5169914785

5169914785



w


RACAMY DO MlSTRZÓW

konanych, że znaleźli dojście do samego dziekana. Dlatego po tym zajściu Profesor Mazurkiewicz był bardzo niezadowolony. A zwracał na siebie uwagę - był bardzo eleganckim mężczyzną, zawsze dobrze ubranym, czyściutkim, wyprasowanym, z dobrze dobranym krawatem.

Cechą charakterystyczną Profesora były też niezwykle trafne powiedzonka. Kiedy ktoś pytał Profesora czy, na przykład, można zapalić w Jego obecności, to On odpowiadał: „Ależ proszę bardzo, ja jestem umiarkowanie niepalący". Ktoś robił duże oczy, a On dodawał: „To znaczy, że nie przeszkadza mi, kiedy ktoś pali”. Sam nie palił. Była kiedyś taka zabawna sytuacja na humanistyce. W krótszym skrzydle, w tym starym budynku - gdzie wychodziło się na początku korytarza z pokoju Profesora na trzecim piętrze - to vis a vis było wejście do toalety męskiej i zaraz potem - damskiej. Naturalnie zmorą było to, że ciągle były otwarte drzwi. I kiedyś, kiedy staliśmy z Profesorem na korytarzu, wyszła studentka z damskiej toalety; zostawiła otwarte drzwi i Mu się ukłoniła. On się grzecznie odkłonił, po czym powiedział niezwykle grzecznie: „Przepraszam panienko: czy pani może tam przed chwilą posadziła fiołki?" Dziewczyna się spłoniła, przeprosiła, wróciła i zamknęła drzwi. Myślę, ze od tej pory już zawsze o tym pamiętała.

A.D.: W jaki sposób praktyka adwokacka i doświadczenia sejmowe wpływały na Jego wykłady z historii prawa?

A.K.: Chociaż nie był wybitnym, porywającym mówcą - może nie miał takiego esprit - ale był bardzo dobrym wykładowcą. Był bardzo uporządkowany, adwokacki, logiczny. Wszystkie jego wywody idealnie się ze sobą zazębiały. Zapewne tak na Niego wpłynęła praktyka sejmowa.

W.W.: Profesor Mazurkiewicz zajmował się głównie cywilisty-ką, prawo karne Go nie interesowało. W pewnym sensie unosił się nad nim duch adwokatury. Wydaje mi się, że ta praktyka pozwoliła Mu dostrzec ważną lukę badawczą w polskim prawie; myślę o miastach prywatnych, o problemie własności - w tym kierunku chciał pójść.

S.H.: Odpowiadała Mu bardziej spokojna praca naukowa - będąca nieco bardziej w cieniu - niż praca w adwokaturze?

A.K.: Absolutnie nie był typem wiecowca.

W.W.: Również jako adwokat taki nie był. Kiedy dzisiaj czasem się patrzy na adwokatów, tych czynnych w życiu publicznym, to wystarczy włączyć telewizor. On był inny - to był raczej typ adwokata spokojnego, skrupulatnego, dobrze się przygotowującego do każdej sprawy, ale nie takiego, który by rozdzierał szaty przed Wysokim Sądem.

A.K.:... i który by mówił na koniec każdej rozprawy: „Ta mała książeczka, bliska sercu każdego prawnika...” Bo tacy też są.

W.W.: Wydaje mi się, że On swoje powołanie odnalazł właśnie w pracy naukowej, dydaktycznej, a nie gabinetowej. To był rok pięćdziesiąty - pięćdziesiąty pierwszy, kiedy rozpoczynał badania archiwalne wraz ze swoim pierwszym zespołem: Władysławem Ćwikiem, Jerzym Rederem, jerzym Markiewiczem i to był moment przełomowy w jego życiu. On sobie wtedy uświadomił, co go naprawdę interesuje. Poza tym: to nie był profesor, który by się wyżywał w wielkich formach literackich. W zasadzie tylko jedna duża książka po Nim została. To są „Jurydyki lubebkie". I to już jest klasyka - ta książka będzie kanonem jeszcze długo. On sam był mistrzem małej formy. Mówił w ten sposób: „Jak dostajesz od redakcji, chłopaku, piętnaście stron, to masz zanieść dwanaście. Ale w tych dwunastu masz napisać tyle, ile byś chciał powiedzieć w piętnastu” Człowiek, zwłaszcza młody, ma tendencję, że jak zacznie coś badać, jak nazbiera źródeł, to by chciał wszystko napisać. A On właśnie nie; On umiał idealnie ściąć ten tekst i wychodziło dokładnie to, co chciał powiedzieć. Pamiętam, że kiedy uczestniczyłem w Jego badaniach o Wieniawie, to przyniosłem chyba ze trzydzieści stron. A On spytał: „Coś ty tu napisał, po co tyle tego?”

1 potem się okazało, że piętnaście stron było w sam raz.

A.K.: To duża sztuka w pracy naukowej wyrazić się prosto, jasno, na niewielu stronach, a nie w wielkich opasłych tomach.

W. W.: Jest taki znakomity lego artykuł: „Odrębność ustrojowa Za-mojszczyzny”. Ukazał się w 1969 roku w zbiorze poświęconym Zamościowi. Są tam bardzo dobrze uchwycone wszystkie istotne punkty, argumenty. I nie ma dzisiaj człowieka, który by pisał o kulturach prawnych, regionalnych, lokalnych i nie sięgnąłby do tego tekstu.

A.K.: A Jurydyki lubelskie" dostały znakomite recenzje. Jurydyki to były takie małe miasteczka wokół miasta, które rządziły się własnymi prawami.

W.W.: To był z wykształcenia prawnik zajmujący się historią prawa. Skończył i prawo, i historię. Właściwie jego podstawowym polem badawczym był problem miejski, głównie miasta prywatne, ale w sensie ich ustroju i funkcjonowania prawa własności.

S.H.: Był na Wydziale Prawa od początku, sprawował różne funkcje, to była swoista misja...

A.K.: Tak. Najpierw był kierownikiem Katedry Historii Ustroju Polski. Potem zmieniono tę nazwę i powstała Katedra Historii Państwa i Prawa Polskiego. W latach siedemdziesiątych, gdy wprowadzono strukturę instytutową, nazwy katedr zamieniono na zakłady i w skład instytutu weszły: Zakład Historii Państwa i Prawa Polskiego Profesora Mazurkiewicza i Zakład Powszechnej Historii Państwa i Prawa, ten, którym niegdyś kierował prof. Leon Halban, a potem prof. Witold Sawicki; Zakład Prawa Rzymskiego i Historii Doktryn Polityczno- Prawnych i Teorii Państwa i Prawa. Profesor Mazurkiewicz był pierwszym dyrektorem tego instytutu. A przedtem miał już za sobą i dziekaństwo, i prodziekaństwo.

A.D.: Czym te jednostki organizacyjne, które Profesor prowadził, wyróżniały się spośród innych?

W.W.: Nasz instytut zawsze uchodził za miejsce dobrych stosunków i obyczajów akademickich. To dzięki Mazurkiewiczowi i do dzisiaj - mam nadzieję - to funkcjonuje.

S.H.: Jakim był pedagogiem? Jaką popularnością cieszyły się Jego wykłady?

A.K.: Za moich czasów znaczną. Później jednak, kiedy Profesor był trochę starszy i tracił głos, coraz ciszej mówił - a nie było wtedy jeszcze nagłaśnianych sal - to wtedy frekwencja trochę podupadała. Ale to był już koniec lat sześćdziesiątych.

W.W.: Profesor miał niezwykły talent do wyłapywania studentów po pierwszym roku. To był jeden z niewielu profesorów, który prowadził seminarium na drugim roku. przy systemie studiów pięcioletnich. I On, jak komuś stawiał piątkę, to od razu odbywał z nim taką krótką rozmowę: „A ty, chłopaku, skąd jesteś? A co tam jeszcze umiesz więcej? No to ja cię zapraszam w przyszłym roku na seminarium". W efekcie, na seminarium, w którym uczestniczyłem w latach 1965 - 1966, było osiem osób.

24


wiadomości Uniwersyteckie-, grudzień 200(>



Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
72/50 n Wrocławska." Wszelkie prace redakcyjne należy ukończyć do dnia 30 V 1950. Po tym termin
page0064 i rzekli do rządcy: ,,Nie wiemy czem się to dzieje, że znaleźliśmy w naszych workach pienią
IMG?82 może usłyszeć. Że znaleźli ciała. Tego się boi. Idzie do nich na miękkich nogach. Chwała Bogu
wRACAMY DO MlSTRZÓW A.K.: U mnie było sześć. W.W.: Seminarium było poświęcone pewnym ogólnym zjawisk
wRACAMY DO MlSTRZÓW W.W.: Kiedyś, kiedy prof. Adam Wiliński był członkiem komisji dyscyplinarnej,
27 (335) 1. Co powiedziała Pani Zima na pożegr o roku wracam do was 2. Skreśl to* co Pani Zima zabra
59194 skanuj0130 można zrozumieć, że jeśli coś tracę, to znaczy, żc lepiej mi bez tego. Wracam do do
88962 ScannedImage 20 88 Religie Bliskiego Wschodu DOKTRYNA Panteon kartagiński był podobny do fenic
Kiedy wracam do pałatki - szczęśliwa, że wobec zwolnienia nie muszę czekać prowierki, że mogę się kł
wRACAMY DO MlSTRZÓW pokojowym mieszkaniu z przedpokojem. Czytała wszystko, co się ukazywało... K.S.:
CCF2013101412 I znowu wracam do tego samego: nie jest moją intencją stwarzanie wrażenia, że jeden s
wRACAMY DO MlSTRZÓW Prof. Adam Paszewski, koniec lat siedemdziesiątych Kiedy miał już chyba 65 lat,
wRACAMY DO MlSTRZÓW zdymisjonowaniu przez ministra demokratycznie wybranego rektora, to „dość znaczą
wRACAMY DO MlSTRZÓW Medal pamiątkowy z okazji czterdziestolecia pracy naukowej Profesora Adama

więcej podobnych podstron