background image
background image

WALTER LAQ UEUR

O S T A T N I E

D N I

E U R O P Y

Epitafium  dla Starego Konty nentu

przełoży ł

PIOTR PAWLACZEK

background image

Spis treści

Przedm owa
Wstęp
Krótki spacer po przy szłej  Europie
Ostatnie dni starej  Europy
1. Kurcząca się Europa
2. Migracj e

Francj a: od Algierii po Pary ż
Niem cy : od wschodniej  Anatolii po Berlin
Wielka Bry tania: od Bangladeszu po East End
Islam ofobia i dy skry m inacj a
Euro islam  i Tariq Ram adan
Islam ska przem oc w Europie

3. Długa droga do europej skiej  j edności
4. Kłopoty  z państwem  opiekuńczy m

Niem cy
Francj a
Wielka Bry tania
Włochy  i Hiszpania

5. Rosj a: fałszy wy  świt?
6. Klęska integracj i oraz przy szłość Europy

Co poszło nie tak?
Europa: co pozostaj e?
Przy szłość m uzułm ańskiej  Europy : Wielka Bry tania
Przy szłość m uzułm ańskiej  Europy : Francj a
Przy szłość m uzułm ańskiej  Europy : Niem cy
Hiszpania
Marząc o Zj ednoczonej  Europie
Jak ocalić państwo opiekuńcze?
Ku państwom  dwunarodowy m ?
Na ratunek Turcj a?

Spis treści
Bibliografia

background image

Przedmowa

Moj e wspom nienia o Europie sięgaj ą dzieciństwa w weim arskich Niem czech i nazistowskiej

Trzeciej  Rzeszy. Poza ty m  od nieco ponad czterdziestu lat regularnie kursuj ę m iędzy  Europą a
Am ery ką. Odwiedziłem  większość europej skich kraj ów, które przez większość czasu stanowiły
przedm iot m oich zainteresowań. Moj e dzieci chodziły  do szkół po obu stronach Atlanty ku, j a sam
pracowałem  tam  i tu, również dom y  m iałem  w Am ery ce i w Europie. Czasam i by wało to
niezwy kle wy godne, inny m  razem  przy sparzało wielkich problem ów.

Prawdą j est, że niektóre części konty nentu znam  lepiej  od inny ch, to sam o doty czy  m oj ej

znaj om ości naj ważniej szy ch j ęzy ków. Istniej e też wiele aspektów historii i kultury  europej skiej ,
co do który ch pozostaj ę godny m  pożałowania ignorantem . Widy wałem  Europę i j ej
m ieszkańców w czasach dobry ch i zły ch, chociaż nigdy  nie by łem  na przy kład na Bałkanach.
My ślę, że nadeszła pora na podsum owanie, gdy ż Europa, j aką znam , znaj duj e się w fazie zaniku.
Co poj awi się zam iast niej ? Ogólna tendencj a wy daj e się klarowna, nie napełnia ona j ednak
m ego serca zby tnią radością. Nie m am  również pom y słu na rozwiązanie poważny ch problem ów,
j akie czekaj ą Europę w naj bliższy ch latach. Zazdroszczę ty m , którzy  w ostatnim  czasie pisali o j ej
świetlanej  przy szłości. Chciałby m  podzielać ich opty m izm .

Przy puszczam , że będzie to przy szłość skrom na. 

 Mam  nadziej ę, że czeka j ą coś więcej  niż los skansenu.

WALTER LAQUEUR

Waszy ngton i Londy n, grudzień 2006

background image

Wstęp

Krótki spacer po przyszłej Europie

Gdy by  który ś z naszy ch przy j aciół lub krewny ch przy j echał przed trzy dziestu laty  do

Londy nu, aby  zobaczy ć, co nowego powstało w bry ty j skiej  stolicy, dokąd by śm y  go zabrali?
Decy zj a nie należałaby  do łatwy ch - by ć m oże do Barbican, m aj ącego właśnie stać się centrum
kulturalny m  wszy stkich dziedzin sztuki, siedzibą galerii, Roy al Shakespeare Theatre, a także do
niezliczony ch restauracj i, pubów oraz barów. A m oże do Canary  Wharf, niegdy ś doków West
India i składów towarowy ch, które niebawem  m iały by  zostać przekształcone w nowe centrum
bankowości i biznesu. „Tętniący  ży ciem " - takiego uży liby śm y  określenia. W centrum  m iasta
planowano nawet budowę nowego lotniska.

Gdy by  m iastem  docelowy m  by ł Pary ż, pokazaliby śm y  Centrum  Pom pidou otwarte w 1977

roku niedaleko dużej  hali targowej  w czwartej  dzielnicy, co prawda niezby t gustowne (sterczące
rury  szpecą kraj obraz), ale coś się w nim  działo. Prezentowano tam  kolekcj ę piętnastu ty sięcy
dzieł sztuki - rzecz j asna nie wszy stkie wy stawiono. Albo zabraliby śm y  naszego gościa do La
Defense, nowo powstałego centrum  biznesowego, w który m  piętrzą się liczne drapacze chm ur,
im ponuj ący  La Grandę Arche i Pałace, zupełnie niepodobne do wcześniej szy ch budy nków tego
rodzaj u. W Berlinie pokazaliby śm y  m u m ur, który  j ednak do aż tak nowy ch nie należy.

Gdy by  naszego przy j aciela interesowała architektura, wy bór by łby  oczy wisty  - Maerkische

Viertel oraz budy nki zaproj ektowane przez Waltera Gropiusa.

Dziś łatwiej  by łoby  podj ąć decy zj ę. Gościowi m ożna by  pokazać Berlin Mitte, siedziby

m inisterstw, centrum  nowej  stolicy. Ale Berlin j uż wcześniej  by ł stolicą, z liczny m i budy nkam i
rządowy m i od Wilhelm strasse po Bendlerstrasse. Gdy by  nasz przy j aciel rzeczy wiście pragnął
zerknąć w przy szłość, rozwlekłe wy j aśnienia i suche opisy  by ły by  zbędne - krótki spacer lub
przej ażdżka dały by  wy starczaj ące poj ęcie o ty m , co m a nadej ść. Na początek znakom ite by ły by
Neukólln lub Cottbusser Tor w Berlinie czy  też Saint-Denis albo Evry  w pary skich banlieues. Pod

pewny m i względam i poruszanie się tu stało się o wiele łatwiej sze. Mniej  j est trudności
j ęzy kowy ch: gwara banlieues ( verlan), j ak czy tam y  w „Le Monde", składa się z cztery stu słów.

Chociaż w dzielnicy  Kreuzberg (znanej  również m iej scowy m  j ako SO 36 - za sprawą dawnego
kodu pocztowego) znaj om ość j ęzy ka tureckiego okazałaby  się bardziej  przy datna niż posługiwanie
się niem ieckim . W kontaktach m iędzy  m łodszy m i pokoleniam i Kanakensprach, gwara składaj ąca
się z trzy stu słów (częściowo fekalny ch, częściowo seksualny ch z pochodzenia), j est
prawdopodobnie j eszcze bardziej  prakty czna. (Aby  się przekonać, o czy m  m owa, warto
przy j rzeć się tłum aczeniu na Kanakensprach Królewny Śnieżki oraz Jasia i Małgosi na stronie

internetowej  Detleva Mahnerta). W Wielkiej  Bry tanii j ęzy k hip-hopu, intry guj ące połączenie
m aterializm u z nihilizm em , m a też sporo wspólnego z przem ocą i pitbulam i; j ego korzenie sięgaj ą
Jam aj ki, ale zupełnie nie są powiązane z islam em .

W Londy nie przeszliby śm y  się po Edgware Road, zaczy naj ąc od Marble Arch, lub też,

gdy by  nasz gość zechciał zapuścić się w dalsze rej ony, wsiedliby śm y  w autobus do Tower
Ham lets (dawnego East Endu) bądź Lam beth, gdzie m ieści się oficj alna rezy dencj a arcy biskupa,

background image

albo do Lewisham . Gdy by  naszego przy j aciela szczególnie interesowała południowo-wschodnia
Azj a, poj echaliby śm y  z nim  na północ do Brent, a gdy by  ciekawiło go to, co afry kańskie,
zawieźliby śm y  go taksówką do Peckham .

Okolice te oferuj ą wiele atrakcj i, a przewodniki polecaj ą tutej sze gastronom iczne specj ały.

Napotkać tu m ożna dźwięki z Kairu (ty le że w otoczeniu niety powej  architektury ), a także widoki i
zapachy  z Karaczi oraz Dakki. Niektóre okolice wy dadzą się tury ście niebezpieczne (raczej
bardziej  w Pary żu niż w Londy nie czy  Berlinie), ale wiele z nich oczaruj e egzoty ką: kobiety
odziane w czarne hidżaby, rzeźnicy  dokonuj ący  uboj u zgodnie z regułam i halal, budki z kebabam i

i knaj pki, w który ch serwuj e się kuskus, urozm aicaj ące m enu lokalny ch restauracj i, kafej ki
Alady na oraz m inim arkety  Marhaba. Odwiedzaj ący  będzie m ógł wy brać m iędzy  sałatką
fattoush a kulkam i falafel, a wkrótce się przekona, że w dzielnicach ty ch m ecca-cola wy parła
coca-colę. Spora część afiszy  i napisów j est w j ęzy kach oraz alfabetach, który ch nie zdoła
odczy tać (chy ba że przy padkiem  będzie absolwentem  pobliskiej  Szkoły  Studiów Wschodnich).

W ofercie lokalny ch sklepików w Londy nie znaj dziem y  gazety  arabskie, bengalskie i urdu, w

Berlinie z kolei tureckie. Odwiedzaj ący  będzie m ij ał m eczety, choć nie aż tak wiele, gdy ż
większość poło żona j est na przedm ieściach i w boczny ch uliczkach. W West Ham , niedaleko
nowo powstałego stadionu olim pij skiego, wznoszony  j est następny, aby  zaspokoić potrzebę
m odlitwy  czterdziestu ty sięcy  wierny ch. W niektóry ch m iastach m eczetów j est j uż więcej  niż
kościołów - na przy kład w Birm ingham  czy  w Bradfordzie. Kościoły  są większe, j ednak świecą
pustkam i. Gość przej dzie obok centrów kultury  i klubów finansowany ch przez rząd Arabii
Saudy j skiej , a czasam i Libii. Znaj dzie tam  księgarnie sprzedaj ące rozprawy  religij ne, ale i
literaturę świecką. Czasam i ktoś wy ciągnie spod lady  ulotki o boj owniczej  treści, uznawane przez
błądzący ch niewierny ch za literaturę nienawiści.

Edgware Road stanowi intry guj ącą m ieszankę społeczną. Church Street Market, ze straganam i

uginaj ący m i się od owoców i warzy w, z pewnością nie j est m iej scem , w który m  zakupy  robią
bogaci - j adą do Harrodsa w Knightsbridge, który  j est własnością Egipcj anina. Ale lam borghini i
ferrari, które m ożna tu usły szeć i dostrzec wieczoram i, to sam ochody  m łody ch Arabów.
Restauracj a Maroush z pewnością nie należy  do tanich, natom iast arabskie oraz
północnoafry kańskie gwiazdy  pop i tancerki brzucha świetnie zarabiaj ą. W powszechny m  uży ciu
są tu hookah, faj ki wodne (w Berlinie znane j ako szisze lub nargile). Po ulicach Kreuzbergu j eździ
niewiele sam ochodów m arki Maserati, ale za to przy  Schlesische Strasse znaj dziem y  restauracj ę
o nazwie Bagdad.

Muzy ka stanowi zasadniczą część tego kraj obrazu, w który  wpisuj ą się Abdel Ali Slim an w

Londy nie oraz Cheb Khaled w Pary żu.

Francuscy  raperzy  wy konuj ący  swoj e rai poj awili się tu j ako pierwsi (ściśle m ówiąc, w

Bobigny  w roku 1984), ale wy stępuj ą prawie wy  łącznie dla swy ch rodaków, podczas gdy  w
Londy nie biorą udział w sesj ach również m łode Angielki i Anglicy. Mniej  m uzy ki j est w
Kreuzbergu, który  w odróżnieniu od pary skich banlieues wciąż pozostaj e zróżnicowany  pod

względem  etniczny m . (Ale i w tureckiej  części Berlina nie brakuj e gorliwy ch raperów). Mam y
tu do czy nienia z kulturowo-polity czną sprzecznością, gdy ż m uzułm ańscy  fundam entaliści, a
przede wszy stkim  Bractwo Muzułm ańskie (Muslim  Brotherhood - powstałe w Egipcie w 1928
roku), ostro sprzeciwiaj ą się m uzy ce rozry wkowej , nie wspom inaj ąc j uż o tańcu brzucha. Gdy by

background image

j ednak fundam entaliści postanowili narzucić własną wolę w ty ch częściach Pary ża i Londy nu,
przy wódcy  duchowi straciliby  sporo na popularności. Raperzy  z banlieues m aj ą liczniej szą rzeszę

zwolenników niż im am owie; odnoszą się w swy ch tekstach do islam u, Allacha i Mahom eta (często
ku konsternacj i duchowy ch przewodników).

Niektórzy  raperzy  przepowiadali zam ieszki z 2005 roku, podczas gdy  inni apelowali o spokój .
Zupełnie nie przy pom ina to okolic z lat pięćdziesiąty ch i sześćdziesiąty ch ubiegłego wieku,

gdy  dzielnice te zam ieszkiwała bry ty j ska, francuska lub niem iecka klasa robotnicza. Miej scowi w
większości się wy prowadzili, a pewne rej ony  m iast zy skały  nieco na kolory cie (nie tak bardzo w
Pary żu, j ak w Londy nie). Berlińska dzielnica Wedding niegdy ś by ła bastionem  kom unistów, a
tam tej szy  hy m n Lewa, lewalewa czerwony Wedding maszeruje o walce klas i anty  faszy zm ie

znały  całe Niem cy. Dziś j est wy sy piskiem  śm ieci w sercu niem ieckiej  stolicy, a niektórzy
opowiadaj ą, że nikt o zdrowy ch zm y słach nie odważy łby  się sam otnie spacerować tam  nocą po
ulicach. Kiedy ś, dawno tem u, czerwone banlieue by ło bastionem  francuskich kom unistów, lecz te

dni również przeszły  do historii.

Takie wy cieczki wiele uczą, lecz pom ij aj ąc czy sto folklory sty czne zainteresowanie,

pozwalaj ą również zaj rzeć w przy szłość. A to dlatego, że tam te tereny  się rozrastaj ą i w ciągu
pokolenia będą zaj m ować znacznie większe obszary  naj ważniej szy ch m iast Europy. Jest to
stopniowy  proces, który  m ożna zaobserwować na przy kład w berlińskich dzielnicach Tiergarten
czy  Moabit. W j akim  kierunku będą się powiększać? W Londy nie na zachód od Edgwarę Road
leży  dzielnica Bay swater, która j ednak od długiego czasu by ła tery torium  arabskim  i
bliskowschodnim , na południu leży  Hy de Park, a na zachód West End z eleganckim i, drogim i
sklepam i. Bliskowschodnie wy ższe sfery  dawno tem u przeniosły  się do Knightsbridge i
Kensington, niedaleko od swy ch am basad. W Berlinie nie m a tureckiej  klasy  wy ższej , j est
j edy nie średnia. Na razie nieliczni j ej  przedstawiciele przenoszą się na niektóre ulice w dzielnicy
Schóneberg, a także do Charlottenburga oraz inny ch części na zachodzie. Nie m a j ednak
koncentracj i tureckiej  klasy  średniej .

To prawda, że północne rej ony  Neukólln stały  się wielobarwne, a tam tej sze m ieszkania

przestały  by ć tanie. Na tej  sam ej  zasadzie trzeba będzie prawdopodobnie zapłacić blisko m ilion
dolarów za m ieszkanie na Isle of Dogs (na przy kład Seacon Towers), która również stanowi część
londy ńskiego East Endu. Ty le że ludźm i o wy sokim  statusie osiedlaj ący m i się w ty ch okolicach są
naj częściej  bry ty j scy  y uppie, a nie osoby  pochodzące z Pakistanu czy  z Turcj i.

Ogrom ne zm iany  szy kuj ą się w m iastach Europy  w ciągu naj bliższy ch dziesięcioleci. Czy

wszy stkie będą j ednostronne, doty kaj ące ty lko rdzenny ch m ieszkańców, a w żadny m  razie nie
nowo przy by ły ch?

By ć m oże m uzułm ańskie kobiety  zdecy duj ą się na kolory  inne niż czerń, a hidżaby  ograniczą

do czegoś bardziej  sy m bolicznego? Może upodobanie do kuskusu zastąpi apety t na sm ażoną ry bę z
fry tkam i oraz bockwurst? (A j eśli tak się nie stanie, cóż w ty m  złego?). By ć m oże frekwencj a w
m eczetach spadnie, podobnie j ak stało się z frekwencj ą w kościołach Europy  Zachodniej . Czy żby
atrakcy j ność europej skiego sty lu ży cia by ła tak nikła, że przy ćm ią j ą obce trady cj e i zwy czaj e?
Czy  nie j est tak, iż nowi im igranci trwaj ą przy  dawny ch zwy czaj ach przy wieziony ch z Anatolii, z
Afry ki Północnej  lub z pakistańskich wiosek właśnie dlatego, że wciąż stanowią m niej szość i
obawiaj ą się utraty  tożsam ości? I czy  j est m ożliwe, że gdy  przestaną czuć się prześladowani i gdy

background image

będą w swy ch społeczeństwach większością, ich środowiska otworzą się na wpły wy  z zewnątrz,
nie zważaj ąc na ostrzeżenia religij ny ch przy wódców?

Przed stu laty, gdy by śm y  odwiedzili Com m ercial Road w londy ńskim  East Endzie,

Grenadierstrasse i Scheunenviertel w Berlinie Wschodnim , Belleville i Marais w Pary żu albo też
Lower East Side w Nowy m  Jorku, naszy m  oczom  ukazałaby  się zupełnie obca i nieszczególnie
m iła dla oka sceneria. Uj rzeliby śm y  ży dowskich im igrantów z Europy  Wschodniej  w nowy m
europej skim  lub am ery kańskim  otoczeniu: m ałe sy nagogi, tanie restauracy j ki, zakłady  pracy
wy zy skuj ące siłę roboczą, obcoj ęzy czne gazety, m ężczy źni i kobiety  w dziwaczny ch,
egzoty czny ch stroj ach.

Są j ednak różnice. Przede wszy stkim  skala im igracj i. Zaledwie dziesiątki ty sięcy  przy by ły

wówczas do zachodniej  Europy, a nie m iliony. Im igranci włoży li wiele wy siłku w to, aby
zintegrować się społecznie i kulturowo. Niem al za wszelką cenę chcieli zapewnić dzieciom
solidne, świeckie wy kształcenie. Wskaźnik m ałżeństw m ieszany ch by ł bardzo duży  w ciągu
j ednego pokolenia, a j eszcze większy  w ciągu dwóch. Nikt nie przy chodził im  z pom ocą, nie by ło
pracowników społeczny ch ani poradni, nikt nie oferował im  taniego czy  darm owego
zakwaterowania, a takich program ów, j ak Surę Start (bry ty j ski odpowiednik Head Start w Stanach
Zj ednoczony ch) czy  „pozy ty wna dy skry m inacj a" j eszcze nie wy m y ślono. Nie by ło darm owej
służby  zdrowia ani zasiłków dla bezrobotny ch. Nie by ło sy stem u zabezpieczeń socj alny ch - albo
ktoś utrzy m y wał się na powierzchni, albo szedł na dno. Nie istniały  rządowe kom isj e zaj m uj ące
się j udeofobią ani sposobam i j ej  zwalczania.

Przy j ezdni Ży dzi odnaleźli swoj e m iej sce w handlu i w wolny ch zawodach, a ich awans

społeczny  by ł szy bki i spektakularny. Wnieśli znaczący  wkład w kulturalne i naukowe ży cie swy ch
nowy ch oj czy zn.

Niektórzy  dąży li do utrzy m ania dawnego sty lu ży cia wschodnioeuropej skich sztetli, j ednak

większość pragnęła asy m ilacj i i akulturacj i.

Wielu im igrantów z 2006 roku ży j e w społeczeństwach odrębny ch niż te w kraj u ich

zam ieszkania. Sy tuacj a taka doty czy  zarówno m ały ch, j ak i wielkich m iast. Nie m aj ą oni
niem ieckich, bry ty j skich ani francuskich przy j aciół, nie spoty kaj ą się z nim i, a częstokroć nie
m ówią ich j ęzy kam i. Kaznodziej e wm awiaj ą im igrantom , że wy znawane przez nich wartości i
trady cj e są zdecy dowanie lepsze od ty ch kulty wowany ch przez niewierny ch oraz że wszelkie
kontakty, nawet z sąsiadam i, są niepożądane. Tam tej si m łodzi narzekaj ą, że są wy kluczeni i staj ą
się ofiaram i, lecz ich społeczna i kulturalna odrębność dość często j est dobrowolna.
Zachodnioeuropej skie rządy  i społeczeństwa często kry ty kuj e się za to, że nie zrobiły  więcej  dla
zintegrowania nowy ch m ieszkańców. Lecz czy  m am y  pewność, że gdy by  postarały  się bardziej ,
integracj a by  się powiodła? Integracj a bowiem  nie j est sprawą j ednostronną.

Czy  im igranci identy fikuj ą się ze swą nową oj czy zną? Gdy by  ich zapy tać, często

odpowiedzą, że są m uzułm anam i (lub Turkam i czy  Nigery j czy kam i) ży j ący m i w Wielkiej
Bry tanii, Francj i albo Niem czech. Swoj e poglądy  polity czne, religię i kulturę czerpią z arabskich i
tureckich kanałów telewizy j ny ch. By ć m oże identy fikuj ą się na poziom ie lokalny m , kibicuj ąc
druży nie piłkarskiej  z rodzinnego m iasta, takiej  j ak Hertha BSC czy  Liverpool. Kiedy  Niem cy
graj ą ze Szwecj ą, j ak podczas ostatnich m istrzostw świata, ludzie ci wy wieszaj ą w Berlinie flagi
niem ieckie i tureckie. Lecz gdy  Francj a m a zagrać przeciwko Algierii, chłopcy  z banlieues będą

background image

gwizdać podczas Marsylianki, a oklaskiwać zespół z Afry ki Północnej . Jednakże nie m aj ą ochoty

wracać do Turcj i czy  Algierii - tu j est ich kraj  i to okazuj ą. Nikt nie powinien m ieć co do tego
żadny ch wątpliwości.

Do j akiego stopnia te różne poziom y  odrębności oraz identy fikowania się m ogą się zm ienić w

nadchodzący ch latach? To j edno z py tań, do który ch odnosić się będziem y  na następny ch
stronach.

background image

Ostatnie dni starej Europy

Ostatnie dni starej  Europy  - to sform ułowanie wy m aga kilku słów wy j aśnienia. „Ostatnie dni"

to oczy wiście figura retory czna.

Z tego, co wiem , nie grozi nam  wy buch wulkanu, który  w ciągu nocy  pogrzebałby  cały

konty nent, j ak Pom pej e czy  Herkulanum . Istniej e wprawdzie niebezpieczeństwo związane z
podnoszący m  się poziom em  wód w oceanach i m ożliwością zatopienia przy brzeżny ch m iast, nie
j est to j ednak zagrożenie stricte europej skie. Z pozoru wszy stko wy daj e się prawie norm alne,

nawet atrakcy j ne. Ale Europę, j aką znam y, niechy bnie czekaj ą przem iany, prawdopodobnie za
sprawą liczny ch czy nników nie ty lko dem ograficzno-kulturowy ch, ale i społeczno-polity czny ch.
Nawet gdy by  Europa się zj ednoczy ła i rozwiązała przeróżne wewnętrzne kry zy sy, j akie j ą
czekaj ą, j ej  dom inuj ąca pozy cj a na świecie (rola „pępka świata") oraz decy duj ący  głos w
sprawach świata należą do przeszłości, a prognozy, według który ch Europa wy łoni się j ako
m oralna potęga, niewątpliwie pozostaną urzekaj ący m  wy tworem  fantazj i.

„Stara Europa" nie j est określeniem  wy m y ślony m  przez by łego sekretarza obrony  Stanów

Zj ednoczony ch Donalda Rum sfelda. Uży to go j uż w pierwszej  połowie dziewiętnastego wieku: w
czasie kongresu wiedeńskiego oraz w tekście Manifestu komunistycznego (1848).

Nie odnoszę się j ednak do tam tego history cznego znaczenia ani ty m  bardziej  do nazwy  znanej

restauracj i przy  Wisconsin Avenue w Waszy ngtonie (sły nącej  z sauerbraten

*

  oraz dużego

wy boru kiełbasek).

Określenie „Stara Europa" w obecny m  kontekście odnosi się do Wspólnoty  Europej skiej

(wcześniej  EWG - Europej skiej  Wspólnoty  Gospodarczej ), ty le że z uwzględnieniem  Rosj i oraz
pozostały ch części by łego Związku Radzieckiego położony ch na zachód od Uralu.

Jaki będzie prawdopodobny  kształt nowej  Europy, która wy łoni się j ako następczy ni starego

konty nentu? Py tanie to pozostaj e otwarte.

Odpowiedź zależy  od wy darzeń nie ty lko w obrębie j ej  granic, ale i w inny ch częściach

świata.

Wziąwszy  pod uwagę kurczącą się populacj ę, m ożliwe, że Europa, a w każdy m  razie spore

j ej  obszary, przem ieni się w kulturowy  park rozry wki, swoisty  Disney land, wy rafinowaną
atrakcj ę dla zam ożny ch tury stów z Chin oraz Indii, w coś przy pom inaj ącego Brugię, Wenecj ę,
Wersal, Stratford-upon-Avon

**

 albo Rothenburg obder Tauber, ty le że na większą skalę. Istniej ą

j uż takie lunaparki: kiedy  zam knięto kopalnie węgla w Zagłębiu Ruhry, w Dortm undzie otwarto
Warner Brothers Movie World, w który m  nie ty lko m ożna obej rzeć Batm ana, lecz także zwiedzić
m uzeum  historii niem ieckiego film u Agfy. Ponadto w m arcu 2006 roku wy brano Essen na
europej ską stolicę kulturalną na rok 2010; poprzednim i stolicam i kulturalny m i Europy  by ły
Glasgow i Antwerpia.

Będzie to Europa przewodników tury sty czny ch, gondolierów i tłum aczy : „Panie i panowie,

właśnie odwiedzacie m iej sca wy soko rozwiniętej  cy wilizacj i, która niegdy ś wiodła w świecie
pry m . To ona przy niosła nam  Szekspira, Beethovena, m odel państwa opiekuńczego i wiele inny ch
wartościowy ch rzeczy ". Proponowane będą wy cieczki, które zaspokoj ą wszy stkie gusty ; nawet
obecnie organizuj e się w Berlinie wy pady  do slum sów oraz w okolice uznawane za niebezpieczne

background image

(„Kreuzberg, naj barwniej sza z dzielnic: dwie godziny ").

Scenariusz ten m oże się na razie wy dawać nieco wy dum any, ale biorąc pod uwagę obecne

tendencj e, j est to m ożliwość, której  nie da się wy kluczy ć. Od dłuższego czasu tury sty ka m a
pierwszorzędne znaczenie dla Szwaj carii, duże (i coraz większe) dla Francj i, Włoch, Hiszpanii,
Grecj i, Portugalii oraz niektóry ch inny ch kraj ów. Średni wzrost ruchu tury sty cznego w Europie
wy nosi 4 procent rocznie.

W kilku europej skich kraj ach staj e się naj ważniej szy m  czy nnikiem  ekonom iczny m ,

przy noszący m  naj większy  napły w obcy ch walut.

Już teraz Chińczy cy  odwiedzaj ący  Pary ż należą do naj bardziej  rozrzutny ch tury stów, a to

dopiero początek.

Możliwe również, że rozwiązawszy  w ten czy  inny  sposób wewnętrzne problem y  społeczne i

gospodarcze, m ogąc ponownie konkurować na światowy ch ry nkach, Europa odnaj dzie własne
m iej sce w nowy m  porządku świata, który  prawdopodobnie nastanie. Będzie to m iej sce
skrom niej sze niż w przeszłości, lecz nadal przy zwoite.

Jest to naj bardziej  opty m isty czny  scenariusz, ale niewy kluczone również, że ogólny  schy łek i

regres będą postępowały, a nawet przy biorą na sile. W wy niku napły wu fali m asowej  im igracj i
warunki w Europie m ogą stać się podobne do ty ch, j akie panuj ą w Afry ce Północnej  i na Bliskim
Wschodzie. Takie, a m oże j eszcze inne, pośrednie scenariusze wy daj ą się w obecny m  czasie
prawdopodobne. Niem ożliwe j est raczej , aby  dwudziesty  pierwszy  wiek należał do Europy, j ak
j eszcze przed kilku laty  sądzili niektórzy  obserwatorzy, głównie ze Stanów Zj ednoczony ch.
Wówczas dostrzegali oni, że zj ednoczona Europa nie ty lko dogoniła gospodarkę Stanów
Zj ednoczony ch, ale że naj prawdopodobniej  w niedługim  czasie j ą przegoni. Kraj e europej skie
ży ły  ze sobą i swy m i sąsiadam i w pokoj u, dopracowuj ąc się m odelu ży cia bardziej
cy wilizowanego i ludzkiego niż wszy stkie pozostałe. Prawdą j est, że nie by ła polity czno-
m ilitarny m  superm ocarstwem  w ścisły m  tego słowa znaczeniu, ale dzięki swej  „sile
transform acj i", służąc za przy kład, zm ieniała świat. Krótko m ówiąc, reszta świata coraz bardziej
upodabniała się do Europy, podążaj ąc w kierunku porządku, który  by ł sprawiedliwszy  i bardziej
hum anitarny  niż inne w dziej ach ludzkości.

Europa j ednak nie zwarła szy ków i nie dogoniła ani nie prześcignęła Am ery ki. Wręcz

przeciwnie, coraz trudniej  przy chodziło j ej  konkurować z Chinam i czy  Indiam i. Charakter władzy
w światowej  polity ce nie zm ienił się rady kalnie, a niegdy siej sze przepowiednie wy dawały  się
coraz bardziej  oderwane od realiów. Nasuwa się więc py tanie, j ak takie wizj e w ogóle m ogły
powstać.

Spoglądaj ąc trzy dzieści czy  nawet pięćdziesiąt lat wstecz, m ożna by  doszukać się okoliczności

usprawiedliwiaj ący ch ówczesne wnioski, które dzisiaj  wy glądaj ą na m rzonki. By  posłuży ć się
osobisty m  przy kładem : historia powoj ennej  Europy  m oj ego autorstwa, wy dana po raz pierwszy
w latach siedem dziesiąty ch, w latach dziewięćdziesiąty ch ukazała się (w tłum aczeniu) pod
ty tułem  Europa na drodze do uzyskania statusu światowej potęgi - i choć ty tuły  utworom  literatury

faktu często nadaj ą sam i wy dawcy, a nie autorzy, wówczas nie zaprotestowałem . Nie
protestowałem , gdy ż oży wienie Europy  po drugiej  woj nie światowej  by ło czy m ś
spektakularny m , pod pewny m i względam i nosiło również znam iona cudu.

W 1945 roku, gdy  ucichły  działa, wielu uważało, że to koniec Europy, która nigdy  się j uż nie

background image

podniesie. Ale podniosła się i w ciągu dziesięciu lat m ieliśm y  do czy nienia z wielom a cudam i
gospodarczy m i. Ozdrowienie nastąpiło nie ty lko na gruncie ekonom ii. Europej skie standardy
ży cia stały  się wy ższe niż kiedy kolwiek, ale ustanowiono również sy stem y  opieki społecznej ,
zapewniaj ące dostęp do podstawowej  służby  zdrowia, darm owej  edukacj i i inny ch świadczeń;
nikt nie m usiał się więcej  m artwić chorobam i, starością czy  bezrobociem . Kraj e Europy  ży ły  ze
sobą w pokoj u, stopniowo znosząc granice; nie by ło woj ny  ani groźby  j ej  wy buchu - m oże poza
obrzeżam i Europy, takim i j ak Bałkany.

Podczas zim nej  woj ny  Europa by ła podzielona. Mur berliński upadł wraz z rozpadem

radzieckiego im perium , natom iast kraj e Europy  Wschodniej  odzy skały  wolność. Patrząc z
perspekty wy  czasu, istniały  wszelkie powody  do opty m izm u. To prawda, że Europa nie powróciła
do gry  j ako główny  rozgry waj ący  w sprawach świata, ty lko m usiała polegać na „m iękkiej  sile" z
wszy stkim i j ej  ograniczeniam i. Jednakże dokonała wielkiego postępu na drodze do bliskiej
współpracy. Poj awiły  się wspólne insty tucj e i by ły  powody, by  wierzy ć, że za kilka lat
opracowana zostanie wspólna polity ka zagraniczna i obronna, tak aby  konty nent m ógł znów
odgry wać w sprawach świata rol^ współm ierną do j ego historii i potęgi gospodarczej .

Nawet w latach siedem dziesiąty ch dało się zauważy ć sy gnały  ostrzegawcze, gdy  wielki boom

zwolnił i zaczęło poj awiać się bezrobocie. Term iny  „euroscepty cy zm " i „euroskleroza" pochodzą z
wczesny ch lat osiem dziesiąty ch - ty le że odnosiły  się one do braku elasty czności europej skiego
ry nku pracy  i, ogólnie m ówiąc, do sy tuacj i ekonom icznej  oraz j ej  wzlotów i upadków niż do
polity cznej  przy szłości konty nentu. Dopiero w później szy ch latach doszło do znaczącej  zm iany
europej skich postaw. Rozwój  ukierunkowany  na dalsze zj ednoczenie utknął w m artwy m  punkcie
pom im o wprowadzenia wspólnej  waluty  euro oraz inny ch, pozornie istotny ch rozwiązań.

Europej ski entuzj azm , niegdy ś tak zdum iewaj ąco pozy ty wny, opadł.
Co ważniej sze, poj awiły  się ostrzegawcze sy gnały  dem ograficzne. Europa nie rozm nażała się

- orzekli eksperci w późny ch latach osiem dziesiąty ch. Lecz tam ty ch ostrzeżeń władze nie
potraktowały  poważnie, ponieważ odnosiły  się one do długotrwały ch tendencj i, a rządy  w
Europie (tak j ak gdzie indziej ) wy bierano j edy nie na kilka lat. Społeczeństwo również nie
poświęcało tej  sprawie wielkiej  uwagi, chociaż nie potrzeba by ło specj alisty cznego wy kształcenia
w dziedzinie staty sty ki czy  dem ografii, aby  zdać sobie sprawę, że zachodzą istotne przem iany  -
wy starczy ło przej ść się po ulicach europej skich m iast, by  zauważy ć, że dookoła j est znacznie
m niej  dzieci niż kiedy ś.

Niektórzy  twierdzili, że dem ografowie pom y lili się w przewidy waniach, bo j eszcze w latach

sześćdziesiąty ch wielu prognozowało, że wielkim  zagrożeniem  dla ludzkości, nie ty lko na świecie,
ale i w Europie, j est przeludnienie. Społeczeństwo poświęciło j eszcze m niej szą uwagę tam ty m
ostrzeżeniom  - niektórzy  z przy czy n ideologiczny ch, będąc zdania, że świat j uż j est przeludniony  i
w wy niku tego zachwiana została naturalna równowaga. Jednak znakom ita większość nieskażona
ideologiczny m i program am i zwy czaj nie zlekceważy ła te zm iany, ponieważ niebezpieczeństwo
(j eśli naprawdę istniało) wy dawało się odległe i niepewne.

W latach dziewięćdziesiąty ch eksperci zaczęli bić na alarm . Kilka prac Alfreda Sauvy 'ego,

naj bardziej  znanego francuskiego dem ografa swego pokolenia, oraz j ego ucznia, Jeana-Claude'a
Chesnais'go, wzbudziły  pewne zainteresowanie (zob. Chesnais, The Twilight of the Occident

[1995] oraz Revenge of the Third World [1987], a także Sauvy,

background image

The Aging of Nations [2000]). Jak zauważy ł Chesnais, Europa j est stara i skostniała, dlatego

zanika. Można by ło to uznać za naturalny  cy kl cy wilizacj i, by ć m oże nieunikniony  rozwój
zdarzeń. W Niem czech badania Herwiga Birga, wy bitnego profesora i przewodniczącego
organizacj i zawodowej  niem ieckich dem ografów, w końcu zy skały  posłuch za sprawą pracy  Die

demographische Zeitenwende, która z kolei zainspirowała czołowego dziennikarza Franka

Schirrm achera do opublikowania książki Methusalem Komplott, poruszaj ącej  problem

starzej ącego się społeczeństwa. Publikacj a ta przez wiele m iesięcy  utrzy m y wała się na
pierwszy m  m iej scu listy  niem ieckich bestsellerów.

Mroczne prognozy  poj awiły  się w Rosj i - głównie w kręgach skraj nej  prawicy  z lat

osiem dziesiąty ch - co do przy szłości narodu rosy j skiego i ukraińskiego: przy woły wano (bardzo
realne) widm o alkoholizm u. Uwagę przy kuwało to, że coraz m niej sza liczba dzieci przy chodziła
na świat, obserwowano m asową ucieczkę ludzi ze wsi, a przeciętna długość ży cia (zwłaszcza u
m ężczy zn) w Związku Radzieckim  sy stem aty cznie się obniżała. Ale nawet dzisiaj  Rosj a nie do
końca zdaj e sobie sprawę ze swy ch dem ograficzny ch perspekty w.

Już wówczas nie ulegało wątpliwości, że oblicze i charakter Europy  się zm ieniaj ą. Poj awili się

gastarbeiterzy, liczeni w m ilionach, którzy  odegrali ważną rolę w gospodarczy m  cudzie lat
pięćdziesiąty ch.

By li to j ednak w przeważaj ącej  m ierze Europej czy cy : Włosi, Hiszpanie, Portugalczy cy  i

Jugosłowianie, którzy  w końcu wrócili do kraj ów swego pochodzenia. Zastąpiły  ich m ilionowe
rzesze nowy ch im igrantów z Azj i, Bliskiego Wschodu i Afry ki; wielu przy by ło, aby  ubiegać się o
azy l polity czny, ale w rzeczy wistości szukali oni lepszego ży cia dla siebie i własny ch dzieci. W
odróżnieniu od poprzedników nie m ieli zam iaru wracać do oj czy zn. Jednak wielu z nich nie m iało
także chęci integrowania się z europej skim i społeczeństwam i, tak j ak czy niły  wcześniej sze fale
im igrantów. Opór wobec asy m ilacj i stwarzał rosnące problem y  społeczne, polity czne i
kulturowe, które uznawano za m ożliwe do rozwiązania aż do chwili, gdy  pod koniec wieku nagle
zdano sobie sprawę, że nowo przy by li stanowią prawie j edną czwartą (czasam i j edną trzecią)
populacj i wewnętrzny ch obszarów wielu europej skich m iast. Wśród naj m łodszego pokolenia by li
większością: na przy kład w Brukseli, według stanu na ok 2004, ponad 55 procent urodzeń stanowiły
dzieci im igrantów. W rej onie niem ieckiego Zagłębia Ruhry  w ciągu Ukirtaf ponad połowa osób
poniżej  trzy dziestego roku ży cia będzie m iała pochodzenie inne niż niem ieckie. W daj ącej  się
przewidzieć przy szłości, by ć m oże j eszcze za ży cia wielu z ty ch, którzy  teraz chodzą do
przedszkola, osoby  niem aj ące niem ieckich korzeni będą stanowiły  większość. Ty m  sam y m
prawie z dnia na dzień to, co uważane by ło za pom niej szy  problem  na szczeblu lokalny m , staj e
się poważny m  problem em  polity czny m , gdy ż m am y  do czy nienia z rosnący m  oporem  ze strony
rdzennej  ludności, która sprzeciwia się perspekty wie zepchnięcia na pozy cj ę „obcy ch" we
własnej  oj czy źnie. By ć m oże ludzie ci nie m aj ą racj i, reaguj ąc w ten sposób, j ednak j eszcze do
niedawna w ogóle nie zdawali sobie sprawy  z podobnej  tendencj i, a nikt ich o zdanie nie py tał.

Krótko m ówiąc, do końca wieku powinno by ło stać się j asne, że Europa zboczy ła j uż z drogi ku

osiągnięciu statusu superpotęgi i stanęła w obliczu kry zy su egzy stencj alnego - lub raczej  wielu
poważny ch kry zy sów, z który ch naj groźniej szy  j est ten związany  z dem ografią. Zagrożenie
rozpoznano niem alże naty chm iast, z ty m  że poj awiło się zam ieszanie, gdy ż kry zy s ów wy dawał
się nie do rozwiązania - został zidenty fikowany  zby t późno. Można by ło j edy nie m ieć nadziej ę, że

background image

przy by sze oboj ętni wobec europej skich wartości lub nawet wrogo do nich nastawieni stopniowo
zaczną wy kazy wać większą tolerancj ę, j eśli nie entuzj azm , albo że wielokulturowość, która
okazała się tak wielkim  rozczarowaniem , w końcu na dłuższą m etę zda egzam in.

Nie by ły  to wielkie nadziej e i z pewnością nie tłum aczą one złudzeń pewny ch zagraniczny ch

obserwatorów, którzy  nadal upierali się przy  ty m , że dwudziesty  pierwszy  wiek będzie należał do
Europy. Twierdzili, że w Europie nastąpiła rewolucj a, z której  większość Am ery kanów nie
zdawała sobie nawet sprawy. Europa m iała wizj ę sprawiedliwości i harm onii kontrastuj ącą z ideą
„am ery kańskiego m arzenia", które wówczas zdąży ło j uż pry snąć. Owa europej ska wizj a kładła
szczególny  nacisk na współdziałanie, w odróżnieniu od zawężonego kultu indy widualizm u w
Stanach Zj ednoczony ch. Przedkładała ona j akość ży cia nad grom adzenie m aj ątku. Am ery kanie
m usieli pracować ciężej  od Europej czy ków i ogólnie rzecz biorąc, o wiele m niej  cieszy li się
ży ciem . Nawet j eżeli niegdy ś Goethe powiedział: Amerika, dii hast es besser [Am ery ko, j esteś

zam ożniej sza!, przestało to j uż m ieć cokolwiek wspólnego z prawdą. Mówiło się, że Europej czy cy
są bezinteresowni: według niedawnego sondażu 95 procent z nich oświadczy ło, że altruizm , chęć
pom agania inny m , j est dla nich naj wy ższą wartością. Jak uj ął to inny  kom entator: polity ka
nacisku należała j uż do przeszłości - główną bronią Europy  by ły  sprawiedliwość i praworządność.
Ta m y śl wy wodząca się z Europy  m iała rozszerzy ć się na cały  świat i stać się główny m
instrum entem  światowej  polity ki.

Nie interesuj e m nie j ednak w ty m  m iej scu porówny wanie Am ery ki i Europy  ani dobre i złe

strony  poszczególny ch sty lów ży cia, lecz stan Starego Konty nentu, co do którego j ego
am ery kańscy  przy j aciele, j ak wkrótce m iało się okazać, zostali niestety  źle poinform owani. Jak
wy j aśnić rozm iary  tego nieporozum ienia? Moty wacj a i leżące u j ej  źródeł założenia by ły
odm ienne; m iały  o wiele więcej  wspólnego z sy tuacj ą w Am ery ce niż z realiam i europej skim i.
Tony  Judt, autor opasłej  historii powoj ennej  Europy, napisał o Europie poj awiaj ącej  się w
początkach dwudziestego pierwszego wieku w roli niedoścignionego wzoru m iędzy narodowy ch
cnót: wspólnoty  wartości oraz sy stem u relacj i m iędzy państwowy ch stawiany ch przez
Europej czy ków oraz inne nacj e za wzór do naśladowania dla wszy stkich. Po części by ło to
następstwo rosnącego rozczarowania wariantem  am ery kańskim .

Peany  dla Europy  i przepowiednie świetlanej  przy szłości, które z perspekty wy  czasu wy daj ą

się tak nietrafne, pisali kry ty cy  zagranicznej  i wewnętrznej  polity ki USA, zwłaszcza adm inistracj i
George'a W. Busha. To, czy  ich kry ty ka Stanów Zj ednoczony ch by ła słuszna czy  nie, j est w ty m
kontekście sprawą drugorzędną; istotna j est m oty wacj a psy chologiczna. Widzieli oni w Europie
wszy stkie (a przy naj m niej  liczne) cechy, j akich brakowało Am ery ce, i uwierzy li nie ty lko w to,
że m odel europej ski j est lepszy, ale również że m odel ów zwy cięży. Jak napisał Mark Leonard w
swej  książce zaty tułowanej  Why Europę Will Run the list Century: „W m iarę, j ak proces ów

będzie postępował, będziem y  świadkam i narodzin Nowego Wieku Europy. Nie dlatego, że Europa
będzie rządzić światem  j ako im perium , ale dlatego, że europej ski sposób postępowania
naśladowany  będzie przez cały  świat". Natom iast odrobinę bardziej  ostrożny  Tony  Judt orzekł:
„Dwudziesty  pierwszy  wiek m oże j eszcze należeć do Europy ". Ich naj głębsze przekonania
doty czące stanu Am ery ki naj wy raźniej  przy słoniły  im  powagę europej skiego kry zy su. Nie
poj m owali, że ich wy obrażenie o powoj ennej  Europie by ło j uż nieaktualne.

To prawda, że do 2006 roku niektórzy  z nich, na przy kład Charles Kupchan, wy cofali się z

background image

wcześniej szego opty m izm u, inni j ednak tego nie zrobili. Wciąż pokutowała dziwna obsesj a
doty cząca ry walizacj i Europy  z Am ery ką, nieuwzględniaj ąca tego, że powstaj ą inne ośrodki
władzy, które stanowią zarówno większe wy zwanie, j ak i bardzo poważną konkurencj ę.

Niesprawiedliwe by łoby  j ednak koncentrowanie się na niepełnej  wiedzy  lub braku

zrozum ienia wśród niektóry ch am ery kańskich kom entatorów. Gdy  uroczy ście witano rok 2000,
j ak przy stało na m om ent wkroczenia w nowy  wiek oraz w nowe ty siąclecie, nic nie wskazy wało
na to, że dziej e się coś nadzwy czaj nego. W Stanach Zj ednoczony ch by ł to ostatni rok
prezy dentury  Billa Clintona, w Rosj i wy brano Władim ira Putina, Grecj a wstąpiła w szeregi Unii
Europej skiej , natom iast Slobodan Milośević został obalony. Doszło do pewny ch katastrof, takich
j ak tragiczne zatonięcie rosy j skiego okrętu podwodnego Kursk oraz wy buch concorde'a na
lotnisku Charlesa de Gaulle'a w Pary żu. Real Madry t zdoby ł m istrzostwo Europy  w piłce nożnej ,
a Hiszpania po raz pierwszy  w historii wy grała tenisowy  Puchar Davisa.

Pod koniec m arca tam tego roku głowy  państw Unii Europej skiej  oraz prem ierzy  spotkali się w

Lizbonie, aby  przedy skutować strategię na naj bliższy ch dziesięć lat. Pośród poruszony ch
zagadnień znalazły  się pełne zatrudnienie oraz pobudzenie europej skich badań i innowacj i.
Panowała powszechna zgoda co do tego, że gospodarka europej ska m a się stać naj bardziej
konkurency j ną i dy nam iczną gospodarką na świecie, zdolną do podtrzy m ania stałego wzrostu
dzięki liczniej szy m  i lepszy m  m iej scom  pracy  oraz większej  j edności społecznej . Jak oznaj m iono
w końcowy m  kom unikacie, m ożna to by ło osiągnąć dzięki przej ściu do gospodarki opartej  na
nauce, m odernizacj i m odelu europej skiego, zainwestowaniu w ludzi oraz walce z m arginalizacj ą
społeczną. Wszy stkie szkoły  powinny  uzy skać dostęp do Internetu i m ultim ediów do końca roku
2001, pracownicy  powinni by ć niżej  opodatkowani, na Bałkanach m iał zapanować pokój ,
natom iast dla Czeczenii należało znaleźć rozwiązanie polity czne.

W sum ie zdefiniowano 28 celów główny ch i włączono do planu 120 poboczny ch. W

lizbońskich postanowieniach nie wspom niano o dem ografii ani o napięciach we wspólnotach
im igranckich.

Nie da się zaprzeczy ć, że delegaci wnieśli do lizbońskich obrad spory  wkład wizj i i am bicj i.

Jednak oderwani by li od realiów Europy. Mogło również stać się tak, że na deklaracj e w Lizbonie
zby t m ocno wpły nął pozorny  przedświt roku 2000, gdy ż by ł to akurat rok wy j ątkowy  pod
względem  europej skiego wzrostu gospodarczego, który  osiągnął 3 procent - poziom  o wiele
wy ższy  niż w poprzednich i następny ch latach. Gdy  pięć lat później  m ężowie stanu spotkali się
ponownie, aby  przedstawić raporty  wstępne, m usieli przy znać, że postęp j est niezm iernie
ograniczony, choć nawet taka ocena sy tuacj i by ła niedopowiedzeniem  w zestawieniu z
rzeczy wistością, gdy ż bezrobocie wzrosło, a wy daj ność pracy  nie poprawiła się znacząco.

Nie dokonał się spodziewany  m ilowy  krok naprzód, a szanse na zdoby cie rangi

naj dy nam iczniej szego obszaru światowej  gospodarki wy dawały  się bardziej  odległe niż
kiedy kolwiek. To prawda, że Europa piętnastu narodów stała się Europą dwudziestu pięciu. Nie
stała się j ednak unią bardziej  zwartą. Wręcz przeciwnie, tendencj e od środkowe przy brały  na sile,
j ak widać na przy kładzie głosowania przeciwko wspólnej  europej skiej  konsty tucj i, naj pierw we
Francj i, później  w Holandii (oby dwa referenda odby ły  się w 2005 roku). By ło to wielkie
zaskoczenie i szok dla brukselskich eurokratów, ale również dla znacznej  części europej skiej  klasy
polity cznej , gdy ż nie pasowało to do ich wizj i Europy. Zim ny  pry sznic by ł nieunikniony.

Sy tuacj a bardziej  niż kiedy kolwiek wy dawała się odległa od wspólnej  europej skiej  polity ki

background image

zagranicznej  i obronnej . Wśród wcześniej szy ch euroopty m istów poj awił się pesy m izm . By ł to
nie ty lko wy raz zm iany  nastroj u, lecz także zby t późnego uświadom ienia sobie, że konty nent stoi
w obliczu ogrom ny ch problem ów, z który m i j eszcze się nie uporał: że gra toczy  się nie o
uzy skanie przez Europę statusu superpotęgi, lecz o j ej  przetrwanie. Oficj ele w Brukseli wciąż
sądzili, że w roku 2020 Unia Europej ska będzie wy glądała niem al tak j ak latem  2006 roku, gdy
ukazał się Europę's World. Nawet gdy by  to m iało okazać się prawdą, py tanie, j ak m a wy glądać

reszta świata w ty m  roku i j aka dokładnie będzie siła Europy  na ty m że świecie, pozostało bez
odpowiedzi.

*

 Sauerbraten - duszona wołowina uprzednio zamarynowana w occie (przyp. tłum.).

**

 Stratford-upon-Avon - miasto w środkowej Anglii, miejsce narodzin i pochówku Williama

Szekspira (przyp. tłum.).

background image

1. Kurcząca się Europa

Mój  dziadek od strony  m atki, m ły narz, urodził się w 1850 roku i ży ł na Górny m  Śląsku. Miał

sześcioro dzieci. Troj e z nich nie m iało potom stwa, dwoj e m iało po dwój ce, a j edno doczekało się
j ednego dziecka. Tak przedstawia się w skrócie historia wzrostu i upadku populacj i Europy.
Przeciętna europej ska rodzina w dziewiętnasty m  wieku m iała piątkę dzieci, ale średnia ta
sy stem aty cznie m alała, by  przed wy buchem  pierwszej  woj ny  światowej  spaść poniżej
współczy nnika reprodukcj i (2,2) w większy ch kraj ach europej skich. Zdarzały  się krótkie okresy,
gdy  tendencj a się odwracała, na przy kład podczas wy żu dem ograficznego po drugiej  woj nie
światowej , kiedy  wskaźnik urodzeń wzrósł powy żej  2,2, a w niektóry ch państwach, takich j ak
Holandia, Irlandia i Portugalia, nawet powy żej  3,0. Trwało to j ednak krócej  niż dziesięć lat, by  od
końca roku 1950 utrzy m ać tendencj ę spadkową. Obecnie ogólny  współczy nnik dzietności wy nosi
1,37. (Przy bliżony  wskaźnik urodzeń to liczba urodzeń na 1000 osób rocznie). We Włoszech i w
Hiszpanii w pierwszy ch latach dwudziestego pierwszego wieku przy szło na świat prawie o połowę
m niej  dzieci niż w roku 1960.| Tendencj a taka nadal obowiązuj e i trudno znaleźć powód, dla
którego m iałaby  się na trwałe odwrócić.

W ciągu stu lat populacj a Europy  będzie stanowić zaledwie ułam ek tego, z czy m  m am y  do

czy nienia dziś, a w ciągu lat dwustu niektóre kraj e m ogą przestać istnieć.

Jest to z pewnością szokuj ąca tendencj a, biorąc pod uwagę, że zaledwie przed stu laty  Europa

by ła centrum  świata. Afry ka składała się prawie wy łącznie z europej skich kolonii, a Indie by ły
klej notem  bry ty j skiego im perium . Niem cy, Francj a oraz Rosj a posiadały  naj silniej sze arm ie
świata, a Wielka Bry tania naj silniej szą m ary narkę. Europej ska gospodarka wiodła w świecie
pry m . Am ery ka robiła wprawdzie szy bkie postępy, ale j eszcze wszy stko by ło przed nią, na co
ty lko nieliczni zwrócili uwagę. Pod względem  polity czny m  i kulturalny m  liczy ły  się j edy nie
Londy n, Pary ż, Berlin i Wiedeń; nie istniały  uzasadnione przy czy ny, dla który ch europej scy
studenci m ieli by  uczęszczać na am ery kańskie uniwersy tety, pod każdy m  względem  pozostaj ące
daleko w ty le za europej skim i.

Na hory zoncie poj awiły  się j ednak czarne chm ury, choćby  w postaci rewolucj i rosy j skiej

1905 roku. Wprawdzie m iędzy  europej skim i potęgam i doszło do napięć, lecz przez kilka
dziesięcioleci panował pokój , a wy buch woj ny  wy dawał się m ało prawdopodobny. Pewność
siebie Europy  pozostawała niezachwiana. W 1900 roku światowa populacj a liczy ła około 1,7
m iliarda, z czego j edna osoba na cztery  zam ieszkiwała Europę. Populacj a europej ska by ła
prawie sześciokrotnie większa od populacj i Stanów Zj ednoczony ch, które w tam ty m  czasie
liczy ły  76 m ilionów. Potem  wy buchła pierwsza woj na światowa, siej ąc potworne zniszczenie i
przy nosząc wiele m ilionów ofiar - poległo 8,5 m iliona żołnierzy, a 13 m ilionów cy wilów poniosło
śm ierć w wy niku głodu, chorób i pogrom ów. Następnie nadeszły  rewolucj e, woj ny  dom owe,
inflacj a i m asowe bezrobocie. Europa stała się znacznie słabsza, lecz wciąż pozostawała centrum
świata, j ego siłą przewodnią.

Przez cały  ten czas zegar populacy j ny  ty kał, ale niewielu zwróciło na to uwagę, gdy ż w

wartościach bezwzględny ch liczba ludności Europy  nadal rosła, a ludzie ży li dłużej . Jednak liczby
te w Europie rosły  dużo wolniej  niż w inny ch częściach świata. O ile w 1900 roku populacj a

background image

Europy  wy nosiła 422 m iliony, o ty le w 1950 by ło to 548 m ilionów, a 727 m ilionów w roku 2000.
Tak naprawdę od czasu do czasu poj awiały  się fałszy we alarm y  doty czące przeludnienia. Kiedy
chodziłem  do szkoły  w Niem czech (naukę rozpocząłem  przed przej ęciem  władzy  przez nazistów),
nauczy ciele szczegółowo opowiadali o potrzebie lebensraum, „przestrzeni ży ciowej ".

Bestsellerem  w tam ty m  okresie by ło dzieło Hansa Grim m a Volk ohne Rawn. Autor przez wiele lat

m ieszkał w Afry ce Południowej  i uważał, j ak wielu inny ch, że rolnictwo j est naj istotniej szy m
filarem  państwowej  gospodarki, bo decy duj e o zdrowiu narodu. Nawet wówczas (przed wielką
rewolucj ą techniczną w rolnictwie) by ło to m y lne przeświadczenie i także Hitler założy ł, że dla
zbudowania i utrzy m ania wielkiej , nowoczesnej  arm ii rozwój  przem y słu ciężkiego j est
ważniej szy  od uprawy  ziem niaków i pom idorów. Ale nawet po drugiej  woj nie światowej  baj ka o
przeludnieniu Europy  na j akiś czas zy skała wpły wowy ch zwolenników, takich j ak Klub Rzy m ski,
który  w 1972 roku wy dał 30 m ilionów egzem plarzy  raportu doty czącego lim itów wzrostu,
sy gnalizuj ącego to sam o ostrzeżenie o przeludnieniu.

Jaka by ła przy czy na ciągłego spadku przy rostu naturalnego w Europie? Nie j est to py tanie, na

które łatwo odpowiedzieć, gdy ż tendencj a ta zapanowała na cały m  konty nencie - w kraj ach o
bardzo różny m  charakterze, na północy  i południu, na wschodzie i zachodzie, w kraj ach
katolickich, protestanckich i prawosławny ch, zarówno wśród bardzo bogaty ch, j ak i stosunkowo
biedny ch. 

Z tego względu nie j est żadną niespodzianką, że dem ografowie nie są w tej  kwestii

j ednom y ślni. Pigułka anty koncepcy j na odegrała tu pewną rolę, ale prawdopodobnie nie
decy duj ącą. Istotniej sze by ło to, że coraz więcej  kobiet zgadzało się (lub odczuwało przy m us
godzenia się) na pracę na pełny m  etacie i nie chciało, aby  ich karierę przerwała ciąża i
konieczność opiekowania się dzieckiem . Podam  ty lko j eden przy kład: połowa kobiet naukowców w
Niem czech j est bezdzietna. Naj prawdopodobniej  naj istotniej sze j est to, że insty tucj a rodziny
znacznie straciła na wartości i poszanowaniu. Zakładanie rodziny  wy szło z m ody. Wielu ludzi
pragnęło dobrej  zabawy, a nie ograniczeń związany ch z wszelkiego rodzaj u zobowiązaniam i i
obciążeniam i. Stąd oczy wisty  paradoks, że akurat w okresie, w który m  Europej czy cy  m ogli sobie
pozwolić na posiadanie większej  liczby  dzieci niż kiedy kolwiek w przeszłości, m ieli ich o wiele
m niej .

Wziąwszy  pod uwagę ów spadek, j akie są przewidy wania na przy szłość? Według szacunków

Organizacj i Narodów Zj ednoczony ch i Wspólnoty  Europej skiej  („World Population Prospects"
oraz „Eurostat") populacj a Francj i zm niej szy  się j edy nie nieznacznie, z j akichś 60 m ilionów
obecnie do 55 m ilionów w roku 2050 i 43 m ilionów pod koniec wieku, j ednak liczba rdzenny ch
Francuzów gwałtownie się obniży. Podobną tendencj ę przewiduj e się dla Wielkiej  Bry tanii:

z obecny ch 60 m ilionów do 53 w 2050 roku i 45 m ilionów w roku 2100. Większość pozostały ch

kraj ów europej skich wy pada znacznie gorzej . Liczba ludności Niem iec, obecnie 82 m iliony,
spadnie do 61 m ilionów w 2050 roku i 32 w roku 2100. Drasty cznie m a przebiegać zm niej szenie
się populacj i Włoch i Hiszpanii. Włochy  liczą teraz około 57 m ilionów m ieszkańców -
spodziewany  j est spadek tej  liczby  do 37 m ilionów w połowie stulecia i do 15 m ilionów w roku
2100. Prognozy  doty czące Hiszpanii to 39 m ilionów obecnie i spadek do 28 w 2050 roku oraz do
12 pod koniec wieku. Wszy stkie te przewidy wania nie uwzględniaj ą j ednak m igracj i w
naj bliższy ch dziesięcioleciach. J Przewidy wany  uby tek ludności dla Europy  Wschodniej  w

background image

połowie stulecia j est j eszcze bardziej  katastrofalny : pierwszego wieku Europa będzie islam ska.

Ukraina: 43 procent,

Bułgaria: 34 procent,

Łotwa i Litwa: 25-27 procent,

Federacja Rosyjska: 22 procent,

Chorwacja: 20 procent,

Węgry: 18 procent,

Czechy: 17 procent.
Takie prognozy  oparte są z j ednej  strony  na wy ższy m  wskaźniku urodzeń w Afry ce i na

Bliskim  Wschodzie, a na potrzebie m asowej  m igracj i do Europy  z drugiej . Ponieważ Europa
będzie się starzeć nawet w ciągu kilku następny ch dziesięcioleci, potrzebni będą m łodsi
pracownicy, aby  zapewnić przeży cie we względny m  kom forcie pokoleń starszy ch, nieakty wny ch
j uż na ry nku pracy.

Według scenariusza zaprezentowanego w raporcie ONZ zaty tułowany m  Replacement

Migration: Is It a Solution to Declining and Ageing Populations? w latach 1995-2050 nie m niej  niż

700 m ilionów im igrantów będzie potrzebny ch do przy wrócenia równowagi wieku.

Jednak podobne liczby  przeważnie zaliczy ć m ożna do sfery  fantazj i, gdy ż nie wiadom o, na ilu

pracowników będzie zapotrzebowanie ani skąd przy będą. Indie i Chiny  również się starzej ą, a
wskaźnik urodzeń spada nawet w Bangladeszu. Problem em  Europy  j est bezrobocie wśród
m łody ch im igrantów oraz to, że nie posiedli um iej ętności konieczny ch do zasilenia ry nku pracy.
Wielu przedstawicieli drugiego pokolenia nie poradziło sobie naj lepiej  w europej skim  sy stem ie
kształcenia, co oznacza, że nie j est m ożliwe, aby  problem  ten szy bko został rozwiązany. Nawet
gdy by  m ieli odpowiednie um iej ętności, nie j est oczy wiste, że chcieliby  pracować niej ako dla
dobra em ery tów w społeczeństwie, z który m  się nie utożsam iaj ą. Dostatecznie trudne będzie
osiągnięcie um owy  pokoleniowej  w łonie społeczeństw Europy, nie m ówiąc j uż o um owie z
udziałem  przy by szów spoza j ej  granic. To, że Europa będzie potrzebowała im igrantów z
zagranicy, j est oczy wiste, lecz nie wiadom o, czy  im igranci z konieczny m i kwalifikacj am i nie
będą na wagę złota.

Wątpliwe, żeby  Europa stała się m uzułm ańska pod koniec tego wieku. Może się to okazać

prawdą w wy padku niektóry ch m iast i regionów, a poza ty m  nie ulega wątpliwości, że pierwiastek
m uzułm ański będzie odgry wał znacznie istotniej szą rolę w europej skiej  polity ce i społeczeństwie
niż obecnie. Nie będzie to j ednak doty czy ło konty nentu j ako całości z różny ch powodów. Przede
wszy stkim  wielu nowy ch im igrantów przy by waj ący ch do Europy  nie j est m uzułm anam i -
przy j eżdżaj ą z Indii i Azj i Południowo-Wschodniej , z tropikalnej  Afry ki, z Indii Zachodnich oraz
inny ch części świata (więcej  na ten tem at później ). I choć prawdą j est, że im igranci
m uzułm ańscy  wy kazuj ą niezwy kły  opór wobec absorpcj i i integracj i, nie j est pewne, że sy tuacj a
taka będzie trwała z równą intensy wnością przez kilka pokoleń. Inny m i słowy, nie j est j asne, j akie
będzie znaczenie j ednostek czy  społeczności będący ch „m uzułm ańskim i" pod koniec dwudziestego
pierwszego wieku.

Jest to ty lko prognoza, która m oże zostać zm ody fikowana pod wpły wem  rozm aity ch

czy nników. Nie ulega wątpliwości, że Europa pod koniec tego wieku zdecy dowanie będzie się
różniła od Europy  dnia dzisiej szego. Wiem y  ty lko, że konty nent m oże zostać znacznie osłabiony

background image

pod kątem  pozy cj i i wpły wów oraz znaleźć się w poważny ch tarapatach. Niekoniecznie j ednak
zostanie zdom inowany  przez islam .

Czy  m alej ąca liczba ludności koniecznie m usi by ć czy m ś zły m ?
I do j akiego stopnia liczby  rzeczy wiście m aj ą znaczenie? Czy  nie j est to pod pewny m i

względam i pożądane, ponieważ zagrożenia związane z przeludnieniem  są aż nadto oczy wiste? I
czy  cy wilizowane warunki nie panuj ą częściej  w m niej szy ch kraj ach Europy  aniżeli w duży ch?
To wszy stko m oże by ć prawdą, ale problem em , przed j akim  stoi Europa, j est to, w j aki sposób
zapobiec zby t gwałtownem u spadkowi liczby  ludności, który  pociągnąłby  za sobą olbrzy m ie
konsekwencj e społeczne i ekonom iczne.

Kiedy  po drugiej  woj nie światowej  po raz pierwszy  wprowadzono rozwiązania państwa

opiekuńczego, struktura populacj i europej skich społeczeństw znacznie różniła się od stanu
dzisiej szego; co więcej , przeciętna spodziewana długość ży cia znacznie wzrosła i będzie rosła
nadal. Zdaniem  niektóry ch ekspertów do 2060 roku średnia spodziewana długość ży cia będzie
wy nosić około stu lat. Zm iany  te m aj ą bezpośredni wpły w na wy sokość środków sy stem u opieki
społecznej , które trzeba wy płacać, a także opieki zdrowotnej , ubezpieczeń oraz inny ch świadczeń
socj alny ch. Przed identy czny m i problem am i stoj ą pozostałe kraj e rozwinięte, lecz szczególnie
poważne są one w Europie, a w przy szłości j eszcze bardziej  się zaostrzą. Skąd przy będą
dodatkowe środki? Co dziej e się z gospodarką w razie spadku liczebności populacj i? Niektórzy
skłaniaj ą się ku poglądowi, że wy daj ność pracy  (i kapitału) zapewni dodatkowe środki, lecz w
m iarę upły wu czasu wy daj e się to m niej  prawdopodobne. O wiele bardziej  prawdopodobne j est,
że świadczenia socj alne zostaną obcięte. Na przy kład wiek em ery talny, obecnie 65 lat w
większości kraj ów europej skich, m oże zostać podwy ższony, a wy płacane sum y  (obecnie do 70
procent przeciętnego wy nagrodzenia) by ć m oże trzeba będzie obniży ć.

W wielu państwach Europy  podj ęto j uż kroki w ty m  kierunku, co j ednak spotkało się ze

zdecy dowany m  sprzeciwem . Jednak ci, którzy  przeciwstawiali się bolesny m  cięciom , nie
potrafili przedstawić realisty czny ch kontrpropozy cj i.

Średnia wieku j est obecnie j edy nie odrobinę wy ższa w Europie niż w Stanach Zj ednoczony ch

(37 lat w porównaniu z 35 w Am ery ce). Jednak zgodnie z prognozam i w 2050 roku będzie ona na
poziom ie 36 w Am ery ce i około 53 w Europie. Stany  Zj ednoczone staną się znacznie m łodszy m
państwem . Jest to fakt, który  pociąga za sobą nie ty lko wy m ierne staty sty cznie konsekwencj e
gospodarcze, ale również, co by ć m oże ważniej sze, im plikacj e polity czne oraz psy chologiczne.
Jeśli założy m y, że za pięćdziesiąt lat siły  m ilitarne wciąż będą potrzebne, to rodzi się py tanie, skąd
Europa weźm ie żołnierzy  - chy ba że przesunięta zostanie granica wieku poborowy ch o j akieś
dwadzieścia lat.

Istniej ą też inne czy nniki, który ch nie sposób zm ierzy ć: w ciągu j ednego czy  dwóch pokoleń

insty tucj a rodziny  ulegnie j eszcze większej  deprecj acj i. W Niem czech tendencj a spadkowa
rozpoczęła się wraz z Pokoleniem  1968 i Szkołą Frankfurcką oraz j ej  Teorią Kry ty czną, która
um niej szała rolę rodziny  zarówno ze społecznego, j ak i ekonom icznego punktu widzenia. Jednak
funkcj a rodziny  podupadła również w inny ch społeczeństwach, dla który ch rok 1968 nie stanowił
istotnego punktu zwrotnego. Pewien wy bitny  ekonom ista wy raził pogląd, że Horno economicus w

ogóle nie m iałby  dzieci. Jakie będą tego konsekwencj e, gdy  m łodzi ludzie odkry j ą, że wraz z
zanikiem  rodziny  ich rodzice będą j edy ny m i krewny m i, j akich m aj ą? Zapewne będzie to świat o

background image

wiele bardziej  sm utny  i sam otny. Nie znam y  odpowiedzi na takie py tania.

Należy  j eszcze zastanowić się nad dwiem a kwestiam i: Czy  prognozy  te m ogą m ij ać się z

prawdą? I czy  m ożna odwrócić owe tendencj e, j eśli uzna się, że j est to słuszne?

Doświadczenia history czne wskazuj ą raczej  na to, że „polity ka pronatalisty czna" nie j est zby t

skuteczna, przy naj m niej  na dłuższą m etę. Pod rządam i Hitlera i Mussoliniego, a także przez
pewien okres władzy  Stalina m achiny  propagandowe ówczesny ch reżim ów bardzo prom owały
wy ższy  przy rost naturalny. Liczniej szy m  rodzinom  obiecy wano i przy znawano rozm aite dodatki
m oty wacy j ne. Nie wpły nęło to j ednak długoterm inowo na przy rost naturalny. Niem cy
Wschodnie pod rządam i reżim u kom unisty cznego zapewniały  ogrom ną liczbę świadczeń
pracuj ący m  m atkom , dało się więc sły szeć narzekania, że wraz z upadkiem  m uru berlińskiego
spora część ty ch świadczeń została zniesiona. Lecz i to nie m iało trwałego wpły wu na wskaźnik
urodzeń. Spośród społeczeństw dem okraty czny ch Francj a i Szwecj a przy j ęły  strategie m ogące
potencj alnie zm niej szy ć obciążenia finansowe związane z posiadaniem  dzieci. Obej m uj ą one
urlop wy chowawczy  na wiele m iesięcy  przed i po urodzeniu dziecka (oraz gwarancj ę stałego
zatrudnienia), obniżenie podatków, świadczenia gotówkowe oraz różne inne rozwiązania
m oty wuj ące, w ty m  m ożliwość pracy  w niepełny m  wy m iarze. 

 Niektórzy  sugerowali, że gdy  o tę sam ą pracę będą się ubiegały  dwie kandy datki,

pierwszeństwo powinna m ieć m atka przed kobietą bezdzietną. Ogólnie rzecz biorąc, Szwecj a
wy dała na podobne rozwiązania dziesięć razy  więcej  niż takie kraj e, j ak Włochy  i Hiszpania.
Jednak po krótkotrwały m  wzroście liczba urodzeń ponownie zm alała - spadek przy pisy wano
tendencj i zniżkowej  w gospodarce. Jednak we Włoszech, gdzie współczy nnik urodzeń spadł
j eszcze bardziej , wprost przeciwnie - to dobroby towi przy pisy wano m niej szą liczbę urodzeń.
Krótko m ówiąc, Szwecj a i Francj a, które wprowadziły  różnorodne program y  zachęcaj ące do
m acierzy ństwa, nie m ogą służy ć za wzór. Można j edy nie przy puszczać, że gdy by  nie te
rozwiązania wskaźnik urodzeń obniży łby  się j eszcze bardziej .

W europej skich wskaźnikach przy rostu naturalnego w nadchodzący ch latach z pewnością

doj dzie do nieznaczny ch wzlotów i upadków, lecz ogólna tendencj a j est spadkowa, i chociaż
rady kalny  zwrot zawsze j est m ożliwy, w obecny m  czasie trudno nawet sobie wy obrazić, co
m iałoby  go spowodować.

Z niem alże m atem aty czną dokładnością da się przewidzieć, że spadek będzie trwał

przy naj m niej  do połowy  tego wieku, ponieważ następuj e więcej  zgonów niż narodzin, więc
zabraknie całego pokolenia, które m ogłoby  wy dać na świat dzieci. W zasadzie przewidy wania
dem ografów doty chczas sprawdzały  się j edy nie przy  niewielkim  współczy nniku błędu. Ich
przewidy wania uwzględniaj ą zarówno naj bardziej , j ak i naj m niej  opty m isty czny  scenariusz,
wraz z dodatkową prognozą pośrednią. Naj korzy stniej sza prognoza doty cząca światowej
populacj i do połowy  wieku m ówi o 10,6 m iliarda, naj gorsza o 7,4, natom iast pośrednia o 8,9
m iliarda. Jednak gdy  chodzi o Europę, nawet naj bardziej  opty m isty czne scenariusze wy kazuj ą
kierunek negaty wny.

background image

2. Migracje

Prawie do roku 2000 w większości rozważań doty czący ch przy szłości Europy  - polity czny ch,

społeczny ch, ekonom iczny ch i kulturalny ch - pom ij ano dem ografię. Wizy ta w j akiej kolwiek
szkole m ogłaby  sprawić, że niej eden przej rzałby  na oczy, j ednak niewielu polity ków, socj ologów
czy  filozofów m a w zwy czaj u odwiedzanie szkół.

To prawda, że ty lko nieliczne kraj e w Europie by ły  kiedy ś j ednorodne pod względem

etniczny m , ale m niej szości zam ieszkałe w ich granicach nie by ły  zby t oddalone od siebie w
kwestii światopoglądu, m entalności i korzeni; nie pochodziły  z odległy ch kraj ów czy  nawet
konty nentów. Przed pierwszą woj ną światową m igracj e Polaków do zachodnich Niem iec i
północnej  Francj i lub Ży dów z Europy  Wschodniej  odby wały  się na stosunkowo niewielką skalę.
Ponadto ówcześni im igranci chętnie przej m owali wartości i sty l ży cia nowy ch oj czy zn. Dość
często zdarzało im  się nawet zm ieniać im iona i nazwiska, aby  łatwiej  się zintegrować.

Im igracj a na skalę m asową po drugiej  woj nie światowej  by ła wy nikiem  zm ian polity czno-

tery torialny ch, takich j ak wy siedlenie Niem ców ze wschodniej  i południowo-wschodniej  Europy,
a następnie po dziesięciu latach za sprawą cudu gospodarczego. Lecz i ty m  razem  nowo przy by ła
ludność pochodziła głównie z sam ej  Europy : Włosi i Jugosłowianie, którzy  wy j echali do Niem iec,
a także Hiszpanie i Portugalczy cy, którzy  trafili do Francj i. Jednak większość ty ch grup
narodowościowy ch nie zostawała na m iej scu, ale powracała do kraj u pochodzenia, w m iarę j ak
poprawiała się tam tej sza sy tuacj a gospodarcza. W tam ty m  okresie naj większe kraj e Europy
rekrutowały  pracowników spoza granic konty nentu do zaj ęć, który ch nie chcieli lub nie potrafili
wy kony wać Europej czy cy.

Kolej na fala im igrantów wiązała się głównie z upadkiem  im periów - by li to m ieszkańcy  Indii

Zachodnich, Pakistańczy cy  oraz Hindusi, który ch celem  stała się Wielka Bry tania. Hindusi,
wy pędzeni z Ugandy  przez Idi Am ina, osiedlali się także w Wielkiej  Bry tanii, a m ieszkańcy
Afry ki Północnej  em igrowali do Francj i. Doszło do napły wu Turków, głównie do Niem iec oraz w
m niej szy m  stopniu do inny ch kraj ów Europy. Panowało j ednak powszechne przekonanie, że j est
to zj awisko ty m czasowe i że gastarbeiterzy  (j ak ich nazy wano) powrócą do swy ch kraj ów po
zarobieniu pieniędzy, które um ożliwią im  rozpoczęcie działalności gospodarczej  w rodzinny ch
m iastach i wioskach. W rzeczy wistości j ednak ty lko połowa z 2-3 m ilionów pracowników
cudzoziem skich przy by ły ch do Europy  Północnej  w latach sześćdziesiąty ch wróciła do oj czy zny.
Reszta została, legalnie bądź nie, często nawet sprowadzaj ąc krewny ch, natom iast rządy  państw
gospodarzy  nie kwapiły  się, by  wprowadzić prawa wy m ierzone w osoby  ich nieprzestrzegaj ące.
Tak oto większe wspólnoty  cudzoziem ców powstały  w okresie, gdy  gospodarka podupadała po
kry zy sie naftowy m  roku 1973, a bezrobocie rosło.

Europej skie rządy  zaprzestały  wy dawania pozwoleń na pracę, co powinno by ło spowodować

zm niej szenie liczby  im igrantów lub przy naj m niej  zatrzy m anie j ej  na stały m  poziom ie, lecz tak
się nie stało. A wszy stko dlatego, że, pom ij aj ąc wy soki przy rost naturalny  wśród azj aty ckich,
afry kańskich i bliskowschodnich im igrantów, na zwiększenie liczby  tej że ludności złoży ło się kilka
przy czy n, który ch stratedzy  rządowi nie wzięli pod uwagę. Po pierwsze, liczba osób
pozostaj ący ch na utrzy m aniu inny ch, które zostały  sprowadzone legalnie bądź nielegalnie z takich

background image

kraj ów, j ak Pakistan, Turcj a czy  niektóre rej ony  Afry ki Północnej , by ła znacznie wy ższa, niż
założono.

Po drugie, zwiększy ła się znacznie im igracj a nielegalna i stała się zorganizowany m  biznesem .

Nielegalny ch im igrantów przem y cano z Bliskiego Wschodu przez Bałkany  i Europę Wschodnią
lub też przez Morze Śródziem ne do Włoch, a z Afry ki Północnej  przez Hiszpanię i Włochy.
Dziesiątki, m oże nawet setki zginęły  w m orzu i na lądzie w tam ty ch przeprawach.

Dodatkowo są j eszcze osoby  ubiegaj ące się o azy l. W 1983 roku by ło ich zaledwie 80 ty sięcy,

ale do roku 1992 liczba ta w całej  Europie wzrosła do 700 ty sięcy. Na początku władze m iały  dość
liberalne podej ście, chociaż wielu im igrantów, by ć m oże nawet większość, nie by ło uchodźcam i
polity czny m i, ale „im igrantam i ekonom iczny m i", poszukuj ący m i lepszego ży cia dla siebie i
swoich dzieci. Wśród ubiegaj ący ch się o azy l znaleźli się islam iści, a nawet terrory ści naprawdę
zagrożeni aresztowaniem  we własny m  kraj u, ty le że z powodów niem aj ący ch nic wspólnego z
walką o wolność i dem okracj ę. Niektórzy  nielegalni im igranci oraz staraj ący  się o azy l by li
przestępcam i i przy by li z zam iarem  założenia gangów (wy specj alizowany ch w handlu
narkoty kam i, w prosty tucj i, w kradzieżach sam ochodów itp.) na terenie nowy ch oj czy zn. Wśród
nich zdarzali się prawdziwi uchodźcy  polity czni, j ednak wszy stkich ubiegaj ący ch się o azy l,
legalnie czy  też nie, wspierało potężne lobby  w postaci organizacj i broniący ch praw człowieka
oraz kościołów, które zapewniały  pom oc prawną i inne form y  wsparcia. Stały  one na stanowisku,
że pogwałceniem  podstawowy ch praw człowieka j est zawracanie nowy ch im igrantów oraz że w
wątpliwy ch wy padkach powinno rozstrzy gać m iłosierdzie.

Stopniowo stosunek władz przestał by ć tak bardzo tolerancy j ny : często odm awiano zezwoleń

na wj azd, ale decy zj e odm owne pozostawały  zazwy czaj  m artwą literą. Ponieważ staraj ący  się o
azy l z Afry ki i Bliskiego Wschodu często niszczy li własne dokum enty, utrzy m uj ąc, że zostały
zgubione, ich zeznania trudno by ło zwery fikować. Gdy  j uż przedostali się na tery torium  Europy,
deportacj a stawała się w zasadzie niewy konalna. Według porozum ienia z Schengen
(zainicj owanego w 1985 roku w luksem burskim  Schengen m iędzy  Luksem burgiem , Belgią,
Holandią, Francj ą i Niem cam i, a później  rozszerzonego na inne europej skie państwa) kontrole
graniczne wewnątrz Europy  zostały  w dużej  m ierze zniesione i j eśli im igrant zdołał przedostać się
do j ednego kraj u w Europie, swobodnie m ógł przenieść się do innego.

Celem  większości poszukuj ący ch azy lu by ły  Niem cy  - około 2 m ilionów w latach 1990-2000

- po nich znalazły  się Wielka Bry tania, Holandia i Francj a. Liczba poszukuj ący ch azy lu,
prawdziwa i fikcy j na, zaczęła spadać po 2002 roku w rezultacie zaostrzenia procedur kontrolny ch.
Struktura etniczna im igrantów również się zm ieniła: w ostatnim  czasie większość pochodziła z
Europy  Wschodniej  oraz by łego Związku Radzieckiego, Afganistanu i Czeczenii.

Tak pokrótce wy gląda history czne podłoże powstania społeczności m uzułm ańskich.
Liczby  na rok 2006 doty czące środowisk m uzułm ańskich w Europie są następuj ące:
Francj a: około 5,5 m in (dwukrotnie więcej  niż w roku 1980), Niem cy : 3,6 m in (6800 w roku

1961), Wielka Bry tania: 1,6 m in, Holandia: 1,0 m in (ponad dwukrotnie więcej  niż w roku 1980),
Szwecj a: 0,4 m in (trzy  razy  więcej  niż w roku 1980), Dania: 0,3 m in (25 000 w roku 1982),
Włochy : 0,9 m in (120 000 w roku 1982), Hiszpania: 1,0 m in (120 000 w roku 1982), Grecj a: 0,5
m in, Belgia: 0,5 m in, Austria: 0,4 m in (80 000 w roku 1982).

Należy  doliczy ć j eszcze 15-18 m ilionów m uzułm anów w Federacj i Rosy j skiej , a także

zam ieszkuj ący ch Bośnię i Albanię.

background image

Wszy stkie przy toczone dane są szacunkowe, w kilku wy padkach m ogą by ć zawy żone. Według

niektóry ch szacunków liczba m uzułm anów we Francj i m oże nie przekraczać 4 m ilionów (liczbę 5
m ilionów przy niosły  obliczenia francuskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrzny ch na rok 2000).
Większość dany ch j est j ednak z pewnością zaniżona: liczba m uzułm anów w Hiszpanii (która m a
naj większy  wskaźnik im igracj i w Europie) j est prawdopodobnie bliższa 1,5 m iliona, a we
Włoszech uważa się, że przeby wa ich 1-1,5 m iliona, z czego połowę m ogą stanowić im igranci
nielegalni.

Do j akiego stopnia słuszne j est m ówienie w kategoriach „społeczności" m uzułm ańskich, skoro

pochodzą one z różny ch części świata?

Turcj a j est kraj em  pochodzenia większości m uzułm anów m ieszkaj ący ch w Niem czech, a

m uzułm anie tureccy  stanowią 50 procent ty ch ży j ący ch w Austrii i Grecj i, 40 procent ży j ący ch
w Holandii i niem al że taki sam  odsetek w Belgii. Wśród ty ch Turków są j ednak setki ty sięcy
Kurdów, którzy, oględnie rzecz uj m uj ąc, nie ży j ą z Turkam i w naj lepszy ch stosunkach.

Większość francuskich i hiszpańskich m uzułm anów j est pochodzenia afry kańskiego, j ak

również połowa z m ieszkaj ący ch we Włoszech i Belgii oraz by ć m oże 40 procent w Holandii.
Doszło do znacznej , głównie nielegalnej , em igracj i m uzułm ańskiej  z Albanii do Włoch. Pokaźna
część nielegalny ch im igrantów przeniosła się dalej  na północ, nie sposób j ednak stwierdzić, ilu to
zrobiło. Bry ty j scy  m uzułm anie pochodzą z Pakistanu (45 procent) i Bangladeszu (15 procent lub
więcej ).

Tak więc środowiska te w Europie wcale nie są m onolity czne.
Z wy j ątkiem  zam ieszkuj ący ch Francj ę, nie m aj ą wspólnego j ęzy ka, a ty lko niewielka część

włada j ęzy kiem  arabskim . Ale chociaż ich liczba j est stosunkowo niewielka, wpły w polity czny
rośnie. Dlatego też Muslim  Association of Britain uważa się za zdom inowane przez Arabów.
Ogrom ną większość stanowią sunnici, ale istniej ą również zgrom adzenia szy itów (wśród
społeczności tureckiej  w Niem czech), alawitów (zwłaszcza w Niem czech), Ahm adiy a (wspólnota
nieuznawana przez wy znawców głównego nurtu islam u), a także różne m isty czne (głównie
sufickie) grupy  i zakony.

Religia w ży ciu społeczności m uzułm ańskich odgry wa bardzo istotną rolę: liczba m eczetów

we Francj i zwiększy ła się z prawie 260 w połowie lat osiem dziesiąty ch do ponad 2000 obecnie. W
takich m iastach, j ak Pary ż, Marsy lia czy  Ly on znaj duj e się kilka m eczetów ogrom ny ch
rozm iarów; większość j ednak j est nieduża - to sam o doty czy  Niem iec oraz inny ch kraj ów
Europy. W latach osiem dziesiąty ch Niem cy  m iały  około 700 niewielkich m eczetów lub sal
m odlitewny ch, podczas gdy  w tej  chwili j est ich ponad 2500. W Wielkiej  Bry tanii w 1999 roku
by ły  584 „zatwierdzone m eczety ", ale obecnie rzeczy wista ich liczba wy nosi przy naj m niej  2000;
w Birm ingham , drugim  co do wielkości m ieście Wielkiej  Bry tanii znaleźć m ożem y  j uż kościoły,
chociaż nie tak okazałe.

W dzielnicy  West Ham we wschodnim  Londy nie, w sąsiedztwie terenów przeznaczony ch na

igrzy ska olim pij skie w roku 2012, planuj e się budowę potężnego m eczetu, zdolnego pom ieścić 70
000 wierny ch. Bardzo m ożliwe, że w Wielkiej  Bry tanii j est dzisiaj  więcej  prakty kuj ący ch
m uzułm anów niż członków Kościoła anglikańskiego. \

Jak bardzo ortodoksy j ni są europej scy  m uzułm anie? Dane szacunkowe znacznie się różnią w

tej  kwestii. Frekwencj ę podczas piątkowy ch m odlitw ocenia się w pewny ch m iej scach nawet na
60 procent, a zaledwie na 10 procent w inny ch, z ty m  że starsze pokolenie j est zwy czaj owo

background image

liczniej  reprezentowane. Większość m łody ch m uzułm anów urodzony ch w Wielkiej  Bry tanii nie
rozum ie kazań wy głaszany ch w j ęzy kach takich j ak urdu, bengalski czy  arabski. Organizowaniem
pielgrzy m ki do Mekki (hadżu), j ednego z filarów islam u, zaj m uj ą się organizacj e m uzułm ańskie,
j ednak frekwencj a nie j est zby t duża - uważa się, że wy nosi ona 20 000-24 000 rocznie w
Wielkiej  Bry tanii i 16 000-17 000 w Niem czech, a proporcj onalnie niewiele wy ższy  wskaźnik
odnotowuj e się w inny ch m iej scach. Biorąc pod uwagę, że opłaty  za przej azd są subsy diowane,
nie są to duże liczby.

W sondażu przeprowadzony m  wśród Turków w Niem czech 7 procent z nich zadeklarowało, że

są bardzo ortodoksy j ni, podczas gdy  27 procent oświadczy ło, że nie są zby tnio religij ni lub że w
ogóle nie są religij ni. (Inne badania przy nosiły  j ednak zupełnie odm ienne wy niki - wiele zależy
od definicj i „religij ności"). Czas poby tu w Europie nie m a raczej  dużego znaczenia w ty m
kontekście, ale wy kształcenie i dochody  odgry waj ą j uż pewną rolę: osoby  z wy ższy m
wy kształceniem  i z większy m i zarobkam i na ogół są m niej  religij ne od pozostały ch. W ostatnim
sondażu we Francj i 36 procent badany ch przy znało, że ściśle trzy m a się zasad wiary, natom iast o
wiele większy  odsetek stosuj e się do poj edy nczy ch nakazów, takich j ak przestrzeganie postu w
ram adanie. Niektóre m eczety  są bardziej  ortodoksy j ne, inne m niej ; pewna część cieszy  się
reputacj ą naj bardziej  „woj uj ący ch" (tzn. baz do rekrutacj i terrory stów). 

 Doty czy  to na przy kład londy ńskich m eczetów w Finsbury  Park i Brixton, j ednak

niekoniecznie należą one do naj bardziej  ortodoksy j ny ch pod względem  religij ny m . Orientacj a
religij na zależy  głównie od osobowości im am a (kaznodziei). Nabór oraz szkolenie boj owników
odby wa się w rozm aity ch organizacj ach działaj ący ch w otoczeniu m eczetów. 

Liczne m eczety  tworzą coś na kształt archipelagu, w którego skład wchodzą organizacj e

społeczne, na przy kład kluby  sportowe (dla m ężczy zn), szkoły, przedszkola oraz inne insty tucj e.
Im  bardziej  j ednolita społeczność (j ak w Niem czech), ty m  bardziej  prawdopodobne j est
powstanie sam owy starczalnego, alternaty wnego społeczeństwa lub podkultury, a ty m  m niej sza
potrzeba uczenia się j ęzy ka danego kraj u.

Im igranci m uzułm ańscy  nie są równom iernie rozm ieszczeni w różny ch kraj ach Europy.

Główne skupiska znaj duj ą się w wielkich m iastach i w dawny ch strefach przem y słowy ch. W
Wielkiej  Bry tanii j est to Londy n (naj częściej  niektóre dzielnice takie j ak Tower Ham lets w East
Endzie), a także środkowa Anglia (Bradford, Burnley, Oldham ) oraz Birm ingham . W Niem czech
naj większa społeczność m uzułm ańska zam ieszkuj e Berlin, chociaż pod względem  procentowy m
j eszcze liczniej sza reprezentacj a wy stępuj e w regionie Zagłębia Ruhry  (Essen, Dortm und,
Duisburg, Solingen). 

 W wielu inny ch m iastach liczbę m ieszkańców niem aj ący ch niem ieckiego pochodzenia

ocenia się na 25-30 procent, a tuż za nim i plasuj e się Kolonia. We Francj i naj większe skupiska
wy stępuj ą w banlieues, odległy ch przedm ieściach Pary ża (takich j ak Seine/Saint-Denis), a także

w południowej  Francj i (w Tuluzie, Ly onie, Nicei i na Lazurowy m  Wy brzeżu). Muzułm anie
m ieszkaj ą również w stary ch m iastach przem y słowy ch na północy  Francj i, na przy kład w
aglom eracj i Lille. W Hiszpanii główne skupiska istniej ą na południu kraj u i w Madry cie, a także w
Katalonii.

Szwedzkie Malm ó z dzielnicą Rosengard j est zdecy dowanie naj bardziej  m uzułm ańskim

m iastem  Skandy nawii, j ednak wielu m uzułm anów zam ieszkuj e także północny  i północno-

background image

zachodni Sztokholm , w okolicach takich j ak Tensta, oraz wschodni Góteborg. Wśród społeczności
islam skiej  w Szwecj i wpły wy  anty  laickiego Bractwa Muzułm ańskiego są szczególnie silne po
napły wie rady kalny ch, anty za-chodnich kaznodziej ów saudy j skich.

Inną charaktery sty czną cechą przedstawicieli środowisk m uzułm ańskich j est to, że są oni

znacznie m łodsi od ludności niem uzułm ańskiej . Niem al połowa m uzułm anów z Europy
Zachodniej  i Środkowej  tam  się urodziła. Chociaż m uzułm anie stanowią j edy nie 15 procent
m ieszkańców Brukseli, wśród osób w wieku poniżej  dwudziestu pięciu lat stanowią 25 lub więcej
procent. Oprócz tego, o czy m  by ła m owa wcześniej , ponad 55 procent urodzony ch tam  dzieci to
dzieci im igrantów. Poszczególne wartości procentowe w główny ch m iastach Holandii są wy ższe.
Zgodnie z prognozam i populacj a obcokraj owców (w większości m uzułm anów) w roku 2015
przekroczy  40 procent w takich niem ieckich m iastach, j ak Kolonia, Dusseldorf, Wuppertal czy
Duisburg. W sum ie liczba m uzułm anów w Niem czech podwoi się w ciągu naj bliższy ch dziesięciu
lat, podczas gdy  liczba rodowitej  ludności niem ieckiej  zm alej e.

Problem em , przed j akim  stoj ą społeczeństwa Europy  Zachodniej , są naj częściej  m łodzi

im igranci drugiego i trzeciego pokolenia - ci sam i, którzy  zgodnie z oczekiwaniam i m ieli się
doskonale zintegrować i stać się równorzędny m i członkam i ty chże społeczeństw.

Niestety, zbuntowali się przeciwko przy branej  oj czy źnie. Jako przy czy ny  takiego stanu rzeczy

zazwy czaj  podaj e się ubóstwo (dwie trzecie bry ty j skich m uzułm anów ży j e w rodzinach o niskich
dochodach), niezadowalaj ące warunki m ieszkaniowe i przeludnienie, spy chanie do gett,
bezrobocie, zwłaszcza wśród m łody ch, brak wy kształcenia oraz uprzedzenia rasowe ze strony
niem uzułm ańskich sąsiadów - co, j ak się twierdzi, prowadzi do braku m obilności społecznej ,
przestępczości i ogólnej  m arginalizacj i wspólnot m uzułm ańskich. Sugeruj e się, że te i inne
nieszczęścia są winą władz i społeczeństwa. Jednak niem al wszy scy  m uzułm anie, który m  udało
się zrobić karierę w biznesie lub odnieść sukces na polu zawodowy m , podkreślaj ą, że ich
tożsam ość etniczna nie by ła żadną przeszkodą.

Do j akiego stopnia zepchnięcie do gett narzucone zostało przez świat zewnętrzny, a w j akim

stopniu odby ło się dobrowolnie? To, że nowo przy by li grom adzą się w określony ch rej onach
m iasta, j est zj awiskiem  powszechnie znany m . Przy kładem  m oże by ć Londy n, gdzie trady cy j nie
Irlandczy cy  (Cam den Town), Ży dzi (East End, a później  Golders Green), Australij czy cy  i
Polacy  (w pobliżu Earls Court i Oly m pii), ciem noskórzy  (Brixton), Japończy cy  (South
Ham pstead) oraz inna ludność napły wowa osiedlali się na początku. Tam tej sze grupy
narodowościowe m oty wowane by ły  chęcią przeby wania wśród ludzi posługuj ący ch się ty m
sam y m  j ęzy kiem  oraz posiadania sklepów z ży wnością ze swego kraj u, własny ch biur podróży,
klubów i inny ch insty tucj i. W latach dwudziesty ch im igranci rosy j scy  w Berlinie grom adzili się
w Charlottenburgu, podczas gdy  ubodzy  Ży dzi z Europy  Wschodniej  osiedlali się we wschodniej
części m iasta.

Podobny  proces zachodził w odniesieniu do im igracj i m uzułm ańskiej , istniała j ednak

podstawowa różnica: podczas wcześniej szy ch fal im igracj i ludność napły wowa nie otrzy m y wała
żadnej  pom ocy  w znalezieniu dachu nad głową ze strony  państwa ani władz lokalny ch, podczas
gdy  w drugiej  połowie dwudziestego wieku takie wsparcie stało się bardziej  regułą niż wy j ątkiem .
Przez to ludziom  brakowało m oty wacj i do wy prowadzania się z m ieszkań, które, choć
niezadowalaj ące, dostępne by ły  za darm o bądź za niewy górowaną cenę. Kiedy  pod koniec
dziewiętnastego i na początku dwudziestego wieku wschodnioeuropej scy  Ży dzi po raz pierwszy

background image

przenosili się do Whitechapel, w Londy nie nie by ło burm istrza, który  robiłby  wszy stko, by  im
pom óc. Ówcześni oraz później si im igranci zdani by li na własne siły, staj ąc w obliczu
nieporówny walnie większy ch trudności - na przy kład nie by ło m owy  o dostępie do opieki
zdrowotnej  ani innego wsparcia socj alnego - niż współcześni im igranci. Muzułm ańscy  przy by sze
naj wy raźniej  wolą dłużej  trzy m ać się swy ch współwy znawców niż inne grupy  im igrantów, a
wręcz zachęcani są do tego przez swy ch przy wódców duchowy ch.

Doty czy  to nawet Indii, gdzie zj awisko spy chania do gett wy stępuj e na większą skalę niż w

Europie: wy daj e się, że nawet m uzułm anie ze średniej  klasy  niechętnie opuszczaj ą rej ony, w
który ch ży j ą członkowie ich społeczności.

Zam ieszkane przez wielu m uzułm ańskich im igrantów tereny  wokół Pary ża, na który ch doszło

do eksplozj i nastroj ów w listopadzie 2005 roku, nie wy glądały  zby t pięknie i kom fortowo, ale nie
by ły  to też slum sy  porówny walne z londy ńskim  East Endem . A m im o to akurat w ty ch okolicach
wy rosło anty społeczeństwo, j ak wy raził się pewien obcokraj owiec, pałaj ące zażartą nienawiścią
do reszty  Francj i oraz głęboko nieufne i wy obcowane (zob. w Internecie arty kuł Theodore'a
Dalry m ple'a The Barbarians at the Gates ofParis). Nienawiść ta, według Dalry m ple'a, przej awia

się w pragnieniu oszpecania wszy stkiego dookoła - od m alowania graffiti po podpalanie
sam ochodów. 

 Ży czliwość wznieca gniew u tam tej szy ch m łody ch ludzi. Mim o że cieszą się o wiele

wy ższy m  standardem  ży cia czy  konsum pcj i, niż by łoby  to m ożliwe w kraj u ich rodziców, nie j est
to żaden powód do wdzięczności, wprost przeciwnie - poczy tuj ą to za zniewagę, ale j ednocześnie
uważaj ą, że im  się to należy. Term in „barbarzy ńcy " wy dawał się m ocny, by ć m oże nawet
rasistowski, j ednak czy  by ł zupełnie bezzasadny ? Jeden z główny ch gangów
banlieues, zam ieszany  w różne działania kry m inalno-terrory sty czne (takie j ak porwanie i

zam ordowanie liana Halim iego w sty czniu 2006 roku), nosił dum ną nazwę „Barbarzy ńcy ".

Jako naj ważniej szą przy czy nę pary skich zam ieszek roku 2005 wy m ieniano warunki

m ieszkaniowe, a bezrobocie m łody ch j ako drugą. We Francj i i w Niem czech bezrobocie
kształtuj e się na poziom ie 30-40 procent, niewiele m niej sze j est w Wielkiej  Bry tanii i Holandii.

Jak uj ął to dy rektor pewnej  berlińskiej  szkoły : „Produkuj em y  arm ię długotrwały ch

bezrobotny ch". Odsetek porzucaj ący ch naukę wśród m łodzieży  tureckiej  w Berlinie j est bardzo
wy soki, podobnie j est w pozostały ch kraj ach Europy ; j ednocześnie o wiele wy ższy  wskaźnik
doty czy  chłopców niż dziewcząt. W Niem czech zaledwie 3 procent m uzułm ańskiej  m łodzieży
dociera do szkół policealny ch. Znaj om ość j ęzy ka j est wśród nich słaba, co nie j est zaskoczeniem ,
gdy ż w dom ach m ówi się po turecku lub arabsku, natom iast do posługiwania się niem ieckim  (lub
angielskim ) zniechęcaj ą rodzice, którzy  często nie władaj ą nim  biegle. Chłopcy  posy łani są do
szkół koraniczny ch, ale nie zachęca się ich do uczenia się inny ch przedm iotów.

Dziewczy nkom  po ukończeniu szesnastego roku ży cia często zabrania się chodzenia do szkoły,

nie wspom inaj ąc j uż o studiowaniu na uniwersy tetach, gdy ż tam  m ogą by ć narażone na
niepożądane wpły wy. Gdy  pewna berlińska szkoła postanowiła (po konsultacj ach z uczniam i i
rodzicam i) wprowadzić wy m óg porozum iewania się w j ęzy ku niem ieckim  na terenie szkoły,
znalazła się pod ciężkim  ostrzałem  tureckich m ediów, chociaż większość uczniów i rodziców
poparła to rozwiązanie. Niektórzy  z lokalny ch obrońców wielokulturowości, działaj ąc w dobrej
wierze, przy łączy li się do protestów, gdy ż uważali, że j est to równoważne z uciskiem  kulturowy m .

background image

Czy  j ednak m łode pokolenie m oże poprawić swój  status społeczny  i kulturowy  bez biegłego
opanowania j ęzy ka kraj u zam ieszkania?

Rasizm  i ksenofobia rozpoznane zostały  j ako czy nniki odpowiedzialne za słabe wy niki w nauce

m uzułm ańskiej  m łodzieży. Jednak takie wy tłum aczenie nie doty czy  szkolny ch osiągnięć uczniów
pochodzenia hinduskiego czy  dalekowschodniego, którzy  z większości przedm iotów otrzy m uj ą
lepsze oceny  niż przeciętny  uczeń niem iecki czy  bry ty j ski. Nie wy j aśnia to również, dlaczego
m uzułm ańskie dziewczęta lepiej  wy wiązuj ą się z obowiązków niż chłopcy. Czy  m oże m ieć to
związek z ty m , że dziewczy nkom  nie pozwala się wy chodzić sam otnie na ulicę, podczas gdy
chłopcy  spędzaj ą tam  większość wolnego czasu? Hinduscy  uczniowie w bry ty j skich szkołach
radzą sobie dwukrotnie lepiej  niż Pakistańczy cy, a osoby  pochodzące z Dalekiego Wschodu
dy stansuj ą prawie wszy stkich pozostały ch.

Istniej e wiele wy tłum aczeń, lecz pogląd, że wszy stko j est winą państwa lub społeczeństwa, nie

j est przekonuj ący  i nie pom oże w poprawie sy tuacj i. Dzień po dniu powtarza się m łody m
ludziom , że są ofiaram i społeczeństwa i że j eśli coś im  się nie uda, nie j est to wy łącznie ich wina.
Na skutek ty ch niepowodzeń zrodziła się m łodzieżowa kultura przem ocy  i przestępczości, która
niewiele m a wspólnego z religią. Pom im o uczęszczania do szkół koraniczny ch (częściej  w
Niem czech, gdzie j est większa frekwencj a niż we Francj i czy  w Wielkiej  Bry tanii) m łodzi ludzie
nie naj lepiej  znaj ą własną religię.

Może i chodzą co piątek do m eczetu, lecz potem  pij ą alkohol i zaży waj ą narkoty ki, wbrew

religij ny m  zakazom . Ani dom  rodzinny, ani im am owie nie m aj ą większego wpły wu na ty ch
m łody ch ludzi - naj większy  wpły w m a uliczny  gang. Rodzice cieszą się niewielkim  autory tetem ,
ich sty l ży cia nie przem awia do m łody ch, nie są wy starczaj ąco aserty wni, pracuj ą zby t ciężko,
zby t m ało przy  ty m  zarabiaj ąc. Poza ty m  dla wielu m łody ch staroświecki islam  nie j est
specj alnie interesuj ący ; pewien wy soko postawiony  im am  w Wielkiej  Bry tanii powiedział:
„Tracim y  połowę z nich". Jedy nie kilku przy wódców duchowy ch, którzy  propaguj ą ekstrem alne
działania, potrafi zapewnić sobie określoną liczbę zwolenników wśród m łody ch m ężczy zn.

Dla zrozum ienia sy tuacj i panuj ącej  w szkołach i na ulicach Kreuzbergu oraz pary skich

banlieues lepiej  nadawałby  się raport o przestępczości nieletnich aniżeli Koran.

Szkoła m a naj m niej szy  autory tet. We Francj i i w Wielkiej  Bry tanii j ęzy k stanowi m niej szą

przeszkodę, ale w Niem czech uczniowie często dosłownie nie rozum iej ą, co nauczy ciel do nich
m ówi, nie dostrzega się też chęci zrozum ienia ani nauczy ciela, ani rówieśników z inny ch kraj ów,
którzy  m ówią inny m i j ęzy kam i oj czy sty m i. Rzeszy  nauczy cieli nie udaj e się zdoby ć autory tetu,
bo j eśli odważą się ukarać uczniów za złe zachowanie lub nałożą na nich j akieś wy m agania,
oskarża się ich o rasizm  i dy skry m inacj ę. Przebiegli uczniowie doskonale wiedzą, w który m
m om encie wy ciągnąć z rękawa asa rasowej  dy skry m inacj i.

Muzułm ańska kultura m łodzieżowa różni się do pewnego stopnia w poszczególny ch kraj ach.

Ich wspólny  m ianownik to sportowe ubrania (bluzy  z kapturem , tram pki itp.) oraz podkreślanie
m ęskości; m owa ciała m łodzieży  em anuj e agresj ą. Młodzi chcą szacunku, choć nie bardzo
wiadom o, j akim  według nich sposobem  ów szacunek m ożna sobie zaskarbić; by ć m oże wszy stko
opiera się na przekonaniu, że „ta ulica (dzielnica) należy  do nas". We Francj i i w Wielkiej  Bry tanii
zasadniczą rolę odgry wa kultura hip-hopowa: teksty  piosenek epatuj ą przem ocą, a częstokroć
sady zm em . Uliczne gangi m aj ą zazwy czaj  charakter tery torialny. Turcy  w Berlinie m aj ą własne

background image

gangi i to sam o doty czy  Arabów i Kurdów, którzy  przy by li do Niem iec w później szy m  czasie.
Niekiedy  gang uliczny  opiera się na przy należności do danej  wsi lub dzielnicy  w kraj u
oj czy sty m , skąd wy wodzi się (wielopokoleniowa) rodzina. Między  ty m i grupam i o charakterze
tery torialny m  dochodzi do liczny ch starć: w Wielkiej  Bry tanii dość często zdarzały  się walki
czarnoskóry ch z Hindusam i (bądź Pakistańczy kam i), a w Brukseli - Turków z Afry kanam i.

Gangi uliczne wałęsaj ą się bez celu, często dopuszczaj ąc się drobny ch przestępstw. W

Wielkiej  Bry tanii gangi ze środowisk m uzułm ańskich w znacznej  m ierze zastąpiły  grupy
afry kańsko-karaibskie w handlu narkoty kam i, choć nie zaj m uj ą zazwy czaj  ważniej szy ch pozy cj i.
Obrót kradziony m i towaram i j est kolej ny m  sposobem  na zarobienie pieniędzy  potrzebny ch na
ubrania, haszy sz (cięższe narkoty ki są sprzedawane, ale rzadko zaży wane) oraz inne rozry wki.
Nauczy ciele nie m aj ą śm iałości m ieszać się do tego, a lokalna policj a nie kwapi się z
zatrzy m aniam i, ponieważ sędziowie zazwy czaj  wy puszczaj ą aresztowany ch, zwłaszcza gdy  są
oni niepełnoletni. Niektórzy  przechodzą do poważniej szy ch przestępstw. Jest to tem at niechętnie
podej m owany  przez europej skie społeczności m uzułm ańskie. 

 Trudno o staty sty ki przestępczości, wszy scy  eksperci są j ednak zgodni, że odsetek m łody ch

m uzułm anów w europej skich więzieniach znacznie przekracza ich proporcj ę w stosunku do ogółu
populacj i. To sam o doty czy  gwałtów, które w wielu grupach przestępczy ch stały  się częścią
inicj acj i, zwłaszcza we Francj i, a także w m niej szy m  stopniu w Wielkiej  Bry tanii, Skandy nawii i
Australii. Ofiaram i nie są wy łącznie dziewczęta lub kobiety  niem uzułm ańskie, które „sam e się o to
proszą" przez swój  bezwsty dny  ubiór i zachowanie, ale również m łode m uzułm anki - hidżab nie za
każdy m  razem  zapewnia ochronę.

Niegdy ś to Stany  Zj ednoczone m iały  reputacj ę kraj u pełnego przem ocy, ogarniętego

przestępczością w przeciwieństwie do spokoj nej  Europy. Jednak w ostatnich latach europej skie
wskaźniki przestępczości zbliży ły  się do ty ch w USA, a w niektóry ch wy padkach nawet j e
przewy ższy ły, j ak wy kazał Gerald Alexander w interesuj ącej  pracy  The Continent of Broken

Windows („The Weekly  Standard" z 21 listopada 2005). W Wielkiej  Bry tanii dokony wany ch j est

więcej  napaści niż w Stanach Zj ednoczony ch, podczas gdy  Szwecj a, Norwegia i Holandia
wy kazuj ą m niej  więcej  podobne staty sty ki. Kradzieży  więcej  j est w Wielkiej  Bry tanii, Danii,
Francj i, Niem czech i Norwegii (współczy nnik kradzieży  w Kopenhadze j est pięciokrotnie wy ższy
niż w Nowy m  Jorku). Kradzieże z włam aniem  i rabunki są równie powszechne w Wielkiej
Bry tanii, Holandii, kraj ach skandy nawskich i Niem czech, j ak w USA. (Ostatnio w kilku
europej skich kraj ach liczby  te nieco zm alały, ale nie wpły nęło to na ogólną tendencj ę). 

Wskaźnik zabój stw w Stanach Zj ednoczony ch wciąż utrzy m uj e się na wy ższy m  poziom ie niż

w Europie, z ty m  że am ery kańskie dane obniży ły  się, podczas gdy  w Europie odnotowano
pokaźny  wzrost. Oczy wiście, wzrostu europej skiej  przestępczości nie m ożna przy pisy wać ty lko i
wy łącznie im igracj i, nie ulega j ednak wątpliwości, że j est to j edna z główny ch przy czy n. Szef
London Metropolitan Police podał do wiadom ości, że 80 procent przestępstw popełniany ch w
londy ńskim  m etrze j est dziełem  im igrantów z Afry ki. Szef policj i berlińskiej  z kolei oznaj m ił, że
j eden na trzech m łody ch im igrantów w m ieście m a kry m inalną przeszłość. Podobne staty sty ki
uwzględniaj ące pochodzenie etniczne czy  religij ne we Francj i są zakazane, j ednak duża liczba
m łody ch m uzułm anów we francuskich więzieniach (wedle niektóry ch szacunków 70 procent
wszy stkich osadzony ch) nie j est żadną taj em nicą.

background image

Jak tłum aczy  się niewiary godną agresj ę ty ch gangów, która uj awniła się na przy kład podczas

francuskich zam ieszek w listopadzie 2005 roku, a także wielokrotnie wcześniej  i później ? Brak
sukcesów bez wątpienia wzm aga poczucie ogólnego niezadowolenia. Często wy m ienia się w ty m
kontekście kwestię tożsam ości (lub j ej  braku).

Wielu przedstawicieli (drugiego) m łodego pokolenia nie czuj e się j ak u siebie ani w oj czy źnie

rodziców, ani w kraj u zam ieszkania. Maj ą poczucie braku akceptacj i w Europie i będą przeklinać
swą przy braną oj czy znę we wszy stkich j ęzy kach, j ednakże j eszcze m niej  zadom owieni czuliby
się w Turcj i czy  Afry ce Północnej  lub na Półwy spie Indy j skim , i nie m aj ą zam iaru wracać do
oj czy stej  ziem i. Jak j uż wspom niano, gdy  Algieria gra w piłkę nożną z Francj ą, będą kibicować
druży nie algierskiej , lecz przeważnie dla zam anifestowania sprzeciwu oraz rozdrażnienia
Francuzów, a nie za sprawą silnej  identy fikacj i z kraj em  rodziców czy  dziadków.

Tłum ienie potrzeb seksualny ch j est zapewne drugim  czy nnikiem , który  rzadko, j eśli w ogóle,

om awiany  j est wewnątrz ich społeczności czy  przez obserwatorów zewnętrzny ch. Może by ć tak
(j ak wy j aśnił Tsvetan Todorov), że tłum ienie to rodzi dodatkową agresj ę. Spostrzeżenia tego
dokonały  również m łode m uzułm ańskie kobiety.

Młodzi wy znawcy  islam u płci m ęskiej  nie m ogą swobodnie spoty kać się z dziewczętam i

pochodzący m i z ich własnej  społeczności, a hom oseksualizm  uznawany  j est za coś odrażaj ącego,
chociaż według liczny ch doniesień j est często prakty kowany  - tak j ak by wało w całej  historii
islam u. Brak akceptacj i dla innego społeczeństwa przej awia się na wiele sposobów, począwszy  od
oszpecania ścian budy nków, a na podpalaniu sam ochodów kończąc, j ak zdarzało się często we
Francj i. W ekstrem alny ch sy tuacj ach m am y  do czy nienia z chęcią zdewastowania wszy stkiego
dookoła i zaatakowania każdego, kto się trafi, łącznie ze strażakam i i ratownikam i pogotowia
śpieszący m i w nagły ch wy padkach do gett.

Winę zrzuca się na czy nniki społeczno-ekonom iczne i pod ty m  względem  m am y  do czy nienia

z interesuj ącą analogią do środowiska m łody ch czarnoskóry ch m ężczy zn w Stanach
Zj ednoczony ch: tam  często pada argum ent, że gdy by  ty lko stworzono więcej  m iej sc pracy,
wszy stko zm ieniłoby  się na lepsze. Wiele badań wy kazało j ednak, że kiedy  takie m iej sca pracy
powstawały  (j ak za czasów prezy dentury  Clintona w USA), podej m uj ący m i pracę by li
przeważnie im igranci z Am ery ki Łacińskiej  i Dalekiego Wschodu. Jak zauważy ł Orlando
Patterson z Harvardu, bardzo niechętnie przy j m owane j est kulturowe wy j aśnienie niedoli
m łody ch czarnoskóry ch. (Interesuj ące by ło również to, że żaden z wniosków, j akie nasunęły
wy niki badań, nie doty czy ł czarnoskóry ch dziewcząt). „Dlaczego m łodzi m ężczy źni by li
wy rzucani ze szkoły ?". 

Odpowiedź kry ła się za zj awiskiem , które socj ologowie zwą „kulturą pozy  by cia cool" ,

daj ącej  zby t dużo saty sfakcj i, żeby  z niej  rezy gnować. Dla ty ch m łody ch m ężczy zn niem al
narkoty kiem  by ło włóczenie się po ulicach w wolny m  od szkoły  czasie, kupowanie i noszenie
odpowiednich ubrań, angażowanie się w seksualne podboj e, „narkoty ki dy skotekowe" oraz m uzy ka
i kultura hip-hopowa. Kultura ta przy nosiła im  niezm ierną saty sfakcj ę, a ponadto budziła sporo
szacunku u białej  m łodzieży. Nie wiadom o j ednak, dlaczego bezrobocie m iałoby  autom aty cznie
prowadzić do przestępstw i narkoty ków - w Indiach i Pakistanie panuj e duże bezrobocie, podobnie
j ak w Afry ce Północnej  i Am ery ce Łacińskiej , a m im o to znacznie m niej  tam  przestępczości i
narkoty ków.

background image

Te ogólne spostrzeżenia odnoszą się w duży m  stopniu do społeczności m uzułm ańskich w całej

Europie, ale istniej ą również poważne różnice, takie j ak pochodzenie etniczne oraz sposób, w j aki
wspólnoty  te powstały  i z czasem  ewoluowały. Do ty ch właśnie szczegółowy ch aspektów
odniesiem y  się w tej  chwili.

background image

Francja: od Algierii po Paryż

Francj a j est dom em  naj większej  społeczności m uzułm ańskiej  w Europie, co w znaczny m

stopniu j est spuścizną po kolonialny m  panowaniu Francj i w Afry ce Północnej . Większość
francuskich m uzułm anów wy wodzi się z Algierii lub Maroka. Jako że francuskie państwo nie
grom adzi ani dany ch religij ny ch, ani etniczny ch, ich liczba pozostaj e nieznana; szacunki różnią
się poważnie, wahaj ąc się m iędzy  3,5 a 6 m ilionam i. Prawie j edna trzecia zam ieszkuj e Pary ż z
przedm ie ściam i, następna j edna trzecia m ieszka m iędzy  Marsy lią i Niceą, a poza ty m  duże
skupiska znaj duj ą się w okręgach przem y słowy ch na północy, na przy kład Lille-Roubaix-
Tourcoing. Wskaźnik urodzeń wśród kobiet z Afry ki Północnej  w latach siedem dziesiąty ch
wy nosił 5 procent; od tam tej  pory  spadł do 3,5 procent, lecz wciąż j est dwukrotnie wy ższy  niż
wskaźnik urodzeń wśród rodowity ch Francuzów.

W takich m iastach, j ak Lille czy  Roubaix ponad połowa m łodego pokolenia to m uzułm anie z

pochodzenia. Mniej  więcej  połowa francuskich m uzułm anów to oby watele francuscy  za sprawą
urodzenia lub naturalizacj i.

Francuska polity ka doty cząca m uzułm anów opiera się na zasadach sekulary zm u ( laicite) w

następstwie rozdziału m iędzy  kościołem  i państwem  ustanowionego prawem  w 1905 roku oraz
asy m ilacj i. Na ty m  polega francuska, republikańska wiara w j ednorodne społeczeństwo;
wielokulturowość j est odrzucana.

Model francuski nie sprawdził się j ednak naj lepiej , chociaż inne m odele w Europie nie

okazały  się dużo lepsze. Przez dłuższy  czas uważano, że zam ieszki, grabieże i woj ny  gangów (na
przy kład w 1990 roku w Ly onie i inny ch m iej scach na południu Francj i oraz w Strasburgu i Lille)
by ły  poj edy nczy m i, lokalny m i zdarzeniam i.

Może i rzeczy wiście tak by ło. Sądzono, że wraz z upły wem  czasu oraz przy  wsparciu, przede

wszy stkim  finansowy m , że strony  państwa i władz lokalny ch podobne zdarzenia się nie powtórzą.
Głównie przez północną Francj ę i Pary ż przetoczy ła się fala terrory zm u, która swą kulm inacj ę
m iała w latach 1994-1995, wkrótce j ednak ucichła. Przem oc, wzniecana do pewnego stopnia
sy tuacj ą na Bliskim  Wschodzie, a zwłaszcza w Algierii, ograniczała się do stosunkowo niewielkiej
grupy  m łodzieży, a zdecy dowane działania francuskich sił bezpieczeństwa przy niosły  j ej  kres.

Właściwie panowało przekonanie, że sy tuacj a w środowiskach im igranckich została

opanowana. Poj awiły  się j ednak pierwsze sy gnały  ostrzegawcze ze strony  osób zorientowany ch
w sy tuacj i, m ówiące o rosnący ch napięciach oraz o coraz większej  rady kalizacj i postaw dzieci
im igrantów - pochodzący ch z drugiego i trzeciego pokolenia beurs (lub beurettes). Kultura

przem ocy  i zniszczenia wzięła górę, co znalazło uj ście na przy kład w podpalaniu sam ochodów (45
000 w roku 2005) oraz ogólnej  działalności gangów. Nie chodziło j edy nie o odrzucenie Francj i i
wy znawany ch tu wartości, lecz o nienawiść do francuskiego społeczeństwa i tam tej szy ch
insty tucj i, j ak wielokrotnie deklarowali przedstawiciele m łodej  generacj i. Do roku 2000 w
dzielnicach im igranckich powstało blisko ty siąc stref, do który ch policj a nie wkraczała - chy ba że
w większy ch bry gadach. Jednocześnie szacowano, że ponad połowa osadzony ch we francuskich
więzieniach j est pochodzenia m uzułm ańskiego. Rady kalizacj a, która osiągnęła szczy towy  punkt w
zam ieszkach z listopada 2005 roku, nie m iała głównie charakteru religij nego. Prawdą j est, że w

background image

społeczności zachodził proces islam izacj i, wątpliwe j ednak, by  m oty wem  m łodego pokolenia
by ła przede wszy stkim  ortodoksy j ność czy  oddanie wierze. Jeśli dziewczęta opowiedziały  się za
noszeniem  hidżabów, j ak uczy niło wiele z nich, choć nie większość, by ł to akt buntu (lub uległości),
nie zaś wy pełnianie religij ny ch obowiązków.

Sugerowano różne przy czy ny  przem ocy : rozgory czenie beurs ty m , że nie są akceptowani

j ako pełnoprawni Francuzi, oraz ogólną dy skry m inacj ę, a także rzecz j asna bezrobocie m łodzieży
i pozostałe problem y  społeczne. Gdy  Franęois Mitterrand by ł prezy dentem , wy m ownie opisał
brak nadziei straconego pokolenia z biedny ch przedm ieść. Jednakże ani Mitterrand, ani j ego partia
nie m ieli recepty  na rozwiązanie problem ów społeczny ch, ani też sposobu, aby  wzbudzić w
tam ty m  pokoleniu nowe nadziej e. Otwarte również pozostaj e py tanie, czy  problem  m ożna by ło
rozwiązać, podej m uj ąc decy zj e adm inistracy j ne. By ło coś, czego tem u pokoleniu brakowało -
czegoś, co posiadały  wcześniej sze społeczności im igracy j ne, na przy kład Polacy,
północnoafry kańscy  Ży dzi czy  choćby  Chińczy cy  w pary skiej  trzy nastej  dzielnicy  lub
Wietnam czy cy, którzy  osiedli we Francj i.

Ty m  grupom  powiodło się zaskakuj ąco dobrze; ich m oty wacj a do zdoby cia wy kształcenia i

wspięcia się wy żej  po drabinie społecznej  m usiała by ć odm ienna. Wprawdzie by ły  to znacznie
m niej sze grupy  im igranckie, ale w przeciwieństwie do ludności z Afry ki Północnej , nie
otrzy m y wały  żadnej  pom ocy  od władz. Jeśli teraz m am y  do czy nienia z większą ksenofobią, to
m oże stało się tak po części za sprawą reakcj i białej  klasy  robotniczej  na uprzy wilej owane
traktowanie, na j akie często m ogli liczy ć nowi im igranci.

Rasizm  Francuskiego lub też niem ieckiego bądź bry ty j skiego) społeczeństwa często podąj e

j ako główną przy czy nę konfliktów m iędzy  grupam i im igranckim i a ich nową oj czy zną. Istnienie
uprzedzeń rasowy ch i napięć na tle etniczny m  na cały m  świecie j est, niestety, faktem
niezaprzeczalny m  - trudno znaleźć państwo całkowicie od nich wolne. Nie j est j uż j ednak rzeczą
oczy wistą, że teraz rasizm  j est większy  niż pięćdziesiąt czy  sto lat tem u. Mim o że nowi im igranci
m ogli spotkać się z uprzedzeniam i na ry nku pracy  i w wielu inny ch dziedzinach, nie
powstrzy m y wało ich to przed integracj ą w m iniony ch czasach. Rosy j scy  im igranci we Francj i
stawiali czoła podobny m  trudnościom  w latach dwudziesty ch i trzy dziesty ch, nie przeszkodziło im
to j ednak w stopniowej  integracj i i w awansie społeczny m . Dlaczego teraz sy tuacj a m iałaby
wy glądać inaczej ? Py tanie to rzadko j est stawiane, ale bez przeanalizowania zasadniczy ch
przy czy n nie da się opracować strategii poprawy  sy tuacj i.

Wśród osób pochodzący ch z Afry ki Północnej  m ożna podać więcej  niż kilka przy kładów

wspaniały ch karier ludzi, który m  powiodło się w wielu zawodach, którzy  wy pracowali sobie
drogę do klasy  średniej  i którzy  wy dostali się z gett. Wspom niano j uż wcześniej , że podczas gdy
wielu m łody ch m ężczy zn uskarża się na dy skry m inacj ę (np. „Jakie m am  szanse z m oim
nazwiskiem  i adresem ?"), niewiele kobiet wy suwało podobne zarzuty : Ich nazwiska i m iej sca
zam ieszkania nie stanowiły  przeszkody  nie do przej ścia. Jednakże te, który m  się powiodło, wciąż
należały  do m niej szości. Musiała istnieć j akaś cecha m entalności osób, które m iały  poczucie
m arginalizacj i, utrudniaj ąca im  osiągnięcie ży ciowego sukcesu.

Kolej ne francuskie rządy  bez większego powodzenia próbowały  wpły nąć na rozwój  wewnątrz

m uzułm ańskiej  społeczności. Z kilkuset im am ów j edy nie 4 procent m iało oby watelstwo
francuskie, wielu inny ch w ogóle nie znało francuskiego lub w niewielkim  stopniu, a dziesiątki z

background image

nich za swoj ą m isj ę uznawały  otwarte podburzanie przeciwko władzy. Z j ednej  strony  rząd
francuski doprowadził do deportacj i osób naruszaj ący ch prawo w naj bardziej  rażący  sposób, a z
drugiej  strony  udzielił dotacj i na budowę m eczetów, co w przeszłości finansowane by ło przez
Arabię Saudy j ską oraz inne zagraniczne rządy.

Władze nie znalazły  j ednak partnera do dy skusj i. Istniało wiele ugrupowań, ale nie by ło

żadnej  głównej  organizacj i reprezentuj ącej  m uzułm anów we Francj i. W końcu z rządowej
inicj aty wy  w 2002 roku założono Francuską Radę Kultu Muzułm ańskiego (Conseil franęais du
culte Musulm an, w skrócie CFCM), która składała się z różny ch centralny ch i regionalny ch
ugrupowań m uzułm ańskich.

Przy niosło to j ednak rządowi pewne rozczarowanie, gdy ż niekończące się debaty  nie

prowadziły  do żadny ch decy zj i ani działań.

Wreszcie w 2005 roku rząd Francj i powołał j eszcze j edną organizacj ę centralną do budowy  i

utrzy m ania m eczetów, szkolenia duchowny ch i nauczy cieli religii, a także do inny ch podobny ch
celów. Czas pokaże, czy  nowa organizacj a będzie skuteczniej sza od CFCM.

Naj bardziej  wpły wową organizacj ą m uzułm ańską we Francj i w ciągu ostatnich dwudziestu

lat pozostawała Union des Organisations Islam iques de France (UOIF), której  orientacj a, ogólnie
rzecz biorąc, j est zbieżna z Bractwem  Muzułm ańskim  (zakazany m  w większości kraj ów
arabskich). Oficj alnie UOIF nie m a żadnego związku z bractwem  ani j akim kolwiek ekstrem izm em
w innej  form ie, ale według statutu „działa na rzecz zaspokaj ania zapotrzebowania religij nego,
kulturalnego, społecznego i hum anitarnego m uzułm anów we Francj i, uczestnicząc w budowaniu
indy widualnej  i wspólnej  świadom ości w kierunku odpowiedzialnej  i pozy ty wnej  integracj i".

W rzeczy wistości UOIF j est organizacj ą polity czną blisko powiązaną z szej kiem  Qaradawim ,

wpły wowy m  duchowny m  z sieci telewizy j nej  Al-Dżazira, stoj ący m  na czele Europej skiej  Rady
do spraw Fatw i Badań, będącej  przy kry wką dla Bractwa Muzułm ańskiego, która niegdy ś m iała
siedzibę w Wielkiej  Bry tanii, a obecnie m ieści się w Dublinie. Qaradawi uznany  został za osobę
niepożądaną w Stanach Zj ednoczony ch, gdy  odkry to j ego powiązania z bankiem  Al-Ta-qwa,
insty tucj ą należącą do kręgu przy kry wek Al-Kaidy  i Ham asu.

Qaradawi i j ego francuscy  zwolennicy  utrzy m y wali, że są orędownikam i praw kobiet w

islam ie, ale j ednocześnie propagowali zam achy  sam obój cze, siali anty ży dowską propagandę i
nawoły wali do dżihadu. W ty m  sam y m  czasie, aby  uniknąć konfliktu z władzam i, UOIF i
ugrupowania sprzy m ierzone ogłosiły, że potępiaj ą anty sem ity zm  i „sprzeciwiaj ą się, w im ię
islam u, przenoszeniu obcy ch konfliktów na tery torium  Francj i". UOIF, chociaż nie j est
organizacj ą terrory sty czną, angażuj e sięicw polity czną propagandę głoszącą dość rady kalną

wersj ę islam u. Nieco bardziej  um iarkowana organizacj a to Federation Nationale des Musulm ans
de France (FNMF), która j est (albo by ła) wspierana przez rząd Maroka. Oprócz tego istniej ą dwie
organizacj e tureckie i kilka afry kańskich organizacj i m uzułm ańskich. Nadal znacząca j est również
pozy cj a wzniesionego w latach dwudziesty ch Wielkiego Meczetu w Pary żu, na którego czele stoi
obecnie Dalii Boubakeir - ze względu na przy wilej  wy stawiania świadectw halal (certy fikatów

wy dawany ch przez władze religij ne, potwierdzaj ący ch, że ży wność została dopuszczona przez
prawo islam u).

Są to wszy stko organizacj e niewielkie lub bardzo m ałe, zrzeszaj ące dostoj ników

reprezentuj ący ch prawdopodobnie nie więcej  niż 10-20 procent francuskich m uzułm anów.

background image

Jednak uzy skały  one legalność i wpły wy  dzięki tem u, że francuski rząd chciał uznać j e za
główny ch partnerów wśród ludności m uzułm ańskiej . Pierwotny m  zam ierzeniem  francuskiej
inicj aty wy  by ło wzm ocnienie bardziej  liberalnej , europej skiej  wersj i islam u, ale w rezultacie
organizacj e te um ocniły  bardziej  konserwaty wne, a nawet rady kalne siły. Jednocześnie nie
wiadom o by ło, czy  na przy kład w Wielkiej  Bry tanii dostoj nicy  ci m aj ą rzeczy wisty  wpły w na
m łodsze pokolenie w swy m  gronie.

Jak bardzo religij ni są francuscy  m uzułm anie? Według sondażu z 2001 roku 36 procent uważa

się za prakty kuj ący ch wy znawców, lecz j edy nie 20 procent uczestniczy  w piątkowy ch
m odlitwach w m eczecie, a zaledwie 33 procent codziennie się m odli. Jednak 70 procent
dochowuj e postu w ram adanie. Porównanie z podobny m  badaniem  z 1994 roku wy kazuj e wzrost
z 10 do 20 procent, ale wy gląda na to, że Algierczy cy, ci naj bardziej  upolity cznieni, są naj m niej

gorliwi, j e śli chodzi o prakty ki religij ne. (Około 35 procent francuskich m uzułm anów pochodzi z
Algierii, 25 procent z Maroka, pozostali natom iast z Tunezj i i Afry ki subsahary j skiej .

Integracj a m uzułm anów we Francj i nie sprawdziła się. Poj awiały  się wczesne oznaki

niezadowolenia (albo i gorszy ch nastroj ów), m iały  one j ednak zazwy czaj  charakter lokalny. W
duży m  stopniu (ale nie w całości) m uzułm ańskie wzburzenie skierowane by ło w stronę Ży dów.
Nękanie ży dowskich uczniów w szkołach by ło zj awiskiem  częsty m  i problem  tam ty ch
incy dentów udało się rozwiązać j edy nie przez podział na grupy  etniczne. Upolity cznienie w
żadny m  razie nie by ło całkowite. Czołowy  kandy dat socj alistów, Dom iniąue Strauss-Kahn, został
wy brany  w Sarcelles, m iasteczku nieopodal Pary ża zdom inowany m  przez ludność
północnoafry kańską, w który m  zam ieszkiwała też duża liczba Ży dów, a j ego konkurentem  w
wy borach także by ł Ży d. Ale bez względu na szczególne warunki panuj ące w Sarcelles, m ieście
liczący m  około sześćdziesięciu ty sięcy  m ieszkańców, j est to dobre m iej sce do przeanalizowania
wy stępuj ący ch napięć, ponieważ Ży dzi m ieszkaj ą w centrum , a m uzułm anie w bardziej
odległy ch rej onach i nie m a tam  w zasadzie m ożliwości wzaj em ny ch kontaktów.

Sy tuacj a się pogorszy ła, gdy  poj awiła się kwestia hidżabów. Około roku 1989, w następstwie

fali islam izacj i, wśród niektóry ch dziewcząt pozostaj ący ch zazwy czaj  pod opieką rodziców
m odne stało się chodzenie do szkoły  w trady cy j ny ch chustach. Ty le że przy wdziewanie hidżabów
pozostawało w sprzeczności z francuskim  prawem  i trady cj ą, które zabraniały  ostentacy j nej
m anifestacj i sy m boli religij ny ch w szkołach. Co więcej , nie wiadom o by ło, czy  noszenie
hidżabów j est okazy waniem  poglądów religij ny ch czy  polity czny ch. Większość francuskich
nauczy cieli i społeczeństwa sprzeciwiała się tej  prakty ce j ako niezgodnej  z prawem . Pozostawała
też kwestia ochrony  m uzułm ańskich dziewcząt z rodzin świeckich - wiele z nich, by ć m oże nawet
większość, nie m iało ochoty  podążać za islam ską m odą.

Spór toczy ł się przez ponad dziesięć lat. Niektóre czołowe osobistości islam u uznały, że

noszenie hidżabu w szkole, choć pożądane, nie j est religij ny m  przy m usem , ale przedstawiciele
bardziej  ekstrem isty cznego nurtu przy wiązy wali do tego wielką wagę. Problem  m ożna by ło
rozwiązać, posy łaj ąc dziewczęta chcące przy wdziewać hidżab do szkół m uzułm ańskich, ale i ten
pom y sł nie wzbudził wielkiego entuzj azm u. Sprawa znalazła finał w sądach, które wy dały  różne
orzeczenia.

Dużo bardziej  złowróżbne by ły  zam ieszki, które rozpoczęły  się 28 października 2005 roku w

Clichy -sous-Bois, na wschodnich przedm ieściach Pary ża. Gdy  zj awił się tam  patrol policy j ny,

background image

aby  wy legity m ować grupę m łodzieży, dwóch m łody ch ludzi, którzy  grali w piłkę nożną, rzuciło
się do ucieczki. Na nieszczęście trafili do transform atora wy sokiego napięcia i zostali śm iertelnie
porażeni prądem . Poj awiło się kilka wersj i co do przy czy n tego, dlaczego uciekali, skoro nikt ich
nie gonił - ale plotka o ty m , że zostali zabici przez policj ę, szy bko się rozniosła i przez kolej ne noce
gangi wy chodziły  na okoliczne ulice, niszcząc cudzą własność, grabiąc i podpalaj ąc szkoły, ośrodki
opieki dziennej , kluby  m łodzieżowe i inne insty tucj e, napadaj ąc na policj antów i strażaków.
Naj częstszy m i celam i by ły  sam ochody : chociaż podpalanie sam ochodów i ciężarówek nie by ło
czy m ś wy j ątkowy m  nawet w spokoj niej szy ch okresach, w trakcie zam ieszek spłonęły  ich setki.

W ciągu kilku dni zam ieszki rozszerzy ły  się na inne regiony  Francj i, a w bardzo nieliczny ch

wy padkach nawet poza j ej  tery torium . Ogółem  dotknęły  274 gm iny : w ciągu dwudziestu dni ich
trwania spłonęło około 9000 sam ochodów i doszło do 2800 zatrzy m ań. Na szczęście nikt nie zginął
na skutek ataków, ale setki osób, zarówno po stronie policj i, j ak i napastników, odniosły  obrażenia.

Straty  m aterialne oszacowano na ponad 200 m ilionów euro. 8 listopada ogłoszony  został stan

wy j ątkowy, zm obilizowano także rezerwy  policj i. 17 listopada prezy dent Jacques Chirac ogłosił
powrót do stanu norm alnego, ponieważ poprzedniej  nocy  spłonęło zaledwie sto poj azdów.

Tam te wy darzenia wzbudziły  konsternacj ę, a nawet szok we Francj i i na cały m  świecie.

Francuskie władze przekonane by ły, że m im o wszelkich niepowodzeń m odel francuski się
sprawdza i m oże służy ć za przy kład dla inny ch kraj ów Europy. W pierwszy ch dniach zam ieszek
czołowe osobistości republiki wolały  powstrzy m ać się od kom entarzy ; j edy ną osobą, która
postąpiła inaczej , by ł Nicolas Sarkozy, m inister spraw wewnętrzny ch, ostro atakowany  przez
uczestników zaj ść oraz ich zwolenników, ponieważ przy równał ich do szkodników, które należy
wy tępić. Sarkozy, znany  j ednak z prostolinij ności, wcześniej  by ł główny m  orędownikiem
pozy ty wnej  dy skry m inacj i na rzecz m niej szości, a j ego poglądy  i uwagi podzielała
przeważaj ąca część francuskiego społeczeństwa. („Pozy ty wna dy skry m inacj a" to polity ka
podobna do działań zwany ch akcj ą afirm aty wną w Stanach Zj ednoczony ch).

Kim  by li uczestnicy  zam ieszek i co ich m oty wowało? Przy czy ny, które podawano, by ły  j ak

zwy kle takie sam e: bezrobocie, ubóstwo, złe warunki m ieszkaniowe oraz rasizm  ze strony  policj i i
francuskiego społeczeństwa. Wszy stko to bez wątpienia m iało pewne znaczenie, nie dostarczało
j ednak saty sfakcj onuj ącej  odpowiedzi. Woj uj ący  islam izm  także raczej  nie odegrał tu istotnej
roli. Tak naprawdę j edna z organizacj i m uzułm ańskich ogłosiła religij ną fatwę przeciwko
zam ieszkom , a pod ich koniec, gdy  nastroj e nieco się uspokoiły, „wielcy  bracia", boj ownicy  z
m eczetów, wy szli na ulice, próbuj ąc powstrzy m y wać napastników. Inne organizacj e
m uzułm ańskie natom iast potępiły  fatwę, gdy ż, j ak utrzy m y wały, ataki nie m iały  z nim i nic
wspólnego. W rej onach naj większy ch rozruchów panowało duże bezrobocie (sięgaj ące
45 procent), j ednakże w wielu dzielnicach o równie wy sokich wskaźnikach bezrobocia oby ło się
bez niepokoj ów.

Wszy scy  uczestnicy  zaj ść by li m łody m i ludźm i - niej ednokrotnie bardzo m łody m i, w wieku

dwunastu lub trzy nastu lat - co dla policj i i sądów by ło kłopotliwe, gdy ż nie m ogły  zatrzy m y wać
nieletnich. Z wy j ątkiem  pewnej  grupy  Portugalczy ków uczestnicy  zam ieszek pochodzili głównie z
czarnej  Afry ki bądź z Afry ki Północnej  i należeli do uliczny ch gangów, które nie kierowały  się
względam i religij ny m i. W inny m  czasie lub w inny ch warunkach równie chętnie posłuchaliby
zarówno przy wódców skraj nej  prawicy, j ak i skraj nej  lewicy.

Tam , gdzie szerzy ł się handel narkoty kam i, doszło do niewielu ataków, gdy ż dealerzy

background image

narkoty ków nie chcieli narażać na szwank swoich interesów. Ogólnie rzecz biorąc, kwestią
nierozstrzy gniętą pozostaj e, dlaczego zam ieszki wy buchły  w określony ch regionach Francj i,
podczas gdy  w pozostały ch do nich nie doszło (np. w Marsy lii czy  w Bordeaux). Czy  dlatego, że
warunki ży cia w Pary żu by ły  wy j ątkowo złe? Czy  m oże z tego powodu, że uczestnicy  zaj ść w
pary skich banlieues by li lepiej  zorganizowani? Wszy scy  w zasadzie zgadzaj ą się co do tego, że

rozruchy  by ły  spontaniczne i że nie kry ła się za nim i żadna niewidzialna ręka organizuj ąca i
koordy nuj ąca ataki.

Ale panuj e także przekonanie, że podobne większe zam ieszki m ogą się powtórzy ć i to nie ty lko

we Francj i. Już history cy  dziewiętnastowiecznego Pary ża wskazy wali na tworzenie się
„niebezpieczny ch klas", skłonny ch do uży wania przem ocy, zarówno do indy widualny ch
przestępstw, j ak i do zbiorowy ch działań.

Jaką naukę wy ciągnął z ty ch wy darzeń francuski rząd?
Oczy wiście, zadeklarowano chęć rozładowania napięć przez stworzenie nowy ch m iej sc

pracy, ale nie m ogło to by ć proste, gdy  we Francj i panowało i tak duże bezrobocie. W ciągu
m iniony ch dziesięcioleci poj awiało się j uż wiele proj ektów m aj ący ch na celu rozwiązanie
trudnej  sy tuacj i, niem niej  bez znaczący ch osiągnięć. Minister spraw wewnętrzny ch Nicolas
Sarkozy  zaproponował, aby  15 procent wszy stkich m iej sc na wy ższy ch uczelniach we Francj i
zarezerwować dla ty ch m niej szości.

Nie będzie łatwo wprowadzić takich rozwiązań w ram ach pozy ty wnej  dy skry m inacj i ze

względu na funkcj onuj ące we Francj i tabu związane z określaniem  etnicznego i religij nego
pochodzenia oby wateli. Trady cj ę by ć m oże trzeba będzie przełam ać, podobnie j ak opór
przeciwko uprzy wilej owanem u traktowaniu osób na podstawie rasy  czy  religii. Polity ka
„równy ch szans" zastąpi dawną polity kę integracj i. Będzie trzeba wy próbować owe środki, nie m a
j ednak żadnej  pewności, że podziałaj ą. Nie wiadom o przecież, j ak dalece m łodzi bezrobotni będą
skorzy  do podj ęcia pracy  ani czy  będą potrafili osiągnąć sukces we francuskim  sy stem ie
szkolnictwa, nawet na szczególny ch warunkach. Rządowi trudno będzie zapewnić zatrudnienie
osobom , które będą traktowane preferency j nie.

W odpowiedzi na oskarżenia o rasizm  utworzono nowe insty tucj e, takie j ak Wy soki Urząd do

spraw Zwalczania Dy skry m inacj i i Prom owania Równości (Haute autorite de lutte contrę les
discrim i-nations et pour Pegalite, w skrócie HALDE). Ty le że rasizm  we Francj i nie by ł sprawą
j ednostronną; szerzy ły  się nastroj e anty francuskie, nie wspom inaj ąc o atakach im igrantów na
inne m niej szości, na przy kład ży dowską. Tak naprawdę ze strony  Francuzów zawiści by ło m ało
lub nie istniała wcale, wprost przeciwnie - by li dum ni z osiągnięć im igrantów z Afry ki Północnej ,
który m  się powiodło. Takich j ak Zinedine Zidane, z ubogiej  berbery j skiej  rodziny, który  dorastał
banlieues, a został naj lepiej  opłacany m  zawodnikiem  piłki nożnej  na świecie i chlubą

francuskiego sportu.

Niektórzy  francuscy  socj ologowie utrzy m y wali, że chociaż społeczna i ekonom iczna

integracj a w znaczny m  stopniu się nie powiodła, asy m ilacj a kulturowa by ła zupełnie udana, z
ty m  że doty czy ło to j edy nie pewny ch aspektów kultury  m asowej , w który ch udział m iała
zarówno większość, j ak i m niej szość. Prawdą j est j ednak również, że we wspólnotach
m uzułm ańskich utrzy m uj ą się pewne zwy czaj e, które dla większości Francuzów są odrażaj ące:
podaj e się liczbę 70 000 przy m usowy ch m ałżeństw oraz 35 000 przy padków klitori dektom ii.

background image

Dany ch ty ch nie sposób zwery fikować - m ogą by ć zawy żone lub zaniżone. Przed Francj ą
j eszcze długa droga do rzeczy wistej  integracj i kulturowej .

background image

Niemcy: od wschodniej Anatolii po Berlin

Liczba im igrantów m uzułm ańskich w Niem czech wy nosi około 3,5 m iliona, z czego prawie 75

procent j est pochodzenia tureckiego.

Jedna trzecia z nich m ieszka w Nadrenii Północnej -Westfalii, a kolej  na j edna trzecia w

Berlinie. Ogólnie j est to społeczność o wiele m łodsza od niem ieckiej , a i wskaźnik urodzeń j est
wśród im igrantów wy ższy. Pierwsi m łodzi pracownicy  tureccy  przy by li w latach
pięćdziesiąty ch, zatrudniani przez niem ieckie przedsiębiorstwa cierpiące z powodu braku siły
roboczej . Zakładano, że przy j adą oni do Niem iec ty m czasowo, ale w rzeczy wistości z początku
wróciła j edy nie garstka, później  natom iast, po zaproponowaniu im  pewnej  sum y  na powrót do
Turcj i, granice Niem iec opuściło 55 ty sięcy  z nich. W latach siedem dziesiąty ch zapotrzebowanie
na gastarbeiterów gwałtownie zm alało. Jednak m łodzi robotnicy, którzy  osiedlili się w Niem czech,
powrócili do rodzinny ch wiosek i ponownie przy j echali do Niem iec w towarzy stwie żon lub
narzeczony ch. W każdy m  razie em igracj a z Turcj i trwała nadal, gdy ż niem ieckie procedury
im igracy j ne by ły  zby t łagodne. Kiedy  przy by sze podawali się za poszukuj ący ch azy lu, ponieważ
by li ofiaram i prześladowań w swy ch oj czy znach (tak j ak Kurdowie), przy j m owano ich, nawet
j eśli ubieganie się o azy l by ło drugorzędny m  celem  ich im igracj i. Perspekty wa wy ższego
standardu ży cia w Niem czech by ła o wiele większa, a gdy by  pracy  nie znaleźli, m ogli liczy ć na
wsparcie socj alne.

W żadny m  inny m  kraj u im igranci nie by li podm iotem  ty lu inicj aty w ze strony  tak liczny ch

insty tucj i przy chy lny ch propagowaniu idei integracj i - pracowników opieki społecznej , badaczy
akadem ickich, kościołów chętny ch do podj ęcia dialogu, partii polity czny ch (na przy kład
zielony ch i liberałów) - zainteresowany ch nawiązaniem  kontaktu z ty m i społecznościam i.
Pracownicy  opieki społecznej  oraz „eksperci od m igracj i" uczy nili trochę dobrego, na przy kład
chroniąc nowy ch im igrantów przed właścicielam i ziem skim i wy zy skuj ący m i pracowników, w
sum ie j ednak wy rządzili więcej  szkody. 

 Pokazali Turkom , w j aki sposób korzy stać z zabezpieczeń socj alny ch - czy li j ak uzy skać od

państwa i władz lokalny ch m aksim um  wsparcia finansowego oraz inny ch form  pom ocy  przy
m inim alny m  wkładzie dla dobra całego społeczeństwa. Ty m , czego przede wszy stkim
potrzebowała turecka wspólnota i co um ożliwiłoby  j ej  wspięcie się wy żej  na drabinie społecznej ,
by ły  pom oc i poradnictwo w zakresie edukacj i. Zam iast tego - co m ożna zobaczy ć nawet podczas
krótkiego spaceru po naj większy ch niem ieckich m iastach, od Berlina, przez Kolonię, na Duisburgu
kończąc - ukształtowało się równoległe społeczeństwo, a problem y, przed j akim i staj ą dziś
Niem cy, są identy czne j ak we Francj i i Wielkiej  Bry tanii: zepchnięcie do gett, ponowny  zwrot ku
islam owi, duże bezrobocie wśród m łody ch oraz niepowodzenia w sy stem ie edukacj i.

Tureccy  (oraz kurdy j scy ) im igranci nie by li w ogóle przy gotowani do ży cia w Europie.

Pochodzili z naj m niej  rozwinięty ch części Turcj i, takich j ak wschodnia Anatolia, niej ednokrotnie
by li analfabetam i, a pod względem  przekonań religij ny ch i orientacj i polity cznej  by li o wiele
bardziej  konserwaty wni niż należąca do średniej  klasy  społeczność w Stam bule i Ankarze.
Przy by sze nie znali j ęzy ka niem ieckiego - w przeciwieństwie do liczny ch em igruj ący ch do
Francj i czy  Wielkiej  Bry tanii, którzy  przeważnie potrafili powiedzieć przy naj m niej  parę słów po

background image

francusku czy  angielsku. Nie j est zatem  żadny m  zaskoczeniem , że właściwie od m om entu
przy by cia do Niem iec Turcy  ograniczy li się do własnego grona i zwy czaj ów: m eczetów, sklepów
z warzy wam i oraz sprzedaj ący ch ży wność zgodnie z regułam i halal, a także rozm aity ch inny ch
m iej sc, w który ch m ieli szansę przeby wać w gronie rodaków.

Nie m ieli nic przeciwko tem u, aby  ich dzieci uczęszczały  do niem ieckich szkół, j ednak ostro

sprzeciwiali się udziałowi dziewczy nek w obowiązkowy ch zaj ęciach sportowy ch, wy cieczkach
klasowy ch czy  lekcj ach biologii, podczas który ch m iały by  rozm awiać o seksie.

Przeciwstawiali się nauczaniu przedm iotów, j akkolwiek niewinny ch, które m ogły by  zostać

zinterpretowane j ako niezgodne z ich wiarą. Dom agali się nauki islam u w szkole i walczy li w
sądzie o osiągnięcie tego celu (który  nie tak łatwo dało się pogodzić z niem iecką konsty tucj ą). W
końcu dopięli swego. Niem ieckie władze opłacały  nauczy cieli religii, z który ch większość
przy by ła z zagranicy, m iała fundam entalisty czne poglądy, a j ęzy k niem iecki znała słabo lub
wcale.

Nikt nie nadzorował tego, j aka nauka (lub indoktry nacj a) odby wała się na ty ch zaj ęciach.

Wprawdzie władze niem ieckie nalegały, aby  lekcj e religii prowadzone by ły  w j ęzy ku
niem ieckim , ale spotkało się to z silny m  protestem  ze strony  tureckich organizacj i religij ny ch, a
także tureckiego rządu. Niem ieckie sądy  w razie wątpliwości rozstrzy gały  sprawy  na korzy ść
m uzułm anów. Odrzucały  skargi niem uzułm ańskich sąsiadów na hałas dobiegaj ący  z głośników w
m inaretach, które rozbrzm iewały  nawoły waniam i i m odlitwam i m uezina. Decy zj e te, choć
pody ktowane naj lepszy m i intencj am i, nie przy czy niły  się do rozwoj u dobry ch relacj i m iędzy
m uzułm anam i a ich niem uzułm ańskim i sąsiadam i.

Muzułm anie, którzy  osiedlili się w Niem czech, m ieli poczucie, że różnią się od swego

niem ieckiego otoczenia, którego nie akceptowali nie ty lko ze względów religij ny ch. Kiedy
zakładali rodziny, chęć zachowania odrębności stawała się j eszcze silniej sza - ży ć j ak Niem iec
by ło czy m ś niem oralny m . Nikt nie brał pod uwagę wy j azdu z Niem iec w proteście przeciwko
niewierny m  - by ł to w końcu ich m ały  świat i, gdy by  Bóg pozwolił, ostatecznie m ógł stać się ich
własny m  kraj em . To prawda, że m łodsze pokolenie, zwłaszcza chłopcy  i m łodzi m ężczy źni,
zaakceptowało stroj e niem ieckich rówieśników, wciąż j ednak bardzo często j edy ną książką w
dom ach pozostawał Koran.

Ze względu na swą reakcy j ną społeczno-kulturowo-religij ną orientacj ę wspólnota turecka w

Niem czech cieszy ła się szczególny m  zainteresowaniem  prawicowy ch sił fundam entalisty czny ch
w Turcj i, na który ch czele stał Necm ettin Erbakan. Jego ekstrem isty czna partia wy sy łała
im am ów i em isariuszy  do Niem iec oraz zapewniała pom oc w różnej  form ie. 

Dwiem a główny m i organizacj am i by ły  grupa Khalifat Cem aleddina Kapłana w Kolonii oraz

Milli Góriis, stowarzy szenie założone w latach osiem dziesiąty ch, które szy bko rozprzestrzeniło się
w Niem czech oraz na m niej szą skalę we wspólnotach tureckich inny ch kraj ów Europy. Grupa
Kapłana pozostawała stosunkowo niewielka; z zasady  odrzucała dem okracj ę, a za głównego
wroga uznawała nie ty le Niem cy, ile świecką Turcj ę. Zgodnie z nauczaniem  tureckich
fundam entalistów Ży dzi utworzy li dwa państwa - Izrael i Turcj ę - ponieważ założy ciele
nowoży tnej  Turcj i, Młodoturcy  i Kem al Atatiirk, z pochodzenia by li Dónm e, czy li Ży dam i,
którzy  przed wiekam i przeszli na islam  z zam iarem  stopniowego osłabienia j ego wpły wu,
unowocześnienia i zeświecczenia.

background image

Cem aleddin Kapłan zm arł w roku 1995, a j ego sy n Metin Kapłan obj ął po nim  przy wództwo

grupy  Khalifat. Wkrótce po ty m  ich idol oraz sponsor Erbakan wy brany  został na prem iera
Turcj i, drugi raz j ednak przegrał i w końcu zakazano m u działalności polity cznej .

Ówczesne wy darzenia w Turcj i, które doprowadziły  do rozłam u wśród tureckich

fundam entalistów, oraz podobne rozłam y  w gronie ich zwolenników w Niem czech wy kraczaj ą
poza zakres m oich dociekań. Dość powiedzieć, że Erbakan, profesor fizy ki, który  przez wiele lat
m ieszkał w Niem czech, ostatecznie zastąpiony  został przez Recepa Tay y ipa Erdogana, niegdy ś
półprofesj onalnego zawodnika piłki nożnej , który  w 2003 roku został prem ierem , po ty m , j ak
ciesząc się dużą popularnością, sprawował urząd burm istrza Stam bułu.

Erdogan, choć w gruncie rzeczy  także fundam entalista, cechował się większą

powściągliwością niż poprzednik. Opowiadał się za wej  ściem  Turcj i do Wspólnoty  Europej skiej  i
za poprawą stosunków z Grecj ą. W polity ce wewnętrznej  obrał wprawdzie kurs konserwaty wny,
lecz bardziej  wy ważony  i pragm aty czny.

W ostatnich latach turecki rząd wy kazy wał duże zainteresowanie społecznościam i tureckim i w

Niem czech, zarówno oficj alny m i, j ak i nieoficj alny m i kanałam i. Większość Turków w
Niem czech inform acj e o własny ch sprawach i wiadom ości ze świata czerpie z tureckich gazet,
takich j ak „Hurriy et", wy dawany ch w Berlinie, a także z tureckiej  telewizj i. Odwiedzaj ący
Kreuzberg lub Moabit dostrzegą, że nie m a właściwie ani j ednego m ieszkania, w który m  na
balkonie nie by łoby  zainstalowanej  anteny  satelitarnej , dzięki której  m ożliwe j est odbieranie
program ów z oj czy zny. Nawet aktualności sportowe pochodzą z publikacj i o interesuj ący m  ty tule
„Fanatik". Głośny, ultrapa-trioty czny  film  Valley of the Wolves odniósł olbrzy m i sukces wśród

społeczności tureckiej  w Niem czech i by ł nagradzany  owacj am i na stoj ąco.

Grupa Kapłana przez swój  rady kalizm  w duży m  stopniu odizolowała się od głównego nurtu

reprezentowanego przez niem ieckich Turków; w wewnętrznej  walce o władzę doszło nawet do
m orderstwa polity cznego. W końcu Metina Kapłana skazano na cztery  lata więzienia za
podżeganie do m orderstwa, a po odsiedzeniu wy roku został wraz z rodziną deportowany  do
Turcj i. (Gdzie by ł poszukiwany, ponieważ wcześniej  planował rozbicie sam olotu o m auzoleum
Atatiirka podczas obchodów święta). Niem ieckie m iasto Kolonia usiłowało ty m czasem  odzy skać
200 000 euro, które wcześniej  wy płaciło Metinowi Kapłanowi w form ie pom ocy  społecznej . 

Podczas policy j nego nalotu na j ego m ieszkanie znaleziono ponad m ilion dolarów i dużą ilość

złota. Ten wy padek nieświadom ego dotowania przez europej skie władze działalności
terrory sty cznej  oraz utrudniania policj i i sądom  ze względów polity czny ch i prawny ch
podej m owania skuteczny ch środków zaradczy ch wcale nie by ł wy j ątkowy.

Grupa Khalifat Kapłana ostatecznie została zdelegalizowana. Jego zwolennicy  pozostali j ednak

sektą, podczas gdy  Milli Góriis, dzięki spry tny m  zabiegom , stała się organizacj ą m asową. Milli
Góriis utrzy m y wała przez cały  czas, że przestrzega niem ieckiej  konsty tucj i i wierzy  w
dem okracj ę, podpisuj ąc się nawet pod „europej skim i wartościam i". Ty le że niem iecki wy wiad
wewnętrzny  (agencj a stoj ąca na straży  konsty tucj i), a także wielu lepiej  zorientowany ch
obserwatorów zewnętrzny ch uważało, że prawda j est zupełnie inna, chociaż tureccy  islam iści
uczy nili wiele, aby  wkraść się w łaski rządzącej  Unii Chrześcij ańsko-Dem okraty cznej  (CDU).
Wizj a prezentowana przez Milli Góriis to państwo funkcj onuj ące ściśle według prawa islam u,
nawet j eśli obecnie należałoby  pój ść na pewne ustępstwa, dopóki m uzułm anie nie będą stanowić

background image

większości. 

 Twierdzą oni, że partia nie j est wcale m niej  dem okraty czna niż CDU. Zanim  przed

dwudziestu laty  doszło do pewnego przełom u, tureckie organizacj e religij ne rzeczy wiście by ły
neutralne, a kazania w m eczetach apolity czne. Jednak od tam tej  pory  czołowe ugrupowania, w
ty m  DIT1B (organ tureckiego m inisterstwa spraw religij ny ch), zostały  przej ęte ekonom iczne:
m ałżeństwa aranżuj e się, aby  zapewnić dobroby t m aterialny  rodzinie. Bez względu na to, co
by wa m oty wem , badacze nie zaprzeczy li istnieniu takiej  prakty ki, lecz tłum aczy li j ą j ako głęboko
zakorzenioną, etniczną cechę Turków oraz Kurdów. Uważali również że władze nie powinny
ingerować w podobne trady cj e.

Ogólnie biorąc, przem ocy  fizy cznej  m iędzy  społecznościam i m uzułm ańskim i a resztą j est

m niej  w Niem czech niż we Francj i i Wielkiej  Bry tanii, panuj e j ednak spora wzaj em na
nieufność. Przy  wy sokiej  stopie bezrobocia wśród m łodzieży  i słaby ch osiągnięciach w nauce
sporej  części m uzułm anów, będącej  wy nikiem  braku m oty wacj i oraz islam isty cznej
indoktry nacj i, prawdopodobieństwo konfliktów j est duże. W ty m  kontekście znaczenie m aj ą dwa
wskaźniki: 40 procent m łody ch ludzi innego niż niem ieckie pochodzenia w Berlinie nie kończy
nawet Hauptschule, naj niższego poziom u kształcenia i bezpiecznej  przy stani dla ty ch, który m  się
nie powiodło. W Berlinie j edna na trzy  m łode osoby  obcego pochodzenia wchodzi w konflikt z
prawem  przed ukończeniem  osiem nastego roku ży cia. Wprawdzie wśród ty ch 40 procent, który m
nie udaj e się ukończy ć szkoły, są zarówno dziewczęta, j ak i chłopcy, ale dziewczęta radzą sobie
znacznie lepiej , wy daj e się zatem , że j est to bardziej  problem  m łody ch m ężczy zn niż m łodego
pokolenia w ogóle. Stąd bierze się prawdopodobieństwo wy stąpienia przem ocy  w Berlinie oraz w
inny ch m iastach.

Postawa niektóry ch niem ieckich partii polity czny ch, zabiegaj ący ch o głosy  wśród ty ch

środowisk, absolutnie sprawy  nie ułatwia. Usiłuj ąc bronić im igrantów przed kry ty ką z zewnątrz,
partie te sprzeciwiaj ą się integracj i społecznej  i kulturowej , wspieraj ą separaty zm  oraz istnienie
równoległego społeczeństwa.

background image

Wielka Brytania: od Bangladeszu po East End

1,6 m iliona m uzułm anów w Wielkiej  Bry tanii, głównie z Pakistanu i Bangladeszu (z niewielką

liczbą Som alij czy ków, Arabów i inny ch), stanowi około połowy  powoj ennej  populacj i
im igrantów Wielkiej  Bry tanii. Pod ty m  i pod kilkom a inny m i względam i stan ten różni się od
sy tuacj i w pozostały ch kraj ach Europy, w który ch m uzułm ańscy  im igranci są czy nnikiem
dom inuj ący m . Bry ty j ska populacj a m uzułm anów skupiona j est w regionach centralny ch, w ty m
w Londy nie, Birm ingham , West Midlands, West Yorkshire i Lancashire. W kilku m iastach, takich
j ak Dewsbury, m uzułm anie stanowią około 30 procent ludności. Nie są bardziej  akty wni
polity cznie od inny ch grup im igranckich, j ednak ze względu na rady kalne poczy nania niektóry ch
sfer ty chże społeczności, koncentruj ą na sobie większą uwagę opinii społecznej  niż pozostali.

Pierwotnie przy by wali z kilku regionów Indii i Pakistanu, takich j ak Dżam m u i Kaszm ir,

Pendżab i Północno-Zachodnia Prowincj a Pograniczna, a także z Sy lhet w Bangladeszu.
Znaj dowało to również wy raz w orientacj i religij nej , która w duży m  stopniu odzwierciedlała
schem at indy j ski: dom inuj ący m i sektam i są indy j scy  Barelvi i Deobandi, dość ortodoksy j ni, lecz
nie ekstrem isty czni w sensie polity czny m . Przy by sze z Bangladeszu przy wieźli ze sobą odłam
islam u, na który  wpły w m iały  um iarkowane pierwiastki sufickie oraz hinduisty czna religia
ludowa. Jednak w Wielkiej  Bry tanii pod wpły wem  fundam entalisty czny ch przy wódców
duchowy ch z Arabii Saudy j skiej  oraz inny ch części świata arabskiego doszło do rady kalizacj i
(„arabizacj i") religii.

W Wielkiej  Bry tanii oraz w inny ch kraj ach ze środowisk ty ch wy łonili się poj edy nczy

terrory ści. Powstał raport bry ty j skiego Hom e Office analizuj ący  źródła gniewu, wy obcowania i
rozczarowania wśród m łody ch m uzułm anów. Raport uj awnia pogląd, że bry ty j ska polity ka
zagraniczna stosuj e podwój ne standardy  (np. w Kaszm irze, Palesty nie i Iraku), nie działaj ąc
zgodnie z interesam i m uzułm ańskim i w tam tej szy ch konfliktach. Co więcej , poj awiaj ą się skargi
doty czące ksenofobii oraz islam ofobii, ponieważ niewinna większość m uzułm anów j est obarczana
winą za agresy wne ataki garstki ludzi.

Chociaż argum ent ten m oże nie by ć zupełnie bezzasadny, prawdą j est też (j ak m ożna

wy wnioskować z raportu), że w wy padku m uzułm anów istniej e większe prawdopodobieństwo niż
w inny ch grupach religij ny ch posiadania niższy ch kwalifikacj i zawodowy ch (dwie piąte nie m a
żadny ch), pozostawania bez pracy  i braku akty wności ekonom icznej  oraz nadreprezentacj i w
obszarach ubogich. Bezrobocie w grupie m łody ch m uzułm anów j est przy naj m niej  trzy krotnie
większe niż wśród ogółu ludności. Dla porównania sy tuacj a takich grup im igranckich, j ak Hindusi,
Sikhowie, Cy pry j czy cy  i wiele inny ch j est znacznie lepsza - nie by ło doniesień m ówiący ch o
wy ższy m  od średniej  bezrobociu wśród m łody ch Hindusów ani o problem ach edukacy j ny ch.
Nie ty lko pod ty m  względem  sy tuacj a w Wielkiej  Bry tanii przy pom ina tę w Niem czech, we
Francj i oraz w inny ch kraj ach Europy. Mniej szość m uzułm ańska radzi sobie gorzej  od reszty  i
częściej  od pozostały ch skarży  się na dy skry m inacj ę.

Często zwraca się również uwagę na to, że chociaż m uzułm anie robią więcej  hałasu w związku

z wy kluczeniem  ich z procesu polity cznego, w m niej szy m  stopniu niż pozostałe grupy  religij ne
czy  etniczne angażuj ą się w działalność oby watelską, a w naj m niej szy m  w wolontariat. W

background image

pewny m  stopniu specy ficzne problem y  doty czące bry ty j skich m uzułm anów tkwią głęboko w
pochodzeniu społeczny m : podobnie j ak im igranci tureccy  w Niem czech, wy wodzą się oni z
zacofany ch regionów swy ch kraj ów i są nieprzy gotowani do ży cia w społeczeństwie świeckim .
Odrębność tę potęguj e fakt, że nie m ieszaj ą się z m iej scową ludnością, bardzo rzadko wchodząc
w związki m ałżeńskie z osobam i spoza własnej  wspólnoty, a także wolą sprowadzać
współm ałżonków z ty ch regionów, z który ch sam i pochodzą.

Inne grupy  im igranckie również usilnie starały  się zachować swój  swoisty  charakter, j ednakże

w odróżnieniu od m uzułm anów nie cierpiały  z powodu poczucia, że są grupą uciskaną, nie by ło
wśród nich również tak wielkiego rozżalenia i nienawiści. Inny m i słowy, w pozostały ch
społecznościach panuj e powszechne przekonanie o m ożliwości by cia j ednocześnie Hindusem  i
Bry ty j czy kiem  czy  Sikhem  i Bry ty j czy kiem , podczas gdy  wśród m uzułm anów popularny  j est
pogląd, że winni są loj alność islam owi, a by cie oby watelem  Wielkiej  Bry tanii i korzy stanie z
bry ty j skiej  opieki społecznej  niekoniecznie wiąże się z obowiązkiem  oby watelskim  wobec kraj u
zam ieszkania. 

W kwestii tej  doszło do pewny ch zm ian: kolej ny  raport doty czący  Banglij czy ków

zam ieszkuj ący ch East End opublikowany  w 1990 roku zwraca uwagę na to, że gdy  przy by li po
raz pierwszy, by li oporni wobec przy j m owania wsparcia socj alnego od rządu, uznaj ąc to za
niehonorowe i sprzeczne z wiarą. Dopiero gdy  zaczęli stosować się do porad uzy skiwany ch od
pracowników opieki społecznej , zależność od wsparcia socj alnego j ako sposobu na ży cie stała się
akceptowana, by  w końcu się upowszechnić.

Dzięki ustawie o stosunkach rasowy ch (Race Relations Act) z roku 1976 oraz różne inne

regulacj e prawne doty czące praw człowieka rząd bry ty j ski zagwarantował ochronę drażliwy ch
aspektów związany ch ze wspólnotam i m uzułm ańskim i. Według liczny ch sondaży  większość
bry ty j skich m uzułm anów przy znawała, że w Wielkiej  Bry tanii lepiej  się ich traktuj e niż w
pozostały ch kraj ach Europy.

W Wielkiej  Bry tanii nie by ło na przy kład, w przeciwieństwie do Francj i i Niem iec,

całkowitego zakazu prawnego noszenia hidżabów w szkołach. Poj awiały  się natom iast liczne skargi
ze strony  naj niższy ch bry ty j skich warstw społeczny ch, że im igranci są traktowani w sposób
uprzy wilej owany  przy  przy dziale m ieszkań oraz inny ch świadczeń.

Londy n („Londonistan") stał się azy lem  rzeszy  arabskich ekstrem istów, którzy  zostali skazani

na długoletnie więzienie, a nawet śm ierć w swy ch kraj ach oj czy sty ch. Schronili się w Wielkiej
Bry tanii, przy kład Bractwo Muzułm ańskie) m ogły  swobodnie funkcj onować w Zj ednoczony m
Królestwie. Niem niej  j ednak 26 procent badany ch m uzułm anów nie poczuwało się w ogóle do
loj alności wobec Wielkiej  Bry tanii, 40 procent opowiadało się za wprowadzeniem  praw szarij atu
w pewny ch częściach Wielkiej  Bry tanii (luty  2006), 13 procent usprawiedliwiało ataki
terrory sty czne w sty lu Al-Kaidy, a 47 procent popierało ataki sam obój cze, takie j ak w Izraelu. 

Wy niki podobny ch badań opinii publicznej  często by wały  sprzeczne: według sondażu z lutego

2006 roku 91 procent wy rażało swą wierność wobec Wielkiej  Bry tanii, chociaż 16-20 procent w
pewny m  stopniu solidary zowało się z zam achowcam i z 7 lipca 2005 roku, którzy  zabili w
Londy nie ponad czterdzieści osób; z kolei według innego sondażu nastawienie do niem uzułm anów
by ło bardziej  negaty wne w Wielkiej  Bry tanii niż w który m kolwiek europej skim  kraj u. (Jednak
niem al 50 procent badany ch utrzy m y wało, że władze nie wy kazuj ą się dostateczną surowością w
powstrzy m y waniu agresy wnego elem entu w ich środowiskach - co by ło wy raźną oznaką

background image

polary zacj i w łonie społeczności m uzułm ańskich). Niewy kluczone, że wy niki te są
niedoszacowane, ponieważ j est m ało prawdopodobne, aby  wszy scy  badani udzielali odpowiedzi
m ogący ch doprowadzić do konfliktu z władzam i.

Chociaż wspólnoty  im igranckie na cały m  świecie m aj ą w zwy czaj u trzy m ać się razem ,

przy naj m niej  w pierwszy m  i drugim  pokoleniu, zj awisko to j est szczególnie silne wśród
m uzułm anów. Według sondaży  ty lko nieliczni wy znawcy  islam u m aj ą przy j aciół spoza kręgu
wy znaniowego. Chodzi tu zwłaszcza o ty ch bardzo ortodoksy j ny ch, przestrzegaj ący ch religij nego
zakazu utrzy m y wania relacj i z niewierny m i, zwanego kufr. W znacznie m niej szy m  stopniu

doty czy  to wy kształconej  klasy  średniej , która j ednak nie j est liczna.

Główny m i organizacj am i polity czny m i wśród bry ty j skich m uzułm anów są Muzułm ańska

Rada Wielkiej  Bry tanii (Muslim  Council of Britain - MCB), Muzułm ańskie Stowarzy szenie
Wielkiej  Bry tanii (Muslim  Association of Britain - MAB) oraz Islam skie Stowarzy szenie Wielkiej
Bry tanii (Islam ie Society  of Britain - ISB). Muzułm ańskie Stowarzy szenie Wielkiej  Bry tanii m a
powiązania z Bractwem  Muzułm ańskim  i Ham asem ; skupia się na walce przeciwko Izraelowi i
ściśle współpracuj e z lewicowy m i partiam i, takim i j ak trockistowska Socj alisty czna Partia
Robotnicza (Socialist Workers Party  - SWP).

Jedny m  z j ej  patronów by ł Ken Livingstone, burm istrz Londy nu, który  wbrew wszelkiej

kry ty ce zagorzale bronił szej ka Qaradawiego, wpły wowego kaznodziei telewizy j nego i częstego
gościa honorowego w Londy nie. Qaradawi popierał dwuznaczne stanowisko reprezentowane
przez Bractwo Muzułm ańskie w sprawie terrory zm u: sprzeciwiaj ą się terrory zm owi w niektóry ch
wy padkach, w inny ch zaś staj ą w j ego obronie. Gdy  na początku 2006 roku poj awiła się sprawa
duńskich kary katur, członkowie bractwa zaprezentowali wy j ątkowo boj owniczce nastawienie,
nawołuj ąc niem al do ogólnoświatowej  świętej  woj ny. Livingstone utrzy m y wał wtedy, że
Qaradawi j est um iarkowany m  głosem  postępu.

Muzułm ańska Rada Wielkiej  Bry tanii (MCB) konkurowała z MAB o wpły wy  w

m uzułm ańskiej  społeczności: wy wodzi się ona z pakistańskich sekt islam isty czny ch, podczas gdy
w gronie przy wódców MAB silniej szy  j est elem ent arabski. Jedny m  z liderów MCB j est Iqbal
Sacranie, który  w 1989 roku, po wy buchu skandalu związanego z wy danięm  Szatańskich wersetów

SaIm ana Rnshdiego,,publicznie ogłosił, że śm ierć j est zby t łagodną karą dla autora. Sacranie
otrzy m ał następnie ty tuł szlachecki i j ako Sir Iqbal, rzecznik um iarkowanego islam u, został
doradcą prem iera Tony 'ego Blaira. Jednak również wewnątrz MCB zwiększy ły  się wpły wy
saudy j skie (Wahabi), czego rezultatem  by ło utworzenie w 2005 roku Bry ty j skiego Forum
Muzułm ańskiego (British Muslim  Forum  - BMF). BMF j est raczej  pakistańskie niż arabskie w
charakterze, dy stansuj e się od bardziej  rady kalny ch Saudy j czy ków i utrzy m uj e, że reprezentuj e
większą liczbę m eczetów niż pozostałe organizacj e.

Bry ty j scy  m uzułm anie podej m owali rozm aite rady kalne inicj aty wy, łącznie z pom y słem

utworzenia własnego parlam entu (Kalim  Siddiąi), będącego pierwszy m  krokiem  ku powstaniu
separaty sty cznego państwa m uzułm ańskiego w Wielkiej  Bry tanii. Inni boj ownicy  oświadczy li, że
ich walka się nie skończy, dopóki zielona (lub czarna) flaga islam u nie zawiśnie na m aszcie nad
budy nkiem  przy  Downing Street 10, rezy dencj ą prem iera. Jeden z przedstawicieli m uzułm ańskiej
wspólnoty  dom agał się, aby  powstały  strefy  zakazu wstępu, który ch nawet członek gabinetu nie
m iałby  prawa przekroczy ć.

background image

W ty ch sam y ch kręgach bry ty j skich m uzułm anów przy j m owano ekstrem isty czną postawę

przy  wielu inny ch okazj ach, takich j ak palenie powieści Salm ana Rushdiego Szatańskie wersety

pod koniec lat osiem dziesiąty ch. Stanowczo sprzeciwiały  się one um iarkowany m  grupom
religij ny m , uznawany m  za dy sy denckie (j ak Ahm adiy a), które m iały  własne m eczety. Jednak
boj ownicy  ci zdy stansowali się od londy ńskich ataków terrory sty czny ch z lipca 2005 roku. W
m iarę m ożliwości chcieli pozostać legalną organizacj ą, otrzy m uj ącą rządowe wsparcie,
j ednocześnie nie odstępuj ąc od rady kalny ch zasad.

Wśród naj bardziej  rady kalny ch organizacj i są Hizb ut-Tahrir oraz Al-Murabitun, które zostały

zdelegalizowane w niem alże wszy stkich środkowoeuropej skich i europej skich kraj ach, lecz długo
tolerowane by ły  w Wielkiej  Bry tanii. Od tego czasu konty nuuj ą działalność, korzy staj ąc z
rozm aity ch kam uflaży. (Rząd Blaira usiłował j e zdelegalizować, ale spotkał się ze sprzeciwem  ze
strony  kręgów prawniczy ch i służb bezpieczeństwa). Hizb ut-Tahrir, co oznacza „partia
wy zwolenia" opowiada się za przy wróceniem  kalifatu; otwarcie nie wy raża poparcia dla
przem ocy, ale j ej  członkowie by li zam ieszani w ataki terrory sty czne w różny ch częściach świata.
Przez kry ty ków w obrębie społeczności m uzułm ańskiej  określona została j ako rasistowska i
totalitarna, niem niej  znalazła popleczników wśród niektóry ch prom inentny ch członków
bry ty j skiej  Partii Pracy, takich j ak Clare Short, by ła m inister. Niektóre m eczety, na przy kład w
londy ńskim  Finsbury  Park, służące za teren werbunku terrory stów, nie zostały  zam knięte
będąc pod obserwacj ą władz.

Sy tuacj a m uzułm anów w Wielkiej  Bry tanii różniła się od tej  w inny ch kraj ach Europy : nie

stanowili większości wśród populacj i im igracy j nej  oraz w odróżnieniu od m uzułm anów we
Francj i i w Niem czech nie tworzy li j ednorodnej  grupy. Muzułm anie pochodzący  z Pakistanu,
Bangladeszu i kraj ów arabskich nie znali wręcz żadnego wspólnego j ęzy ka poza angielskim .
Naj ważniej sze organizacj e, takie j ak MCB czy  MAB, nie by ły  uznawane przez wszy stkich
bry ty j skich m uzułm anów i chociaż rząd zazwy czaj  traktował te grupy  j ako partnerów do dialogu,
nie cieszy ły  się one wielkim  autory tetem  w łonie własnej  społeczności, a j uż naj m niej szy m
wśród m łodszego pokolenia. Ponadto sąsiedzi, z który m i m ieli codzienny  kontakt i z który m i
również dochodziło do napięć, by li naj częściej  im igrantam i nieislam skim i, na przy kład
Hindusam i, m ieszkańcam i Indii Zachodnich lub Afry kanam i, nie zaś rodowity m i Bry ty j czy kam i.
Do konfliktów m uzułm anów z ty m i sferam i ludności dochodziło równie często, j ak z białą
większością.

Podej ście bry ty j skich władz trady cy j nie przy bierało form ę polity ki „beztroskiego

lekceważenia": dopóki rady kalne organizacj e m uzułm ańskie rażąco nie zakłócały  porządku
publicznego, zostawiano j e w spokoj u. Zaczęło się to zm ieniać po 11 września 2001 roku, po
atakach terrory sty czny ch w Wielkiej  Bry tanii z 7 lipca 2005 roku oraz atakach planowany ch w
sierpniu 2006 roku. Bry ty j skie władze ży wiej  zainteresowały  się rady kalny m i kaznodziej am i
nawołuj ący m i do m ordów: większość utrzy m y wała się wcześniej  z zasiłku socj alnego, podobnie
j ak ich koledzy  we Francj i i w Niem czech. Uj awnienie tego przez m edia podziałało - kilku z nich
deportowano z Wielkiej  Bry tanii, a.j .eden, AbuJdam za al-Mizri, skazany  został 2006 roku na karę
siedm iu lat więzienia. 

Zasadniczo władze uważały, że nie istniej e alternaty wna droga nawiązania bliskich relacj i i

dialogu z elem entam i wewnątrz wspólnoty  m uzułm ańskiej , które uznawano (często błędnie) za

background image

względnie um iarkowane, nawet j eśli ci um iarkowani nie by li zby tnio pom ocni w walce z
terrory zm em  i w zapobieganiu atakom . Nawet w obliczu j awnego podburzania do zbrodni, j ak
podczas dem onstracj i „woj ny  cy wilizacj i" w luty m  2006 roku, siły  bezpieczeństwa wolały
zachować przesadną powściągliwość, zam iast działać zgodnie z obowiązuj ący m  w kraj u prawem ,
ignoruj ąc ty m  sam y m  nawoły wania do przem ocy. Niektóre transparenty  podczas dem onstracj i
opatrzone by ły  takim i oto hasłam i: „Zarżnąć [albo ściąć] ty ch, którzy  obrażaj ą islam !", „Wy tępić
ty ch, którzy  zniesławiaj ą islam !", „Do diabła z wolnością!" oraz „Europo, wy ciągnij  j akąś naukę z
11 września".

Im igracj a m uzułm ańska do inny ch kraj ów Europy  rozpoczęła się później , a w wy padku

Hiszpanii i Włoch by ła przeważnie nielegalna.

Ci, którzy  wy bierali Skandy nawię, przy by wali przede wszy stkim  j ako poszukuj ący  azy lu

polity cznego lub w ram ach łączenia rodzin.

Osoby  przy j eżdżaj ące do Włoch (około m iliona) pochodziły  z Afry ki Północnej  i osiedlały  się

głównie na północy  kraj u, gdy ż sy tuacj a gospodarcza w południowy ch Włoszech by ła gorsza.
Im igranci, którzy  znaleźli się w Hiszpanii (m ilion lub więcej ) rozproszy li się po cały m  kraj u.

Włochy  i Hiszpania często służy ły  j edy nie za kraj e tranzy towe, ponieważ państwa leżące na

północy  udzielały  większego wsparcia.

Nie by ło to trudne, gdy ż granice pom iędzy  europej skim i kraj am i zostały  właściwie zniesione

(zob. wy żej  porozum ienie z Schengen).

Przez lata główny  szlak nielegalnej  im igracj i z Afry ki Północnej  rozpoczy nał się w Hiszpanii,

przez Ceutę i Melillę, a hiszpańskie władze nie stwarzały  utrudnień. Jednak w m iarę j ak strum ień
nielegalny ch im igrantów narastał, a pozostałe kraj e Europy  zaczy nały  się uskarżać na
pobłażliwość Hiszpanii, uszczelniono granicę z Marokiem .

Wtedy  to Włochy, ze swą liczącą 7600 kilom etrów linią brzegową, stały  się główną furtką dla

nielegalny ch im igrantów. W 2005 roku kraj  ten zarej estrował prawie 70-procentowy  wzrost
nielegalny ch przekroczeń granicy  przez im igrantów w porównaniu z rokiem  poprzednim . Na
dodatek wiadom o, że staty sty kom  um knęła spora część nielegalny ch przy by szów.

Podobnie j ak w Niem czech i we Francj i, włoscy  nowi im igranci ostatecznie tworzy li skupiska

w określony ch regionach - w pobliżu Mediolanu (przy naj m niej  sto ty sięcy  m ieszkańców), w
Yarese i Crem onie na północy  oraz w okolicach Tury nu. Wśród przy wódców religij ny ch, zwy kle
islam isty czny ch, znaleźli się Egipcj anie, a także rady kalni kaznodziej e z Senegalu oraz z inny ch
kraj ów czarnej  Afry ki.

Pozostałe skupiska m uzułm ańskich im igrantów znaj dowały  się na południu Hiszpanii i w

Katalonii, j ak również w szwedzkim  Malm ó, w Brukseli oraz w większy ch m iastach Holandii.

Ówcześni im igranci by li traktowani dość dobrze. Początkowo, w latach siedem dziesiąty ch i

osiem dziesiąty ch, dochodziło do niewielu napięć. Władze nie deportowały  nielegalny ch
im igrantów i nie istniały  właściwie żadne ograniczenia im igracj i. Jednak gdy  liczba im igrantów
zaczęła rosnąć, stało się oczy wiste, że wbrew oczekiwaniom  większość z nich nie m a zam iaru
zintegrować się ze społeczeństwem . 

Utworzy li społeczeństwa równoległe i wielu z nich nie zadało sobie nawet trudu, by  nauczy ć

się j ęzy ka danego kraj u, gdy  ty m czasem  w pełni korzy stali z dostępny ch świadczeń socj alny ch,
takich j ak przy dział zakwaterowania, zasiłki dla bezrobotny ch i bezpłatne usługi m edy czne, co
przy sporzy ło kłopotów kraj om  goszczący m  w okresie ry gory sty cznej  polity ki finansowej .

background image

Stopniowo okazy wało się, że wkład wnoszony  przez sporą część nowo przy by ły ch nie j est

ty m , na co liczono. To prawda, że niektórzy  gotowi by li podj ąć się pracy, której  niewielu
Szwedów czy  Holendrów (ani też Francuzów bądź Niem ców) by  się podj ęło. Zarazem  j ednak
wskaźnik przestępczości w ty ch wspólnotach oraz ich współudział w handlu narkoty kam i i w
inny ch aspołeczny ch poczy naniach by ł znacznie wy ższy  od średniej  kraj owej .

W m iarę j ak ich liczba rosła, członkowie społeczności im igranckich, zwłaszcza w drugim

pokoleniu, zaczy nali udzielać się w polity ce i w inny ch dziedzinach. Naj bardziej  dobitnie
przej awiało się to agresy wny m  zachowaniem  na ulicy  - na co częstokroć skarży li się okoliczni
m ieszkańcy  - j ak gdy by  im igranci chcieli zadem onstrować, że to oni są nowy m i panam i kraj u.
Jednocześnie narzekali, że są dy skry m inowani, że nie okazuj e się im  dostatecznego szacunku, że
ich religij ne i narodowościowe uczucia nie są w wy starczaj ący m  stopniu respektowane. 

Dobrze ilustruj e to przy kład związany  ze sporem  doty czący m  Sądu Ostatecznego

Giovanniego di Modeny  w katedrze bolońskiej . Obraz, inspirowany  Boską komedią Dantego,

przedstawiał scenę, w której  nagi Mahom et i stoj ący  obok niego dem on są wrzucani do piekła.
Związek Muzułm anów Włoskich, na którego czele stał Adel Sm ith, wniósł zażalenie do papieża
oraz do inny ch dy gnitarzy  Kościoła, dom agaj ąc się usunięcia fresku (stanowiącego większą
zniewagę niż Szatańskie wersety Rushdiego), chociaż z ziem i właściwie nie dało się dostrzec

sy lwetki proroka.

Wątpliwe, aby  fresk w istocie uraził pana Sm itha czy  kogokolwiek innego. Bardziej

prawdopodobne j est, że został wy korzy stany  j ako pretekst do zaognienia konfliktów m iędzy
społecznościam i, do pokazania społecznościom  m uzułm ańskim , że są prześladowane i że m uszą
się zj ednoczy ć, przy puszczalnie pod przy wództwem  pana Sm itha. To, że m alowidło będące
przedm iotem  sporu liczy ło ponad pięćset lat, ani to, że w wielu kraj ach m uzułm ańskich nie
pozwalano nawet wznosić kościołów, by ło bez znaczenia.

Podobne żądania stawiano w inny ch kraj ach. Noszenie hidżabu czy  burki odbierane by ło

powszechnie przez niem uzułm anów j ako m anifestacj a polity czna m aj ąca sprowokować osoby
inny ch wy znań. W Madry cie zdetonowano bom by, w Am sterdam ie zabito Theo van Gogha, a w
Danii pod koniec 2005 roku niektórzy  członkowie m niej szości m uzułm ańskiej , urażeni
kary katuralny m i ry sunkam i proroka Mahom eta w lokalnej  gazecie, sprowokowali
ogólnoświatową kam panię, która doprowadziła do śm ierci wielu osób oraz potężny ch szkód
polity czny ch i ekonom iczny ch w kraj u, który  zapewnił im  azy l.

Kraj e skandy nawskie, a także Belgia i Holandia w duży m  stopniu sam e by ły  sobie winne.

Przy j ęły  im igrantów w przekonaniu, że by li prześladowani w oj czy źnie, więc podstawowy m
hum anitarny m  obowiązkiem  by ło zapewnienie nieszczęśnikom  schronienia, wy ży wienia oraz
innego wsparcia. Na przy kład w Norwegii, ale również w inny ch kraj ach, przy znano azy l
terrory stom  poszukiwany m  za m orderstwa w kraj ach pochodzenia. Azy lu udzielano
naj wy raźniej  w szczerej  wierze, że im igranci ostatecznie znikną albo powrócą w rodzinne strony
bądź też zostaną wchłonięci przez społeczeństwa nowy ch oj czy zn. Niej ednokrotnie uważano ich
za barwne, egzoty czne urozm aicenie nie ty lko scenerii ulicznej , ale i m iej scowej  kultury  oraz
sty lu ży cia.

Władze ty ch kraj ów nie wzięły  pod uwagę dużego przy rostu naturalnego w obrębie wspólnot

im igranckich ani nieum iej ętności lub braku woli do integrowania się. Rządy  kraj ów goszczący ch

background image

by ły  zupełnie nieświadom e społeczny ch, kulturowy ch oraz polity czny ch konsekwencj i przy j ęcia
ludzi, który ch oby czaj e i wy znawane wartości tak istotnie odbiegały  od ich własny ch -
im igrantów, którzy  uważali swoj e poglądy  za nadrzędne, i ostatecznie, w m iarę j ak rosła ich
liczba, chcieliby  narzucić swe przekonania kraj om  zam ieszkania. Europej czy cy  nie przewidzieli
także, że takie am bicj e ze strony  im igrantów staną się źródłem  sprzeciwu, wzm ocnią rady kalne
partie ksenofobiczne i zdecy dowanie przy czy nią się do wzrostu wewnętrzny ch napięć.

Hum anitarne intencj e by ły  godne pochwały, nie brały  one j ednak pod uwagę wy sokiej  ceny,

j aką należało zapłacić za naiwność. Gdy  państwa te zaczęły  uświadam iać sobie rzeczy wistą
sy tuacj ę, by ło j uż za późno na rady kalne posunięcia. Z ogrom ny m  trudem  deportowano
nieliczny ch agitatorów nawołuj ący ch do przem ocy, ale źródła problem u nie udało się
wy elim inować.

background image

Islamofobia i dyskryminacja

Term in „islam ofobia" wszedł do powszechnego uży tku w następstwie raportu opublikowanego

w 1998 roku przez Runny m ede Trust, bry ty j ską organizacj ę zaj m uj ącą się zwalczaniem
dy skry m inacj i rasowej  i utrzy m y waniem  bliskich relacj i m iędzy  m niej szościam i etniczny m i.
Grupą roboczą badaj ącą problem aty kę związaną z lękiem  i nienawiścią wobec islam u i
m uzułm anów kierował profesor Gordon Conway, biolog, rektor Uniwersy tetu Sussex, później szy
szef Fundacj i Rockefellera. Term in ten pochodzi z lat dwudziesty ch, wówczas j ednak się nie
przy j ął, natom iast po roku 1998 znalazł się w powszechny m  uży ciu, m im o że wy dawał się
również kontrowersy j ny.

Ci, którzy  ostrzegali przed istniej ącą islam ofobią, twierdzili, że m am y  do czy nienia z

potężny m  ładunkiem  nienawiści w stosunku do islam u i że należy  skupić się na zwalczaniu tego
zj awiska. Kry ty cy  takiego podej ścia (w Wielkiej  Bry tanii, Francj i i nie ty lko) twierdzili, że
przestrogi takie są niczy m  więcej , j ak ty lko chwy tem  reklam owy m , gdy ż w Europie nie m am y
do czy nienia ani ze zbiorową psy chozą, ani z żadną szczególną nienawiścią do islam u j ako religii,
która Europej czy kom  j est oboj ętna. W średniowieczu chrześcij anie uważali m uzułm anów za
wrogów głównie za sprawą podboj u przez nich Ziem i Świętej . 

Mahom et zaliczany  by ł na ogół w poczet fałszy wy ch proroków, j ednak stosunek

chrześcij aństwa do pozostały ch religii, takich j ak j udaizm , oraz do herety ckich sekt w łonie
sam ego chrześcij aństwa, by ł znacznie m niej  przy j azny. W później szy ch wiekach islam  po prostu
nie funkcj onował w m y śli europej skiej , by ć m oże z wy j ątkiem  zawodowy ch teologów. W
bliższy ch nam  czasach ko ścioły  chrześcij ańskie dokładały  wszelkich starań, aby  znaleźć
(zazwy czaj  bezowocnie) nić ekum enicznego dialogu z islam em . Europa stała przed groźbą
inwazj i m uzułm ańskich - w szesnasty m  i siedem nasty m  wieku na wschodzie, a w osiem nasty m
wieku na zachodzie.

Jednak inwazj e te wy tworzy ły  niewiele odium theologicum.

Jeżeli w ostatnich latach narastała wrogość w stosunku do m uzułm anów w Europie, nie by ła to

reakcj a na ich religię perse, ale na to, że większość ataków terrory sty czny ch by ła właśnie ich

dziełem ; określenie „terrorofobia" bardziej  pasowałoby  do tego zj awiska.

Gdy by  terrory zm em  zaj m owali się Eskim osi, fobia i obawy  skierowane by ły by  przeciwko

nim , chociaż większość Eskim osów nie m iałaby  nic wspólnego ze stosowaniem  przem ocy.
Niesprawiedliwe j est oczy wiście, j eśli potępienie nieliczny ch przenosi się na całą grupę, ale
prawdopodobnie nie da się tego uniknąć, zwłaszcza gdy  spora część całej  grupy  nie odcina się
j ednoznacznie od „akty wistów" w swy m  gronie, nie zniechęca do aktów przem ocy, a przeciwnie,
wy raża poparcie lub choćby  zrozum ienie dla terrory stów. Jak wy kazały  badania opinii publicznej
w 2005 roku, większość m uzułm anów w takich kraj ach, j ak Jordania i Nigeria, a także 38 procent
w Pakistanie przy znało, że przy naj m niej  do pewnego stopnia ufa Al-Kaidzie. Podobnie j est wśród
istotny ch m niej szości w europej skich społecznościach m uzułm ańskich. Brutalna anty zachodnia
retory ka i nacisk na konieczność dżihadu (świętej  woj ny ) bez wątpienia sprawy  nie poprawiły.

Wy starczy  podać kilka przy kładów. W roku 1997 niewiele poj awiało się skarg od europej skich

m uzułm anów; w rzeczy wistości sam  term in „islam ofobia" ukuty  został dopiero rok później . Po

background image

czterech latach wniesiono j uż trzy krotnie więcej  skarg w związku ze zniewagam i o charakterze
religij ny m  lub etniczny m . Nie j est taj em nicą, dlaczego doszło do tak nagłego wzrostu: Powodem
by ła eskalacj a terrory zm u. We współczesnej  Rosj i, niebędącej  kraj em  znany m  z przesadnej
m iłości do obcy ch (ksenofilii), rząd wspiera m uzułm ańskie władze Azerbej dżanu, podczas gdy
chrześcij ańscy  Gruzini uważani są za wrogów ze względu na swą walkę o uniezależnienie się od
Moskwy. W niedawny m  badaniu wrogiego stosunku Hiszpanów do m uzułm anów, ostro go
potępiaj ący m , „istotne j est to, że im igranci z Afry ki subsahary j skiej , z który ch wielu to
m uzułm anie i reprezentanci bardzo różny ch kultur, nie zostali uwzględnieni w ty m  negaty wny m
postrzeganiu". Prawdą j est, że blisko 80 procent Hiszpanów i Niem ców (oraz prawie identy czny
odsetek Szwedów) postrzegało m uzułm anów j ako fanaty czny ch i agresy wny ch, ale tendencj a ta
poj awiła się na skutek aktów terroru. Wizerunek czarnoskóry ch m uzułm anów afry kańskich w
Hiszpanii, dla przy kładu, by ł pozy ty wny ; negaty wna reakcj a skierowana by ła przeważnie
przeciw m uzułm anom  z kraj ów Afry ki Północnej  i Bliskiego Wschodu. W Wielkiej  Bry tanii i w
inny ch kraj ach zachodnich nie odnotowano antagonizm ów wobec sufich oraz inny ch odłam ów
islam u, które odcinały  się od działań z uży ciem  przem ocy  (zob. Gem a Martin Muńoz w książce
Jocely ne Cesari LfIslam dans les villes europeennes).

W większości społeczeństw poj awiało się niezadowolenie, a nawet wrogość wobec nowo

przy by ły ch, zwłaszcza w kraj ach, które na przestrzeni dziej ów nie udzielały  schronienia grupom
nowy ch im igrantów. Rodzi się więc py tanie, czy  negaty wne odczucia w stosunku do
m uzułm anów by ły  silniej sze niż wobec inny ch grup im igranckich, a j eśli tak, j akie m ogły  by ć
tego przy czy ny. W Wielkiej  Bry tanii w latach siedem dziesiąty ch doszło do zj awiska zwanego
Paki bashing

*

kiedy  to biała m łodzież z klasy  pracuj ącej  robiła wszy stko, żeby  sprowokować i

pobić Pakistańczy ków w londy ńskim  East Endzie.

Z j ednej  strony  do podobny ch ataków, j akkolwiek naganny ch, dochodziło w wielu kraj ach w

różny ch okresach, a sam a nagonka ustała, gdy  Pakistańczy cy  wzrośli w siłę i zaczęli stawiać opór.

Z drugiej  strony  napady  z udziałem  im igrantów m uzułm ańskich na inne grupy  w Europie

ostatnim i czasy  stały  się o wiele częstsze.

(Według sondażu z 2005 roku ponad 40 procent bry ty j skich m uzułm anów uważało, że Ży dzi w

Wielkiej  Bry tanii stanowią słuszny  cel ataków terrory sty czny ch). W Niem czech w 1992 roku
m iej sca ty m czasowego poby tu nowo przy by ły ch im igrantów (głównie Azj atów i Afry kanów)
stały  się celem  napadów i podpaleń dokony wany ch przez gangi m łodzieżowe, niekiedy  o
orientacj i neofaszy stowskiej .

By ły  też inne wy padki pobić, a w kilku sy tuacj ach doszło nawet do zabój stw. Ataki te m iały

j ednak charakter ksenofobiczny  i wy m ierzone by ły  w ludność z czarnej  Afry ki i z Dalekiego
Wschodu, a tak że w niem ieckich repatriantów ze Związku Radzieckiego, którzy  odpowiadali
uży ciem  siły. W tam ty ch incy dentach nie by ło nic, co j akoś szczególnie wiązałoby  się z
islam ofobią. W Rosj i do podobny ch ataków dochodziło nawet częściej . Tam  na celowniku
znaj dowali się nierzadko przy by sze z Kaukazu, bez względu na to, czy  by li m uzułm anam i z
Azerbej dżanu czy  chrześcij anam i z Gruzj i bądź Arm enii.

Według raportów Unii Europej skiej  zarówno fizy czna, j ak i werbalna agresj a skierowana

przeciw m uzułm ańskim  im igrantom  uj awniała się w Europie prawie zawsze po większy ch
zdarzeniach terrory sty czny ch, na przy kład po 11 września 2001 roku w Nowy m  Jorku, wy buchu

background image

bom b w Madry cie w m arcu 2004 roku czy  londy ńskich atakach z lipca 2005. Nagonki przy bierały
różną postać: na m eczetach i budy nkach insty tucj i islam skich poj awiało się graffiti, kobiety  w hi-
dżabach stawały  się obiektem  słowny ch szy kan, a na m uzułm ańskie dzieci wołano „Osam a". W
m ediach dochodziło do „nienawistny ch ataków na ubiegaj ący ch się o azy l". Te „nienawistne
ataki", na które się skarżono, zazwy czaj  nie by ły  niczy m  więcej , j ak ty lko uj awnieniem  przez
m edia inform acj i doty czący ch często istotnego udziału im igrantów w popełniony ch
przestępstwach (na przy kład w handlu narkoty kam i), z podkreśleniem  tożsam ości sprawców.

Interesuj ąca w ty m  kontekście by łaby  wiedza o ty m , czy  graffiti anty m uzułm ańskie by ło

zj awiskiem  częstszy m  od bezczeszczenia kościołów, sy nagog i ży dowskich cm entarzy. Ty le że
podobne staty sty ki właściwie nie istniej ą, a nawet gdy by  istniały, wciąż nie m ieliby śm y
pewności, czy  m oty wem  by ła nienawiść etniczna czy  religij na. Proj ekt insty tutu badawczego
Pew Research Center z 2006 roku pozwolił wy snuć wniosek, że m uzułm anie w kraj ach, gdzie
islam  j est religią dom inuj ącą, są o wiele bardziej  kry ty cznie nastawieni do ludzi Zachodu niż
odwrotnie, oraz że to sam o, choć w m niej szy m  stopniu, doty czy  środowisk m uzułm ańskich w
Europie. 

Inny m i słowy, m am y  do czy nienia ze znacznie większą fobią wobec ludzi Zachodu i

wszy stkiego, co się z nim  wiąże, niż z islam ofobią. Jeśli w m ediach dochodziło do nienawistny ch
ataków na staraj ący ch się o azy l, to nie j est pewne, czy  ataki te wiązały  się z ludźm i próbuj ący m i
uciec przed brutalną dy ktaturą, z uchodźcam i ekonom iczny m i czy  też z islam istam i, którzy  w
kraj ach pochodzenia zam ieszani by li w działalność terrory sty czną. Według liczby  aresztowań i
wy roków sądowy ch znacznie więcej  przem ocy  na tle etniczny m  lub czy sto kry m inalny m
dopuszczali się m łodzi m uzułm anie niż ludzie kieruj ący  się islam ofobią. Podczas publiczny ch
dem onstracj i próżno też by  szukać transparentów i tablic nawołuj ący ch do świętej  woj ny  z
m uzułm anam i.

Twierdzono na przy kład, że oświadczenie włoskiego prem iera, iż zachodnia kultura j est lepsza

od islam skiej , to przej aw słownej  agresj i. Wy wiązał się więc spór o to, czy  gdy by  porównać
oby dwie kultury  pod kątem  wkładu wniesionego w naukę i inne dziedziny  ludzkiej  działalności,
opinia wy rażona przez prem iera nie by ła stwierdzeniem  faktu. Podobne wy powiedzi co do
wy ższości j ednej  kultury  (lub religii) nad drugą są bezprzedm iotowe, lecz Zachód nie m iał w ty m
względzie m onopolu: kwestia nadrzędności wartości duchowy ch islam u nad zachodnią
dekadencj ą niej ednokrotnie poj awiała się w kazaniach duchowny ch m uzułm ańskich. Wprawdzie
napięcia i konflikty  się spotęgowały, ale zarazem  zwiększy ło się zainteresowanie islam em  i j ego
wy znawcam i - Koran sprzedawał się w większej  liczbie egzem plarzy  niż w ubiegły ch
dziesięcioleciach.

Jedny m  z podstawowy ch zarzutów wy suwany ch przez organizacj e m uzułm ańskie w Wielkiej

Bry tanii i poza j ej  granicam i by ło to, że m łody ch m uzułm anów zaczęto znacznie częściej
legity m ować na podstawie paragrafu 44 ustawy  o bezpieczeństwie i przeciwdziałaniu
terrory zm owi oraz przestępczości z roku 2001. Większą liczbę m łody ch m uzułm anów niż
przedstawicieli inny ch wy znań aresztowano j ako podej rzany ch i przetrzy m y wano bez procesu.
Takie zarzuty  m ożna usły szeć nie ty lko w Londy nie, ale także w Pary żu i w wielu inny ch
m iastach. Legislacj a i procedury  anty terrory sty czne uznawane są za bezpośredni atak na islam
lub też na środowisko m uzułm ańskie.

Nie istniej ą oficj alne staty sty ki, które wy kazy wały by, czy  liczba m uzułm anów

background image

zatrzy m y wany ch przez policj ę i niekiedy  aresztowany ch rzeczy wiście przewy ższa proporcj ę w
stosunku do ogółu ludności, ale bez wątpienia m aj ą oni takie poczucie. Jednakże siły
bezpieczeństwa nie m ogły  działać w inny  sposób, wziąwszy  pod uwagę, że odkąd skończy ł się
terrory zm  w Irlandii Północnej , znaj duj e on zwolenników akurat w obrębie społeczności
m uzułm ańskiej , nie zaś w żadnej  innej  grupie społecznej . Aby  uniknąć wrażenia ty powania
przestępców na podstawie ich przy należności rasowej  i etnicznej , policj a, m aj ąc podej rzenia,
m ogła (co też od czasu do czasu czy niła) zatrzy m y wać starsze białe kobiety, osoby  upośledzone
czy  też ludzi w podeszły m  wieku albo bardzo m łode. Jednak podobne próby  zachowania
bezstronności nie wnosiły  nic poza śm iesznością. Ponieważ dy sponowano ograniczony m i
m ożliwościam i, by ło oczy wiste, że takie ekspery m enty  z public relations nie przy służą się sprawie
zachowania porządku publicznego.

Podsum owuj ąc listę skarg m uzułm ańskich im igrantów: doty czą one rasizm u panuj ącego w

więzieniach, przeludnienia oraz dy skry m inacj i religij nej  (chociaż j est to prawnie zakazane). W
gospodarstwach dom owy ch utrzy m uj ący ch się z zasiłków, czy li korzy staj ący ch z pom ocy
państwa, m ieszka 54 procent banglij skich i pakistańskich dzieci. Muzułm ańskie dzieci osiągaj ą
słabe wy niki w szkole: zaledwie 34 procent chłopców uzy skuj e pięć ocen na świadectwie
ukończenia szkoły  średniej  w porównaniu ze znacznie wy ższy m  odsetkiem  dziewcząt (dane są
niedokładne, lecz przekraczaj ą 50 procent).

Jak dalece winą za dy skry m inacj ę m uzułm ańskich m niej szości m ożna obarczać władze

zachodniej  Europy ? W zasadzie sprawa nie j est związana ze wsparciem  socj alny m . Chociaż
j edy nie 5 procent populacj i Danii to m uzułm anie, według doniesień m aj ą oni 40-procentowy
udział we wszy stkich wy datkach na pom oc społeczną. Staty sty ki inny ch kraj ów są podobne (z
wy j ątkiem  rent i em ery tur oraz inny ch, niem aj ący ch zastosowania kategorii). Gdy by  zechciano
podwy ższy ć te świadczenia, odby łoby  się to kosztem  naj niższej , niem uzułm ańskiej  warstwy
m iej scowej  ludności. Doprowadziłoby  to (podobnie j ak przy  pom ocy  m ieszkaniowej ) do
dalszy ch napięć społeczny ch i polity czny ch. Sporą część winy  zrzuca się na pracowników opieki
społecznej  (na przy kład w Skandy nawii), którzy  nauczy li im igrantów zręcznego korzy stania z
sy stem u świadczeń socj alny ch. 

Niektórzy  duchowni tłum aczą wierny m , że m aj ą oni prawo do pobierania wszelkich

m ożliwy ch świadczeń i że j edy nie głupiec nie skorzy stałby  z rozm aity ch dotacj i osiągalny ch w
zachodnich społeczeństwach. Zam iast podkreślać wagę wy kształcenia i tłum aczy ć nowo
przy by ły m , j ak znaleźć pracę, stworzy li wśród im igrantów wrażenie, że państwo zadba o ich
potrzeby, a nawet j est zobowiązane do zapewnienia im  wsparcia, gdy ż stali się ofiaram i
niesprawiedliwego porządku świata, kolonializm u i tak dalej . Ty m  oto sposobem  środki
rozdy sponowano zarówno m iędzy  potrzebuj ący ch, j ak i ty ch, którzy  by li zdolni do podj ęcia
pracy. Dotowano więc nawet boj owników szy kuj ący ch się do działań z uży ciem  przem ocy  - nie
ty lko ugrupowanie Kapłana w Niem czech, lecz również sam obój czy ch zam achowców w
Wielkiej  Bry tanii oraz islam istów ze Skandy nawii i Holandii.

W gettach zaczęły  powstawać ogniska nędzy  - w większy m  stopniu we Francj i i Wielkiej

Bry tanii, w m niej szy m  w Niem czech i Skandy nawii. Panowało bezrobocie, zwłaszcza wśród
m łodszego pokolenia, i powstało wrażenie, że setki ty sięcy  m łody ch m ężczy zn pochodzenia
tureckiego, arabskiego i północnoafry kańskiego, chętny ch do podj ęcia prawie każdej  pracy, są
pozbawione szansy  na zatrudnienie po prostu ze względu na nazwisko i to, skąd przy by li. Jednak

background image

żadne tego ty pu skargi nie pły nęły  od im igrantów z Indii, w ty m  Sikhów, ani z Dalekiego
Wschodu. Co więcej , im igranci przy by li z Cy pru nie napoty kali trudności, z j akim i bory kały  się
osoby  przy by waj ące z Turcj i. 

Robotnicy  budowlani, hy draulicy  i inni rzem ieślnicy, a tak że nianie z Europy  Wschodniej

cieszy li się w Europie Zachodniej  naj wy ższą renom ą i by li na wagę złota. Opiekunki z Filipin
darzono wielkim  uznaniem . Zagraniczny ch robotników budowlany ch wręcz rozchwy ty wano, lecz
pracowników pochodzący ch z kraj ów m uzułm ańskich próżno by ło szukać na placach budowy.
Istniało spore zapotrzebowanie na ludzi również poza sektorem  usług. Chętny ch do pracy  w ty ch
dziedzinach nie py tano o adres; nie grało roli, czy  m aj ą na im ię John lub Henry  czy  też Mustafa
lub Ali.

Dużą część odpowiedzialności za tak niefortunny  stan rzeczy  m ożna by  rzeczy wiście

przy pisać władzom , który m  nie udało się pokierować im igrantam i tak, aby  znaleźli sobie
produkty wne zaj ęcia.

Władze nie skoncentrowały  się wcześniej  na zapewnieniu dostępu do szkolnictwa specj alnego

ani szkoleń zawodowy ch. Jednak przeważnie nie by ło winą władz, że m łodzi ludzie porzucali
szkoły  i prakty ki albo że nie potrafili nauczy ć się j ęzy ka nowego kraj u zam ieszkania (co w całej
Europie stanowiło pewien problem , chociaż nie tak poważny  j ak w Anglii i we Francj i). Nasuwa
się więc j eszcze j edno py tanie: czy  by ło coś szczególnego w społeczny ch i kulturowy ch
uwarunkowaniach ty ch rodzin i j ednostek, co nie pozwalało im  osiągnąć podobny ch wy ników j ak
im igranci z inny ch kultur?

Wiele zależało od środowiska rodzinnego. Skoro dziewczęta z ty ch rodzin radziły  sobie w szkole

o wiele lepiej  niż chłopcy, czy  przy czy ną nie m ogło by ć to, że w odróżnieniu od chłopców,
dziewczętom  nie pozwalano na wielogodzinne włóczenie się z gangam i po ulicach? A m oże
rodzice nie potrafili zapanować nad swy m i sy nam i?

Może chodziło też o to, że rodziny  wy wodzące się z ty ch religij ny ch i kulturowy ch środowisk

przy wiązy wały  m niej szą wagę do edukacj i świeckiej  niż ludzie z inny ch kraj ów? Takich py tań w
zasadzie nie stawiano, ty m  bardziej  więc nie szukano na nie odpowiedzi. By ć m oże ci, którzy
m ogliby  j e zadać, obawiali się posądzenia o rasizm .

Częsty m  zarzutem  ze strony  m uzułm anów by ł brak szacunku wobec nich. Ty le że niewiele

takich skarg dało się sły szeć od pozostały ch wspólnot etniczny ch czy  religij ny ch. Nie ulega
wątpliwości, że każdy  człowiek m a prawo by ć sprawiedliwie traktowany, a nie prześladowany
czy  obrażany. Ale ci, którzy  narzekali na protekcj onalne traktowanie albo na gorsze przewinienia,
dom agali się czegoś więcej  - czegoś, na co należało sobie zasłuży ć własny m i osiągnięciam i lub
pracą na rzecz ogółu. Chociaż ich osiągnięcia często by ły  słabe, a o j akim kolwiek wkładzie we
wspólne dobro nie by ło m owy, i tak dom agali się szacunku (lub przy naj m niej  posłuchu). Nie by ł
to problem  łatwy  do rozwiązania.

Polity cy  w Am ery ce i w Europie, chcąc uspokoić ty ch, którzy  czuli się pokrzy wdzeni,

dokładali starań, aby  w publiczny ch wy stąpieniach dobitnie wskazy wać na znaczenie oraz
ponadczasowe wartości islam u. Podkreślali także nieoceniony  wkład wnoszony  przez pracowity ch
im igrantów. Polity kom  ty m  nie przy szłoby  do głowy, żeby  wy głaszać podobne wy razy  uznania w
stosunku do chrześcij aństwa, j udaizm u, buddy zm u czy  j akiej kolwiek innej  religii. Naprawdę w to
wierzy li, czy  by ło to iaqi'a - sztuka sy m ulacj i?

background image

Taqi'a m oże m ieć absolutne uzasadnienie j ako środek służący  do uspokaj ania nastroj ów w

okresach wzburzony ch em ocj i i niepokoj ów. Niezwy kle rzadko j ednak pozwala na osiągnięcie
długotrwałej  poprawy  sy tuacj i.

W Wielkiej  Bry tanii niektórzy  czołowi członkowie wspólnoty  m uzułm ańskiej  zostali

uhonorowani ty tułem  szlacheckim  za zasługi dla kraj u; w kraj ach, w który ch nie obowiązuj e
bry ty j ski kodeks honorowy , przy znawano im  inne wy różnienia. Ale nie każdem u m ożna by ło
nadać ty tuł lorda. Wszy stkie grupy  im igranckie w dziej ach napoty kały  pewną wrogość, zanim
zy skały  pełną akceptacj ę - nikt nie rozpoczy nał ży cia w nowy m  kraj u od szczy tu drabiny
społecznej .

Niełatwo wprowadzić nowy  sy stem  awansu społecznego.

*

 Paki bashin g — dosłownie: lanie Pakistańców (przyp. tłum.).

background image

Euro islam i Tariq Ramadan

Niektórzy  na Zachodzie wiązali wielkie nadziej e z powstaniem  swoistego euroislam u,

pewnego odłam u tej  religii, który  uwzględniałby  trady cj e i warunki europej skie oraz nie by ł z
nim i sprzeczny.

Euroislam  nie m iał wy bitniej szego i bardziej  elokwentnego orędownika niż Tariq Ram adan.

Nikt nie pokazy wał się częściej  w telewizy j ny ch wy wiadach i talk show w Europie Zachodniej , a
kasety  z zapisem  j ego przesłania krąży ły  w dziesiątkach ty sięcy  egzem plarzy. Magazy n „Tim e"
um ieścił go na liście stu naj ważniej szy ch intelektualistów dwudziestego wieku; inni nazy wali go
m uzułm ańskim  odpowiednikiem  pastora Martina Luthera Kinga Juniora. Tariq Ram adan, wnuk
Hassana al-Banny, założy ciela Bractwa Muzułm ańskiego w Egipcie, urodził się w Szwaj carii w
1962 roku i j est oby watelem  tego kraj u. Za m łodu by ł znakom ity m  piłkarzem . Grał nawet w
Servet-te Geneva, j edny m  z naj lepszy ch szwaj carskich klubów. Oparł się j ednak pokusie
przej ścia na zawodowstwo i zam iast tego przerzucił się na studiowanie islam u. Jako m ówca
poj awiał się w wielu kraj ach i służy ł j ako doradca prem iera Tony 'ego Blaira w Wielkiej  Bry tanii,
ale odm ówiono m u wj azdu na teren Stanów Zj ednoczony ch i na j akiś czas do Francj i.

Kry ty cy  Tariqa Ram adana, porównuj ący  j ego piśm iennictwo i przesłania w j ęzy ku arabskim

oraz j ęzy kach europej skich, twierdzili, że „brat Tariq" m a zwy czaj  nauczania um iarkowanej ,
postępowej  wersj i swej  wiary  po francusku i angielsku, a bardziej  rady kalne przesłanie
prezentuj e w j ęzy ku arabskim . Krótko m ówiąc, Tariq j est równie gorliwy m  zwolennikiem
Bractwa Muzułm ańskiego, j ak j ego dziadek, nieży j ący  oj ciec Said oraz bracia, z który ch wszy scy
by li lub nadal są niezwy kle akty wni w działaniach na j ego rzecz. I to nie ty lko w zakresie
propagandy. Tariq oświadczy ł, że nigdy  nie by ł członkiem  bractwa, nie j est to j ednak wy powiedź
znacząca, gdy ż w zwy czaj ach tej  organizacj i, w odróżnieniu od partii polity czny  cli, nie
wy stępuj e ty powa dla Zachodu „przy należność party j na", która pociąga za sobą com iesięczne
składki, legity m acj e członkowskie i ty m  podobne.

W swoich książkach (na przy kład To Be a European Muslim [1999] oraz Western Muslims and

the Futurę of Islam [2003]) i przem ówieniach Ram adan twierdzi, że wraz z powiększaniem  się

społeczności m uzułm ańskich na Zachodzie następuj e stopniowa przem iana (m oże nawet cicha
rewolucj a), która powinna um ożliwić wierzący m  i prakty kuj ący m  m uzułm anom  pozostanie
wierny m  religii, a m im o to ży cie w zgodzie ze swy m i współoby watelam i, zam iast izolowania się
w m niej szościowy ch enklawach. Wziąwszy  pod uwagę charakter islam u, szarij at (prawo
religij ne) oraz wy ty czne Koranu doty czące tego, j ak zachowy wać się w stosunku do
niewierny ch, nie j est to zadanie łatwe i zm usza Tariqa Ram adana do pogodzenia sprzeczności.
Uważa on, że nie m a nic przeciwko państwu i społeczeństwu świeckiem u, ale j ednocześnie ostro
sprzeciwia się francuskim  regulacj om  prawny m  zakazuj ący m  noszenia hidżabów w szkołach.
Mówi, że m uzułm anie przede wszy stkim  przy należą do ummy - wspólnoty  wy znawców - i nie

powinni robić nic, co czy niłoby  ich zły m i m uzułm anam i. Mim o to dodaj e, że m uzułm anie na
Zachodzie powinni by ć wierni państwu i kraj owi, w który m  ży j ą. Oznaczałoby  to, że powinni by ć
posłuszni wobec władz, j e śli władze te lub społeczeństwo nie narzucaj ą im  niczego, co by łoby
sprzeczne z ich wy znaniem . W takich sy tuacj ach powinna by ć stosowana „klauzula sum ienia",

background image

która pozwala na wy rażenie tego, że określone czy ny  lub zachowania są sprzeczne z ich wiarą.
Takie wy biórcze podej ście do tego, j akich praw należy  przestrzegać, m ożna również znaleźć u
niektóry ch sekt chrześcij ańskich (na przy kład w kwestii służby  woj skowej ). W euroislam ie szłoby
to znacznie dalej .

W odróżnieniu od rady kalny ch partii islam skich, takich j ak Hizb ut-Tahrir, która utrzy m uj e, że

m uzułm anie nie powinni m ieszać się do ży cia polity cznego kraj u zam ieszkania, przy naj m niej
dopóki nie będą stanowić tam  większości, Tariq Ram adan j est bardzo przy chy lny  zaangażowaniu
polity cznem u. Jego poglądy  polity czne ciążą ku lewicy  - oczy wiście nie m arksistowskiej ,
m aterialisty cznej , ale nowej  lewicy  i rady kałom  z Trzeciego Świata. Do j ego sponsorów i
sprzy m ierzeńców od sam ego początku należały  takie postacie, j ak Szwaj car Jean Ziegler oraz
Aląin Gresh, y y y dawca „Le m onde diplom atique" we Francj i. Tariq Ram adan j est zaciekły m
wrogiem  globalizacj i i w kazaniach podkreśla przesłanie społeczne islam u oraz zło kapitalizm u,
czy li poglądy  podzielane przez Hizb ut-Tahrir. Opinie te nie są j ednak uporządkowane; nie
przy bieraj ą postaci zbliżonej  do religij nego socj alizm u ani też nie poj awia się w nich wy m óg,
aby  bardzo bogaci m uzułm anie dzielili się m aj ątkiem  z biedny m i.

Tariq Ram adan j est orędownikiem  nie ty lko zasady  ety cznej  odpowiedzialności, lecz także

partnerstwa z inny m i grupam i ekologiczny m i i religij ny m i, z rozm aity m i organizacj am i
alternaty wny m i (takim i j ak Association pour la taxation des transactions pour 1'aide aux citoy ens,
w skrócie ATT AC, czy li oby watelska inicj aty wa opodatkowania obrotu kapitałowego), a także z
organizacj am i obrony  praw człowieka spoza wspólnoty  m uzułm ańskiej . Ram adan m a
świadom ość, że wielu m uzułm anów, niepewny ch swej  tożsam ości, nie kwapi się do pój ścia zby t
daleko w ty m  kierunku. I rzeczy wiście pom y sły  w zakresie ochrony  praw człowieka by ły  ty m
elem entem  nauczania Ram adana, który  cieszy ł się naj m niej szy m  powodzeniem .

Propozy cj e Ram adana m ówiące, że islam skie zakazy  w dziedzinie działalności gospodarczej

trzeba dostosować do potrzeb współczesnego społeczeństwa, nie spotkały  się ze specj alny m
sprzeciwem  ze strony  ortodoksy j nego religij nego establishm entu. Gdy by  bowiem  ściśle stosować
się do ty ch staroświeckich praw, m uzułm anie nie m ieliby  m ożliwości zakładania funduszy
kapitałowy ch, dokony wania inwesty cj i finansowy ch, a także, na gruncie osobisty m , korzy stania z
kart kredy towy ch ani ubezpieczania się. Gdy  j ednak Ram adan zaj ął się na przy kład hudud -

karam i nakładany m i przez Koran i szarij at, takim i j ak publiczne kam ienowanie cudzołożnic oraz
odszczepieńców i am putowanie kończy n złodziej om  - napotkał znaczny  opór. Ram adan zdał sobie
sprawę, że ciem iężenie kobiet j est w pewny m  sensie piętą achillesową islam u we współczesny ch
społeczeństwach Zachodu i że należałoby  wprowadzić pewne reform y.

Biorąc j ednak pod uwagę potęgę religij nego establishm entu, niewiele m ógł zdziałać.
By ło to całkowicie nie do przy j ęcia dla ortodoksów, w ty m  Qaradawiego, telewizy j nego

szej ka z Al-Dżaziry  i przy j aciela Kena Livingstone'a, burm istrza Londy nu. Ortodoksy j ny
establishm ent odrzucał po prostu poglądy  Ram adana: hudud by ł częścią Koranu, przez co nie

podlegał zm ianie. Ze względu na więzy  rodzinne Ram adana j ego oponenci zgodzili się j ednak, z
godny m  uwagi oporem , rozważy ć niektóre z j ego reform atorskich propozy cj i. Rezultat łatwo dało
się przewidzieć: j ego propozy cj e zostały  j ednogłośnie odrzucone. Jak uj ął to j eden ze znawców
prawa: j eśli dziś wezwiem y  do m oratorium  na kam ienowanie kobiet i karę śm ierci, nazaj utrz
poj awi się żądanie zniesienia piątkowy ch m odlitw. (Ram adan nie postulował abolicj i dawny ch

background image

praw, ty lko wprowadzenia m oratorium ).

Jeden z kolegów Qaradawiego, czołowy  m uzułm ański teolog w Stanach Zj ednoczony ch,

oświadczy ł, że wszelkie m aj strowanie przy  hudud j est równoznaczne z niszczeniem  narodu

m uzułm ańskiego i ty m  sam y m  porówny walne do herezj i. Argum ent Ram adana, że norm y
Koranu by ły  j uż powszechnie naruszane w świecie m uzułm ańskim  przez arbitralne władze, nie
przekonał przy wódców religij ny ch. By li o wiele silniej si, a Ram adan nie m iał naj m niej szej
ochoty  odgry wać roli rady kalnego reform atora, a by ć m oże nawet m ęczennika.

Wiele osób, które uważnie śledziły  wy powiedzi Ram adana, nie wierzy ło w ich szczerość i

uważało, że w głębi duszy  wciąż pozostaj e członkiem  Bractwa Muzułm ańskiego, natom iast
reform y, które proponuj e, są ty lko zm ianam i kosm ety czny m i. Na j edną z j ego rozpraw składała
się obrona Bractwa Muzułm ańskiego - atakował intelektualistów ży dowskich we Francj i (w ty m
także ty ch, którzy  w rzeczy wistości nie by li Ży dam i) za ich kry ty czne nastawienie do islam izm u.
Również w zasadniczy ch kwestiach nigdy  nie odcinał się od bractwa i j ego
fundam entalisty czny ch doktry n.

Można się spierać, biorąc go w obronę, że niesprawiedliwe by ło kry ty kowanie go za

dwulicowość, ponieważ w j ego sy tuacj i by ło to nieuniknione. Nierealne by ło, aby  pozostawał
idolem  m uzułm ańskich banlieues w Pary żu, a j ednocześnie liberalny ch intelektualistów: m usiał

dostosowy wać się do odbiorców, wy głaszaj ąc różne przem ówienia, często niespój ne, a nawet ze
sobą sprzeczne. Choć w zasadzie pozostał fundam entalistą (j ak pokazały  ataki na m uzułm ańskich
liberałów i reform atorów), zdawał sobie sprawę, że reform y  w pewny m  zakresie są konieczne,
j eśli europej ski islam  chciałby  zachować wiarę m łodszego pokolenia, narażonego na wpły wy
Zachodu. Od czasu do czasu Tariq Ram adan otwarcie przy znawał się do swego dy lem atu. Gdy  w
rozm owie telewizy j nej  naciskano, aby  uj awnił stanowisko doty czące kam ienowania kobiet j ako
kary  za cudzołóstwo, nie chciał odciąć się od tej  prakty ki. Odparł ty lko, że opowiadałby  się za
m oratorium . Jego brat, doktor filozofii i nauczy ciel z Genewy, usprawiedliwiał kam ienowanie.
Tariq Ram adan m ówił później , że gdy by  potępił kam ienowanie, zaprzy j aźniłby  się z francuskim
m inistrem  spraw wewnętrzny ch Nicolasem  Sarkozy m , ale straciłby  zwolenników w świecie
m uzułm ańskim , a gdy by  go potępiono, nie m ógłby  niczego zm ienić w m uzułm ańskim  świecie.

Ukazuj e to ograniczenia Ram adana j ako reform atora. Jego przeszłość j est pełna sprzeczności.

Potępił terrory zm  w Europie, zwłaszcza w Anglii. Oczekuj e od europej skich m uzułm anów
większej  sam okry ty ki, a j ednocześnie większej  konserwaty wności pod względem  religij ny m .
Twierdzi, że j est przeciwko cenzurze, ale niezwy kle ciężko (i skutecznie) pracował w Genewie nad
delegalizacj ą sztuki Woltera Fanatyzm, czyli Mahomet (1741). Nie m a j ednego Tariqa Ram adana,

j est ich dwóch, i na razie (a także w daj ącej  się przewidzieć przy szłości) islam isty czny  Tariq bez
wątpienia bierze górę.

Historia bardziej  liberalnego islam u nie zaczy na się i nie kończy  na Tariqu Ram adanie. Wiele

głosów opowiadało się za reinterpretacj ą Koranu, lecz pochodziły  one z Am ery ki Północnej  i
Bliskiego Wschodu, z Indii i Indonezj i, nie zaś z Europy, która nie stanowi centrum  islam skiej
m y śli religij nej . Reform atorzy  ci zapewniaj ą, że islam  nie j est anty dem okraty czny, że m usi by ć
dem okraty czny, że należy  przestrzegać praw człowieka, że prakty ki powszechne w siedem nasty m
wieku nie obowiązuj ą w naszy ch czasach, że fatwy  ortodoksy j ny ch m uzułm ańskich przy wódców
(często sam ozwańcze) nie są wiążące oraz że j ednostki m aj ą prawo do interpretacj i święty ch

background image

pism  własnej  religii - i m uszą m ieć wolność m y ślenia i wy rażania własny ch opinii.

Są to j ednak, przy naj m niej  na razie, poglądy  m niej szości, chociaż Internet zapewnił

reform atorom  większe grono odbiorców, niż m ogli zebrać kiedy kolwiek w przeszłości.
Konserwaty wny, reakcy j ny  establishm ent religij ny  wciąż zaj m uj e silną pozy cj ę. Liberalny ch
m uzułm anów odrzuca się j ako nieautenty czny ch, a nawet herety ków, agentów Zachodu.
Paradoksalnie, reform atorski islam  j est słabszy  w Europie niż w niektóry ch kraj ach islam skich,
natom iast próby  francuskich, bry ty j skich i niem ieckich rządów, aby  um ocnić elem enty
postępowe i liberalne w społecznościach m uzułm ańskich w ty ch kraj ach, nie by ły  zby t udane.
Wiąże się to głównie z ty m , że pośród m uzułm ańskiej  em igracj i w Europie j est stosunkowo
niewiele osób wy kształcony ch czy  też intelektualistów otwarty ch na m y śl z zewnątrz. 

Wielu im igrantów, j ak w wy padku Turków w Niem czech, przy by ło z dalekich i

konserwaty wny ch regionów oj czy zny  - nie zaś z ośrodków kosm opolity czny ch. Z biegiem  czasu
m oże się to zm ienić, ale na pewno nie tak szy bko. Pewna reform a trady cy j nego islam u stała się
nieuchronna na skutek rozwoj u gospodarczego i technologicznego, ale konserwaty ści usiłuj ą
ograniczy ć zm iany  w ty m  zakresie. Nawet Osam a bin Laden w latach dziewięćdziesiąty ch w
Sudanie by ł odnoszący m  sukcesy  biznesm enem , którego działalność niezupełnie dawała się
pogodzić z fundam entalisty czny m  islam em .

Wątpliwe, czy  fundam entalistom  uda się na dłuższą m etę zapobiec em ancy pacj i kobiet.

Próbuj ąc tego dokonać, powołuj ą się m niej  na argum enty  religij ne niż polity czne oraz
anty zachodniość - że są społecznością znaj duj ącą się pod presj ą z zewnątrz. Ale anty zachodniość
nie m a podłoża czy sto polity cznego. Zagrożeniem , przed j akim  stoj ą obecnie islam scy
trady cj onaliści, j est nie ty le reform a religii, ile oboj ętność religij na. Pom im o sukcesów
odnoszony ch przez fundam entalizm  w ostatnich dziesięcioleciach m aj ą oni świadom ość (j ak uj ął
to pewien berliński im am ), że droga do m eczetu j est długa i przem ierzaj ąc j ą, m łodzi ludzie
zm agaj ą się z wielom a pokusam i. Młodzi z entuzj azm em  m ogą wy słuchiwać Tariqa Ram adana,
ty le że większość z nich nie stosuj e się j uż ściśle do wielu nakazów religij ny ch, ty m  bardziej  do
pięciu codzienny ch m odlitw. W przy szłości m oże to stanowić rzeczy wiste zagrożenie. Kontrola,
j aką m aj ą nad nim i duchowni, nie j est tak silna j ak nad pokoleniem  ich rodziców.

background image

Islamska przemoc w Europie

Terrory zm  w Europie m a długą historię. Związany  j est z nacj onalisty czny m i grupam i

separaty sty czny m i, takim i j ak Irlandzka Arm ia Republikańska, a także z lewicowy m i i
prawicowy m i grupam i ekstrem isty czny m i, począwszy  od rosy j skich rewolucj onistów
społeczny ch z dziewiętnastego wieku, poprzez anarchistów z lat 1890-1910, Grupę Baader-
Meinhof z lat sześćdziesiąty ch i siedem dziesiąty ch, a na rozm aity ch neofaszy stowskich sektach
kończąc. Lecz od lat osiem dziesiąty ch ten rodzaj  terrory zm u zanikał, a zam iast tego poj awiły  się
rady kalne kom órki m uzułm ańskie. Dlaczego celem  stała się Europa? Zgodnie z doktry ną Al-
Kaidy  i ugrupowań sprzy m ierzony ch Stany  Zj ednoczone oraz Izrael, wielki i m ały  szatan, są
główny m  wrogiem . Jednak Izrael trudno atakować z zewnątrz, tak więc terrory zm  w tam ty m
kraj u pozostawiono Palesty ńczy kom . Jeśli chodzi o Stany  Zj ednoczone, to od 11 września 2001
roku nie dochodziło do poważniej szy ch ataków.

Wy wiązała się więc dy skusj a, czy  państwo to nie j est Dar al Harb, dom em  woj ny, w który m

ataki terrory sty czne są nie ty lko dozwolone, ale wręcz pożądane. Naj wy raźniej  głównie z
przy czy n pragm aty czny ch większość islam istów zdecy dowała, że ataki w USA nie są obecnie
zadaniem  naj ważniej szy m . Wy daj e się również, że poza kilkom a wy j ątkam i, takim i j ak
Schenectady, Nowy  Jork lub Jem eńczy cy, w Stanach Zj ednoczony ch nie by ło tak łatwo
zm obilizować boj ówkarzy.

Niem niej  j ednak Europa nie by ła oczy wisty m  wy borem ; spodziewać się m ożna by ło ataków

przeciwko „bliskiem u wrogowi", czy li arabskim  rządom , na przy kład Arabii Saudy j skiej , Egiptu i
Algierii, uznawany m  przez ekstrem istów za wrogie. Terrory ści w Egipcie i w Algierii zostali
pokonani, a ich przy wódcy  zdali sobie sprawę, że ataki skierowane przeciw cudzoziem com  zawsze
będą się cieszy ły  większą popularnością w środowiskach arabskich niż ataki na m uzułm ańskich
braci. Ostatecznie wy gląda na to, że wy brano Europę, ponieważ na konty nencie łatwiej  by ło
znaleźć rekrutów, a także swobodniej  się przem ieszczać i organizować w kraj ach
dem okraty czny ch. O powody  do podobny ch ataków nigdy  nie j est trudno - m ożna j e tłum aczy ć
j ako karę za pom aganie Stanom  Zj ednoczony m  w globalnej  woj nie z terrory zm em  oraz w
inwazj i na Afganistan i Irak bądź też za rzekom e prześladowania lokalny ch m niej szości
m uzułm ańskich.

Włochy  zy skały  szczególne znaczenie j ako punkt przerzutowy  do pozostały ch kraj ów

europej skich, bazę wy j ściową boj owników do Iraku oraz centrum  wsparcia finansowego i
logisty cznego. Znaczna część tej  działalności odby wała się w obrębie dwóch islam isty czny ch
m eczetów Mediolanu, Viale Jenner oraz Via Quaranta. Włoskie siły  bezpieczeństwa zwróciły  się
do wy m iaru sprawiedliwości z prośbą o deportacj ę kilku im am ów, m ocno uwikłany ch w tę
nadprogram ową działalność. Jednak w niektóry ch wy padkach sędziowie odrzucili wnioski,
ponieważ traktowali „akty wistów" j ako boj owników o wolność, albo też po prostu odm ówili
dlatego, żeby  pokrzy żować plany  rządowi włoskiego prem iera Silvia Berlusconiego. Włochy
przeprowadziły  dziesiątki aresztowań boj owników, którzy  pom agali egipskiej  al-Gam a'a al-
Islam iy y a, algierskiej  Salafist Group for Cali and Com bat, irackiej  Ansar al Islam  oraz inny m
ugrupowaniom . By ły  także kraj em  przerzutowy m  dla m uzułm anów z Bośni, a zwłaszcza z

background image

Albanii, z który ch j ednak ty lko nieliczni zam ieszani by li w działalność polity czno-terrory sty czną.

Według francuskich ekspertów istniej e ry walizacj a przy  werbunku akty wistów m iędzy

różny m i ugrupowaniam i, takim i j ak salafici (którzy  w 1990 roku m ieli m ocną pozy cj ę w Egipcie i
w Afry ce Północnej ) oraz tabligh, skupiaj ący  się na edukacj i religij nej  w rady kalny m ,

fundam entalisty czny m  nurcie, a także na nawróceniach na islam . (Kilku konwerty tów odegrało
znaczącą rolę w akcj ach terrory sty czny ch). Niektóre z ty ch ugrupowań szkoliły  j edny ch
członków do działań na terenie Francj i, a pozostały ch do operacj i w Iraku i na Kaukazie oraz w
różny ch inny ch m iej scach poza granicam i kraj u.

W sum ie działalność terrory sty czna w Europie by ła do tej  pory  stosunkowo ograniczona.

Działo się tak z kilku powodów. Niewy kluczone, że brakowało rekrutów albo też francuskie
działania anty terrory sty czne okazy wały  się skuteczne. Możliwe również, że tam te akcj e
terrory sty czne (w latach 1984-1985 oraz w połowie lat dziewięćdziesiąty ch) z perspekty wy  czasu
wy dały  się nieskuteczne i przez to bezcelowe. Jednak wcześniej sze doświadczenia niekoniecznie
m uszą dostarczać wskazówek na przy szłość, j ako że co pięć, dziesięć lat powstaj e nowe pokolenie
potencj alny ch „boj owników", będący ch pod m niej szy m  wpły wem  wy darzeń z przeszłości niż
spraw bieżący ch.

To, że terrory zm  dawniej  nie osiągał wielkich sukcesów, niekoniecznie m usi działać

odstraszaj ąco, gdy ż pam ięć history czna j est krótka.

Trudno ustalić, j ak dalece terrory ści w Europie kierowani i koordy nowani by li z zewnątrz.

Wiadom o by ło ty lko, że ataki z m arca 2004 roku w Madry cie zaplanowała i przeprowadziła grupa
m arokańska, że Algierczy cy  akty wnie działali głównie we Włoszech i Francj i, Arabowie
natom iast w Niem czech. W duży m  stopniu j ednak akcj e te wy nikały  z lokalny ch inicj aty w.
Oczy wiście, różne grupy  wzaj em nie się wspierały, ale żeby  to osiągnąć, nie potrzebowały
naczelnego przy wództwa. Miej scowe kontakty  m ożna by ło znaleźć za pośrednictwem  m eczetów,
klubów czy  księgarni. Tak więc m y lące by ło określanie Al-Kaidy  m ianem  pociągaj ącego za
sznurki za każdy m  razem , co często czy niły  m edia. Stare przy wództwo Al-Kaidy  pozostawało w
ukry ciu i właściwie nie m ogło zaplanować ani przy gotować skom plikowany ch operacj i w kraj ach
dalekich od swy ch kry j ówek w Afganistanie i Pakistanie.

Muzułm ańskie siatki powstały  w latach dziewięćdziesiąty ch.
Składały  się po części z „Afgańców" - ludzi, którzy  wcześniej  walczy li w Afganistanie - w ty m

z pewnej  liczby  z Algierii oraz z inny ch kraj ów arabskich i północnoafry kańskich, a także
m iej scowy ch boj owników. Naj częściej  kandy datam i do m isj i terrory sty czny ch by li m łodzi,
bezrobotni m ężczy źni przy należący  do pewny ch m eczetów lub powiązany ch z nim i klubów.
Wy bierał ich agent werbunkowy, obiecuj ąc celowe działania, które nadadzą sens ich ży ciu, a
także zapewnią zastrzy k adrenaliny. Gangi uliczne odgry wały  w ty m  kontekście ważną rolę.
Pozostały ch rekrutowali współwięźniowie w zakładach karny ch.

Czy nniki związane z ubóstwem  i bezrobociem  nie są wy starczaj ący m  wy tłum aczeniem .

Niem ała liczba terrory stów w Europie Zachodniej  wy wodziła się z rodzin klasy  średniej  i
studiowała na studiach pierwszego lub drugiego stopnia. Tak by ło w wy padku siatki ham burskiej ,
szy kuj ącej  ataki z 11 września 2001 roku w Nowy m  Jorku i Waszy ngtonie. Zabój ca
am ery kańskiego dziennikarza Daniela Pearla studiował w London School of Econom ics,
wy kształcony  by ł również Moham ed Bouj eri, zabój ca Theo van Gogha, a także wielu inny ch, na

background image

przy kład Khaled Kalkal, francuski terrory sta z lat dziewięćdziesiąty ch, oraz Zacarias Moussaoui,
zwany  dwudziesty m  pory waczem  z 11 września, uj ęty  w Stanach Zj ednoczony ch. Osoby  z
lepszy m  wy kształceniem  często rekrutowano przez Internet, który  z czasem  stał się istotny m
m edium  do werbunku dżihady stów.

Kiedy  m oty wy  społeczne i ekonom iczne nie są dostateczny m  wy tłum aczeniem , należy  wziąć

pod uwagę czy nniki polity czne i psy chologiczne. Religia bez wątpienia odegrała pewną rolę,
j ednak z tego, co wiadom o, za aktam i przem ocy  nie opowiadali się wcale naj gorliwsi wy znawcy
i ortodoksi. Według bry ty j skiego raportu z 2005 roku sporządzonego przez Hom andj o reign Officg,
większość rekrutów pochodzący ch z klasy  średniej  stanowili sam otnicy, który ch przy ciągnęły
kluby  uniwersy teckie opieraj ące swą działalność na przy należności etnicznej  lub religij nej ,
rozczarowani obecną sy tuacj ą.

Niektórzy  niedawno przy by li z Afry ki Północnej  lub Wschodniej , lecz znaleźli się wśród nich

również oby watele bry ty j scy  z drugiego lub nawet trzeciego pokolenia, który ch rodziny  trafiły  tu
niegdy ś z subkonty nentu indy j skiego. W dodatku, j ak podaj e raport, znaczna część pochodziła z
liberalny ch, niereligij ny ch środowisk m uzułm ańskich lub nawróciła się w wieku doj rzały m  - w
ty m  kilku rodowity ch oby wateli bry ty j skich i wy wodzący ch się z Indii Zachodnich. Wskazuj e to
raczej  na rozm aite m oty wy : na nienawiść do Am ery ki, Zachodu oraz przy branej  oj czy zny, na
nieukierunkowaną agresj ę oraz pragnienie zy skania szacunku (a przy naj m niej  posłuchu), a także
na sprzeciw wobec stosowania przez nowy  kraj  zam ieszkania podwój ny ch standardów w polity ce
m iędzy narodowej  - dlaczego zachowy wał bierność w wy padku Czeczenii, Kaszm iru, Palesty ny  i
inny ch konfliktów? Niestety, zby t m ała liczba „akty wistów" została obj ęta badaniam i Hom e and
Foreign Office, aby  m ożna by ło dokony wać uogólnień doty czący ch podłoża i m oty wacj i ich
działań.

Niełatwo poj ąć na przy kład m oty wy  Turków, i w Turcj i, i w Niem czech, którzy  z

entuzj azm em  powitali zarówno anty am ery kańskie (oraz anty zachodnie i anty ży dowskie) film y
(np. Valley of the Wolves), j ak i powieści opisuj ące wspólny, turecko-rosy j ski atak nuklearny  na

Stany  Zj ednoczone. Przecież Am ery ka poparła Turcj ę, gdy  ta sprzeciwiła się radzieckim
roszczeniom  tery torialny m  po drugiej  woj nie światowej , wspierała starania Turcj i o wstąpienie
do Unii Europej skiej  wbrew sporem u oporowi Europy, pom agała też ratować ży cie
m uzułm anom  na Bałkanach. Niewy kluczone, że podziałała tu propaganda przy wódców
duchowy ch ty ch społeczności, według której  Am ery ka j est główny m  wrogiem , nawet j eśli ani
Rosj anie, ani Arabowie nigdy  nie by li wielkim i przy j aciółm i narodu tureckiego (nie
wspom inaj ąc j uż o panturkizm ie). Jeszcze trudniej  zrozum ieć powód, dla którego nigery j scy
m uzułm anie m ieliby  zabij ać dziesiątki nigery j skich chrześcij an w następstwie publikacj i duńskich
kary katur na początku 2006 roku. Nie da się tego wy tłum aczy ć ani uciskiem  kolonialny m , ani
zachodnim  paternalizm em , ani brakiem  szacunku.

Dlaczego kraj e europej skie sprowadziły  na siebie te ataki? Przede wszy stkim  z powodu

pewnej  naiwności, która um ożliwiła m asową im igracj ę w m iniony ch dziesięcioleciach. Europa
została wy brana przez terrory stów na giganty czną, bezpieczną przy stań, ponieważ w odróżnieniu
od inny ch części świata (w ty m  państw Afry ki Północnej , Bliskiego Wschodu i inny ch kraj ów
m uzułm ańskich) zapewniała nie ty lko schronienie, lecz także wsparcie finansowe, które zgodnie z
obowiązuj ący m i zasadam i przy sługiwało staraj ący m  się 0 azy l akty wistom .

background image

W ten sposób powstała groteskowa sy tuacj a: Abu Qatadah, uważany  za przedstawiciela-

Osam y  bin Ladena na Europę, uzy skał azy l w Wielkiej  Bry tanit, Abu Ham za al-Masri uczy nił z
m eczetu Finsbury  ośrodek „działań boj owy ch" na Europę Zachodnią, Mullah Krekar, przy wódca
Ansar al Islam , zam ieszkał w Norwegii, Abu Talal al-Qasim ir, j eden z przy wódców egipskiej  al-
Gam a'a, uczy nił z Danii centrum  swej  działalności (1993), Abdel Ghani Mzoudi i Mounir
eli Vlouttazadek z kom órki ham burskiej , która przeprowadziła zam achy  z 11 września, nadal działa
swobodnie. Aresztowano ich co prawda i j akiś czas przetrzy m y wano, j ednak niem iecki sy stem
prawny  okazał się wobec nich bezsilny. Kom órki terrory sty czne powstały  1 przez wiele lat by ły
akty wne w Madry cie, Tury nie, Mediolanie, Frankfurcie, Rotterdam ie, Eindhoven (m eczet Al
Furqan) oraz w wielu inny ch m iej scach.

Niekiedy  „boj owników" stawiano przed sąd, ty le że naj częściej  trzeba ich by ło uniewinnić.

Większość przez lata utrzy m y wała się z pom ocy  społecznej  i dostawała z przy działu m ieszkania
oraz dziesiątki ty sięcy  (a nawet setki ty sięcy ) dolarów od władz sam orządowy ch bądź
państwowy ch, a także zasiłki dla bezrobotny ch i ich duży ch rodzin. Niektórzy  otrzy m y wali
dotacj e na działalność religij ną.

Mullah Krekar, przy wódca Ansar al Islam , został na krótko aresztowany  przez duńskie władze,

ale zaskarży ł decy zj ę i dostał 5000 euro odszkodowania za bezprawne aresztowanie (kwotę tę
zwiększono później  do 45 000). Przez cały  czas akty wiści nie kry li się ze swy m i zam iaram i - w
istocie grozili rządom  państw gospodarzy  zgubny m i konsekwencj am i w razie niespełnienia ich
żądań.

W większości kraj ów europej skich (a także w USA, Rosj i i Indiach) prawodawstwo

anty terrory sty czne zostało zaostrzone po 11 września 2001 roku i po później szy ch atakach
terrory sty czny ch w inny ch kraj ach. Lecz nawet wówczas władze by ły  w duży m  stopniu bezsilne,
nie m ogąc zatrzy m y wać ani skazy wać dom niem any ch terrory stów. Gdy  tak postępowały, za
niezgodne z prawem  działania potępiały  j e nie ty lko lokalne organizacj e broniące praw człowieka,
ty pu Am nesty  International, ale także europej skie insty tucj e polity czne - zazwy czaj  odwołuj ąc
się do Europej skiej  Konwencj i Praw Człowieka.

Terrory zm  często określano m ianem  asy m etry czny ch działań woj enny ch - i pod względem

prawny m  bez wątpienia taki właśnie by ł.

Kiedy  islam iści zaj m owali się propagandą nawołuj ącą do zbrodniczy ch działań,

niej ednokrotnie m ożna by ło to uznać za dopuszczalne w świetle praw gwarantuj ący ch wolność
słowa. Kiedy  przy gotowy wali się do akcj i terrory sty czny ch, m ożna by ło ich aresztować i
przetrzy m y wać kilka dni, j ednak w zasadzie nie dało się ich skazać, gdy ż nie wy rządzili żadnej
szkody. Zawsze m ógł poj awić się argum ent, że tak naprawdę nie m ieli zam iaru przeprowadzić
zam achu terrory sty cznego. Do tego stopnia, że w USA nawet osoby, które przeprowadziły  ataki z
11 września 2001 roku, m ogły by  zostać na krótko zatrzy m ane, ale nie m ożna by  ich by ło postawić
w stan oskarżenia ani uznać za winne, dopóki nie przej ęły by  sam olotów przed ostateczną m isj ą.
Jeśli m iały  broń, by ło to oczy wiście niezgodne z prawem , j ednak wy roki m usiały  by ć pobłażliwe.
Nawet broń m asowego rażenia (zwłaszcza gdy  chodziło o broń binarną, czy li m ateriały, które
m ogły by  służy ć także celom  pokoj owy m ) niekoniecznie by ła dowodem  rozstrzy gaj ący m . Jeśli
ponad wszelką wątpliwość udowodniono kom uś członkostwo w organizacj i terrory sty cznej , m ożna
by ło dowodzić, że j est to grupa party zancka chroniona konwencj ą genewską lub ruch
narodowowy zwoleńczy  (j ak stało się we Włoszech), do którego przy należność nie by ła czy nem

background image

podlegaj ący m  karze, lecz godny m  poparcia.

Naj częściej  dowody  przeciwko dom niem any m  terrory stom  by ły  nie do przy j ęcia przez sąd,

ponieważ zostały  przechwy cone w różny  sposób albo konieczne by łoby  uj awnienie przez służby
bezpieczeństwa źródeł na j awny m  posiedzeniu sądu, czego zazwy czaj  odm awiano. Ze wszy stkich
kraj ów europej skich j edy nie Francj a m iała sy stem  zdolny  do m niej  lub bardziej  skutecznego
radzenia sobie z terrory zm em , w który m  to sy stem ie w ślad za postawieniem  w stan oskarżenia
szły  wy roki oraz deportacj e. W efekcie wielu terrory stów, którzy  początkowo znaleźli we Francj i
azy l, legalnie lub nie, w latach dziewięćdziesiąty ch przeniosło się z działalnością do
„Londonistanu". W niem al wszy stkich kraj ach Europy  deportacj a okazała się niezwy kle trudna
pod względem  prawny m , dlatego też by ła niezwy kłą rzadkością. Osoby  uznane za niebezpieczne
dla państwa nie m ogły  zostać deportowane do kraj u pochodzenia, gdy ż większość państw spoza
Europy  (w ty m  Stany  Zj ednoczone i większość kraj ów azj aty ckich oraz afry kańskich) nie zniosła
kary  śm ierci, zawsze więc istniało ry zy ko, że zostaną potraktowane brutalnie, a nawet poddane
torturom . Przez całe lata trwały  ekstrady cj e terrory stów nawet z j ednego europej skiego kraj u do
drugiego, w który m  ich poszukiwano.

Niektóre z różny ch przy czy n nigdy  nie doszły  do skutku. Gdy by  z naruszeniem  ty ch praw kilku

zatrzy m any ch poddano ekstrady cj i i ostatecznie deportowano, rozpętałoby  się piekło. Jakim
prawem  tak niehum anitarnie postępuj e się z ludźm i, który ch należy  uznawać za niewinny ch,
dopóki ich wina nie zostanie udowodniona? Sy tuacj a by ła ty m  bardziej  skom plikowana, że
niektórzy  z dom niem any ch terrory stów nie by li obcokraj owcam i, ty lko naturalizowany m i
oby watelam i danego kraj u.

Naiwność i nierozum ienie problem u zagrożenia terrory zm em  często wy m ieniano j ako

główne przy czy ny  liberalnego traktowania ubiegaj ący ch się o azy l, którzy  koniecznie chcieli
angażować się w działania z uży ciem  przem ocy. Za niebry ty j skie (lub nieskandy nawskie)
uważano nieprzy znanie schronienia osobom , które twierdziły, że w swy ch rodzinny ch kraj ach
znaj duj ą się w śm iertelny m  niebezpieczeństwie. Możliwe, że zadziałał także czy nnik nieczy stego
sum ienia, m aj ący  swe źródło j eszcze w latach trzy dziesty ch, gdy  wszy stkie rzeczone kraj e
odm ówiły  przy znania azy lu rzeczy wisty m  uchodźcom  z nazistowskich Niem iec. 

Na pewno w grę wchodziły  j ednak również inne pobudki. W Wielkiej  Bry tanii na przy kład

islam skim  rady kałom  dano do zrozum ienia, że gdy by  powstrzy m ali się od „nielegalny ch" działań,
to znaczy  nawoły wań do działalności terrory sty cznej  wewnątrz kraj u, ich obecność będzie
tolerowana, natom iast na resztę poczy nań przy m knie się oko. Ta niepisana um owa naj wy raźniej
obowiązy wała przez lata, a podobne ustalenia widocznie funkcj onowały  w pozostały ch
europej skich kraj ach. Można by  także przy toczy ć argum ent, że dopóki działalność woj uj ący ch
islam istów nie została zakazana, łatwiej  ich by ło infiltrować, niż gdy  zm uszeni zostali do zej ścia do
podziem ia.

Wy daj e się, że takie kalkulacj e niej ednokrotnie się sprawdziły, często j ednak nie - nie

zapobiegły  na przy kład londy ńskim  atakom  z lipca 2005. Ogólnie biorąc, podej ście kraj ów
europej skich do terrory stów oraz ich towarzy szy  podróży  polegało na tolerowaniu, póki „się
zachowy wali", ale w następstwie większy ch ataków terrory sty czny ch wprowadzano obostrzenia.
Jeśli zam achy  nie by ły  częste, żądania zniesienia ograniczeń nasilały  się zawsze wraz z
zacieraniem  się pam ięci o ty ch zam achach. Wiele osób oraz grup uważało, że zagrożenie
terrory sty czne j est poważnie wy olbrzy m ione (m oże nawet przez władze) oraz że ochrona praw

background image

człowieka j est obowiązkiem  naj ważniej szy m , nawet j eśli m iałaby  narażać na szwank ludzkie
ży cie.

W swej  walce z terrory zm em  europej skie rządy  nie m ogły  liczy ć na zby tnie wsparcie ze

strony  społeczności m uzułm ańskich. Dowódca anty terrory sty cznego wy działu Scotland Yardu
ogłosił we wrześniu 2006 roku, że bry ty j skie siły  bezpieczeństwa tropią ty siące
osób podej rzewany ch o planowanie, finansowanie i zachęcanie do ataków. Przedstawiciele
bry ty j skich wspólnot m uzułm ańskich trady cy j nie stali na stanowisku, że albo siły  bezpieczeństwa
są w błędzie, albo, co bardziej  prawdopodobne, chcą zszargać reputacj ę niewinny ch ludzi.

Niewy kluczone, że naj ważniej szy m  problem em , przed j akim  stała Europa, wcale nie by ł

terrory zm . Nawet gdy by  w Europie nie doszło do żadnego zam achu, wciąż m am y  do czy nienia z
głębokim i zm ianam i dem ograficzny m i, społeczny m i i kulturowy m i. Co więcej , istniej ą
organizacj e islam isty czne oficj alnie odcinaj ące się od działań w sty lu Al-Kaidy, niem niej  j ednak
wy znaj ą one dżihad oraz inne form y  przem ocy. Pod pewny m i względam i przy pom inaj ą ruchy
faszy stowskie z lat trzy dziesty ch, które również wierzy ły  w m asową przem oc i dom inacj ę na
ulicach, nie zaś w poj edy ncze akty  terrory zm u.

Odnosi się to na przy kład do Hizb ut-Tahrir („partii wy zwolenia"), która założona została na

początku lat pięćdziesiąty ch w j ordańskiej  części Jerozolim y. Podobnie j ak większość ty ch
organizacj i, Hizb ut-Tahrir by ła odnogą Bractwa Muzułm ańskiego, uznawanego przez nią za
niedostatecznie anty zachodnie. Jest to ugrupowanie zaciekle anty sem ickie („i zabij aj cie ich,
gdziekolwiek ich spotkacie", j ak m ówi Koran). Jakkolwiek Hizb ut-Tahrir utrzy m uj e, że j ej
deklaracj e zostały  wy rwane z kontekstu. Podobno usiłowała działać zarówno j ako legalna partia,
j ak i taj na organizacj a podziem na, czego wy nikiem  by ły  m iędzy  inny m i problem y  natury
doktry nalnej . Hizb ut-Tahrir j est bez wątpienia ugrupowaniem  fundam entalisty czny m  i
rady kalny m  (choć według j ej  interpretacj i islam  j est religią rozsądku), a j ej  zasadniczy m  celem
j est przy wrócenie kalifatu, zniesionego wraz z abdy kacj ą ostatniego sułtana Turcj i w latach
dwudziesty ch.

Hizb ut-Tahrir oraz j ej  nawet bardziej  rady kalne odłam y  uznaj ą j edy nie nmma,

ogólnoświatową społeczność wierzący ch m uzułm anów, i uważaj ą, że państwa narodowe oraz
istniej ące pom iędzy  nim i granice są tworem  sztuczny m . Ekstrem iści ci m ówią, że nie popieraj ą
terrory zm u, chociaż poj edy nczy  członkowie organizacj i brali udział w operacj ach
terrory sty czny ch (nawet w m isj ach sam obój czy ch), a w swy ch publikacj ach ochoczo przy j ęli
operacj e Al-Kaidy.

Są świetnie zorganizowani i m aj ą dość silną pozy cj ę w niektóry ch społecznościach

m uzułm ańskich, grożąc swy m  konkurentom  i przeciwnikom  wewnątrz wspólnoty  bliżej
nieokreślony m i konsekwencj am i. Zakładaj ą sy tuacj ę, w której  dochodzą do władzy,
przy puszczalnie z uży ciem  przem ocy, gdy  będą j uż na ty le silni, aby  tego dokonać,
przeniknąwszy  uprzednio do aparatu państwowego.

W odróżnieniu od pozostały ch rady kalny ch ugrupowań islam isty czny ch Hizb ut-Tahrir j est

organizacj ą elitarną, werbuj ącą wy kształcone kadry. Swoj e istnienie zapoczątkowała w Wielkiej
Bry tanii, gdzie m a dość silną reprezentacj ę w kam pusach uniwersy teckich, takich j ak
Birm ingham , Bradford oraz London Im perial College. Błędem  by łoby  j ednak uznać Hizb ut-
Tahrir za ugrupowanie intelektualistów i ideowców. Jej  członkowie to raczej  technicy  i

background image

inży nierowie. We Francj i organizacj a ta nie j est zby t m ocna, ale dość akty wnie działa na
tery torium  by łego Związku Radzieckiego, zwłaszcza w Azj i Środkowej . Podczas gdy  nawet
bardziej  rady kalne grupy  angażowały  się w um y ślne prowokacj e („wy wiesim y  nasze flagi przy
Downing Street 10"), Hizb ut-Tahrir prawdopodobnie uznaj e, że działania takie przy noszą skutki
odwrotne do zam ierzony ch.

Hizb ut-Tahrir to j edna z kilku organizacj i islam isty czny ch działaj ący ch w Europie, a wśród

ugrupowań tego rodzaj u dochodziło i nadal dochodzi do wielu rozłam ów. Przez niektóry ch
wrogów z własnego obozu członkowie Hizb ut-Tahrir oskarżani by li o to, że są agentam i
zachodniego im perializm u - odpowiadano im  ty m  sam y m . Takiej  m ożliwości nie da się przecież
wy kluczy ć. Można założy ć, że większość rady kalny ch ugrupowań j est infiltrowana przez służby
bezpieczeństwa oraz konkurency j ne grupy  islam isty czne. Nie wiadom o j ednak, czy  ich działania
sterowane są przez czy nniki zewnętrzne. Tak czy  inaczej , sam o ich istnienie pokazuj e, że
społeczeństwa europej skie stoj ą w obliczu zagrożeń nie ty lko na poziom ie działań
terrory sty czny ch prowadzony ch przez niewielkie, taj ne kom órki, lecz również organizacj e
polity czne, które w dogodny m  czasie będą usiłowały  stosować m asowe akty  przem ocy. Hizb ut-
Tahrir została zdelegalizowana w większości kraj ów Bliskiego Wschodu (z wy j ątkiem  Libanu,
Jordanii i kraj ów Zatoki Perskiej ) oraz w wielu kraj ach europej skich, ale w Europie naj wy raźniej
nie ograniczy ło to zby tnio j ej  funkcj onowania.

W ty m  zwięzły m  przeglądzie rozm aity ch ugrupowań islam isty czny ch nie uwzględniliśm y

j ednej , istotnej  kategorii przem ocy, a m ianowicie przem ocy  spontanicznej , j aką m ogliśm y
zaobserwować podczas pary skich zam ieszek w listopadzie 2005 roku. Chociaż większość
uczestników tam ty ch rozruchów (lub też poprzednich napięć na tle społeczny m  w środkowej
Anglii) by ła m uzułm anam i, nie m a dowodów na to, że podżegały  do nich konkretne organizacj e
zgodnie z j akim ś planem . Z j ednej  strony  zam ieszki by ły  wy nikiem  „obiekty wny ch"
uwarunkowań i nastroj ów panuj ący ch wśród m łodego pokolenia z gett, a z drugiej  strony
indoktry nacj i duchowny ch i agitatorów polity czny ch. Nie oznacza to j ednak, że agitatorzy
polity czni by li zdolni wszcząć niepokoj e czy  też położy ć im  kres. Całkiem  m ożliwe, że analogiczna
sy tuacj a powtórzy  się w przy szłości.

Nicolas Sarkozy  wspom inał o istnieniu od dwóch do trzech ty sięcy  casseurs, głównie

zam ieszkuj ący ch pary skie banlieues, którzy  często uciekaj ą się do aktów wandalizm u i przem ocy :

podpalania i niszczenie m ienia, kradzieży  oraz rozboj ów. Choć większość casseurs pochodzi z

m uzułm ańskich przedm ieść, j est wśród nich również kilku boj owników ze skraj nej  prawicy, j ak
również pewna liczba anarchistów. Jak ocenił francuski politolog Sebastian Roche, zasadniczo są to
ludzie apolity czni, znaj duj ący  się poza procesem  polity czny m , wierzący  w przem oc dla sam ej
przem ocy.

background image

3. Długa droga do europejskiej jedności

Od czasu drugiej  woj ny  światowej  pod względem  polity czny m  Europa zm ieniła się prawie

nie do poznania. Po niepewny ch początkach dążenie do bliższej  współpracy  i większej  j edności
posunęło się znacznie naprzód w latach pięćdziesiąty ch i sześćdziesiąty ch, postępowało zry wam i,
potem  straciło pęd, by  później  znów nabrać rozm achu. Jednak ruch w ty m  kierunku został
wstrzy m any  w roku 2005, gdy  Francj a i Holandia, dwaj  członkowie założy ciele Unii
Europej skiej , odrzuciły  poddany  pod głosowanie proj ekt konsty tucj i. Przy szłość zj ednoczonej
Europy  nadal pozostaj e sprawą niepewną. Aby  m óc przeanalizować perspekty wy, należałoby
choć pokrótce podsum ować doty chczasową drogę. „Utworzenie Wspólnoty  Europej skiej  zalicza
się do naj bardziej  niezwy kły ch osiągnięć we współczesnej  polity ce światowej , m im o to nie m a
w zasadzie zgody  co do j ej  celów" - powiedział Andrew Moravcsik, czołowy  badacz tej
problem aty ki.

Idea Europy  j ako by tu odrębnego wobec Azj i i Afry ki sięga czasów staroży tny ch, nie by ł to

j ednak problem , który  by  Greków czy  Rzy m ian m ocno absorbował. W czasach średniowiecza i
później  wy dano rozm aite książki i rozprawy  doty czące Europy, lecz by ło to bardziej  przedm iotem
zainteresowania geografów niż filozofów polity ki. Zaczęło się to zm ieniać w wieku
siedem nasty m , gdy  francuski m inister finansów książę Maxim ilien de Sully, William  Penn oraz
kilku inny ch zastanawiało się nad potrzebą utworzenia j akiej ś organizacj i europej skiej  lub nawet
parlam entu dla utrzy m ania pokoj u na konty nencie, który  w tam ty m  okresie poważnie osłabiły
woj ny  religij ne (1562-1598) oraz woj na trzy dziestoletnia (1618-1648). My śl tam tą podj ął sto lat
później  Charles-Irenee Castel, opat Saint-Pierre

(1658-1743), w swej  książce o wieczny m  pokoj u Le projet de paix perpetuelle (1713). My śli

księdza de Saint-Pierre trafiły  do Jana Jakuba Rousseau, Kanta oraz inny ch m y ślicieli oświecenia.
Zasadniczą koncepcj ą by ła potrzeba zachowania pokoj u, którego, j ak uważano, nie dało się
zagwarantować po prostu dzięki wierze w pokoj owe zam iary  władców oraz równowadze
pom iędzy  różny m i m ocarstwam i.

Wraz z rewolucj ą francuską nastała era państw narodowy ch i choć idea europej skiej  j edności

nie um knęła zupełnie z pola widzenia - m ożna doszukać się j ej  w koncepcj i Młodej  Europy
Mazziniego oraz Stanach Zj ednoczony ch Europy  Victora Hugo - naj większą wagę
przy wiązy wano do nacj onalizm u, a nie m iędzy narodowości, do woj ny  i ekspansj i, a nie
m iędzy narodowej  współpracy. Niektórzy, na przy kład Richard de Coudenhove-Calergi (1894-
1972), nadal głosili takie idee wzaj em nego bezpieczeństwa, j ak Paneuropa, lecz propozy cj e te
by ły  tworam i teorety czny m i: m asy  m ożna by ło zm obilizować dzięki ruchom
nacj onalisty czny m , nie zaś abstrakcy j ny m  planom . Hitler i Mussolini by li silniej si niż Aristide
Briand i Gustav Stresem ann (m inistrowie spraw zagraniczny ch Francj i i Niem iec, czołowi
szerm ierze pokoj u w Europie, którzy  wspólnie otrzy m ali Pokoj ową Nagrodę Nobla w 1926 roku).
Europej ska prawica doktry nalnie sprzeciwiała się kosm opolity zm owi, lecz w gronie lewicy
również nie panował entuzj azm : Lenin potępił ideę Stanów Zj ednoczony ch Europy  w czasie
pierwszej  woj ny  światowej . Wprawdzie nawet Hitler powoły wał się na zam y sł zj ednoczonej

background image

Europy, lecz by ło to pod koniec j ego ży cia, gdy  woj na się nie wiodła i potrzebna by ła pom oc w
walce ze Związkiem  Radzieckim  i aliantam i. W każdy m  razie j ego ideą by ła Europa pod
niem iecką dy ktaturą.

Pewna część Europej czy ków zupełnie nie wiedziała, dlaczego m ieliby  się do siebie zbliżać.

Mówili różny m i j ęzy kam i, m ieli odm ienne trady cj e i sty le ży cia. To, co ich dzieliło, zdawało się
o wiele istotniej sze niż to, co m ieli wspólnego. Niem cy  i Francj a od niepam iętny ch czasów by ły
wrogam i, identy cznie m iała się sprawa w wy padku Niem ców i Słowian. Wielka Bry tania i reszta
konty nentu serdecznie się nienawidziły. Nie istniały  Stany  Zj ednoczone Azj i ani Afry ki - ani
nawet Am ery ki Łacińskiej  (która, poza j edny m  wy j ątkiem , rzeczy wiście m ówiła wspólny m
j ęzy kiem ) - więc dlaczego m iały by  istnieć Stany  Zj ednoczone Europy ? Państwa narodowe
powstały  wszakże w sposób naturalny. Europej czy cy  chcieli pracować, poświęcać się, a nawet
um ierać za własny  kraj , ale nie m ieli analogicznego poczucia loj alności wobec całej  Europy.

Dopiero druga woj na światowa wraz z cały m  ogrom em  zniszczeń stała się źródłem  świeżego

bodźca dla rozm aity ch inicj aty w m aj ący ch na celu większe zj ednoczenie. Rządy  em igracy j ne
Belgii i Holandii postanowiły  utworzy ć bliższy  soj usz (Beneluks, czy li Belgia, Holandia i
Luksem burg), lecz by ły  też inne, podobne proj ekty ; ry sowały  się perspekty wy  współpracy.
Jednakże j ako główna siła napędowa dążeń w kierunku zj ednoczenia podziałała konieczność
gospodarcza. Jean Monnet, czołowa postać tego ruchu, który  pom ógł poło ży ć podwaliny  pod
Europej ską Wspólnotę Gospodarczą (Wspólny

Ry nek), a później  Unię Europej ską, powiedział swego czasu, że prawdziwy m  unifikatorem

j est kry zy s, a powoj enna Europa bez wątpienia znaj dowała się w poważny m  kry zy sie. (Po latach
Monnet przy znał, że gdy by  m iał ponownie rozpoczy nać dzieło j ednoczenia Europy,
prawdopodobnie zacząłby  od kultury, a nie od gospodarki).

Lecz rozm iar powoj enny ch zniszczeń by ł tak potężny, że wy dawało się nieprawdopodobne,

aby  europej skie kraj e powróciły  do poprzedniego stanu ty lko dzięki własny m  wy siłkom .

Potrzebna by ła pom oc z zewnątrz. Mogła nadej ść j edy nie ze Stanów Zj ednoczony ch. Ale

konieczne by ło j eszcze spełnienie inny ch warunków, aby  doszło do ozdrowienia. Obej m owały
one bliską współpracę m iędzy  kraj am i Europy, obniżenie tary f celny ch, liberalizacj ę handlu oraz
inne podobne rozwiązania. Am ery ka by ła przy chy lna planom  europej skiej  j edności, podobnie
j ak Wielka Bry tania, chociaż Churchill sugerował, aby  Zj ednoczone Królestwo trzy m ało się od
tego wszy stkiego z daleka. Zaproszony  do udziału Związek Radziecki sprzeciwił się, uznaj ąc
pom y sł za zagrożenie dla sowieckich planów doty czący ch przy szłości Europy. Potrzeba bliższego
współdziałania by ła j ednak tak duża, że ZSRR także w końcu utworzy ł organizacj ę współpracy
ekonom icznej , zwaną Radą Wzaj em nej  Pom ocy  Gospodarczej  (RWPG), która połączy ła
Związek Socj alisty czny ch Republik Radzieckich z Czechosłowacj ą, Bułgarią, Polską i Węgram i, a
później  z Niem iecką Republiką Dem okraty czną oraz inny m i państwam i w j ego strefie wpły wów.

W takich okolicznościach w latach 1950-1951 rodziła się Unia Europej ska, będąc pierwotnie

stowarzy szeniem  związany m  z produkcj ą węgla i stali, którego członkam i założy cielam i by ły
Francj a, Niem cy, Włochy  i Beneluks. Nie ty lko gospodarka stanowiła czy nnik łączący. Działo się
to w początkowy ch latach zim nej  woj ny, ekspansj i kom unizm u w Europie Wschodniej , blokady
Berlina i m ostu powietrznego (1948-1949) oraz wy buchu woj ny  w Korei (1950). Istniała potrzeba
obrony  Europy  Zachodniej , czego poj edy ncze kraj e pozostawione sam e sobie nie m ogły  zrobić.
Stąd rozm aite inicj aty wy  m aj ące na celu utworzenie europej skiej  organizacj i obronnej . Proj ekty

background image

te okazały  się j ednak nieudane i obronę Europy  pozostawiono Organizacj i Paktu
Północnoatlanty ckiego (NATO), założonej  w kwietniu 1949 j ako przy m ierze m iędzy  USA,
Kanadą i dziesięciom a kraj am i europej skim i - do który ch w później szy m  czasie dołączy ły
Turcj a i Grecj a (1952) oraz RFN (1955).

Gdy  po drugiej  woj nie światowej  czy niono pierwsze kroki ku j edności Europy, idea wspólnej

polity ki zagranicznej  i obronnej  j eszcze nie uj rzała światła dziennego; poj awiła się znacznie
później , dopiero pod koniec lat siedem dziesiąty ch, lecz wkrótce straciła na rozm achu.

Rozpędu nabrało za to dążenie do wspólnego ry nku. Przez wiele lat francuski prezy dent

Charles de Gaulle blokował wstąpienie Wielkiej  Bry tanii. Jednak w 1972 roku Wielka Bry tania i
Dania dołączy ły, a po nich Hiszpania, Portugalia, Grecj a i inne kraj e. Z szóstki zrobiła się
dziewiątka, potem  dwunastka i piętnastka, a po rozpadzie Związku Radzieckiego przy łączy ło się
kolej ny ch dwanaście państw. Powstała Rada Europy  i Parlam ent Europej ski, a także Try bunał
Sprawiedliwości, Europej ski Bank Centralny, Kom isj a Europej ska i Europej ska Wspólnota Energii
Atom owej  (Euratom ) oraz wiele inny ch wspólny ch insty tucj i. W roku 1962 uzgodniono wspólną
polity kę rolną - by ła to j edna z naj bardziej  kontrowersy j ny ch decy zj i, która później  m iała by ć
przedm iotem  niekończący ch się sporów. Wreszcie wprowadzono wspólną walutę euro (2002).
Odby ły  się decy duj ące zj azdy, takie j ak ten w holenderskim  Maastricht w 1992 roku, na który m
Traktat o Unii Europej skiej  powołał do ży cia Unię Europej ską, a także inne, o m niej szy m
znaczeniu. Nie by ło taj em nicą, że państwa wstępuj ące do Unii Europej skiej  robiły  to z przy czy n
ekonom iczny ch: by ło to rentowne przedsięwzięcie i prawie nikt nie chciał zostać pom inięty.

Naturalnie, każde państwo m iało na uwadze własne interesy, a nadrzędny m  py taniem  by ło:

„Co będziem y  z tego m ieli?". Nie brakowało nierealisty czny ch oczekiwań i nieuzasadniony ch
żalów.

Przy toczm y  dwa przy kłady : m niej sze kraj e Europy  narzekały, że lekceważy  się ich interesy,

a większe potęgi tak zarządzały  insty tucj am i europej skim i, j akby  należały  ty lko do nich. Patrząc
j ednak z perspekty wy  czasu, te m niej sze państwa - takie j ak Irlandia, Austria, Hiszpania i
Portugalia - całkiem  nie naj gorzej  skorzy stały  na Wspólny m  Ry nku pod względem
gospodarczy m . W kry ty czny ch okresach otrzy m ały  znaczącą pom oc, a nie wiadom o, czy
równie dobrze powiodłoby  się im  poza „Eurosferą". Kolej ny m  źródłem  skarg okazało się
wprowadzenie euro. Tuż po wej ściu nowej  waluty  j ej  wartość wy nosiła 1,18 dolara
am ery kańskiego. W ciągu niecałego roku spadła ona do 90 centów. W chwili gdy  pisane są te
słowa, przelicznik wy nosi 1,25 dolara. Jednak większość Europej czy ków w m niej szy m  stopniu
interesował kurs euro w stosunku do dolara, panowało bowiem  przekonanie, wcale nie
bezpodstawne, że wprowadzenie nowej  waluty  spowodowało podwy ższenie kosztów ży cia.

Począwszy  od lat osiem dziesiąty ch, co j akiś czas wzbierały  fale europesy m izm u (zwanego

również euroscepty cy zm em , eurosklerozą lub europaraliżem ), po części dlatego, że Wspólny
Ry nek nie funkcj onował tak dobrze, j ak oczekiwano. Wprawdzie zniesiono cła, ale istniało wiele
inny ch sposobów na ograniczenie liberalizacj i, na przy kład przez wprowadzenie ograniczeń
pozatary fowy ch, które wy m usiły by  na zagranicznej  konkurencj i dostosowanie się do standardów
i warunków danego kraj u. Gdy  interweniowała Bruksela, znów poj awiały  się oskarżenia o
nadm ierną i zbędną ingerencj ę. Owszem , zniesiono wizy  i panowała swoboda przem ieszczania
się w granicach Europy, lecz taka sy tuacj a istniała j uż (z wy j ątkiem  Rosj i i Turcj i) nawet przed
pierwszą woj ną światową. Niektóre zażalenia m niej  wiązały  się z funkcj onowaniem  Wspólnego

background image

Ry nku, a bardziej  z ogólną sy tuacj ą gospodarczą. W pierwszy ch latach wszędzie odnotowy wano
równom ierny, a nawet spektakularny  wzrost, ale w następny ch dziesięcioleciach gospodarka
rozwij ała się wolno lub w ogóle. Początkowo bezrobocie nie wy stępowało, lecz pod koniec wieku
stało się poważny m  problem em .

W ostatnich latach dwudziestego wieku nastąpił pewien interesuj ący  i niepokoj ący  zarazem

proces, który  od tam tej  pory  się pogłębiał: zwiększy ła się liczba Europej czy ków kry ty cznie
nastawiony ch wobec Stanów Zj ednoczony ch, a zwłaszcza wobec am ery kańskiej  polity ki
zagranicznej . Wskaźnik dezaprobaty  sięgnął w Niem czech 58 procent, 62 procent w Hiszpanii, 66
procent we Francj i oraz 41 procent w Wielkiej  Bry tanii, a prawie identy czne nastroj e panowały
w Szwecj i i Holandii. Grecj a i Turcj a wy padały  niewiele lepiej , ty le że ich sprzeciw wobec
polity ki zagranicznej  Stanów Zj ednoczony ch by ł wy soki i wy nosił 70-80 procent.

Nie brakowało kwestii sporny ch. Am ery kanie - to znaczy  adm inistracj a George'a W. Busha -

odm ówili podpisania protokołu z Kio-to do Ram owej  konwencj i Narodów Zj ednoczony ch w
sprawie zm ian klim atu (globalnego ocieplenia), przedłożonego w 1997 roku i wchodzącego w
ży cie w roku 2005, chociaż Stany  Zj ednoczone są główny m  producentem  gazów cieplarniany ch.
Ponadto Am ery kanie nie zgodzili się na podpisanie porozum ienia ustanawiaj ącego
Między narodowy  Try bunał Sprawiedliwości, nad który m  pracowała Organizacj a Narodów
Zj ednoczony ch. Nieustannie dochodziło do konfliktów m iędzy  USA a Europą w kwestii legalności
europej skich subwencj i rolny ch i ceł na stal, poj awiały  się także różnice zdań doty czące
problem ów światowej  polity ki, na przy kład konfliktu arabsko-izraelskiego. W czasie trwania
drugiej  woj ny  irackiej  (2003-) j eszcze bardziej  nasilił się sprzeciw wobec am ery kańskiej  polity ki
zagranicznej . Stało się tak we Francj i i w Niem czech, a także w m niej szy ch państwach. Wskaźnik
dezaprobaty  wy nosił 80-90 procent.

Zważy wszy  na tak ogrom ny  sprzeciw wobec USA, m ożna by  się spodziewać, że znaczna

liczba, a nawet większość Europej czy ków wy razi poparcie dla zj ednoczonej  Europy. Jednak gdy
w 2004 roku spy tano ich, j ak zareagowaliby, gdy by  Europa nazaj utrz przestała istnieć, niecała
j edna trzecia m ieszkańców Wielkiej  Bry tanii (a także Europy  Wschodniej ) odparła, że m iałaby
poczucie żalu. Zaledwie 54 procent Europej czy ków wy znało, że członkostwo w Unii Europej skiej
j est czy m ś pozy ty wny m . Rok później  odsetek ten zm niej szy ł się do 48 procent (do 28 procent w
Wielkiej  Bry tanii). Nastroj e te obj ęły  również nowe kraj e członkowskie: j ak oświadczy ł
prezy dent Czech w 2006 roku, Europa potrzebuj e więcej  dem okracj i, niekoniecznie więcej
zj ednoczenia. Nawet w kraj ach, w który ch sprzeciw wobec własnego rządu nie by ł zj awiskiem
poważny m , entuzj azm  dla Europy  osłabł. W 2006 roku j edy nie 33 procent Austriaków wciąż
wy rażało poparcie dla członkostwa w unii, chociaż rok wcześniej  by ło ich 42 procent. Podobne
by ły  staty sty ki w Finlandii.

John Gillingham , history k integracj i europej skiej , w 2003 roku (dwa lata przed poważny m

kry zy sem  na skutek odrzucenia w głosowaniu przez Francj ę i Flolandię) w następuj ący  sposób
podsum ował sy tuacj ę i widoki na przy szłość zj ednoczonej  Europy :

„Przy szłość Europy  oraz integracj i europej skiej  znaj duj e się dziś w opałach. W ciągu

ostatnich dziesięciu lat UE osiągnęła niewiele, a nawet nic, społeczeństwo j est do niej  zrażone, a
decy denci okazali się niezdolni do zapobieżenia katastrofie związanej  z rozszerzeniem .

Pry waty zacj a i ury nkowienie właściwie stanęły  w m iej scu. Władzę regulacy j ną Unii

Europej skiej , a w istocie j ej  legalność, podaj e się w wątpliwość"

*

.

background image

Lecz w owy m  czasie podobny ch pesy m isty czny ch głosów by ło niewiele, zarówno wśród

ekspertów naukowy ch, j ak i brukselskich eurokratów. Znaki ostrzegawcze poj awiły  się znacznie
wcześniej .

W 1992 roku Duńczy cy  bardzo nieznaczną większością odrzucili raty fikacj ę traktatu z

Maastricht, co wy wołało zarówno ogrom ne zm ieszanie, j ak i oburzenie w naj ważniej szy ch
europej skich stolicach.

(W 2000 roku Irlandczy cy  również zagłosowali przeciwko w innej  sprawie, co dla wielu by ło

zaskoczeniem ). Prezy dent Francj i Franęois Mitterrand postąpił nierozsądnie, idąc ty m  śladem  i
decy duj ąc się na referendum , które by ło nieuzasadnione, gdy ż wy starczy łoby  proste głosowanie
w parlam encie.

Mitterrand w końcu wy grał - osiągaj ąc 51 procent głosów, co j ednak druzgocący m

zwy cięstwem  nie by ło.

Nie ty lko euroscepty czna Wielka Bry tania, ale cała Europa stanęła okoniem  wobec elit, które

chciały  narzucić własną polity kę ludziom  niepy tany m  wcześniej  o zdanie.

To, czy  brukselskie proj ekty  m iały  sens i czy  leżały  we wspólny m  interesie, by ło nieważne:

powszechne niezadowolenie m iało rozm aite podłoża, ostatnim , lecz nie m niej  istotny m  by ł
sprzeciw wobec własnej  władzy, którą obwiniano o pogarszaj ącą się sy tuacj ę ekonom iczną. Inną
ważną pobudką by ła niechęć w stosunku do zrzeczenia się suwerenności narodowej  na rzecz
odległy ch i anonim owy ch insty tucj i centralny ch, nad który m i społeczeństwo nie m iało kontroli.

Rzecz j asna, niektóre kraj e europej skie skorzy stały  na brukselskich proj ektach bardziej  niż

inne. W j akim  stopniu m iał z ty m  coś wspólnego sprzeciw wobec j eszcze większego
zj ednoczenia? Niekiedy  sprawa by ła zupełnie oczy wista. Jeśli Hiszpanie w 2005 roku licznie
zagłosowali za europej ską konsty tucj ą, m ożna to wy tłum aczy ć ty m , że Hiszpania odniosła
znaczne korzy ści dzięki wsparciu, które um ożliwiło j ej  rozwój  gospodarczy.

Kwestie gospodarcze z pewnością nie tłum aczą sprzeciwu Francj i, gdy ż kraj  ten (nie ty lko

francuscy  rolnicy ) również znalazł się wśród główny ch beneficj entów. Na arenie
m iędzy narodowej  Francj a odegrała pierwszoplanową rolę właśnie dlatego, że uważano, iż
przem awia w im ieniu całej  Europy. Holandia w sum ie nie ucierpiała na zj ednoczeniu - kraj  ten
by ł j edny m  z założy cieli Unii Europej skiej  i przez cały  czas uważano go za państwo m odelowe
pod względem  wspólnego, europej skiego ducha. Mim o to Holendrzy  zagłosowali przeciwko
proponowanej  konsty tucj i UE.

Pewna część narastaj ącego europesy m izm u, który  doprowadził do kry zy su roku 2005,

związana by ła ze słabnącą popularnością poszczególny ch rządów, zarówno lewicowy ch, j ak i
ty ch z prawej  strony  sceny  polity cznej . W Brukseli wiele się m ówiło o „m odelu europej skim ",
który  odróżniał konty nent od Stanów Zj ednoczony ch oraz pozostały ch części świata. Odnosiło się
to przede wszy stkim  do koncepcj i państwa opiekuńczego i rzeczy wiście pod ty m  względem
panował konsensus. Nawet ktoś tak konserwaty wny, j ak by ła prem ier Wielkiej  Bry tanii Margaret
Thatcher nie ośm ielił się tknąć kwestii świadczeń socj alny ch. By ło to j ednak ty lko ogólne
porozum ienie, a ponadto nadszedł czas, gdy  konieczne stało się przeprowadzenie reform  i cięć w
wy datkach na opiekę społeczną. Coraz częściej  poj awiały  się py tania o to, na które świadczenia
opieki społecznej  m ożna sobie nadal pozwolić w okresie powolnego lub nawet braku rozwoj u oraz
przy  gwałtowny m  starzeniu się społeczeństwa. Nie widziano potrzeby  dalszego utrzy m y wania
j edności. Wy dawało się, że wrogowie zewnętrzni nie istniej ą, tak j ak w trakcie zim nej  woj ny.

background image

Także w latach poprzedzaj ący ch i następuj ący ch po przełom ie wieków nie ry sowały  się w
świadom ości społecznej  żadne inne zagrożenia. Tego, że w Azj i poj awili się groźni konkurenci
gospodarczy, j eszcze nie dostrzeżono. Islam izm  zdawał się odległy m  niebezpieczeństwem .
Terrory zm  postrzegano głównie j ako problem  Stanów Zj ednoczony ch.

W sum ie wy dawało się, że Wspólny  Ry nek funkcj onuj e nie naj gorzej . Zupełnie nie by ło

wiadom o, dlaczego należałoby  zrzekać się dalszy ch suwerenny ch praw, j ak zakładali eurokraci.
Ty le że polity czne elity  nie m iały  świadom ości nastroj ów panuj ący ch wśród zwy kły ch
oby wateli. W Maastricht podj ęto decy zj ę o Wspólnej  Polity ce Zagranicznej  i Bezpieczeństwa
(CFSP) j ako j edny m  z trzech filarów wspólnego bezpieczeństwa (dwa pozostałe filary  wiązały  się
z polity ką gospodarczą i społeczną oraz sprawiedliwością i sprawam i wewnętrzny m i). Jak często
j ednak by wało, porozum ienie okazało się w zasadzie ty lko deklaracj ą zam ierzeń. Zgodnie z
brzm ieniem  deklaracj i z Saint-Malo z grudnia 1998 roku: „Unia Europej ska powinna odgry wać
ważną rolę na arenie m iędzy narodowej . [...] Aby  to osiągnąć, m usi by ć zdolna do działań
autonom iczny ch poparty ch wiary godny m i siłam i m ilitarny m i". Propozy cj a ta, pochodząca od
Wielkiej  Bry tanii i Francj i, została zatwierdzona podczas zj azdu w Kolonii sześć m iesięcy  później .
W rzeczy wistości j ednak niewiele z tego wy nikło. Francj a wy dawała się zainteresowana taką
wspólną polity ką j edy nie pod warunkiem , że m ogłaby  w znacznej  m ierze dy ktować polity kę, j ak
to by wało w przeszłości. Jednak wraz z rozszerzeniem  Unii Europej skiej  stawało się to coraz
trudniej sze. Europa wy kazała się haniebną bezsilnością w latach dziewięćdziesiąty ch podczas
kry zy su bałkańskiego (naj pierw w Bośni, potem  w Kosowie). Konflikty  te wy stąpiły  przecież nie
w żadny m  odległy m  od Europy  zakątku globu, ale na j ej  własny m  podwórku. I gdy by  nie potęga
m ilitarna Stanów Zj ednoczony ch, w ogóle by  nie zareagowano. Europa, „cicha superpotęga",
wy słała obserwatorów woj skowy ch - który ch poj m ały  m iej scowe arm ie - i obserwatorzy  ci
przy glądali się bezradnie, j ak m asakruj e się dziesiątki ty sięcy  cy wilnej  ludności.

Bezpośrednio po porażce na Bałkanach podczas kolej nego szczy tu w Am sterdam ie w 1997

roku postanowiono usprawnić proces decy zy j ny  w zakresie polity ki zagranicznej , a także powołać
j ednostkę planowania polity ki oraz wczesnego ostrzegania. Jednak również postanowienia tego
szczy tu skończy ły  się na zam iarach, gdy ż Unia

Europej ska nie posiadała potencj ału m ilitarnego. Bezpośrednio po zj azdach w Helsinkach

(1999) i Nicei (2000) podj ęto decy zj ę o utworzeniu w ciągu kolej ny ch trzech lat europej skiej
j ednostki m ilitarnej  składaj ącej  się z 60 000 żołnierzy  oraz 30 000 lotników i żołnierzy  m ary narki
wy posażony ch w 100 j ednostek pły waj ący ch i 400 sam olotów. Wszy stkie siły  powinny  by ć w
stanie gotowości do działania w ciągu sześćdziesięciu dni. Powierzono im  głównie zadanie
utrzy m ania pokoj u w rej onach obj ęty ch konfliktam i i m isj ę hum anitarną.

Od tam tej  pory  dochodziło do różny ch kry zy sów, na przy kład do trwaj ącego ludobój stwa w

Darfurze, zachodnim  regionie Sudanu, siły  te j ednak nie zainterweniowały. Lecz gdy by  nawet
siły  te wy słano do Darfuru, j aki by łby  poży tek z oddziałów, które potrzebowały  dwóch m iesięcy
do osiągnięcia stanu gotowości? Sy tuacj a zakrawała na absurd.

Czy m  wy tłum aczy ć niepowodzenie w opracowaniu wspólnej  polity ki zagranicznej  i

obronnej ? Częściowo j est to związane z nieprakty czną strukturą, j aka została ustalona. Sporządzono
rozm aite wy ty czne doty czące polity ki oraz procedury  sy stem aty cznego dialogu polity cznego, a
w rej ony  obj ęte kry zy sem  skierowano specj alny ch przedstawicieli. Niestety, w dopracowy wanie
i wdrażanie Wspólnej  Polity ki Zagranicznej  i Bezpieczeństwa (CFSP) zaangażowany ch by ło zby t

background image

wiele organów - Rada Europej ska, Rada Unii Europej skiej , przewodniczący  rady. W dodatku
stworzono kilka nowy ch struktur, na przy kład Wy sokiego Przedstawiciela CFSP, Kom itet Stały ch
Przedstawicieli oraz Kom itet Polity czny  i Bezpieczeństwa (PSC), kilka inny ch kom itetów i
podkom itetów. Ty le organów sprawuj ący ch władzę nie m ogło działać szy bko i skutecznie, nawet
gdy by  dy sponowały  odpowiednim i środkam i m ilitarny m i.

Jednak gdy by  nawet istniała struktura dowodzenia pozwalaj ąca na podej m owanie szy bkich

decy zj i oraz europej ska arm ia, wciąż nie by łoby  j ednom y ślności m iędzy  poszczególny m i
kraj am i co do polity ki i strategii. Aż do zakończenia zim nej  woj ny  (i później ) NATO zapewniało
Europie ochronę. Ty le że zostało zdom inowane przez Stany  Zj ednoczone, więc wraz z rozpadem
radzieckiego im perium  wielu ludziom  wy dawało się, że NATO straciło racj ę by tu, nawet j eśli
ty lko nieliczni uj m owali to w tak kategory czny  sposób. Interesy  europej skie nie by ły  zbieżne z
interesam i USA. Ale nawet w latach dziewięćdziesiąty ch i później  niektóre kraj e europej skie
opowiadały  się za współpracą z Am ery ką (państwa atlanty ckie - Wielka Bry tania, Holandia, a
także Europa Wschodnia), podczas gdy  inni, j ak Francuzi i niem ieccy  socj aldem okraci, chcieli
przeciwwagi dla USA.

Jeszcze inne kraj e, na przy kład Austria, Szwecj a i Finlandia, pozostawały  neutralne (lub

neutralisty czne) w swej  orientacj i.

Niektóre kraj e Europy  współpracowały  ze Stanam i Zj ednoczony m i w czasie woj ny  w Zatoce

Perskiej  oraz w Iraku, podczas gdy  pozostałe się im  sprzeciwiały. Lecz nawet ci, którzy  chcieli
utworzy ć siły  niezależne od NATO i USA, nie m ieli tak naprawdę ochoty  podj ąć polity cznego,
finansowego ani m ilitarnego trudu koniecznego do utworzenia połączonej  j ednostki tego rodzaj u.
Teorety cznie nie powinno to przy sporzy ć zby t wielkich trudności. Kraj e europej skie m iały  arm ie
liczące 1,5-2 m iliony  żołnierzy, 22 000 czołgów oraz 6500 sam olotów. Gdy by  postanowiły
oddelegować zaledwie j edną czwartą ty ch oddziałów, powstałaby  poważna siła m ilitarna.
Pom ij aj ąc j ednak kwestię trudności techniczny ch, nie by ło po prostu woli polity cznej  ani też
poczucia, że j est to sprawa pilna. Wprost przeciwnie. Właściwie wszy stkie kraj e europej skie w
latach dziewięćdziesiąty ch i w następnej  dekadzie obniżały  wy datki na woj sko, ograniczaj ąc ty m
sam y m  swój  potencj ał m ilitarny. Wielka Bry tania i Francj a to potęgi nuklearne, ale czy  m ożna
założy ć, że oddały by  swój  atom owy  arsenał do dy spozy cj i europej skiej  arm ii? Krótko m ówiąc,
po wszy stkich rozważaniach i decy zj ach Europa nie istniała j ako potęga m ilitarna.

Między  Waszy ngtonem  a przy wódcam i europej skim i istniały  zasadnicze różnice w podej ściu

do tego, j ak radzić sobie z aktualny m i problem am i świata, a wy m iana zdań stawała się coraz
bardziej  zacięta. By ł to spór, który  m ożna by  skwitować zdaniem : „Am ery kanie są z Marsa, a
Europej czy cy  z Wenus". Według często przy taczanego arty kułu Roberta Kagana Power and

Weakness („Policy  Review", czerwiec 2002) poglądy  prezentowane przez Europej czy ków, takie

j ak wiara w Narody  Zj ednoczone i dy plom acj ę j ako naj skuteczniej sze instrum enty
rozwiązy wania światowy ch kry zy sów, zostały  określone m ianem  odzwierciedlaj ący ch nie ty le
„charakter narodowy " - nikt w 1940 roku nie twierdziłby, że Europej czy cy  są z Wenus - ile
osłabioną pozy cj ę Europy  w świecie. Europa postrzegała współczesny  świat j ako ten, w który m
prawa, zasady  i m iędzy narodowa współpraca w coraz większy m  stopniu decy duj ą, gdy
ty m czasem  siła m ilitarna czy  nawet polity czna stopniowo j est porzucana. Praworządność stawała
się norm ą nie ty lko w polity ce wewnętrznej , ale i w sprawach m iędzy narodowy ch. Brutalna siła,

background image

według niektóry ch am ery kańskich euroopty m istów, należała do przeszłości, gdy ż świat wznosił się
ponad polity kę siły. Europej scy  m ężowie stanu i teorety cy  polity ki kry ty kowali Am ery kę za
kpiny  i szy dzenie z Organizacj i Narodów Zj ednoczony ch, naj wy ższej  władzy  i j edy nej  nadziei
na światowy  pokój  (przy  Pakistanie, Kubie, Chinach, Rosj i i Arabii Saudy j skiej  w nowej

Radzie Praw Człowieka ONZ). Pokoj owy  przy kład europej ski, z tam tej szą dem okracj ą i

m odelem  społeczny m , w oczach wspom niany ch am ery kańskich euroopty m istów m iał bez cienia
wątpliwości podziałać na resztę świata zgodnie z zasadą dom ina. Europa m iała ostatecznie odnieść
sukces w prom owaniu nowego porządku pokoj u, sprawiedliwości i wolności, podczas gdy
agresy wna polity ka am ery kańska skazana by ła na porażkę. Siła m ilitarna w dwudziesty m  wieku
uległa dy skredy tacj i. Europa wy ciągnęła naukę i urosła do rangi m oralnej  superpotęgi.

Ilekroć j ednak poj awiał się rzeczy wisty  kry zy s, czy  to na Bałkanach, czy  na Bliskim

Wschodzie, niebawem  okazy wało się, że naj wy raźniej  ani Teheran, ani nawet Slobodan
Milośević nie są pod wrażeniem  statusu Europy  j ako cy wilnej  potęgi i że bez m ilitarnego
wsparcia Am ery ki Europa nie m oże niczego osiągnąć. Ty godnie sporów zaj ęło zorganizowanie sił
pokoj owy ch do Libanu pod koniec lata 2006 roku - sił o wiele m niej szy ch niż 15 000 żołnierzy  - o
co poprosił sekretarz generalny  ONZ Kofi Annan.

To, czy  strategia Stanów Zj ednoczony ch związana z eksportowaniem  dem okracj i m iała się

powieść, czy  też nie, stanowi kwestię odrębną; istotna w niniej szy m  kontekście j est filozofia
Europy. Czy  naprawdę sądzono, że przy szłość należy  do europej skiej  „m iękkiej  si ły ", czy  też
by ła to j edy nie racj onalizacj a słabości? Niełatwo odpowiedzieć na to py tanie. Biorąc pod uwagę
światową rzeczy wistość na początku dwudziestego pierwszego wieku, gdy  przesiąknięte agresj ą
religie i nacj onalisty czne tendencj e istniej ą nie ty lko w dalekich kraj ach, ale u sam ego progu
Europy ; biorąc pod uwagę dem ograficzną i ekonom iczną słabość Europy, bezrobocie oraz
zależność od ropy ; biorąc pod uwagę porażkę europej skich inicj aty w na Bałkanach i na Bliskim
Wschodzie, a także niepokoj ący  rozwój  sy tuacj i w by ły m  Związku Radzieckim , trudno uwierzy ć,
że ktokolwiek m ógłby  poważnie sądzić, iż wiek dwudziesty  pierwszy  będzie należał do Europy. Nie
m ożna j ednak nigdy  lekceważy ć m ocy  pobożny ch ży czeń.

By ła to prawdziwie eurocentry czna koncepcj a oparta na rozwij aj ącej  się europej skiej

współpracy  w okresie powoj enny m  oraz na ty m , że woj na m iędzy  kraj am i Europy  istotnie stała
się nie do pom y ślenia.

By ć m oże również częściowo opierało się to na założeniu, że agresy wna polity ka zagraniczna

Am ery ki skazana j est na porażkę, a j ej  wy nikiem  będzie wy cofanie się Stanów Zj ednoczony ch
ze światowej  polity ki, pewnego rodzaj u neoizolacj onizm . Wszy stko to j ednak absolutnie nie m ogło
wy tłum aczy ć wiary  w świat, w który m  m iałaby  zwy ciężać „m iękka siła". By ł to światopogląd
niebiorący  pod uwagę rozpowszechniania się broni j ądrowej , rosnącego prawdopodobieństwa, że
zostanie uży ta broń m asowego rażenia, z j ednej  strony  bezsilności Organizacj i Narodów
Zj ednoczony ch, z drugiej  strony  powstawania reżim ów niechętny ch do współpracy, takich j ak
irański czy  północnokoreański. Krótko m ówiąc, by ła to wiara oparta na zało żeniu, że reszta świata
j est j ak Europa Zachodnia i Północna, a j eśli nie do końca j eszcze osiągnęła ten sam  poziom ,
wkrótce go osiągnie, gdy ż Europa i praworządność stanowią przedm iot zazdrości całego świata.

By ł to pogląd tak odległy  od rzeczy wistości, że j ego racj a by tu i m oty wacj e wciąż pozostaj ą

zagadką. Rozwój  Unii Europej skiej  j est przedm iotem  ogrom nego zainteresowania politologów,
konsty tucj onalistów oraz inny ch badaczy. Teorety cy, przede wszy stkim  ci zaj m uj ący  się

background image

integracj ą, m ieli swój  złoty  okres, szkoła neofunkcj onalisty czna dorzuciła swoj e, podobnie zresztą
j ak m iędzy rządowcy. Rządy  ponadnarodowe, w ty m  kwestia wielopoziom owego sprawowania
władzy, stały  się tem atem  zażartej  dy skusj i. Podczas gdy  teorety ków absorbowały  te
fascy nuj ące dy sputy, poj awiło się niebezpieczeństwo, że pom inięte zostaną nastroj e i obawy
prawdziwy ch ludzi - i tak wła śnie się stało.

Tak, w duży m  skrócie, wy glądała sy tuacj a, gdy  głosowanie przeciw europej skiej  konsty tucj i

pogrąży ło Unię Europej ską w głębokim  kry zy sie. Kwestia rozszerzenia (problem  Turcj i) stała się
źródłem  kolej nego kry zy su. Można by ło, oczy wiście, tłum aczy ć negaty wne wy niki głosowania
j ako „gwałtowną reakcj ę populisty czną" - i wy j a śnienie takie nie by ło do końca błędne. Do
przeciwników bliższej  współpracy  europej skiej  zaliczali się zarówno przedstawiciele skraj nej
prawicy, j ak i lewicy  (we Francj i około 75 procent wy wodziło się z lewicy ), a także rozm aite
frakcj e anty globalisty czne i anty dem okraty czne. Sprzeciw często opierał się na narodowy m
egoty zm ie lub na naj bardziej  wsteczny m  i reakcy j ny m  elem encie, który  niczego nie zapom niał i
niczego się nie nauczy ł z naj nowszej  historii Europy.

Ale by ła to ty lko j edna strona m edalu. Bruksela wzięła oddolne poparcie za pewnik. A skoro

„euroentuzj aści", zanurzeni w świecie własnej  fantazj i, naprawdę wierzy li, że Europa stała się j uż
(m oralną) superpotęgą, czego zazdrości j ej  reszta świata, po cóż by  m ieli się wy silać i um acniać
forty fikacj e?

*

 John G illingham, European Iniegration 1950 - 2005, Cambridge 2003 (przyp. aut.).

background image

4. Kłopoty z państwem opiekuńczym

Naj większe kry zy sy  często przy chodzą znienacka, chy ba że są skutkiem  większy ch woj en.

Może i nie by ło w latach dziewięćdziesiąty ch XX w. bezpośrednich powodów ku tem u, aby
spodziewać się niepom y ślny ch zdarzeń w przy szłości Europy. Wprawdzie istniały  nierozwiązane
problem y, które powinny  skłonić do zachowania ostrożności, ale wpły wowe kręgi wy rażały
ży wiołowy  opty m izm  - nie ty lko brukselscy  eurokraci, lecz także rządy  narodowe od Berlina po
Pary ż i j eszcze dalej .

Ponadto znaleźli się am ery kańscy  naukowcy  i sztaby  ekspertów, którzy  przekonali sam i siebie,

że dwudziesty  pierwszy  wiek będzie wiekiem  Europy. Co stałoby  się j ednak, gdy by  bezrobocie na
j akim ś poziom ie istniało, a wskaźniki ekonom iczne przez pewien czas nie wy padały  zby t
rewelacy j nie? Możliwe, że po dziesięcioleciach dy nam icznego rozwoj u konty nent potrzebowałby
przerwy, aby  utrwalić osiągnięcia, po czy m  m ógłby  konty nuować pewny  m arsz naprzód.

A nawet gdy by  rozwój  w przy szłości okazał się wolniej szy, nie by ł to j eszcze powód do

rozpaczy : Cud ekonom iczny  nie wy dawał się konieczny  rok po roku, m oże nawet niepożądany.
Wy glądało na to, że nie należy  się szczególnie śpieszy ć ani forsować tem pa: ostatecznie w
każdy m  sporcie zdarzaj ą się pewne okresy, kiedy  zawodnicy  m aj ą czas na powrót do sił i
nabranie świeżego rozpędu. To, co sprawdzało się w piłce nożnej  czy  hokej u, ty m  bardziej
sprawdzało się w tak poważny m  przedsięwzięciu, j akim  by ła budowa nowej  Europy.

W ciągu ostatnich dwustu lat Europa wiele razy  uznawana by ła za m artwą lub dogory waj ącą,

za każdy m  razem  j ednak zaskakiwała czarnowidzów swoj ą ży wotnością. Francj ę po klęsce
m ilitarnej  z Niem cam i w latach 1870-1871 uznano za „siłę wy czerpaną", wiele traktatów spisano
także o m arny m  końcu grandę mtion, kwitowany ch lapidarny m  stwierdzeniem : Finis Galliae. A

m im o to w ciągu trzy dziestu lat Francj a doszła do siebie i wszechobecny  pesy m izm  ustąpił
m iej sca świeżej  fali opty m izm u. Zmierzch Zachodu Oswalda

Spenglera okazał się bestsellerem  roku 1918 (i przez wiele lat później ), ty le że Spengler

zaj m ował się cy kliczny m i losam i wielkich cy wilizacj i w długich okresach dziej ów. Jean Paul
Sartre i j ego przy j aciele pisali o Europie konaj ącej  w konwulsj ach po drugiej  woj nie światowej ,
j ednakże powoj enny  rozwój  wy padków na konty nencie zadał kłam  ty m  przepowiedniom .
Zam iast upaść, powstała na nowo, czego wy nikiem  by ł nie ty lko dużo większy  dobroby t, ale też
sprawiedliwsze i bardziej  cy wilizowane społeczeństwo niż kiedy kolwiek w przeszłości. A j eśli
nawet w latach dziewięćdziesiąty ch poj awiły  się j akieś znaki ostrzegawcze, to j ednocześnie dało
się dostrzec sy gnały  przepowiadaj ące wspaniałą przy szłość. Wraz z rozpadem  im perium
sowieckiego Europa, która po drugiej  woj nie światowej  została podzielona, m ogła się nareszcie
ponownie zbliży ć. Na takie zbliżenie potrzeba by ło j ednak trochę czasu, nie należało zatem
niczego przy śpieszać.

Stopniowo j ednak zaczęto dostrzegać, że to, co z początku zdawało się przej ściowy m  „okresem

przestoj u", nadal trwa. Ani władze narodowe, ani Bruksela (centrala Unii Europej skiej )
naj wy raźniej  nie znalazły  odpowiedzi na problem y, przed j akim i stanęła Europa.

W ty m  okresie popularność zy skiwała chęć prowadzenia polity ki niezależnej , niezależnej  od

Am ery ki, w świecie, który  się zm ienił. Ale w m iarę upły wu lat stawało się j asne, że idea

background image

cy wilnej  superpotęgi by ła chim erą. Władza polity czna i m ilitarna wciąż liczy ły  się w
niespokoj ny m  świecie, a kraj e europej skie nie chciały  podj ąć wy siłków konieczny ch do
stworzenia siły, z którą należałoby  się liczy ć. Nie pogodziły  się one z warunkiem , że aby  stać się
skuteczną siłą w sprawach świata, m usiały by  zrzec się suwerenny ch praw, j ednocześnie
zwiększaj ąc swój  potencj ał obronny. „Miękka siła" by ła niezłą alternaty wą dla siły  m ilitarnej , ty le
że Europa dy sponowała nieznaczny m  potencj ałem  oby dwu.

Kiedy  należało bić na alarm ? Do czasu pierwszego kry zy su naftowego (1973) wy niki

europej skiej  gospodarki by ły  znakom ite. Norm ą by ło tem po wzrostu w granicach 5-8 procent w
Niem czech, 4-5 procent we Francj i oraz 5 procent we Włoszech; w ty le pozostawała ty lko Wielka
Bry tania (2,5 procent). W połowie lat siedem dziesiąty ch nastąpił spory  spadek: inflacj a wzrosła
do 10 procent i więcej , wzrosło też bezrobocie i pozostawało na stosunkowo wy sokim  poziom ie.

Lata osiem dziesiąte by ły  okresem  „stagflacj i" (stagnacj i z towarzy szeniem  inflacj i), lecz

ogólny  obraz by ł niej ednoznaczny : niektóre kraj e radziły  sobie lepiej  niż inne. W latach
dziewięćdziesiąty ch następowało powolne oży wienie, lecz w okresie 1992-1994 doszło do
kolej nego spadku. Pośród naj lepiej  funkcj onuj ący ch państw znalazły  się Wielka

Bry tania, Hiszpania i Irlandia - kraj e, które we wcześniej szy ch dziesięcioleciach pozostawały

w ty le. Poj awiały  się rozm aite sugestie co do przy czy n znacznie wolniej szego wzrostu
gospodarczego, takie j ak „euroskleroza" (zastałe i nieelasty czne ry nki pracy ). Wiadom o by ło
j ednak również, że dy nam iczne tem po okresu powoj ennego tak czy  inaczej  m usiało zwolnić:
nowy ch m iej sc pracy  nie dało się tworzy ć bez końca, a eksportu nie m ożna by ło zwiększać w
nieskończoność, gdy ż istniały  granice wzrostu. W rzeczy wistości bezrobocie sy stem aty cznie
rosło: w większości naj ważniej szy ch sy stem ów gospodarczy ch Europy  oprócz Wielkiej  Bry tanii
przekroczy ło 10 procent, natom iast w Hiszpanii osiągnęło ponad 20 procent. Niezwy kle trudno
by ło zm niej szy ć poziom  bezrobocia, bez względu na to, j aką polity kę by  prowadzono.

Po 1995 roku wzrost w Europie by ł powolny  (niewiele ponad 2 procent), lecz stosunkowo

równom ierny ; bezrobocie j ednak wciąż się pogłębiało. Wiele się m ówiło o pilnej  konieczności
reform , zwłaszcza w Niem czech i we Francj i, dwóch kraj ach naj bardziej  dotknięty ch ty m
problem em . Zby t wielki by ł j ednak sprzeciw polity czny, więc zrobiono niewiele.

To fascy nuj ące, j ak odm iennie postrzegali stan rzeczy  ekonom iści różny ch orientacj i. Jak w

2003 roku zauważy ł Philippe Legrain w „The New Republic"

*

, standard ży cia podniósł się w

ciągu ostatnich trzech lat o blisko 6 procent w Unii Europej skiej , a zaledwie 1 procent w Stanach
Zj ednoczony ch. Wzrost wy daj ności w kilku kraj ach okazał się wy ższy  niż w USA. Wy daj ność w
Niem czech by ła na wy ższy m  poziom ie niż w Stanach Zj ednoczony ch, nawet bezrobocie w
niektóry ch kraj ach Starego Konty nentu by ło m niej sze niż w Am ery ce*. Jeżeli Europa cierpiała
na cy kliczną tendencj ę zniżkową, nie oznaczało to długotrwałego spadku. Szty wne regulacj e
europej skiego prawa pracy  nie stanowiły  tak naprawdę wielkiej  przeszkody  dla wzrostu. Mim o
ich istnienia niektóry m  kraj om  Europy  udało się prześcignąć Stany  Zj ednoczone, a poza ty m
właśnie m iano dokonać reform  w tej  dziedzinie. Krótko m ówiąc, słabości Europy  nie by ły  aż tak
wielkie, j ak się zdawało, zalet natom iast nie doceniano. Euro szy bowało w górę, a
długoterm inowe oży wienie wzrostu, związane ze stworzeniem  rzeczy wistego j ednolitego ry nku ze
wspólną walutą, m iało by ć im ponuj ące.

By ł to j eden z punktów widzenia, j akie m ożna by ło przy j ąć w odniesieniu do sy tuacj i. W

podobny m  też tonie podj ęto (wspom niane na wstępie) postanowienia lizbońskie przy wódców

background image

europej skich

w m arcu 2000 roku. Wielu j ednak w znacznie bardziej  ponury ch barwach postrzegało

zarówno bieżące położenie Europy, j ak i widoki na przy szłość. Raport CIA z 2005 roku
przepowiadał upadek Unii Europej skiej  w ciągu 10-15 lat, chy ba że wprowadzono by  rady kalne
reform y. Poj awiły  się książki opatrzone takim i ty tułam i, j ak we Francj i „Upadaj ąca Francj a"

**

, a

w Niem czech „Czy  da się j eszcze ocalić Niem cy ?"

***

.

Czy  ci ekonom iści i kom entatorzy  polity czni pisali o ty m  sam y m  konty nencie? Pesy m izm

doty czący  Europy  podsum owali Robert Sam uelson w arty kule zaty tułowany m  The End of

Europę („Washington Post" z 15 czerwca 2005) oraz Fareed Zakaria w The Decline and Fali of

Europę („Newsweek" z 14 lutego 2006). Sam uelson zwrócił uwagę na rozbieżności w przy roście

naturalny m  m iędzy  Europą a Am ery ką i wy kazał, że do roku 2050 j edna trzecia ludności
europej skiej  będzie w wieku sześćdziesięciu pięciu lub więcej  lat. Pom ij aj ąc duże bezrobocie i
ślam azarny  wzrost, w j aki sposób gospodarki europej skie m iały by  w przy szłości funkcj onować
przy  tak potężnej  arm ii osób w podeszły m  wieku, zależny ch w duży m  stopniu od świadczeń
państwowy ch (wy m uszaj ący ch wy sokie opodatkowanie)?

Europej ska szczodrość by ła godna podziwu, wy m agała j ednak silnej  gospodarki. (Podobny

problem  wy stępował w Stanach Zj ednoczony ch, ty le że tam tej szy  wskaźnik urodzeń by ł znacznie
wy ższy ).

Przecie wszy stkim  wielu Europej czy ków ży ło złudzeniam i: wy dawało im  się, że j akim ś

cudem  pom im o wszy stkich kłopotów ży cie będzie toczy ło się tak j ak dawniej . Prawie każdą
zm ianę czy  reform ę poczy ty wano za zagrożenie. Konsty tucj a UE została odrzucona, choć nie
pociągała za sobą żadny ch rady kalny ch przem ian - lecz na niej  właśnie Europej czy cy
wy ładowali swoj e rozgory czenie.

Fareed Zakaria, kom entuj ąc szczegółowy  raport Organizacj i Współpracy  Gospodarczej  i

Rozwoj u (OECD) w Pary żu opublikowany  na początku 2006 roku, wspom ina o szacunkach
głównego ekonom isty  OECD, m ówiący ch, że gdy by  obecne tendencj e się utrzy m ały, przeciętny
oby watel Stanów Zj ednoczony ch by łby  dwukrotnie bogatszy  od staty sty cznego Francuza czy
Niem ca. Do Zakarii nie przem awiał argum ent, że Europej czy cy  bardziej  cenili sobie wolny  czas
niż Am ery kanie, w wy niku czego, chociaż by li biedniej si, cieszy li się lepszą j akością ży cia.
Gdy by  m iało im  się powodzić ty lko w połowie tak dobrze j ak Am ery kanom , oznaczałoby  to
gorszą służbę zdrowia i edukacj ę oraz ograniczony  dostęp do wszelkich pozostały ch dóbr i
świadczeń, a co za ty m  idzie - gorsze ży cie. Konieczne reform y  w Europie nieustannie odkładano
na później , paraliżowały  j e straj ki i protesty, a próby  liberalizacj i handlu również spoty kały  się z
gwałtowny m  oporem . 

Europej skie szkolnictwo wy ższe oraz badania naukowe, niegdy ś wiodące w świecie pry m ,

sy stem aty cznie podupada ły. W niektóry ch dziedzinach, na przy kład w naukach biom edy czny ch,
Stary  Konty nent przestał j uż się liczy ć i niewy kluczone, że prześcigną go kraj e azj aty ckie.
Wszy stko to oznaczało dalszy  spadek pozy cj i Europy  w świecie. Jednocześnie m niej sze wy datki
na obronę osłabiły  j ej  zdolność do odgry wania roli m ilitarnego partnera Stanów Zj ednoczony ch
czy  nawet do wy sy łania oddziałów w m isj ach pokoj owy ch. Nadwątlenie pozy cj i Europy
oznaczało, że nie m ogła stanowić j uż poważnej  konkurencj i dla Am ery ki, więc status Am ery ki
j ako superm ocarstwa m iał się utrzy m ać. 

background image

Podobna sy tuacj a by ła j ednak niekorzy stna również dla Stanów Zj ednoczony ch, j ak uj ął to

Sam uelson, ponieważ powodowała osłabienie światowej  gospodarki. Europa nie m ogła dłużej
pozostawać silny m  soj usznikiem  USA: „Nie chcąc zaj ąć się własny m i, rzeczy wisty m i
problem am i, Europej czy cy  staj ą się coraz bardziej  kry ty czni wobec Am ery ki". Wy woły wało
to wrażenie, że by li akty wni na arenie światowej , podczas gdy  po cichu przy zwalali na własny
upadek.

Z perspekty wy  czasu ciekawa j est lektura wrażeń am ery kańskich obserwatorów, na przy kład

T.R. Reida, szefa londy ńskiego biura „Washington Post" oraz autora The United States of Europę:

The New Superpower and the End of American Supremacy (2004). Reid opisał sy tuacj ę, gdy

wkrótce po przy j eździe m usiał zabrać swą m ałą córeczkę na izbę przy j ęć londy ńskiego szpitala.
Po zaledwie piętnastu m inutach oczekiwania uprzej m a pielęgniarka wraz z kom petentny m
lekarzem  przy j ęli córkę Reida i profesj onalnie załatwili problem . Gdy  m ężczy zna wy j ął
książeczkę czekową, pielęgniarka uśm iechnęła się, dum nie oświadczaj ąc, że w Wielkiej  Bry tanii
sprawy  te załatwia się inaczej  i że nie będzie m usiał płacić za opiekę m edy czną.

Reidowi i j ego córce się poszczęściło, ponieważ przeciętny  czas oczekiwania na izbie przy j ęć

w Wielkiej  Bry tanii wy nosi kilka godzin, i nie m a pewności, czy  przy j m ie nas kom petentny
lekarz. Am ery kanin m ógł wspom nieć o inny ch im ponuj ący ch sukcesach bry ty j skiego państwa
opiekuńczego, takich j ak bezpłatna edukacj a, z uwzględnieniem  szkolnictwa wy ższego, a nawet
studiów m edy czny ch, oraz prawo em ery tów do korzy stania za darm o z kom unikacj i m iej skiej  w
Londy nie. Powinien j ednak napom knąć, że podatki w Waszy ngtonie są niższe niż w Wielkiej
Bry tanii (choć Londy n j est m iastem  o wiele droższy m  od Waszy ngtonu), że w Stanach
Zj ednoczony ch zasiłki z opieki społecznej  są wy ższe albo że zarobki am ery kańskich lekarzy
m edy cy ny  po uzy skaniu dy plom u są przy naj m niej  dwukrotnie wy ższe niż w Wielkiej  Bry tanii.

W przedm owie do swoj ej  książki Reid napisał, że Am ery kanie, w ty m  oficj alny  Waszy ngton i

niem al cała klasa polity czna, przespali powstanie w Europie nowego rodzaj u by tu polity cznego.
Po prostu nie pogodzili się z szy bko rosnącą siłą i władzą rządu UE w Brukseli. Znaj dowali się w
stanie zaprzeczania rzeczy wistości. Niedługo po United States of Europę T.R. Reida ukazała się

następna książka ostrzegaj ąca przed niebezpieczeństwam i wy nikaj ący m i z przesy piania istotny ch
procesów history czny ch: Wlńle Europę Slept (2006) autorstwa Bruce'a Bawera z wszy stko

m ówiący m  podty tułem  , Jak fundam entalny  islam  niszczy  Zachód od środka. A także trzecia
książka, Die Stunde der Asiaten Jochena Buchsteinera, według której  uśpiona Europa (w

przeciwieństwie do Am ery ki) nigdy  nie uświadom iła sobie, że na świecie zaszła znacząca zm iana
- Chiny, Indie oraz inne kraj e azj aty ckie stały  się czołowy m i potęgam i gospodarczy m i i
polity czny m i. W efekcie Europa została zepchnięta na m argines i teraz pełni ty lko funkcj ę
obserwatora.

Eurofile w Am ery ce i ich europej scy  koledzy  nie m y lili się całkowicie, wskazuj ąc liczne

społeczne i kulturalne osiągnięcia Europy  oraz zalety  tutej szego sty lu ży cia. Nie m y lili się
również, podkreślaj ąc, że Stany  Zj ednoczone pod pewny m i względam i skandalicznie pozostawały
w ty le oraz że wy stępowały  różnice, niekiedy  znaczne, w dochodach. Istniały  również inne istotne
rozbieżności. Martin Hiifner w EuropaDie Macht von Morgen (2006) słusznie podkreślił urok

europej skiego kraj obrazu. Niektóre z „dwunastu europej skich wartości i cech
charaktery sty czny ch", które wy punktował, aby  udowodnić predesty nacj ę Europy  do stania się

background image

potęgą j utra, by ły  j uż j ednak m niej  oczy wiste. Czy  naprawdę Europej czy cy  (w odróżnieniu od
Am ery kanów) bardziej  skłaniaj ą się ku wy bieganiu m y ślą naprzód i planowaniu na przy szłość?
Czy  naprawdę są bardziej  tolerancy j ni wobec odm ienny ch poglądów i religii? Czy  są bardziej
internacj onalni?

Dom inique de Villepin, francuski prem ier, który  ukuł poj ęcie „patrioty zm u ekonom icznego",

gdy  sprzeciwił się fuzj i pewny ch wielkich korporacj i francuskich z inny m i przedsiębiorstwam i
europej skim i, prawdopodobnie by  się z ty m  nie zgodził. Jeśli chodzi o przy j m owanie nowy ch
im igrantów, Am ery ka niewiele m ogłaby  się nauczy ć od Europy. Z pewnością Europa m iała
m niej sze poczucie m isj i. Lecz by ła też druga strona m edalu: badania opinii publicznej
wy kazy wały, że większość kraj ów europej skich nieszczególnie dum na by ła ze swy ch nowy ch
trady cj i, wartości oraz sty lu ży cia. Jeżeli rezultaty  ty ch badań pokry wały  się z rzeczy wistością, to
poczucie własnej  wartości u Europej czy ków by ło dość niskie.

Euroopty m iści pom y lili się, nie ty lko przeceniaj ąc gospodarczą siłę Europy, ale też

nieustępliwie koncentruj ąc się na porównaniach m iędzy  Europą a USA. Nawet gdy by  ich
kry ty ka Am ery ki m iała uzasadnienie, niekoniecznie wy nikało z tego, że europej skie osiągnięcia są
niezagrożone i będą długotrwałe. Przede wszy stkim  poj awiło się wrażenie, że Stany  Zj ednoczone
są główny m  ry walem  Europy, podczas gdy  konkurencj a nadeszła z państw dopiero co
uprzem y słowiony ch.

We wszy stkich dy skusj ach wy bij ała się kwestia państwa opiekuńczego. Jego geneza i idea,

według której  w cy wilizowany m  społeczeństwie m usi funkcj onować sy stem  zabezpieczeń dla
naj słabszy ch, sięga daleko wstecz. W Niem czech m a swoj e źródło w ustawodawstwie
związany m  głównie z ubezpieczeniem  społeczny m  i zdrowotny m  ustanowiony m  za rządów
kanclerza Ottona von Bism arcka. W Anglii we współczesnej  form ie by ł to plan opracowany  przez
Sir William a Beveridge'a podczas drugiej  woj ny  światowej , który  przewidy wał uj ednolicony
narodowy  sy stem  ubezpieczeń społeczny ch i wszechstronną narodową służbę zdrowia,
wy m ierzony  w zlikwidowanie nędzy  i ubóstwa. Według współczesny ch ekonom istów dzisiej sze
państwo opiekuńcze redy stry buuj e wpły wy  od pracuj ący ch m łody ch na rzecz ludzi starszy ch na
em ery turze oraz od bogaty ch na rzecz biedny ch (Assaf Razin i Efraim  Sadka). Zgodnie z
klasy czną definicj ą Asy  Briggsa (obecnie lorda Briggsa) bry ty j ski sy stem  opieki społecznej
gwarantuj e m inim alne standardy, w ty m  m inim alne dochody, a także zapewnia bezpieczeństwo
socj alne na wy padek utraty  pracy  oraz świadczenia na naj wy ższy m  z m ożliwy ch poziom ie. Tak
to wy gląda w teorii. W prakty ce świadczenia są na niskim  poziom ie i trzeba j e reglam entować
adekwatnie do dostępny ch środków. Charakter państwa opiekuńczego różni się w zależności od
kraj u. We Francj i znaczna część budżetu pokry wa em ery tury  i renty, które, tak j ak w Niem czech,
są (lub do niedawna by ły ) stosunkowo wy sokie. W Szwecj i oraz w pozostały ch kraj ach
skandy nawskich opieka państwa j est naj am bitniej sza, zapewnia m inim um  socj alne wszy stkim
oby watelom .

Wy datki na cele socj alne są duże i z czasem  wzrosły  we wszy stkich kraj ach europej skich (i

wszy stkich kraj ach rozwinięty ch).

W 2001 roku by ło to 27-29 procent produktu kraj owego brutto w Danii, Szwecj i, Francj i,

Niem czech oraz Belgii, a powy żej  20 procent we wszy stkich znaczący ch kraj ach Europy, w ty m
południowy ch (Włochy, Hiszpania, Grecj a, Portugalia) oraz niektóry ch wschodnich (Polska,
Węgry  i Czechy ). Kraj e spoza Europy  wy kazy wały  znacznie niższy  wskaźnik wy datków na cele

background image

socj alne: 18 procent Australia, Nowa Zelandia i Kanada, 17 procent Japonia, 15 procent Stany
Zj ednoczone, a z europej skich 14 procent Irlandia. Jednak te niższe dane liczbowe są trochę
m y lące, gdy ż na przy kład w USA i w Kanadzie większy  niż gdziekolwiek indziej  odsetek
ubezpieczenia zdrowotnego pokry wany  by ł przez sektor pry watny.

Osiągnięcia europej skiego m odelu państwa opiekuńczego są wy bitne: Am ery kanie m ogą

j edy nie pom arzy ć o trzy dziestopięciogodzinny m  ty godniu pracy  albo o pięciu ty godniach
płatnego urlopu rocznie - w Danii straj kowano, żądaj ąc szóstego. Niektórzy  kry ty cy  twierdzili, że
socj alna „siatka asekuracy j na" przy brała form ę „asekuracy j nego ham aka". Poj awiała się surowa
kry ty ka (nie ty lko ze strony  przedstawicieli ideowej  prawicy ) coraz większy ch naduży ć w
sy stem ie świadczeń socj alny ch wy korzy sty wana przez osoby  na nim  pasoży tuj ące - a także
twierdzenie, że pod pewny m i względam i zabezpieczenia socj alne zachęcaj ą społeczeństwo do
pasoży tnictwa.

Ale naduży cia te nie by ły  prawdziwy m  problem em  - przy  odrobinie nadzoru m ożna j e by ło

skory gować. Problem em  by ło to, że wszy stkie program y  pom ocy  socj alnej  bez trudu
pozostawały  w zasięgu finansowy m  państwa j edy nie pod warunkiem , że następował pokaźny
wzrost gospodarczy. Od wielu j uż lat przy szłość państwa opiekuńczego w Europie by ła sprawą
pilną, aż nabrała znam ion naj ważniej szej  kwestii wewnętrznej : le trou dans la Secu - dziura w

świadczeniach opieki społecznej . Oczy wiście nie dlatego, że istniał potężny  sprzeciw ideologiczny,
gdy ż żaden polity k, choćby  nie wiadom o j ak konserwaty wny, nie uj echałby  daleko na
anty socj alny m  program ie. Przy czy na leżała w ty m , że opieka społeczna w m iarę upły wu czasu
stawała się coraz droższa z doskonale znany ch powodów. Ludzie ży li dłużej  i istniała konieczność
rozdzielania większej  liczby  rent i em ery tur. Usługi m edy czne drożały  coraz bardziej . Przy
rosnący m  bezrobociu niezbędne stało się zapewnienie większego wsparcia osobom  pozbawiony m
pracy. Od zakończenia drugiej  woj ny  światowej  liczba studentów w całej  Europie wzrosła pięcio-
, a nawet dziesięciokrotnie, więc na szkoły  i uniwersy tety  m usiały  by ć przekazy wane
pokaźniej sze kwoty. Krótko m ówiąc, zdrożało wszy stko, a nie by ło wątpliwości, że j est pewna
górna granica podatków, j akie rząd m ógł nałoży ć na oby wateli. Stopa podatkowa osiągnęła 45
procent we Francj i i we Włoszech, a w niektóry ch państwach Europy  wręcz przekroczy ła tę
wartość.

W ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci przedy skutowano naj różniej sze strategie walki z ty m

problem em , na przy kład stopniowe podnoszenie wieku em ery talnego. Wziąwszy  j ednak pod
uwagę skalę problem u - do roku 2050 procentowy  udział w populacj i osób w wieku starszy m
podwoi się, podczas gdy  odsetek osób zatrudniony ch wy raźnie spadnie - konieczne stanie się
obniżenie em ery tur.

Ogranicza się usługi m edy czne, zm niej sza fundusze przeznaczone na szkolnictwo. Zażarcie

sprzeciwiała się tem u polity czna lewica wraz ze związkam i zawodowy m i, ale nie potrafiły
zaprezentować inny ch sposobów na zwiększenie środków, co według nich j est niezbędne,
utrzy m uj ąc j ednocześnie pły nność finansową gospodarki (w ty m  stopy  oszczędności i
inwesty cj i).

Jak tłum aczy ć spowolnienie europej skiej  gospodarki w ciągu ostatnich dwudziestu lat?

Form ułowano różne teorie. Jedną z naj nowszy ch i naj bardziej  znaczący ch j est teoria Mancura
Olsona doty cząca rozkwitu i schy łku państw (The Rise and Decline ofNations: Economic Growth,

background image

Stagflation, and Social Rigidities, 1982). Według autora wąskim  grupom  interesów łatwiej

forsować korzy stną dla siebie polity kę niż duży m  grupom  reprezentuj ący m  większe interesy. Jeśli
chodzi o rozwiązania korzy stne dla ty ch m niej szy ch grup, istniej e duże prawdopodobieństwo, że
będą m iały  one charakter protekcj onisty czny  i zdławią innowacj e technologiczne, co odbij e się
negaty wnie na wzroście gospodarczy m . W kontekście ty m  m ożna przy wołać przy kład
zachodnioeuropej skich rolników oraz producentów stali.

Niestety, taka teoria j est ty lko częściowy m  wy tłum aczeniem . Kry zy s europej ski by łby  z

pewnością m niej  poważny, a w każdy m  razie m niej  odczuwalny, gdy by  nie powstanie nowy ch
potęg gospodarczy ch w Azj i - naj pierw Japonii, potem  wschodnioazj aty ckich „ty gry sów
gospodarczy ch" (takich j ak Korea Południowa, Taj wan i Malezj a), następnie Chin i wreszcie
Indii. W latach dziewięćdziesiąty ch Japonia i azj aty ckie ty gry sy  wy kazy wały  oznaki słabości, ale
to j uż m inęło.

Wy niki gospodarcze Chin i Indii prezentowały  się naj bardziej  im ponuj ąco. Przy  tem pie

wzrostu rzędu 10 procent Chiny  urosły  do rangi trzeciej  co do wielkości potęgi handlowej  na
świecie, a Indie osiągnęły  tem po wzrostu wy noszące 7,3 procent. Europa korzy stała z powstania
nowy ch potęg na rozm aite sposoby  - przez eksport, inwesty cj e i spółki j oint venture. Oczy wiste
j ednak by ło, że eksport na ty m  poziom ie nie będzie trwał w nieskończoność, a Europa często
m iała okazj ę się przekonać, że nie j est m ożliwe konkurowanie z nieustannie wzrastaj ącą ilością i
j akością towarów im portowany ch z kraj ów, gdzie koszty  produkcj i by ły  nieporówny walnie niższe
od europej skich.

Jak europej ski m odel społeczny  m ógłby  przetrwać w ekonom iczny m  porządku świata, w

który m  Europa m usiała konkurować z kraj am i zdolny m i produkować towary  przy  tak m iażdżąco
niższy ch kosztach? Czy  oznaczało to, że „warunki azj aty ckie" w Europie ostatecznie wezm ą górę?
Podobne problem y, a nie py tanie, kiedy  Europa m a prześcignąć Stany  Zj ednoczone, stały  się
naj ważniej sze i niepokoj ące dla Brukseli i europej skich stolic. Wraz ze wzrostem  azj aty ckich
gospodarek poprawiłby  się znacznie standard ży cia, j ednak osiągnięcie poziom u europej skiego
zaj ęłoby  sporo czasu. Obecny  dochód na j ednego m ieszkańca w Indiach wy nosi 770 dolarów, a
w Chinach 1700, w porównaniu z 30-40 ty siącam i dolarów w główny ch kraj ach Europy.

Ale czy  na pewno kierunki rozwoj u i wskaźniki ekonom iczne dostarczaj ą nam  uniwersalnego

klucza do rozszy frowania kwestii rozkwitu i schy łku państw? Historia nie nasuwa oczy wistej
odpowiedzi. Maj ą one niewątpliwie znaczenie, ponieważ słabe i zacofane gospodarki nie m ogą
utrzy m ać kraj ów ani polity cznej  akty wności danego konty nentu. Ale sam e czy nniki ekonom iczne
nie wy j aśniaj ą rozkwitu i upadku potęg wielkich i trochę m niej szy ch; czy nniki te nie zawsze nawet
m ogą tłum aczy ć naj ważniej sze tendencj e ekonom iczne. To, czy  w narodzie panuj e opty m izm
czy  pesy m izm , czy  ludzie m aj ą wielkie nadziej e na przy szłość, czy  raczej  wszelkie nadziej e
porzucaj ą, zależy  naj wy raźniej  od niezliczonej  liczby  czy nników.

Edward Gibbon w swoim  dziele Zmierzch i upadek Cesarstwa Rzymskiego (1776-1788)

dopatrzy ł się pewnego, by ć m oże naj ważniej szego aspektu w ty m , że społeczeństwa ogarnięte
błogim  dobroby tem  tracą zapał - po co zadawać sobie trud, skoro ży cie stało się tak proste? Do
pewnego stopnia stagnacj a m oże by ć kwestią zm iany  pokoleniowej .

Czy m  tłum aczy ć spadek współczy nnika urodzeń, gdy  posiadanie dzieci stało się bardziej

realne ekonom icznie niż kiedy kolwiek wcześniej  (i gdy  wiele m łody ch kobiet chciałoby  m ieć

background image

dwoj e lub troj e dzieci)? Czy  przy czy ną m oże by ć to, że m łodzi ludzie obawiaj ą się przy szłości
(j ak twierdziło wielu) lub też (co sugerowała równie liczna grupa kom entatorów) że chcą
korzy stać z ży cia nieobciążeni obowiązkiem  wy chowy wania dzieci oraz dlatego że insty tucj a
rodziny  podupadła, a odsetek rozwodów sięgnął 40 procent? Szacuj e się, że w Niem czech
wy chowanie dziecka do dwudziestego roku ży cia kosztuj e około pół m iliona euro. Ty le że
większość ty ch środków pochodzi od państwa lub od wspólnot lokalny ch. Gdy by  nasi
pradziadowie deliberowali nad kwestiam i finansowy m i, większość z nas w ogóle nie poj awiłaby
się na świecie! Jest wiele py tań, lecz żadny ch przekonuj ący ch odpowiedzi.

*

 Philippe Legrain, Europe’s Mighty Economy, „The New Republic” z 16 czerwca 2003

(przyp. aut.).

**

Nicolas Baverez, La France quitome: Un constatclinią uedu declin franęais

(przyp. red.).

***

 Hans-Werner Sinn, Ist D eiitschland noch zu rei ten ? (przyp. red.).

background image

Niemcy

Niem cy  wciąż są naj silniej szą gospodarką w Europie, przez wiele lat by ły  główną siłą

napędową Wspólnoty  Europej skiej . Lecz nawet przed kry zy sem  ostatniej  dekady  w kraj u ty m
dom inował wy raźny  scepty cy zm , wręcz pesy m izm . Od drugiej  woj ny  światowej  Niem cy
m iały  skłonność do bardziej  nerwowego niż inne kraj e Europy  reagowania na wszelkie polity czne
lub gospodarcze zastoj e, nawet te pom niej sze, i towarzy szy ła tem u równie silna skłonność do
pom ij ania długofalowy ch zagrożeń. W latach osiem dziesiąty ch wiązało się to ze strachem  przed
kolej ną woj ną światową: szalony  am ery kański prezy dent (w owy m  czasie Ronald Reagan)
popy chał świat ku woj nie, na ulice wy chodziły  więc m asowe dem onstracj e, które m ogły  sprawić
wrażenie, że sądny  dzień j est blisko. Ale świat by ł j edy nie bliski kresu zim nej  woj ny. Jednakże
wielu przedstawicieli niem ieckiej  klasy  polity cznej  nie wy ciągnęło wniosków z błędny ch ocen, a
swój  pesy m izm  skierowało w inne strony  - j eszcze raz na celowniku znalazły  się Stany
Zj ednoczone, ry nek i globalizacj a.

Wszy stko to bez wątpienia wiązało się z historią Niem iec w dwudziesty m  wieku: porażką w

dwóch woj nach światowy ch, bolesny m  doświadczeniem  inflacj i, Wielkim  Kry zy sem  lat
trzy dziesty ch oraz przeży ciam i okresu nazizm u. Lecz inne państwa Europy  też m iały  własne,
bolesne doświadczenia, a m im o to nie reagowały  zby t em ocj onalnie.

Prawdą j est, że niem iecka gospodarka stawiała czoła poważny m  trudnościom , które są

doskonale znane. Przez dziesięć lub więcej  lat zm niej szy ł się dochód na j ednego m ieszkańca, a
bezrobocie utrzy m y wało się na wy sokim  poziom ie. Gdy  w 1998 roku kanclerz Gerhard Schróder
doszedł do władzy, obiecał redukcj ę bezrobocia do 3,5 m iliona, a gdy  po sześciu latach odchodził,
liczba ta wy nosiła blisko 5 m ilionów. Jak podsum ował j eden z j ego główny ch doradców, Niem cy
stały  się społeczeństwem  spowolniony m . Od 1995 roku tem po wzrostu spadło do 1-2 procent
rocznie (m niej  niż w większości inny ch kraj ów Europy ), a w niektóry ch latach odnotowy wano
wielkość uj em ną. Niem cy  nadal pozostawały  gigantem  eksportu, lecz przy szłość wy glądała
niepewnie. Konsum pcj a kraj owa by ła na niskim  poziom ie. Koszty  zj ednoczenia m iały  okazać się
wy ższe, niż pierwotnie zakładano. Przez całe lata dziewięćdziesiąte i następne transfer kapitału z
Niem iec Zachodnich do Wschodnich wy nosił 4 procent produktu kraj owego brutto. Mim o to
m ieszkańcy  Niem iec Wschodnich (Ostdeutsche) czuli się dy skry m inowani, podczas gdy  ci z
zachodniej  części uważali, że są wy korzy sty wani przez nieudolny ch rodaków ze wschodu
(który ch niekiedy  pogardliwie nazy wali „Ossis"). Wy soka i nadal rosnąca cena ropy  by ła j eszcze
j edny m  czy nnikiem  ham uj ący m  wzrost gospodarczy.

Nawet prognozy  ekspertów podlegały  gwałtowny m  wahaniom .
W połowie 2005 roku „The Econom ist", coty godniowa biblia klasy  polity czno-ekonom icznej ,

opublikował arty kuł obwieszczaj ący, że wszy stko się zm ieniło lub m a się zm ienić, zapowiadaj ąc
pom y ślną, j eśli nie świetlaną przy szłość Niem iec. Po sześciu m iesiącach ten sam  ty godnik w
j eszcze dłuższy m  arty kule j uż ostrzegał, że ty lko cud m o że uratować kraj .

W czy m  doszukiwać się przy czy n takiego m arazm u? Czy  chodziło o to, że Niem cy, niegdy ś

znani j ako pracowici i solidni, przestali j uż ciężko pracować, a na skutek skróconego czasu pracy
oraz wy sokich płac koszty  produkcj i osiągnęły  taki poziom , że przestały  by ć konkurency j ne?

background image

Rzeczy wiście, niektóre czołowe korporacj e niem ieckie z tego powodu przeniosły  pewną część
fabry k za granicę, w m iej sca, gdzie koszty  produkcj i by ły  znacznie niższe. Tem u, że Niem cy
pracuj ą teraz m niej szą liczbę godzin niż m ieszkańcy  wszy stkich pozostały ch państw, nie da się
zaprzeczy ć. Kraj e europej skie (co prawda m niej sze) o równie wy sokim  standardzie ży cia
potrafiły  j ednak tworzy ć nowe m iej sca pracy. Czy  m arazm  m ożna by  przy pisać tem u, że
Niem cy  straciły  wielu m łody ch ludzi, bardziej  przedsiębiorczy ch, lepiej  wy kształcony ch i
otwarty ch na nowe wy zwania, którzy  odkry li znacznie większe szanse na osiągnięcie sukcesu za
granicą, przede wszy stkim  w Am ery ce?

Pod rządam i kanclerza Schródera przy gotowano ogólny  plan zwany  Agendą 2010, który  m iał

za zadanie przy wrócić konkurency j ność niem ieckiej  gospodarki przez obniżenie kosztów
produkcj i, co m iało stać się m ożliwe dzięki obniżeniu zarobków. Powołano kom itet, z
reform atorem  ry nku pracy  Peterem  Hartzem  na czele, m aj ący  dokonać cięć niektóry ch
świadczeń socj alny ch, na przy kład obniży ć em ery tury  i zasiłki dla bezrobotny ch oraz ograniczy ć
świadczenia m edy czne, które wcześniej  by ły  darm owe (Hartz I, II, III, IV).

By ły  to dotkliwe kroki, które doprowadziły  do zubożenia niektóry ch warstw społeczeństwa.

Związki zawodowe i socj aldem okraty czna lewica stanowczo sprzeciwiły  się cięciom , niektórzy
nawet kwestionowali legalność pewny ch rozwiązań j ako niezgodny ch z konsty tucj ą gwarantuj ącą
wszy stkim  oby watelom  godne ży cie. Ale w j aki sposób państwo m ogło zapewnić godne ży cie,
skoro nie m iało na to środków? Z j ednej  strony  lewicowa opozy cj a twierdziła, że rząd m oże
pom óc gospodarce, wzm acniaj ąc popy t wewnętrzny, czem u nie dało się zaprzeczy ć, lecz
zm usiłoby  to rząd do zwiększenia deficy tu budżetowego. Z drugiej  strony  dla neoliberalnej
opozy cj i reform y  Schrodera by ły  znacznie poniżej  tego, co konieczne. 

Podobnie j ak inne kraj e europej skie, Niem cy  przekraczały  lim ity  deficy tu budżetowego

nakładane przez siedzibę główną Unii Europej skiej  w Brukseli (3 procent), co oznaczało w
przy szłości poważne kom plikacj e dla europej skiej  gospodarki. Pod koniec 2005 roku rząd
Schrodera upadł, gdy ż nie potrafił znaleźć dostatecznego poparcia dla swej  polity ki. Jego m iej sce
zaj ęła wielka koalicj a kierowana przez Angelę Merkel, przewodniczącą konserwaty wnej  Unii
Chrześcij ańsko-Dem okraty cznej . Poza ty m , że by ła pierwszą kobietą obej m uj ącą fotel kanclerza,
zasiadła na nim  również j ako pierwsza osoba pochodząca z Niem iec Wschodnich.

W Niem czech panuj e w zasadzie j ednom y ślność co do tego, że dawny  m odel przestał się

sprawdzać i że reform y  są nakazem  chwili. Istniej e j ednak olbrzy m i opór, gdy ż większość
oby wateli całkiem  słusznie zdaj e sobie sprawę, że „m odernizacj a i reform y " oznaczaj ą spore
cięcia w sy stem ie świadczeń socj alny ch oraz obniżenie standardu ży cia dla większości z nich.
Uznaj ą to za rzecz nieuniknioną, lecz nie chcą należeć do grupy, która ucierpi. W ty ch
okolicznościach żadna partia polity czna ani też żadna koalicj a nie zdecy duj e się na taki try b
postępowania, który  m ógłby  doprowadzić do przegranej  w kolej ny ch wy borach. Poparcia dla
polity ki drasty czny ch cięć m ożna się spodziewać j edy nie w reakcj i na poważniej szy, gwałtowny
kry zy s, nie zaś w wy niku powolnego spadku.

Dlaczego j ednak inne kraj e, na przy kład Holandia w latach osiem dziesiąty ch czy  Szwecj a w

dziewięćdziesiąty ch, zdołały  przebrnąć przez bolesne reform y, które doprowadziły  do pewnej
poprawy  sy tuacj i ekonom icznej , do znacznego zm niej szenia liczby  bezrobotny ch i do spadku
zadłużenia? Prawdopodobnie łatwiej  przeprowadzić podobne reform y  w kraj ach m niej szy ch niż
w większy ch, bardziej  anonim owy ch społeczeństwach. Względne powodzenie Holandii i Szwecj i

background image

m oże m ieć również związek z trady cj am i history czny m i. Tak czy  owak, wciąż nie znaj duj em y
przekonuj ącej  odpowiedzi.

background image

Francja

Gospodarka Francj i j est piątą co do wielkości na świecie, a j ej  problem y  bardzo

przy pom inaj ą te niem ieckie. Po spektakularny m  okresie powodzenia ani rządy  prawicowe, ani
lewicowe od lat nie um iej ą pobudzić wzrostu i zatrudnienia. Jak zauważa Nicolas Baverez,
Francj a j est j edy ny m  kraj em  rozwinięty m , który  j eszcze nie przezwy cięży ł kry zy su lat
siedem dziesiąty ch (choć Baverez m ógł do swoj ej  listy  dorzucić i Niem cy ). Państwu coraz
bardziej  zagraża los przeistoczenia się w m uzeum  i ośrodek dy stry bucy j ny, oderwany  od
procesów produkcy j ny ch i badawczy ch. Znaj duj e to odbicie w nastroj u m oże nie czarnej
rozpaczy, ale braku wiary  w cokolwiek, a j uż naj m niej  w rządowe obietnice (według taj nego
raportu lokalny ch prefektów dla rządu centralnego dzięki tem u sy tuacj a j est w m iarę spokoj na). 

Według badań opinii publicznej  zaledwie 9 procent Francuzów uważa, że ich kraj  czy ni j akieś

postępy. Reszta przekonana j est, że w naj lepszy m  razie m aszeruj e w m iej scu bądź też cofa się w
rozwoj u. Gdy  w 1981 roku Franęois Mitterrand został wy brany  na prezy denta, obiecał (podobnie
j ak w 1998 roku kanclerz Schróder), że rady kalnie zm niej szy  bezrobocie. Gdy  odchodził z urzędu,
bezrobocie by ło ponad dwukrotnie wy ższe niż przed j ego obj ęciem . Niektórzy  ekonom iści sądzą,
że ten problem  w końcu sam  się rozwiąże za sprawą m alej ącego przy rostu naturalnego, lecz
nawet j eśli ta prognoza j est słuszna, nie zapowiada się, by  nastąpiło to szy bko.

Historia Francj i nigdy  nie by ła pasm em  nieustannego rozwoj u, lecz składały  się na nią

m om enty  szy bkiego postępu na przem ian z długim i okresam i stagnacj i lub regresu. Wątpliwe
j ednak, aby  przy j ęcie tego do wiadom ości dawało wiele powodów do opty m izm u na przy szłość,
gdy ż stagnacj a trwa j uż zby t długo, a j ej  przy czy ny  są zby t głęboko zakorzenione, aby  m ogło
doj ść do zasadniczej  zm iany. Model, który  w latach sześćdziesiąty ch dobrze się sprawdzał
(tiirigisme, rodzaj  ty powo francuskiej , częściowo planowej  gospodarki opartej  na gospodarce

ry nkowej ), po czterdziestu latach j uż nie funkcj onuj e. W początkowy ch latach dostarczy ł on
francuskiej  gospodarce niezwy kle potrzebnego bodźca, lecz ostatnio nie wy kazy wał się
wy starczaj ącą zdolnością do adaptacj i i innowacy j ności.

Wprawdzie doszło do pewnego odwrotu od tego m odelu, lecz państwo francuskie wciąż j est w

posiadaniu większej  części kraj owej  gospodarki niż inne państwa w zachodniej  Europie: wy daj e
prawie 53 procent PKB. Niewiele pry waty zacj i odby ło się we Francj i, która j est podej rzliwa
wobec ry nku i nie lubi konkurencj i.

Powstał sy stem  socj alny, który  w swej  starej  form ie przestał by ć wy płacalny, lecz opór

wobec zm ian j est we Francj i j eszcze silniej szy  niż w Niem czech. Przej awia się on m asowy m i
straj kam i oraz podobny m i reakcj am i.

Jedną z osobliwości francuskiej  gospodarki j est to, że większa liczba osób zatrudniony ch należy

do sektora publicznego (25-30 procent). Są one znacznie lepiej  sy tuowane od reszty, zarówno pod
względem  zarobków, j ak i em ery tur, i gotowe są walczy ć do upadłego, aby  zachować te
zdoby cze. W latach 1995-1996 m iliony  Francuzów wy szły  na ulice nie po to, żeby  wy razić
rewolucy j ną solidarność klasową albo stawić opór nieczułem u, wrogiem u klasie pracuj ącej
rządowi, ani też nie po to, żeby  protestować przeciwko nierówności dochodów czy  walczy ć ze
szkodliwy m i skutkam i globalizacj i, lecz - j ak podsum ował Tim othy  B. Sm ith, znaj ący  się na

background image

rzeczy  bezstronny  obserwator - żeby  zachować korporacy j ne przy wilej e. Takie m asowe straj ki
zdarzaj ą się raz na j akiś czas do dziś.

Chociaż socj alne zdoby cze francuskich pracowników by ły  im ponuj ące, prawdą również by ło,

że ograniczały  się do pewny ch środowisk, zwłaszcza do osób w ważny ch sektorach m ogący ch
sparaliżować gospodarkę. Istniała (i istniej e nadal) powszechna niechęć i nieufność do sektora
pry watnego, którego pracownicy, z wy j ątkiem  pewnej  części na wy ższy ch szczeblach, nie są tak
dobrze opłacani i nikt się o nich tak bardzo nie troszczy. Model francuski, razem  z party kularny m i
interesam i i grupam i nacisku, pod wielom a względam i j est naj bliższy  m odelowi Mancura Olsona,
chociaż Olson przy znał, że ze wszy stkich gospodarek naj m niej  rozum ie francuską. Aby
sfinansować taki rodzaj  korporacy j nego sy stem u socj alnego (który  wy kluczał duże warstwy
społeczne), francuskie rządy  m usiały  coraz bardziej  pogrążać się w długach, ale próby
zapanowania nad sy tuacj ą spotkały  się z zaciekły m  oporem . Problem  wy dawał się
nierozwiązy walny. Gdy  zgodnie z ustawą Aubry  z roku 2000 wprowadzono
trzy dziestopięciogodzinny  ty dzień pracy, sądzono, że przy niesie to w efekcie tworzenie nowy ch
m iej sc pracy  (chodziło o to, aby  podzielić pracę pom iędzy  większą liczbę pracowników), lecz tak
się nie stało. Gdy  prem ier Alain Juppe chciał podnieść wiek em ery talny  w niektóry ch branżach z
50 do 55 lat, pozwoliło to na zaoszczędzenie pewny ch środków, ale także nie stworzy ło nowy ch
m iej sc pracy.

Jak zauważy ł Tim othy  Sm ith, korporacy j ny  sy stem  socj alny  zablokował tworzenie m iej sc

pracy. Globalizacj a by ła popularny m  kozłem  ofiarny m , j ednak bliższa analiza wy kazuj e, że ty lko
niewielki odsetek francuskich pracowników na niej  ucierpiał.

Tury sty ka j est j edną z kwitnący ch gałęzi francuskiej  gospodarki.
Niektórzy  ekonom iści widzą przy szłość właśnie w tury sty ce, a także w m arketingu. Tury ści

m ogą odnieść wrażenie, że Francj a to piękny  i tętniący  ży ciem  kraj  (pod warunkiem  że nie
zapuszczą się w któreś z liczny ch gett). Jest to j ednak obraz m y lący, gdy ż roczne tem po wzrostu
wy noszące 0,9-2,0 procent nie wy starczy, żeby  Francj a zachowała swoj e m iej sce w świecie;
wskaźniki wzrostu produkcj i przem y słowej  w ostatnich latach by ły  nawet niższe. Zarówno
polity czna lewica, j ak i prawica we Francj i są zgodne, że należy  wzm ocnić sektor wy twórczy
gospodarki, stworzy ć nowe m iej sca pracy  i dokonać cięć kosztów w sektorze opieki społecznej .
Ograniczenia konkurencj i w chroniony m  sektorze usług i gdzie indziej  zm niej szaj ą wy daj ność.
Lewica utrzy m uj e, że wiele nowo powstały ch m iej sc pracy  j est źle opłacany ch i oferuj e
zatrudnienie na zby t krótki czas. Podobnie j ak wielu Niem ców, Francuzi nie chcą „warunków
am ery kańskich" ani thatchery zm u w swoim  kraj u. Nie przedstawiaj ą j ednak realisty czny ch
propozy cj i.

Przed wielom a laty  usły szałem , j ak na konferencj i Ray m ond Aron m ówił, że Francj a od

czasu do czasu by wa świadkiem  rewolucj i, lecz niezwy kle rzadko reform . Wówczas uznałem  to
za dowcipną uwagę, lecz m oże by ć w ty m  więcej  prawdy, niż m i się wy dawało.

background image

Wielka Brytania

Po zakończeniu drugiej  woj ny  światowej  bry ty j ska gospodarka pod względem  wy daj ności

radziła sobie kiepsko w porównaniu z inny m i kraj am i Europy. Niem cy  i Francj a prześcignęły
Zj ednoczone Królestwo, natom iast Włochy  do 1990 roku prawie dogoniły  Wielką Bry tanię pod
względem  wy daj ności.

Do lat siedem dziesiąty ch Wielka Bry tania stała się nowy m  „schorowany m " Europy, lecz

zdecy dowane reform y  wprowadzone przez prem ier Margaret Thatcher (1979-1990) przy niosły
rady kalne zm iany. Thatcher obstawała za gospodarką wolnory nkową, m ożliwie j ak naj większą
pry waty zacj ą, niższy m  opodatkowaniem  i ograniczeniem  władzy  związków zawodowy ch.
Punktem  kulm inacy j ny m  by ło pokonanie związku zawodowego górników (National Union of
Minę Workers), który  pochopnie ogłosił straj k generalny, gdy  górnictwo znaj dowało się w
głębokiej  recesj i.

Thatchery zm  doprowadził do oży wienia bry ty j skiej  gospodarki, a także do ogrom nej

wrogości ze strony  lewicy. Do negaty wny ch aspektów epoki Margaret Thatcher należał j ej
nieprzej ednany  nacj onalizm  i przeciwstawianie się Europie konty nentalnej , j ak również zastój  w
przem y śle wy twórczy m , j aki nastąpił, gdy  sprawowała władzę. Nie wiadom o j ednak, czy  nie
doszłoby  do tego pod j akim ikolwiek inny m i rządam i. Nawet zaciekli wrogowie Thatcher nie m ogli
zaprzeczy ć, że j ej  polity ka się sprawdziła (Peter Mandelson powiedział: „Wszy scy  j esteśm y  teraz
thatchery stam i"). Bry ty j czy cy, wszy scy  razem  i każdy  z osobna, na koniec epoki Margaret
Thatcher z pewnością nie by li ubożsi niż przed nią.

Pod rządam i Partii Pracy, od połowy  lat dziewięćdziesiąty ch do m niej  więcej  2005 roku,

nastała złota dekada w bry ty j skim  rozwoj u gospodarczy m . Tem po wzrostu w 2002 roku wy nosiło
2,0 procent, a w kolej ny ch latach odpowiednio 2,5, 3,2 oraz 1,9 procent. Do roku 2005 bry ty j ska
gospodarka by ła czwarta na świecie, a Zj ednoczone Królestwo znaj dowało się na dwunasty m
m iej scu wśród naj bogatszy ch kraj ów. Nieustannie trwał wzrost, inflacj a by ła niska, a waluta
m ocna. Stopa bezrobocia należała do naj niższy ch w Europie. Organizacj a Współpracy
Gospodarczej  i Rozwoj u (OECD) pochwaliła stabilność i prężność bry ty j skiej  gospodarki,
dostrzegła też j ej  elasty czność. To, że Wielka Bry tania by ła niem alże sam owy starczalna pod
względem  energety czny m  dzięki ropie naftowej  z Morza Północnego, a także rezerwom  węgla,
by ło j edną z m ocny ch stron j ej  gospodarki.

Słabą stroną bry ty j skiej  gospodarki by ła niska stopa oszczędności i zadłużenie osobiste

powy żej  biliona funtów szterlingów. Inna niedobra cecha to uzależnienie od boom u budowlanego i
relaty wna słabość przem y słu wy twórczego, który  stanowi j edy nie 16 procent kraj owej  produkcj i
i, podobnie j ak w pozostały ch kraj ach Europy, powoli m alej e. Przed rokiem  2005 gospodarka
zwalniała i j ej  słabe punkty  stawały  się coraz lepiej  widoczne. Według Anatole'a Kaletsky 'ego,
autora The World in 2006 (opublikowanego przez „The Econom ist"), nie by ło powodów do

rozpaczy, pod warunkiem  że bry ty j ski rząd prowadziłby  trafną polity kę gospodarczą, co oznaczało
cięcia publiczny ch wy datków, a nie zwiększanie obciążeń podatkowy ch. Siły, które um ożliwiły
złotą dekadę, wciąż oddziały wały : konkurencj a na ry nku pracy  i produktów, poprawienie stosunku
cen im portowy ch do eksportowy ch, elasty czność polity ki m onetarnej , rosnący  popy t na usługi

background image

oparte na zaawansowanej  wiedzy. Otwarte j ednak pozostawało py tanie, czy  podobna polity ka j est
realna pod względem  polity czny m .

Pom ij aj ąc przy czy ny  polity czne i psy chologiczne, stosunkowo niezłe osiągnięcia bry ty j skiej

gospodarki (oraz funta szterlinga na ry nkach walutowy ch) w ostatnich latach wzm ocniły  w
Wielkiej  Bry tanii ty ch, którzy  kwestionowali słuszność zacieśniania j ej  więzi ze Wspólnotą
Europej ską.

background image

Włochy i Hiszpania

Porównanie rozwoj u gospodarki hiszpańskiej  i włoskiej  w ostatnich latach przedstawia studium

kontrastów. Pod rządam i generała Francisca Franco (zm . 1975) i przez kilka lat później  Hiszpania
należała do naj bardziej  zacofany ch kraj ów Europy. Jednakże w następstwie wej ścia do Unii
Europej skiej  w 1986 roku (przy  sporej  pom ocy ) dokonała bły skawicznego skoku naprzód i do roku
2005 osiągnęła niem al średni poziom  ży cia w UE. Jej  PKB wy nosi teraz nieco ponad bilion
dolarów; dewaluacj a pesety  sprawiła, że hiszpańska gospodarka stała się konkurency j na.
Bezrobocie ograniczono z 23 do 10 procent. Mocno scentralizowany  sy stem  został w dużej  m ierze
zdecentralizowany. Hiszpania stała się nie ty lko j edny m  z kraj ów cieszący ch się naj większy m
powodzeniem , ale też j edny m  z naj bardziej  wierny ch w kontekście europej skim  - j ak pokazały
wy niki głosowania nad konsty tucj ą europej ską. Wraz z Francj ą poparła neogaullistowską polity kę
dla Europy, niej ednokrotnie odcinaj ąc się od Stanów Zj ednoczony ch.

Problem y, przed j akim i stała hiszpańska gospodarka, w duży m  stopniu pokry wały  się z ty m i,

który m  stawiały  czoła inne państwa Europy : gwałtowny  spadek przy rostu naturalnego
doprowadził do starzenia się populacj i, a w konsekwencj i do konieczności reform y  sy stem u
socj alnego - przede wszy stkim  obniżenia em ery tur.

Włochy  swój  cud ekonom iczny  przeży ły  nieco później  niż reszta kraj ów europej skich - w

latach sześćdziesiąty ch i na początku siedem dziesiąty ch - lecz od tam tej  pory  kraj  cofał się, a
przez lata tem po j ego wzrostu by ło naj niższe. Włoski przem y sł m iał problem y  z przej ściem  w
odpowiednim  czasie na naj nowsze technologie, przem y sł sam ochodowy  nie m ógł konkurować, a
przem y sł teksty lny  niem al do ruiny  doprowadziła azj aty cka konkurencj a. Główne wpły wy
przy noszą obecnie towary  luksusowe (np. ubrania proj ektantów m ody, ży wność oraz
sam ochody ), a także tury sty ka. Czarnory nkowa strefa gospodarki, trady cy j nie m ocna na
południu, nie m iała decy duj ącego wpły wu na ogólne wy niki, z wy j ątkiem  by ć m oże pewnej
redukcj i bezrobocia. Tak j ak w Niem czech, pewna część włoskiej  produkcj i przem y słowej
przeniesiona została za granicę ze względu na wy sokie koszty  pracy. Podobnie j ak w pozostały ch
naj większy ch gospodarkach Europy, panuj e ogólna zgoda, że „sprawy  nie m ogą m ieć się tak j ak
wcześniej ", ale istniej e potężny  sprzeciw wobec fundam entalny ch reform . Polity ką
centroprawicowego rządu stało się przy pisy wanie winy  za stan gospodarki państwa czy nnikom
zewnętrzny m , nad który m i nie by ło kontroli. (Lewicowe rządy  wy korzy sty wały  identy czny
argum ent - obwiniaj ąc globalizacj ę). Gwałtowny  spadek liczby  urodzeń oraz im igracj a, często
nielegalna, z Afry ki Środkowej  i Północnej , dodatkowo wzm agaj ą napięcia społeczne.

Jak długo j eszcze gospodarki Włoch, Francj i i inny ch naj ważniej szy ch kraj ów Europy  będą

m ogły  m im o wszy stko j akoś funkcj onować? Możliwe, że dłużej , niż się powszechnie oczekuj e: dla
większo ści ludzi ży cie j est wciąż dosy ć znośne, a często nawet przy j em ne, j eśli nie m a się
wy górowany ch am bicj i. W ty ch okolicznościach powolny, stopniowy  spadek wy daj e się bardziej
prawdopodobny  od gwałtownego załam ania. Podobnie j ak w ży ciu polity czny m  ty ch kraj ów, nie
m a woli do przeprowadzenia dalekosiężny ch zm ian. By ć m oże poj awi się ona w następstwie
drasty cznego spadku, będącego czy telny m  i aktualny m  zagrożeniem . Nie j est j ednak pewne, czy
doj dzie do takiej  sy tuacj i. Spadek m oże by ć powolny, prawie nieodczuwalny, dopóki (na

background image

przy kład) bezrobocie zdecy dowanie nie przekroczy  10 procent. Może się też okazać, że j est zby t
późno na reform y, ponieważ do czasu, gdy  powszechnie uzna się taką konieczność, gospodarka
m oże spaść poniżej  poziom u, z którego dałoby  się j ą uratować (zby t późno w każdy m  razie, by
dokonać tego w ram ach sy stem u dem okraty cznego) .

To prawda, że wiele gospodarek m niej szy ch kraj ów europej skich, takich j ak Holandia czy

kraj e skandy nawskie, radziło sobie nieco lepiej  od ty ch wielkich. Nie zm ienia to j ednak ogólnego
obrazu. Co więcej , od czasu do czasu poj awiaj ą się obiecuj ące sy gnały, wskazuj ące j aśniej sze
prognozy  na przy szłość. Jeśli wy niki europej skich gospodarek w 2005 roku stały  w m iej scu, to j uż
na przełom ie lat 2006/2007 poj awiły  się pewne oznaki postępu. Niem iecki eksport by ł silniej szy,
podobnie j ak w niektóry ch inny ch kraj ach. Bez względu j ednak na to, czy  tem po wzrostu wy nosi
1,3 czy  2,0 procent, podstawowy  problem  nadal pozostaj e. Zadłużenia finansowe naj większy ch
gospodarek nieustannie rosną, popy t wewnętrzny  wciąż j est zby t m ały, nie m a szans na istotny
spadek cen paliwa i powstaj e niewy starczaj ąca liczba nowy ch m iej sc pracy.

Perspekty wy  ekonom iczne są w dużej  m ierze nieprzewidy walne, gdy ż państwa Europy  są w

znaczny m  stopniu od siebie uzależnione - a także od Stanów Zj ednoczony ch i Dalekiego Wschodu.
Wszelkie tendencj e zniżkowe m ogą wy wołać naty chm iastowe reperkusj e w Europie.

Trudno nawet spekulować co do polity czny ch konsekwencj i słabości ekonom icznej  Europy.

Nie m a wielkich różnic m iędzy  propozy cj am i prawicy  i lewicy  w kwestii zm ian, j akie powinny
nastąpić.

Niem cy  m aj ą rząd koalicy j ny, a w Wielkiej  Bry tanii konserwaty ści i laburzy ści, j akkolwiek

by  się różnili, nie prezentuj ą zasadniczo odm ienny ch poglądów na gospodarkę. Francuska i
hiszpańska lewica wy kazuj e większy  sprzeciw wobec liberalizacj i gospodarki niż centrum  i m a
większe obawy  wobec ry nku, lecz obecna sy tuacj a uniem ożliwia im  prowadzenie innej  polity ki.
Gdy by  um iarkowana prawica i lewica zawiodły, istniej e oczy wiście ry zy ko, że m asowe poparcie
przy padnie partiom  ekstrem isty czny m , które w zwy kły ch okolicznościach nie m iały by
naj m niej szy ch szans. Ale one również nie m aj ą m agicznej  recepty. Czas faszy zm u i kom unizm u
się skończy ł - przy naj m niej  w Europie Zachodniej , Środkowej  i Południowej .

To przy kre, że j est tak niewiele nadziei na wy raźny  zwrot ku lepszem u. Pozostaj e ty lko

py tanie, czy  będzie to powolny  rozkład, czy  też gwałtowny  upadek. Mawiało się o Europie, że j est
gigantem  ekonom iczny m , ale karłem  polity czny m  - a teraz poj awia się ry zy ko, że stopniowo
utraci ona także swój  status ekonom icznego giganta.

W takich okolicznościach nie naj gorzej  by łoby  sięgnąć do książek wy dany ch w nie tak

odległy ch latach na tem at znakom itego okresu powoj ennego, gdy  opty m izm  by ł ogrom ny, bądź
też do niedawny ch publikacj i przepowiadaj ący ch, że Europa będzie wielką potęgą j utra.

Zawsze istniej e m ożliwość, że przeoczono j akąś wskazówkę doty czącą szans na świetlaną

przy szłość. Niewy kluczone, że do Europy  napły nie więcej  inwesty cj i zagraniczny ch niż w
ostatniej  dekadzie lub dwóch, lecz j akich dziedzin gospodarki m iały by  one doty czy ć - tury sty ki
czy  naj nowszy ch technologii? Corocznie 75 m ilionów tury stów odwiedza Francj ę, 52 m iliony
Hiszpanię, a 40 m ilionów Włochy  - przy nosi to odwiedzany m  kraj om  30-40 m iliardów dolarów.
Prowadzi nas to j ednak do punktu wy j ścia - do ewentualnej  przy szłej  Europy  w roli wielkiego
m uzeum .

Stany  Zj ednoczone, ze względu na wielkie zadłużenie lub z inny ch przy czy n, m ogą stanąć w

obliczu niespodziewanej , poważnej  recesj i. Może się zdarzy ć tak, że wzrost gospodarczy  Chin i

background image

Indii, w wy niku wewnętrzny ch zaburzeń ekonom iczny ch i społeczny ch, nagle zwolni lub nawet
się odwróci. Powstanie partii kom unisty czny ch w Indiach m oże się okazać zwiastunem  duży ch
napięć i walki klasowej  w stary m  sty lu. Niczego nie da się wy kluczy ć, ale Europa niekoniecznie
zy skałaby  na takim  rozwoj u wy padków, wprost przeciwnie - naraziły by  one na szwank stabilność,
j akiej  pragnie Europa, i zaszkodziły by  europej skiem u eksportowi. Oznaczałoby  to, że dzisiej si
giganci nie są tak silni, j ak się czasem  sądzi, a względna pozy cj a Europy  w świecie niezupełnie tak
słaba. W sum ie j ednak m arne to pocieszenie, gdy ż niepowodzenie inny ch nie przy niesie
Europie trium fu. Poza ty m  zasadnicze problem y  Europy  nadal pozostały by  nierozwiązane.

Nie sam y m  chlebem  człowiek ży j e i wbrew sły nnem u powiedzeniu, nie zawsze j est to

kwestia „gospodarki, głupcze"

*

. Wiele europej skich rządów po drugiej  woj nie światowej

wy bierano ponownie m im o kiepskich osiągnięć ekonom iczny ch - i przeciwnie, niektóre ponosiły
klęskę niezależnie od spory ch dokonań: j edny m  z przy kładów j est Szwecj a w roku 2006. Tak
naprawdę nie wiem y, j aka religia ani ideologia przy czy nia się do wzrostu gospodarczego; w
czasach współczesny ch poglądy  Maxa Webera m iały by  zastosowanie do Europy  Zachodniej  i
Am ery ki Północnej , ale nie do Chin, Japonii czy  Korei Południowej . Mówiąc ściślej , rozm aite
czy nniki m ogą wpły wać na przedsiębiorczość, pracowitość i dar przewidy wania. Stan ducha
narodu zależy  od przeróżny ch pobudek i przesłanek, także ty ch nieuchwy tny ch, który ch nikt nie
potrafi wy j aśnić bez cienia wątpliwości.

*

 The economy, stupid ! - hasło wyborcze Billa Clintona, które przyczyniło się do jego

wygranej z G eorge’em Bushem w wyborach prezydenckich w 1992 roku. W Polsce znane są

dwie wersje tłumaczenia: „G ospodarka, głupcze!” bądź „Ekonomia, głupku!” (przyp. red.).

background image

5. Rosja: fałszywy świt?

Gdy  upadł Związek Radziecki, większość Europej czy ków, od wschodu po zachód, odetchnęła z

ulgą i by ła święcie przekonana, że dawne czasy  kom unisty cznej  dy ktatury, stalinizm u, represj i
wewnątrz kraj u i agresj i poza granicam i bezpowrotnie m inęły. Zachodni przy wódcy  z
zadowoleniem  powitali Michaiła Gorbaczowa na stanowisku sekretarza generalnego
Kom unisty cznej  Partii Związku Radzieckiego w 1985 roku, a po nim  rosy j skich prezy dentów
Bory sa Jelcy na i Władim ira Putina, wy rażaj ąc pragnienie współpracy  z ty m i przy wódcam i.
Rozpoczęła się współpraca z Rosj ą w ram ach G8 oraz na inny ch polach, nie dlatego, że nowa
Rosj a by ła kraj em  tak silny m , ale dlatego, że zachodni przy wódcy  woleli zaprosić Moskwę do
swego grona, niż pozostawić j ą na zewnątrz m ściwą i nadąsaną. Zapewne by ła to słuszna takty ka,
ale na razie zby t wcześnie na orzekanie, czy  okazała się strzałem  w dziesiątkę.

Nie zdawano sobie wówczas powszechnie sprawy  z tego, że droga Rosj i ku wolności będzie

długa i naj eżona trudnościam i, m ierzona raczej  w pokoleniach niż w latach, oraz że na drodze tej
czy hać będzie wiele kom plikacj i. Sy stem  sowiecki przegrał, lecz Rosj a wciąż m iała potężne
rezerwy  ropy  i gazu, wiele bom b atom owy ch i znaczący  przem y sł zbroj eniowy. Straciła j uż
status superpotęgi, nadal j ednak m ogła utrudnić ży cie Europie i Stanom  Zj ednoczony m .

W ciągu dwudziestu lat, j akie upły nęły, od kiedy  Gorbaczow doszedł do władzy, w Rosj i doszło

do zm iany  nastroj ów, nie zawsze j ednak na lepsze. Badania opinii publicznej  przeprowadzone w
latach 2003-2004, piętnaście lat po punkcie zwrotny m  w historii, j akim  by ł rozpad Związku
Radzieckiego, wy kazały, że stary  porządek wciąż m a wielu zwolenników zarówno wśród starszego,
j ak i m łodego pokolenia. Na py tanie, czy  głosowaliby  na Józefa Stalina, gdy by  m iał teraz
startować w wy borach, niecała połowa (46 procent) Rosj an odparła, że z pewnością by  na niego
nie głosowała. Poza ty m  51 procent określiło Stalina j ako m ądrego przy wódcę, a 56 procent by ło
zdania, że uczy nił więcej  dobrego niż złego („Foreign Affairs", luty  2006).

Wy niki te niekoniecznie świadczy ły  o wielkim  entuzj azm ie dla nieży j ącego wodza, pokazały

j ednak, że j eśli nawet w Rosj i przeprowadzono destalinizacj ę, to nie by ła ona zby t wnikliwa.
„Dem okracj a" dla wielu stała się brzy dkim  wy razem , sy nonim em  upadku, korupcj i, dekadencj i,
anarchii, rządów sił anty patrioty czny ch. Takie nastroj e znaj dowały  odzwierciedlenie nie ty lko w
m y śleniu o przeszłości, lecz także, co ważniej sze, w bieżącej  polity ce i nastawieniu.

Trudno zdefiniować polity czny  charakter współczesnej  Rosj i.
Z pewnością nie stała się dem okracj ą. Przeciwnie, odchodziła od struktur dem okraty czny ch w

kierunku ustroj u autory tarnego. Odby waj ą się tam  wy bory, j ednak absolutnie nie m ożna uznać
ich za wolne i niezależne. Istniej ą partie polity czne, lecz nie m aj ą wiele do powiedzenia.
Funkcj onuj e cenzura, pośrednia i bezpośrednia, choć nie totalna w porównaniu z cenzurą w
reżim ach kom unisty czny ch lub faszy stowskich. Nie m a niezależnego sądownictwa. Władzę
dzierży  przy wódca i siłozuiki, ludzie na wy sokich stanowiskach, częstokroć by li (lub obecni)

funkcj onariusze taj nej  policj i oraz powiązani z nim i pieczeniarze.

Pod pewny m i względam i dzisiej sza Rosj a przy pom ina Rosj ę carską po 1905 roku, z oficj alną

ideologią nacj onalisty czną, bliskim i stosunkam i z Kościołem  oraz inny m i zbieżnościam i. Ale w
pozostały ch kwestiach postsowiecka Rosj a różni się oczy wiście od dawnej  m onarchii.

background image

Przez j akiś czas po upadku sy stem u sowieckiego wy dawało się, że Rosj a wy cofała się ze

światowej  polity ki, a nawet ze spraw europej skich, tak m ocno by ła pochłonięta własny m i,
wewnętrzny m i problem am i. Sy tuacj a ta nie trwała j ednak długo: po kilku latach Rosj a powróciła
j ako akty wny  uczestnik, wprawdzie obarczona wielom a słabościam i, ale też ze spory m
potencj ałem  sił, żądna przy wrócenia dawnej  strefy  wpły wów. Nastroj e (j ak m ogło do tego doj ść
- i kto za to odpowiadał?) nie różniły  się od ty ch panuj ący ch w Niem czech po pierwszej  woj nie
światowej  i traktacie wersalskim  (1919), utracie części tery torium  i upokorzeniu - z ty m
wy j ątkiem , że w wy padku Rosj i m ożna by ło m ówić nie ty le o przegranej  woj nie, ile o
wewnętrznej  im plozj i. Z tego choćby  powodu, j eśli nie z inny ch, nie wolno pom ij ać Rosj i w
żadnej  dy skusj i nad przy szłością Europy.

Kogo należy  winić za rozwój  wy darzeń wewnątrz Rosj i? A m oże rosnące wrogie nastawienie

do Zachodu by ło nieuniknione, a ci na Zachodzie, którzy  m ieli nadziej ę na dem okraty zacj ę i
pokoj owe współistnienie, zwy czaj nie się łudzili? Może rządy  Putina by ły  reżim em , j akiego
większość Rosj an chciała i potrzebowała?

Od schy łku lat siedem dziesiąty ch powinno by ć j asne (i dla niektóry ch by ło), że sy stem

sowiecki zupełnie się nie sprawdza. Stagnacj a w wielu dziedzinach stała się raczej  norm ą niż
wy j ątkiem , i takie też, m ówiąc naj ogólniej , by ło podłoże doj ścia Michaiła Gorbaczowa do
władzy. Lecz Gorbaczow, który  w poszukiwaniu wzorca spoglądał raczej  w stronę Szwecj i, a nie
starego Związku Radzieckiego, łudził się, że sy stem  sowiecki da się rady kalnie zreform ować. Inni
u władzy  przy j ęli dużo twardsze stanowisko i z perspekty wy  czasu wy daj e się, że gdy by  zam ach
na „liberałów" z 1991 roku się powiódł, stary  sy stem  m ógłby  trwać przez następną dekadę. Tak
czy  inaczej , reform y  Gorbaczowa, chociaż przeprowadzane w dobrej  wierze, wy wołały
poważny  kry zy s gospodarczy  i osłabiły  władzę państwową, ostatecznie doprowadzaj ąc do
odłączenia się nierosy j skich republik.

Gorbaczow m usiał ustąpić na rzecz Bory sa Jelcy na (sprawuj ącego urząd w latach 1990-

1999), pod którego rządam i odby ła się chaoty czna pry waty zacj a. Wy daj e się, że Jelcy n
zaangażował się w dem okraty zacj ę kraj u, nie m iał j ednak wielkiego poparcia poza niewielką
grupą liberalny ch intelektualistów. Ponadto o ty le nie dopisało m u szczęście, że sy tuacj a
gospodarcza by ła niepom y ślna (w przeciwieństwie do następcy, Putina, nie skorzy stał na
wy sokich cenach ropy ), a gdy  początkowy  rozm ach osłabł, wy dawało się, że władza wy m y ka
m u się z rąk. W czasie gdy  większość Rosj an potrzebowała przede wszy stkim  silnego lidera i
silnego państwa, Jelcy n nie zapewnił ani przy wództwa, ani stabilizacj i.

Nieoficj alny m  sloganem  tam tego okresu by ło Enrichissez-vous („Bogaćcie się"), tak sam o j ak

we Francj i w latach 1830-1848. Ludzie, którzy  zaj m owali akurat uprzy wilej owane stanowiska, na
przy kład w Partii Kom unisty cznej , biurokracj i państwowej  czy  KGB, lub m ieli odpowiednie
koneksj e, w ciągu paru lat zgrom adzili ogrom ne fortuny. Biznesowi oligarchowie wspierali
Jelcy na, gdy ż o bardziej  przy chy lny m  i uległy m  przy wództwie polity czny m  nie m ogli nawet
m arzy ć. Lecz Jelcy n, często nietrzeźwy, a j eszcze m niej  zgrabny  i bardziej  żenuj ący  w swy ch
polity czny ch wy stąpieniach, stale podej m uj ący  decy zj e pod wpły wem  im pulsu, nie zdołał
utrzy m ać władzy.

Choć nie udowodniono m u, że by ł bardziej  skorum powany  od inny ch polity ków, j ego

otoczenie („rodzina") z pewnością by ło m ocno uwikłane w naj większe skandale. Naj lepsze, co m u

background image

pozostało, by ło wskazanie następcy  - Władim ira Putina. Ustalono, że ani Jelcy n, ani j em u
naj bliżsi nigdy  w przy szłości nie zostaną postawieni przed sądem . Siedem  lat po rezy gnacj i, z
okazj i 75. urodzin, Jelcy n oświadczy ł, że Putin by ł dla Rosj i dobry m  wy borem . Bez wątpienia by ł
dobry m  wy borem  dla Jelcy na.

Maj ący  wówczas niespełna 50 lat Władim ir Putin karierę zrobił w KGB. Spędził kilka lat w

Niem czech pod rządam i starego reżim u.

Służbę zakończy ł w stopniu podpułkownika, po czy m  został doradcą Anatolij a Sobczaka, m era

Sankt Petersburga, którem u wiernie służy ł, obej m uj ąc w końcu stanowisko j ego zastępcy.
Pom agał szefowi nawet wówczas, gdy  w później szy m  czasie Sobczak popadł w kłopoty  i m usiał
uciekać z kraj u.

Następnie Putin znalazł się w otoczeniu Jelcy na i został m ianowany  szefem  FSB, sukcesorki

KGB, która j ednak by ła znacznie osłabiona i nie m ożna by ło porówny wać j ej  wpły wów do
dawny ch struktur.

Putin nigdy  nie szukał rozgłosu i gdy  obej m ował władzę niewiele o nim  wiedziano. Możliwe,

że w j ego ży ciory sie po prostu nie by ło niczego ciekawego, j ak zwy kli m awiać niektórzy  j ego
kry ty cy.

W każdy m  razie nie by ł osobą o zdecy dowany ch przekonaniach ideologiczny ch, a w

kam paniach przedwy borczy ch starał się dogodzić wszy stkim .

Z pewnością nie by ł m arksistą-leninistą; próżno by ło szukać w j ego przem ówieniach cy tatów

czy  poglądów zaczerpnięty ch z tej  ideologicznej  spuścizny. Przeszłość w KGB oznaczała po
prostu, że j est patriotą i wierzy  w silną Rosj ę. Gdy  poj awiła się kwestia hy m nu narodowego i
sy m boli narodowy ch w ogóle, opowiedział się za zachowaniem  ciągłości, wprowadzaj ąc na
nowo dawny  hy m n epoki stalinowskiej . Oznaczało to również określony  sty l pracy : zaufać m ożna
by ło ty lko „swoim ", czy li osobom  wy wodzący m  się z ty ch sam y ch środowisk - naj lepiej  ty m , z
który m i w przeszłości pracował. Takie podej ście nie by ło j ednak niczy m  nowy m  w rosy j skich i
sowieckich dziej ach, nie by ło też wy łącznie rosy j skim  sy ndrom em .

W sy tuacj ach kry zy sowy ch, takich j ak zatonięcie okrętu podwodnego Kursk na Morzu

Arkty czny m  w 2000 roku lub m asakra w leżący m  na Kaukazie Biesłanie we wrześniu 2004 roku,
nie wy kazał się zby t pewną ręką. Sprzy j ała m u j ednak poprawa sy tuacj i gospodarczej  kraj u, j aka
m iała swój  początek tego sam ego roku, gdy  dochodził do władzy  (2000). Również sporą
popularnością cieszy ła się j ego kam pania wy m ierzona przeciwko oligarchom . To, że wielu z
pierwszy ch oligarchów m iało ży dowskie korzenie, nie przy sparzało im  popularności. Interesuj ące
j est j ednak, że według przeważaj ącej  części sondaży  aparat państwowy  cieszy ł się j eszcze
m niej szą popularnością. Gdy  na początku dziewiętnastego wieku j eden z członków rodziny
królewskiej  powrócił do kraj u po długiej  nieobecności, zwrócił się z py taniem  do swoj ego kuzy na,
cara: „Co nowego w Rosj i?". Car odparł lakonicznie: „Nicziewo, kradut" („Nic, kradną").

Względny  dobroby t um ożliwił rządowi podniesienie em ery tur, które j ednak wciąż

pozostawały  na bardzo niskim  poziom ie w odniesieniu do wszelkich standardów. Średnie płace
wzrosły  w 2004 roku do 210 dolarów, lecz dy sproporcj e w dochodach wciąż by ły  ogrom ne.
Moskwa w początkowy ch latach nowego stulecia zachowy wała wszelkie pozory  m iasta w pełni
rozkwitu. Poj awiało się wiele nowy ch budy nków, luksusowy ch sklepów oraz olbrzy m ia liczba
nowy ch sam ochodów, powoduj ący ch giganty czne korki. Ze stolicy  pochodziła j edna czwarta
produktu kraj owego brutto, lokowano tam  także wiele inwesty cj i kraj owy ch i zagraniczny ch.

background image

Problem  w ty m , że dużo m niej  działo się poza Moskwą. Wprawdzie stolica przeży wała rozkwit,
ale rosy j ska wieś wy ludniała się, ty siące wsi przestały  istnieć, 30 procent ludności rosy j skiego
Dalekiego Wschodu i Północy  wy m arło w ciągu kilku lat, a exodus z Sy berii, która nigdy  przecież
nie by ła gęsto zaludniona, trwał nadal. Gdzie leżały by  granice Rosj i po kilkudziesięciu latach?

Ogrom nej  większości Rosj an nadal ży ło się ciężko, a ci, którzy  uzależnieni by li od rent i

em ery tur, czy li m iliony, znaj dowali się w j eszcze bardziej  opłakanej  sy tuacj i. Jednocześnie
wy łoniło się ponad trzy dziestu m iliarderów, z który ch spora część znaj dowała uciechę w
ostentacy j ny m  wy dawaniu pieniędzy. Putin nie by ł w zasadzie przeciwny  istnieniu bogaty ch
ludzi - pod j ego rządam i m aj ątek m iliarderów w ciągu j ednego roku się podwoił (2004-2005).
Okazy wał j ednak niechęć wobec ty ch, którzy  łączy li bogactwo z am bicj am i polity czny m i, j ak
oligarcha Bory s Bieriezowski i potentat m edialny  Władim ir Gusiński, którzy  niebawem  znaleźli się
na przy m usowej  em igracj i, oraz m iliarder i przem y słowiec Michaił Chodorkowski, który
skończy ł w sy bery j skim  obozie pracy. W ry walizacj i m iędzy  oligarcham i a KGB oraz
pozostały m i urzędnikam i aparatu państwowego wkrótce stało się j asne, po czy j ej  stronie leży
władza. Wiele du ży ch firm , wśród nich zwłaszcza te bardziej  dochodowe, zostało po średnio
przej ęty ch przez państwo lub też, m ówiąc ściśle, przez uprzy wilej owaną kastę wewnątrz aparatu
państwowego. Powstała nowa form a kapitalizm u korporacy j nego, porówny wanego do stanu
panuj ącego w Libii czy  Wenezueli. Pozostali oligarchowie poj ęli, że będą m ogli ocalić bogactwa
ty lko pod warunkiem  akty wnego wspierania Krem la, i zaczęli zabiegać o przy chy lność
urzędników piastuj ący ch ważne stanowiska. Z dem okraty czny ch reform  Jelcy na (takich j ak
wolność słowa) pod rządam i j ego następcy  niewiele pozostało.

Stacj e radiowe i telewizy j ne przej ęli ludzie lub spółki bliskie rządowi. Jeśli chodzi o prasę, to

niektóre niezależne ty tuły  pozostawiono w spokoj u, lecz ich zasięg by ł niewielki i nie stanowiły
zagrożenia dla prezy denta ani j ego popleczników.

W przeciwieństwie do okresu kom unizm u nie istniała partia, która działałaby  j ako siła

napędowa. „Jedność", główne ugrupowanie w Dum ie (rosy j skim  parlam encie), założona została
w celu zapewnienia poparcia Putinowi, lecz by ła przede wszy stkim  narzędziem  do zdoby wania
głosów w wy borach; nie pełniła inny ch funkcj i, tak j ak Partia Kom unisty czna. W gruncie rzeczy
akty wność polity czna w kraj u nie by ła zby t duża, ty le że owego spokoj u (poczy ty wanego za
stabilizacj ę) prawdopodobnie pragnęła większość Rosj an po niespokoj ny ch latach, j akie nastały
po rozpadzie starego Związku Radzieckiego. W każdy m  razie popularność Putina utrzy m y wała się
na wy sokim  poziom ie przez oby dwie kadencj e j ego prezy dentury  (w m arcu 2004 roku ponownie
został wy brany ), i to pom im o woj ny  w Czeczenii, która nie przy sparzała popularności.

Jeśli chodzi o polity kę zagraniczną, bliższą j ego sercu niż sprawy  kraj owe i gospodarcze, Putin

obrał um iarkowany  kurs, m anewruj ąc m iędzy  ty m i, którzy  chcieli współpracować z Zachodem ,
a rewanży stam i postrzegaj ący m i Am ery kę i pozostałe państwa zachodnie j ako źródło wszelkiego
zła. W Rosj i nie brakowało poczucia zawodu wobec Zachodu: oczekiwano intensy wnej  pom ocy,
czegoś w rodzaj u kolej nego Planu Marshalla, co j ednak nigdy  nie doszło do skutku.

Potem  przy  gwałtownej  zwy żce cen ropy  i gazu pom oc przestała by ć potrzebna. Rozszerzenie

NATO i Unii Europej skiej  uznane zostało za zagrożenie dla rosy j skich interesów. Am ery kę i
Europę Zachodnią oskarżano również o to, że pom aga niezależny m  siłom  w republikach takich j ak
Ukraina i Gruzj a, które odłączy ły  się od Związku Radzieckiego i przez Krem l uznawane by ły  za
wrogie. Przeciągaj ące się negocj acj e z Unią Europej ską okazały  się bezowocne. Waszy ngton

background image

oraz stolice europej skie częstokroć rozm awiały  o partnerstwie z Rosj ą i poczy niono wszelkie
polity czne kroki, aby  nawiązać bliższe kontakty. Dem okraty czne reform y  w Rosj i witano z
nieskry waną radością, nawet wówczas, gdy  nie ulegało wątpliwości, że Rosj a odchodzi od
dem okraty zacj i i zm ierza ku państwu autokraty cznem u.

Ale Putin zdawał sobie sprawę z tego, że niektóre interesy  Rosj i są zbieżne z interesam i

Waszy ngtonu i Europy, na przy kład w kwestii zwalczania terrory zm u. Uznał więc za nierozsądne
dążenie do konfrontacj i z Zachodem , j ak chcieli ultranacj onaliści w kraj u.

Ty le że Rosj a nie pragnęła wy łącznie uznania i szacunku. Chciała odzy skać wszy stko, co

m ożliwe, z dawnej  strefy  wpły wów, dlatego konflikt zbliżał się nieuchronnie. Może roztropniej sze
by łoby  wolniej sze realizowanie takiej  polity ki, ale Putin i j ego świta prawdopodobnie znaj dowali
się pod różny m i naciskam i, zarówno polity czny m i, aby  wy kazać j akieś rezultaty, j ak i
ekonom iczny m i - ropa stanowiła potężny  oręż, któż j ednak m ógł przewidzieć, na ile j ej  j eszcze
wy starczy ? Nader znacząca by ła presj a dem ograficzna: populacj a Rosj i sy stem aty cznie m alała,
a gdy by  spadła poniżej  pewnej  granicy, m arzenia o im perium  legły by  w gruzach. Według
prognoz ONZ liczba ludności Rosj i w 2050 roku będzie się kształtować w granicach 70-100
m ilionów. Zgodnie z inny m i przewidy waniam i ONZ do 2020 roku populacj a Pakistanu się
podwoi. Ty le że przy naj m niej  j edna czwarta m ieszkańców Rosj i nie będzie rodowity m i
Rosj anam i. Poza ty m  będą to ludzie starsi. Czy  to wy starczy, aby  utrzy m ać olbrzy m ie połacie
lądu od Kaliningradu na zachodzie po Włady wostok na wschodzie - nie wspom inaj ąc o wcielaniu
w ży cie am bicj i im perialny ch? Prawie 30 procent ludności zam ieszkuj ącej  rosy j ski Daleki
Wschód wy m arło lub wy j echało w ciągu ostatnich dziesięciu lat, to sam o stało się z m niej  więcej
dwiem a trzecim i z Północy. Rosy j ski exodus z Sy berii się nie skończy ł.

Rosj a stała się niezwy kle istotny m  dostarczy cielem  ropy  i gazu dla Europy  Zachodniej ,

zwłaszcza dla Niem iec i Włoch, w m niej szy m  stopniu dla Wielkiej  Bry tanii i Francj i. Taka
zależność energety czna m oże przeistoczy ć się w zależność polity czną. W arty kule
opublikowany m  w niskonakładowy m  czasopiśm ie branżowy m  Putin na długo przed obj ęciem
urzędu prezy denta zwrócił uwagę na to, że zapasy  ropy  i gazu są naj bardziej  istotny m
instrum entem  w procesie odzy skiwania statusu superm ocarstwa. Rosy j skie groźby  podniesienia
cen lub całkowitego odcięcia dostaw (tak j ak stało się na krótko w wy padku Ukrainy  i Gruzj i) by ły
sy gnałam i ostrzegawczy m i.

Nie ulegało wątpliwości, że Rosj a nie straci zainteresowania Ukrainą: dawny  Kij ów by ł

przecież kolebką rosy j skiej  państwowości, a wschodnią Ukrainę zam ieszkuj e wiele m ilionów
rodowity ch Rosj an. Kraj e bałty ckie, m im o pokaźnej  liczby  Rosj an w nich ży j ący ch,
prawdopodobnie uznano za stracone, lecz by ły  to państwa niewielkie i nie m iały  znaczenia.
Jednak do 2006 roku Rosj a nie zrezy gnowała z Mołdawii (ściślej  z izolacj onisty cznego,
rosy j skoj ęzy cznego regionu Transnistria), a pod pretekstem  zachowania pokoj u utrzy m y wała
woj ska w Osetii Południowej  i Abchazj i, j ak również w Inguszetii, gdzie władzę sprawował
generał FSB, co m ożna by ło wy korzy stać przeciwko Gruzj i. Ludności z ty ch separaty sty czny ch
regionów przy znano rosy j skie oby watelstwo. W Azj i Środkowej  pozy cj a Rosj i um ocniła się ze
względu na słabość tam tej szy ch rządów, które - przeważnie nie ciesząc się w kraj u popularnością
- uzależnione by ły  od ekonom icznej , polity cznej  i m ilitarnej  pom ocy  ze strony  Rosj i.

Na Kaukazie Moskwa napotkała naj większe problem y. Czeczeński separaty zm  by ł raną, która

nie chciała się zagoić. Istniała też groźba rozprzestrzenienia się infekcj i: nie by ło j uż pewności, do

background image

j akiego stopnia Dagestan, republika na północ od Czeczenii, znaj duj e się pod kontrolą Rosj i. Z
perspekty wy  czasu wy daj e się j asne, że z sy tuacj ą w Czeczenii m ożna by ło sobie poradzić
bardziej  roztropnie. Należało skuteczniej  zachęcić Czeczenów, aby  pozostali j eśli nie częścią
Rosj i, to w bardzo bliskich z nią relacj ach. Rosj a obawiała się, że utraci cały  Kaukaz, gdy  pozwoli
na zby t daleko idące ustępstwa.

Naj większe operacj e woj skowe w drugiej  woj nie czeczeńskiej  dobiegły  końca w 2002 roku,

lecz w regionie ty m  nie został j eszcze przy wrócony  porządek. Choć Czeczenia została bardzo
zniszczona, cena, j aką przy szło zapłacić Rosj i, także by ła wy soka: zginęło kilka ty sięcy  żołnierzy, a
j eszcze więcej  zostało ranny ch; woj na negaty wnie się odbiła na rosy j skich siłach zbroj ny ch,
postawiła w niekorzy stny m  świetle zdolność Rosj an do prowadzenia woj ny  party zanckiej  i
zaszkodziła Rosj i pod względem  polity czny m . Mim o że czeczeński opór pierwotnie m iał charakter
plem ienno-nacj onalisty czny, w m iarę trwania walk zrady kalizował się, a oprócz pobudek
nacj onalisty czny ch poj awiły  się islam izm  i dżihad. Istniała groźba, że terrory zm  rozprzestrzeni
się na cały  Kaukaz, a w rezultacie (czy m  grozili przy wódcy  czeczeńskiego powstania) obej m ie
pozostałe części kraj u.

Rosj a z pewny m i sukcesam i próbowała nawiązać bliższe stosunki z Turcj ą, Iranem  oraz

kraj am i arabskim i, częściowo po to, aby  zapobiec um iędzy narodowieniu konfliktu kaukaskiego -
przy  założeniu, że kraj e te w uznaniu dla wsparcia polity cznego i technologicznego otrzy m anego
od Moskwy, powstrzy m aj ą się od wspierania rady kalny ch m uzułm anów na terenie Rosj i. Nie
by ło j ednak pewne, czy  podobnej  wdzięczności będzie m ożna się spodziewać przez dłuższy  czas.
Co więcej , taka polity ka, uwzględniaj ąca dozbraj anie sąsiadów, na który ch dobrą wolę nie m ożna
liczy ć w nieskończoność, m ogła m ieć groźne reperkusj e związane z długofalowy m i interesam i
Rosj i. Podobna polity ka m iała swego orędownika na długo przed Putinem  w osobie m inistra
spraw zagraniczny ch Jewgienij a Prim akowa, by łego szefa KGB, a także prem iera, i
skom plikowała relacj e Rosj i z Zachodem .

Często zapom ina się, że Rosj ę zam ieszkuj e około 15-20 m ilionów m uzułm anów. Wprawdzie

nie m a precy zy j ny ch dany ch, lecz notowany  w tej  grupie współczy nnik urodzeń z pewnością
znacznie przewy ższa rosy j ski (obecnie 1,2). W dodatku liczba gastarbeiterów z republik Azj i
Środkowej  w Rosj i m ogła do chwili obecnej  bez problem u osiągnąć kilka m ilionów. Prognozy,
zgodnie z j akim i m uzułm anie przewy ższą liczebnie Rosj an w ciągu j ednego pokolenia, są j ednak
przesadzone. W regionach gęsto zasiedlony ch przez m uzułm anów, takich j ak Tatarstan, wy stępuj ą
silne dążenia ku pełnej  autonom ii, które prawdopodobnie nabiorą rozm achu.

Separaty zm  j est m ało prawdopodobny, gdy ż rosy j scy  m uzułm anie nie zam ieszkuj ą

sąsiaduj ący ch regionów, lecz są m ocno porozrzucani po europej skiej  części Rosj i - Tatarstanie,
Baszkortostanie (Baszkirii), Kry m ie, Kaukazie. Przy naj m niej  m ilion m uzułm anów m ieszka w
Moskwie, chociaż według niektóry ch szacunków liczba ta j est o wiele wy ższa. Oficj alne staty sty ki
m ówią, że w 2005 roku oby watele inny ch państw wj eżdżali do Rosj i 20 m ilionów razy  w
poszukiwaniu pracy. Większość naj wy raźniej  pochodziła z republik sąsiednich, zwłaszcza
środkowoazj aty ckich, a tak wy sokie liczby  przy puszczalnie m ówią o wielokrotny m  przekraczaniu
granicy. Nawet w autonom iczny ch republikach, takich j ak Tatarstan (52 procent) i Baszkortostan
(55 procent), przewaga m uzułm anów nie j est duża.

Lecz w skupiskach ty ch akty wni są rady kalni islam iści, legalnie lub naj częściej  nielegalnie,

więc istniej e niebezpieczeństwo, że zaostrzą się napięcia polity czne, zwłaszcza ze względu na

background image

rosnącą pośród rodowity ch Rosj an ksenofobię („Rosj a dla Rosj an").

Groźba neofaszy stowskiego lub narodowobolszewickiego zam achu stanu w czasie rozpadu

Związku Radzieckiego by ła przesadzona. W obecny m  czasie j est to m ało prawdopodobne właśnie
dlatego, że rządu Putina nie da się tak łatwo podej ść w kwestii patrioty zm u.

Ale potencj alne zagrożenie nadal istniej e. Kom uniści pod wodzą Giennadij a Ziuganowa

wciąż są drugą siłą w Dum ie, a neofaszy ści, chociaż nadal stosunkowo m ało znaczący  pod
względem  liczebności, są teraz lepiej  zorganizowani niż przed dziesięciu czy  piętnastu laty.

Wpły wy  kom unistów nieco osłabły : w wy borach 1999 roku stracili m andaty, a w roku 2004

nawet nie stanęli poważnie do walki, świadom i, że Putin m a zwy cięstwo w garści. Jednak to, że
większość Rosj an ży j e w nędzy, a ty siące wsi zwy czaj nie znikaj ą w następstwie m asowej
ucieczki do m iast, stanowi duży  potencj ał dla partii ludzi biedny ch nawet pod bezbarwny m
przy wództwem  Ziuganowa, człowieka zupełnie pozbawionego chary zm y.

Trudno wskazać j akąś konkretną kom unisty czną treść w ideologii tego ruchu oprócz sprzeciwu

wobec liberalizacj i i pry waty zacj i gospodarki. Z dawnego m arksizm u i leninizm u pozostało
niewiele, a z proletariackiego internacj onalizm u zupełnie nic. Kom uniści są nacj onalistam i na
równi ze skraj ną prawicą. Są partią „prawdziwy ch

Rosj an": dla obcy ch elem entów (do który ch zaliczaj ą się wszy scy  bez rosy j skiego rodowodu)

nie m a m iej sca ani w ich szeregach, ani w kraj u, chy ba że się doskonale zakam ufluj ą.

O ile kom uniści są w zasadzie zj ednoczeni, o ty le ugrupowania skraj nie prawicowe i

neofaszy stowskie, choć niezm iernie akty wne i głośne, dzielą się na wiele sekt i frakcj i. Poza ty m
niełatwo ustalić, które z nich zrzeszaj ą prawdziwy ch superpatriotów i faszy stów, a które są
sponsorowane lub wspierane przez FSB (KGB). Podobnie j ak w ostatnich dekadach caratu, taj na
policj a przeniknęła do wnętrza ty ch organizacj i i do pewnego stopnia pociągała za sznurki. Ale od
czasu do czasu ugrupowania te przy  wsparciu policj i wy m y kały  się spod taj nej  kurateli - działo
się tak przed rokiem  1914, m ogło więc dziać się i teraz.

Tak czy  inaczej , wszy stkie czołowe grupy  rosy j skiej  skraj nej  prawicy  wy wodzą się z Parniati,

organizacj i powstałej  w ostatnich latach radzieckiej  władzy. Mim o że Pam iat zanurzona by ła
zasadniczo w ideologicznej  trady cj i skraj nej  prawicy  z przedrewolucy j nej  Rosj i (anty sem ickiej ,
anty m asońskiej , wierzącej  we wszelkie spiski i identy fikuj ącej  się z bardziej  reakcy j ny m i
kierunkam i Rosy j skiego Ko ścioła Prawosławnego), j ej  następcy  przy j ęli przeróżne dziwne i
często obce doktry ny. Ty siące faszy stów paradowało w Moskwie 4 listopada 2005 roku,
wy krzy kuj ąc „Heil Hitler!" i „Sieg Heil!". Ich guru utrzy m y wali, że j edy nie faszy zm  i nazizm
m ogą wy ciągnąć Rosj ę z obecnej  niedoli: korupcj i, ubóstwa, dom inacj i obcy ch oraz ogólnego
upokorzenia i braku nadziei.

Niektórzy  usiłowali łączy ć faszy zm  ze stary m  kom unizm em , podczas gdy  inni

rozpowszechniali wszelkiego rodzaj u religij no-sekciarskie idee, często wy wodzące się z Dalekiego
Wschodu, astrologii, różny ch „nauk okulty sty czny ch" oraz poglądów często spoty kany ch na
Zachodzie w kręgach związany ch z filozofią New Age. Swój  wpły w m ieli także euroazj aniści.
Szkoła ta sięga czasów doktry ny  polity cznej  rozwiniętej  w Pradze i w Pary żu przez rosy j skich
em igrantów, którzy  przy szłość Rosj i koj arzy li raczej  ze Wschodem  niż Zachodzem . We
współczesnej  form ie euroazj anizm  cechował się skraj ną wrogością wobec Am ery ki,
postrzeganej  j ako źródło wszelkiego zła, oraz agresy wną rosy j ską polity ką zagraniczną, m aj ącą
na celu dom inacj ę Rosj i w Europie, i j eśli to m ożliwe, również w części Azj i. Jak j ednak chciano

background image

zawrzeć soj usz z islam em  przy  tak głęboko zakorzenionej  rosy j skiej  ksenofobii?

Problem  polegał na ty m , że „azj anizm ", na który  powoły wali się tam ci ideologowie, istniał

ty lko w ich wy obraźni. Chiny  ani Japonia nie m iały  naj m niej szej  ochoty  wchodzić w bliskie
soj usze z Rosj ą, wprost przeciwnie - stanowiły  dla Rosj i zagrożenie w Azj i ze względu na swą
potęgę liczebną. Rosy j skie stosunki ze światem  islam u nigdy  nie należały  do zaży ły ch, a pom y sł
utworzenia osi Rosj a-Turcj a, Rosj a-Iran czy  też Rosj a-kraj e arabskie wy dawał się wy dum any  w
epoce, w której  „Rosj a dla Rosj an" rozbrzm iewało j ako główny  slogan rosy j skiej  prawicy
(według sondaży  pod ty m  hasłem  podpisy wało się ponad 50 procent wszy stkich Rosj an), a w
m uzułm ańskim  świecie dżihady zm  m iał wielu wy znawców. Idea ta m oże przem awiać do
pewny ch liderów polity czny ch, ale wśród m as zupełnie nie cieszy  się popularnością. Podobne
przy m ierze by ło nierealne, chy ba że euroazj aniści wy obrażali sobie Rosj ę j ako podrzędnego
partnera, co bez wątpienia nie wchodziło w grę.

Niektórzy  przy wódcy  ty ch sekt (w który ch co rusz dochodziło do rozłam ów, zm ian nazw i

ponownego połączenia) by li barwny m i postaciam i. Aleksander Dugin zdołał stworzy ć ideologię
składaj ącą się z niespój ny ch i sprzeczny ch elem entów rady kalnej  m y śli europej skiej  skraj nej
lewicy  i prawicy, a także z astrologii i inny ch nauk okulty sty czny ch. Udało m u się również
przekonać sztab generalny  radzieckiej  arm ii, że j ego doktry na j est naj lepszy m  - ba, wręcz
j edy ny m  - sposobem  przy wrócenia ducha patrioty zm u wśród m łody ch Rosj an. Eduard
Lim onow by ł pisarzem  i arty stą estradowy m , który  zaczął parać się polity ką. Oskarży ł Dugina, z
który m  pierwotnie współpracował, o zby t bliskie powiązania z establishm entem  polity czno-
woj skowy m  i zerwał z nim  kontakty.

Ugrupowanie Lim onowa, Partia Narodowo-Bolszewicka, przez j akiś czas by ło zakazane,

podobnie j ak Rosy j ska Jedność Narodowa Aleksandra Barkaszowa wraz z j ej  param ilitarny m i
form acj am i, zwany m i rosy j skim i ry cerzam i. Ogólnie biorąc, ugrupowania te nie znaj dowały  się
pod zby t wielką presj ą ze strony  sił bezpieczeństwa, uznaj ący ch ich członków za nieszkodliwy ch
m łody ch ludzi, którzy  od czasu do czasu nie panuj ą nad m łodzieńczy m  wigorem . Naj bardziej
widoczni i akty wni na ulicach są rosy j scy  skinheadzi, którzy  co roku świętuj ą urodziny  Hitlera.
Wy daj e się, że zawarty  został pakt o nieagresj i m iędzy  nim i a siłam i bezpieczeństwa
interweniuj ący m i j edy nie okazj onalnie, gdy  na ulicach doj dzie do śm ierci j ednego lub więcej
obcokraj owców.

Guru skraj nie prawicowy ch grup, tacy  j ak Dugin, który ch w latach dziewięćdziesiąty ch

uznawano raczej  za ekscentry ków i nie traktowano poważnie, stali się m odni w niektóry ch
środowiskach inteligenckich, a wy wiady  z nim i zaczęły  się poj awiać na łam ach czasopism , które
niegdy ś by ły  bastionam i liberalnej  inteligencj i.

Jednak m im o wszy stko trudno wróży ć neofaszy zm owi w Rosj i świetlaną przy szłość, chy ba że

doszłoby  do j akiegoś kry zy su. Otwarte ataki na obecny  establishm ent polity czny  nie spotkały by
się ze zby t wielkim  odzewem , natom iast napady  na pochodzący ch z Kaukazu handlarzy  owoców i
warzy w na m oskiewskich bazarach nie są równoznaczne z poważną kam panią polity czną.
Większość Ży dów z Rosj i wy j echała, a ty ch, którzy  zostali, trudno uznać za dem oniczny ch
wrogów. Wprawdzie neonaziści prowokuj ą ataki nienawiści wobec Am ery ki (ich zdaniem
odpowiedzialnej  za upadek ich kraj u), ale Am ery ka j est daleko, a niebezpieczeństwa czy haj ące
dziś na Rosj ę pochodzą z inny ch, bliższy ch rej onów. Nie m a zatem  niebezpieczeństwa, że Stany
Zj ednoczone przej m ą Kaukaz, Sy berię czy  rosy j ski Daleki Wschód.

background image

Nowa Rosj a m a olbrzy m ie rezerwy  paliw kopalny ch oraz im ponuj ącą ilość broni atom owej .

Nie j est to j ednak wy starczaj ąca podstawa, żeby  przy wrócić j ej  status superm ocarstwa. Według
sondaży  większość Rosj an chciałaby  odzy skać tę utraconą pozy cj ę - przecież przez trzy sta lat
Rosj a by ła potężny m  m ocarstwem . Jednak py tani o to, czy  skorzy  by liby  do podj ęcia
konieczny ch wy siłków, aby  ponownie zy skać m iano potęgi, odpowiadaj ą j uż m niej  chętnie, j ak
twierdzi politolog Lilia Szewcowa. Kraj  wciąż j est zby t słaby  na ry zy kowne przedsięwzięcia.
Gospodarka uzależniona j est od eksportu surowców, nie zaś od wy ników przem y słu. Pozostaj e
daleko w ty le pod względem  naj nowszy ch technologii. Szerzą się problem y  społeczne -
alkoholizm , narkoty ki, AIDS. Wprawdzie istniej e nienawiść i zawiść wobec wrogów
zewnętrzny ch i ty ch wewnątrz, lecz m orale nie j est wy sokie, a korupcj a wy kracza znacznie poza
to, co w przeszłości uznawano m niej  więcej  za norm ę. Krótko m ówiąc, kraj  nie odzy skał wiary  w
siebie koniecznej  do uzy skania statusu superpotęgi. Proces powrotu do tego stanu m oże j eszcze
trochę potrwać, a nie wiadom o, ilu oby wateli pozostanie w Rosj i do tego czasu.

Rosy j skie władze nie od razu uświadom iły  sobie problem  dem ograficzny  - obserwuj ąc

wszy stko z Moskwy  (będącej  j edny m  wielkim  korkiem  uliczny m ), łatwo nie zauważy ć, że reszta
kraj u się wy ludnia. Od dłuższego czasu poj awiały  się głosy  ostrzegawcze, lecz j ak przy znano na
konferencj i zorganizowanej  przez rosy j ski parlam ent w m arcu 2006 roku, rząd nie zwrócił na nie
uwagi. Jak powiedział by ły  m inister spraw zagraniczny ch Jewgienij  Prim akow, gdy by  obecne
tendencj e się utrzy m ały, Rosj a przestałaby  istnieć w połowie tego wieku, a wy ludnienie Sy berii i
Dalekiego Wschodu wy tworzy łoby  próżnię, która zostałaby  przej ęta przez inny ch bez j ednego
wy strzału. 

Putin w bardziej  powściągliwy m  tonie przewidy wał w czerwcu 2006 roku, że w razie

utrzy m ania się takiego kierunku zaludnienie Rosj i wy niosłoby  pod koniec wieku połowę tego, co
obecnie. Spadek liczebności populacj i stanowił kwestię priory tetową dla bezpieczeństwa
narodowego. Jeżeli istniała j eszcze j akaś „Rosy j ska Idea", to doty czy ła ona tego, j ak ocalić kraj
od wy ginięcia. Jednakże m inistrowie obrony  i generalicj a nigdy  nie uczęszczali na spotkania,
podczas który ch om awiano podobne problem y. Kto według nich m iałby  bronić oj czy zny  w ciągu
piętnastu czy  dwudziestu lat? Założy wszy  - j ak wtrącił j eden z uczestników - że wciąż by łaby  do
obrony  j akaś oj czy zna.

W m aj u 2006 roku rząd Putina wy dał dekret zapewniaj ący  m iesięczne wsparcie w wy sokości

55 dolarów na pierwsze urodzone dziecko i 110 dolarów na drugie. Ponadto m atki powinny
otrzy m y wać j ednorazową nagrodę kilku ty sięcy  dolarów, co j ak na rosy j skie warunki j est
niebagatelną kwotą. W sum ie rosy j ski rząd przeznaczy ł 30-40 m iliardów rubli na pobudzenie
przy rostu naturalnego. Ale wiele rosy j skich kobiet wciąż nie chciało m ieć dzieci. Ponadto nie
by ło j asne, kto dokładnie m iałby  wy płacać pieniądze - państwo czy  władze lokalne. W przeszłości
poj awiały  się doniesienia o naduży ciach towarzy szący ch realizacj i podobny ch program ów, na
przy kład o oddawaniu dzieci do sierocińców po zainkasowaniu gotówki. Gdy by  inicj aty wa ta się
powiodła, by łby  to pierwszy  wy padek w historii, że wy nagrodzenie finansowe doprowadziło do
trwałego zwiększenia przy rostu naturalnego.

background image

6. Klęska integracji oraz przyszłość Europy

Co poszło nie tak?

Pewien publicy sta w „The Econom ist" uskarżał się ostatnio na to, że według obiegowy ch

sądów współczesna Europa j awi się j ako wy palony, starzej ący  się, zastały  pod względem
gospodarczy m  konty nent, który  j est nieuchronnie skazany  na utratę pozy cj i nie ty lko na rzecz
dy nam iczny ch Stanów Zj ednoczony ch, ale także Chin czy  choćby  Indii. Do niedawna j ednak nie
by ło to przekonanie powszechne w am ery kańskich ośrodkach akadem ickich ani zespołach
eksperckich, a i w sam ej  Europie nietrudno by ło trafić na przem ówienia, książki i oficj alne
deklaracj e przesy cone opty m izm em . W chwili, gdy  pisane są te słowa, niem iecka gospodarka
j est prężniej sza niż w ostatnich latach, więc by ć m oże defety ści ostatecznie się pom y lili.

Jednakże nie sposób wy kluczy ć, że poprawa sy tuacj i j est krótkotrwała albo że j est m irażem

wiodący m  ku ponownej  fali pesy m izm u na ry nkach i giełdach papierów wartościowy ch.

Obiegowe sądy, podobnie j ak sądy  powszechne, zazwy czaj  feruj ą słuszne wy roki, a zj awisko

powstania i upadku nie j est czy m ś bezprecedensowy m . Historia utkana j est z dziej ów rozkwitu i
zm ierzchu państw oraz cy wilizacj i, a także wzlotów i upadków wielkich m ocarstw: żadne nie
trwało wiecznie, a niektóre całkowicie zniknęły  z powierzchni ziem i. Upadły  za sprawą różny ch
przy czy n, niektóre ze względów ekonom iczny ch, inne po przegranej  woj nie, j eszcze inne dlatego,
że z czasem  wy paliły  się i straciły  wolę albo siłę ducha, przestaj ąc dbać o to, czy  się rozm nażaj ą.
Edward Gibbon pisał, że staroży tni Grecy  uważali, iż Rzy m  pokonał ich kraj  dzięki „fortunie", to
znaczy  za sprawą czy stego przy padku. Przy naj m niej  częściowo dziełem  przy padku by ło to, że
wschodnie Im perium  Rzy m skie przetrwało ty siąc lat po ty m , j ak przestała istnieć część
zachodnia.

Nad przy czy nam i upadku państw m ożna by  się rozwodzić w nieskończoność. Gdy  przy chodzi

do opisu dziej ów zm ierzchu Europy  w dwudziesty m  wieku, równie dobrze m ożna by  spy tać nie o
to, dlaczego siła konty nentu została nadszarpnięta, lecz o to, dlaczego dom inacj a Europy  trwała
tak długo. Migracj a m ogła odgry wać pewną rolę w upadku państw, lecz tak sam o często państwa
um acniała, j ak osłabiała. Zarówno historia średniowieczna, j ak i nowoży tna to dziej e m igracj i.
Wy starczy  przy pom nieć wy prawy  ludności europej skiej  do Am ery ki Północnej  i Południowej
(em igracj ę włoską i hiszpańską), hugenotów do Niem iec oraz inny ch kraj ów europej skich, polską
em igracj ę do Francj i i Niem iec w dwudziesty m  wieku, rosy j ską em igracj ę do Francj i po roku
1917, ży dowską m igracj ę z Europy  Wschodniej  bądź chińskich czy  hinduskich im igrantów
tworzący ch większe wspólnoty  w Azj i Południowo-Wschodniej  czy  nawet w Afry ce. 

Naj częściej  by li to ludzie bardziej  przedsiębiorczy, którzy  z rozm aity ch przy czy n opuszczali

swój  kraj  - i oby dwie strony  odnosiły  korzy ści: im igranci wspinali się po szczeblach awansu
społecznego, a kraj e ich goszczące korzy stały  z um iej ętności i talentów nowo przy by ły ch. Silne,
pewne siebie społeczeństwa prawie zawsze potrafiły  wchłonąć takie fale im igrantów i zrobić z
tego naj lepszy  uży tek. Początkowo zwy kle poj awiały  się trudności: nawet w takim  im igranckim
kraj u, j ak Stany  Zj ednoczone przez długi czas ani Irlandczy cy, ani Ży dzi, nie wspom inaj ąc j uż o
„żółtej  zarazie", nie by li m ile widziani. Od czasu do czasu przy by sze m ieli kłopot z przy j ęciem

background image

obowiązuj ący ch w nowy m  kraj u praw i sty lu ży cia - niektórzy  odm awiali na przy kład służby
woj skowej . Prawie za każdy m  razem  odby wała się do pewnego stopnia m igracj a powrotna,
j ednak większość pozostawała w nowej  oj czy źnie, aby  po kilku pokoleniach stać się nieodłączną
j ej  częścią.

Doty czy  to również naszy ch czasów. Om ówiłem  j uż wkład hinduskich im igrantów w rozwój

Wielkiej  Bry tanii, Chińczy ków w rozwój  Stanów Zj ednoczony ch oraz inny ch części świata,
Sikhów i Orm ian, Cy pry j czy ków, a także sporą liczbę pozostały ch narodów. Polscy  gastarbeiterzy
są m ile widziani w całej  Europie, a Filipińczy cy  na cały m  świecie. Niestety, w czasach
agresy wnego nacj onalizm u m niej szości etniczne znalazły  się pod presj ą: Idi Am in wy pędził
Hindusów z Ugandy ; <3am al Abdęl Nasser z Egiptu wy rzucił Greków, Włochów oraz inny ch
Europej czy ków, a także Ży dów, chociaż ży li tam  od wielu pokoleń. Chińskie m niej szości by ły
uciskane w Azj i Południowo-Wschodniej . Doty czy ło to j ednak stosunkowo niewielkich grup, a
j edy nie w Europie kwestia im igrantów m uzułm ańskich urosła do rangi znacznego problem u
polity cznego. Integracj a okazała się fiaskiem , po części dlatego, że nie chcieli j ej  sam i przy by sze.
Wielokulturowość doprowadziła do powstania równoległy ch społeczeństw i często m iewała
negaty wne konsekwencj e.

Prowadziło to nieuchronnie do rachunku sum ienia: czy j a to wina i j ak wszy stko naprawić?

Jedna z przy czy n leżała w ty m , że europej skie kraj e nie nawy kły  do przy j m owania m ilionów
obcokraj owców zakorzeniony ch w zupełnie odm ienny ch kulturach, przej awiaj ący ch
nieszczególną chęć wy zby cia się dawnego sty lu ży cia i przy j ęcia oby czaj ów nowy ch oj czy zn.
Nie j est to cecha wy łącznie europej ska, spoty kam y  j ą na cały m  świecie, j edy nie z wy j ątkiem
kraj ów, które przez długie okresy  by wały  w duży m  stopniu uzależnione od napły wu im igrantów.
Mowa tu o Am ery ce Północnej , niektóry ch kraj ach Am ery ki Łacińskiej , Kanadzie i Australii.
Gdzie indziej  anty patia do cudzoziem ców, nawet ty ch bliskich pod względem  j ęzy ka, religii i
kultury, by ła głęboko zakorzeniona i wy stępowała powszechnie.

Nawet losy  palesty ńskich uchodźców w kraj ach arabskich często nie należały  do różowy ch -

nierzadko przetrzy m y wano ich w obozach, czasam i wy dalano, a ty lko w wy j ątkowy ch
sy tuacj ach przy znawano oby watelstwo, m im o że nie brakowało deklaracj i solidarności z
prześladowany m i braćm i i siostram i.

Istniały  j ednak również inne powody. Przede wszy stkim  m uzułm ańska em igracj a do Europy

by ła w dużej  m ierze nieplanowana i pozbawiona kontroli. Trwała j eszcze długo po ty m , j ak nie
by ło j uż wątpliwości, że gastarbeiterzy  nie m aj ą zam iaru wracać do kraj ów pochodzenia, oraz
długo po ty m , j ak okazało się, że nie m a dla nich pracy. Do pewnego stopnia im igracj a ta by ła
konsekwencj ą im perialnej  przeszłości: Algierczy cy  m ieli prawo osiedlać się we Francj i; a
wy daleni z Ugandy  m ieszkańcy  Indii oraz Indii Zachodnich - w Wielkiej  Bry tanii. Ale takie
postkolonialne tłum aczenie nie obej m owało większości, która urodziła się długo po oddaniu przez
im perium  by ły ch dom iniów i odzy skaniu przez kraj e niepodległości. Nie doty czy ło to również
absolutnie ty ch przy by ły ch do Niem iec, Szwecj i czy  Austrii, Holandii ani Belgii.

W niektóry ch kraj ach Europy  funkcj onowała i w pewny m  stopniu nadal funkcj onuj e teoria

m ówiąca o ty m , że klęska integracj i j est winą społeczeństw europej skich, które nie wy kazały
dostatecznie dużo dobrej  woli w stosunku do im igrantów i nie przeznaczy ły  wy starczaj ący ch
środków na pom oc m ieszkaniową ani doty czącą pozostały ch problem ów, w ty m  edukacj i. Lecz
społeczeństw Europy  - poj edy nczy ch oby wateli - nigdy  nie spy tano, czy  chcą m ilionów nowy ch

background image

sąsiadów we własny m  kraj u. Oby watele ci m ieli prawo do głosowania nad wszelkim i sprawam i,
tak kraj owy m i, j ak i zagraniczny m i, ale akurat w tej  zasadniczej  kwestii nikt ich nie spy tał o
zdanie.

Wszy stko zainicj owały  rządy  i korporacj e. Czy  zachowały by  się inaczej , gdy by  przewidziały

konsekwencj e swoj ej  polity ki?

Nawet na tak postawione py tanie nie sposób odpowiedzieć z cały m  przekonaniem . Niektórzy

wy kazaliby  pewnie więcej  ostrożności w sprawie im igracj i i przy znawania prawa do azy lu. Inni
by ć m oże wcale by  się nie przej ęli, przekonani, że ich kraj e (i Europa w ogóle) nie m aj ą j uż nic
więcej  do wniesienia, że w zasadzie wy pełniły  swą history czną m isj ę (j eśli takowa kiedy kolwiek
istniała) oraz że utrzy m anie ich tożsam ości społecznej  i kulturowej  we współczesny m  świecie nie
j est naj ważniej sze. W czasie gdy  narody  się wy palały, by ć m oże nadeszła pora na przekazanie
kaganka cy wilizacj i w ręce inny ch ludzi, religii i grup etniczny ch.

Niekiedy, na przy kład w Skandy nawii czy  Holandii, m ogły  podziałać wy rzuty  sum ienia

sięgaj ące lat trzy dziesty ch, gdy  uchodźcom  z nazistowskich Niem iec często odm awiano azy lu,
chociaż by li rasowo lub polity cznie prześladowani. W Niem czech również obawiano się oskarżeń
o rasizm , gdy by  odrzucono im igrantów. Z perspekty wy  czasu trudno nawet ustalić, czy m
kierowały  się ówczesne władze w ty ch kraj ach. Czy  zakładały, że pozbawiona kontroli im igracj a
nie przy sporzy  większy ch problem ów; że kwestie gospodarcze, społeczne i kulturowe j akoś się
rozwiążą i że im igranci pewnego dnia znikną lub doskonale się zintegruj ą?

Nie oznacza to, że ufne we własne siły  europej skie społeczeństwa powinny  wówczas

herm ety cznie zam knąć swe podwoj e dla wszy stkich im igrantów. Należało ich j ednak skierować
do produkty wnej  pracy, a nie zachęcać do korzy stania od pierwszego dnia poby tu z opieki
społecznej . Kaznodziej e i agitatorzy  podburzaj ący  owieczki przeciw dekadenckiem u i grzesznem u
zachodniem u sty lowi ży cia powinni zostać wy daleni. Powinno się od nich oczekiwać
postępowania zgodnego z prawem  obowiązuj ący m  w dany m  kraj u, a także z wartościam i oraz
norm am i. Jeśli prawa lub norm y  okazały by  się niezgodne z ich przekonaniam i, m ogli swobodnie
wy j echać. Tak się przecież działo od zarania dziej ów. Chrześcij anie z Europy  Środkowej  i Ży dzi z
Europy  Wschodniej  wy j echali do Am ery ki właśnie dlatego, że czuli się dy skry m inowani i
prześladowani.

Jednak europej skie rządy  i społeczeństwa nie by ły  j uż tak pewne siebie. Ksenofobia nie

zniknęła, ale w establishm encie nie pozostało wiele dum y  z przy należności do danego narodu (lub
Europy ), dom inował kulturowy  i m oralny  relaty wizm , by ć m oże częściowo będący  reakcj ą na
przesadzony  nacj onalizm  m iniony ch wieków. Takie społeczeństwa nie potrafiły  udzielić
przy by szom  wskazówek, za to okazały  się bardzo perm isy wne. Nowi m ieszkańcy  ty ch kraj ów
niewątpliwie odnosili wrażenie, że obowiązuj ące tu prawa i norm y  m ożna bezpiecznie ignorować.

Takie postawy, w połączeniu z relaty wizm em  kulturowy m  i m oralny m , m usiały  przy nieść

daleko idące następstwa, a społeczeństwa Europy  będą m usiały  się z nim i pogodzić. Nielegalni
im igranci w Japonii, Chinach, Singapurze czy  właściwie w każdy m  inny m  kraj u zostaliby
odesłani w ciągu kilku dni, j eśli nie godzin, z powrotem  do rodzinny ch kraj ów. Stany  Zj ednoczone
stanęły  przed podobny m  problem em  w wy padku im igrantów m eksy kańskich, lecz oni
przy naj m niej  nie m ieli zam iaru narzucać nowy ch i obcy ch praw religij ny ch kraj owi, w który m
osiedli. Nielegalny m  im igrantom  w Europie pozwolono zostać. Nawet gdy by  władze przy j ęły
twardsze stanowisko, odbiłoby  się to ty lko na m niej szości, ponieważ większość przedstawicieli

background image

społeczności im igranckich to do tej  pory  oby watele kraj u zam ieszkania albo urodzeni na m iej scu,
którzy  m aj ą tam  takie sam e prawa j ak wszy scy  pozostali.

Stopniowo rośnie świadom ość, j ak wpły nie to na przy szłość Europy  - wraz z pozostały m i

zagrożeniam i czekaj ący m i konty nent.

Z pewnością oznacza to koniec Europy  j ako ważnego gracza w sprawach świata. Jak j uż

wspom niano, nieszczęścia m ogą przy trafić się też inny m  konty nentom . Wiele giganty czny ch
katastrof m oże oczy wiście wy stąpić gdzie indziej . Niektóre opisano w utworach science fiction,
inne om ówił Richard A. Posner w swej  pracy  Catastrophe: Risk and Response (2004).

Uwzględnił on takie zj awiska, j ak bioterrory zm , pandem ia i globalne ocieplenie, a nawet
zderzenie z kom etą. Wszy stko j ednak wskazuj e na to, że w razie ogólnoświatowej  katastrofy
ucierpiałaby  również Europa, nie by łoby  więc okazj i, aby  cieszy ć się z cudzego nieszczęścia.

Chiński ogrom ny  boom  gospodarczy  m oże dobiec końca ze względu na wady  „kapitalizm u

kolesiów" i infrastruktury  polity cznej , a także sy stem u opieki zdrowotnej  i szkolnictwa. Opór
aparatu państwowego wobec reform  polity czny ch m oże doprowadzić do alienacj i m as.
Koniunktura w Indiach m oże gwałtownie się załam ać.

Zaledwie ułam ek tam tej szej  ludności skorzy stał na dobroby cie: boom  powoduj e ogrom ne

dy sproporcj e m iędzy  biedny m i i bogaty m i, m iędzy  m iastem  i wsią, co m oże stać się zarzewiem
konfliktu polity cznego. Siła gospodarcza USA oparta j est na chwiej ny ch podstawach, z który ch
dwie to ogrom ny  dług publiczny  i deficy t handlowy.

Może doj ść do zagraniczny ch kry zy sów polity czny ch i nasilenia wewnętrzny ch napięć.
Wszy stkie te katastrofy  m ogą się wy darzy ć, lecz Europa na nich nie skorzy sta. Europej ska

gospodarka w przeważaj ącej  m ierze nastawiona j est na eksport, a gdy  ry nek wewnętrzny  się
kurczy, gospodarka będzie w przy szłości j eszcze bardziej  zorientowana na eksport.

Spadki na naj większy ch ry nkach zapewne doprowadziły by  w Europie do kry zy su.
Podsum owuj ąc, niekontrolowana im igracj a nie by ła j edy ną przy czy ną schy łku Europy. W

połączeniu j ednak z inny m i niepowodzeniam i doprowadziła do głębokiego kry zy su. Aby  wy bawić
Europę z tak kłopotliwego położenia, konieczny  m oże okazać się cud.

background image

Europa: co pozostaje?

Nikt nie potrafi ocenić na pewno, czy  w nadchodzący ch latach europej skie zj ednoczenie

posunie się zdecy dowanie naprzód ani j ak funkcj onować będzie europej ska gospodarka. Ale
kłopoty  dem ograficzne m ożna przewidzieć z dużą dokładnością, do nich więc powinniśm y  się
odnieść na początku. Nawet prognozy  populacy j ne opieraj ą się na pewny ch założeniach, a j ak
zauważy ł francuski dem ograf Jean-Claude Chesnais, prognozy  sporządzane przez takie insty tucj e,
j ak Organizacj a Narodów Zj ednoczony ch często przesadzaj ą z polity czną poprawnością i
opty m izm em , ponieważ nie chcą nikogo szokować, przez co bagatelizuj ą im plikacj e polity czne.
Szacunki poj edy nczy ch ekspertów są często wiary godniej sze.

Jednak nawet przewidy wania ONZ, oparte na założeniu, że w nadchodzący ch latach wskaźnik

urodzeń w Europie podniesie się o j edną czwartą (co większość uważa za nierealne), nasuwaj ą
wnioski, że do roku 2050 stara Unia Europej ska będzie liczy ła o 60 m ilionów ludzi m niej , a liczba
m ieszkańców całej  Europy  (z uwzględnieniem  Rosj i) zm alej e o 130 m ilionów. Co ważniej sze, po
roku 2050 spadek populacj i będzie o wiele bardziej  gwałtowny, ponieważ do tam tego czasu
średnia wieku będzie dużo wy ższa i liczba urodzeń w kraj u takim  j ak Niem cy  wy niesie zaledwie
połowę stanu obecnego. Jeśliby  pom inąć dalszą m igracj ę do Europy  - a istniej ą wszelkie powody
ku tem u, aby  im igracj a by ła m niej sza z przy czy n zarówno polity czny ch, j ak i ekonom iczny ch
(np. bezrobocia) - to liczba ludności w kraj ach o niskim  wskaźniku urodzeń, takich j ak Włochy  czy
Hiszpania, zm alej e zasadniczo.

Takie kurczenie się populacj i m ożna zaobserwować nawet obecnie w pewny ch regionach

Europy, na przy kład w europej skiej  części Rosj i, gdzie ty siące wiosek zniknęły  z powierzchni
ziem i (nie wspom inaj ąc o exodusie z Sy berii i inny ch obszarów północnej  Rosj i). W Hiszpanii
wy ludnienie wsi rozpoczęło się w erze postfrankistowskiej : dotknęło Andaluzj ę oraz niezwy kle
ubogie rej ony, takie j ak Extrem adura, a w ostatnich latach nabrało rozpędu. Podej m owano próby
zasiedlenia opuszczony ch wiosek nowy m i im igrantam i, j ednak bez większego powodzenia.
Obserwuj e się dużą m igracj ę z Am ery ki Łacińskiej  (zwłaszcza z Ekwadoru i Kolum bii) do
Hiszpanii, lecz tam tej si im igranci zazwy czaj  kieruj ą się do m iast, gdzie płace są wy ższe.

Manchester i Newcastle w Wielkiej  Bry tanii w ciągu m iniony ch czterdziestu lat utraciły  20

procent populacj i. Około 100 000 ludzi corocznie opuszcza Londy n. Chociaż tam tej sze ceny
nieruchom ości wciąż pozostaj ą na astronom iczny m  poziom ie w porównaniu ze Stanam i
Zj ednoczony m i oraz resztą konty nentu, dom y  m ożna kupić za bezcen w podupadły ch częściach
centralny ch dzielnic m iast środkowej  i północnej  Anglii, gdzie trady cy j ne gałęzie przem y słu
przestały  funkcj onować. Zwłaszcza w ty ch rej onach znaj duj ą się silne wspólnoty  m uzułm ańskie.

W Niem czech wy ludnienie j est wy j ątkowo duże we wschodniej  części kraj u, opuszczonej

przez m łody ch ludzi. W ostatnich latach zam knięto dwa ty siące szkół, pozostało niewiele sklepów,
j eszcze m niej  lekarzy, a wy j azd ostatnich m ieszkańców liczny ch wsi j est ty lko kwestią czasu.
Proces ten nie ogranicza się j edy nie do obszarów wiej skich. Liczba m ieszkańców m ały ch i
niektóry ch większy ch m iast również gwałtownie m alej e, spadły  ceny  dom ów, a gdzieniegdzie
m ożna nawet dostrzec opustoszałe ulice. Halle, Rostock, Cottbus i Magdeburg w ciągu ostatnich
dziesięciu lat straciły  od 16 do 20 procent m ieszkańców - większość m łodego pokolenia.

background image

Wprawdzie Dusseldorf, w który m  również zm alała liczba ludności, wciąż pozostaj e

naj większy m  ośrodkiem  bankowości i handlu w regionie, ale Zagłębie Ruhry  stopniowo chy li się
ku upadkowi, a pobliskie m iasta, w ty m  Hagen, utraciły  wielu m ieszkańców. Los Hagen i
Gelsenkirchen lepiej  ilustruj e sy tuacj ę w cały m  regionie niż przy kład Dusseldorfu. To sam o
doty czy  regionów górniczy ch i hutniczy ch południowej  Belgii (Charleroi i Mons) oraz m iast
francuskich przy  granicy  z Belgią. Napięcia na tle etniczny m  w Antwerpii, niegdy ś urokliwy m  i
kwitnący m  m ieście, sprawiły, że stało się ono j edny m  z naj bardziej  niespokoj ny ch m iast w
Europie Zachodniej . W niektóry ch m iastach są takie dzielnice, w który ch nie uj rzy m y  wielu
dzieci; przy pom inaj ą one bardziej  dom y  starców, co nie pokry wa się z trady cy j ny m i
wy obrażeniam i o wielkim  m ieście tętniący m  ży ciem .

Kto j ednak zadba o starzej ącą się populacj ę? Kto wniesie m łodzieńczy  wigor do gospodarki

m aj ącej  zapewnić ekonom iczną prężność kraj u, tak aby  nie zabrakło ani pieniędzy  na em ery tury
dla starszego pokolenia, ani środków na ochronę zdrowia i pozostałe świadczenia? Niegdy ś
uważano, że siły  roboczej  dostarczy  Europa Wschodnia, lecz liczba przy by waj ący ch by ła
skrom na, a czeka j ą j eszcze większe uszczuplenie, ponieważ przy rost naturalny  w Europie
Wschodniej  j est równie niski (lub nawet niższy ) j ak na Zachodzie.

Wielu m łody ch, bezrobotny ch ludzi - około 25 procent - m ieszka w Afry ce Północnej  i na

Bliskim  Wschodzie, gdzie przy rost populacj i wy przedza wzrost gospodarczy. W ciągu
naj bliższy ch dziesięciu lat potrzebny ch będzie sto m ilionów m iej sc pracy, ale m ało
prawdopodobne, że zostaną stworzone. Problem  bezrobocia w ty ch regionach nazwano bom bą
zegarową, powstaj e ty lko py tanie, czy  wy buchnie ona na Bliskim  Wschodzie, czy  w Europie, czy
w oby dwu częściach świata.

Pom ij aj ąc rozważania polity czne, j aki sens m iałoby  sprowadzanie ludzi z tam ty ch rej onów,

gdy  w Niem czech, Francj i i inny ch państwach Europy  bezrobocie wśród ludności pochodzącej  z
kraj ów m uzułm ańskich wy nosi 20, 30, a nawet 40 procent? Przy by cie m łody ch,
niewy kwalifikowany ch pracowników, który m  niekiedy  brakuj e chęci i m oty wacj i, zaostrzy łoby
bieżące napięcia na tle etniczny m , nie pom agaj ąc w zaspokoj eniu potrzeb ekonom iczny ch i
społeczny ch.

Azj a Południowa i Południowo-Wschodnia, a także środkowo— azj aty ckie by łe republiki

radzieckie są, by ć m oże, bardziej  obiecuj ący m  źródłem  siły  roboczej . Na razie j ednak kraj e
Europy  nie zadały  sobie wiele trudu, aby  przy ciągnąć im igrantów z tam ty ch regionów.

Nie wiadom o również, j ak wielu wy kwalifikowany ch pracowników i inży nierów skłonny ch

by łoby  przenieść się do Europy  akurat wtedy, gdy  sy tuacj a gospodarcza ich kraj ów zaczy na się
poprawiać.

W Niem czech przez krótki okres czy niono starania, by  przy ciągnąć specj alistów w dziedzinie

inform aty ki z Bangalore oraz inny ch ośrodków przem y słu wy sokich technologii w Indiach. Jednak
przedstawione oferty  nie by ły  atrakcy j ne i zgłosiło się niewielu chętny ch. (Indiom  przy dzielono
ty lko 20 000 niem ieckich zielony ch kart, ale niewielka liczba kandy datów okazała zainteresowanie
i po kilku latach program  przerwano). W Hiszpanii na nowo poj awiło się zainteresowanie
em igrantam i z Am ery ki Łacińskiej . W ostatnich latach przy by ły  ich dziesiątki ty sięcy, zwłaszcza
z Ekwadoru i Kolum bii, zrodziło się zatem  py tanie, czy  należy  dalej  zm ierzać w ty m  kierunku.

Jakie j est prawdopodobieństwo zwiększenia się przy rostu naturalnego w europej skich

społeczeństwach?

background image

Przez ostatnich 150 lat przy rost naturalny  m alał i odwrócenie tendencj i wy daj e się teraz m ało

prawdopodobne. Dy ktatury  lat trzy dziesty ch i reżim  Związku Radzieckiego za pom ocą
przeróżny ch prem ii oraz nagród próbowały  realizować polity kę pronatalisty czną, lecz bez
większego powodzenia. W Rosj i sugerowano, że członkowie rodzin wielodzietny ch powinni m ieć
pierwszeństwo w zatrudnieniu w adm inistracj i państwowej . We Francj i i w Szwecj i
ustawodawstwo sprzy j aj ące rodzinie (przewiduj ące długie urlopy
m acierzy ńskie) prawdopodobnie przy czy niło się do niewielkiego wzrostu wskaźnika urodzeń i
niewy kluczone, że inne kraj e pój dą w ich ślady. Ale we Francj i i w Szwecj i wskaźnik urodzeń
pozostaj e znacznie poniżej  współczy nnika reprodukcj i. Krótko m ówiąc, j eśli nie doj dzie do
j akiegoś nieprzewidzianego rozwoj u wy padków, dom inuj ąca tendencj a się nie odwróci.

To prawda, że wskaźnik urodzeń notowany  w Chinach i Japonii (a ostatnio też w Indiach)

również znacznie się obniży ł. Identy czna sy tuacj a m oże się w końcu zdarzy ć na Bliskim
Wschodzie i w Afry ce Północnej . Bezsprzeczne wy daj e się, że współczy nnik urodzeń w
społecznościach m uzułm ańskich w Europie, obecnie znacznie przewy ższaj ący  wskaźnik w
populacj i rdzennej  (by ć m oże nawet trzy krotnie), także się obniży. Wpły w tego spadku będzie
j ednak odczuwalny  dopiero w ciągu j ednego lub dwóch pokoleń, a nie w naj bliższy ch
dziesięcioleciach.

background image

Przyszłość muzułmańskiej Europy: Wielka Brytania

Społeczności im igranckie w Europie są pod wielom a względam i zróżnicowane, więc także

problem y, przed j akim i staną europej skie społeczeństwa w nadchodzący ch latach, będą się
różniły. Uogólnienia doty czące wspólnot m uzułm ańskich ty lko w niewielkim  stopniu m ogą okazać
się pom ocne.

Naj ważniej sze fakty  doty czące im igrantów z kraj ów m uzułm ańskich w Wielkiej  Bry tanii

zostały  j uż om ówione: stanowią oni zaledwie połowę ogólnej  liczby  (1,6 m iliona - by ć m oże
nieco więcej , j eśli wziąć pod uwagę przeby waj ący ch nielegalnie), a prawie połowa z nich to
Bry ty j czy cy  z urodzenia. Jest to społeczność m łoda, w której  wskaźnik urodzeń j est dosy ć wy soki.
Bezrobocie wśród m łody ch m uzułm anów j est trzy krotnie większe niż wśród reszty  społeczeństwa.
Większość obserwatorów dostrzega u nich nie ty lko alienacj ę kulturową, ale również rosnące
poczucie dy skry m inacj i i rozczarowania.

Tak więc rzeczy wiście istniej e groźba działań z uży ciem  przem ocy, j ak wy kazało

aresztowanie pakistańskich „boj owników" z sierpnia 2006 roku. Jednak w daj ącej  się przewidzieć
przy szłości pod względem  polity czny m  m uzułm anie w Wielkiej  Bry tanii nie będą stanowić siły
rozstrzy gaj ącej  na szczeblu kraj owy m , chy ba że bry ty j ski rząd pozwoli w nadchodzący ch latach
na niekontrolowaną im igracj ę, co j est m ało prawdopodobne ze względu na doty chczasowe
doświadczenia. Bry ty j scy  m uzułm anie będą w większy m  stopniu i akty wniej  uczestniczy ć w
ży ciu polity czny m  na szczeblu lokalny m , j ako radni m iej scy  czy  nawet burm istrzowie m iast (j ak
Moham m ed Afzal Khan w Manchesterze) lub członkowie parlam entu. Wątpliwe, aby  wy znawcy
islam u stali się decy duj ącą siłą polity czną, z wy j ątkiem  by ć m oże dzielnic śródm iej skich m iast
ty pu Bradford czy  Birm ingham  oraz niektóry ch części Londy nu. Sprawa doty czy  czterdziestu lub
pięćdziesięciu okręgów wy borczy ch, na przy kład Birm ingham -Sparkbrook, Bethnal Green oraz
East Ham . Polity cy  w ty ch rej onach zwracaj ą większą uwagę na elektorat m uzułm ański, a ze
względu na bry ty j ski sy stem  wy borczy  wy nik w kilkudziesięciu okręgach m oże okazać się
znaczący. Wielu członków bry ty j skiego parlam entu będzie m usiało spoj rzeć wstecz i ocenić, czy
ich poglądy  doty czące Kaszm iru, konfliktu palesty ńsko-izraelskiego i podobny ch problem ów by ły
dostatecznie poprawne polity cznie. Muzułm anie m ogą zapragnąć utworzenia partii etnicznej , ale
j est to m ało prawdopodobne. Koalicj e z inny m i grupam i narodowościowy m i lub religij ny m i
wchodzą w grę, wątpliwe j ednak, by  okazały  się trwałe.

Rząd bry ty j ski starał się bardziej  niż pozostałe rządy  w Europie spełnić oczekiwania

społeczności m uzułm ańskich - na poziom ie m akro przy zwalaj ąc niem al bezkry ty cznie na
im igracj ę m uzułm ańską oraz działalność ugrupowań ekstrem isty czny ch zakazany ch w święcie
arabskim . Jak wspom niano wcześniej , w latach dziewięćdziesiąty ch Londy n stał się centrum
rady kalnej  działalności islam isty cznej .

Jednocześnie czy niono starania, aby  podj ąć dialog z organizacj am i m uzułm ańskim i - i to nie

ty lko ty m i um iarkowany m i. Powołano grupy  robocze, aby  zm niej szy ć poczucie niezadowolenia,
oraz wprowadzono ustawy  chroniące interesy  m uzułm anów i zapobiegaj ące dy skry m inacj i. Na
poziom ie m ikro preferency j nie traktowano im igrantów m uzułm ańskich przy  przy dzielaniu
m ieszkań i zapewnianiu świadczeń socj alny ch. Niektóre z ty ch inicj aty w by ły  godne pochwały,

background image

lecz rezultaty  okazy wały  się m arne. Według zakroj ony ch na ogrom ną skalę badań postaw
przeprowadzony ch przez Pew Foundation w czerwcu 2006 roku z j ednej  strony  prawie 63 procent
Bry ty j czy ków wy rażało przy chy lny  stosunek do m niej szości m uzułm ańskiej  w swy m  kraj u, z
drugiej  j ednak strony  bry ty j scy  m uzułm anie „dużo bardziej  negaty wnie postrzegali ludzi
Zachodu niż m niej szości m uzułm ańskie w Niem czech, Francj i czy  Hiszpanii", przy pisuj ąc

Bry ty j czy kom  tak negaty wne cechy, j ak egoizm , arogancj a, agresj a, chciwość,

niem oralność oraz fanaty zm . Bry ty j scy  m uzułm anie m ieli również większą skłonność do
dawania wiary  teoriom  spiskowy m : zaledwie 17 procent z nich zgadzało się, że ataki
terrory sty czne z 11 września 2001 roku przeprowadzone zostały  przez Arabów - w
przeciwieństwie na przy kład do 48 procent m uzułm anów francuskich. Kiedy  stosunki pom iędzy
grupam i etniczny m i by ły  złe, większa liczba Bry ty j czy ków winą obarczała własną grupę
narodowościową (co, j eśli j est zgodne z prawdą, nasuwa przy puszczenie, że skargi na islam ofobię
są w dużej  m ierze nieszczere), podczas gdy  m uzułm anie oskarżali Bry ty j czy ków.

O wiele więcej  m uzułm anów bry ty j skich niż z inny ch kraj ów Europy  (47 procent)

pesy m isty cznie spoglądało w przy szłość dlatego, że istniał konflikt m iędzy  gorliwy m
wy znawaniem  islam u a ży ciem  we współczesny m  społeczeństwie dem okraty czny m . W ty m
sam y m  sondażu oby watele Niem iec i Hiszpanii uj awnili znacznie więcej  negaty wny ch odczuć
wobec m uzułm anów ży j ący ch w ich kraj ach niż Bry ty j czy cy. Natom iast stosunek Hindusów do
m uzułm anów (a tak że do Nigery j czy ków) by ł dużo bardziej  kry ty czny  niż wśród wszy stkich
pozostały ch nacj i w Europie.

Nie badano każdego regionu Wielkiej  Bry tanii, ale istniej ą podobne sondaże doty czące

londy ńskiego East Endu (Tower Ham lets, dawniej  znanej  j ako Bethnal Green, Wapping, Bow,
Stepney  oraz Po-plar), a także Bradford - i wnioski nie są zachęcaj ące. Raport doty czący  New
East Endu autorstwa profesora Geoffa Dencha i inny ch j est szczególnie interesuj ący  (to
konty nuacj a podobnego badania z roku 1954 przeprowadzonego przez Partię Pracy ). Wniosek,
j aki wy ciągnięto w 2006 roku, by ł taki, że East End wciąż j est ty lną częścią (by  nie posłuży ć się
bardziej  dosadny m  wy rażeniem ) bry ty j skiej  stolicy.

Wśród im igrantów poj awiła się postawa roszczeniowa, a nowy  porządek społeczny  przy niósł

im  korzy ści, co zantagonizowało przedstawicieli białej  klasy  pracuj ącej , m aj ący ch poczucie
coraz większego pozbawienia praw oby watelskich. Konkluzj a: „Podej ście skupiaj ące się
wy łącznie na m niej szościach to dolewanie oliwy  do ognia".

Niegdy ś by ł to East End targów uliczny ch i Kuby  Rozpruwacza, restauracj i Bloom 's

(lockshen

*

 oraz gefilte fish

**

) f Dixon of Dock Green, legendarnego, podnoszącego na duchu

serialu telewizy j nego z lat pięćdziesiąty ch, a także piosenki Underneath the Arches.

Doszło j ednak do transferu populacj i i zm iany  dom inacj i w East Endzie, zam ieszkany m

obecnie głównie przez Banglij czy ków. Znalazło to swoj e odzwierciedlenie m iędzy  inny m i w
staty sty kach przestępczości. Podczas gdy  do późny ch lat dziewięćdziesiąty ch większość skarg
składany ch na policj i w związku z napaściam i na tle rasowy m  pochodziła od im igrantów, obecnie
są to skargi od biały ch, m im o że biali uciekli z tam ty ch rej onów. Jednakże Banglij czy cy, który m
się powiodło pod względem  ekonom iczny m  i społeczny m  (głównie w restauracj ach i ogólnie w
branży  gastronom icznej ) również się stam tąd przenieśli, odcinaj ąc się od stary ch gett,
wy bieraj ąc czy stsze i bezpieczniej sze ulice, a także dzielnice, w który ch znaj duj ą się lepsze

background image

szkoły. 

Jednocześnie m łodzi z Bangladeszu, który m  j uż tak dobrze nie poszło (większość), „zareagowali

na porażkę, przej m uj ąc pewne aspekty  bry ty j skiej  kontrkultury, niem aj ące nic wspólnego ze
sty lem  ży cia ich rodziców". Jest to eufem isty czne określenie dla uliczny ch gangów, kultury
gangsterskiej , zaży wania narkoty ków, kradzieży  i rozboj ów. W ty m  kontekście odniesienie do
bry ty j skiej  kontrkultury  wy daj e się nie do końca właściwe. Jeszcze w latach poprzedzaj ący ch
drugą woj nę światową i po niej  tutej sze ulice przem ierzały  gangi o charakterze kry m inalny m  lub
para-kry m inalny m , który ch członkam i by li biali, lecz zanikły  one prawie całkowicie. Ale rzadko
kiedy  by ły  to zj awiska „kontrkulturowe".

Starsze pokolenie im igrantów sprawowało pewną kontrolę nad m łodzieżą z własnego

podwórka, czy li by ło podobnie j ak we Francj i i w Niem czech.

Jedną z istotny ch przy czy n dem oralizacj i biały ch są prakty ki edukacy j ne w East Endzie.

Miej scowe szkoły  otrzy m uj ą specj alne środki na pom oc banglij skim  uczniom  (zgodnie z
przepisem  zwany m  Paragrafem  11), co wśród biały ch rodziców wy wołało wrażenie, że
priory tetem  dla nauczy cieli stało się surowsze ocenianie biały ch dzieci, tak aby  szkołę
postrzegano j ako nienagannie wy wiązuj ącą się z obowiązku wspierania m niej szości - oraz
pobieranie większy ch dotacj i.

Inną kwestią powoduj ącą wiele napięć, j est preferency j ne traktowanie nowy ch im igrantów

przy  przy znawaniu m ieszkań, co wy wołało w biały ch m ieszkańcach poczucie obcej  inwazj i.
Pewna osoba starej  daty  uskarżała się na oznakowania w j ęzy ku urdu, które nagle poj awiły  się w
m iej scach publiczny ch, takich j ak szpitale („Niegdy ś by ła to dzielnica ży dowska, ale nie
przy pom inam  sobie żadny ch napisów w hebraj skim  alfabecie"). Społeczność banglij ska stawała
się coraz bardziej  zależna od pom ocy  społecznej , chociaż na początku ludzie m ieli opory  wobec
przy j m owania zapom óg, uważany ch za sprzeczne z ich wiarą. Nie trzeba dodawać, że
uzależnienie od zasiłków się przedłużało, utrwalaj ąc ich niższy  status w społeczeństwie.

Filozofia kry j ąca się za polity ką pozy ty wnej  dy skry m inacj i ze strony  Partii Pracy

(sprawuj ącej  władzę w East Endzie) sform ułowana została przez przewodniczącego
parlam entarnej  partii laburzy stów: biała klasa pracuj ąca, w ty m  zwłaszcza starsze pokolenie, to
konserwaty ści, często niereform owalnie rasistowscy  i reakcy j ni w przekonaniach, dlatego szkoda
czasu, wy siłku i wy dany ch pieniędzy  na zaskarbianie sobie ich poparcia. Wy ższy  wskaźnik
urodzeń wśród Banglij czy ków by ł następny m  liczący m  się czy nnikiem . Jednak w wy borach w
roku 2005 kandy datka laburzy stów (w połowie afry kańskiego, w połowie ży dowskiego
pochodzenia) pokonana została przez George'a Galloway a, prezesa nowej  partii o nazwie
Respect, którego powszechnie uważa się za gbura i podej rzanego ty pa.

Jego ugrupowanie opierało się na koalicj i m iędzy  Trockistowską Robotniczą Partią

Socj alisty czną a przeróżny m i rady kalny m i grupam i islam isty czny m i. Partia Pracy  nie
skorzy stała na własnej  strategii - w polity ce nie m a m iej sca na wdzięczność.

Inny  przy kład pokazuj e Bradford w Lancashire, m iasto liczące 470 000 m ieszkańców,

zam ieszkiwane przez starą społeczność m uzułm ańską, głównie pakistańską. W Bradfordzie ży j e
obecnie około 80 000 Pakistańczy ków, z czego połowa urodziła się w Wielkiej  Bry tanii. Według
półoficj alnego raportu w m ieście ty m  szczodrze przy znawano prawa m uzułm anom  (organizuj ąc
na przy kład m ęskie i żeńskie szkoły ). W 1982 roku by ł tam  j eden m eczet; teraz j est ich ponad 60.
Wkrótce j ednak okazało się (j ak czy tam y  w ty m  sam y m  raporcie), że nie istniej e j edna definicj a

background image

„wspólny ch wartości", na j akie zawsze się w m ieście powoły wano.

Lokalne władze i przy wódcy  m uzułm ańscy  skutecznie przy m knęli oko na konieczność

podj ęcia przełom owego dialogu na tem at idei zintegrowanego, zróżnicowanego etnicznie
społeczeństwa. Jak podawał następny  raport, Bradford stało się m iastem  segregacy j ny m ,
poprzecinany m  granicam i kulturowy m i, etniczny m i, religij ny m i i społeczny m i. Poziom
przestępczości by ł wy soki, poj awił się problem  poważny ch przestępstw, a w niektóry ch częściach
m iasta j awnie kwitła sprzedaż narkoty ków.

Krótko m ówiąc, sy tuacj a by ła dosy ć podobna do tej  w inny ch m iastach bry ty j skich o

analogicznej  strukturze etnicznej . Bradford by ł j edny m  z ty ch m iej sc, w który ch palono książki
Salm ana Rushdiego w wy niku fali oburzenia Szatańskimi wersetami (wy dany m i w 1989 roku),

tam  też w roku 1995 i później  dochodziło do rozm aity ch niepokoj ów. Ludność niem uzułm ańska,
zarówno Bry ty j czy cy, j ak i Hindusi, została wy parta (niektórzy  m ieszkańcy  posługiwali
się term inem  „czy stka etniczna"), gdy  obszar ulegał islam izacj i. Napadano na kościoły  i puby. Po
zapadnięciu zm roku kobiety  inny ch wy znań nie m ogły  ry zy kować wy j ścia na ulice, a nawet za
dnia istniała groźba napaści. Jak m ożna by ło przeczy tać w listach do lokalny ch gazet, śródm ieście
stało się strefą woj ny. Pakistańczy cy  uczestniczy li w lokalnej  polity ce: m ieli trzy nastu radny ch i
j eden został burm istrzem . Mówiło się też o ty m , że głosy  m uzułm ańskich radny ch zazwy czaj
zależą od zaleceń otrzy m y wany ch drogą telefoniczną z Pakistanu, naj wy raźniej  od dostoj ników
państwowy ch lub religij ny ch.

Według m uzułm ańskiego intelektualisty, który  wy chował się w Bradfordzie, lokalni liderzy

Partii Pracy  oraz przedstawiciele bardziej  rady kalnej  lewicy  by li częściowo odpowiedzialni za
taki rozwój  wy padków. Założy li konserwaty wną Radę Meczetów, biorąc j ą za głos społeczności:
„Wielokulturowość nie stworzy ła woj uj ącego islam u, ale wy tworzy ła m u w łonie bry ty j skich
społeczności m uzułm ańskich przestrzeń, która wcześniej  nie istniała. Sprzy j ała państwu
plem iennem u, osłabiła kierunki postępowe w społecznościach m uzułm ańskich i um ocniła pozy cj ę

konserwaty wny ch przy wódców religij ny ch"

515

.

Ci o bardziej  lewicowy m  światopoglądzie m achnęli ręką na starą m y śl m arksistowską o klasie

robotniczej  j ako narzędziu przem ian i przenieśli poparcie na wszelkiego rodzaj u „nowe ruchy
społeczne".

Kiedy  to nie wy szło naj lepiej , wsparli „polity kę tożsam ości". Inny m i słowy, liczy ły  się nie

wspólne wartości, lecz to, czego rozm aite grupy  etniczne i plem ienne, choćby  naj bardziej
reakcy j ne, się dom agały.

Jak na ironię wsparcie okazane konserwaty wny m  przy wódcom  m uzułm ańskim  nie ty lko w

Bradfordzie, ale właściwie w całej  Wielkiej  Bry tanii, również polity cznie nie zaprocentowało.
Wewnątrz społeczności zaostrzał się konflikt pokoleń, a wpły w, j aki przy wódcy  religij ni m ieli na
m łodą generacj ę, by ł niewielki lub nie by ło go wcale.

Lokalni przedstawiciele m uzułm ańscy  nie negowali istnienia poważny ch problem ów, lecz

winę zrzucali na kry zy s tożsam ości, przez który  cierpieli m łodzi m uzułm anie, a także na
bezrobocie, brak szans edukacy j ny ch, alienacj ę społeczną oraz islam ofobię (rasizm ), w
ty m  „przesiąknięte islam ofobią kom unikaty  m ass m ediów". Ale w m y śl bry ty j skiego prawa
wszelkie tego ty pu przekazy  są karalne. W rzeczy wistości nie brakowało szans edukacy j ny ch.
Bradford m a nawet swój  uniwersy tet; ty le że m łodzi Pakistańczy cy  nie korzy stali z ty ch

background image

m ożliwości - bardzo często nie uczęszczali nawet do szkoły.

Pewien indy j ski dziennikarz przy gotował interesuj ący  raport porównuj ący  rozwój

społeczności hinduskiej  w Leicesterze oraz pakistańskiej  w Bradfordzie. (Leicester, m iasto we
wschodniej  części środkowej  Anglii, liczące 330 ty sięcy  m ieszkańców, m a sporo ludności
azj aty ckiej , ale poradziło sobie znacznie lepiej  niż Bradford). Hindusi, będąc w Leicester
większością, poprawili swą pozy cj ę. Młodzi Pakistańczy cy  z kolei ograniczali się do pusty ch
gestów sprzeciwu i odgry wania roli ofiary : oczekiwali szacunku, usiłowali uciec od niskiego
statusu społecznego przez wy cofanie się do własnego świata, a często do świata przem ocy.
Mężczy źni zapuszczali brody  i dom agali się, aby  kobiety  wkładały  hidżaby  oraz burki. To prawda,
że przy by waj ący  Hindusi (często z Afry ki Wschodniej , wy pędzeni przez Idi Am ina) by li lepiej
wy kształceni i m ieli trochę pieniędzy  - nie m iliony, j ak utrzy m y wali niektórzy  Pakistańczy cy, ale
kwoty  wy starczaj ące do otwarcia skrom nego sklepiku. Hindusom  nie brakowało j ednak zapału i
na swą pozy cj ę zapracowali.

Co m ogły  uczy nić władze, aby  zwiększy ć szanse Pakistańczy ków?
Py tanie to doty czy ło nie ty lko Bradfordu, ale wszy stkich społeczności Wielkiej  Bry tanii i

Europy  Zachodniej . Władze nie um iały  rozwiązać kry zy su tożsam ości, m ogły  j ednak udzielić
poży czek lub dotacj i osobom  składaj ący m  proj ekty, które dawały  realne szanse na pozy skanie
środków do ży cia. Gdy by  chociaż niektóre z ty ch proj ektów się powiodły, by łaby  to pom ocna
inwesty cj a. Przede wszy stkim  władze m ogły  próbować wszelkim i środkam i zm usić m łody ch
członków tej  wspólnoty  do chodzenia do szkół, kończenia ich oraz konty nuowania nauki lub
uczestnictwa w kursach. Powinno się im  zapewnić szczególne warunki w szkołach ze względu na
pochodzenie społeczne.

Ostatnio rząd bry ty j ski wprowadził w ży cie program  „pewny  start", który  wzorem

am ery kańskiego Head Start

***

 j est program em  edukacy j ny m  od wczesnego dzieciństwa.

Program  został rozbudowany  i powinien by ć rozbudowany  j eszcze bardziej . To sam o doty czy
nauczania j ęzy ka angielskiego i ośrodków doradztwa zawodowego. Adm inistracj a prem iera
Tony 'ego Blaira popierała szkoły  wy znaniowe (islam skie), m im o że większość Bry ty j czy ków się
tem u sprzeciwia. Szkoły  te m aj ą obowiązek nauczania zgodnie z państwowy m  program em
nauczania, oferuj ąc dodatkowo kształcenie religij ne. Nie istniej e j ednak żadna kontrola nad ty m ,
czego uczy  się w ty ch szkołach ani czy  pod względem  poziom u kształcenia spełniaj ą m inim alne
standardy. Inny  program  edukacy j ny  (Aim  Higher

****

) skupia się na utalentowanej  m łodzieży  z

ubogich terenów i stara się j ą kierować do dobry ch szkół i uniwersy tetów.

Muzułm ańscy  przy wódcy  uskarżali się, że na razie z program ów ty ch korzy staj ą przeważnie

osoby  afry kańskiego bądź karaibskiego pochodzenia.

By ć m oże dotacj e finansowe należałoby  przy znać nie ty lko ty m , którzy  w szkole się

wy różniaj ą, ale i osobom  wy kazuj ący m  j akiekolwiek starania. Cy nicy  m ogą się spierać, że
więcej  pieniędzy  da się zarobić na handlu narkoty kam i i kradzieżach, j ednak j est to również
ograniczona sfera. Jeśli władzom  uda się zm niej szy ć liczbę osób nieprzy stosowany ch społecznie i
da się im  szansę na prawdziwą pracę, będzie to znaczące osiągnięcie. Z pewnością nie będzie to
sprawiedliwe w odniesieniu do osób inny ch wy znań, lecz j eśli m a się wy bór m iędzy
sprawiedliwością a pokoj em  społeczny m , ważniej sze są cele doraźne. Jak powiedział Lee Jasper,
doradca do spraw rasowy ch burm istrza Londy nu Kena Livingstone'a: „Aby  traktować ludzi na
równi, należy  ich traktować różnie".

background image

Bry ty j ski rząd, za pośrednictwem  Hom e Office oraz inny ch insty tucj i, powołał rozm aite

kom isj e i podkom isj e zalecaj ące (i po części przeprowadzaj ące) różnorakie działania, począwszy
od lekcj i na tem at praw i obowiązków oby watela w szkołach m uzułm ańskich oraz rekrutacj i
większej  liczby  m uzułm ańskich funkcj onariuszy  policj i, po przy znawanie rodzinny ch kredy tów
podatkowy ch i akcj ę afirm aty wną w sferze zatrudnienia i szkolnictwa wy ższego, oferuj ąc
uprzy wilej owane traktowanie osobom  ze środowisk m uzułm ańskich. Lecz inicj aty wa na rzecz
pozy ty wnej  zm iany  m usi ostatecznie wy j ść ze wspólnoty  m uzułm ańskiej ; władze państwowe i
lokalne m ogą j edy nie ten proces ułatwić. Jeśli rodzice nie będą popierać kształcenia swoich dzieci
- lub, j ak w wy padku córek, będą częstokroć zniechęcać bądź zabraniać uczenia się - władze
niewiele będą m ogły  zrobić. Nic nie wskazuj e na to, aby  j akieś alternaty wne przy wództwo
m uzułm ańskie m iało się wy łonić w naj bliższy m  czasie.

Elem enty  liberalne i świeckie w społeczeństwie m uzułm ańskim  są słabe, a tworząca się

m uzułm ańska klasa średnia nie okazała zainteresowania wsparciem  swy ch rodaków lub
współwy znawców, który m  szczęście m niej  dopisało. Wielu z nich zdy stansowało się fizy cznie od
wspólnoty. Inicj aty wa władz bry ty j skich m aj ąca na celu wspom ożenie uzdolnionej  m łodzieży  z
gett w przy j ęciu na czołowe uniwersy tety, na przy kład w Oksfordzie czy  Cam bridge, j est j ak
naj bardziej  pożądana. Idea, która się za ty m  kry j e, j est następuj ąca: koniec końców ci uzdolnieni
m łodzi ludzie zostaną nauczy cielam i i lideram i m łodzieży, m ogąc stanowić wzór do
naśladowania. Lecz ilu wy bierze właśnie tę drogę? Większość prawdopodobnie odnaj dzie swoj e
m iej sce na bardziej  urodzaj ny ch polach.

Wprawdzie w Wielkiej  Bry tanii znaj duj em y  pewną liczbę świeckich intelektualistów

m uzułm ańskich, z który ch niektórzy  wy daj ą ilustrowane czasopism o („0"), lecz na ulicy  panuj ą
zwolennicy  konserwaty wny ch i rady kalny ch im am ów islam isty czny ch. Ci chwaleni przez
bry ty j skich polity ków, takich j ak Livingstone, j ako stanowiący  wzorowe przy kłady  oświeconego
islam u, m iędzy  inny m i telewizy j ny  kaznodziej a Qaradawi, to reakcj oniści, według który ch sam
Tariq Ram adan j est niem alże odszczepieńcem . Krótko m ówiąc, walka o adaptacj ę środowiska
m uzułm ańskiego w Wielkiej  Bry tanii to Sy zy fowa praca. 

Liczne proponowane rozwiązania, które m aj ą na celu j ej  ułatwienie, m ogły by  okazać się

pom ocne. Nawet dialog z niewłaściwy m i przy wódcam i m oże nie by ć do końca bezcelowy, pod
warunkiem  że nie będzie złudzeń co do zasadniczo nieliberalnego charakteru ty ch przy wódców
oraz zawężonego zakresu władzy  i wpły wów, j aki m aj ą we własny ch społecznościach.

*

 L o c k s h e n - zwany też lokshen pudding , deser żydowski z cienkiego makaronu (przyp.

tłum.).

**

 Gefd te fish - faszerowana ryba po żydowsku (przyp. tłum.).

515

 Kenan Malik, Bomin Bradford, „Prospect”, październik 2005 (przyp. aut.).

***

Head Start - dosłownie: przewaga na starcie (przyp. tłum.).

****

 Aim Higher - mierz wyżej (przyp. tłum.).

background image

Przyszłość muzułmańskiej Europy: Francja

Podczas gdy  m uzułm anie w Wielkiej  Bry tanii stanowią stosunkowo nieznaczną m niej szość,

sy tuacj a we Francj i j est zgoła odm ienna. Muzułm ańska ludność Francj i liczy  4-5 m ilionów.
Władze francuskie są o wiele bardziej  restry kcy j ne od bry ty j skich w egzekwowaniu
obowiązuj ącego w kraj u (republikańskiego) prawa. Deportowały  one im am ów angażuj ący ch się
w polity czne wichrzy cielstwo (niektórzy  po niedługim  czasie powracali). Nie szły  na żadne
ustępstwa w kwestii noszenia hidżabów w szkołach czy  też wprowadzania osobny ch szkół m ęskich i
żeńskich. Polity ka, j aką się kierowały, opierała się na integracj i i asy m ilacj i, a nie na
wielokulturowości.

Z j ednej  strony  rodziło to częstsze konflikty  i starcia z uży ciem  przem ocy  niż w Wielkiej

Bry tanii, z drugiej  j ednak strony  spowodowało powstanie znacznie większy ch sfer świeckich
m uzułm ańskiego pochodzenia.

Niewiele się o nich sły szy, gdy ż próżno szukać ich przedstawicieli pośród uczestników

zam ieszek, m ałe j est też prawdopodobieństwo, aby  m edia zwracały  się do nich z prośbą o
wy wiady. Lecz wskaźnik m ałżeństw m ieszany ch we Francj i j est wy ższy  niż w Wielkiej  Bry tanii,
a i terrory zm u by ło na terenie Francj i m niej  niż na Wy spach. Większa liczba m uzułm ańskich
im igrantów drugiego, trzeciego oraz czwartego pokolenia zasy m ilowała się, dostała się do
służby  cy wilnej  lub adm inistracj i lokalnej  i um ocniła swą pozy cj ę we francuskim  ży ciu
społeczny m  i kulturalny m . Całe grupy, takie j ak Kaby -le (Berberowie) z Afry ki Północnej , nie
brały  udziału w m uzułm ańskiej  rewolcie banlieues. Oznaczało to poza ty m , że przedstawiciele

ty ch grup często zm ieniali m iej sce zam ieszkania i odcinali się od środowisk m uzułm ańskich.

We Francj i istniej e więcej  zakazany ch dzielnic niż w Wielkiej  Bry tanii i politolodzy  uważaj ą,

że Francj ę w niezby t odległej  przy szłości czeka bałkanizacj a. Zapewne trudniej  przewidzieć
przy szłość Francj i niż pozostały ch kraj ów Europy  ze względu na pilną potrzebę reform  - i
wielkiego wobec nich oporu. Równie trudno wy obrazić sobie bałkanizacj ę - to znaczy  powstanie
oddzielny ch państw lub autonom iczny ch regionów na francuskiej  ziem i. Islam scy  rady kałowie
m ogą zażądać pełnej  władzy  w regionach, w który ch m uzułm anie stanowią większość, lecz są to
obszary  biedne, dotknięte m asowy m  bezrobociem , kto więc płaciłby  za ich utrzy m anie?

Z tej  przy czy ny  nawet rady kałowie m uzułm ańscy  m ogą by ć zm uszeni do sprzeciwienia się

dalszem u napły wowi im igrantów do Francj i, gdy ż im  więcej  będzie potrzebuj ący ch, ty m  m niej
pom óc będzie m ogło państwo. Niewy kluczone, że sy tuacj a rozwinie się w kierunku
autonom iczny ch regionów dwunarodowy ch. Możliwe, że m uzułm anie pój dą na ustępstwa w
kwestii praw szarij atu, a władze francuskie zarzucą m odel republikański z klarowny m  rozdziałem
państwa i Kościoła. Zdarzały  się m iasta i regiony  we Francj i, w który ch etniczna koegzy stencj a
j akoś funkcj onowała, tak j ak w Marsy lii, będącej  wzorem , j akiem u należałoby  przy j rzeć się
dokładniej .

Nietrudno wy obrazić sobie wszelkiej  m aści koalicj e polity czne.
Kom uniści oraz Nowa Lewica bardzo starali się pozy skać zwolenników w gronie społeczności

m uzułm ańskiej , lecz nie osiągnęli wiele.

Sondaż przeprowadzony  przez Sky rock, stacj ę radiową w „strefie", przy niósł kuriozalne

background image

wy niki. Gdy  spy tano słuchaczy, na kogo będą głosować, Jean-Marie Le Pen, lider
nacj onalisty cznego Frontu Narodowego, znalazł się na pierwszy m  m iej scu, Donadieu, sły nny
anty  ży dowski gbur, w połowie Francuz, w połowie Senegalczy k, zaj ął m iej sce drugie, a m inister
spraw wewnętrzny ch Nicolas Sarkozy  uplasował się na m iej scu trzecim . Żaden inny  polity k nie
został wy m ieniony. Może powstać j edna lub więcej  m uzułm ańskich partii polity czny ch, lecz
gdy by  do tego doszło, uj awniły by  się niewidoczne dotąd podziały  wśród m uzułm anów - na
przy kład różnice m iędzy  ty m i z czarnej  Afry ki i Afry ki Północnej , a nawet m iędzy  środowiskam i
pochodzenia algierskiego i m arokańskiego. Bardziej  prawdopodobne wy daj e się, że istniej ące
partie polity czne będą konkurować w walce o glosy  m uzułm anów.

Obecnie nie istniej ą silne organizacj e polity czne w środowiskach m uzułm ańskich, a przy  ich

braku naj bardziej  prawdopodobne wy daj ą się działania „bezpośrednie" niż polity czne. W
następstwie zam ieszek z 2005 roku francuski rząd dostał propozy cj e doradztwa od rozm aity ch
organizacj i m iędzy narodowy ch, takich j ak International Crisis Group - ICG. Propozy cj e
obej m uj ą „skory gowanie publicznego przy działu m ieszkań przez prom owanie am algam acj i".
Wątpliwe j ednak, aby  zainteresowani z entuzj azm em  przy j ęli ideę m ieszania się grup etniczny ch.
Nie m a też pewności co do tego, w j aki sposób da się skory gować „bolesne cięcia, które
wpły waj ą na publiczne finansowanie stowarzy szeń od 2002 roku" i zm niej szy ć j e w okresie
kry zy su gospodarczego i ograniczania wy datków, nie krzy wdząc przy  ty m  osób potrzebuj ący ch z
pozostały ch grup społeczny ch. 

Taka polity ka prędzej  zaostrzy łaby  niż rozładowała napięcia na tle etniczny m . Minister spraw

wewnętrzny ch Nicolas Sarkozy  naj bardziej  bezpośredni z francuskich polity ków, a zarazem  obiekt
naj większej  nienawiści islam skich akty wistów, prom ował polity kę pozy ty wnej  dy skry m inacj i
oznaczaj ącej  uprzy wilej owane traktowanie m uzułm anów. Sprzeciwiała się tem u większość
francuskiego establishm entu. W nadchodzący ch latach m oże się ona j ednak stać polity ką
oficj alną. Nie m a pewności, czy  wy starczy  to dla utrzy m ania społecznego i polity cznego
spokoj u. Wielokrotnie francuscy  socj aliści wy rażali ży czliwość i współczucie wobec im igrantów
m uzułm ańskich, lecz ich polity ka nie różni się w zasadzie od polity ki pozostały ch partii
francuskich.

Trudno ich za to winić, ponieważ nie istniej ą oczy wiste rozwiązania.

background image

Przyszłość muzułmańskiej Europy: Niemcy

Sy tuacj a społeczności m uzułm ańskich w Niem czech pod pewny m i względam i budzi większe

nadziej e, lecz m niej sze pod inny m i. Na przy kład w Berlinie zam ieszkiwany m  przez naj większą
społeczność turecką (Kreuzberg, Neukólln, Wedding) ludzie, który m  powiodło się pod względem
społeczny m  oraz ekonom iczny m , częściej  skłaniaj ą się ku pozostaniu w swej  dzielnicy  i
inwestowaniu w niej . Istniej ą tureckie banki i biura podróży, sklepy  oraz gabinety  lekarskie.
Mniej sze j est prawdopodobieństwo, że dzielnice te przerodzą się w slum sy  niż w bry ty j skich
rej onach śródm iej skich czy  na francuskich przedm ieściach (w „strefie"). Ale należy  również
zauważy ć, że w m iastach takich j ak Duisburg obraz nie j est j uż tak buduj ący.

Z początku niewiele by ło tureckich firm , poza niewielkim i drewniany m i budkam i

sprzedaj ący m i kebaby, warzy wa i owoce, lecz stopniowo zaczęły  się poj awiać m ałe i średniej
wielkości przedsiębiorstwa. Powstało około sześćdziesięciu ty sięcy  w większości bardzo m ały ch
interesów rodzinny ch. Istniej ą j ednak również ogrom ne przedsiębiorstwa, a nazwiska takie j ak
Kem al Sahin, który  studiował inży nierię i został szefem  dużego holdingu, są doskonale znane tak że
poza środowiskiem . Tureccy  im igranci drugiego i trzeciego pokolenia weszli do polity ki, są
autoram i poczy tny ch książek, otrzy m uj ą nagrody  za naj lepszy  film  roku. Liczba m ałżeństw
m ieszany ch podwoiła się do prawie 8000 w porównaniu z 4000 sprzed roku 2000.

Mim o wszy stko integracj a tureckich im igrantów nie j est sukcesem : alienacj a kulturowa j est

chy ba nawet większa niż w Wielkiej  Bry tanii i Francj i wobec braku wspólnego j ęzy ka (większość
im igrantów przy by wa do Wielkiej  Bry tanii z pewną znaj om ością angielskiego, a prawie wszy scy
trafiaj ący  do Francj i znaj ą trochę francuski).

Stopa bezrobocia wśród m łody ch ludzi tureckiego pochodzenia j est dwukrotnie wy ższa niż

wśród reszty, a 85 procent m ieszkańców tureckich i arabskich należy  do m arginesu społecznego.
Sy tuacj a związana z edukacj ą również nie napawa opty m izm em . W 1985 roku około 86 procent
m łody ch Turków poniżej  dwudziestego pierwszego roku ży cia chodziło do szkoły ; dziś odsetek ten
wy nosi około 40 procent. Liczba osób, które nie kończą żadnej  szkoły, nawet Hauptschule -
przy stani dla ty ch, który m  się nie powiodło - j est duża i stale rośnie. Niewy starczaj ąco znaj ą
j ęzy k niem iecki, a ich kontekst społeczny  stanowi uliczny  gang. Wskaźnik przestępczości nieletnich
j est dwu-lub trzy krotnie wy ższy  niż w inny ch grupach.

Na szczęście około 24 000 Turków studiuj e na niem ieckich uniwersy tetach - liczba ta stanowi

8 procent w ty m  przedziale wiekowy m  (18-25 lat). To wciąż dość m ało w porównaniu z
odsetkiem  m łody ch Niem ców w tej  sam ej  grupie wiekowej , ale przy naj m niej  j est to j akiś j asny
prom y k w ponurej  rzeczy wistości. Sy tuacj a poza Berlinem  j est j eszcze gorsza - w m iastach
takich j ak Duisburg (którego turecką dzielnicą j est Marxlohe), Ham burg (Wilhelm sburg) a nawet
Kolonia (Kalk i Ehrenfeld).

Po ponad czterech dekadach sy tuacj a panuj ąca w środowiskach tureckich w Niem czech j est

tragiczniej sza niż w wielu m iastach Turcj i - na przy kład w kwestii statusu kobiet. Wpły w
naj bardziej  reakcy j ny ch ugrupowań polity czny ch i religij ny ch j est silniej szy  w społecznościach
tureckich w Niem czech niż w sam ej  Turcj i, gdy  ty m czasem  znaczenie progresy wny ch sił
świeckich j est m niej sze. Podczas gdy  w Turcj i dowódcy  arm ii, sędziowie i większość inteligencj i

background image

służą j ako przeciwwaga dla islam istów, wśród Turków w Niem czech brakuj e podobnej
równowagi. Tureccy  intelektualiści w Niem czech nie m aj ą wpły wów we własny m  środowisku, a
ich książki częściej  czy tane są przez Niem ców niż przez rodaków i nie stanowią poważnej
konkurencj i dla kazań im am ów. Nieliczne odważne Turczy nki walczące o przy naj m niej
częściową em ancy pacj ę swy ch rodaczek uznaj e się za zdraj czy nie, grozi się im  fizy cznie i są
właściwie wy kluczone ze wspólnoty.

Co m ożna i co należy  zrobić, aby  poprawić tę sy tuacj ę? Niem iecki rząd dzięki ustawie o

oby watelstwie z 2000 roku znacznie ułatwił Turkom  uzy skanie niem ieckiego oby watelstwa. Około
160 000 osób korzy sta corocznie z tego prawa. Kandy daci do naturalizacj i poddawani są pewny m
egzam inom  związany m  z m inim alną znaj om ością j ęzy ka oraz praw podstawowy ch.

Egzam iny  te są przez niektóry ch kry ty kowane - i z j ednej  strony  to prawda, że m ożna by ć

dobry m  oby watelem  nawet wówczas, gdy  nie zna się nazw główny ch rzek Niem iec ani nazwisk
czołowy ch postaci niem ieckiej  literatury. Z drugiej  j ednak strony, gdy  nie zna się choćby
podstaw j ęzy ka, m ożna m ieć ogrom ne kłopoty  (chy ba że istniej ą j akieś szczególne okoliczności) z
przestrzeganiem  prawa i z korzy staniem  z przy sługuj ący ch praw oby watelskich. Ponadto warto
wiedzieć, że Niem cy  leżą w Europie, są państwem  dem okraty czny m  i prawa szarij atu tam  nie
obowiązuj ą. W zasadzie każdy  kraj  na święcie stosuj e podobne testy, łącznie ze Stanam i
Zj ednoczony m i. (Autor niniej szej  książki, profesor historii, nie zdołał udzielić prawidłowej
odpowiedzi na dwa py tania związane z poprawkam i do Konsty tucj i Stanów Zj ednoczony ch). W
Wielkiej  Bry tanii regułą by ło, że funkcj onariusz policj i odwiedzał kandy datów do naturalizacj i w
dom u, aby  się dowiedzieć m iędzy  inny m i, czy  m ieszkaj ące tam  dzieci chodzą do szkoły  i znaj ą
j ęzy k angielski.

Niem ieckie społeczeństwo (podobnie j ak bry ty j skie i francuskie) obarczane j est

odpowiedzialnością za nieudaną integracj ę oraz istnienie gett. Rzeczy wiście, niewielu Niem ców
przy witało nowy ch im igrantów z otwarty m i ram ionam i. Po pierwsze, nikt ich w tej  sprawie nie
py tał o zdanie. Po drugie, później  trudniej  im  by ło pogodzić się z ty m , że obecność m ilionów
„obcokraj owców" nie j est j edy nie zj awiskiem  ty m czasowy m , ale że zostaną na stałe. Niem iecki
rząd przeznacza obecnie około 100 m ilionów euro rocznie na wspieranie integracj i, co - j ak
wiadom o - absolutnie nie wy starcza, aby  rozwiązać naj bardziej  palący  problem  kraj u.

Niestety, nie m a żadnej  pewności, że wy niki różniły by  się diam etralnie, gdy by  wy łożono

kwotę nawet dziesięciokrotnie wy ższą. Tureccy  im igranci przeważnie nie chcą, żeby  ich dzieci
ży ły  j ak Niem cy. Zrozum iałe j est więc, że dobrowolnie stworzone getto stanowi naj lepszą form ę
ochrony  przed pokusam i. Rodzice, którzy  sam i są słabo wy kształceni, wy kazuj ą niewiele
zainteresowania ty m , by  ich dzieci kończy ły  szkoły.

Jedy nie nieliczni wstępowali do kom itetów rodzicielskich, aby  włączy ć się w ży cie szkoły.

Dzieci pozostały ch grup im igranckich także m iały  początkowe trudności z opanowaniem  j ęzy ka,
lecz niej ednokrotnie rodzice z pom ocą nauczy cieli organizowali zaj ęcia pozalekcy j ne, żeby  dzieci
m ogły  szy bko nadrobić zaległości. Doniesień o podobny ch inicj aty wach w środowiskach
tureckich by ło zaledwie kilka. Py tani o brak zaangażowania i współpracy, aż nazby t często
odpowiadaj ą, że do ży cia w getcie znaj om ość niem ieckiego nie j est niezbędna. Istniej ą trzy
lokalne tureckoj ęzy czne kanały  telewizy j ne oprócz ty ch, które docieraj ą prosto z Turcj i, nie
wspom inaj ąc o czasopism ach w j ęzy ku tureckim  wy dawany ch na m iej scu. Gdy  sum ienni
berlińscy  nauczy ciele nalegali, aby  j ęzy ka niem ieckiego uży wać zarówno w trakcie, j ak i m iędzy

background image

lekcj am i, zagorzali niem ieccy  obrońcy  wielokulturowości oskarży li ich o stosowanie represj i
kulturowy ch i pozbawianie dzieci kulturowego dziedzictwa. (Wielu z ty ch uczniów uczęszczało do
szkół religij ny ch po zaj ęciach w szkołach państwowy ch).

Nieszczęściem , j akie dotknęło Niem cy, nie by ło przy j ęcie m ilionów im igrantów, lecz to, że

wy wodzili się oni z naj bardziej  zacofany ch, naj gorzej  wy kształcony ch sfer tureckiego
społeczeństwa. Ty m , co uniem ożliwia m niej  lub bardziej  udaną absorpcj ę ty chże im igrantów,
j est połączenie czy nników społeczny ch i zły ch duchów fundam entalisty  cznej  religii, która chce
zachować wpły wy, a dokonać tego m oże j edy nie przez odcięcie się od obcy ch oddziały wań. Dla
wielu tureckich im igrantów starszego pokolenia m eczet wciąż pozostaj e nie ty lko centrum  ży cia
religij nego, ale ośrodkiem  kulturowy m , społeczny m  i polity czny m . 

Z ty m  że liczne m eczety  by ły  pod wpły wem  grup islam isty czno-nacj onalisty czny ch, takich

j ak Milli Góriis, z czego około trzy dziestu w cały ch Niem czech znaj dowało się pod nieustanną
obserwacj ą ze względu na podej rzenia o głoszenie dżihady -zm u. (Aż do roku 2001 m eczety,
wzorem  kościołów, cieszy ły  się specj alny m  statusem  i nie m ogły  by ć przedm iotem  inwigilacj i
państwowy ch organów bezpieczeństwa, lecz zm ieniło się to w rezultacie ataków terrory sty czny ch
w Europie, Azj i i Am ery ce). Nie ulega wątpliwości, że kluczem  do sukcesu j est edukacj a.
Edukacj a i naby wanie um iej ętności nie przesądzaj ą autom aty cznie o loj alności wobec
przy branej  oj czy zny, ale znakom icie poprawiaj ą szanse na poprawienie sy tuacj i społecznej  i
ekonom icznej , stanowią zatem  przy naj m niej  potencj alny  zaczątek integracj i. Jeśli wpły w
ugrupowań fundam entalisty czny ch oraz ich polity czna indoktry nacj a nie zostaną przerwane - a
wątpliwe, aby  niem ieckie władze wy kazały  wolę polity czną ku tem u - nie m a m owy  o żadny ch
postępach.

Pracownicy  opieki społecznej  i planiści przez lata wy suwali setki propozy cj i m aj ący ch

poprawić sy tuacj ę im igrantów. Sugerowali kroki m aj ące na celu wzbudzanie zaufania dzięki
„spotkaniom  m iędzy kulturowy m ", aby  zy skać poparcie osób zam ieszkuj ący ch dzielnice
przeważnie (lub wy łącznie) im igranckie, pozby ć się stereoty pów, które przy lgnęły  do gett i
poprawić infrastrukturę na ty ch terenach. Niektórzy  są przekonani, że istnienie gett niekoniecznie
przeszkadza w poprawie obecnego stanu rzeczy, podczas gdy  dla inny ch podobne skupiska
stanowią poważną przeszkodę. Nigdy  wcześniej  w historii m igracj i nie by ło ty le ostrożności i
wcześniej szego planowania. Wy niki j ednak okazały  się m ierne, debata w znacznej  części
odby wała się na abstrakcy j ny m  poziom ie i niewiele m ówiło się bez ogródek. Jedy ną kwestią, co
do której  naj wy raźniej  panuj e powszechna zgoda, j est to, że niektóre problem y  łatwiej  dadzą się
rozwiązać, gdy  poprawi się sy tuacj a gospodarcza, czego niestety  za pewnik uznać nie m ożna.

background image

Hiszpania

Europej skie kraj e podchodziły  do kwestii m niej szości m uzułm ańskich na różne sposoby, często

stosuj ąc polity kę beztroskiego lekceważenia, j ak w wy padku Hiszpanii i Włoch. Liczba
m uzułm anów (głównie z Afry ki Północnej ) ży j ący ch w Hiszpanii nie j est znana, lecz
prawdopodobnie bliska j est m iliona. Zam ieszkuj ą oni południe Hiszpanii oraz naj większe m iasta.
Socj alisty czny  rząd Jose Luisa Rodrigeza Zapatero zalegalizował status nielegalny ch im igrantów
w kraj u, w liczbie około 700 ty sięcy, w nadziei, że przy czy ni się to do unorm owania sy tuacj i. 

Ale napór m igrantów trwał nadal w latach 2005-2006: wielu usiłowało przedostać się na teren

hiszpańskich enklaw Ceuty  i Melilly  w Afry ce Północnej , szturm uj ąc m ury, inni z kolei próbowali
dotrzeć na Wy spy  Kanary j skie z Afry ki. Hiszpańskie negocj acj e z Marokiem , skąd wy wodziła się
większość m uzułm ańskich im igrantów, zakończy ły  się j edy nie częściowy m  sukcesem . Ty siące
nielegalny ch im igrantów z Afry ki subsahary j skiej  przedostawało się na Wy spy  Kanary j skie,
które służy ły  j ako furtka do Hiszpanii i całej  Europy ; negocj acj e z rządam i państw afry kańskich
okazały  się równie bezowocne.

W Maroku panuj e wy sokie bezrobocie, istniej e więc nieustanny  napór, aby  przedostać się do

Europy, nie ty lko ze strony  pracowników niewy kwalifikowany ch, lecz również osób z wy ższy m
wy kształceniem . Choć po stronie m uzułm anów w Hiszpanii niewiele sły chać skarg na złe
traktowanie przez policj ę oraz na „islam ofobię" (m im o trady cy j nego negaty wnego stosunku do
„Moros"), asy m ilacj a społeczna j est nikła. Rząd Hiszpanii założy ł fundacj ę wspom agaj ącą
integracj ę religii m niej szościowy ch z hiszpańskim  społeczeństwem , głównie przez kursy
j ęzy kowe. 

Lecz j ej  budżet wstępny  wy nosił sy m bolicznie 3,5 m iliona dolarów - w porównaniu z ponad

m iliardem  dolarów przy znany m  przez rząd francuski na nauczanie specj alne. Hiszpańskie władze
nie sprzeciwiły  się noszeniu w szkołach hidżabów i zaakceptowały  m uzułm ańskie zaj ęcia religij ne
w szkole, nie płaciły  j ednak m uzułm ańskim  nauczy cielom . Ta sprawa, podobnie j ak fundusze na
m eczety, naj wy raźniej  rozwiązana j est dzięki istotny m  dotacj om  z Arabii Saudy j skiej  i Libii.
Większość m eczetów naucza głównego nurtu islam u, poj awiały  się j ednak doniesienia, że niektóre
zaj m uj ą się rady kalną indoktry nacj ą.

Wiele wskazuj e na to, że w Hiszpanii istniej ą kom órki terrory sty czne w stanie spoczy nku, lecz

z wy j ątkiem  m adry ckich ataków w m arcu 2004 roku nie doszło tam  do poważniej szy ch
zam achów terrory sty czny ch. Poza poj edy nczy m i wy j ątkam i nie by ło również
anty m uzułm ańskich reakcj i.

Hiszpańskie środowiska m uzułm ańskie, podobnie j ak francuskie, są stosunkowo j ednorodne:

większość ludności pochodzi z Afry ki Północnej , a niewielka część z Afry ki subsahary j skiej .
Jednakże kraj  pochodzenia odgry wa nadal istotną rolę - Marokańczy cy  (większość) przy wiązuj ą
wagę do religii z tego właśnie kraj u, nie m niej  przy wiązani są do własnej  Algierczy cy. W Algierii
istniej ą znaczne różnice w gronie populacj i berbery j sko-kaby lskiej , która nie uważa się za plem ię,
lecz za odrębny  lud. W łonie organizacj i m uzułm ańskich często dochodziło do konfliktów właśnie
ze względu na te podziały. W pozostały ch kraj ach Europy  wspólnoty  są o wiele bardziej
różnorodne i chociaż osoby  niewy znaj ące islam u na ogół zwracaj ą niewielką uwagę na te

background image

odrębności, często odgry waj ą one niezwy kle istotną rolę w stosunkach m iędzy  m uzułm anam i.

Podziały  etniczne wewnątrz europej skich społeczności m uzułm ańskich są spore, zwy kle

j ednak się ich nie dostrzega. Ponad j edna trzecia m uzułm anów ży j ący ch w Austrii wy wodzi się z
Bośni i Kosowa. Muzułm anie w Belgii to ludzie po części tureckiego, po części m arokańskiego
pochodzenia, ale też inne kraj e pochodzenia są tam  reprezentowane. Sy tuacj a w Holandii j est
podobna. Pośród m uzułm anów we Włoszech ponad j edną czwartą stanowią Albańczy cy.

Chociaż dochodzi do pewnego m ieszania się ty ch grup, często ich członkowie trzy m aj ą się

razem  na terenie własny ch osiedli, w ram ach wzaj em nej  pom ocy, a także w organizacj ach
sportowy ch i społeczny ch. Napięcia poj awiaj ą się zarówno na poziom ie zbiorowy m , j ak i
indy widualny m , na przy kład m iędzy  Turkam i i Kurdam i w Niem czech, często powodowane
przez konflikty  w oj czy źnie.

Krótko m ówiąc, podczas gdy  świat zewnętrzny  przeważnie postrzega społeczności

m uzułm ańskie j ako m niej  lub bardziej  m onolity czne, w rzeczy wistości składaj ą się one z
różnorodny ch elem entów, m aj ący ch pewne wspólne interesy, ale i doświadczaj ący ch
rozm aity ch napięć i konfliktów.

background image

Marząc o Zjednoczonej Europie

Po odrzuceniu nowej  konsty tucj i europej skiej  w głosowaniach we Francj i i Holandii w roku

2005, podj ęto decy zj ę o dłuższej  przerwie na refleksj ę - niewiele więcej  m ożna by ło zrobić.
Niektórzy, na przy kład m inister spraw wewnętrzny ch Francj i Nicolas Sarkozy, twierdzili, że nowa
inicj aty wa bliższej  współpracy  m usi wy j ść od nowego akty wnego trzonu złożonego z Niem iec i
Francj i oraz by ć m oże Hiszpanii i Włoch. (Ty le że Francj a właśnie przegłosowała odrzucenie
konsty tucj i UE). Nikt nie m iał wątpliwości, że pierwotna, federacy j na idea „Stanów
Zj ednoczony ch Europy ", która, w taki czy  inny  sposób, by ła celem  oj ców założy cieli po drugiej
woj nie światowej , straciła racj ę by tu, gdy  Unia Europej ska zaczęła liczy ć dwudziestu siedm iu
członków.

Niektórzy  proponowali nowy  Plan D, j ednak nie ulegało wątpliwości, że istotą problem u nie

j est znalezienie nowego sform ułowania, zdolnego ułagodzić obawiaj ący ch się utraty
suwerenności lub nawet tożsam ości narodowej  czy  kulturowej . Rzeczy wisty m  problem em  by ło
to, że świeży  im puls m ógł nadej ść j edy nie za sprawą nowej  postawy  psy chologicznej , nowego
nastroj u, świeżego podej ścia do Europy. W zasadzie wszy scy  przy chy lni by li zj ednoczonej
Europie w j akiej ś form ie, nie by ło j ednak zgody  co do tego, gdzie powinny  leżeć j ej  granice.
Przede wszy stkim  za każdy m  razem , gdy  interesy  państw narodowy ch i Europy  ze sobą
kolidowały, interesy  ty ch pierwszy ch stawiano j ako pierwsze. Uj awniało się to przy  każdej  okazj i,
wy starczy  więc podać choćby  j eden z ostatnich przy kładów.

Na początku 2006 roku odby ło się spotkanie związane z ustanowieniem  wspólnego

europej skiego ry nku energii. Wszy scy  by li zgodni co do potrzeby  wspólnej  polity ki. Nawet
obecnie Europa zależna j est od im portu połowy  energii z zagranicy. W ciągu naj bliższy ch
dwudziestu lat rezerwy  ropy  i gazu na Morzu Północny m  wy czerpią się, a wówczas zależność ta
zwiększy  się do 70 procent lub więcej . Uzależnienie od dostaw gazu ziem nego z Rosj i i Algierii (a
także im portu ropy  z państw Zatoki Perskiej ) j est sprawą nie ty le wagi ekonom icznej , ile
polity cznej . 

Jeden z przy wódców państw (Lech Kaczy ński z Polski) zaproponował utworzenie

energety cznego NATO, aby  zapewnić wzaj em ną pom oc w razie sy tuacj i kry zy sowej , lecz
pom y sł ów nie m iał większy ch szans na powodzenie niż inne propozy cj e. Członkowie UE nie by li
po prostu gotowi scedować na Brukselę prawa decy dowania w sprawach takich j ak energia
j ądrowa oraz, tak naprawdę, wszy stkie pozostałe. Rządy  państw za swe główne zadanie uznawały
ochronę kraj owy ch spółek naftowy ch i gazowniczy ch przed przej ęciem  przez inne firm y
europej skie. Sy tuacj a wy glądała tak, j akby  Wspólny  Ry nek przestał istnieć.

Skoro więc nie by ło choćby  m inim alnej  woli kooperacj i w dziedzinie energii, j eszcze

m niej szy  duch współpracy  panował w kwestii polity ki zagranicznej  i obronnej . Polity czna słabość
Europy  została całkowicie obnażona w czasie woj en bałkańskich. Próbowano „m iękkiej  siły ",
j ednak dy plom aty czne próby  powstrzy m ania walk spełzły  na niczy m . Nie by ło m owy  o
m ożliwości interwencj i ze strony  Europy, a później  europej skie państwa m usiały  działać w
ram ach NATO pod przy wództwem  Stanów Zj ednoczony ch. Po prostu nie m iały  innego wy j ścia.

Uświadom ienie sobie słabości zaowocowało decy zj ą doty czącą Wspólnej  Polity ki

background image

Zagranicznej  i Bezpieczeństwa (CFSP), a nawet powołaniem  Wy sokiego Przedstawiciela, który
powinien ostatecznie zostać europej skim  m inistrem  spraw zagraniczny ch. Do tej  pory  j ednak nie
m ianowano takiego m inistra i m ało prawdopodobne, aby  w naj bliższej  przy szłości ktoś taki został
powołany. A nawet gdy by  do tego doszło, cóż m ógłby  on zdziałać? Czy  w ogóle istniej e szansa, że
dwadzieścia siedem  państw uzgodni stanowisko w sprawie wspólny ch działań polity czny ch lub
m ilitarny ch? A nawet gdy by  się dogadały, wciąż nie m iały by  zdolności interwency j nej  z
prawdziwego zdarzenia. Europa pozostanie uzależniona od dostaw energii z Rosj i i Bliskiego
Wschodu i zagrażać j ej  będą nowe potęgi atom owe.

Krótko m ówiąc, nie istniej ą realne perspekty wy  j akiegokolwiek postępu w ty m  kierunku.

Belgij ski prem ier (Guy  Verhofstadt) powiedział, że j eśli Europa naprawdę chce by ć graczem  na
skalę światową, m usi się zintegrować j eszcze bardziej . Nie wiadom o, czy  Europa naprawdę tego
chce. Od czasu do czasu, zwłaszcza w okresach kry zy su, sły chać głosy  w ty m  tonie, lecz w sum ie
nie wy gląda na to, aby  idea cieszy ła się powszechny m  poparciem . A nawet gdy by  takie poparcie
istniało, Europa nie kwapi się do ponoszenia kosztów pozy cj i rozgry waj ącego na światowy m
boisku. Wszak po co się tak wy silać?

Przecież nie istniej e wspólna polity ka zagraniczna ani bezpieczeństwa w Am ery ce Łacińskiej

i konty nent nie poniósł żadny ch negaty wny ch skutków z tego powodu. Możliwe, że zawirowania
nadchodzący ch lat om iną Europę (tak j ak om inęły  Am ery kę Łacińską), by ć m oże nie doj dzie w
ogóle do żadny ch zawirowań. Co j ednak w razie wy buchu kolej nej  woj ny  na Bliskim  Wschodzie?
Cóż innego m ogłaby  uczy nić Europa, j ak ty lko załam ać ręce w obliczu podobnej  katastrofy ?
Absurdalne i całkowicie nieskuteczne negocj acj e m iędzy  Unią Europej ską i Teheranem
doty czące irańskiego program u atom owego m ogą by ć unaocznieniem  tego, co m a nadej ść.

Oczy wiście, j est to polity ka krótkowzroczna, ale czy  istniej e szansa na ry chłą zm ianę

europej skiego podej ścia? Większy  kry zy s m ógłby  wy zwolić świeże zasoby  energii, a istniej e
niestety  ogrom na liczba potencj alny ch kry zy sów o większy m  znaczeniu - ekonom iczny ch,
polity czny ch i m ilitarny ch - które m ogą się zdarzy ć. Taka sy tuacj a m ogłaby  skłonić też do
defety zm u, twierdzenia, że Europa j est za słaba do podj ęcia stanowczy ch działań i nie m oże j uż
dłużej  odgry wać czołowej  roli w światowej  polity ce - czy li, krótko m ówiąc, m ogły by
doprowadzić do abdy kacj i.

Wraz z biegiem  czasu coraz trudniej sze m oże się okazać wy pracowanie wspólnej  polity ki

zagranicznej  i obronnej . Istniej e prawdopodobieństwo, że przy  obecny ch tendencj ach
dem ograficzny ch państwa Europy  zm ierzaj ą w odm ienny ch kierunkach. Struktura etniczna
ludności Francj i czy  Holandii za dwadzieścia lat będzie inna, co m oże poważnie wpły nąć na
uprawianą przez nie polity kę wewnętrzną i zagraniczną, a nawet na stosunki z sąsiadam i. Może to
również doprowadzić do nowego exodusu Ży dów z Europy. Nie zostało ich znów aż tak wielu,
więc j eśli będą trzy m ać się w cieniu, by ć m oże uda im  się przetrwać w nowy ch warunkach.

background image

Jak ocalić państwo opiekuńcze?

Opinie czołowy ch ekonom istów doty czące przy szłości państwa opiekuńczego (Europy

bezpiecznej  socj alnie, j ej  m odelu społecznego) wahaj ą się od czarnego pesy m izm u (państwo
opiekuńcze um arło i nie da się go reanim ować) po względny  opty m izm : łącząc nieznaczne cięcia
w świadczeniach z niewielkim  podniesieniem  podatków, da się ocalić fundam enty  państwa
opiekuńczego. Wszy stkie kraj e europej skie od dwudziestu lat m usiały  dokony wać cięć w
świadczeniach. Zaczęło się od rządów konserwaty wny ch (Margaret Thatcher w Wielkiej
Bry tanii, Helm uta Kohla w Niem czech, Carla Bildta w Szwecj i), ale rządy  socj aldem okraty czne,
które przy chodziły  po nich, nie m iały  wy j ścia i konty nuowały  identy czną polity kę.

Dostępne świadczenia stawały  się coraz bardziej  kosztowne. Wy nikało to z większej  liczby

ludzi i wy ższy ch kosztów usług m edy czny ch. Jednocześnie na sy tuacj ę rzutował słaby  wzrost lub
stagnacj a.

Gdy  powstawała idea państwa opiekuńczego, wy datki by ły  dużo m niej sze, a wzrost

gospodarczy  dużo większy.

Cięcia rządowe spoty kały  się z zaj adły m  oporem  i akty wny m  sprzeciwem  we wszy stkich

kraj ach. Partie polity czne, na przy kład niem ieccy  socj aldem okraci pod kierownictwem  Gerharda
Schródera, usiłuj ące wdroży ć reform y  (czy li cięcia) skazane by ły  na porażkę w kolej ny ch
wy borach. Jednak ich przeciwnicy  nie by liby  wcale skuteczniej si - m ogli ugiąć się pod głosam i
społecznego sprzeciwu i dalej  brnąć w długi, ale na dłuższą m etę by ło to nie do utrzy m ania, na
dodatek sprzeczne z zasadam i Unii Europej skiej . Mogli też podwy ższy ć podatki, lecz te w
większości kraj ów Europy  by ły  i tak wy śrubowane (bliskie 50 procent), natom iast dalsze
podnoszenie zaham owałoby  wzrost gospodarczy  i doprowadziło do większego bezrobocia.
Polity ka proponowana przez skraj ną lewicę - wy cisnąć co się da z bogaty ch - także nie by ła
właściwa. Rzeczy wiście, w czasie kry zy su ekonom icznego trudniej  by ło usprawiedliwić rosnące
dy sproporcj e w dochodach (dlaczego członkowie parlam entu m ieli dostawać em ery tury  pięcio-
lub sześciokrotnie wy ższe od przeciętnej ?). Nie by ło j ednak dostatecznej  liczby  ludzi zam ożny ch,
od który ch m ożna by  wy ciągnąć pieniądze, tak więc w sum ie nie zrobiłoby  to wielkiej  różnicy.
Gdy by  firm y  lub osoby  prowadzące własną działalność przy ciśnięto zby t m ocno, istniało ry zy ko
(wręcz prawdopodobieństwo), że przeniosą się do kraj ów o niższy ch podatkach.

Inny m i słowy, wy glądało na to, że nie m a prostego rozwiązania tego dy lem atu. Rzeczy wiście,

wy dawało się, że nie istniej e żadne rozwiązanie - j eśli sy tuacj a gospodarcza kraj u rady kalnie się
nie poprawi. Jedy ny m  wy j ściem  by ła um owa społeczno-polity czna m iędzy  zainteresowany m i
stronam i, m aj ąca na celu wy kazanie um iarkowania i pogodzenie się z koniecznością cięć,
j akkolwiek bolesną, dla zachowania przy naj m niej  niektóry ch podstawowy ch zrębów państwa
opiekuńczego. Osiągnięcie takiej  um owy  w j edny ch kraj ach okazało się łatwiej sze niż w inny ch -
w Szwecj i i do pewnego stopnia w Holandii podobne porozum ienie zaczęło funkcj onować m im o
niem ały ch uty skiwań. W Niem czech, a zwłaszcza we Francj i, istniej e niewiary godny  opór
wobec zrzeczenia się j akichkolwiek osiągnięć państwa opiekuńczego. Populiści winę składaj ą na
karb globalizacj i oraz kapry sów gospodarki ry nkowej . Nie proponuj ą j ednak rozwiązania
problem ów, przed j akim i stanie Europa - m ało prawdopodobne, aby  gospodarka nakazowa i

background image

nacj onalizm  ekonom iczny  stanowiły  skuteczną receptę.

Oprócz ogólnej  sy tuacj i w Europie istniej e j eszcze problem  pokoleniowy, na który  nie

znaleziono środka zaradczego. Ponieważ ludzie ży j ą dłużej  i m alej ą zasoby  siły  roboczej , ciężar
troski o wy datki na em ery tów j eszcze bardziej  obarcza ludzi m łody ch i obciążenie to
naj prawdopodobniej  j eszcze wzrośnie. Um owa m iędzy pokoleniowa będzie konieczna nie ty lko w
Europie, lecz we wszy stkich kraj ach rozwinięty ch.

background image

Ku państwom dwunarodowym?

Z czasem  m ożna wy obrazić sobie rozm aite rozwiązania, które ułatwiły by  postęp na drodze do

europej skiej  j edności. To sam o doty czy, m im o wszelkich trudności, przem odelowania państwa
opiekuńczego, ograniczenia j ego zakresu, ale i uczy nienia go wy płacalny m .

Nadchodzące zm iany  dem ograficzne wy daj ą się j ednak nieodwracalne. Powstaj e py tanie

nie o to, czy  do nich doj dzie, ale j aki wpły w będą m iały  na przy szłość Europy. Często przy tacza
się słowa Augustę^ Com te'a, oj ca współczesnej  socj ologii, z który ch wy nika, że dem ografia to
fatum , a sły nny  Zmierzch Zachodu Spenglera kończy  się cy tatem  z Seneki: Ducunt fata volentem,

nolentem trahunt oolentem ducunt („Chętny ch los prowadzi, niechętny ch wlecze za sobą"). To

prawda, że los niekiedy  lubi się odwracać, lecz każdy, kto m a oczy, m usiał j uż sobie uświadom ić,
że oblicze Europy  się zm ienia i to nie ty lko w większy ch m iastach. Enklawy  m uzułm ańskie w
Berlinie i Mediolanie, Madry cie i Sztokholm ie, a także w Londy nie i Kopenhadze się rozszerzaj ą.
Jak powiedział holenderski m inister sprawiedliwości, j eśli w przy szłości większość Holendrów
opowie się za prawam i szarij atu, trzeba będzie to uszanować.

Aby  uj rzeć z bliska m uzułm ański bastion, w który m  m ożna się spodziewać większości przed

połową stulecia, należałoby  udać się na przechadzkę po j edny m  z m iast Zagłębia Ruhry, a
następnie wy j echać autostradą prosto na zachód, w kierunku Eindhoven i dalej , albo w kierunku
północno-zachodnim  na Nij m egen i Utrecht oraz kanał La Manche. Rozpoczy naj ąc podróż od
Dortm undu i Duisburga, m ij a się północną Francj ę i południową Belgię, naj ważniej sze m iasta
Holandii (Am sterdam , Rotterdam , Utrecht) oraz dawne ośrodki przem y słu ciężkiego i teksty lnego,
takie j ak aglom eracj a Lille-Roubaix-Tourcoing licząca ponad 1,5 m iliona m ieszkańców. Ponadto
istniej ą duże enklawy  w Wielkiej  Bry tanii, takie j ak Bradford-Burnley -Oldham  lub w szwedzkim
Malm ó, j ak również w kilku m iastach na południu Hiszpanii i Francj i. Niektóre z ty ch regionów
stopniowo zaczy naj ą przy pom inać m niej  ciekawe części Afry ki Północnej  i Bliskiego Wschodu.
Wątpię, czy  Georges Sim enon, który  urodził się w Liege przed prawie stu laty, poznałby
kraj obrazy  swego dzieciństwa.

Takie zm iany  dem ograficzne nie są czy m ś wy j ątkowy m . W USA ani Nowy  Jork, ani Los

Angeles nie m aj ą j uż białej  większości, a za kilkadziesiąt lat także Wielki Waszy ngton i San
Francisco m ogą należeć do tej  kategorii. Jest j ednak istotna różnica, ponieważ Stany  Zj ednoczone
są kraj em  im igrantów, przy wy kły ch do współistnienia z różny m i grupam i etniczny m i. Nowy
Jork, Waszy ngton, Chicago, Los Angeles m iały  j uż czarny ch burm istrzów. Co więcej , w Stanach
Zj ednoczony ch nie będzie to sy tuacj a, w której  j edna szczególna grupa etniczna zy ska przewagę.
Jeśli biali stracą dom inacj ę, to podobnie stanie się w wy padku czarnoskóry ch, gdy ż grupam i
rosnący m i są Laty nosi i Azj aci. Ponadto, chociaż Am ery ka m oże i nie j est j uż ty glem , w który m
m ieszaj ą się rozm aite grupy  narodowościowe, żadna grupa nie m a zam iaru narzucać reszcie
swej  religii, praw religij ny ch ani sty lu ży cia. 

Dochodzi do napięć społeczny ch, j ednak nawoły wania do dżihadu nie spotkały by  się z

wielkim  odzewem . W interesie wy wodzący ch się z różny ch grup etniczny ch Am ery kanów le ży
dostatnie ży cie, nie zaś walka - by ć m oże z wy j ątkiem  walki o wpły wy  w gangsterskim  i
przestępczy m  światku. Istniej ą w Am ery ce getta, lecz j est też czarna i laty noska klasa średnia,

background image

która się z nich wy prowadza. Jeśli chodzi o em igrantów z Dalekiego Wschodu, to radzą sobie
lepiej  od niem al wszy stkich pozostały ch grup - w biznesie, w wolny ch zawodach i w edukacj i.
Em igrantom  z kraj ów m uzułm ańskich, w większości wy kształcony m  i należący m  do klasy
średniej , również powodzi się w USA lepiej  niż w Europie.

W j aki sposób doj dzie w Europie do przem iany ? Czy  j est to kierunek ku dezintegracj i?

Przesadą by łoby  stwierdzenie, że im igranci z Pakistanu i Turcj i, z arabskiego Wschodu i Afry ki
Północnej  ponieśli j ednakową porażkę na polu społeczny m  i ekonom iczny m . Chociaż dostępny ch
j est niewiele dany ch staty sty czny ch, wiadom o, że pośród m uzułm anów w Wielkiej  Bry tanii j est
5400 m ilionerów (ich łączny  m aj ątek szacuj e się na 6 m iliardów funtów szterlingów). Na liście
rosy j skich m iliarderów znaj duj em y  nie ty lko Michaiła Fridm ana

i Rom ana Abram owicza, ale też Aliszera Usm anowa (2,6 m iliarda), Sulej m ana Kerim owa

(7,1) oraz Iskandera Machm udowa (4,5).

W Niem czech spoty kam y  m aj ętny ch Turków, a we Francj i zam ożny ch ludzi pochodzenia

północnoafry kańskiego.

Wszędzie tam , gdzie rezy duj ą środowiska m uzułm ańskie, tworzy  się niewielka klasa średnia

m uzułm ańskiego pochodzenia. Ale to prawda, że dzisiaj  przeważaj ą getta, podobnie j ak
bezrobocie wśród m łodego pokolenia oraz uzależnienie od zapom óg państwa i władz lokalny ch.
Przy wódcy  religij ni usilnie staraj ą się utrzy m ać swą trzódkę razem , a m ogą to osiągnąć ty lko
wówczas, gdy  getta przetrwaj ą i gdy  wy znawcy  nie będą się zby t często kontaktować z
niewierny m i. Młody ch ludzi od naj m łodszy ch lat poddaj e się indoktry nacj i, a wielu z ży j ący ch
w Niem czech, Holandii i Skandy nawii nie zna j ęzy ka kraj u zam ieszkania w stopniu większy m , niż
to konieczne w codzienny m  ży ciu. (Znaj om ość oj czy stego j ęzy ka rodziców j est wśród nich także
zazwy czaj  dość słaba).

Co wy nika z tego niefortunnego stanu rzeczy ? Panuj e ogólne przekonanie, że ze względu na

spadaj ący  wskaźnik urodzeń większość kraj ów Europy  w nadchodzący ch latach będzie
potrzebować im igrantów. Bezcelowe j ednak wy daj e się poszukiwanie ludzi niem aj ący ch
um iej ętności ani wy kształcenia, którzy  zasililiby  ty lko arm ię bezrobotny ch i nie m ieliby  szans na
zatrudnienie - społeczeństwa europej skie nie będą m ogły  ich utrzy m ać. Potrzebni są im igranci z
um iej ętnościam i i am bicj am i zarazem , należy  więc podj ąć próby  przy ciągnięcia takich, którzy
by liby  zdolni wnieść wkład w zachodnie społeczeństwa, j ak również doskonalić siebie.

Europej scy  wy chowawcy, uważnie śledzący  ścieżkę edukacy j ną m łody ch m uzułm anów,

uważaj ą, że starsi spośród nich (zwłaszcza m łodzi m ężczy źni) są w dużej  m ierze pokoleniem
stracony m . Należy  położy ć nacisk na kształcenie m łodszy ch, zarówno pod względem  naby cia
zdolności j ęzy kowy ch, j ak i ogólnego wy kształcenia.

Wprawdzie niektórzy  z m łodszego pokolenia stworzy li własną subkulturę znaj duj ącą swe

uj ście na przy kład w piosenkach i j ęzy ku, niekiedy  naśladowany ch przez biały ch rówieśników,
którzy  uważaj ą, że j est to coolf ale ich rap, m izoginisty czny  i hom ofobiczny, j est równie brzy dki,

j ak j ęzy k, j akim  się posługuj ą. Składa się przeważnie z przekleństw i gwary  przestępczej , a
zupełnie pozbawiony  j est choćby  śladowej  dawki hum oru, j ak w wy padku gwary  londy ńskiej  (
cock-neya) czy  berlińskiej .

Chociaż po kandy datach do naturalizacj i nie m ożna spodziewać się dogłębnej  znaj om ości

niem ieckiej , francuskiej  czy  bry ty j skiej  kultury  - j ak wielu rodowity ch m ieszkańców oblałoby

background image

podobne testy ? -

j est oczy wiste, że zarówno prakty czna znaj om ość j ęzy ka, j ak i obowiązuj ącego prawa oraz

sty lu ży cia, powinna by ć warunkiem  wstępny m . Równie dobrze m oże się okazać, że w ciągu
j ednego pokolenia lub dwóch, gdy  niegdy siej sze m niej szości przerosną liczebnie rdzenny ch
m ieszkańców Niem iec, Holandii czy  Francj i w pewny ch regionach ty ch kraj ów, dy skusj a o
integracj i nie będzie m ieć j uż sensu.

Kiedy  im igranci zdobędą przewagę, autochtoni nie będą m ogli oczekiwać od większości, aby

dostosowała się do ich sposobu ży cia, poznawała ich j ęzy k i prawa. Wówczas to zadaniem
autochtonów będzie zintegrowanie się z odm ieniony m  społeczeństwem . Ten etap j eszcze nie
nadszedł, ale nie ulega wątpliwości, że należałoby  zacząć się zastanawiać nad charakterem
nowego społeczeństwa oraz konsekwencj am i, j akie m ogą nas czekać.

W regionach, w który ch m uzułm anie staną się większością, poj awią się roszczenia doty czące

autonom ii. Separaty zm , czy li żądanie pełnej  niezależności, nie j est prawdopodobny, chociażby  ze
względu na kry zy sową sy tuacj ę gospodarczą w ty ch regionach. Muzułm anie zasiądą w nowy ch
władzach na szczeblu lokalny m  i regionalny m , lecz od państwa oczekiwać będą wzięcia
odpowiedzialności za dobroby t socj alny  m ieszkańców; inaczej  w naj lepszy m  wy padku doj dzie do
zubożenia, a w naj gorszy m  do załam ania. By ć m oże w odpowiednim  czasie m uzułm ańskie
społeczeństwa wy tworzą elitę niezrównany ch przedsiębiorców, naukowców i inży nierów,
Einsteinów i przy szły ch laureatów Nagrody  Nobla, którzy  zapewnią większy  dy nam izm
gospodarczy  i kulturowy  ty m  społeczeństwom . Jednak obecnie trudno wskazać choćby  początek
podobnej  tendencj i.

Nawet j eśli w dany m  kraj u zaczną by ć wy suwane żądania doty czące wprowadzenia

m uzułm ańskich praw (szarij atu) j ako nowo obowiązuj ący ch zasad, ludność niem uzułm ańska
będzie z nich zwolniona. To prawda, że w niektóry ch kręgach poj awiały  się postulaty  rady kalnej
islam izacj i (na przy kład w Wielkiej  Bry tanii), nie m a j ednak w ty ch kwestiach j ednom y ślności
nawet wewnątrz społeczności m uzułm ańskiej . Inny m i słowy, powstanie państw dwunarodowy ch
wy daj e się bardziej  prawdopodobne, chociaż wcześniej  nigdy  się one nie sprawdziły.

Podkreślm y  raz j eszcze, że m uzułm ańskie społeczności pęknięte są wzdłuż granic religij ny ch i

narodowy ch. Nawet w Niem czech w łonie wspólnoty  tureckiej  istniej e rozdźwięk m iędzy
tureckim i sunnitam i z j ednej , a znaczący m i m niej szościam i, takim i j ak Kurdowie (w liczbie
przy naj m niej  pół m iliona) czy  alawici, z drugiej  strony. Istniej ą głębokie różnice m iędzy
religiam i prakty kowany m i przez Marokańczy ków i Turków w Holandii i Belgii, m iędzy
Pakistańczy kam i i m uzułm anam i z Bliskiego Wschodu w Wielkiej  Bry tanii, nawet m iędzy  ludźm i
o korzeniach algierskich i m arokańskich we Francj i. Tę listę m ożna by  wy dłużać, a poj awiły  się
skargi, że polity czni i religij ni przy wódcy  z j ednego kraj u (lub j ednej  sekty  - na przy kład Turcy  w
Belgii i Arabowie w Wielkiej  Bry tanii) zy skali wpły wy  niewspółm ierne do wielkości grupy
etnicznej , do j akiej  należą. Zadaniem  środowisk m uzułm ańskich będzie znalezienie wspólnego
m ianownika - będziem y  m ieli do czy nienia z walką 0 wpły wy  i władzę, a j ej  rezultat j est wielką
niewiadom ą.

„Eurabia" (od arabsko-m uzułm ańskiej  Europy ) j est term inem  ciekawy m , ale

wprowadzaj ący m  w błąd, gdy ż nie m a zastosowania ani w wy padku Niem iec, ani Wielkiej
Bry tanii, ani też kilku inny ch europej skich kraj ów. Turcy  nie są Arabam i, a ich stosunek do
Arabów z ży czliwością nie m a nic wspólnego. Woj ny  gangów na ulicach tureckiego Berlina

background image

m iędzy  grupam i nastoletnich Turków, Arabów 1 Kurdów nie są przej awem  żadnej  szczególnej
bliskości ty ch środowisk. Pakistańczy cy  również nie są aż tak przy j aźnie nastawieni do Arabów,
m im o że polity cy  i kaznodziej e arabskiego pochodzenia narzucili się dość skutecznie
m uzułm ańskim  społecznościom  w Wielkiej  Bry tanii i inny ch kraj ach. Arabskie am bicj e
zdom inowania m uzułm ańskich środowisk w Europie wzbudziły  sprzeciw. W Wielkiej  Bry tanii
tożsam ość narodowa nie j est j uż główny m  celem  edukacy j ny m , nie j est też nim  integracj a.
Zważy wszy  na strukturę etniczną populacj i im igracy j nej , elem ent południowoazj aty cki będzie
potężniej szą siłą w kształtowaniu oblicza i charakteru przy szłej  Wielkiej  Bry tanii niż arabski.

Nie wiadom o poza ty m , j ak gwałtowny  będzie pęd ku religij nem u fundam entalizm owi i

rady kalizm owi w czekaj ący ch nas latach.

Są powody, aby  zakładać, że straci on na sile. Rady kalizm  m łodego pokolenia m oże

zam anifestować się w religii, wątpliwe j ednak, aby  stały  za nim  inspiracj e religij ne. Skarżą się na
to przy wódcy  religij ni w społecznościach m uzułm ańskich w całej  Europie. Twierdzą oni, że
wiedza na tem aty  związane z islam em  wśród m łodego pokolenia j est ograniczona, podobnie
zresztą j ak chęć zanurzenia się głębiej .

Przede wszy stkim  doty czy  to m łodego pokolenia, ale również ty ch, którzy  z takich czy  inny ch

powodów opuścili getta, albo dlatego, że wspięli się wy żej  po szczeblach drabiny  społecznej , albo
z inny ch względów.

Ponieważ m uzułm anie narażeni są na pokusy  zachodnich społeczeństw, proces kulturowej  i

polity cznej  asy m ilacj i j est nieuchronny ; py tanie ty lko, j ak szy bko będzie postępował. Wśród
intelektualistów rośnie zniechęcenie religią, która pod wpły wem  rady kalny ch teologów stała się
bardziej  pry m ity wna i utożsam iana j est przede wszy stkim  z przem ocą polity czną wy m ierzoną
przeciw niewinny m  cy wilom . Wśród kobiet, nawet ortodoksy j ny ch, rośnie zapotrzebowanie na
islam , który  zaoferuj e im  więcej  praw, niż skorzy  są przy znać fundam entaliści.

Co się ty czy  ludzi m łody ch, pewien czołowy  im am  z Berlina powiedział, że droga do m eczetu

j est długa, a pokusy  liczne. Odnosi się to do narkoty ków, przestępstw, seksu oraz inny ch pokus
dekadenckiego Zachodu. Dekadencj a przy ciąga i j est zaraźliwa. W Wielkiej  Bry tanii i Francj i
m łodzi m uzułm anie obecnie biorą czy nny  udział nie ty lko w handlu narkoty kam i, lecz także w ich
zaży waniu. Ten sam  m uzułm anin, który  grozi własnej  siostrze pobiciem  (albo i gorzej ), j eśli ta nie
przy wdziej e skrom ny ch ubrań i hidżabu, nie potępia zachodniej  pornografii. Według władz
saudy j skich z 2,2 m iliona uży tkowników Internetu w Królestwie prawie 92 procent łaknie dostępu
do zakazany ch lub nieprzy zwoity ch m ateriałów, co zazwy czaj  odnosi się nie do stron
ateisty czny ch, ale do pornograficzny ch („Arab News" z 2 października 2005). Liczby  te nie są
m oże wy j ątkowo duże w porównaniu z inny m i kraj am i, j ak zauważy ły  władze saudy j skie, ale
niewątpliwie wskazuj ą na bardzo am biwalentne podej ście do rzeczy  zakazany ch ze strony
m łody ch m uzułm ańskich m ężczy zn (a j eśli coś j est niedozwolone, pokusa staj e się j eszcze
silniej sza). Ponadto w arabskiej  literaturze średniowiecznej  istniej e odpowiednik hinduskiej
trady cj i Kamasutry (Om ar Ibn Abi Rabi'a, Ibn Hazm  Andalou oraz później  Ibn Foulay ta), co

zapewne któregoś dnia zostanie na nowo odkry te.

Tak j ak zespół The Beatles m iał swój  skrom ny  udział w upadku radzieckiego im perium , tak

arabski pop (na przy kład FunADaAMental, Natasha Atlas, Akhnaton, IAM) m oże przy czy nić się
do osłabienia m uzułm ańskiego fundam entalizm u. W latach osiem dziesiąty ch m uzy ka

background image

rozry wkowa (w ty m  pły ty  kom paktowe) została surowo zabroniona przez Bractwo Muzułm ańskie
na terenie Egiptu i wszędzie indziej , a j eszcze w 2003 roku wy stępy  Nancy  Aj ram ,
prawdopodobnie naj sły nniej szej  tancerki brzucha w świecie arabskim , zostały  zakazane przez
egipski parlam ent na wszy stkich kanałach państwowej  telewizj i. 

Lecz j ą i j ej  koleżanki m ożna wciąż podziwiać w setkach ty sięcy, j eśli nie m ilionach,

wideoklipów oraz na niezliczony ch pry watny ch kanałach telewizj i satelitarnej , j ak Rotana TV,
Nagham  czy  Melody  Hits, nadaj ący ch przez całą na dobę i docieraj ący ch do bardzo dużej
grupy  odbiorców. Arabska scena pop powstała na Bliskim  Wschodzie oraz w gronie europej skich
środowisk m uzułm ańskich j ako przej aw buntu wobec wszelkich zakazów i fatw.
Rzeczy wiście, teksty  europej skich raperów islam skich zawieraj ą wersety  z Koranu oraz
nacj onalisty czne slogany  („Jestem  żołnierzem  arm ii Allacha" - czy  też Malcolm a X lub Louisa
Farrakhana), ale z ich ust padaj ą też strofy  pełne seksizm u, rasizm u wy m ierzonego w biały ch
oraz wy chwalaj ące zbiorowe gwałty. Analiza porównawcza ty ch tekstów j est pouczaj ąca:
podczas gdy  teksty  autorów pochodzący ch z Bliskiego Wschodu (po arabsku) m aj ą przeważnie
charakter rozry wkowy, europej skie (przede wszy stkim  w j ęzy ku francuskim ) są o wiele bardziej
upolity cznione, pełne nienawiści i brutalności.

Dla m uzułm ańskich fundam entalistów subkultura gangsta rapu i hip-hopu j est podej rzana ze

względu na niem uzułm ańskie (afro-karaibskie) korzenie tej  m uzy ki i by ć m oże również to, że
niektórzy  z czołowy ch przedstawicieli tej  sceny  nie są z pochodzenia m uzułm anam i, ale
Włocham i (Akhnaton), Koptam i (Mutam assik) czy  nawet Ży dam i (Natasha Atlas). Jeśli chodzi o
wartości arty sty czne tej  subkultury, to pewien bej rucki profesor zapewne się nie m y lił, m ówiąc,
że kopiowane są nie te naj lepsze, ale naj gorsze przej awy  zachodniej  kultury  m asowej .
Fundam entalisty czny m  przy wódcom  łatwo by ło wy kluczy ć poza nawias zachodnie ideologie, od
liberalizm u aż po m arksizm , lecz wobec sceny  pop oraz piłki nożnej  okazali się bezsilni.

W Koranie nie znaj dziem y  żadnej  wzm ianki o gangach, ale zj awisko to (a także woj ny

gangów) na m uzułm ańskich ulicach Europy  j est dość powszechne i nie zostało doty chczas
wy starczaj ąco zbadane. Gangi takie poj awiały  się w różny ch częściach świata i wy m ieniano
rozm aite czy nniki dla wy j aśnienia tego zj awiska - rodziny  dy sfunkcy j ne, cechy  osobowości,
ludzkie insty nkty, m altretowanie dzieci, urbanizacj a, polity ka tożsam ości oraz narażenie na
przem oc w kręgu kulturowy m , w j akim  dorastali. Czy nniki etniczne odgry waj ą również pewną
rolę, a niektóre kultury  są bardziej  skłonne do uży wania przem ocy  niż inne. W wielu
społeczeństwach dochodziło do konfliktów pokoleniowy ch, ale podczas gdy  na przy kład w
Niem czech bunt skierowany  by ł niegdy ś przeciw despoty cznem u oj cu i nauczy cielowi, wśród
m niej szości islam skiej  skierowany  j est teraz przeciw „ty m  inny m ". W europej skich
społecznościach m uzułm ańskich za gangam i m ogą stać również m oty wy  ekonom iczne (np.
rozprowadzanie narkoty ków) oraz psy chologiczne (podkreślanie m ęskości, obrona tery torium ).

Gangi o wiele częściej  tworzą się w drugim  i trzecim  pokoleniu im igrantów, co związane j est z

wy cofaniem  się państwa, które w dem okraty czny ch społeczeństwach nie m a j uż m onopolu na
przem oc.

W reżim ach autory tarny ch szy bko rozprawia się z awanturnikam i, bez względu na wiek czy

płeć. We współczesny ch społeczeństwach dem okraty czny ch niewiele j est rzeczy, j akich m ożna
się bać: w spo łeczeństwach Europy  Zachodniej  policj a m a m ocno ograniczone pole działania,
podobnie j ak nauczy ciele w szkołach i sędziowie w sądach. Sprawców czeka uwolnienie w ciągu

background image

kilku dni, j eśli nie godzin, a sam o aresztowanie czy ni z nich bohaterów wśród towarzy szy.

Młodzi m uzułm ańscy  członkowie gangów wy powiadaj ą się z pogardą o biały ch rówieśnikach,

którzy  rzadko stawiaj ą opór, gdy  są napadani i rabowani. Agresy wność m uzułm ańskich członków
gangów m a zapewnić im  szacunek, którego łakną.

Zj awisko gangów m iało istotny  wy m iar polity czny  - na przy kład wśród Laty nosów w

Am ery ce Południowej  i Północnej  oraz wśród południowoafry kańskich gangów w Soweto - i tak
sam o j est dzisiaj .

Jednakże j eśli chodzi o ideologię gangów: ile w niej  islam izm u, a ile kultury  hip-hopowej  i

gangsta rapu? Z różny ch kraj ów sły chać, że m łodzi propagatorzy  szarij atu rozprowadzaj ą
j ednocześnie narkoty ki oraz są ich konsum entam i, angażuj ą się w prakty ki seksualne absolutnie
niedopuszczalne przez religię i nieustannie słuchaj ą m uzy ki rapowej , która też j est wbrew
ścisłem u islam owi. Języ k rapu bez wątpienia nie j est j ęzy kiem  religii ani naj głębszej  duchowości,
którą ostatnio przy wołał książę Karol (zob. niżej ), lecz przestępczego półświatka. To prawda, że
niektórzy  islam iści wy chodzą do gangów i osadzony ch w więzieniach, aby  podj ąć próby
nawrócenia, ale gangi również nawiedzaj ą m eczety  w celu zwerbowania nowy ch członków.
Zupełnie nie wiadom o, kto w tej  poty czce będzie górą. Choć cała działalność j est przeważnie
dom eną m ęskiej  części m łodzieży, dziewczęta również biorą udział w niektóry ch z ty ch poczy nań,
zwłaszcza w szkołach. Jest to naj wy raźniej  związane z pragnieniem  zy skania szacunku albo
przy naj m niej  niezy skaniem  reputacj i „kurwy " (Schlampe, putaiń) w oczach m łody ch m ężczy zn,

gdy by  stały  z boku podczas ataku.

Młodzi bry ty j scy  i francuscy  m uzułm anie często narzekaj ą na form alisty czny  i ponury

charakter swoj ej  religii oraz na niekończącą się, bezm y ślną recy tacj ę m odlitw. Jak powiedział w
wy wiadzie pewien m łody  m uzułm anin z Wielkiej  Bry tanii - zapewne wy rażaj ąc to, co czuj e
wielu j ego rówieśników - religia wy m aga od nich zby t wiele.

Chcieliby  robić wszy stko to, co robią ich świeccy  koledzy, spoty kać się chłopakam i i

dziewczy nam i, wy chodzić do kina, oglądać telewizj ę, grać w gry  kom puterowe, a nie ży ć w
społecznej  i kulturowej  izolacj i.

Mało prawdopodobne, żeby  wdawali się z im am am i w dy skusj e na tem at herm eneuty ki

Koranu. O wiele bardziej  m ożliwe, że m łodzi m uzułm anie stopniowo porzucą religię lub
ograniczą wiarę j edy nie do słów, z szacunku dla rodziców i rodziny. Kolej na woj na kultur
nie będzie toczy ła się m iędzy  wierzący m i i niewierny m i, lecz w obozie wy znawców, ponieważ
wiara religij na podupada nie ty le przez j awny  bunt, ile przez skry te działania. Taka erozj a
religij nej  ortodoksj i i fanaty zm u z pewnością nie dotknie j ednak wszy stkich. Niestety, inni
fanaty cy  m ogą spotęgować swą woj owniczość.

Społeczności m uzułm ańskie rozrastaj ą się liczebnie i będą się rozprzestrzeniać, j ak zatem

m ogą zareagować niem uzułm anie? Niektórzy  się wy prowadzą - j est to proces wewnętrznej
m igracj i, który  rozpoczął się przed laty  - z londy ńskiego East Endu, z dzielnic Dortm undu i
Kolonii, z wielu części pary skich banlieues. Poza ty m  niektórzy  em igruj ą z Holandii oraz inny ch

m iej sc do kraj ów, w który ch istniej e m niej sze prawdopodobieństwo, że będą narażeni na sty l
ży cia, j akiego nie m aj ą ochoty  przy j ąć. Nie sposób ocenić, j ak daleko ten proces posunie się w
przy szłości.

Zapewne łatwiej  będzie osiągnąć koegzy stencj ę polity czną niż społeczną. Większość partii

background image

polity czny ch będzie walczy ła o głosy  m uzułm ańskie, a niektóre by ć m oże zostaną przez
m uzułm anów przej ęte. Istniej ą zbieżne interesy, dlatego m ożliwe będą koalicj e. W niektóry ch
m iej scach głos m uzułm anów m ógłby  okazać się decy duj ący  nawet teraz (j ak pokazuj e
zwy cięstwo socj alisty cznej  PvdA - holenderskiej  partii pracy  - w roku 2006, w której  połowa
startuj ący ch i wy brany ch radny ch by ła m uzułm ańskiego pochodzenia), a j eszcze większe
znaczenie będzie m iał w przy szłości. Czy  Ken Livingstone, burm istrz Londy nu, zostałby  wy brany,
gdy by  nie m uzułm ańskie głosy ? Wy znawcy  islam u m aj ą j edną czwartą reprezentacj i w
brukselskim  sej m iku regionalny m ,,a j eden z nich (kobieta) wy brany  został na burm istrza. Istniej e
j ednak groźba polary zacj i. Lokalne wy bory  w londy ńskim  East Endzie w 2006 roku pokazały
wzrost liczby  głosów oddany ch na ugrupowania ksenofobiczne: na Bry ty j ską Partię Narodową z
j ednej  strony  i na grupy  trockistowsko-islam isty czne z drugiej .

Partie lewicowe bardzo starały  się zy skać zwolenników w społecznościach m uzułm ańskich,

ale j est to coś w rodzaj u m ałżeństwa z rozsądku, które m oże nie przetrwać długo, m im o że w
rady kalny m  islam ie silny  j est elem ent populisty czny. Anty kapitalizm  i anty globalizm
rady kalnego islam u są zakorzenione w reakcy j nie prawicowej  ideologii, w której  dom inuj e
elem ent skraj nie konserwaty wny.

Wy buch anty  m uzułm ańskich nastroj ów ze strony  skraj nej  prawicy  wy daj e się m ożliwy  na

szczeblu regionalny m . Przy kładam i m ogą by ć Antwerpia, podobnie j ak okręg Black Country  w
Wielkiej  Bry tanii i londy ński East End oraz Barking i Dagenham  (dzielnice białej  klasy
robotniczej ), części Birm ingham u, a także sukces wy borczy  Frontu Narodowego we Francj i
(Drieux, Orange, Vitrolles i inne m iasta). Wątpliwe j est j ednak, aby  podobne nastroj e m iały
rozstrzy gaj ące ogólnokraj owe konsekwencj e. W utworach z gatunku fikcj i polity cznej
prezentowane są scenariusze, w który ch m uzułm anie (i Ży dzi) zostaj ą w ciągu doby  wy pędzeni z
Belgii (Jacques Neiry nck, Le siege de Bruxelles, Paris 1996). 

W ty m  sam y m  duchu, tuż po zam ieszkach we Francj i w listopadzie 2005 roku, nakręcono

francuski thriller polity czny  (Clem ent Weill-Ray na, Le songe du guerrier) o prawicowy ch

reperkusj ach. Fala podobny ch nastroj ów j est m ożliwa i to nie ty lko we Francj i, j ednak doj ście
skraj ny ch sił do władzy  wy daj e się równie prawdopodobne, j ak rosy j ski wy m y sł, że Francj a
staj e się państwem  rady kalnie islam skim , w który m  j edy nie garstka chrześcij an stawia opór w
podziem iu - aby  w końcu uratowały  ich rosy j skie siły  zbroj ne (Elena Chudinova, Miecziet

pariskoj Bogomateri, Moskwa 2005). Wierni chrześcij anie są zam knięci w getcie, niszczy  się

instrum enty  m uzy czne i obrazy, w Pary żu wszy stko przestało funkcj onować, przestało nawet
j eździć m etro.

Polity czne spekulacj e często opieraj ą się na założeniu, że będzie j akiś m onolity czny  blok

m uzułm ański, co j ednak nie znaj duj e potwierdzenia w rzeczy wistości. Pom im o religij no-
polity cznej  rady kalizacj i ostatnich lat w łonie tej  społeczności j est wiele tendencj i od
środkowy ch, j ak również walki wewnętrznej . Pod wielom a względam i j est to wy ścig z czasem .
Po części kwestia doty czy  trwałości fanaty zm u - podobne fale inspirowane przez religie nie
trwaj ą wiecznie.

Fanaty zm u środowisk m uzułm ańskich w Europie nie należy  przeceniać. Jest tam  poparcie dla

tak zwany ch boj owników, j est frustracj a i agresj a oraz chęć okazania niezadowolenia. Ale
większość m uzułm anów nie chce um ierać śm iercią m ęczenników, ty lko wieść spokoj ne i w m iarę

background image

dostatnie ży cie. W j aki sposób prom ować pokoj owe kierunki w europej skich społecznościach
m uzułm ańskich? Jest to przede wszy stkim  kwestia podniesienia poziom u edukacj i ludzi z ty ch
środowisk, przekonania ich, żeby  m y śleli sam odzielnie, ograniczenia zależności od przewodnictwa
fundam entalisty czny ch im am ów, ży wo zainteresowany ch utrzy m aniem  swy ch
współwy znawców w dosłowny m  i duchowy m  getcie. Nie należy  też wy kluczać buntu wobec
fundam entalizm u w łonie środowisk m uzułm ańskich - zdarzało się to w większości religii. Nie
powinno j ednak by ć wątpliwości co do j ednego: nawet j eśli um iarkowany  islam  weźm ie górę,
Europa nie będzie j uż taka sam a.

Polity ka sił świeckich w Europie będzie się opierała na pewnej  dozie ustępstw, chociaż dla

wielu będzie to trudne do przy j ęcia. „Polity ka ustępstw" j est term inem  cieszący m  się złą
reputacj ą - i słusznie, zważy wszy  na j ej  history czne konotacj e, sięgaj ące lat trzy dziesty ch. Lecz
skoro państwa nie zdołały  przy j ąć twardego stanowiska, które zdołałoby  zapobiec obecnem u
kry zy sowi, gdy  j eszcze by ło to m ożliwe, j akie rozwiązania pozostaj ą teraz, gdy  im igranci
m uzułm ańskiego pochodzenia staj ą się większością w niektóry ch m iastach i regionach, a niedługo
m oże nawet w kraj ach? Państwo dwunarodowe? Nie sprawdziło się ono naj lepiej  nawet w kraj u
takim  j ak Belgia.

Zj ednoczona Europa, w której  nie będzie j uż nacisku na państwa narodowe? Na te py tania nie

znam y  dzisiaj  odpowiedzi.

Oznacza to m iędzy  inny m i powstrzy m anie się od kry ty ki podstawowy ch wierzeń i prakty k

drugiej  strony. Jeśli j akaś religia m a 1,2 m iliarda wy znawców, niewskazane j est otwarte i szczere
m ówienie o j ej  negaty wny ch aspektach. Ilość, według słów Marksa, staj e się nową j akością.
Niektórzy  są zdania, że ory ginalne spostrzeżenie księcia Karola - doty czące tego, j ak
m uzułm ańska kry ty ka m aterializm u pom ogła m u odkry ć na nowo świętą islam ską duchowość -
m oże by ć wzorem  dla m ediatorów, w j aki sposób zaprzy j aźniać się i wpły wać na ludzi w epoce
napięć. 

Zachodni polity cy  oraz m edia stosuj ą j uż pewną autocenzurę, a w przy szłości m oże by ć j ej

więcej , tak j ak w wy padku decy zj i j ednej  z europej skich sieci telewizy j ny ch o nienadawaniu
program u o sy tuacj i chrześcij an prześladowany ch w święcie arabskim . Podobnie by ło z
wy razam i ubolewania przekazany m i przez papieża Benedy kta XVI (lecz bez form alny ch
przeprosin) w następstwie przem owy, którą wy głosił w Bawarii we wrześniu 2006 roku, kiedy  to
przy toczy ł słowa średniowiecznego cesarza chrześcij ańskiego surowo traktuj ące islam . W ty m
sam y m  m iesiącu berlińska opera zrezy gnowała z planów wy stawienia utworu ldomeneo Mozarta

z obawy  przed, j ak określiła to policj a, nieprzewidy walny m  ry zy kiem  obrazy  uczuć religij ny ch
m uzułm anów (w scenie dodanej  przez reży sera król Krety, ldom eneo, wnosi na scenę głowy
Jezusa, Mahom eta, Buddy  i Posej dona i kładzie j e na stołku).

Przy padek Hirsi Ali m oże by ć zwiastunem  tego, co nas czeka.
Owa Som alij ka, która uciekła do Holandii, zm ieniła się w ostrą kry ty czkę islam skich prakty k,

do j akich należy  okaleczanie kobiecy ch genitaliów, czego wcześniej  padła ofiarą. W końcu
zasiadła w holenderskim  parlam encie i poj awiła się w opublikowanej  przez „Tim es" liście stu
naj bardziej  wpły wowy ch osobistości świata. Wszy stko to j ednak nie powstrzy m ało
holenderskiego sądu w 2006 roku przed wy daniem  orzeczenia, że m usi opuścić m ieszkanie w
Am sterdam ie, gdy ż j ej  obecność stwarza zagrożenie dla holenderskich sąsiadów.

background image

Złoży li oni skargę, twierdząc, że nie są stróżam i swy ch braci i sióstr; niektórzy  posunęli się

dalej  i uzasadniali, że zakłóca spokój  i należy  j ą wy rzucić. Ostatecznie w następstwie negaty wnej
kam panii m edialnej  zm uszona została do opuszczenia kraj u.

Taqi'a (tłum aczone j ako sy m ulacj a lub udawanie, znane również j ako hetman w j ęzy ku

staroperskim ) od dawna stosowano w sy tuacj ach ekstrem alny ch w świecie arabskim , a w
pewny ch okolicznościach m ogli z niego skorzy stać niem uzułm anie. W epoce dem okracj i, aby
dobrze funkcj onowała koegzy stencj a z rady kalny m i religiam i polity czny m i, m oże by ć potrzebny
nowy  Machiavelli. Nie j est to działanie szlachetne, lecz m oże ocalić ludzkie ży cia. Esej
Macaulay a na tem at Machiavellego (1850) m oże by ć punktem  wy j ścia do refleksj i nad
powy ższy m . Qui nescit dissimulare, nescit regnare, co w wolny m  tłum aczeniu znaczy : „Ten, kto

nie potrafi udawać, nie powinien zaj m ować się polity ką". 

Chodzi nie ty lko o okazy wanie zrozum ienia, ale i szacunku lub wręcz podziwu dla cy wilizacj i i

sposobu ży cia z gruntu obcy ch wy znawany m  przez siebie wartościom . Dla niem uzułm ańskich
m ieszkańców naj większy ch m iast Holandii, a następnie Niem iec i pozostały ch kraj ów wskazane
będzie osiągnięcie przy naj m niej  podstawowej  znaj om ości j ęzy ka tureckiego lub arabskiego,
wzorem  m ieszkańców południowej  Kalifornii, którzy  przy naj m niej  trochę opanowali j ęzy k
hiszpański. Londy ński Atlas Świata Timesa podaj e, że walutą Niem iec j est euro, a j ęzy k tego kraj u

to niem iecki i turecki - nawet j eśli to przedwczesne spostrzeżenie, to za trzy dzieści lat m oże j uż
okazać się prawdą.

Oznacza to również bardziej  zróżnicowane podej ście władz europej skich do m uzułm ańskich

środowisk, które, j ak j uż nieraz podkre ślano, w niczy m  nie przy pom inaj ą m onolitów. Nie m a
powodów, aby  europej skie władze traktowały  m uzułm anów tak, j akby  stanowili integralną całość.
Bry ty j ski sposób postępowania z „um iarkowany m i fundam entalistam i" i traktowania ich tak,
j akby  by li j edy ny m i prawdziwy m i przedstawicielam i społeczności m uzułm ańskiej , nie okazał się
zby t udany, ponieważ polity ka ta wzm ocniła elem enty  anty zachodnie. Rządy  i władze lokalne
powinny  zaj m ować się wszy stkim i grupam i m uzułm ańskim i. Interesy  Berberów nie są zbieżne z
interesam i Algierczy ków. Turcy  i Kurdowie, a także Pakistańczy cy  i Marokańczy cy, są kim
inny m  z pochodzenia i m aj ą odrębne interesy  grupowe, które władze powinny  brać pod uwagę,
zam iast negocj ować ty lko z częstokroć sam ozwańczy m i lideram i, twierdzący m i, że przem awiaj ą
w im ieniu całej  społeczności m uzułm ańskiej .

Ważne znaczenie edukacj i by ło j uż niej ednokrotnie podkreślane.
A m im o to podej ście Niem iec właśnie w tej  sprawie okazało się naj m niej  skuteczne. Według

niepokoj ący ch doniesień zwy kły  proces nauczania prakty cznie legł w gruzach w niektóry ch
szkołach Berlina, do który ch uczęszczaj ą dzieci em igrantów z kraj ów m uzułm ańskich.

Szkoły  przeistoczy ły  się w szkolne piekło Arabów walczący ch z Turkam i, Turków tępiący ch

Kurdów, m uzułm anów przeciwstawiaj ący ch się em igrantom  z Rosj i i Bałkanów - a wszy stkich
razem  wy stępuj ący ch przeciw Niem com .

Czy  m ogło stać się inaczej ? Muzułm ańskie dzieci wy wodzą się z rodzin patriarchalny ch, w

który ch grozi im  kara cielesna nawet za lekkie naruszenie obowiązuj ący ch zasad. Zetknięcie się z
postępową edukacj ą zapewne wy wołało szok kulturowy. Nauczy ciele niewiele wiedzą o
m uzułm anach i ich sposobie ży cia, a ich wy kształcenie przeciwne władzy  autory tarnej  nie
pom aga w takim  kontakcie. Eren Unsal, przedstawicielka Tiirkische Bund w Berlinie, podkreślała,

background image

że pewna doza autory tetu ze strony  szkoły  i nauczy cieli j est czy m ś bezwzględnie konieczny m .
Pewien m łody  Hindus, wspom inaj ąc szkolne czasy  w Ealing, w Londy nie, opisał swy ch
bezradny ch nauczy cieli, pełny ch m łodzieńczej  werwy  i z idealisty czny m  podej ściem , którzy
naczy tali się Marksa i Malcolm a X, a także ukończy li fakultaty wny  kurs z teorii postkolonialnej  na
politechnice. 

Desperacko staraj ąc się zsolidary zować z ciem iężony m i uczniam i, by li wstrząśnięci ich

oboj ętnością i rażącą niesubordy nacj ą. „Pożarliśm y  ich ży wcem  przy  pierwszej  oznace poczucia
winy, ty powego dla klasy  średniej " („The Tim es" z 9 kwietnia 2006). Nauczy ciele w Berlinie
proponowali zam knięcie szkół, które wy m knęły  się j uż spod kontroli. Jednakże przy  cały m
współczuciu dla m ozolny ch wy siłków oraz przy  zrozum ieniu ogrom ny ch problem ów, przed
j akim i staj ą, poj awia się py tanie, czy  bardziej  autory tarne podej ście przy niosłoby  lepsze wy niki.

Sy tuacj a na pary skich banlieues wy gląda niewiele lepiej . W ciągu ostatnich dziesięciu lat

francuskie władze poczy niły  wy siłki, by  poprawić wy kształcenie na przedm ieściach:
wprowadzono program  zwany  Drugą Szansą dla chcący ch nadrobić zaległości edukacy j ne w
później szy m  wieku, są szkoły  sklasy fikowane j ako ZEP (zonę d'education prio- ritaire) oraz ZUS

(zonę urbaine sensible), w który ch uczniowie m aj ą zapewnione szczególne warunki, a także

istniej ą program y  zapobiegania przem ocy  w szkołach. I m im o wszy stko wy niki nie są
im ponuj ące.

Liczba osób niekończący ch szkoły  j est kilkakrotnie wy ższa niż gdzie indziej , a osiągnięcia dużej

liczby  uczniów pozostaj ą m ierne.

W j aki sposób m ożna by  rozwiązać ten problem ? Posłać m łodzież na boiska sportowe, opłacić

edukacj ę w Turcj i lub Japonii, czy  wprowadzić woj skową dy scy plinę w sty lu obozów dla
rekrutów? By ć m oże potrzeba Badena-Powella, aby  założy ł nowy  ruch skautowski, ale istniej ą
obawy, że gdy by  poj awiła się taka osoba, będzie to rady kalny  islam ista. Należy  pom y śleć o
pewny ch ustępstwach. Jak m a wy glądać program  nauczania w szkołach państwowy ch?
Poj awiaj ą się py tania ze strony  środowisk im igranckich, czy  holenderskie dzieci o m uzułm ańskich
korzeniach powinny  uczy ć się o Rem brandcie - który  przecież nie należy  do ich trady cj i. Czy
m łodzi m uzułm anie we Włoszech powinni m ieć obowiązek uczenia się o epoce renesansu, o
wszy stkich obrazach przedstawiaj ący ch święty ch i Madonnę obcej  religii albo o dziełach
Dantego, który  niezby t pochlebnie pisał o proroku Mahom ecie?

Wprawdzie Johann Wolfgang Goethe dobrze wy powiadał się na tem at wspólny ch cech

Orientu i Okcy dentu, napisał też zbiór poezj i Dywan Zachodu i Wschodu, ale nie stanowi on części

tureckiej  historii.

Dlaczego dzieci m arokańskiego pochodzenia w Holandii m iały by  uczy ć się o historii

Im perium  Osm ańskiego, które niewiele dla nich znaczy ? Niełatwo będzie znaleźć wspólny
m ianownik. Wy kładowca London School of Econom ics, Iftikar Ahm ed, zastanawiaj ąc się nad
niskim i ocenam i dzieci z rodzin m uzułm ańskich w bry ty j skich szko łach, część winy  zrzucił na
karb tego, że poświęcaj ą one zby t dużo czasu nauce na pam ięć Świętego Koranu w szkołach
przy m eczetowy ch i nie starcza im  go na odrabianie zadań dom owy ch. Nie um iały  też
identy fikować się z niem uzułm ańskim i nauczy cielam i, potrzebne by ły  zatem  specj alne szkoły
m uzułm ańskie. Czy  sy tuacj a z czasem  się poprawi? Badania w Niem czech wy kazały, że drugie
pokolenie uczniów z rodzin m uzułm ańskich tak naprawdę radzi sobie gorzej  niż poprzednie. Jaka

background image

j ednak by łaby  orientacj a polity czno-religij na odrębny ch szkół m uzułm ańskich? Czy  utrwalały by
one podziały  w społeczeństwie? Lepsze wy kształcenie m łody ch ludzi z środowisk m uzułm ańskich
również nie rozwiązałoby  ich problem ów, gdy by  po skończeniu nauki nie znalazły  się dla nich
m iej sca pracy.

Jak daleko j ednak powinny  sięgać ustępstwa? Bry ty j ski kom entator Tim othy  Garton Ash

wy raził pogląd, że ostatecznie to, czy  oby watele m uzułm ańscy  będą czuli się w Europie j ak w
dom u, będzie zależało od postawy  osobistej  i zachowania setek m ilionów ich europej skich
współm ieszkańców. Przekonanie to oparte j est na założeniu, że am bicj e m uzułm anów nie
wy kraczaj ą poza „czucie się j ak w dom u", czego nie m ożna uznać za rzecz oczy wistą. Ash
słusznie skry ty kował wariant wielokulturowości, który  polega na ty m , że „ty  szanuj esz m oj e tabu,
a j a szanuj ę twoj e", zauważaj ąc, że gdy by  zebrać wszy stkie tabu dla wszy stkich kultur, nie
pozostałoby  wiele tem atów do swobodnej  rozm owy. Ale właśnie to j est j edną z główny ch kości
niezgody : rady kalni islam iści przy  swy m  parciu do dżihadu chcą niety kalności od wszelkiej
kry ty ki, podczas gdy  sam i nie uważaj ą, aby  taka niety kalność należała się pozostały m  religiom  i
kulturom . 

Krótko m ówiąc, autocenzura, takt i podobne półśrodki ze strony  społeczeństw Europy  m ogą

nie wy starczy ć. Aby  polity ka ustępstw okazała się skuteczna, by ć m oże trzeba będzie pój ść
znacznie dalej : wy chwalać piękno islam u oraz sprawiedliwość szarij atu, podkreślać, że j est wiele
rzeczy, j akich Zachód (utraciwszy  zręby  własnej  duchowości) m oże nauczy ć się od duchowości
m uzułm ańskiej . Kto wie, czy  nie trzeba będzie również uznać zarzutu, że m uzułm anie od sam ego
początku stanowili ofiary, że ich pretensj e by ły  uzasadnione i że to Zachód m usi się poprawić.

Nie wiadom o, czy  polity ka wielkich ustępstw się powiedzie. Mo że ona doprowadzić nas do

niełatwej , pokoj owej  koegzy stencj i, ale oznaczałoby  to prawie całkowitą transform acj ę
europej skiej  cy wilizacj i. Jest to nie do przy j ęcia dla większości Europej czy ków, obawiaj ący ch
się o swą pozy cj ę i tożsam ość w przy szłej  Europie. Na ty m  tle bez wątpienia poj awią się
konflikty. Tolerancj a w stosunku do m niej szości nie by ła w dziej ach j edną z cech wy różniaj ący ch
m uzułm ańskie społeczeństwa. Ani Orm ianom  nie wiodło się naj lepiej  w Turcj i, ani Koptom  w
Egipcie, ani też bahaitom  w Iranie. A nawet szy itom , członkom  wspólnoty  Ahm adij a czy
izm ailitom  w Pakistanie, chociaż są m uzułm anam i. Sy tuacj a chrześcij an w Indonezj i, j edny m  z
naj bardziej  tolerancy j ny ch kraj ów m uzułm ańskich, wciąż j est skom plikowana, podobnie j ak
Chińczy ków w Malezj i. Jeśli w nadchodzący ch dziesięcioleciach to się nie zm ieni, perspekty wy
pokoj owej  koegzy stencj i w Europie będą wy glądały  ponuro. Doświadczenie pokazuj e, że
j ednostronna tolerancj a nie przy nosi efektów.

background image

Na ratunek Turcja?

A gdy by  Turcj a weszła do Unii Europej skiej ?
Doty chczas nie poruszałem  tej  kwestii w swoich rozważaniach, ponieważ po początkowy m

entuzj azm ie po obu stronach poj awił się scepty cy zm . W Turcj i istniało znaczne poparcie dla
wej ścia w szeregi Unii Europej skiej  - około 80 procent, wy ższe niż w większości kraj ów
należący ch do unii - lecz w m iarę upły wu czasu poparcie m ala ło. W Wielkiej  Bry tanii i Francj i
opinia publiczna by ła przy chy lna, ale w Niem czech, Austrii i niektóry ch pozostały ch kraj ach
poj awił się poważny  sprzeciw. Wielu Niem ców przy puszczało, że Turcy  ży j ący  na terenie Unii
Europej skiej  będą loj alni przede wszy stkim  wobec kraj u pochodzenia, nie zaś kraj u zam ieszkania,
lecz by łoby  tak bez względu na to, czy  Turcj a weszłaby  do Unii Europej skiej , czy  nie.

Stało się też oczy wiste, że ze względu na tendencj e dem ograficzne Turcj a by łaby  naj liczniej

zaludniony m  kraj em  Europy, wzm acniaj ący m  elem ent islam ski wewnątrz unii.

Spadek entuzj azm u w sam ej  Turcj i częściowo spowodowały  rosnące nastroj e

nacj onalisty czne, a także im ponuj ące osiągnięcia gospodarki - roczne tem po wzrostu sięgaj ące
prawie 10 procent. Mim o wszy stko w Turcj i dochód na głowę j ednego m ieszkańca nadal ledwie
przekracza 4000 dolarów - znacznie m niej  niż w pozostały ch kraj ach Europy. Obawiano się więc,
że spowoduj e to dalszy  napły w Turków w głąb Europy.

Wy m agania społeczne i polity czne stawiane przez Unię Europej ską wszy stkim  kraj om

członkowskim  (w dom y śle j ednak przede wszy stkim  w odniesieniu do Turcj i) by ły  przedm iotem
obaw wielu Turków. Wej ście do unii przy sporzy łoby  trudności tureckiem u rolnictwu (j edna
trzecia oby wateli zatrudniona j est w ty m  sektorze gospodarki), j ak również właścicielom  sklepów.
Wpły nęłoby  poza ty m  na polity kę wewnętrzną kraj u, choćby  w kwestii stosunku do m niej szości,
na przy kład kurdy j skiej .

Czy  Turcj a m ogłaby  posłuży ć za pom ost do świata islam u i stać się potencj alny m  partnerem

w procesie łagodzenia relacj i m iędzy  świecką Europą a społecznościam i m uzułm ańskim i? Jest to
by ć m oże zagadnienie podstawowe. Przez dziesięciolecia, począwszy  od Kem ala Atatiirka,
założy ciela i pierwszego prezy denta (1923-1938) nowoży tnej  Turcj i, państwo zm ierzało ku
m odernizacj i i sekulary zacj i. Lecz w ostatnich dziesięciu czy  dwudziestu latach islam izm  - a
ściślej  m ówiąc, m elanż islam izm u z panturkizm em  - rósł w siłę, a wraz z nim  zasadniczo
anty zachodnia orientacj a. To prawda, że siły  świeckie w Turcj i są znacznie silniej sze niż w
świecie arabskim  i że nawet tureckim  islam istom , Partii Sprawiedliwości i Rozwoj u (AKP),
daleko do ekstrem izm u Bractwa Muzułm ańskiego. Wskazuj e na to j uż choćby  sam o poparcie
kierunku europej skiego oraz niedawne otwarcie m uzeum  sztuki współczesnej  w Stam bule).
Sy tuacj a w Turcj i wy daj e się j ednak nieprzewidy walna, a kraj  porzucaj ący  spuściznę Kem ala,
twórcy  współczesnej  Turcj i, by łby  ostatnią rzeczą, j akiej  Unia Europej ska by  pragnęła.

Tak oto wy gląda Europa w pierwszej  dekadzie nowego wieku.
Jest to obraz stopniowego schy łku, który  euroopty m istom  daj e niewiele powodów do radości.

Przy szli history cy  nie będą m ieć poj ęcia, dlaczego świadom ość tego sm utnego stanu rzeczy
przy szła tak późno, chociaż wszy stkie zagrożenia - problem y  dem ograficzne, zatrzy m anie ruchu
ku europej skiej  j edności oraz kry zy s państwa opiekuńczego - znano j uż przed przełom em  wieków.

background image

Gdy by  nie m orderstw© film owca Theo van Gogha w 2004 roku, kilku holenderskich
intelektualistów napisałoby  arty kuły  traktuj ące o wewnętrzny ch kłopotach Holandii z im igrantam i,
ale nie doszłoby  do debaty  o ty m , co nagle stało się kwestią narodowego by tu.

Nad upadkiem  Cesarstwa Rzy m skiego dy skutowano przez wieki i niewy kluczone, że

rozprawianie o upadku Europy  potrwa równie długo. Dlaczego przez ty le czasu wszy stko
ignorowano? Po części m ożna to wy j aśnić j ako wy nik fiksacj i Europy  na punkcie Am ery ki -

Am ery ki j ako wzoru i straszaka, Am ery ki w roli konkurenta, przeciwnika oraz soj usznika - i

pom inięcia reszty  świata. Przy czy ny  będą analizowane j eszcze długo. Czy  upadek by ł
nieuchronny ? Czy  m ożna by ło m u zapobiec? A j eśli tak, to na j akim  etapie stał się
nieodwracalny ?

Schy łek zazwy czaj  nie następuj e tak szy bko, j ak się wszy scy  obawiaj ą. Często poj awiaj ą się

okoliczności, które go opóźniaj ą. Ale - czy  na dobre, czy  na złe - w naszy ch czasach puls historii
bij e szy bciej  niż w średniowieczu. Upadek Związku Radzieckiego nastąpił bły skawicznie. Choćby
nie wiadom o j ak bardzo pan Putin i j ego koledzy  starali się wskrzesić przy naj m niej  fragm enty
tego, co stracone, ich szanse na powodzenie są nikłe.

Po tak długotrwały m  lekceważeniu zagrożeń dla Europy  istniej e ry zy ko, że załam iem y  ręce

w rozpaczy  i zrezy gnowani zgodzim y  się, by  konty nent stał się m uzeum  historii i cy wilizacj i, i że
do pusty ch try bun będziem y  przem awiać na tem at wagi m oralności w polity ce.

Schy łek przy nosi wy zwania, które należy  podj ąć nawet wówczas, gdy  nie m a pewności

sukcesu. Nikt nie m oże z pełny m  przekonaniem  powiedzieć, z j akim i problem am i trzeba się będzie
zm ierzy ć w zbliżaj ący ch się latach. Całą ludzkość w przy szły ch dekadach m ogą czekać
niebezpieczeństwa, j akich na razie nie sposób przewidzieć.

Nawet j eśli zm ierzch Europy  j est j uż nieodwracalny, nie m a powodu, aby  przerodził się on w

upadek. Istniej e j ednak podstawowy  warunek: należy  wreszcie stawić czoło rzeczy wistości.
Debata nie powinna skupiać się na ty m , j akim  wzorem  czy  m oralny m  superm ocarstwem  j est
Europa, lecz na ty m , j akie j ej  trady cj e i wartości da się j eszcze ocalić. Koniec ery  złudzeń!
Każdy, kto powątpiewa, niech wy bierze się na wy cieczkę do Neukólln, do La Courneuve albo do
centrum  Bradfordu: nie są to m iej sca ani naj lepsze, ani naj gorsze, ale m ogą by ć wskazówką tego,
co nas czeka. Te m iej sca także są skazane na nieuchronne zm iany, lecz będzie to proces powolny,
a w j ego efekcie powstanie Europa całkiem  odm ienna od tej , którą znam y.

background image

Bibliografia

Demografia
Birg, Herwig, Die demographische Zeitenwende, Miinchen 2003.

Chesnais, J.C., La transition demographique, Paris 1986.

Cohen, R., The Encyclopedia oflmmigrant Groups, Cam bridge 1995.

Colem an, D. (red.), Europę's Population in the 1990s, Oxford 1996.

Dem eny i, Paul, Population Policy Dilemmas in Europę at the Dawn of the Twenty-first

Century, „Population and Developm ent Review", m arzec 2003.

Organizacj a Narodów Zj ednoczony ch (red.), World Population Prospects. The 1998

Reoisions. The 2001 Revisions, bez daty  wy dania.

Organizacj a Narodów Zj ednoczony ch (red.), World Population in 2300, bez daty  wy dania.

Rada Europy, Recent Dem ographic Developm ents, Strasbourg, bez daty  wy dania.

Europa (ogólnie)
Bawer, Bruce, While Europę Slept: How Radical Islam Is Destroying the West from Within,

New York 2006.

Cesari, Jocely ne, When Islam and Democracy Meet, New York 2004.

Fetzer, Joel, i Sper, Christopher, Muslims and the State in Britain, France and Germany, New

York 2004.

Kepel, Gilles, Les banlieues de ITslam, Paris 1987.

Klausen, Jy tte, The Islamie Challenge, New York 2006.

Lewis, Bernard, Islam and the West, London 1993.

Ram adan, Tariq, Western Muslims and the Futurę of Islam, New York 2003.

Rath, Jan, i in., Western Europę and Its Islam, Leiden 2001.

Roy, Oliy ier, Globalized Islam, New York 2005.

Spalek, B. (red.), Islam, Crime and Criminal Justice, Cullom pton 2002.

Spuler-Stegem ann, Ursula, Muslime in Deutschland, Freiburg 2002.

Tibi, Bassam , Europa ohne Identitdt?, Miinchen 1998.

Wiktorowicz, Quinton, Radical Islam Rising, London 2005.

Francja
Baverez, Nicolas, La France qui tombe, Paris 2003.

Beaud, Stephane, i Pialoux, Michel, Violences urbaines, violence sociale, Paris 2003.

Brenner, E., Les territoires perdus de la Republiąue, Paris 2002.

Burgat, F., UIslamisme en face, Paris 2002.

Cites 2003. U Islam en France, Paris 2004.

background image

Fourest, Caroline, Frere Taricj, Paris 2003.

Fourest, Caroline, La tentation obscurantiste, Paris 2005.

Gaspard, Franęoise, i Khosrokavar, Farhad, Lefoulard et la Republique, Paris 1995.

Goaziou, Veronique le, i in., Quand les banlieues brulent, Paris 2006.

Jeleń, Christian, La guerre des mes, Paris 1999.

Juillard, Jacąues, Le malheur franęais, Paris 2006.

Landau, Paul, Sabre et Coran, Paris 2005.

Lawrence, Jonathan, i Vaisse, Justin, Integrating Islam, Washington,vDC, 2006.

Merlin, Pierre, Les banlieues, Paris 1999.

Merm et, Gerard (red.), Francoscopie, Paris 2006.

oum m a.com . Sfeir, A., Les reseaux d'Allah, Paris 2001.

Ternisien, Xavier, La France des mosques, Paris 2004.

Tribalat, Michel, De Fimmigration a Vassimilation, Paris 1996.

Weil, Patrick, La France et ses etrangers, Paris 1991.

Terroryzm islamski w Europie Bundesnachrichtendienst, Verfassungsschutzbericht, Berlin

2005.

Khosravar, Farhad, Suicide Bombers, London 2005.

Marret, Jean-Luc, Les fabriques du jihad, Paris 2005.

McDerm ott, Terry, Perfect Soldiers, New York 2005.

Moniąuet, Claude, Le jihad, Paris 2004.

Vidino, Lorenzo, Al Qaeda in Lurope, Am herst 2005.

Wielka Brytania
Abbas, Taher (red.), Muslim Britain, London 2005.

Ballard, Roger, Desh Pradesh, London 1994.

Baum ann, Gerd, Contesting Culture, Cam bridge 1996.

Dalry m ple, Theodore, Life at the Bottom, Chicago 2001.

Dench, Geoff, i in., The New East End, London 2006.

Jacobson, Jessica, Islam in Transition, London 1998.

Joly, Daniele, Britannias Crescent, Aldershot 1995.

Lewis, Philip, Islamie Britain, London 1994.

Modood, Tariq, Multicultural Politics, Edinburgh 2005.

Philips, Melanie, Londonistan, London 2006.

Thom as, Dom inique, Le Londonistan, Paris 2003.

Niemcy
Bott, Peter, i in., Turkische Jugendliche, Hohengelen 1991.

Heitm ey er, W., i in., Verlockender Eundamentalismus, Frankfurt 1998.

Kelek, Necla, Die uerlorenen Sóhne, Koln 2006.

background image

Kelek, Necla, Islam im Alltag, Miinchen 2002.

Lachm ann, Guenter, Tódliche Toleranz: Die Muslime und unsere offene Gesellschaft,

Miinchen 2005.

Lem m en, Thom as, Islamische Organisationen in Deutschland, Bonn 2000.

Luft, Stefan, Ausldnderpolitik in Deutschland, Grafelfing 2003.

Raddatz, Hans Peter, Die turkische Gefahrl, Miinchen 2004.

Rohe, Mathias, Der Islam - Alltagskonflikte, Freiburg 2001.

Schiffauer, Werner, Die Gottesmdnner, Frankfurt 2000.

Sen, Faruk, i Ay din, Hay rettin, Islam in Deutschland, Miinchen 2005.

Spuler-Stegem ann, Ursula, Muslime in Deutschland, Freiburg 2002.

Tibi, Bassim , Islamische Zuwanderung, Stuttgart 2002.

Tietze, Nikola, Turkische Identitaten, Ham burg 2001.

Unia Europej ska Archer, Clive, i Butler, Fiona, The European Community, New York 1992

Baun, Michael, A Wider Europę, Lanham , Md., 2000.

Bitsch, Marie Therese, Histoire de la construction europeenne de 1945

a nos jours, Paris 1998.

Rada Europy  (strona internetowa), 

www.coe.int.

Crafts, N.F.R., i Toniolo, G. (red.), Economic Growth in Europę Since 1945, Cam bridge 1996.

Croci, Osvaldo, European Unity: A Bibliography (Internet).

Denm an, M.J., The Origins and the Development of the European Union 1945-95, London

1996.

Unia Europej ska (oficj alna strona internetowa), 

www.europa.eu.int

.

Kom isj a Europej ska (strona internetowa), 

www.europa.euint/com .

Rada Unii Europej skiej  (strona internetowa), 

www.europa.ue.eu.int

.

European Voice (Bruksela).

Farell, Mary, i in., European Integration in the 21st Century, London 2002.

Gehler, Michael, Europa: Von der Utropie zum Euro, Frankfurt 2002.

Gillingham , John, European Integration 1950-2003, Cam bridge 2003.

Gruner, Wolf D., i Woy ke, Wichard, Europa Lexikon, Miinchen 2004.

Hay ward, Jack, i Page, Edward, Gooerning the New Europę, Durham , NC, 1995.

Jones, Erie, The European Miracle, Cam bridge 2003.

Judt, Tony, PostWar, New York 2005.

Kagan, Robert, Power and Weakness, „Policy  Review", czerwiec 2002.

McCorm ick, John (red.), The European Union: Politics and Policies,

Cam bridge, Mass., 2004.
Milward, Alan, The Reconstruction of Western Europę, London 1992.

background image

Moravcsik, Andrew, The Choice for Europę, New York 1998.

NATO (strona internetowa), 

www.nato.int

.

Nielsen, Brent F., i Stubb, Alexander, The European Union, Boulder, Co., 2003.

Schim m elfennig, Frank, The EU, NATO and the Integration of Europę, Cam bridge 2003.

Torbioern, Kj ell, Destination Europę, Manchester 2003.

Europa - gospodarczy  gigant?
Baverez, Nicolas, La France qui tombe, Paris 2004.

Baverez, Nicolas, Nouoeau monde, oieille France, Paris 2006.

Buchsteiner, Jochen, Die Stunde der Asiaten, Ham burg 2005.

Butterwegge, Christoph, Krise und Zukunft des Sozialstaates, Wiesbaden 2005.

Baily, Martin, i Kirkegaard, Jacob, Transforming the European Economy, Washington, DC,

2004.

Einhorn, Erie, i Logue, John, Modern Welfare State s, New York 1989.

Eurobarom eter.
Eurostat - staty sty ki porównawcze (strona internetowa), www. europa. eu. int.
Hiifner, Martin, Europa, die Macht von Morgen, Miinchen 2006.

Jones, Erie, The European Miracle, Cam bridge 2003.

Kalff, Donald, Unamerican Business, New York 2002.

Kupchan, Charles, The End of the America Era, New York 2002.

Leonard, Mark, Wity Europę Will Run the 21st Century, London 2005

Miegel, Meinhard, Epochenwende, Berlin 2005.

OECD. Raporty  roczne doty czące kraj ów.
Olson, Mancur, The Rise and Decline of Nations: Economic Growth, Stagflation, and Social

Rigidities, New Haven 1982.

Ottenheim er, Ghislaine, Nos vaches sacrees, Paris 2006.

Pond, Elizabeth, The Rebirth of Europę, Washington, DC, 1999.

Razin, Assaf, i Sadka, Efraim , The Decline ofthe Welfare State, Cam bridge, Mass., 2005.

Rifkin, Jerem y, The European Dream-How Europę's Vision ofthe Futurę is Quietly Eclipsing

the American Dream, New York 2004 (wy d. poi. 

Europejskie marzenie - Jak europejska wizja przyszłości zaćmiewa American Dream,

Warszawa 2005).

Sm ith, Tim othy, France in Crisis, Cam bridge 2004.

Sinn, Hans-Werner, Ist Deutschland noch zu retten? , Essen 2004.

Steingart, Gabor, Deutschland: Der Abschied eines Superstars, Mlinchen 2004.

Rosja

background image

Baker, Peter, i Glaser, Susan, Vladimir Putin's Russia and the End of the Reoolution, New York

2005.

Blotskij , Oleg, Vladimir Putin: Doroga k vlasti, Moskwa 2002.

Evangelista, M., The Chechen Wars, Washington, DC, 2002.

Gołubczikow, Jurij , i in., Islamizacija Rossii: Triewożnyje scenarii buduszczewo, Moskwa 2005.

Hoffm an, David, The Oligarchs, New York 2001.

Johnson's Russia List/Center for Defense Inform ation, http:/

www.cdi.orgrussia/j ohnson/default.cfm

.

McFaul, Michael, i in., Between Dictatorship and Democracy, Washington, DC, 2004.

Politkovskay a, Anna, Putin's Russia, New York 2005 (wy d. poi.

Rosja Putinaf Warszawa 2005).

Putin, Vladim ir, Ot pierwowo lica, Moskwa 2000.

Sakwa, Richard, Putinr London 2004.

Satter, David, Darkness at Dawn, New Haven 2003.

Shevtsova, Lilia, Putin s Russia, Washington, DC, 2005.

Telen, Ludm iła, Pokolenije Putina, Moskwa 2004.

Refleksje na temat przyszłości Europy
Belaid, Chakri, Banlieue: Lendemains de revolte, Paris 2006.

Birg, Herwig, Die Weltbevólkerung, Mlinchen 2003.

Bondy -Gendrot, Sophie, Minorities in European Cities, London 2002.

Cesari, Jocely n, Islam in France, London 2002.

Cesari, Jocely n (red.), Mosque Conflicts in Western Europę, wy d. spec. „Journal of Ethnic and

Migration Studies", listopad 2005.

Conzen, Peter, Fanatismus: Psychoanalyse eines unheimlichen Phanomens, Stuttgart 2005.

Hagedorn, John, The Global Impact of Gangs, „Journal of Contem porary  Crim inal Justice",

m aj  2005.

Hall, Tarqin, Salaam Brick Lane, London 2005.

Kaha, Ay an, Sicher in Kreuzberg, Istanbul 2000.

Percy, Andrew, Ethnicity and Victimization, London 1998.

Pew Research Center, An Uncertain Road: Muslims and the Futurę of Europę, Philadelphia

2005.

Posner, Richard A., Catastrophe: Risk and Response, New York 2004.

Puetz, Robert, Unternehmer tiirkischer Herkunft, Berlin 2004.

Rada Europy, The Futurę of European Population, Strasbourg 1992.

Savage, Tim othy, Europę and Islam, „Washington Quarterly ", lato 2004.

Swedenburg, Ted, Islamie Hip-Hop vs. Islamophobia, [w:] Mitchell,

Tony  (red.), Global Noise: Rap and Hip-FIop Outside the USA, New York 2002.

White, Jenny  B., Turks in Germany: Overview ofthe Literaturę, „Middle East Studies

background image

Association Bulletin", lipiec 1995.

 


Document Outline