscenicznej.

Sięga do polskiego baroku (Sęp-Szarzyński, poezja nagrobnych epitafiów), do psalmów i modlitw. Jak podkreśla Śliwiński, brał też lekcje u XIX- i XX-wiecznych poetów niższego rzędu, "mistrzów lokalnych osobliwości". Ale i współczesne gazetowe nekrologi należą do ulubionych jego lektur, bo - jak pisze autoironicznie - są "czymś więcej aniżeli współczesna poezja/ polska na którą nikt się nie rzuca."

O Dyckim mówi się, że pisze wciąż jeden wiersz. W tej powtarzalności jest metoda. Powtórzenia Dyckiego atakują to, co niemożliwe do wyrażenia. W swojej laudacji przewodnicząca tegorocznego jury Nike prof. Grażyna Borkowska zwracała uwagę, że charakterystyczne "dyckie" powtórzenia pozwalają "zobaczyć to, co w pi
erwszej lekturze było niedostatecznie czytelne: wszechobecność śmierci, która jest - mówiąc językiem Celana i Różewicza - mistrzem poetyckiego rytuału".

Dycki jest obsesyjnie autobiograficzny, choć wie, że "żyjemy tak płytko że nie możemy napisać/ autobiograficznej powieści". Pisze o matce, o śmierci, o szpitalu, o alkoholu, o przyjaciołach.

- Napisałem tę książkę - mówił w filmie towarzyszącym ceremonii Nike w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego - bo uznałem, że jestem winny powiedzenia prawdy, której nie mogłem wcześniej wyrazić. Jestem szczęśliwy, kiedy zapominam o matce, którą przecież kochałem, a która miała mnie za złego syna; kiedy mogłem się uwolnić od jej świata, jej istnienia, jej alkoholizmu, jej schizofrenii, jej choroby...

Wiele jego wierszy to wyrafinowane homoerotyki. Również i tu poeta przerzuca pomost nad epokami, cytując zalecenie Ojca Pustyni św. Antoniego Pustelnika: "Z młodszym od siebie nie leż na tej samej macie". Te śmiałe wiersze przenika chrześcijańskie poczucie ludzkiej grzeszności. W jednym zdaniu poeta potrafi połączyć mowę dresiarza i Mickiewicza, gdy na zaczepkę homofoba narrator wiersza odpowiada właściwym mu językiem: "każdy poeta jest zbokiem/ pisząc wiersze z Bogiem i mimo Boga".

Dycki oswaja tabu - pisze o nim Agnieszka Wolny-Hamkało - "łazi wokół śmierci, homoseksualizmu, namiętności, rozkładu ciała. Bierze pod mikroskop te wszystkie tematy, które popkultura spycha na margines, bo są mroczne, ponure, niekolorowe. Nie chcielibyśmy ich przywoływać przy obiedzie, w czasie grzecznościowych pogaduszek. Taki na przykład szpital psychiatryczny - jedna z powracających dekoracji... Brzmi to wszystko piekielnie ponuro, jednak jest przez Dyckiego wzięte w cudzysłów regularnej formy, niemal piosenki. W cudzysłów metafory i humoru".

"Wielki, osobny głos" - mówią krytycy. Osobny, bo nienależący do żadnego współczesnego nurtu, rozmijający się ze swoim brulionowym pokoleniem. Nie udzielający wywiadów, co najwyżej czytający swoje wiersze. Nie dowiemy się, jakie ma poglądy ("opuściło mnie natchnienie - ironizuje - i nie napisałem wiersza o wydźwięku/ politycznym (choć wokół szerzy się/ dziki kapitalizm"). Jest osobny, ale bliższy potoczności i tzw. zwykłemu człowiekowi, niż się na pierwszy rzut oka zdaje. Nie jest hermetyczny, przeciwnie - dostępny dla każdego, kto sięgnie do jego poezji lub jej posłucha z estrady, na którą wychodzi zwykle ubrany w kaptur. Wielbicieli Dyckiego - "polskiego Villona" - przybywa. Jego poetyckie frazy takie jak "kamień pełen pokarmu" czy "jesień już, Panie, a ja nie mam domu" weszły już do językowego obiegu. Jest to poezja ulicy, dworca, która zarazem ma w sobie skargę psalmu, wołania z głębokości, de profundis: "Panie Boże ukrywający twarz w twarzy/ Maryi przed każdym kto żądał Cię widzieć/ i wzywał do wstawiennictwa najpóźniej/ dzisiejszej nocy uczyń mnie uczyń poetą".



X.

z językiem trzeba twardo
jest jaki jest kawałek
drewna którym się podpieramy
i posiłkujemy po drodze

lecz nie zawsze szczęśliwie
jest jaki jest i nie ma
cienia wątpliwości że to glina
udręczona tchnieniem

Pana Boga i przez każdego
z nas gdy brak tchu

XI. Dumka

jeszcze nie umiem słowa Polska
jeszcze się waham wymówić jednym
tchem Polska i Ukraina Ojczyzna
i Rodzicielka słowo zupełnie bez przyszłości

cóż ono znaczy: Matka w grobach
swoich synów wiedzą o tym
którzy narodzili się wczoraj w dawno
zapomnianych pieśniach bohaterskich

dlaczego jeszcze nie umiem
słowa Polska gdy wielu
zdążyło się nim nasycić
i zadręczać innych

Źródło: Gazeta Wyborcza



Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
OBLIGACJE 10 11 2009 dla studentów
Kalendarz 2009 Dla każdego, ściaga maturalna , fajne cytaty , kawaly itp. - duzo fajnych rzeczy
RNA niekodujące 2009 dla studentów
Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki Piosenka o zaleznosciach i uzaleznieniach Wroclaw 2008
Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki Wiersze
Eugeniusz Tkaczyszyn
MITUTOYO 01 06 2009 dla klienta w EUR
OBLIGACJE 10 11 2009 dla studentów
Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki 5 Wierszy (Poems)
Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki Nenia i inne wiersze 1990
Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki Piosenka o zależnościach i uzależnieniach (11 pierwszych wierszy)
zapotrzebowanie ustroju na skladniki odzywcze 12 01 2009 kurs dla pielegniarek (2)
Catalyst Przewodnik dla inwestorów, Giełda Papierów Wartościowych, Warszawa 2009
8(38) 2009 kwiecień świeta, Dla nauczycieli przedszkola
test z farmakologii dla IV r. sem zim. 2009-2010, 4 rok, farmakologia, Dzielska-Olczak, Giełda, Farm
ZAŁĄCZNIK12 wskażniki 2009, semestr I, Geografia Bezpieczeństwa, Cwiczenie dla wszystkich, Cw1 BN
ZAŁĄCZNIK4 wskażniki 2009, semestr I, Geografia Bezpieczeństwa, Cwiczenie dla wszystkich, Cw1 BN
paliatyw-egzamin, Pytania 2009-2010, Pytania testowe dla kierunku: Pielęgniarstwo

więcej podobnych podstron