background image

  W NICOŚĆ ŚNIĄCA SIĘ DROGA

                    Nad ontologią poetycką Bolesława Leśmiana

1.

Bolesław   Leśmian   jest   poetą   w   twórczości   którego   przełamują   się   dwa   stulecia   i 

przeciwstawne   tradycje   literackie.  Widać   to   już   w   debiutanckim   tomie   pt.  Sad   rozstajny 
(1912), w którym poeta świadomie odwraca się od spraw współczesnych i konsekwentnie 
podąża   ku   odważnym   manifestacjom   własnej   odrębności   -   integralności   poetyckiej, 
kulturowej i filozoficznej. W drugim jego zbiorze – Łąka (1920) – to, co było zapowiedzią i 
zmaganiem się z modernistycznym chaosem pojęć i treści,   zostało już uporządkowane w 
spójny i niezwykle konsekwentny program poetycki. Niestety niewielu czytelników mogło to 
wtedy   dostrzec,   bo   poeta   obracał   się   w   bardzo   hermetycznym   kręgu   odbiorców   i 
współpracował z zaledwie kilkoma efemerydycznymi  periodykami („Czartak”, „Ponowa”, 
„Prom”). Dopiero lata trzydzieste przyniosły autentyczne zainteresowanie tą twórczością   i 
osobą autora, a sławę poetycką ugruntował trzeci zbiór wierszy –  Napój cienisty    (1936) i 
czwarty - wydana pośmiertnie Dziejba leśna (1938). 

Dla kształtu tych rozważań najistotniejsza jest postawa filozoficzna Leśmiana wobec 

bytu i ontologiczna wręcz penetracja wszelkich przejawów istnienia i nieistnienia. Ważne 
zatem też są pytania poety dotyczące   egzystencji ludzkiej w obliczu wszechświata i Boga. 
Stawiają one jego twórczość w (...) paralelnym układzie w stosunku do dwudziestowiecznych 
tendencji egzystencjalizmu filozoficznego i literackiego. Leśmian współtworzy ten literacki 
egzystencjalizm.   Współcześnie   z   Leśmianem   rozpoczyna   swą   twórczość   niemiecki   filozof  
Martin Heidegger, a u schyłku jego życia – pisarze-filozofowie Jean-Paul Sartre i Albert 
Camus. To przedstawiciele ateistycznego kierunku w egzystencjalizmie. Formułują swoje tezy 
także   przedstawiciele   chrześcijańskiego   egzystencjalizmu,   jak   Karl   Jaspers   czy   Gabriel 
Marcel. Nie chodzi tu o zależności i wpływy, raczej o duchowe pokrewieństwa. Niejeden  
bowiem pisarz w tej samej epoce, korzystając z podobnych tradycji, zmierza do podobnych  
pytań, a czasem  i podobnych  odpowiedzi.

1

 

Byłby zatem Leśmian  wyrazicielem szerszych 

tendencji, które w zgodzie z czasem i logiką stawały się wykładnią istnienia i nieistnienia 
zarazem. 

Dodatkowo rejestrowały nieustające dzianie się, nieustające stwarzanie. Bo przecież 

Leśmian widzi świat w nieustannym ruchu, obserwuje jego ciągłe stawanie się, toteż jego  
poezja   jest   obserwacją   wciąż   powtarzającej   się   kreacji,   owego   momentu   stworzenia   z  
niczego. Takie ujęcie mieści się w kręgu inspiracji filozofią Bergsona, zwłaszcza – koncepcją  
élan vital. Ale skoro dociekliwość i intuicja poety wśród pojęć opisujących „dzianie się”  

background image

świata wydobyła owo „nic”, nazwane zaświatem, przedświtem czy przestrzenią za murem – to  
powstał układ opozycji bardzo charakterystyczny dla pewnych wątków filozoficznych, które  
pojawiły się czy też zyskały popularność dopiero po II wojnie światowej: przede wszystkim w 
egzystencjalizmie Sartre’a i Heideggera czy w fenomenologii. Toteż właśnie wtedy zaczęto  
dostrzegać w Leśmianie przede wszystkim poetę-metafizyka, obserwatora paradoksów bytu.  
Leśmian posługuje się zresztą pojęciem nicości w sposób bardzo subtelny i precyzyjny. Świat  
realny jest jedynym punktem pewnym i jeśli w tej poezji pojawia się na przykład poszukiwanie  
Boga – jest ono zawsze odniesione do wyobrażeń i doświadczeń człowieka.

2

 Człowiek jest dla 

poety   najważniejszy,   to   on   fascynuje   go   i   przeraża,   to   on   jest   kolebką   i   nosicielem 
świadomości – to on wypełnia swoją świadomością luki w przestrzeni i  czasie. On wreszcie 
potrafi dostrzec i dookreślić fenomen gwałtownie rodzącego się życia. W takim kontekście 
Poezja Leśmiana będzie więc wielką manifestacją nieustannie rodzącego się Życia, wyrazem  
tego   „pędu”,   który   powoduje   ciągłe   przekraczanie   miar   i   granic   ustanawianych   przez 
samego   człowieka.   Będzie   znakomitą   realizacją   wszystkich   nieoczywistych, 
nieprzeczuwalnych   form   egzystencji,   owych   „nagłych   wcieleń   i   niedowcieleń”,   zgodnych 
tylko po części z prawami biologii, determinizmu, konwencjonalnego pojęcia czasu.

3

 Będzie 

też pochwałą i apoteozą wolności twórczej i twórczej penetracji fenomenu bytu. W takim z 
kolei   kontekście   -  Spośród   różnych   wątków   filozoficznych   i   kulturowych,   do   których 
nawiązuje   poezja   Leśmiana,   dwa   wydają   się   szczególnie   istotne:   wątek   antropologiczny, 
ukazujący   problematykę   mitu   religijnego,   oraz   nurt   myśli   egzystencjalistycznej, 
zapoczątkowany przede wszystkim w pismach Sörena Kierkegaarda, duńskiego filozofa XIX 
wieku.

4

 

Dla tych rozważań szczególną wagę ma zbiór pt. Napój cienisty i znajdujący się w nim 

cykl wierszy pt. W nicość śniąca się droga. To właśnie w tym zbiorze i w tym cyklu zbiega 
się wiele dróg ważnych dla zrozumienia poetyckiej przygody ontologicznej Leśmiana. Jak 
słusznie   zauważa   Tymoteusz   Karpowicz:  Penetrując   obszar   osobowości   zmierza   autor 
Napoju cienistego  uparcie w jednym kierunku, w stronę bezinteresownej wiedzy o swoim 
o g r o m i e     z n i k o m o ś c i, który trzeba uznać za stan wystarczający jeszcze do 
egzystencji,  ale  nie  będący  właściwie  egzystencją.

5

  To  jest  jakby  potwierdzanie  przepaści 

otwierającej się w człowieku wrażliwie badającym fenomen istnienia. Tutaj widać wyraźnie 
liczne nowe opozycje pojawiające się w naturze, krzewiące się w świadomości poetyckiego 
podróżnika   i   badacza.   Zatem   –   przyznajmy   za   Jackiem  Trznadlem   –  Jeśli   problematyka 
„Łąki” wyraża się przede wszystkim w przeciwstawieniu natury i człowieka, teraźniejszości i  
przyszłości, problematyka „Napoju cienistego” wyraża się w przeciwstawieniu człowieka i  
Boga, świata i zaświata, istnienia i nicości.

6

 Człowiek bytuje pośród kosmicznych ogromów i 

otwiera je mocą swojej świadomości, jakby dookreśla, sonduje ich głębię i wierzy, że istnieją, 
one naprawdę. W taki sposób przyjmuje świadomie perspektywę pyłku – oglądanego z coraz 
dalszej   odległości,   powoli   tracącego   swoje   kształty   i   sens   w   obliczu   powiększającej   się 
przepaści,   w   obliczu   postępującej   martwoty   i   śmierci   stale   grożącej   człowiekowi,   stale 
nieuchronnej i stale nostalgicznie potrzebnej w tej ontologii. Rację ma Mieczysław Jastrun, 
gdy mówi przywołując mądre wnioski Staffa:  Chwiejność i niepewność świata Leśmiana  
potęguje się jeszcze w ostatnich jego wierszach. Temat śmierci powtarza się z monotonią 
obsesji. Słusznie pisał Leopold Staff we wstępie do pierwszego po wojnie wyboru wierszy  
Leśmiana: „...szukał w istnieniu sensu i nie znalazł go. Napój cienisty to woda zapomnienia, 
nurt Lety, w której pogrąża się, wyrzekając się wieczności i nieśmiertelności, z pełną smutku  
ironią...”

7

  Ta   ironia   jest   formułą   bytu   i   buntem   zarazem   przeciwko   niemu.   Człowiek 

Leśmiana żyje przecież w świecie nieustannie zderzających się sprzeczności. Dostrzega je i 
ucieka przed nimi, a zarazem prowokuje je wychodząc śmiało naprzeciw niewiadomemu. 
Stale od nowa przygotowuje wyprawę i stale z lękiem i drżeniem wpatruje się ogromy. Ten lęk 
jest też twórczy, ma w sobie coś z ekscytacji jaka rodzi się widzu stającym oko w oko z 

background image

arcydziełem, które do tej pory znał tylko z reprodukcji –   ekscytacji podobnej do tej kiedy 
staje się nad brzegiem górskiej przepaści. Chcąc podążać ku poznaniu poeta musi stale od 
nowa podejmować decyzję o postawieniu kroku w pustkę – jak pisze Karpowicz: Leśmian z 
największym samozaparciem wyrusza na zdobycie kaleczącej głębiny, która chytrze przejmuje  
ruch poszukiwacza, zrasta się z nim, utożsamia (...)

8

  To zrastanie jest zgodą na zderzenie 

przeciwieństw, ale też jest jeszcze jednym potwierdzeniem, że bunt możliwy jest tylko w 
obrębie ściśle określonych barier ontologicznych, w obrebie wyznaczników, których nie może 
znieść ludzka świadomość, bo zniosłaby samą siebie. Wnikliwie tę przedziwną dialektykę 
określił Albert Camus: Sprzeczność jest taka: człowiek nie zgadza się na świat, jaki jest, ale  
też   nie   chce   go   porzucić.   Ludziom   zależy   na   świecie   i   zależy   im   na   życiu.   Ci   osobliwi  
wygnańcy we własnej ojczyźnie nie tylko nie pragną zapomnieć o świecie i zależy im na życiu.  
Ci osobliwi wygnańcy we własnej ojczyźnie nie tylko nie pragną zapomnieć o świecie, ale  
przeciwnie, cierpią, że nie dość go posiadają. Prócz nagłych chwil pełni wszelka realność  
zdaje się im okaleczała. Ich czyny wymykają im się w innych czynach, powracają zmienione, 
by   je   sądzić,   uciekają   jak   woda   od   Tantala   ku   nieznanemu   jeszcze   ujściu.   Znać   ujście, 
opanować bieg rzeki, pochwycić życie jako los oto ich wielka nostalgia, której doświadczają 
w   najgłębszym   poczuciu   przynależności   do   ziemskiej   ojczyzny.   Lecz   to   poznanie,   które  
pojednałoby ich z samymi sobą, jeśli zjawia się w ogóle, to w ulotnej chwili śmierci: wówczas  
wszystko się kończy. Żeby móc jeden raz zaznać istnienia, trzeba nie zaznać go już nigdy  
więcej.

9

  Jakże   konkretnie   lokują   się   w   Leśmianowskiej   próbie   bytu   owo   sentencjonalne 

określenie: Prócz nagłych chwil pełni wszelka realność zdaje się im okaleczała. Można nawet 
powiedzieć, że poeta podążał stale od nagłych chwil olśnienia ku niewypowiedzianemu   i 
nieogarnionemu w swym ogromie bólowi egzystencji.

2.  

Cykl pt.   W nicość śniąca się droga  składa się z sześciu autonomicznych wierszy, 

które otacza jednakże ta sama aura ulotności snu i bezkresu nicości. Poszczególne wiersze – 
CmentarzZa grobemUbóstwoBetleemW nicość śniąca się droga i Słowa do pieśni bez 
słów
 – stanowią zwarty zestaw tekstów, w który wraca stale jak dręczący wyrzut i nie dające 
spokoju   pytanie   sprawa   autentyczności   i   tragizmu   istnienia.   Można   by   powiedzieć   za 
Kazimierzem Wyką, że  poprzez sceptycyzm i poprzez stoicyzm przedziera się tutaj i góruje  
nad nimi rozumienie bytu w sposób tragiczny i ostateczny. Nikt i nic człowiekowi nie daje 
gwarancji, że zapanuje on nad światem lub że go pozna prawdziwie, a mimo to zaniechać 
tych dążeń nie wolno. One bowiem stanowią o wielkości istot, które daremnym wysiłkiem i  
nieuchronną śmiercią opłacają swoje miejsce na ziemi.

10

 A przecież wolność jest dla poety 

pierwszym warunkiem i jedyną możliwością tworzenia czegoś autentycznego, liturgicznego 
kreowania   nowych,   zdumiewających   przestrzeni.   To   jest   jego   siła,   a   poza   tym   –   jak 
podpowiada Jean Paul Sartre - Dla czytelników wolność Poety jest  m o c ą, bo nie mogą jej  
przypisać żadnej przyszłości, bo wiedzą, że ich zaskoczy, bez względu na to, co uczynią, i ich  
przewidywania spala na panewce. Moja wolność staje się mocą dla drugiego, nawet jeśli on  
zwraca się ku niej w swej subiektywnej spontaniczności, tylko dlatego, że jest transcendencją,  
że   jest   Inna.   (...)   Dzięki   Drugiemu   nieco   mgły   przenika   z   zewnątrz   do   przejrzystości  
„przestrzeni   wewnętrznej”,   nieco   bezwładu   do   czystej   aktywności,   nieco   tajemnicy   do 
samowiedzy; Poeta oczekuje siebie poprzez oczekiwanie Drugiego.

11

 Niewątpliwie poeta stale 

oczekuje nadejścia drugiego człowieka, a b y t  stale pragnie przeglądać się w innych bytach – 
jakakolwiek ontologia ma sens tylko w połączeniu i porównaniu jej z inną ontologią. Odbicie 
jest potwierdzeniem, ale też niesie informacje o przedmiocie odbijanym, ustawia tła, określa 
perspektywę oraz zakres wizualnej i przestrzennej ekspansji.

background image

W utworze pierwszym, zatytułowanym  Cmentarz  Leśmianowska przestrzeń zostaje 

otwarta i boleśnie zakotwiczona w świadomości studiującego naturę bytu wędrowca:  

        

Wędrowiec, na istnienie spojrzawszy z ukosa,
Wszedł na cmentarz: śmierć, trawa, niepamięć i rosa.
Był to cmentarz Okrętów. Pod ziemią wrzał głucho
`Trzepot żagli, pośmiertną gnany zawieruchą.
Wędrowiec czuł, jak wieczność z traw się wykojarza,
I ciszę swą do ciszy dodając cmentarza,
Przeżegnał to, co bliżej: pszczół kilka, dwa krzaki,
I na pierwszym grobowcu czytał napis taki:
Zginąłem nie na ślepo, bo z woli wichury,
I wierzyłem, że odtąd nie zginę raz wtóry,
Że znajdę przystań w śmierci, a śmierć w tej przystani,
Ale śmierć mię zawiodła! Umarłem nie dla niej!
Trwa nadal wiatr przeciwny i groza rozbicia
I lęk i niewiadomość i wszystko, prócz życia!
Szczątki moje podziemne, choć je nicość nuży,
Jeszcze godne są steru i warte są burzy!
Nikt nie wie, gdzie ten wicher, który żagle wzdyma?
Kto raz w podróż wyruszył – już się nie zatrzyma.
Znam tę głąb, gdzie się Okręt mocuje nieżywy.
Snu – nie ma! Wieczność – czuwa! Trup nie jest szczęśliwy!
Za wytrwałość mych żagli, które śmierć rozwija,
Przechodniu, odmów – proszę – trzy Zdrowaś Maryja!

Wędrowiec dla nikogo zerwał liście świeże
I ukląkł, by żądane odmówić pacierze.

background image
background image

Jerzy   Pietrkiewicz   –   jeden   z   oryginalniejszych   interpretatorów   Leśmiana   –   utwór   ten 
szczególnie wyróżnił z całej twórczości. W cyklu swoich wnikliwych analiz literatury polskiej 
oglądanej z perspektywy europejskiej powiedział wręcz: W wierszu „Cmentarz”, podzącym 
ze zbioru z 1936 roku, Leśmian pozostawił najlepszy przykład swojej sztuki. Znów jest to 
jeden   z   jego   ulubionych   tematów:   podwójność   śmierci.   W   tym   paradoksalnym   założeniu  
mieści się los pogrzebanych, którzy są okrętami żeglującymi pod ziemią, bowiem „kto raz w  
podróż   wyruszył   –   już   się   nie   zatrzyma”.   Paradoks   ten,   co   się   często   zdarza   w   poezji  
Leśmiana,   chwyta   nas   w   pułapkę   przez   wyrafinowaną   naiwność,   a   ta   właśnie   naiwność  
zawarta   jest   w   napisie   nagrobnym,   który   symboliczny   wędrowiec   spotyka   na   początku 
utworu.

12

  Wiersz   zaczyna   się   od   spojrzenia   wędrowca   z   ukosa   na   istnienie   i   jego 

symbolicznego wejścia na równie symboliczny cmentarz. Pojawiają się też wyznaczniki tej 
przestrzeni – jak zwykle u Leśmiana: materialne i niematerialne. Ich sąsiedztwo powoduje, że 
wzajemnie   przenikają   one   przeciwstawnymi   treściami.  śmierć  zdaje   się   rosnąć   na   tym 
cmentarzu jak trawaniepamięć zdaje się delikatnie osiadać na liściach jak rosa. I na odwrót 
–  trawa  zdaje siębyć pojęciem abstrakcyjnym, jak  śmierć, a  rosa  jest jakby materializacją 
niepamięci. W taki oto sposób  (...) mnożąc wielorakie postaci „bytu”, znajdując wszędzie 
miejsce na istnienie, nawet tam, gdzie jest ono wyczerpane ze znaczenia – ćwiczy Leśmian 
dość prowokującą postawę  n i e b y c i a. Na pierwszy rzut oka może się zdawać, że chodzi tu  
o zbanalizowaną przez symbolizm  n i r w a n ę, poszukiwanie śmierci w życiu, czym się tak  
mozolnie trudził Rilke. Ale wiemy, że negatywem nauki nieistnienia będzie właśnie żarłoczne,  
zachłanne istnienie. Odwyka się od czegoś, co istnieje.

13

  I ów wędrowiec Leśmiana jest takim 

człowiekiem, który odwykł od wielu istniejących rzeczy. Dzięki temu patrzy na naturę okiem 
nicującym i wyodrębniającym z niej to, co najistotniejsze – mityczne i symboliczne. On też 
nieustannie porównuje – patrzy na zmarłych i widzi w nich martwe okręty. Jakby odwrócone 
do góry dnem, jakby stykające się w tym odwróceniu z lustrzanym światem ludzi żywych. 
Pod ziemią słychać i nie słychać  trzepot żagli, pośmiertną gnany zawieruchą. Wędrowiec, 
zakorzeniony w świecie żywych, wyczuwa pod powierzchnią ziemi ruch, tłumioną dynamikę, 
bo przecież zastygnięcie martwych jest pozorne. Przecież uczestniczą stale w pierwiastkowej 
walce odwiecznych przeciwieństw. Nawet jeśli ich ciała się rozpadły na atomy, nie przestały 
współtworzyć   i   współokreślać   kosmosu.   Przy   czym   –   jak   słusznie   podpowiada   Artur 
Sandauer -  Walkę przeciwieństw odkrywa Leśmian nie tylko w przedmiotach, postaciach,  
czynnościach, ale i w stanach. Ich zastój jest pozorny. Są znieruchomiałą dynamiką, zerowym 
rezultatem   uprzednich   działań,   co   do   przebiegu   których   możemy   snuć   ex   post   dowolne  
przypuszczenia.

14

 Takie dowolne przypuszczenia możemy snuć co do przeszłości elementów 

kreowanego świata. Nie wiemy, co tak „naelektryzowało” czy „zenergizowało” trawy, rosę, 
że stały się one jakby generatorami mocy, energii kosmicznej, a nawet całej wieczności. Ta 
wieczność została tutaj jakby ściśnięta i  wykojarza się  z traw niczym opar, niczym jakiś 
niewielki,   owadzi,   ale   rojny  byt.   Ów   zdumiewający  mechanizm   zauważył   w   tej   poezji   i 
znakomicie wyodrębnił Karpowicz: Leśmianowska przestrzeń jest niezależna i ginie razem z  
materialnymi punktami oparcia. W sposób podobny Leśmian traktuje czas. Dokonuje z nim  
eksperymentów,   które   mogłyby   przypominać   próbę   rozciągnięcia   sekundy   do   wymiarów 
wieczności lub „sprasowanie” wieczności do rozmiarów sekundy. Jakby chciał mieć inny czas  
na   chwilę   szczęścia,   a   inny   na   ból.

15

  Rozciągając   i   ścieśniając   rzeczywistość,   poeta 

jednocześnie oddala i przybliża to, co widzialne. Obdarza też sakralną czcią to, co dostrzega 
w momencie przybliżenia, jakby schylenia się nad naturą, a więc pszczół kilka, dwa krzaki
Spogląda też na najbliższy nagrobek i ten – tak jak u Edgara Lee Mastersa – opowiada mu 
swoje dzieje. Są to dziwne dzieje – historia śmierci dla śmierci i narodzin dla śmierci. Byt 
opowiadający swoje dzieje – zgodnie z poetyką cmentarza okrętów – przywołuje określniki 
rodem z terminologii żeglarskiej – pojawiają się zatem i przystań, i wiatr przeciwny, i ster, i 
żagle,   i  podróż,   i   głębina.   Wszystko   zostało   tutaj   odwrócone,   wszystko   zmieniło   swoje 

background image

desygnaty znaczeniowe – umarły umarł dla śmierci, ale ona go zawiodła. Spodziewał się 
spokoju, szukał przystani, a tymczasem uczestniczy w jakichś nieustających metamorfozach, 
jakichś cyklach zmian i mutacji. Los poety jest podobny - Celem, do którego został powołany, 
jest poznawanie i odtwarzanie prawdy o bycie. Ale zaraz dodajmy, poznawanie i odtwarzanie  
rozumiane   niebanalnie   –   poznawanie   jest   tworzeniem   nowych   faktów.   Istotą  
Leśmianowskiego   świata   bez   istoty   są   wieczne   wymiany   i  przemiany,   a   więc   poeta   musi  
mówić prawdę uczestnicząc w procesie metamorfozy.

16

 Owe nieustające zmiany przypominają 

sztorm   na   morzu,   a   w   tym   przypadku   jest   to   jeszcze   jakby   sztorm   podziemny.   Jest   to 
rzeczywistość   wielkiej   niewiadomej,   wielkiego   oczekiwania.   W   tym   świecie   bez   snu,   w 
świecie   beznadziei   i   nieszczęścia   czuwa   nieustannie   personifikowana   wieczność.   Byt   zza 
grobu prosi w takiej sytuacji wędrowca o odmówienie trzech Zdrowaś Maryja. Został on tutaj 
też   określony   jako  przechodzień,   a   jeśli   przyjąć   taką   kwalifikację,   to   jest   on   zarazem 
ontologicznym przechodniem, jest bytem wędrującym pośród niebytu, jest bytem starającym 
się ów niebyt zrozumieć – jest to też  swoiste poszukiwanie tajemnicy życia, którą byłaby  
zdolność powtarzania, i jako źródło młodości, w którym cykl życia rozpoczynałby się na  
nowo.

17

 

Drugi wiersz w cyklu –  Za grobem  – opisuje jakby tę samą rzeczywistość. Także 

perspektywa, owo spojrzenie umarłego zza grobu jest podobne, jak w wierszu pierwszym:

Nad brzegami zagęstwionych nicości
Szumi wiara w wiekuiste sitowie.
Nikt już nie dba o swe ciało i kości!
Nikt nikomu nic już odtąd nie powie!

Z resztek życia śmierć swawolna po ciemku
Wydmuchuje bańkę trudną i złotą,
By przyświecać młodziuchnemu widemku,
Co się bawi skrzepłą w kukłę tęsknotą.

Z zaprószoną wspomnieniami źrenicą
Cień zmarłego, co drętwotę pokonał,
Mknie pośmiertnie urojoną ulicą,
Aby wśnić się w dom, gdzie mieszkał i skonał.

W rozwiewisku zagrobowej pokrzywy
Dziwaczeje pleśniejąca Niedziela...
Szukam brata, który nie był szczęśliwy!
Szukam siostry, co nie znała wesela!

Cienie, cienie! Darmo w mroku was gonię!
Pustkę tylko chwytam dłońmi obiema...
Więc nie wszyscy tu się znajdą po zgonie?
Więc są tacy, których nie ma, bo nie ma?

Nie ma mgły tej, co tak chciała być duszą,
By się snami do wieczności sposobić!
O, te bóle, które bolą, bo muszą!
O, ta rozpacz, która nie wie, co robić!

Już się gwiezdne poniszczyły zamiecie –
Cień się chwieje, poróżniony z mogiłą,
Coś innego stać się pragnie w zaświecie,
Coś innego, niż to wszystko, co było!...

Nicość   pojawiła   się   w   utworze   pt.  Cmentarz,     pojawia   się   też   i   tutaj.   Tym   razem   w 
zgęstnieniu,   jakby   w   plątaninie   zarośli,   krzewów,   trzcin.  Według   Michała   Głowińskiego: 

background image

Nicość, ujmowana w kategoriach przestrzennych i skojarzona ze śmiercią, jest podstawowym 
czynnikiem w Leśmianowskiej ontologii negatywnej.

18

 Bo właśnie ontologię Leśmiana trzeba 

określać jako negatywną – wszak wszystko w niej istnieje na zasadzie zaprzeczenie. Byt 
najpełniej   krzewi   się   w   niebycie,   życie   w   nieistnieniu,   a   świat   najwyrazistszy   jest   w 
zaświecie.   Nad   tymi   zaprzeczonymi   przestrzeniami   i   pośród   tych   zaprzeczonych   zdarzeń 
śmierć odgrywa rolę sprawczą i w zgodzie z logiką negacji generuje istnienie, jest w ruchu - 
Nicość   Leśmianowska,   mimo   że   uprzestrzenniona,   nigdy   nie   ma   charakteru   statycznego, 
nieustannie się dzieje, częstokroć podlega animizacji – i w tej dynamicznej postaci wchodzi w  
związki ze śmiercią, która w poezji Leśmiana nie była jakby zakończeniem, ale zmianą stanu,  
ogniwem   w   ciągłym   procesie.

19

  Ciągły   proces   poetycki   jest   zarazem   ciągłym   procesem 

poznawania istoty bytu, jest nieustannym, bezszelestnym podchodzeniem płochliwego bytu. 
Tutaj byt i świadomość poetycka pojawiają się nad brzegiem jakiegoś tajemniczego, może 
mitycznego zbiornika; natura występuje tutaj w postaci zgęstniałej, jakby specjalnie przez 
poetę skondensowanej dla jego poetyckich eksperymentów. Tutaj szumi też wiara w wieczny 
ruch i wieczne pochylanie się pod naporem wiatru, pod naporem dziejów – niczym owa 
Pascalowska żywa, myśląca trzcina.

20

  Życie swobodnie zamienia desygnaty znaczeniowe z 

nicością i jest to tendencja szersza w tej poezji – jak pisze Trznadel: Przeciwstawienie życia i 
nicości pojawi się w wielu wierszach Leśmiana, zwłaszcza w „Napoju cienistym”. (...) Słowa 
takie   jak:   nicość,   pustka,   próżnica,   próżnia   –   pojawiają   się   natrętnie,   przeciwstawione  
istnieniu,   bytowi.

21

  Tutaj   personifikowana   śmierć   przypomina   dziecko,   które   bawi   się 

dmuchaniem baniek mydlanych. Śmierć także – z resztek życia  - dmucha taką bańkę. Ma ona 
być   przy   tym   jeszcze   rodzajem   lampy   świecącej   młodziutkiemu   widmu,   bawiącemu   się 
personifikowaną, a właściwie ukształtowaną w kukłę, tęsknotą. W takiej przestrzeni i w takiej 
ontologicznej rzeczywistości pojawia się mknący ulicą cień zmarłego człowieka. Warto tu 
przypomnieć cenną uwagę Karpowicza, iż:  Wszystko w wierszach Leśmiana jest w pościgu 
lub w ucieczce; świat ścigających i uciekających jednoczy jedynie pole walki – zewnętrznej  
lub wewnętrznej.

22

 Czy umarły z wiersza pt. Za grobem kogoś goni, albo przed kimś ucieka? 

Goni samego siebie z przeszłości i ucieka przed samym sobą trupim, rozkładającym się pod 
ziemią. Chce – jak romantyczny duch powrotnik – wrócić do miejsca, gdzie zył i umarł, chce 
– swoim bytem, nie-bytem – wśnić się w swój przeszły dom. Ów ruch nie jest tylko ruchem 
samym w sobie, jest ruchem ku poznaniu natury bytu, jeśli nie jest samym poznaniem. Jak 
mówi   Karpowicz:  Jeśli   ostatecznie   nie   można   z   całą   pewnością   stwierdzić,   czy   według  
koncepcji   Leśmiana   samo   poznanie   jest   ruchem,   to   z   absolutnym   przekonaniem   możemy  
utrzymywać,   że   dokonuje   się   ono   poprzez   ruch.   Ponieważ   poznanie   jest   nierozerwalnie  
złączone   z   pochodem   życia   naprzód   –   intuicyjnie   wyprzedza   ruch   materii,   a   życie   jest  
dialektyczną formułą walki – poznanie wikła się w tę walkę lub nawet ją prowokuje, często w  
sposób niezwykle gwałtowny i pozornie niszczycielski. Prawie wszystkie wiersze Leśmiana są  
apoteozą penetracji, rzucaniem się, niemal na oślep, w nieznane. Nie to, co znamy, lecz to, 
czego nie znamy, jest naszym zagrożeniem lub najwyższą możliwą radością i szczęściem.

23

 

W tym miejscu zmienia się rodzaj narracji – poeta, albo narrator wiersza nawiązuje do 

konkretnych zdarzeń z jego życia. Szuka nieszczęśliwego brata i takiej samej siostry. Zamiast 
nich widzi jednak tylko cienie, których nie można dotknąć i które niesposób wyodrębnić z 
mroku. Poeta znajduje się w tym momencie w jakiejś dziwnej, tajemniczej przestrzeni. To 
miała być owa kraina pośmiertna, ale widać nie wszyscy tu trafiają. Widać są byty, które w 
niej nie istnieją, bo nie istnieją. Nie ma też tutaj przestrzeni, stanów, euforii, nie ma energii. 
Jest tylko przerażająca martwota i pustka, jest rozpacz. W takiej chwili cały wszechświat 
zdaje się rozpadać na cząstki. Dostrzegł to już Sandauer, mówiąc, że  (...) wszechświat u 
Leśmiana   ulega   rozpadowi:   wiele   jest   w   nim   rodzajów   istanienia,   wiele   światów,   wiele  
widzących centrów. Jego cząstki zyją samodzielnie jak kawałki poszatkowanego węża.

24

  To 

jest sytuacja rozchwiania wszelkich perspektyw i jakby rozrzucenia cząstek bytu. Jednak w 

background image

tym wirze  poeta  ocala     c o ś.  Ocala    Coś  innego,  niż to wszystko,  co było!..  Tutaj  też 
znakomicie daje się zastosować formuła Karpowicza: Na tej wirówce genetycznej (w sensie 
genezy   kształtów   artystycznych,   choć   można   też   mówić   o   genezie   uczuć,   sensoryczności)  
odwirowuje się jako podstawowy fenomen – byt, domagający się kształtu, byt z najwytrwalszą  
z   wszystkich   żądz,   żądzą   istnienia.

25

  Wirówka   genetyczna   Karpowicza   jest   wirówką 

ontologiczną Leśmiana – jest odbiciem mechanizmów wyobraźni poety.

Kolejny wiersz tego cyklu –  Ubóstwo  – przynosi znowu nawiązania do osobistych 

mortualnych przeżyć poety. Wspomina śmierć matki, i ojca, siostry i brata – mówi jednak o 
ich ciałach, jakby chciał sprowadzić ich byt do czysto biologicznych procesów. Ciało umiera 
szybko i ulega rozkładowi, ale wspomnienie wiąże się z szerszą sferą bytu. Tam, pośród 
dziwnych, Leśmianowskich krain ontologicznych krewni poety umierają bez końca:      
   

Każde zmarło inaczej śmiercią strasznie własną!...
Ciało matki i ojca i siostry i brata...
Dziś rysy waszych twarzy w pamięci mi gasną,
Umieracie raz jeszcze śmiercią spoza świata.

Już nie umiem zobaczyć siostry mej uśmiechu –
I tego, jak konając, padła na podłogę...
Brat mglisty i niecały śni mi się w pośpiechu –
I głosu, którym mówił, przypomnieć nie mogę.

Pochowani w mogile mrą wciąż za mogiłą!
Widzę was na tle nieba, niby znaki wodne,
Takie inne, znikliwe, z przeszłością niezgodne,
Jakbym nigdy was nie miał – jakby was nie było!

Nic nie było! Nic nie ma! Miłowałem zmory!
Czciłem próżnie! Chcę łzami ocalić ból w sobie,
Więc płaczę, ja – na wiarę w potęgę łez chory!
Łzy się kończą! Mrze pamięć! Kres grozi żałobie!

O, Nocy, w przyszłość niebios wsrebrzona niemylnie –
Jeśli chcesz w piersi moje uderzyć mgłą ciemną –
Uderzaj bezlitośnie, uderzaj dość silnie,
Bom – człowiek! Zniosę wszystko! Pomocuj się ze mną!

Kto potrafi żal dłońmi tak tłumić obiema!
Kto zdoła, gdy mu z oczu nicość jawę zmiecie,
Tak nic nie mieć, naprawdę nic nie  mieć na świecie,
Jak człowiek, co nic nie ma, naprawdę nic nie ma!

To   co   ziemskie,   wspomnienia   uśmiechu,   głosu,   przypisane   osobom   zdarzenia   ostateczne 
rozmywają   się   w   pamięci.   Ziemski   pogrzeb   i   ziemska   mogiła   są   zaledwie   momentem 
zerowym   egzystencji,   ale   przecież   nie   kończy   się   ona   w   światach   Leśmiana   wraz   z 
zatrzymaniem serca i ustaniem funkcji mózgowych. Jak zauważa Karpowicz:  Od zerowej 
granicy   egzystencji   prowadzą   dwie   drogi   rozwoju   form   istnienia   i   wyobrażeń,   projekcji  
myślowych. Jedna wiedzie w stronę urealnienia tego, co ma już swój kształt i przeszło fazę  
projekcji myślowej, druga prowadzi jakby w stronę przeciwną – w kierunku antycypowania  
form   istnienia,   w   stronę   projekcji   i   wolnych,   nominalistycznych   zamiarów.

26

  Tutaj   zmarli 

zanikają   w   świecie   żywych,   ale   powracają   stale   w   sferze   egzystencji   czystej,   duchowej, 
ontycznej. Są jak znaki wodne na papierze i tylko przy spojrzeniu pod określonym kątem stają 
się widzialni. Są, choć ich nie ma i nie ma ich, bo są. Pojawiają się i znikają i nie dają się 
nałożyć  na  przeszłe  zdarzenia.  Poeta  patrzy na  nich  z  zachwytem  i lękiem, chciałby ich 

background image

przybliżyć ku sobie, a jednocześnie stale ich oddala i umieszcza w świecie czystej filozofii. 
Tam   każe   im   pędzić   pośród   wiatru,   albo   swobodnie   rozsnuwać   się   pośród   zjawiskowej 
przyrody. Ta nieobecność w obecności i obecność w nieobecności każą poecie zanegować 
wszystko. W tym momencie nie widzi on przeszłości i teraźniejszości, bytuje pośród krain 
amorficznych i achronologicznych. Oskarża siebie i neguje przeszłe uczucia – nic nie było, 
niczego nie ma, a on kochał zmory i czcił próżnię. Tutaj niebezpiecznie wiersz Leśmiana 
zbliża się do totalnej negacji – jak w Improwizacji Konrada, jak w Dies irae Kasprowicza, jak 
w   późniejszych   wierszach   turpistycznych   Grochowiaka.   Tutaj   rozpacz   sięga   kresu 
egzystencji, tutaj kończy się ludzka próba bytu. W takim momencie poeta zwraca się ku nocy, 
która jest monumentalna i kosmiczna, bezbłędnie wtopiona w przyszłość. Każe jej uderzyć w 
jego pierś  mgłą  ciemną, ale  jednocześnie z  dumą mówi,  że jest  człowiekiem i wszystko 
zniesie. Pragnie tej próby sił, bo wie, że jest to chwila kosmogoniczna, wie, że wtedy rodzi się 
w nim prawdziwy byt. Jak słusznie mówi Dybciak: Leśmian przedstawia zjawisko bycia bytu, 
a więc musi akcentować jego zmienność i proces stawania się. Ekwiwalentem stylistycznym  
tego   dążenia   są   formy   czasowników   z   końcówką   –eć:   „daleczeć”,   „nieśmiertelnieć”,  
„bożyścieć”, „człowieczeć” itd. Podstawą przeważąjącej – zdecydowanie – części nowych  
formacji są przymiotniki, a tylko kilka z nich to czasowniki odrzeczownikowe. Czasowniki te  
ukazują   powszechną   w   poezji   Leśmiana   możność   możność   zmiany   sposóbów   istnienia,   a 
szczególnie charakterystyczną cechą jest nieukończoność przechodzenia od pewnego sposobu  
bycia   do   innego,   co   jest   widoczne   dzięki   takim   neologizmom   jak   „niedoumieranie”,  
„niedowcielenie”,   „niedomrocze”.

27

    W   wierszu   pt.  Ubóstwo  tego   rodzaju   określenia 

reprezentuje  owa wielowymiarowa i wieloznaczna Leśmianowska     n i c o ś ć. Jest ona 
elementem   negatywnej   wyobraźni,   częścią   świata   nieistnienia   i   niebycia,   ale   zarazem 
określeniem   stanu   ontologicznego   narratora,   stanu   przed   ostateczną   metamorfozą,   przed 
ostatecznym rozpadem na cząstki. Bo przecież – jak pisze L... Eustachiewicz - Wyobraźnia 
Lesmiana  jest pasmem  snów o metamorfozach,  ale proteuszowa  zmienność kształtów jest  
tylko czekaniem na ostateczne rozsypanie się płatków cebuli.

28

 

Czwartym wierszem w ontologicznym cyklu Leśmiana jest utwór pt. Betleem. Jest to 

zdumiewająca   wizja   narodzin   Chrystusa   w   pasterskiej   osadzie.   Ale   też   jest   to   jakby 
rekreowanie mitu i jego transkrypcja – dostosowanie do wymogów wiersza, cyklu i całej 
Leśmianowskiej przestrzeni:

Sen mię ze snu obudził. Przespałem byt drobny
Gwiezdnej smugi na rzęsach. Śniła się – dlaczego?
Chciałem razem z Magami iść w swiat, niepodobny
Do żadnego z tych światów. Wiem, że do żadnego!

Biegnę w mrok, byle biegnąć! Może ich dogonię,
Choć mi trudno przeczuciu opierać się złemu.
Już widzę pierwsze stada, śpiące na wygonie,
I światła w Bogu ślepych oknach Betleemu.

Zbliżam się do jaskini. Nigdy lub tym razem!
Chwili tracić nie wolno! Śpiesz się, nędzo ziemska!
Jeden pastuch wbrew cudom drzemie popod głazem.
Budzę go w imię twoje, gwiazdo Betleemska!

Gdzie magowie? „Odeszli. Badacze ich cienia
Głoszą, że wraz z kadzidłem i mirrą i złotem
W kurz się marny rozwiali pod tej karczmy płotem,
Gdzie droga w nicość skręca. Tyle – ich istnienia”.

Gdzie Maryja? „Mów o Niej z niebem lub mogiłą.
Nikt nie wie – i nikt dzisiaj nie odpowie tobie”.

background image

A gdzie Bóg? „Już od dawna pochowany w grobie,
Już szepcą, że go nigdy na świecie nie było!” –

A gdzie jest Magdalena? „Zapatrzona w zgony
Przemilczała ból hańby, gdym ją kopnął nogą.
Wracaj tam, skąd przychodzisz – ty śmiesznie spóźniony!”
Nie mam po co i nie mam powrócić do kogo!

To jest przestrzeń kosmiczna i właśnie pośród niej rozbłyska nagle gwiazda betlejemska. Ale 
też   jest   to   przestrzeń   kulturowa,   w   której   obowiązują   inne   prawa   niż   w   świecie   ludzi   – 
przestrzeń   mitologiczna  i   filozoficzna   zarazem.  Trudno  pośród   niej   znaleźć  jakieś  pewne 
punkty oparcia, jakieś trwałe wyznaczniki. Raczej wszystko w niej jest płynne, galaretowate i 
tylko w określonych momentach dziejowych owa galareta ścina się, staje się czymś trwałym. 
Dla Leśmiana  – pisze Jacek Trznadel –  sytuacja przedstawia się tak, jakby nastręczał się  
problem wyboru – jako punktu oparcia – któregoś z wierzchołków „filozoficznego” trójkąta:  
Natura–Bóg–Człowiek.   Problem   Boga   jawi   się   tutaj   jako   metafizyczna   zagadka   umysłu 
filozoficznego,   związana   z   problemem   bytu   człowieka   na   ziemi,   z   jego   ontologicznym   i  
egzystencjalnym   „statusem”   jako   właśnie   człowieka.

29

  Musiało   się  w   tym   cyklu   pojawić 

pytanie o Boga, musiała pojawić się jego wizja, bo przecież kwestii ontologicznych bez Boga 
nie da się rozstrzygać – nawet jeśli się neguje jego istnienie, to jest on bytem autonomicznym, 
choćby jako antyteza. Poeta budzi się na chwilę z jakiegoś  magicznego snu, a budzi się 
poruszony innym snem. Mówi, że przespał chwilę, gdy na niebie pojawiła się, a potem odbiła 
się na rzęsach,   gwiezdna smuga. Przyznaje też, że zawsze pociągały go takie momenty i 
chciał wraz z Magami podążać ku wielkiej tajemnicy istnienia – chciał iść ku tajemnicy bytu. 
To właśnie jest ów świat niepodobny do żadnego ze znanych światów. Tam poeta chciał biec, 
tam   –   w   mrok,   gdzie   dalekie   światła   Betlejem,   gdzie   stada   owiec   i   pasterski   etos 
eschatologiczny.   Tam   jest   ów   kres   i   początek   zarazem,   tam   dopiero   można   próbować 
medytować i rozumieć Boga. Tam można też Boga wesprzeć swoją refleksją, wesprzeć swoją 
ludzką   biedą   i   swoim   –   tak   dokładnie   opisanym   w   wierszu   poprzednim     -   duchowym 
ubóstwem.   Może   wtedy  pojawia   się   przez   moment   owa  duma   i  poczucie   nieodzowności 
ludzkiego   bytu.  To   właśnie   w   życiu   ludzkim   jest   godne   pozazdroszczenia  –pisze   Søren 
Kierkegaard –  że Bogu można pospieszyć z pomocą i że Boga można zrozumieć; z kolei 
jedynym   godnym   człowieka   sposobem   zrozumienia   Boga   jest   przyswojenie   sobie 
[zasymilowanie] na podstawie posiadanej wolności wszystkiego, co człowiek w życiu spotyka,  
zarówno zdarzeń radosnych, jak i bolesnych.

30

  Z takim bagażem zdarzeń dobrych i złych 

bohater Leśmiana wchodzi do strefy boskiego sacrum. Ale jest to dziwna strefa, granicząca 
bezpośrednio   z   nicością   i   prowokująca   stałe,   bolesne   metamorfozy.  Tak   oto   –   jak   mówi 
Pietrkiewicz -  Leśmian poszukuje prawdziwego oblicza świata, oddając zarówno zmysłową  
ekstazę, jak i szkaradne cierpienie (...).

31

 Podąża tropem trzech królów, którzy u niego stają 

się również magami i rejestrując ich niebyt, pyta o aktualność podania o Chrystusie, Maryji i 
Magdalenie – pyta o sens wcielenia Boga w ludzki kształt. Jezus jest bytem spóźnionym, tak 
jak człowiek spóźnia się stale ze swoją egzystencją w obliczu uciekającego od niego świata. 
Tak każe wracać Chrystusowi i sobie samemu ku sferom duchowym, ku czystej egzystencji 
duchowej, bo czas już się wypełnił i wszystko przepadło – zostało tylko martwe kołowanie 
bytu ponad światem, została samotność i bolesna kontemplacja nieistnienia. 

Wiersz tytułowy –  W nicość śniąca się droga  – jest chyba najlepszym utworem w 

całym cyklu i z tego zapewne powodu Leśmian wskazał go i połączył jego formułą tytułową 
sześć odrębnych tekstów. Znowu podążamy tutaj ku naturze i ku otwartym przestrzeniom, 
chociaż prawdę powiedziawszy – nawet w momentach najgłębszej introwersji – wcale się od 
niej nie oddaliliśmy:

Poistniały czerwienie na niebiosów uboczu –

background image

Poistniały dla nikogo, samym sobie raczej – wbrew...
I nie umiem powiedzieć, skąd uległość mych oczu
Tym zarysom drzew na chmurze... Trzebaż oczom takich drzew?...

Wiem, że muszę wypatrzeć w nicość śniącą się drogę.
Odchodzimy gdzieś co chwila i co chwila brak nam lic...
I nie mogę cię pieścić i nie pieścić nie mogę –
Tylko patrzę w zmierzch za tobą i nie pragnę widzieć nic.

Usta twoje – daleko! Usta twoje – tak blisko!
Serce w żalu zatwardziałe do rąk białych weź i złam!
Czy pamiętasz ów ogród – płot wysoki – mgłę niską?
Mgła – to człowiek niepotrzebny, snem mi równy – taki sam!

Coś tam o nas przez liście zaszeptało do cienia –
Potoczyło się po drzewach – zrozumiało nas – i lśni...
W ustach twoich – tkwi chłodna odrobina znużenia –
Więc pójdziemy do ogrodu! Poszukamy zmarłych dni!

Jest tam ścieżka znajoma – i jest drzewo za bramą.
Czy pamiętasz, jak się idzie? Trzeba minąć cały świat!
Wdziej tę suknię, co wtedy!... Włosy uczesz tak samo!
I pójdziemy do ogrodu... Ty idź – pierwsza... Pójdę w ślad...

            
W atmosferze jakiegoś nieziemskiego świtu, jakiegoś kosmicznego zmierzchu pojawia się 
tutaj   wizja   drogi   śniącej   się   aż   po   samą   nicość   i   obraz   rozległego   ogrodu,   trochę 
przypominającego rajskie rewiry. A skoro jest raj, to musi się też pojawić i Ewa. Ale przecież 
postaci te są fantasmagoryczne, zwiewne, ulotne, nieistniejące. Jak mówi Jastrun:  Leśmian 
usiłował   stworzyć   w   poezji   swojej   świat   rządzący   się   swoimi   prawami.   Jest   to   świat 
czarodziejskiej łąki, zaludniony przez na wpół istniejące zjawy, świat ciągłych przemian i  
ponownych wcieleń.

32

 Tutaj mamy do czynienia z jeszcze jednym takim wcieleniem i jeszcze 

jedną porażką, bo byt w niebycie – suma summarum – jest tu niebytem w bycie. Jest próbą 
pokonania martwoty i odnowienia kosmogonicznego mitu genezyjskiego. Przy czym – jak 
podpowiada Karpowicz -  Im  trudniejszy próg zdobywa martwa lub ożywiona materia na 
drodze do swego wyższego celu – tym więcej musi zużyć energii, stworzyć najwyższe napięcie  
w jej strumieniu przepływania i grać o nowy kształt istnienia niemal va banque. W koncepcji  
Leśmiana najtrudniejsze są przetransformowania jakiegoś bytu z niewidzialnego w widzialny,  
z domysłu w obiekt naoczny. Jasne jest, że obok bergsonizmu odzywają się tu wszystkie mity o  
początku świata.

33

  To dla tej niewidzialnej i stającej się realną wizją dziewczyny stwarza 

poeta ogród we mgle, gdzieś pośród złudnych miraży egzystencji. Pragnie z nią zagłębić się w 
śnie i w  nicości, pragnie by jej i jego byt zlały się w przerażającą i wspaniała zarazem 
jedność. Ich wędrówka przez nierealny raj i surrealny ogród ma znamiona mitycznej wyprawy 
do kresu i poza kres poznania. Tutaj koczy się wszystko i wszystko się zaczyna – tutaj jest ów 
punkt zaczepienia bytu i nicości, tutaj wreszcie  n i c  nie ma sensu i sens ma  n i c. 

Ostatni wiersz w omawianym cyklu jest zarazem tekstem w nim najdłuższym. Jest też 

jakby podsumowaniem owej rozrastającej się do ogromnych rozmiarów teodycei i ontologii – 
rozrastającej się i – tak jak wieczność – nagle kurczącej się do rozmiarów ziarnka maku, łzy, 
kropli   rosy.   Jakże   często   w   starożytnych   kosmogoniach   na   końcu   aktu   stworzenia 
rozbrzmiewa pieśń pochwalna – wspaniały hymn opowiadający o wielkich wydarzeniach i 
sławiący bohaterskie czyny. Pośród widmowej i nieistniejącej przestrzeni Leśmianowskiej nie 
ma pieśni, ale są Słowa do pieśni bez słów:

Kto cię odmłodzi, żywocie wieczny? Sam się przeinacz!
Razem z chmurą się spłomień w zórz szkarłatnej zagęstce.

background image

A ja – obłędny nie istniejących zdarzeń wspominacz –
Bywam tobie najbliższy tylko we śnie i w klęsce...

Nie było dolin – a jednak smutek stał się w dolinie...
I choć wróżek nie było – w mgłach mówiono o wróżce...
Brzegiem obłoków fijolet płynie. Myśli, że płynie.
Sen się boczy na tego świateł w nicość rozprószcę.

W odmętach nocy niech ciał się strzeże bezbronne ciało,
Niech swe losy przesłania byle jakim błękitem.
W moim ogrodzie coś się znagliło i zaszemrało –
Zaszemrało, jak gdyby ktoś się rozstał z niebytem.

Znam ja na pamięć jedną dziewczynę... Znam jej westchnienia
I mym ustom uległość pieszczotliwie zawiłą.
Nic w niej nie było, oprócz uśmiechu i przeznaczenia –
I kochałem ją za to, że nic więcej nie było.

Znam taką duszę, co cmentarniejąc nie do poznania,
Sztuczną różę w śmierć niosła... Była niegdyś różystką...
Skąd ten świat cały? – I róże sztuczne?... I czyjeś łkania?
I ja – w świecie – i ptaki – i pogrzeby – i wszystko?

Znam ja złocistość, co sni się niebu w imię rezedy...
Dla snów błędnych jest człowiek – lada Bożą ustronią.
Gasł niegdyś wieczór – i łódź się moja rozbiła wtedy
O tę zgubną złocistość. Tak się stało, że o nią.

Zorza dokrwawia swój żal do nieba w czerwieniach pustych,
A obłoki gasnące chcą w bezludny świat urość.
Czymże jest dla mnie – albo dla jezior – albo dla brzóz tych
Głuchoniemej wieczności zaraźliwość i burość!

Czym tajemnicę w niepowtarzalnych dreszczach roztrwonił,
Gdym twe ciało w ciemnościach pieszczotami przejaśnił?...
Świat się już dla mnie dość nanicestwił i naustronił –
I jam dość się dla świata naczłowieczył i naśnił!

Śpieszno mi teraz do zmartwychwstania kilku topoli,
Co szumiały w poblizu zanikłego w snach domu!
Śpieszno mi teraz do zatajonej w gwiazdach niedoli,
Którą muszę sam przeżyć, nic nie mówiąc nikomu.

I co ja zrobię po śmierci z sobą i całym światem? –
Czy w twych łzach się zazłocę? Czy się we mgle – zniebieszczę?
Mrok nieodparty zszedł się w ogrodzie z bezwolnym kwiatem –
Myśmy byli w tym mroku i będziemy tam jeszcze!

Zdawać   by   się   mogło,   że   w   świecie   wykreowanym   w   poezji   Leśmiana   apoteoza   jest 
niemożliwa. A jednak – tutaj w zamykającym cykl wierszu – owe uwznioślenie się pojawia. 
Żywota, a zanim i byt określony zostaje jako wieczny. Jest jednak też i stary, potrzebujący 
odmłodzenia.   Poeta   jednak   zwraca   się  do   niego   i   radzi   by  sam  się   przeinaczył,   sam  się 
przetransponował – sam się stworzył w chwili najpełniej przeżywanej transcendencji. Wszak 
Cokolwiek   robimy   –   tworzymy.   Świadomość   nie   zna   granic   w   swej   transcendencji,   nie  
zadowolą jej żadne konkretyzacje. Śmierć jest dla niej niewyobrażalna, ale i istnienie jej nie  
wystarczy. Siejąc byty, tworząc „nieodparte życie”, idzie ona – jak prorok Eliasz – w ciągłą  
Inność.

34

 Poeta zbliża się do bytu w czasie snu i w chwili klęski. Wtedy realia tracą swój sens, 

background image

wtedy   podpory   rzeczywistości   walą   się   w   gruzy,   wtedy   byt   wisi   ponad   życiem.   Wtedy 
pojawiają   się   obrazy   rodem   z   wyobraźniowych   eskapad   najbardziej   wizyjnych   malarzy 
wszystkich epok. Barwy przelewają się i łączą z odmętami nocy, w rajskim i nierealnym 
ogrodzie coś z cicha szemrze, coś się rusza, jakby ktoś rozstawał się z niebytem – jakby 
przechodził   od   stanu   refleksyjnego   do   fizycznego,   bo   przecież  Leśmian   usiłuje   pokazać 
metamorfozę autorefleksji w jej kształt fizyczny.

35

 W takich momentach wyobraźnia poetycka 

wymyka   się   jakiemukolwiek   opisowi   i   staje   się   też   jakby   stanem   fizycznym.   nagle 
błyskawicznie podążą ku przeszłości, zatacza koło i zawraca ku teraźniejszości, a potem nagle 
wybiega w  przyszłość. Może  właśnie w  takich momentach  – jak chce  tego  Karpowicz  - 
Działania Leśmianowskiej wyobraźni przedmiotowej są więc szybsze od prędkości światła, są  
natchmiastowe,   opuszczają   rygory   prawa   Einteinowskiego,   jak   każdy   akt   twórczy,   nie 
uwzględniający praw fizyki, co więcej: upatrujący główne pole działania poza granicami tych  
praw.

36

 To właśnie taka błyskawiczna, stwórcza poetycka wyobraźnia uczy poetę jak należy 

istnieć pośród nierealnych przestrzeni. To ona utwierdza w nim przeświadczenie, że jednak 
doświadczył  i s t n i e n i a. Dzięki temu może opowiadać o nierzeczywistej dziewczynie, o 
duszy cmentarniejącej pośród sztucznych ozdób i sztucznych symboli i wreszcie o złocistości, 
która jest boskim poblaskiem i wspomnieniem dnia klęski - jest pięknem tak czystym, że aż 
bolesnym. Tutaj Leśmian stwarza i nazywa i jest to tendencja charakterystyczna dla jego 
późnej twórczości, choć pojawiała się też wcześniej. Jak pisze Nyczek: Kreacja poprzez  n a z 
w a n i e, pojawiająca się już u początków Leśmianowskiej poezji, a szczególnie znamienna  
dla   twórczości   późniejszej,   objawiająca   się   w   niezliczenie   różnorodnych   formach 
egzystencjalnych, niezgodnych zazwyczaj z obiektywną logiką biologii, fizjologii czy wręcz 
ontologii, oddaliła od Leśmiana zarzut łatwego dziwaczenia – choć nie stało się to od razu.

37 

Byli przecież tacy czytelnicy, którzy nie mogli zaakceptować rozchwiania Leśmianowskiego 
krajobrazu  lirycznego, byli też i krytycy,  którzy mieli mu za złe wskazywane wiele razy 
wyżej sprzeczności i zderzenia przeciwieństw.  Cóż, Leśmian nie należy do poetów łatwych – 
raczej wymaga dogłębnych studiów i poznawania we fragmentach. Tej poezji stale się trzeba 
uczyć,   choć   nigdy   nie   pozna   się   do   końca   mechanizmów   nią   rządzących.   W   wierszu 
zamykającym cykl pt. W nicość śniąca się droga widać to najlepiej i jakby w zagęszczeniu. 
Tutaj natura przenika najboleśniej byt, tutaj też byt boleśnie wtapia się w naturę. Poeta patrzy 
–   jak   ów   wędrowiec   z   wiersza   pt.  Cmentarz  –   z   ukosa   na   istnienie,   z   perspektywy 
doświadczeń zebranych podczas bytowania  w krainach niebytu, podczas życia  w  świecie 
pełnym   śmierci,   permanentnego   umierania,   negowania   i   przeciwstawiania   sobie 
pierwiastków. Pomiędzy zrodzonymi we śnie topolami, a zrodzonymi we śnie gwiazdami, 
pomiędzy   sennym   życiem,   a   sennym   niebytem   rozciąga   się   kraina   poetycka   Bolesława 
Leśmiana. Każdy, kto chce do niej wejść musi pozostawić poza jej granicami ciało i duszę, 
musi stać się nikim i niczym, musi wniknąć w nicość i podążyć w nicość śniącą się drogą. 
Może   wtedy   –   jako   wolny,   lotny   byt   –   zawędruje   na   krańce   wszechświata,   choć   nie 
zawędruje...

3.     

        

Leśmian   jest   jednym   z   najjaśniej   lśniących   klejnotów   poezji   polskiej.  Wspaniały, 

niepowtarzalny,   tragiczny   i   absurdalny,   wzniosły   i   pełen   ludycznej   prostoty,   a   przy   tym 
jeszcze niezwykle barwny i niewypowiedzianie dźwięczny. Głęboki, drążący kolejne pokłady 
ontologiczne, starający się zrozumieć na czym polega fenomen i tragizm istnienia. Jakby 
posiadający   świadomość   ulotności   wszystkich   i   wszystkiego,   a   zarazem   widzący 
absurdalność owej ulotności, jakby wypowiadający w wierszach prawdę, którą też zanotuje 

background image

później w formie pytania retorycznego Albert Camus: Jeden oddaje się kontemplacji, drugi 
kopie swój grób: jakże te rzeczy oddzielić? Oddzielić ludzi i ich absurdalność?

38

 Ale przecież 

ontologia poetycka Leśmiana idzie jeszcze dalej i poza absurdem stara się dociekać czym jest 
byt i czym jest śmierć. Pyta –  czy wystarczy z bojaźnią być, czy trzeba w lęku drżeć? Pyta o 
drogi, którymi byt wspina się powoli ku zatracie, albo ku złudnej chwili geniuszu, najczęściej 
określanej post mortem przez inny byt, przez inną refleksję. Leśmian ma świadomość, że  Nie 
wystarczy   umrzeć,   aby   stać   się   geniuszem,   (...)   metamorfoza   dokonana   przez   śmierć  
przekreśla   inne,   bo   to   śmierć,   nie   zaś   potomność   jest   metamorfozą.

39

  Nie   bez   powodu 

Leśmian ucieka od teraźniejszości i z taką nieufnością podchodzi do historii i historiozofii. 
Zdaje się mieć tę świadomość, którą znacznie później wyartykułuje inny nadwrażliwy poeta i 
eseista – Seamus Heaney: Trudno czasem oprzeć się myśli, że historia jest mniej więcej tak  
samo   kształcąca   jak   rzeźnia.

40

  Dla   autora  Napoju   cienistego  ważniejsze   od   zbiorowych 

doświadczeń metamorfozy bytu, są komiczne i tragiczne pozy ducha. I wcale nie jest to 
tchórzostwo,   wcale   nie   jest   to   łatwiejsza   postawa   –   raczej   jest   to   odważne   czuwanie   na 
rogatkach   istnienia,   czuwanie   tam,   gdzie   wszystko   zanika   i   wszystko   rodzi   się   w   jednej 
chwili.  Trzeba   mieć   wielką   odwagę   by  podążać   ku   tym   krainom   i   trzeba   być   do   granic 
konsekwentnym by nie zatracić się w kreowanej i sakralizowanej nicości. Trzeba mieć wiele 
odwagi   by   wpatrywać   się   w   mrok   i   światło   i   nie   oślepnąć   przy   nagłych   rozbłyskach   i 
bolesnych, tanatycznych olśnieniach. Zaprawdę rację ma Albert Camus, gdy mówi, że Wielka 
odwaga to oczy otwarte na światło i na śmierć.

41

 Leśmian wpatrywał się w jedno i w drugą, 

bo   chciał   zrozumieć   czym   naprawdę   jest   byt,   chciał   zrozumieć,   choć   wiedział,   że   nie 
zrozumie, bo  byt jest jak w nicość śniąca się droga...  

Przypisy:

 

background image

1

 

J. Trznadel, Wstęp [w:] B. Leśmian, Poezje wybrane, Wrocław 1991, s. XXXIII.

2

 

A. Nasiłowska,  Trzydziestolecie 1914-1944, Warszawa 1995, s. 106-107; Por. jednak też trafną 

uwagę W. Gutowskiego [w:] Nagie dusze i maski. O młodopolskich mitach miłości, Kraków, 1997,  
s.339.
  

3

 

T. Nyczek, Bolesław Leśmian, Wrocław 1976, s. 12.

4

 

J. Trznadel, Wstęp [w:] op. cit., s. XXVIII.

5

 

T. Karpowicz, Poezja niemożliwa. Modele Leśmianowskiej wyobraźni, Wrocław 1975, s. 195.

6

 

J. Trznadel, Wstęp [w:] op. cit, s. XXVIII.

7

 

M. Jastrun, Kilka słów o Leśmianie [w:] Między słowem a milczeniem, Warszawa 1979, s.52.

8

 

T. Karpowicz, Poezja niemożliwa. Modele Leśmianowskiej wyobraźni, Wrocław 1975, s. 244.

9

 

A. Camus, Człowiek zbuntowany [w:] Eseje, wyb. i przeł. J. Guze, Warszawa 1971, s. 362.

10

 

K. Wyka, Bolesław Leśmian: dwa utwory [w:] Rzecz wyobraźni, Warszawa 1977, s. 434.

11

 

J-P.,   Sartre,  Zwycięstwo   moje   jest   czysto   słowne,   a   zawdzięczam   je   bogactwu   wyrażeń  [w:] 

Antologia współczesnej krytyki literackiej we Francji, oprac. W. Karpiński, przeł. J. Skoczylas, 
Warszawa 1974, s. 197.

1

2

  J. Pietrkiewicz,  Leśmian i Czechowicz. Dwaj poeci niezaangażowani  [w:]  Literatura polska w 

perspektywie  europejskiej, przeł. A. Olszewska-Marcinkiewicz,  I. Sieradzki,  Warszawa  1986, s. 
327-328.

13

  

T. Karpowicz, op. cit., s. 25.

14

 

A. Sandauer, Pośmiertny tryumf Młodej Polski [w:] Pisma zebrane, t. 1, Warszawa 1985, s. 68.

15

 

T. Karpowicz, op. cit., s. 29.

16

 

K. Dybciak,  „Ogród oderwany od przyczyny”  – Bolesław Leśmian  [w:]  Poeci dwudziestolecia 

międzywojennego pod red. I. Maciejewskiej, t. I, Warszawa 1982, s.480.

17

 

J. Trznadel, Wstęp [w:] op. cit., s. XLVII.

18

 

M.   Głowiński,  Poezja   przeczenia  [w:]  Zaświat   przedstawiony.   Szkice   o   poezji   Bolesława 

Leśmiana,   Warszawa   1981,   s.   136;   por   tamże,   s.   135:  Na   zasadzie   utożsamienia   nicości 
pojmowanej jako kategoria przestrzenna i śmierci zbudowany jest cały cykl W nicość śniąca się  
droga, w tym wiersz tytułowy i przede wszystkim utwór Po śmierci, przedziwny dialog dawnych 
kochanków w trakcie pośmiertnego lotu przez przestrzeń-nicość (...). 

19

 

Ibidem, s. 135-136.

2

0

 Por. B. Pascal, Myśli,  6, 347.

21

 

J. Trznadel, Wstęp [w:] op. cit., s. XXXIII-XXXIV.

22

 

T. Karpowicz, op. cit., s. 36.

23

 

Ibidem.

24

 

A. Sandauer, op. cit., s. 63.

25

 

T. Karpowicz, op. cit., s. 34.

26

 

Ibidem, s. 22.

27

 

K. Dybciak, op. cit., s.485-486.

28

 

L. Eustachiewicz, Liryka [w:] Dwudziestolecie 1919-1939, Warszawa 1982, s. 97.

29

 

J. Trznadel, Wstęp [w:] op. cit., s. XXIX.

30

 

S. Kierkegaard, O równowadze między tym, co estetyczne, i tym, co etyczne [w:] Albo, albo, t. II, 

przeł. K. Toeplitz, Warszawa 1982, s. 340.

31

 

J. Pietrkiewicz, op. cit., s. 328.

32

 

M. Jastrun, op. cit., s. 50.

33

 

T. Karpowicz, op. cit., s. 18.

34

 

A. Sandauer, op. cit., s. 76.

35

 

T. Karpowicz, op. cit., s. 20.

36

 

T. Karpowicz, op. cit., s. 30.

37

 

T. Nyczek, op. cit., s. 16.

38

 

A. Camus, Dwie strony tego samego [w:] Eseje, wyb. i przeł. J. Guze, Warszawa 1971, s.85.

39

 

A. Malraux, Przemijanie a literatura, przeł. A. Tatarkiewicz, Warszawa 1982, s. 137.

background image

40

 

S. Heaney, Zawierzyć poezji. Wykład z okazji przyjęcia Literackiej Nagrody Nobla, przeł. A. 

Szostkiewicz [w:] Zawierzyć poezji, Kraków 1996, s. 292.

41

 

A. Camus, Dwie strony tego samego [w:] op. cit., s. 85.


Document Outline