background image

Wolność gospodarcza  jest potocznym określeniem liberalizmu gospodarczego. Ta koncepcja 

ekonomiczna i wynikający z niej oraz realizowany w praktyce społeczno-gospodarczej program 
działania jest nazywany leseferyzmem […]”

background image

Spis treści

Od redakcji
Artur Górski – Wolność gospodarcza
Jacek Bartyzel – Idea monarchiczna a „widmo demokracji”
Adam Gwiazda – Trzy po trzy, czyli monarchista w obronie demokracji
Od redakcji (do powyższego tekstu)
Juliusz S. – Monarchia - jedyne rozwiązanie dylematów pacyzmu
Aleksander Popiel – Sztuka królewska
Eryk von Kuehnelt-Leddihn – Oś Waszyngton-Moskwa
Ruch Polityki Realnej

3
4
7
9

10

11

13
15
17

Wydanie numeru: Artur Górski, Michał L.
Redakcja: Artur Górski, Adam Gwiazda, Andrzej Kaśmirowski

Adres do korespondencji:

www.konserwatyzm.pl

; e-mail: 

kzm@konserwatyzm.pl

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny, ul. Żubrowa 7, 01-978 Warszawa

Konto bankowe:

Klub Zachowawczo-Monarchistyczny: 77-1240-1066-1111-0000-0006-1131

Opracowanie elektroniczne: Portal Młodzieży Prawicowej - www.xportal.pl (1 XI 2008 r.)

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 2

background image

Od redakcji

edni się bawią w demokra-
cję, innym się wydaje, że 
bawią się całkiem poważ-

nie, a jeszcze inni są niezado-
woleni,   że   tamci   się   w   ogóle 
bawią.   My   zaś   spokojnie   się 
przyglądamy,   uśmiechamy   z 
politowaniem oraz wyrozumia-
łością   i…   zwiększamy   nakład 
naszego periodyku. Idąc z „du-
chem czasu”, jak mawia lewi-
ca,   czyli   ze   wzrastającą   ko-
niunkturą   na   myśl   prawicową 
oraz   biorąc   pod   uwagę   per-
spektywę   legalizacji   Klubu   i 
pisma,   zmieniam   nieco   szatę 
graczną   „Pro   Fide,   Rege   et 
Lege”.   Niewątpliwie   charakter 
pisma  będzie  niezmienny.  Na-
szym   publicystycznym   mie-
czem   wymierzonym   ostrzem 
we wszystko, co lewicowe, po-
zostaje monarchizm, który jest 

J

zwieńczeniem   doktryny   kon-
serwatywnej, oraz hasła kapita-
lizmu,   który   jest   jedynym   ra-
tunkiem dla naszej gospodarki. 
„Tylko   konserwatywny   libera-
lizm   jest   prawdziwym   antido-
tum   na   socjalizm”   –   głosiło 
jedno   z   haseł   w   akcji   wybor-
czej na rzecz kandydatów partii 
prawicy  –  Unii   Polityki   Real-
nej. Popieramy!

Coś na kształt 
propozycji

Pieniądze   są   zmorą   prawie 

całego społeczeństwa i robotni-
ków,   a   także   chłopów,   szcze-
gólnie   inteligencji.   Pieniędzy 
potrzebują   ojcowie   na   wykar-
mienie i ubranie rodziny, partie 
na propagandę i agitację, pań-
stwo na opiekę socjalną i biuro-
krację. Klub też potrzebuje pie-

niędzy,   potrzebuje   Ciebie.   Za-
tem:

  jeśli   jesteś   młodym   kon-

serwatywnym liberałem o sym-
patiach monarchistycznych,

  jeśli   możesz   zainwesto-

wać   min.   20   000   złotych  [20 
tys.   starych   złotych   –   przyp. 
xportal],

 jeśli chcesz zostać „akcjo-

nariuszem” naszego wydawnic-
twa „Pro Fide, Rege et Lege”,
to nie wahaj się. Wydawnictwo 
ma dwa cele:

1)  propagowanie   wartości 

ideologii   konserwatyzmu,   mo-
narchistycznej   idei   oraz   zasad 
wolnego rynku;

2) pomnażanie zysków wła-

snych dzieląc je w stosunku do 
zainwestowanego kapitału.

Zapraszamy!

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 3

background image

Wolność gospodarcza

opracował Artur Górski

olność   gospodarcza 
jest potocznym okre-
śleniem   liberalizmu 

gospodarczego.   Ta   koncepcja 
ekonomiczna   i   wynikający   z 
niej oraz realizowany w prakty-
ce społeczno-gospodarczej pro-
gram   działania   jest   nazywany 
leseferyzmem (od  laisser faire 
–   pozwólcie   działać).   Według 
tej koncepcji gospodarka osią-
ga   najlepsze   efekty,   najlepiej 
się rozwija,  gdy przestrzegane 
są następujące zasady:

W

1)  pełna  swoboda  działania 

jednostek gospodarczych (wol-
na konkurencja);

2)  prywatna własność kapi-

tału;

3)  brak   ingerencji   państwa, 

organizacji   politycznych   czy 
społecznych w stosunki gospo-
darcze;

4)  regulatorem każdej dzia-

łalności gospodarczej, zarówno 
ze   strony   producentów,   jak   i 
konsumentów,   jest   wolny   ry-
nek.

Koncepcja   wolności   gospo-

darczej narodziła się i ukształ-
towała w Anglii i we Francji w 
XVII wieku. Nastąpiło to w sy-
tuacji,   gdy   system   merkanty-
liczny okazał się niesprawny i 
hamował   rozwój   gospodarczy 
krajów. Merkantylizm stosował 
reglamentację   życia   gospodar-
czego   oraz   protekcjonizm   w 
produkcji   i   handlu   zagranicz-
nym.

Natomiast   idea   liberalizmu 

gospodarczego   i   zastosowany 
w   praktyce   gospodarczej   lese-
feryzm   przyczyniły   się   do 
szybkiego   rozwoju   gospodar-
czego i kulturalnego krajów za-

chodnioeuropejskich i Ameryki 
Północnej w XIX w. W następ-
stwie   dały   trwałą   podstawę 
ukształtowania się ustroju kapi-
talistycznego na całym świecie. 
Mimo   rozlicznych   prób   zaha-
mowania   tego   rozwoju   przez 
działalność monopoli, oligopoli 
i   nadmierny   interwencjonizm 
państwowy idee i zasady dzia-
łania  tej  koncepcji oraz  wyni-
kająca   z   niej   polityka   gospo-
darcza stanowią do dzisiejsze-
go   dnia   najważniejszy   impuls 
nieustannego rozwoju kapitali-
zmu.

Szkoły kapitalizmu

Krótka charakterystyka pod-

stawowych aspektów wolności 
gospodarczej   jako   najważniej-
szej   przesłanki   skutecznego 
działania ekonomicznego.

Szkoła Miltona Friedmana

Stwierdził   on,   że   najważ-

niejszą cechą wolności gospo-
darczej   jest   jej   utylitaryzm. 
Jego zdaniem, możliwość koor-
dynowania   działalności   milio-
nów ludzi poprzez dobrowolną 
współpracę jednostek przy po-
mocy   techniki   wolnego   rynku 
opiera   się   na   podstawowym 
twierdzeniu, że obaj uczestnicy 
ekonomicznej   transakcji   czer-
pią   z   niej   korzyści,   jeśli   jest 
ona   obustronnie   dobrowolna   i 
uświadomiona. Ideał gospodar-
czy   Friedmana   polega   na   do-
skonałym   sojuszu   wolności   i 
użyteczności. Ten ideał istnieje 
w świecie „absolutnej, nie czę-
ściowej  różnorodności,  w któ-
rym   nie   liczą   się   żadne   prak-

tyczne ograniczenia, w którym 
sieć wymiany jest nieskończe-
nie   bogata   i   w   którym   żadna 
przemoc   nie   może   być   efek-
tywnie użyta” („Capitalism and 
Freedom”, 1963 s. 3). Chociaż 
rynek realny (wolny) nie może 
nigdy do końca wyeliminować 
przemocy   i   stworzyć   warun-
ków   pełnej,   indywidualnej   sa-
tysfakcji,   jest   on   doskonalszy 
od innych systemów, ponieważ 
toleruje wielką różnorodność i 
daje wszystkim równe szanse.

Szkoła Augusta Fryderyka 
von Hayeka

Określił   on   pozytywny   i 

ewolucyjny   charakter   liberali-
zmu.   Model   ewolucji   liberali-
zmu,   w   przeciwieństwie   do 
dziewiętnastowiecznego mode-
lu lozocznego Hegla, Mark-
sa   czy   Spencera,   jest:   nie   za-
mknięty, lecz otwarty; nie zde-
terminowany,   lecz   spontanicz-
ny; nie jednorodny, lecz plura-
listyczny; nie kolektywny, lecz 
indywidualny. Nowy model nie 
zawiera   żadnej   wewnętrznej 
czy   zewnętrznej   konieczności 
dostosowania się do zasad roz-
woju, nie przypisuje historii ani 
ogólnego   planu,   ani   przezna-
czenia. Historię tworzą jednost-
ki, a nie ludzkość czy jakiekol-
wiek byty kolektywne. Jednost-
ki   nie   ulegają   żadnemu   histo-
rycznemu   prawu   ani   żadnemu 
stałemu wzorcowi zachowania, 
ponieważ nic takiego nie istnie-
je, a jedyny możliwy wzorzec 
ogólny powstaje w sposób nie-
przewidziany.   Jednostki   reali-
zują swoje cele, które są moty-
wowane subiektywnymi gusta-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 4

background image

mi,   pragnieniami,   ambicjami, 
co najwyżej poddane wpływom 
przekonań i tradycji, w których 
wzrosły,   jak   i   instynktom 
wspólnot   rodzinnych   czy   gru-
powych. Cała siła i sens działa-
nia poddane ewolucji polegają 
na   tym,   że   jednostki   uczą   się 
poprzez próby i błędy, poprzez 
trafne   i   nietrafne   decyzje,   jak 
poprawić   swoją   sytuację   czy-
niąc   życie   lepszym,   bardziej 
wolnym   i   bardziej   zasobnym. 
Nikt   za   nich   tego   zrobić   nie 
może, żadne siły bezosobowe, 
żadne   tajemnicze   byty,   takie 
jak:   „ludzkość”,   „społeczeń-
stwo”   czy   „klasa   rządząca”, 
żadna   cudowna   formuła   cen-
tralnego planowania czy nowej 
inżynierii społecznej w rodzaju 
pierestrojki czy drugiego etapu 
reformy.   Przyszłość   jest   nie-
określona,   a   jej   kształt   i   sens 
zależy   od   naszych   teraźniej-
szych, przeszłych i przyszłych 
aktów wyboru; od tego, jak ro-
zumiemy   użyteczność,   szla-
chetność, niegodziwość; jak in-
terpretujemy   sprawiedliwość, 
wiedząc, dalej od religii, którą 
wyznajemy lub zwalczamy; od 
bliźnich, nauczycieli, dobrych i 
złych   doradców,   moralnych   i 
politycznych

 

autorytetów, 

świadomych i podświadomych 
skłonności. Przyszłość jest wy-
padkową przypadków i regular-
ności,   skoordynowanych   dzia-
łań w życiu politycznym i du-
chowym,   nieoczekiwanych 
zdarzeń   i   okoliczności   oraz 
ludzkich wzlotów i upadków.

Szkoła Ludwika von 
Misesa

Zwrócił   on   uwagę   na   zna-

czenie   racjonalności   gospoda-
rowania. Jako myślący i działa-
jący   ludzie   pojmujemy   sens 

działania ekonomicznego. Poj-
mując   ten   sens   rozumiemy 
równocześnie ściśle związane z 
nim   pojęcia   wartości,   bogac-
twa,   ceny,   kosztu.   Wszystkie 
one tkwią z konieczności w po-
jęciu działania. Obok nich wy-
stępują pojęcia wartościowania, 
skali wartości i znaczenia, bra-
ku i obtości, korzyści i nieko-
rzyści, sukcesu, zysku i straty.

Logiczne   wyjaśnienie   tych 

pojęć   w   ich   systematycznym 
wynikaniu z podstawowej kate-
gorii działania, a także wykaza-
nie koniecznego związku mię-
dzy nimi stanowi naczelne za-
danie ekonomii. Działając eko-
nomicznie, dokonując kalkula-
cji,   uzyskujemy   pewność,   że 
wolny rynek  nie  jest konwen-
cją, aktem woli czy metodolo-
gicznym zabiegiem, lecz obiek-
tywną   rzeczywistością,   po-
słuszną  zasadom rozumu. Pie-
niężny   rachunek   ekonomiczny 
jest   intelektualną   podstawą 
ekonomii rynkowej.

Ekonomia i związana z nią 

prakseologia nie mogą same z 
siebie   wydawać   sądów   etycz-
nych   ani   podejmować   decyzji 
politycznych.   Poprzez   swoje 
prawa informują one, że działa-
nia na wolnym rynku prowadzą 
nieuchronnie do wolności oso-
by ludzkiej, dobrobytu, harmo-
nii, skuteczności czynu i do po-
rządku, podczas  gdy przymus, 
interwencja   rządu   prowadzą 
nieuchronnie   do   hegemonii, 
koniktu,   wyzysku   człowieka 
przez człowieka, nieskuteczno-
ści, nędzy i chaosu. W momen-
cie   podjęcia   praktycznej   dzia-
łalności ekonomicznej od oby-
watela – twórcy etyki – zależy 
wybór   politycznej   drogi:   albo 
ucisku i chaosu, albo wolności 
i dobrobytu.

Szkoła Michała Nowaka, 
Maksa Webera czy 
Wernera Sombarta

Oni   posunęli   się   znacznie 

dalej. Doszukali się związków 
liberalizmu kapitalistycznego z 
religią.   Max   Weber   twierdził, 
że   na   początkach   kapitalizmu 
zabiegi   rynkowe   przedsiębior-
ców   nie   były   zwykłą   walką 
konkurencyjną o zysk, lecz wy-
nikały z silnego odczucia obec-
ności transcendencji. W wolnej 
działalności ekonomicznej wy-
korzystuje człowiek umiejętno-
ści dane mu przez Boga. Wer-
ner Sombart pisał, że cały sys-
tem religijny w mozaizmie jest 
w   rzeczywistości   niczym   in-
nym,   jak   kontraktem   między 
Panem i Jego wybranym naro-
dem, kontraktem ze wszystkimi 
jego   konsekwencjami   i   obo-
wiązkami. Zakłada on, że czło-
wieka nagradza się za obowiąz-
ki wykonane i karze za zanie-
dbania. Nagrody i kary rozda-
wane   są   częściowo   w   tym,   a 
częściowo   w   innym   świecie. 
Wynikające z tego faktu konse-
kwencje   to   po   pierwsze,   stałe 
wrażenie   strat   i   zysków,   jakie 
przynosi każde działanie, i po 
drugie,   powstanie   skompliko-
wanego systemu buchalteryjne-
go dla każdej ludzkiej osoby.

Z kolei Nowak uważa, że w 

instytucjach wolnego rynku ist-
nieje pewien ładunek treści du-
chowych,   płynących   wprost   z 
głównego   nurtu   chrześcijań-
skiej cywilizacji zachodniej. O 
ile   mechanizm  etatyzmu   prze-
niknięty jest duchem gnostycy-
zmu   czyli   podporządkowania 
jednostek   tajemniczemu   cen-
trum osób wybranych, to ewo-
lucja wolności jest wierna du-
chowi   tradycji   doskonałości 
człowieka i doskonałości Boga. 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 5

background image

Daje   ona   człowiekowi   szansę 
doskonalenia się. Duch kapita-
lizmu jest to duch pokory ma-

łości   ludzkiej,   ograniczoności, 
a równocześnie zawiera on im-
puls   do   tworzenia,   działania, 

budowania   i   odkrywania   no-
wych dróg.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 6

background image

Idea monarchiczna a „widmo demokracji”

Jacek Bartyzel

(Specjalnie dla „Pro Fide, Rege et Lege”)

d   dziesiątków   lat   ide-
owi rojaliści i konser-
watyści czują się zmu-

szeni dawać do zrozumienia, że 
nieswojo   im   w   „niekonserwa-
tywnym   świecie”.   Jednak   w 
Polsce  Anno   Domini   1989,   w 
Polsce   „okrągłego   stołu”,   re-
staurowanej   „Solidarności”   i 
licznych   obietnic   poszerzenia 
wolności   ich   sytuacja   jest 
szczególnie   trudna.   Z   jednej 
strony bowiem, trudno nie ra-
dować   się   widokiem   rytuału 
pogrzebowego   bolszewizmu   – 
w czym tak gorliwie rolę uczo-
nych grabarzy odkrywają sami 
komuniści, z drugiej aliści stro-
ny jawi się integralnemu kon-
serwatyście   mało   budująca   al-
ternatywa  w   postaci   ochlokra-
tycznej   i   egalitarnej   pod   każ-
dym   względem   demokracji.  A 
kiedy  zważyć  jeszcze,   że  pra-
wie nie do rozplątania jest gor-
dyjski węzeł: jak dojść do nie-
podległości unikając „rozkoły-
sania”   demosa,   to   nietrudno 
oprzeć   się   podszeptowi   „la-
sciate ogni speranza…

O

Pozbądźmy się od początku 

złudzeń: idea demokratyczna i 
to   w   jej   najbardziej   zabobon-
nym, niwelatorskim sensie, pa-
nuje dziś niepodzielnie w umy-
słach i sercach milionów ludzi, 
skądinąd przywiązanych do tra-
dycyjnych   form   egzystencji, 
wartości   religijnych   i   rodzin-
nych. Dziwaczna w istocie syn-
teza   chrześcijaństwa   i   demo-
kracji jawi się współcześnie – 
dzięki zabiegowi utożsamiania 
personalizmu   z   egalitaryzmem 
– nie tylko jako naturalna, ale 

wręcz   ma   w   naszych   warun-
kach największe widoki popu-
larności (choć niekoniecznie w 
formie partii chadeckiej, raczej 
bardziej jeszcze lewicowej for-
mule   chrześcijańsko-demokra-
tyczno-socjalistycznej).

Cóż   zatem   robić,   zapytać 

może zdezorientowany i przy-
gnębiony, iż przypadła mu nie-
wdzięczna   rola   muzealnego 
eksponatu,   wyznawca   latyń-
skiej metody życia zbiorowego. 
Zwalczać a totali rodzący się w 
cierpieniach demokratyczny re-
żim,   odwrócić   się   plecami   do 
trywialnej rzeczywistości – od-
kopnąć   na   bok   własny   ideał 
społeczny   i   włączyć   się   w 
nową   rzeczywistość,   przyjmu-
jąc   bez   zastrzeżeń   obiegowy 
system   wartości.   Oczywiście 
ani jedno, ani drugie i to wcale 
nie z powodu, iż nie powinno 
się   (z   oportunizmu)   iść   pod 
prąd opinii i nastroju, lecz dla-
tego,  że   działając  publicznie   i 
dla   dobra   własnej   wspólnoty 
trzeba   zachować   w   każdych 
warunkach   elementarny   po-
ziom wzajemnego zrozumienia. 
Trzeba przeto być po części ro-
zumianym przez ludzi i trzeba 
również   ich   rozumieć,   nawet 
gdy błądzą, a zwłaszcza to, że 
błądząc   wybierają   jednak   w 
swym   przeświadczeniu   wol-
ność przeciwko tyranii.

Kiedy nie wiemy co czynić, 

spróbujmy   wsłuchać   się   w 
przesłanie kierowane do nas z 
otchłani   wieków   przez   praw-
dziwych   mędrców.   Może 
potraą dopomóc i nam w wy-
brnięciu z tego dylematu, wyjść 

z   mrocznej   jaskini   niewiedzy 
na światło i opanować, na po-
czątek niechby pojęciowo, rze-
czywistość.

I oto jeden z największych i 

najgłębszych, Platon przypomi-
na   nam,   że   ustroje   ewoluują 
zwykle od najlepszego do naj-
gorszego.   Monarchia   bowiem 
przeobrażała   się   w   military-
styczną timokrację, ta w „kapi-
talizm” kupieckiej republiki. Tę 
ostatnią   uproszczenia   ochlosu 
pchały   nieuchronnie   w   demo-
kratyczny bezład, co nie mogło 
się skończyć niczym innym niż 
tyranią.   Zauważmy:   mimo 
wszystko  jednak  dla  tego  hel-
leńskiego   praojca   wszystkich 
konserwatystów   najgorszym 
rodzajem ustroju nie jest demo-
kracja, lecz despocja. Zauważ-
my także, że my dziś zaczyna-
my   pokonywać   jeden   odcinek 
drogi powrotnej: od tyranii do 
demokracji.   Czyż   zatem   nie 
wolno dopuścić myśli, że skoro 
ustroje „psują się” w pewnym 
porządku gradacji, to i poprawa 
może   następować   drogą   od-
wrotnej   właśnie   ewolucji?   A 
przecież najbardziej  nawet za-
narchizowana i lekce sobie wa-
żąca  boskie  i  naturalne  prawo 
demokracja stwarza większą od 
despotyzmu   przestrzeń   wolno-
ści i otwiera pole walki o pod-
danie temu prawu porządku do-
czesnego.

W dialogu „Polityki” powia-

da Platon, że dobry ustrój po-
wstaje ze „zmieszania” monar-
chii   i   demokracji,   tzn.   pier-
wiastka   autorytetu   spersonali-
zowanego we władcy oraz pier-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 7

background image

wiastka wolności wyrażającego 
się uobywatelnieniem i równo-
ścią przed prawem (izonomią) 
wspólnoty tworzącej polis. Ale, 
powiada   również   Platon,   są 
dwie   demokracje.   Pierwsza 
opiera się na nierządzie i swa-
woli motłochu poniewierające-
go   wszystkich   wyrastających 
ponad   tłum;   druga   rządzi   się 
prawem i uwzględnia przynaj-
mniej   głos   elit.   Lepiej   zresztą 
jest   żyć   w   słabej,   ale   prawo-
rządnej, demokracji niż w sil-
nej,   ale   kierującej   się   dobrem 
kasty,   zaprzeczającej   zatem 
istocie arystokracji, oligarchii.

Uporządkujmy   teraz   wnio-

ski. Skoro horyzont demokracji 
jest   nie   do   uniknięcia   w   pol-
skim jutrze, to zadaniem, obo-
wiązkiem integralnego konser-
watysty oraz rojalisty jest czy-
nić wszystko, co w jego mocy, 
by:

– demokracja ta była demo-

kracją rządów prawa, a nie mo-
tłochu,   i   żeby   służyła   dobru 
wspólnemu,   a   nie   partykular-
nym   interesom   klas   zoriento-

wanych zawsze na rewindyka-
cje i świadczenia lub takimż in-
teresom   stronnictw   i   innych 
oligopoli;

– zaszczepić tej demokracji 

jak   największą   ilość   zbawien-
nych pierwiastków duchowych, 
moralnych i materialnych, skła-
dających się na tradycyjny etos 
cywilizacji   łacińskiej   formy 
„rządu mieszanego”, czyli mo-
narcho-arystokracji.

O   jakie   tu   pierwiastki   cho-

dzi,   nietrudno   zgadnąć.   W 
pierwszym rzędzie ugruntowa-
na być musi rola religii i etyki 
katolickiej   jako   fundamentu 
stanowionego w państwie pra-
wa pozytywnego. Musi zyskać 
rękojmię poszanowania ludzkie 
życie od chwili jego poczęcia, 
dozgonność   sakramentalnego 
węzła małżeńskiego, prawo ro-
dziców do decydowania o kie-
runku   edukacji   i   wychowania 
swoich   dzieci,   prywatna   wła-
sność indywidualna i rodzinna 
jako   główna   i   pierwszorzędna 
forma   życia   gospodarczego 
wolność   produkowania,   wy-

miany i najmu pracy, korpora-
cyjna autonomia zakładów na-
ukowych, wolność sztuki, pra-
sy   i   opinii   publicznej.   Czy 
można   przytomnie   sądzić,   że 
idea dynastii królewskiej wraz 
z   jej   sakralnym   pierwiastkiem 
może liczyć na zrozumienie w 
społeczeństwie, które samo nie 
stanie   się   pierwej   organiczną 
wspólnotą   rodzin,   także   jako 
„domowych kościołów”.

Niezależnie od tego wszyst-

kiego   muszą   przez   cały  ten   – 
być może mierzony życiem ca-
łych pokoleń – okres istnieć i 
być słyszalne w „warstwie pro-
dukującej” narodu czysto kon-
serwatywne, nie wyłączając ro-
jalistycznych,   ośrodki   opinio-
twórcze   mówiące   nieustannie 
demokracji   swoje   „tak,   ale… 
tak,   ale   to   jeszcze   nie   to…”; 
głoszące heroicznie pogardzaną 
dziś prawdę, że demokracja bez 
współistnienia   z   wyższym   od 
woli tłumu autorytetem to per-
wersja wobec wartości.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 8

background image

Trzy po trzy, czyli monarchista w obronie demokracji

Adam Gwiazda

anim   przejdę   do   pole-
mizowania   z   dwoma 
głównymi   tezami   arty-

kułu p. Bartyzela zajmę się kil-
koma   drobniejszymi   opiniami 
na temat konserwatyzmu i mo-
narchizmu,   jakie   się   w   nim 
znalazły, a które jednak, jak się 
wydaje,   wymagają   sprostowa-
nia.

Z

Po pierwsze

P. Bartyzel nazywa rządzącą 

Polską   elitę   „komunistami”. 
Niezorientowany czytelnik, nie 
wtajemniczony   w   tajniki   soc-
-opozycyjnej   nowomowy,   mo-
że   pomyśleć,   iż   są   to   ludzie 
wyznający   ideologię   marksi-
stowską i starający się wcielać 
w praktyce jej zasady. Jak wo-
bec   tego   wytłumaczyć   prowa-
dzenie   rynkowych   mechani-
zmów   w   gospodarce   żywno-
ściowej,   chociażby?   Czy   to 
właśnie zalecał Marks lub cho-
ciażby Abramowski, bądź Kel-
les-Krauz?   Nic   podobnego. 
Szanowny Autor, podobnie jak 
większość   opozycji,   nie   rozu-
mie prostego faktu, iż rząd ope-
rując   sloganami   leninizmu 
przechodzi na pozycje neopra-
wicy (prawda, że bardzo powo-
li, ale jednak…). „Komunizm” 
jest   więc   epitetem   mającym 
oznaczać zależność elit władzy 
w państwach Układu Warszaw-
skiego od Rosji. Jest to faktem, 
ale ze ścisłym znaczeniem po-
jęcia (o co powinni dbać kon-
serwatyści) nie ma nic wspól-
nego.

Po drugie

Ta   nieszczęsna   niepodle-

głość.   Proszę   wskazać   mi,   z 
której   to   zasady   konserwaty-
zmu   wynikać   ma   dążenie   do 
niej w Polsce A.D. 1989. Wy-
daje   mi   się,   iż   zasady   wręcz 
przeczą   konieczności   dążenia 
do   niepodległości   w   rozumie-
niu   suwerenności   państwowej 
za   wszelką   cenę.   Słusznie   p. 
Bartyzel łączy niepodległość z 
„rozkołysaniem   demosu”.   Dą-
żenie   do  niej   w  wydaniu   pol-
skim zawsze kojarzyło mi się z 
jakobińskimi rzeziami (sierpień 
1831   r.,   24   czerwca   1794   r.) 
bądź z socjalistyczną rewolucją 
(1918   r.,   Piłsudski   et   consor-
tes). Zgadzam się z Maurycym 
Rajskim („Stańczyk” nr 10, s. 
17),   że   niepodległość   oznacza 
nie   suwerenność   państwową, 
ale   zdolność   własnej   elity   do 
obrony swej władzy przed kon-
kurentami.  Walka   o   nią   ozna-
cza więc rywalizację nowej eli-
ty z obcą i ze starą elitą rodzi-
mą. I jeszcze jedno: skończmy 
ze   schematem   mówiącym,   że 
niepodległość   jest   lub   jej   nie 
ma. Tak jak uzależnienie wła-
snej   elity   od   obcej   może   się 
zwiększać lub zmniejszać, tak i 
niepodległości   może   być   wię-
cej lub mniej. Niepodległościo-
we   dylematy   p.   Bartyzela   nie 
są więc dylematami konserwa-
tysty.

Po trzecie

Nazywanie   Platona   praoj-

cem   konserwatystów   wydaje 
się być grubym nieporozumie-
niem. Przypomnijmy, że Karol 

Popper   upatrywał   w   Platonie 
prekursora historycyzmu prądu 
wrogiego cywilizacji łacińskiej, 
której   zasad   bronią   konserwa-
tyści. Z „helleńskich praojców” 
cenię sobie bardziej Arystotele-
sa. Może więc nie jestem kon-
serwatystą,   skoro   Platona   w 
swoim drzewie genealogiczno-
-ideologicznym   nie   umiesz-
czam. Jednak, odwrotnie niż p. 
Bartyzel,   nie   twierdzę,   że   jest 
on   ojcem   wszystkich   zacho-
wawców.

Po czwarte

Tutaj zaczynają się poważne 

zarzuty.   Posługując   się   obser-
wacjami   Platona   o   ewolucji 
ustrojów  politycznych w pew-
nej   kolejności   p.   Bartyzel 
twierdzi,   że   powrót   do   –   tak 
upragnionych przez wszystkich 
rojalistów   –   form   monarchi-
stycznych  możliwy  jest  w  na-
stępującym odwrotnym porząd-
ku: od tyranii (rządy „komuni-
stów”),   przez   demokrację   do 
władzy   królewskiej.   Zaiste 
dziwna   to   koncepcja,   nie 
uwzględniająca   ani   rewolucji, 
ani   innych   etapów.   Historia 
uczy nas, że monarchie były re-
staurowane   po   obaleniu   bądź 
upadku   tyranii.   Tak   było   we 
Francji:   monarchia   Ludwika 
XVI   –   jakobińska   demokracja 
–   napoleoński   cezaryzm   –   re-
stauracja.   Podobnie   w   Anglii 
po epoce Cromwellów. Zresztą 
reguły nie obowiązują historii, 
można jedynie odczytywać fak-
ty i na ich podstawie formuło-
wać hipotezy.

Ja   osobiście   bardziej   skła-

niam się tu do zdania Aleksan-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 9

background image

dra   Trzaski-Chrząszczewskie-
go,   że   „tak   jak   przed   Ludwi-
kiem   XVIII   musiały   przyjść 
Dyrektoriat   i   Cesarstwo,   tak 
nim przyjdzie Mikołaj III bądź 
Aleksander IV, musi być Stalin, 
a   po   nim   Woroszyłow,   Blün-
cher   bądź   ktokolwiek   inny” 
(cytuję z pamięci), niż ku mgli-
stym koncepcjom spółki Plato-
n–Bartyzel. Nie mogę pojąć, po 
co   odbudowywać   demokrację, 
która   jest   zdecydowanie   anty-
arystokratyczna i antycywiliza-
cyjna,   skoro   można   postawić 
na proces cywilizowania obec-
nej   arystokracji,   czy   też   elity 
posługujące   się   terminologią 
Parety. 

Po piąte

Przekonanie   o   tym,   jakoby 

istniały dwie jakościowo różne 
demokracje, jest złudą i niczym 
więcej.   Gdyby   mogła   istnieć 
„demokracja   rządów   prawa,   a 
nie   motłochu”,   byłbym   demo-
kratą, a nie monarchistą. Żadna 

demokracja nie może zapewnić 
prywatnej   własności,  partiae 
potestas   familiae
,   gospodarki 
opartej na „własności produko-
wania,   wynajmu   i   najmu 
pracy”, ponieważ oparta jest na 
zasadzie   suwerenności   ludu. 
Wszystko to są marzenia, i to 
nie marzenia rojalisty, ale neo-
konserwatysty. Demokracja nie 
jest niczym innym, jak mecha-
nizmem   legalnej   grabieży,   jak 
pisał Bastiat, którego „Prawo” 
(„Wektory”   1988)   wszystkim 
obrońcom   „demokratycznego 
ideału”   serdecznie   polecam. 
Tłum   zawsze   może   „zamienić 
się w tyrana i zażądać urzeczy-
wistnienia swoich kaprysów” – 
pisze słusznie Le Ron – „cywi-
lizacje, które oddają władzę w 
ręce tłumu, muszą upaść”. Tak 
właśnie się stało w cywilizacji 
łacińskiej   w   początkach   XIX 
w.,   a   narzędziem   spełnienia 
woli  tłumów   była  i  jest  nadal 
właśnie demokracja. Skoro pra-
wo nie pochodzi od Boga czy z 
natury,   ale   jest   stanowione 

przez lud, to można uchwalić i 
progresywne   opodatkowanie,   i 
zakres   handlu   alkoholem   czy 
bronią, i dopuszczalność prze-
rywania   ciąży   (pozytywizm 
prawny).   Czymże   zatrzymać 
legislacyjne   szaleństwo?   P. 
Bartyzel proponuje coś, co aby 
zrealizować, należy zmienić lu-
dzi w Doskonałych. Coś mi tu 
pachnie gnozą…

Proponuję coś innego – nie 

460 „uduchowionych” Posłów i 
setkę   Senatorów   plus   po-
wszechne prawo wyborcze, ale 
jeden „dyktator” i kilkadziesiąt 
arystokratycznych

 

rodzin, 

świadomych   swojego   interesu 
oraz   interesu   państwa   plus 
„przymus ekonomiczny”. Takie 
rozwiązanie   w   najlepszy   spo-
sób zabezpieczy prawa cywili-
zacji łacińskiej i będzie o wiele 
sensowniejszym   preludium   po 
restauracji monarchii niż jaka-
kolwiek bądź demokracja. Taki 
Pinochet po polsku, tylko tro-
chę bardziej reakcyjny.

Od redakcji

(do powyższego tekstu)

o tak, ale jeśli nie ma 
tyranii,   jak   twierdzi 
Autor polemiki, to co 

obalać   w   celu   restauracji   mo-
narchii?   Jeśli   nie   ma   tyranii   i 
monarchii,   to   pewnie   jest   de-
mokracja? Demokracji wg Au-
tora także nie ma. To co jest, 
system   przejściowy?   Między 
czym a czym? Można założyć, 
jak   uczynił   to   p.   Bartyzel,   że 
system   naszego   kraju   (choćby 
nie chcieli tego komuniści czy 
my z innych względów) powoli 

N

się   demokratyzuje.   W   tym 
miejscu odwołuję sz. czytelni-
ka   do   „Biuletynu   Monarchi-
stycznego” (kwiecień 1989, nr 
3).

Nazwa   elity   rządzącej   w 

każdym systemie jest umowna. 
Można ją również nazwać: ary-
stokracją.   Autor   zapomina   o 
pewnej istotnej kwestii: w każ-
dym   społeczeństwie   wytwarza 
się   elita   rządząca   (arysto-
kracja). W systemie autorytar-
nym (np. postkomunistycznym) 

„arystokracja”   ma   jedynie   tę 
przewagę   nad   demokratyczną 
„arystokracją”, że jest bardziej 
trwała i stabilniejsza. Nie pod-
lega   ciągłym   rotacjom.   Autor 
nie bierze też pod uwagę faktu, 
że nie wszystkie elity dają się 
cywilizować   w   czasie   na   tyle 
szybkim, by proces ten był ko-
rzystny dla  narodu.  Nie   ozna-
cza   to   oczywiście,   że   obecna 
władza musi być w tym proce-
sie oporna.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 10

background image

Monarchia – jedyne rozwiązanie dylematów pacyfizmu

Juliusz S.

acznijmy nietypowo od 
postawienia

 

kilku 

wstępnych   pytań.   Skąd 

się  wzięli   pacyści?  Dlaczego 
pokój światowy nie jest w ce-
nie? Jak łatwo się zorientować, 
oba   pytania   dotyczą   bezpie-
czeństwa państwa i jego prze-
trwania   w   zmieniających   się 
warunkach.

Z

Zdaje   się,   że   fenomen   od-

mowy   służby   wojskowej   ma 
także   bezpośredni   związek   z 
powszechnym   obowiązkiem, 
obrony   państwa.   Zauważmy 
przy   tym:   prekursorami   idei 
uzbrojenia narodu byli francu-
scy jakobini. Ich hasło: „ojczy-
zna w niebezpieczeństwie” sta-
nowiło   przykrywkę   naturalnej 
dla ruchu rewolucyjnego żądzy 
podboju.   W   epoce   monarchi-
stycznej   taka   mobilizacja   lud-
ności   nie   byłaby   możliwa.   W 
czasach   przedrewolucyjnych, 
gdy armia składała się z pospo-
litego ruszenia szlachty, żołnie-
rza zaciężnego lub ochotników 
(armia   zawodowa),   ludzie   nie 
narzekali na wojsko. Po prostu 
nie mieli ku temu istotnych po-
wodów.   Mieszczanie   i   chłopi 
sarkali co prawda na dragonady 
i rosnące podatki przeznaczone 
na wyposażenie armii, jednak-
że   ich   samych   nikt   nie   ciągał 
na wojnę. Osoby i mienie pod-
danych władcy pozostawiali w 
spokoju. Nie robili tego z wro-
dzonej   im   dobroci.   Daleki   je-
stem od takiej supozycji, cho-
ciaż trudno całkowicie wyklu-
czyć podobne motywy. Sądzę, 
że   monarchami   kierowało 
wówczas  racjonalne  przekona-
nie,   że   dobrze   wojować   będą 

tylko ci,  którzy sami  chcą  się 
bić. Króla nie trzeba było prze-
konywać,  że interes  publiczny 
(potrzeba utrzymania silnej ar-
mii na wypadek koniktu) wy-
maga   podporządkowania   nie 
dążeniom części męskiej popu-
lacji do ryzyka, walki i –  last 
but   nor   least
  –   agresji.   Szef 
państwa   ZDAWAŁ   SOBIE 
sprawę z tego, że prowadzenie 
wojny przy pomocy zawodow-
ców nie stoi w sprzeczności z 
naturalnymi   dążeniami   rolni-
ków, kupców i rzemieślników. 
Wojaczka   musiała   oderwać   te 
grupy ludności od ich tradycyj-
nych zajęć i pozbawić zarobku. 
Również   kobiety   musiały   na 
tym   stracić,   zmuszone   zająć 
opuszczone miejsca pracy i po-
dwoić   tym   samym  wysiłek.  Z 
dokonanego   wyliczenia   widać 
więc, że władcy dążąc od stwo-
rzenia silnej armii zawodowej, 
bardzo skutecznie popierali in-
teresy   społeczeństwa.   Dopiero 
sukcesy   demokratyzacji   znisz-
czyły   to   sprzężenie   zwrotne, 
obtujące   w   dobroczynne   na-
stępstwa. Wyznawcy demokra-
cji  uznali  zawodowa armię  za 
instytucję   zagrażającą   rządom 
większości.   Począwszy   od   ja-
kobinów,   a   skończywszy   na 
bolszewikach, w myśl idei po-
wszechnego obowiązku  zaczę-
to   zmuszać   do   noszenia   broni 
mężczyzn   czujących   do   niej 
wstręt. Jak się można było spo-
dziewać,   odruch   sprzeciwu 
przerodził   się   w   końcu   w 
otwarty bunt.   Oto  są  głębokie 
przyczyny   pacyfizmu   wśród 
młodzieży, których połowiczne 
środki,   w   rodzaju   zastępczej 

służby poborowych, nie usuną. 
Jedynie   stopniowy   powrót   do 
wojska   zawodowego   ograni-
czyłby   zasięg   pacyfizmu   do 
grona   nieszkodliwych   marzy-
cieli.

Gdy   wiemy   już,   na   czym 

polega istota pacyfizmu, zasta-
nówmy się jeszcze nad proble-
mem   nurtującym   każdego 
obrońcę  pokoju. Dlaczego po-
mimo   jednomyślnych   deklara-
cji o pożytkach płynących z po-
koju i zgody nisko cenię sobie 
pokój? Dla ułatwienia spróbuj-
my zadać sobie dodatkowe py-
tanie: co skłania rządy do kon-
tynuowania   wyniszczających 
wojen?   Nasuwa   się   prosty 
wniosek: rządzący zostali zmu-
szeni do postępowania w myśl 
zasady   „cena   nie   gra   roli”, 
gdyż od zwycięstwa w wojnie 
zależało ich być albo nie być. 
Zachowywali się więc, jak roz-
rzutni   właściciele   stawiający 
wszystko na jedną kartę. Zmia-
na na gorsze i tym razem doko-
nała się za sprawą rosnącej de-
mokratyzacji. Sądzę, że demo-
kratyzacja   pozbawiła   nasze 
państwa faktycznych  gospoda-
rzy kraju (monarcha) i wstawi-
ła   w   jego   miejsce   kcyjnych 
(lud,   naród,   klasa   robotnicza, 
partia). Jednym słowem, znikła 
jednostka   osobiście   odpowie-
dzialna za bezpieczeństwo pań-
stwa. Demokratyczna odpowie-
dzialność grupowa jest w isto-
cie iluzoryczna, a jednostki po-
noszące jej cząstkę skłonne są 
przedkładać   prestiż   instytucji, 
którą reprezentują, nad rzeczy-
wiste interesy kraju. I chociaż 
historia   zna   prestiżowe   wojny 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 11

background image

(o sukcesję) prowadzone przez 
monarchów,   to   nie   było   one 
zbyt liczne. Pojęcie bezwarun-
kowej kapitulacji z rzadka po-
jawiało się w dokumentach dy-
plomatycznych starych monar-
chii. Beznadziejność naszej sy-
tuacji polega na tym, że wojny 
toczą   się   między   narodami 

(dawniej   między   władcami)   z 
udziałem całych narodów (nie-
gdyś: armii zawodowych). Mo-
ralny regres w stosunkach mię-
dzypaństwowych,   datujący   się 
od czasów Ligi Narodów, wy-
maga   od   nas   dokonania   nie-
zbędnych   zmian.   Nie   żądamy 
dosłownego   powrotu   do   cza-

sów Świętego Przymierza, któ-
re   –   nie   każdy   sobie   zdaje   z 
tego sprawę – dawało Europie 
sto lat pokoju i wolności. Spró-
bujmy jednak na nowo sformu-
łować zasady, które przyniosły 
sukces   półtora   wieku   temu. 
Trudu tego podjęli się w PRL 
właśnie MONARCHIŚCI.

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 12

background image

Sztuka królewska

Aleksander Popiel

arto   powiedzieć   o 
osobie   panującego   i 
jego   stosunku   do 

reszty społeczeństwa. Tutaj bo-
wiem, jak w soczewce, skupia-
ją   się   egalistyczne   atomizmy. 
Być   może   oświetlenie   sprawy 
przez   nieuprzedzonego   obser-
watora   przyczyni   się   do 
oczyszczenia  atmosfery podej-
rzeń   wobec   monarchii   właści-
wej dla społeczeństw demokra-
tycznych.   Proponuję   więc   na 
chłodno   rozważyć   pewne   re-
sentymenty.   Proszę   o   chwilę 
cierpliwości, a okaże się, że na-
sze obawy nie mają podstaw.

W

Zarzut 1

„W   monarchii   zdajemy   się 

na przypadek. O tym,  kto bę-
dzie   rządził,   decyduje   los. 
Trzeba   temu   zapobiec   przez 
wybór głowy państwa.”

Czy   na   pewno   zmiana   jest 

uzasadniona?   Zauważmy:   po-
rządek dziedziczenia władzy w 
monarchii   nie   budzi   z   reguły 
sporów i emocji, ponieważ oso-
ba następcy nie podlegała dys-
kusji.   Który  z  piastunów  wła-
dzy   wzbudza   więcej   kontro-
wersji:   ten   kto   zawdzięcza   ją 
wyrokom losu, czy ci, co posie-
dli ją dzięki sile wojska, popar-
ciu mas lub przekupstwu? Nie 
czekając   na   odpowiedź,   przy-
pominam o stosownej formule 
monarchistów   „Umarł   król, 
niech żyje król!”

Zarzut 2

„Następcy   są   najczęściej 

próżniakami   żywionymi   na 
koszt państwa.”

Zdarza się i tak. Jednakże z 

reguły następca tronu otrzymu-
je   staranne   wychowanie   i   od 
najmłodszych lat wciągany jest 
w   bieg   spraw   państwowych. 
Daje mu to niezwykłą przewa-
gę   nad   ludźmi,   którzy   tylko 
przez jakiś czas trudnią się po-
lityką.   Dla   przyszłego   władcy 
realna polityka i praca zaczyna 
się w młodości.

Zarzut 3

„Osoba   władcy   wyniesiona 

przez okoliczności nie ma oka-
zji   dla   wykształcenia   właści-
wych   form   postępowania   z 
ludźmi.”

Czym jest dzisiejsze wojsko, 

lepiej   nie   mówić.   Nie   zawsze 
jednak   tak   było.  A  właśnie   w 
wojsku   książę   uczy   się   odpo-
wiednich form. Wyszło szydło 
z worka – powiedzą demokraci 
i nie będą mieli racji. Porządne 
wojsko   to   świetna   szkoła   wy-
konywania i wydawania rozka-
zów. A wszakże zdolność natu-
ralnego zachowania się wobec 
podwładnych należy do podsta-
wowych   zalet   szefa   państwa. 
Przywódcy  demokratyczni   po-
zbawieni są z reguły zręczności 
w   obchodzeniu   się   z   ludźmi. 
Alternatywę dla armii stanowi 
jedynie przebywanie w otocze-
niu licznej służby. Oprócz mo-
narchy   również   arystokracja 
przechodziła   podobną   eduka-
cję. Dlatego też często określa-
no   ją   mianem   naturalnej   elity 
władzy.

Zarzut 4

„Swoiste   prawo   do   rządze-

nia, jakie posiada władca, musi 
skłaniać do arogancji.”

Władca   „z   urodzenia”   nie 

musi   potykać   się   z   konkuren-
cją. Brak konkurencji oznacza, 
że władcy obca jest atmosfera 
rywalizacji (przeważnie wielo-
letniej i pełnej zawiści) o naj-
wyższe   stanowisko.   Dzięki 
temu  stać  władzę  na  szlachet-
ność   i   niewymuszoną   łaska-
wość.

Zarzut 5

„W   trakcie   dorastania   na 

osobę następcy spływają kolej-
ne   dobrodziejstwa,   zaszczyty, 
na   które   nie   zasłużył.  To   nie-
sprawiedliwe.”

Czy   na   pewno?   Zapomina 

się   w   takich   przypadkach,   że 
zaspokajając   jego   zachcianki 
odbieramy mu ochotę do reali-
zowania  wygórowanych  ambi-
cji.   Gdy  obejmuje   on   władzę, 
wszelkie   możliwe   honory   już 
posiada.   Wie,   że   nic   nadzwy-
czajnego go nie czeka. Pozosta-
je   mu   sumienne   wypełnianie 
obowiązków   głowy   państwa, 
zawierających   się   w   jednym 
słowie: sprawiedliwość.

Zarzut 6

„Większość   znanych   wład-

ców   to   uosobienie   przeciętno-
ści. Nie ma w związku z tym 
kim się zachwycać.”

Niesłusznie. Czyż nie widać, 

że geniusz na tronie bywa istną 
plagą   dla   kraju?   Przykłady  są 
odstraszające: Fryderyk Wielki, 
Piotr Wielki, Ludwik XIV, Ka-

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 13

background image

rol XII… Na szczęście dla lu-
dów genialni władcy są rzadko-
ścią.   Ktoś   powiedział:   ludy, 

które   odrzuciły   króla   z   Bożej 
łaski,   otrzymały   w   zamian 
władców   z   odpustu   Bożego. 

Owo   przekleństwo   ciąży   już 
nad nami od stu lat. Wystarczy!

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 14

background image

Oś Waszyngton–Moskwa

Eryk von Kuehnelt-Leddihn

zy istnieje coś takiego, 
jak   oś   Waszyngton-
–Moskwa?   Przecież 

konikty   i   napięcia   między 
Wschodem a Zachodem są nie-
zaprzeczalnym faktem. W cią-
gu ostatnich czterdziestu lat do-
chodziło niekiedy do wojen lo-
kalnych („zastępczych”) i starć 
między państwami  należącymi 
do   jednego   i   drugiego   obozu. 
Sami   Amerykanie   dwukrotnie 
używali swoich wojsk przeciw 
krajom należącym do „czerwo-
nego imperium”: Korei i Wiet-
namowi.   Ale   to   tylko   jedna 
strona medalu. Jest i druga. De-
mokratyczne   idee   Rewolucji 
Francuskiej, do których z taką 
pogardą   odnosili   się   Ojcowie 
Założyciele,   zaczęły   silnie 
wpływać w 1828 roku na kli-
mat  polityczny Ameryki. Wal-
ter Lippman powiedział, że „ja-
kobinizm   stał   się   popularnym 
credo amerykańskiej demokra-
cji”. Z kolei komunizm jest w 
znacznym stopniu konsekwen-
cją   idei   demokratycznych.   W 
efekcie istnieje wyraźny zwią-
zek   pomiędzy   „demokraty-
zmem”, który tak głęboko prze-
paja   amerykańską   mentalność, 
a   komunizmem.   Było   to   ewi-
dentne w czasie II wojny świa-
towej   i   tuż   po   niej   –   zanim 
amerykańso-sowiecki   miesiąc 
miodowy   dobiegł   końca   –   i 
znacznie przerosło oczekiwania 
Henryka Wallace'a, marzącego 
o   „Stuleciu   Szarego   Człowie-
ka”.   W   anglo-amerykańskiej 
historii lewicowa tradycja ma-
jąca   swe   korzenie   u   Tomasza 
Baine'a, angielskich levellerów 
i   diggerów,   a   nawet   jeszcze 

C

wcześniej u Wata Tylera, Jana 
Bulla i lollardów. Nic dziwne-
go, że wielki irt między Wa-
szyngtonem a Moskwą miał so-
lidne ideologiczne fundamenty 
i   pewien   urok   dla   szerokiego 
ogółu.

To co dzieli ZSRR i Amery-

kę,   to   tradycja   starsza   niż 
współczesna   ideologia   demo-
kratyczna: to wiara w wolność 
jednostki.   Nowy   Testament 
mówi o wolności, nigdy o rów-
ności, która należy zarówno do 
demokratycznego, jak i socjali-
stycznego   wokabularza.   Habe-
as Corpus Act jest szerszy niż 
Francuska   Rewolucja.   Samuel 
Johnson   mawiał,   że   do   praw 
wyborczych   nie   przywiązuje 
żadnej wagi, natomiast Habeas 
Corpus Act ma dla niego zna-
czenie podstawowe.

Demokratyczny   folklor   do 

dziś   wpływa   na   amerykańską 
politykę,   zwłaszcza   zagranicz-
ną. Od czasu, jak w USA uzna-
no, że wolne wybory, rząd re-
prezentowany i stale rozszerza-
nie   zakresu   praw   wyborczych 
to   coś,   co   przyniosło   krajowi 
korzyści, amerykańscy idealiści 
pragną rozpowszechniać swoje 
szczęście   na   całym   świecie. 
Niestety   ich   pragnienia   mają 
wiele wspólnego ze zjawiskiem 
nazywanym   przez   Niemców 
Ferstenliebe,   czyli   z   miłością 
do tych, którzy pod względem 
geograficznym   znajdują   się 
najdalej   (przeciwieństwem   do 
tej   miłości   jest   Nächstenliebe, 
czyli miłość do tych, którzy są 
najbliżej).

Tak się składa, że w sowiec-

kim imperium rządzący (np. w 

konstytucji) popierają przynaj-
mniej   na   papierze:   republika-
nizm, demokrację, społeczną i 
rasową   równość,   emancypację 
kobiet, postęp i rozwój techni-
ki. Robi to wrażenie na Amery-
kanach, choć przyznają oni, że 
ten   godny   podziwu   program 
nie został jeszcze w pełni zre-
alizowany. Z pewnością jednak 
mówią Sowieci tym samym ję-
zykiem,   co   ich   amerykańscy 
kuzynowie. Można więc z nimi 
dyskutować.   Jak   powiedział 
kiedyś Wallace: „Oni mają de-
mokrację   ekonomiczną,   a   my 
mamy polityczną”. Czyż USA i 
ZSRR   nie   walczyły  razem   od 
1945   roku   z   kolonializmem? 
Czyż   nie   prowadziły  szlachet-
nej   rywalizacji   pod   hasłem: 
„Będę   bardziej   antykoloniali-
styczny niż ty”?

Dzisiaj   najbardziej   widocz-

na   zbieżność   amerykańskiej   i 
sowieckiej   polityki   zagranicz-
nej występuje w odniesieniu do 
południowej   półkuli.   W   RPA 
od 1976 roku realizowany jest 
program mający na  celu  stop-
niową   eliminację   apartheidu. 
Trzeba pamiętać, że aby stwo-
rzyć system apartheidu, wyda-
no w Pretorii niezliczoną ilość 
ustaw, praw, zarządzeń i regu-
lacji.   Dlatego   jego   rozmonto-
wanie   jest   bardzo   skompliko-
waną  operacją,   co  czyni   sytu-
ację   w   RPA  diametralnie   od-
mienną od tej, jaka istniała nie-
gdyś   na   amerykańskim   Połu-
dniu. Mimo to wielu Ameryka-
nów   i   Europejczyków   pragnie 
wywołać w RPA ciężki kryzys 
gospodarczy,   który   tak   mocno 
dotknąłby   biedniejszą   (i.e. 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 15

background image

czarną) część ludności, że zde-
sperowana   podjęłaby   niemal 
beznadziejną   próbę   rewolty. 
Szlachetni   marzyciele   z   pół-
nocnej   półkuli   –   w   imperium 

sowieckim,   w   zachodnioeuro-
pejskich   demokracjach,   a   na-
wet w amerykańskim rządzie – 
pragną,   aby   inni   umierali   w 
imię   ich   idealistycznej  ideolo-

gii.   Można   chyba   mówić   o 
zbieżności celów Waszyngtonu 
i Moskwy.

O autorze

ryk   von   Kuehnelt-Led-
dihn urodził się w 1908 
roku. Mając 20 lat był 

korespondentem   w   Moskwie. 
Studiował   nauki   polityczne, 
prawo i teologię. Doktoryzował 
się w 1937 roku na uniwersyte-
cie   w   Budapeszcie.   Od   1935 
roku wykłada historię i japoni-
stykę,  socjologię   i  nauki   poli-
tyczne w angielskich i amery-
kańskich  collegach.   W   1947 
roku   powrócił   do   Austrii   i 
mieszka   w   Lans   (Tyrol).   Jest 
współpracownikiem   wielu 
pism europejskich i amerykań-
skich, m.in. „Critecn” i „Zeit-
buehe”   (RFN)   oraz   „National 
Review”   (USA).   Jest   Kawale-
rem Zakonu Maltańskiego.

E

Dla   Kuehnelt-Leddihna   za-

chodnie demokracje, narodowy 
socjalizm i bolszewizm są róż-
nymi przejawami tej samej no-
woczesnej   cywilizacji   maso-
wej. Dla jego myśli podstawo-
we   jest   rozróżnienie   między 
wolnością (tak jak ją rozumieli 
w   Anglii   whigowie-arystokra-
ci) a równością czyli zglajszto-
waniem praktykowanym w de-
mokracjach.  Amerykańską   de-
mokrację   zalicza   Kuehnel-
t-Leddihn   do   obozu   wolności 
jedynie o tyle, o ile stworzona 
przez arystokratów konstytucja 

amerykańska   ogranicza   demo-
krację.   Ta   antydemokratyczna 
tradycja jest jednak w USA nie-
zbyt  silna,  co wg niego czyni 
realnym zagrożenie przez rządy 
motłochu   i   w   konsekwencji 
przez totalitaryzm.

Korzenie narodowego socja-

lizmu tkwią wg Kuehnelt-Led-
dihn w Rewolucji Francuskiej. 
Narodowy   socjalizm   oznacza 
reductio   ad  absurdum  wszyst-
kich   idei   1789   roku   i   dlatego 
jest   najbardziej   nowoczesną 
formą   demokracji.   Republika 
Weimarska, będąc bardziej po-
stępowa  niż   Cesarstwo   za   Bi-
smarcka, utorowała drogę naro-
dowemu socjalizmowi. Do du-
chowych   poprzedników   naro-
dowego socjalizmu zalicza Ku-
ehnelt-Leddihn Marcina Lutra, 
którego   myśl   wsparła   rozwój 
nowoczesnej   demokracji.   Ta 
krytyka   Lutra   wiąże   się   też   z 
ogólnym   antyprotestanckim   i 
antypruskim nastawieniem Ku-
ehnelt-Leddihna. Uważa on, że 
„dziećmi”   Rewolucji   Francu-
skiej są również pruski nacjo-
nalizm i militaryzm, stanowią-
ce odejście od prawdziwej tra-
dycji   niemieckiej,   którą   uosa-
biają Kabsburgowie.

Dla   Kuehnelt-Leddihna 

sprzeczność między wolnością 

a równością jest na Zachodzie 
rozstrzygana   na   korzyść   rów-
ności, a ze szkodą dla wolno-
ści,   co   sprawia,   że   demokra-
tyczna   republika   prowadzi   do 
tyranii   (wyjątkiem   jest   Szwaj-
caria). Podkreśla on stanowczo 
różnicę,  jaka  zachodzi  między 
liberalizmem a demokracją. Są 
to   dla   niego   dwie   całkowicie 
odmienne   zasady.   Prawdziwy 
liberalizm ma wg niego korze-
nie w chrześcijaństwie.

Kuehnelt-Leddihn   jest   wro-

giem   współczesnej   kultury 
miejskiej,   równouprawnienia 
kobiet,   powszechnego   prawa 
wyborczego   i   powszechnej 
oświaty.

Jedynym ratunkiem dla Eu-

ropy zagrożonej przez totalita-
ryzm,   czyli   zinstytucjonalizo-
wane rządy motłochu, jest znie-
sienie   systemu   partyjnego   i 
ustanowienie   monarchii   stano-
wionej. Mając na myśli Zachód 
pisał: „Dla prawdziwego totali-
taryzmu lepiej się nadaje pano-
wanie   owej   pozbawionej   obli-
cza   przeciętności   niż   rzekoma 
dyktatura proletariatu pod egi-
dą   wysoce   ek-…………  [tutaj 
tekst się urywa – przyp. xpor-
tal]

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 16

background image

Ruch Polityki Realnej

a swojego patrona i mi-
strza   uważają   Stefana 
Kisielewskiego,   a   pan 

Kisielewski się od tego miana 
nie odżegnuje. Od dziesiątków 
lat   przecież,   m.in.   na   łamach 
„Tygodnika   Powszechnego” 
manifestuje, że jest za kapitali-
zmem i to wolnorynkowym.

Z

Jednym z liderów RPR jest 

Janusz Korwin-Mikke, rocznik 
1942,   zawsze   nienagannie 
ubrany (jak na konserwatywne-
go liberała przystało), w garni-
turze z kamizelką i w muszce. 
Pan   Korwin-Mikke   studiował 
cybernetykę, matematykę, pra-
wo   i   psychologię,   choć   nie 
wszystkie   z   tych   kierunków 
ukończył.   Do   1964   roku,   po 
tym jak ze swym listem do par-
tii wstąpił Jacek Kuroń i Karol 
Modzelewski,   Janusz   Korwin-
Mikke  urządził   mały  wiec,  za 
co został aresztowany. Po wyj-
ściu   okazało   się,   że   z   uczelni 
zginęły jego papiery. W tej sy-
tuacji, czekając aż się odnajdą, 
do 1968 roku przeważnie grał 
w   brydża,   zdobywając   nawet 
tytuł   mistrza   krajowego.   W 
marcu 1968 roku znów go za-
mknięto,   co   jednak   miało   ten 
dobry   skutek,   że   znalazły   się 
jego dokumenty i po odzyska-
niu   wolności   mógł   wznowić 
studia. W 1969 roku ukończył 
naukę i rozpoczął pracę w In-
stytucie   Transportu   Samocho-
dowego,   potem   pracował   dla 
UW. A w 1977 roku prowadził 
prywatne seminarium z udzia-
łem   studentów   Uniwersytetu 
oraz   Politechniki   pod   nazwą: 
„Prawica – liberalizm – konser-
watyzm” – i od tego czasu po-
ważnie   zajął   się   organizowa-

niem   ruchu   konserwatywnych 
liberałów.

Na   przełomie   1978   i   1979 

roku   utworzył   podziemną 
Ocynę  Liberałów, którą  opo-
zycja   nazywała   z   przekąsem 
JOLA – jednoosobowa ocyna 
liberałów.   Faktycznie,   oprócz 
pana   Korwin-Mikke   pracami 
wydawniczymi   zajmowało   się 
jeszcze dwóch ludzi. Później, z 
czasem   ruch   zaczął   zyskiwać 
więcej sympatyków, choć zda-
rzały się też i kłopoty. W Sierp-
niu   '80   Janusz   Korwin-Mikke 
pojechał do Szczecina, skąd je-
den z przywódców strajku wy-
rzucił go, bo przywiezioną bi-
bułę   sprzedawał   (inaczej   kon-
serwatywny liberał postępować 
nie może) zamiast ją rozdawać. 
Jesienią 1981 roku milicja ro-
botnicza chciała  usunąć  go ze 
Zjazdu „Solidarności”, bo kol-
portował własny list z krytyką 
Stefana   Bratkowskiego,   co 
uznano  za   fakt  niedopuszczal-
ny.   W   marcu   1982   roku   zaś 
wpadł z całym nakładem „No-
wej klasy” Dżilasa i został in-
ternowany. Po czterech miesią-
cach   zwolniono   go,   a   nieco 
później – po uniewinnieniu po-
przez sąd – odzyskał cały skon-
fiskowany   nakład   książki. 
Ocer SB odwiózł mu „Nową 
klasę” ciężarówką do domu.

Na   kongresie   SD   Janusz 

Korwin-Mikke rozrzucił ulotki, 
nawołując do rozbicia partii na 
liberalną   i   chadecką.   W   1982 
roku   –   protestując   przeciwko 
głosowaniu   przez   posłów   SD 
za ustawą o przymusie pracy – 
wystąpił ze stronnictwa. 15 li-
stopada 1987 roku doprowadził 
do   zawiązania   Ruchu   Polityki 

Realnej. W 1988 roku otrzymał 
zaproszenie   na   Kongres   Mię-
dzynarodówki   Liberalnej   do 
Pizzy.  We   wniosku   paszporto-
wym napisał: w rubryce „przy-
należność partyjna”: „Ruch Po-
lityki   Realnej”   –   „udział   w 
kongresie   Międzynarodówki 
Liberalnej”. Paszport dostał od 
ręki.

Konserwatywni   liberałowie 

działają głównie we Wrocławiu 
(o   odchyleniu   monarchistycz-
nym), w Poznaniu (o skrzywie-
niu narodowym) oraz w Krako-
wie i Warszawie. Nie powołali 
swej partii, choć myśleli o Par-
tii   Konserwatywno-Liberalnej 
lub Partii Liberałów „Prawica”. 
W środowisku umiarkowanych 
liberałów – np. gdańskich czy 
krakowskich – uchodzą za sza-
lejących   liberałów–teoretyków, 
których   teorie   zupełnie   nie 
przystają do sytuacji w Polsce.

14   listopada   1987   roku 

czternastu   z   nich   utworzyło 
Ruch   Polityki   Realnej   (RPR), 
który zgodnie ze statutem dzia-
ła   na   terenie   całego   kraju,   a 
jego uczestnikiem może zostać 
każdy,   kto   ukończył   23   lata. 
Prawomyślności   uczestników 
RPR strzeże Straż Ruchu, która 
może,   ale   tylko   jednomyślnie, 
za głoszenie opinii sprzecznych 
z   „Deklaracją”   lub   „Progra-
mem” usunąć z ruchu każdego 
uczestnika.

Za naczelną wartość uczest-

nicy RPR (m.in. Stefan Kisie-
lewski) uznają wolność.

W   „Deklaracji”   stwierdzili: 

„Nie   chcemy   doprowadzić   do 
ujednolicenia postaw; sądzimy, 
że Ruch będzie pepinierą róż-
nych   ugrupować   politycznych 

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 17

background image

mieszczących   się   w   tradycyj-
nym kręgu konserwatystów, li-
berałów,   ludowców   monarchi-
stów i narodowców”.

W „Programie” zaś napisali: 

„Dążyć   będziemy   do   odbudo-
wania   podstawowych   wartości 
naszej kultury i cywilizacji ła-
cińskiej;   praw   i   zasad   moral-
nych, godności, honoru, praw-
dy,   wolności,   własności   pry-
watnej i odpowiedzialności”. O 
fundamencie   dodali:   „Kultura 
nasza jest katolicka, a cywiliza-
cja chrześcijańska”. O ułożeniu 

władz:   „Władze   powinny   zo-
stać   zdecentralizowane   i   usta-
wione   tak,   by   się   wzajemnie 
kontrolowały i ograniczały”. O 
gospodarce:   „Działalność   go-
spodarcza   winna   być   prowa-
dzona   w   oparciu   o   prywatną 
własność   środków   produkcji 
osób fizycznych lub ich związ-
ków”.

–   Liberalizm   konserwatyw-

ny   –   dodaje   Janusz   Korwi-
n-Mikke – jest po pierwsze mo-
ralny (bo dając jednostce mak-
simum   wolności,   domaga   się 

od   niej   w   zamian   odpowie-
dzialności za swe czyny), a po 
wtóre – jest niezwykle skutecz-
ny,   zapewniając   dobrobyt   po-
wszechniejszy   niż   to   potraą 
uczynić   inne   systemy.   Nato-
miast   wszelka   ingerencja   pań-
stwa w życie obywateli świad-
czenia społeczne, zakazy i na-
kazy   prowadzą   do   stępienia 
ostrza konkurencji między jed-
nostkami,   osłabiając   tym   sa-
mym instynkt samozachowaw-
czy i zmniejszający mobilność 
całego systemu.

Unia Polityki Realnej

Nasz Reagan jest młodszy!

Janusz Korwin-Mikke 

SENATOREM!

Pro Fide Rege et Lege

Numer 2 (5) AD 1989

Strona 18


Document Outline