background image

                                     

       Niniejszy e-book pochodzi ze strony 

www.chomikuj.pl/e-Darmo

                    Licencja: Creative Commons BY-NC-SA 3.0 PL

                                     Internet 2014-2015

background image

Spis treści:

Bajka o wilku i Agnieszce …..........................................................2
Dziwna historia …..........................................................................6
Góra Zapomnienia ….....................................................................7
O tym, jak mysz przestraszyła kota .............................................12
O tym, jak Piotruś poszedł szukać swego szczęścia ..................15
O tym, jak wyjaśniła się pewna zagadka .....................................24

                               

                             Bajka o wilku i Agnieszce

    Pewnego dnia,  w  ciepłe południe mała Agnieszka bawiła się 
przed domem w szpital.  Powyciągała z szafek wszystkie  swoje 
lalki  i  miśki  i  część  z  nich  mianowała  pacjentami,   a  część 
personelem medycznym: lekarzami i pielęgniarkami.Oczywiście 
Agnieszka jednogłośnie została wybrana na ordynatorkę i głów-
nego lekarza tego szpitala.  Odpowiednio do swojej funkcji  cho-
dziła  w  białym fartuchu i udzielała swoim podopiecznym pomo-
cy. 
    Zabawa trwała w najlepsze,  gdy  nagle  w  furtce  przy płocie 
pokazał się wilk z pobliskiego lasu.  Wyglądał groźnie szczerząc 
kły, z których ociekała krew, tak iż cały przód miał zaczerwienio-
ny.
   - Dzień dobry dziewczynko- odezwał się chropowatym głosem 
wilk.
    Agnieszka,  jak  tylko  ujrzała wilka,  bardzo się przelękła i na-
wet nie słuchała tego,  co mówił,  tylko zaraz złapała za duży kij, 
który służył jej w zabawie za kroplówkę i zaczęła odganiać przy-

background image

bysza:
    - Idź sobie stąd!  Słyszysz?!  Nawet  się  do  mnie nie zbliżaj!- 
zaczęła wymachiwać kijem.
    - Wrrr...  -zjeżył się wilk.-  Wrrr...  -powtórzył jeszcze raz.-  Po-
trzebuję...
     Dziewczynka nie dała  wilkowi  dokończyć,  tylko  zebrawszy 
kilka kamieni zaczęła nimi rzucać w stronę wilka:
    - Uciekaj stąd,  bo powiem zaraz tacie i cię raz-dwa przegoni! 
Nie ma tu nic dla ciebie!  Już  kogoś  zjadłeś!  Jeszcze krew cie-
knie ci z pyska!-  tu  chwyciła  mocno  kij i wymachując  zaczęła 
straszyć  wilka.-  Zaraz cię uderzę!  Nie  dam się zjeść!  Uciekaj 
stąd!
   - Wrrr...- zawarczał wilk i spuszczając głowę zaczął iść wzdłuż 
płotu w stronę innych domów.
    Jeszcze dwa razy po drodze spojrzał na dziewczynkę,  za ka-
żdym razem próbując coś powiedzieć,  ale  Agnieszka  nie ustę-
powała, tylko zaraz straszyła wilka kijem.
    - No i z głowy-   rzekła  do  siebie  zadowolona  dziewczynka, 
wracając do zabawy,  ale po chwili podniosła się i wypowiadając 
słowa: „A, na wszelki wypadek...”,  podeszła do furtki i mocno ją 
zamknęła na klucz.
    Jeszcze  nie  zdążyła  usiąść  przy  łóżku  chorego misia, gdy 
ktoś zaczął szarpać za furtkę.
    - No nie...!-  wykrzyknęła Agnieszka myśląc, że to wilk powró-
cił,  ale gdy zobaczyła za płotem wujka uspokoiła się.- A, to ty...- 
uśmiechnęła się z ulgą.-  Nie uwierzysz co ja przed chwilą prze-
żyłam.
    - Zaraz mi opowiesz- wujek nadal zmagał się z furtką.-  Teraz 
jednak jest ważniejsza sprawa.
    - A, furtka...- podbiegła do wujka.- Już otwieram.
    Ledwo otworzyła, za nogami wujka ujrzała pokrwawiony pysk 
wilka.
    - Uważaj wilk!- krzyknęła, cofając się dwa kroki do tyłu.
    - Tak, wiem- odpowiedział spokojnie wujek.-  Spotkałem go w 
drodze do was.
    - Ale on jest niebezpieczny!-  krzyknęła  przestraszona dziew-

background image

czynka po raz drugi.
    - Nie jest niebezpieczny-  uspokoił  delikatnie wujek.-  Potrze-
buje pomocy.
    - No, już to widzę-  złapała za kij i skierowała go w stronę wil-
ka.
    - Uspokój się-  powiedział  wujek wchodząc z wilkiem na pod-
wórze.- Przynieś lepiej jakieś szmaty i wodę.
    - Po co?- zapytała podejrzliwie Agnieszka. 
    - Muszę go opatrzyć. Jest ranny-  wujek  spojrzał na rozmów-
czynię ze wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu.
    - Tutaj są-  wskazała  niechętnie na swój lalkowy szpital.-  Ale 
on kogoś zjadł!- nie dawała za wygraną.
    - Nikogo nie zjadłem- odpowiedział smutno wilk.
    - To skąd tyle krwi na tobie?
    - Ratowałem swojego synka,  który  ugrzązł  między  skałami- 
zaczął swoją opowieść wilk-  ale  wyślizgnął  mi  się  z paszczy i 
wpadł do rzeki.  Wtedy zraniłem się o skały, próbując go złapać. 
Mój biedny synek...- zapłakał wilk.
    - No, już dobrze- przerwał wujek kończąc bandażować wilka.- 
Zaraz pójdziemy i poszukamy twojego synka.
    - Za późno-  zapłakał  wilk po raz drugi.-  Próbowałem za nim 
biec,  ale porwała go rzeka-  wilk  ronił  obfite  łzy,  aż Agnieszce 
zrobiło się go żal:
    - Jeszcze nic straconego-   pocieszała  ze  szczerego  serca.- 
Może gdzieś się uczepił?
    - To już tyle czasu...  -powiedział ze smutkiem.- Szukałem po-
mocy,  ale  nikt  nie  chciał mnie słuchać.  Każdy mnie wyganiał- 
zapłakał po raz kolejny.-  Dopiero  twój  wujek  wysłuchał  mnie i 
udzielił pomocy.
     - Ja też ci pomogę-  wstała, ciągnąc wujka za sobą.-  Nie ma 
chwili do stracenia. Chodźmy go szukać.
    Udali  się  więc  we trójkę na poszukiwania idąc wzdłuż rzeki, 
dokładnie przeszukując nadbrzeżne zarośla.
    - Mam!-  wykrzyknęła w pewnym momencie Agnieszka.-  Jest 
tutaj!
    - Żyje?- zapytał pełen nadziei wilk.

background image

    - Chyba tak- odpowiedziała, przekazując małego wilczka wuj-
kowi.
    - Tak, żyje- potwierdził wujek.- Zabierzmy go do domu.

  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 

    - Dużo nie brakowało-  odrzekł wujek wstając od łóżka, w któ-
rym położył wilczka. 
    - Mój biedny synek- przybliżył się wilk.
    - Nie wiedziałam,  że  potrzebuje pomocy-  zaczęła tłumaczyć 
się wujkowi Agnieszka.-  Myślałam,  że  chce mnie napaść. Wy-
glądał bardzo strasznie.
    - Wiem, skarbie- pogłaskał po twarzy ze zrozumieniem.- Wilki 
nie  mają  zbyt  dobrej  opinii,  choć  często na to nie  zasługują. 
Zawsze jednak powinnaś wysłuchać,  co  ma ktoś do powiedze-
nia. Jak widzisz czasem może to być naprawdę ważne.
    - Teraz już wiem- odpowiedziała smutno Agnieszka.
    Aby  lepiej  zrozumieć  jak  ważne jest odpowiednie podejście 
do rozmówcy, wujek dał Agnieszce taki przykład:
    - Wyobraź sobie,  że  to  twoja  mama  jest  w niebezpieczeń-
stwie,  a ty - nie  mogąc  sama dać rady-  pobiegłaś  po  pomoc. 
Jedyny dom, jaki jest w okolicy należy do dziewczynki, która cię 
nie lubi.  Mimo  tego  idziesz  tam,  bo  nie masz innego wyjścia. 
Dziewczynka jednak nie chce słuchać tego,  co masz do powie-
dzenia,  tylko  wyganiając  cię,  zamyka  przed  tobą  drzwi.  Nie 
dajesz za wygraną i pukasz jeszcze raz,  ale dziewczynka nadal 
nie  chce  słuchać,   tylko  biorąc  kija  wygania  cię  ze  swojego 
podwórka.  A wystarczyło by tylko, żeby chciała usłyszeć o co ci 
chodzi.  Wtedy na pewno by ci pomogła.  Dlatego  -bez względu 
na to, czy kogoś się lubi, czy nie- powinno się go zawsze wysłu-
chać.  Może  to,  co  chce  powiedzieć  to  coś ważnego... Jeżeli 
zrobił  ci  coś  złego  może  chce  przeprosić,  a  może  chce cię 
ostrzec przed niebezpieczeństwem.  Nigdy nie wiadomo. Potem 
można bardzo żałować swojej zawziętości.
    - Ja też żałuję-  powiedziała Agnieszka przytulając się do wuj-
ka.

background image

    Najważniejsze,  że wszystko dobrze się skończyło-  uśmiech-
nął  się  wujek  spoglądając na siedzącego przy łóżku wilka.- To 
jest najważniejsze-  powtórzył jeszcze raz i zamykając oczy mo-
cno przytulił Agnieszkę.

        

                                      Dziwna historia
    
    Nie wiadomo jak to dokładnie było, być może tak: 
    Pewnej nocy, o północy, lub o świcie, gdzieś nad ranem, mię-
dzy czerwcem a majem,  w niedalekim gajem,  coś krzyknęło na 
polanie, na kolanie, czy też w bramie,  coś strachnęło nie na ża-
rty,  aż  się  obudziły  wszystkie  warty.  Oko czujne ktoś wytrze-
szczył,  uchem  słusznie nasłuchiwał i jakby się lekko kiwał. Czy 
to były wilki?  Może szpilki?  Kto  noc  zakłócić raczył?  Teraz ci-
sza, choć pół lasu,  czy  to miasta ze strachu już się kiwa, obse-
rwuje, wypatruje, wypytuje...Nic się nie dzieje, nikogo nie widać, 
może by tak w końcu przestać się kiwać? 
    -Czas do łóżka-  mówi dobra wróżka-.  Wyspać  się nie jeden 
jeszcze zdąży,  nie  ma  co  tak  krążyć.  Może  to  był tylko sen, 
może żart- niewielki strach. Chodźmy w końcu spać.
     I tak poszli i posnęli,  ziewnym  śpiewem  zaproszeni.  A  nad 
ranem,  jak do pracy i do szkoły,  choć  już jasno się zrobiło, nikt 
nie wstawał,  nikt nie budził, wszyscy zaspali.  Czy dyrektor, czy 
też uczeń,  nikt  nie  zdążył  dziś do szkoły.  Czyja więc to wina? 
Kogo skarcić? Wszystkich strach objął nie na żarty.Radio, prasa 
o tym trąbią, że ktoś w nocy alarm podjął. Na równe nogi miasto 

background image

postawił a samemu przepadł gdzieś bez wieści.  Teraz  wszyscy 
go szukają,  winowajcę trzeba znaleźć,  wskazać  przyczynę ich 
zaspania,  nawet  nie  zjedli  dziś  śniadania.   Jest  nagroda  za 
wskazanie i mieszkańców wielkie uznanie.  Tyle  prasa  dziś po-
daje,  wieść  rozchodzi się wśród mieszkańców.  Może  ktoś coś 
widział?  Może coś sobie przypomni?  O  zagadce  już  wszyscy 
mówią,  nawet koty po kątach sobie mruczą.  Kto  odgadnie, kto 
pokaże, kto usprawiedliwi niewyspanych mieszkańców?  Wsze-
lkie informacje się przydadzą.  Kto to był panie drogi?  Czy  pan 
słyszał coś,  że młody?  Wiele  jest  teorii,  wiele  jest wyjaśnień. 
Nikt  pewności  dziś  już  nie  ma.  Ktoś  o  tym mówi, ktoś o tym 
śpiewa, nawet  szumią  o  tym  drzewa.  W  mieście  wielkie jest 
zmieszanie: nikt nie widział,  nikt nie słyszał.  Nikt dokładnie po-
wiedzieć nic nie może.  To  ci  historia niesłychana,  dziwna i nie 
znana!

                                    Góra Zapomnienia

    W niewielkim miasteczku, gdzie życie płynie spokojnie miesz-
kał wraz z rodzicami chłopczyk o imieniu Tomuś, którego jednak 
wszyscy nazywali dziwadło.  Przezwisko  to nie miało nic wspól-
nego z jego wyglądem,  jak  by  się  mogło wydawać,  lecz z od-
miennym zachowaniem Tomeczka.  W  przeciwieństwie bowiem 
do innych,  bardzo kochał on Pana Boga i starał się być zawsze 
dobry i uprzejmy  dla  innych  ludzi.  Nigdy  też  nie zapominał o 
dobrych  uczynkach,  które  z  wielką  ochotą  wykonywa  Wszy-

background image

stkich  obdarowywał  szerokim uśmiechem i miłym słowem. Pan 
Bóg cenił za to Tomeczka i zawsze  towarzyszył  mu  w jego po-
czynaniach.
    Ludzie nie  rozumieli  zachowania  Tomcia,  ponieważ nie ko-
chając Pana Boga zbyt mocno,  często o Nim zapominali, przez 
co postępowali w swoim życiu niewłaściwie.  Ich  problemy i kło-
poty narastały,  stawały się coraz większe,  a to z kolei powodo-
wało smutek i złość,  które  nieustannie  im  towarzyszyły. Kiedy 
więc Tomcio uśmiechał się do nich i życzył miłego dnia, wpadali 
w jeszcze większą złość,  bo  to  im  przypominało jak nieszczę-
śliwe wiodą życie.
    Wielu z tych ludzi co prawda twierdziło, że kocha Pana Boga, 
a nawet chodziło co tydzień do kościoła i modlili się  codziennie, 
ale  swoim  zachowaniem  tylko sprawiali przykrość Panu Bogu. 
Nie było dnia,  aby nie zrobili czegoś złego lub niewłaściwego: a 
to krzyczeli na kogoś,  a  to  komuś  coś  ukradli lub brzydko się 
odzywali...Wyglądało to tak, jakby w ogóle nie znali Pana Boga. 
Tomeczek był inny.  Miłość jaką darzył Pana Boga sprawiała, że 
nie do pomyślenia było dla niego zrobienie cokolwiek co mogło-
by zasmucić jego Przyjaciela. Postępował więc w swoim małym 
życiu tak,  jak  nakazał  to  w  Piśmie  Świętym  Pan Bóg. Dzięki 
temu nigdy nie miał żadnych kłopotów, a wiara jaką żywił dawa-
ła nieustannie wciąż nowe radości.
   Ludzie, z którymi Tomcio się stykał nie znali tych radości, więc 
patrząc przez pryzmat swoich cierpień nie rozumieli jego zacho-
wania,  dlatego  wywoływało ono gniew w ich sercach.  Stąd też 
złośliwie nazywali go „dziwadło”. Często też dokuczali i wyśmie-
wali się z niego, a nawet -znając jego dobre serce-  wykorzysty-
wali,  lub  robili  głupie  żarty.  Tomcio  nic  sobie z tego nie robił, 
gdyż najważniejsza  dla  niego była miłość do Pana Boga i chęć 
niesienia pomocy innym.  Co by to było gdyby  -zrażony  zacho-
waniem złych ludzi-  odmówił  pomocy komuś naprawdę potrze-
bującemu?  Nawet nie dopuszczał do siebie takiej myśli.  Lepiej 
więc przeboleć głupie żarty dziesięciu złych ludzi,  niż  odmówić 
jednemu  potrzebującemu.  Takie  zachowanie bardzo podobało 
się Panu Bogu,  który  pozwalał  na  te wszystkie zdarzenia, po-

background image

nieważ dzięki temu Tomuś w sposób  praktyczny  pokazywał jak 
wielka  jest  jego  miłość.  Oczywiście Pan  Bóg,  korzystając ze 
swojej boskiej  Mocy często wynagradzał te przykrości i obsypy-
wał Tomcia wieloma łaskami.
    W miasteczku była grupa chłopców, która szczególnie mocno 
nie lubiła Tomeczka.  Uważali  go  za  maminsynka i niedorajdę, 
ponieważ  zamiast  bić się z chłopakami, próbował rozmawiać z 
przeciwnikiem,  przez co zazwyczaj wracał do domu z podbitym 
okiem. Często też robili sobie z niego różnorakie żarty.  Właśnie 
szykowali się do następnego.  Kiedy  tylko Tomeczek pojawił się 
na drodze prowadzącej do domu, jeden z chłopców wyszedł mu 
naprzeciw i zaczął udawać,  że płacze.  Tomcio  zaraz  podbiegł 
do niego i próbował dowiedzieć  się  o  co  chodzi.  Ten opowie-
dział  mu  zmyśloną  bajeczkę  o  tym,  jak  jego tata poszedł na 
Górę  Zapomnienia i do tej pory jeszcze  nie  wrócił.  Prosi  więc 
Tomcia, aby poszedł szukać jego taty,  a on biegnie zawiadomić 
mamę.  Poszedł  więc  Tomcio na Górę Zapomnienia,  choć naj-
chętniej by tam nie szedł.
    Góra Zapomnienia posiadała bardzo złą sławę,  przekazywa-
ną  wśród  ludzi z pokolenia na pokolenie.  Opowiadano,  że kto 
przekroczy granice Góry,  ten już nigdy z niej nie wraca.  Wszel-
kie  informacje  jakie  na jej temat ludzie posiadają pochodzą od 
nielicznych osób,  które  stamtąd po kilku,  czy kilkunastu latach 
wróciły.  To,  co  powtarza  się  w  tych  opowieściach to fakt,  że 
Górę  spowija  gęsta  mgła i człowiek,  który  w  tę mgłę wejdzie 
zapomina o wszystkim:  jak się nazywa,  gdzie mieszka, znikają 
wszystkie jego wspomnienia i uczucia. Żadne myśli nie pojawia-
ją się w głowie takiego człowieka.  Stąd  też  nazwa  tej  groźnej 
góry- Góra Zapomnienia. Człowiek, który przekroczy jej granice, 
z braku myślenia nic nie wie.  Nie  wie  skąd  przyszedł,  nie wie 
dokąd idzie,  nawet  patrząc na drzewa,  czy  swoją rękę nie wie 
co to jest, jak się to nazywa.  Zapomina o wszystkim co widział i 
czego się do tej pory nauczył.  Góra  dostawszy  pod swoją wła-
dzę  takiego  człowieka  wysysa  z  niego  wszelkie  myśli, które 
zostają  wtopione  we  mgłę,  która  tu  zawsze  spowija  drogę i 
drzewa.  Z  każdą  nową zdobyczą mgła staje się coraz bardziej 

background image

gęsta i nieprzenikniona. Człowiek kroczący w jej mrocznościach 
staje się bezwolny i w swoim półśnie  idzie  bez  celu  przed sie-
bie, zazwyczaj krążąc dokoła  góry.  Czasem  któryś z tych bez-
wolnych ludzi przypadkiem wyjdzie poza jej granice, wtedy znaj-
dują go,  ale  nie  sposób  porozumieć się z nim.  Góra  razem z 
pamięcią wyssała z niego także  słowa.  Dopiero  za  jakiś czas, 
jak  nauczy  się  znowu  mówić i myśleć może wrócić do norma-
lności. Takie właśnie opowieści krążą na temat Góry Zapomnie-
nia,  ale  nie  wszyscy  w  to  wierzą,  gdyż już od dawna nikt nie 
słyszał, by któryś z mieszkańców zaginął w pobliżu Góry.
    Grupka  chłopców,  która  wysłała Tomcia na Górę Zapomnie-
nia nie wierzyła w te opowieści,  ale  na  wszelki  wypadek sami 
nigdy nie zapuszczali się w jej granice.  Już sama mgła, która w 
pewnym  momencie  pojawia  się  na  drodze wzbudza strach, a 
przynajmniej uczucie niepewności.  W ramach więc żartu posta-
nowili wysłać tam Tomeczka,  aby przekonać się, czy w opowie-
ściach na temat Góry jest choćby odrobina prawdy.
   Tomeczek bardzo bał się wchodząc w coraz gęstszą mgłę, ale 
poczucie  obowiązku  nie  pozwalało  mu  zawrócić.   Nie  może 
przecież zawieść  kogoś  potrzebującego  pomocy.  Gdyby tylko 
wiedział,  że  to wszystko co usłyszał od kolegi jest nieprawdą... 
Sam ze swej woli nigdy by tu nie przyszedł.  Bez względu na to, 
czy opowieści  o  Górze  są  prawdziwe  czy  też  nie,  nie warto 
ryzykować.  A  jeżeli  okaże  się,  że  są prawdziwe?  Co wtedy? 
Tomcio nie długo myślał.  Mgła,  która  go  spowiła  sprawiła, że 
zaczął tracić myśli.  Nie  wiedział już po co tutaj przyszedł, skąd 
się wziął,  ani co ma dalej robić.  W  bardzo krótkim czasie Góra 
opróżniła wnętrze Tomcia ze wszystkich uczuć i myśli. Zaraz też
brak miłości Tomcia zauważył Pan Bóg,  który bardzo lubił przyj-
mować jego miłość.  Była  dla  niego  jak woń najwspanialszych 
kwiatów.  Kiedy jej zabrakło bardzo się zdziwił.  Z  góry,  ze swej 
niebiańskiej świątyni,  spojrzał  swym przenikliwym wzrokiem na 
ziemię,  co to się dzieje z Jego ulubieńcem.  Bardzo  zdziwił  się 
widząc idącego bez celu  Tomeczka,  który  zatapiał się w coraz 
gęstszą mgłę.  Zaraz  też poznał przyczynę jego postępowania i 
postanowił natychmiast mu pomóc.  Ze  swego tronu wysłał pro-

background image

mień iskrzącego się światła, który przenikając przez mgłę wska-
zywał Tomeczkowi,  w  którą  stronę ma iść.  Oczywiście Tomcio 
tego  wszystkiego nie wiedział,  ale  w  tej  swojej  bezmyślności 
szedł tam,  gdzie prowadziły go nogi,  a te,  nieświadomie kiero-
wały  się  w  stronę,  gdzie  na  tle  mglistej,  mlecznej  poświaty 
iskrzył się z nieba promień światła.  Niedługo też Tomcio wysze-
dł  z  mgły,  a  dzięki  łasce  Bożej  odzyskał też wszystkie swoje 
myśli i uczucia.
    Na drodze,  przy  granicy  z  Górą stali przestraszeni chłopcy, 
którzy go tam wysłali. Z jednej strony cieszyli się, że Tomeczko-
wi nic się nie stało, ale z drugiej -widząc promień światła wypro-
wadzający  go  z  mgły-  przeczuwali,  że  zaraz spotka ich kara. 
Pan Bóg  odezwał się do Tomcia,  aby  wyznaczył dla nich karę, 
lecz Tomcio  odzyskawszy swoją miłość nie chciał nikogo karać. 
Wręcz przeciwnie.  Poprosił  Pana  Boga  o  to,  aby  pomógł im 
zrozumieć,  że  źle postępują i nauczył ich szacunku i miłości do 
innych.  Taka  prośba  bardzo  spodobała  się  Panu Bogu, gdyż 
świadczyła o tym,  jak mądrym chłopcem był Tomcio.  Nie w tym 
rzecz bowiem, aby karać innych, ale w tym, aby zrozumieli swo-
je złe zachowanie.  W ten sposób najprędzej poznają jak wielką 
mocą jest miłość Pana Boga i jak wielką radością jest miłość do 
Pana Boga.  Kiedy człowiek posiądzie tę miłość,  wszystko inne 
będzie dla niego mniej ważne. Tak, jak dla Tomcia. 

    

Jeżeli podoba Ci się ta książka, wesprzyj finansowo Autora. 

  Sam ustal wysokość datku. (patrz szczegóły na końcu książki)

 

background image

                     O tym, jak mysz przestraszyła kota

     W pewnym starym, opuszczonym domu, gdzie od dawna już 
żaden  człowiek  nie  mieszkał,  życie  nie było całkiem zamarłe. 
Rolę gospodarza pełnił kot szaro-bury, który znalazł tu schronie-
nie  pewnego,  zimowego  poranka,  a  że  miejsce  było  ciche i 
przytulne, więc pozostał w nim na dłużej. Szybko jednak zorien-
tował  się,  że  nie  jest w domu sam, gdyż zamieszkiwały go już 
inne zwierzęta, które -jak i on- znalazły tu bezpieczną przystań.
     Jako pierwszą zauważył  rodzinę  pająków,  której sieci poro-
zwieszane  były  prawie we wszystkich  kątach.  Pajęczyny  były 
duże i brudne od kurzu,  co w świetle dziennym dodawało nieco 
grozy temu miejscu.  Na  podłodze i ścianach chodziły różne ro-
baki małe i duże,  a  pod  sufitem  między  pokojami  latał synek 
państwa wróbelków.
     Ostatni  lokator  domu  dawał  się  słyszeć późną nocą, kiedy 
wszyscy  smacznie  spali.  Z  początku kot nie zwracał uwagi na 
chrobotanie dobiegające zza ściany myśląc, że dobiegają one z 
ulicy,  ale  od  kiedy coś chrupnęło  blisko jego nosa przestał już 
spokojnie  sypiać.  Ledwo co oczy zamykał a miał  wrażenie, że 
zaraz  jakieś straszydło obetnie mu nos,  lub  -co gorsza-  wąsy, 
które dla kota są zawsze wielką dumą.  Aby ulżyć swoim nerwo-
m postanowił więc przełamać strach i wyjaśnić zagadkę.
     Nie trzeba było długo czekać,  aby ujawnić winowajcę całego 
zamieszania.  Okazała się nim być pani myszka, która obgryza-
jąc stare meble lub ściany bardzo hałasowała.  Z  uwagi na noc-
ne chrobotanie  nie  lubił jej i zawsze jak ją widział,  to próbował 
złapać i wytarmosić  za  uszy za karę,  że  nie  daje mu spać. W 
związku  z  tym ona także nie darzyła go sympatią i zawsze gdy 
spotykali  się  gdzieś  przypadkiem  wymieniali się nieuprzejmo-
ściami.
     Kiedy kocur zadomowił się już  na  dobre,  stwierdził ze smu-
tkiem,  że nikt nie dba o dom,  dlatego  jest  on  taki brudny. Czy 
naprawdę  nikomu to nie przeszkadza?  Przecież  chyba przyje-
mniej jest mieszkać w czystym domku.  Postanowił  więc zapro-
sić wszystkich mieszkańców na zebranie, na którym mogliby się 

background image

wypowiedzieć. Każdy potraktował sprawę poważnie, poza oczy-
wiście myszką,  która nie lubiąc przewodniczącego zebrania nie
wykazywała ochoty na współpracę.
    - Na samym początku- zaczął swoją przemowę kot- chciałby-
m  wszystkich  bardzo  serdecznie  przywitać  i  podziękować za 
przybycie.
    - Ach, dziękujemy, dziękujemy- odezwały się głosy zebranych 
domowników.
    - Jedynie, oczywiście pani myszka,  jak zwykle musi postępo-
wać inaczej- zaczął krytykować przewodniczący.
    - Wcale nie-  odezwał  się  cichy głosik z małej dziurki w ścia-
nie.
    - Przechodząc jednak do rzeczy- kontynuował kot- chciałbym 
złożyć wniosek o posprzątanie domu,  oraz o dbanie o porząde-
k-  wszyscy  spoglądając na siebie przytakiwali głowami.-  Prze-
cież milej nam będzie- mówił dalej- mieszkać w czystych warun-
kach, nieprawdaż?
    - Oczywiście.
    - Jak najbardziej- rozległy się głosy zebranych.
    - Ale my nie mamy rąk- zaczęli państwo wróbelkowie.- A poza 
tym my latamy tylko w górze. W ogóle nie używamy podłogi.
    - Na początek-  odezwał się kot-  proszę  robić  kupki na dwo-
rze,  bo  pod waszym gniazdem pełno jest waszych cuchnących 
odchodów.
    - A  także i w  innych  miejscach na podłodze-  wtrącił któryś z 
większych robaków.
    - Na ścianach też- uzupełnił wypowiedź przedmówcy pan pa-
jąk. 
    - Właśnie- przytaknął kot.-  A  poza  tym możecie pomóc nam 
sprzątać w tych miejscach, które są wysoko lub do których cięż-
ko się dostać.
    - Bardzo chętnie pomożemy-  odezwała się pani wróbelkowa.
    - Druga sprawa- zwrócił się kot do państwa pająków-  to paję-
czyny.-  Pająki  spojrzały na siebie ze zdziwieniem.-  Najwyższy 
czas wymienić je na nowe.
    - A poza tym- przerwała pani wróbelkowa- można by powiesić 

background image

firanki w oknach.
    - Ale jak?- zaniepokoiły się robaczki.
    - To bardzo proste- odezwała się pani wróbelkowa.-  Państwo 
pająkowie mogliby utkać je ze swojej pajęczej nici.
    - Oczywiście, możemy-  zgodziły się pająki.-  Wymienimy  też 
nasze pajęczyny, skoro nie podobają się te stare.
    - Bardzo dobrze- ucieszył się kot.-  Nie  ma  jak  dobra współ-
praca.
     Ponieważ była pełna zgoda wśród mieszkańców domu, więc 
rozmowy długo nie trwały.  Szybko  ustalono  zakres prac i przy-
dział,  co każdy ma do zrobienia.  Od razu  też  przystąpiono do 
pierwszych  prac  porządkowych.  W nocy,  jak zwykle,  dało się 
słyszeć znajome chrobotanie.  Kot nie wytrzymał nerwowo i zer-
wał się, aby natychmiast okrzyczeć panią myszkę za zakłócanie 
ciszy nocnej.  Przecież wszyscy  -po  całym  dniu  ciężkiej pracy 
związanej  ze  sprzątaniem  domu  potrzebują  spokojnego snu i 
odpoczynku.  Skoro  nie  chciała  pomóc,  to przynajmniej niech 
uszanuje wysiłek innych.  Kot  szukając  hałasującej myszki roz-
myślał wiele złych rzeczy na jej temat, ale jak zobaczył w kuchni 
rękawiczkę myjącą podłogę zamarł z przerażenia. 
    - To nawet duchy włączyły się do sprzątania?- pomyślał prze-
rażony.
    Nie doczekał się jednak  odpowiedzi,  gdyż  jak  tylko  rękawi-
czka  zaczęła  zmierzać  w  jego  stronę  uciekł  ile sił w nogach. 
Chowając się za szafę nie śmiał nawet jęknąć,  aby nie zdradzić 
swojej kryjówki.
     W tym samym czasie, w kuchni rękawiczka zatrzymała się, a 
z jej środka wyszła zdziwiona myszka:
    - Gdzie on jest?-   rozglądając  się  za  kotem  powiedziała do 
siebie.- Niech zobaczy jak ładnie posprzątałam kuchnię.
   Poszła więc szukać kota wielokrotnie go nawołując, ale każdy 
szmer,  czy  odgłos  wywoływał  w  nim  jeszcze większy strach, 
przez co tym mocniej zatykał sobie łapami uszy.  Kiedy w końcu 
znalazła go i potrząsnęła za łapę,  ten  ze  strachu  wrzasnął  na 
cały głos i uciekł, gdzie pieprz rośnie. 
    Przez wiele dni nikt go  nie  widział.  W  końcu  wrócił,  ale już 

background image

nigdy w nocy nie chodził po domu,  a  chrobotanie  myszy  prze-
stało mu przeszkadzać. Wręcz przeciwnie: czuł się pewniej wie-
dząc, że ktoś obok jest i nie śpi. Gdyby pojawił się jakiś duch, to 
na pewno ona pierwsza by krzyknęła.  Tak więc,  chociaż  nadal 
ze sobą nie rozmawiali, to jednak zawsze przed snem życzył jej 
w myślach miłej nocy, a gdy jej chrobotanie budziło go, tylko się 
uśmiechał pod nosem i zaraz znowu zasypiał.  Nie rozmawiając 
z myszką,  nigdy  więc  nie  dowiedział się kim tak naprawdę był 
duch w rękawiczce i do końca swoich  dni  wierzył,  że widział w 
kuchni ducha.
 

      O tym, jak Piotruś poszedł szukać swego szczęścia

    

 Przy  niewielkim gaju,  w  małej  chatce na górce,  mieszkał z 

rodzicami  chłopczyk  o  imieniu  Piotruś.  Miał  starszego brata i 
siostrę, która była od niego nieco młodsza. Chociaż niczego mu 
nie brakowało,  czuł się on bardzo nieszczęśliwy. Rodzice przez 
prawie cały dzień pracowali,  starszy brat,  który pod ich nieobe-
cność  zajmował  się  młodszym rodzeństwem, często krzyczał i 
rozkazywał,  nie słuchając w ogóle tego,  co  mają do powiedze-
nia.  Nie  było  wiele czasu na zabawę,  ponieważ  brat uczył ich 
różnych przydatnych według niego rzeczy,  zajmując w ten spo-
sób prawie cały wolny czas. Nuda i zniechęcenie coraz bardziej 
ogarniały chłopca.
     Pewnego  dnia  postanowił  udać się w nieznane, aby poszu-
kać swego  szczęścia.  Bardzo  był  ciekawy jak takie szczęście 

background image

wygląda i jak czuje się człowiek,  gdy  takie  szczęście  posiada. 
Wyruszył więc do pobliskiego gaju w nadziei,  że  będzie potrafił 
rozpoznać  swoje  szczęście.  Na  wszelki  wypadek  postanowił 
każdego  kogo  napotka  pytać,   czy  nie  jest  on  czasem  jego 
szczęściem. Gaj w pobliżu którego Piotruś mieszkał kojarzył mu 
się z czymś bezpiecznym i dobrym, ponieważ zawsze dobiegały 
z niego miłe i przyjemne dla ucha odgłosy ptaków i innych zwie-
rząt.  Nigdy  jednak  wcześniej sam po lesie nie chodził, zawsze 
tylko w towarzystwie  starszego brata lub rodziców.  Póki co wę-
drówka  nie  była  dla  niego straszna,  ponieważ  szedł  leśnym 
traktem, który dobrze znał.  Zawsze  tędy  chodził  z  rodziną na 
jagody i poziomki.
     W  pewnym  momencie wśród krzaków powstał wielki harmi-
der a zaraz po nim przeleciał przez drogę  zajączek krzycząc do 
niego: << Uciekaj! >>,  jednak Piotruś za bardzo nie zrozumiał o 
co mu chodziło,  ale jak spośród krzaków zobaczył wybiegające 
ostre  kły  wilka to w mig pojął o co zajączkowi  chodziło. -  "A..., 
uciekaj..."-  odparł sam do siebie chłopiec, ale nagle zdjęty stra-
chem wykrzyknął: "Uciekać!"  i nie oglądając się za siebie wsko-
czył  w zarośla  w  miejscu,  gdzie  zniknął  zajączek.  "Uciekać! 
Uciekać!"  wykrzykiwał  co  chwila uciekający Piotruś dopóki nie 
przyszło  mu  do głowy obejrzeć się i sprawdzić czy wilk jeszcze 
go goni.  Ale  jak  tylko  obejrzał  się,  ujrzał przed swoim nosem
paszczę wilka.  W  tym momencie jego noga zawadziła o wysta-
jący z ziemi konar  i  Piotruś  przewrócił  się  wpadając do pobli-
skiego dołu.  Wilk  zatrzymał  się  i  zaczął  węszyć w pobliskich 
zaroślach.  Nie  mogąc  złapać  śladu dał za wygraną i po chwili 
odszedł.
    - Ale mieliśmy szczęście-  zajączek,  który  schował się w tym 
samym dole odetchnął z ulgą.     
    - Szczęście?- zaciekawił się Piotruś.-Znasz swoje szczęście?
    - Oczywiście.  To moje szczęście,  że  udało  mi  się schować 
przed wilkiem. Inaczej by mnie złapał i zjadł. Ciebie zresztą też- 
dodał po chwili.
    - I to jest twoje szczęście?- próbował zrozumieć chłopiec.
    - Tak. I to największe-  odrzekł zajączek.-  Ciężko ci to zrozu-

background image

mieć, bo wy, ludzie macie swoje bezpieczne, murowane domki i 
sklepy,  w  których kupujecie coś do jedzenia,  ale tutaj,  w lesie 
mój domek nie ma ścian ani drzwi,  które  by  mnie chroniły. Co-
dziennie też muszę szukać czegoś do jedzenia po lesie naraża-
jąc się na to,  że  mnie wilk lub myśliwy wypatrzy i złapie. Dlate-
go,  kiedy  uda  mi się uratować życie to jest to moje największe 
szczęście.
     W  tym momencie Piotruś pomyślał sobie, że on nigdy wcze-
śniej nie uciekał co sił w nogach przed niebezpieczeństwem. W 
swojej okolicy czuł się zawsze bardzo  bezpiecznie.  Postanowił 
jednak  nie  tracić  więcej  czasu na rozmowę z zajączkiem tylko 
ruszyć w dalszą drogę.  Teraz  jednak nie szedł już tak pewnym 
krokiem co wcześniej, ani też drzewa i zarośla nie wyglądały dla 
niego już tak przyjaźnie. Wręcz przeciwnie:  Szedł ostrożnie i po 
cichu tak,  aby nikt  go  nie  słyszał,  dokładnie  przyglądając się 
krzakom, czy gdzieś pomiędzy liśćmi nie widać iskrzących się w 
słońcu zębów wilka.  Ledwo  poczuł  pod  nogami,  że coś chru-
pnęło a już cichy lament podniósł się przy ziemi:
    - Mój piękny domek! Zburzył mój piękny domek!
    Piotruś spojrzał w dół,  a  jego  oczom ukazał się straszny wi-
dok.  Obok  rozgniecionego jego stopą domku stali państwo Żu-
czkowie z dziećmi i podnosząc  ręce do góry coś do niego krzy-
czeli.  Przykucnął więc,  aby lepiej zrozumieć co mówią,  ale jak
usłyszał, że czynią mu wielkie wyrzuty z powodu całego zajścia, 
zaczął bardzo wszystkich przepraszać,  że  to  przez  nieuwagę, 
że ze strachu przed wilkiem nie patrzył  pod  nogi,  ale  przecież 
nic takiego się nie stało. Ile to jest zbudować taki domek. Chwila 
moment.
     Wcale  nie  chwila  moment-  zaczął  narzekać  pan Żuczek.- 
Trzy dni go  budowałem,  a  zaraz  przecież noc nastanie, gdzie 
się teraz podziejemy?
    - Całe szczęście,  że  naszym  dzieciom  nic się nie stało- po-
wiedziała pani Żuczkowa przytulając maleństwa do siebie.
    - Ale... Ja pomogę-  chłopiec  próbował  załagodzić sytuację.- 
Zaraz zbudujemy domek-  i  zaczął  w  palcach  ugniatać  suchą 
glinę, pozostałość dawnego domku.

background image

    - Ale to tak się nie robi-   pan Żuczek skrytykował metodę bu-
dowy chłopca.-  Najpierw  trzeba  zmieszać ze śliną. Inaczej nie 
będzie się trzymać i przy wietrze wszystko się rozsypie. A gdzie 
komin,  a  gdzie okna?-  właściciel  zburzonego  domku  wytykał 
błędy.
    - Wszystko będzie- uspokajał chłopiec.- Nie wszystko naraz.
    Chyba  z  godzinę  budował  Piotruś nowy domek,  spełniając 
wszystkie uwagi pana Żuczka.  Nim  się  spostrzegli już wieczór 
nastał. Szara poświata zaczęła opadać coraz niżej.
    - A przepraszam bardzo- odezwał się pan Żuczek,  zwracając 
się do chłopca.- A ty gdzie masz swój domek?
    - Ja? - zaczął się zastanawiać.- Ja nie wiem.
    - To gdzie będziesz spał?- zaniepokoił się pan Żuczek.
    - Nasz domek jest dla ciebie za  mały-  odezwała się pani Żu-
czkowa.-   Musisz  sobie  zaraz  wybudować  jakiś  tymczasowy 
domek,  na  tę  noc,  abyś w nocy nie zmarzł i żeby nic ci się nie 
stało.
    - Dobrze-  odezwał  się  smutno Piotruś.-  Ale  jak?  Nigdy nie 
budowałem dla siebie domku.
    - Na całe szczęście mój mąż jest dobrym budowniczym- ode-
zwała się pani Żuczkowa.
    - To nie jest trudne -potwierdził mąż.  Wystarczy trochę gałęzi 
i liści. Zaraz go zbudujemy. 
    Rzeczywiście,  po  kliku chwilach z gałęzi postawionych obok 
siebie powstał niewielki szałas, w którym bez problemu zmieścił 
się chłopiec.  Z  liści  powstało  legowisko  i  pokrycie ścian, aby 
między szparami nie hulał wiatr.
    - Szczęście w nieszczęściu,  że  jesteśmy  cali  i  mamy gdzie 
mieszkać-  odezwała  się  pani  Żuczkowa.-  Inaczej  było by nie 
wesoło.
    - Co to za szczęście- pomyślał sobie Piotruś-  kiedy zimno mi 
tu jest, jakieś robaki po ścianie chodzą,  a  w każdej chwili może 
napaść mnie wilk.  Co to takie ściany z gałązek. Silniej popchać 
to się rozlecą.  A poza tym głodny jestem.  Jak dobrze było mi w 
domu.  Miałem co jeść,  było  ciepło i bezpiecznie...  Rodzice,  a 
nawet  starszy  brat  opiekowali  się  mną i wiedzieli  co  robić w 

background image

różnych sytuacjach. Teraz rozumiem, dlaczego mówili mi, abym 
ich słuchał. Jutro zawrócę do domu,  nie ma co.  Aby tylko prze-
żyć tę chłodną noc.  Strasznie  zimno się zrobiło.  W  domu palił 
się w kominku ogień, a tu? Żeby był tu jakiś kominek...
  Tak rozmyślając Piotrusiowi przychodziły na myśl różne wspo-
mnienia z domu rodzinnego, zabaw z rodzeństwem i nauki star-
szego brata.  Zaraz skoczył na równe nogi, aż się szałas zatrzą-
sł.
   - Szybko, póki jeszcze coś widać!- krzyknął do siebie.- Trzeba 
zebrać kilka kamieni, suchych gałązek i krzemieni. Będzie ogni-
sko jak się patrzy,  przecież  tego  brat  uczył  mnie kiedyś. Naj-
pierw  kamienie  trzeba  ułożyć  w  okrąg  -mówił  do  siebie cały 
podekscytowany-,  aby  ogień nie rozprzestrzenił się na las,  po-
tem ułożyć kilka suchych chwastów,  a  gdy  ogień je rozpali po-
dokładać gałązki. Jedna trudność zawsze bywa- zmartwił się na 
chwilę-,  aby tak pocierać o siebie dwa krzemienie,  aby wykrze-
sać z nich iskrę.  To  jest  trudność  największa,  raz na dziesięć 
razy się uda,  ale w końcu,  przy odrobinie cierpliwości ogień na 
pewno się rozpali.
    Tak też po wielu próbach ogień w szałasie pojawił się. Zrobiło 
się jasno i ciepło.  Noc  spędzana  w  lesie nie wydawała się już 
być taka straszna.Zaraz też zaprosił do siebie rodzinę Żuczków, 
która  wybiegła ze swego domku w wielkim popłochu myśląc, że
domek znowu się wali.
   - Bardzo państwa przepraszam-  przestraszył się Piotruś.- Nie 
pomyślałem,  że  od mojego pukania zatrzęsie się wasz domek. 
Mam nadzieję, że nic nie uszkodziłem.
    - Chyba nie-  odezwał  się  pan Żuczek ocierając pot z czoła.- 
Ale co się strachu najedliśmy to szkoda gadać.
    - Przepraszam państwa jeszcze raz-  zaczął  niepewnie chło-
piec.- Rozpaliłem ognisko i pomyślałem sobie,  że może chcieli-
by państwo trochę się ogrzać?
    - Dziękujemy za zaproszenie-  rzekł pan Żuczek.-  Co prawda 
my, jako owady nie lubimy otwartego ognia,  a i w naszym dom-
ku mamy dosyć ciepło, jednak chętnie skorzystamy z zaprosze-
nia.

background image

    - To  wielki  dar  umieć  rozniecić ogień i nad nim zapanować- 
odezwała  się  pani   Żuczkowa  siadając  z  dziećmi  daleko  od 
ognia.-  My,  zwierzęta nie mamy takiej umiejętności.  Kiedy pali 
się las możemy tylko uciekać.  Jedynie  ludzie lub deszcz potra-
fią ugasić ogień.
    - To nic wielkiego- uśmiechnął się Piotruś.- Trzeba mieć tylko 
sprawne ręce.
    - My takich rąk, ani tyle siły co ludzie nie mamy- zamyśliła się 
pani Żuczkowa.
    - Ogień to wielki dar- zaczął pan Żuczek-,  ale i niebezpiecze-
ństwo,  kiedy  wymknie  się  spod  kontroli.  Całe  szczęście,  że 
jesteś tu z nami. 
    - Nie bójcie się- zaczął uspokajać Piotruś.- Nic wam nie grozi. 
Możecie spokojnie spać.
    - Tak-  potwierdziła  pani  Żuczkowa,   spoglądając  na  swoje 
maleństwa.- Już czas pójść spać.
     Zaraz też ukołysała dzieci do snu,  a  sama  przytulając je do 
siebie położyła się obok.  Jedynie mąż nie wykazywał ochoty na 
sen.
      - A pan się nie kładzie?- zaczął rozmowę Piotruś.
      - Nie.  Muszę  pilnować  ognia-  odpowiedział  pan  Żuczek.- 
Ogień potrafi być bardzo  niebezpieczny.  Muszę  chronić swoją 
rodzinę. Jakby się rozprzestrzenił to nie zdążymy uciec.
   - Ale te kamienie- tu Piotruś wskazał na palenisko- właśnie po 
to tutaj są, aby nic się nie stało.
    - Nie szkodzi.  Moja  rodzina to największy  skarb,  jaki posia-
dam. Muszę go chronić.
    - Mają szczęście,  że  mają  takiego  tatę-  zamyślił się głośno 
chłopiec.
    - Nie- przerwał pan Żuczek- To ja mam szczęście. Dzięki nim 
jestem szczęśliwy,  kocham ich,  a  jak mogę coś dla nich zrobić 
wtedy jestem najszczęśliwszy na świecie.
    - Więc to jest pana szczęście?- próbował zrozumieć Piotruś.
    - Tak, i to wielkie-  potwierdził rozmówca.-  Ty  też  na  pewno 
jesteś szczęściem swoich rodziców.
    - Chyba tak-  zanurzył  się  we wspomnieniach chłopiec.-  Pa-

background image

miętam  jak  byłem  kiedyś  chory  i  mama nie poszła do  pracy, 
tylko została ze mną w domu,  aby  się mną  opiekować.  Byłem 
wtedy taki szczęśliwy, gdy była ze mną...
    -Sam widzisz.  Rodzice  zawsze bardzo kochają swoje dzieci. 
Śpij już- zachęcił chłopca pan Żuczek.- Ja popilnuję ognia.
    Nazajutrz,  kiedy  Piotruś  wstał  ze  swego leśnego posłania, 
rodziny Żuczków nie było już w szałasie.
    - Może poszli do siebie- pomyślał.- Albo poszli na śniadanie... 
Ja też bym coś zjadł- powiedział na głos i zasmucił się.
    - Przepraszam, że się ośmielam- tuż obok głowy malca zawi-
sł na swej pajęczej nici pająk.-  Mogę cię poczęstować. Właśnie 
nad ranem miałem szczęście i w moją sieć wpadła duża mucha. 
Starczy na śniadanie dla nas dwojga.
    - Nie, dziękuję.  Muchy  mi  nie  smakują-  zamyślił się, ale po 
chwili zwrócił się z pytaniem do pająka: - Dla pana to jest szczę-
ście złapać muchę?
    - I to wielkie-  potwierdził  pająk.-  Taką dużą muchę...  Dzięki 
niej będę miał jedzenia na kilka dni.  Nie  muszę  martwić się co 
będę jadł. To dla mnie duża radość...
    - Tam,  w  domu  mama pewnie teraz szykuje śniadanie-  po-
wiedział cicho do siebie Piotruś.
    - Co tam szemrzesz?- zainteresował się pająk.
    - Nic, nic-  wziął się w garść chłopiec.-  Muszę  wracać do do-
mu. Do widzenia- rzekł na pożegnanie.-  I dziękuję za zaprosze-
nie na śniadanie!-  krzyknął  szybko  oddalając się między drze-
wami.
    - Do widzenia,  do widzenia-  rzekł do siebie pająk i spojrzaw-
szy na uwięzioną muchę uśmiechnął się szeroko.
    Po przebyciu kilkunastu metrów Piotruś stwierdził,  że tak da-
lej na ślepo iść nie może.  Przecież w domu brat musiał opowia-
dać  co  zrobić  na  wypadek  gdyby się ktoś zgubił.  Tylko co on 
mówił...  Idąc  tak  w  zamyśleniu nie spostrzegł nawet,  że głos, 
który się do niego odezwał należał do wilka:
    - Dzień dobry chłopczyku-  oczom Piotrusia ukazał się wilk le-
żący na dużym kamieniu.- Dokąd idziesz?
    - Aaa!-  krzyknął malec,  ale  widząc,  że wilk nie zamierza ru-

background image

szać się z miejsca, odpowiedział wymijająco.-  Idę tam- wskazał 
palcem przed siebie.
    - Właśnie  zjadłem śniadanie-  wilk  poklepał się po brzuchu z 
miną wyraźnie zadowoloną.
    - Ale chyba nie zajączka?!- zaniepokoił się mocno chłopiec.
    - Zajączka?  Nie... Wczoraj mi uciekł, ale kiedyś go złapię, jak 
się  szczęście  od  niego  odwróci.  Na  samą  myśl ślinka mi już 
leci- wilk oblizał się dwa razy. 
    - Muszę już iść-  nie wdając się w rozmowę, pożegnał Piotruś 
wilka.- Do widzenia.
     - Do widzenia- odpowiedział leniwie wilk.
     - Ale  miałem  szczęście...-  powiedział  do  siebie  chłopiec.- 
Mało brakowało. No tak- pomyślał sobie po chwili.-  To jest moje 
szczęście.  A największe szczęście jest w moim domu.  Tam nie 
ma wilków, ani pająków, które częstują muchami, są tylko rodzi-
ce i rodzeństwo, którzy mnie kochają.  Pewnie martwią się teraz 
o mnie.
     Postanowił więc nie zwlekać,  tylko  odnaleźć jak najszybciej 
dom.  Pierwsza rada brata,  jaka  mu się przypomniała mówiła o 
tym, że należy odnaleźć jakąkolwiek, nawet najmniejszą, najwę-
ższą ścieżkę,  lub jakiekolwiek oznakowania na drzewach, które 
co kilka metrów powtarzają się.  Oznaczają one, że tędy biegnie 
jakaś oznakowana trasa turystyczna, która  -idąc nią-  musi prę-
dzej,  czy później dokądś zaprowadzić.  To  samo ze ścieżkami: 
Skoro tędy chodzą ludzie,  to  ścieżka ta musi dokądś zmierzać. 
Kolejna rada,  jaka  mu  się przypomniała brzmiała następująco: 
„ Zawsze z węższej  ścieżki  przechodź na szerszą ścieżkę i da-
lej idź  tą  szerszą.  Szersza  ścieżka,  droga,  czy  leśny trakt w 
końcu  doprowadzą cię do miasta lub ulicy,  gdzie jeżdżą samo-
chody. Tam możesz spotkać ludzi”. 
    Piotruś miał taką ścieżkę przed sobą,  ale  teraz  powstał pro-
blem,  w  którą  stronę  iść?  Na  szczęście przypomniała mu się 
następna rada:  „Jeżeli  masz  do  wyboru iść w górę,  lub w dół, 
idź w dół.  Zazwyczaj  miasta  położone  są w dole,  bo  tamtędy 
płyną rzeki, które przez te miasta przepływają”. Piotruś rozejrzał 
się po okolicy: „ Ale tu jest płasko!”-  zaniepokoił się na moment, 

background image

ale korzystając z kolejnej  mądrej  rady  starszego brata przyku-
cnął, spojrzał w jedną stronę, spojrzał w drugą i już się uspokoił: 
„A nie... Minimalnie tutaj teren się obniża...”
    Nie tracąc więc czasu ruszył szybkim krokiem w stronę, która 
wydała mu się opadającą.  Głód, który mu dokuczał mobilizował 
go do coraz większego wysiłku. Nie upłynęło kilka minut, gdy do 
uszu Piotrusia doleciały jakieś  nawoływania.  Najpierw były one 
ledwo słyszalne,  ale  im  bardziej  posuwał  się  do  przodu, tym 
głosy stawały się głośniejsze i wyraźniejsze.  W  nawoływaniach 
usłyszał swoje imię.
     - Hop! Hop!- zaczął krzyczeć uradowany.- Tutaj jestem!
     - Hop! Hop! A my tutaj!- rozległy się głosy z naprzeciwka. 
     Zaraz też ujrzał w oddali rodziców biegnących w jego stronę. 
Zaczął więc biec tak szybko na ile siły mu jeszcze pozwalały.
     - Dobrze,  że nic ci się nie stało!-  wykrzyknęła  mama  łapiąc 
Piotrusia w swoje ramiona.- Jestem taka szczęśliwa!
     - Nie. To ja jestem szczęśliwy-  odrzekł po cichu Piotruś wtu-
lając się z całych sił w ramiona płaczącej ze szczęścia mamy.
     W końcu znalazł to, czego szukał, swoje szczęście.  A  najle-
psze jest to,  że  w ogóle nie musiał ruszać się na poszukiwania 
z domu.

    

Jeżeli podoba Ci się ta książka, wesprzyj finansowo Autora. 

  Sam ustal wysokość datku. (patrz szczegóły na końcu książki)

 

background image

                O tym, jak wyjaśniła się pewna zagadka

     Była to szkoła jakich wiele, choć było jednak coś co wyróżni-
ało ją od innych szkół. Bez względu na porę dnia, czy porę roku 
zawsze pachniała w środku świeżymi kwiatami.Nie był to jednak 
zapach  kwiatów  z  doniczek  stających  na  oknach,  ponieważ 
kwiaty te zupełnie inaczej  pachniały,  tak w dzień,  jak i w nocy. 
Powstały nawet międzyklasowe komisje i straże, które niezbicie 
wykazały, że wyżej wymienione nie są sprawcami tego, unoszą-
cego się w powietrzu eliksiru świeżości.  Zapach ten był bowiem 
mieszaniną  najdelikatniejszej  woni,  wśród  której  można  było 
wyróżnić i zapach konwalii,  i maciejki,  i tulipanów, czy chociaż-
by róż. Nikt nie wiedział skąd ten zapach pochodził,  ani  czemu 
był on zawsze taki  wyraźny,  chociaż wielokrotnie już wietrzono 
bardzo dokładnie całą szkołę.  Wielu  próbowało wyjaśnić tę za-
gadkę, ale udało się to tylko jednemu.
     Piotrek nie był ani najlepszym uczniem,  ani  najbardziej roz-
garniętym. To, co wyróżniało go od innych to fakt,  że nad wszy-
stkim zastanawiał się bardzo poważnie.  Zazwyczaj więcej  miał 
z tego kłopotów niż pożytku,  no bo zamiast na przykład wracać 
ze  szkoły  do  domu,  stał  pół  godziny i zastanawiał  się,  którą 
stroną chodnika będzie  mu  przyjemniej iść.  Jednak ta jego ce-
cha pozwoliła  mu  znaleźć  wyjaśnienie  zagadki,  chociaż z po-
czątku sam o tym nawet nie wiedział. 
    Zaczęło się od pewnego spostrzeżenia:
    - O,  jak ty dzisiaj ładnie pachniesz-   zwrócił się do swojej ko-
leżanki z drugiej klasy- Jakby zapach konwalii...
    - Naprawdę?- odrzekła  speszona trochę Monika-  To dziwne, 
bo nigdy nie używam perfum.
    - Ale ja wyraźnie czuję-  Piotrek  obwąchał  koleżankę bardzo 
dokładnie.
    - No to, na razie. Cześć.-  Monika patrząc  nieco  podejrzliwie 
na Piotrka szybko zaczęła się oddalać.
    - To dziwne...- popadł w swoje zwyczajne zastanowienie Pio- 
trek. Z tego stanu wyrwało go mocne klepnięcie kolegi:
    - Nie uwierzysz co się stało!- zaczął rozmowę Tomek.

background image

    - No- przytaknął jeszcze nie całkiem ocucony Piotrek.
    - Dostałem dzisiaj szóstkę!
   - Tak wiem...- ciągnął jak w transie Piotrek- pachniesz konwa-
lią...- Teraz  dopiero  dotarły do niego słowa kolegi: -Ty?!  Szós-
tkę?!-  nie mógł uwierzyć w to niezwykłe jak dla kolegi wydarze-
nie
   - Z czego?!
   - Z  plastyki,  za  rysunek,  który mi brat zrobił.  Czemu powie-
działeś, że  pachnę  konwalią,  skoro nie pachnę-  tu zaczął wą-
chać się pod pachami.
    - No właśnie... - zdziwił  się  Piotrek i zapadł  znowu  w  swoje 
zadumanie.
    Tomek  nie  czekając na Piotrka  odszedł w stronę boiska, po 
drodze uważnie się obwąchując.  W  tym czasie  w  umyśle Pio-
trka trwała wytężona praca,  efektem  której  był  głośny  okrzyk: 
"Wiem!". 
    Zaczął  szybko sporządzać notatki,  obwąchiwać i wypytywać 
szkolnych kolegów i koleżanki:
    - Jaką dzisiaj ocenę dostałeś?
    - Czy zawsze tak pachniesz?
    - Kto jest w twojej klasie najlepszym uczniem? 
     Pytania były zawsze te same,  a  uzyskane  wyniki  wpisywał 
do odpowiednich rubryk.  Jakie  było  jego zdziwienie, gdy  zau-
ważył  pewną  prawidłowość.  Mianowicie:  ci,  którzy  w  danym 
dniu otrzymali szóstkę pachnęli konwalią,  ci,   co dostali piątkę- 
maciejką, czwórkę- różą,  a ci,  co dostali trójkę-  zapachem tuli-
panów.  Jedynie ci, którym  się  nie  poszczęściło i dostali dwóję 
lub jedynkę- niczym nie pachnieli.  Aby potwierdzić swoje odkry-
cie  przeprowadził  próbę z nieznanym uczniem,  który  pachniał 
wyraźnie różą:
   - Wiem co dostałeś!- zagrodził drogę nieznajomemu- Czwórę!
    Jako,  że Piotrek znany był ze swojego dziwnego zachowania 
uczeń  tylko  potwierdził  i  szybko uciekł.  Wieść  o  niezwykłym 
odkryciu Piotrka rozchodziła się po szkole lotem błyskawicy,  aż 
w końcu dotarła  do  dyrektora  szkoły,  który  mianował  Piotrka 
"pierwszym szkolnym detektywem".  Otrzymał  też  zaraz  nowe 

background image

zadanie:  Wiadomo  bowiem już skąd ten zapach pochodzi,  ale 
nadal nie wiadomo było DLACZEGO?  Piotrek  znowu popadł w 
swoją zadumę...

  

Więcej darmowych e-booków znajdziesz na stronie 

www.chomikuj.pl/e-Darmo

    

Zapraszam także na moje blogi:

   

www.wiedza-jest-super.blogspot.com/

    

Blog tematyczny o szeroko rozumianej wiedzy: wiedzy zarówno praktycznej, doświadczalnej, 

naukowej, jak i wiedzy duchowej, religijnej i metafizycznej.

        

 www.jakzmnienicswojezycie.blox.pl/

                  

Blog poświęcony rozwojowi osobistemu, duchowemu i religijnemu.

Szanowny Czytelniku,

    Niniejsza publikacja elektroniczna jest darmowa, niemniej jednak, 
gdybyś zechciał wesprzeć finansowo autora, proszę o przelew
w dowolnej wysokości (wg uznania) na konto:
  
Robert Trafny
nr konta: 72 1140 2004 0000 3702 6043 7322

   W tytule przelewu proszę wpisać "datek" lub "darowizna".

   Zgodnie z ideą Uwolnionej Książki sam decydujesz w jakiej wysokości 
złożysz datek. Może to być nawet 1 zł, to od Ciebie zależy, od tego, jak 
bardzo podobała Ci się książka, oraz od Twojej hojności.

Pamiętaj, że Autor poświęca swój czas, a niejednokrotnie także pewne 
koszta   na   przygotowanie   książki.   Kiedy   otrzyma   od   Ciebie   datek, 
będzie mu miło, że ktoś docenił jego starania, a i przecież "szczodrego 

background image

dawcę wspiera Pan Bóg swoją hojnością". 

(Prawo Dawania)

    Za wszelkie datki serdecznie dziękuję. Bóg zapłać!

                                                                             Autor
 

LICENCJA:

   Niniejszy e-book jest całkowicie darmowy do niekomercyjnego użytku. 
Możesz go w  niezmienionej postaci  pobrać na swój komputer, stronę 
internetową, bloga, a także nieodpłatnie rozprowadzać dalej.

e-mail kontaktowy: robert-trafny@wp.pl