WOJNA W IRAKU - IMPLIKACJE DLA PRAW CZŁOWIEKA
W swoim artykule A Bieńczyk-Missala wskazuje na szereg pytań, związanych z prawami człowieka, które nasuwają się w kontekście wojny w Iraku. Jest ona prowadzona w ramach tak zwanej wojny z terroryzmem. Tak wyznaczony cel prowadzenia działań wojennych stawia prawa człowieka w obliczu nowego, nie zdefiniowanego jak dotąd w prawie międzynarodowym zjawiska, jakim jest właśnie terroryzm. Czy system ochrony praw człowieka są adekwatne w wypadku walki z tym zjawiskiem? Czy godzi się łamać prawa jednych ludzi po to by zapewnić bezpieczeństwo innym? Czy istnieje potrzeba przeformułowania prawa humanitarnego na użytek wojny z terroryzmem? Wielu specjalistów uważa, iż niezbędne jest przyjęcie ograniczeń w prawach człowieka i zmian w prawie humanitarnym. Inni są zdania, iż obecny system jest w zupełności wystarczający a administrację amerykańską krytykują, za dokonanie niebezpiecznego zwrotu w polityce praw człowieka i tworzenie niechlubnych precedensów w tej dziedzinie.
Autorka stawia znak zapytania przy obecnym kształcie prawa humanitarnego. Zauważa ona, że chociaż wojna w Iraku, to przykład międzynarodowego konfliktu między państwami, to sposób prowadzenia działań wojennych odbiega tu od znanych nam dotąd standardów. Ze strony Iraku wojnę prowadzi się bowiem metodami terrorystycznymi. Istotnym problemem staje się więc status osób zaangażowanych w konflikt. Do tej pory zostały uregulowane prawa i obowiązki kombatantów oraz cywili. W tej chwili próbuje się ustalić trzeci status zaangażowanych w konflikt. Amerykanie odmawiają statusu jeńców wojennych terrorystom, uznając, iż są to cywile, którzy bezprawnie wzięli udział w walce. Jako jeńców wojennych nie traktuje się także członków irackich sił zbrojnych, którzy w cywilnym przebraniu dokonywali aktów terrorystycznych. Cywile, w razie wpadnięcia w ręce nieprzyjaciela, mogą jednak uzyskać status jeńca wojennego, jeśli ich udział w walce był wynikiem „spontanicznego chwycenia za broń z pobudek patriotycznych”. Mają oni wtedy obowiązek otwartego noszenia broni.
Jak widać w prawie humanitarnym precyzyjnie rozgraniczono prawa i obowiązki kombatantów i cywilów, nie pozostawiając miejsca na trzeci status. Interpretacja statusu osoby cywilnej prawie nigdy nie jest jednak oczywista. Dopóki wątpliwości nie rozstrzygnie specjalny trybunał, dopóty więźniowie ci muszą być traktowani, jako jeńcy wojenni.
Tymczasem w Guantanamo przebywa ponad 600 więźniów, zatrzymanych jeszcze w Afganistanie. USA oświadczyły pod naciskiem opinii publicznej, że będą traktować te osoby jako jeńców wojennych. Mimo to naruszają nie mniej niż 15 artykułów trzeciej Konwencji Genewskiej o traktowaniu jeńców wojennych. Chodzi tu o nieodpowiednie warunki odosobnienia, odmowę kontaktów z rodziną, korzystania z pomocy z zewnątrz, dostępu do stołówki, możliwości wykonywania ćwiczeń fizycznych itd. Co więcej, jeńcy wojenni powinni zostać zwolnieni po zakończeniu działań wojennych. Jak jednak ich koniec określić w przypadku wojny z terroryzmem?
W Iraku także więźniowie przetrzymywani byli w nieodpowiednich warunkach - w zatłoczonych celach, otrzymywali zbyt mało jedzenia i wody oraz podlegali torturom. Aresztowano tysiące cywilów, argumentując to faktem ich przebywania „w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu”. Organizacje pozarządowe dowodziły przypadków bezprawnej konfiskaty własności lub jej niszczenia.
W konflikcie irackim obie strony słusznie oskarżają się o niezgodnie z prawem traktowanie jeńców wojennych. Chodzi tu także o pokazywanie tychże jeńców w telewizji, co jest zabronione art. 13 III Konwencji Genewskiej.
Czy prawo humanitarne dostatecznie odnosi się zatem do problemu terroryzmu? W Konwencjach Genewskich nie uzgodniono definicji terroryzmu. Sformułowano jedynie zakaz stosowania metod terrorystycznych wobec cywilów. Władze USA uchylają się od stosowania konwencji, powołując się właśnie na ten argument. Artykuł 37 pierwszego Protokołu do Konwencji Genewskiej mówi jednak wyraźnie, iż zakazane jest „wprowadzanie w błąd przeciwnika poprzez naruszenie zasad prawa humanitarnego”. Dotyczy to między innymi udawania osoby cywilnej, czy podstępnego posługiwania się emblematem Czerwonego Krzyża. Ani Irak ani USA nie są stronami dodatkowych protokołów do Konwencji Genewskich. Prawo to obowiązuje jednak te państwa, jako prawo zwyczajowe.
Problemem pozostają ataki samobójcze, w których wykorzystana jest dobra wiara przeciwnika. Nasuwa się oto pytanie: Czy przestrzegając prawa humanitarnego można podjąć skuteczne środki prewencyjne, aby uniknąć takiego ataku? W Iraku żołnierze, w obawie przed samobójczym atakiem, będąc pod wpływem stresu, często nadużywali broni, powodując śmierć wielu cywilów. Nie byli pociągani do odpowiedzialności za tego typu pomyłki.
Źródłem kontrowersji jest także sposób prowadzenia działań wojennych w Iraku. Według organizacji pozarządowych wojska amerykańskie starały się generalnie unikać ofiar wśród ludności cywilnej. Krytykę natomiast wywołano zbombardowanie stacji telewizyjnej, w której zginęło wielu cywilów. USA i Wielka Brytania usprawiedliwiały atak, mówiąc, że stacja była instrumentem w rękach dyktatora. Ponadto w wyniku błędów w namierzaniu urzędników reżimu, doszło do kilkudziesięciu ataków, w których zginęli cywile. Do tych strat przyczyniły się oczywiście także wojska irackie, umieszczając bazy w meczetach i szpitalach oraz używając ludzi, jako żywych tarcz. Kontrowersyjne jest także stosowanie przez USA bomb kasetonowych, które o zrzuceniu z wysokości, nie wybuchają całkiem, lecz rozpadają się na wiele mniejszych bomb, które pełnią funkcję miny przeciwpiechotnej. W Iraku zrzuconych zostało 13 tys. takich bomb. Ofiarami są przede wszystkim dzieci. Ani Stany Zjednoczone ani Irak nie są stronami podpisanej w grudniu 1997 r. konwencji o zakazie stosowania min przeciwpiechotnych. Warto dodać, iż Irak również na szeroką skalę stosował miny przeciwpiechotne.
Kolejnym ważnym problemem jest budowa demokracji w Iraku. Do najważniejszych obowiązków mocarstw okupujących Irak, zgodnie z zapisami IV Konwencji Haskiej z 1907 r. i IV Konwencji Genewskiej z 1949 r. należą „przywrócenie porządku publicznego i bezpieczeństwa, poszanowanie praw człowieka oraz sprawowanie opieki nad ludnością cywilną. Żołnierze koalicji nie panowali jednak nad chaosem w kraju, zwłaszcza już po obaleniu Saddama Husajna. USA i jego sojusznicy nie opracowali sprawnego programu przywrócenia porządku w Iraku. I tak już dramatyczna już sytuacja ludności cywilnej, w trakcie wojny stała się jeszcze bardziej beznadziejna. Sytuację pogarsza fakt, że w Iraku nie mogą sprawnie działać żadne organizacje pozarządowe, niosące pomoc ludności, gdyż mocarstwa okupacyjne nie zdołały zapewnić im warunków do pracy, co zgodnie z prawem humanitarnym, pozostaje ich obowiązkiem.
Po zakończeniu działań wojennych prezydent Bush zapowiedział budowę wolnego i demokratycznego Iraku. W lecie 2003 powołano tymczasowe władze Iraku a w ich ramach Ministerstwo Praw Człowieka. Nie rozwinęło ono jednak zauważalnej działalności. Nie przewidziano także wcale działalności ombudsmana. Koalicyjna Władza Tymczasowa nie monitorowała również bieżącej sytuacji praw człowieka na terenie Iraku. Wydział ds. Praw Człowieka i Sprawiedliwości zajmował się wyłącznie zbieraniem dowodów zbrodni, popełnionych przez Saddama Husajna.
Po 11 września zauważa się niepokojące tendencje w dziedzinie praw człowieka. W trakcie działań wojennych są one zredukowane do minimum. W praktyce sprowadzaja się do prawa humanitarnego. Otwarcie dyskusji nad jego aktualnością i adekwatnością do walki z terroryzmem, przy jednoczesnym naruszaniu jego podstawowych zasad, budzi uzasadniony niepokój. Chodzi tu między innymi o prawo do niedyskryminacji, warunków przetrzymywania w aresztach, prawa do niezwłocznego i uczciwego procesu sądowego, prawa do obrony, informacji, prywatności, wolności słowa itd. W wątpliwość przez administrację prezydenta Busha, poddawane są nawet tak elementarne zasady, jak stosowanie tortur, których w myśl międzynarodowych uregulowań z zakresu praw człowieka i prawa humanitarnego, nie można zawieszać w żadnym przypadku.
Rewizja praw człowieka, zwłaszcza metodą faktów dokonanych jest bardzo niebezpieczna dla funkcjonowania całego tego systemu i grozi regresem w tej dziedzinie.
Należy pamiętać, że na świecie toczy się wiele konfliktów, w których prawa człowieka łamane są w dużo większym stopniu, niż w czasie wojny w Iraku. Zainteresowanie opinii publicznej budzi jednak właśnie konflikt iracki, ze względu na zaangażowanie się weń największego mocarstwa świata. USA, jako najsilniejszy gospodarczo i w szczególności militarnie kraj, poprzez swoją politykę jest obecnie głównym „standards-settler” także w dziedzinie praw człowieka. W okresie rządów prezydenta Busha Stany Zjednoczone straciły na wizerunku, łamiąc pewne podstawowe, wypracowane wcześniej zasady praw człowieka i wycofując się z wysiłków na rzecz ich dalszego rozwoju.
W „Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA”, przyjętej we wrześniu 2002 r. jest mowa o obronie ludzkiej godności i promocji wolności a z drugiej strony o zapewnieniu bezpieczeństwa przez zwalczanie terroryzmu i tyranów. Cele te okazują się jednak trudne do pogodzenia, tym bardziej, że wiele państw - sojuszników USA w wojnie z terroryzmem wykorzystuje ją jako pretekst do omijania i naruszania praw człowieka. Sama misja krzewienia demokracji i praw człowieka w Iraku nie jest przekonująca, wobec realizowanych jednocześnie geopolitycznych interesów mocarstwa. Dylematem pozostaje, czy demokrację można zaprowadzić siłą, łamiąc zasady, na których się ona opiera, jak również, czy można walczyć o prawa człowieka, łamiąc ich podstawowe założenia.
Bartek Bęgowski