2.4. CO TO JEST JĘZYKOZNAWSTWO?
Język jest zatem bezpośrednim odbiciem procesów poznawczych, które zachodzą w umyśle człowieka, i wobec tego stanowi inherentny element ludzkiego poznania.
'
Jak już powiedzieliśmy, jednym z podstawowych powodów rozczarowania modelem transformacyjno-ge-; neratywnym jest przekonanie, że formalizacja zjawisk nie jest równoznaczna z ich wyjaśnieniem. Co więcej, dążenie do pełnej formalizacji opisu gramatycznego oznacza stawianie sobie celu, który jest całkowicie nierealny: w przypadku języka naturalnego pełna przewidywalność jest po prostii fikcją. (Większość zjawisk ję-; zykowych ma charakter skalamy: jedne struktury są po prostu bardziej poprawne , lub mniej poprawne od innych, a o pozycji na skali decyduje przede wszystkim i przyjęta konwencja językowa.NUstalenie stopnia poprawności sprowadza się więc często do określenia stopnia prawdopodobieństwa, że taka czy inna struktura zo-l stanie przez mówiącego wybrana dla potrzeb konkret-f nego aktu rzeczywistej komunikacji.
Mimo dynamicznego rozwoju modelu generatyw-1 nego, całkowita formalizacja opisu języka wciąż jesz- } cze pozostaje w sferze nie zrealizowanych marzeń teoretyków. Dla kognitywistów nie jest to jednak powód do frustracji. Ich zdaniem teoria może się wyłonić f jedynie z opartego na zasadach empirii opisu, a za-1 tern zapewne powstanie w odpowiednim po temu cza- j sie. Jej zaistnienie w kompletnym kształcie nie musi I być warunkiem prowadzenia dalszych badań. Nad- : mierne zaabsorbowanie wszelką teorią może się oka-f zać szkodliwe, ponieważ zawęża pole widzenia badacza, eliminując te obszary języka, które nie przystają do narzuconych z góry ram. Jeśli w dodatku są to
ramy ścisłej formalizacji, niebezpieczeństwo zawęże-„•a horyzontów badawczych staje się jeszcze poważniejsze: można się wówczas obawiać, że z pola widzenia językoznawcy zniknie wszystko, co nie mieści się w teorii w aktualnym stadium jej rozwoju.
Nie tracąc z oczu celu, jakim pozostaje stworzenie adekwatnego modelu, a następnie opartej na nim spójnej teorii, nie należy się łudzić, że zjawiska zachodzące W języku naturalnym dadzą się w pełni przewidzieć. Z samej swej natury są one bowiem nieprzewidywalne. Mają charakter skalarny i zależą w sposób krytyczny od przyjętych w danym czasie i miejscu konwencji. Nie można więc stawiać sobie za cel doskonałej elegancji i maksymalnej oszczędności opisu, ponieważ jest to cel nierealny. Weźmy kolejny prosty przykład. W języku polskim jednym ze sposobów tworzenia form zdrobniałych (deminutiwów) od rzeczowników rodzaju żeńskiego zakończonych na -ic (temat) + a (końcówka) jest dodanie formantu -ka, czemu towarzyszy zmiana morfono-logiczna c-cz: miednica : miedniczka, ulica : uliczka itp. Sama reguła — stosunkowo prosta i łatwa do sformalizowania — nie wyjaśnia jednak, dlaczego zdrobnienie kotwiczka skłonni jesteśmy uznać za bardziej „poprawne” niż ośmiorniczka, to zaś — za „lepsze” niż, na przykład, nawałniczka czy graniczka. Odpowiedź leży bowiem nie tyle w samej regule, ile w naszym sposobie widzenia i pojmowania świata. „Mała kotwica” — podobnie jak „mała miednica” czy „mała ulica” —jest czymś, co możemy sobie bez trudu wyobrazić: wszystko to będą przedmioty mniejsze, niż to przewiduje nasza pojęciowa norma. Samo pojęcie wielkości jest oczywiście pojęciem względnym, ale z doświadczenia wiemy, że miednice, ulice — a także kotwice — bywają różnych rozmiarów. W określonych (przez doświadczenie) dla tych przedmiotów przedziałach wielkości jedne uznajemy za „małe”, inne za „średnie”, jeszcze inne — za