background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

1

 

 

KLASYKA WAMPIRYZMU 

by blood luna

 

 

PIOTRUŚ I WILK 

 

Angela Carter 

 

 
 
 
 
 
 

oryg. "

 

Peter and the Wolf", 1982 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

* * * 
 
tłum. Aleksandra Ambros  

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

2

 

 
 
 

Materiał na potrzeby prywatne 

 
 
 
 
 
 

http://blood-luna.ovh.org

  

Portal „BLOOD LUNA” 

Polska Biblioteka Wampira 
 
 
 
 

Kolekcja klasyki wampiryzmu

 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

3

 

W końcu wspaniałość gór staje się monotonna: w miarę przyzwyczajenia 

krajobraz  przestaje  budzić  grozę  i  zachwyt  i  podróŜny  patrzy  na  szczyty 
obojętnym okiem tych, którzy mieszkają tu od zawsze. Na pewnej wysokości 
drzewa  juŜ  nie  rosną.  Cienie chmur  przesuwają się  po  nagich  szczytach  tak 
swobodnie, jak same chmury przesuwają się po niebie. 

Dziewczyna  z  wioski  na  niŜej  połoŜonych  zboczach  zostawiła  matkę 

wdowę i poślubiła człowieka, który mieszkał na pustkowiu. Wkrótce zaszła w 
ciąŜę.  W  październiku  zerwała  się  gwałtowna  burza.  Stara  kobieta,  wiedząc, 
Ŝe  czas  córki  się  zbliŜa,  czekała  na  wiadomość,  ale  wiadomości  nie  było. 
Kiedy  burza  przeszła,  staruszka  wybrała  się  zobaczyć,  co  się  dzieje,  a 
poniewaŜ się bała, wzięła ze sobą dorosłego syna. 

JuŜ z daleka dostrzegli, Ŝe dym nie unosi się z komina. Wszystko wokół 

ziało  pustką.  Rozwarte  drzwi  chwiały  się  na  zawiasach.  Pustka  ich 
wchłonęła.  Na  klepisku  leŜały  wilcze  odchody,  poznali  więc,  Ŝe  wilki  były  w 
domu, zwłoki młodej matki zostawiły jednak w spokoju, ale dziecka nie było 
ani  śladu,  tylko  pewien  rozgardiasz  wskazywał,  Ŝe  się  urodziło.  Nie  było  teŜ 
śladu zięcia, poza ogryzioną stopą w bucie. 

Zawinęli  zmarłą  w  kołdrę  i  zabrali  ze  sobą  do  domu.  Zrobiło  się  późno. 

Wycie wilków rozrywało zapadającą nocną ciszę. 

Nadeszła  zima  z  lodowatymi  podmuchami,  wszyscy  siedzieli  w  domu  i 

dokładali  drew  do  paleniska.  Syn  starej  oŜenił  się  z  córką  kowala,  która  z 
nim zamieszkała. Stopniały śniegi, była juŜ wiosna. Przed następnym BoŜym 
Narodzeniem  pojawił  się  tryskający  zdrowiem  wnuczek.  Mijał  czas,  urodziło 
się więcej dzieci. 

Kiedy  najstarszemu  wnukowi,  Piotrusiowi,  szedł  juŜ  siódmy  rok,  był 

dostatecznie duŜy, Ŝeby pójść z ojcem w góry, jak to robili męŜczyźni co roku 
celem wypasu kóz na świeŜej trawie. Siedział sobie Piotruś w młodym słońcu, 
wyplatając słomę na koszyki, aŜ raptem zobaczył, jak to, czego nauczono go 
bać się najbardziej, zbliŜa się bezgłośnie po wygonie za sterczącą skałą. A za 
pierwszym wilkiem drugi. 

Gdyby  to  nie  były  pierwsze  wilki,  jakie  ujrzał  w  Ŝyciu,  chłopiec  nie 

przypatrywałby  im  się  tak  uwaŜnie:  pluszowej  szarej  sierści,  której  włosy  z 
białymi  końcówkami  nadają  tym  zwierzętom  widmowy  wygląd,  jakby  ich 
kontury  miały  się  rozpłynąć;  spręŜystym,  puszystym  ogonom,  spiczastym, 
węszącym maskom. 

Nagle  zobaczył  Piotruś,  Ŝe  trzeci  wilk  był  dziwem,  wybrykiem  natury: 

goły, na czterech łapach, jak tamte, ale bez włosów na ciele, choć z włosami 
na głowie. 

Widok wilka bez sierści tak go zafascynował, Ŝe byłby najpewniej stracił 

swoją  trzódkę,  moŜe  i  sam  został  zjedzony,  a  niewątpliwie  zbity  na  kwaśne 
jabłko  za  niedbalstwo,  gdyby  same  kozy  nie  podniosły  łbów,  nie  zwietrzyły 
niebezpieczeństwa i nie uciekły, becząc płaczliwie, na co nadbiegli męŜczyźni 
ze strzelbami i narobili takiego rabanu, Ŝe odstraszyli wilki. 

Ojciec  był  za  bardzo  zły,  Ŝeby  słuchać  Piotrusiowego  gadania.  Dał  mu 

parę  kuksańców  w  głowę  i  odesłał  do  domu.  Matka  karmiła  tegoroczne 
niemowlę. Babka siedziała przy stole, łuskając groch do garnka. 

- Babciu, z wilkami była dziewczynka - opowiadał Piotruś. Dlaczego był 

tak pewny, Ŝe dziewczynka? MoŜe dlatego, Ŝe miała takie długie włosy, takie 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

4

 

długie  i  pełne  Ŝycia.  -  Dziewczynka,  chyba  w  moim  wieku,  sądząc  po 
wielkości - dodał. 

Babka wyrzuciła płaski strąk za drzwi, Ŝeby kury mogły sobie dziobać. 
- Widziałem dziewczynkę z wilkami - nie dawał za wygraną Piotruś. 
Babka  nalała  wody  do  garnka,  wstała  od  stołu  i  zawiesiła  garnek  z 

grochem  na  haku  nad  paleniskiem.  Tego  wieczora  nie  było  juŜ  czasu,  ale 
następnego ranka, bardzo wcześnie, sama zaprowadziła chłopca z powrotem 
w góry. 

- Powiedz ojcu, coś mnie mówił. 
Poszli popatrzeć na wilcze ślady. Na kawałku wilgotnego gruntu znaleźli 

odcisk niepodobny do odcisku psiej łapy, a tym bardziej do stopy dziecka, ale 
Piotruś marudził i głowił się, dopóki nie zrozumiał. 

-  Biegła  na  czworakach  z  zadkiem  w  górze...  więc  cały  cięŜar  musiała 

opierać na przodzie podeszwy, nie? I rozstawiała palce, o tak, zobacz. 

Latem  chodził  boso,  jak  wszystkie  dzieci  z  wioski.  WłoŜył  palce  własnej 

stopy w odcisk, Ŝeby pokazać ojcu, jaki ślad by zostawił, gdyby teŜ biegał na 
czworakach. 

-  Piętą  się  nie  dotyka,  jak  się  tak  biega.  Więc  nie  zostawiła  odcisku 

pięty. Logiczne. 

Wreszcie  ojciec  zdołał  docenić  dedukcyjne  zdolności  Piotrusia,  rzucając 

dziecku ukradkiem niespokojne spojrzenie. To było bystre dziecko. 

Szybko  ją  znaleźli.  Spała.  Jej  kręgosłup  stał  się  tak  giętki,  Ŝe  potrafiła 

się  zwinąć  w  idealne  C.  Obudziła  się,  kiedy  ich  usłyszała,  i  zaczęła  uciekać, 
ale ktoś schwytał ją w pętlę przyczepioną na końcu liny, pętla przeszła przez 
głowę  i  zacisnęła  się;  mała  upadła  na  ziemię,  przewracając  oczami 
wyskakującymi  z  orbit.  Wielka,  szara,  rozgniewana  suka  pojawiła  się  nie 
wiadomo skąd, ale ojciec Piotrusia rozerwał ją na kawałki za pomocą swojej 
strzelby. Dziewczynka byłaby się udusiła, gdyby stara kobieta nie połoŜyła jej 
głowy na swoich kolanach i nie rozluźniła węzła. Dziewczynka ugryzła babkę 
w rękę. 

Drapała  i  walczyła,  aŜ  męŜczyźni  szpagatem  przywiązali  jej  nadgarstki 

do  kostek,  a  następnie  zawiesili  ją  na  kiju  i  ponieśli  do  wioski.  Wtedy 
zwiotczała.  Nie  wrzeszczała,  nie  krzyczała,  chyba  nie  potrafiła,  z  głębi  jej 
gardła wydobyło się tylko parę głuchych chrapliwych dźwięków, a choć raczej 
nie umiała płakać, woda popłynęła z kącików jej oczu.  

Jak spalona była od słońca i wiatru! Cała jasnobrązowa, a jaka brudna! 

Pokryta zaschłym błotem i pyłem. KaŜdy centymetr jej kasztanowatego zadu 
naznaczony  był  bliznami  i  strupami  powstałymi  w  wyniku  gwałtownego 
otarcia  się  o  skały  i  ciernie.  Kiedy  ją  nieśli,  jej  włosy  ciągnęły  się  po  ziemi, 
pełne  rzepów,  a  tak  brudne,  Ŝe  nie  sposób  było  ustalić  ich  koloru.  Roiło  się 
na  niej  robactwo.  Śmierdziała.  Była  tak  chuda,  Ŝe  sterczały  jej  wszystkie 
Ŝebra.  Ładny,  pulchny,  wykarmiony  kartoflami  chłopiec  był  o  wiele  od  niej 
większy, chociaŜ musiała być starsza o jakiś rok. 

Głęboko  przejęty,  dreptał  za  nią.  Stara  kobieta  kuśtykała  obok, 

zawinąwszy  ugryzioną  rękę  w  fartuch.  Kiedy  dziewczynkę  zrzucono  na 
podłogę  w  domu  jej  babki,  chłopiec  ukradkiem  dotknął  jej  pośladka 
wskazującym  palcem,  z  ciekawości,  Ŝeby  zobaczyć,  jaka  jest  w  dotyku.  Była 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

5

 

ciepła,  ale  twarda.  Nawet  nie  drgnęła,  kiedy  jej  dotknął.  Zrezygnowała  z 
walki, leŜała zwinięta na podłodze i udawała nieŜywą. 

W  chacie  babki  była  jedna  duŜa  izba,  którą  w  zimie  dzielili  z  kozami. 

Ledwo wielki, bury kocur myszołap poczuł dziewczynkę, od razu zasyczał jak 
przekłuty balon i skoczył na drabinę prowadzącą na stryszek. Zupa parowała 
na  palenisku  i  stół  był  nakryty.  ZbliŜała  się  pora  wieczerzy,  ale  wciąŜ  było 
zupełnie jasno, latem w górach noc zapada późno. 

- RozwiąŜ ją - powiedziała babka. 
Syn z początku się nie kwapił, ale babka nie ustępowała, tak więc wziął 

nóŜ  do  chleba  i  rozciął  sznur  wokół  kostek  dziewczynki.  Ograniczyła  się  do 
kopniaka,  ale  kiedy  przeciął  sznur  wokół  jej  nadgarstków,  moŜna  by 
pomyśleć,  Ŝe  wypuścił  na  wolność  złego  ducha.  Gapie  wybiegli  na  dwór, 
reszta rodziny rzuciła się do drabiny wiodącej na strych, ale babcia i Piotruś 
skoczyli ku drzwiom, Ŝeby zasunąć rygiel i nie pozwolić dziewczynce uciec. 

Uwięziona, miotała się po izbie. Buch - przewrócił się stół. Trzask, prask 

-  potłukły  się  naczynia  przygotowane  do  wieczerzy.  Buch,  trzask,  prask  - 
poleciała komoda na twardy biały łupek zastawy, którą zwaliła z siebie przy 
upadku. Wywróciła się beczka z mąką, dziewczynka zakasłała, kichnęła, jak 
kicha  dziecko,  nie  inaczej,  po  czym  na  sztywnych  ze  strachu  kończynach 
zaczęła  podskakiwać  w  białej  chmurze,  aŜ  mąka  osiadła  wszędzie,  jak 
czarodziejski proszek, który wszystko przemienia. Po pierwszym ataku szału 
przykucnęła na chwilę, węsząc długim nosem, następnie zaczęła dokonywać 
małych  szybkich  wypadów  to  tu,  to  tam,  chwytając  zębami,  ujadając  i 
potrząsając oszołomioną głową. 

Ani  razu  nie  stanęła  na  dwóch  nogach,  cały  czas  była  przykucnięta, 

opierając  się  o  ziemię  dłońmi  i  czubkami  palców  u  nóg,  jednak  nie  całkiem 
dawało  się  to  nazwać  przykucnięciem,  widać  bowiem  było,  Ŝe  pozycja  na 
czworakach jest dla niej tak naturalna, jak gdyby zawarła odmienny niŜ my 
pakt z siłą przyciągania, widać teŜ było, jak mocne stały się w górach mięśnie 
jej  nóg,  jak  napięte  łukowate  wygięcia  stóp  i  Ŝe  istotnie  uŜywała  pięt  tylko 
wtedy, kiedy przysiadała na zadzie. Zawyła, a od czasu do czasu wyrzucała z 
siebie  te  przejmujące,  chrapliwe  pomruki  rozpaczy.  Jej  wywrócone  oczy 
ukazywały tylko białka, błękitnawe, jarzące się bielą śniegu. 

Kilka  razy  opróŜniła  kiszki,  najwyraźniej  mimowolnie.  W  kuchni 

śmierdziało  jak  w  wychodku,  ale  nawet  jej  ekskrementy  róŜniły  się  od 
naszych  -  resztki  surowego,  obcego,  tajemniczego  i  niepokojącego  pokarmu, 
wilcze gówno. 

Horror! 
Obiła się o palenisko, potrąciła garnek i rozlana zawartość zgasiła ogień. 

Gorąca zupa poparzyła jej przednie łapy. Szok bólu. Przysiadłszy na zadzie i 
trzymając  przed  sobą  zranioną  łapę,  Ŝałośnie  dyndającą  z  nadgarstka, 
wydała przeciągły, podobny do szlochu skowyt. 

Nawet stara kobieta, która poprzysięgła sobie, Ŝe będzie kochać dziecko 

swojej zmarłej córki, przeraziła się, usłyszawszy skowyt dziewczynki. 

Piotrusiowi podskoczyło serce i wykonało salto, miał wraŜenie, Ŝe spada; 

nie  zdawał  sobie  sprawy  z  własnego  strachu,  bo  nie  mógł  oderwać  oczu  od 
szczeliny między nogami dziewczynki, doskonale widocznej, kiedy ta siedziała 
na  swojej  kości  ogonowej.  Zapadła  juŜ  noc  na  tyle  ciemna,  na  ile  to  było 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

6

 

moŜliwe o tej porze roku - to znaczy nie całkiem ciemna; biała nitka księŜyca 
wisiała  na  jasnym  niebie  u  szczytu  komina,  tak  Ŝe  w  środku  nie  było  ani 
ciemno, ani jasno, ale chłopiec widział płeć dziewczynki tak wyraźnie, jakby 
fosforyzowała. Ten obraz budził w nim nieodpartą fascynację. 

Kiedy  wyła,  rozwarte  usta  dziewczynki  bez  jej  intencji  i  woli  odsłaniały 

przed  nim  kolejne  warstwy  pofałdowanego  wnętrza,  które  jak  w  systemie 
chińskich pudełek zdawały się otwierać jedna po drugiej, wciągając go w głąb 
jej ciała, do intymnego sekretnego miejsca, którego perspektywa bez przerwy 
się od niego oddalała, ofiarowując mu pierwsze, miaŜdŜące, przyprawiające o 
zawrót głowy doświadczenie nieskończoności. 

Wyła  i  wyła,  i  nie  przestawała  wyć,  aŜ  z  gór,  najpierw  pojedynczo,  a 

potem  w  złoŜonej  polifonii,  odpowiedziały  jej  w  końcu  głosy  w  tym  samym 
języku. 

Wyła nadal, choć brzmiało to juŜ mniej tragicznie. 
Wkrótce  mieszkańcy  domu  musieli  przyjąć  do  wiadomości,  Ŝe  wioskę 

zaatakowała wataha wilków. 

Wtedy mała się uspokoiła, opadła na ziemię, oparła głowę na przednich 

łapach,  tak  Ŝe  włosy  jej  moczyły  się  w  stygnącej  zupie,  i  w  ten  sposób 
zamknęła  zabronioną  księgę,  nie  mając  najmniejszego  pojęcia,  Ŝe  ją 
kiedykolwiek otworzyła ani Ŝe jest to księga zakazana. CięŜkie powieki opadły 
na brązowe, krwią nabiegłe oczy. Domowa strzelba wisiała na gwoździu nad 
paleniskiem,  gdzie  umieścił  ją  ojciec  Piotrusia  po  powrocie  do  domu,  ale 
kiedy teraz postawił stopę na najwyŜszym szczeblu drabiny, Ŝeby zejść na dół 
po broń, dziewczynka skoczyła, warcząc i obnaŜając Ŝółte kły. 

Wycie  na  dworze  mieszało  się  teraz  z  głosami  przeraŜonych  zwierząt 

domowych. Pozostali wieśniacy pozamykali się w domach. 

Wilki stały u drzwi. 
Chłopiec  ujął  babkę  za  zdrową  rękę.  Początkowo  staruszka  nie  chciała 

się  ruszyć,  ale  szarpnął  ją  mocno  i  opamiętała  się.  Dziewczynka  popatrzyła 
wilkiem,  jednak  pozwoliła  im  przejść.  Chłopiec  pchnął  babkę  przed  sobą  na 
drabinę,  a  kiedy  wspięli  się  po  niej  oboje,  drabinę  wciągnął.  Nękały  go 
straszliwe  przeczucia.  Dałby  wszystko,  Ŝeby  odwrócić  czas,  uciec  z 
ostrzegawczym  okrzykiem,  kiedy  tylko  dostrzegł  wilki,  i  nigdy  jej  nie 
zobaczyć. 

Drzwi  drŜały  pod  naporem  skaczących  na  nie  wilków,  a  śruby 

przytwierdzające  nasadę  rygla  do  framugi  trzeszczały,  piszczały  i 
najwyraźniej miały zamiar puścić. Na to dziewczynka podskoczyła i zaczęła w 
podnieceniu robić małe wypady do drzwi i z powrotem. Śruby bardzo szybko 
wypadły z framugi. Wilki hurmem, jeden przez drugiego, wpadały do środka. 

Dysonans.  PrzeraŜenie.  Hałas,  jakby  wszystkie  wichry  zimowe 

zamknięto  w  jednej  skrzyni.  To,  czego  na  zewnątrz  obawiali  się  najbardziej, 
było  teraz  w  środku  razem  z  nimi.  Niemowlę  na  strychu  zakwiliło,  a  matka 
przycisnęła  je  do  piersi,  jakby  i  to  dziecko  mogły  porwać  wilki,  ale  ekipa 
ratownicza przyszła tylko po swoją wychowankę. 

W  całym  domu  zostawiły  za  sobą  przeraźliwy  smród  i  wszędzie  białe 

ślady  mąki.  Wyłamane  drzwi  chwiały  się  na  zawiasach.  Czarne,  osmalone 
szczapy z wygasłego ogniska walały się po podłodze. 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

7

 

Piotruś  myślał,  Ŝe  stara  kobieta  teraz  się  rozpłacze,  ale  wydawała  się 

nieporuszona. Kiedy juŜ było bezpiecznie, zeszli pojedynczo po drabinie i jak 
gdyby  uwolnieni  z  zaklęcia,  zaczęli  mówić  w  podnieceniu,  wszyscy,  z 
wyjątkiem  milczącej  starej  kobiety  i  zrozpaczonego  chłopca.  ChociaŜ  dawno 
minęła północ, synowa poszła po wodę do studni, Ŝeby wyszorować chałupę i 
pozbyć  się  zwierzęcego  odoru,  sprzątnięto  i  wyrzucono  potłuczone  naczynia. 
Ojciec  Piotrusia  zbił  na  powrót  stół  i  komodę.  Zdumieni  sąsiedzi  wyszli  ze 
swoich  domów:  wilki  nie  ruszyły  nawet  jednego  kurczęcia  z  kurników,  nie 
zabrały jednego jajka. 

Ludzie  wynieśli  pod  gwiazdy  piwo,  kartoflaną  wódkę  i  przekąski,  bo  z 

podniecenia  zgłodnieli.  Straszliwa  noc  zakończyła  się  jednym  wielkim 
przyjęciem,  ale  babka  nie  chciała  nic  jeść  ani  pić  i  połoŜyła  się  do  łóŜka, 
kiedy tylko chałupa została posprzątana. 

Następnego  dnia  poszła  na  cmentarz  i  posiedziała  chwilę  przy  grobie 

córki,  ale  się  nie  modliła.  Po  powrocie  do  domu  zaczęła  szatkować  kapustę 
na wieczorny posiłek, musiała to jednak zostawić, bo rana w ręce jątrzyła się. 

Tej  zimy,  po  śmierci  babki,  w  czasie  przymusowego  nieróbstwa  z 

powodu  śniegów  Piotruś  poprosił  wiejskiego  proboszcza,  Ŝeby  go  nauczył 
czytać  Biblię.  Proboszcz  chętnie  się  zgodził,  Piotruś  był  pierwszym  z  jego 
trzódki, który okazał jakiekolwiek zainteresowanie nauką czytania. 

Chłopiec  stał  się  bardzo  poboŜny,  co  rodzinę  zdziwiło,  a  takŜe  jej 

zaimponowało.  Młodsze  dzieci  dokuczały  mu  i  przezywały  świętym  Piotrem, 
ale  to  go  nie  powstrzymywało  od  wymykania  się  do  kościoła,  Ŝeby  się 
pomodlić, kiedy tylko miał wolną chwilę. Podczas postu dosłownie się głodził. 
W Wielki Piątek się biczował. Jak gdyby oskarŜał się o śmierć staruszki, jak 
gdyby  uwaŜał,  Ŝe  to  on  sprowadził  na  dom  fatalną  zarazę,  która  ją  z  tego 
domu  zabrała.  Ogarnęła  go  wszechwładna  pasja  pokuty.  Noc  w  noc  klęczał 
nad  księgą  przy  słabym  świetle  świecy,  poszukując  drogi  zbawienia,  dopóki 
matka nie zapędziła go spać. 

Ale  jakby  na  przekór  czterem  ewangelistom,  których  co  noc  przyzywał, 

by  strzegli  jego  łóŜka,  koszmary  niezmiennie  zakłócały  mu  sen.  Rzucał  się  i 
przewracał  na  posłaniu  z  szeleszczącej  słomy,  które  dzielił  z  dwójką 
młodszego  rodzeństwa.  Zachwycony  rozwiniętą  nad  wiek  inteligencją 
Piotrusia,  proboszcz  zaczął  go  uczyć  łaciny.  Piotruś  odwiedzał  księdza,  gdy 
tylko pozwalały mu na to obowiązki przy stadzie. Kiedy skończył czternaście 
lat,  proboszcz  powiedział  rodzicom,  Ŝe  Piotruś  powinien  pójść  teraz  do 
seminarium w mieście w dolinie, gdzie sam wyuczy się na księdza. PoniewaŜ 
synów  im  nie  brakowało,  oddali  jednego  Bogu,  tym  bardziej  Ŝe  przez  swoje 
ksiąŜki  i  modły  stał  się  im  obcy.  Kiedy  kozy  na  zimę  zeszły  z  hal,  Piotruś 
ruszył w drogę. Był październik. 

Po  pierwszym  dniu  wędrówki  dotarł  do  rzeki,  która  z  gór  spływała  w 

dolinę. Noce były juŜ chłodne; rozpalił ognisko, pomodlił się, zjadł chleb i ser, 
które  przygotowała  mu  matka,  i  spał,  jak  mógł.  Mimo  pragnienia,  Ŝeby 
zanurzyć  się  w  oczekujący  nań  biały  świat  skruchy  i  poboŜności,  był 
niespokojny i zdenerwowany, a nie umiał sobie wyjaśnić przyczyny. 

O  pierwszym  brzasku,  brzasku,  który  jedynie  klaruje  ciemność,  jak 

skorupki  jajka  wpuszczone  w  mętny  płyn,  zszedł  do  rzeki  napić  się  i  umyć 
twarz. Było tak cicho, Ŝe mógłby być jedynym Ŝywym stworzeniem. 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

8

 

Jej  ręce,  lędźwie  i  nogi  pokrywała  gęsta  sierść,  a  włosy  opadały  na 

twarz,  trudno  więc  było  dostrzec  rysy.  Przysiadła  na  przeciwległym  brzegu 
rzeki.  śłopała  wodę  tak  pełną  liliowego  światła,  iŜ  zdawać  by  się  mogło,  Ŝe 
wypijała  świt,  w  miarę  jak  się  pojawiał,  jednak  w  czasie  gdy  Piotruś  na  nią 
patrzył, powietrze stawało się coraz bledsze. Samotność i milczenie: wszystko 
nieruchome. 

Nigdy by sobie nie uświadomiła, Ŝe odbicie w rzece jest jej odbiciem. Nie 

wiedziała, Ŝe ma twarz, nigdy się nie dowiedziała, Ŝe ma twarz, i tak jej twarz 
sama w sobie była lustrem innego rodzaju świadomości niŜ nasza, podobnie 
jak jej nagość, pozbawiona niewinności czy ostentacji, była nagością naszych 
pierwszych rodziców przed upadkiem. Włosy miała długie jak Magdalena na 
pustyni, a jednak skrucha znajdowała się poza zasięgiem jej pojmowania. 

Język obracał się w proch pod cięŜarem jej niemoty. 
Dwa małe wilczki wygramoliły się z krzaków, tarmosząc jeden drugiego. 

Nie zwracała na nie najmniejszej uwagi. 

Chłopak  zaczął  się  trząść  i  drŜeć.  Poczuł  gęsią  skórkę  na  całym  ciele. 

Zdawało  mu  się,  Ŝe  jest  ze  śniegu  i  moŜe  się  roztopić.  Coś  wymamrotał  czy 
zaszlochał. 

Nadstawiła  uszu  na  niewyraźny,  stapiający  się  z  szumem  rzeki  dźwięk, 

wilczki  takŜe  go  usłyszały,  przestały  baraszkować  i  pobiegły  wtulić 
przestraszone łebki w jej bok. Ona jednak zdecydowała po chwili, Ŝe nie ma 
niebezpieczeństwa,  i  znowu  pochyliła  pysk  nad  powierzchnią  wody,  która 
porwała jej włosy i rozrzuciła wokół głowy. 

Skończyła  pić  i  cofnęła  się  parę  kroków,  otrząsając  mokrą  sierść. 

Wilczki przywarły pyszczkami do jej kołyszących się piersi. 

Piotruś  nie  wytrzymał,  wybuchnął  płaczem.  Nie  płakał  od  czasu 

pogrzebu  babki.  Łzy  spływały  mu  po  twarzy  i  rozpryskiwały  się  na  trawie. 
Chwiejnym  krokiem,  z  rozpostartymi  ramionami,  popychany  impulsem 
niemal wizjonerskiej ekstazy, wszedł w rzekę, chcąc przedostać się na drugą 
stronę  i  podzielić  jej  wspaniały  prywatny  stan  łaski.  Ale  jego  kuzynka 
przestraszyła  się  nagłego  ruchu,  wyrwała  dzieciakom  swoje  cycki  i  skoczyła 
do ucieczki. Popiskujące wilczki pomykały za nią. Biegła na czworakach, jak 
gdyby  był  to  jedyny  sposób  wbiegania  pod  górę,  w  jasny  labirynt  nie 
dokończonego świtu. 

Przyszedłszy do siebie, chłopiec osuszył łzy rękawem, zdjął przemoczone 

buty  i  wytarł  nogi  połami  koszuli.  Następnie  zjadł  coś  ze  swego  tłumoczka, 
nie bardzo wiedząc co, i puścił się w dalszą drogę do miasta, ale na co było 
mu teraz seminarium? Bo teraz wiedział, Ŝe niczego nie trzeba się bać. 

Zaznał upojenia wolnością. 
Niósł  buty  zawieszone  przez  ramię  na  sznurowadłach.  Były  bardzo 

cięŜkie.  Zastanawiał  się,  czy  ich  nie  wyrzucić,  kiedy  jednak  znalazł  się  na 
wybrukowanej drodze, włoŜył je na nogi, chociaŜ nadal były wilgotne. 

Obudziły się ptaki i zaczęły śpiewać. Chłodne, racjonalne słońce zdziwiło 

go, poranek go zaskoczył w jego uniesieniu i góry znalazły się teraz poza nim. 
Obejrzał  się  przez  ramię  i  zobaczył,  jak  z  odległości  zaczynają  przybierać 
płaski,  dwuwymiarowy  kształt.  Zmieniały  się  juŜ  w  swój  własny  obraz,  w 
pocztówkę  upamiętniającą  dzieciństwo,  kupioną  pośpiesznie  na  stacji 
kolejowej  albo  na  granicy,  w  wycinek  z  gazety,  zdjęcie,  jakie  będzie  teraz 

background image

http://blood-luna.ovh.org

 – Polska Biblioteka Wampira – „BLOOD LUNA” 

 

 

9

 

widywał  w  obcych  miastach,  w  innych  krajach,  których  w  tej  chwili  nie 
potrafił  sobie  wyobrazić,  których  nazw  jeszcze  nie  znał,  miejscach,  gdzie 
będzie  mówił  w  obcych  językach:  -  Tutaj  spędziłem  dzieciństwo.  Wyobraźcie 
sobie! 

Odwrócił się i długą chwilę patrzył na góry. śył w nich przez czternaście 

lat,  ale  nigdy  przedtem  nie  widział  ich  w  taki  sposób,  jak  widzi  je  ktoś,  kto 
ich nie zna jako niemal części samego siebie, tak więc po raz pierwszy ujrzał 
prymitywną,  bezkresną,  wspaniałą,  nagą,  nieprzyjazną  prostotę  gór. 
śegnając  się  z  nimi,  zobaczył,  jak  zmieniają  się  w  scenerię,  w  cudowne  tło 
starej  wiejskiej  bajdy,  bajdy  o  dziecku  wykarmionym  przez  wilki,  a  moŜe  o 
wilkach karmionych przez kobietę. 

Po  czym  zdecydowanie  zwrócił  twarz  w  kierunku  miasta  i  ruszył  przed 

siebie, w inną opowieść. 

- Jeśli jeszcze raz się obejrzę - pomyślał w skurczu przesądnego strachu 

- zamienię się w słup soli. 

 
 
Tytuł  nawiązuje  do  baśni  symfonicznej  Piotruś  i  wilk  Sergiusza 

Prokofiewa, skomponowanej w 1936, z librettem według rosyjskiej opowieści 
ludowej. 

 
 
W 1984 powstał głośny film Neila Jordana Towarzystwo wilków, według 

wspólnego scenariusza pisarki i reŜysera. Znalazły się tam, splecione w jedną 
całość,  wątki  ze  wszystkich  „wilczych”  opowiadań  Carter:  Werewolf, 
Towarzystwa wilków, Wolf-Alice, Piotrusia i wilka.