wkfaoafem oandwf¥* się mniejsze grupki -szykowali Nf do snu, rani jodli kolację, pilnował •Mdi mmmUm łub zwyczajnie siedzieli w milo-M Mpiia)rvMw dod nufantewo Spotykikz dl«H>ii <diif znalem z widzenia. Nitka, krucki
0 delikatnych rysach l—fi) lnu i chudy, stałe o
rfiinim. Mdl ■ piwrit i. ililr z kroplami potu r« i caatrmąś. w okularach i z brakami w uzębieniu Term I Ml d btfdio Mfpf przykucną wszv fw w«ni, w I
kim pośpiechu przy pomocy żony zbierał i ipull rzemieniem wszystkie ich pakunki w jeden, i wydawaj E w pochłonięty tylko tą pracą, nJttyni innym Afc hduawc mirymij ssę za mm i widocznie teł musiał P go znać, bo po minucie zapytał: czy to znaczy, że om takie zdecydowali się na wyjazd? Wtedy tamten teł f tylko na moment zetknął za siebie spod okularów, j ■nąmc oczami, spocony, zmęczony nawet przed I wieczornym słońcem, ze ściągniętą twarzą, i w od* I jpowiedzi zadał to jedno zdziwione pytanie: - Przecież ■ Haiki jechać, nie? - I to wydało nu się całkiem proste I
1 w konsekwencji prawdziwe
Nazajutrz wyprawili nas w drogę wczesnym ran- I kiem- Ąte-cudowne lato. kiedy pociąg ruszył sprzed J ł****uy» * inaćw lokalnej kolejki - wagony towarowe o ceglanych, asmkniąty i li <t arbach i drzwiach- Jechało nas snrłńtriesięcin a paczkami i o—wisnmnt od 1—f—
W opaskach: stosami Chleba ■ dużymi konserwant i anil nya po nrąsda. wydawało «ś, m psansbawan,
.njuwin. nie ma ca Zwróciłem uwagę, że już od «oorw traktowano wyjeżdżających uprzejmie, ze (K«g6biymi względami, można by powiedzieć, nie-omal 2 szacunkiem, i wydawało mi się, że to bogactwo MMb być zapewne częścią nagrody. Byli tam też łaniami z karabinami, opryskliwi, zapięci na ostatni gMŚfc* jakby pitnowaii chodliwego towaru, nie śmiąc go nuzTć i pomyślałem, że to na pewno z powodu •yżnaj władzy; Niemców. Potem zasunęli za nami ŚMM, słyszałem, jak czymś w nie stukali, później sygnały, gwizdy, krzątanina kolejarzy, szarpnięcie -ruszyliśmy. Rozlokowaliśmy się z chłopakami wygodnie w pierwszej części wagonu, którą zajęliśmy zaraz na początku, po obu stronach znajdowały się umieszczone dość wysoko i starannie okratowane drutem kolczastym okienka. Wkrótce jednak w naszym wagonie wyłonił się problem wody, a wraz z nim nasuwało się też natychmiast pytanie, jak długo potrwa ta droga.
Poza rym niewiele mogę powiedzieć o całej pod róży. Podobnie jak w komorze celnej czy później w cegielni, w pociągu też trzeba było czymś zabić czas. Tu było to trudniejsze, ze względu na warunki. Ale świadomość celu, myśl, że każdy odcinek drogi, jeśli nawet przejechany tak powoli, wlokącym się, przetaczanym, zatrzymującym się na długo w polu pociągiem przybliża nas w końcu do niego, pomagała pokonać zmartwienia i kłopoty. Nie traciliśmy cierpliwości. | Ren dodawał nam otuchy droga pot rwa tylko, dc