background image

Joan Hohl

Błysk nadziei

Przełożył 

Piotr Skurzyński

Tytuł oryginału 

Window on Today

Nie dostrzegając kolejnego uśmiechu, Karla wpadła w zastawione sidła.

- Czy mógłbyś mi załatwić dobrze poinformowanego przewodnika?

- Tak.

- Jest drogi? - zaniepokoiła się.

- Nie całkiem.

Kobieta   sięgnęła   do   torebki   i   wyjmując   z   niej   kartkę   oraz   długopis, 

przygotowała się do pisania. Nie zauważyła wesołych iskier, tańczących w oczach 
Jareda.

- Mógłbyś podać mi jego adres i nazwisko?

- Oczywiście - odparł niewinnym tonem. - Nazywa się Jared Cradowg, a  

mieszka… - przerwał, gdyż długopis wysunął się ze znieruchomiałej dłoni Karli.

- Czy coś się stało? - udał zaniepokojonego.

background image

Rozdział pierwszy

Mężczyzna wyróżniał się w rozbawionym tłumie miłośników sztuki niczym 

wybujała sosna w zagajniku. Tb porównanie przyszło Karli do głowy, gdy tylko go 
ujrzała.   W   miarę   jak   mu   się   przyglądała,   stawała   się   coraz   bardziej 
podekscytowana.

Ostrożnie   odstawiając   kieliszek   na   tackę,   powiedziała   kilka   zdawkowych 

słów i odeszła od pary w średnim wieku, z którą rozmawiała o współczesnych 
kierunkach w sztuce zachodniej Ameryki,

Potężny mężczyzna trzymał się z dala od rozgadanych gości, wpatrując się w 

wielkie płótno, wiszące samotnie na jednej ze ścian sali wystawowej.

Promienie   zachodzącego   słońca   Arizony   wpadające   przez   przyciemnione 

okna nasilały barwy wizerunku odzianego w kowbojski strój dumnego Apacza, 
który siedział na potężnym czarnym koniu.

Stojący  w zamyśleniu  przed obrazem mężczyzna  był bardzo podobny do 

tego Indianina. Wystarczyło go odpowiednio ubrać, posadzić na wierzchowcu i 
mężczyzna stałby się lustrzanym odbiciem postaci z obrazu.

Karla poczuła, jak robi jej się gorąco. Nie miała wątpliwości, że zna tego 

człowieka.   Nie   zwracając   uwagi   na   krążących   wokół   ludzi,   zbliżyła   się   do 
mężczyzny.

- Pan Cradowg? - chłodny ton kobiety nie odzwierciedlał stanu jej uczuć.

- Skąd to wytrzasnęłaś?

Zaskoczona   nieprzyjaznym,   surowym   głosem,   Karla   zacisnęła   dłonie   i 

unosząc zdecydowanym gestem podbródek, uśmiechnęła się zaczepnie.

-   Nie   wiedziałam,   że   to   autoportret.   -   Nieznacznym   skinieniem   głowy 

wskazała obraz przedstawiający Indianina.

- To nie jest autoportret. - Ani wyraz twarzy Cradowga, ani jego ton nie 

uległy zmianie. - Skąd to wytrzasnęłaś?

Karla   odkryła,   że   jest   bardzo   zdenerwowana.   Zastanawiała   się,   co 

spowodowało ten stan: gniew, lęk czy… ekscytacja? Nawet nie pomyślała, aby 
zapytać, skąd mężczyzna wie, że jest właścicielką galerii.

background image

-   Znalazłam   płótno   w   stosie   reprodukcji   na   dobroczynnej   aukcji   staroci. 

Poprzedni właściciel nie miał pojęcia o wartości obrazu, odkupiłam go więc za 
bezcen - powiedziała to dość chłodno, a w jej głosie pobrzmiewała prawdziwa 
satysfakcja.

Zadowolenie jednak szybko zniknęło, kiedy Karla spojrzała na Cradowga. 

Mężczyzna patrzył na nią dzikim wzrokiem. Na dnie jego ciemnych oczu pojawiły 
się tajemnicze błyski. Wiedziona irracjonalną obawą, Karla uniosła dłoń i zakryła 
nią gardło. To była najcięższa próba, jaką przeszła tego dnia.

- Chcę mieć ten obraz.

Poczuła napływającą wściekłość, która dała jej siłę do obrony.

- Obraz nie jest na sprzedaż - wskazała na małą plakietkę pod portretem, 

głoszącą: „Nie na sprzedaż”.

Na twarzy mężczyzny nie drgnął ani jeden mięsień, tylko wąskie usta stały 

się jeszcze cieńsze. Karlę ogarnął lęk, że jeśli on będzie nadal tak na nią patrzył, to 
zgodzi się na wszystko. Mruknęła więc ponownie z rozdrażnieniem:

- Obraz nie jest na sprzedaż.

Cradowg uśmiechnął się nieznacznie, wymieniając szeptem sześciocyfrową 

sumę.

Nie chciała okazać, jak bardzo poruszyła ją oferta. Była zbyt zadłużona z 

powodu otwarcia małej galerii sztuki w Sedonie, aby nie ucieszyła jej myśl, że 
rozwiąże wszystkie kłopoty finansowe, przyjmując propozycję Cradowga. Teraz 
jeszcze bardziej obawiała się uśmiechu mężczyzny. Odwróciła wzrok i patrzyła w 
milczeniu na wielkie płótno. W końcu, westchnąwszy z ulgą, odparła, wyraźnie 
wypowiadając każde słowo:

- Przykro mi, obraz nie jest na sprzedaż.

Oczy Cradowga zabłysły, przez jego spiętą twarz przebiegł grymas. Kiedy 

otworzył   usta,   Karla   przezornie   cofnęła   się   o   krok,   spodziewając   się   steku 
przekleństw. Słowa mężczyzny zmroziły właścicielkę galerii.

- Co, udajemy nieustępliwą? - Odsłonił w drapieżnym uśmiechu białe zęby. - 

Dobrze. Chcesz utargować więcej, to się potargujemy. - Spojrzał Karli głęboko w 
oczy. - Ale nie teraz. Wrócę, gdy będziemy mogli porozmawiać na osobności. - Nie 
dając jej sposobności do odmowy czy protestu, Cradowg odwrócił się i ruszył w 
stronę wyjścia.

background image

- Karla?

Zaszokowana dziwnym zachowaniem gościa poznała głos swojej asystentki 

dopiero wtedy, gdy ta powtórzyła jej imię.

- Karla?

Kobieta odwróciła głowę, tłumiąc swe uczucia.

- O co chodzi? - zwróciła się do młodej dziewczyny.

- Wszystko w porządku? - w głosie asystentki zabrzmiało zaniepokojenie.

- Oczywiście, Anno - Karla uśmiechnęła się blado. - Mamy problemy?

Dziewczyna potrząsnęła przecząco głową.

- Nie, tylko… - wzrok Anny spoczął na znikającym w drzwiach potężnym 

mężczyźnie. - Czy to nie Jared Cradowg? - Ze zdumienia szeroko otworzyła oczy.

- Tak, to on - odparła cicho właścicielka galerii.

- Nie do wiary! Sam Jared Cradowg! - Spojrzenie Anny prześliznęło się po 

obrazach   wiszących   na   ścianach.   -   Ten   sam   Jared   Cradowg,   który   namalował 
prawie wszystkie krajobrazy, oferowane przez nas do sprzedaży?

- Ten sam. - Karla z trudem wydobyła z siebie głos. 

- O kurczę!

- Zamierzałaś mi coś powiedzieć? 

Anna skinęła głową.

- Tak. Ale mój Boże, Jared Cradowg!

Karla   poczuła,   że   jej   cierpliwość   się   wyczerpuje.   Była   zdenerwowana 

zachowaniem artysty i entuzjazmem dziewczyny.

- Anno, uspokój się! - powiedziała ostrym tonem. - Jared Cradowg może być 

sławnym malarzem, ale jest takim samym mężczyzną jak inni!

„A w dodatku bardzo nieprzyjemnym mężczyzną” - dodała w myślach. - A 

teraz może wreszcie wyjaśnisz, czego ode mnie chciałaś?

Gwałtowna reakcja Karli otrzeźwiła asystentkę.

background image

- Och…  - zawstydziła  się,  spoglądając  niespokojnie  na  zaczerwienioną  z 

gniewu   twarz   pracodawczyni.   -   Przepraszam.   Jest   paru   ludzi,   którzy   chcieliby 
zamienić z tobą słówko - wskazała dłonią na odległy róg sali.

Kobieta  spojrzała  w  tamtym  kierunku i  oniemiała;  w  jej oczach  zabłysła 

radość   i   niedowierzanie.   Dwie   kobiety   i   mężczyzna   stojący   w   kącie   unieśli 
szampanki w geście milczącego pozdrowienia.

- Nie do wiary! - wyszeptała Karla i ożywiona pospieszyła do uśmiechającej 

się   trójki.   Przywitawszy   się   serdecznie   z   przyjaciółmi,   popatrzyła   na   nich 
oszołomiona.

-   Kiedy   zawiadamiałam   was   o   otwarciu   galerii,   nawet   nie   marzyłam,   że 

przyjedziecie do mnie.

- Mieliśmy nie brać udziału w twoim triumfie?

- Żartujesz?

- Nie ma mowy!

Karla   zamrugała   powiekami,   czując   napływające   do   oczu   łzy.   Te   dwie 

kobiety były jej bliższe niż własna siostra, która przysłała wprawdzie najlepsze 
gratulacje z okazji realizacji planów Karli, ale nie przybyła na wystawę.

- Kiedy przyjechaliście do Sedony?

- Niecałą godzinę temu - odparła Andrea Task. - Zarezerwowaliśmy miejsce 

w motelu i przyjechaliśmy prosto do ciebie.

-   My?   -   Właścicielka   galerii   ze   zdumieniem   spojrzała   na   wysokiego 

mężczyznę i zgrabną kobietę, stojącą u jego boku. - Sądziłam, że mieszkacie nadal 
w Filadelfii. - Przeniosła wzrok na Andreę. - A ty chyba nie wyprowadziłaś się z 
Kalifornii?

-   Oczywiście.   -   Alicja   Matlock,   a   właściwie   od   sześciu   miesięcy   pani 

Halloran, uśmiechnęła się czule do męża. - Mieszkamy tam, gdzie mieszkaliśmy, 
ale ten cudowny mężczyzna zamówił taki lot, że wylądowaliśmy w Phoenix na 
kwadrans przed przybyciem Andrei.

-   Gdyby   nie   ja   -   zauważył   „cudowny   mężczyzna”,   czyli   Sean   Halloran, 

znany historyk i publicysta - to moja roztargniona żona nigdzie by nie zdążyła.

Cała   złość   Karli,   którą   wywołał   irytujący   malarz,   nagle   gdzieś   uleciała. 

Uśmiechnęła   się   radośnie,   poddając   się   takiemu   samemu   nastrojowi,   jaki 

background image

towarzyszył czwórce przyjaciół, gdy uczestniczyli w przygotowaniach do ślubu 
Alicji z Seanem.

- Masz tu rzeczywiście wspaniały wystrój - Andrea z podziwem rozejrzała 

się po galerii. - Poza tym jest trochę tłoczno.

Karla uśmiechnęła się czule, spoglądając na przyjaciółkę, którą opiekowała 

się w czasach, gdy wszystkie trzy chodziły do college'u w Pensylwanii.

-  Tak   -  zgodziła   się.   -  Sama   jestem  tym  zdumiona,   zważywszy   na   ilość 

galerii istniejących w tym mieście.

- Tylko ciebie było na to stać. - Alicja chrząknęła znacząco.

- Na co? - zdziwiła się Karla.

- Tylko ty mogłaś rozpocząć karierę w mieście, w którym roi się od tego 

rodzaju działalności. - W ciemnych oczach pani Halloran pojawiło się uznanie. - 
Zawsze lubiłaś się sprawdzać, wybierając najtrudniejsze zadania.

Karla   wzruszyła   ramionami   i   zawtórowała   śmiejącym   się   radośnie 

przyjaciołom, lecz słowa Alicji przypomniały jej o obowiązkach.

-   W   tej   chwili   także   powinnam   się   sprawdzać.   Więc   jeżeli   pozwolicie, 

dołączę do moich gości i będę namawiała ich do wielkich zakupów.

- Możemy ci pomóc - zapewniła pospiesznie Andrea.

- Jasne, że ci pomożemy - dodała Alicja. - Co mamy robić?

Karla przeczekała, aż minie wzruszenie, które ścisnęło jej gardło. Udając, że 

rozgląda   się   po   sali,   otarła   łzy   z   kącików   oczu,   po   czym   zwróciła   twarz   do 
przyjaciół i uśmiechnęła się łagodnie.

-   Pełno   tu   pustych   szampanek   i   nadgryzionych   kanapek.   Co   byście 

powiedzieli na sprzątanie? Zaoszczędzi nam to mnóstwo czasu i kiedy wszyscy już 
pójdą, będę mogła prędzej zamknąć galerię. Chyba zjecie ze mną kolację?

- Bo ja wiem… - zastanawiała się Alicja.

- Jeżeli nie będziemy mieli lepszych propozycji… - Sean roześmiał się, nie 

mogąc dłużej zachować powagi. - Pewnie, że naciągniemy cię na kolację. Mamy 
sześć miesięcy do nadrobienia.

- Idź do gości - ponagliła Karlę Alicja. - A my zajmiemy się porządkami. 

Sean pomoże ci zainteresować gości obrazami, prawda? - zwróciła się do męża i 

background image

nie czekając na odpowiedź, dodała: - Mógłbyś dyskretnie wspomnieć, kim jesteś i 
jak zafascynowała cię galeria.

- Oczywiście. - Mężczyzna wyprostował się z dumą. - Słuchajcie, jaki jestem 

ważny, i kupujcie te mazaje - zaczął szeptem przemówienie.

- Jesteś wariat - zaśmiała się Karla.

- Jak znowu zaczniecie się wygłupiać, to nie sprzedasz ani jednego obrazu - 

przestrzegała Andrea, ale zaraz uśmiechnęła się uspokajająco. - Bądź pewna, że 
zdasz ten test. Do dzieła!

- Tak, mamuśka - zamruczała Karla i wmieszała się w tłum zwiedzających.

Zajmując   się   gośćmi,   Karla   rozmyślała   nad   tym,   jak   jej   przyjaciółki 

zadziwiająco dobrze ją znają. Ale skoro przez cztery lata mieszka się wspólnie w 
jednym pokoju, to nie można nie poznać się wzajemnie na wylot. Andrea i Alicja 
znały Karlę doskonale, tak samo jak ona je.

Najdziwniejsze w tym było to, że nie wspólne zainteresowania połączyły 

przyjaciółki. Alicja uwielbiała historię i poświęcała jej cały swój czas, co jednak 
nie przeszkodziło jej zwrócić uwagę na przystojnego historyka, który odwiedził 
college z cyklem wykładów.

Andrea wybrała nauki przyrodnicze, uczęszczając na wykłady z kosmologii i 

marząc o zawodzie futurologa.

Jedynie Karla mocno trzymała się teraźniejszości, stając się typową kobietą 

swoich   czasów   -   łączyła   w   sobie   cechy   łagodnej   feministki   i   przedsiębiorczej 
biznesmenki. W młodości pragnęła zostać artystką, ale szybko zdała sobie sprawę z 
tego,   że   natura   poskąpiła   jej   talentu,   a   jej   dzieła   mogą   być   najwyżej   „średnio 
dobre”. Nie mogąc samej tworzyć, postanowiła studiować sztukę, aby móc później 
zająć się promocją i sprzedażą dzieł prawdziwych artystów.

Odkąd   ukończyła   college,   żyła   w   ciągłym   biegu,   organizując   galerię, 

nakłaniając znanych i nieznanych twórców do współpracy, popadając w długi. Ale 
wreszcie   jej   marzenie   się   ziściło   i   tego   wieczoru   świętowała   otwarcie   własnej 
galerii.

Nieoczekiwanie spojrzenie Karli spoczęło na olejnym portrecie Indianina. 

Jego podobieństwo do Cradowga było tak uderzające, że kobieta zaczęła wątpić w 
zapewnienia malarza, iż obraz nie jest autoportretem.

Twarz Apacza stanowiła lustrzane odbicie twarzy artysty - szerokie, dumne 

background image

czoło, długi i wąski nos, mocno wystające kości policzkowe, kanciasta, potężna 
szczęka   i   wąskie   usta…   Tylko   włosy   Indianina   były   nieco   dłuższe   niż   włosy 
artysty, ale lśniły podobnie. Również w ciemnych oczach jeźdźca dostrzec można 
było podobny, wyzywający błysk.

Karla powróciła pamięcią do dnia, w którym odkryła płótno.

Obiecała   Annie,   że   odwiedzi   aukcję   charytatywną,   chociaż   zmęczona 

nawałem   zajęć   nie   miała   na   to   najmniejszej   ochoty   Czekając   na   asystentkę, 
przyglądała   się   wystawionym   na   sprzedaż   starociom:   miniaturkom,   figurkom, 
reprodukcjom.   I   nagle   w   stosie   bezwartościowej   tandety   zauważyła   portret 
Indianina. Ten widok zupełnie ją zelektryzował.

Wpatrując się teraz w obraz, doświadczyła tego samego co wtedy uczucia 

podniecenia.   Ona,   Karla   Janowitz,   właścicielką   oryginalnego   Cradowga!   Jaka 
szkoda, że człowiek tak utalentowany nie posiada ani trochę taktu i kultury.

W pamięci Karli jak echo odbiła się obietnica Cradowga czy raczej jego 

groźba   powrotu   do   galerii.   Kobieta   zadrżała,   lecz   z   uśmiechem   podeszła   do 
kolejnej grupki gości.

Nim się spostrzegła, minęła dziewiąta, a wciąż nowi ludzie przybywali do 

galerii, rozmawiając, bawiąc się, pijąc szampana i robiąc zakupy. Karla czuła się 
coraz   bardziej   zmęczona   i   odrętwiała,   ale   na   duchu   podtrzymywała   ją   myśl   o 
korzystnych transakcjach, których dokonała.

Z   wybiciem   dziesiątej   tłum   począł   się   zmniejszać,   aż   wreszcie   galeria 

opustoszała   i   jej   właścicielka   z   westchnieniem   ulgi   mogła   zamknąć   drzwi   za 
ostatnim wychodzącym. Sala pogrążona była w usypiającej ciszy… Pełna obaw, że 
jej   przyjaciele   odeszli   wraz   z   gośćmi,   Karla   rozejrzała   się   niespokojnie,   lecz 
ujrzawszy ich tuż za swoimi plecami, uśmiechnęła się z ulgą.

- Czy jako obiektywni obserwatorzy też jesteście zdania, że otwarcie okazało 

się sporym sukcesem?

Cisza   została   przerwana   okrzykami   radości   i   gratulacjami.   Przyjaciele 

serdecznie uścisnęli bohaterkę wieczoru.

- To było fantastyczne! - zapewniła Andrea.

- Ty jesteś fantastyczna! - Alicja rzuciła się na szyję Karli.

- Jestem pod wielkim wrażeniem. - Sean uśmiechnął się ciepło.

background image

- Zaznaczam, że i ja troszeczkę się do tego przyczyniłam - odezwała się 

cicho Anna, stojąca dotąd na uboczu.

Karla ze zdumieniem popatrzyła na asystentkę.

-   Trochę?   -   potrząsnęła   głową.   -   Anno!   Harowałaś   jak   wół,   pomagając 

uruchomić tę budę! - Serdecznym gestem przytuliła dziewczynę do siebie.

- A teraz będziemy świętować! - oświadczyła, robiąc krok do tyłu. - Co jest 

jeszcze   do   zrobienia,   zrobimy   jutro   -   powiedziała   rozkazującym   tonem   do 
asystentki. - A teraz na kolację!

-   Na   kolację?   -   powtórzyła   Anna   z   takim   zdziwieniem,   jakby   Karla 

nakłaniała ją do tańczenia nago na ulicy.

- Tak, na kolację - Karla uśmiechnęła się zapraszająco.

Dziewczyna przecząco pokręciła głową.

- Jestem zbyt zmęczona, aby myśleć o jedzeniu… Marzę jedynie o tym, aby 

wrócić do domu i paść na łóżko.

Sean westchnął głęboko.

- Ech, ci młodzi ludzie, już się nawet nie potrafią bawić. Do czego zmierza 

ten świat?

Alicja uśmiechnęła się przepraszająco do Anny.

-   Nie   zwracaj   na   niego   uwagi,   lubi   sobie   pozrzędzić.   Może   mamy   cię 

podwieźć?

- Nie, dziękuję, mam własne auto.

Dziewczyna zawahała się, po czym przysunęła się do Alicji i szepnęła:

- Zrzędliwy czynie, twój mąż jest równie imponujący jak Jared Cradowg!

- Dzięki. - Mężczyzna zmieszał się, usłyszawszy komplement. - Ja też tak 

myślę. Tylko kim jest ten… eee…

Nie zdołał dokończyć, bowiem Karla przerwała podniesionym głosem:

- Czy mam umrzeć z głodu? Anno, dobrej nocy. Wychodzimy - zwróciła się 

do przyjaciół. - Chyba że chcecie, abym was tu zamknęła.

Asystentka ze zdziwieniem spojrzała na pracodawczynię.

background image

- Wolę nocować w domu. Do zobaczenia.

- Do jutra. - Karla udała, że nie dostrzega zakłopotanych min przyjaciół, 

włożyła pelerynę i skierowała się do wyjścia.

- Za mną, komu w brzuchu burczy!

- No, Karla, opowiadaj - zaczęła niecierpliwie Alicja, gdy tylko zasiedli w 

zamówionej loży. - Kim jest ten Jared Cradowg?

- Nikim ważnym… - Karla zamyśliła się nad odpowiedzią, czując się jak w 

potrzasku.   Przyjaciele   znali   ją   zbyt   dobrze,   aby   zadowolić   się   zdawkowym 
wyjaśnieniem.

- Przyjaciel? - sondowała Andrea.

- Bliski przyjaciel? - uściśliła Alicja.

- Kochanek? - zapytał Sean, nie owijając w bawełnę swych domysłów.

Karla zakrztusiła się.

- Kochanek? Jared Cradowg? - wzruszyła ze złością ramionami. - Co wam 

przyszło do głowy? Ten facet zjawił się wprost z ery kamienia łupanego!

- Doprawdy?

- Niesamowite!

- Interesujące!

Karla powiodła spojrzeniem po trzech uśmiechniętych twarzach i z całym 

spokojem, na jaki ją było stać, odparła:

- Tak, doprawdy. Tak, niesamowite. Nie, w żadnym razie nie interesujące!

- Uhuhuu.

- Oczywiście.

Kobieta   wbiła   wzrok  w   stojącego  przed  nią  drinka,  aby  tamci  nie  mogli 

dostrzec wyrazu jej oczu. Czuła, że będą ją gnębić bezlitośnie, dopóki nie opowie 
im wszystkiego o malarzu. Trocheja dziwiło, że żadne z nich nie znało nazwiska 
Cradowga, zwłaszcza Sean, który szczycił się kolekcją zachodnich obrazów. Jakby 
czytając w myślach Karli, Sean niespodziewanie strzelił palcami.

- Cradowg, tak? Wymawia się Kradok, ale pisze C-R-A-D-O-W-G?

background image

- Tak.

- Ten malarz?

- Tak - westchnęła Karla. - Ten malarz.

- Znacie go? - zdziwiła się Andrea.

-   Teraz,   kiedy   przeliterowaliście   jego   nazwisko,   to   i   ja   go   sobie 

przypominam - oświadczyła Alicja z zadowoleniem.

- Zaczekaj chwilkę… - Sean zmrużył w skupieniu oczy. - Ten wielki portret 

Apacza… To chyba Cradowg, co?

- Tak - potwierdziła znów Karla.

-   A   ty   rozmawiałaś   z   jakimś   człowiekiem,   nim   Anna   powiedziała   ci   o 

naszym przyjeździe - zastanawiał się głośno Halloran. - Ten ponury olbrzym to 
Cradowg?

- Tak!

- Ten, którego twarz wyglądała jak wyciosana z kamienia? - zapytała Alicja.

- Tak! - Karla zakryła usta dłonią, przestraszona własnym krzykiem. - Tak, 

tak, tak. A teraz, proszę, przestańcie już.

- Mamy przestać? - obruszyła się Andrea.

- Żartujesz? - Alicja zmarszczyła brwi.

- Dlaczego jesteś spięta? - zaciekawił się Sean.

- Wcale nie jestem spięta.

- Uhuhuuu.

- Oczywiście.

- Niesamowite.

Karla   wybuchnęła   niepowstrzymanym   śmiechem.   Nawet   wtedy,   gdy 

przyjaciele ją przesłuchiwali, czuła się dobrze w ich towarzystwie.

-  Przysięgam,  że   nie   znam  tego  faceta.  -  Uniosła  w  górę  dłoń.  -  Po  raz 

pierwszy go spotkałam. I nie rozmawiałam z nim dłużej niż pięć minut.

background image

- Czegoś tu nie rozumiem - powiedziała w zamyśleniu  Andrea. - Musiał 

wywrzeć na tobie ogromne wrażenie, skoro tak reagujesz na samo wspomnienie o 
nim.

- Wywarł, przez swoje aroganckie, prostackie i obraźliwe zachowanie.

Oczy Andrei zabłysły gniewnie.

- Uraził cię?

- Jak śmiał cię obrażać! - zawołała Alicja.

Sean wyprostował się i napinając mięśnie, powiedział pół żartem, pół serio:

- Chcesz, abym nauczył go dobrych manier?

Karli zrobiło się raźniej na duszy. Poczuła, jak uchodzi z niej cała złość.

-   Dziękuję,   Sean,   ale   odrzucam   twoją   ofertę   -   uśmiechnęła   się   z 

wdzięcznością. - O, oferta, to właściwy klucz - zauważyła i nie czekając na dalsze 
pytania przyjaciół, wyjaśniła pośpiesznie:

-   Cradowg   złożył   ofertę   kupna   portretu   Indianina,   a   gdy   odmówiłam, 

zachował się bardzo arogancko. 

- Odmówiłaś… To twój własny obraz?! - zdumiał się Sean.

Karla zaśmiała się cicho. 

- Tak,  mój  własny. I nie mam zamiaru  oddawać go nikomu,  nawet jego 

twórcy.   -   Westchnęła   z   ulgą   na   widok   kelnera   zbliżającego   się   z   tacą   pełną 
półmisków. - Wreszcie! Wiedziałam, że zdarzy się coś, co wybawi mnie z kłopotu! 
Nie sądzicie, że moglibyśmy przerwać tę denerwującą rozmowę, aby lepiej strawić 
nasz posiłek?

Temat   „Cradowg”   został   dyskretnie   zakończony,   ale   nikt   o   nim   nie 

zapomniał,  zwłaszcza   Karla.  Długo  po  tym,  jak  pożegnała  się   z  przyjaciółmi   i 
ułożyła wygodnie w łóżku, wspomnienie obietnicy złożonej przez malarza męczyło 
ją, wywołując złość… i oczekiwanie.

background image

Rozdział drugi

- Myślałem, że już się nie pojawisz.

Karla odwróciła gwałtownie głowę i ze zdumieniem spostrzegła potężnego 

mężczyznę stojącego za jej plecami. Ogarnęło ją przerażenie. Klucz, którym miała 
otworzyć drzwi galerii, wysunął się z drżącej dłoni i z brzękiem upadł na chodnik.

- Chcesz, abym dostała ataku serca?! - Pod maską gniewu Karla usiłowała 

ukryć swój lęk. Z trudem zmusiła się, by patrzeć wprost w ciemne, błyszczące oczy 
malarza. - A może masz już taki zwyczaj podkradania się do ludzi?

Nieodgadniony,   kamienny   wyraz   twarzy   Cradowga   nie   zmienił   się   ani 

odrobinę.

- Nie podkradłem się do ciebie - wyjaśnił lakonicznie. - Nie chciałem też, 

abyś dostała ataku, bo utrudniłoby to realizację moich planów.

Karla   poczuła,   jak   po   plecach   przebiegają   jej   ciarki.   Zacisnęła   dłonie, 

starając   się   opanować   ich   drżenie.   Chłodnym,   nieprzyjaznym   spojrzeniem 
zmierzyła   uśmiechniętego   Cradowga.   Musiała   jednak   przyznać,   że   w   zwykłym 
dżinsowym ubraniu i znoszonych mokasynach wygląda niezwykle pociągająco.

Czując kolejną falę niewytłumaczalnego lęku, Karla schyliła się po klucz. 

Dokładnie w tym samym momencie uczynił to malarz. Zderzyli się kolanami, ich 
dłonie   spotkały   się   nad   kluczem,   kobieta   dotknęła   głową   szerokiego,   twardego 
męskiego torsu.

-   Och!   -   jęknęła,   zamierając   z   przerażenia,   uwięziona   między   drzwiami 

galerii a potężnym ciałem Cradowga. Chłonęła teraz zapach artysty, jego obecność 
i   męskość.   Zdawało   jej   się,   że   mijają   wieki,   chociaż   upłynęło   zaledwie   kilka 
sekund.

- Co ty kombinujesz? - zapytała lodowatym tonem, unosząc głowę, by móc 

spojrzeć w twarz mężczyzny.

-   Nic   nie   kombinuję   -   uśmiechnął   się.   -   Mówiąc   szczerze,   zrobiłem   to 

odruchowo. 

Karla   zacisnęła   zęby,   walcząc   ze   sprzecznymi   uczuciami.   Miała   ochotę 

odepchnąć Jareda, a zarazem zarzucić mu ramiona na szyję, przyciągnąć jego twarz 

background image

i spróbować smaku tych aroganckich, wąskich ust. Wzdrygnęła się, zaszokowana 
własnymi pomysłami.

- Odsuń się! - warknęła.

Cradowg odczekał chwilę, po czym podniósł się powoli.

- Mała złośnica coś dzisiaj nie w humorze. - Odstąpił o krok i popatrzył na 

nią   przez   chwilę   ironicznie.   Karla   zastanawiała   się,   czy   mężczyzna   zrobił   to 
specjalnie, czy bezwiednie. Malarz wyciągnął dłoń w stronę kobiety i zamarł w 
oczekiwaniu.

Karla podniosła klucz i wstała, ignorując wyciągniętą rękę.

- Nigdy nie jestem w humorze. A przy moich pięciu stopach i siedmiu calach 

wzrostu wcale nie uważam siebie za małą - odparła urażonym tonem.

- Kotku, wszystko, co ma mniej niż sześć stóp, jest dla mnie małe.

Kobieta z wrażenia wstrzymała oddech, niepewna, w jakim znaczeniu użył 

zwrotu „kotku”. W formie grzecznościowej, przypadkiem czy też miało to jakiś 
głębszy,   może…   intymniejszy   podtekst?   Nie   wiedziała   i   prawdę   mówiąc,   nie 
chciała wiedzieć. Wzdychając głęboko, okręciła się na pięcie i otworzyła drzwi 
galerii.

Weszła do sali ekspozycyjnej, przesyconej zapachem wina, perfum i farb 

olejnych.   Nie   zwracając   uwagi   na   idącego   za   nią   mężczyznę,   zbliżyła   się   do 
klimatyzatora   i   przełączyła   go   na   najwyższe   obroty.   Poczuła   pęd   powietrza 
chłodniejszego niż listopadowe wiatry.

- Co tu robisz o wpół do dziesiątej? - Karla zwróciła się do milczącego, 

nieoczekiwanego   „klienta”,   wymownie   spoglądając   na   swój   delikatny   złoty 
zegarek. - Chyba dostrzegłeś wywieszkę, że otwieramy dopiero o dziesiątej?

Jared   Cradowg   zbliżył   się,   przystanął   o  krok  od   przestraszonej   kobiety   i 

zaczaj wpatrywać się w nią uważnie.

-   Powiedziałem   ci,   że   tu   wrócę,   kiedy   będziemy   mogli   porozmawiać   na 

osobności - jego głos zabrzmiał łagodnie i uspokajająco.

Karla   znów   poczuła   dreszcze   przebiegające   po   niej   od   czubków   stóp   po 

głowę.

- Aby się potargować - uzupełniła, wściekła na Jareda za wrażenia, jakich 

doznawała w jego obecności. - Mówiłeś, że wrócisz, aby się potargować!

background image

- Naprawdę chciałem się targować. Ale okoliczności nie są już takie same.

Karla zmieszała się, nie wiedząc, czego mogą dotyczyć słowa Cradowga.

- Okoliczności? - spytała niepewnie. - Nie rozumiem. Jakie okoliczności?

- Poprawniej powinnaś zapytać: „czyje okoliczności”.

- Więc czyje okoliczności? - powtórzyła zaintrygowana.

-   Słynnego   artysty   malarza   i   ślicznej   właścicielki   galerii   -   wyjaśnił 

mężczyzna ze słodkim uśmiechem.

-   Co?   -   Karla   spojrzała   na   rozmówcę   osłupiałym   wzrokiem,   bardziej 

zaskoczona ciepłym tonem jego głosu niż znaczeniem wypowiedzianych słów.

Drobne zmarszczki wokół oczu Jareda, o których Karla sądziła, że są raczej 

wynikiem działania promieni słonecznych, a nie oznaką dobrego humoru, pogłębiły 
się, kiedy Cradowg wybuchnął gromkim śmiechem. - Ten sławny artysta to ja, a 
piękna właścicielka galerii to ty - wyjaśnił, wskazując palcem najpierw na siebie, a 
później na kobietę. - A okoliczności zmieniły się, ponieważ uznałem, że będziemy 
mieć romans.

Romans?   Karli   zabrakło   tchu   w   piersiach.   Romans!   Ten   mężczyzna 

postanowił, że będą mieć romans, i mówi o tym takim obojętnym tonem, jakby 
opowiadał o kupieniu skarpetek!

Wzięła   głęboki   oddech,   cofnęła   się   o   krok   i   starając   się   zapomnieć   o 

przyspieszonym pulsie, spróbowała przywdziać maskę kobiety opanowanej.

- Nie sądzę, abyśmy mieli romans - powiedziała wolno i z naciskiem. - Nie 

lubię romansów.

W   ciemnych   oczach   mężczyzny   zamigotały   iskierki   rozbawienia,   kiedy 

dostrzegł ostrożny odwet Karli.

- To dobrze - uśmiechnął się szeroko, odsłaniając niesłychanie białe zęby, 

tak bardzo kontrastujące z ciemną karnacją jego cery. - Lubię, gdy moje kobiety są 
trochę naiwne.

Przez chwilę Karli zdawało się, że eksploduje, niczym pocisk ciśnięty w 

ognisko.

Ten cholerny facet był szowinistycznym, zadufanym w sobie idiotą! Siląc się 

na spokój, wykrzywiła usta w jadowitym uśmiechu.

background image

- Niech pan sobie pozwoli wyjaśnić, panie Cradowg - zaczęła głosem równie 

słodkim jak jej uśmiech - iż właśnie dlatego nie mam romansów, że nie jestem 
naiwna. Czy to jasne, co powiedziałam? - uniosła pytająco brwi.

- Jasne.

Karla z trudem powstrzymała okrzyk. Zaciskając zęby, zastanawiała się, jak, 

do   cholery,   mogło   zmieścić   się   tyle   zmysłowości   i   seksu   w   jednym   zwykłym 
wypowiedzianym   przez   niego   słowie.   Natychmiast   zmieniła   swoją   opinię   o 
Jaredzie.   Nie   był   zadufanym   w   sobie   idiotą,   lecz   niezwykle   pociągającym 
mężczyzną. Z przerażeniem stwierdziła, iż coraz bardziej ulega jego czarowi!

W kolejnej sekundzie Karla postanowiła, że musi pozbyć się nieproszonego 

gościa, wyrzucić go z galerii, zanim zrobi z siebie kompletną idiotkę i straci dobre 
wyobrażenie o sobie jako o kobiecie wyemancypowanej, współczesnej, całkowicie 
wyzwolonej spod magnetycznego wpływu przeciwnej płci.

- W porządku - odpowiedziała po chwili, oddychając głośno. - Miałeś już 

swoją   poranną   frajdę.   Ale   zrozum,   mam   mnóstwo   pracy,   za   chwilę   zjawią   się 
prawdziwi klienci, więc czemu  nie miałbyś wrócić do domu  i popracować nad 
swoimi obrazami!

Śmiech Jareda odbił się rykoszetem od ścian, zapadając głęboko w serce 

kobiety.

- Nad moimi obrazami także pracuję, kochanie. - Zbliżył się jeszcze bardziej 

i   czubkiem   serdecznego   palca   uniósł   w   górę   podbródek   drżącej   Karli.   Kobieta 
przyglądała   się   otwartymi   szeroko   oczyma,   jak   malarz   pochyla   nad   nią   swoją 
ogorzałą twarz.

- Ale jestem gotów zabawić się z tobą, kiedy i ty będziesz na to gotowa - 

dodał Cradowg, nim zetknęły się ich usta.

Karla zamarła, topniejąc jak wiosenny śnieg. Wbrew temu, co nakazywał 

rozsądek, zarzuciła ramiona na szyję mężczyzny i mocno przytuliła się do niego. W 
pewnej chwili uświadomiła sobie, że przecież Cradowg może nawet nie znać jej 
imienia, lecz myśl ta szybko gdzieś uleciała i Karla z dreszczem rozkoszy poddała 
się słodyczy płynącej z ust mężczyzny.

Jared wydał stłumiony jęk zadowolenia, opuszczając dłonie na naprężone, 

okrągłe pośladki Karli i mocniej przytulając jej biodra do swoich.

Zamiast szoku na skutek kontaktu z podnieconym ciałem Cradowga, Karla 

doświadczyła ekscytującego uczucia pożądania. Każda cząstka jej ciała domagała 

background image

się   zespolenia.   Z   całą   siłą,   na   jaką   było   ją   jeszcze   stać,   kobieta   wtuliła   się   w 
malarza,   przyciskając   swe   nabrzmiałe   piersi   do   twardego   torsu,   a   pulsujące 
podbrzusze do rozbudzonej męskości Jareda.

Straciła rachubę czasu i poczucie rzeczywistości, nie pamiętała, jak długo 

trwał   ten   pocałunek,   lecz   rzeczywistość   nie   zapomniała   o   Karli,   przerywając 
niespodziewanie ich rozkosz. Do uszu zwartej w uścisku pary doleciał z zaplecza 
alarmujący   odgłos   przekręcanego   w   zamku   klucza.   Mężczyzna   uniósł   głowę, 
odrywając się od ust oszołomionej kobiety, nie wypuścił jej jednak z objęć.

- To moja asystentka! - wyszeptała zatrwożona Karla, usiłując uwolnić się ze 

stalowego uścisku. - Wejdzie tu za kilka sekund! Proszę, puść mnie.

- Dopiero gdy zgodzisz się zjeść ze mną obiad - odparł spokojnie.

W tym momencie Karla zgodziłaby się niemal na wszystko, aby tylko Anna 

nie   zastała   jej   w   objęciach   Cradowga,   lecz   to   żądanie   malarza   było   nie   do 
spełnienia.

- Nie mogę - szepnęła przerażona. - Jestem umówiona.

W głosie Karli brzmiała szczerość. Jej przyjaciele wyjeżdżali z Sedony i już 

wcześniej zgodziła się zjeść z nimi pożegnalny obiad.

- Kolacja.

To nie było pytanie, to był rozkaz.

Karla   spojrzała   na   drzwi   wiodące   do   biura.   Zapewne   w   tej   chwili   Anna 

wieszała ubranie na wieszaku…

- Tak! Teraz mnie puścisz?

- O siódmej.

- Kiedy tylko chcesz.

Cradowg uśmiechnął się zwycięsko i pochylił głowę, aby raz jeszcze musnąć 

ustami wargi kobiety.

- Więc dobrze - zamruczał, wypuszczając z objęć swą ofiarę. - Do siódmej, 

słodka   Karlo   -   rzucił   na   pożegnanie,   oddalając   się   bezszelestnie.   Nikt   by   nie 
przypuszczał, że taki potężny mężczyzna może poruszać się tak lekko i cicho.

Drzwi wejściowe zamknęły się za wychodzącym, a sekundę później uchyliły 

się drzwi wiodące na zaplecze.

background image

Znał jej imię.

Karla rozmyślała o dziwnym poranku przez cały dzień. Swoje obowiązki 

wykonywała dokładnie, rutynowo i postronny obserwator nie domyśliłby się, iż 
przeżyła   coś   szczególnego.   Chociaż   tego   nie   okazywała,   targały   nią   mieszane 
uczucia, najsilniejszym zaś były wyrzuty sumienia.

Cóż ją u licha naszło?

Szybka kapitulacja przed zalotami Jareda i uleganie emocjom było do niej 

tak   niepodobne,   że   Karla   czuła   rozdrażnienie   na   samo   wspomnienie   swojej 
słabości. Nigdy nie zachowywała się tak wobec innych mężczyzn.

No, może Jared nie jest takim zwykłym mężczyzną…

Zamarła, oszołomiona własnym stwierdzeniem. Spoglądała w zamyśleniu na 

rozpościerającą się za oknem panoramę ponurych skal, opromienionych czerwono 
zachodzącym słońcem.

Dlaczego Jared nie jest taki jak inni mężczyźni?

Karla   w   głębi   serca   znała   odpowiedź   na   to   pytanie,   lecz   nie   chciała   się 

przyznać do tego sama przed sobą. Wiedziała, że nie uroda, talent czy wdzięk 
wyróżniały Jareda spośród innych. Był inny, dlatego że potrafił wykrzesać z Karli 
tyle emocji! Niczym katalizator, przy którym pękała kamienna skorupa, w której 
schroniła   się   na   skutek   bolesnych   przeżyć.   Potrafił   rozpętać   w   niej   prawdziwą 
burzę   uczuć,   naruszył   jej   małą   stabilizację.   Karla   przebyła   długą   drogę,   nim 
osiągnęła ową równowagę. Za pewną destrukcyjną miłość zapłaciła wysoką cenę: 
cenę dumy i godności. Zdecydowała, że w przyszłości będzie unikać podobnych 
sytuacji. Lecz teraz zaśmiała się z samej siebie, ze swoich deklaracji, iż prędzej 
wstąpi   do   klasztoru,   niż   nawiąże   serdeczniejsze   stosunki   z   jakimkolwiek 
mężczyzną. Szybko jednak wesołość została wyparta przez trwogę. Karlę przeraził 
żar, jaki w jej ciele rozpalił Jared.

-   Karlo,   czy   nie   umówiłaś   się   o   dwunastej   trzydzieści   na   obiad   z 

przyjaciółmi?

Głos Anny wdarł się w umysł zamyślonej kobiety niczym armatni wystrzał, 

background image

budząc ją gwałtownie z odrętwienia.

- Tak? - Karla zerknęła na zegarek i ku swojemu zaskoczeniu stwierdziła, że 

niewiele czasu pozostało do umówionego spotkania. - Lepiej już pójdę.

- Dobrze. - Anna uśmiechnęła się, kryjąc zażenowanie. Nie miała śmiałości 

komentować roztargnienia pracodawczyni.

Karla z wdzięcznością obdarzyła przyjaznym uśmiechem młodą asystentkę.

- Wątpię, czy wrócę po obiedzie. Czy mogłabyś się wszystkim zająć?

Dziewczyna westchnęła z ulgą.

- Doskonale mnie wyszkoliłaś, Karlo. Jestem pewna, że dam sobie radę.

Kobieta porwała z biurka torebkę i pelerynę, dziękując w duchu za chwilę, w 

której   zgodziła   się   zatrudnić   tę   pełną   zapału,   choć   niezbyt   doświadczoną   i   nie 
znającą się na malarstwie dziewczynę.

Motel, w którym Karla była umówiona, stał na skraju skalnego urwiska, pod 

nimi zaś rozpościerał się kanion Dębowego Potoku. Podjeżdżając na parking, Karla 
po raz kolejny podziwiała wspaniały, pełen grozy widok wąwozu. Wysiadając z 
samochodu, uśmiechnęła się na wspomnienie swojego przyjazdu do miasta.

Pewnego letniego dnia przyleciała do Phoenix i wynajęła samochód,  aby 

dostać   się   do   Sedony,   gdzie   miała   zamiar   założyć   własną   galerię.   Zamiast 
skierować się na obwodnicę, pojechała promenadą, która biegła tuż nad skrajem 
kanionu, niczym serpentyna po zboczach urwiska. Karla doskonale pamiętała, jak 
ze   strachu   drętwiały   jej   palce,   a   przy   gwałtowniejszych   zakrętach   serce 
podchodziło do ściśniętego przerażeniem gardła.

- Uhuhuuu, jak ktoś śmieje się sam do siebie, to znaczy, że już naprawdę z 

nim niedobrze!

Karla odwróciła się i ujrzała roześmiane twarze przyjaciół.

- Ja   też tak  myślę   - poparła Seana  Alicja.  -  Sądzisz,  że  powinniśmy   się 

zacząć o nią martwić?

- Zacząć martwić?  - powtórzyła Andrea. - Myślałam,  że dosyć się o nią 

martwiliśmy przez ostatnie sześć miesięcy!

Karla zamrugała powiekami, by opanować wzruszenie. Czy sama potrafiłaby 

troszczyć się o siebie tak, jak oni to robili? Uśmiechnęła się niepewnie.

background image

- Przypomniałam sobie dzień, w którym tu przybyłam i moją jazdę skrajem 

kanionu - wyjaśniła, obejmując ramionami przyjaciółki.

- Aha! To wszystko tłumaczy - odezwał się Sean. - Z Karlą nie jest jeszcze 

tak   źle,   po   prostu   przypomniała   sobie   wrażenia   podobne   do   tych,   których   wy 
wczoraj doznaliście.

- Jechaliście do Sedony promenadą?

Mężczyzna skinął głową.

- Wspaniała jazda. Chociaż niewiele zobaczyłem, uważając na zakręty.

- To była fantastyczne! - zgodziła się z entuzjazmem Andrea.

-   To   było   okropne!   -  Alicja   wzdrygnęła   się.   -   Byłam  blada   jak   ściana   i 

odetchnęłam dopiero wtedy, gdy znaleźliśmy się na dole.

Karla ze zdziwieniem spojrzała na Alicję.

- Nie wiedziałam, że masz lęk wysokości.

- Od dziecka - uśmiechnęła się słabo. - To chyba dlatego, że kiedy byłam 

mała, spadłam z konia podczas nauki jazdy.

Andrea skinęła głową ze zrozumieniem.

- Oczywiście, to wszystko wyjaśnia.

Karla zatrzymała się nagle i spojrzała błagalnym wzrokiem na Seana.

- Proszę, tylko nie zaczynaj znowu tych gadek o reinkarnacji i przeżyciach 

wrodzonych.

- Trudno ci zaakceptować teorię reinkarnacji, co?

- Nie. - Karla energicznie potrząsnęła głowę. - Ale mam kłopoty finansowe, 

nie mogę wyrobić się z czasem, jestem strasznie zapracowana. - Uśmiechnęła się 
smutno.   -   Innymi   słowy   mam   dosyć   kłopotów   w   moim   obecnym   życiu,   aby 
zajmować się poprzednimi egzystencjami.

-   Nie   wiesz   nawet,   ile   nowego   wnoszą   doświadczenia   reinkarnacyjne   - 

powiedziała poważnym tonem Alicja.

- No, czego nie wiem… o to nie muszę się martwić.

-   Jesteś   przyziemna   -   Alicja   zaśmiała   się.   -   I   po   uszy   tkwisz   w 

background image

teraźniejszości.

- Całkowicie - przyznała Karla, wybuchając śmiechem.

- Co oczywiście wyklucza wiarę w UFO i kosmitów - wtrąciła Andrea.

Karla przestała się śmiać i pytająco spojrzała na Seana.

- A co ty o tym sądzisz?

Zapytany wzruszył ramionami.

- Myślę, że twoja wiara, czy też jej brak, jest wyłącznie twoją sprawą. - 

Mężczyzna   wykrzywił   usta.   -   Ale   skoro   pozostało   mniej   niż   trzy   godziny   do 
odjazdu - spojrzał na zegarek - to sądzę, że już najwyższa pora na obiad.

Alicja uśmiechnęła się z satysfakcją i przytuliła twarz do ramienia męża.

- Widzicie, jakiego dyplomatę poślubiłam?

Zanim   ktokolwiek   zdążył   odpowiedzieć,   Sean   przygarnął   ramionami 

kobiety, popychając je w stronę wejścia do restauracji.

- Kończymy dyskusję. Zanim któraś z was wypowie się na mój temat.

Obiad upływał w miłej i radosnej atmosferze. Doskonale przyrządzone dania 

szybko znikały  z talerzy, zaś  rozmowa  dotyczyła wyłącznie  przyszłych  planów 
czwórki przyjaciół.

-   Kiedy   NASA   odrzuciła   moje   podanie   o   pracę   -   tłumaczyła   Andrea   - 

zdecydowałam się zostać w San Francisco i kontynuować podyplomowe studia na 
Berkeley.

- A kiedy Sean będzie pisał nową powieść historyczną, ja zrobię doktorat na 

Uniwersytecie Pensylwańskim - oświadczyła z dumą Alicja.

Karla zrobiła poważną minę i zwróciła się do Seana:

-   Cóż   to   ma   znaczyć?   Nie   planujecie   w   najbliższym   czasie   małego 

Halloranka?

Profesor uśmiechnął się.

- Nie w tej chwili - przyznał. - Ale wszystko może się zmienić. - Mrugnął 

porozumiewawczo do żony.

Karla   wiedziała,   o   co   mu   chodzi.   Alicja   nie   stosowała   środków 

background image

antykoncepcyjnych i równie dobrze już teraz mogła pod sercem nosić małą replikę 
Seana. Życzyła przyjaciółce wszystkiego najlepszego, chociaż sama nie widziała 
siebie w roli żony i matki, a jeszcze bardziej nie potrafiła wyobrazić sobie siebie 
przy boku męża…

- A ty zamierzasz iść za ciosem, wykorzystując sukces, jaki przyniosło ci 

otwarcie galerii? - spytała Andrea, chociaż wszyscy doskonale znali odpowiedz.

-   Oczywiście   -   odparła   Karla,   dodając   w   duchu:   „Tak   szybko,   jak   tylko 

otrząsnę się spod uroku pewnego artysty…”

Przejmujący   dreszcz   powrócił,   gdy   Karla   szykowała   się   na   umówioną   z 

Cradowgiem   kolację.   Wiedziała,   że   wywołuje   go   oczekiwanie   na   spotkanie   z 
mężczyzną i że jest on zapowiedzą jeszcze mocniejszych wrażeń.

Nie   chciała   jeść   kolacji   z   Jaredem,   nie   chciała   przebywać   z   nim  w   tym 

samym pomieszczeniu, nie chciała nawet mieszkać w tym samym hrabstwie, co 
Cradowg,   a   jednak   ani   przez   chwilę   nie   pomyślała   o   złamaniu   wymuszonej 
obietnicy.

Pragnąc wyglądać skromnie, wybrała szarą spódnicę i kremową jedwabną 

bluzkę z perłowymi guziczkami, na którą założyła ciemny żakiet.

Stojąc przed wielkim ściennym lustrem przyjrzała się krytycznie swojemu 

odbiciu.   Była   zadowolona   z   efektu,   który   osiągnęła.   Opanowana,   rzeczowa 
biznesmenka. Lecz gdy w pewnym momencie rzuciła spojrzenie na swoją twarz, aż 
jęknęła   z   rozpaczy.   Pozbawiona   makijażu   cera   wyglądała   żałośnie   blado, 
orzechowe oczy były bez wyrazu, a bruzdy wokół ust jakby się pogłębiły. Jednak 
najgorsze wrażenie sprawiały włosy, upięte w niedbały kok, z którego wysypało się 
kilka pasemek zwisających smętnie wzdłuż szyi…

Wzdychając głęboko, sięgnęła po spinki i grzebień. Na odgłos dzwonka jej 

dłonie zamarły w powietrzu. „Jared? Już?”

Zmusiła   się  do działania.  Upinając  niesforne   kosmyki,   spojrzała na  mały 

budzik, stojący na nocnej szafce. Jest szósta pięćdziesiąt jeden. Dziewięć minut 
przed umówionym czasem. Może to nie Jared?

background image

Dzwonek zadźwięczał ponownie. Jeden krótki, nerwowy sygnał.

Usta Karli zadrżały, wolno opuściła ręce. Natarczywość dzwonka mówiła jej, 

że przed drzwiami stoi Jared.

Po raz ostatni spojrzała w lustro i poprawiając bluzkę na ramionach, wyszła z 

sypialni.   Kiedy   przechodziła   przez   bawialnię,   dzwonek   rozległ   się   raz   jeszcze. 
Przygryzając nerwowo wargi, przekręciła klucz i otworzyła drzwi. Cradowg już 
podnosił palec, by ponownie położyć go na przycisku.

- Chcesz zniszczyć dzwonek? - zapytała Karla z ledwie skrywaną złością.

Mężczyzna opuścił ramię i uśmiechnął się. Nie wyglądał na speszonego czy 

zażenowanego jej powitaniem,

-   Zastanawiałem   się,   czy   otworzysz   mi   wreszcie,   czy   też   zignorujesz 

dzwonek.

Cofnęła się o krok, pozwalając malarzowi wejść do środka.

- Dlaczego miałabym go ignorować?

Śmiech Jareda wywołał na ciele Karli gęsią skórkę.

-   Aby   uniknąć   kolacji   ze   mną,   udając,   że   nie   ma   cię   w   domu   -   odparł 

mężczyzna spokojnie.

Karla zacisnęła dłonie, chcąc w ten sposób powstrzymać ich niepokojące 

drżenie. Nawet nie przyszło jej na myśl, by mogła się z nim nie zobaczyć i udać, że 
jej nie ma.

Dlaczego o tym nie pomyślała?

 

background image

Rozdział trzeci

Jared wszedł do bawialni i okiem artysty ocenił jej wystrój. Nieznacznym 

skinieniem głowy pochwalił dobry gust właścicielki mieszkania. Karla, ledwie to 
zauważyła, od razu dostrzegła, że w szykownym trzyczęściowym garniturze malarz 
wygląda może mniej zmysłowo niż w dżinsach i mokasynach, za to prezentuje się 
dużo bardziej elegancko.

- Świetna robota.

Opinia   Jareda   na   temat   wystroju   mieszkania   nie   powinna   Karli   zupełnie 

obchodzić, poczuła jednak w sercu przyjemne ciepło. Próbowała nie okazać, jak 
bardzo   obeszła   ją   pochwała.   Starania   te   nie   przyniosły   jednak   rezultatu,   Karla 
poczuła, że się rumieni. Co za głupie uczucie!

Jared odwrócił się i spojrzał przenikliwie na milczącą wciąż Karlę.

- Ciebie chyba guzik obchodzi, co myślę o twoim mieszkaniu, nie? - jedna z 

gęstych brwi mężczyzny wygięła się w zgrabny łuk.

- A powinno? - wykrztusiła kobieta, wydając westchnienie ulgi, iż udało jej 

się ukryć swoją reakcję na komplementy malarza.

- Powinno. - Cradowg postąpił krok w stronę gospodyni.

- Dlaczego? - Karla cofnęła się.

Słowa Jareda podziałały na jej serce jak balsam.

-   Może   dlatego,   że   nasze   gusty   są   tak   podobne   -   wyjaśnił   mężczyzna, 

zbliżając się do niej. 

W   tym  momencie   Karla  zrozumiała,   co   czuje   cierpiący   na   klaustrofobię. 

Zwalczając ogarniającą ją panikę, zdecydowała się pozostać na miejscu. Stanowczo 
uniosła podbródek i zapytała obojętnie:

- A w czym nasze gusty są podobne?

- W wielu sprawach - uśmiechnął się, widząc, że Karla zamarła na miejscu. - 

Lubimy te same odcienie, ten sam rodzaj sztuki - wskazał na reprodukcje wiszące 
na ścianach. - Pociąga nas przeciwna płeć… - Cradowg uśmiechnął się zmysłowo, 
wodząc wzrokiem po ciele kobiety.

background image

- Pociąga nas… co? - wykrztusiła z trudem.

- Zaprzeczasz, że łączy nas wzajemny pociąg? - Przysunął się tak blisko, że 

Karla poczuła na twarzy jego ciepły oddech.

- Oczywiście! - jęknęła, obwiniając się za brak stanowczości.

- Obawiasz się mnie - zauważył Jared z typowo męską próżnością.

Powiedział prawdę, ale Karla za nic by się do tego nie przyznała.

-   Nie   łudź   się   -   prychnęła,   mając   nadzieję,   że   jej   głos   zabrzmiał 

wystarczająco odpychająco.

- A ja myślę, że się obawiasz. - Mężczyzna zrobił jeszcze jeden krok, tak że 

ich ciała się zetknęły. Dotyk jego bioder i piersi wywołał w niej takie pożądanie, że 
zaczęła się obawiać, że nie zapanuje nad sobą. Po chwili wahania spojrzała groźnie 
na malarza.

- Odsuń się, gnojku.

Cradowg bez słowa pochylił głowę i objął usta kobiety wilgotnymi wargami. 

Bezwiednie rozchyliła swoje, wydając cichy jęk.

Przestraszyła się, że jej nie zaspokojone ciało za chwilę eksploduje, tak silne 

pożądanie ją ogarnęło. Jej piersi stwardniały, a brodawki napięły się  do granic 
możliwości. Zastygła w bezruchu pod wrażeniem intensywności tych reakcji, nie 
zważając na dumę, która podpowiadała jej, że ma odepchnąć intruza.

Ogarnęło ją poczucie bezsilności. Przez chwilę cały świat Karb składał się 

jedynie z męskich ust, zaborczego języka i uścisku silnych ramion.

Kobiecie   zdawało   się,   że   delikatne   poruszenia   dłoni   mężczyzny   na   jej 

plecach wykrzesały  z żakietu  iskry, które zmysłową  pieszczotą  paliły jej ciało. 
Pragnęła go powstrzymać i modliła się, aby to się nigdy nie skończyło…

- Gdzie?

Zdyszany   głos   Cradowga   zmącił   jej   upojenie.   Wolno   unosząc   powieki, 

spojrzała na mężczyznę zamglonymi, rozmarzonymi oczami.

- Co?

- Nie będziemy się kochać na stojąco - odparł nieoczekiwanie, poprzedzając 

każde słowo krótkim pocałunkiem. - Proponuję, abyśmy przeszli do sypialni. Gdzie 
ona jest?

background image

Słowa   „kochać   się”   i   „sypialnia”   poraziły   Karlę   niczym   grom   z   jasnego 

nieba. Czuła, jak jej oczy rozszerzają się z niedowierzania. Czy miała dać pokaz 
kobiecej bezsilności i uległości? Zawahała się. Odzyskała już jednak panowanie 
nad sobą, wyparte uprzednio przez rozbudzoną namiętność. Zsunęła dłonie z karku 
malarza.

- Proszę… puść mnie.

Jared prychnął gniewnie, ale rozluźnił uścisk.

- Nie rozumiem. Przed chwilą byłaś w moich objęciach jak żywy ogień… - 

Oblizał dolną wargę, jakby zbierając resztkę smaku  ust Karli. - Więc dlaczego 
nagle tak oziębłaś?

Wiedziona   nagłym   lękiem,   Karla   odskoczyła   i   zaczerpnąwszy   powietrza, 

przeszła do obrony.

- Zgodziłam się zjeść z tobą kolację. Nie godziłam się dzielić z tobą łóżka.

- Och, Karlo - westchnął, uśmiechając się z żalem - nie widzisz, że także 

tego chcesz? - Uniósł dłoń i opuszkami palców pogłaskał dygoczącą kobietę po 
policzku. - To nieuniknione.

- Nie! - potrząsnęła  energicznie głową, odtrącając rękę Jareda.  - Nie ma 

rzeczy nieuniknionych,

Cradowg pokiwał głową tolerancyjnie i odsunął się.

- Mylisz się. Jesteśmy sobie przeznaczeni na kochanków.

Przestrzeń,   jaką   jej   podarował,   natchnęła   Karlę   jeszcze   większą   wolą 

stawiania oporu.

- Przykro, że cię rozczaruję, ale nie wierzę w przeznaczenie.

Jared zaśmiał się nieoczekiwanie, wprawiając ją w zakłopotanie.

- Czas wszystko pokaże, skarbie. A teraz powinniśmy  iść na kolację… I 

zaspokoić tę mniej ważną potrzebę.

Zaśmiał   się   ponownie,   widząc,   że   jego   towarzyszka   się   czerwieni.   Karla 

pośpiesznie chwyciła pelerynę leżącą na krześle i wybiegła z mieszkania. Cradowg 
zaprowadził   ją   do   zaparkowanego   przed   budynkiem   samochodu.   Pojazd   ten 
zaskoczył Karlę swoim wyglądem. Z jakiegoś trudnego do uzasadnienia powodu 
założyłaby się o wszystkie pieniądze, jakie jej jeszcze pozostały, że Jared jeździ 

background image

wielką, drogą i ekskluzywną limuzyną.

Samochód stojący przed domem był dużym i solidnym wozem terenowym z 

napędem na cztery koła. Chociaż musiał kosztować mnóstwo pieniędzy, niejeden 
bogacz wstydziłby się zajechać „czymś takim” na wytworne party.

-   Praktyczny   -   stwierdziła   Karla,   sadowiąc   się   w   wygodnym,   głębokim 

fotelu.

- I to pod każdym względem - dodał malarz, zatrzaskując za nią drzwiczki. 

Obszedł samochód i usiadł za kierownicą.

- Przez zaakceptowanie mojego auta dojdziemy do zaakceptowania moich 

poglądów o nieuchronności pewnych rzeczy.

Karla obdarzyła towarzysza gniewnym spojrzeniem.

- Nie zaczynaj od nowa - zaznaczyła ostrzegawczo.

- Dlaczego nie? - Jared zignorował groźbę. - Dla mnie to fascynujący temat.

Odetchnęła głęboko, ciesząc się, że odzyskała w pełni panowanie nad sobą.

- A dla mnie nie. Więc proszę, abyś przestał!

- Jak sobie życzysz. - Mężczyzna zapalił silnik i wyjechał na ulicę. - Więc o 

czym będziemy dyskutować, słonko?

- Skoro tak bardzo chcesz rozmawiać, to może mi wyjaśnisz, w jakim celu 

zaprosiłeś mnie na kolację? - zapytała, sądząc, że zaczną się teraz targi o obraz.

Cradowg skręcił w bocznicę.

- Kotku, właśnie tę sprawę chciałem przed chwilą poruszyć.

Karla poczuła, jak zatrzymują się raptownie.

- Co to ma znaczyć?! - zawołała z niepokojem, rozglądając się podejrzliwie.

Podejrzenia Karli okazały się bezpodstawne. Jared zaparkował auto przed 

jedną   z   luksusowych   restauracji.   Westchnęła   cicho,   ganiąc   się   w   myślach   za 
zbytnią bojaźliwość.

- Celem, dla którego cię zaprosiłem - zaczął z uśmiechem - było danie nam 

obojgu szansy na realizację tego, co nieuniknione, do czego o mało nie doszło.

Kobieta podniosła się z siedzenia, starając się nie okazywać tego, że cała 

background image

drży.

- Czyżby? A ja martwiłam się, że będziesz mnie nakłaniał do sprzedaży tego 

portretu.

Złapała za klamkę.

- Och, planuję, że otrzymam portret mojego dziadka w posagu. - Stłumiony 

głos Jareda sparaliżował dłoń Karli. 

Dziadek? Posag? Co? Tyle rozmaitych myśli kłębiło siew głowie kobiety, 

tyle pytań i odpowiedzi, że nim cokolwiek powiedziała, Cradowg obszedł pojazd i 
szarmancko otworzył jej drzwi.

-   Nie   wiem   jak   ty,   skarbie   -   mężczyzna   pomógł   towarzyszce   wysiąść   z 

samochodu - ale ja jestem bardzo głodny.

Zmieszana,   pozwoliła   przeprowadzić   się   przez   parking.   Odzyskała   rezon 

dopiero wtedy, gdy usiadła przy dwuosobowym stoliku naprzeciw wielkiego okna, 
a przed nią znalazła się duża karta ze złotym napisem.

- Nie jestem głodna - Karla odłożyła menu na bok.

- Oczywiście, że czujesz głód - zdecydował Jared, wciskając kartę w dłoń 

kobiety - I to nie tylko na jedzenie - uśmiechnął się porozumiewawczo. - Trudno 
mi zgadnąć, ale zastanawiam się, jak długo nie byłaś z mężczyzną?

Ostrzeżona   wyrazem   twarzy   Jareda,   Karla   przyjęła   pytanie   z   należytym 

spokojem.

-   Trudno   mi   zgadnąć,   ale   zastanawiam   się,   kiedy   po   raz   ostatni 

zachowywałeś się taktownie?

Mężczyzna wybuchnął śmiechem.

- Kochanie, jesteś trudnym przeciwnikiem. Ale gdy widzę piękny klejnot, to 

go podnoszę.

- Może lepiej podniósłbyś białą flagę - zasugerowała słodkim głosem.

- Poddać się? Ja? - Jared sprawiał wrażenie zdumionego, chociaż starał się 

zamaskować to szerokim uśmiechem. - Ja się nigdy nie poddaję. Mówiłem ci, że 
jesteś niezłą przeciwniczką, a ja lubię odnosić znaczące zwycięstwa.

Karla   zamierzała   przejść   do   ofensywy   i   skwitować   wynurzenia   Jareda 

ironicznym   śmiechem,   lecz   przeszkodziło   jej   w   tym   pojawienie   się   kelnera. 

background image

Zachowując   energię   na   kolejne   starcie,   wybrała   dania   i   napoje,   po   czym 
natychmiast   zapomniała   o   swoim   wyborze.   Podczas   gdy   artysta   zamawiał 
przystawki,   wyjrzała   przez   okno,   oddychając   równo   i   głęboko.   Z   wolna   jej 
wzburzone nerwy uspokajały się.

Srebrzystoszara poświata księżyca rozpraszała mrok, wielkie, rdzawe skały 

wyglądały   tak,   jakby   pokrył   je   szron.   Poniżej   widać   było   pulsujące   neonami 
miasto, jakby przykryte kopułą migotliwych świateł.

- Ślicznie, co?

-   Przepięknie   -   przyznała   Karla,   wolno   odwracając   wzrok.   -   Czasami 

przytłacza mnie piękno i powaga tych skał.

- Wielu ludzie czuje podobnie. Ale to nic w porównaniu z Grandem.

- Nie wiem. Nigdy nie widziałam Wielkiego Kanionu.

-   Nie   widziałaś?   -   powtórzył   Jared   z   niedowierzaniem,   że   dorosła   osoba 

mogła nie widzieć nigdy Kanionu Kolorado. - Jak długo jesteś w Arizonie?

- Niecałe pół roku. Przyjechałam do Sedony pod koniec maja, równo tydzień 

po otrzymaniu dyplomu.

Jared   rozmyślał   nad   kolejnym   pytaniem.   Już   otwierał   usta,   kiedy 

przeszkodził mu kelner, przynosząc zamówione drinki. Malarz z niecierpliwością 
wodził palcem po blacie stolika, czekając, aż tamten się oddali.

- Dyplomu? - uniósł pytająco brew. - Jakiego dyplomu?

Karla uśmiechnęła się ze smutkiem.

- Ukończenia college'u.

-   Pracowałaś   dla   przełożonych   czy   robiłaś   studium   podyplomowe?   -   na 

twarzy mężczyzny pojawił się wyraz zaciekawienia.

- Nie - westchnęła. - To zwykły dyplom. Z pewnych względów rozpoczęłam 

naukę później niż większość ludzi.

- Z jakich względów? - zapytał natarczywie.

Ujęła szklankę, bezwiednie przesuwając kciukiem po jej brzegu. Wyrzucała 

sobie   nieostrożność.   Mogła   przewidzieć,   że   Jared   będzie   domagał   się 
zaspokojenia...   swojej   ciekawości.   Jednak   jej   życie   osobiste   nie   powinno   go 
interesować   i…   Poczuła   chłód   w   dłoniach,   kiedy   znów   powróciła   myślą   do 

background image

dawnych wspomnień. Wpatrzona w głąb szklanki, zmarszczyła w skupieniu brwi.

Czyżby rzeczywiście zamówiła margaritę?

Chociaż lubiła wypić od czasu do czasu słaby koktajl, to jednak obawiała się 

mocniejszych alkoholi, zwłaszcza że osłabiały one samokontrolę i rozwiązywały 
język.

Zreflektowała się nagle, że ostatnią rzeczą, jakiej pragnęłaby w towarzystwie 

tego malarza, to stracić opanowanie. Przestrzegając samą siebie, by uważała na to, 
co mówi, wolno uniosła szklankę i przyłożyła ją do ust.

- Jakie względy? - powtórzył Cradowg ze wzrastającą niecierpliwością.

Karla poczuła słony, ostry smak na języku i zakrztusiła się, nie mogąc złapać 

powietrza. Chwyciła szklankę z wodą i popiła ostrą margaritę.

- Nie rób tego więcej.

- Czego? - zdziwiła się, potrząsając głową. Z koka wysunęły się dwa wąskie 

pasemka i figlarnie opadły na szyję kobiety. - Czego mam więcej nie robić?

- Zaczynam podejrzewać, że jesteś rozkapryszoną flirciarą.

- Flirciarą? - wybuchnęła Karla. - Ja?! Co ty chcesz powiedzieć?

Mężczyzna uśmiechnął się.

- Chciałem ci tylko dać do zrozumienia, że… - Kątem oka dostrzegł kelnera 

pchającego wózek pełen naczyń. - Zapomnij o tym, zbliża się nasza kolacja.

„Zapomnieć   o  tym?”   -  powtórzyła  w   duchu.   Ha!  Nie   było  sposobu,   aby 

zapomniała.  Oczywiście, że nie była żadną flirciarą! Postanowiła, że gdy tylko 
kelner się oddali, utemperuje tego wielkiego artystę.

Jakby chcąc ugasić swą złość, złapała bezwiednie jedną ze szklanek i wzięła 

wielki łyk napoju. Na nieszczęście była to szklaneczka z lodowatą margaritą.

- Nie  za  mocne,   co?  - Cradowg  na  próżno  usiłował  zachować   kamienną 

twarz. Ironiczny uśmiech co chwilę powracał na jego twarz.

Karla spojrzała na niego przez załzawione oczy, wolno wciągając powietrze 

przez nos.

- To moja sprawa - odparła nieswoim głosem. - I nie jestem żadną flirciarą!

background image

Jared opadł na krzesło, trzęsąc się ze śmiechu, a Karla poczuła nieodpartą 

ochotę oblania go resztą drinka. Jakby wyczuwając jej nastrój, spoważniał.

- Tak jest, zrozumiałem - powiedział spokojnym, łagodnym głosem.

- I nie traktuj mnie tak protekcjonalnie!

Cradowg   stoczył   wewnętrzną   walkę,   usiłując   zapanować   nad   wesołością. 

Wreszcie parsknął śmiechem, chwytając dłońmi nadgarstki Karli, zanim zdążyła 
oblać go alkoholem.

-   Ty   masz   temperament   -   westchnął   z   uznaniem,   stanowczym   gestem 

zmuszając kobietę, aby odstawiła szklaneczkę na podstawkę. - I ja także mam - 
szepnął jej do ucha. - I w łóżku, i poza nim będzie nam razem wspaniale.

Zacisnęła   usta,   rozmyślając   nad   miażdżącą   odpowiedzią.   Myślała   jednak 

zbyt długo i Jared rozproszył jej złość zwykłym stwierdzeniem:

- Nie sądzisz, że lepiej, abyśmy zjedli naszą kolację, dopóki jest ciepła?

Karla odruchowo spojrzała na wielką tacę, którą postawił przed nią kelner. 

„Dobry   Boże!   -   jęknęła   w   duchu.   -   Co   mnie   podkusiło,   aby   zamówić   tyle 
jedzenia?”   Zafascynowana   wpatrywała   się   w   zawartość   tacy   -   ryby,  wołowina, 
owoce,   smażone   ziemniaki,   zapiekana   w   cukrze   kukurydza,   polane   kremem 
szparagi. Błyskawicznie przeliczyła zawarte w posiłku kalorie i jęknęła ze zgrozą.

Cradowg poruszył się.

- Czyżbyś tego nie zamawiała?

„Skąd mam wiedzieć?” - pomyślała, ale duma nie pozwoliła jej przyznać się 

do pomyłki.

- No… nie wiedziałam, że mają takie wielkie porcje - skłamała. - Nigdy nie 

jadłam tak wiele na raz.

- Wierzę. - Mężczyzna krytycznym spojrzeniem zmierzył talię towarzyszki. - 

Więc zjedz to, na co masz ochotę, a resztę zostaw.

Karla nie cierpiała marnować jedzenia, ale tym razem nie pozostawiono jej 

żadnego wyboru.

Rozmowa początkowo koncentrowała się na potrawach, jak to zazwyczaj 

bywa przy stole.

-  Dużo   miejsc   zwiedziłaś   w  naszej   Arizonie?   -  zapytał  w   pewnej   chwili 

background image

Jared.

Karla skończyła konsumpcję  smakowitego  kawałka wołowiny i odparła z 

westchnieniem:

-   Raczej   niewiele.   Wylądowałam   w   Phoenix   i   przyjechałam   do   Sedony 

samochodem. Zwracałam większą uwagę na drogę niż na okolicę, ale widziałam 
znaczną część Kanionu.

- I przez cały czas siedzisz w mieście? - Malarz ukroił potężny kawałek steku 

i przełknął go w sekundę.

- Tak, jeździłam trochę po mieście, szukając właściwego lokalu na galerię, 

ale kiedy przygotowywałam otwarcie, wszystko toczyło się w tak szalonym tempie, 
że nie pozostawało mi zbyt wiele czasu na zwiedzanie.

- A byłaś w kaplicy Świętego Krzyża?

- Tak - ożywiła się Karla. - Anna, moja asystentka, skierowała mnie do tego 

kościoła w dniu, w którym ją zatrudniłam.

- I?

- Byłam zafascynowana - przyznała. - Sądzę, że każdy by był. Niecodziennie 

widzi się kościół wtłoczony pomiędzy potężne skały. To robi ogromne wrażenie!

Powoli dokończyła drinka.

- Jeszcze jednego? - Jared skinieniem głowy wskazał na pustą szklaneczkę.

- Czemu nie? - odparła pod wpływem nagłego impulsu.

-   Więc   twoje   zwiedzanie   ograniczyło   się   jedynie   do   miasta   i   okolic   - 

zauważył mężczyzna, dając znak kelnerowi, aby się zbliżył.

- Umm - Karla skierowała uwagę na ostatni kawałek zapiekanego ananasa.

- Zadziwiające.

Przełknęła kęs i spojrzała na swego rozmówcę z roztargnieniem.

- Przepraszam? - mruknęła.

Zwróciwszy uwagę kelnera, Jared zamówił kolejne dwa drinki i powrócił do 

przerwanej rozmowy.

- Mówię, iż to zadziwiające, że mieszkasz tu i sprzedajesz sztukę pochodzącą 

background image

z obszarów, których nigdy nie widziałaś.

Zawieszona   między   śmiechem   a   zdumieniem,   przez   kilkanaście   sekund 

patrzyła na niego w milczeniu.

- Nigdy nie byłam też na księżycu - odezwała się żartobliwie. - Jednak nie 

zawahałabym się sprzedawać arcydzieł pochodzących z tamtych stron.

-   Dobra   uwaga   -   przyznał   Cradowg.   -   Jednakże,   powracając   do   sztuki 

współczesnego Zachodu, to jesteś tylko półprofesjonalistką. Robisz sobie i swoim 
klientom afront nieznajomością obszarów, z których sprowadzasz dzieła.

Miał rację! Karla nie chciała się do tego przyznać, nawet sama przed sobą, 

ale miał rację. Wolno żując kawałek wołowiny, pomyślała, że chociaż nie podoba 
jej się styl, w jakim ją Jared krytykuje, w tym przypadku mogłaby wysłuchać jego 
rady.

-   Dobra,   wygrałeś   -   powiedziała   z   niespodziewanie   dobrym   humorem.   - 

Potraktuję zbadanie współczesnego Zachodu i jego sztuki jako osobiste wyzwanie.

- Kiedy?

Przybycie   zamówionych   drinków   dało   Karli   czas   na   zebranie   myśli.   W 

milczeniu wysłuchała, co kelner proponuje na deser, nie przejawiając ochoty na 
dalszą   degustację.   Energicznie   pokręciła   głową,   kiedy   Cradowg  zapytał  ją,   czy 
chce kawy.

Jared uniósł brwi, oczekując odpowiedzi na swe poprzednie pytanie.

- Zacznę zwiedzanie, kiedy będę miała czas - odparła, uśmiechając się do 

kelnera, który dziękował im za odwiedziny i zachęcał do kolejnych wizyt w lokalu.

Kelner   uśmiechnął   się   jeszcze   szerzej,   kiedy   Jared   włożył   mu   w   dłoń 

napiwek więcej niż królewski.

- Znajdziemy czas - oświadczył malarz, co zabrzmiało niemal jak groźba.

Karlę bardziej oszołomiła, niż zdenerwowała władczość mężczyzny

-   Posłuchaj   -   zaczęła   spokojnie.   -   Za   dwa   tygodnie   mamy   Święto 

Dziękczynienia, a jeżeli zapomniałeś, to przypominam ci, że po nim nadejdą święta 
Bożego   Narodzenia.   -   Przerwała,   aby   przepłukać   gardło   łykiem   wody.   -   Mam 
nadzieję…   Planuję   zrobić   wyśmienite   interesy   w   tygodniach   poprzedzających 
Gwiazdkę. Nie mogę pozwolić sobie na marnowanie czasu i wycieczki w okresie, 
w którym Amerykanów ogarnia szał robienia zakupów.

background image

Zadowolona, iż jasno wyłożyła swoje poglądy, usiadła wygodnie na krześle i 

uśmiechnęła się ciepło.

Jared nie odwzajemnił uśmiechu, lecz przystąpił do wskazywania błędów w 

rozumowaniu Karli.

-   Masz   rację,   że   sprzedaż   wzrośnie,   ale   będziesz   potrzebowała   całego 

doświadczenia   i   wiedzy,   jakie   możesz   zdobyć   w   czasie   podróży.   Dlatego 
powinnaś… Musisz jechać teraz!

Szach i mat.

Karla miała ochotę jęknąć. Albo się rozpłakać. Albo śmiać się. Zamiast tego 

zastanowiła   się   szybko,   przyznając   Jaredowi   rację.   Jeżeli   pozna   Zachód, 
współczesną sztukę, miejsca, które inspirują twórców, to powinna podwoić obroty i 
zyski, a w konsekwencji nie tylko umocnić swoją pozycję na rynku sztuki, lecz 
także pospłacać wszystkie długi. Oczywiście, w okresie jej wojaży dochody galerii 
mogłyby się zmniejszyć, jednak w sumie...

Wyprostowała się nagle.

- Czy dałabym radę trochę pozwiedzać kraj przed Świętem Dziękczynienia? 

-   zapytała   w   zamyśleniu.   Dopiero   później   zrozumiała   znaczenie 
satysfakcjonującego   uśmiechu,   który   pojawił   się   na   ustach   malarza.   Niestety, 
przeoczyła tak jawne ostrzeżenie.

-   Sądzę,   że   jest   to   możliwe,   oczywiście   w   towarzystwie   dobrze 

poinformowanego przewodnika.

Nie dostrzegając kolejnego uśmiechu, Karla wpadła w zastawione sidła.

- Czy mógłbyś mi załatwić dobrze poinformowanego przewodnika?

- Tak.

- Jest drogi? - zaniepokoiła się.

- Nie całkiem.

Kobieta   sięgnęła   do   torebki   i   wyjmując   z   niej   kartkę   oraz   długopis, 

przygotowała się do pisania. Nie zauważyła wesołych iskier tańczących w oczach 
Jareda,

- Mógłbyś podać mi jego adres i nazwisko?

- Oczywiście - odparł niewinnym tonem. - Nazywa się Jared Cradowg, a 

background image

mieszka… - przerwał, gdyż długopis wysunął się ze znieruchomiałej dłoni Karli. - 
Czy coś się stało? - udał zaniepokojonego.

-   Nie   coś   -   prychnęła   ze   złością.   -   Wszystko   idzie   źle.   Poczynając   od 

porannego spotkania z tobą, a kończąc na wspólnej wieczornej kolacji.

Dobrze wiedziała, że jej słowa uraziły Jareda, ale znalazła dosyć siły, by 

kontynuować swój atak:

- Jeżeli skończyłeś żarty to chciałabym, abyś odwiózł mnie do domu.

Ostrożnie   odsunęła   krzesło   od   stolika,   obawiając   się,   że   przy   nagłym 

szarpnięciu może się ono wywrócić.

- Złotko, mówiłem poważnie.

Szczerość   brzmiąca   w   głosie   Cradowga   zatrzymała   Karlę   na   miejscu. 

Spojrzała na towarzysza ze zdziwieniem,

- O czym? O chęci zostania moim kochankiem czy moim przewodnikiem?

-   O   obu   sprawach   -   przyznał   z   czarującym   uśmiechem.   -   Zamierzałem 

pokazać ci uroki Zachodu i miałem nadzieję, że będziesz zadowolona z moich 
usług i że spędzimy razem przyjemne chwile.

Karla sapnęła, zaczerwieniła się i wybuchnęła śmiechem.

- Nigdy nie rezygnujesz, co?

-   Nigdy.   Więc   jak?   -   uniósł   brwi   pytająco.   -   Odnajdziesz   w   sobie 

awanturniczą żyłkę czy też przestraszysz się, uciekniesz i ukryjesz przede mną?

W   rzeczywistości   Karla   pragnęła   uciec.   Przyglądając   się   w   milczeniu 

mężczyźnie, rozważała jego propozycję równie starannie, jak gdyby podejmowała 
decyzję o przyjęciu do galerii nowego obrazu. I sama już nie wiedziała, które z 
nich dwojga było bardziej zaskoczone jej odpowiedzią:

- Wygrałeś, Jared.

 

Rozdział czwarty

Musiała postradać zmysły! Co ją skłoniło do przyjęcia propozycji Jareda?

background image

To pytanie pojawiło się w myślach Karli, gdy tylko zamknęła za sobą drzwi 

mieszkania. Odruchowo powiesiła pelerynkę na wieszaku i weszła do sypialni.

W co grał Jared?

Przebierając   się   wolno,   usiłowała   odpowiedzieć   na   własne   pytania. 

Przypomniała sobie żarliwość i natarczywość, jakie Cradowg okazał tego ranka, a 
później   tuż   przed   kolacją.   Jednakże   gdy   odwoził   ją   do   domu,   zachowywał   się 
niesłychanie spokojnie, mało mówił, ba, nawet nie pocałował jej na dobranoc!

Odtwarzając w pamięci wydarzenia wieczoru i ich rozmowę w restauracji, 

Karla   uzmysłowiła   sobie   szybko,   że   wpadła   w   misternie   zastawioną   sieć. 
Intuicyjnie czuła, że Jared nie porzucił myśli o uczynieniu z niej swojej kochanki, 
lecz   zmienił   taktykę,   odkładając   na   później   realizację   swoich   pragnień.   Miał 
przecież dwa tygodnie…

Zaczęła   przygotowywać   się   do   snu,   automatycznie   wykonując   codzienne 

czynności.   Oczyściła   twarz,   nakładając   na   nią   odżywczą   maseczkę,   następnie 
wzięła  ciepły  prysznic  i  posłała  łóżko.   Zazwyczaj  rozluźniała  się   podczas   tych 
zajęć.

Tym   razem   było   inaczej.   Nie   udało   jej   się   zrelaksować.   Czuła   się 

wyczerpana,   rozbita   psychicznie   i   do   tego   była   podenerwowana.   Wzdychając 
boleśnie, zrzuciła szlafrok i wskoczyła w miękką, chłodną, pachnącą czystością 
pościel. Ułożywszy się wygodnie, przymknęła oczy, pragnąc uciec w świat snów 
od dręczących ją pytań i wspomnień.

Nie udawało jej się. Pięć miesięcy ciężkiej pracy przy organizowaniu galerii 

odcisnęło swoje piętno na kondycji Karli. Była zbyt zmęczona, aby zapanować nad 
własną psychiką. Zapadała w krótkie, niespokojne drzemki, z których budziła się 
zlana   potem,   z   drżeniem   serca,   suchymi   ustami   i   ciałem   obolałym   z   powodu 
samotności...

Tak długo, tak bardzo długo nie znała obecności mężczyzny... Ata, której 

zaznała kiedyś, nie była w pełni satysfakcjonująca.

Bolesne   wspomnienia   wciąż   nie   dawały   jej   spokoju,   powracając   niczym 

żarłoczne sępy, by karmić się świadomością Karli…

Louis.

Przekręciła   się   na   drugi   bok,   kładąc   poduszkę   na   głowie.   Przepędziła 

wspomnienia   o   Louisie   i   jednostronnych   kontaktach,   które   ich   wiązały.   Nie 
pragnęła   przywoływać   w   myślach   spędzonych   z   nim   chwil,   nie   chciała 

background image

przypominać sobie swojej młodzieńczej naiwności. Była jednak zbyt zmęczona, by 
przezwyciężyć natarczywe wspomnienia. Jęcząc w proteście, zacisnęła powieki...

Miała osiemnaście lat, zdała do college’u i dopiero co sprowadziła się do 

miasteczka uniwersyteckiego. Spotkała Louisa na prywatce organizowanej przez 
kolegę z roku. Ponieważ Karla interesowała się sztuką, jej przyjaciel przedstawił ją 
Louisowi informując, że mają wspólne upodobania, i ulotnił się, zapraszając, aby 
sami się częstowali.

Louis poradził sobie bardzo dobrze. Po trzech tygodniach od ich pierwszego 

spotkania zaproponował Karli, aby poszła z nim do łóżka. Dziewczyna mimo obaw 
poddała mu się - ciekawość przeważyła. Inicjacja nie była zbyt przyjemna, lecz 
chłopak zapewniał, że po dłuższej praktyce powinno być lepiej. Uwierzyła mu, był 
przecież   starszy,   doświadczony   i   kończył   uczelnię.   Jednak   nawet   po   dłuższej 
praktyce Karla nie czerpała z ich współżycia zbyt dużej przyjemności.

Grodziła   się   na   wszystko,   kochając   i   wierząc,   że   jest   kochana.   Wkrótce 

uległa   argumentom   Louisa   i   przeniosła   się   na   jego   wydział,   a   następnie 
zamieszkała   z   nim   w   wielkim,   wynajętym   apartamencie.   Po   pewnym   czasie 
poddała się kolejnym naleganiom chłopaka: skoro znalazł się już na ostatnim roku, 
to jego studia były ważniejsze, Karla ograniczyła więc swoje dodatkowe zajęcia 
szkolne, rozpoczynając pracę na pół etatu, aby móc spłacać ich czesne.

Kiedy   któregoś   popołudnia,   patrząc   jej   głęboko   w   oczy   z   bolesnym 

grymasem   twarzy,   oświadczył,   że   wciąż   brakuje   im   pieniędzy,   dziewczyna   nie 
wahała się długo i zatrudniając się na pełny etat, przerwała studia.

Louis wykorzystywał ją przez dwa lata, mamiąc obietnicami małżeństwa i 

pozwalając, aby utrzymywała go ze swojej ciężkiej, całodniowej pracy. Wierzył 
bezzasadnie, że będzie miał dziewczynę przy sobie tak długo, jak długo będzie to 
służyło jego celom. Przeliczył się jednak.

Chociaż Karla była młoda, wyrosła już z naiwności. Nie uczęszczając na 

studia   stacjonarne,   zrobiła   „doktorat”   ze   znajomości   ludzkiej   natury,   jej 
promotorem zostało zaś samo życie. Kiedy mijała druga rocznica ich związku, a na 
palcu dziewczyny nadal nie pojawiła się złota obrączka, Karla zastanowiła się nad 
swoim życiem i doszła do bolesnych, lecz słusznych wniosków.

Louis   jej   nie   kochał.   Wykorzystywał   ją   bez   skrupułów,   traktując   jak 

niewolnicę. Najbardziej bolał Karlę fakt, że miał na to jej zgodę. Postanowiła, że 
już nigdy nikomu nie pozwoli na coś takiego. Wtedy to zaniknęła się w swojej 
skorupie, przybierając maskę obojętności.

background image

Odchodząc pozostawiła Louisowi wszystko, czego się wspólnie dorobili, czy 

też raczej to, na co ona zapracowała.

Kolejne   lata   nie   należały   do   łatwych.   Pracując   ciężko   na   dwie   zmiany, 

zadowalając   się   jedynie   najpotrzebniejszymi   rzeczami,   spłacała   powoli   długi 
zaciągnięte wspólnie z Louisem. Pozbywszy się finansowych obciążeń, poczuła się 
wolna. Postanowiła wrócić do college'u, jednak aby się utrzymać, zmuszona była 
nadal pracować na pół etatu. Aby zaoszczędzić na czynszu, zgodziła się naruszyć 
potrzebę   samotności   i   zamieszkała   wspólnie   z   dwiema   dziewczynami,   które 
poznała po powrocie na uczelnię. Zaprzyjaźniły się, ponieważ wszystkie trzy były 
w tym samym wieku, o kilka lat starsze od pozostałych początkujących studentów, 
także ich sytuacja finansowa wyglądała podobnie. Nie miały za wiele. 

Chociaż Karla wielokrotnie żałowała decyzji, którą podjęła tamtego dnia, nie 

rozstała się już z Alicją i Andreą.

Przychodziły   chwile,   gdy   samotność   łapała   ją   w   swoje   szpony   i   Karla 

pragnęła mieć przy sobie jakiegoś mężczyznę. Starała się zagłuszyć zew natury 
wzmożoną pracą. Uczyła się gorliwie, aby uzyskać jak najlepszy dyplom. Po jego 
obronie   pracowała   od   świtu   do   nocy   przy   organizacji   własnej   galerii.   Pomimo 
trudów   i   sporego   zadłużenia,   Karla   była   usatysfakcjonowana   swoimi 
osiągnięciami.

Teraz   zaś   pewien   mężczyzna   brutalnie   wkraczał   w   jej   życie,   pragnąc 

wykorzystać ją dla własnych celów.

Normalnie   taka   myśl   nie   zaprzątałaby   uwagi   Karli   ani   przez   chwilę.   W 

minionych   latach   wielu   mężczyzn   pragnęło   jej   z   różnych   przyczyn.   Odeszli   w 
niepamięć, nic nie osiągnąwszy Prawdziwym powodem jej dzisiejszej bezsenności 
i   duchowych   rozterek   była   świadomość,   iż   własne   ciało   zaczęło   domagać   się 
swoich praw.

Karla   nie   chciała   komplikować   sobie   życia   z   powodu   mężczyzny.   Raz 

jeszcze   zastanowiła   się   nad   propozycją   Jareda   i   nad   swoją   nieoczekiwaną 
odpowiedzią. Przywołany w myślach obraz Cradowga spowodował, iż zrobiło jej 
się gorąco, poczuła przyśpieszone bicie serca i mrowienie ud. O nie, nie widziała 
sposobu, by nie ulec żądzom Jareda podczas dwutygodniowej wycieczki.

Ale coś w głębi duszy nakłaniało ją, aby podtrzymała swoją decyzję i zagrała 

raz va banque. W skrytości serca Karla pragnęła, by wspomniane przez malarze 
„przeznaczenie” dokonało się. Owo spostrzeżenie przeszyło ją chłodem, poczuła 
napięcie w piersiach, zaczęła drżeć.

background image

Do   diabła,   pragnęła   go!   Dlaczego   nie   miałaby   się   z   nim   przespać?   Jej 

doświadczenia   seksualne   ograniczyły   się   do   jednego   mężczyzny,   a   miała   już 
dwadzieścia siedem lat! Dlaczego nie ulec Cradowgowi… chociażby przez dwa 
krótkie tygodnie?

Siadając na rozkopanym łóżku, potrząsnęła głową, jakby chcąc w ten sposób 

przegnać pokusę, i powiedziała głośno:

- Nie ma wątpliwości, musiałaś postradać zmysły!

Przez chwilę zamarła, wystraszona dźwiękiem własnego głosu, po czym jej 

napięcie rozładowało się w głośnym, beztroskim śmiechu. Uniosła dłoń do ust, aby 
stłumić przeciągłe ziewnięcie. W oczach czuła piasek, powieki ciążyły. Odniosła 
wrażenie,   że   przytłacza   ją   ogromny   ciężar.   Odeszły   wszystkie   wspomnienia, 
rozterki, niepewności. Pozostała sama…

Ziewnęła   ponownie,   wsunęła   się   pod   kołdrę   i   ułożyła   w   swej   ulubionej 

pozycji. Zapominając o przeszłości, a przyszłości pozwalając biec własnym torem, 
Karla zaniknęła oczy i przeniosła się w krainę marzeń, która jest pomostem między 
rzeczywistością  a snem.  Na ustach  kobiety  pojawił się  uroczy  uśmiech.  Wtedy 
nagłe wspomnienie poruszyło jej umysłem.

Jego dziadek!

Otworzyła szeroko oczy i przygryzając dolną wargę, usiłowała przypomnieć 

sobie, co Jared mówił na temat obrazu. Chyba wspomniał coś o portrecie dziadka, 
ale czy mogła być tego pewna? Co on powiedział… Sen.

Karla przegrała bitwę ze zmęczeniem.

Rankiem   zaspała   i   musiała   się   bardzo   śpieszyć   Nie   lubiła   raptownego 

działania, zawsze wolała dokładnie wszystko zaplanować.

„To   on   jest   temu   winien!”   -   obwiniała   Jareda   spiesząc   się,   by   otworzyć 

galerię. Według Karli stan jej ducha był wynikiem poczynań Cradowga - to on 
spowodował rozterki trapiące ją przez całą noc, to przez niego zaspała, spóźniając 
się kilkanaście minut do pracy. To dlatego że złożył tak dwuznaczną ofertę, ciałem 
Karli zawładnęło zapomniane pożądanie.

Po   otwarciu   galerii   nerwowym   krokiem   weszła   do   biura.   Mogłaby   nie 

jechać… Nie, nie pojedzie z nim na wycieczkę! - postanowiła. I jakby pragnąc 
podkreślić swoją decyzję, zatrzasnęła mocno drzwi.

- Jesteś pewna, że dobrze je zamknęłaś?

background image

Kobieta zamarła, usłyszawszy znajomy męski głos. Zabrakło jej w piersiach 

powietrza, kiedy wolno odwróciła głowę i ujrzała Jareda, tarasującego przejście do 
sali wystawowej.

-   Czy   zdecydowałeś,   że   osiągniesz   więcej,   gdy   będziesz   mnie   straszyć 

każdego ranka? - zapytała i ciągnęła dalej, nim Jared zdążył odpowiedzieć: - Co tu 
robisz?

Cichy śmiech Jareda spowodował, że przeszły ją ciarki

- Czy to quiz? - zapytał i jakby nie spodziewając się odpowiedzi, dodał: - 

Jaka będzie nagroda za właściwą odpowiedź?

Kobieta zacisnęła zęby, wydając z gardła dziwaczny dźwięk, ni to syk, ni 

jęk.

- To ma znaczyć „tak” czy „nie”? - zaciekawił się.

- Ty… ty… - Karla ze świstem wciągnęła do ust powietrze. - Czego chcesz 

tak wcześnie? - zawołała piskliwym głosem.

Cradowg pokiwał głową z udanym rozczarowaniem.

- Więc nie proponujesz żadnej nagrody za właściwą odpowiedź - rzekł do 

siebie. - Widocznie pytanie za łatwe.

Uczucie   podekscytowania   okazało   się   tak   wielkie,   że   nie   była   w   stanie 

zachować cierpliwości

- Sam sobie daj nagrodę!- warknęła.

- Tak jest, madame - opieszałość mężczyzny zniknęła, kiedy wyprostował się 

i żwawo ruszył ku Karli.

- Oto prawdziwa nagroda - oświadczył z uznaniem, biorąc ją w ramiona. - A 

jeszcze   nawet   nie   odpowiedziałem   na   pytanie   -   dodał   i   nie   zważając   na   jęk 
oszołomienia, jaki wydała, pochylił głowę i wpił wargi w jej usta. Pocałunek Jareda 
był jeszcze bardziej zaborczy żarliwy niż dwa poprzednie. Ciało kobiety dygotało 
jak   w   febrze,   ich   języki   splotły   się   w   erotycznym,   szalonym   tańcu.   Zadrżała 
mocniej, kiedy dłoń mężczyzny wśliznęła się pod bluzkę i Jared przesuwając ją 
wolno po rozgrzanym ciele Karli, dotknął jednej z piersi.

- Czy to właściwa odpowiedź na twoje pytania? - szepnął malarz. - Pragnę 

cię

background image

Jego usta pozostawiły wilgotny ślad, ciągnący się od brody Karli po bok jej 

szyi.

-   Pragnę   cię   rankiem,   pragnę   cię   nocą…   -   głos   mężczyzny   bliski   był 

desperacji. Jared wpił się ustami w spojenie wygiętej szyi kobiety.

- Pragnąłem ciebie całą ostatnią noc.

Słowa   Jareda   przypomniały   Karli   jej   własne   rozterki,   które   przeżywała 

minionej nocy. Wyznanie artysty pozbawiło ją resztek samokontroli.

-   Wiem   -   wyszeptała   i   jęknęła   głośno,   kiedy   palce   Jareda   odnalazły 

stwardniałą brodawkę i ujęły ją stanowczo, choć delikatnie.

- A ty? - Cradowg uniósł głowę, wpatrując się w rozmarzone, zamglone oczy 

Karli.

-   Tak,   ty   także   mnie   pragniesz   -   odpowiedział   sam   sobie.   -   Prawda, 

kochanie?

Bała się odpowiedzieć, bała się przyznać mu rację, bała się otworzyć usta, 

aby wbrew jej woli nie wyszły z nich słowa prawdy.

- Karla? - głos Jareda brzmiał jak obietnica raju.

Chłonąc tę obietnicę całym ciałem, zaprzeczyła nieznacznie głową.

- Mogę cię skłonić do wyjawienia prawdy, dobrze o tym wiesz - zauważył z 

radością, wydobywając pieszczotą palców przeciągłe westchnienie z jej gardła.

Karla   ponownie   potrząsnęła   głową,   czując   paraliżujący   dreszcz.   Jęknęła 

spazmatycznie, widząc, jak Jared uśmiecha się i chwyta ustami napiętą pod bluzką 
brodawkę.

W głowie czuła pustkę; nie było galerii, nie było pracy, nie było klientów. 

Czas stanął w miejscu, nie istniały dni ani noce. Jedyne, co pozostało, to bolesne 
fale rozkoszy, torturujące jej ciało, a wywołane ustami i dłonią Jareda.

Lecz rzeczywistość nie pozostawiła pary kochanków w spokoju, brutalnie 

wkraczając pomiędzy nich i przerywając cudowne intymne chwile.

- Karla, ja… Och! O Boże!

Cradowg nie zdążył cofnąć dłoni. Trzymając wciąż jedną rękę pod bluzką 

Karli, wyprostował się i spojrzał ponurym wzrokiem na zamarłą w drzwiach Annę.

background image

- Ja… ja przepraszam… - policzki zażenowanej dziewczyny były bardziej 

ogniste niż zachodzące nad Arizoną słońce. - Ja… nie wiedziałam… - przełknęła 
głośno   ślinę,   wpatrując   się   w   zdumieniu   w   pracodawczynię   i   wysokiego 
mężczyznę.

Z   twarzy   Karli   odpłynęły   wszystkie   kolory.   Otworzyła   usta,   aby   coś 

powiedzieć, lecz ubiegł ją Jared.

- Nie ma się czym przejmować - zapewnił wstrząśniętą dziewczynę. - Jeżeli 

dasz nam chwilkę, to dokończymy nasze sprawy…

- Och! Oczywiście! - Anna odwróciła się i błyskawicznie wypadła z biura.

Stłumiony śmiech mężczyzny rozluźnił ściśnięte gardło Karli.

- O Boże! - jęknęła. - Nie wyobrażam sobie, co Anna o nas myśli.

- A ja sobie wyobrażam.

Kobieta   ze   zdziwieniem   spojrzała   na   Cradowga.   Jego   ciemne   oczy 

błyszczały   wesołością,   zmarszczki   wokół   nich   pogłębiły   się,   a   usta   drżały   od 
wewnętrznego śmiechu. Strząsając z siebie dłoń Jareda, Karla cofnęła się o dwa 
kroki i zapytała ze złością:

- Sądzisz, że to zabawne?

Malarz stracił opanowanie i jego donośny śmiech zahuczał pod sklepieniem, 

przepełniając Karlę jeszcze większą goryczą.

- Jasne, że to cholernie zabawne - wskazał jedną ręką na drzwi, przez które 

uciekła Anna, drugą wycierając łzy.

- Jak możesz się śmiać! - wybuchnęła. - A ja muszę tam iść i wszystko 

wyjaśnić. Co ja jej teraz powiem? - spytała, wzdychając głęboko.

-   Nie   musisz   niczego   tłumaczyć   -   podpowiedział   Jared   spokojnie, 

uśmiechając się przy tym czarująco.

-   Ale   jesteś   mądry   -   prychnęła   ironicznie,   nerwowo   poprawiając   upięte 

włosy.

- Nie muszę być mądry - zniecierpliwił się Cradowg. - Naprawdę nie musisz 

Annie nic wyjaśniać, ty tu jesteś szefową.

Stanowczość jego tonu sprawiła, że słowa protestu uwięzły jej w gardle.

background image

- Ja… - zaczęła niepewnie, lecz Jared mówił dalej, jakby nie słysząc: 

- Są długie?

- Co?

Mężczyzna przyjrzał się kobiecie w zamyśleniu.

-   Twoje   włosy   -   wyjaśnił   po   chwili.   -   Mają   taki   wspaniały,   kasztanowy 

odcień. Są długie?

- Do ramion…

- Chciałbym ich dotykać, przesuwać między palcami…

Karla dostrzegła kątem oka, jak malarz unosi dłoń. Poczuła mrowienie na 

głowie i przysunęła się do mężczyzny, przyciągana jakby siłą potężnego magnesu.

- Tak - westchnął podniecony Jared.

„Nie!” - krzyknęła w duszy, odtrącając jego dłoń i wskazując na drzwi.

- Wyjdź! - nakazała surowym tonem.

Uśmiech   malarza   powiedział   jej,   że   doskonale   zdaje   sobie   sprawę   z 

wewnętrznej walki, którą stoczyła.

-   Nie,   dopóki   nie   załatwimy   naszych   spraw.   -   Potrząsnął   głową   i   lok 

niesfornych włosów opadł na jego czoło.

Karla poczuła pragnienie, aby ułożyć ten kosmyk na właściwym miejscu. 

Opierając się pokusie, mocno splotła dłonie za plecami.

- Jakie sprawy? - zapytała nieco zdziwiona.

- Doskonale   wiesz,  jakie.  Chyba  że…  zapomniałaś  o  wyprawie,  o  której 

dyskutowaliśmy wczorajszego wieczoru.

Zadziwiające,   lecz  rzeczywiście  Karla  całkowicie   zapomniała,   iż  dała  się 

złapać w zastawioną przez Jareda pułapkę i zgodziła się wyjechać na wycieczkę. 
Jego słowa przypomniały Karli o decyzji, którą podjęła kilkanaście minut temu, 
wchodząc do budynku galerii.

- Ach, Jared… - zaczęła.

- Ach,  Jared,  nic  takiego - przerwał  stanowczo.  - Nie  pozwolę,  abyś  się 

wywinęła!

background image

- Nie pozwolisz?! - obruszyła się. - Ciekawe, jak zamierzasz powstrzymać 

mnie od rezygnacji z wycieczki, co?

- Jaka stanowczość! - Cradowg uśmiechnął się, wolno zbliżając się do swej 

ofiary. - Może poprosimy twoją asystentkę, aby opowiedziała nam o twojej silnej 
woli?

Zaskoczona kobieta aż otworzyła usta.

- Ostrzegam cię… Nie dotykaj mnie…

- Bo co? - Mężczyzna spojrzał na nią zaintrygowanym wzrokiem i zrobił 

kolejny krok.

Karla   przymknęła   oczy,   doskonałe   zdając   sobie   sprawę   z   własnej 

bezsilności.

- Jared, nie… - Uniosła powieki i spojrzała błagalnie. - Mam mnóstwo pracy.

Ku jej niedowierzaniu wyraz oczu mężczyzny złagodniał.

- Jesteś umówiona ze mną na kolację. U mnie w domu.

- Nie sądzę…

- Nie masz czego osądzać - zaznaczył z naciskiem. - Wystarczy, abyś o tym 

pamiętała.

Przecząco pokręciła głową, bojąc się otworzyć usta.

- Karlo… proszę…

Błagalny ton Cradowga był silniejszy niż opór Karli. Czuła, jak znika jej 

stanowczość, jak przestaje istnieć jej silna wola. Nawet prosząc, Jared napawał ją 
lękiem   i   niepewnością.   Mimo   że   oczy   błyszczały   mu   łagodnie,   mężczyzna 
wpatrywał się w nią rozkazująco. Stał nieruchomo, na jego twarzy nie drgnął ani 
jeden   mięsień.   Z   rękami   opuszczonymi   wzdłuż   ciała,   z   dłońmi   zaciśniętymi   w 
pięści wyglądał jak indiański dzikus w cywilizowanym ubiorze.

- O której? - szepnęła Karla, zafascynowana swoim spostrzeżeniem.

Kiedy Jared poruszył się, drgnęła gwałtownie.

- Nie panikuj - zaśmiał się uspokajająco.

- Doprowadzasz mnie do pasji - wyznała bez namysłu.

background image

- Wiem - śmiech mężczyzny umilkł nagłe, - To normalna reakcja.

Oczy kobiety rozszerzyły się w bezgranicznym zdumieniu, kiedy ruszył… w 

kierunku wyjścia. Złapał za klamkę i odwracając głowę, spytał beznamiętnie:

- To o której?

Lęk i niepewność opuściły ciało Karli. Drżała, ale przestała się już obawiać 

tego wielkiego mężczyzny. Drżenie było wynikiem ognia, jaki ją trawił.

- O siódmej? - zaproponowała cicho.

- O wpół do siódmej - uściślił.

Zawahała   się   przez   chwilę,   rozważając,   czy   oprze   się   jego   naleganiom   i 

zmysłowości. Westchnęła z rezygnacją.

- Będę gotowa.

Jared zamarł na kilka sekund. Puścił klamkę, by uchwycić ją ponownie ze 

zdwojoną siłą. Karla zdawała sobie sprawę, jakie emocje grały w mężczyźnie. Ich 
spojrzenia spotkały się. Mimo odległości nie było między nimi dystansu. Stali się 
jednym. Ona czuła jego pożądanie, on poznał jej lęk.

Jared przekręcił klamkę i otworzył drzwi, przerywając tę czarowną chwilę.

- O wpół do siódmej - powtórzył.

Kobieta   skinęła   głową   i   przypominając   sobie   nagle   trapiące   ją   pytanie, 

zawołała:

- Zaczekaj! Chciałabym coś wiedzieć!

Jared odwrócił się w przejściu, unosząc pytająco brwi. Wskazała na drzwi 

wiodące do sali wystawowej.

-   Obraz   -   wyjaśniła   pośpiesznie.   -   Wczoraj   wspomniałeś   coś   o   swoim 

dziadku. Czy to ma znaczyć, że jest to…

- Portret dziadka? - dokończył Cradowg.

- Tak.

- Tak - uśmiechnął się.

- Ale…

background image

-   Do   wieczora,   skarbie   -   pożegnał   ją   mężczyzna   i   zniknął   za   drzwiami, 

pozostawiając skonsternowaną Karlę z mnóstwem wątpliwości.

background image

Rozdział piąty

- Wpatrujesz się w ten obraz prawie od godziny - ostry głos Anny wdarł się 

głęboko w myśli Karli. - Zaczynam sądzić, że zostałaś zauroczona.

Odwracając   zamyślone   spojrzenie   od   portretu   dziadka   Jareda,   Karla 

uśmiechnęła się do asystentki.

- A może to malarz cię zaczarował, co? - zapytała nieprzyjemnym tonem 

dziewczyna, zaciskając usta w wąską linię.

Dezaprobata kryjąca się w głosie Anny zmieszała Karlę. Uśmiech jej zbladł, 

kiedy przyjrzała się uważniej pracownicy. Dostrzegła w postaci Anny nienaturalną 
sztywność, a w rysach twarzy i w spojrzeniu kryła się złośliwość. Karla zamyśliła 
się, przypominając sobie entuzjazm, z jakim Anna komentowała pojawienie się 
Cradowga w wieczór otwarcia. To nie miało sensu. Chyba że…

Wspomniała   wyraz   twarzy   Anny,   kiedy   asystentka   zaskoczyła   ich 

splecionych w uścisku. Czy to możliwe, aby dziewczyna była zazdrosna?

Współczucie napłynęło do serca Karli. Uśmiechnęła się łagodnie.

- Co cię tak martwi?

- On - Anna wściekłym gestem wskazała na obraz.

Pod   wpływem   tonu   jej   głosu   miejsce   współczucia   zajęło   rozdrażnienie. 

Uśmiech Karli zniknął. Opanowały ją dwa uczucia - zażenowanie, którego doznała 
zaskoczona z Jaredem, i złość na Annę, że dziewczyna także zainteresowała się 
malarzem. Karla zaczerpnęła głęboko powietrza, uznając, że atmosfera pomiędzy 
nimi musi zostać oczyszczona.

- A co cię w nim martwi? - zapytała spokojnie, usiłując przybrać normalny 

wyraz twarzy.

-   On   cię   skrzywdzi!   -   zawołała   Anna,   łapiąc   kobietę   za   rękę.   -   Nie 

chciałabym, aby stała ci się krzywda! Nie zasługujesz na to!

Karla zmieszała się. Szczerość brzmiąca w głosie dziewczyny wykluczała 

podejrzenia, iż Anna jest zazdrosna o Cradowga.

- Na jaką krzywdę nie zasługuję? Kto miałby mnie skrzywdzić?

background image

- Jared Cradowg - odpowiedziała pracownica niemal ze wstrętem.

Jej szefowa wzruszyła ramionami.

- Anno, nie rozumiem. Dwa dni temu byłaś uradowana, widząc go w galerii, 

a teraz… - rozłożyła dłonie bezradnym gestem.

Uścisk palców asystentki wzmógł się.

- Cieszyła mnie obecność artysty, a nie mężczyzny - wyjaśniła.

- Przecież ten artysta jest mężczyzną! - prychnęła Karla.

- Nie. Artystą kieruje geniusz, a mężczyzną bezwzględność.

- Och, doprawdy - westchnęła Karla w rozterce.

Chociaż   dostrzegła   arogancję   i   stanowczość   Jareda,   uznała,   iż   określenie 

„bezwzględny” nie pasuje do niego.

- Nie dramatyzujesz za bardzo? - spytała spokojnie.

Dziewczyna energicznie pokręciła głową.

-   Wiem,   co   mówię!   -   Z   niedowierzaniem   dostrzegła   beznamiętne,   suche 

spojrzenie Karli. - Czy słyszałaś pogłoski, jakie o nim krążą?

Wargi Karli zadrżały z irytacji.

-   Nigdy   nie   słucham   plotek.   Większość   jest   wymyślona   i   nieprawdziwa, 

dlatego nie należy przykładać do nich większej wagi.

Anna uśmiechnęła się i westchnęła boleśnie.

- Zgadzam się co do zasady, ale w tym przypadku uważam, że powinnaś ich 

wysłuchać.

- Dlaczego? - zapytała Karla nieswoim głosem, czując, jak zasycha jej w 

gardle.

- Ponieważ większość plotek o nim jest prawdziwa. - Uśmiech dziewczyny 

stał się niemal cyniczny. - Ten geniusz sam je potwierdził.

Karla nie pragnęła niczego słuchać, nie chciała dowiedzieć się tego, co Anna 

zamierzała   powiedzieć.   Na   ustach   wciąż   czuła   ciepło   warg   Jareda,   jej   ciało 
pamiętało każdy dotyk palców malarza, ciepło i delikatność jego dłoni, wilgoć ust.

background image

„Cholera! - zaprotestowała w myślach, wbijając paznokcie w dłoń. - Nie 

chcę nic wiedzieć!”

Już zamierzała  odwrócić się od Anny i odejść, kiedy nagłe wspomnienia 

zmroziły   jej   członki.   Przypomniała   sobie   irytujące   zachowanie   Cradowga   w 
wieczór otwarcia galerii.

„Czy Jared mógłby być bezwzględny?” - zapytała samą siebie, a odpowiedź 

nadeszła natychmiast. Tak, gdyby miało to służyć jego celom, gdyby tylko chciał. 
Kobieta z rezygnacją opuściła ramiona.

- No dobrze, Anno - westchnęła zmęczonym głosem. - Oświeć mnie, skoro 

tak bardzo tego pragniesz.

Dziewczyna oblizała spieczone usta.

- Karlo, proszę, zrozum, że wspominam o tym tylko dlatego, że nie chcę, aby 

on cię zranił.

Karla   skinęła   głową,   mając   nadzieję,   że   postępowaniem   asystentki   nie 

kieruje zwykła zazdrość.

- Rozumiem - mruknęła - i czekam na twoją opowieść.

- Więc po pierwsze - zaczęła pracownica, lecz przerwała, spoglądając na 

wchodzącego do galerii klienta. - Mam go obsłużyć?

Wskazała na starszego mężczyznę, uśmiechającego się nieśmiało.

- Nie, ja się nim zajmę - szepnęła Karla, obdarzając gościa uśmiechem. - Ale 

możesz zaparzyć kawy. Prawie południe, a my nie miałyśmy porannej przerwy.

Karla   spędziła   pół   godziny   z   klientem,   który   zupełnie   nie   znał   się   na 

współczesnej sztuce Zachodu, ale przejawiał ogromną ochotę dokonania jakichś 
zakupów.   Kiedy   wreszcie   z   wielką   paczką   pod   pachą   opuścił   galerię,   jej 
właścicielka uspokoiła się wewnętrznie, zadowolona z interesu, jakiego dokonała.

Nucąc cicho, weszła do biura. Ujrzała Annę siedzącą przy biurku, z twarzą 

podpartą na łokciach, z ponurą miną, wpatrującą się bezmyślnie w filiżankę kawy. 
Obawy i niepokój Karli natychmiast powróciły.

Wywiesiła   na   drzwiach   wejściowych   karteczkę   z   napisem   „Przyjęcie 

towaru”,   powróciła   do   asystentki   i   po   nalaniu   sobie   kawy   z   dzbanka   usiadła 
naprzeciw dziewczyny.

background image

-   Dobrze,   Anno,   mamy   godzinną   przerwę   i   proponuję,   abyśmy   nie 

zmarnowały tego czasu.

Brwi pracownicy uniosły się pytająco.

- Oczarował cię, co?

Karla zamarła. Nie mogła  zapomnieć  odczuć, jakie budziły się w niej w 

obecności Jareda, chociaż oczarowanie nie było najważniejszym z nich.

- Nie - skłamała przez zaciśnięte zęby. - Jestem dużą dziewczynką i sama 

potrafię o siebie zadbać. Udziel mi tylko informacji, które według ciebie powinnam 
znać, a ja sama zadecyduję, jak je spożytkować.

-  Dobrze,   jak  chcesz.   -  Anna   wydała   długie,  głośne   westchnienie.   -  Czy 

wiesz, że ojciec Jareda, Rhys Cradowg, jest jednym z najważniejszych facetów w 
Arizonie?

Karla wysiliła pamięć. Przypominała sobie to imię, głównie dlatego że było 

tak niezwykłe, lecz nie wiązała go z żadnym konkretnym faktem.

- Zdaje się, że znam to imię, ale… - uśmiechnęła się przepraszająco. - Byłam 

zbyt zapracowana, aby zaprzątać sobie głowę innymi sprawami. Dlaczego to takie 
ważne, czy znam ojca Jareda?

-   Widzisz,   Rhys   jest   skończonym   facetem   -   ciągnęła   dziewczyna 

nieubłaganie.   -   A   wykończyła   go   jedyna   osoba,   znająca   jego   słabe   punkty… 
Własny syn.

Głębokie   zmarszczki   przecięły   czoło   Karli,   lecz   nie   dawała   wiary   tym 

wiadomościom.

-   Nie   oszukuj   mnie,   Anno   -   w   głosie   kobiety   zabrzmiało   zmęczenie.   - 

Dlaczego Jared miałby uczynić krzywdę swojemu ojcu?

- Z powodu indiańskiej krwi.

- Co? - oburzyła się Karla, prostując się tak gwałtownie, że wylała na dłoń 

trochę gorącej kawy. Zerwała się z krzesła i wściekłym gestem odstawiła filiżankę 
na stół. Była zła, strasznie zła! Złapała serwetkę i wycierając dłoń, zwróciła się do 
Anny:

- Chcesz mi wmówić, że Jared jest bezwzględnym człowiekiem, bo płynie w 

nim indiańska krew?

background image

- Oczywiście, że nie.

- Więc po diabła to mówisz? - Karla z trudem opanowała wybuch gniewu. - 

Lepiej zacznij od samego początku.

Dziewczyna zaczęła dygotać, widząc furię na twarzy pracodawczyni.

- Nie znam dokładnie całej historii - wyznała szeptem - tylko część…

Oczy kobiety rozwarły się ze zdziwienia.

- Na kilku pogłoskach opierasz swój sąd o nieznanym ci człowieku?

- Nie! Och, Boże! Karlo, pozwól mi wyjaśnić.

- Przecież ci pozwalam - odparła sucho. Podniosła filiżankę i sięgnęła po 

dzbanek z gorącą kawą. - Nalać ci także? - zapytała tak naturalnie, jakby nic się nie 
stało.

-   Tak,   dziękuję   -   wyszeptała   dziewczyna,   wdzięczna,   że   Karli   udało   się 

opanować gniew. - Bardzo mi przykro, lecz prawie nic jeszcze nie powiedziałam.

- Więc prawie nie ma sprawy - uśmiechnęła się pojednawczo pracodawczyni, 

wracając na miejsce.

- Czuję się podle - wyznała uspokojona asystentka. - Ale muszę ci wszystko 

powiedzieć. Jak mi wiadomo, Jared zawsze uwielbiał swojego dziadka i był mocno 
urażony, gdy ktoś nazywał jego ideał mieszańcem. Wtedy…

-   Poczekaj!   -   przerwała   Karla,   unosząc   dłoń.   -   Mieszaniec?   Chcesz 

powiedzieć, że ten człowiek z portretu nie jest pełnej krwi Indianinem?

- Jego matka pochodziła z plemienia Apaczów, lecz ojciec był Walijczykiem.

-   Niesamowite   -   szepnęła   Karla.   -   Ale   mogłoby   to   wyjaśnić   niezwykły 

wzrost Jareda.

-   Zapewne   -   przyznała   dziewczyna.   -   Ale   słyszałam   też   o   wysokich 

Indianach, a ponadto ojciec Jareda także był Walijczykiem, i to bardzo wysokim.

- Rozumiem - mruknęła Karla, zastanawiając się, dlaczego najlepsze cechy 

dwóch odmiennych ras stworzyły tak pociągającego, zmysłowego i atrakcyjnego 
mężczyznę, jak Cradowg. - Kontynuuj.

- Jak wspomniałam, Rhys ciągle nazywał staruszka „mieszańcem”, dlatego 

Jared nie miał zbyt przyjemnej młodości.

background image

- A co na to matka Jareda?

- Jak słyszałam, Rhys miał władczy charakter, lubił dominować, czuć się 

absolutnym panem wszystkiego, co do niego należało. Podobnie traktował syna i 
żonę, aż ta zmarła pięć lat temu. Mówiono mi, że po jej śmierci ojciec miał straszną 
sprzeczkę z synem i Jared opuścił rodzinne ranczo w pół godziny po tym, gdy 
złożyli matkę do grobu. Zabrał jedynie swoje pędzle i ubranie.

Karla bezskutecznie usiłowała stłumić dreszcz podniecenia, jaki przeszył jej 

ciało.

- Więc Jared wychował się na ranczo? - pomyślała głośno, przypominając 

sobie   jego   muskularną   budowę,   opaloną   na   brąz   skórę   i   lakoniczny   sposób 
mówienia, właściwy ludziom, którzy zżyli się z naturą.

- Na jednym z największych na Zachodzie - uściśliła Anna. - Z tego, co 

wiem, uważano Jareda za większego znawcę bydła od Rhysa.

- I nigdy nie wrócił do domu? - zapytała w rozterce Karla, nie wierząc, aby 

ktokolwiek mógł zerwać silne więzy rodzinne z taką łatwością.

Asystentka zaprzeczyła ruchem głowy.

- O ile wiem, nie. Miał jeszcze kilka spięć z ojcem i z każdej sprzeczki Rhys 

wychodził zdruzgotany.

Karla   milczała   przez   chwilę,   układając   usłyszane   informacje   w   logiczną 

całość.

-   Nie   rozumiem,   dlaczego   ty,   czy   ktokolwiek   inny   nazywa   Jareda 

bezwzględnym człowiekiem. Każdy, kto słyszał, jak Jared kochał dziadka i jak 
Rhys traktował starca, za bezwzględnego powinien uznać ojca, a syna obdarzyć 
sympatią i zrozumieniem.

- Ależ tak było! - wykrzyknęła Anna. - Kiedy Jared zamieszkał w Sedonie, 

wszyscy   darzyli   go   sympatią   i   uznaniem.   Ale   przez   swoją   niedostępność   i 
arogancję obrócił wszystko na własną niekorzyść.

-   Przecież   można   zrozumieć   takie   zachowanie,   biorąc   pod   uwagę 

okoliczności! - zaprotestowała Karla, przekonując samą siebie, że pragnie jedynie 
zachować   obiektywizm,   a   nie   bronić   za   wszelką   cenę   mężczyzny,   o   którym 
rozmawiały,  Ale  w  głębi  serca  czuła,  że  okłamuje  się   tylko.  Po prostu  broniła 
Jareda.

background image

-   Niestety,   Jared   wiele   razy   okazał   swoją   bezwzględność.   -   Dziewczyna 

zamilkła, aby napić się kawy. - Po jednej ze sprzeczek Rhys miał zawał i błagał 
syna, aby ten go odwiedził. Jared odmówił, najpierw prywatnie, później publicznie.

- Publicznie! - powtórzyła kobieta, czując, jak uchodzą z niej wszystkie siły.

- Tak. Oczywiście Jared nie dbał o publicity, całkiem przeciwnie, unikał 

rozgłosu, wybierając samotność. Ale kiedy Rhysowi przydarzył się zawał, jeden z 
telewizyjnych   reporterów   postanowił   porozmawiać   z   Jaredem.   Miał   szczęście, 
dowiedział   się,   że   syn   Rhysa   przebywa   w   domu   swojej   kochanki   na 
przedmieściach…

Uwadze   Anny   nie   uszedł   nerwowy   tik   ust   Karli   na   słowo   „kochanka”, 

opowiadała jednak dalej:

-   Reporter   z   gotową   kamerą   czekał   całą   noc,   dopóki   Jared   nie   opuścił 

kochanki wczesnym świtem, zmęczony i zirytowany. Oglądałam wiadomości tego 
wieczoru i muszę przyznać, że dziennikarz niemiłosiernie molestował Jareda, ale to 
zupełnie nie tłumaczy bezwzględności wypowiedzi Cradowga o ojcu.

- A co takiego powiedział Jared?

- Powiedział: „Niech umiera i idzie do diabła, bo tam jest jego miejsce!”

Pod wpływem szoku Karla przymknęła oczy. Jak Jared mógł powiedzieć coś 

tak niewymownie  okrutnego o własnym ojcu, nawet mając  słuszne  powody do 
gniewu?! Nie spodziewała się, że mogą istnieć ludzie, którzy życzyliby śmierci 
innym osobom tej samej krwi.

Trwała   w   zamyśleniu   przez   długie   minuty   ciszy,   przerywanej   jedynie 

głośnym oddechem Anny.

- To jeszcze nie wszystko - odezwała się wreszcie dziewczyna.

Karla spojrzała na pracownicę nieprzytomnym wzrokiem.

- Równie dobrze mogłabyś już skończyć. Nie wiem, czy możesz powiedzieć 

coś jeszcze gorszego.

Asystentka przygryzła wargę.

- To dotyczy jego… mhm, kobiet.

- Kobiet? - Karla wyprostowała się, zaalarmowana użytą przez Annę liczbą 

mnogą. - Ilu kobiet?

background image

- Nie wiem dokładnie. Jestem pewna tylko co do czterech.

- Tylko czterech! - Pracodawczyni Anny wybuchnęła krótkim, nerwowym 

śmiechem, w którym nie brzmiała ani jedna nutka wesołości. - Tylko cztery! Dobry 
Boże!

- Tak - przytaknęła Anna ze zrozumieniem. - Wielu ludzi reaguje podobnie.

-   Co?   -   Karla   nie   dosłyszała   uwagi   dziewczyny,   zatopiona   we   własnych 

myślach. Jak mogła dać się uwieść współczesnemu Casanovie?!

- Powiedziałam, że wielu ludzi podziela twoje oburzenie. W każdym razie 

Jared jest równie bezwzględny wobec kobiet, jak wobec własnego ojca. Bierze i 
rzuca je z taką samą obojętnością, z jaką zmieniałby ubrania. Wykorzystuje je, 
Karlo.   -   Oczy   Anny   pociemniały.   -   Dlatego   byłam   tak   oburzona,   widząc   was 
razem. Nie zasługujesz na złe traktowanie. Kolejny wykorzystywacz!

Bolesne myśli kłębiły się w umyśle Karli przez całe popołudnie, napawając 

ją smutkiem i rozpaczą.

Jednak   gdy   tylko   Anna   skończyła   swoją   opowieść,   mechanizm   obronny 

Karli zadziałał wyśmienicie i kobieta skryła swoje wewnętrzne rozterki pod maską 
spokoju   i   obojętności.   Mimo   iż   tak   naprawdę   była   kłębkiem   nerwów,   żaden 
postronny   obserwator,   może   z   wyjątkiem   Anny,   nie   pomyślałby,   że   tę   ładną, 
opanowaną kobietę gnębią jakieś troski.

Karla   co   pewien   czas   mimowolnie   zerkała   na   zegarek.   Do   osiemnastej 

trzydzieści pozostawało coraz mniej czasu. Zastygła na samą myśl, że Jared może 
po nią przyjechać do pracy, by zabrać ją na umówioną kolację. Jak zareagowałaby 
na widok mężczyzny w obecności Anny? Jak powinna zareagować?

Musiała   podjąć   decyzję,   a   czasu   pozostawało   coraz   mniej.   Klienci 

przychodzili i odchodzili, niektórzy pozostawiali w kasie większe sumy, wynosząc 
zakupione   towary.   Karla   wyglądała   na   odprężoną,   rozmawiała,   śmiała   się, 
sprzeczała   z   mecenasami   na   temat   sztuki   Zachodu.   Jedynym   zewnętrznym 
przejawem  jej   rozterek   było   to,   iż   unikała   nawet   spojrzenia   na   portret  dziadka 
Jareda.

Anna   powstrzymywała   się   od   jakichkolwiek   komentarzy,   dopóki   nie 

zamknęły się drzwi za ostatnim klientem.

- Tak mi przykro.

Chociaż   głos   asystentki   zmroził   Karlę,   spokojnie   zaryglowała   drzwi   i 

background image

popatrzyła na dziewczynę.

- Dlaczego miałoby ci być przykro? - uśmiechnęła się smutno. - Przecież nie 

miałaś złych intencji.

- Nie. - Oczy Anny rozszerzyły się. - Oczywiście, że nie miałam. Jest mi 

przykro, bo jesteś zmartwiona. A byłaś dla mnie taka dobra, cierpliwa, wyjaśniałaś 
mi wszystko, traktowałaś jak przyjaciółkę. - Dziewczyna zawiesiła na chwilę głos, 
kręcąc nieznacznie głową. - Właśnie dlatego nie chciałam, aby ktokolwiek zrobił ci 
krzywdę! - zawołała niemal płaczliwym głosem.

- Wiem. - Kobieta uśmiechnęła się ze zrozumieniem. - Jakie to zabawne - 

zauważyła   z   nostalgią   -   życie   toczy   się   spokojnie   zgodnie   z   naszą   wolą,   a 
wystarczy pojawienie się jednego mężczyzny, aby spokój został zburzony a świat 
stanął na głowie. - Westchnęła ciężko. - I jest to historia niemal każdego kobiecego 
żywota.

- Mężczyźni nie potrafią postępować uczciwie - mruknęła cicho pracownica.

- Tak, nieuczciwość jest podstawową cechą charakteru każdego mężczyzny - 

zgodziła się Karla.

Idąc wolno ramię przy ramieniu, dotarły do parkingu za galerią. Kiedy się 

żegnały, Anna uniosła dłoń i powiedziała ze zrozumieniem:

- Tak to jest, nie można z nimi wytrzymać, ale żyć bez nich też się nie da.

- Banał, zwykły banał - mruknęła Karla, zajmując miejsce za kierownicą 

własnego samochodu. - Niestety, tak to wygląda!

Podczas   jazdy   do   domu,   całą   jej   uwagę   do   tego   stopnia   zaprzątało 

kierowanie   samochodem,   że   nie   miała   czasu   na   rozmyślania.   Ale   gdy   tylko 
zamknęła   za   sobą   drzwi   mieszkania,   opadły   ją   wszelkie   wątpliwości   i   bolesne 
myśli spowodowane tym, co powiedziała jej Anna. „Co robić?”

Nękana   tym  pytaniem  opadła   bezsilnie   na   fotel   i   zapatrzyła   się   w  okno. 

Musiała podjąć decyzję, i to natychmiast!

Ukradkowe   zerknięcie   na   zegarek   spowodowało,   że   lęk   przerodził   się   w 

panikę. Jared powinien zastukać do drzwi za niecałą godzinę! Musi podjąć decyzję!

Podniosła się z fotela i okrążyła gustownie urządzony pokój, rozglądając się 

bezmyślnie dookoła. Jej wzrok zatrzymał się na eleganckim telefonie stojącym na 
skraju komody.

background image

Znajdzie numer Cradowga, zadzwoni i odwoła wszystko! Tak nakazywał jej 

wewnętrzny   impuls.  Odmówi   stanowczo,  lecz  grzecznie,  powie,  że  dziękuje za 
zaproszenie   i   za   chęć   służenia   jej   w   roli   przewodnika   oraz   za   starania,   które 
powziął celem nawiązania między nimi głębszej przyjaźni.

Karla niezwykle wolno sięgnęła po słuchawkę. W pamięci kobiety zabrzmiał 

niskobrzmiący   głos   Jareda,   szepczący   w   ciemnościach   nieprzyzwoite,   lecz 
podniecające   słowa.   Poczuła,   jak   pałają   usta,   a   zmysły   przywołują   jego   smak, 
dotyk, zapach, wygląd…

„Cholerny Cradowg!” - pomyślała. I cholerny jego wdzięk, który tak ją do 

niego przyciągał.

Cichy   szloch   wstrząsnął   ramionami   Karli.   Kolejna   przegrana   bitwa. 

Odsunęła się od komody, spojrzała na zegarek. Do wyznaczonej godziny pozostało 
mniej niż trzydzieści minut.

W tym momencie nie pragnęła niczego bardziej, niż uciec na koniec świata, 

skryć   się   przed   Jaredem   i   dręczącymi   uczuciami.   Lecz   własna   godność   oraz 
względy   finansowe   powstrzymywały   ją.   Raz   już   uciekła   od   mężczyzny   i 
przeklęłaby   siebie,   gdyby   uczyniła   to   ponownie.   Duma   nie   pozwalała   jej   na 
ucieczkę. Z drugiej strony, dopiero co zorganizowała i otworzyła galerię sztuki, 
zadłużając się po uszy. Musi pracować, aby pospłacać wierzycieli, a pracując nie 
ma   możliwości   unikania   spotkań   z   Jaredem.   Przecież   prócz   tego,   że   jest   on 
demonicznym,   szalenie   pociągającym   mężczyzną,   jest   także   sławnym   artystą, 
którego prace najchętniej zamawiają i kupują klienci.

Samo życie zabrania Karli ucieczki.

Znów powróciło pytanie: „co robić”. W drodze do sypialni kobieta podjęła 

decyzję: zje z nim kolację - nic więcej!

Ubierając się i malując, Karla zastanawiała się nad taktyką, która pozwoli jej 

zachować zimną krew. Chociaż nie może fizycznie uciec przed Jaredem, to jednak 
może skryć się przed nim… we własnej psychice. Po wielu latach praktyki Karla 
stała   się   prawdziwym   mistrzem   w   ukrywaniu   swoich   uczuć.   Nastawiając   swój 
obronny mechanizm, założyła miękki, biały pulower, doskonale harmonizujący z 
jej   beznamiętnym   wyrazem   twarzy.   Przypomniała   sobie   pragnienie   Jareda 
dotyczące jej włosów, gdy starannie zawiązywała je w mały kok.

Wpinała ostatnią spinkę, kiedy usłyszała dzwonek przy drzwiach. Zastygła 

na   moment,   wolno   odkładając   szczotkę.   Opanowując   emocje,   dumnie   uniosła 
podbródek i stanowczym krokiem wyszła z sypialni.

background image

Karla   nie   była   typem   kobiety   epoki   wiktoriańskiej,   nie   czuła   się 

„przedmiotem   pożądania”   zdominowanym   przez   mężczyzn.   Była   inteligentną, 
wykształconą,   wyemancypowaną   i   nowoczesną   kobietą   schyłku   dwudziestego 
wieku.   Postanowiła   więc   nie   poddawać   się   ani   nastrojom,   ani   zmysłom,   ani 
naleganiom Cradowga.

Dzwonek   zadźwięczał   ponownie,   niecierpliwie   niczym   zwiastun   żądz 

szalejących w duszy malarza.

Karla   ułożyła   usta   w   nikły,   chłodny   uśmiech   i   zdecydowanym   ruchem 

otworzyła drzwi.

To, co ujrzała, wystawiło jej postanowienia na ciężką próbę. Jared wyglądał 

jeszcze bardziej męsko i pociągająco, w cienkim pulowerze, popielatych dżinsach i 
wełnianej   marynarce   w   morskim   kolorze.   Nie   mogąc   się   zdecydować,   jak   go 
przywitać, Karla zamarła niepewnie. Na szczęście Cradowg, jak zwykle, przejął 
inicjatywę i odezwał się pierwszy:

- Chyba mówiłem, że wolę rozpuszczone włosy?

- Doprawdy? - spytała ironicznie. - A ja wolę mieć je spięte.

Spojrzenie mężczyzny stało się przenikliwe, kiedy przyglądał się uważnie 

towarzyszce.

- Gniewasz się o coś?

„Nie  jestem zagniewana,   lecz rozważna”  -  pomyślała   Karla,  zdejmując  z 

wieszaka krótki płaszcz.

- Coś nie w porządku? - nalegał Jared, pomagając jej się ubrać. - Miałaś 

problemy w galerii?

Karla potrząsnęła głową.

- Nie miałam żadnych problemów. Pod względem sprzedaży był to udany 

dzień.

Mężczyzna   wzdrygnął   się,   lecz   nie   zapytał,   dlaczego   z   takim   naciskiem 

zaznaczyła,   iż   dzień   był   udany   wyłącznie   pod   względem   sprzedaży.   Karla   nie 
chciała, by domyślił się czegoś, uśmiechnęła się więc uroczo.

- Jestem gotowa.

Jared uspokoił się i odwzajemnił uśmiech.

background image

- Na co? - zapytał łagodnie.

Ton jego głosu wzmógł bicie serca kobiety. Zmrużyła oczy, nakazując ciału 

spokój.

- Na kolację - odparła. - Zgłodniałam.

Ku swojemu zdziwieniu przekonała się, że mówi prawdę. Przecież od rana 

nic nie jadła, a był to długi i wyczerpujący dzień.

-   Mam   nadzieję,   że   lubisz   pikantne   potrawy…   -   odezwał   się   Jared, 

przepuszczając swą towarzyszkę przodem.

Karla przystanęła i spojrzała na niego podejrzliwie.

- Jakie „pikantne potrawy”?

- Na przykład meksykańskie - uśmiechnął się szerzej i dodał: - Oraz mnie.

- Słyszałam, że meksykańska kuchnia najlepsza jest na ostro - odparła Karla 

ostrożnie, nie dając się sprowokować. - Ale wątpię, abyś ty dobrze smakował, 
obłożony ostrą papryczką i polany chili.

 

background image

Rozdział szósty

- Zmieniłaś swoje nastawienie, prawda?

Karla   zadrżała.   Chłód   przeszył   jej   ramiona.   Stojąc   w   pobliżu   okna, 

wpatrywała się w mrok za szybą. Przypominała sobie drogę, którą jechali do domu 
Cradowga, zbudowanego tuż nad skalnym urwiskiem.

Było zbyt ciemno, aby mogła zobaczyć, co znajduje się u stóp zbocza, ale 

Jared wyjaśnił, że z jego domu widać cały kanion Dębowego Potoku.

Karla   nie   widziała   również   najbliższego   otoczenia   budynku,   lecz   to,   co 

zastała   w   środku,   spodobało   się   jej   bardzo.   Dom   był   przestronny,   jego   okna 
wychodziły   na   południowy   zachód.   Miał   gładkie   ściany,   wyposażony   został   w 
wygodne i funkcjonalne  meble  bez  połysku, w naturalnych kolorach, od jasnej 
zieleni po różne odcienie brązu.

Karla   poczuła   się   w   tym   mieszkaniu   niezwykle   dobrze.   Obawiając   się 

zapytać siebie, dlaczego tak się dzieje, postanowiła zapomnieć o owym odczuciu.

Podczas kolacji odprężyła się na tyle, że mogła prowadzić z Jaredem banalną 

rozmowę. Potem wzięła ze stołu swój kryształowy kieliszek z winem i zbliżyła się 
do okna. Wpatrzona w mrok, przeczekała kilka minut, odwlekając trudną rozmowę.

Nieoczekiwane   pytanie   Cradowga   ponownie   pozbawiło   ją   spokoju   i 

przywróciło wszystkie obawy. Odniosła wrażenie, że jadalnia jest zbyt mała, aby 
mogła pomieścić ich oboje.

Nie   słyszała,   kiedy   mężczyzna   stanął   za   jej   plecami.   Wpatrzona   w 

rozciągające   się   za   oknem   ciemności,   prawie   wyczuwała   jego   nastrój; 
rozdrażnienie, niecierpliwość, zmieszanie.

Dała   mu   wystarczające   podstawy   do   tych   uczuć.   Po   swoim 

niespodziewanym   zachowaniu   tego   ranka   Karla   mogła   sobie   wyobrazić,   na   co 
Jared nastawi się tego wieczoru. Widziała to, kiedy tylko otworzyła mu  drzwi. 
Teraz był on na skraju wytrzymałości. Nie powinna go za to winić, ale...

Spojrzała na własne odbicie w szybie. Doznała ulgi, nie dostrzegając wyrazu 

podenerwowania na swojej twarzy. W dalszym ciągu udawało jej się grać rolę 
zwykłego, nie zobowiązanego do niczego gościa. Zerknęła na twarz mężczyzny... 
Była ponura i zamyślona.

background image

Westchnęła, czując, że nadciąga chwila konfrontacji. Szukając za wszelką 

cenę pretekstu, by odwlec ten moment, zagadnęła:

- Mogę sobie wyobrazić, jaki wspaniały widok musi rozciągać się z tego 

okna - wskazała dłonią przed siebie.

- Straszny - zdawkowa odpowiedź Jareda ucięła temat. Malarz przysunął się 

bliżej. - Odpowiedz na moje pytanie.

Karla   czuła   ciepło   bijące   od   jego   ciała,   ostry   zapach   wody   po   goleniu   i 

podniecającą   woń   mężczyzny.   Wzdłuż   jej   kręgosłupa   przebiegły   przyjemne 
dreszcze.   Zacisnęła   palce   na   nóżce   kieliszka,   oddychając   wolno,   by   opanować 
podniecenie. Pomimo starań chwila prawdy nadeszła. Karla nie mogła już dłużej 
zwlekać.   Milczała   w   drodze   do   domu   Cradowga,   udając,   że   podziwia   okolicę, 
chwaliła meksykańskie potrawy podczas kolacji, próbowała zacząć rozmowę na 
inne tematy, lecz teraz dotarła do krańca tej drogi. Musiała stawić czoła Jaredowi. 
Napotkała odbite w oknie jego czujne spojrzenie.

- Tak, zmieniłam swoje nastawienie.

- Dlaczego?

Karla   poczuła   dumę,   że   nie   wzruszyła   jej   łagodność   w   głosie   Jareda. 

Zdecydowała się nawet beztrosko spojrzeć na towarzysza.

- Ja… hm… zdecydowałam, że nie mogę opuścić galerii na dwa tygodnie i 

pojechać na wycieczkę.

- Nie wierzę ci.

- Sądzisz, że kłamię? - zapytała urażonym tonem.

- Tak.

- Nie musisz mi wierzyć. - Spojrzenie kobiety straciło beztroski wyraz.

- Nie wierzę.

Karla poczuła na karku ciepły oddech mężczyzny. Przeszły ją ciarki, dostała 

gęsiej skórki. Wewnętrzny głos nakazywał oddalić się od Jareda, zanim będzie za 
późno.

Nie zdążyła. Delikatnym dotknięciem wydobył z niej głębokie westchnienie. 

Ciało   napięło   się   pod   wpływem  pieszczot   męskiej   dłoni,   którą   Jared   przesunął 
wzdłuż szyi Karli. Zadrżała. On ją dotykał, a ona czuła się tak, jakby balansowała 

background image

na skraju przepaści!

Odsuń się od niego!

Karla   pragnęła   posłuchać   wewnętrznego   nakazu,   ale   ciało   odmówiło   jej 

posłuszeństwa. Mogła już kontrolować jedynie swoje myśli. Otworzyła usta, aby 
sprawdzić, czy jest w stanie wydobyć z siebie chociaż słowo.

- Jared… - zaczęła i zadygotała, kiedy palce mężczyzny zagłębiły się w jej 

włosy. - Proszę… Wolałabym…

Łagodne ciepło jego dłoni wyrwało jęk rozkoszy z ust Karli.

- Przestań! - zawołała ostatkiem woli.

- Lubię cię dotykać - zamruczał, pochylając głowę. - Twoja skóra jest taka 

miękka i delikatna jak atłas. - Jared musnął ustami naprężony kark. - I wiem, że ty 
też to lubisz.

- Nie! - jęknęła Karla głosem pozbawionym siły. Chciała coś jeszcze dodać, 

lecz westchnęła tylko przeciągle, kiedy język mężczyzny przesunął się po jej szyi, 
dochodząc do ucha.

-   Kolejne   kłamstwo   -   powiedział   z   tłumioną   niecierpliwością.   -   Bardziej 

polubiłaś mój dotyk, niż ci się wydaje.

Kobieta potrząsnęła głową, nie tyle zaprzeczając, ile w nadziei, że strząśnie 

zaborcze, delikatne usta ze swego ciała. Daremnie.

- Tak  - szepnął  Jared,  subtelnymi  pieszczotami  wprawiając Karlę w stan 

wrzenia. - Mógłbym posiąść cię tam w biurze…

Przygryzł lekko skórę Karli, prowokując ją do coraz głośniejszych jęków.

- Mógłbym cię mieć wszędzie, na twoim biurku, na podłodze, na stojąco, pod 

ścianą - zapewniał zmysłowo.

- Nie… Nie… O Boże, nie! - Nie potrafiąc uspokoić rozbudzonych zmysłów, 

nie   mogąc   przestać   czuć   i   słuchać,   Karla   zamknęła   oczy,   bezsilna   wobec 
doznawanej   rozkoszy.   Jared   był   taki   nietaktowny,   brutalny   w   swych 
wypowiedziach. Ranił ją, lecz prawda płynąca z jego słów raniła jeszcze bardziej.

-   Przestań…   nie…   -   Poczuła,   jak   strach   dławi   jej   gardło.   Nie   bała   się 

Cradowga, lękała się jednak, że skapituluje przed jego żądaniami.

-   Muszę,   pragnę,   chcę   -   nalegał,   potwierdzając   słowa   Anny   o   swoim 

background image

bezwzględnym charakterze. - Coś się wydarzyło między rankiem a wieczorem, coś, 
co zmieniło twój stosunek do mnie. - Cradowg językiem zataczał na jej skórze 
coraz szersze kręgi, torturując tym samym ciało kobiety.

-   Nie   cierpię   zmian   -   wyszeptał   Jared.   -   Chcę   znać   przyczynę   twojego 

zachowania.

Karla poczuła się osaczona, zniewalały ją gorące usta, wędrujące wzdłuż jej 

kręgosłupa. Nie mogła się ruszyć, nie mogła racjonalnie myśleć. Każda komórka 
ciała kobiety drżała w oczekiwaniu na polecenie Jareda.

Wykorzystywał ją!

Wewnętrzny   głos   krzyczał   w   niej   ostrzegawczo,   budząc   z   odrętwienia   i 

aktywizując  do obrony.  Oddychając  głęboko, Karla  usiłowała  ostudzić  płomień 
pożądania. Narzuciła głosowi chłodne, beznamiętne brzmienie:

- Wcale się nie zmieniłam.

- Zmieniłaś się! - Malarz przesunął ustami wzdłuż barku Karli i pocałował ją 

w ramię. - W wieczór otwarcia galerii byłaś zimna i zła. Wczoraj byłaś zimna i 
opanowana. Rankiem miałaś na mnie ochotę, ale teraz… Teraz się mnie boisz. 
Dlaczego?

- Nie boję się ciebie! - zaoponowała. - Ja…  ja się nie boję… - jej głos 

kobiety powrócił już prawie do normy. 

Jared zaśmiał się łagodnie, zbyt łagodnie…

Ten śmiech pogrążył Karlę w ciemnościach. Czuła ból w całym ciele, jej 

oddech stał się szybki. Kiedy Jared przylgnął do niej swym ciałem, ogarnęła ją 
gorączka pożądania. To odczucie było tak zmysłowe, cudowne… i straszne.

Ostatkiem sił uniosła dłonie, aby odepchnąć mężczyznę od siebie, lecz Jared 

chwycił ją stanowczo za ramiona i odwrócił twarzą ku sobie.

-   Co   to   ma   znaczyć?   -   zapytał   z   rozdrażnieniem.   -   Dlaczego   jesteś   taka 

zalękniona?

- Nie jestem. Ja… zaraz ci wyjaśnię powody, dla których zmieniłam swoje 

zamiary. - Karla obawiała się spojrzeć w twarz malarza, aby nie wyczytał w jej 
oczach kłamstwa.

Jaredowi   wystarczyło  jednak,   że  wyraźnie  usłyszał  w  jej  głosie   fałszywe 

nuty. Zacisnął mocno palce na krągłych ramionach.

background image

- Jeżeli nikt ani nic nie wpłynęło na zmianę twoich planów - zaczaj: wolno, 

przyciągając Karlę do siebie - udowodnij to, godząc się jechać ze mną.

Był to dziecinny manewr, ale Karla o mało nie dała się na niego nabrać. 

Tocząc wewnętrzną walkę między zmysłami a rozwagą, chciała już wyrazić zgodę, 
aby tylko udowodnić silną wolę, wolę oparcia się dążeniom Jareda.

Otworzyła już usta, lecz zamknęła je nagle.

- Rozczarowujesz mnie, pozwalając, aby strach tobą rządził. Sądziłem, że 

jesteś twardsza.

Odezwała się w niej zraniona duma. Złość dała Karli dość siły, by wyrwać 

się  z   uścisku   malarza.   Kierując   na  niego  oskarżycielskie  spojrzenie,   zapytała  z 
jadowitą słodyczą:

- Twardsza niż kto? Porównujesz mnie z konkretną swoją przyjaciółką czy 

też ze wszystkimi razem? - uśmiechnęła się nieprzyjemnie.

- Ha ha ha ha!

Wstrząśnięta,   że   tak   bardzo   dała   się   ponieść   emocjom   i   pofologować 

zazdrości, Karla zmierzyła Cradowga lodowatym spojrzeniem.

- Cóż ma znaczyć to „ha ha ha”?

- Jest to reakcja będąca skutkiem zrozumienia - wyjaśnił spokojnie.

Zacisnęła usta.

- Czyżby?

- Uhmmm.

Karla odetchnęła głęboko, aby zwalczyć pokusę uderzenia Jareda w twarz.

- Czy mogę wiedzieć, co zrozumiałeś? - wybuchnęła, straciwszy cierpliwość.

Odpowiedź była zgodna z jej oczekiwaniami.

- Nasłuchałaś się zbyt wiele plotek. Czy były aż tak ważne i szczegółowe, że 

zaczęłaś się mnie lękać i odczuwać typowo kobiecą zazdrość wobec tych… jak ci 
powiedziano, przyjaciółek?

Złość   opuściła   Kartę   pod   wpływem   rodzących   się   wątpliwości.   Czy 

obruszyła   się   tak   bardzo   na   wiadomość   o   bezwzględności   Jareda,   czy   też 

background image

dowiadując się o jego licznych miłostkach? Czy przelękła się arogancji Cradowga 
wobec ojca, czy może obawiała się zostać jego kolejną, jedną z wielu, kochanką?

Piekący   ból  serca  dał  odpowiedź   na  wszystkie  drażliwe  pytania.  Poczuła 

chłód,   dostrzegając   w   oczach   Jareda   ogromne   zainteresowanie.   Bawił   się   jej 
zazdrością.

Postanowiła przejść do obrony.

- Miałabym być zazdrosna o twoje przyjaciółki? - uniosła brwi. - Dlaczego?

Cradowg nie miał krzty litości, zdecydował się na cios poniżej pasa.

- Ponieważ one doznały już przyjemności, jakiej pożąda twoje ciało - dobił 

Karlę trafnym spostrzeżeniem.

Poczuła,   jak   krew   odpływa   jej   z   twarzy.   Nie   miała   już   najmniejszych 

wątpliwości. Był bezwzględny w dążeniu do wyznaczonego celu, bezwzględny, 
prowokujący i irytujący.

- Masz zbyt wielkie wyobrażenie o sobie - wybuchnęła bez zastanowienia. - 

Oczywiście, że cię nie pożądam.

- Nie próbuj mnie oszukać. - Jared nie stracił spokoju. - Jeszcze tego ranka 

pragnęłaś mnie bardziej niż kogokolwiek innego na świecie.

Rumieńce powróciły na twarz Karli.

- Ja… nie… Co ty sobie… Ja nigdy - z trudem wydobywała ze ściśniętego 

gardła drżący głos.

Jared   uśmiechnął   się,   lecz   tym   razem   był   to   uśmiech   pełen   męskiej, 

triumfującej satysfakcji, uśmiech, który doprowadził Karlę do wybuchu.

- Ty--- ty egoistyczny landszafciarzu! - Obrzuciła mężczyznę spojrzeniem 

pełnym odrazy. - Jesteś ostatnim facetem na ziemi, z którym chciała bym to robić, 
więc nie obawiam się pozostać z tobą sam na sam!

Uśmiech malarza pogłębił się. Ofiara sama wpadła w jego sidła.

- Brawo! - mruknął  pochlebnie. - Jutro wytyczę trasę naszej wycieczki i 

przyjadę po ciebie za dwa dni dokładnie o siódmej rano.

-   Zaczekaj   chwilę!   -   zawołała   Karla,   targana   sprzecznymi   uczuciami 

przyzwolenia i dezaprobaty. - Nie mówiłam, że z tobą pojadę!

background image

- Ubierz się wygodnie - kontynuował Cradowg, jakby nie docierały do niego 

żadne  słowa   protestu.  -  I proszę,   bądź  gotowa  na  czas.  Mamy   szmat   drogi  do 
przebycia, dlatego chciałbym, abyśmy wyruszyli jak najwcześniej.

Do diabła, jeszcze raz wyprowadził ją w połę!

Dostrzegając,   że   ponownie   bezmyślnie   wpadła   w   pułapkę   Jareda,   Karla 

miała ochotę wybuchnąć wściekłym płaczem. Albo śmiechem. Spuściła wzrok, aby 
nie parsknąć.

Nie ulegało wątpliwości, że Jared był bezwzględny w swych dążeniach. I 

niezwykle inteligentny… i seksowny, jakby pomagał mu sam diabeł. A Karla przez 
lekkomyślność zmuszona została do zaakceptowania propozycji, która w ustach 
malarza brzmiała niczym wyzwanie.

- Czy mogę teraz napić się wina?

Jared uśmiechnął się, podając jej kryształowy kielich, po czym zapytał cicho:

- Będziesz gotowa na siódmą?

Karla zawahała się, uniosła kieliszek, chcąc skryć za nim swoje zmieszanie. 

Oczy   Cradowga   zalśniły,   kiedy   dotknęła   ustami   krawędzi   naczynia.   Drżenie 
przebiegło   przez   ciało   Karb,   ostrzegając   ją,   jak   bliska   jest   poddania   się   woli 
mężczyzny.

- Tak, będę gotowa - odparła wolno, dodając zaraz: - Jeżeli zgodzisz się na 

kilka moich warunków.

Malarz przekrzywił głowę, śmiejąc się ze zręcznego wybiegu towarzyszki.

- Wymień je.

W   obawie,   że   Cradowg   może   zgodzić   się   na   wszystko,   a   później   nie 

dotrzymać słowa, Karla przypatrywała mu się czujnie i podejrzliwie.

- Po pierwsze, kiedy tylko osiągniemy porozumienie, odwieziesz mnie do 

domu.

Jared zmarszczył brwi.

- Nie ufasz mi?

- Nie w tym rzecz, skoro mamy jechać, będę miała jutro tyle do zrobienia, że 

lepiej, abym znalazła się w domu jak najwcześniej.

background image

- Dobra. Co jeszcze?

Na twarzy kobiety pojawił się wyraz determinacji.

-   Kiedy   będziesz   rezerwował   dla   nas   nocleg,   zamówisz   dwa   osobne 

pokoje… w miarę możliwości na różnych piętrach.

- Jesteś bardzo ostrożna.

- Oczywiście.

Cradowg westchnął boleśnie.

-   Oddzielne   pokoje.   Coś   jeszcze?   Może   osobne   stoliki   w   restauracji?   W 

miarę możliwości w dwóch różnych restauracjach?

Karla uśmiechnęła się niewinnie.

- A chciałbyś?

- Nie.

-   Szkoda.   Ale   mam   nadzieję,   że   nie   będziesz   mieć   dość   śmiałości,   aby 

uwodzić mnie w publicznym miejscu.

- Nie byłbym tego taki pewien - śmiech Jarema odbił się bolesnym echem w 

sercu Karli.

Dopiła wino, zmuszając się do zachowania spokoju.

-   Dziękuję   za   radę,   będę   o   niej   pamiętała   -   oświadczyła   z   zalotnym 

wdziękiem. - A teraz chciałabym pojechać do domu.

- Przecież jest dopiero kilka minut po ósmej! - zaprotestował.

Karla odstawiła kieliszek na tacę i obejrzała się przez ramię.

- Zgodziłeś się odwieźć mnie do domu - uśmiechnęła się drwiąco. - Czyż 

nie?

- Tak, ale… hm. Nie masz więcej zastrzeżeń?

Wolno pokręciła głową.

- W tej chwili nie. - I jakby lękając się podstępu ze strony Cradowga, dodała: 

- Ale bez obaw, jeżeli coś mi przyjdzie na myśl, to będziesz pierwszym, który się o 
tym dowie.

background image

Wzrok   Jareda   powędrował   w   stronę   stolika   zastawionego   brudnymi 

naczyniami.

- A co ze zmywaniem?

Uroczy uśmiech rozjaśnił twarz Karli.

- Pozostawiam to na twojej głowie. - Skierowała się ku wyjściu. - Będziesz 

miał czym zająć ręce… Kiedy wrócisz.

- Mogę wymyślić mnóstwo przyjemniejszych zajęć, którymi mógłbym zająć 

swoje ręce - mruknął Cradowg, podążając za swoim gościem.

- Jestem pewna, że możesz - odparła zgryźliwie. - Na przykład wykręcaniem 

numerów do chętnych eks-przyjaciółek.

-   Uważaj,   skarbie   -   powiedział   mężczyzna,   prowadząc   towarzyszkę   do 

samochodu. - Bo później znowu będziesz zazdrosna.

„Brutal!”

Trafność   odpowiedzi   Jareda   wywołała   w   Karli   wściekłość.   Prychając   ze 

złością, nie odezwała się, dopóki nie wsiedli do samochodu, aby w chwilę potem 
sprowokować go przesłodzonymi słowami:

- Jak sobie chcesz!

Brutal musiał wyczuć jej obawy, bo roześmiał się triumfująco.

- Wiem. Z radością muszę przyznać, że twoje zachowanie pochlebia mojej 

męskiej próżności, ale nie potrafię dokładnie zrozumieć, dlaczego oburza cię fakt, 
że były przed tobą inne.

- Inne? - zawołała Karla, dostrzegając, że specjalnie użył liczby mnogiej, co 

potwierdziło tylko uwagi Anny. W wyobraźni Karla zobaczyła jego potężne ciało, 
nagie, kochające się z innymi kobietami... z wieloma kobietami.

Czując, jak ponownie wzbiera w niej zazdrość, zapytała nierozważnie:

- Ile kobiet miałeś?

Jared zacisnął palce na kierownicy.

- Czy takie pytania zadaje się mężczyźnie?

- Tobie tak! - wybuchnęła bez zastanowienia. - Biorąc pod uwagę twoje 

background image

wysiłki, zmierzające do rozbudzenia we mnie uczucia, jestem zdumiona. ze dziwi 
cię moja ciekawość!

- No tak, teraz wszystko jasne! - powiedział. - Posłuchaj, kotku, wiem, że 

obecnie panuje przekonanie, iż nie istnieją sprawy wstydliwe i wszystko można 
roztrząsać publicznie. Ja nie podzielam tych nowoczesnych poglądów. Nie mam 
zamiaru opowiadać nikomu o moich intymnych sprawach -w opanowanym głosie 
Jareda zabrzmiała nutka przestrogi. - Do cholery, Karlo, mam trzydzieści pięć lat! 
Oczywiście, że miałem inne kobiety. - Spojrzał na nią ze zdumieniem. - Chyba nie 
oczekiwałaś, że jestem prawiczkiem?

- Nie szukam prawiczka! - warknęła Karla. - Nie szukam nikogo ani niczego.

- To po co te wszystkie pytania?

Słowa   Cradowga   zdenerwowały   Karlę,   zwłaszcza   że   zaczynała   zadawać 

sobie podobne pytania.

- Po nic - odparta nieprzytomnie. - Po nic. Twoje… uczucia to nie moja 

sprawa.

- Masz rację, nie twoja. Uważam, że każdy ma prawo do życia prywatnego. 

Chyba zauważyłaś, że nie wypytuję cię o twoich byłych kochanków? - Niewinnie 
brzmiące słowa Jareda przypominały podchwytliwy test.

- O moich byłych kochanków? - kobieta o mało nie parsknęła śmiechem. 

Tak, skąd Jared mógł wiedzieć, jak zabawnie zabrzmiało jego stwierdzenie. Nie 
miała jednak zamiaru niczego mu wyjaśniać.

- Zauważyłam też, że nawet się nie zatroszczyłeś, aby zapytać o aktualnego 

kochanka - stwierdziła zaczepnie.

Ku   jej   zdziwieniu   Cradowg   przyhamował   gwałtownie   i   opadł   na   fotel 

całkowicie wstrząśnięty.

- A jest jakiś? - Jego pytanie przypominało raczej ryk niedźwiedzia.

- Nie! - Karla patrzyła zaszokowana ogniem płonącym w tym mężczyźnie. - 

Przecież nie byłabym z tobą, gdybym już kogoś miała.

- Cieszę się, słysząc to. - Uniósł dłoń ociężale i potarł usta. - Nie chciałbym 

naruszać praw innego mężczyzny. Dla ciebie nie zawahałbym się tego uczynić, ale 
nie dałoby mi to zadowolenia.

- Prawa innego! - krzyknęła ze złością. - Ty… ty… 

background image

Łagodny uśmiech Cradowga wyciszył protest Karli.

- Kotku, uspokój się. To tylko takie wyrażenie.

- Chrzanię twoje szowinistyczne wyrażenia! Prawa do czegoś wiążą się z 

posiadaniem, a ja nie jestem i nie będę własnością żadnego mężczyzny!

Przez chwilę Jared wyglądał na zdezorientowanego, po czym westchnął.

- Och, zamknij się, kobieto - i złapawszy Karlę za podbródek, przyciągnął jej 

twarz ku swojej.

Jeżeli jego pocałunek miał ją uciszyć, to Jared odniósł sukces! A jeżeli miał 

ją uspokoić, język mężczyzny zrobił to jeszcze lepiej.

Gdzieś   w   zapomnianym   zakamarku   świadomości   Karli   tliła   się   myśl,   że 

należałoby zaprotestować, lecz kobieta czuła się bezsilna w mocy Jareda, dając mu 
wszystko, czego zażądał. Wiedziała, że to, co robi i na co pozwala Cradowgowi, 
jest niebezpieczne, jednak z drugiej strony było takie cudowne. Ten silny, pełen 
seksu mężczyzna pobudzał zmysły Karli w sposób, jakiego nigdy przedtem nie 
doświadczyła.   Napór   ciała   Jareda   obezwładnił   ją,   chłonęła   słodycz   jego 
wilgotnych,   gorących   ust.   Odkrywała   doznania,   o   których   marzyła   mgliście, 
podświadomie. W ramionach Jareda, w małej kabinie jego wozu czuła się tak samo 
wygodnie i bezpiecznie, jak wewnątrz komfortowego domu malarza.

Mrucząc z zadowolenia, wsunęła palce w czuprynę mężczyzny, drżąc cała, 

Jared westchnął w odpowiedzi. Jego wielkie dłonie wędrowały wzdłuż ciała Karli, 
aż splotły się na jej plecach.

Niespodziewanie Cradowg oderwał się z pomrukiem od ust kobiety i usiadł 

prosto   na   fotelu.   Karla   przypatrywała   mu   się   zmieszana,   nie   mogąc   złapać 
oddechu, nie pojmując przyczyn jego zachowania.

Jared oparł dłonie o kierownicę i popatrzył na swoje drżące palce.

- Jared, ja… nie wiem,  co powiedzieć… - zająknęła się, kiedy Cradowg 

gwałtownie odwrócił głowę, przypatrując się Karli z dziwnym wyrazem twarzy.

- Jeszcze  nigdy nie pragnąłem żadnej kobiety tak mocno,  jak ciebie - w 

głosie Jareda brzmiało zmęczenie. - Cholera, w co ty grasz?

Karlę zaskoczył zarówno oskarżycielski ton partnera, jak i sens jego pytania.

- W nic nie gram! - zawołała.

background image

-   Nie?   -   zaśmiał   się   ponuro.   -   Więc   dlaczego,   do   diabła,   udawałaś   taką 

niedotykalską przez cały czas pobytu w moim domu?

Jego śmiech stał się zjadliwy.

-  Zamawiasz  oddzielne   sypialnie.  -  Sparodiował  wcześniejszą   dyspozycję 

Karli. - Możliwie na różnych piętrach.

Kobieta poruszyła się z trudnością.

- Warunki pozostają te same, Jared.

Cradowg pozostawał spokojny, przerażająco spokojny.

-   Jeżeli   sądzisz,   że   będziesz   mnie   podniecać   i   odrzucać   przez   całe   dwa 

tygodnie, to chyba postradałaś zmysły! - wycedził chłodno. - Na każdym postoju 
zamówię jeden pokój i jedno łóżko, które będziemy dzielić!

Uczucie   dumy   przeważyło   w   duszy   Karli.   Już   raz   zgodziła   się,   aby 

manipulował   nią   mężczyzna,   nie   pozwoli,   by   historia   się   powtórzyła.   Unosząc 
głowę, spojrzała na malarza ze spokojem, który kosztował ją wiele wysiłku.

- W takim razie nie mogę z tobą jechać. - Zadrżała, czując na sobie wzrok 

Jareda, pełen pożądliwości i siły. - A teraz proszę, abyś odwiózł mnie do domu!

- Do cholery… - zaczął rozdrażnionym tonem.

- Jared, proszę - łagodna uwaga Karli przerwała jego ostre słowa. Odwróciła 

się do okna, by uniknąć jego spojrzenia. Wpatrując się w rozgwieżdżone niebo, 
słyszała niezadowolone pomruki mężczyzny. Odprężyła się, kiedy zawarczał silnik 
samochodu.

Ruszyli do jej domu w całkowitym milczeniu. Jared prowadził zbyt szybko, 

Karla   zaś   zaciskała   zęby,   powstrzymując   protesty.   Odetchnęła   z   ulgą,   dopiero 
kiedy szaleńcza jazda dobiegła kresu. Sięgnęła po klamkę, pragnąc jak najszybciej 
uciec z samochodu, kiedy powstrzymał ją głos Cradowga:

- Wygrałaś, Karla.

Kobieta był już jedną nogą na chodniku, zamarła jednak i wolno odwróciła 

głowę.

- Co wygrałam? - nie zrozumiała w pierwszej chwili słów malarza.

Jared ułożył usta w cyniczny uśmiech.

background image

- Wygrałaś swoją grę, kotku. Przystaję w pełni na twoje warunki.

background image

Rozdział siódmy

Karla znowu nie mogła zasnąć. Dręczyło ją zbyt wiele pytań, zbyt wiele 

wątpliwości. Kładąc się do łóżka, miała nadzieję, że owinięta w przytulną pościel 
zapomni o rzeczywistości, oddając się w ramiona Morfeusza.

Sen jednak nie nadchodził. Męcząc się przez kilkanaście minut, przewracała 

się z boku na bok, wreszcie wstała i zarzuciła na ramiona szlafrok. Elektroniczny 
zegar wskazywał: 23.59.

- Dobra, Calineczko - szepnęła, przechodząc do niewielkiej kuchni. - Jeszcze 

chwila, a twój umysł zamieni się w śmietnik.

Zapaliła światło i nalała do szklanki chłodnego mleka. Nim uniosła ją do ust, 

zelektryzowała ją nagła myśl.

Trzy dni!

Wzdrygnęła się i postawiła mleko obok dwóch aspiryn, które miała zamiar 

połknąć, aby pozbyć się uciążliwej migreny.

„Trzy dni?” - zastanowiła się, przysiadając na taborecie. Zaledwie tyle czasu 

upłynęło   od   ich   pierwszego   spotkania?   Zaśmiała   się   w   oszołomieniu,   nie 
rozumiejąc wcale, co w tym zabawnego.

Co   za   niedorzeczność!   Zapytywała   samą   siebie,   czy   to   możliwe,   że   ten 

mężczyzna   zawładnął   jej   myślami   i   wdarł   się   w   jej   życie   w   niespełna 
siedemdziesiąt   dwie   godziny?   Musiało   minąć   dziesięć   minut,   nim   Karla 
uświadomiła sobie, że winny temu jest jedynie pewien podstawowy, prymitywny 
instynkt, znany wszystkim zwierzętom i ludziom. Jej spostrzeżenie trudne było do 
zaakceptowania, ale dokładnie tłumaczyło postępowanie Karli.

Układając wspomnienia w logiczną całość, westchnęła głęboko i wzdrygnęła 

się. Obraz, który powstał w umyśle Karli, w niczym nie przypominał niewinnego 
flirtu między kobietą a mężczyzną.

Już wiedziała, że główną mocą, pchającą ich ku sobie, jest pierwotny popęd 

płciowy. Jedno wyczuwa w drugim jakieś fluidy, które przyciągają ich wzajemnie, 
a obustronna atrakcyjność potęguje tylko owo pożądanie.

Bo jak inaczej miałaby nazwać łączącą ich nić?

background image

Pragnieniem…

Pożądaniem…

Popędem…

Nie! Potrząsając głową, po raz ostatni usiłowała przekonać samą siebie, że 

się myli. Przekręciła ze złością wyłącznik światła i wpadła do sypialni. Nie mogła 
odgonić złych myśli.

Pragnienie… Pożądanie… Popęd…

Te trzy słowa krążyły w umyśle Karli, niczym sępy nad bezbronną ofiarą. 

Tak ciężko pracowała, tak się starała, aby nie zawładnął nią żaden mężczyzna, a 
teraz przegrywała z własnym prymitywnym popędem!

Usiadła na skraju łóżka, czując narastający ból głowy.

Dlaczego zgodziła się jechać z Jaredem na wycieczkę?

Odpowiedź narzucała się sama - ponieważ w jego obecności traciła silną 

wolę,   godząc   się   na   wszystkie   żądania.   To   była   cała   prawda!   I   chociaż   nie 
spodobała się Karli, nie miała innego wyboru, niż ją zaakceptować. Jedyne, co jej 
pozostało, to zastanowić się, jak zapanować nad zaistniałą sytuacją.

Słaniając się z wyczerpania, zrzuciła szlafrok i opadła na łóżko. Pościel była 

taka chłodna, że rozgrzane ciało Karli zadrżało. Dygocąc uśmiechnęła się, bowiem 
przyszło   jej   na   myśl   zabawne   spostrzeżenie   -   byłoby   lepiej,   gdyby   to   łóżko 
pozostawało ciepłe, a ona chłodna.

Powoli uczucie zimna minęło, lecz Karla nie mogła się uspokoić. Prawda, 

którą odkryła, coraz mocniej  ciążyła jej na sercu,  zwłaszcza  od momentu,  gdy 
usłyszała o złej reputacji Jareda, o jego bezwzględności i cynicznym stosunku do 
kobiet.

Przywołując w pamięci żar oczu Cradowga, Karla poczuła, jak w łóżku robi 

się cieplej. Przymknęła oczy i ułożyła się wygodnie. Otarcie pościeli o udo dało jej 
wrażenie dotyku dłoni Jareda. Westchnęła boleśnie i popadła w zadumę.

Co ona najlepszego robi?

Zawsze   zajęta,   zapracowana,   nie   myślała   o   seksie,   nie   nawiedzały   jej 

erotyczne fantasmagorie, nie wyobrażała sobie mężczyzny swoich marzeń. A teraz 
jej umysł wypełniał się marzeniami o Jaredzie Cradowgu.

background image

Usiadła,   z   desperacją   przypominając   sobie   słowa   Anny   o   bezwzględnym 

stosunku malarza do innych osób. W odruchu samoobrony wmawiała sobie, że 
skoro Jared wykorzystywał inne kobiety, to logiczne jest, że zamierza wykorzystać 
także i ją.

Lecz w jakim celu, prócz tego oczywistego? - wyszeptała bezgłośnie.

„Obraz!”

Nagła odpowiedź wdarła się głęboko w myśl Karli. Poczuła w sobie chłód, 

kiedy przypomniała jej się wściekłość Jareda, jak odmówiła mu sprzedania portretu 
dziadka.

Jak   mogła   o   tym   zapomnieć?   Karla   wyrzucała   sobie   naiwność.   Przecież 

Jared jednoznacznie manifestował ochotę posiadania portretu. Wyraźnie wyłożył 
cel swoich starań tego ranka, kiedy przyszedł do galerń.

A później pocałunkami i całym zachowaniem usiłował uzależnić Karlę od 

siebie.  Czy  miał   nadzieję,  że rozanielona  i zaspokojona   podaruje  mu   płótno  w 
dowód wdzięczności?

Dla   Karli   odpowiedź   była   oczywista.   Jej   usta   zadrżały.   Czy   każdy 

mężczyzna po to usidla kobiety, aby zmusić je do oddania wszystkiego, co mają 
najlepszego; zna parę wyjątków, takich jak Sean Halloran, ale na ogół wszyscy 
mężczyźni są tacy sami.

- Co za skur… - zacisnęła zęby sfrustrowana.

-   No   dobra,   napalony   artycho   -   zamruczała   z   determinacją.   -   Chyba 

zaakceptuję   twoją   propozycję  i   zobaczymy,   kto  będzie   właścicielem   obrazu   po 
zakończeniu tej dwutygodniowej wycieczki!

Podjąwszy   decyzję,   Karla   bez   sił   opadła   na   poduszkę,   Na   jej   zmęczonej 

twarzy pojawił się zwycięski uśmiech.

„Czemu   nie?”   -   zapytała   samą   siebie.   Zamiarem   Jareda   było   posiąść 

najpierw ją, a później obraz.

Dlaczego nie miałaby sobie pofolgować i nie ułatwić mu realizacji pierwszej 

części planu?

Dreszcz   podniecenia,   który   przebiegł   po   plecach   kobiety,   był   dla   niej 

najwłaściwszą   odpowiedzią.   Nie   miała   żadnych   zobowiązań,   a   do   tego   żyła   w 
celibacie przeszło siedem lat, nie tyle z wyboru, ale raczej dlatego, że nie napotkała 

background image

na swojej drodze mężczyzny wartego zainteresowania. Kiedy trzy dni temu ujrzała 
Jareda przyglądającego się obrazowi, zrozumiała, że taki mężczyzna nareszcie się 
pojawił.

„Czy wtedy to się zaczęło?” - zastanawiała się, ziewając głośno. Zapewne 

tak. Od pierwszej chwili musiała zwrócić uwagę na atrakcyjny wygląd malarza i na 
jego urok, który tak ją pociągał.

Dlaczego   nie   miałaby   nacieszyć   się   tym   urokiem   i   męską   zmysłowością 

przynajmniej   przez   dwa   najbliższe   tygodnie?   Pracowała   ciężko   przez   kilka 
ostatnich   lat,   chyba   więc   zasłużyła   na   odrobinę   relaksu.   Skoro   już   wpadła   w 
pułapkę  zastawioną  przez  Jareda,  to powinna  wynieść  z  zaistniałej  sytuacji jak 
największą korzyść.

Uśmiechnęła się do własnych myśli.

„Czemu nie?” - powtórzyła, nim na dobre nie pogrążyła się we śnie.

* * *

Obudziło ją ostre światło dnia. Z werwą zabrała się do codziennych zajęć, ze 

wzrastającą niecierpliwością oczekując nadchodzących tygodni z Jaredem.  Lecz 
jeszcze wtedy nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby się zakochać.

Poprosiła Annę, aby zajmowała się galerią, tak jakby stanowiła jej własność, 

i pokrótce wyjaśniła cel wycieczki, na którą się wybierała. Pamiętając, jak surowo 
Anna  oceniała   Jareda,  Karla  nie  wspomniała   ani  słowem,  że   malarz   będzie  jej 
towarzyszył w charakterze przewodnika… i kochanka.

-   Ale   kiedy   wpadłaś   na   tak   szalony   pomysł?   -   dociekała   asystentka.   - 

Wczoraj nie wspomniałaś o tym ani słowem.

Karla zamarła.

-   To   była   szybka   myśl,   szybka   decyzja   -   odparła   zdawkowo,   nie   chcąc 

kłamać, ponieważ w gruncie rzeczy bardzo nie cierpiała kłamstwa.

- Dlaczego teraz, dlaczego tak nagle?

Kobieta uśmiechnęła się z zadowoleniem, że na to pytanie może udzielić 

wyczerpującej i prawdziwej odpowiedzi.

background image

-   Teraz   jest   najodpowiedniejsza   pora.   Dokonam   krótkiego   rekonesansu, 

zanim zacznie się przedświąteczna sprzedaż, i zobaczysz, że doświadczenie oraz 
wiedza, jakie zdobędę, zwiększą nasze obroty. Może znajdę też kilka unikatowych 
przedmiotów,   w   sam   raz   nadających   się   na   świąteczne   prezenty,   i   nasze   zyski 
wzrosną nawet dwukrotnie.

Anna   zrozumiała   przyczyny   wyjazdu   Karli   i   uśmiechnęła   się 

porozumiewawczo.

- Będę broniła naszego frontu, a ty jedź na zwiady. Przyjemnej zabawy.

- Mam nadzieję, że będzie przyjemna - zaśmiała się Karla, mając wielką 

ochotę dobrze się zabawić. Tak bardzo była tego pewna, że za każdym razem, 
kiedy jej wzrok zatrzymywał się na wielkim płótnie, uśmiechała się do własnych 
myśli, odnosząc wrażenie, że ciemne oczy dziadka Ja-reda spoglądają na nią z 
aprobatą.

W pewnej chwili wraz z uśmiechem Karla przesłała duchowi dumnego starca 

wiadomość,   że   jego   wnuk   potrzebuje   dobrej   lekcji   na   temat   traktowania 
współczesnych kobiet i że ona mu jej udzieli. I nagle odniosła dziwne wrażenie, 
chociaż zdawała sobie sprawę z nierealności tej sytuacji, że starzec odpowiedział, 
że jego wnuk potrzebuje nie lekcji, a zrozumienia, towarzystwa i miłości.

Karla wpatrywała się uważnie w ciemne oczy sportretowanego mężczyzny, 

które zdawały się jaśnieć nie tyle refleksami  olejnej farby, ile ukrytym w nich 
życiem. Wreszcie, odwracając wzrok, roześmiała się niepewnie, mrucząc:

- Tego rodzaju irracjonalne głupoty odpowiadałyby bardziej Alicji i Andrei, 

niż mnie.

Jednak nie pozbyła się łatwo niezrozumiałego lęku.

Zdziwiła się, że Jared ani nie zaszedł do galerii, ani nie zadzwonił. Była 

zaskoczona tym brakiem wiadomości od Cradowga, wmawiała sobie jednak, że 
widocznie jest bardzo zajęty  przygotowaniami  do podróży. Przekonała się przy 
tym, że brakuje jej głosu Jareda.

Pakując wieczorem rzeczy, zapewniała siebie, że powinna być wdzięczna 

Jaredowi,   iż   nie   przeszkadza   jej   w   tak   pracowitym   dniu.   Nie   mogła   jednak 
zagłuszyć   uczucia   osamotnienia,   które   ją   ogarnęło.   Ukradkiem   spoglądała   na 
telefon, ale milczał przez cały czas. Tb przykre doznanie nie opuściło Karli aż do 
rana.

Kiedy około siódmej zadźwięczał dzwonek, Karla była już ubrana i gotowa 

background image

do wyjazdu. Chociaż przygotowywała się na tę chwilę przez całą noc, zdumiało ją 
uczucie   paniki,   którego   doznała   na   dźwięk   dzwonka.   Otworzywszy   drzwi, 
oniemiała.

Ubrany w ciasne dżinsy, sportowe buty, szarą koszulkę i starą marynarkę, 

Jared wyglądał wystarczająco dobrze, by można go było owinąć białym papierem i 
przeznaczyć na gwiazdkowy podarunek.

Karla otworzyła drzwi szerzej,  czując nieodparte pragnienie, aby  sprawić 

sobie ten prezent pod choinkę.

- Dzień dobry, jestem gotowa - przywitała się swobodnie. - Chociaż cały 

czas się zastanawiałam, czy moje starania nie okażą się daremne.

Jared stanął w drzwiach, tarasując swym ciałem całe wejście.

- Dlaczego?

Kobieta wzruszyła ramionami, czekając, aż wejdzie. Cradowg przyjrzał się 

jej uważnie i na jego twarzy pojawił się wyraz aprobaty dla stroju, który miała na 
sobie; bawełnianej wygodnej tuniczki i oliwkowo-szarych ciepłych getrów.

-   Kiedy   nie   dawałeś   znaku   życia   przez   cały   dzień,   pomyślałam… 

Zastanawiałam   się,   czy   czasem   nie   zmieniłeś   zdania   i   nie   zrezygnowałeś   z 
wycieczki.

- Doprawdy? - uśmiechnął  się ironicznie. - Czyżbyś sądziła, że warunki, 

które mi postawiłaś, mogą mnie zniechęcić?

Karla zaśmiała się beztrosko.

- Nie, Jared, nie sądzę, żebyś zrezygnował z czegokolwiek, nawet z mojego 

nędznego towarzystwa.

- Dobrze myślisz, bo ja nigdy nie rezygnuję - zapewnił malarz. - Miałem 

wiele spraw do załatwienia - uśmiechnął się łagodnie. - Łącznie z wypełnianiem 
twoich żądań.

- Zarezerwowałeś oddzielne pokoje? - ucieszyła się Karla.

Cradowg powoli skinął głową.

- Skoro już przyjmuję polecenie, to wypełniam je dokładnie.

Spojrzała na niego ze zdumieniem.

background image

- Czyżbyś zamówił też oddzielne stoliki? - Brwi Jareda zadrgały.

- Nie wykorzystuj swojej pozycji, skarbie, bo możesz się przeliczyć. Czy nie 

lepiej, abyśmy kontynuowali nasze docinki po drodze?

- Ty tu jesteś przewodnikiem - odparła Karla. - Więc prowadź!

Założyła torebkę na ramię i przewiesiła przez nią żakiet.

- Będziesz potrzebowała czegoś cieplejszego - zauważył Jared, wskazując jej 

okrycie. - O tej porze roku noce są bardzo chłodne.

- Dobrze - zgodziła się Karla, podchodząc do szafy z ubraniami i wyjmując 

ciepły płaszcz. - A co z innymi dodatkami? Okularami, kapeluszem, szalem…?

- Nie sądzę, abyś tego potrzebowała. Czy to cały twój bagaż? - mężczyzna 

wskazał dwie torby stojące w pobliżu drzwi.

- Tak. Dlaczego pytasz? - Karlę zastanowiło zaciekawienie Jareda.

-   Dlaczego?   -   powtórzył   Cradowg   ze   śmiechem.   -   Dlatego,   że   mnie 

zadziwiasz! Wyjeżdżamy na dwa tygodnie, a ja nie przypominam sobie, żebym 
znał jakąkolwiek kobietę, której wystarczyłoby na taki długi okres mniej niż cztery 
olbrzymie torby bagażu! Lubię kobiety, które potrafią normalnie podróżować.

Uniósł torbę z taką lekkością, jakby nic nie ważyła, i wyszedł do ogrodu. 

Karla po raz ostatni rozejrzała się po mieszkaniu i zamknąwszy drzwi, ruszyła ze 
swym towarzyszem.

Załadowali bagaż do wielkiego samochodu Jareda i ruszyli w stronę…

Właśnie, zastanowiła się Karla, dokąd ruszyli?

- Dokąd jedziemy? - spytała, spoglądając wyczekująco na malarza.

- W tobie jest coś szczególnego, wiesz? - obserwujący autostradę mężczyzna 

zerknął na Karlę.

- To znaczy co? - zaciekawiła się.

Uśmiechnął się nieznacznie, lecz bardzo znacząco.

- Na przykład ufność, jaką we mnie pokładasz. Ruszyłaś ze mną w nieznane, 

a przecież mogę cię wywieźć na pustkowie i zrobić z tobą to, na co będę miał 
ochotę.

background image

Przyjmując słowa Jareda poważnie, Karla przypatrywała mu się niepewnie 

przez kilka chwil.

- Nie - potrząsnęła głową. - Stać cię na perfidniejsze pomysły niż ten.

Gromki śmiech Cradowga wypełnił wnętrze wozu.

- Jak już mówiłem, jest w tobie coś szczególnego, a twoje poczucie humoru 

nie jest wcale takie złe.

Karla  odetchnęła  zadowolona  i  uspokojona.

Czuła się wyśmienicie, mając przed sobą długą podróż w nieznane u boku 

tego mężczyzny.

„Ten mężczyzna” dostrzegł jej swobodę, bo kiedy odezwał się ponownie, w 

jego głosie pojawiła się nuta zażyłości.

- Mam cię zapoznać z całą trasą, czy też wolisz dowiadywać się codziennie o 

kolejnych etapach?

Rozmyślała   chwilę   nad   odpowiedzią,   a   czując   skrycie   żądzę   przygód, 

zdecydowała się na drugi wariant.

- Wolę dowiadywać się o kolejnych etapach. Od lat nie miałam wakacji i 

jestem w nastroju do niespodzianek.

-   Dobra   -   Jared   uśmiechnął   się.   -   Oto   kurs   na   dzisiaj.   Jedziemy   przez 

Pustynię Barw, następnie przez Skamieniały Las, później mamy faktorię handlową 
Hubbleya,   a   naszym   ostatnim   przystankiem   będzie   kanion   de   Chelleya.   Noc 
spędzimy w zajeździe Thunderbird… - zerknął ukradkiem na towarzyszkę. - I jak 
ci się to widzi?

- Ambitny plan i interesujący - zaśmiała się cicho. - Czy wystarczy nam dnia, 

aby obejrzeć te wszystkie miejsca?

-   Wszystkie   z   wyjątkiem   kanionu.   Jadąc   zgodnie   z   planem,   powinniśmy 

dotrzeć tam dopiero po zachodzie słońca, chyba że…

Karla potrząsnęła głową w proteście, nim dokończył zdanie.

- Nie mam zamiaru nigdzie się śpieszyć. O ile pamiętasz, jedynym celem 

wyprawy jest to, bym poznała Zachód i jego sztukę.

- Jasne - skinął głową Jared. - A propos twojej wzmianki o Zachodzie, jestem 

pewien, że będziesz zadowolona z niespodzianek, jakie ci przygotowałem.

background image

- Jakich niespodzianek? - zapytała zaintrygowana.

- Wolałbym raczej ci je pokazać, niż o nich opowiadać… - Jared zawahał się, 

jakby zamierzał wyjawić swoje tajemnice, jednak niespodziewanie zmienił temat 
rozmowy.

- Dlaczego nie miałaś od lat wakacji?

Karla odparła bez zastanowienia, poruszona zmianą głosu Cradowga.

- Bo nie miałam ani czasu, ani pieniędzy.

-   Rozumiem   -   mruknął   Jared,   zamyślając   się   na   kilka   minut,   po   czym 

poruszył kolejny trapiący go problem: - Przez te lata byłaś w szkole?

Tym razem zastanowiła się nad odpowiedzią.

- Nie przez cały czas.

-   Więc   co   robiłaś,   skoro   miałaś   tyle   zajęć   i   tak   mało   pieniędzy,   by   nie 

pozwolić sobie choćby na najtańsze wakacje?

Pierwszą odpowiedzią, jaka przyszła Karli na myśl,  było to, że jej życie 

przyszłe i przeszłe nie powinno go nic obchodzić.

Jednak   wpatrując   się   w   pustynne   tereny,   ciągnące   się   po   obu   stronach 

autostrady, Karla poczuła taki spokój i pewność siebie, że zdecydowała się ujawnić 
prawdę. Spojrzała na siedzącego obok mężczyznę.

- Byłam zapracowana i biedna, bo utrzymywałam mężczyznę.

Jared   drgnął,   jakby   poraził   go   prąd.   Karla   uśmiechnęła   się   nieznacznie, 

widząc,   że   tak   zaszokowała   go   jej   odpowiedź.   Ryzykując   utratę   kontroli   nad 
pojazdem, Jared odwrócił głowę i spojrzał oszołomiony na swą towarzyszkę.

- Co robiłaś?!

- Chyba słyszałeś. Ale jeżeli ci to nie przeszkadza, wolałabym o tym nie 

rozmawiać.

Karla   miała   jednak   niewielką   nadzieję,   że   Cradowg   usłucha   tej   prośby. 

Nerwowy śmiech Jareda odebrał ją zupełnie.

- Nie ma mowy! Nie możesz czynić prowokacyjnych wzmianek, a później 

żądać, abyśmy o tym nie rozmawiali!

background image

Jared   miał   rację,   niestety.   Obwiniając   się   za   własną   nieostrożność,   która 

podsyciła jego ciekawość, Karla wpatrywała się smutno w profil mężczyzny.

- To niezbyt przyjemna historia - ostrzegła.

- Nie przejmuj się, twoje opowiadanie urozmaici nam kilkanaście nudnych 

mil drogi.

Kobieta   westchnęła,   zapytując   siebie,   dlaczego   kontynuuje   bolesne 

wynurzenia,   dlaczego   z   lekkomyślnością   wpada   w   sidła   Cradowga.   Oparła   się 
wygodnie o fotel i zaczęła:

- Dobrze, ale nie mów później, że cię nie ostrzegałam. I pamiętaj, koncentruj 

się trochę na drodze, bo w przeciwnym razie możesz mieć mnie na sumieniu.

- Boisz się?

- Trochę.

- Nie musisz. Będę uważał. Zaczynaj - ponaglił podekscytowanym głosem.

Karla   opowiadała   dotąd   o   swoim   prywatnym   życiu   i   smutnych 

wspomnieniach jedynie Andrei i Alicji, z nikim innym nie czując takiej zażyłości, 
jak z przyjaciółkami. Wahała się wciąż, co powiedzieć, ale po kolejnym ponagleniu 
Jareda, usłuchała.

Monotonnym,   beznamiętnym   głosem   opowiedziała   o   swoim   niezbyt 

romantycznym związku. Skończywszy odwróciła twarz do okna i przypatrywała 
się pustyni równie smutnej jak jej myśli.

Cradowg słuchał w milczeniu, nie przerywając ani razu. Wreszcie,  kiedy 

milczenie   przedłużało   się   ponad   miarę,   odezwał   się   z   niedowierzaniem, 
zainteresowany drobnym szczegółem życiorysu Karli.

- Powiedziałaś, że miałaś tylko jednego kochanka?

Kobieta spojrzała na niego lodowatym wzrokiem.

- Tak właśnie powiedziałam. Chyba nie czyni to ze mnie, jak to określiłeś, 

flirciary?

- Nie byłaś z mężczyzną od sześciu lat?!

- Obecnie kończy się siódmy rok. - Karla z trudem zachowywała spokój. - 

Nie odnajdywałam większej przyjemności w kopulacji, więc przez ten okres nie 
zamartwiałam się, że stracę coś niezwykle ważnego.

background image

- Uaa! - jęknął z zadowoleniem Jared. - Kochanie, uspokój się. Ten gnojek 

naprawdę   zrobił   z   ciebie   kłębek   nerwów,   co?   -   Zanim   zdążyła   odpowiedzieć, 
malarz dodał łagodnie: - Ten cholerny dupek zranił twoje uczucia, naruszył twój 
szacunek do samej siebie.

Troska brzmiąca w głosie mężczyzny wycisnęła z oczu Karli strumień łez. 

Zdumiona tak gwałtowną reakcją, uśmiechnęła się smutno i zauważyła z humorem:

- I dodaj, że zagmatwał też moje sprawy finansowe.

Cradowg   zerknął   na   swą   towarzyszkę.   Ujrzawszy   jej   zapłakaną   twarz, 

zacisnął nerwowo szczęki.

- Przepraszam, wyprowadziłem cię z równowagi - głos Jareda zabrzmiał zbyt 

miękko   jak   na   bezwzględnego   mężczyznę,   wykorzystującego   kobiety   bez 
skrupułów. - Ale jestem zadowolony, że mi o tym opowiedziałaś - uśmiechnął się 
łagodnie. - A w przyszłości chciałbym usłyszeć coś o twoich przyjaciołach, Andrei, 
Alicji i Seanie. Opowiada łaś o nich jako o miłych ludziach. Myślę, że mógłbym 
ich polubić.

Radosny skurcz serca wyrwał Karlę z odrętwienia. I chociaż w jej umyśle 

tkwił wciąż obraz Jareda, namalowany ponurymi barwami przez Annę, odparła bez 
wahania:

- Sądzę, że oni też mogliby cię polubić. Ja zaś będę szczęśliwa, opowiadając 

ci o nich… w przyszłości.

Cradowg uśmiechnął się.

- To świetnie. Muszę teraz uważać na drogę.

Zjechał z autostrady na podrzędną drogę, biegnącą w głąb pustyni.

-   Kierujemy   się   teraz   do   pierwszego   miejsca   naszego   przeznaczenia,   do 

Skamieniałego Lasu. Odpręż się i podziwiaj prawdziwy stary Zachód.

background image

Rozdział ósmy

Wjechali do Narodowego Parku Petrifield Forest południową bramą, kierując 

się prosto do Muzeum Leśnej Tęczy. Kiedy Karla ujrzała ekspozycję skamielin, 
zrozumiała,   co   Jared   miał   na   myśli,   używając   zwrotu   „stary   Zachód”. 
Zachwyconym wzrokiem przyglądała się geologicznym eksponatom, skamieniałym 
roślinom,   zrekonstruowanym   szkieletom   pradawnych   zwierząt,   Cradowg   zaś, 
pamiętając o swojej roli przewodnika, przystąpił do udzielania wyjaśnień.

Dawno   temu,   przed   potopem,   ten   suchy,   płaski   kraj   był   całkowicie 

porośnięty   bujną   roślinnością,   ogromnymi   paprociami   i   olbrzymimi   drzewami, 
podobnymi do sosen, pomiędzy którymi uwijały się dinozaury, jaszczury podobne 
do   krokodyli,   olbrzymy   żywiące   się   rybami   i   wiele   innych   zwierząt,   znanych 
jedynie z wykopalisk.

Wolno   przechodzili   od   jednej   ekspozycji   do   drugiej   i   chociaż   Karla 

zafascynowana była widokiem skamieniałych drzew, odciśniętych w skale muszli, 
oraz   drobnych   żyjątek,   zatopionych   w   bursztynie,   to   jednak   chciwie   chłonęła 
zmysłowy, łagodny głos Jareda.

- Kiedy nadszedł wielki potop - kontynuował mężczyzna - drzewa obalały 

się   niczym   słomki,   zalewane   falami,   pokrywane   błotem,   mułem   i   popiołem 
wulkanicznym; ta pokrywa odcięła całkowicie dopływ tlenu, więc drewno, zamiast 
butwieć   i   gnić,   spalało   się   wolno   kamieniejąc…   -   Cradowg   zaprowadził   swą 
towarzyszkę   do   Wielkich   Pni,   niedużej   dolinki,   na   dnie   której   spoczywały   w 
nienaruszonym   stanie   ogromne   kamienne   drzewa,   wyglądem   przypominające 
wypolerowane drewno, lecz w dotyku twarde jak skała. - I to wszystko zdarzyło się 
dwieście milionów lat temu.

- Dwieście milionów lat temu! - zawołała oszołomiona kobieta, dotykając 

skamielin.

- Tak - Jared uśmiechnął się wyrozumiale. - Jednak ten pradawny las stanowi 

integralną część współczesnego Zachodu.

Z muzeum pojechali dwadzieścia mil drogą na zachód biegnącą przez park. 

Zatrzymywali   się   kilkakrotnie,   aby   Karla   mogła   obejrzeć   kolejne   egzemplarze 
zwalonych skamieniałych drzew.

Przystając   na   parkingu   kolejny   raz,   Jared   uśmiechnął   się   tajemniczo   i 

background image

wyciągnął   z   bagażnika   lornetkę.   Nie   udzielił   jednak   przyjaciółce   żadnych 
wyjaśnień, poprowadził ją natomiast nad ogrodzony mroczny kanion, z dna którego 
wyrastała   niesamowita   iglica   skalna.   Wskazując   ją,   malarz   polecił   Karli,   aby 
przyjrzała się jej dobrze przez lornetkę.

Przez kilka minut nie widziała nic, prócz rozmazanej szarości, nie potrafiąc 

wyregulować   ostrości.   Wreszcie   Karli   udało   się   nastawić   odpowiednią   ostrość. 
Jęknęła z zachwytu. Widok, który ujrzała, był dla niej prawdziwą niespodzianką, 
zwłaszcza   że   Jared   przezornie   nie   dał   jej   czasu   na   przeczytanie   tabliczki 
informacyjnej umieszczonej przy wjeździe na parking.

- Jakie   to wspaniałe!  - zawołała,  opuszczając  lornetkę, gdy  obejrzała  już 

dokładnie skalne malowidła.

- Wiedziałem,  że  ci się spodobają  - stwierdził rzeczowo jej towarzysz.  - 

Nazywają to Skalną Gazetą. Nic o niej nie wiemy, z wyjątkiem tego, że liczy kilka 
tysięcy lat - uśmiechnął się. - Ale znów jest to integralna część współczesnego 
Zachodu.

-   Jakie   to   fantastyczne.   -   Karla   ponownie   spojrzała   w   głąb   kanionu.   - 

Malowidła niektórych zwierząt są wprost niewiarygodnie realne!

Skupiła   uwagę   na   wizerunku   dzikiego   kota,   po   czym   popatrzyła   w 

zamyśleniu na mężczyznę.

- Zastanawiam się, jacy byli ludzie, którzy to stworzyli.

- Myślałem już o tym i mam własny pogląd na tę sprawę. - Jared zaśmiał się 

cicho.   -   Najzabawniejsze,   że   moja   teoria   nie   może   być   ani   potwierdzona,   ani 
obalona.

- I jakie wyciągnąłeś wnioski? - Karla raz jeszcze przyjrzała się fascynującej 

Skalnej Gazecie.

Cradowg wyjął lornetkę z dłoni kobiety i spojrzał na powierzchnię iglicy.

-   Sądzę,   że   nie   różnili   się   zbytnio   od   nas.   Umyślnie   lub   nieumyślnie 

pozostawili na tych skałach spuściznę przyszłym pokoleniom. - Opuścił lornetkę i 
uśmiechnął się. - Do diabła, wszystko, co o nich wiemy, to to, że lubili graffiti. Tak 
- zamruczał, patrząc w oczy Karli - sądzę, że byli prawie tacy jak my. Śmiali się, 
bali, kochali, spędzali ze sobą całe lata, dobre i złe. A kiedy któreś z nich umierało, 
zastanawiali   się   nad   sensem   życia,   ich   pytania   zaś   były   podobne…   do   pytań 
współczesnych nam ludzi, żyjących tysiące lat później.

background image

Karla słuchała uważnie, porównując filozofującego, trochę romantycznego 

Jareda z bezwzględnym facetem opisanym przez Annę. Nie potrafiła w tej chwili 
powiedzieć,   jaki   on   jest   naprawdę.   Wiedziała,   że   w   Jaredzie   kryje   się   wiele 
nieznanych   uczuć   i   wartości,   ale   czy   w   każdej   osobowości   nie   można   znaleźć 
czegoś   pięknego   i   pociągającego?   Czy   romantyk   nie   może   być   człowiekiem 
bezwzględnym, a filozof - kłamcą?

Kobieta drgnęła, wyrwana z rozmyślań pytaniem Cradowga:

- O czym tak dumasz?

Karla   poczuła,   jak   pieką   ją   policzki.   Spojrzała   lękliwie   w   ciemne   oczy 

mężczyzny.

-   Przepraszam,   nie   chciałam…   -   Spuściła   wzrok   i   nieoczekiwanie   znów 

spojrzała na Jareda. - Myślałam o tym, co powiedziałeś. - Uniosła lekko brwi. - 
Czy wszystko przyjmujesz w taki osobisty sposób?

Malarz uśmiechnął się ciepło.

- Podpowiada mi doświadczenie zgromadzone przez poprzednie pokolenia.

Karla   zaniepokoiła   się.   W   wyjaśnieniu   Jareda   jak   echo   odbijały   się 

irracjonalne teorie, wyznawane przez Andreę i Alicję. Karla zbyt mocno tkwiła w 
teraźniejszości, aby mogły jej się podobać koncepcje cykliczności życia, kolejnych 
wcieleń czy wspólnego dla wszystkich ludzi doświadczenia, gromadzonego przez 
miliony istnień ludzkich od zarania dziejów.

Czyżby mężczyzna, z którym zdecydowała się mieć romans, wierzył w te 

ezoteryczne bajki?

Myśl ta była niepokojąca i wymagała poważnego rozważenia.

Kobieta   automatycznie   podążyła   za   Jaredem,   kiedy   ten   skierował   się   do 

samochodu. Drgnęła, gdy nieoczekiwanie ujął jej dłoń i splótł ich palce. Spojrzała 
na towarzysza ze zdziwieniem.

- Masz jakieś obiekcje?

- Obiekcje? - Karla zadygotała. Jak mógłby jej się nie podobać taki czuły, tak 

delikatnie podniecający dotyk. Podobało się, odparła więc szczerze:

- Nie mam żadnych.

- To dobrze.

background image

Ze   zdumieniem   odkryła,   że   tak   zwyczajny   fakt,   jak   zetknięcie   się   dłoni, 

napełniał   jej   ciało   rozkoszą   i   uczuciem   błogości,   jakich   jeszcze   nigdy   nie 
doświadczyła. Zadała sobie pytanie, jakie doznania przyniosłoby pełne zbliżenie z 
nim, skoro już samo dotknięcie dłoni Jareda dostarczało jej tyle przyjemności?

Rozmyślając   o   tej   obiecującej   perspektywie,   zadygotała   z   podniecenia   i 

ukradkiem   zerknęła   na   mężczyznę.   Zmieszała   się,   widząc,   że   obserwuje   ją 
uważnie. Karla stwierdziła, że ma więcej problemów, niż jest skamieniałych drzew 
w parku narodowym.

Cradowg milczał, dopóki nie wsiedli do samochodu.

- Masz jakieś problemy? - zapytał troskliwie.

Problemy?   Powstrzymała   się   od   wybuchnięcia   śmiechem.   Gdyby   Jared 

wiedział, jakie ją gnębią problemy,

Decyzja Karli sprzed dwóch dni była jasna i prosta: poświęci trochę czasu i 

zabawi się w towarzystwie Jareda. Teraz wszystko uległo zmianie, malarz stawał 
się w jej oczach coraz bardziej interesujący, zmysłowy, inteligentny... pociągający. 
Karli nie mógłby zadowolić teraz krótkotrwały romans. Czuła zagrożenie, chociaż 
nie potrafiła wyjaśnić, skąd się ono bierze.

-   Kłopocze   mnie   sposób,   w   jaki   pojmujesz   życie.   Nie   uznaję   teorii   o 

zbiorowej świadomości wszystkich ludzi i wspólnych doświadczeniach.

- Wiesz dokładnie, jaką koncepcję uznaję - zauważył z lekkim zdziwieniem.

- Tego się obawiałam - jęknęła. - Wypowiadasz się niemal jak Alicja, Andrea 

czy Sean.

Jared roześmiał się.

- Czułem, z tego, co mi opowiadałaś, że muszą być powody, dla których twoi 

przyjaciele stali mi się bliscy. Oni także interesują się egzogenezą życia?

-   Czasem   -   zmarszczyła   brwi.   -   Jednak   na   ogół   zachowują   się   całkiem 

normalnie.

- Co oznacza normalność? - zapytał Jared prostując się. - Możesz wyjaśnić, 

co rozumiesz przez pojęcie normalności?

Karla poczuła, że jest przyparta do muru. Odparła ostrożnie:

-   Niewiara   w   cykliczność   życia,   w   poprzednie   wcielenia   i   tę   zbiorczą 

background image

świadomość.

Cradowg uśmiechnął się szeroko.

- Potrafisz to udowodnić?

Kobieta spojrzała na towarzysza poirytowanym wzrokiem.

- Dobrze wiesz, że nie. A czy ty masz dowód powracania w twoim życiu 

doświadczeń z minionych wcieleń, co?

-   Nigdy   nie   potrzebowałem   takiego   dowodu.   Mamy   chłonny   umysł   i 

fascynują mnie takie teorie, zwłaszcza jedna z nich…

- Jaka?

- Że dusze małżonków w kolejnych wcieleniach nawołują się wzajemnie, 

aby się znów połączyć - odparł spokojnie. - Czuję wołanie swojej duszy i wiem, że 
ty czujesz podobnie.

Dusze  małżonków!  Karla była wstrząśnięta  i niepewna własnych odczuć. 

Dusze małżonków!  Słowa te poruszyły ją do głębi. Nie chciała przyjąć ich do 
wiadomości, ale musiała. Ona także czuła wołanie swojej duszy.

„To tylko pociąg płciowy, zwykła, silna fizyczna fascynacja” - powiedziała 

sobie, potrząsając mocno głową.

- To tylko psychiczna reakcja na obecność drugiej osoby, Jared, nie ma w 

tym nic mistycznego.

- Łamiesz się, kochanie, i dobrze o tym wiesz.

Pewność,   z   jaką   to   powiedział,   sprawiła,   iż   kobieta   straciła   zupełnie 

panowanie nad sobą i mocno przytuliła się do mężczyzny.

- Pragnę cię, Jared!

- A ja ciebie kocham, Karlo.

Oświadczył to z całkowitym spokojem. Karla odsunęła się i spojrzała na 

malarza   zdumiona.   Kiedy   minęła   pierwsza   chwila   oszołomienia,   ogarnęły   ją 
sprzeczne uczucia.

Miłość. Ten mężczyzna oznajmił ją, że ją kocha.

Dlaczego   to   powiedział?   Przecież   to   nieprawda.   A   może?   Nie,   to 

background image

niemożliwe. Byli dla siebie wciąż obcymi ludźmi, zaledwie się poznali. Nawet nie 
poszli jeszcze razem do łóżka! To niemożliwe! A może? Hmm, może…

- Czyżbyś skamieniała jak te prastare drzewa? - zapytał Jared, przerywając 

rozterki Karli.

Kobieta drgnęła i roześmiała się histerycznie.

- Nie wierzę ci! - zawołała, rzucając na mężczyznę bolesne spojrzenie. - 

Jesteśmy   pośrodku   narodowego   parku…   i…   Jared,   po   prostu   nie   mogę   w   to 
uwierzyć!

Uśmiech Cradowga był tak czuły, że Karla zapragnęła rozpłakać się.

- Oswoisz się z tą myślą, skarbie. - Malarz popatrzył na drogę. - Ale lepiej 

już jedzmy.

Przekręcił kluczyk w stacyjce i wyjechał z parkingu.

- Porozmawiamy o tym później - obiecał z uroczym śmiechem. - Wieczorem, 

gdy zostaniemy sami.

Przez   resztę   dnia   Karla   oswajała   się   z   myślą,   że   Jared   może   ją   kochać. 

Chociaż zachwycała się magiczną grą świateł na Pustyni Barw, szarymi, różowymi 
i   czerwonymi   odcieniami   skał,   wyrastających   z   wydm,   chociaż   podziwiała 
rekonstrukcję   szkieletu   Gertie'ego,   jak   nazwano   plateozaura   odkrytego   w   1985 
roku w Chinde Point, to jednak nie przestawała myśleć o słowach Jareda. Miała 
wciąż w pamięci jego wyznanie miłości i obietnicę czegoś więcej, co miało się stać 
tego wieczoru.

W konsekwencji Karla mówiła niewiele, nawet podczas obiadu, który zjedli 

w Centrum Zwiedzania, zaś Cradowg ograniczał się jedynie do opisywania tego, co 
zwiedzali.

Nieoczekiwanie w drodze do faktorii Jared zagadnął:

-   Mam   nadzieję,   że   nie   będziesz   się   już   mnie   lękała,   jak   to   się   działo 

poprzednio.

- Nigdy się ciebie nie obawiałam! - powiedziała drżącym głosem.

Uśmiechnął się czule.

- Oczywiście, kochanie, z całą pewnością.

Nie mając argumentów, by się bronić, Karla odwróciła twarz do okna, w 

background image

milczeniu   przypatrując   się   ponurym   skałom   rezerwatu   Nawajów.   Wówczas 
przeszyła ją nagła myśl.

Podczas ich drugiego spotkania Jared zapewniał, że zostaną kochankami, bo 

takie jest przeznaczenie. Dwa dni temu wyciągnął wniosek, że Karla musi coś do 
niego czuć, skoro jest zazdrosna. Przed paroma godzinami nagle wyznał jej swoją 
miłość.   Przez   cały   ten   okres   Karla   czuła   przejmujący   lęk   przed   nadciągającą 
„nieuchronnością losu". Czy istniał jakiś związek między przepowiednią Cradowga 
a jej strachem?

Postanowiła o tym nie myśleć, czując narastający w głowie chaos.

Dotarli do faktorii handlowej Hubbleya, zbudowanej w ubiegłym wieku w 

samym sercu rezerwatu Nawajów. Zwiedzając ciasne pomieszczenia, wypełnione 
artykułami spożywczymi, suszoną żywnością, wyrobami Indian, rżniętymi rogami i 
rzeźbionymi   kamieniami,   Karla   pomyślała,   że   towarzyszący   jej   mężczyzna 
przypatruje się jej, niczym prawdziwy wygłodniały Indianin młodej squaw.

Ignorując narastające podniecenie, Karla zastanowiła się, czy gdyby Jared 

miał tak bezwzględny charakter, to używałby czarujących słów, całego swojego 
wdzięku i marnował dwa tygodnie po to tylko, aby wykorzystać ją w krótkim akcie 
spółkowania… Całkiem możliwe.

Poczuła,   że   ogarniają   niewypowiedziany   smutek.   Zaczęła   unikać   wzroku 

Cradowga w obawie, że wyczyta w jego oczach odpowiedź na dręczące ją pytania.

- Dobrze się czujesz?

Niski,   troskliwy   głos   zabrzmiał   tuż   nad   uchem   Karb.   Otrząsnęła   się, 

ogarnięta falą chłodu.

-   Świetnie.   Jestem   tylko   trochę   zmęczona   -   odparła   pośpiesznie 

nienaturalnym głosem. - Ja… - zaczerwieniła się, widząc, że Jared się uśmiecha. 
-Jest… hmm, jest raczej dość ciepło jak na listopad, prawda?

- Nie w Arizonie. Teraz jest dosyć przyjemnie, ale jeżeli zdaje ci się, że 

słońce mocno przygrzewa, to poczekaj, a przekonasz się, jaka gorączka panuje tutaj 
w połowie sierpnia.

- O ile dotrwam do tej pory - odparła Karla, mimowolnie wypowiadając 

głośno swoją myśl.

- Widzę, że jesteś bardzo zmęczona. - Mężczyzna złapał swą towarzyszkę za 

rękę i pociągnął ją w stronę samochodu. - Myślę, że dość zwiedzania, jak na jeden 

background image

dzień.

Bez słowa sprzeciwu podążyła za malarzem, bezwolna w uścisku Cradowga, 

ale szczęśliwa i bezpieczna. Kiedy puścił jej dłoń, aby otworzyć samochód, Karla 
poczuła się opuszczona i samotna.

Gdy tylko usiadła w fotelu, uszło z niej całe podniecenie. Ułożywszy głowę 

na oparciu, przymknęła oczy i starała się o niczym nie myśleć. Łagodne kołysanie 
pojazdu i szum silnika uśpiły Karlę,

Przebudziła   się,   czując,   że   się   zatrzymali.   Ziewnęła,   wyprostowała   się   i 

rozejrzała półprzytomnie.

Za  oknami   panował   mrok,   włączone   lampy   samochodu   oświetlały   wąską 

uliczkę   jakiejś   osady.   Była   sama.   Ziewnęła   ponownie,   zastanawiając   się,   gdzie 
zniknął Jared, lecz w tej samej chwili ujrzała go w świetle reflektorów. Wychodził 
z jednego z budynków.

Cradowg uśmiechnął się, widząc, że jego towarzyszka już nie śpi.

- Lepiej się czujesz? - zapytał, siadając za kierownicą. - Gotowa do kolacji?

- Tak - odrzekła, pokrywając uśmiechem zmieszanie i dezorientację. - Gdzie 

jesteśmy?

Jared zapalił motor.

- W zajeździe Thunderbird - wskazał na długi rząd motelowych pokoi.

Podjechał na sam koniec uliczki i zaparkował.

- Mamy pokoje po przeciwnych stronach.

Mężczyzna wniósł bagaże do jej pokoju i spojrzał pytająco.

- Co o tym sądzisz?

Pomieszczenie   nie   było   zbyt   wielkie,   lecz   przyjemnie   urządzone,   dość 

przytulne i czyste.

- Bardzo tu miło. - Zajrzała do łazienki. - Czy jest w tym motelu restauracja?

- Kafeteria. - Jared uśmiechnął się przepraszająco. - Nie oferują rozrywki, ale 

jest tam czysto i dają smaczne jedzenie.

-   Nie   potrzebuję   rozrywki,   Jared   -   zapewniła   Karla,   dopiero   po   chwili 

background image

dostrzegając dwuznaczność swojej odpowiedzi. - W pełni zadowoli mnie coś do 
jedzenia   -   dodała,   modląc   się   w   duchu,   aby   jej   słowa   nie   zostały   opacznie 
zrozumiane. Znowu poczuła powracające drżenie i niepokój.

- Cieszy mnie, że nie jesteś rozczarowana. - Cradowg zerknął na zegarek. - 

Jest dziesięć po szóstej, a lokal zamykają o wpół do dziewiątej. Będziesz gotowa za 
godzinę?

-   Gdyby   zachodziła   taka   potrzeba,   byłabym   gotowa   już   za   kwadrans... 

-wyjaśniła z uśmiechem Karla. - Ale muszę wziąć prysznic i przebrać się, więc 
wykorzystam całą godzinę, jaką mi podarowałeś.

Kafeteria wyglądała dokładnie tak, jak ją opisał Cradowg. Wielka sala była 

czysta, jasna i funkcjonalna, ale brakowało jej elegancji, właściwej wielkomiejskim 
lokalom.   Posiłki   ciepłe   i   dobrze   przyrządzone,   choć   nie   były   to   potrawy   dla 
smakosza.

Wykąpana i przebrana Karla była zadowolona z kolacji, głównie dlatego że 

nie   rozmawiali   o   niczym   ważnym.   Jeszcze   nie   zdecydowała,   jak   zareaguje   na 
jakiekolwiek zaloty ze strony Jareda. Początkowo sądziła, że Cradowg zaproponuje 
lampkę wina, aby wprowadzić miły nastrój, ale malarz rozwiał jej nadzieje.

-   Musisz   zadowolić   się   jedynie   kawą   i   posiłkiem.   Na   terenie   rezerwatu 

zabroniona jest sprzedaż alkoholu.

Całe napięcie, którego Karla pozbyła się podczas kolacji, powróciło, gdy 

tylko wyszli z kafeterii i jasno oświetlonym korytarzem udali się do swoich pokoi. 
Spodziewała   się,   że   kiedy   zostaną   sami,   Jared   przystąpi   do   natarcia.   Drżąc   z 
oczekiwania, pomyślała o ucieczce. Wiedziała jednak, że na odwrót jest już trochę 
za późno.

Mężczyzna szedł w milczeniu. Karla zastanawiała się, co też jej towarzysz 

obmyśla.   Grzecznie   otworzył   przed   nią   drzwi   i   skierował   się…   do   własnego 
pokoju.

Oszołomiona   Karla   obserwowała,   jak   Cradowg   znika   za   rogiem.   Zdjęła 

żakiet i położyła go na krześle. Stanęła, odwrócona plecami do otwartych drzwi, 
zamyśliła się. Przygotowywała się na wszystko, ale nie na taką obojętność. Ogarnął 
ją niepohamowany gniew. Karla była wściekła na siebie, na swoje rozbudzone, 
bezpodstawne oczekiwania i na Jareda, że tyle zrobił, by się do niej zbliżyć, a teraz 
odszedł bez słowa.

Do diabła, nawet nie życzył jej dobrej nocy!

background image

Za   plecami   Karli   rozległ   się   nagle   cichy   odgłos   zamykanych   drzwi   oraz 

przyjemny męski głos:

- Masz jeszcze ochotę na szklaneczkę wina?

Wolno odwróciła głowę, spoglądając z niedowierzaniem na uśmiechniętego 

mężczyznę. Jared trzymał w jednej dłoni otwartą butelkę drogiego białego wina, w 
drugiej zaś dwie zwykłe, hotelowe szklanki.

-   Sądziłam,   że   ten   towar   jest   niedostępny   w   rezerwacie   -   zaskoczona 

wskazała na butelkę.

- Jedyne prawo, które respektuję, to moja wola. - Mężczyzna uśmiechnął się 

zmysłowo, podając towarzyszce napełnioną do połowy szklankę.

Karla   odruchowo   sięgnęła   po   wino,   lecz   go   nie   spróbowała.   Ostatnia 

możliwość, jaką brała pod rozwagę w minionych dniach, to ta, że mogłaby się 
zakochać.

Spoglądając   ze   wzrastającymi   obawami   na   uśmiechniętego   wciąż 

mężczyznę, czuła, jak robi się jej na przemian zimno i gorąco.

Cradowg zdjął marynarkę i rzucił ją na krzesło, przybierając niedbałą pozę. 

Lecz w oczach mężczyzny nie błyszczała jak zwykle moc. Karla dojrzała na ich 
dnie   niepewność   i…   bojaźń.   Ten   cień   niepewności   skradł   kobiecie   ostatnie 
złudzenie.

Wzdychając ciężko, musiała zaakceptować nieuchronność losu.

Była beznadziejnie zakochana w Jaredzie Cradowgu.

 

background image

Rozdział dziewiąty

- Karlo, kochanie, co się stało? - zaniepokojenie brzmiące w głosie Jareda 

wyrwało kobietę z odrętwienia. - Drżysz i zbladłaś. Jesteś chora?

Cradowg zbliżył się i wyjął szklankę z jej zamarłej ręki,

- Kochanie, opowiedz mi, co się z tobą dzieje?

-   Nie!   -   wybuchnęła,   spoglądając   na   mężczyznę   błagalnym   wzrokiem, 

chociaż nawet nie wiedziała, o co miałaby go prosić.

W  oczach  Cradowga  pojawiła   się  panika,  zbladł,   niepewny,  co  robić.  W 

niczym nie przypominał teraz tego aroganckiego człowieka, którego Karla poznała.

Chociaż   w głosie  malarza   nadal  brzmiała   władczość,   to  jednak  starał się 

mówić jak najłagodniej.

- Cholera, co się stało? - otoczył ramieniem talię kobiety i delikatnie przytulił 

jej  drżące   ciało,   jakby   chcąc   ją  chronić  i   służyć  całą   swoją   mocą.   -  Usiądź.   - 
Podprowadził   Karlę   do   łóżka,   a   kiedy   usiadła   na   skraju   materaca,   zamruczał 
zatroskany: - Opowiedz mi, skarbie, co się stało.

Zachowanie Cradowga było tak trudne do zrozumienia, że Karla nie mogła 

uwierzyć   w   to,   co   widzi   i   słyszy.   Po   raz   ostatni   spróbowała   oprzeć   się 
ogarniającemu   ją   uczuciu,   usiłowała   wzbudzić   w   sobie   wątpliwości,   wywołać 
obraz   Jareda,   stworzony   przez   Annę…   daremnie.   Nie   mogła   już   utrzymywać 
Jareda na dystans, nie potrafiła być dla niego chłodna, chciała stać się obiektem 
jego miłości, partnerką, kochanką.

- Karlo! Odpowiesz  mi?  Proszę,  co się…  - Cradowg przerwał i zmrużył 

oczy. - Znowu się mnie lękasz? - dopytywał się, oddychając ciężko.

Kobieta uśmiechnęła się i uwalniając z dłoni Jareda swoją szklankę, wolno 

wypiła łyk wina.

-   Nie,   nie   lękam   się   ciebie.   -   Popatrzyła   znad   krawędzi   naczynia   na 

zatroskanego mężczyznę, wolno odzyskując spokój.

- Więc o co chodzi? Czujesz się chora czy wyczerpana?

- Nie. - Karla ukryła swawolny uśmiech za szklanką z winem.

background image

Czy   miała   mu   powiedzieć,   że   wręcz   przeciwnie,   czuje   się   nadzwyczaj 

pobudzona?

„Czemu   nie?”   -   uśmiechnęła   się   do   swoich   myśli.   Z   wyjątkiem 

powściągliwości, nic nie powstrzymywało Karli do wyjawienia Jaredowi prawdy.

- No więc, co… - zaczął Cradowg.

- Chcę być z tobą, Jared.

-   Co?   -   mężczyzna   zesztywniał.   W   jego   oczach   zalśniła   nadzieja   i 

oszołomienie.

Widok twarzy Cradowga zafascynował Karlę, ale nie zamierzała trzymać go 

dłużej w niepewności. Zbierając całą odwagę, oświadczyła dzielnie:

- Chcę być z tobą. - Odstawiła szklankę i uniosła dłoń do twarzy mężczyzny. 

- Kochaj się ze mną, Jared.

- Och, Karlo - jęknął Cradowg, przyciskając dłoń kobiety do ust. - Ja także 

ciebie pragnę. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo.

Drżała z niecierpliwości, kiedy powoli zbliżał do niej swoje usta.

Pocałunek  Jareda był wspaniały, tak różny  od tych, których już doznała. 

Karla chłonęła słodycz ust mężczyzny, a jego czułość, żar, pragnienie i delikatność 
rozpaliły w niej takie pożądanie, do jakiego wydawała się niezdolna.

Rozchylając usta, Karla zarzuciła ramiona na szyję mężczyzny i kładąc się 

na łóżko, pociągnęła go za sobą.

- Wolniej, kochanie, wolniej - szepnął. - Pragnę cię bardzo, ale nie chcę się 

śpieszyć - zamilkł, łaskocząc językiem ucho partnerki. - Chcę, abyśmy wspólnie 
przeżyli nasz pierwszy raz.

- Ale ja chcę - zaprotestowała szeptem, który stłumiły usta Jareda.

- Ja też cię pragnę - westchnął głęboko, unosząc głowę. - Ale chcę być z tobą 

długo,   całować   cię,   pieścić,   drżeć   z   niecierpliwości,   kiedy   ty   będziesz   mnie 
pieściła. Pragnę odłożyć moment zespolenia, dopóki oboje nie będziemy jęczeć i 
błagać o to, póki pożądanie nie rozsadzi naszych ciał.

Karla uznała, że Jared jest jeszcze większym artystą, niż to sobie wyobrażała. 

Już   drżała   w   odpowiedzi   na   erotyczne   obrazy,   które   nawiedziły   jej   myśli   pod 
wpływem jego pełnych pasji słów, czuła, jak ogień podniecenia trawi całe jej ciało.

background image

Uśmiechnęła się zmysłowo:

- Ja także tego pragnę.

Cradowg poruszył się z widoczną trudnością.

- Pragnę cię widzieć… całą ciebie.

- Dobrze…

- Chcę, abyś na mnie patrzyła… - mężczyzna wstrzymał oddech.

- Dobrze. - Karła zsunęła ramiona z szyi Jareda i sięgnęła do najwyższego 

guziczka bluzki.

-   Nie…   -   Jared   położył   rękę   na   dłoni   kobiety.   -   Pozwól   mi   to   zrobić, 

kochanie - poprosił, gorąco całując partnerkę.

Skinęła   głową.   Mężczyzna   przerwał   pieszczotę.   podniósł   Karlę   z   łóżka   i 

postawił naprzeciw siebie. Z okrutną powolnością zaczął rozpinać guziczki bluzki i 
zsuwać materiał z ramion Karli.

Dotyk   palców   Jareda   rozpalił   w   niej   jeszcze   większy   ogień.   Podniecenie 

wzrastało,   kiedy   niecierpliwie   zdzierał   z   niej   resztki   ubrania.   Jej   ciało   płonęło 
niczym   żywa   pochodnia.   Nie   wstydziła   się   swojej   nagości,   bez   zażenowania   i 
nieśmiałości spoglądała w zafascynowaną twarz Cradowga.

-   Jesteś   piękna…   -   Jared   ze   świstem   wciągnął   powietrze.   -   Tak   bardzo 

piękna…   -   Oszołomiony,   badał   wzrokiem   całe   drżące,   nagie   ciało   kobiety. 
Wreszcie niecierpliwym gestem chwycił swój pulower, aby go ściągnąć.

- Pozwól, niech ja to zrobię… kochany - powstrzymała go szeptem Karla.

Czynność   powtórzyła   się,   lecz   tym   razem   to   Karla   ze   wzrastającą 

ciekawością   odkrywała   muskularne   ciało   Cradowga,   badając   palcami   każdą, 
nieznaną   dotąd   jego   część.   Oczy   kobiety   zalśniły,   kiedy   odsłoniła   nabrzmiałą 
męskość Jareda.

-   Ty   także   jesteś   piękny   -   szepnęła   z   przejęciem,   delikatnie   dotykając 

twardego ciała opuszkami palców.

- O Boże! - jęknął, dygocąc pod dotykiem kochanki. - Karla… - Chwytając 

Karlę w ramiona, rzucił się z nią na łóżko. - Kochaj mnie… Pozwól, niech ja ciebie 
kocham…

Ich usta odnalazły się, języki złączyły. Kobieta poddała się ogarniającej ją 

background image

rozkoszy.

Dawać i przyjmować miłość…

Jared   przez   długie   chwile   pieścił   delikatnie   każdy   centymetr   ciała   swej 

kochanki. Karla nie doznała nigdy tak subtelnych podniet, tak czułych pieszczot. 
To nowe odczucie było na tyle wstrząsające, że z oczu kobiety popłynęły łzy.

- Dlaczego płaczesz? - zapytał Jared zdziwiony. - Czyżbym uraził cię w jakiś 

sposób?

-   Nie   -   zapewniła   pośpiesznie.   -   To   nie   jest   prawdziwy   płacz.   Ja…   - 

łagodnym   pocałunkiem   wypogodziła   czoło   mężczyzny.   -   Jared,   ja   nigdy   nie 
sądziłam, że to może być takie piękne, cudowne. Nigdy nie wiedziałam… - głos 
kobiety załamał się i resztę swych uczuć musiała wyrazić dłońmi.

Jared wycałował końce palców Karli, dotykających jego ust, i uśmiechnął się 

łagodnie.

- Cieszę  się,  że jestem tym,  który odkrywa przed tobą piękno miłości.  - 

Ucałował kochankę z czułością zapierającą dech w jej piersi, z czułością, która 
wkrótce przeistoczyła się w niepohamowany wybuch żądzy.

Karla,   czując   się   swobodniej   i   bezpieczniej   niż   kiedykolwiek   w   życiu, 

odpowiadała   pożądaniem   na   pożądanie,   pieszczotami   na   pieszczoty,   żarliwymi 
pocałunkami na jeszcze żarliwsze pocałunki. Pragnienie wzrosło w niej do tego 
stopnia, że nie mogła już dłużej znieść tych miłosnych tortur, położyła się tak, by 
móc przyjąć kochanka, i wyszeptała błagalnie jego imię.

Jared, przenosząc swe ciało pomiędzy nogi kobiety, zapytał z przekorą;

- Skąd wiesz, że ja jestem gotów?

- Bo zdaje mi się, że trwa to już całą wieczność, a nie można całą wieczność 

znosić bólu, jaki mnie rozsadza.

Uniosła biodra i przywarła do mężczyzny. Cradowg delikatnie pocałował 

partnerkę.

- Minęło kilka lat, od kiedy po raz ostatni byłaś z mężczyzną. Nie chciałbym 

zrobić ci krzywdy.

Karla poczuła, że do jej oczu napływają łzy wzruszenia. Pocałowała Jareda 

łagodnie.

background image

-   Wiem,   że   byś   nie   chciał   -   uśmiechnęła   się   ufnie,   wierząc,   że   będzie 

delikatny.

Cradowg wszedł w Karlę wolno i ostrożnie, nieświadom, że zawładnąwszy 

jej ciałem, zawładnął także jej duszą.

Karla   szeptała   cicho   imię   kochanka,   aż   wreszcie,   nie   mogąc   wytrzymać 

cudownego bólu, opadła na plecy i poddała się spazmom rozkoszy.

Po chwili usłyszała głośne westchnienia Jareda, które napełniły ją radością.

* * *

Dzień   był   jasny   i   ciepły,   a   Karla   szczęśliwa.   Opuściły   ją   wątpliwości   i 

niepokoje związane z osobą Jareda, przestała obawiać się przyszłości, zapomniała 
o przeszłości.

- Jakie mamy plany na dzisiaj? - zapytała z uśmiechem. 

Siedzący naprzeciwko Cradowg skończył jeść śniadanie i na jego twarzy 

pojawił się wyraz szczęścia i zadowolenia.

-   Najpierw   kanion   de   Chelleya.   Ponieważ   w   okresie   zimy   i   jesieni   nie 

organizuje się zjazdów na jego dno, będziemy musieli podziwiać go z platformy 
widokowej. Następnie pojedziemy do Doliny Monumentów, a stamtąd nad jezioro 
Powella, gdzie spędzimy noc. Jak to brzmi? - uniósł brwi pytająco.

-   Świetnie   -   zapewniła   Karla,   dodając   w   myślach.   „Zwłaszcza   plany 

dotyczące noclegu”. Na jej ustach pojawił się tajemniczy uśmiech.

- Co cię tak bawi? - zaciekawił się Jared.

- Nic… - Karla na próżno starała się przybrać niewinną minę.

- Okay, skarbie, chcę wiedzieć, co ma oznaczać ten intrygujący uśmiech.

Kobieta wiedziała już, że pod maską dociekliwości i władczości kryje się 

cichy, nieśmiały mężczyzna. Ta wiedza dała jej siłę i… odwagę wyznania prawdy.

- Cieszę się.

-   Z   czego?   -   Cradowg   zmarszczył   brwi,   usiłując   ukryć   błysk   nadziei   w 

background image

oczach.

- Z dzisiejszej nocy.

Karla   wstrzymała   oddech,   oczekując   na   reakcję   malarza.   Jared   pozostał 

spokojny, na jego twarzy nie drgnął ani jeden mięsień, usta nie zmieniły wyrazu. 
Tylko   na   dnie   jego   ciemnych   oczu   zapłonęła   ogromna   radość.   Pod   wpływem 
impulsu wyciągnęła nad stolikiem dłoń, ściskaj ąc rękę Jareda ze zrozumieniem i 
otuchą.

Cradowg zamrugał powiekami. Zerknął na dłoń Karli i z czułością splótł ich 

palce, jednocząc się tym gestem z partnerką.

Wzniosłość  owej chwili nie uszła uwadze obojga. Na kilkanaście  sekund 

kłopoty i nieszczęścia, cały świat, wszystko pozostało za nimi, istnieli tylko oni: 
Karla i Jared, zjednoczeni w swych sercach uczuciem bardziej intensywnym niż to, 
które rodzi zwykłe połączenie ciał.

Czar chwili został przerwany dzwonieniem filiżanek z kawą oraz krokami 

kelnera. Kochankowie drgnęli i uśmiechnęli się do siebie ze zrozumieniem.

- Jesteś gotowa do drogi? - zapytał Jared, ściskając mocniej dłoń kobiety.

- Jestem gotowa na wszystko.

Stojąc na brzegu platformy widokowej mieszczącej się na skraju przepaści, 

Karla poczuła zawroty głowy i lęk połączony z oczarowaniem. Spoglądała na dno 
kanionu,   ciągnące   się   kilkaset   stóp   niżej.   Obok   stał   Cradowg,   który   nie 
zrezygnował z pełnienia roli przewodnika.

- Jak  widzisz, kanion jest  zamieszkały, ale wielu Nawajów  opuszcza  go, 

kiedy zbliżają się zimne miesiące.

-   Dokąd   idą?   -  zapytała   automatycznie,   wpatrując   się   w   sterczącą   z   dna 

kanionu skałę o zaokrąglonych kształtach, zwaną Rio de Chelley.

- Do własnych domów, które pobudowali na górze - wyjaśnił Cradowg w 

zamyśleniu. - Na co tak patrzysz?

Karla wskazała lśniące w dole pasemko rzeki i drzewa porastające jej brzegi.

- Jakie to dziwne - zauważyła. - Nigdy tu przedtem nie byłam, a odnoszę 

wrażenie, że rozpoznaję te skały i dolinę.

Jared wybuchnął gromkim śmiechem, nie mogąc się uspokoić przez kilka 

background image

sekund.

- Nie ma  w tym nic dziwnego. Przecież podziwiałaś ten widok w moim 

domu.

Karla odnalazła w pamięci właściwe skojarzenie i spojrzała na towarzysza z 

niedowierzaniem.

- Panorama kanionu wisząca nad kominkiem! - zawołała. - Tu malowałeś?

-   Z   tej   platformy   -   przyznał,   Śmiejąc   się   ze   zdumionej   miny   Karli.   - 

Zastanawiałem się, czy to zauważysz.

-   Jak   mogłam   się   domyślić?   -   pokręciła   przecząco   głową   i   raz   jeszcze 

spojrzała w przepaść. - Malowałeś to z fotografii, prawda?

- Nieprawda.

Kobieta otworzyła szeroko oczy.

- Malowałeś z natury, stojąc tak blisko stoku?

- Właśnie.

- Nie bałeś się?

Jared nadal się uśmiechał, ale jego oczy były poważne.

- Nawiedza mnie wiele obaw, ale na szczęście nie mam ani klaustrofobii, ani 

lęku wysokości.

Karla kochała Jareda. Kochała gorąco - po raz pierwszy w życiu. Chciała 

poznać każdy szczegół z życia kochanka, każdy rys jego osobowości, każdą cechę 
charakteru,   dlatego   zaciekawiła   ją   natura   lęków   Cradowga.   Chciała   już   zadać 
niedyskretne pytanie, lecz ostrożność powstrzymała ją w ostatniej chwili. Związek 
między Karlą a Jaredem nie był jeszcze zbyt silny. Cradowg wykazywał ogromną 
powściągliwość w wypytywaniu o życie kochanki, z wyjątkiem pytań dotyczących 
okresu jej celibatu. Karla obawiała się ulec pokusie nadmiernej ciekawości, aby nie 
zranić uczuć ukochanego i nie naruszyć łączącej ich delikatnej więzi.

- Ja także nie mam lęku wysokości - zauważyła więc tylko, wsiadając do 

samochodu. - Dokąd jedziemy?

Jared wyjaśnił, że udadzą się na drugi kraniec kanionu, gdzie wznosi się 

oryginalne pueblo Nawajów - Anasazi, a później zwiedzą indiańskie wigwamy.

background image

Ta odpowiedź nie wystarczyła jednak Karli i metaforyczne pytanie „dokąd 

jedziemy?” nachodziło ją jeszcze parokrotnie.

Po   spożyciu   obiadu   w   Thunderbird   Jared   zawiózł   Karlę   do   Doliny 

Monumentów. Był to geologiczny twór, który do złudzenia przypominał dzieło rąk 
ludzkich.   Karla   w   zachwycie   przyglądała   się   smukłym   kolumnom,   niewielkim 
kanionom i samotnym skałom o barwach od jasnego różu po ciemny brąz.

Słońce   karmazynowo   zachodziło   nad   pustynią,   kiedy   jedli   kolację   w 

Kayenta.   Karla   po   raz   pierwszy   próbowała   oryginalnych   potraw   i   musiała 
przyznać, że smakują wyśmienicie.

Przyjemnie zmęczeni, rozleniwieni smacznym posiłkiem, jechali do zajazdu 

Wahweape,   słuchając   muzyki   z   taśm.   Mimo   że   było   już   zbyt   ciemno,   aby 
podziwiać   piękno   pobliskiego   jeziora   Powella,   Karla   czuła   się   zadowolona   i 
szczęśliwa, zmierzając do pokoju zamówionego przez Jareda.

Tak jak poprzedniej nocy, Cradowg wniósł bagaże przyjaciółki do jej pokoju 

i opuścił Karlę, aby po upływie pół godziny powrócić z tą samą butelką wina.

Wino miało cudowny smak, a ich miłość - nieporównywalny Poddali się 

szalonej namiętności, a potem Jared ukołysał kochankę delikatnie, jakby była z 
morskiej piany.

Tej nocy rozumieli się bez słów, przypieczętowując uroki podróży.

Spędzili   nad   jeziorem   dwa   cudowne,   choć   wyczerpujące   dni…   i   jeszcze 

bardziej wyczerpujące noce.

Płynąc   wynajętą   łodzią   wzdłuż   brzegów   jeziora,   Jared   tłumaczył 

jednostajnym głosem typowego przewodnika:

- To najnowszy fragment współczesnego Zachodu. Jezioro nazwano na cześć 

Johna Wesleya Powella, geologa, który zbadał bieg rzeki Kolorado. Zapora, którą 
tam widzisz… - wskazał dłonią potężny mur o wysokości stu osiemdziesięciu stóp 
- kosztowała dwieście sześćdziesiąt milionów dolarów i zbudowano ją pod koniec 
roku 1963. Elektrownia wodna wyprodukowała do tej pory energię elektryczną o 
wartości trzystu pięćdziesięciu milionów dolarów.

Karla podziwiała okolicę, nie spoglądając na mężczyznę, ale w jej oczach 

widniał zachwyt.

-  Musisz   mieć   fantastyczną   pamięć   -  powiedziała   ze   śmiechem.   -  Jak,   u 

diabła, zapamiętałeś te wszystkie dane i wydarzenia?

background image

Ku zdziwieniu Karli Jared zmieszał się i z zakłopotaniem pokazał trzymany 

w dłoni folder.

- Przeczytałem to wszystko w przewodniku, który kupiłem w zajeździe.

Radosny śmiech kobiety przepłoszył ptaki z przybrzeżnych szuwarów, Jared 

po chwili wahania zaczął śmiać się razem z nią.

Znad jeziora pojechali w głąb Utah, aby obejrzeć jeszcze jeden kanion.

-   Liczy   ponad   sześć   milionów   lat   -   poinformował   Cradowg   nad   skalną 

krawędzią,   pomijając   swój   ulubiony   zwrot   „ale   jest   to   integralna   część 
współczesnego Zachodu”.

- Wiesz - zaczęła Karla, przyglądając się beznamiętnie kamiennym zamkom, 

spiralom, iglicom i innym skałom na dnie przepaści - podobają mi się te widoki, 
ale… - odsunęła się od krawędzi rozpadliny i spuściła głowę - zaczynam mieć już 
dosyć tych wszystkich kanionów, jak na razie… Chyba rozumiesz, co mam na 
myśli?

Jared chrząknął i skinął ze zrozumieniem.

-   Jeszcze   tylko   jeden…   Chociaż   na   chwilę,   na   jeden   rzut   oka,   a   jestem 

pewny, że będziesz miło zaskoczona.

Dręczona   ciekawością   Karla   zdecydowała   się   nie   pytać,   co   Jared   ma   na 

myśli.   Przecież  sama   wyznaczyła  reguły  gry, ustalając,   iż każdego  dnia  będzie 
poznawać kolejne etapy ich podróży.

Śpiesząc do Narodowego Parku Zion, zatrzymali się po drodze na spóźniony 

obiad,   noc   zaś   spędzili   we   własnych   ramionach   w   komfortowych   warunkach 
zajazdu Zion.

Rankiem   Jared   zaintrygował   Karlę   tym,   że   pozwolił   jej   spokojnie   zjeść 

śniadanie   i   wziąć   prysznic,   zamiast   ponaglać   ją   do   jak   najszybszego   wyjazdu. 
Kiedy   zapytała   Cradowga,   dlaczego   zachowuje   się   inaczej   niż   zwykle,   Jared 
uśmiechnął się tajemniczo i wymijająco odpowiedział:

- Nie musimy jechać daleko do następnego miejsca przeznaczenia.

- A gdzie to jest?

-   Zobaczysz   -   uśmiechnął   się   obiecująco.   -   Ale   przygotuj   się,   że   po 

obejrzeniu tylu cudów natury możesz przeżyć prawdziwy szok kulturowy.

background image

Las Vegas… prawdziwy szok kulturowy. Elegancja, szyk, błyski neonów, 

sznury samochodów na ulicy, tłumy ludzi ściągających z całego kraju, od rasowych 
graczy po prowincjuszy z zapadłych mieścin, przyglądających się wszystkiemu z 
otwartymi   ustami.   Porównując   tę   hałaśliwą   metropolię   ze   spokojnymi   parkami 
narodowymi,   które   zwiedziła,   Karla   uświadamiała   sobie   ze   zdumieniem,   że   to 
także   „integralna   część   współczesnego   zachodu”,   najbardziej   współczesna   ze 
wszystkich, które obejrzała.

Przyglądała   się   tłumom   ludzi,   dochodząc   do   wniosku,   że   można   się   tu 

nabawić   klaustrofobii.   Zaczynało   jej   brakować   otwartych   przestrzeni,   cichych 
zakątków,   śpiewu   ptaków.   Widząc,   że   Jared   nie   przejawia   ochoty   zapłacenia 
haraczu bożkom gry, nie zawahała się zapytać o cel ich wizyty w Las Vegas.

-   Zarezerwowałem   pokoje   na   dwie   noce   -   wyjaśnił   Cradowg.   -   Jutro 

obejrzymy zaporę Hoovera, a stamtąd udamy się prosto do głównej atrakcji naszej 
wycieczki.

-   Do   Wielkiego   Kanionu?   -   zaciekawiła   się   Karla,   czując   mieszane 

pragnienia - niecierpliwość ujrzenia jednego z siedmiu cudów Ameryki i niechęć 
do patrzenia w głąb jeszcze jednego kanionu.

-   Tak,   do   kanionu   Kolorado   -   przyznał   z   uśmiechem.   -   Pokoje   już 

zamówiłem,  ale mogę zmienić rezerwację, jeżeli wolisz spędzić w Vegas tylko 
jedną noc.

- Nie - odparła szybko. - Niech już zostanie, jak jest.

Jak się jednak później okazało, spędzili tylko jedną noc w mieście neonów…

Jared zamienił dwa zarezerwowane pokoje na wielki apartament znajdujący 

się na ostatnim piętrze jednego z kasyn. Kochankowie unikali swoich spojrzeń, 
dopóki boy hotelowy nie skończył słać wielkiego łoża i nie oddalił się z szerokim 
uśmiechem na widok monety, którą Jared wsunął w bezczelnie wyciągniętą dłoń 
chłopca. Gdy tylko pozostali sami, wybuchnęli radosnym śmiechem.

- Czuję się strasznie niemoralnie! - zawołała Karla. - Widziałeś, jak na nas 

znacząco spoglądał?

- Skoro i tak już jesteśmy niemoralni, to co byś powiedziała na małą orgię? - 

Jared   groźnie   zmarszczył   brwi.   -   Zadzwonię   na   służbę   i   każę   przynieść   nam 
szampana i kawior!

- O, pan ma chyba złe zamiary… - ton kobiety był równie jednoznaczny, jak 

propozycja Cradowga.

background image

Bo Jared miał bardzo „złe zamiary”!

Podczas gdy hotelowi goście grali w kasynie, licząc na uśmiech szczęścia, 

Karla   i   Jared   grali   w   grę   wymyślone   przez   naturę,   wzajemnie   obdarzając   się 
szczęściem. Smakowali kawior, pili szampana, rozkoszowali się własnymi ciałami, 
czerpiąc wszelką radość z bycia razem.

Dla Karli było to tak piękne, że nie zawahała się otworzyć przed kochankiem 

swojego serca. Leżąc wyczerpana u boku Jareda, wpatrując się w biały sufit nad ich 
głowami, odezwała się beznamiętnym głosem:

- Byłam taka młoda, wrażliwa i tak wierzyłam, że jestem kochana.

Dłoń mężczyzny zacisnęła się na udzie kochanki. Kobieta poczuła dreszcz 

zażenowania, kiedy Cradowg uniósł głowę i spojrzał jej w oczy.

- Wspomnienia wciąż bolą?

Zastanowiła   się   nad   swymi   odczuciami.   Ze   zdumieniem   stwierdziła,   że 

wspominając Louisa, nie czuje już bólu i żalu do niego.

- Już nie. Sądzę, że wreszcie pozbyłam się balastu przeszłości. - Uśmiechnęła 

się z satysfakcją, słysząc pełne ulgi westchnienie Jareda.

- Chcesz o tym opowiedzieć? O nim?

- Nie mam nic ciekawego do powiedzenia ani o tym, ani o nim. - Wzruszyła 

ramionami. - Banalna historia. Byłam dzieckiem nie chcianym. Kiedy przyszłam na 
świat,   moi   rodzice   przekroczyli   średni   wiek,   moja   jedyna   siostra   miała   już 
piętnaście lat i nikt za bardzo nie troszczył się o „intruza”. Gdy go spotkałam - 
Karla nawet nie wspomniała imienia Louisa, a Jared o nie nie pytał - oczekiwałam 
wielkiej miłości, brakowało mi prawdziwego uczucia. Aon zgodził się mi je dać, 
oczywiście za właściwą cenę.

- Cenę? - powtórzył Cradowg, siadając na łóżku. - Jaką cenę?

Karla poczuła ciepło przepływające przez jej ciało, widząc wyraz wzburzenia 

na twarzy kochanka.

- Moja niewinność, wolność, studia - szepnęła. - Porzuciłam szkołę, aby na 

niego zarabiać, zmieniłam swoje życie, a w zamian przynajmniej raz na tydzień 
mówił mi, że mnie kocha. Bez względu na to, czy chciałam to słyszeć, czy nie. 
Kiedy doszłam do wniosku, że nie potrzebuję już tych słów od niego, odeszłam.

- Ten gnojek wykorzystał cię bez skrupułów - mruknął gniewnie Jared.

background image

- Tak - zgodziła się cicho. - Ale zrozumiałam pewną prawdę.

- Jaką?

- Że jedna osoba może wykorzystywać drugą wyłącznie za jej pozwoleniem - 

odparła   Karla   i   przypominając   sobie   negatywną   ocenę,   jaką   Anna   wystawiła 
Jaredowi, spojrzała mu prosto w oczy. - Nigdy więcej nie pozwolę nikomu, aby 
mnie wykorzystywał - zaznaczyła stanowczo.

W oczach mężczyzny paliły się złe błyski.

- Zarzucasz mi, że wykorzystałem cię w minionym tygodniu?

- Nie - delikatnie pogłaskała partnera po twarzy, aby zetrzeć z niej ponury 

wyraz. - Mówiłam tylko, że możemy się wykorzystywać jedynie z wzajemnością i 
obopólną zgodą.

Zarzuciła mężczyźnie ramiona na szyję i przyciągnęła jego głowę do swej 

twarzy.

- Karla…

Zamknęła mu usta swoimi, uciszając jego wyrzuty.

-   Jestem   zmęczona   rozmową.   Dlaczego   nie   zamilkniesz   i   nie 

powykorzystujesz mnie jeszcze trochę?

Cradowgowi nie trzeba było powtarzać tego dwukrotnie. Lecz nim przystąpił 

do realizowania propozycji Karli, złożył obietnicę, która w jego ustach zabrzmiała 
jak groźba:

- Porozmawiamy o tym jutro! Chyba mamy parę spraw do wyjaśnienia.

Jednak następnego dnia nie mieli czasu na dyskusję. Ich wycieczka dobiegła 

końca wraz z porannym dzwonkiem telefonu.

background image

Rozdział dziesiąty

Samochód z wypożyczalni czekał już na nich na lotnisku w Phoenix, kiedy 

wysiedli   z   samolotu.   Z   powodu   nieoczekiwanych   zmian   Karla   reagowała   jak 
automat,   śpiesząc   za   Jaredem.   Nie   mieli   czasu   na   rozmowę,   jedyną   komendą 
Cradowga   było:   „Ruszaj   się!”   Karla   słuchała   stalowego,   beznamiętnego   głosu 
wykluczającego wszelkie protesty.

Dopiero gdy znaleźli się w samochodzie jadącym do Sedony, a Jared nadal 

zachowywał   ponure   milczenie,   miała   czas   uporządkować   chaotyczne   myśli   i 
zastanowić się nad nieoczekiwaną przyczyną, która zmieniła ich plany, a nawet ich 
charaktery i życie.

Chociaż   to   spostrzeżenie   napawało   Karlę   bólem,   jednego   była   pewna: 

uczucie, które ich łączyło, rozwiało się wraz z dźwiękiem telefonu. Zwalczając lęk 
i   rozpacz,   unikała   spoglądania   na   zachmurzoną   twarz   Cradowga   i   usiłowała 
zrozumieć przyczyny jego zachowania.

Karla była rozespana, kiedy Jared podniósł słuchawkę telefonu, nie zwracała 

więc uwagi na to, co mówi. Zaalarmowała ją dopiero nieoczekiwana zmiana głosu 
Jareda i głośny trzask, z jakim odłożył słuchawkę. Przekonała się, że spogląda na 
obcego jej człowieka.

-   Musimy   wracać   -   stwierdził   malarz   grobowym   głosem   bez   żadnych 

wyjaśnień.

- Co?  - zawołała Karla, przepędzając  resztki snu i poprawiając niesforne 

pasemka opadające jej na twarz. - Dlaczego? Co się stało?

Śpiesząc do łazienki, mężczyzna zatrzymał się na moment, by udzielić nagłej 

odpowiedzi:

-   Mój   ojciec   umiera.   -   Spojrzenie   stalowych   oczu   zatrzymało   się   na 

znieruchomiałej  Karli. - Chciałbym,  abyś mi  pomogła.  Kiedy będę  w łazience, 
mogłabyś zadzwonić do recepcji i poprosić, by przygotowali rachunek.

- Tak, oczywiście, ale… - Tylko tyle pozwolił jej powiedzieć, przerywając 

niecierpliwie:

- Później, Karla.

background image

I zniknął pod prysznicem.

Owo   „później”   nigdy   nie   nadeszło.   Przebierając   się   słyszała,   jak   jej 

towarzysz woła coś gniewnym głosem do telefonu. Nim się umyła i spakowała, 
Jared   zamówił   bilety   na   najwcześniejszy   lot   do   Phoenix,   zadzwonił   do 
wypożyczalni,   wynajął   w   pobliżu   lotniska   garaż,   w   którym   pozostawił   swój 
samochód, uregulował rachunek.

Zapomniał   o   jednym,   o   znalezieniu   chwili   czasu,   aby   wszystko   jasno   i 

dokładnie wyjaśnić. W drodze do Sedony poinformował tylko Karlę zdawkowo, że 
dzwonił lekarz ojca z prośbą, aby przyjechał tak szybko, jak to będzie możliwe. I 
na tym Jared zakończył wyjaśnienia, pozostawiając ją na pastwę ponurych myśli.

Karla czuła się opuszczona, pozbawiona ciepła i otuchy, daleka od uczucia 

zaufania, którym darzyła Jareda jeszcze poprzedniego dnia. „Obawy Anny zaczęły 
się spełniać” - pomyślała ze smutkiem.

Cradowg odezwał się ponownie dopiero w pobliżu miasta.

- Czy nie zaczekałabyś w moim domu?

Poczekać? W jego domu?

Odwróciła się gwałtownie, patrząc na Jareda z bezbrzeżnym zdumieniem.

-   Nie   rozumiem…   -   potrząsnęła   głową,   jakby   odrzucała   jednoznaczność 

pytania… Czy raczej prośby Jareda. - Nic mi nie wytłumaczyłeś! - zawołała z 
żalem w głosie. - Na co więc mam czekać?

- Na mnie - odparł z głębokim westchnieniem. Na jego twarzy pojawił się 

wyraz zmęczenia i rezygnacji. - Przepraszam, że nic ci nie wyjaśniłem, ale nie było 
na   to   czasu   -   w   głosie   Jareda   zabrzmiała   znajoma   nuta,   obcy   duch   zaczął   go 
odstępować. - I wciąż nie ma na to czasu - dodał. - Jak tylko cię wysadzę, pojadę 
prosto do szpitala, ale obiecuję, że wyjaśnię wszystko, gdy wrócę do domu.

Cradowg   zatrzymał   samochód   przed   skrzyżowaniem,   wpatrując   się   jak 

zahipnotyzowany w czerwone światło stopu.

- Poczekasz na mnie?

Znaleźli   się   na   skrzyżowaniu,   dosłownie   i   w   przenośni.   Karla   czuła,   że 

łączące ich uczucie zawisło na cienkiej nici, uzależnione od jej odpowiedzi. Mogła 
nakazać, aby Jared odwiózł ją do jej mieszkania, albo zgodzić się na zawiezienie do 
jego domu…

background image

- Skręć w lewo - poleciła, dygocąc z emocji,  kiedy  pojawiło się zielone 

światło. 

Westchnął z ulgą i spojrzał na nią z wdzięcznością.

Dojechali   do   stojącego   nad   przepaścią   budynku.   Jared   wniósł   bagaże   do 

środka,   pocałował  pospiesznie   Karlę   i  odjechał,   pozostawiając   ją  pełną   obaw   i 
rozterek.

W konsekwencji był to dla Karli długi dzień i jeszcze dłuższa noc. Pragnąc 

zapomnieć   o   dręczących   ją   problemach,   próbowała   wypełnić   czas   oczekiwania 
ciężką pracą. Przebrała się, przeniosła rzeczy Jareda do pralni i uruchomiła pralkę. 
Zrobiła sobie obiad, którego nie dokończyła, i zaparzyła dzbanek mocnej kawy. 
Wyciągnęła z pralki czyste rzeczy i przełożyła je do suszarki, odkurzyła podłogi i 
meble w całym domu, a kiedy pranie było już suche, rozłożyła je na łóżku Jareda. 
Kilkakrotnie zerkała ukradkiem na zegarek i telefon. Wskazówki zegara poruszały 
się jednak strasznie wolno, a aparat milczał.

W końcu niepewność i podenerwowanie wygoniły Karlę z domu. Zwiedzając 

okolicę, odkryła stromą ścieżkę biegnącą w dół stoku. Zdecydowała się ruszyć w 
nieznane. Zeszła na dno kanionu i zatrzymała się nad uspokajająco szemrzącym 
Dębowym   Potokiem.   Wysokie   drzewa,   porastające   brzegi   strumyka,   szumiały 
gęstym listowiem.

„Stoją   w   głębokim   cieniu   i   wpatrują   się   w   czystą   wodę   przepływającą 

kamiennym   łożyskiem”   -   pomyślała   kobieta   i   poddała   się   nachodzącym   ją 
pytaniom.   Usiadła   na   kamieniu,   oparła   plecy   o   omszały   pień   i   popadła   w 
zamyślenie.

Dokąd dojadę?

Obawiała   się   rozważać   wszystkie   możliwości,   które   przychodziły   jej   do 

głowy.   Spędziwszy   wspaniały   tydzień   w   towarzystwie   Jareda,   Karla   czuła   się 
zrelaksowana i powoli przyzwyczajała się do uczucia, którym obdarzyła Cradowga. 
Zadrżała, przypominając sobie, że jeszcze kilka dni przed wycieczką podobna myśl 
by   jej   nie   przyszła   do   głowy.   Powinna   być   wdzięczna   Jaredowi   za   to,   czego 
dokonała.

Jared.

Karla   westchnęła,   odruchowo   szepcząc   imię   mężczyzny.   Tak   mocno   go 

kochała,   była  gotowa   wyznać   swoją   miłość   całemu   światu.   Lecz   pomimo   tych 
wspaniałych dni i nocy, powstrzymywała słowa miłości cisnące się jej na usta, 

background image

czekając z nadzieją, aż Cradowg wypowie je pierwszy.

Oczekiwania Karli były próżne. Z wyjątkiem cudownego momentu, kiedy 

powiedział, że ją kocha, Jared nigdy więcej nie wspomniał o miłości. Kobieta czuła 
straszliwą obawę, że nie usłyszy już od malarza tego wyznania.

Echo   opowiadań   Anny   powróciło   jak   bumerang,   przebijając   się   przez 

uczucie Karli.

Serce   kobiety   zaprotestowało   natychmiast.   Opinia   Anny   o   Jaredzie   tak 

bardzo różniła się od jej własnych obserwacji. Któraś z nich musiała się mylić, bo 
obie nie mogły mieć racji.

Czy Jared pragnąc uwieść Karlę, ukrywałby swoją bezwzględność, aby ją w 

sobie rozkochać?

To pytanie dręczyło Karlę przez większą część nocy. Jedynie Cradowg mógł 

udzielić   odpowiedzi,   której   tak   rozpaczliwie   potrzebowała,   ale   on   wciąż   nie 
powracał ze szpitala.

Samotna, roztrzęsiona, zagubiona w wielkim łóżku Jareda, zapadła wreszcie 

w niespokojną drzemkę. Na policzkach Karli wolno zasychały łzy.

 

* * *

- Karla…

Łagodny głos mężczyzny wyrwał kobietę ze snu, delikatne dotknięcie dłoni 

pobudziło   jej   zmysły.   Karla   uśmiechnęła   się,   szepcząc   imię   kochanka.   Wtedy 
powróciły   wspomnienia   poprzedniego   dnia.   Spojrzała   na   Jareda   pełnymi   lęku 
oczyma. Cradowg wyglądał na straszliwie zmęczonego. Jego oczy lśniły matowo, 
nad ustami widniał ciemny zarost, twarz była bielsza niż płótno.

Karla zmusiła się, aby zadać oczywiste pytanie.

- Twój ojciec?

-   Żyje   -   westchnął   ciężko,   siadając   na   łóżku.   Dopiero   teraz   kobieta 

uświadomiła sobie, że mężczyzna jest nagi. Otworzyła usta, aby o coś zapytać, ale 
uciszył ją słowami, którym nie mogła się sprzeciwiać.

- Nie teraz, proszę. Potrzebuję cię, tak bardzo cię potrzebuję. Natychmiast. 

background image

Karlo,   jestem   taki   zmęczony,   skostniały…   Proszę,   rozgrzej   mnie…   Chcę   czuć 
ciepło  twojego  ciała,  chcę   być  w  tobie.  Karlo,  daj  mi   ukojenie,  pomóż  mi   się 
odprężyć.

W   odpowiedzi   na   te   rozpaczliwe   prośby,   kobieta   otworzyła   ramiona. 

Kochała go i chciała dać mu wszystko, o co prosił.

Jared   kochał   się   z   nią   jak   człowiek   opanowany   przez   złego   demona, 

brutalnie,   żarliwie,   zaborczo.   Dłonie   mężczyzny   przestały   być   delikatne, 
gwałtownie ugniatały i ściskały miękkie ciało kobiety, zmuszając ją do jęków i 
szlochów. Jego usta nie były tak czułe jak zwykle, gryzły wargi Karli, kąsały jej 
napiętą skórę.

Kiedy Cradowg szorstko rozłożył uda Karli, uniosła biodra w oczekiwaniu 

na   wtargnięcie   demona.   Gdy   poczuła,   jak   wchodzi   brutalnie   w   jej   wnętrze, 
odrzuciła głowę do tyłu, płaczliwie wołając o więcej.

Wreszcie   doprowadził   ją   do   wybuchu,   jakiego   nie   była   sobie   w   stanie 

wyobrazić.  Czując   się  połamana,   obolała,  wyciśnięta   ze  wszystkich  sił,   uniosła 
lekko   powieki,   w   chwili   gdy   Jared   ciężko   opadł   obok   niej.   Spojrzawszy   na 
kochanka, przeżyła szok. Na twarzy Jareda malowały  się niechęć, dezaprobata, 
ogromny wstyd! Mężczyzna odwrócił się od niej, nie odezwawszy się ani słowem, 
i natychmiast zasnął.

Karla nie mogła zmrużyć oka. Z trudem podniosła z łóżka obolałe ciało i 

weszła pod prysznic. Wraz ze strumieniem ciepłej wody po jej twarzy spłynęły łzy. 
Stała w strugach wody tak długo, dopóki nie ochłonęła. Dygocząc z chłodu, ubrała 
się i weszła do kuchni zaparzyć kawę. Uśmiechnęła się ze smutkiem. Jeszcze nigdy 
nie zaczynała dnia od filiżanki kawy. Z kubkiem w dłoni błąkała się bez celu po 
wielkim domu i jego otoczeniu. Pragnęła snu, lecz ciało odmawiało spoczynku, 
chciała myśleć, ale umysł wolał spać.

Późnym popołudniem, zaparzywszy kolejną kawę, Karla zabrała swój kubek, 

wyszła z domu i udała się ostrożnie na dno kanionu. Siedząc oparta o drzewo i 
wpatrując   się   w   wolno   płynący   potok,   odruchowo   popijała   gorący   napój.   Nie 
wiedziała, jak długo tam tkwi. Odrętwienie Karli przerwało dopiero pojawienia się 
Jareda.

- Tak mi przykro - usłyszała nad uchem zdławiony szept. Zmrużyła oczy na 

wspomnienie bólu, jaki Jared zadał rankiem jej ciału. Dwie łzy wolno spłynęły po 
jej pobladłych policzkach.

- Karlo, nie płacz… - Cradowg ukląkł u jej stóp. Drżącymi rękami wyjął 

background image

kubek z jej dłoni i delikatnie wziął Karlę w ramiona.

- Kocham cię, a tak cię zraniłem.  Wolałbym umrzeć,  niż ciebie zranić - 

zajęczał żałośnie. - Nie jestem ani trochę lepszy od mojego ojca.

Płaczliwy głos Jareda poruszył sercem Karli. Pochyliła głowę, aby mu się 

lepiej przyjrzeć.

- Ani trochę lepszy? - powtórzyła zmieszana. - Nic nie rozumiem.

- Wiem. - Cradowg wypuścił ją z objęć i uśmiechnął się smutno. - Tej nocy, 

kiedy tak zaczęłaś się mnie lękać, pamiętasz…?

Karla   uśmiechnęła   się   równie   smutno,   nadal   nie   przyznając,   że   bała   się 

bardziej własnych uczuć niż Jareda.

- Pamiętam.

- W tym dniu, między rankiem a wieczorem musiałaś usłyszeć krążące o 

mnie plotki, jak to bezwzględnie i surowo traktuję ojca… Prawda?

- Tak - zadrżała na wspomnienie  opowieści Anny. - Powiedziano mi,  że 

jesteś także bezwzględny wobec kobiet i że je wykorzystujesz.

- To nieprawda - zaoponował. - Przyznaję, że byłem szorstki dla mojego 

ojca, ale nie skrzywdziłem ani jednej kobiety, którą znałem. I jestem pewien, że 
każda   z   nich   powie   ci   to   samo.   Stosunki,   które   łączyły   mnie   z   moimi 
przyjaciółkami, opierały się o wzajemną zgodę na zmysłowe zaspokojenie.

Karla zadrżała.

- Nie brzmi to romantycznie i intymnie. Kojarzy się z umową handlową… - 

Przypomniała   sobie   ciepłe,   wzajemne   uczucia   łączące   ją   samą   z   Jaredem   w 
minionym tygodniu.

-   Nie   chciałem   zawierać   bardziej   zobowiązujących   związków   -   odparł 

Cradowg obronnym tonem.  - Widzisz,  nie chciałem emocjonalnie  wiązać się  z 
kobietą w obawie, że mogę się zakochać. Z takiego powodu moja matka znalazła 
się we władzy ojca.

Jego ojciec! Karla znalazła wreszcie klucz do charakteru Jareda. Z nagłą 

przenikliwością odkryła słaby punkt ukochanego.

- Czy bardzo go nienawidzisz?

Cradowg westchnął.

background image

- Jeżeli jakiś człowiek zasługuje na nienawiść, to właśnie on.

- Co uczynił, że go tak znienawidziłeś?  - zapytała, czując intuicyjnie, że 

nienawiść Jareda nie mogła opierać się na błahych podstawach.

- To długa i przykra historia - przestrzegł Cradowg.

- Nigdzie mi się nie spieszy.

- Dobrze.  Postaram się   pominąć  nieistotne  szczegóły.  -  Jared  zmarszczył 

brwi, zastanawiając się, od czego zacząć. - Jak wielu współczesnych Amerykanów, 
mój ojciec wyrastał we wrogim nastawieniu do Indian. Możesz sobie wyobrazić, 
jakie przeżywał rozterki, zakochując się w mojej matce, córce, jak on to nazywał 
„mieszańca”.   Trawiony   przez   żądzę,   przy   dyskretnym   poparciu   własnego   ojca, 
założyciela ranczo, poślubił moją matkę, aby przemienić jej życie w piekło. Ojciec 
matki zamieszkał na kawałku działki znajdującej się na obrzeżach ranczo, którą 
mój dziadek zapisał mu w testamencie. To jeszcze bardziej rozwścieczyło ojca. 
Kiedy   był   w   domu,   zabraniał   matce   odwiedzać   dziadka.   Na   szczęście   często 
podróżował w interesach i tygodniami przebywał poza domem. Uwielbiałem matkę 
i dziadka,  co  oczywiście  nie  zbliżało  mnie  do  ojca.  Mścił  się  mnie,   bo byłem 
duchem i ciałem dziadka. - Jared uśmiechnął się smutno. - Co zresztą zauważyłeś 
od razu w galerii.

W wyobraźni kobiety pojawił się portret Indianina. Ze zrozumieniem skinęła 

głową.

-   Mój   ojciec   urządził   piekło   na   ziemi   matce,   dziadkowi,   a   także   mnie   - 

mężczyzna ciągnął swoją opowieść ponuro. - Kiedy byłem wystarczająco duży, 
aby móc zatroszczyć się o matkę, namawiałem ją, by porzuciła ojca i odeszła z 
ranczo.   Odmówiła.   Wiesz,   czym   uzasadniła   swoje   zdanie?   Powiedziała,   że   nie 
odejdzie   od   ojca,   bo   go   kocha!   Była   piękną,   szlachetną   kobietą,   a   żyła   z   tym 
brutalem tylko dlatego, że go kochała! - Szczęki Jareda zadrgały nerwowo. - Nie 
zważając   na   własne   uczucia,   pozostałem   w   domu,   aby   ją   chronić.   W   dniu,   w 
którym złożyliśmy ją do ziemi, uciekłem od ojca i od jego nienawiści.

-   Wtedy   Rhys   miał   zawał   -   odezwała   się   cicho   Karla   -   a   ty   odmówiłeś 

zobaczenia się z nim?

- I wyrobiłem sobie reputację bezwzględnego człowieka. To było kilka lat 

temu, a moja zła sława wzrastała z każdym rokiem i każdym kryzysem, jakie ojciec 
przeżywał.

Karla zastygła w oczekiwaniu.

background image

- Jednak   teraz,  jak  tylko lekarz  zadzwonił  do ciebie,  pojechałeś  do  ojca. 

Dlaczego?

- Z powodu tego… co powiedziałaś.

Kobieta poczuła, że robi się jej gorąco.

- Z mojego powodu! - zawołała. - Ależ ja nic nie mówiłam! Nie zapytałeś 

nawet o moją opinię!

- Nie musiałem o nic pytać. Wystarczyło, że ze mną byłaś, kochałaś się ze 

mną, śmiałaś. Uleczyłaś mnie.

-   Och,   Jared…   -   Karla   nie   zdołała   powiedzieć   nic   więcej   z   powodu 

wzruszenia, które ścisnęło ją za gardło.

- Nie poznał mnie… a ja siedziałem obok czekając… Nie wiedziałem, co mu 

powiem, gdy mnie rozpozna. Może coś o tamtej nocy, kiedy miał zawał, czy coś 
podobnego. Musiałem opuścić pokój, gdy lekarze zajęli się nim. Wiesz, umieścili 
go   w   jednej   z   tych   oszklonych   izolatek   dla   pacjentów,   z   którymi   nie   można 
kontaktować  się   osobiście.   -  Jared  poczekał,   aż  Karla  skinęła  głową,   że  wie,  i 
kontynuował:

- Stałem przy oknie i patrzyłem, jak walczą o jego życie, przypominałem 

sobie,   jak   opowiadałaś   o   przyzwoleniu   na   wykorzystywanie   przez   drugiego 
człowieka. I wtedy zrozumiałem, że moja matka miała wybór! Ojciec kochał ją 
obsesyjnie,   nienawidząc   zarazem   za   to   uczucie,   ale   nie   mógłby   matki 
wykorzystywać bez jej przyzwolenia. Kiedy lekarze opuścili izolatkę, przypatrywał 
mi się w zamyśleniu. Był przytomny i poznał mnie. Karlo, nigdy go nie polubię, 
ale nie mogę go już dłużej nienawidzić. Chociaż coś osiągnąłem.

- Nie coś - poprawiła łagodnym głosem. - To twoja wielka wygrana. 

Przez chwilę milczeli, wpatrując się w siebie badawczo.

Jared uniósł dłoń i dotknął włosów Karli.

- Lubię, jak masz je rozpuszczone. Czy już to mówiłem?

- Tak - przyznała, czując, jak serce bije jej coraz mocniej.  - Za każdym 

razem, kiedy się kochaliśmy.

Nie   cofnął   dłoni,   ale   w   jego   głosie   pojawił   się   ton   niepewności   i 

zażenowania.

background image

- Obszedłem się z tobą tak brutalnie… Nie mam żadnego wytłumaczenia, z 

wyjątkiem   tego,   że   potrzebowałem   cię   tak   mocno.   Po   raz   pierwszy   w   życiu 
straciłem kontrolę nad swoim zachowaniem.

- Zrozumiałam - popatrzyła na niego z oddaniem i miłością.

- Przecież cię wykorzystałem!

Karla ironicznie wygięła brwi.

- Z twoim przyzwoleniem? - uśmiechnął się niepewnie.

- Oczywiście.

Oczy   Jareda   zabłysły   w   sposób,   który   tak   bardzo   ekscytował   Karlę. 

Delikatnie wziął ją w objęcia.

- Wciąż mnie pragniesz? - szepnął.

- Nie.

Napór ciała Cradowga nie zelżał, dopóki nie położyła się na ziemi.

- Nie? - mruknął wzburzony. - Do diabła! Jak możesz mówić w taki sposób 

po tym, jak się rankiem kochaliśmy? Karlo, odpowiedz, do cholery!

Nieznacznie skinęła głową.

- Pragniesz mnie?

- Kocham cię.

- Ja także cię kocham. A teraz powiedz, czy mnie pragniesz?

Kobieta uśmiechnęła się pogodnie. 

- Pragnienie i miłość to dwie całkiem różne rzeczy - wyjaśniła.

Śmiech Jareda wzbił się pod korony drzew.

- Chyba masz rację. Zdaje się, że do tej pory tylko pożądałem. Pożądanie nie 

jest złe - zauważył, całując ją gorąco. - Ale miłość jest znacznie lepsza.

- Wiem - poparła go Karla.

I w promieniach zachodzącego słońca przystąpili do udowadniania swoich 

twierdzeń.

background image

A jako posag Karla wniosła do małżeństwa portret dziadka Jareda. 


Document Outline