Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
2
Hanna Samson
Pokój
żeńsko-męski na chwałę patriarchatu
Copyright © by Hanna Samson 2005
Copyright © by Estymator Jacek Chołoniewski 2012
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
3
Z trudem zwlokłam się z łóżka, w którym chrapał Ogr. Spojrzałam z zachwytem
na jego przerzedzone włosy, na muskularną łydkę wystającą spod kołdry. Że też
ja wcześniej nie widziałam, jaki on piękny! Za to od trzech miesięcy nie miałam
wątpliwości, że jestem z najwspanialszym facetem w mieście. Niech tak trwa,
myślałam rozmarzona, i nagle dotarły do mnie zdarzenia minionej nocy. Czy to
możliwe? Naprawdę się zgodziłam? Byłam przerażona, choć nie tak bardzo, by
chcieć odwołać dane w nocy słowo. Może Ogr nie będzie pamiętał? Ale gdzie
tam. Otworzył oczy i chwycił mnie za rękę.
– Baśka! Będziesz moją żoną! – wrzasnął, wciągnął mnie do łóżka i zaczął
całować, usta, oczy, uszy. To niesłychane, ile przyjemności mieści się w uszach.
Ogr wprawnie wydobywał ją z zakamarków małżowin, sięgał, gdzie wzrok nie
sięga, wślizgiwał się i wysuwał, jego język, jego oddech, jego dotyk podniecały
mnie do szaleństwa, nie mówiąc o penisie, który rósł w mojej dłoni i twardniał.
Oto on, myślałam, z nawyku zawodowego dokonując szybkiej diagnozy
osobowości Ogra. Pogodny, pewny siebie ekstrawertyk. Stabilny emocjonalnie,
wrażliwy, opanowany optymista. Ale wiedziałam już, że Ogra nie sposób
zamknąć w zbiorze zwykłych cech, bo jest nadzwyczajny. Niezwykle dowcipny,
inteligentny, odważny, szlachetny i zaskakujący. Pierwsze prawo optyki
interpersonalnej
*
działało z całą mocą, ale ja kompletnie o nim zapomniałam. Bo
czy jest sens zawracać sobie głowę prawami fizyki, kiedy wszystko układa się
jak w bajce? Jak Odys do Itaki, tak i ja po latach tułaczki dobrnęłam w końcu do
bezpiecznej przystani mojego życia. Czyż nie uczono nas, że ostatni będą
pierwszymi, cierpliwi zostaną nagrodzeni, a po latach chudych przyjdą tłuste?
Byłam sławna i uwielbiana. Byłam szczupła i miałam pieniądze. Wszystko to
zawdzięczałam samej sobie, a właściwie mojej słynnej autorskiej metodzie
*
Pierwsze prawo optyki interpersonalnej, które Barbara odkryła już w „Wojnie żeńsko–męskiej i przeciwko
ś
wiatu”, brzmi: „Jeżeli kobieta patrzy na mężczyznę, pozostając pod wpływem miłości, to tym piękniejszy,
inteligentniejszy, bardziej dowcipny, odważny i szlachetny on się jej wydaje, im bardziej ona go kocha.” (przy.
red.)
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
4
diagnozowania i terapii osobowości za pośrednictwem prącia. To ona sprawiła,
ż
e „Wyuzdany Magazyn dla Pań”, odkąd drukował moje słynne felietony, w
których dokonywałam wnikliwej charakterystyki mężczyzn li tylko na
podstawie zdjęć ich penisów, nadsyłanych bez przerwy przez czytelniczki,
wzniósł się wysoko ponad wszystkie inne magazyny. Byliśmy liderem
sprzedaży. Nasz nakład przewyższał nakłady nawet tak mocnych tytułów jak
„Bardzo Elegancki Magazyn dla Pań”, „Twoje Lustro”, „Wielki Świat”, „VIP!”,
„Sypialnia i Łóżko”. Sprzedawaliśmy się lepiej nawet od wyjątkowo poczytnej
„Kury Domowej”. I mieliśmy największe wpływy z reklam. Ale to nie koniec!
Moja słynna Klinika Prącia, w której osobiście dokonywałam bezbolesnej
diagnozy i terapii osobowości, ledwie mieściła wszystkich rezydentów, a
dochodzący pacjenci musieli zapisywać się z kilkumiesięcznym
wyprzedzeniem. Ponadto co wieczór występowałam w telewizji w autorskim
programie „Pytanie o pytę”, który bił rekordy oglądalności. Byłam kobietą
sukcesu i to sukcesu medialnego, a dzięki doktorowi Noszczytowi moja twarz
wyglądała jak warszawska Starówka tuż po renowacji. W dodatku byłam
zakochana i to z wzajemnością, wkrótce mieliśmy wziąć ślub, choć mówią, że
kobieta w pewnym wieku ma mniejsze szanse na małżeństwo niż na śmierć z
rąk terrorystów. Być może był to skutek uboczny wzrastającej liczby ataków
terrorystycznych, ale faktem jest, że Ogr mi się oświadczył, a ja go przyjęłam.
Nasz luźny związek miał zakończyć się ślubem. Ale jak skończy się historia,
która zaczyna się od happy endu? – pomyślałam, gdy Ogr we mnie wchodził.
Czy po ślubie dalej będziemy się kochać? Jak długo będziemy sobą
zafascynowani? Czy nie będziemy nawzajem ograniczać swojej wolności? Po
trzech godzinach pieprzenia żadne głupie pytania nie przychodziły mi już do
głowy, bo znałam odpowiedź. Odtąd będziemy żyli długo i szczęśliwie.
Przyszłość była jasna jak Orange.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
5
Ludzie, co to się działo! Wieść o naszym ślubie zelektryzowała wszystkich.
Mnie i Ogra też, więc zakasaliśmy rękawy i wzięliśmy się do przygotowań. To
znaczy ja się wzięłam, bo Ogr musiał akurat zrobić bilans w pracy i nie miał
czasu, więc pozwolił mi o wszystkim decydować. Suknia, garnitur, buty, lista
gości, menu, kwiaty, bielizna, limuzyna, druhny, jak Napoleon podczas
kampanii, tak i ja podejmowałam tysiące decyzji na różnych frontach, ale
brakowało mi tej cudownej pewności siebie, która jego doprowadziła do klęski.
Ponoć kobiety uwielbiają to całe zamieszanie, ja widocznie jestem wyjątkiem.
Męczyłam się z każdym gównem, no bo skąd wiedzieć, co jest lepsze? Suknia
od Very Wang czy od Narciso Rodrigueza? Garnitur Prady czy Gucciego? Buty
Blahnika czy Jimmy’ego Choo? Dla Ogra Gucci czy Sergio Rossi? Stringi La
Perla czy Victoria Secret? Dla niego slipy czy bokserki? Yves Saint Laurent czy
Eminence? Musiałam znaleźć prawidłową odpowiedź na te i tysiące innych
pytań, żeby nie zawieść Ogra, który pokładał we mnie wielkie nadzieje. I nie
zawiodłam. Gdy nadeszła godzina zero, wszystko było zapięte na ostatni guzik.
Zdążyłam nawet wykąpać moją rudą sukę i ubrać ją w różową sukienkę, jak
inne druhny. W końcu to ona towarzyszyła mi wiernie w latach chudych, gdy
nawet pies z kulawą nogą się za mną nie oglądał. Za to teraz chcieli oglądać
mnie wszyscy. Tłumy zbierały się od świtu, choć ślub miał się odbyć o trzeciej.
O dwunastej ulice i uliczki w promieniu dwóch kilometrów od Pałacu Ślubów
były zapchane napierającą ciżbą, policja próbowała zapanować nad sytuacją,
ustawiając barierki, żeby zrobić przejście, bo inaczej nie moglibyśmy dotrzeć na
miejsce i z całej świetnie przygotowanej imprezy wyszłyby nici. Przybyli
wszyscy. A już na pewno wszyscy rezydenci i przelotni pacjenci mojej słynnej
Kliniki Prącia, a także czytelniczki „Wyuzdanego Magazynu dla Pań”, nie
mówiąc o czytelnikach, których nie odstraszał seksistowski tytuł magazynu.
Według ostatnich sondaży mężczyźni stanowili czytelniczą większość. Jednak
większość gapiów stanowili fani „Pytania o pytę”, mojego słynnego programu
telewizyjnego, wciąż bijącego rekordy oglądalności. Dziś, zamiast siedzieć tępo
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
6
przed telewizorami, wylegli na ulice miasta. Niektórzy wdrapali się na pobliskie
dachy, kto mógł stawał w oknach i na balkonach, choć za miejsca na balkonach,
z których widać było trasę przemarszu ślubnego orszaku, trzeba było płacić
ponoć pięćset złotych, a tuż przed trzecią cena wzrosła do tysiąca,
najodważniejsi zajęli miejscówki na kolumnie Zygmunta, reszta tłoczyła się
zbyt nisko, żeby móc zobaczyć cokolwiek. Albo zbyt daleko, bowiem tłum
ostatecznie wypełnił sobą nie tylko Rynki Starego i Nowego Miasta, ale także
całe Krakowskie Przedmieście aż po pomnik Kopernika. Było wiele bliskich mi
osób: mama, tata, brat i mój były mąż ze swoją nową żoną, nawet Julka
przyjechała z Rwandy, gdzie nadal ratowała goryle górskie przed wyginięciem.
W końcu ślub matki to jest wydarzenie, a mój ślub był wydarzeniem na skalę
kraju, jeśli nie Unii Europejskiej. Nie będę o nim opowiadać, bo wszystko już
zostało wielokrotnie opowiedziane w telewizji, w radiu i we wszystkich
gazetach. „Bardzo Elegancki Magazyn dla Pań” zrobił nawet specjalny dodatek
z najpiękniejszymi zdjęciami z naszego ślubu, na który przybyły ważne osoby z
telewizji i pozostałych mediów oraz przedstawiciele sfer rządowych. Był Ormel,
Piecuchow, pani Wołek, a także Bardzo Ważna Osoba z Telewizji, która skryła
się dyskretnie pod woalką, gdyż w obawie przed atakiem fanów i chętnych do
pracy w telewizji choćby po jej trupie wolała wystąpić incognito. W tłumie
widziano ponoć Dodę, jak w natchnieniu przekazywała bliźnim znak pokoju. Są
nawet tacy, którzy gotowi byli przysiąc, że mignęła im panna Cichołapka we
własnej osobie, co potwierdzają liczne zdjęcia. Wszyscy chcieli zobaczyć, jak
wyglądam jako panna młoda, i było warto, bo w sukni Narciso Rodrigueza
prezentowałam się niezwykle korzystnie. Jedynie Beba mogłaby mnie przyćmić
i rzeczywiście przyćmiła, co nieco mnie wkurwiło. Gdy stanęła w kolejce do
składania życzeń, otoczył ją wianuszek kobiet i mężczyzn, którzy wpatrywali się
w nią z zachwytem i spijali z jej ust każde słowo, chwytali w locie każdą perełkę
ś
miechu, a niektórzy robili to, stojąc tyłem do mnie. Najchętniej złożyłabym
chorobliwe zainteresowanie Bebą na karb jej podwójnej łechtaczki, którą wabiła
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
7
mężczyzn, a od jakiegoś czasu również kobiety, ale na własne oczy widziałam,
ż
e nie tylko o to chodzi. Beba wyglądała prześlicznie. Zawdzięczała to sukni
Rochas, którą kupiła specjalnie na mój ślub, o czym poinformowała mnie
kilkakrotnie takim tonem, jakbym zmusiła ją do takiego wydatku. Jeśli o mnie
chodzi, wolałabym, żeby te pieniądze przeznaczyła na cele charytatywne,
zamiast z gołymi plecami obnosić się po moim ślubie jak po własnym. Ale tak
naprawdę ani Beba, ani nawet ja, choć byłam uwielbiana przez naród, nie
byłyśmy tu najważniejsze. Owszem, ludzie chcieli zobaczyć, jak wyglądam w
dniu ślubu i jak wygląda kobieta z dwiema łechtaczkami, dzięki której polskie
wskaźniki WROW
*
znalazły się w księdze Guinnessa, ale najbardziej chcieli
zobaczyć Ogra. Odkąd wiadomość o naszych planach przeciekła do prasy,
media robiły, co mogły, żeby go dopaść, ale Ogr sprytnie im się wywijał. Przez
ostatnie tygodnie unikaliśmy miejsc publicznych, zresztą miałam tyle pracy z
przygotowaniami, że rzadko bywaliśmy razem nawet w łóżku. Jakiś papparazzo
przyłapał mnie w końcu z mężczyzną, ale to jak zwykle był P., z którego rad
korzystałam, kompletując ślubną garderobę, bo P. zna się na modzie jak nikt
inny. Gdy następnego dnia zobaczył swoje zdjęcie w „Prymitywnym Akcie”,
był wstrząśnięty.
– Widziałaś? – zapytał drżącym głosem. – Jak ja wyglądam! Zrobili mi zdjęcie z
lewego profilu, chociaż prawy mam lepszy. I czemu nos mi tak błyszczy? W
dodatku napisali, że wkrótce mamy się pobrać. I co teraz będzie z Bartkiem?
Wreszcie zaczęło się między nami układać, nauczyłem się tolerować jego
szczoteczkę do zębów i skarpetki w swoim domu, bez słowa znosiłem jego
głupie komentarze przy telewizji, i przez to, że zachciało ci się ślubu, mój
związek legnie w gruzach!
– Wytłumacz Bartkowi, że to przez pomyłkę.
*
Rekordowy wskaźnik WROW (skrót od wielokrotny równoczesny orgazm wielokrotny) został osiągnięty już.
w „Wojnie żeńsko–męskiej i przeciwko światu” (przyp. red.)
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
8
– Jak mam mu wytłumaczyć, kiedy wyprowadził się, nim wstałem, i wyłączył
telefon. A poza tym sama mówiłaś, że porządny człowiek nigdy się nie
tłumaczy.
Musiałam zatem zdementować plotkę, że P. jest moim narzeczonym. Ogłosiłam
to w prasie, radiu i telewizji, żeby mieć pewność, że wiadomość dotrze do
Bartka. Obiecałam narodowi, że Ogr pokaże się publicznie, ale dopiero podczas
ceremonii. Większość ludzi przyszła na ślub ze względu na niego. Chcieli
zobaczyć, kogo wybrała kobieta, która jak żadna inna zna się na męskiej duszy.
Kim jest ten, który przeszedł zwycięsko test wielokrotnego badania prącia. Czy
to nie on powinien zostać prezydentem, a przynajmniej premierem lub
Marszałkiem Sejmu? Albo chociaż Balcerowiczem, skoro ten musi odejść? Ogr
z pewnością świetnie by sobie poradził z naszą gospodarką. W końcu prawie
każdy Polak wie, co należy zrobić, żeby było lepiej. Nie musi nawet być
ekonomistą, wystarczy, że jest mężczyzną i ma jakieś grono słuchaczy. Choćby
to była tylko żona i dzieci. A Ogr naprawdę był ekonomistą, co w połączeniu z
jego warunkami psychofizycznymi mogłoby przynieść rewelacyjne efekty
gospodarcze. Był wspaniały. Cudowny. Był mój i niech tak zostanie aż do
ś
mierci, myślałam, mówiąc niemal sakramentalne „tak”, ubrana w długą
bordową suknię z kapturem, za to ze śmiałym rozcięciem z przodu. Ogr miał na
sobie garnitur Prady, w którym wyglądał tak pięknie jak Diabeł Tasmański w
garniturze Helmuta Langa, co bym tym łatwiejsze, że Diabeł wyglądał
nieszczególnie, gdyż był załamany.
– Pati, mam nadzieję, że nie okażesz się mieszczką bez fantazji – szepnął
podczas składania życzeń i delikatnie ugryzł mnie w ucho.
Poczułam jego zapach, „Black Cashmere” Donny Karan, to zawsze mnie bierze.
– Zapomnij, musisz znaleźć inną Diablicę – powiedziałam z całym
przekonaniem, acz nie bez wysiłku. Moje wspomnienia z posłania rudej suki
były jeszcze gorące, ale miałam jasność. Przecież nie po to wychodzę za mąż,
ż
eby zdradzać męża, pomyślałam i przysunęłam się bliżej Ogra, lecz on mnie
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
9
nie widział. Od dziesięciu minut przyjmował życzenia od Beby, która z
wdziękiem uwiesiła mu się na szyi i zanosiła się perlistym śmiechem.
Noc poślubna przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Jak to możliwe, skoro
kochaliśmy się już tyle razy? Ale po raz pierwszy jako mąż i żona. Świadomość,
ż
e odtąd sami musimy sobie wystarczyć, jak Red Bull dodała nam skrzydeł. Tej
nocy mieliśmy wszystko. Bliskość, czułość i odrobinę perwersji zawartą w
naszym ulubionym seksie analnym. Z pewnością nie byłam mieszczką bez
fantazji, choć zamierzałam być wierna mężowi. Wykonaliśmy kilkadziesiąt
figur, z których część była możliwa tylko dzięki temu, że przez kilka lat
uprawiałam jogę i jak Sandra Bullock umiałam się zwijać w precelek, zaś Ogr
był tak silny, że potrafił to robić godzinami, nie uwalając się na mnie.
Ostatecznie o piątej nad ranem osiągnęliśmy imponujący wskaźnik WROW 28 i
to nie licząc orgazmów rudej suki, która próbowała co jakiś czas do nas
dołączyć, aż musieliśmy ją wyprosić z sypialni. Ale nie to było najważniejsze.
Najważniejsza jest miłość, myślałam, oddając Ogrowi oprócz ciała duszę, a on
nie pozostał mi dłużny. Czułam, jak jego dusza wraz z oddechem wślizguje się
we mnie, wypełnia mnie od środka i uderza do głowy razem z szampanem,
który najpierw piliśmy z kieliszków, potem Ogr pił go z mojego bucika, a ja z
jego pępka, zaś pozostałe 42 butelki Moet&Chandon wlaliśmy do wanny i
wzięliśmy kąpiel. W końcu ta noc była pierwszą nocą naszego małżeństwa,
tworzyła podwaliny pod tysiące nocy, pod miłość, wierność i uczciwość
małżeńską, którą ślubowaliśmy sobie nawzajem.
Szampan na bankiecie, potem kilka drinków, znów szampan, potem kąpiel w
szampanie, kilka godzin pieprzenia, dziwne, że rano w ogóle wstałam, choć nie
bardzo wiedziałam, jak się nazywam. Coś w środku rozsadzało mi czaszkę,
może to ptak dodo próbował wykluć się z mojego mózgu, gładkiego jak
skorupka jaja. Ale nie, to jakaś myśl próbowała się przebić do mojej
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
10
ś
wiadomości, jakby nie mogła spokojnie poczekać, aż dojdę do siebie. Nagle
dotarło do mnie, co się stało. Nic dziwnego, że po takiej nocy nie wiedziałam,
jak się nazywam, bo nie nazywałam się już tak samo. Od wczoraj nie byłam
Barbarą Patrycką, tylko Barbarą Ogr, co wydało mi się straszne. Jakbym umarła.
Co prawda żyłam, ale czy to na pewno byłam ja? Uszczypnęłam się, żeby to
sprawdzić. Zabolało, ale którą? Patrycką czy Ogr? A niby czym one się różniły?
Czy będę musiała zmienić się jako żona Ogra? Właśnie teraz, gdy w końcu
polubiłam siebie, bo wszystko zaczęło mi się układać? Nie, nie chcę się
zmieniać. Zostanę sobą. Tylko po co ta zmiana nazwiska? Prawdę mówiąc, ja jej
nie chciałam. Przez wiele dni Ogr musiał mnie do niej przekonywać. I nie
przekonał, ale to już nie miało znaczenia, skoro to zrobiłam. Jak ja mogłam to
zrobić? To nienormalne, żeby nagle, w którejś tam wiośnie, a bardziej jesieni
ż
ycia, stać się kimś innym. Czemu nie zastosowaliśmy ruchu połowicznego,
który pozwoliłby mi zachować tożsamość, a nawet ją nieco wzbogacić?
Przecież mogłabym się nazywać Barbara Patrycka–Ogr i komu by to
przeszkadzało? Ogrowi. To była jego jedyna prośba przed ślubem, co podkreślał
kilka razy, jakby to, że jest jedyna, zmniejszało jej absurdalność.
– Zrób to dla mnie – prosił. – To moja jedyna prośba.
– Ogr, przecież to bez sensu. Ja nazywam się Barbara Patrycka, a nie Ogr, nie
rozumiesz tego?
– Wtedy uwierzę, że naprawdę mnie kochasz.
– To szantaż, Ogrze, albo coś w tym rodzaju. Może masz jakieś argumenty?
– To nazwisko twojego męża, a nie twoje własne – stwierdził w końcu.
– Od dwudziestu paru lat jest moje. Ja jestem Barbara Patrycka. To nazwisko
nosi moja córka. Pod tym nazwiskiem prowadzę rozległą działalność
zawodową. Pod tym nazwiskiem mnie pokochałeś, więc czemu chcesz to
zmienić? Chcesz mi zabrać moją tożsamość?
– Gdybyśmy krzesło nazwali stołem, to czy zmieniłoby się od tego? Dalej
będzie tym samym krzesłem, więc co to szkodzi, jak je nazwiemy?
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
11
– Ale ja jestem krzesłem! Dlaczego nazywać mnie stołem?
– Bo masz być moją żoną. Jeśli się zgodzisz, to uwierzę, że naprawdę mnie
kochasz. Tak jak swojego pierwszego męża, dla którego zmieniłaś nazwisko.
– Ale jego już nie kocham.
– A mimo to chcesz zachować jego nazwisko.
– To moje nazwisko, a nie jego.
– Chciałbym, żebyśmy nazywali się tak samo, czy to tak trudno zrozumieć?
– Żebyśmy byli prawdziwym małżeństwem, a nie jakąś nowoczesną parą, która
nim się pobierze, już pisze intercyzę.
– No właśnie, może byśmy spisali intercyzę? – zaproponowałam nieśmiało.
– Zwariowałaś? Przecież ja nic nie mam. Mieszkanie i samochód zostawiłem
Majce. Z tobą chcę zacząć wszystko od nowa.
Ja co prawda miałam majątek i to całkiem spory, ale nie wracałam już do
intercyzy. Za to Ogr wciąż wracał do nazwiska. W końcu wpadłam na pomysł,
ż
eby to on nazywał się Patrycki. Wtedy też będziemy nazywać się tak samo,
skoro to takie ważne. Obraził się, a następnego dnia znowu zaczął mnie
przekonywać. W końcu uległam, bo czego się nie robi, żeby uszczęśliwić
człowieka, którego się kocha? Ale żeby zmieniać nazwisko? Teraz ta zmiana
wydawała mi się przerażająca. Jak ja mogłam się na to zgodzić? To pytanie
tłukło mi się po głowie jak przerażone pisklę, które właśnie wykluło się z jaja i
nawet nie wie, jak się nazywa. Ja już niestety wiedziałam. Nazywałam się
Barbara Ogr. Wysikałam się i poszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki. Na
dolnej półce stała puszka groszku. I już. Koniec, nic więcej. Nic dziwnego, bo
ostatnio miałam tyle pracy, że nie myślałam o jedzeniu. Zresztą o jedzeniu w
ogóle starałam się nie myśleć, chcąc zachować tę cudowną linię, którą od
jakiegoś czasu udawało mi się zachować. Ale teraz byłam głodna jak wilk,
wstawiłam kawę i zaczęłam otwierać puszkę.
– Robisz śniadanie, królewno? – O Boże, to pytanie zabrzmiało tuż przy moim
uchu. Ogr wstał jak zwykle radosny i pełen nadziei na kolejny wspaniały dzień,
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
12
który rozpocznie się od obfitego śniadanka. Starym zwyczajem chciałam mu
odpowiedzieć, że nie jestem jego żoną, a on nie jest u siebie w domu, ale dotarło
do mnie, że to już nieprawda. Byłam jego żoną, a moje mieszkanie stało się
naszym domem.
– Tak, kochanie – odpowiedziałam słodko. – Ale jest tylko groszek. Możemy go
zjeść na spółkę.
– A może zrobisz omlet z groszkiem? Albo naleśniki?
– Omlet? Czy ty czasem nie przesadzasz? A skąd wezmę jajka? Chyba że użyję
twoich – powiedziałam, żeby skierować rozmowę w rejony, w których czułam
się bardziej kompetentna. Ujęłam delikatnie jego jądra i zaczęłam pieścić, co
sprawiło, że szybko zapomniał o jedzeniu, ale gdy skończyliśmy, wrócił do
tematu.
– Chodź, pojedziemy na zakupy. Przecież musimy mieć w domu coś do
jedzenia.
Prawdę mówiąc, wcale tak nie uważałam. W każdym razie nie uważała tak
Barbara Patrycka, ale ja byłam świeżo narodzoną Barbarą Ogr, więc się potulnie
zgodziłam, bo czego się nie robi dla swojego męża.
Po raz pierwszy od wieków miałam wakacje. Co prawda Kliniki Prącia na nasz
miodowy tydzień nie udało się zamknąć ze względu na głośne protesty
rezydentów, ale odwołałam nowe przyjęcia. W oczekiwaniu na mój powrót
rezydenci musieli zadowolić się konsultacjami u moich asystentek, z których
jedna była wybitnie uzdolniona. Niektórzy pacjenci twierdzili nawet, że ma usta,
które kto wie, może kiedyś dorównają moim? Takie pomysły były mi nie w
smak. Dlatego od jakiegoś czasu znów prowadziłam badania organoleptyczne
osobiście, aby przypomnieć pacjentom o cudownych właściwościach moich ust.
I rzeczywiście, ci, którzy dostąpili kontaktu z nimi, natychmiast przyznawali, że
usta asystentki są zaledwie srebrne, drugie badanie zwykle starczało, by w ogóle
zaprzestali głupich porównań. Chciałam, żeby moje słynne złote usta przeszły
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
13
do historii jako jedyne i tuż przed ślubem ich pozycja znów była niezagrożona.
Przez ten tydzień sytuacja mogła się trochę zmienić, ale byłam spokojna.
Wiedziałam, że po kilku dniach intensywnych ćwiczeń z Ogrem moje usta bez
wysiłku przyćmią usta asystentki i odzyskają należną im sławę. Oczywiście
cieszyłam się, że asystentka jest zdolna i potrafi zająć się pacjentami, ale to ja
byłam właścicielką i królową Kliniki Prącia i nie miałam zamiaru dać się
zdetronizować. Jeśli chodzi o telewizję, zaniechanie codziennej emisji „Pytania
o pytę” nie wchodziło w grę, gdyż program nadal bił rekordy oglądalności i
przynosił milionowe zyski. W tym tygodniu zamiast programów na żywo
widzowie mogli oglądać powtórki programów, które wzbudziły największe
emocje. Ale jeszcze większe emocje wzbudził nasz ślub, zwiększając moją
popularność do granic szaleństwa na miarę księżnej Diany. Aby szaleństwo to
skanalizować i przy okazji czerpać z niego zyski za pośrednictwem telefonii
komórkowej, KRRiT ogłosiła konkurs na najpiękniejsze życzenia ślubne dla
Młodej Pary, choć muszę przyznać, że określenie młoda w naszym przypadku
było nieco na wyrost, a właściwie na pomniejsz. Zwycięzca konkursu miał
dostać srebrnego Lexusa GS 450h. Był to pierwszy w świecie luksusowy sedan
z napędem hybrydowym. Jego wartość trudno było przecenić, bowiem do
nieznanej jeszcze ceny należałoby dodać kilka zapierających dech parametrów:
340 KM, niecałe sześć sekund do setki, przejście od 80 do 120 poniżej pięciu
sekund. Z moich szacunkowych obliczeń wynikało, że ten model Lexusa ma
moc pięciokrotnego powiększania prącia i to zarówno w oczach właściciela, jak
i jego kochanek, których liczba już w pierwszym tygodniu posiadania
samochodu wzrasta dziesięciokrotnie, a ich wiek obniża się alarmująco.
Samoakceptacja i siła ego właściciela wzrastają sześciokrotnie. Ten model
Lexusa działa równie mocno, gdy właścicielką jest kobieta. Nie dość, że
pięciokrotnie wysmukla jej odbicie w lustrze, trzykrotnie zwiększa jędrność
ciała oraz siedmiokrotnie podnosi ogólny poziom samoakceptacji i zadowolenia
z życia, to jeszcze dwukrotnie obniża jej wiek w oczach kochanków, których
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
14
liczba wzrasta bez umiaru, a ich młodzieńczy entuzjazm wyrównuje z nawiązką
braki doświadczenia. Fundatorem tej wspaniałej nagrody była jak zwykle słynna
firma Wafel z wieloletnią tradycją, która jeszcze w „Whose is chuj?”
obdarowywała rodziny bohaterów kuferkami pełnymi słodyczy, a w konkursie
na nazwę nowego programu ufundowała czerwone ferrari, dzięki któremu autor
zwycięskiego „Pytania o pytę”, 78–letni Jan B. z Kalisza, mógł
zrekompensować sobie dotychczasowe trudy życia z wyjątkowo małym
prąciem. Przy tej okazji firma Wafel zasłynęła z niezwykłej hojności, dołączając
do samochodu pokaźne kuferki ze słodyczami dla całej licznej rodziny pana
Jana, którego małe prącie nie ograniczyło płodności małżonki. Niestety,
czerwone ferrari nie przysłużyło się dobrze rodzinie pana Jana, z
niecierpliwością czekającej na jego powrót z Warszawy. Pan Jan nie wrócił.
Czerwone ferrari uwiozło go w siną dal wraz z kuferkami przeznaczonymi dla
rodziny, która wystąpiła do sądu przeciwko firmie Wafel za odebranie jej ojca,
męża, dziadka i pradziadka w jednym. Owa sprawa w niczym nie zaszkodziła
renomie firmy Wafel z wieloletnią tradycją, bowiem sąd oczyścił ją z wszelkich
zarzutów, a członkowie rodziny dostali na otarcie łez kilka pokaźnych kuferków
ze słodyczami, tym razem do rąk własnych. Ale niedawno prasa przypomniała
tę sprawę w sposób mniej życzliwy. Nad firmą Wafel zaczęły zbierać się czarne
chmury. Stała obecność firmy Wafel w programach telewizyjnych o najwyższej
oglądalności przyczyniła się do jej imponującego rozwoju, bowiem w mózgach
widzów obydwu programów wytworzyło się stałe łącze między przyjemnością
czerpaną z oglądania programu a wyrobami firmy Wafel. Swoje odwieczne
dążenie do przyjemności ludzie podświadomie zaczęli zaspokajać konsumpcją
wafelków, pierniczków, batonów, a także słynnej mieszanki czekoladowej,
coraz rzadziej sięgając po wyroby innych firm. I nie byłoby w tym nic
niepokojącego, bo na swoją pozycję rynkową firma Wafel w pełni zasługiwała,
inwestując w promocję i reklamę, gdyby nie ostatnie badania konsumenckie.
Doprowadziły one do wykrycia niepożądanego skutku ubocznego powstania
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
15
owego zdawałoby się nieszkodliwego skojarzenia wyrobów firmy Wafel z
przyjemnością seksualną, przeżywaną podczas oglądania najpierw „Whose is
chuj?”, a teraz „Pytania o pytę”, gdzie monstrualne prącia ukazywały się na
telebimie z logo firmy. Otóż skojarzenie pobudzenia seksualnego z
wyśmienitymi wyrobami firmy Wafel nie tylko zwiększało popyt na te wyroby,
ale drastycznie zmniejszało ochotę na seks, bowiem zamiast tracić czas i energię
na te wszystkie ewolucje łóżkowe, ludzie coraz częściej zaspokajali popęd
płciowy batonem lub wafelkiem. Doprowadzało to do rozpaczy przywódców
narodu, którzy, chcąc zyskać poparcie LPR i utrzymać swoją pozycję,
wprowadzili becikowe w wysokości tysiąca zł dla każdej matki, zachęcając do
rodzenia dzieci tych, których nie stać było na ich utrzymanie, rozśmieszając
tych, których stać było na samodzielne podjęcie decyzji o powiększeniu rodziny,
a obciążając kosztami nas wszystkich, co dodatkowo nie sprzyjało decyzjom o
posiadaniu potomstwa. Wprowadzano więc coraz to nowe regulacje
prorodzinne, działające zwykle z przeciwnym skutkiem i zmniejszające szanse
kobiet na rynku pracy. Ufundowanie nagrody za najpiękniejsze życzenia dla
młodej pary stwarzało firmie Wafel szansę na włączenie się w obowiązujący
nurt polityki prorodzinnej i odsunięcie od siebie podejrzeń o sprzyjanie
egoistycznemu zajadaniu popędu seksualnego słodyczami, co robiło całe
społeczeństwo. My z Ogrem byliśmy chlubnym wyjątkiem, bowiem najchętniej
nie wychodzilibyśmy z łóżka. Może dlatego, że pieprzyliśmy się bez przerwy i
nie mieliśmy czasu na oglądanie telewizji.
Tydzień miodowy spędziliśmy w domu. Ogr tak chciał, bo jest domatorem i w
nowym domu chciał się zadomowić. Ja wolałabym co prawda gdzieś wyjechać,
ale najważniejsze, że byliśmy razem. Zrobiliśmy ogromne zakupy i
zamknęliśmy się w sypialni, aby w tydzień przeżyć to, co innym zajmuje
miesiąc. Naszym jedynym zadaniem było wyłonienie życzeń, których autor
zasługiwałby na Lexusa GS 450h. W pierwszej chwili wydało nam się, że
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
16
będzie to przyjemność, która w niczym nie zakłóci, a jedynie uwzniośli
obowiązki małżeńskie, a przynajmniej wypełni przerwy na regenerację.
Telewidzowie zostali poinformowani, że koszt jednego SMS–a wynosi 4,80 plus
VAT, w kraju, mimo zmiany ekipy rządzącej, utrzymywał się wysoki poziom
bezrobocia, a i tak SMS–y przychodziły bez przerwy. Pierwszy dzień
miodowego tygodnia przeżyliśmy w błogiej nieświadomości tego faktu, gdyż
SMS–y nie przychodziły na moją komórkę, lecz do telewizji, skąd kierowano je
do mojej skrzynki mailowej. Gdy drugiego dnia do niej zajrzałam, okazało się,
ż
e jest pełna, choć ma pojemność 500 gigabajtów. Aby opanować sytuację,
musieliśmy natychmiast wziąć się do czytania. Leżąc w łóżku z laptopem i rudą
suką, czytaliśmy ciągle przychodzące życzenia, nie było czasu na wstawanie. O
seksie w naszym tygodniu miodowym musieliśmy zapomnieć! Telewidzowie
wykazali się jak zwykle dużą pomysłowością, choć trzeba przyznać, że
większość życzeń to były w kółko powtarzające się te same banały. Najwięcej
było oczywiście „najlepszych życzeń na nowej drodze życia”. Drugie miejsce
zajęło staropolskie „szczęść Boże młodej parze”, trzecie miejsce to „sto lat w
zdrowiu i miłości”. Myślę, że ludzie po prostu chcieli nam dobrze życzyć i to
było ważniejsze od wygranej, bo chyba nie liczyli na to, że w ten sposób
zdobędą Lexusa. Niektórzy próbowali wyrazić swoje życzenia wierszem,
sięgając do ogranych konceptów w rodzaju:
Na górze róże, na dole fiołki
Kochajcie się Ogrze z Basią,
jako dwa aniołki.
Albo:
Dwa serca złączone,
klucz rzucony w morze,
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
17
nic was nie rozłączy,
Barbaro i Ogrze.
Trochę wierszy było bardziej oryginalnych, co nie znaczy, że lepszych. Aby
udowodnić, że nie jestem zbyt surową sędzią, przytoczę parę przykładów:
Koneserko prącia, żebyś go kochała,
kiedy już nie będzie stawała mu pała.
Albo
Ogr Ogrowi
oka nie wykole,
niech wam życie płynie
gładko jak po stole.
Albo:
Ogier i Barbara
to przepiękna para,
niech was zawsze łączy
ostre barabara.
Baliśmy się, że z tego zalewu nieporadnych banałów nic nie uda nam się
wyłowić. Chcieliśmy już sami wysłać sobie jakieś zgrabne życzenia, aby nie
dopuścić do zmarnowania się Lexusa GS 450h, ufundowanego przez firmę
Wafel, ale w końcu udało nam się natrafić na kilka smakowitych kąsków, które
jednak nie spełniały podstawowego kryterium. Choć mniej lub bardziej odnosiły
się do nas, trudno było w ich treści dopatrzyć się życzeń:
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
18
Pewna Barbara z Warszawy
umiała czytać nie z kawy,
lecz z prącia vel z kutasa.
Może to nowa rasa,
która chuje bada dla wprawy?
Za sprawą prącia z plastiku
Ogr został wybrany z bezliku,
Teraz w strasznej jest biedzie,
no bo jeśli zawiedzie,
to dużo będzie krzyku.
Ladacznica z Warszawy się zmyła
na jej miejsce żona się zjawiła,
lecz niech Ogr się nie dziwi,
niech się w łóżku nie krzywi,
że choć żona to w miłości wprawiona.
Dla Barbary Patryckiej z Warszawy
Los okazał się bardzo łaskawy.
Męża dobrze wybrała,
gdyż z prącia czytać umiała
Jak wróżki czytają z kawy.
Pewnej Barbarze z Warszawy
Z Ogrem było do twarzy
Więc go wzięła za męża
Niech się Ogr nie natęża
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
19
Byle dobrze umiał się parzyć.
W niektórych limerykach przy odrobinie dobrej woli można było dopatrzyć się
ż
yczeń, a przynajmniej rad na nową drogę życia:
Jaka piękna młoda para
Jurny Ogier i Barbara
Niech się razem starzeją
Niech im włosy siwieją,
i niech zawsze u nich gra gitara.
To naprawdę wspaniała nowina
Wspólne życie się dla was zaczyna.
A że miłe złego początki
Odczyniajcie uroki co piątki
Żeby koniec był słodszy od wina.
Były też takie wiersze, w których życzenia po prostu były i nie musieliśmy się
ich specjalnie doszukiwać:
Księżniczko wśród kutasów,
królowo naszych pyt,
niech mąż Cię uszczęśliwi,
inaczej będzie wstyd.
Albo:
Widziała Baśki gała
Kogo Baśka wybrała,
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
20
więc niech ją wychędoży
Ogra cudowna pała.
W pierwszej chwili te wierszyki mi się spodobały, ale Ogr przekonał mnie, że są
złe, bowiem życzenia szczęścia powinny się odnosić do nas obojga. W ogóle
szybko okazało się, że do oceniania wierszy nie jestem wystarczająco
kompetentna. Na szczęście Ogr spokojnie mi tłumaczył, które wiersze powinny
mi się podobać. Nie zawsze się z nim zgadzałam, ale przecież nie będę kłócić
się podczas miodowego tygodnia, zwłaszcza że mój cudowny, wspaniały Ogr
był trochę naburmuszony. Chyba właśnie dlatego, że większość życzeń odnosiła
się do mnie. Starałam mu się wynagrodzić to uległością, która wyraźnie dobrze
na niego działała. Po każdym „Tak, kochanie, masz rację, że też ja tego sama nie
zauważyłam”, odzyskiwał na chwilę dobry humor. Tylko dwukrotnie
próbowałam go przekonać, gdy znalazłam wiersze, które sprawiły mi
największą przyjemność. Oto one:
Ogr i Barbara
to dobrana para.
Niech Barbara go nęci,
niech on wciąż czuje chęci
i niech dzieci mają co niemiara.
W Warszawie jak nigdzie na świecie
Barbarę taką znajdziecie
Co czyta z kutasa
Uwielbia ją prasa
Więc niech z Ogrem mają piękne dziecię.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
21
Wzruszyło mnie, że dzięki sowicie opłacanym staraniom doktora Noszczyta i
korzystnemu oświetleniu w telewizji ludzie nie wiedzą, ile mam lat, i myślą, że
mogę jeszcze urodzić dziecko. Wiem, że zdarza się to kobietom w moim wieku,
ale nie dużo częściej niż lądowanie człowieka na Księżycu. Chciałam, żebyśmy
wybrali któryś z tych wierszy, ale Ogr stwierdził, że podobają mi się z powodów
pozamerytorycznych, których nie powinniśmy brać pod uwagę.
– Wiersz, który wybierzemy, musi przemawiać do całego narodu, a nie
schlebiać twojej próżności – obwieścił uroczyście i przekonał mnie, że stojąc u
progu IV Rzeczpospolitej powinniśmy kierować się względami patriotycznymi.
Ostatecznie wybraliśmy utwór, który pokazywał, że nie musimy mieć
kompleksów wobec innych krajów Unii Europejskiej i zachęcał do obrony
polskości.
U nas także jak w Madrycie
Można mieć szczęśliwe życie
Jest z was para wybrańców
Więc brońcie polskich szańców
Niech wam życie płynie jak po pycie.
Informację o naszym wyborze przesłaliśmy Bardzo Ważnej Osobie z Telewizji.
Już następnego dnia autor wiersza miał zostać przedstawiony nam i całemu
narodowi podczas wyjątkowo uroczystego programu „Pytanie o pytę”.
Miodowy tydzień był cudowny, ale dobrze, że się wreszcie skończył. Bliski
kontakt z mężem to fantastyczna sprawa, już samo słowo mąż brzmi
fantastycznie, jeżeli akurat ma się męża i jeszcze nie myśli się o rozwodzie, ale
tydzień w łóżku może zmęczyć. Zwłaszcza że nie mieliśmy czasu na seks, bo
musieliśmy zajmować się życzeniami. Po kilku dniach miałam już dosyć roli
dziewczynki, która nie wie, co jej się podoba. W końcu to ja, Barbara Patrycka,
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
22
teraz Ogr, jednym ruchem ręki potrafiłam ocenić faceta, a co dopiero wiersz z
ż
yczeniami. Wstyd się przyznać, ale wyjście do pracy sprawiło mi przyjemność.
Pacjenci też bardzo się ucieszyli, że już jestem. W prezencie ślubnym dostałam
od nich odlew moich ust wykonany ze szczerego złota z chwytającym za serce
napisem: „Złotoustej Królowej Kliniki Prącia – wdzięczni pacjenci”. Szybko
otrząsnęłam się ze wzruszenia i wzięłam do pracy. Wizyty pacjentów wciągnęły
mnie wyjątkowo, może dlatego, że od tygodnia brakowało mi seksu. Z zapałem
przeprowadzałam wywiady i badania organoleptyczne, wprawnym ruchem
doprowadzałam do wzwodu nawet członki wieloletnich impotentów, a jeśli było
to niezbędne, a przynajmniej wskazane, z przyjemnością uciekałam się do
mojego słynnego liźnięcia rowka zażołędnego, którego widoczne skutki
utrzymywały się czasem tygodniami, tym jednak różniąc się od zwykłego
priapizmu, że uporczywej erekcji towarzyszyła rozkosz, a nie ból. W każdym
razie rozkosz była silniejsza od bólu i gdy minęła wraz ze wzwodem, pacjenci
nie marzyli o niczym innym, niż żeby ten numer powtórzyć. Tu znowu byłam
kimś, bo przyznaję, przez ostatnie dni z Ogrem czułam, że moje ego kurczy się
codziennie odrobinę, a przez to i moje ciało traciło jędrność, jakbym nie była
posiadaczką pięknie rozwiniętego konta w banku, dużego mieszkania na
Mokotowie i dwóch niezłych samochodów. Wprawdzie były to tylko delikatne
sygnały wiotczenia duszy i ciała, coś jak dekumescencja prącia, jednak
ostrzegały mnie, że nawet kobieta sukcesu łatwo zatraca się w bliskiej relacji z
mężczyzną, więc postanowiłam mieć się na baczności. Dobrze, że miałam
klinikę, dzięki której szybko odzyskałam wiarę w siebie. Z każdym rosnącym
penisem moje ja też odrobinę rosło, ciało jędrniało, pod koniec przyjęć znów
czułam się królową fallusów. Byłam młoda, atrakcyjna i kompetentna.
Wsiadłam do samochodu i zręcznie manewrując po zatłoczonych ulicach,
udałam się do telewizji, gdzie Ogr już na mnie czekał.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
23
Ten odcinek „Pytania o pytę” miał być zupełnie inny niż zwykle. Dzisiaj my z
Ogrem byliśmy jego bohaterami, chociaż Ogr nieco bardziej, bo to jego prącie w
kulminacyjnym momencie miało ukazać się na telebimie z logo firmy Wafel. Ze
względu na wyjątkowo uroczysty charakter programu, Piecuchow nie prowadził
go sam, lecz z samą panią Wołek, ubraną w podkreślającą jej piękne kształty,
długą i powłóczystą suknię Teresy Sedy. Piecuchow też był wyjątkowo
elegancki, miał na sobie garnitur Sunset Suit, tyle że nieco wymięty. Na
początku prowadzący zadawali Ogrowi i mnie pytania, które miały sprawdzić,
czy dobrze się znamy, tak jak w programie „Moja krew”. Piecuchow pytał na
przykład: Co Basia lubi najbardziej? I każde z nas miało napisać odpowiedź,
która była widoczna dla wszystkich, tylko nie dla nas nawzajem. Ja napisałam
seks, Ogr napisał seks, dostaliśmy punkt, a widownia szalała. Na pytanie pani
Wołek o moją ulubioną rasę psa obydwoje odpowiedzieliśmy „ruda suka”,
otrzymaliśmy kolejny punkt, Piecuchow i Wołek gratulowali nam
entuzjastycznie i cieszyli się jak dzieci. Na pytanie: Co Ogr lubi najbardziej?,
strzeliłam, że seks, i też było dobrze, a na pytanie, gdzie spędziliśmy tydzień
miodowy, obydwoje odpowiedzieliśmy, że w łóżku, co spotkało się z aplauzem
całej widowni. Generalnie wyszliśmy z tego sprawdzianu jako świetnie dobrana
i znająca się para, co było zgodne z prawdą, bo znaliśmy się już dobre kilka lat,
a owacjom i uściskom nie było końca. Po przerwie na reklamy przeszliśmy do
drugiej części programu, najbardziej przypominającej właściwe „Pytanie o
pytę”, gdzie tym razem pytaliśmy o pytę Ogra. To znaczy ja nie musiałam o nic
pytać, ale widzowie byli bardzo ciekawi, jak wygląda pyta mojego wybranka.
Od paru dni w całym kraju trwały zakłady, czy członek Ogra ma długość 20, 25
czy 30 cm. Większość widzów, szczególnie płci żeńskiej, była przekonana, że
wie, jak wygląda pyta idealna, choć seksuolodzy ku pokrzepieniu męskich serc
od lat twierdzili, że wymiary nie mają znaczenia. Z właściwą sobie
przytomnością umysłów KRRiT postanowiła owe chaotyczne zakłady
skanalizować i ogłosiła kolejny konkurs SMS–owy. Nagrodą dla mężczyzny,
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
24
który trafi najbliżej rzeczywistych wymiarów Ogra, miał być tygodniowy pobyt
w Klinice Prącia, zaś gdyby to kobieta trafiła w prącie idealne, nagrodą miał być
wspólny tygodniowy pobyt w „Hotelu Wróblewski” w Suwałkach z tym
rezydentem Kliniki Prącia, którego prącie byłoby najbardziej zbliżone do prącia
Ogra. Telewidzowie i widzowie w studiu przesyłali SMS–y z wymiarami, ja w
tym czasie odpowiadałam na pytania pani Wołek i Piecuchowa, dotyczące
charakteru Ogra. Jak każda świeżo upieczona żona byłam przekonana, że dobrze
znam swojego męża, choć nie jestem przecież głupią gąską. Opowiadałam z
zachwytem, że jest on pogodnym, pewnym siebie ekstrawertykiem. Stabilnym
emocjonalnie, wrażliwym i opanowanym optymistą. Te cechy jednoznacznie
określały wszystkie parametry jego prącia, ale nikt poza mną nie umiał
rozszyfrować znaczenia podawanych przeze mnie informacji i ludzie strzelali na
oślep, kierowani wyłącznie własnymi pragnieniami. SMS–y przychodziły bez
przerwy i jeszcze przez całą przerwę na reklamy, która ze względu na
popularność programu wydłużyła się do 45 minut. Po przerwie, podczas której
pomogłam Ogrowi osiągnąć maksymalny wymiar prącia, asystentki dokonały
stosownych pomiarów i w końcu doszło do kulminacyjnego momentu: przy
dźwiękach Marsza Mendelssohna, nawiązujących do naszego ślubu, prącie Ogra
ukazało się na telebimie. Ogr krzyknął. Zwykle nie patrzę na monstrualne
prącia, żeby potem nie straszyły mnie po nocach, ale dla prącia Ogra zrobiłam
wyjątek. I było warto. To było niesłychane. Prącie Ogra było ogromne. W końcu
zrozumiałam, dlaczego wszyscy mężczyźni chcą, aby ich penis znalazł się na
telebimie i ich zapału nie studzi nawet fakt, że skromne wymiary rzeczywiste
ich organów płciowych są jednocześnie podawane do publicznej wiadomości.
Zrozumiałam, dlaczego kobiety chcą jechać z bohaterem programu do „Hotelu
Wróblewski” w Suwałkach i nie zważają na ceny SMS–ów. Tu słowa nie miały
znaczenia, obraz działał z całą mocą. Byłam szczęśliwa, że jestem wybranką
takiego mężczyzny! Poszłabym za nim na koniec świata. Spojrzałam na niego.
On też był szczęśliwy. Wpatrywał się w swoje prącie w natchnieniu. Patrzył z
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
25
niedowierzaniem i miłością. Z dumą i uwielbieniem. Patrzył tak, jak matka
patrzy na swoje dziecko, które odbiera świadectwo z czerwonym paskiem. Ich
relacja była tak bliska, że poczułam się zazdrosna. Wzięłam go za rękę, ale Ogr
mnie nie widział. Dopiero burza oklasków, które zerwały się na widowni po
dłuższej chwili osłupienia, przywróciła mu świadomość. Rozejrzał się dookoła i
zobaczył powszechny zachwyt. Kobiety mdlały, dziewczyny szalały,
publiczność wdzierała się na scenę, miliony ludzi uwierzyły w to, co widziały na
własne oczy. Że Ogr jest posiadaczem najlepszej pyty w kraju. Ale najgorsze
było coś, czego nie przewidziałam i do czego nie powinnam była dopuścić. Mój
dobry, poczciwy Ogr też w to uwierzył! To była jedna z tych perfidnych chwil,
które sprawiają, że potem nic już nie jest takie jak przedtem, choć wtedy jeszcze
nie miałam o tym pojęcia.
Ludzie, co to się działo! Fanki wrzeszczały i zrywały z siebie ubranie, a
mężczyzn nigdzie nie było, jakby ze wstydu zapadli się pod ziemię. Gdyby nie
policja, nie dalibyśmy rady wyjść z telewizji, do której wkrótce znów mieliśmy
wrócić, bowiem z powodu ogólnego podniecenia graniczącego z orgazmem
ogłoszenie wyników konkursu na najpiękniejsze życzenia dla młodej pary
zostało przełożone na następny dzień. Ja co prawda wolałabym, żeby mój mąż
nie pokazywał się więcej w telewizji, jeśli to miało budzić takie emocje, ale nikt
mnie nie pytał o zdanie. Przez cały dzień urywały się telefony, ale dzwoniono
tylko do Ogra, który nie poszedł do pracy, bo od świtu przyjmował gratulacje,
wyrazy uznania i zaproszenia na bankiety, wieczory panieńskie i kolacje.
Czasem trafiał się telefon od mężczyzny, przeważnie z pogróżkami. W telewizji
przyjęto nas z entuzjazmem, jednak wyraźnie czułam, że to nie chodzi o nas,
tylko o Ogra. Wszyscy mieli w pamięci jego wielką pytę. O tym, co ja potrafię,
nikt już nie pamiętał. Za to dziewczyna, która wygrała Lexusa GS 450h, nie
potrafiła chyba nic poza ułożeniem wierszyka o Madrycie, chociaż patrząc na
nią, nie byłam wcale pewna, czy ułożyła go bez pomocy rodziców.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
26
Zwycięzczynią Konkursu na Najlepsze Życzenia dla Młodej Pary okazała się
bowiem 18–letnia Adżelika G. z Bolkowa, chuda blondynka z gołym brzuchem,
w pępku oczywiście kolczyk, uczennica technikum gastronomicznego. I po co
jej Lexus, skoro nie musiała się wysmuklać ani ujędrniać? I po co jej więcej
kochanków? Po co jej czuć się lepiej niż się czuje, skoro wyglądała na wyraźnie
zadowoloną z siebie i z życia? I po co miałaby być jeszcze młodsza? Niech mi
to ktoś wytłumaczy! Ogr nie mógł, gdyż tłumaczył Angelice, gdzie się wkłada
kluczyk, który wręczył jej uroczyście Prezes firmy Wafel. Maleństwo nie miało
prawa jazdy, ale Ogr natychmiast rycersko zaproponował, że ją wszystkiego
nauczy, jakby był instruktorem PZM–otu, a nie moim mężem. Odetchnęłam z
ulgą, gdy w końcu udało mi się oderwać go od Andżeliki. Przerwaliśmy kordon
rozhisteryzowanych wielbicielek Ogra i pod eskortą policji dotarliśmy do domu,
gdzie dołożyłam wszelkich starań, żeby Ogr o Andżelice zapomniał. Po kilku
godzinach ostrego pieprzenia zapomniał nawet o tym, że ma piękną pytę, za to
ś
wietnie pamiętał, kto ma złote usta i inne równie atrakcyjne otwory.
Telefony do Ogra dzwoniły od świtu do nocy, zmieniając nasz przytulny dom w
centralę telefoniczną. Kiedy Ogr rozmawiał przez komórkę, ja odbierałam
stacjonarny, kiedy rozmawiał przez stacjonarny, odbierałam komórkę i
umawiałam go na kolejne spotkania. Ogr udzielał wywiadów, występował w
programach telewizyjnych i radiowych, jego zdjęcia w ciągu miesiąca pojawiły
się na okładkach dziewięciu kolorowych magazynów! Byłam dumna, że mój
mąż stał się bohaterem narodowym i że tak łatwo mu to przyszło. Nie musiał
nawet, jak pan Sławek Sikora, którego bohaterskie czyny zostały uwiecznione w
„Długu”, nikogo zamordować, a potem obciąć mu głowy. Nie musiał liczyć na
łaskę prezydenta, która, wiadomo, na pstrym koniu jeździ i może przyjechać w
nieodpowiedniej chwili. No bo czy to w porządku, że słuszny akt łaskawości w
przypadku pana Sikory niemalże przyćmiło ułaskawienie pana Sobotki? Pan
Sikora miał pewne obiekcje, o czym poinformował nas w wywiadach, ale na
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
27
szczęście o Sobotce szybko zapomniano i pan Sikora został sam na placu boju,
czyli we wszystkich mediach. I opowiedział nam w gazetach wszystko to, co i
tak znaliśmy już z filmu. I jeszcze opowiedział w książce, którą napisał. A teraz
pisze drugą książkę, już na wolności. Na szczęście nie musi tracić czasu na
szukanie pracy, bowiem wyraził chęć zostania dziennikarzem i dostał kilka
propozycji. Inni uczą, się, studiują, terminują, szukają, ale pan Sikora już swoje
wycierpiał, więc trudno, żeby jeszcze szukał. Zresztą, kto by nie chciał
pracować z bohaterem narodowym? Żeby tylko pracować! Podobno tysiące
kobiet marzą o tym, by pocieszyć człowieka, który za dwa głupie morderstwa ze
szczególnym okrucieństwem tak długo musiał się męczyć w więzieniu. Piszą
listy, ale pan Sławek na razie chce się nacieszyć wolnością. Jego wspólnika też
chcą pocieszyć, choć jeszcze musi posiedzieć za kratkami, bo jest mniej
medialny. Ale co ja tu o panu Sikorze, przecież cały naród zna jego życiorys
lepiej niż życiorys Kościuszki i Wałęsy razem wziętych. Byłam dumna, że Ogr
też znalazł się na Parnasie, choć nikogo nie zabił ani nawet tego nie opisał. W
tym jednak tkwiła jego słabość, bowiem nie mógł opowiadać o swoich czynach,
postanowieniach i szczerym pragnieniu cichego odpokutowania za wszystko.
Już po kilku wywiadach wyszło na jaw, że Ogr to po prostu pogodny, pewny
siebie ekstrawertyk, co i tak było wiadomo z „Pytania o pytę”. Media robiły, co
mogły, żeby jakoś zdyskontować jego popularność. W programie „Mój
pierwszy raz” po raz pierwszy wydoił krowę, śpiewał w „Śpiewających
fortepianach”, w „Pytaniu o śniadanie” usmażył jajecznicę i opowiedział o
naszym ślubie, ale co jeszcze można wyciągnąć z faceta, który nie ma żadnej
mrocznej tajemnicy, nie wykazuje skruchy ani chęci poprawy, nie ma kochanek
ani nawet raka prostaty, choć w jego wieku można by chociaż tego się po nim
spodziewać? Nic dziwnego, że wkrótce zszedł na drugi plan. Przyćmił go urok
ś
wieżo upieczonej pary prezydenckiej i nowego premiera, a także Dody
Elektrody oraz Mandaryny, która w związku z Michałem Wiśniewskim nie
znalazła pełnej satysfakcji. Za to Edyta Górnicka wyszła za mąż i to w dodatku
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
28
za ojca swego dziecka! Zaprosiłam jej męża do „Pytania o pytę”, dzięki czemu
wybór Edyty zyskał akceptację całego narodu. Zaprosiłam do studia także kilku
ważnych polityków, bowiem u progu IV Rzeczpospolitej życie polityczne
budziło tak wiele emocji, jak kiedyś u progu III. Przyszli wszyscy. Nawet
panowie z Ligi Polskich Rozwodników, choć ślubowali czystość i skromność,
nie zdołali się oprzeć pokusie, żeby zobaczyć własne, lecz rozrośnięte do
monstrualnych rozmiarów pyty na telebimie z logo firmy Wafel. Ale gdzież im
tam było do pyty Ogra! Wyglądały przy niej jak niewinne zaskrońce przy
pytonie. Jednak ilość jak zwykle pokonała jakość i pyta Ogra, przygnieciona
setkami innych, poszła w zapomnienie. Było mi przykro, że sama przyczyniłam
się nieco do jej przyćmienia, ale dzięki temu mogliśmy wreszcie zacząć
zwyczajne małżeńskie życie.
Zaczęliśmy od imprezy dla przyjaciół. Zaprosiliśmy tylko tych najbliższych,
ż
ebyśmy mogli zmieścić się w domu. Catering zamówiłam w Bristolu, ale Ogr
koniecznie chciał, żebym zrobiła coś własnoręcznie.
– Kochanie, chciałbym zjeść coś, co wyjdzie spod twoich paluszków – prosił i
przymilał się, aż uległam. Prawdę mówiąc, gotowanie nigdy nie było moją
mocną stroną, choć jakoś sobie radziłam. Ale Ogr rzucił mi całkiem nowe
wyzwanie:
– Może byś coś upiekła?
Być może pieczenie było moją mocną stroną, ale nie miałam pewności, bo nigdy
tego nie sprawdzałam i nie byłam przekonana, czy mam na to ochotę. Właściwie
byłam pewna, że nie mam.
– Pójdę za tobą do piekła, tylko nie każ mi, żebym piekła – próbowałam
wybrnąć z sytuacji za pomocą żartobliwego niby–to–homonimu, ale Ogr potrafi
być uparty.
– Baśka, proszę cię, niech to będzie chociaż szarlotka.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
29
Dla mnie to nie była „chociaż”, tylko „aż” szarlotka, ale postanowiłam
spróbować. W końcu związek dwojga ludzi buduje się na kompromisach. Ja
upiekę szarlotkę, a Ogr ... w pierwszej chwili nic mi nie wpadło do głowy, ale
czułam, że on też powinien coś zrobić. Mam! Lata edukacji feministycznej nie
poszły na marne. Niech znajdzie przepis i kupi wszystkie produkty. Byłam z
siebie dumna, że nie zapomniałam o partnerstwie. Wprawdzie na razie mieliśmy
do czynienia z partnerstwem w spełnianiu oczekiwań Ogra, ale czy to źle? Raz
spełnimy jego oczekiwania, a raz moje, związek dwojga ludzi opiera się na
wzajemności. Najważniejsze, że Ogr był zadowolony. Następnego dnia, gdy
wróciłam z telewizji, a więc około pierwszej w nocy, na stole czekały już
wszystkie produkty. Zawiązałam wokół bioder niebieski fartuszek i wzięłam się
do pieczenia. Ogr był zachwycony, a ja byłam pewna, że wzbudziłabym
zachwyt nawet Marka Jurka. A przynajmniej szacunek należny naszej płci, gdy
nie wyłamuje się ze swojej naturalnej roli, przypisanej jej przez mężczyzn. Jakie
to proste, myślałam, trąc, ubijając i ugniatając z zapałem. Może pieczenie jest
moją równie mocną stroną, co analiza osobowości za pomocą prącia? Gdyby nie
Ogr, nigdy bym się tego nie dowiedziała. Chciałam mu o tym powiedzieć, ale on
już spał. Uwijałam się jak w ukropie i o czwartej nad ranem też już mogłam
położyć się do łóżka. Byłam tak pobudzona, że chętnie spełniłabym kolejne
obowiązki małżeńskie, ale Ogr chrapał głośno i nie reagował na mój dotyk. Nie
mogłam zadzwonić po Diabła Tasmańskiego, choć on z pewnością nie miałby
nic przeciwko temu, ale po co mi Diabeł, skoro mam męża, którego jestem
wierną i oddaną żoną? Zresztą nie miałam dużo czasu na głupie myśli. Nie
muszę chyba przypominać, że codziennie wstaję o piątej, żeby nie stracić formy.
To znaczy wstawałam, bo tego ranka Ogr obudził się, gdy jak zwykle
wyślizgiwałam się z łóżka.
– Zostań, przecież nie musisz tak wcześnie wstawać. Jesteś mężatką, więc
powinnaś mieć czas na seks – mówił, a za słowami poszły czyny, które
przekonały mnie ostatecznie, że warto zostać w łóżku. Było warto, ale trening
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
30
diabli wzięli. Ledwie zdążyłam do kliniki. A wieczorem nasz pięknie
wysprzątany dom, do którego przywieziono wykwintne dania, zapełnił się
gośćmi.
Pierwszy wpadł Diabeł Tasmański, jak zawsze wytworny. Marynarka Jil Sander,
spodnie Helmut Lang, koszulka Prady, mokasyny od Gucciego i ten cudowny
zapach, „Black Cashmere” Donny Karan. Na jego widok suka zawyła ze
szczęścia i usłużnie odstąpiła mu posłanie. Mnie też zrobiło się gorąco, ale może
to zwykłe objawy przekwitania przebiły się przez warstwę hormonów, które
brałam codziennie w ramach HTZ. Diabeł był czarujący, jednak jego maniery
pozostawiały wiele do życzenia. Chodził za mną jak pies i szeptał mi do ucha:
– Pati, ja już nie mogę, błagam, spotkajmy się, niech znowu będzie jak kiedyś.
– Przestań, bo Ogr usłyszy – powiedziałam, ale Ogr nic nie słyszał, był zajęty
polerowaniem kieliszków. Odkąd Ogr zamieszkał w moim domu, wszystko
lśniło jak nigdy. Sprzątała ta sama pani Marta, ale Ogr kontrolował, żeby robiła
to lepiej. Nim wyszła, przejeżdżał palcem po listwie podłogowej albo po
książkach z górnej półki, żeby sprawdzić, czy wszędzie jest czysto. Zaglądał do
piekarnika i pod umywalkę. Do kąta za szafą i do szafki na buty. Marta
pochlipywała cicho i poprawiała wszystko po dziesięć razy, żeby go zadowolić.
Było mi jej żal, ale Ogra podziwiałam. Sama nie byłam dość asertywna, by
zwracać Marcie uwagę, choć nieraz miałam ochotę. Byłam szczęśliwa, że Ogr
angażuje się w sprawy domu, wielu mężów miało to w dupie. Tylko czemu tu
zawsze musiał być porządek? I to jaki! Nic nie mogło leżeć na wierzchu, ledwie
przejrzana gazeta zostawiona na stole lądowała w koszyku, książka leżąca przy
łóżku wędrowała na półkę, niedopita herbata do zlewu, cały czas musiałam
pilnować, gdzie co mam, a i tak ciągle coś ulegało przemieszczeniu, a nawet
znikało. Chciałam, żebyśmy wypracowali wspólne standardy porządku, ale Ogr
przekonał mnie do własnych. To znaczy uznał, że nie trzeba mnie przekonywać.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
31
– Ależ, kochanie, chyba nie muszę ci tłumaczyć, że lepiej żyje się w czystości i
porządku. Wystarczy, żebyś wszystko odkładała na miejsce, a nic nie będzie ci
znikać.
Starałam się o tym pamiętać, ale ciągle znikało. Teraz jednak cieszyłam się, że
Ogr jest pochłonięty polerowaniem kieliszków, bo dzięki temu nie słyszał
głupich westchnień Diabła. Ja też starałam się ich nie słyszeć, zwłaszcza że
robiło mi się od nich mokro.
– Giń, przepadnij, siło nieczysta – syknęłam i zaprowadziłam go do salonu,
gdzie na pięknej tacy leżała własnoręcznie upieczona przeze mnie szarlotka. W
każdym razie starałam się, żeby na taką wyglądała. Pieczenie szarlotki okazało
się bowiem trudniejsze niż analiza osobowości za pomocą prącia. Mój nocny
wypiek miał zakalca. Nie umiem kłamać, więc nic nie mówiłam Ogrowi, tylko
kupiłam blachę szarlotki razem z blachą i podmieniłam, moją szarlotkę
ukradkiem wyrzucając na śmietnik, bo czego nie zrobi kochająca żona, żeby
zadowolić męża? Ja w każdym razie własnoręcznie ozdobiłam nową szarlotkę
migdałami, dzięki czemu szybko uwierzyłam, że to moje dzieło.
– O, jaka piękna szarlotka, czy ty ją upiekłaś? – zapytał Diabeł Tasmański.
Nigdy bym nie podejrzewała, że jest wrażliwy na domowe wypieki. Nie
podejrzewałabym nawet, że ma dom, bardziej pasował do niego apartament w
pięciogwiazdkowym hotelu. Ale może miał wspomnienie domu rodzinnego,
które zakręciło mu się łzą w oku na widok szarlotki.
– Pati, jak taka kobieta jak ty mogła oddać się jednemu facetowi? I czemu to nie
ja nim jestem? – szeptał, a między słowami wsadzał mi język w ucho aż do
mózgu. Dzwonek do drzwi wybawił mnie z opresji.
Dwaj przyjaciele Ogra, klasyczni biznesmeni w ciemnych garniturach, zlewali
mi się w jedno ze sobą i z nudą. Dłuższy kontakt groził nagłym zaśnięciem,
więc wolałam nie ryzykować i cały wieczór trzymałam się od nich z daleka. Za
to ich żony mieniły się jak egzotyczne ptaki, ubrane w ciuchy Stelli McCartney i
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
32
Alexandra McQueen’a, w butach Prady i Roger’a Vivier, z torebeczkami Chloe
i Marca Jacobs’a, pachniały odurzająco Be Delecious DKNY i Fragile Jean
Paul Gaultier. W swojej małej czarnej Donny Karan poczułam się przy nich jak
zwykła kura. Cholera, mogłam założyć ten koronkowy gorset Diora, który
powiększa biust i odsłania pępek. Ale głupia idiotka uległam namowom Ogra.
– Baśka, uwielbiam cię w tej małej czarnej. Proszę, załóż ją dla mnie.
I założyłam. I teraz stałam w niej jak kura obok rajskich ptaków. Ratowała mnie
tylko trójbarwna fryzura, kaskadą czerwonych włosów opadająca na twarz. To
znaczy na pół twarzy, bo drugie pół fryzury było czarno–białe i krótkie.
Dyskretnie wymknęłam się do garderoby i włożyłam czerwone szpilki Manolo
Blachnika. Niech panienki nie myślą, że mają do czynienia z kurą, a jeśli już, to
z kurą w czerwonych szpilkach. Ale one były mną zachwycone.
– Och, znam cię z telewizji!– krzyknęła jedna z nich, ta z kolczykiem w pępku,
na oko nastolatka, z którą nie wiem od kiedy byłyśmy na ty. – Jesteś wspaniała,
chciałabym mieć taką wyluzowaną matkę!
– Mam już córkę – odpowiedziałam chłodno, bo nie po to po kilka godzin
dziennie w pocie czoła przeciwdziałałam procesowi starzenia się, żeby mi jakaś
smarkula przypominała, że jestem kobietą w pewnym wieku. Zwłaszcza że
odkąd byłam młodą mężatką, udało mi się o tym na śmierć zapomnieć.
– Po co tak głupio mówisz! – obsztorcowała ją czujnie druga. – Pani Basia
wcale nie wygląda na swoje lata!
Za to ich mężowie z pewnością wyglądali. Na swoje lata i na swoją tuszę. Nie
wyglądali tylko na ich mężów, ale są sytuacje, w których stan konta jest
ważniejszy niż wygląd. Ucieszyłam się, że Ogr nie jest podobny do swoich
przyjaciół, ale nie byłam pewna, czy i Ogr się cieszył, że nie jestem podobna do
ich młodych żon, które jak rajskie ptaki mieniły się w naszym salonie.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
33
P. jak zwykle był piękny i nienagannie ubrany, płaszczyk Donny Karan, buty Jil
Sander, spodnie od Gucci’ego. Gdy zdjął płaszczyk, natychmiast musiał
sprawdzić, czy dobrze wygląda.
– Nie przejmuj się, tu nie ma żadnych chłopców w twoim typie – powiedziałam,
ale P. spojrzał na mnie z góry. Przecież on się nie stroi dla innych, tylko dla
siebie. Gdy patrzy w lustro, lubi widzieć zachwyt w swoich oczach. No dobra,
podziw w oczach innych też jest fajny, ale nie chodzi tylko o gejów. P. jest jak
dzieło sztuki, a nie jak magazyn dla wędkarzy ze ściśle określonym targetem.
Zachwyt kobiet i heteryków równie mile widziany, zwłaszcza że P. ma dosyć
gejów po kontaktach z Bartkiem, z którym dwa dni temu rozstał się ostatecznie.
Nie mógł znieść jego głupich komentarzy przy oglądaniu telewizji.
– W dodatku Bartek wszędzie zostawiał swoje rzeczy – P. mówił i mówił, cały
czas przeglądając się w lustrze, poprawiając mikrozagięcia i strzepując
niewidoczne pyłki. – Czy mogę żyć z kimś, kto zostawia brudne skarpetki pod
poduszką? – zapytał dramatycznie. – Chyba jasne, że nie – odpowiedział, nim
zdążyłam otworzyć usta. Ale niestety, bez Bartka też żyć nie mógł, sprawy
zaszły za daleko, związku dwojga ludzi nie da się zniszczyć jedną parą
skarpetek. A może wcale nie były brudne? Zresztą co to kogo obchodzi, co ktoś
inny trzyma pod poduszką? P. był wściekły na siebie, że w ogóle tam zaglądał,
choć z drugiej strony, była to też jego poduszka. Ale teraz, przez te głupie
skarpetki, strasznie tęsknił za Bratkiem, miał doła, deprę i początki grypy, i
powinnam być wdzięczna, że w ogóle przyszedł.
– Jak wyglądam? – zapytałam, próbując desperacko przerwać ten monolog i
odwrócić uwagę P. od niego samego, bo bałam się, że już nigdy nie oderwie się
od lustra. Był swoim najwierniejszym fanem.
– Bardzo dobrze – powiedział, rzucając mi przelotne spojrzenie. – Jak kura w
czerwonych szpilkach.
W końcu weszliśmy do salonu, gdzie goście głodni czekali, a jego widok
wywołał szmer i poruszenie, które zmieniło się w pospolite ruszenie, gdy weszła
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
34
Beba. Gdzie tam weszła! Wpłynęła razem z mężem na szeroki przestwór salonu,
ubrana niezbyt stosownie w kolejną suknię bez pleców, za to z ciemnozielonej
koronki, w której wyglądała zajebiście, i wszyscy natychmiast podeszli, tworząc
wokół niej ciasny wianuszek wielbicieli. To niesłychane! Skąd oni wszyscy
wiedzą, że należy ją wielbić? I niby czemu należy? Próbowałam się bronić
przed jej siłą przyciągania, ale to tak, jakby walczyć z grawitacją! Opór na nic
się nie zdał. Już po chwili dołączyłam do kółka i wpatrywałam się w nią jak
wszyscy, spijałam z jej ust każde słowo, chwytałam w locie każdą perełkę jej
ś
miechu. Dopiero dzwonek do drzwi wyrwał mnie z zaczarowanego kręgu.
Znów dwaj przyjaciele Ogra, biznesmeni, z żonami. Panowie byli tacy sami, jak
ci, których już dzisiaj wpuszczałam, kojarzyli mi się z nudą i wypchanym
portfelem. Gdyby nie kobiety, pomyślałabym, że to deja vu. Ale ich partnerki
były zupełnie inne od poprzednich. Wyglądały na pierwsze żony. Czyżby
panowie pracowali tak ciężko, że nie mieli czasu ich wymienić? Siódmym
zmysłem wyczułam w nich rówieśniczki, bo z pewnością nie mogłam tego
zobaczyć. Trzymały się świetnie. Nienaganne figury, piękne blond włosy,
ż
adnych oznak starzenia, obydwie dobrze ubrane, Donna Karan i Chanel,
torebki Chloe i Louis Vuitton z najnowszych kolekcji, buty Prada i Manolo
Blachnik, witając się z jedną wyczułam Flower Bomb Viktora & Rolfa, wokół
drugiej unosił się delikatny Amber Nude Estee Lauder, jedna miała wspaniałe
nogi, za to druga oczy wielkie jak filiżanki. Takich żon nie wymienia się szybko
na młodsze, do tego trzeba dojrzeć, dobrze się rozejrzeć, bo gdzie wśród tych
smarkul znaleźć kobiety z taką klasą. Nawet nie wiadomo, gdzie szukać. Ja też
mówiłam mojemu mężowi, żeby pomyślał, nim zostawi mnie dla swojej
sekretarki, bo ze mnie już wiadomo, co wyrosło, a z niej? To dopiero może być
niespodzianka! I rzeczywiście, druga żona mojego pierwszego męża coraz
bardziej przypomina jego obecną teściową, która nigdy go nie zachwycała, a
wręcz przeciwnie i trudno mu się dziwić. Te dwie za to, choć miały już swoje
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
35
lata, były zachwycające i od razu wzbudziły moją sympatię. Nowoprzybyli
przywitali się ze wszystkimi, dołączyli do kółka i jak wszyscy wpatrywali się w
Bebę, tylko Diabeł Tasmański zamiast wpatrywać się i spijać jej słowa, wciąż
coś szeptał i wpychał mi język w ucho, aż bałam się, że za chwilę dojdę na
ś
rodku salonu. Odskoczyłam od Diabła i zaczęłam zachęcać gości do jedzenia.
Szarlotka smakowała wszystkim, zżarli ją do ostatniego okruszka. Już sama
zapomniałam, że nie ja ją piekłam i obiecałam Ogrowi, że znów upiekę na
niedzielny obiad, na który miał przyjść jego syn z poprzedniego małżeństwa. W
sumie przyjęcie się udało, choć Ogr miał pewne zastrzeżenia, o czym szybko się
miałam dowiedzieć.
– Ta Beba to nie był najlepszy pomysł – wypalił Ogr, gdy zamknęłam drzwi za
ostatnim gościem, którym oczywiście był Diabeł Tasmański. Cieszyłam się, że
w ogóle udało mi się go wyrzucić.
– Dlaczego? Wszyscy ją uwielbiają, przecież ma dwie łechtaczki.
– No właśnie. Zdominowała całą imprezę. Nakryła ją tymi łechtaczkami, że inni
ledwie zipali. A w końcu to nasz dom i nasze przyjęcie. Moi koledzy chcieliby
zapewne porozmawiać ze sobą, ale nie mogli, bo cały czas musieli spijać słowa
Beby. To jakiś czar, a ja nie wierzę w czary, więc nie mam ochoty, żeby
odbywały się w moim domu!
– Ależ Ogrze... – zaczęłam protestować, ale on ciągnął dalej, nie zważając na
moje protesty.
– A ten Diabeł też nie bardzo mi się podoba. Właściwie wcale mi się nie
podoba. Chodzi za tobą jak pies i wciąż szepcze ci coś do ucha. Pewnie jakieś
ś
wiństwa, bo wyglądałaś, jakbyś za chwilę miała dojść na środku salonu. No i
ten P., straszny egocentryk. Owszem, bywa zabawny, ale cały czas zajmuje się
sobą. Wiem, że jest gejem i mnie to nie przeszkadza, ale czy on musi wyglądać
jak gej? Moi przyjaciele nie są tacy tolerancyjni jak ja, więc wolałbym, żeby nie
widywali go w naszym domu.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
36
No i co? Chujów sto! Byłam wściekła, ale co miałam zrobić? Mogłam rzucić mu
się do gardła i zagryźć w obronie przyjaciół. I zagryzłabym, gdyby nie to, że
poczułam się jakaś nieudana. Chciałam krzyczeć, że to jest też mój dom, a to są
moi przyjaciele. Że oni są w porządku, że dzięki nim przetrwałam ciężkie czasy,
ż
e Diabeł, owszem, jest ciągle pobudzony seksualnie, ale ja przecież jestem
wierną żoną. Że P. jest gejem, ale to przecież mój najlepszy przyjaciel i przed
ś
lubem Ogrowi nie przeszkadzał. A teraz nawet Beba mu nie odpowiada, choć
dochodził z nią na moich oczach i to wielokrotnie, gdy wszyscy razem, ramię w
ramię, prącie w prącie, walczyliśmy o wysokość wskaźnika WROW! To dzięki
Bebie w Polsce został pobity światowy rekord i nasz wynik znalazł się w
Księdze Guinnessa! Ogr zachwycał się nią i jej mężem. A teraz co? Koniec
wielkiej ściemy? Podobno wszyscy zmieniają się po ślubie, ale żeby aż tak?
Zresztą ja też się zmieniłam. Zamiast obśmiać to wszystko lub wykrzyczeć, co
myślę, milczałam. Wpadłam w stan niepewności gorszy od zwyczajnego doła, w
jakiś psychiczny stan nieważkości, w którym moje przekonania nie miały żadnej
wagi, bo sama nie byłam ich pewna. To, co mówił Ogr, budziło mój sprzeciw,
ale nie wiedziałam, czy on nie ma racji. Może moi przyjaciele naprawdę są jacyś
dziwni? Ta Beba z dwiema łechtaczkami, ten Diabeł cierpiący na priapizm, ten
P., którego siłą nie można było oderwać od lustra. Może Ogr ma rację, że po
ś
lubie powinniśmy kolegować się z innymi parami? Może nie ma sensu się z
nim kłócić? Byłam sławna, bogata, uwielbiana. Miałam swój program
telewizyjny i własną klinikę. I męża, który ożenił się ze mną wbrew rachunkowi
prawdopodobieństwa, ocalając mnie z rąk terrorystów. Miałam wszystko, więc
powinnam być szczęśliwa i starać się tego nie zepsuć. Otarłam łzy i nic nie
powiedziałam. No bo co, kurwa, miałam powiedzieć, skoro niczego nie byłam
pewna? Przynajmniej Ogr był ze mnie zadowolony.
Znów przez pół nocy piekłam tę cholerną szarlotkę, ale spoko, w samochodzie
przezornie miałam drugą. I przydała się, bo tym razem chyba na chwilę
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
37
przysnęłam i spód się spalił. Ogr na szczęście spał i nic nie czuł, więc wzięłam
sukę, spaloną szarlotkę rozsypałam ptakom na pożarcie i z pełną blachą
wróciłam do domu. Rano wyjęłam szarlotkę z piekarnika, jakby właśnie tu się
upiekła. Ogr był zachwycony.
– Widzisz, pieczenie to żadna sztuka. Piękne kobiety mają ją we krwi –
uśmiechnął się i poklepał mnie z uznaniem po pupie. Tego mi było za wiele. O
jeden most za daleko. Ręce precz od Wietnamu. Moje ciało należy do mnie.
Byłam o włos od wielkiego wybuchu, ale tylko się odsunęłam, żeby ochłonąć.
Chciałam burknąć chociaż jak prezydent: spieprzaj dziadu, ale jestem kobietą,
więc umiem w porę ugryźć się w język.
– Kochanie, nie poklepuj mnie, nie jestem klaczą – wyjaśniłam słodko, acz
zdecydowanie, ale Ogr już zmieniał się w Ogiera i chciał mnie ujeżdżać. A ja
akurat nie miałam ochoty na seks. W każdym razie nie z Ogrem, a tym bardziej
z Ogierem, który nagle wydał mi się odrażający.
– Przestań, boli mnie głowa – powiedziałam jak miliony żon przede mną. Ja,
kobieta z temperamentem, która po latach poszukiwań w małżeństwie odnalazła
seks życia, poczułam nagle, że świetnie je rozumiem. Zaniepokoiło mnie tylko
to, że ta zgrabna formułka przyszła mi do głowy już w dwa miesiące po ślubie.
Mąż spojrzał na mnie zdziwiony.
– Co się dzieje? – zapytał chłodno, na szczęście znów zmieniając się w Ogra.
Poczułam, że dzieli nas trzysta mil albo coś koło tego. To, co w poprzednich
związkach zajęło nam lata, tutaj postępowało w zawrotnym tempie. W końcu
obydwoje mieliśmy wprawę i odruchowo szliśmy na skróty. Nie, za nic nie
chciałam dopuścić do narastania złych uczuć między nami. Ten związek będzie
szczęśliwy. Jesteśmy dojrzałymi ludźmi, wzięliśmy ślub z miłości, po to, żeby
było nam dobrze, wiec zrobię wszystko, żeby tak było.
– Pora wstawić zupę – oznajmiłam wesoło, chcąc rozładować sytuację. –
Przecież za trzy godziny twój pierworodny i jedyny syn przychodzi na obiad, a
jego ukochana zupa cebulowa jeszcze w bulwach! Zrób coś z tym, proszę –
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
38
uśmiechnęłam się przymilnie, podając Ogrowi cebulę i zabraliśmy się do roboty.
Ogr płakał jak bóbr, ja zaczęłam go pocieszać i atmosfera w kuchni poprawiła
się tak dalece, że głowa przestała mnie boleć, więc oparłam się o blat, a Ogr
wszedł we mnie od tyłu po maśle, które jak zwykle leżało pod ręką. Byłam
szczęśliwa, bo znowu nic nie oddzielało mnie od Ogra. On też był zadowolony,
rozluźnił się, żartował i dalej już zgodnie gotowaliśmy na pierwsze przyjście
Maćka, gdyż Majka, jego mama, nie zgadzała się na wizyty przedmałżeńskie.
Po ślubie dała się przekonać do jednego obiadu. Czy będą następne, zależy od
tego, jak Maciek się u nas poczuje.
– Jaki on jest? – wypytywałam Ogra wiele razy.
– Zamknięty w sobie. Trudno coś z niego wydusić – Ogr niewiele wiedział o
Maćku, bo nie spędzał z nim dużo czasu. – Nie mogłem patrzeć na to, co Majka
z nim wyprawia. Jest strasznie zaborcza i nadopiekuńcza, a najgorsze, że nie ma
pojęcia o wychowaniu. Czy ty wiesz, że Maciek w życiu nie umył po sobie
szklanki? Ona wszystko robi za niego. Ktoś musi się nim zająć, bo Majka zrobi
z niego ofiarę. Mam nadzieję, że uda ci się nawiązać z nim kontakt – powiedział
Ogr, a ja postanowiłam zrobić wszystko, żeby go nie zawieść. Ogr pojechał po
Maćka, a ja robiłam ostatnie przygotowania do uroczystego obiadu z trzech dań
z przystawkami. Niech Maciek wie, że jest dla nas bardzo ważny. Chciałam,
ż
eby czuł się u nas jak w domu. Żeby wiedział, że dalej ma ojca, a nawet
bardziej niż przedtem. Żeby był zadowolony. I żeby Ogr był zadowolony. I
ż
ebyśmy z czasem byli jedną wielką rodziną razem z Julką.
– Dobra zupa? – zapytałam Maćka, który właśnie brał sobie dolewkę, ale nie
odpowiedział. Od pół godziny dwoiłam się i troiłam, żeby go zadowolić,
zagadywałam i świergotałam, a on nic.
– Wiem, że to twoja ulubiona zupa, dlatego ugotowaliśmy ją razem z tatą –
kontynuowałam niezrażona, a on milczał. To idiotyczne rozmawiać z
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
39
jedenastoletnim chłopakiem o zupie, pomyślałam. Pewnie się nie odzywa, bo
ma to w dupie. Spróbowałam z innej strony.
– Lubisz filmy? Mam parę niezłych kaset, jak chcesz, to obejrzymy po obiedzie.
Nawet na mnie nie spojrzał, nawet mu powieka nie drgnęła, tylko wcinał
kolejny talerz. Zaczynałam się obawiać, że on nie mówi i nie słyszy, aż nagle
wypalił.
– Tata, a dlaczego ty tu mieszkasz?
– Bo Basia jest moją żoną.
– Ale przecież mama jest ładniejsza.
– W małżeństwie nie chodzi tylko o urodę – powiedział Ogr i w zasadzie się z
nim zgadzałam, jednak to wyjaśnienie nie przypadło mi do gustu. Czy nie
powinien powiedzieć, że dla niego jestem najpiękniejsza, o czym zapewniał
mnie kilka dni temu? Czy nie powinien powiedzieć: chłopcze, co ty wiesz o
kobietach, moja żona jest gwiazdą telewizji? Czy nie powinien powiedzieć:
gówniarzu, już lepiej nic nie mów, jak się nie umiesz odezwać? Czy nie
powinien chociaż spojrzeć na mnie czule? Nie spojrzał. Musiałam sobie radzić
sama. Mama Maćka była starsza ode mnie i grubsza. I nie wierzę, żeby lepiej
ode mnie umiała szpachlować ruiny Starówki. Pewnie to miłość synowska
dodawała jej uroku. W końcu Julka też uważała mnie za niezłą laskę, choć,
szczerze mówiąc, lata świetności miałam już za sobą. Po chwili autoterapii
chciałam zaśmiać się wielkodusznie i powiedzieć, że każda mama jest piękna
dla swojego dziecka, ale Maciek był już gdzie indziej.
– Tata, a po co tu jest ta suka? Mama mówi, że psy mają zarazki.
– To jest wyjątkowa suka – usiłowałam włączyć się do rozmowy, ale Maciek
nawet na mnie nie spojrzał.
– Tata, a możemy już stąd wyjść?
– Nie ma mowy! – próbowałam radośnie wybrnąć z kolejnego nietaktu Maćka,
na który jego ojciec nie zareagował. – Zaraz będzie szarlotka z lodami!
Przedtem nikogo stąd nie wypuszczę!
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
40
Jeśli Maciek słyszał moje wesołe pokrzykiwania, to nie dał tego poznać po
sobie.
– Tata, kup mamie taki garnek jak ten, bo mama nie ma.
Wzruszył mnie swoją troską o mamę i znajomością rzeczy, bo rzeczywiście, ten
garnek był znakomity. Mój nowy nabytek do gotowania na parze.
– Mogę ci go dać – powiedziałam, ale nawet na mnie nie spojrzał, więc z coraz
większą determinacją robiłam, co mogłam, żeby przekonać go do siebie. – Albo
możemy któregoś dnia pojechać razem do sklepu i kupimy garnek dla mamy –
zaproponowałam, ale nie spojrzał na mnie. Ogr milczał. Znowu czułam, że
zbliżam się niebezpiecznie do krawędzi stanu nieważkości. Może lepiej
odpuścić i też się nie odzywać? Zwłaszcza że Maciek sam wiedział, czego chce.
– Tata, a gdzie jest twój komputer?
Poszli do komputera i tyle ich widziałam. Generalnie była to klęska. Maciek co
prawda zjadł pół blachy szarlotki prawie mojej roboty, ale ani razu na mnie nie
spojrzał. Na koniec zapytał tatę:
– Tata, to mogę wziąć ten garnek dla mamy?
Szybko go umyłam, zapakowałam w złoty papier i obwiązałam wstążką. Maciek
wziął go ode mnie bez słowa. Ogr też nic nie mówił, jakby obowiązywała ich
rodzinna zmowa milczenia. A przynajmniej nie odzywania się do obcych. Czyli
do mnie. Prawdę mówiąc, czułam się obca jak ósmy pasażer Nostromo. Między
nimi biegła jakaś niewidzialna nić porozumienia, która parzyła mnie prądem. W
końcu zaczęli zbierać się do wyjścia. Gdy wychodzili, słyszałam jeszcze, jak
Maciek pytał tatę:
– Tata, a będę musiał tu jeszcze przychodzić?
Na szczęście odpowiedź zniknęła za drzwiami razem z Ogrem. Półżywa padłam
na kanapę. Owszem, nie było to łatwe, ale nie zamierzałam się poddawać.
Rozumiałam, że dziecku jest trudniej, że nie akceptuje rozwodu rodziców, że
wolałby na moim miejscu widzieć mamę, wiedziałam, że trzeba dać mu dużo
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
41
czasu i nie zamierzałam się zniechęcać, bo czego nie zrobi kobieta dla dziecka
własnego męża? Zwłaszcza przy wsparciu męża. Ale Ogr wrócił wściekły.
– Maciek powiedział Majce, że nie chce tu więcej przychodzić. Że u nas jest
okropnie. Że suka ma zarazki, a ty cały czas się wtrącasz. Jaki z ciebie
psycholog! Myślałem, że nawiążesz z nim kontakt.
Hm, jaki ze mnie psycholog? Psycholog–prąciolog, którego własny mąż potrafi
zaskoczyć. Nie mówiąc o nie własnym dziecku, pomyślałam, zmywając
naczynia po wystawnym obiedzie. Może Maciek by mnie polubił, gdybym była
na luzie, a nie ciągle mu nadskakiwała? I gdybym była cicho, a nie ciągle go
zagadywała? A niby dlaczego miałby mnie polubić, skoro nawet ja sama miałam
z tym problemy? Czułam, że jestem beznadziejna. Po raz pierwszy od lat chciało
mi się płakać. Tak po prostu usiąść i płakać. I zrobiłam to, gdy Ogr zasnął. A
potem położyłam się obok niego w łóżku, ale tak naprawdę dzieliło nas trzysta
mil albo coś koło tego.
Jakie to szczęście, że człowiek ma pracę i po weekendzie może w końcu wyjść z
domu. W każdym razie ja miałam pracę i pędziłam do niej co koń wyskoczy, a
właściwe 538 koni mechanicznych mojego Ferrari F430, które kupiłam tuż
przed ślubem, bo przyznaję, mam słabość do sportowych wozów. To cudownie
wyjść z domu, w którym już zaczynałam trochę się dusić, nabrać dystansu do
drobnych rodzinnych nieporozumień i odetchnąć świeżym powietrzem Kliniki
Prącia, gdzie wszyscy cieszyli się na mój widok. Jedynie srebrnousta asystentka
była nieco nadęta, pewnie dlatego, że przed ślubem ostro ją zdystansowałam,
choć podobno znów niemal mnie dogoniła, o czym poinformowała mnie
niezwłocznie druga asystentka. Zajęta pożyciem małżeńskim i nocnym
pieczeniem szarlotki za mało przykładałam się do pracy. Postanowiłam to
nadrobić, aby znów poczuć swoją moc. Naładować akumulatory. Wzmocnić
podupadłe ego. Podbudować poczucie własnej wartości osłabione intensywnym
ż
yciem rodzinnym, od którego odwykłam i tu był pies pogrzebany. Przecież w
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
42
poprzednim małżeństwie moje poczucie własnej wartości też było niewysokie,
wiecznie oscylowało w dolnych rejonach stanów średnich, rzadko było mi
dobrze, a przeważnie czułam się beznadziejnie, ale nie robiłam z tego
problemu, bo byłam przyzwyczajona. Teraz to co innego. Rozpieścił mnie czas
samotności. Gdy byłam sama, nikt mnie nie dołował. Nikt mnie nie atakował.
Nie zawodziłam niczyich oczekiwań. To przez to byłam taka wydelikacona.
Moja skóra była tak cienka jak po peelingu czy mikrodermabrazji. Nawet moje
pięty były tak delikatne jak pięta Achillesa. Ale tu w klinice nikt mnie nie
urażał. Nikt nie wykazywał, że jestem nieudana. Tu znów poczułam się
atrakcyjną, dojrzałą kobietą i wybitną profesjonalistką, a nie żoną, która nie
umie dogadać się ze swoim mężem ani nawet z nie swoim synem.
– To co my tu dziś mamy? –zapytałam srebrnoustą asystentkę, przeglądając
karty pacjentów, bo miałyśmy dziś razem przyjmować. Tym razem nie
zamierzałam siedzieć w fartuszku za parawanem. Owszem, nałożyłam biały
fartuszek, ale na gołe ciało i figlarnie rozpięłam go z przodu. Nie będę własnym
pacjentom odmawiać własnego widoku, pomyślałam. Chciałam im pomóc, a
przy okazji znów zwiększyć dystans między sobą a srebronustą asystentką, bo
co mi będzie smarkula stroić fochy i to dlatego, że jestem lepsza. W końcu ja tu
byłam królową i znów tak się czułam. Przyjmowałam jednego pacjenta za
drugim, każdym zajmowałam się pieczołowicie i z oddaniem, i nawet gdy nie
było takiej potrzeby, chętnie angażowałam moje złote usta, bo aż się rwały do
pracy. Lizałam zawzięcie, nie ograniczając się jedynie do rowka zażołędnego,
ssałam, pieściłam, wsysałam w siebie prącia i wysuwałam je w coraz szybszym
rytmie, każdym orgazmem pacjenta podbudowując odrobinę osłabione ego.
Ż
ony patrzyły z zachwytem, jak ich mężowie, mający zwykle kłopoty z erekcją,
a często cierpiący na całkowity zanik libido w małżeńskim łóżku, prężą się
pięknie, pulsują i dochodzą w moich ustach tak szybko, jak niegdyś na pierwszej
randce, choć robili, co mogli, żeby nie dojść i mieć kontakt ze mną jak
najdłużej. Początkowo nadęta asystentka patrzyła z rosnącym podziwem, w
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
43
końcu uklękła przede mną, nie zważając na to, że badam pacjenta, a nawet
stosuję terapię.
– Jesteś wspaniała, jesteś boska, nie będę się więcej nadymać, bo gdzie mi do
ciebie, ty jesteś the best – szeptała rozpalonymi ustami, którymi po wygłoszeniu
swojej kwestii wpiła się w moją łechtaczkę. Byłam zadowolona z takiego obrotu
rzeczy. Niech dziewczyna zna swoje miejsce, myślałam, ale coraz trudniej było
mi myśleć. Rzeczywiście, jej usta były niezwykłe, próbowałam dalej badać
pacjenta, lizałam wprawnym ruchem jego prącie, ale jej język wślizgnął się we
mnie tak głęboko, że nie mogłam się skupić na parametrach i zaleceniach i po
prostu robiłam mu laskę. W końcu pociągnęłam go za sobą na ziemię i wszyscy
troje kłębiliśmy się na podłodze. Ta mała miała naprawdę niezłe usta. Jeśli one
były srebrne, to nie mogłam sobie wyobrazić moich, które miały kilkakrotnie
większą siłę rażenia. Musiały być niesamowite. Jak to dobrze, że sama nimi nie
mogę się pieścić, bo z pewnością wpadłabym w nałóg i z wyczerpania zeszła na
serce, co i tak zaczynało mi grozić po godzinie igraszek z asystentką i
pacjentem, który też okazał się niezły. Gdyby nie to, że byłam wierną żoną,
chętnie pozwoliłabym mu na penetrację. Następni pacjenci zaczęli się dobijać
do drzwi, więc musiałyśmy kontynuować przyjęcia. Tego dnia przyjęłam więcej
pacjentów niż kiedykolwiek. Nie robiłam żadnej selekcji, wszystkimi
zajmowałam się wnikliwie i intensywnie, dziękując Bogu i samej sobie, że mam
pracę, dzięki której moje ego znów rozkwitło. Zawsze byłam pracoholiczką, ale
ta praca uszczęśliwiała mnie jak żadna inna. W dodatku co jakiś czas, gdy
kolejny pacjent właśnie dochodził, asystentka lizała mnie w szyję albo w ucho,
raz włożyła mi rękę między nogi, byłam pewna, że to srebrna ręka, a kto wie,
czy nie złota. Jesteś wspaniałą asystentką – wyszeptałam, gdy po wyjściu
ostatniego pacjenta brałyśmy razem prysznic. Stosunki miedzy nami poprawiły
się tak dalece, że nie tylko nie była już naburmuszona, ale nie mogła się ode
mnie oderwać. Nasz wskaźnik WROW szybko wyniósł 12 i choć miałyśmy w
sobie potencjał do pobicia wszelkich rekordów, gdy spojrzałam na zegar,
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
44
gwałtownie odstawiłam ją od piersi. Musiałam pędzić do następnej pracy. Jej
język czułam w sobie jeszcze wtedy, gdy jechałam do telewizji. Jej palce czułam
na swoich piersiach jeszcze wtedy, gdy odpytywałam pierwszego uczestnika
„Pytania o pytę” oraz jego żonę i kolegów z pracy. Jej głębokie liźnięcie
szczeliny odbytu, które przebiegło po mnie całej jak uderzenie prądem,
odginając mi duży palec od pozostałych, co podobno jest najlepszym dowodem
orgazmu, wróciło do mnie z całą mocą, gdy pierwsze prącie pojawiło się na
telebimie. Było monstrualnie wielkie, nawet Murzyn nie miałby przy nim
najmniejszych szans. Właśnie, gdzie jest Murzyn, myślałam, może chociaż on
spodoba się Ogrowi, skoro nie podobają mu się inni moi przyjaciele? To była
ostatnia myśl, nim potężny orgazm wstrząsnął moim ciałem na oczach milionów
telewidzów i rozlał się zaraźliwie po całym studio. Publiczność szalała. Ludzie
byli zachwyceni i tak podnieceni, że wszyscy ściskali się ze wszystkimi,
posuwając się w tym ścisku coraz dalej, jakby walczyli o narodowy wskaźnik
WROW, niektórzy wdzierali się na scenę, chcąc mnie choć dotknąć, jakbym
była ucieleśnieniem rozkoszy, która napełniła nie tylko całe studio, ale także
widzów siedzących przed telewizorami. Następnego dnia „Najszybszy
Brukowiec” doniósł, że tej nocy szczytowało 99 proc. wszystkich dorosłych
Polaków, nawet znudzone sobą małżeństwa z wieloletnim stażem zapomniały o
dzielącej ich niechęci. „Prymitywny Akt” nie pozostał w tyle i sobie tylko
znanymi metodami stwierdził, że tej nocy doszło w kraju do siedmiu milionów
poczęć, bowiem podniecenie było tak wielkie, że zawiodła nawet całkowicie
naturalna i niezawodna metoda antykoncepcyjna Billingsa, gdyż żony
zapomniały o podwyższonym rano słupku rtęci i galaretowatej konsystencji
ś
luzu, a mężowie machali na to ręką jak poseł Golik na prezerwatywę. Za moją
sprawą spełniły się marzenia rządu. Widmo depopulacji zostało odegnane i
można byłoby odetchnąć z ulgą, gdyby nie to, że uchwalono już becikowe! To
mogło doprowadzić kraj do ruiny! Nim rząd zdał sobie sprawę z
nieoczekiwanych kosztów, ten długo oczekiwany, acz nienaturalnie wysoki
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
45
przyrost naturalny sprawił, że znów zrobiono ze mnie bohaterkę narodową, choć
uważam, że zaszczyt ten powinien przypaść mojej asystentce. Jej zwinny język
czułam w swoim uchu jeszcze wtedy, gdy w końcu jechałam do domu i raz
jeszcze doszłam szybko na czerwonym świetle. Życie znów wydało mi się
fantastyczne, zwłaszcza że w domu czekał na mnie Ogr i nawet nie musiałam po
niego dzwonić. Cieszyłam się jak dziecko na myśl o tym, jak jednym skokiem
pokonamy te trzysta mil dzielących nas od siebie i od nieba. Żeby nie tracić
czasu, już na schodach zaczęłam się rozbierać. Miałam nadzieję, że Ogr oglądał
program i też jest gotowy. Rzeczywiście, oglądał, ale chyba jako jedyny Polak
nie był tej nocy w nastroju do miłości.
Jak mogłaś mi to zrobić! – wykrzykiwał Ogr, gdy tylko weszłam. – Spójrz na
siebie, jak ty wyglądasz! Jakbyś się pieprzyła ze wszystkimi! Dlaczego jesteś
naga?
– Bo miałam nadzieję, że będę pieprzyć się z tobą – wyszeptałam namiętnie,
ż
eby rozładować sytuację, ale tylko ją zaogniłam.
– Jeszcze ci mało? Wszyscy widzieli twój orgazm na telebimie. To może
zaszkodzić mojej karierze!
Jakiej karierze, chciałam zapytać, ale poskromiłam ciekawość, bo Ogr
wrzeszczał dalej.
– Orgazm to przeżycie intymne, które nie powinno wyjść z małżeńskiej sypialni,
a ty doszłaś sobie w najlepsze na oczach wszystkich!
Nie zamierzałam się kłócić ani tym bardziej tłumaczyć. Porządny człowiek
nigdy się nie tłumaczy – wbiła mi do głowy wychowawczyni w liceum i już
nieraz źle na tym wyszłam. Tym razem wyszłam z domu.
Zadzwoniłam do P. i
spotkaliśmy się w środku nocy. P. bardzo się ucieszył, że się spotykamy, bo
brakowało mu naszych wspólnych wypraw do Galmoku i Compagne del Sole.
Odkąd wyszłam za mąż, nie miałam na to czasu, co P. niby rozumiał, ale miał
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
46
mi też trochę za złe. Przestał mi robić wymówki, gdy się dowiedział, że mam
problemy. Bardzo się nimi przejął.
– Cholera, wiedziałem, że coś z nim jest nie tak! Był za dobry. Za pozytywny.
Wiesz, jak to jest? Każdy ma jakieś wady, nawet Bartek, choć muszę przyznać,
ż
e akurat Bartek nie ma wad. W każdym razie ja ich nie dostrzegam.
P. od tygodnia znowu był z Bartkiem i wszystko układało się świetnie, bo nie
przywiązywał już wagi do drobiazgów, które przedtem rujnowały ich związek.
– To nic trudnego, jak się człowiek odpowiednio nastawi – opowiadał. –
Wczoraj znów znalazłem jego skarpetki pod poduszką, ale tylko się
roześmiałem. Bo czy to nie jest zabawne, że on nie może nauczyć się porządku?
Jest taki rozmemłany! A jakie śmieszne rzeczy wygaduje przy telewizji!
Wyobraź sobie, że nie podoba mu się panna Cichołapka. To ja się pytam, kto
mu się podoba, jeśli nie podoba mu się nasza największa gwiazda? Może to
przez to, że jest gejem. Na szczęście ja mu się podobam i trudno się dziwić.
Chociaż ostatnio jestem trochę blady, zauważyłaś?
P. mówił i mówił, a ja próbowałam pozbierać myśli. Czy naprawdę zrobiłam coś
złego? Przecież Ogr taką właśnie mnie kochał. Kobietę silną, odważną,
wyzwoloną. Ikonę seksu. Dlaczego to, co było moją najmocniejszą stroną,
miałoby mu teraz przeszkadzać?
– Słuchaj, czy to coś złego, że ludzie widzieli mój orgazm? – przerwałam
monolog P. w momencie, gdy postanowił, że następnym razem ufarbuje włosy
na ciemny brąz, bo czarny go postarza, a w dodatku podkreśla bladość.
– W twoim wieku sama powinnaś wiedzieć, co jest dobre, a co złe – powiedział
krótko i wrócił do rozważań o kolorach.
Ale ja nie wiedziałam. Wiedziałam oczywiście, że orgazm to nie jest to, co
grzeczne dziewczynki przeżywają na wizji. Ale przecież nie byłam już grzeczną
dziewczynką, lecz matką, żoną, profesjonalistką i symbolem dojrzałej
kobiecości. Czy po ślubie muszę przestać być sobą? Chciałam ratować nasze
małżeństwo, które miało zaledwie dwa miesiące, byłam gotowa zrobić
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
47
wszystko, żeby mój mąż był ze mną szczęśliwy, ale nie chciałam rezygnować z
siebie. Zresztą, czy mój mąż mógłby być ze mną szczęśliwy, gdybym nie była
sobą? Przecież to ze mną się ożenił, a nie z kimś innym. Postanowiłam
porozmawiać o tym z Ogrem.
Gdy wróciłam do domu, Ogr już spał. Następnego dnia skróciłam przyjęcia w
klinice, żebyśmy mieli dużo czasu na rozmowę.
– Ogr, przecież cię kocham, przed ślubem było nam tak dobrze razem, a teraz
co? Czy już mnie nie kochasz?
– Nie odwracaj kota ogonem. Po tym, co zrobiłaś wczoraj, to ja nie wierzę w
twoje uczucia.
– Jaki związek ma mój orgazm na wizji z naszym życiem?
– Jesteś moją żoną, twoje orgazmy należą do mnie! A ty pokazałaś wszystkim,
jak ci się odgina duży palec! Czy wiesz, że przez kilka minut pokazywali twoją
stopę na telebimie?
– Z tobą też mi się odgina – zalotnie zajrzałam mu w oczy.
– Odginał! Na więcej nie mam ochoty. Ile razy pomyślę o tym, że w klinice
dotykasz tych wszystkich prąci i bierzesz je do ust, że bez umiaru stosujesz
swoje słynne liźnięcie rowka zażołędnego, że potem jeszcze w telewizji robisz z
siebie widowisko, to szlag mnie trafia! Przecież jesteś moją żoną!
– Ogr, przecież wiedziałeś o mojej pracy. Wiedziałeś, że zajmuję się seksem. To
cię kręciło. Byłeś ze mnie dumny. Przecież dalej robię to samo!
– Czy ty nic nie rozumiesz? Zdobyłem cię i chcę, żebyś była tylko moja!
– Uwielbiam moją pracę! To dzięki niej jestem sławna, bogata, uwielbiana.
Chyba nie chcesz, żebym z tego zrezygnowała?
– Chcę. Żądam tego. Jestem twoim mężem i nie pozwolę, żebyś ośmieszała
moje nazwisko. Tylko tak możemy uratować nasze małżeństwo.
Byłam wściekła. Nie byłam pewna, czy chcę jeszcze ratować nasze
małżeństwo, chociaż maleństwo miało zaledwie dwa miesiące. Bo po co dalej
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
48
ciągnąć coś, co od początku się nie układa i widać to gołym okiem? Ale czy
można tak szybko zrezygnować z małżeństwa? A te wszystkie marzenia i
nadzieje, że odtąd będziemy żyli długo i szczęśliwie? O nie, tak łatwo ich nie
pogrzebię. Prędzej mi kutas na dłoni wyrośnie niż pozwolę umrzeć mojemu
małżeństwu po dwóch miesiącach. Bo jaki to będzie przykład dla Julki, że jej
matka znów nie umiała stworzyć szczęśliwej rodziny! Ale czy to oznacza, że
muszę zrezygnować z pracy? A jeśli tak, to czy Ogr zdaje sobie sprawę, jakie
mogą być konsekwencje takiej decyzji nie tylko dla mnie, ale i dla niego, a
właściwie dla jego uczuć?
– Ogrze, kochałeś mnie jako ogólnopolską ikonę seksu w kategorii kobiet
dojrzałych. Czy będziesz mnie kochał, gdy stanę się kurą domową?
– Uwielbiam kury! – wykrzyknął entuzjastycznie, czując chyba, że jestem
gotowa iść na pewne ustępstwa. – Chcę, żebyś była jak najwięcej ze mną. Co to
za żona, której całymi dniami nie ma w domu? Chcę być przy wszystkich
twoich orgazmach. W naszej sypialni chcę osiągać wyższe wskaźniki WROW
niż osiągnął ktokolwiek przed nami. Chcę żyć z tobą i kochać cię aż do śmierci,
w zdrowiu i w chorobie i bez twojej pracy, której jako mężatka nie powinnaś
wykonywać. Gdy zrezygnujesz z niej, nasze małżeństwo zostanie ocalone, gdy
będziesz się przy niej upierać, wkrótce może już być za późno.
I tak dalej i dalej, Ogr swoje w patetycznym tonie, baba swoje, ale coraz ciszej,
bo niczego nie byłam już pewna. Może jednak powinnam się poświęcić dla
wspólnego dobra? Ale jeżeli dobro jest wspólne, to dlaczego mamy je osiągnąć
tylko moim kosztem? Czułam, że jest w tym coś podejrzanego. Mam
zrezygnować z pracy, która dawała mi poczucie mocy? Niemożliwe, żeby Ogr
tego ode mnie wymagał. To znaczy, że mnie nie kocha. Myśli kłębiły mi się w
głowie, miałam taki mętlik, że byłam gotowa rzucić męża i pracę, choć znacznie
chętniej zatrzymałabym jedno i drugie. Chcę mieć rodzinę i pracę. Czy to za
dużo?
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
49
– Za dużo –powiedział Ogr i na znak, że rozmowa skończona, włączył
telewizor.
Byłam załamana. Czy sławna, bogata i uwielbiana kobieta nie ma prawa do
odrobiny małżeńskiego szczęścia? Było mi bardzo smutno. Już nie czułam się
silna, odważna, niezależna. Byłam zdruzgotana. Włączyłam Gary’ego Moore’a i
płakałam nad własnym losem. Ogr nie mógł na to patrzeć, więc wziął sukę i
wyszli na spacer. Następnego dnia pojechałam do pracy, lecz każde, nawet
najmniejsze prącie stawało mi kością w gardle, gdyż było kością niezgody w
moim małżeństwie. Brałam je wszystkie do ust, ale z dużą niechęcią, bo czy
warto poświęcać dla nich spokój domowego ogniska? Myślałam nad tym tak
głęboko, że nawet srebrne, a niezwykle ruchliwe usta asystentki nie były w
stanie wyrwać mnie z zadumy.
Obudziło mnie walenie kotletów. To nieomylny znak, że jest sobota. Sąsiadka z
góry w każdą sobotę wali schabowe. Upadek komunizmu i nasze otwarcie na
ś
wiat zmieniło w jej kuchni tylko tyle, że schabowe są w każdy weekend, a nie
od wielkiego święta.
– Co za brak fantazji – mruknęłam jak zwykle i szybko zerwałam się z łóżka. Ja
też musiałam pomyśleć o obiedzie, bo jutro z pierwszą wizytą mieli przyjść do
nas teściowie. Pewnie najlepiej by było, gdybym i ja usmażyła schabowe, ale
nie mogłam, bo jestem wegetarianką.
– Chyba możesz zrobić wyjątek dla moich rodziców? – zapytał Ogr, ale niestety
nie mogłam, bo nie przykładam ręki do zjadania zwierząt.
– Ojciec nie wyobraża sobie niedzielnego obiadu bez mięsa – Ogr dalej napierał,
ale są sprawy, w których jestem twarda jak na kobietę przystało.
– Zrobię tyle pysznych rzeczy, że nawet nie zauważy, że nie ma mięsa –
powiedziałam, choć faktem jest, że byłam nieco zdenerwowana. Bo jeśli ojciec
naprawdę nie wyobraża sobie obiadu bez mięsa? Ułożyłam wykwintne menu,
które mogłoby mu zrekompensować brak kotleta, i pojechałam na zakupy.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
50
Wieczorem wzięłam się do pieczenia szarlotki, ale spoko, w samochodzie
miałam rezerwową.
– Znowu szarlotka? Co za brak fantazji – powiedział Ogr, wchodząc do kuchni
po kolejne piwo. Ubódł mnie tym do żywego i wpędził w panikę, bo w
samochodzie nie miałam nic poza szarlotką. Postanowiłam udać, że piekę coś
jeszcze, a rano wyskoczyć do Batidy. Ale czy to wszystko miało sens? Moje
małżeństwo coraz bardziej przypominało egzamin na prawo jazdy. Z góry
wiadomo, że jest się na przegranych pozycjach. Jestem przeciwniczką dawania
łapówek nawet w naturze i uprawiania seksu po to, żeby osiągnąć coś innego niż
zwykłą przyjemność, ale w tej atmosferze dłużej żyć nie mogłam.
– Ogr, draniu! Ty zupełnie zapomniałeś, że mnie kochasz! – znienacka
przeszłam do ataku i wsadziłam mu język do ucha. Cios był celny. Kusza
wypadła mu z ręki. Gdy wsunęłam mu rękę do spodni, spadła z niego zbroja, a
spod niej wyłonił się mój Ogr, mój ukochany Ogr, a raczej Ogier, gotowy do
miłości. Oparłam się o blat i kochaliśmy się tak jak przed ślubem, a potem
znowu i znowu, z masłem, bez i znów z masłem, jakbyśmy nie byli
małżeństwem, lecz zwykłą parą kochanków, która nawet nie myśli o ślubie.
Rano kupiłam tartę owocową i przełożyłam do mojej formy, żeby nie było
wątpliwości, kto ją upiekł. Nie umiem kłamać, ale jak się powiedziało A i
upiekło szarlotkę, to nie można wyłożyć się na tarcie. Na tym skończyłam
pieczenie i wzięłam się do gotowania, które jest moją mocniejszą stroną.
Zrobiłam tapenadę do grzanek, sałatę i kilka sałatek, ugotowałam zupę z dyni,
upiekłam całą blachę warzyw, które mieliśmy jeść z salsa verde, żeby teściowie
byli zadowoleni i żeby ojciec Ogra nie odczuł braku mięsa. Byłam z siebie
dumna, ale ojciec nawet nie spojrzał na stół, tylko gapił się na mnie z
zachwytem.
– Królowo, jesteś cudowna. Ten Ogr to szczęściarz. O tobie marzą wszyscy moi
koledzy. Twoje zdjęcia wiszą w moim warsztacie – ojciec ma warsztat
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
51
samochodowy, mama jest emerytowaną nauczycielką wuefu – w garażu, w
przedpokoju, a wczoraj mama pozwoliła mi je powiesić nad łóżkiem. Jesteś
cudowna! Co za temperament, jakie doświadczenie i seksapil, którego nie
straciłaś z wiekiem! I te twoje legendarne złote usta, które przejdą do historii i
nasze wnuki będą się o nich uczyć! Marzę o tym, żeby poznać cię bliżej –
obsypywał mnie gradem pocałunków, z których nie wszystkie trafiały w
policzek.
– Tato, to moja żona – przypomniał Ogr sucho, za co byłam mu wdzięczna, bo
czułam się nieco skrępowana.
– Twoja żona, a moja ikona! – ojciec był niezrażony. – Przecież ona jest
symbolem seksu, nie możesz mi zabronić się nią zachwycać! Królowo, jesteś
boska – znów zwrócił się do mnie, a jego pocałunki, którymi obsypywał teraz
moje ręce, trafiały coraz częściej w okolice biustu.
– Tato, zapraszam do stołu – wyswobodziłam się w końcu z jego ramion i
próbowałam przerwać tę erupcję zachwytu, gdyż bałam się, że urazi ona jego
małżonkę i będzie na mnie, żegnajcie dobre stosunki z teściową. Ale gdzie tam,
ż
adna uraza nie była jej w głowie. Teściowa też nie patrzyła na stół, lecz
spoglądała z zachwytem to na mnie, to na swojego męża.
Gdy wyszłam do kuchni, poszła za mną i wszystko się wyjaśniło:
– Baśka, uwielbiam cię! Cieszę się, że mam taką synową, co tam cieszę, jestem
po prostu szczęśliwa, że ożywiłaś nasze małżeństwo. Jak dostałaś tego orgazmu
na wizji, to – mama zamilkła, szukując słów, którymi mogłaby nazwać rzeczy
nigdy dotąd przez nią nienazwane, a gdy znalazła, zaczęła nerwowo chichotać,
lecz w końcu powiedziała – stanął mu tak jak kiedyś. Kochaliśmy się jak przed
laty. I wczoraj też. Czuję, że jeszcze trochę, a uda nam się osiągnąć chociaż
jakiś maleńki WROW, którego nigdy przedtem nie osiągnęliśmy, nawet w
młodości, bo dopiero ty nam pokazałaś, jak cudownie może być w łóżku! Dzięki
tobie odkrywamy seks życia! Dziękuję, moja córeczko – szepnęła i wpiła mi się
w usta. Ratunku! Nigdy w życiu nie całowałam się z własną teściową, a co
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
52
dopiero na pierwszej randce! Prawdę mówiąc, czułam się jeszcze bardziej
zażenowana niż przed chwilą, gdy całował mnie ojciec, ale nie chciałam, żeby
teściowa poczuła się odepchnięta, więc odpowiedziałam na jej pocałunek,
najpierw jedynie grzecznościowo, ale szybko mnie to wciągnęło. Nie opierałam
się, gdy przyparła mnie kroczem do ściany i całowała, ocierając się o moje udo.
Nigdy bym nie pomyślała, że Ogr ma taką matkę. Ogr też się zdziwił, kiedy
wszedł do kuchni.
– Matko Boska, co wy tu wyprawiacie! Baśka, czy dla ciebie nie istnieją żadne
ś
więtości? Chociaż moją starą matkę zostaw w spokoju!
Mama odskoczyła ode mnie jak oparzona.
– Przepraszam, synku, to ja nie mogłam się opanować. Masz taką cudowną
ż
onę.
Ogr kazał nam natychmiast iść do salonu.
– Baśka, weźmiesz mnie do telewizji? – zapytał ojciec. – Chciałbym zobaczyć
swoje prącie na telebimie.
– Niestety, tato, nie mogę, bo tam jest limit wieku. Ale zapraszam na badanie
osobowości do Kliniki Prącia, jeśli mama się zgodzi.
– Nie mam nic przeciw temu, jeśli i ja będę mogła być przy badaniu – mama
spoglądała zalotnie to na mnie, to na męża. – Chcę się w końcu dowiedzieć, za
kogo wyszłam. A może już teraz mogłabyś go przebadać? Oczywiście uiścimy
za wizytę.
– Teraz zapraszam do stołu – starałam się rozładować sytuację, widząc, że Ogr
ma już dosyć. Bałam się, że wyrzuci z domu własnych rodziców.
– Baśka nie będzie więcej zajmować się tymi idiotycznymi badaniami –
obwieścił przez zaciśnięte zęby.
– Co ty mówisz! Dlaczego? – zaczęli wykrzykiwać teściowie. – Dzięki niej nasz
kraj stał się pogodniejszy, dzieci przychodzą na świat, a i my doczekaliśmy się
odrobiny przyjemności na starość!
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
53
– To jest moja żona i nie będzie więcej popisywać się w telewizji! Ani
przyjmować w tej idiotycznej klinice!
– Zwariowałeś! – ojciec próbował wybić Ogrowi z głowy te głupie pomysły. –
To tak jakbyś chciał trzymać w domu dobra narodowe! Na przykład „Bitwę pod
Grunwaldem”. Albo ołtarz Wita Stwosza. Albo Dodę Elektrodę, która w końcu
przekonała do siebie wszystkich poza panem Kubą Wojewódzkim, z czego
musiał się gęsto tłumaczyć we własnym programie, i zdobyła bursztynowego
słowika, nim przechwycił go ksiądz Janicki! Show must go on! – ojciec był już
nieco wstawiony i porwał mnie do tańca, śpiewając na melodię „Jolka, Jolka,
pamiętasz”. Szło to jakoś tak:
Baśka, Baśka, królowo ty z moich snów,
W telewizji widziałem cię,
Obudziłaś me prącie do życia znów,
Choć myślałem, że skończyło się.
Teść śpiewał, tańczył, przytulał mnie, tarł prąciem o moje udo, czułam je
wyraźnie, moje dłonie rwały się do badania, ale musiałam je trzymać na wodzy,
bowiem Ogr patrzył mi na ręce, jakby domyślał się, że znając prącie ojca,
rozwiążę zagadkę syna. Byłam pewna, że w spodniach ojca tkwi tajemnica
poślubnej przemiany Ogra, której w jego prąciu nie umiałam dostrzec, bo
najciemniej, jak wiadomo, jest pod latarnią oraz wszędzie tam, gdzie w grę
wchodzi miłość. Nie mogąc posłużyć się ręką, wyostrzyłam zmysły na moim
udzie i kiedy teść otarł się o nie znowu, wszystko stało się jasne. Zaśmiałam się
triumfalnie, choć w gruncie rzeczy nie było mi do śmiechu. Obydwa prącia były
bardzo podobne do siebie, jednak lekkie przegięcie żołędzi, do którego u Ogra
nie przywiązywałam wagi, u jego ojca od razu rzuciło mi się w oczy, a
właściwie wyczułam je udem. Stary Ogra też był ekstrawertykiem i optymistą,
ale nachylenie główki w kierunku brzucha, a więc w kierunku samego siebie,
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
54
wskazywało wyraźnie na silne poczucie własności, potrzebę dominacji, chęć
zawładnięcia partnerką. Przecież Ogr też miał ten charakterystyczny przechył do
wewnątrz, jakby chciał zagarnąć wszystko, co nadzieje na prącie, co czułam na
własnej skórze! Od dawna wiedziałam, że Ogr jest nie tylko pogodnym,
pewnym siebie ekstrawertykiem i stabilnym emocjonalnie, wrażliwym
optymistą. Wiedziałam, że jest także dobrym, poczciwym Ogrem, do którego
miło się przytulić, ale po ślubie okazało się, że jest także specjalistą od tego, jak
ma być w naszym małżeństwie, a ja miałam się tylko dostosować! Zagięcie
prącia sprawiło, że traktował mnie jak swoją własność. Odkąd byłam jego żoną,
chciał decydować o moim życiu i wszystko wiedział lepiej. Nie zdążyłam
rozerwać szat nad tym odkryciem, bo nagle uświadomiłam sobie, że ten
charakterystyczny przechył główki do wewnątrz, to filuterne zerkanie jednym
oczkiem w oczy właściciela, nie jest wyłącznie właściwością Ogra i jego ojca,
ale większości prąci, co widać wyraźnie, jeśli kierować się czuciem, które wnika
w istotę rzeczy, a nie już dawno skompromitowanym okiem, którym bez sensu
posługiwałam się do tej pory. A więc to tak! Tyle prąci miałam w swoich
rękach, a nie widziałam tego, co najważniejsze. Mężczyźni ciągle chcą nas sobie
podporządkować, zamiast zobaczyć w nas równoprawne istoty. Nawet jeśli tego
nie mówią, uważają nas za swoją własność, jakbyśmy powstały z ich żebra.
Partnerstwo? Tak, ale na ich warunkach. Oni wiedzą lepiej, czego my chcemy i
do czego jesteśmy stworzone. I co mamy robić, żeby im było wygodnie. Czułam
się jak Marks i Engels w jednym, a właściwie w jednej. Odkryłam, że te
wszystkie czarownice, sufrażystki, kurwy, feministki i ladacznice to kobiety,
które chciały się wyrwać spod męskiej dominacji i dlatego zostały
napiętnowane! Chętnie rozwijałabym dalej moje odkrycia, ale nie mogłam, bo
ojciec napierał na mnie coraz śmielej, śpiewając mi do ucha:
Baśka, Baśka, królowo ty z moich snów,
Moje prącie oddaję ci,
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
55
Zbadaj mnie, a na koniec coś ze mną zrób,
Bo od wczoraj wciąż stoi mi.
Nie mogłam się powstrzymać, a właściwie – odkąd byłam rewolucjonistką,
gotową iść na barykady – nie chciałam się powstrzymać, więc wzięłam to prącie
do ręki, nie zważając na Ogra. Tego mu było za wiele! Chwycił mnie za kark i
wyprowadził do sypialni, a rodzicom, choć mocno się opierali, kazał wracać do
domu. Mama krzyczała, że wpadną jutro do kliniki i że jestem cudowna, ojciec
dalej śpiewał o królowej, a potem razem krzyczeli, żebym się nie przejmowała
tym gburem, którego wychowali na własnym łonie. Widziałam ich jeszcze przez
okno, machali do mnie i przesyłali pocałunki, jakbym była królewną zamkniętą
w wieży, w końcu zaczęli się całować i objęci zniknęli za rogiem. A ja zostałam
sama w małżeńskiej sypialni, w której kiedyś tyle się działo.
Nie zamierzałam rezygnować z telewizji, bowiem oznaczałoby to całkowite
poddanie się woli Ogra. Będąc rewolucjonistką, nie mogłam się na to zgodzić,
choć ta część mnie, która była żoną, bardzo pragnęła zrobić wszystko, żeby
zadowolić męża. Trzymałam ją w ryzach, licząc na to, że sprawa rozwiąże się
sama, a właściwie, że rozwiąże ją KRRiT w nowym składzie, zdejmując
„Pytanie o pytę” z ramówki ze względu na obecność monstrualnych prąci.
Byłoby to zupełnie zrozumiałe, gdyż nowa rada powinna stać na straży etyki
mediów i wprowadzić cenzurę obyczajową celem ratowania naszej cywilizacji i
wzmacniania władzy absolutnej Pychy i Sprawiedliwości. Wkrótce jednak
okazało się, że nie mam co liczyć na pomoc KRRiT w rozwiązaniu moich
problemów małżeńskich, które od czasu wizyty teściów przybrały formę
cichych dni ze strony Ogra, bowiem PiS nie zamierzał wylewać dzieci razem z
programem, dzięki któremu rodziły się na potęgę. Odkąd nachalne reklamy
firmy Wafel, które sprzyjały zajadaniu przez naród popędu seksualnego,
zastąpiono reklamami mebli ze szczególnym uwzględnieniem sypialni
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
56
małżeńskich oraz pokoików dziecięcych, przyrost naturalny rósł nienaturalnie,
już nie mówiąc o siedmiu milionach poczęć, do których doprowadził mój
orgazm. Ojcowie narodu nie dali sobie przysłonić oczu monstrualnym prąciem i
„Pytanie o pytę” nie dość, że nie zostało zdjęte, to w dodatku stało się pupilkiem
PiS–u. Pycha i Sprawiedliwość postanowiła wykorzystać je do własnych celów,
demonstrując na telebimie własne prącia, a tym samym zwiększając popularność
własnych członków w obydwu znaczeniach tego słowa. Pomysł był świetny, bo
nie dość, że umacniał pozycję PiS–u, to sprzyjał rozsiewaniu sprawdzonego pod
względem moralnym materiału genetycznego, bowiem wszystkie Polki marzyły
o tym, by znaleźć się z bohaterami programu sam na sam w Hotelu Wróblewski
w Suwałkach lub w jakimkolwiek innym miejscu. A zatem PiS zgodził się na
dalsze demonstrowanie prąci i to przed godziną 23, ale pod warunkiem, że w co
drugim „Pytaniu o pytę” wystąpi całkiem prywatnie członek PiS–u z własnym,
choć nieco podrasowanym prąciem. Wkrótce okazało się, że dalsze zwiększanie
przyrostu naturalnego nie ma sensu, gdyż becikowe zżarło cały budżet państwa,
ale członkom PiS–u udział w programie tak się spodobał, że nie chcieli słyszeć o
zdjęciu go z ramówki. Wprowadzono jedynie drobne zmiany. „Pytanie o pytę”
dalej było czymś w rodzaju miksa „Wielkiej gry” z „Randką w ciemno”, gdzie
w ciemno było prącie, które dopiero na koniec ukazywało się na telebimie. Dalej
zadawałam pytania dotyczące charakteru bohatera programu, jego
temperamentu, poglądów i upodobań samemu bohaterowi oraz jego żonie i
koledze z pracy. Pytani nadal nie słyszeli nawzajem swoich odpowiedzi, gdyż,
podobnie jak w „Wielkiej grze”, siedzieli ze słuchawkami na uszach, ale w
przypadku, gdy bohaterem programu był członek PiS–u, nie miało to żadnego
znaczenia, bowiem wszyscy znali przygotowane wcześniej odpowiedzi, a
najczęściej czytali je z kartki. Problem polegał na tym, że na podstawie tych
odpowiedzi nie byłam w stanie dokonać charakterystyki osobowości, a tym
bardziej odgadnąć parametrów prącia. Podam prosty przykład. Na pierwszy
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
57
ogień poszedł pan Basiewski, zaprawiony w bojach sejmowych, które nieraz już
wymagały mijania się z prawdą.
– Czy jest pan zadowolony z życia? – to wstępne pytanie sondujące długość
członka zadawałam wszystkim uczestnikom programu, a więc i panu
Basiewskiemu.
– Czy jestem zadowolony? Ja jestem po prostu szczęśliwy, że jako szef kółka
różańcowego
*
PiS–u mogę solidarnie z Radiem Marynia spełniać marzenia
całego narodu, pod przewodnictwem Przewodniczącego oraz Prezydenta oraz
Premiera Marciniaka. My razem, solidarnie, poprowadzimy nasz naród w prawo
i doprowadzimy tam, gdzie jego miejsce, choćby nie wiem jak się opierał –
słowa te, wypowiedziane patetycznym tonem, wprawiły mnie w zakłopotanie,
bowiem zdawały się wskazywać na to, że pan Basiewski cierpi na wieloprącie.
To samo pytanie zadałam żonie pana Basiewskiego, która, jak wiemy, nie mogła
słyszeć odpowiedzi męża, ale miała kartkę. Ponieważ kartki mogły budzić
podejrzenia, że coś tu z góry ukartowano, z czasem zastąpiono je prompterem,
czyli takim urządzeniem, z którego czytają dziennikarze, ale telewidzowie go
nie widzą. Fakt, że widzi go publiczność zgromadzona w studio nie miał
znaczenia, bowiem na programy z udziałem członków PiS–u wpuszczano tylko
członków PiS–u i ich rodziny.
Ż
ona: Czy jest zadowolony? On jest po prostu szczęśliwy, że jako szef kółka
różańcowego PiS–u może solidarnie z Radiem Marynia spełniać marzenia
całego narodu, pod przewodnictwem Przewodniczącego oraz Prezydenta oraz
Premiera Marciniaka. Oni razem, solidarnie, poprowadzą nasz naród w prawo i
doprowadzą tam, gdzie jego miejsce, choćby nie wiem jak się opierał.
Ta odpowiedź, biorąc pod uwagę, że była to odpowiedź żony, wskazywała
raczej, że mąż cierpi na zanik prącia i chętniej niż igraszkom w małżeńskiej
sypialni oddaje się innym mężczyznom.
*
Autorka ma na myśli różaniec innych religii (przyp. red.)
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
58
Aby ostatecznie zweryfikować liczbę prąci, to samo pytanie zadałam koledze
bohatera z pracy, w tym przypadku był to sam Przewodniczący.
Przewodniczący: Czy jest zadowolony? On jest po prostu szczęśliwy, że jako
szef kółka różańcowego PiS–u może solidarnie z Radiem Marynia spełniać
marzenia całego narodu, pod przewodnictwem moim z bratem oraz Premiera
Marciniaka. My razem, solidarnie, poprowadzimy nasz naród w prawo i
doprowadzimy tam, gdzie jego miejsce, choćby nie wiem jak się opierał.
Ta wypowiedź równie dobrze wskazywała na wieloprącie, jak i na brak prącia u
Basiewskiego.
Zatem po pierwszej turze pytań nie byłam w stanie określić nawet liczby prąci, a
co dopiero ich parametrów! Nie mogłam także powiedzieć nic istotnego o
osobowości bohatera. Czułam, że moja metoda zawodzi, gdy zamiast prostych i
szczerych odpowiedzi w grę wkracza polityka. Chciałam w związku z tym
podać się do dymisji, ale nie było takiej potrzeby, bowiem charakterystykę
osobowości bohatera oraz parametry jego zadziwiająco dużego prącia
otrzymywałam na kartce, którą dyskretnie podawał mi Piecuchow. W przypadku
Basiewskiego charakterystyka brzmiała następująco:
Już od dzieciństwa marzył o tym, żeby jego naród był szczęśliwy. Na lekcjach
religii wyróżniał się pilnością. Był przewodniczącym samorządu
uczniowskiego. Dziś jest mężem stanu, którego przewyższa jedynie sam
Przewodniczący, Prezydent oraz Premier Marciniak.
Na dole kartki podane były parametry: długość 35cm, obwód 14 cm, trzon
zwrócony zdecydowanie w prawo. Po przerwie na reklamy, podczas której dwie
asystentki w stroju topless pomogły bohaterowi osiągnąć maksymalny wymiar
prącia, zostało ono pokazane na telebimie. Było imponujące! Niezwykłe!
Porażające! Dopiero z czasem dowiedziałam się, że na polecenie KRRiT prącia
polityków PiS–u pokazywano w skali 450:1, a więc powiększano je trzy razy
bardziej niż prącia bohaterów pochodzących ze zwykłego naboru odbywającego
się za pośrednictwem SMS–ów. W przypadku Prezydenta i Przewodniczącego
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
59
skalę zwiększono czterokrotnie, co sprawiło, że zawadiacko skręcone w prawo
prącie Przewodniczącego nie zmieściło się na telebimie, raz jeszcze
potwierdzając już wcześniej poczynione przeze mnie obserwacje, że prącia
bliźniaków jednojajowych mogą różnić się bardziej niż twarze.
Notowania PiS–owców rosły w stopniu zatrważającym inne partie, szczególnie
wśród kobiet i to niezależnie od ich wyjściowych poglądów politycznych.
Kobiety szalały, domagały się nowych wyborów, w których mogłyby swoje
głosy oddać na PiS, PiS też domagał się nowych wyborów, a przynajmniej
szantażował nimi, wygrażał i cofał się w porę, bo nie mógł liczyć na poparcie
mężczyzn, a i ja miałam coraz większe wątpliwości. „Pytanie o pytę” stało się
jedną wielką fikcją i moje talenty nie były tu wcale potrzebne. Miałam dość roli
figurantki. Pewnego dnia, gdy Piecuchow jak zwykle podsunął mi kartkę z
imponującymi wymiarami któregoś z polityków, a jeden rzut oka wystarczył,
ż
ebym zobaczyła całą jego mizerię, wzięłam torebkę i wyszłam. Nie byłam tu
już potrzebna i szybko zdano sobie z tego sprawę. Nową prowadzącą została
Miss Podlasia, która nawet nie próbowała udawać, że samodzielnie dokonuje
charakterystyki osobowości bohatera i odgaduje parametry jego prącia, tylko
czytała z kartki, co nikomu nie przeszkadzało, bowiem nie tylko prącia, ale i ona
sama miała imponujące wymiary. Zmiana prowadzącej miała również tę dobrą
stronę, że bardzo zwiększyła liczbę SMS–ów przysyłanych przez mężczyzn,
gdyż mogli oni w ten sposób wygrać sukienkę, a także bieliznę, w którą
prowadząca była ubrana. Z czasem cały program został opanowany przez
członków PiS–u, to znaczy inni mężczyźni mogli przysyłać SMS–y
zgłoszeniowe, ale nie mogli liczyć na to, że zostaną zakwalifikowani, jeśli nie
wstąpili do rozrastającej się w zadziwiającym tempie Pychy i Sprawiedliwości.
Pula nagród także się rozrosła. Oprócz weekendu w Hotelu Gołębiewski i
bielizny prowadzącej można było wygrać wizytę w pokoju bohatera w hotelu
poselskim, wspólny obiad w restauracji sejmowej lub wspólny wyjazd w
delegację zagraniczną, zresztą nie wiem dokładnie, bo nie oglądałam. „Pytanie o
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
60
pytę”, które sama stworzyłam i kochałam jak własne dziecko, mogło już dla
mnie nie istnieć. Straciłam do niego serce. Chciałam napisać list protestacyjny,
ujawnić, że to oszustwo, że nie są to prawdziwe parametry ani osobowości, ani
nawet prącia, ale dokąd miałam go wysłać? Do Prezydenta? Do Marszałka
Sejmu? Do Ministra Sprawiedliwości? Nie chciałam pisać do Strasburga,
bowiem Przewodniczący zalecał, żeby nie kalać gniazda i trudne sprawy
załatwiać we własnym kraju, w którym każdy mógł czuć się u siebie, pod
warunkiem, że był członkiem PiS–u.
Gdy tylko odeszłam z telewizji, kryzys w naszym małżeństwie został
zażegnany. Ogr zaczął się do mnie odzywać, a nawet kilka razy mnie przeleciał,
choć niechętnie. Kością niezgody pozostała klinika, a właściwe prącia, które
badałam tam organoleptycznie.
– I co z tego, że badam? Czy ginekolog nie może być wiernym mężem? –
pytałam retorycznie, choć, prawdę mówiąc, nie znam wiernego ginekologa.
Ogr jednak był nieugięty. Prosił, ale bardziej żądał, żebym przestała badać i
pozwoliła wyjść na prowadzenie srebrnoustej asystentce.
– Czy chcesz, żebym zakopała swoje talenty?
Chciał, więc starałam się nie wracać do tematu. Na szczęście mieliśmy wiele
innych spraw na głowie, przede wszystkim życie towarzyskie, które podobno
ma sens, choć akurat w naszym przypadku nie mogłam się go doszukać.
Niemniej, odkąd miałam wolne wieczory, nasze życie towarzyskie rozkwitło.
Jak każde małżeństwo wypracowaliśmy swoje zwyczaje. Nauczeni pierwszym
przyjęciem, z którego Ogr nie był zadowolony, staranniej dobieraliśmy gości.
Przez sito selekcji udało się przedostać tylko przyjaciołom Ogra, którzy
odwiedzali nas teraz co sobota.
– A więc jutro u nas – mówiliśmy na pożegnanie, wychodząc w piątek od
Bronków. W środę wszyscy szliśmy do Jarków, Bolkowie przyjmowali u siebie
w co drugi wtorek, a w co drugi spotykaliśmy się u Sławków. Początkowo
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
61
musiałam to sobie zapisywać, ale potem wpadłam w rytm, a raczej w nudną
rutynę, bowiem wszędzie było tak samo, tylko menu było nieco inne. Moją
specjalnością stała się szarlotka i bakłażany w cieście. Doszłam do takiej
wprawy, że sobotnią kolację dla dziesięciu osób przygotowywałam w trzy
godziny. Ogr nie musiał mi już pomagać, bo okazało się, że tego nie lubi i woli
siedzieć przed telewizorem. Właściwie nie lubił żadnych prac domowych poza
ustawianiem na półkach w łazience wszystkich kosmetyków według wzrostu
oraz pedantycznym sprawdzaniem, czy wszędzie jest czysto, ale to nie był
problem, gdyż odkąd rzuciłam poranne treningi i wieczorną pracę w telewizji,
miałam dużo czasu. Odnosiłam nawet wrażenie, że moja doba rozciągnęła się do
25 godzin, o czym marzą podobno wszystkie zapracowane kobiety, ale ja akurat
o tym nie marzyłam. Szczerze mówiąc, wolałabym godzinę wcześniej iść spać,
zamiast bawić się na naszych przyjęciach, jednak małżeństwo to sztuka
kompromisu, więc co sobota piekłam szarlotkę i po kilku tygodniach mogłam
już zrezygnować z rezerwowej blachy w samochodzie. Raz jeszcze okazało się,
ż
e nie święci garnki lepią, choć nie od razu Kraków zbudowano. Odkąd nie było
między nami Beby ani Diabła Tasmańskiego, ani nawet P., którego obecność,
moim zdaniem, nikomu by w niczym nie przeszkadzała, ale Ogr był innego
zdania, więc odkąd spotykaliśmy się w stałym składzie, wszystko można było
przewidzieć. Przy kolacji bawiliśmy się opowiadaniem dowcipów o
blondynkach, to znaczy panowie opowiadali, młode żony śmiały się wesoło,
potrząsając blond włosami, a my, stare, dzielnie to znosiłyśmy. Równie dzielnie
znosiłyśmy toasty, które panowie wznosili za zdrowie pięknych pań oraz tu
obecnych, bez których życie nie byłoby tak przyjemne, śliniąc przy tym z
zapałem ręce tej sąsiadki, która nie była ich żoną.
– Ogrze, mówiłeś, że Beba zdominowała nasze pierwsze przyjęcie, ale czy teraz
jest lepiej? – zwróciłam się do Ogra po jednym z wielu beznadziejnych
wieczorów z tą samą listą dialogową i ślinieniem rąk, którego nie
powstrzymywało nawet naprzemienne stosowanie słynnych gestów Kazi i
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
62
Kozakiewicza. – Twoi koledzy narzucają swój styl bycia, opowiadają
antykobiece dowcipy, gadają tylko o sporcie, samochodach, polityce i nie
dopuszczają nas do głosu. Kobiety to dla nich istoty niższego rzędu, służące do
ozdoby i uprzyjemniania życia mężczyzny.
– Nie przesadzaj, inne kobiety to lubią, tylko ty jesteś uprzedzona do moich
przyjaciół. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że ten Diabeł był od nich lepszy?
Albo P.? Moi znajomi przynajmniej są normalni, nic dziwnego, że podobają im
się kobiety.
Może i nic dziwnego, ale nie chciałam dłużej znosić protekcjonalnego
traktowania i obleśnego ślinienia rąk, jednak Ogr wytłumaczył mi, że w
ś
rodowisku biznesmenów są to obyczaje powszechnie przyjęte i powinnam się
dostosować. Czasem któryś z panów próbował mnie namówić, abym
udowodniła, że mam złote usta, prowokacyjnie podawał to w wątpliwość, chciał
się zakładać i to o niebagatelne sumy, czy jednym liźnięciem rowka
zażołędnego potrafię doprowadzić go do orgazmu, ale ja byłam nieugięta. Co
innego badać pacjentów w klinice prącia, co innego pieprzyć się z facetami, z
którymi miałam na to ochotę, zapomnieć się w orgazmicznych uniesieniach na
wizji, a co innego odpowiadać na zaczepki przyjaciół Ogra, którzy w dodatku
nagabywali mnie tak, żeby Ogr nie słyszał, i strasznie się złościli, że im
odmawiam. Nie udawaj świętoszki, przecież wiem, że to lubisz, mówili coś w
tym stylu, łapiąc mnie pod stołem w najlepszym razie za nogę. W takich
sytuacjach musiałam natychmiast iść do łazienki, by zwrócić kolację. Bałam się,
ż
e przyjaciele Ogra znów wpędzą mnie w bulimię, z której uleczyło mnie nasze
małżeństwo. Któregoś wieczoru, gdy goście w końcu wyszli, postanowiłam
porozmawiać o tym z Ogrem.
– Ogrze, twoi przyjaciele składają mi niemoralne propozycje – zaczęłam, ale
Ogr nie chciał słuchać. Ogr lubi, żeby czarne było czarne, a białe białe i na
przyjaciół nie da powiedzieć złego słowa.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
63
– Ty wszędzie widzisz seks! Jesteś nimfomanką! Moi przyjaciele potrafią się
bawić i żartować i nie należy traktować tego tak poważnie. To miłe, że podoba
im się moja żona. Niepotrzebnie tak się nadymasz i co chwila chodzisz do
łazienki.
Nie po raz pierwszy wydało mi się, że Ogr nie ma racji, ale co miałam robić? Z
jego kolegami musiałam sobie radzić sama. Nawet wtedy, gdy lekko już
wstawieni szli za mną do kuchni i próbowali mnie całować albo wkładać sobie
moją rękę w spodnie.
– Chociaż jeden raz, proszę – szeptali namiętnie, a ja z trudem
powstrzymywałam odruch wymiotny. Znów zaczęłam cierpieć na zanik libido.
Nawet Ogr przestał mnie pociągać. Jego grube łydy i przerzedzone włosy
budziły we mnie obrzydzenie, co wyraźnie świadczyło o tym, że pierwsze
prawo optyki interpersonalnej przestało działać, ale nie zamierzałam się
poddawać. W końcu po fazie zakochania jest czas na zwykłą miłość i
przywiązanie, na budowanie związku na realnych podstawach, a nie na
zauroczeniu, ale o ileż łatwiej byłoby mi budować, gdyby Ogr miał choć
odrobinę uroku. A i tak miał go więcej niż jego koledzy. Nie byłam w stanie ich
polubić, dlatego bez oporu zaakceptowałam rytuał, który w pierwszej chwili
wydał mi się nieco dziwny. Otóż po kolacji panowie szli do gabinetu, aby
rozmawiać o interesach, popijać whisky i grać w karty, a my, czyli pięć kobiet w
różnym wieku, z czego dwie w wieku naszych dzieci, zostawałyśmy w salonie i
sączyłyśmy eleganckie drinki. Ta z kolczykiem w pępku miała na imię Paulina i
okazała się całkiem fajna. Zastępowała mi trochę Julkę, która od dwóch
miesięcy nie dała znaku życia. Jej rówieśniczka, Sylwia, też miała kolczyk w
brzuchu, co wyszło na jaw przy drugim spotkaniu. Moje rówieśnice to Zuza, ta
ze wspaniałymi nogami, i Zyta z oczami jak filiżanki. Trudno byłoby nazwać
nas przyjaciółkami, przyjaciół się wybiera, my zaś czułyśmy się na siebie
skazane. Kilka razy w tygodniu robiłyśmy, co w naszej mocy, gadałyśmy trzy
po trzy i przekomarzałyśmy się wesoło, żeby wieczór jakoś zleciał. Przyznam
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
64
się, że traktowałam nasze życie towarzyskie jako kompletną stratę czasu, który
mogłabym przeznaczyć na przyjemniejsze zajęcia. Choćby na seks. Tyle że
akurat na seks kompletnie nie miałam ochoty, co zaczęło mnie już trochę
niepokoić, zwłaszcza że Ogr również się do tego nie rwał.
– Jak często to robicie? – zapytałam w którąś sobotę, gdy jak zwykle zostałyśmy
same w naszym salonie.
– Bronek kocha seks, ale często boli go głowa, więc robimy to zwykle raz w
tygodniu – powiedziała Paulina.
– Sławek bez przerwy chciałby się ze mną kochać, tylko nie ma czasu, a po
pracy jest taki zmęczony – wyznała Sylwia. – Ale robimy to kilka razy w
tygodniu. Szczególnie na początku, gdy go poznałam.
– My kochamy się prawie codziennie – powiedziała Zyta. – Bolek traktuje seks
jak mycie zębów. Nie zaśnie bez tego. Kiedyś próbowałam protestować i
wykręcać się bólem głowy, ale jak zdradził mnie parę razy, to przestałam. W
końcu nic tak nie spaja małżeństwa jak zadowolenie męża.
– Nie kochaliśmy się od dwóch miesięcy – grobowy głos Zuzy sprawił, że w
salonie powiało grozą. Czyżby Jarek dojrzał wreszcie do wymiany Zuzy na
młodszą? Bez sensu wywołałam wilka z lasu, nawet młode wyglądały na
przestraszone. Na tym tle moje pożycie z Ogrem nie rysowało tragicznie, choć
było w zaniku. Zuza milczała, więc ciągnęłam swoje, chcąc zatuszować przykry
incydent.
– Ogr ma mi za złe, że badam inne prącia. Nie chce się ze mną kochać, póki nie
rzucę pracy – podzieliłam się z dziewczynami moim problemem, jednak nie
znalazłam u nich zrozumienia.
– To po co wychodziłaś za mąż? W małżeństwie trzeba się dostosować! To
przez takie kobiety wyzwolone jak ty mężczyźni odchodzą i musimy sobie
radzić same. Gdyby nie wy, nie przyszłoby im do głowy, żeby nas rzucać.
Czuliby się za nas odpowiedzialni, nie musiałybyśmy cały czas o nich zabiegać
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
65
– gdakały jedna przez drugą, chcąc przywołać mnie do porządku. – Ożenił się z
tobą, a ty nie możesz nawet zrezygnować z pracy?
– Chyba można to ująć inaczej – protestowałam. – Wyszłam za niego za mąż, a
on jeszcze chce, żebym zrezygnowała z pracy, choć nic o tym nie mówił przed
ś
lubem.
– Ocalił cię przed śmiercią, a ty jesteś taka niewdzięczna – wyszeptała Sylwia
ze łzami w oczach. Nie miałam pojęcia, że jest taka wrażliwa.
– Przed jaką śmiercią? – zapytała Paulina głupio.
– Nie wiesz, że kobieta w jej wieku ma większe szanse, żeby zginąć z rąk
terrorystów, niż wyjść za mąż? A on się z nią ożenił – Sylwia była wyraźnie
poruszona, ale inne też.
– Ja cię nie rozumiem – mówiła Zyta. – Kochasz Ogra, więc czemu nie chcesz,
ż
eby był zadowolony? Ja pozwalam Bolkowi codziennie mnie używać, jakbym
była szczoteczką do zębów. A on w dodatku robi to zawsze tak samo. Wyobraź
sobie, co ja czuję co wieczór, gdy on na mnie włazi. Ale przecież małżeństwo to
sztuka kompromisów. Chyba możesz zrezygnować z badania prąci, jeśli przez to
on jest nieszczęśliwy?
– A ja? Moje szczęście w ogóle się nie liczy? – zapytałam, choć czułam już, że
jestem na straconych pozycjach.
– Nie chcesz nam chyba powiedzieć, że twoje szczęście zależy od badania
prąci? – ciągnęła ironicznie Zyta. – Ja uważam, że kobieta nie powinna
afiszować się tym, że w ogóle wie, co to jest prącie. A do tego kobieta w
pewnym wieku!
– Mężczyźni są jak dzieci. My musimy być od nich mądrzejsze. Powiedz mu, że
nie dotykasz prąci, tylko na nie patrzysz – poradziła mi Paulina z właściwym
młodemu pokoleniu pragmatyzmem.
– Ale ja kocham swoją pracę i nie umiem kłamać. Kłamałam tylko w sprawie
szarlotki i bardzo mi ulżyło, że już nie muszę.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
66
– Chyba wiesz, że nie można mieć wszystkiego? – Zuza wzruszyła z rezygnacją
ramionami. – Jak chcesz, dam ci telefon do mojej wróżki, niech powie ci, co
masz zrobić.
Wróżka była pulchną brunetką w pewnym wieku i od razu wzbudziła moje
zaufanie. Przyjęła mnie w małym mieszkanku na Saskiej Kępie, pełnym kotów,
obrazów i kamieni.
– To kryształ górski – powiedziała, biorąc jeden z nich do ręki. – Powinnaś stale
go nosić przy sobie. Jest jasny i czysty jak ty. Będzie pomagał ci znaleźć własną
drogę.
I dała mi kawałek kamienia, z którym postanowiłam się nie rozstawać.
Przekładałam karty, a ona rozkładała je przed sobą i czułam, że wie o mnie
wszystko. Powiedziała, że moja córka, którą kocham nad życie, jest daleko, ale
mogę się o nią nie martwić.
– Dzięki takim ludziom jak ona świat zmienia się na lepsze – dodała po chwili.
Wiedziałam, że tak jest, ale to, że wiedziała o tym ta kobieta, wzruszyło mnie.
Wiedziała także, że żyję w związku, w którym nie wszystko się dobrze układa.
– Twój mąż chce ci zawiązać świat, bo nie rozumie twoich potrzeb i aspiracji.
Chciałby mieć w domu kurę, a nie orła.
Wiedziała, że jestem sławna, bogata, uwielbiana, choć z pewnością mnie nie
rozpoznała. Przyszłam do niej w czarnej maseczce, włosy ukryłam w rudej
peruce i przedstawiłam się jako X, tajemnicza niewiadoma, żeby nie ułatwiać jej
zadania. Chciałam wiedzieć, co mówią karty, a nie wysłuchiwać krążących o
mnie plotek, w których prawdy było tyle, co kot napłakał. A karty mówiły
prawdę. O tym, że człowiek z przeszłości, który odszedł, teraz tego żałuje. To o
moim byłym mężu, który dzwonił do mnie niedawno i pełzał po drugiej stronie
druta, a ja tłumaczyłam mu cierpliwie, jak Beba swoim wielbicielom, że nie
mogę być jego żoną, bo już mam męża.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
67
O tym, że jest mężczyzna, która strasznie tęskni, bo bardzo chciałby mi
wsadzać.
– On poza tobą świata nie widzi – mówiła wróżka w natchnieniu. – Wsadza
wielu, ale ciągle myśli o tobie, bo umiesz się kochać jak żadna inna.
Wiedziałam, że tak jest. Zawsze tak było. Kto raz był ze mną, nigdy nie
zapomni. Lecz tylko Diabeł Tasmański tak cierpiał. Było mi go okropnie żal, ale
co miałam zrobić, skoro ślubowałam wierność małżeńską?
O tym, że kobieta, która była mi wroga i zazdrosna, pokochała mnie i chce mi
wiernie służyć. To o mojej srebrnoustej asystentce, która zaniedbywała się w
badaniu prąci, bo ciągle chciała mi robić minetę.
O tym, że często spotykam się z ludźmi, ale niektóre kontakty mi szkodzą. To z
pewnością o moim życiu towarzyskim, od którego doznawałam nawrotu bulimii
i zaniku libido.
Zuza miała racje. Kiedy nie wiadomo, co robić, warto spytać wróżkę.
– Jesteś odważna. Czasem się boisz, ale w końcu robisz to, co należy zrobić,
choć nie wszyscy rozumieją twoje decyzje.
Byłam wstrząśnięta. Z Ogrem w kółko kłóciliśmy się o prącia, moich rodziców
obchodziło jedynie to, co ludzie pomyślą, moje nowe koleżanki uważały, że
powinnam zadowalać Ogra. I tylko ta obca kobieta rozumiała mnie i myślała o
tym, czy jestem szczęśliwa.
– Twoje życie wkrótce zmieni się o 180 stopni – powiedziała na koniec, a ja
wzięłam to za zapowiedź szczęścia, no bo teraz nie byłam szczęśliwa. To
znaczy, że Ogr pogodzi się z tym, że nie jestem kurą, że mam jakieś potrzeby i
aspiracje i znowu będzie nam dobrze razem, pomyślałam. Dopiero w drodze do
domu uświadomiłam sobie, że właściwie nie wiem, co wróżka miała na myśli.
Byłam sławna, bogata, uwielbiana. Miałam męża, ustabilizowane życie rodzinne
i towarzyskie. Co to znaczy, że moje życie zmieni się o 180 stopni? Słowa, które
potraktowałam jak zapowiedź szczęścia, nagle wydały mi się złowieszcze.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
68
W niedzielę obudził mnie jak zwykle seks za ścianą. Lubię seks, złośliwi
twierdzą nawet, że jestem nimfomanką, ale chcę wybierać, kiedy i z kim to
robię. Z sąsiadem zza ściany nie miałam ochoty, więc wyskoczyłam z łóżka,
budząc przy tym Ogra.
– Przeszkadza ci seks za ścianą? – zapytał drwiąco. – Tobie, która masz duszę
seksem wybrukowaną, nie mówiąc o zbrukanym ciele?
– Lubię wybierać, z kim to robię – wyjaśniłam.
– Ty wybierasz? – Ogr wzniósł się głosem na wyżyny sarkazmu. – Jak sobie
pomyślę, ilu prąci dotykałaś, szlag mnie trafia!
– Dotykanie prąci w celach diagnostycznych to nie seks, choć muszę przyznać,
ż
e czasem to jego początek – powiedziałam z godnością.
– Zamknęłaś już tę Klinikę Prącia czy czekasz, żebym ją spalił? – Ogr był
wściekły. U niektórych ludzi wkurwienia poranne są normą, szczególnie gdy
zostaną nagle obudzeni, i nie ma się czym niepokoić, ale Ogr był dotąd wzorem
łagodności.
– Ogrze, co się z tobą dzieje? Dotąd rano byłeś taki łagodny. Zwykle wstawałeś
radosny, pełen nadziei na kolejny wspaniały dzień, który rozpocznie się od
seksu albo od obfitego śniadanka, a teraz co? Dlaczego tak się złościsz? Złość
piękności szkodzi – dodałam na koniec, bo przestraszyłam się nie na żarty, że
Ogr straci resztki uroku, którego i tak nie miał. Przynajmniej ja już od kilku
tygodni nie umiałam się go doszukać.
– Dlatego, że przyprawiasz mi rogi.
– Ogrze, jestem ci wierna, jak przystało na mężatkę. Ja tylko wykonuję swoją
pracę.
– To przestań ją wykonywać. Żądam tego od ciebie jako mąż i jako mężczyzna,
który nie chce mieć rogów ani nie chce, żeby inni myśleli, że je ma.
– A czy ty jesteś mi wierny? – obróciłam kota ogonem.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
69
– Jakie masz prawo, żeby mnie o to pytać? Przy twojej reputacji? Zamkniesz
klinikę i wtedy możemy porozmawiać. Inaczej będzie to kres naszego
małżeństwa!
Tak, wiem, kobieta powinna być miła, grzeczna, uległa, i broń Boże nie
agresywna. Ale ja byłam wściekła. Co za uparty dupek! Za wszelką cenę chce
postawić na swoim, choćby tą ceną było moje życie.
– Ratunku, za kogo ja wyszłam! – wrzasnęłam w końcu, pierwszy raz w naszym
małżeństwie. – Coraz bardziej przypominasz mi brata prezydenta! Wszystko na
twoich warunkach! Dlaczego to, czego ty chcesz, jest ważniejsze od tego, czego
ja chcę?
– Bo we mnie jest czyste dobro – zabrzmiało jak cytat z brata prezydenta, choć
byłam pewna, że Ogr nie czytał jego wywiadu w „Wybiórczej”. Może to
podświadomość? Albo geny? Spojrzałam na niego uważnie. Że też ja wcześniej
tego nie zauważyłam. Czyżby to był trzeci bliźniak? Podobieństwo było
uderzające. Nagle uświadomiłam sobie, że takich mężczyzn jest wielu. Wiedzą
lepiej, co jest dobre, a co złe, i zrobią wszystko, żeby postawić na swoim.
Czułam, że jestem na tropie większej afery, przez głowę przebiegła mi truchtem
owieczka Dolly, przywołując myśl o klonowaniu poglądów w celu zawładnięcia
ś
wiatem, ale kto miałby to robić? Prezydent? Brat prezydenta? PiS z LPR–em i
z LePpeRem? Ta zbieżność z pewnością nie jest przypadkowa, czemu z tylu
spółgłosek w alfabecie wybrali tylko trzy, one muszą coś znaczyć, ale co?
Legiony Patriarchatu Rządzą wydało mi się rozwiązaniem zbyt oczywistym,
Lejtnanci Patriarchalnej Rewolucji brzmieli zbyt obco na naszym gruncie
narodowym, czułam, że jestem blisko, tylko nie mogłam się skupić, bo Ogr
ciągnął dalej z właściwą bratu prezydenta, ale i wielu innym dezynwolturą:
– Ja wiem, co jest dobre, a co nie, i musisz się dostosować. Inaczej koniec
naszego małżeństwa.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
70
Nie wiem, co inni zrobiliby na moim miejscu, ale ja, kiedy złość ze mnie opadła
i do głosu doszła wiara w miłość i małżeństwo, będące podstawą podstawowej
komórki społecznej, na której powinno zależeć mi bardziej niż na samej sobie,
rzuciłam pracę. Skoro moje życie ma się zmienić o 180 stopni, od czegoś trzeba
zacząć, pomyślałam i zamknęłam moją słynną klinikę, w której dokonywano
diagnozy i terapii osobowości za pomocą prącia. Asystentki płakały, srebrnousta
nieco głośniej, gdyż wiedziały, że nie będą mogły więcej praktykować.
„Diagnoza i terapia osobowości za pośrednictwem prącia. Metoda Barbary
Patryckiej” była zastrzeżona w Urzędzie Patentowym i nikt bez mojej wiedzy
nie mógł z niej korzystać, a ja w żadnym wypadku nie zamierzałam wyrażać
zgody. Koniec to koniec, niech świat się kręci beze mnie i bez moich odkryć, na
których i tak się nie poznał. Owszem, byłam sławna, bogata, uwielbiana, ale mój
wkład w naukę był lekceważony przez innych naukowców. Tylko dlatego, że
moja teoria dotyczyła prąci i cieszyła się dużą popularnością, wpisano ją w pop–
kulturę i częściej zestawiano mnie z Dodą Elektrodą niż z Marią Curie–
Skłodowską, która od dzieciństwa była dla mnie wzorem, nie mówiąc o tym, że
nie zapraszano mnie na żadne sympozja. A więc to koniec, powiedziałam,
asystentki płakały, srebrnousta nieco bardziej, nie tylko dlatego, że traciła pracę,
do której była stworzona, ale także dlatego, że szczerze się do mnie przywiązała
i uznała mnie za swoją mistrzynię, na pożegnanie raz za razem robiła mi taką
minetę, że wylatywałam w kosmos. Na ziemię ściągała mnie druga asystentka,
która też robiła mi minetę, jednak do tego trzeba się po prostu urodzić.
Ochroniarze również płakali, ale nie mogłam pozwolić, żeby wsadzili mi na
pocieszenie, ze względu na Ogra. Protestowali wszyscy pacjenci: byli, obecni i
niedoszli, od protestów powstrzymywał się, ze względu na stan zdrowia, wiek,
stanowisko pracy uniemożliwiające opuszczenie go lub przekonania nie
pozwalające na badanie prąci, zaledwie jeden procent populacji, o czym na
gorąco donosiły media. Ci, których już przebadałam, protestowali dla dobra
innych i dlatego, żebym choć raz jeszcze ich zbadała. Stali rezydenci i ci, którzy
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
71
byli aktualnie w terapii, nie zgadzali się na jej przerwanie, a razem z nimi ich
ż
ony, narzeczone i kochanki. Ci, których jeszcze nie badałam, bo nie mieli
pieniędzy na prywatne wizyty, wygrzebali teraz ostatnie zaskórniaki i
przyjechali pod klinikę. Żony przywoziły mężów, matki synów, babcie wnuki,
ojcowie też synów i samych siebie, a także teściów, szwagrów, przyjaciół,
kolegów z wojska i spod celi. Media donosiły także o kontrprotestach podjętych
przez Czystą Młodzież Polską, której przekonania pozwalały na podżeganie do
nienawiści w związku ze sposobem korzystania z prącia, ale nie na jego badanie.
Ś
więte oburzenie wywołane oburzeniem z powodu zamknięcia Kliniki Prącia
pchnęło Czystą Młodzież do wznoszenia różnorodnych okrzyków, z których
część w rodzaju: „Precz z prąciem!”, „Prącia do gazu!” czy bardziej poetyckie
„Żegnaj, prącie!” dobitnie świadczyła o ofiarności Młodzieży Polskiej, gotowej
złożyć nie tylko rozum, ale i własne prącia na ołtarzu walki w obronie
urażonych uczuć, a szczególnie uczucia pogardy dla wszystkich tych, którzy są
inni. Wytrawni reporterzy z trudem torowali sobie drogę przez tłum, który
ciasno otaczał Klinikę Prącia w promieniu 30 kilometrów, blokując cały ruch na
ulicach stolicy i w podmiejskich osadach, co zobaczyłam na własne oczy, gdy
srebrnousta asystentka zrobiła mi minetę przy otwartym oknie. Wystrzeliłam i
przeleciałam nad głowami rozszalałych ludzi, wszystkie ręce wyciągnęły się w
górę, każdy chciał mnie choć dotknąć, a najchętniej urwać kawałek, co mogłoby
skończyć się dla mnie tragicznie, na szczęście druga asystentka szybko wzięła
się do roboty i ściągnęła mnie na ziemię tak gwałtownie, że pacnęłam
niezgrabnie na podłogę. Sytuacja była naprawdę groźna, zapłakani i nie
pocieszeni ochroniarze nie dawali sobie rady z napierającą ciżbą, Klinika Prącia
przeżywała oblężenie, najazd, potop szwedzki i nie było mowy, żebym mogła ją
opuścić wraz z asystentkami, dopóki nie wezwałam policji. Po tygodniu
bezładnych przepychanek, grupowego siadania na ziemi, ostrzeżeń przez
megafony, używania armatek wodnych i gazu łzawiącego, aresztowań i
zwolnień z aresztu, licznych interwencji komisarza pełniącego funkcję
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
72
prezydenta miasta, do akcji wkroczył oddział komandosów i opanował sytuację
na tyle, że przebrane za sanitariuszki, pod osłoną nocy i oddziału wojska,
wymknęłyśmy się w końcu do domu. Przez kolejny miesiąc tłumy przychodziły
pod klinikę i na znak żałoby po niej zapalały świeczkę, ale wszystko uciszyło
się, gdy w klinice pojawili się nowi rezydenci, a głównie rezydentki, bowiem
willę wraz z parkiem i basenem przekazałam na rzecz matek z dziećmi, które nie
miały gdzie mieszkać, co niestety ciągle się zdarzało. Becikowe becikowym, ale
są kobiety, którym naprawdę trzeba pomóc, gdy zajdą w ciążę i nie wiedzą, co
ze sobą począć, bo nie mają pieniędzy, pracy i w nikim oparcia, bo rodzice
wyrzucili z domu, a ojciec dziecka nie chce o nim słyszeć i tysiąc złotych nic tu
nie załatwia. Albo gdy mąż pije i bije i nie mają dokąd uciekać. Wprawdzie
nowy minister sprawiedliwości nie oglądał się na opieszałe sądy, lecz jednym
cięciem miecza rozwiązywał trudne problemy, stawiając pod odważnymi
decyzjami swoją charakterystyczną parafkę Z jak Ziorro, ale do dramatów
kobiecych nie chciał się mieszać. I trudno się dziwić, bowiem domowa przemoc,
jak sama nazwa wskazuje, powinna odbywać się we własnym domu i nikomu
nic do tego, a minister ma na głowie męskie sprawy. Dlatego cieszyłam się, że
nie jestem ministrem i mogę realnie pomóc tym, które tego potrzebują, ale mój
mąż nie był zadowolony.
– Dlaczego oddałaś naszą willę? Czy nie lepiej było urządzić w niej
pięciogwiazdkowy hotel? Albo chociaż sprzedać?
– Ogrze, nieraz mówiłeś, że twoja męska drażliwość nie ogranicza się tylko do
rogów. Wiem, jak cierpiałeś, gdy garściami, jak wszyscy nuworysze, wydawałeś
moje pieniądze. Złościłeś się, że zarabiasz wielokrotnie mniej ode mnie i że nic
z rzeczy materialnych nie wniosłeś do naszego małżeństwa, gryzłeś się i nie
chciałeś, żeby ci o tym przypominać. Teraz ty będziesz mógł mnie utrzymywać
– oznajmiłam uroczyście.
Ci, którzy sądzą, że był to akt zakamuflowanej agresji z mojej strony, są w
błędzie. Postanowiłam być żoną swojego męża, pozostającą na jego utrzymaniu
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
73
i bez odrębnego majątku wniesionego w posagu, bo Ogr nieraz mi mówił, że
tego pragnie. Nie chciałam dokopać Ogrowi, lecz ratować nasze małżeństwo,
które, choć takie młode, dogorywało. Mój pomysł był prosty i świetnie
sprawdzał się w wielu innych stadłach: żeby Ogr mógł być górą, musiałam
spaść na dno, żeby czuł się silny, musiałam być słaba, żeby poczuł się orłem,
musiałam być kurą. Miałam już swoje lata i wiedziałam, że szczęście
małżeńskie nie zawsze łatwo przychodzi, czasem trzeba je wyrwać pazurami
albo zakopać w ziemi własne talenty, żeby wykwitła miłość, a przynajmniej
pożycie małżeńskie, które, odkąd zamknęłam Klinikę Prącia i w przebraniu
sanitariuszki wróciłam do domu, powolutku, sztos za sztosem, rzeczywiście
zaczęło się odradzać.
To cudownie mieć w końcu tyle czasu, myślałam, choć prawdę mówiąc, lubię
ż
yć na wysokich obrotach i czuję się najlepiej, gdy muszę się spieszyć. Teraz
nie musiałam, więc miałam czas, żeby uczyć się myśleć pozytywnie i radośnie
witać każdy dzień, bo nie zamierzałam skończyć jako malkontentka. Pierwszego
dnia zrobiłam porządek w dokumentach, wyrzucając tony niepotrzebnych
papierów, wśród których nigdy nie mogłam znaleźć tego, czego akurat
szukałam. Następnego dnia dałam pani Marcie pół mojej szafy, drugą połowę
ułożyłam w zgrabne kupki. Przez kolejne dni odkurzyłam wszystkie książki i
ustawiłam je nieco porządniej na półkach. Pewnie by się znalazło coś jeszcze do
roboty, ale po tygodniu straciłam zapał. No bo ile można? Czy tak będzie
wyglądało to moje życie odmienione o 180 stopni? A właściwie to jak, skoro już
prawie wszędzie jest porządek? Może powinnam zwolnić panią Martę i
codziennie sama odkurzać? Na szczęście miałam jeszcze życie towarzyskie,
które podobno ma sens, więc postanowiłam bardziej się do niego przykładać.
Ciągle szarlotka i szarlotka, Ogr ma rację, że brak mi fantazji. Zaczęłam
zaskakiwać jego, siebie i jego przyjaciół. Już po miesiącu piekłam tartę
owocową, sernik wiedeński i torcik Marcello bez asekuracji. Gdy podczas
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
74
przyjęć zostawałyśmy w żeńskim gronie, bo panowie szli do gabinetu,
wymieniałam się z dziewczynami przepisami, poszerzając swój repertuar
kulinarny do tego stopnia, że mogłabym rywalizować i kto wie, czy nie wygrać
z własną matką, ale nie chciałam jej tego robić. Gdy rodzice przychodzili do nas
na obiad, ukrywałam przed nimi część moich nowych umiejętności, z czego
mama ochoczo korzystała, udzielając mi tysięcy dobrych rad i pouczeń. Za to
gdy przychodził Maciek, a coraz częściej dawał się do tego przekonać, bywało
nawet, że to on występował z inicjatywą, dwoiłam się i troiłam, żeby chłopak
był zadowolony. I chyba był, co nie przeszkadzało mu, nie zważając na moją
obecność, pytać tatę od czasu do czasu:
– Tato, a dlaczego ty tu mieszkasz?
– Bo Basia jest moją żoną.
– Ale mama mówi, że jak będziesz miał dosyć tego małżeństwa, to możesz
zamieszkać z nami.
– To bardzo miło z jej strony – mówił Ogr i trudno było nie przyznać mu racji,
więc się nie odzywałam.
Wyglądało na to, że Maciek nie jest mną zachwycony, ale umiał docenić dobre
jedzenie. Zjadał za trzech, a dla mamy zamawiał na wynos.
– Tato, wezmę tę sałatkę dla mamy, bo ona taką lubi. I roladę, bo chyba takiej
nie jadła. I pierogi ze szpinakiem, chociaż mama robi lepsze. I to ciasto – mówił,
a ja, wzruszona jego synowską troskliwością, pakowałam to wszystko do
słoików, pudełek i toreb, którymi zawsze wychodził obładowany. Nie wiem, czy
mama Maćka lubiła moją kuchnię, bo nie powiedziała na ten temat ani słowa,
ale ja cieszyłam się, mogąc dawać. Po kilku latach przerwy wypełnionej
bezsensowną szarpaniną, odnajdywałam się na nowo w kobiecej roli. Tak jak
kiedyś w pierwszym małżeństwie, znów cała byłam dla innych. Przestało mnie
absorbować moje rozdęte ego, a moje niedawne widzimisie wydały mi się wręcz
ś
mieszne. Zgodziłam się nawet, pod wpływem nacisków Ogra i mojej chęci
ratowania naszego małżeństwa, że cała ta moja, pożal się Boże, działalność
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
75
naukowa, którą Ogr nazywał żartobliwie poszukiwaniem straconego prącia, źle
ś
wiadczyła o mojej kobiecości. Moje zainteresowania z pewnością wynikały z
zazdrości o penisa, do czego długo nie chciałam się przyznać, ale Ogr w końcu
mnie przekonał i wytłumaczył mi, że nie powinnam występować przeciwko
naturalnemu porządkowi świata, bo nie na to Bóg stworzył mężczyznę i kobietę,
ż
eby kobiety pełniły męskie role. Byłam zdania, że badanie prącia nie jest tylko
męską rola, ale Ogrowi chodziło bardziej o moją niezależność. Pod wpływem
jego nauk zaczęłam wierzyć, że walcząc o nią, samej sobie wyświadczałam
niedźwiedzią przysługę, niwecząc swoje szanse na właściwe kobietom
spełnienie się w zależności. Krótko mówiąc, starałam się zapomnieć o Klinice
Prącia i odnaleźć się w nowej sytuacji, a Ogr mnie w tym wspierał. Z kolei ja,
jak każda dobra żona, z całych sił wspierałam Ogra w jego pracy i
wielogodzinnym wypoczynku przed telewizorem, podczas którego rzucał
często:
– Baśka, podaj mi piwo!
Z czasem doszłam do takiej wprawy, że już nie musiał rzucać, sama wiedziałam,
co do mnie należy i obsługiwałam go bezszelestnie jak gejsza.
– Byłem pewien, że w końcu się dotrzemy – powiedział któregoś wieczoru,
klepiąc mnie z zadowoleniem po pupie, a ja zarżałam radośnie jak klacz. Jeśli
chodzi o seks, to starałam się o nim nie myśleć nawet w trakcie, wzorem
Angielek skupiałam się wtedy na Polsce, gdyż zanik libido sprawił, że seks
przestał mi sprawiać przyjemność. Byłam pewna, że wyczerpałam swój życiowy
zapas energii seksualnej, ale Ogr dalej to lubił, więc pozwalałam mu korzystać z
siebie jak ze szczoteczki do zębów, bo czego nie zrobi dobra żona, żeby
zadowolić męża. Na szczęście Ogr nie był zbyt wymagający. Chciał tylko,
ż
ebym sypiała w pielęgniarskim fartuszku i czepeczku, bo strój, w którym
wróciłam po zamknięciu kliniki, świetnie na niego działał. I żebym często robiła
mu laskę, co oczywiście robiłam, choć bez śladu dawnej przyjemności.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
76
– Och, czuję, jak to lubisz, uwielbiasz to, bezwstydnico – wykrzykiwał Ogr lub
szeptał zmysłowo, rzutując na mnie swoje odczucia. W końcu zrozumiałam, co
miały na myśli te wszystkie kobiety, które mówiły z niechęcią o obowiązkach
małżeńskich. Prawdę mówiąc, całe to małżeństwo wydawało mi się jednym,
wielkim i śmiertelnie nudnym obowiązkiem, ale Ogr był zadowolony i to było
najważniejsze. W końcu mogłam być z siebie dumna, byłam naprawdę dobrą
ż
oną, nawet Marek Jurek by mnie pochwalił. Miałam tylko jedną słabość, o
której Ogr na szczęście nie pamiętał. Dalej pisałam moje słynne felietony do
„Wyuzdanego Magazynu dla Pań”, ale robiłam to dyskretnie, gdy Ogr był w
pracy. Z braku innych sensownych zajęć postanowiłam teraz bardziej się do nich
przykładać. Właśnie próbowałam wymyślić jakąś nową formułę, gdy
zadzwoniła asystentka Prezesa z informacją, że Prezes chce się ze mną spotkać.
Chyba czyta w moich myślach, pomyślałam, lecz natychmiast zdałam sobie
sprawę, że to niemożliwe. Jego drobne, wręcz banalne prącie nie pozwalało mu
na wyjście poza racjonalne myślenie i jednoznacznie świadczyło o braku
zdolności telepatycznych. Za to mój wygląd nie najlepiej świadczył o mnie, co
zobaczyłam, szykując się do wyjścia. Uważam, że każda kobieta ma prawo
wyglądać tak jak chce, ale ja wcale nie chciałam tak wyglądać! Pochłonięta
działalnością na rzecz innych, dawno już nie przyglądałam się sobie i nagle w
lustrze ukazał mi się obraz nędzy i rozpaczy. Ja, niedawno szczupła i zadbana
kobieta sukcesu z pięknie rozwiniętym sześciocyfrowym kontem bankowym,
jako idealna żona na utrzymaniu męża, zajmująca się w kółko gotowaniem i
sprzątaniem, byłam gruba, miałam ziemistą cerę, wysuszone dłonie, włosy
pokryte siwizną, tylko gdzieniegdzie pozostały jeszcze ślady ich dawnej
trójbarwnej świetności, nawet moja dusza była jakaś zakurzona, można by mnie
nie odróżnić od szarej myszy, gdyby nie to, że nie miałam jej wdzięku.
Przywołałam na pomoc myślenie pozytywne, które dzielnie wspierało mnie w
moim małżeństwie, i znów mi pomogło. W końcu nie wygląd świadczy o
człowieku. Byłam świetną profesjonalistką i wiedziałam, że Prezes zdaje sobie z
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
77
tego sprawę. Przecież to mnie zawdzięczał spektakularne sukcesy, które
wyniosły „Wyuzdany Magazyn dla Pań” wysoko ponad inne magazyny.
Prezes kazał mi czekać znacznie dłużej, niż trzeba, żeby pokazać, kto tu jest
ważniejszy. Już to powinno wzbudzić mój niepokój. W końcu sekretarka
poprosiła mnie do gabinetu. Prezes wyglądał świetnie: nowy garnitur Yves Saint
Laurent Rive Gauche, krawat Helmut Lang, najnowszy Rolex. Emanował
pewnością siebie, siłą i zdecydowaniem. Nadal wyglądał jak facet, którego penis
jest dużo większy, niż był w rzeczywistości, ale czułam, że nie jest zadowolony.
Gdy się odezwał, poczułam to jeszcze mocniej.
– Witam, pani Barbaro – powiedział bez dawnego entuzjazmu, a po chwili dodał
refleksyjnie: – Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.
Nie było dobrze. Nie dość, że Prezes znów był ze mną na pani, nie dość, że po
raz pierwszy użył oficjalnej formy mojego imienia, to jeszcze ta sentencja o
wilku, która zabrzmiała złowieszczo. Nie mogłam rozładować sytuacji,
zakładając nogę na nogę, bo odkąd byłam mężatką, pewne kobiece sztuczki nie
wchodziły w grę, a w dodatku, biorąc pod uwagę pewne zmiany w moim
wyglądzie, bałam się, że mogą nie zadziałać. Wolałam tego nie sprawdzać,
chyba że będę przyparta do muru.
– Ale kto jest tym wilkiem? – zapytałam, mając nadzieję, że nie o mnie mowa.
W końcu było mi bliżej do zaniepokojonej myszy.
Prezes zaśmiał się nerwowo.
– Proszę nie traktować wszystkiego tak dosłownie, pani Basiu – powiedział. –
„Wyuzdany Magazyn dla Pań” nadal wyprzedza inne magazyny. Jesteśmy
liderem sprzedaży. Nasz nakład kilkakrotnie przewyższa nakłady nawet tak
mocnych tytułów jak „Bardzo Elegancki Magazyn dla Pań”, „Twoje Lustro”,
„Wielki Świat”, „VIP!”, „Sypialnia i Łóżko”. Sprzedajemy się lepiej nawet od
wyjątkowo poczytnej „Kury Domowej”, a do tego mamy największe wpływy z
reklam.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
78
Nadal nie miałam pojęcia, o co chodzi, więc to ja postanowiłam przyprzeć
Prezesa do muru, skoro on tego nie robił. W tym celu założyłam nogę na nogę
tym dobrze wystudiowanym ruchem, który nie pozostawia żadnych wątpliwości,
ż
e nawet zaniedbana kobieta w pewnym wieku to istota seksualna. Prezes chyba
tego nie zauważył i ciągnął dalej, choć może odrobinę mniej oficjalnie.
– Ale niestety, pani Basiu, niestety. Kto nie idzie naprzód, ten się cofa. A my
stoimy w miejscu! Inne magazyny robią, co mogą, żeby nas dogonić, i w końcu
im się uda, jeśli my dalej, miesiąc w miesiąc, będziemy opisywać prącia, o
których nasze czytelniczki wiedzą już wszystko! Pani Basiu, tak dłużej być nie
może. Proszę mi wierzyć, nie tylko ja, ale również nasza Centrala w Hamburgu
jest bardzo zaniepokojona tą stagnacją. Czytelniczka wydaje na nasz „Magazyn”
pieniądze i musi wiedzieć, za co płaci. Chyba nie za to, żeby w kółko jej pisać o
prąciach. Liczy się rozwój, dynamika, zaskoczenie. Pani Basiu, pani mnie
rozczarowuje. Czyżby Pani świat się kończył na prąciach?
– No nie, panie Prezesie, właściwie prącia już mnie interesują. Sama myślałam,
ż
eby jakoś urozmaicić moje kolumny, coś między te prącia wsadzić, na przykład
przepisy kulinarne. Czy pan widział, jak zgrabnie to robią w telewizji? Już
prawie każda stacja ma taki program. Rozmawiają o różnych sprawach, a obok
ktoś gotuje, jakby nie mógł tego zrobić w domu, i podaje przepis – zaczęłam
dzielić się moimi obserwacjami i pomysłami, nie bardzo wiedząc, czego Prezes
ode mnie oczekuje. Po chwili wszystko było jasne. Prezes nie był
zainteresowany przepisami, choć tłumaczyłam mu, że to ostatnio moja
najmocniejsza strona. Jego interesowały waginy.
– Waginy? – powtórzyłam niezbyt inteligentnie, bo waginy nie mieściły mi się
w głowie.
– Tak, pani Basiu, prącia są już passe, nasze czytelniczki potrzebują czegoś
więcej. Co bardziej świadome swoich praw uważają wręcz, że to
niesprawiedliwe i niepoprawne politycznie, że w magazynie dla kobiet są tylko
prącia i domagają się zwrotu pieniędzy. One kupują „Wyuzdany Magazyn dla
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
79
Pań”, żeby dowiedzieć się czegoś o sobie, bo one, kobiety, są z Wenus, a nie z
Marsa i chcą się rozwijać, a nie w kółko czytać o kutasach, bo tych mają dosyć
na co dzień. W końcu przyzna pani, że kobietom łatwiej jest zobaczyć prącie niż
waginę, nie potrzebują do tego nie tylko magazynu, ale nawet lusterka – Prezes
rozkręcał się coraz bardziej i znów jak kiedyś był pełen entuzjazmu. – Pani
Basiu, już czuję te gorące, pachnące waginy, które sprawią, że nasz „Wyuzdany
Magazyn dla Pań” znów będzie się sprzedawał jak ciepłe bułeczki i to w coraz
większym nakładzie, a Centrala w Hamburgu przeżyje orgazm wielokrotny.
– Czy Pan ma na myśli „Diagnozę osobowości za pośrednictwem waginy.
Metoda Barbary Ogr”? – zapytałam.
– Tak, pani Baśko, tak! Widzę, że baśka pracuje – Prezes śmiał się z własnego
dowcipu, zacierając ręce z zadowolenia. – To świetna nazwa.
Wiedziałam o tym, bo sama ją wymyśliłam. Ale niestety, wiedziałam znacznie
więcej.
– Ale to niemożliwe – powiedziałam zdecydowanie.
– Jak to niemożliwe? Czytelniczki domagają się tego. Przysyłają zdjęcia swoich
wagin. Chcą je zobaczyć w „Wyuzdanym Magazynie dla Pań” wraz z opisem
swojej osobowości.
– To niemożliwe – powtórzyłam.
– Czy chodzi Pani o podwyżkę? Pani Basiu, to da się zrobić. Nie zamierzam
oszczędzać na naszej najlepszej autorce. W końcu to dzięki pani sztuce czytania
z fiuta nakład „Wyuzdanego Magazynu dla Pań” wzrósł czterokrotnie, bijąc na
głowę „Bardzo Elegancki Magazyn dla Pań”, który przez długie lata wydawał
się nie do ruszenia. Już nie mówiąc o tym, że pokonaliśmy wyjątkowo poczytną
„Kurę Domową”.
Zdawałam sobie sprawę, że drobne prącie Prezesa, a w szczególności stosunek
jego długości do grubości nie świadczy dobrze o inteligencji mojego rozmówcy,
ale jeśli mu wszystko spokojnie wytłumaczę, powinien zrozumieć. Tylko jak
wytłumaczyć coś, co jest cholernie skomplikowane?
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
80
– Panie Prezesie – zaczęłam z całym szacunkiem. – O waginach nie będę pisać,
zwłaszcza że widziałam ich w życiu niewiele i musiałabym tę teorię wykuwać
od podstaw. Wykułabym, gdyby to miało sens. Ale nie ma. Niech pan spojrzy
na mnie. Zmieniłam się, prawda? Gdy przyszłam tu do pana po raz pierwszy,
byłam kusząca jak Afrodyta. Gdy badałam dla pana prącia, byłam celna i
konsekwentna jak Artemida. Gdy zdobywałam czytelniczki, telewidzów, a w
końcu pacjentów mojej słynnej Kliniki Prącia, byłam doskonałym strategiem jak
Atena. To dzięki niej podbiłam nieczułe serce rynku. Walczyłam jak Demeter,
ż
eby utrzymać moją córkę i opłacić jej podróże. A teraz co? Jak Hera uznałam,
ż
e małżeństwo jest najważniejsze. Gorzej! Jestem jak Persefona, która nie wie,
kim jest i jak ciasto dostosowuje się do oczekiwań męża. A dalej mam tę samą
waginę. Rozumie pan? Kobieta to istota zmienna, choć nie w tym prostackim
sensie, w jakim zwykle się o niej mówi. Nie chodzi o zmienność uczuć, lecz
zmiany całej siebie. A raczej tego, co widać na zewnątrz. Kobieta to istota
tajemnicza i głęboka. Widzimy tylko jej kawałek, a w środku kłębią się siły
niewidoczne dla oka, tak jak i niedostępna dla oka jest wagina. Wargi sromowe
większe i mniejsze, słynna łechtaczka, przedsionek pochwy, opuszki
przedsionka i gruczoły przedsionkowe większe, wszystkie te organy, które
widać na zewnątrz, to tylko wierzchołek góry lodowej, a raczej wulkanu, pod
którym głęboko, tam, gdzie wzrok nie sięga, tkwi głębia i istota kobiety. Nie,
panie Prezesie, tu wieki badań po stokroć wnikliwszych niż analiza zdjęcia nie
wystarczą, nie mamy żadnych szans, lepiej się poddać bez walki. Mówię to panu
jako Atena, która potrafi zachować zimną krew i bezbłędnie ocenić sytuację
nawet w ogniu walki, a co dopiero w spokojnej rozmowie.
– Pani Basiu, ja wiem, że wy jesteście bardzo skomplikowane, ale gdyby to tak
troszeczkę uprościć? Jak czytelniczka zobaczy swoją waginę i przeczyta krótki
opis, który choć trochę będzie do niej pasował, to będzie zadowolona. Nawet jak
coś nie będzie pasować, to będzie o tym wiedziała ona i jej trzy przyjaciółki, a
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
81
cała reszta będzie marzyła o tym, żeby zobaczyć swoją waginę w „Wyuzdanym
Magazynie dla Pań”.
– Pani Prezesie, jako Persefona bardzo bym chciała spełnić oczekiwania pana
Prezesa, czytelniczek „Wyuzdanego Magazynu dla Pań”, a tym bardziej Centrali
w Hamburgu. Ale to niemożliwe, bo nie umiem kłamać. Nie mogłam spać
spokojnie przez głupią szarlotkę, to co tu mówić o waginach – przyznałam się
zawstydzona i wściekła na siebie, że ta skaza rodzinna znów utrudnia mi życie.
Prezes też był wściekły.
– Pani Basiu, może to prawda, że kobiety są zmienne i tajemnicze, ale prawdą
jest również, że nie ma kobiet niezastąpionych. Będę zmuszony zastąpić panią
kimś innym.
Ś
wietnie go rozumiałam. Sama chętnie zastąpiłabym się kimś innym.
Chciałabym znów być mądra jak Atena, niezależna jak Artemida, piękna jak
Afrodyta, ale Hera kazała mi natychmiast wracać do domu. Musiałam ugotować
obiad, nim Ogr wróci z pracy.
Mężczyźni poszli grać w karty, a my jak zwykle zostałyśmy w salonie i
sączyłyśmy eleganckie drinki. Nagle Zuza zaczęła płakać, przerywając tym
samym nasze pieprzenie trzy po trzy. W salonie powiało grozą, nawet młode
wyglądały na przestraszone. Czyżby Jarek dojrzał do wymiany Zuzy na
młodszą?
– Dojrzał – powiedziała Zuza, jakby czytała w naszych myślach. – Rozwodzimy
się.
– To niemożliwe. Skąd wiesz? Dlaczego? – gdakałyśmy wszystkie razem,
zbijając się na kanapie, jak przestraszone kury w kurniku.
– Bo ma młodszą.
– Może to tylko chwilowy kryzys. To zdarza się w najlepszych małżeństwach –
powiedziała Zyta tak żarliwie, jakby i siebie chciała o tym przekonać.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
82
– Też tak myślałam, ale to trwa już kilka miesięcy. Nie śpimy ze sobą, prawie
nie rozmawiamy. Wczoraj powiedział, że chce być z tamtą.
– Wiesz, kto to jest?
– Jego sekretarka! Zabiję tę dziwkę!
– A to kurwa, zdzira, bladź, suka, złodziejka – wykrzykiwałyśmy jedna przez
drugą, młode też. Nagle Paulina przypomniała sobie, że i ona była sekretarką
swojego męża, który wtedy miał inną żonę.
– Poczekajcie, dlaczego ona to zdzira, a on co? – zapytała. – Jak Bronek o mnie
walczył, to twierdził, że z żoną już nic go nie łączy, że nie spali ze sobą od lat,
ż
e ona go nie rozumie, a właściwie to nigdy nie rozumiała. Chodził za mną
przez pół roku, bo na początku wcale mi się nie podobał i miałam chłopaka. A
potem cały świat mnie potępił, jakbym to ja go uwiodła, do tego podczas snu,
gdy nie miał o niczym pojęcia!
Dziewczyny już chciały ją zagdakać, a ja razem z nimi, bo co nam będzie Zuzę
denerwować i mówić, że tamta niewinna, bo jeśli nie tamta, to kto? No chyba
nie Zuza, która całe życie troszczyła się o Jarka, o dzieci i o siebie, żeby dobrze
wyglądać i utrzymać się w charakterze żony do końca. Nagle mnie olśniło.
Paulina miała rację. Przecież to Jarek ślubował Zuzie wierność, to on ją
zdradził, a nie sekretarka. To on jest winien, a my traktujemy go jak dziecko,
które nie umiało się oprzeć pokusie. Lub wpadło w sidła, które ona na niego
zastawiła. To absurd.
– Paulina ma rację, to on jest winien – podzieliłam się moją konstatacją. – On
cię zdradza, a nie ona.
– Wiem – zaszlochała Zuza. – Ale jak myślę, że to wszystko przez nią, to czuję
się mniej odrzucona.
– A może on jeszcze cię kocha? – podsunęła Zyta.
– Zapytałam go o to.
– No i co? No i co? – zagdakałyśmy chórem.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
83
– Powiedział, że zapomniał, jak się mnie kocha – Zuza na dobre zalała się łzami,
niszcząc swój nieskazitelny makijaż.
– Biedaczysko! Niech weźmie lecytynę – Sylwia była przejęta do żywego.
– A to skurwiel – wtórowała jej Paulina.
– Ale może sobie przypomni? – zapytałam niepewnie.
Zyta drżała. Zdawała sobie sprawę, że jej dni też są policzone. Tydzień temu
Bolek przestał używać jej jak szczoteczki do zębów.
– Spokojnie, na nim świat się nie kończy. Zobaczysz, to on jeszcze będzie
ż
ałował. Masz taką klasę, jest idiotą, że tego nie docenia. Na pewno kogoś
spotkasz – próbowałyśmy pocieszać Zuzę, choć dobrze wiedziałyśmy, że
kobieta po czterdziestce ma większe szanse, żeby zginąć z rąk terrorystów, niż
wyjść za mąż. A cóż znaczy kobieta bez mężczyzny? I nagle coś mi się
przypomniało.
– Wiecie, co? Ja chyba byłam szczęśliwsza, jak nie byłam mężatką.
– Ja też – powiedziała Paulina po chwili zastanowienia.
– Broń Boże, nie jestem żadną feministką i uważam, że rodzina jest
najważniejsza – odezwała się Zyta. – Ale małżeństwo to jakaś zakłamana
instytucja. Od lat staram się nie dostrzegać, że Bolek ma kochanki. Pozwalam
się traktować jak szczoteczkę do zębów, choć tego nie znoszę. A on i tak prędzej
czy później mnie zostawi.
Raczej prędzej, pomyślałam, ale nie chciałam krakać.
– A wyglądacie na taką szczęśliwą parę – Sylwia zaczęła płakać nad
rozwianymi złudzeniami. – Patrząc na was wierzyłam, że możliwe są szczęśliwe
małżeństwa.
Wreszcie poczułam, że życie towarzyskie ma sens. Już nie wymieniałyśmy
rodzinnych przepisów na sałatki, lecz odsłaniałyśmy rodzinne tajemnice. I
poczułyśmy, że coś tu nie gra. Dostosowujemy się do swoich mężów, żyjemy w
ich cieniu, udajemy głupsze, niż jesteśmy, żeby ich nie denerwować i jeszcze
wmawiamy sobie, że to dowód naszej mądrości. Rezygnujemy z siebie z lęku
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
84
przed odrzuceniem, dla świętego spokoju, z przyzwyczajenia, z pokolenia na
pokolenie.
– Nie chcę być całe życie szyją, chcę w końcu być głową, choćby tylko swoją –
powiedziała Zyta.
– Dlaczego śmieję się z dowcipów o blondynkach? – zapytała Sylwia,
potrząsając blond lokami. – Przecież wcale nie jestem głupia.
– Nie będę więcej udawać, że głupota jest oczywistym dodatkiem do mojej
urody – Paulina zerwała się z kanapy.
– Dosyć tego! Nie damy się więcej rolować! Dziewczyny, potrzebne są czyny!
Jesteśmy silne, razem silniejsze! – wykrzykiwałyśmy jedna przez drugą hasła,
które obiły nam się o uszy podczas Manify. – Kobiety burzą mury! Niech żyje
kobieca solidarność! Niech żyje Wielka Bogini! Niech żyje siostrzeństwo!
Na bojową melodię stworzyłyśmy hymn naszego siostrzanego związku, dopiero
po chwili uświadomiłyśmy sobie, że to melodia „Międzynarodówki”. No i co z
tego? Nawet słowa były podobne, bo też byłyśmy uciskane i tak jak robotnikom
zajęło nam trochę czasu, żeby to dostrzec.
Płci żeńska, powstań, boś gnębiona
Powstańmy, które dręczy mąż
Opuść, nim będziesz opuszczona
I do wolności własnej dąż!
Nierówność dłoń dziś nasza zmiata
Przed ciosem niech patriarchat drży
Siostrzeństwo ruszy bryłę świata
Dziś żoną, jutro mężem my!
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
85
Z pieśnią na ustach chciałyśmy wyjść od razu na ulice, by porwać za sobą inne
kobiety, co z tego, że jest noc, musimy walczyć, ale bałyśmy się, że zwinie nas
policja albo bojówki Czystej Młodzieży Polskiej obrzucą pomidorami.
– Musimy działać rozważnie – ostrzegła Paulina i przyznałyśmy jej rację. –
Najpierw trzeba stworzyć El Focco, ognisko, od którego zacznie się sytuacja
rewolucyjna, jak nauczał Che.
Umówiłyśmy się tym razem nie u Bolków, tylko u nas, jak Ogr będzie w pracy,
ż
eby malować transparenty. Niech faceci sami się spotykają na kolacjach,
miałyśmy dosyć tych głupich rytuałów! Wszystko zmienimy! Poczułam siłę,
która płynie z siostrzeństwa. Koniec z szarlotką! Koniec z torcikiem Marcello!
– wykrzykiwałam w myślach, gdy wszyscy już wyszli. Tylko jak ja to powiem
Ogrowi?
Wstałam jak zwykle pierwsza, żeby zrobić Ogrowi śniadanie.
– Robisz śniadanie, królewno? – to pytanie zabrzmiało tuż przy moim uchu. Ogr
wstał jak zwykle radosny i pełen nadziei na kolejny wspaniały dzień, który
rozpocznie się od obfitego śniadanka. Dłużej tego nie zniosę. Wypierdalaj stąd!
– chciało mi się krzyknąć, ale nie miałoby to sensu. Przecież to był mój mąż.
– Tak, kochanie – powiedziałam słodko. – Przecież jestem twoją żoną.
– Królewno, a może zrobimy to jeszcze raz? – nie miałam ochoty, ale nalegał,
więc oparłam się o blat i Ogr wszedł we mnie po maśle, które jak zwykle leżało
pod ręką. Kiedy jadł śniadanie, schroniłam się do łazienki. Chciałam mu
opowiedzieć o wczorajszych decyzjach, które podjęłyśmy z dziewczynami, ale
nie wiedziałam jak. Oko w oko z Ogrem nie czułam mocy płynącej z
siostrzeństwa. Było mi tylko smutno. Ogr podśpiewywał przy goleniu, a potem
kręcił się i kręcił po domu, w końcu zamknęłam za nim drzwi. Jakie to
szczęście, że on chodzi do pracy, przynajmniej kilka godzin dziennie jestem
sama. Ale wolałabym sama chodzić do pracy. Marzyłam o tym, żeby się
spieszyć. Stać w korkach z całym narodem i denerwować się, że już od pięciu
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
86
minut powinnam być zupełnie gdzie indziej. Ale nigdzie nie musiałam być, więc
wróciłam do łóżka. No bo po co, kurwa, miałam wstawać?
Po godzinie męczącej drzemki otworzyłam oczy. W łóżku zamiast Ogra
grzecznie spała moja ruda suka. Przytuliłam jej ciepłe ciałko, dała się chwilę
potrzymać, a potem wycofała się w nogi. Ona wie, kiedy powiedzieć „nie”. Ja,
będąc dobrą żoną, nie wiedziałam. Chciałam wstać, gdy dreszcz strachu
przebiegł mi po plecach, zostawiając po sobie krople potu. Resztką sił
włączyłam Gary’ego Moore’a, moją wyleniałą przytulankę, której przy Ogrze
nie mogłam włączać, bo okazało się, że on jej nie lubi. Kołysałam się w dobrze
znanym rytmie, który powoli przynosił mi spokój. Z nostalgią wspominałam
czasy bezrobocia. Byłam gruba i bez grosza, miałam napady lęku i deprę, ale za
to lubiłam się pieprzyć. I to jak! Potem byłam chuda i miałam pieniądze.
Zawsze myślałam, że to przepis na szczęście. I to był przepis na szczęście, tylko
ja nie umiałam go docenić. Co ja zrobiłam ze swoim życiem! Odstawiłam je na
boczny tor. Moje życie stało się ciągiem nic nie znaczących zdarzeń.
Spieprzyłam wszystko. Czułam, że zbliża się nawrót bulimii. Poszłam do kuchni
i otworzyłam lodówkę. Od czasu, gdy byłam chuda i miałam pieniądze,
oddzielały mnie lata świetlne, teraz miałam męża, byłam gruba i wszystko się
zmieniło, tylko lodówka była ta sama. Srebrny Hoover z wyprowadzonym na
zewnątrz dystrybutorem wody pitnej przefiltrowanej i odpowiednio schłodzonej.
Miałam ochotę na groszek z puszki, ale groszku nie było. W każdym razie nie
mogłam go znaleźć, bo lodówka była wypchana po brzegi. Mozzarella,
awokado, pomidory, szpinak, łosoś, ser owczy, naleśniki z ricottą, feta, arbuz,
papaja, marynowane karczochy, fasolka szparagowa w sosie sezamowym,
babeczki z cynamonem, marokańska sałatka marchwiowo–cynamonowa, mus
mascarpone, bakłażan, sernik z melisą. Wyjmowałam jedną po drugiej
pozostałości z wczorajszego przyjęcia i zżerałam jak leci, żeby oczyścić pole, w
poszukiwaniu groszku. Było mi wszystko jedno, czy będę gruba, czy nie, zresztą
już byłam. Ja, szczęśliwa mężatka, dobra żona swojego męża, który w końcu był
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
87
ze mnie zadowolony, czułam się samotna i zagubiona. Tego dnia pewnie
targnęłabym się na siebie ze sznurem, gdyby nie to, że wróciła Julka! Była
szczęśliwa i opalona. A potem wypadki potoczyły się w zawrotnym tempie.
Po tygodniu sielanki Julka zaczęła się denerwować. Właściwie denerwowało ją
wszystko. Ogr, który i mnie cholernie denerwował swoim prostackim stylem
bycia, wiecznie wypchana lodówka, moja głupia usłużność wobec niej, Ogra i
wszystkich. Ostatnią kroplą, która przelała dzban, był obiad z Maćkiem.
– Mamo, po co tyle wszystkiego? Kto to zje? Tylu ludzi głoduje na świecie, a
wy się tu obżeracie. Czy nie lepiej połowę kasy wpłacać dla potrzebujących? –
pytała, a ja tłumaczyłam jej, że Maciek lubi zjeść i zabrać dla mamy na wynos.
Po wyjściu Maćka zaczęła na mnie wrzeszczeć.
– Czemu tak mu się wśliniasz? Gówniarz siedzi nadęty, w ogóle nie zwraca na
ciebie uwagi, a ty skaczesz naokoło niego. Zwariowałaś?
– Chcę, żeby było mu dobrze z nami. Dojrzałam w końcu do tego, żeby
stworzyć szczęśliwą rodzinę. Ty też powinnaś to zrobić. Rodzina to podstawowa
komórka społeczna.
– Społeczna? Raczej aspołeczna. Tyle jest spraw nierozwiązanych na świecie, w
Rwandzie giną goryle, a ludzie zakładają rodziny i mają to w dupie. Wszystko
dla rodziny, żeby nasza rodzina miała najlepiej, najwygodniej, najwięcej, żeby
nasze dzieci miały wszystko i żebyśmy mogli siedzieć przed telewizorem i
oglądać filmy na DVD, a świat nas gówno obchodzi. Rodzina to alibi na to,
ż
eby nic nie robić dla innych i wszystko zagarniać pod siebie. Mamo, czy ty nie
widzisz, że to kanał?
– Wiesz, trochę to czuję – przyznałam niepewnie. – Wszyscy mówią, że rodzina
jest najważniejsza i chyba dlatego się zagubiłam. Kiedyś znałam przepis na
szczęście. Być chudą i mieć pieniądze. Ale potem o tym zapomniałam.
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
88
– Mamo, co ty za bzdury opowiadasz? – Julka przyglądała mi się zdumiona. –
Jakie „być chudą i mieć pieniądze”? To przecież nie ma znaczenia! Co się z tobą
stało?
– Jak to nie ma znaczenia? – zaczęłam się bronić. – Może nie ma wśród goryli.
Tu bez pieniędzy nie da się żyć i nawet jeśli ci na nich nie zależy, to jak ich nie
masz, musisz cały czas o nich myśleć. A jak jesteś gruba, to pies z kulawą nogą
na ciebie nie spojrzy. To nie ja urządziłam ten świat.
– Nie pamiętasz? – Julka była coraz bardziej zdumiona. – Zawsze uczyłaś mnie,
ż
e najważniejsze to czuć sens tego, co się robi. I robić to, co ma sens. Coś
wnosić do świata, zmieniać go, a nie dreptać jak kura po podwórku.
– O kurwa! Jak ja mogłam o tym zapomnieć? Ciągle ten seks i seks, i
zapomniałam o sensie życia. Ale może nie jest za późno, żeby go znaleźć? –
zapytałam, choć bez wielkiej wiary. Bo czy w prawdziwym życiu może być tak
pięknie jak w książkach pani Gruchały, w których zawsze można zacząć od
nowa?!
– Pewnie, że nie jest za późno – powiedziała Julka. – Sama nie zmienię świata.
Musisz ruszyć swoją grubą dupę.
I choć Julka jest moją córką, to jakoś tak się stało, gdy przytuliłyśmy się do
siebie, że znów poczułam wielką moc siostrzeństwa. I oddech Wielkiej Bogini
na plecach. Jakby mnie pchała do czynu. Obudziłam w sobie Atenę i Artemidę i
raz jeszcze postanowiłam zawalczyć. Przypomniało mi się, że jestem
posiadaczką kryształu górskiego, który może mi pomóc dokonać właściwego
wyboru. Zaczęłam go szukać, żeby tym razem na pewno się nie pomylić, choć
właściwie wiedziałam już wszystko. Wróżka miała rację. Moje życie zmieni się
o 180 stopni. Z pewnością wrócę do swojego nazwiska, bo nazwisko Ogr mi nie
służy. Sprawdziłam, jak kończy się historia, która zaczyna się od happy endu.
Kończy się szczęśliwym początkiem. Wiedziałam, że jutro jest pierwszy dzień
reszty mojego życia. Najpierw kupiłam bilet do Rwandy. Ktoś musi pomóc
Julce ratować ginące goryle. Jeszcze tylko pożegnałam się z Diabłem
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl
89
Tasmańskim, bo kobiecie w pewnym wieku też coś się chyba należy od życia?
Ludzie, co on ze mną wyprawiał, raz z tej strony, raz z tej, czegoś takiego
jeszcze świat nie widział, państwo wybaczą, że nie będę o tym opowiadać, ale
kobieta w pewnym wieku powinna być przyzwoita i nie zamierzam łamać tej
słusznej zasady. Zwłaszcza że po kilku godzinach ostrego pieprzenia czułam się
wypatroszona jak ryba i nie miałam pewności, czy mam jeszcze głowę, czy
zostały z niej tylko moje złote usta. Mało tego! Nie miałam nawet pewności, czy
ważniejszy jest sens, czy seks życia, który przecież też ma swoje znacznie, co
czułam wyraźnie jeszcze wiele godzin później. O tym, że można mieć jedno i
drugie, dowiedziałam się dopiero w Rwandzie, gdzie dzięki mojej słynnej
Klinice Prącia ocaliłam setki goryli, następnie wywołałam rewolucję, zwaną
rewolucją majową, bowiem w maju odniosłyśmy ostateczne zwycięstwo i
ustanowiłyśmy matriarchat, a ja zostałam obwołana królową, ale to już zupełnie
inna historia, którą państwo z pewnością znają, bo pisano o niej na całym
ś
wiecie. W Polsce niektórzy wydawcy nożykiem do tapet wycinali te
wiadomości z gazet, żeby nie denerwować PiS–u, który i tak był bardzo
nerwowy, ale kobiety w pewnym wieku przekazywały sobie opowieść o
rewolucji majowej z ust do ust ku pokrzepieniu serc, razem z pieśnią na melodię
„Międzynarodówki”, która szła jakoś tak:
Płeć żeńska w Rwandzie już powstała
I na nas wkrótce przyjdzie czas
Nie damy wciąż się robić w wała
Nie będzie mąż wciąż dręczył nas!
Nierówność kiedyś też zmieciemy
Przed ciosem niech patriarchat drży
Siostrzeństwem ziemię opleciemy
Dziś żoną, jutro mężem my!
Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: gosia118@o2.pl