background image

DZIEJE RELIGII, FILOZOFII I NAUKI

 

do ko

ń

ca staro

Ŝ

ytno

ś

ci

 

 

ś

redniowiecze i odrodzenie

 

 

barok i o

ś

wiecenie

 

 

1815-1914

 

 

1914-1989

  

jak i z czego studiowa

ć

 filozofi

ę

 

 

moje wykłady

 

 

Wittgenstein

 

 

filozofowie i socjologowie nauki

 

René DESCARTES (Kartezjusz) 

MEDYTACJE O PIERWSZEJ FILOZOFII

 

przeło

Ŝ

yła Maria Ajdukiewiczowa, przekład przejrzał Kazimierz Ajdukiewicz

Integraln

ą

 cz

ęś

ci

ą

 pierwszego wydania Medytacji były "zarzuty uczonych m

ęŜ

ów i odpowiedzi autora".  

Tu tylko tekst zasadniczy wg wydania Polskiej Akademii Umiej

ę

tno

ś

ci, Kraków 1948.

Przedmowa do czytelnika 

Przegl

ą

d tre

ś

ci sze

ś

ciu poni

Ŝ

szych medytacji

 

Medytacja I. O czym mo

Ŝ

na w

ą

tpi

ć

 

Medytacja II. O naturze umysłu ludzkiego. 

ś

e jest on bardziej znany ni

Ŝ

 ciało

 

Medytacja III. O istnieniu Boga

 

Medytacja IV. O prawdzie i fałszu

 

Medytacja V. O istocie rzeczy materialnych i raz jeszcze o istnieniu Boga

 

Medytacja VI. O istnieniu rzeczy materialnych i o realnej ró

Ŝ

nicy mi

ę

dzy dusz

ą

 (mens) i 

ciałem

 

PRZEDMOWA DO CZYTELNIKA 

Zagadnienie Boga i duszy ludzkiej poruszyłem ju

Ŝ

 niedawno w Rozprawie o metodzie 

poprawnego kierowania rozumem i dociekania prawdy w naukach w j

ę

zyku francuskim w 

r. 1637. Poruszyłem je nie w tym celu wprawdzie, by je tam dokładnie rozwa

Ŝ

y

ć

, lecz 

tylko mimochodem, by z s

ą

dów czytelników dowiedzie

ć

 si

ę

, w jaki sposób nale

Ŝ

ałoby je 

ź

niej opracowa

ć

. Wydawały mi si

ę

 bowiem zagadnieniami tak wielkiej wagi, i

Ŝ

 

sadziłem, 

Ŝ

e nale

Ŝ

y je rozwa

Ŝ

a

ć

 wi

ę

cej ni

Ŝ

 raz tylko. Droga jednak, któr

ą

 krocz

ę

 do 

wyja

ś

nienia ich jest tak mało utarta i tak odległa od powszechnie u

Ŝ

ywanej, 

Ŝ

e nie 

uwa

Ŝ

ałem za wskazane omawia

ć

 jej obszerniej w j

ę

zyku francuskim, a wi

ę

c dost

ę

pnym 

dla wszystkich bez ró

Ŝ

nicy, by tak

Ŝ

e i słabsze umysły nie uwa

Ŝ

ały si

ę

 za powołane do 

wkroczenia na ni

ą

.

Prosiłem tam wi

ę

c wszystkich, których by w moich pismach uderzyło co

ś

 godnego 

nagany, by mi to łaskawie wytkn

ę

li. Tymczasem w odniesieniu do tego, co poruszyłem w 

sprawie owych zagadnie

ń

, postawiono mi tylko dwa zarzuty godne wzmianki, na które 

odpowiem tu w paru słowach, zanim przyst

ą

pi

ę

 do dokładniejszego ich wyja

ś

nienia.

Pierwszy zarzut brzmi: z tego, 

Ŝ

e umysł ludzki zwróciwszy si

ę

 ku sobie poznaje siebie 

wył

ą

cznie jako rzecz my

ś

l

ą

c

ą

, nie wynika, 

Ŝ

e jego natura, czy te

Ŝ

 jego istota na tym tylko 

polega, 

Ŝ

e jest rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

, [o ile si

ę

 to rozumie] w taki sposób, i

Ŝ

 to słowo tylko 

wyklucza wszystko inne, co mo

Ŝ

na by mo

Ŝ

e tak

Ŝ

e uwa

Ŝ

a

ć

 za nale

Ŝą

ce do natury duszy. 

Na ten zarzut odpowiadam, 

Ŝ

e i ja tak

Ŝ

e nie chciałem tego wykluczy

ć

, je

Ŝ

eli idzie o 

prawdziwy stan rzeczy (o którym oczywi

ś

cie wtedy nie mówiłem), lecz jedynie o ile idzie 

o moje ujmowanie. Wskutek czego sens był taki, 

Ŝ

e niczego zupełnie nie poznałem, o 

czym bym wiedział, 

Ŝ

e nale

Ŝ

y do mojej istoty, oprócz tego tylko, 

Ŝ

e jestem rzecz

ą

 

my

ś

l

ą

c

ą

, czyli rzecz

ą

 posiadaj

ą

c

ą

 zdolno

ść

 my

ś

lenia. W tym za

ś

, co nast

ą

pi, poka

Ŝę

, w 

jaki sposób z tego, 

Ŝ

e nie poznaj

ę

, i

Ŝ

by co

ś

 wi

ę

cej do mojej istoty nale

Ŝ

ało, wynika, i

Ŝ

 

rzeczywi

ś

cie te

Ŝ

 nic wi

ę

cej do niej nie nale

Ŝ

y.

Drugi zarzut brzmi: z tego, 

Ŝ

e posiadam ide

ę

 rzeczy doskonalszej ode mnie, nie wynika, 

Ŝ

e owa idea jest doskonalsza ode mnie, a tym mniej, 

Ŝ

e istnieje to, co owa idea 

przedstawia. Na to odpowiadam, 

Ŝ

e tu w słowie idea jest dwuznaczno

ść

; mo

Ŝ

na je 

Strona 1 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

bowiem rozumie

ć

 albo w sposób materialny (materialiter), jako czynno

ść

 umysłu i w tym 

sensie nie mo

Ŝ

na powiedzie

ć

Ŝ

e jest doskonalsza ode mnie, albo te

Ŝ

 w sposób 

obiektywny jako rzecz, któr

ą

 ta czynno

ść

 umysłu przedstawia, i chocia

Ŝ

by si

ę

 nie 

przyjmowało, 

Ŝ

e ta rzecz istnieje poza umysłem, to jednak mo

Ŝ

e by

ć

 doskonalsza ode 

mnie z racji swojej istoty. W jaki za

ś

 sposób na podstawie tego tylko, 

Ŝ

e jest we mnie 

idea rzeczy doskonalszej ode mnie, wynika, i

Ŝ

 owa rzecz naprawd

ę

 istnieje, wyja

ś

ni

ę

 

dokładnie poni

Ŝ

ej.

Przejrzałem wprawdzie jeszcze oprócz tego dwa do

ść

 długie pisma, w których jednak 

atakowano nie tyle moje racje dotycz

ą

ce tych zagadnie

ń

, ile moje konkluzje i to przy 

pomocy argumentów zapo

Ŝ

yczonych z pogl

ą

dów pospolicie spotykanych u ateistów. 

Lecz na te nie chc

ę

 tu odpowiada

ć

 w obawie, bym nie musiał ich wpierw zreferowa

ć

poniewa

Ŝ

 argumenty tego rodzaju nie mog

ą

 mie

ć

 

Ŝ

adnej siły przekonywuj

ą

cej dla tych, 

którzy rozumiej

ą

 moje racje, i poniewa

Ŝ

 s

ą

dy wielu ludzi s

ą

 tak opaczne i słabe, 

Ŝ

e łatwiej 

daj

ą

 si

ę

 przekona

ć

 wcze

ś

niej zasłyszanym opiniom, chocia

Ŝ

by były fałszywe i 

nierozumne, ni

Ŝ

 pó

ź

niej usłyszanemu ich zbijaniu, prawdziwemu i niezachwianemu. 

Powiem ogólnie tylko tyle, 

Ŝ

e to wszystko, co atei

ś

ci zazwyczaj zarzucaj

ą

 dla zwalczania 

istnienia Boga, zawsze polega na tym, 

Ŝ

e albo przyznaje si

ę

 Bogu ludzkie nami

ę

tno

ś

ci, 

albo te

Ŝ

 ro

ś

ci si

ę

 dla naszych umysłów tak

ą

 moc i m

ą

dro

ść

Ŝ

e wa

Ŝ

ymy si

ę

 okre

ś

la

ć

 i 

poj

ąć

 wszystko, co Bóg mo

Ŝ

e i powinien uczyni

ć

; tote

Ŝ

, o ile tylko b

ę

dziemy pami

ę

ta

ć

Ŝ

nasze umysły powinni

ś

my uwa

Ŝ

a

ć

 za ograniczone, Boga za

ś

 za istot

ę

 niepoj

ę

t

ą

 i 

niesko

ń

czon

ą

, wtedy zarzuty owe nie b

ę

d

ą

 nam sprawiały 

Ŝ

adnej trudno

ś

ci.

Teraz za

ś

, poznawszy ju

Ŝ

 s

ą

dy ludzkie, przyst

ę

puj

ę

 znowu do omówienia zagadnie

ń

tycz

ą

cych si

ę

 Boga i duszy ludzkiej, a tak

Ŝ

e podstaw całej Pierwszej filozofii; lecz nie 

oczekuj

ę

 ani poklasku tłumu, ani wielkiej liczby czytelników. Pisz

ę

 bowiem wył

ą

cznie dla 

tych, którzy na serio wraz ze mn

ą

 chc

ą

 podj

ąć

 rozwa

Ŝ

anie i którzy mog

ą

 i chc

ą

 umysł 

swój uwolni

ć

 od zmysłów i wszelkich uprzedze

ń

; wiem za

ś

 dobrze, 

Ŝ

e takich znajdzie si

ę

 

tylko niewielu. Co si

ę

 za

ś

 tyczy tych, którzy nie dbaj

ą

c o zrozumienie ci

ą

gło

ś

ci i zwi

ą

zku 

moich rozumowa

ń

 b

ę

d

ą

 usiłowali - jak to wielu ma zwyczaj - wykpiwa

ć

 poszczególne 

tylko zdania, to ci niewielki po

Ŝ

ytek odnios

ą

 z lektury tej rozprawy. I cho

ć

 mo

Ŝ

e w wielu 

wypadkach znajd

ą

 sposobno

ść

 do drwin, to jednak nie łatwo im przyjdzie zarzuci

ć

 mi 

co

ś

, co by mnie przyparło do muru lub było godne odpowiedzi.

Poniewa

Ŝ

 jednak nie obiecuj

ę

Ŝ

e tak

Ŝ

e innych z góry we wszystkim zadowol

ę

, a tak

Ŝ

nie mam pretensji do mniemania o sobie, 

Ŝ

e mog

ę

 przewidzie

ć

 to, co niektórym b

ę

dzie 

si

ę

 trudnym wydawało, przedstawi

ę

 w Medytacjach na pierwszym miejscu te wła

ś

nie 

my

ś

li, które - jak mi si

ę

 wydaje - dopomogły mi doj

ść

 do pewnego i dokładnego poznania 

prawdy, by w ten sposób zobaczy

ć

, czy nie mógłbym mo

Ŝ

e przekona

ć

 tak

Ŝ

e innych przy 

pomocy tych samych racji, które mnie przekonały. Pó

ź

niej za

ś

 odpowiem na zarzuty kilku 

m

ęŜ

ów o wybitnych umysłach i wiedzy, którym posłałem te Medytacje dla oceny, zanim 

poszły do druku. Postawili mi oni bowiem dosy

ć

 liczne i ró

Ŝ

norodne zarzuty, tak i

Ŝ

 

ś

miem 

spodziewa

ć

 si

ę

Ŝ

e nie łatwo ju

Ŝ

 przyjdzie komu

ś

 na my

ś

l co

ś

 - przynajmniej o pewnym 

znaczeniu - czego by oni dotychczas nie poruszyli. Dlatego najusilniej prosz

ę

 

czytelników, aby nie wydawali s

ą

du o Medytacjach, zanim nie zadadz

ą

 sobie trudu 

przeczytania wszystkich owych zarzutów i odpowiedzi na nie.

PRZEGL

Ą

D TRE

Ś

CI SZE

Ś

CIU PONI

ś

SZYCH MEDYTACJI

 

W pierwszej Medytacji s

ą

 podane przyczyny, dla których mo

Ŝ

emy w

ą

tpi

ć

 o wszystkich 

rzeczach, zwłaszcza o rzeczach materialnych; dopóki oczywi

ś

cie nie mamy innych 

podstaw wiedzy, jak tylko te, które posiadali

ś

my dotychczas. Chocia

Ŝ

 wi

ę

c po

Ŝ

ytek tego 

tak daleko posuni

ę

tego w

ą

tpienia nie jest na pierwszy rzut oka widoczny, to jednak jest 

on ogromny, poniewa

Ŝ

 uwolni nas od wszelkich s

ą

dów przedwczesnych i utoruje 

Strona 2 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

najłatwiejsz

ą

 drog

ę

, która by odwiodła umysł nasz od zmysłów; a w ko

ń

cu sprawi, 

Ŝ

e ju

Ŝ

 

nie b

ę

dziemy mogli wi

ę

cej w

ą

tpi

ć

 o tym, co pó

ź

niej uznamy za prawdziwe.

W drugiej Medytacji umysł, który posługuj

ą

c si

ę

 swoj

ą

 własn

ą

 wolno

ś

ci

ą

 zakłada, 

Ŝ

e nie 

istnieje to wszystko, o czego istnieniu mo

Ŝ

na cho

ć

by w najmniejszym stopniu w

ą

tpi

ć

zauwa

Ŝ

a, 

Ŝ

e jest rzecz

ą

 niemo

Ŝ

liw

ą

Ŝ

eby on sam przy tym nie istniał. To jest tak

Ŝ

niezmiernie po

Ŝ

yteczne, bo w ten sposób łatwo umysł rozró

Ŝ

nia, co nale

Ŝ

y do niego 

samego, a wi

ę

c do natury my

ś

l

ą

cej (natura intellectualis), a co do ciała. Lecz poniewa

Ŝ

 

mo

Ŝ

e niektórzy b

ę

d

ą

 oczekiwali w tym miejscu argumentów dla nie

ś

miertelno

ś

ci duszy, 

s

ą

dz

ę

Ŝ

e powinienem ich przestrzec, i

Ŝ

 starałem si

ę

 nie pisa

ć

 niczego, czego bym nie 

mógł dokładnie udowodni

ć

; - i dlatego mogłem u

Ŝ

y

ć

 tylko tej metody, jakiej u

Ŝ

ywaj

ą

 

matematycy, a mianowicie, by najpierw wymieni

ć

 wszystko, od czego zale

Ŝ

y badane 

twierdzenie, zanim wysnuj

ę

 z niego jakikolwiek wniosek. Pierwszym jednak i głównym 

warunkiem poznania nie

ś

miertelno

ś

ci duszy jest urobienie sobie o niej poj

ę

cia jak 

najbardziej przejrzystego i zupełnie ró

Ŝ

nego od wszelkiego poj

ę

cia ciała. To zostało tam 

przeprowadzone. Oprócz tego za

ś

 jest potrzebne tak

Ŝ

e, aby

ś

my wiedzieli, 

Ŝ

e wszystko 

to, co pojmujemy jasno i wyra

ź

nie, jest prawdziwe w ten wła

ś

nie sposób, w jaki je 

pojmujemy. Tego nie mo

Ŝ

na było dowie

ść

 wcze

ś

niej ni

Ŝ

 w czwartej Medytacji. Dalej 

nale

Ŝ

y mie

ć

 wyra

ź

ne poj

ę

cie natury cielesnej; buduje si

ę

 je cz

ęś

ciowo w tej wła

ś

nie 

drugiej Medytacji, cz

ęś

ciowo tak

Ŝ

e w pi

ą

tej i szóstej. I st

ą

d nale

Ŝ

y wysnu

ć

 wniosek, 

Ŝ

e te 

wszystkie rzeczy, które si

ę

 pojmuje jasno i wyra

ź

nie jako ró

Ŝ

ne substancje, tak jak si

ę

 

pojmuje dusz

ę

 i ciało, s

ą

 w istocie substancjami ró

Ŝ

ni

ą

cymi si

ę

 od siebie nawzajem w 

sposób rzeczywisty. Do tego wniosku doszedłem w szóstej Medytacji. I w niej te

Ŝ

 został 

on umocniony tym, 

Ŝ

e nie mo

Ŝ

emy poj

ąć

 ciała inaczej jak tylko jako podzielne, duszy 

natomiast tylko jako niepodzieln

ą

; nie mo

Ŝ

emy te

Ŝ

 pomy

ś

le

ć

 połowy jakiej

ś

 duszy, tak jak 

mo

Ŝ

emy pomy

ś

le

ć

 połow

ę

 jakiegokolwiek ciała, cho

ć

by nie wiem jak małego. Wobec 

czego ich naturom przyznaje si

ę

 nie tylko ró

Ŝ

no

ść

, lecz tak

Ŝ

e pewnego rodzaju 

przeciwstawno

ść

. W tej rozprawie jednak nie zajmowałem si

ę

 daliej t

ą

 spraw

ą

 - po cz

ęś

ci 

dlatego, 

Ŝ

e to, co powiedziałem, wystarcza ju

Ŝ

 do pokazania, 

Ŝ

e ze 

ś

mierci ciała nie 

wynika 

ś

mier

ć

 duszy, i do wzbudzenia przez to w ludziach 

ś

miertelnych ufno

ś

ci w 

przyszłe 

Ŝ

ycie; po cz

ęś

ci te

Ŝ

 dlatego, 

Ŝ

e przesłanki, z których mo

Ŝ

na doj

ść

 do wniosku o 

nie

ś

miertelno

ś

ci duszy, zale

Ŝą

 od wyło

Ŝ

enia całej Fizyki. W pierwszym rz

ę

dzie nale

Ŝ

wiedzie

ć

Ŝ

e wszystkie w ogóle substancje, czyli rzeczy, które, aby istnie

ć

 musz

ą

 by

ć

 

stworzone przez Boga, z natury swej s

ą

 niezniszczalne i nigdy nie mog

ą

 przesta

ć

 istnie

ć

chyba 

Ŝ

e ten sam Bóg przez odmówienie im swej pomocy sprowadzi je do nico

ś

ci. 

Nast

ę

pnie trzeba zauwa

Ŝ

y

ć

Ŝ

e wprawdzie ciało - rozwa

Ŝ

ane jako rodzaj - jest 

substancj

ą

, a zatem te

Ŝ

 nigdy nie mo

Ŝ

e zgin

ąć

; lecz ciało ludzkie jako ró

Ŝ

ni

ą

ce si

ę

 od 

innych ciał, jest zło

Ŝ

one tylko z pewnego układu członków i innych tego rodzaju 

przypadło

ś

ci (accidentia). Natomiast umysł (mens) ludzki nie składa si

ę

 w ten sposób z 

Ŝ

adnych przypadło

ś

ci, lecz jest czyst

ą

 substancj

ą

. Bo cho

ć

by wszystkie jego 

przypadło

ś

ci si

ę

 zmieniły, tak 

Ŝ

e inne rzeczy rozumiałby, innych chciał, inne czuł etc. - to 

przez to sam umysł nie stanie si

ę

 inny. Ciało za

ś

 ludzkie staje si

ę

 innym ju

Ŝ

 przez to 

samo, 

Ŝ

e zmieni si

ę

 kształt jakich

ś

 cz

ęś

ci jego. Wynika z tego, 

Ŝ

e wprawdzie ciało bardzo 

łatwo mo

Ŝ

e zgin

ąć

, dusza jednak jest z natury swojej nie

ś

miertelna.

W Medytacji trzeciej przedstawiłem dosy

ć

 obszernie - jak mi si

ę

 wydaje - mój główny 

dowód wykazuj

ą

cy istnienie Boga. Poniewa

Ŝ

 jednak nie chciałem przy tym posługiwa

ć

 

si

ę

 

Ŝ

adnymi porównaniami z dziedziny rzeczy cielesnych, by jak najbardziej odwie

ść

 

umysły czytelników od zmysłów, pozostało by

ć

 mo

Ŝ

e wiele niejasno

ś

ci. Mam jednak 

nadziej

ę

Ŝ

e zostan

ą

 one pó

ź

niej całkowicie usuni

ę

te w odpowiedziach na zarzuty; jak 

np. mi

ę

dzy innymi ta niejasno

ść

, w jaki sposób idea istoty najdoskonalszej, która jest w 

nas, posiada tyle rzeczywisto

ś

ci obiektywnej, 

Ŝ

e musi pochodzi

ć

 od najdoskonalszej 

przyczyny. To jest w tych odpowiedziach wyja

ś

nione przez porównanie z niesłychanie 

doskonał

ą

 maszyn

ą

, której idea znajduje si

ę

 w umy

ś

le jakiego

ś

 r

ę

kodzielnika. Tak 

Strona 3 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

bowiem jak obiektywne dzieło zawarte w tej idei musi posiada

ć

 jak

ąś

 przyczyn

ę

, a 

mianowicie wiedz

ę

 owego r

ę

kodzielnika albo kogo

ś

 innego od kogo j

ą

 otrzymał, tak 

samo idea Boga, która jest w nas, musi mie

ć

 samego Boga za przyczyn

ę

.

W czwartej Medytacji dowodzi si

ę

Ŝ

e prawdziwe jest wszystko to, co ujmujemy 

(percipimus) jasno i wyra

ź

nie, a równocze

ś

nie wyja

ś

nia si

ę

, w czym le

Ŝ

y przyczyna 

ę

du. To trzeba koniecznie wiedzie

ć

 zarówno dla utwierdzenia si

ę

 w poprzednich 

rozwa

Ŝ

aniach, jak te

Ŝ

 dla zrozumienia nast

ę

pnych. (Nale

Ŝ

y na tym miejscu jednak 

zwróci

ć

 uwag

ę

Ŝ

e nie chodzi tam zupełnie o grzech, czyli bł

ą

d, jaki si

ę

 popełnia w 

d

ąŜ

eniu do dobra i zła, lecz tylko o ten, który zdarza si

ę

 przy rozs

ą

dzaniu, co jest prawd

ą

 

a co fałszem. Nie bada si

ę

 te

Ŝ

 tego, co odnosi si

ę

 do wiary, czy do post

ę

powania w 

Ŝ

yciu, lecz wył

ą

cznie prawdy spekulatywne i prawdy poznane jedynie dzi

ę

ki 

ś

wiatłu 

przyrodzonemu).

W Medytacji pi

ą

tej oprócz wyja

ś

nienia, czym jest natura cielesna w ogóle, zawiera si

ę

 

tak

Ŝ

e, przeprowadzony w nowy sposób dowód istnienia Boga. W nim jednak wyłoni

ą

 si

ę

 

mo

Ŝ

e znów pewne trudno

ś

ci, które pó

ź

niej zostan

ą

 rozwi

ą

zane w odpowiedziach na 

zarzuty. W ko

ń

cu zostaje pokazane, w jaki sposób mo

Ŝ

e to by

ć

 prawd

ą

Ŝ

e nawet 

pewno

ść

 dowodów matematycznych jest zale

Ŝ

na od poznania Boga.

W Medytacji szóstej wreszcie przeprowadza si

ę

 rozró

Ŝ

nienie mi

ę

dzy czynno

ś

ci

ą

 rozumu, 

a czynno

ś

ci

ą

 wyobra

ź

ni i opisuje si

ę

 znamiona odró

Ŝ

niaj

ą

ce jedne od drugich. 

Udowadnia si

ę

Ŝ

e dusza (mens) w sposób realny ró

Ŝ

ni si

ę

 od ciała, ale niemniej 

pokazuje si

ę

, i

Ŝ

 jest z nim tak 

ś

ci

ś

le zwi

ą

zana, 

Ŝ

e tworzy wraz z nim jedno. Wylicza si

ę

 

wszystkie bł

ę

dy, które maj

ą

 

ź

ródło w zmysłach i podaje si

ę

 

ś

rodki pozwalaj

ą

ce ich 

unikn

ąć

, a w ko

ń

cu przytacza si

ę

 wszystkie racje, z których mo

Ŝ

na wysnu

ć

 wniosek o 

istnieniu rzeczy materialnych. Przytaczam je nie dlatego, 

Ŝ

ebym je uwa

Ŝ

ał za bardzo 

po

Ŝ

yteczne dla udowodnienia tego wła

ś

nie, czego one dowodz

ą

 (

Ŝ

e mianowicie 

rzeczywi

ś

cie istnieje jaki

ś

 

ś

wiat i 

Ŝ

e ludzie posiadaj

ą

 ciało itp., o czym nikt o zdrowych 

zmysłach nigdy na serio nie w

ą

tpił), lecz dlatego, 

Ŝ

e rozwa

Ŝ

aj

ą

c owe racje poznaje si

ę

Ŝ

e nie s

ą

 one ani tak silne, ani tak oczywiste, jak te, dzi

ę

ki którym dochodzimy do 

poznania naszej duszy i Boga. W ten sposób staje si

ę

 widoczne, 

Ŝ

e te s

ą

 najpewniejsze i 

najoczywistsze ze wszystkich, jakie mo

Ŝ

e zna

ć

 umysł ludzki. Udowodnienie tego wła

ś

nie, 

postawiłem sobie za cel niniejszych Medytacji. Nie wymieniam te

Ŝ

 tutaj owych licznych 

zagadnie

ń

, które tak

Ŝ

e w Medytacjach przy sposobno

ś

ci poruszam.

MEDYTACJA I 

 

O czym mo

Ŝ

na w

ą

tpi

ć

 

Przed kilkoma ju

Ŝ

 laty spostrzegłem, jak wiele rzeczy fałszywych uwa

Ŝ

ałem w mojej 

młodo

ś

ci za prawdziwe i jak niepewne jest to wszystko, co pó

ź

niej na ich podstawie 

zbudowałem; [doszedłem wi

ę

c do przekonania], 

Ŝ

e je

Ŝ

eli chc

ę

 nareszcie co

ś

 pewnego i 

trwałego w naukach ustali

ć

, to trzeba raz w 

Ŝ

yciu z gruntu wszystko obali

ć

 i na nowo 

rozpocz

ąć

 od pierwszych podstaw. Zdawało mi si

ę

 jednak, 

Ŝ

e to jest olbrzymie 

przedsi

ę

wzi

ę

cie i dlatego czekałem na wiek tak dojrzały, by ju

Ŝ

 po nim nie nast

ą

pił inny 

bardziej odpowiedni dla bada

ń

 naukowych. Z tego powodu tak długo zwlekałem, 

Ŝ

stałbym si

ę

 winny, gdybym jeszcze czas pozostały do działania trawił na rozmy

ś

laniach. 

Dobrze si

ę

 wi

ę

c składa, 

Ŝ

e dzi

ś

 umysł swój oswobodziłem od wszelkich trosk, 

zapewniłem sobie zupełny spokój, pogr

ąŜ

am si

ę

 w samotno

ś

ci i oddam si

ę

 nareszcie 

powa

Ŝ

nie i z cał

ą

 swobod

ą

 temu ogólnemu przewrotowi wszystkich moich pogl

ą

dów.

Do tego jednak nie trzeba b

ę

dzie, bym okaza

ć

Ŝ

e wszystko jest fałszywe; tego mo

Ŝ

nigdy nie mógłbym osi

ą

gn

ąć

. Lecz poniewa

Ŝ

 ju

Ŝ

 sam rozum radzi, by niemniej ostro

Ŝ

nie 

powstrzyma

ć

 si

ę

 od uznania tych rzeczy, które s

ą

 niezupełnie pewne i niew

ą

tpliwe, jak 

od oczywi

ś

cie fałszywych - zatem wystarczy do odrzucenia wszystkich, je

ś

li w ka

Ŝ

dej 

Strona 4 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

znajd

ę

 jak

ąś

 racj

ę

 do w

ą

tpienia. A tak

Ŝ

e nie trzeba poszczególnych pogl

ą

dów po kolei 

przechodzi

ć

 - byłaby to praca bez ko

ń

ca - lecz, poniewa

Ŝ

 po zburzeniu fundamentów, 

wszystko, co na nich jest zbudowane, samo upada, przyst

ą

pi

ę

 od razu do samych zasad, 

na których opierało si

ę

 wszystko, w co niegdy

ś

 wierzyłem.

Otó

Ŝ

 wszystko, co dotychczas za najbardziej prawdziwe uwa

Ŝ

ałem, otrzymywałem od 

zmysłów lub przez zmysły; przekonałem si

ę

 jednak, 

Ŝ

e te mnie niekiedy zwodz

ą

, a 

roztropno

ść

 nakazuje nie ufa

ć

 nigdy w zupełno

ś

ci tym, którzy nas chocia

Ŝ

 raz zwiedli. 

Jednakowo

Ŝ

 - cho

ć

 nas zmysły niejednokrotnie zwodz

ą

, gdy chodzi o jakie

ś

 przedmioty 

małe i bardziej oddalone - to mo

Ŝ

e jest wiele innych rzeczy, o których absolutnie nie 

mo

Ŝ

na w

ą

tpi

ć

, chocia

Ŝ

 te

Ŝ

 od zmysłów je przyjmujemy, jak np. 

Ŝ

e teraz tutaj jestem, 

Ŝ

siedz

ę

 koło ognia, 

Ŝ

e jestem odziany w zimow

ą

 szat

ę

Ŝ

e dotykam tego papieru r

ę

koma 

itp. W jaki

Ŝ

 sposób mo

Ŝ

na by zaprzeczy

ć

Ŝ

e te wła

ś

nie r

ę

ce i całe to ciało moje jest? 

Musiałbym chyba siebie porówna

ć

 do nie wiem jak szalonych, których mózg tak jest 

osłabiony przez uporczywe wyziewy czarnej 

Ŝ

ółci, 

Ŝ

e stale zapewniaj

ą

, i

Ŝ

 s

ą

 królami, 

podczas gdy s

ą

 bardzo biedni, lub 

Ŝ

e s

ą

 odziani w purpur

ę

, gdy tymczasem s

ą

 nadzy, 

albo 

Ŝ

e maj

ą

 głow

ę

 z gliny, albo 

Ŝ

e całe ich ciało jest dyni

ą

, lub 

Ŝ

e s

ą

 wyd

ę

ci ze szkła. 

Ale to s

ą

 wła

ś

nie szale

ń

cy i ja bym si

ę

 wydawał niemniej szalonym, gdybym sobie ich 

wzi

ą

ł za przykład

Doskonale! - jak gdybym sam nie był człowiekiem, który ma zwyczaj w nocy spa

ć

 i który 

we 

ś

nie do

ś

wiadcza tego samego, a nawet rzeczy jeszcze mniej prawdopodobnych, ni

Ŝ

 

owi szale

ń

cy na jawie. Jak cz

ę

sto w nocy ka

Ŝ

e mi sen wierzy

ć

 w rzeczy zwyczajne, jak 

np. 

Ŝ

e tu jestem, 

Ŝ

e jestem ubrany, 

Ŝ

e siedz

ę

 przy ogniu, a tymczasem le

Ŝę

 w łó

Ŝ

ku 

rozebrany. Lecz przecie

Ŝ

 teraz całkiem pewnie na jawie patrz

ę

 na ten papier, ta głowa, 

któr

ą

 poruszam, nie jest we 

ś

nie pogr

ąŜ

ona. R

ę

k

ę

 t

ę

 wyci

ą

gam przed siebie z rozmysłu i 

ze 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

 i mam w niej czucie; tak wyra

ź

nie nie przedstawiałoby si

ę

 to 

ś

pi

ą

cemu. 

A jednak przypominam sobie, 

Ŝ

e podobne rozwa

Ŝ

ania zwiodły mnie innym razem w 

snach. Gdy o tym my

ś

l

ę

 uwa

Ŝ

niej, widz

ę

 tak jasno, 

Ŝ

e nigdy nie mo

Ŝ

na ma podstawie 

pewnych oznak odró

Ŝ

ni

ć

 jawy od snu, i

Ŝ

 ogarnia mnie zdumienie i to zdumienie wła

ś

nie 

utwierdza mnie prawie w mniemaniu, 

Ŝ

ś

ni

ę

.

Dobrze wi

ę

c, przypu

ść

my, 

Ŝ

ś

nimy i 

Ŝ

e nieprawd

ą

 s

ą

 wszystkie te szczegóły, jak to, 

Ŝ

otwieramy oczy, poruszamy głow

ą

, wyci

ą

gamy r

ę

ce, 

Ŝ

e mamy takie r

ę

ce i takie ciało. 

Trzeba jednak z pewno

ś

ci

ą

 przyzna

ć

Ŝ

e senne widziadła s

ą

 jak gdyby jakimi

ś

 

malowidłami, które mogły zosta

ć

 utworzone jedynie na podobie

ń

stwo rzeczy 

prawdziwych. 

ś

e wi

ę

c przynajmniej te rzeczy ogólne, jak oczy, głowa, r

ę

ce i całe ciało 

istniej

ą

 jako rzeczy prawdziwe a nie tylko wyobra

Ŝ

one. Przecie

Ŝ

 sami malarze, nawet 

wtedy, gdy usiłuj

ą

 przedstawi

ć

 syreny i satyrów w najniezwyklejszych postaciach, nie s

ą

 

w stanie da

ć

 im pod ka

Ŝ

dym wzgl

ę

dem nowych cech, lecz tylko ł

ą

cz

ą

 ze sob

ą

 członki 

rozmaitych stworze

ń

. A je

ś

li nawet wymy

ś

l

ą

 co

ś

 tak dalece nowego, 

Ŝ

e nic podobnego w 

ogóle nigdy nie widziano, tak zupełnie zmy

ś

lonego i nieprawdziwego, to jednak z 

pewno

ś

ci

ą

 przynajmniej barwy, które si

ę

 na to składaj

ą

, musz

ą

 by

ć

 prawdziwe. Na tej 

samej podstawie trzeba koniecznie przyzna

ć

Ŝ

e chocia

Ŝ

 te rzeczy ogólne, jak oczy, 

głowa, r

ę

ce itp. mog

ą

 by

ć

 tylko tworami imaginacji, to jednak rzeczywistymi s

ą

 jakie

ś

 inne 

rzeczy prostsze i ogólniejsze, z których - jak gdyby z prawdziwych barw - tworz

ą

 si

ę

 

wszystkie b

ą

d

ź

 fałszywe, b

ą

d

ź

 prawdziwe obrazy rzeczy, jakie si

ę

 znajduj

ą

 w naszej 

ś

wiadomo

ś

ci (cogitatio). - Tego rodzaju, zdaje si

ę

, jest istota ciała w ogóle i jego 

rozci

ą

gło

ść

, podobnie kształt rzeczy rozci

ą

głych, dalej ich quantum, czyli ich wielko

ść

 i 

liczba, tak samo miejsce, w którym si

ę

 znajduj

ą

, czas, przez jaki trwaj

ą

 itp.

Tote

Ŝ

 na podstawie tego mo

Ŝ

e nie b

ę

dzie mylny wniosek, 

Ŝ

e cho

ć

 fizyka, astronomia, 

medycyna i wszystkie inne nauki, które zale

Ŝą

 od rozpatrywania rzeczy zło

Ŝ

onych, s

ą

 

wprawdzie niepewne, to jednak arytmetyka, geometria i inne tego rodzaju nauki, które 
traktuj

ą

 jedynie o rzeczach najprostszych i najogólniejszych - nie troszcz

ą

c si

ę

 wcale o 

Strona 5 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

to, czy one istniej

ą

 w rzeczywisto

ś

ci, czy nie - zawieraj

ą

 co

ś

 pewnego i niew

ą

tpliwego. 

Bo czy czuwam, czy 

ś

pi

ę

, 2 + 3 = 5, a kwadrat nie wi

ę

cej ma boków, jak cztery, i zdaje 

si

ę

 jest niemo

Ŝ

liwe, by tak oczywiste prawdy popadły w podejrzenie, jakoby były 

fałszywe.

Jednakowo

Ŝ

 znajduje si

ę

 w moim umy

ś

le pewne dawne, silnie wkorzenione mniemanie, 

Ŝ

e istnieje Bóg, który wszystko mo

Ŝ

e i który stworzył mnie takim, jakim jestem. Sk

ą

jednak wiem, 

Ŝ

e on nie sprawił tak, i

Ŝ

 w ogóle nie ma 

Ŝ

adnej ziemi, ani nieba, ani 

Ŝ

adnej 

rzeczy rozci

ą

głej, 

Ŝ

adnego kształtu, 

Ŝ

adnej wielko

ś

ci, ani miejsca, a 

Ŝ

e mimo to, 

wszystko przedstawia mi si

ę

 tak, jak teraz, jako istniej

ą

ce. Sk

ą

d wiem, 

Ŝ

e tak jak o innych 

niekiedy s

ą

dz

ę

Ŝ

e si

ę

 myl

ą

 w takich sprawach, o których - jak im si

ę

 wydaje - posiadaj

ą

 

doskonał

ą

 wiedz

ę

Ŝ

e tak samo ja sam nie ulegam złudzeniu, gdy dwa do trzech dodaj

ę

 

lub licz

ę

 boki kwadratu, albo gdy wykonuj

ę

 co

ś

 jeszcze łatwiejszego, je

ś

li co

ś

 takiego da 

si

ę

 pomy

ś

le

ć

. A mo

Ŝ

e Bóg nie chciał, bym był tak oszukiwany? Nazywa si

ę

 przecie

Ŝ

 

najwi

ę

ksz

ą

 dobroci

ą

. Lecz, je

ś

liby si

ę

 to nie zgadzało z jego dobroci

ą

, by mnie stworzył 

takim, i

Ŝ

bym si

ę

 zawsze mylił, to zdawałoby si

ę

Ŝ

e ta sama dobro

ć

 nie pozwala na to, 

bym si

ę

 czasem tylko mylił. A tego faktu nie mo

Ŝ

na zaprzeczy

ć

.

Znajd

ą

 si

ę

 jednak mo

Ŝ

e tacy, którzy woleliby zaprzeczy

ć

 istnieniu tak pot

ęŜ

nego Boga, 

ni

Ŝ

 uwierzy

ć

 w to, 

Ŝ

e wszystkie inne rzeczy s

ą

 niepewne. Lecz z tymi nie spierajmy si

ę

 i 

uwa

Ŝ

ajmy to wszystko o Bogu za czczy wymysł. Niechaj wi

ę

c przyjm

ą

Ŝ

e tym, czym 

jestem, stałem si

ę

 b

ą

d

ź

 to wskutek zrz

ą

dzenia losu, b

ą

d

ź

 te

Ŝ

 wskutek przypadku, czy te

Ŝ

 

zwykłego biegu rzeczy, lub jakimkolwiek b

ą

d

ź

 innym sposobem. Otó

Ŝ

, poniewa

Ŝ

 myli

ć

 

si

ę

 i bł

ą

dzi

ć

 uchodzi za pewn

ą

 niedoskonało

ść

, wi

ę

c im mniej pot

ęŜ

nemu sprawcy moje 

pochodzenie b

ę

d

ą

 przypisywali, tym prawdopodobniejszym b

ę

dzie, 

Ŝ

e jestem tak 

niedoskonały, i

Ŝ

 zawsze si

ę

 myl

ę

.

Na takie argumenty nic ju

Ŝ

 nie mog

ę

 odpowiedzie

ć

, lecz w ko

ń

cu musz

ę

 wyzna

ć

Ŝ

e o 

wszystkim, co dawniej uwa

Ŝ

ałem za prawdziwe, mo

Ŝ

na w

ą

tpi

ć

 i to nie przez 

nieostro

Ŝ

no

ść

 lub lekkomy

ś

lno

ść

, lecz z powodu powa

Ŝ

nych i przemy

ś

lanych racji. Je

ś

li 

wi

ę

c chc

ę

 znale

źć

 co

ś

 pewnego, to musz

ę

 niemniej ostro

Ŝ

nie powstrzymywa

ć

 si

ę

 od 

uznawania tego wszystkiego jak od oczywistych fałszów.

Lecz nie do

ść

 to stwierdzi

ć

, trzeba si

ę

 stara

ć

 mie

ć

 to w pami

ę

ci. Ustawicznie bowiem 

powracaj

ą

 dawne mniemania, do których przywykłem, i bior

ą

 w posiadanie mój 

łatwowierny umysł wbrew mojej woli prawie, jak gdyby im był na mocy długotrwałego 
obcowania i spoufalenia zobowi

ą

zany. Nigdy te

Ŝ

 nie odzwyczaj

ę

 si

ę

 przytakiwa

ć

 i ufa

ć

 

im, dopóki b

ę

d

ę

 je uwa

Ŝ

ał za takie, jakimi s

ą

 rzeczywi

ś

cie, to znaczy wprawdzie troch

ę

 

w

ą

tpliwe, jak to ju

Ŝ

 widzieli

ś

my, lecz zarazem bardzo prawdopodobne i takie, którym o 

wiele rozs

ą

dniej jest wierzy

ć

, ni

Ŝ

 zaprzeczy

ć

. Dlatego - jak s

ą

dz

ę

 - nie

ź

le uczyni

ę

, je

ś

li, 

zwróciwszy si

ę

 dobrowolnie w kierunku wprost przeciwnym, sam siebie b

ę

d

ę

 łudził i 

uwa

Ŝ

ał przez jaki

ś

 czas owe mniemania za zupełnie fałszywe i urojone, a

Ŝ

 wreszcie po 

zrównowa

Ŝ

eniu niejako obustronnym skłonno

ś

ci do wydawania s

ą

dów wi

ę

cej ju

Ŝ

 

Ŝ

adne 

złe przyzwyczajenie nie sprowadzi mego s

ą

du z drogi wła

ś

ciwego ujmowania (perceptio

rzeczy. Bo przecie

Ŝ

 wiem, 

Ŝ

e nie mo

Ŝ

e st

ą

d wynikn

ąć

 

Ŝ

adne niebezpiecze

ń

stwo ani bł

ą

Ŝ

e nie mog

ę

 w nieufno

ś

ci pój

ść

 za daleko, poniewa

Ŝ

 nie chodzi tu o działanie, lecz tylko 

o poznanie.

Przyjmuj

ę

 wiec, 

Ŝ

e nie najlepszy Bóg, 

ź

ródło prawdy, lecz jaki

ś

 zły duch, bardzo pot

ęŜ

ny 

i przebiegły wszystkie swe siły wyt

ęŜ

ył w tym kierunku, by mnie zwodzi

ć

. B

ę

d

ę

 uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e niebo, powietrze, ziemia, barwy, kształty, d

ź

wi

ę

ki i wszystkie inne rzeczy zewn

ę

trzne 

s

ą

 tylko zwodnicz

ą

 gr

ą

 snów, przy pomocy których zastawił on sidła na m

ą

 

łatwowierno

ść

. B

ę

d

ę

 uwa

Ŝ

ał, 

Ŝ

e ja sam nie mam ani r

ą

k, ani oczu, ani ciała, ani krwi, ani 

Ŝ

adnego zmysłu, lecz 

Ŝ

e mylnie s

ą

dziłem, i

Ŝ

 to wszystko posiadam. B

ę

d

ę

 trwał uparcie 

przy tym rozmy

ś

laniu i w ten sposób, cho

ć

 mo

Ŝ

e nie jest w mojej mocy pozna

ć

 

Ŝ

adnej 

Strona 6 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

prawdy, to jednak b

ę

d

ę

 si

ę

 miał na baczno

ś

ci, 

Ŝ

ebym nie uznawał, o ile to mo

Ŝ

liwe, 

rzeczy fałszywych i 

Ŝ

eby mi ten zwodziciel, chocia

Ŝ

by nie wiem jak pot

ęŜ

ny i przebiegły, 

nie mógł niczego narzuci

ć

. Ale to przedsi

ę

wzi

ę

cie jest pełne trudów i jaka

ś

 bierno

ść

 

prowadzi mnie z powrotem do nawyknie

ń

 

Ŝ

ycia. I nie inaczej jak wi

ę

zie

ń

, który we 

ś

nie 

cieszył si

ę

 wyobra

Ŝ

on

ą

 wolno

ś

ci

ą

, gdy go pó

ź

niej ogarn

ą

 w

ą

tpliwo

ś

ci, czy nie 

ś

pi, 

obawia si

ę

 obudzenia i nie otwiera długo oczu, aby nie spłoszy

ć

 pon

ę

tnych marze

ń

, tak 

te

Ŝ

 i ja dobrowolnie powracam do dawnych mniema

ń

 i l

ę

kam si

ę

 przebudzenia, w 

obawie, aby nast

ę

puj

ą

cej po cichym spoczynku pracowitej jawy nie wypadło mi sp

ę

dzi

ć

 

w nieprzeniknionych ciemno

ś

ciach poruszonych wła

ś

nie trudno

ś

ci, a nie w 

ś

wietle.

MEDYTACJA 

II 

O naturze umysłu ludzkiego. 

ś

e jest on bardziej znany ni

Ŝ

 ciało 

Wczorajsze rozwa

Ŝ

ania pogr

ąŜ

yły mnie w takich w

ą

tpliwo

ś

ciach, 

Ŝ

e nie mog

ę

 o nich 

zapomnie

ć

, ani nie widz

ę

, jakby je nale

Ŝ

ało rozwi

ą

za

ć

, lecz tak dalece straciłem 

równowag

ę

 jak kto

ś

, co wpadłszy nagle w gł

ę

boki wir, ani dna dosi

ę

gn

ąć

, ani te

Ŝ

 na 

powierzchni

ę

 wypłyn

ąć

 nie mo

Ŝ

e. Chc

ę

 jednak wydoby

ć

 si

ę

 z tego i spróbuj

ę

 ponownie 

i

ść

 t

ą

 sam

ą

 drog

ą

, na któr

ą

 wczoraj wkroczyłem. B

ę

d

ę

 si

ę

 mianowicie trzymał z dala od 

wszystkiego, co najmniejsz

ą

 cho

ć

by dopuszcza w

ą

tpliwo

ść

, zupełnie tak samo, jak 

gdybym był stwierdził, 

Ŝ

e jest to zgoła fałszem. B

ę

d

ę

 te

Ŝ

 pod

ąŜ

ał dalej, póki nie poznam 

czego

ś

 pewnego i je

ś

li ju

Ŝ

 nie poznam niczego innego jako pewne, to przynajmniej to, 

Ŝ

nie ma nic pewnego. Aby cał

ą

 ziemi

ę

 poruszy

ć

 z miejsca, 

Ŝą

dał Archimedes tylko punktu, 

który by był stały i nieruchomy; nale

Ŝ

y wi

ę

c oczekiwa

ć

 wielkich rzeczy, je

Ŝ

eli znajd

ę

 

cho

ć

by co

ś

 najmniejszego, co byłoby pewne i niewzruszone.

Zakładam wi

ę

c, 

Ŝ

e wszystko to, co widz

ę

, jest fałszem, wierz

ę

Ŝ

e nie istniało nigdy nic z 

tego, co mi kłamliwa pami

ęć

 przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt, 

rozci

ą

gło

ść

, ruch i miejsce s

ą

 chimerami. Có

Ŝ

 zatem b

ę

dzie prawd

ą

? Mo

Ŝ

e to jedno 

tylko, 

Ŝ

e nie ma nic pewnego.

Lecz sk

ą

d

Ŝ

e wiem, 

Ŝ

e poza tym, co ju

Ŝ

 wymieniłem, nie ma nic innego, o czym w

ą

tpi

ć

 

najmniejszej nie ma przyczyny? Czy

Ŝ

 mo

Ŝ

e istnieje jaki

ś

 Bóg, czy jakiekolwiek mam 

nada

ć

 miano temu, który te wła

ś

nie my

ś

li we mnie wzbudza? Lecz dlaczego mam to 

przypuszcza

ć

, skoro mo

Ŝ

e sam jestem ich sprawc

ą

? Czy

Ŝ

 wi

ę

c przynajmniej ja sam 

czym

ś

 jestem? Zaprzeczyłem ju

Ŝ

 jednak, jakobym posiadał w ogóle jakie

ś

 zmysły i jakie

ś

 

ciało. Tu jednak zatrzymuj

ę

 si

ę

. Bo có

Ŝ

 st

ą

d wynika? Czy

Ŝ

 jestem tak 

ś

ci

ś

le zwi

ą

zany z 

ciałem i zmysłami, 

Ŝ

e bez nich nie mog

ę

 istnie

ć

? Lecz ju

Ŝ

 przyj

ą

łem, 

Ŝ

e nic w 

ś

wiecie nie 

istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czy

Ŝ

 wiec nie przyj

ą

łem, 

Ŝ

e i ja nie 

istniej

ę

? Ja jednak na pewno istniałem, skoro co

ś

 przyj

ą

łem. Lecz istnieje zwodziciel - 

nie wiem, kto nim jest - wszechpot

ęŜ

ny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmy

ś

lnie mnie 

łudzi. Nie ma wiec w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

e istniej

ę

, skoro mnie łudzi! I niechaj

Ŝ

e mnie łudzi, ile 

tylko potrafi, tego jednak nigdy nie doka

Ŝ

e, abym był niczym, tak długo, dopóki my

ś

l

ę

 

sam, 

Ŝ

e czym

ś

 jestem. Tak wi

ę

c po wystarczaj

ą

cym i wyczerpuj

ą

cym rozwa

Ŝ

eniu 

wszystkiego, nale

Ŝ

y na koniec stwierdzi

ć

Ŝ

e to powiedzenie: " Ja jestem, ja istniej

ę

 

musi by

ć

 prawd

ą

, ilekro

ć

 je wypowiadam lub w duchu pomy

ś

l

ę

.

Jednak

Ŝ

e jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który istniej

ę

 

koniecznie; musz

ę

 wi

ę

c uwa

Ŝ

a

ć

, abym przypadkiem czego

ś

 innego nierozwa

Ŝ

nie nie 

wzi

ą

ł za siebie, i tym sposobem nie popadł w bł

ą

d nawet w tym poznaniu, które uwa

Ŝ

am 

za najpewniejsze i najbardziej oczywiste ze wszystkich. Z tego powodu rozwa

Ŝę

 

ponownie, za co si

ę

 dawniej uwa

Ŝ

ałem, zanim nie wszedłem na drog

ę

 tych rozmy

ś

la

ń

; z 

tych dawnych mych pogl

ą

dów usun

ę

 nast

ę

pnie wszystko to, co z przytoczonych 

powodów mogłoby zosta

ć

 w najmniejszym cho

ć

by stopniu podwa

Ŝ

one, tak aby w ko

ń

cu 

pozostało dokładnie to tylko, co jest pewne i niewzruszone.

Strona 7 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

Za có

Ŝ

 si

ę

 tedy dotychczas uwa

Ŝ

ałem? Oczywi

ś

cie za człowieka, lecz czym jest 

człowiek? Mam

Ŝ

e powiedzie

ć

: istot

ą

 

Ŝ

yj

ą

c

ą

 rozumn

ą

? Nie! Gdy

Ŝ

 nast

ę

pnie nale

Ŝ

ałoby 

zapyta

ć

, czym jest istota 

Ŝ

yj

ą

ca i czym rozumna, i w ten sposób zamiast jednego pytania 

stan

ę

łoby przede mn

ą

 kilka pyta

ń

 jeszcze trudniejszych, nie mam za

ś

 tyle wolnego 

czasu, abym go mógł po

ś

wi

ę

ci

ć

 na takie subtelno

ś

ci. Raczej zwróc

ę

 uwag

ę

 na to, co si

ę

 

dawniej my

ś

li mojej samo w sposób naturalny narzucało, ilekro

ć

 rozwa

Ŝ

ałem, czym 

jestem. Otó

Ŝ

 narzucało mi si

ę

 przede wszystkim, ze mam twarz, r

ę

ce, ramiona i cał

ą

 t

ę

 

maszyneri

ę

 członków, jak

ą

 spostrzega si

ę

 te

Ŝ

 u trupa, a któr

ą

 oznaczałem nazw

ą

 ciała; 

narzucało mi si

ę

 dalej, 

Ŝ

e si

ę

 od

Ŝ

ywiam, chodz

ę

, czyj

ę

 i my

ś

l

ę

, które to czynno

ś

ci 

odnosiłem do duszy; lecz czym jest ta dusza, na to b

ą

d

ź

 woale nie zwracałem uwagi, 

b

ą

d

ź

 wyobra

Ŝ

ałem sobie jakie

ś

 nieuchwytne nie wiem co, co

ś

 na kształt wiatru lub ognia, 

lub eteru, co przenika grubsze moje cz

ęś

ci. Co do ciała mego, to nie miałem 

Ŝ

adnych 

w

ą

tpliwo

ś

ci, lecz s

ą

dziłem, 

Ŝ

e znam dokładnie jego natur

ę

, a gdybym przypadkiem 

spróbował j

ą

 opisa

ć

 tak jak j

ą

 w my

ś

li mojej pojmowałem, to tak bym si

ę

 wyraził: przez 

ciało rozumiem wszystko to, co mo

Ŝ

e wypełnia

ć

 przestrze

ń

 w taki sposób, 

Ŝ

e z niej 

wył

ą

cza ka

Ŝ

de inne ciało, co mo

Ŝ

e zosta

ć

 spostrze

Ŝ

one za pomoc

ą

 dotyku, wzroku, 

słuchu, smaku lub zapachu i co mo

Ŝ

e nadto na ró

Ŝ

ne sposoby zosta

ć

 wprawione w ruch, 

wprawdzie nie samo przez si

ę

, ale przez co

ś

 innego, co go dotyka; s

ą

dziłem bowiem, 

Ŝ

posiadanie siły do wprawiania siebie samego w ruch, podobnie jak posiadanie zdolno

ś

ci 

czucia lub my

ś

lenia 

Ŝ

adn

ą

 miar

ą

 nie nale

Ŝ

y do natury ciała; co wi

ę

cej dziwiłem si

ę

 raczej, 

gdy zdolno

ś

ci te w niektórych ciałach znajdowałem. 

Ŝ

 jednak teraz b

ę

dzie, skoro przyjmuj

ę

Ŝ

e zwodziciel jaki

ś

 przepot

ęŜ

ny i - je

ś

li godzi 

si

ę

 tak powiedzie

ć

 - zło

ś

liwy zadaje sobie trudu, aby mnie zwodzi

ć

 we wszystkim, ile 

tylko potrafi? Czy

Ŝ

 mog

ę

 twierdzi

ć

Ŝ

e posiadam cokolwiek b

ą

d

ź

 z tego wszystkiego, o 

czym poprzednio powiedziałem, 

Ŝ

e nale

Ŝ

y do natury ciała? Raz po raz my

ś

l

ę

 o tym z 

uwag

ą

 i niczego takiego nie znajduj

ę

; bezowocnie wysilam si

ę

 powtarzaniem tych 

rozwa

Ŝ

a

ń

.

Lecz có

Ŝ

 z tego posiadam, co przypisywałem duszy, np. jak

Ŝ

e jest z od

Ŝ

ywianiem si

ę

 lub 

chodzeniem? Otó

Ŝ

 skoro ju

Ŝ

 nie mam ciała, to i one nie s

ą

 niczym innym jak tylko 

fikcjami. A jak si

ę

 ma rzecz z czuciem? I ono oczywi

ś

cie nie mo

Ŝ

e si

ę

 dokonywa

ć

 bez 

ciała, a nawet zdawało mi si

ę

Ŝ

e bardzo wiele rzeczy czułem we 

ś

nie, których - jak 

ź

niej si

ę

 przekonałem - nie czułem. A jak jest z my

ś

leniem? Teraz znalazłem! Tak: to 

my

ś

lenie! Ono jedno nie daje si

ę

 ode mnie oddzieli

ć

. Ja jestem, ja istniej

ę

; to jest pewne. 

Jak długo jednak? Oczywi

ś

cie jak długo my

ś

l

ę

; bo mo

Ŝ

e mogłoby si

ę

 zdarzy

ć

Ŝ

gdybym zaprzestał w ogóle my

ś

le

ć

, to natychmiast bym cały przestał istnie

ć

. Teraz 

przyjmuj

ę

 tylko to, co jest koniecznie prawdziwe; jestem, wi

ę

c dokładnie mówi

ą

c tylko 

rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

, to znaczy umysłem (mens) b

ą

d

ź

 duchem (animus) b

ą

d

ź

 rozs

ą

dkiem 

(intellectus) b

ą

d

ź

 rozumem (ratio), wszystko wyrazy o nieznanym mi dawniej znaczeniu. 

Jestem wi

ę

c rzecz

ą

 prawdziw

ą

 i naprawd

ę

 istniej

ą

c

ą

; lecz jak

ą

 rzecz

ą

? Powiedziałem: 

my

ś

l

ą

c

ą

I czym jestem poza tym? Przywołam wyobra

ź

ni

ę

 na pomoc: nie jestem tym układem 

członków, który si

ę

 ciałem ludzkim nazywa; nie jestem te

Ŝ

 subtelnym powietrzem, które 

te członki przenika, ani wiatrem, ani ogniem, ani oparem, ani tchnieniem, ani 
czymkolwiek takim, co bym sobie mógł wyobrazi

ć

; zało

Ŝ

yłem bowiem, 

Ŝ

e to wszystko jest 

niczym. Podtrzymuj

ę

 to zało

Ŝ

enie: a mimo to ja jestem czym

ś

. Ale mo

Ŝ

e przypadkiem to 

wła

ś

nie, o czym przypuszczam, 

Ŝ

e jest niczym, poniewa

Ŝ

 nie jest mi ono znane, w 

rzeczywisto

ś

ci nie ró

Ŝ

ni si

ę

 ode mnie takiego, jakiego znam? Nie wiem tego i o to si

ę

 ju

Ŝ

 

nie spieram; s

ą

d wydawa

ć

 mog

ę

 tylko o tym, co mi jest znane. Wiem, 

Ŝ

e istniej

ę

; pytam 

jednak, kim jestem ja, o którym wiem, ze istniej

ę

. Jest rzecz

ą

 niew

ą

tpliw

ą

Ŝ

e znajomo

ść

 

tego, co tak dokładnie stwierdziłem nie mo

Ŝ

e opiera

ć

 si

ę

 na czym

ś

, o czego istnieniu 

jeszcze nie wiem; a zatem nie mo

Ŝ

e opiera

ć

 si

ę

 na niczym, co unaoczniam sobie w 

wyobra

ź

ni. To wła

ś

nie słowo unaoczniam zwraca mi na bł

ą

d mój uwag

ę

: unaoczniałbym 

Strona 8 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

bowiem w rzeczy samej, gdybym sobie wyobraził siebie jako co

ś

, bo wyobra

Ŝ

a

ć

 sobie, to 

nic innego jak ogl

ą

da

ć

 posta

ć

 lub obraz rzeczy cielesnej. Tymczasem wiem ju

Ŝ

 na 

pewno, 

Ŝ

e istniej

ę

, a równocze

ś

nie wiem, 

Ŝ

e jest mo

Ŝ

liwe, i

Ŝ

 wszystkie te obrazy i w 

ogóle wszystko, co odnosi si

ę

 do natury ciała nie jest niczym innym jak tylko sennym 

widziadłem. Zdawszy sobie z tego spraw

ę

, widz

ę

Ŝ

e niemniej niedorzecznie post

ą

piłem 

mówi

ą

c "przywołam wyobra

ź

ni

ę

 na pomoc, aby dokładniej pozna

ć

 kim jestem", jak 

gdybym powiedział "wprawdzie ju

Ŝ

 si

ę

 obudziłem i widz

ę

 co

ś

 nie co

ś

 prawdziwego, lecz 

poniewa

Ŝ

 jeszcze nie widz

ę

 z dostateczn

ą

 oczywisto

ś

ci

ą

, postaram si

ę

 zasn

ąć

, aby mi to 

sen bardziej prawdziwie i bardziej oczywi

ś

cie przedstawił". Poznaj

ę

 wiec, 

Ŝ

e nic z tego, 

co mógłbym przy pomocy wyobra

ź

ni uchwyci

ć

 nie nale

Ŝ

y do tego poj

ę

cia, które mam o 

sobie, 

Ŝ

e umysł swój powinienem jak najstaranniej odwróci

ć

 od tych spraw, je

Ŝ

eli ma on 

sw

ą

 własn

ą

 natur

ę

 jak najwyra

ź

niej uj

ąć

Czym

Ŝ

e wi

ę

c jestem? Rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

; ale co to jest? Jest to rzecz, która w

ą

tpi, pojmuje, 

twierdzi. przeczy, chce, nie chce, a tak

Ŝ

e wyobra

Ŝ

a sobie i czuje. 

Zaiste niemało tego jest, je

ś

li to wszystko miałoby do mnie nale

Ŝ

e

ć

. Lecz dlaczegó

Ŝ

by 

nie miało nale

Ŝ

e

ć

? Czy

Ŝ

 to nie ja sam jestem tym, który w

ą

tpi prawie o wszystkim, który 

jednak co

ś

 nieco

ś

 ju

Ŝ

 rozumie, który o jednych rzeczach twierdzi, 

Ŝ

e s

ą

 prawdziwe, 

innym zaprzecza, który pragnie wi

ę

cej wiedzie

ć

, nie chce si

ę

 da

ć

 zwodzi

ć

, który wiele, 

chocia

Ŝ

 wbrew woli, sobie wyobra

Ŝ

a, a tak

Ŝ

e wiele, jak gdyby od zmysłów 

pochodz

ą

cego, spostrzega. Niechbym stale spał, niechby tak

Ŝ

e mój stwórca zwodził 

mnie, ile tylko potrafi, czy cokolwiek z tego nie jest równie prawdziwe, jak to, 

Ŝ

e istniej

ę

Ŝ

 z tego ró

Ŝ

niłoby si

ę

 od mojej 

ś

wiadomo

ś

ci (cogitatio)? O czym

Ŝ

e z tego mo

Ŝ

na by 

powiedzie

ć

Ŝ

e jest ode mnie samego oddzielone? Bo to, 

Ŝ

e ja jestem tym, który w

ą

tpi, 

rozumie, chce, jest tak oczywiste, 

Ŝ

e przez nic innego oczywistszym sta

ć

 si

ę

 nie mo

Ŝ

e. 

Ale to przecie

Ŝ

 ten sam ja jestem, który sobie wyobra

Ŝ

a, bo mo

Ŝ

e wprawdzie - jak to 

zało

Ŝ

yłem - 

Ŝ

adna zgoła rzecz wyobra

Ŝ

ona nie jest prawdziwa, ale sama zdolno

ść

 

wyobra

Ŝ

ania rzeczywi

ś

cie istnieje i stanowi cz

ęść

 mojej 

ś

wiadomo

ś

ci. W ko

ń

cu to ten 

sam ja jestem, który czuj

ę

, czyli który rzeczy cielesne jakby za pomoc

ą

 zmysłów 

spostrzegam. Widz

ę

 wszak oczywi

ś

cie 

ś

wiatło, słysz

ę

 hałas, czuj

ę

 ciepło. - Ale

Ŝ

 to 

wszystko jest fałszem! Przecie

Ŝ

 

ś

pi

ę

! Jednak

Ŝ

e na pewno wydaje mi si

ę

 przynajmniej, 

Ŝ

widz

ę

Ŝ

e słysz

ę

Ŝ

e czuj

ę

 ciepło. To nie mo

Ŝ

e by

ć

 fałszem, to jest wła

ś

nie tym, co si

ę

 we 

mnie czuciem nazywa, to za

ś

 czucie, tak wła

ś

nie rozumiane, nie jest niczym innym jak 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

 (cogitare).

Na podstawie tego zaiste zaczynam znacznie lepiej poznawa

ć

, kim jestem. Lecz jednak 

dot

ą

d mi si

ę

 wydaje i nie mog

ę

 si

ę

 powstrzyma

ć

 od mniemania, 

Ŝ

e rzeczy cielesne, 

których obrazy kształtuje 

ś

wiadomo

ść

 i które same zmysły nasze badaj

ą

, znacznie 

wyra

ź

niej si

ę

 poznaje ni

Ŝ

 to nie wiadomo co we mnie, co nie daje si

ę

 wyobrazi

ć

. Chocia

Ŝ

 

to jednak dziwne, 

Ŝ

e wyra

ź

niej pojmuj

ę

 rzeczy, o których stwierdzam, 

Ŝ

e s

ą

 w

ą

tpliwe, 

nieznane, obce mi, ni

Ŝ

 to, co jest prawdziwe, co poznane, ni

Ŝ

 jednym słowem siebie 

samego. Ale widz

ę

 ju

Ŝ

, jak si

ę

 ma sprawa, mój umysł rad bł

ą

dzi i nie znosi jeszcze 

zacie

ś

nienia przez granice prawdy. Niech

Ŝ

e wi

ę

c b

ę

dzie; zwolnijmy mu jeszcze raz jak 

najbardziej cugli, 

Ŝ

eby 

ś

ci

ą

gn

ą

wszy je niebawem we wła

ś

ciwej chwili łatwiej było nim 

kierowa

ć

.

Rozwa

Ŝ

my te przedmioty, które powszechnie uchodz

ą

 za najwyra

ź

niej ze wszystkich 

pojmowane. S

ą

 to ciała, których dotykamy, które widzimy. Nie idzie tu o ciała w ogóle, te 

bowiem ogólne poj

ę

cia (perceptio) bywaj

ą

 znacznie bardziej niejasne, lecz o jakie

ś

 ciało 

konkretne. We

ź

my np. ten wosk; 

ś

wie

Ŝ

o został uzyskany z plastra i jeszcze nie stracił 

całkiem smaku swego miodu, ma w sobie jeszcze troch

ę

 zapachu kwiatów, z których 

został zebrany; jego barwa, kształt, wielko

ść

 s

ą

 widoczne: jest twardy, zimny, mo

Ŝ

na go 

łatwo dotkn

ąć

 i gdy stukn

ąć

 we

ń

 palcem wydaje d

ź

wi

ę

k. Jednym słowem posiada 

wszystko, co zdaje si

ę

 by

ć

 potrzebne, aby jakie

ś

 ciało mogło zosta

ć

 jak najwyra

ź

niej 

Strona 9 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

poznane. Ale oto, w czasie, gdy to mówi

ę

, przybli

Ŝ

a si

ę

 wosk do ognia, traci resztki 

smaku, zapach ulatuje, barwa si

ę

 zmienia, kształt znika, rozmiary rosn

ą

, wosk staje si

ę

 

płynny, gor

ą

cy, ledwo go dotkn

ąć

 mo

Ŝ

na i ju

Ŝ

, je

ś

li we

ń

 stuka

ć

, nie wydaje d

ź

wi

ę

ku. 

Czy

Ŝ

 to jest dalej ten sam wosk? Trzeba przyzna

ć

Ŝ

e ten sam, nikt temu nie przeczy, 

nikt inaczej nie my

ś

li. Có

Ŝ

 to wi

ę

c było w tym wosku, co tak wyra

ź

nie si

ę

 pojmowało? Na 

pewno nic z tego, co mi było dane przez zmysły, cokolwiek bowiem podpadało b

ą

d

ź

 pod 

zmysł smaku, b

ą

d

ź

 zapachu, b

ą

d

ź

 wzroku, b

ą

d

ź

 dotyku, b

ą

d

ź

 słuchu uległo ju

Ŝ

 zmianie: 

a tymczasem wosk pozostaje.

Mo

Ŝ

e to to było, co teraz my

ś

l

ę

, mianowicie 

Ŝ

e wosk sam nie był t

ą

 słodycz

ą

 miodu ani t

ą

 

woni

ą

 kwiatów, ani t

ą

 biel

ą

, ani kształtem, ani d

ź

wi

ę

kiem, lecz ciałem, które mi si

ę

 

przedtem ujawniało w ten sposób a teraz w inny. Lecz czym dokładnie jest to, co tak 
sobie wyobra

Ŝ

am? Zwró

ć

my baczn

ą

 uwag

ę

 i usun

ą

wszy to wszystko, co do wosku nie 

nale

Ŝ

y, przyjrzyjmy si

ę

, co pozostaje; otó

Ŝ

 nic innego, jak tylko co

ś

 rozci

ą

głego, gi

ę

tkiego 

i zmiennego. Ale co to jest to: gi

ę

tkie i zmienne? Czy

Ŝ

 to, 

Ŝ

e sobie wyobra

Ŝ

am, i

Ŝ

 ten 

wosk mo

Ŝ

e przej

ść

 z kształtu okr

ą

głego do kwadratowego, a od tego do trójk

ą

tnego? 

ś

adn

ą

 miar

ą

, albowiem pojmuj

ę

 ten wosk jako zdolny do niezliczonej ilo

ś

ci takich zmian, 

nie mog

ę

 za

ś

 przebiec w wyobra

ź

ni niezliczonej ilo

ś

ci, a zatem poj

ę

cie to nie powstaje 

dzi

ę

ki zdolno

ś

ci wyobra

Ŝ

ania. A co to jest to: rozci

ą

głe? Czy

Ŝ

 mo

Ŝ

e i ta rozci

ą

gło

ść

 jego 

jest mi nieznana? Albowiem w topi

ą

cym si

ę

 wosku staje si

ę

 ona wi

ę

ksza, jeszcze 

wi

ę

ksza we wrz

ą

cym i jeszcze wi

ę

ksza, gdy ciepło dalej wzrasta; i nie os

ą

dzałbym 

słusznie, czym jest wosk, gdybym nie mniemał, 

Ŝ

e mo

Ŝ

e on co do rozci

ą

gło

ś

ci ulega

ć

 

liczniejszym zmianom, ani

Ŝ

eli kiedykolwiek wyobra

ź

ni

ą

 sw

ą

 ogarn

ą

łem. Nic mi wi

ę

innego nie pozostaje, jak przyzna

ć

Ŝ

e nie mog

ę

 sobie wyobrazi

ć

, czym jest ten wosk, 

lecz tylko rozumem (mente) uj

ąć

. Mówi

ę

 to o konkretnym kawałku wosku, o wosku w 

ogóle jest to jeszcze bardziej jasne. Ale czym jest ten wosk, który tylko rozumem ujmuj

ę

Oczywi

ś

cie jest on tym samym woskiem, co ten, który widz

ę

, którego dotykam, który 

sobie wyobra

Ŝ

am, jednym słowem tym samym, który miałem od pocz

ą

tku na my

ś

li. A 

jednak nale

Ŝ

y stwierdzi

ć

Ŝ

e jego uj

ę

cie (perceptio) nie polega i nigdy nie polegało ani na 

widzeniu, ani na czuciu dotykiem, ani w ogóle na 

Ŝ

adnym wyobra

Ŝ

eniu, jakkolwiek 

pierwotnie si

ę

 tak zdawało, lecz polega na wgl

ą

dzie samego rozumu (mentis), który 

mo

Ŝ

e by

ć

 niedoskonały i niejasny, jak to te

Ŝ

 było pierwotnie, albo jasny i wyra

ź

ny, jak to 

jest teraz, zale

Ŝ

nie od tego, czy mniej, czy te

Ŝ

 bardziej bacznie zwracam uwag

ę

 na jego 

składniki.

Tymczasem a

Ŝ

 dziwne mi, 

Ŝ

e rozum mój tak bardzo skłonny jest do bł

ę

du, bo chocia

Ŝ

 

rozwa

Ŝ

ania me prowadz

ę

 w milczeniu, nie wydaj

ą

c głosu, to jednak id

ę

 za słowami i 

niewiele brakuje, 

Ŝ

ebym si

ę

 dał uwie

ść

 przez zwykły sposób mówienia: mówimy bowiem, 

Ŝ

e widzimy sam wosk, gdy jest on przed nami, a nie, 

Ŝ

e s

ą

dzimy na podstawie barwy i 

kształtu, 

Ŝ

e jest on obecny, A z tego skłonny byłbym zaraz wyprowadzi

ć

 wniosek, 

Ŝ

poznaj

ę

 wosk przez działanie wzroku, a nie przez wgl

ą

d rozumu. Lecz oto spostrzegam 

przez okno ludzi  przechodz

ą

cych ulic

ą

. O nich te

Ŝ

 tak samo jak o wosku zwykle mówi

ę

Ŝ

e ich widz

ę

. Có

Ŝ

 jednak naprawd

ę

 widz

ę

 prócz czapek i szat, pod którymi mogłyby si

ę

 

ukrywa

ć

 automaty, lecz s

ą

dz

ę

Ŝ

e to s

ą

 ludzie. W taki to sposób, to co zdawało mi si

ę

, i

Ŝ

 

widz

ę

 oczami, pojmuj

ę

 tylko za pomoc

ą

 zdolno

ś

ci wydawania s

ą

dów, która nale

Ŝ

y do 

mego rozumu.

Lecz poniewa

Ŝ

 pragn

ę

 by

ć

 m

ą

drzejszy ni

Ŝ

 pospólstwo, powinienem si

ę

 wstydzi

ć

Ŝ

szukam powodu do w

ą

tpliwo

ś

ci w sposobie wyra

Ŝ

ania si

ę

 wynalezionym przez 

pospólstwo. Chod

ź

my wi

ę

c dalej i zwró

ć

my na to uwag

ę

, czy doskonalej i oczywi

ś

ciej 

ujmowałem, czym jest wosk, gdy go pierwotnie ujrzałem i s

ą

dziłem, 

Ŝ

e go poznaj

ę

 przy 

pomocy samego zmysłu zewn

ę

trznego, albo mo

Ŝ

e przy pomocy tzw. zmysłu ogólnego, tj. 

przy pomocy zdolno

ś

ci do wyobra

Ŝ

ania, czy te

Ŝ

 raczej teraz, gdy starannie zbadałem 

zarówno, czym wosk jest, jak te

Ŝ

 w jaki sposób go si

ę

 poznaje. Oczywi

ś

cie nie miałoby 

sensu mie

ć

 co do tego w

ą

tpliwo

ś

ci. Có

Ŝ

 bowiem było wyra

ź

nego w pierwszym sposobie 

Strona 10 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

ujmowania, co w nim było takiego, czego by - jak si

ę

 zdaje - nie mogło mie

ć

 jakiekolwiek 

zwierz

ę

? Tymczasem, gdy odró

Ŝ

niam wosk od jego zewn

ę

trznych form i jakby nagi po 

zdarciu ze

ń

 szat rozwa

Ŝ

am, to chocia

Ŝ

bym mo

Ŝ

e dot

ą

d w s

ą

dzie swym si

ę

 mylił, 

przecie

Ŝ

 nie mógłbym wosku w taki sposób ujmowa

ć

 (percipere), nie maj

ą

c rozumu 

(mens) ludzikiego.

Ŝ

 jednak powiem o samym tym umy

ś

le (mens), czyli o sobie samym, dotychczas 

bowiem nie przyjmuj

ę

, aby we mnie prócz umysłu było co

ś

 innego. Có

Ŝ

 - powiadam - ja, 

który, jak si

ę

 wydaje, tak wyra

ź

nie ujmuj

ę

 ten wosk, czy

Ŝ

 nie poznaj

ę

 siebie samego nie 

tylko o wiele bardziej prawdziwie, o wiele bardziej pewnie, lecz tak

Ŝ

e bardziej wyra

ź

nie i 

oczywi

ś

cie? Albowiem je

ś

li s

ą

dz

ę

Ŝ

e wosk istnieje na tej podstawie, 

Ŝ

e go widz

ę

, to z 

tego samego, 

Ŝ

e wosk ten widz

ę

, znacznie oczywisciej wynika, 

Ŝ

e ja sam te

Ŝ

 istniej

ę

. Bo 

mo

Ŝ

e tak by

ć

Ŝ

e to, co widz

ę

, nie jest naprawd

ę

 woskiem, mo

Ŝ

e te

Ŝ

 by

ć

Ŝ

e nawet oczu 

nie mam, którymi bym cokolwiek widział; ale jest rzecz

ą

 zupełnie niemo

Ŝ

liw

ą

, i

Ŝ

bym, 

skoro widz

ę

 lub (czego, na razie nie odró

Ŝ

niam) my

ś

l

ę

 (cogitare), 

Ŝ

e widz

ę

, ja sam 

my

ś

l

ą

cy nie był czym

ś

. Podobnie je

ś

li s

ą

dz

ę

Ŝ

e wosk jest, na tej podstawie, 

Ŝ

e go 

dotykam, to wynika znowu z tego to samo, mianowicie 

Ŝ

e ja jestem; je

ś

li s

ą

dz

ę

 tak na tej 

podstawie, 

Ŝ

e go sobie wyobra

Ŝ

am lub na jakiejkolwiek innej podstawie, to rzecz ma si

ę

 

oczywi

ś

cie tak samo. Te same jednak uwagi, które odniosłem do wosku daj

ą

 si

ę

 

zastosowa

ć

 do wszystkiego, co znajduje si

ę

 poza mn

ą

. A dalej, je

ś

li si

ę

 wydaje, 

Ŝ

e uj

ę

cie 

wosku jest wyra

ź

niejsze, gdy stało mi si

ę

 znanym nie tylko dzi

ę

ki samemu wzrokowi lub 

dotykowi, lecz dzi

ę

ki wi

ę

kszej liczbie przyczyn, to ile

Ŝ

 bardziej wyra

ź

nie, - trzeba to 

przyzna

ć

 - poznaj

ę

 sam siebie samego, skoro nie ma 

Ŝ

adnych racji, która mogłaby si

ę

 

przyczyni

ć

 do uj

ę

cia wosku lub jakiegokolwiek innego ciała, a które by zarazem nie 

wykazywały lepiej natury mojego umysłu. Lecz prócz tego jest te

Ŝ

 i wiele innych rzeczy w 

samym umy

ś

le, na podstawie których mo

Ŝ

na doj

ść

 do bardziej wyra

ź

nego jego poznania 

(notitia), tak i

Ŝ

 to, co ciało do tego poznania dodaje, prawie nie wchodzi - jak si

ę

 zdaje - w 

rachub

ę

.

Tak oto wreszcie doszedłem sam tam, dok

ą

d chciałem. Skoro bowiem ju

Ŝ

 wiem, 

Ŝ

samych ciał nie ujmuj

ę

 wła

ś

ciwie za pomoc

ą

 zmysłów albo za pomoc

ą

 zdolno

ś

ci 

wyobra

Ŝ

ania, lecz za pomoc

ą

 samego rozumu (intellectu), i 

Ŝ

e nie dzi

ę

ki temu si

ę

 je 

ujmuje (percipi), 

Ŝ

e si

ę

 ich dotyka albo 

Ŝ

e si

ę

 je widzi, lecz tylko dzi

ę

ki temu, 

Ŝ

e si

ę

 je 

rozumowo pojmuje (intelligantur), to poznaj

ę

 jasno, 

Ŝ

e niczego łatwiej lub oczywi

ś

ciej 

uj

ąć

 (percipi) nie mog

ę

 ni

Ŝ

 własny mój umysł. Poniewa

Ŝ

 jednak przyzwyczajenie nie 

mo

Ŝ

e tak szybko pozby

ć

 si

ę

 zadawnionych pogl

ą

dów, b

ę

dzie dobrze, je

ś

li si

ę

 przy tym 

zatrzymam, aby si

ę

 to nowe poznanie, przez dłu

Ŝ

sze rozpami

ę

tywanie, gł

ę

biej wryło w 

m

ą

 pami

ęć

.

MEDYTACJA III

 

O istnieniu Boga 

Zamkn

ę

 teraz oczy i zatkam uszy, odwróc

ę

 wszystkie zmysły, usun

ę

 te

Ŝ

 wszystkie 

obrazy rzeczy cielesnych z mojej 

ś

wiadomo

ś

ci lub raczej, poniewa

Ŝ

 si

ę

 to prawie nie da 

uskuteczni

ć

, nie b

ę

d

ę

 im przypisywał 

Ŝ

adnej warto

ś

ci, jako czczym i fałszywym. B

ę

d

ę

 

usiłował, mówi

ą

c tylko ze sob

ą

 i wgl

ą

daj

ą

c gł

ę

biej w siebie samego, sta

ć

 si

ę

 sam sobie 

zwolna lepiej znanym i bli

Ŝ

szym. Jestem rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

 (cogitans), to znaczy rzecz

ą

która w

ą

tpi, twierdzi, zaprzecza, która niewiele rozumie, a wiele rzeczy nie wie, chce, nie 

chce, a tak

Ŝ

e wyobra

Ŝ

a sobie i czuje. Chocia

Ŝ

 wiec - jak to ju

Ŝ

 wy

Ŝ

ej zauwa

Ŝ

yłem - to, co 

czuj

ę

, lub co sobie wyobra

Ŝ

am, nie jest mo

Ŝ

e poza mn

ą

 niczym, to jednak jestem tego 

pewny, 

Ŝ

e te sposoby my

ś

lenia, które nazywam czuciami lub wyobra

Ŝ

eniami, o tyle, o ile 

s

ą

 tylko jakimi

ś

 sposobami my

ś

lenia (cogitandi), istniej

ą

 we mnie.

Strona 11 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawd

ę

, albo 

przynajmniej to, o czym dot

ą

d stwierdziłem, 

Ŝ

e wiem. Teraz pragn

ę

 pilniej rozpatrzy

ć

, czy 

mo

Ŝ

e jest we mnie jeszcze co

ś

 innego, czego dot

ą

d nie zauwa

Ŝ

yłem.

Wiem to na pewno, 

Ŝ

e jestem istot

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

 - czy

Ŝ

 wi

ę

c wiem tak

Ŝ

e, czego na to 

potrzeba, abym był czego

ś

 pewny? Otó

Ŝ

 w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, 

jak pewne jasne i wyra

ź

ne uj

ę

cie tego, co twierdz

ę

. Nie wystarczyłoby to zaiste do tego, 

aby mnie upewni

ć

 o prawdziwo

ś

ci jakiej

ś

 rzeczy, gdyby si

ę

 mogło kiedy

ś

 zdarzy

ć

Ŝ

eby 

co

ś

, co tak jasno i wyra

ź

nie ujmuj

ę

, było fałszem. Widz

ę

 zatem, 

Ŝ

e mog

ę

 jako ogóln

ą

 

zasad

ę

 ustanowi

ć

Ŝ

e wszystko to jest prawd

ą

, co całkowicie jasno i wyra

ź

nie ujmuj

ę

.

Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewnych i oczywistych, 
o których si

ę

 pó

ź

niej przekonałem, 

Ŝ

e s

ą

 w

ą

tpliwe. Có

Ŝ

 to były za rzeczy? Oto ziemia, 

niebo, gwiazdy i wszystko to, co mi dawały zmysły. Có

Ŝ

 z nich jednak jasno ujmowałem? 

Otó

Ŝ

 to, 

Ŝ

e idee takich rzeczy, czyli my

ś

li (cogitationes) u

ś

wiadamiały si

ę

 memu 

umysłowi. Lecz i teraz nie zaprzeczam temu, 

Ŝ

e owe idee s

ą

 we mnie. Było to jednak co

ś

 

innego, co utrzymywałem i o czym - przyzwyczaiwszy si

ę

 wierzy

ć

 w to - s

ą

dziłem, 

Ŝ

jasno ujmuj

ę

, czego jednak w istocie tak nie ujmowałem. Utrzymywałem mianowicie, 

Ŝ

s

ą

 jakie

ś

 rzeczy poza mn

ą

, od których owe idee pochodz

ą

 i do których idee te s

ą

 

całkowicie podobne. W tym to wła

ś

nie albo si

ę

 myliłem, albo te

Ŝ

, je

ś

li s

ą

d mój był 

prawdziwy, nie przypadało mu to w udziale dzi

ę

ki sile mojego spostrze

Ŝ

enia (perceptio).

A jak

Ŝ

e to było, gdy w arytmetyce lub w geometrii rozpatrywałem co

ś

 bardzo prostego i 

łatwego, jak np. 

Ŝ

e dwa i trzy dodane do siebie daj

ą

 pi

ęć

 - lub co

ś

 podobnego; czy 

przynajmniej tego nie widziałem do

ść

 wyra

ź

nie na to, by stwierdzi

ć

Ŝ

e jest prawda? 

S

ą

dziłem wprawdzie pó

ź

niej, ze nale

Ŝ

y o twierdzeniach tych w

ą

tpi

ć

, z tego tylko powodu, 

Ŝ

e przyszło mi na my

ś

l, i

Ŝ

 mo

Ŝ

e jaki

ś

 Bóg tak

ą

 mi mógł da

ć

 natur

ę

Ŝ

e myliłbym si

ę

 tak

Ŝ

w tych sprawach, które wydaj

ą

 si

ę

 najoczywistszymi. Lecz ilekro

ć

 natrafiam na ten 

przyj

ę

ty z góry pogl

ą

d o wszechmocy Boga, tylekro

ć

 musz

ę

 przyzna

ć

Ŝ

e je

ś

liby chciał, to 

mogliby z łatwo

ś

ci

ą

 sprawi

ć

, i

Ŝ

bym bł

ą

dził tak

Ŝ

e i w tych sprawach, o których s

ą

dz

ę

Ŝ

je jak najoczywi

ś

ciej widz

ę

 oczyma duszy (mentis). Ilekro

ć

 jednak zwracam si

ę

 do 

samych rzeczy, o których s

ą

dz

ę

Ŝ

e je bardzo jasno ujmuj

ę

, tylekro

ć

 tak całkowicie daj

ę

 

im si

ę

 przekona

ć

Ŝ

e mimo woli wypowiadam te słowa: Niech

Ŝ

e mnie zwodzi, kto mo

Ŝ

e! 

Nie sprawi on tego nigdy, abym był sam niczym, jak długo b

ę

d

ę

 

ś

wiadom (cogitabo) tego, 

Ŝ

e czym

ś

 jestem, ani tego, 

Ŝ

eby kiedy

ś

 było prawd

ą

Ŝ

e nigdy nie istniałem, gdy ju

Ŝ

 jest 

prawd

ą

Ŝ

e istniej

ę

, albo tego, 

Ŝ

eby dwa dodane do trzech było wi

ę

cej lub mniej ni

Ŝ

 pi

ęć

lub czego

ś

 takiego, w czym oczywi

ś

cie poznaj

ę

 jawn

ą

 sprzeczno

ść

.

Poniewa

Ŝ

 za

ś

 na pewno nie mam 

Ŝ

adnego powodu do przyj

ę

cia, 

Ŝ

e jaki

ś

 Bóg jest 

zwodzicielem, ani nawet dot

ą

d nie wiem dostatecznie, czy w ogóle jaki

ś

 Bóg istnieje, 

przeto bardzo słaby i - 

Ŝ

e tak powiem - metafizyczny jest na tym tylko mniemaniu oparty 

powód do w

ą

tpienia. Aby jednak i ten powód usun

ąć

, winienem rozpatrzy

ć

, gdy tylko 

zdarzy si

ę

 sposobno

ść

, czy istnieje Bóg i czy, je

ś

li istnieje, mo

Ŝ

e by

ć

 zwodzicielem; jak 

długo bowiem nie wiem tego, to nie wydaje mi si

ę

, bym mógł kiedykolwiek by

ć

 całkiem 

pewny w odniesieniu do jakiejkolwiek innej rzeczy.

Teraz jednak - jak si

ę

 zdaje - porz

ą

dek wymaga, abym przede wszystkim wszystkie moje 

prze

Ŝ

ycia 

ś

wiadome (cogitationes) podzielił na pewne rodzaje i zbadał, w których z nich 

wła

ś

ciwie jest zawarta prawda lub fałsz. Niektóre z nich s

ą

 jak gdyby obrazami rzeczy i 

tym tylko wła

ś

ciwie przysługuje nazwa idei, gdy np. przedstawiam sobie (cogito

człowieka, chimer

ę

, niebo, anioła, Boga. Inne jednak maj

ą

 jak

ąś

 inn

ą

 jeszcze form

ę

; gdy 

np. chc

ę

, gdy si

ę

 boj

ę

, gdy twierdz

ę

, gdy przecz

ę

, wtedy wprawdzie zawsze ujmuj

ę

 jak

ąś

 

rzecz jako przedmiot (subiectum) mojej 

ś

wiadomo

ś

ci, lecz tak

Ŝ

e obejmuj

ę

 prze

Ŝ

yciem 

ś

wiadomym co

ś

 wi

ę

cej ni

Ŝ

 podobie

ń

stwo do tej rzeczy. Z nich jedne nazywaj

ą

 si

ę

 

chceniami albo uczuciami, drugie za

ś

 s

ą

dami.

Strona 12 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

Co si

ę

 za

ś

 tyczy idei, to nie mog

ą

 one wła

ś

ciwie by

ć

 fałszywe, je

Ŝ

eli si

ę

 je rozwa

Ŝ

a same 

w sobie, a nie w odniesieniu do czego

ś

 innego; bo czy sobie wyobra

Ŝ

am koz

ę

 czy 

chimer

ę

, to niemniej prawd

ą

 jest, 

Ŝ

e sobie wyobra

Ŝ

am pierwsz

ą

, jak to, 

Ŝ

e sobie 

wyobra

Ŝ

am drug

ą

. Nie nale

Ŝ

y si

ę

 te

Ŝ

 obawia

ć

 fałszu w samym akcie woli czy w 

uczuciach; bo cho

ć

bym mógł pragn

ąć

 czego

ś

 niedorzecznego, a nawet czego

ś

, czego w 

ogóle nigdzie nie ma - to niemniej jest prawd

ą

Ŝ

e ja tego pragn

ę

. Pozostaj

ą

 wi

ę

c jedynie 

s

ą

dy jako dziedzina, w której musz

ę

 si

ę

 strzec przed bł

ę

dem. Zasadniczy za

ś

 i 

najcz

ęś

ciej spotykany bł

ą

d, jaki mógłby si

ę

 w nich znale

źć

, polega na tym, 

Ŝ

e s

ą

dz

ę

, i

Ŝ

 

idee, które s

ą

 we mnie, s

ą

 podobne albo zgodne z jakimi

ś

 rzeczami znajduj

ą

cymi si

ę

 

poza mn

ą

. Gdybym natomiast same idee rozwa

Ŝ

ał jako pewn

ą

 odmian

ę

 (modus) mego 

prze

Ŝ

ycia 

ś

wiadomego (cogitationis), a nie odnosiłbym ich do czego

ś

 innego, to z 

pewno

ś

ci

ą

 nie mogłyby mi da

ć

 powodu do popełnienia bł

ę

du.

Z tych za

ś

 idei jedne wydaj

ą

 mi si

ę

 by

ć

 wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie 

samego urobione. Bo, 

Ŝ

e rozumiem, co to jest rzecz, co prawda, co prze

Ŝ

ycie 

ś

wiadome 

(cogitatio) - to - jak mi si

ę

 zdaje - mam nie sk

ą

din

ą

d, jak od samej mojej natury. 

ś

e za

ś

 

teraz słysz

ę

 hałas, widz

ę

 sło

ń

ce, czuj

ę

 ciepło ognia, to - jak dotychczas s

ą

dziłem - 

pochodzi od jakich

ś

 rzeczy poza mn

ą

 si

ę

 znajduj

ą

cych. A wreszcie syreny, hipogryfy itip. 

s

ą

 urobione przeze mnie samego. Ale mog

ę

 te

Ŝ

 mo

Ŝ

e uwa

Ŝ

a

ć

 wszystkie idee za nabyte, 

albo te

Ŝ

 wszystkie za wrodzone, albo wszystkie za urobione przeze mnie samego; nie 

zdałem sobie jeszcze bowiem jasno sprawy, sk

ą

d one naprawd

ę

 pochodz

ą

.

Tu jednak nale

Ŝ

y si

ę

 zaj

ąć

 przede wszystkim tymi ideami, które - jak s

ą

dz

ę

 - pochodz

ą

 

jakoby od rzeczy istniej

ą

cych na zewn

ą

trz mnie [i zbada

ć

], jaka racja skłania mnie do 

tego, 

Ŝ

ebym je uwa

Ŝ

ał za podobne do tych rzeczy. Otó

Ŝ

 wydaje mi si

ę

Ŝ

e poucza mnie o 

tym natura, a dalej wiem z do

ś

wiadczenia, 

Ŝ

e idee te nie zale

Ŝą

 od mojej woli, a tym 

samym ode mnie samego, cz

ę

sto bowiem narzucaj

ą

 mi si

ę

 wbrew woli; tak np. czy chc

ę

czy nie chc

ę

, czuj

ę

 ciepło i dlatego s

ą

dz

ę

Ŝ

e wra

Ŝ

enie to, czyli idea ciepła przychodzi do 

mnie od rzeczy ró

Ŝ

nej ode mnie, mianowicie od ciepła ognia, przy którym siedz

ę

Najoczywi

ś

ciej te

Ŝ

 narzuca si

ę

 s

ą

d, 

Ŝ

e rzecz owa przekazuje mi raczej swoj

ą

 podobizn

ę

ni

Ŝ

 cokolwiek innego.

Czy racje te s

ą

 dostatecznie mocne? Rozpatrz

ę

 to teraz. Gdy tu mówi

ę

Ŝ

e poucza mnie 

o tym natura, to rozumiem przez to tylko, 

Ŝ

e jaki

ś

 p

ę

d samorzutny popycha mnie do tej 

wiary, a nie, jakoby mi si

ę

 to okazywało prawd

ą

 dzi

ę

ki jakiemu

ś

 

ś

wiatłu przyrodzonemu 

(lumen naturale). A to s

ą

 rzeczy bardzo ró

Ŝ

ne. Wszystko bowiem, co mi si

ę

 ujawnia 

przez 

ś

wiatło przyrodzone (jak np. 

Ŝ

e st

ą

d, i

Ŝ

 w

ą

tpi

ę

, wynika, 

Ŝ

e istniej

ę

 itp.), 

Ŝ

adn

ą

 

miar

ą

 nie mo

Ŝ

e podlega

ć

 w

ą

tpliwo

ś

ci, poniewa

Ŝ

 nie mo

Ŝ

e istnie

ć

 

Ŝ

adna inna władza 

poznawcza, której bym w tym samym stopniu ufał jak owemu 

ś

wiatłu i która mogłaby 

mnie pouczy

ć

Ŝ

e to nie jest prawd

ą

. Co si

ę

 za

ś

 tyczy pop

ę

dów naturalnych, to ju

Ŝ

 

niejednokrotnie dawniej doszedłem do wniosku, 

Ŝ

e mnie popychały do zła, kiedy chodziło 

o wybór mi

ę

dzy złem a dobrem. Nie widz

ę

 wi

ę

c, dlaczego miałbym im bardziej ufa

ć

 w 

jakiejkolwiek innej sprawie. 

A dalej, chocia

Ŝ

 owe idee nie s

ą

 zale

Ŝ

ne od mojej woli, to nie wynika z tego, 

Ŝ

e musz

ą

 

pochodzi

ć

 od rzeczy znajduj

ą

cych si

ę

 poza mn

ą

. Tak bowiem jak owe pop

ę

dy, o których 

przed chwil

ą

 mówiłem, 

Ŝ

e chocia

Ŝ

 s

ą

 we mnie, to wydaj

ą

 si

ę

 czym

ś

 ró

Ŝ

nym od woli, tak 

mo

Ŝ

e jest jeszcze we mnie jaka

ś

 inna zdolno

ść

, nie do

ść

 mi jeszcze znana, która 

stwarza owe idee. Tak mi si

ę

 wła

ś

nie zawsze dotychczas wydawało, 

Ŝ

e powstaj

ą

 one we 

mnie, w czasie snu, bez współudziału jakichkolwiek rzeczy zewn

ę

trznych.

A w ko

ń

cu, gdyby nawet pochodziły od rzeczy ró

Ŝ

nych ode mnie, to nie wynika, 

Ŝ

musz

ą

 by

ć

 do nich podobne. Przeciwnie, zdaje mi si

ę

Ŝ

e cz

ę

sto w wielu wypadkach 

zauwa

Ŝ

yłem wielk

ą

 ró

Ŝ

nic

ę

 [miedzy przedmiotem a jego ide

ą

]. Tak np. znajduj

ę

 w sobie 

dwie ró

Ŝ

ne idee sło

ń

ca, jedn

ą

 jak gdyby od zmysłów zaczerpni

ę

t

ą

 i t

ę

 nale

Ŝ

ałoby 

Strona 13 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

umie

ś

ci

ć

 w rz

ę

dzie idei pochodz

ą

cych - jak s

ą

dz

ę

 - z zewn

ą

trz. Dzi

ę

ki niej sło

ń

ce wydaje 

mi si

ę

 bardzo małe. Druga idea jednak jest wzi

ę

ta z oblicze

ń

 astronomii, tzn. z pewnych 

wrodzonych mi poj

ęć

 albo te

Ŝ

 urobiona przeze mnie w jaki

ś

 inny sposób. Przy pomocy tej 

wydaje mi si

ę

 sło

ń

ce kilkakrotnie wi

ę

ksze od ziemi. Z pewno

ś

ci

ą

 obie nie mog

ą

 by

ć

 

podobne do tego samego sło

ń

ca istniej

ą

cego poza mn

ą

; i rozum ka

Ŝ

e mi wierzy

ć

Ŝ

e ta, 

któr

ą

 uwa

Ŝ

am za bezpo

ś

rednio od sło

ń

ca pochodz

ą

c

ą

, bardzo jest do niego niepodobna. 

Wszystko to dostatecznie wykazuje, 

Ŝ

e nie na pewnym s

ą

dzie, lecz tylko na 

ś

lepym 

pop

ę

dzie oparta była moja dotychczasowa wiara w istnienie pewnych rzeczy ró

Ŝ

nych 

ode mnie, które wywołuj

ą

 we mnie swe idee czy te

Ŝ

 obrazy przy pomocy organów 

zmysłowych albo w jakikolwiek inny sposób.

Nasuwa mi si

ę

 jednak jeszcze inna droga zbadania, czy istniej

ą

 poza mn

ą

 jakie

ś

 rzeczy 

spo

ś

ród tych, których idee s

ą

 we mnie. O ile bowiem owe idee s

ą

 tylko pewn

ą

 odmian

ą

 

ś

wiadomo

ś

ci, to nie widz

ę

Ŝ

eby si

ę

 w ogóle mi

ę

dzy sob

ą

 ró

Ŝ

niły i wszystkie zdaj

ą

 si

ę

 

pochodzi

ć

 w ten sam sposób ode mnie; lecz je

Ŝ

eli jedna reprezentuje jedn

ą

 rzecz, a inna 

inn

ą

, wtedy oczywi

ś

cie ró

Ŝ

nice mi

ę

dzy nimi b

ę

d

ą

 bardzo wielkie. Bez w

ą

tpienia bowiem 

te idee, które mi przedstawiaj

ą

 substancj

ę

, s

ą

 czym

ś

 wi

ę

cej i zawieraj

ą

 w sobie wi

ę

cej - 

Ŝ

e si

ę

 tak wyra

Ŝę

 - obiektywnej rzeczywisto

ś

ci (realitatis obiectivae), ani

Ŝ

eli te, które 

przedstawiaj

ą

 tylko sposoby (modi), czy te

Ŝ

 przypadło

ś

ci (accidentia); a znowu

Ŝ

 idea, 

przez któr

ą

 przedstawiam sobie jakiego

ś

 Boga najwy

Ŝ

szego, który jest wieczny, 

niesko

ń

czony, wszystkowiedz

ą

cy, wszechmog

ą

cy i jest stworzycielem wszystkiego, co 

jest poza nim, zawiera z pewno

ś

ci

ą

 wi

ę

cej obiektywnej rzeczywisto

ś

ci ani

Ŝ

eli te idee, 

które przedstawiaj

ą

 substancje sko

ń

czone.

Jest za

ś

 rzecz

ą

 oczywist

ą

 dzi

ę

ki 

ś

wiatłu przyrodzonemu, 

Ŝ

e przynajmniej tyle musi by

ć

 

rzeczywisto

ś

ci w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo sk

ą

d - pytam - 

mógłby skutek wzi

ąć

 swoj

ą

 rzeczywisto

ść

, jak nie z przyczyny? A jak

Ŝ

eby przyczyna 

mogła mu j

ą

 da

ć

, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, 

Ŝ

e ani 

Ŝ

adna 

rzecz nie mo

Ŝ

e powsta

ć

 z niczego, ani te

Ŝ

 rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w 

sobie wi

ę

cej rzeczywisto

ś

ci, me mo

Ŝ

e powsta

ć

 z mniej doskonałej; i to jest oczywist

ą

 

prawd

ą

 nie tylko w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywisto

ść

 jest aktualna lub 

formalna, ale tak

Ŝ

e w odniesieniu do idei, w których wchodzi w gr

ę

 tylko rzeczywisto

ść

 

obiektywna. To znaczy, 

Ŝ

e nie tylko nie mo

Ŝ

e - na przykład - zacz

ąć

 istnie

ć

 teraz jaki

ś

 

kamie

ń

, którego przedtem nie było, o ile nie zostałby wytworzony przez jak

ąś

 rzecz, która 

by zawierała w sposób formalny (formaliter) albo eminentny (eminenter) wszystko to, co 
przysługuje kamieniowi; nie mo

Ŝ

e te

Ŝ

 ciepło przenikn

ąć

 

Ŝ

adnego przedmiotu, który tego 

ciepła przedtem nie posiadał, chyba 

Ŝ

e zostanie ono wprowadzone przez jak

ąś

 rzecz o 

tym samym co najmniej stopniu doskonało

ś

ci, co ciepło; i podobnie rzecz si

ę

 ma z 

wszystkim innym. Ale oprócz tego nie mo

Ŝ

e istnie

ć

 we mnie idea ciepła czy kamienia, o 

ile by mi jej nie przekazała jaka

ś

 przyczyna, która by zawierała przynajmniej tyle 

rzeczywisto

ś

ci, ile my

ś

l

ę

Ŝ

e jest w cieple czy kamieniu. Bo wprawdzie owa przyczyna nie 

wnosi do mojej idei niczego ze swej rzeczywisto

ś

ci aktualnej Iub formalnej, to jednak nie 

nale

Ŝ

y tym samym s

ą

dzi

ć

Ŝ

e przyczyna owa powinna by by

ć

 mniej rzeczywist

ą

. Lecz 

taka jest natura samej idei, i

Ŝ

 

Ŝ

adnej innej rzeczywisto

ś

ci formalnej od siebie nie 

wymaga, jak tylko tej, któr

ą

 czerpie z mojej 

ś

wiadomo

ś

ci (cogitatio), jako pewn

ą

 jej 

odmian

ę

. To za

ś

Ŝ

e owa idea zawiera t

ę

 lub tamt

ą

 rzeczywisto

ść

 obiektywn

ą

 raczej ni

Ŝ

 

jak

ąś

 inn

ą

, to musi oczywi

ś

cie pochodzi

ć

 od jakiej

ś

 przyczyny, w której jest przynajmniej 

tyle rzeczywisto

ś

ci formalnej, iIe ma owa idea rzeczywisto

ś

ci obiektywnej. Je

Ŝ

eli by

ś

my 

bowiem zało

Ŝ

yli, 

Ŝ

e w idei znajduje si

ę

 co

ś

, czego nie ma w jej przyczynie, to 

pochodziłoby to z niczego. A chocia

Ŝ

 wielce niedoskonały jest ten rodzaj istnienia, dzi

ę

ki 

któremu rzecz jest w naszym umy

ś

le (intellectus) obiektywnie przez ide

ę

, to zaiste nie 

jest on jednak niczym, a zatem nie mo

Ŝ

e te

Ŝ

 powsta

ć

 z niczego

Nie powinienem te

Ŝ

 przypuszcza

ć

Ŝ

e skoro rzeczywisto

ść

, któr

ą

 ogl

ą

dam w moich 

ideach, jest tylko obiektywna, to nie potrzeba, by ta sama rzeczywisto

ść

 była formalnie w 

Strona 14 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

przyczynach owych idei, lecz 

Ŝ

e wystarczy, by była i w nich tak

Ŝ

e w sposób obiektywny; 

albowiem tak, jak ów obiektywny rodzaj istnienia przynale

Ŝ

y do idei z ich natury, tak 

formalny rodzaj istnienia przynale

Ŝ

y do przyczyn idei, przynajmniej do pierwszych i 

głównych, z ich natury. I chocia

Ŝ

by mo

Ŝ

e jedna idea mogła powsta

ć

 z innej, to nie 

mogłoby tak i

ść

 w niesko

ń

czono

ść

, lecz w ko

ń

cu trzeba doj

ść

 do jakiej

ś

 pierwszej idei, 

której przyczyna byłaby jak gdyby pierwowzorem zawieraj

ą

cym formalnie cał

ą

 

rzeczywisto

ść

, znajduj

ą

c

ą

 si

ę

 w idei tylko obiektywnie; i tak staje mi si

ę

 dzi

ę

ki 

ś

wiatłu 

przyrodzonemu jasne, 

Ŝ

e idee s

ą

 we mnie jak gdyby obrazami, które wprawdzie łatwo 

mog

ą

 nie dorównywa

ć

 doskonało

ś

ci

ą

 rzeczom, od których pochodz

ą

, ale nie mog

ą

 

zawiera

ć

 niczego wi

ę

kszego lub doskonalszego.

Im dłu

Ŝ

ej i dokładniej to wszystko badam, tym ja

ś

niej i i wyra

ź

niej poznaj

ę

Ŝ

e to jest 

prawdziwy stan rzeczy; lecz jaki

Ŝ

 z tego w ko

ń

cu wysnuj

ę

 wniosek? Otó

Ŝ

 - je

Ŝ

eli 

rzeczywisto

ść

 obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, 

Ŝ

e jest rzecz

ą

 

pewn

ą

, i

Ŝ

 nie mo

Ŝ

e ona by

ć

 we mnie ani formalnie ,ani eminentnie, a co za tym idzie, 

Ŝ

ja sam nie mog

ę

 by

ć

 przyczyn

ą

 owej idei, - to z tego wynika niezbicie, 

Ŝ

e nie jestem sam 

na 

ś

wiecie, lecz 

Ŝ

e istnieje jeszcze jaka

ś

 inna rzecz, która jest przyczyn

ą

 owej idei. Je

Ŝ

eli 

si

ę

 jednak 

Ŝ

adna taka idea we mnie nie znajdzie, to oczywi

ś

cie nie b

ę

d

ę

 miał 

Ŝ

adnego 

dowodu, który by mnie upewnił o istnieniu jakiej

ś

 rzeczy ró

Ŝ

nej ode mnie; wszystko 

bowiem jak najdokładniej rozpatrzyłem i niczego innego dotychczas znale

źć

 nie 

zdołałem.

Po

ś

ród wszystkich jednak moich idei - oprócz tej, która mi przedstawia mnie samego i 

która nie mo

Ŝ

e tu sprawia

ć

 

Ŝ

adnej trudno

ś

ci  - jest druga, która przedstawia mi Boga, 

inne przedstawiaj

ą

 mi rzeczy cielesne i bezduszne, inne znów aniołów, inne zwierz

ę

ta, a 

w ko

ń

cu takie, które mi przedstawiaj

ą

 innych ludzi, do mnie podobnych. Łatwo te

Ŝ

 

pojmuj

ę

Ŝ

e je

Ŝ

eli chodzi o idee, które przedstawiaj

ą

 innych ludzi, b

ą

d

ź

 zwierz

ę

ta, b

ą

d

ź

 

aniołów, to mo

Ŝ

na je utworzy

ć

 przez poł

ą

czenie posiadanych przeze mnie idei mnie 

samego, rzeczy cielesnych i Boga, nawet gdyby nie było na 

ś

wiecie oprócz mnie 

Ŝ

adnych ludzi, ani zwierz

ą

t, ani aniołów. 

Co si

ę

 za

ś

 tyczy idei rzeczy cielesnych, to nic w nich nie pojawia si

ę

 tak wielkiego, 

Ŝ

eby 

nie mogły one pochodzi

ć

 ode mnie samego. Je

Ŝ

eli bowiem przyjrz

ę

 si

ę

 im dokładniej i 

zbadam poszczególne idee w ten sam sposób, jak wczoraj zbadałem ide

ę

 wosku, to 

widz

ę

Ŝ

e tylko bardzo niewiele jest rzeczy, które w nich ujmuj

ę

 jasno i dokładnie, a 

mianowicie wielko

ść

, tj. rozci

ą

gło

ść

 pod wzgl

ę

dem długo

ś

ci, szeroko

ś

ci i gł

ę

boko

ś

ci; 

kształt, który powstaje dzi

ę

ki ograniczeniu tej rozci

ą

gło

ś

ci, poło

Ŝ

enie, jakie przyjmuj

ą

 

wzgl

ę

dem siebie ró

Ŝ

ne przedmioty wyposa

Ŝ

one w kształt, i ruch, czyli zmian

ę

 owego 

poło

Ŝ

enia. Do tego mo

Ŝ

na jeszcze doda

ć

 substancj

ę

, trwanie i liczb

ę

. Wszystko za

ś

 inne, 

jak np. 

ś

wiatło, barwy, d

ź

wi

ę

ki, zapachy, smaki, ciepło i zimno i inne jako

ś

ci podpadaj

ą

ce 

pod zmysł dotyku, zjawiaj

ą

 si

ę

 w mojej 

ś

wiadomo

ś

ci jedynie bardzo bezładnie i niejasno, 

tak dalece, 

Ŝ

e nawet nie wiem, czy s

ą

 prawdziwe, czy fałszywe, tzn. czy ich idee, które 

posiadam s

ą

 ideami jakich

ś

 rzeczy czy nie-rzeczy. Wprawdzie bowiem - jak to niedawno 

nadmieniłem - wła

ś

ciw

ą

 czyli formaln

ą

 fałszywo

ść

 mo

Ŝ

na napotka

ć

 jedynie w s

ą

dach, to 

jednak istnieje zaiste pewna fałszywo

ść

 materialna w ideach, gdy przedstawiaj

ą

 jako 

rzecz co

ś

, co nie jest rzecz

ą

. Tak np. idee ciepła i zimna, które posiadam, s

ą

 tak niejasne 

i niewyra

ź

ne, 

Ŝ

e nie potrafi

ą

 mnie pouczy

ć

, czy zimno jest tylko brakiem ciepła, czy 

ciepło brakiem zimna, czy jedno i drugie jest jako

ś

ci

ą

 realn

ą

, czy 

Ŝ

adne z nich. Poniewa

Ŝ

 

jednak nie mog

ą

 istnie

ć

 

Ŝ

adne idee, które by nie były jak gdyby ideami jakiej

ś

 rzeczy, i 

przeto je

Ŝ

eliby było prawd

ą

Ŝ

e zimno nie jest niczym innym jak tylko brakiem ciepła, to 

słusznie nazwaliby

ś

my fałszyw

ą

 ide

ę

, która mi je przedstawia jako co

ś

 realnego i 

pozytywnego. Podobnie w pozostałych wypadkach. Nie trzeba wi

ę

c, abym takim ideom 

wyznaczał jakiego

ś

 innego sprawc

ę

, ró

Ŝ

nego ode mnie. Je

Ŝ

eli bowiem s

ą

 fałszywe, tzn. 

nie przedstawiaj

ą

 

Ŝ

adnych rzeczy, to wiem dzi

ę

ki 

ś

wiatłu przyrodzonemu, 

Ŝ

e pochodz

ą

 z 

niczego, tzn. s

ą

 we mnie tylko wskutek pewnych braków i niedoskonało

ś

ci mojej natury. 

Strona 15 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

Je

Ŝ

eli jednak s

ą

 prawdziwe, to nie wiem, dlaczego by nie mogły pochodzi

ć

 ode mnie 

samego, skoro tak mało mi przedstawiaj

ą

 rzeczywisto

ś

ci, 

Ŝ

e nawet nie mog

ę

 jej odró

Ŝ

ni

ć

 

od nico

ś

ci (non re). Co si

ę

 za

ś

 tyczy tego, co jest jasne i wyra

ź

ne w ideach rzeczy 

cielesnych, to - jak mi si

ę

 zdaje - mogłem co

ś

 zapo

Ŝ

yczy

ć

 z idei mnie samego, jak np. 

substancja, trwanie, liczba i tym podobne. Gdy bowiem my

ś

l

ę

Ŝ

e kamie

ń

 jest substancj

ą

czyli rzecz

ą

, która sama dla siebie zdolna jest istnie

ć

, i ja te

Ŝ

 jestem substancj

ą

, to 

chocia

Ŝ

 rozumiem, 

Ŝ

e ja jestem rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

 a nie rozci

ą

ą

, kamie

ń

 za

ś

 rzecz

ą

 

rozci

ą

ą

 a nie my

ś

l

ą

c

ą

 i wskutek tego wielka jest ró

Ŝ

nica mi

ę

dzy obu tymi poj

ę

ciami, to 

jednak wydaj

ą

 si

ę

 zgadza

ć

 w tym, 

Ŝ

e jedno i drugie jest substancj

ą

. Tak samo skoro 

pojmuj

ę

 (percipio), 

Ŝ

e ja teraz istniej

ę

 i ju

Ŝ

 przedtem - jak sobie przypominam - jaki

ś

 czas 

istniałem, i 

Ŝ

e mam ró

Ŝ

ne my

ś

li (cogitationes), których liczb

ę

 znam, to dochodz

ę

 do idei 

trwania i liczby, które nast

ę

pnie mog

ę

 przenie

ść

 na dowolne inne rzeczy. Pozostałe za

ś

 

wła

ś

ciwo

ś

ci, z których składaj

ą

 si

ę

 idee rzeczy cielesnych, jak rozci

ą

gło

ść

, kształt, 

poło

Ŝ

enie i ruch nie znajduj

ą

 si

ę

 wprawdzie we mnie formalnie, jako 

Ŝ

e nie jestem niczym 

innym jak rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

; ale poniewa

Ŝ

 s

ą

 to tylko pewne modi substancji, a ja jestem 

substancj

ą

, to mog

ą

 - jak si

ę

 zdaje - zawiera

ć

 si

ę

 we mnie eminentnie.

Pozostaje wi

ę

c jedynie idea Boga, nad któr

ą

 nale

Ŝ

y si

ę

 zastanowi

ć

, czy nie ma w niej 

czego

ś

 takiego, co by nie mogło pochodzi

ć

 ode mnie samego. Pod nazw

ą

 Boga 

rozumiem pewna substancj

ę

 niesko

ń

czon

ą

, niezale

Ŝ

n

ą

, o najwy

Ŝ

szym rozumie i mocy, 

która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje, o ile istnieje. Otó

Ŝ

 te wszystkie 

przymioty s

ą

 tak wielkie, 

Ŝ

e im uwa

Ŝ

niej si

ę

 nad nimi zastanawiam, tym bardziej 

niemo

Ŝ

liwym mi si

ę

 wydaje, by mogły pochodzi

ć

 ode mnie samego. Musi si

ę

 wi

ę

c na 

podstawie t

ę

go, co przed chwil

ą

 powiedziałem, doj

ść

 do wniosku, 

Ŝ

e Bóg koniecznie 

istnieje. Bo chocia

Ŝ

 idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego wła

ś

nie, 

Ŝ

e ja sam 

jestem substancj

ą

, nie byłaby to jednak idea substancji niesko

ń

czonej, jako 

Ŝ

e ja jestem 

sko

ń

czony, chyba, 

Ŝ

eby pochodziła od jakiej

ś

 substancji, która by naprawd

ę

 była 

niesko

ń

czona.

Nie powinienem te

Ŝ

 s

ą

dzi

ć

Ŝ

e nie ujmuj

ę

 (percipere) niesko

ń

czono

ś

ci przy pomocy 

prawdziwej idei, lecz tylko przez zaprzeczenie sko

ń

czono

ś

ci, tak jak pojmuj

ę

 spoczynek i 

ciemno

ś

ci przez zaprzeczenie ruchu i 

ś

wiatła; albowiem przeciwnie, rozumiem to 

zupełnie jasno, 

Ŝ

e wi

ę

cej rzeczywisto

ś

ci jest w substancji niesko

ń

czonej ni

Ŝ

 w 

sko

ń

czonej, i 

Ŝ

e zatem jest we mnie w jaki

ś

 sposób na pierwszym miejscu pojecie 

(perceptio) niesko

ń

czono

ś

ci przed poj

ę

ciem sko

ń

czono

ś

ci, czyli poj

ę

cie Boga przed 

poj

ę

ciem mnie samego. Bo jak

Ŝ

ebym mógł inaczej zrozumie

ć

Ŝ

e mam w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

czego

ś

 pragn

ę

, tzn. 

Ŝ

e czego

ś

 mi brak i 

Ŝ

e nie jestem zupełnie doskonały, je

Ŝ

eliby nie 

było we minie 

Ŝ

adnej idei istoty doskonalszej, której porównanie ze mn

ą

 pozwoliłoby mi 

pozna

ć

 własne moje braki?

Nie mo

Ŝ

na tak

Ŝ

e powiedzie

ć

Ŝ

e mo

Ŝ

e ta idea Boga jest materialnie fałszywa, a tym 

samym mo

Ŝ

e powsta

ć

 z niczego. Jak to przed chwil

ą

 zauwa

Ŝ

yłem o idei ciepła, zimna i 

tym podobnych; przeciwnie, poniewa

Ŝ

 jest ona tak jasna i wyra

ź

na i wi

ę

cej ma w sobie 

rzeczywisto

ś

ci obiektywnej ni

Ŝ

 ka

Ŝ

da inna, to 

Ŝ

adna nie jest sama z siebie bardziej 

prawdziwa ani w mniejszym stopniu podległa podejrzeniu o fałszywo

ść

. Jest - powiadam 

- ta idea istoty najbardziej doskonałej i niesko

ń

czonej w najwy

Ŝ

szym stopniu prawdziwa; 

bo chocia

Ŝ

 mo

Ŝ

e mo

Ŝ

na by sobie pomy

ś

le

ć

Ŝ

e taka istota nie istnieje, to nie mo

Ŝ

na 

sobie pomy

ś

le

ć

Ŝ

e jej idea nie przedstawia mi niczego rzeczywistego, jak to przedtem 

powiedziałem o idei zimna. A tak

Ŝ

e jest w najwy

Ŝ

szym stopniu jasna i wyra

ź

na, albowiem 

wszystko to, co ujmuj

ę

 (percipio) jasno i wyra

ź

nie jako rzeczywiste, prawdziwe i w 

pewien sposób doskonałe, to w niej si

ę

 zawiera. Co wcale nie przeszkadza, 

Ŝ

e mog

ę

 nie 

rozumie

ć

 niesko

ń

czono

ś

ci, albo 

Ŝ

e s

ą

 w Bogu niezliczone rzeczy, których w 

Ŝ

aden 

sposób nie mog

ę

 ani zrozumie

ć

, ani mo

Ŝ

e nawet my

ś

l

ą

 dotkn

ąć

; bo ju

Ŝ

 w naturze 

niesko

ń

czono

ś

ci le

Ŝ

y to, 

Ŝ

e ja - jako sko

ń

czony - nie pojmuj

ę

 jej i wystarczy, 

Ŝ

ebym 

wła

ś

nie to zrozumiał i s

ą

dził, 

Ŝ

e to wszystko, co ujmuj

ę

 (percipio) jasno i wyra

ź

nie i co - 

Strona 16 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

jak wiem - zawiera pewn

ą

 doskonało

ść

, a tak

Ŝ

e mo

Ŝ

e jeszcze bardzo wiele innych 

rzeczy, których nie znam, jest w Bogu formalnie albo eminentnie, to - jak mówi

ę

 - 

wystarczy, aby idea, któr

ą

 mam o nim, była najprawdziwsz

ą

, najja

ś

niejsz

ą

 i 

najwyra

ź

niejsz

ą

 ze wszystkich, jakie posiadam.

Ale mo

Ŝ

e jestem czym

ś

 wi

ę

cej, ni

Ŝ

 to sam my

ś

l

ę

, i wszystkie owe doskonało

ś

ci, które 

przypisuj

ę

 Bogu, znajduj

ą

 si

ę

 jako

ś

 potencjalnie we mnie, chocia

Ŝ

 si

ę

 jeszcze nie 

ujawniły i nie zaktualizowały. Sam przecie

Ŝ

 do

ś

wiadczam, 

Ŝ

e moje poznanie stopniowo 

wzrasta; i nie widz

ę

, co by mogło stan

ąć

 na przeszkodzie, by tak wzrastało coraz bardziej 

i bardziej a

Ŝ

 do niesko

ń

czono

ś

ci - i dlaczego bym nie mógł przy pomocy tak 

wydoskonalonego poznania osi

ą

gn

ąć

 wszystkich innych doskonało

ś

ci Boga - i dlaczego

Ŝ

 

by w ko

ń

cu ta zdolno

ść

 do osi

ą

gni

ę

cia owych doskonało

ś

ci, skoro ju

Ŝ

 jest we mnie, nie 

wystarczała do wytwarzania owych idei?

A tymczasem to wszystko jest niemo

Ŝ

liwe, bo po pierwsze, gdyby nawet było prawd

ą

Ŝ

moje poznanie wzrasta stopniowo i 

Ŝ

e wiele rzeczy jest we mnie potencjalnie, które 

jeszcze nie stały si

ę

 aktualnymi, to nic z tego nie odnosi si

ę

 do idei Boga, w której 

przecie

Ŝ

 niczego w ogóle nie ma potencjalnie, i wła

ś

nie samo to stopniowe wzrastanie 

jest najpewniejszym dowodem niedoskonało

ś

ci. Po drugie, chocia

Ŝ

by moje poznanie 

stale coraz bardziej i bardziej wzrastało, to niemniej rozumiem, 

Ŝ

e nie stałoby si

ę

 przez to 

aktualnie (actu) niesko

ń

czone, bo nigdy nie dojdzie do tego [stopnia doskonało

ś

ci], by 

nie było zdolne do jeszcze wi

ę

kszego przyrostu. O Bogu za

ś

 s

ą

dz

ę

Ŝ

e jest aktualnie 

niesko

ń

czony w takim stopniu, 

Ŝ

e do jego doskonało

ś

ci niczego ju

Ŝ

 doda

ć

 nie mo

Ŝ

na. A 

w ko

ń

cu pojmuj

ę

 (percipio), 

Ŝ

e obiektywne istnienie idei nie mo

Ŝ

e pochodzi

ć

 od czego

ś

 

istniej

ą

cego tylko potencjalnie, co wła

ś

ciwie mówi

ą

c jest niczym, lecz tylko od istnienia 

aktualnego lub formalnego.

I zaiste niczego w tym wszystkim nie ma, co by nie było oczywiste dzi

ę

ki 

ś

wiatłu 

przyrodzonemu dla tych, którzy pilnie to rozwa

Ŝą

. Ale gdy mniej uwa

Ŝ

am i obrazy rzeczy 

zmysłowych przy

ć

miewaj

ą

 bystro

ść

 mego umysłu, to nie tak łatwo sobie przypomn

ę

dlaczego idea istoty (ens) doskonalszej ode mnie musi koniecznie pochodzi

ć

 od jakiej

ś

 

istoty naprawd

ę

 doskonalszej. Mo

Ŝ

na si

ę

 dalej pyta

ć

, czy mógłbym istnie

ć

 ja sam, 

maj

ą

cy t

ę

 ide

ę

, gdyby nie istniała 

Ŝ

adna taka istota.

Od kogó

Ŝ

 wi

ę

c pochodziłbym? Oczywi

ś

cie od siebie, albo od rodziców, albo od czego

ś

 

mniej doskonałego od Boga, bo przecie

Ŝ

 nie mo

Ŝ

na sobie pomy

ś

le

ć

 ani wymy

ś

li

ć

 

niczego doskonalszego ani nawet równie doskonałego, jak on. Gdybym jednak sam od 
siebie pochodził, to nie miałbym ani w

ą

tpliwo

ś

ci, ani pragnie

ń

, ani w ogóle 

Ŝ

adnych 

braków, bo wyposa

Ŝ

yłbym si

ę

 we wszystkie doskonało

ś

ci, których idee s

ą

 we mnie i w 

ten sposób sam byłbym Bogiem. I nie powinienem s

ą

dzi

ć

Ŝ

e mo

Ŝ

e trudniej byłoby mi 

osi

ą

gn

ąć

 to, czego mi brak, ni

Ŝ

 to, co ju

Ŝ

 jest we mnie, albowiem przeciwnie jest 

oczywiste, 

Ŝ

e znacznie trudniej by było, bym ja, to jest rzecz, czyli substancja my

ś

l

ą

ca, 

powstał z niczego, ani

Ŝ

elibym osi

ą

gn

ą

ł poznanie wielu rzeczy nie znanych mi, b

ę

d

ą

cych 

tylko przypadło

ś

ci

ą

 (accidentia) owej substancji. A z pewno

ś

ci

ą

 nie odmawiałbym sobie 

tego, co mo

Ŝ

na łatwiej osi

ą

gn

ąć

, gdybym tamto, które jest czym

ś

 wi

ę

kszym, miał sam od 

siebie. A tak

Ŝ

Ŝ

adnej z tych rzeczy, które pojmuj

ę

 (percipio) jako zawarte w idei Boga, 

skoro 

Ŝ

adna nie wydaje mi si

ę

 trudniejsz

ą

 do osi

ą

gni

ę

cia. Gdyby jednak która

ś

 była taka, 

to z pewno

ś

ci

ą

 tak

Ŝ

e by mi si

ę

 wydawała trudniejsz

ą

 - gdybym inne rzeczy, które 

posiadam, miał od siebie - poniewa

Ŝ

 tu do

ś

wiadczałbym, 

Ŝ

e moc moja jest ograniczona.

Nie unikn

ę

 tez siły przekonywuj

ą

cej tych argumentów, gdy przyjm

ę

Ŝ

e mo

Ŝ

e zawsze 

istniałem taki, jaki teraz jestem, jak gdyby z tego miało wynikn

ąć

Ŝ

e nie nale

Ŝ

y szuka

ć

 

ju

Ŝ

 

Ŝ

adnego sprawcy mojego istnienia. Poniewa

Ŝ

 bowiem cały okres 

Ŝ

ycia mo

Ŝ

na 

podzieli

ć

 na niezliczone cz

ęś

ci, które jedne od drugich w 

Ŝ

aden sposób nie s

ą

 zale

Ŝ

ne, 

wi

ę

c z tego, 

Ŝ

e przed chwil

ą

 istniałem nie wynika, 

Ŝ

e musz

ę

 teraz istnie

ć

, chyba 

Ŝ

e jaka

ś

 

Strona 17 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

przyczyna mnie na t

ę

 chwil

ę

 jak gdyby na nowo stworzy, to jest mnie zachowa. Albowiem 

jasne jest dla tych, co badaj

ą

 natur

ę

 czasu, 

Ŝ

e takiej samej siły i czynno

ś

ci potrzeba, by 

jak

ąś

 rzecz zachowa

ć

 w poszczególnych momentach, w których trwa, jakiej by potrzeba, 

aby j

ą

 na nowo stworzy

ć

, gdyby dotychczas nie istniała; tak, 

Ŝ

e to, i

Ŝ

 zachowanie ró

Ŝ

ni 

si

ę

 od stworzenia tylko poj

ę

ciowo, nale

Ŝ

y te

Ŝ

 do tego, co jest oczywiste dzi

ę

ki 

ś

wiatłu 

przyrodzonemu (lumen naturale).

Musz

ę

 si

ę

 wi

ę

c sam siebie zapyta

ć

, czy posiadam jak

ąś

 moc, przez któr

ą

 mógłbym 

sprawi

ć

, abym ja, ten który teraz jestem, mógł istnie

ć

 tak

Ŝ

e za chwil

ę

. Bo skoro nie 

jestem niczym innym jak tylko rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

, a przynajmniej mówi

ę

 teraz dokładnie o 

tej tylko cz

ęś

ci mojego ja, która jest rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

, to bez w

ą

tpienia byłbym 

ś

wiadomy 

tej mocy, gdyby ona była we mnie. A tymczasem nie znajduj

ę

 niczego takiego [w sobie], i 

st

ą

d najoczywi

ś

ciej poznaj

ę

Ŝ

e jestem zale

Ŝ

ny od jakiej

ś

 istoty ró

Ŝ

nej ode mnie.

Mo

Ŝ

e jednak istota owa nie jest Bogiem i ja pochodz

ę

 od rodziców albo od jakich

ś

 innych 

przyczyn mniej doskonałych ni

Ŝ

 Bóg? Tymczasem, jak ju

Ŝ

 przedtem powiedziałem jest 

rzecz

ą

 oczywist

ą

Ŝ

e przynajmniej tyle rzeczywisto

ś

ci musi by

ć

 w przyczynie, ile jej jest w 

skutku. A poniewa

Ŝ

 jestem rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

 i posiadam jak

ąś

 ide

ę

 Boga, to nale

Ŝ

przyzna

ć

Ŝ

e cokolwiek by si

ę

 w ko

ń

cu przyj

ę

ło za przyczyn

ę

 mego istnienia, jest ona 

tak

Ŝ

e rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

 i posiada ide

ę

 tych wszystkich doskonało

ś

ci, które przypisuj

ę

 

Bogu. I znów o ni

ą

 mo

Ŝ

na by pyta

ć

, czy pochodzi od siebie samej, czy od jakiej

ś

 innej 

przyczyny; bo je

Ŝ

eli od siebie samej, to wynika z tego, co powiedziałem, 

Ŝ

e ona sama 

jest Bogiem. Bez w

ą

tpienia bowiem, je

Ŝ

eli jest w niej moc istnienia samej przez si

ę

, to 

jest w niej te

Ŝ

 moc posiadania aktualnie tych wszystkich doskonało

ś

ci, których ide

ę

 ma w 

sobie, tzn. wszystkich, które - wedle mego pojmowania - s

ą

 w Bogu. Je

Ŝ

eli za

ś

 pochodzi 

od innej przyczyny, to znów w ten sam sposób mo

Ŝ

na pyta

ć

 o t

ę

 drug

ą

, czy istnieje sama 

z siebie czy z innej przyczyny, dopóki nie dojdzie si

ę

 w ko

ń

cu do ostatniej przyczyny, 

któr

ą

 b

ę

dzie Bóg. Jest bowiem dostatecznie widoczne, 

Ŝ

e nie mo

Ŝ

na w ten sposób 

post

ę

powa

ć

 w niesko

ń

czono

ść

, zwłaszcza 

Ŝ

e nie chodzi tu tylko o przyczyn

ę

, która mnie 

niegdy

ś

 stworzyła, lecz przede wszystkim tak

Ŝ

e o t

ę

, która mnie obecnie zachowuje.

Nie mo

Ŝ

na te

Ŝ

 wyobrazi

ć

 sobie, 

Ŝ

e mo

Ŝ

e wi

ę

cej przyczyn cz

ęś

ciowych zło

Ŝ

yło si

ę

 na 

moje powstanie i od jednej otrzymałem ide

ę

 jednej z doskonało

ś

ci, które przypisuj

ę

 

Bogu, od drugiej ide

ę

 innej doskonało

ś

ci, tak 

Ŝ

e wprawdzie wszystkie owe doskonało

ś

ci 

gdzie

ś

 w wszech

ś

wiecie si

ę

 znajduj

ą

, ale nie wszystkie razem zł

ą

czone w jakiej

ś

 

jedno

ś

ci, która by była Bogiem. Jest bowiem przeciwnie; jedno

ść

, prostota, czyli 

nierozł

ą

czno

ść

" wszystkiego, co jest w Bogu, jest wła

ś

nie jedn

ą

 z zasadniczych 

doskonało

ś

ci, które s

ą

 w nim według mego poj

ę

cia. I z pewno

ś

ci

ą

 nie mogła powsta

ć

 we 

mnie ide tej jedno

ś

ci wszystkich doskonało

ś

ci z 

Ŝ

adnej takiej przyczyny, od której bym 

nie otrzymał tak

Ŝ

e idei innych doskonało

ś

ci. Nie mogła bowiem sprawi

ć

, abym rozumiał, 

Ŝ

e idee owe s

ą

 razem poł

ą

czone i nierozdzielne, gdyby równocze

ś

nie nie sprawiła, bym 

poznał, jakie one s

ą

.

Co si

ę

 za

ś

 w ko

ń

cu tyczy rodziców, to cho

ć

 wszystko mo

Ŝ

e by

ć

 prawd

ą

, co kiedykolwiek 

o nich s

ą

dziłem, jednak bynajmniej oni mnie nie zachowuj

ą

, a tak

Ŝ

e w 

Ŝ

aden sposób 

mnie nie stworzyli jako rzeczy my

ś

l

ą

cej, lecz tylko wło

Ŝ

yli pewne dyspozycje w t

ę

 

materi

ę

, w której jak s

ą

dziłem tkwi

ę

 ja, czyli mój duch (mens), bo jego tylko uwa

Ŝ

am 

teraz za siebie. A dalej nie mo

Ŝ

e tu ju

Ŝ

 powsta

ć

 

Ŝ

adna trudno

ść

, lecz w ogóle trzeba 

doj

ść

 do wniosku, 

Ŝ

e ju

Ŝ

 to samo, i

Ŝ

 ja istniej

ę

 i posiadam ide

ę

 istoty najdoskonalszej, to 

jest Boga, dowodzi jak najoczywi

ś

ciej, 

Ŝ

e Bóg tak

Ŝ

e istnieje.

Pozostaje mi jeszcze tylko zbada

ć

, w jaki sposób otrzymałem ow

ą

 ide

ę

 od Boga. Bo nie 

otrzymałem jej ani przy pomocy zmysłów, ani te

Ŝ

 nigdy nie przyszła do mnie 

niespodzianie, jak zazwyczaj idee rzeczy zmysłowych, kiedy si

ę

 te rzeczy narzucaj

ą

wzgl

ę

dnie wydaj

ą

 narzuca

ć

 zewn

ę

trznym organom zmysłów. Nie mogłem jej tak

Ŝ

e sobie 

Strona 18 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

wytworzy

ć

, bo nie mog

ę

 niczego zgoła z niej uj

ąć

 ani niczego do niej doda

ć

. Wobec tego 

nie pozostaje nic innego, jak przyj

ąć

Ŝ

e jest mi wrodzona, tak samo, jak mi jest 

wrodzona idea minie samego. I naprawd

ę

 nie ma w tym nic dziwnego, 

Ŝ

e Bóg stwarzaj

ą

mnie, zaszczepił we mnie t

ę

 ide

ę

, by była jak gdyby znakiem, którym artysta naznaczył 

swoje dzieło. Nie trzeba te

Ŝ

 wcale, by ten znak był czym

ś

 ró

Ŝ

nym od samego dzieła, lecz 

na podstawie tego tylko, 

Ŝ

e Bóg mnie stworzył, jest bardzo wiarogodne, 

Ŝ

e mnie stworzył 

w pewien sposób na obraz i podobie

ń

stwo swoje i 

Ŝ

e to podobie

ń

stwo, które zawiera 

ide

ę

 Boga, pojmuj

ę

 (percipere) przy pomocy tej samej zdolno

ś

ci, przez któr

ą

 pojmuj

ę

 

(percipio) siebie samego. To znaczy, 

Ŝ

e gdy skieruj

ę

 uwag

ę

 na siebie samego, to nie 

tylko pojmuj

ę

Ŝ

e jestem rzecz

ą

 niekompletn

ą

 i zale

Ŝ

n

ą

 od kogo

ś

 innego, rzecz

ą

, która 

d

ąŜ

y wiecznie do czego

ś

 wi

ę

kszego i lepszego, lecz pojmuj

ę

 tak

Ŝ

e równocze

ś

nie, 

Ŝ

e ten, 

od którego jestem zale

Ŝ

ny, posiada te wszystkie rzeczy wi

ę

ksze nie w jaki

ś

 sposób 

nieokre

ś

lony i potencjalny tylko, lecz rzeczywi

ś

cie ma je w sobie w stopniu 

nieograniczonym, a przeto jest Bogiem.

Cała siła tego dowodu polega na tym, 

Ŝ

e uznaj

ę

, i

Ŝ

 nie byłoby mo

Ŝ

liwe, 

Ŝ

ebym istniał taki 

jaki jestem, a mianowicie taki, który ma w sobie ide

ę

 Boga, gdyby nie istniał naprawd

ę

 

Bóg. Ten sam Bóg - powiadam - którego idea jest we mnie, tzn. posiadaj

ą

cy te wszystkie 

doskonało

ś

ci, których wprawdzie nie mog

ę

 poj

ąć

, lecz zaledwie tylko w jaka

ś

 sposób 

zbli

Ŝ

y

ć

 si

ę

 do nich my

ś

l

ą

 - i który nie podlega 

Ŝ

adnym brakom. Z tego jasno wynika, 

Ŝ

nie mo

Ŝ

e on by

ć

 zwodzicielem, bo oczywiste jest dzi

ę

ki 

ś

wiatłu przyrodzonemu, 

Ŝ

wszelkie oszustwo i wszelkie zwodzenie m

ą

 

ź

ródło w jakimi

ś

 braku.

Zanim jednak zbadam to dokładniej i zarazem przejd

ę

 do rozwa

Ŝ

ania innych prawd, 

które st

ą

d mo

Ŝ

na wysnu

ć

, chciałbym zatrzyma

ć

 si

ę

 jaki

ś

 czas na kontemplacji Boga, 

rozwa

Ŝ

y

ć

 jego przymioty i ogl

ą

da

ć

, podziwia

ć

 i uwielbia

ć

 pi

ę

kno tego niezmierzonego 

ś

wiatła, tyle ile potrafi znie

ść

 wzrok mojego przy

ć

mionego umysłu. Tak bowiem, jak nas 

uczy wiara, 

Ŝ

e na samym jedynie ogl

ą

daniu boskiego majestatu polega najwy

Ŝ

sza 

szcz

ęś

liwo

ść

 przyszłego 

Ŝ

ycia, tak te

Ŝ

 do

ś

wiadczamy, 

Ŝ

e to ogl

ą

danie, chocia

Ŝ

 o wiele 

mniej doskonałe, mo

Ŝ

e nam da

ć

 najwy

Ŝ

sz

ą

 rozkosz, do jakiej w tym 

Ŝ

yciu jeste

ś

my 

zdolni.

MEDYTACJA IV

 

O prawdzie i fałszu 

W tych ostatnich dniach tak przywykłem do odwracania mego umysłu od zmysłów i tak 
dokładnie spostrzegłem, 

Ŝ

e bardzo niewiele pojmuje si

ę

 prawdziwie z tego, co dotyczy 

rzeczy cielesnych, o wiele wi

ę

cej poznaje si

ę

 prawd o umy

ś

le ludzkim, a jeszcze wi

ę

cej o 

Bogu, - 

Ŝ

e teraz bez najmniejszych trudno

ś

ci odwróc

ę

 my

ś

l moj

ą

 od rzeczy 

wyobra

Ŝ

alnych ku rzeczom daj

ą

cym si

ę

 uj

ąć

 tylko rozumem i oddzielonym od wszelkiej 

materii. I rzeczywi

ś

cie idea umysłu ludzkiego, któr

ą

 posiadam - jako idea rzeczy 

my

ś

l

ą

cej, nie rozci

ą

głej na długo

ść

, szeroko

ść

 i gł

ę

boko

ść

 i nie maj

ą

cej niczego z 

przymiotów ciała, jest o wiele bardziej wyra

ź

na ni

Ŝ

 idea jakiejkolwiek rzeczy cielesnej. A 

kiedy bior

ę

 pod uwag

ę

Ŝ

e mam w

ą

tpliwo

ś

ci, czyli 

Ŝ

e jestem rzecz

ą

 niedoskonał

ą

 

(incompletam) i zale

Ŝ

n

ą

, narzuca mi si

ę

 wtedy bardzo jasna i wyra

ź

na idea istoty 

niezale

Ŝ

nej i doskonałej tj. Boga; i na tej jednej podstawie, 

Ŝ

e taka idea jest we mnie, czy 

te

Ŝ

Ŝ

e ja - maj

ą

cy tak

ą

 ide

ę

 - istniej

ę

, dochodz

ę

 do tak oczywistego wniosku, i

Ŝ

 Bóg 

tak

Ŝ

e istnieje i 

Ŝ

e od niego zale

Ŝ

y w ka

Ŝ

dym poszczególnym momencie całe moje 

istnienie, i

Ŝ

 wierz

ę

Ŝ

e umysł ludzki niczego nie mo

Ŝ

e pozna

ć

 z wi

ę

ksz

ą

 oczywisto

ś

ci

ą

 i 

pewno

ś

ci

ą

. I ju

Ŝ

 wydaje mi si

ę

Ŝ

e widz

ę

 jak

ąś

 drog

ę

, która doprowadzi od tego 

rozwa

Ŝ

ania prawdziwego Boga, w którym s

ą

 ukryte wszystkie skarby wiedzy i m

ą

dro

ś

ci, 

do poznania wszystkich innych rzeczy.

Przede wszystkim bowiem poznaj

ę

Ŝ

e jest niemo

Ŝ

liwo

ś

ci

ą

, by Bóg mnie kiedykolwiek 

zwiódł, bo w ka

Ŝ

dym zwodzeniu czy podej

ś

ciu jest co

ś

 niedoskonałego; i cho

ć

by si

ę

 

Strona 19 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

wydawało, 

Ŝ

móc zwodzi

ć

 jest oznak

ą

 bystro

ś

ci czy mocy, to chcie

ć

 zwodzi

ć

 dowodzi 

niew

ą

tpliwie zło

ś

liwo

ś

ci albo słabo

ś

ci i co za tym idzie nie mo

Ŝ

e dotyczy

ć

 Boga.

Nast

ę

pnie do

ś

wiadczam, 

Ŝ

e jest we mnie pewna zdolno

ść

 wydawania s

ą

du, któr

ą

 z 

pewno

ś

ci

ą

 otrzymałem od Boga, tak jak i wszystko inne, co jest we mnie, a 

Ŝ

e on nie 

chce mnie oszukiwa

ć

, to na pewno ta zdolno

ść

, któr

ą

 mi dał nie jest tego rodzaju, bym 

mógł bł

ą

dzi

ć

, posługuj

ą

c si

ę

 m

ą

 w sposób wła

ś

ciwy.

Nie budziłoby to te

Ŝ

 

Ŝ

adnych w

ą

tpliwo

ś

ci, gdyby si

ę

 nie wydawało, 

Ŝ

e st

ą

d wynika, i

Ŝ

 nie 

mógłbym nigdy bł

ą

dzi

ć

. Bo skoro wszystko, co jest we mnie, mam od Boga, a on nie 

dałby mi 

Ŝ

adnej mo

Ŝ

liwo

ś

ci bł

ą

dzenia, to - jak si

ę

 zdaje - nie mógłbym nigdy zbł

ą

dzi

ć

Tote

Ŝ

 dopóki my

ś

l

ę

 tylko o Bogu i cały si

ę

 ku niemu zwracam, nie znajduj

ę

 

Ŝ

adnej 

przyczyny bł

ę

du ani fałszywo

ś

ci. Lecz potem, wracaj

ą

c do siebie do

ś

wiadczam tego, 

Ŝ

przecie

Ŝ

 podlegam niezliczonym bł

ę

dom, i szukaj

ą

c ich przyczyny spostrzegam, 

Ŝ

narzuca mi si

ę

 nie tylko realna i pozytywna idea Boga, czyli istoty najdoskonalszej, lecz 

tak

Ŝ

e - je

ś

li tak mo

Ŝ

na powiedzie

ć

 - jaka

ś

 negatywna idea niczego, czyli tego, co jest 

najbardziej oddalone od wszelkiej doskonało

ś

ci. 

ś

e wi

ę

c jestem jakby czym

ś

 po

ś

rednim 

miedzy Bogiem a niczym, czyli tak umieszczony mi

ę

dzy najwy

Ŝ

szym bytem a niebytem, 

Ŝ

e o ile chodzi o pochodzenie od najwy

Ŝ

szego bytu, to nie ma we mnie wprawdzie 

niczego, co by mnie mogło prowadzi

ć

 do fałszu czy bł

ę

du, lecz o ile tak

Ŝ

e w jaki

ś

 sposób 

mam udział w niczym, czyli w niebycie, tzn. o ile sam nie jestem najwy

Ŝ

szym bytem i 

bardzo wielu rzeczy mi brak, to nie jest niczym dziwnym, 

Ŝ

e podlegam bł

ę

dom. Tak wi

ę

poznaj

ę

 z cał

ą

 pewno

ś

ci

ą

Ŝ

e bł

ą

d sam w sobie nie jest niczym realnym i zale

Ŝ

nym od 

Boga, lecz jest tylko pewnym brakiem; 

Ŝ

e wi

ę

c do tego, abym bł

ą

dził nie potrzeba mi 

jakiej

ś

 zdolno

ś

ci danej mi w tym wła

ś

nie celu od Boga, lecz to, i

Ŝ

 mi si

ę

 zdarza bł

ą

dzi

ć

 

pochodzi st

ą

d, 

Ŝ

e zdolno

ść

 wydawania prawdziwego s

ą

du dana mi przez Niego nie jest 

we mnie niesko

ń

czona.

A jednak to mnie jeszcze nie zupełnie zadowala, poniewa

Ŝ

 bł

ą

d nie jest czyst

ą

 negacj

ą

lecz pozbawieniem czy te

Ŝ

 brakiem pewnego poznania, które by powinno jako

ś

 we mnie 

si

ę

 znajdowa

ć

. A rozpatruj

ą

c uwa

Ŝ

nie natur

ę

 Boga, nie wydaje si

ę

 mo

Ŝ

liwym, by 

obdarzył mnie jaka

ś

 zdolno

ś

ci

ą

, która by nie była w swoim rodzaju doskonał

ą

, czyli 

pozbawion

ą

 jakiej

ś

 doskonało

ś

ci, któr

ą

 powinna mie

ć

. Bo je

Ŝ

eli jest prawd

ą

Ŝ

e im 

wi

ę

kszy artysta, tym doskonalsze dzieła od niego pochodz

ą

, to có

Ŝ

 by mogło by

ć

 

stworzone przez owego najwy

Ŝ

szego twórc

ę

 wszystkich rzeczy, co by nie było pod 

ka

Ŝ

dym wzgl

ę

dem doskonałe? Bez w

ą

tpienia Bóg mógł mnie stworzy

ć

 takim, 

Ŝ

ebym si

ę

 

nigdy nie mylił; a tak

Ŝ

e nie ma w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

e zawsze chce tego, co najlepsze. Czy wi

ę

lepszym jest to, 

Ŝ

ebym si

ę

 mylił, czy te

Ŝ

Ŝ

ebym si

ę

 nie mylił?

Gdy rozwa

Ŝ

am to uwa

Ŝ

niej, to najpierw nasuwa mi si

ę

 my

ś

l, 

Ŝ

e nie powinienem si

ę

 

dziwi

ć

, je

Ŝ

eliby Bóg czynił co

ś

, czego racji nie mógłbym zrozumie

ć

; i 

Ŝ

e nie powinienem 

w

ą

tpi

ć

 o jego istnieniu z tego powodu, 

Ŝ

e mo

Ŝ

e do

ś

wiadczenie poucza mnie o czym 

innym, co do czego nie pojmuj

ę

, dlaczego i w jaki sposób to uczynił. Skoro ju

Ŝ

 

mianowicie wiem, 

Ŝ

e moja natura jest bardzo słaba i ograniczona, Boga za

ś

 natura 

niezmierzona, niezgł

ę

biona i niesko

ń

czona, to wiem te

Ŝ

 na tej podstawie dokładnie, 

Ŝ

e w 

jego mocy jest niesko

ń

czona ilo

ść

 rzeczy, których przyczyn nie znam. I ju

Ŝ

 na podstawie 

tej jednej racji dochodz

ę

 do przekonania, 

Ŝ

e cały ten rodzaj przyczyn, który si

ę

 zwykle 

wyprowadza z celu nie ma 

Ŝ

adnego zastosowania w odniesieniu do przyrody (rebus 

physicis). Albowiem nie s

ą

dz

ę

, bym mógł 

ś

ledzi

ć

 cele Boga, nie popełniaj

ą

c przez to 

zuchwalstwa.

Nasuwa mi si

ę

 tak

Ŝ

e my

ś

l, 

Ŝ

e nie nale

Ŝ

y rozpatrywa

ć

 ka

Ŝ

dego poszczególnego 

stworzenia z osobna, ilekro

ć

 badamy, czy dzieła Boga s

ą

 doskonałe, lecz cały 

wszech

ś

wiat; bo to, co wydawałoby si

ę

 mo

Ŝ

e nie bez słuszno

ś

ci bardzo niedoskonałym, 

gdyby istniało samo w 

ś

wiecie, to jest bardzo doskonałe, je

Ŝ

eli posiada w wszech

ś

wiecie 

Strona 20 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

rol

ę

 cz

ęś

ci. I chocia

Ŝ

 od czasu, gdy postanowiłem w

ą

tpi

ć

 o wszystkim, z cał

ą

 pewno

ś

ci

ą

 

poznałem tylko to, 

Ŝ

e ja istniej

ę

 i 

Ŝ

e Bóg istnieje, to jednak stwierdziwszy niezmierzon

ą

 

moc Boga nie mog

ę

 zaprzeczy

ć

Ŝ

e wiele innych rzeczy przez niego zostało 

stworzonych, albo przynajmniej mogło zosta

ć

 stworzonych, tak 

Ŝ

e ja w wszech

ś

wiecie 

odgrywam rol

ę

 tylko cz

ęś

ci.

Przechodz

ą

c nast

ę

pnie do bli

Ŝ

szego przyjrzenia si

ę

 sobie i badaj

ą

c, jakie to s

ą

 moje 

własne bł

ę

dy (które ju

Ŝ

 same dowodz

ą

 pewnej niedoskonało

ś

ci mojej) - znajduj

ę

Ŝ

zale

Ŝą

 one od współdziałania dwóch przyczyn, a to od mojej zdolno

ś

ci poznawania i 

zdolno

ś

ci wybierania (a facultate eligendi) czy te

Ŝ

 wolno

ś

ci decyzji (ab arbitrii libertate), 

tzn. od rozumu i zarazem od woli. Przy pomocy bowiem samego rozumu ujmuj

ę

 tylko te 

idee, o których mog

ę

 wyda

ć

 s

ą

d i tak te

Ŝ

 w rozumie tak wła

ś

nie poj

ę

tym nie mo

Ŝ

e si

ę

 

znale

źć

 

Ŝ

aden bł

ą

d w wła

ś

ciwym tego słowa znaczeniu. I cho

ć

 mo

Ŝ

e istnieje niezliczona 

ilo

ść

 rzeczy, których idei 

Ŝ

adnych nie posiadam, to jednak nie mo

Ŝ

na wła

ś

ciwie 

powiedzie

ć

Ŝ

e zostałem ich pozbawiony, lecz tylko negatywnie, 

Ŝ

e ich nie mam. Nie 

mog

ę

 mianowicie przytoczy

ć

 

Ŝ

adnej racji, by udowodni

ć

Ŝ

e Bóg powinien mi był da

ć

 

wi

ę

ksz

ą

 zdolno

ść

 poznania ni

Ŝ

 mi dał. I chocia

Ŝ

 go uwa

Ŝ

am za nie wiem jak biegłego 

artyst

ę

, to jednak przeto nie s

ą

dz

ę

, i

Ŝ

 musiał koniecznie obdarzy

ć

 ka

Ŝ

de poszczególne 

swoje dzieło wszystkimi tymi doskonało

ś

ciami, które mógł da

ć

 tylko niektórym.

Nie mog

ę

 si

ę

 te

Ŝ

 uskar

Ŝ

a

ć

Ŝ

e otrzymałem od Boga wol

ę

, czyli wolno

ść

 decyzji o 

niedostatecznym zasi

ę

gu i doskonało

ś

ci, bo wiem z do

ś

wiadczenia, 

Ŝ

e nie posiada ona 

Ŝ

adnych granic. I wydaje mi si

ę

 rzecz

ą

 ze wszech miar godn

ą

 uwagi, 

Ŝ

e wszystko inne, 

co jest we mnie, nie jest ani tak wielkie, ani tak doskonałe, bym nie mógł pomy

ś

le

ć

Ŝ

mogłoby by

ć

 jeszcze wi

ę

ksze czy doskonalsze. Bo gdy na przykład rozwa

Ŝ

am zdolno

ść

 

pojmowania, natychmiast stwierdzam, 

Ŝ

e posiadam j

ą

 w bardzo małym i ograniczonym 

stopniu, i równocze

ś

nie stwarzam sobie ide

ę

 jakiej

ś

 innej zdolno

ś

ci znacznie wi

ę

kszej, a 

nawet najwi

ę

kszej i niesko

ń

czonej. I na tej wła

ś

nie podstawie, 

Ŝ

e mog

ę

 sobie urobi

ć

 jej 

ide

ę

, pojmuj

ę

 (percipio), 

Ŝ

e nale

Ŝ

y ona do natury Boga. W ten sam sposób rozwa

Ŝ

aj

ą

pami

ęć

 czy wyobra

ź

ni

ę

, czy jak

ą

kolwiek inn

ą

 zdolno

ść

, nie znajduj

ę

 

Ŝ

adnej, która by we 

mnie nie była słaba i ograniczona, w Bogu za

ś

 niesko

ń

czona. Jedynie tylko wol

ę

, czyli 

wolno

ść

 decyzji stwierdzam u siebie w tak wielkim stopniu, 

Ŝ

e nie znajduj

ę

 idei niczego 

wi

ę

kszego od niej; tak 

Ŝ

e ona jest przede wszystkim t

ą

 racj

ą

, dzi

ę

ki. ktorej poznaj

ę

, i

Ŝ

 

jestem w pewnej mierze na obraz i podobie

ń

stwo Boga stworzony. Chocia

Ŝ

 bowiem jest 

ona w Bogu bez porównania wi

ę

ksza ni

Ŝ

 we mnie i to zarówno pod wzgl

ę

dem poznania i 

mocy, które s

ą

 z ni

ą

 zł

ą

czone i czyni

ą

 j

ą

 sam

ą

 silniejsz

ą

 i skuteczniejsz

ą

 - jak te

Ŝ

 pod 

wzgl

ę

dem przedmiotu, poniewa

Ŝ

 obejmuje wi

ę

cej rzeczy -, to jednak nie wydaje si

ę

 

wi

ę

ksz

ą

, je

Ŝ

eli j

ą

 rozpatrywa

ć

 sam

ą

 w sobie w sposób formalny i dokładny. Polega ona 

bowiem tylko, na tym, 

Ŝ

e mo

Ŝ

emy to samo uczyni

ć

 albo nie uczyni

ć

 (tzn. potwierdza

ć

 lub 

zaprzeczy

ć

, pój

ść

 za czym

ś

 albo unika

ć

 tego), a raczej na tym tylko, 

Ŝ

e potwierdzaj

ą

c lub 

zaprzeczaj

ą

c temu, co nam rozum przedkłada, wzgl

ę

dnie id

ą

c za tym lub unikaj

ą

c lego, 

w ten sposób si

ę

 odnosimy, 

Ŝ

e czujemy przy tym, i

Ŝ

 

Ŝ

adna siła zewn

ę

trzna nas do tego 

nie zmusza. Nie trzeba bowiem na to, bym był wolnym, 

Ŝ

ebym mógł si

ę

 przechyli

ć

 ku 

jednej lub drugiej stronie; lecz przeciwnie, im bardziej przechyl

ę

 si

ę

 ku jednej, czy to 

dlatego, 

Ŝ

e tu widz

ę

 jasno racje dobra i prawdy, czy te

Ŝ

 

Ŝ

e Bóg tak kieruje najgł

ę

bsz

ą

 

tre

ś

ci

ą

 mojej my

ś

li, tym bardziej wolny jest mój wybór. Z pewno

ś

ci

ą

 te

Ŝ

 ani łaska Boska, 

ani poznanie przyrodzone, nigdy nie umniejsza wolno

ś

ci, lecz przeciwnie raczej 

pomna

Ŝ

a i wzmacnia. To niezdecydowanie za

ś

, którego do

ś

wiadczam, gdy 

Ŝ

adna racja 

nie skłania mnie ku tej raczej stronie ni

Ŝ

 ku drugiej, jest najni

Ŝ

szym stopniem wolno

ś

ci i 

dowodzi tylko jakiego

ś

 braku, czy te

Ŝ

 negacji w poznaniu, a nie 

Ŝ

adnej doskonało

ś

ci. Bo 

gdybym zawsze jasno widział, co jest prawdziwe i dobre, to nigdy bym si

ę

 nie namy

ś

lał 

nad tym, jaki ma by

ć

 mój s

ą

d czy wybór i tak byłbym wprawdzie zupełnie wolny, ale nigdy 

nie mógłbym by

ć

 niezdecydowany.

Strona 21 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

Na podstawie tego [wszystkiego] pojmuj

ę

 (percipio), ze zdolno

ść

 chcenia, któr

ą

 mam od 

Boga, rozwa

Ŝ

ana sama w sobie, te

Ŝ

 nie jest przyczyn

ą

 moich bł

ę

dów; jest bowiem w 

najwy

Ŝ

szym stopniu rozległa i w swoim rodzaju doskonała. Ale nie jest ni

ą

 te

Ŝ

 zdolno

ść

 

pojmowania, albowiem wszystko cokolwiek pojmuj

ę

, pojmuj

ę

 bez w

ą

tpienia trafnie, skoro 

to - 

Ŝ

e pojmuj

ę

 - mam dane od Boga i tu nie mo

Ŝ

e si

ę

 zdarzy

ć

, bym bł

ą

dził. Sk

ą

d

Ŝ

e wi

ę

bior

ą

 si

ę

 moje bł

ę

dy? Otó

Ŝ

 tylko st

ą

d, 

Ŝ

e woli, maj

ą

cej szerszy zasi

ę

g ni

Ŝ

 rozum, nie 

utrzymuj

ę

 w tych samych granicach, lecz rozci

ą

gam j

ą

 tak

Ŝ

e na te sprawy, których nie 

pojmuj

ę

. A b

ę

d

ą

c co do nich niezdecydowana łatwo zbacza z drogi prawdy i dobra; i w 

taki to sposób powstaj

ą

 moje bł

ę

dy i grzechy.

Gdy na przykład rozwa

Ŝ

ałem w tych dniach, czy co

ś

kolwiek istnieje na 

ś

wiecie i 

spostrzegłem, 

Ŝ

e z samego wła

ś

nie tego rozwa

Ŝ

ania oczywi

ś

cie wynika, 

Ŝ

e ja istniej

ę

nie mogłem si

ę

 powstrzyma

ć

 od wydania s

ą

du, 

Ŝ

e to, co tak jasno pojmowałem, jest 

prawd

ą

; nie dlatego, 

Ŝ

eby mnie do tego zmusiła jaka

ś

 siła zewn

ę

trzna, lecz dlatego, 

Ŝ

wielka jasno

ść

 pojmowania wywołała wielk

ą

 skłonno

ść

 mojej woli i tym bardziej 

dobrowolnie i swobodnie w to uwierzyłem, im mniej byłem w stosunku do tego 
niezdecydowany. Teraz za

ś

 nie tylko wiem, 

Ŝ

e istniej

ę

, o ile jestem jak

ąś

 rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

ale ponadto narzuca mi si

ę

 tak

Ŝ

e pewna idea natury cielesnej i zdarza si

ę

Ŝ

e mam 

w

ą

tpliwo

ś

ci, czy natura my

ś

l

ą

ca, która jest we mnie, czy raczej, która jest mn

ą

 samym, 

jest inn

ą

 od natury cielesnej, czy mo

Ŝ

e obie s

ą

 tym samym. Zakładam, 

Ŝ

e nie nasuwa mi 

si

ę

 dot

ą

d jeszcze 

Ŝ

adna racja, która by mnie przekonała o jednym raczej ni

Ŝ

 o drugim; z 

pewno

ś

ci

ą

 tylko dlatego jestem niezdecydowany, czy mam któr

ąś

 z tych ewentualno

ś

ci 

potwierdzi

ć

 albo zaprzeczy

ć

, czy te

Ŝ

 w ogóle nie wydawa

ć

 o tym 

Ŝ

adnego s

ą

du.

Ponadto to niezdecydowanie obejmuje nie tylko to, czego rozum wcale nie poznaje, lecz 
w ogóle wszystko to, co rozum nie dosy

ć

 wyra

ź

nie poznaje wtedy wła

ś

nie, kiedy wola to 

rozwa

Ŝ

a. Jakkolwiek bowiem prawdopodobne domysły skłaniaj

ą

 mnie ku jednej stronie, 

to ju

Ŝ

 samo poznanie, 

Ŝ

e to s

ą

 tylko domysły, a nie pewne i nie budz

ą

ce w

ą

tpliwo

ś

ci 

racje, wystarczy, by zgod

ę

 moj

ą

 skierowa

ć

 ku stronie przeciwnej. O tym dostatecznie 

przekonałem si

ę

 w tych dniach, kiedy to przyj

ą

łem za zupełnie fałszywe wszystko to, co 

przedtem uwa

Ŝ

ałem za najbardziej prawdziwe i to z tego jedynego tylko powodu, i

Ŝ

 

zauwa

Ŝ

yłem, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na o tym w pewien sposób w

ą

tpi

ć

.

Skoro wi

ę

c powstrzymuj

ę

 si

ę

 od wydania s

ą

du, gdy nie ujmuj

ę

 (percipio) dosy

ć

 jasno i 

wyra

ź

nie, co jest prawd

ą

, jest rzecz

ą

 jasn

ą

Ŝ

e post

ę

puj

ę

 słusznie i nie bł

ą

dz

ę

; lecz gdy 

twierdze lub przecz

ę

, wtedy nie u

Ŝ

ywam w sposób nale

Ŝ

yty wolno

ś

ci decyzji. Je

Ŝ

eli 

zwróc

ę

 si

ę

 w stron

ę

 tego, co jest fałszywe, to oczywi

ś

cie bł

ą

dz

ę

; je

Ŝ

eli za

ś

 w stron

ę

 

przeciwn

ą

, to wprawdzie przypadkowo utrafi

ę

 w prawd

ę

, ale tym samym nie b

ę

d

ę

 wolny 

od winy, poniewa

Ŝ

 na mocy 

ś

wiatła przyrodzonego jest oczywiste, 

Ŝ

e ujmowanie 

rozumem (perceptionem) powinno zawsze wyprzedza

ć

 decyzj

ę

 woli. I w tym wła

ś

nie 

niewła

ś

ciwym u

Ŝ

ywaniu wolno

ś

ci decyzji zawiera si

ę

 ów brak, który stanowi istot

ę

 

(formam) bł

ę

du. Brak - powiadam - tkwi w samej czynno

ś

ci, o ile ona ode mnie pochodzi, 

a nie w zdolno

ś

ci, któr

ą

 otrzymałem od Boga, a tak

Ŝ

e nie w czynno

ś

ci, o ile ona jest od 

Niego zale

Ŝ

na. Albowiem nie mam 

Ŝ

adnego powodu, by si

ę

 skar

Ŝ

y

ć

Ŝ

e Bóg nie dał mi 

wi

ę

kszej zdolno

ś

ci pojmowania czy te

Ŝ

 doskonalszego 

ś

wiatła przyrodzonego, ni

Ŝ

 mi dał, 

bo to nale

Ŝ

y do natury rozumu sko

ń

czonego, 

Ŝ

e wielu rzeczy nie pojmuj

ę

, a do natury 

rozumu stworzonego, 

Ŝ

e jest sko

ń

czony; lecz przeciwnie powinienem Mu dzi

ę

kowa

ć

 za 

wszystko, czym mnie obdarzył, nie b

ę

d

ą

c mi nigdy nic winien; nie s

ą

dzi

ć

 za

ś

Ŝ

e mnie 

pozbawił tego, albo mi odebrał to, czego mi nie dał.

Nie mam tak

Ŝ

e powodu skar

Ŝ

y

ć

 si

ę

Ŝ

e dał mi wol

ę

 o wi

ę

kszym zasi

ę

gu ni

Ŝ

 rozum; skoro 

bowiem wola polega na jednej tylko rzeczy, wi

ę

c jak gdyby na czym

ś

 niepodzielnym, to 

widocznie jej natura nie znosi, by cokolwiek mo

Ŝ

na było od niej uj

ąć

. I zaiste im wi

ę

kszy 

jest jej zasi

ę

g, tym wi

ę

ksze dzi

ę

ki nale

Ŝą

 si

ę

 temu, który mi j

ą

 dał. 

Strona 22 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

A wreszcie nie mam te

Ŝ

 powodu skar

Ŝ

y

ć

 si

ę

Ŝ

e Bóg współdziała ze mn

ą

 w wywoływaniu 

owych aktów woli, czy te

Ŝ

 owych s

ą

dów, w których popełniam bł

ę

dy: albowiem owe akty 

s

ą

 w zupełno

ś

ci prawdziwe i dobre, o ile zale

Ŝą

 od Boga, i to, 

Ŝ

e mog

ę

 je wzbudza

ć

 w 

sobie, jest pewnego rodzaju wi

ę

ksz

ą

 doskonało

ś

ci

ą

, ni

Ŝ

 gdybym nie mógł. Brak za

ś

, na 

którym jedynie polega formalna przyczyna bł

ę

du i winy, nie wymaga 

Ŝ

adnego 

współdziałania Boga, poniewa

Ŝ

 nie jest rzecz

ą

 pozytywn

ą

 i nie powinno si

ę

 go nazywa

ć

je

Ŝ

eli si

ę

 go odnosi do Boga jako przyczyny, pozbawieniem (privatio), lecz tylko negacj

ą

Bo w rzeczywisto

ś

ci nie jest to 

Ŝ

adn

ą

 niedoskonało

ś

ci

ą

 Boga, 

Ŝ

e dał mi wolno

ść

 uznania 

za prawd

ę

 lub nieuznania pewnych rzeczy, których jasnego i wyra

ź

nego uj

ę

cia nie dał 

memu rozumowi, lecz bez w

ą

tpienia jest to moj

ą

 niedoskonało

ś

ci

ą

Ŝ

e nie robi

ę

 dobrego 

u

Ŝ

ytku z owej wolno

ś

ci i wydaj

ę

 s

ą

d o rzeczach, które nienale

Ŝ

ycie pojmuj

ę

. Widz

ę

 

jednak, 

Ŝ

e Bóg z łatwo

ś

ci

ą

 mógł to sprawi

ć

, bym nigdy nie popełniał bł

ę

dów, chocia

Ŝ

bym 

pozostał wolny i posiadał sko

ń

czone poznanie. Sprawiłby to mianowicie, gdyby dał 

rozumowi mojemu jasne i wyra

ź

ne ujmowanie wszystkiego, co bym kiedykolwiek w 

przyszło

ś

ci miał rozwa

Ŝ

a

ć

, albo te

Ŝ

, gdyby mi tak gł

ę

boko wrył w pami

ęć

Ŝ

e nie nale

Ŝ

nigdy wydawa

ć

 s

ą

du o rzeczach, których nie pojmuj

ę

 jasno i wyra

ź

nie, 

Ŝ

e niemo

Ŝ

liwe 

byłoby kiedykolwiek zapomnie

ć

 o tym. Z łatwo

ś

ci

ą

 te

Ŝ

 pojmuj

ę

Ŝ

e rozwa

Ŝ

aj

ą

c siebie jako 

cało

ść

, mógłbym by

ć

 doskonalszy ni

Ŝ

 teraz jestem, gdyby mnie takim Bóg stworzył. 

Niemniej jednak nie mog

ę

 zaprzeczy

ć

Ŝ

e wi

ę

ksza doskonało

ść

 panowałaby jako

ś

 we 

wszech

ś

wiecie, gdyby pewne jego cz

ęś

ci były wolne od bł

ę

dów, a inne nie, ni

Ŝ

 gdyby 

wszystkie były zupełnie podobne; nie mam te

Ŝ

 prawa si

ę

 skar

Ŝ

y

ć

Ŝ

e Bóg chciał mnie 

mie

ć

 na 

ś

wiecie, jako kogo

ś

 (personom), kto nie jest ani najgłówniejszy ani 

najdoskonalszy ze wszystkich.

A poza tym, chocia

Ŝ

 nie mog

ę

 powstrzyma

ć

 si

ę

 od popełniania bł

ę

dów w ów pierwszy 

sposób, polegaj

ą

cy na oczywistym ujmowaniu tego wszystkiego, co si

ę

 ma rozwa

Ŝ

a

ć

, to 

jednak mog

ę

 ich unika

ć

 w ten drugi sposób, polegaj

ą

cy na utrwaleniu w pami

ę

ci tego 

tylko, 

Ŝ

e nale

Ŝ

y si

ę

 powstrzyma

ć

 od wydawania s

ą

du, ilekro

ć

 prawdziwo

ść

 jakiej

ś

 rzeczy 

nie jest jasna. Bo chocia

Ŝ

 zdaj

ę

 sobie spraw

ę

 z tej mojej słabo

ś

ci, 

Ŝ

e nie mógłbym 

zawsze tkwi

ć

 niezmiennie przy jednej i tej samej my

ś

li, mog

ę

 jednak osi

ą

gn

ąć

 przez 

uwa

Ŝ

ne i cz

ę

sto ponawiane rozwa

Ŝ

anie, abym zawsze o niej pami

ę

tał, ilekro

ć

 zajdzie 

potrzeba i w ten sposób nabył pewnego przyzwyczajenia niepopełniania bł

ę

dów.

Skoro wi

ę

c na tym polega najwi

ę

ksza i najgłówniejsza doskonało

ść

 człowieka, to - jak 

s

ą

dz

ę

 - nie mały zysk osi

ą

gn

ą

łem dzi

ę

ki dzisiejszej medytacji, odkrywszy przyczyn

ę

 

ę

du i fałszu; i zaiste nie mo

Ŝ

e istnie

ć

 

Ŝ

adna inna przyczyna ni

Ŝ

 ta, któr

ą

 wyło

Ŝ

yłem. Bo 

ile razy wydaj

ą

c s

ą

d trzymam na wodzy wol

ę

 tak, by tylko to obejmowała, co jej jasno i 

wyra

ź

nie rozum przedstawia, to nie mo

Ŝ

e si

ę

 zdarzy

ć

, bym bł

ą

dził. Poniewa

Ŝ

 ka

Ŝ

de 

jasne i wyra

ź

ne uj

ę

cie jest bez w

ą

tpienia czym

ś

 (rzeczywistym i pozytywnym), a zatem 

nie mo

Ŝ

e powsta

ć

 z niczego, lecz Bóg musi by

ć

 jego twórc

ą

, ów Bóg najdoskonalszy - 

powiadam - którego istota wyklucza, by był zwodzicielem; dlatego ka

Ŝ

de jasne i wyra

ź

ne 

poj

ę

cie jest niew

ą

tpliwie prawdziwe. Dzisiaj nauczyłem si

ę

 te

Ŝ

 nie tylko tego, czego si

ę

 

mam wystrzega

ć

, by nigdy nie popełni

ć

 bł

ę

du, ale tak

Ŝ

e tego, co nale

Ŝ

y czyni

ć

, by 

dotrze

ć

 do prawdy. Osi

ą

gn

ę

 j

ą

 bowiem z pewno

ś

ci

ą

, je

Ŝ

eli tylko zwróc

ę

 baczn

ą

 uwag

ę

 

na wszystko, co doskonale pojmuj

ę

 i oddziel

ę

 to od innych poj

ęć

, które chwytam w 

sposób bardziej m

ę

tny i niejasny. O to te

Ŝ

 b

ę

d

ę

 si

ę

 w przyszło

ś

ci jak najusilniej starał.

MEDYTACJA V

 

O istocie rzeczy materialnych i raz jeszcze o istnieniu Boga 

Wiele mi jeszcze pozostało do zbadania w sprawie przymiotów (attributa) Boga, wiele w 
sprawie natury mnie samego wzgl

ę

dnie mojego ducha (mens), lecz tym zajm

ę

 si

ę

 mo

Ŝ

znów kiedy indziej. Teraz najpilniejsz

ą

 rzecz

ą

 wydaje mi si

ę

 (skoro ju

Ŝ

 wiem, czego 

nale

Ŝ

y si

ę

 wystrzega

ć

 i co czyni

ć

, by osi

ą

gn

ąć

 prawd

ę

), abym spróbował wybrn

ąć

 z tych 

Strona 23 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

w

ą

tpliwo

ś

ci, w które pogr

ąŜ

yłem si

ę

 w ostatnich dniach i abym zobaczył, czy mo

Ŝ

na mie

ć

 

jak

ąś

 pewno

ść

 co do rzeczy materialnych.

Jednak

Ŝ

e zanim przysit

ą

pi

ę

 do zbadania, czy jakie

ś

 takie rzeczy istniej

ą

 poza mn

ą

musze rozwa

Ŝ

y

ć

 ich idee, o ile s

ą

 w mojej 

ś

wiadomo

ś

ci i przyjrze

ć

 si

ę

, które z nich s

ą

 

wyra

ź

ne, a które nie.

Otó

Ŝ

 wyra

ź

nie wyobra

Ŝ

am sobie wielko

ść

, któr

ą

 filozofowie zwykle nazywaj

ą

 wielko

ś

ci

ą

 

ci

ą

ą

, czyli rozci

ą

gło

ść

 na długo

ść

, szeroko

ść

 i gł

ę

boko

ść

 tej wielko

ś

ci a raczej rzeczy 

tak a tak wielkiej. Wyliczam w niej rozmaite cz

ęś

ci i tym cz

ęś

ciom przypisuj

ę

 dowolne 

wielko

ś

ci, kształty, poło

Ŝ

enie i ruchy -, a tym ruchom dowolny czas trwania.

Wszystkie te rzeczy s

ą

 mi znane i przejrzyste, nie tylko, gdy je tak ogólnie rozwa

Ŝ

am, 

lecz oprócz tego wyt

ęŜ

ywszy uwag

ę

 ujmuj

ę

 niezliczon

ą

 ilo

ść

 szczegółów, dotycz

ą

cych 

kształtów, liczby, ruchu i tym podobnych, których prawdziwo

ść

 jest tak jawna i tak zgodna 

z moj

ą

 natur

ą

Ŝ

e skoro tylko zaczynam je odkrywa

ć

, to nie tyle mi si

ę

 zdaje jakbym si

ę

 

czego

ś

 nowego nauczył, ile raczej jakbym sobie przypominał co

ś

, o czym ju

Ŝ

 wcze

ś

niej 

wiedziałem. Innymi słowy wydaje mi si

ę

Ŝ

e po raz pierwszy zwróciłem uwag

ę

 na to, co 

od dawna we mnie było, chocia

Ŝ

 nie zwracałem przedtem na to spojrzenia umysłu.

I tutaj - jak s

ą

dz

ę

 - najbardziej godne zastanowienia jest to, 

Ŝ

e znajduj

ę

 w sobie 

niezliczon

ą

 ilo

ść

 idei pewnych rzeczy, o których nie mo

Ŝ

na powiedzie

ć

Ŝ

e s

ą

 niczym, 

chocia

Ŝ

 mo

Ŝ

e nie istniej

ą

 nigdzie poza mn

ą

. A chocia

Ŝ

 my

ś

l

ę

 w jaki

ś

 sposób o nich 

zale

Ŝ

nie od mej woli, to jednak nie s

ą

 przeze mnie wymy

ś

lone, lecz maj

ą

 swoje 

prawdziwe i niezmienne natury. Gdy na przykład wyobra

Ŝ

am sobie trójk

ą

t, to cho

ć

 mo

Ŝ

taka figura nigdzie na 

ś

wiecie nie istnieje poza moj

ą

 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

, ani nigdy nie istniała, 

posiada jednak bez w

ą

tpienia jak

ąś

 okre

ś

lon

ą

 natur

ę

, czyli istot

ę

, czyli form

ę

 niezmienn

ą

 

i wieczn

ą

, która ani nie została przeze mnie wymy

ś

lona, ani nie jest od mego umysłu 

zale

Ŝ

na. Wynika to z tego, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na udowodni

ć

 ró

Ŝ

ne własno

ś

ci owego trójk

ą

ta, jak np. 

Ŝ

e jego trzy k

ą

ty s

ą

 równe dwom prostym, 

Ŝ

e naprzeciw najwi

ę

kszego jego k

ą

ta le

Ŝ

najdłu

Ŝ

szy bok i tym podobne, które to własno

ś

ci teraz jasno poznaj

ę

, czy chc

ę

, czy nie 

chc

ę

, chocia

Ŝ

 nigdy przedtem w 

Ŝ

aden sposób nie my

ś

lałem o nich, gdy sobie 

wyobra

Ŝ

ałem trójk

ą

t. Wobec tego nie zostały one przeze mnie wymy

ś

lone.

A tak

Ŝ

e nie zmienia to postaci rzeczy, je

ś

li powiadam, 

Ŝ

e owa idea trójk

ą

ta przyszła 

mo

Ŝ

e do mnie od rzeczy zewn

ę

trznych za po

ś

rednictwem narz

ą

dów zmysłowych, 

poniewa

Ŝ

 niejednokrotnie widziałem ciała o kształcie trójk

ą

tnym. Mog

ę

 bowiem przecie 

wymy

ś

li

ć

 niezliczon

ą

 ilo

ść

 innych figur, co do których nie mo

Ŝ

e istnie

ć

 

Ŝ

adne podejrzenie, 

Ŝ

e zostały mi kiedykolwiek dane przy pomocy zmysłów, a mimo to wykaza

ć

 rozmaite ich 

własno

ś

ci, tak samo jak przy trójk

ą

cie. Wszystkie one z pewno

ś

ci

ą

 s

ą

 prawdziwe, 

poniewa

Ŝ

 jasno je poznaj

ę

 i przez to samo s

ą

 czym

ś

, a nie czystym niczym. Jest bowiem 

oczywiste, 

Ŝ

e wszystko to, co jest prawd

ą

, jest czym

ś

. Ju

Ŝ

 te

Ŝ

 obszernie wykazałem, 

Ŝ

wszystko to jest prawdziwe, co jasno poznaj

ę

; a cho

ć

bym nawet tego nie wykazał, to z 

pewno

ś

ci

ą

 taka jest natura mego umysłu, 

Ŝ

e i tak nie mógłbym si

ę

 na to nie zgodzi

ć

 

przynajmniej dopóty, dopóki to jasno ujmuj

ę

. Przypominam te

Ŝ

 sobie, 

Ŝ

e zawsze, nawet 

jeszcze przedtem, kiedy tak bardzo gł

ę

boko tkwiłem w przedmiotach zmysłowych, za 

najpewniejsze ze wszystkich uwa

Ŝ

ałem te prawdy, które w sposób oczywisty 

poznawałem o figurach lub o liczbach, albo inne nale

Ŝą

ce do arytmetyki lub geometrii, 

czy w ogóle odnosz

ą

ce si

ę

 do czystej i abstrakcyjnej matematyki.

A teraz, je

Ŝ

eli z tego jedynie, 

Ŝ

e mog

ę

 ide

ę

 jakiej

ś

 rzeczy wyprowadzi

ć

 z mej 

ś

wiadomo

ś

ci wynika, i

Ŝ

 wszystko, co ujmuj

ę

 jasno i wyra

ź

nie jako nale

Ŝą

ce do owej 

rzeczy, rzeczywi

ś

cie do niej nale

Ŝ

y, to czy

Ŝ

 nie mo

Ŝ

na st

ą

d zaczerpn

ąć

 dowodu 

wykazuj

ą

cego istnienie Boga? Z pewno

ś

ci

ą

 tak samo znajduj

ę

 w sobie idee Jego, to jest 

istoty najdoskonalszej, jak ide

ę

 jakiejkolwiek figury czy liczby; i tak samo jak i wyra

ź

nie 

Strona 24 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

pojmuj

ę

Ŝ

e do Jego natury nale

Ŝ

y wieczne i aktualne istnienie, jak pojmuj

ę

Ŝ

e do natury 

figury czy liczby nale

Ŝ

y to, czego dowodz

ę

 o tej figurze czy liczbie. A wi

ę

c, cho

ć

by nie 

wszystko było prawdziwe, co w tych ostatnich dniach rozwa

Ŝ

ałem, to istnienie Boga 

powinno mie

ć

 dla minie co najmniej ten sam stopie

ń

 pewno

ś

ci, jaki dotychczas posiadały 

prawdy matematyczne. Co prawda na pierwszy rzut oka nie jest to tak całkiem widoczne, 
lecz ma pewien pozór sofizmatu. Przywykłszy bowiem we wszystkich innych rzeczach 
rozró

Ŝ

nia

ć

 istnienie (existentia) od istoty (essentia), łatwo siebie przekonywam, 

Ŝ

e mo

Ŝ

na 

je te

Ŝ

 oddzieli

ć

 od istoty Boga i w ten sposób mo

Ŝ

na pojmowa

ć

 Boga, jako nie 

istniej

ą

cego aktualnie. Lecz skoro uwa

Ŝ

niej si

ę

 zastanowi

ę

, to staje si

ę

 oczywistym, 

Ŝ

tak samo nie mo

Ŝ

na oddzieli

ć

 istnienia od istoty Boga, jak nie mo

Ŝ

na od istoty trójk

ą

ta 

oddzieli

ć

 tego, 

Ŝ

e wielko

ść

 trzech jego k

ą

tów równa si

ę

 dwóm prostym, albo od idei góry 

ide

ę

 doliny. Tak samo wi

ę

c nie mo

Ŝ

na pomy

ś

le

ć

 sobie Boga (tj. istoty najdoskonalszej), 

której brak istnienia, (a wi

ę

c, której brak jakiej

ś

 doskonało

ś

ci) - jak pomy

ś

le

ć

 gór

ę

 bez 

doliny. Chocia

Ŝ

 jednak nie mógłbym sobie przedstawi

ć

 nie istniej

ą

cego Boga, tak jak nie 

mógłbym sobie przedstawi

ć

 góry bez doliny, to z pewno

ś

ci

ą

 ani z tego, 

Ŝ

e sobie 

przedstawiam gór

ę

 z dolin

ą

 nie wynika, 

Ŝ

e jaka

ś

 góra istnieje na 

ś

wiecie, ani te

Ŝ

 z tego, 

Ŝ

e Boga przedstawiam sobie jako istniej

ą

cego, nie wynika - jak mi si

ę

 wydaje -

Ŝ

e Bóg 

istnieje: bo moja my

ś

l nie narzuca rzeczom 

Ŝ

adnej konieczno

ś

ci. I tak jak sobie mog

ę

 

wyobrazi

ć

 skrzydlatego konia, chocia

Ŝ

 

Ŝ

aden ko

ń

 nie ma skrzydeł, tak mo

Ŝ

e mog

ę

 Bogu 

doda

ć

 zmy

ś

lone istnienie, chocia

Ŝ

 

Ŝ

aden Bóg nie istnieje. Otó

Ŝ

 nie. Tu wła

ś

nie kryje si

ę

 

sofizmat; bo z tego, 

Ŝ

e nie mog

ę

 pomy

ś

le

ć

 góry bez doliny, nie wynika, 

Ŝ

e gdzie

ś

 góra i 

dolina istniej

ą

, tylko 

Ŝ

e góra i dolina s

ą

 nierozdzielne, bez wzgl

ę

du na to, czy istniej

ą

 czy 

nie istniej

ą

. Z tego za

ś

Ŝ

e Boga nie mog

ę

 sobie pomy

ś

le

ć

 inaczej, jak tylko jako 

istniej

ą

cego, wynika, 

Ŝ

e istnienie jest nieodł

ą

czne od Boga, a zatem, 

Ŝ

e On rzeczywi

ś

cie 

istnieje, - nie dlatego jakoby moja my

ś

l mogła to sprawi

ć

, albo jakiejkolwiek rzeczy 

narzuci

ć

 jak

ąś

 konieczno

ść

, lecz przeciwnie - poniewa

Ŝ

 konieczno

ść

 samej rzeczy, tj. 

konieczno

ść

 istnienia Boga skłania mnie, bym tak my

ś

lał. Nie jestem bowiem w mo

Ŝ

no

ś

ci 

przedstawi

ć

 sobie Boga bez istnienia (tj. istot

ę

 najdoskonalsz

ą

 bez pełnej doskonało

ś

ci) - 

tak jak mog

ę

 sobie wyobrazi

ć

 konia ze skrzydłami lub bez skrzydeł.

Nie mo

Ŝ

na tu tak

Ŝ

e powiedzie

ć

Ŝ

e koniecznie musz

ę

 przyj

ąć

, i

Ŝ

 Bóg istnieje, skoro 

przyj

ą

łem, 

Ŝ

e posiada On wszelkie doskonało

ś

ci, gdy

Ŝ

 istnienie jest jedn

ą

 z nich, lecz 

Ŝ

pierwsze zało

Ŝ

enie nie było konieczne. Podobnie nie jest konieczne, bym s

ą

dził, 

Ŝ

wszelkie figury czworoboczne mo

Ŝ

na wpisa

ć

 w koło. Ale przyj

ą

wszy, 

Ŝ

e tak s

ą

dz

ę

musiałbym koniecznie przyzna

ć

Ŝ

e romb mo

Ŝ

na wpisa

ć

 w koło, co jest oczywi

ś

cie 

fałszem. Bo chocia

Ŝ

 nie jest konieczne, by mi si

ę

 nasun

ę

ła kiedykolwiek jaka

ś

 my

ś

l o 

Bogu, to jednak ilekro

ć

 zechc

ę

 my

ś

le

ć

 o istocie pierwszej i najdoskonalszej i wydoby

ć

 jej 

ide

ę

 jak gdyby ze skarbca mojego umysłu, trzeba koniecznie, bym jej przypisał wszystkie 

doskonało

ś

ci, cho

ć

bym nie wszystkie wtedy wyliczał i nie zajmował si

ę

 poszczególnymi. I 

ta konieczno

ść

 zupełnie wystarcza, bym pó

ź

niej, - zauwa

Ŝ

ywszy, 

Ŝ

e istnienie jest 

doskonało

ś

ci

ą

 - doszedł do słusznego wniosku, ze ta istota pierwsza i najdoskonalsza 

istnieje. Tak samo nie jest konieczne, bym sobie kiedykolwiek wyobra

Ŝ

ał jaki

ś

  trójk

ą

t, 

lecz ilekro

ć

 chc

ę

 rozwa

Ŝ

a

ć

 figur

ę

 o prostych liniach, maj

ą

c

ą

 tylko trzy k

ą

ty, musz

ę

 jej 

przyzna

ć

 te własno

ś

ci, z ktorych słusznie mo

Ŝ

na wywnioskowa

ć

Ŝ

e jego trzy k

ą

ty nie s

ą

 

wi

ę

ksze od dwóch prostych, chocia

Ŝ

bym na to teraz nie zwrócił uwagi. Kiedy za

ś

 badam, 

które figury mo

Ŝ

na wpisa

ć

 w koło, to nie potrzeba zupełnie, bym s

ą

dził, 

Ŝ

e wszystkie 

czworoboczne do nich nale

Ŝą

; przeciwnie, nie mog

ę

 czego

ś

 takiego nawet wymy

ś

li

ć

 

dopóki nie chc

ę

 uzna

ć

 niczego, czego jasno i wyra

ź

nie nie pojmuj

ę

; jest zatem wielka 

Ŝ

nica pomi

ę

dzy tego rodzaju fałszywymi zało

Ŝ

eniami, a prawdziwymi ideami, które mi 

s

ą

 wrodzone, a z których pierwsz

ą

 i główn

ą

 jest idea Boga. Albowiem rzeczywi

ś

cie na 

Ŝ

ne sposoby przekonuj

ę

 si

ę

Ŝ

e owa idea nie jest jakim

ś

 wymysłem zale

Ŝ

nym od mojej 

ś

wiadomo

ś

ci, lecz obrazem prawdziwej i niezmiennej natury. Mianowicie po pierwsze: 

poniewa

Ŝ

 nie mog

ę

 wymy

ś

li

ć

 

Ŝ

adnej innej rzeczy, do której istoty nale

Ŝ

y istnienie, oprócz 

Boga jedynie. Po wtóre: poniewa

Ŝ

 nie mog

ę

 sobie przedstawi

ć

 dwóch, albo wi

ę

cej 

Strona 25 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

Bogów tego rodzaju; a przyj

ą

wszy, 

Ŝ

e jeden ju

Ŝ

 istnieje, jasno widz

ę

Ŝ

e musiał 

koniecznie istnie

ć

 przedtem od wieków, i 

Ŝ

e na wieki istnie

ć

 b

ę

dzie. A w ko

ń

cu dlatego, 

Ŝ

e poznaj

ę

 (percipio) w Bogu wiele innych rzeczy, od których nie mog

ę

 niczego uj

ąć

, ani 

niczego w nich zmieni

ć

.

Lecz zaprawd

ę

, jakiegokolwiek w ko

ń

cu sposobu dowodzenia u

Ŝ

yj

ę

, zawsze wychodzi 

na to, 

Ŝ

e tylko to mo

Ŝ

e mnie całkowicie przekona

ć

, co jasno i wyra

ź

nie ujmuj

ę

. I cho

ć

 

niejedno z tego, co tak ujmuj

ę

, jest dla ka

Ŝ

dego oczywiste, inne za

ś

 rzeczy mog

ą

 odkry

ć

 

tylko ci, którzy bli

Ŝ

ej im si

ę

 przyjrz

ą

 i dokładniej zbadaj

ą

, to jednak skoro ju

Ŝ

 s

ą

 odkryte, 

uwa

Ŝ

a si

ę

 je za niemniej pewne od tamtych. Chocia

Ŝ

 na przykład nie jest tak łatwo 

widoczne, 

Ŝ

e w trójk

ą

cie prostok

ą

tnym kwadrat podstawy jest równy sumie kwadratów 

obu boków, jak oczywiste jest, 

Ŝ

e owa podstawa le

Ŝ

y naprzeciw najwi

ę

kszego k

ą

ta, to 

jednak, sioro raz si

ę

 o tym przekonamy, wierzymy jednakowo w prawdziwo

ść

 jednego jak 

i drugiego. Co si

ę

 za

ś

 tyczy Boga, to na pewno niczego bym pierwej ani łatwiej nie 

poznał ni

Ŝ

 Jego, gdyby mój umysł nie był przy

ć

miony przez przes

ą

dy, a my

ś

l moja nie 

była uporczywie zaj

ę

ta obrazami rzeczy zmysłowych. Bo có

Ŝ

 jest samo przez si

ę

 bardziej 

jawne jak to, 

Ŝ

e istnieje byt najwy

Ŝ

szy, czyli 

Ŝ

e istnieje Bóg, który sam jeden tylko 

posiada istot

ę

 zwi

ą

zan

ą

 nierozł

ą

cznie z istnieniem. I chocia

Ŝ

 trzeba było wyt

ęŜ

onej 

uwagi, aby to poj

ąć

, to jednak teraz jestem co do tego nie tylko równie pewny, jak co do 

wszystkich innych rzeczy, które mi si

ę

 wydaj

ą

 najpewniejsze, lecz ponadto spostrzegam 

tak

Ŝ

e, 

Ŝ

e pewno

ść

 wszystkich innych rzeczy jest tak wła

ś

nie od tej sprawy zale

Ŝ

na, 

Ŝ

bez niej nigdy nie mo

Ŝ

na by niczego wiedzie

ć

 w sposób doskonały.

Chocia

Ŝ

 to bowiem le

Ŝ

y w mojej naturze, 

Ŝ

e nie mog

ę

 nie wierzy

ć

, i

Ŝ

 co

ś

 jest prawdziwe, 

dopóki to ujmuj

ę

 bardzo jasno i wyra

ź

nie, to jednak le

Ŝ

y tak

Ŝ

e w mojej naturze, 

Ŝ

e nie 

mog

ę

 stale utrzyma

ć

 spojrzenia mego umysłu na jednej i tej samej rzeczy, by j

ą

 jasno 

ujmowa

ć

 i cz

ę

sto wraca pami

ęć

 s

ą

du dawniej wydanego. Wi

ę

c gdy ju

Ŝ

 wi

ę

cej nie 

zwracam uwagi na racje, dla których rzecz tak os

ą

dziłem, mog

ą

 si

ę

 nasun

ąć

 inne racje, 

które by mnie łatwo mogły odwie

ść

 od przyj

ę

tego pogl

ą

du, gdybym nie wiedział, 

Ŝ

e Bóg 

istnieje. W ten sposób nigdy bym nie posiadał o 

Ŝ

adnej rzeczy prawdziwej i pewnej 

wiedzy, lecz tylko chwiejne i zmienne pogl

ą

dy. Tak na przykład, gdy rozwa

Ŝ

am natur

ę

 

trójk

ą

ta, najoczywi

ś

ciej okazuje mi si

ę

 jako obeznanemu z zasadami geometrii, 

Ŝ

e jego 

trzy k

ą

ty równaj

ą

 si

ę

 dwom prostym; i nie mog

ę

 nie wierzy

ć

Ŝ

e to jest prawd

ą

, dopóki 

zwracam uwag

ę

 na dowód tego twierdzenia. Lecz skoro tylko odwróc

ę

 od niego uwag

ę

to chocia

Ŝ

 jeszcze pami

ę

tam, 

Ŝ

e zupełnie jasno to przejrzałem, mo

Ŝ

e si

ę

 łatwo zdarzy

ć

i

Ŝ

 zaczn

ę

 w

ą

tpi

ć

 o prawdziwo

ś

ci tego twierdzenia, je

Ŝ

eli bym zaiste nie znał Boga. Bo 

mog

ę

 sobie tłumaczy

ć

Ŝ

e takim mnie ju

Ŝ

 natura stworzyła, i

Ŝ

 niekiedy bł

ą

dz

ę

 w tym, co 

według mego zdania jak najoczywi

ś

ciej ujmuj

ę

, pami

ę

taj

ą

c zwłaszcza, 

Ŝ

e cz

ę

sto wiele 

rzeczy uwa

Ŝ

ałem za prawdziwe i pewne, które pó

ź

niej na podstawie innych racji 

os

ą

dziłem jako fałszywe.

Skoro jednak poznałem (percepi), 

Ŝ

e Bóg istnieje i poniewa

Ŝ

 zarazem zrozumiałem, 

Ŝ

wszystko inne od Niego zale

Ŝ

y, oraz 

Ŝ

e On nie jest zwodzicielem, a st

ą

d wysnułem 

wniosek, 

Ŝ

e wszystko to, co ujmuj

ę

 jasno i wyra

ź

nie, musi by

ć

 koniecznie prawdziwe, w 

takim razie, chocia

Ŝ

bym nie zwracał wi

ę

cej uwagi na racje, na których podstawie co

ś

 za 

prawd

ę

 uznałem, lecz tylko pami

ę

tał, 

Ŝ

e przejrzałem to jasno i wyra

ź

nie, to nie mo

Ŝ

na by 

przytoczy

ć

 

Ŝ

adnej racji przeciwnej, która by mnie wp

ę

dziła w w

ą

tpliwo

ść

, lecz 

posiadałbym o tym prawdziw

ą

 i pewn

ą

 wiedz

ę

. I nie tylko o tym, lecz tak

Ŝ

e o wszystkich 

innych twierdzeniach, o których pami

ę

tam, 

Ŝ

e ich kiedy

ś

 dowiodłem, jak np. o 

twierdzeniach geometrycznych i podobnych. Bo có

Ŝ

 mo

Ŝ

na mi teraz zarzuci

ć

ś

e takim 

zostałem stworzony, i

Ŝ

 cz

ę

sto popadam w bł

ę

dy? Przecie

Ŝ

 ju

Ŝ

 wiem, 

Ŝ

e nie mog

ę

 bł

ą

dzi

ć

 

w tym, co wyra

ź

nie (perspicue) rozumiem. Czy mo

Ŝ

e, i

Ŝ

 kiedy indziej uwa

Ŝ

ałem za 

prawdziwe i pewne to, o czym pó

ź

niej stwierdziłem, 

Ŝ

e jest fałszywe? Ale

Ŝ

 ja niczego z 

tych rzeczy nie ujmowałem jasno i wyra

ź

nie, lecz nie znaj

ą

c tej reguły prawdy wierzyłem 

w nie mo

Ŝ

e na innej podstawie, która - jak pó

ź

niej odkryłem - była mniej pewna. Có

Ŝ

 wi

ę

Strona 26 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

mo

Ŝ

na powiedzie

ć

? Czy nie to (co sam sobie niedawno zarzucałem), 

Ŝ

e ja mo

Ŝ

ś

ni

ę

lub 

Ŝ

e wszystko to, co teraz my

ś

l

ę

, nie jest bardziej prawdziwe, ni

Ŝ

 to, co si

ę

 pojawia we 

ś

nie? Ale to niczego nie zmienia, bo z pewno

ś

ci

ą

, chocia

Ŝ

bym nawet 

ś

nił, wszystko, co 

jest oczywiste dla mego rozumu, jest całkowicie prawdziwe.

Tak wi

ę

c widz

ę

 jasno, 

Ŝ

e pewno

ść

 i prawdziwo

ść

 wszelkiej wiedzy zale

Ŝ

y jedynie od 

poznania prawdziwego Boga, tak dalece, 

Ŝ

e nie mogłem o 

Ŝ

adnej innej rzeczy posiada

ć

 

doskonałej wiedzy, zanim nie poznałem Jego. Teraz za

ś

 mog

ę

 zdoby

ć

 dokładn

ą

 

znajomo

ść

 i pewno

ść

 niezliczonych prawd, zarówno o samym Bogu i o innych rzeczach 

rozumowi tylko dost

ę

pnych (res intellectuales), jak tak

Ŝ

e o całej tej naturze cielesnej, 

która jest przedmiotem czystej matematyki.

MEDYTACJA VI

 

O istnieniu rzeczy materialnych i o realnej ró

Ŝ

nicy mi

ę

dzy dusz

ą

 i ciałem 

Pozostało mi jeszcze do zbadania, czy istniej

ą

 rzeczy materialne. Otó

Ŝ

 wiem ju

Ŝ

 

przynajmniej to, 

Ŝ

e mog

ą

 one istnie

ć

, o ile s

ą

 przedmiotem czystej matematyki, poniewa

Ŝ

 

je jasno i wyra

ź

nie ujmuj

ę

. Bez w

ą

tpienia bowiem jest w mocy Boga urzeczywistni

ć

 to 

wszystko, co ja jestem zdolny w ten sposób uj

ąć

. I tylko wówczas s

ą

dziłem, 

Ŝ

e On 

czego

ś

 nie mo

Ŝ

e uczyni

ć

, je

Ŝ

eli si

ę

 to sprzeciwiało mojemu jasnemu ujmowaniu. Poza 

tym wydaje si

ę

Ŝ

e istnienie owych rzeczy materialnych wynika ze zdolno

ś

ci 

wyobra

Ŝ

ania, któr

ą

, jak tego do

ś

wiadczam, posługuj

ę

 si

ę

 ilekro

ć

 zajmuj

ę

 si

ę

 nimi. Gdy 

si

ę

 bowiem uwa

Ŝ

niej rozwa

Ŝ

a, co to jest zdolno

ść

 wyobra

Ŝ

ania, okazuje si

ę

Ŝ

e jest to 

tylko pewne zastosowanie zdolno

ś

ci poznawczej do ciała, które si

ę

 jej bezpo

ś

rednio 

uobecnia, a wobec tego istnieje.

Aby si

ę

 to stało zupełnie jasnym, zbadam najpierw ró

Ŝ

nic

ę

, jaka istnieje mi

ę

dzy 

wyobra

Ŝ

aniem a czystym pojmowaniem (intellectio). Gdy sobie mianowicie wyobra

Ŝ

am 

np. trójk

ą

t, to nie tylko pojmuj

ę

Ŝ

e jest to figura ograniczona trzema liniami, lecz tak

Ŝ

widz

ę

 wzrokiem duszy (mens) te trzy linie jak gdyby obecne i to wła

ś

nie nazywam 

"wyobra

Ŝ

a

ć

 sobie". Kiedy jednak chc

ę

 my

ś

le

ć

 o tysi

ą

coboku, to wprawdzie pojmuj

ę

 

równie dobrze, 

Ŝ

e jest to figura zbudowana z tysi

ą

ca boków, jak pojmuj

ę

Ŝ

e trójk

ą

t jest 

figur

ą

 zbudowan

ą

 z trzech boków, lecz nie mog

ę

 w ten sam sposób owego tysi

ą

ca 

boków sobie wyobrazi

ć

, czyli widzie

ć

 ich jakby obecnych. I chocia

Ŝ

 wtedy, wskutek 

przyzwyczajenia, by zawsze sobie co

ś

 wyobra

Ŝ

a

ć

 ilekro

ć

 my

ś

l

ę

 o rzeczach cielesnych, 

przedstawiam sobie mo

Ŝ

e niejasno jak

ąś

 figur

ę

, to oczywi

ś

cie nie jest ona 

tysi

ą

cobokiem, poniewa

Ŝ

 w niczym si

ę

 nie ró

Ŝ

ni od tej figury, któr

ą

 bym sobie 

przedstawiał, gdybym my

ś

lał o dziesi

ę

ciotysi

ą

coboku, czy o jakiej

ś

 innej figurze o bardzo 

wielkiej ilo

ś

ci boków; i w niczym si

ę

 ona nie przyczynia do rozpoznania tych wła

ś

ciwo

ś

ci, 

którymi si

ę

 ró

Ŝ

ni tysi

ą

cobok od innych wieloboków. Skoro jednak chodzi o pi

ę

ciobok, to 

mog

ę

 wprawdzie poj

ąć

 jego figur

ę

 tak jak figur

ę

 tysi

ą

coboku bez pomocy wyobra

ź

ni, lecz 

mog

ę

 tak

Ŝ

e wyobrazi

ć

 j

ą

 sobie, zwracaj

ą

c mianowicie spojrzenie mego umysłu na jej 

pi

ęć

 boków i zarazem na płaszczyzn

ę

 nimi zamkni

ę

t

ą

. I tu wyra

ź

nie spostrzegam, 

Ŝ

e dla 

wyobra

Ŝ

enia sobie czego

ś

 potrzeba szczególnego wysiłku ducha (animus), którego nie 

potrzebuj

ę

 przy pojmowaniu czego

ś

; i ten nowy wysiłek ducha jasno pokazuje ró

Ŝ

nic

ę

 

mi

ę

dzy wyobra

Ŝ

aniem a czystym pojmowaniem.

Ponadto spostrzegam, 

Ŝ

e owa zdolno

ść

 wyobra

Ŝ

ania tkwi

ą

ca we mnie, o ile ró

Ŝ

ni si

ę

 od 

zdolno

ś

ci pojmowania, nie jest wcale potrzebna dla istoty mnie samego, tj. mego umysłu; 

bo cho

ć

bym jej nie posiadał, bez w

ą

tpienia pozostałbym zupełnie ten sam, co teraz 

jestem. Z tego wynika - jak si

ę

 zdaje - 

Ŝ

e jest ona zale

Ŝ

na od jakiej

ś

 rzeczy ró

Ŝ

nej ode 

mnie. Łatwo to pojmuj

ę

Ŝ

e je

Ŝ

eli istnieje jakie

ś

 ciało, z którym umysł jest tak zwi

ą

zany, i

Ŝ

 

mo

Ŝ

e si

ę

 dowoli zwraca

ć

 ku niemu, by je jak gdyby ogl

ą

da

ć

, to jest mo

Ŝ

liwe, 

Ŝ

e przez to 

samo wyobra

Ŝ

am sobie rzeczy cielesne. Tak, 

Ŝ

e ten sposób my

ś

lenia w tym tylko si

ę

 

Ŝ

ni od czystego pojmowania, 

Ŝ

e umysł przy czystym pojmowaniu zwraca si

ę

 jak gdyby 

Strona 27 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

do siebie samego i rozwa

Ŝ

a któr

ąś

 z idei, b

ę

d

ą

cych w nim samym; przy wyobra

Ŝ

aniu za

ś

 

zwraca si

ę

 ku ciału i w nim ogl

ą

da co

ś

 zgodnego z ide

ą

 przez siebie pomy

ś

lan

ą

 lub 

zmysłowo uchwycon

ą

. Łatwo - powiadam - pojmuj

ę

Ŝ

e tak mo

Ŝ

e powsta

ć

 wyobra

Ŝ

enie, 

o ile istnieje ciało; a poniewa

Ŝ

 nie nasuwa mi si

ę

 

Ŝ

aden inny równie odpowiedni sposób 

wyja

ś

nienia, jak to wyobra

Ŝ

enie powstaje, wnosz

ę

 z tego z pewnym 

prawdopodobie

ń

stwem, 

Ŝ

e ciało istnieje. Lecz tylko z pewnym prawdopodobie

ń

stwem, i 

chocia

Ŝ

 wszystko badam dokładnie, to nie widz

ę

 jednak jeszcze, by w tej wyra

ź

nej idei 

natury cielesnej, któr

ą

 znajduj

ę

 w mojej wyobra

ź

ni mo

Ŝ

na si

ę

 było dopatrzy

ć

 

jakiegokolwiek argumentu, z którego by koniecznie wynikało, 

Ŝ

e jakie

ś

 ciało istnieje.

Otó

Ŝ

 oprócz owej natury cielesnej, która jest przedmiotem czystej matematyki, zwykłem 

sobie wyobra

Ŝ

a

ć

 wiele innych rzeczy, jak np. barwy, d

ź

wi

ę

ki, smaki, ból i tym podobne, 

chocia

Ŝ

 

Ŝ

adnej z nich równie wyra

ź

nie. A poniewa

Ŝ

 ujmuj

ę

 je lepiej zmysłami, od których 

za spraw

ą

 pami

ę

ci przeszły - jak si

ę

 zdaje - do wyobra

ź

ni, musz

ę

, abym swobodniej 

mógł je rozpatrzy

ć

, rozwa

Ŝ

y

ć

 równie

Ŝ

 tak samo wra

Ŝ

enia zmysłowe i popatrzy

ć

, czy z 

tego, co si

ę

 ujmuje owym sposobem prze

Ŝ

ywania 

ś

wiadomego (cogitandi), zwanym 

przeze mnie odczuwaniem zmysłowym, nie mógłbym uku

ć

 jakiego

ś

 niezbitego 

argumentu dla istnienia rzeczy cielesnych.

Przede wszystkim przejd

ę

 raz jeszcze w my

ś

li, jakie to s

ą

 rzeczy, które dawniej, jako 

ujmowane przez zmysły, uwa

Ŝ

ałem za prawdziwe i z jakiego powodu uwa

Ŝ

ałem je za 

takie; nast

ę

pnie rozwa

Ŝę

 przyczyny, dla których pó

ź

niej zacz

ą

łem o nich w

ą

tpi

ć

; a w 

ko

ń

cu zastanowi

ę

 si

ę

, co mam o nich obecnie s

ą

dzi

ć

Najpierw wi

ę

c spostrzegłem, 

Ŝ

e mam głow

ę

, r

ę

ce, nogi i inne członki, z których składa 

si

ę

 to ciało, które uwa

Ŝ

ałem jakby za cz

ęść

 siebie samego, a mo

Ŝ

e tak

Ŝ

e jakby za siebie 

całego. Spostrzegłem te

Ŝ

Ŝ

e owo ciało znajduje si

ę

 mi

ę

dzy licznymi innymi ciałami, które 

na

ń

 mog

ą

 oddziaływa

ć

 w sposób korzystny lub niekorzystny i te korzystne działania 

oceniałem za pomoc

ą

 pewnego wra

Ŝ

enia rozkoszy, niekorzystne za

ś

 za pomoc

ą

 

wra

Ŝ

enia bólu. Oprócz bólu i rozkoszy odczuwałem te

Ŝ

 głód, pragnienie i inne po

Ŝą

dania 

tego rodzaju, a tak

Ŝ

e pewne skłonno

ś

ci cielesne do wesoło

ś

ci, do smutku, do gniewu i 

tym podobnych nami

ę

tno

ś

ci (affectus). Na zewn

ą

trz za

ś

 u

ś

wiadamiałem sobie oprócz 

rozci

ą

gło

ś

ci ciał, ich kształtu i ruchu, tak

Ŝ

e ich twardo

ść

, ciepło i inne wła

ś

ciwo

ś

ci 

dotykowe -, a dalej 

ś

wiatło, barwy, zapachy, smaki i d

ź

wi

ę

ki, których ró

Ŝ

norodno

ść

 

pozwalała mi odró

Ŝ

ni

ć

 od siebie niebo, ziemi

ę

, morza i wszystkie inne ciała. I 

rzeczywi

ś

cie nie bez racji sadziłem na podstawie idei wszystkich tych wła

ś

ciwo

ś

ci, które 

si

ę

 narzucały mej 

ś

wiadomo

ś

ci (cogitatio) i które jedynie odczuwałem wła

ś

ciwie i 

bezpo

ś

rednio, 

Ŝ

e odczuwam pewne rzeczy zupełnie ró

Ŝ

ne od mojej 

ś

wiadomo

ś

ci, a 

mianowicie ciała, od których owe idee pochodz

ą

. Przekonałem si

ę

 bowiem, 

Ŝ

e owe idee 

pojawiaj

ą

 si

ę

 zupełnie bez mojej zgody, tak, 

Ŝ

e ani nie mogłem, cho

ć

bym chciał, 

spostrzega

ć

 zmysłowo przedmiotu, je

ś

li nie był obecny organom zmysłowym, ani nie 

mogłem nie spostrzega

ć

, gdy był obecny. I poniewa

Ŝ

 nadto idee uj

ę

te przez zmysły były 

o wiele 

Ŝ

ywsze i dobitniejsze i w swoim rodzaju znacznie bardziej wyra

ź

ne od 

którejkolwiek z tych idei, które sam sobie tworzyłem w my

ś

lach z pełn

ą

 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

lub które znajdowałem jakby wyryte w mojej pami

ę

ci, przeto wydawało mi si

ę

 

niemo

Ŝ

liwym, by pochodziły ode mnie samego. Wobec czego mogły pochodzi

ć

 tylko od 

jakich

ś

 innych rzeczy. A poniewa

Ŝ

 nie posiadałem znajomo

ś

ci tych rzeczy znik

ą

din

ą

d jak 

tylko z tych wła

ś

nie samych idei, musiało mi przyj

ść

 na my

ś

l, 

Ŝ

e s

ą

 one do nich podobne. 

ś

e za

ś

 ponadto przypominałem sobie, i

Ŝ

 wcze

ś

niej posługiwałem si

ę

 zmysłami ni

Ŝ

 

rozumem, i widziałem, 

Ŝ

e idee tworzone przeze mnie nie były tak wyraziste jak owe 

ujmowane przez zmysły, a bardzo cz

ę

sto były zło

Ŝ

one z ich cz

ęś

ci, z łatwo

ś

ci

ą

 mogłem 

si

ę

 utwierdza

ć

 w przekonaniu, 

Ŝ

e w ogóle 

Ŝ

adnej idei nie miałem w moim umy

ś

le (in 

intellectu), której bym przedtem nie miał danej przez zmysły (in sensu). A tak

Ŝ

e nie bez 

racji s

ą

dziłem, 

Ŝ

e to ciało, które z jakim

ś

 szczególnym uprawnieniem nazywałem swoim, 

bardziej nale

Ŝ

y do mnie, ni

Ŝ

 jakiekolwiek inne. Nie mogłem bowiem nigdy oddzieli

ć

 si

ę

 od 

Strona 28 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

niego tak jak od innych ciał; wszystkie po

Ŝą

dania i nami

ę

tno

ś

ci odczuwałem w nim i za 

nie. A wreszcie w jego cz

ęś

ciach odczuwałem ból i dreszcz rozkoszy, a nie w innych 

poza nim si

ę

 znajduj

ą

cych.

Dlaczego jednak po tym nie znanym mi bli

Ŝ

ej wra

Ŝ

eniu bólu nast

ę

puje pewien smutek 

ducha (animi), a po wra

Ŝ

eniu rozkoszy pewna rado

ść

 i dlaczego owo nie daj

ą

ce si

ę

 

opisa

ć

 szczypanie 

Ŝ

ą

dka, które nazywam głodem, upomina mnie, 

Ŝ

e nale

Ŝ

y przyj

ąć

 

posiłek, a sucho

ść

 gardła, 

Ŝ

e nale

Ŝ

y si

ę

 napi

ć

 i tak dalej - na to zaiste nie mam innego 

wytłumaczenia jak tylko to, 

Ŝ

e natura mnie tak nauczyła. Nie ma bowiem 

Ŝ

adnego 

podobie

ń

stwa (przynajmniej o ile ja to rozumiem) pomi

ę

dzy owym szczypaniem 

Ŝ

ą

dka 

a ch

ę

ci

ą

 jedzenia, czy te

Ŝ

 mi

ę

dzy odczuciem rzeczy sprawiaj

ą

cej ból i 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

 

smutku, wywołanego tym odczuciem. Ale wydawało mi si

ę

Ŝ

e natura nauczyła mnie te

Ŝ

 

wszystkiego innego, co s

ą

dziłem o przedmiotach zmysłów, wcze

ś

niej bowiem 

przekonałem si

ę

 o tym stanie rzeczy zanim rozwa

Ŝ

yłem jakiekolwiek racje, przy pomocy 

których mo

Ŝ

na by tego wła

ś

nie dowie

ść

.

ź

niej za

ś

 liczne do

ś

wiadczenia obaliły stopniowo całe moje zaufanie do zmysłów, 

poniewa

Ŝ

 niekiedy wie

Ŝ

e, które z daleka widziałem jako okr

ą

głe, z bliska okazywały si

ę

 

kwadratowe i olbrzymie pos

ą

gi stoj

ą

ce na ich szczycie wydawały mi si

ę

 małymi, gdy 

patrzyłem na nie z ziemi. W niezliczonej te

Ŝ

 ilo

ś

ci takich wypadków przekonałem si

ę

Ŝ

s

ą

dy oparte na zmysłach zewn

ę

trznych s

ą

 bł

ę

dne; ale nie tylko oparte na zmysłach 

zewn

ę

trznych, lecz tak

Ŝ

e wewn

ę

trznych; bo có

Ŝ

 mo

Ŝ

e by

ć

 bardziej wewn

ę

trzne od bólu? 

A słyszałem niekiedy od osób, którym amputowano nog

ę

 albo r

ę

k

ę

Ŝ

e wydawało im si

ę

 i 

ź

niej nieraz, i

Ŝ

 odczuwaj

ą

 ból w tej brakuj

ą

cej im cz

ęś

ci ciała. Dlatego wydawało mi 

si

ę

Ŝ

e i ja nie mog

ę

 by

ć

 zupełnie pewny, i

Ŝ

 mnie jaki

ś

 członek boli, chocia

Ŝ

 odczuwam w 

nim ból. Do tych powodów w

ą

tpienia dorzuciłem niedawno jeszcze dwa najbardziej 

ogólne. Pierwszy brzmiał: 

Ŝ

e o wszystkim, o czymkolwiek na jawie wierzyłem, i

Ŝ

 to 

odczuwam, mog

ę

 tak

Ŝ

e niekiedy we 

ś

nie sadzi

ć

 to samo. A skoro nie wierz

ę

, aby to, co 

zdawało mi si

ę

Ŝ

e odczuwam we 

ś

nie, przychodziło do mnie od rzeczy zewn

ę

trznych, 

nie widziałem powodu, dlaczego bym bardziej miał w to samo wierzy

ć

, gdy idzie o to, co 

wydaje mi si

ę

Ŝ

e odczuwam na jawie. Drugi głosił: 

Ŝ

e skoro nie znałem dotychczas 

sprawcy mego pochodzenia, albo raczej udawałem, 

Ŝ

e go nie znam, nie widziałem 

Ŝ

adnej przeszkody, dla której bym nie miał by

ć

 przez natur

ę

 tak urz

ą

dzony, i

Ŝ

bym bł

ą

dził 

tak

Ŝ

e w tym, co mi si

ę

 wydawało najbardziej prawdziwym. Co si

ę

 za

ś

 tyczy podstaw, na 

których dawniej opierałem prawdziwo

ść

 rzeczy zmysłowych, to nie było trudno na to 

odpowiedzie

ć

. Skoro bowiem natura zdawała si

ę

 mnie skłania

ć

 ku wielu rzeczom, które 

rozum odradzał, s

ą

dziłem, 

Ŝ

e nie nale

Ŝ

y zbytnio ufa

ć

 temu, czego nas natura uczy. I 

chocia

Ŝ

 spostrze

Ŝ

enia zmysłowe nie były zale

Ŝ

ne od mojej woli, to jednak nie nale

Ŝ

ało z 

tego - jak s

ą

dziłem - wysnuwa

ć

 wniosku, 

Ŝ

e pochodz

ą

 one od rzeczy ró

Ŝ

nych ode mnie, 

bo

ć

 przecie

Ŝ

 mo

Ŝ

e ja sam mog

ę

 posiada

ć

 jak

ąś

 zdolno

ść

, cho

ć

 dotychczas mi nieznan

ą

 

- która jest ich sprawczyni

ą

.

Teraz za

ś

, kiedy zaczynam lepiej poznawa

ć

 siebie samego i sprawc

ę

 mojego 

pochodzenia, sadz

ę

, i

Ŝ

 nie nale

Ŝ

y wprawdzie nierozwa

Ŝ

nie przyjmowa

ć

 tego, co wydaje 

mi si

ę

Ŝ

e jest dane od zmysłów, ale te

Ŝ

 nie nale

Ŝ

y wszystkiego, podawa

ć

 w w

ą

tpliwo

ść

.

I po pierwsze, poniewa

Ŝ

 wiem, 

Ŝ

e wszystko to, co jasno i wyra

ź

nie pojmuj

ę

, takim mo

Ŝ

by

ć

 stworzone przez Boga, jakim ja to pojmuj

ę

, to wystarcza mi, i

Ŝ

 mog

ę

 pojmowa

ć

 jasno 

i wyra

ź

nie jedn

ą

 rzecz bez drugiej na to, by mie

ć

 pewno

ść

, i

Ŝ

 jedna jest ró

Ŝ

na od drugiej, 

bo przynajmniej Bóg mo

Ŝ

e je urzeczywistni

ć

 oddzielnie. Nie ma te

Ŝ

 znaczenia, jaka 

władza to sprawia, i

Ŝ

 uwa

Ŝ

a si

ę

 je za ró

Ŝ

ne. A nast

ę

pnie na podstawie tego tylko, i

Ŝ

 

wiem, 

Ŝ

e istniej

ę

 i 

Ŝ

e równocze

ś

nie niczego zgoła nie spostrzegam, co by nale

Ŝ

ało do 

mojej natury czy istoty, oprócz tego jednego tylko, 

Ŝ

e jestem rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

, słusznie 

dochodz

ę

 do wniosku, i

Ŝ

 moja istota polega na tym jedynie, 

Ŝ

e jestem rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

. I 

chocia

Ŝ

 mo

Ŝ

e (a raczej na pewno - jak to pó

ź

niej powiem) posiadam ciało, które ze mn

ą

 

Strona 29 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

jest bardzo 

ś

ci

ś

le zł

ą

czone, niemniej jednak jest rzecz

ą

 pewn

ą

Ŝ

e zaiste jestem czym

ś

 

Ŝ

nym od ciała i bez niego mog

ę

 istnie

ć

, - poniewa

Ŝ

 z jednej strony posiadam jasn

ą

 i 

wyra

ź

n

ą

 ide

ę

 siebie samego jako rzeczy my

ś

l

ą

cej tylko, a nie rozci

ą

głej, a z drugiej 

strony wyra

ź

ne ide

ę

 ciała, jako rzeczy rozci

ą

głej tylko a nie my

ś

l

ą

cej.

Ponadto znajduj

ę

 w sobie zdolno

ś

ci do pewnych szczególnych odmian 

ś

wiadomo

ś

ci 

(cogitandi): na przykład zdolno

ść

 wyobra

Ŝ

ania i odczuwania, bez których mog

ę

 

pojmowa

ć

 siebie całego jasno i wyra

ź

nie, ale nie mog

ę

 na odwrót pojmowa

ć

 ich bez 

siebie, tj. bez substancji rozumnej, w której tkwi

ą

. Zawieraj

ą

 bowiem w swoim formalnym 

poj

ę

ciu pewien rodzaj czynno

ś

ci my

ś

lenia (intellectio), z czego wnosz

ę

 (percipio), 

Ŝ

Ŝ

ni

ą

 si

ę

 one ode mnie tak, jak modi od rzeczy. Znajduj

ę

 jeszcze pewne inne zdolno

ś

ci, 

jak zdolno

ść

 zmieniania miejsca, przyjmowania ró

Ŝ

nych postaci i tym podobne. Zdolno

ś

ci 

tych wprawdzie tak jak i poprzednich nie mo

Ŝ

na pomy

ś

le

ć

 w oderwaniu od jakiej

ś

 

substancji, w której tkwi

ą

 i bez której wskutek tego nie mog

ą

 istnie

ć

, lecz co do nich jest 

rzecz

ą

 oczywist

ą

Ŝ

e o ile one istniej

ą

 musz

ą

 tkwi

ć

 w substancji cielesnej, czyli rozci

ą

głej, 

a nie w rozumnej, poniewa

Ŝ

 w ich jasnym i wyra

ź

nym poj

ę

ciu zawiera si

ę

 pewna 

rozci

ą

gło

ść

, a nie zawiera si

ę

 nic wcale z my

ś

lenia (intellectio). Jest jednak we mnie 

pewna bierna zdolno

ść

 odczuwania, czyli  przyjmowania i rozpoznawania idei rzeczy 

zmysłowych; nie mógłbym jednak zrobi

ć

 z niej 

Ŝ

adnego u

Ŝ

ytku, gdyby nie istniała tak

Ŝ

we mnie czy w czym innym pewna aktywna zdolno

ść

 wytwarzania tych idei. Ta zdolno

ść

 

jednak nie mo

Ŝ

e istnie

ć

 we mnie, poniewa

Ŝ

 w jej zało

Ŝ

eniu nie ma 

Ŝ

adnej czynno

ś

ci 

my

ś

lenia (intellectio) i poniewa

Ŝ

 owe idee powstaj

ą

 bez mojego współdziałania, a cz

ę

sto 

nawet wbrew mej woli. St

ą

d wniosek, 

Ŝ

e znajduje si

ę

 ona w jakiej

ś

 substancji ró

Ŝ

nej ode 

mnie. A poniewa

Ŝ

 w tej substancji musi zawiera

ć

 si

ę

 w sposób formalny lub eminentny 

cała rzeczywisto

ść

 zawarta w sposób obiektywny w ideach wytworzonych przez ow

ą

 

zdolno

ść

 (jak to ju

Ŝ

 wy

Ŝ

ej zaznaczyłem), jest wi

ę

c t

ą

 substancj

ą

 albo ciało tzn. natura 

cielesna, w której jest zawarte formalnie wszystko to, co w ideach zawiera si

ę

 

obiektywnie; albo te

Ŝ

 jest ni

ą

 Bóg lub jakie

ś

 stworzenie szlachetniejsze od ciała, które 

zawiera w sobie ow

ą

 rzeczywisto

ść

 w sposób eminentny. Otó

Ŝ

 jest rzecz

ą

 całkiem 

oczywist

ą

Ŝ

e poniewa

Ŝ

 Bóg nie jest zwodzicielem, nie przekazuje mi tych idei ani 

bezpo

ś

rednio od siebie, ani za po

ś

rednictwem jakiego

ś

 stworzenia, w którym by 

zawierała si

ę

 ta obiektywna rzeczywisto

ść

 nie w sposób formalny, lecz tylko eminentny. 

Skoro bowiem Bóg nie dał mi 

Ŝ

adnej zdolno

ś

ci, by to pozna

ć

, lecz przeciwnie wielk

ą

 

skłonno

ść

 do uwierzenia, 

Ŝ

e pochodz

ą

 one od rzeczy cielesnych, nie widz

ę

, w jaki 

sposób mo

Ŝ

na by poj

ąć

Ŝ

e nie jest on zwodzicielem, je

ś

liby one pochodziły sk

ą

din

ą

d ni

Ŝ

 

od rzeczy cielesnych. A zatem rzeczy cielesne istniej

ą

. Mo

Ŝ

e jednak w ogóle nie 

wszystkie istniej

ą

 takie, jakimi je ujmuj

ę

 (comprehendo) zmysłami, poniewa

Ŝ

 owo 

zmysłowe spostrze

Ŝ

enie w wielu punktach jest bardzo niejasne i m

ę

tne; ale przynajmniej 

to wszystko w nich jest, co jasno i wyra

ź

nie pojmuj

ę

, tzn. wszystko, co - ogólnie bior

ą

c - 

wchodzi w zakres czystej matematyki (mathesis).

Co si

ę

 za

ś

 tyczy innych kwestii, które s

ą

 b

ą

d

ź

 tylko szczegółowe, jak to, 

Ŝ

e sło

ń

ce 

posiada tak

ą

 a tak

ą

 wielko

ść

, lub taki a taki kształt - b

ą

d

ź

 te

Ŝ

 s

ą

 mniej jasno pojmowane, 

jak 

ś

wiatło, d

ź

wi

ę

k, ból itp. - to cho

ć

 s

ą

 one bardzo w

ą

tpliwe i niepewne, to jednak samo 

to (przekonanie), 

Ŝ

e Bóg nie jest zwodzicielem i wskutek tego nie mo

Ŝ

e si

ę

 sta

ć

, by 

jakikolwiek bł

ą

d znalazł si

ę

 w moich mniemaniach, o ile bym nie miał  tak

Ŝ

e danej mi od 

Boga zdolno

ś

ci do naprawienia go, daje mi niezawodn

ą

 nadziej

ę

 doj

ś

cia do prawdy 

tak

Ŝ

e i w tych sprawach. I rzeczywi

ś

cie nie ulega w

ą

tpliwo

ś

ci, 

Ŝ

e wszystko to, o czym 

mnie poucza natura, zawiera co

ś

 prawdy. Przez natur

ę

 bowiem, ogólnie rozwa

Ŝ

an

ą

 

rozumiem teraz nie co innego, jak albo samego Boga, albo ustanowiony przez Boga ład 
rzeczy stworzonych. A przez natur

ę

 moj

ą

 w szczególno

ś

ci rozumiem nie co innego, jak 

zespól tego wszystkiego, co mi jest dane od Boga. 

Strona 30 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

Owa moja natura za

ś

 o niczym mnie dobitniej nie poucza jak o tym, 

Ŝ

e posiadam ciało, 

które 

ź

le si

ę

 czuje, gdy mu ból dolega, które łaknie jedzenia lub picia, gdy odczuwam 

głód lub pragnienie itp.; i dlatego nie powinienem w

ą

tpi

ć

Ŝ

e jest w tym co

ś

 prawdy.

Uczy mnie tak

Ŝ

e natura przez owe wra

Ŝ

enia bólu, głodu, pragnienia etc., 

Ŝ

e ja nie jestem 

tylko obecny w moim ciele tak jak 

Ŝ

eglarz na okr

ę

cie, lecz 

Ŝ

e jestem z nim jak naj

ś

ci

ś

lej 

ą

czony i jak gdyby zmieszany, tak 

Ŝ

e tworz

ę

 z nim jakby jedn

ą

 cało

ść

. W przeciwnym 

bowiem razie ja, który nie jestem niczym innym jak rzecz

ą

 my

ś

l

ą

c

ą

, me odczuwałbym 

bólu, gdy ciało moje zostanie zranione, lecz tylko czysto rozumowo ujmowałbym owo 
zranienie, tak jak 

Ŝ

eglarz ujmuje wzrokiem, gdy co

ś

 na statku si

ę

 złamie; i gdy ciało 

domaga si

ę

 jedzenia lub picia, to bym to te

Ŝ

 rozumiał wyra

ź

nie, a nie posiadał niejasnego 

uczucia głodu czy pragnienia. Nie s

ą

 bowiem z pewno

ś

ci

ą

 niczym innym owe uczucia 

pragnienia, głodu, bólu etc. jak tylko pewn

ą

 niejasn

ą

 odmian

ą

 

ś

wiadomo

ś

ci (cogitandi), 

powstał

ą

 z poł

ą

czenia i jak gdyby przemieszania duszy (mentis) i ciała.

Poza tym jeszcze poucza mnie natura, 

Ŝ

e wokół mojego ciała znajduj

ą

 si

ę

 rozmaite inne 

ciała i za jednymi z nich nale

Ŝ

y i

ść

, a innych unika

ć

. I z pewno

ś

ci

ą

 z tego, 

Ŝ

e odczuwani 

najrozmaitsze barwy, d

ź

wi

ę

ki, zapachy, smaki, ciepło,, twardo

ść

 itp. wysnuwam słuszny 

wniosek, i

Ŝ

 w ciałach, od których doznaj

ę

 owych ró

Ŝ

norodnych wra

Ŝ

e

ń

 zmysłowych jest 

pewna rozmaito

ść

 odpowiadaj

ą

ca tamtym, cho

ć

 mo

Ŝ

e do nich niepodobna. Na 

podstawie tego wiec, 

Ŝ

e niektóre z owych wra

Ŝ

e

ń

 s

ą

 dla mnie miłe a inne niemiłe, jest 

rzecz

ą

 zupełnie pewn

ą

, i

Ŝ

 ciało moje, a raczej mo

Ŝ

e całe ja, jako składaj

ą

ce si

ę

 z duszy 

(mente) i ciała, mo

Ŝ

e doznawa

ć

 od otaczaj

ą

cych je ciał wpływów korzystnych albo 

niekorzystnych.

Jest jednak wiele innych rzeczy, których w rzeczywisto

ś

ci nie otrzymałem od natury, 

chocia

Ŝ

 zdawałoby si

ę

Ŝ

e ona mnie o nich pouczyła, lecz od pewnego przyzwyczajenia 

do nierozwa

Ŝ

nego wydawania s

ą

dów, wskutek czego łatwo mo

Ŝ

e si

ę

 zdarzy

ć

Ŝ

e s

ą

 one 

fałszywe. Na przykład, 

Ŝ

e cała przestrze

ń

, w której nie ma niczego, co by pobudzało 

moje zmysły, jest pró

Ŝ

na; 

Ŝ

e np. w ciele gor

ą

cym jest co

ś

 zupełnie podobnego do idei 

ciepła, która jest we mnie; 

Ŝ

e w białym albo zielonym ciele jest ta sama biel lub ziele

ń

któr

ą

 odczuwam; w gorzkim lub słodkim ten sam smak i tak samo w pozostałych; 

Ŝ

gwiazdy i wie

Ŝ

e i jakiekolwiek inne ciała oddalone s

ą

 pod wzgl

ę

dem wielko

ś

ci i kształtu 

tylko takie, jakie si

ę

 przedstawiaj

ą

 moim zmysłom itp. 

ś

eby jednak poj

ęć

 to wszystko 

dostatecznie wyra

ź

nie, winienem dokładniej zdefiniowa

ć

, co wła

ś

ciwie rozumiem, gdy 

mówi

ę

Ŝ

e natura mnie o czym

ś

 poucza. Otó

Ŝ

 bior

ę

 tu natur

ę

 w w

ęŜ

szym sensie ni

Ŝ

 jako 

zespół tego wszystkiego, co jest mi dane od Boga. W tym bowiem zespole wiele si

ę

 

zawiera, co odnosi si

ę

 do samego ducha (mens), jak np. to, 

Ŝ

e stwierdzam (percipio), i

Ŝ

 

to co si

ę

 stało, odsta

ć

 si

ę

 nie mo

Ŝ

e i wszystko inne, co mi jest znane na podstawie 

ś

wiatła przyrodzonego. O tym tu si

ę

 nie mówi. Wiele te

Ŝ

 jest rzeczy, o których tu tak

Ŝ

nie mówi

ę

, odnosz

ą

cych si

ę

 wył

ą

cznie do ciała, jak np. 

Ŝ

e ma ono tendencj

ę

 do 

spadania w dół i tym podobne. Mowa jest tylko o tym, co dane mi jest od Boga, jako 
zło

Ŝ

onemu z duszy (mente) i ciała. Otó

Ŝ

 ta natura uczy mnie wprawdzie, by unika

ć

 tego, 

co wywołuje wra

Ŝ

enie bólu, a d

ąŜ

y

ć

 do tego, co budzi wra

Ŝ

enie rozkoszy itp.; lecz nie 

jest rzecz

ą

 oczywist

ą

Ŝ

e oprócz tego uczy nas ona wysnuwa

ć

 jakie

ś

 wnioski o rzeczach 

znajduj

ą

cych si

ę

 poza nami z owych dozna

ń

 zmysłowych, bez uprzedniego zbadania ich 

przez rozum; poniewa

Ŝ

 wydaje si

ę

Ŝ

e prawdziwa wiedza o nich nale

Ŝ

y do samego 

umysłu (mens), a nie do poł

ą

czenia [duszy i ciała]. Tak wi

ę

c, chocia

Ŝ

 gwiazda nie silniej 

działa na moje oko ni

Ŝ

 płomie

ń

 małej pochodni, to jednak nic w tym nie skłania mnie 

realnie ani pozytywnie do wierzenia, 

Ŝ

e nie jest ona wi

ę

ksza, lecz s

ą

dziłem tak tylko bez 

Ŝ

adnej podstawy od najwcze

ś

niejszej młodo

ś

ci. I chocia

Ŝ

 zbli

Ŝ

aj

ą

c si

ę

 do ognia czuj

ę

 

ciepło, a zbli

Ŝ

ywszy si

ę

 zanadto odczuwam nawet ból, to zaiste nie ma 

Ŝ

adnej racji 

przekonywuj

ą

cej, 

Ŝ

e w ogniu jest co

ś

 podobnego do owego ciepła, tak jak nie ma nic 

podobnego do owego bólu, lecz tylko, 

Ŝ

e jest w nim co

ś

 - cokolwiek by to w ko

ń

cu było - 

co wywołuje w nas owe uczucia ciepła czy bólu. Chocia

Ŝ

 wi

ę

c tak

Ŝ

e w jakim

ś

 miejscu nie 

Strona 31 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

ma niczego, co by pobudzało moje zmysły, nie wynika z tego wcale, ze nie ma w nim 

Ŝ

adnego ciała, lecz widz

ę

Ŝ

e tu jak i w wielu innych rzeczach przywykłem zmienia

ć

 

porz

ą

dek natury. Albowiem spostrze

Ŝ

enia (perceptiones) zmysłowe dane mi s

ą

 przez 

natur

ę

 wła

ś

ciwie po to, by okazywa

ć

 memu rozumowi, co dla zło

Ŝ

onej cało

ś

ci, której on 

jest cz

ęś

ci

ą

, jest korzystne albo niekorzystne - do tego celu s

ą

 one te

Ŝ

 dostatecznie 

jasne i wyra

ź

ne - a ja tymczasem u

Ŝ

ywam ich jako zupełnie pewnych reguł do 

bezpo

ś

redniego rozpoznawania istoty ciał, znajduj

ą

cych si

ę

 poza nami, o której jednak 

pouczaj

ą

 mnie one w sposób bardzo niejasny i m

ę

tny.

Ale ju

Ŝ

 przedtem dostatecznie jasno zdałem sobie spraw

ę

, jakim sposobem, mimo 

dobroci Boga, mo

Ŝ

e si

ę

 to zdarzy

ć

Ŝ

e s

ą

dy moje s

ą

 fałszywe. Lecz tu wyłania si

ę

 nowa 

trudno

ść

 w odniesieniu do rzeczy wskazywanych mi przez natur

ę

 jako takie, za którymi 

nale

Ŝ

y i

ść

 wzgl

ę

dnie ich unika

ć

, a tak

Ŝ

e w odniesieniu do zmysłów wewn

ę

trznych, w 

których - jak mi si

ę

 zdaje - zauwa

Ŝ

yłem omyłki: jak np., gdy kto

ś

 skuszony miłym 

smakiem jakiej

ś

 potrawy spo

Ŝ

ywa ukryt

ą

 w niej trucizn

ę

. Oczywi

ś

cie jednak w tym 

wypadku natura skłania go jedynie do po

Ŝą

dania rzeczy o miłym smaku, a nie trucizny, 

której wcale nie zna. I jedyny wniosek, jaki st

ą

d mo

Ŝ

na wyprowadzi

ć

 jest, 

Ŝ

e natura owa 

nie jest wszechwiedz

ą

ca. To jednak nie jest niczym dziwnym; bo skoro człowiek jest 

istot

ą

 ograniczon

ą

, to nale

Ŝ

y mu si

ę

 te

Ŝ

 tylko ograniczona doskonało

ść

.

Nierzadko te

Ŝ

 bł

ą

dzimy w rzeczach, do których nas sama natura nakłania, jak np. kiedy 

chorzy pragn

ą

 napoju lub potrawy, która im niebawem mo

Ŝ

e zaszkodzi

ć

. Tu mo

Ŝ

e by 

kto

ś

 powiedział, 

Ŝ

e oni dlatego popełniaj

ą

 bł

ą

d, poniewa

Ŝ

 natura ich jest zepsuta. Ale to 

nie usuwa trudno

ś

ci, bo przecie

Ŝ

 człowiek chory jest tak samo tworem Boga, jak człowiek 

zdrowy; wobec tego wydaje si

ę

 tak samo rzecz

ą

 nie do przyj

ę

cia, 

Ŝ

e Bóg dał mu natur

ę

 

zwodnicz

ą

. I tak samo jak zegar sporz

ą

dzony z kółek i ci

ęŜ

arków niemniej dokładnie 

zachowuje wszelkie prawa natury, gdy jest 

ź

le wykonany i wskazuje fałszywie godziny, 

jak i wtedy, gdy pod ka

Ŝ

dym wzgl

ę

dem czyni zado

ść

 

Ŝ

yczeniu twórcy - tak samo rzecz 

si

ę

 ma, gdy rozwa

Ŝ

am ciało ludzkie, jako pewien mechanizm tak urz

ą

dzony i zło

Ŝ

ony z 

ko

ś

ci, nerwów, mi

ęś

ni, 

Ŝ

ył, krwi i skóry, 

Ŝ

e gdyby nawet nie było w nim 

Ŝ

adnej duszy 

(mens), to jednak miałby wszystkie te same ruchy, które teraz si

ę

 w nim odbywaj

ą

 nie z 

nakazu woli, a wi

ę

c i nie pochodz

ą

 od duszy (mens). Łatwo poznaj

ę

, i

Ŝ

 dla ciała b

ę

dzie 

to równie naturaln

ą

 rzecz

ą

Ŝ

e cierpi

ą

c np. na wodn

ą

 puchlin

ę

 odczuwa tak

ą

 sam

ą

 

sucho

ść

 gardła, która zwykle wywołuje w duszy (mens) wra

Ŝ

enie pragnienia i 

Ŝ

e jego 

nerwy i inne cz

ęś

ci tak zostaj

ą

 przez ni

ą

 pobudzone, i

Ŝ

 przyjmuje napój, który pogarsza 

jego chorob

ę

, jak i to, 

Ŝ

e nie cierpi

ą

c na tak

ą

 chorob

ę

, przez podobn

ą

 sucho

ść

 gardła 

zostaje nakłoniony do wypicia napoju po

Ŝ

ytecznego dla siebie. Mógłbym wprawdzie, 

bior

ą

c pod uwag

ę

 u

Ŝ

ytek, do którego przeznaczony jest zegar, powiedzie

ć

Ŝ

e łamie on 

swoj

ą

 natur

ę

, skoro nie pokazuje dobrej godziny. Rozwa

Ŝ

aj

ą

c te

Ŝ

 tak samo mechanizm 

ciała ludzkiego jako przystosowany do tych ruchów, które w nim zwykle zachodz

ą

mógłbym s

ą

dzi

ć

Ŝ

e tak

Ŝ

e nie idzie za wskazaniami swojej natury, je

Ŝ

eli gardło jego 

wtedy jest suche, gdy napój nie jest po

Ŝ

yteczny dla utrzymania ciała. Widz

ę

 jednak 

dostatecznie jasno, 

Ŝ

e to ostatnie rozumienie słowa natura bardzo si

ę

 ró

Ŝ

ni od 

poprzedniego. Jest ono bowiem tylko pewnym okre

ś

leniem (denominatio) zale

Ŝ

nym od 

mojej my

ś

li, porównuj

ą

cej człowieka chorego i zegar 

ź

le sporz

ą

dzony z ide

ą

 człowieka 

zdrowego i z dobrym zegarem, i nie zawiera si

ę

 w rzeczach, które si

ę

 tak okre

ś

la. Przez 

poprzednie za

ś

 znaczenie słowa "natura" rozumiem co

ś

, co faktycznie znajduje si

ę

 w 

rzeczach i co wskutek tego nie jest pozbawione pewnej prawdziwo

ś

ci. 

Lecz z pewno

ś

ci

ą

, jakkolwiek w odniesieniu do ciała chorego na wodn

ą

 puchlin

ę

 jest to 

tylko okre

ś

lenie zewn

ę

trzne (denominatio extrinseca), gdy si

ę

 mówi, 

Ŝ

e natura jego jest 

zepsuta, poniewa

Ŝ

 ma gardło suche, cho

ć

 nie potrzebuje napoju, to jednak w odniesieniu 

do cało

ś

ci, tj. do duszy zł

ą

czonej z takim ciałem, nie jest to tylko samym okre

ś

leniem, 

lecz rzeczywistym bł

ę

dem natury, 

Ŝ

e odczuwa pragnienie, skoro napój jest dla

ń

 

Strona 32 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

szkodliwy. Wypada nam tu wi

ę

c jeszcze zbada

ć

, jak to si

ę

 dzieje, 

Ŝ

e dobro

ć

 Boga nie 

przeszkadza temu, by natura tak poj

ę

ta nie była zwodnicza.

Otó

Ŝ

 spostrzegam tu przede wszystkim, 

Ŝ

e jest wielka ró

Ŝ

nica mi

ę

dzy dusz

ą

 (mens) a 

ciałem polegaj

ą

ca na tym, 

Ŝ

e ciało z natury swojej jest zawsze podzielne, dusza za

ś

 

całkowicie niepodzielna; bo rzeczywi

ś

cie, gdy si

ę

 zastanawiam nad ni

ą

, czyli nad sob

ą

 

samym, o ile jestem rzecz

ą

 tylko my

ś

l

ą

c

ą

, nie mog

ę

 rozró

Ŝ

ni

ć

 w sobie 

Ŝ

adnych cz

ęś

ci, 

lecz pojmuj

ę

Ŝ

e jestem czym

ś

 najzupełniej jednym i całym. I chocia

Ŝ

 wydaje si

ę

Ŝ

e z 

całym ciałem jest zł

ą

czona cała dusza (mens), to jednak dowiaduj

ę

 si

ę

Ŝ

e po obci

ę

ciu 

nogi czy ramienia czy te

Ŝ

 innej cz

ęś

ci ciała niczego przez to nie ubyło z mojej duszy. A 

tak

Ŝ

e me mo

Ŝ

na powiedzie

ć

, jakoby zdolno

ść

 chcenia, odczuwania, rozumienia itd. były 

cz

ęś

ciami duszy, bo przecie

Ŝ

 to jest jedna i ta sama dusza, która chce, odczuwa i 

rozumie. Przeciwnie natomiast nie mog

ę

 pomy

ś

le

ć

 o 

Ŝ

adnej rzeczy cielesnej, czyli 

rozci

ą

głej, której bym nie mógł bez trudno

ś

ci w my

ś

li podzieli

ć

 na cz

ęś

ci, a przez to samo 

poj

ąć

 j

ą

 jako podzieln

ą

. To jedno wystarczyłoby, by mnie pouczy

ć

Ŝ

e ciało i dusza to 

dwie rzeczy najzupełniej ró

Ŝ

ne, gdybym jeszcze dotychczas nie wiedział o tym dokładnie 

sk

ą

din

ą

d. 

Spostrzegam nast

ę

pnie, 

Ŝ

e na dusz

ę

 nie oddziałuj

ą

 bezpo

ś

rednio wszystkie cz

ęś

ci ciała, 

lecz tylko mózg, a mo

Ŝ

e nawet tylko mała jego cz

ęść

, mianowicie ta, w której ma si

ę

 

znajdowa

ć

 zmysł ogólny (sensus communis). Ilekro

ć

 ta cz

ęść

 jest w tym samym stanie, 

tylekro

ć

 ukazuje duszy to samo, chocia

Ŝ

by pozostałe cz

ęś

ci ciała w tym czasie 

zachowywały si

ę

 w najrozmaitszy sposób, jak to potwierdzaj

ą

 niezliczone do

ś

wiadczenia, 

z których tu nie ma potrzeby zdawa

ć

 sprawy.

Spostrzegam ponadto, 

Ŝ

e taka jest natura ciała, i

Ŝ

 

Ŝ

adna z jego cz

ęś

ci nie mo

Ŝ

e by

ć

 

wprawiona w ruch przez inn

ą

 cz

ęść

 nieco oddalon

ą

, by nie mogła tak

Ŝ

e w ten sam 

sposób by

ć

 wprawion

ą

 w ruch przez któr

ą

kolwiek z cz

ęś

ci le

Ŝą

cych mi

ę

dzy nimi, nawet 

gdyby owa oddalona cz

ęść

 nie wykonywała 

Ŝ

adnego działania. Gdy np. w linie A, B, C, D 

ci

ą

gnie si

ę

 ostatni

ą

 jej cz

ęść

 D, to jej pierwsza cz

ęść

 A b

ę

dzie si

ę

 porusza

ć

 tak samo, jak 

gdyby si

ę

 poruszała przy ci

ą

gni

ę

ciu jednej z po

ś

rednich cz

ęś

ci B lub C, a ostatnia cz

ęść

 

D pozostała w spoczynku. Podobnie rzecz si

ę

 ma, gdy czuj

ę

 ból w stopie. Fizyka mnie 

uczy, 

Ŝ

e owo wra

Ŝ

enie bólu powstaje dzi

ę

ki nerwom rozsianym w stopie, które st

ą

biegn

ą

 na kształt liny a

Ŝ

 do mózgu i które poci

ą

gni

ę

te w stopie ci

ą

gn

ą

 tak

Ŝ

e wewn

ę

trzne 

cz

ęś

ci mózgu, do których si

ę

gaj

ą

, i wywołuj

ą

 w nich pewien ruch, tak przez natur

ę

 

urz

ą

dzony, i

Ŝ

 powoduje w duszy wra

Ŝ

enie bólu istniej

ą

cego jak gdyby w stopie. 

Poniewa

Ŝ

 jednak owe nerwy, aby od stopy przej

ść

 do mózgu, musz

ą

 przechodzi

ć

 przez 

gole

ń

, udo, l

ę

d

ź

wie, grzbiet i szyj

ę

, przeto mo

Ŝ

e si

ę

 zdarzy

ć

 i

Ŝ

, cho

ć

by ta cz

ęść

 ich, która 

jest w stopie, nie została dotkni

ę

ta, lecz tylko która

ś

 z cz

ęś

ci po

ś

rednich, powstanie ten 

sam ruch w mózgu, jak przy zranieniu stopy, wskutek czego musi dusza odczuwa

ć

 ten 

sam ból. To samo nale

Ŝ

y s

ą

dzi

ć

 o ka

Ŝ

dym innym wra

Ŝ

eniu zmysłowym.

Spostrzegam w ko

ń

cu, 

Ŝ

e poniewa

Ŝ

 ka

Ŝ

dy poszczególny ruch powstaj

ą

cy w tej cz

ęś

ci 

mózgu, która bezpo

ś

redni wpływ wywiera na dusz

ę

, przekazuje jej tylko jedno wra

Ŝ

enie, 

to nie mo

Ŝ

na tu nic lepszego wymy

ś

li

ć

 jak to, 

Ŝ

eby mu przekazywał takie wra

Ŝ

enie, które 

ze wszystkich, jakie mo

Ŝ

e przekaza

ć

, przyczynia si

ę

 w najwy

Ŝ

szym stopniu i najcz

ęś

ciej 

do utrzymania zdrowia ludzkiego. Do

ś

wiadczenie za

ś

 potwierdza, 

Ŝ

e takimi wła

ś

nie s

ą

 

wszystkie wra

Ŝ

enia dane nam przez natur

ę

, a wskutek tego nie mo

Ŝ

na w nich znale

źć

 

niczego, co by nie dowodziło mocy i dobroci Boga. Tak na przykład gdy nerwy nogi 
zostan

ę

 gwałtownie i w niezwykły sposób poruszone, to ten ruch ich przechodz

ą

c przez 

rdze

ń

 pacierzowy do wn

ę

trza mózgu daje tam znak duszy do pewnego odczuwania, 

mianowicie do odczuwania bólu jak gdyby istniej

ą

cego w nodze, co pobudza dusz

ę

 do 

usuni

ę

cia w miar

ę

 mo

Ŝ

no

ś

ci przyczyny tego bólu, jako szkodliwej dla nogi. Oczywi

ś

cie 

Bóg mógł tak urz

ą

dzi

ć

 natur

ę

 ludzk

ą

, by ten sam ruch w mózgu ukazywał duszy co

ś

 

innego, a mianowicie albo siebie samego, o ile jest w mózgu, lub o ile jest w nodze albo 

Strona 33 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20

background image

w którym

ś

 miejscu po

ś

rednim, albo w ko

ń

cu cokolwiek innego. 

ś

adne jednak inne 

urz

ą

dzenie nie przyczyniałoby si

ę

 w równym stopniu do utrzymania ciała. W ten sam 

sposób, gdy potrzebujemy napoju, powstaje w gardle pewna sucho

ść

, poruszaj

ą

ca jego 

nerwy i za ich po

ś

rednictwem wn

ę

trze mózgu; ten za

ś

 ruch pobudza dusz

ę

 czuciem 

pragnienia, poniewa

Ŝ

 nic dla nas nie jest w tej całej sprawie bardziej po

Ŝ

yteczne jak 

wiedzie

ć

Ŝ

e dla zachowania zdrowia powinni

ś

my si

ę

 czego

ś

 napi

ć

. I podobnie rzecz si

ę

 

ma w innych wypadkach.

Na podstawie tego jest ju

Ŝ

 najzupełniej oczywiste, 

Ŝ

e - bez uszczerbku dla niezmiernej 

dobroci Bo

Ŝ

ej - natura człowieka jako poł

ą

czenie duszy i ciała musi by

ć

 niekiedy 

zwodnicza. Je

Ŝ

eli bowiem jaka

ś

 przyczyna nie w nodze, lecz w której

ś

 innej cz

ęś

ci, przez 

któr

ą

 nerwy biegn

ą

 od nogi do mózgu, albo tak

Ŝ

e w samym mózgu, wywołuje ten sam 

dokładnie ruch, który powstaje zwykle wskutek schorzenia nogi, to odczuwamy ból jak 
gdyby w nodze i zmysł ulega naturalnie złudzeniu. Bo skoro ten sam ruch w mózgu musi 
zawsze takie same wra

Ŝ

enie wywoła

ć

 w duszy, a o wiele cz

ęś

ciej zwykł pochodzi

ć

 z 

przyczyny, która rani nog

ę

, ni

Ŝ

 z innej, gdzie indziej istniej

ą

cej, to jest rzecz

ą

 znacznie 

rozs

ą

dniejsz

ą

, i

Ŝ

 ukazuje duszy zawsze raczej ból w nodze, ni

Ŝ

 w jakiej

ś

 innej cz

ęś

ci. I 

skoro niekiedy sucho

ść

 gardła powstaje nie jak zazwyczaj dlatego, 

Ŝ

e napój jest 

potrzebny dla zdrowia ciała, lecz z jakiej

ś

 wprost przeciwnej przyczyny, jak to si

ę

 zdarza 

przy puchlinie wodnej, to o wiele lepiej jest, 

Ŝ

e mnie ona wtedy zwodzi, ni

Ŝ

 gdyby mnie 

zawsze zwodziła, gdy ciało jest zdrowe. I tak we wszystkich innych wypadkach.

To rozwa

Ŝ

anie jest ogromnie pomocne do zdania sobie sprawy nie tylko z wszystkich 

ę

dów, którym podlega moja natura, ale pomaga tak

Ŝ

e do tego, bym mógł je łatwo 

naprawi

ć

 lub ich unikn

ąć

. Albowiem skoro wiem, 

Ŝ

e wszystkie wra

Ŝ

enia zmysłowe w tych 

sprawach, w których chodzi o dobro mego ciała, o wiele cz

ęś

ciej wskazuj

ą

 mi prawd

ę

 ni

Ŝ

 

fałsz, i 

Ŝ

e niemal zawsze mog

ę

 si

ę

 posługiwa

ć

 wi

ę

ksz

ą

 liczb

ą

 wra

Ŝ

e

ń

 dla zbadania tej 

samej rzeczy, a oprócz tego mog

ę

 si

ę

 posługiwa

ć

 pami

ę

ci

ą

, która wi

ąŜ

e tera

ź

niejszo

ść

 z 

przeszło

ś

ci

ą

, i rozumem, który ju

Ŝ

 przejrzał wszystkie przyczyny bł

ą

dzenia - to nie 

potrzebuj

ę

 si

ę

 ju

Ŝ

 wi

ę

cej obawia

ć

, by nie znalazł si

ę

 fałsz w tym co mi codziennie 

przedstawiaj

ą

 zmysły, lecz powinienem odrzuci

ć

 wszystkie przesadne w

ą

tpliwo

ś

ci dni 

minionych jako godne 

ś

miechu. W pierwszym za

ś

 rz

ę

dzie w

ą

tpliwo

ść

 najgłówniejsz

ą

 co 

do snu, którego nie mogłem odró

Ŝ

ni

ć

 od jawy. Teraz bowiem zdaj

ę

 sobie spraw

ę

, jak 

bardzo wielka jest mi

ę

dzy nimi ró

Ŝ

nica, polegaj

ą

ca na tym, 

Ŝ

e nigdy pami

ęć

 nie mo

Ŝ

e tak 

powi

ą

za

ć

 snów z wszystkimi innymi zdarzeniami 

Ŝ

ycia, jak tego, co si

ę

 zdarza na jawie. 

Bo rzeczywi

ś

cie, gdyby mi si

ę

 na jawie kto

ś

 nagle ukazał i natychmiast potem znikł, jak to 

si

ę

 zdarza w snach, tak oczywi

ś

cie bym nie widział ani sk

ą

d przyszedł, ani dok

ą

poszedł, to słusznie mógłbym go uwa

Ŝ

a

ć

 raczej za widmo, czy te

Ŝ

 za wytwór fantazji 

powstały w moim mózgu, ni

Ŝ

 za prawdziwego człowieka. Gdy jednak zjawiaj

ą

 mi si

ę

 takie 

rzeczy, co do których wyra

ź

nie zauwa

Ŝ

am sk

ą

d, gdzie i kiedy przychodz

ą

 do mnie i 

których przedstawienie (perceptionem) wi

ąŜę

 bez 

Ŝ

adnej luki z całym moim pozostałym 

Ŝ

yciem, wtedy jestem zupełnie pewny, 

Ŝ

e zjawiaj

ą

 mi si

ę

 one na jawie, a nie we 

ś

nie. I 

nie powinienem w najmniejszym stopniu w

ą

tpi

ć

 o ich prawdziwo

ś

ci, skoro po przywołaniu 

wszystkich zmysłów, pami

ę

ci i rozumu dla zbadania ich, od 

Ŝ

adnej z tych władz nie 

otrzymuj

ę

 takiej wiadomo

ś

ci, która by si

ę

 kłóciła z pozostałymi. Albowiem z tego, 

Ŝ

e Bóg 

nie jest zwodzicielem, wynika niezbicie,  

Ŝ

e w tych rzeczach si

ę

 nie myl

ę

. Lecz poniewa

Ŝ

 

konieczno

ść

 działania nie zawsze zostawia nam czas na tak dokładne badanie, nale

Ŝ

przyzna

ć

Ŝ

Ŝ

ycie ludzkie cz

ę

sto w szczegółach podlega bł

ę

dom i nale

Ŝ

y uzna

ć

 słabo

ść

 

naszej natury.

Strona 34 z 34

Bez tytułu 1

2009-10-20