background image

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

 

 

 

Hanna Samson 

 

Pokój 

żeńsko-męski na chwałę patriarchatu  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Copyright © by Hanna Samson 2005 

Copyright © by Estymator Jacek Chołoniewski 2012 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

 

Z trudem zwlokłam się z łóżka, w którym chrapał Ogr. Spojrzałam z zachwytem 

na jego przerzedzone włosy, na muskularną łydkę wystającą spod kołdry. Że też 

ja wcześniej nie widziałam, jaki on piękny! Za to od trzech miesięcy nie miałam 

wątpliwości, że jestem z najwspanialszym facetem w mieście. Niech tak trwa, 

myślałam rozmarzona, i nagle dotarły do mnie zdarzenia minionej nocy. Czy to 

możliwe? Naprawdę się zgodziłam? Byłam przerażona, choć nie tak bardzo, by 

chcieć odwołać dane w nocy słowo. Może Ogr nie będzie pamiętał? Ale gdzie 

tam. Otworzył oczy i chwycił mnie za rękę.  

– Baśka! Będziesz moją żoną! – wrzasnął, wciągnął mnie do łóżka i zaczął 

całować, usta, oczy, uszy. To niesłychane, ile przyjemności mieści się w uszach. 

Ogr wprawnie wydobywał ją z zakamarków małżowin, sięgał, gdzie wzrok nie 

sięga, wślizgiwał się i wysuwał, jego język, jego oddech, jego dotyk podniecały 

mnie do szaleństwa, nie mówiąc o penisie, który rósł w mojej dłoni i twardniał. 

Oto on, myślałam, z nawyku zawodowego dokonując szybkiej diagnozy 

osobowości Ogra. Pogodny, pewny siebie ekstrawertyk. Stabilny emocjonalnie, 

wrażliwy, opanowany optymista. Ale wiedziałam już, że Ogra nie sposób 

zamknąć w zbiorze zwykłych cech, bo jest nadzwyczajny. Niezwykle dowcipny, 

inteligentny, odważny, szlachetny i zaskakujący. Pierwsze prawo optyki 

interpersonalnej

*

 działało z całą mocą, ale ja kompletnie o nim zapomniałam. Bo 

czy jest sens zawracać sobie głowę prawami fizyki, kiedy wszystko układa się 

jak w bajce? Jak Odys do Itaki, tak i ja po latach tułaczki dobrnęłam w końcu do 

bezpiecznej przystani mojego życia. Czyż nie uczono nas, że ostatni będą 

pierwszymi, cierpliwi zostaną nagrodzeni, a po latach chudych przyjdą tłuste? 

Byłam sławna i uwielbiana. Byłam szczupła i miałam pieniądze. Wszystko to 

zawdzięczałam samej sobie, a właściwie mojej słynnej autorskiej metodzie 

                                                 

*

 Pierwsze prawo optyki interpersonalnej, które Barbara odkryła już w „Wojnie żeńsko–męskiej i przeciwko 

ś

wiatu”, brzmi: „Jeżeli kobieta patrzy na mężczyznę, pozostając pod wpływem miłości, to tym piękniejszy, 

inteligentniejszy, bardziej dowcipny, odważny i szlachetny on się jej wydaje, im bardziej ona go kocha.” (przy. 
red.) 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

diagnozowania i terapii osobowości za pośrednictwem prącia. To ona sprawiła, 

ż

e „Wyuzdany Magazyn dla Pań”, odkąd drukował moje słynne felietony, w 

których dokonywałam wnikliwej charakterystyki mężczyzn li tylko na 

podstawie zdjęć ich penisów, nadsyłanych bez przerwy przez czytelniczki, 

wzniósł się wysoko ponad wszystkie inne magazyny. Byliśmy liderem 

sprzedaży. Nasz nakład przewyższał nakłady nawet tak mocnych tytułów jak 

„Bardzo Elegancki Magazyn dla Pań”, „Twoje Lustro”, „Wielki Świat”, „VIP!”, 

„Sypialnia i Łóżko”. Sprzedawaliśmy się lepiej nawet od wyjątkowo poczytnej 

„Kury Domowej”. I mieliśmy największe wpływy z reklam. Ale to nie koniec! 

Moja słynna Klinika Prącia, w której osobiście dokonywałam bezbolesnej 

diagnozy i terapii osobowości, ledwie mieściła wszystkich rezydentów, a 

dochodzący pacjenci musieli zapisywać się z kilkumiesięcznym 

wyprzedzeniem. Ponadto co wieczór występowałam w telewizji w autorskim 

programie „Pytanie o pytę”, który bił rekordy oglądalności. Byłam kobietą 

sukcesu i to sukcesu medialnego, a dzięki doktorowi Noszczytowi moja twarz 

wyglądała jak warszawska Starówka tuż po renowacji. W dodatku byłam 

zakochana i to z wzajemnością, wkrótce mieliśmy wziąć ślub, choć mówią, że 

kobieta w pewnym wieku ma mniejsze szanse na małżeństwo niż na śmierć z 

rąk terrorystów. Być może był to skutek uboczny wzrastającej liczby ataków 

terrorystycznych, ale faktem jest, że Ogr mi się oświadczył, a ja go przyjęłam. 

Nasz luźny związek miał zakończyć się ślubem. Ale jak skończy się  historia, 

która zaczyna się od happy endu? – pomyślałam, gdy Ogr we mnie wchodził. 

Czy po ślubie dalej będziemy się kochać? Jak długo będziemy sobą 

zafascynowani? Czy nie będziemy nawzajem ograniczać swojej wolności? Po 

trzech godzinach pieprzenia żadne głupie pytania nie przychodziły mi już do 

głowy, bo znałam odpowiedź. Odtąd będziemy żyli długo i szczęśliwie. 

Przyszłość była jasna jak Orange. 

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

Ludzie, co to się działo! Wieść o naszym ślubie zelektryzowała wszystkich. 

Mnie i Ogra też, więc zakasaliśmy rękawy i wzięliśmy się do przygotowań. To 

znaczy ja się wzięłam, bo Ogr musiał akurat zrobić bilans w pracy i nie miał 

czasu, więc pozwolił mi o wszystkim decydować. Suknia, garnitur, buty, lista 

gości, menu, kwiaty, bielizna, limuzyna, druhny, jak Napoleon podczas 

kampanii, tak i ja podejmowałam tysiące decyzji na różnych frontach, ale 

brakowało mi tej cudownej pewności siebie, która jego doprowadziła do klęski. 

Ponoć kobiety uwielbiają to całe zamieszanie, ja widocznie jestem wyjątkiem. 

Męczyłam się z każdym gównem, no bo skąd wiedzieć, co jest lepsze? Suknia 

od Very Wang czy od Narciso Rodrigueza? Garnitur Prady czy Gucciego? Buty 

Blahnika czy Jimmy’ego Choo? Dla Ogra Gucci czy Sergio Rossi? Stringi La 

Perla czy Victoria Secret? Dla niego slipy czy bokserki? Yves Saint Laurent czy 

Eminence? Musiałam znaleźć prawidłową odpowiedź na te i tysiące innych 

pytań, żeby nie zawieść Ogra, który pokładał we mnie wielkie nadzieje. I nie 

zawiodłam. Gdy nadeszła godzina zero, wszystko było zapięte na ostatni guzik. 

Zdążyłam nawet wykąpać moją rudą sukę i ubrać ją w różową sukienkę, jak 

inne druhny. W końcu to ona towarzyszyła mi wiernie w latach chudych, gdy 

nawet pies z kulawą nogą się za mną nie oglądał. Za to teraz chcieli oglądać 

mnie wszyscy. Tłumy zbierały się od świtu, choć ślub miał się odbyć o trzeciej. 

O dwunastej ulice i uliczki w promieniu dwóch kilometrów od Pałacu Ślubów 

były zapchane napierającą ciżbą, policja próbowała zapanować nad sytuacją, 

ustawiając barierki, żeby zrobić przejście, bo inaczej nie moglibyśmy dotrzeć na 

miejsce i z całej świetnie przygotowanej imprezy wyszłyby nici. Przybyli 

wszyscy. A już na pewno wszyscy rezydenci i przelotni pacjenci mojej słynnej 

Kliniki Prącia, a także czytelniczki „Wyuzdanego Magazynu dla Pań”, nie 

mówiąc o czytelnikach, których nie odstraszał seksistowski tytuł magazynu. 

Według ostatnich sondaży mężczyźni stanowili czytelniczą większość. Jednak 

większość gapiów stanowili fani „Pytania o pytę”, mojego słynnego programu 

telewizyjnego, wciąż bijącego rekordy oglądalności. Dziś, zamiast siedzieć tępo 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

przed telewizorami, wylegli na ulice miasta. Niektórzy wdrapali się na pobliskie 

dachy, kto mógł stawał w oknach i na balkonach, choć za miejsca na balkonach, 

z których widać było trasę przemarszu ślubnego orszaku, trzeba było płacić 

ponoć pięćset złotych, a tuż przed trzecią cena wzrosła do tysiąca, 

najodważniejsi zajęli miejscówki na kolumnie Zygmunta, reszta tłoczyła się 

zbyt nisko, żeby móc zobaczyć cokolwiek. Albo zbyt daleko, bowiem tłum 

ostatecznie wypełnił sobą nie tylko Rynki Starego i Nowego Miasta, ale także 

całe Krakowskie Przedmieście aż po pomnik Kopernika. Było wiele bliskich mi 

osób: mama, tata, brat i mój były mąż ze swoją nową żoną, nawet Julka 

przyjechała z Rwandy, gdzie nadal ratowała goryle górskie przed wyginięciem. 

W końcu ślub matki to jest wydarzenie, a mój ślub był wydarzeniem na skalę 

kraju, jeśli nie Unii Europejskiej. Nie będę o nim opowiadać, bo wszystko już 

zostało wielokrotnie opowiedziane w telewizji, w radiu i we wszystkich 

gazetach. „Bardzo Elegancki Magazyn dla Pań” zrobił nawet specjalny dodatek 

z najpiękniejszymi zdjęciami z naszego ślubu, na który przybyły ważne osoby z 

telewizji i pozostałych mediów oraz przedstawiciele sfer rządowych. Był Ormel, 

Piecuchow, pani Wołek, a także Bardzo Ważna Osoba z Telewizji, która skryła 

się dyskretnie pod woalką, gdyż w obawie przed atakiem fanów i chętnych do 

pracy w telewizji choćby po jej trupie wolała wystąpić incognito. W tłumie 

widziano ponoć Dodę, jak w natchnieniu przekazywała bliźnim znak pokoju. Są 

nawet tacy, którzy gotowi byli przysiąc, że mignęła im panna Cichołapka we 

własnej osobie, co potwierdzają liczne zdjęcia. Wszyscy chcieli zobaczyć, jak 

wyglądam jako panna młoda, i było warto, bo w sukni Narciso Rodrigueza 

prezentowałam się niezwykle korzystnie. Jedynie Beba mogłaby mnie przyćmić 

i rzeczywiście przyćmiła, co nieco mnie wkurwiło. Gdy stanęła w kolejce do 

składania życzeń, otoczył ją wianuszek kobiet i mężczyzn, którzy wpatrywali się 

w nią z zachwytem i spijali z jej ust każde słowo, chwytali w locie każdą perełkę 

ś

miechu, a niektórzy robili to, stojąc tyłem do mnie. Najchętniej złożyłabym 

chorobliwe zainteresowanie Bebą na karb jej podwójnej łechtaczki, którą wabiła 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

mężczyzn, a od jakiegoś czasu również kobiety, ale na własne oczy widziałam, 

ż

e nie tylko o to chodzi. Beba wyglądała prześlicznie. Zawdzięczała to sukni 

Rochas, którą kupiła specjalnie na mój ślub, o czym poinformowała mnie 

kilkakrotnie takim tonem, jakbym zmusiła ją do takiego wydatku. Jeśli o mnie 

chodzi, wolałabym, żeby te pieniądze przeznaczyła na cele charytatywne, 

zamiast z gołymi plecami obnosić się po moim ślubie jak po własnym. Ale tak 

naprawdę ani Beba, ani nawet ja, choć byłam uwielbiana przez naród, nie 

byłyśmy tu najważniejsze. Owszem, ludzie chcieli zobaczyć, jak wyglądam w 

dniu ślubu i jak wygląda kobieta z dwiema łechtaczkami, dzięki której polskie 

wskaźniki WROW

*

 znalazły się w księdze Guinnessa, ale najbardziej chcieli 

zobaczyć Ogra. Odkąd wiadomość o naszych planach przeciekła do prasy, 

media robiły, co mogły, żeby go dopaść, ale Ogr sprytnie im się wywijał. Przez 

ostatnie tygodnie unikaliśmy miejsc publicznych, zresztą miałam tyle pracy z 

przygotowaniami, że rzadko bywaliśmy razem nawet w łóżku. Jakiś papparazzo 

przyłapał mnie w końcu z mężczyzną, ale to jak zwykle był P., z którego rad 

korzystałam, kompletując ślubną garderobę, bo P. zna się na modzie jak nikt 

inny. Gdy następnego dnia zobaczył swoje zdjęcie w „Prymitywnym Akcie”, 

był wstrząśnięty.  

– Widziałaś? – zapytał drżącym głosem. – Jak ja wyglądam! Zrobili mi zdjęcie z 

lewego profilu, chociaż prawy mam lepszy. I czemu nos mi tak błyszczy? W 

dodatku napisali, że wkrótce mamy się pobrać. I co teraz będzie z Bartkiem? 

Wreszcie zaczęło się między nami układać, nauczyłem się tolerować jego 

szczoteczkę do zębów i skarpetki w swoim domu, bez słowa znosiłem jego 

głupie komentarze przy telewizji, i przez to, że zachciało ci się ślubu, mój 

związek legnie w gruzach!  

– Wytłumacz Bartkowi, że to przez pomyłkę.  

                                                 

*

 Rekordowy wskaźnik WROW (skrót od wielokrotny równoczesny orgazm wielokrotny) został osiągnięty już. 

w „Wojnie żeńsko–męskiej i przeciwko światu” (przyp. red.)  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

– Jak mam mu wytłumaczyć, kiedy wyprowadził się, nim wstałem, i wyłączył 

telefon. A poza tym sama mówiłaś, że porządny człowiek nigdy się nie 

tłumaczy. 

Musiałam zatem zdementować plotkę, że P. jest moim narzeczonym. Ogłosiłam 

to w prasie, radiu i telewizji, żeby mieć pewność, że wiadomość dotrze do 

Bartka. Obiecałam narodowi, że Ogr pokaże się publicznie, ale dopiero podczas 

ceremonii. Większość ludzi przyszła na ślub ze względu na niego. Chcieli  

zobaczyć, kogo wybrała kobieta, która jak żadna inna zna się na męskiej duszy. 

Kim jest ten, który przeszedł zwycięsko test wielokrotnego badania prącia. Czy 

to nie on powinien zostać prezydentem, a przynajmniej premierem lub 

Marszałkiem Sejmu? Albo chociaż Balcerowiczem, skoro ten musi odejść? Ogr 

z pewnością świetnie by sobie poradził z naszą gospodarką. W końcu prawie 

każdy Polak wie, co należy zrobić, żeby było lepiej. Nie musi nawet być 

ekonomistą, wystarczy, że jest mężczyzną i ma jakieś grono słuchaczy. Choćby 

to była tylko żona i dzieci. A Ogr naprawdę był ekonomistą, co w połączeniu z 

jego warunkami psychofizycznymi mogłoby przynieść rewelacyjne efekty 

gospodarcze. Był wspaniały. Cudowny. Był mój i niech tak zostanie aż do 

ś

mierci, myślałam, mówiąc niemal sakramentalne „tak”, ubrana w długą 

bordową suknię z kapturem, za to ze śmiałym rozcięciem z przodu. Ogr miał na 

sobie garnitur Prady, w którym wyglądał tak pięknie jak Diabeł Tasmański w 

garniturze Helmuta Langa, co bym tym łatwiejsze, że Diabeł wyglądał 

nieszczególnie, gdyż był załamany.  

– Pati, mam nadzieję, że nie okażesz się mieszczką bez fantazji – szepnął 

podczas składania życzeń i delikatnie ugryzł mnie w ucho.   

Poczułam jego zapach, „Black Cashmere” Donny Karan, to zawsze mnie bierze.  

– Zapomnij, musisz znaleźć inną Diablicę – powiedziałam z całym 

przekonaniem, acz nie bez wysiłku. Moje wspomnienia z posłania rudej suki 

były jeszcze gorące, ale miałam jasność. Przecież nie po to wychodzę za mąż, 

ż

eby zdradzać męża, pomyślałam i przysunęłam się bliżej Ogra, lecz on mnie 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

nie widział. Od dziesięciu minut przyjmował życzenia od Beby, która z 

wdziękiem uwiesiła mu się na szyi i zanosiła się perlistym śmiechem.   

 

Noc poślubna przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Jak to możliwe, skoro 

kochaliśmy się już tyle razy? Ale po raz pierwszy jako mąż i żona. Świadomość, 

ż

e odtąd sami musimy sobie wystarczyć, jak Red Bull dodała nam skrzydeł. Tej 

nocy mieliśmy wszystko. Bliskość, czułość i odrobinę perwersji zawartą w 

naszym ulubionym seksie analnym. Z pewnością nie byłam mieszczką bez 

fantazji, choć zamierzałam być wierna mężowi. Wykonaliśmy kilkadziesiąt 

figur, z których część była możliwa tylko dzięki temu, że przez kilka lat 

uprawiałam jogę i jak Sandra Bullock umiałam się zwijać w precelek, zaś Ogr 

był tak silny, że potrafił to robić godzinami, nie uwalając się na mnie. 

Ostatecznie o piątej nad ranem osiągnęliśmy imponujący wskaźnik WROW 28 i 

to nie licząc orgazmów rudej suki, która próbowała co jakiś czas do nas 

dołączyć, aż musieliśmy ją wyprosić z sypialni. Ale nie to było najważniejsze. 

Najważniejsza jest miłość, myślałam, oddając Ogrowi oprócz ciała duszę, a on 

nie pozostał mi dłużny. Czułam, jak jego dusza wraz z oddechem wślizguje się 

we mnie, wypełnia mnie od środka i uderza do głowy razem z szampanem, 

który najpierw piliśmy z kieliszków, potem Ogr pił go z mojego bucika, a ja z 

jego pępka, zaś pozostałe 42 butelki Moet&Chandon wlaliśmy do wanny i 

wzięliśmy kąpiel. W końcu ta noc była pierwszą nocą naszego małżeństwa, 

tworzyła podwaliny pod tysiące nocy, pod miłość, wierność i uczciwość 

małżeńską, którą ślubowaliśmy sobie nawzajem.  

 

Szampan na bankiecie, potem kilka drinków, znów szampan, potem kąpiel w 

szampanie, kilka godzin pieprzenia, dziwne, że rano w ogóle wstałam, choć nie 

bardzo wiedziałam, jak się nazywam. Coś w środku rozsadzało mi czaszkę, 

może to ptak dodo próbował wykluć się z mojego mózgu, gładkiego jak 

skorupka jaja. Ale nie, to jakaś myśl próbowała się przebić do mojej 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

10 

ś

wiadomości, jakby nie mogła spokojnie poczekać, aż dojdę do siebie. Nagle 

dotarło do mnie, co się stało. Nic dziwnego, że po takiej nocy nie wiedziałam, 

jak się nazywam, bo nie nazywałam się już tak samo. Od wczoraj nie byłam 

Barbarą Patrycką, tylko Barbarą Ogr, co wydało mi się straszne. Jakbym umarła. 

Co prawda żyłam, ale czy to na pewno byłam ja? Uszczypnęłam się, żeby to 

sprawdzić. Zabolało, ale którą? Patrycką czy Ogr? A niby czym one się różniły? 

Czy będę musiała zmienić się jako żona Ogra? Właśnie teraz, gdy w końcu 

polubiłam siebie, bo wszystko zaczęło mi się układać? Nie, nie chcę się 

zmieniać. Zostanę sobą. Tylko po co ta zmiana nazwiska? Prawdę mówiąc, ja jej 

nie chciałam. Przez wiele dni Ogr musiał mnie do niej przekonywać. I nie 

przekonał, ale to już nie miało znaczenia, skoro to zrobiłam. Jak ja mogłam to 

zrobić? To nienormalne, żeby nagle, w którejś tam wiośnie, a bardziej jesieni 

ż

ycia, stać się kimś innym. Czemu nie zastosowaliśmy ruchu połowicznego, 

który pozwoliłby mi zachować tożsamość, a nawet ją nieco wzbogacić?  

Przecież mogłabym się nazywać Barbara Patrycka–Ogr i komu by to 

przeszkadzało? Ogrowi. To była jego jedyna prośba przed ślubem, co podkreślał 

kilka razy, jakby to, że jest jedyna, zmniejszało jej absurdalność.  

– Zrób to dla mnie – prosił. – To moja jedyna prośba. 

– Ogr, przecież to bez sensu. Ja nazywam się Barbara Patrycka, a nie Ogr, nie 

rozumiesz tego?  

– Wtedy uwierzę, że naprawdę mnie kochasz. 

– To szantaż, Ogrze, albo coś w tym rodzaju. Może masz jakieś argumenty? 

– To nazwisko twojego męża, a nie twoje własne – stwierdził w końcu. 

– Od dwudziestu paru lat jest moje. Ja jestem Barbara Patrycka. To nazwisko 

nosi moja córka. Pod tym nazwiskiem prowadzę rozległą działalność 

zawodową. Pod tym nazwiskiem mnie pokochałeś, więc czemu chcesz to 

zmienić? Chcesz mi zabrać moją tożsamość? 

– Gdybyśmy krzesło nazwali stołem, to czy zmieniłoby się od tego? Dalej 

będzie tym samym krzesłem, więc co to szkodzi, jak je nazwiemy?  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

11 

– Ale ja jestem krzesłem! Dlaczego nazywać mnie stołem? 

– Bo masz być moją żoną. Jeśli się zgodzisz, to uwierzę, że naprawdę mnie 

kochasz. Tak jak swojego pierwszego męża, dla którego zmieniłaś nazwisko.  

– Ale jego już nie kocham.  

– A mimo to chcesz zachować jego nazwisko.  

– To moje nazwisko, a nie jego.  

– Chciałbym, żebyśmy nazywali się tak samo, czy to tak trudno zrozumieć?  

– Żebyśmy byli prawdziwym małżeństwem, a nie jakąś nowoczesną parą, która 

nim się pobierze, już pisze intercyzę. 

– No właśnie, może byśmy spisali intercyzę? – zaproponowałam nieśmiało. 

– Zwariowałaś? Przecież ja nic nie mam. Mieszkanie i samochód zostawiłem 

Majce. Z tobą chcę zacząć wszystko od nowa. 

Ja co prawda miałam majątek i to całkiem spory, ale nie wracałam już do 

intercyzy. Za to Ogr wciąż wracał do nazwiska. W końcu wpadłam na pomysł, 

ż

eby to on nazywał się Patrycki. Wtedy też będziemy nazywać się tak samo, 

skoro to takie ważne. Obraził się, a następnego dnia znowu zaczął mnie 

przekonywać. W końcu uległam, bo czego się nie robi, żeby uszczęśliwić 

człowieka, którego się kocha? Ale żeby zmieniać nazwisko? Teraz ta zmiana 

wydawała mi się przerażająca. Jak ja mogłam się na to zgodzić? To pytanie 

tłukło mi się po głowie jak przerażone pisklę, które właśnie wykluło się z jaja i 

nawet nie wie, jak się nazywa. Ja już niestety wiedziałam. Nazywałam się 

Barbara Ogr. Wysikałam się i poszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki. Na 

dolnej półce stała puszka groszku. I już. Koniec, nic więcej. Nic dziwnego, bo 

ostatnio miałam tyle pracy, że nie myślałam o jedzeniu. Zresztą o jedzeniu w 

ogóle starałam się nie myśleć, chcąc zachować tę cudowną linię, którą od 

jakiegoś czasu udawało mi się zachować. Ale teraz byłam głodna jak wilk, 

wstawiłam kawę i zaczęłam otwierać puszkę.  

– Robisz śniadanie, królewno? – O Boże, to pytanie zabrzmiało tuż przy moim 

uchu. Ogr wstał jak zwykle radosny i pełen nadziei na kolejny wspaniały dzień, 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

12 

który rozpocznie się od obfitego śniadanka. Starym zwyczajem chciałam mu 

odpowiedzieć, że nie jestem jego żoną, a on nie jest u siebie w domu, ale dotarło 

do mnie, że to już nieprawda. Byłam jego żoną, a moje mieszkanie stało się 

naszym domem.  

– Tak, kochanie – odpowiedziałam słodko. – Ale jest tylko groszek. Możemy go 

zjeść na spółkę.  

– A może zrobisz omlet z groszkiem? Albo naleśniki?  

– Omlet? Czy ty czasem nie przesadzasz? A skąd wezmę jajka? Chyba że użyję 

twoich – powiedziałam, żeby skierować rozmowę w rejony, w których czułam 

się bardziej kompetentna. Ujęłam delikatnie jego jądra i zaczęłam pieścić, co 

sprawiło, że szybko zapomniał o jedzeniu, ale gdy skończyliśmy, wrócił do 

tematu.  

– Chodź, pojedziemy na zakupy. Przecież musimy mieć w domu coś do 

jedzenia.  

Prawdę mówiąc, wcale tak nie uważałam. W każdym razie nie uważała tak 

Barbara Patrycka, ale ja byłam świeżo narodzoną Barbarą Ogr, więc się potulnie 

zgodziłam, bo czego się nie robi dla swojego męża. 

 

Po raz pierwszy od wieków miałam wakacje. Co prawda Kliniki Prącia na nasz 

miodowy tydzień nie udało się zamknąć ze względu na głośne protesty 

rezydentów, ale odwołałam nowe przyjęcia. W oczekiwaniu na mój powrót 

rezydenci musieli zadowolić się konsultacjami u moich asystentek, z których 

jedna była wybitnie uzdolniona. Niektórzy pacjenci twierdzili nawet, że ma usta, 

które kto wie, może kiedyś dorównają moim? Takie pomysły były mi nie w 

smak. Dlatego od jakiegoś czasu znów prowadziłam badania organoleptyczne 

osobiście, aby przypomnieć pacjentom o cudownych właściwościach moich ust. 

I rzeczywiście, ci, którzy dostąpili kontaktu z nimi, natychmiast przyznawali, że 

usta asystentki są zaledwie srebrne, drugie badanie zwykle starczało, by w ogóle 

zaprzestali głupich porównań. Chciałam, żeby moje słynne złote usta przeszły 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

13 

do historii jako jedyne i tuż przed ślubem ich pozycja znów była niezagrożona. 

Przez ten tydzień sytuacja mogła się trochę zmienić, ale byłam spokojna. 

Wiedziałam, że po kilku dniach intensywnych ćwiczeń z Ogrem moje usta bez 

wysiłku przyćmią usta asystentki i odzyskają należną im sławę. Oczywiście 

cieszyłam się, że asystentka jest zdolna i potrafi zająć się pacjentami, ale to ja 

byłam właścicielką i królową Kliniki Prącia i nie miałam zamiaru dać się 

zdetronizować. Jeśli chodzi o telewizję, zaniechanie codziennej emisji „Pytania 

o pytę” nie wchodziło w grę, gdyż program nadal bił rekordy oglądalności i 

przynosił milionowe zyski. W tym tygodniu zamiast programów na żywo 

widzowie mogli oglądać powtórki programów, które wzbudziły największe 

emocje. Ale jeszcze większe emocje wzbudził nasz ślub, zwiększając moją 

popularność do granic szaleństwa na miarę księżnej Diany. Aby szaleństwo to 

skanalizować i przy okazji czerpać z niego zyski za pośrednictwem telefonii 

komórkowej, KRRiT ogłosiła konkurs na najpiękniejsze życzenia ślubne dla 

Młodej Pary, choć muszę przyznać, że określenie młoda w naszym przypadku 

było nieco na wyrost, a właściwie na pomniejsz. Zwycięzca konkursu miał 

dostać srebrnego Lexusa GS 450h. Był to pierwszy w świecie luksusowy sedan 

z napędem hybrydowym. Jego wartość trudno było przecenić, bowiem do 

nieznanej jeszcze ceny należałoby dodać kilka zapierających dech parametrów: 

340 KM, niecałe sześć sekund do setki, przejście od 80 do 120 poniżej pięciu 

sekund. Z moich szacunkowych obliczeń wynikało, że ten model Lexusa ma 

moc pięciokrotnego powiększania prącia i to zarówno w oczach właściciela, jak 

i jego kochanek, których liczba już w pierwszym tygodniu posiadania 

samochodu wzrasta dziesięciokrotnie, a ich wiek obniża się alarmująco. 

Samoakceptacja i siła ego właściciela wzrastają sześciokrotnie. Ten model 

Lexusa działa równie mocno, gdy właścicielką jest kobieta. Nie dość, że 

pięciokrotnie wysmukla jej odbicie w lustrze, trzykrotnie zwiększa jędrność 

ciała oraz siedmiokrotnie podnosi ogólny poziom samoakceptacji i zadowolenia 

z życia, to jeszcze dwukrotnie obniża jej wiek w oczach kochanków, których 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

14 

liczba wzrasta bez umiaru, a ich młodzieńczy entuzjazm wyrównuje z nawiązką 

braki doświadczenia. Fundatorem tej wspaniałej nagrody była jak zwykle słynna 

firma Wafel z wieloletnią tradycją, która jeszcze w „Whose is chuj?” 

obdarowywała rodziny bohaterów kuferkami pełnymi słodyczy, a w konkursie 

na nazwę nowego programu ufundowała czerwone ferrari, dzięki któremu autor 

zwycięskiego „Pytania o pytę”, 78–letni Jan B. z Kalisza, mógł 

zrekompensować sobie dotychczasowe trudy życia z wyjątkowo małym 

prąciem. Przy tej okazji firma Wafel zasłynęła z niezwykłej hojności, dołączając 

do samochodu pokaźne kuferki ze słodyczami dla całej licznej rodziny pana 

Jana, którego małe prącie nie ograniczyło płodności małżonki. Niestety, 

czerwone ferrari nie przysłużyło się dobrze rodzinie pana Jana, z 

niecierpliwością czekającej na jego powrót z Warszawy. Pan Jan nie wrócił. 

Czerwone ferrari uwiozło go w siną dal wraz z kuferkami przeznaczonymi dla 

rodziny, która wystąpiła do sądu przeciwko firmie Wafel za odebranie jej ojca, 

męża, dziadka i pradziadka w jednym. Owa sprawa w niczym nie zaszkodziła 

renomie firmy Wafel z wieloletnią tradycją, bowiem sąd oczyścił ją z wszelkich 

zarzutów, a członkowie rodziny dostali na otarcie łez kilka pokaźnych kuferków 

ze słodyczami, tym razem do rąk własnych. Ale niedawno prasa przypomniała 

tę sprawę w sposób mniej życzliwy. Nad firmą Wafel zaczęły zbierać się czarne 

chmury. Stała obecność firmy Wafel w programach telewizyjnych o najwyższej 

oglądalności przyczyniła się do jej imponującego rozwoju, bowiem w mózgach 

widzów obydwu programów wytworzyło się stałe łącze między przyjemnością 

czerpaną z oglądania programu a wyrobami firmy Wafel. Swoje odwieczne 

dążenie do przyjemności ludzie podświadomie zaczęli zaspokajać konsumpcją 

wafelków, pierniczków, batonów, a także słynnej mieszanki czekoladowej, 

coraz rzadziej sięgając po wyroby innych firm. I nie byłoby w tym nic 

niepokojącego, bo na swoją pozycję rynkową firma Wafel w pełni zasługiwała, 

inwestując w promocję i reklamę, gdyby nie ostatnie badania konsumenckie. 

Doprowadziły one do wykrycia niepożądanego skutku ubocznego powstania 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

15 

owego zdawałoby się nieszkodliwego skojarzenia wyrobów firmy Wafel z 

przyjemnością seksualną, przeżywaną podczas oglądania najpierw „Whose is 

chuj?”, a teraz „Pytania o pytę”, gdzie monstrualne prącia ukazywały się na 

telebimie z logo firmy. Otóż skojarzenie pobudzenia seksualnego z 

wyśmienitymi wyrobami firmy Wafel nie tylko zwiększało popyt na te wyroby, 

ale drastycznie zmniejszało ochotę na seks, bowiem zamiast tracić czas i energię 

na te wszystkie ewolucje łóżkowe, ludzie coraz częściej zaspokajali popęd 

płciowy batonem lub wafelkiem. Doprowadzało to do rozpaczy przywódców 

narodu, którzy, chcąc zyskać poparcie LPR i utrzymać swoją pozycję, 

wprowadzili becikowe w wysokości tysiąca zł dla każdej matki, zachęcając do 

rodzenia dzieci tych, których nie stać było na ich utrzymanie, rozśmieszając 

tych, których stać było na samodzielne podjęcie decyzji o powiększeniu rodziny, 

a obciążając kosztami nas wszystkich, co dodatkowo nie sprzyjało decyzjom o 

posiadaniu potomstwa. Wprowadzano więc coraz to nowe regulacje 

prorodzinne, działające zwykle z przeciwnym skutkiem i zmniejszające szanse 

kobiet na rynku pracy. Ufundowanie nagrody za najpiękniejsze życzenia dla 

młodej pary stwarzało firmie Wafel szansę na włączenie się w obowiązujący 

nurt polityki prorodzinnej i odsunięcie od siebie podejrzeń o sprzyjanie 

egoistycznemu zajadaniu popędu seksualnego słodyczami, co robiło całe 

społeczeństwo. My z Ogrem byliśmy chlubnym wyjątkiem, bowiem najchętniej 

nie wychodzilibyśmy z łóżka. Może dlatego, że pieprzyliśmy się bez przerwy i 

nie mieliśmy czasu na oglądanie telewizji.  

 

Tydzień miodowy spędziliśmy w domu. Ogr tak chciał, bo jest domatorem i w 

nowym domu chciał się zadomowić. Ja wolałabym co prawda gdzieś wyjechać, 

ale najważniejsze, że byliśmy razem. Zrobiliśmy ogromne zakupy i 

zamknęliśmy się w sypialni, aby w tydzień przeżyć to, co innym zajmuje 

miesiąc. Naszym jedynym zadaniem było wyłonienie życzeń, których autor 

zasługiwałby na Lexusa GS 450h. W pierwszej chwili wydało nam się, że 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

16 

będzie to przyjemność, która w niczym nie zakłóci, a jedynie uwzniośli 

obowiązki małżeńskie, a przynajmniej wypełni przerwy na regenerację. 

Telewidzowie zostali poinformowani, że koszt jednego SMS–a wynosi 4,80 plus 

VAT, w kraju, mimo zmiany ekipy rządzącej, utrzymywał się wysoki poziom 

bezrobocia, a i tak SMS–y przychodziły bez przerwy. Pierwszy dzień 

miodowego tygodnia przeżyliśmy w błogiej nieświadomości tego faktu, gdyż 

SMS–y nie przychodziły na moją komórkę, lecz do telewizji, skąd kierowano je 

do mojej skrzynki mailowej. Gdy drugiego dnia do niej zajrzałam, okazało się, 

ż

e jest pełna, choć ma pojemność 500 gigabajtów. Aby opanować sytuację, 

musieliśmy natychmiast wziąć się do czytania. Leżąc w łóżku z laptopem i rudą 

suką, czytaliśmy ciągle przychodzące życzenia, nie było czasu na wstawanie. O 

seksie w naszym tygodniu miodowym musieliśmy zapomnieć! Telewidzowie 

wykazali się jak zwykle dużą pomysłowością, choć trzeba przyznać, że 

większość życzeń to były w kółko powtarzające się te same banały. Najwięcej 

było oczywiście „najlepszych życzeń na nowej drodze życia”. Drugie miejsce 

zajęło staropolskie „szczęść Boże młodej parze”, trzecie miejsce to „sto lat w 

zdrowiu i miłości”. Myślę, że ludzie po prostu chcieli nam dobrze życzyć i to 

było ważniejsze od wygranej, bo chyba nie liczyli na to, że w ten sposób 

zdobędą Lexusa. Niektórzy próbowali wyrazić swoje życzenia wierszem, 

sięgając do ogranych konceptów w rodzaju:  

 

Na górze róże, na dole fiołki 

Kochajcie się Ogrze z Basią, 

jako dwa aniołki.  

 

Albo: 

 

Dwa serca złączone,  

klucz rzucony w morze,  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

17 

nic was nie rozłączy, 

Barbaro i Ogrze.  

 

Trochę wierszy było bardziej oryginalnych, co nie znaczy, że lepszych. Aby 

udowodnić, że nie jestem zbyt surową sędzią, przytoczę parę przykładów:  

 

Koneserko prącia, żebyś go kochała,  

kiedy już nie będzie stawała mu pała.  

 

Albo  

 

Ogr Ogrowi 

oka nie wykole,  

niech wam życie płynie 

gładko jak po stole.  

 

Albo:  

 

Ogier i Barbara  

to przepiękna para,  

niech was zawsze łączy  

ostre barabara.  

 

Baliśmy się, że z tego zalewu nieporadnych banałów nic nie uda nam się 

wyłowić. Chcieliśmy już sami wysłać sobie jakieś zgrabne życzenia, aby nie 

dopuścić do zmarnowania się Lexusa GS 450h, ufundowanego przez firmę 

Wafel, ale w końcu udało nam się natrafić na kilka smakowitych kąsków, które 

jednak nie spełniały podstawowego kryterium. Choć mniej lub bardziej odnosiły 

się do nas, trudno było w ich treści dopatrzyć się życzeń:   

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

18 

 

Pewna Barbara z Warszawy  

umiała czytać nie z kawy,  

lecz z prącia vel z kutasa.  

Może to nowa rasa,  

która chuje bada dla wprawy?  

 

Za sprawą prącia z plastiku 

Ogr został wybrany z bezliku, 

Teraz w strasznej jest biedzie, 

no bo jeśli zawiedzie,  

to dużo będzie krzyku.  

 

Ladacznica z Warszawy się zmyła  

na jej miejsce żona się zjawiła,  

lecz niech Ogr się nie dziwi, 

niech się w łóżku nie krzywi,  

że choć żona to w miłości wprawiona.  

 

Dla Barbary Patryckiej z Warszawy 

Los okazał się bardzo  łaskawy. 

Męża dobrze wybrała, 

gdyż z prącia czytać umiała 

Jak wróżki czytają z kawy.  

 

Pewnej Barbarze z Warszawy 

Z Ogrem było do twarzy 

Więc go wzięła za męża 

Niech się Ogr nie natęża 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

19 

Byle dobrze umiał się parzyć. 

 

W niektórych limerykach przy odrobinie dobrej woli można było dopatrzyć się 

ż

yczeń, a przynajmniej rad na nową drogę życia:  

 

Jaka piękna młoda para 

Jurny Ogier i Barbara  

Niech się razem starzeją 

Niech im włosy siwieją,  

i niech zawsze u nich gra gitara.  

 

To naprawdę wspaniała nowina  

Wspólne życie się dla was zaczyna.  

A że miłe złego początki 

Odczyniajcie uroki co piątki 

Żeby koniec był słodszy od wina.  

 

Były też takie wiersze, w których życzenia po prostu były i nie musieliśmy się 

ich specjalnie doszukiwać:  

 

Księżniczko wśród kutasów, 

królowo naszych pyt,  

niech mąż Cię uszczęśliwi,  

inaczej będzie wstyd.  

 

Albo:  

 

Widziała Baśki gała 

Kogo Baśka wybrała,  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

20 

więc niech ją wychędoży  

Ogra cudowna pała.  

 

W pierwszej chwili te wierszyki mi się spodobały, ale Ogr przekonał mnie, że są 

złe, bowiem życzenia szczęścia powinny się odnosić do nas obojga. W ogóle 

szybko okazało się, że do oceniania wierszy nie jestem wystarczająco 

kompetentna. Na szczęście Ogr spokojnie mi tłumaczył, które wiersze powinny 

mi się podobać. Nie zawsze się z nim zgadzałam, ale przecież nie będę kłócić 

się podczas miodowego tygodnia, zwłaszcza że mój cudowny, wspaniały Ogr 

był trochę naburmuszony. Chyba właśnie dlatego, że większość życzeń odnosiła 

się do mnie. Starałam mu się wynagrodzić to uległością, która wyraźnie dobrze 

na niego działała. Po każdym „Tak, kochanie, masz rację, że też ja tego sama nie 

zauważyłam”, odzyskiwał na chwilę dobry humor. Tylko dwukrotnie 

próbowałam go przekonać, gdy znalazłam wiersze, które sprawiły mi 

największą przyjemność. Oto one: 

 

Ogr i Barbara  

to dobrana para.  

Niech Barbara go nęci,  

niech on wciąż czuje chęci  

i niech dzieci mają co niemiara.  

 

W Warszawie jak nigdzie na świecie  

Barbarę taką znajdziecie 

Co czyta z kutasa 

Uwielbia ją prasa 

Więc niech z Ogrem mają piękne dziecię.  

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

21 

Wzruszyło mnie, że dzięki sowicie opłacanym staraniom doktora Noszczyta i 

korzystnemu oświetleniu w telewizji ludzie nie wiedzą, ile mam lat, i myślą, że 

mogę jeszcze urodzić dziecko. Wiem, że zdarza się to kobietom w moim wieku, 

ale nie dużo częściej niż lądowanie człowieka na Księżycu. Chciałam, żebyśmy 

wybrali któryś z tych wierszy, ale Ogr stwierdził, że podobają mi się z powodów 

pozamerytorycznych, których nie powinniśmy brać pod uwagę.  

– Wiersz, który wybierzemy, musi przemawiać do całego narodu, a nie 

schlebiać twojej próżności – obwieścił uroczyście i przekonał mnie, że stojąc u 

progu IV Rzeczpospolitej powinniśmy kierować się względami patriotycznymi. 

Ostatecznie wybraliśmy utwór, który pokazywał, że nie musimy mieć 

kompleksów wobec innych krajów Unii Europejskiej i zachęcał do obrony 

polskości.  

 

U nas także jak w Madrycie  

Można mieć szczęśliwe życie 

Jest z was para wybrańców 

Więc brońcie polskich szańców 

Niech wam życie płynie jak po pycie. 

 

Informację o naszym wyborze przesłaliśmy Bardzo Ważnej Osobie z Telewizji. 

Już następnego dnia autor wiersza miał zostać przedstawiony nam i całemu 

narodowi podczas wyjątkowo uroczystego programu „Pytanie o pytę”.  

 

Miodowy tydzień był cudowny, ale dobrze, że się wreszcie skończył. Bliski 

kontakt z mężem to fantastyczna sprawa, już samo słowo mąż brzmi 

fantastycznie, jeżeli akurat ma się męża i jeszcze nie myśli się o rozwodzie, ale 

tydzień w łóżku może zmęczyć. Zwłaszcza że nie mieliśmy czasu na seks, bo 

musieliśmy zajmować się życzeniami. Po kilku dniach miałam już dosyć roli 

dziewczynki, która nie wie, co jej się podoba. W końcu to ja, Barbara Patrycka, 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

22 

teraz Ogr, jednym ruchem ręki potrafiłam ocenić faceta, a co dopiero wiersz z 

ż

yczeniami. Wstyd się przyznać, ale wyjście do pracy sprawiło mi przyjemność. 

Pacjenci też bardzo się ucieszyli, że już jestem. W prezencie ślubnym dostałam 

od nich odlew moich ust wykonany ze szczerego złota z chwytającym za serce 

napisem: „Złotoustej Królowej Kliniki Prącia – wdzięczni pacjenci”.  Szybko 

otrząsnęłam się ze wzruszenia i wzięłam do pracy. Wizyty pacjentów wciągnęły 

mnie wyjątkowo, może dlatego, że od tygodnia brakowało mi seksu. Z zapałem 

przeprowadzałam wywiady i badania organoleptyczne, wprawnym ruchem 

doprowadzałam do wzwodu nawet członki wieloletnich impotentów, a jeśli było 

to niezbędne, a przynajmniej wskazane, z przyjemnością uciekałam się do 

mojego słynnego liźnięcia rowka zażołędnego, którego widoczne skutki 

utrzymywały się czasem tygodniami, tym jednak różniąc się od zwykłego 

priapizmu, że uporczywej erekcji towarzyszyła rozkosz, a nie ból. W każdym 

razie rozkosz była silniejsza od bólu i gdy minęła wraz ze wzwodem, pacjenci 

nie marzyli o niczym innym, niż żeby ten numer powtórzyć. Tu znowu byłam 

kimś, bo przyznaję, przez ostatnie dni z Ogrem czułam, że moje ego kurczy się 

codziennie odrobinę, a przez to i moje ciało traciło jędrność, jakbym nie była 

posiadaczką pięknie rozwiniętego konta w banku, dużego mieszkania na 

Mokotowie i dwóch niezłych samochodów. Wprawdzie były to tylko delikatne 

sygnały wiotczenia duszy i ciała, coś jak dekumescencja prącia, jednak 

ostrzegały mnie, że nawet kobieta sukcesu łatwo zatraca się w bliskiej relacji z 

mężczyzną, więc postanowiłam mieć się na baczności. Dobrze, że miałam 

klinikę, dzięki której szybko odzyskałam wiarę w siebie. Z każdym rosnącym 

penisem moje ja też odrobinę rosło, ciało jędrniało, pod koniec przyjęć znów 

czułam się królową fallusów. Byłam młoda, atrakcyjna i kompetentna. 

Wsiadłam do samochodu i zręcznie manewrując po zatłoczonych ulicach, 

udałam się do telewizji, gdzie Ogr już na mnie czekał.   

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

23 

Ten odcinek „Pytania o pytę” miał być zupełnie inny niż zwykle. Dzisiaj my z 

Ogrem byliśmy jego bohaterami, chociaż Ogr nieco bardziej, bo to jego prącie w 

kulminacyjnym momencie miało ukazać się na telebimie z logo firmy Wafel. Ze 

względu na wyjątkowo uroczysty charakter programu, Piecuchow nie prowadził 

go sam, lecz z samą panią Wołek, ubraną w podkreślającą jej piękne kształty, 

długą i powłóczystą suknię Teresy Sedy. Piecuchow też był wyjątkowo 

elegancki, miał na sobie garnitur Sunset Suit, tyle że nieco wymięty. Na 

początku prowadzący zadawali Ogrowi i mnie pytania, które miały sprawdzić, 

czy dobrze się znamy, tak jak w programie „Moja krew”. Piecuchow pytał na 

przykład: Co Basia lubi najbardziej? I każde z nas miało napisać odpowiedź, 

która była widoczna dla wszystkich, tylko nie dla nas nawzajem. Ja napisałam 

seks, Ogr napisał seks, dostaliśmy punkt, a widownia szalała. Na pytanie pani 

Wołek o moją ulubioną rasę psa obydwoje odpowiedzieliśmy „ruda suka”, 

otrzymaliśmy kolejny punkt, Piecuchow i Wołek gratulowali nam 

entuzjastycznie i cieszyli się jak dzieci. Na pytanie: Co Ogr lubi najbardziej?, 

strzeliłam, że seks, i też było dobrze, a na pytanie, gdzie spędziliśmy tydzień 

miodowy, obydwoje odpowiedzieliśmy, że w łóżku, co spotkało się z aplauzem 

całej widowni. Generalnie wyszliśmy z tego sprawdzianu jako świetnie dobrana 

i znająca się para, co było zgodne z prawdą, bo znaliśmy się już dobre kilka lat, 

a owacjom i uściskom nie było końca. Po przerwie na reklamy przeszliśmy do 

drugiej części programu, najbardziej przypominającej właściwe „Pytanie o 

pytę”, gdzie tym razem pytaliśmy o pytę Ogra. To znaczy ja nie musiałam o nic 

pytać, ale widzowie byli bardzo ciekawi, jak wygląda pyta mojego wybranka. 

Od paru dni w całym kraju trwały zakłady, czy członek Ogra ma długość 20, 25 

czy 30 cm. Większość widzów, szczególnie płci żeńskiej, była przekonana, że 

wie, jak wygląda pyta idealna, choć seksuolodzy ku pokrzepieniu męskich serc 

od lat twierdzili, że wymiary nie mają znaczenia. Z właściwą sobie 

przytomnością umysłów KRRiT postanowiła owe chaotyczne zakłady 

skanalizować i ogłosiła kolejny konkurs SMS–owy. Nagrodą dla mężczyzny, 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

24 

który trafi najbliżej rzeczywistych wymiarów Ogra, miał być tygodniowy pobyt 

w Klinice Prącia, zaś gdyby to kobieta trafiła w prącie idealne, nagrodą miał być 

wspólny tygodniowy pobyt w „Hotelu Wróblewski” w Suwałkach z tym 

rezydentem Kliniki Prącia, którego prącie byłoby najbardziej zbliżone do prącia 

Ogra. Telewidzowie i widzowie w studiu przesyłali SMS–y z wymiarami, ja w 

tym czasie odpowiadałam na pytania pani Wołek i Piecuchowa, dotyczące 

charakteru Ogra. Jak każda świeżo upieczona żona byłam przekonana, że dobrze 

znam swojego męża, choć nie jestem przecież głupią gąską. Opowiadałam z 

zachwytem, że jest on pogodnym, pewnym siebie ekstrawertykiem. Stabilnym 

emocjonalnie, wrażliwym i opanowanym optymistą. Te cechy jednoznacznie 

określały wszystkie parametry jego prącia, ale nikt poza mną nie umiał 

rozszyfrować znaczenia podawanych przeze mnie informacji i ludzie strzelali na 

oślep, kierowani wyłącznie własnymi pragnieniami. SMS–y przychodziły bez 

przerwy i jeszcze przez całą przerwę na reklamy, która ze względu na 

popularność programu wydłużyła się do 45 minut. Po przerwie, podczas której 

pomogłam Ogrowi osiągnąć maksymalny wymiar prącia, asystentki dokonały 

stosownych pomiarów i w końcu doszło do kulminacyjnego momentuprzy 

dźwiękach Marsza Mendelssohna, nawiązujących do naszego ślubu, prącie Ogra 

ukazało się na telebimie. Ogr krzyknął. Zwykle nie patrzę na monstrualne 

prącia, żeby potem nie straszyły mnie po nocach, ale dla prącia Ogra zrobiłam 

wyjątek. I było warto. To było niesłychane. Prącie Ogra było ogromne. W końcu 

zrozumiałam, dlaczego wszyscy mężczyźni chcą, aby ich penis znalazł się na 

telebimie i ich zapału nie studzi nawet fakt, że skromne wymiary rzeczywiste 

ich organów płciowych są jednocześnie podawane do publicznej wiadomości. 

Zrozumiałam, dlaczego kobiety chcą jechać z bohaterem programu do „Hotelu 

Wróblewski” w Suwałkach i nie zważają na ceny SMS–ów. Tu słowa nie miały 

znaczenia, obraz działał z całą mocą. Byłam szczęśliwa, że jestem wybranką 

takiego mężczyzny! Poszłabym za nim na koniec świata. Spojrzałam na niego. 

On też był szczęśliwy. Wpatrywał się w swoje prącie w natchnieniu. Patrzył z 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

25 

niedowierzaniem i miłością. Z dumą i uwielbieniem. Patrzył tak, jak matka 

patrzy na swoje dziecko, które odbiera świadectwo z czerwonym paskiem. Ich 

relacja była tak bliska, że poczułam się zazdrosna. Wzięłam go za rękę, ale Ogr 

mnie nie widział. Dopiero burza oklasków, które zerwały się na widowni po 

dłuższej chwili osłupienia, przywróciła mu świadomość. Rozejrzał się dookoła i 

zobaczył powszechny zachwyt. Kobiety mdlały, dziewczyny szalały, 

publiczność wdzierała się na scenę, miliony ludzi uwierzyły w to, co widziały na 

własne oczy. Że Ogr jest posiadaczem najlepszej pyty w kraju. Ale najgorsze 

było coś, czego nie przewidziałam i do czego nie powinnam była dopuścić. Mój 

dobry, poczciwy Ogr też w to uwierzył! To była jedna z tych perfidnych chwil, 

które sprawiają, że potem nic już nie jest takie jak przedtem, choć wtedy jeszcze 

nie miałam o tym pojęcia.  

 

Ludzie, co to się działo! Fanki wrzeszczały i zrywały z siebie ubranie, a 

mężczyzn nigdzie nie było, jakby ze wstydu zapadli się pod ziemię. Gdyby nie 

policja, nie dalibyśmy rady wyjść z telewizji, do której wkrótce znów mieliśmy 

wrócić, bowiem z powodu ogólnego podniecenia graniczącego z orgazmem 

ogłoszenie wyników konkursu na najpiękniejsze życzenia dla młodej pary 

zostało przełożone na następny dzień. Ja co prawda wolałabym, żeby mój mąż 

nie pokazywał się więcej w telewizji, jeśli to miało budzić takie emocje, ale nikt 

mnie nie pytał o zdanie. Przez cały dzień urywały się telefony, ale dzwoniono 

tylko do Ogra, który nie poszedł do pracy, bo od świtu przyjmował gratulacje, 

wyrazy uznania i zaproszenia na bankiety, wieczory panieńskie i kolacje. 

Czasem trafiał się telefon od mężczyzny, przeważnie z pogróżkami. W telewizji 

przyjęto nas z entuzjazmem, jednak wyraźnie czułam, że to nie chodzi o nas, 

tylko o Ogra. Wszyscy mieli w pamięci jego wielką pytę. O tym, co ja potrafię, 

nikt już nie pamiętał. Za to dziewczyna, która wygrała Lexusa GS 450h, nie 

potrafiła chyba nic poza ułożeniem wierszyka o Madrycie, chociaż patrząc na 

nią, nie byłam wcale pewna, czy ułożyła go bez pomocy rodziców. 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

26 

Zwycięzczynią Konkursu na Najlepsze Życzenia dla Młodej Pary okazała się 

bowiem 18–letnia Adżelika G. z Bolkowa, chuda blondynka z gołym brzuchem, 

w pępku oczywiście kolczyk, uczennica technikum gastronomicznego. I po co 

jej Lexus, skoro nie musiała się wysmuklać ani ujędrniać? I po co jej więcej 

kochanków? Po co jej czuć się lepiej niż się czuje, skoro wyglądała na wyraźnie 

zadowoloną z siebie i z życia? I po co miałaby być jeszcze młodsza? Niech mi 

to ktoś wytłumaczy! Ogr nie mógł, gdyż tłumaczył Angelice, gdzie się wkłada 

kluczyk, który wręczył jej uroczyście Prezes firmy Wafel. Maleństwo nie miało 

prawa jazdy, ale Ogr natychmiast rycersko zaproponował, że ją wszystkiego 

nauczy, jakby był instruktorem PZM–otu, a nie moim mężem. Odetchnęłam z 

ulgą, gdy w końcu udało mi się oderwać go od Andżeliki. Przerwaliśmy kordon 

rozhisteryzowanych wielbicielek Ogra i pod eskortą policji dotarliśmy do domu, 

gdzie dołożyłam wszelkich starań, żeby Ogr o Andżelice zapomniał. Po kilku 

godzinach ostrego pieprzenia zapomniał nawet o tym, że ma piękną pytę, za to 

ś

wietnie pamiętał, kto ma złote usta i inne równie atrakcyjne otwory.   

 

Telefony do Ogra dzwoniły od świtu do nocy, zmieniając nasz przytulny dom w 

centralę telefoniczną. Kiedy Ogr rozmawiał przez komórkę, ja odbierałam 

stacjonarny, kiedy rozmawiał przez stacjonarny, odbierałam komórkę i 

umawiałam go na kolejne spotkania. Ogr udzielał wywiadów, występował w 

programach telewizyjnych i radiowych, jego zdjęcia w ciągu miesiąca pojawiły 

się na okładkach dziewięciu kolorowych magazynów! Byłam dumna, że mój 

mąż stał się bohaterem narodowym i że tak łatwo mu to przyszło. Nie musiał 

nawet, jak pan Sławek Sikora, którego bohaterskie czyny zostały uwiecznione w 

„Długu”, nikogo zamordować, a potem obciąć mu głowy. Nie musiał liczyć na 

łaskę prezydenta, która, wiadomo, na pstrym koniu jeździ i może przyjechać w 

nieodpowiedniej chwili. No bo czy to w porządku, że słuszny akt łaskawości w 

przypadku pana Sikory niemalże przyćmiło ułaskawienie pana Sobotki? Pan 

Sikora miał pewne obiekcje, o czym poinformował nas w wywiadach, ale na 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

27 

szczęście o Sobotce szybko zapomniano i pan Sikora został sam na placu boju, 

czyli we wszystkich mediach. I opowiedział nam w gazetach wszystko to, co i 

tak znaliśmy już z filmu. I jeszcze opowiedział w książce, którą napisał. A teraz 

pisze drugą książkę, już na wolności. Na szczęście nie musi tracić czasu na 

szukanie pracy, bowiem wyraził chęć zostania dziennikarzem i dostał kilka 

propozycji. Inni uczą, się, studiują, terminują, szukają, ale pan Sikora już swoje 

wycierpiał, więc trudno, żeby jeszcze szukał. Zresztą, kto by nie chciał 

pracować z bohaterem narodowym? Żeby tylko pracować! Podobno tysiące 

kobiet marzą o tym, by pocieszyć człowieka, który za dwa głupie morderstwa ze 

szczególnym okrucieństwem tak długo musiał się męczyć w więzieniu. Piszą 

listy, ale pan Sławek na razie chce się nacieszyć wolnością. Jego wspólnika też 

chcą pocieszyć, choć jeszcze musi posiedzieć za kratkami, bo jest mniej 

medialny. Ale co ja tu o panu Sikorze, przecież cały naród zna jego życiorys 

lepiej niż życiorys Kościuszki i Wałęsy razem wziętych. Byłam dumna, że Ogr 

też znalazł się na Parnasie, choć nikogo nie zabił ani nawet tego nie opisał. W 

tym jednak tkwiła jego słabość, bowiem nie mógł opowiadać o swoich czynach, 

postanowieniach i szczerym pragnieniu cichego odpokutowania za wszystko. 

Już po kilku wywiadach wyszło na jaw, że Ogr to po prostu pogodny, pewny 

siebie ekstrawertyk, co i tak było wiadomo z „Pytania o pytę”. Media robiły, co 

mogły, żeby jakoś zdyskontować jego popularność. W programie „Mój 

pierwszy raz” po raz pierwszy wydoił krowę, śpiewał w „Śpiewających 

fortepianach”, w „Pytaniu o śniadanie” usmażył jajecznicę i opowiedział o 

naszym ślubie, ale co jeszcze można wyciągnąć z faceta, który nie ma żadnej 

mrocznej tajemnicy, nie wykazuje skruchy ani chęci poprawy, nie ma kochanek 

ani nawet raka prostaty, choć w jego wieku można by chociaż tego się po nim 

spodziewać? Nic dziwnego, że wkrótce zszedł na drugi plan. Przyćmił go urok 

ś

wieżo upieczonej pary prezydenckiej i nowego premiera, a także Dody 

Elektrody oraz Mandaryny, która w związku z Michałem Wiśniewskim nie 

znalazła pełnej satysfakcji. Za to Edyta Górnicka wyszła za mąż i to w dodatku 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

28 

za ojca swego dziecka! Zaprosiłam jej męża do „Pytania o pytę”, dzięki czemu 

wybór Edyty zyskał akceptację całego narodu. Zaprosiłam do studia także kilku 

ważnych polityków, bowiem u progu IV Rzeczpospolitej życie polityczne 

budziło tak wiele emocji, jak kiedyś u progu III. Przyszli wszyscy. Nawet 

panowie z Ligi Polskich Rozwodników, choć ślubowali czystość i skromność, 

nie zdołali się oprzeć pokusie, żeby zobaczyć własne, lecz rozrośnięte do 

monstrualnych rozmiarów pyty na telebimie z logo firmy Wafel. Ale gdzież im 

tam było do pyty Ogra! Wyglądały przy niej jak niewinne zaskrońce przy 

pytonie. Jednak ilość jak zwykle pokonała jakość i pyta Ogra, przygnieciona 

setkami innych, poszła w zapomnienie. Było mi przykro, że sama przyczyniłam 

się nieco do jej przyćmienia, ale dzięki temu mogliśmy wreszcie zacząć 

zwyczajne małżeńskie życie.   

 

Zaczęliśmy od imprezy dla przyjaciół. Zaprosiliśmy tylko tych najbliższych, 

ż

ebyśmy mogli zmieścić się w domu. Catering zamówiłam w Bristolu, ale Ogr 

koniecznie chciał, żebym zrobiła coś własnoręcznie.  

– Kochanie, chciałbym zjeść coś, co wyjdzie spod twoich paluszków – prosił i 

przymilał się, aż uległam. Prawdę mówiąc, gotowanie nigdy nie było moją 

mocną stroną, choć jakoś sobie radziłam. Ale Ogr rzucił mi całkiem nowe 

wyzwanie: 

– Może byś coś upiekła?  

Być może pieczenie było moją mocną stroną, ale nie miałam pewności, bo nigdy 

tego nie sprawdzałam i nie byłam przekonana, czy mam na to ochotę. Właściwie 

byłam pewna, że nie mam. 

– Pójdę za tobą do piekła, tylko nie każ mi, żebym piekła – próbowałam 

wybrnąć z sytuacji za pomocą żartobliwego niby–to–homonimu, ale Ogr potrafi 

być uparty.  

– Baśka, proszę cię, niech to będzie chociaż szarlotka.  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

29 

Dla mnie to nie była „chociaż”, tylko „aż” szarlotka, ale postanowiłam 

spróbować. W końcu związek dwojga ludzi buduje się na kompromisach. Ja 

upiekę szarlotkę, a Ogr ... w pierwszej chwili nic mi nie wpadło do głowy, ale 

czułam, że on też powinien coś zrobić. Mam! Lata edukacji feministycznej nie 

poszły na marne. Niech znajdzie przepis i kupi wszystkie produkty. Byłam z 

siebie dumna, że nie zapomniałam o partnerstwie. Wprawdzie na razie mieliśmy 

do czynienia z partnerstwem w spełnianiu oczekiwań Ogra, ale czy to źle? Raz 

spełnimy jego oczekiwania, a raz moje, związek dwojga ludzi opiera się na 

wzajemności. Najważniejsze, że Ogr był zadowolony. Następnego dnia, gdy 

wróciłam z telewizji, a więc około pierwszej w nocy, na stole czekały już 

wszystkie produkty. Zawiązałam wokół bioder niebieski fartuszek i wzięłam się 

do pieczenia. Ogr był zachwycony, a ja byłam pewna, że wzbudziłabym 

zachwyt nawet Marka Jurka. A przynajmniej szacunek należny naszej płci, gdy 

nie wyłamuje się ze swojej naturalnej roli, przypisanej jej przez mężczyzn. Jakie 

to proste, myślałam, trąc, ubijając i ugniatając z zapałem. Może pieczenie jest 

moją równie mocną stroną, co analiza osobowości za pomocą prącia? Gdyby nie 

Ogr, nigdy bym się tego nie dowiedziała. Chciałam mu o tym powiedzieć, ale on 

już spał. Uwijałam się jak w ukropie i o czwartej nad ranem też już mogłam 

położyć się do łóżka. Byłam tak pobudzona, że chętnie spełniłabym kolejne 

obowiązki małżeńskie, ale Ogr chrapał głośno i nie reagował na mój dotyk. Nie 

mogłam zadzwonić po Diabła Tasmańskiego, choć on z pewnością nie miałby 

nic przeciwko temu, ale po co mi Diabeł, skoro mam męża, którego jestem 

wierną i oddaną żoną? Zresztą nie miałam dużo czasu na głupie myśli. Nie 

muszę chyba przypominać, że codziennie wstaję o piątej, żeby nie stracić formy. 

To znaczy wstawałam, bo tego ranka Ogr obudził się, gdy jak zwykle 

wyślizgiwałam się z łóżka.  

– Zostań, przecież nie musisz tak wcześnie wstawać. Jesteś mężatką, więc 

powinnaś mieć czas na seks – mówił, a za słowami poszły czyny, które 

przekonały mnie ostatecznie, że warto zostać w łóżku. Było warto, ale trening 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

30 

diabli wzięli. Ledwie zdążyłam do kliniki. A wieczorem nasz pięknie 

wysprzątany dom, do którego przywieziono wykwintne dania, zapełnił się 

gośćmi.  

 

Pierwszy wpadł Diabeł Tasmański, jak zawsze wytworny. Marynarka Jil Sander, 

spodnie Helmut Lang, koszulka Prady, mokasyny od Gucciego i ten cudowny 

zapach, „Black Cashmere” Donny Karan. Na jego widok suka zawyła ze 

szczęścia i usłużnie odstąpiła mu posłanie. Mnie też zrobiło się gorąco, ale może 

to zwykłe objawy przekwitania przebiły się przez warstwę hormonów, które 

brałam codziennie w ramach HTZ. Diabeł był czarujący, jednak jego maniery 

pozostawiały wiele do życzenia. Chodził za mną jak pies i szeptał mi do ucha: 

– Pati, ja już nie mogę, błagam, spotkajmy się, niech znowu będzie jak kiedyś.  

– Przestań, bo Ogr usłyszy – powiedziałam, ale Ogr nic nie słyszał, był zajęty 

polerowaniem kieliszków. Odkąd Ogr zamieszkał w moim domu, wszystko 

lśniło jak nigdy. Sprzątała ta sama pani Marta, ale Ogr kontrolował, żeby robiła 

to lepiej. Nim wyszła, przejeżdżał palcem po listwie podłogowej albo po 

książkach z górnej półki, żeby sprawdzić, czy wszędzie jest czysto. Zaglądał do 

piekarnika i pod umywalkę. Do kąta za szafą i do szafki na buty. Marta 

pochlipywała cicho i poprawiała wszystko po dziesięć razy, żeby go zadowolić. 

Było mi jej żal, ale Ogra podziwiałam. Sama nie byłam dość asertywna, by 

zwracać Marcie uwagę, choć nieraz miałam ochotę. Byłam szczęśliwa, że Ogr 

angażuje się w sprawy domu, wielu mężów miało to w dupie. Tylko czemu tu 

zawsze musiał być porządek? I to jaki! Nic nie mogło leżeć na wierzchu, ledwie 

przejrzana gazeta zostawiona na stole lądowała w koszyku, książka leżąca przy 

łóżku wędrowała na półkę, niedopita herbata do zlewu, cały czas musiałam 

pilnować, gdzie co mam, a i tak ciągle coś ulegało przemieszczeniu, a nawet 

znikało. Chciałam, żebyśmy wypracowali wspólne standardy porządku, ale Ogr 

przekonał mnie do własnych. To znaczy uznał, że nie trzeba mnie przekonywać.  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

31 

– Ależ, kochanie, chyba nie muszę ci tłumaczyć, że lepiej żyje się w czystości i 

porządku. Wystarczy, żebyś wszystko odkładała na miejsce, a nic nie będzie ci 

znikać.  

Starałam się o tym pamiętać, ale ciągle znikało. Teraz jednak cieszyłam się, że 

Ogr jest pochłonięty polerowaniem kieliszków, bo dzięki temu nie słyszał 

głupich westchnień Diabła. Ja też starałam się ich nie słyszeć, zwłaszcza że 

robiło mi się od nich mokro.  

– Giń, przepadnij, siło nieczysta – syknęłam i zaprowadziłam go do salonu, 

gdzie na pięknej tacy leżała własnoręcznie upieczona przeze mnie szarlotka. W 

każdym razie starałam się, żeby na taką wyglądała. Pieczenie szarlotki okazało 

się bowiem trudniejsze niż analiza osobowości za pomocą prącia. Mój nocny 

wypiek miał zakalca. Nie umiem kłamać, więc nic nie mówiłam Ogrowi, tylko 

kupiłam blachę szarlotki razem z blachą i podmieniłam, moją szarlotkę 

ukradkiem wyrzucając na śmietnik, bo czego nie zrobi kochająca żona, żeby 

zadowolić męża? Ja w każdym razie własnoręcznie ozdobiłam nową szarlotkę 

migdałami, dzięki czemu szybko uwierzyłam, że to moje dzieło. 

– O, jaka piękna szarlotka, czy ty ją upiekłaś? – zapytał Diabeł Tasmański.  

Nigdy bym nie podejrzewała, że jest wrażliwy na domowe wypieki. Nie 

podejrzewałabym nawet, że ma dom, bardziej pasował do niego apartament w 

pięciogwiazdkowym hotelu. Ale może miał wspomnienie domu rodzinnego, 

które zakręciło mu się łzą w oku na widok szarlotki.  

– Pati, jak taka kobieta jak ty mogła oddać się jednemu facetowi? I czemu to nie 

ja nim jestem? – szeptał, a między słowami wsadzał mi język w ucho aż do 

mózgu. Dzwonek do drzwi wybawił mnie z opresji.  

 

Dwaj przyjaciele Ogra, klasyczni biznesmeni w ciemnych garniturach, zlewali 

mi się w jedno ze sobą i z nudą. Dłuższy kontakt groził nagłym zaśnięciem, 

więc wolałam nie ryzykować i cały wieczór trzymałam się od nich z daleka. Za 

to ich żony mieniły się jak egzotyczne ptaki, ubrane w ciuchy Stelli McCartney i 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

32 

Alexandra McQueen’a, w butach Prady i Roger’a Vivier, z torebeczkami Chloe 

i Marca Jacobs’a, pachniały odurzająco Be Delecious DKNY i  Fragile Jean 

Paul Gaultier. W swojej małej czarnej Donny Karan poczułam się przy nich jak 

zwykła kura. Cholera, mogłam założyć ten koronkowy gorset Diora, który 

powiększa biust i odsłania pępek. Ale głupia idiotka uległam namowom Ogra. 

– Baśka, uwielbiam cię w tej małej czarnej. Proszę, załóż ją dla mnie.  

I założyłam. I teraz stałam w niej jak kura obok rajskich ptaków. Ratowała mnie 

tylko trójbarwna fryzura, kaskadą czerwonych włosów opadająca na twarz. To 

znaczy na pół twarzy, bo drugie pół fryzury było czarno–białe i krótkie. 

Dyskretnie wymknęłam się do garderoby i włożyłam czerwone szpilki Manolo 

Blachnika. Niech panienki nie myślą, że mają do czynienia z kurą, a jeśli już, to 

z kurą w czerwonych szpilkach. Ale one były mną zachwycone.  

– Och, znam cię z telewizji!– krzyknęła jedna z nich, ta z kolczykiem w pępku, 

na oko nastolatka, z którą nie wiem od kiedy byłyśmy na ty. – Jesteś wspaniała, 

chciałabym mieć taką wyluzowaną matkę! 

– Mam już córkę – odpowiedziałam chłodno, bo nie po to po kilka godzin 

dziennie w pocie czoła przeciwdziałałam procesowi starzenia się, żeby mi jakaś 

smarkula przypominała, że jestem kobietą w pewnym wieku. Zwłaszcza że 

odkąd byłam młodą mężatką, udało mi się o tym na śmierć zapomnieć.  

– Po co tak głupio mówisz! – obsztorcowała ją czujnie druga. – Pani Basia 

wcale nie wygląda na swoje lata!  

Za to ich mężowie z pewnością wyglądali. Na swoje lata i na swoją tuszę. Nie 

wyglądali tylko na ich mężów, ale są sytuacje, w których stan konta jest 

ważniejszy niż wygląd. Ucieszyłam się, że Ogr nie jest podobny do swoich 

przyjaciół, ale nie byłam pewna, czy i Ogr się cieszył, że nie jestem podobna do 

ich młodych żon, które jak rajskie ptaki mieniły się w naszym salonie.  

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

33 

P. jak zwykle był piękny i nienagannie ubrany, płaszczyk Donny Karan, buty Jil 

Sander, spodnie od Gucci’ego. Gdy zdjął płaszczyk, natychmiast musiał 

sprawdzić, czy dobrze wygląda.  

– Nie przejmuj się, tu nie ma żadnych chłopców w twoim typie – powiedziałam, 

ale P. spojrzał na mnie z góry. Przecież on się nie stroi dla innych, tylko dla 

siebie. Gdy patrzy w lustro, lubi widzieć zachwyt w swoich oczach. No dobra, 

podziw w oczach innych też jest fajny, ale nie chodzi tylko o gejów. P. jest jak 

dzieło sztuki, a nie jak magazyn dla wędkarzy ze ściśle określonym targetem. 

Zachwyt kobiet i heteryków równie mile widziany, zwłaszcza że P. ma dosyć 

gejów po kontaktach z Bartkiem, z którym dwa dni temu rozstał się ostatecznie. 

Nie mógł znieść jego głupich komentarzy przy oglądaniu telewizji.  

–  W dodatku Bartek wszędzie zostawiał swoje rzeczy – P. mówił  i mówił, cały 

czas przeglądając się w lustrze, poprawiając mikrozagięcia i strzepując 

niewidoczne pyłki.  – Czy mogę żyć z kimś, kto zostawia brudne skarpetki pod 

poduszką? – zapytał dramatycznie. – Chyba jasne, że nie – odpowiedział, nim 

zdążyłam otworzyć usta. Ale niestety, bez Bartka też żyć nie mógł, sprawy 

zaszły za daleko, związku dwojga ludzi nie da się zniszczyć jedną parą 

skarpetek. A może wcale nie były brudne? Zresztą co to kogo obchodzi, co ktoś 

inny trzyma pod poduszką? P. był wściekły na siebie, że w ogóle tam zaglądał, 

choć z drugiej strony, była to też jego poduszka. Ale teraz, przez te głupie 

skarpetki, strasznie tęsknił za Bratkiem, miał doła, deprę i początki grypy, i 

powinnam być wdzięczna, że w ogóle przyszedł.   

– Jak wyglądam? – zapytałam, próbując desperacko przerwać ten monolog i 

odwrócić uwagę P. od niego samego, bo bałam się, że już nigdy nie oderwie się 

od lustra. Był swoim najwierniejszym fanem.  

– Bardzo dobrze – powiedział, rzucając mi przelotne spojrzenie. – Jak kura w 

czerwonych szpilkach.  

W końcu weszliśmy do salonu, gdzie goście głodni czekali, a jego widok 

wywołał szmer i poruszenie, które zmieniło się w pospolite ruszenie, gdy weszła 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

34 

Beba. Gdzie tam weszła! Wpłynęła razem z mężem na szeroki przestwór salonu, 

ubrana niezbyt stosownie w kolejną suknię bez pleców, za to z ciemnozielonej 

koronki, w której wyglądała zajebiście, i wszyscy natychmiast podeszli, tworząc 

wokół niej ciasny wianuszek wielbicieli. To niesłychane! Skąd oni wszyscy 

wiedzą, że należy ją wielbić? I niby czemu należy? Próbowałam się bronić 

przed jej siłą przyciągania, ale to tak, jakby walczyć z grawitacją! Opór na nic 

się nie zdał. Już po chwili dołączyłam do kółka i wpatrywałam się w nią jak 

wszyscy, spijałam z jej ust każde słowo, chwytałam w locie każdą perełkę jej 

ś

miechu. Dopiero dzwonek do drzwi wyrwał mnie z zaczarowanego kręgu.  

 

Znów dwaj przyjaciele Ogra, biznesmeni, z żonami. Panowie byli tacy sami, jak 

ci, których już dzisiaj wpuszczałam, kojarzyli mi się z nudą i wypchanym 

portfelem. Gdyby nie kobiety, pomyślałabym, że to deja vu. Ale ich partnerki 

były zupełnie inne od poprzednich. Wyglądały na pierwsze żony. Czyżby 

panowie pracowali tak ciężko, że nie mieli czasu ich wymienić? Siódmym 

zmysłem wyczułam w nich rówieśniczki, bo z pewnością nie mogłam tego 

zobaczyć. Trzymały się świetnie. Nienaganne figury, piękne blond włosy, 

ż

adnych oznak starzenia, obydwie dobrze ubrane, Donna Karan i Chanel, 

torebki Chloe i Louis Vuitton z najnowszych kolekcji, buty Prada i Manolo 

Blachnik, witając się z jedną wyczułam Flower Bomb Viktora & Rolfa,  wokół 

drugiej unosił się delikatny Amber Nude Estee Lauder, jedna miała wspaniałe 

nogi, za to druga oczy wielkie jak filiżanki. Takich żon nie wymienia się szybko 

na młodsze, do tego trzeba dojrzeć, dobrze się rozejrzeć, bo gdzie wśród tych 

smarkul znaleźć kobiety z taką klasą. Nawet nie wiadomo, gdzie szukać. Ja też 

mówiłam mojemu mężowi, żeby pomyślał, nim zostawi mnie dla swojej 

sekretarki, bo ze mnie już wiadomo, co wyrosło, a z niej? To dopiero może być 

niespodzianka! I rzeczywiście, druga żona mojego pierwszego męża coraz 

bardziej przypomina jego obecną teściową, która nigdy go nie zachwycała, a 

wręcz przeciwnie i trudno mu się dziwić. Te dwie za to, choć miały już swoje 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

35 

lata, były zachwycające i od razu wzbudziły moją sympatię. Nowoprzybyli 

przywitali się ze wszystkimi, dołączyli do kółka i jak wszyscy wpatrywali się w 

Bebę, tylko Diabeł Tasmański zamiast wpatrywać się i spijać jej słowa, wciąż 

coś szeptał i wpychał mi język w ucho, aż bałam się, że za chwilę dojdę na 

ś

rodku salonu. Odskoczyłam od Diabła i zaczęłam zachęcać gości do jedzenia. 

Szarlotka smakowała wszystkim, zżarli ją do ostatniego okruszka. Już sama 

zapomniałam, że nie ja ją piekłam i obiecałam Ogrowi, że znów upiekę na 

niedzielny obiad, na który miał przyjść jego syn z poprzedniego małżeństwa. W 

sumie przyjęcie się udało, choć Ogr miał pewne zastrzeżenia, o czym szybko się 

miałam dowiedzieć.  

 

– Ta Beba to nie był najlepszy pomysł – wypalił Ogr, gdy zamknęłam drzwi za 

ostatnim gościem, którym oczywiście był Diabeł Tasmański. Cieszyłam się, że 

w ogóle udało mi się go wyrzucić.  

– Dlaczego? Wszyscy ją uwielbiają, przecież ma dwie łechtaczki. 

– No właśnie. Zdominowała całą imprezę. Nakryła ją tymi łechtaczkami, że inni 

ledwie zipali. A w końcu to nasz dom i nasze przyjęcie. Moi koledzy chcieliby 

zapewne porozmawiać ze sobą, ale nie mogli, bo cały czas musieli spijać słowa 

Beby. To jakiś czar, a ja nie wierzę w czary, więc nie mam ochoty, żeby 

odbywały się w moim domu!  

– Ależ Ogrze... – zaczęłam protestować, ale on ciągnął dalej, nie zważając na 

moje protesty.   

– A ten Diabeł też nie bardzo mi się podoba. Właściwie wcale mi się nie 

podoba. Chodzi za tobą jak pies i wciąż szepcze ci coś do ucha. Pewnie jakieś 

ś

wiństwa, bo wyglądałaś, jakbyś za chwilę miała dojść na środku salonu. No i 

ten P., straszny egocentryk. Owszem, bywa zabawny, ale cały czas zajmuje się 

sobą. Wiem, że jest gejem i mnie to nie przeszkadza, ale czy on musi wyglądać 

jak gej? Moi przyjaciele nie są tacy tolerancyjni jak ja, więc wolałbym, żeby nie 

widywali go w naszym domu.   

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

36 

No i co? Chujów sto! Byłam wściekła, ale co miałam zrobić? Mogłam rzucić mu 

się do gardła i zagryźć w obronie przyjaciół. I zagryzłabym, gdyby nie to, że 

poczułam się jakaś nieudana. Chciałam krzyczeć, że to jest też mój dom, a to są 

moi przyjaciele. Że oni są w porządku, że dzięki nim przetrwałam ciężkie czasy, 

ż

e Diabeł, owszem, jest ciągle pobudzony seksualnie, ale ja przecież jestem 

wierną żoną. Że P. jest gejem, ale to przecież mój najlepszy przyjaciel i przed 

ś

lubem Ogrowi nie przeszkadzał. A teraz nawet Beba mu nie odpowiada, choć 

dochodził z nią na moich oczach i to wielokrotnie, gdy wszyscy razem, ramię w 

ramię, prącie w prącie, walczyliśmy o wysokość wskaźnika WROW! To dzięki 

Bebie w Polsce został pobity światowy rekord  i nasz wynik znalazł się w 

Księdze Guinnessa! Ogr zachwycał się nią i jej mężem. A teraz co? Koniec 

wielkiej ściemy? Podobno wszyscy zmieniają się po ślubie, ale żeby aż tak? 

Zresztą ja też się zmieniłam. Zamiast obśmiać to wszystko lub wykrzyczeć, co 

myślę, milczałam. Wpadłam w stan niepewności gorszy od zwyczajnego doła, w 

jakiś psychiczny stan nieważkości, w którym moje przekonania nie miały żadnej 

wagi, bo sama nie byłam ich pewna. To, co mówił Ogr, budziło mój sprzeciw, 

ale nie wiedziałam, czy on nie ma racji. Może moi przyjaciele naprawdę są jacyś 

dziwni? Ta Beba z dwiema łechtaczkami, ten Diabeł cierpiący na priapizm, ten 

P., którego siłą nie można było oderwać od lustra. Może Ogr ma rację, że po 

ś

lubie powinniśmy kolegować się z innymi parami? Może nie ma sensu się z 

nim kłócić? Byłam sławna, bogata, uwielbiana. Miałam swój program 

telewizyjny i własną klinikę. I męża, który ożenił się ze mną wbrew rachunkowi 

prawdopodobieństwa, ocalając mnie z rąk terrorystów. Miałam wszystko, więc 

powinnam być szczęśliwa i starać się tego nie zepsuć. Otarłam łzy i nic nie 

powiedziałam. No bo co, kurwa, miałam powiedzieć, skoro niczego nie byłam 

pewna? Przynajmniej Ogr był ze mnie zadowolony.  

 

Znów przez pół nocy piekłam tę cholerną szarlotkę, ale spoko, w samochodzie 

przezornie miałam drugą. I przydała się, bo tym razem chyba na chwilę 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

37 

przysnęłam i spód się spalił. Ogr na szczęście spał i nic nie czuł, więc wzięłam 

sukę, spaloną szarlotkę rozsypałam ptakom na pożarcie i z pełną blachą 

wróciłam do domu. Rano wyjęłam szarlotkę z piekarnika, jakby właśnie tu się 

upiekła. Ogr był zachwycony.  

– Widzisz, pieczenie to żadna sztuka. Piękne kobiety mają ją we krwi – 

uśmiechnął się i poklepał mnie z uznaniem po pupie. Tego mi było za wiele. O 

jeden most za daleko. Ręce precz od Wietnamu. Moje ciało należy do mnie. 

Byłam o włos od wielkiego wybuchu, ale tylko się odsunęłam, żeby ochłonąć. 

Chciałam burknąć chociaż jak prezydent: spieprzaj dziadu, ale jestem kobietą, 

więc umiem w porę ugryźć się w język.  

– Kochanie, nie poklepuj mnie, nie jestem klaczą – wyjaśniłam słodko, acz 

zdecydowanie, ale Ogr już zmieniał się w Ogiera i chciał mnie ujeżdżać. A ja 

akurat nie miałam ochoty na seks. W każdym razie nie z Ogrem, a tym bardziej 

z Ogierem, który nagle wydał mi się odrażający.  

– Przestań, boli mnie głowa – powiedziałam jak miliony żon przede mną. Ja, 

kobieta z temperamentem, która po latach poszukiwań w małżeństwie odnalazła 

seks życia, poczułam nagle, że świetnie je rozumiem. Zaniepokoiło mnie tylko 

to, że ta zgrabna formułka przyszła mi do głowy już w dwa miesiące po ślubie. 

Mąż spojrzał na mnie zdziwiony.  

– Co się dzieje? – zapytał chłodno, na szczęście znów zmieniając się w Ogra.  

Poczułam, że dzieli nas trzysta mil albo coś koło tego. To, co w poprzednich 

związkach zajęło nam lata, tutaj postępowało w zawrotnym tempie. W końcu 

obydwoje mieliśmy wprawę i odruchowo szliśmy na skróty. Nie, za nic nie 

chciałam dopuścić do narastania złych uczuć między nami. Ten związek będzie 

szczęśliwy. Jesteśmy dojrzałymi ludźmi, wzięliśmy ślub z miłości, po to, żeby 

było nam dobrze, wiec zrobię wszystko, żeby tak było.  

– Pora wstawić zupę – oznajmiłam wesoło, chcąc rozładować sytuację. – 

Przecież za trzy godziny twój pierworodny i jedyny syn przychodzi na obiad, a 

jego ukochana zupa cebulowa jeszcze w bulwach! Zrób coś z tym, proszę – 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

38 

uśmiechnęłam się przymilnie, podając Ogrowi cebulę i zabraliśmy się do roboty. 

Ogr płakał jak bóbr, ja zaczęłam go pocieszać i atmosfera w kuchni poprawiła 

się tak dalece, że głowa przestała mnie boleć, więc oparłam się o blat, a Ogr 

wszedł we mnie od tyłu po maśle, które jak zwykle leżało pod ręką. Byłam 

szczęśliwa, bo znowu nic nie oddzielało mnie od Ogra. On też był zadowolony, 

rozluźnił się, żartował i dalej już zgodnie gotowaliśmy na pierwsze przyjście 

Maćka, gdyż Majka, jego mama, nie zgadzała się na wizyty przedmałżeńskie. 

Po ślubie dała się przekonać do jednego obiadu. Czy będą następne, zależy od 

tego, jak Maciek się u nas poczuje.  

– Jaki on jest? – wypytywałam Ogra wiele razy.  

– Zamknięty w sobie. Trudno coś z niego wydusić – Ogr niewiele wiedział o 

Maćku, bo nie spędzał z nim dużo czasu. – Nie mogłem patrzeć na to, co Majka 

z nim wyprawia. Jest strasznie zaborcza i nadopiekuńcza, a najgorsze, że nie ma 

pojęcia o wychowaniu. Czy ty wiesz, że Maciek w życiu nie umył po sobie 

szklanki? Ona wszystko robi za niego. Ktoś musi się nim zająć, bo Majka zrobi 

z niego ofiarę. Mam nadzieję, że uda ci się nawiązać z nim kontakt – powiedział 

Ogr, a ja postanowiłam zrobić wszystko, żeby go nie zawieść. Ogr pojechał po 

Maćka, a ja robiłam ostatnie przygotowania do uroczystego obiadu z trzech dań 

z przystawkami. Niech Maciek wie, że jest dla nas bardzo ważny. Chciałam, 

ż

eby czuł się u nas jak w domu. Żeby wiedział, że dalej ma ojca, a nawet 

bardziej niż przedtem. Żeby był zadowolony. I żeby Ogr był zadowolony. I 

ż

ebyśmy z czasem byli jedną wielką rodziną razem z Julką.  

 

– Dobra zupa? – zapytałam Maćka, który właśnie brał sobie dolewkę, ale nie 

odpowiedział. Od pół godziny dwoiłam się i troiłam, żeby go zadowolić, 

zagadywałam i świergotałam, a on nic.  

– Wiem, że to twoja ulubiona zupa, dlatego ugotowaliśmy ją razem z tatą –  

kontynuowałam niezrażona, a on milczał. To idiotyczne rozmawiać z 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

39 

jedenastoletnim chłopakiem o zupie, pomyślałam. Pewnie się nie odzywa, bo 

ma to w dupie. Spróbowałam z innej strony. 

– Lubisz filmy? Mam parę niezłych kaset, jak chcesz, to obejrzymy po obiedzie. 

Nawet na mnie nie spojrzał, nawet mu powieka nie drgnęła, tylko wcinał 

kolejny talerz. Zaczynałam się obawiać, że on nie mówi i nie słyszy, aż nagle 

wypalił.  

– Tata, a dlaczego ty tu mieszkasz?   

– Bo Basia jest moją żoną.  

– Ale przecież mama jest ładniejsza.  

– W małżeństwie nie chodzi tylko o urodę – powiedział Ogr i w zasadzie się z 

nim zgadzałam, jednak to wyjaśnienie nie przypadło mi do gustu. Czy nie 

powinien powiedzieć, że dla niego jestem najpiękniejsza, o czym zapewniał 

mnie kilka dni temu? Czy nie powinien powiedzieć: chłopcze, co ty wiesz o 

kobietach, moja żona jest gwiazdą telewizji? Czy nie powinien powiedzieć: 

gówniarzu, już lepiej nic nie mów, jak się nie umiesz odezwać? Czy nie 

powinien chociaż spojrzeć na mnie czule? Nie spojrzał. Musiałam sobie radzić 

sama. Mama Maćka była starsza ode mnie i grubsza. I nie wierzę, żeby lepiej 

ode mnie umiała szpachlować ruiny Starówki. Pewnie to miłość synowska 

dodawała jej uroku. W końcu Julka też uważała mnie za niezłą laskę, choć, 

szczerze mówiąc, lata świetności miałam już za sobą. Po chwili autoterapii 

chciałam zaśmiać się wielkodusznie i powiedzieć, że każda mama jest piękna 

dla swojego dziecka, ale Maciek był już gdzie indziej.  

– Tata, a po co tu jest ta suka? Mama mówi, że psy mają zarazki.  

– To jest wyjątkowa suka – usiłowałam włączyć się do rozmowy, ale Maciek 

nawet na mnie nie spojrzał. 

– Tata, a możemy już stąd wyjść?  

– Nie ma mowy! – próbowałam radośnie wybrnąć z kolejnego nietaktu Maćka, 

na który jego ojciec nie zareagował. –  Zaraz będzie szarlotka z lodami! 

Przedtem nikogo stąd nie wypuszczę! 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

40 

Jeśli Maciek słyszał moje wesołe pokrzykiwania, to nie dał tego poznać po 

sobie.   

– Tata, kup mamie taki garnek jak ten, bo mama nie ma.  

Wzruszył mnie swoją troską o mamę i znajomością rzeczy, bo rzeczywiście, ten 

garnek był znakomity. Mój nowy nabytek do gotowania na parze.   

– Mogę ci go dać – powiedziałam, ale nawet na mnie nie spojrzał, więc z coraz 

większą determinacją robiłam, co mogłam, żeby przekonać go do siebie. – Albo 

możemy któregoś dnia pojechać razem do sklepu i kupimy garnek dla mamy – 

zaproponowałam, ale nie spojrzał na mnie. Ogr milczał. Znowu czułam, że 

zbliżam się niebezpiecznie do krawędzi stanu nieważkości. Może lepiej 

odpuścić i też się nie odzywać? Zwłaszcza że Maciek sam wiedział, czego chce.  

– Tata, a gdzie jest twój komputer?  

Poszli do komputera i tyle ich widziałam. Generalnie była to klęska. Maciek co 

prawda zjadł pół blachy szarlotki prawie mojej roboty, ale ani razu na mnie nie 

spojrzał. Na koniec zapytał tatę: 

– Tata, to mogę wziąć ten garnek dla mamy?  

Szybko go umyłam, zapakowałam w złoty papier i obwiązałam wstążką. Maciek 

wziął go ode mnie bez słowa. Ogr też nic nie mówił, jakby obowiązywała ich 

rodzinna zmowa milczenia. A przynajmniej nie odzywania się do obcych. Czyli 

do mnie. Prawdę mówiąc, czułam się obca jak ósmy pasażer Nostromo. Między 

nimi biegła jakaś niewidzialna nić porozumienia, która parzyła mnie prądem. W 

końcu zaczęli zbierać się do wyjścia. Gdy wychodzili, słyszałam jeszcze, jak 

Maciek pytał tatę: 

– Tata, a będę musiał tu jeszcze przychodzić?  

Na szczęście odpowiedź zniknęła za drzwiami razem z Ogrem. Półżywa padłam 

na kanapę. Owszem, nie było to łatwe, ale nie zamierzałam się poddawać. 

Rozumiałam, że dziecku jest trudniej, że nie akceptuje rozwodu rodziców, że 

wolałby na moim miejscu widzieć mamę, wiedziałam, że trzeba dać mu dużo 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

41 

czasu  i nie zamierzałam się zniechęcać, bo czego nie zrobi kobieta dla dziecka 

własnego męża? Zwłaszcza przy wsparciu męża. Ale Ogr wrócił wściekły. 

– Maciek powiedział Majce, że nie chce tu więcej przychodzić. Że u nas jest 

okropnie. Że suka ma zarazki, a ty cały czas się wtrącasz. Jaki z ciebie 

psycholog! Myślałem, że nawiążesz z nim kontakt.  

Hm, jaki ze mnie psycholog? Psycholog–prąciolog, którego własny mąż potrafi 

zaskoczyć. Nie mówiąc o nie własnym dziecku, pomyślałam, zmywając 

naczynia po wystawnym obiedzie. Może Maciek by mnie polubił, gdybym była 

na luzie, a nie ciągle mu nadskakiwała? I gdybym była cicho, a nie ciągle go 

zagadywała? A niby dlaczego miałby mnie polubić, skoro nawet ja sama miałam 

z tym problemy? Czułam, że jestem beznadziejna. Po raz pierwszy od lat chciało 

mi się płakać. Tak po prostu usiąść i płakać. I zrobiłam to, gdy Ogr zasnął. A 

potem położyłam się obok niego w łóżku, ale tak naprawdę dzieliło nas trzysta 

mil albo coś koło tego.  

 

Jakie to szczęście, że człowiek ma pracę i po weekendzie może w końcu wyjść z 

domu. W każdym razie ja miałam pracę i pędziłam do niej co koń wyskoczy, a 

właściwe 538 koni mechanicznych mojego Ferrari F430, które kupiłam tuż 

przed ślubem, bo przyznaję, mam słabość do sportowych wozów. To cudownie 

wyjść z domu, w którym już zaczynałam trochę się dusić, nabrać dystansu do 

drobnych rodzinnych nieporozumień i odetchnąć świeżym powietrzem Kliniki 

Prącia, gdzie wszyscy cieszyli się na mój widok. Jedynie srebrnousta asystentka 

była nieco nadęta, pewnie dlatego, że przed ślubem ostro ją zdystansowałam, 

choć podobno znów niemal mnie dogoniła, o czym poinformowała mnie 

niezwłocznie druga asystentka. Zajęta pożyciem małżeńskim i nocnym 

pieczeniem szarlotki za mało przykładałam się do pracy. Postanowiłam to 

nadrobić, aby znów poczuć swoją moc. Naładować akumulatory. Wzmocnić 

podupadłe ego. Podbudować poczucie własnej wartości osłabione intensywnym 

ż

yciem rodzinnym, od którego odwykłam i tu był pies pogrzebany. Przecież w 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

42 

poprzednim małżeństwie moje poczucie własnej wartości też było niewysokie, 

wiecznie oscylowało w dolnych rejonach stanów średnich, rzadko było mi 

dobrze, a  przeważnie czułam się beznadziejnie, ale nie robiłam z tego 

problemu, bo byłam przyzwyczajona. Teraz to co innego. Rozpieścił mnie czas 

samotności. Gdy byłam sama, nikt mnie nie dołował. Nikt mnie nie atakował. 

Nie zawodziłam niczyich oczekiwań. To przez to byłam taka wydelikacona. 

Moja skóra była tak cienka jak po peelingu czy mikrodermabrazji. Nawet moje 

pięty były tak delikatne jak pięta Achillesa. Ale tu w klinice nikt mnie nie 

urażał. Nikt nie wykazywał, że jestem nieudana. Tu znów poczułam się 

atrakcyjną, dojrzałą kobietą i wybitną profesjonalistką, a nie żoną, która nie 

umie dogadać się ze swoim mężem ani nawet z nie swoim synem.   

– To co my tu dziś mamy? –zapytałam srebrnoustą asystentkę, przeglądając 

karty pacjentów, bo miałyśmy dziś razem przyjmować. Tym razem nie 

zamierzałam siedzieć w fartuszku za parawanem. Owszem, nałożyłam biały 

fartuszek, ale na gołe ciało i figlarnie rozpięłam go z przodu. Nie będę własnym 

pacjentom odmawiać własnego widoku, pomyślałam. Chciałam im pomóc, a 

przy okazji znów zwiększyć dystans między sobą a srebronustą asystentką, bo 

co mi będzie smarkula stroić fochy i to dlatego, że jestem lepsza. W końcu ja tu 

byłam królową i znów tak się czułam. Przyjmowałam jednego pacjenta za 

drugim, każdym zajmowałam się pieczołowicie i z oddaniem, i nawet gdy nie 

było takiej potrzeby, chętnie angażowałam moje złote usta, bo aż się rwały do 

pracy. Lizałam zawzięcie, nie ograniczając się jedynie do rowka zażołędnego, 

ssałam, pieściłam, wsysałam w siebie prącia i wysuwałam je w coraz szybszym 

rytmie, każdym orgazmem pacjenta podbudowując odrobinę osłabione ego. 

Ż

ony patrzyły z zachwytem, jak ich mężowie, mający zwykle kłopoty z erekcją, 

a często cierpiący na całkowity zanik libido w małżeńskim łóżku, prężą się 

pięknie, pulsują i dochodzą w moich ustach tak szybko, jak niegdyś na pierwszej 

randce, choć robili, co mogli, żeby nie dojść i mieć kontakt ze mną jak 

najdłużej. Początkowo nadęta asystentka patrzyła z rosnącym podziwem, w 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

43 

końcu uklękła przede mną, nie zważając na to, że badam pacjenta, a nawet 

stosuję terapię.  

– Jesteś wspaniała, jesteś boska, nie będę się więcej nadymać, bo gdzie mi do 

ciebie, ty jesteś the best – szeptała rozpalonymi ustami, którymi po wygłoszeniu 

swojej kwestii wpiła się w moją łechtaczkę. Byłam zadowolona z takiego obrotu 

rzeczy. Niech dziewczyna zna swoje miejsce, myślałam, ale coraz trudniej było 

mi myśleć. Rzeczywiście, jej usta były niezwykłe, próbowałam dalej badać 

pacjenta, lizałam wprawnym ruchem jego prącie, ale jej język wślizgnął się we 

mnie tak głęboko, że nie mogłam się skupić na parametrach i zaleceniach i po 

prostu robiłam mu laskę. W końcu pociągnęłam go za sobą na ziemię i wszyscy 

troje kłębiliśmy się na podłodze. Ta mała miała naprawdę niezłe usta. Jeśli one 

były srebrne, to nie mogłam sobie wyobrazić moich, które miały kilkakrotnie 

większą siłę rażenia. Musiały być niesamowite. Jak to dobrze, że sama nimi nie 

mogę się pieścić, bo z pewnością wpadłabym w nałóg i z wyczerpania zeszła na 

serce, co i tak zaczynało mi grozić po godzinie igraszek z asystentką i 

pacjentem, który też okazał się niezły. Gdyby nie to, że byłam wierną żoną, 

chętnie pozwoliłabym mu na penetrację. Następni pacjenci zaczęli się dobijać 

do drzwi, więc musiałyśmy kontynuować przyjęcia. Tego dnia przyjęłam więcej 

pacjentów niż kiedykolwiek. Nie robiłam żadnej selekcji, wszystkimi 

zajmowałam się wnikliwie i intensywnie, dziękując Bogu i samej sobie, że mam 

pracę, dzięki której moje ego znów rozkwitło. Zawsze byłam pracoholiczką, ale 

ta praca uszczęśliwiała mnie jak żadna inna. W dodatku co jakiś czas, gdy 

kolejny pacjent właśnie dochodził, asystentka lizała mnie w szyję albo w ucho, 

raz włożyła mi rękę między nogi, byłam pewna, że to srebrna ręka, a kto wie, 

czy nie złota. Jesteś wspaniałą asystentką – wyszeptałam, gdy po wyjściu 

ostatniego pacjenta brałyśmy razem prysznic. Stosunki miedzy nami poprawiły 

się tak dalece, że nie tylko nie była już naburmuszona, ale nie mogła się ode 

mnie oderwać. Nasz wskaźnik WROW szybko wyniósł 12 i choć miałyśmy w 

sobie potencjał do pobicia wszelkich rekordów, gdy spojrzałam na zegar, 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

44 

gwałtownie odstawiłam ją od piersi. Musiałam pędzić do następnej pracy. Jej 

język czułam w sobie jeszcze wtedy, gdy jechałam do telewizji. Jej palce czułam 

na swoich piersiach jeszcze wtedy, gdy odpytywałam pierwszego uczestnika 

„Pytania o pytę” oraz jego żonę i kolegów z pracy. Jej głębokie liźnięcie 

szczeliny odbytu, które przebiegło po mnie całej jak uderzenie prądem, 

odginając mi duży palec od pozostałych, co podobno jest najlepszym dowodem 

orgazmu, wróciło do mnie z całą mocą, gdy pierwsze prącie pojawiło się na 

telebimie. Było monstrualnie wielkie, nawet Murzyn nie miałby przy nim 

najmniejszych szans. Właśnie, gdzie jest Murzyn, myślałam, może chociaż on 

spodoba się Ogrowi, skoro nie podobają mu się inni moi przyjaciele? To była 

ostatnia myśl, nim potężny orgazm wstrząsnął moim ciałem na oczach milionów 

telewidzów i rozlał się zaraźliwie po całym studio. Publiczność szalała. Ludzie 

byli  zachwyceni i tak podnieceni, że wszyscy ściskali się ze wszystkimi, 

posuwając się w tym ścisku coraz dalej, jakby walczyli o narodowy wskaźnik 

WROW, niektórzy wdzierali się na scenę, chcąc mnie choć dotknąć, jakbym 

była ucieleśnieniem rozkoszy, która napełniła nie tylko całe studio, ale także 

widzów siedzących przed telewizorami. Następnego dnia „Najszybszy 

Brukowiec” doniósł, że tej nocy szczytowało 99 proc. wszystkich dorosłych 

Polaków, nawet znudzone sobą małżeństwa z wieloletnim stażem zapomniały o 

dzielącej ich niechęci. „Prymitywny Akt” nie pozostał w tyle i sobie tylko 

znanymi metodami stwierdził, że tej nocy doszło w kraju do siedmiu milionów 

poczęć, bowiem podniecenie było tak wielkie, że zawiodła nawet całkowicie 

naturalna i niezawodna metoda antykoncepcyjna Billingsa, gdyż żony 

zapomniały o podwyższonym rano słupku rtęci i galaretowatej konsystencji 

ś

luzu, a mężowie machali na to ręką jak poseł Golik na prezerwatywę. Za moją 

sprawą spełniły się marzenia rządu. Widmo depopulacji zostało odegnane i 

można byłoby odetchnąć z ulgą, gdyby nie to, że uchwalono już becikowe! To 

mogło doprowadzić kraj do ruiny! Nim rząd zdał sobie sprawę z 

nieoczekiwanych kosztów, ten długo oczekiwany, acz nienaturalnie wysoki 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

45 

przyrost naturalny sprawił, że znów zrobiono ze mnie bohaterkę narodową, choć 

uważam, że zaszczyt ten powinien przypaść mojej asystentce. Jej zwinny język 

czułam w swoim uchu jeszcze wtedy, gdy w końcu jechałam do domu i raz 

jeszcze doszłam szybko na czerwonym świetle. Życie znów wydało mi się  

fantastyczne, zwłaszcza że w domu czekał na mnie Ogr i nawet nie musiałam po 

niego dzwonić. Cieszyłam się jak dziecko na myśl o tym, jak jednym skokiem 

pokonamy te trzysta mil dzielących nas od siebie i od nieba. Żeby nie tracić 

czasu, już na schodach zaczęłam się rozbierać. Miałam nadzieję, że Ogr oglądał 

program i też jest gotowy. Rzeczywiście, oglądał, ale chyba jako jedyny Polak 

nie był tej nocy w nastroju do miłości.  

 

Jak mogłaś mi to zrobić! – wykrzykiwał Ogr, gdy tylko weszłam. – Spójrz na 

siebie, jak ty wyglądasz! Jakbyś się pieprzyła ze wszystkimi! Dlaczego jesteś 

naga? 

– Bo miałam nadzieję, że będę pieprzyć się z tobą – wyszeptałam namiętnie, 

ż

eby rozładować sytuację, ale tylko ją zaogniłam.  

– Jeszcze ci mało? Wszyscy widzieli twój orgazm na telebimie. To może 

zaszkodzić mojej karierze! 

Jakiej karierze, chciałam zapytać, ale poskromiłam ciekawość, bo Ogr 

wrzeszczał dalej.  

– Orgazm to przeżycie intymne, które nie powinno wyjść z małżeńskiej sypialni, 

a ty doszłaś sobie w najlepsze na oczach wszystkich!  

Nie zamierzałam się kłócić ani tym bardziej tłumaczyć. Porządny człowiek 

nigdy się nie tłumaczy – wbiła mi do głowy wychowawczyni w liceum i już 

nieraz źle na tym wyszłam. Tym razem wyszłam z domu.

 

Zadzwoniłam do P. i 

spotkaliśmy się w środku nocy. P. bardzo się ucieszył, że się spotykamy, bo 

brakowało mu naszych wspólnych wypraw do Galmoku i Compagne del Sole. 

Odkąd wyszłam za mąż, nie miałam na to czasu, co P. niby rozumiał, ale miał 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

46 

mi też trochę za złe. Przestał mi robić wymówki, gdy się dowiedział, że mam 

problemy. Bardzo się nimi przejął.  

– Cholera, wiedziałem, że coś z nim jest nie tak! Był za dobry. Za pozytywny. 

Wiesz, jak to jest? Każdy ma jakieś wady, nawet Bartek, choć muszę przyznać, 

ż

e akurat Bartek nie ma wad. W każdym razie ja ich nie dostrzegam. 

P. od tygodnia znowu był z Bartkiem i wszystko układało się świetnie, bo nie 

przywiązywał już wagi do drobiazgów, które przedtem rujnowały ich związek.  

– To nic trudnego, jak się człowiek odpowiednio nastawi – opowiadał. – 

Wczoraj znów znalazłem jego skarpetki pod poduszką, ale tylko się 

roześmiałem. Bo czy to nie jest zabawne, że on nie może nauczyć się porządku? 

Jest taki rozmemłany! A jakie śmieszne rzeczy wygaduje przy telewizji! 

Wyobraź sobie, że nie podoba mu się panna Cichołapka. To ja się pytam, kto 

mu się podoba, jeśli nie podoba mu się nasza największa gwiazda? Może to 

przez to, że jest gejem. Na szczęście ja mu się podobam i trudno się dziwić. 

Chociaż ostatnio jestem trochę blady, zauważyłaś?  

P. mówił i mówił, a ja próbowałam pozbierać myśli. Czy naprawdę zrobiłam coś 

złego? Przecież Ogr taką właśnie mnie kochał. Kobietę silną, odważną, 

wyzwoloną. Ikonę seksu. Dlaczego to, co było moją najmocniejszą stroną, 

miałoby mu teraz przeszkadzać?  

– Słuchaj, czy to coś złego, że ludzie widzieli mój orgazm? – przerwałam 

monolog P. w momencie, gdy postanowił, że następnym razem ufarbuje włosy 

na ciemny brąz, bo czarny go postarza, a w dodatku podkreśla bladość.  

– W twoim wieku sama powinnaś wiedzieć, co jest dobre, a co złe – powiedział 

krótko i wrócił do rozważań o kolorach.  

Ale ja nie wiedziałam. Wiedziałam oczywiście, że orgazm to nie jest to, co 

grzeczne dziewczynki przeżywają na wizji. Ale przecież nie byłam już grzeczną 

dziewczynką, lecz matką, żoną, profesjonalistką i symbolem dojrzałej 

kobiecości. Czy po ślubie muszę przestać być sobą? Chciałam ratować nasze 

małżeństwo, które miało zaledwie dwa miesiące, byłam gotowa zrobić 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

47 

wszystko, żeby mój mąż był ze mną szczęśliwy, ale nie chciałam rezygnować z 

siebie. Zresztą, czy mój mąż mógłby być ze mną szczęśliwy, gdybym nie była 

sobą? Przecież to ze mną się ożenił, a nie z kimś innym. Postanowiłam 

porozmawiać o tym z Ogrem.  

 

Gdy wróciłam do domu, Ogr już spał. Następnego dnia skróciłam przyjęcia w 

klinice, żebyśmy mieli dużo czasu na rozmowę.  

– Ogr, przecież cię kocham, przed ślubem było nam tak dobrze razem, a teraz 

co? Czy już mnie nie kochasz?  

– Nie odwracaj kota ogonem. Po tym, co zrobiłaś wczoraj, to ja nie wierzę w 

twoje uczucia.  

– Jaki związek ma mój orgazm na wizji z naszym życiem? 

– Jesteś moją żoną, twoje orgazmy należą do mnie! A ty pokazałaś wszystkim, 

jak ci się odgina duży palec! Czy wiesz, że przez kilka minut pokazywali twoją 

stopę na telebimie? 

– Z tobą też mi się odgina – zalotnie zajrzałam mu w oczy.   

– Odginał! Na więcej nie mam ochoty. Ile razy pomyślę o tym, że w klinice 

dotykasz tych wszystkich prąci i bierzesz je do ust, że bez umiaru stosujesz 

swoje słynne liźnięcie rowka zażołędnego, że potem jeszcze w telewizji robisz z 

siebie widowisko, to szlag mnie trafia! Przecież jesteś moją żoną!  

– Ogr, przecież wiedziałeś o mojej pracy. Wiedziałeś, że zajmuję się seksem. To 

cię kręciło. Byłeś ze mnie dumny. Przecież dalej robię to samo! 

– Czy ty nic nie rozumiesz? Zdobyłem cię i chcę, żebyś była tylko moja!  

– Uwielbiam moją pracę! To dzięki niej jestem sławna, bogata, uwielbiana. 

Chyba nie chcesz, żebym z tego zrezygnowała?  

– Chcę. Żądam tego. Jestem twoim mężem i nie pozwolę, żebyś ośmieszała 

moje nazwisko. Tylko tak możemy uratować nasze małżeństwo.  

Byłam wściekła. Nie byłam pewna, czy chcę  jeszcze ratować nasze 

małżeństwo, chociaż maleństwo miało zaledwie dwa miesiące. Bo po co dalej 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

48 

ciągnąć coś, co od początku się nie układa i widać to gołym okiem? Ale czy 

można tak szybko zrezygnować z małżeństwa? A te wszystkie marzenia i 

nadzieje, że odtąd będziemy żyli długo i szczęśliwie? O nie, tak łatwo ich nie 

pogrzebię. Prędzej mi kutas na dłoni wyrośnie niż pozwolę umrzeć mojemu 

małżeństwu po dwóch miesiącach. Bo jaki to będzie przykład dla Julki, że jej 

matka znów nie umiała stworzyć szczęśliwej rodziny! Ale czy to oznacza, że 

muszę zrezygnować z pracy? A jeśli tak, to czy Ogr zdaje sobie sprawę, jakie 

mogą być konsekwencje takiej decyzji nie tylko dla mnie, ale i dla niego, a 

właściwie dla jego uczuć?  

– Ogrze, kochałeś mnie jako ogólnopolską ikonę seksu w kategorii kobiet 

dojrzałych. Czy będziesz mnie kochał, gdy stanę się kurą domową?  

– Uwielbiam kury! – wykrzyknął entuzjastycznie, czując chyba, że jestem 

gotowa iść na pewne ustępstwa. – Chcę, żebyś była jak najwięcej ze mną. Co to 

za żona, której całymi dniami nie ma w domu? Chcę być przy wszystkich 

twoich orgazmach. W naszej sypialni chcę osiągać wyższe wskaźniki WROW 

niż osiągnął ktokolwiek przed nami. Chcę żyć z tobą i kochać cię aż do śmierci, 

w zdrowiu i w chorobie i bez twojej pracy, której jako mężatka nie powinnaś 

wykonywać. Gdy zrezygnujesz z niej, nasze małżeństwo zostanie ocalone, gdy 

będziesz się przy niej upierać, wkrótce może już być za późno.  

I tak dalej i dalej, Ogr swoje w patetycznym tonie, baba swoje, ale coraz ciszej, 

bo niczego nie byłam już pewna. Może jednak powinnam się poświęcić dla 

wspólnego dobra? Ale jeżeli dobro jest wspólne, to dlaczego mamy je osiągnąć 

tylko moim kosztem? Czułam, że jest w tym coś podejrzanego. Mam 

zrezygnować z pracy, która dawała mi poczucie mocy? Niemożliwe, żeby Ogr 

tego ode mnie wymagał. To znaczy, że mnie nie kocha. Myśli kłębiły mi się w 

głowie, miałam taki mętlik, że byłam gotowa rzucić męża i pracę, choć znacznie 

chętniej zatrzymałabym jedno i drugie. Chcę mieć rodzinę i pracę. Czy to za 

dużo?  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

49 

– Za dużo –powiedział Ogr i na znak, że rozmowa skończona, włączył 

telewizor.   

Byłam załamana. Czy sławna, bogata i uwielbiana kobieta nie ma prawa do 

odrobiny małżeńskiego szczęścia? Było mi bardzo smutno. Już nie czułam się 

silna, odważna, niezależna. Byłam zdruzgotana. Włączyłam Gary’ego Moore’a i 

płakałam nad własnym losem. Ogr nie mógł na to patrzeć, więc wziął sukę i 

wyszli na spacer. Następnego dnia pojechałam do pracy, lecz każde, nawet 

najmniejsze prącie stawało mi kością w gardle, gdyż było kością niezgody w 

moim małżeństwie. Brałam je wszystkie do ust, ale z dużą niechęcią, bo czy 

warto poświęcać dla nich spokój domowego ogniska? Myślałam nad tym tak 

głęboko, że nawet srebrne, a niezwykle ruchliwe usta asystentki nie były w 

stanie wyrwać mnie z zadumy. 

 

Obudziło mnie walenie kotletów. To nieomylny znak, że jest sobota. Sąsiadka z 

góry w każdą sobotę wali schabowe. Upadek komunizmu i nasze otwarcie na 

ś

wiat zmieniło w jej kuchni tylko tyle, że schabowe są w każdy weekend, a nie 

od wielkiego święta.  

– Co za brak fantazji – mruknęłam jak zwykle i szybko zerwałam się z łóżka. Ja 

też musiałam pomyśleć o obiedzie, bo jutro z pierwszą wizytą mieli przyjść do 

nas teściowie. Pewnie najlepiej by było, gdybym i ja usmażyła schabowe, ale 

nie mogłam, bo jestem wegetarianką.  

– Chyba możesz zrobić wyjątek dla moich rodziców? – zapytał Ogr, ale niestety 

nie mogłam, bo nie przykładam ręki do zjadania zwierząt.  

– Ojciec nie wyobraża sobie niedzielnego obiadu bez mięsa – Ogr dalej napierał, 

ale są sprawy, w których jestem twarda jak na kobietę przystało.  

– Zrobię tyle pysznych rzeczy, że nawet nie zauważy, że nie ma mięsa – 

powiedziałam, choć faktem jest, że byłam nieco zdenerwowana. Bo jeśli ojciec 

naprawdę nie wyobraża sobie obiadu bez mięsa? Ułożyłam wykwintne menu, 

które mogłoby mu zrekompensować brak kotleta, i pojechałam na zakupy. 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

50 

Wieczorem wzięłam się do pieczenia szarlotki, ale spoko, w samochodzie 

miałam rezerwową.  

– Znowu szarlotka? Co za brak fantazji – powiedział Ogr, wchodząc do kuchni 

po kolejne piwo. Ubódł mnie tym do żywego i wpędził w panikę, bo w 

samochodzie nie miałam nic poza szarlotką. Postanowiłam udać, że piekę coś 

jeszcze, a rano wyskoczyć do Batidy. Ale czy to wszystko miało sens? Moje 

małżeństwo coraz bardziej przypominało egzamin na prawo jazdy. Z góry 

wiadomo, że jest się na przegranych pozycjach. Jestem przeciwniczką dawania 

łapówek nawet w naturze i uprawiania seksu po to, żeby osiągnąć coś innego niż 

zwykłą przyjemność, ale w tej atmosferze dłużej żyć nie mogłam.    

– Ogr, draniu! Ty zupełnie zapomniałeś, że mnie kochasz! – znienacka 

przeszłam do ataku  i wsadziłam mu język do ucha. Cios był celny. Kusza 

wypadła mu z ręki. Gdy wsunęłam mu rękę do spodni, spadła z niego zbroja, a 

spod niej wyłonił się mój Ogr, mój ukochany Ogr, a raczej Ogier, gotowy do 

miłości. Oparłam się o blat i kochaliśmy się tak jak przed ślubem, a potem 

znowu i znowu, z masłem, bez i znów z masłem, jakbyśmy nie byli 

małżeństwem, lecz zwykłą parą kochanków, która nawet nie myśli o ślubie. 

 

Rano kupiłam tartę owocową i przełożyłam do mojej formy, żeby nie było 

wątpliwości, kto ją upiekł. Nie umiem kłamać, ale jak się powiedziało A i 

upiekło szarlotkę, to nie można wyłożyć się na tarcie. Na tym skończyłam 

pieczenie i wzięłam się do gotowania, które jest moją mocniejszą stroną. 

Zrobiłam tapenadę do grzanek, sałatę i kilka sałatek, ugotowałam zupę z dyni, 

upiekłam całą blachę warzyw, które mieliśmy jeść z salsa verde, żeby teściowie 

byli zadowoleni i żeby ojciec Ogra nie odczuł braku mięsa. Byłam z siebie 

dumna, ale ojciec nawet nie spojrzał na stół, tylko gapił się na mnie z 

zachwytem. 

– Królowo, jesteś cudowna. Ten Ogr to szczęściarz. O tobie marzą wszyscy moi 

koledzy. Twoje zdjęcia wiszą w moim warsztacie – ojciec ma warsztat 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

51 

samochodowy, mama jest emerytowaną nauczycielką wuefu – w garażu, w 

przedpokoju, a wczoraj mama pozwoliła mi je powiesić nad łóżkiem. Jesteś 

cudowna! Co za temperament, jakie doświadczenie i seksapil, którego nie 

straciłaś z wiekiem! I te twoje legendarne złote usta, które przejdą do historii i 

nasze wnuki będą się o nich uczyć! Marzę o tym, żeby poznać cię bliżej –  

obsypywał mnie gradem pocałunków, z których nie wszystkie trafiały w 

policzek.  

– Tato, to moja żona – przypomniał Ogr sucho, za co byłam mu wdzięczna, bo 

czułam się nieco skrępowana.  

– Twoja żona, a moja ikona! – ojciec był niezrażony. –  Przecież ona jest 

symbolem seksu, nie możesz mi zabronić się nią zachwycać! Królowo, jesteś 

boska – znów zwrócił się do mnie, a jego pocałunki, którymi obsypywał teraz 

moje ręce, trafiały coraz częściej w okolice biustu.  

– Tato, zapraszam do stołu – wyswobodziłam się w końcu z jego ramion i 

próbowałam przerwać tę erupcję zachwytu, gdyż bałam się, że urazi ona jego 

małżonkę i będzie na mnie, żegnajcie dobre stosunki z teściową. Ale gdzie tam, 

ż

adna uraza nie była jej w głowie. Teściowa też nie patrzyła na stół, lecz 

spoglądała z zachwytem to na mnie, to na swojego męża.   

Gdy wyszłam do kuchni, poszła za mną i wszystko się wyjaśniło: 

– Baśka, uwielbiam cię! Cieszę się, że mam taką synową, co tam cieszę, jestem 

po prostu szczęśliwa, że ożywiłaś nasze małżeństwo. Jak dostałaś tego orgazmu 

na wizji, to – mama zamilkła, szukując słów, którymi mogłaby nazwać rzeczy 

nigdy dotąd przez nią nienazwane, a gdy znalazła, zaczęła nerwowo chichotać, 

lecz w końcu powiedziała – stanął mu tak jak kiedyś. Kochaliśmy się jak przed 

laty. I wczoraj też. Czuję, że jeszcze trochę, a uda nam się osiągnąć chociaż 

jakiś maleńki WROW, którego nigdy przedtem nie osiągnęliśmy, nawet w 

młodości, bo dopiero ty nam pokazałaś, jak cudownie może być w łóżku! Dzięki 

tobie odkrywamy seks życia! Dziękuję, moja córeczko – szepnęła i wpiła mi się 

w usta. Ratunku! Nigdy w życiu nie całowałam się z własną teściową, a co 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

52 

dopiero na pierwszej randce! Prawdę mówiąc, czułam się jeszcze bardziej 

zażenowana niż przed chwilą, gdy całował mnie ojciec, ale nie chciałam, żeby 

teściowa poczuła się odepchnięta, więc odpowiedziałam na jej pocałunek, 

najpierw jedynie grzecznościowo, ale szybko mnie to wciągnęło. Nie opierałam 

się, gdy przyparła mnie kroczem do ściany i całowała, ocierając się o moje udo. 

Nigdy bym nie pomyślała, że Ogr ma taką matkę. Ogr też się zdziwił, kiedy 

wszedł do kuchni.  

– Matko Boska, co wy tu wyprawiacie! Baśka, czy dla ciebie nie istnieją żadne 

ś

więtości? Chociaż moją starą matkę zostaw w spokoju!  

Mama odskoczyła ode mnie jak oparzona.  

– Przepraszam, synku, to ja nie mogłam się opanować. Masz taką cudowną 

ż

onę.  

Ogr kazał nam natychmiast iść do salonu.  

– Baśka, weźmiesz mnie do telewizji? – zapytał ojciec. – Chciałbym zobaczyć 

swoje prącie na telebimie.  

– Niestety, tato, nie mogę, bo tam jest limit wieku. Ale zapraszam na badanie 

osobowości do Kliniki Prącia, jeśli mama się zgodzi.  

– Nie mam nic przeciw temu, jeśli i ja będę mogła być przy badaniu – mama 

spoglądała zalotnie to na mnie, to na męża. – Chcę się w końcu dowiedzieć, za 

kogo wyszłam. A może już teraz mogłabyś go przebadać? Oczywiście uiścimy 

za wizytę.  

– Teraz zapraszam do stołu – starałam się rozładować sytuację, widząc, że Ogr 

ma już dosyć. Bałam się, że wyrzuci z domu własnych rodziców. 

– Baśka nie będzie więcej zajmować się tymi idiotycznymi badaniami – 

obwieścił przez zaciśnięte zęby. 

– Co ty mówisz! Dlaczego? – zaczęli wykrzykiwać teściowie. – Dzięki niej nasz 

kraj stał się pogodniejszy, dzieci przychodzą na świat, a i my doczekaliśmy się 

odrobiny przyjemności na starość!  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

53 

– To jest moja żona i nie będzie więcej popisywać się w telewizji! Ani 

przyjmować w tej idiotycznej klinice! 

– Zwariowałeś! – ojciec próbował wybić Ogrowi z głowy te głupie pomysły. – 

To tak jakbyś chciał trzymać w domu dobra narodowe! Na przykład „Bitwę pod 

Grunwaldem”. Albo ołtarz Wita Stwosza. Albo Dodę Elektrodę, która w końcu 

przekonała do siebie wszystkich poza panem Kubą Wojewódzkim, z czego 

musiał się gęsto tłumaczyć we własnym programie, i zdobyła bursztynowego 

słowika, nim przechwycił go ksiądz Janicki! Show must go on! – ojciec był już 

nieco wstawiony i porwał mnie do tańca, śpiewając na melodię „Jolka, Jolka, 

pamiętasz”. Szło to jakoś tak:  

 

Baśka, Baśka, królowo ty z moich snów, 

W telewizji widziałem cię, 

Obudziłaś me prącie do życia znów, 

Choć myślałem, że skończyło się.  

 

Teść śpiewał, tańczył, przytulał mnie, tarł prąciem o moje udo, czułam je 

wyraźnie, moje dłonie rwały się do badania, ale musiałam je trzymać na wodzy, 

bowiem Ogr patrzył mi na ręce, jakby domyślał się, że znając prącie ojca, 

rozwiążę zagadkę syna. Byłam pewna, że w spodniach ojca tkwi tajemnica 

poślubnej przemiany Ogra, której w jego prąciu nie umiałam dostrzec, bo 

najciemniej, jak wiadomo, jest pod latarnią oraz wszędzie tam, gdzie w grę 

wchodzi miłość. Nie mogąc posłużyć się ręką, wyostrzyłam zmysły na moim 

udzie i kiedy teść otarł się o nie znowu, wszystko stało się jasne. Zaśmiałam się 

triumfalnie, choć w gruncie rzeczy nie było mi do śmiechu. Obydwa prącia były 

bardzo podobne do siebie, jednak lekkie przegięcie żołędzi, do którego u Ogra 

nie przywiązywałam wagi, u jego ojca od razu rzuciło mi się w oczy, a 

właściwie wyczułam je udem. Stary Ogra też był ekstrawertykiem i optymistą, 

ale nachylenie główki w kierunku brzucha, a więc w kierunku samego siebie, 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

54 

wskazywało wyraźnie na silne poczucie własności, potrzebę dominacji, chęć 

zawładnięcia partnerką. Przecież Ogr też miał ten charakterystyczny przechył do 

wewnątrz, jakby chciał zagarnąć wszystko, co nadzieje na prącie, co czułam na 

własnej skórze! Od dawna wiedziałam, że Ogr jest nie tylko pogodnym, 

pewnym siebie ekstrawertykiem i stabilnym emocjonalnie, wrażliwym 

optymistą. Wiedziałam, że jest także dobrym, poczciwym Ogrem, do którego 

miło się przytulić, ale po ślubie okazało się, że jest także specjalistą od tego, jak 

ma być w naszym małżeństwie, a ja miałam się tylko dostosować! Zagięcie 

prącia sprawiło, że traktował mnie jak swoją własność. Odkąd byłam jego żoną, 

chciał decydować o moim życiu i wszystko wiedział lepiej. Nie zdążyłam 

rozerwać szat nad tym odkryciem, bo nagle uświadomiłam sobie, że ten 

charakterystyczny przechył główki do wewnątrz, to filuterne zerkanie jednym 

oczkiem w oczy właściciela, nie jest wyłącznie właściwością Ogra i jego ojca, 

ale większości prąci, co widać wyraźnie, jeśli kierować się czuciem, które wnika 

w istotę rzeczy, a nie już dawno skompromitowanym okiem, którym bez sensu 

posługiwałam się do tej pory. A więc to tak! Tyle prąci miałam w swoich 

rękach, a nie widziałam tego, co najważniejsze. Mężczyźni ciągle chcą nas sobie 

podporządkować, zamiast zobaczyć w nas równoprawne istoty. Nawet jeśli tego 

nie mówią, uważają nas za swoją własność, jakbyśmy powstały z ich żebra. 

Partnerstwo? Tak, ale na ich warunkach. Oni wiedzą lepiej, czego my chcemy i 

do czego jesteśmy stworzone. I co mamy robić, żeby im było wygodnie. Czułam 

się jak Marks i Engels w jednym, a właściwie w jednej. Odkryłam, że te 

wszystkie czarownice, sufrażystki, kurwy, feministki i ladacznice to kobiety, 

które chciały się wyrwać spod męskiej dominacji i dlatego zostały 

napiętnowane! Chętnie rozwijałabym dalej moje odkrycia, ale nie mogłam, bo 

ojciec napierał na mnie coraz śmielej, śpiewając mi do ucha:  

 

Baśka, Baśka, królowo ty z moich snów,  

Moje prącie oddaję ci, 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

55 

Zbadaj mnie, a na koniec coś ze mną zrób, 

Bo od wczoraj wciąż stoi mi.   

 

Nie mogłam się powstrzymać, a właściwie – odkąd byłam rewolucjonistką, 

gotową iść na barykady – nie chciałam się powstrzymać, więc wzięłam to prącie 

do ręki, nie zważając na Ogra. Tego mu było za wiele! Chwycił mnie za kark i 

wyprowadził do sypialni, a rodzicom, choć mocno się opierali, kazał wracać do 

domu. Mama krzyczała, że wpadną jutro do kliniki i że jestem cudowna, ojciec 

dalej śpiewał o królowej, a potem razem krzyczeli, żebym się nie przejmowała 

tym gburem, którego wychowali na własnym łonie. Widziałam ich jeszcze przez 

okno, machali do mnie i przesyłali pocałunki, jakbym była królewną zamkniętą 

w wieży, w końcu zaczęli się całować i objęci zniknęli za rogiem. A ja zostałam 

sama w małżeńskiej sypialni, w której kiedyś tyle się działo.   

 

Nie zamierzałam rezygnować z telewizji, bowiem oznaczałoby to całkowite 

poddanie się woli Ogra. Będąc rewolucjonistką, nie mogłam się na to zgodzić, 

choć ta część mnie, która była żoną, bardzo pragnęła zrobić wszystko, żeby 

zadowolić męża. Trzymałam ją w ryzach, licząc na to, że sprawa rozwiąże się 

sama, a właściwie, że rozwiąże ją KRRiT w nowym składzie, zdejmując 

„Pytanie o pytę” z ramówki ze względu na obecność monstrualnych prąci. 

Byłoby to zupełnie zrozumiałe, gdyż nowa rada powinna stać na straży etyki 

mediów i wprowadzić cenzurę obyczajową celem ratowania naszej cywilizacji i 

wzmacniania władzy absolutnej Pychy i Sprawiedliwości. Wkrótce jednak 

okazało się, że nie mam co liczyć na pomoc KRRiT w rozwiązaniu moich 

problemów małżeńskich, które od czasu wizyty teściów przybrały formę 

cichych dni ze strony Ogra, bowiem PiS nie zamierzał wylewać dzieci razem z 

programem, dzięki któremu rodziły się na potęgę. Odkąd nachalne reklamy 

firmy Wafel, które sprzyjały zajadaniu przez naród popędu seksualnego, 

zastąpiono reklamami mebli ze szczególnym uwzględnieniem sypialni 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

56 

małżeńskich oraz pokoików dziecięcych, przyrost naturalny rósł nienaturalnie, 

już nie mówiąc o siedmiu milionach poczęć, do których doprowadził mój 

orgazm. Ojcowie narodu nie dali sobie przysłonić oczu monstrualnym prąciem i 

„Pytanie o pytę” nie dość, że nie zostało zdjęte, to w dodatku stało się pupilkiem 

PiS–u. Pycha i Sprawiedliwość postanowiła wykorzystać je do własnych celów, 

demonstrując na telebimie własne prącia, a tym samym zwiększając popularność 

własnych członków w obydwu znaczeniach tego słowa. Pomysł był świetny, bo 

nie dość, że umacniał pozycję PiS–u, to sprzyjał rozsiewaniu sprawdzonego pod 

względem moralnym materiału genetycznego, bowiem wszystkie Polki marzyły 

o tym, by znaleźć się z bohaterami programu sam na sam w Hotelu Wróblewski 

w Suwałkach lub w jakimkolwiek innym miejscu. A zatem PiS zgodził się na 

dalsze demonstrowanie prąci i to przed godziną 23, ale pod warunkiem, że w co 

drugim „Pytaniu o pytę” wystąpi całkiem prywatnie członek PiS–u z własnym, 

choć nieco podrasowanym prąciem. Wkrótce okazało się, że dalsze zwiększanie 

przyrostu naturalnego nie ma sensu, gdyż becikowe zżarło cały budżet państwa, 

ale członkom PiS–u udział w programie tak się spodobał, że nie chcieli słyszeć o 

zdjęciu go z ramówki. Wprowadzono jedynie drobne zmiany. „Pytanie o pytę” 

dalej było czymś w rodzaju miksa „Wielkiej gry” z „Randką w ciemno”, gdzie 

w ciemno było prącie, które dopiero na koniec ukazywało się na telebimie. Dalej 

zadawałam pytania dotyczące charakteru bohatera programu, jego 

temperamentu, poglądów i upodobań samemu bohaterowi oraz jego żonie i 

koledze z pracy. Pytani nadal nie słyszeli nawzajem swoich odpowiedzi, gdyż, 

podobnie jak w „Wielkiej grze”, siedzieli ze słuchawkami na uszach, ale w 

przypadku, gdy bohaterem programu był członek PiS–u, nie miało to żadnego 

znaczenia, bowiem wszyscy znali przygotowane wcześniej odpowiedzi, a 

najczęściej czytali je z kartki. Problem polegał na tym, że na podstawie tych 

odpowiedzi nie byłam w stanie dokonać charakterystyki osobowości, a tym 

bardziej odgadnąć parametrów prącia. Podam prosty przykład. Na pierwszy 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

57 

ogień poszedł pan Basiewski, zaprawiony w bojach sejmowych, które nieraz już 

wymagały mijania się z prawdą.  

– Czy jest pan zadowolony z życia? – to wstępne pytanie sondujące długość 

członka zadawałam wszystkim uczestnikom programu, a więc i panu 

Basiewskiemu.  

– Czy jestem zadowolony? Ja jestem po prostu szczęśliwy, że jako szef kółka 

różańcowego

*

 PiS–u mogę solidarnie z Radiem Marynia spełniać marzenia 

całego narodu, pod przewodnictwem Przewodniczącego oraz Prezydenta oraz 

Premiera Marciniaka. My razem, solidarnie, poprowadzimy nasz naród w prawo 

i doprowadzimy tam, gdzie jego miejsce, choćby nie wiem jak się opierał – 

słowa te, wypowiedziane patetycznym tonem, wprawiły mnie w zakłopotanie, 

bowiem zdawały się wskazywać na to, że pan Basiewski cierpi na wieloprącie.  

To samo pytanie zadałam żonie pana Basiewskiego, która, jak wiemy, nie mogła 

słyszeć odpowiedzi męża, ale miała kartkę. Ponieważ kartki mogły budzić 

podejrzenia, że coś tu z góry ukartowano, z czasem zastąpiono je prompterem, 

czyli takim urządzeniem, z którego czytają dziennikarze, ale telewidzowie go 

nie widzą. Fakt, że widzi go publiczność zgromadzona w studio nie miał 

znaczenia, bowiem na programy z udziałem członków PiS–u wpuszczano tylko 

członków PiS–u i ich rodziny.  

Ż

ona: Czy jest zadowolony? On jest po prostu szczęśliwy, że jako szef kółka 

różańcowego PiS–u może solidarnie z Radiem Marynia spełniać marzenia 

całego narodu, pod przewodnictwem Przewodniczącego oraz Prezydenta oraz 

Premiera Marciniaka. Oni razem, solidarnie, poprowadzą nasz naród w prawo i 

doprowadzą tam, gdzie jego miejsce, choćby nie wiem jak się opierał.   

Ta odpowiedź, biorąc pod uwagę, że była to odpowiedź żony, wskazywała 

raczej, że mąż cierpi na zanik prącia i chętniej niż igraszkom w małżeńskiej 

sypialni oddaje się innym mężczyznom.  

                                                 

*

 Autorka ma na myśli różaniec innych religii (przyp. red.) 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

58 

Aby ostatecznie zweryfikować liczbę prąci, to samo pytanie zadałam koledze 

bohatera z pracy, w tym przypadku był to sam Przewodniczący. 

Przewodniczący: Czy jest zadowolony? On jest po prostu szczęśliwy, że jako 

szef kółka różańcowego PiS–u może solidarnie z Radiem Marynia spełniać 

marzenia całego narodu, pod przewodnictwem moim z bratem oraz Premiera 

Marciniaka. My razem, solidarnie, poprowadzimy nasz naród w prawo i 

doprowadzimy tam, gdzie jego miejsce, choćby nie wiem jak się opierał. 

Ta wypowiedź równie dobrze wskazywała na wieloprącie, jak i na brak prącia u 

Basiewskiego.  

Zatem po pierwszej turze pytań nie byłam w stanie określić nawet liczby prąci, a 

co dopiero ich parametrów! Nie mogłam także powiedzieć nic istotnego o 

osobowości bohatera. Czułam, że moja metoda zawodzi, gdy zamiast prostych i 

szczerych odpowiedzi w grę wkracza polityka. Chciałam w związku z tym 

podać się do dymisji, ale nie było takiej potrzeby, bowiem charakterystykę 

osobowości bohatera oraz parametry jego zadziwiająco dużego prącia 

otrzymywałam na kartce, którą dyskretnie podawał mi Piecuchow. W przypadku 

Basiewskiego charakterystyka brzmiała następująco:  

Już od dzieciństwa marzył o tym, żeby jego naród był szczęśliwy. Na lekcjach 

religii wyróżniał się pilnością. Był przewodniczącym samorządu 

uczniowskiego. Dziś jest mężem stanu, którego przewyższa jedynie sam 

Przewodniczący, Prezydent oraz Premier Marciniak. 

Na dole kartki podane były parametry: długość 35cm, obwód 14 cm, trzon 

zwrócony zdecydowanie w prawo. Po przerwie na reklamy, podczas której dwie 

asystentki w stroju topless pomogły bohaterowi osiągnąć maksymalny wymiar 

prącia, zostało ono pokazane na telebimie. Było imponujące! Niezwykłe! 

Porażające! Dopiero z czasem dowiedziałam się, że na polecenie KRRiT prącia 

polityków PiS–u pokazywano w skali 450:1, a więc powiększano je trzy razy 

bardziej niż prącia bohaterów pochodzących ze zwykłego naboru odbywającego 

się za pośrednictwem SMS–ów. W przypadku Prezydenta i Przewodniczącego 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

59 

skalę zwiększono czterokrotnie, co sprawiło, że zawadiacko skręcone w prawo 

prącie Przewodniczącego nie zmieściło się na telebimie, raz jeszcze 

potwierdzając już wcześniej poczynione przeze mnie obserwacje, że prącia 

bliźniaków jednojajowych mogą różnić się bardziej niż twarze. 

Notowania PiS–owców rosły w stopniu zatrważającym inne partie, szczególnie 

wśród kobiet i to niezależnie od ich wyjściowych poglądów politycznych. 

Kobiety szalały, domagały się nowych wyborów, w których mogłyby swoje 

głosy oddać na PiS, PiS też domagał się nowych wyborów, a przynajmniej 

szantażował nimi, wygrażał i cofał się w porę, bo nie mógł liczyć na poparcie 

mężczyzn, a i ja miałam coraz większe wątpliwości. „Pytanie o pytę” stało się 

jedną wielką fikcją i moje talenty nie były tu wcale potrzebne. Miałam dość roli 

figurantki. Pewnego dnia, gdy Piecuchow jak zwykle podsunął mi kartkę z 

imponującymi wymiarami któregoś z polityków, a jeden rzut oka wystarczył, 

ż

ebym zobaczyła całą jego mizerię, wzięłam torebkę i wyszłam. Nie byłam tu 

już potrzebna i szybko zdano sobie z tego sprawę. Nową prowadzącą została 

Miss Podlasia, która nawet nie próbowała udawać, że samodzielnie dokonuje 

charakterystyki osobowości bohatera i odgaduje parametry jego prącia, tylko 

czytała z kartki, co nikomu nie przeszkadzało, bowiem nie tylko prącia, ale i ona 

sama miała imponujące wymiary. Zmiana prowadzącej miała również tę dobrą 

stronę, że bardzo zwiększyła liczbę SMS–ów przysyłanych przez mężczyzn, 

gdyż mogli oni w ten sposób wygrać sukienkę, a także bieliznę, w którą 

prowadząca była ubrana. Z czasem cały program został opanowany przez 

członków PiS–u, to znaczy inni mężczyźni mogli przysyłać SMS–y 

zgłoszeniowe, ale nie mogli liczyć na to, że zostaną zakwalifikowani, jeśli nie 

wstąpili do rozrastającej się w zadziwiającym tempie Pychy i Sprawiedliwości. 

Pula nagród także się rozrosła. Oprócz weekendu w Hotelu Gołębiewski i 

bielizny prowadzącej można było wygrać wizytę w pokoju bohatera w hotelu 

poselskim, wspólny obiad w restauracji sejmowej lub wspólny wyjazd w 

delegację zagraniczną, zresztą nie wiem dokładnie, bo nie oglądałam. „Pytanie o 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

60 

pytę”, które sama stworzyłam i kochałam jak własne dziecko, mogło już dla 

mnie nie istnieć. Straciłam do niego serce. Chciałam napisać list protestacyjny, 

ujawnić, że to oszustwo, że nie są to prawdziwe parametry ani osobowości, ani 

nawet prącia, ale dokąd miałam go wysłać? Do Prezydenta? Do Marszałka 

Sejmu? Do Ministra Sprawiedliwości? Nie chciałam pisać do Strasburga, 

bowiem Przewodniczący zalecał, żeby nie kalać gniazda i trudne sprawy 

załatwiać we własnym kraju, w którym każdy mógł czuć się u siebie, pod 

warunkiem, że był członkiem PiS–u.  

 

Gdy tylko odeszłam z telewizji, kryzys w naszym małżeństwie został 

zażegnany. Ogr zaczął się do mnie odzywać, a nawet kilka razy mnie przeleciał, 

choć niechętnie. Kością niezgody pozostała klinika, a właściwe prącia, które 

badałam tam organoleptycznie.  

– I co z tego, że badam? Czy ginekolog nie może być wiernym mężem? – 

pytałam retorycznie, choć, prawdę mówiąc, nie znam wiernego ginekologa. 

Ogr jednak był nieugięty. Prosił, ale bardziej żądał, żebym przestała badać i 

pozwoliła wyjść na prowadzenie srebrnoustej asystentce.  

– Czy chcesz, żebym zakopała swoje talenty? 

Chciał, więc starałam się nie wracać do tematu. Na szczęście mieliśmy wiele 

innych spraw na głowie, przede wszystkim życie towarzyskie, które podobno 

ma sens, choć akurat w naszym przypadku nie mogłam się go doszukać. 

Niemniej, odkąd miałam wolne wieczory, nasze życie towarzyskie rozkwitło. 

Jak każde małżeństwo wypracowaliśmy swoje zwyczaje. Nauczeni pierwszym 

przyjęciem, z którego Ogr nie był zadowolony, staranniej dobieraliśmy gości. 

Przez sito selekcji udało się przedostać tylko przyjaciołom Ogra, którzy 

odwiedzali nas teraz co sobota.  

– A więc jutro u nas – mówiliśmy na pożegnanie, wychodząc w piątek od 

Bronków. W środę wszyscy szliśmy do Jarków, Bolkowie przyjmowali u siebie 

w co drugi wtorek, a w co drugi spotykaliśmy się u Sławków. Początkowo 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

61 

musiałam to sobie zapisywać, ale potem wpadłam w rytm, a raczej w nudną 

rutynę, bowiem wszędzie było tak samo, tylko menu było nieco inne. Moją 

specjalnością stała się szarlotka i bakłażany w cieście. Doszłam do takiej 

wprawy, że sobotnią kolację dla dziesięciu osób przygotowywałam w trzy 

godziny. Ogr nie musiał mi już pomagać, bo okazało się, że tego nie lubi i woli 

siedzieć przed telewizorem. Właściwie nie lubił żadnych prac domowych poza 

ustawianiem na półkach w łazience wszystkich kosmetyków według wzrostu 

oraz pedantycznym sprawdzaniem, czy wszędzie jest czysto, ale to nie był 

problem, gdyż odkąd rzuciłam poranne treningi i wieczorną pracę w telewizji, 

miałam dużo czasu. Odnosiłam nawet wrażenie, że moja doba rozciągnęła się do 

25 godzin, o czym marzą podobno wszystkie zapracowane kobiety, ale ja akurat 

o tym nie marzyłam. Szczerze mówiąc, wolałabym godzinę wcześniej iść spać, 

zamiast bawić się na naszych przyjęciach, jednak małżeństwo to sztuka 

kompromisu, więc co sobota piekłam szarlotkę i po kilku tygodniach mogłam 

już zrezygnować z rezerwowej blachy w samochodzie. Raz jeszcze okazało się, 

ż

e nie święci garnki lepią, choć nie od razu Kraków zbudowano. Odkąd nie było 

między nami Beby ani Diabła Tasmańskiego, ani nawet P., którego obecność, 

moim zdaniem, nikomu by w niczym nie przeszkadzała, ale Ogr był innego 

zdania, więc odkąd spotykaliśmy się w stałym składzie, wszystko można było 

przewidzieć. Przy kolacji bawiliśmy się opowiadaniem dowcipów o 

blondynkach, to znaczy panowie opowiadali, młode żony śmiały się wesoło, 

potrząsając blond włosami, a my, stare, dzielnie to znosiłyśmy. Równie dzielnie 

znosiłyśmy toasty, które panowie wznosili za zdrowie pięknych pań oraz tu 

obecnych, bez których życie nie byłoby tak przyjemne, śliniąc przy tym z 

zapałem ręce tej sąsiadki, która nie była ich żoną.  

– Ogrze, mówiłeś, że Beba zdominowała nasze pierwsze przyjęcie, ale czy teraz 

jest lepiej? – zwróciłam się do Ogra po jednym z wielu beznadziejnych 

wieczorów z tą samą listą dialogową i ślinieniem rąk, którego nie 

powstrzymywało nawet naprzemienne stosowanie słynnych gestów Kazi i 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

62 

Kozakiewicza. – Twoi koledzy narzucają swój styl bycia, opowiadają 

antykobiece dowcipy, gadają tylko o sporcie, samochodach, polityce i nie 

dopuszczają nas do głosu. Kobiety to dla nich istoty niższego rzędu, służące do 

ozdoby i uprzyjemniania życia mężczyzny.  

– Nie przesadzaj, inne kobiety to lubią, tylko ty jesteś uprzedzona do moich 

przyjaciół. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że ten Diabeł był od nich lepszy? 

Albo P.? Moi znajomi przynajmniej są normalni, nic dziwnego, że podobają im 

się kobiety.   

Może i nic dziwnego, ale nie chciałam dłużej znosić protekcjonalnego 

traktowania i obleśnego ślinienia rąk, jednak Ogr wytłumaczył mi, że w 

ś

rodowisku biznesmenów są to obyczaje powszechnie przyjęte i powinnam się 

dostosować. Czasem któryś z panów próbował mnie namówić, abym 

udowodniła, że mam złote usta, prowokacyjnie podawał to w wątpliwość, chciał 

się zakładać i to o niebagatelne sumy, czy jednym liźnięciem rowka 

zażołędnego potrafię doprowadzić go do orgazmu, ale ja byłam nieugięta. Co 

innego badać pacjentów w klinice prącia, co innego pieprzyć się z facetami, z 

którymi miałam na to ochotę, zapomnieć się w orgazmicznych uniesieniach na 

wizji, a co innego odpowiadać na zaczepki przyjaciół Ogra, którzy w dodatku 

nagabywali mnie tak, żeby Ogr nie słyszał, i strasznie się złościli, że im 

odmawiam. Nie udawaj świętoszki, przecież wiem, że to lubisz, mówili coś w 

tym stylu, łapiąc mnie pod stołem w najlepszym razie za nogę. W takich 

sytuacjach musiałam natychmiast iść do łazienki, by zwrócić kolację. Bałam się, 

ż

e przyjaciele Ogra znów wpędzą mnie w bulimię, z której uleczyło mnie nasze 

małżeństwo. Któregoś wieczoru, gdy goście w końcu wyszli, postanowiłam 

porozmawiać o tym z Ogrem. 

– Ogrze, twoi przyjaciele składają mi niemoralne propozycje – zaczęłam, ale 

Ogr nie chciał słuchać. Ogr lubi, żeby czarne było czarne, a białe białe i na 

przyjaciół nie da powiedzieć złego słowa.  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

63 

– Ty wszędzie widzisz seks! Jesteś nimfomanką! Moi przyjaciele potrafią się 

bawić i żartować i nie należy traktować tego tak poważnie. To miłe, że podoba 

im się moja żona. Niepotrzebnie tak się nadymasz i co chwila chodzisz do 

łazienki.  

Nie po raz pierwszy wydało mi się, że Ogr nie ma racji, ale co miałam robić? Z 

jego kolegami musiałam sobie radzić sama. Nawet wtedy, gdy lekko już 

wstawieni szli za mną do kuchni i próbowali mnie całować albo wkładać sobie 

moją rękę w spodnie.   

– Chociaż jeden raz, proszę – szeptali namiętnie, a ja z trudem 

powstrzymywałam odruch wymiotny. Znów zaczęłam cierpieć na zanik libido. 

Nawet Ogr przestał mnie pociągać. Jego grube łydy i przerzedzone włosy 

budziły we mnie obrzydzenie, co wyraźnie świadczyło o tym, że pierwsze 

prawo optyki interpersonalnej przestało działać, ale nie zamierzałam się 

poddawać. W końcu po fazie zakochania jest czas na zwykłą miłość i 

przywiązanie, na budowanie związku na realnych podstawach, a nie na 

zauroczeniu, ale o ileż łatwiej byłoby mi budować, gdyby Ogr miał choć 

odrobinę uroku. A i tak miał go więcej niż jego koledzy. Nie byłam w stanie ich 

polubić, dlatego bez oporu zaakceptowałam rytuał, który w pierwszej chwili 

wydał mi się nieco dziwny. Otóż po kolacji panowie szli do gabinetu, aby 

rozmawiać o interesach, popijać whisky i grać w karty, a my, czyli pięć kobiet w 

różnym wieku, z czego dwie w wieku naszych dzieci, zostawałyśmy w salonie i 

sączyłyśmy eleganckie drinki. Ta z kolczykiem w pępku miała na imię Paulina i 

okazała się całkiem fajna. Zastępowała mi trochę Julkę, która od dwóch 

miesięcy nie dała znaku życia. Jej rówieśniczka, Sylwia, też miała kolczyk w 

brzuchu, co wyszło na jaw przy drugim spotkaniu. Moje rówieśnice to Zuza, ta 

ze wspaniałymi nogami, i Zyta z oczami jak filiżanki. Trudno byłoby nazwać 

nas przyjaciółkami, przyjaciół się wybiera, my zaś czułyśmy się na siebie 

skazane. Kilka razy w tygodniu robiłyśmy, co w naszej mocy, gadałyśmy trzy 

po trzy i przekomarzałyśmy się wesoło, żeby wieczór jakoś zleciał. Przyznam 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

64 

się, że traktowałam nasze życie towarzyskie jako kompletną stratę czasu, który 

mogłabym przeznaczyć na przyjemniejsze zajęcia. Choćby na seks. Tyle że 

akurat na seks kompletnie nie miałam ochoty, co zaczęło mnie już trochę 

niepokoić, zwłaszcza że Ogr również się do tego nie rwał. 

– Jak często to robicie? – zapytałam w którąś sobotę, gdy jak zwykle zostałyśmy 

same w naszym salonie. 

– Bronek kocha seks, ale często boli go głowa, więc robimy to zwykle raz w 

tygodniu – powiedziała Paulina.   

– Sławek bez przerwy chciałby się ze mną kochać, tylko nie ma czasu, a po 

pracy jest taki zmęczony – wyznała Sylwia. – Ale robimy to kilka razy w 

tygodniu. Szczególnie na początku, gdy go poznałam.  

– My kochamy się prawie codziennie – powiedziała Zyta. – Bolek traktuje seks 

jak mycie zębów. Nie zaśnie bez tego. Kiedyś próbowałam protestować i 

wykręcać się bólem głowy, ale jak zdradził mnie parę razy, to przestałam. W 

końcu nic tak nie spaja małżeństwa jak zadowolenie męża.  

– Nie kochaliśmy się od dwóch miesięcy – grobowy głos Zuzy sprawił, że w 

salonie powiało grozą. Czyżby Jarek dojrzał wreszcie do wymiany Zuzy na 

młodszą? Bez sensu wywołałam wilka z lasu, nawet młode wyglądały na 

przestraszone. Na tym tle moje pożycie z Ogrem nie rysowało tragicznie, choć 

było w zaniku. Zuza milczała, więc ciągnęłam swoje, chcąc zatuszować przykry 

incydent. 

– Ogr ma mi za złe, że badam inne prącia. Nie chce się ze mną kochać, póki nie 

rzucę pracy – podzieliłam się z dziewczynami moim problemem, jednak nie 

znalazłam u nich zrozumienia.  

– To po co wychodziłaś za mąż? W małżeństwie trzeba się dostosować! To 

przez takie kobiety wyzwolone jak ty mężczyźni odchodzą i musimy sobie 

radzić same. Gdyby nie wy, nie przyszłoby im do głowy, żeby nas rzucać. 

Czuliby się za nas odpowiedzialni, nie musiałybyśmy cały czas o nich zabiegać 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

65 

– gdakały jedna przez drugą, chcąc przywołać mnie do porządku. – Ożenił się z 

tobą, a ty nie możesz nawet zrezygnować z pracy?  

– Chyba można to ująć inaczej – protestowałam. – Wyszłam za niego za mąż, a 

on jeszcze chce, żebym zrezygnowała z pracy, choć nic o tym nie mówił przed 

ś

lubem. 

– Ocalił cię przed śmiercią, a ty jesteś taka niewdzięczna –  wyszeptała Sylwia 

ze łzami w oczach. Nie miałam pojęcia, że jest taka wrażliwa. 

– Przed jaką śmiercią? – zapytała Paulina głupio. 

– Nie wiesz, że kobieta w jej wieku ma większe szanse, żeby zginąć z rąk 

terrorystów, niż wyjść za mąż? A on się z nią ożenił – Sylwia była wyraźnie 

poruszona, ale inne też.   

– Ja cię nie rozumiem – mówiła Zyta. – Kochasz Ogra, więc czemu nie chcesz, 

ż

eby był zadowolony? Ja pozwalam Bolkowi codziennie mnie używać, jakbym 

była szczoteczką do zębów. A on w dodatku robi to zawsze tak samo. Wyobraź 

sobie, co ja czuję co wieczór, gdy on na mnie włazi. Ale przecież małżeństwo to 

sztuka kompromisów. Chyba możesz zrezygnować z badania prąci, jeśli przez to 

on jest nieszczęśliwy?  

– A ja? Moje szczęście w ogóle się nie liczy? – zapytałam, choć czułam już, że 

jestem na straconych pozycjach.  

– Nie chcesz nam chyba powiedzieć, że twoje szczęście zależy od badania 

prąci? – ciągnęła ironicznie Zyta. – Ja uważam, że kobieta nie powinna 

afiszować się tym, że w ogóle wie, co to jest prącie. A do tego kobieta w 

pewnym wieku!  

– Mężczyźni są jak dzieci. My musimy być od nich mądrzejsze. Powiedz mu, że 

nie dotykasz prąci, tylko na nie patrzysz – poradziła mi Paulina z właściwym 

młodemu pokoleniu pragmatyzmem.  

– Ale ja kocham swoją pracę i nie umiem kłamać. Kłamałam tylko w sprawie 

szarlotki i bardzo mi ulżyło, że już nie muszę. 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

66 

– Chyba wiesz, że nie można mieć wszystkiego? – Zuza wzruszyła z rezygnacją 

ramionami. – Jak chcesz, dam ci telefon do mojej wróżki, niech powie ci, co 

masz zrobić.  

 

Wróżka była pulchną brunetką w pewnym wieku i od razu wzbudziła moje 

zaufanie. Przyjęła mnie w małym mieszkanku na Saskiej Kępie, pełnym kotów, 

obrazów i kamieni.  

– To kryształ górski – powiedziała, biorąc jeden z nich do ręki. – Powinnaś stale 

go nosić przy sobie. Jest jasny i czysty jak ty. Będzie pomagał ci znaleźć własną 

drogę.  

I dała mi kawałek kamienia, z którym postanowiłam się nie rozstawać. 

Przekładałam karty, a ona rozkładała je przed sobą i czułam, że wie o mnie 

wszystko. Powiedziała, że moja córka, którą kocham nad życie, jest daleko, ale 

mogę się o nią nie martwić.  

– Dzięki takim ludziom jak ona świat zmienia się na lepsze – dodała po chwili. 

Wiedziałam, że tak jest, ale to, że wiedziała o tym ta kobieta, wzruszyło mnie.  

Wiedziała także, że żyję w związku, w którym nie wszystko się dobrze układa.  

– Twój mąż chce ci zawiązać świat, bo nie rozumie twoich potrzeb i aspiracji. 

Chciałby mieć w domu kurę, a nie orła.  

Wiedziała, że jestem sławna, bogata, uwielbiana, choć z pewnością mnie nie 

rozpoznała. Przyszłam do niej w czarnej maseczce, włosy ukryłam w rudej 

peruce i przedstawiłam się jako X, tajemnicza niewiadoma, żeby nie ułatwiać jej 

zadania. Chciałam wiedzieć, co mówią karty, a nie wysłuchiwać krążących o 

mnie plotek, w których prawdy było tyle, co kot napłakał. A karty mówiły 

prawdę. O tym, że człowiek z przeszłości, który odszedł, teraz tego żałuje. To o 

moim byłym mężu, który dzwonił do mnie niedawno i pełzał po drugiej stronie 

druta, a ja tłumaczyłam mu cierpliwie, jak Beba swoim wielbicielom, że nie 

mogę być jego żoną, bo już mam męża.  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

67 

O tym, że jest mężczyzna, która strasznie tęskni, bo bardzo chciałby mi 

wsadzać. 

– On poza tobą świata nie widzi – mówiła wróżka w natchnieniu. – Wsadza 

wielu, ale ciągle myśli o tobie, bo umiesz się kochać jak żadna inna.  

Wiedziałam, że tak jest. Zawsze tak było. Kto raz był ze mną, nigdy nie 

zapomni. Lecz tylko Diabeł Tasmański tak cierpiał. Było mi go okropnie żal, ale 

co miałam zrobić, skoro ślubowałam wierność małżeńską?  

O tym, że kobieta, która była mi wroga i zazdrosna, pokochała mnie i chce mi 

wiernie służyć. To o mojej  srebrnoustej asystentce, która zaniedbywała się w 

badaniu prąci, bo ciągle chciała mi robić minetę.  

O tym, że często spotykam się z ludźmi, ale niektóre kontakty mi szkodzą. To z 

pewnością o moim życiu towarzyskim, od którego doznawałam nawrotu bulimii 

i zaniku libido.  

Zuza miała racje. Kiedy nie wiadomo, co robić, warto spytać wróżkę.  

– Jesteś odważna. Czasem się boisz, ale w końcu robisz to, co należy zrobić, 

choć nie wszyscy rozumieją twoje decyzje.   

Byłam wstrząśnięta. Z Ogrem w kółko kłóciliśmy się o prącia, moich rodziców 

obchodziło jedynie to, co ludzie pomyślą, moje nowe koleżanki uważały, że 

powinnam zadowalać Ogra. I tylko ta obca kobieta rozumiała mnie i myślała o 

tym, czy jestem szczęśliwa. 

– Twoje życie wkrótce zmieni się o 180 stopni – powiedziała na koniec, a ja 

wzięłam to za zapowiedź szczęścia, no bo teraz nie byłam szczęśliwa. To 

znaczy, że Ogr pogodzi się z tym, że nie jestem kurą, że mam jakieś potrzeby i 

aspiracje i znowu będzie nam dobrze razem, pomyślałam. Dopiero w drodze do 

domu uświadomiłam sobie, że właściwie nie wiem, co wróżka miała na myśli. 

Byłam sławna, bogata, uwielbiana. Miałam męża, ustabilizowane życie rodzinne 

i towarzyskie. Co to znaczy, że moje życie zmieni się o 180 stopni? Słowa, które 

potraktowałam jak zapowiedź szczęścia, nagle wydały mi się złowieszcze.  

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

68 

W niedzielę obudził mnie jak zwykle seks za ścianą. Lubię seks, złośliwi 

twierdzą nawet, że jestem nimfomanką, ale chcę wybierać, kiedy i z kim to 

robię. Z sąsiadem zza ściany nie miałam ochoty, więc wyskoczyłam z łóżka, 

budząc przy tym Ogra. 

– Przeszkadza ci seks za ścianą? – zapytał drwiąco. – Tobie, która masz duszę 

seksem wybrukowaną, nie mówiąc o zbrukanym ciele?  

– Lubię wybierać, z kim to robię – wyjaśniłam.  

– Ty wybierasz? – Ogr wzniósł się głosem na wyżyny sarkazmu. – Jak sobie 

pomyślę, ilu prąci dotykałaś, szlag mnie trafia!  

– Dotykanie prąci w celach diagnostycznych to nie seks, choć muszę przyznać, 

ż

e czasem to jego początek – powiedziałam z godnością.  

– Zamknęłaś już tę Klinikę Prącia czy czekasz, żebym ją spalił? – Ogr był 

wściekły. U niektórych ludzi wkurwienia poranne są normą, szczególnie gdy 

zostaną nagle obudzeni, i nie ma się czym niepokoić, ale Ogr był dotąd wzorem 

łagodności.  

– Ogrze, co się z tobą dzieje? Dotąd rano byłeś taki łagodny. Zwykle wstawałeś 

radosny, pełen nadziei na kolejny wspaniały dzień, który rozpocznie się od 

seksu albo od obfitego śniadanka, a teraz co? Dlaczego tak się złościsz? Złość 

piękności szkodzi – dodałam na koniec, bo przestraszyłam się nie na żarty, że 

Ogr straci resztki uroku, którego i tak nie miał. Przynajmniej ja już od kilku 

tygodni nie umiałam się go doszukać.   

– Dlatego, że przyprawiasz mi rogi.  

– Ogrze, jestem ci wierna, jak przystało na mężatkę. Ja tylko wykonuję swoją 

pracę.  

– To przestań ją wykonywać. Żądam tego od ciebie jako mąż i jako mężczyzna, 

który nie chce mieć rogów ani nie chce, żeby inni myśleli, że je ma.  

– A czy ty jesteś mi wierny? – obróciłam kota ogonem.  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

69 

– Jakie masz prawo, żeby mnie o to pytać? Przy twojej reputacji? Zamkniesz 

klinikę i wtedy możemy porozmawiać. Inaczej będzie to kres naszego 

małżeństwa!  

Tak, wiem, kobieta powinna być miła, grzeczna, uległa, i broń Boże nie 

agresywna. Ale ja byłam wściekła. Co za uparty dupek! Za wszelką cenę chce 

postawić na swoim, choćby tą ceną było moje życie.  

– Ratunku, za kogo ja wyszłam! – wrzasnęłam w końcu, pierwszy raz w naszym 

małżeństwie. – Coraz bardziej przypominasz mi brata prezydenta! Wszystko na 

twoich warunkach! Dlaczego to, czego ty chcesz, jest ważniejsze od tego, czego 

ja chcę?  

– Bo we mnie jest czyste dobro – zabrzmiało jak cytat z brata prezydenta, choć 

byłam pewna, że Ogr nie czytał jego wywiadu w „Wybiórczej”. Może to 

podświadomość? Albo geny? Spojrzałam na niego uważnie. Że też ja wcześniej 

tego nie zauważyłam. Czyżby to był trzeci bliźniak? Podobieństwo było 

uderzające. Nagle uświadomiłam sobie, że takich mężczyzn jest wielu. Wiedzą 

lepiej, co jest dobre, a co złe, i zrobią wszystko, żeby postawić na swoim. 

Czułam, że jestem na tropie większej afery, przez głowę przebiegła mi truchtem 

owieczka Dolly, przywołując myśl o klonowaniu poglądów w celu zawładnięcia 

ś

wiatem, ale kto miałby to robić? Prezydent? Brat prezydenta? PiS z LPR–em i 

z LePpeRem? Ta zbieżność z pewnością nie jest przypadkowa, czemu z tylu 

spółgłosek w alfabecie wybrali tylko trzy, one muszą coś znaczyć, ale co? 

Legiony Patriarchatu Rządzą wydało mi się rozwiązaniem zbyt oczywistym, 

Lejtnanci Patriarchalnej Rewolucji brzmieli zbyt obco na naszym gruncie 

narodowym, czułam, że jestem blisko, tylko nie mogłam się skupić, bo Ogr 

ciągnął dalej z właściwą bratu prezydenta, ale i wielu innym dezynwolturą: 

– Ja wiem, co jest dobre, a co nie, i musisz się dostosować. Inaczej koniec 

naszego małżeństwa.  

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

70 

Nie wiem, co inni zrobiliby na moim miejscu, ale ja, kiedy złość ze mnie opadła 

i do głosu doszła wiara w miłość i małżeństwo, będące podstawą podstawowej 

komórki społecznej, na której powinno zależeć mi bardziej niż na samej sobie, 

rzuciłam pracę. Skoro moje życie ma się zmienić o 180 stopni, od czegoś trzeba 

zacząć, pomyślałam i zamknęłam moją słynną klinikę, w której dokonywano 

diagnozy i terapii osobowości za pomocą prącia. Asystentki płakały, srebrnousta 

nieco głośniej, gdyż wiedziały, że nie będą mogły więcej praktykować. 

„Diagnoza i terapia osobowości za pośrednictwem prącia. Metoda Barbary 

Patryckiej” była zastrzeżona w Urzędzie Patentowym i nikt bez mojej wiedzy 

nie mógł z niej korzystać, a ja w żadnym wypadku nie zamierzałam wyrażać 

zgody. Koniec to koniec, niech świat się kręci beze mnie i bez moich odkryć, na 

których i tak się nie poznał. Owszem, byłam sławna, bogata, uwielbiana, ale mój 

wkład w naukę był lekceważony przez innych naukowców. Tylko dlatego, że 

moja teoria dotyczyła prąci i cieszyła się dużą popularnością, wpisano ją w pop–

kulturę i częściej zestawiano mnie z Dodą Elektrodą niż z Marią Curie–

Skłodowską, która od dzieciństwa była dla mnie wzorem, nie mówiąc o tym, że 

nie zapraszano mnie na żadne sympozja. A więc to koniec, powiedziałam, 

asystentki płakały, srebrnousta nieco bardziej, nie tylko dlatego, że traciła pracę, 

do której była stworzona, ale także dlatego, że szczerze się do mnie przywiązała 

i uznała mnie za swoją mistrzynię, na pożegnanie raz za razem robiła mi taką 

minetę, że wylatywałam  w kosmos. Na ziemię ściągała mnie druga asystentka, 

która też robiła mi minetę, jednak do tego trzeba się po prostu urodzić. 

Ochroniarze również płakali, ale nie mogłam pozwolić, żeby wsadzili mi na 

pocieszenie, ze względu na Ogra. Protestowali wszyscy pacjenci: byli, obecni i 

niedoszli, od protestów powstrzymywał się, ze względu na stan zdrowia, wiek, 

stanowisko pracy uniemożliwiające opuszczenie go lub przekonania nie 

pozwalające na badanie prąci, zaledwie jeden procent populacji, o czym na 

gorąco donosiły media. Ci, których już przebadałam, protestowali dla dobra 

innych i dlatego, żebym choć raz jeszcze ich zbadała. Stali rezydenci i ci, którzy 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

71 

byli aktualnie w terapii, nie zgadzali się na jej przerwanie, a razem z nimi ich 

ż

ony, narzeczone i kochanki. Ci, których jeszcze nie badałam, bo nie mieli 

pieniędzy na prywatne wizyty, wygrzebali teraz ostatnie zaskórniaki i 

przyjechali pod klinikę. Żony przywoziły mężów, matki synów, babcie wnuki, 

ojcowie też synów i samych siebie, a także teściów, szwagrów, przyjaciół, 

kolegów z wojska i spod celi. Media donosiły także o kontrprotestach podjętych 

przez Czystą Młodzież Polską, której przekonania pozwalały na podżeganie do 

nienawiści w związku ze sposobem korzystania z prącia, ale nie na jego badanie. 

Ś

więte oburzenie wywołane oburzeniem z powodu zamknięcia Kliniki Prącia 

pchnęło Czystą Młodzież do wznoszenia różnorodnych okrzyków, z których 

część w rodzaju: „Precz z prąciem!”, „Prącia do gazu!” czy bardziej poetyckie 

„Żegnaj, prącie!” dobitnie świadczyła o ofiarności Młodzieży Polskiej, gotowej 

złożyć nie tylko rozum, ale i własne prącia na ołtarzu walki w obronie 

urażonych uczuć, a szczególnie uczucia pogardy dla wszystkich tych, którzy są 

inni. Wytrawni reporterzy z trudem torowali sobie drogę przez tłum, który 

ciasno otaczał Klinikę Prącia w promieniu 30 kilometrów, blokując cały ruch na 

ulicach stolicy i w podmiejskich osadach, co zobaczyłam na własne oczy, gdy 

srebrnousta asystentka zrobiła mi minetę przy otwartym oknie. Wystrzeliłam i 

przeleciałam nad głowami rozszalałych ludzi, wszystkie ręce wyciągnęły się w 

górę, każdy chciał mnie choć dotknąć, a najchętniej urwać kawałek, co mogłoby 

skończyć się dla mnie tragicznie, na szczęście druga asystentka szybko wzięła 

się do roboty i ściągnęła mnie na ziemię tak gwałtownie, że pacnęłam 

niezgrabnie na podłogę. Sytuacja była naprawdę groźna, zapłakani i nie 

pocieszeni ochroniarze nie dawali sobie rady z napierającą ciżbą, Klinika Prącia 

przeżywała oblężenie, najazd, potop szwedzki i nie było mowy, żebym mogła ją 

opuścić wraz z asystentkami, dopóki nie wezwałam policji. Po tygodniu 

bezładnych przepychanek, grupowego siadania na ziemi, ostrzeżeń przez 

megafony, używania armatek wodnych i gazu łzawiącego, aresztowań i 

zwolnień z aresztu, licznych interwencji komisarza pełniącego funkcję 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

72 

prezydenta miasta, do akcji wkroczył oddział komandosów i opanował sytuację 

na tyle, że przebrane za sanitariuszki, pod osłoną nocy i oddziału wojska, 

wymknęłyśmy się w końcu do domu. Przez kolejny miesiąc tłumy przychodziły 

pod klinikę i na znak żałoby po niej zapalały świeczkę, ale wszystko uciszyło 

się, gdy w klinice pojawili się nowi rezydenci, a głównie rezydentki, bowiem 

willę wraz z parkiem i basenem przekazałam na rzecz matek z dziećmi, które nie 

miały gdzie mieszkać, co niestety ciągle się zdarzało. Becikowe becikowym, ale 

są kobiety, którym naprawdę trzeba pomóc, gdy zajdą w ciążę i nie wiedzą, co 

ze sobą począć, bo nie mają pieniędzy, pracy i w nikim oparcia, bo rodzice 

wyrzucili z domu, a ojciec dziecka nie chce o nim słyszeć i tysiąc złotych nic tu 

nie załatwia. Albo gdy mąż pije i bije i nie mają dokąd uciekać. Wprawdzie 

nowy minister sprawiedliwości nie oglądał się na opieszałe sądy, lecz jednym 

cięciem miecza rozwiązywał trudne problemy, stawiając pod odważnymi 

decyzjami swoją charakterystyczną parafkę Z jak Ziorro, ale do dramatów 

kobiecych nie chciał się mieszać. I trudno się dziwić, bowiem domowa przemoc, 

jak sama nazwa wskazuje, powinna odbywać się we własnym domu i nikomu 

nic do tego, a minister ma na głowie męskie sprawy. Dlatego cieszyłam się, że 

nie jestem ministrem i mogę realnie pomóc tym, które tego potrzebują, ale mój 

mąż nie był zadowolony.  

– Dlaczego oddałaś naszą willę? Czy nie lepiej było urządzić w niej 

pięciogwiazdkowy hotel? Albo chociaż sprzedać? 

– Ogrze, nieraz mówiłeś, że twoja męska drażliwość nie ogranicza się tylko do 

rogów. Wiem, jak cierpiałeś, gdy garściami, jak wszyscy nuworysze, wydawałeś 

moje pieniądze. Złościłeś się, że zarabiasz wielokrotnie mniej ode mnie i że nic 

z rzeczy materialnych nie wniosłeś do naszego małżeństwa, gryzłeś się i nie 

chciałeś, żeby ci o tym przypominać. Teraz ty będziesz mógł mnie utrzymywać 

– oznajmiłam uroczyście.  

Ci, którzy sądzą, że był to akt zakamuflowanej agresji z mojej strony, są w 

błędzie. Postanowiłam być żoną swojego męża, pozostającą na jego utrzymaniu 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

73 

i bez odrębnego majątku wniesionego w posagu, bo Ogr nieraz mi mówił, że 

tego pragnie. Nie chciałam dokopać Ogrowi, lecz ratować nasze małżeństwo, 

które, choć takie młode, dogorywało. Mój pomysł był prosty i świetnie 

sprawdzał się w wielu innych stadłach: żeby Ogr mógł być górą, musiałam 

spaść na dno, żeby czuł się silny, musiałam być słaba, żeby poczuł się orłem, 

musiałam być kurą. Miałam już swoje lata i wiedziałam, że szczęście 

małżeńskie nie zawsze łatwo przychodzi, czasem trzeba je wyrwać pazurami 

albo zakopać w ziemi własne talenty, żeby wykwitła miłość, a przynajmniej 

pożycie małżeńskie, które, odkąd zamknęłam Klinikę Prącia i w przebraniu 

sanitariuszki wróciłam do domu, powolutku, sztos za sztosem, rzeczywiście 

zaczęło się odradzać.  

 

To cudownie mieć w końcu tyle czasu, myślałam, choć prawdę mówiąc, lubię 

ż

yć na wysokich obrotach i czuję się najlepiej, gdy muszę się spieszyć. Teraz 

nie musiałam, więc miałam czas, żeby uczyć się myśleć pozytywnie i radośnie 

witać każdy dzień, bo nie zamierzałam skończyć jako malkontentka. Pierwszego 

dnia zrobiłam porządek w dokumentach, wyrzucając tony niepotrzebnych 

papierów, wśród których nigdy nie mogłam znaleźć tego, czego akurat 

szukałam. Następnego dnia dałam pani Marcie pół mojej szafy, drugą połowę 

ułożyłam w zgrabne kupki. Przez kolejne dni odkurzyłam wszystkie książki i 

ustawiłam je nieco porządniej na półkach. Pewnie by się znalazło coś jeszcze do 

roboty, ale po tygodniu straciłam zapał. No bo ile można? Czy tak będzie 

wyglądało to moje życie odmienione o 180 stopni? A właściwie to jak, skoro już 

prawie wszędzie jest porządek? Może powinnam zwolnić panią Martę i 

codziennie sama odkurzać? Na szczęście miałam jeszcze życie towarzyskie, 

które podobno ma sens, więc postanowiłam bardziej się do niego przykładać. 

Ciągle szarlotka i szarlotka, Ogr ma rację, że brak mi fantazji. Zaczęłam 

zaskakiwać jego, siebie i jego przyjaciół. Już po miesiącu piekłam tartę 

owocową, sernik wiedeński i torcik Marcello bez asekuracji. Gdy podczas 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

74 

przyjęć zostawałyśmy w żeńskim gronie, bo panowie szli do gabinetu, 

wymieniałam się z dziewczynami przepisami, poszerzając swój repertuar 

kulinarny do tego stopnia, że mogłabym rywalizować i kto wie, czy nie wygrać 

z własną matką, ale nie chciałam jej tego robić. Gdy rodzice przychodzili do nas 

na obiad, ukrywałam przed nimi część moich nowych umiejętności, z czego 

mama ochoczo korzystała, udzielając mi tysięcy dobrych rad i pouczeń. Za to 

gdy przychodził Maciek, a coraz częściej dawał się do tego przekonać, bywało 

nawet, że to on występował z inicjatywą, dwoiłam się i troiłam, żeby chłopak 

był zadowolony. I chyba był, co nie przeszkadzało mu, nie zważając na moją 

obecność, pytać tatę od czasu do czasu: 

– Tato, a dlaczego ty tu mieszkasz?  

– Bo Basia jest moją żoną. 

– Ale mama mówi, że jak będziesz miał dosyć tego małżeństwa, to możesz 

zamieszkać z nami.  

– To bardzo miło z jej strony – mówił Ogr i trudno było nie przyznać mu racji, 

więc się nie odzywałam.  

Wyglądało na to, że Maciek nie jest mną zachwycony, ale umiał docenić dobre 

jedzenie. Zjadał za trzech, a dla mamy zamawiał na wynos.   

– Tato, wezmę tę sałatkę dla mamy, bo ona taką lubi. I roladę, bo chyba takiej 

nie jadła. I pierogi ze szpinakiem, chociaż mama robi lepsze. I to ciasto – mówił,  

a ja, wzruszona jego synowską troskliwością, pakowałam to wszystko do 

słoików, pudełek i toreb, którymi zawsze wychodził obładowany. Nie wiem, czy 

mama Maćka lubiła moją kuchnię, bo nie powiedziała na ten temat ani słowa, 

ale ja cieszyłam się, mogąc dawać. Po kilku latach przerwy wypełnionej  

bezsensowną szarpaniną, odnajdywałam się na nowo w kobiecej roli. Tak jak 

kiedyś w pierwszym małżeństwie, znów cała byłam dla innych. Przestało mnie 

absorbować moje rozdęte ego, a moje niedawne widzimisie wydały mi się wręcz 

ś

mieszne. Zgodziłam się nawet, pod wpływem nacisków Ogra i mojej chęci 

ratowania naszego małżeństwa, że cała ta moja, pożal się Boże, działalność 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

75 

naukowa, którą Ogr nazywał żartobliwie poszukiwaniem straconego prącia, źle 

ś

wiadczyła o mojej kobiecości. Moje zainteresowania z pewnością wynikały z 

zazdrości o penisa, do czego długo nie chciałam się przyznać, ale Ogr w końcu 

mnie przekonał i wytłumaczył mi, że nie powinnam występować przeciwko 

naturalnemu porządkowi świata, bo nie na to Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, 

ż

eby kobiety pełniły męskie role. Byłam zdania, że badanie prącia nie jest tylko 

męską rola, ale Ogrowi chodziło bardziej o moją niezależność. Pod wpływem 

jego nauk zaczęłam wierzyć, że walcząc o nią, samej sobie wyświadczałam 

niedźwiedzią przysługę, niwecząc swoje szanse na właściwe kobietom 

spełnienie się w zależności. Krótko mówiąc, starałam się zapomnieć o Klinice 

Prącia i odnaleźć się w nowej sytuacji, a Ogr mnie w tym wspierał. Z kolei ja, 

jak każda dobra żona, z całych sił wspierałam Ogra w jego pracy i 

wielogodzinnym wypoczynku przed telewizorem, podczas którego rzucał 

często: 

– Baśka, podaj mi piwo! 

Z czasem doszłam do takiej wprawy, że już nie musiał rzucać, sama wiedziałam, 

co do mnie należy i obsługiwałam go bezszelestnie jak gejsza.  

– Byłem pewien, że w końcu się dotrzemy – powiedział któregoś wieczoru, 

klepiąc mnie z zadowoleniem po pupie, a ja zarżałam radośnie jak klacz. Jeśli 

chodzi o seks, to starałam się o nim nie myśleć nawet w trakcie, wzorem 

Angielek skupiałam się wtedy na Polsce, gdyż zanik libido sprawił, że seks 

przestał mi sprawiać przyjemność. Byłam pewna, że wyczerpałam swój życiowy 

zapas energii seksualnej, ale Ogr dalej to lubił, więc pozwalałam mu korzystać z 

siebie jak ze szczoteczki do zębów, bo czego nie zrobi dobra żona, żeby 

zadowolić męża. Na szczęście Ogr nie był zbyt wymagający. Chciał tylko, 

ż

ebym sypiała w pielęgniarskim fartuszku i czepeczku, bo strój, w którym 

wróciłam po zamknięciu kliniki, świetnie na niego działał. I żebym często robiła 

mu laskę, co oczywiście robiłam, choć bez śladu dawnej przyjemności. 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

76 

– Och, czuję, jak to lubisz, uwielbiasz to, bezwstydnico – wykrzykiwał Ogr lub 

szeptał zmysłowo, rzutując na mnie swoje odczucia. W końcu zrozumiałam, co 

miały na myśli te wszystkie kobiety, które mówiły z niechęcią o obowiązkach 

małżeńskich. Prawdę mówiąc, całe to małżeństwo wydawało mi się jednym, 

wielkim i śmiertelnie nudnym obowiązkiem, ale Ogr był zadowolony i to było 

najważniejsze. W końcu mogłam być z siebie dumna, byłam naprawdę dobrą 

ż

oną, nawet Marek Jurek by mnie pochwalił. Miałam tylko jedną słabość, o 

której Ogr na szczęście nie pamiętał. Dalej pisałam moje słynne felietony do 

„Wyuzdanego Magazynu dla Pań”, ale robiłam to dyskretnie, gdy Ogr był w 

pracy. Z braku innych sensownych zajęć postanowiłam teraz bardziej się do nich 

przykładać. Właśnie próbowałam wymyślić jakąś nową formułę, gdy 

zadzwoniła asystentka Prezesa z informacją, że Prezes chce się ze mną spotkać. 

Chyba czyta w moich myślach, pomyślałam, lecz natychmiast zdałam sobie 

sprawę, że to niemożliwe. Jego drobne, wręcz banalne prącie nie pozwalało mu 

na wyjście poza racjonalne myślenie i jednoznacznie świadczyło o braku 

zdolności telepatycznych. Za to mój wygląd nie najlepiej świadczył o mnie, co 

zobaczyłam, szykując się do wyjścia. Uważam, że każda kobieta ma prawo 

wyglądać tak jak chce, ale ja wcale nie chciałam tak wyglądać! Pochłonięta 

działalnością na rzecz innych, dawno już nie przyglądałam się sobie i nagle w 

lustrze ukazał mi się obraz nędzy i rozpaczy. Ja, niedawno szczupła i zadbana 

kobieta sukcesu z pięknie rozwiniętym sześciocyfrowym kontem bankowym, 

jako idealna żona na utrzymaniu męża, zajmująca się w kółko gotowaniem i 

sprzątaniem, byłam gruba, miałam ziemistą cerę, wysuszone dłonie, włosy 

pokryte siwizną, tylko gdzieniegdzie pozostały jeszcze ślady ich dawnej 

trójbarwnej świetności, nawet moja dusza była jakaś zakurzona, można by mnie 

nie odróżnić od szarej myszy, gdyby nie to, że nie miałam jej wdzięku. 

Przywołałam na pomoc myślenie pozytywne, które dzielnie wspierało mnie w 

moim małżeństwie, i znów mi pomogło. W końcu nie wygląd świadczy o 

człowieku. Byłam świetną profesjonalistką i wiedziałam, że Prezes zdaje sobie z 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

77 

tego sprawę. Przecież to mnie zawdzięczał spektakularne sukcesy, które 

wyniosły „Wyuzdany Magazyn dla Pań” wysoko ponad inne magazyny.   

 

Prezes kazał mi czekać znacznie dłużej, niż trzeba, żeby pokazać, kto tu jest 

ważniejszy. Już to powinno wzbudzić mój niepokój. W końcu sekretarka 

poprosiła mnie do gabinetu. Prezes wyglądał świetnie: nowy garnitur Yves Saint 

Laurent Rive Gauche, krawat Helmut Lang, najnowszy Rolex. Emanował 

pewnością siebie, siłą i zdecydowaniem. Nadal wyglądał jak facet, którego penis 

jest dużo większy, niż był w rzeczywistości, ale czułam, że nie jest zadowolony. 

Gdy się odezwał, poczułam to jeszcze mocniej.   

– Witam, pani Barbaro – powiedział bez dawnego entuzjazmu, a po chwili dodał 

refleksyjnie: – Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.   

Nie było dobrze. Nie dość, że Prezes znów był ze mną na pani, nie dość, że po 

raz pierwszy użył oficjalnej formy mojego imienia, to jeszcze ta sentencja o 

wilku, która zabrzmiała złowieszczo. Nie mogłam rozładować sytuacji, 

zakładając nogę na nogę, bo odkąd byłam mężatką, pewne kobiece sztuczki nie 

wchodziły w grę, a w dodatku, biorąc pod uwagę pewne zmiany w moim 

wyglądzie, bałam się, że mogą nie zadziałać. Wolałam tego nie sprawdzać, 

chyba że będę przyparta do muru.   

– Ale kto jest tym wilkiem? – zapytałam, mając nadzieję, że nie o mnie mowa. 

W końcu było mi bliżej do zaniepokojonej myszy. 

Prezes zaśmiał się nerwowo.  

– Proszę nie traktować wszystkiego tak dosłownie, pani Basiu – powiedział. – 

„Wyuzdany Magazyn dla Pań” nadal wyprzedza inne magazyny. Jesteśmy 

liderem sprzedaży. Nasz nakład kilkakrotnie przewyższa nakłady nawet tak 

mocnych tytułów jak „Bardzo Elegancki Magazyn dla Pań”, „Twoje Lustro”, 

„Wielki Świat”, „VIP!”, „Sypialnia i Łóżko”. Sprzedajemy się lepiej nawet od 

wyjątkowo poczytnej „Kury Domowej”, a do tego mamy największe wpływy z 

reklam.  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

78 

Nadal nie miałam pojęcia, o co chodzi, więc to ja postanowiłam przyprzeć 

Prezesa do muru, skoro on tego nie robił. W tym celu założyłam nogę na nogę 

tym dobrze wystudiowanym ruchem, który nie pozostawia żadnych wątpliwości, 

ż

e nawet zaniedbana kobieta w pewnym wieku to istota seksualna. Prezes chyba 

tego nie zauważył i ciągnął dalej, choć może odrobinę mniej oficjalnie.  

– Ale niestety, pani Basiu, niestety. Kto nie idzie naprzód, ten się cofa. A my 

stoimy w miejscu! Inne magazyny robią, co mogą, żeby nas dogonić, i w końcu 

im się uda, jeśli my dalej, miesiąc w miesiąc, będziemy opisywać prącia, o 

których nasze czytelniczki wiedzą już wszystko! Pani Basiu, tak dłużej być nie 

może. Proszę mi wierzyć, nie tylko ja, ale również nasza Centrala w Hamburgu 

jest bardzo zaniepokojona tą stagnacją. Czytelniczka wydaje na nasz „Magazyn” 

pieniądze i musi wiedzieć, za co płaci. Chyba nie za to, żeby w kółko jej pisać o 

prąciach. Liczy się rozwój, dynamika, zaskoczenie. Pani Basiu, pani mnie 

rozczarowuje. Czyżby Pani świat się kończył na prąciach?  

– No nie, panie Prezesie, właściwie prącia już mnie interesują. Sama myślałam, 

ż

eby jakoś urozmaicić moje kolumny, coś między te prącia wsadzić, na przykład 

przepisy kulinarne. Czy pan widział, jak zgrabnie to robią w telewizji? Już 

prawie każda stacja ma taki program. Rozmawiają o różnych sprawach, a obok 

ktoś gotuje, jakby nie mógł tego zrobić w domu, i podaje przepis – zaczęłam 

dzielić się moimi obserwacjami i pomysłami, nie bardzo wiedząc, czego Prezes 

ode mnie oczekuje. Po chwili wszystko było jasne. Prezes nie był 

zainteresowany przepisami, choć tłumaczyłam mu, że to ostatnio moja 

najmocniejsza strona. Jego interesowały waginy.  

– Waginy? – powtórzyłam niezbyt inteligentnie, bo waginy nie mieściły mi się 

w głowie. 

– Tak, pani Basiu, prącia są już passe, nasze czytelniczki potrzebują czegoś 

więcej. Co bardziej świadome swoich praw uważają wręcz, że to 

niesprawiedliwe i niepoprawne politycznie, że w magazynie dla kobiet są tylko 

prącia i domagają się zwrotu pieniędzy. One kupują „Wyuzdany Magazyn dla 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

79 

Pań”, żeby dowiedzieć się czegoś o sobie, bo one, kobiety, są z Wenus, a nie z 

Marsa i chcą się rozwijać, a nie w kółko czytać o kutasach, bo tych mają dosyć 

na co dzień. W końcu przyzna pani, że kobietom łatwiej jest zobaczyć prącie niż 

waginę, nie potrzebują do tego nie tylko magazynu, ale nawet lusterka  – Prezes 

rozkręcał się coraz bardziej i znów jak kiedyś był pełen entuzjazmu. – Pani 

Basiu, już czuję te gorące, pachnące waginy, które sprawią, że nasz „Wyuzdany 

Magazyn dla Pań” znów będzie się sprzedawał jak ciepłe bułeczki i to w coraz 

większym nakładzie, a Centrala w Hamburgu przeżyje orgazm wielokrotny.  

– Czy Pan ma na myśli „Diagnozę osobowości za pośrednictwem waginy. 

Metoda Barbary Ogr”? – zapytałam.   

– Tak, pani Baśko, tak! Widzę, że baśka pracuje – Prezes śmiał się z własnego 

dowcipu, zacierając ręce z zadowolenia. – To świetna nazwa.  

Wiedziałam o tym, bo sama ją wymyśliłam. Ale niestety, wiedziałam znacznie 

więcej.   

– Ale to niemożliwe – powiedziałam zdecydowanie. 

– Jak to niemożliwe? Czytelniczki domagają się tego. Przysyłają zdjęcia swoich 

wagin. Chcą je zobaczyć w „Wyuzdanym Magazynie dla Pań” wraz z opisem 

swojej osobowości. 

– To niemożliwe – powtórzyłam. 

– Czy chodzi Pani o podwyżkę? Pani Basiu, to da się zrobić. Nie zamierzam 

oszczędzać na naszej najlepszej autorce. W końcu to dzięki pani sztuce czytania 

z fiuta nakład „Wyuzdanego Magazynu dla Pań” wzrósł czterokrotnie, bijąc na 

głowę „Bardzo Elegancki Magazyn dla Pań”, który przez długie lata wydawał 

się nie do ruszenia. Już nie mówiąc o tym, że pokonaliśmy wyjątkowo poczytną 

„Kurę Domową”.  

Zdawałam sobie sprawę, że drobne prącie Prezesa, a w szczególności stosunek 

jego długości do grubości nie świadczy dobrze o inteligencji mojego rozmówcy, 

ale jeśli mu wszystko spokojnie wytłumaczę, powinien zrozumieć. Tylko jak 

wytłumaczyć coś, co jest cholernie skomplikowane?  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

80 

– Panie Prezesie – zaczęłam z całym szacunkiem. –  O waginach nie będę pisać,  

zwłaszcza że widziałam ich w życiu niewiele i musiałabym tę teorię wykuwać 

od podstaw. Wykułabym, gdyby to miało sens. Ale nie ma. Niech pan spojrzy 

na mnie. Zmieniłam się, prawda? Gdy przyszłam tu do pana po raz pierwszy, 

byłam kusząca jak Afrodyta. Gdy badałam dla pana prącia, byłam celna i 

konsekwentna jak Artemida. Gdy zdobywałam czytelniczki, telewidzów, a w 

końcu pacjentów mojej słynnej Kliniki Prącia, byłam doskonałym strategiem jak 

Atena. To dzięki niej podbiłam nieczułe serce rynku. Walczyłam jak Demeter, 

ż

eby utrzymać moją córkę i opłacić jej podróże. A teraz co? Jak Hera uznałam, 

ż

e małżeństwo jest najważniejsze. Gorzej! Jestem jak Persefona, która nie wie, 

kim jest i jak ciasto dostosowuje się do oczekiwań męża. A dalej mam tę samą 

waginę. Rozumie pan? Kobieta to istota zmienna, choć nie w tym prostackim 

sensie, w jakim zwykle się o niej mówi. Nie chodzi o zmienność uczuć, lecz 

zmiany całej siebie. A raczej tego, co widać na zewnątrz. Kobieta to istota 

tajemnicza i głęboka. Widzimy tylko jej kawałek, a w środku kłębią się siły 

niewidoczne dla oka, tak jak i niedostępna dla oka jest wagina. Wargi sromowe 

większe i mniejsze, słynna łechtaczka, przedsionek pochwy, opuszki 

przedsionka i gruczoły przedsionkowe większe, wszystkie te organy, które 

widać na zewnątrz, to tylko wierzchołek góry lodowej, a raczej wulkanu, pod 

którym głęboko, tam, gdzie wzrok nie sięga, tkwi głębia i istota kobiety. Nie, 

panie Prezesie, tu wieki badań po stokroć wnikliwszych niż analiza zdjęcia nie 

wystarczą, nie mamy żadnych szans, lepiej się poddać bez walki. Mówię to panu 

jako Atena, która potrafi zachować zimną krew i bezbłędnie ocenić sytuację 

nawet w ogniu walki, a co dopiero w spokojnej rozmowie.   

– Pani Basiu, ja wiem, że wy jesteście bardzo skomplikowane, ale gdyby to tak 

troszeczkę uprościć? Jak czytelniczka zobaczy swoją waginę i przeczyta krótki 

opis, który choć trochę będzie do niej pasował, to będzie zadowolona. Nawet jak 

coś nie będzie pasować, to będzie o tym wiedziała ona i jej trzy przyjaciółki, a 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

81 

cała reszta będzie marzyła o tym, żeby zobaczyć swoją waginę w „Wyuzdanym 

Magazynie dla Pań”.  

– Pani Prezesie, jako Persefona bardzo bym chciała spełnić oczekiwania pana 

Prezesa, czytelniczek „Wyuzdanego Magazynu dla Pań”, a tym bardziej Centrali 

w Hamburgu. Ale to niemożliwe, bo nie umiem kłamać. Nie mogłam spać 

spokojnie przez głupią szarlotkę, to co tu mówić o waginach – przyznałam się 

zawstydzona i wściekła na siebie, że ta skaza rodzinna znów utrudnia mi życie. 

Prezes też był wściekły. 

– Pani Basiu, może to prawda, że kobiety są zmienne i tajemnicze, ale prawdą 

jest również, że nie ma kobiet niezastąpionych. Będę zmuszony zastąpić panią 

kimś innym.  

Ś

wietnie go rozumiałam. Sama chętnie zastąpiłabym się kimś innym. 

Chciałabym znów być mądra jak Atena, niezależna jak Artemida, piękna jak 

Afrodyta, ale Hera kazała mi natychmiast wracać do domu. Musiałam ugotować 

obiad, nim Ogr wróci z pracy.  

 

Mężczyźni poszli grać w karty, a my jak zwykle zostałyśmy w salonie i 

sączyłyśmy eleganckie drinki. Nagle Zuza zaczęła płakać, przerywając tym 

samym nasze pieprzenie trzy po trzy. W salonie powiało grozą, nawet młode 

wyglądały na przestraszone. Czyżby Jarek dojrzał do wymiany Zuzy na 

młodszą? 

– Dojrzał – powiedziała Zuza, jakby czytała w naszych myślach. – Rozwodzimy 

się.  

– To niemożliwe. Skąd wiesz? Dlaczego? – gdakałyśmy wszystkie razem, 

zbijając się na kanapie, jak przestraszone kury w kurniku.  

– Bo ma młodszą.  

– Może to tylko chwilowy kryzys. To zdarza się w najlepszych małżeństwach – 

powiedziała Zyta tak żarliwie, jakby i siebie chciała o tym przekonać.   

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

82 

– Też tak myślałam, ale to trwa już kilka miesięcy. Nie śpimy ze sobą, prawie 

nie rozmawiamy. Wczoraj powiedział, że chce być z tamtą.  

– Wiesz, kto to jest?  

– Jego sekretarka! Zabiję tę dziwkę! 

– A to kurwa, zdzira, bladź, suka, złodziejka – wykrzykiwałyśmy jedna przez 

drugą, młode też. Nagle Paulina przypomniała sobie, że i ona była sekretarką 

swojego męża, który wtedy miał inną żonę.   

– Poczekajcie, dlaczego ona to zdzira, a on co? – zapytała. – Jak Bronek o mnie 

walczył, to twierdził, że z żoną już nic go nie łączy, że nie spali ze sobą od lat, 

ż

e ona go nie rozumie, a właściwie to nigdy nie rozumiała. Chodził za mną 

przez pół roku, bo na początku wcale mi się nie podobał i miałam chłopaka. A 

potem cały świat mnie potępił, jakbym to ja go uwiodła, do tego podczas snu, 

gdy nie miał o niczym pojęcia! 

Dziewczyny już chciały ją zagdakać, a ja razem z nimi, bo co nam będzie Zuzę 

denerwować i mówić, że tamta niewinna, bo jeśli nie tamta, to kto? No chyba 

nie Zuza, która całe życie troszczyła się o Jarka, o dzieci i o siebie, żeby dobrze 

wyglądać i utrzymać się w charakterze żony do końca. Nagle mnie olśniło. 

Paulina miała rację. Przecież to Jarek ślubował Zuzie wierność, to on ją 

zdradził, a nie sekretarka. To on jest winien, a my traktujemy go jak dziecko, 

które nie umiało się oprzeć pokusie. Lub wpadło w sidła, które ona na niego 

zastawiła. To absurd. 

– Paulina ma rację, to on jest winien – podzieliłam się moją konstatacją. – On 

cię zdradza, a nie ona.  

– Wiem – zaszlochała Zuza. – Ale jak myślę, że to wszystko przez nią, to czuję 

się mniej odrzucona.  

– A może on jeszcze cię kocha? – podsunęła Zyta.  

– Zapytałam go o to.   

– No i co? No i co? – zagdakałyśmy chórem. 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

83 

– Powiedział, że zapomniał, jak się mnie kocha – Zuza na dobre zalała się łzami, 

niszcząc swój nieskazitelny makijaż. 

– Biedaczysko! Niech weźmie lecytynę – Sylwia była przejęta do żywego.  

– A to skurwiel – wtórowała jej Paulina. 

– Ale może sobie przypomni? – zapytałam niepewnie.   

Zyta drżała. Zdawała sobie sprawę, że jej dni też są policzone. Tydzień temu 

Bolek przestał używać jej jak szczoteczki do zębów.  

– Spokojnie, na nim świat się nie kończy. Zobaczysz, to on jeszcze będzie 

ż

ałował. Masz taką klasę, jest idiotą, że tego nie docenia. Na pewno kogoś 

spotkasz – próbowałyśmy pocieszać Zuzę, choć dobrze wiedziałyśmy, że 

kobieta po czterdziestce ma większe szanse, żeby zginąć z rąk terrorystów, niż 

wyjść za mąż. A cóż znaczy kobieta bez mężczyzny? I nagle coś mi się 

przypomniało.   

– Wiecie, co? Ja chyba byłam szczęśliwsza, jak nie byłam mężatką.  

– Ja też – powiedziała Paulina po chwili zastanowienia.  

– Broń Boże, nie jestem żadną feministką i uważam, że rodzina jest 

najważniejsza – odezwała się Zyta. – Ale małżeństwo to jakaś zakłamana 

instytucja. Od lat staram się nie dostrzegać, że Bolek ma kochanki. Pozwalam 

się traktować jak szczoteczkę do zębów, choć tego nie znoszę. A on i tak prędzej 

czy później mnie zostawi.  

Raczej prędzej, pomyślałam, ale nie chciałam krakać.  

– A wyglądacie na taką szczęśliwą parę – Sylwia zaczęła płakać nad 

rozwianymi złudzeniami. – Patrząc na was wierzyłam, że możliwe są szczęśliwe 

małżeństwa. 

Wreszcie poczułam, że życie towarzyskie ma sens. Już nie wymieniałyśmy 

rodzinnych przepisów na sałatki, lecz odsłaniałyśmy rodzinne tajemnice. I 

poczułyśmy, że coś tu nie gra. Dostosowujemy się do swoich mężów, żyjemy w 

ich cieniu, udajemy głupsze, niż jesteśmy, żeby ich nie denerwować i jeszcze 

wmawiamy sobie, że to dowód naszej mądrości. Rezygnujemy z siebie z lęku 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

84 

przed odrzuceniem, dla świętego spokoju, z przyzwyczajenia, z pokolenia na 

pokolenie.  

– Nie chcę być całe życie szyją, chcę w końcu być głową, choćby tylko swoją – 

powiedziała Zyta.  

– Dlaczego śmieję się z dowcipów o blondynkach? – zapytała Sylwia, 

potrząsając blond lokami. – Przecież wcale nie jestem głupia. 

– Nie będę więcej udawać, że głupota jest oczywistym dodatkiem do mojej 

urody – Paulina zerwała się z kanapy.  

– Dosyć tego! Nie damy się więcej rolować! Dziewczyny, potrzebne są czyny! 

Jesteśmy silne, razem silniejsze! – wykrzykiwałyśmy jedna przez drugą hasła, 

które obiły nam się o uszy podczas Manify. –  Kobiety burzą mury! Niech żyje 

kobieca solidarność! Niech żyje Wielka Bogini! Niech żyje siostrzeństwo!  

Na bojową melodię stworzyłyśmy hymn naszego siostrzanego związku, dopiero 

po chwili uświadomiłyśmy sobie, że to melodia „Międzynarodówki”. No i co z 

tego? Nawet słowa były podobne, bo też byłyśmy uciskane i tak jak robotnikom 

zajęło nam trochę czasu, żeby to dostrzec. 

 

Płci żeńska, powstań, boś gnębiona 

Powstańmy, które dręczy mąż 

Opuść, nim będziesz opuszczona 

I do wolności własnej dąż!  

 

Nierówność dłoń dziś nasza zmiata 

Przed ciosem niech patriarchat drży 

Siostrzeństwo ruszy bryłę świata 

Dziś żoną, jutro mężem my!  

 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

85 

Z pieśnią na ustach chciałyśmy wyjść od razu na ulice, by porwać za sobą inne 

kobiety, co z tego, że jest noc, musimy walczyć, ale bałyśmy się, że zwinie nas 

policja albo bojówki Czystej Młodzieży Polskiej obrzucą pomidorami.  

– Musimy działać rozważnie – ostrzegła Paulina i przyznałyśmy jej rację. –

Najpierw trzeba stworzyć El Focco, ognisko, od którego zacznie się sytuacja 

rewolucyjna, jak nauczał Che.  

Umówiłyśmy się tym razem nie u Bolków, tylko u nas, jak Ogr będzie w pracy, 

ż

eby malować transparenty. Niech faceci sami się spotykają na kolacjach, 

miałyśmy dosyć tych głupich rytuałów! Wszystko zmienimy! Poczułam siłę, 

która płynie z siostrzeństwa. Koniec z  szarlotką! Koniec z torcikiem Marcello! 

– wykrzykiwałam w myślach, gdy wszyscy już wyszli. Tylko jak ja to powiem 

Ogrowi?  

 

Wstałam jak zwykle pierwsza, żeby zrobić Ogrowi śniadanie. 

– Robisz śniadanie, królewno? – to pytanie zabrzmiało tuż przy moim uchu. Ogr 

wstał jak zwykle radosny i pełen nadziei na kolejny wspaniały dzień, który 

rozpocznie się od obfitego śniadanka. Dłużej tego nie zniosę. Wypierdalaj stąd! 

– chciało mi się krzyknąć, ale nie miałoby to sensu. Przecież to był mój mąż.  

– Tak, kochanie – powiedziałam słodko. – Przecież jestem twoją żoną.  

– Królewno, a może zrobimy to jeszcze raz? – nie miałam ochoty, ale nalegał, 

więc oparłam się o blat i Ogr wszedł we mnie po maśle, które jak zwykle leżało 

pod ręką. Kiedy jadł śniadanie, schroniłam się do łazienki. Chciałam mu 

opowiedzieć o wczorajszych decyzjach, które podjęłyśmy z dziewczynami, ale 

nie wiedziałam jak. Oko w oko z Ogrem nie czułam mocy płynącej z 

siostrzeństwa. Było mi tylko smutno. Ogr podśpiewywał przy goleniu, a potem 

kręcił się i kręcił po domu, w końcu zamknęłam za nim drzwi. Jakie to 

szczęście, że on chodzi do pracy, przynajmniej kilka godzin dziennie jestem 

sama. Ale wolałabym sama chodzić do pracy. Marzyłam o tym, żeby się 

spieszyć. Stać w korkach z całym narodem i denerwować się, że już od pięciu 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

86 

minut powinnam być zupełnie gdzie indziej. Ale nigdzie nie musiałam być, więc 

wróciłam do łóżka. No bo po co, kurwa, miałam wstawać?  

Po godzinie męczącej drzemki otworzyłam oczy. W łóżku zamiast Ogra 

grzecznie spała moja ruda suka. Przytuliłam jej ciepłe ciałko, dała się chwilę 

potrzymać, a potem wycofała się w nogi. Ona wie, kiedy powiedzieć „nie”. Ja, 

będąc dobrą żoną, nie wiedziałam. Chciałam wstać, gdy dreszcz strachu 

przebiegł mi po plecach, zostawiając po sobie krople potu. Resztką sił 

włączyłam Gary’ego Moore’a, moją wyleniałą przytulankę, której przy Ogrze 

nie mogłam włączać, bo okazało się, że on jej nie lubi. Kołysałam się w dobrze 

znanym rytmie, który powoli przynosił mi spokój. Z nostalgią wspominałam 

czasy bezrobocia. Byłam gruba i bez grosza, miałam napady lęku i deprę, ale za 

to lubiłam się pieprzyć. I to jak! Potem byłam chuda i miałam pieniądze. 

Zawsze myślałam, że to przepis na szczęście. I to był przepis na szczęście, tylko 

ja nie umiałam go docenić. Co ja zrobiłam ze swoim życiem! Odstawiłam je na 

boczny tor. Moje życie stało się ciągiem nic nie znaczących zdarzeń. 

Spieprzyłam wszystko. Czułam, że zbliża się nawrót bulimii. Poszłam do kuchni 

i otworzyłam lodówkę. Od czasu, gdy byłam chuda i miałam pieniądze, 

oddzielały mnie lata świetlne, teraz miałam męża, byłam gruba i wszystko się 

zmieniło, tylko lodówka była ta sama. Srebrny Hoover z wyprowadzonym na 

zewnątrz dystrybutorem wody pitnej przefiltrowanej i odpowiednio schłodzonej. 

Miałam ochotę na groszek z puszki, ale groszku nie było. W każdym razie nie 

mogłam go znaleźć, bo lodówka była wypchana po brzegi. Mozzarella, 

awokado, pomidory, szpinak, łosoś, ser owczy, naleśniki z ricottą, feta, arbuz, 

papaja, marynowane karczochy, fasolka szparagowa w sosie sezamowym, 

babeczki z cynamonem, marokańska sałatka marchwiowo–cynamonowa, mus 

mascarpone, bakłażan, sernik z melisą. Wyjmowałam jedną po drugiej 

pozostałości z wczorajszego przyjęcia i zżerałam jak leci, żeby oczyścić pole, w 

poszukiwaniu groszku. Było mi wszystko jedno, czy będę gruba, czy nie, zresztą 

już byłam. Ja, szczęśliwa mężatka, dobra żona swojego męża, który w końcu był 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

87 

ze mnie zadowolony, czułam się samotna i zagubiona. Tego dnia pewnie 

targnęłabym się na siebie ze sznurem, gdyby nie to, że wróciła Julka! Była 

szczęśliwa i opalona. A potem wypadki potoczyły się w zawrotnym tempie.  

 

Po tygodniu sielanki Julka zaczęła się denerwować. Właściwie denerwowało ją 

wszystko. Ogr, który i mnie cholernie denerwował swoim prostackim stylem 

bycia, wiecznie wypchana lodówka, moja głupia usłużność wobec niej, Ogra i 

wszystkich. Ostatnią kroplą, która przelała dzban, był obiad z Maćkiem.  

– Mamo, po co tyle wszystkiego? Kto to zje? Tylu ludzi głoduje na świecie, a 

wy się tu obżeracie. Czy nie lepiej połowę kasy wpłacać dla potrzebujących? – 

pytała, a ja tłumaczyłam jej, że Maciek lubi zjeść i zabrać dla mamy na wynos.  

Po wyjściu Maćka zaczęła na mnie wrzeszczeć.  

– Czemu tak mu się wśliniasz? Gówniarz siedzi nadęty, w ogóle nie zwraca na 

ciebie uwagi, a ty skaczesz naokoło niego. Zwariowałaś? 

– Chcę, żeby było mu dobrze z nami. Dojrzałam w końcu do tego, żeby 

stworzyć szczęśliwą rodzinę. Ty też powinnaś to zrobić. Rodzina to podstawowa 

komórka społeczna.  

– Społeczna? Raczej aspołeczna. Tyle jest spraw nierozwiązanych na świecie, w 

Rwandzie giną goryle, a ludzie zakładają rodziny i mają to w dupie. Wszystko 

dla rodziny, żeby nasza rodzina miała najlepiej, najwygodniej, najwięcej, żeby 

nasze dzieci miały wszystko i żebyśmy mogli siedzieć przed telewizorem i 

oglądać filmy na DVD, a świat nas gówno obchodzi. Rodzina to alibi na to, 

ż

eby nic nie robić dla innych i wszystko zagarniać pod siebie. Mamo, czy ty nie 

widzisz, że to kanał?  

– Wiesz, trochę to czuję – przyznałam niepewnie. – Wszyscy mówią, że rodzina 

jest najważniejsza i chyba dlatego się zagubiłam. Kiedyś znałam przepis na 

szczęście. Być chudą i mieć pieniądze. Ale potem o tym zapomniałam.  

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

88 

– Mamo, co ty za bzdury opowiadasz? – Julka przyglądała mi się zdumiona. –  

Jakie „być chudą i mieć pieniądze”? To przecież nie ma znaczenia! Co się z tobą 

stało? 

– Jak to nie ma znaczenia? – zaczęłam się bronić. – Może nie ma wśród goryli. 

Tu bez pieniędzy nie da się żyć i nawet jeśli ci na nich nie zależy, to jak ich nie 

masz, musisz cały czas o nich myśleć. A jak jesteś gruba, to pies z kulawą nogą 

na ciebie nie spojrzy. To nie ja urządziłam ten świat.  

– Nie pamiętasz? – Julka była coraz bardziej zdumiona. – Zawsze uczyłaś mnie, 

ż

e najważniejsze to czuć sens tego, co się robi. I robić to, co ma sens. Coś 

wnosić do świata, zmieniać go, a nie dreptać jak kura po podwórku.  

– O kurwa! Jak ja mogłam o tym zapomnieć? Ciągle ten seks i seks, i 

zapomniałam o sensie życia. Ale może nie jest za późno, żeby go znaleźć? – 

zapytałam, choć bez wielkiej wiary. Bo czy w prawdziwym życiu może być tak 

pięknie jak w książkach pani Gruchały, w których zawsze można zacząć od 

nowa?! 

– Pewnie, że nie jest za późno – powiedziała Julka. – Sama nie zmienię świata. 

Musisz ruszyć swoją grubą dupę.  

I choć Julka jest moją córką, to jakoś tak się stało, gdy przytuliłyśmy się do 

siebie, że znów poczułam wielką moc siostrzeństwa. I oddech Wielkiej Bogini 

na plecach. Jakby mnie pchała do czynu. Obudziłam w sobie Atenę i Artemidę i 

raz jeszcze postanowiłam zawalczyć. Przypomniało mi się, że jestem 

posiadaczką kryształu górskiego, który może mi pomóc dokonać właściwego 

wyboru. Zaczęłam go szukać, żeby tym razem na pewno się nie pomylić, choć 

właściwie wiedziałam już wszystko. Wróżka miała rację. Moje życie zmieni się 

o 180 stopni. Z pewnością wrócę do swojego nazwiska, bo nazwisko Ogr mi nie 

służy. Sprawdziłam, jak kończy się historia, która zaczyna się od happy endu. 

Kończy się szczęśliwym początkiem. Wiedziałam, że jutro jest pierwszy dzień 

reszty mojego życia. Najpierw kupiłam bilet do Rwandy. Ktoś musi pomóc 

Julce ratować ginące goryle. Jeszcze tylko pożegnałam się z Diabłem 

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl

background image

 

89 

Tasmańskim, bo kobiecie w pewnym wieku też coś się chyba należy od życia? 

Ludzie, co on ze mną wyprawiał, raz z tej strony, raz z tej, czegoś takiego 

jeszcze świat nie widział, państwo wybaczą, że nie będę o tym opowiadać, ale 

kobieta w pewnym wieku powinna być przyzwoita i nie zamierzam łamać tej 

słusznej zasady. Zwłaszcza że po kilku godzinach ostrego pieprzenia czułam się 

wypatroszona jak ryba i nie miałam pewności, czy mam jeszcze głowę, czy 

zostały z niej tylko moje złote usta. Mało tego! Nie miałam nawet pewności, czy 

ważniejszy jest sens, czy seks życia, który przecież też ma swoje znacznie, co 

czułam wyraźnie jeszcze wiele godzin później. O tym, że można mieć jedno i 

drugie, dowiedziałam się dopiero w Rwandzie, gdzie dzięki mojej słynnej 

Klinice Prącia ocaliłam setki goryli, następnie wywołałam rewolucję, zwaną 

rewolucją majową, bowiem w maju odniosłyśmy ostateczne zwycięstwo i 

ustanowiłyśmy matriarchat, a ja zostałam obwołana królową, ale to już zupełnie 

inna historia, którą państwo z pewnością znają, bo pisano o niej na całym 

ś

wiecie. W Polsce niektórzy wydawcy nożykiem do tapet wycinali te 

wiadomości z gazet, żeby nie denerwować PiS–u, który i tak był bardzo 

nerwowy, ale kobiety w pewnym wieku przekazywały sobie opowieść o 

rewolucji majowej z ust do ust ku pokrzepieniu serc, razem z pieśnią na melodię 

„Międzynarodówki”, która szła jakoś tak: 

 

Płeć żeńska w Rwandzie już powstała 

I na nas wkrótce przyjdzie czas 

Nie damy wciąż się robić w wała 

Nie będzie mąż wciąż dręczył nas! 

 

Nierówność kiedyś też zmieciemy 

Przed ciosem niech patriarchat drży  

Siostrzeństwem ziemię opleciemy  

Dziś żoną, jutro mężem my!    

Plik od www.ebooks43.pl do osobistego uzytku dla: paula943@interia.pl