background image

Iqbal Javed

Zdjęcia

Na biurku sędziego leżała otwarta teczka z aktami, ukazując zdjęcia młodych, 

w   większości   półnagich   chłopców   z   ciemnymi   włosami   zmierzwionymi   nad 

gładkim czołem i głębokimi oczami, przyglądającymi się dziwacznie mężczyźnie z 

aparatem fotograficznym. Kilku uśmiecha się nieśmiało. Niektórzy wyglądają na 

przestraszonych.

Czy   ci   chłopcy   przypuszczali,   że   ten   opiekuńczy,   niewysoki,   siwowłosy 

mężczyzna, który teraz siedział na sali sądowej, ten mężczyzna, który pewnego 

razu zwabił ich na pachnących przyprawami ulicach miasta Lahore, w prowincji 

Pendżab we wschodnim Pakistanie, zamierzał ich skrzywdzić? A może już tak 

długo   byli   zdani   sami   na   siebie,   mieszkając   na   ulicach,   że   nauczyli   się   nie 

oczekiwać niczego poza obelgami i wyzyskiwaniem? Czy to właśnie to widział 

sędzia   w   oczach   chłopców   na   zdjęciach?   Czy   był   to   niewyobrażalny   smutek 

dziecka,   które   wie   z   całą   pewnością,   że   nikt   się   o   nie   nie   troszczy?

Sędzia spojrzał surowo zza swego biurka na oskarżonego. Nawet stokrotny wyrok 

śmierci nie byłby wystarczający, aby ukarać Javeda Iqbala i jego trzech młodych 

wspólników za to, co zrobili. Być może żadna kara na ziemi nie mogłaby okupić 

zbrodni, którą popełnił Javed,  zwabiając  w ciągu zaledwie  pięciu  miesięcy  stu 

młodych   chłopców   do   swojego   zniszczonego   mieszkania,   gdzie   ich   zgwałcił, 

udusił   sznurem   od   żelazka,   a   potem   wrzucił   ich   ciała   do   beczki   z   kwasem.

Już sama  zbrodnia była przerażająca, ale jeszcze straszniejszy był fakt, że nikt 

nawet nie zauważył, że większość z tych dzieci - bezdomnych, grasujących po 

ulicach   pakistańskich   miast   -   zaginęła,   dopóki   Javed   sam   nie   przyznał   się   do 

swojej   zbrodni   w   liście   do   władz.   Nawet   po   jego   wyznaniu,   które   najpierw 

background image

pojawiło   się   w   lokalnej   gazecie,   nieudolni   funkcjonariusze   policji   nie   mogli 

zlokalizować Javeda, dopóki sam nie przyszedł, gnębiony wyrzutami sumienia, do 

komendy

 

głównej

 

policji,

 

aby

 

się

 

poddać.

Tak,   myślał   sędzia,   ten   człowiek   był   potworem,   a   co   jeszcze   okropniejsze   - 

wydawało się, że wyjawił on straszliwy sekret o pakistańskim społeczeństwie, w 

którym życie dziecka jest prawie bezwartościowe, w którym setka dzieci może 

zniknąć,   doznać   strasznych   tortur   i   ponieść   brutalną   śmierć   i   nikt   nawet   nie 

zauważy.

Sędziemu   zdawało   się,   że   Javed   nie   był   najgorszym   pedofilem   i   seryjnym 

mordercą   w   najnowszych   dziejach   Pakistanu.   Miał   wspólników:   niedbałą 

pakistańską

 

ludność

 

i

 

niekompetentną

 

policję.

Mówiąc powoli po angielsku, oficjalnym języku w pakistańskich sądach, sędzia 

skazał Javeda na śmierć przez uduszenie tym samym sznurem, którego on używał 

do zabijania dzieci. Dalej sędzia zawyrokował, że ciało Javeda "będzie pocięte na 

sto   kawałków   i   zanurzone   w   kwasie"   -   takiej   samej   mieszance   kwasu 

chlorowodorowego i siarkowego, jakiej zabójca używał do pozbywania się ciał 

swoich młodych ofiar.

100 chłopców

Plac targowy otaczający spektakularny Mina-i-Pakistan - pomnik bojowników 

o   islam   na   zdominowanym   przez   hinduizm   subkontynencie   -   jest   zawsze 

zaludniony   przez   tłumy   turystów   i   pielgrzymów   udających   się   do   świątyń, 

rozsianych po całym mieście. Tu bardzo łatwo zaszyć się w tłumie. W tym miejscu 

Javed

 

czuł

 

się

 

naprawdę

 

dobrze.

Javed - przyjaźnie wyglądający mężczyzna po czterdziestce, z siwymi włosami i w 

okularach - często przechadzał się po placach. To właśnie tam, jak później zeznał 

background image

ten   dwukrotnie   rozwiedziony   ojciec   dwójki   dzieci,   wybierał   nastoletnich 

chłopców, których zabierał do swojego trzypokojowego mieszkania na Ravi Road, 

aby pracowali jako jego służący. Tego typu układy nie są niczym niezwykłym w 

tym rejonie. Chociaż Koran twardo zakazuje związków homoseksualnych i jest 

jeszcze bardziej rygorystyczny, jeśli chodzi o pedofilię, wielu starszych mężczyzn 

regularnie przyjmuje młodych chłopców, aby byli ich kochankami i służącymi. W 

rzeczywistości, w takich miejscach jak prowincje leżące na północno-wschodniej 

granicy   Pakistanu,   niedaleko   Lahore,   takie   związki   są   dla   starszych   mężczyzn 

"sprawą honoru" czy "symbolem statusu społecznego". Napisano wiele wierszy o 

miłości pomiędzy panem i jego sługą. I chociaż zazwyczaj nie dyskutuje się o tym 

w przyjacielskim gronie, tego typu praktyki są powszechnie rozumiane, a nawet 

akceptowane   w   innych   częściach   zarówno   Pakistanu,   jak   i   Afganistanu.

Javed   -   mężczyzna,   który   podawał   się   raz   za   dziennikarza,   innym   razem   za 

pracownika socjalnego - cały czas utrzymywał, że podczas swoich regularnych 

wypadów   na   plac   targowy,   nie   krążył   w   poszukiwaniu   seksu.   Był   potwornie 

samotnym człowiekiem, szukającym samotnych chłopców, aby pomogli mu przy 

jego codziennych zajęciach. Zaludniony plac, jak później powiedział, był pełen 

odpowiednich kandydatów. Wydawali się, jak wiele innych porzuconych dzieci, 

które   gromadziły   się   bez   liku   w   całym   Lahore,   tacy   delikatni   i   wrażliwi   i 

rozpaczliwie czekający na kogoś, kto przyjdzie im z pomocą. Zeznał jednak, że 

kilku   z   nich   było   brutalnymi   oportunistami,   którzy   go   wykorzystali.

W   rzeczywistości,   jak   później   stwierdził   w   swoim   wyznaniu   przed   policją,   to 

właśnie atak kilku chłopców, których zabrał do swojego domu, rozbudził w nim 

szaleńczą

 

żądzę

 

zabijania.

Zgodnie z pierwotnym zeznaniem Javeda - nigdy nie potwierdzonym przez władze 

i   które   później   próbował   odwołać   -   został   brutalnie   pobity   i   pozostawiony   na 

background image

pewną śmierć przez dwóch młodych bezdomnych chłopców, których zabrał do 

swojego   domu.   W   relacji   opublikowanej   14   stycznia   2000   roku   w   Dawn, 

najpopularniejszej angielskojęzycznej gazecie w Pakistanie, Javed powiedział, że 

doznał tak ciężkiego urazu głowy, że jego pamięć została zaburzona. Przeszedł 

kilka operacji i podczas trwania procesu stracił zarówno swój dom, jak i swój 

samochód. Jego matka była tak bardzo załamana położeniem, w jakim znalazł się 

jej syn, że po prostu umarła. Powiedział, że zwracał się do policjantów o pomoc, 

ale   odmówili.   Argumentował,   że   zamiast   tego   policja   zwróciła   się   przeciwko 

niemu,   oskarżając   go   -   niesłusznie,   jak   podkreślał   -   o   pederastię.

Ponieważ nie miał się do kogo zwrócić, znalazł sobie czterech młodych przyjaciół 

- zidentyfikowanych jedynie jako Nadeem, Shabir, Sajid i Ishaq Billa, aby się o 

niego   troszczyli.   To   właśnie   wtedy,   zgodnie   z   zeznaniem,   które   złożył   przed 

władzami,   Javed   postanowił   zwerbować   ich   dla   makabrycznego   planu 

pomszczenia

 

śmierci

 

swojej

 

matki.

Ceną za cierpienie jej i jego była śmierć stu dzieci. Można je było łatwo znaleźć na 

placu targowym otaczającym minaret.

Ostatnie ofiary

Miał   na   imię   Ijaz   i   był   pięknym   chłopcem   w   obdartej   białej   koszuli   i   z 

metalową bransoletką na kostce u nogi. Chociaż nikt nie wiedział dokładnie ile 

miał lat, wyglądał na nastolatka. Razem ze swoim bratem Riazem, Ijaz oferował 

przechodniom na placu masaż z użyciem wonnych olejków. Było to ubogie życie. 

Jeśli zarobił 20 rupii - równowartość około 40 centów - uważał, że był to dobry 

dzień.   W   rzeczywistości,   uważał,   że   był   to   dobry   tydzień.

Tak więc, kiedy na początku listopada 1999 roku na placu podszedł do niego Javed 

i jego dwóch młodych przyjaciół, którzy zaoferowali mu 50 rupii za masaż, aby 

złagodzić ból uskarżającego się na paraliż Javeda, Ijaz i jego brat aż podskoczyli z 

background image

radości.

Poszli za mężczyzną i jego przyjaciółmi wzdłuż wąskich uliczek, na ulicę Ravi 

River, do małego ciemnego domu, wychodzącego na dziedziniec. Wewnątrz były 

trzy niewielkie pokoiki, każdy z sufitem na wysokości dwunastu stóp, aby móc 

znieść   pakistański   upał.   Chociaż   we   frontowym   pokoju   domu   były   okna, 

wpuszczały mało powietrza, a przez osłaniające je grube żelazne kraty przenikało 

jeszcze

 

mniej

 

światła.

Dom, chociaż ponury, prawie nie robił wrażenia jakiegoś szczególnie posępnego 

miejsca w mieście, gdzie większość ludzi żyje na skraju nędzy, ale i tak, kiedy Ijaz 

odprawił swojego brata, wysyłając go do domu i mówiąc, że zobaczą się później, 

młodszy

 

chłopiec

 

chętnie

 

się

 

zgodził.

Jak   wychodził,   zobaczył   Ijaza   przechadzającego   się   po   frontowym   pokoju, 

ubranego

 

w

 

swoją

 

obdartą

 

białą

 

koszulę.

"Zostawiłem Ijaza w tamtym mieszkaniu i poszedłem do domu", powiedział policji 

Riaz   w   złożonym   później   zeznaniu.   "Ijaz   nie   wrócił   na   noc   do   domu   i   kiedy 

poszedłem rano do mieszkania na Ravi Road powiedziano mi, że wyszedł niedługo 

po

 

mnie".

Prawdą   było,   że   Ijaz   nigdy   nie   opuścił   tamtego   domu.

Następnym razem Riaz zobaczył swojego brata na fotografii. Ijaz miał na sobie 

błękitną koszulę, podarowaną mu najwyraźniej przez Javeda, który zrobił zdjęcie 

parę chwil przed zabiciem chłopca. Zdjęcie było podpisane po prostu: "Numer 57". 

Chociaż zgodnie z listą ofiar, którą Javed później dostarczył władzom, Ijaz umarł 

jako

 

97-my.

background image

Policja   przypuszczała,   opierając   się   częściowo   na   mrożącym   krew   w   żyłach 

wyznaniu Javeda, że zabójca podał Ijalowi silne środki uspokajające i jak tylko 

zaczęły   działać,   delikatnie   podpytał   chłopca,   starając   się   dowiedzieć   o   jego 

rodzinie i o jego życiu tak dużo, jak to tylko było możliwe. Chociaż większość 

seryjnych morderców uprzedmiotawia swoje ofiary, odczłowiecza je i sprowadza 

do archetypów albo karykatur, Javed był inny. Władze mówią, że drobiazgowo 

dokumentował życie swoich ofiar, zapisując każdy znaczący szczegół. Być może, 

jak spekulowali niektórzy, był to sposób na zdobycie zaufania chłopców, sposób 

na pozyskanie dziecka, o które nikt się nie troszczył, dziecka, które przez całe 

życie pełne wyzyskiwania i obelg, budowało wokół siebie twardą skorupę, a teraz 

mogło się poczuć kimś wyjątkowym. Był to, jak rozważali niektórzy, skuteczny 

sposób przekonywania skądinąd bystrego dziecka, aby pozostało pod jego opieką. 

Inni sugerowali, że wywiady były bardziej dowodem deprawacji i okrucieństwa 

Javeda - części całego przesyconego seksem tańca śmierci, który zaplanował dla 

każdej

 

ze

 

swoich

 

ofiar.

A może - jak zeznał w swoim wyznaniu a później odwołał - starannie sformułował 

oskarżenie nie tylko przeciwko sobie, ale przeciwko całemu społeczeństwu, które 

pozwoliło   swoim   dzieciom   po   prostu   zniknąć,   a   jedyna   na   to   reakcją   były 

uniesione   ze   zdumienia   brwi   policjantów   czy   władz.

Władze   powiedziały,   że   bez   względu   na   motywację   Javeda,   jego   dzienniki 

dostarczają szczegółowej relacji o zabiciu Ijaza i innych. Gdy wybrana przez niego 

ofiara   była   za   słaba   i   zbyt   wycieńczona,   aby   się   opierać   -   Javed   najpierw   ją 

gwałcił. Następnie, kiedy jęczała półprzytomna na podłodze, przynosił sznur od 

żelazka,   owijał   go   wokół   szyi   dziecka   i   powoli   je   dusił.

Potem ciął zwłoki chłopca na kawałki i rozpuszczał szczątki w beczce z tanim 

background image

kwasem chlorowodorowym. Szczycił się w swoim wyznaniu przed policją i prasą, 

że  "pozbycie  się  każdej  jednej ofiary  kosztowało  mnie   120 rupii (około $2.40 

USD)".

Władze później powiedziały, że był tak samo skrupulatny w pozbywaniu się ciał, 

jak i w notatkach o swoich ofiarach. Był cierpliwy. Włosy i kości rozpuszczają się 

dłużej   niż   mięso,   więc   czekał   dopóki   pozostałości   nie   będą   zupełnie   płynne, 

dopiero wtedy się ich pozbywał. Na początku wylewał ciecz do pobliskiego ścieku, 

ale kiedy sąsiedzi zaczęli skarżyć się na odór, zaczął przechowywać ją na Ravi 

River.

Ze   wszystkich   chłopców,   którzy   zniknęli   we   wnętrzu   domu   Javeda,   zostały 

znalezone jedynie częściowo rozłożone zwłoki dwóch - Ijaza i innego chłopca. 

Javed   przechowywał   je   w   beczce   z   kwasem,   postawionej   w   domu   w   takim 

miejscu, aby rzucała się w oczy, pozostawionej tam celowo, jak później powiedział 

zabójca,   aby   udowodnić,   że   jego   opowieści   o   mordowaniu   i   okaleczaniu   były 

prawdziwe.

List

"Wykorzystałem   seksualnie   sto   dzieci,   a   następnie   je   zabiłem",   brzmiał 

pierwszy akapit. "Wszystkie szczegóły morderstw są zawarte w pamiętniku i 32-

stronnicowym notatniku, które umieściłem w pokoju, a także wysłałem do władz. 

To

 

jest

 

moje

 

zeznanie

 

-

 

spowiedź".

Do   czasu   kiedy   reporterzy   z   pisanego   w   języku   Urdu   dziennika   otrzymali 

przerażające  wyznanie Javeda, kopia już została doręczona na policję. List ten 

został

 

przez

 

policję

 

zignorowany.

W rzeczywistości, zgodnie z opublikowanymi relacjami, zaraz po tym, jak policja 

dowiedziała  się,   że  media  są  w  drodze  do  domu   Javeda,   zgniecione  wyznanie 

background image

zostało odzyskane z  kosza na  śmieci  i policja pospieszyła  na miejsce  zbrodni.

Dziennikarze już tam byli, oniemiali i oszołomieni tym, co znaleźli. Na ścianach i 

podłodze były plamy krwi. Gdzieniegdzie krwawe odciski dłoni. Był sznur. I były 

zdjęcia, mnóstwo zdjęć, galeria ofiar, niektóre z nich nie miały więcej niż 9 lat, 

fotografie chłopców zrobione parę chwil przed ich śmiercią. W jednym rogu, pięć 

plastikowych toreb zawierających buty - 85 par i dziecięce ubrania. Pamiątki po 

tych   biednych   dzieciach,   których   życie   skończyło   się   strasznie   wcześnie.   W 

jednym z worków była biała koszula Ijaza. Jak również bransoletka którą miał na 

kostce.

Dom został przemieniony w muzeum bestialstwa Javeda, na ścianie obok każdego 

przedmiotu były starannie przyczepione podpisy. Niedaleko beczki z pieniącym się 

kwasem,   zawierającej   zwłoki   Ijaza   i   innych   chłopców,   była   jedna   kartka   - 

napisana, jak potwierdzili później eksperci, ręką Javeda - tekst brzmiał: "Ciała w 

domu   celowo   nie   zostały   usunięte,   po   to   aby   władze   je   znalazły".

Było   czymś   niewyobrażalnym,   że   taka   zbrodnia   mogła   mieć   miejsce.   Jak   to 

możliwe,   że   tak   wiele   dzieci   umarło   tak   haniebnie   bez   niczyjego   nawet 

podejrzenia?   W   rzeczywistości,   ze   stu   dzieci,   które   zniknęły   w   ciągu   pięciu 

miesięcy   od   czasu   kiedy   Javed   zaczął   swoje   szaleństwo   zabijania,   zgłoszono 

zaginięcie   jedynie   25-ciu.   Takie   jest   życie   w   Pakistanie,   zaopiniowali   później 

komentatorzy. Tu dzieci znikają i nikt nie wierzy w pomoc policji. Jak powiedziała 

matka jednej z młodych ofiar w wywiadzie dla Time Magazine 27 grudnia 1999, " 

nigdy   nawet   nie   przyszłoby   mi   na   myśl,   aby   pójść   po   pomoc   na   policję."

W rubryce, która pojawiła się w Dawn 14 października 2001 roku, Irfan Husain 

przedstawił   to   w   ten   sposób:   "powodem,   dla   którego   tak   wielu   rodziców   nie 

zawiadomiło   o   zaginięciu   swoich   synów   było   to,   że   bali   się   mieć   cokolwiek 

background image

wspólnego

 

z

 

policją."

"Faktycznie", pisał, "ogromna większość, która jest zmuszona skontaktować się z 

naszymi   funkcjonariuszami,   w   dziewięciu   na   dziesięć   przypadków,   trzęsie   się 

nawet

 

wtedy,

 

kiedy

 

donosi

 

o

 

przestępstwie."

W rzeczywistości, jak dowodził Husain, jedyną rzeczą, która przyniosła koniec 

szaleństwu zabijania przez Javeda, był on sam. "Morderca osiągnął cel, który sobie 

wyznaczył

 

i

 

napisał

 

do

 

policji

 

i

 

gazety."

"Gdyby Javed Iqbal postanowił zabić pięćset dzieci, prawie nie mam wątpliwości, 

że wciąż jeszcze trwałby przy swoim makabrycznym zajęciu, i żadni stróże prawa 

nie powstrzymaliby go przed tym."

Poszukiwania

Gdy tylko wyszło na jaw, że popełniono tego typu zbrodnię, w prasie zaczęto 

głośno komentować nieudolność policji. Nic nie zmienił fakt, że człoweik który 

zabił   100   chłopców,   wcześniej   został   zwolniony   po   wpłaceniu   kaucji.

W notatce którą sporządził dla władz, Javed Iqubal planował samobójstwo. To 

miało zakończyć całą sprawę. Jednak po przeszukaniu rzeki w której miał utopić 

się   Javed   nie   znaleziono   jego   ciała.   Był   to   zwyczajny   podstęp.

Zorganizowano   największe   poszukiwania   w   historii   Pakistanu.   Przyniosły   one 

znikomy sukces. Współpracownicy Javeda zostali zatrzymani w mieście Sohawa, 

gdy chciwli zrealizować czek na 18 tysięcy rupii. Po kilku dniach jeden z nich, 

Billa, zmarł w areszcie. Władze ogłosiły, że popełnił samobójstwo skacząc z okna 

na trzecim pietrze. Wciąż pojawiały się niepochlebne teksty pod adresem policji. 

jak   pisał   później   Husain:   'Nawet   gdy   rozwiązanie   sprawy   policja   otrzymała   a 

talerzu,   policjanci   potrafili   dopuścić   do   utraty   jednego   z   współpracowników 

background image

mordercy. Widocznie zdołał wyskoczyć przez okno podczas przesłuchania. Policja 

mogła   się   troche   bardziej   postarać   by   zatuszować   tą   smierć."

tymczasem sam Javed pozostawał na wolności. Z każdym dniem wydawało sie że 

nigdy   nie   zostanie   złapany,   że   nie   będzie   sprawiedliwości   dla   rodziców 

zamordowanych

 

chłopców.

"Nikt   nie   zna   bólu   jaki   odczuwam."   -   powiedział   Shamim   Akhtar,   ojciec   15-

letniego Kamara Shaukata, jednej z ofiar Javeda. "Ponieważ jesteśmy biedni, nikt 

nie

 

zajmuje

 

sie

 

naszymi

 

sprawami."

30 grudnia 1999 Javed  Iqubal przyszedł do wydawnictwa lokalnej gazety i po 

prostu

 

oddał

 

sie

 

w

 

ręce

 

policji.

Dwa   miesiące   później   Javed   i   jego   trzej   współpracownicy   zostali   formalnie 

oskarżeni.   W   Pakistanie   często   obrady   sądu   są   zamknięte   dla   społeczeństwa, 

jednak proces Javeda był upubliczniony.

Proces

Po opublikowaniu pamiętników i notatek Javeda, po tym jak jego dom stał się 

muzeum   seryjnego   mordercy,   sam   oskarżony   wydawał   się   być   zadowolony   i 

dumny z przerażenia jakie wywołał swoimi zbrodniami. jednak gdy znalazł się w 

sądzie,   gdy   czuł   że   może   zostać   skazany   na   śmierć,   całkowicie   zmienił   swój 

sposób

 

zachowania

 

i

 

swoje

 

zeznania.

Podczas   zeznań   obciążających   jego   trzech   wspólników,   Javed   sie   usmiechał. 

Jednocześnie   zwracał   się   w   stronę   dziennikarzy,   chciał   by   zdjęcia   były   ładne.

Sam uważał że  jest niewinny. Jest  małym szleńcem,  który  być może  sam jest 

ofiarą.

background image

"Wszystko co powiedziałem zostało przekręcone. Uznano mnie za szaleńca, ale 

błagam by mnie wysłuchano. Przyznałem się do tego, uważałem się za sprawcę, 

ponieważ

 

to

 

policja

 

mnie

 

za

 

takiego

 

uznała."

W całym swym dziwacznym oświadczeniu Javed stwierdził, że cała ta sprawa, 

beczki   z   kwasem,   fotografie,   notatki   opisujące   śmierc   tych   dzieci,   to   była 

pantomima. wszystko to wyreżyserował i wystawił na widok publiczny. Chciał 

pokazać niebezpieczeństwo tego że "bezdomne dzieci z biednych rodzin staja sie 

ofiarami

 

złych

 

ludzi."

Utrzymywał   że   zaginieni   chłopcy   są   żywi,   nalegał   by   policja   ich   szukała. 

Twierdził że niektórzy z nich pewnie żyją z innymi mężczyznami, i sa zmuszani 

do   homoseksualizmu.   Uważał   też   że   inni   chłopcy   wrócili   do   domów,   ale   ich 

rodziny

 

o

 

tym

 

nie

 

mówiły.

Javed, który najpierw opisał wszystko w swoim pamiętniku i notatkach, po kilku 

tygodniach   wszystkiemu   zaprzeczył.   Uznał   że   wszystko   zostało   zeznane   pod 

przymusem. Bał się by nie spotkała go podobna historia jak Billę. Twierdził też, że 

nie   było   żadnego   świadka   który   widziałby   te   morderstwa.

Cały proces był bardzo wyczerpujący. W sumie zebrano 102 świadków, niędzy 

innymi byli to członkowie rodzin ofiar. Stwierdzono równiez że resztki ciała któe 

pływało w bezcce z kwasem należały do Ijada. Zeznania Riaza tylko potwierdziły 

to   odkrycie.   Javed   i   jego   wspólnicy   zostali   skazani.

Dwóch chłopców zostało skazanych na dożywocie. Jeden z nich, który miał juz 20 

lat,   został   skazany   na   karę   smierci,   podobnie   jak   Javed   Iqbal.

background image

Sędzia zadecydował że mężczyźni zostaną styraceni na placu targowym. mieli być 

powieszenie za pomocą tego samego sznura którym Javed dusił swoje ofiary. Ich 

ciał miały być nastepnie rozkawałkowane i rozpuszczone w kwasie.

Wyrok

Wyrok wywołał spore zamieszanie w Pakistanie i poza jego granicami. Nie 

obyło sie bez protestów. Zanosiło się na odwołania do wyższych instancji, a to nie 

podobało

 

sie

 

społeczeństwu.

Jednak

 

sprawiedliwośi

 

stało

 

się

 

zadość.

Rankiem   8   października   2001   roku   władze   więzienia   w   Kot   Lakhpat   znalazły 

zwłoki

 

Javeda

 

Iqbala

 

i

 

jego

 

wspólnika,

 

Sajida.

Obaj byli uduszeni przy pomocy  prześcieradeł.  Władze więzienia uznały  to za 

samobójstwo.   Jednak   policjanci   jak   i   inni   obserwatorzy   tweirdzą   że   to   mało 

prawdopodobne.

Doktorzy   badający   zwłoki   stwierdzili,   że   obydwaj   mężczyźni   przed   śmiercia 

krwawili z nosa i ust. Były ślady wskazujące na to, że Sajid był przed śmiercią 

bity. Javed na swoim ciele miał  kilka ran zadanych jakimś  tępym narzędziem.

Strażnik odpowiedzialny za bezpieczeństwo więźniów stwierdził, że spał w czasie 

gdy

 

to

 

wydarzenie

 

miało

 

miejsce.

Strażnik ten podobno rankiem rozwiązał węzły z prześcieradeł, ciała ułożył na 

łóżkach   tak   by   wygladały   na   śpiące.   Zrobił   to   by   uratować   swoja   pracę.

Sprawa

 

nadal

 

jest

 

badana.

background image