Scan (6)

Scan (6)



468 Ci. II.: XIII. Samospełmające się proroctwo

A jednak to znakomicie sensowne rozwiązanie ma najbardziej niedorzeczne konsekwencje zarówno logiczne, jak i społeczne. Rozważmy kilka z nich.

W pewnych sytuacjach z ograniczeń narzuconych grupie obcej - na przykład ze stosowania numerus clausus wobec Żydów na wyższych uczelniach - wynika logicznie strach przed domniemywaną wyższością tej grupy. Gdyby było inaczej, dyskryminacja byłaby niepotrzebna: twarda, bezosobista rywalizacja w świecie akademickim szybko sprowadziłaby liczbę żydowskich (japońskich czy murzyńskich) studentów do „właściwego” rozmiaru.

Wydaje się, iż takie przeświadczenie o wyższości grupy obcej jest nieuzasadnione. Nie marny po piuslu dostatecznych dowodów naukowych, które świadczyłyby

0    wyższości Żydów, Japończyków czy Murzynów. Podejmowane przez zwolenników dyskryminacji - przedstawicieli grupy dominującej - wysiłki zastąpienia mitu wyższości Aryjczyków mitem wyższości ludzi o pochodzeniu niearyjskim są przez naukę skazane na niepowodzenie. Co więcej, mity takie są niemądre. Świat mitu musi się przecież w końcu zderzyć z faktami świata rzeczywistego. W imię własnego interesu i dla społecznej terapii byłoby więc rozsądniej, aby grupa własna dała spokój mitom i trzymała się rzeczywistości.

Formuła „cokolwiek zrobisz - będzie źle” ma również dalsze konsekwencje dla grup obcych. Reakcja na przypisywane wady jest równie oczywista, co łatwa do przewidzenia. Jeżeli komuś nieustannie się powtarza, że jest istotą niższą, że się nie może wykazać żadnymi pozytywnymi osiągnięciami, jest rzeczą aż nadto ludzką, że będzie on wykorzystywał każdą sposobność, ażeby udowodnić, iż jest przeciwnie. Definicje dominującej grupy własnej zmuszają poniekąd podporządkowaną grupę obcą do przyjęcia postawy obronnej: do wyolbrzymiania „osiągnięć rasowych”. Jak zauważył znany murzyński socjolog Franklin Frazier, czasopisma wydawane przez Murzynów „cechuje ogromne wyczulenie na sprawę rasy i wielka duma z osiągnięć grupy własnej, choć z punktu widzenia ogólniejszych kryteriów osiągnięcia te są zwykle niewielkie”. Samouwielbienie, które w pewnym stopniu można znaleźć we wszystkich grupach, jest częstą reakcją na powtarzające się poniżenie z zewnątrz.

Dopiero jednak potępienie gTup obcych za nadmierne osiągnięcia wywołuje u nich naprawdę dziwaczne zachowania. Po pewnym czasie i często w odruchu samoobrony grupy takie nabierają bowiem przekonania, że ich cnoty są, w gruncie rzeczy, wadami.

1    oto końcowy epizod w tragifarsie przenicowanych wartości.

Spróbujmy zatem prześledzić skomplikowany labirynt wewnętrznych sprzeczności tej intrygi. Pełen szacunku podziw dla mozolnej wędrówki w górę drabiny społecznej od chłopca na posyłki do prezydenta jest głęboko zakorzeniony w kulturze amerykańskiej. Ta długa i uciążliwa wspinaczka stanowi podwójne świadectwo: dowodzi, że w Ameryce drogi kariery są szeroko otwarte dla prawdziwych talentów oraz świadczy o wysokiej wartości człowieka, który się odznaczył takim heroicznym awansem. Niełatwo jest wybrać spośród wielu wspaniałych ludzi, którzy w trudnej i nierównej walce przedzierali się w górę, póki nie osiągnęli szczytu, aby zasiąść na prezydialnym miejscu przy długim stole w ogromnej sali konferencyjnej zarządu. Jako wzór może tu posłużyć saga pierwszego z brzegu - Fredericka H. Eckera, prezesa zarządu jednej z największych w świecie prywatnych korporacji (Metropolitan Life Insurance Company). Rozpoczynał od zajęcia posługacza, a doszedł do wybitnego stanowiska. Na tego człowieka wielkiej siły i osiągnięć spłynął zasłużony strumień zaszczytów. Tak się złożyło - choć była to prywatna sprawa tej znakomitej osobistości świata finansów - że pan Ecker był prezbiterianinem. A jednak nikt ze starszych Kościoła prezbiteriań-skiego nie zapewniał publicznie, iż wspaniałej kariery pana Eckera nie należy traktować zbyt poważnie, że w końcu niewielu tylko prezbiterian przebyło drogę od łachmanów do bogactwa i że w rzeczywistości prezbiterianie wcale nie „kontrolują’’ świata finansów, ubezpieczeń na życie czy nieruchomości. Można było raczej przypuszczać, że starsi Kościoła prezbiteriańskiego przyłączą się do chóru Amerykanów przejętych idea sukcesu klasy średniej, aby pogramiować panu Eckerowi wspanialej kariery' i przyklasnąć innym synom swej wiary, którzy osiągnęli równie wysokie szczyty. Ponieważ są bezpieczni w swoim statusie grupowym, indywidualny sukces jest dla nich raczej przedmiotem dumy aniżeli konsternacji.

Wobec wybitnych osiągnięć przedstawicieli grup obcych praktyka moralnej alchemii skłania jednak ku innej reakcji. Jeśli osiągnięcia stanowią występek, muszą być oczywiście negowane lub przynajmniej lekceważone. To, co dla prezbiterianina jest powodem dumy, u Żyda wywołuje konsternację. Jeśli Żyda potępia się za jego sukcesy zawodowe, naukowe czy ekonomiczne, to jest całkowicie zrozumiałe, iż w odruchu zwykłej samoobrony wielu Żydów zacznie minimalizować swoje osiągnięcia. Oto paradoksalny krąg zamknięty przez samych przedstawicieli grup obcych, zajętych zapewnianiem grupy dominującej, że nie są w istocie winni nadmiernego wkładu w naukę, sztukę, politykę i gospodarkę.

W społeczeństwie, w którym bogactwo jest zwykle świadectwem zdolności człowieka, odwrócone wartości członków dominującej grupy własnej zmuszają grupę obcą do negowania faktu, że w jej szeregach znajduje się wielu ludzi zamożnych. „Tylko w dziesięciu spośród dwustu największych korporacji (prócz banków) [...] przewodniczącym lub prezesem zarządu jest Żyd”. Czy autorem tej obserwacji jest antysemita, usiłujący wykazać nieudolność i mierność Żydów, którzy tak niewiele zrobili „budując korporacje, które stworzyły Amerykę?” Bynajmniej: jest to replika organizacji B’nai B'ritlT na propagandę antysemicką.

W społeczeństwie, w którym - jak wykazał przeprowadzony niedawno sondaż National Opinion Research Center - zawód lekarza (obok sędziego Sądu Najwyższego) cieszy się wyższym prestiżem społecznym niż wszystkie pozostałe dziewięćdziesiąt wymienionych zajęć, spotykamy Żydów, których ataki ze strony grupy dominującej wmanewrowały w tak absurdalne położenie, że oznajmiają oni publicznie swoje „głębokie zaniepokojenie” liczbą Żydów w zawodzie lekarskim, liczbą, która jest „nieproporcjonalna do liczby Żydów w innych zawodach”. W kraju cierpiącym na wyraźny niedobór lekarzy - żydowski doktor staje się ubolewania godnym powodem głębokiego niepokoju, zamiast zbierać pochwały za swoją z trudem zdobytą wiedzę, kwalifikacje i społeczną przydatność. Dopiero wtedy, kiedy nowojorscy Yankees1 2 publicznie ogłoszą głębokie zaniepokojenie liczbą zdobytych przez siebie medali na

1

Anti-Defamation League of B’nai B’rith - przyp. tłum.

2

" Znana drużyna baseballowa - przyp. tłum.


Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
Scan (8) 472 Ci. II.: XIII. Samospełniajace się proroctwo zamykanych rocznie banków. Ciekawe jest je
41232 Scan (5) 466 C_. II.: XIII. Samospeiniające się proroctwo Ludzie nieobznajomieni z tą nauką po
Scan (3) 462 Cz. 11.: XIII. Samospełniające się proroctwo I oto nasz uczciwy biały obywatel jest gor
Scan (7) 470 Cz. II.: XIII. Samospełniające się pmmctwo mistrzostwach świata - tak nieproporcjonalną
Scan (8) 472 Cr. II.: XIII. Samospełniające się proiocrwo zamykanych rocznie banków. Ciekawe jest je
z44 (4) 464 Cz. 2.: XIII. Samospelnwjącc się proroctwo Jest to cecha spraw ludzkich. Nie występuje o
82203 Scan (4) 464 C-. II.: XIII. Samospełniające się proiociwo oraz wyodrębnić w ten sposób przymio
23183 Scan (2) 460 Cz. U.: XIII. Samospeiniające się proroctwo Pierwsza część tego twierdzenia stano

więcej podobnych podstron