background image

Karol Marks

Rękopisy ekonomiczno-

filozoficzne z 1844 r.

Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (Uniwersytet Warszawski)

WARSZAWA 2005

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

“Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 roku” zostały napisane przez Marksa w kwietniu-sierpniu 1844 roku.

Praca ta doszła do nas w postaci 3 rękopisów, z których każdy ma swą odrębną paginację (rzymskie cyfry). Z
rękopisu drugiego zachowały się tylko cztery ostatnie strony (str. XL-XLIII). W rękopisie pierwszym każda ze
składających się nań 27 stron podzielona została pionowymi liniami na 3 kolumny, i każda kolumna zaopatrzona
została na każdej stronie 

 jeszcze przed jej wypełnieniem 

 tytułem: “Płaca robocza”, “Zysk z kapitału”, “Renta

gruntowa”. Od strony XXII do końca rękopisu pierwszego Marks pisał przez wszystkie trzy kolumny, nie licząc
się   z   uprzednio   wpisanymi   tytułami.   Tekst   tych   sześciu   stron   (str.   XXII-XXVII)   nosi   w   obecnym   wydaniu
redakcyjny tytuł “Praca wyobcowana”. Rękopis trzeci składa się z dużych 43 stron, podzielonych na dwie kolumny
i   ponumerowanych   przez   samego   Marksa.   Pod   koniec   trzeciego   rękopisu   (na   str.   XXXIX-XL)   znajduje   się
“Przedmowa”.

Tytuł pracy Marksa oraz ujęte w nawiasy kwadratowe tytuły poszczególnych części rękopisu pochodzi od redakcji.
Układ poszczególnych części odpowiada układowi Marksa, z wyjątkiem “Przedmowy”, przeniesionej na początek,
i rozdziału: “Krytyka heglowskiej dialektyki i filozofii w ogóle”, przeniesionego na koniec, zgodnie ze wskazówką
Marksa w jego “Przedmowie”.

Wszystko,   co   pochodzi   od   redakcji   lub   było   w   oryginale   słabo   czytelne,   ujęto   w   nawiasy   kwadratowe   [   ].
Nawiasami   <  >   oznaczono  te   ustępy  tekstu,   które  są  przekreślone  w   rękopisie  pionową  kreską.  Krzyżykami
opatrzono fragmenty, które Marks podaje w języku francuskim.

Po raz pierwszy  “Rękopisy”  zostały opublikowane  przez Instytut Marksa-Engelsa-Lenina (Moskwa)  w języku
rosyjskim w 1927 roku (częściowo) i w języku oryginału w r. 1932 (w całości).

Źródłem dla niniejszego wydania są “Dzieła” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, tom I, wyd. Książka i Wiedza,
Warszawa 1960 r.

Tłumaczenie: Konstanty Jażdżewski oraz (rozdział ostatni) Tadeusz Zabłudowski.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 2 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Przedmowa

1

W “Deutsch-Französische Jahrbücher” zapowiedziałem krytykę nauki o prawie i państwie w postaci

krytyki heglowskiej filozofii prawa

2

. Przy opracowywaniu materiałów do druku okazało się, że zmieszanie

krytyki wymierzonej jedynie przeciwko spekulacji myślowej z krytyką samych przedmiotów, przy tym

różnorodnych, jest zupełnie niestosowne, hamuje wywód i utrudnia zrozumienie. Ponadto, ze względu na

bogactwo i różnorodność spraw, które należałoby omówić, materiał dałby się wtłoczyć do  jednej  pracy

jedynie   w   sposób   aforystyczny,   a   znowu   taki   aforystyczny   wykład  sprawiałby  wrażenie  dowolnego

systematyzowania.   Opublikuję   zatem   kolejno   w   kilku   samodzielnych   broszurach   krytykę   prawa,

moralności, polityki itd., a w końcu postaram się przedstawić w osobnej pracy powiązanie całości, stosunek

poszczególnych części do siebie i wreszcie dać krytykę spekulatywnego opracowania owego materiału. Z

tego   powodu   w   niniejszej   pracy   zajmuję   się   związkiem   ekonomii   politycznej   z   państwem,   prawem,

moralnością, życiem obywatelskim itd. tylko o tyle, o ile ekonomia polityczna sama ex professo porusza te

tematy.

Czytelnika obeznanego z ekonomią polityczną nie potrzebuję chyba zapewniać, że wyniki swoich

badań uzyskałem dzięki analizie całkowicie empirycznej, opartej na sumiennym, krytycznym studiowaniu

ekonomii politycznej.

<Natomiast ignorancki recenzent, który usiłuje skryć swoje zupełne nieuctwo i ubóstwo myślowe

obrzucając  pozytywnego  krytyka  frazesami  takimi,  jak  “utopijny   frazes”  albo   też  “całkowicie   czysta,

całkowicie zdecydowana, całkowicie krytyczna krytyka”, “nie tylko prawne, lecz i społeczne, całkowicie

społeczne społeczeństwo”, “zwarta masowa masa”, “przewodzący przywódcy masowej masy”

3

 – recenzent

ten musi wpierw jeszcze dać jakiś dowód tego, że ma coś do powiedzenia nie tylko w swych teologicznych

sprawach rodzinnych, ale i w sprawach świeckich>.

Jest rzeczą oczywistą, że korzystałem nie tylko z socjalistów francuskich i angielskich, ale i z

niemieckich   prac   socjalistycznych.   Jednakże   do   zawierających   głębszą   treść   i   oryginalnych   prac

niemieckich z zakresu tej wiedzy zaliczyć można – prócz pism Weitlinga – jedynie artykuły  Hessa  w

“Einundzwanzig   Bogen”

4

  i  “Zarys   krytyki   ekonomii   politycznej”   Engelsa  z  “Deutsch-Französische

Jahrbücher”, w których i ja nakreśliłem bardzo ogólnikowo pierwsze elementy niniejszej pracy.

<Poza  wspomnianymi  autorami,   którzy  zajmowali   się  krytycznie  ekonomią  polityczną,  krytyka

pozytywna   w   ogóle,   a   więc   i   niemiecka   krytyka   pozytywna   ekonomii   politycznej   zawdzięcza   swe

rzeczywiste   uzasadnienie   odkryciom  Feuerbacha,   przeciw   którego  “Filozofii   przyszłości”

5

  i

wydrukowanym w “Anekdota” “Tezom o reformie filozofii”

6

 małostkowa zawiść jednych, a szczery gniew

drugich uknuły, rzec można, formalną zmowę milczenia, choć po cichu się je wykorzystuje>.

Dopiero od  Feuerbacha  datuje się  pozytywna  humanistyczna i naturalistyczna krytyka. Im mniej

hałaśliwy, tym pewniejszy, głębszy, szerszy i trwalszy jest wpływ prac Feuerbacha, jedynych prac od czasu

“Fenomenologii” i “Logiki” Hegla, które zawierają prawdziwą rewolucję teoretyczną.

1

 Przedmowa ta nie stanowi skończonej całości, ani też nie można uważać, że jest to wersja ostateczna, przeznaczona do druku.

Jest to pełen przekreśleń i szkicowych ujęć pierwszy rzut przedmowy do pracy, którą Marks chciał napisać, a której części

doszły do nas jako tzw. “Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r.”. Plany swe, nakreślone w “Przedmowie", Marks

zrealizował  w pełni  – po  gruntownych studiach – w  serii swych  późniejszych, szczegółowych prac  z zakresu filozofii i

ekonomii. – Red.

2

 Mowa o artykule pt. “Przyczynek do krytyki heglowskiej filozofii prawa. Wstęp”, który ukazał się w czasopiśmie “Deutsch-

Französische Jahrbücher”, Paryż 1844. – Red.

3

  Wyrażenia z artykułów  Brunona Bauera  zamieszczonych w miesięczniku “Allgemeine Literatur-Zeitung” w numerach z

grudnia 1843 r. oraz z marca i z lipca 1844 r. – Red.

4

  Moses Hess, “Sozialismus und Communismus” (“Socjalizm i komunizm”), “Die eine und die ganze Freiheit” (“Wolność

jednostki i ogółu”), “Philosophie der Tat” (“Filozofia czynu”) w zbiorze “Einundzwanzig Bogen aus der Schweiz”, Zurych i

Winterthur 1843. – Red.

5

 Ludwig Feuerbach, “Grundsätze der Philosophie der Zukunft”, Zurych i Winterthur 1843. – Red.

6

  Ludwig   Feuerbach,   “Vorläufige   Thesen   zur   Reformation   der   Philosophie”   w   II   tomie   zbioru   “Anekdota   zur   neuesten

deutschen Philosophie und Publicistik”, Zurych i Winterthur 1843. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 3 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Końcowy rozdział niniejszej pracy, rozprawienie się z  heglowską dialektyką  i filozofią w ogóle,

uznałem, w przeciwieństwie do krytycznych teologów

7

 naszych czasów, za bezwzględnie potrzebny, gdyż

nie dokonano dotąd tego rodzaju pracy – ten  brak gruntowności  jest tu koniecznością, ponieważ nawet

krytyczny teolog pozostaje teologiem, a zatem albo musi wychodzić z określonych założeń filozofii jako

autorytetu, albo też, gdy w toku krytyki i wskutek cudzych odkryć budzą się w nim wątpliwości co do tych

filozoficznych założeń, porzuca je tchórzliwie i bez uzasadnienia, abstrahuje od nich, a swoją niewolniczą

zależność od tych założeń i złość na tę niewolę przejawia już tylko w sposób negatywny, nieświadomy i

sofistyczny.

<Przejawia  tylko   negatywnie   i  nieświadomie,   już  to   zapewniając   nieustannie  o  czystości  swej

własnej krytyki, już to w ten sposób, że – w celu odwrócenia uwagi obserwatora, jak i swej własnej uwagi,

od konieczności rozprawienia się krytyki z jej rodzicielką (z heglowską dialektyką i filozofią niemiecką w

ogóle),  od  owej  konieczności wzniesienia się nowoczesnej  krytyki  ponad swą własną ograniczoność i

żywiołowość   –   usiłuje   raczej   stworzyć   pozory,   jakoby   krytyka   miała   do   czynienia   jedynie   z   pewną

ograniczoną postacią krytyki poza nią samą (powiedzmy, z krytyką XVIII wieku) oraz z ograniczonością

masy. Wreszcie w ten sposób, że krytyczny teolog, kiedy pojawiają się odkrycia dotyczące istoty jego

własnych filozoficznych założeń (jak odkrycia Feuerbacha), bądź to stwarza wrażenie, jakoby on sam tego

dokonał, ciskając rezultatami owych odkryć, których nie umie rozwinąć, rezultatami ograniczonymi u niego

do  efektownych frazesów, w pisarzy pozostających jeszcze w niewoli filozofii, bądź też potrafi nawet

wmówić w siebie, że jest wyższy nad te odkrycia, gdy skrycie, złośliwie i sceptycznie wysuwa przeciw

feuerbachowskiej krytyce dialektyki heglowskiej te elementy tejże dialektyki, których jeszcze w tej krytyce

nie znajduje, których nie dostarcza mu się jeszcze w krytycznym, gotowym już opracowaniu, a których sam

nie usiłuje i bodaj nie potrafi właściwie zastosować, tylko po cichu posługuje się nimi po prostu w tej

postaci, która jest  właściwa  dialektyce heglowskiej – stosuje np. kategorię dowodu pośredniego wobec

kategorii poczynającej się z samej siebie prawdy pozytywnej. Teologiczny krytyk uznaje mianowicie za

rzecz całkiem naturalną, że filozofowie ze swej strony powinni  uczynić  wszystko, by on mógł  pleść  o

czystości,   stanowczości,   o   całej   tej   krytycznej   krytyce,   i   roi   sobie,   że   jest   tym,   który   prawdziwie

przezwyciężył filozofię, kiedy  czuje, że jakiegoś tam elementu Hegla brak u Feuerbacha, bo teologiczny

krytyk   nie   potrafi   się   wznieść   ponad   czucie   do   świadomości,   do   wiedzy,   mimo   całego   swego

spirytualistycznego bałwochwalstwa wobec “samowiedzy” i “ducha”.>

Teologiczna krytyka – mimo że w początkach ruchu była momentem rzeczywistego postępu – przy

dokładniejszej analizie okazuje się w ostatniej instancji niczym innym, jak wyrodzonym w  teologiczną

karykaturę uwieńczeniem i konsekwencją starej filozoficznej, a zwłaszcza heglowskiej transcendencji. Tę

interesującą sprawiedliwość historii, która teologię, będącą od dawna zgniłą plamą na filozofii, obecnie

przeznacza również do tego, żeby na sobie zademonstrowała negatywny rozkład filozofii – tzn. proces jej

gnicia – tę historyczną Nemezis przedstawię obszernie przy innej okazji

8

.

<W jakim stopniu natomiast po odkryciach Feuerbacha dotyczących istoty filozofii niezbędne jest

jeszcze – przynajmniej dla ich udowodnienia – krytyczne rozprawienie się z dialektyką filozoficzną, to się

okaże z samego mego wywodu.>

Płaca robocza

Płacę  roboczą  określa   wroga   walka  między   kapitalistą   i   robotnikiem.   Niechybnym   zwycięzcą

kapitalista.   Kapitalista   może   dłużej   żyć   bez   robotnika   niż   robotnik   bez   kapitalisty.   Zrzeszanie   się

kapitalistów ogólnie przyjęte i skuteczne; zrzeszanie się robotników zakazane i przynosi im złe skutki.

Prócz tego właściciel ziemski i kapitalista mogą do swoich dochodów dodać zyski przemysłowe, robotnik

nie może dodać do swego dochodu przemysłowego ani renty gruntowej, ani procentów od kapitału. Stąd tak

wielka  konkurencja  wśród  robotników.   A  zatem  jedynie  dla  robotnika   oddzielenie  od  siebie  kapitału,

7

 Mowa tu o Brunonie Bauerze i jego grupie z “Allgemeine Literatur-Zeitung”. – Red.

8

 Patrz: F. Engels i K. Marks, “Święta Rodzina, czyli krytyka krytycznej krytyki”. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 4 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

własności ziemskiej i pracy jest oddzieleniem nieuchronnym, istotnym i szkodliwym. Kapitał i własność

ziemska nie muszą pozostawać w ramach tej abstrakcji, praca robotnika musi.

Tak więc dla robotnika oddzielenie od siebie kapitału, renty gruntowej i pracy – zabójcze.

Najniższą – i taka jedynie jest niezbędna – stawkę płacy stanowi utrzymanie robotnika w czasie

pracy i tyle ponadto, żeby mógł wyżywić rodzinę i żeby rasa robotników nie wymarła. Zwykłą płacą jest

według   Smitha   najniższa,   jaką   można   pogodzić   z   simple   humanité   [ze   zwykłą   humanitarnością]

9

,

mianowicie z bydlęcą egzystencją.

Popyt na ludzi reguluje w sposób konieczny produkcję ludzi, jak każdego innego towaru. Jeżeli

podaż znacznie przewyższa popyt, część robotników stacza się do stanu żebraczego albo ginie śmiercią

głodową.   Egzystencja   robotnika  została  więc   sprowadzona   do  warunków   egzystencji   każdego   innego

towaru. Robotnik stał się towarem i jest dla niego szczęściem, jeśli uda mu się znaleźć nabywcę. A popyt,

od którego zależy życie robotnika, zależy od kaprysu bogaczy i kapitalistów. Jeżeli podaż przewyższa

popyt, to jedna z części konstytuujących cenę (zysk, renta gruntowa, płaca robocza) jest opłacana poniżej

ceny, następuje więc wstrzymanie zastosowania [części z tych] czynników i w ten sposób cena rynkowa

ciąży ku cenie naturalnej jako punktowi centralnemu. Ale 1. przy wysoce rozwiniętym podziale pracy

robotnikowi najtrudniej znaleźć dla  swej  pracy  inne  zastosowanie,  2.  będąc  zależny  od  kapitalisty  on

pierwszy ponosi stratę.

Wskutek ciążenia ceny rynkowej ku cenie naturalnej robotnik traci więc najwięcej i bezwarunkowo.

Właśnie zdolność kapitalisty do nadania swemu kapitałowi innego zastosowania albo pozbawia chleba

robotnika, który jest ograniczony ramami określonej gałęzi pracy, albo zmusza go do podporządkowania się

wszystkim żądaniom kapitalisty.

Przypadkowe i nagłe wahania ceny rynkowej godzą mniej w rentę gruntową niż w tę część ceny,

która rozpada się na zysk i płacę, przy czym godzą mniej w zysk niż w płacę. Wypadki wzrostu płacy

znajdują zazwyczaj przeciwwagę w innych wypadkach jej stagnacji i spadku.

Gdy kapitalista osiąga zysk, robotnik niekoniecznie musi zyskiwać, natomiast straty dzieli on z

kapitalistą nieuchronnie. Tak np. robotnik nie zyskuje, gdy kapitalista  dzięki tajemnicy fabrycznej lub

handlowej, dzięki monopolowi lub korzystnemu położeniu swej ziemi utrzymuje cenę rynkową powyżej

ceny naturalnej.

Dalej:  ceny pracy są znacznie bardziej stałe niż ceny środków utrzymania. Często pozostają one

wobec siebie w stosunku odwrotnym. W roku drogim płaca maleje wskutek zmniejszenia się popytu, rośnie

zaś wskutek wzrostu cen środków utrzymania. A więc jedno równoważy drugie. W każdym razie pewna

ilość robotników zostaje bez chleba. W latach taniości płaca wzrasta wskutek wzrostu popytu, maleje zaś

pod wpływem cen środków utrzymania. A więc jedno równoważy drugie.

Inne upośledzenie robotnika:

Ceny pracy różnych kategorii robotników są o wiele bardziej zróżnicowane niż zyski w różnych

dziedzinach zastosowania kapitału. Co się tyczy pracy, występuje w pełni naturalne, duchowe i społeczne

zróżnicowanie   indywidualnej  działalności  i  różnie   się  ją   wynagradza,  gdy   tymczasem  martwy   kapitał

chadza stale tą samą drogą i rzeczywista indywidualna działalność jest mu obojętna.

W ogóle należy zauważyć, że tam, gdzie robotnik traci równo z kapitalistą, strata robotnika godzi w

jego egzystencję, a strata kapitalisty – w zysk z jego martwej mamony.

Robotnik   musi  walczyć  nie  tylko  o   fizyczne  środki  do  życia,   ale  i  o   uzyskanie  pracy,   tzn.   o

możliwości, o środki urzeczywistniania swej działalności.

Rozpatrzmy trzy podstawowe sytuacje, w których może się znaleźć społeczeństwo, i zważmy, jakie

będzie w nich położenie robotnika.

9

 Marks posługiwał się przekładem francuskim: “Recherches sur la nature et les causes de la richesse des nations”; par Adam

Smith. Traduction nouvelle avec les notes et observations; par Germain Garnier. Paryż 1802. – Stąd wszystkie podawane

później przez Marksa strony pracy Smitha odnoszą się do wydania francuskiego. (Por.  Adam Smith, “Badania nad naturą i

przyczynami bogactwa narodów”, Warszawa 1954, t. I, str. 88, 92). – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 5 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

1.   Jeżeli   bogactwo   społeczeństwa   upada,   robotnik   traci   najwięcej,   choć   bowiem   w   okresie

pomyślności społeczeństwa klasa robotnicza nie może tyle zyskać, co klasa właścicieli, “żadna nie cierpi

tak okrutnie przy jego upadku, jak klasa robotnicza”

10

.

2. Weźmy teraz pod uwagę społeczeństwo, w którym bogactwo wzrasta. Jest to jedyna sytuacja

pomyślna   dla  robotnika.  Pojawia   się   wówczas   konkurencja  wśród   kapitalistów.   Popyt  na  robotników

przewyższa ich podaż. Ale:

Po pierwsze:  Wzrost płacy powoduje  przepracowywanie się  robotników. Im więcej chcą zarobić,

tym   więcej   swojego   czasu   muszą   poświęcać   i   wykonywać   w   służbie   chciwości   pracę   niewolniczą,

wyrzekając się całkowicie wszelkiej wolności. Zarazem skracają sobie wskutek tego życie. To skracanie

życia jest okolicznością pomyślną dla klasy robotniczej wziętej jako całość, gdyż stwarza konieczność coraz

to nowego dopływu. Klasa ta musi stale składać w ofierze część samej siebie, aby nie zginąć całkowicie.

Po wtóre:  Kiedy społeczeństwo przeżywa proces bogacenia się? Wraz ze wzrostem kapitałów i

dochodów kraju. Ale to jest możliwe jedynie dzięki temu, że

a)   gromadzi  się   wiele   pracy,   gdyż   kapitał   jest   nagromadzoną   pracą;   a   więc   dzięki   temu,   że

robotnikowi zabiera się coraz więcej jego produktów, że jego własna praca w coraz większym stopniu

przeciwstawia mu się jako cudza własność, a środki jego egzystencji i jego działalności coraz bardziej

koncentrują się w ręku kapitalisty.

b)   Nagromadzenie   kapitału  zwiększa   podział   pracy,   podział   pracy   zwiększa   ilość   robotników;

odwrotnie   –   zwiększenie   ilości   robotników   zwiększa   podział   pracy,   a   podział   pracy   zwiększa

nagromadzenie  kapitałów.  Wraz  z  rozwojem  podziału  pracy  –   z  jednej  strony   –   i  gromadzeniem  się

kapitałów – z drugiej, robotnik staje się coraz bardziej zależny wyłącznie od pracy, i to od określonej,

bardzo jednostronnej, zmechanizowanej pracy. W miarę jak robotnik jest duchowo i fizycznie degradowany

do roli maszyny, przekształcany z człowieka w abstrakcyjną działalność i żołądek, popada on w coraz

większą   zależność   od   wszelkich   wahań   ceny   rynkowej,   zastosowania  kapitałów  i   kaprysu   bogaczy.

Zarazem wskutek przyrostu klasy ludzi żyjących tylko z pracy zwiększa się konkurencja wśród robotników,

a więc cena ich spada. W systemie fabrycznym ta pozycja robotnika osiąga swój punkt szczytowy.

c)  W  społeczeństwie, którego  dobrobyt  wzrasta,  już  tylko  co  najbogatsi   mogą  żyć z  procentu.

Wszyscy inni muszą prowadzić przy pomocy swego kapitału jakieś przedsiębiorstwo albo ulokować go w

handlu. Wskutek tego konkurencja kapitałów zwiększa się, koncentracja kapitałów rośnie, wielcy kapitaliści

rujnują małych i część dawnych kapitalistów spada do klasy robotników, której powiększenie się powoduje

po części  znowu  obniżkę płacy  i pociąga  za sobą  jeszcze  większą  zależność tej  klasy od nielicznych

wielkich   kapitalistów;   wraz   ze   zmniejszeniem   się   liczby   kapitalistów   nieomal   znika   ich   walka

konkurencyjna   o   robotników,   natomiast   wraz   ze   wzrostem   liczby   robotników   konkurencja   między

robotnikami staje się tym większa, bardziej zwyrodniała i gwałtowna. Część klasy robotniczej stacza się

wskutek tego równie nieuchronnie do stanu żebraków bądź mrących z głodu nędzarzy, jak część średnich

kapitalistów spada do stanu robotniczego.

A   zatem   nawet   wtedy,   gdy   sytuacja   społeczeństwa   jest   dla   robotników   najkorzystniejsza,

nieuchronnie   czeka   ich   przepracowanie   i   wczesna   śmierć,   stoczenie   się   do   roli   maszyny,   do   roli

niewolników kapitału, którego nagromadzenie groźnie im się przeciwstawia, czeka ich nowa konkurencja,

śmierć głodowa albo żebractwo części robotników.

Wzrost płacy budzi w robotniku kapitalistyczną żądzę bogacenia się, którą jednakże może zaspokoić

jedynie   przez   złożenie   w   ofierze   swego   ducha   i   ciała.   Przesłanką   i   wynikiem   wzrostu   płacy   jest

gromadzenie kapitału; wzrost płacy przeciwstawia więc robotnikowi wytwór jego pracy jako coś coraz

bardziej mu obcego. Podobnie podział pracy czyni go coraz bardziej jednostronnym i zależnym, a także

prowadzi do konkurencji nie tylko ludzi, lecz i maszyn. Ponieważ robotnik stoczył się do roli maszyny,

maszyna może mu się przeciwstawić jako konkurent. Wreszcie, gdy gromadzenie kapitału zwiększa ilość

pracy [Industrie], a więc i robotników, to ta sama ilość pracy daje wskutek owej akumulacji większą ilość

10

 Por. tamże, str. 74-75. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 6 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

produktu; następuje nadprodukcja, która prowadzi do tego, że albo wielka część robotników traci pracę,

albo płaca ich spada do najnędzniejszego minimum.

Oto  skutki  takiej sytuacji społeczeństwa, która  jest  najkorzystniejsza  dla robotnika,  mianowicie

sytuacji, kiedy bogactwo rośnie, rozwija się.

Ostatecznie jednak ten okres wzrostu musi wreszcie kiedyś osiągnąć swój punkt szczytowy. Jakież

jest teraz położenie robotnika?

3. “W kraju, który by osiągnął możliwie najwyższy poziom bogactw, zarówno płace robocze, jak i zyski z

kapitału   byłyby   bardzo   niskie.   Konkurencja   wśród   robotników   o   uzyskanie   pracy   byłaby   tak   wielka,   że
zredukowałaby płace do poziomu wystarczającego ledwie na to, by utrzymać dotychczasową liczbę robotników, a
że kraj byłby już dostatecznie zaludniony, liczba ta nie mogłaby wzrastać”

11

. Wszystko, co ponadto, musiałoby

umrzeć.

A więc w okresie pogarszającego się położenia społeczeństwa nędza robotnika rośnie, w okresie

poprawy – obraz nędzy się komplikuje, w okresie pełnego rozkwitu – nędza się stabilizuje.

Skoro jednak według Smitha nie jest szczęśliwe takie społeczeństwo, w którym większość cierpi, i

skoro  stan  najwyższego bogactwa  społeczeństwa  prowadzi do  tego  cierpienia  większości,  a  ekonomia

polityczna (w ogóle społeczeństwo interesu prywatnego) prowadzi do tego stanu najwyższego bogactwa, to

celem ekonomii politycznej jest nieszczęście społeczeństwa.

Co  do  stosunku  pomiędzy  robotnikiem  a  kapitalistą   należy  jeszcze  zauważyć,  że  wzrost  płacy

wyrównuje się kapitaliście z nadwyżką przez zmniejszenie się wydatkowanego czasu pracy i że wzrost

płacy wpływa na cenę towaru jak procent prosty, a wzrost zysku z kapitału jak procent składany.

Przyjmijmy teraz w zupełności punkt widzenia ekonomisty i zestawmy, idąc za nim, teoretyczne i

praktyczne roszczenia robotników.

Ekonomista mówi nam, że pierwotnie i zgodnie z pojęciem cały produkt pracy należy do robotnika.

Równocześnie   jednak   mówi   nam,   że   w   rzeczywistości   robotnikowi   przypada   najmniejsza   i

najniezbędniejsza część produktu; tylko tyle, ile potrzeba, żeby istniał nie jako człowiek, lecz jako robotnik,

żeby rozmnażał nie ród ludzki, lecz niewolniczą klasę robotników.

Ekonomista mówi nam, że wszystko kupuje się za pracę i że kapitał to nic innego jak nagromadzona

praca, ale równocześnie mówi nam, że robotnikowi nie tylko daleko do tego, żeby mógł wszystko kupować,

lecz nawet musi sprzedawać samego siebie i swoje człowieczeństwo.

Podczas  gdy renta gruntowa gnuśnego właściciela ziemskiego stanowi najczęściej trzecią część

produktu ziemi, a zysk skrzętnego kapitalisty nawet dwakroć przewyższa procent, zarobek robotnika w

najlepszym razie wynosi tyle, że na czworo dzieci dwoje musi mu umrzeć z głodu.

Według ekonomistów praca jest jedynym czynnikiem, dzięki któremu człowiek powiększa wartość

wytworów przyrody, jest jego czynną własnością; zarazem według tejże ekonomii politycznej właściciel

ziemski   i   kapitalista,   którzy   jako   właściciel   ziemski   i   kapitalista   są   przecież   niczym   więcej,   jak

uprzywilejowanymi i próżniaczymi bogami, wszędzie mają przewagę nad robotnikiem i dyktują mu prawa.

Według ekonomistów praca jest jedyną niezmienną ceną rzeczy, zarazem jednak nie ma nic bardziej

przypadkowego, narażonego na większe wahania niż cena pracy.

Podział  pracy  podnosi  produkcyjną  siłę  pracy,   bogactwo  i   cywilizację  społeczeństwa;   zarazem

zubaża on robotnika, spychając go do poziomu maszyny. Praca powoduje gromadzenie kapitałów, a tym

samym wzrost dobrobytu społeczeństwa, ale robotnika uzależnia ona coraz bardziej od kapitalisty, wciąga

go do coraz ostrzejszej konkurencji, pcha w wir nadprodukcji, po której następuje równie wielki zastój.

Według ekonomistów interes robotnika nigdy nie przeciwstawia się interesowi społeczeństwa, ale

społeczeństwo zawsze i nieodzownie przeciwstawia się interesowi robotnika.

Według ekonomistów interes robotnika nigdy nie przeciwstawia się interesowi społeczeństwa, 1.

gdyż wzrost płacy wyrównuje się z nadwyżką przez zmniejszenie się wydatkowanego czasu pracy oraz inne

omówione wyżej następstwa, i 2. gdyż w odniesieniu do społeczeństwa cały produkt brutto jest produktem

netto, produkt netto ma sens tylko w odniesieniu do osób prywatnych.

11

 Por. tamże, str. 76-77. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 7 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

To zaś, że sama praca – nie tylko w obecnych warunkach, lecz w ogóle zawsze, gdy celem jej jest

jedynie   powiększenie   bogactwa   –   to,   że   sama   praca   jest   szkodliwa,   zgubna,   wynika   z   wywodów

ekonomisty, choć on sam nie zdaje sobie z tego sprawy.

– – –

Zgodnie   z   pojęciem   renta   gruntowa   i   zysk   z   kapitału  stanowią  potrącenie   z   płacy.   Ale   w

rzeczywistości płaca jest potrąceniem dokonywanym przez ziemię i kapitał na rzecz robotnika, ustępstwem

z produktu pracy na rzecz robotnika, na rzecz pracy.

W   okresie   podupadania   społeczeństwa   robotnik   cierpi   najbardziej.   Specyficzny   ciężar   jego

brzemienia wynika z jego stanu jako robotnika, ale brzemię w ogóle – ze stanu społeczeństwa.

Natomiast w okresie rozwoju społeczeństwa upadek i zubożenie robotnika jest wytworem jego pracy

i wytworzonego przezeń bogactwa. A więc nędza ta wynika z samej istoty dzisiejszej pracy.

Stan największego bogactwa społeczeństwa, ten ideał, który jednak bywa w przybliżeniu osiągany,

a  przynajmniej  jest  celem  zarówno  ekonomii  politycznej,  jak  i  społeczeństwa  burżuazyjnego,   oznacza

ustabilizowaną nędzę dla robotników.

Jest   rzeczą   oczywistą,   że   ekonomia   polityczna   rozpatruje  proletariusza  –   tzn.   człowieka

pozbawionego   kapitału   i   renty   gruntowej,   żyjącego   wyłącznie   z   pracy,   i   to   z   pracy   jednostronnej,

abstrakcyjnej – jedynie jako robotnika. Dlatego może ona wysunąć tezę, że robotnik zupełnie tak samo jak

koń musi otrzymywać tyle, by mógł pracować. Gdy jest bez pracy, nie zajmuje się nim jako człowiekiem,

lecz   pozostawia   to   sądownictwu   kryminalnemu,   lekarzom,   religii,   tabelom   statystycznym,   polityce   i

specjalnym urzędnikom policji.

Wznieśmy   się   teraz   ponad   poziom   ekonomii   politycznej   i   poszukajmy   w   dotychczasowym

wywodzie, przedstawionym niemal słowami ekonomii politycznej, odpowiedzi na dwa pytania:

1. Jaki sens ma w rozwoju ludzkości to sprowadzenie przeważającej części ludzkości do pracy

abstrakcyjnej?

2. Jakie błędy popełniają reformatorzy en détail, którzy albo chcą podwyższyć płacę i w ten sposób

polepszyć sytuację klasy robotniczej, albo (jak Proudhon) widzą cel rewolucji społecznej w  zrównaniu

płacy?

Praca występuje w ekonomii politycznej tylko jako działalność zarobkowa.

– – –

“Można wysunąć twierdzenie, że takie zajęcia, które wymagają specyficznych uzdolnień lub dłuższego

szkolenia,   na   ogół   stały   się   zyskowniejsze;   natomiast   w   porównaniu   z   tym   płaca   za   pracę   mechanicznie
jednostajną, do której każdego można szybko i łatwo przyuczyć, w warunkach rosnącej konkurencji obniżyła się i
nieuchronnie musiała się obniżyć. A właśnie ten rodzaj pracy przy obecnym stanie jej organizacji zdecydowanie
przeważa. Jeśli więc jakiś robotnik pierwszej kategorii zarabia obecnie siedem razy więcej niż przed mniej więcej
pięćdziesięciu laty, a inny robotnik drugiej kategorii zarabia tyle samo, to obaj zarabiają przeciętnie, rzecz jasna,
cztery  razy więcej. Jednakże  gdy w jakimś  kraju pracę pierwszej  kategorii wykonuje zaledwie  tysiąc ludzi, a
drugiej   –   milion   ludzi,   to   999   tysiącom   ludzi   wiedzie   się   nie   lepiej   niż   przed   pięćdziesięciu   laty,   a   gdy
równocześnie   wzrosły   ceny   artykułów   pierwszej   potrzeby,   wiedzie   im   się  gorzej.   I   za   pomocą   takich
powierzchownych  obliczeń   przeciętnych  chce   się   siać   złudzenia   co   do   najliczniejszej   klasy   ludzi.   Ponadto
wysokość  płacy  jest tylko  jednym  z elementów oceny  dochodów robotnika, ponieważ przy ich ustalaniu istotną
rolę odgrywa zabezpieczenie ich trwałości, o czym przecież w anarchii tak zwanej wolnej konkurencji, z jej stale
powtarzającymi się wahaniami i okresami zastoju, po prostu nie może być mowy. W końcu należy jeszcze wziąć
pod  uwagę,  jaki zazwyczaj  był  dawniej   i jaki  jest  obecnie  czas  pracy.  A  czas  pracy  angielskich  robotników
zatrudnionych w manufakturze bawełnianej przedłużono – wskutek pogoni przedsiębiorców za zyskiem – w ciągu
jakichś 25 lat, a więc właśnie od czasu wprowadzenia maszyn oszczędzających pracę, do 12-16 godzin dziennie, a
wobec ogólnie jeszcze uznawanego prawa bogatych do nieograniczonego wyzysku biednych przedłużenie czasu

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 8 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

pracy w jednym kraju i w jednej gałęzi przemysłu musiało w mniejszym lub większym stopniu nastąpić i gdzie
indziej”(Schulz, “Bewegung der Produktion”, str. 65)

12

.

“Ale gdyby nawet było tyle prawdy, ile jest fałszu w twierdzeniu, jakoby przeciętny dochód  wszystkich

klas   społeczeństwa   się   zwiększył,   to   jednak   różnice   i  względne  rozpiętości   między   dochodami   mogły   się
zwiększyć i skutkiem tego mogły przeciwieństwa między bogactwem i ubóstwem wystąpić ostrzej. Bo właśnie
dlatego, że ogólna produkcja wzrasta i że w tym samym stopniu, co ona, rosną również potrzeby, pragnienia i
ambicje,  względne  ubóstwo   może   się   zwiększać,   podczas   gdy  bezwzględne  maleje.   Samojed   żyjąc   tranem   i
nadpsutymi   rybami   nie   jest   biedny,   ponieważ   w   jego   odizolowanym   społeczeństwie   wszyscy   mają   te   same
potrzeby. Ale w rozwijającym się państwie, które np. w ciągu dziesięciolecia zwiększa swą ogólną produkcję w
stosunku do ludności o jedną trzecią, robotnikowi, którego zarobek w ciągu tych dziesięciu lat się nie zmienił, nie
powodzi się równie dobrze; jego niedostatek wzrósł o jedną trzecią” (tamże, str. 65-66).

Lecz ekonomia polityczna zna robotnika tylko jako bydlę robocze, jako zwierzę, którego potrzeby

ograniczają się do najniezbędniejszych potrzeb fizycznych.

“Aby lud mógł się swobodniej rozwijać duchowo, nie może dalej pozostawać w niewoli swych potrzeb

fizycznych, nie może być dalej niewolnikiem ciała. Musi więc mieć przede wszystkim czas na to, by móc tworzyć
dobra  duchowe  i  korzystać  z   nich.   Postęp   w  organizacji   pracy   daje ten   czas.   Przecież  obecnie   w  fabrykach
wyrobów   bawełnianych   jeden   robotnik  dzięki   nowym   siłom   napędowym   i  ulepszonym   maszynom   wykonuje
nierzadko pracę, którą dawniej wykonywało stu, a nawet 250 do 350 robotników. Podobne skutki występują we
wszystkich gałęziach produkcji, gdyż w coraz większej mierze zmusza się zewnętrzne siły przyrody do udziału w
pracy ludzkiej. O ile tedy nakład czasu i siły ludzkiej, niezbędny dawniej dla zaspokojenia pewnej ilości potrzeb
materialnych, zmniejszył się później o połowę, to zarazem o tyleż bez żadnego uszczerbku dla dostatku fizycznego
powiększyły się możliwości twórczości duchowej i korzystania z niej. Lecz i o podziale tego skarbu, wydartego
samemu   sędziwemu   Kronosowi,   będącego   jego   najosobistszą   własnością,   decyduje   jeszcze   gra   ślepego,
niesprawiedliwego przypadku. Obliczono we Francji, że przy obecnym stanie produkcji, gdyby każdy człowiek
zdolny   do   pracy   pracował   przeciętnie   pięć   godzin   dziennie,   wystarczyłoby   to   do   zaspokojenia   wszystkich
materialnych potrzeb społeczeństwa... Pomimo oszczędności na czasie wynikłej z udoskonalenia maszyn długość
dnia niewolniczej pracy w fabrykach dla znacznej liczby ludności tylko się powiększyła” (tamże, str. 67-68).

“Przejście   od  skomplikowanej   pracy   ręcznej   ma  za  przesłankę  rozłożenie  jej na  proste  operacje.   Ale

początkowo   tylko  jedną   część  jednostajnie   powtarzających   się   operacji   wykonywać   będą   maszyny,   druga
natomiast  przypadnie  ludziom.  Z  natury  rzeczy  i według  zgodnych  doświadczeń  taka ustawiczna,  jednostajna
czynność   jest   równie   szkodliwa  dla  ducha,   jak  i  dla   ciała;  a  zatem   przy   tym  połączeniu  maszyn   z  prostym
podziałem   pracy   pomiędzy   wiele   rąk   ludzkich   muszą   jeszcze   występować   także   wszystkie   szkodliwe   strony
takiego podziału. Szkodliwość ta ujawnia się m.in. w wielkiej śmiertelności robotników fabrycznych... Tej wielkiej
różnicy między pracą ludzi za pomocą maszyn i pracą ludzi jako maszyn nie... uwzględniono” (tamże, str. 69).

“Jednakże  ludzkość  doczeka  przyszłości,  gdy nierozumne  siły  przyrody  działające  w maszynach  będą

naszymi niewolnikami i poddanymi” (tamże, str. 74).

“W   angielskich   przędzalniach   pracuje   tylko   158   818   mężczyzn   i   196   818   kobiet.   Na   każdych   100

robotników w fabrykach wyrobów bawełnianych hrabstwa Lancaster przypadają 103 robotnice, a w Szkocji nawet
209. W angielskich fabrykach wyrobów lnianych w Leeds było na 100 robotników 147 robotnic; w Druden i na
wschodnim wybrzeżu Szkocji – aż 280. W angielskich fabrykach jedwabiu wiele robotnic; w fabrykach wyrobów
wełnianych,   gdzie   trzeba   większej   siły   fizycznej,   więcej   mężczyzn...   Również   w   północnoamerykańskich
fabrykach wyrobów  bawełnianych było zatrudnionych w 1833 r. obok 18 593 mężczyzn nie mniej niż 38 927
kobiet. A więc wskutek zmian w organizacji pracy zakres pracy zarobkowej płci żeńskiej rozszerzył się... kobiety
bardziej usamodzielniły się ekonomicznie... obie płci zbliżyły się do siebie pod względem społecznym” (tamże, str.
71-72).

“W angielskich przędzalniach, pędzonych parą i wodą, pracowało w 1835 r.: 20 558 dzieci w wieku od 8

do 12 lat, 35 867 – w wieku od 12 do 13 lat i wreszcie 108 208 – w wieku od 13 do 18 lat... Wprawdzie dalsze
postępy   mechaniki,   uwalniając  ludzi  w   coraz  większym   stopniu  od   wszelkich   jednostajnych   zajęć,  prowadzą
stopniowo   do   usunięcia   tego   zła.   Jednakże   szybszym   postępom   mechaniki   stoi   na   przeszkodzie   właśnie   ta
okoliczność,  że kapitaliści mogą niezmiernie łatwo i niezmiernie tanio przywłaszczać sobie siły niższych klas,
nawet siły dzieci, aby stosować i zużywać je zamiast pomocniczych środków mechaniki” (tamże, str. 70-71).

12

 Wilhelm Schulz, “Die Bewegung der Produktion. Eine geschichtlich-statistische Abhandlung”, Zurych i Winterthur 1843. 

Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 9 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

“Lord Brougham wzywa robotników: 'Stawajcie się kapitalistami!'... Zło w tym, że miliony mogą zdobyć

skąpe utrzymanie tylko przez usilną pracę, rujnującą organizm i kaleczącą człowieka moralnie i duchowo; że nawet
nieszczęście, jakim jest znalezienie takiej pracy, muszą uważać za szczęście” (tamże, str. 60).

“+Żeby   więc   żyć,   nieposiadający   zmuszeni   są   pójść   bezpośrednio   lub   pośrednio  w   służbę  do

posiadających, tzn. uzależnić się od nich+” (Pecqueur, “Théorie nouvelle d'économie soc.” etc.

13

, str. 409).

+Służba – zasługi; robotnicy – płaca; urzędnicy – pensja lub uposażenie+ (tamże, str. 409-410).
“+Wynajmować swoją pracę, wypożyczać swoją pracę na procent, pracować za kogoś”.
“Wynajmować rzeczowe elementy pracy, wypożyczać rzeczowe elementy pracy na procent, kazać innym

pracować za siebie+” (tamże [str. 411]).

“+Ten   ustrój   ekonomiczny   skazuje   ludzi   na   zajęcia   tak   dalece   upodlające,   na   poniżenie   tak   dalece

rozpaczliwe i gorzkie, że stan dzikości w porównaniu z tym wydaje się królewskim życiem+” (l. c., str. 417-418).

“+Prostytucja klasy nieposiadającej we wszelkich formach+” (str. 421-422). Gałganiarze.

Ch. Loudon  w pracy “Solution du problème de la population”

14

  etc., Paryż 1842, ocenia liczbę

prostytutek w Anglii na 60 000 do 70 000. Liczba “femmes d'une vertu douteuse” [kobiet wątpliwej cnoty]

ma być równie wielka (str. 228).

“+Przeciętna długość życia tych nieszczęśliwych istot ulicznych, po zejściu na drogę występku, wynosi

około sześciu lub siedmiu lat. Tak więc żeby ilość prostytutek mogła się utrzymać na poziomie 60 000 do 70 000,
w   Zjednoczonym   Królestwie   musi   co   najmniej   8   do   9   tys.   kobiet   rocznie   poświęcać   się   temu   hańbiącemu
rzemiosłu, a to wynosi około dwudziestu czterech nowych ofiar dziennie lub przeciętnie jedna na godzinę. A zatem
jeżeli ten  sam  stosunek  dotyczy  całej kuli ziemskiej,  musi  stale istnieć  półtora  miliona  tych  nieszczęśliwych
kobiet+” (tamże, str. 229).

“+Liczba nędzarzy rośnie wraz z ich nędzą i na granicy skrajnej nędzy tłoczy się największa ilość istot

ludzkich, dobijając się o prawo do cierpienia... W roku 1821 ludność Irlandii wynosiła 6 801 827 osób. W roku
1831  wzrosła do 7 764  010  osób,  to jest o 14% w ciągu dziesięciu  lat. W prowincji  Leinster, w której  jest
największy  dobrobyt,  ludność  wzrosła  tylko  o 8%,  podczas  gdy w najuboższej  prowincji Connaught  przyrost
wynosił 21%. (Wyciągi z ogłoszonych w Anglii badań nad Irlandią. Wiedeń 1840 r.)+” (Buret, “De la misère”
etc.

15

, t. I, str. 36-37). Ekonomia polityczna rozpatruje pracę abstrakcyjnie, jako rzecz; +praca jest towarem+; jeżeli

cena jest wysoka, to znaczy, że jest duży popyt na towar; jeżeli cena jest niska, to znaczy, że jest duża podaż
towaru; +jako towar, praca musi coraz bardziej spadać w cenie+; częściowo zmusza do tego konkurencja między
kapitalistą a robotnikiem, częściowo konkurencja wśród robotników. “+Ludność robotnicza, sprzedawczyni pracy,
jest zmuszona poprzestać na najmniejszym udziale w produkcie... Czyż teoria o pracy jako towarze nie jest teorią
zamaskowanego niewolnictwa?+”  (l. c., str. 43).  “+Dlaczego w pracy widziano jedynie wartość wymienną?+”
(tamże, str. 44). Wielkie zakłady kupują przede wszystkim pracę kobiet i dzieci, gdyż ta mniej kosztuje od pracy
mężczyzn (l. c.). “+Robotnik nie jest wobec tego, kto go zatrudnia, w położeniu wolnego sprzedawcy... Kapitalista
ma zawsze wolną rękę, jeśli chodzi o zatrudnienie pracy, a dla robotnika sprzedaż pracy to zawsze mus. Wartość
pracy zupełnie ginie, jeżeli jej się natychmiast nie sprzeda. Pracy, w przeciwieństwie do rzeczywistych towarów,
nie można ani gromadzić, ani nawet oszczędzać. Praca jest życiem, a jeżeli życia nie wymienia się dzień w dzień
na środki  utrzymania,  marnieje  i rychło  zamiera.  Żeby  życie  człowieka  mogło  być towarem,  trzeba dopuścić
niewolnictwo+”   (l.   c.,   str.   49-50).   Jeżeli   więc   praca   jest   towarem,   to   jest   ona   towarem   o   najfatalniejszych
własnościach.  Ale nawet według zasad ekonomii politycznej nie jest ona nim, nie będąc  “wolnym  rezultatem
wolnej sprzedaży”
. Obecny system ekonomiczny +obniża zarazem i cenę, i wynagrodzenie za pracę; doskonali on
robotnika, a degraduje człowieka+ (l. c., str. 52-53). “+Przemysł stał się wojną, a handel grą+” (l. c., str. 62).

Same tylko +maszyny przerabiające bawełnę+ (w Anglii) zastępują 84 000 000 rzemieślników [tamże, str.

133].

Przemysł toczył dotychczas wojnę zaborczą: “+roztrwonił życie ludzi, którzy stanowili jego armię, z taką

samą obojętnością, jak wielcy zdobywcy. Celem jego było posiadanie bogactwa, nie zaś szczęście ludzi+” (Buret,
l. c., str. 20). “+Te interesy (ekonomiczne), pozostawione wyłącznie samym sobie... muszą z konieczności popaść
w konflikt; nie mają one nad sobą żadnego innego arbitra prócz wojny, a wyroki wojny przynoszą jednym klęskę i
śmierć, drugim – zwycięstwo... W konflikcie przeciwstawnych sił nauka doszukuje się porządku i równowagi:

13

 Charles Constantin Pecqueur, “Théorie nouvelle d'économie sociale et politique, ou études sur l'organisation des sociétés”,

Paryż 1842. – Red.

14

 Charles Loudon, “Solution du problème de la population et de la subsistance”, Paryż 1842. – Red.

15

 Eugène Buret, “De la misère des classes laborieuses en Angleterre et en France”, Paryż 1840. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 10 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

wieczna wojna jest według niej jedynym sposobem osiągnięcia pokoju; ta wojna zwie się konkurencją+” (l. c., str.
23).

“Pomyślne prowadzenie wojny przemysłowej wymaga wielu armii, które by można gromadzić w jednym

punkcie i narażać na masowe dziesiątkowanie. A żołnierze tych armii znoszą trudy, którymi się ich obarcza, nie z
przywiązania ani z poczucia obowiązku; znoszą je tylko po to, żeby ujść twardej konieczności głodu. Nie żywią
oni  dla swoich  dowódców  ani przywiązania,  ani wdzięczności;  tych  nie łączy  z podwładnymi  żadne  uczucie
życzliwości; nie widzą w nich ludzi, lecz wyłącznie narzędzia produkcji, które muszą przynosić możliwie  jak
największy dochód i przyczyniać możliwie jak najmniej kosztów. Te zastępy robotników, coraz bardziej uciśnione,
nie mają nawet pewności, że będą stale zatrudnione; przemysł, który robotników zgromadził, pozwala im żyć tylko
wówczas, kiedy ich potrzebuje, a skoro tylko może się bez nich obejść, porzuca ich bez najmniejszych skrupułów;
robotnicy są wówczas zmuszeni zaofiarować swoją osobę i swoją siłę za cenę, jaką im zechcą dać. Im bardziej
długotrwała, męcząca, wstrętna jest praca, którą otrzymują, tym gorzej jest płatna; spotyka się robotników, którzy
za szesnaście godzin pracy dziennie, przy ustawicznym wysiłku, ledwie zdobywają sobie prawo do tego, żeby nie
skonać” (l. c., str. 68-69).

“+Mamy  przekonanie...  podzielane  przez   członków  komisji,  której  zlecono  zbadanie  położenia   tkaczy

rękodzielników,  że  wielkie  miasta  przemysłowe  straciłyby  w   krótkim   czasie  swą  ludność  roboczą  gdyby  nie
otrzymywały nieustannie dopływu zdrowych ludzi, świeżej krwi, z sąsiednich wsi+” (l. c., str. 362).

Zysk z kapitału

1. Kapitał

1. Na czym polega kapitał, tj. prywatna własność produktów cudzej pracy?

“Dopuściwszy nawet, że kapitał nie jest owocem żadnego wywłaszczenia, to jednak potrzebne mu jest

współdziałanie ustawodawstwa do uświęcenia dziedzictwa” (Say, t. I, str. 136, przypis)

16

.

Jak dochodzi się do własności funduszu produkcyjnego? Jak dochodzi się do własności produktów,

które są wytwarzane przy pomocy tego funduszu?

Dzięki prawu pozytywnemu (Say, t. II, str. 4).

Co zdobywa się wraz z kapitałem, np. z odziedziczeniem wielkiego majątku?

“Osoba,  która  np.  dziedziczy  wielki  majątek,   nie  zdobywa   bezpośrednio  przez  to władzy  politycznej.

Władza, jaką posiadłość ta daje jej bezpośrednio i natychmiast, to siła nabywcza, prawo rozporządzania wszelką
pracą innych lub wszelkim produktem tej pracy, jaki znajduje się wówczas na rynku” (Smith, t. I, str. 61).

Zatem kapitał to władza zwierzchnia nad pracą i jej produktami. Kapitalista posiada tę władzę nie

dzięki swym  cechom osobistym  czy  ludzkim, lecz jedynie jako  właściciel  kapitału. Jego siłą  jest  siła

nabywcza jego kapitału, której nic nie jest w stanie się oprzeć.

Później   zobaczymy,   po   pierwsze,   jak   kapitalista  przy   pomocy   kapitału   realizuje   swą   władzę

zwierzchnią nad pracą, po wtóre zaś poznamy władzę zwierzchnią kapitału nad samym kapitalistą.

Co to jest kapitał?

“+Pewna ilość pracy nagromadzonej i odłożonej na zapas+” (Smith, t. II, str. 312).

Kapitał jest nagromadzoną pracą.

2. Fundusze, zasoby – to wszelkie nagromadzenie produktów ziemi i pracy przemysłowej. Zasoby

nazywają się kapitałem tylko wówczas, gdy przynoszą swemu właścicielowi dochód czy też zysk (Smith, t.

II, str. 191).

2. Zysk z kapitału

16

  Jean Baptiste Say, “Traité d'économie politique, ou simple exposition de la manière dont se forment, se distribuent et se

consomment  les   richesses”,   wydanie   trzecie,   Paryż   1817.  Wydanie   polskie:   “Wykład   ekonomii  politycznej,   czyli   proste

wyłuszczenie, jak się tworzą, rozdzielają i spożywają bogactwa” przez Jana Baptistę Say, tłumaczenie z francuskiego przez

Damazego Dzierożyńskiego, Warszawa 1821; por. t. I, str. 140-141. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 11 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Zysk z kapitału jest zgoła odmienny od płacy roboczej. Ta odmienność objawia się w dwojaki sposób: po

pierwsze, zyski z kapitału zależą całkowicie od wartości włożonego kapitału, chociaż praca polegająca na nadzorze
i kierowaniu może być przy różnych kapitałach taka sama. Do tego dochodzi okoliczność, że w wielkich fabrykach
cała ta praca bywa powierzana naczelnemu  kierownikowi, którego pensja nie pozostaje w żadnej proporcji do
kapitału,   którego   funkcjonowania  dogląda.   Chociaż   więc   praca   właściciela   sprowadza   się   tu  niemal   do   zera,
domaga się on jednak zysków proporcjonalnych do wielkości swego kapitału (Smith, t. I, str. 97-99).

Dlaczego kapitalista domaga się tej proporcji między zyskiem a kapitałem?

Nie byłby zainteresowany w tym, aby zatrudniać robotników, gdyby nie spodziewał się ze sprzedaży ich

wytworów   czegoś   więcej,   niż   potrzeba   do   zastąpienia   kapitału   wyłożonego   na   płacę,   i   nie   byłby   bardziej
zainteresowany w tym, aby stosować większą sumę kapitału niż małą, gdyby zysk jego nie był proporcjonalny do
wielkości zastosowanego kapitału (t. I, str. 96-97).

Kapitalista osiąga zatem zysk, po pierwsze, odpowiednio do płac, po drugie – odpowiednio do sum

wyłożonych na surowce.

W jakim tedy stosunku pozostaje zysk do kapitału?

Jeżeli już trudno określić zwykłą średnią stopę płacy w danym miejscu i czasie, to jeszcze trudniej określić

zysk z kapitałów. Zmiany cen towarów, z którymi kapitał ma do czynienia, powodzenie albo niepowodzenie jego
rywali i klientów, tysiąc innych przypadków, na które towary są narażone zarówno podczas transportu, jak i w
składach, powodują co dzień, niemal co godzinę, zmianę zysku (Smith, t. I, str. 179-180). Jakkolwiek więc nie
można określić ściśle zysków z kapitałów, to jednak można wyrobić sobie o nich pewne pojęcie na podstawie
procentu. Jeżeli z pieniędzy można mieć wielki zysk, to daje się dużo za to, by móc ich używać, a jeżeli zysk mały,
to i procent niewielki (Smith, t. I, str. 181). Stosunek, w jakim musi pozostawać zwykła stopa procentowa do stopy
czystego zysku, zmienia się z konieczności w miarę tego, jak zysk wzrasta lub obniża się. W Wielkiej Brytanii
ocenia się, że suma dwakroć wyższa od stopy procentowej stanowi to, co kupcy nazywają zyskiem przyzwoitym,
umiarkowanym, rozsądnym
; wszystkie te terminy nie oznaczają nic innego jak zysk zwykły i utarty (Smith, t. I, str.
198).

Jaka jest najniższa stopa zysku? Jaka najwyższa?

Najniższa stopa  zwykłego  zysku z kapitałów musi zawsze  nieco przewyższać  to, co jest potrzebne na

skompensowanie przypadkowych strat, na które jest narażone każde zastosowanie kapitału. Ta nadwyżka stanowi
właściwy zysk, czyli zysk netto. Tak samo ma się sprawa z najniższą stopą procentową (Smith, t. I, str. 196).

Najwyższą stopą, do jakiej mogą dochodzić zwykłe zyski, jest ta, która w większości towarów pochłania

całą rentę gruntową, a płacę roboczą zawartą w dostarczonym towarze redukuje do najniższej ceny, wyłącznie do
utrzymania przy życiu robotnika w czasie pracy. Robotnika, dopóki używa się go do pracy, trzeba bądź co bądź
utrzymać   w   ten   czy   w   inny   sposób;   renta   gruntowa   może   całkowicie   odpaść.   Przykład:   w   Bengalu   agenci
indyjskiej kompanii handlowej (Smith, t. I, str. 197-198).

Poza   wszelkimi   korzyściami   ze   słabej   konkurencji,   jakie  może   kapitalista   ciągnąć  w   danym

wypadku, może on nie naruszając zasad przyzwoitości utrzymywać cenę rynkową powyżej ceny naturalnej.

Po pierwsze, dzięki  tajemnicy handlowej, kiedy rynek jest bardzo odległy od tych, którzy go zaopatrują:

mianowicie dzięki trzymaniu w tajemnicy  zmian ceny, jej podwyżki ponad naturalny poziom. Zatajenie to ma
mianowicie ten skutek, że inni kapitaliści nie lokują kapitału w tej branży.

Następnie, dzięki tajemnicy produkcji, kiedy to kapitalista przy mniejszych kosztach produkcji dostarcza

towaru po tych samych lub nawet niższych cenach z wyższym zyskiem niż jego konkurenci. – (Czy oszustwo
polegające   na zatajeniu  nie  jest  niemoralne?  Transakcje  giełdowe).   –  Dalej: kiedy  produkcja  jest  związana  z
określoną miejscowością (np. drogie wina) i  efektywnego popytu  nigdy nie da się zaspokoić.  Wreszcie: dzięki
monopolom poszczególnych osób i towarzystw. Cena monopolowa jest najwyższa z możliwych (Smith, t. I, str.
120-124).

Inne przypadkowe przyczyny, które mogą zwiększyć zysk z kapitału: opanowanie nowych terytoriów albo

nowych gałęzi gospodarki powiększa często, nawet w bogatym kraju, zysk z kapitałów, ponieważ odciąga część
kapitałów  z dawnych  gałęzi,  łagodzi  konkurencję,   przyczynia  się do słabszego  zaopatrzenia  rynku  w towary,
których  ceny wówczas  rosną; ci, którzy  tymi  towarami  handlują, mogą wtedy  płacić za pożyczone  pieniądze
wyższe procenty (Smith, t. I, str. 190).

Im więcej pracy przetwórczej zawiera towar, im w większym stopniu staje się produktem manufaktury,

tym bardziej wzrasta ta część ceny, która przypada na płacę i zysk, w stosunku do tej części, która przypada na

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 12 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

rentę gruntową. Ze wzrostem udziału pracy przetwórczej w towarze zwiększa się nie tylko ilość kolejnych zysków,
lecz każdy następny zysk jest większy od poprzedniego, gdyż kapitał, z którego zysk płynie, siłą rzeczy jest coraz
większy. Kapitał, który daje pracę tkaczom, musi być zawsze większy od kapitału, który daje pracę przędzarzom,
nie tylko bowiem zwraca tamten kapitał wraz z jego zyskami, ale poza tym pokrywa jeszcze płace tkaczy, a zyski
muszą zawsze pozostawać w określonym stosunku do kapitału (tamże, t. I, str. 102-103).

Tak   więc   wzrost   pracy   ludzkiej   nad   przetwarzaniem   produktu   przyrody   i   w   przetworzonym

produkcie  przyrody  nie  zwiększa  płacy,   lecz  zarówno  liczbę  kapitałów  dających   zysk,  jak  i  wielkość

każdego następnego kapitału w stosunku do poprzedniego.

O korzyści, jaką kapitalista osiąga z podziału pracy – później.

Zyskuje on podwójnie, po pierwsze na podziale pracy, po drugie w ogóle na tym, że wzrasta praca

ludzka nad przetwarzaniem produktu przyrody. Im większy udział pracy ludzkiej w towarze, tym większy

zysk z martwego kapitału.

W jednym i tym samym społeczeństwie przeciętne stopy zysków z kapitału są o wiele bliższe jednego

poziomu niż płace za różne rodzaje pracy (tamże, t. I, str. 228). Przy rozmaitych zastosowaniach kapitału zwykła
stopa zysku zmienia się w zależności od tego, czy powrót kapitału jest bardziej czy mniej pewny. Stopa zysku
wzrasta wraz z ryzykiem, choć niezupełnie proporcjonalnie (tamże, str. 226-227).

Jest rzeczą oczywistą, że zyski z kapitału wzrastają również i wtedy, kiedy środki cyrkulacji stają się

bardziej dostępne czy też mniej kosztowne (np. pieniądz papierowy).

3. Panowanie kapitału nad pracą i motywy kapitalisty

Jedynym motywem decydującym o tym, czy właściciel kapitału zastosuje go raczej w rolnictwie czy w

przemyśle, czy też w jakiejś specjalnej gałęzi handlu hurtowego lub detalicznego, jest wzgląd na jego własny zysk.
Nigdy nie przychodzi mu do głowy, żeby obliczać, ile pracy produkcyjnej uruchomi kapitał w zależności od tego,
jak go zastosuje, albo o ile zwiększy wartość rocznego produktu ziemi i pracy jego kraju (Smith, t. II, str. 400-
401).

Najpożyteczniejsze dla kapitalisty jest takie zastosowanie kapitału, które przy tym samym ryzyku przynosi

mu największy zysk. Zastosowanie to nie zawsze jest najpożyteczniejsze dla społeczeństwa; najpożyteczniejsze
jest to zastosowanie, które ma na celu osiągnięcie korzyści z sił wytwórczych przyrody (Say, t. II, str. 130-131).

Wszelkimi ważniejszymi operacjami pracy rządzą i kierują zamiary i przedsięwzięcia osób stosujących

kapitał, a celem, do którego zmierzają wszystkie te plany i operacje, jest zysk. Otóż stopa zysku nie wzrasta, jak
renta gruntowa i płaca robocza, wraz z dobrobytem społeczeństwa i nie spada wraz z jego upadkiem. Przeciwnie,
jest ona z natury rzeczy  niska w krajach bogatych,  a wysoka w biednych,  najwyższa zaś jest zawsze w tych
krajach, które najszybciej zdążają ku ruinie. Toteż interes tej klasy nie jest tak związany z ogólnym interesem
społeczeństwa, jak interesy obu pozostałych... Własny interes przedsiębiorców poszczególnych gałęzi handlu czy
przemysłu jest zawsze pod pewnym względem różny od interesu publicznego, a często nawet jest mu wrogi. W
interesie kupców leży zawsze rozszerzanie rynku i ograniczanie konkurencji sprzedawców... Jest to klasa ludzi,
której interes nigdy nie będzie dokładnie taki sam, jak interes społeczeństwa, i która na ogół zainteresowana jest w
tym, by oszukiwać społeczeństwo i ciemiężyć je (Smith, t. II, str. 163-165).

4. Akumulacja kapitałów i konkurencja między kapitalistami

Wzrost   ilości   kapitałów,   który   podnosi   płacę,   prowadzi   do   obniżania   zysku   kapitalistów   wskutek

konkurencji między nimi (Smith, t. I, str. 179).

“Jeśli   np.   kapitał   potrzebny   do   prowadzenia   handlu   towarami   kolonialnymi   w   jakimś   mieście   jest

podzielony między dwóch różnych kupców, konkurencja sprawi, że każdy z nich sprzedawać będzie taniej, niż
gdyby kapitał ten był w ręku jednego  tylko kupca; gdyby  zaś kapitał ten był podzielony między  dwudziestu,
konkurencja byłaby tyleż razy silniejsza, a szansa na to, by porozumieli się w sprawie podniesienia cen swych
towarów, byłaby tyleż razy mniejsza” (Smith, t. II, str. 372-373).

Skoro, jak już wiemy, ceny monopolowe są najwyższe z możliwych, skoro interes kapitalistów

nawet z pospolitego punktu widzenia ekonomii politycznej jest wrogi społeczeństwu, skoro wzrost zysku z

kapitału działa na cenę towaru jak procent składany (Smith, t. I, str. 199-201), to konkurencja, która według

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 13 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

ekonomii   politycznej   wpływa   równie   dobroczynnie   na   wzrost   płacy,   jak   i   na   potanienie   towarów   z

korzyścią dla ogółu konsumentów, jest jedynym ratunkiem przeciwko kapitalistom.

Jednakże konkurencja jest  możliwa  tylko  dzięki temu,  że kapitały  rosną,  i  to  w  wielu  rękach.

Powstanie wielkiej liczby kapitałów jest możliwe tylko dzięki wielostronnej akumulacji, ponieważ kapitał

w   ogóle   powstaje   tylko   w   drodze   akumulacji,   a   wielostronna   akumulacja   siłą   rzeczy   przechodzi   w

akumulację  jednostronną.  Konkurencja między kapitałami wzmaga akumulację  kapitałów. Akumulacja,

która pod panowaniem własności prywatnej jest  koncentracją  kapitału w niewielu rękach, występuje w

ogóle   w   sposób  nieuchronny,   gdy   pozostawia  się   kapitały   ich   naturalnemu   biegowi;   a   to   naturalne

przeznaczenie kapitału toruje sobie na dobre drogę właśnie dzięki konkurencji.

Słyszeliśmy, że zysk z kapitału jest proporcjonalny do jego wielkości. Dlatego też jeśli nawet zrazu

całkowicie pominiemy rozmyślną konkurencję, wielki kapitał akumuluje, odpowiednio do swojej wielkości,

szybciej niż mały kapitał.

Dlatego też nawet zgoła niezależnie od konkurencji akumulacja wielkiego kapitału jest o wiele

szybsza niż mniejszego. Ale śledźmy dalej przebieg tych zjawisk.

W miarę wzrostu kapitałów zmniejszają się, wskutek konkurencji, zyski z kapitałów. A więc cierpi

przede wszystkim drobny kapitalista.

Dalej. Przesłanką wzrostu kapitałów i wielkiej ilości kapitałów jest rosnące bogactwo kraju:

“W kraju, który by osiągnął bardzo wysoki stopień bogactwa, zwykła stopa zysku byłaby nader niska;

przeto stopa procentowa, na jaką ten zysk by pozwalał, byłaby tak niska, że nikt prócz ludzi najbogatszych nie
mógłby żyć z procentów od swych pieniędzy. Wszyscy ludzie średnio zamożni musieliby więc sami zająć się
zastosowaniem swych kapitałów, trudnić się przemysłem albo jakąś gałęzią handlu” (Smith, t. I, str. 196-197).

Ten stan jest ulubionym stanem ekonomii politycznej.

“Stosunek   między   sumą   kapitałów   i   dochodów   określa   wszędzie   proporcję   ludzi   pracowitych   do

próżniaków; tam, gdzie przeważa kapitał, dominuje pracowitość, gdzie zaś przeważa dochód, panuje próżniactwo”
(Smith, t. II, str. 325).

Jak ma się tedy sprawa zastosowania kapitału w warunkach tej zwiększonej konkurencji?

“Wraz ze wzrostem kapitałów musi się stopniowo zwiększać ilość funduszów pożyczanych na procent; w

miarę jak rosną te fundusze, obniża się procent, gdyż 1. cena rynkowa  wszystkich  rzeczy spada w miarę, jak
wzrasta ich ilość; 2. skoro w jakimś kraju kapitały wzrastają, staje się rzeczą coraz trudniejszą znaleźć zyskowny
sposób   ulokowania   nowego   kapitału.   Powstaje   konkurencja   między   poszczególnymi   kapitałami,   właściciele
jednych kapitałów usiłują zdobywać dla siebie te dziedziny działalności, które już zajęli inni. Ale w większości
przypadków właściciel kapitału nie może mieć nadziei, że wyprze drugiego inaczej, jak tylko w ten sposób, że
będzie prowadził interesy na gorszych dla siebie warunkach. Musi nie tylko taniej sprzedawać swe towary, ale też
niekiedy, aby je dostać na sprzedaż,  musi sam drożej  za nie płacić.  Im więcej  funduszów  przeznacza się na
utrzymanie  pracy   produkcyjnej,   tym   bardziej   wzrasta  popyt   na   pracę:   robotnicy   łatwo   znajdują   zatrudnienie,
kapitalistom  natomiast  trudniej znaleźć  robotników.  Konkurencja  między  kapitalistami  podnosi  płacę  i obniża
zyski” (Smith, t. II, str. 358-359).

Drobny kapitalista ma więc do wyboru: 1. albo przejeść swój kapitał, ponieważ nie może już wyżyć

z procentów, a więc przestać być kapitalistą, albo 2. samemu założyć interes, sprzedawać swoje towary

taniej i kupować drożej niż bogatszy kapitalista oraz drożej płacić robotnikom, a że cena rynkowa wobec

panującej, według założenia, silnej konkurencji jest już bardzo niska, zrujnować się. Jeżeli natomiast wielki

kapitalista chce mniejszego wysadzić z siodła, ma nad nim pod każdym względem tego rodzaju przewagę,

jaką ma kapitalista jako kapitalista nad robotnikiem. Mniejsze zyski kompensuje mu większa masa kapitału

i nawet chwilowe straty może ponosić tak długo, aż zrujnuje mniejszego kapitalistę i uwolni się od jego

konkurencji. W ten sposób akumuluje sobie zyski drobnego kapitalisty.

Dalej. Wielki kapitalista kupuje zawsze taniej niż drobny, ponieważ zakupuje masowo. Może więc

bez straty sprzedawać taniej.

Jeśli zaś spadek procentu przeobraża średnich kapitalistów z rentierów w ludzi interesu, to z drugiej

strony wzrost kapitałów funkcjonujących i wynikający stąd mniejszy zysk wywołuje spadek procentu.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 14 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

“Gdy zmniejszają się zyski, jakie można osiągnąć ze stosowania kapitału, cena, jaką można zapłacić za

użycie tego kapitału, musi się z konieczności zmniejszać” (Smith, t. II, str. 359).

“Im bardziej wzrasta bogactwo, przemysł, ludność, tym bardziej obniża się stopa procentowa, a więc i zysk

z   kapitałów;   ale   same   kapitały   pomimo   to   rosną,   i   to   jeszcze   szybciej   niż   poprzednio,   choć   zyski   uległy
zmniejszeniu... Wielki kapitał, choćby dawał małe zyski, wzrasta na ogół o wiele szybciej niż mały kapitał, który
daje wielkie zyski. Pieniądz robi pieniądz, mówi przysłowie” (t. I, str. 189).

Jeżeli więc z tym wielkim kapitałem zmierzą się nader małe kapitały, dające małe zyski, jak to się

dzieje w warunkach silnej konkurencji, przyjętej w założeniu, to wypiera on je całkowicie.

Nieuniknionym następstwem tej konkurencji jest wtedy ogólne pogorszenie się jakości towarów,

fałszowanie, podrabianie, masowe zatrucia, jakie zdarzają się w wielkich miastach.

Ważną okolicznością w konkurencji wielkich i małych kapitałów jest poza tym stosunek między

kapitałem trwałym a kapitałem obrotowym.

Kapitał obrotowy  jest to kapitał użyty na wytwarzanie środków utrzymania, przetwarzanie czy handel.

Kapitał użyty w ten sposób nie przynosi swemu właścicielowi dochodu czy zysku dopóty, dopóki pozostaje w jego
posiadaniu lub dopóki zachowuje tę samą postać. Odpływa od niego nieustannie w jednej postaci, a wraca w innej,
i tylko przez taką cyrkulację, czyli kolejne przeobrażanie i akty wymiany, może przynosić zysk. Kapitał trwały to
kapitał użyty na podniesienie jakości ziemi, na zakup maszyn, przyrządów, narzędzi itp. rzeczy" (Smith, t. II, str.
197-198).

“Każda   oszczędność  na kosztach   utrzymywania   kapitału  trwałego   zwiększa   czysty  zysk.  Cały   kapitał

każdego przedsiębiorcy zatrudniającego robotników dzieli się z konieczności na kapitał trwały i kapitał obrotowy.
Gdy cały kapitał nie ulega zmianie, to im mniejsza będzie jedna część, tym większa musi być druga. Kapitał
obrotowy dostarcza mu materiałów i płac roboczych oraz uruchamia produkcję. A zatem każda oszczędność na
kapitale trwałym,  która nie pomniejsza produkcyjnej  siły pracy, zwiększa fundusz,  jaki uruchamia produkcję”
(Smith, t. II, str. 226).

Widać   od   razu,   że   wzajemny   stosunek   kapitału  trwałego   i   kapitału   obrotowego   jest   o   wiele

korzystniejszy dla wielkiego kapitalisty niż dla mniejszego. Bardzo wielki bankier potrzebuje tylko nieco

więcej kapitału trwałego niż bankier bardzo mały. Kapitał trwały jednego i drugiego ogranicza się do

kantoru. Ilość narzędzi wielkiego właściciela ziemskiego nie zwiększa się proporcjonalnie do wielkości jego

gruntu.  Tak  samo  kredyt, do  którego  wielki  kapitalista  ma  pierwszeństwo  przed  małym,  stanowi  tym

większą   oszczędność   na   kapitale   trwałym,  tzn.   na   pieniądzach,   które   kapitalista   musi   stale   mieć   w

pogotowiu. Jest wreszcie rzeczą zrozumiałą, że tam gdzie praca przemysłowa osiągnęła wysoki poziom, a

więc gdzie prawie cała praca ręczna przekształciła się w pracę fabryczną, cały kapitał drobnego kapitalisty

nie wystarcza już choćby na to, by pokryć tylko niezbędny kapitał trwały

17

.

W   ogóle   wraz   z   akumulacją   wielkich   kapitałów   zachodzi   też   odpowiednia   koncentracja   i

uproszczenie  kapitału  trwałego  w  porównaniu z drobnymi kapitałami. Wielki kapitalista wprowadza  u

siebie pewnego rodzaju organizację narzędzi pracy.

“Tak   samo   w   dziedzinie   przemysłu   każda  manufaktura   i  fabryka   stanowi   już   dalej  idące   powiązanie

większego   majątku   rzeczowego   z   licznymi   i   wielorakimi   umiejętnościami   intelektualnymi   i   sprawnością
techniczną dla wspólnego celu produkcji... Gdzie dzięki ustawodawstwu utrzymują się wielkie obszary własności
ziemskiej, tam nadmiar zwiększającej się ludności pcha się do przemysłu, i, jak w Wielkiej Brytanii, właśnie
głównie   w przemyśle  skupia  się  większa  liczba  proletariuszy.  Gdzie  natomiast  ustawodawstwo  nie  ogranicza
podziału ziemi, tam powiększa się, jak we Francji, liczba drobnych i zadłużonych właścicieli, którzy na skutek
postępującego   rozdrobnienia   zostają   zepchnięci   do   klasy   biednych   i   niezadowolonych.   Gdy   wreszcie   to
rozdrobnienie  i nadmierne  zadłużenie  dojdzie  do odpowiednio  wysokiego  stopnia, to znowu  wielka własność
ziemska połyka małą, podobnie jak wielki przemysł rujnuje drobny; a że powstają wówczas większe zespoły dóbr,
to wielu nieposiadających robotników, którzy są po prostu niepotrzebni w rolnictwie, zostaje znowu wypartych do
przemysłu” (Schulz, “Bewegung der Produktion”, str. 58-59).

“Jakość tych samych towarów zmienia się wskutek przemian w sposobie produkcji, a zwłaszcza wskutek

zastosowania maszyn.  Samo wyeliminowanie  siły ludzkiej umożliwiło wyprzędzenie z funta bawełny, mającej

17

 W tym miejscu rękopisu Marks zrobił przypis w języku francuskim: “Wiadomo, że na wielkich uprawach zajęta jest zwykle

przy pracy tylko niewielka ilość rąk”. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 15 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

wartość 3 szylingów i 8 pensów, 350 motków długości 167 mil angielskich, czyli 36 mil niemieckich, o wartości
25 gwinei” (tamże, str. 62).

“Przeciętnie w Anglii ceny wyrobów bawełnianych w ciągu ostatnich 45 lat spadły o 11/12, i tę samą ilość

produktu, za którą w 1814 r. płacono jeszcze 16 szylingów, teraz sprzedają według obliczeń Marshalla za 1 szyling
10 pensów. To, że wyroby przemysłowe stały się tańsze, zwiększyło zarówno konsumpcję w kraju, jak i rynek za
granicą;  w związku  z  tym  w Wielkiej  Brytanii  liczba  robotników  przemysłu  bawełnianego  po  wprowadzeniu
maszyn   nie   tylko   się   nie   zmniejszyła,   lecz   wzrosła   z   40   000   do   1½   miliona.   Co   się   zaś   tyczy   zarobku
przedsiębiorców przemysłowych i robotników, to wskutek rosnącej konkurencji wśród fabrykantów zysk ich w
stosunku do ilości dostarczonych przez nich wyrobów musiał się zmniejszyć. W latach 1820 do 1833 zysk brutto
fabrykantów manchesterskich na jednej sztuce kalikotu spadł z 4 szylingów 1 1/3 pensa do 1 szylinga 9 pensów.
Ale   w   celu   wyrównania   tej   straty   jeszcze   bardziej   rozszerzono   rozmiary   produkcji.   Wskutek   tego   w
poszczególnych   gałęziach   przemysłu   występuje   okresowa   nadprodukcja,   dochodzi   często   do   bankructw,   a  to
sprawia, że w łonie klasy kapitalistów i chlebodawców chwieje się niebezpiecznie i chyboce stan posiadania, co
część   przedsiębiorców   zrujnowanych   ekonomicznie   przerzuca   do   szeregów   proletariatu;   stąd   się   bierze
konieczność częstego i nagłego wstrzymywania lub ograniczania pracy, a ujemne skutki tego klasa robotników
najemnych zawsze gorzko odczuwa” (tamże, str. 63).

“+Oddać w najem swoją pracę to zapoczątkować swą własną niewolę; oddać w najem rzeczowe elementy

pracy   to   ustanowić   swoją   wolność...   Praca   to   człowiek,   natomiast   w   elementach   rzeczowych   nie   ma   nic   z
człowieka+” (Pecqueur, “Théorie nouvelle d'économie sociale” etc., str. 411-412).

“+Elementy rzeczowe, które w procesie tworzenia bogactwa nic nie znaczą bez drugiego elementu, pracy,

zyskują magiczną siłę przynoszenia im [tym, którzy je posiadają] owoców, jak gdyby własnymi rękoma włożyli w
nie ów niezbędny element+” (tamże).

“+Jeżeli przyjmiemy, że codzienna praca jednego robotnika przynosi mu przeciętnie 400 franków rocznie i

że ta suma wystarczy dorosłemu człowiekowi na prymitywne życie, to każdy, kto posiada 2 000 franków rocznego
dochodu z procentów, dzierżawy, komornego itd., zmusza pośrednio do pracy na siebie 5 ludzi; 100 000 franków
dochodu  reprezentuje pracę 250 ludzi, a 1 000 000 – pracę 2 500 osób+” (tamże, str. 412-413). (A więc 300
milionów – Ludwik Filip – pracę 750 000 robotników).

“+Właściciele otrzymali – na mocy ustawy wydanej przez ludzi – prawo do używania i nadużywania, to

znaczy   prawo   robienia   co   im   się   podoba   z   wszelkimi   rzeczowymi   elementami   pracy...   nie   są   oni   wcale
zobowiązani przez ustawę do tego, by w każdym wypadku i na czas dawać nieposiadającym pracę, ani do tego, by
zawsze płacić wystarczające wynagrodzenie itd.+” (l. c., str. 413).  “+Całkowita swoboda co do natury, ilości,
jakości, celowości  produkcji, używania i konsumpcji dóbr,  rozporządzania wszelkimi  rzeczowymi  elementami
pracy.   Każdy   może   dowolnie   wymienić   swoją   rzecz,   jak   chce,   biorąc   pod   uwagę   wyłącznie   swój   własny,
indywidualny interes+” (l. c., str. 413).

“+Konkurencja   wyraża   jedynie   dowolną   wymianę,   która   ze   swej   strony   jest   bezpośrednią   i  logiczną

konsekwencją   prawa   jednostki   do   używania   i   nadużywania   wszelkich   narzędzi   produkcji.   Te   trzy   momenty
ekonomiczne,   stanowiące   w   istocie   jedną   całość   –   prawo   używania   i   nadużywania,   swoboda   wymiany   i
nieograniczona konkurencja – pociągają za sobą następujące skutki: każdy produkuje, co chce, jak chce, kiedy
chce, gdzie chce; produkuje dobrze lub źle, za dużo lub za mało, za późno lub za wcześnie, za drogo lub za tanio;
nikt nie wie, czy swój towar sprzeda, komu sprzeda, jak sprzeda, kiedy sprzeda, gdzie sprzeda; tak samo sprawa
ma się z kupnem. Producent nie zna ani potrzeb, ani źródeł surowców, ani popytu, ani podaży. Sprzedaje, kiedy
chce, kiedy może, gdzie chce, komu chce, bierze cenę, jaką chce. Tak samo kupuje. W tym wszystkim jest on stale
igraszką przypadku, niewolnikiem prawa dyktowanego przez tego, kto silniejszy, kogo nie naglą okoliczności, kto
bogatszy... Podczas gdy w jednym miejscu brak jakiegoś dobra, w drugim jest go za dużo i marnuje się. Podczas
gdy jeden producent sprzedaje  dużo lub bardzo  drogo  i z olbrzymim  zyskiem,  drugi nie sprzedaje nic lub ze
stratą... Podaż nie wie nic o popycie, a popyt nie wie nic o podaży. Produkuje się licząc na gust, modę, jaka pojawia
się wśród konsumentów, ale gdy towar jest gotów do sprzedaży, to kaprys już minął, a upodobania zwróciły się ku
innemu   produktowi...  Nieuchronną   konsekwencją   tego   są  ciągłe,   zataczające   coraz   szersze  kręgi   bankructwa,
zawiedzione nadzieje, nagłe ruiny i równie nieoczekiwane fortuny; kryzysy handlowe, bezrobocie, powtarzające
się   okresy   nadmiaru   i   niedostatku   towarów;   niepewność   i   spadek   płac   i   zysków,   trwonienie   lub   olbrzymie
marnotrawstwo dóbr, czasu i wysiłków na arenie dzikiej konkurencji+” (l. c., str. 414-416).

Z książki Ricarda (rent of land [renta gruntowa]): Kraje są tylko warsztatami wytwórczymi, człowiek jest

maszyną   do   konsumowania   i   produkowania;   życie   ludzkie   jest   kapitałem,   światem   rządzą   ślepo   prawa

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 16 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

ekonomiczne.   Dla   Ricarda   ludzie   są   niczym,   produkt   wszystkim.   W   26   rozdziale   tłumaczenia   francuskiego
czytamy:  “+Dla osoby,  która posiada 20 000 fr. kapitału przynoszącego  rocznie  2 000 fr. zysku, jest sprawą
zupełnie obojętną, czy jej kapitał zatrudnia sto czy tysiąc osób... Czyż nie podobnie ma się sprawa z rzeczywistym
interesem całego narodu? Jeśli rzeczywisty dochód netto narodu, jego renta i zysk pozostają bez zmiany, to bez
znaczenia jest, czy składa się on z dziesięciu czy dwunastu milionów mieszkańców”. “Doprawdy, mówi pan de
Sismondi (t. II, str. 331), nie pozostaje nic więcej, jak życzyć sobie, żeby król sam jeden mieszkał na wyspie i
ustawicznie kręcąc korbą wykonywał za pomocą automatów całą pracę Anglii”

18

.

“Pan,   który   kupuje   pracę   robotnika   za   cenę   tak   niską,   że   ta   ledwie   wystarcza   na   najniezbędniejsze

potrzeby, nie jest odpowiedzialny ani za niedostateczny poziom płac, ani za zbyt długi czas pracy: on sam podlega
prawu, które narzuca innym... źródłem niedoli są nie tyle ludzie, ile potęga rzeczy+” ([Buret], l. c., str. 82).

“W Anglii jest wiele terenów, których mieszkańcom nie starcza kapitałów do uprawy wszystkich gruntów.

Znaczna część wełny z południowych hrabstw Szkocji po długim przewozie lądowym po bardzo złych drogach jest
przerabiana w Yorkshire, ponieważ na miejscu brak jest kapitału do jej przeróbki. W Anglii wiele jest miasteczek
przemysłowych, których mieszkańcy nie mają dosyć kapitału, by przewieźć wyroby własnego przemysłu na te
odległe rynki, gdzie jest na nie popyt i są konsumenci. Miejscowi kupcy są tylko agentami bogatszych kupców,
którzy   mają   swe  siedziby  w   którymś   z  większych  miast  handlowych”  (Smith,  t.   II,  str.   382).  “+Nie   można
powiększyć  wartości  rocznego  produktu  ziemi   i pracy  inaczej,   jak  tylko  albo   zwiększając  liczbę  robotników
produkcyjnych
,   albo   też  siłę   produkcyjną   tych   robotników,   którzy   byli   dotychczas   zatrudnieni...   W   obu
przypadkach niemal zawsze jest potrzebny dodatkowy kapitał+” (Smith, t. II, str. 338).

“Podobnie   jak  akumulacja  kapitału   z   natury   rzeczy   musi   poprzedzać   podział   pracy,   tak   też   i  dalsze

pogłębianie się podziału pracy może następować jedynie w miarę coraz większego gromadzenia kapitałów. Ilość
materiałów, jaką może  przerobić ta sama liczba osób, zwiększa się w miarę pogłębiania się podziału pracy, a
ponieważ czynności każdego robotnika upraszczają się stopniowo coraz bardziej, to wynajduje się rozmaite nowe
maszyny dla ułatwienia i skrócenia tych czynności. Aby więc w miarę rozwoju podziału pracy zapewniać stałe
zatrudnienie tej samej liczbie robotników, należy uprzednio nagromadzić zasoby środków utrzymania w ilości tej
samej, a zasoby materiałów i narzędzi w ilości większej, niż byłoby to potrzebne dawniej. Liczba robotników w
każdej gałęzi rośnie  w miarę,  jak postępuje tam podział pracy, albo raczej wzrost  tej liczby  pozwala na tego
rodzaju specjalizowanie się i różnicowanie pracy” (Smith, t. II, str. 193-194).

“I   podobnie   jak   uprzednia   akumulacja   kapitałów   jest   niezbędna,   aby   dokonał   się   ten   wielki   wzrost

produkcyjnej siły pracy, tak akumulacja kapitałów prowadzi w sposób naturalny do tego wzrostu. Kapitalista chce
mianowicie wytwarzać przy pomocy swego kapitału możliwie największą ilość produktu, stara się więc o to, aby
przeprowadzić jak najwłaściwszy podział pracy między swymi robotnikami i wyposażyć ich w najlepsze maszyny.
Jego możliwości w jednym i drugim zakresie są proporcjonalne do wielkości jego kapitału i do liczby ludzi, jaką
może za pomocą tego kapitału zatrudniać. Tak więc nie tylko ilość pracy zwiększa się w kraju wraz ze wzrostem
kapitału
,  jaki ją  uruchamia,  ale   wskutek   tego   wzrostu   ta  sama   ilość   pracy   wytwarza   znacznie   większą   ilość
produktu” (Smith, l. c., str. 194-195). Stąd nadprodukcja.

Dalej   idące   kombinacje   sił   wytwórczych...   w   przemyśle   i   handlu   przez   zespolenie   liczniejszych   i

różnorodniejszych sił ludzkich i sił przyrody dla dokonywania przedsięwzięć na większą skalę. Gdzieniegdzie...
już ściślejsze połączenie ze sobą głównych gałęzi produkcji. Tak np. wielcy fabrykanci starają się również nabyć
wielką własność ziemską, aby przynajmniej części surowców potrzebnych dla ich przemysłu nie musieli nabywać
z drugiej ręki, albo łączą ze swoimi przedsiębiorstwami przemysłowymi handel, nie tylko w celu zbytu własnych
fabrykatów, lecz z pewnością też w celu zakupu innych produktów i sprzedaży ich robotnikom. W Anglii, gdzie
poszczególni wielcy fabrykanci mają niekiedy 10 000 do 12 000 robotników... takie połączenia różnych gałęzi
produkcji   pod   kierownictwem  jednej  inteligencji,   takie   małe   państwa   czy   prowincje   w   państwie,   nie   są   już
rzadkością. Ostatnio np. właściciele kopalń z okręgu  Birmingham przejmują w swoje ręce cały proces produkcji
żelaza,  który  dawniej   był podzielony   pomiędzy  różnych   przedsiębiorców  i właścicieli.  Patrz  'Okręg   górniczy
Birmingham',  'Deutsche  Vierteljahrsschrift'  nr  3,  1838.   – Wreszcie   widzimy   w  większych  przedsiębiorstwach
akcyjnych, których tyle się namnożyło, daleko idące kombinacje sił pieniężnych wielu udziałowców z naukową i
techniczną wiedzą i biegłością innych, którym powierzono wykonawstwo. Dzięki temu kapitaliści mają możność
zastosowania swych oszczędności w różnorodny sposób, a nawet w rolnictwie, przemyśle i handlu równocześnie,
przez co ich interesy stają się bardziej wielostronne, a przeciwieństwa między interesami rolnictwa, przemysłu i

18

 Cały ten ustęp (łącznie z cytatami z książki Ricarda “Zasady ekonomii politycznej i opodatkowania” i z książki Sismondiego

“Nowe zasady ekonomii politycznej” etc.) wzięty jest z pracy Bureta, cyt. wyd., t. I, str. 6-7. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 17 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

handlu zacierają się i zanikają. Ale nawet to, że łatwiej jest w najrozmaitszy sposób wykorzystać kapitał, musi
zwiększyć przeciwieństwo między klasami posiadającymi i nieposiadającymi” (Schulz, l. c., str. 40-41).

Kolosalny zysk, jaki kamienicznicy ciągną z nędzy. Komorne jest odwrotnie proporcjonalne do

nędzy spowodowanej przez przemysł.

Procenty również z występków zrujnowanych proletariuszy (prostytucja, pijaństwo, lombard).

Akumulacja kapitałów wzrasta, a ich konkurencja maleje, gdy kapitał i własność ziemska skupiają

się w jednym ręku, a także wówczas, gdy kapitał dzięki swej wielkości jest w stanie tworzyć kombinację

różnych gałęzi produkcji.

Obojętność wobec ludzi. 20 losów loteryjnych Smitha

19

.

+Dochód netto i brutto+ Saya.

Renta gruntowa

Prawo właścicieli ziemskich wywodzi się z grabieży (Say, t. I, str. 136, przypis). Właściciele ziemscy, jak

wszyscy ludzie, lubią zbierać, czego nie posiali, i żądają renty nawet za naturalne płody ziemi (Smith, t. I, str. 99).

“Można by myśleć, że renta gruntowa jest tylko zyskiem od kapitału, jaki właściciel wyłożył, by podnieść

kulturę ziemi. W pewnych przypadkach może tak być częściowo... Ale właściciel żąda 1. renty także od ziemi nie
użyźnionej, a rzekomy procent czy zysk z wydatków łożonych na jej użyźnienie jest na ogół tylko dodatkiem do
owej pierwotnej renty. 2. Poza tym kulturę ziemi nie zawsze podnosi swymi kapitałami właściciel, lecz niekiedy
podnosi ją własnym kapitałem dzierżawca. A gdy przychodzi do odnowienia umowy dzierżawnej, właściciel żąda
zazwyczaj takiego podwyższenia czynszu, jakby ulepszeń tych dokonano na jego własny koszt. 3. Niekiedy żąda
renty i od tego, czego ludzkie starania nie mogą zupełnie udoskonalić” (Smith, t. I, str. 300-301).

Smith przytacza jako przykład tego przypadku soliród (salicornia), rodzaj rośliny morskiej, która daje po

spaleniu sól alkaliczną, przydatną do wyrobu szkła, mydła itp. Rośnie ona w wielu okolicach Wielkiej Brytanii,
zwłaszcza w Szkocji, ale na takich tylko skałach, które leżą niżej od poziomu przypływu wód (wysokiej fali), są
dwa razy dziennie zalewane przez morze i pracowitość ludzi nie powiększyła nigdy produktu tych skał. Jednakże
właściciel gruntu, na którym rośnie ten rodzaj roślin, domaga się renty tak samo, jak za pole zbożowe. W pobliżu
Wysp  Szetlandzkich  morze  jest nadzwyczaj  bogate.  Wielka część  ich mieszkańców  żyje  z rybołówstwa.  Aby
jednak  móc   korzystać   z  tego   produktu   morza,   muszą  oni   mieszkać  na pobliskim   wybrzeżu.  Renta  gruntowa
odpowiada tu nie temu, co dzierżawca może osiągnąć z ziemi, lecz temu, co może osiągnąć zarówno z ziemi, jak i
z wody (Smith, t. I, str. 301-302).

“Rentę   gruntową   można   uważać   za   produkt   tych  sił   przyrody,   które   właściciel   ziemi   wypożycza

dzierżawcy. Produkt ten jest większy lub mniejszy w zależności od wielkości tych sił, czyli innymi słowy od tego,
jaka jest naturalna lub osiągnięta dzięki kulturze urodzajność ziemi. Gdy odliczy się czy też pokryje wszystko to,
co można uważać za dzieło człowieka, to wtedy reszta, jaka pozostaje, jest dziełem  przyrody” (Smith, t. II, str.
377-378).

Renta   gruntowa  rozumiana   jako   cena,   którą   płaci   się   za   użytkowanie   ziemi,   jest   naturalnie  ceną

monopolową. Nie odpowiada ona bynajmniej temu, co właściciel wyłożył na użyźnienie gruntu lub co musi wziąć,
by nie ponieść straty, lecz temu, co dzierżawca może ewentualnie dać, nie ponosząc straty” (Smith, t. I, str. 302).

“Właściciele ziemscy  są jedyną z trzech  zasadniczych  klas, której dochody  nie wymagają od nich ani

pracy,   ani   żadnych   starań,   lecz   zjawiają   się   jak   gdyby   same   i   niezależnie   od   jakiegokolwiek   zamiaru   czy
przedsięwzięcia z ich strony” (Smith, t. II, str. 161).

Słyszeliśmy już, że wysokość renty gruntowej zależy od stopnia urodzajności gruntu.

Innym momentem, który ją określa, jest jego położenie.

“Renta gruntowa zależy nie tylko od urodzajności ziemi, bez względu na to, jaki byłby jej produkt, ale od

położenia ziemi, bez względu na jej urodzajność” (Smith, t. I, str. 306).

“Wielkość produkcji otrzymywanej z roli, z kopalń i łowisk rybnych przy równej ich naturalnej wydajności

jest proporcjonalna do rozmiarów kapitałów, włożonych w uprawę i eksploatację, i do właściwego ich użycia. Gdy
kapitały są jednakowe i równie dobrze użyte, wielkość produkcji zależy od naturalnej wydajności roli, kopalń i
łowisk” (t. II, str. 210).

19

 Por. cyt. wydanie polskie, t. I, str. 136-137. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 18 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Te twierdzenia Smitha są ważne dlatego, że przy jednakowych kosztach produkcji i jednakowych

rozmiarach kapitału sprowadzają rentę gruntową do mniejszej lub większej urodzajności ziemi. Świadczy to

jawnie o pomieszaniu pojęć w ekonomii politycznej, która przekształca urodzajność ziemi we właściwość

właściciela ziemskiego.

Rozpatrzmy teraz, jak renta gruntowa kształtuje się w rzeczywistych stosunkach.

Renta gruntowa ustala się  w walce pomiędzy dzierżawcą i właścicielem ziemskim. Wszędzie w

ekonomii  politycznej  widzimy  wrogą przeciwstawność  interesów, walkę, wojnę  jako uznaną podstawę

organizacji społecznej.

Zobaczmy teraz, w jakim stosunku do siebie pozostają właściciel ziemski i dzierżawca.

“Układając warunki  dzierżawy  właściciel ziemi usiłuje pozostawić dzierżawcy  możliwie tylko tyle, ile

potrzebne jest do zwrócenia kapitału, wyłożonego na nasiona, na opłacenie pracy, na zakup i utrzymanie bydła i
wszelkiego innego inwentarza gospodarskiego wraz ze zwykłym zyskiem z kapitału, jaki dają dzierżawy w danej
okolicy.  Jest   to  oczywiście   najmniejszy   udział,   jakim   dzierżawca   może   się   zadowolić  nie   ponosząc   straty,   a
właściciel ziemski rzadko kiedy jest skłonny pozostawić mu więcej. Wszystko, co pozostaje z produktu czy z jego
ceny   poza   tym   udziałem,   właściciel   stara   się   zastrzec   dla   siebie   jako   rentę   gruntową,   której   wielkość   jest
oczywiście najwyższa, jaką dzierżawca może zapłacić w warunkach aktualnego stanu ziemi. Tę nadwyżkę uważać
można zawsze za naturalną rentę gruntową, czyli za rentę, za którą z natury rzeczy wydzierżawią się większą część
ziemi" (Smith, t. I, str. 299-300).

“Właściciele ziemscy – mówi Say – władają pewnego rodzaju monopolem w stosunku do dzierżawców.

Popyt na ich towar, na ziemię, może stale rosnąć, ale ilość ich towaru rośnie tylko do pewnego momentu... Umowa
między właścicielem ziemskim i dzierżawcą jest zawsze jak najbardziej korzystna dla pierwszego z nich... prócz
korzyści, jakie czerpie z przyrodzenia rzeczy, odnosi on korzyści ze swej pozycji, większego majątku, kredytu,
znaczenia;   wystarczy   już   korzyści   pierwszego   rodzaju,   by   miał   on   możność   zgarniać  wyłącznie  do   własnej
kieszeni zyski płynące z okoliczności pomyślnych dla jego posiadłości. Otwarcie kanału, drogi, wzrost ludności i
dobrobytu  jakiejś  okolicy  podwyższają zawsze  cenę dzierżawy...  Sam dzierżawca  może  wprawdzie  polepszyć
jakość ziemi własnym nakładem, ale z użytego na to kapitału korzysta tylko w okresie trwania dzierżawy, z chwilą
zaś jej wygaśnięcia dostaje się on właścicielowi. Odtąd właściciel ziemski, nie poniósłszy nakładów, ciągnie z tego
kapitału procenty, gdyż czynsz dzierżawny odpowiednio teraz wzrasta” (Say, t. II, str. 143).

“Renta gruntowa, rozumiana jako cena płacona za użytkowanie ziemi, jest naturalnie ceną najwyższą, jaką

w warunkach aktualnego stanu ziemi dzierżawca jest w stanie zapłacić” (Smith, t. I, str. 299).

“Renta z posiadłości na powierzchni ziemi stanowi przeważnie trzecią część produktu brutto i jest to na

ogół renta stała i niezależna od przypadkowych różnic w zbiorach” (Smith, t. I, str. 351). “Rzadko kiedy wynosi
ona mniej niż jedną czwartą całego produktu” (tamże, t. II, str. 378).

Nie wszystkie towary mogą przynosić  rentę gruntową. Np. w niektórych okolicach nie płaci się

renty gruntowej za kamienie.

“Na ogół spośród produktów ziemi tylko takie mogą być dostarczane na rynek, których zwykła cena jest

dostatecznie wysoka, aby zwrócić zużyty na ich dostarczenie kapitał wraz ze zwykłym zyskiem. Jeżeli zwykła cena
jest wyższa od takiej ceny, to ta nadwyżka pójdzie oczywiście na rentę gruntową. Jeżeli nie jest od niej wyższa, to
towar może być wprawdzie dostarczony na rynek, ale nie może dać renty właścicielowi ziemi. Zależy od popytu,
czy ceny są, czy nie są dostatecznie wysokie” (Smith, t. I, str. 302-303).

“Renta w inny sposób wchodzi w skład ceny towarów niż płace i zysk. Wysokie lub niskie płace i zyski są

przyczyną wysokiej lub niskiej ceny, wysoka lub niska renta jest jej skutkiem” (Smith, t. I, str. 303-304).

Do produktów, które zawsze przynoszą rentę gruntową, należy żywność.

“Ponieważ   ludzie,  podobnie  jak  wszystkie  zwierzęta,  rozradzają   się  zależnie  od   środków   utrzymania,

przeto zawsze istnieje większy lub mniejszy popyt na żywność. Zawsze można za nią nabyć większą lub mniejszą
ilość pracy i zawsze można znaleźć kogoś, kto gotów jest coś zrobić, by żywność tę uzyskać. Ilość pracy, jaką
można za nią nabyć, nie zawsze wprawdzie jest  równa  pracy tych robotników, których ta żywność przy bardzo
skrupulatnej   gospodarce   mogłaby   utrzymać,   a   to   ze   względu   na   wysokie   płace,   jakie   czasami   otrzymują
pracownicy.  Zawsze  jednak można za nią nabyć taką ilość pracy, jaką żywność  ta może  utrzymywać  według
zwykłej stopy utrzymania  dla danego  rodzaju pracowników  w danej okolicy.  Lecz  ziemia  w każdych  niemal
warunkach daje większą ilość żywności niż potrzeba, aby utrzymać wszystkich pracowników  niezbędnych  dla
dostarczenia jej na rynek. Nadwyżka ta zawsze przewyższa również to, co jest potrzebne na odtworzenie wraz z

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 19 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

zyskiem kapitału zatrudniającego tych pracowników. Zawsze więc pozostaje coś na rentę gruntową dla właściciela
ziemi” (Smith, t. I, str. 305-306). “Żywność jest nie tylko pierwotnym źródłem renty, lecz każdy inny produkt
ziemi,  który  przynosi  później   rentę,  czerpie   tę część   swej   wartości  z rozwiniętej  przez  postęp  kultury  rolnej
produkcyjnej siły pracy, która żywność wytwarza” (Smith, t. I, str. 345). “Pożywienie ludzi zawsze przynosi rentę
gruntową” (t. I, str. 337). “Zaludnienie kraju nie jest proporcjonalne do liczby ludności, którą kraj może zaopatrzyć
w odzież i mieszkanie, lecz do liczby, którą może wyżywić swym produktem” (Smith, t. I, str. 342).

“Odzież i mieszkanie z opałem stanowią po żywności dwie najważniejsze potrzeby człowieka. Materiały

na odzież i mieszkanie przynoszą przeważnie rentę, ale nie zawsze muszą ją przynosić” (tamże, t. I, str. 337-338).

Zobaczmy teraz, jak właściciel ziemski wykorzystuje wszystko, co przynosi pożytek społeczeństwu.

1. Renta gruntowa podnosi się wraz ze wzrostem ludności (Smith, t. I, str. 335).

2. Dowiedzieliśmy się już od Saya, jak renta gruntowa rośnie, w miarę jak powstają koleje itd., jak

następują ulepszenia, rośnie bezpieczeństwo i ilość środków komunikacji.

3. “Wszelki postęp, który pojawia się w stosunkach społecznych, prowadzi pośrednio lub bezpośrednio do

podniesienia renty gruntowej, powiększenia rzeczywistego bogactwa właściciela ziemskiego,  tj. jego zdolności
nabywania pracy lub wytworu pracy innych ludzi... Wzrost kultury rolnej prowadzi do tego bezpośrednio. Udział
właściciela ziemskiego w produkcie ziemi wzrasta nieodzownie wraz ze wzrostem produktu... Wzrost rzeczywistej
ceny tego rodzaju płodów rolnych, np. wzrost ceny bydła, prowadzi również bezpośrednio do zwiększenia renty
gruntowej, i to w jeszcze większym stopniu. Wraz z rzeczywistą wartością produktu wzrasta nie tylko rzeczywista
wartość udziału właściciela ziemskiego, jego rzeczywista władza nad pracą innych ludzi, lecz także stosunek jego
udziału do całości produktu. Wytworzenie tego produktu, gdy wzrośnie jego rzeczywista cena, nie wymaga więcej
pracy niż poprzednio. Mniejsza część produktu wystarczy więc na to, by odtworzyć wraz ze zwykłym zyskiem
kapitał,   który   tych   pracowników   zatrudnia.   Wskutek   tego   część   produktu,   która   przypada   właścicielowi
ziemskiemu, musi być większa” (Smith, t. II, str. 157-159).

Zwiększający się popyt na surowce i spowodowany tym wzrost wartości może wypływać częściowo

ze wzrostu ludności i ze wzrostu jej potrzeb. Ale każdy nowy wynalazek, każdy nowy użytek, jaki przemysł

czyni z surowca dotąd mało lub w ogóle nie używanego, powiększa rentę gruntową. Tak np. gdy powstały

koleje, parowce itd., renta kopalń węgla ogromnie wzrosła.

Prócz tej korzyści, którą właściciel ziemski czerpie z przemysłu, odkryć, pracy, poznamy wkrótce

jeszcze inną korzyść.

4. “Cały ten rozwój produkcyjnej siły pracy, który zmierza bezpośrednio do tego, by obniżyć rzeczywistą

cenę wyrobów przemysłowych, zmierza pośrednio do tego, by podnieść rzeczywistą rentę gruntową. Właściciel
ziemi wymienia tę część swych płodów rolnych, która przewyższa jego własne spożycie, lub cenę tej części, na
wyroby przemysłowe. Cokolwiek obniża rzeczywistą cenę tych ostatnich, podnosi cenę pierwszych. Jednakowa
ilość płodów rolnych staje się przez to równoważna większej ilości wyrobów przemysłowych, a właściciel ziemi
może nabyć większą ilość rzeczy służących wygodzie i ozdobie, więcej przedmiotów zbytku” (Smith, t. II, str.
159).

Kiedy jednak Smith z tego, że właściciel ziemski  wykorzystuje wszystko, co przynosi pożytek

społeczeństwu,   wyciąga   wniosek   (t.   II,   str.   161),   że   interes   właściciela   ziemskiego   zawsze   jest

równoznaczny   z   interesem   społeczeństwa,   to   jest   to   niedorzecznością.   W   ekonomii   politycznej,   w

warunkach panowania własności prywatnej, interes własny jednostki w stosunku do społeczeństwa jest

akurat odwrotny niż interes społeczeństwa w stosunku do jednostki, podobnie jak interes lichwiarza w

stosunku do utracjusza bynajmniej nie pokrywa się z interesem utracjusza.

Wspomnimy tylko mimochodem zapędy monopolistyczne właścicieli ziemskich wobec własności

ziemskiej innych krajów, co np. dało początek ustawom zbożowym. Tak samo pomijamy tu średniowieczne

poddaństwo, niewolnictwo w koloniach, nędzę robotników rolnych w Wielkiej Brytanii. Trzymajmy się tez

ekonomii politycznej głoszonych przez nią samą.

1.   Według   ekonomii   politycznej   właściciel   ziemski   jest   zainteresowany   w   dobrobycie

społeczeństwa, jest zainteresowany w ustawicznym wzroście jego ludności, we wzroście jej potrzeb, w

produkcji   przemysłowej,   słowem   –   we   wzroście   bogactwa,   a   wzrost   ten,   jak   już   widzieliśmy,   jest

identyczny ze wzrostem nędzy i niewolnictwa. Podnoszenie się komornego, w miarę jak rośnie nędza, jest

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 20 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

przykładem pokrywania się interesu właściciela ziemskiego z interesem społeczeństwa, wraz z czynszem

mieszkaniowym rośnie bowiem renta gruntowa, czynsz z ziemi, na której stoi dom.

2.   Według   samych   ekonomistów   interes   właściciela   ziemskiego   jest   wrogo   przeciwstawny

interesowi dzierżawcy, a więc już znacznej części społeczeństwa.

3. Ponieważ właściciel ziemski może żądać od dzierżawcy tym większej renty, im mniej dzierżawca

wydaje na płacę, i ponieważ dzierżawca tym bardziej obniża płacę, im większej renty gruntowej żąda

właściciel, interes właściciela ziemskiego jest w tym samym stopniu wrogi interesowi parobków, co interes

fabrykantów interesowi robotników. Wymaga on, tak samo jak interes fabrykantów, aby płaca spadła do

minimum.

4. Ponieważ rzeczywista obniżka ceny wyrobów przemysłowych podnosi rentę gruntową, właściciel

ziemski jest bezpośrednio zainteresowany w obniżaniu płacy robotników przemysłowych, w konkurencji

między kapitalistami, w nadprodukcji, we wszelkich plagach, które rodzi przemysł.

5. Interes właściciela ziemskiego nie tylko nie pokrywa się w najmniejszym stopniu z interesem

społeczeństwa,   nie   tylko   przeciwstawia   się   wrogo   interesowi   dzierżawców,   parobków,   robotników

przemysłowych   i   kapitalistów,   ale   interes   jednego   właściciela   ziemskiego   nie   pokrywa   się   nawet   z

interesem drugiego z powodu konkurencji, którą teraz rozpatrzymy.

Na ogół sprawa z wielką i drobną własnością ziemską ma się podobnie jak z wielkim i drobnym

kapitałem. Wchodzą tu jednak w grę jeszcze szczególne okoliczności, które bezwarunkowo prowadzą do

akumulacji wielkiej własności ziemskiej i pochłaniania przez nią własności drobnej.

1. Nigdzie względna liczba robotników i narzędzi pracy nie maleje wraz ze wzrostem zasobów tak

bardzo,   jak   w   rolnictwie.   Tak   samo   możliwość   wszechstronnego   wyzysku,   oszczędność   na   kosztach

produkcji i właściwy podział pracy nigdzie nie zwiększają się wraz ze wzrostem zasobów tak bardzo, jak w

rolnictwie. Choćby pole było nie wiem jak małe, ilość narzędzi pracy, które są dlań niezbędne, takich jak

pług, piła itd., dochodzi do pewnej  granicy, poniżej której zejść  już nie może, podczas gdy rozmiary

gospodarstwa mogą spaść znacznie poniżej tej granicy.

2. Wielka własność ziemska akumuluje procenty od kapitału, który dzierżawca obrócił na ulepszenie

gruntów. Drobna własność musi wykładać swój własny kapitał i cały ten zysk dla niej nie istnieje.

3. Podczas gdy każdy postęp społeczny wychodzi na korzyść wielkiej własności ziemskiej, małej

przynosi szkodę, gdyż zawsze sprawia, że potrzeba jej więcej gotówki.

4. Trzeba jeszcze rozpatrzyć dwa prawa ważne dla tej konkurencji.

a)   Renta  z  gruntów  uprawnych,  których  wytworem  jest  pożywienie  dla  ludzi,  reguluje  rentę  z

większości innych gruntów uprawnych (Smith, t. I, str. 331).

Takie środki żywności, jak bydło itd. może ostatecznie produkować tylko wielka własność ziemska.

Reguluje ona zatem rentę pozostałych gruntów i może obniżyć ją do minimum.

Drobny posiadacz, który pracuje sam, ma się wówczas do wielkiego właściciela ziemskiego jak

rzemieślnik, który posiada własne narzędzia, do fabrykanta. Drobna posiadłość stała się tylko narzędziem

pracy. Drobnemu posiadaczowi renta gruntowa całkowicie przepada, pozostaje mu co najwyżej procent od

jego   kapitału  i  jego   płaca  robocza,   gdyż  renta  gruntowa  może  pod  wpływem  konkurencji  ulec  takiej

redukcji, że właśnie będzie już tylko procentem od kapitału stosowanego nie przez samego posiadacza.

b)  Słyszeliśmy ponadto, że przy równej  wydajności  naturalnej  i równie  umiejętnej eksploatacji

gruntów,   kopalń   czy   łowisk   rybnych   produkt   jest   proporcjonalny   do   wielkości   kapitałów.   A   więc

zwycięstwo   wielkiej   własności   ziemskiej.   Podobnie   przy   równych   kapitałach   –   proporcjonalny   do

wydajności naturalnej. Zatem przy równych kapitałach wygrywa właściciel ziemi urodzajniejszej.

c) “Kopalnię możemy na ogól nazwać wydajną lub niewydajną w zależności od tego, czy ilość kopaliny,

jaką przy określonej ilości pracy dać może, jest większa czy też mniejsza od ilości, którą przy takiej samej ilości
pracy dać może większość innych kopalń tego rodzaju” (Smith, t. I, str. 345-346). “Najbardziej wydajna kopalnia
węgla decyduje o cenie węgla wszystkich innych sąsiadujących  z nią kopalń. Sprzedając cokolwiek taniej niż
sąsiedzi, właściciel kopalni spodziewa się uzyskać większą rentę, a przedsiębiorca – większy zysk. Ich sąsiedzi
będą zmuszeni wkrótce sprzedawać po takiej samej cenie, choć trudniej im pozwolić sobie na to i choć to zawsze

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 21 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

zmniejsza, a niekiedy zupełnie niweczy ich rentę i zysk. W rezultacie niektóre kopalnie są całkowicie porzucane,
inne nie mogą już przynosić renty i mogą być eksploatowane jedynie przez właścicieli” (Smith, t. I, str. 350). “Po
odkryciu  peruwiańskich  kopalń srebra zaniechano eksploatacji większości  kopalń  europejskich...  Tak stało się
również z kopalniami na Kubie i na San Domingo, a nawet z dawnymi kopalniami w Peru po odkryciu kopalń w
Potosi” (t. I, str. 353).

To samo, co Smith mówi tu o kopalniach, dotyczy w mniejszym czy większym stopniu własności

ziemi w ogóle.

d) “Należy zauważyć, że rynkowa cena ziemi zależy wszędzie od zwykłej stopy procentowej... Gdyby

renta gruntowa była o wiele niższa niż procent, nikt nie chciałby kupować ziemi, co obniżyłoby wkrótce jej cenę.
Na odwrót, gdyby przychody z renty gruntowej o wiele przewyższały procent, wszyscy chcieliby kupować ziemię,
co znów podniosłoby wkrótce jej zwykłą cenę” (t. II, str. 367-368).

Z tego stosunku renty gruntowej do procentu wynika, że renta gruntowa musi się coraz bardziej

zmniejszać, tak że w końcu już tylko co najbogatsi będą mogli żyć z renty. A więc konkurencja między

właścicielami ziemskimi, którzy nie wydzierżawiają gruntów, coraz większa. Część z nich się rujnuje.

Nowa akumulacja wielkiej własności ziemskiej.

Dalej. Wskutek tej konkurencji wielka część własności ziemskiej dostaje się w ręce kapitalistów,

którzy   stają   się   tym   sposobem   równocześnie   właścicielami   ziemskimi;   podobnie   zresztą   pomniejsi

właściciele ziemscy są już tylko kapitalistami. Tak samo część wielkich właścicieli ziemskich równocześnie

staje się przemysłowcami.

Ostatecznym wynikiem tego jest więc zatarcie różnicy między kapitalistą a właścicielem ziemskim,

tak że – ogólnie biorąc – pozostają już tylko dwie klasy ludności, klasa robotników i klasa kapitalistów.

Kupczenie   własnością   ziemską,   przekształcenie   jej   w   towar,   jest   oznaką   ostatecznego   upadku   starej

arystokracji i ostatecznego ukształtowania się arystokracji pieniądza.

1. Dalecy jesteśmy od sentymentalnych łez, które z tego powodu wylewają romantycy. Mylą oni

stale nikczemność, która tkwi w kupczeniu ziemią, z całkiem racjonalnymi, w ramach własności prywatnej

nieuniknionymi i pożądanymi  konsekwencjami zawartymi  w  kupczeniu prywatną  własnością  ziemi. A

przede   wszystkim,   już   feudalna   własność   ziemska   jest   w   istocie   ziemią   wyszachrowaną,   ziemią

wyobcowaną od człowieka, i dlatego przeciwstawiającą mu się w osobach nielicznych wielkich panów.

Już feudalne władanie ziemią zawiera w sobie panowanie ziemi nad ludźmi jako władzę jakiejś

obcej im siły. Poddany jest dodatkiem do ziemi. Tak samo ordynat, pierworodny syn, należy do ziemi. Ona

go dziedziczy. W ogóle od władania ziemią zaczyna się panowanie własności prywatnej; władanie ziemią

jest jej podstawą. Ale w feudalnej posiadłości ziemskiej pan przynajmniej wydaje się królem posiadłości.

Tak  samo  istnieje  jeszcze  pozór  bardziej intymnych  więzów  między  posiadaczem  a  ziemią  niż więzy

samego rzeczowego bogactwa. Posiadłość indywidualizuje się wraz ze swym panem, nosi wraz z nim jego

tytuł baronowski czy hrabiowski, posiada jego przywileje, jego jurysdykcję, jego pozycję polityczną itd.

Stanowi nieorganiczne ciało swego pana. Stąd przysłowie: nulle terre sans maître [nie ma ziemi bez pana],

które wyraża zrośnięcie się majestatu z posiadaniem ziemi. Tak samo panowanie własności ziemskiej nie

występuje bezpośrednio jako panowanie nagiego kapitału. Ci, którzy do niej należą, traktują ją raczej jako

ojczyznę. Jest to dychawiczna odmiana narodowości.

Feudalna  własność  ziemska  nadaje  imię  swemu  panu  tak  samo  jak  królestwo  swemu  królowi.

Historia   jego  rodu,  historia  jego  domu  itd.   –  wszystko  to   indywidualizuje  jego  posiadłość  i  czyni  ją

formalnie jego domem, personifikuje ją. Tak samo ci, którzy uprawiają posiadłość, nie występują jako

najemnicy pracujący na dniówkę, lecz po części sami jako poddani są własnością pana, po części pozostają

z nim w stosunkach opartych na uszanowaniu, podległości i powinnościach. Jego pozycja wobec nich nosi

zatem charakter bezpośrednio polityczny, a ponadto ma pewną stronę emocjonalną. Obyczaje, charakter itd.

są w każdej posiadłości odmienne i niejako z nią zrośnięte, podczas gdy później już tylko sakiewka pańska,

a nie charakter i osobowość, wiąże ludzi z posiadłością. Wreszcie pan nie usiłuje ciągnąć z posiadłości

maksimum  możliwych   korzyści.   Raczej  spożywa   to,   co   ma,   i   w  spokoju  ducha  pozostawia   troskę   o

zaopatrzenie poddanym i dzierżawcom. Oto szlachecki stosunek do własności ziemskiej, który opromienia

jej pana nimbem romantyczności.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 22 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Trzeba usunąć te pozory, trzeba, żeby własność ziemska, ten korzeń własności prywatnej, została

całkowicie   wciągnięta   w   ruch   własności   prywatnej   i   stała   się   towarem;   żeby   panowanie   właściciela

wystąpiło jako panowanie samej własności prywatnej, kapitału, bez wszelkiej politycznej tynktury; żeby

stosunki   między   właścicielem   i   robotnikiem   sprowadziły   się   do   ekonomicznego   stosunku   między

wyzyskiwaczem i wyzyskiwanym; żeby znikł wszelki osobisty stosunek właściciela do jego własności i

żeby stała się ona jedynie  rzeczowym, materialnym bogactwem; żeby miejsce małżeństwa z ziemią dla

honoru zajęło małżeństwo z wyrachowania i żeby ziemia tak samo jak człowiek spadła do rzędu wartości,

będącej przedmiotem handlu. Trzeba, żeby brudny egoizm, z którego wyrasta własność ziemska, wystąpił

również w swej cynicznej postaci. Trzeba, żeby monopol statyczny przekształcił się w monopol pełen ruchu

i nie zaznający spokoju, w konkurencję, a próżniacze rozkoszowanie się cudzą krwawicą – w ożywiony

handel tą krwawicą. Wreszcie trzeba, żeby w tej konkurencji własność ziemska w postaci kapitału okazała

swe   panowanie   zarówno   nad   klasą   robotniczą,   jak   i   nad   samymi   właścicielami,   rujnowanymi   lub

awansowanymi przez prawa ruchu kapitału. Wówczas to miejsce średniowiecznego przysłowia: nulle terre

sans seigneur zajmuje nowoczesne przysłowie: l'argent n'a pas de maître [pieniądz nie zna pana], które

dobitnie wyraża panowanie martwej materii nad człowiekiem.

2. Co się tyczy sporu na temat: dzielić posiadłości ziemskie czy nie dzielić, należy zauważyć, co

następuje:

Podział posiadłości ziemskich stanowi zaprzeczenie wielkiego monopolu własności ziemskiej, znosi

go, ale jedynie poprzez nadanie mu charakteru powszechnego. Nie znosi podstawy monopolu, własności

prywatnej. Atakuje formę istnienia monopolu, nie zaś jego istotę. W wyniku tego podzielona własność pada

ofiarą   praw   własności   prywatnej.   Podział   posiadłości   ziemskich   odpowiada   mianowicie   ruchowi

konkurencji  w  przemyśle.  Prócz  ujemnych  skutków  ekonomicznych,  jakie  przynosi  podział  narzędzi  i

rozproszenie pracy (rozproszenie to należy dokładnie odróżniać od podziału pracy: pracy nie dzieli się tu

między wiele osób, lecz tę samą pracę wykonuje każdy z osobna, mamy tu uwielokrotnienie tej samej

pracy), podział ten przekształca się nieuchronnie, podobnie jak konkurencja w przemyśle, w akumulację.

Dlatego też tam, gdzie dochodzi do podziału posiadłości ziemskich, nie pozostaje nic innego, jak

tylko albo powrót do monopolu w postaci jeszcze bardziej odrażającej, albo negacja samego podziału

posiadłości ziemskich, zniesienie go. Nie jest to jednak powrót do własności feudalnej, lecz zniesienie

prywatnej własności ziemi w ogóle. Pierwsze zniesienie monopolu jest zawsze jednoznaczne z nadaniem

mu powszechnego charakteru, z jego rozszerzeniem. Zniesienie monopolu, który upowszechnił się i doszedł

do możliwie najpełniejszego rozwoju, jest jednoznaczne z jego całkowitym unicestwieniem. Zrzeszenie w

zastosowaniu do ziemi podziela ekonomiczne walory wielkiej własności ziemskiej i ono dopiero realizuje

pierwotną tendencję podziału, mianowicie równość, a także przywraca emocjonalny stosunek człowieka do

ziemi,   urzeczywistniając   go   w   sposób   racjonalny,   a   nie   za   pośrednictwem   poddaństwa,   panowania   i

niedorzecznej mistyki własności, ziemia bowiem przestaje być przedmiotem kupczenia i dzięki wolnej

pracy  i wolnemu  używaniu  znowu  staje  się  prawdziwą,   osobistą  własnością  człowieka.  Wielką  zaletą

podziału jest to, że tu masy, które nie godzą się na dalszą pańszczyźnianą niewolę, giną od własności

inaczej niż w przemyśle.

Co  się  tyczy   wielkiej  własności  ziemskiej,  to   jej  obrońcy   utożsamiają  wszędzie  w  sofistyczny

sposób korzyści ekonomiczne, jakie daje wielka gospodarka rolna, z wielką własnością ziemską, jak gdyby

nie dostrzegali, że korzyści te właśnie dopiero dzięki zniesieniu własności osiągają maksymalne rozmiary i

stają się pożyteczne dla społeczeństwa. Podobnie szydzą oni z szachrajskiego ducha drobnej własności, jak

gdyby wielka własność ziemska nie kryła w sobie szachrajstwa, nawet już w swej formie feudalnej, a cóż

dopiero mówić o współczesnej formie angielskiej, w której feudalizm wielkiego właściciela ziemskiego

łączy się z szachrajstwem i przedsiębiorczością dzierżawcy.

Rzecznicy wielkiej własności ziemskiej mogą zrewanżować się tym samym zarzutem monopolu,

który wysuwają rzecznicy podziału posiadłości ziemskich, gdyż również podział opiera się na monopolu

własności   prywatnej;   podobnie   rzecznicy   podziału   posiadłości   ziemskich   mogą   zrewanżować   się

rzecznikom wielkiej własności ziemskiej zarzutem podziału, gdyż i tam panuje podział, tyle że w sztywnej,

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 23 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

zastygłej postaci. W ogóle własność prywatna opiera się przecież na podziale. Zresztą podział własności

prowadzi z powrotem do wielkiej własności jako bogactwa kapitalistycznego, a feudalna własność ziemska

musi nieuchronnie ulec z czasem podziałowi lub przynajmniej wpaść w ręce kapitalistów, choćby nie wiem

jak się od tego wykręcała.

Albowiem wielka własność ziemska, jak widać to w Anglii, rzuca przeważającą część ludności w

objęcia przemysłu, a własnych robotników doprowadza do skrajnej nędzy. Rodzi więc ona i wzmaga potęgę

swego wroga, kapitału, przemysłu, oddając w jego ręce biedotę i w ogóle całą działalność w kraju. Sprawia,

że większość ludności kraju staje  się  przemysłowa, a więc staje się przeciwnikiem wielkiej własności

ziemskiej. A gdy przemysł osiągnie wielką potęgę, jak to widać obecnie w Anglii, odbiera stopniowo

wielkiej własności ziemskiej  jej monopol  wobec zagranicy i rzuca ją w  wir konkurencji  z własnością

ziemską innych krajów. Pod panowaniem przemysłu własność ziemska mogła bowiem zabezpieczyć swą

feudalną wielkość tylko dzięki monopolom wobec zagranicy, broniąc się w ten sposób przed ogólnymi

prawami   handlu,  sprzecznymi  z  jej  feudalną  istotą.  Raz  rzucona  w  wir konkurencji,  podlega  prawom

konkurencji jak każdy inny wciągnięty do niej towar. Tak samo się chwieje, rośnie i maleje, przechodzi z

rąk do rąk, i żadna ustawa nie zdoła już jej utrzymać w rękach niewielu predestynowanych do tego osób.

Bezpośrednim   skutkiem   jest   rozdrobnienie   jej   między   wielu   właścicieli,   a   w   każdym   razie

podporządkowanie władzy kapitału przemysłowego.

Wreszcie, jeśli wielka własność ziemska zostaje w ten sposób przemocą utrzymana i rodzi obok

siebie potężny przemysł, to jeszcze szybciej doprowadza to do kryzysu niż podział własności ziemskiej,

przy którym potęga przemysłu zachowuje wciąż jeszcze znaczenie drugorzędne.

Wielka własność ziemska, jak widać to w Anglii, straciła już na tyle swój feudalny charakter i

nabrała   charakteru   przemysłowego,   że   usiłuje   zbijać   możliwie   jak   najwięcej   pieniędzy.   Przynosi  ona

właścicielowi  maksymalnie  wysoką  rentę gruntową,  a dzierżawcy –  maksymalnie wysoki  zysk z jego

kapitału.   Dlatego  też   zarobki  robotników   rolnych   ograniczają   się   do   minimum,   a   klasa   dzierżawców

reprezentuje już w łonie własności ziemskiej potęgę przemysłu i kapitału. Wskutek konkurencji z zagranicą

renta   gruntowa   przeważnie   przestaje   już   stanowić   wystarczający   dochód.   Wielka   część   właścicieli

ziemskich musi zająć miejsce dzierżawców, których część stacza się w ten sposób do szeregów proletariatu.

Z drugiej strony również wielu dzierżawców może zawładnąć własnością ziemską, gdyż wielcy właściciele,

którzy dzięki łatwym dochodom stają się po większej części utracjuszami, przeważnie już nie nadają się do

prowadzenia   gospodarki   rolnej   na   wielką   skalę,   gdyż   nie   posiadają   ani   kapitału,   ani   odpowiednich

kwalifikacji. Tak więc również część z nich doszczętnie się rujnuje. Wreszcie ograniczoną do minimum

płacę roboczą trzeba jeszcze bardziej ograniczyć, by móc wytrzymać nową konkurencję. A to prowadzi

nieuchronnie do rewolucji.

Własność ziemska musiała rozwijać się zarówno w jeden, jak i w drugi sposób, by i w jednym, i w

drugim przypadku doczekać się nieuchronnej zagłady, podobnie jak przemysł zarówno w postaci monopolu,

jak i w postaci konkurencji musiał dojść do ruiny, by nauczyć się wierzyć w człowieka.

[Praca wyobcowana]

Wyszliśmy z przesłanek ekonomii politycznej. Zgodziliśmy się na jej język i jej prawa. Przyjęliśmy

jako założenie własność prywatną, oddzielenie od siebie pracy, kapitału i ziemi oraz płacy roboczej, zysku z

kapitału   i  renty  gruntowej;   następnie  podział  pracy,   konkurencję,  pojęcie  wartości  wymiennej  itd.   Na

podstawie samej ekonomii politycznej, używając jej własnych słów, pokazaliśmy, że robotnik spada do

poziomu towaru, i to najlichszego towaru, że nędza robotnika pozostaje w odwrotnym stosunku do mocy i

rozmiarów   jego   produkcji,   że   nieuchronnym   wynikiem   konkurencji   jest   akumulacja   kapitału   w   ręku

nielicznych osób, to znaczy przywrócenie jeszcze straszliwszego monopolu, wreszcie, że różnica między

kapitalistą a rentierem ziemskim, jak i różnica między rolnikiem a robotnikiem przemysłowym zanika i całe

społeczeństwo musi się rozpaść na dwie klasy: właścicieli i pozbawionych własności robotników.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 24 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Punktem   wyjścia   ekonomii   politycznej   jest   fakt   własności   prywatnej.   Faktu   tego   ekonomia

polityczna nie wyjaśnia. Ujmuje materialny proces, który własność prywatna przebywa w rzeczywistości, w

ogólne, abstrakcyjne formuły, które mają dla niej następnie walor  praw. Nie rozumie tych praw, tzn. nie

wykazuje,   jak   wynikają  z  istoty  własności   prywatnej.   Ekonomia   polityczna   nie   wyjaśnia   nam   wcale

przyczyn oddzielenia się od siebie pracy i kapitału, kapitału i ziemi. Kiedy np. określa stosunek płacy

roboczej do zysku z kapitału, to ostateczną przyczynę upatruje w interesie kapitalisty, tzn. zakłada to, co ma

wykazać. Podobnie ma się wszędzie wciskać konkurencja. Wyjaśnia się ją okolicznościami zewnętrznymi.

Ekonomia polityczna nie mówi nam nic o tym, w jakim stopniu te zewnętrzne, pozornie przypadkowe

okoliczności stanowią jedynie przejaw koniecznego rozwoju. Widzieliśmy, że nawet wymiana wydaje się

jej czymś przypadkowym. Jedyne koła napędowe, jakie ekonomista puszcza w ruch, to chciwość i wojna

między chciwcami, konkurencja.

Właśnie dlatego, że ekonomia polityczna nie rozumie wzajemnego związku, jaki istnieje w tym

ruchu, można było np. teorię konkurencji przeciwstawić teorii monopolu, teorię wolności przemysłowej

teorii   korporacji,   teorię   podziału   posiadłości   ziemskich   teorii   wielkiej   własności   ziemskiej,   gdyż

konkurencję, wolność przemysłową, podział posiadłości ziemskich rozpatrywano i rozumiano tylko jako

przypadkowe, zamierzone, narzucone przemocą, a nie jako konieczne, nieuchronne, naturalne następstwa

monopolu, korporacji i własności feudalnej.

Musimy   więc  teraz  zrozumieć  istotny  związek  między  własnością   prywatną,  żądzą  posiadania,

oddzieleniem się od siebie pracy, kapitału i własności ziemskiej, między wymianą a konkurencją, między

wartością a deprecjacją ludzi, między monopolem a konkurencją itd., między całą tą alienacją a systemem

pieniężnym.

Nie przenośmy się, jak ekonomista, kiedy chce coś wyjaśnić, w urojony stan pierwotny. Taki stan

pierwotny nic nie wyjaśnia. Przenosi to tylko pytanie w siną, mglistą dal. Ekonomista zakłada w postaci

faktu, zdarzenia, to, co ma wyprowadzić, mianowicie konieczny związek między dwiema rzeczami, np.

między podziałem pracy i wymianą. Tak teologia wyjaśnia pochodzenie zła grzechem pierworodnym, tzn.

zakłada, jako fakt, w postaci historii, to, co ma wyjaśnić.

Dla nas punktem wyjścia jest współczesny fakt ekonomiczny.

Robotnik ubożeje tym bardziej, im więcej produkuje bogactwa, im bardziej wzrasta moc i ilość jego

produkcji. Robotnik staje się towarem tym tańszym, im więcej towarów wytwarza. W miarę jak  rośnie

wartość  świata rzeczy, zwiększa się wprost proporcjonalnie deprecjacja świata ludzi. Praca wytwarza nie

tylko towary; wytwarza samą siebie i robotnika jako  towar, i to w takim stosunku, w jakim w ogóle

wytwarza towary.

Fakt ten wyraża tylko tyle: przedmiot, który praca wytwarza, jej produkt, przeciwstawia się jej jako

jakaś obca istota, jako  siła niezależna  od wytwórcy. Produkt pracy jest pracą utrwaloną w przedmiocie,

pracą, która przybrała formę rzeczy, jest  uprzedmiotowieniem  pracy. Urzeczywistnieniem pracy jest jej

uprzedmiotowienie. W tym stanie rzeczy, o jakim traktuje ekonomia polityczna, to urzeczywistnienie pracy

występuje   jako  odrzeczywistnienie  robotnika,   uprzedmiotowienie   występuje   jako  utrata   przedmiotu   i

dostanie się w jego niewolę, przyswojenie – jako wyobcowanie, jako alienacja.

Urzeczywistnienie   pracy   oznacza,   tak   daleko   idące   odrzeczywistnienie,   że   robotnik   zostaje

odrzeczywistniony aż do śmierci głodowej włącznie. Uprzedmiotowienie oznacza utratę przedmiotu tak

dalece, że robotnik zostaje obrabowany z przedmiotów najniezbędniejszych nie tylko do życia, lecz i do

pracy. Ba, sama praca staje się przedmiotem, który robotnik może zdobywać tylko z najwyższym wysiłkiem

i bardzo nieregularnie. Przyswojenie przedmiotu oznacza tak daleko idące wyobcowanie, że im więcej

przedmiotów robotnik produkuje, tym mniej może posiadać i tym bardziej dostaje się we władzę swego

produktu, kapitału.

Wszystkie te następstwa zawarte są już w określeniu, że robotnik pozostaje do  produktu swojej

pracy  w takim stosunku, jak do  obcego  przedmiotu. Bo z tego założenia wynika jasno, że im bardziej

robotnik się spracowuje, tym potężniejszy staje się obcy świat przedmiotów, który tworzy jako coś, co mu

się przeciwstawia, tym uboższy staje się on sam, jego świat wewnętrzny, tym mniej jest jego własnością.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 25 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Podobnie jest z religią. Im więcej człowiek wkłada w boga, tym mniej zachowuje w sobie samym. Robotnik

wkłada w przedmiot swoje życie; lecz odtąd należy ono już nie do niego, tylko do przedmiotu. Im bardziej

wzrasta więc ta działalność, tym bardziej bezprzedmiotowy jest robotnik. Co jest produktem jego pracy, nie

jest  nim  samym.  Dlatego  też  im  większy  jest  ten   produkt,  tym  mniej  przedstawia  on  sam.  Alienacja

robotnika   we   własnym  produkcie   oznacza   nie   tylko   to,   że  jego   praca   staje   się   przedmiotem,   bytem

zewnętrznym, lecz i to, że istnieje poza nim, niezależnie od niego, jako coś obcego, i że staje się wobec

niego samodzielną potęgą, że życie, które dał przedmiotowi, przeciwstawia mu się wrogo i obco.

Rozpatrzmy teraz dokładniej  uprzedmiotowienie, produkcję robotnika, a w niej –  wyobcowanie,

utratę przedmiotu, jego produktu.

Robotnik   nie   może   nic   tworzyć   bez  przyrody,   bez  zmysłowego   świata   zewnętrznego.   Jest   to

materia, w której urzeczywistnia się praca robotnika; w niej on działa, z niej i za pomocą niej produkuje.

Lecz przyroda daje pracy  środki do życia  nie tylko w tym znaczeniu, że praca nie może żyć  bez

przedmiotu   jej   uprawiania;   przyroda   dostarcza  środków   do   życia  również   w   węższym   znaczeniu,

mianowicie środków fizycznej egzystencji samego robotnika.

Im bardziej więc robotnik przyswaja sobie dzięki swej pracy świat zewnętrzny, zmysłową przyrodę,

tym bardziej pozbawia siebie środków do życia, i to w dwojakim znaczeniu, gdyż, po pierwsze, zmysłowy

świat zewnętrzny coraz bardziej przestaje być przedmiotem pracy robotnika, środkiem do życia jego pracy,

oraz  po  drugie,  coraz  bardziej  przestaje  być  środkiem  do  życia  w  znaczeniu  bezpośrednim,   środkiem

umożliwiającym fizyczną egzystencję robotnika.

Robotnik   staje  się  zatem  niewolnikiem  swego   przedmiotu   w   tym   dwojakim   znaczeniu,   że  po

pierwsze, żywi, utrzymuje  przedmiot pracy, tzn.  pracę, i po drugie, że utrzymuje  środki  swej  fizycznej

egzystencji. A więc po pierwsze, że może istnieć jako robotnik, a po drugie, że może istnieć jako podmiot

fizyczny. Szczytem tej niewoli jest fakt, że już tylko w charakterze  robotnika  może utrzymać się jako

podmiot fizyczny i że robotnikiem jest już tylko jako podmiot fizyczny.

(Wyobcowanie   robotnika   w   jego   przedmiocie   wyraża  się   według   praw  ekonomicznych   w   ten

sposób, że im więcej robotnik produkuje, tym mniej może konsumować, im więcej tworzy wartości, tym

bardziej staje się bezwartościowy, wzgardzony, im piękniejszego kształtu jest jego produkt, tym bardziej

kaleki jest robotnik, im bardziej cywilizowany jego produkt, tym bardziej barbarzyński staje się on sam, im

bardziej rośnie potęga pracy, tym bardziej bezsilny staje się robotnik, im większej inteligencji wymaga

praca, tym bardziej tępy i ujarzmiony przez przyrodę staje się sam robotnik).

Ekonomia polityczna  zataja   wyobcowanie  zawarte  w  istocie  pracy  przez  to,   że  nie rozpatruje

bezpośredniego stosunku między robotnikiem (pracą) a produkcją. Bo w istocie rzeczy praca stwarza cuda

dla bogatych, a dla robotnika nędzę. Wznosi pałace, a dla robotnika nory. Stwarza piękno, a robotnika czyni

kaleką. Zastępuje pracę maszynami, ale część robotników wprzęga na powrót w jarzmo barbarzyńskiej

pracy,   z   drugiej   zaś  części  robi   maszyny.   Tworzy  bogactwa   duchowe,   a   robotnikowi  niesie   tępotę   i

kretynizm.

Bezpośrednim stosunkiem pracy do jej produktów jest stosunek robotnika do przedmiotów jego

produkcji.  Stosunek  bogacza  do  przedmiotów produkcji i do samej produkcji jest  tylko  konsekwencją

tamtego stosunku. I potwierdza go. Tę drugą stronę rozpatrzymy później.

Kiedy więc pytamy, na czym polega istota stosunku pracy, to pytamy o stosunek  robotnika  do

produkcji.

Dotychczas rozpatrywaliśmy wyobcowanie, alienację robotnika tylko od jednej strony, mianowicie

jego stosunek do produktów własnej pracy. Ale wyobcowanie ujawnia się nie tylko w końcowym wyniku,

lecz i w samym akcie produkcji, w samej działalności produkcyjnej. Jakże robotnik mógłby przeciwstawiać

się produktowi swej pracy jako czemuś obcemu, jeśliby w samym akcie produkcji nie dokonywało się jego

samowyobcowanie?   Produkt   jest   przecież   tylko   podsumowaniem   działalności,   produkcji.   Jeżeli   więc

produktem  pracy  jest   alienacja,   to   i   sama   produkcja   musi   być  alienacją   czynną,   alienacją  czynności,

czynnością alienacji. W wyobcowaniu przedmiotu pracy podsumowuje się tylko wyobcowanie, alienacja w

czynności samej pracy.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 26 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Na czym więc polega alienacja pracy?

Po pierwsze na tym, że praca jest dla robotnika czymś zewnętrznym, tzn. nie należy do jego istoty,

że wobec tego robotnik nie potwierdza się w swojej pracy, lecz zaprzecza, nie czuje się zadowolony, lecz

nieszczęśliwy, nie rozwija swobodnie energii fizycznej i duchowej, lecz umartwia swe ciało i rujnuje się

duchowo. Robotnik czuje się zatem sobą dopiero poza pracą, a w procesie pracy nie czuje się sobą. Czuje

się swobodnie, gdy nie pracuje, a gdy pracuje, czuje się skrępowany. Toteż praca jego nie jest dobrowolną,

lecz narzuconą, jest pracą przymusową. Nie jest ona zaspokojeniem potrzeby pracy, lecz tylko środkiem do

zaspokojenia potrzeb poza nią. Jej obcość uwidacznia się wyraźnie w tym, że gdy tylko nie ma przymusu

fizycznego czy jakiegoś innego, człowiek ucieka od niej jak od zarazy. Praca zewnętrzna, praca, w której

człowiek  się alienuje,  to składanie w  ofierze  siebie samego, umartwianie się. Wreszcie zewnętrzny w

stosunku   do   robotnika   charakter   pracy   uwidacznia   się   w   tym,   że   nie   jest   ona   jego  własnością,   lecz

własnością kogoś innego, że do niego nie należy, że nie należy on w procesie pracy do samego siebie, lecz

do kogoś innego. Podobnie jak w religii własna aktywność fantazji ludzkiej, ludzkiego mózgu i ludzkiego

serca wywiera wpływ na jednostkę niezależnie od niej, tzn. jako siła obca, boska czy diabelska, tak i

działalność robotnika nie jest jego własną działalnością. Należy do kogoś innego, jest utratą samego siebie.

Dochodzi więc do tego, że człowiek (robotnik) odczuwa jako nieprzymuszone tylko swoje funkcje

zwierzęce,  jedzenie,   picie   i  płodzenie,   co  najwyżej   jeszcze  mieszkanie,   ubieranie   się  itd.,   i   w   swych

funkcjach  ludzkich czuje  się  tylko  zwierzęciem.  To,  co  zwierzęce,  staje  się  ludzkie, a  to,  co ludzkie,

zwierzęce.

Co prawda,   jedzenie, picie,  płodzenie  itd.  to  również  funkcje  prawdziwie  ludzkie.  Jednakże w

abstrakcji, która odrywa je od pozostałej działalności ludzkiej i czyni ostatecznym i wyłącznym celem

głównym, mają charakter zwierzęcy.

Rozpatrzyliśmy   akt   wyobcowania  praktycznej   działalności   ludzkiej,   pracę,   od   dwóch   stron.   1.

Stosunek robotnika do produktu pracy jako do obcego przedmiotu, który nad nim panuje. Stosunek ten jest

zarazem stosunkiem do zewnętrznego świata zmysłowego, do przedmiotów przyrody, jako obcego świata,

który mu się wrogo przeciwstawia. 2. Stosunek pracy do aktu produkcji w procesie pracy. Stosunek ten jest

stosunkiem robotnika do jego własnej działalności jako do działalności obcej, nie należącej do niego.

Działalność   jako   pasywność,   siła   jako  niemoc,  płodzenie  jako  trzebienie,  własna  fizyczna   i   duchowa

energia robotnika, jego życie osobiste – bo czymże jest życie jeśli nie działalnością – jako działalność

zwrócona przeciwko niemu samemu, niezależna od niego, nie należąca do niego. Samowyobcowanie jak

powyżej wyobcowanie rzeczy.

Musimy teraz wyprowadzić z obu poprzednich jeszcze trzecie określenie pracy wyobcowanej.

Człowiek  jest   istotą   gatunkową   nie   tylko  dlatego,   że   praktycznie   i   teoretycznie   czyni   swym

przedmiotem gatunek, zarówno własny, jak i gatunek pozostałych rzeczy, lecz również dlatego – a to jest

tylko inny wyraz tej samej rzeczy – że odnosi się do siebie samego jako do istniejącego, żyjącego gatunku,

że odnosi się do siebie jako do istoty uniwersalnej i dlatego wolnej.

Życie   gatunkowe,   zarówno  człowieka,  jak   i   zwierzęcia,   polega   pod   względem   fizycznym,   po

pierwsze, na tym, że człowiek (jak i zwierzę) żyje przyrodą nieorganiczną, a im uniwersalniejszy jest

człowiek od zwierzęcia, tym uniwersalniejszy jest zakres przyrody nieorganicznej, którą żyje. Tak jak pod

względem teoretycznym rośliny, zwierzęta, kamienie, powietrze, światło itd. stanowią część świadomości

ludzkiej, bądź jako przedmioty przyrodoznawstwa, bądź jako przedmioty sztuki – jego duchową przyrodę

nieorganiczną, duchowy pokarm, który musi dopiero przygotować do spożycia i przetrawienia – tak i pod

względem praktycznym stanowią część ludzkiego życia i ludzkiej działalności. Fizycznie człowiek żyje

tylko tymi produktami przyrody, a występują one w postaci pożywienia, opału, odzieży, mieszkania itd.

Uniwersalność człowieka uwidacznia się praktycznie właśnie w tej uniwersalności, która całą przyrodę

czyni   jego   ciałem  nieorganicznym,   zarówno   jako   1.   bezpośredni   środek   do   życia,   jak   też   [2.]   jako

substancję, przedmiot i narzędzie jego działalności życiowej. Przyroda, o ile sama nie jest ciałem ludzkim,

jest  nieorganicznym ciałem  człowieka. Człowiek  żyje  przyrodą, znaczy to: przyroda jest jego  ciałem, z

którym  musi   pozostawać   w   nieustannym   procesie,   by   nie   umrzeć.   To,   że   fizyczne   i   duchowe   życie

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 27 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

człowieka   jest   nierozdzielnie   związane   z   przyrodą,  znaczy   tyle   tylko,   że   przyroda  jest   nierozdzielnie

związana z sobą samą, gdyż człowiek jest częścią przyrody.

Ponieważ praca wyobcowana czyni człowiekowi obcymi 1. przyrodę, 2. samą siebie, jego własną

czynną funkcję, jego działalność życiową, to czyni mu obcym gatunek; sprawia, że życie gatunkowe staje

się  dlań  jedynie   środkiem   życia  indywidualnego.   Po  pierwsze,  wyobcowuje   życie  gatunkowe   i   życie

indywidualne,   a   po   drugie,   czyni   z   życia   indywidualnego   w   jego   abstrakcyjnej   postaci   –   cel   życia

gatunkowego, również w jego abstrakcyjnej i wyobcowanej postaci.

Po pierwsze bowiem praca, działalność życiowa, samo życie produkcyjne, staje się dla człowieka

tylko  środkiem  zaspokojenia jednej jego potrzeby, potrzeby zachowania egzystencji fizycznej. A życie

produkcyjne jest życiem gatunkowym. Jest to życie wytwarzające życie. W sposobie działalności życiowej

zawiera się cały charakter danej species, jej charakter gatunkowy – a wolna, świadoma działalność stanowi

charakter gatunkowy człowieka. Życie samo staje się tylko środkiem do życia.

Zwierzę jest bezpośrednio tożsame ze swoją działalnością życiową. Nie odróżnia się od niej. Jest

nią.   Człowiek   czyni   samą   swą   działalność   życiową   przedmiotem   własnej   woli  i   świadomości.   Jego

działalność życiowa jest świadoma. Nie jest czymś, z czym człowiek bezpośrednio stapia się w jedno.

Świadoma   działalność   życiowa   odróżnia   człowieka   bezpośrednio   od   działalności   życiowej   zwierząt.

Właśnie tylko dzięki temu jest on istotą gatunkową. Czyli że jest istotą świadomą, tzn. jego własne życie

jest dla niego przedmiotem właśnie dlatego, że jest on istotą gatunkową. Tylko dlatego jego działalność jest

działalnością wolną. Praca wyobcowana odwraca ten stosunek w taki sposób, iż człowiek, właśnie dlatego,

że   jest   istotą   świadomą,  czyni   ze   swej   działalności   życiowej,   ze   swej  istoty,   jedynie   środek   swej

egzystencji.

Praktyczne   wytwarzanie  świata   przedmiotowego,   przetwarzanie  przyrody   nieorganicznej   jest

przyświadczeniem człowieka jako świadomej istoty gatunkowej, tzn. istoty, która odnosi się do gatunku

jako do swej własnej istoty, czyli do siebie jako do istoty gatunkowej. Wprawdzie i zwierzę produkuje.

Buduje sobie gniazdo, mieszkanie, jak pszczoła, bóbr, mrówka itd. Ale zwierzę produkuje tylko to, czego

potrzebuje  bezpośrednio  dla  siebie   albo   dla   swego  potomstwa;  produkuje  jednostronnie,   podczas  gdy

człowiek   produkuje   wszechstronnie;   zwierzę   produkuje   tylko   pod   działaniem   bezpośredniej   potrzeby

fizycznej, podczas gdy człowiek produkuje będąc nawet wolnym od fizycznej potrzeby i naprawdę dopiero

wtedy produkuje, gdy jest od niej wolny; zwierzę produkuje tylko siebie samo, podczas gdy człowiek

reprodukuje całą przyrodę; produkt zwierzęcia jest bezpośrednio związany z jego organizmem fizycznym,

podczas  gdy   człowiek  jest  wolny  w  stosunku  do   swego   produktu.   Zwierzę  formuje  tylko  na  miarę  i

odpowiednio  do   potrzeb  swojej  species,  podczas  gdy  człowiek  potrafi  produkować  na  miarę  każdego

gatunku i stosować do każdego przedmiotu właściwą miarę; dlatego też człowiek formuje również według

praw piękna.

Toteż właśnie przetwarzanie świata przedmiotowego stanowi dopiero rzeczywiste przyświadczenie

człowieka   jako  istoty   gatunkowej.   Produkcja   ta   jest   jego   czynnym   życiem  gatunkowym.   Dzięki   niej

przyroda staje się  jego  dziełem i jego rzeczywistością. Przedmiot pracy jest więc  uprzedmiotowieniem

życia gatunkowego  człowieka: człowiek podwaja się nie tylko intelektualnie, jak w świadomości, lecz

czynnie, rzeczywiście, i ogląda siebie w stworzonym przez siebie świecie. A więc praca wyobcowana,

wydzierając człowiekowi przedmiot jego produkcji, wydziera mu tym samym jego życie gatunkowe, jego

rzeczywistą   gatunkową   przedmiotowość,   i   zmienia   jego   wyższość   nad   zwierzęciem   w   upośledzenie,

polegające na tym, że zostaje on pozbawiony swego ciała nieorganicznego, przyrody.

Podobnie praca wyobcowana, degradując samorzutną, wolną działalność do roli środka, czyni życie

gatunkowe człowieka środkiem jego egzystencji fizycznej.

Świadomość swego gatunku, jaką ma człowiek, zmienia się zatem wskutek wyobcowania tak, że

życie gatunkowe staje się dlań środkiem.

Praca wyobcowana czyni więc:

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 28 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

3. gatunkową istotę człowieka, zarówno przyrodę, jak i jego duchowe własności gatunkowe, istotą

dlań obcą, środkiem jego egzystencji indywidualnej. Czyni człowiekowi obcym zarówno jego własne ciało,

jak i przyrodę zewnętrzną, jak również jego istotę duchową, jego istotę ludzką.

4.   Bezpośrednią   konsekwencją   tego,  że   człowiekowi   obcy   staje   się   produkt   jego   pracy,   jego

działalność życiowa, jego istota gatunkowa, jest to, że człowiekowi obcy staje się człowiek. Gdy człowiek

przeciwstawia się samemu sobie, to przeciwstawia się mu inny człowiek. Co dotyczy stosunku człowieka

do jego pracy, do produktu jego pracy i do siebie samego, dotyczy również stosunku człowieka do innego

człowieka oraz do pracy i przedmiotu pracy innego człowieka.

W  ogóle   twierdzenie,   że   człowiekowi   stała   się   obca   jego   istota   gatunkowa,  znaczy,   że   jeden

człowiek stał się obcy drugiemu, a każdy – istocie człowieczeństwa.

Wyobcowanie człowieka, w ogóle wszelki stosunek, w jakim człowiek pozostaje do siebie samego,

urzeczywistnia się, wyraża się dopiero w stosunku, w jakim człowiek pozostaje do innych ludzi.

A zatem w warunkach pracy wyobcowanej każdy człowiek traktuje drugiego według miernika i

stosunku, w jakim znajduje się sam jako robotnik.

Naszym   punktem   wyjścia   był   ekonomiczny   fakt   alienacji   robotnika   i   jego   produkcji.

Sformułowaliśmy pojęcie tego faktu: praca  wyobcowana, wyalienowana. Zanalizowaliśmy to pojęcie, a

więc zanalizowaliśmy tylko fakt ekonomiczny.

Zobaczmy   teraz   z   kolei,   jak   pojęcie   pracy   wyobcowanej,   wyalienowanej   musi   się   wyrażać   i

przedstawiać w rzeczywistym świecie.

Skoro produkt pracy jest mi obcy, przeciwstawia się mi jako obca siła, do kogo więc należy?

Skoro moja własna działalność nie należy do mnie, jest działalnością obcą, narzuconą, do kogo więc

należy?

Do jakiejś istoty innej niż ja.

Kim jest ta istota?

Bogowie? Co prawda, w dawnych czasach najważniejsza produkcja, jak np. budowa świątyń itd. w

Egipcie, Indiach, Meksyku, dokonuje się w służbie bogów, a także sam produkt należy do bogów. Jednakże

nigdy sami bogowie nie byli pracodawcami. Ani też  przyroda. I cóż to by była za sprzeczność, gdyby

człowiek, im bardziej podporządkowuje sobie dzięki pracy przyrodę, im bardziej cuda bogów stają się

zbędne dzięki cudom przemysłu, miał dla tych sił rezygnować z radości produkowania i używania produktu.

Obcą istotą, do której należy praca i produkt pracy, która jest panem pracy i której używaniu służy

produkt pracy, może być tylko sam człowiek.

Jeśli produkt pracy nie należy do robotnika i przeciwstawia mu się jako obca siła, to jest to możliwe

tylko dlatego, że produkt pracy należy do innego człowieka, nie do robotnika. Jeśli działalność robotnika

dla niego jest męką, to dla kogoś innego musi być źródłem używania  i radości życia. Nie bogowie, nie

przyroda, tylko sam człowiek może być tą obcą siłą, panującą nad człowiekiem.

Należy ponadto wziąć pod uwagę sformułowane wyżej twierdzenie, że stosunek człowieka do siebie

samego staje się dlań przedmiotowy, rzeczywisty  dopiero poprzez jego stosunek do drugiego człowieka.

Jeżeli zatem produkt jego pracy, jego uprzedmiotowiona praca, jest dlań przedmiotem  obcym, wrogim,

potężnym,  odeń  niezależnym, to  jest  tak  dlatego,  że  inny,  obcy  mu,  wrogi,  potężny,  niezależny  odeń

człowiek   jest   panem   tego   przedmiotu.   Jeżeli   do   swojej   własnej   działalności   odnosi   się   on   jako   do

działalności   niewolnej,   to   odnosi   się   do   niej   jako   do   działalności   w   służbie,   pod   panowaniem,   pod

przymusem i w jarzmie drugiego człowieka.

Wszelkie   samowyobcowanie   człowieka   od   siebie   i   przyrody   przejawia   się   w   stosunku,   który

ustanawia on między sobą i przyrodą a innymi, różnymi od niego ludźmi. Stąd religijne samowyobcowanie

przejawia się z konieczności w stosunku człowieka świeckiego do kapłana czy też, jako że chodzi tu o świat

intelektu, do jakiegoś świętego pośrednika itd. W praktycznym, rzeczywistym świecie samowyobcowanie

może się przejawić tylko poprzez praktyczny, rzeczywisty stosunek do innego człowieka. Sam środek, za

pomocą   którego   dokonuje   się   wyobcowanie,   jest   środkiem  praktycznym.   Przez   pracę   wyobcowaną

człowiek kształtuje więc nie tylko swój stosunek do przedmiotu i aktu produkcji jako do obcych i wrogich

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 29 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

mu sił, ale  kształtuje również  stosunek innych ludzi do swojej  produkcji i swego  produktu oraz swój

stosunek do innych ludzi. Przeistaczając swoją własną działalność produkcyjną w odrzeczywistnienie siebie

samego, w karę dla siebie, a swój własny produkt w stratę, w produkt nie należący do niego, stwarza tym

samym panowanie tego, kto nie produkuje, nad produkcją i nad produktem. Wyobcowując od siebie swoją

własną działalność, przyswaja komuś obcemu działalność doń nie należącą.

Dotychczas rozpatrywaliśmy ten stosunek tylko od strony robotnika; dalej rozpatrzymy go także od

strony nierobotnika.

Otóż poprzez pracę wyobcowaną, wyalienowaną robotnik kształtuje stosunek, w jakim pozostaje do

tej pracy człowiek, któremu jest ona obca, który stoi poza nią. Stosunek robotnika do pracy kształtuje

stosunek do niej kapitalisty, czy jak tam nazwać pracodawcę.  Własność prywatna  jest więc produktem,

wynikiem, konieczną konsekwencją pracy wyalienowanej, zewnętrznego stosunku robotnika do przyrody i

do siebie samego.

Pojęcie własności prywatnej otrzymujemy zatem w drodze analizy z pojęcia pracy wyalienowanej,

tzn. wyalienowanego człowieka, wyobcowanej pracy, wyobcowanego życia, wyobcowanego człowieka.

Co   prawda,   biorąc   za   punkt   wyjścia   ekonomię   polityczną   otrzymaliśmy   pojęcie   pracy

wyalienowanej (wyalienowanego życia) jako rezultat ruchu własności prywatnej. Ale analiza tego pojęcia

wykazuje, że chociaż własność prywatna występuje jako podstawa, jako przyczyna pracy wyalienowanej,

jest ona raczej jej następstwem, tak jak i bogowie pierwotnie są nie przyczyną, lecz skutkiem zbłądzenia

rozumu ludzkiego. Później stosunek ten przekształca się we wzajemne oddziaływanie.

Dopiero w ostatecznym, kulminacyjnym punkcie rozwoju własności prywatnej znów odsłania się ta

jej tajemnica: własność prywatna okazuje się, z jednej strony, produktem pracy wyalienowanej, z drugiej

zaś – środkiem jej alienacji, realizacją tej alienacji.

Wyjaśnienie to rzuca od razu światło na różne nie rozwiązane dotąd sprzeczności.

1. Punktem wyjścia ekonomii politycznej jest praca jako właściwa dusza produkcji, a mimo to pracy

nie przyznaje ona nic, własności prywatnej zaś wszystko. Proudhon wyciągnął z tej sprzeczności wnioski na

korzyść   pracy,   przeciwko   własności   prywatnej.   Widzimy   jednak,   że   ta   pozorna   sprzeczność   jest

sprzecznością  pracy wyobcowanej  z  samą  sobą  i że  ekonomia polityczna  wyraziła  tylko prawa pracy

wyobcowanej.

Widzimy więc również, że płaca robocza i własność prywatna są identyczne, gdyż istnienie płacy,

kiedy to produkt, przedmiot pracy, opłaca samą pracę, jest tylko koniecznym następstwem wyobcowania

pracy, boć w płacy praca występuje nie jako cel sam w sobie, lecz jako służebnica płacy. Rozwiniemy to

później, a teraz wyciągniemy jeszcze tylko kilka wniosków.

Wymuszona  przemocą  podwyżka  płacy  (nie  mówiąc  już  o  wszelkich  innych  trudnościach,  nie

mówiąc już o tym, że jako anomalię można by ją utrzymać również tylko przemocą) byłaby zatem jedynie

lepszą opłatą niewolników i nie zapewniłaby ani robotnikom, ani pracy ich ludzkiego charakteru i godności.

Ba, nawet równość płac, której żąda Proudhon, przekształca tylko stosunek obecnego robotnika do

pracy w stosunek wszystkich ludzi do pracy. Społeczeństwo zostaje tu ujęte jako abstrakcyjny kapitalista.

Płaca jest bezpośrednim następstwem pracy wyobcowanej, a praca wyobcowana jest bezpośrednią

przyczyną własności prywatnej. Dlatego z upadkiem jednej musi upaść i druga.

2. Ze stosunku pracy wyobcowanej do własności  prywatnej  wynika następnie, że  emancypacja

społeczeństwa z własności prywatnej itd., z niewoli, przybiera polityczną postać emancypacji robotników,

nie dlatego, by szło tylko o  ich  emancypację, lecz dlatego, że ich emancypacja zawiera w sobie ogólną

emancypację  człowieka,  a zawiera  ją  dlatego,  że cała niewola  społeczeństwa zawarta jest w stosunku

robotnika do produkcji, a wszelkie stosunki niewolące człowieka są jedynie odmianami i następstwami tego

stosunku.

Jak z pojęcia pracy wyobcowanejwyalienowanej otrzymaliśmy w drodze analizy pojęcie własności

prywatnej, tak też można z pomocą obu tych czynników wywieść wszystkie ekonomiczne kategorie, przy

czym w każdej z tych kategorii, jak np. w handlu, konkurencji, kapitale, pieniądzu, odnajdziemy tylko

pewien określony i rozwinięty wyraz tych pierwszych założeń.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 30 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Zanim jednak rozpatrzymy te kategorie, spróbujmy rozwiązać jeszcze dwa zadania.

1. Określić ogólną istotę własności prywatnej, jako rezultatu pracy wyalienowanej, w jej stosunku

do własności prawdziwie ludzkiej i społecznej.

2. Przyjęliśmy wyobcowanie pracy, jej alienację jako fakt i poddaliśmy ten fakt analizie. Nasuwa się

teraz pytanie, jak doszedł człowiek do alienacji, do wyobcowania swej pracy? Jakie uzasadnienie znajduje

to   wyobcowanie   w   istocie   rozwoju   ludzkości?   Wiele   już   zrobiliśmy   dla   rozwiązania   tego   zadania

przekształcając  zagadnienie  pochodzenia   własności   prywatnej  w   zagadnienie   stosunku   pracy

wyalienowanej do procesu rozwoju ludzkości. Bo kiedy mowa o własności prywatnej, sądzi się, że chodzi o

rzecz istniejącą poza człowiekiem. Kiedy mowa o pracy, chodzi bezpośrednio o samego człowieka. To

nowe ujęcie zagadnienia zawiera już jego rozwiązanie.

Ad 1. Ogólna istota własności prywatnej i jej stosunek do własności prawdziwie ludzkiej.

Pracę wyalienowaną rozłożyliśmy na dwie części składowe, które się wzajemnie warunkują czy też

są tylko różnymi wyrazami jednego i tego samego stosunku: przyswojenie występuje jako wyobcowanie,

jako alienacjaalienacja jako przyswojenie; wyobcowanie – jako prawdziwe zyskanie praw obywatelstwa.

Rozpatrzyliśmy   jedną   stronę,   pracę  wyalienowaną  w   jej   stosunku   do   samego  robotnika,   tzn.

stosunek pracy wyalienowanej do siebie samej.  Jako produkt, jako nieuchronny rezultat tego stosunku

otrzymaliśmy stosunek własności nierobotnika do robotnika i pracy. Własność prywatna jako materialny,

sumaryczny wyraz pracy wyalienowanej obejmuje oba stosunki: stosunek robotnika do pracy, do produktu

jego pracy i do nierobotnika oraz stosunek nierobotnika do robotnika i do produktu jego pracy.

Skoro już przekonaliśmy się, że w odniesieniu do robotnika, który poprzez pracę przyswaja sobie

przyrodę, przyswojenie występuje jako wyobcowanie, działalność własna jako działalność dla kogoś innego

i jako działalność kogoś innego, życie jako ofiara z życia, produkcja przedmiotu jako utrata przedmiotu na

rzecz   obcej   siły,  obcego  człowieka,   to   rozpatrzmy   teraz   stosunek   tego  obcego  pracy   i   robotnikowi

człowieka do robotnika, do pracy i do jej przedmiotu.

Po pierwsze, trzeba zauważyć, że wszystko, co u robotnika występuje jako  czynność alienacji,

wyobcowania, u nierobotnika występuje jako stan alienacji, wyobcowania.

Po drugie, że  rzeczywisty, praktyczny stosunek  robotnika w produkcji i do produktu (jako stan

ducha) występuje u przeciwstawiającego się mu nierobotnika jako stosunek teoretyczny.

Po trzecie. Nierobotnik czyni w stosunku do robotnika wszystko, co robotnik czyni w stosunku do

siebie samego, ale nie czyni w stosunku do siebie samego tego, co czyni w stosunku do robotnika.

Rozpatrzmy dokładniej te trzy stosunki

20

.

[Przeciwieństwo między kapitałem a pracą. Własność ziemska a kapitał]

[...] stanowi procenty od jego kapitału

21

. A więc w robotniku istnieje subiektywnie to, że kapitał jest

człowiekiem, który całkowicie postradał samego siebie, w kapitale zaś istnieje obiektywnie to, że praca jest

człowiekiem, który postradał siebie. Ale robotnik ma nieszczęście być kapitałem żywym i dlatego będącym

w potrzebie  – w każdej chwili, gdy nie pracuje, traci swoje procenty, a tym samym i swoją egzystencję.

Jako kapitał wartość robotnika wzrasta w zależności od popytu i podaży, a nawet fizycznie jego byt, jego

życie  pojmowano i pojmuje się jako podaż  towaru  takiego samego jak każdy inny. Robotnik wytwarza

kapitał, kapitał wytwarza robotnika, robotnik wytwarza więc samego siebie, a produktem tego całego ruchu

jest człowiek jako robotnik, jako towar. Dla człowieka, który jest wyłącznie  robotnikiem, dla człowieka

jako  robotnika   jego   ludzkie   właściwości   istnieją   tylko   o   tyle,   o   ile   istnieją   dla  obcego  mu  kapitału.

Ponieważ   zaś   kapitał   i   robotnik   są   sobie   obcy   i   dlatego   pozostają   w   obojętnym   zewnętrznym   i

przypadkowym stosunku wzajemnym, obcość ta musi występować także i realnie. Dlatego też kiedy tylko

kapitałowi przyjdzie do głowy – z konieczności czy z własnego widzimisię – żeby przestać istnieć dla

robotnika, sam robotnik przestaje istnieć dla siebie, nie ma pracy, a więc nie ma płacy, a że istnieje nie jako

20

 Na tym kończy się rękopis pierwszy. – Red.

21

 Tak zaczyna się czterdziesta strona drugiego rękopisu. Początkowych stron brak. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 31 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

człowiek, lecz jako robotnik, może dać się pogrzebać, zginąć z głodu itd. Robotnik tylko wówczas istnieje

jako robotnik, gdy jest  dla siebie  kapitałem, a jest kapitałem tylko wówczas, gdy jest  dla niego kapitał.

Istnienie kapitału jest jego istnieniem, jego życiem, i określa treść jego życia w sposób dla siebie obojętny.

Dlatego też ekonomia polityczna nie zna robotnika nie zatrudnionego, człowieka pracy znajdującego się

poza obrębem stosunku pracy. Łajdak, szalbierz, żebrak, bezrobotny, ginący z głodu, cierpiący nędzę i

popełniający przestępstwa człowiek pracy – to  postaci, które istnieją nie  dla  niej; pozostawia je innym:

lekarzom,   sędziom,   grabarzom,  specjalnym  urzędnikom  policji  itd.;   są   to   widma   spoza  jej  królestwa.

Dlatego potrzeby robotnika są dla niej tylko potrzebą  utrzymywania go  podczas pracy, i to tylko o tyle,

żeby ród robotników nie wymarł. Płaca ma zatem zupełnie taki sam sens, jak konserwacja, utrzymywanie

w dobrym stanie jakiegokolwiek narzędzia produkcyjnego, jak w ogóle konsumpcja kapitału, potrzebna mu

po to, by mógł się reprodukować z procentami, jak oliwienie kół w celu utrzymania ich w ruchu. Oto

dlaczego płaca robocza należy do koniecznych kosztów ponoszonych przez kapitał i kapitalistę, i nie może

wykraczać poza ramy tej konieczności. Angielscy fabrykanci postępowali więc zupełnie konsekwentnie,

kiedy do czasu Amendment Bill z 1834 r. odtrącali z płacy roboczej jałmużnę publiczną, którą robotnik

otrzymywał z podatku na ubogich, traktując ją jako integralną część płacy roboczej.

Produkcja   nie   tylko   wytwarza   człowieka   w   postaci  towaru,  człowieka-towar,   człowieka   z

przeznaczeniem towaru; wytwarza go, zgodnie z tym przeznaczeniem, jako istotę odczłowieczoną zarówno

duchowo, jak i fizycznie. – Zepsucie, zwyrodnienie, tępota robotników i kapitalistów. – Jej produktem jest

towar świadomy sam siebie i zdolny do samodzielnej działalności... człowiek-towar... Wielkiego postępu

dokonali Ricardo, Mill itd. w stosunku do Smitha i Saya, uznając  istnienie  człowieka – mniejszą czy

większą zdolność towaru do produkowania ludzi – za coś obojętnego, a nawet szkodliwego. Prawdziwy cel

produkcji polega nie na tym, ilu kapitał utrzymuje robotników, lecz na tym, ile przynosi procentów, jaką

sumę   rocznych  oszczędności.   Poważnym   i   konsekwentnym   krokiem   naprzód   najnowszej   angielskiej

ekonomii politycznej było również to, że podnosząc  pracę  do rangi jedynej  zasady ekonomii politycznej

stwierdziła zarazem z całkowitą jasnością odwrotną proporcjonalność między płacą roboczą a procentami

od kapitału, to, że kapitalista z reguły może powiększać swoje zyski tylko przez obniżanie płacy roboczej i

odwrotnie.   Nie   zdzieranie   z   konsumenta,   lecz   wzajemne   zdzierstwo   kapitalisty   i   robotnika   ma   być

stosunkiem normalnym.

Stosunek  własności  prywatnej  zawiera   w  sobie  w   sposób  utajony  zarówno  stosunek  własności

prywatnej jako pracy, jak i jej stosunek jako kapitału oraz wzajemny stosunek jednego i drugiego. Z jednej

strony produkcja działalności ludzkiej jako  pracy, a więc jako działalności zupełnie obcej samej sobie,

zupełnie obcej człowiekowi i naturze, a zatem działalności zupełnie obcej świadomości i przejawom życia,

abstrakcyjny byt człowieka jako wyłącznie człowieka pracy, który wskutek tego w każdej chwili ze swej

wypełnionej nicości może stoczyć się w nicość absolutną, w swój społeczny i dlatego w swój rzeczywisty

niebyt; z drugiej strony produkcja przedmiotu działalności ludzkiej jako  kapitału, gdzie  niknie  wszelka

naturalna i społeczna określoność przedmiotu, gdzie własność prywatna pozbawiona zostaje swych jakości

naturalnych   i   społecznych   (a   więc   wszelkich   złudzeń   politycznych   i   socjalnych   i   nie   splata   się   z

jakimikolwiek stosunkami choćby  pozornie  ludzkimi) – gdzie  ten sam  kapitał pozostaje  tym samym  w

najróżnorodniejszych   naturalnych   i   społecznych   formach   bytu,   całkowicie   obojętny   wobec   swej

rzeczywistej  treści;   przeciwieństwo   to,   posunięte   do   ostateczności,   staje   się   nieuchronnie   szczytem,

punktem kulminacyjnym i zagładą całego tego stosunku.

Jest zatem znowu wielką zasługą najnowszej angielskiej ekonomii politycznej, że określiła rentę

gruntową   jako   różnicę   między   procentami   z   najgorszej   uprawianej   ziemi   i   najlepszej,   rozwiewając

romantyczne rojenia właściciela ziemskiego co do jego rzekomej społecznej ważności i identyczności jego

interesu z interesem społeczeństwa, co jeszcze głosi, śladem fizjokratów, Adam Smith; że antycypowała i

przygotowała  rzeczywisty  proces,  który przekształci właściciela  ziemskiego  w zwykłego,  prozaicznego

kapitalistę, a przez to uprości i  zaostrzy to przeciwieństwo i  przyśpieszy dzięki temu jego likwidację.

Ziemia jako ziemiarenta gruntowa jako renta gruntowa utraciły przez to swoją różnicę stanową i stały się

nic nie mówiącym lub raczej przemawiającym tylko językiem pieniądza kapitałem i procentem.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 32 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Różnica między kapitałem a ziemią, między zyskiem a rentą gruntową oraz między jednym i drugim

a płacą, między przemysłem a rolnictwem, między nieruchomą a ruchomą własnością prywatną jest jeszcze

różnicą historyczną, nie zaś różnicą założoną w istocie rzeczy, jest utrwalonym momentem kształtowania

się   i   powstawania   przeciwieństwa   między   kapitałem   a   pracą.   W   przeciwstawianiu   przemysłu   itd.

nieruchomej własności ziemskiej znalazł tylko wyraz sposób jego powstawania i to, że przemysł rozwijał

się   jako   coś   przeciwstawnego   rolnictwu.   Jako  szczególny  rodzaj   pracy,   jako  różnica  istotna,   ważna,

obejmująca   wszystkie   dziedziny   życia  istnieje   ona   tylko   dopóty,   dopóki   przemysł   (życie   miejskie)

kształtuje się jako coś przeciwstawnego  posiadłości ziemskiej (życiu feudalno-szlacheckiemu) i sam nosi

jeszcze feudalny charakter swego przeciwieństwa – w postaci monopolu, cechu, gildii, korporacji itd., w

obrębie których praca ma jeszcze znaczenie  pozornie społeczne, znaczenie  rzeczywistej  wspólnoty, nie

nabrała jeszcze obojętnego  stosunku względem swej treści i nie stała się całkowicie bytem dla siebie, tj.

wyabstrahowanym z wszelkiego innego bytu, a zatem nie stała się jeszcze wolnym kapitałem.

Lecz  nieuchronnym  stadium  rozwoju  pracy jest wolny,  a  więc sam dla siebie ukonstytuowany

przemysł i wolny kapitał. Panowanie przemysłu nad przeciwstawnym mu rolnictwem uwidacznia się rychło

w powstaniu rolnictwa jako rzeczywistego przemysłu, gdy dawniej główną pracę pozostawiało ono ziemi i

niewolnikowi tej ziemi, za pomocą którego ta się sama uprawiała. Wraz z przekształceniem się niewolnika

w  wolnego  robotnika,   tzn.   w  najemnika,   właściciel   ziemski   ze   swej   strony   przekształcił   się   w

przemysłowca,   kapitalistę;   przekształcenie   to   dokonuje   się   początkowo   poprzez   ogniwo   pośrednie   –

dzierżawcę. Ale dzierżawca jest przedstawicielem właściciela ziemskiego, jego wyjawioną tajemnicą; tylko

dzierżawcy zawdzięcza właściciel ziemski swój byt ekonomiczny, swój byt właściciela prywatnego – bo

renta gruntowa z jego ziemi istnieje tylko wskutek konkurencji dzierżawców. A więc w osobie dzierżawcy

właściciel ziemski stał się już w gruncie rzeczy  pospolitym  kapitalistą. I to musi się dokonać także w

rzeczywistości; kapitalista zajmujący się rolnictwem, tj. dzierżawca, musi stać się właścicielem ziemskim

lub   odwrotnie.  Przemysłowe   machinacje  dzierżawcy   są   przemysłowymi   machinacjami  właściciela

ziemskiego, gdyż byt pierwszego warunkuje byt drugiego.

Pamiętają oni sobie jednak swą przeciwstawną genezę, swe pochodzenie: właściciel ziemski widzi

w kapitaliście butnego, wyzwolonego, wzbogaconego wczorajszego swego niewolnika i czuje się sam jako

kapitalista  zagrożony przez niego, kapitalista natomiast widzi we właścicielu ziemskim próżniaczego i

egoistycznego, okrutnego wczorajszego pana, wie, że ten mu jako kapitaliście szkodzi, choć przemysłowi

zawdzięcza   całe   swoje   obecne   znaczenie   społeczne,   swe   mienie   i   swe   przyjemności;   widzi   w   nim

przeciwieństwo wolnego przemysłu i wolnego kapitału, niezależnego od wszelkiej naturalnej określoności;

to ich przeciwieństwo jest w najwyższym stopniu zaprawione goryczą i skłania do mówienia sobie prawdy

w oczy. Wystarczy tylko przeczytać napaści własności nieruchomej na ruchomą i odwrotnie, żeby mieć

jasne wyobrażenie o niegodziwości tak jednej, jak i drugiej. Właściciel ziemski obnosi się ze szlacheckim

pochodzeniem   swej   własności,   ze   swoimi   feudalnymi   reminiscencjami,   pamiątkami,   poetycznymi

wspomnieniami, ze swoją romantycznością, doniosłością polityczną itd., a gdy mówi językiem ekonomii

politycznej: tylko rolnictwo jest produkcyjne. Równocześnie mówi o swoim przeciwniku, że jest to łajdak

łasy na pieniądze,  chytry lis, sprzedajny kupczyk, faktor, oszust, chciwiec, warchoł, nieczuły egoista bez

serca i bez ducha, obcy społeczności i z lekkim sercem kupczący jej dobrem, lichwiarz, stręczyciel, sługus,

płaszczący się pochlebca, zdzierca, rodzic, karmiciel i piastun konkurencji, a przez to pauperyzmu, zbrodni i

rozkładu wszelkich więzów społecznych, nikczemnik bez zasad,  bez poetyczności, bez substancji, bez

niczego. (Patrz m.in.: fizjokrata Bergasse, którego już Camille Desmoulins chłoszcze w swym czasopiśmie

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 33 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

“Révolutions de France et de Brabant”

22

, patrz von Vincke, Lancizolle, Haller, Leo, Kosegarten

23

, a także

Sismondi).

Własność ruchoma ze swej strony powołuje się na cuda przemysłu i ruchu, na to, że jest dzieckiem

czasów   nowożytnych,   ich   prawowitym,   rodzonym   synem;   ubolewa   nad   tym,   że   jej   przeciwnik   jest

półgłówkiem nie rozumiejącym swej istoty (i to jest zupełnie słuszne), który chce zastąpić moralny kapitał i

wolną pracę brutalną, niemoralną przemocą i poddaństwem; przedstawia go jako Don Kichota, który pod

maską  prostoty,   poczciwości,   interesu   społecznego,   stałości  ukrywa   niemoc   czynu,   zachłanną   żądzę

rozkoszy,   samolubstwo,  prywatę,   niegodziwe   zamiary;   uznaje   go   za   przebiegłego  monopolistę;   jego

wspomnienia, jego poetyczność, jego romantyczność zagłusza historycznym i sarkastycznym wyliczaniem

podłości, okrucieństw, marnotrawstwa, prostytucji, nikczemności, anarchii, warcholstw, których wylęgarnią

były romantyczne zamki.

To   ona   przecie   miała   dać   ludowi   wolność   polityczną,   zerwać   okowy   ze   społeczeństwa

obywatelskiego, połączyć ze sobą światy, stworzyć dobroczynny handel, czystą moralność, dobrodziejstwa

oświaty; to ona miała zrodzić w ludzie w miejsce prostackich potrzeb potrzeby cywilizowane i dać środki

ich zaspokojenia, podczas gdy właściciel ziemski – ten zgnuśniały lichwiarz zbożowy i zawalidroga –

podraża ludowi artykuły pierwszej potrzeby, a przez to zmusza kapitalistę do podwyższania płacy roboczej

bez   możności   zwiększenia   siły   produkcyjnej;   w   ten   sposób   właściciel   ziemski   utrudnia   i   w   końcu

całkowicie uniemożliwia wzrost rocznych dochodów narodu, akumulację kapitałów, a więc i dostarczanie

ludowi pracy, a krajowi bogactwa, to on powoduje ogólny upadek i po lichwiarsku eksploatuje wszelkie

dobrodziejstwa nowoczesnej cywilizacji, nic zgoła dla niej nie czyniąc i nie odstępując nawet od swych

feudalnych przesądów. Wreszcie, niechże właściciel ziemski spojrzy tylko na swojego  dzierżawcę  – on,

który w rolnictwie i w samej ziemi widzi tylko otrzymane w darze źródło pieniędzy – i niech sam powie,

czy  nie  jest  on  prostaczą,   pełną  fantastycznych  pomysłów,  przebiegłą  szują,   która  w  głębi  serca  i  w

rzeczywistości już od dawna należy do  wolnego  przemysłu i  kochanego  handlu, choć tak bardzo się on

przed tym broni i choć tyle plecie o swojej historycznej przeszłości i o celach moralnych czy politycznych.

Wszystko,  co   przytacza   rzeczywiście   na   swoją  korzyść,   jest   słuszne   tylko  w   odniesieniu   do  rolnika

(kapitalisty i parobka), a przecież właściciel ziemski jest raczej ich wrogiem; świadczy on więc przeciwko

sobie   samemu.  Bez  kapitału   własność   ziemska   jest   martwą,   pozbawioną   wartości   materią.   Jego

cywilizowane zwycięstwo ma polegać właśnie na tym, że w miejsce martwej rzeczy odkrył i powołał do

życia pracę ludzką jako źródło bogactwa. (Patrz: Paul Louis Courier, St. Simon, Ganilh, Ricardo, Mill,

MacCulloch, Destutt de Tracy i Michel Chevalier).

Z  rzeczywistego  procesu rozwoju (tu wstawka) wynika nieuchronne zwycięstwo  kapitalisty, tzn.

rozwiniętej własności prywatnej nad nierozwiniętą, połowiczną, nad właścicielem ziemskim, jak w ogóle

ruch musi zwyciężyć bezruch, jawna, świadoma podłość – ukrytą i bezwiedną, żądza posiadania – żądzę

użycia,   jawny,  niepohamowany,   obrotny   egoizm  oświecenia  –   lokalny,   ostrożny,   prostaczy,   gnuśny   i

dziwaczny egoizm zabobonu, jak pieniądz musi zwyciężyć inne formy własności prywatnej.

Państwa,   które   mają   jakieś   wyobrażenie   o   niebezpieczeństwie   w   pełni   rozwiniętego   wolnego

przemysłu, w pełni rozwiniętej czystej moralności i w pełni rozwiniętego dobroczynnego handlu, próbują –

ale całkiem bezskutecznie – zahamować kapitalizację własności ziemskiej.

Własność ziemska, w odróżnieniu od kapitału, jest taką własnością prywatną, takim kapitałem,

który obciążony jest jeszcze lokalnymi  i politycznymi przesądami, który jest jeszcze w pewnym stopniu

wpleciony w otaczający go świat i nie stał się jeszcze kapitałem dla siebie, nie stał się jeszcze kapitałem w

pełni rozwiniętym. Musi on w trakcie swego światowego rozwoju osiągnąć abstrakcyjny, tzn. czysty wyraz.

22

 Tygodnik wydawany w Paryżu w latach 1789-91, stanowiący serię pamfletów jakobina Camille'a Desmoulins– Red.

23

 Napuszony staroheglowski teolog Funke ze łzami w oczach powtarza za panem Leo, jak to w czasie zniesienia poddaństwa

pewien niewolnik nie chciał przestać być własnością szlachecką. Porównaj także patriotyczne fantazje Justusa Mösera (Justus

Möser, “Patriotische Phantasien”, Berlin 1774-1778), które wyróżniają się tym, że ani na chwilę nie wykraczają poza poczciwy,

drobnomieszczański,   “domorosły”,  pospolity,   ograniczony   horyzont   filistra,   a   pomimo   to   są  czystymi  fantazjami.   Ta

sprzeczność sprawiła, że tak urzekają umysłowość niemiecką.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 34 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Stosunek własności prywatnej to praca, kapitał i ich stosunek wzajemny.

Ogniwa te muszą dokonać następującego ruchu:

Po pierwsze – bezpośrednia lub zapośredniczona jedność obu.

Kapitał   i  praca  początkowo   jeszcze  zespolone;   potem,   choć  oddzielone  i  wyobcowane,   jednak

dźwigają się wzajemnie i stymulują jako warunki pozytywne.

Przeciwstawność obu względem siebie. Wykluczają się wzajemnie; robotnik widzi w kapitaliście (i

odwrotnie) swój niebyt; każdy z nich usiłuje drugiego pozbawić bytu.

Przeciwstawność każdego z nich wobec samego siebie. Kapitał = nagromadzona praca = praca. Jako

taki   rozpada   się   na  siebie  i   swoje  procenty,   a   te   znowu   na  procenty  i  zysk.   Całkowite  ofiarowanie

kapitalisty. Stacza się do szeregów klasy robotniczej, jak robotnik – jednak tylko wyjątkowo – staje się

kapitalistą. Praca jako moment kapitału, jako jego  koszty. Zatem płaca robocza ofiarą ponoszoną przez

kapitał.

Praca rozpada się na siebie i płacę roboczą. Robotnik sam kapitałem, towarem.

Wroga wzajemna przeciwstawność

24

.

[Własność prywatna a praca. Poglądy merkantylistów,

fizjokratów, Adama Smitha, Ricarda i jego szkoły]

Do str. XXXVI. –  Subiektywna istota  własności prywatnej,  własność prywatna  jako działalność

sama dla siebie, jako podmiot, jako osoba, to – praca. Jest więc rzeczą zrozumiałą, że dopiero ekonomię

polityczną, która uznała pracę za swą zasadę (Adam Smith), a więc przestała pojmować własność prywatną

tylko jako stan poza człowiekiem – że dopiero tę ekonomię polityczną należy, z jednej strony, uważać za

wytwór rzeczywistej energii i ruchu własności prywatnej, za wytwór nowoczesnego przemysłu

25

, z drugiej

zaś   strony  –  ekonomia   ta   pobudziła,   uświetniła   energię   i   rozwój   tego  przemysłu,   i   uczyniła   siłą

świadomości.   Dlatego   też   dla   tej   oświeconej   ekonomii   politycznej,   która   odkryła  w   łonie   własności

prywatnej  subiektywną istotę  bogactwa,  fetyszystami, katolikami  są zwolennicy systemu monetarnego i

merkantylnego,   którzy   sądzą,  że   własność   prywatna   jest   dla   człowieka  jedynie  istotą  przedmiotową.

Słusznie więc Engels nazwał Adama Smitha Lutrem ekonomii politycznej

26

. Podobnie jak Luter uznał, że

religia, wiara, ma za swą istotę świat zewnętrzny, i dlatego powstał przeciw katolickiemu pogaństwu, zniósł

zewnętrzną  religijność,   przekształcając   religijność   w  wewnętrzną  istotę   człowieka,   odrzucił   klechę

znajdującego się na zewnątrz człowieka świeckiego, bo umieścił go w sercu człowieka świeckiego –  tak

znosi się bogactwo znajdujące się poza człowiekiem i niezależne odeń, a więc bogactwo, które można

zachować i utrzymać jedynie w sposób zewnętrzny; innymi słowy, znosi się tę jego zewnętrzną, bezmyślną

przedmiotowość,  uznając,  że  własność  prywatna   ucieleśnia   się   w   samym  człowieku,   a   człowiek   sam

stanowi jej istotę; ale dlatego też człowiek ujmowany jest w kategoriach własności prywatnej, podobnie jak

u Lutra w kategoriach religii. Pod pozorem uznania człowieka ekonomia polityczna, której zasadą jest

praca, przeprowadza więc właściwie tylko konsekwentną negację człowieka, gdyż nie jest on już w stanie

zewnętrznego napięcia z zewnętrzną istotą własności prywatnej, lecz sam stał się tą pełną napięcia istotą

własności prywatnej. Co dawniej było czymś zewnętrznym, rzeczywistą alienacją człowieka, stało się tylko

aktem   alienacji,   wyobcowania.   Gdy   więc   owa   ekonomia   polityczna   zaczyna   od   pozornego   uznania

człowieka, jego samodzielności, jego działalności własnej itd., to przenosząc własność prywatną do istoty

samego   człowieka   nie   może   już   być   uzależniona   od   lokalnych,   narodowych   itp.   określeń  własności

prywatnej  jako  czegoś   istniejącego   poza   nią,  a   więc   rozwija   energię  kosmopolityczną,  powszechną,

obalającą wszelkie bariery, zrywającą wszelkie więzy, aby zająć ich miejsce jako jedyna polityka, jedyna

24

 Na tym kończy się rękopis drugi. – Red.

25

 Ekonomia ta jest samoistnym ruchem własności prywatnej, który w świadomości stał się ruchem dla siebie, nowoczesnym

przemysłem jako samoistnym podmiotem.

26

 Patrz: Fryderyk Engels, “Zarys krytyki ekonomii poltycznej”. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 35 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

forma wspólnoty, jedyna bariera i jedyna więź – dlatego też w procesie dalszego rozwoju musi odrzucić tę

hipokryzję,  wystąpić w całym swym cynizmie.  Tak też i czyni, kiedy nie dbając o wszelkie zewnętrzne

sprzeczności, w których wikła się ta teoria, rozwija o wiele jednostronniej, a stąd ostrzej i konsekwentniej

pojęcie pracy jako jedynej istoty bogactwa, ujawnia konsekwencje tej teorii – w przeciwieństwie do owego

pierwotnego   ujęcia  –  jako  wrogie   człowiekowi,  a   wreszcie   zadaje   śmiertelny   cios   ostatniemu

indywidualnemu,   naturalnemu,  istniejącemu  niezależnie  od  ruchu  pracy   bytowi  własności   prywatnej   i

źródłu bogactwa,  rencie gruntowej,  temu całkowicie już zekonomizowanemu i dlatego niezdolnemu do

przeciwstawiania   się   ekonomii   wyrazowi   własności   feudalnej.   (Szkoła  Ricarda).  Cynizm  ekonomii

politycznej rośnie nie tylko w sensie względnym od Smitha poprzez Saya do Ricarda, Milla itd., w miarę

tego,  jak  konsekwencje  przemysłu  przed  oczyma  tych  ostatnich  stają  w   formie  bardziej  rozwiniętej  i

bardziej sprzecznej, lecz i w sensie pozytywnym posuwają się oni ustawicznie, i to świadomie, dalej niż ich

poprzednicy w obcości względem człowieka, ale jedynie dlatego, że ich nauka rozwija się konsekwentniej i

prawdziwiej. Kiedy czynią podmiotem własność prywatną w jej aktywnej postaci, a więc uznają za istotę

zarówno człowieka, jak i coś nieludzkiego, to sprzeczność rzeczywistości całkowicie odpowiada sprzecznej

istocie, którą przyjęli jako zasadę. Rozdarta rzeczywistość przemysłu bynajmniej nie obala tej ich rozdartej

wewnętrznie zasady, lecz ją właśnie potwierdza. Ich zasada to przecież zasada tego rozdarcia.

Fizjokratyczna teoria dra Quesnaya stanowi przejście od systemu merkantylnego do Adama Smitha. 

Fizjokratyzm jest bezpośrednio ekonomicznym rozkładem własności feudalnej, ale właśnie dlatego równie

bezpośrednim ekonomicznym przekształceniem,  przywróceniem tej własności, tyle że jego język nie jest

już   językiem   feudalnym,   lecz   ekonomicznym.   Wszelkie   bogactwo   sprowadzone   zostaje   do  ziemi  i

rolnictwa (kultury rolnej). Ziemia nie jest jeszcze kapitałem, jest jeszcze szczególną formą jego istnienia,

formą, której walor ma być zawarty w jej naturalnej szczególności i z niej wynikać; ale ziemia jest przecie

powszechnym naturalnym żywiołem, gdy natomiast według systemu merkantylnego jedyną formą istnienia

bogactwa jest  kruszec szlachetny.  Przedmiot  bogactwa, jego materia, staje się więc przez to najbardziej

uniwersalny w obrębie  granic przyrody  (będąc jeszcze jako element  przyrody  bogactwem bezpośrednio

przedmiotowym). A ziemia służy człowiekowi tylko dzięki pracy, dzięki uprawie. Tak więc subiektywna

istota bogactwa zostaje już związana z pracą. Ale zarazem uprawa ziemi jest jedyną pracą produkcyjną. Nie

jest   to   więc   jeszcze   ogólne   i   abstrakcyjne   ujęcie   pracy,   jest   ona   jeszcze   związana  ze   szczególnym

elementem przyrody jako swą materią, dlatego też uznaje się tylko szczególną, określoną przez przyrodę

formę jej istnienia. Stanowi ona wobec tego dopiero określoną, szczególną alienację człowieka, podobnie

jak jej produkt ujmuje się tylko jako określone bogactwo, pochodzące raczej z przyrody niż z niej samej.

Ziemię uznaje się tu jeszcze za niezależny od ludzi byt przyrody, jeszcze nie za kapitał, tzn. za moment

samej   pracy.   To   raczej   praca   występuje   jako  jej  moment.   Ponieważ   jednak   fetyszyzm   dawnego

zewnętrznego   bogactwa,   istniejącego   tylko   jako   przedmiot,   zostaje   zredukowany  do   bardzo   prostego

elementu przyrody, a za istotę bogactwa jest uznane – aczkolwiek dopiero częściowo, w specyficzny sposób

–   jego   istnienie  subiektywne,   to  nieunikniony   staje   się   dalszy   krok  naprzód:  poznanie  ogólnej   istoty

bogactwa, a więc uznanie  pracy  w jej skończonej absolutności, tj. abstrakcji, za  zasadę. Wykazuje się

fizjokratyzmowi, że rolnictwo pod względem ekonomicznym, a jest to jedyny wzgląd właściwy, nie różni

się od żadnej innej produkcji, i dlatego też istotę bogactwa stanowi nie jakaś praca określona, związana z

jakimś szczególnym elementem, nie jakiś szczególny przejaw pracy, lecz praca w ogóle.

Uznając pracę za istotę bogactwa, fizjokratyzm neguje bogactwo szczególne, zewnętrzne, wyłącznie

przedmiotowe. Ale dla fizjokratyzmu praca jest subiektywną istotą tylko własności ziemskiej (jego punktem

wyjścia jest ten rodzaj własności, który historycznie występuje jako panujący i uznany); czyni on tylko

własność   ziemską  wyalienowanym   człowiekiem.  Fizjokratyzm   znosi   feudalny   charakter   własności

ziemskiej,   uznając  produkcję  (rolnictwo)   za   jej  istotę;  ale   jego   stosunek   do   świata   przemysłu   jest

negatywny, uznaje on feudalizm, uważając rolnictwo za jedyną produkcję.

Jest rzeczą zrozumiałą, że skoro tylko ujmie się subiektywną istotę przemysłu konstytuującego się

jako przeciwieństwo własności ziemskiej, tzn. konstytuującego się jako przemysł, istota ta zawiera w sobie i

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 36 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

to swoje przeciwieństwo. Bo podobnie jak przemysł zawiera w sobie zniesioną własność ziemską, tak

subiektywna istota przemysłu zawiera w sobie zarazem subiektywną istotę własności ziemskiej.

Podobnie jak własność ziemska jest pierwszą postacią własności prywatnej, a przemysł historycznie

występuje wobec niej początkowo tylko jako szczególny rodzaj własności, albo raczej jest wyzwolonym

niewolnikiem   własności   ziemskiej   –   tak   tenże   sam   proces   powtarza  się   przy   naukowym  ujmowaniu

subiektywnej istoty własności prywatnej, pracy, i praca występuje początkowo tylko jako praca rolnicza,

potem jednak zostaje uznana jako praca w ogóle.

Wszelkie   bogactwo   staje   się   bogactwem  przemysłowym,  bogactwem  pracy,   przemysł  jest

skończoną   postacią   pracy,   a  system   fabryczny  rozwiniętą   postacią  przemysłu,  tzn.   pracy,  kapitał

przemysłowy zaś – skończoną obiektywną postacią własności prywatnej.

Widzimy, że dopiero teraz może się dokonać panowanie własności prywatnej nad człowiekiem i w

najogólniejszej formie stać się siłą dziejową.

[Własność prywatna a komunizm. Różne etapy rozwoju

poglądów komunistycznych. Komunizm prymitywny, zrównujący,

i komunizm jako socjalizm, pokrywający się z humanizmem] 

Do   str.   XXXIX.   –   Lecz   przeciwieństwo   między  brakiem   własności  a  własnością  jest

przeciwieństwem   jeszcze   obojętnym;   nie   ujmuje   się   go   w   jego  czynnym   stosunku,  w   jego  stosunku

wewnętrznym, nie ujmuje się go jeszcze jako sprzeczności, dopóki nie pojmie się go jako przeciwieństwa

między pracą a kapitałem. Przeciwieństwo to może wyrazić się w swej pierwszej postaci nawet tam, gdzie

ruch  własności  prywatnej nie  jest zaawansowany,  w starożytnym Rzymie,  w Turcji itd.  Wówczas  nie

występuje  ono   jeszcze   jako   przeciwieństwo   stworzone   przez   samą   własność   prywatną.   Ale   praca,

subiektywna istota własności prywatnej, jako coś, co wyłącza własność, i kapitał, praca obiektywna, jako

coś, co wyłącza pracę – oto własność prywatna jako rozwinięty stosunek tej sprzeczności, a zatem stosunek

w stanie czynnym, prący do rozwiązania.

Do   tej   samej   strony.  –   Zniesienie   samowyobcowania   przebywa   tę   samą   drogę,   co

samowyobcowanie. Najpierw rozpatruje się własność prywatną tylko od jej strony obiektywnej, ale jednak

uważa  się  pracę  za  jej  istotę.  Formą  jej  istnienia   jest  zatem  kapitał,  który  “jako   taki”  należy  znieść

(Proudhon). Albo też bierze się  szczególny sposób  pracy – pracę zniwelowaną, rozdrobnioną i dlatego

niewolną  –  za  źródło  szkodliwego   charakteru  własności  prywatnej  i  jej  wyobcowania  w  stosunku  do

człowieka. Tak jest u Fouriera,  który podobnie jak fizjokraci znów uważa pracę rolniczą  co najmniej za

pracę par excellence, podczas gdy St. Simon, przeciwnie, uznaje pracę przemysłową jako taką za istotną i

dlatego domaga się  wyłącznego  panowania industrialistów i poprawy położenia robotników.  Komunizm

wreszcie   jest  pozytywnym  wyrazem   zniesionej   własności   prywatnej;   początkowo   występuje   on   jako

powszechna własność prywatna. Ujmując stosunek własności prywatnej w jego powszechności, jest on

1.   w   swej   początkowej   postaci   tylko  upowszechnieniem  i  dokonaniem  stosunku   własności

prywatnej; w tym charakterze występuje w dwojakiej postaci: po pierwsze, panowanie własności rzeczowej

jest w porównaniu z nim taką potęgą, że chce on zniweczyć wszystko, co nie może stać się  własnością

prywatną  wszystkich; chce  siłą  abstrahować od talentów itd. Bezpośrednie fizyczne  posiadanie  jest dlań

jedynym celem życia i istnienia; kategorii robotnika nie znosi, lecz rozciąga na wszystkich ludzi; stosunek

własności   prywatnej   pozostaje   stosunkiem   wspólnoty  do   świata   rzeczy;   wreszcie,   ten   ruch   usiłujący

przeciwstawić własności prywatnej powszechną własność prywatną wyraża się w zwierzęcej postaci, gdy

małżeństwu (które jest zresztą pewną formą ekskluzywnej własności prywatnej) przeciwstawia wspólność

żon,  kiedy to kobieta staje się społeczną  i pospólną własnością.  Rzec można, że ta idea wspólności żon

zdradza   tajemnicę  tego   jeszcze   zupełnie   prymitywnego   i   bezmyślnego   komunizmu.   Jak   kobieta   z

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 37 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

małżeństwa do powszechnej prostytucji

27

, tak i cały świat bogactwa, tzn. przedmiotowej istoty człowieka,

przechodzi ze stosunku ekskluzywnego małżeństwa z właścicielem prywatnym w stosunek uniwersalnej

prostytucji ze społeczeństwem. Komunizm ten, negując wszędzie osobowość człowieka, jest właśnie tylko

konsekwentnym wyrazem własności prywatnej, będącej tą negacją. Powszechna i konstytuująca się we

władzę zazdrość jest tą zamaskowaną formą, którą przyjmuje żądza posiadania i w której, tylko w pewien

odmienny  sposób,   znajduje   satysfakcję.   Idea   każdej   własności   prywatnej   jako   takiej   obraca   się

przynajmniej  przeciw  większej  własności prywatnej jako zazdrość i dążenie do zrównania – co stanowi

nawet istotę konkurencji. Prymitywny komunista jest jedynie dokonaniem tej zazdrości i tego zrównania, a

punktem wyjścia jest tu  urojone  minimum. Ma on  określony, ograniczony  miernik. Że takie zniesienie

własności prywatnej nie jest bynajmniej rzeczywistym przyswojeniem, tego dowodzi właśnie abstrakcyjna

negacja całego świata kultury i cywilizacji, powrót do  nienaturalnej  prostoty  ubogiego  i nie mającego

potrzeb człowieka, który nie tylko nie przerósł własności prywatnej, lecz nawet do niej nie dorósł.

Wspólnota   jest   tu   tylko   wspólnotą  pracy  i   równością  płacy,  którą   wypłaca  wspólny   kapitał,

wspólnota  jako   powszechny   kapitalista.   Obie   strony   stosunku   podniesiono   do   rzędu  urojonej

powszechności: pracę jako coś, co określa każdego, kapitał jako uznaną powszechność i siłę wspólnoty.

W  stosunku   do  kobiety  jako  do   zdobyczy   i   niewolnicy  powszechnej  pożądliwości   wyraża   się

nieskończona  degradacja,   w   jakiej   człowiek   znajduje   się   wobec   siebie   samego,   gdyż  tajemnica   tego

stosunku znajduje swój niedwuznaczny, zdecydowany, otwarty, ujawniony wyraz w stosunku mężczyzny

do  kobiety  i   w   sposobie   pojmowania  bezpośredniego,   przyrodniczego  stosunku   gatunkowego.

Bezpośrednim, przyrodniczym, koniecznym stosunkiem człowieka do człowieka jest stosunek mężczyzny

do   kobiety.  W   tym  przyrodniczym  stosunku   gatunkowym   stosunek   człowieka   do   przyrody   jest

bezpośrednio jego stosunkiem do człowieka, a stosunek do człowieka jest bezpośrednio jego stosunkiem do

przyrody,   jego  własnym  przyrodniczym  określeniem.   W   tym  stosunku  przejawia   się  więc  w   sposób

zmysłowy, sprowadzony do naocznego faktu, w jakiej mierze ludzka istota stała się dla człowieka przyrodą

czy też w jakiej mierze przyroda stała się ludzką istotą człowieka. Wedle tego stosunku można więc ocenić

poziom całej kultury człowieka. Charakter tego stosunku świadczy o tym, w jakiej mierze człowiek stał się

dla siebie istotą gatunkową, Człowiekiem, oraz w jakiej mierze pojmuje siebie jako taką istotę; stosunek

mężczyzny do kobiety jest  najbardziej przyrodniczym  stosunkiem człowieka do człowieka. Pokazuje on

więc, w jakiej mierze przyrodnicze postępowanie człowieka stało się ludzkie, czyli w jakim stopniu ludzka

istota stała się dlań istotą przyrodniczą, w jakiej mierze jego natura ludzka stała się dlań przyrodą. Stosunek

ten pokazuje również, w jakiej mierze potrzeba człowieka stała się potrzebą ludzką, a więc w jakiej mierze

inny człowiek stał się dlań potrzebny jako człowiek, w jakiej mierze w swym najbardziej indywidualnym

bycie jest on zarazem istotą społeczną.

A  więc  pierwsze   pozytywne   zniesienie  własności   prywatnej,   komunizm  prymitywny  jest  tylko

formą przejawiania się nikczemności własności prywatnej, która chce się ukonstytuować jako pozytywna

wspólnota.

2. Komunizm a) jeszcze o charakterze politycznym, demokratyczny lub despotyczny; b) połączony

ze zniesieniem państwa, ale zarazem jeszcze nie w pełni rozwinięty i w dalszym ciągu pozostający pod

wpływem własności prywatnej, czyli alienacji człowieka. W obydwu postaciach komunizm traktuje już

siebie   jako   reintegrację,   czyli   powrót   człowieka   do   siebie,   jako   zniesienie   samoalienacji   człowieka,

ponieważ jednak nie uchwycił jeszcze pozytywnej istoty własności prywatnej oraz nie zrozumiał ludzkiej

natury potrzeby, przeto jest jeszcze omotany przez własność prywatną i nią zakażony. Uchwycił wprawdzie

jej pojęcie, nie uchwycił jednak jeszcze jej istoty.

3.  Komunizm  jako  pozytywne  zniesienie  własności prywatnej  – tej  samoalienacji człowieka  – i

dlatego też jako rzeczywiste przyswojenie ludzkiej istoty przez człowieka i dla człowieka; dlatego też jako

pełny powrót człowieka do samego siebie jako do człowieka  społecznego,  to znaczy ludzkiego, powrót

27

  Prostytucja   to   tylko   szczególny   wyraz   powszechnej   prostytucji   robotnika,   a   ponieważ   prostytucja   jest   stosunkiem

obejmującym nie tylko prostytuowanego,  lecz  i prostytuującego – którego nikczemność jest jeszcze większa – to do tej

kategorii należy także kapitalista itp.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 38 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

dokonany   świadomie   i   w   oparciu   o   całe   bogactwo  dotychczasowego   rozwoju.   Komunizm   ten,   jako

skończony naturalizm = humanizmowi, jako skończony humanizm = naturalizmowi; stanowi on prawdziwe

rozwiązanie konfliktu między człowiekiem a przyrodą oraz między człowiekiem a człowiekiem, prawdziwe

rozwiązanie   konfliktu   między   istnieniem   a   istotą,   między   uprzedmiotowieniem   a   samostanowieniem,

między  wolnością  a koniecznością, między  osobnikiem a  gatunkiem.  Stanowi on  rozwiązanie zagadki

historii i jest świadomy tego.

A zatem cały ruch historii, będąc rzeczywistym aktem płodzenia komunizmu – aktem narodzin jego

empirycznego bytu – jest zarazem dla jego myślącej świadomości pojętym i uświadomionym ruchem jego

stawania się;  tymczasem ów nie rozwinięty jeszcze w pełni komunizm szuka dla siebie  historycznego

dowodu w poszczególnych przeciwstawnych własności prywatnej formacjach historycznych, szuka dowodu

w tym, co istnieje, wyrywając pojedyncze momenty ruchu (na tym koniku jadą w szczególności Cabet,

Villegardelle itd.) i fiksując je jako dowody swej historycznej rasowości; ale w ten sposób wykazuje on

tylko, że nieporównanie większa część ruchu historii przeczy jego twierdzeniom i że jeżeli już kiedyś

istniał, to właśnie jego przeszły byt obala jego pretensje do tego, by stanowić istotę.

Że ruch własności prywatnej,  właśnie ekonomia, stanowi nie tylko empiryczną, ale i teoretyczną

bazę całego ruchu rewolucyjnego – tę konieczność nietrudno pojąć.

Ta materialna, bezpośrednio zmysłowa własność prywatna jest materialnym, zmysłowym wyrazem

wyalienowanego życia ludzkiego. Jej ruch – produkcja i konsumpcja – jest zmysłowym przejawem ruchu

wszelkiej dotychczasowej  produkcji,  tzn.  urzeczywistnieniem,  czyli  rzeczywistością  człowieka. Religia,

rodzina,   państwo,   prawo,   moralność,   nauka,   sztuka   itd.   są   to   tylko  szczególne  sposoby  produkcji

podporządkowane   jej   ogólnemu   prawu.   A   zatem   pozytywne   zniesienie  własności   prywatnej,  jako

przyswojenie życia ludzkiego, jest pozytywnym zniesieniem wszelkiej alienacji, czyli powrotem człowieka

od religii, rodziny, państwa itd. do swego  ludzkiego,  tj.  społecznego  bytu. Alienacja religijna jako taka

dokonuje  się  tylko  w   sferze  świadomości,  w   ludzkim  wnętrzu,   natomiast   alienacja   ekonomiczna   jest

alienacją  rzeczywistego  życia  – i dlatego też zniesienie tej ostatniej obejmuje obie strony. Jest rzeczą

zrozumiałą, że  początkowy  punkt wyjściowy tego ruchu u poszczególnych narodów zależy od tego, czy

prawdziwe, uznane życie narodu rozwija się bardziej w świadomości czy też w świecie zewnętrznym, czy

jest bardziej życiem idealnym czy też realnym. Komunizm zaczyna od razu (Owen) od ateizmu; ateizmowi

początkowo wiele jeszcze brakuje do tego, by być komunizmem, jako że ów ateizm jest bardziej jeszcze

abstrakcją.   Filantropia   ateizmu  jest   więc   zrazu   tylko  filantropią  filozoficzną,  abstrakcyjną,   natomiast

filantropia komunizmu jest od razu realna i nastawiona bezpośrednio na działanie.

Widzieliśmy, jak przy założeniu pozytywnego zniesienia własności prywatnej człowiek produkuje

człowieka – siebie samego i innego człowieka; jak przedmiot, który jest bezpośrednią czynną manifestacją

jego indywidualności, jest zarazem jego własnym bytem dla drugiego człowieka, bytem tego drugiego

człowieka  oraz  bytem  tego  drugiego  człowieka  dla  pierwszego.  Tak  samo  jednak   i   materiał  pracy,  i

człowiek jako podmiot są zarówno rezultatem, jak i punktem wyjściowym ruchu (i właśnie na tym, że

muszą   być   tym  punktem   wyjściowym,  polega   dziejowa  konieczność  własności   prywatnej).   A   więc

charakter  społeczny  jest  ogólnym  charakterem  całego   tego   ruchu;  jak  samo  społeczeństwo   produkuje

człowieka jako człowieka, tak i człowiek produkuje społeczeństwo. Działalność i używanie zarówno co do

swej treści, jak i co do sposobu istnienia są społeczne – jest to działalność społeczna i społeczne używanie.

Ludzka istota przyrody istnieje dopiero dla człowieka społecznego; bo dopiero tu przyroda jest dla niego

więzią   łączącą   człowieka   z   człowiekiem,  bytem   jego   dla   drugiego   człowieka   i   drugiego   dla   niego,

elementem życiowym rzeczywistości ludzkiej, podstawą jego własnego ludzkiego bytu. Dopiero wtedy jego

byt przyrodniczy staje się dla niego bytem ludzkim i przyroda staje się dla niego człowiekiem. Tak więc

społeczeństwo  jest skończoną jednością  istoty człowieka  i przyrody, prawdziwym  zmartwychwstaniem

przyrody, urzeczywistnieniem naturalizmu człowieka i humanizmu przyrody.

Działalność społeczna i społeczne używanie istnieją bynajmniej nie tylko  w postaci bezpośrednio

wspólnej  działalności  i  bezpośrednio  wspólnego  używania,  aczkolwiek  wspólna  działalność  i  wspólne

używanie,   tj.   taka  działalność   i   takie  używanie,  które   przejawiają  się   i   potwierdzają   bezpośrednio   w

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 39 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

rzeczywistym   obcowaniu  z   innymi   ludźmi,   będą   istnieć   wszędzie   tam,   gdzie   ów  bezpośredni  wyraz

społeczności ma oparcie w istotnej treści działalności i używania i odpowiada naturze tej treści.

Nawet wtedy, kiedy zajmuję się pracą naukową  itp. – pracą, którą mało kiedy mogę wykonywać

bezpośrednio wespół z innymi – działam społecznie, gdyż działam jako człowiek. Nie tylko materiał mojej

działalności – nawet sam język, którym posługuje się myśliciel – jest mi dany jako produkt społeczny, ale

mój własny byt jest działalnością społeczną; dlatego też to, co daję z siebie, daję z siebie za społeczeństwo,

będąc świadomy siebie jako istoty społecznej.

Moja  ogólna  świadomość jest tylko  teoretyczną  postacią  tego, czego  żywą  postacią jest  realna

wspólnota, społeczność, natomiast w naszych czasach  ogólna  świadomość abstrahuje od rzeczywistego

życia i dlatego wrogo mu się przeciwstawia. Dlatego też i działalność mojej ogólnej świadomości – jako

taka – jest moim bytem teoretycznym jako istoty społecznej.

W szczególności należy unikać z kolei przeciwstawiania “społeczeństwa” jako abstrakcji jednostce.

Jednostka  jest  istotą   społeczną.  Dlatego   przejawy   jej  życia   –   choćby   nie   miały  bezpośrednio   postaci

społecznej, postaci przejawów życia wespół z innymi – są przejawami i potwierdzeniem życia społecznego.

Życie indywidualne i gatunkowe człowieka nie są czymś różnym, choć sposób życia indywidualnego jest

siłą rzeczy bądź bardziej szczególnym, bądź bardziej ogólnym przejawem życia gatunkowego, czy też życie

gatunkowe jest bądź bardziej szczególnym, bądź ogólnym życiem indywidualnym.

Jako świadomość gatunkowa człowiek potwierdza swoje realne życie społeczne i tylko powtarza w

myśleniu swój rzeczywisty byt, i na odwrót, byt gatunkowy potwierdza się w świadomości gatunkowej i

istnieje dla siebie w swej ogólności jako istota myśląca.

Człowiek przeto, jakkolwiek jest jednostką szczególną i ta szczególność właśnie czyni go jednostką

i  prawdziwie  indywidualną  istotą  społeczną,  jest  zarazem  w  równej  mierze  całością,  idealną  całością,

subiektywnym bytem dla siebie myślanego i zmysłowo doznawanego społeczeństwa, podobnie jak i w

rzeczywistości istnieje on zarówno jako ogląd i rzeczywiste używanie bytu społecznego, jak również jako

całość ludzkiego przejawiania życia.

Dlatego myślenie i byt są wprawdzie czymś różnym, ale równocześnie stanowią jedność.

Śmierć  wydaje   się   srogim   zwycięstwem   gatunku   nad  określonym  osobnikiem   i   niejako

zaprzeczeniem ich jedności, ale określony osobnik jest tylko określoną istotą gatunkową i śmiertelny jest

jako taki.

<4. Jak  własność prywatna  jest tylko zmysłowym wyrazem tego, że człowiek staje się dla siebie

równocześnie   czymś  przedmiotowym  i   zarazem   przedmiotem   obcym   sobie   i   nieludzkim,   że   jego

przejawianie  życia  jest  jego  alienacją  życia,  jego  urzeczywistnianie –  jego  odrzeczywistnianiem,  obcą

rzeczywistością,   tak   też   pozytywne   zniesienie   własności   prywatnej,   tj.  zmysłowe  przyswojenie   dla

człowieka i przez człowieka istoty ludzkiej i życia ludzkiego, człowieka przedmiotowego, dzieł ludzkich,

należy   pojmować   nie   tylko   w   sensie  bezpośredniego,  jednostronnego  używania,   nie   tylko   w   sensie

władania,  w   sensie  posiadania.   Człowiek   przyswaja   sobie   swą   wszechstronną   istotę   w   sposób

wszechstronny,   a   więc   jako  człowiek   całościowy.   Wszelki  jego  ludzki  stosunek  do  świata,  widzenie,

słyszenie,   wąchanie,   smakowanie,   dotykanie,   myślenie,   kontemplowanie,   czucie,   chcenie,   działanie,

kochanie – słowem, wszystkie narządy jego osobowości, jak i narządy, które są bezpośrednio w swej formie

narządami   społecznymi,   stanowią   w   swym   stosunku  przedmiotowym,   czyli   w   swym  stosunku  do

przedmiotu,   przyswojenie   tego   przedmiotu,   przyswojenie   rzeczywistości  ludzkiej;  ich   stosunek   do

przedmiotu   to  przejawianie   się   rzeczywistości   ludzkiej

28

;   ludzka  aktywność  i   ludzka  pasywność

[menschliches Leiden], bo pasywność, ujęta z punktu widzenia człowieka, jest używaniem jego samego.

Własność prywatna zrobiła z nas ludzi tak głupich i jednostronnych, że przedmiot jest nasz dopiero

wówczas, gdy go mamy, a więc gdy istnieje dla nas jako kapitał, albo gdy go bezpośrednio posiadamy,

jemy, pijemy, nosimy na sobie, mieszkamy w nim itd. – słowem, gdy go spożywamy – aczkolwiek sama

własność prywatna uważa wszystkie te sposoby bezpośredniej realizacji posiadania tylko za  środki do

życia, życie zaś, dla którego są one środkami, to życie własności prywatnej, praca i kapitalizacja.

28

 Dlatego jest ona tak samo wieloraka, jak wielorakie są określenia istoty i działania ludzkie.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 40 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Miejsce wszystkich zmysłów fizycznych i duchowych zajęła więc prosta alienacja wszystkich tych

zmysłów – zmysł  posiadania.  Do takiego stanu bezwzględnej nędzy musiała być doprowadzona istota

ludzka, żeby mogła zrodzić z siebie swe wewnętrzne bogactwo. (O kategorii  posiadania  ob.:  Hess,  w

“Einundzwanzig Bogen”

29

).

Toteż zniesienie własności prywatnej jest całkowitą  emancypacją  wszystkich ludzkich zmysłów i

właściwości; ale  jest  tą  emancypacją właśnie dlatego,  że  owe  zmysły i właściwości stały  się  ludzkie,

zarówno   subiektywnie,   jak   i   obiektywnie.   Oko   stało   się   okiem  ludzkim,  a   jego  przedmiot  stał   się

przedmiotem społecznym, ludzkim,  pochodzącym od człowieka i dla człowieka przeznaczonym. Zmysły

stały się więc bezpośrednio w swej praktyce teoretykami. Ustosunkowują się do rzeczy ze względu na samą

rzecz,   ale   sama   rzecz   jest  przedmiotowym,   ludzkim  ustosunkowaniem   się   do   siebie   samej   oraz   do

człowieka

30

, i na odwrót. Toteż potrzeba czy też używanie utraciły swoją  egoistyczną  naturę, a przyroda

utraciła swą czystą użyteczność, gdyż pożytek stał się pożytkiem ludzkim.

Tak też zmysły i używanie innych ludzi zostały przeze mnie  zawłaszczone.  Dlatego oprócz tych

bezpośrednich narządów tworzą się narządy  społeczne,  w  postaci  społeczeństwa; tak np. działalność w

bezpośrednim   powiązaniu   z   innymi   itd.   stała   się   narządem   mego  przejawiania   życia  i   sposobem

zawłaszczania życia ludzkiego.

Jasne jest, że oko  ludzkie  doznaje inaczej niż prymitywne oko nieludzkie, ucho  ludzkie  słyszy

inaczej niż ucho prymitywne itd.

Stwierdziliśmy, że człowiek nie traci siebie w swym przedmiocie tylko wtedy, gdy ten staje się dla

niego przedmiotem ludzkim albo człowiekiem przedmiotowym. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy przedmiot

ten   staje   się   dla   niego   przedmiotem  społecznym,  on   sam   staje   się   dla   siebie   istotą   społeczną,   a

społeczeństwo staje się dla niego istotą w tym przedmiocie. Kiedy zatem, z jednej strony, dla człowieka w

społeczeństwie   rzeczywistość   przedmiotowa   staje   się   wszędzie   rzeczywistością   sił   istoty   ludzkiej,

rzeczywistością ludzką, a więc rzeczywistością sił jego własnej istoty, wówczas wszystkie przedmioty stają

się dla niego  uprzedmiotowieniem  jego samego, przedmiotami potwierdzającymi i urzeczywistniającymi

jego indywidualność, jego przedmiotami, tzn. przedmiot staje się nim samym.  To,  jak  się one dla niego

stają jego przedmiotami, zależy od natury przedmiotu i od natury odpowiadającej jej siły istoty, bo właśnie

określoność tego stosunku stanowi szczególny, rzeczywisty sposób potwierdzania. Dla oka, przedmiot jest

inny niż dla ucha i przedmiot oka jest inny niż przedmiot ucha. Swoistość każdej siły istoty stanowi właśnie

jej swoistą istotę, a zatem również swoisty sposób jej uprzedmiotowienia, jej przedmiotowo-rzeczywistego,

żywego bytu. Człowiek potwierdza się więc w świecie przedmiotowym nie tylko przez myślenie, lecz także

wszystkimi zmysłami.

Z drugiej strony, biorąc subiektywnie, dopiero muzyka rozbudza zmysł muzyczny człowieka; dla

niemuzykalnego ucha najpiękniejsza muzyka nie ma żadnego sensu, nie jest dla niego przedmiotem, gdyż

mój przedmiot może być tylko potwierdzeniem jednej z sił mojej istoty, czyli może istnieć dla mnie tylko

tak, jak istnieje dla siebie siła mojej istoty, jako zdolność subiektywna, gdyż sens przedmiotu dla mnie (ma

sens tylko dla odpowiadającego mu zmysłu) sięga właśnie tak daleko, jak daleko sięga mój zmysł. Dlatego

zmysły człowieka społecznego są innymi zmysłami niż zmysły człowieka niespołecznego; dopiero poprzez

rozwinięte przedmiotowo bogactwo istoty ludzkiej bądź rozwija się, bądź się dopiero tworzy bogactwo

subiektywnej zmysłowości  ludzkiej:  muzykalne ucho, oko wrażliwe na piękno formy, słowem,  zmysły

zdolne do ludzkich doznań, zmysły, które potwierdzają się jako siły istoty  ludzkiej.  Albowiem nie tylko

pięć zmysłów, lecz również tzw. zmysły duchowe, zmysły praktyczne (wola, miłość itd.), słowem – zmysł

ludzki,  człowieczeństwo   zmysłów,   powstaje   tylko   dzięki   istnieniu  swego  przedmiotu,   dzięki

uczłowieczonej  przyrodzie.  Wykształcenie  pięciu  zmysłów   jest   dziełem  całej   dotychczasowej   historii.

29

  Moses Hess,  “Sozialismus und Communismus” (“Socjalizm i komunizm”), “Die eine und die ganze Freiheit” (“Wolność

jednostki i ogółu”), “Philosophie der Tat” (“Filozofia czynu”) w zbiorze “Einundzwanzig Bogen aus der Schweiz”, Zurych i

Winterthur 1843. – Red.

30

  Praktycznie   mogę   ustosunkować  się   do   rzeczy   po   ludzku   tylko   wtedy,   kiedy   rzecz   ustosunkowuje   się   po   ludzku   do

człowieka.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 41 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Zmysł  podległy  prymitywnej   potrzebie   praktycznej   ma   tylko  ograniczone  znaczenie.>   Dla   człowieka

wygłodzonego nie istnieje ludzka postać pokarmu, lecz tylko abstrakcyjny byt pokarmu jako pokarmu; z

równym powodzeniem mógłby on mieć postać jak najbardziej prymitywną i nie sposób powiedzieć, czym

takie   zaspokojenie   głodu   różni   się   od  zwierzęcego  zaspokajania   głodu.   Człowiek   stroskany,   nękany

potrzebami nie jest wrażliwy na najpiękniejszą sztukę teatralną; handlujący minerałami widzi tylko ich

wartość handlową, nie zaś ich piękno i swoistą naturę; nie ma on zmysłu mineralogicznego. Tak więc

uprzedmiotowienie istoty ludzkiej, zarówno pod względem teoretycznym, jak i praktycznym, jest niezbędne

zarówno do tego, by uczłowieczyć zmysł ludzki, jak i do tego, by uczłowieczyć całe bogactwo ludzkiego i

przyrodniczego jestestwa.

<Podobnie jak stające się społeczeństwo znajduje wskutek ruchu własności prywatnej, jej bogactwa

i jej nędzy – bogactwa i nędzy materialnej i duchowej – cały materiał do tego  kształtowania się, tak

społeczeństwo już powstałe produkuje, jako swoją stałą rzeczywistość, człowieka w całym tym bogactwie

jego istoty, człowieka bogatego, o głęboko i wszechstronnie wykształconych zmysłach.>

Widzimy,   że   subiektywizm   i   obiektywizm,   spirytualizm   i   materializm,   działanie   i   pasywność

dopiero w stanie społecznym tracą swój przeciwstawny charakter, a więc i przestają istnieć jako takie

przeciwieństwa;   <widzimy,   że   nawet   przeciwieństwa  teoretyczne  można   rozwiązać  tylko  w   sposób

praktyczny, tylko dzięki praktycznej energii człowieka, i dlatego rozwiązanie ich nie jest bynajmniej tylko

zadaniem poznania, lecz rzeczywistym zadaniem życia, zadaniem, którego filozofia nie mogła rozwiązać

właśnie dlatego, że ujmowała je jako zadanie wyłącznie teoretyczne.>

<Widzimy, że historia  przemysłu  i powstały  przedmiotowy  byt przemysłu jest otwartą  księgą  sił

istoty ludzkiej, zmysłową postacią psychologii ludzkiej, którą dotychczas rozpatrywano nie w jej związku z

istotą człowieka, lecz stale tylko pod kątem zewnętrznego stosunku użyteczności, albowiem – poruszając

się w sferze alienacji – ludzie umieli ujmować jako rzeczywistość sił istoty ludzkiej i jako  ludzkie akty

gatunkowe tylko ogólny byt człowieka, religię czy historię w ich postaci abstrakcyjno-ogólnej, w postaci

polityki, sztuki, literatury itd. W zwykłym, materialnym przemyśle  (– który można traktować jako część

owego ogólnego ruchu, ale równie dobrze sam ten ruch można traktować jako szczególną część przemysłu,

gdyż   wszelka   działalność   ludzka   była   dotąd   pracą,   czyli   przemysłem,   działalnością   sobie   samej

wyobcowaną –) mamy przed sobą w postaci  zmysłowych, obcych, użytecznych przedmiotów,  w postaci

wyobcowanej, uprzedmiotowione siły istoty człowieka. Psychologia, dla której księga ta, to znaczy właśnie

zmysłowo najbardziej obecna, najdostępniejsza część historii, jest zamknięta, nie może stać się rzeczywistą,

bogatą w treść i realną nauką.> Cóż w ogóle myśleć o takiej nauce, która arystokratycznie abstrahuje od tej

wielkiej części pracy ludzkiej i nie odczuwa jako swej własnej ograniczoności, gdy tak wielkie bogactwo

ludzkiego działania nie mówi jej nic, prócz tego, co da się wyrazić jednym słowem: “potrzeba”, “pospolita

potrzeba”?

Nauki przyrodnicze rozwinęły niebywałą działalność i przyswoiły sobie materiał, który nieustannie

rośnie.   Ale   filozofia   pozostała  im   równie   obca,   jak   one   filozofii.   Chwilowe  połączenie   było   tylko

fantastyczną iluzją.  Nie brak było woli, ale nie dostało zdolności. Historiografia sama zwraca uwagę na

nauki   przyrodnicze   tylko   mimochodem,   jako   na   moment   oświecenia,   użyteczności,   poszczególnych

wielkich odkryć. Ale za to tym praktyczniej przyrodoznawstwo wtargnęło za pośrednictwem przemysłu do

życia ludzkiego, przekształciło je i przygotowało emancypację człowieka, aczkolwiek bezpośrednio musiało

dokonać   odczłowieczenia.  Przemysł  jest  rzeczywistym  historycznym  stosunkiem   przyrody,   a   zatem   i

przyrodoznawstwa, do człowieka; skoro zatem ujmie się przemysł jako egzoteryczne odsłonięcie sił istoty

ludzkiej, to zrozumiała stanie się również ludzka istota przyrody czy też przyrodnicza istota człowieka; w

rezultacie przyrodoznawstwo utraci swój abstrakcyjnie materialny, a raczej idealistyczny kierunek i stanie

się podstawą nauki ludzkiej, jak już dziś – choć w wyalienowanej postaci – stało się podstawą rzeczywiście

ludzkiego życia, przyjmować zaś  inną  podstawę dla życia, a inną dla  nauki  – to a priori zakładać coś

kłamliwego. <Przyroda kształtująca się w historii ludzkiej – w akcie narodzin społeczeństwa ludzkiego –

jest rzeczywistą przyrodą człowieka, dlatego przyroda kształtowana – aczkolwiek w wyalienowanej postaci

– przez przemysł jest prawdziwą przyrodą antropologiczną.>

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 42 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Zmysłowość (ob. Feuerbach) powinna być podstawą wszelkiej nauki. Nauka jest rzeczywistą nauką

tylko wtedy, gdy jej punktem wyjścia jest zmysłowość w dwojakiej postaci, zarówno w postaci zmysłowej

świadomości, jak i  zmysłowej  potrzeby, a więc wtedy, gdy punktem wyjścia nauki jest przyroda. Cała

historia to przygotowywanie tego, by “człowiek” stał się przedmiotem zmysłowej świadomości, a potrzeba

“człowieka jako człowieka” stała się prawdziwą potrzebą. Sama historia jest rzeczywistą  częścią historii

naturalnej,  stawania   się   przyrody   człowiekiem.   Przyrodoznawstwo   w   przyszłości   wchłonie   naukę   o

człowieku, podobnie jak nauka o człowieku wchłonie przyrodoznawstwo: będzie jedna nauka.

Człowiek jest bezpośrednim przedmiotem przyrodoznawstwa, bo bezpośrednią zmysłową przyrodą

jest   dla   człowieka   bezpośrednio   ludzka   zmysłowość   (wyrażenie   identyczne),   bezpośrednio   jako  inny

zmysłowo   istniejący   dlań   człowiek;   albowiem   jego   własna   zmysłowość   jest   dla   niego   samego

zmysłowością ludzką dopiero poprzez  innego  człowieka.  Przyroda  zaś  jest bezpośrednim przedmiotem

nauki o człowieku. Pierwszy przedmiot człowieka – człowiek – jest przyrodą, zmysłowością; i szczególne

zmysłowe siły istoty ludzkiej znajdujące swoje przedmiotowe urzeczywistnienie wyłącznie w przedmiotach

przyrody,  mogą   osiągnąć   swoje   samopoznanie   tylko   w   nauce   o   przyrodzie   w   ogóle.   Nawet   żywioł

myślenia,   żywioł,   w   którym   przejawia   się   życie   myśli,  język,  jest   natury   zmysłowej.  Społeczna

rzeczywistość przyrody i ludzkie przyrodoznawstwo albo nauka przyrodnicza o człowieku – to wyrażenia

identyczne.

<Widzimy, że miejsce ekonomicznego bogactwa i nędzy zajmuje bogaty człowiek i bogata potrzeba

ludzka.  Bogaty  człowiek   jest   zarazem   człowiekiem  potrzebującym  pełni   przejawów  ludzkiego   życia,

człowiekiem,   w   którym   jego   własne   urzeczywistnienie   istnieje   jako   wewnętrzna   konieczność,   jest

człowiekiem  w potrzebie.  Nie tylko  bogactwo,  w równej mierze także  ubóstwo  człowieka zyskuje – w

warunkach   socjalizmu   –   znaczenie  ludzkie,  a   zatem   społeczne.   Jest   pasywną   więzią,   która   każe

człowiekowi odczuwać jako potrzebę największe bogactwo, jakim jest inny człowiek. Panowanie we mnie

istoty przedmiotowej, zmysłowy wybuch działalności mojej istoty, jest namiętnością,  która w ten sposób

staje się tu działalnością mojej istoty

31

.>

5. Istota uważa się za samodzielną dopiero wtedy, gdy stoi na własnych nogach, a stoi na własnych

nogach dopiero wtedy, gdy swoje istnienie  zawdzięcza samej sobie. Człowiek, który żyje z łaski innego,

uważa się za istotę zależną. Żyję zaś całkowicie z łaski innego wtedy, gdy zawdzięczam mu nie tylko

utrzymanie swego życia, lecz i to, że ponadto stworzył moje życie, że jest źródłem mojego życia, a moje

życie ma z konieczności taką przyczynę zewnętrzną, jeśli nie jest moim własnym tworem. Dlatego  akt

stworzenia  jest  wyobrażeniem,  które bardzo  trudno  wyprzeć ze  świadomości  ludu.  Byt  sam  przez  się

przyrody i człowieka jest dlań niepojęty, ponieważ przeczy wszelkim oczywistościom życia praktycznego.

Wyobrażeniu  o   stworzeniu  Ziemi  zadała   potężny   cios  geognozja,  tj.   nauka,   która  przedstawia

kształtowanie się ziemi, powstawanie ziemi jako proces, jako samotworzenie się. Generatio aequivoca jest

jedynym praktycznym obaleniem teorii stworzenia.

Łatwo, rzecz jasna, powiedzieć poszczególnemu osobnikowi to, co mówił już Arystoteles: Zostałeś

zrodzony przez swego ojca i swą matkę, to znaczy, spółkowanie dwojga ludzi, a więc akt gatunkowy ludzi

stworzył   człowieka   w   twojej   osobie.   Widzisz   więc,   że   człowiek   również   pod   względem   fizycznym

zawdzięcza swoje istnienie człowiekowi. Masz więc mieć na uwadze nie tylko jedną stronę, nieskończony

proces, na mocy którego pytasz dalej: Kto zrodził mojego ojca, kto zrodził jego dziadka itd.? Musisz też

pamiętać o tym ruchu okrężnym,  który w owym procesie jest zmysłowo postrzegalny, o ruchu, na mocy

którego  człowiek rodząc  powtarza siebie samego, a  więc podmiotem pozostaje  stale  człowiek. Ale ty

odpowiesz: Uznaję ten ruch okrężny, uznaj więc i ty ten proces, który prowadzi mnie coraz dalej i dalej, aż

do pytania, kto zrodził pierwszego człowieka i w ogóle przyrodę. Mogę ci odpowiedzieć tylko tyle: Twoje

pytanie samo jest wytworem abstrakcji. Zapytaj sam siebie, jak doszedłeś do tego pytania; zapytaj, czy

swego pytania nie zadałeś z punktu widzenia, który nie pozwala mi udzielić odpowiedzi, gdyż jest on z

gruntu opaczny? Zapytaj sam siebie, czy dla rozumnego myślenia istnieje ów proces jako taki? Pytając o

stworzenie   przyrody   i   człowieka,   abstrahujesz   tym   samym  od   człowieka   i   przyrody.   Zakładasz  ich

31

 Por. str. 62. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 43 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

nieistnienie, a mimo to chcesz, bym ci dowiódł ich istnienia. Powiem ci więc: Porzuć swoją abstrakcję, a

porzucisz i swoje pytanie, jeśli zaś chcesz się jej trzymać, to bądź konsekwentny, i skoro myślisz człowieka

i przyrodę jako nie istniejące, to myśl też siebie jako nie istniejącego, bo przecież ty też jesteś przyrodą i

człowiekiem. Nie myśl, nie pytaj mnie, bo skoro tylko myślisz i pytasz, twoje abstrahowanie od istnienia

przyrody i człowieka traci sens. A może jesteś takim egoistą, że zakładasz nicość wszystkiego i chcesz

istnieć tylko sam?

Możesz mi odrzec: Nie chcę zakładać nicości przyrody itd., ja pytam ciebie o akt jej powstania, jak

anatoma pytam o powstanie kości itd.

Skoro jednak dla człowieka socjalistycznego cała tak zwana historia powszechna jest niczym innym,

jak tylko tworzeniem człowieka przez pracę ludzką, jak tylko stawaniem się przyrody dla człowieka, to ma

on oczywisty, nieodparty dowód swego narodzenia z siebie samego, dowód procesu swego powstawania.

Skoro istotność człowieka i przyrody stała się czymś praktycznym, zmysłowym, naocznym, skoro człowiek

stał się dla człowieka praktycznie, zmysłowo, naocznie bytem przyrody, a przyroda dla człowieka bytem

człowieka, pytanie o obcą istotę, o istotę istniejącą ponad przyrodą i człowiekiem – pytanie, które zawiera

w sobie stwierdzenie nieistotności przyrody i człowieka – stało się praktycznie niemożliwe. Ateizm, jako

zaprzeczenie tej nieistotności, nie ma już sensu, bo ateizm jest negacją boga i stanowieniem przez tę negację

bytu człowieka;  ale socjalizm jako socjalizm nie potrzebuje już takiego pośrednictwa; rozpoczyna on od

teoretycznie   i   praktycznie   zmysłowej   świadomości  człowieka   i   przyrody   jako  istoty.  Jest  pozytywną

samowiedzą człowieka, obywającą się już bez pośrednictwa zniesienia religii, tak jak rzeczywiste życie jest

pozytywną rzeczywistością człowieka, obywającą się już bez pośrednictwa zniesienia własności prywatnej,

czyli komunizmu. Komunizm jako zaprzeczenie zaprzeczenia jest pozytywnym stanowieniem i dlatego jest

rzeczywistym,  koniecznym   dla   najbliższego   etapu   rozwoju   historycznego,   momentem   emancypacji   i

odnalezienia się człowieka.  Komunizm  jest konieczną formą i czynną zasadą najbliższej przyszłości, ale

komunizm nie jest jako taki celem rozwoju ludzkiego – formą społeczeństwa ludzkiego.

[Znaczenie potrzeb człowieka w ustroju własności prywatnej

i w ustroju socjalistycznym. Różnica między bogactwem rozrzutnym

a bogactwem przemysłowym. Podział pracy]

7. Widzieliśmy, jakie znaczenie ma w warunkach socjalizmu  bogactwo  potrzeb ludzkich, a więc

zarówno nowy sposób produkcji, jak i nowy przedmiot produkcji: nowy przejaw siły istoty ludzkiej i nowe

wzbogacenie ludzkiej istoty. W granicach własności prywatnej ma to znaczenie odwrotne. Każdy człowiek

przemyśliwa nad tym, by wzbudzić w drugim nową potrzebę, by zmusić go do nowej ofiary, by wtrącić go

w nową zależność, podsunąć nowy sposób  używania,  a przez to doprowadzić do ruiny ekonomicznej.

Każdy usiłuje stworzyć jakąś siłę panującą nad drugim, obcą jego istocie, aby znaleźć w tym zaspokojenie

swej własnej egoistycznej potrzeby. Wraz z masą przedmiotów rośnie więc królestwo obcych istot, które

ujarzmiają człowieka, a każdy nowy produkt stanowi nową możliwość wzajemnego oszustwa i wzajemnego

rabunku.   Człowiek   staje   się   tym   uboższy   jako   człowiek,   potrzebuje   tym   więcej  pieniędzy,  by   móc

zawładnąć tą wrogą istotą, a siła jego pieniądza spada akurat odwrotnie proporcjonalnie do masy produkcji,

tzn.   potrzeby   człowieka   rosną   wraz   ze   wzrostem  władzy  pieniądza.   –   Potrzeba  pieniądza   jest   przeto

rzeczywistą potrzebą zrodzoną przez ekonomię i jedyną potrzebą, jaką ona rodzi. Ilość pieniądza staje się

coraz bardziej jego jedyną możną właściwością; podobnie jak redukuje on wszelką istotę do jej abstrakcji,

tak też siebie redukuje w swym własnym ruchu do istoty ilościowej. Brak miary i nieumiarkowanie staje się

jego faktyczną miarą.

Nawet subiektywnie wygląda to w pewnej mierze tak, że rozszerzenie kręgu produktów i potrzeb

staje   się  wynalazczym  i   bezustannie  kalkulującym  niewolnikiem   nieludzkich,   wyrafinowanych,

nienaturalnych i zmyślonych rozkoszy. Własność prywatna nie potrafi przekształcić potrzeby prymitywnej

w potrzebę ludzką; jej idealizm sprowadza się do fantazji, zachcianki, kaprysu i żaden eunuch nie schlebia

bardziej   haniebnie   swemu  despocie   i   nie   usiłuje   w   bardziej   podły   sposób   podniecać   jego   stępiałych

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 44 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

zmysłów,  aby   zaskarbić  sobie   jego  łaski,  niż  eunuch  przemysłowy,  producent,   starający  się  wyłudzić

srebrniki, wywabić złotego ptaka z kieszeni po chrześcijańsku umiłowanego bliźniego (każdy produkt jest

przynętą, za pomocą której chce się zwabić istotę drugiego, jego pieniądze; każda rzeczywista czy możliwa

potrzeba jest słabostką, która ściągnie muchę na lep – powszechny wyzysk społecznej istoty ludzkiej;

podobnie wszelka niedoskonałość człowieka jest więzią łączącą go z niebem: tu łatwy przystęp do jego

serca   ma   kapłan;  wszelka   potrzeba   stanowi   okazję,   by   pod   najniewinniejszym   pozorem   podejść   do

bliźniego i powiedzieć: drogi przyjacielu, daję ci, czego potrzebujesz; ale znasz conditio sine qua non;

wiesz, jakim atramentem masz mi podpisać cyrograf; sprawiając ci przyjemność daję ci wpaść w matnię i

zdzieram z ciebie skórę). Eunuch ten jest na usługi najbardziej przewrotnych pomysłów człowieka, gra rolę

stręczyciela między nim i jego potrzebą, budzi w nim chorobliwe pożądania, podpatruje każdą jego słabość,

by potem zażądać zapłaty za tę przyjacielską przysługę.

Ta alienacja wyraża się częściowo w tym, że istniejące, z jednej strony, wyrafinowanie potrzeb i

środków   ich   zaspokojenia   wytwarza,   z   drugiej   strony,   zwierzęce   zdziczenie,   skończony,   surowy,

abstrakcyjny prymitywizm potrzeb albo raczej odtwarza tylko samo siebie w swym odwrotnym znaczeniu.

Nawet potrzeba świeżego powietrza przestaje być potrzebą robotnika; człowiek wraca znów do jaskini, tyle

że teraz jest ona zatruta morowym powietrzem cywilizacji i mniej pewna jako siła obca; każdego dnia może

być jej pozbawiony; każdego dnia mogą go z niej wyrzucić, jeśli nie uiści zapłaty. Za tę trupiarnię musi

płacić. Jasne  mieszkanie, które Prometeusz u Ajschylosa nazywa jednym z największych darów, dzięki

którym   przekształcił   dzikusa   w   człowieka,   przestaje   istnieć   dla   robotnika.   Światło,   powietrze   itd.,

najprostsza, właściwa nawet zwierzętom, czystość przestaje być potrzebą człowieka. Brud, to zabagnienie,

gnicie człowieka, rynsztok (w dosłownym znaczeniu) cywilizacji stają się żywiołem jego życia. Przeciwne

naturze całkowite zaniedbanie, gnijąca przyroda staje się żywiołem jego życia. Żaden z jego zmysłów już

nie funkcjonuje nie tylko na sposób ludzki, lecz i nieludzki, a więc nawet na sposób zwierzęcy. Wracają

znów najprymitywniejsze sposoby (i narzędzia) pracy ludzkiej, np. deptak niewolników rzymskich stał się

sposobem produkcji, sposobem egzystencji wielu angielskich robotników. Człowiek wyzbywa się nie tylko

potrzeb   ludzkich,   ale   i  zwierzęcych.  Irlandczyk   zna   już   tylko   potrzebę  jedzenia,  i   to   tylko  jedzenia

ziemniaków,  i to tylko  ziemniaków świńskich,  ziemniaków najpodlejszego gatunku. A Anglia i Francja

mają już w każdym mieście przemysłowym małą Irlandię. Dzikus, zwierzę mają przecież jeszcze potrzebę

polowania, ruchu itd., potrzebę towarzystwa. – Uproszczenie maszyny, pracy wykorzystuje się do tego, by

istotę, która dopiero staje się człowiekiem, zupełnie nie ukształtowanego człowieka –  dziecko  – uczynić

robotnikiem,   podobnie   jak   robotnik   stał   się   zaniedbanym   dzieckiem.   Maszyna   przystosowuje   się   do

słabości człowieka, by słabego człowieka przekształcić w maszynę.

<W jaki sposób wzrost potrzeb i środków ich zaspokojenia rodzi brak potrzeb i środków, wykazuje

ekonomista (i kapitalista – w ogóle mamy zawsze na myśli empirycznych przedsiębiorców, gdy mówimy

coś pod adresem ekonomistów, którzy są ich naukowym sumieniem i bytem) w ten sposób, że 1. redukuje

potrzeby   robotnika  do   najniezbędniejszego,   najnędzniejszego   utrzymania   egzystencji   fizycznej,   a   jego

działalność do najbardziej abstrakcyjnego ruchu mechanicznego, czyli mówi, że człowiek nie ma żadnych

innych potrzeb ani jeśli chodzi o działalność, ani też o używanie; albowiem nawet takie życie ekonomista

nazywa   życiem  ludzkim  i  ludzkim  bytem;   że   2.  najmarniejsze  życie   (egzystencję)   bierze   w   swych

kalkulacjach za miernik, i to miernik powszechny: powszechny, bo mający walor dla masy ludzi; czyni z

robotnika   istotę   pozbawioną   zmysłów   i   potrzeb,   a   z   jego   działalności   czystą   abstrakcję   wszelkiej

działalności;   dlatego   wszelki  luksus  robotnika   jest   dlań   zdrożny,   a   wszystko,   co   przekracza   granice

najbardziej abstrakcyjnie pojętej potrzeby – czy to będzie bierne używanie, czy aktywna działalność –

wydaje mu się luksusem. Tak więc ekonomia polityczna, ta nauka o  bogactwie,  jest zarazem nauką o

wyrzeczeniu się, rezygnacji,  oszczędności,  i dochodzi ona faktycznie do tego, że oszczędza  człowiekowi

nawet  potrzeby  czystego  powietrza  czy  też  ruchu  fizycznego.   Ta  nauka  o   cudownym  przemyśle   jest

zarazem nauką o  ascetyzmie,  a jej prawdziwym ideałem jest ascetyczny,  ale  trudniący się lichwą  kutwa

oraz ascetyczny, ale produkujący niewolnik. Jej ideałem moralnym jest robotnik, który zanosi część swego

zarobku do kasy oszczędności, i dla tej ulubionej idei wynalazła nawet lokajską sztukę. Takie sentymenty

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 45 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

grają w teatrze. Ekonomia polityczna jest więc – mimo swego ziemskiego i zmysłowego wyglądu – nauką

prawdziwie moralną, najmoralniejszą z nauk. Jej podstawową zasadą jest samowyrzeczenie, wyrzeczenie

się życia i wszelkich ludzkich potrzeb. Im mniej jesz, pijesz, kupujesz książek, im rzadziej chodzisz do

teatru,   na   bal,   do   gospody,   im   mniej   myślisz,   kochasz,   teoretyzujesz,   śpiewasz,   malujesz,   układasz

wierszy

32

, tym więcej oszczędzasz, tym większy staje się twój skarb, którego ani mól nie zje, ani robak nie

stoczy – kapitał. Im mniej jesteś, im słabiej przejawiasz swoje życie, tym więcej masz, tym większe jest

twoje wyalienowane  życie, tym więcej gromadzisz swej wyalienowanej istoty. Wszystko, co ekonomista

zabiera ci z życia i człowieczeństwa, zwraca ci w  pieniądzach  i w  bogactwie, i wszystko, czego ty nie

możesz, może twój pieniądz: może jeść, pić, chodzić na bale i do teatru, może podróżować, potrafi [zdobyć]

sobie sztukę, uczoność, rzadkości historyczne, władzę polityczną – wszystko to  może  tobie przyswoić;

może to wszystko kupić; jest on prawdziwą możnością. Lecz mimo wszystko nie może tworzyć nic więcej

prócz siebie samego, nie może kupić nic więcej prócz siebie samego, albowiem wszystko inne jest przecie

jego sługą, a skoro władam panem, to władam i sługą i nie potrzebuję uganiać się za sługą. Tak więc

wszelkie namiętności i wszelka działalność musi utonąć w  żądzy posiadania.  Robotnikowi wolno mieć

tylko tyle, żeby chciał żyć, a wolno mu chcieć żyć tylko po to, żeby mieć.>

Co prawda, pojawia się na terenie ekonomii politycznej kontrowersja. Jedna strona (Lauderdale,

Malthus i in.) zaleca luksus i wyklina oszczędność; druga (Say, Ricardo i in.) zaleca oszczędność i wyklina

luksus. Ale pierwsza przyznaje, że chce luksusu, by produkować pracę (tzn. absolutną oszczędność); druga

zaś   przyznaje,   że   zaleca   oszczędność,   by   produkować  bogactwo,  tzn.   luksus.   Pierwsza   strona   ulega

romantycznym  fantazjom, pragnąc, by nie sama żądza zysku określała konsumpcję bogaczy, i przeczy

swym własnym prawom, gdy przedstawia rozrzutność jako bezpośredni środek wzbogacenia; dlatego druga

strona dowodzi bardzo poważnie i szczegółowo, że przez rozrzutność uszczuplam, a nie pomnażam swoje

mienie. Ta druga strona obłudnie uchyla się od przyznania, że właśnie kaprysy i zachcianki określają

produkcję; zapomina o “wyrafinowanych potrzebach”, zapomina, że bez konsumpcji nie byłoby produkcji;

zapomina,   że   na   skutek   konkurencji   produkcja   musi   się   stawać   tylko   wszechstronniejsza,   bardziej

luksusowa; zapomina, że według niej użytek określa wartość rzeczy, a moda określa użytek; chciałaby, żeby

produkowano tylko “to, co pożyteczne” [“Nützliches”], zapomina jednak, że produkcja zbyt wielu rzeczy

pożytecznych produkuje zbyt wiele zbytecznej [unnütze] ludności. Obie strony zapominają, że rozrzutność i

oszczędność, luksus i brak rzeczy niezbędnych, bogactwo i nędza równają się sobie.

<I musisz oszczędzać nie tylko na swoich bezpośrednich potrzebach zmysłowych, jak na jedzeniu

itd., musisz również oszczędzić sobie udziału w sprawach ogółu, współczucia, zaufania itd., wszystkiego

tego musisz sobie oszczędzić, jeśli chcesz być w zgodzie z ekonomią, jeśli nie chcesz zginąć wskutek

złudzeń.>

Wszystko,  co  masz,   musisz   mieć   na  sprzedaż,   tzn.   musisz   mieć   z   tego   pożytek.   Gdy   pytam

ekonomistę:  czy  jestem  posłuszny  prawom  ekonomicznym,   kiedy  zarabiam  pieniądze,   wystawiając   na

sprzedaż, wydając na łup cudzej rozpusty swoje ciało (robotnicy fabryczni we Francji nazywają prostytucję

swych żon i córek X-tą godziną pracy, i tak jest dosłownie), albo czy postępuję według zasad ekonomii

politycznej, kiedy sprzedaję swego przyjaciela Marokańczykom (a bezpośrednia sprzedaż ludzi w postaci

handlu   poborowymi   itd.   jest   praktykowana   we   wszystkich   krajach   cywilizowanych),   to   ekonomista

odpowiada: nie postępujesz wbrew moim prawom, ale posłuchaj, co powie na to ciotka Moralność i ciotka

Religia; moja ekonomiczna moralność i religia nie mają ci nic do zarzucenia, ale... – Ale komu jednak mam

bardziej wierzyć, ekonomii politycznej czy moralności? – Moralność ekonomii politycznej to zysk, praca i

oszczędność,  wstrzemięźliwość  –  ale  ekonomia  polityczna  obiecuje  mi  zaspokojenie  moich  potrzeb.  –

Ekonomia moralności to bogactwo czystego sumienia, cnoty itd.; ale jakże mogę być cnotliwy, jeśli w

ogóle nie jestem, jakże mogę mieć czyste sumienie, jeśli nie mam zgoła rozeznania. – W istocie alienacji

tkwi to, że każda sfera przykłada do mnie inną, wprost przeciwstawną miarę, inną – moralność, inną –

ekonomia polityczna, gdyż każda z nich jest określoną alienacją człowieka i każda utrwala odrębny zakres

wyalienowanej działalności mej istoty, każda odnosi się w sposób wyalienowany do drugiej alienacji. I tak

32

 W oryginale słowo trudne do odczytania. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 46 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

pan  Michel Chevalier  zarzuca Dawidowi Ricardo, że abstrahuje od moralności. Ale u Ricarda ekonomia

polityczna mówi swym własnym językiem. Jeśli nie jest on moralny, to nie Ricarda to wina. M. Chevalier

abstrahuje od ekonomii politycznej, gdy moralizuje, ale z konieczności abstrahuje faktycznie od moralności,

gdy uprawia ekonomię polityczną. Przecież odniesienie ekonomii politycznej do moralności – jeśli nie ma

być arbitralne, przypadkowe, a więc nieuzasadnione i nienaukowe, jeśli nie ma być przeprowadzone dla

pozoru, lecz ujmować istotę – może oznaczać tylko przynależność praw ekonomii politycznej do dziedziny

moralności; jeśli tak nie jest, lecz raczej jest wręcz przeciwnie, to cóż może na to poradzić Ricardo? Zresztą

samo przeciwieństwo między ekonomią polityczną i moralnością to tylko  pozór;  będąc przeciwieństwem

wcale nim nie jest. Ekonomia polityczna wyraża prawa moralne, tyle że na swój sposób.

<Wyzucie   z   potrzeb   jako   zasada   ekonomii   politycznej   przejawia   się  najdobitniej  w   jej  teorii

ludnościowej.  Jest  za   dużo  ludzi.   Nawet  istnienie   ludzi   jest   czystym   luksusem   i   jeśli   robotnik   jest

“moralny”  (Mill proponuje publiczne pochwały dla tych, którzy są wstrzemięźliwi w życiu płciowym, i

publiczne  potępienie  tych,  którzy  grzeszą  płodnością   małżeństwa...  Czyż  to   nie  moralność,  nie  nauka

ascezy?), będzie oszczędny w płodzeniu. Produkcja człowieka okazuje się złem społecznym.>

Sens   produkcji   obliczonej   na  bogatych   ujawnia   się  bez   osłonek  w   sensie,   jaki   ma  produkcja

obliczona na biedotę; w górze manifestuje się to zawsze w sposób subtelny, zamaskowany, dwuznaczny –

to pozór; na dole – w sposób brutalny, bez ogródek, szczerze – to istota. Prymitywna potrzeba robotnika jest

o wiele większym źródłem zysku niż  subtelna  potrzeba bogacza. Londyńskie sutereny przynoszą swym

właścicielom więcej niż pałace, tzn. stanowią ze względu na zysk, jaki przynoszą, większe bogactwo, czyli,

mówiąc językiem ekonomii politycznej, są większym bogactwem społecznym.

Przemysł spekuluje w równej mierze na subtelności potrzeb, jak i na ich  prymitywności,  i to na

prymitywności   wywołanej   sztucznie,   dla   której   prawdziwym   używaniem   jest  samoodurzenie,   złudne

zaspokojenie potrzeby, cywilizacja pośród prymitywnego barbarzyństwa potrzeb. Dlatego angielskie knajpy

są  jaskrawym symbolem  własności prywatnej. Ich  luksus  obrazuje prawdziwy stosunek przemysłowego

luksusu i bogactwa do człowieka. Toteż nie bez powodów są to jedyne rozrywki świąteczne ludu, do

których policja angielska odnosi się co najmniej pobłażliwie.

Widzieliśmy już, jak  to  ekonomista  ustanawia  różnymi  sposobami  jedność  pracy  i  kapitału.  1.

Kapitał jest to nagromadzona praca; 2. przeznaczenie kapitału w procesie produkcji – po części reprodukcja

kapitału z zyskiem, po części kapitał jako surowiec (przedmiot pracy), po części jako samo  pracujące

narzędzie (maszyna to kapitał bezpośrednio utożsamiony z pracą) – to praca produkcyjna; 3. robotnik jest

kapitałem;   4.   płaca   robocza   należy   do   kosztów   kapitału;  5.   w   odniesieniu   do   robotnika   praca   jest

reprodukcją jego kapitału życiowego; 6. w odniesieniu do kapitalisty momentem działania jego kapitału.

Wreszcie, 7. ekonomista zakłada pierwotną jedność obu tych czynników jako jedność kapitalisty i

robotnika, jest to ów rajski stan pierwotny. To, że te dwa czynniki występują przeciw sobie jako dwie

osoby,   jest   dla   ekonomisty   wydarzeniem  przypadkowym,  a   więc   takim,   które   się   tłumaczy   tylko

przyczynami zewnętrznymi. (Por. Mill).

Narody, które są jeszcze oślepione zmysłowym blaskiem metali szlachetnych i dlatego są jeszcze

fetyszystami metalowego pieniądza, nie są jeszcze w pełni narodami pieniężnymi. Przeciwieństwo między

Francją  i  Anglią.  –  Na  przykładzie  fetyszyzmu  widzimy,  w  jak  wielkiej  mierze  rozwiązanie  zagadek

teoretycznych jest zadaniem praktyki i dokonuje się za jej pośrednictwem, jak prawdziwa praktyka jest

warunkiem rzeczywistej i pozytywnej teorii. Świadomość zmysłowa fetyszysty jest inna niż Greka, dlatego

że inny jest też jego byt zmysłowy. Abstrakcyjna wrogość między zmysłami i duchem jest nieuchronna

dopóty, dopóki człowiek nie stworzy swoją własną pracą ludzkiego odczuwania natury, ludzkiego zmysłu

natury, a więc i naturalnych zmysłów człowieka.

Równość  to nic innego, jak niemieckie Ich = Ich [Ja = Ja], przetłumaczone na francuski, tzn. na

język polityki.  Równość  jako  zasada  komunizmu stanowi jego  uzasadnienie  polityczne;  z  tym samym

mamy   do   czynienia,   kiedy   Niemiec   uzasadnia   sobie   komunizm  ujmując   człowieka  jako  powszechną

samowiedzę. Jest rzeczą zrozumiałą, że zniesienie alienacji rozpoczyna się zawsze od tej postaci alienacji,

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 47 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

która jest siłą panującą: w Niemczech samowiedza, we Francji równość, bo polityka, w Anglii rzeczywista,

materialna potrzeba praktyczna, mająca za swój miernik tylko siebie samą. Z tego punktu widzenia należy

krytykować i uznawać Proudhona.

Jeśli nawet  komunizmu  (ponieważ jest zaprzeczeniem zaprzeczenia, takim przyswojeniem istoty

ludzkiej,   które  samo  siebie  [zapośrednicza]   poprzez  zaprzeczenie  własności  prywatnej)  nie  nazywamy

jeszcze  prawdziwym  pozytywnym stanowieniem, poczynającym się z samego siebie, tylko takim, które

zaczyna od własności prywatnej, [. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .]

33

. Ponieważ więc przy

tym 

34

  rzeczywista alienacja życia ludzkiego trwa i jest tym większa, im bardziej ludzie uświadamiają ją

sobie jako taką, to [znieść tę alienację] może tylko wprowadzony w czyn komunizm. Do zniesienia idei

własności   prywatnej   wystarcza   w   zupełności  idea  komunizmu.   Do   zniesienia   rzeczywistej   własności

prywatnej konieczne jest rzeczywiste działanie komunistyczne. Historia przyniesie je, i ruch ten, który w

teorii  znamy już jako ruch, który sam się znosi, w rzeczywistości przejdzie nader brutalny i długotrwały

proces.  Musimy   jednak   uznać   za   rzeczywisty  postęp   już   to,   że   z   góry   mamy   świadomość  zarówno

ograniczoności, jak i celu tego ruchu historycznego, że wyprzedziliśmy ten ruch w świadomości. Gdy

jednoczą się komunistyczni rzemieślnicy [kommunistische Handwerker], ich celem jest przede wszystkim

nauka, propaganda itp. Ale równocześnie wytwarza się u nich przez to nowa potrzeba, potrzeba wspólnoty,

i to, co ma być środkiem, staje się celem. Najświetniejsze osiągnięcia tego praktycznego ruchu można

ujrzeć obserwując zebrania francuskich socjalistycznych ouvriers [robotników]. Palenie, picie, jedzenie itd.

przestały już tam być środkiem jednoczenia, środkiem wytwarzającym więź. Wystarcza im wspólnota,

związek, rozmowa, której celem znów jest wspólnota; braterstwo ludzi nie jest w ich ustach frazesem, lecz

prawdą, a z ich zgrubiałych od pracy rysów bije ludzkie dostojeństwo.

<Kiedy   ekonomia   polityczna   twierdzi,   że   popyt   i   podaż  zawsze   się   pokrywają,   to   zapomina

równocześnie, że według jej własnych twierdzeń podaż ludzi (teoria ludności) zawsze przewyższa popyt, że

więc w najistotniejszym rezultacie całej produkcji – w egzystencji człowieka – znajduje najdobitniejszy

wyraz dysproporcja między popytem a podażą.

O tym, w jakiej mierze pieniądz, który występuje jako środek, jest prawdziwą siłą i jedynym celem,

w jakim stopniu w ogóle ten środek, który czyni mnie istotą, który przyswaja mi obcą przedmiotową istotę,

jest sam sobie celem, świadczy to, że własność ziemska tam, gdzie ziemia jest źródłem życia, koń i miecz

tam, gdzie one są  prawdziwym środkiem egzystencji  – są również uznawane za prawdziwe siły życia

politycznego.   W   średniowieczu   stan   emancypował   się   uzyskując   prawo   noszenia  miecza.   U   ludów

koczowniczych  koń  jest tym, co czyni człowieka wolnym, co daje mu możność uczestniczenia w życiu

wspólnoty.>

Powiedzieliśmy   wyżej,   że   człowiek   wraca   do  mieszkania   jaskiniowego  itd.,   ale   w   jego

wyalienowanej, wrogiej postaci. Dziki czuje się w swej jaskini – którą po prostu sama przyroda ofiarowuje

do użytkowania i obrony – nie bardziej obco, a raczej równie swojsko jak  ryba  w wodzie. Natomiast

suterena biedaka jest dla niego czymś wrogim, gdyż jest to “mieszkanie, które kryje w sobie obcą siłę, które

jest jego tylko dopóty, dopóki oddaje mu swą krwawicę”; nie może go uważać za swój dom, o którym

wreszcie mógłby powiedzieć: “tu jestem u siebie”, znajduje się bowiem w domu cudzym, w domu innego

człowieka, który dzień w dzień na niego czyha i wyrzuci go, gdy nie zapłaci komornego. Wie również, że i

pod względem jakości jego mieszkanie jest przeciwieństwem ludzkiego mieszkania znajdującego się na

tamtym świecie, w niebieskim królestwie bogactwa.

<Alienacja wyraża się zarówno w tym, że mój środek do życia należy do kogoś innego, że to, co jest

moim  pragnieniem, stanowi niedostępną własność kogoś  innego,  jak i w tym, że każda rzecz jest czymś

innym, niż jest, że moje działanie jest czymś innym, że wreszcie – a odnosi się to także do kapitalisty – nad

wszystkim w ogóle panuje nieludzka siła.

33

 W rękopisie udarty lewy dolny róg stronicy, wskutek czego zachowały się tylko końcowe słowa sześciu wierszy (podane w

następnym przypisie). Można z nich wywnioskować, że Marks krytykuje tu heglowskie przezwyciężenie alienacji. – Red.

34

  Przy   “przezwyciężeniu”   alienacji   “na  modłę   staroniemiecką   –   na  sposób   heglowskiej   fenomenologii”,  to   znaczy   przy

przezwyciężeniu jej tylko w “świadomości” podmiotu. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 48 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Charakterystyka   bogactwa,   które   służy   wyłącznie   użyciu,   bogactwa   bezczynnego   i

marnotrawionego: z jednej strony, rozkoszujący się bogactwem  uaktywnia się  jako indywiduum jedynie

przemijające, wyżywa się bezsensownie i traktuje cudzą niewolniczą pracę, ludzką krwawicę, jako łup swej

pożądliwości, a przeto i samego człowieka, a więc też siebie samego, jako wydaną na łup marną istotę, przy

czym pogarda dla człowieka przejawia się w swawoli, w szastaniu tym, co mogłoby utrzymać przy życiu

setkę istnień ludzkich, bądź w bezecnym urojeniu, że jego nieokiełznana rozrzutność i niepohamowana,

nieproduktywna   konsumpcja   są   warunkiem  pracy,   a   tym   samym   warunkiem  istnienia  innych;

urzeczywistnienie  sił   istoty  ludzkiej   zna   tylko  w   postaci   urzeczywistnienia   swych   wybryków,  swych

zachcianek i kapryśnych, dziwacznych pomysłów; z drugiej strony jednakże uważa bogactwo tylko za

środek  i  rzecz  wartą  jedynie  tego,   by   ją  zmarnować.   Tym  samym  jest  więc  zarazem  i  niewolnikiem

bogactwa,   i   panem,   jest   i   wielkoduszny,   i   nikczemny,   kapryśny,   pyszny,   zarozumiały,   wykwintny,

wykształcony, wyrafinowany; nie doświadczył jeszcze  bogactwa  jako całkowicie  obcej siły  nad samym

sobą; widzi w nim raczej tylko swą własną siłę i [nie] bogactwo, lecz  użycie  [wydaje mu się] celem

ostatecznym [. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .]

35

. Tej błyskotliwej, zaślepionej zmysłowym

pozorem iluzji co do istoty bogactwa przeciwstawia się pracujący, wstrzemięźliwy, myślący kategoriami

gospodarczymi,   prozaiczny,  świadomy   istoty   bogactwa   przemysłowiec;   stwarzając   dla   żądzy   użycia

rozrzutnika nowe możliwości, wdzięcząc się do niego swoimi produktami – jego produkty to równie niskie

schlebianie zachciankom rozrzutnika – potrafi w jedyny korzystny sposób przyswoić sobie wymykającą się

tamtemu siłę. Jeśli więc początkowo bogactwo przemysłowe występuje jako rezultat bogactwa rozrzutnego,

fantastycznego, to z czasem własny rozwój bogactwa przemysłowego wypiera bogactwo rozrzutne również

w sposób czynny. Spadek procentu jest właśnie konieczną konsekwencją i rezultatem rozwoju przemysłu.

Środki   rozrzutnego   rentiera   zmniejszają   się   więc   dzień   w   dzień   akurat   w   stosunku  odwrotnie

proporcjonalnym do wzrostu środków  i pokus użycia.  Musi on więc  albo przejeść swój kapitał,  czyli

doprowadzić się do ruiny, albo sam stać się kapitalistą przemysłowym. Wprawdzie z drugiej strony wskutek

procesu rozwoju przemysłu ustawicznie wzrasta bezpośrednio renta gruntowa, ale – jak już widzieliśmy –

nadchodzi  nieuchronnie  moment,  gdy  własność  ziemska,  jak  każda  inna  własność,  musi  podpaść  pod

kategorię reprodukującego się z zyskiem kapitału – co jest także rezultatem tegoż rozwoju przemysłu. Tak

więc i rozrzutny właściciel ziemski musi albo przejeść swój kapitał, czyli zrujnować się, albo sam zostać

dzierżawcą swej własnej ziemi, to znaczy przemysłowcem rolnym.

Spadek procentu – który Proudhon traktuje jako zniesienie kapitału i tendencję do jego socjalizacji –

jest więc bezpośrednio raczej tylko oznaką całkowitego zwycięstwa kapitału pracującego nad bogactwem

rozrzutnym, czyli przekształcenia wszelkiej własności prywatnej w kapitał przemysłowy; jest to całkowite

zwycięstwo   własności   prywatnej   nad   wszelkimi  pozornie  jeszcze   ludzkimi   jej   cechami   i   całkowite

podporządkowanie właściciela  prywatnego  istocie własności  prywatnej –  pracy. Oczywiście kapitalista

przemysłowy   też   używa   życia.   Nie   cofa   się   bynajmniej   do   nienaturalnej   prostoty   potrzeb.   Ale   jego

używanie   jest   tylko   czymś   ubocznym,   odpoczynkiem   podporządkowanym   produkcji,   jest   przy   tym

używaniem  skalkulowanym,  a więc również  ekonomicznym,  dolicza je bowiem do kosztów kapitału i

dlatego może wydać na używanie tylko tyle, żeby to, co roztrwonił, zwróciło mu się z zyskiem poprzez

reprodukcję kapitału. Używanie jest więc podporządkowane kapitałowi, jednostka konsumująca – jednostce

kapitalizującej,   gdy   przedtem   było  odwrotnie.   Dlatego   też   spadek   procentu   jest   tylko   w   tym   sensie

symptomem zniesienia kapitału, iż jest symptomem dopełniającego się panowania kapitału, symptomem

dopełniania się alienacji i rychłego jej zniesienia. Jest to w ogóle jedyny sposób, w jaki to, co istnieje,

potwierdza swoje przeciwieństwo.>

Spór ekonomistów na temat luksusu i oszczędności jest zatem tylko sporem ekonomii politycznej,

która   uświadomiła  sobie   istotę   bogactwa,   z   ekonomią,   która   jeszcze   jest   obarczona   romantycznymi,

antyprzemysłowymi reminiscencjami. Ale żadna ze stron nie potrafi ująć przedmiotu sporu w prosty sposób

i dlatego też nie dojdą ze sobą do ładu.

35

 Urwana dolna część stronicy rękopisu; brak trzech lub czterech wierszy. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 49 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Dalej. Renta gruntowa została obalona jako renta gruntowa, gdy najnowsza ekonomia polityczna –

w przeciwieństwie do argumentu fizjokratów, że właściciel ziemski jest jedynym rzeczywistym wytwórcą –

dowiodła, że właściciel ziemski jako taki jest właśnie jedynym całkowicie nieprodukcyjnym rentierem i że

rolnictwo jest sprawą kapitalisty, który lokuje tam swój kapitał, gdy może stąd oczekiwać normalnego

zysku. Dlatego też teza fizjokratów, że tylko własność ziemska jako jedyna własność produkcyjna powinna

płacić  podatki  państwowe,  a   tym  samym  tylko  ona  powinna  je  uchwalać  i  uczestniczyć  w  sprawach

państwowych,   przekształca   się  w   twierdzenie   odwrotne,  że  podatek  od  renty   gruntowej   jest   jedynym

podatkiem   od   dochodów   nieprodukcyjnych,   a   więc   jedynym   podatkiem,   który   nie   przynosi   szkody

produkcji narodowej. Jest rzeczą zrozumiałą, że przy takim ujęciu sprawy również przywileje polityczne

właścicieli ziemskich nie wynikają już stąd, że są oni głównymi podatnikami.

Wszystko, co Proudhon ujmuje jako ruch pracy przeciwko kapitałowi, jest tylko ruchem pracy w

postaci kapitału, kapitału przemysłowego  przeciwko kapitałowi zużywanemu nie jako  kapitał, tzn. nie w

sposób   przemysłowy.   I   ruch   ten   kroczy   drogą   swego   zwycięstwa,   tzn.   drogą   zwycięstwa   kapitału

przemysłowego. – Widzimy więc, że dopiero wtedy, gdy ujmuje się pracę jako istotę własności prywatnej,

można również zgłębić rzeczywistą naturę ruchu ekonomicznego jako takiego.

Społeczeństwo widziane oczyma ekonomisty jest społeczeństwem obywatelskim, w którym każda

jednostka stanowi pewien całokształt potrzeb, i jednostki istnieją dla siebie nawzajem tylko o tyle, o ile

stają się dla siebie nawzajem środkiem. Ekonomista – tak samo jak politycy w ich prawach człowieka –

sprowadza wszystko do człowieka, tzn. do jednostki, którą pozbawia wszelkiej konkretności, by traktować

ją jako kapitalistę czy robotnika.

Podział   pracy  jest   ekonomicznym  wyrazem  społecznego   charakteru   pracy  w   ramach   alienacji.

Innymi słowy, ponieważ praca jest tylko wyrazem działalności ludzkiej w ramach alienacji, przejawianiem

się  życia   jako  alienowaniem   życia,  to  i  podział   pracy  jest   niczym   innym,   jak  tylko  wyobcowanym,

wyalienowanym  stanowieniem   działalności   ludzkiej   jako  realnej   działalności   gatunkowej,  czyli   jako

działalności człowieka jako istoty gatunkowej.

Na temat istoty podziału pracy – który od chwili, gdy pracę uznano za istotę własności prywatnej,

musiał być, rzecz jasna, uważany za jeden z głównych motorów wytwarzania bogactw – tzn. na temat

wyobcowanej,  wyalienowanej   postaci działalności ludzkiej  jako  działalności gatunkowej  – ekonomiści

wypowiadają się nader niejasno i przeczą sobie nawzajem.

Podział  pracy  nie  zawdzięcza  swego  powstania  mądrości  ludzkiej.  Jest  on  koniecznym  następstwem

powolnego i stopniowego rozwoju skłonności do wymiany i wzajemnego handlu produktami. Ta skłonność do
handlu jest prawdopodobnie koniecznym następstwem zdolności myślenia i mówienia. Skłonność ta jest wspólna
wszystkim ludziom i nie spotykamy jej u żadnego zwierzęcia. Zwierzę, gdy tylko dorośnie, żyje na własną rękę.
Człowiekowi stale potrzebna jest pomoc innych ludzi i daremnie czekałby na nią licząc na ich dobrą wolę. O wiele
pewniej będzie odwołać się do ich interesu osobistego i przekonać ich, że ich własna korzyść wymaga, aby czynili
to, czego sobie od nich życzymy. W stosunkach z innymi ludźmi zwracamy się nie do ich humanitarności, lecz do
egoizmu, nie mówimy im nigdy o naszych potrzebach, lecz zawsze o ich korzyściach. – Ponieważ więc większość
usług, które są nam nawzajem potrzebne, otrzymujemy przez wymianę, handel, targ, to właśnie ta skłonność do
handlu  zrodziła  podział  pracy.  Na  przykład  w  jakimś   plemieniu   myśliwych  czy  pasterzy  ktoś  wyrabia  łuki  i
cięciwy szybciej i zręczniej niż inni. Często wymienia on ze swymi towarzyszami te produkty swojej pracy na
bydło i zwierzynę i wkrótce spostrzega, że tym sposobem może zdobyć łatwiej zwierzynę, niż gdyby sam chodził
na   łowy.   Na   podstawie   kalkulacji   czyni   przeto   z   wyrobu   łuków   etc.   swoje   główne   zajęcie.   Zróżnicowanie
przyrodzonych uzdolnień  poszczególnych jednostek jest więc nie tyle  przyczyną, ile  skutkiem  podziału pracy...
Gdyby człowiek  nie miał skłonności do handlu i wymiany,  każdy musiałby  sam wytwarzać wszystkie rzeczy
niezbędne do życia i służące jego wygodzie. Wszyscy musieliby wykonywać  jednakową pracę  i nie byłoby tej
wielkiej różnorodności zajęć, a tylko ona może zrodzić tak wielką różnorodność uzdolnień. – I jak ta skłonność do
wymiany stwarza wśród ludzi różnorodność uzdolnień, tak też ta sama skłonność sprawia, że ta różnorodność jest
użyteczna. Wiele ras zwierząt, choć należy do tego samego gatunku, obdarzyła natura odmiennymi  cechami i
predyspozycjami,  bardziej rzucającymi  się w oczy niż te, które  spotykamy  wśród  niewykształconych  ludzi. Z

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 50 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

natury różnica między filozofem a tragarzem – jeśli chodzi o talent i inteligencję – nie jest nawet w połowie tak
wielka, jak między kundlem a chartem, chartem a wyżłem, wyżłem a owczarkiem. Niemniej jednak te różne rasy
zwierząt, chociaż należą do tego samego gatunku, nie przynoszą sobie nawzajem prawie żadnej korzyści. Kundel
nie może  wesprzeć  walorów  swojej siły szybkością  charta itd. Owoce  tych różnych  uzdolnień czy poziomów
inteligencji z braku zdolności czy popędu do handlu i wymiany nie mogą łączyć się, sumować i nie mogą w żaden
sposób przynieść  korzyści  czy  udogodnień życia całemu gatunkowi.  Każde zwierzę musi utrzymać się, obronić
samo, niezależnie od innych, nie może czerpać nawet najmniejszych korzyści z różnorodności uzdolnień, jakimi
obdarzyła natura jego pobratymców. Wśród ludzi natomiast najbardziej odmienne uzdolnienia są sobie nawzajem
użyteczne, albowiem dzięki ogólnej skłonności do handlu i wymiany  różne produkty  poszczególnych uzdolnień
składane są jak gdyby na jedną wspólną gromadę, z której każdy człowiek może nabyć tę część produktu uzdolnień
innych ludzi, jakiej potrzebuje. – Skoro  skłonność  do  wymiany  jest źródłem  podziału  pracy,  to wskutek tego
wzrost  tego  podziału  jest zawsze ograniczony  przez  zakres zdolności do wymiany,  czyli, innymi słowy, przez
zakres rynku.  Gdy rynek jest bardzo mały, nikt nie znajduje zachęty do tego, by oddać się wyłącznie jednemu
zajęciu, a to dlatego, że nie może wymienić całej nadwyżki produktu własnej pracy, przekraczającej jego własną
konsumpcję, na odpowiednią ilość produktu pracy innych...” Na wyższym szczeblu rozwoju “każdy człowiek żyje
dzięki wymianie, staje się w pewnej mierze  kupcem,  a  samo  społeczeństwo  staje się właściwie społecznością
prowadzącą handel”

36

. (Por. Destutt de Tracy: Społeczeństwo stanowi łańcuch wzajemnej wymiany, na commerce

polega   cała  istota   społeczeństwa

37

).   “...Akumulacja   kapitałów   wzrasta   wraz   z   rozwojem   podziału   pracy   i   na

odwrót”.

Tyle Adam Smith.

“Gdyby   każda   rodzina   wytwarzała   wszystkie   przedmioty   swojej   konsumpcji,   społeczeństwo   mogłoby

funkcjonować,   choćby   nie   było   tam   żadnej   formy   wymiany.   –   Aczkolwiek   wymiana  nie   jest   podstawą
społeczeństwa, jest jednak nieodzowna na wyższym szczeblu rozwoju naszego społeczeństwa. – Podział pracy jest
umiejętnym   zastosowaniem   sił człowieka;   pomnaża   produkty   społeczeństwa,  jego  potęgę  i  jego   wygody,   ale
ogranicza,   pomniejsza   zdolności   każdego   człowieka   wziętego   z   osobna.   –   Produkcja   nie   może   istnieć   bez
wymiany”.

Tak mówi J. B. Say

38

.

“Siły tkwiące w samym człowieku to: jego władze umysłowe i fizyczna zdolność do pracy. Te siły, które

wypływają ze stanu towarzyskiego, zależą na możności  rozdzielania między ludzi różnych zatrudnień...  oraz na
możności zobopólnej  zamiany  usług  i rzeczy, środkami utrzymania będących. Pobudką, która nakłania ludzi do
wzajemnego  świadczenia  sobie  usług,  jest  korzyść  własna.  – Człowiek  żąda  wynagrodzenia  za usługi  obcym
świadczone. – Prawo wyłącznej własności jest niezbędne, by mogła istnieć zamiana między ludźmi”. “Zamiana i
podział przemysłu wpływają na siebie wzajemnie”.

Tak mówi Skarbek

39

.

Mill przedstawia rozwiniętą wymianę, handel, jako następstwo podziału pracy.

“Działalność człowieka można sprowadzić do bardzo prostych elementów. W istocie może on robić tylko

jedno: wytwarzać ruch; może poruszać rzeczy, by je oddalać od siebie lub do siebie przybliżać; reszty dokonują
właściwości materii. Mając do czynienia z pracą i maszynami ludzie często spostrzegają, że można zwiększyć
wyniki przez umiejętny podział, przez rozdzielenie operacji, które się ze sobą kłócą, i przez połączenie wszystkich
tych operacji, które w jakikolwiek sposób mogą się nawzajem wspomagać. Ponieważ na ogół człowiek nie potrafi
wykonywać wielu różnych operacji z szybkością i sprawnością równą tej, z jaką wykonuje dzięki nawykom pewną
małą   ich   ilość,   przeto   zawsze   korzystne   jest   maksymalne   ograniczenie   ilości   operacji   powierzonych   każdej
jednostce. – W celu jak najkorzystniejszego podzielenia pracy i rozmieszczenia sił ludzi i maszyn konieczne jest w
licznych wypadkach przeprowadzanie operacji na wielką skalę, czyli, innymi słowy, produkowanie bogactw w
ogromnych   ilościach.   Ta   korzyść   jest   przyczyną   powstania   wielkich   manufaktur.   Niekiedy   mała   ilość   takich
manufaktur, założonych w sprzyjających warunkach, zaopatruje częstokroć w żądaną ilość produkowanych przez
nie przedmiotów nie tylko jeden kraj, lecz wiele krajów”.

36

 Por. cyt. wyd. polskie, t. I, str. 31. – Red.

37

 Antoine Destutt de Tracy, “Éléments d'idéologie. IV-e et V-e parties. Traité de la volonté et de ses effets”, Paryż 1826, str.

68, 78. – Red.

38

 Por. cyt. wyd. polskie, t. I, str. 323, 77. – Red.

39

 Frédéric Skarbek, “Théorie des richesses sociales”, Paryż 1839. Por. Fryderyk Skarbek, “Ogólne zasady nauki gospodarstwa

narodowego, czyli czysta teoria ekonomii politycznej”, Warszawa 1955, t. I, str. 27-28, 61, 89-96. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 51 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Tak mówi Mill

40

.

Cała współczesna ekonomia polityczna zgodna jest jednak co do tego, że podział pracy i bogactwo

produkcji, podział pracy i akumulacja kapitału wzajemnie się warunkują, jak również co do tego, że tylko

nieskrępowana, pozostawiona samej sobie własność prywatna może stworzyć najkorzystniejszy i możliwie

najszerszy podział pracy.

Wywody Adama Smitha można zreasumować, jak następuje:

Podział pracy daje pracy nieograniczoną wydajność. Podstawą jego jest  skłonność  do  wymiany  i

handlu, skłonność specyficznie ludzka, która zapewne nie jest przypadkowa, lecz uwarunkowana zdolnością

myślenia i mówienia. Motywem wymiany nie jest  humanitarność,  lecz  egoizm.  Różnorodność ludzkich

uzdolnień jest raczej skutkiem niż przyczyną podziału pracy, tj. wymiany. I dopiero wymiana czyni tę

różnorodność użyteczną. Szczególne cechy różnych ras jednego gatunku zwierzęcego są z natury bardziej

zróżnicowane   niż   uzdolnienia   i   działania   ludzi.   Ponieważ   jednak   zwierzęta   nie   potrafią  wymieniać,

żadnemu  z nich nie  przynosi korzyści odmienna  cecha zwierzęcia  tego samego gatunku a innej rasy.

Zwierzęta nie  potrafią łączyć różnych cech swej species; nie potrafią w  niczym przyczynić się do  jej

ogólnego dobra i wygody. Inaczej ludzie: ich najróżnorodniejsze zdolności i sposoby działania wzajemnie

się wspomagają, gdyż potrafią oni zbierać różne swe produkty na jedną wspólną gromadę, z której każdy

może nabywać. Jak podział pracy wyrasta ze skłonności do wymiany,  tak też rozmiary wymiany, rynku

określają wzrost podziału pracy i jego granice. Na wyższym szczeblu rozwoju każdy człowiek jest kupcem,

a społeczeństwo – towarzystwem handlowym.

Say uważa wymianę za rzecz przypadkową, a nie podstawową. Społeczeństwo mogłoby istnieć i bez

niej. Staje się ona niezbędna na wyższym szczeblu rozwoju społeczeństwa. Jednakże produkcja nie może

bez   niej  istnieć.   Podział   pracy  jest  wygodnym,   korzystnym  środkiem,   umiejętnym   zastosowaniem  sił

ludzkich do wytwarzania bogactwa społecznego, ale pomniejsza zdolności każdego człowieka z osobna. Ta

ostatnia uwaga jest u Saya krokiem naprzód.

Skarbek odróżnia siły indywidualne, tkwiące w samym człowieku, jego władze umysłowe i fizyczną

zdolność   do   pracy,   od   sił  wywodzących  się  ze   społeczeństwa,  wymiany  i  podziału   pracy,  które   się

nawzajem warunkują. Ale konieczną przesłanką wymiany jest własność prywatna. Skarbek wyraża tutaj w

formie obiektywnej to, co mówią Smith, Say, Ricardo i in., gdy przedstawiają  egoizm, interes prywatny

jako  podstawę  wymiany   albo  gdy  nazywają  handel   odpowiadającą   istocie   rzeczy  i  adekwatną  formą

wymiany.

Mill przedstawia handel jako następstwo podziału pracy. Działalność ludzka sprowadza się według

niego   do  ruchu   mechanicznego.  Podział   pracy   i   zastosowanie   maszyn   sprzyja   bogactwu   produkcji.

Poszczególnym ludziom należy powierzać możliwie mały zakres operacji. Ze swej strony podział pracy i

zastosowanie   maszyn   warunkują   masowe   wytwarzanie   bogactwa,  tzn.   produktów.   To   jest   przyczyną

wielkich manufaktur.

Analiza  podziału pracy  i  wymiany  ma wielkie znaczenie, gdyż są to  postrzegalnie dla zmysłów

wyalienowane wyrazy działalności człowieka jako działalności gatunkowej oraz siły istoty człowieka jako

gatunkowej siły istoty.

Teza,   że  podział   pracy  i  wymiana  opierają   się   na  własności   prywatnej,  jest   równoznaczna   z

twierdzeniem, że praca stanowi istotę własności prywatnej, z twierdzeniem, którego ekonomista nie może

udowodnić i które udowodnimy za niego. Właśnie to, że podział pracy i wymiana  są formami własności

prywatnej,   właśnie   to   stanowi   dowód   zarówno   tego,   że   życie  ludzkie  potrzebowało   do   swego

urzeczywistnienia  własności prywatnej,  jak i z drugiej strony dowód tego, że obecnie potrzebne mu jest

zniesienie własności prywatnej.

Podział pracy  i wymiana to dwa zjawiska,  przy analizie których ekonomia chełpi się społecznym

charakterem   swej   nauki   i   jednym   tchem,   nieświadomie   wypowiada   zawartą   w   niej   sprzeczność,   a

mianowicie uzasadnienie społeczeństwa za pomocą niespołecznego interesu prywatnego.

40

 Por. James Mill, “Éléments d'économie politique” (przełożył z angielskiego J. T. Parisot), Paryż 1823, str. 7, 11-12. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 52 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Mamy rozpatrzyć następujące momenty: po pierwsze  skłonność do wymiany  – której podstawę

widzi się w egoizmie – traktuje się jako podstawę podziału pracy bądź stwierdza się, że zachodzi między

nimi   oddziaływanie   wzajemne.   Say   uważa,   że   wymiana   nie   jest   sprawą  podstawową  dla   istoty

społeczeństwa. Bogactwo, produkcję tłumaczy się podziałem pracy i wymianą. Przyznaje się, że podział

pracy powoduje zubożenie i degradację działalności indywidualnej. Wymianę i podział pracy uznaje się za

przyczynę wielkiego zróżnicowania uzdolnień ludzkich, zróżnicowania, które z kolei staje się pożyteczne

dzięki wymianie. Skarbek dzieli siły wytwórcze, czyli produkcyjne siły istoty ludzkiej, na dwie części: 1.

tkwiące w niej samej siły indywidualne, jej władze umysłowe i szczególne usposobienie, czyli zdolność do

określonej pracy, 2. siły wywodzące się ze społeczeństwa, a nie z konkretnej jednostki, którymi są podział

pracy i wymiana. – Dalej: podział pracy jest ograniczony przez rynek. – Praca ludzka jest prostym ruchem

mechanicznym;  najważniejszą   rolę   odgrywają   materialne   właściwości   przedmiotów.   –   Poszczególnej

jednostce   należy   przydzielać   możliwie   najmniej   operacji.   –   Podział   pracy   i   koncentracja   kapitału,

nieefektywność produkcji indywidualnej i masowa produkcja bogactwa. – Sens wolnej własności prywatnej

w podziale pracy

41

.

[Pieniądz]

Jeśli  doznania  człowieka, jego namiętności

42

  itd. są nie tylko określeniami antropologicznymi w

[wąskim]

43

  znaczeniu,   lecz   prawdziwie  ontologicznymi  potwierdzeniami   istoty  (natury)   –   i   jeśli   ich

rzeczywistym   potwierdzeniem   jest   tylko   to,   że   ich  przedmiot  istnieje   dla   nich  zmysłowo,   to   rzecz

zrozumiała, że 1. sposób ich potwierdzania nie jest bynajmniej jeden i ten sam, lecz – na odwrót – różnoraki

sposób potwierdzania stanowi swoistość ich bytu, ich życia; sposób, w jaki przedmiot istnieje dla nich, jest

swoistym sposobem ich  używania;  2. tam gdzie potwierdzenie zmysłowe jest bezpośrednim zniesieniem

przedmiotu   w   jego   samoistnej   postaci   (jedzenie,   picie,   obrabianie   przedmiotu   itd.),   stanowi   ono

potwierdzenie  przedmiotu;  3.   o   ile  człowiek   jest  ludzki,  a   więc   i   jego   doznawanie   itd.   jest  ludzkie,

potwierdzenie przedmiotu przez kogoś innego jest również jego własnym używaniem; 4. dopiero dzięki

rozwiniętemu przemysłowi tj. dzięki pośrednictwu własności prywatnej, realizuje się ontologiczna istota

namiętności ludzkiej zarówno w swej całościowości, jak i w swym człowieczeństwie; nauka o człowieku

jest   więc   sama   produktem   praktycznej   samorealizacji   człowieka;   5.   sens   własności   prywatnej   –   w

oderwaniu od jej alienacji – polega na istnieniu istotnych przedmiotów dla człowieka, zarówno w postaci

przedmiotów używania, jak i przedmiotów działalności.

Pieniądz  posiada  właściwość  nabywania wszystkiego, właściwość przyswajania sobie wszystkich

przedmiotów, jest więc przedmiotem par excellence. Uniwersalność jego właściwości stanowi wszechmoc

jego istoty; uchodzi on zatem za istotę wszechmocną. Pieniądz występuje w roli rajfura między potrzebą i

przedmiotem, między życiem i środkiem do życia człowieka. Ale to,  co jest pośrednikiem między mną i

moim życiem, jest też dla mnie pośrednikiem między mną a istnieniem innego człowieka. To jest dla mnie

innym człowiekiem.

“Do diaska! mówisz: ręce i nogi, i głowa,

i wszystkie części ciała są moje, li-moje –

więc ci i rozum, i myśl każe zdrowa

funkcje tych członków też uznać za swoje!

Gdy kupię ogrów sześć – czyjeż ich nogi?

moje! – to ja ubijam kopytami drogi!”

Goethe, “Faust” (Mefisto)

44

41

 Na tym urywa się ta część trzeciego rękopisu, która stanowi uzupełnienie do XXXIX stronicy rękopisu drugiego. – Red.

42

 Por. str. 62. – Red.

43

 W rękopisie słowo trudne do odczytania. – Red.

44

 Przekład Emila Zegadłowicza, Warszawa 1953, cz. I, str. 119. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 53 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Szekspir w “Tymonie Ateńczyku”:

“Cóż to jest? Złoto? Żółte i świecące,

Kosztowne złoto? Modłym me zanosił

Nie o to, bogi...

Toć odrobina tego zmienić zdolna

Czarne na białe, szpetne na urodne,

A złe na dobre, podłe na szlachetne,

Starość na młodość, tchórza na rycerza.

Na co to, bogi? To zdolne odciągnąć

Kapłanów waszych od waszych ołtarzy,

Wyrwać poduszkę spod głów zdrowych ludzi

45

.

Złoty niewolnik ten wiąże i zrywa

Ludzkie przysięgi, przeklętych poświęca,

Każe ubóstwiać wstrętną trędowatość,

Złodziejom daje godność i pokłony,

Na senatorskiej ławie ich osadza.

Zwiędłą już wdowę w nowe stadło wiedzie;

Tej, którą nawet szpital trędowatych

Od drzwi by swoich odepchnął ze wstrętem,

Wdzięk i woń daje wiosennego ranka.

Przeklęty prochu, świata wszetecznico,

Ziarno niezgody między narodami...”

A niżej:

“O, królobójco słodki, drogi sprawco

Rozwodu między synem a rodzicem!

Czystego łoża jasny hańbicielu!

Waleczny Marsie, tyś zawsze jest młody,

Świeży, kochany! Twój rumieniec topi

Śnieg poświęcony na łonie Diany!

Widomy Boże, wszystkie przeciwieństwa

46

Ty w jednym możesz połączyć uścisku!

W każdym języku każdą wygrasz sprawę!

O, ty, probierczy serc ludzkich kamieniu!

Przypuść, że podniósł bunt człek, twój niewolnik,

Twoją potęgą zniszcz ród jego cały,

By mogły bestie tym światem zawładnąć!”

47

.

Szekspir   świetnie   przedstawia   istotę  pieniądza.   By   go   zrozumieć,   zacznijmy   najpierw   od

interpretacji ustępu z Goethego.

To, co mam dzięki  pieniądzowi,  to, za co mogę zapłacić, tzn. to, co mogą kupić pieniądze – to

wszystko to ja, sam posiadacz pieniądza. Siła moja jest tak wielka, jak wielka jest siła pieniądza. Cechy

pieniądza są moimi – jego właściciela – cechami i siłami istoty. Nie osobowość moja określa więc, czym

jestem i na co mnie stać. Jestem brzydki, ale mogę sobie kupić najpiękniejszą kobietę. A więc nie jestem

45

 Uważano wówczas, że wyrywanie poduszki spod głowy umierającego przyśpieszało jego śmierć. – Red.

46

 Podkreślenia Marksa. – Red.

47

 Wiliam Szekspir, “Tymon Ateńczyk”, akt IV, “Dzieła”, t. V, str. 580, 594, PIW 1958. Tłum. Leon Ulrich. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 54 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

brzydki, bo działanie brzydoty, jej siłę odstraszającą zniweczył pieniądz. Sam jestem chromy, ale pieniądz

dostarczy mi 24 nóg; a więc nie jestem chromy. Jestem człowiekiem złym, nieuczciwym, niesumiennym,

ograniczonym, ale pieniądz doznaje czci, a więc czczony jest i jego posiadacz. Pieniądz jest najwyższym

dobrem, a więc i jego posiadacz jest dobry; ponadto dzięki pieniądzowi nie potrzebuję sobie zadawać trudu

być nieuczciwym, z góry mają mnie więc za uczciwego. Nie  jestem mądry,  ale pieniądz jest prawdziwą

mądrością  wszystkiego, więc jakże jego posiadacz miałby nie być mądry? Ponadto może on sobie kupić

mądrych ludzi, a czyż ten, kto włada mądrymi ludźmi, nie jest mądrzejszy od mądrych ludzi? Czyż ja, który

dzięki   pieniądzowi   mogę   mieć  wszystko,  do   czego   wzdycha  dusza   ludzka,   nie   posiadam  wszystkich

ludzkich   możności?   Czyż   więc   moje   pieniądze   nie   zamieniają   wszystkich   moich   niemożności   w   ich

przeciwieństwo?

Jeśli  pieniądz  jest więzią, która wiąże mnie z życiem  ludzkim,  ze społeczeństwem, z przyrodą i

ludźmi, to czyż nie jest on więzią wszystkich więzi? Czyż nie potrafi rozwiązywać i zawiązywać wszelkich

więzi?   Czyż   nie   jest   zatem   również   powszechnym  środkiem   separacji?  Jest   on   prawdziwą  monetą

zdawkową

48

, jak i prawdziwym środkiem wiążącym, [powszechną]

49

 chemiczną siłą społeczeństwa.

Szekspir podkreśla zwłaszcza dwie cechy pieniądza:

1.   Jest   on   widzialnym   bóstwem,   przeistacza   wszystkie   cechy   ludzkie   i   przyrodnicze   w   ich

przeciwieństwo, podmienia i wywraca na opak wszystkie rzeczy; łączy przeciwieństwa.

2. Jest on wszetecznicą świata, powszechnym rajfurem ludzi i narodów.

Wywracanie na opak i podmienianie wszystkich właściwości ludzkich i przyrodniczych, łączenie

przeciwieństw; ta boska moc pieniądza tkwi w jego istocie jako w wyobcowanej, alienującej i alienującej

się istocie gatunkowej ludzi. Jest on wyalienowaną mocą ludzkości.

Czego nie jestem w stanie zrobić jako człowiek, czego nie są w stanie zrobić wszystkie siły mojej

indywidualnej istoty, to jestem w stanie zrobić przy pomocy pieniądza. Zatem pieniądz czyni każdą z tych

sił mej istoty czymś, czym sama w sobie nie jest, tj. jej przeciwieństwem.

Kiedy mam chęć na jakąś potrawę albo chcę skorzystać z dyliżansu, ponieważ jestem za słaby, by

odbyć drogę pieszo, pieniądz dostarcza mi potrawy i dyliżansu, tzn. przeobraża moje życzenia ze stanu

wyobrażenia, przenosi je z bytu myślowego, w wyobraźni, w pragnieniu – w byt zmysłowy, rzeczywisty, z

wyobraźni  w   życie,   z   bytu   wyobrażonego   w   byt   rzeczywisty.   Jako   ten   pośrednik   pieniądz   jest   siłą

prawdziwie twórczą.

Popyt występuje oczywiście i u tego, kto nie ma pieniędzy, ale jego popyt jest jedynie czymś, co

istnieje w wyobraźni, nie ma wpływu na mnie, na osobę trzecią, na innych, nie istnieje, a więc pozostaje

nawet   dla   mnie   czymś  nierzeczywistym,   bezprzedmiotowym.  Różnica   między   popytem   efektywnym,

opartym na pieniądzu, a nieefektywnym, opartym na mojej potrzebie, mojej namiętności, moim życzeniu

itd.,   jest   różnicą   między  bytem  a  myśleniem,  między   wyobrażeniem  istniejącym  jedynie   we   mnie   a

wyobrażeniem istniejącym dla mnie jako rzeczywisty przedmiot poza mną.

Kiedy   nie   mam   pieniędzy   na   podróżowanie,   nie   mam  potrzeby,  tzn.   nie   mam   rzeczywistej   i

urzeczywistniającej się potrzeby podróżowania. Kiedy mam powołanie do studiów, ale brak mi pieniędzy,

nie mam powołania do studiów, tzn. nie mam powołania efektywnego, prawdziwego. Natomiast kiedy w

rzeczywistości  nie  mam powołania do studiów, ale mam takie życzenie i pieniądze, to mam  efektywne

powołanie   do   studiów.  Pieniądz  –   jako   powszechna  możność  i   powszechny  środek  zewnętrzny,   nie

pochodzący   od   człowieka   jako   człowieka   i   nie   wywodzący   się   ze   społeczeństwa   ludzkiego   jako

społeczeństwa,  zdolny  uczynić  wyobrażenia rzeczywistością,  a  rzeczywistość pustym wyobrażeniem  – z

jednej   strony,   przekształca  rzeczywiste   ludzkie   i   przyrodnicze   siły   istoty  w   czysto   abstrakcyjne

wyobrażenia, a więc w  ułomności,  dręczące urojenia, z drugiej zaś przeobraża  rzeczywiste ułomności i

urojenia,  faktycznie   bezwładne,   istniejące   tylko   w   wyobraźni   jednostki   siły   istoty  ludzkiej   –   w   jej

rzeczywiste siły i zdolności. A więc to samo świadczy już, że jest on powszechnym wywróceniem na opak

48

 W oryginale gra słów: scheiden – rozłączać, separować; Scheidemünze – moneta zdawkowa. – Red.

49

 W rękopisie brak w tym miejscu kawałka strony. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 55 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

indywidualności,  które   przekształca   w   ich   przeciwieństwo   i   którym   nadaje   cechy   sprzeczne   z   ich

rzeczywistymi cechami.

Jako ta siła wywracająca wszystko na opak występuje pieniądz z kolei i wobec jednostki, i wobec

więzi społecznych itd., pretendujących do roli istoty.  Przekształca on wierność w niewierność, miłość w

nienawiść, nienawiść w miłość, cnotę w występek, występek w cnotę, sługę w pana, pana w sługę, głupotę

w rozsądek, rozsądek w głupotę.

Ponieważ pieniądz jako istniejące i potwierdzające się w rzeczywistości pojęcie wartości zamienia i

podmienia wszystkie rzeczy, jest on powszechną zamianą i podmianą wszystkich rzeczy, a więc światem na

opak, zamienianiem i podmienianiem wszystkich ludzkich i przyrodniczych cech.

Kto może kupić dzielność, jest dzielny, nawet gdy jest tchórzem. Ponieważ pieniądz wymienia się

nie   na   określoną   właściwość,   na   określoną   rzecz,   na   określone   siły   istoty   ludzkiej,   lecz   na   cały

przedmiotowy świat ludzki i przyrodniczy, to, z punktu widzenia jego posiadacza, wymienia on każdą

właściwość na każdą inną – również przeciwną jej właściwość i przeciwny przedmiot; brata niemożliwości,

łączy w uścisku przeciwieństwa.

Przy założeniu, że człowiek jest człowiekiem i jego stosunek do świata jest ludzki, miłość możesz

wymieniać tylko na miłość, zaufanie tylko na zaufanie itd. Jeśli chcesz rozkoszować się sztuką, musisz być

człowiekiem wykształconym w dziedzinie sztuki; jeśli chcesz wywierać wpływ na innych ludzi, musisz być

człowiekiem,   który   rzeczywiście   inspiruje   i   wiedzie   naprzód   innych   ludzi.   Każdy  twój   stosunek   do

człowieka – i do przyrody – musi być określonym,  odpowiadającym przedmiotowi twej woli przejawem

twego  rzeczywistego indywidualnego  życia. Jeśli kochasz nie wzbudzając wzajemnej miłości, tzn. jeśli

twoja miłość jako miłość nie wytwarza wzajemnej miłości, jeśli poprzez swój  przejaw życia  człowieka

kochającego nie czynisz siebie człowiekiem kochanym, miłość twoja jest bezsilna, jest nieszczęściem.

[Krytyka heglowskiej dialektyki i filozofii w ogóle]

6.   Chyba   w   tym   punkcie  będzie   miejsce  na   to,   by   dla   wyjaśnienia   i   uzasadnienia   wywodów

poświęcić kilka uwag dialektyce heglowskiej w ogóle, a w szczególności ujęciu jej w “Fenomenologii” i

“Logice”, jak również stosunkowi do Hegla nowego ruchu krytycznego.

Współczesna krytyka niemiecka była tak zaabsorbowana treścią starego świata, jej rozwój był tak

przemożnie  skrępowany   materiałem  krytyki,   że  w   konsekwencji  cechował  ją  całkowicie  bezkrytyczny

stosunek do metody krytykowania i zupełny brak rozeznania, jeśli chodzi o kwestię poniekąd formalną, w

istocie jednak zasadniczą, jaki jest nasz stosunek do dialektyki heglowskiej. Nieświadomość – jeśli chodzi o

stosunek współczesnej krytyki do filozofii Hegla w ogóle i do jego dialektyki w szczególności – była tak

wielka, że krytycy tacy, jak Strauss i Bruno Bauer, wciąż jeszcze pozostają w niewoli logiki heglowskiej:

pierwszy całkowicie, drugi również – przynajmniej potencjalnie – w swoich “Synoptykach”

50

  (gdzie w

przeciwieństwie   do   Straussa   wysuwa   “samowiedzę”   abstrakcyjnego   człowieka   na   miejsce   substancji

“abstrakcyjnej   przyrody”),   a   nawet   jeszcze   w   “Chrześcijaństwie   odkrytym”

51

.   Tak   na   przykład   w

„Chrześcijaństwie odkrytym” czytamy:

“Jak gdyby  samowiedza ustanawiając świat, ustanawiając różnicę,  i w tym,  co  tworzy,  tworząc  siebie

samą, jako że z kolei znosi ona różnicę między tym, co stworzyła, a samą sobą i jest samą sobą tylko w akcie
tworzenia  i w ruchu  – jak gdyby  ta samowiedza  nie miała mieć  swego  celu w tym ruchu”  itd.; albo: “Oni”
(materialiści francuscy) “nie mogli jeszcze dostrzec, że ruch wszechświata stał się rzeczywiście ruchem dla siebie i
osiągnął jedność z samym sobą dopiero jako ruch samowiedzy”.

Wyrażenia   te   nawet   językowo   nie   różnią   się   niczym   od   ujęcia   Hegla,   raczej   powtarzają  je

dosłownie.

Jak mało świadomy był stosunek do dialektyki Hegla w samym akcie krytyki (Bauer, “Synoptycy”),

jak mało świadomy pozostał również po akcie krytyki przedmiotowej, dowodzi Bauer, który w swojej

50

 Bruno Bauer, “Kritik der evangelischen Geschichte der Synoptiker”, t. I, II, Lipsk 1841, t. III, Brunszwik 1842. – Red.

51

 Bruno Bauer, “Das entdeckte Christentum”, Zurych i Winterthur 1843. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 56 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

“Słusznej sprawie wolności” uchyla się od odpowiedzi na niedyskretne pytanie pana Gruppego: “A co teraz

począć z logiką?” – odsyłając go do przyszłych krytyków

52

.

Ale i teraz, kiedy  Feuerbach  – i w swoich “Tezach” w “Anekdota”, i szczegółowo w “Filozofii

przyszłości” – obalił starą dialektykę i filozofię w jej podstawach, kiedy natomiast owa krytyka, która nie

potrafiła tego dokonać, ujrzawszy, iż rzecz została dokonana, ogłosiła się krytyką czystą, zdecydowaną,

absolutną,   krytyką,   która   wszystko   sobie   wyjaśniła,   kiedy   w   swoim   spirytualistycznym   zadufaniu

sprowadziła cały ruch historyczny do stosunku pozostałego świata (który w odróżnieniu od siebie samej

zalicza do kategorii “masy”) do niej samej i rozwiązała wszystkie przeciwieństwa dogmatyczne w jedno

dogmatyczne przeciwieństwo własnej mądrości i głupoty świata, krytycznego Chrystusa i ludzkości jako

“tłumu”, kiedy nieustannie dowodziła swej własnej doskonałości wykazując ubóstwo duchowe masy, kiedy

ogłosiła drukiem

53

  swą wyższość nad wszelkimi doznaniami ludzkimi, jak i nad światem, nad którym

króluje we wzniosłej samotności wybuchając tylko od czasu do czasu szyderczym śmiechem olimpijskich

bogów, kiedy wreszcie zapowiedziała krytyczny sąd ostateczny oznajmiając, że zbliża się dzień, w którym

cała ginąca ludzkość stanie przed nią gromadnie, zostanie przez nią podzielona na grupy i każda grupa

otrzyma   swoje   testimonium   paupertatis   –   teraz,   po   tych   wszystkich   pociesznych   gestach   idealizmu

(młodoheglizmu), umierającego w formie krytyki, idealizm ten nawet nie napomknął o tym, że nadszedł

czas   na   rozrachunek   krytyczny   z  własną   jego   matką,  dialektyką   heglowską,   a   nawet   nie  potrafił  nic

powiedzieć o swoim krytycznym stosunku do dialektyki Feuerbacha. Jest to zupełnie niekrytyczny stosunek

do samego siebie.

Feuerbach  jest   jedynym   myślicielem,   który   ma  poważny,   krytyczny  stosunek   do   dialektyki

heglowskiej; on jeden dokonał prawdziwych odkryć w tej dziedzinie i w ogóle naprawdę przezwyciężył

starą filozofię. Wielkość dzieła dokonanego przez Feuerbacha i skromna prostota, z jaką podaje je światu,

odbiegają jaskrawo od zachowania się krytyków. Wielkim dziełem Feuerbacha jest:

1)   dowód,   że   filozofia   nie   jest   niczym   innym,   jak   wyrażoną   w   myślach   i   logicznie

usystematyzowaną religią, że zatem powinna być również osądzona jako inna forma, inny sposób istnienia

alienacji istoty ludzkiej;

2) stworzenie  prawdziwego materializmu i rzeczywistej nauki,  Feuerbach czyni bowiem również

społeczny stosunek “człowieka do człowieka” podstawową zasadą teorii, a

3)   zaprzeczeniu   zaprzeczenia,   które   podaje   siebie   za   absolutną   pozytywność,   przeciwstawia

pozytywność zasadzającą się na samej sobie i w samej sobie znajdującą swe pozytywne uzasadnienie.

Feuerbach w następujący sposób tłumaczy dialektykę Hegla (i tym samym uzasadnia, że punktem

wyjścia powinno być to, co jest pozytywne – to, co jest pewne zmysłowo):

Punktem   wyjścia   Hegla   jest   alienacja   (logicznie:   to,   co   nieskończone,   abstrakcyjnie   ogólne),

substancja, absolutna i niezmienna abstrakcja, czyli – wyrażając się popularnie – jego punktem wyjścia jest

religia i teologia.

Po   drugie:   znosi   on   to,   co   nieskończone,   i   ustanawia  to,   co   rzeczywiste,   zmysłowe,   realne,

skończone, szczególne (filozofia, zniesienie religii i teologii).

Po   trzecie:  znosi   z   kolei   to,   co   pozytywne,   i   przywraca   abstrakcję,   to,   co   nieskończone.

Przywrócenie religii i teologii.

Feuerbach rozpatruje więc zaprzeczenie zaprzeczenia tylko jako sprzeczność filozofii samej z sobą,

jako filozofię, która potwierdza teologię (transcendentność itd.), gdy uprzednio poddała ją zaprzeczeniu, a

zatem potwierdza ją wbrew samej sobie.

To twierdzenie, czyli samoutwierdzenie i samopotwierdzenie zawarte w zaprzeczeniu zaprzeczenia

Feuerbach rozpatruje jako twierdzenie, któremu brak jeszcze pewności siebie, które przeto zawiera w sobie

własne przeciwieństwo, samo podaje się w wątpliwość i dlatego wymaga dowodu, a więc rozpatruje je jako

52

 Bruno Bauer, “Die gute Sache der Freiheit und meine eigene Angelegenheit”, Zurych i Winterthur 1842, str. 193. Autorem

pytania był nie Gruppe, jak podaje przez pomyłkę Marks, lecz Marheineke. – Red.

53

 Mowa o “Allgemeine Literatur-Zeitung”. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 57 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

twierdzenie, które nie dowodzi siebie samo przez się, przez swój byt, jako twierdzenie nie poświadczone, i

dlatego przeciwstawia mu bezpośrednio twierdzenie pewne zmysłowo, zasadzające się na samym sobie

54

.

Natomiast   Hegel,   który   zaprzeczenie   zaprzeczenia   od   strony   pozytywnej,   zawartej   w   nim,

rozpatrywał jako pozytywność prawdziwą i jedyną, od strony zaś negatywnej w nim zawartej jako jedyny

akt  prawdziwy i akt samourzeczywistniania się wszelkiego bytu, znalazł tylko  abstrakcyjny,  logiczny,

spekulatywny wyraz dla ruchu historii, która nie jest jeszcze rzeczywistą historią człowieka przyjętego w

założeniu jako podmiot, lecz dopiero aktem kreacji, historią powstania człowieka.

Postaramy się wytłumaczyć zarówno abstrakcyjną formę tego ruchu u Hegla, jak i to, czym różni się

ten ruch u Hegla w porównaniu z krytyką współczesną, w porównaniu z tym samym procesem w “Istocie

chrześcijaństwa” Feuerbacha, albo mówiąc inaczej, postaramy się wytłumaczyć krytyczną formę tego ruchu

będącego u Hegla ruchem jeszcze niekrytycznym.

Rzut oka na system Hegla. Należy zacząć od heglowskiej “Fenomenologii”, z niej bowiem zrodziła

się filozofia Hegla i w niej kryje się jej tajemnica.

Fenomenologia.

A. Samowiedza.

I. Świadomość: a) Pewność zmysłowa, czyli to, co jest [das Dieses], i mniemanie. – b) Postrzeżenie,

czyli rzecz z jej właściwościami, i złudzenie. – c) Siła i umysł, zjawisko i świat nadzmysłowy.

II.  Samowiedza.  Prawdziwość   pewności   samego   siebie.   a)   Samodzielność   i   niesamodzielność

samowiedzy,   panowanie   i   niewola.   b)   Wolność   samowiedzy.   Stoicyzm,   sceptycyzm,   nieszczęśliwa

świadomość.

III. Rozum. Pewność i prawda rozumu. a) Rozum obserwujący; obserwacja przyrody i samowiedzy.

b) Urzeczywistnienie samowiedzy rozumnej za pośrednictwem siebie samej. Zadowolenie i konieczność.

Prawo serca i szaleństwo zarozumiałości. Cnota i bieg świata. c) Indywidualność realna w sobie i dla siebie.

Duchowe królestwo zwierzęce i oszustwo, czyli rzecz sama. Rozum prawodawczy. Rozum badający prawa.

B. Duch.

I. Duch prawdziwy, moralność obiektywna [die Sittlichkeit].

II. Duch wyobcowany z siebie, kultura.

III. Duch pewny samego siebie, moralność subiektywna [die Moralität].

C) Religia. Religia natury, religia sztuki, religia objawienia.

D) Wiedza absolutna.

Ponieważ “Encyklopedia” Hegla zaczyna się od logiki, od czystej spekulatywnej myśli, a kończy na

wiedzy   absolutnej,  na   mającym   świadomość   samego   siebie,   pojmującym   samego   siebie   duchu

filozoficznym,   czyli   absolutnym,   to   znaczy   ponadludzkim   duchu   abstrakcyjnym,   przeto   cała

“Encyklopedia”   jest   niczym   innym,   jak  rozwiniętą   istotą  ducha   filozoficznego,   jego

samouprzedmiotowieniem; natomiast duch filozoficzny jest niczym innym, jak wyalienowanym duchem

świata pojmującym siebie myślowo, tzn. abstrakcyjnie, w obrębie swojej samoalienacji.

Logika – pieniądz ducha, spekulatywna, myślowa wartość człowieka i przyrody – ich istota, która

stała się zupełnie obojętna wobec wszelkiej rzeczywistej określoności i dlatego nierealna – jest myśleniem

wyalienowanym  i   dlatego   abstrahującym   od   przyrody   i   rzeczywistego   człowieka;   myśleniem

abstrakcyjnym.  –  Zewnętrzność   tego   abstrakcyjnego   myślenia...  Czymże   jest  przyroda  dla   tego

abstrakcyjnego myślenia? Jest ona dla niego czymś zewnętrznym, jest jego samoutratą; ono zaś ujmuje ją

również zewnętrznie, jako myśl abstrakcyjną, ale jako wyalienowane myślenie abstrakcyjne. – Wreszcie

duch,  owo   myślenie   powracające   na   swe   własne,   macierzyste   łono,   myślenie,   które   jako   duch

antropologiczny, fenomenologiczny, psychologiczny, moralny, artystyczno-religijny wciąż jeszcze nie jest

dla siebie samym sobą, aż w końcu odnajduje siebie jako wiedzę absolutną w duchu już absolutnym, tzn.

abstrakcyjnym, w którym odnosi się do siebie samego i otrzymuje swój świadomy i odpowiadający mu byt.

Albowiem jego prawdziwym bytem jest abstrakcja.

54

  Feuerbach rozpatruje zaprzeczenie zaprzeczenia, konkretne pojęcie, również jako myślenie, które w myśleniu przechodzi

siebie i jako myślenie chce być bezpośrednio oglądem, przyrodą, rzeczywistością.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 58 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Podwójny błąd u Hegla.

Pierwszy najdobitniej występuje w “Fenomenologii” jako łonie macierzystym filozofii Hegla. Kiedy

na przykład rozpatruje on bogactwo, władzę państwową itd. jako istoty wyalienowane z istoty ludzkiej, to

ujmuje je tylko w ich formie myślowej... Są one istotami myślowymi i dlatego są tylko alienacją czystego,

tzn. abstrakcyjnego filozoficznego myślenia. Dlatego cały ruch kończy się na wiedzy absolutnej. Tym, z

czego przedmioty te są wyalienowane i czemu się przeciwstawiają jako pretendujące do realności, jest

właśnie abstrakcyjne myślenie. Filozof – który sam jest abstrakcyjną postacią wyalienowanego człowieka –

czyni  siebie  miarą  wyobcowanego  świata. Cała  historia  alienacji  i  całe  usuwanie  alienacji  jest przeto

niczym innym, jak historią produkowania myślenia abstrakcyjnego, tzn. absolutnego, myślenia logicznego,

spekulatywnego.  Wyobcowanie  będące   właściwą  treścią   tej   alienacji   i   znoszenia   tej   alienacji,   jest   tu

przeciwieństwem między “w sobie” i “dla siebie”, między świadomością i samowiedzą, między podmiotem

przedmiotem, czyli przeciwieństwem między myśleniem abstrakcyjnym i rzeczywistością zmysłową czy

też   rzeczywistą   zmysłowością,   w   obrębie   samej   myśli.   Wszystkie   inne   przeciwieństwa   i   ruchy   tych

przeciwieństw  są tylko  pozorem,  powłoką,  egzoteryczną  formą tych przeciwieństw, które są jedynymi

interesującymi   przeciwieństwami   i   stanowią  sens  innych,   pospolitych   przeciwieństw.   Istotą   alienacji,

ustanowioną i podlegającą zniesieniu, jest w tym ujęciu nie to, że istota ludzka  uprzedmiotawia się w

sposób nieludzki i jako swoje przeciwieństwo, lecz to, że się uprzedmiotawia jako różnica i przeciwieństwo

myślenia abstrakcyjnego.

Przyswojenie sił istoty człowieka, które stały się przedmiotami, i to przedmiotami obcymi, jest więc,

po pierwsze, tylko takim przyswojeniem, które dokonuje się w świadomości, w czystym myśleniu, czyli w

abstrakcji,  jest   przyswojeniem   tych   przedmiotów   jako  myśli  i  ruchów   myśli;  dlatego   już   w

“Fenomenologii” – mimo że z wyglądu jest zdecydowanie negatywna i krytyczna i mimo że rzeczywiście

zawiera krytykę, która często znacznie wyprzedza późniejsze rozwinięcia – znajduje się w postaci utajonej,

jako zarodek, potencja, tajemnica, niekrytyczny pozytywizm i równie niekrytyczny idealizm późniejszych

dzieł  Hegla,  owo filozoficzne  rozłożenie  i  restytucja istniejącej  empirii.  Po drugie,  windykacja  świata

przedmiotowego   dla   człowieka   –   na   przykład   zrozumienie   tego,   że   świadomość  zmysłowa  nie   jest

abstrakcyjną  świadomością zmysłową, lecz  ludzką  świadomością zmysłową, że religia, bogactwo itd. są

tylko   wyalienowaną   rzeczywistością  ludzkiego  uprzedmiotowienia,   wyalienowaną   rzeczywistością

uprzedmiotowionych sił istoty ludzkiej i że dlatego są tylko drogą do prawdziwie ludzkiej rzeczywistości –

to przyswojenie sił istoty ludzkiej albo uświadomienie sobie tego procesu przybiera tedy u Hegla taką

postać, w której zmysłowość, religia, władza państwowa itd. są istotami duchowymi, tylko duch bowiem

jest  prawdziwą  istotą   człowieka,   prawdziwą   zaś   formą   ducha   jest   duch   myślący,   logiczny,   duch

spekulatywny.  Ludzki  charakter  przyrody,   jak   również   przyrody   tworzonej   przez   historię,   wytworów

człowieka,   przejawia   się   w   tym,   że   są   one  wytworami  ducha   abstrakcyjnego,   a   więc   w   tym  sensie

momentami duchowymi, istotami myślowymi.

Dlatego “Fenomenologia” jest krytyką utajoną, krytyką, która jest jeszcze dla samej siebie niejasna,

krytyką mającą w sobie coś z mistyki; o tyle jednak, o ile konstatuje ona alienację człowieka – jakkolwiek

człowiek występuje w niej tylko w postaci ducha – o tyle ukryte są w niej  wszystkie  elementy krytyki,

często  przygotowane  i  opracowane  w   sposób,  który   znacznie   góruje   nad   punktem   widzenia   Hegla.

“Nieszczęśliwa świadomość”, “uczciwa świadomość”, walka “szlachetnej i nikczemnej świadomości” itd.,

itd., te poszczególne rozdziały zawierają w sobie – jakkolwiek jeszcze w formie wyalienowanej – elementy

krytyczne  całych sfer, takich jak religia, państwo, życie obywatelskie itd. Tak jak istota, przedmiot  są u

Hegla istotami myślowymi, tak samo  podmiot  jest zawsze  świadomością  lub  samowiedzą,  albo raczej

przedmiot występuje tylko jako abstrakcyjna świadomość, a człowiek tylko jako samowiedza. Dlatego też

różne   formy   alienacji   występujące   w   “Fenomenologii”   są   tylko   różnymi   postaciami   świadomości   i

samowiedzy. Podobnie jak świadomość abstrakcyjna – w której to postaci rozpatruje się przedmiot – jest

sama   w   sobie  tylko   momentem   różnicowania   samowiedzy,   tak   też   w   wyniku   całego   tego   ruchu

otrzymujemy   tożsamość   samowiedzy   i   świadomości,   wiedzę   absolutną,   czyli   taki   ruch   myślenia

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 59 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

abstrakcyjnego, który skierowany jest już nie na zewnątrz, lecz przebiega tylko w obrębie samego siebie,

czyli że w wyniku otrzymujemy dialektykę czystej myśli.

Wielkość “Fenomenologii” Hegla i jej ostatecznego rezultatu – dialektyki negatywności jako zasady

poruszającej i twórczej – polega więc na tym, że Hegel samotworzenie się człowieka ujmuje jako proces,

uprzedmiotowienie jako odprzedmiotowienie, jako alienację i jako zniesienie tej alienacji; polega więc na

tym,  że   uchwycił   on   istotę  pracy  i   pojmuje   człowieka   przedmiotowego,   człowieka   prawdziwego,  bo

rzeczywistego, jako rezultat jego własnej pracy. Rzeczywisty, czynny stosunek człowieka do samego siebie

jako do istoty gatunkowej albo samoprzejawianie się człowieka jako prawdziwej istoty gatunkowej, tzn.

jako  istoty  ludzkiej,   jest   możliwe  tylko  w   ten   sposób,   że   człowiek  rzeczywiście   wydobywa   z  siebie

wszystkie swoje siły gatunkowe (co z kolei możliwe jest tylko na drodze współdziałania ludzi, tylko jako

rezultat historii), że ma do nich stosunek jako do przedmiotów, co początkowo możliwe jest znów tylko w

postaci alienacji.

Jednostronność   i   ograniczoność   Hegla   przedstawimy  szczegółowo   przy   omawianiu   rozdziału

końcowego “Fenomenologii”, traktującego o wiedzy absolutnej, rozdziału, który zawiera w sobie w postaci

skondensowanej  zarówno  ducha  fenomenologii,  jej  stosunek  do  dialektyki  spekulatywnej,  jak  również

rozumienie przez Hegla jednej i drugiej oraz ich wzajemnego stosunku.

Na razie zaznaczymy jeszcze tylko, co następuje: Hegel stoi na stanowisku nowoczesnej ekonomii

politycznej. Ujmuje on pracę jako istotę, jako realizującą się istotę człowieka; widzi on tylko pozytywną

stronę pracy, nie widzi jej strony negatywnej. Praca jest  stawaniem się dla siebie człowieka  w ramach

alienacji, czyli jako człowieka wyalienowanego. Hegel zna i uznaje jedną tylko postać pracy, abstrakcyjną

pracę duchową. A więc to, co w ogóle stanowi istotę filozofii, mianowicie alienację człowieka wiedzącego

siebie,  czyli  myślącą  siebie  wyalienowaną  wiedzę   ujmuje   Hegel   jako   jej   istotę,   może   przeto   w

przeciwieństwie   do   filozofii,  która   go   poprzedza,   ująć   w   jedną   całość   poszczególne   jej   momenty   i

przedstawić  swoją  filozofię jako filozofię  w ogóle  [die  Philosophie].  To,  co robili  inni  filozofowie  –

rozpatrywali  oni   poszczególne   momenty   przyrody   i   życia   ludzkiego  jako   momenty   samowiedzy,   i   to

samowiedzy abstrakcyjnej – to Hegel wie z czynności samej filozofii, dlatego jego wiedza jest absolutna.

Przejdźmy teraz do naszego przedmiotu.

Wiedza absolutna. Ostatni rozdział “Fenomenologii”.

Istota rzeczy polega na tym, że przedmiot świadomości to nic innego jak samowiedza, albo inaczej,

że   przedmiot   jest   tylko  uprzedmiotowioną   samowiedzą,  jest   samowiedzą   w   charakterze   przedmiotu.

(Postawienie znaku równości między człowiekiem i samowiedzą).

Chodzi więc o przezwyciężenie  przedmiotu świadomości. Przedmiotowość  jako taka traktowana

jest jako  wyalienowany  stosunek człowieka, stosunek nie odpowiadający  istocie ludzkiej,  samowiedzy.

Powrotne przyswojenie  przedmiotowej istoty człowieka, która w ramach alienacji ukształtowała się jako

obca,   oznacza   zatem   nie   tylko   zniesienie  alienacji,  ale   i  przedmiotowości,  czyli   że   człowiek   jest

rozpatrywany jako istota nieprzedmiotowa, spirytualistyczna.

Ruch przezwyciężania przedmiotu świadomości opisuje Hegel w sposób następujący:

Przedmiot  ukazuje się nie tylko jako  powracający  do  własnego ja  [in das  Selbst] (jest to według

Hegla  jednostronne  – tzn. obejmujące jedną tylko stronę – pojmowanie tego ruchu). Człowiek zostaje

zrównany  z własnym  ja.  Ale własne ja  to  człowiek  ujęty  abstrakcyjnie  i  stworzony  przez  abstrakcję.

Człowiek jest egocentryczny [selbstisch]. Jego oko, jego ucho itd. są egocentryczne; każda z sił jego istoty

posiada   w  nim  właściwość  egocentryzmu.   Ale   właśnie   dlatego  jest  rzeczą  całkowicie  błędną   mówić:

samowiedza  posiada   oczy,   uszy,   siłę   istoty.   Nie   natura   ludzka   stanowi   qualitas  samowiedzy,  lecz

przeciwnie, samowiedza stanowi qualitas natury ludzkiej, oka ludzkiego itd.

Własne ja,  wyabstrahowane i utrwalone  jako rzecz  dla  siebie –  to  człowiek jako  abstrakcyjny

egoista, to egoizm podniesiony w swej czystej abstrakcji do sfery myślenia. (Wrócimy do tego później).

Istota   ludzka,   człowiek  jest   dla   Hegla   równoznaczny   z  samowiedzą.  Wszelka   alienacja   istoty

ludzkiej jest przeto dla niego alienacją samowiedzy. Alienacja samowiedzy nie jest ujmowana jako wyraz,

jako odzwierciedlający się w wiedzy i myśleniu wyraz rzeczywistej  alienacji istoty ludzkiej. Przeciwnie,

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 60 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

rzeczywista,  realnie przejawiająca się alienacja jest ze swej  najbardziej wewnętrznej,  ukrytej – i dopiero

przez filozofię ujawnionej – istoty jedynie zjawiskiem alienacji rzeczywistej istoty ludzkiej, samowiedzy.

Dlatego też nauka, która tego docieka, nazywa się fenomenologią. A więc wszelkie powrotne przyswojenie

wyalienowanej istoty przedmiotowej występuje jako wcielenie jej w samowiedzę; człowiek opanowujący

swoją istotę jest  tylko  samowiedzą, która opanowuje swoją przedmiotową istotę; powrót przedmiotu do

własnego ja jest właśnie przyswojeniem przedmiotu.

Przezwyciężenie przedmiotu świadomości znajduje wszechstronny wyraz w tym:

1) że przedmiot jako taki przedstawia się świadomości jako coś znikającego;

2) że alienacja samowiedzy jest tym, co ustanawia rzeczowość [Dingheit];

3) że ta alienacja ma znaczenie nie tylko negatywne, lecz również pozytywne;

4) że ma ona to znaczenie nie tylko dla nas czy też w sobie, ale i dla niej samej;

5) że  dla niej  negacja przedmiotu czy też jego samozniesienie otrzymuje znaczenie  pozytywne

dzięki temu, albo uświadamia  ona sobie tę nicość przedmiotu dzięki temu, że sama siebie alienuje, w tej

alienacji bowiem ustanawia ona  siebie  jako przedmiot albo przedmiot jako siebie samą – a to z racji

nierozdzielnej jedności bytu dla siebie;

6) z drugiej strony jest tu jednocześnie zawarty i ten moment, że świadomość w takiej samej mierze

zniosła i wchłonęła w siebie z powrotem tę alienację i tę przedmiotowość, że zatem w swoim  innobycie

jako takim jest u siebie;

7) jest to ruch świadomości i w ruchu tym świadomość jest całokształtem swoich momentów;

8)   świadomość  musi  również   odnosić  się  do   przedmiotu  wedle  całokształtu  swoich  określeń  i

ujmować go z punktu widzenia każdego z nich. Ten całokształt określeń świadomości czyni przedmiot w

sobie istotą duchową, dla świadomości zaś przedmiot staje się nią naprawdę przez ujmowanie każdego z

określeń przedmiotu z osobna jako własnego ja albo dzięki wyżej wspomnianemu duchowemu stosunkowi

do nich.

ad 1)  To, że przedmiot jako taki przedstawia się świadomości jako coś znikającego, jest owym

wyżej wspomnianym powrotem przedmiotu do własnego ja.

ad 2) Alienacja samowiedzy  ustanawia  rzeczowość.  Ponieważ człowiek równa się samowiedzy,

przeto jego wyalienowana przedmiotowa istota, czyli  rzeczowość  (to,  co  jest  dla niego przedmiotem,  a

przedmiotem jest dla niego naprawdę tylko to, co jest dla niego przedmiotem jego istoty, co zatem jest jego

istotą przedmiotową; ponieważ podmiotem czyni się tu nie rzeczywistego człowieka jako takiego, a zatem i

nie przyrodę – bo przecież człowiek jest ludzką przyrodą – lecz tylko abstrakcję człowieka, samowiedzę,

przeto rzeczowość może być tylko samowiedzą wyalienowaną) równa się  wyalienowanej samowiedzy  i

rzeczowość  jest   przez   tę   alienację   ustanowiona.   Jasne   jest,   że   żywa,   naturalna   istota,   wyposażona   i

obdarzona   przedmiotowymi,   tzn.   materialnymi   siłami   istoty,   posiada   również  rzeczywiste,   naturalne

przedmioty  swej istoty i że jej samoalienacja ustanawia świat  rzeczywisty,  lecz występujący w formie

zewnętrzności, a więc nie należący do jej istoty i panujący nad nią świat przedmiotowy. Nie ma w tym nic

niepojętego ani zagadkowego. Byłoby raczej czymś zagadkowym, gdyby się rzecz miała przeciwnie. Ale

jest również jasne, że  samowiedza  przez swoją alienację może ustanawiać tylko  rzeczowość,  to znaczy

tylko rzecz abstrakcyjną, rzecz abstrakcji, a nie rzecz realną. I jasne jest także, że rzeczowość w stosunku do

samowiedzy   nie   jest  przeto  bynajmniej   czymś  samodzielnym,   istotnym,  lecz  tylko  tworem  przez   nią

ustanowionym i że ten ustanowiony twór zamiast potwierdzać sam siebie jest tylko potwierdzeniem aktu

ustanawiania, który na moment utrwala swoją energię w postaci produktu, nadając mu dla pozoru  – lecz

tylko na moment – rolę samodzielnego, rzeczywistego przedmiotu.

Kiedy  rzeczywisty, cielesny  człowiek,  stojący na  twardym  gruncie  kuli  ziemskiej,  emanujący  i

wchłaniający   w   siebie   wszystkie   siły   przyrody,   poprzez   swoją   alienację  ustanawia  rzeczywiste

przedmiotowe  siły  swojej   istoty  jako  przedmioty   obce,  to  nie  ustanawianie  jest  podmiotem;  jest  nim

podmiotowość przedmiotowych sił istoty, których działanie musi być przeto również przedmiotowe. Istota

przedmiotowa   działa   przedmiotowo   i   nie   działałaby   przedmiotowo,   gdyby   przedmiotowość   nie   była

zawarta w określeniu jej istoty. I tylko dlatego tworzy ona, ustanawia  przedmioty,  że sama jest przez

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 61 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

przedmioty ustanawiana, że sama jest od początku przyrodą. W akcie ustanawiania nie przechodzi ona od

swojej “czystej działalności” do  tworzenia przedmiotu  – jej  przedmiotowy  produkt tylko potwierdza jej

przedmiotową działalność, jej działalność jako działalność przedmiotowej istoty przyrodniczej.

Widzimy tu, że konsekwentny naturalizm czy też humanizm różni się zarówno od idealizmu, jak i

od materializmu będąc zarazem prawdą jednoczącą je oba. Widzimy zarazem, że tylko naturalizm jest w

stanie pojąć akt historii powszechnej.

<Człowiek  jest   bezpośrednio  istotą   przyrodniczą.  Jako   istota   przyrodnicza,   i   to   żywa   istota

przyrodnicza, jest on, z jednej strony, wyposażony w siły przyrodnicze, siły życiowe, jest aktywną istotą

przyrodniczą; siły te istnieją w nim jako dyspozycje i zdolności, jako popędy; z drugiej strony, jako istota

przyrodnicza, cielesna, zmysłowa, przedmiotowa jest on istotą pasywną, doznającą [ein leidendes Wesen],

uwarunkowaną i ograniczoną, jak zwierzę i roślina, to znaczy że przedmioty  jego popędów istnieją poza

nim jako niezależne od niego przedmioty, które są jednak przedmiotami jego potrzeb, przedmiotami, które

są nieodzowne, istotne dla przejawiania i potwierdzania sił jego istoty. To, że człowiek jest istotą cielesną,

wyposażoną w siły przyrodnicze, żywą, rzeczywistą, zmysłową, przedmiotową, oznacza, że przedmiotem

jego istoty, jego przejawiania życia, są rzeczywiste, zmysłowe przedmioty, albo że może on przejawiać swe

życie tylko w rzeczywistych, zmysłowych przedmiotach. Być przedmiotowym, przyrodniczym, zmysłowym

to   to  samo,   co   mieć  przedmiot,   przyrodę,   zmysł  na   zewnątrz  siebie  albo   być  samemu  przedmiotem,

przyrodą, zmysłem dla innej istoty. Głód  jest  potrzebą  przyrodniczą, przeto dla swego zaspokojenia, dla

uśmierzenia   potrzeba   mu  przyrody  na   zewnątrz   siebie,  przedmiotu  na   zewnątrz   siebie.>   Głód   to

przedmiotowa   potrzeba   ciała,   potrzeba   pewnego  przedmiotu  znajdującego   się   na   zewnątrz   ciała   i

nieodzownego dla jego integracji i przejawienia jego istoty. Słońce jest przedmiotem rośliny, przedmiotem

nieodzownym   dla   niej,   utwierdzającym  jej   życie,   podobnie   jak   roślina   jest   przedmiotem   słońca   jako

uzewnętrznienie życiodajnej siły słońca, przedmiotowej siły istoty słońca.

Istota, która nie ma swojej przyrody na zewnątrz siebie, nie jest istotą przyrodniczą i nie uczestniczy

w bycie przyrody. Istota, która nie ma żadnego przedmiotu na zewnątrz siebie, nie jest istotą przedmiotową.

Istota, która sama nie jest przedmiotem dla jakiejś innej istoty, nie posiada żadnej istoty, która byłaby dla

niej przedmiotem, a zatem nie zachowuje się przedmiotowo, jej byt nie jest bytem przedmiotowym.

Istota nieprzedmiotowa jest istotą nierzeczywistą.

Proszę sobie wyobrazić istotę, która ani sama nie jest przedmiotem, ani nie posiada przedmiotu.

Taka istota byłaby, po pierwsze, istotą jedyną, poza nią nie istniałaby żadna istota, istniałaby ona samotnie,

sama jedna. Z chwilą bowiem kiedy istnieją przedmioty poza mną, z chwilą kiedy nie jestem sam, jestem

czymś innym, jakąś inną rzeczywistością niż przedmiot na zewnątrz mnie. Dla tego drugiego przedmiotu

jestem więc inną rzeczywistością niż on, to znaczy jestem jego przedmiotem. Zatem istota, która nie jest

przedmiotem dla innej istoty, zakłada, że nie istnieje żadna istota przedmiotowa. Z chwilą kiedy mam coś

jako przedmiot, to przedmiot ten ma mnie jako swój przedmiot. Istota  nieprzedmiotowa  zaś jest istotą

nierzeczywistą, niezmysłową, istotą tylko pomyślaną, to znaczy tylko wyobrażoną, rzeczą abstrakcji. Być

zmysłowo  to tyle co być rzeczywiście, być przedmiotem zmysłu, być przedmiotem  zmysłowym,  a więc

mieć na zewnątrz siebie przedmioty zmysłowe, przedmioty swojej zmysłowości. Być zmysłowym to tyle co

być pasywnym, doznającym [leidend sein].

Człowiek jako istota przedmiotowa, zmysłowa, jest tedy istotą pasywną, doznającą  [ein leidendes

Wesen];  a   że  jest  istotą   ten   swój   stan   odczuwającą,  jest   zarazem  istotą  obdarzoną   namiętnością  [ein

leidenschaftliches  Wesen];   namiętność,   pasja,   to   siła   istoty  człowieka   energicznie   sięgająca   po   swój

przedmiot

55

.

55

  Język   niemiecki   pozwala   tu   na   taką   grę   słów   –   przejście   od   pasywności,  doznawania  czegoś,   cierpienia   czegoś   do

namiętności, pasji. Począwszy zresztą od greki, gdzie cierpienie czegoś, odbieranie wrażeń jest połączone w jednym – nader

bogatym semantycznie – słowie z afektem, namiętnością (pátos) poprzez łacinę i języki romańskie ciągnie się to etymologiczne

powinowactwo   tych   dwóch   dla   Polaka  odrębnych   pojęć.   Podobnie   w   języku   rosyjskim   spotykamy   się   z   analogicznym

zjawiskiem. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 62 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

<Ale człowiek jest nie tylko istotą przyrodniczą, lecz jest ludzką istotą przyrodniczą, to znaczy istotą

istniejącą dla samej siebie; jest tedy  istotą gatunkową  i jako taka musi potwierdzać się i przejawiać w

swoim bycie i w swojej wiedzy. Ani więc przedmioty ludzkie nie są przedmiotami przyrodniczymi w tej

postaci, w jakiej  dane są  bezpośrednio, ani  też  zmysł ludzki,  tak jak  jest  dany  bezpośrednio, w swej

przedmiotowości,   nie   jest  ludzką  zmysłowością,   ludzką   przedmiotowością.   Ani   obiektywnie,   ani

subiektywnie przyroda nie jest dana istocie ludzkiej bezpośrednio i adekwatnie.> I podobnie jak wszystko,

co przyrodnicze, musi powstać, tak również człowiek ma swój akt powstania, historię, która jednak jest dla

niego czymś świadomym i dlatego jako akt powstania jest znoszącym się świadomie aktem powstania.

Historia jest prawdziwą historią naturalną człowieka. – (Do tego trzeba jeszcze wrócić).

Po trzecie, to stanowienie rzeczowości samo jest tylko pozorem, aktem sprzecznym z istotą czystego

działania, musi ono przeto być z kolei zniesione, rzeczowość musi być poddana zaprzeczeniu.

ad  3, 4, 5, 6. – 3) Ta alienacja świadomości ma znaczenie nie tylko  negatywne,  lecz również

pozytywne i 4) to pozytywne znaczenie ma ona nie tylko dla nas czy też w sobie, ale i dla niej samej, dla

świadomości. 5)  Dla świadomości  negacja przedmiotu czy też jego samozniesienie otrzymuje znaczenie

pozytywne  dzięki temu, albo  uświadamia  ona sobie tę nicość przedmiotu dzięki temu, że sama  siebie

alienuje, w tej alienacji bowiem rozpoznaje siebie jako przedmiot albo przedmiot jako siebie samą, a to z

racji nierozdzielnej jedności bytu dla siebie. 6) Z drugiej strony jest tu jednocześnie zawarty i ten moment,

że   świadomość   w   takiej   samej   mierze   zniosła   i   wchłonęła   w   siebie   z   powrotem   tę   alienację   i   tę

przedmiotowość, że zatem w swoim innobycie jako takim jest u siebie.

Widzieliśmy   już,   że   przyswojenie   wyobcowanej   istoty   przedmiotowej,   czyli   zniesienie

przedmiotowości jako wyobcowania  – które musi się rozwijać od obojętnej obcości aż do rzeczywistego

wrogiego   wyobcowania   –   ma   dla   Hegla   zarazem,   a   nawet   przede   wszystkim   znaczenie   zniesienia

przedmiotowości,  dla samowiedzy  bowiem  kamieniem obrazy w  alienacji  jest  nie  określony  charakter

przedmiotu, lecz jego przedmiotowy charakter. Dlatego przedmiot jest czymś negatywnym, czymś, co się

samo  znosi,  nicością.  Ta  nicość przedmiotu ma  dla  świadomości  znaczenie nie  tylko negatywne,  lecz

również pozytywne, nicość  przedmiotu stanowi bowiem właśnie samopotwierdzenie nieprzedmiotowości,

abstrakcji,  jej  samej.  Dla  samej   świadomości  nicość  przedmiotu  ma  znaczenie  pozytywne  dlatego,  że

rozpoznaje ona tę nicość, istotę przedmiotową, jako swoją samoalienację, wie, że owa nicość istnieje tylko

dzięki jej samoalienacji...

Sposobem, w jaki świadomość istnieje i w jaki coś dla niej istnieje, jest  wiedza.  Wiedza jest jej

jedynym aktem. Dlatego też coś może zaistnieć dla świadomości o tyle, o ile zna ona to coś. Wiedza jest jej

jedynym stosunkiem przedmiotowym. – Świadomość zna nicość przedmiotu, to znaczy wie, że przedmiot

nie różni się od niej, wie o niebycie przedmiotu dla niej, ponieważ zna przedmiot jako swoją samoalienację,

to znaczy, zna siebie (wiedzę jako przedmiot) dzięki temu, że przedmiot jest tylko pozorem  przedmiotu,

złudnym  mirażem,  ze  swej  istoty  zaś  nie  jest  niczym  innym,  jak  samą  wiedzą,  która  się  sama  sobie

przeciwstawia i dlatego przeciwstawiła sobie  nicość,  coś, co nie posiada  żadnej  przedmiotowości poza

obrębem wiedzy, czyli że wiedza wie, iż kiedy odnosi się do jakiegoś przedmiotu, wychodzi tylko poza

obręb  siebie, alienuje się, że  sama  tylko się jawi sobie jako  przedmiot albo że tym, co jawi się jej jako

przedmiot, jest tylko ona sama.

Z drugiej strony, jak powiada Hegel, jest tu jednocześnie zawarty i ten moment, że samowiedza w

takiej samej mierze zniosła i wchłonęła w siebie z powrotem tę alienację i tę przedmiotowość, że zatem w

swoim innobycie jako takim jest u siebie.

W tym rozumowaniu mamy wszystkie iluzje spekulacji zebrane razem.

Po   pierwsze:   w  swoim  innobycie   jako   takim  świadomość,   samowiedza   jest  u   siebie.  Dlatego

samowiedza człowieka – jeżeli, abstrahując od heglowskiej abstrakcji, postawimy ją zamiast samowiedzy –

w swoim innobycie jako takim jest u siebie. Zawiera się w tym, po pierwsze, to, że świadomość – wiedza

jako wiedza, myślenie jako myślenie – utrzymuje o sobie, że jest bezpośrednio czymś innym niż ona sama:

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 63 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

zmysłowością, rzeczywistością, życiem – myśleniem, które w myśleniu przeszło samo siebie (Feuerbach)

56

.

Moment taki zawiera się w tym o tyle, że dla świadomości jako czystej świadomości kamieniem obrazy jest

nie przedmiotowość wyalienowana, lecz przedmiotowość jako taka.

Po drugie, zawiera się w tym to, że jeżeli człowiek obdarzony samowiedzą rozpoznał i zniósł świat

duchowy – albo powszechny byt duchowy swego świata – jako samoalienację, to jednak potwierdza go on

ponownie   w   tej   wyalienowanej   postaci   i   utrzymuje,   że   jest   to   jego   byt   prawdziwy,   przywraca   go

utrzymując,   że  w   swoim  innobycie   jako   takim  jest  u   siebie.  Tak   więc   np.   po   zniesieniu   religii,   po

rozpoznaniu religii jako produktu samoalienacji znajduje mimo to potwierdzenie samego siebie w  religii

jako   religii.  Tutaj   właśnie  tkwi  korzeń  fałszywego  pozytywizmu   Hegla   albo   jego  pozornego  tylko

krytycyzmu (to, co Feuerbach nazywa ustanowieniem, zaprzeczeniem i przywróceniem religii albo teologii,

co należy jednak pojmować w sensie bardziej ogólnym). Zatem rozum jest u siebie w nierozumie jako

nierozumie. Człowiek, który zrozumiał, że w prawie, polityce itd. prowadzi życie wyalienowane, prowadzi

w tym  wyalienowanym  życiu  jako takim swoje prawdziwe  życie  ludzkie. A  zatem  samoutwierdzenie,

samopotwierdzenie się w sprzeczności z samym sobą, zarówno z wiedzą, jak i z istotą przedmiotu, ma być

prawdziwą wiedzą i prawdziwym życiem.

A więc nie może już być mowy o jakimś przystosowaniu się Hegla do religii, do państwa itd.,

albowiem kłamstwo to jest kłamstwem jego zasady.

Jeżeli  wiem,  że  religia  jest  wyalienowaną  samowiedzą ludzką,  to wiem, że  w niej  jako religii

potwierdza   się   nie   moja   samowiedza,   lecz   moja   wyalienowana   samowiedza;   wiem   tedy,   że   moja

samowiedza należąca do samej siebie, do swej istoty, potwierdza się nie w  religii,  lecz przeciwnie, w

unicestwionej, zniesionej religii.

U Hegla tedy negacja negacji nie jest potwierdzeniem prawdziwej istoty właśnie przez negację

istoty pozornej, lecz potwierdzeniem istoty pozornej lub istoty wyobcowanej z siebie w swoim zaprzeczeniu

albo   zaprzeczeniem  tej  istoty  pozornej  jako   istoty  przedmiotowej,  znajdującej  się  poza  człowiekiem  i

niezależnej od niego, i przemianą jej w podmiot.

Dlatego szczególną rolę odgrywa u niego zniesienie, w którym łączą się zaprzeczenie i zachowanie,

utwierdzenie.

Tak   więc   na   przykład   w   heglowskiej   filozofii   prawa   zniesione  prawo   prywatne  równa   się

moralności,  zniesiona   moralność   równa   się  rodzinie,  zniesiona   rodzina   równa   się  społeczeństwu

obywatelskiemu,  zniesione społeczeństwo obywatelskie równa się państwu,  zniesione państwo równa się

historii   powszechnej.  W   realnej  rzeczywistości  prawo   prywatne,   moralność,   rodzina,   społeczeństwo

obywatelskie, państwo itd. istnieją nadal, ale stały się  momentami,  egzystencjami i sposobami istnienia

człowieka, które tracą sens w izolacji, wzajemnie się rozwiązują i tworzą itd. Momenty ruchu.

W ich rzeczywistej egzystencji ta ich  ruchliwa  istota pozostaje ukryta. Ukazuje się ona, objawia

dopiero w myśleniu, w filozofii, i dlatego moim prawdziwym bytem religijnym jest mój byt w  filozofii

religii,  moim prawdziwym bytem politycznym – mój byt w  filozofii prawa,  moim prawdziwym bytem

przyrodniczym  – mój  byt  w  filozofii przyrody,  moim prawdziwym  bytem artystycznym –  mój byt w

filozofii sztuki, moim prawdziwym bytem ludzkim – mój byt w filozofii. Tak też prawdziwą egzystencją

religii, państwa, przyrody, sztuki jest filozofia religii, filozofia przyrody, filozofia państwa, filozofia sztuki.

Jeżeli jednak prawdziwym bytem religii jest dla mnie tylko filozofia religii itd., to prawdziwie religijny

jestem tylko jako  filozof religii,  to neguję  rzeczywistą  religijność i rzeczywiście  religijnego  człowieka.

Zarazem jednak potwierdzam jedno i drugie po części w obrębie mego własnego bytu czy też w obrębie

obcego bytu, które im przeciwstawiam (gdyż jest on tylko ich wyrazem filozoficznym), po części zaś w ich

własnej pierwotnej formie, gdyż mają one dla mnie walor tylko pozornych innobytów, alegorii, ukrytych

pod powłokami zmysłowymi form ich własnego prawdziwego, tj. mojego bytu filozoficznego

57

.

56

  W § 30 dzieła “Grundsätze der Philosophie der Zukunft” Feuerbach mówi: “Hegel to myśliciel, który  przeszedł  siebie w

myśleniu”. – Red.

57

  Cały ten akapit Marks dopisał później na marginesie, stąd  akapit następny wiąże się  ściśle z  poprzednio omówionym

zagadnieniem. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 64 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

Podobnie zniesiona jakość równa się ilości, zniesiona ilość równa się mierze, zniesiona miara równa

się  istocie,  zniesiona istota równa się  zjawisku,  zniesione zjawisko równa się  rzeczywistości,  zniesiona

rzeczywistość równa się pojęciu, zniesione pojęcie równa się obiektywności, zniesiona obiektywność równa

się idei absolutnej, zniesiona idea absolutna równa się przyrodzie, zniesiona przyroda równa się duchowi

subiektywnemu,  zniesiony duch  subiektywny równa się obiektywnemu duchowi  moralnemu,  zniesiony

duch moralny równa się  sztuce,  zniesiona sztuka równa się  religii,  zniesiona religia równa się  wiedzy

absolutnej.

Z jednej strony zniesienie to jest zniesieniem istoty myślowej, a więc myślowa własność prywatna

znosi się w myślowe ujęcie moralności. A że myślenie mniema, że jest bezpośrednio czymś innym niż ono

samo, że jest zmysłową rzeczywistością, a więc ma swą czynność za czynność także i zmysłową, realną,

przeto owo myślowe zniesienie, pozostawiając w rzeczywistości swój przedmiot nienaruszonym, mniema,

że go rzeczywiście przezwyciężyło; z drugiej zaś strony, ponieważ przedmiot stał się teraz dla myślenia

momentem  myśli,  przeto  myślenie  traktuje  go  również  w  jego  realności  jako  samopotwierdzenie  jego

samego, samowiedzy, abstrakcji.

Dlatego też, z jednej strony, ten byt, który Hegel  znosi  w filozofię, nie jest wcale  rzeczywistą

religią, państwem, przyrodą, lecz religią, która już jest przedmiotem wiedzy, dogmatyką; to samo dotyczy

nauki   prawa,   nauki   o   państwie,   przyrodoznawstwa.  A   więc   z   jednej   strony   zajmuje   on   pozycję

przeciwstawną   zarówno  rzeczywistej  istocie,   jak   i   bezpośredniej  wiedzy  niefilozoficznej   lub

niefilozoficznym pojęciom o tej istocie. Pozostaje więc w sprzeczności z ich potocznymi pojęciami.

Z drugiej strony człowiek religijny itd. może znaleźć w Heglu swe ostateczne potwierdzenie.

Teraz należy rozpatrzyć – w ramach kategorii alienacji – pozytywne momenty dialektyki Hegla.

a)  Zniesienie  jako ruch przedmiotowy wchłaniający na powrót  alienację. <– Jest to wyrażona w

ramach   alienacji   idea  przyswojenia  istoty  przedmiotowej   przez   zniesienie  jej   alienacji,   wyalienowane

poznanie  rzeczywistego   uprzedmiotowienia  człowieka,   rzeczywistego   przyswojenia   przezeń   jego

przedmiotowej   istoty   przez   unicestwienie  wyalienowanej  determinacji   świata   przedmiotowego,   przez

zniesienie go w jego wyalienowanym bycie, podobnie jak ateizm jako zniesienie boga jest stawaniem się

humanizmu teoretycznego, a komunizm jako zniesienie własności prywatnej jest windykacją prawdziwie

ludzkiego  życia  jako  własności  człowieka,  jest  stawaniem  się  humanizmu  praktycznego;  albo,  innymi

słowy, ateizm jest humanizmem zapośredniczonym z sobą samym przez zniesienie religii, komunizm zaś

humanizmem   zapośredniczonym   z   sobą   samym   przez   zniesienie   własności   prywatnej.   Dopiero   przez

zniesienie   tego   pośredniczenia   –   które   stanowi   jednak   konieczną   przesłankę   –   powstaje   humanizm

poczynający się pozytywnie z samego siebie, humanizm pozytywny.>

Wszakże   ateizm,   komunizm   nie   są   bynajmniej   ani   ucieczką,   ani   abstrakcją,   ani   utratą   świata

przedmiotowego, stworzonego przez człowieka, utratą sił jego istoty, które przybrały formę przedmiotową,

ubóstwem,   które   powraca   do   nienaturalnej,   nierozwiniętej   prostoty.   Przeciwnie,   to   one   dopiero   są

rzeczywistym stawaniem się, otwartą realnie przed człowiekiem realizacją jego istoty, realizacją jego istoty

jako czegoś rzeczywistego.

Rozpatrując – wprawdzie znów w formie wyalienowanej – sens pozytywny negacji odniesionej do

samej   siebie,   rozpatruje   tedy   Hegel   samowyobcowanie   człowieka,   alienację   jego   istoty,   jego

odprzedmiotowienie i odrzeczywistnienie – jako odzyskanie siebie, przejawianie istoty, uprzedmiotowienie

i urzeczywistnienie. <Krótko mówiąc, rozpatruje on – w ramach abstrakcji – pracę jako akt samotworzenia

się człowieka, stosunek do siebie jako do istoty obcej i realizowanie siebie jako istoty obcej, jako stającą się

świadomość gatunkową i życie gatunkowe.>

b) Ale u Hegla – niezależnie lub raczej w konsekwencji wyżej opisanego opacznego ujęcia sprawy –

akt ten,  po pierwsze,  ma charakter  czysto formalny,  ponieważ jest abstrakcyjny, ponieważ istota ludzka

sama jest rozpatrywana tylko jako abstrakcyjna istota myśląca, jako samowiedza, a

po drugie,  jako że ten punkt widzenia jest  formalny  i  abstrakcyjny,  zniesienie alienacji staje się

potwierdzeniem   alienacji   albo,   inaczej   mówiąc,   dla   Hegla   ów   ruch  samotworzenia   się,

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 65 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

samouprzedmiotowiania się  jako  samoalienacji  i  samowyobcowania  – to  absolutne  i dlatego ostateczne

ludzkie przejawianie życia, będące samo sobie celem, uspokajające się w sobie i docierające do swej istoty.

Ruch ten rozpatrywany w jego abstrakcyjnej formie, jako dialektyka, traktowany jest zatem jako

prawdziwe życie ludzkie,  ale że jest abstrakcją, alienacją życia ludzkiego, przeto jest traktowany jako

proces   boski  –   jako   boski   proces   człowieka,   proces,   który   przebywa   sama   jego   różna   od   niego,

abstrakcyjna, czysta, absolutna istota.

Po trzecie:  proces ten musi mieć swego nosiciela, swój podmiot; podmiotem jednak jest dopiero

rezultat; tym rezultatem, podmiotem, który jest świadomy siebie jako samowiedzy absolutnej, jest przeto

bóg, duch absolutny, świadoma siebie i urzeczywistniająca się idea.  Człowiek rzeczywisty i rzeczywista

przyroda   stają   się   jedynie   predykatami,   symbolami   tego   ukrytego,   nierzeczywistego   człowieka   i   tej

nierzeczywistej przyrody. Podmiot i predykat pozostają więc do siebie w stosunku absolutnie opacznym:

mistyczny   podmiot-przedmiot  albo  subiektywność  rozciągająca się na  obiekt,   podmiot   absolutny  jako

proces, jako podmiot, który się alienuje i z tej alienacji powraca do siebie wchłaniając ją jednak na powrót

w siebie, oraz podmiot jako ten proces; czyste, bezustanne krążenie w sobie.

Najprzód   co   do   formalnego   i   abstrakcyjnego  ujmowania   aktu   samotworzenia   czy   też

samouprzedmiotowiania się człowieka.

Ponieważ Hegel stawia znak równości między człowiekiem a samowiedzą, przeto wyalienowany

przedmiot, wyalienowana rzeczywistość istoty człowieka jest niczym innym, jak świadomością  alienacji,

myślą o alienacji, jej abstrakcyjnym i dlatego beztreściowym i nierzeczywistym wyrazem, negacją. Dlatego

i zniesienie alienacji jest niczym innym jak abstrakcyjnym, beztreściowym zniesieniem owej beztreściowej

abstrakcji,  negacją   negacji.  Dlatego   pełna   treści,   żywa,   zmysłowa,   konkretna   czynność

samouprzedmiotowiania się staje się jedynie jej abstrakcją,  absolutną negatywnością,  abstrakcją, która z

kolei utrwala się jako taka i jest myślana jako czynność samoistna, jako po prostu czynność. Ponieważ ta

tak zwana negatywność jest niczym innym, jak  abstrakcyjną, beztreściową  formą owego rzeczywistego

żywego aktu, przeto również jej treść może być tylko treścią formalną, otrzymaną przez abstrahowanie od

wszelkiej treści. Są to więc ogólne, abstrakcyjne, właściwe każdej treści i dlatego zarówno obojętne wobec

każdej   treści,   jak  i   właśnie   dlatego   dla   każdej   treści   nadające   się  formy  abstrakcji,  formy  myślenia,

kategorie   logiczne,   oderwane   od  rzeczywistego  ducha   i  rzeczywistej  przyrody.   (Treść  logiczną

negatywności absolutnej analizujemy dalej).

Strona pozytywna tego, czego tu w swojej spekulatywnej logice Hegel dokonał, zawiera się w tym,

że  określone pojęcia,  ogólne  stałe formy  myślenia  są w swojej samoistności wobec przyrody i ducha

koniecznym rezultatem ogólnej alienacji ludzkiej istoty, a więc również ludzkiego myślenia, i że Hegel

przedstawił je dlatego jako momenty procesu abstrakcji i ujął je w jedną całość. Tak więc na przykład

zniesiony byt jest istotą, zniesiona istota pojęciem, zniesione pojęcie... ideą absolutną. Ale czymże z kolei

jest idea absolutna? Z kolei znosi ona samą siebie, jeżeli nie chce całego aktu abstrakcji dokonać znów od

początku   i   zadowolić   się   tym,   że   jest   całokształtem   abstrakcji   albo  abstrakcją   pojmującą   siebie.   Ale

abstrakcja pojmująca siebie jako abstrakcję jest świadoma swojej nicości; musi się wyrzec siebie jako

abstrakcji i w ten sposób dochodzi do czegoś, co jest jej zupełnym przeciwieństwem, do  przyrody.  Cała

logika jest tedy dowodem, że myślenie abstrakcyjne samo przez się jest niczym, że idea absolutna sama

przez się jest niczym, że tylko przyroda jest czymś.

Idea absolutna, idea abstrakcyjna, która “rozważana od strony swej jedności ze sobą jest oglądem

(Hegel,   “Encyklopedia”,   wyd.   3,   str.   222)

58

,   która   (l.   c.)   “w   swej   absolutnej   prawdzie  decyduje   się

wyzwolić z siebie moment swej szczególności, czyli pierwszego określenia i innobytu, ideę bezpośrednią

jako swe odbicie, wyzwolić z samej siebie siebie jako przyrodę”, cała ta idea zachowująca się tak osobliwie

i   dziwacznie,   idea,   która  przyprawiła   heglistów  o   tak  straszliwe  bóle  głowy,   jest  niczym  innym,   jak

abstrakcją – to znaczy abstrakcyjnym myślicielem – która nauczona doświadczeniem i rozpoznawszy swą

prawdziwą istotę decyduje się pod pewnymi warunkami – fałszywymi i również jeszcze abstrakcyjnymi –

58

 Georg Wilhelm Friedrich Hegel, “Encyklopädie der philosophischen Wissenschaften im Grundrisse”, 3 wydanie, Heidelberg

1830. – Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 66 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

wyrzec się siebie i na miejsce swego bytu u siebie, niebytu, swej ogólności i nieokreśloności postawić swój

innobyt, czyli to, co szczególne i określone; decyduje się  wyzwolić z siebie przyrodę,  która była w niej

ukryta jedynie jako abstrakcja, jako rzecz myślowa, to znaczy porzucić abstrakcję i spojrzeć wreszcie na

wolną  od   niej   przyrodę.   Idea   abstrakcyjna,  która   staje   się   bezpośrednio  oglądem,  jest   właśnie  takim

myśleniem abstrakcyjnym, które wyrzeka się siebie i decyduje się na to, by stać się  oglądem.  Całe to

przejście   logiki   w   filozofię   przyrody   jest   niczym   innym   jak   przejściem   –   którego   abstrakcyjnemu

myślicielowi tak trudno dokonać i które dlatego opisuje tak fantastycznie – od abstrahowania do oglądu.

Mistycznym uczuciem, które wygania filozofa ze sfery myślenia abstrakcyjnego do sfery oglądu, jest nuda,

tęsknota za treścią.

(Człowiek wyalienowany z samego siebie jest myślicielem wyalienowanym również ze swej istoty,

to   znaczy   ze   swej   istoty   przyrodniczej   i   ludzkiej.   Myśli   jego   są   przeto   zastygłymi   duchami

przemieszkującymi gdzieś poza przyrodą i poza człowiekiem. Hegel wszystkie te zastygłe duchy zamknął

razem w swojej “Logice”, rozpatrując każdego z nich najprzód jako negację, tzn. jako alienację ludzkiego

myślenia,  potem  jako  negację negacji,  tzn.  jako zniesienie  tej  alienacji,  jako  rzeczywistą  manifestację

ludzkiego myślenia; ponieważ jednak ta negacja negacji nie wyzwoliła się jeszcze sama z alienacji, jest ona

po części równoznaczna z restytuowaniem tych zastygłych duchów w ich alienacji, po części oznacza

zatrzymanie się na ostatnim akcie, odniesienie siebie do samej siebie w alienacji jako prawdziwym bycie

tych zastygłych duchów

59

, po części zaś – jako że owa abstrakcja ogranicza się do samej siebie i jest jej

bezbrzeżnie nudno z sobą samą – wyrzeczenie się abstrakcyjnego myślenia, które porusza się tylko w

obrębie myślenia, które nie ma oczu, zębów, uszu, nie ma niczego, występuje u Hegla jako postanowienie

uznania przyrody za istotę i oddania się oglądowi).

Ale również przyroda,  ujmowana abstrakcyjnie, dla siebie, utrwalona w oderwaniu od człowieka,

jest dla człowieka niczym. Rozumie się samo przez się, że abstrakcyjny myśliciel, który zdecydował się na

ogląd, patrzy na nią abstrakcyjnie. Gdy przedtem przyroda spoczywała zamknięta przez myśliciela jako idea

absolutna, jako rzecz myślowa w postaci dla niego samego tajemniczej i zagadkowej, to teraz, kiedy ją z

siebie   wyzwolił,  w  rzeczy   samej   wyzwolił  tylko   tę  abstrakcyjną   przyrodę,  tylko  abstrakcję   myślową

przyrody, nadał jej jednak to znaczenie, że jest innobytem myśli, że jest przyrodą rzeczywistą, oglądaną,

różną  od   myślenia  abstrakcyjnego.  Albo   –   mówiąc  językiem  ludzkim  –   w   swoim  oglądzie  przyrody

abstrakcyjny myśliciel przekonuje się, że istoty, o których w boskiej dialektyce mniemał, że tworzy je z

niczego, z czystej abstrakcji, jako czyste produkty pracy myślowej, która przebiega sama w sobie i nigdzie

nie spogląda w realną rzeczywistość, są niczym innym, jak abstrakcjami określeń przyrody.  A więc cała

przyroda   powtarza  mu  abstrakcje   logiczne,   tyle   że   w   formie   zmysłowej,   zewnętrznej.   On   zaś   znów

analizuje  ją   i   te   abstrakcje.   Jego   ogląd   przyrody   jest   zatem   tylko   procesem   potwierdzenia   jego

abstrahowania od oglądu przyrody, jest tylko powtórzonym przez niego świadomie aktem tworzenia jego

abstrakcji. Tak więc na przykład czas równa się negatywności odniesionej do siebie samej (l. c., str. 238).

Zniesionemu stawaniu się jako bytowi odpowiada – w formie przyrodniczej – zniesiony ruch jako materia.

Światło   jest  przyrodniczą  formą  refleksji   introspekcyjnej.  Ciało   w   postaci  księżyca   i   komety  jest

przyrodniczą  formą  przeciwieństwa,  które   według   “Logiki”   jest,   z   jednej   strony,  pozytywnością

zasadzającą się na samej sobie,  z drugiej zaś strony –  negatywnością  zasadzającą się na samej sobie.

Ziemia jest przyrodniczą formą racji logicznej, jako negatywna jedność przeciwieństwa itp.

Przyroda jako przyroda,  to znaczy o tyle, o ile różni się jeszcze zmysłowo od owego tajemnego,

ukrytego w niej sensu, przyroda oddzielona, różna od tych abstrakcji, jest nicością, która objawia się jako

nicość, jest czymś bezsensownym albo ma tylko sens zewnętrzności, która została zniesiona.

59

 To znaczy, że na miejsce owych zastygłych abstrakcji stawia Hegel krążący w samym sobie akt abstrakcji; dzięki temu, i to

jest   jego   zasługą,  mógł on   wskazać  źródło   wszystkich  tych  nieodpowiednich  pojęć   (które,  jeśli  chodzi  o   ich  pierwotne

pochodzenie,   należą   do   różnych   filozofii),   ująć   je   syntetycznie   i   zamiast   jakiejś   jednej   określonej   abstrakcji   uczynić

przedmiotem krytyki abstrakcję wyczerpującą je, wszechogarniającą. (Zobaczymy później, dlaczego Hegel oddziela myślenie

od podmiotu, ale już teraz jest rzeczą jasną, że jeżeli nie ma człowieka, to i manifestacja jego istoty nie może być ludzka i

dlatego również myślenie nie mogło być rozpatrywane jako manifestacja istoty człowieka pojmowanego jako podmiot ludzki i

przyrodniczy, obdarzony oczami, uszami itd., żyjący w społeczeństwie, świecie i przyrodzie).

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 67 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Karol Marks – Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r. (1844 rok)

“W punkcie widzenia finalistycznej teleologii mieści się słuszna przesłanka, że przyroda nie zawiera celu

absolutnego w sobie samej” (str. 225).

Celem jej jest potwierdzenie abstrakcji.

“Przyroda   pojawiła   się   jako   idea   w  formie   innobytu.  Ponieważ  idea  występuje   wobec   tego   jako

zaprzeczenie samej siebie czy też jako  zewnętrzna wobec siebie,  przeto sprawa ma się nie tak, że przyroda jest
zewnętrzna tylko w sensie względnym, w stosunku do tej idei, ale tak, że  zewnętrzność  stanowi określenie, w
którym występuje ona jako przyroda” (str. 227).

Zewnętrzność należy tu rozumieć nie jako zmysłowość, która się uzewnętrznia i otwiera dla światła,

dla zmysłowego człowieka; zewnętrzność tę należy tu pojmować w sensie alienacji, braku, ułomności,

której  być  nie  powinno.   Albowiem  prawdziwa  jest  wciąż  jeszcze  idea.   Przyroda   jest   tylko  formą  jej

innobytu.  A  ponieważ  myślenie  abstrakcyjne  jest  istotą,  wobec  tego  to,  co jest  w  stosunku  do  niego

zewnętrzne,   jest   z   istoty   swojej   tylko  czymś   zewnętrznym.  Abstrakcyjny   myśliciel   uznaje,   że   istotę

przyrody  stanowi  zmysłowość,   zewnętrzność,  w  przeciwieństwie   do  obracającego   się  w  sobie   samym

myślenia.   Ale  zarazem  wyraża  on  to  przeciwieństwo   w  ten  sposób,  że  ta  zewnętrzność  przyrody,  jej

przeciwieństwo  do   myślenia   stanowi  jej  brak,  że   przyroda,   o   ile   różni   się   od   abstrakcji,   jest   istotą

niedoskonałą. Istota, niedoskonała nie tylko dla mnie, nie tylko w moich oczach, lecz niedoskonała sama

przez się, ma na zewnątrz siebie coś, czego jej brak. To znaczy, że jej istota jest czymś innym niż ona sama.

Toteż dla abstrakcyjnego myśliciela przyroda musi się sama znieść, ponieważ założył ją już jako istotę

potencjalnie zniesioną.

“Duch  ma  dla  nas  jako swoją  przesłankę  przyrodę,  której  sam jest  prawdą,  jest więc  w stosunku  do

przyrody czymś absolutnie pierwotnym. Przyroda znikła w tej prawdzie, duch zaś okazał się ideą, która osiągnęła
swój   byt   dla   siebie   i   której  przedmiotem,  jako   też  podmiotem,  jest  pojęcie.  Tożsamość   ta   jest  absolutną
negatywnością,
  ponieważ   w   przyrodzie   pojęcie   ma   swoją   całkowitą   zewnętrzną   obiektywność,   ale   ta   jego
samoalienacja została zniesiona, przez co stało się ono tożsame z sobą. Jest więc ono tą tożsamością tylko jako
powrót z przyrody” (str. 392).

Objawianie się,  które jako idea  abstrakcyjna  jest bezpośrednim przejściem do przyrody, jej  stawaniem

się, jest jako objawianie się ducha, który jest wolny, stanowieniem przyrody jako jego świata; stanowieniem, które
zarazem   jako   refleksja  zakłada  świat   jako   samodzielną   przyrodę.   Objawianie   się   w   pojęciu   jest   tworzeniem
przyrody jako bytu ducha, w którym daje on sobie potwierdzenie i prawdę swej wolności”. “Absolutem jest duch;
jest to najwyższa definicja absolutu”

60

.

60

  Georg Wilhelm Friedrich Hegel,  “Encyklopädie der philosophischen Wissenschaften im Grundrisse”, dz. cyt., str. 393.  

Red.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 68 -

www.skfm-uw.w.pl