background image
background image

 

SUZANNE CAREY 

 

Pamięć gór 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

- 1 -

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Tumany żółtych liści uderzały o przednią szybę wozu Kate McCullough. 

Zachmurzone, szare niebo i opustoszały krajobraz Północnej Karoliny pasowały do jej 

dzisiejszego nastroju. Miała wrażenie, że zawalił się właśnie cały jej świat. Zawiodła 

się na kimś, kogo bardzo kochała. Z powodu niewierności jej przystojnego, 

jasnowłosego męża, aktora Dana Greysona, ich krótkotrwałe małżeństwo zakończyło 

się rozwodem. Tutaj, w ciszy gór, Kate pragnęła zapomnieć o przeżyciach ostatnich 

tygodni. 

Miała dwadzieścia cztery lata i pracowała jako asystentka producenta 

filmowego, Jacka Northa. Zanim mogła oficjalnie rozpocząć urlop, musiała jeszcze 

spełnić pewną misję dla Northa. Było to dosyć dziwne zadanie, którego powinien 

podjąć się raczej sam North lub ktoś o podobnym darze przekonywania. Na końcu 

stromej, górskiej drogi mieszkał mężczyzna, który zaszył się na tym odludziu cztery 

lata temu, zrywając niemal wszelkie kontakty ze światem zewnętrznym. 

Kiedy prosiła o urlop, Jack wspomniał mimochodem, że skoro wybiera się do 

Północnej Karoliny, może przy okazji odwiedzić Davida Vine'a. North był ojcem 

chrzestnym Kate, a ona córką sławnego niegdyś reżysera, Artura McCullougha. Nawet 

dla niej jednak tego rodzaju luźna sugestia ze strony Jacka Northa znaczyła tyle co 

rozkaz. 

Peter Sullivan, zdobywca Nagrody Pulitzera, skończył właśnie scenariusz do 

filmu opartego na motywach jego powieści „Pamięć gór". North uważał, że Vine, ze 

swoim zamiłowaniem do górskiego stylu życia, nadaje się idealnie do roli głównego 

bohatera. Był tylko jeden problem. Vine zniknął z hollywoodzkiej sceny cztery lata 

temu po katastrofie samolotowej, w której zginęła jego żona, aktorka Sharon Lorrie, a 

on sam stracił oko. 

W wypadku Vine odniósł także inne obrażenia: miał połamane dwie nogi i 

pękniętą szczękę. Najbardziej jednak bolesna musiała być rana w jego sercu, pomyś-

lała Kate ze współczuciem. Sharon Lorrie, symbol seksu i niezwykle utalentowana 

aktorka, potrafiła równie dobrze grać role komediowe, jak i tragiczne. Ta jasnowłosa 

R S

background image

 

- 2 -

piękność była najważniejszą osobą w życiu Davida Vine'a. Razem tworzyli parę, która 

budziła podziw i zazdrość. Sprawiali wrażenie idealnie dobranego małżeństwa. 

Według słów Jacka, po wyjściu ze szpitala Vine podróżował przez pewien czas 

po Europie, odrzucając wszystkie proponowane mu role. Wreszcie osiedlił się w 

górach Północnej Karoliny. Żył teraz na wybranym z własnej woli odludziu, 

utrzymując kontakty jedynie z mieszkającymi w sąsiedztwie góralami. 

Pisał książkę o ulotności wszelkich związków w świecie filmu. Był to od dawna 

jego ulubiony temat, jeszcze z czasów ich szczęśliwych dni z Sharon Lorrie. 

North uprzedził Kate, że Vine'a nie będzie łatwo skłonić do przyjęcia roli. 

Mogło się to okazać nawet zupełnie niewykonalne. Jack sądził jednak, że Kate, młoda 

i niewinna, ma większe szanse powodzenia w tej misji niż on sam, którego Vine 

zdecydowanie nie lubił. 

Zrobiło się chłodno. Perłowoszary kostium, tak wygodny podczas porannego 

lotu z Los Angeles do Atlanty, teraz w górskim krajobrazie jest zupełnie nie na 

miejscu, zdecydowała Kate. Postanowiła zmienić strój, jeśli w Cabin Creek uda się jej 

znaleźć stację benzynową. 

Od czasów szkoły średniej była wielbicielką talentu Davida Vine'a. Choć 

dawno już nie widziała Vine'a na ekranie, wciąż pamiętała dobrze jego wysoką postać, 

szerokie barki, posępne spojrzenie. 

Kto mógłby zapomnieć jego znakomitą kreację w podwójnej roli Charlesa 

Darnaya i Sydneya Cartona w nagrodzonej na festiwalu współczesnej wersji „Opo-

wieści o dwóch miastach"? Następna rola w „Kłosach poranka" przyniosła mu nagrodę 

Akademii. Był to ostatni film wyreżyserowany przez jej ojca i zarazem ostatni, w 

którym zagrał Vine. Wkrótce potem katastrofa samolotowa na kalifornijskich 

wzgórzach położyła kres karierze Vine'a. David powinien mieć teraz około trzydziestu 

czterech lat, teoretycznie był więc u szczytu swoich aktorskich możliwości. 

Kate postanowiła przekazać Vine'owi propozycję Northa, a potem jak 

najszybciej odjechać. Za około półtorej godziny powinna dotrzeć do Szafirowej Doli-

ny, by tam w spokoju rozmyślać o swoim nieszczęściu przez najbliższe trzy tygodnie, 

aż do powrotu z Europy cioci Jo. 

R S

background image

 

- 3 -

Kilka minut później przejechała przez rozchwiany mostek i znalazła się w 

Cabin Creek. Kilka nie pomalowanych, skleconych byle jak chałup otaczało ponury 

sklep o mało zachęcających witrynach. Przed nim stała pojedyncza, rdzewiejąca 

pompa benzynowa. 

Na werandzie sklepu siedział wielki Wyliniały pies i mały, może 

dziewięcioletni chłopczyk. Chociaż bosy, chłopiec miał na sobie ciepłą wełnianą 

kurtkę. 

- Cześć! - zawołała Kate. Wychodząc z samochodu, drżała lekko. - Czy jest 

tutaj damska toaleta? 

Chłopiec powoli potrząsnął przecząco głową. 

- Nie sądzę - odparł. Popatrzył na nią z namysłem. - Może zapyta pani 

właściciela, pana Jenkinsa, czy pozwoli pani skorzystać ze swojej łazienki. A skąd 

pani jest? - zapytał ciekawie. - Z Knoxville? 

- Nie - odparła. - Z Kalifornii. 

Patrzył na nią, jakby była istotą z, innego świata. Więcej jeszcze ciekawych 

spojrzeń powitało ją wewnątrz, kiedy niepewnie podeszła do dwóch rozmawiających 

przy ladzie mężczyzn. 

- Chłopiec powiedział mi, że będę mogła znaleźć tutaj łazienkę. Chciałam 

przebrać się w dżinsy i ciepły sweter - wyjaśniła, wskazując na trzymaną w ręku 

płócienną torbę. 

- Dokąd jedziesz? - zapytał ciekawie starszy z dwóch mężczyzn, nie przestając 

żuć tabaki i całkowicie ignorując jej pytanie. Drugi, wysoki i łysiejący już, choć nie 

wyglądał na więcej niż trzydzieści lat, nie odrywał od niej wzroku. 

- W góry - odparła. - I zamarznę w tym ubraniu. Mężczyzna milczał przez 

dłuższą chwilę. 

- Możesz skorzystać z magazynu, jeśli chcesz - powiedział wreszcie z pewną 

niechęcią w głosie. - Idź w prawo, a potem do końca korytarza. - Urwał na chwilę. - 

Tam w górach niczego już nie ma. Jedynie opuszczona strażnica i dom Dave'a 

Johnsona. Droga jest ciężka, a pogoda kiepska. Lepiej wracaj tam, skąd przyjechałaś. 

R S

background image

 

- 4 -

Kate zamykała drzwi magazynu z uczuciem niepokoju. Nie miała wątpliwości, 

że jedzie we właściwym kierunku. Jeśli jednak ci ludzie tak zazdrośnie strzegli 

prywatności Vine'a, wiedziała już, jakiego powitania może się spodziewać. 

Wyjęła z torby flanelową, kraciastą koszulę, wytarte dżinsy i wydziergany 

przez siebie wełniany sweter. Na wierzch nałożyła grubą kurtkę z kapturem. Stopy, w 

dwóch parach wełnianych skarpet, wcisnęła w skórzane mokasyny. Odnalazła jeszcze 

wełnianą czapkę i rękawiczki, starając się nie myśleć o tym, kiedy ostatni raz miała je 

na sobie - podczas podróży poślubnej z Danem. 

W przekrzywionym, maleńkim lustrze Kate zobaczyła swą potarganą fryzurę. 

Powodowana impulsem, wyjęła spinki podtrzymujące upięty wysoko kok i jej lekko 

falujące, kasztanowe włosy rozsypały się po ramionach. 

Mężczyźni umilkli, kiedy ponownie pojawiła się w sklepie. 

- Dziękuję raz jeszcze - powiedziała, starając się nie zwracać uwagi na ich 

zaciekawione spojrzenia. 

- Nie macie tu pewnie gorącej kawy? 

- Owszem, mamy. - Właściciel napełnił papierowy kubeczek gorącym płynem. 

- Trzydzieści pięć centów. 

- Przyglądał się Kate z uwagą. - Teraz nie przypominasz już tak bardzo turystki, 

ale lepiej byś pojechała szukać wrażeń gdzie indziej. Zanosi się na burzę, już zaczyna 

padać. 

- Zastanowię się nad tym. - Uśmiechnęła się nonszalancko i wyszła z kawą do 

samochodu. 

Silnik zapalił dopiero po dłuższej chwili.  

Kolejny raz, odkąd wypożyczyła samochód w Atlancie, Kate poczuła 

charakterystyczny zapach benzyny. Wydawało jej się jednak, że silnik pracuje 

normalnie. 

Z każdym kilometrem droga stawała się coraz bardziej stroma i wąska. 

Pokonując ostre zakręty, Kate musiała zwalniać do minimalnej prędkości, za każdym 

razem obawiając się, by nie zgasł silnik. 

Doszła do wniosku, że nie musi wstydzić się za scenariusz, który wiozła dla 

Vine'a. Peter Sullivan był dobrym pisarzem, a historia przedstawiona w scenariuszu 

background image

 

- 5 -

mówiła o odpowiedzialności i wyborach, przed którymi życie stawia każdego 

człowieka. Scenariusz z dużą wrażliwością ukazywał całą złożoność sytuacji 

bohaterów i w żadnym wypadku nie była to tania, szmirowata opowieść. Główna rola 

wydawała się jakby napisana specjalnie dla Vine'a i było bardzo prawdopodobne, że 

mogła mu ona przynieść kolejną nagrodę Akademii. 

Nagłe zgrzyty silnika wyrwały Kate z zamyślenia. Ulewa rozpętała się na 

dobre. Z jednej strony wąskiej, krętej drogi rozciągała się przepaść, z drugiej zaś 

wysoka, skalna ściana. Było już za późno, by zawrócić. Silnik zgasł ostatecznie, kiedy 

dotarła do niepozornej przecznicy. Ustawiony przy niej drogowskaz głosił: Strażnica 

na Niedźwiedziej Górze. 

Może ktoś tam będzie potrafił naprawić samochód i zechce podwieźć ją do 

domu Vine'a. Szczęśliwie raz jeszcze udało się jej uruchomić silnik i ruszyła grząską 

drogą w stronę schroniska. 

Drewniany budynek sprawiał wrażenie opustoszałego. Najprawdopodobniej od 

końca października, kiedy mijało niebezpieczeństwo pożarów, nikt tutaj nie mieszkał. 

Będę musiała zostawić samochód i wrócić pieszo do Cabin Creek, kiedy przestanie 

padać, pomyślała Kate. Albo też pójść dalej. Ostatecznie zdecydowała, że dom Vine'a 

znajduje się bliżej niż rogatki Cabin Creek. 

Rozejrzała się, na przeciwległym końcu podwórza dostrzegając dość obszerną 

szopę. Kiedy zajrzała do środka, stwierdziła, że nadaje się ona doskonale do tego, by 

zostawić w niej na jakiś czas samochód. 

Scenariusz i skórzaną torbę Kate ukryła pod siedzeniem, zabierając ze sobą 

jedynie pieniądze i pierścionek z diamentem, który otrzymała od Dana niespełna 

osiem miesięcy temu podczas ich krótkiego okresu narzeczeństwa. Planowała zwrócić 

Danowi pierścionek, na razie jednak uznała, że jest to klejnot zbyt cenny, by mogła tak 

po prostu zostawić go w samochodzie. 

Jeszcze tylko krótki, choć nieprzyjemny spacer, przekaże Vine'owi propozycję 

Jacka, znajdzie jakiegoś mechanika i będzie mogła odjechać w stronę Szafirowej 

Doliny. Idąc w zamyśleniu do drzwi, Kate nadepnęła na oparte o ścianę grabie i ich 

trzonek uderzył ją mocno w głowę. 

R S

background image

 

- 6 -

Oparła się o samochód, masując obolałą skroń. Pociemniało jej w oczach i 

przez chwilę sądziła, że zemdleje. Minęło kilka minut, zanim wreszcie wstała, wzięła 

wiszące na ścianie żółte poncho i ruszyła w górę stromej ścieżki. 

Krople deszczu spływały po jej twarzy niczym łzy. Dan, rozpaczała w duchu, 

dlaczego ja ci nie wystarczyłam? Czy nasza przysięga małżeńska nie miała żadnego 

znaczenia? 

Teraz nie była już pewna, czy ona w ogóle go kochała. Może po prostu 

potrzebowała kogoś bliskiego po śmierci ojca. Ciotka Jo wciąż podróżowała po 

świecie i praktycznie do czasu ślubu z Danem Jack był jej jedynym krewnym. Skroń 

bolała Kate coraz mocniej. Ogarniała ją senność, miała ochotę przytulić się do jednego 

z kamiennych głazów, położyć głowę na miękkiej poduszce mchu. Szła jednak dalej 

nękana wspomnieniami o Danie i Lindzie, całujących się w filmowym studio. 

- Jeśli chcesz go zatrzymać, obawiam się, że będziesz musiała dzielić swego 

męża z innymi kobietami - oznajmiła bezczelnie Linda, zanim jeszcze Dan zdołał 

powiedzieć choć słowo. - Jest zbyt wspaniałym mężczyzną, byś mogła cieszyć się nim 

sama. 

Kate odwróciła się i uciekła, nie dość jednak szybko, by nie usłyszeć 

gardłowego śmiechu Dana. Miała wrażenie, że słyszy go i teraz, wspinając się 

kamienistą ścieżką. Zapadał zmrok i z coraz większym trudem rozróżniała w 

ciemności drogę. Mężczyzna, do którego szła, musiał mieszkać o wiele dalej, niż 

początkowo przypuszczała. Pośród gęstych drzew nie widziała w oddali blasku nawet 

pojedynczego światełka, Davida... Davida... w tej chwili nie potrafiła sobie 

przypomnieć jego nazwiska... mogło nie być w tej chwili w domu. Ma mu coś dać... 

ale co? 

Czuła w głowie całkowitą pustkę, skroń pulsowała boleśnie. Odwróciła się 

nagle, słysząc za sobą warkot silnika. Światła oślepiły ją na moment, a zaraz potem 

usłyszała pisk hamulców. 

Trzask drzwiczek i po chwili silne ręce chwyciły ją za ramiona. 

- Co tu robisz? Nie masz nawet latarki. Mogłem cię zabić i byłaby to wyłącznie 

twoja wina. 

Głęboki, męski głos docierał do niej jak ze snu.  

R S

background image

 

- 7 -

Oślepiona światłami samochodu nie widziała twarzy mężczyzny. Ubrany w 

kurtkę z kapturem, wydawał się bardzo wysoki i barczysty. 

- Muszę iść... w górę - powiedziała niepewnie. - Mam odnaleźć Davida... 

Davida... Nie pamiętam... 

- Nazywam się David Johnson, a to teren mojej posiadłości - odparł oschle. - 

Czy mogłabyś powiedzieć mi przynajmniej, kim jesteś? 

Kate zawahała się. Czuła, jak powoli ogarnia ją panika. 

- Nie wiem... 

Rysy Johnsona złagodniały trochę. Oślepiony reflektorami, pociągnął Kate na 

bok, by przyjrzeć się jej twarzy. W jego oczach widziała niedowierzanie. 

- Co to za gra? - zapytał ostro. Potrząsnęła głową, podnosząc dłonie do skroni. 

- To nie gra - szepnęła, tłumiąc łkanie. - Chyba się zgubiłam. Boli mnie głowa. 

Czy... mógłbyś mi pomóc? 

Przyjrzał się Kate uważnie, dotykając delikatnie twardego zgrubienia na jej 

skroni. 

- Wygląda dosyć paskudnie. - Objął ją ramieniem. - Chodź, wysuszysz się u 

mnie, a potem pomyślimy, co z tobą zrobić. 

Chwilę później siedziała już obok niego w dżipie, podczas gdy mężczyzna 

pokonywał sprawnie ostre zakręty górskiej drogi. Po kilku minutach zatrzymali się 

przed surowo wykończonym drewnianym domkiem przytulonym do skalnej ściany. 

David Johnson wyłączył silnik i obszedł samochód, by pomóc jej wysiąść. 

Ogromny owczarek wybiegł im na spotkanie, szczekając radośnie. 

- Cześć, Laurel - przywitał psa mężczyzna głębokim, dźwięcznym głosem. W 

tym samym momencie złapał Kate, która potknęła się i oparła mocno o niego. 

- Może lepiej zaniosę cię do domu - powiedział, biorąc ją na ręce. W jakiś 

sposób David Johnson zdołał otworzyć ciężkie, dębowe drzwi domu, wciąż trzymając 

ją w ramionach. W pokoju panowały nieprzeniknione ciemności. Odnajdując w mroku 

drogę, mężczyzna doniósł ją do kanapy i tam usadził. 

- Nie mam tu elektryczności - wyjaśnił. Usłyszała trzask zapałki, a potem 

zapłonął ogień w dużym kamiennym kominku. Chwilę później David Johnson 

R S

background image

 

- 8 -

przyklęknął przy niej, pomagając Kate zdjąć ciężkie od wody poncho i przemoczone 

buty. 

- Muszę wyjść na moment do dżipa. Poczekaj tutaj i nie zasypiaj. 

W blasku ognia widziała teraz wyraźnie wysoki pokój. Podłogę z drewnianych 

desek przykrywały stare, orientalne dywany. Pośrodku stała olbrzymia, 

ciemnogranatowa sofa, a w rzędzie czarnych teraz okien tańczyły cienie znajdujących 

się w pokoju przedmiotów. 

Próbując odegnać sen, Kate oglądała z zaciekawieniem każdy sprzęt. 

Zauważyła wiele antyków, duży zegar z kukułką i ogromne biurko założone 

książkami. Obok stały jeszcze dwa regały również wypełnione książkami. Na 

skórzanym krześle leżał niewielki strunowy instrument przypominający lutnię. 

Mężczyzna wnosił kartonowe pudła do drugiego pomieszczenia. Przez 

uchylone drzwi Kate dostrzegła płomień naftowej lampy. Najprawdopodobniej tam 

właśnie znajdowała się kuchnia. 

Nagle znów wstrząsnął nią dreszcz. Mężczyzna nazywa się David Johnson, tak 

jej powiedział. Wciąż jednak nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na jego pytanie: jak 

brzmi jej własne nazwisko? 

Zobaczyła pochyloną nad sobą twarz swojego gospodarza. 

- David... - zaczęła, ogarnięta rozpaczą - panie Johnson. Czy widział mnie pan 

kiedyś? Czy wie pan, kim jestem? 

Potrząsnął głową. 

- Mów do mnie po prostu: David - odpowiedział, ocierając łzę z jej policzka. 

Delikatnie zdjął jej wilgotną czapkę i rękawiczki. Okrył Kate grubą, pikowaną kołdrą. 

- Nie zasypiaj - poprosił. - Możesz mieć lekki wstrząs mózgu. Spróbuję przez 

radio sprowadzić dla ciebie jakąś pomoc medyczną. Dowiem się też, czy ktoś nie 

poszukuje zagubionej, przemoczonej dziewczyny z błyszczącymi złotem włosami. 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 9 -

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Mężczyzna zdjął kurtkę. Jego szerokie ramiona okrywał miękki, kaszmirowy 

sweter. Podobnie jak Kate miał na sobie sprane, niebieskie dżinsy. Kiedy odwrócił się, 

zauważyła jego piękne, jasnoniebieskie oczy pod zasłoną ciemnych rzęs. 

Kruczoczarne włosy połyskiwały w ogniu nitkami srebrnej szarości. 

- Tu David Johnson ze stacji Niedźwiedzia Góra do Wayah District. Odbiór - 

powiedział, wciskając przycisk niewielkiej krótkofalówki. 

Przez chwilę w pokoju słychać było jedynie trzaski. 

- Ned Thornton - nadeszła wreszcie odpowiedź. 

- Co mogę dla ciebie zrobić? 

- Siedzi koło mnie młoda kobieta, która twierdzi, że się zgubiła i... nie pamięta 

swojego nazwiska. Czy nie macie raportów o jakichś zaginionych osobach? 

- O niczym nie słyszałem. - Głos ucichł na chwilę. 

- Skontaktuję się ze stacją ratowników i dam ci znać. Czy ta kobieta potrzebuje 

lekarza? 

David Johnson zawahał się przez moment. 

- Może mieć niewielki wstrząs mózgu - powiedział - jeśli jej historia z utratą 

pamięci nie jest tylko mistyfikacją. 

Kate poderwała się, a potem znów opadła na kanapę, czując nagły ból głowy. 

Nie słyszała części rozmowy. Mężczyźni mówili coś o powodzi w Cabin Creek. 

- Nie ma rannych, ale co najmniej do poniedziałku dziewczyna musi zostać u 

ciebie. Jeśli uznasz to za konieczne, możemy wysłać po nią helikopter. 

Mężczyzna w szarym swetrze milczał przez dłuższą chwilę. 

- Będę o tym pamiętał - odpowiedział. - Skontaktuj się z ratownikami, proszę. 

Będę wdzięczny. Bez odbioru. 

David Johnson znów pochylił się nad Kate. 

- Czy czujesz się trochę lepiej? - zapytał. W jego niebieskich oczach widziała 

troskę, ale też niedowierzanie. Kiedy uniósł lekko brwi, dojrzała delikatną bliznę tuż 

ponad jego lewym okiem. 

R S

background image

 

- 10 -

- Wciąż boli mnie głowa - odparła. - I naprawdę niczego nie pamiętam. - Jej 

usta drżały leciutko. - Gdyby pan wiedział, panie Johnson, jaka jestem przerażona... 

Jego rysy złagodniały. 

- Davidzie - poprawił ją. 

- Słyszałam o moście. Bardzo mi przykro, że stałam się dla ciebie takim 

ciężarem. Gdybym tylko znalazła jakieś inne miejsce, gdzie mogłabym przeczekać 

burzę... 

Spojrzał na nią uważnie. 

- To raczej ja powinienem cię przeprosić - powiedział z wahaniem. - Zdaje się, 

że stałem się dosyć podejrzliwy w stosunku do obcych. 

Przysiadł obok Kate na brzegu kanapy, roztaczając wokół zapach lasu i 

mocnego tytoniu. 

- Nie żałuję, że jesteś tutaj - powiedział, ujmując dłonią jej podbródek. 

Delikatnie dotknął wargami ust Kate. 

Mimo bólu głowy i złego samopoczucia jakaś cząstka jej duszy rwała się ku 

niemu. Niemal bezwiednie objęła szyję Davida. 

- Nieczęsto miewam takich gości - powiedział, a potem jego głos znów stał się 

bezosobowy, jakby mężczyzna przypomniał sobie nagle okoliczności ich spotkania. - 

Nie jestem chyba najlepszym gospodarzem. - Wciąż trzymał ją za brodę w ten 

niepokojący sposób. - Czy masz mdłości? Widzisz podwójnie? 

Potrząsnęła głową. Dotknął dłonią czoła Kate. 

- Nie masz też gorączki, choć to prawdziwy cud. - Wyjął z kieszeni pudełko 

zapałek i zapalił jedną z nich. - Patrz na płomień. Najpierw prawym okiem, potem 

lewym. 

Posłuchała go. Pokiwał głową. 

- Źrenice jednakowej wielkości, nie powiększone.  

Serce Kate wciąż biło niespokojnie i kiedy odezwała się, jej słowa zabrzmiały 

bardziej ostro, niż tego chciała. 

- Jeśli jesteś lekarzem - spytała - dlaczego sam nie mógłbyś udzielić mi pomocy 

medycznej? 

W jego spojrzeniu znów dostrzegła podejrzliwość. 

R S

background image

 

- 11 -

- Wiesz doskonale, że nie jestem lekarzem. 

- Może powinnam to wiedzieć, ale nie wiem. I mówię prawdę. - W jej oczach 

zalśniły łzy. 

- Daj mi rękę - zażądał. Sprawdzał puls Kate, licząc po cichu. 

- Trochę przyśpieszony - oznajmił. - Ale może to z powodu tego, co stało się 

przed chwilą. - Kate zaczerwieniła się. 

- Gdybym rzeczywiście był lekarzem, nie mieszkałbym na tym odludziu, lecz w 

dolinie. Tam moja wiedza mogłaby się komuś przydać. 

- Nie wątpię, że tak właśnie postąpiłbyś - odparła Kate, przypominając sobie ich 

delikatny pocałunek. 

Przez chwilę siedzieli w milczeniu. 

- Twoje ubranie przemokło całkiem mimo tego grubego poncha - przerwał ciszę 

David. - Dam ci szlafrok, a twoje rzeczy wysuszymy przy ogniu. Wyjdę, żebyś mogła 

się przebrać. Lepiej, żebyś nie chodziła zbyt dużo. 

Zdejmując kurtkę, sweter i bluzkę, Kate czuła się lekko zawstydzona. Jej 

gospodarz mógł wrócić w każdym momencie. Dopiero po dłuższej chwili zdecydo-

wała się zdjąć także dżinsy, skarpetki i atłasową bieliznę z koronkowym 

obramowaniem, która dziwnie nie pasowała do jej prostego, sportowego stroju. 

Owinęła się szlafrokiem przesiąkniętym zapachem Davida Johnsona i starannie 

złożyła na stole swoje ubranie. Potem, przykryta kołdrą, patrzyła w ogień, rozmyślając 

o tym, co się jej przydarzyło. Pośród innych rozważań najwyraźniejsze było 

wspomnienie dotyku ust Davida Johnsona na jej wargach. Kiedy powrócił, Kate 

zapadała już w lekką drzemkę. Podał jej emaliowany kubek. 

- Wypij to - powiedział. - Podgrzałem dla ciebie whiskey z wodą i cukrem. Nie 

chcę jednak, żebyś zasnęła. 

- Dlaczego? - Jej wzrok przyciągały zmysłowe usta mężczyzny i jego 

magnetyczne oczy. Zastanawiała się, czy pocałuje ją jeszcze raz. Byli sami na szczycie 

góry. - Głowa boli mnie już znacznie mniej i jestem naprawdę bardzo zmęczona... 

- Czasami ludzie ze wstrząsem mózgu zasypiają, a potem tracą przytomność. - 

Uśmiechnął się, widząc jej przerażenie. - To na pewno nie przydarzy się tobie, ale na 

wszelki wypadek nie zasypiaj, tylko rozmawiaj ze mną. 

R S

background image

 

- 12 -

Z posępną miną Kate wypiła kolejny łyk whiskey. Na chwilę powróciło do niej 

wspomnienie kawy w papierowym kubku. Siedziała w czerwonym samochodzie... Po 

chwili wszystko rozpłynęło się we mgle niepamięci. 

- Czy przypomniałaś sobie cokolwiek? - zapytał, przyglądając się jej z uwagą. 

Skinęła głową. 

- Tak, lecz to był jedynie pojedynczy obraz. Nie wiem dlaczego ani gdzie to się 

działo... 

Pogładził jej ramię. 

- Odpocznij. Niedługo wszystko sobie przypomnisz. 

Whiskey miała mocny, nie znany jej smak i Kate szybko oddała Davidowi 

kubek, zdając sobie sprawę, że z pewnością nie jest przyzwyczajona do picia alkoholu. 

- I co teraz? - spytała. 

Mężczyzna spojrzał na jej poskładane ubrania. 

- Czy mógłbym przejrzeć twoje rzeczy? Może to naprowadzi nas na jakiś trop? 

- spytał nieśmiało. - Możesz powiedzieć „nie", jeśli wolisz, bym tego nie robił. 

W kieszeni kurtki znalazł pudełko zapałek i list bez koperty. 

- Zapałki są z Rajskiego Zakątka, z Tahoe City w Kalifornii. Myślę, że to kurort 

narciarski - powiedział. - Czy to niczego ci nie przypomina? 

Potrząsnęła przecząco głową. 

- A co z listem? 

- Może lepiej sama go przeczytasz. - Podał jej kartkę. 

Bezwiednie rozejrzała się wokół, a potem spojrzała bezradnie na Davida. 

- Chyba używam okularów do czytania. 

- Nie mogę uwierzyć, że te piękne oczy widzą tak słabo. 

Kate spłoniła się zawstydzona. 

- Przeczytaj sam, proszę. 

David rozłożył podaną mu kartkę. 

- Cóż - odezwał się po chwili. - Chyba nie będę już nazywać ciebie: „kobietą", 

chociaż podoba mi się to określenie. Zakładając, że ten list adresowany jest do ciebie, 

masz na imię Kate, nie Kathryn, Kathleen czy Kathy, lecz „Kate, najśliczniejsza Kate 

w chrześcijańskim świecie, Kate, córka Kate Hall, najzgrabniejsza Kate..." 

R S

background image

 

- 13 -

Kate słuchała go w zamyśleniu. 

- To Szekspir, prawda? - spytała, podnosząc na niego wzrok. - Kim jesteś? 

- Wydaje mi się - odparł oschle David - że tego właśnie mieliśmy dowiedzieć 

się o tobie. Czy mam przeczytać list? 

List napisała do Kate dziewczyna o imieniu Tyke, najwyraźniej koleżanka ze 

szkoły, która obecnie pracowała w agencji reklamowej w Chicago. Niestety w liście 

nie było ani nazwiska dziewczyny, ani nazwy agencji. List wspominał o ich wspólnej 

przyjaciółce Barbarze, a także o jakimś Danie. „Chcę koniecznie spotkać się z wami, 

kiedy ty i twój blond supermen wybierzecie się wreszcie w te strony" napisała 

entuzjastycznie Tyke. 

David spojrzał uważnie na Kate. 

- Kim jest Dan? - zapytał z udawaną swobodą. 

- Nie mam pojęcia. - Wzruszyła ramionami. 

Kiedy była tak blisko tego wspaniałego, ciemnowłosego mężczyzny, ktoś 

nazwany w liście supermanem nie wydawał się pociągający. Prawdę mówiąc, ów Dan 

jawił się jej jako krzepki osiłek, który nie mógł być zbyt interesującym człowiekiem. 

- Możemy obdzwonić wszystkie agencje reklamowe w Chicago i sprawdzić, 

czy ktoś tam ciebie nie zna - stwierdził David z lekko ironicznym uśmiechem. 

- Zapłaciłbyś potem horrendalny rachunek telefoniczny - zauważyła Kate, 

dopiero po chwili przypominając sobie, że David nie ma telefonu. Wyobraziła sobie, 

jak na zmianę próbują skontaktować się z Chicago, korzystając z krótkofalówki. 

Rozśmieszył ją ten pomysł. 

- Co cię tak rozbawiło? - zapytał, a potem sam się uśmiechnął, kiedy Kate 

powiedziała mu o swoim pomyśle. 

- Wyglądasz prześlicznie, kiedy twoja twarz rozjaśnia się w ten sposób. Czy 

wiedziałaś o tym, Kate? - spytał. - Zastanawiam się, kim jest Dan - dodał po chwili. - 

Czy to twój narzeczony, a może tylko tak zwany „przyjaciel? 

Kate znów się zaczerwieniła. 

- Nie sądzę, że jestem zaręczona i nie uważam, by... to drugie było 

prawdopodobne. To zdecydowanie nie w moim stylu - oświadczyła z naciskiem. 

Chwilę później David znalazł w kieszeni dżinsów Kate brylantowy pierścionek. 

R S

background image

 

- 14 -

- Od Dana? - spytał, oglądając mieniący się w blasku ognia diament. 

Kate niechętnie wzięła do ręki pierścionek. 

- Może to pamiątka rodzinna. 

- Wątpię. Nie znać na nim patyny czasu. - David spojrzał na nią z uwagą. - 

Może masz męża, który niedługo sforsuje wpław rzekę, by ciebie odnaleźć. 

- Nie sądzę. Chyba nie jestem mężatką. Przecież nie mam obrączki. 

- Cóż, jeśli nie chcesz nałożyć pierścionka, możesz położyć go tutaj razem z 

innymi rzeczami. - Wskazał na stojącą obok glinianą, ręcznie zdobioną misę. 

- Zdaje się, że nie masz też portfela. 

Kiedy przejrzał już jej rzeczy, podniósł się, by dołożyć do ognia kolejne polano. 

Przez chwilę stał tyłem do Kate zagubiony we własnych myślach. Potem odwrócił się 

do niej, jakby nagle podjął jakąś ważną decyzję. 

- Chcę zaproponować coś niekonwencjonalnego i może nawet nieetycznego - 

zaczął, patrząc prosto w oczy Kate. - Jest to jednak jedyne praktyczne rozwiązanie, 

które pozwoli mi przespać się choć trochę dzisiejszej nocy. 

Czekała w napięciu na jego dalsze słowa. 

- Muszę obserwować cię przez cały czas, by zauważyć natychmiast, gdyby twój 

stan miał się pogorszyć - mówił dalej. - Muszę być w pobliżu, na wypadek gdybyś 

mnie potrzebowała. Nie mam jednak ochoty spędzić tej nocy siedząc na krześle. 

- C-co więc proponujesz? - zająknęła się Kate. 

- Żebyś przesunęła się trochę, zostawiając dla mnie kawałek miejsca. Obiecuję, 

że będziesz przy mnie bezpieczna jak w kościele, nawet jeśli wolałbym, by było 

inaczej. 

Przez chwilę Kate rozważała jego propozycję. Nie miała na sobie niczego 

oprócz welurowego szlafroka Davida, wiedziała też, że są tutaj zupełnie odcięci od 

reszty świata. 

- Zgoda, skoro uważasz, że to dobry pomysł - usłyszała własny głos. - Nie 

chciałabym pozbawić cię możliwości odpoczynku. 

- Często śpię tutaj przed kominkiem - powiedział David tym samym co 

poprzednio tonem. Jego głos nie zdradzał żadnych emocji. 

R S

background image

 

- 15 -

Sofa była wyjątkowo szeroka. Kate odsunęła się na bok najdalej, jak tylko 

mogła, lecz i tak czuła dotyk jego ciała. 

- Możesz położyć głowę na moim ramieniu, jeśli chcesz - David odezwał się po 

chwili. - Nie ma w tej propozycji nic zdrożnego, to tylko zwykły, opiekuńczy odruch. 

Z głową opartą na barku Davida Kate słyszała bicie jego serca. David uścisnął 

lekko jej rękę. 

- Czy nie jest nam teraz lepiej, Kate? - zapytał głębokim, ciepłym głosem. - Czy 

czujesz się bezpieczna? 

- Tak - szepnęła. - Chociaż to takie dziwne, że dzielę łóżko z kimś, kogo 

właściwie nie znam. 

- Mnie zaskakuje coś innego. Zakłóciłaś moją samotność, a ja cieszę się z tego. 

Jest mi naprawdę przyjemnie leżeć przed kominkiem, trzymając cię w ramionach. 

Przez pewien czas leżeli w ciszy przerywanej jedynie tykaniem starego zegara i 

szumem deszczu za oknem. 

- Kim jest Dan? - spytał. Tym razem nawet beztroski ton głosu nie był w stanie 

ukryć jego niepokoju. 

Słowa Davida wyrwały Kate z zamyślenia. 

- To ktoś, kogo niezbyt lubię - odparła z przekonaniem, a potem się zawahała. - 

Przynajmniej wydaje mi się, że tak jest. 

Milczał przez chwilę. 

- Sądzisz, że pierścionek dostałaś od niego? 

- Nie wiem - odpowiedziała cicho. - Ale nie ma to dla mnie znaczenia. 

- Kiedyś także podarowałem pewnej osobie pierścionek z brylantem - David 

mówił teraz równie cicho jak Kate. - Ale los nie był dla mnie łaskawy. Praw-

dopodobnie nigdy nie będę już w takiej sytuacji. Teraz jednak wybrałbym zupełnie 

inny kamień... szmaragd z Północnej Karoliny. 

Czy był żonaty, teraz lub kiedyś? Dom sprawiał na Kate wrażenie, jakby nie 

mieszkała w nim żadna kobieta. Za oknem wciąż padał deszcz. Przytulona do Davida, 

Kate zdała sobie nagle sprawę, że nękający ją ból głowy ustąpił niemal całkowicie. 

R S

background image

 

- 16 -

- Kiedy spotkaliśmy się na drodze - zaczął mówić David, odwracając się na bok 

i obejmując Kate ramieniem - powiedziałaś, że idziesz na górę, by spotkać kogoś o 

imieniu David. 

Czuła na policzku jego ciepły oddech. 

- Odniosłem wrażenie, że szłaś tu specjalnie, by spotkać się ze mną. Wciąż 

zastanawiam się, po co. 

Był tak blisko niej. W jego ramionach czuła się dobrze i bezpiecznie. 

- Ale nie znasz mnie? 

- Davidzie. - Tak przyjemnie było wypowiadać jego imię. - Przysięgam, że nie 

próbuję cię oszukiwać. Może nie wiem, kim jestem, ale wiem, że nie potrafiłabym 

postąpić w ten sposób. Kiedy tylko coś sobie przypomnę, powiem ci wszystko, czego 

będziesz chciał się dowiedzieć. Obiecuję. 

Potrząsnął lekko głową. Jego oczy wydawały się teraz ciemne i poważne. 

- Wybacz mi, Kate. - W głosie Davida brzmiała skrucha. - W jakiś sposób 

czuję, że mogę ci zaufać. Ale... tyle razy już się zawiodłem... Życie nauczyło mnie 

ostrożności. 

- Dobrze - odparła łagodnie Kate. - Nie rozumiem tego, ponieważ nie znam 

twojej przeszłości, podobnie jak i swojej własnej. Widzę jednak, że nie ma to nic 

wspólnego ze mną. 

- Ależ ma, Kate, czyżbyś tego nie wiedziała? 

Z niesłychaną delikatnością jego usta odnalazły jej wargi. Objął ją, przyciągając 

mocno do siebie. Już po chwili namiętność wzięła górę nad innymi emocjami. 

Przylgnęła do niego ciasno, odwzajemniając pocałunek z tą samą pasją. Potem 

mężczyzna odchylił się do tyłu i spojrzał na Kate. 

- Przepraszam - powiedział. - Obiecywałem sobie, że nie zrobię tego. 

W oczach Kate zalśniły łzy. 

- Nie... próbowałam cię powstrzymać. Kiwnął głową. 

- Całowałaś mnie tak, jakbyś... podobnie jak ja nie potrafiła nad tym 

zapanować. 

Zanim zdążyła odpowiedzieć, położył lekko palec na jej ustach. 

R S

background image

 

- 17 -

- Nie mów nic, Kate - powiedział. - To nie powtórzy się więcej. Przynajmniej 

nie dzisiaj. Możesz wierzyć lub nie, ale jesteś ze mną bezpieczna. Najlepiej postaraj 

się zasnąć. 

 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Przez chwilę rozglądała się wokół, mając wrażenie, że wciąż jeszcze śni. Potem 

wróciły do niej wydarzenia ostatniej nocy. 

Miała na imię Kate, choć wciąż nie pamiętała swojego nazwiska, i spędziła noc 

w ramionach Davida Johnsona. Mężczyzny, który całował ją tak, jak nikt dotąd. 

Nagle zdała sobie sprawę, że poły jej welurowego szlafroka są lekko 

rozchylone. Poprawiając go szybko, Kate zastanawiała się, jak wiele mógł zobaczyć 

David Johnson, kiedy wstawał rano. 

Owinąwszy ramiona kołdrą, usiadła, rozglądając się po pokoju. Jasne, sosnowe 

deski podłogi odbijały promienie słońca. W jasnym świetle błyszczały też ciemne 

meble, biurko, regały, kilka starych komód. Obok kominka, na starej, pięknie 

rzeźbionej ławie, Kate zauważyła swoje starannie rozłożone ubrania. Na samym 

środku suszyła się jej jedwabna bielizna. Pośpiesznie odrzuciła kołdrę i wstała, by 

zebrać swoje rzeczy. 

Po chwili w pokoju pojawiła się Laurel, machając radośnie ogonem, a tuż za nią 

David Johnson. 

- Nie mogę odejść od kuchni. Kiedy gotuje się na drewnie, nie wolno nawet na 

moment zostawić ognia. Łazienka jest na górze - powiedział, po czym znów zniknął za 

kuchennymi drzwiami. 

Przez chwilę Kate stała w zamyśleniu. Potem ruszyła w górę stromych schodów 

przykrytych ciemnogranatowym dywanem. Łazienka okazała się mała i niezwykle 

czysta. Jedynym charakterystycznym akcentem w tym skromnie urządzonym 

pomieszczeniu była ściana wyłożona kamieniem przypominającym mikę. 

Kate wrzuciła swoją bieliznę do umywalki. Wyprała ją szybko, a potem 

powiesiła na wieszaku obok ręczników. Prawdopodobnie nie pierwszy raz wiszą tutaj 

R S

background image

 

- 18 -

damskie figi, pomyślała. Znalazła szorstki ręcznik pozostawiony dla niej przez 

Johnsona i kartkę przyczepioną do stojącej samotnie w szklance szczoteczki do 

zębów: „Użyj jej, jeśli chcesz. Ja nie mam nic przeciw temu". 

Zdecydowała się skorzystać z jego propozycji. Pożyczyła także grzebień swego 

gospodarza, po czym przejrzała się w małym, zawieszonym nad umywalką lusterku. 

Nie wyglądam na więcej niż osiemnaście lat, stwierdziła z niesmakiem Kate, 

pamiętając, że, jak wynikało z listu Tyke, dawno już zdała maturę. Wczorajszy guz był 

teraz wielkim, fioletowym siniakiem. Niezbyt zachwycona swoim wyglądem, szybko 

ubrała się i wyszła z łazienki. 

Śniadanie jest już zapewne gotowe, pomyślała, powinnam zejść na dół. Jednak 

ogarnięta ciekawością skierowała się zamiast tego w stronę otwartych drzwi sypialni 

Davida. Wystrój pokoju był iście spartański. Ogromne, mosiężne łóżko stało pod 

kamienną ścianą, w której iskrzyły się drobinki miki. Gruba futrzana narzuta leżała 

schludnie złożona w nogach łóżka. Każda rzecz znajdowała się na swoim miejscu i 

Kate również tutaj nie zauważyła żadnych drobiazgów świadczących o obecności w 

tym domu kobiety. 

Zawstydzona własną ciekawością, szybko zeszła na dół. Smakowite zapachy 

zwabiły ją do kuchni, ku jej zaskoczeniu bardzo funkcjonalnie urządzonej. 

Półki z porcelaną, szkłem i słoikami zawierającymi przetwory zamontowano 

wzdłuż wszystkich ścian. Na wprost drzwi wisiały proste w kształcie i najwyraźniej 

często używane miedziane garnki i patelnie. Słoiki z makaronem, suszoną soczewicą i 

ziołami zdobiły kamienny parapet. 

Kate była najbardziej zaskoczona, widząc zawieszoną w oknie kraciastą 

zasłonkę a na stole obrus o podobnym wzorze. Zdecydowanie kobiecy akcent, 

pomyślała, lecz po chwili już nie była pewna, czy ma rację. 

- Dzień dobry, Kate - powitał ją David, zdejmując z kuchennego piecyka 

staroświecki z wyglądu imbryk do kawy. Zaprosił Kate do stołu, odsuwając dla niej 

gięte krzesło z wiśniowego drewna. - Zaczekaj - poprosił, kładąc jej rękę na ramieniu. 

- Obejrzymy najpierw twój guz. 

- I jak? - spytała, czując na czole niezwykle przyjemny dotyk ciepłej dłoni 

Davida. 

R S

background image

 

- 19 -

- Ma paskudny kolor, ale nie wygląda tak źle, jak wczoraj. - Zamilkł na 

moment, wciąż nie zdejmując ręki z jej ramienia. - Właściwie, tak naprawdę, nie 

przywitaliśmy się jeszcze. - Nieoczekiwanie pocałował delikatnie jej usta. 

Kate ogarnęła panika. Czuła się tak bezbronna w obecności tego mężczyzny... 

Nie potrafiła oprzeć się jego pieszczotom. 

- Proszę - odezwała się. - Wolałabym, żebyś... 

- Przepraszam. - Jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu. - Ale jestem tylko 

człowiekiem. Nie mogę oprzeć się pokusie pocałowania ciebie, kiedy patrzysz na mnie 

w ten sposób. 

Jej policzki wciąż były jeszcze zaróżowione, kiedy David postawił na stole 

półmisek ze stekami. Kate spojrzała na niego zdziwiona. 

- Nie wiem jak ty, lecz ja nie jadłem wczoraj kolacji - wyjaśnił. - Poza tym dziś 

jest niedziela. Jedz. 

Przez pewien czas jedli w milczeniu. Kate musiała przyznać, że i steki, i jajka 

były przyrządzone wyśmienicie, dokładnie tak jak lubiła. Zaskoczona stwierdziła po 

chwili, że także kawa Davida smakuje doskonale. 

- Skorupki jajka w dzbanku? - spytała. 

- Tak. Ty także przyrządzasz kawę w ten sposób? 

- Parzyliśmy ją tak w starym domu taty podczas wakacji w... - Zamilkła nagle. - 

Och, Davidzie! - wykrzyknęła z rozpaczą. - Już niemal coś sobie przypomniałam, a 

potem znów wszystko rozpłynęło się we mgle. 

Zmarszczył na moment brwi, jakby nie do końca wierzył jej słowom, jakby 

uważał, że tym razem to ona zapomniała się na chwilę. Potem jednak nakrył ręką jej 

dłoń. 

- Nie śpiesz się - powiedział łagodnie. - Wszystko sobie przypomnisz. Na razie 

jest niedziela i musimy pójść na łąkę. 

Spojrzała na niego zdumiona, lecz David nie chciał powiedzieć nic więcej. 

- Zaczekaj, sama zobaczysz. 

Po śniadaniu Kate pomogła Davidowi sprzątnąć i zmyć naczynia. 

- A teraz - powiedział, biorąc z wieszaka kurtkę i leżący obok stary indiański 

koc - lepiej nałóż sweter. 

R S

background image

 

- 20 -

David prowadził ją wąską, obsypaną sosnowymi igłami ścieżką. Szli w górę po 

dywanie kolorowych liści strąconych jesiennym wiatrem. Gdzieniegdzie ścieżka 

stawała się stroma i błotnista, czasem pod poszyciem liści wyczuwali stopami twarde, 

ostre krawędzie głazów. Po kilku minutach droga stała się bardziej płaska, mogli więc 

iść obok siebie, trzymając się za ręce. 

- Ofiaruję ci bukiet kwiatów, pod warunkiem, że nie każesz mi ich zrywać. - 

David zatrzymał się, wskazując dłonią rozciągające się poniżej zbocze góry. 

Tam w plamie słońca pomiędzy pniami drzew Kate zauważyła różowe smukłe 

kwiatki o długich, ostro zakończonych liściach i grubych, żółtych środkach. 

- Są piękne - szepnęła. 

- To astry. Za tydzień przekwitną. Najbardziej podobają mi się tutaj, gdzie jest 

ich prawdziwe miejsce, a nie w czyimś wazonie czy ogrodzie. 

Po następnych dziesięciu minutach wspinaczki dotarli do miejsca nazwanego 

przez Davida łąką. W rzeczywistości, jak wyjaśnił, była to polana wykarczowana po 

to, by zapobiec rozprzestrzenianiu się ognia w razie pożaru. 

Właściwie nie było nic nadzwyczajnego w tej gęstwinie trawy i pni wyciętych 

drzew. Jednak rozciągający się stąd widok zachwyciłby nawet największego znawcę i 

miłośnika gór. David rozłożył na trawie koc i usiadł, opierając plecy o nisko ścięty 

pień. 

- Nie przyłączysz się do mnie? - zapytał, zapraszającym gestem wskazując 

miejsce koło siebie. 

Kate przysiadła nieśmiało obok Davida. 

- Czy przychodzisz tutaj co niedziela? 

- Kiedy tylko nie ma wielkiej ulewy lub śnieżnej zawiei. 

- Dlaczego w niedzielę? Wzruszył ramionami. 

- Nie wiem. Może to miejsce jest dla mnie jak kościół, gdzie czuję się cząstką 

wszechświata, gdzie wsłuchuję się w głos Stwórcy. 

Przez długi czas siedzieli w milczeniu, podziwiając panoramę gór i słuchając 

szumu wiatru. Może nie wiem, kim jestem, pomyślała Kate, opierając głowę na 

ramieniu Davida, wiem jednak, że nigdy w życiu nie czułam się szczęśliwsza. 

R S

background image

 

- 21 -

- Podoba ci się tutaj, prawda? - zapytał wreszcie David, w ten 

charakterystyczny, niepokojący sposób ujmując jej brodę. 

- Jestem zachwycona. 

David patrzył na nią przez chwilę. 

- Tak bardzo pragnę cię pocałować - wyznał cicho.  

Kate nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa. Jej serce biło gwałtownie. 

Zwilżyła leciutko wargi. 

Ten delikatny gest niczym iskra rozpalił w nim płomień namiętności. David 

przechylił Kate, swoim ciałem przygniatając ją do wilgotnej ziemi. Wiedziona 

instynktem dziewczyna przylgnęła do niego, rozchylając wargi. Zdawało się, że jakaś 

niewidzialna, magnetyczna siła pcha tych dwoje ku sobie, kiedy David odsunął Kate 

lekko do tyłu. 

- Nie wiem, czy wolno nam tak postępować. - W jego oczach widziała ten sam 

ogień, który przepalał jej ciało. - Nie chcę cię skrzywdzić ani wykorzystać sytuacji, w 

jakiej się znaleźliśmy. 

- Pozwól mi to osądzić - przerwała mu drżącym głosem. - Pragnę jedynie, byś 

znów mnie pocałował. 

- Ty nie jesteś bezstronnym sędzią, moja biedna, zagubiona Kate. - Musnął 

delikatnie jej usta. 

- Ty też to czujesz - powiedziała zdziwiona - ten magnetyzm, który pcha nas ku 

sobie. 

- Mój Boże, jakże mógłbym tego nie czuć! - David nagle wstał, pociągając ją za 

sobą. Złożył koc, objął Kate w talii i ruszyli w kierunku domu. 

- Nie miej do mnie żalu, Kate - powiedział łagodnie. - Dla mnie również jest to 

bardzo trudne, ale nie możemy postąpić inaczej. 

Dzieje się ze mną coś dziwnego, myślała Kate, schodząc tuż za Davidem po 

wąskiej, leśnej dróżce. Poznałam Davida Johnsona zaledwie wczoraj, nie znam nawet 

własnego nazwiska, a jednak czuję, że tylko krok dzieli mnie od zakochania się w tym 

mężczyźnie. 

Przez chwilę miała wrażenie, że on odczuwa to samo, lecz szybko 

przypomniała sobie, że David Johnson jest po prostu doświadczonym, przyzwoitym 

R S

background image

 

- 22 -

mężczyzną. Przywykł zapewne do tego, że może mieć każdą kobietę, której zapragnie, 

oczywiście pod warunkiem, że tego rodzaju znajomość nie pociąga za sobą żadnych 

zobowiązań. 

Wyobrażam sobie, co Johnson sądzi na mój temat, pomyślała. Wydaję mu się 

zagubiona i godna litości. Niewinna, jak to wciąż powtarza. Może nawet atrakcyjna, 

lecz z pewnością nie zechce podjąć ryzyka. 

Do oczu Kate napłynęły łzy i dziewczyna potknęła się o wystający korzeń. 

David natychmiast chwycił jej ramię, nie pozwalając Kate upaść. 

- Uważaj - powiedział. 

Nie chcę uważać, odparła w duchu. Ty jednak będziesz ostrożny za nas dwoje. 

Kate ze smutkiem zdała sobie sprawę, że odtąd pocałunek każdego mężczyzny będzie 

porównywać z dotykiem ust Davida Johnsona na swoich wargach. Wiedziała, że nigdy 

już w niczyich ramionach nie będzie czuła się tak bezpiecznie. 

Kiedy wrócili, David skierował się prosto do stojącej przy kominku komody z 

mosiężnymi okuciami. Na półce stał odtwarzacz stereo. Nastawił płytę i Kate 

rozpoznała natychmiast utwór Vivaldiego. 

- Stereo jest niezbędne - wyjaśnił. - Specjalnie w tym celu jest tutaj 

zainstalowany generator. 

Potem David otworzył drzwiczki małej, staroświeckiej szafki i Kate zobaczyła 

dobrze zaopatrzony barek. Mężczyzna nalał sobie kieliszek koniaku i spojrzał pytająco 

na Kate. 

- Wolałabym herbatę - odparła. 

- Stoi na półce obok kuchenki. Jeśli słodzisz, znajdziesz obok słoik z miodem. 

Zanim wróciła, David dołożył drewna do kominka, zapalił fajkę i zasiadł w 

fotelu z grubą książką na kolanach. Kate zajęła miejsce w rogu sofy. Czuła się z jednej 

strony samotna, z drugiej zaś obawiała się, że jest w tym domu intruzem. 

- Nie mam, niestety, niedzielnej prasy - odezwał się David, zerkając na 

dziewczynę. - Weź sobie którąś z książek, jeśli masz ochotę. Oprócz tych 

oprawionych w skórę albumów stojących na biurku. 

Spojrzała na niego ze zdziwieniem. 

- To zakazany owoc - odparł po prostu, nie odrywając wzroku od lektury. 

R S

background image

 

- 23 -

Kate podeszła do półki z książkami. Nie wiem nawet, co mnie interesuje, 

pomyślała z żalem. Przez chwilę miała nadzieję, że być może któryś z tytułów obudzi 

wspomnienia, pomagając jej odzyskać pamięć. 

Niestety, nie miała aż tyle szczęścia. Choć książki o teatrze, po które sięgnęła, 

wydały się Kate dziwnie znajome, nie przypomniała sobie nic konkretnego. 

Popijając w milczeniu herbatę, przerzucała powoli stronice książki. Wszystko 

wokół Davida Johnsona, podobnie jak i on sam, jest tak pociągające i eleganckie, 

przyznała w duchu. Sposób, w jaki pochyla głowę, układ dłoni trzymającej kieliszek, 

zapach fajki. Cały dom, jego drewniane okna, za którymi rozciągał się widok 

dostojnych gór, oryginalny kształt kominka, antyki, każdy szczegół wystroju wnętrza 

świadczył o znakomitym guście Davida Johnsona. Kate ogarnął żal. Wiedziała, że 

niedługo będzie jego gościem. Mężczyzna, który rozmawiał z Johnsonem przez radio, 

powiedział, że do poniedziałku most w Cabin Creek powinien być naprawiony. 

Wtedy Johnson najprawdopodobniej odwiezie ją do najbliższego miasta. Będzie 

musiała skontaktować się z policją, może również odwiedzić miejscowego lekarza. 

Nie przerażała jej niepewność sytuacji. Ku własnemu zdziwieniu Kate 

stwierdziła, że najbardziej martwi ją perspektywa rozstania z Davidem. Będzie mu-

siała opuścić miejsce, które zdążyła pokochać. 

- Nie wydaje się to zbyt prawdopodobne, byś mogła dotrzeć aż tutaj pieszo - 

odezwał się nagle David. - Jeśli jednak miałaś samochód, musiałaś go gdzieś 

zaparkować. 

- Chyba... masz rację - potwierdziła Kate. 

- Mogłaś mieć wypadek. To wyjaśniałoby, skąd wziął się ten guz na twojej 

skroni i dlaczego nie widziałem żadnego samochodu po drodze. Mógł stoczyć się do 

wąwozu... 

Urwał na moment. 

- Nie zatrzymałaś się w strażnicy, prawda? 

Kate spojrzała na niego. 

- Niestety, nie przypominam sobie takiego miejsca. David milczał przez chwilę. 

R S

background image

 

- 24 -

- Cóż, będziemy mogli sprawdzić to, jutro - powiedział wreszcie. - A jeśli most 

będzie naprawiony, pojedziemy do Franklin dowiedzieć się, czy nie ma meldunków o 

zaginionych osobach. Kupimy też jakieś ubrania dla ciebie. 

- Sądzę, że najlepiej będzie, jeśli wynajmę tam pokój na pewien czas - 

stwierdziła ponuro Kate. - Może uda mi się znaleźć jakąś pracę. Moje pięćset dolarów 

nie wystarczy na długo. 

David potrząsnął głową. 

- Po piętnastym października niełatwo znaleźć jakiekolwiek zajęcie we Franklin 

- odparł. - Z przyjemnością będę gościł cię u siebie do czasu, gdy dowiemy się, kim 

jesteś. 

Jej serce zabiło szybciej. 

- Nie mogłabym... - powiedziała niepewnie. W jego wzroku dostrzegła pytanie. 

- Czyżbyś się obawiała...? 

- Ależ nie! - Na chwilę zawstydziła Kate własna spontaniczna reakcja. - Ufam 

ci - ciągnęła już znacznie ciszej. - I nic nie obchodzi mnie, co myślą inni. Nie chcę po 

prostu być dla ciebie ciężarem. 

- Kate - zaczął bardzo łagodnie, jakby zwracał się do niezbyt pojętnego dziecka. 

- Mówiłem ci zeszłej nocy, że cieszę się z twojego towarzystwa. 

- Pamiętam. Pomyślałam tylko... 

- Nie myśl o tym - przerwał jej. Siedząc w swoim głębokim skórzanym fotelu, 

sprawiał wrażenie całkowicie zrelaksowanego. - I nie martw się. Wkrótce 

przypomnisz sobie wszystko. To tylko kwestia czasu. 

Tak więc spędzili popołudnie przed kominkiem. David czytał przez większość 

czasu. Nie próbował też pocałować jej czy dotknąć w żaden szczególny sposób. 

Zachowywał się tak, jakby podczas spaceru nic nie wydarzyło się pomiędzy nimi. 

Na kolację zjedli potrawkę z krewetek, popijając ją białym winem. Siedzieli w 

salonie, słuchając tym razem jazzu. 

Potem David opowiadał Kate o sobie. Nie mówił jej jednak o swoich obecnych 

planach czy marzeniach, nie opowiadał też o żadnych kobietach, z którymi był 

kiedykolwiek związany. Wspominał dzieciństwo spędzone w odległej górskiej wiosce 

w Zachodniej Wirginii. 

R S

background image

 

- 25 -

- Czy wszyscy w twojej rodzinie mają niebieskie oczy? - spytała nagle Kate, nie 

potrafiąc już dłużej powstrzymać ciekawości. 

- Wszyscy? - powtórzył zdziwiony. - Nie mam żadnej rodziny, Kate. 

Wreszcie, kiedy wybiła ósma, David usiadł obok niej na kanapie. Nadal jednak 

nie próbował jej objąć czy przygarnąć do siebie. 

- Patrz w ogień, Kate - powiedział. - Kiedyś ludzie uważali, że w ogniu można 

zobaczyć minione i przyszłe wydarzenia. Co widzisz? 

- Nic poza tą chwilą - odparła. - Może nie chcę zobaczyć niczego więcej. 

Przez resztę wieczoru David snuł wspomnienia z dzieciństwa, opowiadał o 

swojej filozofii życia, mówił o ulubionych książkach i płytach. Kate chciała wiedzieć 

o nim znacznie więcej, nie śmiała jednak zadawać żadnych pytań. Nie masz prawa 

narzekać, napominała siebie w duchu. Sama nie możesz opowiedzieć o sobie niczego. 

Nie zauważyli, kiedy zrobiło się późno. Z lekkim westchnieniem David położył 

dłoń na kolanie Kate i pocałował delikatnie jej usta. 

- Powinniśmy iść spać - powiedział. - Jutro, jeśli naprawią most, musimy 

wyruszyć wcześnie. Niebieski szlafrok i kołdra leżą na stoliku za kanapą. Śpij dobrze. 

Wstał, przeciągnął się i włożył kilka polan do płóciennej torby. Dziś w nocy 

będę miała wiele miejsca na kanapie, pomyślała z żalem Kate. O wiele bardziej 

wolałaby oprzeć głowę na twardym, silnym ramieniu Davida Johnsona. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 26 -

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Obudził ją głos rozmawiającego przez radio Davida. 

- Ekipa remontowa pracowała całą niedzielę. Udało się im przerzucić przez 

rzekę tymczasowy most - usłyszała odpowiedź mężczyzny na zadane przez Davida 

pytanie. - Twój dżip powinien przejechać tamtędy bez kłopotów. 

- To dobrze. - David napotkał wzrok Kate. - Czy nie ma żadnych nowych 

meldunków o zaginionych osobach? - zapytał. 

- Nic o tym nie wiem. A jak miewa się twój gość?  

Chyba cały świat już wie, że tu jestem, pomyślała Kate. To cud, że nikt jeszcze 

nie przyjechał po mnie. Nie czuła się jednak zmartwiona z tego powodu. 

- Czuje się dobrze. Myślę, że nie był to wstrząs mózgu, a jeśli nawet, to bardzo 

niewielki. Niestety, nie odzyskała jeszcze pamięci. Dziękuję za informacje. Bez 

odbioru. 

Wstając od stołu, David skierował się w jej stronę. 

- Dzień dobry - powitał ją. - Śniadanie będzie gotowe za dwadzieścia minut. 

Czuła, jak się czerwieni. 

- Po co taki pośpiech? - spytała. - Dopiero ósma, a most będzie przejezdny 

dopiero o dziesiątej. 

- Musimy jeszcze rozejrzeć się po drodze za twoim samochodem i popytać 

ludzi w Cabin Creek, zanim pojedziemy do Franklin. 

- Och. - Kate spuściła wzrok. 

- Dzisiaj nic nadzwyczajnego - stwierdził. - Jajka i owsianka. A teraz wstawaj! 

Proszę. 

- Tak jest! 

Wymyta i uczesana Kate z niechęcią nakładała swoje dżinsy i wiśniowy sweter. 

Nawet jeśli te pięćset dolarów miałoby okazać się wszystkim, co mam, część z nich 

wydam na zakup nowego ubrania, pomyślała ze zdecydowaniem. Teraz i ona nie 

mogła się już doczekać wyjazdu do Franklin. Musi sprawić sobie także porządne buty, 

bardziej odpowiednie na górskie wyprawy. Po chwili przypomniała sobie, że mogą 

R S

background image

 

- 27 -

przecież znaleźć po drodze jej samochód i dokumenty. Również policja w Cabin 

Creek lub Franklin mogła mieć jakieś informacje na jej temat. 

Wówczas nie będzie jej tutaj w następną niedzielę, by powędrować wraz z 

Davidem na łąki. Za tydzień może być setki lub tysiące mil stąd. Jeśli odzyskam 

pamięć, pomyślała ze smutkiem Kate, nie będę miała żadnego pretekstu, by tu zostać. 

Słońce wpadało do kuchni przez okno ozdobione zasłonką w biało-niebieską 

kratkę. Na stole dymiła patelnia z jajecznicą i dwa talerze owsianki doprawionej solą i 

odrobiną syropu klonowego. 

- Świetnie gotujesz, czy wiesz o tym? - spytała Kate, pijąc jego pyszną kawę. 

- Prawdę mówiąc, wiem. - David uśmiechnął się - Ale miło mi, że to mówisz. 

Po śniadaniu szybko sprzątnęli naczynia, włożyli kurtki i wsiedli do dżipa. 

Delikatny wiatr przynosił ze sobą zapach lasu i opadających liści.  

Na błękitnym, bezchmurnym niebie świeciło słońce. Laurel podbiegła do 

samochodu, szczekając głośno. Najwyraźniej miała nadzieję, że pan zabierze ją ze 

sobą. 

- Zostawisz Laurel samą? - spytała Kate, kiedy wyprowadził samochód na 

żwirową ścieżkę. 

- Tak. Czasem wyjeżdżam nawet na kilka dni. Pod gankiem, w mojej pracowni 

garncarskiej, są dla niej specjalne drzwi. Ma tam przygotowany zapas jedzenia i wody. 

Przez dłuższą chwilę Kate nie mówiła nic, zdziwiona wiadomością, że ten 

wspaniały niebieskooki mężczyzna zajmuje się garncarstwem. Może jest artystą, 

pomyślała. Naczynie, w którym zostawiłam pieniądze i pierścionek, jest na pewno 

jego dziełem. Po powrocie postanowiła poprosić go, by pokazał jej swoją pracownię. 

Kiedy pokonali kolejny ostry zakręt, David przerwał milczenie. 

- Spotkałem ciebie mniej więcej w tym miejscu. Rozglądaj się, czy w jakimś 

wąwozie lub parowie nie dojrzysz błysku metalu. 

Po drodze nigdzie nie zauważyli jednak wraka samochodu. Wreszcie zatrzymali 

się przed drogowskazem z napisem: „Strażnica Górska na Niedźwiedziej Górze". 

- Czy to o tym miejscu wspominałeś? - spytała Kate. 

Skinął głową. 

- Mogłaś szukać tutaj pomocy - odparł. - Zajrzyjmy tam. 

R S

background image

 

- 28 -

Zmieniając biegi, David skierował wóz ku opuszczonemu o tej porze roku 

budynkowi strażnicy leśnej. Przed drewnianym domem nie stał jednak żaden 

samochód. Nigdzie w pobliżu nie zauważyli też śladów, które mogłyby świadczyć o 

tym, że ktoś odwiedził ostatnio to miejsce. 

- Czy wysiądziemy, by rozejrzeć się tutaj? - spytała Kate. Miała niejasne 

poczucie, że powinna pamiętać ten drewniany budynek i stojącą obok wieżę. 

David zastanawiał się przez chwilę. 

- Sądzisz, że przejeżdżałaś tędy? 

- Nie wiem. Być może. Niczego jednak nie pamiętam. 

- Cóż, nie widzę śladów opon. Nie dostrzegam niczego, co mogłoby 

naprowadzić nas na jakiś trop. Myślę, że nie warto zatrzymywać się tutaj. 

Po drodze do Cabin Creek nie zauważyli żadnego szczegółu, który mógłby 

stanowić dowód, że Kate kiedyś już pokonała tę trasę. Istnieje jeszcze możliwość, że 

zrzucono mnie do lasu na spadochronie, zastanawiała się Kate, lecz wtedy 

znaleźlibyśmy gdzieś świadczące o tym ślady. Gdyby to nie dotyczyło mnie samej, 

uznałabym pewnie tę historię za dosyć zabawną. 

Kiedy dojechali do Cabin Creek, Kate znów miała wrażenie, że powinna 

pamiętać to niezbyt sympatyczne miasteczko. Gdy wchodzili po schodach do raczej 

ponurego sklepiku z szyldem: „Jenkins, Artykuły Spożywcze i Przemysłowe" 

odprowadzały ich ciekawe spojrzenia stojących przed wejściem osób. 

David ujął Kate za rękę. Skinieniem głowy pozdrowił kilku klientów 

oglądających zgromadzone w sklepie towary. Potem zwrócił się do stojącej za ladą 

szpakowatej kobiety w spranej sukni i rozciągniętym swetrze. 

- Dzień dobry, Hallie - pozdrowił ją uprzejmie. - Czy noga mniej ci dzisiaj 

dolega? 

Surowa twarz kobiety rozpogodziła się nieznacznie. 

- Sam wiesz, jak mogę czuć się po deszczu, Davidzie - odparła kobieta, przez 

cały czas nie odrywając wzroku od dziewczyny. 

- To Kate - przedstawił ją David. - Gdzie Bert? 

- W kościele. Układa środowe kazanie. 

R S

background image

 

- 29 -

Kate zdała sobie sprawę, że powinna włączyć się do rozmowy. Starsza kobieta 

wciąż jedynie przyglądała się jej uważnie. Zdaje się, że wiem, jakie ma zdanie na mój 

temat, pomyślała Kate. 

- Kazanie? - spytała głośno. 

- Jenkins jest właścicielem tego sklepu, a także pastorem kościoła baptystów w 

Cabin Creek - wyjaśnił cicho David. - Czy Bert nie wspominał przypadkiem, by Kate 

przejeżdżała tędy w sobotę, Hallie? 

Pani Jenkins zawahała się. 

- Mówił coś o kobiecie, która zatrzymała się tutaj, by zmienić ubranie i wypić 

kawę. - Spojrzała na Kate. 

- Miała na sobie jakiś cudaczny kostium i pantofle na wysokich obcasach. 

Twierdziła, zdaje się, że jedzie dalej w góry. 

Pozostali klienci sklepu przysłuchiwali się im z zaciekawieniem. David spojrzał 

na Kate, a potem znów na panią Jenkins. 

- Czy Bert widział jej samochód? Może zauważył też, czy ktoś jej towarzyszył? 

Hallie Jenkins popatrzyła badawczo na Davida. 

- Z tego co wiem, Bert nie interesował się tym - odparła. - Możesz zapytać go 

sam. Wydaje mi się jednak, że zmarnujesz jedynie czas. - Wskazała na Kate. - A ona 

nie wie, z kim była i gdzie jest jej samochód? 

Kate czuła, że jej policzki pokrywa rumieniec. Usta 

Davida zacisnęły się w cienką linię. Potem, najwyraźniej chcąc uniknąć 

niepotrzebnych plotek, wyjaśnił: 

- Nigdzie nie możemy znaleźć jej samochodu. Uderzyła się w głowę i na razie 

niczego nie pamięta. 

Kobieta raz jeszcze przyjrzała się Kate. 

- Zapytaj Berta - odparła wreszcie, opierając rękę na biodrze. 

- Czy możemy wejść na chwilę do twojego magazynu? - spytał David bardzo 

opanowanym głosem. - Jakiś szczegół może przywołać wspomnienia... 

Hallie Jenkins wzruszyła ramionami. 

- Oczywiście. - Jej zielone oczy zwęziły się w cienkie szparki. - Nie jest 

zamknięty. Znasz drogę. 

R S

background image

 

- 30 -

Składzik o betonowej podłodze, na której poustawiano mnóstwo tekturowych 

pudeł, wydał się Kate dziwnie znajomy. 

- Mam... wrażenie, że byłam tu kiedyś - powiedziała niepewnie. - Nie pamiętam 

tego dokładnie. Jestem jednak przekonana, że kiedyś stałam już w tym miejscu. 

- A więc poczekajmy chwilę. Może przypomnisz sobie coś więcej. - Głos 

Davida brzmiał bardzo łagodnie i uspokajająco. 

Kate przystanęła, przyglądając się teraz pękniętej okiennej szybie. 

- Wydaje mi się, że... miałam do spełnienia jakąś misję - powiedziała 

niepewnie. - Coś, co chciałam mieć szybko za sobą, a potem... potem... Nie wiem. 

Zakryła twarz rękami. 

- Czuję się taka zmęczona - szepnęła. David objął ją natychmiast. 

- Już dobrze - powiedział. - Chodź, porozmawiamy z Bertem. 

Do kościoła baptystów pojechali dżipem. Bert 

Jenkins słyszał, jak nadjeżdżają, i wyszedł ich przywitać. 

- Hallie dzwoniła do mnie. - Spojrzał na Kate. 

- Nie pamięta mnie pani, młoda damo? 

- Nie - odparła Kate. 

- Zatrzymała się pani w sklepie, zmieniła ubranie i wypiła kawę - pastor zwrócił 

się do Davida. - Ostrzegałem ją, żeby nie jechała w góry, bo zanosi się na burzę. 

- I co odpowiedziała? 

- Nie pamiętam dokładnie. Zdaje się, że obiecała to przemyśleć. Sprawiała 

wrażenie zdecydowanej. To zapamiętałem. 

- Czy widziałeś jej samochód? - dopytywał się David. - Nie zwróciłeś uwagi, 

czy była sama? 

Bert Jenkins potrząsnął głową. 

- Słyszałem warkot silnika, to wszystko - odparł. 

- Nie wyglądałem za nią przez okno. 

David spojrzał na niego z uwagą. 

- Nie pamiętasz nic więcej. Może ktoś mówił coś na jej temat? - spytał. 

Jenkins raz jeszcze pokręcił przecząco głową. 

R S

background image

 

- 31 -

- Cóż - odezwał się David - dziękuję. Przepraszam za kłopot. Daj mi znać, 

proszę, jeślibyś się o czymś dowiedział. 

- Dobrze. Czy ona mieszka teraz u ciebie? David skinął głową. 

- Dopóki nie dowiemy się, kim jest. Pastor-sklepikarz przez chwilę przyglądał 

się badawczo Kate. 

- Mogłaby zatrzymać się u nas - zaproponował wreszcie, jakby przyjmując na 

siebie niezwykle ciężki, chrześcijański obowiązek. 

Kate spojrzała błagalnie na Davida. Przez chwilę miała wrażenie, że David chce 

uśmiechnąć się do niej porozumiewawczo. 

- Dziękuję za dobre chęci - zwrócił do Berta. 

- Powinienem sobie poradzić. 

Pastor spoglądał na nich surowo. 

- Módlmy się, by Bóg przywrócił jej pamięć. 

W drodze do Franklin oboje zaśmiewali się do łez. 

- Pomimo moich starań twoja reputacja jest zrujnowana. 

Również Kate była teraz w pogodnym nastroju. 

- Prawdopodobnie sądzi, że najgorsze już się stało - stwierdziła. - Pewnie 

dlatego tak łatwo dał za wygraną. - Potem urwała, patrząc uważnie na Davida. 

- Dlaczego nie spytałeś nikogo więcej? 

- Miasteczka w rodzaju Cabin Creek żyją plotkami - odparł David. - Zaś Bert i 

Hallie zawsze są najlepiej o wszystkim poinformowani. 

Po drodze do Franklin prawie ze sobą nie rozmawiali. Jechali wzdłuż 

malowniczej doliny. Podziwiając krajobraz, Kate co chwila odwracała głowę w stronę 

Davida. Cieszyło ją towarzystwo tego przystojnego i eleganckiego mężczyzny. Jego 

mocne dłonie na kierownicy, ciemne włosy przyprószone delikatnie srebrem... 

- W sklepie, w Cabin Creek, napomknęłaś o jakiejś misji - zaczął cicho. - Nie 

mogę oprzeć się wrażeniu, że ta sprawa mogła dotyczyć mnie. 

Patrzyła w jego oczy, wspominała słodki smak ust Davida i zastanawiała się, 

czy rzeczywiście jechała wtedy, by się z nim spotkać. 

- Czasami wydaje mi się, że powinnam cię znać. 

R S

background image

 

- 32 -

- W jej głosie David wyczuł nutę desperacji. - Nic jednak nie potrafię sobie 

przypomnieć. 

Pogładził jej dłoń. 

- Nie martw się, Kate. Obiecuję, że kiedy będziemy mieli już za sobą wizytę na 

komisariacie policji we Franklin i spotkanie z doktorem Allenem, postaram się, byś 

spędziła miły dzień. 

A więc chciał, by porozmawiała z lekarzem. Z pewnością był to bardzo 

rozsądny pomysł. 

- Jesteś dla mnie taki dobry, Davidzie - zaczęła cicho. - Nie wiem, jak będę 

mogła ci się odwdzięczyć... 

- Z przyjemnością dowiem się, że jesteśmy ze sobą w jakiś sposób powiązani. 

Pod warunkiem, że nie okażesz się moją bardzo bliską krewną. 

Zaśmiała się, kiedy David objął ją w talii, przyciągając do siebie. 

Na posterunku policji we Franklin, kiedy Kate wypełniła już odpowiednie 

formularze, przejrzeli listy osób zaginionych. Niestety, nie znaleźli tam niczego, co 

mogłoby pomóc Kate w odzyskaniu pamięci. Młody, sympatyczny sierżant zrobił Kate 

zdjęcie i obiecał zawiadomić Davida, gdyby policja stanowa wiedziała coś na jej 

temat. 

- Nasz kolejny przystanek to gabinet doktora Allena - oznajmił David, kiedy 

znaleźli się już na parkingu. - Musimy mieć pewność, że nic ci nie jest. Może Allen 

coś nam zasugeruje. 

Przyjaciel Davida był mężczyzną po sześćdziesiątce, miał miękkie siwe włosy i 

wesołe oczy. Kiedy usłyszał, jaki jest powód odwiedzin Davida, postanowił przyjąć 

ich przed innymi pacjentami. Niewiele mógł im jednak pomóc. Przyjrzał się guzowi 

Kate, zbadał jej oczy, zmierzył ciśnienie i tętno, a potem znów zaprosił Davida do 

gabinetu. 

- Wydaje mi się, że Kate miała lekki wstrząs mózgu - oświadczył. - 

Opiekowałeś się nią jednak tak dobrze, że teraz nie grozi jej już żadne 

niebezpieczeństwo. 

- A co z amnezją, doktorze? 

Herbert Allen wzruszył ramionami. Jego okulary przesunęły się na czubek nosa. 

R S

background image

 

- 33 -

- Cóż, może to trochę potrwać, w normalnych okolicznościach zwykle około 

tygodnia. Oczywiście, jeśli na przeszkodzie nie stoją czynniki natury psychologicznej. 

Ale to już twoja dziedzina. 

Kate zerknęła na Davida. 

- Przygotowuję właśnie doktorat z psychologii - wyjaśnił bez entuzjazmu. - Na 

uniwersytecie w Pensylwanii. 

Ogarnęło ją nagle niezwykle silne poczucie, że na zawsze, do końca życia, ten 

mężczyzna pozostanie dla niej tajemnicą. 

- Czy w żaden sposób nie możemy pomóc jej w odzyskaniu pamięci? - spytał 

David. 

- Hipnoza mogłaby okazać się skuteczna. Ale o tym też pewnie wiesz. Zwykle 

jest jakaś drobna, przypadkowa rzecz, która przywołuje cały łańcuch wspomnień. 

Oczywiście w normalnych okolicznościach. Kate jednak sprawia wrażenie osoby 

wystarczająco zdrowej i normalnej. 

Kate podziękowała doktorowi Allenowi i wyszła pierwsza z gabinetu. Stała na 

parkingu z rękoma opartymi na biodrach, spoglądając w zamyśleniu na widoczną w 

oddali panoramę gór. Nie bądź głupia, napomniała surowo samą siebie. Nie płacz. 

Chwilę później nadszedł David. 

- Dlaczego nie wsiadasz do samochodu? - spytał. 

- Co się stało? 

Odwróciła wzrok. 

- Może chciałbyś jeszcze raz przemyśleć swoją propozycję - odparła. - To może 

potrwać jeszcze tydzień, dwa, lub nawet dłużej. A jeśli w grę wchodzą jakieś 

uwarunkowania psychologiczne... - zawiesiła głos. - Może jestem szalona, ale nie chcę 

odzyskać pamięci. 

- Kate. - W głosie Davida słyszała troskę i uczucie, którego nie potrafiłaby 

nazwać. Objął ją i przygarnął do siebie. Dotykał policzkiem jej jasnych włosów, przez 

które przeświecało słońce. 

- Kate, jak możesz myśleć w ten sposób? - zapytał łagodnie. 

Starsza kobieta wysiadała właśnie z zaparkowanego obok samochodu. 

Uśmiechnęła się do nich z pobłażaniem. 

R S

background image

 

- 34 -

- Badania krwi czy testy ciążowe? 

- Jedno i drugie - odpowiedział David, patrząc jej prosto w oczy. 

Kate wybuchnęła śmiechem, kiedy tylko kobieta oddaliła się nieco. 

- Och, Davidzie! - Jej oczy błyszczały radośnie. - Czy widziałeś minę tej pani? 

Uśmiechnął się. 

- Warto było ją zaszokować, jeśli dzięki temu odzyskałaś dobry humor. Czy 

wiesz, że pięknie się śmiejesz? 

Stali tak blisko siebie. Kiedy spotkały się ich usta, była w tej pieszczocie 

namiętność i pasja. Kate czuła w tym pocałunku ten sam żar, jak podczas ich pobytu 

na łące. Teraz jednak David starał się panować nad swymi emocjami. 

Nie chcę jedynie przelotnego romansu, pomyślała Kate, gdy powoli David 

odsunął się od niej. Wręcz przeciwnie, zdaje się, że zaczynam pragnąć o wiele więcej. 

Obejmując ramieniem jej talię, David pomógł Kate wsiąść do dżipa. Kiedy 

zapalał silnik, dziewczyna patrzyła na niego z uśmiechem. 

Kilka minut później David stał z boku, podczas gdy Kate z zapałem przeglądała 

półki, wieszaki i kartony pełne swetrów, spódnic, czapek i bluzek. 

David skinął głową z aprobatą, kiedy pokazała mu wybrane przez siebie dwie 

pary dżinsów, szerokie, sztruksowe pumpy, kilka kraciastych koszul i granatowy 

sweter o grubym splocie. Zdecydowała się także na parę wełnianych spodni, zapas 

skarpet i zwykłej, bawełnianej bielizny. 

Instynktownie sięgała po rzeczy w rozmiarze dziesiątym. Kiedy w przebieralni 

włożyła sztruksowe pumpy i granatowy sweter, okazało się, że pasują idealnie. 

- Wyglądasz jak licealistka. - David uśmiechnął się do jej odbicia w jej lustrze. - 

A co powiedziałabyś na solidne, traperskie buty? 

Odwróciła się do niego. Czuła się tak radosna i szczęśliwa. 

- To wspaniały pomysł - odparła. 

Kate zapłaciła za ubrania i parę skórzanych butów na grubej podeszwie, po 

czym David zaniósł jej zakupy do samochodu w dwóch ogromnych, papierowych 

torbach. 

- Co teraz? - zapytała Kate, wsiadając do dżipa. 

- Sklep spożywczy. Musimy kupić kiełbasę, ser i dzbanek wina jabłkowego. 

R S

background image

 

- 35 -

Oczy Kate zalśniły radośnie. 

- Piknik? 

David zerknął na zegarek. 

- W tej chwili jest wpół do pierwszej. Powinniśmy dotrzeć przed drugą do 

mojego ulubionego płaskiego kamienia w Little Pigeon. Na pewno ci się tam spodoba. 

Urwał na moment. 

- Może powinienem najpierw zapytać ciebie o zdanie - ciągnął. - Często daję się 

ponieść emocjom, zapominając, że inni mogą mieć zupełnie odmienne życzenia. 

Kate nie odpowiadała. 

- Bardzo chciałbym pokazać ci park, dotrzeć do Newfound Gap, zjeść piknik na 

skale. Musielibyśmy przenocować w Gatlinburgu w motelu. 

Spojrzał na nią. Kate wciąż się nie odzywała. W milczeniu rozważała jego 

propozycję. 

- Dziś wieczorem moglibyśmy pójść na koncert jakiegoś lokalnego zespołu, a 

jutro powędrować do wodospadu czy nawet do Clingman's Dome - dodał. 

Jeśli za chwilę się nie odezwę, pomyślała Kate, David ruszy z powrotem do 

Cabin Creek. Zmarnuję piękny dzień, a w jego domu będę czuła się nie mniej samotna 

niż tutaj. Byłaby tylko jedna różnica: jeśli odrzucę tę propozycję, okażę mu brak 

zaufania. Powinnam już wiedzieć, że David nie będzie nastawał na moją cnotę, a 

przynajmniej nie zrobi tego bez mojego przyzwolenia. 

Podniosła wzrok. 

- Brzmi to niezwykle zachęcająco, Davidzie - powiedziała. - Jedźmy. 

Uśmiechnął się radośnie. 

- Gatlinburg jest zwykle zatłoczony do czasu, kiedy nie opadnie z drzewa 

ostatni liść, myślę jednak, że jeśli zadzwonię z Bryson City, powinniśmy jeszcze 

dostać pokój w River Inn. 

W Bryson City David kupił wino i jedzenie na piknik. Zapakował też trochę 

lodu do specjalnego pojemnika, który, jak twierdził, zawsze wozi w bagażniku dżipa. 

Zarezerwował dla nich w Gatlinburgu dwa sąsiadujące pokoje z kominkiem i 

widokiem na rzekę. 

- Muszą być bardzo drogie - zauważyła Kate. David się uśmiechnął. 

R S

background image

 

- 36 -

- To prawda - odparł - ale stać mnie na to.  

Jechali dosyć szybko aż do Cherokee, miasteczka położonego w rezerwacie 

Indian na skraju parku Narodowego Wielkich Gór Mglistych. Nagle droga zapełniła 

się samochodami, przyczepami turystycznymi i furgonetkami, które z żółwią 

prędkością posuwały się wzdłuż szpaleru sklepów z pamiątkami i przekąskami. 

Wreszcie, kiedy minęli już granicę parku, pozostawili za sobą kolorowe 

reklamy i głośną muzykę. Teraz, jadąc w długiej kolumnie samochodów, mogli w 

ciszy podziwiać piękno gór. 

- Wygląda na to, że lunch zjemy o wiele później, niż sądziłem - zauważył David 

tonem usprawiedliwienia. 

Wiedziona impulsem, Kate położyła rękę na jego kolanie. 

- Byłoby cudownie - powiedziała łagodnie - mieć tę drogę całą dla siebie. Jadąc 

wolno, możemy jednak cieszyć się pięknem krajobrazu, który inaczej dawno już 

zostawilibyśmy w tyle. 

Po chwili Kate zdała sobie sprawę, jak intymny mógł wydać się Davidowi jej 

impulsywny gest, i chciała cofnąć rękę. 

- Nie - zaprotestował, przytrzymując jej dłoń. - To przyjemne. - Nakrył jej dłoń 

swoją ręką. 

David opowiadał o górach, podawał nazwy poszczególnych łańcuchów i 

szczytów. Wyjaśniał Kate, że skały wystające na stromych zboczach liczą naj-

prawdopodobniej zaledwie dwa miliony lat, choć pod nimi znajduje się granit, w 

którym odnaleziono najstarsze kopalne skamieliny. 

Pokazywał jej smukłe pnie topól o żółtych liściach, połyskujących w 

promieniach słońca. 

- W Górach Mglistych - mówił - rośnie więcej gatunków drzew niż w całej 

Europie. Kiedy jesteś na górze, słychać niemal, jak las oddycha. 

- Jak tu cudownie. - Kate z zachwytem rozglądała się dokoła. - Chciałabym, 

żebyśmy poszli tak wysoko, że wokół nie byłoby już żadnych ludzi i moglibyśmy 

słuchać szumu drzew. 

Uścisnął lekko jej dłoń. 

- Jutro. 

R S

background image

 

- 37 -

Na parkingu w Newfound Gap było tłoczno. Tłumy turystów przyjechały tu 

wykorzystać ostatnie pogodne dni jesieni. Rozciągająca się przed nimi panorama gór 

wydała się Kate jeszcze piękniejsza niż widok z okien domu Davida. 

- Chcesz zabawić się w turystkę? - spytał David. - Zaczekaj, zrobię ci zdjęcie. 

Ustawił Kate na tle wysokiej skały u wylotu parkingu. Nastawił obiektyw, a 

potem poprosił przechodzącego starszego pana, by zrobił im zdjęcie. Sam zaś stanął 

obok Kate, obejmując ją ramieniem. Oddając aparat Davidowi, mężczyzna patrzył na 

niego z zaciekawieniem. 

- Ma pan taką znajomą twarz - zwrócił się do Davida. - Czy przypadkiem... 

- Niestety, nie jestem nikim sławnym - David przerwał mu z uśmiechem. - 

Dziękuję za pomoc. 

- Nie ma za co. - Mężczyzna dołączył do stojącej obok żony. Kobieta 

rozpromieniona spoglądała w ich stronę. 

- Szczęśliwego miodowego miesiąca! - zawołała z uśmiechem. 

Kate podziękowała jej serdecznie. 

- Z pewnością będziemy szczęśliwi. 

Kiedy starsi państwo odeszli, David przyciągnął Kate do siebie. 

- Kiedy mamy już za sobą badania krwi i testy ciążowe, możemy wreszcie 

rozpocząć podróż poślubną - wyjaśniła Kate z powagą. - Czy nie mieliśmy podziwiać 

gór? 

Siedzieli na skale odwróceni plecami do parkingu. Trzymając się za ręce, przez 

długą chwilę spoglądali bez słowa przed siebie. Tutaj musieli wypoczywać kiedyś 

Indianie, pomyślała Kate, na długo zanim pojawili się w Tennessee turyści, ich aparaty 

fotograficzne i przyczepy kempingowe. Jakie to wspaniałe, że przez tyle lat góry 

trwają nie zmienione. 

David wreszcie przerwał milczenie. 

- Jestem głodny - oświadczył. - Chodźmy poszukać mojego ulubionego 

kamienia i zjedzmy coś. 

Jechali teraz wzdłuż rzeki wąską asfaltową szosą. Nie minęło więcej niż 

dziesięć minut, kiedy David zaparkował dżipa na szerokim, trawiastym poboczu. 

R S

background image

 

- 38 -

- Jesteś mi potrzebna - oświadczył, wyjmując z bagażnika prowianty. - Sam nie 

zabiorę tego wszystkiego. 

Kate sięgnęła po dzbanek z winem. 

- Gdzie jest twój ulubiony kamień? - spytała.  

David wyciągnął rękę w stronę strumienia. Woda wartkim nurtem opływała 

porosłe mchem głazy. Na środku, tuż za łagodnym zakrętem, Kate zauważyła 

ogromny płaski kamień. Spojrzała na Davida. 

- Chyba zdejmę buty. Potrząsnął głową. 

- Niesiesz wino, nie pozwolę ci upaść. 

Zeszli nad wodę stromym brzegiem. David ujął mocno rękę Kate i rozpoczęli 

przeprawę po wilgotnych kamieniach. Raz lub dwa Kate poślizgnęła się i krzyknęła 

głośno, przerażona perspektywą wpadnięcia do lodowatej wody, nawet jeśli nie 

sięgałaby ona wyżej niż do kolan. 

Rozłożyli koc i usiedli obok siebie. David pokroił ser i kiełbasę, a potem wyjął 

z kieszeni dwa trochę pogniecione papierowe kubeczki. 

- Wznoszę toast - oświadczył, kiedy nalał już wino. - Za naszą podróż poślubną 

- powiedział, uśmiechając się do niej porozumiewawczo. 

Kate uniosła kubeczek, starając się, by David nie zobaczył, jak silne wrażenie 

wywarły na niej jego słowa. 

- Jak do tej pory, jest naprawdę cudownie. - Jej słowa zabrzmiały beztrosko. 

Nie chciała, by domyślił się, jak bardzo pragnie, by ich miodowy miesiąc nie był tylko 

żartem. 

- Cóż, wiesz, jak zwykle kończą się miodowe miesiące - odparł. 

Potem spoważniał nagle. Położył się na plecach, podkładając ręce pod głowę, i 

spoglądał w niebo. 

Znów zamyka się w sobie, pomyślała ze smutkiem Kate. Możliwe, że pragnie 

mnie w pewien sposób, nawet jeśli nie jestem tak elokwentna jak inne znane mu 

kobiety - a może właśnie dlatego. Zdecydowanie jednak nie chce zaangażować się w 

żaden poważny związek. 

R S

background image

 

- 39 -

Jeśli tak jest, niewiele mogę na to poradzić. Nie będę wymuszać na nim 

zobowiązań, których on się obawia, pomyślała, chociaż każdy nerw mego ciała drży w 

oczekiwaniu następnego pocałunku. 

Czuła się szczęśliwa po prostu będąc tutaj z nim, szczęśliwa, że przypadek 

pozwolił się im spotkać. Wiedziała, że kiedy powróci już do swego normalnego życia, 

nigdy nie zapomni chwil spędzonych z Davidem. 

Z cichym westchnieniem dopiła resztę wina i ułożyła się wygodnie na kocu. 

Słuchała szumu rzeki i wiatru. Było zimno i Kate postawiła kołnierz swojej grubej, 

pikowanej kurtki. To raj, pomyślała, mam wrażenie, że nigdy nie żyłam w ten sposób. 

- Wiesz, Kate - zaczął David z namysłem. - Jest coś, co lubię w tobie. 

- Tylko jedna rzecz? - spytała. 

- Nie żartuj, mówię poważnie. 

Odwróciła głowę, by spojrzeć na niego, lecz David wciąż patrzył w niebo. 

- Podoba mi się, że nie jesteś ciekawska, nie interesujesz się prywatnym życiem 

innych... na przykład: moim. Kiedy u doktora Allena musiałem powiedzieć ci, że 

pracuję nad doktoratem, nie zadałaś żadnych pytań. 

- To nie moja sprawa - odparła. 

- Jeśli chcesz, możesz mnie o to zapytać. 

- Dobrze. Czy masz zamiar otworzyć potem praktykę? Wtedy musiałbyś 

pewnie zrezygnować z obecnego stylu życia. 

- Jeszcze nie zdecydowałem - powiedział David. - Chyba nie. Zarobiłem już 

dość pieniędzy. Zrobię doktorat... - wzruszył ramionami. - I pewnie na tym się 

skończy. Są inne przyczyny... 

Milczał przez chwilę. 

- Kilka lat temu w moim życiu... wydarzyła się tragedia - mówił dalej. - 

Straciłem kogoś, na kim mi zależało... Omal sam wtedy nie zginąłem. Byłem 

zmęczony życiem, jakie prowadziłem. Dawno temu, kiedy mieszkałem jeszcze w 

górach Zachodniej Wirginii, byłem rozdarty pomiędzy... tamtą karierą a pracą 

naukową. 

Urwał na moment. 

R S

background image

 

- 40 -

- Wreszcie zdecydowałem się ukryć w górach przed ludźmi i zrealizować 

porzucone niegdyś marzenia - zakończył z uśmiechem. 

Kate milczała. Powiedział jej tak wiele o sobie, nie mówiąc właściwie nic 

konkretnego. Jaką karierę porzucił? O jakiej mówił tragedii? Mogę być pewna tylko 

jednego: nie było to z pewnością nic wstydliwego. Nie wierzę, by ten człowiek miał 

cokolwiek do ukrycia. 

- Kate - przerwał ciszę David. - Proszę, porozmawiaj ze mną. 

- O czym? 

Oparł się na łokciu. Patrzył prosto w jej oczy, jego usta były teraz tak blisko jej 

twarzy. 

- Powiedz, co czujesz, kiedy cię całuję.  

Wstrzymała oddech. Była pewna, że David słyszy, jak gwałtownie bije jej 

serce. 

- Przecież wiesz - szepnęła. 

- Czujesz to, co ja? - zapytał. 

- A... co ty czujesz? 

- Wiesz doskonale, co czuję, Kate - odparł David. Przygarnął ją do siebie, 

odnajdując wargami jej usta. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 41 -

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

Leżeli na rzecznym kamieniu. Ponad nimi, autostradą, ciągnął nieprzerwany 

sznur samochodów, lecz Kate słyszała jedynie szum rzeki i czuła na ustach namiętne, 

rozpalone wargi Davida. Po raz pierwszy dotknął jej piersi i sutki Kate stwardniały 

spragnione jego pieszczoty. 

Wreszcie zatrąbił na nich jakiś kierowca, potem drugi. Ktoś krzyknął coś w ich 

stronę. David podniósł głowę ze śmiechem. 

- Turyści - powiedział. - Są przekleństwem nowożeńców. 

- Cóż, widok okazał się jeszcze ciekawszy, niż się spodziewali - zauważyła 

Kate, mając nadzieję, że jej głos brzmi równie spokojnie jak głos Davida. Zaczęła 

zbierać ich rozrzucone rzeczy. 

- Nie masz ochoty obracać w żart tego, co stało się przed chwilą - powiedział 

nagle David, nie dając się zwieść jej pozornie beztroskim słowom. 

- Nie - przyznała, z trudem powstrzymując łzy. David westchnął cicho. 

- To, co stało się między nami, dla mnie także nie jest zabawą - mówił z 

wahaniem. - Lecz jeśli nie obróciłbym tego w żart, jeśli nie cofnąłbym się teraz, 

później mógłbym nie być już w stanie tego zrobić. 

Kate spojrzała na niego. Może wcale nie chcę, byś się cofnął, pomyślała. 

- Nie wiesz nawet, co czuję, kiedy dotykam twoich ust - powiedział David. 

- A ja... - Kate przerwała mu z rozdrażnieniem - nie wiem, co się ze mną dzieje. 

Zupełnie tracę kontrolę nad tym, co robię. 

Oboje roześmieli się głośno. 

- Nie złość się na mnie, Kate. Później będziemy mogli porozmawiać o tym 

wszystkim. Teraz jest już prawie wpół do czwartej, a chciałbym, żebyśmy zdążyli do 

Gatlinburga przed zamknięciem sklepów. 

Kate spojrzała na niego pytająco, lecz David jak zwykle powiedział tylko: 

- Poczekaj, zobaczysz. 

Gatlinburg było miasteczkiem eleganckich domków o stromych dachach. 

Położone w malowniczej dolinie, podobnie jak Cherokee, miasto utrzymywało się z 

R S

background image

 

- 42 -

turystyki, chętnie odwiedzane przez ludzi z dużymi pieniędzmi. Prowadząc wóz 

wąskimi, zatłoczonymi uliczkami, David znów musiał zwolnić. 

Wreszcie udało się im zaparkować tuż przed wejściem do ekskluzywnego 

sklepu z ubraniami. Wewnątrz powitała ich nastrojowa muzyka, pluszowe dywany i 

manekiny w eleganckich strojach. 

- David! - zawołała szczupła, przystojna kobieta z opadającą na ramiona 

kaskadą blond włosów. Uścisnęła serdecznie ręce swego gościa. - Co tutaj robisz, mon 

cher? - zawołała. W jej głosie brzmiały ciepłe, intymne nuty. Zerknęła na 

towarzyszącą Dawidowi dziewczynę. 

- To Kate - wyjaśnił David. - Jesteśmy przyjaciółmi. Kate, to Monique d'Orlet. 

- A więc coś dla Kate? - spytała Monique, unosząc wysoko swe pięknie 

zarysowane brwi. W jej słowach brzmiał wyraźny francuski akcent. 

- Och, nie - odparła szybko Kate. 

- Oczywiście, że tak - przerwał jej David. - Ja płacę. - A potem znów zwrócił 

się do Monique: 

- Chciałbym coś ładnego i zwiewnego jak sama Kate, lecz dostatecznie 

wytwornego na wieczór - oświadczył. 

- Czy znajdziemy u ciebie coś takiego? 

Francuzka przez chwilę przyglądała się uważnie dziewczynie. 

- Mam dokładnie to, czego potrzebujesz - oznajmiła wreszcie. - Chodźcie za 

mną. 

- Davidzie, proszę! - szepnęła Kate błagalnie, kiedy wspinali się po stromych 

schodach. - Wiesz przecież, jak to musi wyglądać... 

- Sądziłem, że nie przejmujesz się takimi rzeczami. - Uśmiechnął się do niej 

przekornie. - Mówiłem już, że zarobiłem w życiu trochę pieniędzy. Zrób mi tę 

przyjemność i pozwól sprawić sobie prezent. 

Kate nie protestowała więcej. Speszona i zagniewana stała z boku, 

przysłuchując się, jak Monique i David dyskutują na temat kilku długich sukien, 

szczegółowo omawiając ich fason i kolor. 

- Jestem pewna, że mój pierwszy wybór okaże się najlepszy - powiedziała 

wreszcie Monique tonem, w którym pobrzmiewały władcze nuty. Kate musiała 

R S

background image

 

- 43 -

przyznać, że wybrana przez Monique suknia okazała się rzeczywiście piękna. Jest 

profesjonalistką i nie będzie próbowała oszpecić mnie jakimś niemodnym bublem, 

nawet jeśli podoba się jej David, pomyślała Kate. A może po prostu nie widzi we mnie 

rywalki. 

Suknia była w rzeczywistości długą, kaszmirową tuniką w najjaśniejszym 

odcieniu bieli. Wysoko rozcięte wąskie boki odsłaniały szczupłe uda Kate. Prze-

wiązana w talii miedzianym łańcuszkiem, kreacja ciasno przylegała do jej figury. 

- Przymierz ją, Kate - poprosił David. W jego głosie zabrzmiały nagle ciepłe, 

łagodne nuty, które z pewnością nie umknęły uwagi Monique. 

- Dobrze - odparła Kate z rezygnacją. 

Suknia wyglądała na niej wspaniale. Jednak na bosaka, z opadającymi na 

ramiona włosami, Kate miała wrażenie, że wygląda raczej jak nastoletnia panienka niż 

dojrzała, atrakcyjna kobieta. Rozglądając się z rozpaczą po przymierzalni, spostrzegła 

na podłodze kilka rozrzuconych spinek. Podniosła je i bezwiednymi niemal ruchami 

upięła włosy do góry. 

Wspinając się na palce, Kate postanowiła wreszcie wyjść z przymierzalni. W 

oczach właścicielki sklepu dostrzegła podziw i zazdrość. 

- Masz piękną figure - zauważył David, jakby zapominając, że nie są sami. 

- Dziękuję - odparła Kate. - Ale nie uważasz, że potrzebne są mi również buty? 

W tej sukni i kamaszach mogę wyglądać dość zabawnie. 

David roześmiał się. 

- Och, kobiety, wszystkie jesteście próżne. Nawet ty, Kate. 

- Mamy pantofle w miedzianym odcieniu - wtrąciła cicho Monique. 

- A co z płaszczem? - zapytał David. - Widzę ją w miękkiej wełnianej pelerynie 

ściągniętej w talii szerokim paskiem. 

- Właśnie takie płaszcze dostaliśmy dzisiaj - odparła Monique z uśmiechem. 

Kiedy ostatecznie skompletowali jej strój, Kate 

zostawiła Davida na chwilę samego, by w sklepie po przeciwnej stronie ulicy 

kupić pończochy, trochę kosmetyków i kilka niezbędnych drobiazgów, między innymi 

szczoteczkę do zębów, o której zapomniała w Cherokee. David czekał na nią przy 

samochodzie. 

R S

background image

 

- 44 -

- A więc w drogę, do River Inn. Będziemy mogli wziąć tam prysznic, odpocząć, 

przebrać się... 

Nagle na twarzy Kate odmalowało się przerażenie. 

- Och, nie! - zawołała, wyraźnie przestraszona. 

- Co się stało? - W głosie Davida słychać było szczere zatroskanie. 

Kate zachichotała. 

- Już wyobrażam sobie nasze wejście do tego eleganckiego hotelu - wyjaśniła 

rozbawiona - gdy zamiast bagażu wniesiemy plastikowe torby z zakupami! 

David roześmiał się. 

- Jeśli to twoje jedyne zmartwienie... 

Szybko włączyli się do ruchu i niecały kwadrans później David zaparkował 

wóz przed potężnym, kamiennym gmachem stylizowanym na gotyk. Hotel stał tuż nad 

brzegiem rzeki w otoczeniu wysokich topól. 

- A teraz - zaczął David, pomagając Kate wysiąść - zobaczmy, czy możemy coś 

zaradzić w sprawie toreb z zakupami. 

Z bagażnika dżipa David wyjął ukrytą pod indiańskim kocem walizę z cielęcej 

skóry i znacznie mniejszą elegancką torbę podróżną z błyszczącego materiału. 

- Nie sądziłaś chyba, że wystąpię w starych dżinsach, kiedy ty będziesz 

wyglądała tak pięknie? - zapytał z przekornym błyskiem w oku. 

- Zaplanowałeś... to wszystko? - W jej głosie brzmiało niedowierzanie. 

- Przypuszczałem, że możemy gdzieś się wybrać. - Wzruszył ramionami. - To 

był taki piękny dzień... 

David starannie układał w walizce jej rzeczy obok swoich. Zupełnie jakbyśmy 

byli małżeństwem, pomyślała Kate, jakby to naprawdę był nasz miodowy miesiąc. 

Odniosła wrażenie, że recepcjonista zna dobrze Davida. 

- Och, pan... - zaczął, lecz David przerwał mu bardzo szybko. 

- Witaj, Jerry. To moja kuzynka, Kate... Vine, z Kalifornii. 

Mężczyzna uśmiechnął się do niej serdecznie. 

- Panno Vine, niezwykle miło mi panią poznać. 

- Kate widziała, że Jerry zastanawia się, dlaczego David zarezerwował dwa 

pokoje. 

R S

background image

 

- 45 -

Bezceremonialnie odwracając się do Kate plecami, David dopełnił formalności, 

po czym zapłacił za hotel kartą kredytową. 

- Sami zaniesiemy bagaże - oświadczył, kierując się wraz z Kate do windy. - 

Niech Armand zarezerwuje dla nas stolik. Na nazwisko: Johnson. 

Recepcjonista skinął głową z porozumiewawczym uśmiechem. 

- Czy często tu przyjeżdżasz? - zapytała Kate, kiedy wysiadali z windy na 

trzecim piętrze. 

- Nie wiem... trzy, może cztery razy w roku...  

Otworzył drzwi jednego z pokoi. Na środku stały dwa ogromne łóżka, solidne 

meble z klonowego drewna, a w szerokim, kamiennym kominku płonął ogień. Z 

balkonu, oddzielonego od pokoju szklanymi, rozsuwanymi drzwiami, słychać było 

szum rzeki. 

- Pierwsza klasa - oświadczyła z uznaniem Kate. 

- Zasługujesz na to. - Stając za plecami Kate, objął ją, przygarniając do siebie. 

Trwali tak przez kilka minut, nie mówiąc nic, spoglądając jedynie przed siebie na 

połyskującą w zachodzącym słońcu rzekę. 

- Idę do swojego pokoju wziąć prysznic - powiedział wreszcie David. - 

Mogłabyś zrobić to samo, a potem zdrzemnąć się trochę. Ja mam taki właśnie zamiar. 

Na razie, do zobaczenia. 

David zamknął za sobą drzwi łączące ich dwa pokoje i Kate została sama. 

Walizka i torba podróżna Davida leżały na jednym z łóżek jak bagaże męża. 

Jak mam traktować Davida, zastanawiała się Kate. Mam nadzieję, że nie jestem 

niczyją żoną ani narzeczoną, bo naprawdę mogłabym mieć kłopoty z dotrzymaniem 

wierności. 

Ciepły prysznic odświeżył ją, ale poczuła się również senna. W samej tylko 

jedwabnej bieliźnie położyła się pod kocem na stojącym przy oknie łóżku i 

natychmiast zasnęła. 

Obudził ją cichy głos Davida. 

- Przepraszam, ale zostały tutaj moje ubrania - usprawiedliwił się. - Jest siódma. 

Nie sądzisz, że powinnaś już wstać i także się ubrać? 

R S

background image

 

- 46 -

Przez chwilę Kate była zupełnie zdezorientowana. Potem przypomniała sobie, 

jak niewiele ma na sobie. 

- Jeśli każesz mi wyskoczyć teraz z łóżka - ostrzegła go - będę krzyczeć. 

- Dobrze - odparł ze śmiechem David. - Wychodzę. Do zobaczenia za 

dwadzieścia minut. 

Kiedy David zniknął za drzwiami, Kate wstała, upięła włosy, tym razem 

znacznie staranniej niż w sklepie Monique d'Orlet, zrobiła sobie delikatny makijaż i 

natarła perfumami szyję, skronie i ręce. 

Potem naciągnęła jedwabne pończochy, obcisłą miękką suknię i stanęła przed 

lustrem. Co powie David, zastanawiała się. Czy mu się spodobam? 

W tej samej chwili usłyszała delikatne pukanie. 

- Czy wyglądasz przyzwoicie? 

- Wejdź - odparła. 

To będzie prawdziwa randka, pomyślała Kate, z uznaniem przyglądając się jego 

smukłej, barczystej sylwetce. Szerokie ramiona Davida okrywała beżowa sztruksowa 

marynarka, a stroju dopełniały doskonale skrojone brązowe spodnie. 

David nie mówił nic. Patrzył na nią bez słowa, a Kate nie potrafiła wyczytać w 

jego spojrzeniu żadnych emocji. 

- A więc? - pierwsza przerwała milczenie Kate. - Czy warto było mnie ratować? 

David nie odpowiadał przez chwilę. 

- Jesteś piękna - powiedział wreszcie. - To cudowne ciało i wdzięk 

niewinności... 

- Davidzie. - Rozchyliła usta. Nie zwracał uwagi na jej słowa. 

- Chciałbym widzieć cię bez żadnego ubrania - mówił - z kosmykami włosów 

rozsypanymi wokół twarzy jak w tej chwili, siedzącą na moim ulubionym rzecznym 

kamieniu niczym rusałka... 

- Och, mój Boże, Davidzie - szepnęła. 

Ujął jej dłonie. Stał teraz bardzo blisko Kate, patrząc jej w oczy. 

- Nie obraziłem cię? 

- Jak mogłabym się obrazić, kiedy powiedziałeś to tak pięknie? - spytała. - Czy 

chcesz, żebym zdjęła suknię? 

R S

background image

 

- 47 -

David odetchnął głęboko. Mocno ścisnął jej dłonie. 

- Kate. - W jego głosie słyszała teraz drżące nuty. 

- W jednej chwili jesteś niewinnym dzieckiem, w następnej kobietą pełną 

pożądania. Pamiętaj, by nie zadać mi tego pytania, kiedy wrócimy tutaj wieczorem. 

Armand, szef hotelowej restauracji, o którym wspomniał wcześniej David, 

powitał ich bardzo serdecznie. Cała sala zalana była miękkim światłem, zaś gości 

obsługiwali ubrani na biało, niezwykle uprzejmi kelnerzy. 

- Ma pan bardzo piękną kuzynkę, panie Johnson - zauważył Armand, wręczając 

im menu. 

Natychmiast pojawił się obok nich młody, bardzo taktowny kelner z pytaniem, 

czego chcieliby się napić. 

- Chyba czerwonego wina - odparł David, spoglądając pytająco na Kate. - 

Lafitte Rothchild - dodał po namyśle. - Najlepszy rocznik. 

- Tak jest! 

Kiedy zostali sami, David uśmiechnął się do Kate. 

- Podaj mi rękę - poprosił. - Tego wieczoru chcę trzymać twoją dłoń jak 

najdłużej. 

Kate posłuchała Davida, spoglądając na niego z czułością. Czuła się przy nim 

tak dobrze i bezpiecznie. Wystarczyłoby jednak jedno nieprzyjazne spojrzenie jego 

jasnoniebieskich oczu, by zadać jej ból. 

Dziś wieczorem, postanowiła nagle, nie będę próbowała oszukać własnego 

serca, nie będę próbowała odepchnąć miłości. 

- Wiesz, Kate - odezwał się nagle David. - Rozmawiamy ze sobą, choć żadne z 

nas nie wypowiedziało nawet jednego słowa. Twoje orzechowe oczy mówią tak wiele. 

- Być może - odparła - ale mam nadzieję, że nie mówią wszystkiego. 

W jego oczach dojrzała pytanie, w tej samej jednak chwili kelner przyniósł 

wino, by David ocenił jego smak. David podał najpierw kieliszek Kate. 

- Chyba domyśliłeś się już - powiedziała - że niespecjalnie znam się na 

alkoholu. 

Skinął głową. 

R S

background image

 

- 48 -

- Tak sądziłem. Dodaje ci to jedynie uroku. To jednak szczególne wino i musisz 

go spróbować, by sprawić mi przyjemność. 

Posłusznie wzięła do ręki kieliszek. 

- Zaczekaj chwilę - poprosił David, sam również podnosząc kieliszek. - Chcę 

wznieść toast. Za nas, Kate. Żeby spełniły się nasze marzenia. 

- O, tak - szepnęła. 

Wino, wystarczająco drogie, by wzbudzić podziw i szacunek kelnera, było 

wytrawne, aromatyczne i eleganckie. 

- Niezłe - oceniła Kate. - Myślę, że nietrudno byłoby mi polubić ten smak. 

David zamówił kolację dla nich obojga. Wybrał tournedos Louis, niewielkie, 

delikatne steki z dodatkiem sosu bernaise, pieczonych grzybków i bostońskiej sałaty. 

Obok pojawił się na ich stole również mały bochenek ciepłego jeszcze chleba 

domowego wypieku i biało-niebieska porcelanowa miseczka z masłem. 

Kiedy skończyli jeść, David zamówił dla siebie koniak, a potem rozsiadł się 

wygodnie na krześle, by wypalić fajkę. 

- Jest cudownie - stwierdziła Kate, popijając kawę ze śmietanką. Czuła się z 

nim tak szczęśliwa. 

- To prawda - powiedział David w zamyśleniu. - Moglibyśmy na zawsze 

pozostać przyjaciółmi, nie sądzisz? 

Po kolacji postanowili przespacerować się wzdłuż głównej ulicy Gatlinburga. 

Trzymali się za ręce. Kate, okryta białym płaszczem, spoglądała na witryny sklepów, 

zarys ciemnych, dostojnych gór w oddali i niezwykle czyste tej nocy, usiane 

gwiazdami niebo. 

Potem wjechali wyciągiem krzesełkowym na szczyt góry, by spojrzeć stamtąd 

na obsypaną światłami domów dolinę. David objął Kate, kiedy stali tak w ciszy nocy, 

patrząc w dal. 

Gdy znaleźli się z powrotem na dole, David zaprowadził Kate do małego, 

przytulnego baru na jednej z bocznych ulic. Sympatyczna para w średnim wieku 

zabawiała tam gości, śpiewając piosenki country przy dźwiękach cymbałów i 

mandoliny. Kate przypomniała sobie teraz, że takie właśnie owalne cymbały widziała 

w domu Davida. 

R S

background image

 

- 49 -

Kiedy wychodzili około wpół do jedenastej, Kate nuciła cicho piosenkę, która 

szczególnie się jej spodobała. W myśli powtarzała słowa ballady: „Czarne są włosy 

mego kochanka. Jego usta... są cudowne..." 

David objął ją mocniej. 

- Lubisz czarnowłosych mężczyzn, Kate? - spytał. - Czy też uważasz, że są źli i 

skryci, jak to się czasami słyszy? 

Och, pomyślała Kate, milknąc nagle. David nie marnuje czasu. 

- Jeśli chciałeś spytać, czy lubię ciebie - odparła, zaskoczona własną śmiałością 

- odpowiedź brzmi: tak. Bardzo. 

Potrząsnął głową. 

- Co za szczerość - zdziwił się, muskając wargami jej ucho. - Wróćmy do 

hotelu... Chciałbym jeszcze zatańczyć dzisiaj z tobą. 

W sali dancingowej o nazwie Le Club panował dyskretny półmrok. Powietrze 

pachniało papierosowym dymem, a na maleńkim parkiecie tłoczyło się wiele 

eleganckich par, poruszając się w takt romantycznych jazzowych melodii. Kate 

zastanawiała się, czy będzie tam dla nich miejsce. 

Jednak dla Davida szybko znaleziono zaciszny stolik w rogu sali. Zamówił dla 

siebie wódkę z tonikiem, a dla Kate wodę mineralną. 

- Chodź, Kate - powiedział. - Grają naszą melodię. 

- Tak? - zdziwiła się. 

- Oczywiście. - Poprowadził Kate na parkiet, trzymając dłoń na jej karku. - 

Dzisiaj każda melodia jest naszą melodią. 

Przytulona do Davida, Kate szybko rozpoznała muzykę, przy której tańczyli. 

Była to wzruszająca piosenka o pierwszym spotkaniu, pierwszym pocałunku i 

pierwszym miłosnym zbliżeniu, bardzo popularna kilka lat wcześniej. 

Taniec z Davidem był jak jego pocałunki. Wiedziała, że z nikim innym nie 

przeżyje czegoś równie cudownego. Był znakomitym tancerzem. Prowadził ją z 

elegancją i wdziękiem. Nawet kiedy przygarniał ją do siebie, ich ciała wciąż poruszały 

się jednym rytmem. 

Delikatnie oparł dłoń Kate na swoim barku, muskając policzkiem jej włosy. 

Czuła, jak jej piersi naciskają na jego tors. Ich uda dotykały do siebie, wzbudzając w 

R S

background image

 

- 50 -

Kate drżenie pożądania. David gładził jej kark, jakby rozkoszując się miękkością 

kaszmiru i jedwabistym ciepłem jej skóry wokół linii dekoltu. 

- Boże, Kate, jak cudownie jest trzymać cię w ramionach - szepnął, wciąż 

przytulając ją do siebie jeszcze chwilę po tym, jak ucichła muzyka. - Może lepiej 

usiądźmy i napijmy się czegoś. 

Przez następną godzinę spędzili jednak bardzo niewiele czasu przy swoim 

stoliku. Znacznie bardziej woleli kołysać się w takt muzyki, obejmując się nawzajem, 

nawet jeśli tańczyło obok nich jeszcze wiele innych par. 

Kate była odurzona zapachem jego ciała, dotykiem rąk, cudownym ciepłem 

jego ramion, kiedy mocno przygarniał ją do siebie. Chciała, by ten wieczór nigdy się 

nie skończył. 

Wtulona w niego, pragnęła, by stali się sobie jeszcze bliżsi. Wreszcie, gdy 

orkiestra zagrała szczególnie piękną miłosną piosenkę, David pocałował ją delikatnie. 

- Chodźmy na górę - szepnął. 

Kate drżała, kiedy wychodzili z lokalu spleceni w ciasnym uścisku. Kiedy 

drzwi windy zamknęły się za nimi, David pocałował ją raz jeszcze. 

- Wiesz, jak bardzo pragnę kochać się z tobą - powiedział głosem ochrypłym i 

namiętnym. 

- Tak, Davidzie... 

Czuła się tak zagubiona, niewiele wiedziała nawet o sobie samej. Jednego była 

jednak pewna. Pragnęła tego mężczyzny. Nie wiem, czy potrafię powiedzieć mu „nie", 

pomyślała. Nie sądzę nawet, bym tego chciała. 

Potem zdała sobie sprawę, że choć słyszała w głosie Davida namiętność, choć 

przepalało ją spojrzenie jego niebieskich oczu, obejmujące ją ramiona wydawały się 

delikatne i cudownie opiekuńcze. 

- Pożądam cię tak bardzo, że czuję się, jakby przepalał mnie wewnętrzny ogień 

- wyznał. - Ale nie wezmę cię, nawet gdybym otrzymał twoje przyzwolenie. W tych 

okolicznościach to nie byłoby uczciwe. 

- Uczciwe? - szepnęła przerażona. - Co masz na myśli? 

- Nie wiesz nawet, kim jesteś, moja śliczna Kate. I, choć wiem, że jesteś 

namiętna, ten żar może należeć się komuś innemu... 

R S

background image

 

- 51 -

W jego głosie Kate słyszała drżenie, sama zaś nie była w stanie wypowiedzieć 

ani słowa. 

- Możesz mieć gdzieś męża - wyjaśnił - który miałby prawo... 

Drzwi windy otworzyły się na ich piętrze, a potem znów zamknęły ponownie, 

zanim którekolwiek z nich zdążyło się poruszyć. 

David odetchnął głęboko i raz jeszcze dotknął przycisku windy. 

- Moglibyśmy przebrać się w dżinsy - zaproponował już normalnym tonem, 

kiedy stanęli pod drzwiami swojego apartamentu - i zobaczyć, czy w telewizji nie ma 

jakiegoś nocnego filmu. 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Podobnie jak poprzednio weszli do pokoju Kate. Dziewczyna odwróciła od 

Davida twarz, by nie mógł dojrzeć jej łez. 

- Przebiorę się, kupię dla nas coca-colę i wrócę za kilka minut - oznajmił, 

kierując się do swego pokoju. - Do licha - usłyszała po chwili. - Zdaje się, że nie mam 

drobnych. 

- Ja chyba mam. - Wysypała kilka monet z kieszeni sztruksów i podała mu 

pieniądze przez drzwi. 

David jednak nie dał się tak łatwo oszukać. Podszedł do Kate i delikatnie otarł 

jej mokry od łez policzek. 

- Nie płacz, Kate - poprosił. - Wierz mi, to nie dlatego, że cię nie pragnę. 

Potem znów wyszedł. Kiedy Kate była pewna, że David odszedł już dość 

daleko, wyładowała swoją złość, ciskając po pokoju leżące na łóżkach poduszki. 

Gdy David wrócił, wszystko leżało znów poukładane na swoich miejscach, zaś 

Kate, siedząc na kanapie w sztruksach i wełnianym swetrze, trzymała na kolanach 

złożoną gazetę z programem telewizyjnym. David, jak zauważyła z cichą rozpaczą, 

nałożył miękką niebieską koszulę, która podkreślała jeszcze kolor jego oczu. 

David odnalazł szklanki i po chwili wręczył Kate colę z lodem, po czym usiadł 

na sąsiednim łóżku. 

R S

background image

 

- 52 -

- Co w telewizji? - zapytał. 

Kate otworzyła posłusznie program, by zobaczyć, jakie filmy są zaplanowane 

na dzisiejszą noc. 

- A więc tak - powiedziała głosem, w którym nie wyczuwało się żadnych 

emocji. - Jest program rozrywkowy, stary film z Bogartem i jakiś współczesny film 

„Kłosy poranka". Ten film zebrał podobno wiele nagród... 

- Pokaż mi program. - David wyjął z jej ręki gazetę, a potem znów wyciągnął 

się na łóżku. 

- „Kłosy poranka" widziałem więcej razy, niż mógłbym zliczyć - odezwał się 

po chwili. - Zaś film z Bogartem to „Casablanca". Zawsze bardzo go lubiłem. 

Obejrzymy go? 

Kate wzruszyła ramionami. 

- Nie mam nic przeciwko temu - odparła, podciągając wysoko kolana. 

Spoglądała przed siebie, obiema rękami obejmując szklankę z colą. 

Czuła na sobie uważne spojrzenie Davida. Zwrócił na nią wzrok, słysząc jej 

nowy, bezosobowy ton. Potem wstał i włączył telewizor. Z przyzwyczajenia bardziej 

niż dla stworzenia romantycznego nastroju rozpalił ogień w kominku i wyłączył 

stojące przy łóżkach lampy. Przez długi czas patrzyli w milczeniu w ekran telewizora. 

Nie wcześniej niż w połowie filmu, przy scenie, w której Bogart żegna się z 

Ingrid Bergman, Kate, po raz pierwszy od czasu ich rozmowy w windzie, spojrzała na 

Davida. 

Obserwował ją, ukryty w cieniu, tak jak podczas ich pierwszego wieczoru w 

górskim domku. To było zaledwie dwa dni temu, pomyślała z niedowierzaniem. 

- Kate - zaczął. Jego słowa brzmiały szczerze i żarliwie. - Nie wiem, co mogę 

jeszcze zrobić... 

- Możesz usiąść tutaj koło mnie - ze zdziwieniem usłyszała własny głos. - 

Będziemy udawać, że to łóżko jest kanapą, i nie będę próbowała cię uwieść. 

Już po chwili był przy niej. Otoczył ją ramieniem tak, by Kate mogła oprzeć 

głowę na jego barku. 

- Tak jest o wiele przyjemniej - odparła, przytulając się do niego. 

R S

background image

 

- 53 -

- Proszę, uwierz, że nie jest mi wcale łatwiej. Nie chcę cię wykorzystać - mówił 

- i nie chcę, byś odeszła. Wierz mi, Kate, niewiele wiesz o sobie i niewiele również 

wiesz na mój temat. Nie mogę zapomnieć o tym wszystkim i postąpić tak, jak 

chciałbym. To bardzo trudna dla mnie sytuacja, kochanie. 

Kochanie! Kate objęła go mocniej. W ten sposób mógł zwracać się mężczyzna 

do kochanej kobiety. Na razie to jej wystarczy. 

Dużo później David próbował ją obudzić, by obejrzała słynną scenę pożegnania 

na lotnisku. Kate jednak nie miała ochoty otworzyć oczu. 

- To zbyt smutne - mruknęła, a potem dodała: - śpię. 

Słyszała szum silników, muzykę, a potem David wstał, by wyłączyć telewizor. 

- Dobranoc, Kate - powiedział z czułością, delikatnie całując jej czoło. 

Kate otworzyła oczy, obejmując go za szyję. 

- Nie odchodź - szepnęła. 

- Chcesz, żebym został? 

- Proszę, Davidzie. 

- Dobrze. 

Zdjął koszulę, pasek, skarpety i położył się obok Kate w samych tylko 

dżinsach, przykrywając kocem ich oboje. 

- Dobranoc, Kate - szepnął raz jeszcze, przygarniając ją do siebie. 

Obudził ją szum wody za ścianą i promienie słońca przedzierające się do 

pokoju przez szczeliny w niezbyt dokładnie zaciągniętych zasłonach. 

Spędzili razem noc, uświadomiła sobie nagle, w ubraniach, półleżąc, oparci o 

wysoko podłożone poduszki. 

Z przestrachem zdała sobie sprawę, jak niezbędny stał się David, by mogła czuć 

się szczęśliwa i bezpieczna. To nieuczciwe obarczać go taką odpowiedzialnością. 

Odpowiedzialnością, o którą nie prosił. 

Tak bardzo go jednak pragnę, nie obchodzi mnie nawet to, czy w moim życiu 

jest ktokolwiek inny. 

Kiedy David mówił jej „dzień dobry", zauważyła delikatne cienie pod jego 

oczami. 

R S

background image

 

- 54 -

- Chętnie wybrałbym się dzisiaj na Niedźwiedzią Górę, po to tylko, by 

przewietrzyć głowę i pogimnastykować ciało - oświadczył, rozprostowując ramiona. 

Po lekkim śniadaniu w hotelowej restauracji wyszli od razu na spacer. 

Postanowili przejść dzisiaj łatwym szlakiem do wodospadów Laurel. Kate pragnęła 

nie myśleć o niczym, chciała słuchać tylko szumu spadającej wody i czuć na twarzy 

delikatną, wilgotną mgiełkę. 

Tego ranka spory tłum turystów pokonywał już tę samą co oni trasę. Dzieciaki z 

piskiem i śmiechem bawiły się na mokrych kamieniach. Kate zauważyła, że David 

włożył ciemne, lustrzane okulary, które sprawiały, że nawet twarz tak 

charakterystyczna jak jego nabierała cech anonimowości. 

- Naprawdę nie podobają mi się twoje okulary - stwierdziła stanowczo. 

- Przepraszam - odparł zupełnie niewzruszony. - Boli mnie głowa. 

Dotarcie do najwyższego punktu widokowego parku zajęło im około 

dwudziestu minut. Szli lasem świerkowo-sosnowym, który, według słów Davida, był 

bardziej typowy dla Kanady niż gór południowo-amerykańskich. Ze szczytu widzieli 

lśniącą w oddali taflę jeziora Fontana za spowitymi mgłą wzgórzami, rozciągającymi 

się aż do granic Północnej Karoliny. 

- Na tych wzgórzach, nawet w lecie, rośnie niewiele roślin poza paprociami - 

powiedział David, wskazując ręką przed siebie. - Za to wiosną, wzdłuż szlaku, którym 

szliśmy do wodospadów, muszą rosnąć miliony kwiatów. Kiedy... to znaczy... jeśli... 

przyjedziesz kiedyś tutaj ze mną... 

Umilkł, nie kończąc zdania. Trzymając się za ręce, wracali bez pośpiechu do 

dżipa. Potem jechali, wciąż nie mówiąc nic, przez park i Cherokee do Franklin. Minęli 

po drodze słynną Dolinę Cowee, w której kopalniach i strumieniach turyści szukali 

rubinów. 

- Któregoś dnia, Kate - powiedział David - jeśli będziemy się jeszcze 

kontaktowali, chciałbym zabrać cię do prawdziwej kopalni. Znajduje się ona na 

wschód od Asheville, na szczycie góry w pobliżu Małej Szwajcarii. Moglibyśmy 

poszukać tam szmaragdów. 

- Byłoby cudownie - odparła, zaciskając palce na jego dłoni. - Jak myślisz, co 

nas czeka, Davidzie? 

R S

background image

 

- 55 -

Przez chwilę przyglądał się jej w zamyśleniu. 

- Sam chciałbym to wiedzieć. 

- Przepraszam - powiedziała. - To było niemądre pytanie. 

Niedługo potem minęli Cabin Creek i jechali drogą na szczyt Niedźwiedziej 

Góry. 

- Czy mogłabyś rozpakować rzeczy? - poprosił David, kiedy zatrzymali się 

przed domem. - Chciałbym porąbać trochę drewna. 

Kate widziała wcześniej ogromny zapas przygotowanych na zimę drewnianych 

szczap, nie powiedziała jednak ani słowa. Skinęła głową i weszła do domu. 

Na wierzchu walizy, obok swoich rzeczy, zauważyła nie widziane wcześniej 

białe, damskie spodnie i kremowy, kaszmirowy sweter... Poczuła niepokój, a zaraz 

potem wstyd. Domyśliła się, że te ubrania są prezentem Davida dla niej. 

Zaniosła rzeczy Davida do jego pokoju, swoje zaś ułożyła na półce w salonie. 

Na chwilę zatrzymała się przy wiszących na ścianie cymbałach. Dotykała delikatnie 

ich strun, kiedy David, stojąc na progu kuchni, oznajmił, że idzie na spacer. 

Nie miała do niego o to żalu. Jest przyzwyczajony do samotności, pomyślała. 

Po chwili doszła do wniosku, że jej samej również dobrze zrobiłby spacer. Włożyła 

grubą kurtkę, rękawiczki, czapkę i wyszła. 

Będę szła drogą i nie odejdę zbyt daleko, postanowiła. W ten sposób na pewno 

się nie zgubię. Wrócę, zanim David zdąży zauważyć moją nieobecność. Może 

przypadkiem natrafię na ślad mojego samochodu. 

Przez długi czas szła, nie zastanawiając się właściwie nad tym, dokąd idzie. 

Niebo zasnuły ciemnoszare chmury zwiastujące śnieżycę. Zastanawiała się nad 

problemem swojej tożsamości. Nie była pewna, czy rzeczywiście pragnie odzyskać 

pamięć. 

Jak długo jej przeszłość pozostaje tajemnicą, może mieszkać z Davidem, 

pomyślała. Nie mogła jednak oczekiwać, że pozwoli jej przebywać tutaj w nieskoń-

czoność. 

Z drugiej strony David zdecydowany był nie dotknąć jej, dopóki nie przekona 

się, kim jest Kate. Jego pieszczot zaś pragnęła teraz ponad wszystko. 

R S

background image

 

- 56 -

Westchnęła. Jest mi tutaj tak dobrze, pomyślała. David również powiedział 

zeszłej nocy, że nie chce się z nią rozstać. Poza tym dokąd miałaby pójść? 

Rozglądając się wokół, Kate stwierdziła nagle, że zaszła zbyt daleko. Była już 

prawie przy drodze prowadzącej do strażnicy służby leśnej. Zawróciła szybko. David 

mógł zaniepokoić się jej tak długą nieobecnością. 

W tym momencie usłyszała zgrzyt żwiru, a zaraz potem pisk hamulców. 

- Kate! - zawołał ostro David. - Myślałem, że ode mnie uciekłaś. 

- Mam wrażenie, że weszło ci to w nawyk - zauważyła Kate. - Kolejny raz omal 

mnie nie zabiłeś, jadąc jak szalony... 

- Wsiadaj - przerwał jej David. Skręcił i zatrzymał się na moment. - Dom bez 

ciebie wydał mi się taki pusty - wyznał. - Jeszcze tydzień temu nie uwierzyłbym, że 

coś podobnego może mi się przydarzyć. 

Przez długą chwilę patrzyli na siebie bez słowa. Potem David ruszył, jakby nie 

oczekiwał żadnej odpowiedzi. 

- Dokąd szłaś? - zapytał po pewnym czasie. 

- Spacerowałam. Nie tylko ty masz problemy, nad którymi potrzebujesz 

zastanowić się czasami w samotności. 

David nic nie odpowiedział. 

- Chciałam podziękować ci za spodnie i sweter - ciągnęła cicho. - Znalazłam je 

przy rozpakowywaniu walizki. Nie powinieneś ich kupować, ale... są cudowne. 

Wzruszył ramionami. 

- To tylko przejaw mojego egoizmu. 

Tego wieczoru David przyrządził potrawkę z królika, która mogłaby stać się 

ozdobą najwykwintniejszego stołu. 

Jedli znów przy blasku ognia na kominku i w świetle naftowej lampy. Kate 

przebrała się do kolacji w białe spodnie i kremowy sweter. 

- Po Gatlinburgu to miejsce wydaje się jeszcze cichsze i spokojniejsze, nie 

sądzisz? - odezwał się David po chwili dłuższego milczenia. - Pomyśl, jak musiałby je 

ocenić ktoś z tak dużego miasta jak Los Angeles czy Nowy Jork. Ty zapewne 

mieszkasz w dużym mieście, Kate. 

R S

background image

 

- 57 -

- Ta cisza rzeczywiście wydaje mi się czymś zupełnie nowym - powiedziała 

Kate po namyśle - odmiennym od tego, do czego jestem przyzwyczajona. 

- Lecz nie wyobrażam sobie, bym gdziekolwiek mogła być szczęśliwsza niż 

właśnie tu, dokończyła w myśli. 

- Nie wyobrażam sobie, że mogłabym mieszkać tutaj sama - powiedziała głośno 

- chociaż bardzo podoba mi się twój dom. Zapewne w takiej samotni można lepiej 

poznać samego siebie. 

- Chyba masz rację - odparł. - Teraz jednak nie jestem już tak pewien swoich 

racji. Twoje pojawienie się w tym domu zmieniło tak wiele. 

- Nie pojawiłam się w tym domu, zostałam do niego wniesiona - przypomniała 

mu. 

Jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu. 

- To prawda. Zauważyłem, że kiedy mnie nie było, dotykałaś cymbałów. 

Potrafisz na nich grać? 

- Niestety, nie. Przyglądałam się im tylko. Tak bardzo podobała mi się wczoraj 

ta piosenka... 

Spojrzał na nią uważnie. 

- Ta o czarnowłosych mężczyznach? Skinęła głową. 

- Jeśli chcesz, mogę nauczyć cię grać na tym instrumencie - zaproponował, 

zbierając ze stołu talerze. - W ten sposób na pewien czas będziesz miała tutaj jakieś 

zajęcie. 

Mówił o jej pobycie w górach jak o czymś krótkotrwałym, jakby mieli się 

niedługo rozstać. Pamiętała jednak, z jakim gniewem i żalem powiedział kilka godzin 

temu: „Myślałem, że ode mnie uciekłaś". 

Czekając na Davida, Kate zdjęła buty i wyciągnęła stopy do ognia. Od czasu 

podróży do Gatlinburga równie dobrze jak David zdawała sobie sprawę, że coś musi 

zmienić się pomiędzy nimi. Namiętność albo ich połączy, albo odepchnie od siebie. 

Wkrótce David wrócił z kuchni i zdejmując ze ściany stary instrument, usiadł 

obok Kate. 

- Na tych dwóch cienkich strunach wygrywa się melodię. Dwie pozostałe służą 

do akompaniamentu. To łatwe. 

R S

background image

 

- 58 -

Uderzając cienką pałeczką, David zagrał kilka nut piosenki, o której mówiła 

Kate. 

- Obawiam się, że nie jestem wybitnym cymbalistą. Chcesz spróbować? 

Początkowo gra na cymbałach wydała się Kate łatwa, choć nie zawsze potrafiła 

zachować właściwy rytm i tempo. Szło jej to jednak dosyć opornie, szybko zaczęły 

boleć ją palce, którymi przytrzymywała cienkie struny. 

- Z czasem skóra zgrubieje i przyzwyczai się do strun - pocieszył ją David. - 

Trochę to jednak potrwa. 

Potem usiadł obok niej i otaczając Kate ramieniem, pomógł jej grać. Kate 

uderzała pałeczkami, David zaś szarpał struny. Potem pochylił się, by położyć in-

strument na ziemię. 

Czuła na szyi jego ciepły oddech, delikatne muśnięcie warg. Czubkami palców 

ugniatał jej ukryte pod swetrem piersi. Odnalazła dłońmi jego ręce, jakby chcąc go 

ponaglić, ośmielić do dalszych pieszczot. 

- Davidzie - szepnęła. - Och, Davidzie...  

Zachwiała się, zupełnie zaskoczona, kiedy David nagle wzmocnił uścisk. 

Czy znów mnie odtrąci, zastanawiała się w panice. Poprosi, żebym odeszła? Po 

chwili znała już odpowiedź. 

- Chcę z tobą zatańczyć. - Sięgnął po płytę, wciąż obejmując ją ramieniem. 

Zaraz potem usłyszała miękkie dźwięki jazzowej trąbki grającej w rytmie lat 

czterdziestych. 

- Kto to gra? - zapytała. Z trudem potrafiła rozpoznać własny głos. 

- Billy Butterfield - odparł, rozpinając jednocześnie koszulę. 

Kate wstrzymała oddech. Jego pięknie umięśniony tors pokrywała czarna, 

jedwabista gęstwina, połyskująca gdzieniegdzie srebrem. 

Bezwiednie wyciągnęła rękę, by dotknąć jego piersi. 

David podciągnął do góry jej sweter i przygarnął dziewczynę do siebie. 

- Jesteś taka piękna, Kate. 

- Och, Davidzie - szepnęła. Kołysali się wolno w takt muzyki przy blasku 

ognia. - Nie wiesz nawet, jak to cudownie dotykać ciebie w ten sposób... 

R S

background image

 

- 59 -

- Nie wiem? Właśnie tego pragnąłem zeszłej nocy, kiedy w tańcu czułem ciepło 

twojego ciała. 

Kate ogarnęła go ramionami, wsuwając ręce pod koszulę Davida. Czuła mięśnie 

pulsujące pod gładką, gorącą skórą mężczyzny. 

- Mogłam zdjąć suknię - powiedziała cicho. - Wiedziałeś przecież. 

- Chciałem cię o to poprosić. 

Z cichym westchnieniem mocniej jeszcze przyciągnął ją do siebie. Czuła teraz 

wyraźnie jego twardą męskość. 

Bezwstydnie przylgnęła do niego, ocierając się o jego rozpaloną skórę. 

- Tak bardzo cię pragnę. 

- Nie mów tego - ostrzegł ją. - Nie będę mógł się opanować... 

Całował ją przy migocącym blasku ognia. Obejmując Kate mocno, pieścił ją 

każdym mięśniem swego ciała. 

Nie potrafiłaby powiedzieć, czy tańczyli całą wieczność, czy jedynie kilka 

minut. Czuła, jak ogarnia ją płomień pożądania. 

Pragnęła jego bliskości, pragnęła odkryć przed nim sekrety swego ciała, oddać 

się mu bez reszty i na zawsze. 

Jakby odgadując myśli Kate, David odchylił się do tyłu, by spojrzeć w jej oczy, 

a potem objął ją jeszcze mocniej. 

- Boże przebacz mi - szepnął. Jego głos drżał od emocji. - Kate, nie mogę już 

dłużej. Błagam cię, chodź ze mną na górę. 

Nie potrafiła i nie chciała mu odmówić. Pozwoliła, by poprowadził ją do 

krętych, żelaznych schodów. 

Jego sypialnia była ciemna i chłodna. Jedynie blask księżyca wpadający przez 

nie zaciągnięte zasłony oświetlał pokój. Mosiężny piecyk był niewyraźnym cieniem w 

ciemności. 

- Tu jest lodowato - powiedział David, gorącymi ustami całując jej szyję. - 

Będziemy musieli schować się pod futrzaną narzutę, kochanie. 

Kiedy zdejmował jej sweter, Kate leżała oparta na zimnych poduszkach. Wciąż 

nie odrywając od niej wzroku, David rozpinał teraz jej białe, wełniane spodnie. 

R S

background image

 

- 60 -

- Och, tak, proszę... - David zsuwał bawełniane figi z jej wygiętych ku górze 

bioder. 

W pokoju panował przejmujący chłód, lecz Kate, rozpalona pożądaniem, nie 

czuła zimna. 

- Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem. - Wędrował 

dłońmi po nagich łukach jej bioder i ud, gładził płaski, napięty brzuch. 

Potem zdjął szybko ubranie, odsłaniając wąskie biodra i mocne, smukłe uda. 

Już po chwili leżał obok Kate, naciągając narzutę z lisiego futra na nich oboje. 

Teraz wargi Davida podążyły śladem jego rąk. Kate jęknęła, wplątując palce w 

jego gęste, czarne włosy. 

Co on ze mną robi, pomyślała. Tak bardzo go kocham... 

- Jeśli tym razem nie zechcesz mnie posiąść... - zaczęła, przerażona myślą, że 

mógłby znów zostawić ją nie zaspokojoną i pragnącą jego pieszczot. 

W odpowiedzi David przykrył sobą jej ciało. 

- Jeśli sądzisz, że potrafiłbym się teraz cofnąć, nie znasz mnie, Kate. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 61 -

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Przekroczyli granicę, za którą nie było już powrotu. David całował Kate, a ona 

odwzajemniała jego pieszczoty, pragnąc tego tylko, co dający jej rozkosz mężczyzna. 

Chciała, by posiadł ją, by całe jej ciało stało się jego własnością. 

Kierowała się doświadczeniem, a może jedynie kobiecym instynktem, bo w jej 

pamięci nie było wspomnień miłosnych przeżyć. 

- Och, Davidzie, należę tylko do ciebie - szepnęła, otwierając przed nim swe 

ciało. 

David zadrżał, odnajdując to, czego szukał. 

- Kate. - Jego głos brzmiał chrapliwie. - A więc nie czujesz do mnie 

nienawiści... po... 

Objęła go z czułością. 

- Nie potrafiłabym nienawidzić ciebie, Davidzie. 

- A jeśli jesteś mężatką? 

- Zaryzykuję - odparła. 

Potem zamilkli, nie potrzebując więcej słów. Oplotła udami jego twarde, 

umięśnione ciało. David poruszał się w niej, wciąż obsypując pocałunkami jej wargi, 

powieki i ramiona. 

Kate odwzajemniała pieszczoty. Obejmowała go mocno, pragnąc, by wypełnił 

ją sobą. Więcej, błagała go bezgłośnie. Daj mi więcej. Pragnę ciebie całego, chcę czuć 

całą twoją siłę i ciepło. 

Żądza i rozkosz stopiła ich ciała w jedno, jakby kochając się, mieli poznać 

tajemnicę wszechświata, sekret życia. 

Nie będąc w stanie dłużej panować nad sobą, Kate poddała się fali rozkoszy. Jej 

ciało pulsowało spełnieniem, a chwilę później także David dzielił jej ekstazę, swoim 

zachwytem potęgując wspólną przyjemność. 

Kate leżała wtulona w ramiona kochanka. W ich miłosnej komunii ofiarowała 

mu całą siebie. Przyjął jej dar z radością. Jej przeszłość, nazwisko, wspomnienia nie 

R S

background image

 

- 62 -

miały już znaczenia. Była teraz zupełnie inną kobietą. Należała do Davida. Czuła się 

jego częścią, nie istniało nic, co mogłoby ich rozdzielić. 

Tak bardzo go kocham, pomyślała. Najchętniej zostałabym z Davidem na 

zawsze, by dzielić z nim szczęście i rozkosz, by ta chwila cudownej jedności nigdy nie 

musiała się skończyć. 

Leżała z głową opartą we wgłębieniu jego barku, ich splecione ze sobą nogi 

przykrywała futrzana narzuta. Koniuszkami palców błądziła po jego torsie, czuła 

mocne, miarowe bicie jego serca. 

- Kate - przerwał ich milczenie David. Objęła go mocniej. 

- Tak, Davidzie? 

- Żałujesz, że się kochaliśmy? Przylgnęła do niego mocno. 

- Och, nie - odparła. - Nigdy. Było cudowniej niż w moich marzeniach. Ty też 

nie żałujesz tego, prawda? 

- Jak mógłbym? 

Z ciężkim westchnieniem David musnął wargami jej włosy. 

- Wciąż dręczy mnie obawa, że możesz mieć męża lub kochanka - szepnął. 

Potrząsnęła głową. 

- Nie. Nie sądzę, żeby był ktoś taki w moim życiu.  

Obrócił Kate ku sobie, a potem obwiódł palcem kontur jej ust. 

- Słodka Kate. - W jego głosie brzmiała czułość. - Skąd ta pewność? 

Kate zawahała się tylko przez moment. Byli zbyt blisko, by mogła ukryć przed 

nim swoje uczucia, choć nie śmiała wyznać mu wszystkiego. Jest tak piękny, 

pomyślała. Wciąż nie mogę uwierzyć, że leżę w jego ramionach. 

- Kiedy jesteś przy mnie - wyznała cicho - czuję, że nikt inny się nie liczy. 

Przygarnął ją do siebie. 

- Mów dalej, kochanie. 

- Po tym, co stało się między nami... nie wyobrażam sobie, bym mogła pragnąć 

kogokolwiek innego. 

David milczał przez chwilę. 

R S

background image

 

- 63 -

- Ja także - wyznał. - Od czterech lat nie pragnąłem nikogo i niczego tak, jak 

pragnę teraz ciebie. Jestem w tobie zakochany. Mógłbym poślubić ciebie, gdybym nie 

obawiał się, że popełnimy bigamię. 

Nieoczekiwanie Kate poczuła zawrót głowy. 

- Nie mówisz tego poważnie. Znamy się zaledwie kilka dni... 

Uciszył ją delikatnym pocałunkiem. 

- Wiem, co czuję. A twoje słodkie ciało kłamało, jeśli nie czujesz tego samego. 

Była tak bezpieczna w ramionach Davida, lecz nie potrafiła spojrzeć mu w 

oczy. Powiedział, że jest w niej zakochany. Nie znaczyło to jeszcze, że ją kocha. 

- Moje ciało nie oszukało cię - powiedziała tak cicho, że David musiał nachylić 

się, by ją słyszeć. 

- Więc powiedz to, Kate. Powiedz... że mnie kochasz, nawet jeśli mylisz się, 

mówiąc, że nie ma nikogo w twoim życiu. Nawet jeśli miałbym twoim uczuciem 

cieszyć się tylko przez krótki czas. 

Być z Davidem choć przez kilka dni, kilka tygodni, słuchać z nim muzyki przed 

kominkiem, a potem zasypiać w jego ramionach... 

- Kocham cię, Davidzie - wyznała. 

- Och, Kate... - Całował ją długo i czule, jakby tą pieszczotą chciał raz jeszcze 

zapewnić ją o swojej miłości. - Może jesteśmy oboje szaleni - powiedział wreszcie, 

spoglądając w jej niebieskie oczy. - Chociaż nie sądzę, by tak było, nawet jeśli nie 

postępujemy zbyt rozsądnie. - Urwał na moment. - Wiesz, że teraz nie będziemy mogli 

już mieszkać razem, nie będąc kochankami. 

- Wiem. 

- Nie chcę, żebyś odeszła. Może kiedy dowiemy się, kim jesteś... 

Kate potrząsnęła głową. W jej oczach lśniły łzy. 

- Próbuję sobie przypomnieć - powiedziała, nie potrafiąc opanować drżenia 

głosu. - Lecz wciąż czuję w głowie jedynie pustkę. 

- Kochanie, nie płacz. - Pocałował ją w czoło. - Mam pewien pomysł. 

Porozmawiamy o tym rano. 

R S

background image

 

- 64 -

Kate miała niejasne przeczucie, że David znów zaproponuje jej seans 

hipnotyczny. Chcę wiedzieć, kim jestem, pomyślała. Dlaczego więc tak bardzo się 

czegoś obawiam? 

Nie mogła jednak zastanawiać się nad tym zbyt długo. David znów zaczął ją 

delikatnie pieścić. Pocałunkami próbował odegnać od niej smutek, kochając ją 

jednocześnie namiętnie i czule. Kate, podobnie jak poprzednim razem, z pasją i 

miłością odwzajemniała każdą jego pieszczotę. 

Kiedy obudziła się rano, nie było przy niej Davida. Przez okno widziała szare, 

zachmurzone niebo. Słyszała jedynie tykanie zegara i trzask palących się drewnianych 

polan. Z kuchni nie rozlegało się tego dnia pogodne nucenie, nie słyszała miękkich 

uderzeń łap Laurel. 

Czy David wyszedł? Wstała i szybko naciągnęła na siebie białe spodnie i 

kremowy sweter. W kuchni znalazła wiadomość od Davida. 

Co teraz zrobić, zadała sobie pytanie. 

Jest przystojny. To najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego kiedykolwiek 

spotkałaś. Jeździ jak szaleniec. Twierdzi, że zarobił już wystarczająco dużo pieniędzy. 

Zajmuje się pracą naukową, robi doktorat z psychologii... pisze... 

Nagle przypomniała sobie jakąś sprawę związaną z Davidem. Miałaś mu coś 

dać... jakiś skrypt... 

Powodowana nagłym impulsem, wstała i podeszła do biurka Davida. Tam, w 

metalowym pojemniku pod stertą kartek i notatników, znalazła maszynopis pracy 

doktorskiej, o której wspominał David. 

Przeczytała tytuł: „Ego a opinia publiczna: przyczyny krótkotrwałości 

związków w środowisku filmowym". Tę pracę doktorską z dziedziny psychologii 

napisał niejaki David Vine. 

Zaskoczona, powtórzyła głośno nazwisko autora pracy. Vine, tak właśnie 

przedstawił się recepcjoniście z hotelu w Gatlinburgu. 

To nazwisko wydało się jej teraz dziwnie znajome. Jakby przeczuwała od 

zawsze, że tak właśnie nazywa się David. Nie wiedziała, dlaczego przywodzi ono na 

myśl kino, filmy, które oglądała jeszcze w czasach licealnych. 

R S

background image

 

- 65 -

Powodowana nieodpartym impulsem odłożyła rozprawę doktorską Davida i 

podeszła do wiszącej obok biurka półki. Bez wahania sięgnęła po pierwszy z zaka-

zanych, oprawionych w skórę albumów. W środku znalazła wiele zdjęć. David na 

plaży z piękną blondynką, David ubrany jedynie w szorty na pokładzie jachtu, 

odrobinę za szczupły, lecz niewątpliwie bardzo przystojny. 

Odwróciła kartkę. Na następnym zdjęciu dwóch mężczyzn rozmawiało, stojąc 

w otoczeniu przedmiotów, które przywodziły na myśl dekoracje filmowe. David był 

na tej fotografii znacznie młodszy, bez śladu siwizny we włosach, uśmiechał się 

beztrosko w stronę obiektywu. 

Drugi mężczyzna, około sześćdziesiątki, ubrany w niemodne szerokie spodnie, 

miał na głowie postrzępiony słomkowy kapelusz... 

Nie słyszała kroków Davida idącego po miękkim dywanie. 

- Tata - powiedziała cicho. 

- Co robisz? - usłyszała za plecami gniewny głos. Odwróciła się do niego. W jej 

oczach było zdumienie. Nie czuła strachu. 

- Skąd wziąłeś się na zdjęciu razem z moim tatą? - spytała. 

Tym razem David wydawał się zaskoczony. 

- O czym ty mówisz? 

Nagle potrafiła mu odpowiedzieć. Wspomnienia wracały do niej. Były to 

obrazy niepełne i wyrywkowe, ale powoli układały się w logiczną całość. 

- O moim ojcu, reżyserze. Nazywał się Art McCullough - zaczęła. - Właśnie 

przypomniałam to sobie. Co robisz na zdjęciu z... 

Urwała. Nagle powróciło do niej kolejne wspomnienie, scena, którą skojarzyła 

z przeczytanym wcześniej nazwiskiem. 

- Jesteś aktorem Davidem Vine'em - oznajmiła bez cienia wątpliwości. - Nie 

mogę uwierzyć, że nie rozpoznałam cię dotąd. Byłeś moim idolem albo jednym z 

idoli, chociaż nigdy cię nie spotkałam. Ten wypadek, tuż przed śmiercią taty... Sharon 

Lorrie... 

Na wspomnienie katastrofy samolotowej, w której zginęła jego żona, twarz 

Davida wykrzywił grymas bólu. Przez długą chwilę nie mówił nic. 

R S

background image

 

- 66 -

- Ty? - odezwał się wreszcie. W jego szorstkim pytaniu słyszała zdumienie. - 

Jesteś córką Arta McCullougha? Na pewno nie spotkaliśmy się nigdy? 

Potrząsnęła głową. 

- Mama umarła, kiedy byłam bardzo mała, może to pamiętasz. Tata nie chciał, 

żebym obracała się w świecie filmowym. Szkołę i studia kończyłam na Środkowym 

Zachodzie. 

David patrzył na nią jak na jakąś obcą, obojętną mu kobietę. Wyciągnął do niej 

rękę. 

- A więc - jego ton był teraz zupełnie spokojny i bezosobowy - witaj, Kate 

McCullough. Miło cię poznać. Zawsze podziwiałem twojego ojca. 

- Davidzie - powiedziała, przerażona nagle zimnym i obcym spojrzeniem jego 

niebieskich oczu. - Nie czuj do mnie nienawiści. 

- Nienawiści? - zdziwił się. Jego głos brzmiał teraz znacznie łagodniej. - 

Dlaczego miałbym cię nienawidzić? 

- Za to, że grzebałam w twoich rzeczach. Wiem, że powinnam była najpierw 

poprosić o pozwolenie. Jednak po wczorajszej nocy tak bardzo chciałam poznać 

wreszcie prawdę. 

Przez chwilę nie mówił nic. 

- Muszę się napić - oznajmił. - Czy tobie też czegoś nalać? 

Kate potrząsnęła przecząco głową. Czuła się dziwnie bezradna, kiedy puścił jej 

rękę i odszedł do stojącej przy oknie szafki. 

- Naprawdę nie chcesz nic do picia? - upewnił się, trzymając w ręku kieliszek 

whiskey. 

Kate miała wrażenie, jakby ktoś położył na jej sercu ciężki kamień. Czuła 

ogromny smutek. Usiadła w rogu aksamitnej kanapy, spoglądając z żalem w stronę 

Davida. 

Czy to, że go zna, było takie straszne? Czy stanie się to przyczyną ich 

rozstania? Czy nie spędzi już następnej upojnej nocy w ramionach Davida? Przecież 

pokochała go nie dla jego sławy, to nie nazwisko Davida zadecydowało o jej uczuciu. 

- Davidzie, proszę. Usiądź. Usiądź przy mnie. Przechylił kieliszek. Patrzył na 

Kate przez chwilę, jakby wahał się, czy nie wypić jeszcze jednego drinka. 

R S

background image

 

- 67 -

- Dobrze - odparł, odstawiając kieliszek. Zamknął drzwiczki barku, a potem 

usiadł na przeciwległym końcu kanapy. Nie pytał o nic, Kate jednak pragnęła 

powiedzieć mu wszystko, co wie. 

- Dziś rano... zdecydowałam, że muszę postarać się przypomnieć sobie tak 

wiele, jak tylko jest to możliwe - wyjaśniła, speszona lekko jego uważnym spojrze-

niem. - Wciąż miałam wrażenie, że coś musi łączyć nas dwoje. 

David słuchał jej w milczeniu. 

- Coś związanego ze skryptem... Potrząsnął głową. 

- Dlaczego córkę Arta McCullougha miałaby interesować moja zakurzona 

rozprawa doktorska? - zapytał. 

- Ja... - zaczęła, nie potrafiła jednak odpowiedzieć na jego pytanie. - Tego nie 

wiem - odparła. 

David westchnął ciężko, Kate miała jednak wrażenie, że w jego głosie nie 

słyszy już tego napięcia, które tak przerażało ją na początku ich rozmowy. 

- Powiedz mi, co pamiętasz, Kate - poprosił. 

Spędzili w ten sposób wiele godzin. Kate opowiadała Davidowi o swoich 

rodzicach, dzieciństwie, latach spędzonych na uniwersytecie w Chicago. 

Studiowała literaturę angielską, zaś jej praca magisterska dotyczyła teatru. 

Pragnęła pisać scenariusze filmowe, był to jednak cel dosyć odległy. Przypomniała 

sobie, że pracuje jako asystentka kierownika produkcji w studiu filmowym, w którym 

pracowali kiedyś David i jej ojciec. 

- Czy chciałaś mi przywieźć własny scenariusz? 

- David spytał ją w pewnym momencie. 

- Nie - odparła Kate. - Przynajmniej tak mi się wydaje. 

W żaden sposób nie mogła jednak przypomnieć sobie wydarzeń ostatniego roku 

lub kilku ostatnich miesięcy. 

- A więc nie wiesz, kto podarował ci ten diament? - upewnił się David. 

Nie pamiętała tego. 

- Nie - powiedziała szybko, jakby nie chcąc zastanawiać się nad tym zbyt 

długo. 

R S

background image

 

- 68 -

David, obserwując Kate uważnie, dostrzegł delikatną zmarszczkę na jej czole, 

kiedy mówiła te słowa, wyczuł też w jej głosie nutę niechęci. 

- A więc tu tkwi przyczyna - powiedział z przekonaniem. - To przez niego nie 

możesz przypomnieć sobie ostatnich wydarzeń. Zastanawiam się, czy jestem mu 

winien przeprosiny. 

Gwałtownie podniósł się z kanapy i poszedł do kuchni zaparzyć kawę. Wrócił 

szybko z dwoma dymiącymi kubkami i pudełkiem angielskich herbatników. 

- Czy powinniśmy zawiadomić kogoś, że jesteś bezpieczna? - zapytał. 

- Nie mam żadnych bliskich krewnych - odparła Kate - poza ciotką Jo. Ona 

może być w tej chwili gdzieś pomiędzy Paryżem a Meksykiem, chociaż niedaleko 

stąd, w Szafirowej Dolinie, znajduje się jej posiadłość. Mogłabym spróbować 

zadzwonić do niej; może skontaktowałabym się również ze studiem. 

- Nie możesz dzwonić z Cabin Creek, gdzie twojej rozmowy słuchałoby pół 

miasta - zdecydował David. - W Rainbow Springs jest budka telefoniczna. Weź 

płaszcz i szczoteczkę do zębów na wszelki wypadek. Jeśli nie wyjaśnimy wszystkich 

wątpliwości, pojedziemy do Knoxville. Dziś wieczorem. 

- Żebym mogła poddać się hipnozie? - spytała. Skinął głową. 

- Jest tam psychiatra z Akademii Medycznej z Memphis w związku z 

prowadzonymi na tamtym terenie badaniami. Możemy skorzystać z tej okazji. 

- Czy musimy? - spytała niepewnie. 

- Walczysz z tym, Kate. Wiemy, jak się nazywasz i kim jesteś, lecz wciąż nie 

wiadomo, od kogo dostałaś pierścionek. Chcę kochać się z tobą bez wyrzutów 

sumienia. 

Kate spuściła wzrok. 

- Dobrze - zgodziła się ostatecznie. - Jeśli chcesz, żebym spotkała się z 

psychiatrą, zrobię to. 

Zanim zebrała kilka najpotrzebniejszych rzeczy, David zdążył już zapakować 

do walizki swoje ubrania, a także przygotować wodę i jedzenie dla Laurel. 

- Czy to, że wiesz, kim jestem, zmieniło twoje uczucia wobec mnie? - zapytał, 

kiedy stanęli w progu. 

R S

background image

 

- 69 -

- Jest teraz więcej rzeczy, za które mogę cię podziwiać - odparła. - Ale kocham 

cię tak samo jak przedtem. 

Po raz pierwszy tego dnia David przygarnął ją mocno do siebie. 

Budka telefoniczna w Rainbow Springs znajdowała się w miejscu wietrznym i 

zimnym, tuż przy ruchliwej autostradzie. Kate bała się prawdy, którą mogli poznać już 

za kilka chwil. Kiedy David chciał odejść, by zostawić ją samą, zatrzymała go. 

- Potrzebuję twojego wsparcia - powiedziała.  

Nie pamiętała numeru Jo McCullough i musiała najpierw zadzwonić do 

informacji. Nikt jednak nie odebrał telefonu w posiadłości ciotki Kate. 

Pamiętała numer studia. Tam jednak wciąż nikt nie podnosił słuchawki. 

- Czy mógłbyś wyjąć list Tyke z walizki? - poprosiła nagle Davida. - Zdaje się, 

że pamiętam nazwę jej agencji, może więc zadzwoniłabym też i do niej. 

- Dobry pomysł - zgodził się David. 

Kiedy David odszedł do samochodu, Kate udało się połączyć ze studiem. 

Dodzwoniła się bezpośrednio do biura Jacka Northa. 

- Tu Kate McCullough - przedstawiła się, rozpoznając cienki głosik jasnowłosej 

sekretarki Northa. - Czy jest Jack? 

- Czyżbyś zapomniała, że wyjechał do Meksyku, kotku? - odparła sekretarka 

niezbyt przyjaznym tonem. - Ty sama również miałaś, o ile dobrze pamiętam, być 

teraz na wakacjach, prawda? 

- Tak... ale... Chciałam porozumieć się z Jackiem w pewnej sprawie. 

- Możesz zadzwonić w poniedziałek, skarbie - odparła kobieta, nie wykazując 

najmniejszego zainteresowania problemem Kate. - Wtedy Jack już wróci. Muszę 

odebrać następny telefon. 

David znów pojawił się w budce. 

- Poszczęściło ci się? - zapytał. 

- Nie. Mój szef jest na urlopie. Ja podobno też. 

Trzymając w ręku list Tyke, Kate wykręciła numer agencji Mason & Brown. 

Kobiecy głos poinformował ją, że Tyke wyjechała na spotkanie z klientem do 

Minneapolis. Kate nie dowiedziała się niczego. 

R S

background image

 

- 70 -

- Zadzwoń jeszcze pod swój numer - zaproponował David. - Może z kimś 

mieszkasz. 

- Nie sądzę. Mam dom w pobliżu studia, a poza tym często wyjeżdżam do 

posiadłości ojca w Topanga. Ale oprócz nadzorcy i pomocnika do pracy w stajni nikt 

więcej tam nie mieszka... przynajmniej nikogo sobie nie przypominam... 

- Mogłabyś zadzwonić. 

W domu Kate i w Topanga nikt jednak nie podnosił słuchawki. 

- Zadzwonię do Karen - oznajmił David. 

- Do kogo? - zdziwiła się. 

- Do Karen Childers, mojej znajomej z uniwersytetu, psychiatry - wyjaśnił. 

Kate wyszła z budki, by zaczekać na niego w samochodzie. Oczywiście, to 

musiała być kobieta. Kobiety darzyły Davida wyjątkowo przyjaznymi uczuciami. 

David wrócił po chwili. 

- Powiedziałem, że pojawimy się u niej jutro z samego rana. Robi się późno i 

będziemy musieli zatrzymać się gdzieś na noc. Czuję się bardzo zmęczony. 

Kate westchnęła. 

- Ja także - stwierdziła. - Ja także.  

Obejmując Kate ramieniem, David przyciągnął ją do siebie. Przez chwilę trwali 

tak bez słowa przytuleni. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 71 -

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

W Maryville, około pięćdziesiąt kilometrów na południe od Knoxville, David 

zatrzymał się i poprosił o jeden pokój w dość obskurnym i małym hoteliku o nazwie 

„Przystań Zbłąkanych Serc". 

W pokoju znajdowały się dwa szerokie łóżka i popsuty telewizor. To jednak nie 

miało dla nich znaczenia. 

Tego wieczoru David opowiedział Kate o swoim małżeństwie z Sharon Lorrie, 

będącej symbolem seksu oraz utalentowaną i bardzo obiecującą aktorką. 

Był bardzo zakochany. 

- Głupio zakochany - powiedział. - Byłem chłopakiem z gór, któremu się 

powiodło, ona zaś kobietą piękną, dowcipną, godną pożądania. 

- Opowiedz mi o tym, jeśli chcesz. - Tym razem nadeszła jej kolej, by słuchać 

wspomnień Davida. 

Wzruszył ramionami. 

- Nie ma wiele do opowiadania. - Kręcili wspólnie namiętną scenę miłosną, a 

kilka tygodni później się pobrali. 

Przez długi czas małżeństwo dwóch największych gwiazd Hollywoodu było 

związkiem prawdziwie udanym i szczęśliwym. Z upływem miesięcy jednak pojawiły 

się pierwsze problemy. Sharon piła odrobinę za wiele i chciała spędzać każdą wolną 

chwilę na spotkaniach towarzyskich i przyjęciach. Oczywiście z Davidem u swego 

boku. 

Nienawidził tego. Sharon kochała go, lecz mimo to lubiła flirtować i 

prowokować mężczyzn w sposób, którego nie znosił. Nie chciała mieć dzieci. 

Zanim jeszcze wyjechał do Afryki na plan „Kłosów poranka", bardzo oddalili 

się od siebie. 

- Kręcenie tego filmu trwało niezwykle długo. Kiedy wróciłem, Sharon była w 

ciąży. Oczywiście, z innym mężczyzną. 

R S

background image

 

- 72 -

- Och, Davidzie! - Kate chciała podejść i objąć go, lecz ją powstrzymał. - Nie. 

Nie chcę, by twój dotyk w jakikolwiek sposób był związany z tym wspomnieniem - 

wyjaśnił. 

- A jak doszło do wypadku? - spytała po chwili. 

- Ach, to... - Westchnął głęboko. - To stało się podczas kłótni. Sharon nie 

chciała rozwodu, pragnęła jednak urodzić dziecko. Nie byłem pewien, czy potrafię 

stawić czoło takiemu wyzwaniu, nie wiedziałem, czy jeszcze ją kocham. 

Zastanawiałem się, czy byłbym dobrym ojcem dla tego dziecka. 

David zamilkł na chwilę, a potem mówił znowu. 

- Wiele lataliśmy razem. Sharon chciała koniecznie, byśmy także wtedy wsiedli 

do samolotu i porozmawiali, patrząc na wszystko z innej perspektywy - ciągnął. - 

Wywiązała się pomiędzy nami sprzeczka, Sharon chwyciła za drążki sterownicze, 

zgasł silnik. Nie byłem w stanie go zapalić. Czasami zastanawiam się, czy ona nie 

pragnęła, by tak właśnie się stało. 

Kate zawahała się przez moment. 

- Słyszałam, że miałeś kłopoty ze wzrokiem na skutek wypadku - powiedziała. 

- Tylko przez pewien czas. Ta blizna - dotknął palcem widocznej nad lewym 

okiem szramy - to jedyny ślad po wypadku. 

Potem długo nie mówili nic. David w swoim łóżku po drugiej stronie pokoju 

wydawał się oddalony od niej o tysiące mil. Kate wiedziała, że dzisiaj nie będą się 

kochać. Zgasiła lampę. 

- Dobranoc, Davidzie. 

- Dobranoc, kochanie. 

Czwartkowy ranek był szary i zachmurzony. Wchodząc do gabinetu doktor 

Childers, Kate czuła jedynie strach. Zdumienie zupełnie odebrało jej głos, kiedy 

zobaczyła przyjaciółkę Davida. Lekarka, kobieta około trzydziestki, była elegancką, 

szczupłą blondynką. Kate rozpoznała w jej głosie niemiecki akcent. 

- Matka Karen była niemiecką księżniczką - wyjaśnił David, jakby chcąc 

sprawić, by Kate czuła się swobodniej. - Nazywała się Von Schatthauer. Potem wyszła 

za mąż za amerykańskiego biznesmena. 

R S

background image

 

- 73 -

- Nie wiem, jak może pomóc Kate znajomość mojej biografii, Davidzie - Karen 

uśmiechnęła się lekko, a potem zwróciła się do Kate. - Słyszałam, że odzyskałaś już 

częściowo pamięć, jednak ostatnie miesiące wciąż pozostają niewiadomą, czy tak? 

- Tak - potwierdziła nieśmiało Kate. - David uważa, że nie chcę przypomnieć 

sobie mężczyzny, od którego otrzymałam ten klejnot. 

Z kieszeni dżinsów Kate wyjęła pierścionek z brylantem i podała go Karen. 

- To piękny pierścionek - stwierdziła Karen obojętnym tonem, oddając Kate 

klejnot. - Wspomniałeś o hipnozie - zwróciła się do Davida. - Można by zaaplikować 

Kate amytal sodowy. Działa szybko i bez szkody dla pacjenta. 

- Wydaje mi się, że hipnoza będzie skuteczniejsza - odparł David. - Zgodzisz 

się na seans, Kate? 

- Tak - potwierdziła niepewnie. - Jeśli muszę. 

Karen popatrzyła na nią uważnie zimnym, obojętnym wzrokiem. Jej ciemne 

oczy przysłaniały długie, czarne rzęsy. 

- To się nie uda bez twojego współdziałania - powiedziała. 

- Kate - szepnął David. 

- Dobrze - zgodziła się bez entuzjazmu. 

- Sądzę, że będzie lepiej, jeśli poczekasz na zewnątrz, Davidzie - zwróciła się 

do niego Karen. 

- A teraz - powiedziała do Kate, kiedy zostały już same - połóż się, proszę, 

wygodnie na kanapie. Zdejmij buty, zegarek i wszelką biżuterię, która może ci 

przeszkadzać w jakikolwiek sposób. Chcę, żebyś się całkowicie zrelaksowała. 

Z dużą nieufnością Kate wykonała polecenia Karen. Słuchała jej łagodnego 

głosu i liczyła do stu. 

- Walczysz ze mną - stwierdziła po chwili Karen 

- Nie ufasz mi? 

- Nie - odparła Kate, zdziwiona własną szczerością. - Wydaje mi się, że kochasz 

Davida i jesteś o mnie zazdrosna. - Czuła, jak jej policzki pokrywa rumieniec. 

Karen odwróciła na moment głowę, a po chwili znów spojrzała na Kate. Jej 

wzrok wydawał się znów spokojny i zimny. 

R S

background image

 

- 74 -

- W obu przypadkach masz rację - odparła. - Jesteś niezwykle spostrzegawcza. 

Chcę cię jednak zapewnić, że przede wszystkim jestem lekarzem. Zrobię wszystko, co 

w mojej mocy, by ci pomóc, zwłaszcza dlatego, że prosił mnie o to David. 

Kate słuchała uważnie. 

- Czy chcesz spróbować jeszcze raz? - spytała spokojnie Karen. 

- Tak. 

Tym razem ta sama co poprzednio technika zadziałała tak szybko, że Kate nie 

zauważyła nawet, kiedy zapadła w sen. 

- Kto dał ci diament? - zadała jej pytanie Karen. Siedziała w dużym, obitym 

skórą fotelu na wprost Kate. 

- Dan - odparła Kate. - Pamiętam. 

- Mówiłam, że przypomnisz sobie. Czy pamiętasz jego nazwisko? Co łączy was 

ze sobą? 

- Dan Greyson - mówiła dalej Kate. - Jest aktorem. Nie... zależy mi już na nim. 

Był moim mężem, lecz... oszukał mnie, a potem wyśmiał, kiedy odkryłam jego zdradę. 

Później błagał mnie o przebaczenie. Nie chciał... wziąć z powrotem tego pierścionka... 

- Dobrze. - Karen wydawała się zadowolona. 

- W jaki sposób dotarłaś do domu Davida i dlaczego? 

- Miałam doręczyć mu scenariusz. Jechałam do mojej ciotki, która mieszka w 

Szafirowej Dolinie i... po drodze zepsuł mi się samochód. Zatrzymałam się w leśnej 

strażnicy... coś uderzyło mnie w głowę. 

Urwała. 

- Co było potem, nie wiem - stwierdziła. - Nie pamiętam niczego do momentu, 

kiedy znalazł mnie David. 

Karen wzruszyła ramionami. 

- To nieistotne. W ciągu tych dwudziestu minut czy pół godziny 

najprawdopodobniej nie zdarzyło się nic istotnego i dlatego niczego nie pamiętasz. 

- Z pewnością masz rację - zgodziła się Kate. 

- A więc nie jestem mężatką - dodała po chwili. 

- Na to wygląda - potwierdziła Karen. Jej głos nie zdradzał najmniejszego 

wzruszenia. 

R S

background image

 

- 75 -

Kate wstała i włożyła buty. 

- Czy to już koniec? - spytała. Karen Childers skinęła głową. 

- Mam nadzieję, że tak, i życzę ci szczęścia. 

- Czy nie miałabyś ochoty na kawę? - zapytał David, kiedy Kate wyszła z 

gabinetu Karen. - Jesteś taka blada. 

- Czuję się dobrze. - Kate zastanawiała się przez moment. - Chcę wrócić w 

Góry Niedźwiedzie - powiedziała wreszcie. - Zdaje się, że zaparkowałam swój 

wynajęty, psujący się samochód w szopie przy strażnicy leśnej. 

David gwizdnął. 

- I pomyśleć, że byliśmy tak niedaleko. 

- Tak - potwierdziła Kate. - Pomyśl, ile rzeczy nigdy by się pewnie nie 

wydarzyło, gdyśmy wcześniej znaleźli to miejsce. 

Dotarli już prawie do Maryville, kiedy David zadał jej wreszcie pytanie, które 

zapewne cały czas było dla niego najważniejsze. 

- Od kogo dostałaś pierścionek, Kate? - zapytał głębokim, opanowanym 

głosem. 

- Dał mi go mężczyzna o imieniu Dan - odparła. - Ktoś, kogo nie kocham. 

Byłam kiedyś jego żoną, ale to przeszłość. Oszukiwał mnie. - Przez kilka minut 

opowiadała o Lindzie MacBeth i Danie, mówiła też o zdradzie i niewierności, o 

zaufaniu. David jechał bardzo szybko, pragnąc czym prędzej odnaleźć szopę, o której 

wspominała Kate, a potem wrócić do domu. 

- Wciąż zastanawiam się nad tym, jak bardzo 

Karen przypomina Sharon Lorrie - zauważyła Kate, zmieniając temat. 

- To prawda - potwierdził David - choć jej oczy i sposób bycia są zupełnie inne. 

Jest bardzo opanowana i pewna siebie, a Sharon nie była taka. 

Z pewnością nie jest taka opanowana, kiedy się kochacie, pomyślała Kate, 

czując nagle ogromną niechęć do samej siebie i do niego. 

- Odniosłam wrażenie, że sypiacie ze sobą. W twarzy Davida odmalowało się 

zdumienie. 

- Ona ci to powiedziała? 

- Nie musiała. 

R S

background image

 

- 76 -

- Cóż... - Wzruszył ramionami. - Rzeczywiście, czasami się to nam zdarzało, 

zanim poznałem ciebie. 

- Podejrzewam, że ona nie musiała nigdy spać na kanapie, podczas gdy ty 

walczyłeś z wyrzutami sumienia - stwierdziła gniewnie Kate. - Nigdy też pewnie po 

spędzeniu z nią upojnej nocy nie wychodziłeś na spacer po górach. 

David zjechał na pobocze i zatrzymał wóz. Potem ujął dłonią jej brodę, tak jak 

zrobił to podczas ich pierwszego spotkania. 

- Ona nigdy nie była ze mną w górach, nigdy nie była w moim domu, Kate - 

powiedział. - Chciała, ale nie pozwoliłem jej na to. Nigdy też nie wspominałem Karen 

o małżeństwie, nawet w luźnych rozważaniach, ponieważ później z pewnością 

wykorzystałaby moje słowa. Potraktowałaby je jako zobowiązanie z mojej strony. 

Wiem o tym. Prawdopodobnie fakt, że jest tak podobna do Sharon, początkowo mnie 

w niej pociągał. Lecz to również nie pozwala mi jej pokochać. 

Delikatnie otarł dłonią łzy płynące po policzkach Kate. 

- Ty w niczym nie przypominasz Sharon, moja najdroższa, najsłodsza Kate - 

powiedział, całując ją. - Lecz to tylko jedna z rzeczy, które czynią cię tak 

niebezpieczną. 

Zapadł już zmierzch, kiedy dotarli do strażnicy leśnej. David wyjął latarkę i 

ruszyli w stronę szopy. 

Omal się nie przewrócił, nadepnąwszy na leżące na drodze grabie. 

- To właśnie uderzyło mnie w głowę! - wykrzyknęła Kate, nagle przypominając 

sobie wszystko dokładnie. - Stały oparte o ścianę, kiedy nadepnęłam na nie. 

David odrzucił na bok pechowe grabie i otworzył drzwi szopy. 

- Stał tutaj przez cały czas - powiedział, oświetlając czerwony samochód. 

W tym czasie Kate wyjęła swoją torebkę i scenariusz ukryte pod siedzeniem. 

Odnalazła kluczyki i podała je Davidowi. 

Silnik zapalił, zawarczał i po chwili zgasł. W Szopie czuć było intensywny 

zapach benzyny. David wysiadł i podszedł do przodu samochodu, by zajrzeć pod 

maskę. 

R S

background image

 

- 77 -

- To pompa olejowa - oznajmił po chwili. - Najprawdopodobniej pęknięta 

uszczelka. Będziemy musieli sprowadzić mechanika z Cabin Creek. Czy masz 

dokumenty wozu? 

- Tak sądzę - odparła. - Tak, są tutaj. Skinął głową. 

- Dobrze. To wszystko może jednak poczekać do jutra, prawda? 

- Tak - zgodziła się, siadając w dżipie obok niego. Przez chwilę nie zapalał 

silnika. 

- Powiedziałaś, że nie kochasz już swojego byłego męża - mówił powoli, jakby 

oczekując bardzo upragnionego potwierdzenia. 

- To prawda - przytaknęła. - Tak powiedziałam. 

- Czy wiesz, co to znaczy? W milczeniu skinęła głową. 

- Nic już nas nie dzieli. Nie muszę czuć wyrzutów sumienia, kochając się z 

tobą. Jeśli chcielibyśmy zrobić coś szalonego, na przykład odnaleźć najbliższy urząd 

stanu cywilnego, możemy to zrobić. 

Wciąż nie podnosiła na niego wzroku. Powiedz to samo, kiedy przeczytasz już 

scenariusz, który musiałam ci dostarczyć. A może niepotrzebnie się martwię. Może 

tylko ciśniesz ten skrypt do kąta, mówiąc, że nie cierpisz Northa, a potem weźmiesz 

mnie w ramiona. 

- Czy to nie ma dla ciebie znaczenia? - spytał cicho. 

- Wiesz przecież, jakie to dla mnie ważne - odparła. Patrzyła w jego oczy, 

mając nadzieję, że w jej wzroku nie widać strachu, który czaił się w sercu. - Proszę, 

Davidzie, wracajmy do domu. 

- Oczywiście, kochanie. Jestem idiotą. To był dla ciebie taki męczący dzień. A 

ja trzymam cię tutaj, w tym samym miejscu, w którym wydarzył się ten okropny 

wypadek. 

Laurel wybiegła im na spotkanie, szczekając radośnie. David otworzył szybko 

drzwi, potem rozpalił ogień na kominku i wziął Kate w ramiona. 

- Dom - powiedział. - Jesteśmy w domu, Kate. Wciąż trzymała przed sobą 

scenariusz, który rozdzielał teraz ich dwoje. David zapalił naftową lampę. 

- Podejdź tutaj - poprosił, siadając na kanapie. - Zobaczmy, co to jest. Kiedy 

będziemy mieli to za sobą, zajmiemy się rzeczami naprawdę ważnymi. 

R S

background image

 

- 78 -

Bez słowa podała mu grubą kopertę. Rozpięła płaszcz, pozwalając, by upadł na 

podłogę. 

- „Pamięć gór" - przeczytał głośno. - Scenariusz oparty na motywach powieści 

Petera Sullivana. Czytałem tę książkę, jest bardzo dobra. 

Potem wyraz twarzy Davida zmienił się, tak jak się tego obawiała. W jego 

wzroku widziała przerażenie, potem gniew. Gniew człowieka oszukanego przez 

kogoś, komu ufał. 

- Własność Jacka Northa, Studio Fairmount! - wykrzyknął. - Jack North! 

Pracujesz dla Northa, Kate? 

Skinęła głową bez słowa. 

- O Boże. - Cisnął scenariusz przed siebie, zadrukowane kartki rozsypały się po 

całym pokoju. - Że też on właśnie musiał przysłać do mnie tego anioła, fałszywego 

anioła, bym się zakochał. 

- Fałszywego? Och, Davidzie, Nie oszukiwałam ciebie. Jeśli mówisz, że 

kochasz... 

David nie słuchał jej. 

- Należy ci się Oskar za to przedstawienie, Kate - powiedział. - Jeśli w ogóle 

nazywasz się Kate McCullough. Ile North obiecał zapłacić ci za rozkochanie mnie w 

sobie tak, bym zgodził się zagrać w jego filmie? 

- Nie mówił nic o rozkochiwaniu ciebie - odparła zrozpaczona Kate. - To nie 

było tak. Pracuję dla niego. Jest moim szefem, dawnym przyjacielem ojca. Podawał 

mnie do chrztu. 

- To z nim właśnie Sharon była w ciąży - oznajmił David w ciszy, która nagle 

zapanowała w pokoju. 

Kate usiadła na miękkim dywanie obok kanapy i ukryła w poduszkach 

zapłakaną twarz. David nie podszedł do niej, nie pocieszył. Siedział rozparty 

wygodnie w fotelu, sprawiał wrażenie zrelaksowanego, lecz Kate wiedziała, że to 

tylko gra. Unosząc lekko głowę, zobaczyła, że David nie odrywa wzroku od ognia. 

- Wasz plan był naprawdę znakomity - odezwał się wreszcie. - Chciałem cię 

chronić, pomagać ci, cierpiałem, nie mogąc kochać się z tobą, dopóki nie 

R S

background image

 

- 79 -

rozwiązaliśmy tajemnicy twojej „tożsamości". Czy zgodziłabyś się także wyjść za 

mnie? Czy dostałabyś premię, gdyby ci się to udało? 

Kate poderwała się z kanapy, jej oczy płonęły gniewem. 

- Jesteś szalony, jeśli sądzisz, że mogłabym grać, udawać miłość, nic do ciebie 

nie czując - zawołała oburzona. - Jak śmiesz mówić do mnie w ten sposób? 

- Och, zapewne wydałem ci się dość atrakcyjny. - W głosie Davida słyszała 

zmęczenie. - Lecz osiągnąwszy cel, wróciłabyś szybko do swojego hollywoodzkiego 

życia. Nie dla ciebie łąki. 

Na chwilę oburzenie całkiem odebrało jej głos. David przyglądał się Kate 

badawczo. 

- A przy okazji, jak naprawdę się nazywasz? - zapytał. - Czy w nagrodę miałaś 

także otrzymać rolę w „Pamięci gór"? 

Wiedziona impulsem, uderzyła go w twarz. Sekundę później David chwycił jej 

nadgarstek. 

- Nazywam się Kate McCullough! - krzyknęła, wyrywając rękę z jego uścisku. - 

Nie muszę wstydzić się niczego, co zrobiłam. Jack nie zatrudnił mnie, bym uwodziła 

mężczyzn za pieniądze. - Odwracając się od niego, zaczęła zbierać swoje rzeczy. 

- Możesz wykorzystać ten scenariusz do palenia w kominku, nie obchodzi 

mnie, co z nim zrobisz - powiedziała - ani to, ile seksownych blondynek sypia w 

twoim łóżku. Ja z pewnością nigdy więcej tego nie zrobię. I pomyśleć, że mogłeś 

kochać się ze mną, a potem nazwać mnie... nazwać mnie... 

Stała, trzymając przed sobą naręcze ubrań, a po jej policzkach płynęły łzy. 

- Kate... - zaczął David, jakby zdając sobie teraz dopiero sprawę, o co ją 

oskarżył. 

- Nie zwracaj się do mnie w ten sposób! - zawołała. - Nie wierzysz nawet, że to 

moje prawdziwe imię. Jesteś gorszy niż mój były mąż. On przynajmniej nie 

przyrównywał mnie do ulicznicy! 

Zmrużył oczy. 

- Dokąd idziesz? 

- Dokądkolwiek - odparła. - Jak najdalej stąd. Podwieziesz mnie czy mam iść 

pieszo? 

R S

background image

 

- 80 -

Przez długą chwilę jego oczy błagały ją, by została. Potem usta Davida 

zacisnęły się w wąską linię. 

- Sama przyszłaś tutaj ze strażnicy leśnej. Nikt cię nie zapraszał. Możesz wrócić 

tą samą drogą. 

- Dobrze - odparła, nie czując nawet, że znów po jej twarzy potoczyły się łzy. - 

Pójdę! 

Zatrzaskując za sobą drzwi, ruszyła w dół. Nie odeszła daleko, kiedy usłyszała 

za plecami warkot silnika, a potem pisk hamulców. David wysiadł i dogonił ją. Kate 

nie zatrzymała się, David więc szedł obok, dotrzymując jej kroku. 

- Kate, tak mi przykro, przepraszam - zaczął. - Ale North! Kiedy zobaczyłem to 

nazwisko... 

- Wciąż mi nie wierzysz - powiedziała, nie patrząc nawet w jego stronę. - 

Zawsze będziesz zastanawiał się, czy to prawda. Podwieź mnie do strażnicy i zostaw. 

Milczał przez chwilę. 

- Na pewno chcesz odejść? - zapytał 

Kate nie była w stanie mówić. Skinęła głową. 

- Dobrze - odparł. - Odwiozę cię. Miałem rację, mówiąc, że nie dla ciebie łąki, 

zwłaszcza teraz, kiedy wiesz już, kim jesteś. 

Nie podjęła jego wyzwania. Dojechali w ciszy do strażnicy leśnej. Kate wyjęła 

z wynajętego samochodu swoje walizki i włożyła tam resztę przyniesionych ubrań. 

David nalegał, że odwiezie ją aż do Franklin, gdzie Kate mogłaby znaleźć 

przyzwoity motel i kogoś, kto naprawi jej samochód. 

Czy wystarczy jej pieniędzy? 

- Nie sądzisz chyba, że wzięłabym od ciebie choćby pięć centów? - spytała z 

pogardą Kate. - Kiedy dotrę do mojej ciotki, wyślę ci czek na pokrycie kosztów 

mojego pobytu u ciebie. Zwrócę ci także wydatki poczynione w Gatlinburgu. Może 

nawet zapłacę za twój trud i wyświadczone „usługi". Nie będziesz stratny. 

David raz jeszcze miał uczucie, jakby otrzymał od Kate policzek. 

- A więc tak mnie oceniasz, Kate - powiedział. 

 

 

R S

background image

 

- 81 -

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

- Żegnaj - powiedziała do stojącego w progu Davida. Kiedy zajechali do 

motelu, David zaniósł do pokoju walizki Kate, a potem stanął w drzwiach, jakby 

czekając, by stało się coś, dzięki czemu znów staliby się sobie bliscy. 

- Odejdź już - poprosiła - zanim zacznę płakać. Nie chciałabym wylewać łez z 

powodu kogoś... kto myśli... 

Z cichym jękiem ruszył przed siebie, jakby chciał wziąć ją w ramiona i całować 

tak długo, aż zapomniałaby o wszystkich jego obraźliwych słowach. 

- Nie - Kate cofnęła się. - Żegnaj. Proszę, zapomnij o mnie. Nigdy nie 

powinniśmy byli się spotkać. 

Kiedy zamknęły się za nim drzwi, Kate opadła na łóżko, kryjąc w poduszkach 

zapłakaną twarz. Tak bardzo brakowało jej Davida. Jego pocałunków, pieszczot... 

Powracały do niej wspomnienia wspólnie spędzonych chwil. Jedwabiste ciepło jego 

skóry, zmysłowy dźwięk jazzowej trąbki, ich dwoje tańczących przy blasku ognia... 

Następnego ranka, ukrywając opuchnięte oczy pod grubą warstwą makijażu, 

Kate odwiedziła agencję wynajmu samochodów i wyjaśniła swój problem. Opisała 

dokładnie szopę, w której zostawiła zepsuty wóz. Około południa pracownik biura 

zajechał pod jej hotel czarnym mercedesem, z którym, oświadczył, nie powinna mieć 

już żadnych kłopotów. 

Droga prowadząca z gór do Szafirowej Doliny była niezwykle malownicza i 

piękna, podobnie zresztą jak inne trasy przecinające park. Kate jednak spoglądała 

przed siebie bez zainteresowania, mijane widoki nie wzbudzały w niej żadnych 

emocji. Zatrzymała się po drodze w jednym z miasteczek, by kupić trochę jedzenia: 

mleko, krakersy, rybę, puszkę wołowiny. Kiedy pakowała rzeczy do samochodu, 

przypomniała sobie, że nie kupiła chleba, lecz nie wróciła po pieczywo. I tak wątpiła, 

by w ogóle zjadła cokolwiek z zapasów, które zrobiła. 

Sądziłam, że trudno będzie mi zapomnieć Dana, pomyślała. Był on jednak tylko 

nic nie znaczącym epizodem. W ciągu tygodnia David stał się wszystkim, czego 

kiedykolwiek pragnęłam i za czym tęskniłam. 

R S

background image

 

- 82 -

Mieszkanie ciotki Jo było niewielkie, lecz luksusowo urządzone. Znajdowało 

się na drugim piętrze drewnianego, malowniczo położonego budynku, którego okna 

wychodziły na jezioro. 

Kominek był nowoczesną, stożkową bryłą. W mieszkaniu dominowały różne 

odcienie błękitu, brązu i koloru pomarańczowego. Na ścianach wisiało kilka grafik 

Picassa i pojedyncza litografia Salvadora Dali. Przed drzwiami wejściowymi stało 

pudło pełne drewnianych polan, więc Kate rozpaliła ogień na kominku. 

Wzięła ze sobą słoik śledzi i szklankę mleka, a potem usiadła przed kominkiem, 

owijając się szczelnie wełnianym pledem. Mimo całego przepełniającego jej serce 

żalu, Kate poczuła jednak głód. 

Jej smutne rozważania przerwał nagle dzwonek telefonu. Odczekawszy chwilę, 

Kate zdecydowała się wreszcie podnieść słuchawkę. To zapewne któryś z przyjaciół 

ciotki, pomyślała. 

- Halo? - odezwała się. 

- Kate? - Natychmiast rozpoznała głos Davida. 

- Przykro mi - odpowiedziała. - To pomyłka. 

Po minucie telefon odezwał się ponownie. Po piątym z kolei sygnale Kate 

wyciągnęła z gniazdka sznur telefonu. Teraz natrętny dźwięk telefonicznego dzwonka 

rozlegał się w sypialni. Kiedy wreszcie zamilkł, Kate wyłączyła także tamten aparat. 

Zastanawiała się, czy David dzwoni z Rainbow Springs, czy też pojechał do Knoxville 

szukać pocieszenia u Karen. 

Nie szkodzi, próbowała przekonać samą siebie. Wróciła pod koc, układając się 

wygodnie na kanapie przed kominkiem. Ten mężczyzna nazywa się David Vine i nie 

mogłabyś oczekiwać od niego stałości. Wróci kiedyś do świata filmu, znów stanie się 

jednym z najbardziej popularnych aktorów. 

Nawet gdyby David został w górach na zawsze, mógłby pojawić się ktoś w 

rodzaju Karen Childers i oczarować go swoją urodą. Nie potrafiłabyś go zatrzymać, 

przekonywała samą siebie Kate. Jesteś na to zbyt niewinna i zbyt naiwna. 

W pewnej chwili, ku własnej rozpaczy, zdała sobie sprawę, że nuci piosenkę, 

której nauczył jej David: „Czarne są włosy mojego kochanka..." 

- Kate! - obudził ją rano głos ciotki Jo. - Śpisz na kanapie, w ubraniu! 

R S

background image

 

- 83 -

- Ciociu Jo! jak dobrze, że wróciłaś! - zawołała Kate, rzucając się w ramiona 

starszej pani. 

- Martwiłam się trochę o ciebie - powiedziała Josephine McCullough, kiedy 

portier wtoczył już do jej sypialni wózek z bagażami i wyszedł. Pani McCullough 

zamknęła drzwi, zdjęła płaszcz, kapelusz i przygładziła trochę swoje upięte do góry 

kasztanowe loki. 

- Martwiłaś się? - Kate była zdziwiona. W jaki sposób ciotka Jo dowiedziała się 

o Davidzie? 

- Twój list z Kalifornii, ten, który napisałaś po zerwaniu z Danem. Odniosłam 

wrażenie, że jesteś w stanie załamania nerwowego. 

Kate wydawała się zaskoczona. 

- Ach, Dan - przypomniała sobie po chwili. - Tak, w swoim czasie to 

rzeczywiście musiało być dość nieprzyjemne. Przyłapałam go na oszustwie. Nie chciał 

wziąć z powrotem pierścionka, który od niego dostałam. 

- Więc go zatrzymaj - poradziła ciotka Jo. - Chodź ze mną do kuchni. Zrobię 

herbatę z koniakiem. W porównaniu z Rivierą tutaj jest dosyć chłodno. Muszę 

przyznać, że nie sprawiasz wrażenia osoby szczególnie przybitej tą historią z 

rozwodem. 

Kate potrząsnęła głową, odgarniając do tyłu kosmyk włosów. 

- Od tamtej pory zdążyłam raz jeszcze pokochać i przeżyć kolejny zawód. 

- Hmm. - Ciotka Jo wspięła się na palce, by sięgnąć do półki z herbatą. - 

Zachowaniem bardziej przypominasz mnie niż twojego ojca. Przez całe życie pozostał 

wierny jednej kobiecie. Także po jej śmierci. Kim jest nieszczęśnik, który tym razem 

stracił twoje względy? 

Kate zawahała się. 

- Ktoś, kogo znasz - odparła. 

- Naprawdę? - Ciotka Jo odstawiła na bok pudełko z herbatą, całą uwagę 

poświęcając teraz Kate. - Możesz mi powiedzieć, kto to? 

- David Vine. 

- Aktor? - W głosie starszej pani słychać było niedowierzanie. 

- Niestety, tak. To długa historia...  

R S

background image

 

- 84 -

Jo McCullough potrząsnęła głową. 

- Lepiej zaparzę od razu dwie filiżanki herbaty. I nie odmawiaj koniaku, nawet 

jeśli jest dopiero dziesiąta rano. Wydaje mi się, że dobrze ci zrobi odrobina alkoholu. 

Opowiedziana przez Kate historia wydała się starszej pani niezwykle 

romantyczna. 

- Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz, Kate? - spytała, kiedy dziewczyna 

skończyła opowieść. - Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że plany Davida Vine'a są 

całkiem odmienne od twoich. 

- Wierzysz, że naprawdę ożeniłby się ze mną? - spytała Kate. - Na pewno nie. 

Być może rzeczywiście mu się podobam, ale to zadurzenie nie trwałoby długo. 

- Cóż... - ciotka Jo delikatnie wzruszyła ramionami. - Jeśli naprawdę chcesz 

wiedzieć, co myśli na ten temat David, sądzę, że musisz wrócić do Cabin Creek i jemu 

zadać te pytania. On zapewne nie próbował szukać ciebie tutaj? 

Kate zarumieniła się. 

- Zadzwonił, ale powiedziałam, że to pomyłka. Był uparty, więc wyłączyłam 

aparat. 

- Aha - odparła Jo McCullough. - Zastanawiałam się nad tym, co się stało. 

Próbowałam dodzwonić się tutaj z lotniska w Asheville... 

- Zaraz podłączę oba aparaty - dodała pośpiesznie zawstydzona Kate. - Lecz... 

jeśli zadzwoni David... nie chcę z nim rozmawiać. 

Kolejne dni mijały jednak bez żadnych wiadomości od Davida. Próbując 

odsunąć od siebie smutek, Kate spędzała wiele godzin jeżdżąc konno i spacerując po 

Szafirowej Dolinie.  

Kiedy nadeszła sobota, Kate musiała z żalem przyznać się przed samą sobą, że 

nie potrafi zapomnieć o Davidzie, a wspomnienia spędzonych z nim dni wciąż 

sprawiają jej ból. Zapewne będę tęsknić za nim jeszcze długo po powrocie do 

Kalifornii, pomyślała, opierając się o płot otaczający teren prywatnej stadniny ciotki 

Jo. 

- Kate - usłyszała za sobą głęboki, męski głos.  

Zdumiona odwróciła się, by zobaczyć przed sobą smukłą sylwetkę Davida. 

R S

background image

 

- 85 -

- Czy nie masz zamiaru powiedzieć choćby „cześć"? - zapytał. - Nie chciałaś 

rozmawiać ze mną przez telefon, postanowiłem więc pojawić się tutaj osobiście. 

Ciotka Jo twierdzi, że to nie jest zabronione. 

- Rozmawiałeś z nią? - zdziwiła się Kate, odruchowo spoglądając w stronę 

domu Jo McCullough. 

- Wczoraj wieczorem. Przywitaj się ze mną. 

- Witaj, Davidzie. 

- Już lepiej. - Obejmując Kate ramieniem, przyciągnął ją do siebie i pocałował. 

- Witaj, Kate - powiedział, wciąż trzymając ją w ramionach. - Bez ciebie mój 

dom wydaje się pusty i zimny. Nawet Laurel jest niezadowolona. I cymbały nie 

brzmią już tak słodko jak kiedyś. 

- Proszę, Davidzie, nie. 

- Jeśli nie chcesz, bym stał tutaj, obejmując ciebie, przejdźmy się - 

zaproponował, otaczając ramieniem jej talię. - Muszę cię przeprosić. 

- Dobrze - zgodziła się. - Sądzę, że rzeczywiście należą mi się od ciebie 

przeprosiny. 

- Byłem takim głupcem, Kate. Pozwoliłem, by nazwisko Northa przesłoniło mi 

wszystko, co w tobie dobre i piękne. Czy możesz mi wybaczyć? 

- Już ci przebaczyłam - szepnęła.  

Tak dobrze było znów czuć jego silne ramię, przytulać się do twardego, 

ciepłego ciała Davida. 

- Czy nie wiedziałaś wtedy w motelu, że wcale nie chcę odjeżdżać? 

Skinęła głową. 

- I że tęskniłem, kiedy dzwoniłem do ciebie z Rainbow Springs? 

A więc telefonował do niej z tej maleńkiej budki, w której tłoczyli się kiedyś 

we dwoje. 

- Wiedziałam - powiedziała cicho. 

- A więc dlaczego nie chciałaś ze mną rozmawiać? - zapytał. 

- Wiedziałam, że choć mnie pragniesz, wciąż jeszcze nie wierzysz, że 

powiedziałam ci prawdę. - Kate odwróciła wzrok, bojąc się spojrzeć mu oczy. 

R S

background image

 

- 86 -

- Masz rację - przyznał David. - Kiedy uzyskałem w informacji twój numer i 

zadzwoniłem, wiedziałem, że nie kłamiesz. Wciąż jednak nie ufałem ci do końca. 

- Co sprawiło, że zmieniłeś zdanie? - spytała, wciąż unikając jego wzroku. 

- Potrzebowałem jakiegoś dowodu, czegoś, co dałoby mi pewność - powiedział. 

- Karen... 

- Twoja przyjaciółka! Wiedziałam, że wrócisz do Knoxville... - Ten wybuch na 

moment zdradził jej emocje, lecz Kate bardzo szybko odzyskała panowanie nad sobą. 

- Lecz nie zrobiłem tego - odparł spokojnie David. - I Karen nie jest moją 

przyjaciółką. Ani kochanką, nie teraz. I to nie z Karen pragnę dzielić swoje łóżko. 

Kate czuła, jak ogarnia ją gorąca fala pożądania. Gdybyśmy byli teraz u ciebie, 

pomyślała, zrobiłabym wszystko, o co byś mnie poprosił. 

- Zadzwoniłeś do niej? - spytała. 

- Z Rainbow Springs, po tym, jak nie chciałaś ze mną rozmawiać. Nie ukrywała 

swojej zazdrości, ale powiedziała mi prawdę. Zapewniła mnie, że byłaś szczera, 

szczera jak łza. 

Och, pomyślała Kate. Teraz nie mogę jej nawet nienawidzić. Ile jeszcze jest 

takich Karen, które czekają na niego z otwartymi ramionami? 

Chcę mieć z tobą dzieci, pomyślała. Starzeć się z tobą. Żyć razem... na łące lub 

gdziekolwiek indziej, gdzie tylko zechcesz. To jednak jest niemożliwe. 

David czekał. 

- Miałem więcej niż jeden powód, by przyjechać do ciebie - oświadczył 

wreszcie. - Zdecydowałem się zagrać w tym filmie. 

- W „Pamięci gór"? - spytała Kate, zupełnie zbita z tropu. - Dla Northa? 

Skinął głową, uśmiechając się szeroko. 

- Jako profesjonalista stwierdziłem, że nie mogę odrzucić takiej propozycji. 

Zwłaszcza że Arland Borg ma być reżyserem, a Lars Norgaard operatorem kamery. 

Oni obaj są geniuszami w swojej dziedzinie. Myślałem, że porozmawiamy o tym przy 

lunchu. 

- Tak... pewnie moglibyśmy. - Kate raz jeszcze zerknęła w stronę domu Jo 

McCullough. 

R S

background image

 

- 87 -

- Powiedziałem ciotce Jo, że będziesz ze mną. Zaparkowałem samochód 

niedaleko stąd. 

Kate rozejrzała się, nie widząc nigdzie tak dobrze znanego jej zielonego dżipa. 

- Oto mój wóz - oznajmił David, otwierając przed Kate drzwiczki 

srebrnoszarego sportowego jaguara. Z prawdziwą przyjemnością obserwował jej 

reakcję. 

- Nie sądziłaś chyba, że gwiazdy filmowe podróżują starymi dżipami - 

zażartował, siadając za kierownicą. Zgrabnie wymanewrował wóz, wjeżdżając na 

prowadzącą do autostrady polną drogę. Uśmiechnął się do Kate. 

- Trzymam go we Franklin. W garażu doktora Allena. Allen kazał cię 

pozdrowić. Pytał też, kiedy przyjedziemy zrobić badania krwi. 

Kate patrzyła na niego ze zdumieniem, zanim zdała sobie sprawę, że David 

przekomarza się z nią. 

- Wybacz, ale tego z pewnością nie powiedział. 

- Powiedział, że razem mamy szansę na niezwykle urodziwe dzieciaki - nie 

dawał za wygraną David. W jego oczach błyszczały iskierki rozbawienia. 

- Davidzie, proszę, nie drażnij się ze mną. Roześmiał się. 

- Kate, piękna Kate - powiedział. - Jesteś rozwódką, lecz zachowujesz się jak 

niewinna panienka, nawet po tym, jak spędziłaś tydzień, mieszkając na szczycie góry z 

mężczyzną niebezpiecznym i namiętnym. . 

- To nie moja wina. 

- To prawda. - Spoważniał nagle. - To moja wina. Zraniłem cię i obraziłem. 

Wyjechałaś, czując do mnie ogromny żal. Chciałbym, żebyś wróciła teraz i pozwoliła 

wynagrodzić sobie wszystkie te przykrości. 

Potrząsnęła głową. 

- Powiedz mi o scenariuszu - poprosiła. - Kiedy zdecydowałeś się przeczytać go 

mimo wszystko? 

- W piątek wieczorem. Po rozmowie z Karen. Cały czas na podłodze leżały 

porozrzucane kartki. Poukładanie ich w kolejności zajęło mi dobre pół godziny. 

- I? 

R S

background image

 

- 88 -

- Jest znakomity. Historia wydaje się wzruszająca, bohaterowie niezwykle 

prawdziwi. Wiedziałaś, prawda, że Peter Sullivan, podobnie jak ja, pochodzi z 

Zachodniej Wirginii? 

- Nie - odparła. - Nie wiedziałam o tym. 

- Czy czytałaś ten scenariusz? 

- Oczywiście. Nie zgodziłabym się zabrać go do ciebie, gdybym nie uważała, że 

jest dobry. Wayne Hawley, główny bohater, to ty, Davidzie. 

Skinął głową. 

- Opuściłem góry, by zostać aktorem. On chce wyjechać, by świat poznał i 

docenił jego poezję. Gdzie North planuje kręcić ten film? 

- W Cade's Cove, w parku. 

- Tutaj? - W głosie Davida brzmiało niedowierzanie. - To znaczy, że będę mógł 

mieszkać u siebie w czasie kręcenia filmu? 

Uśmiechnęła się. 

- Niemalże. Z wyjątkiem kilku scen studyjnych i nagrywania dubbingu. Jack 

planuje na czas kręcenia zdjęć, za zgodą władz parku, założyć tutaj miasteczko 

filmowe. Ale na pewno mógłbyś wyjeżdżać do domu na weekendy. 

- Z tobą? 

- Nie wiem... czy ja będę pracowała przy tym filmie. 

- To mój warunek. 

Jechali dalej, podziwiając zasnute mgłą góry w oprawie oszronionych gałęzi 

drzew. Wreszcie David zatrzymał się przed dwupiętrowym budynkiem hotelu. 

Było zbyt zimno, by ktokolwiek odpoczywał na tarasie, za to wielu gości 

siedziało, rozmawiając, przy stolikach w hotelowej restauracji. Drewniane podłogi 

doskonale harmonizowały z różowymi tapetami. Także obrusy i stroje kelnerów były 

w tym samym kolorze, zaś na każdym stole stał wazon pełen świeżo ściętych górskich 

astrów. 

- Znacznie piękniej wyglądają na zboczach gór - zauważyła Kate, kiedy zajęli 

już miejsca naprzeciw siebie. 

Podczas lunchu rozmawiali o scenariuszu i kalendarzu zdjęć. 

R S

background image

 

- 89 -

- North chce rozpocząć kręcenie filmu w połowie marca, kiedy w górach jest 

jeszcze trochę śniegu i zaczynają pojawiać się pierwsze kwiaty - Kate odpowiadała na 

zadane przez Davida pytanie. 

- A jakie są twoje plany? - chciał wiedzieć David. 

- W piątek wracam do Kalifornii. 

- Musisz? 

- Mam pracę, której nie mogę tak po prostu porzucić. To moje źródło 

utrzymania - wyjaśniła Kate. 

Po lunchu David zapowiedział Kate niespodziankę. Pokierował wóz na północ, 

a kiedy dojechali na miejsce, Kate rozpoznała natychmiast niewielki wodospad, który 

mijała po drodze do Szafirowej Doliny i na którego piękno była wówczas zupełnie 

obojętna. 

Muskając leciutko ustami jej ucho, David wysiadł, by wrócić po chwili z 

kieliszkami i butelką szampana zanurzoną w wiaderku z lodem. 

- Davidzie! - wykrzyknęła zdziwiona. 

- Zadbałem o to w hotelu. Czyżbyś zapomniała, że dzisiaj jest niezwykle ważny 

dzień? Znamy się dokładnie dwa tygodnie. 

Podał Kate kieliszek pełen musującego płynu. 

- Żeby było ich więcej - David wzniósł toast. 

- Więcej czego? - spytała Kate, sącząc wolno szampana. - Jubileuszy? 

- Nie - odparł David z przekornym błyskiem w oku. - Miodowych miesięcy. 

Kate wypiła kolejny łyk iskrzącego się trunku. 

- I w tym się właśnie nie zgadzamy - powiedziała. - Ja nie chcę wielu 

miodowych miesięcy. Może tylko jednego... kiedyś. 

Jego niebieskie oczy spoważniały nagle. 

- Może nie różnimy się tak bardzo, jak sądzisz. - David wyjął z ręki Kate 

kieliszek. - Obawiałem się, że kiedy dowiesz się, kim jestem, zmieni to twój stosunek 

do mnie. I rzeczywiście tak się stało. Jednak wciąż nie wiesz o mnie wszystkiego. 

 

 

 

R S

background image

 

- 90 -

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Potem otoczyły ją jego ramiona, mocno, lecz delikatnie. Poczuła na wargach 

smak ust Davida. Przez długą chwile trwali połączeni w miłosnej pieszczocie, 

pocałunku czułym i namiętnym zarazem, który sprawił, że nagle wszystko, prócz nich 

dwojga, przestało mieć znaczenie. 

Potem David oparł głowę na ramieniu Kate tak, że czuła na karku jego ciepły 

oddech. Wciąż obejmował ją mocno. 

- Wróć ze mną w góry - poprosił cicho. 

Kate nie mówiła nic, rozdarta między pragnieniem serca a głosem rozsądku. 

- Nie - powiedziała wreszcie. 

Chcę być twoją żoną, nie kochanką. Gdybym pojechała teraz, nie myślałbyś o 

małżeństwie, a nawet jeśli, nasz związek i tak nie przetrwałby próby czasu. 

- Nie rozumiem - powiedział łagodnie - jak to możliwe, że pragnąc mnie tak 

bardzo, nie chcesz pojechać ze mną. - Milczał przez chwilę, wciąż nie wypuszczając 

Kate z objęć. - Zaplanowałem na dzisiaj coś całkiem innego, lecz skoro muszę, na 

pewien czas pozwolę ci odejść, Kate. 

Potem David zawrócił i wjechali znów na autostradę prowadzącą do Szafirowej 

Doliny. Położył na swoim kolanie rękę Kate, przykrywając ją dłonią. Tak złączeni 

przebyli całą drogę, aż do chwili zatrzymania się na parkingu przed domem ciotki Jo. 

David wyłączył silnik i obrócił twarz w stronę Kate. 

- To nie jest pożegnanie - powiedział. 

- Oczywiście, że nie. - Kate starała się, by jej ton wydawał się pogodny i 

beztroski. - Skoro tak na to nalegasz, spodziewani się, że już niedługo zobaczę cię 

znowu w czasie kręcenia „Pamięci gór". 

David zastanawiał się przez chwilę. 

- W zimie będę musiał wpaść na kilka dni do Kalifornii, by spotkać się z 

Borgiem - powiedział. - Czy będę mógł odwiedzić cię wtedy? 

R S

background image

 

- 91 -

- Oczywiście, Davidzie. - Tak bardzo ucieszyła ją ta wiadomość. Dlaczego 

musiałam pokochać właśnie jego, pomyślała. Mężczyznę, którego nie będę potrafiła 

zatrzymać przy sobie. 

Kiedy wchodziła do mieszkania ciotki Jo, w jej oczach błyszczały łzy. 

Josephine McCullough siedziała przy biurku, pisząc list. Kiedy usłyszała kroki 

bratanicy, uniosła głowę znad kartki. 

- Nie wierzę - powiedziała z lekkim wyrzutem w głosie - że pozwoliłaś odejść 

takiemu mężczyźnie. 

W czwartek przyszedł list od Davida, a raczej krótka notatka załączona do 

zdjęcia. Na fotografii Kate zobaczyła ich dwoje obejmujących się na tle skał w 

Newfound Gap. Davidzie Vine, szepnęła z czułością, patrząc na piękne rysy jego 

twarzy. Gdybyś miał na nazwisko Johnson, jak początkowo sądziłam, pewnie byłabym 

teraz z tobą w górach, pomyślała z żalem. 

Wiele jeszcze razy w drodze z Asheville do Atlanty czytała skreślone przez 

Davida słowa. Wyobrażała sobie jego pochyloną przy biurku sylwetkę, trzask ognia w 

kominku. Najchętniej wsiadłaby do lecącego w przeciwną stronę samolotu i wróciła 

do drewnianej, górskiej chaty ukochanego. 

Na lotnisku w Los Angeles było jak zawsze tłoczno. Czekając na odbiór 

bagażu, Kate usłyszała nagle za plecami znajomy głos. 

- Dan - zawołała zdziwiona, widząc przed sobą opaloną twarz swojego byłego 

męża. - Co tutaj robisz? 

- Twoja ciotka powiedziała, że przylecisz dzisiaj. - Urwał na moment. - Jeśli... 

nie masz innych planów, chciałbym odwieźć cię do domu. 

Kate milczała przez chwilę. 

- Dobrze - zgodziła się wreszcie. - I tak jest coś, co muszę ci oddać. 

Uśmiechnął się do niej czarująco. 

- Mam nadzieję, że nie jest to to, o czym myślę. - Sięgnął po walizkę Kate. - 

Mimo wszystko zaryzykuję. Bardzo tęskniłem za tobą, kotku. Nie mogę uwierzyć, że 

już nie jesteśmy małżeństwem. 

Kate nie odpowiedziała nic. Nie wiem, jak mogłam go kochać, zadała sobie w 

duchu pytanie. 

R S

background image

 

- 92 -

Kiedy wyszli z hali lotniska, Dan uścisnął lekko jej ramię i poprosił, by 

poczekała na niego przez chwilę. Po paru minutach powrócił, z piskiem hamulców 

zatrzymując tuż przed nią swego bananowożółtego cadillaca. Jej walizki szybko 

znalazły się w bagażniku, zaś Kate zajęła miejsce z przodu obok Dana. 

- Powiedz, że nie zapomniałaś mnie - zażądał Dan, kiedy ruszyli już w stronę 

Hollywood. 

- Cóż - odparła Kate. - Na pewien czas rzeczywiście zapomniałam. Teraz 

jednak pamiętam wszystko doskonale. Roześmiał się. 

- Zawsze uwielbiałaś zagadki, Kate. To dodaje ci uroku - stwierdził. 

Po kilku minutach dotarli do tłocznego La Cienega Boulevard, gdzie po obu 

stronach ulicy zwracały uwagę przechodniów kolorowe witryny restauracji, 

ekskluzywnych sklepów, galerii sztuki. 

- Widziałeś się z Jackiem? - spytała. - Nie wiesz, czy wrócił z Meksyku? 

Dan skinął głową. 

- Wczoraj. Jest zachwycony, że udało ci się namówić Davida, by zagrał w 

„Pamięci gór". Jak tego dokonałaś? Sądziłem, że na dobre zrezygnował z aktorstwa. 

- To nie moja zasługa. - W głosie Kate nie słychać było żadnych emocji. - 

Przekonał go sam scenariusz i nazwisko reżysera. 

Dan spojrzał na nią badawczo. 

- Odniosłem zupełnie inne wrażenie. North mówi, że podstawowym warunkiem 

Vine'a było żądanie, byś ty również została przydzielona do pracy przy tym filmie. 

Czyżby on zakochał się w tobie? 

David dotrzymał więc obietnicy, pomyślała wzruszona. Serce Kate zabiło 

szybciej, choć przecież doskonale zdawała sobie sprawę, że ta fascynacja jej osobą ze 

strony Davida Vine'a nie będzie trwała długo. 

- To nie twoja sprawa - odpowiedziała. 

- To prawda - zgodził się. - Może cię jednak zainteresować to, że ja również 

otrzymałem rolę w tym filmie. Mam grać Willie'ego... 

Potem długi czas jechali w ciszy. Kate z niechęcią przyglądała się mijanym po 

drodze klubom i restauracjom, nieprzerwanej paradzie kobiet i mężczyzn, 

najwyraźniej nie pozostających ze sobą w żadnych formalnych związkach. 

R S

background image

 

- 93 -

Dojechali wreszcie do domu zakupionego wiele lat temu przez ojca Kate. Był to 

niewielki parterowy budynek, niezwykle skromny w porównaniu z okazałymi willami 

Beverley Hills, Westwood czy Laurel Canyon. Ojciec Kate bardzo lubił tę spokojną 

okolicę. Kiedy zdobył sławę i pieniądze jako reżyser, Artur McCullough, zamiast 

przenieść się do bardziej luksusowej dzielnicy, zakupił niewielkie ranczo na zachód od 

Hollywood. Od tej pory każdą wolną chwilę starał się spędzać w Topanga z dala od 

zgiełku miasta. 

Dan wyjął z samochodu bagaże i podążył za Kate w stronę domu, idąc alejką 

zacienioną palmowymi drzewami. Zatrzymali się na ganku. 

- Czy nie masz zamiaru otworzyć drzwi? - zapytał. 

- Nie oczekujesz chyba, że będę stał tutaj cały dzień, trzymając twoje walizki. 

- Nie - odparła Kate. - Postaw je. 

- Och - zdziwił się Dan. - Rozumiem. Chcesz, żebym cię pocałował, zanim 

wejdziemy. - Odstawiając walizki, Dan otoczył Kate ramieniem. Dziewczyna 

odwróciła twarz i wysunęła się z jego objęć. 

- Nie, nie tego chcę - powiedziała stanowczo. Potem otworzyła torebkę i wyjęła 

z niej pierścionek. 

- Mówiłam, że mam coś dla ciebie. Przyjmij go tym razem, nie chcę być dłużej 

odpowiedzialna za twoją własność. 

Potrząsnął głową, jakby nie dowierzając słowom Kate. 

- To twój pierścionek, nigdy nie przyjmę go z powrotem. Linda... nic dla mnie 

nie znaczyła. Nie wiedziałem po prostu, jak się zachować, kiedy zastałaś nas... w 

takiej sytuacji. - Urwał na chwilę. - Proszę cię o jeszcze jedną szansę. 

Dan zamilkł, oczekując teraz z niepokojem na odpowiedź Kate. 

- Możesz mieć w życiu jeszcze wiele szans - odparła spokojnie Kate - ale już 

nie ze mną. Nie kocham cię i nie jestem pewna, czy w ogóle kochałam cię kiedykol-

wiek. 

Dan wydawał się całkowicie zbity z tropu. 

- Widzę, że wciąż jesteś na mnie zła. Ale ja nie mam zamiaru zrezygnować tak 

łatwo - powiedział wreszcie. - Na pewno chcesz, żebym tak po prostu... odszedł? 

Skinęła głową. 

R S

background image

 

- 94 -

- Żegnaj, Dan. 

Kiedy wczesnym rankiem następnego dnia Kate pojawiła się w studio, zastała 

tam już Northa. Siedział za biurkiem, popijając czarną kawę i paląc kolejnego tego 

dnia papierosa. Kate stała przez chwilę w progu, przyglądając się temu siwiejącemu 

mężczyźnie. Myślała o Sharon Lorrie. Jack niewątpliwie musiał wydawać się 

kobietom atrakcyjny, jednak pomiędzy nim a Davidem nie mogło być nawet żadnego 

porównania. 

Czyżby Sharon miała nadzieję, że ten romans pomoże jej w karierze? Może 

czuła się samotna, kiedy pomiędzy nią a Davidem pojawiły się tak poważne różnice 

poglądów. 

Jack uniósł głowę.  

Pogratulował Kate świetnego wywiązania się z powierzonej jej misji, a potem 

przeszedł do omawiania spraw organizacyjnych związanych z kręceniem „Pamięci 

gór". 

- Nie mogę uwierzyć, że naprawdę dokonałaś tego, Kate - zauważył w pewnym 

momencie. - Prawdę mówiąc, David nienawidzi mnie. 

Wzruszyła ramionami. 

- Z pewnością ma po temu powody. North przyjrzał się jej z uwagą. 

- Mam dziwne wrażenie, że David opowiedział ci o rzeczach, o których nigdy z 

nikim nie rozmawiał. 

- Być może - odparła obojętnym tonem. - Kto ma zagrać młodą żonę pastora? 

- Mieliśmy z tym pewien problem. Wreszcie Borg, słysząc o decyzji Vine'a, 

postanowił, że będzie to Susannah Will. 

Kate poczuła dziwny ucisk w sercu, jakby ktoś przyłożył do jej piersi bryłkę 

lodu. Susannah Will, wysoka, szczupła blondynka, była niekiedy nazywana nową 

Sharon Lorrie. 

Będę musiała patrzeć, jak David całuje tę kobietę w scenerii wyniosłych, 

mglistoszarych gór. Może raz jeszcze parę pięknych aktorów połączy gwałtowne 

uczucie nie tylko na ekranie, ale również w życiu... 

R S

background image

 

- 95 -

- Kate - w głosie Jacka brzmiało zniecierpliwienie - nie słuchasz. Będziesz 

reprezentować mnie przy kręceniu tego filmu. Moja obecność mogłaby za bardzo 

irytować Vine'a. 

Spojrzał uważnie na Kate. 

- Chciałbym, żebyś dokładnie przeczytała scenariusz razem z Mikiem Reidym. 

Mam nadzieję, że jutro będziecie mogli przedstawić mi kalendarz zdjęć. 

Jack dolał sobie kawy ze stojącego na biurku srebrnego imbryczka. 

- W najbliższych dniach Borg będzie oglądał dawne filmy Vine'a. - North 

obserwował uważnie twarz Kate. - Jeśli znajdziesz czas, może będziesz chciała mu 

towarzyszyć. 

Przez chwilę Kate nie wiedziała, jak powinna zareagować na propozycję Jacka. 

- Dlaczego... dlaczego miałabym oglądać te stare filmy? - spytała niepewnym 

głosem. 

North Jack wzruszył ramionami. 

- Nie wiem. Wydawało mi się, że może cię to zainteresować. Poza tym, im 

więcej będziesz wiedziała na ten temat, tym lepiej. 

Była to więc jej wielka szansa. Miała reprezentować producenta przy kręceniu 

filmu, z którym związane były wielkie nazwiska i wielkie pieniądze. Dlaczego to 

wszystko wydaje się mi tak mało istotne, zastanawiała się Kate, czekając następnego 

dnia przed drzwiami sali projekcyjnej na Arlanda Borga. Kiedyś miała już okazję 

spotkać sławnego reżysera na jednym z przyjęć wydanych przez Artura McCullougha 

w Topanga. 

Borg natychmiast ją poznał. W jego oczach rozbłysły iskierki uśmiechu. 

- Mam więc pracować z córką Arta - powiedział, wyciągając do niej dłoń. - 

Będzie to dla mnie prawdziwa przyjemność. Wyrosłaś na piękną, młodą kobietę - 

dodał. 

- Jack mówił, że zdecydowałaś się oglądać ze mną dawne filmy Vine'a. Panna 

Will również będzie nam towarzyszyć - oznajmił, wskazując Kate fotel koło siebie. - 

Uważam, że to wyśmienity pomysł. Chciałbym, żebyś robiła notatki. Córka Artura 

McCullougha ma z pewnością we krwi wyczucie kina. 

R S

background image

 

- 96 -

- Z przyjemnością - zgodziła się Kate, a potem wręczyła Borgowi 

przygotowane poprzedniego dnia materiały: kalendarz zdjęć, listy aktorów 

drugoplanowych, a także uaktualnione biografie odtwórców głównych ról. 

Od bibliotekarza wytwórni dowiedziała się, że David mieszkał z Sharon w 

starej hiszpańskiej willi przy Arden Drive w Beverly Hills. Po katastrofie samolotowej 

sprzedał dom, wciąż jednak pozostał właścicielem niewielkiej posiadłości w Malibu, 

blisko plaży i Topangi. Susannah Will mieszkała zaledwie kilka kilometrów dalej na 

północ, w Marina del Rey. 

- Oto i Vine - wyrwał ją z zamyślenia głos siedzącego obok Borga. 

Oglądali jeden z wcześniejszych filmów Vine'a. David nie mógł mieć tutaj 

więcej niż dwadzieścia cztery lata. Nie rozwinął wtedy jeszcze w pełni swego aktors-

kiego talentu, momentami wydawał się wręcz niezgrabny, jednak już wówczas grał z 

wdziękiem i naturalnością, które sprawiały, że zwracał na siebie uwagę widza. 

- Przyjrzyj się jego rękom - szepnął Borg. - Zaciska dłonie, a potem opuszcza je 

swobodnie wzdłuż ciała, jakby zrezygnował z walki, zaniechał buntu. Jest w tle, to 

nawet nie jego scena. Musimy dobrze wykorzystać tego rodzaju szczegóły. 

Tydzień minął nie wiadomo kiedy. W nocy Kate śniła o Davidzie, w dzień 

oglądała jego filmy. Przy każdej scenie miłosnej zamykała oczy, wyobrażając sobie, 

że to ona znajduje się w jego ramionach. 

W czwartek Borg oglądał film, w którym David występował wraz z Sharon 

Lorrie, „Nakaz honoru". Była to historia żonatego polityka ubiegającego się o fotel 

senatora, którego postanowiła uwieść córka bogatego i skorumpowanego biznesmena. 

- Nie próbuj mnie oszukać - Kate usłyszała nagle tak dobrze znany jej głęboki, 

ciepły głos. - Nie wiesz nawet, jak wiele ryzykuję i jak bardzo czuję się winny. Ale... 

muszę cię mieć, Rito. 

Potem kamera pokazała zbliżenie twarzy Sharon. Malowała się w niej 

satysfakcja, triumf, lecz także pożądanie i jakby cień współczucia dla młodego, 

ambitnego mężczyzny, który wpadł w jej pułapkę. 

Kate wstała nagle, zbierając swoje rzeczy. 

- Czy coś się stało? - spytał zdziwiony Borg. 

R S

background image

 

- 97 -

- Boli mnie głowa - szepnęła, odwracając wzrok. - Muszę też odebrać jeszcze 

dzisiaj pewne umowy. Do jutra. 

W domu czekał na nią list od Davida. Drżącymi palcami rozerwała kopertę, a 

potem usiadła na stojącej na ganku huśtawce i zaczęła czytać. 

Najdroższa Kate, 

Najpierw muszę pewnie odpowiedzieć na krótki list, który przesłałaś mi w 

imieniu wytwórni. Pozdrów Borga i przekaż Northowi, że warunki kontraktu są 

zadowalające. 

A teraz pozwól zadać sobie pytanie: czy napiszesz do mnie prawdziwy list? 

Chciałbym wiedzieć, jak żyjesz i co czujesz. 

W górach jest zimno, szaro i deszczowo. Za kilka tygodni spadnie śnieg. Siedzę 

przed kominkiem, ucząc się roli i słuchając Billy'ego Butterfielda. 

Gdybyś była ze mną, pojechalibyśmy do Murphy potańczyć w pewnym barze, 

który dobrze znam. Mają tam szafę grającą ze wszystkimi przebojami country. Potem 

wrócilibyśmy do domu, a zakończenie wieczoru spróbuj dopisać sama. 

Tęsknię za tobą, Kate. Napisz. 

Twój David. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

R S

background image

 

- 98 -

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Upłynęło kilka tygodni, zanim Kate odpisała na list Davida. Skreśliła parę zdań 

o oglądanych z Borgiem filmach, o koncercie, na który zaprosił ją zatrudniony w 

wytwórni od niedawna księgowy i o weekendach spędzanych w Topanga. 

Nie wspomniała w liście ani słowem o swoich uczuciach ani o Danie, który 

dzwonił do niej regularnie co drugi dzień i któremu kilka razy udało się zmusić ją, by 

zjadła z nim lunch w kafeterii wytwórni. 

W połowie grudnia David przysłał jej kartkę z widokiem zaśnieżonych gór. To 

Cade Cove, przeczytała na odwrocie. Spaceruję tutaj z Wayne'em Hawleyem. Jest 

dobrym towarzyszem. Z pewnością tęsknisz za mną, Kate, choć nie napisałaś o tym. 

Zobaczymy się wcześniej, niż sądzisz. 

Od Borga dowiedziała się, że wraz z Davidem zaplanowali spotkanie po 

Nowym Roku, by omówić pewne szczegóły dotyczące filmu. Dwa dni przed Bożym 

Narodzeniem Kate wyjechała do Cuernavaca, by spędzić święta wraz z ciotką Jo w 

starym pałacu należącym do przyjaciół rodziny McCulloughów. Śpiewając kolędy w 

słonecznej scenerii meksykańskiej plaży, Kate bezustannie myślała tylko o Davidzie. 

Jeszcze tydzień i znów będą razem. 

Po powrocie, ku swemu zdziwieniu i rozpaczy, znalazła w drzwiach napisaną 

przez Davida kartkę. 

Szkoda, że minęliśmy się, Kate. Pragnąłem zrobić ci niespodziankę. Miałem 

nadzieję, że spędzimy razem święta. Kiedy wreszcie napiszesz do mnie? Bez ciebie 

Kalifornia wydaje mi się równie smutna, jak wówczas, kiedy wyjeżdżałem stąd ostatni 

raz. Przyjadę koło pierwszego lutego". 

Kiedy usłyszała dzwonek telefonu, otarła łzy i pośpiesznie zaczęła szukać w 

torebce klucza. 

- Halo? - odezwała się po chwili, wciąż trzymając w ręku kartkę Davida. 

- Kate! - usłyszała jego radosny głos. - Jesteś bardzo nieuchwytną kobietą... 

- David! - zawołała. - A więc wciąż tu jesteś! Nie minęliśmy się! 

Przez moment w słuchawce panowała cisza. 

R S

background image

 

- 99 -

- Dzwonię z Rainbow Springs - wyjaśnił. - To było głupie z mojej strony, że nie 

zawiadomiłem cię wcześniej, ale chciałem sprawić ci niespodziankę i zobaczyć twoją 

reakcję. Obawiałem się też, że mogę popsuć twoje plany. 

- Och, nie - Kate zapomniała na moment, z jakim trudem starała się ostatnio 

ukrywać przed Davidem swoje emocje. - Byłabym tak szczęśliwa, gdybyś przyjechał. 

- Tak bardzo się cieszę, że to mówisz - odpowiedział David po chwili 

milczenia. - Miałem wspaniałe plany. Pewnie wiesz, że posiadam Wciąż jeszcze dom 

w Malibu z ogromnym kamiennym kominkiem i kolekcją płyt. 

Kate poczuła nagle ogromne wzruszenie. 

- Dlaczego musiałeś wracać tak szybko? - W jej głosie brzmiał żal i wyrzut. 

- Prawdę mówiąc, jestem właśnie w drodze do Zachodniej Wirginii. Muszę 

odwiedzić moją cioteczną babkę, która być może walczy właśnie teraz ze śmiercią. 

- Och, tak mi przykro - szepnęła Kate. 

- Niepotrzebnie. Miała niezwykle ciekawe życie i dobre serce. - Dalsze słowa 

Davida zagłuszyły trzaski. Tak wiele spraw wciąż należało wyjaśnić. - Wrócę, gdy 

tylko będzie to możliwe - usłyszała znów głos Davida. - Rozpalę dla ciebie ognisko na 

plaży. Zgoda? 

- Tak, Davidzie. - Co jeszcze mogła mu powiedzieć? - Uważaj na siebie. 

Jeździsz tak szybko. 

- Kate, piękna Kate. Chciałaś chyba powiedzieć, że zakochuję się zbyt szybko. - 

W słuchawce słychać było jego śmiech. - Masz chyba powody, żeby tak twierdzić. 

Czekaj na mnie, Kate. 

Babka Davida zmarła w drugim tygodniu lutego, musiał więc zostać w Wirginii 

jeszcze dłużej, by dopilnować pogrzebu i egzekucji testamentu. Borg rozpoczął próby 

bez niego, zaś w roli Hawleya zastąpił go czasowo Bryant Keefe. 

Kate, która nie znała wcześniej Susannah Will, musiała z niechęcią przyznać, że 

młoda aktorka jest skromna, czarująca i niewątpliwie utalentowana. Ciekawe, dla kogo 

David będzie rozpalał ognisko na plaży, pomyślała, przyglądając się, jak wiotka Su-

sannah rozczesuje przed lustrem lśniące blond włosy. 

W próbach uczestniczył także Peter Sullivan. Ten nieśmiały mężczyzna o 

ujmującym uśmiechu chętnie rozmawiał z Kate, co najwyraźniej niezwykle dener-

R S

background image

 

- 100 -

wowało jej byłego męża. Dan znajdował wciąż nowe wybiegi i powody, by przebywać 

w towarzystwie 

Kate, choć dziewczyna dawała mu jasno do zrozumienia, że jego zaloty nie 

sprawiają jej przyjemności. 

Któregoś dnia Kate musiała wrócić do sali prób po notatki, które zostawiła tam 

przez nieuwagę. W ciemnej i pustej sali zauważyła jedynie pojedynczą sylwetkę 

mężczyzny, który siedząc w cieniu przeglądał scenariusz. Nagle tuż przed nią pojawił 

się Dan, trzymając w ręku jej notatki. 

- Właśnie zamierzałem je tobie przynieść - odezwał się ściszonym głosem. 

Kiedy Kate podeszła bliżej, objął ją i przyciągnął do siebie. 

- Nie - powiedziała Kate, rozwścieczona tupetem Dana. - Zabierz ręce i oddaj 

mi notatki. 

Dan roześmiał się, a potem pocałował Kate. 

Kate stała bez ruchu, zupełnie zaskoczona zachowaniem swego byłego męża. 

Słyszała za sobą ciche kroki mimowolnego świadka tej sceny, mężczyzny czytającego 

w cieniu scenariusz; mężczyzna ów wyszedł teraz dyskretnie, zamykając za sobą 

drzwi. W nagłym przypływie złości Kate uderzyła z rozmachem Dana w twarz, 

wyrywając się z jego uścisku. 

- Nie próbuj tego nigdy więcej - powiedziała z gniewem. - Nie chcę, by 

myślano, że jestem twoją kochanką. Widział nas Peter Sullivan. 

W głosie Dana Greysona brzmiała urażona duma i chęć zemsty. 

- Peter Sullivan? - powtórzył drwiąco. - Mylisz się. Sądziłem, że będziesz 

potrafiła poznać Davida Vine'a. 

Z cichym okrzykiem Kate odwróciła się od Dana i wybiegła z sali, mając 

nadzieję znaleźć gdzieś Davida. Zobaczyła go jednak dopiero o drugiej, kiedy zaczęła 

się kolejna tura prób. 

Skinął jej z daleka głową, kiedy cicho weszła do sali w trakcie wygłaszanej 

przez Borga mowy powitalnej. Och, Davidzie, lamentowała w duchu, co też musiałeś 

pomyśleć, widząc mnie w ramionach Dana? Skąd mogłeś wiedzieć, że pragnę tylko 

ciebie? 

R S

background image

 

- 101 -

Po chwili zobaczyła, jak David wita się z Susannah Will, z uśmiechem mówiąc 

do niej cicho jakieś miłe słowa. 

Borg postanowił, że spróbują odegrać teraz scenę pierwszego spotkania 

Wayne'a Hawleya i Elizy Frakes. 

- Uwaga! - zawołał reżyser. - Proszę światła. Wyobraźmy sobie, że kamery 

rejestrują wszystko. 

David, zwrócony tyłem do widowni, przeliczał garść drobnych, przygotowując 

należność za worek mąki. Tak znakomicie potrafił oddać ubóstwo owdowiałego 

farmera, Wayne'a Hawleya: ojca gromadki osieroconych dzieci, poety, którego 

wierszy nikt nie znał, mężczyzny, który pragnął miłości kobiety. 

Potem Hawley odwrócił się, napotykając spojrzenie nieśmiałej Elizy. 

Dziewczyna spuściła wzrok, podchodząc z wahaniem do lady. 

- To wybranka pastora - wyjaśnił Dan, grający rolę szwagra Hawleya. - Nie 

widziałeś jej jeszcze? 

W tym czasie Susannah rozmawiała cicho z młynarzem, którego grał Bryant 

Keefe. Zarumieniła się lekko, wciąż czując na sobie przepalające spojrzenie Davida. 

- Nie - odparł krótko Hawley, nie patrząc nawet na Dana. - Czy jest jego żoną? 

- Jeszcze nie. - W tonie Dana słychać było drwinę i niechęć. - Stary Rolfe 

poślubi ją w sobotę. Czy ty zupełnie nie wiesz, co u nas się dzieje? 

David w milczeniu przypatrywał się jasnowłosej dziewczynie. Eliza, 

załatwiwszy już sprawę z młynarzem, podniosła oczy, by znów napotkać spojrzenie 

Wayne'a. Wyczuwało się pomiędzy nimi coś nieuchwytnego, jakby potrafili wyczytać 

w swoich oczach więcej, niż mogły wyrazić słowa. 

- Jestem Wayne Hawley z Piney Ridge - przedstawił się. - A to Willie Long, 

brat mojej zmarłej żony. 

- Miło mi pana poznać - odparła nieśmiało Eliza, lecz na twarzy dziewczyny 

widać było, że zrozumiała, co chciał jej powiedzieć ten mężczyzna o łagodnym 

spojrzeniu jasnoniebieskich oczu. 

Na koniec sceny rozległy się głośne, spontaniczne brawa. Z Davidem w roli 

głównej ten film miał wszelkie szanse, by stać się prawdziwym arcydziełem. 

R S

background image

 

- 102 -

Tego popołudnia odegrali jeszcze wiele scen, zanim wreszcie Borg zarządził 

koniec pracy. 

- Chciałbym z tobą porozmawiać, Davidzie - powiedział reżyser, zabierając z 

krzesła swoją popielatą, zamszową kurtkę. - Moglibyśmy zjeść razem kolację? 

Kate poczuła na sobie wzrok Davida. Czy powinnam podejść do niego? Co 

mam powiedzieć? 

- Witaj, Davidzie - pozdrowiła go cicho, kiedy wreszcie pokonała dzielący ich 

dystans. 

- Witaj, Kate - odpowiedział. 

- Oczywiście znacie się - zauważył Borg. - Czy chciałabyś dołączyć do nas, 

Kate? 

- Och, nie - odparła pośpiesznie. - Z pewnością macie wiele spraw do 

omówienia. - Potem zamilkła, nie wiedząc, co jeszcze mogłaby powiedzieć. 

- Co u ciebie, Kate? - zapytał David. 

- Wszystko dobrze. A ty jak żyjesz? 

- Dziękuję, nieźle. 

Spojrzenie Davida było zimne i obce. 

- Cieszę się... że już przyjechałeś - zaczęła niepewnie. - Chciałam tylko 

powiedzieć, że to popołudnie... było zupełnie fantastyczne. Peter Sullivan też tak 

sądzi. 

Skinął głową. 

- Dziękuję. 

- Na pewno nie chcesz przyłączyć się do nas, Kate? - ponowił swą propozycję 

Borg. 

- Nie, nie mogę - zaprotestowała, unikając wzroku reżysera. - Muszę jeszcze 

porozmawiać z Jackiem. 

Przez następny tydzień David wciąż traktował Kate obojętnie, w miarę 

możliwości unikając jej towarzystwa. Na planie zachwycał wszystkich swą grą, spra-

wiając, że pozostali aktorzy również starali się do maksimum wykorzystać swój talent 

i umiejętności. W piątek Borg zdecydował, że w następnym tygodniu powinni 

wyjechać do Tennessee. 

R S

background image

 

- 103 -

Kate była teraz zbyt zajęta, by często przyglądać się próbom. Widywała Davida 

rzadko, czasem minęli się gdzieś na korytarzu, niekiedy David pozdrowił ją z daleka 

uprzejmym skinieniem głowy. Nigdy jednak nie podchodził do niej, nie próbował 

porozmawiać, nie dzwonił. 

To już koniec, pomyślała ze smutkiem, pakując do walizki swoje rzeczy. Z 

drugiej strony, choć Vine i Will tworzyli na scenie piękną parę, nie słyszała żadnych 

plotek o zakulisowym romansie tych dwojga aktorów. 

Ostatniego dnia przed wyjazdem do Tennessee, już po skończonym dniu pracy, 

Borg nagle poprosił Kate, by wypiła z nim kawę. 

- Naprawdę... powinnam iść już do domu - próbowała się wymówić. - Czeka 

mnie jeszcze pakowanie i porządkowanie dokumentów. 

- Kiedy reżyser mówi: kawa, wtedy pije się kawę - powiedział z uśmiechem 

Borg, biorąc ją pod ramię. 

Poszli do kawiarenki wytwórni. 

- Co dzieje się pomiędzy tobą i Vine'em? - zapytał, kiedy usiedli już przy 

stoliku. Czuła na sobie życzliwe spojrzenie ciepłych, szarych oczu Borga. 

- Co... masz na myśli? - wyjąkała niepewnie. Borg wzruszył ramionami. 

- W czasie świąt Bożego Narodzenia Vine potrafił mówić tylko o tobie, 

oczywiście wtedy, kiedy nie rozmawialiśmy akurat o „Pamięci gór". Ty wydawałaś się 

tak podniecona podczas projekcji jego filmów. Miałem wrażenie, że znasz na pamięć 

każde wypowiadane przez Davida słowo, każdy gest. A kiedy Vine przyjechał 

wreszcie do Hollywood, zachowujecie się, jakbyście się ledwie znali. Żadne z was nie 

wydaje się szczęśliwe. 

- To z pewnością nie wpłynie na grę Davida - odparła Kate, instynktownie 

stając od razu w jego obronie. 

Borg wypił łyk kawy. 

- Wiem o tym - powiedział spokojnie - ale lubię was oboje. Jeśli nie chcesz mi 

się zwierzyć... 

Borg, oparty wygodnie w krześle, tak bardzo przypominał jej ojca. Nie żądał 

zaufania, ale gotów był jej wysłuchać. 

R S

background image

 

- 104 -

- W Północnej Karolinie zostaliśmy kochankami - wyznała wreszcie Kate. -

David wspominał o ślubie, choć nie sądzę, by rzeczywiście myślał o tym poważnie. 

Później pokłóciliśmy się, a potem znowu doszliśmy do porozumienia. Wydaje mi się 

jednak, że... w pewien sposób bałam się pokochać go zbyt mocno, bałam się, że 

mogłabym go stracić. - Urwała. - Wciąż bardzo mi na Davidzie zależy - dodała. Borg 

słuchał jej w milczeniu. 

- Dan Greyson jest moim byłym mężem - powiedziała, zauważając natychmiast 

grymas zaskoczenia na twarzy reżysera. - W dniu, kiedy David przyjechał, zobaczył 

nas całujących się w studio. Dan zwabił mnie w pułapkę, lecz David nie wie o tym. 

Sądzi, że go zdradziłam... tak jak Sharon Lorrie. 

Borg nie mówił nic przez kilka minut, najwyraźniej poważnie zastanawiając się 

nad tym, co usłyszał od Kate. 

- Jestem pewien, że to, co powiedziałaś mi o swoich uczuciach wobec 

Greysona, jest prawdą. Nietrudno zauważyć, jak niemiłe jest ci jego towarzystwo. Zaś 

jeśli chodzi o zachowanie Davida... 

Milczał przez chwilę. 

- Być może powinienem z nim porozmawiać - dokończył. - Zdobyłem jego 

zaufanie i jestem pewien, że mnie wysłucha. 

- Och, nie! - zawołała przerażona Kate. - Proszę - dodała. - Nawet jeśli 

Davidowi zależy trochę na mnie, i tak nic by z tego nie wyszło. Taka rozmowa może 

jedynie sprawić nam obojgu większy ból. Nie chciałabym tylko, by myślał, że go 

zawiodłam. Bardzo pragnęłabym wyjaśnić to nieporozumienie. Obiecaj, że nie... 

Borg delikatnie poklepał jej dłoń. 

- Żadnych obietnic, młoda damo. Uważam, że twoja opinia o Davidzie może 

być bardzo niesłuszną, a może nawet niesprawiedliwa. 

Na dalsze protesty Kate Borg odpowiadał jedynie uśmiechem. Wreszcie dała za 

wygraną. 

Przez pół nocy Kate nie mogła potem zasnąć, zastanawiając się, co też reżyser 

powie Davidowi i jak Vine na to zareaguje. 

R S

background image

 

- 105 -

Kiedy zmęczona i niewyspana wsiadała do samolotu następnego ranka, czuła 

się, jakby wstępowała na szafot. Gdy tylko zajęła miejsce obok Mike'a Reidy'ego, 

natychmiast zmorzył ją sen. 

Po wylądowaniu w Knoxville David i Borg postanowili pojechać do Townsend. 

Sami, jedną z czekających na ich zespół limuzyn. Będą więc rozmawiać po drodze, 

pomyślała Kate. Wątpiła jednak, by cokolwiek mogło zmienić się pomiędzy nią i Da-

videm. Vine zawiódł się już raz i będzie mu niełatwo zaufać ponownie jakiejkolwiek 

kobiecie. Z ciężkim westchnieniem Kate znów zamknęła oczy. 

Ku swemu zdziwieniu następnego dnia zauważyła w zachowaniu Davida 

zdecydowaną zmianę. 

Jego pozdrowienie było serdeczne, choć może wciąż odrobinę oficjalne. 

Zaprosił ją, by towarzyszyła im tego dnia na planie, zapominając, że i tak należało to 

do jej obowiązków. 

- Większość z tego, co nakręcimy dzisiaj, będzie niewiele warta - dodał. - 

Jesteśmy jak zwierzęta wypuszczone z klatki. Nagle odkrywamy prawdziwy, piękny 

świat i musimy się do niego przyzwyczaić. 

Skinęła głową. Nie odrywała spojrzenia od jego zmysłowych ust wygiętych 

teraz w lekkim uśmiechu, patrzyła w niebieskie, wyraziste oczy. 

- Kilkoro z nas wybiera się wieczorem do Maryville, by trochę potańczyć - 

mówił dalej David. - Nie miałabyś ochoty wybrać się z nami? 

- Do Maryville? - Te słowa wymknęły się jej, 

zanim zdążyła zastanowić się, co mówi. - Czy to nie tam... 

- Tak. - Miała wrażenie, że znów słyszy w głosie Davida tak dobrze znajome jej 

ciepłe nuty. - Było nam wtedy dosyć smutno, prawda? A więc, jaka jest twoja 

odpowiedź? 

- Dobrze - zgodziła się. 

Serce Kate wypełniła radość. Dopiero teraz potrafiła w pełni podziwiać piękno 

gór pokrytych białym całunem ostatniego śniegu. Wokół rozciągała się zachwycająca 

dolina Cade Cove, otoczona pierścieniem niebieskich stoków, przez której środek 

płynął srebrzysty, szemrzący strumień. 

R S

background image

 

- 106 -

Wzdłuż strumienia i krętej drogi przez grubą warstwę ubiegłorocznych liści 

przebijały się pierwsze irysy, krokusy i konwalie. Niektóre kwiaty zdążyły już 

zakwitnąć, zaś jeden z członków ekipy, miłośnik przyrody, zidentyfikował je jako 

pierwiosnki i fiołki. 

Przez całe popołudnie Kate obawiała się, że wszyscy natychmiast zauważą, co 

czuje do Davida teraz, kiedy jego słowa na nowo obudziły w jej sercu nadzieję. Bała 

się, że również jej zazdrość szybko stanie się dla wszystkich oczywista. 

Kiedy przyszła na plan po zdaniu Northowi przez telefon szczegółowej relacji z 

przebiegu dnia, kręcono właśnie scenę miłosną. 

David siedział na skale przy strumieniu w pozie sugerującej, że czeka na kogoś. 

Chwilę później na ścieżce pojawiła się Susannah Will. Wstał, widząc w ruchach 

dziewczyny wahanie. Chwilę później Susannah biegła już w jego stronę boso po 

nadbrzeżnym piasku. 

David porwał ją w ramiona, całując z pasją i ogniem.  

Kate oddychała z trudem, obserwując tę scenę, choć wiedziała, że jest to 

jedynie gra. Może tutaj, wśród urzekających swym pięknem gór, David pokocha 

wreszcie jasnowłosą gwiazdę firnową, pomyślała z żalem. Może właśnie dzięki temu 

nowemu uczuciu, rozważała, tak swobodnie potrafił rozmawiać ze mną dzisiejszego 

ranka. 

Tylko czas mógł przynieść odpowiedzi na dręczące ją pytania. Tak jak 

przewidywał David, pomimo wiarygodności sceny przy strumieniu, niewiele z na-

kręconego tego dnia materiału nadawało się do wykorzystania przy ostatecznym 

montażu filmu. 

Borg jednak, a także inni doświadczeni filmowcy zgadzali się, że nie było to 

zmarnowane popołudnie. Kiedy obejrzeli już nakręcone tego dnia kadry, większość 

zespołu zdecydowała się wyruszyć na wycieczkę do miasta. Kate siedziała w 

furgonetce ściśnięta pomiędzy Davidem i operatorem kamery, Larsem Norgaardem. 

Susannah Will zajęła miejsce z przodu obok Petera Sullivana. W ostatniej chwili, 

kiedy szofer zapalił już silnik, dołączył do nich Dan. Och, nie, jęknęła w duchu Kate, 

czując się skrępowana jego obecnością. 

R S

background image

 

- 107 -

W Maryville zamówili dzbany z piwem i zasiedli dokoła ogromnego stołu. Ktoś 

kupił żetony do szafy grającej i w gospodzie zabrzmiały wesołe rytmy country. Choć 

barman i David przywitali się serdecznie, ich grupa ściągała ku sobie ciekawe 

spojrzenia stałych bywalców. 

- To z pewnością nie jest Los Angeles - zauważyła Marlys Blake, młoda 

aktorka, która przyjechała do Hollywood z Lubbock w Teksasie zaledwie rok wcześ-

niej. 

- Podoba mi się tutaj - stwierdziła Susannah.  

Potem Norgaard poprosił do tańca Susannah, a Peter Sullivan spojrzał pytająco 

na Kate. 

- Z przyjemnością - odpowiedziała z uśmiechem. Potem tańczyła z 

Norgaardem, a David z Susannah. W połowie rzewnej ballady Dan położył rękę na 

ramieniu Norgaarda. 

Szwed spojrzał pytająco na Kate. 

- Nie ma mowy - odparła stanowczo. - Usiądźmy.  

Kate zamówiła colę, a potem sączyła wolno zimny napój, starając się nie 

patrzeć w stronę objętych w tańcu Davida i Susannah. Odpowiadając bez entuzjazmu 

na pytania Norgaarda, Kate żałowała teraz, że w ogóle zdecydowała się tutaj przyje-

chać. 

Wreszcie muzyka ucichła i David z Susannah powrócili do stolika. Jak 

doskonale wyglądają razem, pomyślała Kate, ogarnięta nagłą rozpaczą. 

Rozległy się dźwięki kolejnej ballady, tym razem o miłości, która skończyła się 

rozstaniem. Ku swemu zaskoczeniu Kate zdała sobie nagle sprawę, że David prosi ją 

do tańca. 

- Zatańczysz ze mną? - zapytał, stając przed nią z uśmiechem. 

To było jak powrót do domu. Znów czuła dotyk jego twardego, mocnego ciała, 

wdychała zapach tytoniu Davida i wody kolońskiej. Jego policzek ocierał się o jej 

włosy. 

Westchnął cicho. 

- Tak bardzo tęskniłem za tobą, Kate - powiedział. - Wydajesz się tak krucha i 

delikatna w moich ramionach... 

R S

background image

 

- 108 -

Bezwiednie mocniej jeszcze przytuliła się do niego, jej sutki dotykały teraz jego 

piersi. Powróciło do niej wspomnienie tej nocy, gdy tańczyli przed kominkiem w 

domu Davida. 

- Davidzie - szepnęła, zapominając nagle o wszystkich swoich lękach. - Gdybyś 

wiedział, jak bardzo brakowało mi ciebie... 

Objął ją mocniej. 

- Naprawdę, Kate? - W jego głosie brzmiała czułość. - Rzeczywiście tęskniłaś 

za mną? 

- Czyżbyś o tym nie wiedział? - odpowiedziała, nie potrafiąc dłużej ukrywać 

przed nim prawdy. - Czy nie wiedziałeś, co czuję? 

- Chodźmy stąd - szepnął David. 

 

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 

Czuła zawrót głowy, kiedy David ujął ją pod ramię i poprowadził w stronę 

baru. 

- Masonie - zwrócił się do barmana - czy ciężarówka Bobby'ego Lee wciąż jest 

zaparkowana za gospodą? Czy mógłbym pożyczyć ją na kilka dni? 

Barman był zbyt uprzejmy, by okazać zaskoczenie. Skinął tylko głową. 

- Kluczyki są pod fotelem - odparł z uśmiechem. - Po stronie pasażera. 

David uścisnął serdecznie jego dłoń. 

- Odprowadzę wóz w sobotę - powiedział.  

Wyszli tylnymi drzwiami. Ciężarówka pożyczona przez Davida rysowała się w 

świetle księżyca jako duży, nieforemny kształt. 

- To samochód syna tego barmana - wyjaśnił David, otwierając przednie drzwi, 

by odnaleźć kluczyki. - Bobbie jest teraz w wojsku, w Niemczech. 

Wsiedli. David włożył kluczyki do stacyjki i odwrócił się w stronę Kate. Znów 

była w jego ramionach, mocno tuląc się do ukochanego. 

Jego usta odnalazły jej wargi. Kiedy całował ją, Kate miała wrażenie, że jest 

częścią Davida, tak cudowna pieszczota połączyła ich dwoje. 

R S

background image

 

- 109 -

Z cichym westchnieniem David odchylił się lekko do tyłu, a potem znów ich 

wargi zetknęły się.  

Delikatnie badał językiem głębię jej ust, palcami przesypywał włosy 

dziewczyny. Potem dłonie Davida wsunęły się pod warstwy ubrań, by pieścić nagą 

skórę piersi Kate. 

Pod wpływem jego dotyku sutki dziewczyny stwardniały, całe jej ciało 

przepełniła żądza, pragnienie, by znów stali się jednym. 

Wsuwając ręce pod kurtkę Davida, otarła policzek o jego gęste, szorstkie włosy. 

Potem, kiedy uwolnił wreszcie jej usta, obsypała szyję kochanka mnóstwem słodkich, 

gorących pocałunków. 

- Kate - szepnął David. - Jest tak samo jak kiedyś, prawda? 

- Tak - odparła drżącym głosem. - Dokąd jedziemy?  

Nie mówiąc nic, David zapalił hałaśliwy silnik ciężarówki. 

- Zbliż się - powiedział, przyciągając ją do siebie.  

Z cichym westchnieniem Kate przytuliła się do niego, opierając głowę na jego 

twardym barku. Czuła na policzku ostrą wełnę grubego swetra Davida, gdy jej dłonie 

wsunęły się pod warstwy ubrania, by gładzić teraz rozpaloną skórę torsu ukochanego. 

Wydawało się jej, że czuje bicie jego serca. 

Z charakterystycznym piskiem opon David cofnął samochód, a potem wyjechał 

na drogę. Szybko wyminęli zaparkowaną przed gospodą limuzynę, która przywiozła 

ich tutaj kilka godzin temu. 

Przy wjeździe na autostradę David zawahał się przez moment. Potem zawrócił 

wóz w stronę Townsend. 

Kate nie starała się ukryć swego rozczarowania. 

- Sądziłam, że pojedziemy do motelu - szepnęła. 

- Doskonale odgadłaś moje zamiary, Kate, Ale przedtem musimy załatwić coś 

ważnego. 

Nie rozmawiali jednak wiele, jadąc z zawrotną szybkością wąską i krętą drogą. 

David włączył radio i z głośnika popłynęła melodia rzewnej ballady country. 

David zatrzymał samochód, odnalazł wargami usta Kate, spojrzał na drogę, a 

potem raz jeszcze powtórzył pieszczotę. Dłonią znów gładził jej nagą skórę. 

R S

background image

 

- 110 -

Wreszcie dotarli do Townsend. Dozorca zaniepokojony widokiem nieznanej 

ciężarówki wyszedł na drogę. Szybko poznał jednak Davida i pozwolił im wjechać na 

teren obozowiska. 

Kiedy zaparkowali, David wyłączył silnik i zwrócił się do Kate. 

- To twoja przyczepa? - zapytał. 

Skinęła głową. Niewielki domek na kółkach był ciasny i niezbyt przytulny. 

Meble maleńkiej kuchenki pokrywała plastikowa imitacja skóry. Brakowało tu krzeseł 

i stołu. David chciał porozmawiać, zaś podwójne łóżko widoczne przez nie zaciągnięte 

zasłony niszy sypialnej wydawało się jedynym wygodnym sprzętem. 

- Może nie powinniśmy - powiedział David, odgadując jej myśli. - Jeszcze nie. 

Jest sporo rzeczy, o których powinniśmy porozmawiać. 

W bladym świetle kuchennej lampki Kate spoglądała na wysoką postać Davida. 

Nie chcę rozmawiać, pomyślała. Minęły cztery miesiące. Lekko oparła dłonie na jego 

barkach. 

- Będąc bez ciebie tyle czasu, do wielu spraw nabrałam właściwego dystansu - 

powiedziała. - Nie potrzebuję słów. Pragnę tylko ciebie. Tak jak tamtej nocy w górach. 

Jęknął cicho, obejmując ją mocno. 

- Kate, słodka Kate - wyznał - wiesz, że nie potrafię się tobie sprzeciwić. 

W jakiś sposób znaleźli się przy łóżku.  

Kate zdjęła buty i żakiet. Objęci, z trudem mieścili się we dwoje w niewielkiej 

sypialni. Nie mówiąc nic, Kate wsunęła dłoń pod sweter Davida, czubkami palców 

dotykając miękkich włosów wokół jego pępka. 

Pragnę cię, mówiły jej oczy, jeszcze zanim Kate zdjęła przez głowę sweter. 

Kocham cię całym sercem. 

Po chwili David stał przed nią obnażony do pasa, a delikatna gra świateł i cieni 

podkreślała wspaniałą strukturę jego mięśni. David Vine, pomyślała, jakby wciąż nie 

dowierzając, że to prawda. A chwilę potem: mój słodki David. 

Jej palce powędrowały do guzików bluzki. 

- Kate - szepnął, ujmując ją za ramiona. - Jest tyle spraw, o których powinniśmy 

pomówić... mój styl życia, twoja kariera, przyszłość... 

Potrząsając głową, Kate rozpięła kolejny guzik. 

R S

background image

 

- 111 -

- Nie martwię się o przyszłość - powiedziała. - Kiedyś tak, ale teraz już nie. 

Wiem tylko jedno: bardzo za tobą tęskniłam. 

Ostatecznie David pomógł Kate pozbyć się bluzki, a potem ukląkł, by zdjąć jej 

dżinsy. Chwilę później także jego spodnie znalazły się na podłodze. Kate jęknęła 

cicho, znów czując przy sobie gorące ciało ukochanego. 

- Davidzie, Davidzie - szepnęła, nie bardzo nawet świadoma, że wypowiada te 

słowa głośno. - Tak bardzo cię kocham. 

- Wiem, skarbie. Ja też cię kocham. 

Potem znów ich usta spotkały się w zachłannej pieszczocie. Naraziłam nas 

oboje na tak wiele cierpienia, mówiąc nie, kiedy David prosił mnie wtedy przy 

wodospadzie, bym z nim została. Teraz muszę mu to jakoś wynagrodzić. 

Pragnęła oddać mu się bez reszty. Podała Davidowi swoje piersi do 

pocałunków. Potem odwzajemniła pieszczotę, całując jego płaskie sutki, aż począł 

jęczeć z rozkoszy, kiedy wplątała palce w ciemne włosy jego torsu. David wędrował 

ustami po jej udach, a Kate znaczyła językiem miłosną drogę od jego piersi do 

napiętego podbrzusza. 

- Mój, Boże, tak bardzo cię pożądam - jęknął, pociągając ją ku sobie. - Tak 

bardzo pragnąłem ciebie... 

Kate otoczyła kochanka udami i po chwili znów byli jednym ciałem, złączonym 

rytmem miłości i rozkoszy. 

Potem leżeli objęci, ciesząc się swoją bliskością i poczuciem spełnienia. 

- Wtedy przy wodospadzie nie powinnam była pozwolić ci odjechać - szepnęła 

Kate. - Powiedz, że mi przebaczasz. 

David nie odpowiadał tak długo, że Kate zaczęła zastanawiać się, czy jej 

kochanek nie zasnął. Wtedy jednak zauważyła błysk rozbawienia w jego oczach 

ukrytych pod zasłoną długich, czarnych rzęs. 

- Po tym, moja słodka Kate, nie należy ci się przebaczenie, lecz pochwała. Mam 

jednak nadzieję, że będziesz pamiętała o tym, co powiedziałaś przed chwilą, kiedy 

poznasz moje plany. 

Kate mocniej przytuliła się do niego. 

- Opowiedz mi o nich - poprosiła. 

R S

background image

 

- 112 -

- Za chwilę. Najpierw chciałbym jeszcze raz cię pocałować. 

Całował ją czule i delikatnie, kiedy usłyszeli nagle pukanie. 

Podchodząc do drzwi, Kate zapinała szybko szlafrok i odgarniała rozsypane na 

ramionach włosy. 

W progu stał Borg. 

- Zobaczyłem światło i domyśliłem się, że nie pojechałaś wraz z innymi do 

Maryville - powiedział. - Popełniasz duży błąd... 

David, już ubrany, stanął u boku Kate. Borg cofnął się zaskoczony. 

- Wybacz - przeprosił. - Naprawdę nie wiedziałem... 

- Wejdź - zaprosił go David. - I tak rozmawialiśmy tylko. A jest kilka spraw 

związanych z jutrzejszym dniem, które chciałbym z tobą uzgodnić. 

Kate podeszła do kuchenki, aby zaparzyć kawę, zaś Borg uległ wreszcie 

namowom Davida i podążył za nim do środka przyczepy. 

Tak bardzo go kocham, pomyślała Kate, po kilku minutach dołączając do 

siedzących przy stoliku mężczyzn. Borg, wyraźnie zmieszany, spoglądał głównie na 

własne ręce, od czasu do czasu jedynie przenosząc wzrok na Davida lub Kate. 

- Dziękuję za kawę - powiedział, wstając, kiedy skończyli z Davidem rozmowę 

o planowanych na następny dzień ujęciach. - Naprawdę muszę wracać... 

- Odprowadzę cię - zaoferował się David ku rozpaczy Kate - jeśli tylko 

zaczekasz na mnie chwilę. 

Borg skinął głową, choć jego oczy mówiły, że wolałby nie skorzystać z 

propozycji Davida. Potem wyszedł na zewnątrz, by zapalić papierosa. David wziął 

Kate w ramiona. 

- Dlaczego chcesz iść? - spytała, uchylając się od jego pocałunków. - Myślałam, 

że spędzimy tę noc razem. 

- Nie będzie mnie przez całe pięć minut - odparł, obejmując ją mocno. - Wyłącz 

światło i czekaj na mnie. Nie chcę zrujnować twojej reputacji. 

Czekała, leżąc pod kołdrą z wysoko podciągniętymi kolanami, kiedy usłyszała 

w przyczepie ciche kroki Davida. 

- Czy nie masz zamiaru wejść pod koc? - zapytała, gdy David usiadł obok niej 

na łóżku. 

R S

background image

 

- 113 -

- Za chwilę - odparł, przyglądając się jej uważnie. 

- Chcę z tobą o czymś porozmawiać, zanim znów zmusisz mnie do kompromisu 

- dodał z uśmiechem. 

Kate potrząsnęła głową. 

- Nie rozumiem, o czym jeszcze chcesz rozmawiać. Borg powiedział ci prawdę 

o Danie, a ja przyznałam, jak bardzo żałuję, że wtedy przy wodospadzie odrzuciłam 

twoją propozycję. Co jeszcze mogłabym powiedzieć? 

David milczał przez chwilę. 

- Nie chcę od ciebie przeprosin, Kate - odezwał się wreszcie. - Chcę wiedzieć, 

dlaczego sądziłaś przedtem, że nasz związek nie przetrwa próby czasu. 

Wzruszyła ramionami. 

- Dlaczego? - Kate wyraźnie nie miała ochoty odpowiadać na to pytanie. - 

Może nigdy nie spodziewałam się, że z naszej wzajemnej fascynacji wyniknie coś 

więcej niż tylko przelotny romans. Może bałam się rozczarowania, cierpienia przy 

rozstaniu, po tym jak bylibyśmy razem przez rok... czy dwa. Ale teraz nie ma to już 

znaczenia... 

- Najdroższa Kate - przerwał jej. - Właśnie o tym chciałem pomówić. Wciąż 

powtarzasz, że nie możemy kochać się wiecznie. Brzmi to tak, jakbyś sama tego nie 

chciała. A ja... 

- Nie chcę tego? - zawołała oburzona. Zacisnęła powieki, by powstrzymać 

napływające do oczu łzy. 

- Przecież kocham cię tak bardzo, że liczy się dla mnie tylko nasza miłość. 

Marzę tylko o tym, by zamieszkać wraz z tobą na szczycie twojej góry. Chcę 

zapomnieć o filmie, karierze i tylko kochać ciebie, wychowywać twoje dzieci i pisać 

scenariusze. Och, przez ciebie mówię teraz jak prawdziwa wariatka! 

- Kate, kochanie - szeptał, gładząc jej włosy i ocierając dłońmi łzy płynące po 

policzkach dziewczyny - gdybyś tylko wiedziała... 

- Nie chcę wiedzieć nic, poza tym, że mnie pragniesz.  

Jakie miało znaczenie to, że David jest kimś znanym i sławnym i że kiedyś 

nadejdzie dzień, kiedy spełnią się jej najgorsze obawy? Ja też cię pragnę, Davidzie, 

powtarzała w myśli, obejmując go mocno. Wszystko inne nie ma znaczenia. 

R S

background image

 

- 114 -

- Mam nadzieję, że rano będziesz gotowa mnie poślubić - przerwał jej 

rozważania David. 

- Poślubić ciebie? - powtórzyła zaskoczona Kate. Spoglądała na niego 

niepewnie. 

- Zawsze tego pragnąłem. Po tym, co powiedziałaś, sądziłem, że ty też tego 

chcesz. - Patrzył na nią uważnie. Jego oczy zwęziły się w cieniutkie szparki. 

Poły szlafroka Kate rozchyliły się i David wsunął rękę pod miękki materiał, by 

pieścić jej nagie ciało. 

- Och, Davidzie - westchnęła - przecież wiesz, jak cię pragnę. Ale ty mógłbyś 

mieć każdą kobietę. 

- Kate. - W jego oczach błyszczało rozbawienie. 

- Jeśli nie wiesz, dlaczego chcę właśnie ciebie, jesteś zdecydowanie zbyt 

skromna. Czy naprawdę nie wiesz, jak bardzo cię kocham? Czy nie domyślasz się, że 

zawsze marzyłem o tym, byś została moją najdroższą żoną? 

Wzruszona, Kate przytuliła się do Davida. 

- Lepiej odpowiedz mi wreszcie - zażądał David - ponieważ mam coś dla 

ciebie. - Z kieszeni dżinsów wyjął maleńkie, obciągnięte aksamitem pudełeczko. W 

środku leżał najpiękniejszy pierścionek, jaki Kate kiedykolwiek widziała. Lekko 

przydymiony zielony klejnot błyszczał w delikatnej oprawie z białego złota. 

- Och, Davidzie! - wykrzyknęła. - To szmaragd. 

- Mam go od grudnia. - Wzruszył lekko ramionami. - Kiedy pierwszy raz 

przyjechałem do Kalifornii, chciałem prosić ciebie, byś przyjęła ode mnie ten 

pierścionek. Ciebie jednak nie było. Zaczekałbym, gdyby nie choroba ciotki. 

Modliłem się, żebyś zechciała zamieszkać ze mną w górach. 

Kate wciąż ze zdumieniem słuchała jego słów. 

- Teraz, kiedy dzięki tobie pokonałem pewną barierę, zechcę na pewno zagrać 

także w następnych filmach. Brakowało mi tej pracy bardziej, niż zdawałem sobie z 

tego sprawę. Wciąż jednak jest we mnie dużo z Davida Johnsona. 

- Uwielbiam Davida Johnsona - odparła Kate z uśmiechem, za co dostała 

kolejnego całusa. 

- A więc? - ponaglił ją David. - Nie każ mi dłużej czekać, powiedz „tak". 

R S

background image

 

- 115 -

- Tak, Davidzie. Och, tak, wyjdę za ciebie.  

David przygarnął Kate do siebie, ich wargi spotkały się w cudownej 

pieszczocie. Ta sama namiętność rozgorzała w nich obojgu, kiedy David zsunął z 

ramion Kate szlafrok, a potem zdjął również swoje rzeczy. 

- Jutro, po ślubie, spędzimy noc w górach - szepnął, zanim jeszcze przykrył 

sobą jej nagie ciało. 

- Tak - odparła Kate. - W naszym łóżku. Pod twoją wspaniałą, futrzaną narzutą. 

- Nie wiesz nawet, co czuję, kiedy patrzysz na mnie w ten sposób - szepnął, 

gładząc delikatnie jej policzek. - Twoje piękne, brązowe oczy... 

- Moje oczy? - powtórzyła z niedowierzaniem. - Przecież w twoich oczach 

przegląda się morze, niebo i cały wszechświat. Wszystko to, co kocham. 

Ich usta znów spotkały się na chwilę. 

- A dzieci? - zapytał czule. - Małe rudowłose urwisy, które będą buszować po 

naszej łące? Och, Kate... jesteśmy chyba najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Przez 

długi czas sądziłem, że nasze wspólne, szczęśliwe dni w górach pozostaną na zawsze 

jedynie wspomnieniem. Teraz wiem jednak, że wkrótce już zamieszkamy razem w 

miejscu, które oboje kochamy. 

 

 

          

 

R S


Document Outline