background image

 

background image

  

 

 

background image

 
 

 

 SANTA:

 

Nie miałam czasu zastanawiać się nad tym, jakie konsekwencje 

będzie miało to, że Nash został na noc, ani nad tym wszystkim, na co 
mu pozwoliłam – i na co ja pozwoliłam sobie wobec niego, jeśli chodzi
o ścisłość. Nie wiedziałam, gdzie podziały się wszystkie zwykłe obawy
i cała ta niepewność, które zazwyczaj mi towarzyszyły, gdy w grę 
wchodził seks. Ale kiedy mój telefon zadzwonił w Nowy Rok przed 
szóstą rano, nadal byłam bardzo naga i bardzo mocno wtulona w 
bardzo wielkiego i gołego faceta. Nie miałam wyjścia, bo dzwonili ze 
szpitala, a kiedy coś dotyczyło pracy, wszystko inne schodziło na 
dalszy plan. Włącznie z niesamowicie apetycznym, wytatuowanym 
ciałem Nasha w moim łóżku – nieważne, jak kuszące było zostać przy 
nim.
 

Sunny była wściekła. Dwie osoby odwołały dyżury i musiała 

sama wziąć dodatkową zmianę, a do obsadzenia drugiej potrzebowała 
mnie. Tego dnia byłam wpisana w grafik na wieczór, co oznaczało, że 
spędzę cały dzień w pracy. Nie brzmiało to zbyt zachęcająco – tym 
bardziej że Nash nie dał mi spać prawie do białego rana – ale 
wiedziałam też, że dzięki pracy uniknę całej tej dziwnej, niezręcznej 
atmosfery, która pojawia się zwykle w takich sytuacjach, więc się 
zgodziłam.
 

Kiedy skończyłam rozmawiać przez telefon, Nash wygramolił się

półprzytomnie z łóżka, ubrał się, a potem dał mi szybkiego buziaka i 
poprosił, żebym w wolnej chwili do niego zadzwoniła. Nie robił mi 
wyrzutów ani nie miał do mnie pretensji. Wyszedł bez zbędnych 
wymówek i zawracania głowy dociekaniem, czy w końcu jesteśmy ze 
sobą, czy nie. I czy jeszcze to kiedyś powtórzymy. Wyszedł, dając mi 
do zrozumienia, że decyzja należy do mnie – i że ode mnie zależy, czy 
chcę to dalej ciągnąć, czy nie. Dał mi wolną rękę – to dla mnie coś 
niecodziennego poza pracą – i musiałam przyznać, że możliwość 
wyboru sprawiała, że cała ta sytuacja była o wiele prostsza. Nie 
mówiąc już o tym, że byłam coraz bliższa przyznania się przed sobą, że
jeśli chcę brnąć dalej w to, co między nami kiełkowało, będę musiała 
wybaczyć mu stare grzechy.

background image

 

Kiedy dotarłam do pracy, zastałam nieopisany chaos. Na dyżurze 

aż kłębiło się od rannych ubiegłej nocy pacjentów. Był ktoś, kto obciął 
sobie dłoń piłą łańcuchową; gliniarz wezwany do domowej kłótni, 
który skończył z raną od noża; maluch, który dobrał się do środka 
czyszczącego w łazience, i dwie kobiety w ciąży – jedna z ułożeniem 
pośladkowym płodu, a druga z przedwczesnymi skurczami. Nie 
miałam czasu zawracać sobie głowy czymkolwiek innym ani 
zastanawiać się nad dziwnymi spojrzeniami, które rzucała mi Sunny za 
każdym razem, kiedy znalazłyśmy się w tej samej sali albo mijałyśmy 
się na korytarzu.
 

W chwili, w której powinnam zaczynać swoją zwykłą zmianę, 

podpierałam się już nosem. Siedziałam akurat w świetlicy, siorbiąc 
kawę, jakby to był eliksir życia, kiedy w końcu moja drobna szefowa 
mnie dorwała:
 

– No-o i-i…?

 

Aż podskoczyłam i oblałam się gorącym napojem. Spojrzałam na

Sunny spode łba i rozejrzałam za papierowym ręcznikiem.
 

– „No-o i-i” co?

 

Przewróciła oczami i trzepnęła mnie żartobliwie w ramię.

 

– I jak tam randka z doktorkiem? Gdy zadzwoniłam do ciebie 

rano, wydawałaś się nieprzytomna, więc zakładam, że się udała? 
Byłaby z was piękna para!
 

Próbowałam nie dać nic po sobie poznać, ale nie mogłam 

spojrzeć jej w oczy – nie po tym, jak spławiłam strasznego konowała i 
spędziłam resztę upojnej nocy w ramionach Nasha.
 

– Nie zostałam na imprezie zbyt długo…

 

Wybałuszyła na mnie oczy i zmarszczyła śmiesznie nos.

 

– Wylądowaliście od razu u niego?

 

Westchnęłam i wyrzuciłam papierowy kubek z resztką letniej 

kawy do kosza.
 

– To egoistyczny dupek. Jego przyjaciele byli straszni, a 

przyjęcie okazało się niewypałem. Miałam wrażenie, że cała ekipa 
spotkała się tylko po to, żeby przechwalać się i jeden przez drugiego 
licytować w swoich osiągnięciach. Czułam się tam beznadziejnie i 
nudziłam się jak mops, więc zadzwoniłam po kumpla i wyszłam 
wcześniej. Doktor Bennet i ja… Cóż, chyba nie jesteśmy dla siebie 
stworzeni.

background image

 

Sunny przyjrzała mi się uważnie.

 

– Mówisz o tym gościu z kółkiem w nosie?

 

– A co z nim nie tak?

 

– Do niego zadzwoniłaś?

 

Uznałam, że nie mam najmniejszego powodu wstydzić się ani 

tłumaczyć. Nash był w porządku. Tak bardzo w porządku, że teraz 
trudno mi było sobie przypomnieć, dlaczego w ogóle aż tak starałam 
się przy nim pilnować.
 

– Tak.

 

Sunny prychnęła i wyszła za mną z pokoju. Jeden z pielęgniarzy 

podał mi nową kartę i poinformował, że w poczekalni mam kolejnego 
pacjenta.
 

– Wiem, że na pierwszy rzut oka może się wydać dziwny, ale to 

naprawdę fajny facet – zapewniłam szefową.
 

Wzruszyła ramionami i ruszyła w przeciwnym kierunku.

 

– Moje zdanie chyba nie ma znaczenia – rzuciła przez ramię. – 

Wiedziałaś w ogóle, że cały dzień szczerzysz się jak głupia? Nigdy 
wcześniej cię takiej nie widziałam. Zawsze jesteś poważna i skupiona 
bez reszty na pracy, ale dziś… – Obejrzała się na mnie i dotknęła 
palcem wskazującym kącika ust. – Dziś byłaś radosna jak skowronek! I
cieszy mnie to. Nie obchodzi mnie, kto cię uszczęśliwił, Santa. Po 
prostu cieszę się tym.
 

Rzeczywiście, uśmiechałam się od ucha do ucha, zdałam sobie z 

tego sprawę dopiero teraz. Byłam zdechła i czułam się wypluta, miałam
na obojczyku malinkę, a moje ulubione czarne majtki trafiły do kosza. 
Wiedziałam też, że nigdy więcej nie będę mogła założyć wysokich 
butów, nie rumieniąc się na wspomnienie ostatniej nocy. A jednak 
wciąż nie byłam stuprocentowo pewna, czy mogę być z facetem, który 
zawiódł mnie w przeszłości tyle razy. Czy mogę uwierzyć w to, że 
wszystkie uczucia, które we mnie wzbudzał, są szczere i prawdziwe. 
Nie mogłam jednak zaprzeczyć, że dzięki niemu było mi ze sobą lepiej 
i spokojniej. Jakbym pogodziła się ze sobą. Stałam się bardziej pewna 
siebie. Bardziej niż kiedykolwiek i przy kimkolwiek innym.
 

Pierwszy raz czułam się przy kimś tak cudownie, zmysłowo – i 

pragnęłam więcej, jeśli tylko Nash zechce mi na to pozwolić. Nie tylko 
go pożądałam – naprawdę go lubiłam, podobał mi się i musiałam 
niechętnie przyznać, że zależy mi na nim. To wszystko było tak 

background image

skomplikowane i zagmatwane, że nie wiedziałam, czy którekolwiek z 
nas zdoła się z tego w razie konieczności wykręcić, nie cierpiąc przy 
tym i nie krzywdząc jednocześnie drugiego.
 

Ale nie było mi dane się nad tym zastanowić. Druga zmiana 

okazała się tak samo pracowita jak pierwsza. Kiedy dowlokłam się do 
domu, byłam zbyt padnięta, żeby w cokolwiek włożyć ręce, nie 
mówiąc już o rozmyślaniu nad kontynuacją – albo nie – mojej 
przygody z Nashem. Kolejne dwa dni upłynęły równie pracowicie. 
Chociaż chciałam napisać do niego albo przynajmniej zadzwonić, żeby 
dać mu znać, że o nim pamiętam, nie mogłam się na to zdobyć. 
Trzeciego dnia uznałam wreszcie, że czas coś zrobić. Wysłałam mu do 
salonu tatuażu kwiaty – śliczny bukiet czerwonych, żółtych i 
pomarańczowych róż, w kolorach płomieni, którymi przyozdobione 
było jego ciało. To był trafny dobór barw także z innego względu – 
czerwień symbolizowała pożądanie… a może nawet miłość? Żółć – 
przyjaźń i sympatię, zaś pomarańcz – zaangażowanie i uwielbienie. 
Cóż, przynajmniej te dwa ostatnie kolory do nas pasowały. Zrobiłam to 
po części dlatego, że sam pomysł wysłania wielkiemu, wytatuowanemu
gościowi kwiatków wydawał mi się zabawny, a częściowo dlatego, że 
chciałam, żeby wiedział, że o nim myślę.
 

Nie pomyślałam ani przez chwilę, że uzna ten gest za głupi. Nie 

czułam się z tego powodu niepewnie ani nie martwiłam się tym, jak to 
przyjmie. Po prostu wysłałam mu bukiet z liścikiem, w którym 
napisałam tylko: „Dzięki!” Byłam mu wdzięczna za wspólnie spędzone
chwile, za to, że został ze mną na noc, a także za to, że był po prostu, 
jaki był. Miałam nadzieję, że to zrozumie.
 

Pod koniec dnia otrzymałam od niego MMS ze zdjęciem 

wielkiego bukietu ustawionego na biurku w bardzo twardzielskim 
salonie tatuażu. W tle nie było nikogo, ale nie mogłam nie zauważyć 
wytatuowanych palców ułożonych w gest aprobaty. Ten widok sprawił,
że parsknęłam śmiechem. Podpis do zdjęcia był krótki, ale słodki: 
„Nigdy wcześniej nie dostałem kwiatów… Są równie piękne, jak ty. 
Dziękuję!”
 

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Ale ta wiadomość sprawiła, że

zaczęłam się zastanawiać, czy do tej pory nie oceniałam siebie zbyt 
surowo. Odesłałam uśmieszek i wróciłam do roboty. Praca była dla 
mnie od zawsze odskocznią w momentach, kiedy w moim życiu działy 

background image

się rzeczy, z którymi trudno było mi sobie poradzić.
 

Kiedy wieczorem wróciłam do domu, miałam zamiar zadzwonić 

do Nasha, ale koniec końców plany pokrzyżował mi telefon od Faith. 
Wyglądało na to, że moja mama wpadła w sklepie spożywczym na 
nową laskę taty i kiepsko się to skończyło – między innymi 
zniszczeniem paru półek, a także złożeniem oficjalnych zarzutów 
wobec mojej matki. Faith błagała ojca, żeby odwiódł swoją dziewczynę
od oskarżenia mamy. Wiedział przecież, że pokryje wszystkie straty. 
Ale to nic nie dało. Tata upierał się, że mama powinna poszukać kogoś,
kto pomógłby się jej z tym wszystkim pozbierać – i nie mogłam się z 
nim nie zgodzić. Potrzebowała pomocy. Cała ta sytuacja była 
niedorzeczna i zupełnie niepotrzebna, ale wyglądało na to, że sprawy 
wymknęły się spod kontroli. Moja matka posunęła się stanowczo zbyt 
daleko i wróciły do mnie moje słowa o tym, że nie chcę, żeby w coś się
znowu wpakowała.
 

Miałam do wyboru: albo zmusić ciężarną Faith do zapakowania 

dzieciaków do samochodu i pojechania do Brookside, żeby wyciągnąć 
mamę z kicia, albo zrobić to sama. Oczywiście, w grę wchodziła tylko 
ta druga opcja – nawet jeśli absolutnie nie miałam na to ochoty. Tak 
więc wyszłam z pracy, pojechałam do miasta i zajęłam się 
wyciąganiem mamy z paki. To wszystko było jakimś koszmarem i 
miałam wrażenie, że biorę udział w kretyńskim telewizyjnym show. 
Naprawdę żałowałam, że nie ma przy mnie Nasha. Z jakiegoś powodu 
miałam wrażenie, że dzięki niemu wszystko stałoby się łatwiejsze do 
zniesienia.
 

Moja mama nie przywitała mnie z otwartymi ramionami. Może 

dlatego, że czuła się zawstydzona? A może dlatego, że cała była 
upaćkana jakąś bliżej niezidentyfikowaną substancją, miała rozmazany 
makijaż i podbite oko? A może po prostu dlatego, że do pokoju 
przesłuchań wprowadził ją – zakutą w kajdanki i wyglądającą 
zdecydowanie żałośnie – policjant na oko młodszy ode mnie? Możliwe 
też, że sprawił to fakt, iż ów policjant przypominał jej właśnie, żeby nie
zapomniała o dacie rozprawy i że powinna rozważyć kurs panowania 
nad emocjami, bo sędzia z pewnością będzie na to nalegał.
 

Na mój widok spuściła wzrok. Wzięłam ją pod ramię i 

wyprowadziłam na zewnątrz, do samochodu. Nie odezwała się ani 
słowem. Kątem oka zauważyłam, że łkała cicho, bezgłośnie. Byłam 

background image

rozdarta między chęcią przytulenia jej i uduszenia, ale to wszystko za 
bardzo mnie przytłaczało. Na dziś miałam dosyć wzruszeń.
 

Wypuściłam głośno powietrze i zerknęłam na nią spode łba.

 

– No dobra, mamo. Muszę wiedzieć, co planujesz z tym 

wszystkim zrobić. Naprawdę zamierzasz popijać każdą pigułkę butelką 
wina i potem zasłaniać się taką głupią wymówką? Naprawdę chcesz 
robić durne rzeczy, dopóki kogoś nie skrzywdzisz – może nawet siebie 
samej? Aż tak bardzo zatraciłaś się w gniewie i bólu, że chcesz stracić 
kontakt ze swoimi wnukami – także tym nienarodzonym – bo twoja 
córka boi się, co następnym razem odwalisz? Przykro mi, że muszę ci 
to mówić, mamo, ale jeśli nadal będziesz tak postępować, nikt… i to 
naprawdę nikt nie wyciągnie cię następnym razem z tarapatów. W 
końcu będziesz musiała ponieść konsekwencje swojego zachowania.
 

Nie odezwała się. Zamiast tego łkała tylko cicho na siedzeniu 

pasażera, całkowicie mnie ignorując. Nie wiedziałam, co więcej 
mogłabym powiedzieć. To wszystko wymknęło się spod kontroli już 
dawno temu, a ja nie miałam pojęcia, jak to z powrotem poskładać. 
Kiedy dotarłyśmy do jej domu, wjechałam na podjazd i odwróciłam 
się, żeby na nią spojrzeć. Pociągnęła nosem i spojrzała na mnie z ukosa
przekrwionymi oczami.
 

– Twój ojciec był moją pierwszą miłością. Chodziliśmy ze sobą 

przez całą szkołę i poświęciłam wszystko, żeby tylko mógł iść na 
stomatologię. Dałam mu cudowną rodzinę i sądziłam, że jesteśmy 
szczęśliwi. Kiedy o tym myślę… Znacznie bardziej niż fakt, że się 
przeprowadził, boli mnie świadomość, że się tak po prostu odkochał. 
Jak można przestać cokolwiek do kogoś czuć, ot, tak, Santa? Po tym 
wszystkim?
 

Jej słowa sprawiały, że ściskało mi się serce.

 

– Nie wiem, mamo, i nie mogę udawać, że rozumiem, jak bardzo 

zranił cię tata. Ale wiem jedno, że to, co robisz, wcale nie przynosi ani 
tobie, ani nikomu innemu nic dobrego. Może i tata się odkochał, ale 
nadal masz dwie córki, które cię uwielbiają, a także wnuki, które 
tęsknią za szczęśliwą, zdrową babcią, by mogłyby spędzać z nią czas. 
My także się liczymy, mamo. I przykro nam jest patrzeć na to, co ze 
sobą wyprawiasz.
 

– Chciałabym po prostu, żeby cierpiał tak samo jak ja.

 

– Cóż, chyba nic z tego.

background image

 

– To nie w porządku.

 

Pokręciłam głową.

 

– Nie, pewnie nie. Ale wierz mi, że w życiu są gorsze rzeczy od 

rozwodzenia się i zaczynania wszystkiego od nowa. Musiałam patrzeć, 
jak do rodziców stanowczo zbyt młodej dziewczyny dociera, że ich 
córka odebrała sobie życie tylko dlatego, że jej koledzy nie potrafili 
być dla niej mili. To nie jest wcale takie trudne być dla kogoś miłym. 
Ludzie nie muszą bezsensownie cierpieć, ale niestety, tak już jest, że 
żyjemy w świecie, w którym młode osoby giną niepotrzebnie. To też 
nie jest w porządku, mamo. Fakt, że ludzie się odkochują, jest okropny 
i niefajny, ale są gorsze rzeczy, które mogą nas spotkać w życiu. Wiem,
że to brzmi brutalnie, ale… po prostu tak już jest.
 

Coś się zmieniło w jej spojrzeniu. Odwróciła ode mnie wzrok.

 

– Zapomniałam, jak niezwykłą ścieżkę kariery sobie wybrałaś, 

Santa. Jesteś taka silna… Całkiem możliwe, że w tym chaosie 
zwyczajnie przestałam o tym pamiętać. Mam nadzieję, że wiesz, jak 
bardzo jestem z ciebie dumna…
 

Rany, musiałam przyznać, że tego się nie spodziewałam.

 

– Dzięki, mamo.

 

– Gdybyś się umalowała, założyła push-upa i zakręciła się za 

którymś z tych doktorków z pracy, byłabym wniebowzięta.
 

No cóż, jesteśmy w domu, pomyślałam. Taki tekst był 

zdecydowanie bardziej w jej stylu. Wróciłyśmy do punktu wyjścia.
 

– Postaraj się trzymać z dala od kłopotów, dobrze? – poprosiłam. 

– I może przestań brać te prochy… – Starałam się, żeby zabrzmiało to 
naturalnie, ale jednocześnie zależało mi, żeby dostrzegła w moim 
spojrzeniu troskę. Chciałam dla niej dobrze, ale wiedziałam, że jeśli ma
się pozbierać, będzie musiała sama podjąć właściwe decyzje.
 

Gdy wysiadła z samochodu i ruszyła do drzwi, odczekałam, aż 

wejdzie do środka, i sięgnęłam po telefon. Nie zastanawiałam się 
właściwie, co robię. Po prostu wyszukałam jego imię w książce 
adresowej i wybrałam numer. Odebrał po drugim sygnale.
 

– Cześć!

 

– Cześć. – Przywitałam się lekko zachrypniętym głosem.

 

– Co tam?

 

– Zajęty?

 

– Taaa, właśnie mam klienta, a potem jeszcze jednego. Dlaczego 

background image

pytasz? Coś się stało?
 

Przygryzłam dolną wargę i zabębniłam nerwowo palcami w 

kolano.
 

– Nie, nic takiego. Po prostu miałam szalony dzień i pomyślałam,

że może poczułabym się lepiej, gdybyśmy się spotkali…
 

Nash milczał przez długą chwilę. Już, już myślałam, że powie mi,

że przegapiłam swoją szansę albo, że może by na to przystał… gdybym
tylko zadzwoniła do niego wcześniej. Cóż, właśnie dlatego byłam taka 
kiepska w stosunkach damsko-męskich. Zakładanie, że rzuci wszystko 
natychmiast, byle się tylko ze mną spotkać, było… głupie. 
Niedorzeczne. I niegrzeczne. Wiedziałam, że jest zajęty. Że ma 
mnóstwo przyjaciół i ludzi zabiegających o jego uwagę i czas. Kim 
byłam, żeby prosić go o poświęcenie mi go, kiedy w końcu łaskawie 
zdecydowałam się odłożyć pracę na bok?
 

– Jasne, możemy się spotkać – usłyszałam wreszcie w słuchawce.

– Czy to nie będzie problem, jeśli zobaczymy się trochę później? 
Chciałbym wpaść do Phila. Gdy wczoraj u niego byłem, nie wyglądał 
najlepiej. Nie wyrwę się z roboty przed ósmą, więc umówmy się jakoś 
bliżej dziesiątej, czy coś koło tego?
 

Nazajutrz miałam wolne, więc jak dla mnie, mógł się zjawić 

nawet i o północy – jeśli tylko zechciał mi poświęcić nieco swojego 
cennego czasu.
 

– Spoko. Będziesz chciał coś przegryźć?

 

Roześmiał się i usłyszałam, że mówi coś do kogoś.

 

– Nie. Zrobimy coś fajnego. Załóż coś, czego nie będziesz się 

bała pobrudzić.
 

To było… intrygujące i wzbudziło moją ciekawość. O dziwo, bo 

nie przepadałam za niespodziankami.
 

– Co masz na myśli, mówiąc „fajnego”, Nash?

 

– Sama się przekonasz. Do zobaczenia wieczorem, Santa.

 

Rozłączył się, a ja gapiłam się w telefon jak sroka w gnat. Nie 

wiedziałam, co w ogóle robię. Nie wiedziałam, co on ze mną wyczynia.
Ale nie miałam żadnej wątpliwości, że moje życie staje się lepsze 
dzięki temu, że Nash po prostu istnieje. Przeszukałam playlistę, 
nastawiłam The Vines i wyruszyłam w drogę powrotną do miasta.
 

Zadzwoniłam do Faith i zdałam jej relację z mojego spotkania z 

mamą. Wydawała się taka zdenerwowana i smutna! Było mi z tego 

background image

powodu nieskończenie przykro, ale nasza matka dorosła dawno temu i 
wiedziałam, że musi sama dokonać własnych wyborów i ponieść ich 
konsekwencje. Nie mogłyśmy jej w tym pomóc. Rozmawiałyśmy przez
większość mojej drogi do domu. Faith nie mogła uwierzyć, że 
spławiłam doktorka. Nie zdradziłam jej, z kim spędziłam resztę nocy – 
wiedziałam, że by tego nie pochwaliła. Nie po tym, czego – jak 
wiedziała – doświadczyłam dawno temu ze strony młodszego alter ego 
Nasha.
 

Nadal nie mogłam uwierzyć w to, że tak naprawdę nie chodziło 

mu wtedy wcale o mnie. Że po prostu gadał, byle gadać. Porywczość w
jego głosie, kiedy mnie o tym przekonywał, ogień w jego oczach… 
wszystko to sprawiało, że chciałam mu wierzyć… Ale nie byłam 
pewna, czy mogę. Nawet jeśli wówczas mówił o kimś innym, jego 
słowa bolały. Gdybym odpuściła wspomnieniom, przyznała, że istnieje 
odległa szansa na to, że to moje sponiewierane, dawne ja i moje 
stłamszone poczucie własnej wartości sprawiło, że usłyszałam wtedy 
to, co chciałam usłyszeć… Musiałabym przyznać sama przed sobą, że 
sama ponosiłam odpowiedzialność za wszystko, co się potem 
wydarzyło. To była bardzo gorzka pigułka do przełknięcia.
 

Posprzątałam trochę w mieszkaniu, wzięłam prysznic, uczesałam 

się i zjadłam płatki – bo mój żołądek bezpardonowo domagał się 
posiłku – a potem przegrzebałam szafę w poszukiwaniu czegoś, co 
mogłabym pobrudzić, ale w czym nie wyglądałabym jak ostatni menel. 
Stanęło na parze legginsów, flanelowej koszuli i bawełnianej koszulce. 
Nie wyglądałam może jak gwiazda filmowa, ale uznałam, że na mój 
widok Nash raczej nie powinien uciec z krzykiem. Minęła dobra 
chwila, zanim zdałam sobie sprawę z tego, że nie świruję na myśl o 
tym, że pokażę mu się w takim stroju. Może było tak dlatego, że 
zdawałam sobie sprawę z tego, jak często widział mnie w roboczych 
ciuchach i bez makijażu? A może sprawił to fakt, że w łóżku nie 
wydawał się mieć żadnych zastrzeżeń co do mojego wyglądu? Sądzę, 
że gdyby na moim miejscu znalazł się ktoś inny, taka pozawerbalna 
forma akceptacji – i aprobaty! – mile połechtałaby jego ego. Ale jako 
że byłam dziwaczką, cieszyłam się po prostu, że zachował wszelkie 
uwagi na ten temat dla siebie.
 

Nash zjawił się parę minut po dziesiątej i obrzucił mnie 

taksującym spojrzeniem. Dał mi szybkiego buziaka, który sprawił, że 

background image

zakręciło mi się w głowie, i zaprowadził mnie do samochodu. Miał na 
sobie ubranie, które – jak zakładałam – było jego strojem roboczym. 
Dostrzegłam też, że ma podkrążone oczy i jest trochę zarośnięty, 
inaczej niż zwykle. Wyglądał na wyczerpanego i zmęczonego. Na jego 
widok ogarnęło mnie znów poczucie winy, że molestuję go o tej porze, 
ale starałam się je od siebie odegnać.
 

– Długi tydzień w pracy? – zagadnęłam.

 

Otworzył mi drzwi samochodu i zaprosił gestem do środka. W 

środku było ciepło, a wnętrze wypełniały dźwięki The Tossers. Za 
każdym razem, kiedy jechałam jego autem, z głośników ryczał celtycki
punk rock.
 

Nash zajął fotel kierowcy i spojrzał na mnie z krzywym 

uśmieszkiem.
 

– Cóż, muszę przyznać, że ucieszyłem się, gdy się odezwałaś… 

Nie mówiąc już o kwiatach! W salonie aż wrzało od plotek. Pewnie 
jeszcze długo będą mi suszyć głowę. Ale mniejsza o to. Phil nie czuje 
się najlepiej, a ja cały czas próbuję wyciągnąć z niego, dlaczego 
dopiero teraz przyznał, że jest moim ojcem… Na co on odsyła mnie do 
matki. Wolałbym się pochlastać, niż jechać z nią rozmawiać. A do tego 
teraz, gdy Rule wrócił już z miesiąca miodowego, powinniśmy zacząć 
ustalać, co z nowym salonem… Wszystko naraz. Za dużo tego.
 

– Przykro mi z powodu Phila. I dobrze rozumiem przejścia z 

matką – powiedziałam. – Dopiero co wyciągnęłam własną z kicia.
 

Nash parsknął śmiechem i zerknął na mnie spod oka.

 

– Żartujesz sobie?

 

– Nie. – Opowiedziałam mu o dzisiejszym dniu, co skończyło się

tym, że paplałam bez ustanku przez pełny kwadrans, aż dotarliśmy do 
dzielnicy magazynów za Coors Field.
 

Nash wypytywał mnie o różne rzeczy, ale ani razu nie wszedł mi 

w słowo, a ja nie mogłam się nadziwić temu, z jaką łatwością mu się 
zwierzam. Nigdy wcześniej nie czułam się podobnie.
 

Wreszcie zatrzymaliśmy się przed wielkim garażem; Nash wpisał

kod w panel przy wielkich, metalowych wrotach i wjechał do środka. 
Nie miałam najmniejszego pojęcia, co tu robimy, więc rzuciłam mu 
pytające spojrzenie.
 

– Jak grzebanie w samochodach może być fajne?

 

Przyłożył tylko palec do ust i wprowadził swój wóz w jedną z 

background image

bramek.
 

– Złożyłem tego potwora praktycznie od podstaw. Wiele mu 

zawdzięczam. W dawnych czasach to była moja odskocznia. Ten wóz i 
Phil to praktycznie jedyne rzeczy w moim życiu, które utrzymały mnie 
z dala od więzienia. To właśnie dzięki temu cacku utwierdziłem się w 
przekonaniu, że istnieją znacznie bardziej produktywne sposoby 
spędzania czasu niż pakowanie się w kłopoty i próby zwrócenia na 
siebie uwagi własnej matki. Phil twierdził, że będę potrzebował czegoś 
klasycznego. Czegoś, co… przetrwa. Powiedział mi, że jeśli się nim 
zajmę, będę o niego dbał i się o niego troszczył… odwzajemni mi się 
tym samym. Teraz wiem, że starał mi się przekazać wiedzę o czymś 
więcej niż tylko o samochodach. Pomógł mi ściągnąć to cacko z 
wysypiska i spędziliśmy mnóstwo czasu, chuchając na nie i dmuchając.
– Wysiadł z samochodu i wklepał w następną klawiaturę nowy kod. Po 
chwili zaczęły się otwierać inne, ciężkie wrota. Początkowo wnętrze 
garażu wydawało się mroczne i ponure, ale po chwili zapaliły się 
światła, oblewając poświatą kilka starych wozów – na różnych etapach 
naprawy. To nie był zwykły warsztat, tylko miejsce dopieszczania 
starych aut.
 

– To miejsce należy do mojego kumpla, Wheelera – wyjaśnił 

Nash. – Pomaga mi przy moim wozie, a ja odwdzięczam mu się, jak 
mogę. Co jakiś czas korzystam z jego warsztatu.
 

Podniosłam pytająco brew.

 

– Gość zajmuje się czterema kółkami i ma na imię Wheeler? 

Poważnie?
 

Nash roześmiał się i wysiadł z wozu, a potem wyjął zza siedzenia

czarną torbę i coś, czego wcześniej nie zauważyłam.
 

– Ma na imię Hudsen. A poza tym – hej! – dziwisz się? Ty jesteś 

pielęgniarką o imieniu Santa! – Podał mi zwitek wyjęty zza siedzenia, 
to była rolka papieru. Nie miałam pojęcia, o co chodzi, i powiedziałam 
mu o tym.
 

Nash wziął mnie tylko za rękę i poprowadził między 

samochodami do sali na tyłach warsztatu. Włączył światło i uśmiechnął
się do mnie krzywo. Oczy lśniły mu dziwnie psotnie. Westchnęłam w 
duchu, zachwycona. Serio. Mogłam po prostu gapić się na niego cały 
dzień, i to wystarczyłoby mi do szczęścia.
 

– W tamtych czasach bawiłem się w sprayowanie, żeby się 

background image

wyżyć. Wydawało mi się, że łamanie prawa jest czymś fajnym. 
Zostawianie własnych podpisów wszędzie na mieście… Dopóki mnie 
nie złapali i Phil nie musiał zapłacić cholernie wysokiej kaucji, żeby 
wyciągnąć mnie z więzienia. To właśnie w taki sposób wkręciłem się w
grafikę, w projektowanie. Tak naprawdę wydaje mi się, że chciałem 
zostać przyłapany na robieniu czegoś nielegalnego, żeby moja matka 
zwróciła na mnie uwagę… Ale to stare dzieje, a ja nadal lubię malować
sprayami.
 

Weszliśmy do pomalowanego na biało pomieszczenia o 

skomplikowanym systemie wentylacyjnym; na ścianie wisiały maski na
twarz, a pod nią stało mnóstwo sprzętu, służącego chyba do 
lakierowania samochodów. Nash rzucił torbę na ziemię; usłyszałam 
grzechot puszek farby. Potem wziął ode mnie papier i podszedł do 
jednej ze ścian. Zwieszał się z niej kabel i kilka metalowych zacisków.
 

– Nie mogę już włóczyć się po mieście, mażąc po budynkach, 

murach i pociągach. Chyba że ktoś mi za to zapłaci… Ale graffiti to 
fajna sprawa. Jest w nim coś dzikiego, nieokiełznanego… I te żywe 
barwy! W malowaniu na ścianach nie ma żadnych zasad i czasem, po 
dziaraniu ludzi przez cały dzień, potrzebuję zmiany. Fajnie jest wyjść i 
robić coś po swojemu, przypomnieć sobie własny styl. Wheeler 
pozwolił mi się tu rządzić. Nie rozrabiam, nie narażam się na kaucje za 
wandalizm, a do tego świetnie się bawię.
 

Przyglądałam się, jak wiesza na ścianie dwa kawałki papieru 

dorównujące długością mojemu wzrostowi i prawie tak szerokie, jak 
drzwi. Potem przykucnął i zaczął szperać pośród puszek w torbie. Były 
tam chyba wszystkie kolory tęczy. Nigdy nie spotkałam kogoś, kto 
dopuściłby mnie do swoich małych rytuałów. Nigdy nie byłam z nikim 
aż tak blisko. Znowu poczułam ten dziwny magnetyzm, jakby coś mnie
do niego przyciągało.
 

– Nie umiem namalować nawet prostej kreski, Nash. – Na miłość

boską, był profesjonalnym artystą! Jak miałam w ogóle próbować 
popisywać się swoim beztalenciem pod okiem kogoś tak 
uzdolnionego?
 

Nash mruknął coś pod nosem i włożył czapeczkę bejsbolową, 

którą miał w torbie, daszkiem do tyłu. Dobrze w niej wyglądał.
 

– Santa, nie we wszystkim chodzi o to, żeby być najlepszym. To 

nie jest konkurs. Zabrałem cię tu, żebyśmy spędzili razem fajnie trochę 

background image

czasu, w ciszy i spokoju. Po prostu odpręż się i… spróbuj.
 

Cóż miałam zrobić? Posłuchałam go, bo tak naprawdę nie 

miałam wyboru. Tęskniłam za nim i chciałam z nim pobyć. Czułam się,
jakby dał mi na moment zajrzeć do swojej głowy. Staliśmy ramię w 
ramię i patrzyliśmy na wielkie płótno. Zaczął pierwszy. Zanim 
zdążyłam sięgnąć po puszkę farby, wypełnił już całe tło rozedrganymi, 
żywymi barwami – intensywnymi i przyciągającymi wzrok. Nie 
wiedziałam, co robi, ale obserwowałam go z zafascynowaniem, jak 
zaczarowana…
 

A potem przygryzłam czubek języka i zaczęłam bazgrolić zielone

drzewka i białe obłoczki. Zanim się spostrzegłam, zapomniałam o 
Nashu, zapomniałam, że jestem w warsztacie samochodowym i 
rzeczywiście zaczęłam się dobrze bawić. Dodałam tęczę, a potem na jej
końcu garnek ze złotem. Oczywiście, skoro już pojawił się krzywy i 
koślawy rondel ze złotem, trzeba było uzupełnić obrazek o karła. Kiedy
skończyłam, śmiałam się tak mocno, że zgięłam się wpół. Papierowe 
płachty były pokryte niechlujnymi, pełnymi zacieków bazgrołami, na 
widok których można było dostać oczopląsu. Nie mogłam przestać, a 
kiedy zobaczyłam, jak Nash zagląda mi przez ramię, przechyla głowę 
na bok i mruży oczy, żeby lepiej przyjrzeć się mojemu dziełu, 
wybuchnęłam jeszcze głośniejszym śmiechem. To właśnie dlatego 
ludzie powtarzają mi, że powinnam częściej wychodzić z domu – nie 
pamiętam, kiedy ostatnio śmiałam się tak niepohamowanie, niemal 
histerycznie.
 

Obeszłam go, żeby przyjrzeć się efektom jego pracy, i śmiech 

zamarł mi na ustach. Opadła mi szczęka i wybałuszyłam na niego oczy.
 

– Czy… czy to ja? – Ledwie zdołałam wykrztusić.

 

– Serio, jeszcze się pytasz? – Jego głos brzmiał żartobliwie, ale 

było w nim coś jeszcze.
 

Postać, którą namalował, była w kreskówkowym stylu – nieco 

przesadzona i przejaskrawiona. Barwy wydawały się aż tryskać z tła. 
Przedstawił mnie w agresywnie seksownym stroju pielęgniarki, z 
rodzaju tych, jakie zakładają wyruszające na halloweenowe podboje 
napalone laski. Miałam jaskraworude włosy, w jednej ręce trzymałam 
wielką strzykawę, a w drugiej – serce. Pomimo zaburzonych proporcji i
wyolbrzymionych „walorów”, mających uczynić postać maksymalnie 
seksowną, nie było wątpliwości. To byłam ja. Włosy, oczy, twarz… 

background image

wykapana ja. Jak, u licha, zdążył stworzyć coś takiego w ciągu 
dwudziestu minut?
 

– Jest… niesamowita.

 

– Zupełnie jak ty. Cały czas ci to powtarzam. Po prostu nie 

słuchasz. – Podszedł do graffiti, chcąc je zerwać ze ściany, ale go 
powstrzymałam.
 

– Mogę to zatrzymać?

 

Podniósł brew.

 

– Jasne!

 

Dzieło było ogromne i nie miałam pojęcia, co z nim zrobię… Ale

świadomość, że właśnie tak mnie postrzegał: seksowną, piękną, 
profesjonalną… Nie chciałam tego stracić.
 

– Nash, chodźmy gdzieś – poprosiłam.

 

– Co masz na myśli? Sądziłem, że wrócimy do ciebie. 

Oczywiście, jeśli będziesz miała ochotę…
 

Wzięłam płachtę papieru i przycisnęłam ją do piersi.

 

– W szkole nie chodziłam na randki. Nigdy nie miałam faceta, 

który zabierałby mnie gdzieś i był taki niecierpliwy, żebym mogła mu 
dać po łapach. Pierwszy raz całowałam się tuż przed tym, jak stuknęła 
mi dwudziestka. Chciałabym, żebyś zabrał mnie w jakieś miejsce, w 
które chodzą dzieciaki, żeby się zabawić. Malowanie było naprawdę 
fajne. A wierz mi, że rzadko mi się zdarza zapomnieć i po prostu 
cieszyć tym, co robię. Sądzę, że randka w samochodzie to niezły 
pomysł… – Chciałam, żeby to zabrzmiało seksownie i pikantnie, bo 
było ucieleśnieniem najśmielszych fantazji, jakie miałam z nim w roli 
głównej.
 

– Santa, jest zimno – upomniał mnie łagodnie. – Mamy się gdzie 

podziać… A poza tym jesteśmy wysocy. Nie jestem już takim 
kurduplem, jakim byłem w szkole. Może i to brzmi fajnie, ale wierz mi,
skończy się na tym, że zmarzniemy na kość i będziemy cali połamani. 
– Mówiąc to, uśmiechał się jednak lekko i wiedziałam, że trzeba go po 
prostu trochę mocniej namówić.
 

Położyłam mu dłonie płasko na piersi; czułam jak pod moim 

dotykiem jego serce bije równo, mocno. Spojrzałam mu błagalnie w 
oczy.
 

– Pro-oszę, Nash.

 

Westchnął i wsunął mi rękę pod warkocz, na kark.

background image

 

– Jeśli tylko zdajesz sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie nie 

skończy się jedynie na zdobywaniu drugiej bazy, co oznacza, że to twój
tyłek będzie na wierzchu i zmarznie… Wchodzę w to, że tak to ujmę.
 

Roześmiałam się – beztrosko, radośnie, tak jak nie śmiałam się 

od nie wiem jak dawna. I ucałowałam go w zarośnięty policzek.
 

– Umowa stoi.

 

Wrzucił akcesoria malarskie do bagażnika – miałam nadzieję, że 

po to, żebyśmy mieli wolną tylną kanapę, och, tak! – i wyjechaliśmy za
miasto, kierując się ku Brookside.
 

– Gdzie jedziemy?

 

– Na Lookout Mountain.

 

Wzgórze Lookout Mountain leżało pod Golden i mieścił się tam 

grób Buffalo Billa Cody’ego. Słyszałam o tym miejscu, ale nigdy tam 
nie byłam. Podobno widziało się stamtąd całe miasto.
 

– Czy to właśnie tam zabierałeś swoje dziewczyny?

 

– Hm… Nie. W okresie, kiedy zorientowałem się, że dziewczyny

mają do zaoferowania coś więcej poza tym, że miło pachną i odrobią za
mnie pracę domową, jeśli tylko powiem którejś, że jest ładna, 
mieszkałem już z Philem. Gość lubił dobrą zabawę – i to znacznie 
bardziej niż ja czy kiedyś Rule. Prawie codziennie miałem wolną chatę,
więc jak tylko nadarzyła się okazja, zabierałem je do domu.
 

– Co masz na myśli mówiąc „jak tylko nadarzyła się okazja”? – 

Pamiętałam, że w szkole był wiecznie obwieszony laskami. Nie 
wyglądał jak ktoś, kto musi się bardzo starać, żeby wyrwać sobie 
pierwszą lepszą niunię na noc.
 

– Obijałem się z gościem z kapeli, typem zbuntowanego 

rockmana, chodzącym ideałem i kapitanem drużyny futbolowej. Byłem
po prostu zwykłym, niegrzecznym chłopcem, który wciąż musiał 
wysłuchiwać w domu, że jest chodzącą pomyłką. Nie wiedziałem, ile 
znaczy rozmawianie z dziewczynami. Wokół kręciło się mnóstwo 
łatwych panienek, których tak naprawdę nie obchodziło, z kim się 
prześpią. A to oznaczało, że wylądują w łóżku Jeta albo Rule’a. Wierz 
mi, to czy nadarzyła się okazja, czy nie, o wszystkim wówczas 
przesądzało.
 

To było takie dziwne! Moja szkolna rzeczywistość tak bardzo 

różniła się od tego, co teraz mówił! Miałam ochotę poprosić go, żeby 
opowiedział mi o tych czasach coś więcej, ale właśnie dotarliśmy do 

background image

płaskiej, wysuniętej skały – dość przestronnej, żeby móc na niej 
zaparkować. Nash zgasił silnik, otoczył mój fotel ramieniem i spojrzał 
na mnie w półmroku.
 

– Jeśli chcesz, możemy wrócić do miasta. Wystarczy jedno twoje 

słowo.
 

Nie odpowiedziałam. Zamiast tego podniosłam się z siedzenia i 

wgramoliłam na kanapę z tyłu, po drodze ściągając flanelową koszulę. 
Nash zostawił włączone ogrzewanie, ale byliśmy w Kolorado, był 
styczeń, a do tego parkowaliśmy wysoko w górach, więc panował 
rześki chłód i szyby zaczynały już parować. Nash przyglądał mi się 
przez chwilę, a potem wysiadł z samochodu. Nie było szans, żeby 
zdołał przejść przez fotel jak ja. Wyciągnął portfel, podał mi foliowe 
zawiniątko, a potem zamknął drzwi. Zdjął bluzę z kapturem i 
usiedliśmy zwróceni twarzami do siebie.
 

Sądziłam, że przyciągnie mnie do siebie, ale patrzył na mnie 

tylko, a po ustach błąkał mu się dziwny uśmieszek. Oparł się łokciami 
o oparcia siedzeń i powiedział:
 

– To twoja gra, Santa. Jak chcesz ją rozegrać?

 

Za każdym razem oddawał mi inicjatywę, zmuszając do 

przekraczania granic i do mówienia mu, na co mam ochotę. Może to 
właśnie dlatego między nami zawsze iskrzyło i nie kwestionowałam 
niczego, co robiliśmy, bo sama wszystko inicjowałam? Dzięki temu nie
było miejsca na osąd ani odrzucenie.
 

Zadrżałam. I to nie tylko z zimna.

 

– Chcę, żebyś mnie pocałował.

 

Sięgnął po mój warkocz i przyciągnął mnie za niego do siebie. 

Kiedy nasze wargi się zetknęły… To było coś znacznie więcej niż tylko
zwykły pocałunek. Smakował jak przyszłość i przeszłość zarazem, jak 
„teraz” i „kiedyś”. Nash był taki silny i twardy… A jednocześnie jego 
wargi były tak miękkie… I spragnione mnie! Jego skóra była bardziej 
szorstka niż zazwyczaj, ale kiedy przyciągnął mnie bliżej i nasze nosy 
otarły się o siebie, poczułam gładki dotyk metalowego kolczyka. Nasze
języki splotły się, a jego zęby przygryzły lekko wnętrze mojej wargi. 
Jęknęłam cicho i poczułam, że Nash dygocze – wstrząsa nim cichy 
śmiech. Kiedyś odruchowo uznałabym, że naśmiewa się ze mnie – 
teraz jednak wiedziałam, że cieszy się po prostu, bo wie, że jest mi 
dobrze i podoba mi się to, co robimy.

background image

 

Oparłam dłonie o jego pierś i zaczęłam podnosić mu koszulkę, 

odsłaniając płaski brzuch. Pomógł mi, podnosząc ręce do góry – na 
tyle, na ile zdołał. Zważywszy na ciasnotę w wozie i gabaryty Nasha, 
rozebranie się wymagało niezłej gimnastyki. Jego złotą skórę pokryła 
gęsia skórka i pochyliłam głowę, żeby przesunąć językiem po jego 
obojczyku. Odpowiedział na pieszczotę zadowolonym mruknięciem.
 

– Teraz ja chcę całować ciebie.

 

Nadal trzymał mój warkocz, ale musiał go puścić, kiedy 

przejechałam językiem po jego sutku, a później drugim.
 

Zaklął łagodnie pod nosem i wymamrotał:

 

– Obrałaś zły kierunek, moja piękna.

 

Powiodłam palcami po wypukłościach – twardych mięśniach 

jego brzucha – i patrzyłam z rozkoszą, jak tężeją i napinają się pod 
moim dotykiem. Wyglądało to, jakby wytatuowane na jego brzuchu 
skrzydła trzepotały w nocnym powietrzu.
 

– Nie, wcale nie. Może i odrobinę się martwię, jak poradzę sobie 

z całym tym żelastwem na dole, ale jestem pewna, że kieruję się w 
dobrą stronę.
 

Zaklął znów pod nosem, a ja zajęłam się rozpinaniem klamry 

paska. Nie miałam okazji robić tego zbyt często, nie mówiąc już o tym,
że Nash lubował się w prawdziwie pancernym sprzęcie, ale byłam nim 
zafascynowana i chciałam, żeby poczuł się tak dobrze, jak ja zawsze 
czułam się przy nim.
 

– Po prostu udawaj, że tego tam wcale nie ma.

 

– Dlaczego? Skąd wiesz, że to nie moje ulubione zabawki?

 

Roześmiał się znowu, ale jego śmiech przerodził się w jęk, 

natychmiast gdy poczuł na swoim gorącym, twardym penisie moje 
dłonie. Jego fiut pulsował, gruby i zniecierpliwiony, gdy pochyliłam się
nisko nad nim. Potarłam delikatnie kciukiem kółeczko na jego główce, 
a Nash odpowiedział gwałtownym drżeniem ciała. Gdy wypuściłam 
powietrze i wilgotny oddech musnął wrażliwą, nagą skórę, wydyszał 
cicho moje imię.
 

Pochyliłam głowę jeszcze niżej i wsunęłam ozdobioną 

kolczykiem główkę penisa do ust. Najwyraźniej nie był na to 
przygotowany, bo wyprężył całe ciało i szarpnął mnie za włosy na tyle 
mocno, żeby odrobinę mnie zabolało.
 

– Jezu… – Cóż, tym razem nie było to moje imię, ale wzięłam to 

background image

za dobrą monetę i uznałam, że mu się podoba.
 

Przesunęłam po kółeczku językiem, a potem prześliznęłam nim 

po ukrytej niżej sztandze i dalej w dół, dopóki starczyło mi miejsca w 
ustach. Przesunęłam wargami z powrotem w górę, a potem znowu 
włożyłam go sobie do ust – z tą małą różnicą, że tym razem otoczyłam 
podstawę jego penisa dłonią i zaczęłam nią poruszać rytmicznie, w 
miarę jak moja głowa opadała się i podnosiła – cały jego kogut w życiu
nie zmieściłby mi się do ust! Nash wymruczał jeszcze raz moje imię i 
poczułam, że jego nogi sztywnieją, a mięśnie brzucha stają się twarde 
jak skała. Jednak ledwie zdążyłam poczuć na języku lepką słoność, 
która potwierdziłaby, że odwaliłam kawał dobrej roboty, pociągnął 
mnie za włosy – jeszcze mocniej niż poprzednio – i zmusił do 
podniesienia głowy.
 

Dyszał ciężko, a jego oczy przybrały kolor indygo.

 

– Jeśli natychmiast nie przestaniesz, jedno z nas skończy 

niedopieszczone i bardzo zaniedbane. Mała podpowiedź, to nie będę ja.
– Mówiąc to, zaczął ściągać mi legginsy. Cieszyłam się, że włożyłam 
coś, co dawało się łatwo zdjąć w takiej ciasnocie i takim 
zniecierpliwieniu i pośpiechu. Kiedy uporał się z legginsami, zabrał się 
do zdejmowania mi przez głowę koszulki. Musiałam przyznać, że miło 
było czuć, jak mocno na niego działam, jak bardzo mnie pragnie. To 
naprawdę bardzo poprawiało mi nastrój. Jak tylko pozbyłam się spodni,
bez zdejmowania tenisówek, a Nash naciągnął gumkę, przyciągnął 
mnie do siebie, wszedł we mnie i oboje wydaliśmy z siebie odgłosy, 
których nie można by nazwać inaczej jak tylko zwierzęcymi – 
głębokie, gardłowe, połączone w jeden ochrypły jęk, gdy nasze ciała 
połączyły się w jedno.
 

Pochyliłam nieco głowę i skorzystałam z nowej pozycji, aby 

possać jego sutek. Poczułam elektryzujący dreszcz, pełznący mi 
wzdłuż kręgosłupa, kiedy jego kolczyki podrażniły mój punkt G. 
Poruszyłam się w górę i w dół i przyspieszyłam tempa, bo było zimno, 
a poza tym wiedziałam, że jest już na skraju spełnienia. To było 
niesamowite – za każdym razem wiedział dokładnie, jak doprowadzić 
mnie na skraj rozkoszy, sprawić, żebym była sobą i skupiła się na tym, 
co czuję. Ciasnota sprawiała, że ledwie mogliśmy się ruszać, 
widziałam, że Nash się hamuje – widziałam naprężone ścięgna na jego 
szyi, podczas gdy czekał, żebym dotrzymała mu kroku.

background image

 

– Nash…

 

– Ci-i, Santa, będziesz musiała mi pomóc. Daj tu rękę. – Obie 

dłonie miał zajęte pomaganiem mi w utrzymaniu tempa, podczas gdy 
podskakiwałam w górę i w dół, ostrożnie, tak żeby nie rąbnąć głową w 
sufit samochodu. Zerknęłam na niego i od razu domyśliłam się, o co 
mu chodzi. Jasne, mógł sam dokonać tego jedną ręką, ale wiedziałam, 
że po prostu znowu to robi. Przesuwa granice, które – jak sądziłam – 
jasno wytyczyliśmy.
 

Nie lubiłam się nawet sama przed sobą przyznawać do tego, że 

się dotykam. A on chciał, żebym zrobiła to nie tylko na jego oczach, ale
i siedząc na nim, w trakcie seksu! To było prawdziwe wyzwanie. Coś, 
co powinno mnie wytrącić z równowagi w samym środku jazdy, która 
miała być nastrojowa i fajna, ale chciałam dojść i chciałam, żeby on 
także skończył, bo czułam, że powstrzymuje się ostatkiem sił. 
Cudownie było czuć go w środku, pulsującego i sztywnego, ale 
widziałam, że pragnie, abym posunęła się o krok dalej, przekroczyła 
pewną granicę i zapomniała o zasadach, którymi kierowałam się do tej 
pory.
 

Nie myślałam. Po prostu zanurzyłam wolną rękę między nasze 

splecione ciała, wsunęłam ją między moje śliskie, rozchylone wargi w 
dole, dopóki nie natrafiłam na najczulszy punkt, pobudzony i 
nabrzmiały.
 

– Och… – Jego szept przerodził się w jęk spełnienia na sam 

widok mnie robiącej to, o co mnie poprosił.
 

Nie trzeba mi było wiele – zaledwie lekkie muśnięcie, 

nieskończenie delikatny dotyk i odpłynęłam. Zanim zdążyłam 
ochłonąć, pociągnął mnie na swoją falującą pierś i wycisnął na moich 
ustach mocny pocałunek. Smakował spełnieniem i zadowoleniem, jak 
zwykle.
 

– To była chyba najseksowniejsza, najpiękniejsza rzecz, jaką 

widziałem kiedykolwiek w życiu. – Jego głos był lekko zachrypnięty i 
zdyszany.
 

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nigdy nie wiedziałam, co 

mówić w takich sytuacjach, więc tylko przytuliłam się do jego piersi i 
mruknęłam:
 

– Coraz lepiej wychodzi ci pieprzenie się ze mną bez 

zdejmowania spodni.

background image

 

Roześmiał się chrapliwie i przejechał pieszczotliwie dłońmi po 

moim kręgosłupie. Nie skomentował tego, ale wiedziałam, że martwi 
go, że nigdy nie odpowiadam na jego komplementy. Nie miałam 
pojęcia, czy kiedykolwiek zdołam się tego nauczyć i czy kiedykolwiek 
zobaczę w sobie tę osobę, którą on widział, gdy na mnie patrzył.
 

background image

 NASH:

 

Rany, człowieku, to miejsce… jest niesamowite! – Rule 

zagwizdał z uznaniem, spacerując po przestronnym pomieszczeniu, 
które już wkrótce miało się stać naszym nowym salonem tatuażu. Czas 
mijał nieubłaganie i zanim się spostrzegłem, upłynęło już kilka ładnych
miesięcy, podczas których nie zajrzałem tu ani na chwilę. Teraz czułem
się jak skończony dupek, bo lokal naprawdę był niesamowity, a na 
dodatek wciśnięty między dwie najpopularniejsze knajpy w tej 
dzielnicy, naprzeciwko znanego baru sportowego, rzut beretem od 
kafejek i sklepików, które przyciągały ludzi jak magnes. To było 
praktycznie samo centrum tętniącego życiem miasta, a na dodatek 
okolica znacznie modniejsza i bardziej stylowa niż rejon, w którym 
usytuowany był Marked. Czułem się tu… hm, szczerze powiedziawszy,
naprawdę nie na miejscu.
 

Potarłem z zakłopotaniem kark i zerknąłem kątem oka na Rule’a. 

Trochę tu nie pasowaliśmy i nie miałem pojęcia, jak tacy wychowani 
na skrzydełkach i browarze kolesie jak my mają rozkręcić biznes w 
miejscu kojarzącym się z mimozami i kawiorem. Czułem się, jakbyśmy
urażali miejscowych samą naszą obecnością. A poza tym czekało nas 
jeszcze tyle roboty! Wszystko to trochę mnie przytłaczało.
 

Zanim Phil zaklepał lokal, mieścił się tu jakiś frymuśny sklep z 

kawą i herbatą. Nie miałem zielonego pojęcia, jak się zabrać do 
przerabiania tego miejsca na salon tatuażu. I to właśnie dlatego 
wzięliśmy razem z Rule’em wolne popołudnie – żeby rozpoznać teren i
spotkać się z kumplem Rowdy’ego, który miał rzucić na wszystko 
okiem i powiedzieć nam, co o tym myśli. Sądziłem, że to ryzykowne 
przedsięwzięcie, ale Rule był zaintrygowany i zgadzał się z pomysłem 
Rowdy’ego na temat pójścia o krok dalej i założenia sklepu na górze. 
Poza tym miałem u Phila dług i zamierzałem go spłacić, wcielając jego 
marzenia w życie.
 

– Zmienimy to miejsce w zajebisty salon! – W głosie Rule’a 

brzmiała niezachwiana pewność.
 

Chciałbym być nastawiony równie optymistycznie co on. 

Całkiem możliwe, że mój brak entuzjazmu był częściowo 
spowodowany faktem, że Phil czuł się coraz gorzej. Patrzyłem, jak 
marnieje w oczach, i nie mogłem nic na to poradzić. Właśnie dlatego 

background image

inwestowanie w salon i cieszenie się tym tak jak Rule wydawało mi się 
dziwnie niestosowne. Całkiem jakbym chciał przyspieszyć śmierć 
Phila. Nie mówiąc już o tym, że mój ojciec nadal nalegał, żebym 
zmusił matkę do udzielenia mi odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie
pytania. A ja nie chciałem marnować czasu, jaki mu został, wykłócając 
się z nim o to.
 

– Mam wrażenie, że w takiej modnej okolicy będziemy musieli 

proponować naszym klientom przy dziaraniu ciepłe ręczniki i 
perfumowaną wodę.
 

Rule parsknął śmiechem i podszedł do przeszklonych drzwi, żeby

wpuścić dobijającego się do środka kolesia. Uścisnęli sobie dłonie – 
teraz, kiedy dopasowałem nazwisko do twarzy, przypominałem sobie, 
że widziałem gościa więcej niż parę razy na fotelu Rowdy’ego. Zeb 
Fuller był dużym facetem o ciemnych włosach i poważnej twarzy, na 
której rzadko gościł uśmiech. Nie wyglądał na kogoś, kto miał często z 
górki. Boki jego szyi ozdabiały charakterystyczne tatuaże w 
oldskulowym stylu Rowdy’ego. Takie same wyzierały także spod 
długich rękawów jego bluzy.
 

Podszedł do mnie, uścisnął mi dłoń i rozejrzał się po pustym 

pomieszczeniu. Wyglądał wypisz wymaluj jak ktoś, kto mógłby zrobić 
w tym miejscu demolkę gołymi rękami, a potem poskładać wszystko z 
powrotem w ułamku sekundy. Teraz już rozumiałem, dlaczego Rowdy 
nam go polecił.
 

– Fikuśny lokalik.

 

Parsknąłem śmiechem, słysząc, jak wyjmuje mi to z ust.

 

– Taaa.

 

– Czyli… chcecie to wszystko wybebeszyć i urządzić podobnie 

do innych salonów? Na czym konkretnie wam zależy?
 

Rule i ja spojrzeliśmy na siebie, wzruszyłem ramionami.

 

– Nie mam pojęcia. Chcemy mieć typowy salon, z miejscem dla 

sześciu tatuażystów i pomieszczeniem do piercingu wydzielonym z 
otwartej przestrzeni. Musimy gdzieś zainstalować biurko dla 
recepcjonistki i poczekalnię. A na górze najlepiej by było urządzić 
biuro, ale myślimy o otworzeniu tam sklepu.
 

Nie odpowiedział; rozglądał się tylko w milczeniu po wnętrzu. 

Zerknąłem na Rule’a, który odpowiedział mi podobnie 
skonsternowanym spojrzeniem i pokręcił głową. Parsknąłem krótkim 

background image

śmiechem.
 

– Naprawdę aż tak bardzo widać, że nie mamy pojęcia, jak się do

tego zabrać? – Czułem potrzebę powiedzenia tego, nie mogłem nic na 
to poradzić.
 

Zeb uśmiechnął się, dzięki czemu wydał się nieco mniej 

onieśmielający.
 

– Cóż, z taką miodną miejscówką w zasadzie nie musicie robić 

zbyt wiele. Ludzie będą tu przychodzić, chociażby dlatego, że salon 
będzie akurat w tej okolicy. A jeśli dacie im coś, co będą mogli 
kupować… – Gwizdnął przez zęby. – Zbijecie na nim fortunę.
 

Przeszliśmy się z nim po reszcie lokalu i z zaskoczeniem 

spostrzegłem, jaki jest przestronny. Marked był dość dużym salonem – 
nigdy nie wpadaliśmy na siebie, a w poczekalni spokojnie mieściło się 
z dziesięć osób – jednak tu było dwa razy więcej miejsca. Nie miałem 
pojęcia, jak miałbym zagospodarować coś tak wielkiego – począwszy 
od przeprojektowania i obsadzenia personelem. Czułem, jak z wolna 
czerwienieje mi kark.
 

Pod koniec spaceru znaleźliśmy się z powrotem na parterze i Zeb

skrobał coś w notesie, który skądś wyciągnął. Rule zadawał mu 
pytania, a ja stałem po prostu z boku, czując się bezużyteczny. Zeb 
podniósł na mnie wreszcie wzrok i zauważył moją minę.
 

– Naszkicowałem wstępny projekt i spisałem kilka uwag. Kiedy 

chcecie ruszyć?
 

Westchnąłem.

 

– Cóż, za zatrudnienie i zawiadywanie biurem ma odpowiadać 

Cora, a ona wkrótce rodzi, więc może… maj, powiedzmy? – Nie 
miałem nawet pojęcia, kiedy mamy otwierać. Kiepski był ze mnie 
biznesmen. – Dzięki temu będzie mogła pobyć trochę w domu z 
dzieckiem, gdy my będziemy odnawiać to miejsce.
 

Rule pokiwał głową.

 

– Taaa, sądzę, że maj brzmi nieźle. Będziemy mieli wtedy 

napływ turystów.
 

Zeb zapisał jeszcze w notesie parę uwag i wymamrotał coś pod 

nosem, a potem kiwnął krótko głową i wsunął ołówek za ucho.
 

– Nie będę wam ściemniał: czeka nas trochę roboty. Ale ta 

miejscówka jest świetna i sądzę, że przy odrobinie wysiłku mogę wam 
dostarczyć projekt, który nie tylko wam podpasuje, ale i będzie 

background image

strzałem w dziesiątkę. Wiem, na co lecą tłumy w centrum.
 

– Brzmi zajebiście. – Zgodziliśmy się razem z Rule’em.

 

– Dam wam znać, jak tylko ustalę trochę konkretów. Wtedy 

będziemy mogli pogadać o terminach i kosztach. Wiedziałem, że 
Rowdy rzucił mnie na głęboką wodę, ale doceniam to.
 

Rule podniósł przekłutą brew i przesunął językiem po kolczyku 

w wardze.
 

– Każdy, kto jest przyjacielem Rowdy’ego… – zaczął.

 

Zeb parsknął śmiechem.

 

– Taaa, Rowdy to dobry facet – przerwał mu bez ogródek – i 

doceniam, że nie roztrząsa mojej przeszłości, tak samo jak Wheeler. – 
Kiedy wymienił imię mechanika, który – wyglądało na to – był naszym
wspólnym znajomym, przechyliłem głowę na bok, zaciekawiony.
 

– Przeszłości? – zapytałem.

 

Westchnął głęboko. Jego szeroka pierś, sprawiająca wrażenie, 

jakby co dzień podnosił zamiast ciężarów ciężarówki, podniosła się i 
opadła.
 

– Nie powinienem o tym wspominać, bo kosztowało mnie to już 

więcej niż jedną pracę, ale skoro mamy razem pracować, równie 
dobrze mogę wam powiedzieć, że siedziałem. Wyszedłem dwa lata 
temu, ale… Mam kartotekę.
 

– Za co cię posadzili? – spytał Rule ostro, ale obaj wiedzieliśmy, 

że Rowdy nie podesłałby nam nikogo, kto mógłby narazić interesy 
salonu ani czyjekolwiek bezpieczeństwo.
 

– Za napaść – wyjaśnił krótko. – Dokonałem złego wyboru… I 

już za to zapłaciłem.
 

Cóż, nie byliśmy zbytnio zachwyceni, ale też każdy z nas miał na

sumieniu jakieś ciemne sprawki. Szlag, niecały rok temu Jet trafił do 
pudła na dwadzieścia cztery za pobicie na kwaśne jabłko własnego 
starego! Trzeba jednak przyznać, że ten gnój zasługiwał był na coś 
znacznie gorszego, więc większość z nas starała się nie ferować 
wyroków, jeśli chodzi o zaszłości.
 

– Dopóki dasz radę zrobić, co trzeba, za przyzwoitą cenę, nie 

interesuje mnie twoja przeszłość – powiedziałem po prostu. – 
Obchodzą mnie tylko interesy. To, co się będzie działo tu i teraz.
 

Najwyraźniej wziął moje słowa za dobrą monetę, bo 

wymieniliśmy wizytówki. A gdy wyszedł, zatrzymaliśmy się na chwilę 

background image

z Rule’em przed budynkiem.
 

– I co o tym myślisz? – zapytał Rule, podczas gdy zamykałem 

drzwi. W jego głosie brzmiała autentyczna ciekawość.
 

– Chyba muszę zapalić.

 

Posłał mi obraźliwe spojrzenie i ruszył za mną do miejsca, w 

którym zaparkowaliśmy samochody.
 

– Poważnie? O co chodzi?

 

– Mam nieodparte wrażenie, że nie wiem, co robię. Oglądałem 

ten lokal, oglądałem… I nie umiem sobie nawet wyobrazić siebie w 
nim pracującego, nie mówiąc już o klientach, którzy by tam 
przychodzili. Nie mam pojęcia, jak prowadzić biznes ani jak zmusić 
Phila do powiedzenia mi prawdy. A poza tym chyba właśnie zakochuję 
się w lasce, która do końca mi nie ufa, przez co nie chce dopuścić mnie 
tak blisko siebie, jakbym chciał. Wiesz, jakie to wszystko jest gówniane
i frustrujące? Nigdy wcześniej na nikim tak mi nie zależało.
 

– Och… – Roześmiał się krótko, a potem położył mi 

pokrzepiająco dłoń na ramieniu. – Spokojnie, brachu. Nie panikuj.
 

Zakląłem pod nosem, oparłem się o zderzak mojego chargera i 

skrzyżowałem ramiona na piersi.
 

– Poważnie, Rule. Czuję się, jakbym tracił nad wszystkim 

kontrolę. To może się w każdej chwili skończyć. I zostanę na lodzie. 
Bycie zadurzonym to gówniany stan.
 

Podniósł wysoko brwi i stanął obok mnie, przyjmując niemal 

identyczną pozę.
 

– Posłuchaj, Nash, musisz trochę odetchnąć. Wiele się dzieje i 

próbowanie stawienia czoła wszystkiemu naraz może sprawić, że 
ześwirujesz. Z Phila nic nie wyciągniesz, więc powinieneś pogadać z 
własną matką. Poważnie, to jedyne wyjście, a jeśli Wielka Ruby nie 
powie ci tego, co chcesz usłyszeć, będziesz musiał zaczekać, aż zjawi 
się tu ojciec Cory po narodzinach jej dziecka. Wtedy spróbuj pociągnąć
za język jego.
 

To brzmiało rozsądnie. Nie podobała mi się tylko ta część planu, 

która dotyczyła rozmowy z moją matką.
 

– A jeśli chodzi o salon i jego prowadzenie… nie jesteś w tym 

sam. Masz mnie, Corę, a także Rowdy’ego, nie mówiąc już o wsparciu 
Phila. Porażka czy sukces tego salonu nie będzie zależeć tylko od 
ciebie, Nash. Wszyscy chcemy, żeby to wypaliło. Wszyscy chcemy, 

background image

żeby Phil był z nas dumny, niezależnie od tego, czy będzie tego 
świadkiem, czy nie.
 

Miał rację. Tu chodziło o coś więcej niż tylko o moją przyszłość. 

Powinienem o tym pamiętać.
 

– A skoro mowa o tej lasce… – Uderzył mnie żartobliwie w 

ramię. – Nie ma „właśnie zakochiwania się”. Już wpadłeś. Usidliła cię i
się od tego nie uwolnisz. Mówisz, że się pilnuje, że trudno ci ją 
rozgryźć… A czy zastanowiłeś się chociaż przez chwilę nad tym, że 
może podoba ci się, że ci na niej zależy, właśnie dlatego, że nie jest tak 
łatwa jak reszta? Łatwe laski łatwo zapomnieć, stary. Skomplikowane i 
trudne zapisują ci się w pamięci na zawsze. Możesz mi wierzyć, bo 
ożeniłem się z takim jednym trudnym przypadkiem.
 

Spojrzałem na niego, szukając w myśli czegoś, co obaliłoby jego 

teorię, ale nic nie przyszło mi do głowy.
 

– Każdy z nas był kiedyś dupkiem – dodał. – Trzeba właściwej 

osoby, żebyśmy przestali chcieć się już tak zachowywać. Ty… cóż, ty 
zawsze byłeś tym miłym, ale nawet miły koleś może mieć zły dzień. 
Ona w końcu przestanie roztrząsać przeszłość, a jeśli tak się nie stanie, 
będziesz musiał jakoś się z tym pogodzić, bo to będzie oznaczało, że 
nie jesteście dla siebie stworzeni.
 

Wypuściłem z sykiem powietrze z płuc i patrzyłem, jak zamienia 

się w parę na mrozie.
 

– Od kiedy stałeś się takim specem od związków damsko-

męskich? – zażartowałem.
 

– Wszyscy moi przyjaciele i najbliżsi ostatnio zakochują się 

masowo, więc po prostu staram się ich uchronić od błędów, które sam 
popełniłem wobec Shaw. Gdybym mógł cofnąć czas, nie marnowałbym
czasu, nie zwlekałbym tyle.
 

Zabawnie byłoby żartować sobie z jego sentymentalnego, 

ckliwego nastawienia, ale wiedziałem, przez co przeszedł, żeby być z tą
dziewczyną. Nie zawsze było różowo i oboje zranili się nawzajem 
więcej razy niż to konieczne, żeby dojść do punktu, w którym teraz 
byli. Więc nabijanie się z jego doświadczenia nie było fair.
 

– No dobra. Chyba wybiorę się na małą wycieczkę i sprawdzę, 

czy uda mi się pogadać z matką bez próby uduszenia jej albo 
pochlastania się.
 

– Powodzenia. A, właśnie… Wybierasz się może w ten weekend 

background image

ze swoją siostrzyczką do baru?
 

Cały tydzień przekonywania, namawiania i przekupywania 

seksem zabrało mi wymożenie na Sancie zgody, żeby wyszła ze mną i 
spotkała się z moimi przyjaciółmi. Ayden i Shaw przodowały w 
namawianiu mnie do sprowadzenia jej, żeby wreszcie mogły ją 
zobaczyć bez szpitalnego fartucha.
 

– O ile mnie nie wystawi. W nowym środowisku bywa nieśmiała 

i wstydliwa.
 

– Lepiej jej powiedz, że jeśli chce się wkręcić w towarzystwo, 

musi się przemóc, bo inaczej Cora zastawi na nią pułapkę i pewnego 
dnia laska zobaczy na swoim progu całą bandę dziewczyn, a ciebie nie 
będzie w pobliżu, żebyś mógł ją przed nimi uratować.
 

Cóż, nie miałem złudzeń, że tak właśnie może się to skończyć, 

więc nakazałem sobie w myśli następnym razem jej o tym 
przypomnieć. Tak naprawdę nie miałem nic przeciwko, bo zazwyczaj 
próby przekonania jej do czegoś kończyły się tak, że oboje 
lądowaliśmy nadzy w łóżku. Ale też nie byłem do końca pewien, jak 
daleko mogę się posunąć, żeby jej nie spłoszyć. Szczerze, nie 
wiedziałem też, czy w ogóle powinienem naciskać. Naprawdę ją 
lubiłem i zależało mi na niej, niezależnie od tego, że łączył nas 
naprawdę dobry seks. Jednak ona wciąż trzymała mnie na dystans. 
Była twardą sztuką – musiała taka być, choćby ze względu na swój 
zawód. Jednak poza pracą otaczała ją aura wrażliwości, delikatności, a 
także pewnej niepewności. Kiedy byliśmy razem, widziałem niemal jak
nieustannie toczy walkę ze sobą. Chciała ze mną być, chciała, żebyśmy
spędzali razem czas, ale trybiki w jej głowie nieustannie się obracały i 
dostrzegałem, że cały czas się pilnuje – sprawdza, na ile może sobie ze 
mną pozwolić, tak aby jednocześnie dalej czuć się bezpiecznie.
 

Ja ze swojej strony dawałem z siebie wszystko, byle tylko dobrze

się bawiła, gdy byliśmy razem. Od czasu spotkania, które zakończyło 
się akcją na tylnym siedzeniu mojego samochodu, cały czas starałem 
się pamiętać o tym, że minęły ją wszystkie te jazdy, jakie zazwyczaj 
towarzyszyły szczenięcemu okresowi randek z napalonymi 
gówniarzami. Dlatego właśnie zabierałem ją do kina – właśnie tak, do 
kina, nie na film – i podczas seansów starałem się robić wszystko, żeby
poczuła się jak na macanej randce. Zabierałem ją na pizzę i 
całowaliśmy się, kiedy ją odwoziłem do domu. Próbowałem ją 

background image

namówić na podwójną randkę z Rule’em i Shaw, ale wykręciła się, 
argumentując, że nie jest jeszcze gotowa tak się zaangażować. Co 
nieuchronnie prowadziło do pytania, gdzie tak naprawdę zmierzamy.
 

Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się spędzić więcej niż jednej 

nocy czy weekendu z tą samą laską, więc jak dla mnie nasza znajomość
przeradzała się zdecydowanie w coś na kształt związku, jednak czym 
była dla niej… Nie miałem pojęcia. Pisała do mnie, dzwoniła, jak tylko
miała wolne, jednak nigdy nie przenocowała u mnie ani nie prosiła 
mnie, żebym został po wszystkim u niej. Co prawda nigdy też mnie 
otwarcie nie wyprosiła, ale między nami istniało zbyt wiele 
niedopowiedzeń, niedomówień i czułem się, jakbym żeglował do 
nieznanego lądu. Tak naprawdę nie wiedziałem, ani na czym stoję, ani 
do czego dążę. Wiedziałem tylko, że jest niezwykłą osobą. Nie miałem 
tylko pojęcia, jak dać jej to do zrozumienia – poza tym, co do tej pory 
zrobiłem w tym kierunku.
 

Jazda do Brookside minęła szybko. Głównie dlatego, że myśli 

miałem zajęte roztrząsaniem ostatnich zagwozdek, co nie dawało mi 
ani chwili na zajmowanie się głupotami. Wjechałem na podjazd 
mojego rodzinnego domu i odetchnąłem z ulgą, widząc, że 
przynajmniej nigdzie w pobliżu nie widać SUV-a mojego głupiego 
ojczyma. No, chyba że był w garażu. To jednak było bardzo mało 
prawdopodobne, bo ten stary debil zbyt lubił się chełpić swoim wozem,
żeby chować go przed oczami sąsiadów w garażu. Dupek. Nigdy w 
życiu nie nienawidziłem nikogo bardziej i – jeśli Bóg był sprawiedliwy 
– modliłem się o okazję, żeby kiedyś moja pięść spotkała się z jego 
zakazanym ryjem.
 

Całe swoje dzieciństwo spędziłem pod jego pełnym dezaprobaty 

wzrokiem. Nigdy nie zdarzyło mi się zrobić czegokolwiek, jak trzeba. 
Zawsze czułem na sobie jego karcące spojrzenie. Jedno z moich 
najwcześniejszych wspomnień związanych z jego dupkowatością 
pochodziło z okresu, kiedy miałem cztery, no, może pięć lat. Właśnie 
zacząłem odkrywać potencjał świecowych kredek. Zakochałem się w 
kolorach, uwielbiałem mazać fantazyjne wzory na wszystkim, co mi się
nawinęło pod moje małe, niewprawne dłonie, włącznie ze ścianami. To 
były tylko kredki. Co może nimi namazać gówniarz na ścianie? Jednak 
dla Granta bazgranie na ścianach było przestępstwem równoznacznym 
z morderstwem. Do dziś widzę, jak łamie wszystkie kredki i każe mi na

background image

to patrzeć. Pamiętam jak dziś ostry odór wybielacza, którym kazał mi 
szorować wszystkie wysmarowane przeze mnie ściany w domu. Byłem
tylko dzieciakiem, jednak dla niego nie miało to żadnego znaczenia. 
Podobnie jak teraz, uważał, że cokolwiek robię, robię źle.
 

Wszystko pogarszał jeszcze fakt, że uwielbiał moją matkę, 

traktował ją jak królową i dawał jej wszystko, czego tylko zapragnęła. 
Dla mnie nigdy nie miał czasu. Uważał, że nie jestem wart jego uwagi. 
A ja nigdy, przenigdy nie zamierzałem mu wybaczyć tego, że kazał jej 
wybierać między nami. Oczywiste wydawało się, że moja matka 
powinna była wybrać mnie – w końcu byłem jej dzieckiem, jej synem –
powinna mnie kochać bezwarunkowo, ale tego nie zrobiła, i to przez 
Granta.
 

Był człowiekiem, któremu zawsze zależało tylko na pozorach, na

prestiżu i poklasku, więc fakt, iż wyglądałem, jak wyglądałem, i 
zachowywałem się, jak mi się żywnie podobało, działał mu na nerwy. 
Gdy dorosłem… za każdym razem, kiedy na mnie patrzył, gdy 
wydymał usta w pogardzie na widok mojego wyglądu czy na dźwięk 
moich słów… Ledwie nad sobą panowałem, żeby nie wybić mu tych 
jego perfekcyjnie wypolerowanych ząbków.
 

Podbiegłem pokrytym cieniutką warstwą śniegu chodnikiem do 

drzwi i zapukałem. Pomyślałem, że to strasznie smutne – być obcą 
osobą w miejscu, które powinno być moim rodzinnym domem. 
Zobaczyłem przez okno ciemną głowę mojej mamy, ale musiałem 
odczekać pełne cztery minuty, zanim zdecydowała się mi otworzyć. 
Patrzyliśmy na siebie przez szklane drzwi.Wyraz dezaprobaty w jej 
oczach na widok mojej czarnej bluzy z kapturem, czapeczki 
bejsbolowej i dżinsów trudno było mylnie zinterpretować. Ubierałem 
się tak na co dzień, ale dla niej zawsze wyglądałem nieodpowiednio, 
źle. To nie powinno mnie aż tak boleć. Byłem dorosły i radziłem sobie 
sam zdecydowanie dłużej, niż ona sama była skłonna przyznać. Ale 
jakaś mała cząstka mnie nadal chciała dostrzec w jej oczach chociaż 
cień aprobaty. Nawet jeśli nasza konfrontacja zawsze kończyła się tym 
samym bolesnym rozczarowaniem.
 

– Co tu robisz? Nie zadzwoniłeś, Nashville – warknęła na 

powitanie.
 

Pełne imię? Na litość boską! Byłem przekonany, że zwraca się do

mnie w taki sposób tylko dlatego, że wie, jak bardzo mnie to drażni.

background image

 

– Nie, nie zadzwoniłem. Ale chciałbym z tobą chwilę 

porozmawiać i pomyślałem, że może zastanę cię w domu.
 

Bawiąc się rubinowym wisiorkiem, wpuściła mnie do domu. 

Moja matka była drobną, szczupłą kobietą. Odziedziczyłem po jej 
przodkach ciemną karnację i włosy – mogłem się tylko domyślać, że 
całą resztę mam po Philu. Bogu niech będą dzięki za takie drobne łaski!
 

– Grant niedługo wróci. Nie będzie zadowolony, że wpadłeś bez 

zapowiedzi.
 

I tak do usranej śmierci. Znowu to samo – nieważne, czy coś 

wypadało, czy nie, ostatnie słowo zawsze należało do Granta. Ważne 
było to, czy coś mu się podoba.
 

– To nie zajmie długo, mamo. Serio, daj mi tylko pięć minut.

 

– Jechałeś tu dwie godziny tylko po to, żeby porozmawiać ze 

mną pięć minut, Nashville? To idiotyczne! – Jak zwykle, dezaprobata i 
niechęć. Cud, że wychowany przez taką matkę wyrosłem na w miarę 
normalną osobę.
 

– Mamo… – Westchnąłem i spojrzałem na nią spod 

wpółprzymkniętych powiek. – Z Philem jest coraz gorzej. Cały czas 
jest przy nim ktoś do pomocy, ale on ledwo co je i cały czas śpi. Jestem
u niego codziennie i co dzień proszę, żeby mi wyjaśnił, co, u diabła, się
wydarzyło. Ktoś musi mi to w końcu wyjawić. Nigdzie się stąd nie 
ruszę, dopóki tego nie zrobisz. Jeśli chcesz się mnie pozbyć przed 
powrotem Granta, lepiej zacznij mówić już teraz, bo inaczej zostanę i 
chętnie na niego zaczekam, czego, jak mniemam, wszyscy 
wolelibyśmy uniknąć. Co pomyśleliby sąsiedzi? – dodałem kpiąco.
 

Wyglądała, jakby zastanawiała się nad najlepszym rozwiązaniem.

A gdy z garażu wyjrzał jak na komendę jeden z sąsiadów, parsknąłem 
rozbawiony ironią sytuacji, zaś ona otworzyła wreszcie drzwi i 
wpuściła mnie do środka.
 

Ruszyłem za nią do kuchni, gdzie niechętnie zaproponowała mi 

coś do picia. Odmówiłem i oparłem się o kuchenny blat, podczas gdy 
ona nalewała sobie filiżankę kawy.
 

– Chcę wiedzieć, dlaczego nie powiedzieliście mi, że Phil jest 

moim ojcem. Chcę wiedzieć, dlaczego kazaliście mi myśleć, że mój 
ojciec jest jakimś ostatnim dupkiem, który nas zostawił. Przez całe 
dzieciństwo byłem przekonany, że nie możesz mnie znieść i mnie nie 
kochasz, bo przypominam ci tego obcego, który cię rozczarował. – 

background image

Spiorunowałem ją wzrokiem. Miałem do niej pretensję o te wszystkie 
lata, podczas których byłem zmuszony dźwigać na dziecięcych, zbyt 
młodych barkach całe to brzemię niepotrzebnego poczucia winy i 
wyrzutów sumienia. – Phil był przez cały czas obok. Troszczył się o 
mnie, a także o ciebie. Był obecny w życiu nas obojga. Chyba 
zasługuję na to, żeby wiedzieć, co się stało i dlaczego dopiero w 
obliczu śmierci postanowił mi o wszystkim powiedzieć – dodałem.
 

Splotła dłonie na kubku i zbladła nieco pod grubą warstwą 

makijażu.
 

– Czy naprawdę teraz ma to jakieś znaczenie, Nashville? – 

zapytała. – Co ci przyjdzie z rozgrzebywania tego wszystkiego?
 

– Przestań mnie tak nazywać! – warknąłem. – Wiesz, że tego nie 

lubię i wszyscy mówią mi Nash. Pytasz dlaczego? Wystarczy, że chcę 
wiedzieć, dlaczego nigdy nie byłem dość dobry. Dlaczego traktowałaś 
mnie, jakbym był twoją największą porażką. Zanim Phil odejdzie, chcę 
wiedzieć, dlaczego tak ważne było dla niego utrzymanie wszystkiego 
przede mną w sekrecie.
 

Przygarbiła się lekko i westchnęła, całkiem jakbym drażnił ją 

bardziej niż cokolwiek innego, i spojrzała na mnie znad brzegu kubka.
 

– Poznałam Phila, kiedy był na przepustce w marynarce. Byłam 

w Nowym Jorku na wakacjach w tym samym czasie, kiedy on trafił 
tam podczas obchodów Fleet Week. Był przystojnym, czarującym i 
niebezpiecznym młodzieńcem w mundurze. Uznałam, że nikomu nie 
stanie się krzywda, jeśli wdamy się w mały, niezobowiązujący romans. 
Sądziłam, że to przelotna znajomość. Byłam po prostu młodą 
dziewczyną, która chciała się dobrze zabawić. Ale… cóż, wyszło 
inaczej. Wróciłam tu, do domu, a kiedy Phil skończył służbę, 
przeprowadził się do mnie. Zawsze był rycerski… Ale po prostu nie 
widziałam w nim partnera na całe życie. – Odchrząknęła i odstawiła 
kubek na blat. Cały czas unikała mojego wzroku. – Phil mi się podobał,
świetnie się w jego towarzystwie bawiłam i chociaż dobrze nam było 
razem… kiedy przyszło do ustatkowania się, nie chciałam żyć z kimś, 
kto jeździ motocyklem i uważa, że zarobi na życie tatuowaniem. Nie 
takie miałam plany. Rozstałam się z nim, kiedy poznałam Granta. Grant
był kimś, kto potrafił mi zapewnić odpowiednią przyszłość, dać dom, 
którego zawsze pragnęłam. Wiedziałam, że to dla mnie odpowiednia 
partia, dobry wybór. Nie musiałam się nad tym zastanawiać.

background image

 

Skrzywiłem się, bo wysłuchiwanie, jak mówi w ten sposób o 

Philu i swoich życiowych wyborach, było równoznaczne z 
umniejszaniem mojego znaczenia w jej życiu. Moja matka znów 
sięgnęła do zawieszonego na szyi rubinowego wisiorka i zaczęła się 
nim bawić.
 

– Kiedy zaczęłam się widywać z Grantem nie wiedziałam, że 

jestem w ciąży. Gdy się o tym dowiedziałam, założyłam po prostu, że 
to jego dziecko.
 

Prawie się zakrztusiłem.

 

– Rany boskie, mamo, spałaś z nimi obydwoma naraz? – Zbyt 

późno zdałem sobie sprawę, że w zasadzie wcale nie chciałem znać 
odpowiedzi.
 

Zmrużyła oczy i rzuciła mi dziwne spojrzenie.

 

– Byłam młoda i nie wiedziałam, czego chcę od życia, Nashville. 

Tak czy owak, przed twoimi narodzinami zaręczyliśmy się z Grantem i 
pobraliśmy. Cieszyliśmy się na myśl o tym, że będziemy mieli syna. A 
Phil… Phil otworzył studio tatuażu i zaczął od nowa. Wszystko 
zapowiadało się idealnie… – Przeszła na drugą stronę kuchni i zdałem 
sobie sprawę z tego, że odeszła ode mnie najdalej, jak mogła, nie 
opuszczając pomieszczenia. – Jak tylko przyszedłeś na świat, stało się 
jasne, że to nie Grant jest ojcem. Byłeś śniady po mnie, ale miałeś 
włosy Phila, a te oczy… Nawet jako dziecko trudno było nie zauważyć,
że odziedziczyłeś po nim jego żywe, jasne oczy. Oczy Donovana. Grant
był wściekły, oskarżał mnie o romans i powiedział… Powiedział mi, że
mam wybrać: albo on, albo bękart. Nie mógł pozwolić na to, żeby 
ludzie w Brookside plotkowali na temat tego, że dziecko nie jest jego. 
Byłam pewna, że mnie zostawi.
 

I tak już nienawidziłem gościa z całego serca, ale teraz 

zapragnąłem mu powyrywać wszystkie zęby zardzewiałymi obcęgami.
 

– Nie chciałam go stracić… Więc powiedziałam mu o Philu i o 

naszym związku. Do Granta w końcu dotarło, że nikt nie będzie go 
obwiniał o wzięcie pod swoje skrzydła dziecka osieroconego przez 
ojca. Mimo to odmówił podpisu na akcie urodzenia i nadania ci 
swojego nazwiska.
 

Czułem, jak krew zaczyna mi niebezpiecznie szybko pulsować w 

skroniach i zacisnąłem odruchowo dłonie w pięści.
 

– Ale przecież Phil nie zniknął! – zaprotestowałem. – Po prostu 

background image

nie wiedział o moim istnieniu!
 

– Nie, nie wiedział. I lepiej by było, gdyby nigdy się nie 

dowiedział. – Westchnęła. – Grant się o nas oboje zatroszczył i 
postanowiliśmy trzymać się wersji, że twój ojciec mnie porzucił. 
Jednak w miarę upływu czasu stawałeś się coraz bardziej podobny do 
ojca. Miałeś może ze cztery latka, kiedy jeden ze znajomych Phila 
zobaczył mnie z tobą w markecie Cherry Creek Mall i powiedział mu o
tym. Wściekł się i zagroził, że zaciągnie mnie do sądu, że będzie 
walczył o prawa ojcowskie. Grant nie chciał rozgłosu ani problemów, 
nie chciał, żeby skończyło się publiczną awanturą, a jako para nie 
potrzebowaliśmy wsparcia finansowego, więc stanęło na niepisanej 
umowie. Ubłagałam Phila, żeby zachował w tajemnicy ojcostwo i 
pokrewieństwo, dopóki nie podrośniesz. Chociaż niechętnie, zgodził 
się na to w końcu z zastrzeżeniem, że będzie cię mógł widywać i 
będziecie w kontakcie, o ile zgodzę się, żebyś zachował jego nazwisko.
W akcie urodzenia nie figurowało nazwisko ojca, więc nie było 
problemu, żeby nadać ci je oficjalnie. – Splotła palce i rzuciła mi 
nerwowe spojrzenie, całkiem jakby obwiniała mnie o wszystko. – A 
gdy podrosłeś… Cóż, nie było mi lekko. Byłeś dzikim, głośnym 
dzieckiem, trudnym do okiełznania. Nie chciałeś się ładnie ubierać ani 
bawić się z grzecznymi dziećmi, a Grant i tak miał do mnie pretensję o 
to, że pod jego dachem wyrasta dziecko Phila… Jednak fakt, że byłeś 
tak podobny do ojca, przelał czarę goryczy. Łatwiej było nam 
powierzyć opiekę nad tobą twojemu biologicznemu ojcu, dać mu wolną
rękę w wychowywaniu ciebie, bo ani ja, ani Grant nie mieliśmy na 
ciebie żadnego wpływu. Zawsze byłeś bardziej podobny do niego niż 
do mnie.
 

Zacisnąłem szczęki i poczułem, jak gniew dosłownie wrze mi w 

żyłach.
 

– Byłem dzieckiem! Może gdybyś nie próbowała cały czas 

zmienić we mnie wszystkiego, od koloru oczu począwszy, byłbym 
inny. Nie dałaś mi szansy. Byłaś zbyt zajęta próbą zadowolenia Granta, 
żeby zawracać sobie głowę tym całym kwasem, który na mnie 
wylewał.
 

– Od zawsze byłeś kubek w kubek jak twój ojciec. Nawet wtedy, 

gdy nie wiedziałeś jeszcze, kim był.
 

– On cię kocha. Nadal. Wiesz o tym.

background image

 

Zacisnęła usta tak mocno, że zbielały w kącikach.

 

– Był zapatrzony w wizję, jaką sobie stworzył. Nigdy tak 

naprawdę mnie nie znał.
 

– Ale dlaczego nie powiedziałaś mi o wszystkim, kiedy byłem 

starszy? Kiedy już trafiłem pod jego opiekę?
 

– Nie chciał tego.

 

– Gówno prawda!

 

– No dobrze, niech ci będzie. Chciał, żebym to ja ci o wszystkim 

powiedziała. A ja odmówiłam. Nie chciałam… Nie sądziłam, żebyśmy 
razem z Grantem chcieli się mierzyć z konsekwencjami. 
Przeprowadziłeś się i wiedziałam, że Phil będzie dla ciebie lepszym 
rodzicem, niż ja kiedykolwiek bym zdołała. Kości zostały rzucone.
 

Miałem ochotę rzucić w nią czymś ciężkim. Chciałem potłuc całą

pieprzoną elegancką zastawę w jej wymuskanej kuchni. Zaciskałem 
dłonie w pięści i rozwierałem je, dysząc ciężko.
 

– Ale ja jestem tutaj, mamo! – wykrztusiłem wreszcie przez 

zaciśnięte gardło. – Próbuję żyć własnym życiem, a teraz ojciec, 
którego nigdy nie miałem, umiera. I nie mogę nic na to poradzić. 
Odebrałaś mi wszystko, co miałem… Odarłaś mnie z rodzinnych więzi,
bo nie chciałaś ponosić konsekwencji? – spytałem z niedowierzaniem. 
– Bo nie chciałaś, żeby zdenerwował się na ciebie ten twój gówno 
warty mężulek?! Naprawdę sądzisz, że to była właściwa decyzja?!
 

– Była właściwa dla mnie, nawet jeśli nie dla ciebie, Nashville. 

Nigdy nawet nie używałeś pełnego imienia, które ci nadałam…
 

– Bo jest kretyńskie! To wszystko to czysty idiotyzm! To, co jest 

dobre dla mnie, nie musi być dobre dla ciebie, bo ja jestem zwykłą, 
ludzką istotą, z ludzkimi uczuciami. A ty, mamo – bez urazy – jesteś 
pieprzonym potworem.
 

Od zawsze byłem spragniony jej uwagi, głodny akceptacji i 

miłości, jednak teraz, mając świadomość jej absolutnego braku skruchy
i żalu, dziękowałem Bogu, że dała mi odejść. Gdybym starał się 
mocniej, robił więcej, by mnie pokochała… kto wie, jakim nieczułym, 
godnym pożałowania robotem bym się stał. Teraz byłem jednak dorosły
– nadal na nią wściekły, wciąż miałem do niej pretensję o to, jak lekko 
mnie traktowała, jednak byłem też niepomiernie wdzięczny za to, że 
nie stałem się taki jak ona. Ani jak ludzie, którymi się otaczała.
 

– Nie jestem potworem, Nash. – Och, wreszcie zdecydowała się 

background image

do mnie zwrócić po imieniu. Naprawdę! – Jestem… Po prostu nie 
jestem matką, której potrzebowałeś. Tak samo jak ty nie jesteś synem, 
którego bym sobie życzyła. A skoro już ująłeś to w ten sposób, chyba 
po prostu nie jestem stworzona do bycia matką. Czy kiedykolwiek 
zastanawiałeś się nad tym, dlaczego z Grantem nie zdecydowaliśmy się
na kolejne dziecko? Nie chcieliśmy po prostu ich mieć.
 

– I Bogu niech będą za to dzięki! – Odepchnąłem się od 

kuchennego blatu i skierowałem do drzwi. Wiedziałem, że jeśli teraz 
stąd wyjdę, nie będę miał już powodów, żeby tu wracać. To wszystko, 
te rewelacje, tylko utwierdziło mnie w racji Phila. I wyjaśniło mi przy 
okazji, dlaczego sam nie chciał mi o tym powiedzieć i nalegał, żebym 
dowiedział się o tym od własnej matki. Wreszcie oswobodziłem się z 
więzów przeszłości, które mnie pętały. Nie potrzebowałem jej 
akceptacji. Byłem dobrym człowiekiem, żyłem dobrym życiem, 
miałem wspaniałych przyjaciół i robiłem wszystko, co w mojej mocy, 
żeby zdobyć kobietę, na której mi zależało. Nie potrzebowałem już 
udowadniać matce, że powinna być ze mnie dumna za to, kim jestem. 
Bo sam byłem z siebie dumny. A to wszystko dzięki Philowi.
 

Nie miało znaczenia, że nie bardzo wiem, jak ogarnąć nowy 

salon, i że Santa bierze mnie na przetrzymanie. Wiedziałem, że prędzej 
czy później dam sobie z tym wszystkim radę – i nie zamierzałem 
pozwolić na to, żeby ktoś mnie powstrzymał. I to nie dlatego, że 
potrzebowałem potwierdzenia własnej wartości czy poparcia – 
wystarczy, że byłem tym, kim byłem. Byłem taką osobą, na jaką 
wychował mnie mój ojciec.
 

background image

 SANTA:

 

Wiedziałam, że spotkanie z matką wpędzi go w podły nastrój. 

Nie opowiadał o niej zbyt wiele – ani o tym, dlaczego to Phil go 
wychował – i samo to powiedziało mi o tym wszystkim więcej, niż 
gdyby próbował osobiście mi to wyjaśniać. Wspominał 
niejednokrotnie, że jako dziecko wybuchał raz po raz, bo za wszelką 
cenę chciał zadowolić swoją matkę i zwrócić na siebie jej uwagę. 
Dlatego podejrzewałam, że wizyta u niej rozdrapie stare rany. Byłam 
gotowa zrobić wszystko, byle tylko poczuł się nieco lepiej.
 

Wcześniej dawał z siebie wiele, żeby zapewnić mi dobrą zabawę,

żebyśmy spędzali fajnie czas, a jednocześnie cały czas starał się, żebym
zrozumiała, że mnie pragnie i pożąda. Żebym wiedziała, że nie jestem 
mu obojętna. Czułam, że powinnam mu się jakoś odwzajemnić.
 

Gdy zjawił się u mnie, był w podłym nastroju, cały nachmurzony

i smutny. Oczy spowijał mu mglisty cień i nieważne, jak mocno 
starałam się z niego wyciągnąć coś na temat tej nieszczęsnej wizyty, 
otrzymywałam tylko zdawkowe bąknięcia i skrzywione miny. Bez 
żadnego konkretnego powodu. Nie potrafiłam go rozchmurzyć, a kiedy 
zaproponowałam, żebyśmy wyszli, posłał mi spojrzenie sugerujące, że 
chyba postradałam zmysły. Serio – dziś za nic w świecie nie nadawał 
się do przebywania w towarzystwie, ale nie mogłam pozwolić na to, 
żeby miał cały czas taki humor, i byłam gotowa zrobić dosłownie 
wszystko, żeby go z niego wyciągnąć.
 

Sam fakt, że w końcu zgodził się gdzieś ze mną wyjść, świadczył

o tym, jak bardzo mu na mnie zależy – chociaż widać było gołym 
okiem, że najchętniej zostałby na cały wieczór w domu, zagrzebany po 
uszy w pościeli. Miałam ochotę zacałować go na śmierć za to, że w 
ogóle zgodził się dać gdzieś wyciągnąć. Gdy już wsiadł do mojej jetty 
bez zadawania zbędnych pytań i ruszyliśmy przed siebie, mogłam się 
tylko modlić o to, żeby mój plan nie spalił na panewce i żeby Nash nie 
wpadł w jeszcze gorszy nastrój.
 

Kiedy szukałam miejsca do zaparkowania, spojrzał na mnie 

pytająco, ale nic nie powiedział, gdy poprowadziłam go w stronę 
lodowiska w Skyline Park w pobliżu centrum Denver. Było otwarte 
tylko przez kilka zimowych miesięcy i można na nie było wejść za 
darmo, jeśli tylko miało się własne łyżwy. Od małego uwielbiałam 

background image

jeździć na łyżwach – to jedna z zalet dorastania w zimnym stanie. Nie 
było nic lepszego od pędzenia po lodzie w mroku, z migającymi nad 
głową światłami. Było coś zabawnego w robieniu czegoś tak 
niezwykłego w samym środku miasta. I miałam nadzieję, że Nash także
to dostrzeże.
 

Spojrzał na mnie i podniósł kruczoczarną brew.

 

– Poważnie?

 

Wzruszyłam ramionami i przygryzłam wargę.

 

– No co? Zobaczysz, że będzie fajnie.

 

– Jeżeli przez „fajnie” masz na myśli nabijanie się z tego, jak 

obijam sobie dupę, to… Jasne, może być fajnie.
 

Uderzyłam go żartobliwie w ramię, a on objął mnie i przyciągnął 

do siebie.
 

– Jeździłeś kiedyś na desce. Jestem pewna, że zdołasz utrzymać 

równowagę dość długo, żeby zrobić kilka okrążeń bez zaliczenia gleby 
– stwierdziłam.
 

Pamiętałam, jak Nash pomykał w szkole na deskorolce, więc 

byłam pewna, że pomimo zbolałej miny świetnie sobie poradzi.
 

– To było dawno temu i nieprawda, Santa.

 

Przekonałam go, żeby pozwolił mi zapłacić za wypożyczenie 

łyżew, i poczułam miły dreszcz, kiedy usiedliśmy, żeby je włożyć. 
Nash uklęknął przede mną, żeby pomóc mi zasznurować moje. Nie 
mogłam oprzeć się chęci pochylenia się nad nim i ucałowania go w 
czubek głowy. Podobało mi się, jak jego króciutkie włosy łaskoczą 
moje wargi. Podniosłam wzrok na dźwięk chichotów grupki 
obserwujących nas dziewczyn.
 

– Skup się na tym, żeby się nie przewrócić, a ja zajmę się resztą.

 

Mruknął coś pod nosem i podniósł się tak zgrabnym ruchem, że 

aż załaskotało mnie w brzuchu, a stojące w pobliżu laski westchnęły. 
Niechętnie włożył swoje łyżwy i razem potruchtaliśmy na lód.
 

Pierwsze dziesięć minut było prawdziwą udręką. Nash był wielki 

i chociaż poruszał się z gracją i wrodzonym wdziękiem, obuty w łyżwy
i pchnięty na taflę lodu zamieniał się w taran, który wymknął się spod 
kontroli. Chciałam coś dla niego zrobić, ale nie miałam dość siły, żeby 
utrzymać go w pionie. W dodatku fakt, że rzucał mięsem na lewo i 
prawo, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie, sprawiał, że z trudem 
hamowałam się od śmiechu i ledwie udawało mi się utrzymać 

background image

równowagę.
 

Dookoła nas śmigały dzieci. Nastolatki kręciły piruety, starając 

się zwrócić na siebie jego uwagę. Obok przemykali kolesie na 
hokejówkach, starając się mu zaimponować, ale Nash skupiał się bez 
reszty na utrzymaniu pionu. I na mnie. Wreszcie udało mu się utrzymać
równowagę dość długo, żeby okrążyć całe lodowisko. Złapałam go za 
rękę, a on uśmiechnął się pod nosem i uścisnął moje zmarznięte palce.
 

– Nigdy wcześniej nie byłem z dziewczyną na łyżwach!

 

Jego słowa sprawiły, że ramiona pokryła mi gęsia skórka. Był dla

mnie „tym pierwszym” pod tyloma względami, że nigdy nie przeszło 
mi przez myśl, że mogłabym się mu w jakiś sposób odwzajemnić.
 

– To fajnie.

 

Jechałam obok niego i przyglądałam mu się kątem oka. Napięcie 

widoczne wcześniej w kącikach ust nieco zelżało, a oczy nie były już 
tak pociemniałe od gniewu.
 

– Wiesz, że możesz o tym ze mną porozmawiać? O tym, co 

zaszło między mamą a tobą… – bąknęłam.
 

Całkiem nieźle radziłam sobie z niewtykaniem zbyt nachalnie 

nosa w jego prywatne sprawy, ale w razie potrzeby byłam skłonna go 
wysłuchać. Chciałam dać mu do zrozumienia, że jeśli tylko zechce, 
może mi się zwierzyć. Jasne, między nami istniało to piorunujące 
seksualne przyciąganie, magnetyczna więź, która nas łączyła, ale jeśli 
miało z tego wyjść coś poważnego, powinniśmy umieć ze sobą 
rozmawiać na poważne tematy.
 

Nash przesunął kciukiem po wierzchu mojej dłoni i zmyliłam 

krok, nieomal pociągając nas oboje na lód. Był stanowczo zbyt dobry w
rozpraszaniu mnie.
 

– Szkoda gadać. Była równie niemiła jak zawsze. Za każdym 

razem, gdy z nią rozmawiam, czuję się podle. Wyszedłem dziś od niej 
przekonany, że nie mam już o czym z nią rozmawiać. Teraz już wiem, 
że ona nie jest moją rodziną. Nigdy nią nie była.
 

Wciągnęłam zimne powietrze w płuca tak gwałtownie, że aż 

zabolały mnie zęby.
 

– To naprawdę smutne…

 

– Chyba tak, ale taka jest prawda.

 

Miałam mnóstwo żalu do własnego ojca z powodu sposobu, w 

jaki się zachował i postanowił opuścić moją matkę. Jednak nawet mimo

background image

iż nie pochwalałam jego zachowania i byłam na niego wściekła za cały 
ból, którego nam przysporzył, i zamęt, który spowodował, nie 
wyobrażałam sobie, że mogłabym zerwać z nim kontakt. Nigdy nie 
przeszłoby mi przez myśl, że mogłabym go wyrzucić z pamięci i 
wykluczyć z rodziny. Serce ściskało mi się z bólu na myśl, że Nash 
został zmuszony podjąć taką decyzję w czasie, kiedy jego ojciec 
borykał się z poważną chorobą.
 

Pisnęłam, zaskoczona, kiedy potężna sylwetka u mojego boku 

nagle runęła naprzód i w dół, w widowiskowej plątaninie 
wymachujących gorączkowo kończyn. Zanim Nash rąbnął o lód, zdołał
nas jakimś cudem przekręcić, więc plasnęłam o jego pierś z impetem, 
który wydarł dech z piersi nam obojgu. Otoczył mnie w talii ramionami
i pokręcił głową, śmiejąc się cicho.
 

– No dobra, Santa. Wygrałaś. To idiotyczne! Nie mogę być 

wściekły z pogruchotaną miednicą!
 

Potarłam zmarzniętym nosem o jego szczękę.

 

– Cóż, w końcu jestem pielęgniarką. Jak tylko wrócimy do domu,

zajmę się każdym twoim „aua” najlepiej jak potrafię.
 

Usłyszałam, jak wzdycha z rozmarzeniem.

 

– A czy mogłabyś to zrobić nago?

 

Roześmiałam się – bo co innego miałam zrobić? – a gdy 

zapewniłam go, że owszem, mogę zrobić to nago, oboje wiedzieliśmy 
już, że nie mamy czego szukać na lodowisku. Czułam się świetnie. 
Cieszyłam się z tego, że było mi przy nim dobrze i że nie tylko udało 
mi się wyciągnąć go z ponurego nastroju, ale i skłonić do śmiechu i do 
myślenia o czymś innym niż scysja z matką. Chciałam myśleć, że nikt 
na świecie oprócz mnie nie jest do tego zdolny, a kiedy dotarliśmy do 
domu i zaczęliśmy pracować nad naszą nagością i wprowadzaniem się 
w jak najlepszy nastrój, zaczęłam się zastanawiać, czy bycie ze mną 
było dla niego tak samo niezwykłe i odmienne jak dla mnie bycie z nim
– bo tak się właśnie przy nim czułam.
 

Następnego ranka robiłam w mojej maleńkiej kuchni kawę i 

przeczesywałam palcami wciąż mokre po prysznicu włosy. Czułam się 
leniwie, beztrosko i cudownie spełniona, bo pod prysznic poszliśmy 
wspólnie i wciąż jeszcze pławiłam się we wspaniałym poorgazmowym 
błogostanie, kiedy drzwi się otworzyły i do środka wpadła bez 
zapowiedzi moja siostra. Wyglądała na zdenerwowaną, zmęczoną i 

background image

bardzo, bardzo w ciąży. Była sama, bez żadnego z dzieciaków i miała 
zarumienione policzki.
 

– Mama dzwoniła – oznajmiła bez ogródek, przechodząc przez 

salon i zaglądając nerwowo do pokoju na tyłach, gdzie zostawiłam 
Nasha, żeby się ubrał (obiecując mu, że kiedy skończy, będę na niego 
czekać z kawą). Nie chciałam, żeby Faith go tu zobaczyła. Nie 
chciałam, żeby próbowała dociekać, co mnie z nim łączy, bo tak 
naprawdę sama jeszcze do końca nie wiedziałam, a poza tym z 
pewnością trudno byłoby mi to jej wytłumaczyć.
 

– No i…? Coś się stało?

 

Wypuściła głośno powietrze z płuc i klapnęła na jedno z krzeseł 

przy stole w jadalni.
 

– Przeprowadza się.

 

Obciągnęłam nerwowo szlafrok i zerknęłam ukradkiem do 

przedpokoju.
 

– Aha… – Powinnam była zapytać, gdzie się przeprowadza. Ale 

byłam zbyt zajęta modleniem się, żeby Nash nie wymaszerował nagle 
zza rogu w całej swej wytatuowanej i nagiej okazałości, żeby skupiać 
się na tym, co mówi moja siostra.
 

Faith rzuciła mi karcące spojrzenie i opadła na oparcie krzesła.

 

– Co masz na myśli, mówiąc „aha”? Ona wyjeżdża z Kolorado! 

Nic cię to nie obchodzi?
 

– Cóż, jest dorosła, a przez ostatnie dwa lata zachowywała się jak

obłąkana. Może wyrwanie się z Brookside, przeprowadzka gdzieś, 
gdzie nie będzie jej groziło, że wpadnie na tatę, i nic nie będzie jej o 
nim przypominało, dobrze jej zrobi?
 

– Ale przecież my tu jesteśmy! Ma tu wnuki! Nie może ot tak 

zawinąć się, do innego stanu i zniknąć nam z oczu! To tata powinien to 
zrobić! To on namieszał!
 

Nie mogłam odmówić jej racji. To tata narozrabiał i wina za to, 

że w naszej rodzinie nastąpił rozłam, leżała po jego stronie. Mama 
nigdy nie zachowywałaby się tak irracjonalnie, tak skrajnie 
nierozważnie, gdyby jej do tego nie sprowokował. Mimo wszystko, 
jeśli miałam być szczera, byłam dumna z tego, że podjęła taką decyzję. 
Że spróbowała wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić coś z własnym 
życiem. Obwinianie taty o bycie dupkiem, nieprzyjmowanie do 
wiadomości faktu, że jest babiarzem, raczej nie mogło przynieść mamie

background image

nic dobrego, ale naprawdę sądziłam, że zmiana otoczenia i spojrzenie 
na wszystko z dystansu bardzo jej się przyda. A przynajmniej 
zadziałało to w moim przypadku, kiedy potrzebowałam złapać oddech 
po szkole. Faith miała rację, że to nie mama powinna się 
przeprowadzić. Ale sam fakt, że w końcu poczyniła jakiś ruch ku temu, 
żeby wziąć sprawy w swoje ręce i ponosić konsekwencje własnych 
czynów, był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Nie mogliśmy nic 
poradzić na to, że naszą rodzinę spotkało coś takiego, i musieliśmy się 
z tym pogodzić. A próba przekonania Faith, że na jedno by wyszło, 
gdyby to tata się przeprowadził, że tęskniłaby tak samo za tym, że nie 
może być z nami i z jej dziećmi, musiała poczekać… bo właśnie 
usłyszałam w sypialni jakiś hałas.
 

Westchnęłam – i to bardziej dlatego, że zza drzwi właśnie 

wynurzył się Nash, niż w związku z tym, co mówiła moja siostra. Mój 
nie-do-końca chłopak wybierał się właśnie na spotkanie z Rome’em na 
siłowni, więc miał na sobie tylko czarny podkoszulek na ramiączkach i 
czarno-białe spodenki, a na głowie czapeczkę w swojej ukochanej 
czerni, którą tak lubił nosić. Na jego widok z trudem powstrzymałam 
rozmarzone westchnienie. Wyglądał bardzo, cholernie, idiotycznie 
seksownie – nie było co do tego dwóch zdań. Wkładał właśnie czarną 
bluzę z kapturem i pisał jednocześnie SMS, więc wątpię, czy w ogóle 
zauważył Faith, kiedy podszedł do mnie i otoczył mnie ramieniem, a 
potem przyciągnął do siebie i wycisnął na moich ustach namiętnego 
całusa. Pachniał świeżością i lekkim, kwiatowym aromatem mojego 
żelu pod prysznic. Niechybnie to wszystko sprawiłoby, że moje wargi 
rozciągnąłby szeroki uśmiech… gdyby nie widok osłupiałego i 
gniewnego spojrzenia Faith, które podchwyciłam nad jego ramieniem.
 

– Nie zapomnij, że widzimy się dziś koło dziewiątej. Bar łatwo 

przeoczyć, bo nie ma właściwie żadnego szyldu, ale to blisko 
Broadwayu, a na parkingu będzie stał mój charger, więc powinnaś 
trafić bez problemu. – Mówiąc to, podniósł wysoko ciemną brew. – 
Jeśli mnie wystawisz, nie odpowiadam za to, co zrobią dziewczyny, 
byle tylko lepiej cię poznać.
 

Wiedziałam, że jego przyjaciele chcieli mnie spotkać – i to nie na

szpitalnym korytarzu, ale naprawdę poznać – i na samą myśl o tym 
ogarniała mnie panika. To, że miałam się z nimi zobaczyć, nadawało 
naszemu związkowi poważniejszego charakteru, niż byłam skłonna 

background image

przyznać, ale nie miałam pomysłu, jak się z tego wszystkiego wykręcić.
Zresztą wiedziałam, że mu na tym zależy, i nie chciałam go 
rozczarować.
 

Odchrząknęłam i położyłam mu dłoń na brzuchu. Był taki 

twardy… natychmiast nabrałam ochoty, żeby zacząć go pieścić.
 

– Nash… – Jego druga brew powędrowała do góry. – Poznaj 

moją siostrę, Faith. Nie wiem, czy ją pamiętasz, była od nas o rok 
wyżej. – Wiedziałam, że Faith nie przeoczy zawartej w moich słowach 
sugestii. Pamiętała wszystkie rany, które ten wielki gość zadał w 
młodości mojemu niewinnemu sercu.
 

Patrzyła na niego, jakby miała ochotę mu przylać. Ale Nash 

uśmiechnął się tylko krzywo i ruszył do drzwi.
 

– Cześć, Faith. Miło mi cię oficjalnie poznać. Mówię poważnie, 

Santa. – Obniżył głos o pół tonu. – Jeśli nie przyjdziesz… złamiesz mi 
serce.
 

Westchnęłam znowu i oparłam się oburącz na blacie kuchennym.

 

– Przyjdę, przyjdę, nie martw się. Obiecuję.

 

Uśmiechnął się do mnie i zniknął za drzwiami, zostawiając mnie 

w towarzystwie ziejącej nienawiścią siostry.
 

Kiedy otworzyła usta, podniosłam rękę, nie dając jej dojść do 

słowa.
 

– Nawet nie zaczynaj – ostrzegłam ją.

 

Wstała, opierając o stół, i podeszła do mnie, zatrzymując się po 

drugiej stronie blatu.
 

– Czyś ty oszalała?!

 

Wolałabym, żeby zaczęła się na mnie drzeć, ale fakt, że 

wypowiedziała te słowa niemal szeptem, sprawił, że serce przeszył mi 
ból.
 

– Niewykluczone. – Sięgnęłam po kubek z kawą głównie po to, 

żeby zająć czymś ręce. – On się zmienił. I nie mówię tylko o tym, co 
się działo w szkole. Jest miły, zabawny i… cudowny… Nie mówiąc już
o tym, że przy nim czuję się świetnie. Naprawdę wspaniale. Lubię 
przebywać w jego towarzystwie, a poza tym Nash przechodzi teraz 
naprawdę ciężki okres i chciałabym mu jakoś pomóc. Wydaje mi się, że
mnie teraz w pewnym sensie potrzebuje.
 

– To ten sam facet, przez którego zwiałaś na Zachodnie 

Wybrzeże, Santa! – przypomniała mi, oburzona. – Zranił cię tak 

background image

mocno, że ukryłaś się przez wszystkimi i przez całe życie broniłaś się 
przed związkiem. To nie jest dobry pomysł…
 

Machnęłam ręką.

 

– Wiem. Z całej siły staram się o tym zapomnieć. O przeszłości. 

Twierdzi, że to było nieporozumienie – że nie mówił wtedy o mnie. 
Naprawdę chcę mu wierzyć, a to, co się wydarzyło na przyjęciu… – 
Wzruszyłam ramionami. – Może oczekiwałam więcej, niż powinnam 
była. Nastoletni chłopcy myślą tym, co noszą w spodniach. Wątpię, 
żeby mnie zignorował, gdyby wiedział, że przyszłam tam specjalnie dla
niego. Nawet nie pamięta, że tam byłam.
 

Faith skrzywiła się kwaśno.

 

– No a co miał niby powiedzieć?! Jak inaczej miał ci się dobrać 

do majtek? Rusz tą swoją cholerną ryżą głową, Santa! To nie facet dla 
ciebie! Czas skończyć z tą idiotyczną chętką na niegrzecznego chłopca,
czy co tam ci do łba strzeliło! Dorośnij wreszcie!
 

– On taki nie jest, Faith – zaoponowałam. – To naprawdę miły 

chłopak. Troszczy się o przyjaciół prawie tak mocno jak ja o rodzinę i 
przez ostatnie miesiące naprawdę dzielnie znosił wszystkie moje 
humory. Nie obchodzi go, że jestem dziwna i czasami trudno mi się 
wysłowić. Nie wkurza się na mnie, kiedy świruję i go wystawiam do 
wiatru, a poza tym… – Zmusiłam ją, żeby spojrzała mi w oczy. 
Chciałam, żeby dostrzegła, jakie to dla mnie ważne, co zamierzam jej 
powiedzieć. – Sprawia, że czuję się normalna. I to zarówno w łóżku, 
jak i poza nim.
 

– Stać cię na kogoś lepszego!

 

Jej słowa tak mnie rozwścieczyły, że z hukiem postawiłam kubek

na blacie i skrzyżowałam ręce na piersi.
 

– Lepszego według czyich standardów? To pierwszy facet, który 

mi się spodobał. Pierwszy! I to także pierwszy mężczyzna, któremu 
chcę wierzyć, kiedy mówi mi, że jestem piękna. To pierwszy facet, 
którego mam ochotę rozebrać do naga i przywiązać do łóżka. Nigdy 
wcześniej przy nikim tak się nie czułam, Faith!
 

Prychnęła i przyjrzała mi się krytycznie.

 

– Oczywiście, że twierdzi, że jesteś piękna. Bo jesteś cholerną 

ślicznotką i tylko ślepiec by tego nie zauważył! Ale co z tym 
wszystkim, co było kiedyś? Co z okresem, kiedy nie uważał cię za 
piękność? Czy naprawdę chcesz być z kimś tak płytkim? A jeśli chodzi 

background image

o jego nagłą zmianę nastawienia… I to, że stał się miły… Co, jeśli to 
tylko wyrachowane zachowanie, mające na celu zaciągnięcie cię do 
łóżka, bo akurat teraz jesteś mu potrzebna? Co będzie, kiedy już mu się
znudzisz, Santa? Co wtedy?
 

Przygryzłam wargę, bo utrafiła w samo sedno moich lęków 

związanych z Nashem. Wiedziałam, że chce mnie po prostu chronić 
przed powtórnym złamaniem serca, ale jej ostre słowa trawiły w czuły 
punkt i podsyciły obawy co do tego, co rozwijało się między mną a 
Nashem.
 

– Powiedział mi, że zawsze uważał, że jestem ładna. Że byłam 

dla niego zbyt mądra i zbyt nieśmiała, żeby próbował do mnie 
wystartować, ale… ale zawsze mu się podobałam.
 

– Mniejsza o to, Santa. Nawet jeśli nie mówił źle o tobie, 

powiedział te słowa o kimś innym. A to nadal czyni z niego 
pieprzonego dupka.
 

Z tym właśnie nie potrafiłam się uporać. Podczas tych rzadkich 

wieczorów, które spędzałam u niego, to właśnie świadomość tego faktu
powstrzymywała mnie od zostania u niego na noc, przed poproszeniem 
otwarcie, żeby został ze mną, i tak naprawdę była to główna przyczyna,
która powstrzymywała mnie przed zaufaniem mu w pełni. Wciąż 
jeszcze nie byłam do końca pewna, czy wiem, kim jest tak naprawdę. 
Ten Nash, z którym sypiałam, ten chłopak, który za każdym razem, 
kiedy wracał od swojego ojca miał najsmutniejsze, fioletowe oczy na 
świecie… Ten, który sprawiał, że wciąż przesuwałam granice własnych
pragnień i z którym tak cudownie czułam się w łóżku… Byłam na 
dobrej drodze do zakochania się z nim. Jednak oprócz tego męczyły 
mnie paskudne, powracające wątpliwości, uwierające jak kamień w 
bucie pytania, swędzenie pod skórą, podświadomy lęk, że jest w nim 
coś złego i okrutnego i że nie powinnam mu ufać. Byłam 
niezachwianie przekonana, że mężczyzna – nawet taki, którego nie 
posądzałam o skłonność do popełniania czynów podobnych do tych, 
których dopuścił się mój ojciec – może się wycofać i uciec, nieważne 
jak wspaniały wydaje się związek, do czegoś, co uzna za lepsze dla 
siebie. Z tą świadomością, krążącą gdzieś z tyłu głowy, nie mogłam 
sobie pozwolić na zaufanie mu bez reszty – głównie dlatego, że byłam 
pewna, iż jeśli znowu mnie rozczaruje i zawiedzie, już nigdy nie 
zdołam się pozbierać. Tamten pierwszy raz… wówczas, gdy tylko 

background image

skrycie o nim marzyłam, i tak był już wystarczająco mocnym ciosem. 
Teraz, kiedy sny o nim się ziściły, wiedziałam, że jeśli okaże się kimś, 
kogo nie będę szanować czy akceptować… zabije mnie to.
 

– Nie wiem, co ci na to odpowiedzieć, Faith. Staram się być 

ostrożna, nie zamierzam podejmować ryzyka, które mogłoby sprawić, 
że skończę ze złamanym sercem, ale… lubię przebywać w jego 
towarzystwie. Czy mogłybyśmy teraz zmienić temat i wrócić do 
rozmowy o mamie, żebyśmy nie musiały się kłócić?
 

Nie sprawiała wrażenia zbytnio zachwyconej tym pomysłem, ale 

wiedziała, że mam dwadzieścia pięć lat, nie siedemnaście. I że sama 
powinnam ponosić konsekwencje własnych decyzji.
 

– Mama chce sprzedać dom. Wynajęła już mieszkanie w Phoenix.

Ma tam przyjaciółkę, która także niedawno się rozwiodła. Prosiłam ją, 
żeby przemyślała wszystko jeszcze raz i została chociaż do porodu, ale 
podobno ma już umówionych ludzi od przeprowadzki i agenta 
nieruchomości. Dom szybko się sprzeda.
 

– Naprawdę sądzę, że to jej wyjdzie na dobre.

 

I rzeczywiście tak myślałam. Przebywanie w tym domu, w tym 

mieście… czyniło ją niewolnicą wspomnień związanych z tatą, ich 
nieudanym małżeństwem i złamanym sercem. Może w Phoenix dojdzie
do siebie…
 

– Przeprowadziłaś się tutaj, żeby jej pomóc, żeby być bliżej niej i

nas. Ona nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, a teraz, patrząc na to, co 
się dzieje, żałuję, że nie zostałaś w Kalifornii. – Nadąsała się lekko i 
przewróciłam oczami na widok jej dramatyzowania.
 

– Ty nadal tu jesteś. Dzieci są tutaj. Uwielbiam swoją pracę i 

moją szefową. Gdybym chciała wrócić do szkoły i się bronić, mam 
tutaj mnóstwo szkół, w których mogę wybierać i przebierać. Nie żałuję,
że wróciłam do Denver. Lubię swoje życie, Faith.
 

I tak było. Naprawdę lubiłam to, co robię, a teraz, kiedy w tym 

życiu pojawił się Nash, wraz z tymi wszystkimi nowymi i 
podniecającymi sposobami, dzięki którym zmuszał mnie do 
opuszczenia mojej bezpiecznej strefy, zaczynałam patrzeć na wszystko 
inaczej – i cieszyć się tym.
 

– Czy powiedziałabyś to kilka miesięcy temu? Zanim… przed 

nim? – zagadnęła.
 

To było podchwytliwe pytanie. Nigdy nie narzekałam na swój 

background image

los. Robiłam to, co planowałam robić – co od zawsze chciałam robić – 
więc czułam się spełniona. Ale nie do końca pewna, czy jestem 
szczęśliwa.
 

– Nie wiem. – Byłam z nią szczera, najlepiej jak potrafiłam.

 

– Cóż, muszę już lecieć i uratować Justina przed dziećmi. Pracuje

dziś. – W jej głosie znać było zmęczenie i rozdrażnienie.
 

Obeszłam blat i objęłam ją, a ona sztywno odwzajemniła gest.

 

– Nie martw się o mnie ani o mamę. Poradzimy sobie.

 

Uśmiechnęła się do mnie smutno i ruszyła do drzwi.

 

– Chciałabym w to wierzyć. Widziałam, ile w tej rodzinie 

wycierpiały się kobiety z powodu złamanych serc. To się nigdy nie 
kończy dobrze.
 

Miała rację, więc po prostu odprowadziłam ją bez słowa 

wzrokiem, dopóki nie zamknęły się za nią drzwi.
 

Miałam dziś wolne i tak naprawdę nie wiedziałam, co z tym 

zrobić. Ostatnio, kiedy nie pracowałam, spędzałam czas z Nashem. 
Wcześniej, zanim zaczęliśmy się spotykać, spędziłabym cały dzień na 
czytaniu albo po prostu kręceniu się po domu, lub z Faith i 
dzieciakami. Czy to nie brzmiało nudno? Nie miałam w zasadzie 
żadnych przyjaciół, życia towarzyskiego, miejsca, do którego 
mogłabym wrócić. Nikogo, kto by za mną tęsknił. Może Sunny miała 
rację – po prostu zaczynałam się przekonywać wreszcie, co znaczy żyć 
pełnią życia?
 

Ubrałam się i zamiast siedzieć w domu i smęcić, postanowiłam 

wyjść na zakupy i poszukać czegoś fajnego i modnego na dzisiejszy 
wieczór w barze, żebym podczas spotkania z ekipą Nasha czuła się 
pewnie i wygodnie. Nie zamierzałam pozwolić, żeby moja nerwowość i
brak pewności siebie zepsuły coś, co w zamyśle miało być mile 
spędzonym wieczorem – nawet jeśli znajdę się w centrum 
zainteresowania. Jego przyjaciele chcieli mnie poznać, bo ostatnio 
spędzał ze mną mnóstwo czasu. A ja wiedziałam, że w jego przypadku 
kręcenie się wokół tej samej dziewczyny tak długo jest dość niezwykłe.
Miałam tylko nadzieję, że zareagują na nasz związek inaczej niż Faith. 
Nie chciałam, żeby tłumaczyli mu, że stać go na kogoś lepszego, bo w 
głębi duszy chciałam być najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek go 
spotkała.
 

– Nie wkurza cię to? – Byłam trochę wcięta, lekko rozkojarzona i

background image

bardziej gadatliwa niż zwykle. Ktoś postawił kolejkę tequili i, żeby 
uspokoić skołatane nerwy, dziabnęłam nieco więcej, niż zamierzałam 
sobie pozwolić.
 

Shaw była naprawdę słodka i prześliczna. Była piękna jako panna

młoda, ale przy bezpośrednim kontakcie emanowała taką łagodnością i 
słodyczą, że trudno było oprzeć się jej urokowi. Studiowała medycynę i
wkrótce miała się bronić, więc miała do mnie sto tysięcy pytań, jak 
wygląda praca na oddziale ratunkowym. A to oznaczało, że miałam 
szansę porozmawiać na mój ulubiony temat – o pracy. Mogłam się przy
tym w zasadzie obyć bez tequili.
 

Pokręciła głową i uśmiechnęła się do mnie z odrobiną ironii.

 

– Gdybym wściekała się za każdym razem, kiedy jakaś laska 

próbuje go poderwać albo z nim flirtować, czy chociaż robi do niego 
maślane oczy, nie miałabym czasu na nic innego. Cóż, takie już 
dobrodziejstwo inwentarza.
 

Rule i Nash poszli grać w bilard na tyłach baru z mężem innej 

siedzącej z nami laski, rockmanem, a także blondynkiem o szopie 
jasnych włosów z wielką kotwicą wytatuowaną z boku szyi. Ayden 
była chyba najpiękniejszą kobietą, którą miałam okazję poznać 
osobiście. Miała niesamowite oczy i chociaż wydawała mi się odrobinę
onieśmielająca i lekko zdystansowana, mówiła z uroczym akcentem i 
cechowała się tak zaraźliwym poczuciem humoru, że pomimo mojej 
początkowej irytacji i złości na Nasha, że zostawił mnie na pożarcie 
swoim koleżankom, bardzo dobrze mi się z nimi rozmawiało.
 

– Ale one to robią tak ostentacyjnie! – zaprotestowałam 

bełkotliwie. – Miałam na myśli grupkę siks, które zbiły się w ciasne 
stadko dookoła chłopców grających w bilard. Wydały z siebie grupowe 
westchnienie, kiedy Jet, mąż Ayden, pochylił się nad stołem, żeby 
przymierzyć się do strzału. Trzeba było przyznać, że ciasne spodnie nie
pozostawiały zbyt dużego pola dla wyobraźni. Ale tak czy siak, 
gdybym była na miejscu Ayden, zalałaby mnie krew. I tak już mnie 
zresztą zalewała, chociaż nawet nie byłam do końca pewna, jak mam 
traktować Nasha. To znaczy, eee… chyba zaczynałam dochodzić do 
pewnych wniosków, ale nie byłam dość odważna, żeby nazwać pewne 
rzeczy po imieniu.
 

Ayden roześmiała się cicho i zlizała z wierzchu dłoni kryształki 

soli, pozostałe po ostatniej kolejce tequili.

background image

 

– Normalka. Musisz po prostu pamiętać, że nawet jeśli laski 

obmacują ich wzrokiem, to na nich nie robi to specjalnego wrażenia. 
Nie możesz być z kimś, komu w pełni nie ufasz. To się nie sprawdza.
 

Zważywszy na fakt, że Jet był nie tylko cholernie przystojny, ale 

też często wyjeżdżał w trasę ze swoim zespołem, przypuszczałam, że 
musi mu naprawdę, stuprocentowo ufać.
 

Skrzywiłam się i wypaliłam z napędzaną tequilą szczerością:

 

– Ale pamiętam ich ze szkoły! Chcieli przelecieć wszystko, co 

nie uciekło na drzewo. Skąd możecie wiedzieć, że teraz się zmienili? – 
Jak tylko to wyartykułowałam, zamrugałam, osłupiała, bo natychmiast 
dotarło do mnie, że po trzeźwemu nigdy nie powiedziałabym czegoś 
tak nieodpowiedniego. Poczułam, że policzki mi płoną, ale Shaw 
wyciągnęła rękę i położyła mi dłoń na ramieniu. Miałam ochotę 
wpełznąć pod stolik i już nigdy spod niego nie wyjść.
 

– Byłam kilka klas niżej od ciebie, Santa, więc sama doskonale o 

tym wiem. Wiem, jaki był Rule. Pamiętam doskonale, jaki kawał 
skurwysyna był z każdego z nich, ale… wierz mi, ludzie się zmieniają. 
Z czasem dorastają. Przytrafiają się nam różne rzeczy, dobre i złe, ale w
gruncie rzeczy chodzi o tego, kogo kochasz. O człowieka w tym kimś, 
bez którego nie możesz żyć, a nie sumę tego, co zrobił czy czego nie 
zrobił, kiedy był młodszy i próbował znaleźć swoje miejsce we 
wszechświecie.
 

Ayden sięgnęła po swoje piwo i pokiwała poważnie głową.

 

– Zmarnowałam wiele, naprawdę wiele lat, starając się 

zapomnieć o paskudnych wydarzeniach z przeszłości. Myślałam, że 
zamieniły mnie w złego człowieka. Osoba, którą teraz jestem, nie 
przypomina dawnej mnie, ale nie byłabym taka jak teraz, gdyby nie 
tamte doświadczenia.
 

Przygryzłam dolną wargę – smakowała cierpko od limonki i 

alkoholu. Z piersi wydarło mi się głębokie westchnienie i powiodłam 
wzrokiem od jednej laski do drugiej. Były wspaniałymi młodymi 
kobietami. Na tyle silnymi, żeby nie przejmować się tym, że ich 
mężczyźni przyciągają uwagę innych kobiet, i dość miłymi, żeby 
przyjąć mnie do swojego grona, nie oceniając mnie – bo chciały, żeby 
Nash był szczęśliwy. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek uda mi się 
pogodzić z przeszłością w takim stopniu, z jaką pogodzone wydawały 
mi się one.

background image

 

Postawiłam łokieć na stole i wsparłam podbródek na dłoni.

 

– Byłam wtedy gruba.

 

Spojrzały na siebie i zamrugały z niedowierzaniem.

 

– No i…? – spytała mnie, zaciągając uroczo, Ayden.

 

– Zrobiłam się przez to nieśmiała i zamknięta w sobie. I nigdy 

jakoś z tego nie wyrosłam. W szkole wiele przeszłam. Ludzie się nade 
mną znęcali. To bolało. Nawet jeśli nie jestem już tamtą małą 
tłuściochą zewnętrznie, to wciąż jestem nią w środku… I przez to 
zachowuję się jak kretynka.
 

Shaw odrzuciła długie włosy za ramię i posłała mi pytające 

spojrzenie.
 

– A co to ma wspólnego z Nashem?

 

Machnęłam chwiejnie ręką w nieokreślonym kierunku.

 

– Ufasz Rule’owi. Ayden ufa Jetowi… ale ja… Dlaczego 

miałabym ufać komuś, do kogo laski lecą jak muchy do miodu? Faceci 
lubią ładne laski, których nie trzeba urabiać. – Wypowiedziałam to 
takim tonem, jakbym rzeczywiście miała w tej sprawie coś do 
powiedzenia.
 

Dziewczyny spojrzały po sobie jeszcze raz, a potem Shaw 

powiedziała prosto z mostu.
 

– Nash taki nie jest. Po pierwsze, jest ostatnią osobą na świecie, 

którą posądziłabym o bycie krytycznym, a po drugie, nigdy, przenigdy 
nie spędził z żadną dziewczyną tyle czasu, co z tobą.
 

Ayden parsknęła i poklepała mnie po kolanie.

 

– Przykro mi ci to mówić, słonko, ale ci chłopcy mają do 

wyboru, do koloru laseczek, które chciałyby z nimi spędzać czas: 
chudych, pulchnych, blondynek, brunetek… każdych, o jakich tylko 
można zamarzyć. Do czego zmierzam? Mam wrażenie, że umknęło ci, 
że nasz przystojniak postanowił spędzać wolny czas z tobą. To ciebie 
wybrał i jak dotąd nie zmienił zdania. – Odsunęła z czoła ciemne 
kosmyki i spojrzała na mnie, podnosząc brew. – A wierz mi, że te 
wydry stają na głowie, żeby tylko zwrócić na siebie jego uwagę.
 

Słuchałam jej słów, ale jednocześnie byłam świadkiem, jak jedna 

z laseczek odłącza się od grupy i podchodzi tanecznym krokiem do 
stołu. Nash opierał właśnie się na kiju bilardowym i chociaż 
dziewczyna kierowała się wprost na niego, patrzył tylko na mnie. 
Przyglądał mi się, nie spuszczając ze mnie wzroku, i mogłam tylko 

background image

odwzajemnić to spojrzenie. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że można 
kochać kogoś i ufać komuś tak bezgranicznie, że obiekt tych uczuć po 
prostu wiedział, że jest jedyną osobą w życiu ukochanej lub 
ukochanego – jedyną, o której ten ktoś myśli, i jedyną, której on 
pragnie. To było dla mnie jak… czysta abstrakcja. Coś takiego nie 
miało prawa się wydarzyć w prawdziwym życiu… czyż nie?
 

– Nie wiem, czy powinnam się z tego powodu czuć lepiej, czy 

gorzej.
 

Obie zaczęły mówić jedna przez drugą, starając się mnie 

zapewnić, że Nash jest lojalny, że to wspaniały facet, że był w grupie 
swoich kolegów tym miłym i że zazwyczaj stanowił głos rozsądku, bo 
Rule był w gorącej wodzie kąpany, a Jet miał tendencje do humorów i 
dąsów. Słuchałam ich jednym uchem, przyglądając się kątem oka, jak 
dziewczyna podchodzi do Nasha, opiera mu dłoń na piersi i uśmiecha 
się do niego nieśmiało. Nie wiedziałam, co mnie bardziej przeraża – to,
że laska otwarcie z nim flirtuje, czy to, że tak się tym przejmuję. 
Przyglądając się całej tej scenie, czułam się niezręcznie.
 

Nash pokręcił wytatuowaną głową, cofnął się o krok i oddał swój

kij Rowdy’emu, a potem zaczął się przeciskać przez tłumek siks. Przez 
cały ten czas nie spuszczał ze mnie wzroku. Chyba widział, że jestem 
podenerwowana – i to nie z powodu rozmowy z dziewczynami, tylko 
uwagi, jaką na siebie zwracał. Nie był mój. Nie mogłam rościć sobie do
niego żadnych praw, więc nie powinnam się tym przejmować… A 
jednak tak było.
 

Kiedy dotarł do naszego stolika, położył mi dłonie na ramionach 

i poczułam, jak całuje mnie w czubek głowy. To było to. Jeden z tych 
prostych gestów, które rozluźniały węzły krępujących mnie, 
nawarstwiających się problemów.
 

– Wszystko w porządku? – zapytał czule.

 

Shaw i Ayden pokiwały głową, a ja westchnęłam i obróciłam się 

na krześle, tak że byliśmy teraz zwróceni twarzami do siebie. Nash 
wsparł ręce na podłokietnikach krzesła, tak że zablokował mi drogę 
odwrotu, i zmusił mnie do spojrzenia mu w oczy.
 

– Serio, w porządku? Możemy stąd zaraz iść, jeśli tylko 

zechcesz.
 

Dosłownie zaparło mi dech w piersi. To byłby już drugi raz, 

kiedy zostawiłby swoich przyjaciół tylko dlatego, że nie potrafiłam się 

background image

wziąć w garść. Otworzyłam usta, żeby coś mu odpowiedzieć. Żeby 
zapewnić go, że jest OK. Jego przyjaciele okazali się naprawdę 
wspaniali, a ja byłam dość wcięta, żeby udało mi się przetrwać kolejną 
godzinę czy coś koło tego, ale nie dane mi było dojść do słowa, bo 
nagle przy stoliku wyrósł jak spod ziemi Rule. Jego jasnoniebieskie 
oczy były wielkie jak spodki.
 

– Rome właśnie dzwonił. Cora rodzi.

 

Nagle wszyscy zerwali się na równe nogi. Jet i Ayden, Rule i 

Shaw – wszyscy wybiegli z baru, nie zawracając sobie nawet głowy 
płaceniem rachunku. Spojrzałam, zaskoczona, na Nasha, który strzelił 
palcami na zabójczo przystojnego barmana.
 

– Dlaczego wszyscy nagle uciekli?

 

Obok zmaterializował się Rowdy i wyciągnął z przypiętego do 

kieszeni łańcuchem portfela plik rachunków, które podał barmanowi.
 

Nash podał mi dłoń i pomógł wstać. Chwiałam się trochę na 

nogach, więc otoczyłam go w pasie ramieniem.
 

– Cora rodzi za wcześnie. Miała termin bliżej końca miesiąca. 

Rany, wścieknie się, że nie ma przy niej jej ojca…
 

Wyciągnął telefon i zaczął pisać SMS.

 

– Który to tydzień? – Z łatwością wcieliłam się w lekarkę. Rola 

zazdrosnej, lekko dziabniętej nie-do-końca-dziewczyny niezbyt mi 
pasowała.
 

Nash spojrzał na mnie, jakbym nagle zaczęła mówić w obcym 

języku.
 

– Sądzę, że nic jej nie będzie – dodałam. – Po prostu jest drobnej 

postury, a dziecko prawdopodobnie jest całkiem spore, zważywszy na 
gabaryty tatusia. Jeżeli wasza przyjaciółka jest w przynajmniej 
trzydziestym siódmym miesiącu ciąży, ona i dziecko powinny mieć się 
dobrze.
 

Wyprowadził mnie w pośpiechu z baru, a gdy zatrzymałam się 

przy jetcie, nie chargerze, przemówił mi do rozsądku:
 

– Piłaś shoty z Ayden, więc wiem, że wypiłaś więcej niż 

zazwyczaj. Nie chcę, żebyś prowadziła, więc zawiozę cię do domu, a 
po twój wóz wrócimy jutro.
 

Wsunął w zamek kluczyki i spojrzałam na niego z mieszanką 

uznania i strachu. Naprawdę chciałam, żeby z taką łatwością 
przychodziło mi lubienie go… Cóż, w zasadzie coś więcej niż lubienie.

background image

 

– Wiem, że martwisz się o przyjaciół. Zadzwonię po taksówkę… 

– Oczy pociemniały mu lekko od kłębiących się w nim uczuć. Było 
widać na pierwszy rzut oka, że jest wzburzony.
 

– Santa… – Bąknął zachrypniętym, nabrzmiałym napięciem 

głosem i przesunął kciukiem po moim podbródku, przyprawiając mnie 
o dreszcz. – Tak samo martwię się o ciebie. Nie wiem, jak – ani kiedy –
to się stało, ale to fakt. Zawiozę cię do domu, a potem pojadę do 
szpitala.
 

Przełknęłam ślinę i pokiwałam w milczeniu głową. Nash pomógł 

mi wsiąść do samochodu i ruszyliśmy w noc, przed siebie. Czułam, że 
jest spięty. I chociaż mogłam mu sprzedać kilka głodnych kawałków na
temat tego, że z medycznego punktu widzenia wszystko powinno być 
w porządku, wiedziałam, że nie poczuje się przez to wcale lepiej. Tracił
już jedną osobę, którą kochał. Byłam pewna, że sama myśl o tym, że 
mógłby stracić kolejną, była dla niego nieopisaną udręką. Wyciągnęłam
drżącą dłoń i odnalazłam w mroku jego ściskającą kurczowo drążek 
zmiany biegów rękę. Czułam, jak jego napięte mięśnie drżą.
 

– Nash… – Gdy na mnie spojrzał, zobaczyłam, że usta 

wykrzywia mu grymas. – Czy… chcesz, żebym pojechała z tobą do 
szpitala?
 

Oni wszyscy byli dla niego jak rodzina. Darzyli się 

bezwarunkową miłością i polegali na sobie nawzajem. A ja – ja byłam 
kimś z zewnątrz. Szpital był tak naprawdę moim drugim domem i 
czułam się tam bardziej na miejscu niż gdziekolwiek indziej… niż w 
tym samochodzie, starając się pocieszyć pogrążonego w rozpaczy 
człowieka. Wiedziałam, co powinnam zrobić. Widziałam, jak jego oczy
zmieniają z powrotem barwę na jaśniejszą, a ramię, którego dotykam, 
nieco się rozluźnia.
 

– Tak. Chciałbym.

 

– W porządku. W takim razie jedźmy.

 

Koła potężnego wozu zapiszczały i wcisnęło mnie w fotel, kiedy 

na środku ulicy Nash zawrócił i skierował samochód w stronę szpitala. 
To otrzeźwiło mnie znacznie skuteczniej, niż powrót do domu i 
przespanie się we własnym łóżku.
 

Nash zaparkował, a gdy wysiadł, musiałam dosłownie biec, żeby 

dotrzymać mu kroku, kiedy popędził do wejścia. Całe szczęście, że 
byłam wysoka – inaczej musiałby mnie dosłownie za sobą wlec. 

background image

Trzymał mnie mocno za rękę i czułam, że dłoń ma wilgotną ze 
zdenerwowania. Kierował się na ostry dyżur, więc musiałam użyć całej
siły, żeby zmusić go do zatrzymania się.
 

– Porodówka jest tam. Pewnie właśnie tam ją zawieźli.

 

Mruknął coś pod nosem i niechętnie pozwolił, żebym prowadziła.

Widziałam pytające spojrzenia, rzucane mi przez personel, podczas gdy
pędziłam przez korytarze, ciągnąc za sobą Nasha. Ktoś taki jak on 
zwracał na siebie uwagę. A zważywszy, że wszyscy wciąż plotkowali o 
mojej zakończonej fiaskiem randce z doktorem Bennetem, to nie 
wróżyło mi zbyt dobrze. Wiedziałam, że personel zyska kolejny temat 
do plotek.
 

Wszyscy z paczki Nasha – poza Rule’em – zgromadzili się w 

poczekalni. Nash skinął głową przechadzającym się nerwowo w tę i we
w tę facetom, a potem podszedł do dziewczyn.
 

– I jak? – zapytał.

 

Shaw, wyraźnie zdenerwowana, nawijała pasma jasnych włosów 

na szczupłe palce. Jej zielone oczy były wielkie jak spodki.
 

– Wcześniak, ale nie jest źle. Trzydziesty szósty tydzień. Rome 

wariuje i dosłownie łazi po ścianach. Chyba przesadza, więc Rule i ich 
matka próbują go trochę uspokoić. Lekarz się go przestraszył…
 

Nash prychnął, a ja wyobraziłam sobie scenę rozgrywającą się 

między Rome’em i lekarzem. Wystarczyło sobie przypomnieć, jak 
wygląda przyszły ojciec i eksżołnierz.
 

– Czy ktoś dzwonił do Joego? – Nash zerknął na mnie i wyjaśnił:

– To ojciec Cory.
 

Shaw kiwnęła głową.

 

– Rome to zrobił po drodze. Może powinieneś dryndnąć do 

Phila…?
 

Nash zamarł na krótką chwilę i oczy z powrotem mu 

pociemniały. Wiedziałam, że jego tata był dla reszty ludzi z jego paczki
jak drugi ojciec. Salon tatuażu, który założył, był dla nich drugim 
domem. Sama świadomość, że na świecie pojawia się nowa istota, 
podczas gdy on powoli z niego odchodzi, musiała być gorzka i bolesna.
Gdy Nash spojrzał mi w oczy, ścisnęłam mocno jego dłoń.
 

– Porozmawiam z personelem i zobaczę, czy uda mi się od nich 

wyciągnąć jakieś szczegóły – obiecałam. – Dobra?
 

Nash przełknął głośno ślinę i wykrzywił usta w podkówkę.

background image

 

– Idę zadzwonić.

 

Wyglądał tak żałośnie, wydawał się taki rozdarty, że serce 

ścisnęło mi się bez porównania mocniej niż na widok tamtej laski, 
która próbowała go poderwać. Podniosłam dłoń i pogładziłam go po 
policzku. Ściągnięte rysy sprawiły, że obudził się we mnie instynkt 
pielęgniarki. Pragnęłam mu pomóc, ulżyć w cierpieniu… a także coś 
więcej. To nie wróżyło dobrze. Chciałam mieć więcej prywatności, 
przestrzeni, która dałaby mi gwarancję, że nie zostanę znów zraniona. 
Moja reakcja była oznaką tego, że padł kolejny bastion broniący 
mojego bezpieczeństwa.
 

Odeszłam spiesznie, żeby wypytać personel o wieści na temat 

Cory i dziecka. Wykorzystałam swoją pozycję, żeby uzyskać więcej 
informacji, niż udzielono by ich bandzie domniemanych nieznajomych,
zgromadzonych w poczekalni. Kiedy wróciłam, wszyscy się 
denerwowali, byli śmiertelnie poważni. Dzieci rzadko gorliwie prosiły 
się na ten świat, więc ta noc miała być dla nich długa.
 

– Świetnie sobie radzi – poinformowałam ich. – Potrwa, zanim 

zacznie się prawdziwy poród. Dziecko jest zdrowe i silne, więc 
wszystko wskazuje na to, że wszystko się dobrze skończy. Musimy 
czekać. I trochę się uspokoić. Mała sama wie, kiedy przyjdzie na nią 
czas, i wątpię, żeby ktokolwiek mógł wpłynąć w jakiś sposób na jej 
decyzję.
 

– Brzmi całkiem, jakby to powiedział jej wujaszek. Widać, że 

młoda to nieodrodna Archerówna. – Żartobliwy komentarz Shaw 
sprawił, że napięcie zelżało, a pełne wdzięczności spojrzenia i pełne 
ulgi uśmiechy tylko to potwierdziły. Prawie się zachłysnęłam, kiedy 
Nash objął mnie bez zapowiedzi i przytulił tak mocno, że ledwie 
mogłam złapać oddech. Przycisnął usta do mojej skroni. Czułam, jak 
pierś podnosi mu się i opada w pełnym ulgi westchnieniu.
 

– Tak bardzo się cieszę, że tu jesteś! – wymruczał w moje ucho. –

Rzygam już szpitalem, ale dzięki tobie potrafię to jakoś znieść.
 

Nie wiedziałam za bardzo, co mu na to odpowiedzieć, więc tylko 

wtuliłam się w niego i pozwoliłam, żeby przyciągnął mnie do siebie 
jeszcze bliżej. Wiedziałam, że muszę jak najszybciej dowiedzieć się, na
jak wiele mogę sobie z nim pozwolić. Świadomość, że pragnie mnie 
mieć przy sobie – i to nie tylko dlatego, że wiedziałam, jak poruszać się
na terenie szpitala, ale że chce, abym była przy nim, zwyczajnie mu 

background image

towarzyszyła – była czymś, co dodawało mi skrzydeł.
 

Nie chciałam, żeby mnie zranił. Ale do tej pory nigdy, przenigdy 

nie przyszło mi do głowy, że gdybym opacznie go zrozumiała, 
skończyłoby się tak, że to ja bym go zraniła. I świadomość tego faktu 
wcale mi się nie podobała.
 

background image

 NASH:

 

Cora urodziła. Nie mogę uwierzyć, że taka z niej drobina!

 

Pokiwałem głową i podałem Philowi szklankę z wodą. Wyglądał 

naprawdę paskudnie. Przykro było go oglądać w takim stanie – chorego
i umęczonego; sypialnia w jego mieszkaniu została praktycznie 
przekształcona w szpitalną salę. W miarę upływu czasu coraz więcej 
tracił na wadze, stawał się coraz bledszy, a każdy jego rzężący i 
charczący oddech brzmiał coraz gorzej. Pochyliłem głowę i wbiłem 
wzrok w dywan między moimi vansami. Nie chciałem, żeby widział, 
jak ciężko znoszę wizyty u niego.
 

– Gdy Rome ją przytula, wygląda jak szmaciana lala. Czasami 

mam wrażenie, że zdołałby ją podnieść w tej swojej niedźwiedziej 
łapie! Jest taka drobna i krucha, a owija sobie wszystkich facetów bez 
trudu dookoła palca. I nawet tego nie zauważa. – To był żart, ale jakże 
prawdziwy!
 

Remy Josephine Archer była małą, jasnowłosą idealną miniaturką

swojej wyszczekanej mamy. Chociaż jej oczy miały nadal ciemny, 
niebieski kolor – jak u wszystkich niemowlaków – nietrudno było 
dostrzec w nich błysk firmowego błękitu oczu Archerów. Pewne, że 
gdy podrośnie, będzie miała oczy Rule’a i Remy’ego. Wszyscy będą z 
niej dumni. Ojciec Cory był już tak zakochany w swojej wnuczce, że 
zaczynał przebąkiwać o przeprowadzce z Brooklynu do Denver. Mała 
R.J. była pierwszym dzieckiem w naszej paczce, naszej barwnej 
rodzinie, i na sto procent będzie cholernie rozpieszczana i traktowana 
maksymalnie nadopiekuńczo. Zasługiwała na to.
 

– Jak sobie radzicie w salonie bez Cory? – Phil zaczął kasłać i 

spojrzałem na niego spod ściągniętych z troską brwi. Brzmiało to tak 
okropnie, że serce ścisnęło mi się z bólu i miałem wrażenie, że na 
moment się zatrzymało.
 

– Mogłoby być lepiej. Przyjmuję teraz mniej klientów. Cora 

ogarniała tak wiele rzeczy! Przez pół dnia załatwiam nowych, zajmuję 
się całym tym netowym gównem i płaceniem rachunków. To kijowa 
robota. Zaczęliśmy prace renowacyjne w nowym salonie, więc kiedy 
nie załatwiam spraw w Marked, jestem zajęty robotą w mieście. Rule i 
Rowdy znaleźli kilku dobrych artystów, którzy są skłonni podjąć się 
roboty u nas i podłubać trochę w nowym salonie, ale musimy znaleźć 

background image

kogoś na recepcję, do ogarniania roboty papierkowej. – Pokręciłem 
głową.
 

Phil znowu zakasłał, tak gwałtownie, że aż cały się zatrząsł.

 

– Nie znajdziesz drugiej Cory. Jest jedyna w swoim rodzaju, a 

kiedy będzie gotowa, wróci. Chciałbym, żebyś zadzwonił do tej 
dziewczyny, którą spotkałem ostatnio w Vegas. Byłem tam na 
konwencie. Przyjechała jako jedna z pin-upowych modelek, z którą 
kolesie robili sobie zdjęcia.
 

Parsknąłem krótkim śmiechem.

 

– Potrzebuję kogoś do prowadzenia interesu, nie modelki.

 

– Potrzebujesz kogoś, kto zdoła okiełznać ten cały bajzel i złą 

atmosferę, którą rozsiewacie, a na dodatek, kto będzie pasował do 
salonu. Kogoś, kto ma do tego serce i nie da sobie w kaszę dmuchać. A 
ona jest rozgarnięta. I piękna. Ale nie wziąłem namiarów tylko dlatego,
że miała ładną kieckę. Zadzwoń do niej, a jeśli okaże się 
zainteresowana robotą, umów ją na rozmowę.
 

Chciałem go uszczęśliwić, więc się zgodziłem:

 

– Skoro tak mówisz…

 

– Mówię. Może i jestem chory, ale nadal wiem, co napędza mój 

interes. Sądzę, że nadaje się do tej roboty i będzie wam skłonna pomóc 
bardziej niż ktokolwiek, na kogo byście teraz mogli liczyć.
 

– Dlaczego tak myślisz?

 

– Bo wszystkich nas łączy przeszłość, Nash. Żaden z nas nie 

byłby w tym miejscu, gdzie teraz jest, bez rzeczy, które kiedyś nam się 
przydarzyły. Nazywa się Salem Cruz. Powiedz jej, że to ja dałem ci 
namiary… I wspomnij może, że powinna zajrzeć na stronę salonu, żeby
przejrzeć prace naszych tatuażystów.
 

Jego słowa brzmiały enigmatycznie i dziwnie tajemniczo, ale z 

drugiej strony to był właśnie cały Phil, więc nie drążyłem tematu. A 
zresztą mój ojciec zaraz go zmienił:
 

– A tak przy okazji, jak się miewa śliczna pielęgniareczka?

 

Cóż, to było dobre pytanie. Nie miałem bladego pojęcia, co 

ostatnio u niej słychać. Odkąd spędziła z nami noc w szpitalu, czekając,
aż Cora urodzi, miałem wrażenie, że mnie unika. Nadal się 
widywaliśmy, nadal sypialiśmy ze sobą – tak często, jak się dało, i tak 
często, jak pozwalały na to nasze napięte grafiki – ale od jakiegoś czasu
Santa zachowywała się dziwnie. Zbudowała jakiś osobliwy dystans, 

background image

całkiem jakby wzniosła ochronny mur. I chociaż nie chciałem się przed
sobą do tego przyznać, bo byłem ostatnio zarobiony po pachy, miałem 
wrażenie, że się od siebie oddalamy.
 

Chciałem ją o to zapytać. Pragnąłem, żeby potwierdziła, że nadal 

ze sobą jesteśmy, że nasz związek przeradza się w coś poważnego i po 
prawie trzech miesiącach, które spędziliśmy ze sobą, powinna być 
przekonana, że chcę być tylko z nią i z nikim innym… Jednak zamiast 
się do siebie zbliżyć, wyglądało na to, że dzieli nas coraz większy 
dystans. Nie pozwoliła mi nawet uczcić w żaden specjalny sposób 
walentynek. To była dziwna, trudna sytuacja. Nie miałem problemu z 
zaciągnięciem jej do łóżka, przekonaniem, za jak cudowną i atrakcyjną 
dziewczynę ją uważam. Ale poza łóżkiem miałem wrażenie, że jeśli 
spróbuję ją przycisnąć, nakłonić do nazwania rzeczy po imieniu i 
przyznania, że obchodzę ją bardziej niż gość na jedną noc, zostawi 
mnie na lodzie.
 

Domyślałem się, że stara się po prostu być ostrożna i nie jest do 

końca pewna, czy może mi stuprocentowo zaufać – w ogóle zaufać 
jakiemukolwiek facetowi. I tak naprawdę nie mogłem mieć do niej o to 
pretensji. Opowiadała mi o swoim ojcu i jego dziewczynie, a także o 
jakimś kolesiu, z którym spotykała się na studiach. Obaj bardzo ją 
zawiedli. Chciałem z całych sił przekonać ją, że nie może mierzyć 
wszystkich tą samą miarką. Robiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby 
się do niej zbliżyć, i nie było opcji, żebym to wszystko spieprzył, 
przesypiając się z pierwszą lepszą, która się nawinie, ale miałem 
wrażenie, że Santa nie potrafi mi zaufać.
 

Nie mogła się pogodzić ze wspomnieniami ze studiów, ale kiedy 

mówiła o swoim ojcu, o tym, że jej rodzina była tak sobie bliska, o 
tym, jak jej matka prawie postradała zmysły po tym, jak ojciec ją 
zdradził… Słyszałem w jej głosie ból, który był nie do zniesienia. Jego 
niewierność nie tylko złamała serce matce, ale pozostawiła też głębokie
blizny w sercach wszystkich kobiet w rodzinie Fordów. Santa mówiła 
co prawda dużo o tym, jak to stara się pogodzić z wyborami, których 
dokonał, o nadstawieniu drugiego policzka, byle tylko nie tracić z nim 
kontaktu, i o nieżywieniu do niego urazy, ale z każdego jej słowa 
wyzierał żal i ból, które trudno było przeoczyć. Rozumiałem ją, bo 
nawet jako osoba bezpośrednio niezaangażowana w to, co spotkało jej 
rodzinę, byłem przekonany, że jej ojciec zachował się jak ostatni 

background image

gnojek, wystawiając swoją rodzinę do wiatru. Nie wiedziałem tylko, 
czy Santa kiedykolwiek się z tym wszystkim pogodzi i zda sobie 
sprawę z tego, że nie powinna mnie porównywać do ojca… A jeśli nie 
zechce przyjąć do siebie tego, że ludzie potrafią zawodzić – i to nawet 
ci, z którymi wiążemy naszą przyszłość? Rozumiałem żal i urazę, jakie 
do niego żywiła, jednak wiedziałem też, że jeśli sama sobie z tym nie 
poradzi, nasz związek może utknąć w martwym punkcie.
 

Ojciec ją rozczarował i utwierdził w przekonaniu, że nie powinna

ufać facetom – przekonaniu, którego nabrała wcześniej z mojego 
powodu. Nie miałem pojęcia, jak skłonić ją do tego, żeby zauważyła, 
że robię wszystko, co w mojej mocy, żeby znowu jej nie zawieść. Nie 
byłem jej ojcem i nigdy by mi przez myśl nie przeszło, że mógłbym 
zamienić kochającą rodzinę na łatwy, szybki łup.
 

– Jest… trudna.

 

Phil roześmiał się – naprawdę, szczerze – co sprawiło, że i ja się 

uśmiechnąłem i wbiłem wzrok w podłogę. Poczułem, jak kładzie mi 
dłoń na głowie i mierzwi mi czule włosy. Przymknąłem oczy i 
wstrząsnął mną nagły dreszcz.
 

– To właśnie chyba obecnie motto twojego życia, Nash. 

Trudności. Przeszkody. Jesteś silnym facetem, dobrym człowiekiem… 
poradzisz sobie ze wszystkimi kłodami, które życie rzuci ci pod nogi, 
nieważne, jak trudnymi do ominięcia czy przeskoczenia. Chciałbym, 
żebyś wiedział, że ten człowiek… ta osoba, którą jesteś… to ktoś, z 
kogo możesz być dumny. Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mi się w życiu 
przytrafiła. Nie zapominaj o tym. I nigdy w to nie wątp.
 

Jasna cholera! Miałem ochotę się rozwrzeszczeć, tu i teraz! 

Zwinąłem dłonie w pięści, byle tylko stłumić kłębiące się we mnie 
emocje.
 

– Od zawsze chciałem usłyszeć to od matki… A teraz… kiedy 

słyszę to od ciebie – osoby, bez której nigdy nie stałbym się tym, kim 
jestem – to dla mnie milion razy cenniejsze. Dzięki, Phil.
 

Wciąż miałem problem ze zwracaniem się do niego per „tato”. 

Poklepał mnie po krótko ostrzyżonych włosach.
 

– Powinienem… powinienem był być odważniejszy. Nie 

powinienem był tak bardzo bać się, że mnie znienawidzisz dlatego, że 
ci o wszystkim nie powiedziałem. Chciałem, żeby twoja matka wzięła 
na siebie odpowiedzialność za to, co zrobiła. Ale kiedy trafiłeś pod 

background image

moją opiekę… powinienem był ci wyznać prawdę.
 

– Żałuję, że nie dowiedziałem się o wszystkim wcześniej. – 

Westchnąłem. – Żałuję, że nie mogłem docenić tego, że chociaż jeden 
rodzic jest ze mnie dumny. Potrafię pogodzić się z tym, że mama 
dokonała takich, a nie innych wyborów. W końcu zdecydowała się 
mnie urodzić. Ale… nigdy nie była dla mnie prawdziwą matką.
 

– Byłem z ciebie dumny na długo przed tym, zanim dowiedziałeś

się, że jesteś moim synem, Nash. Twoja matka… to skomplikowana 
osoba. Od zawsze miała jasny obraz tego, jak powinno wyglądać jej 
życie. I ani ty, ani ja nie pasowaliśmy do tej wizji. – Zabrał dłoń i w 
końcu podniosłem wzrok, żeby spojrzeć mu w oczy. Nadal jeszcze 
próbowałem to wszystko przetrawić – targające mną uczucia, stracony 
czas… Widziałem w jego oczach, że on także próbuje opanować 
wzruszenie.
 

– Powinna była po prostu pozwolić ci zabrać mnie ze sobą… To 

oszczędziłoby wszystkim niepotrzebnego cierpienia.
 

– Nie możemy cofnąć czasu, synu. Możemy tylko żyć dalej, 

mądrzejsi o nowe doświadczenia i bardziej ostrożni. – Przerwał, 
zanosząc się kolejnym paskudnym atakiem kaszlu, tak silnym, że 
musiałem mu podać tlen i pokaźną dawkę środków przeciwbólowych. 
Dotarło do mnie, że wizyta dobiega nieuchronnego końca.
 

Otuliłem go kołdrą i starałem się z całej siły odpędzić od siebie 

myśl, że za każdym razem, gdy go widzę, mam wrażenie, że to może 
być nasze ostatnie spotkanie.
 

– Zadzwoń do Salem – poprosił na odchodnym. – Jest dokładnie 

tą osobą, jakiej wam potrzeba… I sądzę, że szybko się o tym 
przekonacie.
 

– Dlaczego mam wrażenie, że opowiadając mi o niej, coś 

kręcisz?
 

Uśmiechnął się słabo i zamknął oczy.

 

– Znasz mnie. Lubię pomagać osobom, na których mi zależy: ty, 

Rule, Jet, Rowdy, Cora… Stworzyłem sobie rodzinę z zagubionych 
duszyczek. Mam nadzieję, że w miarę upływu czasu będziecie 
kontynuowali tę tradycję. Nauczyłem cię wszystkiego, co potrzebne, 
aby żyć dobrym życiem, synu.
 

I tak właśnie było. Phil przekazał mi mnóstwo wiedzy, która 

przydała mi się w dorosłym życiu. To on nauczył mnie wszystkiego, co 

background image

teraz umiałem. Wróciłem do swojego chargera, wsiadłem za kierownicę
i włączyłem na maksa radio. Z głośników ryknęły dźwięki kawałka 
Flatfoot 56 i pomyślałem przelotnie, że chyba tracę zmysły. Nie 
mogłem się pogodzić z bólem, który ściskał mi serce na myśl o tym, że 
Phil niknie w oczach. Odchodził bezpowrotnie, kiedy przy nim 
czuwałem. Wysłałem wiadomość do Santy – bo tak naprawdę nie było 
nic innego, co mogłoby mi w tym momencie poprawić humor.
 

Jasne, mogłem iść się nabzdryngolić z Asą w barze. Mogłem 

zadzwonić do Rome’a i pójść wyciskać z siebie siódme poty na 
siłowni… Wiedziałem, że wystarczy jedno słowo, żeby Rule rzucił 
wszystko i zjawił się, żeby wysłuchać moich skarg, a Rowdy porzucił 
laskę, którą akurat obracał i przybył mi na ratunek, a Jet… cóż, Jet i tak
przeważnie był w trasie, ale wiedziałem, że w razie czego mogę mu 
postękać przez telefon. Miałem przyjaciół – ludzi, którzy mnie kochali 
i cierpieli z powodu straty dobrego człowieka tak samo jak ja – a 
jednak tylko ona, tylko Santa była zdolna uśmierzyć ból i palące 
poczucie żalu, które trawiło mnie po tej wizycie.
 

Ja: „Mam ochotę na pizzę. Wpadniesz do mnie po pracy?”

 

Santa: „Jestem zajęta do późna”.

 

Ja: „W porządku. Może zostaniesz u mnie tym razem na noc?”

 

Wiedziałem, że to była żałosna, szczeniacka zagrywka, w 

pewnym sensie emocjonalny szantaż, ale czułem się jak gówno, więc w
kolejnej wiadomości spróbowałem się wytłumaczyć:
 

Ja: „Byłem u Phila. Kiepsko z nim. Mam wrażenie, że ledwo 

zipie. Chciałbym się z Tobą zobaczyć… i chciałbym, żebyś została 
przy mnie na noc”.
 

Długą chwilę czekałem na odpowiedź, aż wreszcie odpaliłem 

silnik i ruszyłem w stronę domu. Wnętrzności skręcały mi się w ciasny 
węzeł i czułem podchodzącą do gardła żółć. Miałem ochotę w coś 
rąbnąć pięścią… zniszczyć coś… zanim pozwolę, żeby to wszystko 
mnie przytłoczyło.
 

Zawijałem właśnie przed Victorian, kiedy w końcu nadeszła 

wiadomość zwrotna. Byłem cały spięty. Nigdy wcześniej z taką 
niecierpliwością nie wyczekiwałem na SMS od laski – a już na pewno 
nie od laski, której w zasadzie nie znałem, a na której zależało mi tak 
bardzo, jak… cóż, miałem nadzieję, że jej na mnie. Taka była prawda: 
zależało mi na niej jak cholera i z trudem przyznawałem się sam przed 

background image

sobą do tego, że z całej siły chcę, żeby jej tak samo zależało na mnie.
 

Santa: „Sorry, właśnie mam na tapecie gościa postrzelonego 

tuckerem. Przyjadę do ciebie, jeśli nie masz nic przeciwko temu, że 
trochę się spóźnię. Zjedz beze mnie”.
 

Ja: „A zostaniesz?”

 

Musiałem, musiałem ją o to zapytać. Czułem się zbyt skołowany 

i rozżalony. Ból był zbyt dotkliwy, zbyt świeży i nie potrafiłem w 
żaden sposób się pohamować.
 

Santa: „Czy możemy obgadać to później? Mam jeszcze dwóch 

pacjentów”.
 

Ja: „Wracaj do pracy – do zobaczenia”.

 

Westchnąłem żałośnie; czułem się smutny i opuszczony, kiedy 

przeczytałem kolejny SMS od niej:
 

Santa: „Przykro mi z powodu Phila. To nie w porządku… i 

przykro mi, że tak cierpisz…”
 

To właśnie było sedno tego wszystkiego – nieważne, jak bardzo 

była wycofana, zawsze istniała między nami jakaś więź, która 
sprawiała, że jakimś cudem wierzyłem w to, że w końcu mury runą i 
ona da się przekonać, że możemy zbudować razem coś wspaniałego i 
niepowtarzalnego.
 

Wysiadłem z samochodu i zadzwoniłem do pizzerii, w której już 

mnie kojarzyli. Zamówiłem jedzenie i wkładałem właśnie telefon do 
kieszeni, kiedy usłyszałem serię wypowiadanych damskim głosem 
imponujących przekleństw i jakiś rumor.
 

Pod drzwiami stała moja sąsiadka, kopiąc w nie żarówiaście 

różowym butem na wysokim obcasie. Klęła tak siarczyście, że nie 
mogłem się nie uśmiechnąć, a gdy zapytałem, czy mógłbym jej w 
czymś pomóc, skrzywiła się kwaśno. Odrzuciła na ramię szopę 
ciemnoczerwonych włosów i wsparła dłonie na biodrach. Wyglądała, 
jakby dopiero co wróciła z jakiegoś pokazu mody. No, może poza 
skrzywioną miną.
 

– Zawsze zamykam za sobą drzwi! – poskarżyła się. – Każde, co 

zazwyczaj popłaca. Ale nie, kiedy zatrzaskuję w środku własne klucze. 
Zostawiłam komórkę w samochodzie i byłam już w korytarzu, kiedy 
uświadomiłam sobie, że nie zabrałam tych pieprzonych kluczy! – 
Jęknęła teatralnie i wyrzuciła ramiona nad głowę. – I tak oto 
zatrzasnęłam sobie komórkę w samochodzie, klucze – w mieszkaniu – i

background image

zrobiłam z siebie ostatnią idiotkę.
 

Podniosłem brew i spojrzałem na nią pytającym wzrokiem, a ona 

warknęła gniewnie i przeczesała dłonią włosy.
 

– Możesz zadzwonić do właściciela z mojej komórki… Chociaż 

pewnie szybciej będzie, jeśli zadzwonisz po ślusarza. Zamówiłem 
dopiero co pizzę. Możesz u mnie przeczekać.
 

Ona także podniosła brwi i przyjrzała mi się podejrzliwie.

 

– A czy twoja dziewczyna nie wydrapie mi z tego powodu oczu?

 

Cóż, prawda była taka, że nie miałem bladego pojęcia.

 

– Nie wiem – przyznałem otwarcie.

 

– Masz na myśli reakcję dziewczyny czy wydrapanie oczu?

 

– I to, i to. Chcesz skorzystać z mojego telefonu czy nie?

 

Westchnęła i podreptała za mną do środka. Podałem jej telefon i 

wyszukałem w Internecie namiar na ślusarza, który zdołałby dotrzeć tu 
w ciągu godziny. Royal zaś klapnęła z impetem na moją kanapę i wbiła
wzrok w sufit.
 

– Gdybym tylko zdołała dostać się do mojego samochodu… 

mam tam zestaw wytrychów. Na pewno udałoby mi się włamać do 
mieszkania.
 

Podałem jej piwo i usiadłem po drugiej stronie na kanapie.

 

– Po co go ze sobą wozisz?

 

Olała mnie, całkiem jakby nie usłyszała mojego pytania.

 

– A mój partner… Rany, jak tylko o tym usłyszy, nie da mi żyć! 

Zaledwie dwa tygodnie temu uwolniłam nas z suki!
 

Że co niby?!

 

– Royal?

 

Kiedy na mnie spojrzała, nie mogłem nie zauważyć, jak bardzo 

jest wzburzona.
 

– Co takiego?

 

– Czym się w ogóle… noo, eee… zajmujesz?

 

Wypuściła głośno powietrze i przetoczyła puszkę piwa między 

dłońmi.
 

– Jestem gliną.

 

Że co?!

 

– Poważnie? – Nie mogłem ukryć zdumienia.

 

– Taaa. Mówiłam ci już kiedyś, że nie uwierzysz, kiedy ci 

powiem, czym się zajmuję. Nikt mi nie chce wierzyć. Skończyłam 

background image

akademię w ubiegłym roku, więc jestem świeżakiem, ale mimo to 
jestem gliną.
 

Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie obrzucić pełnym 

niedowierzania spojrzeniem jej butów i całej reszty eleganckiego 
stroju.
 

– Serio? – Za nic nie potrafiłem wyobrazić jej sobie z odznaką 

policyjną na piersi i gnatem, stającą w obronie uciśnionych.
 

– Taaa, wiem, jestem laską, ale pracuję w policyjnym patrolu. 

Mam posrany grafik i potrafię z łatwością przejrzeć innych.
 

Przerwało nam pukanie do drzwi i wstałem, żeby odebrać pizzę. 

Położyłem karton na stole i nie zawracałem sobie nawet głowy 
pójściem po talerze. Nie, żebym chciał jej zaimponować czy coś… 
Royal przewróciła oczami i sięgnęła po kawałek pizzy.
 

– Cóż, twoje przeczucia co do Santy niezbyt się sprawdziły – 

parsknąłem. – Twierdziłaś, że ona na mnie leci, że chce, żebyśmy byli 
razem, ale ostatnio mam wrażenie, że gonię w piętkę.
 

Royal roześmiała się i przeszło mi nagle przez myśl, że naprawdę

wcale, ale to wcale mnie nie pociąga. Byłem tak bardzo skupiony na 
Sancie, że nawet mimo iż moja sąsiadka była bez dwóch zdań piękna, 
seksowna i zabawna… po prostu na mnie nie działała.
 

– Nash, widziałam ją, wierz mi! Kiedy do ciebie przychodzi… 

kiedy odchodzi… patrzy na ciebie zawsze w ten sam sposób. Uwielbia 
przy tobie być, wprost za tobą przepada, ale… czegoś się boi, coś ją 
hamuje. Nie wiem, o co chodzi, ale skoro sprawia, że gonisz w 
piętkę… Wierz mi, ona tak samo goni własny ogon, nieświadoma, że 
tak naprawdę chce, żebyś ją usidlił.
 

Rany boskie! Miałem taką nadzieję, bo jeśli byłem jedyną osobą 

w tym związku, której rzygać już się chciało od tej pokręconej jazdy… 
to, Bóg mi świadkiem, byłem gotów z niej zrezygnować.
 

– Chodziliśmy razem do szkoły, ale obracaliśmy się w zupełnie 

różnych kręgach – wyjaśniłem. – Wpadłem na nią na ostrym dyżurze w
zeszłym roku, po tym, jak mój znajomy wdał się w bójkę. Wtedy, w 
czasach szkolnych, podobałem się jej… W którymś momencie 
utwierdziła się w przekonaniu, że opowiadam o niej straszne rzeczy. To
ją bardzo zabolało. Wygadywałem głupoty, bo byłem narwańcem i 
głupkiem, ale nie chodziło o nią… A jednak ona nie potrafi tego 
przyjąć, nawet jeśli to było wieki temu.

background image

 

Royal posłała mi surowe spojrzenie i sięgnęła po kolejny 

kawałek pizzy.
 

– Pierwsza miłość to u lasek trudna sprawa. Nigdy tak naprawdę 

do końca o tym nie zapominamy.
 

– Wątpię, żeby była we mnie zakochana.

 

Wycelowała we mnie szyjkę swojej butelki i zmrużyła ciemne 

oczy.
 

– Sądzę, że możesz być w błędzie. Jeżeli tak kurczowo trzyma 

się tych wspomnień, nadal bojąc się, że wystawisz ją do wiatru i znowu
ją zranisz. Nawet jeśli to oczywiste, że się zmieniłeś i ci na niej 
zależy… To musiała być pierwsza miłość.
 

Chciałem z nią polemizować, ale sam dobrze wiedziałem, jak 

silnym uczuciem może być pierwsza miłość. Shaw zakochała się w 
Rule’em od pierwszego wejrzenia i chociaż dostrzegł to dopiero po 
wielu, wielu latach, ona cały czas cierpliwie na niego czekała i ani 
przez chwilę nie zainteresowała się kimś innym. Pierwszy facet, 
któremu Cora oddała serce, zranił ją swoją niewiernością i porzucił, co 
niemal kosztowało ją ideał, którego szukała, kiedy w jej życie 
wparował jak taran Rome. Pierwsza miłość była potężną, nieokiełznaną
siłą… I jeśli naprawdę to z mojego powodu Santa tak źle ją 
wspominała, istniała poważna obawa, że nigdy już nie dopuści mnie do
siebie i nie będzie w stanie mi stuprocentowo zaufać.
 

Właśnie zamierzałem powiedzieć mojej ślicznej sąsiadce, że to 

słabo, jeśli tak to wszystko wygląda, kiedy rozległo się ciche pukanie 
do drzwi. Przekonany, że to ślusarz, wstałem i otworzyłem… I 
dosłownie opadła mi szczęka, kiedy znalazłem się oko w oko z kobietą,
która tak mocno zawróciła mi w głowie. Wyglądała, jakby dopiero co 
wyszła z pracy – włosy miała ściągnięte na czubku głowy w kok i 
wciąż była ubrana w fartuch. Zamierzałem ją zapytać, jakim cudem 
udało jej się wyrwać tak wcześnie, ale na widok wzroku, jakim 
spiorunowała Royal, i sposobu, w jaki zacisnęła usta w cienką linię, 
zrezygnowałem. Nie zaszczyciła mnie nawet jednym spojrzeniem.
 

– Cześć – powiedziałem.

 

Oczy w kolorze skłębionych, burzowych chmur odnalazły moje i 

na jej twarz wystąpił lekki rumieniec.
 

– Cześć.

 

– Wcześnie skończyłaś.

background image

 

Santa zerknęła znowu na Royal, która właśnie wstała i szła teraz 

w stronę drzwi.
 

– Tak. Okazało się, że jedna z moich koleżanek przyszła 

wcześniej, a ja martwiłam się o ciebie. O to, jak się czujesz po wizycie 
u taty. – W jej głosie nie dało się nie zauważyć oskarżycielskiej nuty.
 

Zmarszczyłem czoło. Byłem urażony myślą, że w ogóle mogło 

jej przyjść do głowy, że mógłbym poświęcić czas, który chciałem z nią 
spędzić, komukolwiek innemu. Była jedyną osobą zdolną poprawić mi 
samopoczucie po spotkaniu z Philem. Z całej siły chciałem, żeby w to 
uwierzyła. Royal wyjrzała ponad naszymi głowami – frontowe drzwi 
awaryjne otworzyły się i do środka zajrzał gość w roboczym 
kombinezonie, trzymający w dłoni skrzynkę z narzędziami.
 

– Ktoś się tu zatrzasnął?

 

Santa przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, przepuszczając Royal.

Mijając mnie, sąsiadka mrugnęła do mnie, poklepała Santę po ramieniu
i ruszyła w stronę swoich drzwi.
 

– Dzięki za pomoc, Nash – rzuciła na pożegnanie, a pod adresem 

Santy dodała: – To dobry chłopak, słonko. Nie daj mu odejść.
 

Cofnąłem się o krok i przyglądałem się Sancie, która 

najwyraźniej toczyła ze sobą walkę o to, czy wejść do środka, czy nie. 
Niezdecydowanie i strach wyzierały z jej bladej twarzy, widoczne jak 
na dłoni. Ten widok sprawiał, że aż mnie mdliło. Postanowiłem, że jeśli
nie wejdzie, koniec z nami. Nie byłem w stanie dłużej tego znosić. 
Lubiłem ją, podobała mi się – i to bardziej niż ktokolwiek inny – ale 
cała ta niepewność, pogoń za niedoścignionym… Była po prostu 
kolejną rzeczą w moim życiu, która się paskudnie komplikowała. 
Chociaż z całej siły chciałem utrzymać ten związek, pragnąłem jej, 
oczekiwałem także jakiejś pewności, oparcia, czegoś solidnego.
 

Santa podniosła rękę i zaczęła rozplątywać ściągnięte w kok 

włosy. Uciekła wzrokiem w bok i prześliznęła się koło mnie, ocierając 
się przy tym lekko o moją pierś. Zamknąłem za nią drzwi i podszedłem
do niej. Przycupnęła na podłokietniku kanapy.
 

– Dzięki, że przyjechałaś.

 

Ledwie zauważalne skinięcie podbródka.

 

– Na pewno jest ci ciężko. Kiedy Phil opuszczał szpital, nie 

dawali mu zbyt dobrych rokowań…
 

Stanąłem przed nią i podniosłem palcem jej podbródek, 

background image

zmuszając, żeby spojrzała mi w oczy. Pod perłową szarością jej 
tęczówek czaiły się ciemniejsze, łupkowe cienie.
 

– Po prostu pomogłem sąsiadce. Wiesz o tym, prawda?

 

Przymknęła oczy, ukrywając przede mną kłębiące się w nich 

uczucia, odzwierciedlające myśli.
 

– Nieważne. Niczego sobie nie obiecywaliśmy.

 

No i masz. Ja chciałem więcej i więcej, a ona… Ona 

najwyraźniej nie oczekiwała ode mnie niczego. Poczułem, jak żołądek 
wypełnia mi chłód, i cofnąłem się o krok. Widząc to, zerknęła na mnie, 
marszcząc niepewnie czoło.
 

– Szkoda, Santa. – Westchnąłem, zrezygnowany. – Chciałbym, 

żeby było inaczej. Nie wiem, o co w tym – wskazałem ręką na siebie i 
na nią – wszystkim chodzi, ale to, co nas łączy, wiele dla mnie 
znaczy… Jeśli jesteś innego zdania, nie chciałbym być po prostu 
gościem, którego trzymasz się kurczowo, bo uważasz, że nikt inny cię 
nie zechce. Nie wystarcza mi to. Co więcej, czuję się z tego powodu 
naprawdę gównianie, wierz mi.
 

Podszedłem do drzwi, gotów je otworzyć i poprosić ją, żeby 

wyszła. Byłem wściekły i rozdrażniony. Nie zawracałem sobie nawet 
głowy ukrywaniem tego. Nie byłem w stanie rozdzielić gniewu i żalu, 
które czułem z powodu Phila, od pretensji i goryczy, które przepełniały 
mnie w związku z sytuacją między mną a Santą.
 

– Chciałem, żebyś została dziś u mnie, bo jedyna osoba, której na

mnie w życiu zależało i która uważała, że jestem coś wart, umiera. A ja 
muszę na to patrzeć i nie mogę nic zrobić. Nic nie jest w stanie tego 
zmienić. Nic tego nie naprawi, jednak kiedy jestem z tobą… – potarłem
twarz dłonią i pomasowałem sobie napięty kark – boli trochę mniej. 
Sprawiasz, że chcę się skupiać na tym, co jest dobre, na 
wspomnieniach, które czyniły mnie szczęśliwym. Ale mam wrażenie, 
że dla ciebie to zupełnie co innego. Nie chcesz nawet zostać u mnie na 
noc, Santa. Rozumiem to – nie chcesz się angażować tak jak ja. Nie ma
sprawy. Nie będę cię zatrzymywał. – Trzymałem dłoń na klamce, 
czując pod skórą pulsujący żar. Na samą myśl o tym, że mogłaby 
odejść, krajało mi się serce, ale wiedziałem też, że taka decyzja jest 
słuszna, jeśli chciałem pozostać przy zdrowych zmysłach i zachować 
spokój umysłu. Już, już miałem otworzyć drzwi, kiedy nagle Santa 
znalazła się między mną a nimi. Położyła mi dłonie na piersi, 

background image

rozcapierzając palce. Serce zaczęło mi bić szybciej, walić jakby chciało
mi wyskoczyć z piersi, prosto w jej dłonie.
 

– Nash… – szepnęła.

 

– Nie mogę już tak dłużej, Santa. Nie wiem nawet, jak nazwać to,

co się między nami dzieje.
 

– Przykro mi. Naprawdę. Nie chcę cię odtrącać, umniejszać tego, 

co nas łączy. Po prostu nie wiem… jak mam się zachować. Nie chcę 
być zazdrosna ani strachliwa, ale… ale taka jestem. Na widok Royal 
miałam ochotę odwrócić się na pięcie i nigdy nie wrócić. – Przesunęła 
ręce wyżej i ujęła w dłonie moją twarz. – Czułabym się lepiej, myśląc, 
że nieważne czy robiliście coś… podejrzanego… Nieważne, bo nie 
znaczymy nic dla siebie. Jeśli nie darzysz kogoś uczuciem, ten ktoś nie 
może cię zranić.
 

Rany, takie myślenie było… niedorzeczne! Oczywiście, że to 

nadal mogło boleć, bo nawet jeśli Santa próbowała się utwierdzić w 
przekonaniu, że nic do mnie nie czuje, jej reakcja wciąż mnie raniła, bo
ja czułem coś do niej – i to czułem jak jasna cholera!
 

– Świata poza tobą nie widzę! Dlaczego to do ciebie nie dociera? 

Nikt nie znaczy dla mnie więcej niż ty. Nie ma dla mnie słońca, 
księżyca ani gwiazd na niebie, tylko nieskończone morze burzowych 
chmur w najpiękniejszej na świecie szarości w twoich oczach.
 

Przesunęła dłonie jeszcze wyżej i powiodła palcami po 

płomieniach wytatuowanych nad moimi uszami. Starała się mnie 
uspokoić, próbowała poskładać razem pogruchotane fragmenty mojego
zbolałego ego i uleczyć rany, które bezwiednie mi zadała.
 

– Tak bardzo chciałabym w to uwierzyć, Nash… – szepnęła. – 

Nie umiem ci tego wytłumaczyć, ale jakaś cząstka mnie z całej siły 
pragnie postrzegać siebie w taki sposób, w jaki widzisz mnie ty… 
Jednak większa, silniejsza część nie chce uwierzyć w to, że to w ogóle 
możliwe.
 

Zamknąłem jej szczupłe nadgarstki w moich dłoniach. Czułem 

puls tętniący pod bladą skórą.
 

– Czego tak naprawdę chcesz, Santa? Czego pragniesz?

 

Zsunęła dłonie z mojej głowy i opuściła je na ramiona. W oczach 

kłębiły jej się emocje, chmury barwy wszystkich odcieni szarości. 
Widziałem, jak walczy z miotającymi nią uczuciami.
 

– Chciałabym, żeby twój tata wyzdrowiał i żebyś nie musiał 

background image

patrzeć, jak cierpi. Chciałabym się cieszyć czasem, który spędzamy 
razem, jak normalna, zwyczajna osoba, a nie czekać nieustannie i 
zastanawiać się z lękiem, kiedy świat zawali mi się na głowę. 
Chciałabym dostać awans w pracy. Chciałabym, żeby moja mama 
zapomniała o tacie i przestała rozdrapywać stare rany. A przede 
wszystkim chciałabym, żeby to, co się między nami dzieje, nie 
sprawiało, że jedno z nas jest smutne i pełne żalu.
 

Tak naprawdę nie mogłem mieć do niej pretensji, ale i nie 

mogłem dać jej żadnej gwarancji ani zapewnienia, że którakolwiek z 
rzeczy, których pragnęła, jest możliwa. Jeśli miałem być szczery, 
wiedziałem, że niektóre z nich nigdy nie mają szans się ziścić.
 

– A czego oczekujesz ode mnie? Czego ode mnie chcesz? – 

wykrztusiłem przez ściśnięte gardło. Przekroczyłem już dawkę silnych 
emocji na ten dzień – miałem w nim aż nadto wzruszeń. Ta rozmowa 
była ostatnią rzeczą, jakiej pragnąłem czy potrzebowałem.
 

Santa westchnęła i zobaczyłem, że burzowe chmury w jej oczach 

rozchodzą się, ustępując czystej, spokojnej szarości.
 

– Chcę ciebie, Nash. Zawsze cię pragnęłam. Wiem tylko, że czuję

się z tobą dobrze.
 

– Ale dlaczego jesteś tak głęboko przekonana, że cię skrzywdzę? 

Że wszystko spieprzę i cię rozczaruję?
 

Uśmiechnęła się do mnie krzywo i wsunęła ręce za kołnierzyk 

mojej koszulki, żeby pogładzić mój kark.
 

– Bo tak się pewnie stanie, wcześniej czy później. Ale wcześniej 

naprawdę chciałabym się nacieszyć wszystkim, co się między nami 
wydarzy.
 

Jak miałem z tym walczyć? Jak miałem ją zapewnić, że jest 

inaczej, skoro wydawała się taka pewna, że jeśli pozwoli sobie na 
więcej, jeśli zaufa temu, co między nami rozkwitało, zamiast 
zamartwiać się nieustannie tym, co może się wydarzyć czy co się 
wydarzyło, możemy uczynić to, co się między nami dzieje czymś 
trwałym i pewnym?
 

Miałem ochotę się z nią wykłócać i prowokować ją, żeby zmusić 

do dostrzeżenia, iż to coś więcej niż romans, coś więcej niż cudowny 
seks dwojga stworzonych dla siebie ludzi. Chciałem, żeby czuła, 
wiedziała, że nie zdołałbym przejść przez to piekło, które rozpętało się 
w związku z Philem i nowym salonem, bez jej łagodności, troski i 

background image

cierpliwości. Niestety, jej dłonie wędrowały po moim ciele, a jej usta 
znalazły się nagle na moich. I chociaż wiedziałem, że celowo stara się 
mnie odwieść od kontynuacji tej rozmowy, uznałem, że nie będę jej 
powstrzymywał.
 

Jeżeli to był jedyny sposób, żebyśmy mogli być razem – 

musiałem się z tym pogodzić i chwilowo tym zadowolić. W końcu 
byłem tylko facetem… a w życiu bywały gorsze rzeczy niż wspaniała, 
napalona na ciebie dziewczyna, próbująca zaciągnąć cię do łóżka. Nie 
mówiąc już o tym, że Santa naprawdę mnie pragnęła – wiedziałem o 
tym – i udowadniała to raz za razem. Uznałem, że muszę po prostu 
zdecydować wreszcie, czy powód, dla którego mnie pożądała, 
wystarczy, podczas gdy sam pragnąłem ofiarować jej wszystko, co 
miałem.
 

background image

 SANTA:

 

Mało brakowało, a wszystko bym schrzaniła. Sama myśl o tym 

sprawiała, że krew ścinała mi się w żyłach. Musiałam go dotknąć. 
Musiałam złagodzić ból, który mu zadałam, sprawić, żeby rany 
przestały krwawić. Przecież widziałam, jak moje wahanie, mój opór 
sprawiały, że ciemniały mu oczy, a usta wykrzywiał gorzki grymas. 
Nawet pomimo iż był wyraźnie rozczarowany, nigdy nie przestawał się 
kontrolować – nigdy nie pozwolił sobie na ostre słowo, co jeszcze 
bardziej to wszystko komplikowało. Znalazłam się w kropce… 
zrobiłam więc jedyną rzecz, co do której byłam pewna, że na chwilę 
rozwieje jego ponure myśli i odwróci jego uwagę: pocałowałam go, 
wsunęłam mu dłonie pod ubranie i przywarłam do niego całym ciałem. 
Był cały spięty i niechętnie reagował na moje pieszczoty – z początku, 
ale jak zwykle, kiedy byliśmy razem, wkrótce po jego oporze nie było 
śladu.
 

Widok Royal, siedzącej jakby nigdy nic na jego kanapie, obudził 

moje wszystkie lęki, wszystkie obawy, zabrał całą pewność siebie i 
sprawił, że nabrałam ochoty, by dać nogę i nigdy już nie wrócić. Przez 
głowę przewalały mi się niczym fale wzburzonego oceanu setki pytań. 
Dlaczego chce ze mną być i ile czasu minie, zanim znajdzie sobie 
kogoś normalnego, kogoś bez moich jazd, niewracającego co rusz do 
przeszłości. Gdyby nie widok prawdziwej radości i ulgi, które zalśniły 
w jego fioletowych oczach, kiedy zobaczył mnie w drzwiach… 
uciekłabym i nigdy w życiu już się do niego nie odezwała. 
Nienawidziłam siebie samej za to, że tak zareagowałam i że byłam taka
słaba. Miałam przez to wrażenie, że utknęłam na dobre w przeszłości. 
Nie mogłam tego znieść, więc kiedy spróbował drążyć temat, zbyłam 
go. Próbowałam chronić samą siebie, strzec własnego serca, nie 
wiedziałam jednak, że moje słowa tak bardzo go poruszą i że jego serce
jest tak samo kruche i wrażliwe jak moje.
 

Kiedy kazał mi wyjść i podeszłam do drzwi, jakby to wszystko 

naprawdę miało się zakończyć… czułam, jak krew przestaje mi krążyć 
w żyłach, serce ścina lód, a z płuc ucieka mi całe powietrze. Nie 
mogłam dać mu wszystkiego, czego pragnął – gdybym się na to 
zdecydowała, zbyt mocno bym się obnażyła – jednak musiałam jakoś 
utwierdzić go w przekonaniu, że jest dla mnie równie ważny jak ja dla 

background image

niego. A jedynym sposobem, żeby mu to udowodnić bez słów, był seks.
Jasne, pragnęłam Nasha i on o tym wiedział, ale wątpię, żeby domyślał 
się, że to oznacza coś znacznie więcej. Nie miałam po prostu pojęcia, 
jak mu to wszystko wyjaśnić, żeby nie wziął mnie za świruskę czy 
niedojrzałą emocjonalnie gówniarę.
 

Wydałam z siebie zaskoczony okrzyk, kiedy przycisnął mnie 

nagle do drzwi i zanurzył palce w moich włosach. Jego oczy zalewały 
mnie falami rozpalonego błękitu i fioletu.
 

– Wiesz, że kiedyś będziemy musieli skończyć tę rozmowę, 

Santa?
 

Wsunęłam mu dłonie pod koszulkę i przejechałam palcami po 

żebrach.
 

Miał zawsze taką ciepłą skórę! Zawsze wydawał się taki silny i 

pełen życia, czułam się przy nim taka bezpieczna… Sam fakt, że 
pozwolił mi decydować, narzucać tempo, w jakim nasz związek się 
rozwijał, sprawiał, że czułam się najsilniejszą i najmocniej pożądaną 
kobietą na świecie. To było… odurzające. Nie mogłam tak po prostu z 
tego wszystkiego zrezygnować – nawet jeśli miało to być wszystko, na 
co obydwoje mogliśmy kiedykolwiek liczyć.
 

– Ale to może zaczekać, Nash.

 

Przesunęłam wargami w górę po jego szyi. Czułam, jak przełyka 

ślinę. Nienawidziłam myśli, że w tak trudnym okresie życia, mając na 
głowie tyle spraw – nie mówiąc już o umierającym ojcu – musi jeszcze 
użerać się ze mną i moimi fanaberiami.
 

Ucałował moją skroń i przejechał językiem po moim uchu, 

sprawiając, że zadrżałam.
 

– Nie teraz – usłyszałam jego szept. – Ale wkrótce.

 

Przylgnął do mnie całym ciałem jeszcze mocniej, zmuszając do 

rozsunięcia nóg, a potem opuścił dłonie na moje pośladki. 
Zaczerpnęłam głośno tchu, kiedy podniósł mnie i przycisnął do siebie, 
tak że musiałam zarzucić mu nogi na biodra. Byłam wysoka i nie 
należałam do chudzielców – nie byłam typem delikatnego kwiatuszka –
ale w porównaniu z nim wydawałam się kruszyną, więc gdy trzymając 
mnie w objęciach, skierował kroki do swojej sypialni, zdawał się nawet
nie zauważać mojego ciężaru. Zarzuciłam mu ramiona na szyję i 
przycisnęłam usta do jego ust. Wspaniale było czuć jego ciało 
ocierające się o moje w rytm jego kroków. Nawet pod szpitalnym 

background image

fartuchem i ubraniem czułam, jak moje brodawki twardnieją, a jego 
ciało reaguje na bliskość pod grubym materiałem dżinsów. Owinęłam 
język wokół jego języka i splotłam je w zapierającym dech w piersi 
pocałunku, który – gdy już dotarliśmy do sypialni – zmusił nas oboje 
do zaczerpnięcia głęboko powietrza.
 

Nash pochylił się, położył mnie delikatnie na łóżku, i ciągnął 

przez głowę koszulkę. Wiedziałam, że widok jego nagiego ciała nigdy 
mi się nie znudzi. Wszystkie te mięśnie pod złocistą skórą za każdym 
razem sprawiały, że do ust napływała mi ślinka, a palce zaczynały mnie
swędzieć, naelektryzowane pragnieniem dotykania go… Rysunki, 
symbole zdobiące jego skórę, będące nierozłączną częścią tego, kim 
był, i czyniące z niego chodzącą galerię sztuki tylko dodawały mu 
uroku. Jego ramiona pokrywały wirujące i rozwibrowane wszystkimi 
kolorami tęczy tatuaże, przyciągające wzrok, ale to smoka, innego 
obrazka na jego skórze, chciałam zawsze dotykać. Skrzydła, ogień i 
łuski, które zasłaniały większość jego potężnego ciała… To było tak, 
jakby miał drugą skórę, którą w całej okazałości dane było oglądać 
tylko nielicznym wybrańcom. A ja byłam jedną z nich.
 

Nash zaczął rozpinać pasek od spodni i spojrzał na mnie, unosząc

brew. Usiadłam na łóżku i zdjęłam bluzę. Szpitalne ubrania nie 
należały do zbyt seksownych strojów, ale najwyraźniej nie miał nic 
przeciwko nim. Oczy rozbłysły mu, kiedy znalazłam się przed nim na 
łóżku w samej bieliźnie. Dosłownie pożerał mnie wzrokiem. Wreszcie 
sięgnął ku mnie palcem i powiódł nim od mojego obojczyka do rowka 
między piersiami.
 

– Uwielbiam twoje piegi – wymruczał.

 

Zadrżałam, ale już po chwili, na widok jego spojrzenia i miny, 

moje ciało ogarnął żar; miałam wrażenie, że roztapiam się pod jego 
wzrokiem. Wyciągnęłam rękę, żeby go do siebie przyciągnąć, ale Nash 
zamiast tego pochylił się i tym samym palcem odsunął jedną z 
miseczek mojego stanika. Obnażona brodawka wyprężyła się w 
gotowości pod jego językiem. Wiłam się i wierciłam pod jego 
pieszczotą, podczas gdy on ssał ją, lizał, przygryzał i zataczał dookoła 
niej malutkie kółka językiem. Sięgałam spazmatycznie ku jego 
króciutkim włosom i odrzucałam głowę na kołdrę – był taki 
skrupulatny, tak bez reszty skupiał się na pieszczeniu mnie! W końcu 
nie wytrzymałam – podniosłam głowę, żeby mu powiedzieć, żeby 

background image

ściągał w tej chwili majtki i zabrał się do rzeczy, ale w tej samej 
sekundzie przesunął usta na moją drugą pierś, poświęcając jej nie mniej
uwagi niż pierwszej.
 

Kiedy skończył ją pieścić, dyszałam i miałam wrażenie, że za 

chwilę eksploduję. Nash zdjął mi stanik i przesunął się wyżej na łóżku. 
Sądziłam, że teraz wreszcie ściągnie mi majtki i przejdziemy do 
głównej części rozrywkowej – pragnęłam go tak desperacko, że moje 
ciało drżało od wyczekiwania, gotowe na jego przyjęcie… Jednak 
wydawał się wcale nie spieszyć i najwyraźniej nie zamierzał zakończyć
swoich słodkich tortur. Ściągnął dżinsy i przez chwilę napawałam się 
widokiem imponującego wybrzuszenia na przedzie jego bokserek. W 
tym facecie nie było ani jednej rzeczy, którą chciałabym zmienić, a 
kiedy głęboko zaczerpnął tchu i wypuścił powoli powietrze, pozbawiał 
mnie ostatniej części garderoby. Skrzydła wytatuowane na jego żebrach
zdawały się trzepotać.
 

Oczy mu pociemniały, a na jego lśniącą skórę wystąpił 

rumieniec. Coś się działo w tej ostrzyżonej na jeża głowie. Coś, czego 
nie mogłam rozgryźć. Ale kiedy ułożył się między moimi nogami i 
pocałował wnętrze jednego z ud, przygryzając skórę, a potem podniósł 
tę nogę i położył sobie na ramieniu – już wiedziałam.
 

W ciągu ostatnich kilku miesięcy bardzo często się kochaliśmy – 

całkiem możliwe, że nawet więcej niż często – i teraz seks oralny nie 
był już dla mnie czymś nowym ani przerażającym. Nash był w tym 
dobry, a ja zawsze czerpałam z jego pieszczot ogromną przyjemność, 
jednak tym razem… Tym razem było inaczej. Tym razem to nie był 
zwykły seks. To było coś więcej. Nash nie próbował podkręcić 
temperatury czy mnie podniecić. Oddawał mi hołd. Starał się mi 
pokazać – w jeszcze jeden, nowy sposób – za jak piękną i idealną 
kobietę mnie uważa.
 

– Nash…? – Na wpół wydyszałam, na wpół wyszeptałam jego 

imię. Jego usta i dłonie robiły rzeczy, które sprawiały, że traciłam 
przytomność. Kiedy przesunął powoli językiem po najwrażliwszym 
punkcie między moimi nogami, zacisnęłam dłonie kurczowo na 
kołdrze.
 

– Mmm? – wymamrotał, a ja krzyknęłam, bo zrobił to, 

przygryzając jednocześnie moją łechtaczkę, i wibracje sprawiły, że 
niemal odleciałam.

background image

 

Moje nogi spoczywały na jego szerokich ramionach, dłońmi 

przytrzymywał moje biodra, a jego ciemna głowa spoczywała między 
moimi udami. Jego zaangażowanie sprawiało, że czułam się 
perwersyjna i rozpustna. Zamarłam, czując wzbierające u podstawy 
kręgosłupa lekkie dreszcze, a kiedy usta Nasha ustąpiły miejsca 
zgrabnym, czułym palcom, wystarczyło jedno delikatne muśnięcie i 
było już po mnie. Jak przez mgłę czułam, że obsypuje pocałunkami 
mój drżący brzuch, czułam jego dłonie, błądzące po moim ciele w 
oczekiwaniu na odwzajemnienie pieszczot, ale to jego oczy – tak 
ciemne, tak bardzo na mnie skupione – sprawiły, że moje serce 
uspokoiło się, a natrętne głosy w mojej głowie wreszcie ucichły.
 

Pozwolił, żeby moje nogi zsunęły się z jego ramion, i pogładził 

palcami skórę tuż pod moim biustem.
 

– Jesteś taka słodka. W środku i na zewnątrz. – Miał zachrypnięty

głos, więc wyciągnęłam do niego ręce i przyciągnęłam do siebie. 
Zawsze mówił mi takie rzeczy: że jestem piękna, że jest mu ze mną 
cudownie. Czasami zapewniał mnie, że z nikim nie było mu w łóżku 
tak dobrze jak ze mną. Nigdy mu na to nic nie odpowiadałam, ale tym 
razem nie mogłam nie zareagować.
 

– Dziękuję – wymamrotałam, ale nawet w moich uszach 

zabrzmiało to słabo i banalnie. Przyjmowanie komplementów nie 
powinno być takie trudne! Sposób, w jaki Nash mnie postrzegał, 
odbicie mnie samej w tych fiołkowych oczach było najpiękniejszą 
rzeczą na świecie i coraz trudniej było mi udawać, że nie widzę, ile dla 
niego znaczę.
 

A jednak jedno moje proste słowo wystarczyło, żeby w tych 

oczach zatańczyły blaski i cienie we wszystkich odcieniach błękitu. 
Podźwignął się na ramionach jak do niezgrabnej pompki, żebym mogła
oswobodzić z bokserek jego pulsującą erekcję. Jego penis wysunął się z
nich, nabrzmiały i gotowy… I przystrojony nową ozdóbką. 
Zamrugałam i spojrzałam na niego pytająco.
 

– Dlaczego masz w członku kółeczko?

 

Parsknął śmiechem – chyba bardziej z powodu użytego przeze 

mnie medycznego terminu niż samego pytania.
 

– Po prostu zamieniłem sztangę.

 

Tuż pod krawędzią główki jego imponującego fiuta widniała 

obręcz z cienkiego metalu, opasująca niemal cały jego obwód. Srebrna 

background image

biżuteria była fascynująca. Nie byłam specjalistką od piercingu, ale 
nigdy nie widziałam nic podobnego – a już tym bardziej w połączeniu z
kolczykiem na czubku jego fiuta, którego byłam wielką fanką i który 
potrafił podczas seksu zdziałać cuda.
 

– Masz klejnoty w klejnotach!

 

Moje słowa sprawiły, że roześmiał się w głos, otoczył mnie 

ramieniem i obrócił nas, tak że teraz siedziałam na nim okrakiem. 
Założył ręce za głowę i uśmiechnął się do mnie szeroko.
 

– Lubię je zmieniać. Będzie fajnie, zaufaj mi.

 

Nie wątpiłam w to ani przez chwilę. Pierwszy raz, odkąd 

zaczęliśmy ze sobą sypiać, naprawdę żałowałam, że jestem zbyt 
zahukana i przerażona, żebym odważyła się rozmawiać o tym, co nas 
łączy. Jeżeli to był związek, relacja partnerska, mogłabym przejść na 
tabletki i czuć go już za chwilę w sobie, twardego i gorącego, z całym 
tym gładkim metalem, bez rozdzielającej nas warstwy lateksu. Sama 
myśl o tym wydawała się cudowna i byłam na siebie wściekła, że sama 
sobie utrudniam życie i nie potrafię się zdecydować, co mnie łączy z 
tym wspaniałym, niesamowitym mężczyzną.
 

Sięgnęłam do szafki w poszukiwaniu paczki prezerwatyw, którą 

tam trzymałam. Gdy ja byłam zajęta szperaniem za kondomami, on 
przeciągnął opuszkami kciuków po moich żebrach. Zawsze, kiedy mnie
dotykał, był taki pełen szacunku, taki delikatny… Nawet taka prosta 
pieszczota sprawiała, że serce zaczynało mi bić mocniej, a puls 
przyspieszał w oczekiwaniu tego, co miało za chwilę nastąpić.
 

Zanim nałożyłam mu prezerwatywę, poświęciłam chwilę, żeby 

zapoznać się z jego nową ozdóbką. Jej kształt pod moimi palcami, 
gładkość i sposób, w jaki przyjmowała żar jego rozpalonego ciała, 
obiecywały dobrą zabawę. Chciałam go pieścić ustami, ale 
powstrzymał mnie, zanurzając mi dłonie we włosy.
 

– Nie tym razem…

 

Podniosłam brew, ale wziął ode mnie prezerwatywę i naciągnął ją

na wzwiedzionego penisa, a potem podciągnął mnie wyżej i nakierował
wprost na koniuszek swojej pulsującej erekcji. Zrozumiałam, że chce 
mi w ten sposób dać coś do zrozumienia. Że próbuje pokazać mi coś, 
czego nie chciałam usłyszeć z jego ust. Ponieważ jednak byliśmy w to 
zaangażowani oboje, pragnęłam, żeby on także zrozumiał, że nie jest 
mi obojętny. Nie wiedziałam po prostu, jak się do tego zabrać i 

background image

próbowałam być realistką – ukrywać wszystkie uczucia, dzięki czemu 
czułam się bezpieczna.
 

Nie miałam szansy pokazać mu, co czuję, ani się odwzajemnić, 

bo zanim zdążyłam pomyśleć, wdarł się głęboko we mnie i straciłam 
zdolność myślenia. Nash był wielki – i to pod każdym względem. 
Wielka była każda część jego ciała. Jego penis był gruby i nabrzmiały, 
więc dodatek w postaci kolczyka jeszcze mocniej naparł na moje 
wrażliwe wnętrze, a gdy poczułam, jak gładki, ciepły metal przesuwa 
się we mnie… mogłam się skupić tylko na obezwładniającej 
przyjemności. Nacisk był większy niż zazwyczaj, doznania głębsze. 
Miałam wrażenie, że dojdę, zanim jeszcze wsunie się we mnie cały…
 

– O rany…

 

Nash roześmiał się, co tylko spotęgowało doznania. Otworzyłam 

oczy, żeby spojrzeć na niego, podczas gdy był we mnie zanurzony. 
Przypuszczałam, że najbardziej lubi, kiedy jestem na górze, bo 
wówczas byłam zmuszona patrzeć mu w oczy. W tej chwili wyglądał 
na bardzo zadowolonego z siebie.
 

– Będzie jeszcze lepiej, ale musisz się poruszać, Santa. – 

Podniósł dłonie i nakrył nimi moje piersi.
 

Odrzuciłam głowę na plecy i jęknęłam, ale zaraz poszłam za jego

radą i zrobiłam to, o co prosił. Zaczęłam go ujeżdżać, poruszać się w 
górę i w dół, a kółeczko w połączeniu z kolczykiem księcia Alberta 
ocierały się o mnie, doprowadzając do szaleństwa. Zwinęłam dłonie w 
pięści, wsparłam na jego piersi i obserwowałam, jak mi się przygląda. 
O ile to w ogóle możliwe, jego oczy ciemniały z każdą chwilą, która 
zbliżała mnie do spełnienia. Zmieniłam nieco pozycję i przyszpiliłam 
go do posłania, wsłuchując się w jego coraz szybszy oddech, 
napawając się coraz gwałtowniejszym falowaniem jego piersi. Byłam 
już blisko – tak bliziutko! – i wiedziałam, że jeśli poproszę, żeby mnie 
dotknął albo sama sięgnę między własne nogi, żeby to zrobić, zatracę 
się. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, żeby błagać go o dotyk, 
który zakończy moje słodkie tortury, ale zanim zdążyłam pomyśleć, 
Nash nagle usiadł prosto i przekręcił mnie na plecy.
 

Pochylał się teraz nade mną, trzymając moją twarz w dłoniach. W

oczach lśnił mu dziki blask, a kiedy spróbowałam go zapytać, co 
wyprawia, zamknął mi usta namiętnym pocałunkiem i zaczął poruszać 
się we mnie gwałtownie, wchodząc we mnie tak mocno i szybko, jakby

background image

nagle opętał go jakiś demon. Mogłam tylko przyjmować to bez słowa, 
bo i tak już zaledwie cienka jak włos granica dzieliła mnie od orgazmu.
Wpiłam mu paznokcie w ramiona i poczułam, jak skóra pod nimi 
ustępuje. Wystarczył jeden ruch jego języka w moich ustach, jedno 
ukąszenie w wargę i poddałam się dreszczowi, który wydawał się 
wywracać mnie na nice. Trzymałam się go kurczowo i pozwoliłam, 
żeby wchodził we mnie i wycofywał się raz za razem, dopóki nie wtulił
twarzy w moje ramię i nie jęknął, kiedy sam dotarł na szczyt. To nie był
zwyczajny seks. Tym razem Nash dał mi cząstkę siebie, chcąc, żebym 
zachowała ją na zawsze.
 

Przestał gładzić mnie po twarzy. Nie poruszał się. W uchu 

dźwięczał mi jego urywany oddech, a na piersi czułam dudnienie jego 
serca. Przesunęłam czule palcami po kręgosłupie wytatuowanego 
smoka i poczułam, jak ciałem Nasha pod moim dotykiem wstrząsa 
dreszcz.
 

– Przy tobie czuję się, jakbym rozpadał się na milion kawałków, 

wiesz, Santa? – wychrypiał.
 

– Przykro mi.

 

Westchnął i przekręcił się na plecy, tak że teraz leżałam znowu na

nim.
 

– Po prostu nie zapomnij poskładać mnie do kupy, kiedy już ze 

mną skończysz, dobra?
 

Nie wiedziałam, co mu na to odpowiedzieć – nie mogłam mu 

tego obiecać. Wsunęłam mu dłonie pod ramiona i ukryłam twarz na 
jego piersi. Nie był zbyt wygodnym substytutem poduszki, ale miałam 
ochotę tak leżeć i leżeć, do końca świata.
 

– Czy mogę zostać na noc, Nash? – spytałam cicho. Nie mogłam 

mu dać wszystkiego, czego ode mnie pragnął, więc to musiało 
chwilowo wystarczyć.
 

Westchnął i zmierzwił mi włosy na czubku głowy.

 

– Chciałbym, żebyś kiedyś dała się przekonać, że nawet nie 

musisz o to pytać.
 

Nie wiedziałam, czy to w ogóle możliwe, ale miałam nadzieję, że

jeśli taka chwila nastąpi, stanie się to w jednym z takich cudownych 
momentów, kiedy leżeliśmy wtuleni w siebie, a cały świat przestawał 
istnieć.
 

Następnego poranka Nash wyskoczył z łóżka, klnąc pod nosem, 

background image

że się spóźni – co na pewno miało wiele wspólnego z faktem, że 
obudziłam się pierwsza i nie mogłam się oprzeć chęci bliższego 
zapoznania się z tym jego małym kółeczkiem. Byłam pewna, że taka 
forma pobudki mu się spodobała, ale kiedy było już po wszystkim, 
poderwał się jak oparzony, mamrocząc coś o tym, że musi zadzwonić 
do jakiejś laski, która zdaniem Phila mogła im pomóc w salonie, a 
także zajrzeć do niego i spotkać się z gościem, który pomagał im w 
nowym salonie. Załatwiał ostatnio tak wiele spraw, o których nie 
miałam pojęcia, że byłam zdziwiona, że w ogóle ma jeszcze ochotę 
zawracać sobie mną głowę.
 

Dał mi słodkiego buziaka, powiedział, żebym zrobiła sobie 

śniadanie – czy co tam zechcę – i wypadł przez drzwi niczym 
wytatuowane tornado. Nieraz zdarzało się, że zostawał u mnie rano, 
kiedy musiałam wyjść wcześnie do pracy, ale dziwnie było znaleźć się 
po drugiej stronie barykady. Robiłam sobie właśnie kawę, ubrana w 
jeden z jego stanowczo na mnie za dużych T-shirtów, kiedy usłyszałam 
pukanie do drzwi. Początkowo zamierzałam je zignorować – w końcu 
nie byłam u siebie, więc nie czułam się zobligowana otwierać – ale 
usłyszałam, jak ktoś po drugiej stronie drzwi woła mnie po imieniu:
 

– Santa? Tu Royal. Czy możemy przez chwilkę pogadać? Wiem, 

że tam jesteś, bo na parkingu stoi twoja jetta…
 

Uhm… Nie miałam najmniejszej ochoty z nią rozmawiać. Tym 

bardziej po tym, co wydarzyło się wczoraj. Nie chciałam, żeby 
domyśliła się, jak zazdrosna byłam o to, że spędziła wczoraj część 
wieczoru z Nashem, ale mimo to podeszłam do drzwi, żeby jej 
otworzyć.
 

Na jej widok zamrugałam gwałtownie i dosłownie opadła mi 

szczęka. Ciemnoczerwone włosy miała ściągnięte w ciasny kok, była 
nieumalowana, a na dodatek ubrana w granatowo-czarny policyjny 
mundur gliniarzy z denverskiego patrolu. Pod pachą miała policyjną 
czapkę, a u pasa – pistolet w kaburze. Nie mogłam uwierzyć, że to ta 
sama dziewczyna, którą widziałam tu wczoraj w różowych szpilkach i 
obcisłych dżinsach.
 

– Eee… jesteś gliną?

 

Prześlizgnęła się obok mnie i weszła do kuchni, w której 

parzyłam właśnie kawę. Czuła się tu najwyraźniej jak u siebie, bo 
zaczęła szperać w szafkach, dopóki nie znalazła kubka. Powinnam była

background image

zaprotestować, ale nadal byłam w szoku spowodowanym widokiem 
broni u jej boku.
 

– Taaa – mruknęła i podała mi kubek z kawą, a potem sama 

poczęstowała się bez pytania.
 

– Słuchaj, chciałabym ci coś wyjaśnić. Chodzi o twojego faceta.

 

Już miałam zaprotestować i poinformować ją, że Nash wcale nie 

jest moim facetem, ale uciszyła mnie skrzywieniem ust.
 

– Mam kiepski humor i jestem uzbrojona, więc lepiej ze mną nie 

zaczynaj, młoda. Wczoraj wieczorem zatrzasnęłam w swoim 
mieszkaniu klucze. Zostawiłam telefon w aucie, więc zostałam na 
lodzie. Nash pozwolił mi u siebie poczekać na ślusarza i pogadaliśmy 
sobie przy okazji o tobie. Czy wiesz, jak wielu palantów 
wykorzystałoby taką sytuację, żeby spróbować ze mną jakichś 
sztuczek? Albo ilu zrobiłoby coś gorszego, tylko dlatego, że nie miałam
kontaktu ze światem i gdzie się podziać?
 

Cóż, nie mogłam nie przyznać jej racji, więc skinęłam tylko w 

milczeniu głową.
 

– Większość kolesi to dupki. Mówię serio, Santa. Ale Nash na 

pewno nie jest jednym z nich. Wiem, że między wami coś się dzieje. I 
cokolwiek to jest, powinnaś otworzyć wreszcie oczy, złotko. Ten facet 
oszalał na twoim punkcie, a to naprawdę kawał solidnego, dobrego 
chłopa. Superseksownego, a na dodatek miłego ciacha. Czy wiesz, jak 
rzadko się tacy trafiają? To cholerny, jednorożec!
 

Sięgnęłam po swoją kawę i nadal wybałuszałam na nią oczy, 

jakby była jakimś rzadkim okazem w zoo.
 

– A tak przy okazji… moja matka była tą drugą. Jestem 

dzieckiem listonosza… cóż, tak naprawdę maklera, jeśli chodzi o 
ścisłość, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Nigdy, przenigdy nie 
wpakowałabym się w czyjś związek. Wystarczy, że byłam świadkiem 
katuszy, jakie moja mama przeżywała, czekając, aż tamten kutafon 
zostawi swoją żonę. Nic nie poradzę na to, że mam fajne cycki i natura 
pobłogosławiła mnie zajebistymi włosami. Nie jestem typem femme 
fatale
, która podkrada laskom facetów.
 

Jej słowa brzmiały, jakby zdradzała mi bolesny sekret, więc 

odchrząknęłam tylko i spróbowałam się jakoś wytłumaczyć.
 

– Na twoją niekorzyść przemawia, że jesteś śliczna i mieszkasz 

naprzeciwko, ale… to mogła być jakakolwiek inna fajna laska, Royal. 

background image

W takim towarzystwie faceci łatwo się zapominają.
 

Poczęstowała mnie serią niecenzuralnych słów, które sprawiły, że

aż cofnęłam się o krok. Bez dwóch zdań była ucieleśnieniem 
sprzeczności – prawdziwa ślicznotka z odznaką policyjną… i 
niewyparzoną gębą. Klęła jak szewc!
 

– Naprawdę nie zdajesz sobie sprawy z tego, że przeginasz? 

Żadna laska nie jest w stanie zawrócić mu teraz w głowie! Świata poza 
tobą nie widzi! Nie jesteśmy klockami Lego, które można sobie 
dowolnie wymieniać i łączyć w różne kombinacje tylko dlatego, że do 
siebie pasujemy! Jeżeli on ci mówi, że cię pragnie, że zależy mu na 
tobie – jak inaczej ma cię o tym przekonać? Jeżeli nie wierzysz mu z 
powodu tego, przez co przeszłaś, skup się na tym, co chce ci pokazać! 
Czyny zawsze przemawiają lepiej od słów. – Sięgnęła po czapkę i 
nasunęła ją sobie na czoło, a ja przechyliłam głowę na ramię i 
przyglądałam jej się w milczeniu przez długą chwilę. – Zdajesz sobie w
ogóle z tego wszystkiego sprawę? Dociera to do ciebie? – Odstawiła 
kubek do zlewu. – Nash jest superfacetem, a ty wydajesz się 
superlaską. Na tym łez padole nie ma zbyt wielu dobrych ludzi, którzy 
znajdują swoje drugie połówki. A poza tym, chciałabym się z tobą 
zaprzyjaźnić.
 

Cóż, tego się nie spodziewałam.

 

– Co takiego? Ale dlaczego? – Trzeba przyznać, że trochę mnie 

przytkało.
 

– Bo dziewczyny przeważnie mnie nie lubią. Wszystkie co do 

jednej uważają, że mam zamiar poderwać im faceta, albo świrują, kiedy
dowiadują się, że jestem gliną. Mam dwadzieścia trzy lata, Santa, i nie 
przypominam sobie, kiedy ostatni raz przyjaźniłam się z kimś innym 
niż chłopak. Mój najlepszy przyjaciel to mój partner, Dominic. 
Chodziliśmy razem do szkoły i wspólnie przetrwaliśmy akademię. 
Gdyby nie on, byłabym naprawdę samotna jak pies. A nie chcę się tak 
czuć.
 

Gapiłam się na nią w milczeniu, starając się przetrawić słowa, 

które właśnie usłyszałam.
 

– Gdybym była na twoim miejscu… Gdybym miała takiego 

faceta jak Nash – podjęła – skłonnego dać ci wszystko, co ma, nie 
ryzykowałabym utraty tego tylko dlatego, że boję się, co z tego 
wyjdzie. A teraz, wybacz, muszę się zająć łapaniem złoczyńców.

background image

 

Kiedy zamknęły się za nią drzwi, zabrałam swoją kawę i 

klapnęłam na kanapę. Przed wyjściem chciałam jeszcze skoczyć po 
zakupy, żeby zaopatrzyć Nasha w podstawowe produkty spożywcze. 
Ile można jechać na samej pizzy i piwie? I to w takim trudnym okresie 
życia, kiedy wszystko wali ci się na głowę? Naprawdę, w głębi duszy 
czułam palącą potrzebę zatroszczenia się o niego, ale w tej chwili nie 
zamierzałam tego roztrząsać.
 

W ciągu ostatnich kilku dni wiele się wydarzyło i byłam 

rozedrganym kłębkiem emocji. Royal miała rację. Nash przez całą noc 
próbował pokazać mi wszystko, czego nie chciałam słuchać z jego ust, 
i sprawił, że nie mogłam już dłużej chować głowy w piasek. Był nie 
tylko jedynym mężczyzną, który naprawdę był gotów przyjąć ode mnie
więcej, niż kiedykolwiek byłabym skłonna przypuszczać, że potrafię 
dać, ale miał też wyszczekaną i emanującą aurą „nie zadzieraj ze mną” 
sąsiadkę, która była gliną wyglądającą jak gwiazda filmowa i chciała 
się ze mną zaprzyjaźnić. Nie miałam pojęcia, do jakiej alternatywnej 
rzeczywistości trafiłam i czyim życiem zaczęłam nagle żyć, ale byłam 
stuprocentowo pewna, że znalazłam się w zupełnie innej bajce niż ta, 
którą znałam. I nie wiedziałam, czy to najlepsza rzecz, jaka mnie dotąd 
w życiu spotkała, czy może najgorsza.
 

background image

 NASH:

 

W salonie szło lepiej, niż mógłbym sobie wymarzyć w 

najdzikszych snach. Zeb był istnym czarodziejem i najprawdziwszym 
wizjonerem. Ostateczny projekt, który nam przedstawił, był 
ucieleśnieniem oldskulowego straganu z cudami, przeniesionego 
wprost z nadmorskiej promenady, a ponieważ moje życie przypominało
ostatnio jeden wielki cyrk, bardzo mi to podpasowało. Wystrój był 
trochę staroświecki i kiczowaty, ale sam pomysł okazał się naprawdę 
zajebisty i wszystkim nam spodobało się, jak odmienny jest od 
uporządkowanego chaosu panującego w naszym macierzystym salonie.
Każde ze stanowisk sześciu artystów, którzy mieli tu pracować, było 
stylizowane na atrakcję z gabinetu osobliwości z lat trzydziestych. 
Mieliśmy wymalowanych na ścianach siłacza, kobietę z brodą, 
wytatuowaną damę, wróżkę, pogromcę lwów, połykacza mieczy i 
cudacznego wilkołaka. Zeb chciał to wszystko okrasić staroświecką 
machiną do sprawdzania siły, vintage’ową budką do zdjęć i jedną z 
przyprawiających o gęsią skórkę maszyn przepowiadających 
przyszłość, która moim zdaniem stanowiłaby wisienkę na torcie. 
Zadbaliśmy też o specjalne dotykowe ekrany, na których potencjalni 
klienci mogli oglądać w wysokiej rozdzielczości prace i projekty 
naszych artystów.
 

Całość stanowiła fantastyczne połączenie staroci i 

nowoczesności. Chociaż dopieszczenie samego salonu miało zająć 
jeszcze jakieś trzy tygodnie – czy coś koło tego – Zeb nie zabrał się 
jeszcze w ogóle do góry. Zamysł był taki, żeby urządzić ją w nieco 
nowocześniejszym klimacie, bardziej w stylu butiku. Jak dotąd nie 
zdołaliśmy jeszcze dojść do porozumienia, jeśli chodzi o połączenie 
jednego z drugim. Sądzę, że dlatego, iż był to dla nas swego rodzaju 
nieznany ląd, i wszyscy baliśmy się, że coś spieprzymy albo się 
ośmieszymy. A tego oczywiście nikt nie chciał, zważywszy na fakt, jak 
ciężko pracowaliśmy na nasze reputacje jako najlepszego salonu 
tatuażu w metropolitalnej dzielnicy Denver. Tutaj otoczenie było dla 
nas całkiem nowe i osoby, dla których Marked było wcześniej jak drugi
dom, musiały się dopiero ze wszystkim oswajać.
 

Zadzwoniłem do laski, na którą tak upierał się Phil. Rozmowa 

była… dość osobliwa. Dziewczyna z pewnością była bystra i 

background image

dowcipna. Kiedy zapytałem, czy ma jakieś doświadczenie w pracy w 
salonie tatuażu, roześmiała się w głos i powiedziała, że nie ma rzeczy, 
której by nie potrafiła. Właściwie nie wydawała się zbytnio 
zainteresowana rozmową o pracę, dopóki nie wspomniałem, że salon 
mieści się w Denver. Powtórzyłem jej to, co Phil kazał mi powiedzieć o
przejrzeniu strony internetowej, i poprosiłem, żeby w razie czego się do
mnie odezwała. Rozłączyła się ze śmiechem i pomyślałem, że skończy 
się na skreśleniu jej z listy jako zwykłej, rozkapryszonej modelki.
 

Czekała mnie dziś jeszcze zwykła praca, ale przed Marked 

chciałem się gdzieś zatrzymać, zrobić sobie przerwę. Potrzebowałem 
wskazówki w sprawie radzenia sobie z widmem przeszłości i jedyną 
osobą, która przychodziła mi do głowy, kiedy zastanawiałem się nad 
tym, kto mógłby mi pomóc, był Asa. Prowadził dawniej straszne życie. 
Nadużywał chyba wszystkiego, co się dało, dopóki nie otarł się o 
śmierć, narażając także życie własnej siostry. Tamte wydarzenia 
zmusiły go do całkowitego przewartościowania i przemyślenia 
własnego życia. Teraz powoli starał się naprawić wszystko i zacząć od 
nowa. Chociaż jego stosunki z Ayden były nadal napięte i często 
chłodne, cały czas starali się mozolnie, krok po kroku, iść ku lepszemu.
Asa robił wszystko, co w jego mocy, żeby nie określała go jego 
przeszłość.
 

Parkowałem właśnie swojego chargera, kiedy rozdzwonił się mój

telefon komórkowy. Na ekranie widniał numer z Vegas, pod który 
dopiero co dzwoniłem. Zaintrygowany, odebrałem:
 

– Taaak?

 

– Czy informacje na stronie waszego salonu są aktualne?

 

Podczas gdy wcześniej nasza potencjalna recepcjonistka 

wydawała się znudzona i lekko rozbawiona moją propozycją, teraz w 
jej głosie brzmiało autentyczne zainteresowanie i dziwne 
podekscytowanie. Na linii prawie dało się wyczuć wyładowania 
spowodowane ciekawością i oczekiwaniem.
 

– Owszem.

 

– Te dotyczące pracujących u was artystów także?

 

Rany, o co jej chodziło?

 

Zrobiłem głupią minę i przewróciłem oczami.

 

– Taaa. Za kilka miesięcy planujemy zatrudnić dodatkowo kilka 

osób.

background image

 

– Phil to szaleniec. Ten człowiek uwielbia manipulować losami 

innych! – Roześmiała się lekko i zastanowiłem się, o co Philowi mogło 
chodzić z tą laską. Zdawała się mieć nierówno pod sufitem, ale 
wiedziałem też, że staruszek zawsze miał słabość do ślicznotek.
 

– Słuchaj, Salem, musimy kogoś zatrudnić, i to szybko. 

Otwieramy nowy salon pod koniec maja, a w starym mamy cały czas 
pracy po pachy. Albo w to wchodzisz, albo nie. Nie mam czasu na 
pogaduszki, jeżeli ci na tej robocie nie zależy. To był pomysł Phila, nie 
mój. – Nie dodałem, że zrobiłbym dla niego wszystko, byle tylko go 
uszczęśliwić i wywołać na jego twarzy uśmiech, póki jeszcze żyje.
 

– Och, teraz jestem znacznie bardziej zainteresowana! – 

zapewniła mnie słodko. – Słuchaj, kochaniutki, do końca kwietnia 
jestem zawalona robotą. W świąteczny weekend mam imprezę Viva 
Las Vegas, potem sesję dla magazynu tatuażu w Nowym Jorku, a poza 
tym muszę złożyć wypowiedzenie w starym salonie. W Kolorado teraz 
pada śnieg, prawda?
 

Miałem mały problem z nadążaniem za jej szybkimi zmianami 

tematu – zafiksowałem się na festiwalu Viva. Jako miłośnik starych aut
wiedziałem, że w jego trakcie odbywa się zjazd, na który ściągają 
amatorzy starych samochodów i kapele z całego świata. Zaczynałem 
podejrzewać, że Phil zataił przede mną kwalifikacje tej laski.
 

– Taaak, o tej porze roku jest tu zimno.

 

– Och, w takim razie muszę dopisać coś do listy zakupów! 

Umówmy się na pierwszy majowy weekend, OK? Będę u was, zwarta i
gotowa!
 

Mówiła, jakby już miała tę pracę w kieszeni!

 

– Najpierw musimy się umówić na rozmowę – zacząłem 

wyjaśniać, lekko skołowany. – Zanim cokolwiek ustalimy, musisz 
porozmawiać z moim partnerem biznesowym i menedżerem…
 

Roześmiała się chrapliwym, głębokim seksownym śmiechem. 

Nawet przez telefon nie dało się nie zauważyć, że była… wyjątkowa.
 

– Idealnie nadaję się do tej pracy, złotko, a poza tym nigdy nie 

byłam w Kolorado. To będzie fajna przygoda.
 

– Skąd to nagłe zainteresowanie? – Musiałem o to zapytać. – 

Podczas naszej ostatniej rozmowy wydawałaś się… hm, nieco 
znudzona i zupełnie niezainteresowana.
 

– Salonów tatuażu jest co prawda na pęczki, ale wy, chłopaki, 

background image

odwalacie kawał świetnej roboty, a poza tym podoba mi się 
perspektywa pracy w salonie o dobrej reputacji, który myśli o rozwoju. 
A jeśli chodzi o zainteresowanie… – Zawiesiła głos, a kiedy podjęła, 
brzmiała w nim jakaś dziwna nuta. – Po prostu tak mnie jakoś naszło. 
Do zobaczenia w maju, Nashu Donovan! – Rozłączyła się, a ja gapiłem
się w telefon jak sroka w gnat, starając się dojść, co właściwie przed 
chwilą się wydarzyło. Nie żartowałem z tą rozmową o pracę i oczyma 
duszy widziałem już, jak żrą się obie z Corą. Cóż, to przynajmniej 
byłoby zabawne, westchnąłem w duchu.
 

Wsunąłem telefon do kieszeni i wszedłem przez niewyróżniające 

się niczym szczególnym drzwi do baru; chwilę zajęło, zanim moje oczy
przywykły do panującego w środku półmroku. Jako że było wcześnie, 
przed jedenastą rano, nie było tu zbyt wielu gości – jedynymi klientami
usadowionymi przy kontuarze byli posiwiali weterani, dla których ten 
lokal był domem na długo przed tym, zanim przejęli go Rome i Asa. 
Nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Ale Asa zauważył mnie – wychodził 
właśnie zza baru, dźwigając skrzynki piwa.
 

Na mój widok podniósł jasne brwi, a ja podszedłem, żeby mu 

pomóc. Asa nie trzymał tak naprawdę specjalnie z naszą paczką. 
Kierował się dziwacznymi zasadami, wydawał się zbyt ułożony i 
grzeczny, żeby obijać się z resztą grupy. Jednak Ayden go uwielbiała, a 
Rome miał jakąś słabość do tego przystojniaka z południa, więc nawet 
jeśli był w najlepszym razie niepewny, na dobre dołączył do naszej 
radosnej grupki nieprzystosowanych społecznie wykolejeńców. Jet 
patrzył na niego wiecznie spode łba, ale ja byłem zdania, że dopóki nie 
odwali czegoś głupiego, jest całkiem w porządku.
 

Nie mówiąc już o tym, że laski lgnęły do niego jak muchy do 

miodu. Nie wiedziałem, czy to jego południowy akcent, złote oczy, czy 
poza skromnisia, którą zazwyczaj przyjmował, ale był dyplomowanym 
magnesem na niunie. Zanim Santa przesłoniła mi cały świat, bardzo 
podziwiałem jego talent do wyrywania lasek bez żadnego wysiłku.
 

– Co tu robisz tak wcześnie? – zapytał.

 

Pomogłem mu postawić piwo na barze, a on przeszedł wzdłuż 

długiego, drewnianego blatu, który Rome niedawno odnowił, i stanął 
przede mną po drugiej stronie lady. Może i teoretycznie właścicielem 
tego miejsca był Rome, ale ponieważ właśnie został ojcem, a bar był 
otwarty praktycznie dwadzieścia cztery godziny na dobę, to Asa 

background image

ostatnio wszystkiego pilnował. Był także tysiąc razy sympatyczniejszy 
od mrukliwego byłego żołnierza, więc razem tworzyli zgrany zespół.
 

– Chciałem zadać ci przed robotą kilka pytań. Masz chwilkę?

 

Przechylił głowę na ramię i przyjrzał mi się w milczeniu. Nie 

było tajemnicą, że wybory, których Asa całkiem niedawno dokonał, 
nieomal kosztowały go życie. Jego siostra prawie się go wyparła. 
Raczej nie był kimś, do kogo można przyjść po radę.
 

– Taaak, mam trochę czasu. To ostatnia partia z dostawy, więc 

teraz czekam tylko na Brite’a. Zadzwonił i powiedział, że trochę się 
spóźni i że chciałby mnie prosić o jakąś przysługę. Mam poprosić 
Darcy, żeby zrobiła ci coś do jedzenia?
 

Pokręciłem głową.

 

– Może później, wziąłbym coś na wynos. Dla wszystkich z 

salonu.
 

Skinął głową i wskazał nią salę ze stołami do bilardu na tyłach 

baru.
 

– Zajrzę tylko do kuchni i poproszę Darcy, żeby miała oko na 

salę.
 

Poszedłem na tyły i usiadłem na brzegu jednego ze stołów. 

Splotłem dłonie i przyglądałem się, jak Asa idzie w moim kierunku, 
wycierając ręce w ścierkę.
 

– Zrobi wam kanapki – poinformował mnie.

 

Skinąłem głową. Darcy była eksżoną Brite’a – no, właściwie to 

jedną z eksżon – i teraz prowadziła w barze kuchnię. Była miłą, starszą 
panią, a jej kanapki z sałatą, bekonem i pomidorem były nieziemskie.
 

– No to… o co chodzi, Nash?

 

Westchnąłem i skrzywiłem się lekko.

 

– Może to zabrzmi dziwnie, ale jesteś jedyną osobą, która 

przyszła mi do głowy, kiedy zastanawiałem się, kogo mogę o to 
spytać…
 

Jego jasne brwi powędrowały do góry. Skrzyżował muskularne 

ramiona na piersi. Asa wyglądał jak facet, który cały dzień nic tylko 
łapie na lasso konie i rzuca kłodami. Oczywiście, nie zajmował się 
niczym takim, ale trudno było nie zauważyć w jego zachowaniu śladów
wychowania na wsi.
 

– To znaczy o co?

 

– O… hm, zmiany i postrzeganie przeszłości. – Potarłem kark. – 

background image

Z tą dziewczyną, z którą się spotykam… łączą mnie pewne 
wspomnienia. Niezbyt chlubne… i naprawdę nie wiem, jak sobie z tym
poradzić.
 

Jedna ze złotych brwi uniosła się i poczułem się zupełnie jak 

jedna z tych zauroczonych nim siks, które wiecznie próbowały go 
poderwać. Faceci nie powinni prowadzić szczerych rozmów o 
uczuciach. Ale naprawdę byłem w kropce i nie miałem wyjścia.
 

– Santa bardzo kiepsko wspomina szkolne czasy. Była wówczas 

skryta i nieśmiała, ludzie wyśmiewali się z niej i wciąż się na niej 
wyżywali. Chyba trochę się we mnie zadurzyła… A ja zraniłem ją. 
Niechcący. To było całe wieki temu, ale ona nadal nie może o tym 
zapomnieć. A co gorsza, zdarzało mi się wygadywać wówczas różne 
głupoty. Była przekonana, że mówiłem wtedy o niej. – Westchnąłem. – 
Na dodatek jej ojciec okazał się oszustem i dupkiem, a facet na 
studiach zostawił ją, bo nie chciała z nim pójść do łóżka. Skutek jest 
taki, że za cholerę nie mogę jej do siebie przekonać. Wiem, że moja 
niewyparzona gęba i głupota znacząco wpłynęły na obniżenie jej i tak 
już kiepskiej samooceny, ale nie mam pojęcia, jak ją przekonać, że się 
zmieniłem. Że naprawdę jestem przyzwoitym gościem, który jako 
dzieciak popełnił po prostu kilka głupich błędów. Jak ci się to udało? 
Jak udało ci się przekonać Ayden, że jesteś inny? Po tym wszystkim, co
się wydarzyło? Jakim cudem zdołałeś ją namówić, żeby zapomniała o 
przeszłości, i zapewnić, że więcej jej nie zawiedziesz?
 

Asa przyglądał mi się w milczeniu przez długą chwilę i przeszło 

mi przez myśl, że może w jakiś sposób go uraziłem. Ale nagle parsknął 
i pokręcił blond czupryną, wsuwając kciuki za patki swoich dżinsów.
 

– Nie zrobiłem tego. Ayden mnie kocha, chce we mnie wierzyć, 

co czyni ją najlepszą istotą na świecie. Fakt, wykorzystałem ją i 
popsułem wszystko między nami kilka lat temu… Musisz wiedzieć, że 
wówczas nie byłem po prostu złym człowiekiem, Nash – byłem czymś 
znacznie gorszym: przestępcą i oszustem. I nie przeszło mi nawet przez
myśl, że to, co robię, może zaszkodzić Ayden. Tak naprawdę 
zwyczajnie, podle ją wykorzystałem. Ale zdałem sobie z tego sprawę 
dopiero po czasie. Jeśli mam być szczery, Ayden miała wszelkie prawo 
mnie znienawidzić. I nie miałbym jej za złe, gdyby zostawiła mnie w 
szpitalu i postawiła na mnie krzyżyk. Teraz jednak… – Skrzywił się i 
przełknął głośno ślinę. – Nigdy nie zdołam przekonać jej w pełni – ani 

background image

Jeta, skoro już o tym mowa – że stałem się innym człowiekiem. Kiedy 
kilka miesięcy temu doszło do napadu na bar, była pewna, że to moja 
sprawka. Nawet mimo to, że lubię Rome’a i podoba mi się ta praca. 
Założyła odruchowo, że miałem z tym coś wspólnego. Wiem, że już 
zawsze tak będzie. I nie mam do niej o to pretensji. Nie byłem godny 
zaufania ani troskliwy… wtedy. Jedyną osobą, o którą się troszczyłem, 
byłem ja sam. I nie mogę o tym zapomnieć. Nigdy.
 

Nie miałem co prawda bladego pojęcia o ich relacjach 

rodzinnych, ale jego słowa wyjaśniałyby, dlaczego Jet był w stosunku 
do niego taki podejrzliwy. I dlaczego między nim a Ayden panowało 
takie napięcie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że zaangażowanym w to
wszystko osobom trudno było przejść nad przeszłością do porządku 
dziennego.
 

Podniosłem ramiona i opuściłem je bezradnie.

 

– Nie ma na to żadnej rady? Że zawsze już będę kojarzył jej się z 

tymi wspomnieniami i nigdy nie będzie w stanie w pełni mi zaufać? 
Brzmi słabo…
 

– Nash… – Wypowiedział moje imię z naciskiem, którego nie 

mogłem złożyć na karb jego charakterystycznego południowego 
zaciągania. – Dobry z ciebie człowiek. Mam wrażenie, że hodują ich 
tutaj w Kolorado w szklarniach na pęczki. Nie musisz robić nic poza 
byciem tym, kim jesteś. Ona w końcu zobaczy, że to nie poza, tylko 
prawdziwy ty. I że to, co się wydarzyło, nie jest warte wspomnień. 
Jesteś tylko człowiekiem. Każdy z nas popełnia błędy, to normalne. 
Gdyby nikt z nas nie dostawał drugiej szansy… już by mnie tu nie 
było.
 

– Lubię ją. I zależy mi na niej bardziej niż na jakiejkolwiek lasce 

przed nią – powiedziałem. – Mam po prostu wrażenie, że Santa nigdy 
nie zapomni o przeszłości… To oznacza, że nasz związek utknął w 
martwym punkcie.
 

– Nie chciałbym ci opowiadać swojego życiorysu, ale wierz mi, 

skoro moja siostra jest w stanie nadal spojrzeć mi w oczy i wciąż ją 
obchodzę, ty także nie powinieneś mieć problemu z dotarciem do serca 
tej dziewczyny.
 

Rany, może nie powinienem był tak pochopnie szufladkować Asy

jako w porzo gościa? Im więcej o nim wiedziałem, tym bardziej 
miałem ochotę wybić mu w imieniu jego siostry te śliczne, równe 

background image

ząbki.
 

– A co z tobą? – spytałem zaczepnie. – Byłeś prawdziwym 

kutafonem, a teraz jesteś chodzącym ideałem? Jak zdołałeś przekonać 
wszystkich, że naprawdę się zmieniłeś?
 

Kiedy obdarzył mnie tajemniczym, złośliwym uśmieszkiem, 

pomyślałem, że chyba nie chcę znać odpowiedzi na to pytanie.
 

– Nie zmieniłem się. Nie jestem kimś innym. Każdego dnia toczę

ze sobą walkę o to, żeby nie iść na łatwiznę, nie dać się starym 
nawykom. Jestem, kim jestem. I nie jest mi z tym lekko. Wiem, że 
żaden ze mnie chodzący ideał. Różnica jest taka, że teraz żyję życiem, 
którym chcę żyć. Chcę mieć dobry układ z siostrą. Chcę, żeby Jet, 
patrząc na mnie, nie zastanawiał się, czy mi za chwilę nie odbije. 
Chciałbym pomóc Rome’owi prowadzić ten bar tak, żeby dzięki niemu 
mógł utrzymać swoją rodzinę. Podoba mi się tu. Dzięki tej pracy mam 
coś, czego nigdy nie miałem w Kentucky, i zrobię, co w mojej mocy, 
żeby tak zostało. Może i na to nie zasługuję, ale skoro dostałem tę 
szansę, zamierzam ją wykorzystać.
 

Rany… Nie przyszedłem tu z zamiarem wysłuchiwania historii 

życia Asy, ale to, co mówił… Cóż, nie mogłem zaprzeczyć, że mnie to 
poruszyło. Starałem się zrobić wszystko, żeby przekonać Santę, że nie 
jestem tym samym gościem, którego zapamiętała z czasów 
szkolnych… Jednak to nie była do końca prawda. Owszem, nie byłem 
już takim młodym gniewnym, nie pragnąłem tak rozpaczliwie 
akceptacji własnej matki, ale tak naprawdę nigdy nie byłem dupkiem. 
Byłem tak bardzo skupiony na próbie pokazania jej własnych zalet, że 
zapomniałem, iż od zawsze je miałem – nawet jeśli po drodze 
trzepałem językiem jak najęty i zachowywałem się jak typowy 
zakręcony nastolatek. Może powinienem był zapytać sam siebie, 
dlaczego sama nie dostrzega swojej wartości?
 

Bez dwóch zdań była niesamowita – mądra i zabawna. Była 

łagodna i absolutnie, nieskończenie cudowna. Było nam świetnie w 
łóżku i wiedziałem, że gdybym tylko zdołał przekonać ją, żeby 
zapomniała o tym, co było między nami wcześniej, wpadłbym po uszy. 
Zdawałem sobie sprawę z tego, że jestem na granicy zakochania się w 
niej. Może powinienem przestać starać się jej udowodnić, że w gruncie 
rzeczy jestem dobrym człowiekiem, a zamiast tego spróbować pokazać 
jej, jaka jest wspaniała?

background image

 

Zeskoczyłem ze stołu, uderzając ciężko buciorami o drewnianą 

podłogę.
 

– Dzięki, Asa.

 

Roześmiał się, a ja ruszyłem za nim do baru.

 

– Popełniłem dość błędów w swoim życiu, żeby starczyło na 

nauczkę dla was wszystkich. Chociaż tyle z tego dobrego – parsknął.
 

– Naprawdę mam nadzieję, że to dla ciebie zamknięty rozdział – 

rzuciłem. – Bo jeśli nie… ucierpi na tym więcej osób niż tylko Ayden.
 

Znowu ten denerwujący uśmiech – jednak tym razem zabarwiony

smutkiem.
 

– Wiem, że odwalam tu kawał dobrej roboty. Nie mam 

najmniejszego zamiaru tego spieprzyć. Nawet jeśli moje plany dotąd 
nie zawsze szły po mojej myśli.
 

Zgarnąłem pojemniki na wynos z kanapkami, które zrobiła nam 

Darcy, i pozwoliłem, żeby dała mi pożegnalnego buziaka w policzek. 
Wychodziłem już, kiedy usłyszałem, jak pyta Asę, czy widział się już z 
jej córką. Miałem dziwne wrażenie, że to nie skończy się dobrze. Z 
tego, co słyszałem od Rome’a, córeczka Brite’a i Darcy była niezłym 
ziółkiem…
 

Do końca tygodnia nie widziałem się z Santą ani razu. W salonie 

mieliśmy kupę roboty. Na dodatek Rowdy się przeziębił i musiał wziąć 
kilka dni wolnego, zaś stan Phila wciąż się pogarszał. Pod koniec 
tygodnia było już z nim tak kiepsko, że chciałem przenieść go z 
powrotem do szpitala, ale mi na to nie pozwolił. Nie był w stanie nic 
przełknąć i pielęgniarka zaczęła wspominać o konieczności 
podłączenia go do kroplówki. Zżerały mnie nerwy. Czułem się, jakbym
spacerował po cienkim lodzie, który lada chwila mógł się załamać pod 
moim ciężarem. Do końca tygodnia nocowałem u niego, co oznaczało, 
że nie widywałem się praktycznie z nikim. Gdy tak patrzyłem, jak 
marnieje z dnia na dzień na moich oczach, jakoś automatycznie 
przestawiłem się z myślenia o nim jako o Philu na traktowanie go jak 
swojego ojca. To mój ojciec umierał, to mój ojciec starał się zgrywać w
obliczu śmierci twardziela. To mój tata patrzył na mnie tymi smutnymi,
błękitnymi oczami, bo wiedział, że nie zostało mu wiele czasu, który 
mógł spędzić ze mną.
 

Nie chciałem, żeby ktokolwiek oglądał go w tym stanie. Wszyscy

z naszej paczki chcieli mu złożyć wizytę, ale Phil nie zamierzał na to 

background image

pozwolić. Musiałem zrezygnować z planów, jakie miałem względem 
Santy, jeśli chodzi o sobotę – co niepomiernie mnie wkurzało – ale 
wiedziałem też, że są sprawy ważne i ważniejsze. Kiedy usłyszałem 
pukanie do drzwi i zobaczyłem ją w progu, prawie ścięło mnie z nóg. 
Nie zapytała wcześniej, czy może zajrzeć. Na mój widok tylko 
wręczyła mi proteinowy koktajl i poprosiła, żebym namówił Phila, aby 
go wypił. Wyjaśniła, że zapytała zespół z onkologii, czy jest coś, co 
mogłoby opóźnić konieczność podłączenia go do kroplówki.
 

Gapiłem się tylko na nią w milczeniu, niezdolny wykrztusić 

słowa. Przepełniała mnie nieopisana wdzięczność. I coś jeszcze, czego 
nie umiałem nazwać. Santa otoczyła mnie ramionami i przytuliła 
mocno, sprawiając, że poczułem się choć przez krótką chwilę lepiej. 
Dała mi szybkiego buziaka i poprosiła, żebym – podczas gdy troszczę 
się o Phila – nie zapomniał zatroszczyć się o siebie samego. Byłem 
zmęczony i wyczerpany emocjonalnie, ale jej krótka wizyta, 
świadomość, że pamięta o tym, przez co przechodzę, naprawdę mnie 
poruszyła.
 

Może dlatego, że moja matka zawsze była taka oziębła i 

apodyktyczna… może dlatego, że zawsze szukałem w oczach Santy 
aprobaty i wdzięczności. Nieważne. Tym razem dostrzegłem w nich 
współczucie i troskę, na których tak mi zależało. Była wszystkim, 
czego kiedykolwiek pragnąłem, czego potrzebowałem. Gdy tak na 
mnie patrzyła, wszelkie wątpliwości na temat tego, czy mógłbym ją 
pokochać, znikały jak mgła w promieniach słońca. Pytanie brzmiało 
teraz inaczej: jak mógłbym jej nie kochać? Niemożliwe było jej nie 
wielbić.
 

Ucałowałem ją tysiąc razy mocniej, niż miałem zamiar – ale 

chciałem, żeby poczuła wszystkie te rzeczy, które, gdyby usłyszała je z 
moich ust, sprawiłyby, że zamknęłaby się w sobie. Poprosiła mnie, 
żebym zadzwonił do niej w ciągu weekendu, jeśli tylko będę miał 
wolną chwilę. I odeszła… zabierając ze sobą moje serce.
 

Kiedy wróciłem do Phila z miksturą, którą mi wręczyła, mój 

ojciec spojrzał tylko na mnie porozumiewawczo znad maski tlenowej. 
Pomogłem mu się podnieść i opadłem, wyczerpany, na fotel, który 
przysunąłem sobie jakiś czas temu do jego łóżka. Nie byłem jeszcze 
gotów o tym rozmawiać – szczególnie wiedząc, że Santa mogłaby się 
spłoszyć, gdybym spróbował jej wyjaśnić wprost, ile dla mnie znaczy. 

background image

Nieodwzajemnione uczucie było koszmarem mojego dzieciństwa. Nie 
wiedziałem, czy zdołam znieść to powtórnie.
 

Zostałem u Phila na cały weekend. Mikstura od Santy zdziałała 

prawdziwe cuda, więc poprosiłem ją o przepis i zakupiłem potrzebne 
składniki, aby móc ją w razie potrzeby przyrządzić samemu. Phil 
codziennie przesypiał większość dnia i w sobotę zacząłem się już 
zastanawiać nad wyskoczeniem na chwilę do roboty, żeby spróbować 
coś ogarnąć, kiedy w drzwiach zjawiła się bez zapowiedzi Cora.
 

Nie chciałem, żeby widziała go w takim stanie, żeby było jej 

przykro. Ale bezpardonowo przepchnęła się obok mnie i kazała mi się 
zmywać. Phil był dla niej równie ważny jak dla mnie, a Rome miał 
siedzieć do wieczora z dzieckiem w domu. Zakomunikowała mi bez 
ogródek, że mam się zająć własnymi sprawami, i bezceremonialnie 
wyrzuciła mnie z mieszkania mojego ojca. Chciałem być na nią 
wkurzony – ktoś tak drobny nie powinien być taki pyskaty i 
nieustępliwy! – ale musiałem przyznać, że przyda mi się chwila 
wytchnienia.
 

Wróciłem do Marked i zacząłem się przedzierać przez stertę 

papierkowej roboty, która nagromadziła się w ciągu tygodnia. 
Umówiłem ponownie wszystkie sesje, które odwołałem w ciągu 
ostatnich kilku tygodni. Kiedy nadeszła pora zamknąć salon, Rule 
poprosił, żebym wpadł do baru, gdzie umówił się na kolację z Shaw i 
Ayden. Ostatnio nie mieliśmy okazji spędzać razem zbyt wiele czasu 
poza pracą, więc korciło mnie, żeby się zgodzić. Jednak chociaż 
lubiłem wychodzić z Rule’em, brakowało mi Santy i tęskniłem za nią, 
więc przeprosiłem go i zadzwoniłem do niej.
 

– Cześć! – musiała mówić głośno, żeby przekrzyczeć harmider 

dziecięcych chichotów w tle.
 

– Cześć. Cora jest z Philem, więc mam wolny wieczór. Miałem 

nadzieję, że może nie pracujesz i moglibyśmy się spotkać…
 

– Zaczekaj chwilę. – Powiedziała do kogoś coś, czego nie 

dosłyszałem, po czym ze słuchawki dobiegło więcej krzyków, podczas 
gdy Santa przechodziła w cichsze miejsce, w którym mogła spokojnie 
porozmawiać. – Przepraszam. Faith musiała pojechać do szpitala i 
poprosiła mnie o zajęcie się dziećmi. Miała skurcze Braxtona-Hicksa i 
zaczęłam się trochę martwić. Nie wiem, ile to jeszcze potrwa…
 

Skrzywiłem się. Naprawdę chciałem się z nią spotkać, a nie 

background image

wiedziałem, kiedy będę miał ku temu następną okazję.
 

– Mam nadzieję, że wszystko będzie OK.

 

– Będzie dobrze. Masz może ochotę wpaść? Robię smażony ser 

na kolację, a potem planujemy obejrzeć Gdzie jest Nemo? Może to 
trochę uspokoi tych małych wariatów.
 

Nie miałem zbyt często do czynienia z dziećmi i, szczerze 

powiedziawszy, specjalnie za nimi nie przepadałem. To znaczy, teraz, 
kiedy Rome’owi i Corze urodziła się córeczka, pewnie to się zmieni. 
Tak naprawdę jednak byłem gotów na wszystko, byle tylko spędzić z 
nią choć trochę czasu, więc właściwie dlaczego nie miałbym się 
poświęcić i poznosić przez jakiś czas ich towarzystwo?
 

– Jasne. Jakiś adres?

 

Podała mi namiary na dom gdzieś w okolicy Littleton i odpaliłem

silnik. Nie zastanawiałem się nad tym, że jej siostra dała mi jasno do 
zrozumienia, że mnie nie lubi ani że nie mam zielonego pojęcia, jak się 
zajmować dziećmi. Liczyło się tylko, że będzie tam Santa. A to 
sprawiało, że i ja chciałem tam być.
 

Santa otworzyła mi drzwi zdyszana i zarumieniona. Wyglądała 

cudownie. Na biodrze trzymała jednego berbecia, a zza jej kolan 
wyglądała ciekawie nieco starsza dziewuszka. Santa uśmiechnęła się do
mnie i dmuchnięciem usunęła sprzed oczu niesforny rudy kosmyk.
 

– Dobrze cię widzieć.

 

Rany, a niech mnie! To była najlepsza wiadomość, jaką 

usłyszałem od długiego czasu.
 

– To jest Zoe. – Ucałowała bobasa w policzek. – Za mną chowa 

się Brea, a chłopcy, Owen i Kyle, grają w salonie na komputerze.
 

Ruszyłem za nią do środka i mrugnąłem do dziewczynki, która 

przyglądała mi się szeroko otwartymi oczami.
 

– Twoja siostra wygląda na zbyt młodą, żeby mieć tyle dzieci – 

zauważyłem.
 

Parsknęła i zaprowadziła mnie do kuchni. Unoszący się w niej 

zapach zupy pomidorowej sprawił, że do ust napłynęła mi ślinka.
 

– Młodo zaczęła i nie zanosi się na to, żeby wkrótce zamierzała 

przestać. Ona i jej mąż, Justin, od zawsze chcieli mieć dużą rodzinę.
 

Zerknęła na kuchenkę, potem na mnie i bez zapowiedzi 

wepchnęła mi zdziwionego bobasa w ramiona. Przyglądaliśmy się 
sobie dłuższą chwilę – mała, zastanawiając się, czy powinna zacząć 

background image

krzyczeć, a ja, starając się wykombinować, jak najlepiej ją trzymać, nie
zgniatając jej. Chyba uznała, że jestem w porządku, bo nie wybuchnęła 
płaczem. Zamiast tego z uporem zaczęła sięgać pulchnymi paluszkami 
do mojego kolczyka w nosie, co zaowocowało idiotyczną zabawą w 
„nie dotykaj!” Stojąca przy kuchni Santa roześmiała się tylko i zabrała 
do robienia kanapek.
 

Druga latorośl jej siostry, licząca na oko jakieś cztery albo pięć 

lat, obeszła stół i stanęła obok mnie, zadzierając głowę, żeby mi się 
przyjrzeć. Santa obdarzyła ją ciepłym uśmiechem.
 

– To kolega cioci, Nash. Przywitaj się z nim!

 

Mała nie odezwała się ani słowem, więc uśmiechnąłem się do 

niej i zmełłem w ustach przekleństwo, kiedy maleństwo, które 
trzymałem na rękach wykorzystało chwilę mojej nieuwagi i szarpnęło 
za kółko w nosie. Oczy zaszły mi łzami, ale kiedy usłyszałem, jak 
śmieje się radośnie, nie mogłem być na nią zły.
 

– Gorące. – Młoda była nieśmiała. Widać to było na pierwszy 

rzut oka i byłem pewien, że wdała się w Santę. Podniosłem brew, a ona 
wskazała paluszkiem moją głowę i powtórzyła: – Gorące.
 

Miała na myśli płomienie wytatuowane na mojej głowie i ogniste

jęzory, wypełzające zza kołnierzyka mojej koszulki, który właśnie 
szarpało maleństwo.
 

Santa odwróciła się i spojrzała na mnie; w jej szarych oczach 

migotały srebrne ogniki. Podeszła do małej, przyklękła przy niej i 
pacnęła ją czule palcem w perkaty nosek.
 

– Masz dobry gust, Breo. Rzeczywiście, wujek jest bardzo, 

bardzo gorący.
 

Cała trójka wybuchnęła śmiechem, podczas gdy ja przyglądałem 

się Sancie. Wstała i ucałowała malutką w policzek, a mnie w usta, a 
potem zawołała chłopców na kolację. Byli starsi od dziewczynek, więc 
mieli mnóstwo pytań o moje tatuaże, plugi w uszach, o to, czym się 
zajmuję i jak poznałem Santę. Byli pełni energii – aż ich nosiło! – ale 
zabawni i naprawdę fajni.
 

Zjedliśmy wspólnie kolację, a po wszystkim, gdy Santa zabrała 

się do ich uspokajania, wziąłem się do zmywania naczyń i sprzątanie 
kuchni. Gdy uśmiechała się do mnie, w jej uśmiechu było coś… nie 
wiedziałem dokładnie, co takiego, ale jakieś ciepło, słodycz. 
Uwielbiałem ten uśmiech bardziej niż wszystko i cieszyłem się każdą 

background image

spędzoną z nią chwilą, nawet jeśli była to najmniej romantyczna 
randka, na której zdarzyło mi się być.
 

Starsze dzieci rozłożyły się na podłodze, a ja i Santa usiedliśmy 

na kanapie, z młodszymi dziewczynkami usadowionymi między nami. 
Nie miałem tak naprawdę zamiaru zostawać dłużej – chciałem się zmyć
przed powrotem siostry Santy – ale po pięciu minutach Brea zasnęła, 
opierając główkę o moje ramię. Młodsza dziewuszka, Zoe, wspięła mi 
się na kolana, zwinęła w kłębek jak kotek i po chwili zapadła w głęboki
sen. Nie chciałem budzić żadnej z nich, więc tylko usiadłem wygodniej
i śledziłem przygody rybki wracającej do domu. Upór Nemo i to, że 
nigdy się nie poddawał i ani na chwilę nie stracił nadziei, sprawił, że 
zacząłem myśleć o własnym życiu, a potem o Philu.
 

Kiedy zerknąłem na Santę, zauważyłem, że przygląda mi się 

szeroko otwartymi oczami, z wypiekami na policzkach.
 

– Co jest?

 

Pokręciła tylko lekko głową i skupiła się z powrotem na filmie.

 

– Cały czas mnie zaskakujesz.

 

Wypuściłem głośno powietrze, bo nie mogłem się oprzeć myśli, 

jak mocno jest to związane z moimi ostatnimi przemyśleniami na temat
naszego związku i niej samej.
 

– Tym, kto powinien cię zaskakiwać, jesteś ty sama, Santa. 

Uwierz mi, jesteś niezwykła i wyjątkowa. Jeśli zechcesz to 
zaakceptować, zmieni się całe twoje życie.
 

Spojrzała na mnie tylko, jakby nie miała pojęcia, o czym mówię, 

ale dzięki temu, że to powiedziałem, poczułem się zdecydowanie 
lepiej. Gdyby tylko mi na to pozwoliła, pokochałbym ją 
bezwarunkowo. Jednak aby tak się stało, musiała najpierw w pełni 
zaakceptować siebie samą.
 

background image

 SANTA:

 

I tak już miałam problem z kontrolowaniem się, tak mocno 

działał na mnie Nash. Ale widok wielkiego, wytatuowanego faceta, 
trzymającego w ramionach małą, kruchą dziewczynkę – jakby była 
czymś nieskończenie cennym i delikatnym – sprawił, że wszystkie 
barykady, które tak pieczołowicie wznosiłam, legły w gruzach.
 

Kiedy Faith i Justin wrócili, dzieciaki leżały już w łóżkach, a 

Nash zbierał się właśnie do wyjścia. Mina mojej siostry, kiedy się 
żegnał, nie wróżyła niczego dobrego. Była zmęczona i nie chciała się 
awanturować. Wiedziałam, że tylko dlatego nie nakładła mi do uszu. 
Następnego dnia, gdy byłam w pracy, zostawiła mi na poczcie głosowej
wiadomość – dobre dwadzieścia minut utyskiwania z powodu faktu, że 
chłopcy uparli się, że jak podrosną, wytatuują sobie głowy. Nie 
powinnam była się z tego śmiać, ale naprawdę mnie to rozbawiło. 
Próbowałam wziąć sobie troskę Faith do serca. Wiedziałam, że się po 
prostu o mnie martwi – o to, co się stanie, jeśli Nash znowu mnie zrani 
– jednak w słowach, które wypowiedział wczoraj wieczorem, było coś, 
co mnie uderzyło.
 

Jakaś cząstka mnie nie chciała za nic w świecie uwierzyć, że 

postrzega mnie w taki sposób. Nigdy nie uważałam siebie za osobę 
ładną, kogoś, kogo można pożądać – i kiedy prawił mi komplementy, 
nigdy tak naprawdę mu do końca nie wierzyłam. W pracy byłam pewna
siebie i zdecydowana – wiedziałam, co robię i że właśnie tym chciałam 
się zajmować od zawsze, że zostałam wręcz do tego stworzona. Jednak 
kiedy Nash patrzył na mnie tak, jakby na świecie nie istniało nic poza 
mną… Po prostu nie mogłam uwierzyć w to, że Nash Donovan coś do 
mnie czuje. Nadal brakowało mi pewności siebie, i to wszędzie, w 
każdej dziedzinie poza sferą zawodową. Wiedziałam, że nie zachowuję 
się fair wobec niego, czekając tylko, aż okaże się typowym facetem. 
Tak naprawdę cały czas stroję chimery, nie mogąc się zdecydować, o 
co mi chodzi, i nie pozwalając, żeby nasz związek rozkwitł. Aż w 
końcu on być może zadowoli się pierwszą lepszą bezproblemową 
laską.
 

Nigdy nie narzekałam na swoją pracę – napięty grafik czy natłok 

obowiązków. Zawsze najwięcej radości i spokoju dawało mi 
troszczenie się o innych, ale ostatnio chciałam mieć też czas na 

background image

spotykania z Nashem. Wiedziałam, że stan Phila wciąż się pogarsza i że
nie można nic na to poradzić, a Nash spędza przy nim prawie cały swój
czas. Jednocześnie starał się mieć pod kontrolą postępy prac w nowym 
salonie i wszystko inne. W efekcie wciąż tracił na wadze i za każdym 
razem, kiedy go widziałam, miał podkrążone oczy, a jego silna szczęka 
często była porośnięta kilkudniowym zarostem.
 

Nie było już zostawania na noc, zabawnych randek, na których 

potrafiłam się śmiać do rozpuku. Jedyne chwile, które dane nam było 
spędzać razem, trafiały się podczas szybkich lunchów; na nie 
wykradaliśmy się od czasu do czasu. Za każdym razem było świetnie, 
ale naszym krótkim spotkaniom brakowało intensywności i głębi uczuć
towarzyszących seksowi. Jak na kogoś, kto zazwyczaj czuł się 
paskudnie nago i nienawidził wszystkiego, co się normalnie z tym 
wiązało, nie mogłam się doczekać chwil, które będę mogła spędzić bez 
ubrania, pod nim – lub nad nim – bez różnicy. Nie miałam w tym 
zakresie specjalnych wymagań.
 

Szykowałam się właśnie do wyjścia z pracy, kiedy złapała mnie 

Sunny i poprosiła, żebym zajrzała do jej biura. Ostatnio byłyśmy zbyt 
zajęte, żeby móc swobodnie pogadać; brakowało mi jej pogody ducha i
tego, jak nieustannie próbowała mnie wybadać. Zajęłam miejsce 
naprzeciwko niej za jej zagraconym biurkiem i uśmiechnęłam się pod 
nosem.
 

– Zamierzasz mnie umówić z kolejnym doktorkiem?

 

Po mojej nieszczęsnej randce plotki szybko się rozeszły wśród 

szpitalnego personelu. Byłam lesbijką, miałam atak padaczki i 
musiałam uciekać, byłam potajemnie mężatką z pięciorgiem dzieci… 
Nikogo nie interesowała prawda. Co zaskakujące, bycie przedmiotem 
plotek – nieważne, jakie głupoty o mnie nie wygadywano – wcale mnie
nie peszyło. Zbyt się skupiłam na Nashu i na próbie zrozumienia, co 
tak naprawdę dzieje się między nami, żeby się przejmować głupotami.
 

Sunny przewróciła ciemnymi oczami i uśmiechnęła się do mnie 

szeroko.
 

– Nie. Odnoszę wrażenie, że wolisz typy… nieco barwniejsze niż

większość lekarzy w tych murach.
 

Cóż, to była prawda. To znaczy, znałam paru lekarzy 

ukrywających pod fartuchami i kitlami tatuaże, ale nic nie mogło się 
równać ze smokiem, który strzegł ciała Nasha.

background image

 

– Pewnie masz rację. Co się stało? Nigdy nie zapraszałaś mnie na

pogawędkę do biura. Zwykle próbowałaś mnie przydybać na korytarzu.
 

Nie przestając się uśmiechać, opadła na oparcie fotela.

 

– Cóż, to nieco oficjalniejsza rozmowa niż molestowanie cię na 

korytarzu o postępy w twoim życiu erotycznym.
 

Zmarszczyłam czoło i natychmiast zaczęłam szukać w myśli 

czegoś, co w ciągu ostatnich kilku tygodni mogłam zrobić nie tak. 
Byłam rozkojarzona, bo cały czas skupiałam się na swoim życiu 
prywatnym, co było do mnie niepodobne.
 

– Co takiego przeskrobałam?

 

Pokręciła głową i zacmokała z dezaprobatą.

 

– Dlaczego od razu zakładasz najgorsze? Cały czas ci 

powtarzam, że świetnie sobie radzisz w pracy. Jak mogłaś w ogóle 
pomyśleć, że kazałam ci tu przyjść, żeby opieprzyć cię za to, że 
zrobiłaś coś źle? Powinnam czuć się urażona. To obraża nas obydwie.
 

Przełknęłam ślinę i przypomniałam sobie wczorajsze słowa 

Nasha.
 

– Wybacz. To z przyzwyczajenia.

 

– Którego powinnaś się wyzbyć. Słuchaj, Santa… Heidi przenosi

się do szpitala na Florydzie, bo jej mąż dostał nową pracę. Chciałabym,
żebyś przejęła jej obowiązki przełożonej pielęgniarek. Wiem, że 
myślałaś o dalszej nauce, ale sama chyba zdajesz sobie sprawę z tego, 
że to świetna szansa na awans i zdobycie doświadczenia. Zgódź się, 
proszę. Nadajesz się do tego jak nikt inny.
 

– Mówisz poważnie? – Dosłownie mnie zamurowało. To było 

moje marzenie od zawsze. Potwierdzenie moich umiejętności, 
szacunek, na który zasługiwałam, będący świadectwem, że jestem 
dobra w czymś, co kocham. Nie mogłam prosić o więcej… Poza tym, 
że z jakiegoś powodu, chociaż perspektywa awansu cieszyła mnie 
bardzo, najwięcej radości dawała mi myśl o tym, że podzielę się tą 
nowiną z Faith, mamą, a najbardziej – z Nashem.
 

– Cóż, tak naprawdę czeka cię jeszcze rozmowa z szefową, ale 

ona wie, że zależy mi, żebyś objęła to stanowisko.
 

Serce waliło mi w piersi jak oszalałe i miałam ochotę zerwać się 

z krzesła i odtańczyć zwycięski taniec.
 

– To świetna wiadomość! Tak bardzo ci dziękuję!

 

– Nikt nie zasługuje na ten awans bardziej niż ty.

background image

 

Wstałam, a kiedy Sunny obeszła biurko, uścisnęłam ją mocno. 

Wiedziałam, że na to zasługuję… I pomyślałam, że całkiem możliwe, 
że zasługuję też na to, żeby mój związek z Nashem stał się czymś 
poważniejszym.
 

Był pierwszą osobą, do której zadzwoniłam po wyjściu ze 

szpitala.
 

Padało. Właściwie to lało jak z cebra, a sądząc po kałużach na 

ulicach, ulewa trochę już trwała. Ze słuchawką przy uchu pognałam co 
tchu w deszczu do samochodu. Nash nie odbierał. Zgłosiła się poczta 
głosowa, co ostudziło trochę mój entuzjazm i podekscytowanie. W 
samochodzie pokręciłam głową, żeby odgarnąć z twarzy mokre 
kosmyki, i uznałam, że nie zaszkodzi, jeśli po drodze zaczepię o 
Victorian i sprawdzę, czy jest w domu. Chciałam, żeby mnie objął, dał 
mi mocnego, soczystego buziaka i powiedział, jak bardzo jest ze mnie 
dumny. Byłam zaskoczona, jak bardzo mi na tym zależy.
 

Włączyłam radio i słuchając Her Space Holiday pomknęłam 

przez Colfax do Victorian. Pogoda nieco się poprawiła, ale kiedy 
dotarłam do drzwi kamienicy Nasha, mijając po drodze znajomego 
chargera na swoim stałym miejscu parkingowym, byłam przemoczona 
do suchej nitki i szczękałam zębami. Nie dość, że padało, to było 
lodowato. Zatrzymałam się przed drzwiami i zapukałam.
 

Rozplatałam właśnie warkocz i próbowałam przeczesać palcami 

mokre, splątane włosy, kiedy drzwi się otworzyły… I cały mój świat 
runął w gruzach. Serce przestało mi bić na ułamek sekundy. Krew w 
żyłach stała się nagle dziwnie gęsta i zimna i poczułam się jak liść 
porwany wiatrem. Wszystkie moje nadzieje i marzenia już drugi raz w 
moim życiu prysły w ułamku sekundy jak bańka mydlana… przez tego 
samego mężczyznę.
 

W drzwiach Nasha stała Royal z taką samą osłupiałą miną, jaką, 

jak sądziłam, miałam w tym momencie. Przypuszczam, że jakoś bym 
zniosła jej obecność w mieszkaniu Nasha – w końcu dała mi jasno do 
zrozumienia, że nie jest nim zainteresowana – a przynajmniej nie w ten 
sposób, jednak nijak nie mogłam zignorować faktu, który pogruchotał 
moje serce na milion kawałków, raniących mnie niczym ostrza. Miała 
na sobie tylko ręcznik.
 

– Santa…

 

Wyciągnęłam przed siebie rękę i prawie się zachłysnęłam, kiedy 

background image

zza rogu, ze swojego pokoju, wyszedł Nash… Także na golasa, z 
wyjątkiem czerwonego ręcznika na biodrach.
 

– Czy ktoś pukał?

 

Wycierał sobie głowę drugim ręcznikiem. Ten widok tak bardzo 

poruszył moje serce, był tak intymny, że nagle przestraszyłam się, że za
chwilę zemdleję. Musiałam się złapać futryny, bo dosłownie ugięły się 
pode mną kolana. Kiedy przestał wycierać głowę i podniósł ją, nasze 
spojrzenia się spotkały. Spodziewałam się dostrzec w jego oczach 
poczucie winy czy wstyd, jednak on tylko wpatrywał się we mnie 
spokojnie, jakby nigdy nic.
 

– Ee… – Royal sprawiała wrażenie, jakby chciała mnie złapać za 

rękę i wciągnąć do środka, więc cofnęłam się, zanim zdołała mnie 
dotknąć.
 

– Czy właśnie na tym według ciebie polega przyjaźń? – Ból, 

niedowierzanie i wściekłość ściskały mi żołądek tak bardzo, że niemal 
czułam gorycz przepełnionych żalem i nienawiścią słów, które 
wycedziłam do niej: – Chyba niedaleko pada jabłko od jabłoni.
 

Miałam ochotę rąbnąć ją pięścią w brzuch, ale jeszcze bardziej 

chciałam cofnąć się w czasie i nigdy, przenigdy nie wpuścić Nasha 
Donovana do swojego życia. Jeżeli wydawało mi się, że poprzednio 
zranił mnie, każąc patrzeć, jak całuje Ashley Maxwell, to nie miałam 
pojęcia, jak mocno może we mnie ugodzić świadomość, że pieprzy się 
z takim chodzącym ideałem jak Royal. To nie był policzek ani nóż 
wbity w plecy. To był dowód, że miałam rację i że facetom nigdy, 
przenigdy nie można ufać, jeśli chodzi o ładne laski. Powinnam była 
wiedzieć lepiej. Powinnam była odpuścić, kiedy jeszcze miałam na to 
szansę – kiedy miałam pewność, że jeśli się wycofam, uniknę 
prawdopodobieństwa, że ktoś mnie zrani. Wyglądało na to, że los raz 
po raz sobie ze mnie drwił i znowu postanowił udowodnić mi, że nie 
mogę liczyć na nic więcej niż na zranione serce.
 

Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w deszczu do jetty, kiedy za 

ramię schwyciła mnie czyjaś silna dłoń, odwracając mnie ku drzwiom. 
Nash nadal miał na sobie sam ręcznik; deszcz spływał mu po czole i 
kapał z nastroszonych włosów. Potrząsnął mną, aż zaszczękały mi 
zęby.
 

– Co ty, do cholery, wyprawiasz?! Znowu zatrzasnęła klucze! 

Była na siłowni, a w drodze powrotnej cała przemokła! Dałem jej 

background image

ręcznik i pozwoliłem wysuszyć ubranie w suszarce. Gdybym wiedział, 
że zamierzasz przyjechać, zadzwoniłbym, żeby cię uprzedzić, co się 
dzieje i że Royal jest u mnie.
 

Dyszałam ciężko, a skóra paliła mnie pod jego dotykiem. Miałam

złamane serce, coś we mnie umierało. A on miał czelność przyglądać 
się, jak rozpadam się na milion kawałeczków!
 

– Gdybyś wiedział, że zamierzam przyjechać, pewnie nie 

przyłapałabym cię na gorącym uczynku. – Wiedziałam, że to wszystko 
jest zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. – Jest piękna i zawsze 
pod ręką. Dlaczego miałbyś inwestować w coś, co może nigdy ci się 
nie opłacić? Prawda? Zawsze wiedziałam, że kiedy zjawi się lepsza, 
łatwiejsza… skorzystasz z okazji. Nie mogłeś się powstrzymać przed 
złamaniem mi serca po raz kolejny, co, Nashu Donovan?
 

Krople deszczu ściekały mu po piersi i spływały po umięśnionym

brzuchu. Sposób, w jaki dygotał, jak ciężko oddychał, sprawiał, że 
wyglądał, jakby smok wytatuowany na jego skórze chciał się spod niej 
wydostać, wyrwać na wolność, uciec spod chłoszczącego bicza moich 
pełnych jadu słów. Nash cofnął się o krok i położył dłoń na ręczniku. 
Pokręcił głową i zobaczyłam, jak usta wykrzywia mu gorzki grymas. 
Stał przede mną, nagi – i to nie tylko fizycznie. Widziałam w tych 
fioletowych oczach czysty ból, ale zagryzłam zęby i udawałam przed 
sobą, że go nie dostrzegam.
 

– Właśnie o to chodzi. Zrobiłbym wszystko, nie zawahałbym się 

przed niczym – czy by to coś dało, czy nie – byleby tylko cię zdobyć. I 
nie udałoby mi się tym razem złamać ci serca, Santa, bo nie dopuściłaś 
mnie dość blisko, żebym mógł go dotknąć. Mówiłem ci, że świata poza
tobą nie widzę, że jesteś dla mnie jedną jedyną i że nikt nie może się z 
tobą równać. Czy to wygląda źle? Owszem, wygląda. Nie jestem ślepy 
ani nie jestem idiotą, ale gdybyś wiedziała… – wypuścił powietrze i 
spojrzał w niebo, jakby skrywało odpowiedzi na wszystkie pytania – 
jak cholernie, piekielnie cię kocham… Nigdy byś nawet nie pomyślała,
nie przyszłoby ci do głowy, że mógłbym spojrzeć chociaż na inną 
laskę. Jesteś dla mnie wszystkim, Santa. Nigdy nie zrobiłbym nic, co 
mogłoby cię zranić. Bo to zabolałoby mnie równie mocno. – Pokręcił 
gwałtownie głową, posyłając we wszystkie strony kropelki deszczu. – 
Nie jestem jak twój ojciec. Nigdy nie zrobiłbym nic, żebyś musiała 
znowu przez to przechodzić.

background image

 

Zaczerpnęłam powietrza; miałam ochotę go spoliczkować.

 

– Nie musisz mi tego mówić. Jak mógłbyś mnie kochać, skoro 

zapraszasz do mieszkania gołe laski? W moich oczach wyglądasz 
dokładnie jak on, Nash.
 

– Nie. Nie muszę ci udowadniać, że cię kocham. Nigdy nie będę 

w stanie pokochać cię tak mocno, żebyś zrozumiała, że nie potrafisz 
pokochać samej siebie. Kochasz swoją pracę. Kochasz swoją rodzinę. 
Pewnie, do jasnej cholery, zdołałabyś pokochać także i mnie, ale 
dopóki nie przejrzysz na oczy i nie dotrze do ciebie, jak cholernie 
idealna jesteś i że nikt nie może się z tobą równać… Nie ma na to 
szans. Sądziłem, że toczę przegraną walkę z jakimś wyimaginowanym 
obrazem mojego młodszego ja, próbuję walczyć z innym człowiekiem, 
który cię już raz zawiódł, ale teraz wiem, że to walka z tobą. I tylko z 
tobą. Kocham cię, całym sercem. Ale jeśli sama w to nie uwierzysz, nie
widzę dla nas szansy. Nie wiem, gdzie to nas doprowadzi.
 

Płakałam. Szlochałam, wstrząsana spazmami. Łzy zamazywały 

mi obraz i miałam skrytą nadzieję, że deszcz chociaż częściowo je 
maskuje.
 

– Odchodzę. Oto, gdzie mnie to doprowadziło. Nie masz pojęcia 

o miłości Nash.
 

Wzdrygnął się na dźwięk moich słów, a jego oczy pociemniały 

tak, jak kiedy bywał wściekły.
 

– Może nie wiedziałem o niej wiele wcześniej, ale możesz mi 

wierzyć, że po tym wszystkim, co przeszedłem z tobą… Po tym 
wszystkim, przez co przeszedłem z Philem… Z pewnością coś na ten 
temat wiem. Wiem, że zasługujesz na miłość bardziej niż ktokolwiek 
inny na tym świecie, chociażby z powodu tego wszystkiego, co robisz 
dla innych. Wiem także, że jestem dobrym człowiekiem, Santa. Ja 
także zasługuję na odwzajemnione uczucie, a jeśli ty nie chcesz mi go 
dać, w takim razie cieszę się, że już po wszystkim. Byłem gotów 
ofiarować ci wszystko. – Odwrócił się na pięcie i mogłabym przysiąc, 
że ten jego smok, zwykły rysunek na skórze, zbroja, która miała go 
chronić, odwzajemnia moje spojrzenie, łypiąc na mnie ponuro, 
oskarżycielsko. W tym wzroku było też coś jeszcze… czułam się, jakby
mnie osądzał.
 

Wsiadłam za kółko i, nie przestając szlochać, zaczęłam 

gorączkowo szukać telefonu. Jakaś cząstka mnie chciała wrócić pędem 

background image

do mieszkania i stawić im czoło – stanąć z nimi twarzą w twarz i nie 
dać im zasmakować mojego gniewu i żalu… jednak jakaś inna część 
mojego ja czuła się znowu jak niepewna nastolatka, która chciała uciec 
i udawać, że to wszystko przydarzyło się komuś innemu.
 

Najpierw zadzwoniłam do Sunny. Słyszała, że jestem cała 

roztrzęsiona, zadała mi milion pytań, ale byłam jedynie w stanie 
poprosić ją o kilka dni wolnego. Miałam mnóstwo niewykorzystanego 
urlopu, więc to nie powinien być żaden problem. No, może poza 
faktem, że zostawiałam ją na lodzie i że będzie musiała przełożyć 
rozmowę z szefową, jednak w tej chwili nie miało to dla mnie 
znaczenia. Nic się nie liczyło. Czułam się, jakbym zamieniła się w 
kamień.
 

Potem zadzwoniłam do mamy. Powinnam była zatelefonować do 

Faith, ale wiedziałam, że będzie na mnie wściekła, kiedy się dowie, że 
Nash znowu złamał mi serce. Nie miałam pojęcia, czy moja mama 
zrozumiała choć jedno słowo z tego bełkotu, który wyrzuciłam z siebie 
przez słuchawkę, szlochająca i cała w spazmach, ale zapewniła mnie, 
że jeśli tylko mam ochotę, znajdzie u siebie w Phoenix więcej niż dość 
miejsca dla swojej córki.
 

O północy byłam w połowie drogi do Nowego Meksyku, a o 

świcie dojeżdżałam już do Phoenix. Jechałam całą noc bez przerwy. Po 
tym jak zadzwoniłam do Faith, żeby poinformować ją, że wyjeżdżam 
na kilka dni z miasta, wyłączyłam telefon. Kiedy usłyszała, co się 
wydarzyło, była wściekła. Chciała zmusić męża, żeby pojechał do 
Nasha i stłukł go na kwaśne jabłko, ale wiedziałam, że to nierealne, bo 
Justin był o połowę niższy, a poza tym – chociaż nie chciałam tego 
mówić Faith – wiedziałam, że Nash i tak już dość się wycierpiał.
 

Jakimś cudem, w którymś momencie pędzenia przez bezkresną 

autostradę, serce przestało mnie boleć, a na języku nie czułam już 
gorzkiego posmaku zdrady. Nadal byłam roztrzęsiona, bezgranicznie 
wściekła, ale nieco ochłonęłam i już nie miałam wciąż przed oczami 
obrazu Royal i Nasha w samych ręcznikach. Byłam na siebie wkurzona
i bałam się, że znowu popełniłam błąd i kolejny raz wyciągnęłam zbyt 
pochopnie wnioski, wiedziona instynktem samozachowawczym i 
tchórzostwem. Uciekłam, zanim zdołałam wszystko dobrze 
przemyśleć. Teraz jednak, mając przed sobą tylko szmat drogi i 
zastanawiając się nad tym, wsłuchana w dźwięki Sea Wolf płynące z 

background image

radia, zaczęłam dostrzegać wszystko wyraźniej, a świadomość i 
zrozumienie spłynęły na mnie niczym tuman ciężkiej, gęstej mgły.
 

Słyszałam dźwięczące natrętnie w uszach słowa „kocham cię”. 

Najgorsze w tym wszystkim nie było jednak to, że zostawiłam Nasha. 
Nawet nie fakt, że Royal była ładniejsza ode mnie. Nie, najgorsze było 
to, że tak rozpaczliwie chciałam mu wierzyć. Chciałam mu ufać, 
chciałam brać na poważnie wszystko, co mi mówił, i przyjąć wszystko,
co chciał mi dać, ale byłam tak bardzo skupiona na myśli, że w końcu 
mi to zabierze i zawiedzie mnie – tak jak wielu innych wcześniej – że 
koniec końców wybrałam najłatwiejsze dostępne wyjście. Tak bardzo 
chciałam wierzyć w to, że Nash mnie kocha, że widzi naszą wspólną 
przyszłość. I nawet mimo tego, co się dzisiaj wydarzyło, po prostu, 
najzwyczajniej w świecie pragnęłam go, chciałam go mieć na 
własność. I to łamało mi serce. Dlatego że zdawałam sobie sprawę, jak 
bardzo go potrzebuję. Przerażało mnie to.
 

Nie mogłam z nim być, skoro sama stałam sobie na drodze do 

szczęścia – ale teraz potrzebowałam czasu i przestrzeni, żeby się nad 
tym wszystkim zastanowić. Powiedział, że chciałby dać mi wszystko. 
Miałam nadzieję, że oznacza to również czas na przemyślenie tego 
wszystkiego i próbę ustalenia, ile jestem zdolna dla niego zaryzykować.
 

Kiedy o szóstej trzydzieści rano dotarłam do eleganckiego domu 

mojej mamy, spojrzała na mnie tylko, przytuliła mnie i zapakowała do 
łóżka. Leciałam z nóg i byłam wyczerpana emocjonalnie. Przespałam 
prawie cały dzień, a wieczorem wstałam tylko na chwilę, żeby dać się 
nakarmić kanapką z galaretką i masłem orzechowym. Następnego 
ranka wzięłam prysznic i odważyłam się włączyć telefon. Nie miałam 
żadnych nieodebranych połączeń ani wiadomości od Nasha i nie 
wiedziałam, czy powinnam się z tego powodu cieszyć, czy smucić.
 

Zeszłam do kuchni i poczęstowałam się muffinką, którą zostawiła

dla mnie mama. Widziałam, że siedzi na balkonie wychodzącym na 
pole golfowe, przy którym stał jej dom. Nalałam sobie filiżankę kawy i 
poszłam dotrzymać jej towarzystwa. Spojrzała na mnie znad okularów i
uśmiechnęła się szeroko.
 

– Paskudnie wyglądasz.

 

Westchnęłam ciężko i klapnęłam na krzesło obok niej.

 

– Mam złamane serce. Wyglądam dokładnie tak, jak się czuję.

 

– Nie miałam nawet pojęcia, że z kimś się spotykasz.

background image

 

Odsunęłam włosy z twarzy i spojrzałam w dół, na pustynny 

krajobraz.
 

– Nie wiem nawet, jak nazwać to, co między nami było. Ale 

wiedziałam, że to się tak skończy.
 

– Skąd?

 

– Co „skąd”, mamo?

 

– Skąd wiedziałaś, że to się źle skończy?

 

Popatrzyłam jej prosto w oczy i z zaskoczeniem spostrzegłam, że

patrzy na mnie moja dawna matka. Ta sama, co kiedyś. Wyjazd z 
Brookside zdziałał cuda. Wyglądała zdrowo i przytomnie, i dałabym 
sobie rękę uciąć, że nie zakrapia już porannej kawy pokaźną dawką 
whisky.
 

– Bo on już raz złamał mi serce. Z powodu ciebie i taty. Bo… 

spójrz na mnie tylko. Jestem taka pokręcona! Jak inaczej mogłoby się 
to skończyć?
 

– Co się właściwie stało, Santa?

 

Naprawdę nie chciałam jeszcze raz tego wszystkiego przeżywać, 

ale kiedy zaczęłam mówić, nie potrafiłam powstrzymać potoku słów – 
począwszy od naszego spotkania tamtej nocy, kiedy Rome trafił do 
szpitala. Kiedy dotarłam do wydarzeń wczorajszego dnia, moja matka 
marszczyła czoło, ale gdy opowiedziałam, jak Nash wyznał mi miłość, 
uśmiechnęła się znowu szeroko. Zdziwiła mnie jej reakcja, ale ona 
tylko pochyliła się i poklepała mnie po kolanie.
 

– Kochanie, jeśli ci na nim zależy, musisz mu pozwolić cię 

kochać.
 

Nastroszyłam się i odstawiłam swoją kawę z hukiem na stolik.

 

– Czyżbyś przeoczyła część, w której wspomniałam o tym, że u 

niego w mieszkaniu zastałam piękną, gołą laskę? Jak twoim zdaniem 
mam o tym zapomnieć?
 

Podniosła brew i spojrzała na mnie znacząco.

 

– Czy naprawdę wierzysz, że by cię oszukał? Zrobił coś, żeby 

zniweczyć całą ciężką pracę, którą włożył w przekonanie ciebie, że mu 
na tobie zależy?
 

– A dlaczego nie?

 

– Santa, pytanie brzmi: dlaczego miałby to zrobić? Po co? Po co 

miałby cię oszukiwać, skoro twierdzi, że tylko na tobie mu zależy? 
Dlaczego tak bardzo się starał, żeby cię do siebie przekonać, tolerował 

background image

twoje niezdecydowanie i dziwactwa, znalazł dla ciebie czas w swoim i 
tak już wypełnionym do granic obowiązkami życiu. I to wszystko, żeby
spieprzyć wszystko przy pierwszej lepszej okazji? Czy to jakiś 
skończony palant?
 

– Nie, jest naprawdę rozgarnięty. Ale tata też taki jest, a jednak 

cię oszukiwał.
 

Skrzywiła się mimowolnie, a ja otwierałam już usta, żeby ją 

przeprosić.
 

– Twój ojciec mnie oszukiwał, bo już mnie nie kochał i był 

znudzony. Wiele czasu zabrało mi pogodzenie się z tym i spojrzenie na 
to z dystansu. Był tchórzem. Zamiast powiedzieć wprost, że już nie 
czuje do mnie tego, co kiedyś, wdał się w romans. Ten twój młody 
człowiek nie wygląda mi na tchórza, Santa. Sprawia wrażenie takiego, 
który jest skłonny zaryzykować dla ciebie wszystko.
 

Prychnęłam, poirytowana, i opadłam na oparcie krzesła, 

krzyżując obronnym gestem ramiona na piersi.
 

– Dlaczego go bronisz, mamo?

 

– Bo kocham cię i dociera do mnie, że mogę ci pomóc w 

pewnych sprawach, z którymi się borykasz i przez które nie jesteś 
szczęśliwa. Gdy byłaś młodsza, bywałam dla ciebie surowa. Nie 
mogłam się pogodzić z tym, jak skryta jesteś, i docinałam ci na temat 
twojego wyglądu i braku życia towarzyskiego, bo zdawało mi się, że w 
ten sposób ci pomogę. Sądziłam, że jeśli zaczniesz zachowywać się 
nieco normalniej, jak Faith, jeśli będziesz bardziej… ułożona, będzie ci
łatwiej. Dzieci potrafią być okrutne. Żałuję, że nie zdołałam cię przed 
tym uchronić. Powinnam była docenić cudowne dziecko, jakim byłaś – 
a nie próbować zmienić cię w kogoś innego.
 

– Rany boskie, mamo…

 

Zdjęła okulary i spojrzała mi prosto w oczy.

 

– Posłuchaj, kochanie. Przez całe życie kochałam twojego ojca. 

Był dla mnie wszystkim i, owszem, odbiło mi lekko, kiedy sprawy 
potoczyły się tak, jak się potoczyły. Gdy mnie zostawił, wydawało mi 
się, że nie mam po co żyć. Ale teraz, kiedy sobie to wszystko lepiej 
przemyślałam, niczego bym nie zmieniła. W pewnym punkcie naszego 
wspólnego życia nasza miłość była dla mnie najpiękniejszą rzeczą pod 
słońcem; dzięki niej mam ciebie i twoją siostrę – a to daje mi każdego 
dnia cel. Może i nie skończyło się happy endem, może i bolało 

background image

bardziej, niż sądziłam, że to możliwe, ale nie zamieniłabym ani chwili 
czasu spędzonego z twoim ojcem na nic innego. Nie zamieniłabym 
rodziny, którą stworzyła nasza miłość, na nic – bo jest ona warta całego
tego cierpienia, przez które przeszłam.
 

Czułam, że do oczu napływają mi łzy, i musiałam zamrugać, żeby

się ich pozbyć, zanim jej odpowiedziałam:
 

– Czy sądzisz, że kiedykolwiek będziesz w stanie wybaczyć 

tacie?
 

Mruknęła coś pod nosem i pochyliła głowę, żeby na mnie 

spojrzeć.
 

– Zostawienia rodziny i zranienia nas wszystkich… nie. Nie 

będę. Teraz mogę tylko przyjąć do wiadomości, że wszyscy jesteśmy 
ludźmi i każdy z nas może wybrać źle, nie zastanawiając się nad 
konsekwencjami własnych czynów. Santa, musiałaś wyciągać mnie z 
więzienia tylko dlatego, że próbowałam rozbić kobiecie na głowie 
butelkę syropu klonowego. Każdy z nas popełnia błędy. Niektórzy 
większe, inni mniejsze.
 

– Nie chcę cierpieć przez czyjeś błędy, mamo. – Miałam na myśli

coś więcej niż tylko Nasha. I to na poziomie, na którym, jak sądzę, 
potrafiła to zrozumieć tylko matka i kobieta zraniona przez mężczyznę,
którego kochała. Rozumiała, co mam na myśli, nie musiałam jej 
niczego tłumaczyć.
 

– Santa, dzięki cierpieniu wiesz, że to, co czujesz, jest 

prawdziwe. Gdyby on nie miał dla ciebie znaczenia, gdyby to był po 
prostu pierwszy lepszy facet… wówczas nie przejęłabyś się tym tak 
bardzo. Ne możesz uciec przed uczuciami – nawet jeśli niektóre z nich 
cię przerażają – bo miłość otwiera nas na odczuwanie emocji, o których
nie mieliśmy wcześniej pojęcia.
 

– Jest jedyną osobą, która sprawiała, że tak się czułam. – Był 

także jedynym, który wzbudzał we mnie pożądanie, nadzieję, a także 
skręcający wnętrzności żal, gdy patrzyłam, jak zmaga się z prawdą o 
swoim ojcu i później z chorobą Phila.
 

– Jak sądzisz, na co zasługujesz, skarbie? Jeśli to nie na tego 

chłopca czekasz, jeśli nie chcesz przyjąć tego, co on chce ci dać – w 
takim razie na co?
 

– Mam wspaniałą pracę, którą kocham i w której się spełniam. 

Troszczę się o innych i zasługuję na kogoś, kto to docenia.

background image

 

– A czy ten wytatuowany chłopak tego nie docenia?

 

Wydęłam usta i naburmuszyłam się nieco, całkiem jak małe 

dziecko.
 

– Chodzi o to, że właśnie docenia. Właściwie to jedna z rzeczy, 

za które najbardziej mnie ceni. Powiedział mi, że zasługuję na 
wszystko, co najlepsze. Za to, co robię dla innych, za to, jak się dla 
nich poświęcam.
 

– I za co jeszcze?

 

– Co masz na myśli, mówiąc „za co jeszcze”?

 

Spojrzała na mnie ostro i pochyliła się najbliżej, jak mogła, a 

potem uszczypnęła mnie w policzek, aż pisnęłam.
 

– Jesteś prześliczna, pociągająca i pełna energii. Zawsze byłaś. I 

zasługujesz na kogoś, kto będzie cię wielbił, kto będzie na ciebie 
patrzył i miał pewność, że nikt nie jest bardziej idealny od ciebie.
 

Teraz nie byłam w stanie już powstrzymać łez. Moja mama i ja 

byłyśmy w tej chwili na swój sposób w bardzo podobnej sytuacji, ale 
na dźwięk jej słów coś we mnie pękło – wyzwoliło się coś, co więziłam
w podświadomości przez całe życie. Otarłam policzki i zamrugałam, 
próbując pozbyć się z rzęs łez.
 

– On mi cały czas powtarza, że jestem ideałem.

 

– Kochasz go?

 

Pokiwałam smutno głową.

 

– Nie chcę tego, ale chyba nie mogę się dłużej przed tym bronić.

 

– Widać tak jest wam przeznaczone.

 

Stłumiłam parsknięcie i sięgnęłam po swoją kawę.

 

– Kim jesteś i co zrobiłaś z moją matką?

 

Sięgnęła do mojej twarzy i założyła mi kosmyk włosów za ucho.

 

– Wróciłaś do domu i spróbowałaś mnie wyciągnąć z dołka. 

Nigdy mnie nie skreśliłaś, nawet kiedy byłam okropna dla ciebie i 
twojej siostry. Przyjechałaś po mnie i wyciągnęłaś mnie z więzienia. I 
nigdy nie przestałaś mnie kochać. Nawet w tym chaosie, który 
sprowadził nam na głowy twój ojciec, nie przestałaś się o niego 
troszczyć. Chcę dla ciebie wszystkiego, co najlepsze. I chociaż od 
tatuażysty wolałabym zdecydowanie lekarza, to z otwartymi rękami 
powitam każdego mężczyznę, który będzie w stanie sprawić, żebyś 
przejrzała na oczy, i wyciągnie cię z tej bezpiecznej, nudnej bańki, w 
której się zamknęłaś. A teraz ubieraj się. Idziemy na zakupy jak 

background image

normalne, zdrowe kobiety cierpiące z powodu złamanych serc.
 

Nie miałam ochoty na zakupy ani na lunch w klubie sportowym. 

Nie podobała mi się degustacja wina tego wieczoru ani tapas, na które 
poszłam z mamą i jej przyjaciółką następnego dnia. Pod koniec 
trzeciego dnia miałam ochotę wyrywać sobie garściami włosy z głowy. 
Nudziłam się jak mops, tęskniłam za swoją siostrą i pracą – i 
dowiedziałam się stanowczo zbyt dużo na temat nowego życia 
erotycznego mojej mamy. Niczego nie pragnęłam bardziej, niż wrócić 
w góry, a także – jak musiałam przyznać sama przed sobą – do Nasha.
 

Czwartego dnia złamałam się i wysłałam mu SMS. Nie byłam w 

stanie napisać nic mądrzejszego niż: „Tak bardzo Cię przepraszam! 
Musimy pogadać”.
 

Kiedy nie odpisał do końca dnia, uznałam, że starczy tego 

dobrego. Jeżeli sama byłam sobie przeszkodą na drodze do bycia z nim,
jedynym wyjściem było tę przeszkodę pokonać. Nadal się bałam, wciąż
zamartwiałam się o to, czy jestem jego warta, czy zdołam odwdzięczyć 
mu się za wszystko, co chciał mi dać, ale zdawałam sobie także sprawę,
że aby się o tym przekonać, muszę wrócić do domu i stawić mu czoło. 
Jemu, a także osobie, którą widział, kiedy na mnie patrzył. Każdy 
zasługiwał na miłość i dobroć. A świadomość, że młoda dziewczyna 
potrafiła odebrać sobie życie z powodu ich braku, przekonała mnie o 
tym mocniej niż cokolwiek innego. Musiałam przyjąć to, co chciał mi 
ofiarować Nash – pogodzić się z tym, w jaki sposób mnie postrzegał. 
Nikt nie mógłby mnie kochać mocniej niż on.
 

Byłam dopiero od dwóch godzin w dwunastogodzinnej podróży 

do domu, kiedy zadzwonił do mnie nieznany numer. Założyłam, że to 
coś związanego z pracą, więc odebrałam.
 

– Tak, słucham?

 

– Santa? – Minęła dobra chwila, zanim rozpoznałam głos Royal. 

– Gdzie jesteś?
 

– Właśnie wyjechałam z Phoenix. Wracam do domu. Dlaczego 

pytasz? I skąd masz mój numer?
 

– Wiem, że jestem ostatnią osobą, z którą masz teraz ochotę 

rozmawiać, ale im szybciej przyjedziesz, tym lepiej. A poza tym jestem
gliną. Jak myślisz, skąd mam twój numer? – Mówiła szybko, 
poważnym głosem i po plecach przeszedł mi dreszcz niepokoju.
 

– Coś się stało?

background image

 

Westchnęła.

 

– Zachowałaś się jak ostatnia suka, wiesz? Nieczęsto opowiadam 

ludziom o moim pochodzeniu, sytuacji mojej mamy i tamtym fagasie, 
ale uznałam, że skoro jesteś przeczulona na punkcie osądzania innych 
zbyt pochopnie, załapiesz. To, co mi powiedziałaś, było naprawdę 
chamskie.
 

No i proszę – kolejna lekcja od życia. Nazwałam ją praktycznie 

dziwką i oznajmiłam jej, że jest warta niewiele więcej od własnej 
matki. Tak naprawdę wcale tak nie myślałam. Nie znałam jej nawet 
dość dobrze, żeby mieć prawo ją oceniać. Wykrzyczałam jej po prostu, 
co mi ślina na język przyniosła, bo cierpiałam i byłam wściekła. 
Wszystkie próby wykorzystania przeciwko Nashowi tego, co 
powiedział w przeszłości, straciły nagle rację bytu. Jak mogłam go 
obwiniać, skoro sama teraz postąpiłam identycznie? Na szczęście, w 
przeciwieństwie do mnie samej, Royal była chyba skłonna mi 
wybaczyć.
 

– Wiem. Przepraszam. To było… Wierz mi, na twój widok trochę

mną rzuciło. Wyciągnęłam pochopnie wnioski.
 

– Cóż, wiem, że to wyglądało kiepsko. Dorobiłam już dodatkowe

klucze i jeśli teraz znowu je zatrzasnę, połowa Denver pospieszy mi na 
ratunek, ale tak czy inaczej, musisz przytargać tu z powrotem swoją 
słodką dupcię. Z Philem jest naprawdę kiepsko. Ta mała wyszczekana 
blondi z bachorem ma do Nasha straszną pretensję, bo odkąd 
wyjechałaś nie odchodzi praktycznie od łóżka Phila. To nie wygląda 
dobrze. Nie powinien sam przez to wszystko przechodzić. Potrzebuje 
cię.
 

Sądzę, że lekcją, którą powinnam wyciągnąć z tego całego 

koszmaru, było: nie przejmować się zanadto słowami – nieważne, jak 
gorzkimi – ani tym, co widziałam – nieważne, jak źle mogło to 
wyglądać. Musiałam mieć wiarę w ludzi, którzy mnie otaczają, nie 
wyłączając mnie samej. Błędy zdarzały się każdemu; to nie oznaczało, 
że powinnam odrzucać z tego powodu szczęście będące w zasięgu ręki.
Nie, kiedy Nash udowadniał mi raz za razem, że jest warty całego tego 
bólu i zamętu.
 

– Będę w Denver dopiero późnym wieczorem.

 

Prychnęła pod nosem.

 

– Mam nadzieję, że ojciec Nasha wytrzyma do tego czasu.

background image

 

Także miałam taką nadzieję.

 

– Dzięki, że dałaś mi znać.

 

– Mówiłam ci, że chcę się z tobą zaprzyjaźnić.

 

– Chyba w końcu jestem gotowa ci uwierzyć. Mimo to 

uprzedzam cię lojalnie, że jestem neurotyczką i świruską. Nie wiem, 
czy nadaję się na przyjaciółkę.
 

Royal roześmiała się, chociaż w jej głosie nadal pobrzmiewał 

smutek.
 

– Każdy z nas ma odchyły, Santa. Problemy, z którymi się 

borykamy, kompleksy, które powstrzymują nas przed postrzeganiem 
samych siebie tak, jak widzą nas inni. Jedyny sposób, żeby się z nimi 
uporać, to podzielić się tym z innymi.
 

Nie wspomniałam jej o tym, że właśnie sama doszłam do takiego 

wniosku. Jeśli nie zdołam dotrzeć do Denver na czas, to będzie kolejna 
rzecz, którą będę musiała dopisać do listy koszmarnych błędów. Nigdy 
nie wybaczyłabym sobie, gdyby Nash musiał stawić czoło śmierci 
Phila samotnie. Jasne, miał mnóstwo przyjaciół i ludzi, którzy kochali 
go bezwarunkowo i którzy mogli mu pomóc ukoić żal, ale tak jak 
wspomniała Royal, potrzebował mnie. Wiedziałam, że nikt inny nie 
może mnie zastąpić. I wiedziałam też, że kochanie go i 
odwzajemnianie wszystkiego, co dla mnie robił, będzie łatwe – bo ja 
także potrzebowałam jego – i tylko jego – w identyczny sposób jak on 
mnie.
 

background image

 NASH:

 

Kiedy wróciłem do mieszkania, Royal była wcieleniem skruchy. 

Zignorowałem ją i poszedłem się ubrać. Tak jak powiedziałem Sancie, 
zdawałem sobie sprawę z tego, że cała sytuacja wyglądała naprawdę 
gównianie, ale zabolało mnie jak cholera, że nawet nie chciała 
wysłuchać, co mam do powiedzenia. Po prostu automatycznie przyjęła 
najgorszy możliwy scenariusz. Wkurzyło mnie to niepomiernie. 
Naprawdę ją kochałem. Chciałem, żeby między nami się ułożyło, i 
trzymałem się tej myśli kurczowo jak ostatniej deski ratunku. Dawała 
mi nadzieję, podczas gdy wszystko inne w moim życiu wymykało się 
spod kontroli. Jej odejście złamało mi serce. Ale najbardziej bolało 
mnie rozczarowanie.
 

Ubrałem się, zaczekałem na ślusarza i odprawiłem moją pechową

sąsiadkę, a potem ruszyłem do Phila. Czułem się, jakby jego życie 
zmieniło się w ziarenka piasku w klepsydrze, przesypujące się 
stanowczo zbyt szybko. Nie dość, że Santa zostawiła mnie na lodzie, 
teraz czułem się, jakby zawodziła mnie druga najdroższa mi osoba. 
Wiedziałem, że to idiotyczne, ale nie umiałem nic na to poradzić. 
Siedziałem przy jego łóżku i biłem się z myślami. Napisać do niej czy 
nie. Układałem wyjaśnienia i prośby, byle tylko dała mi jeszcze jedną 
szansę. Chciałem ją błagać, żeby nie poddawała się i nie niszczyła 
wszystkiego, co z takim trudem udało nam się wypracować. Chciałem 
jej powiedzieć, jak bardzo jej potrzebuję. Że nie zdołam znieść tego 
wszystkiego bez niej, nie dam rady przyglądać się biernie, jak Phil 
odchodzi, bez niej u swego boku. A potem tchórzyłem. Nie mogłem 
tego zrobić. Kochałem ją, ale kochałem także samego siebie i nie 
mogłem być z kimś, kto nie potrafił tego zaakceptować, bo nie 
akceptował samego siebie. To bolało, ale wiedziałem, że taka jest 
gorzka prawda.
 

Parę dni po tamtej aferze z zaskoczeniem odebrałem od niej 

krótką wiadomość. Nie wiedziałem, za co mnie przeprasza – za to, że 
złamała mi serce, za to, że podeptała moje uczucia, za wyciągnięcie 
zbyt pochopnych wniosków, za zostawienie mnie na lodzie drugi raz, 
bez żadnych wyjaśnień… Za to, że we mnie – w nas – nie wierzyła? A 
może za wszystko naraz? Nie miałem pojęcia, co odpisać, a Phil coraz 
częściej tracił kontakt z rzeczywistością, więc nie chciałem marnować 

background image

czasu na roztrząsanie tego. Nie, jeśli sama wybrała tak radykalne 
rozwiązanie.
 

W jednej chwili Phil wiedział, że jest w Denver i mnie poznawał,

ale już za moment wydawało mu się, że jest znowu w marynarce albo 
na Wschodnim Wybrzeżu, całkiem jakby przeniósł się w szalone dni 
swojej młodości. Robiłem, co w mojej mocy, żeby zapewnić mu 
wszelkie wygody. Cały czas czuwały przy nim pielęgniarki, ale 
nowotwór był w bardzo zaawansowanej fazie i zaczynały się przerzuty 
na najważniejsze organy. Czas mijał nieubłaganie. Nie byłem w pracy 
cały tydzień. Na szczęście miałem nie tylko wspaniałych przyjaciół, ale
i najlepszych współpracowników pod słońcem, którzy zajęli się 
wszystkim i przejęli moje obowiązki. Wiedziałem, że się o mnie 
martwią i jest im przykro z powodu Phila, ale teraz chciałem 
wykorzystać maksymalnie każdą chwilę, którą mogłem z nim spędzić. 
Sądzę, że każdy z nich o tym wiedział. I szanował to.
 

Siedziałem na swoim fotelu przy łóżku Phila i nieobecnym 

wzrokiem śledziłem wiadomości sportowe, kiedy nagle ojciec 
wyciągnął drżącą dłoń i położył mi ją na ramieniu. Ściszyłem telewizor
i spojrzałem na niego. Jego oczy – moje oczy! – były załzawione i 
żółtawe, ale wpatrywał się we mnie, przytomny i skupiony.
 

– Zrób coś dla mnie, synu, dobrze?

 

Nagle zabrakło mi tchu, a płuca przeszył mi bolesny spazm. To 

było najtrudniejsze, przez co przeszedłem w całym moim życiu – 
włącznie z pochowaniem jednego z moich najbliższych przyjaciół, 
stanowczo zbyt młodo.
 

– Jasne, Phil. Wszystko, co tylko chcesz.

 

Zacisnął palce na moim ramieniu i zobaczyłem, że pod maską 

tlenową z trudem próbuje się do mnie uśmiechnąć.
 

– Miałem dobre życie, wiesz, synu? – Poruszył mozolnie głową 

w geście, który, jak się domyślałem, miał być skinieniem. – 
Zwiedziłem cały świat, widziałem niesamowite rzeczy. Otworzyłem 
własny interes i nigdy nie musiałem się przed nikim tłumaczyć. 
Zakochiwałem się setki razy. Pomogłem garstce wspaniałych 
dzieciaków stworzyć własną rodzinę. I mam ciebie. Niczego nie żałuję,
a moim największym marzeniem jest, żebyś ty przeżył równie dobrze 
własne życie.
 

Wydawał się krańcowo wyczerpany. Słyszałem w jego głosie, jak

background image

trudno jest mu artykułować słowa. Odetchnąłem głęboko i zmusiłem 
się do uśmiechu.
 

– Cóż – odparłem pozornie lekkim tonem. – Zakochałem się 

tylko raz i nie wyszło z tego nic dobrego. Ale jeśli chodzi o resztę, 
zrobię wszystko, co w mojej mocy.
 

– Pielęgniareczka?

 

– Pielęgniareczka – potwierdziłem.

 

– Nie poddawaj się tak łatwo, Nash. Jeżeli naprawdę ci na niej 

zależy, jeśli tylko jest tego warta… za nic się nie poddawaj.
 

– A co, jeśli to ona mnie skreśliła?

 

– W takim razie kochaj ją tak mocno, żeby nie mogła się oprzeć 

twojej miłości. Jakaś cząstka mnie zawsze zastanawiała się, czy nie za 
słabo walczyłem o twoją matkę.
 

Och. Była ostatnią osobą, o której chciałem słyszeć. Tu nie było 

miejsca dla mojej matki, o nie.
 

– Może. Czy właśnie tego ode mnie oczekujesz? Życia pełnią 

życia, bez wyrzutów sumienia?
 

Przymknął oczy i poczułem, jak jego uścisk się rozluźnia. Serce 

zaczęło mi walić jak młotem. Za każdym razem, gdy zamykał oczy, 
zaczynałem się zastanawiać, czy jeszcze je otworzy.
 

– Chciałbym, żebyś nazywał mnie tatą. Nigdy o to nie prosiłem, 

nie odważyłem się. Ale zależy mi, żebyś myślał o mnie jak o swoim 
ojcu. Tylko tego pragnę.
 

Jasna cholera. Nie byłem w stanie myśleć, serce tłukło mi się w 

piersi jak oszalałe. Potrzebowałem – natychmiast! – wagonu fajek i 
szklanki najpodlejszej tequili, żeby jakoś to wszystko znieść. Miałem 
ochotę wstać i wyjść, żeby się pozbierać. Ale wiedziałem, że teraz nie 
mogę sobie pozwolić na marnotrawienie tej resztki czasu, jaki nam 
został.
 

– Phil… tato. Rany, to ty mnie wychowałeś. Mama i tamten fiut 

nic tylko cały czas starali się mnie ustawić, wepchnąć mnie do 
szufladki, do której nie pasowałem. Jesteś jedynym rodzicem, jakiego 
kiedykolwiek miałem. I nie ma znaczenia, jak będę się do ciebie 
zwracał.
 

– Ale „tata” brzmi fajnie. To jedyna rzecz, której kiedykolwiek 

od ciebie pragnąłem.
 

Jego urywany oddech uspokoił się nieco i spostrzegłem, że 

background image

mięśnie okalające usta lekko się rozluźniają. Pierś opadała mu i 
podnosiła się rytmicznie, więc założyłem, że znowu odpłynął. Opadłem
wyczerpany na oparcie fotela. To wszystko było… przerażające. Nie 
byłem pewien, czy wyjdę z tego wszystkiego bez trwałych zmian w 
psychice.
 

Wstałem i poszedłem do kuchni poszukać piwa albo czegoś 

mocniejszego. Oparłem się o blat i zwiesiłem głowę. Nie wiedziałem, 
czy mam ochotę krzyczeć, czy tłuc i niszczyć wszystko, co wpadnie mi
w ręce. Tego było za wiele. Zbyt dużo emocji, za dużo uczuć jak na 
jedną osobę; nie umiałem sobie z tym wszystkim poradzić. Wszystkie 
wydarzenia splatały się w jeden wielki chaotyczny węzeł, który 
zaciskał mi się coraz ciaśniej na szyi. Czułem się, jakbym nie miał 
czym oddychać.
 

Nie miałem pojęcia, jak długo tak stałem i powtarzałem sobie w 

myśli, żeby oddychać. W pewnym momencie usłyszałem pukanie do 
drzwi i zdałem sobie sprawę, że jest naprawdę późno i że wyłączyłem 
się na dość długo.
 

Było koło północy, więc nie spodziewałem się odwiedzin, choć 

moi przyjaciele nie trzymali się zwykłych zasad. Poza tym wiedziałem,
że Rule dysponuje jakimś dziwnym szóstym zmysłem, kiedy coś idzie 
nie tak, więc uznałem, że nie będę zaskoczony, jeśli to jego zastanę za 
drzwiami, sprawdzającego, czy wszystko OK. Przeciągnąłem się i 
spróbowałem rozruszać zastały kark, dopóki nie usłyszałem 
satysfakcjonującego chrupnięcia, a potem poszedłem otworzyć. Bez 
namysłu nacisnąłem klamkę… I prawie ścięło mnie z nóg, kiedy nagle 
znalazłem się w objęciach drobnego rudego czorta, który rzucił się na 
mnie natychmiast, jak tylko drzwi otworzyły się na tyle, że mógł 
wcisnąć się do środka.
 

Odruchowo objąłem szczupłą talię i poczułem, jak Santa zarzuca 

mi ręce na szyję. Wtuliła twarz w moją pierś, a moje ramiona i ręce 
otuliły miękkie, rude pukle. Kiedy potarła policzkiem o moją 
nieogoloną szczękę, poczułem, że jej twarz jest mokra. Nic nie mówiła 
– po prostu trzymała mnie w objęciach i płakała – nade mną, nad sobą, 
nad nami, a ja stałem jak wryty, niepewny i oszołomiony. Wiedziałem 
jedno, jeśli ona znowu spróbuje odejść, nie pozwolę jej na to. Będę ją 
kochał tak mocno i nieustępliwie… Tak jak powiedział Phil.
 

– Santa…?

background image

 

Otoczyła moją szyję ramionami jeszcze ciaśniej i przyciągnęła do

siebie, tak że patrzyliśmy sobie teraz w oczy. Przez zasłonę łez ich 
szarość migotała srebrnymi iskierkami. Była najpiękniejszym i 
najwspanialszym zjawiskiem, jakie kiedykolwiek widziałem.
 

– Mój Boże, Nash… – Przygryzła wargę i ujęła moją twarz w 

dłonie. – Tak bardzo mi przykro…
 

Podniosłem brew i zamknąłem jej delikatne nadgarstki w 

dłoniach.
 

– Dostałem twoją wiadomość. Nie wiem tylko, za co chcesz mnie

przeprosić.
 

Zamrugała i widziałem, jak stara się poukładać w myślach to, co 

chciała mi powiedzieć. Kiedy była niepewna, wyglądała tak słodko!
 

– Przede wszystkim za to, że nie wierzyłam w ciebie… i w siebie

samą. Naprawdę kocham tę osobę, którą jestem, Nash. Chyba 
potrzebowałam całego życia przeżytego w samotności i strachu, żeby 
to do mnie dotarło. Wygląda na to, że wyważyłeś drzwi mojej samotni i
nie mogę już dłużej się w niej chować. Mam mnóstwo rzeczy, które 
mogę dać światu i zasługuję na miłość. Zasługuję, żebyś mnie kochał.
 

Poczułem się, jakby właśnie sięgnęła do mojej piersi i złożyła w 

całość kawałki pogruchotanego serca, o których myślałem, że zabrała 
ze sobą, odchodząc – i to złożyła je w całość o wiele mocniejszą i 
lepszą.
 

– Zasługujesz na wszystko, czegokolwiek kiedykolwiek 

zapragniesz, Santa.
 

Uśmiechnęła się do mnie nieśmiało, nerwowo.

 

– Jedyną rzeczą, której pragnęłam zawsze, oprócz bycia 

pielęgniarką, jesteś ty. Tak bardzo, cholernie cię kocham, Nashu 
Donovan!
 

Uścisnąłem ją tak mocno, że aż pisnęła, i pocałowałem tak 

zachłannie, że mało brakowało, a zrobiłbym jej krzywdę. Postawiłem ją
z powrotem na ziemi i zamknąłem drzwi.
 

– A tak w ogóle… co tu robisz? – Nie miałem pojęcia, dlaczego 

tak późno zjawia się w domu mojego ojca. Nie, żeby jej widok mnie 
nie cieszył. Sama jej obecność sprawiała, że lżej mi było znosić to 
wszystko, przez co ostatnio przechodziłem.
 

– Pojechałam do mojej mamy, do Phoenix. Czułam się zraniona i 

zachowałam się jak spanikowana gówniara. Nie myślałam jasno, nie 

background image

słuchałam, co do mnie mówisz, i wydawało mi się, że ucieczka 
pomoże. Odbyłyśmy z mamą bardzo szczerą, poważną rozmowę i 
dotarło do mnie, że nie mogę cały czas myśleć o sobie samych złych 
rzeczy. Wszyscy popełniamy błędy, ranimy siebie i innych, ale to nie 
określa tego, kim jesteśmy. Wracałam już do domu, kiedy zadzwoniła 
do mnie Royal. Spotkała Corę i dowiedziała się, że Phil jest w 
kiepskim stanie. Złamałam wszystkie ograniczenia prędkości między 
Denver a Nowym Meksykiem. Nigdy bym sobie nie wybaczyła, 
gdybyś musiał przez to przechodzić sam.
 

Boże, tak bardzo ją kochałem!

 

– Potrzebuję cię. – Gdy to powiedziałem, głos mi się załamał i 

wszystkie uczucia, które starałem się od siebie odsunąć, tylko po to, 
żeby jakoś przetrwać, napłynęły z powrotem niepowstrzymaną falą.
 

– Wiem o tym. I dlatego tu jestem. Na tym właśnie polega 

miłość. – Sięgnęła po moją dłoń i uścisnęła ją. – Jak on się czuje?
 

Pokręciłem z głową i zwiesiłem ją smętnie, a Santa położyła mi 

dłoń na karku i ucałowała delikatnie w porośnięty szczeciną policzek.
 

– Z każdą chwilą jest gorzej. Rzadko od niego odchodzę. 

Odpływa i wraca, zapomina, gdzie jest, ile ma lat. Pielęgniarki są 
zdania, że to kwestia dni. O ile nie godzin.
 

Przyciągnęła mnie do siebie i na chwilę zatraciłem się w jej 

objęciach. Jej włosy były takie miękkie… pachniały wiosną i słońcem, 
chociaż był środek nocy.
 

– Przykro mi. To musi być straszne. Czy jest coś, co mogę dla 

ciebie zrobić?
 

Pocałowałem ją za uchem i poczułem, jak drży.

 

– Bądź przy mnie. Chyba że dasz się namówić i skoczysz po 

paczkę fajek i coś mocniejszego.
 

Odsunęła się ode mnie i skrzywiła kwaśno. Na ten widok 

uśmiechnąłem się szeroko.
 

– Żartowałem. Sama twoja obecność sprawia, że jest mi nieco 

lżej. Tak bardzo się cieszę, że wreszcie dostrzegłaś, jak cudowną osobą 
jesteś…
 

– Cóż, uprzedzam, że mogą mi się jeszcze zdarzać nawroty, więc 

będziesz się musiał uzbroić w cierpliwość. Muszę jednak przyznać, że 
skoro ktoś tak cudowny, zdolny i troskliwy jak ty może kochać kogoś 
takiego jak ja… Chyba muszę być wyjątkowa.

background image

 

Mogłem na to odpowiedzieć tylko w jeden sposób – namiętnym 

pocałunkiem. W innym miejscu, o innym czasie, znalazłbym po prostu 
miejsce, w którym moglibyśmy zrzucić ubrania i kochać się, jednak 
teraz, choć byłem szczęśliwy, że jest tu ze mną, że mogę ją uważać za 
swoją, nie mogłem sobie pozwolić nawet na chwilę zapomnienia. 
Westchnąłem, nie odrywając warg od jej ust, i przymknąłem oczy.
 

– Muszę zostać z Philem, czuwać przy nim.

 

Ona także westchnęła. I przez chwilę było tak, jakbyśmy 

oddychali sobą nawzajem.
 

– Nigdzie się nie wybieram, Nash. Jeśli zostajesz, zostanę z tobą.

 

Chciałem zaprotestować. Niezbyt podobała mi się perspektywa 

okazywania przy niej nerwów i słabości, ale dobrze było mieć przy 
sobie kogoś, w kim miałem wsparcie. Przełknąłem ślinę i 
zaprowadziłem ją do pokoju, w którym leżał Phil. Podniosła rękę do ust
i zobaczyłem, że drżą jej palce. Z jej pięknych oczu popłynęły znowu 
łzy, ale natychmiast je otarła i podeszła do łóżka, zostawiając mnie z 
tyłu. Przesuwała uważnym wzrokiem po jego ciele i położyła mu 
delikatnie palce na nadgarstku. Minęła dobra chwila, zanim dotarło do 
mnie, akurat kiedy opadłem na swój fotel, że wcieliła się po prostu w 
rolę pielęgniarki. Stała przy nim przez jakąś minutę, a potem odwróciła
się do mnie z niepocieszoną miną. Chciałem wstawać, żeby przynieść 
jej drugie krzesło, ale usiadła mi z impetem na kolanach i skuliła się, 
wtulając w moją pierś.
 

– Ma słaby, niepewny puls i oddycha płytko, z trudem – 

wymamrotała.
 

– Tak.

 

Pokręciła głową.

 

– Tak bardzo mi przykro…

 

Prychnąłem cicho i ucałowałem ją w czubek głowy.

 

– W kółko to powtarzasz.

 

– Bo tak jest. Naprawdę bardzo mi przykro.

 

Przyciągnąłem ją tak blisko siebie, jak tylko zdołałem, i 

patrzyłem na swojego ojca. Żołądek skręcał mi się ze strachu i bólu.
 

– Wiesz, Phil powiedział mi dziś, żebym niczego w życiu nie 

żałował. Powiedział mi też, że powinienem cię kochać tak mocno, 
żebyś nie zdołała przed tą miłością uciec. A potem poprosił, żebym 
nazywał go tatą. – Głos mi się załamał i pierwszy raz, odkąd to 

background image

wszystko się zaczęło, poczułem, że zaraz się rozkleję. Na szczęście 
było ciemno, a jedyną osobą w pobliżu była Santa. Po policzku 
spłynęła mi łza i wsiąkła w jej jasne włosy.
 

Santa położyła mi dłoń na sercu i zaczęła postukiwać w moją 

pierś palcami w rytm jego szybkich uderzeń.
 

– Możesz dla niego to wszystko zrobić. – Głos miała cichy i 

łagodny, całkiem jakby bała się mnie przestraszyć.
 

– Teraz, kiedy jesteś przy mnie? Tak, mogę.

 

Od tej pory milczeliśmy tylko, przytuleni do siebie w ciemności, 

czekając na to, co przyniesie następny dzień. Wiedziałem jednak, że 
cokolwiek to będzie, stawimy temu czoło razem. A to czyniło 
perspektywę nieuchronnego nieco znośniejszą.
 

Następnego dnia Phil na zmianę tracił i odzyskiwał przytomność.

Czasami wiedział doskonale, kim jestem, i uśmiechał się do mnie 
szeroko, zerkając porozumiewawczo na Santę. Próbowałem ją 
namówić, żeby poszła do domu, i tłumaczyłem, że nie musi ze mną 
siedzieć, bo i tak już opuściła kilka dni w pracy, ale nie dałem rady 
przemówić jej do rozsądku. Kręciła się wokół łóżka, zajmując tym, 
czym zwykle zajmują się pielęgniarki, i zachowując się przy tym jak 
moja dziewczyna. Byłem jej za to wdzięczny. Phil rozśmieszał ją, gdy 
tylko był przytomny i świadomy. Opowiadał jej straszne historie z 
moich szczenięcych lat, kiedy włóczyłem się z Jetem i bliźniakami 
Archerami, co doprowadziło do demonstrowania tych wszystkich 
okropnych tatuaży, które teraz już zakryłem czymś innym. Te okresy 
świadomości nie trwały długo, ale Santa potrafiła zdziałać cuda i 
świetnie sobie radziła, nawet kiedy sam czułem się zagubiony i 
bezużyteczny.
 

Kiedy Phil tracił kontakt z rzeczywistością, kiedy sądził, że jest 

gdzie indziej, stawał się kimś innym, było mi naprawdę trudno. Miałem
ochotę rzucać czymś ciężkim, gdy mamrotał bez ładu i składu o mojej 
matce i tamtym nieszczęsnym związku. To wszystko sprawiało, że cała 
moja pogarda dla matki wypływała na powierzchnię i wrzała, 
podsycana starym bólem i uczuciem poniżenia. Santa robiła, co mogła, 
żebym cały czas pamiętał o tym, że zachowanie mojej matki nie 
powinno mieć dla mnie już żadnego znaczenia. I że ludzie, którzy się w
moim życiu liczyli, uwielbiali mnie i nie zmieniliby we mnie ani jednej
rzeczy. Że ona nic by we mnie nie zmieniła.

background image

 

Było wcześnie rano następnego dnia – słońce jeszcze nawet nie 

wzeszło – kiedy coś się zmieniło. Nie umiałbym powiedzieć co. 
Drzemałem niespokojnie na fotelu, budząc się co chwila, a Santa spała 
na kanapie w sąsiednim pokoju, gdy nagle całkiem oprzytomniałem. 
Nie wiem dlaczego. Wstałem, podszedłem do łóżka ojca i spojrzałem 
na niego. Miał półotwarte oczy i zdawałem sobie sprawę, że walczy z 
trudem o każdy oddech. Serce zaczęło trzepotać mi niespokojnie w 
piersi i wiedziałem – po prostu wiedziałem – że nadeszło nieuchronne. 
W klepsydrze przesypywały się ostatnie ziarenka piasku.
 

– Hej… – Mogłem się zdobyć tylko na szept. Słysząc mój głos, 

otworzył oczy i zerknął na mnie.
 

Nie miałem pojęcia, czy w ogóle mnie widzi – czy jest w stanie 

jeszcze mnie rozpoznać – ale podniósł słabą dłoń i wziął mnie za rękę. 
Gdy patrzyłem, jak ta wychudzona, zapadnięta pierś podnosi się i 
opada z coraz większym trudem, emocje ścisnęły mi gardło. Phil 
zacisnął kościste palce na mojej dłoni i nie wiedziałem, czy naprawdę 
to powiedział, czy może tylko sobie to wyobraziłem. Jednak jestem 
gotów przysiąc, że zanim zamknął ostatni raz oczy, usłyszałem szept: 
„z tobą… zawsze”.
 

Nie umiałbym powiedzieć, ile czasu stałem tam, trzymając go za 

rękę i patrząc na niego w otępieniu. Nie wiem, czy coś mówiłem, czy 
nie, ale Phil już nie oddychał. Nagle z apatii wyrwał mnie jakiś 
stłumiony odgłos. Gdy obejrzałem się na drzwi, zobaczyłem stojącą w 
nich Santę z rękami przy ustach i szeroko otwartymi oczami. 
Wiedziała. I cierpiała razem ze mną.
 

Podeszła do mnie i otoczyła mnie ramionami. I staliśmy tak po 

prostu w milczeniu i żalu, pogrążeni w smutku i nieco zagubieni.
 

– Wydawało mi się, że zanim odszedł, powiedział… że zawsze 

będzie przy mnie. – Mój głos brzmiał chrapliwie i niepewnie.
 

– Bo to prawda, Nash. Jest cząstką ciebie, we wszystkim, co 

robisz. Zawsze będzie z tobą, będzie nad tobą czuwał. – Poczułem, jak 
przeciąga palcem po moim kręgosłupie, strzeżonym przez uśpionego 
smoka.
 

– Tak, ale bez niego nic nie będzie takie samo.

 

Czułem na karku łaskotanie jej oddechu. Nakryłem dłonią jej 

ręce, splecione na moim brzuchu.
 

– Nie, nie będzie, ale zrobisz, co w twojej mocy, żeby zachować 

background image

pamięć o nim.
 

Jasne jak cholera, że zamierzałem to zrobić. Chociaż tyle 

mogłem uczynić po tym wszystkim, co Phil zrobił nie tylko dla mnie, 
ale i dla reszty zbłąkanych ludzi, których nazywałem swoją rodziną.
 

Następnych kilka dni było jednym wielkim chaosem. Czułem się 

jak w oku szalejącego cyklonu. Zanim jeszcze na dobre zaświtało, 
Santa wzięła sprawy w swoje ręce. Zadzwoniła, do kogo trzeba, żeby 
umówić się na przeniesienie ciała, i upewniła się, że zostanie 
potraktowane zgodnie z ostatnią wolą Phila. W ciągu kilku godzin w 
domu mojego ojca zaroiło się od ludzi. Dziewczyny ustalały szczegóły 
związane z pochówkiem. Ponieważ Phil miał zostać skremowany, 
pogrzeb miał się odbyć za kilka dni. Nie byłem w stanie mówić, działać
– a gdy ktoś mnie o coś pytał, ledwie kontaktowałem. Więc to Santa 
wszystkim się zajęła. Moja dziewczyna – nieśmiała, niepewna i 
nerwowa – przejęła dowodzenie, całkiem jak na ostrym dyżurze. I nie 
mógłbym jej za to bardziej kochać, nawet gdybym chciał. Byłem 
pewien, że przyjaciele dostrzegają, jak się o mnie troszczy i wspiera na 
duchu. Wiedziałem, że oni także ją za to uwielbiają. Bez niej nie 
potrafiłbym sobie z tym wszystkim poradzić.
 

Chłopakom przypadł w udziale obowiązek powiadomienia o 

śmierci Phila bliższych i dalszych znajomych. Telefony się urywały, 
wszyscy mieli jakieś pytania i sprawy do ustalenia. Jeden dzień 
przechodził w kolejny, a ja tkwiłem w samym środku tego piekła, 
otępiały i odrętwiały. W pewnym momencie Rule chyba się 
zorientował, w jakim jestem stanie. Chociaż wciąż było jeszcze 
mnóstwo rzeczy do omówienia i potwierdzenia, uczczenie pamięci 
Phila i złożenie hołdu wspaniałej osobie, jaką był z całą pewnością, 
musiało znaleźć się na szczycie listy obowiązków związanych z jego 
śmiercią. Dlatego Rule poprosił Rome’a, żeby zorganizował w barze 
szybką stypę. Byliśmy w końcu Donovanami – to było jedyne słuszne 
wyjście.
 

Piłem chyba trzeciego jamesona z colą, z Santą przyklejoną do 

mojego boku, wsłuchując się w lecących z szafy grającej The Pogues, 
zawodzących Waltzing Matilda i If I should fall from Grace with God i 
leniwe, sentymentalne opowieści wszystkich o tym, jak Phil wpłynął na
nich życie, kiedy chłód i otępienie w końcu zaczęły mijać. Byłem 
smutny, byłem samotny i przerażony, jednak chciałem zrobić wszystko,

background image

żeby mój staruszek był ze mnie dumny. Wiedziałem, że właśnie na tym 
by mu zależało.
 

Przyciągnąłem do siebie Santę, pocałowałem ją w koniuszek 

piegowatego nosa i powiedziałem:
 

– Dziękuję.

 

Ściągnęła brwi i przyjrzała mi się.

 

– Za co?

 

Właściwie to byłem jej wdzięczny za wszystko.

 

– Za to, że jesteś, jaka jesteś.

 

Jej szare oczy zalśniły czystym srebrem, jak zawsze, gdy 

powiedziałem coś, co chwyciło ją za serce. Przytuliła mnie tak mocno, 
że ledwie mogłem złapać oddech. Odpuściłem. Powiedziałem Philowi 
w myśli „do widzenia” i wzniosłem toast. W odpowiedzi wszyscy 
pohukiwali i krzyczeli ile tchu w piersi. To było poruszające 
pożegnanie – i jedyne słuszne. Każdy, na kogo Phil w jakiś sposób 
wpłynął, cała nasza rodzina, którą pomógł stworzyć, uczciła jego 
pamięć – a także własną – wstawiając się należycie i obiecując żyć 
życiem bez wyrzutów sumienia.
 

Następnego dnia odbył się pogrzeb. Dziewczyny znalazły mały, 

przytulny kościółek na przedmieściach – był zatłoczony po brzegi. Phil 
miał cały zastęp przyjaciół od motocykli, starych kumpli z marynarki – 
między innymi tatę Cory, który trzymał teraz na rękach małą Remy – 
stadko stałych klientów i tyle byłych dziewczyn i kochanek, że na ich 
widok mogłem tylko pokręcić z niedowierzaniem głową i przybić 
mojemu ojcu w myśli piątkę.
 

Cała nasza paczka stała pod kościołem, witając żałobników. To 

był dziwny widok – oglądać ludzi zazwyczaj tak barwnie ubranych, 
teraz całych w odcieniach szarości i czerni. Nawet Rule ufarbował z tej 
okazji włosy na żałobną, kruczą czerń. Kochałem ich za to, że chcieli 
ze mną być, że miałem wokół mnóstwo pomocnych dłoni, które 
podtrzymają mnie, w razie gdyby groził mi upadek, ale czułem się 
całkiem pewnie – dopóki Santa nie oddalała się zbytnio. Była skałą, 
opoką, dzięki której trwałem pewnie w rzeczywistości.
 

Z wnętrza kościoła zaczęły dobiegać dźwięki Danny Boy w 

wykonaniu Johnny’ego Casha i padłem ofiarą niezliczonych, zdolnych 
połamać kręgosłup niedźwiedzich uścisków i mokrych całusów od 
dziewcząt. Cora nie kryła już łez – a spłakaną widziałem ją dotychczas 

background image

tylko dwa razy: kiedy była w ciąży i kiedy Rome został postrzelony. 
Oczy Rule’a w kolorze zimowego nieba także były nieco szkliste i 
ponure, a kiedy weszliśmy do kościoła, ukrył twarz we włosach Shaw.
 

Chwyciłem Santę za rękę i podniosłem ją do ust, żeby ucałować 

jej knykcie.
 

– Gotowa?

 

Otworzyła usta, żeby coś odpowiedzieć, ale zamknęła je, 

marszcząc czoło, na odgłos stukotu wysokich obcasów. Nie mogłem 
uwierzyć, że ona tu przyszła! A jeszcze bardziej, że miała czelność go 
tu ze sobą przywlec! Skrzywiłem się gniewnie na widok mojej matki i 
Granta.
 

– Co tu robisz? – Nie kryłem wściekłości.

 

Matka odchrząknęła.

 

– Nashville, naprawdę, jak by to wyglądało, gdybyśmy nie 

przyszli?
 

„Naprawdę”? Zacisnąłem odruchowo szczęki.

 

– Nie interesuje mnie, jak by to wyglądało. To czas dla rodziny 

Phila, ludzi, którzy go kochali. Ty dokonałaś już wyboru. Nie wybrałaś 
żadnego z nas, więc równie dobrze możesz się stąd wynosić.
 

Poczułem, jak Santa zaciska kurczowo palce na moim łokciu.

 

– Jesteś niedorzeczny!

 

Cóż, dla mojej matki zawsze taki byłem.

 

Otwierałem już usta, żeby coś powiedzieć, gdy Grant uznał 

nagle, że pora wkroczyć do akcji.
 

– Zawsze był z ciebie egoistyczny bachor. A teraz odsuń się, 

zanim ktoś wyjdzie i zobaczy, co tu się wyprawia. Miej trochę 
godności… Jeśli w ogóle wiesz, co to jest.
 

Krew mnie zalała. Miałem ochotę rzucić mu się do gardła – i to 

dosłownie. Chciałem mu złamać nos. Musiałem… odciągnąć moją 
rozwścieczoną dziewczynę, która weszła nagle między nas i dźgnęła 
palcem w środek krawatu Granta. Nigdy nie widziałem jej tak 
wzburzonej, więc podszedłem i położyłem jej dłoń na ramieniu, żeby ją
uspokoić.
 

– Jak śmiesz?! – Była wściekła. Aż się gotowała i kipiała 

słusznym gniewem. Widok był imponujący i przerażający zarazem, ale 
Grant tylko zmrużył oczy i podszedł do niej o krok. – Jesteś zwykłym, 
nadętym dupkiem. Miałeś szansę wychować zdrowe, szczęśliwe 

background image

dziecko, ale z niej zrezygnowałeś. Nash jest milion razy więcej wart od
ciebie. – Oczy rozbłysły jej gniewnie, kiedy wodziła wzrokiem od 
mojej matki do Granta. – Jesteście samolubni i okropni. I w pełni na 
siebie nawzajem zasługujecie. Nie jesteście warci tego, żeby Nash był 
waszym synem.
 

Grant zabulgotał coś i podszedł jeszcze o krok, a ja wyciągnąłem 

ramię i pchnąłem go w środek piersi. Upewniłem się, że zrozumie 
powagę słów, które miałem mu do powiedzenia.
 

– Jeżeli chociaż spojrzysz na nią krzywo, połamię ci wszystkie 

kości, a potem, kiedy się pozrastają, zrobię to znowu. Kiedy byłem 
dzieckiem, był z ciebie kawał fiuta i nie mogłem nic na to poradzić, ale 
teraz nie jestem już dzieckiem, więc licz się z tym.
 

– Grozisz mi? – W jego głosie brzmiały uraza i nadęcie.

 

– Nie. Po prostu uprzedzam, jak się sprawy mają. Nie chcę was 

tu widzieć! Żadnego z was. A teraz, jeśli mi wybaczycie, muszę 
wygłosić przemowę.
 

Moja matka wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, ale

jak zawsze, kiedy Grant podjął decyzję – a odwrócił się na pięcie, 
ciągnąc ją za sobą – nie odezwała się ani słowem. Spojrzałem na Santę 
i uśmiechnąłem się do niej krzywo.
 

– Chodź, miejmy to już za sobą.

 

Uścisnęła moją dłoń i podniosła jedną rdzawą brew.

 

– Naprawdę masz na imię Nashville?

 

Jej pytanie sprawiło, że zrobiłem coś, czego nigdy nie zrobiłbym 

w tak smutnym dniu. Roześmiałem się.
 

– Taaa… I nigdy więcej o tym nie wspominaj.

 

Wszedłem do kościoła i posadziłem ją obok Cory, która 

natychmiast ją przytuliła, a sam ruszyłem w stronę niewielkiego 
podium ustawionego obok urny i czegoś w rodzaju tablicy pamiątkowej
– dzieła dziewczyn. Były na niej zdjęcia Phila z różnych okresów jego 
życia, jego pierwsza maszynka do tatuażu, skórzana kurtka, pagony z 
munduru… to był wzruszający i wspaniały pożegnalny symbol. 
Zerknąłem na niego kątem oka, odchrząknąłem i powiodłem wzrokiem 
po zgromadzonych.
 

Widziałem, jak Rule i Jet kiwają mi głowami; Rowdy uśmiechnął

się do mnie smutno, ale pokrzepiająco, a Cora cicho łkała, wtulona w 
ramię Rome’a. Wyszukałem w tłumie te jedyne szare oczy. Santa 

background image

patrzyła na mnie, spokojna, łagodna – i taka mi droga! Nie zwracałem 
uwagi na nic innego, na nikogo. Skupiłem się tylko na tym, co miałem 
do powiedzenia jej.
 

– Przez cały czas, przez jaki Phil Donovan był obecny w moim 

życiu, pełnił wiele ról. Nazywałem go przyjacielem, szefem, mentorem,
wujem, a w końcu… ojcem. Był każdą z tych osób. A także znaczył dla
mnie wiele, wiele więcej. Phil brał pod swoje skrzydła każdego, kto był
zagubiony i kierował nim, dopóki nie znalazł właściwej drogi. W ten 
oto sposób zebrał razem garstkę zbuntowanych, zagubionych dusz – 
dzięki czemu mamy teraz siebie nawzajem. Dzięki Philowi mamy 
rodzinę.
 

Słyszałem chrząknięcia i widziałem, jak zgromadzeni zmieniają 

pozycję w ławkach.
 

– Gdy byłem młodszy, marzyłem o tym, żeby – gdy dorosnę – 

być taki jak Phil. Sądziłem, że facet jest naprawdę super, że ma świetną
pracę, i podziwiałem to, że żyje na własnych zasadach, jednocześnie 
robiąc, co tylko mógł, żeby się o mnie zatroszczyć. Był wspaniałym 
człowiekiem, a gdybyście zapytali mnie wówczas, za co chciałby 
zostać zapamiętany… powiedziałbym, że za jego sztukę, za jego 
poświęcenie w tworzeniu miejsca, w którym mogła rozkwitać 
indywidualność i twórczość. Teraz jednak… – Musiałem odczekać 
sekundę. Odchrząknąłem i zwinąłem leżące przede mną na pulpicie 
dłonie w pięści. – Teraz odpowiedziałbym „za mnie”. Jestem 
człowiekiem, z którego jego ojciec był dumny. I zrobię wszystko, żeby 
zachować pamięć o nim, żeby godnie reprezentować jego dziedzictwo i
żeby nadal spełniać jego marzenia. Sądzę, że byłby dumny z nas 
wszystkich. Pomimo trudności, przeszkód i kłód rzucanych nam przez 
życie pod nogi wszyscy odnajdujemy swoje drugie połowy, 
zakochujemy się, pobieramy, mamy dzieci, prowadzimy interesy i 
robimy rzeczy, które nas uszczęśliwiają. Sądzę, że właśnie tego zawsze 
dla nas chciał. Wszystkim nam będzie brakowało Phila Donovana – 
mojego ojca – ale będzie on żył w sercu każdego z nas, każdej osoby, w
której życie wkroczył i pomógł je ukształtować.
 

Nie wiedziałem, co jeszcze mógłbym powiedzieć, więc 

podziękowałem wszystkim i poinformowałem (w większości 
popłakujących w ciszy) żałobników, że jeśli ktoś chciałby coś jeszcze 
powiedzieć, teraz ma ku temu okazję, a potem zszedłem, żeby usiąść 

background image

obok mojej dziewczyny.
 

Widziałem na jej bladych policzkach ślady łez, a kiedy zająłem 

miejsce u jej boku, przylgnęła do mnie całym ciałem i położyła mi 
głowę na ramieniu.
 

– Dziękuję. – Szepnęła łamiącym się głosem.

 

– Za co?

 

– Za to, że jesteś, jaki jesteś.

 

Cóż mogłem powiedzieć. Otoczyłem ją ramieniem i słuchałem, 

jak ludzie opowiadają historię o tym, jak cudownym człowiekiem był 
mój ojciec, jak wielki wywarł wpływ na ich życie, i pomyślałem, że 
kiedy będzie już po wszystkim, wsiądę do swojego chargera i 
przekraczając dozwoloną prędkość, pojadę w góry, żeby przywrócić 
mu wolność. Wiedziałem, że pochwaliłby taki scenariusz.
 

background image

 SANTA:

 

Po pogrzebie Nash wyglądał, jakby za chwilę miał się przewrócić

od braku snu i nadmiaru stresu. Jego przyjaciółka Cora i jej ojciec, 
który był kolegą Phila w marynarce, zorganizowali w jej domu 
przyjęcie pożegnalne. Wiedziałam, że Nash się tam pojawi i spróbuje 
jakoś przez to przebrnąć do końca, ale wiedziałam też, że nade 
wszystko powinien się położyć i odpocząć. Nie chciałam się odzywać –
nie byłam pewna, czy w ogóle mam prawo się wtrącać – ale kiedy 
wspomniałam o tym, że wygląda na wyczerpanego, Rule i Rome 
zgodzili się ze mną. Stwierdzili, że powinnam zabrać go do domu i 
położyć do łóżka. Rule powiedział to z krzywym, porozumiewawczym 
uśmieszkiem, dzięki któremu zarobił od brata solidne trzepnięcie w 
potylicę. Kiedy Nash oderwał się wreszcie od grupki, z którą 
rozmawiał, zgarnęłam go i poprosiłam:
 

– Zabierz mnie do domu.

 

Nie protestował, nie oponował. Nie wrócił nawet, żeby się 

wytłumaczyć. Zgarnął mnie tylko do chargera i wróciliśmy razem do 
Victorian. W mieszkaniu zaczął ściągać z siebie ciemne ubranie – 
czemu przyglądałam się nie bez ulgi i zadowolenia – ale gdy już wziął 
prysznic i coś przegryzł, widać było, że pada z nóg. Nie było sensu 
próbować wciągnąć go w rozmowę, nie mówiąc już o czym innym.
 

Zrzuciłam buty na obcasach, w których męczyłam się cały dzień. 

Przytuliłam się do silnego, pokrytego tatuażami ciała Nasha, i 
gładziłam płomienie zdobiące jego głowę i ramiona, dopóki jego pierś 
nie zaczęła podnosić się i opadać spokojnym, równym rytmem. Jego 
ciemne rzęsy zatrzepotały lekko na śniadych policzkach i przesunęłam 
delikatnie kciukiem po jego kruczoczarnych brwiach. Był piękny, 
idealny – i silniejszy niż ktokolwiek, kogo znałam. Był mój. Cały. 
Wiedziałam, że powinnam to doceniać – każdego dnia.
 

Kiedy spał już spokojnym, mocnym snem, wyśliznęłam się z 

łóżka i zaczęłam się krzątać po zaniedbanym przez ostatnie kilka 
tygodni mieszkaniu. Zadzwoniłam do Sunny i powiedziałam jej, że 
wróciłam i że stawię się w pracy, jak tylko będę potrzebna. Poprosiłam 
też, żeby umówiła mnie na rozmowę z dyrektorką w sprawie awansu. 
Zdałam jej pobieżnie relację z tego, co się wydarzyło. i aż ścisnęło 
mnie w dołku, kiedy usłyszałam, jak wyrozumiale i łagodnie to 

background image

przyjmuje. Pomyślałam, że naprawdę powinnam lepiej zadbać o naszą 
przyjaźń, i to nie tylko w pracy, bo Sunny była świetną dziewczyną, a 
do tego trzymała mocno moją stronę. Zadzwoniłam też do Faith, żeby 
jej się wytłumaczyć i wysłuchać opieprzu za to, że wyjechałam bez 
uprzedzenia do Phoenix.
 

Sądzę, że mimo wszystko ucieszyła się z mojego telefonu. 

Cieszyła się z mojego awansu i z tego, że mamie się polepszyło, ale 
dała mi jasno do zrozumienia, że nie uważa Nasha za dobrą partię dla 
mnie. Dawniej może i przejęłabym się jej zdaniem, tym, co o tym 
wszystkim sądziła, i wzięłabym sobie jej słowa do serca. Ale teraz 
sama wiedziałam, co jest dla mnie najlepsze. Tak jak powiedziałam 
Nashowi, wcześniej postrzegałam samą siebie i własne życie takimi, 
jakimi widziałam je ja sama – i nie słuchałam osądu nikogo innego. 
Teraz widziałam zaś jego i to, jaka byłam w jego pięknych oczach.
 

Płukałam właśnie stertę zapomnianych kubków po kawie, żeby 

włożyć je do zmywarki, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Ponieważ 
wszyscy przyjaciele Nasha byli u Cory i Rome’a, a jego matka nie 
miałaby się po co tu pokazywać, uznałam, że to musi być Royal. 
Wytarłam ręce w ściereczkę i poszłam otworzyć. Na widok Royal 
wytrzeszczyłam oczy i otworzyłam ze zdziwienia usta.
 

Ciemnoczerwone włosy miała zmierzwione, a pod jednym 

ciemnym okiem widniał żółtozielony siniec. Miała też paskudnie 
rozciętą dolną wargę. Była ubrana w spodnie od munduru i białą 
koszulkę na ramiączka – poplamioną krwią i porwaną.
 

– Wszystko w porządku? – zapytałam.

 

Prychnęła jak kotka, ale widziałam, że rozkwaszona warga drży 

jej lekko.
 

– Ryzyko zawodowe. Zadarłam ze śmieciem, który okazał się 

większy i bardziej chamski ode mnie. Chciałam tylko sprawdzić, jak 
sobie radzicie.
 

To było naprawdę miłe z jej strony. I sprawiło, że zapragnęłam 

dać jej i naszej rozkwitającej przyjaźni szansę.
 

– Jasne. Przez chwilę było trochę nieprzyjemnie. Jego matka to 

prawdziwa jędza, a jego ojczym jest palantem, ale msza upłynęła 
spokojnie, a Nash rozczulił wszystkich przemową. Teraz padł jak 
nieprzytomny. Chyba od jakiegoś czasu potrzebował porządnego 
odpoczynku. Dzięki, że zadzwoniłaś.

background image

 

Zebrała zmierzwione włosy w węzeł i kiwnęła głową.

 

– I tak już wracałaś. Tylko to się liczy. Miałam gówniany dzień. 

Chyba też się położę.
 

Kiedy odwróciła się na pięcie, złapałam ją za ramię. 

Zauważyłam, że jej ciemne oczy lśnią od łez.
 

– Wiesz, z czasem to się staje łatwiejsze.

 

– Co takiego.

 

– Praca. Taka jak twoja. Pierwszej nocy na ostrym dyżurze 

miałam ofiary strzelaniny między gangami. Przywieźli pięciu rannych. 
Przeszłam szkolenie, więc teoretycznie wiedziałam, co mam robić, ale 
po wszystkim wróciłam do domu, porzygałam się i przez trzy godziny 
ryczałam jak głupia. Przywykniesz do tego. Z czasem wpadasz w 
rutynę.
 

Pokiwała głową i przesunęła językiem po brzydkim rozcięciu na 

wardze.
 

– Właśnie dlatego chciałabym, żebyś została moją przyjaciółką, 

Santa.
 

Była już w korytarzu, prawie pod własnymi drzwiami, kiedy 

zawołałam za nią:
 

– Masz mój telefon. Wiesz, że w razie czego zawsze możesz 

zadzwonić!
 

Machnęła mi przez ramię i zniknęła w swoim mieszkaniu.

 

Wróciłam do sprzątania, a kiedy skończyłam, postanowiłam 

wziąć prysznic. Gdy wróciłam do pokoju, żeby przebrać się w jedną z 
koszulek Nasha, musiałam użyć całej siły woli, żeby powstrzymać się 
od chęci całowania każdego centymetra jego pięknego ciała, dopóki się
nie obudzi.
 

Wycierałam właśnie mokre włosy ręcznikiem i wracałam do 

salonu, żeby pooglądać trochę telewizję, zanim Nash nie wstanie, kiedy
zamarłam, zaskoczona. Mój chłopak był bez dwóch zdań przytomny; 
opierał się o zagłówek kanapy i przyglądał mi się spod 
wpółprzymkniętych powiek. W niebieskich bokserkach, ze 
skrzyżowanymi na cudownie wyrzeźbionej piersi rękami wyglądał jak 
młody bóg. Jak zawsze, mój wzrok powędrował odruchowo do 
skrzydeł, znikających pod jego bielizną.
 

– Cześć! – Nie mogłam ukryć chrapliwej nuty, która wkradła się 

do mojego głosu.

background image

 

Nash podniósł brew, a kącik jego ust uniósł się w uśmiechu.

 

– Dziękuję, że się o mnie zatroszczyłaś, Santa.

 

Weszłam kilka kroków w głąb salonu, a on złapał koniec 

ręcznika, który trzymałam w dłoni, i przyholował mnie za niego do 
siebie.
 

– Dla ciebie wszystko.

 

Przyciągnął mnie bliżej i wsunął mi rękę pod mokre włosy na 

karku, a potem zmniejszył jeszcze dzielący nas dystans, tak że wręcz 
przykleiłam się do jego nagiej piersi. Musiałam przyznać, że to było 
najcudowniejsze miejsce na świecie.
 

– Czy pozwolisz, żebym teraz to ja się tobą odrobinę zajął?

 

Cóż, musiałabym być idiotką, żeby odrzucić taką propozycję. 

Ostatnim razem, kiedy wylądowaliśmy razem na tej kanapie, 
wystawiłam go w bardzo chamski sposób i chciałam mu teraz to 
wynagrodzić. Pragnęłam się o niego zatroszczyć na wszelkie znane mi 
sposoby.
 

– A co powiesz na to, żebyśmy zajęli się sobą nawzajem?

 

Podniósł wysoko brwi, a potem – nareszcie, po stanowczo zbyt 

długiej przerwie – jego usta rozciągnął szeroki uśmiech.
 

– Brzmi nieźle. – Mówiąc to, nachylił się i pocałował mnie, jakby

była to jedyna rzecz, której pragnął każdego dnia, do końca świata.
 

Nasze języki splotły się, głodne dłonie prześlizgiwały po nagiej 

skórze, a ciała dopasowały się, jakby były dla siebie stworzone. Gdy 
wsunął mi dłonie pod koszulkę, którą od niego pożyczyłam, i zatrzymał
je na moich biodrach, z ust wyrwało mi się mimowolne westchnienie. 
Przyciągnął mnie do siebie, tak że nasze biodra się zetknęły, i poczułam
między udami jego twardy, pulsujący wzwód. Szybkim ruchem 
ściągnął mi koszulkę przez głowę i przeciągnął palcami od mojego 
karku aż po krzyż, a potem westchnął z zadowoleniem – wprost w moje
rozchylone usta, wciąż wpijające się w jego wargi.
 

Zsunęłam niżej głowę i ucałowałam go w szyję; zadrżałam, kiedy

przesunął palcami po moich żebrach i ujął w dłonie moje piersi. Nie 
mogłam nic poradzić na to, że moje ciało reagowało tak żywiołowo na 
jego dotyk. Chyba po prostu potrzebowałam zręcznych dłoni, których 
samo muśnięcie sprawiało, że czułam się jego własnością. Przesunął 
opuszką kciuka po brodawce, sprawiając, że moje ciało zamarło w 
oczekiwaniu na więcej. Wiedziałam, że jeśli tak dalej pójdzie, 

background image

wynagrodzi nam to ostatnie kiepskie spotkanie w tym pokoju. 
Zsunęłam głowę jeszcze niżej i ucałowałam go w sam środek mostka. 
Cudownie było czuć te wszystkie spięte, twarde mięśnie pod moimi 
ustami. Złożyłam wilgotnego całusa na jego lewej piersi, w miejscu, 
gdzie czułam spokojne, stałe bicie jego serca, i polizałam jego sutek. 
Kiedy brodawka wyprężyła się w odpowiedzi na dotyk, zachichotałam, 
a potem połaskotałam go w brzuch i przesunęłam dłonią po 
wytatuowanych na żebrach skrzydłach. Wcześniej sądziłam, że 
najbardziej lubię go w białych bokserkach, kontrastujących ze śniadą 
skórą, ale teraz, kiedy pomogłam mu się rozebrać, uznałam, że 
najbardziej podoba mi się w stroju Adama. Jego wzwiedziony penis 
pulsował, dosłownie wibrował w mojej dłoni. Nadal był przyozdobiony
metalowym kółeczkiem i sztangą, a kiedy ścisnęłam lekko jego 
podstawę, zadrżał zachęcająco.
 

Kiedy pochyliłam głowę nad jego fiutem, Nash wydał z siebie 

zduszony jęk. Jego oczy przybrały barwę nocnego nieba, a na policzki 
wystąpił rumieniec. Siła, duma, którą czułam, mając świadomość tego, 
że ktoś taki jak on reaguje na mnie w ten sposób, sprawiały, że czułam 
się jak najpiękniejsza kobieta na świecie.
 

Gdy moje zęby szczęknęły lekko o metalowe kółeczko, zachciało

mi się śmiać, ale powstrzymałam się, słysząc westchnienie. Nash 
zanurzył obie dłonie w moje włosy i przytrzymał mnie za głowę, 
podczas gdy ja ssałam, lizałam i pieściłam językiem jego męskość, 
sprawiając, że mięśnie jego brzucha i ud drżały niepohamowanie. 
Musiałam pomagać sobie rękoma, bo cały nigdy w życiu nie 
zmieściłby mi się do ust. I musiałam przyznać, że ta zabawa jest 
znacznie bardziej atrakcyjna dzięki wszystkim ozdóbkom, z którymi 
mogłam igrać językiem. Słyszałam jak przez mgłę, jak jęczy i szepcze 
moje imię. To było superpodniecające! Czułam, jak szarpie mnie za 
włosy, co oznaczało, że jest już blisko. Nie zwracałam specjalnej uwagi
na to, co mówi – zanadto byłam zajęta skupianiem się na tym 
oszałamiającym uczuciu, jakim było doprowadzanie go do rozkoszy. 
Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, jak cudownie jest sprawiać, że on 
czuł się wspaniale, dawać mu przyjemność… Jasne, w tym wszystkim 
może i bardziej chodziło o to, żeby to jemu było dobrze, ale ten smak, 
to uczucie… samo to wystarczyło, żeby rozpalić mnie do granic.
 

Trzymałam jego penisa oburącz i pomagałam sobie dłońmi, 

background image

jednocześnie ssąc, przygryzając i pieszcząc go językiem, więc prawie 
krzyknęłam, zaskoczona, kiedy nagle poderwał gwałtownie moją 
głowę. Zaowocowało to niekontrolowanym spotkaniem jego 
najwrażliwszych części z moimi zębami i uściskiem, który nie był 
zapewne zbyt delikatny. Nash zmełł w ustach przekleństwo, a ja już, 
już miałam zażądać wytłumaczenia, gdy nagle moje majtki zostały 
bezceremonialnie zdarte. Niespodziewanie obnażona, dygotałam, 
zdyszana, tuż nad nim. Nash przyciągnął mnie do siebie i oparł moje 
dłonie o zagłówek kanapy, a potem położył mi dłoń między łopatkami, 
zmuszając, żebym opadła na niego. Kolanem rozchylił mi nogi, 
przyciągając mnie do siebie.
 

Pocałował mnie mocno w kark, a potem nakrył moje nagie piersi 

dłońmi. Bez słowa wyjaśnienia wsunął się we mnie… I pomyślałam 
nieprzytomnie, że chyba za chwilę umrę. W tej pozycji wniknął we 
mnie głębiej niż zazwyczaj. Czułam go w sobie bardziej intensywnie, 
mocniej. A on… wsuwał się we mnie i ze mnie wysuwał. Wszystkie te 
jego metalowe ozdóbki czyniły prawdziwe cuda – w pewnym 
momencie zdawało mi się, że za chwilę zobaczę gwiazdy. Złapałam się 
kurczowo oparcia i przygryzłam mocno wargę – byle tylko nie 
krzyczeć, kiedy wchodził we mnie mocno i się wycofywał. W ciągu 
ostatnich kilku miesięcy często się kochaliśmy, ale nic nie mogło się 
równać z tym seksem – szorstkim, mocnym, szybkim.
 

Czułam się, jakby chciał zostawić na mnie swoje piętno. W miarę

jak przyjemność dążyła do nieuchronnego apogeum, w miarę jak tempo
i rytm stawały się coraz bardziej szalone, nagle jedna z jego dłoni 
powędrowała w dół mojego brzucha, ku temu wrażliwemu punktowi, 
którego dotknięcie oznaczało przekroczenie ostatniej granicy… Byłam 
bardziej niż gotowa przyjąć wszystko, co miał mi do zaoferowania, i 
wydawało mi się, że za chwilę rozpadnę się na tysiąc kawałków. Wtedy
rytm oddechu Nasha zmienił się, jego biodra zamarły na ułamek 
sekundy, a jego dłoń zatrzymała się na wysokości mojego brzucha.
 

Jasny gwint! Byliśmy oboje tak blisko… balansowaliśmy na 

skraju spełnienia. Nie miałam pojęcia, co on robi – ale zamierzałam go 
udusić, jeśli natychmiast nie zacznie się z powrotem poruszać! Dyszał 
jak maratończyk, a kiedy spojrzałam na niego, skrzywił się i pocałował 
mnie, poruszając się jednocześnie tak wolno, jak tylko to możliwe. 
Oboje jęknęliśmy i zaklęliśmy jednocześnie.

background image

 

– Chciałabyś porozmawiać o stosunku bez zabezpieczenia, który 

właśnie odbywamy, czy może pójdziemy do mojego pokoju, żeby to 
dokończyć?
 

Pisnęłam i ukryłam twarz na jego piersi.

 

– Rany, nic dziwnego, że było tak bosko!

 

Parsknął krótkim śmiechem. Jęknęłam, kiedy podniósł mnie w 

ramionach i skierował się do sypialni.
 

– Może w najbliższym czasie powinnaś pomyśleć o 

antykoncepcji?
 

Przejechałam językiem po płatku jego ucha, przesunęłam palcami

po płomieniach wytatuowanych na jego ramionach i uśmiechnęłam się 
do niego szeroko. Chciałam mu powiedzieć, że zajęłam się tym małym 
szczegółem już dawno, wkrótce po tym jak zostałam u niego na noc – 
na wszelki wypadek – ale nie dał mi dojść do słowa, bo przyssał się do 
boku mojej szyi i zaczął pieścić językiem wrażliwą na dotyk skórę. 
Gdybym wiedziała, że w taki nagły sposób przerwie cudowne rzeczy, 
które wyprawiał z moim ciałem w salonie, poinformowałabym go o 
tym wcześniej.
 

Wydałam z siebie stłumione stęknięcie, kiedy brutalnie rzucił 

mnie na łóżko, i odchyliłam głowę, przyglądając mu się spod 
wpółprzymkniętych powiek… Jednak za chwilę zamrugałam 
gwałtownie i otworzyłam szeroko oczy, gdy pochylił się nade mną i 
usadowił między moimi nogami.
 

– Jesteś taki piękny… – wyszeptałam. Bo tak było. Był 

nieskończenie piękny – wewnątrz i na zewnątrz.
 

Podniósł brew i ucałował mnie w czubek nosa.

 

– Ty także.

 

Zazwyczaj, kiedy mówił mi takie rzeczy, ignorowałam go, 

sądząc, że to tylko puste słowa. Wydawało mi się, że mówi to, bo 
uważa, że tak trzeba. Teraz rozumiałam, że naprawdę tak myślał. Nie 
miało znaczenia, jak wyglądam, bo nawet gdybym wyglądała tak jak 
kiedyś, liczyła się osoba, którą uważał za piękną. Liczyłam się ja.
 

– Dziękuję.

 

Wsunął się z powrotem we mnie, a ponieważ moje ciało było już 

i tak maksymalnie pobudzone, nie potrwało długo, nim wykrzykiwałam
jego imię w sufit, wbijając pięty w jego plecy. Założył sobie moje nogi 
wysoko na biodra, oparł się na jednym kolanie i zaczął metodycznie 

background image

zagłębiać się we mnie, dopóki sam nie doszedł i nie opadł na mnie 
bezwładnie.
 

Kółeczko w jego nosie zawibrowało na nagiej skórze mojego 

ramienia, kiedy pocałował mnie w obojczyk i wymamrotał:
 

– To ostatni raz, kiedy uprawialiśmy seks na tej kanapie. To 

zawsze źle się dla mnie kończy.
 

Roześmiałam się i objęłam go mocno.

 

– Ale tym razem skończyło się chyba dobrze?

 

– Kocham cię, Santa.

 

– Ja ciebie też, Nash.

 

Nash nie chciał w życiu niczego żałować, a ja chciałam żyć 

pełnią życia. Potrzebowaliśmy siebie, aby wzajemnie się dopełniać. 
Teraz, kiedy mieliśmy siebie nawzajem, nie było już sensu wracać do 
przeszłości, konfrontować jej z teraźniejszością. Było tylko nasze 
wspólne życie.
 

Dostałam awans. To było wspaniałe i byłam naprawdę z siebie 

dumna, ale jeszcze bardziej cieszyło mnie, że Nash jest taki dumny ze 
mnie! Moja praca nie musiała być dla niego ważna, ale była 
nieodłączną częścią mnie i Nash wiedział, jak wiele dla mnie znaczy. 
Dzięki temu kochałam go jeszcze mocniej.
 

Oboje nadal mieliśmy bardzo napięte grafiki i niewiele czasu dla 

siebie. Tym bardziej że mnie czekały jeszcze szkolenia z zakresu 
nowych obowiązków. Nie miało to jednak znaczenia, bo teraz każdą 
noc spędzaliśmy razem, u niego albo u mnie, zawsze w jednym łóżku. I
jak długo budziłam się następnego ranka u jego boku, nie obchodziło 
mnie, gdzie jestem.
 

Pracowałam także nad swoim życiem towarzyskim. 

Wychodziłam z Sunny, starałam się dołączać do przyjaciółek Nasha 
podczas ich tradycyjnych czwartkowych babskich wieczorów – o ile 
nie kolidowało to z moją pracą. A każdego ranka po tym, jak 
zostawałam u Nasha, piłam kawę z Royal. Lubiłam spędzać z nimi 
wszystkimi czas, ale Royal… Royal miała w sobie coś szczególnego. 
Samo obserwowanie, jak inna młoda kobieta boryka się z wyczerpującą
emocjonalnie i trudną pracą, przyciągało mnie do niej jak magnes. Nie 
musiałam się już starać z nią zaprzyjaźnić. Po prostu stałam się jej 
przyjaciółką i tyle.
 

Byłam spóźniona. Nash zadzwonił do mnie podczas przerwy na 

background image

lunch i poprosił, żebym podjechała po pracy do nowego salonu tatuażu.
Miałam późno umówione wizyty i musiałam zostać dodatkowe pół 
godziny, zanim lekarz zdołał wszystkich przyjąć. Wiedziałam, że w 
salonie właśnie uporali się z wykończeniami i zostało tylko zatrudnić 
resztę personelu, tak że w ciągu najbliższych tygodni wszystko 
powinno ruszyć z kopyta. Wszyscy z Marked włożyli w niego mnóstwo
pracy i była to kosztowna inwestycja, ale każdy był podekscytowany i 
nie mógł się doczekać, kiedy otworzą nowe miejsce. Sądziłam, że Nash
po prostu chce się pochwalić, i było mi głupio, że każę mu na siebie 
tyle czekać, więc w myślach nakazałam sobie pamiętać, żeby 
wynagrodzić mu to odpowiednią dawką „ochów” i „achów”. Byłam z 
niego naprawdę dumna.
 

Musiałam zaparkować kawałek od nowej miejscówki i kilka 

minut zajęło mi przedarcie się przez zwykły tłumek ludzi wracających 
o tej porze z pracy. Lokalizacja była ekstra. Mogłam pójść o zakład, że 
jak tylko zaczną działać, nie będą wiedzieli, w co ręce włożyć, tylu 
będą mieli klientów. Nash opierał się o przeszkloną fasadę budynku i 
rozmawiał przez komórkę. Na mój widok mrugnął porozumiewawczo. 
Znałam go i wiedziałam, że nie potrafi stać bezczynnie. Zawsze musiał 
sobie znaleźć coś do roboty. Sądzę, że pomagało to mu zwalczyć chęć 
sięgnięcia po papierosa. Rzucanie palenia szło mu jak dotąd świetnie i 
za każdym razem, kiedy korciło go, żeby zapalić, przypominałam mu, 
że udało mu się przebrnąć przez całe to piekło z Philem bez jednego 
papierosa, więc z pewnością poradzi sobie bez fajek i teraz.
 

Kiedy dotarłam do niego, uścisnął mnie mocno i pocałował tak 

zachłannie, jakbyśmy wcale tego ranka nie uprawiali szalonego 
porannego seksu. Byłabym najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, 
gdyby za każdym razem był na mój widok taki szczęśliwy.
 

– Dostałeś ode mnie wiadomość, że się spóźnię? – zapytałam.

 

– Tak. Dzięki temu miałem czas, żeby zapakować prezent.

 

Spojrzałam na niego pytająco, ale za chwilę spostrzegłam, że 

przeszklony front sklepu jest cały zaklejony szarym papierem 
pakowym.
 

– Sądziłam, że chcesz po prostu oprowadzić mnie po nowym 

salonie…
 

Roześmiał się i pociągnął mnie za jeden z kucyków, w które 

upięłam włosy do pracy.

background image

 

– Bo tak jest. Jest niesamowity, ale najpierw chciałbym ci coś 

pokazać. Bardzo długo debatowaliśmy nad tym, jak powinniśmy 
nazwać to miejsce. Wpadaliśmy na setki pomysłów i natychmiast je 
odrzucaliśmy.
 

Zaczynałam się trochę niecierpliwić. Przygryzłam wargę i 

spojrzałam na niego spod zmrużonych powiek.
 

– Co odwaliłeś, Nash?

 

– Ten salon to przyszłość Marked, ale moją przyszłością jesteś ty.

Pomyślałem, dlaczego by nie połączyć jednego z drugim, bo obie te 
rzeczy są w moim życiu najważniejsze.
 

Sięgnął za siebie i zerwał płachtę z szyby, a ja odruchowo 

zasłoniłam usta dłońmi. Byłam w stanie tylko wodzić w milczeniu 
wzrokiem od niego do liter wymalowanych na szybie. 
Wykaligrafowany staroświecką czcionką, stylizowany na szyldy 
zdobiące stare gabinety osobliwości albo wystawy aptek napis głosił: 
THE SANTAS OF DENVER TATTOO. Na ten widok zakręciło mi się w 
głowie, a do oczu napłynęły łzy.
 

– Corze i reszcie strasznie się ten pomysł spodobał. Jest 

oryginalny, a poza tym pasuje do wystroju retro, na który się 
zdecydowaliśmy.
 

– Nash… – Nie wiedziałam nawet, co powiedzieć. To był 

zaszczyt, owszem, ale i coś więcej. To było świadectwo tego, jak 
ważna dla niego byłam. I będę.
 

– Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko?

 

Był z siebie bardzo zadowolony, a ja miałam ochotę jednocześnie

go pocałować i kopnąć. Przechyliłam głowę na ramię i spojrzałam na 
niego, jakby postradał zmysły.
 

– Wiesz, że jesteś niesamowity? – zapytałam go, a on podniósł 

mnie do góry i obracał dookoła, dopóki nie śmiałam się tak mocno, że 
aż po policzkach popłynęły mi łzy. Wtedy postawił mnie na ziemi, 
odchrząknął i potarł kark.
 

– Nigdy, przenigdy nie chciałbym, żebyś żałowała, że dałaś mi 

drugą szansę, Santa.
 

– Ty także dałeś mi drugą szansę, Nash. Chyba właśnie tak jest. 

Gdy się kogoś kocha, daje się kolejne szanse. A teraz chodźmy do 
środka i pokaż mi swoje nowe dziecko.
 

Otworzył drzwi salonu, który nazwał na moją cześć, a ja weszłam

background image

za nim w naszą wspólną przyszłość. Nie musiałam się już oglądać za 
siebie, żeby rozgrzebywać bolesne i przykre wspomnienia. Miałam 
Nasha, który był dla mnie wszystkim, a co ważniejsze, odzyskałam 
także samą siebie i wszystkie te rzeczy, które czyniły mnie mną. 
Kochałam dobrego, cudownego człowieka, ale co ważniejsze, 
kochałam także siebie. I to sprawiało, że czułam się sobą jak nigdy 
dotąd. Wiedziałam, że zasługuję w życiu na wszystko, co najlepsze, a 
Nash Donovan był najlepszym, co mogło mnie kiedykolwiek w życiu 
spotkać.
 

background image

 Epilog. NASH:

 

No i jak brzmi decyzja?

 

Cora powiodła wzrokiem ode mnie do Rule’a, a potem spojrzała 

na mnie, jakbym był skończonym idiotą, że w ogóle zadałem takie 
pytanie.
 

– Sądzę, że jeżeli jej, tępaki, nie zatrudnicie, istnieje bardzo duże 

prawdopodobieństwo, że was zamorduję.
 

Parsknąłem śmiechem, a Rule podniósł wzrok znad różowego 

zawiniątka, które trzymał w wytatuowanych ramionach, i ściągnął 
brwi.
 

– Jestem jej ulubionym wujkiem! Nie możesz mnie zamordować!

 

Mała gaworzyła, jakby w zupełności zgadzała się z tym 

stwierdzeniem. Nawet mimo iż tak naprawdę Rule był jej jedynym 
wujkiem.
 

Nie powiedziałem im, że i tak zamierzałem ją zatrudnić, 

niezależnie od jej kwalifikacji – bo Phil mnie o to poprosił. Miał jakiś 
plan, a od jego śmierci minęło dopiero kilka tygodni, więc nadal 
czułem dojmującą pustkę, a wypełnienie tego planu – jakkolwiek 
szalony by nie był – wydawało mi się jedynym słusznym wyjściem.
 

Wspomniana „ona” w istocie ścięła całą naszą trójkę z nóg. To 

znaczy, byłem przygotowany na to, że skoro jest pin-upową modelką, 
to pewnie będzie z niej niezły kociak, jednak rzeczywistość przerosła 
moje oczekiwania.
 

Salem Cruz była bez dwóch zdań najbardziej uroczą i seksowną 

rockandrollową laską, jaką kiedykolwiek widziałem, i byłem pewien, 
że Rule bez reszty podziela moje zdanie. Oba jej ramiona pokrywały od
barków aż po dłonie tatuaże. Na jednym miała rękaw z klasycznych 
katolickich grafik i charakterystycznych meksykańskich czaszek, a na 
drugim oldskulowe rysunki w stylu znanego tatuażysty, Sailora 
Jerry’ego. Ciemne włosy z krwistoczerwonym pasemkiem na przedzie 
miała upięte na czubku głowy w misterne loki, a reszta spływała 
długimi falami na plecy. Jej oczy były ciemne jak niebo o północy. 
Podobał mi się przyczajony w nich łobuzerski błysk, każący 
podejrzewać, że wie coś, o czym reszta z nas nie ma pojęcia. Była 
średniego wzrostu, ale jej krągłościom z pewnością daleko było do 
średniości, a całości dopełniała buzia z rodzaju tych, o jakie faceci w 

background image

klasycznych powieściach toczą wojny. Była idealną mieszanką stylu 
pin-up z lat pięćdziesiątych, klasycznego rockabilly i gorącej 
latynoskiej bogini – perfekcyjna w każdym calu.
 

A gdyby sam jej wygląd nie wystarczył, żeby zagwarantować, że 

ludzie będą tu walić drzwiami i oknami, to z pewnością zrobiłyby to jej
referencje. To właśnie jej CV i jej bezczelność i charyzma przekonały 
do niej Corę. Salem nie była zwykłą ładną buźką. Miała koneksje w 
najpopularniejszych i cieszących się największą estymą salonach 
tatuażu na Zachodnim Wybrzeżu, a studio, z którego zwolniła się dla 
nas w Vegas, to nie była jakaś ostatnia dziura, tylko jedna z wielkich 
fabryk dziar działających przy kasynach. Jej właściciel był szychą i 
słynną gwiazdą sportów ekstremalnych. W rzeczywistości, w 
porównaniu z jej doświadczeniem i dotychczasową karierą, nasza ekipa
i salon, który otworzyliśmy w Denver był raczkującym oseskiem. 
Salem miała także rękę do projektowania i doświadczenie w promocji 
własnej marki ubrań, więc jeśli naprawdę chciała wziąć tę pracę, 
musielibyśmy być skończonymi idiotami, żeby jej odmówić.
 

Nasza trójka wyszła z biura, w którym rezydowała Cora i Rule 

oddał małą R.J. jej mamie. Młoda powiodła wzrokiem po wciąż jeszcze
niedopracowanym wnętrzu przyszłego sklepu i zagruchała. W pełni się 
z nią zgadzałem. Przebudowa przestrzeni okazała się znacznie 
poważniejszym wyzwaniem, niż początkowo założyłem, i nie mogłem 
się doczekać, kiedy wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik.
 

Nasz nowy nabytek spacerował po wnętrzu, rozglądał się i 

oceniał wystrój, i zacząłem się zastanawiać, dlaczego w ogóle zgodziła 
się przyjechać do miejsca tak odmiennego od tych, w których 
dotychczas pracowała – świeżego i niepewnego, podczas gdy mogła się
ubiegać o pracę w największych salonach tatuażu. W pewnej chwili 
odwróciła się w naszą stronę i przyglądała się roziskrzonym wzrokiem, 
jak do niej idziemy.
 

– I jak poszło?

 

Cora roześmiała się i ucałowała Remy w czoło.

 

– W tym momencie zatrudniłabym nawet kogoś z ulicy. Mamy 

mnóstwo roboty, potrzebujemy pomocy, a fakt, że bijesz na głowę 
wszystkich, z którymi dotychczas rozmawialiśmy, nie pozostawia nam 
zbyt wielkiego wyboru. Nie mówiąc już o tym, że temu miejscu 
przydałaby się kobieca ręką.

background image

 

Jasnoczerwone usta Salem rozciągnęły się w uroczym uśmiechu. 

Nad górną wargą miała szkarłatny kolczyk, pasujący do szminki.
 

– Zapowiada się fajnie – powiedziała. – Salon jest piękny. Sądzę, 

że wystarczy kilka detali i będziecie tu mieli prawdziwą kopalnię złota.
To miejsce ma mnóstwo potencjału.
 

Cora przewróciła oczami i zaczęła kołysać małą, która zaczęła 

coś marudzić. Zapowiadało się, że młodej mamie rośnie mała 
konkurencja, jeśli chodzi o hałaśliwość i wyszczekanie.
 

– Wierz mi, że stylizacja na gabinet osobliwości to strzał w 

dziesiątkę. Ci goście to banda pajaców i przez większość czasu można 
odnieść wrażenie, że uczestniczysz w jakimś wariackim show.
 

Łypnąłem na Corę spode łba, ale nie mogłem się nie zgodzić z jej

oceną. Skinąłem Salem głową i wtrąciłem własne trzy grosze.
 

– Jeśli tylko pasuje ci wynagrodzenie i zgodzisz się z nami 

pracować, masz tę robotę w kieszeni. Chyba możemy się uważać za 
szczęściarzy, że trafił nam się ktoś taki jak ty, a poza tym Phil był 
zdania, że idealnie się do tej fuchy nadasz. A dla mnie jego opinia jest 
święta. Mimo to jesteśmy… cóż, czymś w rodzaju rodziny, więc 
musisz się liczyć z tym, że czasem dochodzi do dziwacznych sytuacji, 
jak to w rodzinie.
 

Rule odchrząknął i wyciągnął do niej rękę.

 

– Witamy na pokładzie. Nasz szalony pociąg jest zawsze gotów 

na przyjęcie nowych pasażerów. – Pochylił się i ucałował małą 
podobnie jak wcześniej Cora, a potem się cofnął. – Muszę lecieć do 
domu. Shaw ma od kilku dni humory. Muszę się o nią zatroszczyć. Jak 
wychodziłem, marnie się czuła, miała mdłości.
 

Cora zerknęła na niego i podniosła brew ozdobioną kolczykiem z

różowym kamieniem.
 

– Jesteś pewien, że to sprawy żołądkowe? Po przejściach z naszą 

małą niespodzianką jestem na takie rzeczy wyczulona…
 

Wzruszył ramionami.

 

– Szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia. Tak czy siak, jest w 

kiepskim stanie.
 

Cora nie wyglądała na przekonaną, ale zanim zdążyła coś 

powiedzieć, na schodach w dole załomotały ciężkie buciory. Jedyną 
osobą poza mną, która miała klucze, był Rowdy, więc nie byłem 
zaskoczony, gdy za chwilę w drzwiach pojawiła się jego blond 

background image

czupryna.
 

– Cześć! Zeb do mnie dzwonił i podsunął zajebisty pomysł. 

Moglibyśmy umieścić tu na górze trochę krzywych zwierciadeł, takich 
jak w gabinecie luster – wiecie, żeby nawiązywało do klimatu i 
zwiększyło optycznie prze… – Urwał nagle, a jego niebieskie oczy 
zrobiły się wielkie jak spodki. Szczęka mu opadła i bez słowa gapił się 
na naszą latynoską ślicznotkę. Wodziłem wzrokiem od jednego do 
drugiego. Salem uśmiechała się szeroko, całkiem jakby właśnie na jaw 
wyszedł jakiś wielki sekret, a Rowdy wyglądał, jakby właśnie zobaczył
ducha.
 

Jej obcasy zastukały seksownie, kiedy podeszła do schodów. 

Rowdy stał tam jak wryty, niezdolny się ruszyć z miejsca ani 
wykrztusić słowa. Widziałem, jak Cora rzuca Rule’owi pytające 
spojrzenie. A gdy oboje zwrócili się w moją stronę, wzruszyłem 
bezradnie ramionami. Także nie miałem pojęcia, co się tu, do licha, 
dzieje.
 

– Witaj, Rowland. Kopę lat. – Przejechała krwistoczerwonym 

paznokciem po grzbiecie jego nosa. – Hm, zmężniałeś.
 

Rowdy przełknął ślinę tak głośno, że wszyscy to usłyszeliśmy, 

ale nadal nie ruszył się z miejsca.
 

– Rowland? Kim, do cholery, jest Rowland? – Wymamrotał Rule.

Cóż, pytanie było jak najbardziej na miejscu, ale wyglądało na to, że 
nikt, przynajmniej chwilowo, nie zamierza udzielić mu na nie 
odpowiedzi.
 

Salem stała z Rowdym oko w oko – tyle tylko, że ona miała na 

sobie wysokie szpilki i była o stopień wyżej od niego. Wyciągnęła dłoń
i poklepała go lekko po policzku, co jakby go trochę otrzeźwiło, bo 
cofnął się o krok i zamrugał niczym sowa w świetle dziennym.
 

– Salem? – wykrztusił z trudem. Nigdy wcześniej nie widziałem 

Rowdy’ego tak ogłupiałego. Był zawsze wygadany, był duszą 
towarzystwa. Nigdy nie zdarzało mu się zapomnieć języka w gębie. Co,
do licha, to wszystko miało znaczyć? I dlaczego byłem dziwnie 
pewien, że to właśnie był powód, dla którego mój świętej pamięci 
ojciec zaaranżował to wszystko?
 

Salem obejrzała się przez ramię, odrzucając włosy z wdziękiem 

hollywoodzkiej gwiazdki z dawnych lat. Mrugnęła do nas i zaczęła 
schodzić po schodach.

background image

 

– Mówię wam, będzie bombowo. Do zobaczenia w poniedziałek 

w robocie! Przyślijcie mi mailem papiery, które mam wypełnić.
 

Stukot jej obcasów cichł, a my staliśmy w milczeniu, patrząc w 

ślad za nią. Minęła dobra chwila, zanim wreszcie Rowdy pokręcił 
głową, jakby nagle się ocknął, i wspiął się do nas na piętro.
 

– Rowland?

 

Łypnął na mnie gniewnie.

 

– Na pewno chcesz o tym pogadać, Nashville?

 

Cóż, nie mogłem odmówić mu racji, ale i tak nie zamierzałem 

mu odpuścić.
 

Różnobarwne oczy Cory zalśniły, kiedy przytrzymała dziecko 

jedną ręką, a drugą złapała Rowdy’ego za koszulkę.
 

– Czy to ona? Czy to ta laska? – spytała pełnym napięcia głosem.

 

Nie miałem pojęcia, co miało oznaczać „ta laska”, ale kiedy 

Rowdy pokręcił głową, Cora sprawiała wrażenie zawiedzionej.
 

– Nie, nie ona… To jej siostra.

 

Cora prawie się zachłysnęła, zaś Rule i ja spojrzeliśmy po sobie, 

skonsternowani.
 

– Czy ktoś mógłby nas łaskawie oświecić?

 

Rowdy westchnął i potarł dłonią kark.

 

– Kiedy mieszkałem w Teksasie z rodziną zastępczą, Salem i jej 

młodsza siostra Poppy mieszkały po sąsiedzku. Ich ojciec był pastorem 
w naszym miasteczku. Wychowywał dziewczyny twardą, silną ręką. 
Bardzo się od siebie różniły, a każda poszła w końcu odmienną drogą. 
Salem dała nogę z domu, jak tylko nadarzyła się okazja, a Poppy… 
Poppy złamała mi serce, kiedy chciałem je jej ofiarować. Co ona tu, do 
jasnej cholery, robi?!
 

Zerknąłem z ukosa na Rule’a, który przygryzł kolczyk w wardze.

 

– Jest nowym menedżerem salonu. Właśnie ją zatrudniliśmy.

 

Wielki blondas wyglądał, jakby miał za chwilę paść trupem albo 

zwymiotować.
 

– Żartujecie sobie ze mnie?

 

Cora pokiwała głową ze śmiertelną powagą i poklepała go po 

ramieniu.
 

– Nash zaproponował jej pracę u nas. Wszystko już ustalone. Czy

to dla ciebie jakiś problem?
 

Rowdy podrapał się po jednym z imponujących bokobrodów i 

background image

spojrzał na nas z żałosną miną.
 

– A mam jakiś wybór?

 

– Raczej nie. – Przykro mi było sprowadzać go na ziemię.

 

– Chyba po prostu potrzebuję chwili, żeby się otrząsnąć. Nie 

widziałem jej od lat. Nie mogę uwierzyć, że tu jest.
 

– Prawdziwa z niej ślicznotka – zauważyła łagodnie Cora.

 

Rowdy podniósł wysoko brwi i prychnął z przekąsem.

 

– Serio? Jakoś nie zauważyłem.

 

Rule parsknął śmiechem.

 

– W takim razie cholerny z ciebie ślepiec!

 

Odchrząknąłem i wszyscy spojrzeli na mnie.

 

– Phil chciał, żeby z nami pracowała. To on to wszystko nagrał. 

Ile dasz za to, że wiedział o tym, że coś cię z nią łączy? Jestem pewien, 
że nie dał mi namiaru na nią ot, tak, od czapy.
 

Rowdy zaklął pod nosem.

 

– Ale dlaczego miałby mi to robić?

 

– Miał swoje powody – odparłem. – Miłość nie podlega 

negocjacjom, zapamiętam sobie tę nauczkę do końca życia.
 

Rowdy spojrzał na mnie, marszcząc czoło.

 

– Do czego pijesz?

 

Wyszczerzyłem się tylko szeroko. Wiedziałem, że wkrótce sam 

się dowie.
 

– Sam się przekonasz. A teraz, chciałbym wrócić do domu, do 

mojej dziewczyny, żeby pokazać jej, jak bardzo ją kocham. – Nic nie 
czyniło mnie szczęśliwszym niż możliwość wypowiedzenia tych słów, 
kiedy tylko zechciałem. Santa była jedynym, o czym będę marzył pod 
koniec każdego dnia. Po prostu o tym wiedziałem.
 

Cora podniosła w ramionach małą R.J., która wyciągnęła rączki, 

próbując chwycić kolczyk w moim nosie. Jasny gwint, to cholerne 
kółko było jak magnes na dzieci!
 

– Tylko uważaj, bo to może mieć skutki uboczne. – Zerknęła 

porozumiewawczo na Rule’a, który jednak nie zauważył znaczącego 
spojrzenia.
 

– A tak przy okazji, powiedz Zebowi, że krzywe zwierciadła są w

porządku. Ten koleś to prawdziwy pieprzony geniusz. – Naprawdę 
byłem pod wrażeniem talentu naszego wspólnika.
 

Rowdy wymamrotał pod nosem coś, co brzmiało jak 

background image

potwierdzenie, i wszyscy wyszliśmy z salonu.
 

Współczułem trochę Rowdy’emu. Chciałem go zapewnić, że 

wszystko będzie w porządku, ale wiedziałem też, że – jak cała reszta 
naszej paczki – będzie musiał sam tego dopilnować. Znalezienie drogi 
do serca tej jedynej nie było łatwe. Przekonałem się na własnej skórze, 
że bagaż przeszłości bywa ciężki i czasami cholernie nieporęczny, a 
liczne zakręty i wyboje sprawiały, że miało się czasem ochotę zboczyć 
z raz obranej drogi. Ale nie było lepszego celu, nie było wspanialszej 
perspektywy od miłości i od kobiety gotowej ją zaofiarować u kresu tej
ścieżki.
 
eh.

background image

 Playlista Nasha i Santy

 

Blood or Whiskey – Never Be Me

 

Band of Skulls – Fires, Navigate

 

The Pixies – Holiday Song

 

Deadstring Brothers – Silver Mountain

 

The Drive-By Truckers – Everybody Needs Love, Lookout 

Mountain
 

The Dropkick Murphys – Echoes on „A.” Street

 

The Kills – Heart Is a Beating Drum

 

The Vines – Outtathaway

 

The Tossers – Alone

 

Flatfoot 56 – Son of Shame

 

Her Space Holiday – No More Good Ideas

 

Sea Wolf – The Cold, the Dark, and the Silence; Song for the 

Dead
 

The Pogues – If I Should Fall from Grace; (And the Band 

Played) Waltzing Matilda
 

Johnny Cash – Danny Boy

 

background image

 Podziękowania

 

Na początku chciałabym przekazać wyrazy miłości dwóm 

drobnym blondynkom, które rządzą moim pisarskim światkiem – Stacey
Donaghy z Donaghy Literary Group, mojej nieustraszonej agentce, a 
także Amandzie Bergeron, cudownej redaktorce z wydawnictwa 
HarperCollins. Obie odegrały równie ważną rolę w powołaniu tej serii 
do życia. I, szczerze powiedziawszy, nie wiem, jak wyglądałoby moje 
życie bez nich. Kocham je za to, że pozwalają mi robić to, co lubię 
(oczywiście, w granicach rozsądku), a co koniec końców owocuje 
znacznie lepszym efektem, niż mogłabym sobie wymarzyć. To naprawdę
niesamowite szczęście pracować z kobietami, które lubię, szanuję i 
podziwiam.
 

Kolejną osobą, która ma ogromny wpływ na to, co piszę, jest 

moja książkowa muza. Och, nieważne, jak ją nazwiecie. Zawsze 
powtarzam, że to kobieta wielu talentów i wielu przydomków. Dla mnie
jest głosem rozsądku, przyjaciółką, bratnim molem książkowym, a jeśli 
chodzi o historię Nasha – także wzorem dla jednej z postaci. Służyła mi
także pomocą jako guru medycyny – moja siostrzyczka bez 
miłosierdzia. Dziękuję ci, Mel, za to, że zawsze służyłaś mi pomocą, 
wiedzą i wsparciem, a także za porady interpunkcyjne i uwagi odnośnie
do wszystkich roboczych wersji tekstu. Dziękuję ci także za to, że jesteś 
cudownym krytykiem i niesamowitą przyjaciółką. Uwielbiam ciebie i 
twój bystry umysł – bezgranicznie!
 

Nigdy jakoś specjalnie nie narzekałam na pracę w barze. To była 

naprawdę świetna zabawa. Spotkałam mnóstwo wspaniałych i 
ciekawych ludzi. Całymi dniami miałam do czynienia z napojami 
wyskokowymi. Dostawcy piwa to naprawdę urocze mięśniaki, a do tego
nigdy nie musiałam wstawać rano. Za to mogłam marudzić do późna w
noc! Mimo to moja nowa praca bije tamtą na głowę, a ludzie, których 
miałam szczęście spotkać w ubiegłym roku… cóż, nie jestem w stanie 
wyrazić, jak cudownym i pouczającym doświadczeniem to było. Od 
autorów po fachu, poprzez profesjonalnych wydawców, od blogerów i 
czytelników, poprzez organizatorów imprez, po ludzi, z którymi 
zaprzyjaźniłam się przez Internet… Miłośnicy książek i ludzie 
zaangażowani w przemysł wydawniczy biją wszystkich na głowę. 
Koniec, kropka. Dziękuję wam wszystkim za uczynienie zeszłego roku 

background image

tak niesamowitym. Dziękuję także Sophie Jordan, Jennifer Armentrout, 
Corze Carmack i Lisie Desrochers za to, że wskazały mi drogę i 
przyjęły mnie z otwartymi ramionami. Uwielbiam się z nimi spotykać. A
gdy już do tego dochodzi, zawsze doskonale się bawimy.
 

Oczywiście, słowa uznania należą się także moim mężczyznom – 

chociażby za to, że są najlepsi na świecie i nie mają sobie równych. 
Czy wiecie, że w tym roku mój tata pojechał ze mną do Europy, żeby 
towarzyszyć mi podczas podpisywania moich powieści? Jeżeli kiedyś 
zobaczycie kręcącego się w pobliżu gościa z kowbojskim wąsem i logo 
Dodge’a gdzieś na ubraniu, to prawdopodobnie będzie właśnie on. 
Postawcie mu browar albo whisky i podziękujcie za to, że był pierwszą 
i główną inspiracją dla tych wszystkich ciach, które wyskoczyły mi z 
głowy i wskoczyły na karty powieści. Moja mama również jest 
niezrównaną osobą. Jest nie tylko moją największą fanką, ale i 
najbliższą powiernicą. Kocham ją bezgranicznie i jestem jej wdzięczna 
za wszystkie doświadczenia życiowe, do których się przyczyniła. Na 
wypadek gdybyście chcieli także i jej postawić drinka – uwielbia 
czerwone wino i ma burzę blond włosów.
 

Nie mogłabym napisać historii o kochaniu samego siebie, o 

świadomości tego, jak cudownym się jest, nie dziękując przy tym mojej 
naj-naj psiapsióle. Jest pod tym względem niezastąpiona. Naprawdę 
rozumie, jakie to wszystko ważne, a podróż, którą musiała odbyć, aby 
zrozumieć, jak wspaniałą i niesamowitą jest osobą, jest naprawdę 
wzruszająca. Tak czy inaczej, dotarła do celu swojej podróży. I nie 
mogłabym być z niej bardziej dumna. Jest najsilniejszą i najpiękniejszą 
osobą, jaką dane mi było tak dobrze poznać. Po prostu kocham Settie 
Phillips bezwarunkowo! Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, że 
mam zaszczyt nazywać ją swoją najlepszą przyjaciółką.
 

A najważniejsze, najszczersze i największe podziękowania należą

się… tobie, czytelniku. Rany boskie, kim bym była bez was, ludzie? Za 
każdym razem, kiedy dostaję e-maila, w którym czytam, że moja 
książka jest waszą ulubioną albo że identyfikujecie się z którymś z 
moich bohaterów czy doceniacie to, jak prawdziwe są moje historie, 
rozpadam się na milion kawałków i rozczulam. Tak naprawdę nigdy nie
podejrzewałabym, że pierwsza książka przerodzi się w serię, więc nie 
jestem w stanie wyrazić, ile radości i dumy wnieśliście do mojego 
życia. Myślę o każdym z czytelników z osobna jak o darze, ziomku, 

background image

bratniej duszy i przyjacielu. Dziękuję wam wszystkim z głębi mojego 
wytatuowanego serca!
 

Podziękowania należą się także wszystkim wspaniałym i pełnym 

poświęcenia blogerom – jestem wam bezgranicznie wdzięczna za wasze
wsparcie. Dziękuję wam za udział w świecie, który stworzyłam. 
Dziękuję za rozpuszczanie wici i cały wysiłek włożony w pisanie 
recenzji, a także poświęcenie mi i moim chłopcom czasu i miejsca na 
waszych blogach. Dziękuję wam za wszystko, co robicie!
 

Na koniec chciałabym wam powiedzieć, jak bardzo uwielbiam 

laski z http://literatiauthorservices.com/. Karen, Michelle i Rosette 
uczyniły moje – nagle jakże intensywne i pracowite – życie znacznie 
łatwiejszym. Są zorganizowane i skuteczne we wszystkim, co robią, ale 
ponad wszystko są cudowne i kochane. Wiedzą wszystko o prowadzeniu
interesów, blogowaniu, czytelnictwie i promocji. Nie powierzyłabym 
losów moich chłopców nikomu innemu i cały czas powtarzam im, że 
współpraca z nimi jest najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek w życiu 
podjęłam! Gdybyście potrzebowali porady w sprawach promocji albo 
marketingu, bez wahania zwracajcie się do nich.
 

Uwielbiam też moje psy.

 

I to by było na tyle!

 

background image

 


Document Outline