background image

Kawabata Yasunari

Tysiąc żurawi 

Śpiące piękności 

Przełożył Mikołaj Melanowicz 

background image

Tysiąc żurawi 

background image

1

Nawet   wtedy,   gdy   wszedł   na   teren   świątyni   Engakuji   w   Kamakurze,   Kikuji   nie 

wiedział,  czy weźmie  udział  w ceremonii  herbacianej  czy nie. Przyszedł  i tak  za późno. 

Zawsze otrzymywał zaproszenie, gdy Kurimoto Chikako podawała herbatę w wewnętrznym 

pawilonie   świątyni   Engakuji,   ale   od   śmierci   ojca   jeszcze   tam   nie   był.   W   ogóle   nie 

przywiązywał   wagi   do   jej   zaproszeń,   gdyż   sądził,   że   są   one   jedynie   wyrazem   poczucia 

obowiązku wobec jego nieżyjącego ojca.

Tym razem jej zaproszeniu towarzyszył dopisek, że chciałaby mu pokazać jedną ze 

swych uczennic.

Kiedy Kikuji go przeczytał, przypomniał sobie znamię Chikako.

Miał   wówczas   chyba   z   osiem   czy   dziewięć   lat.   Ojciec   zaprowadził   go   do   domu 

Chikako:   siedziała   w   saloniku,   w   rozchylonym   na   piersi   kimonie   i   małymi   nożyczkami 

obcinała włosy rosnące na znamieniu. Pokrywało ono lewą pierś od połowy po dołek pod 

piersiami. Było wielkości dłoni. Na ciemnofioletowym tle rosły włosy, które właśnie obcinała 

nożyczkami.

- Przyprowadziłeś chłopca?

Zaskoczona Chikako zaczęła poprawiać kimono, ale w pośpiechu jeszcze bardziej je 

rozchyliła; obróciła się więc nieco w bok i wepchnęła brzegi kimona pod pas obi.

Bardziej zaskoczyła ją obecność Kikujiego niż jego ojca. Musiała jednak wcześniej 

wiedzieć, kto przyszedł, ponieważ służąca wychodziła do drzwi na spotkanie gości.

Ojciec   Kikujiego   nie   wszedł   do   saloniku.   Usiadł   w   sąsiednim   pokoju,   w   którym 

Chikako zwykle dawała lekcje.

-  Czy  mógłbym   dostać   herbaty?   -   spytał   z  roztargnieniem,   patrząc   na   wiszący   w 

alkowie obraz.

- Tak - odpowiedziała, ale nie ruszyła się z miejsca. Na gazecie leżącej na jej kolanach 

Kikuji dostrzegł włosy przypominające męski zarost.

Chociaż był  jasny dzień, na strychu chrobotały myszy.  W pobliżu werandy kwitła 

brzoskwinia.

Chikako   usiadła   wreszcie   obok   kominka,   aby   przygotować   herbatę,   ale   pozostała 

nadal roztargniona i jakby nieobecna.

Dziesięć   dni   później   Kikuji   słyszał,   jak   matka   mówiła   ojcu   takim   tonem,   jakby 

odkrywała przed nim wielką tajemnicę, że Chikako nie wyszła za mąż z powodu znamienia 

background image

na piersi. Na pewno myślała, że ojciec nic o tym nie wie. Wyraźnie współczuła Chikako, bo 

na jej twarzy pojawił się smutek.

- Hm, hm - Ojciec przytakiwał w taki sposób, jakby wiadomość ta była dla niego 

nowiną.

-   Gdyby   miał   je   oglądać   tylko   jej   mąż,   nie   byłoby   chyba   żadnego   problemu. 

Zwłaszcza, gdyby wiedział o tym przed ślubem, prawda?

- To właśnie jej powiedziałam. Lecz w końcu kobieta jest kobietą. Ja bym też nie 

umiała przyznać się mężczyźnie, że mam wielkie znamię na piersi.

- Nie jest już młodą dziewczyną.

- I teraz niełatwo jej o tym  mówić. Gdyby to był  mężczyzna, odkrycie znamienia 

nawet po ślubie skończyłoby się zapewne tylko na śmiechu.

- Pokazała ci je?

- Coś podobnego! Nie pleć głupstw!

- Tylko rozmawiałyście o tym?

- Kiedy przyszła  dzisiaj na lekcję, zaczęła mówić  o różnych  rzeczach... W końcu 

zebrało jej się na zwierzenia.

Ojciec milczał. 

-   Przypuśćmy,   że   wyszłaby   za   mąż.   Co   by   czuł   mężczyzna?   Byłoby   mu   chyba 

nieprzyjemnie. Z drugiej strony taka tajemnica mogłaby go również bawić i pociągać. Wada 

miałaby wtedy swoje dobre strony. W końcu to nie tak wielkie nieszczęście.

- Pocieszałam ją, mówiłam, że to żadne nieszczęście... Podobno sięga aż do brodawki?

- O?

- Najbardziej przykra jest chyba myśl, że gdy urodzi się dziecko, trzeba będzie je 

karmić. Z mężem mogłoby być wszystko w porządku, ale z dzieckiem?

- Myślisz, że z tego powodu nie miałaby pokarmu?

- Nie o to chodzi. Po prostu nie potrafi pogodzić się z myślą, że dziecko musiałoby 

patrzeć na znamię w czasie karmienia. Nie pomyślałam o tym, ale jeśli na to spojrzymy z 

punktu   widzenia   osoby,   która   ma   znamię,   różne   myśli   przychodzą   do   głowy.   Od   dnia 

narodzin dziecko bowiem nie tylko dostawałoby z tej piersi pokarm, lecz także oglądałoby 

brzydotę. Pierwsze wrażenie z tego świata, pierwsze wrażenie związane z matką kojarzyłoby 

się z tym brzydkim znamieniem, a wrażenie to pozostałoby w jego pamięci i przynosiło mu 

nieszczęście przez całe życie.

- Hm, to jest szukanie dziury w całym.

- Prawda, dziecko można karmić własną piersią albo wynająć mamkę.

background image

- Myślę,  że ważne jest tylko  to, czy jest pokarm,  czy go nie ma,  a nie obecność 

znamienia.

- Niestety, chyba nie. Ja naprawdę płakałam, gdy usłyszałam o tym. Rzeczywiście, 

ona ma chyba rację. Nie chciałabym karmić naszego Kikujiego piersią z takim znamieniem.

- Tak?

Kikuji był  oburzony na ojca udającego niewiniątko. Czuł nienawiść, że tak się go 

lekceważy, mimo że również widział znamię Chikako.

Teraz jednak, blisko dwadzieścia lat później, na twarzy Kikujiego pojawił się grymas 

uśmiechu   na   myśl   o   zakłopotaniu   ojca   tamtego   dnia.   A   przecież   kiedy   Kikuji   ukończył 

dziesięć lat, często przypominał sobie słowa matki, z niepokojem myśląc, że mógłby mieć 

przyrodnią siostrę lub brata, którzy ssali pierś naznaczoną piętnem.

Nie był to lęk przed posiadaniem brata czy siostry urodzonej z innego łoża. Po prostu 

związany ze znamieniem brat czy siostra napawaliby go lękiem. Prześladowała go dręcząca 

myśl,  że dziecko, które wykarmiłaby pierś z wielkim znamieniem  porośniętymi  włosami, 

musiałoby być straszne jak sam diabeł.

Okazało się, na szczęście, że Chikako nie miała dzieci. Można przypuszczać, że ojciec 

się na to nie zgodził. Skojarzenie znamienia i dziecka, które tak zasmuciło i przyprawiło o łzy 

matkę, posłużyło zapewne ojcu jako dobre uzasadnienie, by przekonać Chikako o tym, że ona 

sama nie chce mieć dziecka: w każdym razie ani za życia ojca, ani po jego śmierci nie wyszło 

na jaw, żeby miała dziecko.

Być może obawiając się, że Kikuji opowie matce o tym, co widział będąc u niej z 

ojcem, przyszła zaraz do niej i zwierzyła się tylko dlatego, aby Kikujiego uprzedzić.

Chikako nie wyszła za mąż. Czyżby znamię zawładnęło całym jej życiem? Kikuji 

również   nie   zapomniał   wrażenia,   jakie   wywarło   na   nim   to   znamię,   a   więc   nie   mógł 

powiedzieć, że nie miało ono wpływu na jego własny los.

Gdy Chikako zawiadomiła go o tym, że pod pretekstem ceremonii herbacianej chce 

mu pokazać dziewczynę, przed jego oczyma pojawiło się znamię. A ponieważ prezentacji 

dokonać miała właśnie Chikako, nie mógł się oprzeć wątpliwościom i wciąż się zastanawiał, 

czy naprawdę będzie to osoba o nieskazitelnej skórze, bez najmniejszej nawet skazy.

Kto   wie,   czy   jego   ojciec   od   czasu   do   czasu   nie   przyciskał   palcami   znamienia 

Chikako? Czy czasem nie wpijał się w nie ustami? Takie były myśli Kikujiego. Nawet teraz, 

gdy przechodził przez podwórzec świątyni i słuchał świergotu ptaków, nie mógł się oprzeć 

tym rojeniom naznaczonej piętnem wyobraźni. 

background image

Kilka lat po tym wydarzeniu Chikako stała się jeszcze mniej kobieca, a teraz jest już 

zapewne   osobą   rodzaju   nijakiego.   Jej   piersi   chyba   już   zupełnie   zwiotczały.   Podczas 

dzisiejszej   ceremonii   na   pewno   będzie   się   poruszała   energicznie,   raczej   po   męsku.   Gdy 

pomyślał   o   tym,   na   jego   ustach   pojawił   się   uśmiech   wyrażający   ulgę.   W   tym   samym 

momencie od tyłu zbliżyły się do niego dwie dziewczyny.

Kikuji zatrzymał się i przepuścił je.

- Czy panie nie wiedzą, gdzie jest pawilon pani Kurimoto? Dalej w tym kierunku? - 

zapytał.

- Tak - odpowiedziały obie naraz.

Bez pytania wiedział, dokąd idą - mówiły mu to ich kimona. Spytał tylko dlatego, aby 

utwierdzić samego siebie w przekonaniu, że również on idzie na ceremonię herbacianą.

Dziewczyna,   niosąca   chustę   furoshiki   z   białym   wzorem   tysiąca   żurawi   na 

brzoskwiniowym jedwabnym tle, była piękna.

2

Kikuji nadszedł, gdy dwie młode kobiety zmieniały skarpetki tabi przed wejściem do 

salonu specjalnie przeznaczonego na ceremonię herbacianą.

Stanął za nimi i zajrzał do wnętrza - główny salon miał chyba powierzchnię wielkości 

ośmiu mat. Mimo to goście siedzieli w ciasnych, równych szeregach - dosłownie kolano przy 

kolanie. Wszyscy ubrani byli w przepiękne barwne kimona.

Chikako dostrzegła go natychmiast i wstała z miejsca.

- Proszę, proszę bardzo. Co za niespodzianka! Długo oczekiwany gość! Jak to dobrze, 

że   pan   przyszedł.   Może   pan   wejść   bezpośrednio,   tędy.   -   Wskazała   na   drzwi   shoji   obok 

alkowy.

Kikuji się zaczerwienił; wyczuwał, że wzrok wszystkich kobiet spoczął na nim.

- Same panie?

- Mieliśmy mężczyznę, ale już wyszedł. Pan jest jedyną ozdobą tego towarzystwa!

- Jaką tam ozdobą.

- Och, z pewnością tak. Ma pan wszelkie dane ku temu, nie ma obawy.

Kikuji potrząsnął ręką dając znak, że woli wejście mniej rzucające się w oczy.

Młoda kobieta schowała zdjęte przed chwilą ze stóp skarpetki tabi do chusty we wzór 

tysiąca żurawi i czekała - bo tak nakazywały dobre maniery - aby go przepuścić przodem.

background image

Kikuji   wszedł   do   sąsiedniego   pokoju.   Ujrzał   tu   bezładnie   leżące   pudełka   ze 

słodyczami  czy przedmiotami  używanymi  w czasie  ceremonii  herbacianej  oraz pakunki i 

torby przybyłych gości. W głębi służąca zajęta była zmywaniem.

Weszła Chikako i usiadła przed nim na macie.

- Co pan myśli o niej? Ładna dziewczyna, prawda?

- Mówi pani o tej z chustą we wzór tysiąca żurawi?

- Z chustą? Skąd ja mogę wiedzieć, jaką ma chustę? To ta, która tutaj stała. Córka 

pana Inamury.

Kikuji skinął głową.

-   Chusta?   Dziwne   rzeczy   pan   spostrzega,   bystry   z   pana   człowiek.   Myślałam,   że 

przyszedł pan razem z nią, byłam nawet zadowolona, że tak pięknie się złożyło.

- O czym pani mówi?

- Spotkał ją pan na drodze. To dobry znak. Pański ojciec znał pana Inamurę.

- Tak?

- Rodzina jej handlowała jedwabiem w Jokohamie. Ona nic nie wie o dzisiejszym 

dniu, a więc może pan przyglądać się jej do woli.

Chikako   mówiła   dosyć   głośno:   Kikuji   obawiał   się,   że   usłyszą   ją   w   salonie 

oddzielonym tylko cienką papierową ścianką. Nagle przybliżyła twarz do niego.

- Mam pewien kłopot. - Przyciszyła głos. - Pani Ota też przyszła! Razem z córką. - 

Śledziła uważnie wyraz twarzy Kikujiego - Wcale jej na dziś nie zaprosiłam... Co prawda z 

takiej okazji może każdy skorzystać, gdy mu po drodze. Były tu przed chwilą nawet dwie 

pary Amerykanów. Bardzo przepraszam. Nic nie mogłam poradzić na to, po prostu pani Ota 

się dowiedziała i przyszła.

- Ja również dzisiaj...

Chciał jej powiedzieć, że nie ma zamiaru brać udziału w spotkaniu o charakterze 

matrymonialnym, lecz nie mógł się zdobyć na te słowa, miał takie uczucie, jakby mu w gardle 

uwięzły.

- Niezręcznie powinna czuć się pani Ota, lecz Kikuji może być tak spokojny, jakby nic 

się nie stało.

Drażnił go sposób mówienia Chikako.

Zażyłość   Kurimoto   Chikako   z   jego   ojcem   była   chyba   niezbyt   głęboka   i   dość 

krótkotrwała. Do śmierci ojca odwiedzała ich i dała się poznać jako osoba użyteczna. Nie 

tylko podczas ceremonii herbacianej, lecz również wtedy, gdy przychodzili zwykli goście, 

zamykała się w kuchni i pracowała.

background image

Myśl o tym, że matka mogłaby odczuwać zazdrość o podobną do mężczyzny Chikako, 

wydawała się wręcz śmieszna. Niewątpliwie, matka musiała podejrzewać, że ojciec widział 

znamię na jej piersi, ale burza minęła, a Chikako także jakby zapomniała o całej tej sprawie i 

w końcu stała się przyjaciółką matki.

Z biegiem czasu również Kikuji przestał się obawiać Chikako i często płatał jej figle, i 

w ten  sposób stopniała  niechęć  do tej  kobiety,  datująca się  od dzieciństwa.  Możliwe, że 

zarówno upodobnienie się do mężczyzny, jak i wykonywanie różnych pożytecznych prac w 

domu Kikujego było najwłaściwszym dla Chikako sposobem życia. Mając oparcie w domu 

Kikujiego odniosła nawet pewien sukces jako nauczycielka zasad ceremonii herbacianej.

Kikuji współczuł jej, gdy po śmierci  ojca zrozumiał,  że stłumiła  w sobie kobiece 

uczucia po tym jedynym, nietrwałym związku - z jego ojcem.

Matka Kikujiego nie żywiła do niej szczególnej wrogości głównie dlatego, że pojawiła 

się sprawa pani Oty.

Po   śmierci   pana   Oty,   towarzysza   wspólnych   zainteresowań   ceremonią   herbacianą, 

ojciec Kikujiego zajął się należącymi do zmarłego utensyliami do herbaty i wtedy poznał 

bliżej wdowę po nim. Chikako pośpieszyła, by poinformować o tym jego matkę. Oczywiście, 

Chikako stanęła po stronie matki. Stała się bardzo gorliwą jej sojuszniczką. Śledziła ojca, 

groziła wdowie - wydawało się, że jej zazdrość, skrywana dotąd na dnie serca, wybuchła teraz 

jak wulkan.

Matka,   spokojna   i   raczej   zamknięta,   cofała   się   przed   podsycającym   niezgodę, 

wścibskim zachowaniem Chikako i obawiała się tylko tego, co ludzie sobie pomyślą. Chikako 

nawet   w   obecności   Kikujiego   wykpiwała   Otę.   Mimo   niezadowolenia   i   sprzeciwu   matki, 

Chikako dodawała jeszcze, że można i należy o wszystkim powiedzieć synowi.

- Kiedy odwiedziłam ją ostatnio, jej dziecko słuchało wszystkiego, co mówiłam. Sama 

przecież słyszałam, jak nagle zaczęło płakać w sąsiednim pokoju.

- Dziewczynka?

- Tak. Ma prawie dwanaście lat. Coś jest nie w porządku z tą kobietą. Myślałam, że 

zgani   córkę   za   podsłuchiwanie   starszych,   a   ona   wstała,   objęła   dziewczynkę   i   usiadła 

trzymając ją na kolanach. Myślę, że chciała popłakać wraz z dzieckiem w mojej obecności.

- Biedne dziecko.

- My również powinnyśmy wykorzystać to dziecko przeciwko niej. Dzieci wszystko 

wiedzą o swoich matkach. Muszę jednak powiedzieć, że jest to ładna i miła dziewczynka. Ma 

taką okrągłą buzię. - Spojrzawszy na Kikujiego ciągnęła dalej: - Myślę, że również nasz 

Kikuji mógłby coś ojcu powiedzieć.

background image

-   Proszę   nie   sączyć   tu   trucizny,   bardzo   proszę.   -   Matka   Kikujiego   musiała 

zaprotestować.

- To w pani jest trucizna, w tym całe zło. Raz należy zdobyć się na wysiłek i wyrzucić 

ją z siebie. Proszę się przyjrzeć sobie, jak pani zeszczuplała, a ona pulchna i kwitnąca. To nie 

w porządku, gdy ona sobie myśli, że kogoś wzruszy łzami... A przede wszystkim, w tym 

pokoju, w którym spotyka się z pani mężem, stoi ostentacyjnie zdjęcie jej zmarłego męża. 

Dziwię się, że pani tak długo milczy.

Po śmierci ojca Kikujiego tak obmawiana kobieta przyszła na ceremonię herbacianą 

do Chikako, i to nawet z córką.

Kikuji poczuł przejmujący chłód.

Co prawda Chikako powiedziała, że nie zapraszała Oty na dzisiejsze spotkanie, ale i 

tak było dość zaskakujące, że obie kobiety utrzymywały ze sobą kontakt po śmierci ojca. 

Ponadto jej córka brała chyba u Chikako lekcje ceremonii herbacianej.

- Jeśli pan chce, mogę poprosić, aby pani Ota opuściła ten salon - Chikako spojrzała w 

oczy Kikujiemu.

- Nie, nie przeszkadza mi. Jeśli sama ma ochotę pójść, proszę...

-   Gdyby   ta   osoba   miała   sumienie,   ani   pana   ojciec,   ani   matka   nie   byliby   tacy 

nieszczęśliwi.

- Córka też przyszła?

Kikuji jeszcze nie widział córki wdowy.

To   niedobrze   -   myślał   Kikuji   -   że   jednocześnie   w   tym   samym   miejscu   spotyka 

dziewczynę „tysiąca żurawi” i panią Otę. Tym bardziej że po raz pierwszy zobaczył tutaj 

również jej córkę. Głos Chikako wwiercał mu się w uszy i drażnił go.

- W każdym razie ona się dowie, że tu jestem. Nie mogę teraz stąd uciec. - Wstał.

Wszedł   do   salonu   przez   drzwi   obok   alkowy.   Usiadł   tuż   przy   wejściu   na   lekkim 

podwyższeniu. Chikako podążała za nim.

- To pan Mitani. Syn Mitaniego seniora - przedstawiła go tonem nazbyt oficjalnym.

Jeszcze raz się ukłonił, a gdy podniósł wzrok, zobaczył owe młode kobiety.

Czuł się lekko podekscytowany. W oczach migały mu wzorzyste kimona; początkowo 

nie mógł odróżnić jednej od drugiej. Przyjrzał się uważniej i spostrzegł, że siedzi na wprost 

pani Oty.

- Ach.

Tylko tyle powiedziała Ota. Zebrani usłyszeli jej szczerze i głęboko wzruszony głos.

- Nie odwiedzałam pana ani nie pisałam. Nie widzieliśmy się tak długo!

background image

Pociągnęła   córkę   za   rękaw,   aby   bez   ociągania   przywitała   się   z   Kikujim.   Córka 

zaczerwieniła się i opuściła głowę, zakłopotana.

Zdumiewające! W postawie tej kobiety nie ma odrobiny wrogości ani złości. Jakże 

jest   wzruszona!   Nieoczekiwane   spotkanie   sprawiło   jej   widocznie   dużą   przyjemność. 

Wydawało się, że zapomniała, gdzie się znajduje.

Córka   siedziała   sztywno,   ze   spuszczoną   głową.   Matka   się   zaczerwieniła,   gdy 

spostrzegła, że zachowała się niewłaściwie, a mimo to patrzyła w dalszym ciągu na Kikujiego 

takim wzrokiem, jakby chciała podbiec do, niego i coś mu powiedzieć.

- Pan także interesuje się ceremonią herbacianą?

- Nie, zupełnie nie.

-   Naprawdę?   Ale   ma   pan   to   we   krwi.   -   Serce   jej   przepełniało   wzruszenie,   oczy 

zwilgotniały.

Kikuji nie widział jej od pogrzebu ojca.

Nie zmieniła się zupełnie przez te cztery lata. Biała, długa szyja i nie pasujące do niej 

krągłe ramiona pozostały te same - wyglądała młodo jak na swoje lata. Nos i usta miała chyba 

za małe w stosunku do oczu. Mały nos, jeśli mu się dobrze przyjrzeć, był zgrabny i ujmujący.  

Dolna warga w czasie mówienia trochę wystawała i sprawiała wrażenie nadąsanej.

Córka odziedziczyła po matce długą szyję i pełne ramiona. Usta zaś miała od niej 

większe, lecz mocno zaciśnięte. Było coś zabawnego w tym zestawieniu małych ust matki i 

dużych córki. Ciemniejsze niż u matki oczy wypełniał smutek.

Chikako spojrzała na węgle w palenisku i powiedziała:

-  Inamura-san,  może  pani   zechce  zaprezentować   swoje  umiejętności   i  przyrządzić 

herbatę panu Mitaniemu? Teraz chyba pani kolej?

- Dobrze. - Dziewczyna „tysiąca żurawi” wstała z miejsca.

Kikuji   zauważył,   że   siedziała   obok   Oty.   Unikał   jednak   spojrzenia   w   jej   stronę, 

ponieważ znajdowała się tutaj Ota z córką. Oczywiście, w ten sposób Chikako pokazywała 

mu dziewczynę.

Inamura zajęła miejsce obok kominka i zwróciła się do Chikako:

- Której czarki mam użyć?

-   Prawda...   ta   w   stylu   oribe   powinna   być   odpowiednia.   Należała   do   ojca   pana 

Mitaniego, który bardzo ją lubił. Otrzymałam ją w prezencie.

Kikuji pamiętał czarkę, którą teraz dziewczyna postawiła przed sobą. Niewątpliwie, 

używał jej ojciec, a otrzymał ją od wdowy Oty. Z jakim uczuciem patrzy na nią teraz pani 

Ota?

background image

Zdumiał go brak taktu Chikako.

Nie mógł też nie pomyśleć, że Ota jest delikatniejsza.

Na tle starszych kobiet dziewczyna z wdziękiem przygotowująca herbatę wydawała 

się Kikujiemu piękna. 

3

Dziewczyna „tysiąca żurawi” nie wiedziała chyba o tym, że Chikako zamierzała w ten 

sposób   pokazać   ją   Kikujiemu.   Wykonała   więc   swoje   zadanie   przyrządzania   herbaty   w 

skupieniu i bez wahania, po czym postawiła czarkę przed Kikujim.

Kikuji wypił herbatę i przez chwilę oglądał naczynie. Była to czarna oribe, z jednej 

strony oblana bielą, na której wymalowano pędy górskiej paproci.

- Musi pan to naczynie pamiętać - powiedziała Chikako z przeciwnej strony pokoju.

Odpowiedział wymijająco i postawił czarkę.

- Młoda paproć dobrze oddaje nastrój gór. A tego rodzaju czarki używa się zwykle 

wczesną wiosną. Posługiwał się nią pański ojciec. Co prawda jest już trochę za późno, ale 

pomyślałam, że akurat podając herbatę panu Kikujemu…

Jakie to ma znaczenie, że mój ojciec używał tej czarki przez jakiś czas. Liczy ona 

sobie  czterysta  lat,  pochodzi  pewnie   z  czasów  Momoyama   i  Rikyu.  Wielu   miłośników  i 

znawców ceremonii herbacianej przez wieki przechowywało ją i przekazywało następnym 

pokoleniom. Cóż znaczy tu mój ojciec?! - Chciał zapomnieć o tym, co kojarzyło mu się z 

czarką.

Przeszła ona z rąk Oty do wdowy po nim, od wdowy do ojca, a od jego ojca do 

Chikako. Dwie osoby, Ota i jego ojciec, już nie żyją; pozostały obecne tutaj kobiety. Choćby 

tylko dlatego czarka przypominała mu o nieubłaganym biegu czasu.

Teraz znów wdowa ta i jej córka, i Chikako, i dziewczyna Inamura, jak również inne 

młode damy podnosiły ją do ust: pieściły i gładziły tę starą ceramikę.

- Ja także chciałabym się napić z tej czarki. Poprzednio dostałam w jakiejś innej - 

powiedziała nagle Ota.

Kikuji nie posiadał się ze zdumienia. Głupia czy bezwstydna?

Ogarnął go żal i litość dla jej córki, która siedziała ciągle nieruchomo, ze spuszczoną 

głową.

Inamura przygotowała jeszcze raz herbatę - dla Oty. Oczy wszystkich zwróciły się w 

jej   stronę.   Nie   znała   chyba   historii   tej   czarnej   oribe.   Wszystkie   czynności   wykonywała 

według wyuczonego schematu.

background image

Był to pokaz bezbłędny i pełen wdzięku. W jej ruchach i postawie - od piersi po 

kolana - znać było ogładę i elegancję.

Cień młodych  liści padł na papier w shoji, do której dziewczyna  odwrócona była 

plecami.  Mogło  się wydawać,   iż  na  jej  ramionach  i  długich  rękawach  barwnego  kimona 

pozostało jego odbicie. Jej włosy lśniły czystością.

Zbyt   silne   światło   jak   na   pawilon   ceremonii   herbacianej   opromieniło   młodość 

dziewczyny. Mała ściereczka z czerwonej krepy również podkreślała wrażenie młodzieńczej 

świeżości, a nie tylko łagodnej słodyczy. Zdawało się, że ręka dziewczyny ożywia czerwony 

kwiat.

Wydawało się również, że tysiąc maleńkich i białych żurawi zaczyna tańczyć dokoła 

niej. 

Wdowa Ota wzięła do ręki czarkę w stylu oribe i powiedziała:

- Zielona herbata na tle czerni przypomina zieleń wiosennych pąków. - Na szczęście 

nie   wspomniała,   że   czarka   należała   do   jej   nieżyjącego   męża.   Następnie,   zgodnie   ze 

zwyczajem,   rozpoczęło   się   oglądanie   przedmiotów   służących   do   parzenia   i   picia   herbaty 

podczas ceremonii. Dziewczęta nie znały się na tym, więc słuchały tylko wyjaśnień Chikako.

Zarówno dzbanuszek na wodę, jak i łyżeczka bambusowa do czerpania sproszkowanej 

herbaty należały dawniej do ojca Kikujiego, lecz Chikako i Kikuji milczeli, nie wspominając 

o tym słowem.

Kiedy   Kikuji   siedział   i   patrzył   na   dziewczęta   wstające   z   miejsc   i   wychodzące   z 

pawilonu, podeszła do niego pani Ota.

- Bardzo pana przepraszam za to wszystko. Na pewno jest pan na mnie zły, lecz kiedy 

pana widzę, powracają od razu drogie mi wspomnienia...

- Tak...

- Jak bardzo pan zmężniał. - Zdawało się, że z oczu kobiety popłyną zaraz łzy. - Tak, 

tak, pana matka... Bardzo chciałam być na pogrzebie, po prostu nie ośmieliłam się. - Kikuji 

skrzywił się i nic nie powiedział. - Jakie to smutne. Pańska matka również odeszła za ojcem...

- Tak...

- Jeszcze pan zostaje?

- Tak.

- Chciałabym kiedyś dłużej porozmawiać z panem o różnych sprawach.

- Kikuji-san! zawołała z sąsiedniego pokoju Chikako.

Pani Ota wstała z wyraźnym żalem. Córka czekała na nią w ogrodzie.

Ukłoniły się obie Kikujiemu i odeszły. W oczach córki dostrzegł jakby cień wyrzutu.

background image

W sąsiednim pokoju Chikako wraz ze swymi stałymi uczennicami i służącą robiły 

ostatnie porządki.

- Co mówiła pani Ota?

- Nic, nic specjalnego...

-   Proszę   się   jej   strzec.   Udaje   łagodną   i   dobrą   istotę,   robi   miny,   jakby   była 

niewiniątkiem, więc nie wiadomo, co ma naprawdę na myśli.

- Często bywa jednak na przyjęciach urządzanych przez panią. Od dawna? - zapytał 

nie bez złośliwości Kikuji.

Wyszedł na dwór, jakby uciekał z zatrutego pomieszczenia.

Chikako poszła za nim.

- No, jak się podobała? Prawda, że to ładna dziewczyna?

- Tak, ładna dziewczyna. Byłaby jeszcze ładniejsza, gdybym ją spotkał tam, gdzie nie 

straszy duch ojca, z dala od ciebie czy Oty.

-   Tak   się   tym   przejmujesz?   Przecież   wdowa   Ota   nie   ma   żadnego   związku   z   tą 

dziewczyną.

- Po prostu przykro mi było ze względu na tę dziewczynę.

-   Dlaczego   przykro?   Jeśli   cię   uraziła   obecność   pani   Oty,   to   bardzo   przepraszam. 

Dzisiaj wcale jej nie zapraszałam. Córka Inamury nie ma z nią nic wspólnego, nie łącz więc 

tych spraw ze sobą.

Mimo że rozmawiał z nią idąc, to jednak nie zamierzała się z nim rozstać. Dlatego 

zatrzymał się i powiedział:

- A teraz żegnam...

Kiedy został sam, spostrzegł, że tuż przed nim na rosnących u stóp wzgórza azaliach 

pojawiły się pąki. Westchnął głęboko.

Czuł do siebie niechęć, że uległ listownemu zaproszeniu Chikako i przyszedł tutaj, z 

drugiej strony nie opuszczało go wspomnienie dziewczyny z chustą we wzór tysiąca żurawi.

Możliwe, że to dzięki niej nie pozostał mu dłużej w sercu niemiły osad wywołany 

spotkaniem w tym samym miejscu dwu kobiet ojca.

Lecz kiedy pomyślał, że obie kobiety żyją i rozmawiają o ojcu, natomiast jego matka 

umarła, z trudem opanował gniew. I znów przed oczami stanęło mu brzydkie znamię na piersi 

Chikako. 

Zdjął kapelusz i szedł wolno pod wiatr wieczorny, szeleszczący w młodych liściach.

Z daleka ujrzał Otę stojącą w bramie świątyni.

background image

Natychmiast się obejrzał chcąc zmienić kierunek. Gdyby wszedł na wzgórze z prawej 

lub z lewej strony drogi, mógłby chyba ominąć bramę świątyni.

Szedł jednak w stronę bramy. Poczuł, jak twarz mu tężeje.

Pani   Ota   ujrzawszy   Kikujiego   podeszła   do   niego.   Na   jej   policzkach   pojawiły   się 

wypieki.

- Czekałam na pana, bo chciałam jeszcze raz się zobaczyć. Na pewno pan myśli, że 

jestem   bezczelna,   lecz   nie   mogłam   się   tak   rozstać.   Poza   tym   nie   wiedziałam,   czy 

kiedykolwiek pana jeszcze zobaczę.

- A gdzie jest pani córka?

- Fumiko poszła naprzód. Była z koleżanką.

- A więc wie, że jej matka czeka na mnie? - zapytał Kikuji.

- Tak - odpowiedziała i spojrzała mu w twarz.

- Na pewno nie jest to dla niej przyjemne, prawda? Było mi jej żal, bo widziałem w 

pawilonie herbacianym, że nie chciała się ze mną spotkać.

Kikuji pragnął, żeby jego słowa, zabrzmiały szczerze, a jednocześnie dyskretnie, lecz 

Ota odrzekła wprost.

- Na pewno ciężko jej było na sercu, gdy pana zobaczyła.

- Bo niemało się nacierpiała z powodu mojego ojca. Kikuji zamierzał jeszcze dodać: 

„Tak jak ja cierpiałem z twego powodu.”

-   Nic   podobnego.   Pana   ojciec   był   bardzo   dobry   dla   Fumiko.   Chciałabym   kiedyś 

opowiedzieć   o   tym   spokojnie.   To   prawda,   że   początkowo   córka   nie   mogła   się   jakoś 

przyzwyczaić do pańskiego ojca. Lecz pod koniec wojny, gdy nasiliły się naloty, nastąpiła w 

niej   całkowita   zmiana.   Gotowa   była   uczynić   dla   niego,   co   tylko   mogła.   Powiedziałam 

„uczynić,   co   tylko   mogła”,   a   przecież   była   małą   dziewczynką.   Chcąc   na   przykład 

poczęstować   ojca   kurczakiem   czy   rybą,   jeździła   po   zakupy   narażając   się   na   różne 

niebezpieczeństwa. W okresie nalotów nosiła ryż z daleka... Pańskiego ojca zaskoczyła ta 

nagła   poprawa   stosunku   Fumiko   do   niego.   Ja   też   zwróciłam   uwagę   na   zmianę   w   jej 

zachowaniu, jednocześnie zauważyłam w jej oczach tak wielki żal, że zabolało mnie serce. Po 

prostu czułam się przez nią skarcona.

Kikujiemu po raz pierwszy przyszło do głowy, że może korzystał kiedyś wraz z matką 

ze szczególnych względów córki Oty. To prawda, że w owym czasie ojciec czasem przynosił 

zaskakujące podarki, ale czy naprawdę pochodziły one z jej zakupów?

background image

- Nie wiem dokładnie, dlaczego tak nagle się zmieniła, może po prostu dlatego, że 

zaczęła myśleć o śmierci, pod wpływem wojny. Poza tym na pewno bardzo mi współczuła. I 

z rozpaczy poświęciła się również pańskiemu ojcu.

Pod koniec wojny Fumiko dobrze wiedziała o tym, jak rozpaczliwie jej matka trzyma 

się miłości do ojca Kikujiego. W strasznych warunkach tamtych dni musiała oderwać się od 

przeszłości, którą był dla niej nieżyjący ojciec, i widzieć tylko teraźniejszość swojej matki.

- Dostrzegł pan pierścionek na palcu Fumiko?

- Nie.

-   Otrzymała   go   od   pańskiego   ojca.   Zwykle   wracał   natychmiast   do   domu,   gdy 

ogłaszano alarm. Fumiko odprowadzała go. Mówiła, że jeśli pójdzie sam, to może mu się coś 

przydarzyć po drodze, i nikt jej nie mógł powstrzymać. Kiedyś nie wróciła na noc, więc się 

zaniepokoiłam, bo nie wiedziałam, czy zatrzymała się u was w domu, czy też gdzieś oboje 

leżą nieżywi.  Kiedy następnego  dnia ją zapytałam,  okazało  się, że odprowadziła  ojca do 

waszej bramy,  a resztę nocy spędziła w schronie. Później przyszedł do nas i powiedział: 

„Fumi-san, bardzo ci dziękuję za odprowadzenie” i dał jej pierścionek. Na pewno Fumiko 

czułaby się zawstydzona, gdyby pan zobaczył go u niej.

Słuchając jej Kikuji czuł, jak narasta w nim gniew. Najdziwniejsze, że ona spodziewa 

się jego współczucia.

Mimo   to   nie   czuł   zdecydowanej   nienawiści   do   niej   ani   potrzeby   zachowania 

szczególnej   ostrożności   -   było   bowiem   w   tej   kobiecie   coś   ciepłego,   usypiającego   jego 

czujność. 

Prawdopodobnie   jej   córka   postępowała   niemądrze,   ponieważ   nie   mogła   spokojnie 

patrzeć na zachowanie matki.

Opowiadała mu o córce, lecz Kikujiemu się wydawało, że naprawdę mówi o swojej 

miłości.

Widocznie, pragnąc z całego serca wyżalić się przed kimś, zapomniała, że ma przed 

sobą Kikujiego, a nie jego ojca. Bardzo ją cieszyło to spotkanie, więc rozmawiała z nim tak, 

jakby rozmawiała z jego ojcem.

Wrogość, jaką Kikuji dawniej żywił do Oty, jeszcze co prawda nie zniknęła, straciła 

jednak na sile. Gdyby Kikuji nie był tak czujny, mógłby ulec urokowi tej kobiety jak jego 

ojciec. Niewiele brakowało, by poddał się złudzeniu, że łączą go z nią od dawna zażyłe 

stosunki.

Zrozumiał teraz, dlaczego ojciec rozstał się szybko z Chikako, a następnie do śmierci 

pozostał z Ota. Zrozumiał też, dlaczego Chikako gardzi Ota. Nie mógł jednak się oprzeć 

background image

odruchowi okrucieństwa, nie potrafił odrzucić pokusy zadania jej bólu, zresztą nie bez pewnej 

przyjemności.

- Czy często chodzi pani na ceremonię herbacianą do Kurimoto? Przecież dawniej 

miała pani z jej powodu niemałe przykrości?

- Tak, to prawda. Po śmierci pańskiego ojca otrzymałam list od tej pani. Tęskniłam za 

ojcem, było mi bardzo smutno, więc... - Kobieta spuściła głowę.

- Córka zawsze pani towarzyszy?

- Niechętnie, ale prawie zawsze chodzi ze mną. Przeszli przez tory, minęli dworzec w 

Północnej Kamakurze i ruszyli w stronę góry znajdującej się naprzeciw Engakuji.

4

Wdowa Ota ma co najmniej czterdzieści pięć lat, jest chyba ponad dwadzieścia lat 

starsza od Kikujiego, lecz mimo to nie sprawia na nim wrażenia o tyle starszej. Wydawało mu 

się, że obejmuje kobietę młodszą od siebie.

Niewątpliwie Kikujiemu sprawiało przyjemność jej doświadczenie, bo nie czuł przy 

niej, że jest nieśmiałym i niedoświadczonym młodzieńcem..

Wydawało mu się, że teraz naprawdę rozumie, czym jest kobieta, a czym mężczyzna. 

Zdumiało go tak nagłe przebudzenie się w nim męskości. Dotąd nie wiedział, że kobieta może 

być tak delikatna i bezbronna, uległa i kusząca, odurzająca ciepłem i zapachem.

Będąc kawalerem często czuł potem niepojętą odrazę, ale teraz, kiedy znalazł się w 

naprawdę odrażającej sytuacji, czuł tylko słodki spokój.

W takich chwilach pragnął odejść jak najszybciej, lecz tym razem rozkoszował się 

ciepłem przytulonej do niego kobiety zapominając o całym świecie. Nie wiedział jeszcze, że 

fale   kobiecej   słodyczy   mogą   wciąż   powracać   i   przynosić   ulgę,   wypoczynek   jego   ciału. 

Przeżywał rozkosz zwycięzcy zasypiającego w chwili, gdy niewolnik myje mu stopy.

Odczuł w niej coś macierzyńskiego. Wcisnął głowę w swoje ramiona i zapytał:

-  Czy  wiesz,  że   Kurimoto  ma   tutaj  wielkie  znamię?  -  Nagle   spostrzegł,  że   przez 

nieuwagę powiedział coś niestosownego, lecz nie sądził, by w ten sposób wyrządzał krzywdę 

Chikako. - Dochodzi do piersi, o, dotąd, w ten sposób... - Wyciągnął rękę i pokazał.

Coś się budziło w Kikujim i kazało mu mówić takie rzeczy. Było to uczucie łechtania, 

jakby chęć przeciwstawienia się sobie samemu lub zranienia partnerki. Może po prostu w ten 

sposób chciał ukryć zawstydzenie wywołane pragnieniem zobaczenia tego miejsca, w którym 

mogło być takie znamię.

background image

- Nie chcę o tym słyszeć, to obrzydliwe. - Kobieta nieznacznie poprawiła kołnierz 

kimona, lecz przez zaskoczenie widocznie czegoś nie zrozumiała, gdyż zapytała naiwnie: - 

Pierwszy raz o tym słyszę, ale pod kimonem chyba nie widać.

- A jednak widać.

- O?

- Po prostu, jeśli znajduje się tutaj, to musi być widoczne.

Jak to? Dlaczego?

- Przecież można zobaczyć.

- O? Jesteś okropny! Masz zamiar sprawdzić, czy nie mam takiego znamienia?

- Nie o to chodzi. Lecz gdybyś miała, co byś czuła na przykład teraz?

- Tutaj? - - I spojrzała na własne piersi. - Ale dlaczego o tym mówisz? Czy to ma 

jakieś znaczenie? - spytała bez szczególnego zainteresowania.

Trucizna, jaką podawał Kikuji, widocznie na nią nie działała. Działała raczej na niego.

- Ma znaczenie. Tylko raz widziałem to znamię, gdy miałem osiem czy dziewięć lat, 

lecz jeszcze dziś powraca ono w pamięci i stoi mi przed oczyma.

- Dlaczego?

-   Myślę,   że   również   nad   tobą   zawisło   jak   przekleństwo.   Pamiętam,   że   Kurimoto 

Chikako chodziła do ciebie z wymówkami dając do zrozumienia, że czyni to w imieniu mamy 

i moim.

Kiwnęła głową potakująco i lekko się odsunęła. Kikuji przycisnął ją do siebie.

- Chyba wciąż martwiła się piętnem i dlatego stała się tak złośliwa.

- Straszne rzeczy mówisz!

- A przy tym chciała się zemścić na ojcu.

- Za co się zemścić?

- Miała chyba kompleks niższości, bo jej się wydawało, że to z powodu piętna jej nie 

docenił, a następnie rzucił.

-  Nie mów  już o tym  piętnie,  bo niedobrze mi  się robi. Wcale  chyba  jednak nie 

myślała o znamieniu.

- Myślę, że pani Kurimoto żyje sobie teraz spokojnie, nie przejmując się czymś takim 

jak znamię. Cierpienia z tego powodu już minęły.

- Czy cierpienie nie pozostawia po sobie śladu?

- Gdy minie, może stać się nawet przyjemnym wspomnieniem - odpowiedziała nieco 

rozmarzonym tonem.

- Obok ciebie w pawilonie herbacianym siedziała dziewczyna...

background image

Kikuji powiedział coś, o czym nie chciał mówić.

Tak. Yukiko. Córka Inamury.

Kurimoto zaprosiła mnie, chcąc pokazać mi tę dziewczynę.

- Coś podobnego! - Szeroko otworzyła oczy. Patrzyła na niego uważnie, pytająco. - 

Czy to były wasze „oględziny”, miai? Zupełnie tego nie spostrzegłam.

- Żadne „oględziny”.

- No tak, a teraz w powrotnej drodze... - Po jej policzku potoczyła się łza i spadła na 

poduszkę. Ramiona zadrżały. - Niedobry jesteś. Niedobry. Dlaczego wcześniej mi o tym nie 

powiedziałeś?

Zakryła twarz i zaczęła płakać.

Takiej reakcji Kikuji się nie spodziewał.

- Co złe, to złe, nieważne, czy stało się w drodze powrotnej z „oględzin”, czy nie. Te 

sprawy nie mają związku - powiedział. I tak naprawdę myślał.

Przed   jego   oczyma   ukazał   się   obraz   córki   Inamury   podającej   mu   czarkę   podczas 

ceremonii herbacianej. Pojawiła się również brzoskwiniowa chusta z wzorem tysiąca żurawi. 

I nagle ciało płaczącej kobiety wydało mu się brzydkie.

- Ach, to straszne! Grzeszna kobieta, jak mogłam tak postąpić. - Jej krągłe ramiona 

drżały.

Gdyby Kikuji miał wyrzuty sumienia, to na pewno cała ta sytuacja wydałaby mu się 

wstrętna. Nie z powodu spotkania nieznajomej dziewczyny, lecz byłej kochanki ojca.

Do tej chwili jednak ani niczego nie żałował, ani nie czuł w tym niczego złego.

Dlaczego doszło do tego między nim a Ota? Nie wiedział. Stało się to tak naturalnie. 

Teraz jej słowa może wyrażały żal z powodu uwiedzenia go, lecz Ota przypuszczalnie nie 

miała zamiaru tego robić. Zresztą on nie pamięta, żeby go jakoś specjalnie kusiła. Nie była 

mu niemiłą, ale także się nie opierała. Można by powiedzieć, że oboje zupełnie zapomnieli o 

moralności.

Ota   wciąż   opowiadała   o   ojcu   Kikujiego.   Weszli   więc   do   hoteliku   na   wzgórzu 

położonym   po   przeciwnej   stronie   Engakuji,   następnie   zjedli   kolację.   Kikuji   nie   musiał 

koniecznie jej słuchać, więc powinno ją to zdziwić, że słucha tak spokojnie, lecz nie zwróciła 

na to uwagi, po prostu z rozczuleniem wspominała i uskarżała się na swój los. Kikuji zaczął 

myśleć o niej z sympatią, przynoszącą mu ukojenie. Poczuł się jakby otulony czulą miłością. 

Ojciec musiał być z nią szczęśliwy - pomyślał.

To prawda, nie powinien był tak postąpić. Po prostu poddał się słodkiemu upojeniu i 

przegapił chwilę, w której mógł jeszcze tę kobietę odrzucić.

background image

Mimo  wszystko   w głębi  duszy  pozostał  mroczny   cień   i  być  może  dlatego  Kikuji 

mówił o Chikako czy też o córce Inamury, jakby wypluwał truciznę.

Działanie   tej   trucizny   było   jednak   zbyt   silne.   Gdyby   pożałował   swego   czynu, 

odczułby wtedy całą jego brzydotę, lecz mimo to rosła odraza do samego siebie, toteż skłonny 

był mówić kobiecie rzeczy okrutne.

- Zapomnijmy o tym, dobrze? To nic takiego - powiedziała. - Po prostu nic między 

nami nie zaszło.

- Oczywiście, po prostu wspominałaś mego ojca.

- Ach, co ty mówisz? - zdumiona uniosła głowę.

Od łez i przyciskania twarzy do poduszki zaczerwieniły jej się powieki. Zaszły mgłą 

również białka oczu. W szeroko otwartych źrenicach Kikuji dostrzegł jakby zabłąkany cień 

znużenia.

- Nic nie mam na swoją obronę, skoro tak mówisz. Jestem bardzo nieszczęśliwa.

- To kłamstwo - rzekł Kikuji i brutalnie odkrył jej piersi. - Nie zapomniałabyś, gdybyś 

miała piętno, to wywiera wrażenie... - Zdumiały go własne słowa.

- Nie można tak. Nie przypatruj mi się, nie jestem już młoda.

Kikuji rozchylił wargi i zbliżył się do niej.

I znów powróciła fala.

Potem spokojnie usnął.

We śnie usłyszał szczebiot ptaszków. Wydało mu się, że po raz pierwszy w życiu 

budzi się od świergotu ptaków.

Wydało mu się też, że poranna mgła zmoczyła zielone drzewa i umyła go nawet w 

środku głowy. Nie pozostała w niej ani jedna myśl.

Kobieta spała obrócona tyłem do Kikujiego. Kiedy się od niego odwróciła? Wydało 

mu   się   to   dziwne,   więc   podniósł   się   na   łokciu   i   spojrzał   w   jej   twarz   ukrytą   jeszcze   w 

półmroku.

5

Mniej  więcej dwa tygodnie  po ceremonii  herbacianej.  odwiedziła  Kikujiego córka 

Oty.

Wprowadził   ją   do   salonu,   a   następnie   otworzył   kredens,   nałożył   ciasteczka   na 

talerzyki, chcąc podczas tych czynności opanować bicie serca - z zachowania dziewczyny nie 

mógł wywnioskować, czy przyszła sama, czy też przed domem czeka jej matka, nie mając 

odwagi wejść.

background image

Gdy   Kikuji   otworzył   drzwi   salonu,   dziewczyna   wstała   z   krzesła.   Spostrzegł   jej 

opuszczoną głowę i mocno zaciśnięte wargi.

-   Przepraszam,   że   kazałem   na   siebie   czekać.   Przeszedł   za   plecami   dziewczyny   i 

otworzył oszklone drzwi do ogrodu.

Kiedy   przechodził   obok   niej,   poczuł   delikatny   zapach   białej   peonii   z   wazonu. 

Dziewczyna pochyliła nieco ku przodowi krągłe ramiona.

- Proszę... - Kikuji siadając na krześle poczuł się dziwnie spokojny. Ujrzał w córce 

obraz matki.

- Przepraszam za te nagłe odwiedziny - powiedziała nie podnosząc głowy.

- Nie ma za co. Dobrze pani trafiła.

- Tak.

Coś sobie przypomniał. Ta dziewczyna w czasie nalotu odprowadzała ojca do bramy 

ich domu. Dowiedział się o tym w Engakuji od jej matki.

Miał ochotę powiedzieć jej teraz o tym. Ale tylko uważniej na nią popatrzył.

Odżyło ciepło, jakby wody w kąpieli, jakie biło wtedy od Oty. Przypomniał sobie 

chwile, w których poddała mu się ulegle, bez reszty. I spokój, jaki go wtedy ogarnął.

Dzięki temu poczuł spokój również w obecności dziewczyny, jej córki, jakby rozluźnił 

swą czujność. Mimo to nie mógł jej spojrzeć w oczy.

- Przyszłam... - zaczęła i zaraz przerwała, a następnie uniosła nieco twarz w górę - 

przyszłam w sprawie mamy.

Kikuji wstrzymał oddech.

- Proszę o wybaczenie mojej mamie. 

-   O   wybaczenie?   -   Przeczuwał,   że   matka   zwierzyła   się   córce.   -   To   raczej   ja 

powinienem prosić o wybaczenie.

- Nie, proszę jej wybaczyć również w imieniu pańskiego ojca.

- Skoro o tym mówimy, to raczej ojciec winien panią prosić o wybaczenie. Matki teraz 

nie ma, więc kto ma wybaczać?

- Myślę, że to z winy mojej mamy pański ojciec umarł tak wcześnie. Matka również... 

O tym też powiedziałam mamie.

- To przesada. Nie można sprawiać jej takiej przykrości.

- Byłoby lepiej, gdyby moja mama umarła wcześniej. Dziewczyna nie wiedziała, co ze 

sobą   zrobić   ze   wstydu.   Kikuji   pojął,   że   mówi   o   nim.   Jak   głęboko   musiało   ją   zranić   to 

zdarzenie.

- Proszę wybaczyć mamie - błagała ze skargą w głosie.

background image

- Tu nie ma nic do wybaczenia. Jestem po prostu wdzięczny - zdecydowanym tonem 

powiedział Kikuji.

- To wina mamy. Ona jest naprawdę niedobra, proszę ją zostawić w spokoju. Proszę 

się nią nie zajmować - mówiła to szybko, drżącym głosem. - Bardzo proszę.

Kikuji   zrozumiał,   co   znaczy   w   jej   ustach   słowo   „wybaczyć”.   Znaczy   również 

„zostawić ją w spokoju”.

- Proszę już do niej nie dzwonić.

Mówiąc to poczerwieniała na twarzy. I jakby chcąc to zawstydzenie przezwyciężyć, 

podniosła głowę i spojrzała na Kikujiego. Płakała. W jej szeroko otwartych czarnych oczach 

nie było w ogóle złości, jedynie błagalna prośba.

- Rozumiem. Proszę mi wybaczyć - rzekł Kikuji.

- Błagam...

Z zażenowania poczerwieniała również jej długa biała szyja. Fumiko miała na sobie 

europejską suknię i białą broszkę, podkreślającą piękno tej długiej szyi.

- Obiecała przez telefon, ale nie przyszła, bo ja jej nie pozwoliłam. Mama chciała 

koniecznie wyjść, lecz objęłam ją wpół i nie puściłam. - Trochę się uspokoiła i mówiła z 

mniejszym napięciem.

Kikuji zadzwonił do wdowy na trzeci dzień od ich spotkania. Bardzo się ucieszyła, 

lecz mimo to nie przyszła do kawiarni, w której się umówili.

Oprócz tego jednego telefonu Kikuji więcej nie rozmawiał z Ota.

-  Potem   zrobiło   mi   się   bardzo   żal   mamy,   lecz   w  tamtej   chwili   trzymałam   ją   jak 

szalona, bo mi było wstyd. „Wobec tego zadzwoń i uprzedź, że nie przyjdę” - powiedziała do 

mnie. Podeszłam nawet do telefonu, lecz nie mogłam wykrztusić słowa. Mama patrzyła na 

telefon i zalewała się łzami. Myślała, że pan siedzi przy telefonie. Taka już jest.

Oboje chwilę milczeli, po czym Kikuji zapytał:

- Dlaczego pani poszła wcześniej do domu, kiedy mama na mnie czekała po ceremonii 

herbacianej?

- Bo chciałam, żeby pan się dowiedział, że moja mama nie jest zła.

- Jest za dobra.

Dziewczyna   zamknęła   oczy.   Trochę   zbyt   wydatne   wargi   pod   małym   kształtnym 

noskiem i okrągła dobroduszna twarz przypominały mu jej matkę.

- Od dawna wiedziałem o pani, nawet marzyłem o tym, żeby z panią porozmawiać o 

moim ojcu.

Dziewczyna kiwnęła głową potakująco.

background image

- Ja też o tym kiedyś myślałam.

Jak dobrze byłoby rozmawiać z nią bez skrępowania o ojcu, gdyby między nim a jej 

matką nic nie zaszło - myślał Kikuji.

Ale właśnie dlatego, że się stało to, co się stało, mógł wybaczyć wdowie i mógł w 

końcu zapomnieć o tym, co było między nią a jego ojcem. Czy to wszystko nie jest dziwne?

Dziewczyna jakby się spostrzegła, że zrobiło się późno. Wstała i szybko zaczęła się 

zbierać do wyjścia.

- Dobrze by było, gdybyśmy kiedyś mogli spokojnie porozmawiać o dobroci pani 

matki,   a   także   o   moim   ojcu   -   powiedział   Kikuji   odprowadzając   ą   do   drzwi.   Czuł   tak 

naprawdę, choć wiedział, że przemawia przez niego egoizm.

- Tak, pan jednak wkrótce się chyba ożeni.

- Ja się ożenię? 

- Tak. Mama mi mówiła. Wspomniała o spotkaniu z Inamurą Yukiko.

- To nieprawda.

Tuż za bramą droga prowadziła w dół. W połowie zbocza zaczynała się wić, więc z 

tego miejsca ujrzeć można było jedynie tylko wierzchołki drzew przy domu Kikujiego.

Słowa córki Oty przypomniały mu nagle sylwetkę  dziewczyny z chustą o wzorze 

tysiąca żurawi, lecz w tym momencie Fumiko zatrzymała się i pożegnała odprowadzającego.

Kikuji ruszył zboczem pod górę w stronę przeciwną niż dziewczyna.

background image

Zachód słońca nad lasem

Chikako zadzwoniła do biura.

- Czy wracasz prosto do domu?

Miał wracać, lecz teraz zawahał się z grymasem niezadowolenia na twarzy.

- Jeszcze nie wiem.

- Dzisiaj koniecznie wróć po pracy do domu ze względu na pamięć ojca. W tym dniu 

co roku twój ojciec urządzał spotkanie miłośników ceremonii herbacianej. Kiedy o tym sobie 

przypomniałam, nie mogłam usiedzieć spokojnie na miejscu.

Kikuji milczał.

- Gdy sprzątałam pawilon herbaciany... halo, halo... zachciało mi się przygotować coś 

do jedzenia...

- A gdzie teraz jesteś?

- W twoim domu. Przepraszam, że od razu o tym nie powiedziałam.

Kikuji zaniemówił ze zdumienia.

-   Kiedy   o   tym   sobie   przypomniałam,   nie   mogłam   usiedzieć   na   miejscu.   Dlatego 

pomyślałam, że może uspokoję się, kiedy posprzątam twój pawilon herbaciany. Powinnam 

była może wcześniej zadzwonić, lecz bałam się, że mi na to nie pozwolisz.

Po śmierci ojca pawilon herbaciany stał nie używany.

Dopóki żyła matka, to przynajmniej przesiadywała w nim od czasu do czasu. Lecz 

nigdy nie rozpaliła ognia w piecyku, po prostu zabierała ze sobą czajnik gorącej wody. Kikuji 

nie   lubił,   gdy   matka   wchodziła   do   pawilonu.   Czekając   na   nią,   bardzo   się   martwił, 

wyobrażając sobie, o czym matka myśli w samotności. Nieraz pragnął popatrzeć na matkę, 

kiedy tak siedzi w pawilonie, lecz nigdy tego nie zrobił.

Za   życia   ojca   w   pawilonie   herbacianym   rządziła   Chikako.   Matka   prawie   tam   nie 

wchodziła. Po śmierci matki pawilon zamknięto na stałe. Przedtem wietrzyła go stara służąca.

- Jak długo w nim nie sprzątałeś? Maty wycierałam i wycierałam, lecz na nic się to nie 

zdało, bo już się pokryły pleśnią. - Ton Chikako stawał się coraz bardziej zuchwały. - Kiedy 

sprzątałam, zachciało mi się coś ugotować. Przyszło mi to dopiero teraz na myśl, więc nie 

mam  właściwie nic,  mimo  to postaram się coś przygotować.  Dlatego  chcę,  żebyś  wrócił 

prosto do domu.

- Zdumiewasz mnie.

- Samemu może ci być smutno, więc przyprowadź kilku kolegów.

- Nic z tego. Tu nie ma miłośników ceremonii herbacianej.

background image

-  Tym  lepiej   że  nie  będą   to  znawcy,  bo  wszystko   będzie   bardzo  skromne.   Mogą 

przyjść bez skrępowania.

- Nie, nic z tego - powtórzył gniewnie.

- Naprawdę? Sprawiasz mi zawód. Co ja wobec tego zrobię? Może zaproszę kogoś z 

przyjaciół, którzy uczestniczyli w spotkaniach urządzanych przez twego ojca... Nie, nikogo z 

nich zaprosić nie można. Więc może zaprosimy córkę Inamury?

- Nie żartuj. Proszę cię nie rób tego.

- Dlaczego? Byłoby wspaniale. Jej rodzina zainteresowała się wiadomą sprawą, więc 

przyjrzałbyś się dobrze dziewczynie i porozmawiał z nią. Zaproś ją dzisiaj. Jeśli przyjdzie, 

będziemy wiedzieli, że z jej strony nie ma przeszkód.

- Nie chcę. - Kikujiemu zrobiło się ciężko na sercu. - Nic dla mnie nie przygotowuj, 

bo ja nie wrócę. - Co? No nie, o tym nie mogę mówić przez telefon. Porozmawiamy później. 

Właśnie o to chodzi, tylko szybko wracaj do domu.

A o co chodzi? Nic nie chcę o tym wiedzieć.

-   No   dobrze.   Zachowałam   się   po   prostu   egoistycznie.   -   Mimo   to   dochodził   do 

Kikujiego głos natarczywy, jadowity.

Przypomniało mu się znamię sięgające do połowy piersi Chikako.

I wydało mu się, że odgłos zamiatania pawilonu dochodzi do jego świadomości z 

wnętrza jego głowy; miał wrażenie, że ścierka, którą czyściła werandę, dotyka mózgu.

I znów odżyło w nim uczucie odrazy do Chikako, więc nie mógł się jakoś pogodzić z 

myślą o tym, że weszła do domu podczas jego nieobecności i bez pytania coś tam gotuje.

Mógłby   jeszcze   jej   wybaczyć,   gdyby   przez   szacunek   dla   ojca   sprzątnęła   pawilon 

herbaciany i na przykład ułożyła bukiet ikebany, i poszła do domu.

Lecz w irytującym go uczuciu odrazy zabłysła sylwetka córki Inamury, niby promyk 

światła.

Po śmierci ojca Chikako oddaliła się od Kikujiego w sposób naturalny, ale teraz miał 

wrażenie, że zamierza znów się do niego zbliżyć wykorzystując córkę Inamury jako przynętę.

Dzisiaj słowa Chikako, jak zwykle dość interesujące, a przy tym wywołujące gorzki 

uśmiech   i   obezwładniający   nastrój   beztroski,   zabrzmiały   bardziej   niż   kiedykolwiek 

natarczywie i jednocześnie jakby groźnie.

Zabrzmiały jak groźba, ponieważ w nim samym tkwiła słabość - pomyślał Kikuji. 

Drżał ze słabości i nawet nie potrafił rozłościć się z powodu nie proszonego telefonu Chikako.

Chikako   znała   słabe   punkty   Kikujiego,   więc   nie   chcąc   stracić   okazji   po   prostu 

wtargnęła do jego domu bez pytania.

background image

Po skończeniu pracy Kikuji poszedł na Ginzę i wstąpił do małej knajpki.

Jednak Chikako miała rację, Kikuji nie mógł nie wrócić do domu. ponieważ słabość 

ciążyła mu teraz jak nigdy przedtem.

Chikako chyba nie mogła wiedzieć, że Kikuji wracając z  ceremonii herbacianej w 

Engakuji niespodziewanie zatrzymał się z wdową Ota w hoteliku w Północnej Kamakurze. 

Jednak niepokoiła go myśl, że kobiety mogły później ze sobą rozmawiać. Natarczywy ton w 

rozmowie telefonicznej wyrażał coś więcej niż normalną zuchwałość.

Prawdopodobnie chodziło o to, by pomówić o małżeństwie z córką Inamury w typowy 

dla niej sposób.

Kikuji nie znalazł spokoju również w barze, więc wsiadł do pociągu. Kiedy jadąc w 

stronę   Dworca   Tokijskiego   minął   stację   Yurakucho,   ujrzał   przez   okno   w   dole   ulicę 

wysadzaną wielkimi drzewami. Biegła prawie prostopadle do kolei, ze wschodu na zachód, 

odbijając   promienie   zachodzącego   słońca.   Błyszczała   oślepiająco   jak   metalowa   płyta. 

Natomiast   podświetlona   promieniami   słońca   zieleń   alei   wydawała   się   niemal   czarna.   W 

cieniu drzew panował chłód. Rozrośnięte gałęzie pokryte były gęsto liśćmi. Po obu stronach 

ulicy stały solidne europejskie domy.

Dziwne, że na tej alei nie ma ludzi. Nic więc nie zasłania widoku na pobrzeże fosy 

przy Pałacu Cesarskim. Oślepiająco połyskuje również pusta jezdnia.

Gdy patrzył z okna bardzo zatłoczonego pociągu elektrycznego, wydawało mu się, że 

tylko   ta   ulica   jest   pogrążona   w   osobliwym   czasie   zmierzchu   i   przypomina   obrazek   z 

zagranicznej ryciny.

Wydało  mu się również, że tą aleją idzie  córka Inamury,  niosąc coś w chuście  z 

brzoskwiniowej krepy o wzorze tysiąca żurawi. Miał wrażenie, że widzi wyraźnie chustę ze 

wzorem tysiąca żurawi. Poczuł się odświeżony.

I   gdy   pomyślał,   że   dziewczyna   już   może   weszła   do   jego   domu,   serce   zabiło   mu 

mocniej. Chikako jednak powiedziała przez telefon, żeby przyprowadził kolegów, a dopiero 

potem,   gdy   się   nie   zgodził,   wspomniała   o   zaproszeniu   córki   Inamury.   Nie   wiedział,   od 

początku miała zamiar ją zaprosić, czy nie. Gdy wrócił do domu, Chikako z pośpiechem 

wyszła mu na spotkanie. 

- Jesteś sam? 

Kikuji kiwnął głową potakująco.

- To nawet lepiej. Ona już na ciebie czeka. - Chikako podeszła i biorąc od niego 

kapelusz i teczkę, zapytała: - Trochę zboczyłeś z drogi, prawda?

Może widać, że trochę wypiłem - pomyślał Kikuji.

background image

- Gdzie byłeś? Zadzwoniłam znowu do biura i powiedzieli mi, że wyszedłeś, więc 

obliczyłam, kiedy powinieneś wrócić.

- To zdumiewające.

Chikako nawet nie przeprosiła, że wtargnęła do domu nieproszona i robi tu, co chce.

Poszła za nim do jego pokoju, chcąc mu chyba pomóc w przebieraniu się w kimono, 

które przygotowała wcześniej służąca.

- Nie trzeba. Przepraszam, sam się przebiorę. Zdjął marynarkę i uciekając od Chikako 

wszedł po prostu do komory.

Po chwili wyszedł w kimonie.

-   Podziwiam   samotnych   mężczyzn   -   powiedziała   Chikako   nie   ruszając   się   z   jego 

pokoju.

Odburknął coś niezrozumiale.

- Skończymy już z tym niewygodnym życiem kawalerskim, prawda?

- Dlaczego niewygodnym? Po prostu wyciągnąłem odpowiednie nauki z życia ojca.

Chikako spojrzała na niego.

Miała na sobie kuchenny fartuch, który pożyczyła od służącej. Dawniej należał do 

matki Kikujiego. Rękawy pozostawiła wysoko podwinięte.

Jej dziwnie białe ręce nie pasowały do dłoni; były dość tłuste i nawet przyjemnie 

zaokrąglone,  pod łokciem tylko  nieco  pomarszczone,  jakby okręcone sznurkiem.  „Bardzo 

dziwne” - pomyślał Kikuji. Miała chyba twarde i grube mięśnie.

-   Chyba   najlepiej   będzie   w   pawilonie.   Na   razie   wprowadziłam   ją   do   salonu   - 

powiedziała Chikako nieco zmienionym, bardziej oficjalnym tonem.

- Nie wiem, poza tym, czy w pawilonie jest światło elektryczne? Nigdy nie widziałem 

tam zapalonego światła.

- Można by zapalić świece, byłoby nawet przyjemniej. 

-   Nie   podoba   mi   się   ten   pomysł.   Chikako   zmieniła   temat,   jakby   o   czymś   sobie 

przypomniała.

- Wiesz, kiedy dzwoniłam do pani Inamury,  jej córka zapytała,  czy ma  przyjść  z 

matką, więc odpowiedziałam, że byłoby świetnie, gdyby przyszły razem, lecz okazało się, że 

jej matka nie może, więc zdecydowałyśmy, że przyjdzie sama.

- Zdecydowałyśmy? Kto zdecydował? Sama to zrobiłaś, bez porozumienia. Na pewno 

pomyślała, że to bardzo niegrzecznie tak nagle wzywać ją tutaj.

- Możliwe, lecz panienka już jest tutaj. A skoro przyszła, to oznacza, że moja wina 

uległa zmyciu.

background image

- Dlaczego? 

-   Na   pewno   tak.   Skoro   przyszła,   to   znaczy,   że   interesuje   ją   propozycja,   o   której 

mówiłam. Cóż z tego, że postępowanie jest trochę oryginalne. Kiedy nastąpi między wami 

ostateczne porozumienie, będziecie się mogli ze mnie śmiać mówiąc, że Kurimoto dziwacznie 

się zachowuje. Kiedy ludzie porozumieją się ze sobą, nieważne jest, jak do tego doszli. Takie 

jest moje doświadczenie.

W ten sposób Chikako zlekceważyła  sprawę swego zachowania i powiedziała tak, 

jakby przejrzała Kikujiego na wylot.

- Czy już o tym z nią rozmawiałaś? 

- Tak. Rozmawiałam.

Chikako zdawała się mówić: „No, decyduj się, chłopie, póki czas.”

Kikuji wstał i skierował się przez galerię do salonu, lecz zatrzymał się przed wielkim 

drzewem granatu w ogrodzie, żeby mieć trochę czasu na zmianę wyrazu twarzy. Nie mógł 

pokazać córce Inamury niezadowolonej miny.

Gdy spojrzał w mrok pod granatem, znów przyszło mu na myśl  znamię Chikako. 

Potrząsnął   głową.   Na   kamieniu   w   ogrodzie   przed   salonem   pozostało   trochę   promieni 

zachodzącego słońca. Przesuwane ścianki były otwarte na oścież. Dziewczyna siedziała tuż 

przy galerii. Kikujiemu wydało się, że światło bijące od dziewczyny rozjaśnia mrok w głębi 

dużego salonu.

W alkowie tokonoma stały irysy w płaskim wazonie.

Dziewczyna w kimonie miała pas również o wzorach irysów. To pewnie przypadek.

W alkowie stały irysy innej odmiany - kwiaty i liście tworzyły wysoką kompozycję. 

Ich świeżość świadczyła o tym, że Chikako przed chwilą je tu przyniosła. 

Następnego dnia w niedzielę padał deszcz.

Po   południu   Kikuji   poszedł   do   pawilonu   herbacianego.   Chciał   uporządkować 

utensylia używane poprzedniego wieczoru podczas ceremonii herbacianej.

Zatęsknił też do zapachu perfum Yukiko, który unosił się nadal w pawilonie.

Kazał służącej otworzyć parasol i kiedy miał zejść z galerii przy salonie do ogrodu, 

spostrzegł, że z uszkodzonej rynny przy okapie woda leje się strumieniami na ziemię tuż 

przed drzewem granatu.

- Trzeba rynnę naprawić - powiedział Kikuji do służącej.

- Tak, proszę pana.

background image

Przypomniał sobie, że od dawna niepokoił go szum wody, gdy leżał w pościeli w 

deszczową noc.

- A zresztą   kiedy zacznie  się  reperować,  nie  będzie   końca.  Lepiej   dom  sprzedać, 

zanim wszystko się tu popsuje.

- Ostatnio wszyscy, którzy mają duże domy, tak mówią. Panienka, która wczoraj tutaj 

była, nadziwić się nie mogła, że dom jest taki ogromny. Na pewno będzie tu kiedyś mieszkać.

„Służąca daje mi do zrozumienia, żebym domu nie sprzedawał.”

- Czy pani Kurimoto coś takiego mówiła?

- Tak. Kiedy panienka przyszła, pani Kurimoto oprowadziła ją po całym domu.

- Coś podobnego!

Dziewczyna nic mu o tym nie powiedziała.

Kikuji   myślał,   że   Yukiko   widziała   tylko   salon   i   pawilon   herbaciany,   dlatego 

postanowił dzisiaj przejść tą samą drogą prosto do pawilonu.

Wczoraj długo nie mógł zasnąć.

Wydawało   mu   się,   że   w   pawilonie   pozostał   jeszcze   zapach   perfum   dziewczyny, 

dlatego chciał wstać w środku nocy i tam pójść.

„To kobieta  nieosiągalna  dla  mnie”  - myślał  Kikuji  o córce Inamury,  starając się 

zasnąć.

Yukiko jednak, oprowadzona przez Chikako, obejrzała jego cały dom.

Kikuji polecił służącej zanieść piecyk na węgiel drzewny do pawilonu i stąpając po 

kamieniach   wyszedł   do   ogrodu.    Wczoraj   wieczorem   Chikako   jechała   do   Północnej 

Kamakury i wyszła razem z córką Inamury, więc sprzątaniem po gościach zajęła się służąca.

Utensylia stojące w kącie pokoju należało po prostu schować, lecz Kikuji nie wiedział, 

gdzie jest ich miejsce.

„Kurimoto pewnie wie lepiej” - mruknął do siebie i spojrzał na obraz przedstawiający 

mistrza   poezji.   Mały   obraz   Hokkyo   Sotatsu:   ledwie   zaznaczone   barwą   tło,   na   nim   linie 

rozwodnionym tuszem. - Czyj to portret? - zapytała wczoraj córka Inamury, lecz Kikuji nie 

potrafił udzielić odpowiedzi. - Nie wiem. Nie ma na nim wiersza, więc trudno rozpoznać. 

Poza tym na takich obrazkach wiersze na pewno są do siebie podobne. - To jest Muneyuki - 

wtrąciła   Chikako.   -   Obraz   stanowi   ilustrację   do   wiersza   brzmiącego   następująco:   „nawet 

zieleń sosny wiecznie zielonej jest bardziej intensywna na wiosnę”. Już trochę za późno na 

ekspozycję   tego  rodzaju   obrazu,   lecz   ojciec   bardzo   go   lubił   i   wiosną   zawsze   wieszał   w 

alkowie. - Nie wiem, czy to Muneyuki czy Tsurayuki, rysunku rozpoznać nie mogę - raz 

jeszcze powiedział Kikuji. Tak jak dawniej, dzisiaj również spoglądała na niego spokojna 

background image

twarz   kogoś,   kogo   nie   potrafił   rozpoznać.   Z   tego   niewielkiego   portretu,   namalowanego 

cienkimi pociągnięciami pędzla, wyczuwało się wielkość przedstawionego człowieka. Kikuji 

przyglądał mu się, a po chwili poczuł słabiutki zapach, zapach czystości - jak mu się wydało.

Obraz przedstawiający poetę i bukiet ikebany z irysów, ułożony wczoraj w salonie, 

przypomniał Kikujiemu córkę Inamury.

- Grzałam wodę, dlatego to tak długo trwało. Myślałam, że lepiej przynieść wodę 

podgrzaną w kuchni. - Służąca przyniosła piecyk na węgiel drzewny i czajnik. W pawilonie 

było wilgotno, dlatego Kikuji prosił o ogień, o nic więcej. Nie miał zamiaru pić herbaty w 

pawilonie.

Służąca dysząc o piecyku przyniosła również ciepłą wodę, ponieważ widziała między 

jednym a drugim naturalny związek.

Towarzysząc   ojcu   od   dzieciństwa   Kikuji   przyzwyczaił   się   do   reguł   ceremonii 

herbacianej, lecz nigdy nimi się nie interesował. Ojciec zresztą nie nakłaniał go do tego.

Gdy   woda   się   zagotowała,   Kikuji   odsunął   lekko   pokrywkę   i   nadal   siedział   w 

roztargnieniu.

Czuć tu trochę pleśnią. Maty również zwilgotniały.

Pokryte  patyną  czasu ściany,  które wczoraj uwydatniały sylwetkę Inamury,  dzisiaj 

wydały się po prostu brudne.

Kikuji miał wrażenie, że przyszła do niego w stroju japońskim kobieta, która na co 

dzień mieszka w domu europejskim.

- Na pewno Kurimoto sprawiła pani kłopot, gdy tak niespodziewanie zaprosiła panią 

do mnie. Pawilon również jest jej pomysłem - powiedział wczoraj dziewczynie.

- To dzień ceremonii herbacianej urządzanej przez pana ojca, prawda? Powiedziała mi 

o tym nauczycielka.

-   Podobno   tak.   Ja   o   tych   sprawach   zupełnie   zapomniałem,   w   ogóle   nawet   nie 

myślałem.

- Na tak ważny dzień pani Kurimoto  zaprosiła również mnie,  a przecież niewiele 

jeszcze rozumiem z ceremonii herbacianej. Może zrobiła tak dlatego, żeby mnie ośmieszyć? 

Ostatnio zaniedbuję nawet lekcje.

- Nic podobnego, Kurimoto również przypomniała sobie o tym dopiero dziś rano i 

przyszła posprzątać pawilon. Dlatego chyba czuć tu jeszcze pleśń. - Kikuji zamilkł na chwilę. 

-   Jeśli   mamy   zostać   znajomymi,   to   wolałbym   jednak,   żeby   poznawała   nas   ze   sobą   nie 

Kurimoto,   ale   ktoś   inny.   Bardzo   mi   przykro,   że   tak   się   stało.   Dziewczyna   spojrzała 

podejrzliwie na Kikujiego.

background image

- Dlaczego? Przecież gdyby nie pani nauczycielka, nikt by nas sobie nie przedstawił.

Rzeczywiście, trafny argument.

To prawda, gdyby nie Chikako, chyba nigdy nie spotkaliby się na tym świecie.

Kikuji odniósł wrażenie, że ktoś go znienacka zdzielił biczem po twarzy.

Jednocześnie słowa dziewczyny zabrzmiały w jego uszach jak zgoda na zawarcie z 

nim związku małżeńskiego. A jej podejrzliwe spojrzenia odbierał niczym jasne promienie 

słońca.

Nie wiedział jednak, co Yukiko myśli o jego braku szacunku dla Chikako. Czy wie o 

tym, że Chikako była kochanką jego ojca?

- Z Kurimoto wiążą się w naszym domu niezbyt przyjemne wspomnienia - powiedział 

Kikuji i głos mu zadrżał. - Nie chciałbym, żeby ta kobieta decydowała o moim losie. Trudno 

mi się pogodzić z tym,  że to ona właśnie przedstawiła mi panią. Chikako weszła z tacą. 

Rozmowa   się   urwała.   -   Pozwólcie,   że   posiedzę   razem   z   wami.   -   Usiadła   i   jakby   chcąc 

uspokoić oddech po pracy na stojąco, pochyliła się do przodu i próbowała czytać z wyrazu 

twarzy dziewczyny.

-  Tylko   jeden   gość   u   pana   dzisiaj,   jednak   ojciec   na   pewno   się   ucieszy.   Yukiko 

skromnie spuściła wzrok. - Nie jestem tego godna, lecz niewątpliwie czuję się zaszczycona, 

że mogę przebywać w pawilonie herbacianym pańskiego ojca.

Chikako zignorowała jej słowa i zaczęła snuć wspomnienia o tym,  jak to pawilon 

wykorzystywano   za   życia   ojca   Kikujiego.   Chikako   widocznie   uważała,   że   małżeństwo 

między Yukiko i Kikujim to tylko sprawa czasu.

Potem na galerii, kiedy obie kobiety już odchodziły, Chikako powiedziała:

-  Kikuji,   ty   też   powinieneś   odwiedzić   panią   lnamurę.   Tym   razem   należałoby   się 

umówić wcześniej.

Dziewczyna kiwnęła potakująco głową. Chyba chciała coś dodać, lecz zrezygnowała. 

W całej jej sylwetce pojawiły się oznaki wrodzonej wstydliwości.

Kikujiego zaskoczyło jej zachowanie. Jednocześnie poczuł ciepło jej ciała.

Nie mógł się jednak oprzeć myśli, że jest pokryty ciemną i brzydką zasłoną.

Dziś też owa myśl go nie opuszczała.

Nie tylko Chikako, która przedstawiła mu Inamurę, była nieczysta. Kikuji również 

czuł się wewnętrznie skalany.

W   szalonej   wyobraźni   ujrzał   swego   ojca   gryzącego   brudnymi   zębami   pierś 

naznaczoną znamieniem. Nigdy przedtem nie myślał w ten sposób o ojcu.

background image

Dziewczyna   nie   przywiązywała   wagi   do   zachowania   Chikako.   Kikuji   natomiast 

przywiązywał. Chyba nie tylko dlatego, że był po prostu człowiekiem niezdecydowanym, 

lecz widocznie dlatego, że mogło ono mieć wpływ na jego życie. Choć dawał do zrozumienia, 

że   bardzo   nie   lubi   Chikako,   to   jednak   ona   popychała   go   do   małżeństwa   z   Inamurą. 

Niewątpliwie, Chikako jest wygodną osobą, można ją wykorzystać do tego rodzaju celów.

Dlatego Kikuji odniósł nawet wrażenie, że dziewczyna go rozszyfrowała - wrażenie 

było tak bolesne jak uderzenie po twarzy. Pozwoliło mu to odkryć w sobie innego człowieka. 

To odkrycie wstrząsnęło nim.

Gdy skończyli jeść i Chikako wyszła, żeby przygotować ceremonię herbacianą, Kikuji 

powrócił do tej sprawy, jakby z czegoś się tłumacząc:

- Tak więc Kurimoto jest kierującym nami losem, lecz wydaie mi się, że pani inaczej 

ocenia ten los niż ja, prawda?

Po   śmierci   ojca   Kikuji   nie   lubił,   gdy   matka   sama   wchodziła   do   pawilonu 

herbacianego.

Kiedy nad tym się teraz zastanawiał, odnosił wrażenie, że zarówno ojciec, jak matka i 

on sam myśleli o czym innym, gdy samotnie przebywali w tym pawilonie.

Krople   deszczu   uderzały   o   liście   drzew.  Rozległ   się   też   plusk   kropli   bijących   o 

parasol. - Przyszła pani Ota. - Spoza papierowej ścianki doszedł głos służącej.

- Pani Ota? Córka? 

- Nie, pani starsza. Nie wiem dlaczego, lecz jest tak wychudzona, jakby była chora...

Kikuji mimo woli wstał, lecz nie mógł się ruszyć z miejsca.

- Gdzie mam wprowadzić?

- Można tutaj.

- Słucham pana.

Wdowa   Ota   przyszła   bez   parasola.   Może   zostawiła   przy   wejściu.   Na   jej   twarzy 

pozostały krople deszczu - pomyślał Kikuji. Były to jednak łzy.

Zrozumiał, że to łzy spływały bez ustanku po jej policzkach.

Początkowo Kikuji odniósł się do wchodzącej bez należytej uwagi, skoro pomyślał, że 

to krople deszczu.

- Co się stało? - prawie krzyknął, gdy zrozumiał, że to nie deszcz, i podszedł do niej.

Kobieta usiadła na podłodze galerii i pochyliła się nisko.

Zwróciła się w stronę Kikujiego i wtedy wydało mu się, że upadnie.

W tym miejscu podłogę zmoczył deszcz.

Płakała nadal, więc Kikuji znów pomyślał, że to spadają krople deszczu.

background image

Nie odrywała  od niego oczu, co zdawało się powstrzymywać  ją  przed  upadkiem. 

Kikuji się zaniepokoił na myśl, co by się stało, gdyby poruszył głową.

Jej oczy były zapadnięte, dokoła nich rysowały się zmarszczki i sińce. Opuchnięte, 

jakby   podwójne   powieki,   nie   przesłaniały   jednak   wilgotnych,   błyszczących   oczu,   które 

przesyłały mu bolesną skargę. Kryła się w nich również niewysłowiona czułość. 

-  Przepraszam.   Chciałam   cię   koniecznie   zobaczyć,   więc   nie   mogłam   usiedzieć   w 

domu - powiedziała z uczuciem. Jej cała postać tchnęła czułością. Gdyby nie jej tkliwość, 

Kikuji bałby się na nią spojrzeć, ponieważ była tak bardzo wychudzona, wynędzniała.

Zrobiło mu się bardzo przykro. I choć wiedział, że ona cierpi z jego powodu, to jednak 

łudził się zwiedziony jej czułością, że to ona złagodzi jego ból.

- Zmokniesz, wejdź szybko.

Nagle chwycił ją mocno pod ręce i niemal siłą wciągnął do pokoju. Potraktował ją 

może trochę zbyt brutalnie. Kobieta próbowała stanąć o własnych siłach.

- Proszę mnie puścić, puść mnie. Jestem lekka, prawda?

- Tak.

- Jestem lekka. Schudłam ostatnio.

Kikuji sam się sobie dziwił, że tak nagle chwycił ją w objęcia i podniósł.

- Czy córka się nie martwi?

- Fumiko?

Usłyszawszy to imię Kikuji odniósł wrażenie, że Fumiko jest gdzieś niedaleko.

- Czy córka też przyszła?

- W ogóle nie wie, że jestem tutaj... - Zaczęła szlochać. - Nie spuszcza ze mnie oka. 

Nawet w środku nocy się budzi, gdy tylko się poruszę... Wydaje mi się, że zrobiła się jakaś 

dziwna, i to z mojej winy. Zadaje mi straszne pytania. Na przykład: „Mamo, dlaczego poza 

mną nie miałaś więcej dzieci? Przecież mogłaś mieć nawet z panem Mitanim.” - Mówiąc to 

wyprostowała się.

W tych słowach Kikuji wyczuł smutek jej córki.

Był to ból dziecka, które nie może patrzeć na cierpienie matki.

Mimo to ukłuły Kikujiego słowa Fumiko przypominające o tym, że jej matka mogła 

mieć dziecko z jego ojcem.

Pani Ota wciąż wpatrywała się w Kikujiego.

- Może przybiegnie za mną. Uciekłam,  kiedy jej nie było  w domu. Padał deszcz, 

chyba myślała, że nie wyjdę.

- Dlaczego?

background image

- Myśli, że jestem już tak słaba, że nie będę miała siły wyjść w deszczowy dzień.

Kikuji bezwiednie kiwnął głową.

- Fumiko niedawno była tutaj, prawda? 

Tak, prosiła, żebym ci wybaczył. Nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć.

- Dobrze wiem, co ona czuje. Dlaczego jednak tutaj przyszła? Ach, to straszne!

- A ja ci dziękowałem.

- Jesteś bardzo miły.  To mi  wystarczy,  żebym  była  zadowolona. Potem cały czas 

cierpiałam, dręczyłam się. Wybacz mi.

- Lecz nic cię chyba nie powinno krępować. Może tylko duch mojego ojca?

Twarz jej nawet nie drgnęła na dźwięk słów Kikujiego.

- Zapomnijmy o wszystkim - powiedziała. - Wstyd mi, że tak straciłam głowę, gdy 

zatelefonowała do mnie Kurimoto.

- Kurimoto dzwoniła?

- Tak, dziś rano. Powiedziała, że już wszystko zdecydowane między tobą a Inamurą 

Yukiko... Dlaczego mnie o tym zawiadomiła?

Znowu zwilgotniały jej oczy, ale po chwili się uśmiechnęła. Nie był to uśmiech przez 

łzy, lecz najprawdziwszy, szczery uśmiech.

- Nic jeszcze nie jest zdecydowane - zaprzeczył iKikuji. - Czy może Kurimoto o coś 

cię podejrzewa? Czy spotkałaś się z nią od tamtego czasu?

- Nie. To straszna kobieta, ona wszystko wie. Nawet gdy ze mną rozmawiała dziś rano 

przez telefon, na pewno o coś mnie podejrzewała. To ja jestem winna. O mało nie upadłam, 

chyba coś krzyknęłam. Przez telefon mogła usłyszeć, że coś się stało. Powiedziała na koniec, 

żebym ci nie stawała na drodze.

Kikuji zmarszczył brwi. Nie mógł wyrzec słowa.

-   Ja   miałabym   ci   przeszkadzać?   Czuję   się   po   prostu   winna   wobec   Yukiko.   Od 

dzisiejszego ranka tak się boję Kurimoto, że jest mi niedobrze, więc nie mogę usiedzieć w 

domu. - Zaczęła drżeć jakby coś ją opętało. Wargi jej się wykrzywiły, usta otwarły. Teraz 

widać było, że nie jest już piękna.

Kikuji wstał i wyciągnął rękę, żeby dotknąć jej ramienia.

Chwyciła go za rękę i powiedziała:

Boję się, boję się. - Rozejrzała się dokoła, drżąc ze strachu, z trudem panując nad 

sobą. - Czy to ten pawilon herbaciany?

Kikuji nie wiedział, co miały znaczyć te słowa, lecz odpowiedział niepewnie:

- Tak.

background image

- To ładny pawilon, prawda?

Czy wspomina swego męża, który często był tu zapraszany? Czy też ojca Kikujiego?

- Czy jesteś tu po raz pierwszy? - zapytał.

- Tak.

- Dlaczego się tak przyglądasz?

- Nie przyglądam...

- To obraz Sotatsu przedstawiający poetę. Kiwnęła potakująco i zwiesiła bezsilnie 

głowę.

- Czy dawniej nie bywałaś u nas w domu?

- Nie, nie byłam tu ani razu.

- Naprawdę?

- Nie, raz tylko, na pogrzebie twojego ojca - głos jej zgasł.

- Woda się gotuje, może się napijesz herbaty. Odejdzie ci zmęczenie. Ja też się napiję.

- Chętnie, ale czy można? - Próbowała wstać, zachwiała się.

Z pudełek stojących w kącie wyjął czarki i inne przybory.

Kobieta sięgnęła po pokrywkę czajnika, ale ręka jej zadrżała, pokrywka uderzyła o 

garnek i rozległ się cichy brzęk.

- Ten czajnik również kupił twój ojciec.

- Naprawdę? Nie wiedziałem - rzekł Kikuji.

Po prostu powiedziała, że tego czajnika używał przedtem jej zmarły mąż, lecz Kikuji 

nie poczuł złości. Nie wydało mu się dziwne, że szczerze o tym mówi.

Gdy skończyła przyrządzać herbatę, rzekła:

- Nie mam siły wstać, proszę podejść do mnie. Kikuji zbliżył się, wziął od niej czarkę 

i nie wracając na poprzednie miejsce wypił herbatę.

Ota pochyliła się i opadła mu na kolana, jakby zemdlała. Gdy wziął ją w ramiona, 

wydało mu się, że oddycha coraz słabiej, tylko lekko drżące plecy świadczyły o tym, że żyje. 

Była tak miękka - Kikujiemu wydawało się, że trzyma w objęciach małe dziecko.

- Co się stało? Kikuji szorstko nią potrząsnął. Trzymał ją obiema rękami za szyję i 

piersi, jakby chciał udusić. Już wcześniej wyczuł, że kości ma bardziej wystające niż dawniej.

-   Powiedz,   czy   jest   dla   ciebie   jakaś   różnica   między   ojcem   a   mną?   -   Pytanie   to 

skierował do siebie, do swego niepokoju, kryjącego się w głębi serca, a nie do niej.

- Okrutny! Tak nie można! odpowiedziała z zamkniętymi oczyma słodkim głosem.

Chyba nie chciała szybko wracać z innego świata, w jakim się teraz znajdowała?

background image

I on również dał się posłusznie poprowadzić w ten świat. Nie mógł tego stanu inaczej 

nazwać jak innym światem. Tam już chyba nie było rozróżnienia między nim a jego ojcem. 

Niepokój pojawił się później.

Wydało mu się, że nie jest ona człowiekiem, lecz istotą, która nie stała się jeszcze 

człowiekiem albo też, że jest kobietą końca epoki człowieczeństwa.

Podejrzewał, że kiedy weszła do innego świata, nie odczuwała już różnicy między 

swoim zmarłym mężem, ojcem Kikujiego i Kikujim.

- W twojej świadomości mój ojciec i ja stanowimy już jedno, prawda?

- Wybacz. Ach, to straszne! Jakże grzeszną jestem kobietą!

Z kącików jej oczu potoczyły się strużki łez. - Chcę umrzeć, chcę umrzeć. Byłabym 

szczęśliwa, gdybym mogła teraz umrzeć. Kikuji, o mało mnie nie udusiłeś. Dlaczego tego nie 

zrobiłeś?

Nie żartuj. Choć to prawda, że trochę cię przydusiłem.

-   Prawda?   Jestem   wdzięczna.   -   Odchyliła   głowę   ukazując   swą   długą   szyję.   - 

Wychudłam, więc łatwo mi umrzeć.

- Nie możesz umierać, masz przecież córkę.

- To prawda, lecz i tak umrę ze zmęczenia prowadząc taki tryb życia. O opiekę nad 

Fumiko poproszę ciebie, Kikuji.

- Jeśli jest taka jak jej matka... Otworzyła oczy.

Kikuji   wzdrygnął   się   zdawszy   sobie   sprawę   z   tego,   co   powiedział.   Wcale   nie 

zamierzał tego mówić. Co naprawdę usłyszała Ota?

- O, jak nierytmicznie bije... Już nie potrwa to długo. - Wzięła jego rękę i położyła 

sobie pod piersią.

Nierytmiczne bicie serca jest może wyrazem zaskoczenia słowami Kikujiego.

- Kikuji, ile ty masz lat? Nie odpowiedział.

- Chyba nie masz trzydziestu? To ja jestem winna. Głupia ze mnie kobieta. Sama tego 

nie rozumiem.

Oparła się na ręce i podniosła do połowy na zgiętych nogach.

Kikuji usiadł.

- Nie przyszłam po to, Kikuji-san, żeby popsuć twoje małżeństwo z Yukiko. Lecz dla 

mnie to już koniec wszystkiego.

- Jeszcze nie postanowiłem, że się z nią ożenię. Skoro już o tym mowa, muszę ci 

wyznać, że oczyściłaś moją przeszłość.

- Tak?

background image

- Kurimoto, która zajmuje się swataniem, była kobietą mojego ojca. Ona rozsiewa 

dokoła   truciznę,   truciznę   przeszłości.   Ojciec   miał   szczęście,   że   to   ty   byłaś   jego   ostatnią 

kobietą.

- Ożeń się szybko z Yukiko.

- To moja sprawa.

Patrzyła na Kikujiego jakby w roztargnieniu. Dłoń  przycisnęła sobie do czoła, gdy 

nagle krew odpłynęła z jej policzków. 

- Pociemniało mi w oczach, zakręciło się w głowie. Koniecznie chciała wracać do 

domu, więc Kikuji wezwał taksówkę i pojechał razem z nią. Zamknęła oczy i wcisnęła się w 

kąt samochodu. Wyglądała słabo, bezradnie, jej życiu chyba zagrażało niebezpieczeństwo. 

Kiedy wysiadała z samochodu, jej zimne palce wysunęły się z jego dłoni i jakby rozpłynęły. 

Kikuji nie wszedł do jej domu. Tej nocy o drugiej zadzwoniła Fumiko.

- Czy pan Mitani? Mama przed chwilą... - Tu urwała, lecz po chwili dodała wyraźnie - 

...umarła.

- Co?! Co się stało z pani mamą?

- Umarła. Na atak serca. Bo ostatnio zażywała dużo środków nasennych.

Kikuji nie mógł wymówić słowa.

- Mam w związku z tym do pana prośbę.

- Tak?

- Gdyby pan miał zaufanego lekarza, czy nie byłby pan tak dobry i przyprowadził go 

do mnie do domu?

- Lekarza? Lekarza? To pilne, prawda? Kikuji zdziwił się, że nie wezwała lekarza do 

chorej, lecz nagle wszystko zrozumiał. Jej matka popełniła samobójstwo. Córka chce to ukryć 

i dlatego prosi go o pomoc.

- Dobrze. 

- Bardzo będę wdzięczna. Fumiko na pewno wszystko dokładnie przemyślała, potem 

dopiero zadzwoniła. Przedstawiła tylko sprawę nie wdając się w żadną rozmowę.

Usiadł koło telefonu i zamknął oczy.

Wyobraził sobie nagle zachód słońca, który oglądał w pociągu wracając z Północnej 

Kamakury po spędzeniu nocy z Ota w hotelu. Słońce zachodziło nad lasem przy świątyni 

Honmonji w Ikegami.

Czerwone słońce dotykało właśnie wierzchołków i wydawało się płynąć nad lasem. 

Na tle wieczornej zorzy las również był czerwony.

background image

Gdy   słońce   toczące   się   po   wierzchołkach   drzew   wtargnęło   do   zmęczonych   oczu, 

źrenice zamknęły się same.

I wtedy nagle wydało mu się, że po niebie rozjarzonym zorzą wieczorną i utrwalonym 

pod zamkniętymi powiekami leciało tysiące białych żurawi z chusty córki Inamury.

Cień na shino 

1

Gdy skończył się tydzień żałoby po śmierci Oty, następnego dnia Kikuji poszedł z 

wizytą do jej domu.

Zamierzał wyjść wcześniej z pracy, zanim zapadnie wieczór. Siedział jednak w biurze 

do końca nie mogąc się uspokoić i zdecydować, wciąż mówiąc sobie, że wyjdzie za chwilę.

W drzwiach powitała go Fumiko.

- Ach, to pan! Fumiko  patrzyła  na niego nie odrywając obu dłoni od podłogi we 

wzorowej pozycji pokłonu. Chyba w ten sposób chciała opanować drżenie palców.

- Dziękuję za kwiaty, które pan wczoraj przysłał.

- Nie ma za co.

- Otrzymawszy kwiaty myślałam, że pan nie będzie mógł przyjść.

-  Dlaczego?   Bywa   też   i   tak,   że   ktoś   najpierw   posyła   kwiaty,   a   potem   dopiero 

przychodzi.

- O tym nie pomyślałam.

-   Byłem   wczoraj   w   pobliskiej   kwiaciarni.   Fumiko   twierdząco   kiwnęła   głową   i 

powiedziała: 

-  Przy   bukiecie   nie   było   nazwiska,   lecz   ja   od   razu   wiedziałam   od   kogo.   Kikuji 

przypomniał sobie, jak to stojąc w kwiaciarni myślał o jej matce. Przypomniał sobie również, 

że zapach kwiatów złagodził lęk przed grzechem. 

Fumiko powitała go uprzejmie.

Miała na sobie białą bawełnianą suknię. Twarzy nie upudrowała. Tylko nieco spękane 

wargi pokryła cienką warstwą szminki.

- Wczoraj uważałem, że lepiej będzie jeszcze poczekać i nie przychodzić.

Fumiko przesunęła się w bok dając jednocześnie znak, aby Kikuji wszedł do pokoju.

Z trudem wstrzymywała łzy, witając tak przy wejściu gościa. Wiedziała, że na pewno 

się rozpłacze, jeśli pozostanie trochę dłużej w tej samej pozycji i będzie coś mówić.

- Tak bardzo się ucieszyłam, gdy otrzymałam kwiaty. Byłoby mi też miło, gdyby pan 

przyszedł wczoraj - rzekła Fumiko stojąc za Kikujim.

background image

- Wczoraj mógłbym sprawić przykrość krewnym. - Starał się powiedzieć to tak, by 

zabrzmiało lekko. - Nie chciałem dodawać pani zmartwień.

- Nie zwracam już na takie rzeczy uwagi - odpowiedziała Fumiko dobitnie.

W salonie przed urną z prochami stało zdjęcie jej matki.

Stały też tylko kwiaty, które przysłał jej wczoraj Kikuji.

Czuł się zaskoczony. Czyżby Fumiko zostawiła tylko jego kwiaty, a wszystkie inne 

gdzieś wyrzuciła lub schowała?

Tydzień   żałoby   spędziła   chyba   w   samotności.   Tak   przynajmniej   wydało   się 

Kikujiemu.

- Czy to jest dzbanek mizusashi?

Fumiko zrozumiała, że Kikuji mówi o naczyniu, w którym znajdują się kwiaty.

- Tak. Pomyślałam, że akurat pasuje.

- To chyba bardzo dobry gatunek shino. Jak na dzbanek do wody był trochę za mały.

Lecz kwiaty - białe róże i blade goździki - doskonale pasowały do tego dzbanuszka o 

wydłużonym kształcie.

- Mama również kiedyś stawiała w nim kwiaty i dlatego go nie sprzedała.

Kikuji usiadł przed urną i zapalił trociczki. Złożył ręce i zamknął oczy.

Kajał się za swoje winy. Jednocześnie owładnęło nim uczucie wdzięczności za miłość 

tej kobiety, której pieszczotom tak chętnie się poddał.

Dlaczego popełniła samobójstwo?

Czy umarła dlatego, że zapędzona przez grzech w ślepy zaułek, nie potrafiła już z 

niego wyjść? Czy dlatego umarła, że w ślepy zaułek zagnała ją miłość, której nie mogła 

opanować? Co popchnęło ją do śmierci: miłość czy grzech? Kikuji myślał o tym nadaremnie 

cały tydzień.

Teraz   gdy   siedział   z   zamkniętymi   oczyma   przed   prochami   tej   kobiety,   nie   mógł 

wyobrazić sobie jej ciała, lecz mimo to ciepło jej dotyku spowiło go niby upajająca woń. Było 

to dziwne, jednak zupełnie naturalne wrażenie, którego doświadczał dzięki tej kobiecie. Nie 

mógł tego wytłumaczyć wspomnieniem jej dotyku, bo słyszał teraz raczej muzykę, a nie czuł 

kształtów jej ciała.

Po śmierci Oty źle sypiał, więc szukał lekarstwa w alkoholu. Ale i tak miał wiele snów 

i łatwo się budził.

Nie męczyły go jednak koszmary, bo gdy się budził podczas widzenia sennego, czuł 

jedynie słodkie odurzenie. Pewien czas leżał w tóżku oszołomiony.

background image

Dziwił   się   jednak,   że   we   śnie   czuł   uściski   zmarłej   już   kobiety.   Nie   miał   wiele 

doświadczenia, więc tym bardziej go to zdumiewało.

- Jakże jestem grzeszna - powiedziała  Ota Kikujiemu nocą w hotelu w Północnej 

Kamakurze, jak również w pawilonie herbacianym, gdy przyszła do jego domu. Wtedy po 

tych słowach zaczynała drżeć i szlochać. Teraz, kiedy siedział przed jej prochami, powracał 

głos   kobiety   mówiącej   o   swej   grzeszności   i   tłumił   myśl   o   własnej   grzesznej 

odpowiedzialności za jej śmierć.

Kikuji otworzył oczy.

Z tyłu załkała Fumiko. Widocznie starała się ukryć przed nim płacz, w końcu nie 

wytrzymała i rozpłakała się na głos, lecz szybko się opanowała.

Kikuji nie ruszając się z miejsca zapytał:

- Kiedy zrobiono to zdjęcie?

- Przed pięciu lub sześciu laty. To powiększenie z małej fotografii.

- Ach tak? To chyba zdjęcie zrobione w czasie ceremonii herbacianej?

- O? Jak pan to zgadł?

Było to duże powiększenie twarzy, wycięte z większego zdjęcia, nie obejmującego 

nawet całych ramion.

- Po czym pan poznał, że jest to fotografia zrobiona w czasie ceremonii herbacianej? - 

zapytała Fumiko.

-   Takie   odniosłem   wrażenie.   Wyraz   jej   twarzy   sugeruje,   że   coś   robi   z   lekko 

przymkniętymi oczyma. Czuje się napięcie w jej ciele, mimo że nie widać nawet ramion.

- Zastanawiałam się, czy to dobre zdjęcie na taką okazję, ponieważ przedstawia twarz 

lekko z boku, ale mama je bardzo lubiła.

- To dobre zdjęcie.

- Jednak nie powinna być zwrócona w bok. Bo to wygląda tak, jakby odwracała się od 

ludzi zapalających przed nią trociczki.

- Co? A, możliwe.

- Po prostu odwraca się od nas, a przy tym ma spuszczoną głowę.

- Możliwe.

Kikuji   przypomniał   sobie   sposób,   w   jaki   wykonywała   ceremoniał   herbaciany   w 

przeddzień śmierci.

Łzy Oty trzymającej czerpaczek z wodą zmoczyły bok czajnika. To on musiał podejść 

i wziąć czarkę z jej rąk. Nim wypił herbatę, łzy na czajniku wyschły. Kiedy odstawił czarkę, 

Ota upadła przed nim.

background image

- W czasie, kiedy robiono to zdjęcie, mama nie była taka chuda - powiedziała Fumiko 

i od razu zamilkła. - A poza tym wstydziłam się pokazywać tu fotografię, na której mama jest 

zbyt podobna do mnie.

Kikuji nagle się odwrócił.

Fumiko szybko spuściła głowę. Dotąd cały czas wpatrywała się w jego plecy.

Powinien wstać sprzed urny z prochami zmarłej i zwrócić się w stronę Fumiko.

Czy   są   jednak   takie   słowa,   które   mógłby   skierować   do   Fumiko,   i   prosić   ją   o 

wybaczenie?

Na   szczęście   spostrzegł   dzbanuszek   w   stylu   shino,   w   którym   stały   kwiaty,   więc 

zwrócił się w stronę bukietu. Jedną rękę oparł o matę i zaczął uważnie oglądać to naczynie, 

przedtem używane w ceremonii herbacianej. 

Pod białą glazurą rysował się wątły cień czerwieni. feikuji wyciągnął rękę i dotknął 

lśniącej powierzchni, zarazem chłodnej i tchnącej ciepłem. - Łagodny jak sen. To bardzo 

cenny okaz. Ja też go lubię.

Chciał powiedzieć „łagodny, jak kobieta ze snu”, lecz z „kobiety” zrezygnował.

- Jeśli panu się podoba, chętnie podaruję panu dzbanuszek na pamiątkę po mamie.

- Nie mogę przyjąć. Kikuji szybko podniósł głowę.

-   Naprawdę   proszę   wziąć,   jeśli   panu   się   podoba.   Mama   też   będzie   się   cieszyć. 

Podobno to niezła rzecz.

- Oczywiście, to cenna ceramika.

- Mama mi nieraz o tym mówiła, dlatego wstawiłam w nie kwiaty, które pan przysłał.

Niespodziewanie w jego oczach zebrały się gorące łzy.

- Wobec tego nie odmówię.

- Mama się ucieszy.

-   Prawdopodobnie   nie   będę   go   używał   jako   dzbanka   na   wodę   w   ceremonii 

herbacianej, tylko po prostu jako wazonik na kwiaty.

- To bardzo dobrze, mama również stawiała w nim kwiaty.

- U mnie  nie  będą to  kwiaty z  okazji  ceremonii  herbacianej. Jakie  to smutne,  że 

naczynia i przybory używane w ceremonii herbacianej utraciły swój związek z herbatą.

- Ja też nie będę już zajmować się ceremonią herbacianą.

Kikuji obejrzał się i wykorzystując okazję wstał z miejsca.

Leżącą przed ozdobną alkową poduszkę do siedzenia przesunął w stronę galerii i tam 

na niej usiadł. Ponieważ Kikuji przeniósł się w inne miejsce, Fumiko  pozostała sama na 

środku pokoju. Siedziała na gołej macie, z dala od niego, jakby cierpliwie na coś czekając.

background image

Jej   ręce   o   na   wpół   zgiętych   palcach,   leżąc   na   kolanach,   zadrżały   i   zacisnęły   się 

mocniej. 

- Panie Mitani, proszę wybaczyć mojej mamie - powiedziała i pochyliła głowę w dół.

Przestraszył się, gdyż wydało mu się, że Fumiko za chwilę upadnie.

- Co pani mówi? To ja powinienem prosić o wybaczenie. A ja nawet tego nie próbuję. 

Nie wiem,  jak mam  przepraszać,  wstyd  mi  wobec pani, Fumiko,  nie wiem,  jak śmiałem 

przyjść tutaj.

- To ja muszę się wstydzić. - Jej twarz rzeczywiście zmieniła się z zażenowania. - Tak 

bardzo, że chciałabym się zapaść pod ziemię.

Gdy   jej   blada   nie   upudrowana   twarz   zarumieniła   się   aż   po   bladą   szyję,   Kikuji 

zrozumiał, jak bardzo dziewczynę wyczerpały zmartwienia.

Bladość twarzy świadczyła też o jej anemii.

Serce Kikujiego ścisnęło się z bólu.

- Myślałem o tym, że pani musi mnie bardzo nienawidzić.

- Nienawidzić? Jak pan może... Czy mama pana nienawidziła?

- Nie, ale umarła chyba przeze mnie?

- Mama umarła sama z siebie. Tak myślę. Cały tydzień od jej śmierci o tym myślałam.

- Cały ten czas była pani sama w domu?

- Tak, od dawna zresztą mieszkałam tylko z mamą.

- A matka umarła przeze mnie.

-   Nie,   umarła   z   własnej   woli.   Jeśli   pan   twierdzi,   że   umarła   przez   pana,   to   ja 

musiałabym powiedzieć, że umarła przeze mnie. Jeśli powinnam kogoś nienawidzić za śmierć 

mamy, to jedynie samą siebie. Jeśli ktokolwiek inny czuje się również za to odpowiedzialny, 

to tylko rzuca cień na śmierć zmarłej, kala jej pamięć. Myślę, że przyznawanie się do winy i 

ubolewanie tych, którzy pozostali, powiększa brzemię grzechu zmarłej.

- Wszystko, co pani mówi, jest chyba  słuszne, ale gdybym  nie spotkał się z pani 

matką...

Nie mógł skończyć myśli.

- Myślę, że zmarłym nie potrzeba nic poza naszym przebaczeniem. Być może mama 

umarła dlatego, że chciała, żeby jej wybaczono. Czy może pan wybaczyć mojej mamie?

Fumiko wstała i wyszła z pokoju.

Kikuji miał wrażenie, że dzięki jej słowom ujrzał wszystko w nowym świetle.

Może rzeczywiście powinniśmy zmniejszyć ciężar umarłym.

background image

Ale czy zadręczanie się winą z powodu czyjejś śmierci naprawdę oznacza naigrywanie 

się   ze   zmarłego   i   świadczy   tylko   o   naszej   głupocie?   To   prawda,   zmarli   nie   decydują   o 

moralności tych, którzy pozostają przy życiu. Kikuji znów spojrzał na fotografię zmarłej.

Fumiko weszła do pokoju z tacą: stały na niej dwie okrągłe filiżanki, jedria pokryta 

czerwoną, a druga czarną glazurą.

Czarną postawiła przed Kikujim. Była w niej zwykła zielona herbata. Kikuji podniósł 

filiżankę i próbował odczytać znaki wytwórcy.

- Czyjej to roboty? - zapytał obcesowo.

- Chyba Ryonyu.

- Czerwona też?

- Tak.

- Tworzą komplet, prawda? - zapytał patrząc na czerwoną.

Czerwona filiżanka stała nadal przed kolanami Fumiko. Tak, to bardzo dobre naczynia 

- pomyślał i nagle wyobraził sobie coś nieprzyjemnego. Przyszło mu na myśl, że te dwie 

filiżanki mogły służyć do picia herbaty jego ojcu i matce Fumiko, gdy po śmierci pana Oty 

ojciec zaczął chodzić do domu wdowy. Czy przypadkiem - zastanawiał się Kikuji - nie były 

to dla nich „czarki małżeńskie”: czarną zapewne dostawał jego ojciec, a czerwoną brała jej 

matka.

Filiżanki w stylu Ryonyu mogli zabierać ze sobą w czasie wspólnych podróży.

Jeśli tak rzeczywiście było, a Fumiko o tym wiedziała, to podanie herbaty w tej samej 

filiżance mogło być rozumiane jedynie jako niesmaczny żart.

Lecz Kikuji nie wyczuł w tym zamierzonej ironii ani intrygi.

Przyjął to jako zwykły sentymentalizm ze strony dziewczyny.

I to sentymentalne uczucie zaczęło zajmować coraz więcej miejsca w jego sercu.

Wstrząśnięci   śmiercią,   nie   mogli   się   oprzeć   takim   niezwykłym   nastrojom.   Para 

filiżanek do herbaty pogłębiła tylko cierpienia obojga.

Związek ojca Kikujiego z matką Fumiko, i jej matki  z Kikujim, następnie śmierć 

matki - o wszystkim tym przecież Fumiko wiedziała.

Zatajenie samobójstwa matki to także ich wspólne przestępstwo.

Fumiko na pewno płakała nalewając zieloną herbatę, bo miała zaczerwienione oczy.

- Chyba dobrze zrobiłem, że przyszedłem dzisiaj - powiedział Kikuji. - To, co pani 

przed chwilą mówiła, mogłoby również znaczyć, że zmarli nie mają możliwości wybaczania, 

lecz mimo wszystko od dziś chcę myśleć, że pani mama mi wybaczyła.

Fumiko kiwnęła głową.

background image

- Tak, bo inaczej nie mógłby pan wybaczyć mamie. Mama nie potrafiła wybaczyć 

chyba tylko sobie.

-   Nie   wiem.   Najstraszniejsze   jest   może   to,   że   przyszedłem   tutaj   i   tak   siedzę 

naprzeciwko pani.

-   Dlaczego?   -   Fumiko   spojrzała   na   Kikujiego.   -   Czy   zmarła   jest   winna   temu 

wszystkiemu? Na początku, po śmierci mamy bardzo rozpaczałam, bo uważałam, że śmierć 

nie jest żadnym wytłumaczeniem, nawet gdyby nikt jej za życia właściwie nie rozumiał. Bo 

przecież śmierć przekracza wszelkie rozumienie. W tym wypadku nie ma żadnego sensu.

Kikuji milczał. Myślał o tym, że Fumiko też spotkała się z tajemnicą śmierci. 

„Śmierć   przekracza   wszelkie   rozumienie”   -   te   słowa   Fumiko   bardzo   zaskoczyły 

Kikujiego.

Rzeczywiście, kobieta, którą znał Kikuji, i matka, jaką znała Fumiko, to zapewne dwie 

różne osoby.

Fumiko nie mogła poznać swej matki jako kobiety.

Dla   Kikujiego   wybaczenie   ściśle   się   wiązało   z   unoszeniem   się   na   fali   sennego 

marzenia o ciele tej kobiety.

Kikujiemu wydawało się również, że nawet od pary filiżanek płyną ku niemu podobne 

fale marzeń.

Fumiko takiej matki nie zna.

Jest coś niewysłowienie tajemniczego w tym, że zrodzona z ciała matki nie rozumie 

tego ciała, lecz kształty fizyczne matki wspaniale przechodzą na córkę.

Od chwili gdy Fumiko powitała go przy wejściu, odnosił wrażenie, że jest ona wobec 

niego szczególnie czuła, być może dlatego, że w jej okrągłej subtelnej twarzy ujrzał obraz jej 

matki.

. Ota zobaczyła w Kikujim wizerunek jego ojca i popełniła błąd, wobec tego widzenie 

w Fumiko obrazu jej matki może dla Kikujiego okazać się strasznym przekleństwem. Mimo 

to naprawdę Fumiko go pociągała.

Patrząc   na   jej   pełne   spierzchnięte   wargi   Kikuji  czuł,   że   trudno  mu   będzie   jej   się 

oprzeć. Co należy zrobić, żeby ona sama przejawiła opór?

Bojąc się, że popełni coś nierozważnego, przerwał milczenie.

- Pani mama była wrażliwa i dlatego nie mogła żyć. A ja postąpiłem zbyt okrutnie 

wobec niej. Teraz mi się wydaje, że po prostu ujawniłem przed nią własny niepokój moralny,  

bez osłonek, brutalnie. Jestem podłym tchórzem.

background image

- Nie, to mama była winna. Źle postępowała. Przecież w stosunkach z pana ojcem i 

ostatnio z panem było coś, co,w żaden sposób nie pasowało do jej charakteru.

Fumiko   zawahała   się   i   poczerwieniała.   Jej   rumieniec   był   teraz   mocniejszy   niż 

przedtem.

Odwróciła nieco twarz i pochyliła ją, jakby unikała wzroku Kikujiego.

-   Lecz   w   dzień   po   jej   śmierci   stopniowo   zaczęłam   myśleć   o   matce   jako   o   kimś 

pięknym. Albo po prostu mama rzeczywiście stała się piękna?

- To na jedno wychodzi, prawda, w wypadku zmarłego człowieka.

- Wciąż myślę, że mama umarła dlatego, że nie mogła znieść swojej brzydoty...

- Chyba nie o to chodziło.

- W takim razie nie potrafiła przezwyciężyć bólu, jaki przeżywała...

W oczach Fumiko pojawiły się łzy. Na pewno chciała powiedzieć: „z powodu miłości 

do Kikujiego”.

- Zmarli są tacy, jakimi ich w naszych sercach zachowujemy, czcijmy więc ich pamięć 

- powiedział Kikuji.

- Tak szybko pomarli - Fumiko chyba zrozumiała, że Kikuji ma na myśli jej matkę i 

swego ojca.

- Pani jest jedynaczką, a ja jedynakiem - dodał Kikuji.

Przy tych słowach zrozumiał, że gdyby Ota nie miała córki, jego stosunki z nią stałyby 

się znacznie bardziej mroczne i powikłane.

- Fumiko, pani była bardzo dobra dla mojego ojca. Słyszałem o tym od pani mamy - 

wyrwało się w końcu Kikujiemu. Powiedział to, jak sądził, zupełnie naturalnie.

Doszedł do wniosku, że można już z Fumiko mówić o czasach, w których do tego 

domu przychodził jego ojciec jako kochanek jej matki.

Fumiko jednak nagle pochyliła się w ukłonie i powiedziała:

- Proszę mi wybaczyć. Bardzo żal mi było mamy... Wtedy też gotowa była na śmierć 

w każdej chwili. - Znieruchomiała pochylona do przodu i zaczęła płakać, a plecy jej opadły 

bezsilnie.

Kikuji przyszedł niespodziewanie, więc Fumiko nie miała kiedy włożyć pończoch. 

Dlatego siedziała w niewygodnej, nieco skulonej pozycji, starając się zakryć przed nim nagie 

stopy.

Tuż przy jej włosach opadających na matę stała ta sama walcowata filiżanka.

background image

Fumiko   wyszła   z   pokoju   ukrywając   w  dłoniach   zapłakaną   twarz.   Ponieważ   przez 

dłuższy czas nie wracała, Kikuji powiedział: - Przepraszam, muszę już iść. Fumiko wróciła z 

zawiniątkiem w chuście furoshiki.

- Przykro mi, że obarczam tym pana, proszę jednak to przyjąć.

- Słucham?

- To jest shino.

Kikuji   czuł   się   zaskoczony   szybkością   działania   Fumiko,   która   zdążyła   wyjąć   z 

dzbanka kwiaty, wylać wodę, wytrzeć, włożyć do pudełka i zawinąć w chustę.

- Mam to wziąć od razu, dzisiaj? Przecież w tym były kwiaty.

- Bardzo proszę zabrać dzisiaj. Kikuji myśląc, że tak szybko zapakowała naczynie 

powodowana wielkim smutkiem, odpowiedział:

- Wobec tego wezmę dzisiaj. Dziękuję.

- Powinnam może sama zanieść, lecz nie mogę pana teraz odwiedzać.

- Dlaczego? Fumiko nie odpowiedziała.

- Zatem do widzenia.

Gdy Kikuji skierował się do drzwi, Fumiko powiedziała:

- Bardzo dziękuję. Proszę zapomnieć o mojej mamie i szybko się ożenić.

- Co takiego? Kikuji się odwrócił, lecz Fumiko nie podniosła głowy.

Do dzbanka shino, który otrzymał w darze od Fumiko, Kikuji wstawił również białe 

róże i bladoróżowe goździki.

Ogarnęła go tęsknota, jakby pokochał Otę dopiero po jej śmierci.

Wydało mu się, że dopiero dzięki jej córce, Fumiko, dowiedział się o swej miłości.

W niedzielę Kikuji próbował porozumieć się z Fumiko telefonicznie.

- Czy w dalszym ciągu siedzi pani sama w domu?

- Tak. Czuję się samotna.

- Nie można cały czas siedzieć samotnie w domu.

- Wiem.

- Wydaje mi się, że słyszę w słuchawce pustkę domu. Fumiko zaśmiała się cicho.

- Dlaczego nie zaprosi pani kogoś z przyjaciół?

- Bo wydaje mi się, że jeśli ktoś przyjdzie, to może dowiedzieć się prawdy o mojej 

mamie...

Kikuji nic nie mógł na to odpowiedzieć.

- Samej to nawet na ulicę trudno wyjść.

- Nie. Zamykam dom i wychodzę.

background image

- W takim razie proszę mnie odwiedzić.

- Dziękuję, kiedyś przyjdę.

- A jak zdrowie?

- Schudłam.

- A jak ze spaniem?

- Nie śpię przez całą noc.

- To niedobrze.

- Wkrótce uporządkuję sprawy związane z domem i wynajmę pokój u znajomych.

- Wkrótce, to znaczy kiedy?

- Zastanawiam się, czy nie sprzedać tego domu.

- Domu?

- Tak.

- Czy naprawdę chce pani sprzedać?

- Tak. Nie uważa pan, że powinnam go sprzedać?

- Hm, nie wiem. Ja też mam zamiar sprzedać swój dom. Fumiko milczała.

- Halo, halo! Trudno o tym mówić przez telefon. Proszę przyjść.

- Tak.

- Do dzbanka, który mi pani podarowała, wstawiłem europejski bukiet. Gdyby pani 

przyszła, ułożyłaby mi pani ikebanę.

- Będzie ceremonia?

- Nie,  chyba  nie  będzie   prawdziwej   ceremonii  herbacianej,   ale  wydaje   mi  się,  że 

wypadałoby dzbanek choć raz użyć zgodnie z przeznaczeniem. Prawdziwe piękno przyborów 

do   ceremonii   herbacianej   ujawnia   się   dopiero   w   zestawieniu   z   innymi   przedmiotami 

służącymi ceremonii.

- Dziś wyglądam jeszcze brzydziej niż ostatnio, kiedy mnie pan widział, więc nie 

mogę do pana przyjść.

- Nikogo nie będzie.

- Mimo wszystko...

- Więc nie?

- Nie. Do widzenia.

- Wszystkiego dobrego. O, chyba ktoś do mnie przyszedł.

Gościem była Kurimoto Chikako. Czy nie podsłuchała rozmowy telefonicznej? Kikuji 

nachmurzył się.

- Taka brzydka pogoda. Teraz się przejaśniło, więc wyszłam cię odwiedzić.

background image

Nie zdążyła się jeszcze przywitać, a już spostrzegła dzbanek shino.

- Zbliża się lato, nie będę miała zbyt wiele lekcji, więc pozostanie mi wiele wolnego 

czasu. Dlatego chciałam cię poprosić, żebyś mi pozwolił posiedzieć czasami w pawilonie 

herbacianym.

Chikako podała mu ciastka i wachlarz przyniesione w podarunku.

- W pawilonie znów chyba czuć pleśnią.

- Możliwe.

-   To   shino   pani   Oty,   prawda?   Pozwól,   że   obejrzę.   -   Powiedziała   to   obojętnie   i 

przesunęła się na klęczkach w stronę kwiatów.

Gdy  oparła   się   oburącz   o   matę   i   zniżyła   głowę,   Kiku-jiemu   wydało   się,   że   z   jej 

grubych kościstych ramion tryśnie z gniewu trucizna.

- Odkupiłeś to?

- Nie, dostałem.

-   Taką   rzecz?   Dostałeś   wspaniały   prezent.   To   znaczy,   na   pamiątkę?   -   Chikako 

podniosła głowę i zwróciła się w stronę Kikujiego. - To bardzo cenny przedmiot, czy nie 

należało go raczej kupić? To straszne, żeby przyjmować tak cenny podarek, zwłaszcza od jej 

córki.

- Pomyślę o tym.

-   Proszę   cię,   zrób,   jak   mówię.   Masz   w   domu   dużo   przyborów   do   ceremonii 

herbacianej, które dawniej należały do pana Oty, a które kupił twój ojciec. Potem, kiedy twój 

ojciec został opiekunem pani Oty...

- Nie chcę o tym od ciebie słyszeć.

- Tak, tak.

Nagle Chikako wstała z dużą lekkością i wyszła z pokoju. Rozległ się odgłos jej 

rozmowy ze służącą. Po chwili Chikako wróciła w fartuchu kuchennym.

- Pani Ota chyba popełniła samobójstwo. - Był to atak przez zaskoczenie.

- To nieprawda.

- Tak? Ja od razu o tym wiedziałam. - Wokół niej unosiło się coś złowieszczego. 

Spojrzała na Kikujiego. - Twój ojciec również mówił, że nie rozumie tej kobiety. Co prawda 

my, kobiety, inaczej patrzymy na te sprawy. W każdym razie cały czas wyglądała tak naiwnie 

czy niewinnie jak dziecko. Bardzo nie lubię takich jak ona. Są jakieś takie lepkie.

- Proszę nie mówić źle o zmarłej.

- Tak, oczywiście. Ale chociaż umarła, staje teraz na drodze do twojego małżeństwa, 

prawda? Nawet twój ojciec bardzo cierpiał z powodu tej kobiety.

background image

„Cierpiała tylko Chikako” - pomyślał Kikuji.

Chikako była tylko przelotną miłostką ojca, który rzucił ją chyba nie z powodu Oty, 

lecz   wcześniej.   Jednak   trudno   sobie   wyobrazić,   jak   Chikako   cierpiała   z   powodu   Oty 

utrzymującej bliskie stosunki z ojcem do końca jego życia.

- Osobie tak młodej  jak ty,  Kikuji, trudno pojąć, jaką była  kobietą. Szczęście, że 

umarła. To ciebie uratowało. Naprawdę.

Kikuji odwrócił wzrok.

- Czy mogę dopuścić do tego, by ktokolwiek przeszkadzał w twoim małżeństwie, 

Kikuji? Może ona nawet czuła, że jest winna, lecz nie mogła poskromić w sobie diabła, i 

dlatego umarła. A poza tym myślała, że spotka się z twoim ojcem. Taka to była kobieta.

Dreszcz przebiegł po całym ciele Kikujiego. 

Chikako zeszła do ogrodu i powiedziała:

- Pójdę do pawilonu, żeby się trochę uspokoić. Kikuji chwilę siedział w miejscu i 

patrzył na kwiaty. Wydawało się, że barwa kwiatów, biel i blada czerwień snuje się jak mgła 

wiosenna, stapia się z barwą dzbanka shino.

Nagle ujrzał oczyma duszy płaczącą w samotności Fumiko.

background image

Szminka matki 

1

Kiedy Kikuji wyczyścił zęby i wrócił do sypialni, zobaczył służącą wkładającą kwiaty 

powoju do wiszącego wazonika z tykwy.

- Dzisiaj już wstanę - powiedział wracając pod kołdrę.

Leżał na plecach, z głową zwróconą na poduszce w bok i patrzył na kwiaty wiszące w 

kącie ozdobnej alkowy.

- Jeden zakwitł. - Służąca wyszła już do sąsiedniego pokoju. - Czy dzisiaj nie idzie 

pan jeszcze do pracy?

- Nie, jeszcze dzień pozostanę w domu. Ale nie będę leżał.

Kikuji przeziębił się, bolała go głowa, więc przez cztery czy pięć dni nie chodził do 

pracy.

- Gdzie rósł ten powój?

- Przy płocie w ogrodzie owinął się wokół imbiru i zakwitł.

Chyba ten dziki powój zasiał się sam. Na cienkiej łodyżce rosły drobne niebieskie 

kwiatki   i   małe   listki.   Zielone   listki   i   niebieskie   kwiatki   opadające   z   tykwy,   na   której 

poczerniała stara czerwona laka, sprawiały na Kikujim wrażenie odświeżającego chłodu.

Służąca jest u nich w domu od czasów ojca, dlatego miewa takie pomysły jak ten z 

powojem.

Na wytartej cienkiej warstwie laki wiszącego wazonika widać jeszcze pieczęć mistrza, 

a na staroświeckim pudełku zachowało się nazwisko twórcy. Sotan. Jeśli to prawda, to jest to 

tykwa sprzed trzystu lat.

Kikuji   nie   znał   się   na   kompozycjach   kwiatowych   towarzyszących   ceremonii 

herbacianej, służąca chyba też nie miała wielkiego o tym pojęcia, lecz wydało mu się, że 

powój rzeczywiście byłby odpowiednią ozdobą porannej ceremonii.

Kikuji  patrzył   na  kwiat  i   myślał   o  tym,  że   w  trzechsetletniej   tykwie  znajduje  się 

kompozycja z powoju, który zwiędnie w ciągu jednego poranka. Może nawet ta kompozycja 

bardziej harmonizuje z otoczeniem niż europejski bukiet kwiatów w dzbanku shino liczącym 

również trzysta lat? Jednak ogarnął go niepokój o to, ile godzin przeżyje powój w tej tykwie.

- Wydawało mi się, że zwiędnie w oczach, a jednak nie - powiedział do służącej, gdy 

podawała mu śniadanie.

- Naprawdę? Kikuji przypomniał sobie, że miał zamiar ułożyć peonie w dzbanuszku 

shino otrzymanym od Fumiko.

background image

Kiedy przyniósł do domu podarowane naczynie, sezon peonii już się skończył, mogły 

jeszcze gdzieś kwitnąć tylko pojedyncze okazy.

- Nie pamiętałem, że ta tykwa jest jeszcze u nas w domu. Dobrze, że ją znalazłaś. 

- Tak.

- Czy kiedykolwiek widziałaś, jak mój ojciec układał bukiet z powoju?

- Nie, lecz pomyślałam, że i powój, i tykwa to pnącza i mogą do siebie pasować. 

- Co? To pnącza?

Kikuji roześmiał się i stracił zainteresowanie rozmową. Gdy czytał gazetę, zaczęła mu 

ciążyć głowa, więc położył się w pokoju śniadaniowym. - Czy sprzątnęłaś moją pościel? - 

Kikuji zapytał, a służąca podeszła bliżej, nadal wycierając naczynie. - Nie, ałe chciałabym 

trochę sprzątnąć. Później Kikuji poszedł do sypialni i zobaczył, że we wnęce już nie ma 

powoju. Nie wisiał też wazonik z tykwy.

„Hm. Na pewno służąca zabrała, żebym nie oglądał zwiędłego kwiatu.”

Słysząc, że powój i tykwa są pnączami, wybuchnął śmiechem i pomyślał, że w ten 

sposób przetrwały u służącej nawyki estetyczne ojca.

Na samym  środku alkowy stał dzbanuszek shino, choć powinien znajdować się w 

pudełku. Gdyby zobaczyła go Fumiko, na pewno by jej było nieprzyjemnie, że nie szanuje jej 

podarunku. Kiedy po raz pierwszy przyniósł go do domu, od razu ułożył w nim białe róże i 

bladoróżowe goździki. Uczynił to dlatego, że podobnie postąpiła Fumiko stawiając kwiaty 

przed   urną   z   prochami   matki.   Białe   róże   i   blade   goździki   Kikuji   ofiarował   zmarłej   na 

zakończenie pierwszego tygodnia żałoby.

W drodze powrotnej do domu kupił w tej samej kwiaciarni takie kwiaty, jakie dzień 

wcześniej przesłał Fumiko.

Potem   nie   używał   już   dzbanuszka,   ponieważ   nawet   od   dotknięcia   zaczynało   mu 

mocniej bić serce.

Niekiedy na ulicy zwracał uwagę na plecy kobiet w średnim wieku, a zdawszy sobie 

sprawę z tego, że zaczynają go one pociągać, szeptał do siebie „zupełnie jak przestępca” i 

pochmurniał. Po chwili spostrzegał, że kobieta wcale nie jest podobna do pani Oty.

Przypominały mu ją jedynie zaokrąglenia bioder.

Ogarniało  go przelotne drżenie pożądania i słodki zawrót głowy,  a jednocześnie - 

przerażające zdumienie, budzące go tuż przed popełnieniem przestępstwa.

- Co właściwie czyni ze mnie przestępcę? - Kikuji wypowiedział to na głos, jakby 

chcąc   się   z   czegoś   otrząsnąć,   lecz   zamiast   szukać   odpowiedzi   zapragnął   spotkania   z   tą 

kobietą.

background image

Nie uratuje się - myślał  - dopóki się nie otrząśnie ze złudzenia, że dotyk  zmarłej 

kobiety jest tak podniecający jak żywej.

Pomyślał też, że to moralne udręki tak chorobliwie targają jego zmysłami.  Kikuji 

zapakował   dzbanuszek   shino   do   pudełka   i   położył   się.   Kiedy   patrzył   na   ogród,   usłyszał 

grzmoty. Dalekie lecz potężne dudnienie przybliżało się po każdym rozbłysku. Błyskawice 

zaczęły rozjaśniać drzewa w ogrodzie.

Ulewa nadeszła jeszcze szybciej. Grzmoty jakby się oddaliły.

Woda rozpryskiwała się po ziemi w ogrodzie. Kikuji wstał i zadzwonił do Fumiko.

- Przykro mi, lecz pani Ota wyprowadziła się - odpowiedział głos z tamtej strony.

- Słucham? - Zaskoczenie Kikujiego było ogromne. - Wobec tego przepraszam...

Kikuji pomyślał, że Fumiko sprzedała dom.

- A nie wie pani, dokąd się wyprowadziła?

- Przepraszam, za chwileczkę - była to chyba służąca.

Wkrótce   wróciła   do   telefonu   i   podała   adres,   jakby   czytając   z   kartki.   „U   państwa 

Tozaki” - zapisał Kikuji. Był też telefon. Kikuji zadzwonił pod wskazany adres.

- Tak, tu Fumiko. - Odpowiedziała niespodzianie wesoło. - Przepraszam, że kazałam 

czekać.

- Fumiko-san? Tu Mitani. Dzwoniłem do domu.

- Przepraszam - teraz ściszyła głos, który upodobnił się do głosu jej matki.

- Kiedy się pani przeprowadziła? Ja... właściwie... - Nie zawiadomiła mnie pani.

- Od pewnego czasu jestem u przyjaciółki. Dom sprzedałam.

- Tak?

-   Nie   wiedziałam,   co   zrobić,   zawiadomić   czy   nie.   Początkowo   zamierzałam   nie 

zawiadamiać, uważałam też, że nie wolno mi zawiadamiać o przeprowadzce, lecz ostatnio 

robiłam sobie wyrzuty, że pana nie zawiadomiłam.

- No, oczywiście.

- O?  Na pewno?  W  czasie  rozmowy  poczuł  się  lekko,  jakby odświeżony,  jak po 

umyciu się. I zdziwił się, że takiego uczucia można doznać rozmawiając przez telefon.

- Kiedy patrzę na dzbanek shino, który mi pani podarowała, zawsze mam ochotę panią 

spotkać.

- Tak? W domu  mam  jeszcze  jedno naczynie  w stylu  shino. Jest to mała  czarka. 

Zamierzałam podarować panu razem z dzbanuszkiem, lecz ponieważ używała jej mama na co 

dzień do picia herbaty, na krawędzi czarki pozostała plamka od szminki...

- Co?

background image

- Tak mówiła mama.

-   Czy   to   ma   znaczyć,   że   szminka   mamy   dotychczas   pozostała   na   powierzchni 

ceramiki?

- No nie. Ta czarka shino od początku miała zaczerwienienie, więc mama mówiła, że 

na   czarce   zawsze   pozostaje   trochę   szminki,   mimo   wycierania.   Kiedy   przyjrzałam   się   jej 

brzegom po śmierci mamy, dostrzegłam rzeczywiście nieznaczne zaczerwienienie.

Czy Fumiko mówi o tym zupełnie przypadkowo, bez żadnego celu?

- Tu straszna ulewa. A tam? - Kikuji zmienił temat, jak gdyby nie mógł słuchać tego, 

co   mówi   Fumiko.   -   Po   takim   deszczu   będzie   przyjemnje,   orzeźwiająco.   Cztery   dni   nie 

chodziłem do pracy, dziś również jestem w domu. Proszę mnie odwiedzić.

- Dziękuję bardzo. Myślałam o tym wcześniej, ale najpierw postanowiłam znaleźć 

pracę. Chcę pracować. - Nim Kikuji odpowiedział, Fumiko dodała: - Bardzo się cieszę, że pan 

zadzwonił, na pewno przyjdę. Chociaż nie wolno mi chyba z panem się spotykać...

Kikuji poczekał, aż przestanie padać, a następnie kazał służącej sprzątnąć pościel.

Sam się sobie dziwił, że zaprosił Fumiko do domu.

Nie spodziewał się, że mrok grzechu popełnionego z Ota zniknie, gdy tylko usłyszy 

głos jej córki.

A może głos córki sprawia na nim wrażenie, że jej matka powróciła do życia?

W czasie golenia Kikuji strząsał mydliny na liście drzewa w ogrodzie i moczył pędzel 

w kroplach deszczu.

Po południu ktoś przyszedł. Kikuji myślał, że to Fumiko, lecz w sieni stała Kurimoto 

Chikako.

- Ach, to ty?

- Zrobiło się gorąco, więc przyszłam zobaczyć, jak sobie radzisz.

- Nie najlepiej.

- To niedobrze. Na twarzy też nie wyglądasz najlepiej.

Chikako zmarszczyła czoło i patrzyła na niego.

Kikuji myśląc, że Fumiko przyszłaby na pewno w stroju europejskim, nie wiadomo 

dlaczego z nią skojarzył stukot drewniaków geta.

- Wstawiłaś sobie zęby? Odmłodniałaś.

- W porze deszczowej miałam więcej czasu. Są trochę za białe. Ale to nic nie szkodzi, 

bo wkrótce się zabrudzą Chikako przeszła do pokoju, w którym spał Kikuji, i spojrzała na 

alkowę.

- Nic tu nie ma, jest jednak czysto i przyjemnie - powiedział Kikuji.

background image

- Tak, bo to przecież  pora deszczowa.  Mimo  to jeden kwiatek  by się przydał...  - 

Chikako zwróciła się w jego stronę. - Co zrobiłeś z dzbankiem od Oty?

Kikuji milczał.

- Czy nie byłoby lepiej go zwrócić?

- To moja sprawa.

- Niezupełnie twoja.

- W każdym razie nie masz prawa udzielać mi rad w tej sprawie.

- Niezupełnie tak jest. Chikako śmiała się białymi sztucznymi zębami.

- Przyszłam dzisiaj, żeby udzielić ci rady. - Nagle wyciągnęła obie ręce, rozszerzyła 

je, jakby odrzucając coś od siebie. - Dopóki z tego domu nie wygoni się demonów...

- Nie strasz mnie!

- Jako swatka muszę przedstawić ci dzisiaj pewne warunki.

- Jeśli ci chodzi o córkę Inamury, to, przykro mi, ale rezygnuję z niej.

Ależ... odrzucenie propozycji małżeństwa z dziewczyną, która ci się podoba, tylko z 

tego powodu, że nie lubisz swatki, to chyba  tchórzostwo. Swat to tylko  pomost,  możesz 

potem po nim deptać. Twój ojciec zawsze chętnie korzystał z moich usług.

Na twarzy Kikujiego odzwierciedliło się niezadowolenie.

Kiedy Chikako zaczyna przekonywać, zwykle unoszą się jej gniewnie ramiona.

- Naprawdę tak było. Nie jestem taka jak żona Oty. Ze mną znacznie lżej. W tych 

sprawach byłoby lepiej kiedyś porozmawiać szczerze, niczego nie ukrywając, lecz, niestety, 

nie można mnie zaliczyć do przygód miłosnych twego ojca. To było tak krótko, że nawet 

westchnąć nie zdążyłam - powiedziała i spuściła oczy. - Mimo to wcale nie czuję z tego 

powodu złości. Od tego czasu zawsze bez ceregieli korzystał z mojej pomocy,  gdy tylko 

byłam mu potrzebna... Mężczyźni chętnie posługują się w różnych sprawach kobietami, z 

którymi   ich   coś   łączyło.   A  ja   z   kolei   dzięki   twojemu   ojcu   rozwinęłam   w   sobie   zdrowy 

rozsądek, tak potrzebny w życiu.

- Hm.

- Dlatego korzystaj z mojego zdrowego rozsądku. Rzeczywiście, może ma  rację - 

pomyślał poddając się beztroskiemu nastrojowi.

Chikako wyciągnęła wachlarz zza pasa obi.

- Wiesz, Kikuji, człowiek nie wykształci w sobie zdrowego rozsądku, jeśli nie opanuje 

zbyt wybujałej męskości lub kobiecości.

- Tak? To znaczy, że zdrowy rozsądek to rodzaj nijaki?

background image

- To ironia? Kiedy ktoś jest rodzaju nijakiego, to dobrze widzi psychikę mężczyzny i 

kobiety. Czy nie zastanawiasz się, jak pani Ota mogła umrzeć i zostawić jedyną córkę bez 

żadnej   opieki?  Kto  wie,  czy  ona  nie   miała  już  kogoś  upatrzonego  dla  córki,   myślała   na 

pewno, że po jej śmierci córką zajmiesz się ty, Kikuji.

- Co ty mówisz?

- Wiele myślałam o tym i doszłam nagle do takiego wniosku. To oznacza, że Ota 

swoją śmiercią przeszkodziła w twoim małżeństwie. To nie była zwykła śmierć. Ta śmierć 

miała jakiś cel.

- To są dziwaczne i szalone fantazje - odparł Kikuji, choć czuł się porażony tą szaloną 

fantazją Chikako. Chyba błysnęło.

- Kikuji-san, mówiłeś chyba córce Oty o panience Inamura?

Kikuji zrozumiał, o co jej chodzi, lecz udawał zdziwienie.

-   To   przecież   nikt   inny   jak   ty   zadzwoniłaś   do   Oty   i   powiedziałaś   jej,   że   już 

postanowiono w sprawie mojego małżeństwa.

-  Tak, zawiadomiłam ją i powiedziałam, żeby nie przeszkadzała. I Ota umarła tego 

właśnie wieczoru.

Nastąpiło milczenie.

- Ale skąd wiesz, że telefonowałam do pani Oty? Czy przybiegła tu z płaczem? 

Kikuji udawał zaskoczenie. Na pewno płakała ci do słuchawki.

Można by więc powiedzieć, że to ty ją zabiłaś.

- Lżej by ci było, gdybyś mógł tak myśleć. Jestem przyzwyczajona do roli czarnego 

charakteru. Twój ojciec cenił mnie za to, że w zależności od potrzeby wykorzystywał mnie 

jako kobietę nawykłą do okrutnych czarnych ról. Może niekoniecznie w celu odpłacenia za 

łaski twego ojca, przyszłam jednak do ciebie w takiej samej roli czarnego charakteru.

Kikuji usłyszał w jej słowach również głęboką zawiść i złość, lecz Chikako mówiła 

dalej ze wzrokiem utkwionym w koniec swego nosa.

- Nie musisz wiedzieć o tym, co się dzieje w garderobie. Jeśli uważasz, że jestem 

nieprzyjemna i wtykam nos w cudze sprawy, możesz po prostu zmarszczyć brwi i skrzywić 

twarz z niezadowolenia, lecz ja tymczasem wypędzę stąd złą diabelską kobietę i doprowadzę 

do zawarcia dobrego dla ciebie związku małżeńskiego.

- Czy nie mogłabyś przestać mówić na temat tego „dobrego związku małżeńskiego”?

- Tak, tak. Ja też nie chcę o tym mówić, nie chcę mówić też o sprawie pani Oty. - Głos 

Chikako zmiękł. - Nie twierdzę, że pani Ota była złym człowiekiem... Umarła bez słowa, lecz 

na pewno modliła się tylko o to, byś zajął się jej córką.

background image

- Znów mówisz głupstwa.

- Jednak mam rację. Czy sądzisz, że nigdy nie myślała o tym, żeby córkę wydać za 

ciebie? Wobec tego w ogóle nie rozumiesz, co się dokoła ciebie dzieje. We śnie i na jawie nie 

myślała o nikim innym, tylko o twoim ojcu, jakby ją opętał zły duch. Oczywiście, można to 

nazwać czystością uczuć, nie przeczę. Wplątała w to również swą córkę, w końcu postawiła 

życie na jedną kartę... Miałam wrażenie, że zawisło nad nią przekleństwo lub opętał ją zły 

duch. I dlatego zastawiała diabelskie sieci.

Kikuji patrzył jej w oczy.

Chikako uniosła głowę ku górze. Przez wąskie szparki powiek wciąż się w niego 

wpatrywała, Kikuji odwrócił więc głowę w bok.

Pod nawałą elokwencji zaczął się wahać, ponieważ od początku znalazł się na słabszej 

pozycji, zaskoczony atakiem Chikako.

Czy rzeczywiście nieżyjąca Ota pragnęła związku między swoją córką a nim? Nawet 

o tym nie pomyślał. I nie wierzył. To zazdrość Chikako rozsiewała truciznę. Jej bezpodstawne 

przypuszczenie przypomniało mu szkaradne piętno rozlane na jej piersi.

Te dziwaczne słowa podziałały jednak na Kikujiego jak błyskawica.

Poczuł lęk.

A może właśnie pragnął tego w duchu?

Zdarza się niekiedy na świecie, że mężczyzna kochając matkę później miłuje również 

jej   córkę.   Czy   jednak   to   możliwe,   by   odczuwać   upojenie   na   myśl   o   objęciach   matki   i 

niepostrzeżenie   skłaniać   się   ku   jej   córce,   i   nawet   tej   zmiany   nie   zauważyć?   Może 

rzeczywiście znajdował się w diabelskich sieciach?

Teraz wydało mu się, że od spotkania Oty zdecydowanie się zmienił jego charakter. 

Coś go oszołomiło.

- Przyszła panienka Ota, lecz usłyszawszy, że są goście, powiedziała, że przyjdzie 

innym razem - zawiadomiła służąca.

- O? Już jej nie ma? Kikuji wstał i wyszedł.

- Przepraszam, przedtem...

Fumiko wyciągnęła smukłą białą szyję i spojrzała na niego.

We wgłębieniu między jej szyją a piersiami leżał żółtawy cień.

Czy to sprawa światła, czy po prostu wyczerpania? Ten wątły cień raczej uspokoił 

Kikujiego. 

- Jest tu Kurimoto.

background image

Powiedział to spokojnie, bez żadnego wysiłku, a gdy spojrzał na Fumiko, zrobiło mu 

się mimo wszystko lżej na duszy. Fumiko kiwnęła potwierdzająco głową.

- Widziałam parasol nauczycielki...

- Ach, ten duży. Parasol od słońca, z długą rączką i w mysim kolorze, stał w sieni, 

oparty o ścianę.

- Proszę poczekać w pawilonie herbacianym obok domu. Ciocia Kurimoto zaraz sobie 

pójdzie.

Mówiąc to zdziwił się samemu sobie, że nie odprawił Chikako, choć wiedział, że 

przyjdzie Funlko.

- Mnie ona nie przeszkadza.

- Naprawdę? Wobec tego proszę. Fumiko weszła do salonu i przywitała się z Chikako, 

jakby nie wiedziała o jej wrogości.

Nastąpiła wymiana kondolencji i podziękowań za wyrazy współczucia.

Chikako   siedziała   z   nieco   uniesionym   lewym   ramieniem,   odchylona   do   tyłu,   jak 

podczas doglądania uczennic.

- Dobra kobieta była z pani mamy. Wydaje mi się, że opadł ostatni kwiat na tym 

świecie, na którym nie mogą żyć istoty wrażliwe.

- Mama nie była tak wrażliwa, jak pani mówi.

- Fumiko-san, zostałaś sama, na pewno matce było bardzo trudno się z tobą rozstawać.

Fumiko zamknęła oczy.

Mocno zacisnęła zgrubiałe wargi.

- Myślę, że panience smutno, należałoby więc jak najszybciej zająć się ćwiczeniami 

ceremonii herbacianej.

- Hm, wie pani, ja już...

- To odwraca uwagę...

- Tak, ale moja sytuacja jest teraz inna, nie dla mnie są dziś ceremonie herbaciane.

- Dlaczego tak mówisz?

Chikako uniosła w górę ręce leżące dotąd na kolanach.

- Przyszłam tu dzisiaj po to, żeby przewietrzyć trochę pawilon herbaciany, bo pora 

deszczowa już minęła. - Spojrzała przelotnie na Kikujiego.

- Wobec tego może pójdziemy razem?

- Słucham?

- Pozwól, że wykorzystamy w ceremonii również pamiątkę po zmarłej.

Fumiko spojrzała na Chikako.

background image

- Przy okazji porozmawiamy też o twojej matce.

- Ja nie mogę, bo nie wypada płakać w pawilonie herbacianym.

-   Trudno,   będziemy   płakać.   Nic   nie   szkodzi.   Kiedy   wkrótce   przybędzie   tu   żona 

Kikujiego, wtedy nie będę mogła bez uprzedzenia wchodzić do tego pawilonu. Jest to miejsce 

wypełnione wspomnieniami.

Chikako roześmiała się cicho, lecz zaraz dodała:

- Oczywiście, jeśli dojdzie do małżeństwa Kikujiego z Yukiko, córką Inamury.

Fumiko kiwnęła głową potwierdzająco. Niczego nie dała po sobie poznać. Lecz na jej 

okrągłej jak u matki twarzy pojawiły się oznaki znużenia.

-   Niedobrze   mówić   w   obecności   osób   trzecich   o   tym,   gdy   nic   jeszcze   nie 

postanowiono - zwrócił jej uwagę Kikuji.

- Powiedziałam przecież „jeśli dojdzie do małżeństwa” - odparła. - Jak to mówią „w 

dobrej sprawie diabli nie śpią”... dlatego, Fumiko-san, proszę uznać, że nic nie słyszałaś, do 

czasu decyzji, oczywiście.

- Dobrze - Fumiko znów kiwnęła głową. Chikako zawołała służącą i poszła sprzątać w 

pawilonie.

- W cieniu pozostały na listkach krople wody. Proszę uważać. 

Z ogrodu dobiegi glos Chikako.

3

-   Kiedy   rano   dzwoniłem,   na   pewno   słyszała   pani   w   słuchawce   szum   deszczu   - 

powiedział Kikuji. 

- Czy można usłyszeć deszcz przez telefon? Nie wiem, nie zwróciłam uwagi. Czy 

naprawdę słychać było szum deszczu padającego w tym ogrodzie? 

Fumiko skierowała wzrok na ogród. 

Za żywopłotem rozlegał się odgłos szorowania w pawilonie. 

Kikuji patrząc na ogród powiedział: 

- Ja też nie słyszałem deszczu rozmawiając przez telefon, lecz dopiero potem wydało 

mi się, że słyszałem, bo była wtedy straszna ulewa.

- Tak, i przerażające grzmoty.

- Tak, tak, mówiła pani o tym przez telefon. 

- Nawet w drobiazgach człowiek bywa podobny do matki. Kiedy grzmiało, mama 

przykrywała moją główkę rękawem kimona. Gdy wychodziłyśmy na dwór, często patrzyła na 

background image

niebo mówiąc: „Ciekawe, czy dzisiaj nie będzie grzmiało?” Teraz też mam ochotę zakryć 

twarz rękawem od kimona, kiedy grzmi.

Z zawstydzenia Fumiko wcisnęła głowę między ramiona. 

Przyniosłam tę czarkę shino. - Wstała i wyszła. 

Wróciła do salonu i położyła paczkę przed kolanami Kikujiego. Kikuji zawahał się, 

więc Fumiko przysunęła zawiniątko do siebie i wyjęła czarkę z pudełka. 

- Myślę, że pani mama lubiła pić herbatę z okrągłych czarek tworzących pary, chyba 

w stylu Ryonyu, prawda? - zapytał Kikuji. 

- Tak, lecz  najczęściej  używała  tej  czarki,  twierdząc,  że w czarnej  lub  czerwonej 

filiżance, o których pan wspomina, zatraca się kolor herbaty.

- To prawda, w czarnej filiżance nie widać barwy zwykłej zielonej herbaty...

Sądząc, że Kikuji nie ma zamiaru wziąć do rąk stojącej przed nim czarki, Fumiko 

powiedziała:

- Nie jest to specjalnie cenna ceramika.

- Ależ to wyjątkowy okaz.

Tak jak Fumiko wspomniała rano, pod białą glazurą krył się blady odcień czerwieni. 

Patrząc chwile na czarkę Kikuji odniósł wrażenie, że przez biel przebija czerwień.

Na górnej krawędzi leciutko rysował się jasnobrązowy ślad. W jednym tylko miejscu 

był trochę mocniejszy.

Czy w tym miejscu dotykały go jej wargi?

Może to ślad herbaty. A może zanieczyszczenie od dotyku warg.

Gdy wpatrywał się w ten bladobrązowy cień. zaczął dostrzegać również czerwień.

Kto   wie,   może   rzeczywiście   w   tym   miejscu   przylgnęła   szminka,   tak   jak   Fumiko 

powiedziała dziś przez telefon.

W rysach na glazurze dostrzegł brąz zmieszany z czerwienią.

Serce Kikujiego zabiło mocniej, ponieważ barwa spłowiałej szminki przypominała mu 

zwiędłą czerwoną różę albo plamę zakrzepłej krwi.

Poczuł   mdłości   na   myśl   o   tym,   a   jednocześnie   po   ciele   przebiegło   podniecające 

drżenie.

Na   zewnętrznych   ściankach   czarki   rysował   się   pęk   grubej   trawy   o   kolorze 

ciemnoniebieskim. Na niektórych liściach widniały rdzawe plamy.

Prosty,  jakby tchnący zdrowiem rysunek  ochłodził  wzburzone chorobliwie  zmysły 

Kikujiego.

Również z kształtu czarki emanował chłód.

background image

- Niezwykły okaz - powiedział Kikuji i wziął do ręki.

- Nie znam się na tym, ale mama lubiła tę czarkę i stale z niej piła herbatę.

- Tak, to odpowiednia czarka dla kobiety.  

Wypowiadając   te   słowa   poczuł   jeszcze   raz   z   całą   mocą,   że   matka   Fumiko   była 

prawdziwą kobietą. 

Dlaczego   jednak   dziewczyna   przyniosła   mu   to   naczynie,   na   którym   pozostał   ślad 

szminki?

Czy jest tak naiwna czy gruboskórna? - Kikuji nie wiedział. Wyglądała  jak istota 

bezbronna i uległa.

Kikuji obracał czarkę w rękach nad kolanami, lecz unikał dotknięcia do jej krawędzi.

- Proszę ją schować. Bo ciotka Kurimoto zacznie mi znowu dokuczać.

- Dobrze.

Fumiko włożyła czarkę do pudełka i zawinęła ją.

Przyniosła ją chyba po to, żeby podarować Kikujiemu, lecz straciła okazję, aby to 

powiedzieć. Być może uznała, że nie podoba mu się.

Wyszła z paczką do sieni.

Od strony ogrodu weszła Chikako pochylona do przodu.

- Czy można cię prosić o przyniesienie dzbanka pani Oty?

- Proszę użyć moich przyborów, bo przyszła pani Ota Fumiko, a poza tym...

- Dlaczego tak mówisz? Czy nie można go użyć właśnie dlatego, że jest też obecna 

panienka   Fumiko?   Jest   to   przecież   pamiątka   po   jej   matce,   możemy   więc   przy   okazji 

powspominać.

- Przecież nienawidzisz Oty - powiedział Kikuji.

- Ja? Jakże mogłabym nienawidzić? Różniłyśmy się tylko charakterami. Nie można 

przecież nienawidzić człowieka, który już nie żyje. Nie zgadzałyśmy się charakterami, ja jej 

nie rozumiałam, a ponadto po prostu przejrzałam ją na wylot. 

Znać kogoś na wylot to widocznie twoja specjalność.

- Pilnuj się, żebym ciebie nie przejrzała na wylot. 

Fumiko   pojawiła   się   na   galerii   i   usiadła   na   progu.   Chikako   zwróciła   się   do   niej 

unosząc nieco lewe ramię.

- Fumiko-san, kochana, pozwól skorzystać z dzbanka shino, który należał do twojej 

mamy.

- Proszę - odpowiedziała Fumiko.

Kikuji wyjął dzbanek, który niedawno zapakował i schował do szafy.

background image

Chikako wsunęła wachlarz za pas obi i z pudełkiem zawierającym naczynie wyszła z 

pawilonu.

Kikuji podszedł do Fumiko.

-   Dzisiaj   rano,   kiedy   usłyszałem,   że   się   pani   przeprowadziła,   bardzo   się 

zaniepokoiłem.   Kto   załatwił   formalności   związane   ze   sprzedażą   domu   i   wszelkie   inne 

sprawy?

- Sama, to było proste, bo dom sprzedałam znajomemu. Mieszka tymczasowo w Oiso, 

ma podobno bardzo małe mieszkanie. Mówił, że mogłabym z nim się zamienić, lecz teraz nie 

potrafię mieszkać sama nawet w małym  domu. Chodząc do pracy wygodniej mieszkać w 

wynajętym pokoju. W każdym razie przygarnęli mnie do siebie przyjaciele.

- Ma pani już pracę?

- Nie, kiedy musiałam  coś postanowić,  to się okazało,  że nic nie potrafię  robić... 

Miałam zamiar odwiedzić pana dopiero wtedy, gdy znajdę pracę. Teraz nie mam domu, nie 

mam zawodu, przykro jest składać wizytę, gdy człowiek unosi się bezwolnie na fali.

Kikuji chciał powiedzieć, że właśnie w takim okresie najlepiej jest chodzić w gości, 

lecz pomyślał o samotności Fumiko. Dziewczyna jednak nie wyglądała na smutną.

- Ja też chcę sprzedać ten dom, lecz jakoś nie mogę się zdecydować. Ponieważ mam 

zamiar sprzedać, nie reperuję okiennic, maty też są takie, jak pani widzi, i wymienić ich jakoś 

nie mogę.

- Chyba w tym domu pan się ożeni. Wtedy... - zaczęła mówić otwarcie.

Kikuji spojrzał na Fumiko.

- Bierze pani poważnie słowa Kurimoto? Czy sądzi pani, że mogę się teraz ożenić?

- Z powodu mamy...? Tyle wycierpiał pan z jej powodu, teraz powinien pan uznać to 

wszystko za sprawy minione...

Chikako dzięki swojemu doświadczeniu szybko przygotowała pawilon do ceremonii 

herbacianej.

- Czy dobrze dobrałam do tego dzbanuszka inne naczynia? - zapytała, lecz Kikuji nie 

potrafił odpowiedzieć.

Ponieważ nie odpowiedział, milczała również Fumiko. Oboje patrzyli na dzbanuszek 

shino.

Stał jako wazonik przed urną z prochami Oty, a dziś występuje w swej pierwotnej 

funkcji dzbanka na wodę.

Przedtem był w rękach Oty, a teraz posługuje się nim Chikako. Po śmierci pani Oty 

przeszedł w ręce jej córki, Fumiko, a od Fumiko do Kikujiego.

background image

Dziwne koleje losu przeszedł ten dzbanek, a może takie jest przeznaczenie wszystkich 

przyborów używanych w ceremonii herbacianej?

Jaki los spotkał ludzi, w których rękach było to naczynie w ciągu trzystu lub czterystu 

lat od jego powstania, zanim Ota została jego właścicielką?

- Ceramika shino pięknieje, gdy ją stawiamy obok przenośnego piecyka na węgiel 

drzewny, używanego w ceremonii herbacianej, lub obok żeliwnego kociołka - powiedział 

Kikuji i dodał zwracając się do Fumiko: - Jaka jest mocna, nie ustępuje żelazu.

Glazura shino lśniła białym światłem wydobywającym się spod powierzchni.

Kikuji powiedział Fumiko przez telefon, że kiedy patrzy na to naczynie, to myśli o 

niej i chce się z nią spotkać. Czy jednak pod jej białą skórą kryje się równie głęboko jak u 

matki światło kobiecości?

Było gorąco, więc Kikuji otworzył shoji w pawilonie.

W oknie za Fumiko zieleniły się klony, gęste liście rzucały cień na jej włosy.

Długa szyja i głowa tonęły w świetle padającym od okna, ręce natomiast, chyba od 

niedawna obnażone powyżej łokcia, były tak blade, że prawie sine. Jej krągłe ramiona, przy 

raczej szczupłej sylwetce, delikatne, pulchne ręce pogłębiały wrażenie kobiecego wdzięku. 

Chikako również patrzyła na dzbanuszek.

-   To   naczynie   ożywa   i   pięknieje   dopiero   wtedy,   gdy   jest   używane   w   ceremonii 

herbacianej. Grzech wkładać do niego zachodnie bukiety.

- Mama jednak stawiała w nim kwiaty - powiedziała Fumiko.

- Aż trudno uwierzyć, że ten pamiątkowy dzbanuszek po matce jest w tym pawilonie. 

Twoja matka również na pewno się cieszy.

Chikako mówiła to chyba z ironią.

Lecz Fumiko jakby tego nie dostrzegła.

-   Mama   często   posługiwała   się   tym   dzbanuszkiem   jako   wazonem.   Poza   tym   nie 

zamierzam zajmować się nadal ceremonią herbacianą.

- Proszę tak nie mówić. Chikako rozejrzała się po pawilonie. - Zawsze kiedy mam 

okazję tu siedzieć, odczuwam większy spokój niż gdziekolwiek indziej. Widziałam przecież 

niemało w życiu. - Spojrzała na Kikujiego. - W przyszłym roku minie pięć lat od śmierci 

twojego ojca, prawda? Powinieneś na tę rocznicę urządzić ceremonię herbacianą i zaprosić 

gości.

- Tak. Byłoby to całkiem zabawne przyjęcie: zgromadzić wszelkie możliwe przybory i 

naczynia, fałszywe oczywiście również, i zaprosić gości.

background image

- Co ty mówisz? Wśród przyborów należących dawniej do twojego ojca nie było ani 

jednego falsyfikatu.

- Czyżby? Mimo to byłaby to interesująca ceremonia, gdyby posłużyć się w czasie 

niej samymi falsyfikatami. - Kikuji zwrócił się do Fumiko. - Wydaje mi się, że ten pawilon 

wypełniony jest trującym gazem, cuchnącym pleśnią, wobec tego przyjęcie, podczas którego 

użyto by wyłącznie falsyfikatów, mogłoby służyć oczyszczeniu atmosfery z trucizny. Byłoby 

to   zarazem   przyjęcie   dla   pocieszenia   i   ukojenia   duszy   ojca,   a   dla   mnie   pożegnanie   z 

ceremonią herbacianą. Zresztą od dawna już nie mam z tym do czynienia...

-  Chcesz   powiedzieć,   że   mimo   wszystko   nie   daję   ci   spokoju,   przychodzę   i   psuję 

powietrze w tym pawilonie? - Chikako starannie rozmieszała herbatę bambusowym pędzlem.

- Właśnie to miałem na myśli.

-   Nie,   to   nieprawda.   Oczywiście,   zawierając   nowy   związek   stare   stosunki   można 

zerwać.

Chikako z gestem „proszę” postawiła czarkę herbaty przed Kikujim.

- Fumiko-san, słuchając żartów Kikujiego można by pomyśleć, że pamiątka po twojej 

matce dostała się w niewłaściwe ręce. Gdy patrzę na to naczynie w stylu shino mam wrażenie, 

że odbija się w nim twarz twojej mamy. 

Kikuji wypił herbatę, postawił czarkę i spojrzał na dzbanek shino.

W czarnej lakierowanej pokrywce odbijała się postać Chikako. Fumiko wyglądała na 

roztargnioną.

Kikuji nie wiedział, czy Fumiko zaprotestuje, czy zignoruje Chikako.

Zdziwił się, że Fumiko nie dała poznać po sobie niezadowolenia, a po prostu weszła 

razem z Chikako do pawilonu i usiadła.

Z   obojętnością   przyjmowała   również   słowa   Chikako   mówiącej   o   małżeństwie 

Kikujiego.

Fumiko nie przejawiała wrogości wobec Chikako, która od dawna nienawidziła Oty i 

jej córki, a teraz każdym słowem ją obrażała.

Może pogrążona jest w tak głębokim smutku, że nic do niej nie dociera?

A może po prostu wstrząśnięta śmiercią matki wzniosła się ponad ziemskie sprawy?

Kto wie, czy odziedziczywszy charakter po matce nie jest tajemniczą, czystą dziewicą, 

która nigdy nie przeciwstawia się ani sobie, ani obcym?

Kikuji nie próbował jej bronić przed nienawiścią i obraźliwymi słowami Chikako.

Teraz zrozumiał, że to właśnie on zachowuje się dziwacznie.

background image

Mimo to uważał, że Chikako nie jest normalna, choćby dla tego, że piła herbatę przez 

siebie przyrządzoną podczas ceremonii.

Chikako wyjęła zegarek zza pasa obi i powiedziała: - Mały zegarek niewygodny dla 

starych oczu... Nie chciałbyś mi podarować kieszonkowego zegarka twojego ojca. Kikuji?

Nie ma takiego zegarka - - odmówił zdecydowanie.

-   Na   pewno   jest.   Twój   ojciec   często   go   nosił.   Również,  kiedy   chodził   do   domu 

Fumiko, miał na pewno zegarek kieszonkowy. Chikako zrobiła głupią minę.

Fumiko zamknęła oczy.

- Czy teraz jest dziesięć po drugiej? Wskazówki zlewają się, widzę jak przez mgłę.

Chikako zaczęła mówić tonem człowieka zapracowanego.

- Córka pana Inamury zorganizowała grupę. Dzisiaj od trzeciej mam u niej lekcję. 

Pomyślałam, że najpierw wpadnę tutaj i otrzymam odpowiedź od ciebie.

- Proszę przekazać panu Inamurze, że ja zdecydowanie odmawiam. - Mimo że Kikuji 

powiedział wyraźnie, Chikako starała się obrócić to w żart.

- Tak, tak, zdecydowanie, powiem. Chciałabym jednak jak najszybciej dawać lekcje 

tej grupie w twoim pawilonie herbacianym.

-   Wobec   tego   powiedz,   żeby   pan   Inamura   kupił   ten   dom.   I   tak   mam   zamiar   go 

sprzedać.

Chikako nie zwracając uwagi na Kikujiego zapytała:

- Fumiko-san, może wyjdziemy razem?

- Dobrze.

- Tylko tu posprzątam.

- Pomogę pani.

- Naprawdę?

Nie czekała jednak na Fumiko, szybko udała się do umywalki.

Rozległ się plusk wody.

- Fumiko-san, jeszcze proszę zostać. Proszę z nią nie wychodzić - powiedział cicho.

Fumiko potrząsnęła głową.

- Boję się.

- Nie ma powodu się bać.

- Ja się boję.

- Wobec tego proszę ją odprowadzić i wrócić tutaj.

Fumiko znowu potrząsnęła głową i wstała z miejsca robiąc taki ruch rękami, jakby 

rozprostowywała fałdy na letniej sukni z tyłu pod kolanami.

background image

Wydało mu się, że Fumiko zachwiała się, lecz dostrzegł tylko rumieńce na jej twarzy.

Kiedy   Chikako   zapytała   go   o   zegarek   kieszonkowy   ojca,   Fumiko   lekko   się 

zaczerwieniła, a teraz jej zawstydzenie rozkwitło na całej twarzy.

Fumiko wzięła dzbanek shino i poszła do umywalki.

- O? Jednak przyniosłaś własność twojej matki? - zabrzmiał chrypliwy głos Chikako.

background image

Podwójna gwiazda 

1

-   Fumiko   i   córka   Inamury   wyszły   za   mąż   -   powiedziała   Chikako   odwiedziwszy 

Kikujiego w domu.

Latem   wpół   do   dziewiątej   wieczorem   jeszcze   jest   widno,   więc   po   kolacji   Kikuji 

położył się na galerii i przyglądał świetlikom w klateczce, które kupiła służąca. Bielejące 

światełka niepostrzeżenie zmieniały się w żółte - zapadał już zmrok, lecz Kikuji nie wstał, 

żeby zapalić światło.

Niedawno wrócił po czterech  dniach spędzonych  w willi przyjaciela nad jeziorem 

Nojiri.

Przyjaciel był żonaty i miał małe dziecko. Nie przyzwyczajony do dzieci Kikuji nie 

znał się na niemowlętach, nie wiedział więc, jak się zachować witając się z gospodarzami.

- Dobrze się chowa, prawda? - powiedział.

- Wcale nie. Urodził się taki mały, że żal było patrzeć. Teraz wygląda trochę lepiej - 

wyjaśniła matka.

Kikuji lekko pomachał ręką.

- Ono nie mruga..

- Widzi, ale mrugać zacznie później.

Kikuji myślał, że niemowlę ma już wiele miesięcy, a tymczasem miało ledwie sto dni. 

Dlatego   młoda   żona   wyglądała   nie   najlepiej,   włosy   jej   zszarzały,   twarz   wybladla,   jakby 

zmęczenie porodem jeszcze nie minęło.

Ośrodkiem domu stało się niemowlę, całą uwagę rodziców skupiało na sobie, dlatego 

Kikuji   czuł   się   wśród   nich   intruzem,   lecz   gdy   wsiadał   do   powrotnego   pociągu,   nadal 

towarzyszył  mu obraz szczupłej kobiety trzymającej  niemowlę w objęciach z całkowitym 

oddaniem,   na   pierwszy   rzut   oka   bardzo   spokojnej,   lecz   jednocześnie   wychudłej,   jakby 

zupełnie   pozbawionej   życia.   Przyjaciel   początkowo   mieszkał   razem   z   rodzicami   i 

rodzeństwem, dlatego żona, która wkrótce po porodzie znalazła się w końcu tylko z mężem i 

własnym pierwszym dzieckiem, na pewno poczuła się taka spokojna, że zapomniała o całym 

świecie.

Teraz Kikuji leżał na podłodze galerii i przypominał sobie sylwetkę żony przyjaciela 

ze wzruszeniem, niemal w nastroju świętego uniesienia. Wtedy przyszła Chikako.

Weszła do pokoju bez uprzedzenia. 

background image

- O?  Tak  po ciemku?  Następnie  usiadła   obok stóp  Kikujiego.  -  Tylko   współczuć 

kawalerowi. Kiedy się położy, to nawet nie ma kto zapalić światła.

Kikuji podkulił nogi. Przez chwilę się nie ruszał, następnie wstał, chociaż niechętnie. - 

Proszę leżeć.

Chikako prawą ręką zrobiła taki gest, jakby chciała nakłonić Kikujiego do leżenia, 

lecz następnie cofnęła rękę i pokłoniła się na powitanie. Powiedziała, że była w Kioto, a w 

drodze   powrotnej   zatrzymała   się   w   Hakone.   W   Kioto,   w   siedzibie   głównego   rodu 

pielęgnującego jedną ze szkół ceremonii herbacianej, do której właśnie należała, spotkała się 

ze   znajomymi   Oizumi,   zajmującymi   się   sprzedażą   i   kupnem   przyborów   służących   do 

ceremonii herbacianej. 

- Dawno już nie   rozmawiałam  tak  długo  o twoim  ojcu  jak  wtedy,   w  czasie  tego 

spotkania.  Oizumi  chcąc pokazać  mi  miejsce, w którym  zatrzymywał  się potajemnie  pan 

Mitani, zaprowadził mnie do maleńkiego hoteliku w Kiyamachi. Twój ojciec mieszkał tam z 

panią Ota.

Znajomy radził mi zamieszkać właśnie w tym hotelu. Rozumiesz, mnie to proponuje, 

co za grubianin! Kiedy pomyślę, że zarówno twój ojciec, jak i pani Ota nie żyją, to nawet ja, 

kobieta nie taka znowu bojaźliwa, w środku nocy poczułabym się w tym hoteliku nieswojo. 

Kikuji   milczał   myśląc,   że   grubianką   jest   właśnie   Chikako,   skoro   takie   rzeczy 

opowiada.

- Kikuji-san, ty też wyjeżdżałeś, prawda? Byłeś nad jeziorem Nojiri? - zapytała tonem 

osoby wszystko wiedzącej.

To w jej stylu, przychodzi do domu, wypytuje służącą, a następnie nie czekając na 

uprzedzenie gospodarza przez służącą, wchodzi do salonu.

- Dopiero co wróciłem - z niezadowoleniem odrzekł Kikuji.

- A ja wróciłam przed kilku dniami - odparła ostro i uniosła wysoko lewy bark. - 

Słuchaj, wiesz, co się stało? Wróciłam do domu, a tu spotkała mnie przykra niespodzianka. 

Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Takie niedopatrzenie, aż wstyd mi pokazywać 

się przed tobą, Kikuji. Córka Inamury wyszła za mąż - oświadczyła Chikako.

Na szczęście na galerii  było  ciemno,  więc Kikuji mógł  ukryć  zdziwienie.  Zapytał 

obojętnie:

- Tak? Kiedy?

-   Jesteś   tak   spokojny,   jakby   dotyczyło   to   kogoś   innego   -   powiedziała   Chikako 

ironicznie.

- Przecież mówiłem nieraz, że nie ożenię się z Yukiko.

background image

- To tylko słowa. Po prostu byłeś przeciwko mnie, a nie przeciw Yukiko. Tak, tak, 

mówisz, że cię nie interesuje, a mimo to ta wscibska baba wtrąca się nie proszona w cudze 

sprawy, i jeszcze z takim uporem. To oburzające, co? Rozumiem ciebie, lecz dziewczyna jest 

niezła.

- Co ty opowiadasz? - Kikuji wybuchnął śmiechem.

- Podoba ci się, prawda?

- To ładna dziewczyna.

- Od razu cię przejrzałam.

- Nie muszę się żenić dlatego, że jest ładna. 

Słysząc, że córka Inamury wyszła za mąż, poczuł ukłucie w piersi, a następnie pragnął 

ujrzeć obraz tej dziewczyny oczyma wyobraźni.

Kikuji spotkał Yukiko tylko dwa razy.

Pierwszy  raz,   podczas   ceremonii   herbacianej   w  Engakuji,   Chikako   kazała   Yukiko 

przygotować i podać herbatę Kikujiemu, żeby mógł się dziewczynie przyjrzeć. Czynności 

ceremonii wykonała czysto i z wdziękiem. W sercu Kikujiego pozostało wrażenie sylwetki 

Yukiko, której plecy, długie rękawy kimona, a także włosy rozjaśniało światło wpadające 

przez papier w shoji, na którym rysował się cień młodych liści, lecz twarzy Yukiko nie mógł 

sobie przypomnieć. Za to żywo ukazała mu się przed oczyma czerwona ściereczka, to znów 

zawiniątko w brzoskwiniowej chuście o wzorze białych żurawi, które niosła wchodząc do 

pawilonu herbacianego przy świątyni.

Za drugim razem, kiedy Yukiko przyszła do domu Kikujiego, Chikako przygotowała 

herbatę. Następnego dnia Kikuji czuł - jak mu się zdawało - przyjemny zapach dziewczyny 

utrzymujący   się   w   pawilonie   herbacianym,   a   dziś   jeszcze   widzi   przed   oczyma   wzory 

irysów.na jej pasie obi, lecz całej sylwetki odtworzyć nie potrafi.

Nawet   twarzy   matki   i   ojca,   zmarłych   przed   trzema   czy   czterema   laty,   nie   może 

zobaczyć  w  wyobraźni.  Przypomina  ich   sobie,   gdy  patrzy  na  zdjęcia.   Po  prostu  im  ktoś 

bliższy i bardziej kochany, tym chyba trudniej odtworzyć w pamięci jego wygląd. Natomiast 

im obraz brzydszy, tym:;mocniej się utrwala.

Oczy i policzki Yukiko pozostały w pamięci Kikujiego przezroczyste, jak światło, 

natomiast znamię na piersi: Chikako utrwaliło się tak konkretnie jak żywa ropucha.

Chikako chyba ma na sobie bieliznę z białego krepdeszynu z Ojiya, Kikuji o tym wie, 

więc nawet przy jasnym świetle nie mógłby zobaczyć znamienia na jej piersi przez ubranie, 

lecz teraz widzi je oczyma wyobraźni w ciemności.

background image

- Jeśli sam twierdzisz, że to ładna dziewczyna, nie powinieneś był z niej rezygnować. 

Jest tylko jedna Inamura Yukiko na świecie. Choćbyś szukał całe życie, drugiej takiej nie 

znajdziesz. Kikuji-san, czy ty nie rozumiesz jeszcze tak prostej rzeczy? - ganiła go. - Nie 

masz   doświadczenia   i   zachowujesz   się   nierozważnie.   –   I   z   tego   powodu   zmienia   się 

nieodwracajnie życie dwojga ludzi, panienki Yukiko i twoje. Yukiko liczyła na ciebie, a teraz 

poszła do obcych ludzi, więc na pewno jest nieszczęśliwa, dlatego w pewnym sensie ponosisz 

za to odpowiedzialność.

Kikuji milczał.

-  Panienka była ci przychylna. I po wielu latach na pewno zacznie żałować, że nie 

wyszła za ciebie, i wspominać cię z tęsknotą. Myślę, że przykro ci na samą myśl o tym.

Uwagi Chikako wydawały się wyjątkowo jadowite. Skoro Yukiko wyszła za mąż, to 

w jakim celu Chikako strzępi sobie język?

- Świetliki? O tej porze?  -  Chikako wyciągnęła szyję. - Przecież nadeszła już pora 

jesiennych owadów. Czy świetliki jeszcze żyją o tej porze? To pewnie jakieś zjawy!

- Służąca je kupiła.

Wiadomo, czego można się spodziewać po służącej. Gdybyś zajmował się ceremonią 

herbacianą, nigdy byś nie dopuścił do tego. Są jeszcze przecież pory roku w Japonii.

Po tych słowach Kikujiemu wydało się, że rzeczywiście świetliki przypominają zjawy. 

Odżył mu w pamięci głos cykad na brzegu jeziora Nojiri. Niewątpliwie, to dziwne świetliki, 

które żyją do dziś..

- Gdybyś  miał  żonę,  ona by nie  dopuściła  do tak smętnych  i przykrych  symboli, 

niezgodnych   zresztą   z   porą   roku.   -   Chikako   nagle   stała   się   sentymentalna.   -   Po   prostu 

chciałam spłacić dług wobec twojego ojca swatając ci córkę Inamury.

- Dług?

- Tak. Leżysz  w ciemności i przyglądasz  się świetlikom,  a tymczasem nawet Ota 

Fumiko wychodzi za mąż.

- Kiedy?

Tym razem jej słowa wstrząsnęły Kikujim mocniej niż przedtem, kiedy usłyszał o 

zamążpójściu   Yukiko,   zresztą   nie   był   przygotowany   na   to   i   nie   zdołał   ukryć   swojego 

zdumienia. Chikako na pewno spostrzegła jego zaskoczenie.

- Ja też nie mogę dojść do siebie po powrocie z Kioto. Tak szybko się z tym uwinęły, 

jakby się zmówiły. Młodzi ludzie są niecierpliwi - powiedziała Chikako. - Dowiedziałam się 

o małżeństwie Fumiko i pomyślałam, że już teraz nikt nie będzie przeszkadzał, ale okazało 

background image

się, że Yukiko również nie czekała. Pani Inamura obniżyła swój prestiż. A wszystko to przez 

twój brak zdecydowania.

Kikuji nie mógł uwierzyć w małżeństwo Fumiko. 

Pani Ota nawet swoją śmiercią przeszkodziła w twoich planach małżeńskich. Myślę 

jednak, że wraz z wyjściem Fumiko za mąż, złe duchy pani Oty odejdą z tego domu. - Wzrok 

skierowała na ogród. - Jesteś teraz oczyszczony, uporządkuj przynajmniej drzewa w ogrodzie. 

Nawet w ciemności widać, jak gałęzie się frozrosły. Duszno tu i ciemno.

Przez   cztery   lata   od   śmierci   ojca   Kikuji   ani   razu   nie   zamówił   ogrodnika.   I 

rzeczywiście,   gałęzie   porozrastały   się   na   wszystkie   strony,   co   można   poznać   choćby   po 

zapachu przypominającym upalne popołudnie, które pod gęstwą gałęzi przetrwało do nocy.

- Twoja służąca drzew nawet chyba nie podlewa. Tyle przynajmniej mógłbyś kazać jej 

zrobić, prawda? 

- To nie twoja sprawa.

Po każdym  słowie Chikako pogłębiał się grymas  na twarzy Kikujiego, a mimo  to 

pozwalał jej mówić to, na co miała ochotę. Tak było zawsze, kiedy spotykał się z tą kobietą. 

Chikako mówiła przykre rzeczy, starała się jednak wkraść w łaskę Kikujiego i poznać 

jego myśli. Do tego rodzaju zabiegów Kikuji już się przyzwyczaił. Otwarcie je odrzucał i 

usilnie jej się strzegł. Chikako o tym wiedziała, lecz najczęściej udawała, że nie wie.

Chikako   nigdy   nie   mówiła   nic   takiego,   co   byłoby   dla   Kikujiego   całkowitym 

zaskoczeniem. Po prostu wyłuskiwała z niego to, co odkrywał w sobie jako nieprzyjemne.

Również dzisiejszej nocy mówiąc, że Yukiko i Fumiko wyszły za mąż, chciała poznać 

jego prawdziwe  zamiary.  W jakim  celu  to robiła?  - zastanawiał  się Kikuji  i miał  się na 

baczności. Swatała mu Yukiko, starając się odsunąć od niego Fumiko: nie powinno ją więc 

obchodzić, co Kikuji o nich myśli, kiedy obie wyszły za mąż.

Czuł,   że   należałoby   wstać   i   zapalić   światło   w   salonie   i   na   galerii.   To   śmieszne 

rozmawiać z Chikako po ciemku - dotarło do jego świadomości - bo przecież nie są sobie tak 

bliscy.   Wtrącanie   się   do   sposobu   pielęgnacji   drzew   w   ogrodzie   Kikuji   potraktował   jako 

przejaw typowego dla niej sposobu bycia i mógł jej uwagi puścić mimo uszu. Nie chciało mu 

się jednak wstać.

Chikako wspomniała  o świetle,  kiedy weszła  do pokoju, lecz  także  nie poszła go 

zapalić.   A   przecież   zajmowanie   się   takimi   drobnymi   sprawami   stało   się   swego   rodzaju 

dobrowolnie przyjętym jej obowiązkiem. Teraz jednak nie spieszyła się, żeby usłużyć w ten 

sposób   Kikujiemu.   Może   się   postarzała   albo   też   zaczęła   zachowywać   się   z   godnością 

właściwą nauczycielce ceremonii herbacianej.

background image

- Oizumi prosił mnie o przekazanie tej wiadomości, choć to nie moja sprawa. Mówił, 

że gdybyś chciał się pozbyć przyborów i naczyń do ceremonii herbacianej, chętnie by się 

zajął ich sprzedażą - powiedziała Chikako spokojnie. - Skoro utraciłeś już córkę Inamury, na 

pewno rozpoczniesz przygotowania do nowego życia, więc chyba nie będziesz miał czasu 

myśleć o ceremonii. A ja jestem niepotrzebna w tym domu, w którym za życia twojego ojca 

brałam udział w ceremoniach herbacianych, więc jest mi smutno. Pawilon wciąż pozostaje 

zamknięty, wietrzę go tylko ja, kiedy tu przychodzę.

Kikuji zrozumiał, o co jej chodzi. Cel Chikako był przejrzysty. Nie udało się jej ożenić 

go z Yukiko, dlatego rezygnuje z utrzymywania stosunków z jego domem, w końcu decyduje 

się wspólnie z handlarzem wyciągnąć od niego przybory i ceramikę. To wszystko omówiła z 

Oizumim w Kioto.

Kikuji zamiast się rozgniewać, poczuł raczej ulgę.

- Ponieważ zamierzam sprzedać dom, więc,w odpowiednim czasie poproszę o pomoc.

- Pewnie, lepiej mieć do czynienia z bliskim człowiekiem, który bywał w tym domu 

od czasów twojego ojca - dodała Chikako.

Znajdujące się tutaj przybory zna lepiej  Chikako niż on sam - pomyślał  Kikuji. - 

Wszystko już chyba dobrze obliczyła.

Kikuji spojrzał w stronę pawilonu herbacianego. Rósł przed nim wielki oleander, o tej 

porze całkowicie pokryty białymi kwiatami. Wyróżniał się tylko białą plamą na tle nocy tak 

ciemnej, że trudno było rozróżnić, gdzie kończy się wierzchołek drzewa, a gdzie zaczyna 

niebo.

2

Kończono już pracę i Kikuji zamierzał wyjść z biura firmy, gdy zadzwonił telefon.

- Tu mówi Fumiko - usłyszał cichy głos. Tu Mitani.

- Tu Fumiko.

- Tak, zrozumiałem.

- Przepraszam, że przez telefon, lecz jeśli nie przeproszę choćby przez telefon, to 

potem mogę nie zdążyć.

- Co?

- Prawdę mówiąc wczoraj wysłałam list i chyba zapomniałam nakleić znaczek.

- Co? Jeszcze nie otrzymałem.

background image

-   Kupiłam   na   poczcie   dziesięć   znaczków,   wysłałam   list,   wróciłam   do   domu   i 

stwierdziłam,   że   nadal   mam   dziesięć   znaczków.   Musiałam   być   bardzo   roztargniona. 

Zastanawiałam się, jak mam przeprosić za to, zanim list dojdzie.

- Taką sprawą mogłaby pani się nie przejmować. - Kikuji odpowiadając zastanawiał 

się, czy wspomniany list jest zawiadomieniem o ślubie.

- Czy to uroczysty list z jakiejś okazji?

- Co?  Zwykle  rozmawialiśmy  przez   telefon,  list  napisałam  po  raz  pierwszy,   więc 

wahałam się, czy mam go wysłać czy nie, i dlatego zapomniałam nakleić znaczek.

- Gdzie teraz pani jest?

- W budce telefonicznej na Dworcu Tokijskim... Następna osoba już czeka w kolejce.

-   Przy   telefonie   publicznym?   -   Kikuji   czegoś   tu   nie   mógł   pojąć,   ale   dodał:   - 

Wszystkiego najlepszego!

- Co takiego? Dzięki Bogu, wreszcie... Jednak skąd pan o tym wie?

- Od Kurimoto, ona mnie zawiadomiła.

- Pani Kurimoto? Skąd wiedziała? Straszny z niej człowiek. 

- Już chyba nie spotkam się z nią. Wtedy słyszała pani w słuchawce szum deszczu, 

prawda?

- Tak. Wtedy przeniosłam się do przyjaciół i wahałam się, bo nie wiedziałam, czy 

mam zawiadomić czy nie zawiadamiać, mówiłam panu o tym, tym razem jest podobnie.

- Wolałbym,  żeby mnie  pani zawiadomiła. Kiedy usłyszałem  o tym  od Kurimoto, 

wahałem się długo nie wiedząc, czy mam wysłać życzenia, czy nie wysłać.

- To smutne tak zginąć bez wieści - zanikający głos przypominał mu jej matkę. Kikuji 

milczał. - Powinnam chyba raczej zginąć bez wieści... - zamilkła na chwilę. - Mam teraz 

maleńki pokoik, dość schludny, znalazłam go razem z miejscem pracy.

- Co?

- Zaczęłam pracować w upały, to męczące.

- To prawda. A poza tym świeżo po ślubie...

- O? Ślub? Powiedział pan o ślubie?

- Wszystkiego najlepszego.

- Co, dla mnie? Jest pan okropny.

- Przecież wyszła pani za mąż.

- Co, ja?

- Nie wyszła więc pani za mąż?

background image

- Oczywiście, że nie! Czy mogłabym  w tych warunkach zdecydować się na ślub? 

Niedawno umarła mama, i to w ten sposób...

- Tak, ale...

- Czy powiedziała to panu Kurimoto?

- Tak.

- Dlaczego? 

- Nie wiem. 

- Usłyszał pan i naprawdę uwierzył?

Fumiko mówiła jakby do siebie.

- Nie można o tym mówić przez telefon, czy nie chciałaby się pani ze mną spotkać? - 

Kikuji zapytał zdecydowanym głosem.

- Dobrze.

- Jadę na Dworzec Tokijski, proszę zaczekać tam na mnie.

- Ale...

- Może spotkamy się gdzie indziej?

- Nie chcę czekać na ulicy, odwiedzę pana w domu.

- Może więc razem wrócimy?

Żeby razem wrócić, musielibyśmy się jednak umówić na ulicy.

- Można w moim biurze.

- Nie. Przyjadę prosto do domu.

- Tak. Więc już wracam. Gdyby pani dojechała przede mną, proszę nie czekać, lecz 

wejść do mieszkania.

Jeśli Fumiko z Dworca Tokijskiego będzie jechać pociągiem, to zajedzie szybciej niż 

Kikuji. Lecz wydało mu się, że może wsiądzie do tego samego pociągu, więc rozglądał się 

szukając jej w tłumie... Rzeczywiście, Fumiko dojechała szybciej. Od służącej dowiedział się, 

że jest ona w ogrodzie, więc z ganku poszedł prosto do ogrodu. Fumiko siedziała na kamieniu 

w cieniu bielejącego oleandra.

Od wizyty Chikako minęły trzy a może cztery dni. Służąca przed powrotem Kikujiego 

podlała sad. Stary hydrant w ogrodzie nadawał się jeszcze do użytku.

Kamień,   na   którym   siedziała   Fumiko,   również   został   zmoczony   u   dołu.   Wśród 

grubych zielonych liści kryły się czerwone kwiaty - oleander w pełnym rozkwicie wyglądał 

jak „kwiat rozpalonego słońca”, natomiast od białych kwiatów aż tchnęło chłodem. Kępy 

kwiatów miękko się kołysały otulając sylwetkę dziewczyny. Fumiko również odznaczała się 

background image

bielą bawełnianej sukni ze złożonym kołnierzykiem i cienkimi obszyciami z granatowego 

płótna wokół kieszeni i kołnierzyka.

Promienie zachodzącego słońca padały ponad oleandrem i kładły się u stóp Kikujiego. 

Witam - Kikuji podszedł do niej szczerze uradowany.

Fumiko chciała coś powiedzieć, zanim Kikuji się do niej odezwie, lecz teraz rzekła po 

prostu: - Przepraszam za telefon...

Wstała zginając plecy, jakby chcąc się odwrócić. Kikuji podszedł do niej i zdawało 

się, że weźmie ją za ręce.

- Mówił pan przez telefon takie straszne rzeczy, dlatego przyszłam. Żeby to wszystko 

wyjaśnić.

- Chodzi o małżeństwo? Ja też byłem tym zaskoczony.

- Czym? - Fumiko przymknęła oczy.

- Czym? Po prostu tym, co usłyszałem o zamążpójściu i tym, co usłyszałem dziś, że 

nie wyszła pani za mąż. Dwa razy zostałem zaskoczony.

- Dwa razy?

- Oczywiście.

Kikuji stąpał po kamieniach.

- Wejdźmy tędy. Mogła pani sama wejść do pokoju i tam poczekać - powiedział i 

usiadł   na   galerii.   -  Ostatnio   wróciłem   z   podróży  i   kiedy  odpoczywałem   w  tym   miejscu, 

przyszła Kurimoto. Był wieczór.

Służąca zawołała Kikujiego od strony mieszkania. Chodziło o kolację, którą zamówił 

telefonicznie   przed  wyjściem  z  firmy.  Kikuji wstał  i  poszedł  do mieszkania.   Przy okazji 

przebrał się w białe płócienne kimono.

Fumiko chyba poprawiła makijaż.

- Co mówiła pani Kurimoto?

- Powiedziała tylko, że słyszała o tym, że również Fumiko wyszła za mąż...

- Czy uwierzył pan?

- Jakże miałem nie uwierzyć, nawet nie mogłem podejrzewać, że było to kłamstwo.

- Nawet nie wątpił pan?

Czarne duże oczy Fumiko nagle zwilgotniały.

- Czy mogę teraz wyjść za mąż? Czy naprawdę myśli pan, że mogłabym to zrobić? 

Mama i ja cierpiałyśmy, przeżywałyśmy smutki, to nie zanika...

Zabrzmiało to tak, jakby matka żyła.

background image

- Obie lubiłyśmy być rozpieszczane, lecz zawsze chętnie wierzyłyśmy, że ludzie nas 

zrozumieją. Czy było to tylko złudzenie senne? Czy tylko odbicie w wodnym zwierciadle 

własnej duszy?

Wydawało się, że Fumiko się rozpłacze. Kikuji chwilę milczał.

- Fumiko-san, pamiętam, pytałem panią w ten deszczowy dzień również o to, czy ja 

mogę się teraz ożenić. 

Gdy grzmiało?

- Tak. Teraz pani mnie pyta o to samo?

- Nie, tu chodzi o...

- Przecież mówiła pani nieraz, że ja się ożenię.

- Tak, lecz między panem a mną jest wielka różnica. - Fumiko patrzyła na Kikujiego 

ze łzami w oczach. - Tak, duża różnica.

- Na czym ona polega?

Pozycja społeczna jest inna.

- Pozycja?

Tak. W pozycji społecznej też się różnimy. I nie tylko, chodzi o coś, co nazywają 

chyba mrokiem w życiu osobistym.

- Chodzi o głębię grzechu...? To chyba mnie ma pani na myśli?

- Nie.

Fumiko zdecydowanie pokręciła głową. Łzy pokazały się w oczach. Wypłynęła tylko 

jedna kropla, oderwała się nagle od kącika lewego oka. przepłynęła blisko ucha i spadła.

- Jeśli chodzi o grzech, to wzięła go mama na siebie i umarła. Nie sądzę, że był to 

grzech. Myślę, że było to cierpienie.

Kikuji schylił głowę.

- Grzech może nigdy nie zniknąć, lecz cierpienie przemija.

- Fumiko, dlaczego pani mówi o mroku życia osobistego? To może rzucać cień na 

śmierć matki.

- Należało raczej nazwać to głębią cierpienia.

- Głębia cierpienia... - Kikuji powiedziałby, że chodzi tu po prostu o głębię miłości.

- Najważniejsze jest to, że pan, Kikuji, ma się ożenić z Yukiko. I to jest ta różnica. - 

Fumiko rozmowę skierowała na aktualny temat. - Kurimoto-san uważa, że to moja mama 

przeszkadza w doprowadzeniu do tego małżeństwa. Mnie też uważa za przeszkodę, skoro 

mówi, że wyszłam za mąż. Tego nie można inaczej zrozumieć.

background image

- Powiedziała, że Inamura również wyszła za mąż. Na twarzy Fumiko pojawiło się 

zdziwienie.

-   To   kłamstwo...   Prawda,   że   to   kłamstwo?   Na   pewno   kłamstwo   -   znów   silnie 

potrząsnęła głową. - Kiedy to się stało?

-   Ślub   córki   Inamury?   Na   pewno   w   ostatnich   dniach.   Niewątpliwie   to   kłamstwo. 

Ponieważ powiedziała, że również Yukiko wyszła za mąż, to łatwiej było mi uwierzyć w pani 

ślub, Fumiko. - A następnie cicho dodał: - Lecz ślub Yukiko może być prawdą...

- To też kłamstwo. W takie upały nikt nie zawiera związków małżeńskich. Trzeba by 

się ubrać w ciężki strój ślubny, więc panna młoda bardzo by się spociła.

- Możliwe. Czy to oznacza, że w lecie nie ma ślubów?

- No tak, prawie nie ma, oczywiście, nie twierdzę, że nie ma wyjątków. Przecież 

uroczystości ślubne można przenieść na przykład na jesień...

Nie wiedział  dlaczego,  lecz wilgotne oczy Fumiko  znów się wypełniły łzami:  łzy 

spadały na kolana, Fumiko przyglądała się mokrym plamom.

- Dlaczego pani Kurimoto powiedziała takie kłamstwo?

- I jak łatwo mnie oszukała - dodał Kikuji. Lecz dlaczego wywołuje to łzy u Fumiko? 

Przynajmniej jedno jest pewne, że ślub Fumiko to kłamstwo.

Natomiast Yukiko może naprawdę wyszła za mąż, a Chikako powiedziała, że uczyniła 

to również Fumiko, żeby ją od niego oddalić - podejrzewał Kikuji.

Takie wyjaśnienie nie zadowoliło Kikujiego całkowicie. Zaczął więc myśleć, że ślub 

Yukiko jest też kłamstwem.

- W każdym razie dopóki się nie dowiem, czy Yukiko wyszła za mąż, nie zrozumiem 

żartu Kurimoto.

- Żartu...

- Przyjmuję, że to żart.

- Lecz gdybym dzisiaj nie zadzwoniła, uważałby pan mnie ze mężatkę. To straszny 

żart.

Służąca znów zawołała Kikujiego. Kikuji wrócił z listem w ręku.

- Przyszedł list. Bez znaczka. - Uśmiechnął się i zaczął otwierać.

- Nie, proszę nie czytać.

- Dlaczego?

- Bo nie. Proszę mi zwrócić - Fumiko przysunęła się bliżej i chciała wyrwać mu list z 

ręki. - Zwróć mi, Kikuji.

Kikuji błyskawicznie ukrył list za plecami.

background image

Fumiko machinalnie oparła się lewą ręką o kolano Kikujiego. Prawą chciała odebrać 

list. Wykonała rękami przeciwne sobie ruchy i straciła równowagę. Padając na Kikujiego, 

lewą ręką, wyciągniętą do tyłu, uchwyciła równowagę, natomiast prawą nadal trzymała za 

jego plecami i próbowała odebrać list. Zrobiła obrót w prawo, pochyliła się do przodu i omal 

nie upadła na brzuch Kikujiego. Jednak zwinnie odwróciła głowę. Niemal nie dotykała go już 

lewą ręką, opartą dotąd na kolanie. Jak Fumiko, pochylona do przodu i zwrócona w prawo 

mogła za pomocą lekkiego dotknięcia ręki utrzymać równowagę? Kikuji omal nie krzyknął z 

podziwu dla niezwykłej zwinności i giętkości Fumiko. Nagle ujrzał w niej kobietę. Poczuł 

taki sam urok kobiecości jak u jej matki.

W   którym   momencie   Fumiko   uniknęła   upadku?   Skąd   znalazła   tyle   siły?   Kikuji 

podziwiał jej zwinność. Fumiko sprawiała wrażenie, jakby znała jakąś tajemną sztukę lub 

kierowała się kobiecym instynktem. Kikuji myślał, że przytłoczy go swoim ciężarem, lecz 

Fumiko zbliżyła się do go jedynie na tyle, by poczuł jej ciepły zapach.  Zapach był silny. 

Zapach   ciała   kobiety   pracującej   latem   od   rana   do   wieczora   jest   szczególnie   intensywny. 

Kikuji poczuł woń Fumiko, a jednak miał wrażenie, że był to zapach jej matki. Zapach Oty 

trzymanej przez niego w objęciach. 

- Och, zwróć mi.

Kikuji się nie sprzeciwiał. - Proszę.

Fumiko   obróciła   się   w   bok   i   porwała   własny   list   na   drobne   kawałki.   Jej   szyja   i 

odsłonięte ręce zwilgotniały od potu.

Kiedy Fumiko o mało co się nie przewróciła, najpierw bardzo zbladła, a następnie, 

kiedy już siedziała, poczerwieniała i chyba w tym momencie się spociła.

Kolacja przyniesiona z pobliskiej restauracji była jak zwykle bez smaku.

Przed   Kikujim   stała   prosta   filiżanka   shino.   Przyniosła   ją   i   postawiła   przed   nim 

służąca.

Kikuji nagle zwrócił na to naczynie uwagę. Fumiko również je dostrzegła.

- O! Jak się cieszę, że używasz tej filiżanki! 

- Tak.

- Jestem zażenowana - powiedziała, lecz wyglądała mniej zawstydzona od Kikujiego, 

gdyż zaraz dodała. - Bardzo żałowałam, że ją podarowałam. Pisałam o tym w liście.

- O czym?

- Jak to o czym? Że podarowałam takie głupstwo i prosiłam o wybaczenie.

- To nie jest głupstwo.

background image

- Nie jest to chyba zbyt cenny okaz shino. Bo mama używała go na codzień do picia 

herbaty.

- Nie znam się na tym, lecz myślę, że to cenna filiżanka - Kikuji wziął filiżankę do 

ręki i przyjrzał się jej uważnie.

- Wiele jest lepszych shino. Pijąc z niej będziesz sobie przypominał inne doskonalsze 

filiżanki...

- W domu nie ma żadnej małej filiżanki w stylu shino.

- Nawet jeśli nie ma w domu, to są gdzie indziej. Wyobrażając sobie inne filiżanki w 

tym stylu będziesz myślał, że są one lepsze, a wtedy byłoby mamie i mnie bardzo smutno.

Kikuji wstrzymał oddech.

- Zrywam już związki z ceremonią herbacianą, więc nie będę oglądał tego rodzaju 

naczyń.  Na pewno widziałem  wiele  cenniejszych  okazów shino.  A poza  tym  jeśli w ten 

sposób   będziemy   rozumować,   to   może   się   okazać,   że   w   prezencie   można   dawać   tylko 

najcenniejsze przedmioty.

-   No   tak   -   Fumiko   zdecydowanie   podniosła   głowę   i   spojrzała   prosto   w   oczy 

Kikujiemu.

- Tyle o tym myślałam. Nawet napisałam, że należy ją stłuc i wyrzucić.

- Stłuc? To? - Kikuji jakby chcąc nieco uspokoić atakującą go Fumiko, mówił dalej: - 

Jest   to   stara   filiżanka,   sprzed   trzystu,   a   może   czterystu   lat.   Kto   wie,   może   na   początku 

posługiwano się tym naczyniem inaczej, na przykład do podawania tylko jednej specjalnej 

potrawy,   może   nie   była   to   czarka   do   herbaty,   lecz   od   czasu   jej   pierwszego   użycia   jako 

filiżanki   minęło   wiele   długich   lat;   ludzie   dawnych   czasów   chronili   ją   pieczołowicie   i 

przekazywali z pokolenia na pokolenie. Jedni zabierali ją ze sobą w podróż udając się na 

wędrówkę   nawet   w   najdalsze   strony.   Nie   może   więc   ulec   stłuczeniu   z   powodu   twojego 

kaprysu.

Na brzegu czarki zachował się ślad szminki. Matka jej mówiła, że często nie może 

zetrzeć szmmki, która przylgnęła do krawędzi. Rzeczywiście, Kikuji wiele razy mył brzeg 

czarki, lecz ciemny cień nie zniknął. Oczywiście, nie jest to kolor szminki, bo przypomina 

jasny pbrąz, spod którego przebija słabiutka czerwień, można jednak odnieść wrażenie, że jest 

to   barwa   wyblakłej,   zestarzałej   szminki.   Najprawdopodobniej   było   to   zaczerwienienie 

naturalne,   powstałe   podczas   wypalania.   Poza   tym   ślad   mógł   pozostać   po   innych 

użytkownikach, niekoniecznie po matce Fumiko. Oczywiście, matka Fumiko, która uczyniła z 

tej czarki codzienną filiżankę do herbaty, posługiwała się nią chyba najczęściej.

background image

Ciekawe, czy Ota sama wpadła na pomysł, żeby pić codziennie z tej czarki herbatę? 

Czy może ten zwyczaj zapoczątkował ojciec Kikujiego - zastanawiał się Kikuji.

Można też podejrzewać, że jego ojciec i matka Fumiko często używali tych filiżanek 

Ryony, czarnej i czerwonej, tworzących komplet małżeński.

A  może   ojciec   zachwycony   urodą   wdowy   poprosił   ją,   żeby   do   dzbanuszka   shino 

wstawiła kwiaty, róże i goździki, i wtedy podarował jej czarkę jako filiżankę do herbaty? Po 

śmierci obojga zarówno dzbanek, jak i owe filiżanki przeszły do Kikujiego, a teraz gości u 

niego również Fumiko.

- Nie jest to kaprys. Naprawdę, chciałabym, żebyś zrozumiał - powiedziała Fumiko. - 

Kiedy podarowałam dzbanuszek, bardzo się ucieszyłeś, więc pomyślałam, że mam jeszcze 

jeden przedmiot w tym samym stylu shino, postanowiłam dołączyć do podarunku również tę 

czarkę, a potem wstyd mi się zrobiło.

- Nie jest to chyba ceramika, której można używać codziennie, naprawdę szkoda jej na 

co dzień.

- Lepszych od tej nie brakuje. Byłoby mi przykro, gdybyś posługując się tą filiżanką 

przypominał sobie znacznie lepsze okazy.

- Chcesz naprawdę powiedzieć, że w prezencie można dawać tylko rzeczy najlepsze?

- To zależy od tego, komu i co dajemy. Jej słowa mocno poruszyły Kikujiego.

Czy Fumiko  pragnie,  by pamiątki  po jej  matce,  przypominające  mu  obie kobiety, 

zwłaszcza przedmioty bardziej osobiste, traktował jako najcenniejsze?

Kikuji nie miał nic przeciwko temu, żeby pamiątki po jej matce stały się dla niego 

przedmiotami najwyższej wartości.

Na pewno tego gorąco pragnęła Fumiko. Dowodem na to jest dzbanuszek mizusashi, 

używany podczas ceremonii herbacianej.

Chłodna, a jednocześnie pełna wewnętrznego ciepła, połyskująca powierzchnia shino 

przypomina   Kikujemu   Otę.   Przedmiot   ten   jest   tak   doskonały,   że   skojarzeniu   z   Ota   nie 

towarzyszy mrok grzechu, ani poczucie brzydoty moralnej.

Patrząc na tak cenną pamiątkę po zmarłej Kikuji pomyślał, że Ota była arcydziełem 

kobiecości. Arcydzieła, jak wiadomo, nie mają skaz.

W dzień ulewy Kikuji powiedział przez telefon, że patrząc na otrzymany dzbanuszek 

pragnie   spotkać   się   z   Fumiko.   Mógł   to   powiedzieć   tylko   przez   telefon.   Fumiko   wtedy 

odpowiedziała, że ma jeszcze jedną czarkę shino, którą teraz przyniosła mu do domu.

Rzeczywiście, prosta filiżanka nie była tak cenna jak dzbanuszek.

background image

- Mój ojciec miał chyba równia podróżne pudełko na przybory do parzenia i picia 

herbaty - przypomniał sobie Kikuji. - Na pewno wkładał do niego mniej cenną filiżankę.

- Jaka to była filiżanka?

- Nie wiem, nie widziałem.

- Chciałabym zobaczyć. Na pewno twój ojciec miał lepszą - powiedziała Fumiko. - 

Gdyby moja była gorsza, nie byłoby przeszkód, żeby ją stłuc, prawda?

- Niebezpiecznie jest tobie pokazywać. 

Wyjmując zręcznie pestki z poobiedniego arbuza Fumiko znów zaczęła nalegać, by 

pokazał jej tę filiżankę.

Kikuji kazał służącej otworzyć pawilon herbaciany i wyszedł do ogrodu. Chciał tam 

znaleźć pudełko na przybory do ceremonii herbacianej, lecz Fumiko poszła za nim.

- Nie wiem, gdzie to może być. Kurimoto wie lepiej ode mnie... - Kikuji się odwrócił. 

Koło białego oleandra w pełnym rozkwicie, w cieniu jego kwiatów tuż pod pniem ujrzał nogi 

Fumiko w pończochach i ogrodowych drewniakach.

Pudełko z przyborami do herbaty stało na półce obok umywalki.

Kikuji wyszedł z umywalni i postawił pudełko przed Fumiko siedzącą już w pawilonie 

herbacianym. Fumiko myślała, że Kikuji rozpakuje przybory sam, i dlatego grzecznie czekała, 

po chwili jednak wyciągnęła ręce przed jsiebie.

- Mogę zobaczyć?

- Jest zakurzone.

Fumiko rozpakowała pudełko, a Kikuji wyszedł odkurzyć je w ogrodzie.

- Na półce w umywalni leżał też odwłok martwej cykady, zaczęły ją jeść robaki... 

- Lecz tutaj jest czysto.

- Tak, niedawno Kurimoto sprzątała, kiedy przyszła powiedzieć, że Fumiko i Yukiko 

wyszły za mąż. Było już ciemno, więc chyba zamknęła wewnątrz cykady.

Kiedy Fumiko wyjęła ze skrzynki  zawiniątko zawierające prawdopodobnie czarkę, 

pochyliła   się   nisko   i   rozwijała   ozdobne   tasiemki   woreczka   nie   mogąc   opanować   drżenia 

palców.

Zaokrąglone ramiona Fumiko były pochylone ku przodowi, więc patrzący z boku i z 

góry mógł ujrzeć tym wyraźniej jej długą szyję.

Fumiko zdecydowanie zacisnęła usta wysuwając dolną wargę nieco do przodu: warga 

i zgrubienie małżowiny usznej sprawiały bardzo mile wrażenie.

- To styl karatsu - Fumiko spojrzała na Kikujiego. Kikuji usiadł blisko niej.

Czarkę karatsu Fumiko postawiła na macie.

background image

- Cenna rzecz.

Kształt miała walcowaty,  mogła być używana na co dzień, tym bardziej, że miała 

niemałą pojemność.

- Mocne surowe linie. Doskonalsza niż tamta czarka shino.

- Jej nie można porównywać do ceramiki shino,  bo to jest karatsu...

- Lecz wystarczy zestawić je razem, wtedy widać. Kikuji oczarowany mocą bijącą od 

czarki karatsu, wziął ją obiema rękami, podniósł ponad kolana i przyglądał się jej.

- Przyniosę czarkę shino.

- Ja przyniosę - Fumiko wstała i wyszła.

Kiedy czarki stały jedna przy drugiej, Kikuji i Fumiko nagle spojrzeli na siebie.

Następnie wzrok przenieśli na czarki.

- Jedna męska, druga żeńska. Kiedy tak stoją obok siebie...

Fumiko  widocznie  nie  mogła  nic mówić  ze wzruszenia,  tylko  kiwnęła  potakująco 

głową.

Kikujiemu własne słowa zabrzmiały osobliwie.

Czarka karatsu była gładka, bez rysowanych wzorów. Jednak poprzez niebieskość z 

nalotem pomarańczowym przebijała jasna czerwień.

- Na pewno jest to ulubiona czarka twojego ojca, zabierał ją ze sobą w podróże. Jest w 

jego guście.

Fumiko jakby nie spostrzegła niebezpieczeństwa, jakie kryło się w jej słowach.

Kikuji bał się powiedzieć, że czarka shino jest w guście jej mamy. Teraz obie stały 

obok siebie, niby bliskie sobie serca obojga, ojca Kikujiego i matki Fumiko.

Z tych trzysto- lub czterechsetletnich czarek emanowało zdrowie, nie wywoływały 

one chorobliwych urojeń. Przeciwnie, tchnęły pełnią życia, nawet zmysłowością.

Kikuji, który w obu czarkach widział własnego ojca i matkę Fumiko, miał wrażenie, 

że stoją obok siebie sylwetki ich pięknych dusz.

Lecz czarki są rzeczywistością, tak jak siedzący po obu stronach Kikuji i Fumiko, 

których sylwetki również wydawały się piękne i niepokalane.

Siedzieli naprzeciw siebie.

„Kto   wie,   może   to   jest   właśnie   straszne,   to,   że   tak   siedzą   naprzeciw   siebie”   - 

powiedział Kikuji do Fumiko w następny dzień po zakończeniu pierwszego tygodnia żałoby. 

Czy jednak piękno powierzchni obu czarek zdołało zmyć grozę grzechu?

- Piękne, prawda? - Kikuji pytał, jakby sam siebie.

background image

- Ojciec, zajmując się z upodobaniem, jak mało kto, czarkami i innymi przedmiotami 

służącymi do ceremonii herbacianej, poskramiał chyba w ten sposób rozmaite grzeszne stany 

swego serca?

- Słucham?

- Patrząc na te czarki nie pamiętamy o złych cechach ich poprzednich właścicieli. 

Życie ojca było wielokrotnie krótsze od żywota tych czarek przekazanych przez poprzednie 

pokolenia...

- Śmierć czyha u naszych stóp. To straszne! Chociaż śmierć jest u moich stóp, to 

jednak często myślę o tym, że nie wolno mi wciąż pozostawać w sidłach śmierci mamy, 

robiłam więc, co mogłam, żeby się z nich wyrwać.

- To prawda. Gdy wciąż myślimy o zmarłych, to wydaje się nam, że sami jesteśmy 

martwi - powiedział Kikuji.

Służąca przyniosła czajnik i inne naczynia.

Na pewno pomyślała, że potrzebuje wrzątku do ceremonii herbacianej, ponieważ tak 

długo pozostaje w pawilonie.

Aby posłużyć  się obu czarkami.  Kikuji zaproponował Fumiko, żeby przygotowała 

skromną ceremonię herbacianą, taką, jaką się robi w podróży.

Chętnie się zgodziła.

- Czy chciałbyś napić się z filiżanki mamy, zanim ją rozbiję?- zapytała, a następnie z 

pudełka wyjęła bambusowy pędzel do mieszania sproszkowanej herbaty i poszła, go umyć.

Letnie słońce jeszcze nie zaszło.

- Tak, jakbyśmy byli w podróży... powiedział mieszając herbatę w małej czarce.

- W podróży, to znaczy gdzieś w hotelu? 

-  Niekoniecznie   w   hotelu.   Może   gdzieś   nad   rzeką,   a   może   na   wierzchołku   góry. 

Bierzemy wodę z górskiej rzeki, może więc powinnam wziąć raczej zimną... 

Wyjmując pędzel z czarki podniosła też w górę czarne oczy i spojrzała przez ułamek 

sekundy  na   Kikujiego,   i   bez   zwłoki   zaczęła   obracać   w  dłoniach   czarkę   w   stylu   karatsu, 

zgodnie z regułami ceremonii.

Następnie spojrzała w stronę kolan Kikujiego i postawiła przed nim czarkę.

Kikuji odniósł wrażenie, jakby Fumiko nadpłynęła ku niemu na powierzchni fali.

Następnie postawiła przed sobą czarkę w stylu shino należącą dawniej do matki - 

przez nieuwagę uderzyła pędzelkiem o krawędź naczyńka, więc na moment zatrzymała rękę 

w bezruchu.

- Jakie to trudne.

background image

-   Po   prostu   za   mała   czarka,   trudno   w   niej   mieszać   -   powiedział   Kikuji,   lecz   w 

rzeczywistości jej ręka zadrżała, Fumiko nie potrafiła poruszać równomiernie pędzlem w tym 

małym naczyniu.

Patrzyła na znieruchomiały przegub ręki i siedziała ze zwieszoną głową.

- Mama nie pozwala na przygotowanie herbaty.

- Co?

Kikuji   nagle   wstał,   wziął   Fumiko   za   ramiona,   jakby   pomagał   powstać   osobie 

przekleństwem przykutej do miejsca.

Fumiko nie opierała się.

4

Kikuji nie spał, poczekał, aż pierwsze promienie rozjaśnią szpary w okiennicach, a 

następnie wstał i poszedł do pawilonu.

Na kamiennej płycie przed stągwią z wodą leżały nadal skorupy czarki shino.

Kiedy podniósł i połączył na dłoni cztery duże kawałki, wtedy zarysował się kształt 

czarki, brakowało jednak części górnej krawędzi. Brakowało kawałka wielkości dużego palca 

u ręki.

Zaczął szukać między kamieniami mając nadzieję, że odnajdzie brakującą część, lecz 

wkrótce zrezygnował.

Podniósł wzrok i pomiędzy drzewami na wschodzie ujrzał wielką świecącą gwiazdę.

Gwiazdy Porannej Kikuji nie oglądał już od wielu lat - kiedy z tą myślą popatrzył w 

dal, zobaczył również chmury.

Świeci spoza obłoków, chyba dlatego wygląda tak duża. Gwiazdę otaczała mglista 

aureola. Żałosne zajęcie, to szukanie skorup, podczas gdy nad głową świeci taka orzeźwiająca 

gwiazda.

Skorupy, które trzymał w ręku, rzucił przed siebie.

Wczoraj wieczorem Fumiko rzuciła czarkę uderzając o płytę przy umywalce i stłukła, 

nim Kikuji zdążył ją powstrzymać.

Wyszła  wtedy z pawilonu tak szybko,  jakby się rozpłynęła  w jednej  chwili,  więc 

Kikuji nawet nie spostrzegł, że zabrała ze sobą czarkę.

- Ach?  -  krzyknął. I zamiast zacząć zbierać w ciemności kawałki rozbitej ceramiki, 

musiał   podtrzymać   Fumiko,   żeby   nie   upadła.   Zdawało   się,   że   rzucając   czarkę   upadnie 

jednocześnie na sągiew z wodą.

- Na pewno są cenniejsze czarki shino - wyszeptała.

background image

Czy naprawdę tak bardzo cierpiała z tego powodu, obawiając się, że Kikuji mógłby 

porównywać tę czarkę z innymi, cenniejszymi okazami?

Potem kiedy Kikuji nie mógł zasnąć, słowa Fumiko  pobrzmiewały coraz głębiej w 

jego duszy tonem patetycznym i czystym.

Poczekał aż rozjaśni się w ogrodzie, następnie wyszedł poszukać rozbitej czarki.

Lecz znalezione skorupy wyrzucił, kiedy zobaczył Gwiazdę Poranną. Podniósł wzrok 

i krzyknął.

Gwiazdy   już   nie   było.   Zniknęła   w   mgnieniu   oka,   podczas   gdy   przyglądał   się 

skorupom, które wyrzucił; poranna zorza również się skryła za chmurami.

Kikuji przez chwilę patrzył w niebo z uczuciem, jakby stracił coś cennego.

Przecież chmury nie były tak gęste. A mimo to gwiazdy po raz drugi nie zobaczył. 

Nad horyzontem chmury się urwały, a nad dachami gęstniała biało-czerwona łuna.

- Nie mogę ich tutaj zostawić.

Kikuji powiedział do siebie, podniósł skorupy i włożył do kieszeni szlafroka.

Przykro by mu było pozostawiać je rozrzucone w ogrodzie. Zresztą obawiał się, że 

mogłaby skorupy zobaczyć Kurimoto i potępić go za to.

Kikuji zamierzał zakopać rozbitą czarkę obok kamienia przy stągwi, nie chciał jej 

przechowywać, ponieważ Fumiko rzuciła ją z taką zaciekłością, lecz mimo wszystko skorupy 

zawinął w papier i włożył do szafy w ścianie, i znów położył się do łóżka.

Dlaczego Fumiko bała się porównania tej czarki z innymi Kiedy i z czym miałby ją 

porównywać? Skąd przyszły te obawy? - zastanawiał się Kikuji.

Co   więcej,   od   wczorajszego   wieczoru   Fumiko   stała   się   dla   niego   kimś 

nieporównywalnym.

Stała   się   absolutem   nie   mającym   sobie   równego.   Stała   się   jego   niewzruszonym 

przeznaczeniem.

Dotąd zawsze myślał o Fumiko jako o córce Oty, teraz jakby o tym zapomniał.

To osobliwe kuszące złudzenie, że ciało matki w tajemny sposób przeistoczyło się w 

ciało córki, również zniknęło bez śladu.

Kikuji mógł wyjść poza kurtynę mroku i brzydoty, która go tak długo zakrywała.

A może Kikujiego uratował ból czystej Fumiko?

Fumiko,   która   niczemu   się   nie   sprzeciwiała,   a   której   czystość   była   wyrazem 

sprzeciwu.

Wydawałoby się, że właśnie dlatego Kikuji musiał spaść na dno przekleństwa i ulec 

paraliżowi,   jednak   czuł   się   tak,   jakby   mimo   wszystko   dzięki   temu   wyzwolił   się   z 

background image

przekleństwa   i   paraliżu.   Był   to   dosłownie   cud:   po   małych   dawkach   przyjął   w   końcu 

maksymalną dawkę trucizny, lecz się okazało, że było to antidotum.

Kikuji z biura zadzwonił do miejsca pracy Fumiko. Mówiła, że pracuje w hurtowni 

sukna.

W pracy jej nie było. Kikuji nie spał w nocy, a mimo to przyszedł do pracy, a Fumiko 

może właśnie teraz śpi snem głębokim w domu? Kikuji pomyślał, że może ze wstydu nie 

pokazuje się ludziom na oczy.

Zadzwonił po południu, lecz w dalszym ciągu jej nie było, więc zapytał w sklepie o jej 

adres.

We wczorajszym liście na pewno podała swój najnowszy adres, lecz ten list zniszczyła 

nie otwierając go i włożyła do kieszeni. W czasie kolacji wspomniała o swej pracy i stąd 

zapamiętał nazwę hurtownika sukna. O adres jednak nie zapytał. Bo po co pytać, skoro czuł, 

że Fumiko zamieszkała wewnątrz niego.

Wracając z biura odnalazł dom, w którym Fumiko wynajmowała pokój.

Fumiko nie było.

Ponad dwunastoletnia dziewczynka jeszcze nie zdjęła z siebie mundurka po powrocie 

ze  szkoły.   Wyszła   do drzwi  i  znów cofnęła   się  w  głąb  mieszkania,  następnie   przyniosła 

odpowiedź:

Pani Ota dziś rano powiedziała, że z przyjaciółką jedzie w podróż i teraz jej nie ma 

w domu.

- W podróż? - zapytał. - Wyjechała w podróż? O której godzinie? Czy mówiła, dokąd 

jedzie?

Dziewczynka znów weszła do mieszkania, lecz tym razem odpowiedziała z daleka: 

- Nie wiem dokładnie. Bo mama wyszła z domu... - odpowiedziała, jakby bojąc się 

Kikujiego.

Dziewczynka miała rzadkie brwi.

Kikuji wyszedł z bramy, obejrzał się, lecz nie miał pojęcia, gdzie znajdował się pokój 

Fumiko. Dom był piętrowy, zupełnie niezły, a przy nim mały ogródek.

Słowa   Fumiko   o   śmierci   czyhającej   u   naszych   stóp   wywołały   skurcz   w   nogach 

Kikujiego.

Wyjął  chusteczkę  i otarł twarz. Wycierając  czuł, że blednie,  więc wycierał  nadal. 

Chusteczka zwilgotniała i poszarzała. Zimny pot oblał mu plecy.

- Nie może  umrzeć - powiedział  sam do siebie. Przecież Fumiko przywróciła  mu 

życie, więc ta sama Fumiko nie może umierać.

background image

Czy jednak wczorajsza Fumiko nie kierowała się szczerością śmierci?

Może Fumiko się przestraszyła tej szczerości, podobnie jak jej matka przeraziła się 

szczerości grzesznej kobiety?

-   Została   przy   życiu   jedna   Kurimoto.   -   Kikuji,   zwracając   się   ku   hipotetycznemu 

wrogowi, wyrzucił te słowa z siebie, jakby wypluwał truciznę, i odszedł w cień drzew w 

ogrodzie.

background image

Siewki na falach 

1

Samochód, którym jechali z dworca Atami w dół ku morzu zataczając koła, minął 

górę Izu i wkrótce zatrzymał się przed hotelem. Przez okno przechylonego samochodu można 

było dostrzec światło nad drzwiami wejściowymi.

Portier otworzył drzwi samochodu i zapytał:

- Państwo Mitani, prawda?

- Tak - cicho odpowiedziała Yukiko, siedząca od strony hotelu. Dzisiaj wyszła za mąż 

i chyba po raz pierwszy zwrócono się do niej po nazwisku męża.

Trochę   się   zawahała,   jednak   wysiadła   pierwsza.   Stanęła   bokiem   do   samochodu   i 

czekała na Kikujiego.

- Wynajęto  dla państwa pawilon herbaciany.  Dzwoniła do nas w tej sprawie pani 

Kurimoto - powiedział portier w chwili gdy Kikuji zaczął zdejmować buty.  - Co? Nagle 

Kikuji przysiadł na progu podwyższonej podłogi w przedsionku. Służąca podała mu poduszkę 

do siedzenia.

Przed oczyma Kukujiego ukazało się znamię na piersi niby ślad diablej łapy.

W   ubiegłym   roku   sprzedał   dom,   pozbył   się   również   przyborów   do   ceremonii 

herbacianej i odtąd nie spotykał się z Kurimoto Chikako, stosunki z nią się oziębiły, a mimo 

to miała ona pewien wpływ na poślubienie Yukiko. Zamówiła im nawet pokój w hotelu, 

całkiem go tym zaskakując.

Kikuji spojrzał na twarz Yukiko, która chyba nie zmartwiła się specjalnie słowami 

portiera.

Poprowadzono ich długim korytarzem w stronę pokoi położonych bliżej morza. Jak 

długo będą tak schodzić tym ciasnym korytarzem przypominającym tunel - zastanawiał się 

Kikuji; chwilami szli po schodach, mijali też pokoje wysunięte na obie strony niby rękawy. 

Na końcu tej drogi znajdowało się tylne wejście do pawilonu.

Weszli do pokoju wielkości ośmiu mat. Kiedy Kikuji zaczął się rozbierać, poczuł, że 

Yukiko bierze  od niego płaszcz.  Zaskoczony tym,  obejrzał się i zrozumiał,  że był  to jej 

pierwszy odruch jako żony.

Przy stoliku mata zakrywała palenisko.

- Obok jest główny salon przystosowany do ceremonii herbacianej, zawiesiłem więc 

kociołek z wodą nad ogniem... - powiedział portier kładąc ich bagaże. - Co prawda nie mamy 

szczególnie cennych przyborów...

background image

- Są tutaj również pokoje do ceremonii herbacianej? - Kikuji czuł się zaskoczony.

-   Tak,   mamy   tutaj   łącznie   z   salonem   cztery   pokoje   przystosowane   do   ceremonii 

herbacianej. Po prostu skopiowaliśmy rozkład pokoi z Sankeien w Jokohamie.

- Tak? - Kikuji nie wiedział, po co tamten o tym mówi.

- Proszę pani, w sąsiednim pokoju wszystko przygotowano, możecie państwo już w 

każdej chwili... - zwrócił się portier do Yukiko.

Yukiko składała swój płaszcz.

- Potem pójdę zobaczyć - odpow iedziała wstając. - Piękne morze. Palą się światła na 

statkach.

- To amerykańskie okręty.

- Czy amerykańskie okręty są w Atami? - Kikuji zapytał i wstał. - To małe okręty.

- Jest ich aż pięć.

Na każdym okręcie paliło się czerwone światło.

Łuna nad miastem kryła się za przylądkiem. Widać było tylko okolice zatoki Nishiki-

ura.

Portier wyszedł razem ze służącą, która przyniosła herbatę. 

- Biedactwo. 

Yukiko przysunęła do siebie torebkę, wyjęła z niej różę i rozprostowała pogniecione 

płatki.

Gdy  wyjeżdżali   z   Dworca   Tokijskiego,   Yukiko   wstydziła   się   trzymać   przed   sobą 

wiązankę kwiatów, oddała więc ją odprowadzającym i zostawiła sobie tylko jedną różę.

Teraz położyła różę na stole. Zobaczyła kopertę na kosztowności i zapytała: 

Co zrobimy z naszymi drogocennościami?

- Z różą? - zapytał Kikuji, ponieważ trzymał ją właśnie w ręku. Yukiko spojrzała na 

niego. 

- Nie, mój klejnot jest zbyt duży, nie wejdzie do koperty, a poza tym nie mógłbym go 

powierzyć innym ludziom.

- Dlaczego? - zapytała, lecz zaraz chyba zrozumiała, o co chodzi i dodała: - Ja też 

swojego nie mogłabym nikomu powierzyć.

- A gdzie on jest?

Yukiko   jakby   nie   mogąc   wskazać   na   Kikujiego,   spojrzała   na   własną   pierś   i   nie 

podnosząc oczu odpowiedziała:

- Tutaj... 

Z sąsiedniego pokoju dobiegł szum gotującej się w czajniku wody. 

background image

- Zobaczymy pokój ceremonii herbacianej? Yukiko skinęła potwierdzająco głową.

- Tak, tam specjalnie dla nas przygotowano...

Przeszli   korytarzykiem   prowadzącym   do   pokoiku   ceremonii   herbacianej,   gdzie 

Yukiko zgodnie z etykietą obejrzała z nabożeństwem ozdobną wnękę. Kikuji jednak pozostał 

na macie przy wejściu. Powiedział ze złością, jakby wypluwając truciznę:

- Mówisz, że specjalnie dla nas przygotowano, a przecież zrobiono to chyba również z 

polecenia Kurimoto.

Yukiko odwróciła się bez słowa i usiadła przed piecykiem. Zajęła więc miejsce osoby 

przygotowującej   herbatę   podczas   ceremonii   herbacianej;   kolana   zwróciła   do   piecyka   i 

pozostała w tej pozycji bez ruchu. Czekała widocznie na jakiś znak Kikujiego.

Kikuji przysunął się do piecyka i usiadł. 

- Nie chciałbym o tym mówić, lecz zdenerwowałem się, kiedy przy wejściu do hotelu 

wymieniono nazwisko Kurimoto. Z tą kobietą wiąże się niemal wszystko, i moja wina i mój 

żal   za   grzechy...   -   Wydało   mu   się,   że   Yukiko   kiwnęła   na   potwierdzenie   głową.   -   Czy 

Kurimoto odwiedza was do tej pory?

- Długo nie przychodziła, odkąd w ubiegłym roku rozgniewał się na nią mój ojciec...

- Latem w ubiegłym roku? Właśnie wtedy mi powiedziała, że wyszłaś za mąż.

-   Coś   takiego!   -   I   jakby   czegoś   się   domyślając:   -   Na   pewno   to   było   wtedy. 

Nauczycielka przyszła z nową propozycją... Ojciec bardzo się rozgniewał i powiedział, że od 

jednej swatki nie chce słyszeć więcej niż jednej propozycji małżeńskiej dla swojej córki. Nie 

chce nowych kandydatów, gdy nic nie wychodzi z pierwszym. „Nie kpij z nas” - powiedział. 

Później byłam ojcu wdzięczna za te słowa. Pomogły mi one zostać twoją żoną.

Kikuji milczał.

- Pani Kurimoto nie dawała za wygraną. Powiedziała, że pan Mitani został omamiony. 

I wspomniała o starszej pani Ota. Było to bardzo nieprzyjemne. Wtedy zaczęłam drżeć. Nie 

wiem dlaczego, ale nie mogłam opanować drżenia, chociaż usłyszałam coś bardzo niemiłego. 

Myślałam nad tym i zrozumiałam, że wciąż pragnęłam wyjść za ciebie, Kikuji. Wtedy czułam 

się bardzo źle, drżałam nawet w obecności ojca i nauczycieli. Może ojciec wyczytał coś z 

mojej twarzy, gdyż powiedział jej tak: „Smaczna jest woda zimna lub gorąca, nie ma smaku 

natomiast woda chłodna lub po prostu ciepła. Przecież córka spotkała się z panem Mitanim, 

którego   sama   pani   przedstawiła,   musi   więc   mieć   własne   zdanie   na   ten   temat.”   Po   tych 

słowach swatka zrezygnowała z wysuwania innych propozycji.

Widocznie ktoś przyszedł przygotować kąpiel, bo rozległ się szum napuszczanej do 

basenu wody.

background image

-   Ciężko   mi   było,   lecz   sama   podjęłam   decyzję.   Dlatego   można   zupełnie   nie 

przejmować się panią Kurimoto. Ceremonię herbacianą również potrafię sama przygotować. - 

Yukiko podniosła głowę do góry. Kikuji widząc, że w jej oczach odbijają się pomniejszone 

żarówki elektryczne, podobnie jak światło igrało na jej rozpalonych policzkach i wargach, 

nagle poczuł miłość w jej rozpromienionej twarzy. Wszystko to takie dziwne, bo wydało mu 

się, że zetknięcie się z jej pięknym płomieniem napełniło ciepłem całe jego ciało.

- Było to na pewno w maju ubiegłego roku, ponieważ miałaś, Yukiko, pas we wzory 

irysów. Przyszłaś do mojego pawilonu i wtedy pomyślałem, że jesteś dla mnie dziewczyną 

niedostępną.

- Byłeś wtedy jakiś dumny i jednocześnie jakby cierpiący - Yukiko uśmiechnęła się. - 

Pamiętasz mój pas z irysami? Włożyłam go do kufra, będzie więc w naszym domu.

Yukiko użyła słowa „cierpiący” myśląc także o sobie. Kiedy cierpiała Yukiko, cierpiał 

również Kikuji szukając Fumiko. Niespodziewanie otrzymał długi list od Fumiko z Takedy na 

Kyushu, potem tam pojechał. Lecz przez półtora roku do dnia dzisiejszego nie dowiedział się, 

gdzie Fumiko mieszka.

Listy, w których ustawicznie nalegała, żeby zapomniał o jej matce i o niej i ożenił się 

z Inamurą Yukiko, były również formą pożegnania z Kikujim. W ten sposób Fumiko zajęła 

miejsce „niedostępnej Yukiko”.

Kikuji   myślał   teraz   o   tym,   że   nie   można   używać   tak   przesadnych   słów   jak 

„niedostępna”, bo może na tym świecie nie ma takich kobiet.

2

Gdy wrócili do dużego pokoju, zastali na stole album.

-   O?   To   są   zdjęcia   tego   pawilonu?   A   ja   myślałem,   że   nowożeńców,   którzy   tu 

mieszkali,   więc   byłem   trochę   zdziwiony.   Następnie   odwrócił   się   w   stronę   Yukiko.   Na 

początku alburnu zobaczył wklejoną kartkę przedstawiającą historię pawilonu herbacianego.

-   Pawilon   o   nazwie   Kangetsuan,   czyli   Sala   Chłodnego   Księżyca,   należał   do 

Kawamury   Uso,   piastującego   wysokie   stanowisko   rządowe   w   okresie   Edo.   Pawilon 

przeniesiono do Sankeien w Jokohamie, gdzie ulegt zniszczeniu od bomby; zawalił się dach, 

rozpadły   się   ściany,   podłoga   została   podziurawiona,   urządzenia   i   przybory   uległy 

rozproszeniu, a resztki zniszczonej konstrukcji przewieziono do ogrodu tego hotelu. Tryskało 

tu ciepłe źródło, zbudowano więc kąpielisko i pawilon wykorzystując stare elementy. Trzeba 

tu wspomnieć, że w powojennym okresie braku opału część drewna z angetsuan okoliczni 

background image

mieszkańcy po prostu spalili, więc na zachowanych słupach pozostały jeszcze ślady siekiery. 

Podobno do tego pawilonu przychodzili kiedyś Oishi Kuranosuke - przeczytała Yukiko.

Po  prostu   Kawamura   Uso  utrzymywał  stosunki  z   klanem   Ako.  Przy  okazji   warto 

wspomnieć, że zachował się jeszcze „makaron gryczany Kawamury”, jak określano miskę do 

makaronu,   którą   on   nazwał   „Zangetsu”,   czyli   Księżycem   przed   Świtem.   Jest   to   nazwa 

stosowana   dla   oznaczenia   widoku   księżyca   o   wschodzie   słońca   na   ceramice,   której 

bladozielona glazura przechodzi stopniowo w żółtą.

W albumie znajdowało się kilka zdjęć przedstawiających pawilon po zbombardowaniu 

w   Sankeien   oraz   zdjęcia   późniejsze   pokazujące   go   po   przeniesieniu   i   przygotowaniu   do 

pierwszej uroczystej ceremonii herbacianej w nowo odbudowanej postaci.

Jeśli   przychodził   tu   Oishi   Kuranosuke,   to   znaczy,   że   pawilon   musiał   powstać 

najpóźniej w okresie Genroku.

Kikuji rozejrzał się po pokoju, lecz dostrzegł tylko nowe drewno.

- Słup w alkowie w tamtym pokoju pochodzi chyba z dawnego pawilonu.

Podczas   gdy   oboje   siedzieli   w   maleńkim   pokoiku,   służąca   zamykała   okiennice.   I 

wtedy też chyba położyła tu ten album ze zdjęciami. Yukiko obejrzała zdjęcia już kilka razy, 

w końcu zapytała:

- Nie przebierzesz się?

- A ty?

- Jestem w kimonie, więc mogę w nim zostać. Kiedy będziesz się kąpać, wyjmę i 

przygotuję ciastka i inne rzeczy, które otrzymaliśmy w prezencie.

W łaźni pachniało świeżym drewnem. Deski drewnianej wanny, zlewu, sufitu i ścian 

miały kolor spokojny, sprawiający wrażenie miękkości, pięknie rysowały się też słoje drewna.

Rozległy się kroki służącej, która szła w ich stronę długim korytarzem.

Gdy Kikuji wrócił z kąpieli, nie zastał Yukiko.

Kiedy służąca przygotowywała pokój do spania, Yukiko siedziała chyba w pokoiku 

obok, w którym przedtem przebywali we dwoje. Na sypialnię wybrała bowiem duży pokój, 

dlatego stolik został przesunięty pod ścianę.

- Czy można zostawić żarzące się węgle w tym piecyku? - zapytała.

-   Chyba   można   -   odpowiedział   Kikuji.   Yukiko   weszła   do   pokoju   i   patrzyła   na 

Kikujiego bez specjalnego wyrazu.

- Teraz wygodniej?

- W tym? - Kikuji spojrzał na hotelowe pikowane kimono i na narzutkę. - Idź się 

wykąpać, bardzo przyjemna woda.

background image

- Dobrze.

Yukiko weszła do sąsiedniego pokoiku i wyjęła coś z torby podróżnej, po chwili znów 

przesunęła shoji, weszła do pokoju i usiadła kładąc torebkę z przyborami toaletowymi za sobą 

w korytarzu, pochyliła się w niskim pokłonie i się zaczerwieniła. Następnie zdjęła obrączkę, 

położyła ją przed lustrem i wyszła.

Naprawdę zaskakujący ukłon. Yukiko miała w sobie tyle wdzięku, że Kikuji omal nie 

krzyknął z zachwytu.

Kikuji wstał i popatrzył na pierścionki Yukiko. Obrączkę ślubną zostawił na miejscu, 

wziął tylko opal meksykański i usiadł przy piecyku. Przyjrzał się pierścionkowi pod światło: 

wewnątrz klejnotu zajarzyły się małe ogniki, czerwone, żółte, to znów zielone, pojawiające 

się i znikające, i znów zapalające. W tym przezroczystym klejnocie zapalające się i gasnące 

ogniki przykuły uwagę Kikujiego.

Yukiko wróciła z łazienki i znów weszła do pokoiku po prawej stronie ich sypialni.

Z lewej strony dużego pokoju za korytarzem były jeszcze dwa pokoiki przystosowane 

do ceremonii herbacianej: jeden wielkości trzech mat, drugi czterech i pół maty. Z prawej 

strony sąsiadował pokoik wielkości trzech mat. Właśnie tutaj służąca umieściła ich podróżne 

torby i inne przedmioty.

Tutaj też Yukiko zajęła się teraz składaniem kimona.

- Pozwól, że rozsunę to przepierzenie, bo sama tu się boję. - Wstała i nieco rozsunęła 

shoji na obie strony otwierając sobie widok na duży pokój, w którym siedział Kikuji. W tej 

chwili zdał sobie sprawę z tego, że w czterech czy pięciu pokojach, oddalonych od głównego 

budynku hotelowego, są zupełnie sami. Popatrzył na Yukiko, która teraz miała trochę światła 

w pokoiku, i zapytał:

- Tam też można urządzić ceremonię herbacianą?

-   Tak.   W   otwór   w   podłodze   wpuszczony   jest   okrągły   żeliwny   piecyk.   -   Wraz   z 

odpowiedzią spoza papierowej ścianki wychylił się brzeżek dolnej części bielizny noszonej 

pod kimonem.

- Siewka...

- Tak. Siewka jest ptakiem zimowym, dlatego wybrałam ten deseń.

- To są siewki na fali.

- Siewki na fali? Tak, to są siewki i fale.

- Nazywają to chyba „siewkami na wieczornych falach”. Jest wiersz na ten temat, 

pamiętasz? „Gdy siewki wieczorne nad falami śpiewają...”

background image

- Siewki wieczorne...? Wzór z siewkami na tle fal nazywa się po prostu „siewki na 

fali”, prawda? - powiedziała powoli Yukiko i złożyła połę kimona z deseniem siewek.

Czy to odgłos pociągu przejeżdżającego przez góry za hotelem obudził Kikujiego?

Dudnienie   kół   było   znacznie   bliższe,   gwizd   rozbrzmiewał   ostrzej   niż   wieczorem, 

dlatego Kikuji zrozumiał, że jest jeszcze głęboka noc. Nie powinien był go rozbudzić ten 

odgłos, mimo to się przebudził, lecz Kikuji bardziej się zdziwił, że w ogóle spał.

Zasnął wcześniej od Yukiko.

Spokojny oddech śpiącej nieco go uspokoił.

Była chyba zmęczona uroczystościami ślubnymi, miała też powody do bezsenności, 

podobnie jak Kikuji, który nie mógł spać przed ślubem, ponieważ wciąż się wahał.

Wydało mu się, że to niemożliwe, żeby Yukiko spała obok niego, lecz jednocześnie 

czuł znany mu zapach.

Co to za perfumy? Zapach i oddech śpiącej Yukiko, a ponadto jej pierścionki, a nawet 

wzór siewek na fali  - wszystko  to wydało  mu  się jego własnością,  a poczucie  bliskiego 

sąsiedztwa nie znikało nawet w środku nocy podczas niespokojnego przebudzenia się.

Kikuji nie miał odwagi zapalić światła i popatrzeć na Yukiko. Wziął zegarek leżący u 

wezgłowia i wyszedł do toalety.

- To już po piątej?

Dlaczego to, co było naturalne i nie wzbudzało w nim sprzeciwu z wdową Ota i z jej 

córką Fumiko, wydaje mu się czymś tak bardzo niezwykłym  z Yukiko? - zastanawiał się 

Kikuji.  Czy  to  sprzeciw  sumienia,   czy  poczucie  niższości,  czy  też   może  Ota   i  jej   córka 

obezwładniają go tak bardzo?

Ota   była   kobietą   diabelską   -   jak   mawiała   Kurimoto   -   lecz   dla   Kikujiego 

złowieszczymi   się   wydały   działania   Kurimoto,   jak   na   przykład   wybór   tego   pokoju   na 

dzisiejszą noc.

Myślał   nawet,   że   Yukiko   wzięła   na   drogę   to   kimono,   do   którego   się   jeszcze   nie 

przyzwyczaił, również na polecenie Kurimoto.

- Dlaczego na podróż nie włożyłaś europejskiego ubrania? - zapytał o to przed snem, 

ponieważ tak bardzo się tą sprawą przejmował.

-  To tylko na dzisiaj. Na ten jeden dzień postanowiłam włożyć kimono, ponieważ 

kostium europejski nie dodaje kobiecie uroku, tym bardziej że poznałeś mnie w kimonie, po 

raz drugi w twoim pawilonie herbacianym również byłam w kimonie.

Nie zapytał, kto jej powiedział to wszystko na temat kimona. Chciał wierzyć, że na 

podróż poślubną Yukiko samodzielnie zamówiła materiał na kimono ze wzorem siewek.

background image

Bardzo lubię wiersz o siewkach na falach wieczornych, o którym już wspomniałem - 

Kikuji zmienił temat.

- Jaki to wiersz?

Kikuji wyrecytował jednym tchem wiersz Hitomaro. Lekko dotknął pleców młodej 

mężatki i rzekł ku jej zaskoczeniu:

- Ach, jestem ci wdzięczny. - Wprawił w ten sposób Yukiko w zakłopotanie, lecz poza 

słownymi wyrazami czułości nic nie zrobił.

I   teraz   również   budząc   się   o   piątej   rano   z   niepokojem   poczuł   mimo   wszystko 

wdzięczność   dla   Yukiko.   Czuł   też   słodycz   i   ciepło   przebaczenia   w   cichym   oddechu   i 

delikatnym zapachu śpiącej żony. Może jest to chwilowe oczarowanie, lecz mimo wszystko 

to tylko kobieta ma dar wybaczania nawet największym grzesznikom. A może jest to tylko 

sentymentalizm lub apatia, w każdym razie na pewno w ten czy inny sposób kobieta zbawia 

mężczyznę.

Nawet jeśli jutro przyjdzie mu się rozstać z Yukiko, Kikuji pozostanie jej wdzięczny 

całe życie.

Gdy następnie osłabł niepokój i zdenerwowanie, Kikujiego ogarnął smutek. Również 

Yukiko chyba się wahała między niepewnością a zdecydowaniem, lecz Kikuji nie potrafił nią 

wstrząsnąć, obudzić jej ze snu i wziąć w objęcia.

Od czasu do czasu słyszał szum fal i myślał, że do świtu nie uśnie, mimo to sen 

przyszedł znowu, a kiedy się obudził, ujrzał jasne promienie słońca wpadające przez biały 

papier shoji. Yukiko w pokoju już nie było.

„Może uciekła” - Kikuji przestraszył się. Minęła już dziewiąta.

Otworzył shoji i zobaczył siedzącą na trawie Yukiko. Objęła rękami kolana i patrzyła 

na morze. 

- Zaspałem. Kiedy wstałaś?

-  O  siódmej.   Przyszedł   służący  przygotować   nam   ciepłą   wodę   i   chyba   wtedy  się 

zbudziłam.

Yukiko obróciła się w jego stronę i zaczerwieniła na twarzy.  Dziś miała na sobie 

europejską suknię z wpiętą na piersi wczorajszą czerwoną różą. Kikuji odetchnął z ulgą. 

- Ta róża jeszcze nie zwiędła.

- Wczoraj idąc do kąpieli wstawiłam ją do szklanki z wodą. Nie zauważyłeś?

- Nie - odpowiedział Kikuji. - Już się wykąpałaś!

-   Tak.   Wstałam   wcześniej,   nie   miałam   co   robić   i   gdzie   się   podziać.   Trudno, 

pomyślałam,   otworzyłam   po   cichu   okiennice,   a   kiedy   wyszłam   na   dwór,   zobaczyłam 

background image

odpływający   amerykański   okręt.   Podobno   przypływają   wieczorem   „pobawić   się”,   a   rano 

odpływają.

- To zabawne mówić, że okręty wojenne przypływają tu się pobawić.

- Tak powiedział człowiek, którego spotkałam w ogrodzie.

Kikuji   zawiadomił   telefonicznie   recepcję,   że   już   wstał,   następnie   wykąpał   się   i 

wyszedł   na   trawnik.   Było   bardzo   ciepło,   aż   trudno   uwierzyć,   że   to   już   połowa   grudnia. 

Dlatego również po śniadaniu oboje usiedli na skąpanej w słońcu galerii.

Morze srebrzyło się. Kikuji spostrzegł, że z biegiem czasu zmieniają się błyszczące 

plamy na wodzie. Również nad bardzo urozmaiconym brzegiem, od góry Izu po Atami, gdzie 

występy skalne nakładają się na siebie tworząc cyple, błyszczące plamki przesuwają się w 

coraz to inne miejsce na falach.

- Zaczęło błyszczeć, jak gdyby gwiazdy się pojawiły. Spójrz na morze pod nami, o, 

tam - Yukiko pokazała palcem. - Jak gwiazdy w gwiezdnym szafirze.

Niedaleko na powierzchni morza roiło się od światełek podobnych do mrugających 

gwiazd.   Powoli,   to   tu,   to   tam   pojawiały   się   nowe   błyski   na   falach.   Z   bliska   widać   je 

oddzielnie, z daleka natomiast morze lśni jak lustro. Przyglądając się uważnie można dostrzec 

również w oddali tańczące roje światełek.

Trawnik   przed   pawilonem   był   wąski,   nad   jego   krawędzią   pochylały   się   gałęzie 

pomarańczy, rosnących nieco niżej. Łagodny spadek prowadził do morza, gdzie nad brzegiem 

rosły rzędem sosny.

Wczoraj wieczorem obejrzałem kamienie w twoim pierścionku, są naprawdę bardzo 

piękne...

- To są ognie. Światła na falach przypominają ognie szafiru lub rubinu. Najbardziej 

przypominają błyski w brylantach.

Yukiko popatrzyła na swój pierścionek, a następnie skierowała wzrok na światła na 

morzu.

Rzeczywiście, krajobraz jak najbardziej sprzyjający rozmowom o klejnotach, a przy 

tym i pora dla obojga właściwa po temu, lecz Kikujiemu coś przeszkadzało i nie pozwalało 

upajać się tym szczęściem.

Sprzedał   dom   ojca,   więc   po   podróży   będzie   musiał   zawieźć   Yukiko   do   nowego 

skromnego mieszkania,  lecz z tym  można  będzie się pogodzić, najbardziej  niepokoiło go 

natomiast   nowe   życie   rodzinne   i   gospodarowanie,   nie   wiedział   nawet,   jak   ma   o   tym 

rozmawiać z Yukiko, bo nie wszedł jeszcze w swą rolę żonatego mężczyzny.

background image

Poza tym Kikuji będzie musiał kłamać, kiedy zaczną rozmawiać ze sobą o przeszłości, 

pomijając   stosunki   z   Ota,   z   jej   córką   Fumiko   czy   z   Kurimoto.   Dlatego   nie   ma   żadnej 

możliwości - jak mu się teraz  wydawało  - rozmawiać  z Yukiko ani o przeszłości, ani o 

przyszłości. Co więcej, Kikuji nawet się waha, kiedy ma zaczynać z nią rozmowę o dniach 

najbliższych.

Ciekawe, o czym myśli Yukiko? Na jej twarzy, rozjaśnionej słońcem, nie dostrzega 

zniechęcenia, ale może po prostu ona kontroluje siebie, żeby nie sprawiać mu przykrości? A 

może myśli, że to właśnie Kikuji nie chciał sprawić jej przykrości i dlatego nie dotknął jej w 

tę pierwszą noc poślubną.

Kikuji nie mógł się uspokoić. Ani usiedzieć na miejscu. Pokój mieli tu zamówiony na 

dwie noce. Obiad zaś poszli zjeść do hotelu „Atami”. W sali, w której podawano mięso z 

rusztu, w pobliżu okna rósł bananowiec o pofalowanych liściach, a nieco dalej po przeciwnej 

stronie stało kilka palm sagowych.

- Dawniej kiedy byłam mała, witałam tu Nowy Rok z ojcem, a teraz widzę, że palmy 

sagowe w ogóle się nie zmieniły od tamtych  lat - powiedziała  Yukiko patrząc na ogród 

wychodzący na morze.

Mój ojciec również często lutaj bywał, gdybym mu towarzyszył, musiałbym spotkać 

małą Yukiko. 

- No, nie mów tak.

- Dlaczego? Przecież byłoby to bardzo miłe, gdybyśmy się spotkali w dzieciństwie.

- Gdybyśmy się spotkali w dzieciństwie, to pewnie byśmy się nie pobrali.

- Dlaczego?

- Bo w dzieciństwie byłam strasznie mądra! Kikuji roześmiał się.

- Ojciec często o tym mówił: „Byłaś bardzo mądra w dzieciństwie, a potem stopniowo 

głupiałaś.”

Kikuji mógł z tych słów wywnioskować, jak bardzo ojciec ją kochał i cieszył  się 

Yukiko   mającą   przecież   jeszcze   troje   rodzeństwa.   Dziś   pozostał   w   niej   obraz   tej   małej 

dziewczynki o błyszczących mądrych oczach.

Gdy wrócili z hotelu „Atami”, Yukiko zadzwoniła do matki.

- Mama jest niespokojna, może z nią porozmawiasz? 

- Nie, pozdrów ją ode mnie - odmówił Kikuji.

Tak? - Yukiko obróciła się w stronę Kikujiego. - Mama również ciebie pozdrawia i 

życzy wszystkiego dobrego...

background image

Yukiko dzwoniła z aparatu znajdującego się w pokoju, to znaczy, że nie miała zamiaru 

uskarżać się matce, zrozumiał to od razu.

Czy mimo to swą kobiecą intuicją matka Yukiko nie wyczuła, że jest coś między 

młodymi, co ją mogło martwić? Czy młoda żona następnego dnia po wyjeździe w podróż 

poślubną powinna dzwonić do swoich rodziców? Czy to sam fakt zatelefonowania tak matkę 

przestraszył? Kikuji nie wiedział, mógł tylko przypuszczać, że młoda żona, która oddała się 

mężowi, nie dzwoniłaby do rodziców po prostu ze wstydu.

Po czwartej do zatoki weszły trzy małe okręty amerykańskie. Chmurki w dali nad 

Ajiro zamieniły się w lekką  mgiełkę,  która  toczyła  się  powoli  ponad morzem,  sennym  i 

leniwym, jak zawsze wiosną o zmierzchu. Okręty przypominały stojące bez ruchu modele.

- Widzisz? Również okręty przypływają tutaj się pobawić.

- Kiedy dzisiaj wstałam, odpływały właśnie wczorajsze - powiedziała Yukiko. - Nie 

miałam nic do roboty, więc patrzyłam na nie, aż się oddaliły.

- Czekałaś dwie godziny, nim się obudziłem?

- Wydawało mi się, że dłużej. Dziwiłam się sama sobie, że tu jestem, a jednocześnie 

byłam bardzo zadowolona. I myślałam, że będziemy rozmawiać o różnych rzeczach, kiedy się 

obudzisz...

- O czym rozmawiać?

- O niczym szczególnym.

Okręty wpływały z zapalonymi światłami, mimo że było jeszcze widno.

-   Na   przykład   myślałam,   że   będę   bardzo   zadowolona,   gdy   opowiesz   mi   o   tym, 

dlaczego twoim zdaniem za ciebie wyszłam.

- Hm, moim zdaniem? Dziwnie o tym mówisz.

- Oczywiście, że dziwnie, lecz byłoby to interesujące, gdybyś spróbował prześledzić, 

jak to się stało, że taka dziewczyna  jak ja wyszła  za ciebie.  Dla mnie byłoby to bardzo 

interesujące. Przecież mówiłeś o mnie jako o osobie niedostępnej. Ciekawe, dlaczego tak 

myślałeś?

-   Używasz   tych   samych   perfum   co   w   ubiegłym   roku,   kiedy   byłaś   w   pawilonie 

ceremonii herbacianej?

- Tak.

- Tamtego dnia myślałem, że nigdy nie będziesz moja.

- Ach! Nie spodobały ci się te perfumy?

- Nie o to chodzi. Następnego dnia wydawało mi się, że w pawilonie pozostał twój 

zapach, nawet poszedłem sprawdzić.

background image

Yukiko spojrzała na niego ze zdziwieniem.

- Po prostu myślałem, że muszę z ciebie zrezygnować, Yukiko, dlatego powiedziałem 

sobie, że jesteś dla mnie niedostępna.

- Nie mów mi tego, bo mi przykro. O tym mógłbyś z kim innym... Rozumiem, lecz 

teraz chcę słuchać o tym, co wyłącznie przeznaczone jest dla mnie. 

- Byłaś moim marzeniem.

- Marzeniem?

- Chyba tak. Marzeniem i rezygnacją, jednym i drugim jednocześnie.

- Zaskoczyłeś mnie mówiąc, że byłam twoim marzeniem, a przecież ja też starałam się 

zrezygnować   i   jednocześnie   marzyłam   o   tobie.   Jednak   nie   przyszły   mi   na   myśl   słowa 

„rezygnacja” i „marzenie”.

- To dlatego, że są to słowa grzeszników.

- Znowu mówisz o kimś innym.

- Nie, nic podobnego.

- Nie,  nie  mów   tak.  Zresztą  myślałam,  że  mogłabym  pokochać  nawet  żonatego   - 

powiedziała Yukiko z błyskiem w oczach. - Lecz marzenie, gdy pozostaje tylko marzeniem, 

jest rzeczą straszną. Nie mówmy o tym, dobrze?

-   Dobrze.   W   nocy  miałem   dziwne   wrażenie,   że   nawet   twój   zapach   stał   się   moją 

własnością...

Yukiko milczała. 

- Mimo to jesteś nadal moim marzeniem. 

- Wkrótce się rozczarujesz.

- Nigdy się nie rozczaruję.

Kikuji  powiedział   to  z  przekonaniem,  ponieważ   odczuwał   wobec   Yukiko   głęboką 

wdzięczność.

Yukiko, jakby nagle sprowokowana, odpowiedziała z dużym naciskiem:

- Ja też się nigdy nie rozczaruję. Przysięgam. 

Lecz faktycznie, ile godzin pozostało, pięć, a może sześć,  do chwili rozczarowania 

Yukiko? A nawet jeśli się nie rozczaruje, lecz tylko podda się zwątpieniu, to czy będzie mieć 

pewność, że nie owładnie nią kiedyś chłód rozczarowania? Nie tylko z obawy o to Kikuji 

starał się jak najdłużej nie spać wczorajszej nocy, aby móc porozmawiać. Yukiko również od 

wczoraj zachowywała się wobec niego swobodniej i czulej niż przedtem. Z nie wymuszoną 

naturalnością podawała mu herbatę.

background image

Kikuji ogolił się w łazience i rozcierał krem po twarzy. Yukiko podeszła do lustra, 

dotknęła palcem kremu i powiedziała:

Dla taty ja zawsze kupuję...

- To może zmienię na taki sam.

- Lepiej, żeby nie był taki sam.

Dziś wieczorem trzymając piżamę na kolanach, również ukłoniła się przed wyjściem 

do łazienki.

Później mówiąc „dobranoc” ukłoniła się jeszcze raz lekko dotykając palcami maty, a 

następnie zwinnie weszła pod kołdrę. Kikujiemu serce biło mocniej, gdy patrzył na jej ruchy 

pełne dziewczęcej czystości.

Zamykając   drżące   powieki   usiłował   wydobyć   z   dna   mroku   i   przypomnieć   sobie 

tamten czas, gdy Fumiko nie opierała mu się, a jedynie jej dziewicza czystość broniła się 

przed nim. Była to walka ze złem, z podłością, z brudem. A teraz Kikuji chciałby skalać 

czystość Yukiko posługując się siłą szalonych rojeń o pogwałconym dziewictwie Fumiko. 

Groźna to trucizna, lecz nie może się jej przeciwstawić, ponieważ gesty czystej Yukiko, może 

z powodu jego bólu i rozpaczy, przywołują w nim obraz Fumiko.

Kikuji   nie   mógł   się   oprzeć   powracającej   w   nim   fali   kobiecości   wdowy   Oty,   fali 

napływającej wraz ze wspomnieniem Fumiko. Co to właściwie jest? Przekleństwo szatana 

czy po prostu ludzka natura każe mu tak żałośnie drżeć ze strachu, choć przecież Ota już nie 

żyje, a Fumiko zniknęła? Tym bardziej że obie go kochały, a nie żywiły do niego nienawiści?

Kiedyś Kikuji żałował tego, że uległ fali zmysłów takiej kobiety jak Ota, lecz teraz był 

przerażony tym, że jego działanie jest paraliżowane przez coś, co jest w nim samym.

Nagle usłyszał, jak włosy Yukiko ocierają się o poduszkę.

- Opowiedz mi o czymś - powiedziała, lecz Kikuji przeląkł się.

Nagle poczuł w oczach gorące łzy, gdyż wydało mu się, że ręce grzesznika objęły 

skrycie świętą dziewicę.

Yukiko lekko oparła głowę o pierś Kikujiego i po chwili zaczęła szlochać.

- Co ci się stało? Jest ci smutno? - Kikuji ściszył drżący głos.

Nie. Yukiko potrząsnęła głową. - Ja tak kochałam ciebie, że nie wiedziałam, co mam 

ze sobą zrobić, a od wczoraj pokochałam cię jeszcze bardziej i dlatego się rozpłakałam.

Kikuji dotknął ręką podbródka Yukiko i przybliżył do niej swe usta. Już nie musiał 

ukrywać łez. Zjawy wdowy i jej córki Fumiko w jednej chwili zniknęły.

Dlaczego nie można spędzić choćby kilku dni w czystości z dziewiczą młodą żoną?

background image

5

Trzeciego dnia nad morzem również było ciepło, i znów Yukiko wstała i ubrała się 

wcześniej od Kikujiego. Dowiedziała się dziś rano, że wczoraj wieczorem do hotelu przybyło 

sześć par nowożeńców, i wiadomością tą podzieliła się z Kikujim, lecz nadal było cicho: 

głosy ludzi nie dochodziły do nich z pawilonu herbacianego położonego bliżej morza. Nie 

słyszeli również śpiewu wędrownego skrzypka.

Nie wiadomo, czy to z nadmiaru, czy niedostatku promieni słonecznych dzisiaj do 

późnego   popołudnia   nie   pokazały   się   na   falach   gwiazdki.   Na   dole   blisko   hotelu,   w   tym 

miejscu, w którym wczoraj błyszczały, płynęło teraz siedem łodzi rybackich. Pierwsza łódź 

parowa ciągnęła za sobą pozostałe sześć, ustawione w jednym rzędzie od największej do 

najmniejszej.

- Wyglądają jak rodzina - Kikuji roześmiał się.

W   podarunku   od   hotelu   otrzymali   „małżeńskie   pałeczki”.   Były   one   owinięte   w 

różowy japoński papier o wzorze żurawi układanych z papieru. 

- Czy przywiozłaś chustę tysiąca żurawi? - przypomniał sobie Kikuji.

-  Nie,   wszystko   mam   zupełnie   nowe.   Wstyd   mi.   Yukiko   zaczerwieniła   się   aż   po 

powieki, podkreślone piękną linią biegnącą do kącików oczu. - I uczesanie mam inne. Lecz 

wśród otrzymanych prezentów są rzeczy z wzorami żurawia.

Przed trzecią wyjechali samochodem w stronę Kawany. W porcie Ajiro ujrzeli dużo 

łodzi rybackich. Niektóre były białe.

Yukiko odwróciła się w stronę Atami i powiedziała:

- Kolor nieba przypomina różową perłę. Jest bardzo do niej podobny.

- Różową perłę?

- Tak, kolczyki i naszyjnik mam różowy. Mogę ci pokazać.

- Jak dojdziemy do hotelu. 

Zmarszczki gór nad Atami zaczęły ciemnieć.

Po drodze spotkali mężczyznę, który pchał wózek z drewnem na opał i siedzącą na 

nim żoną; wtedy Yukiko powiedziała:

- Tak chciałabym żyć. - Na myśl o tym, że Yukiko gotowa jest żyć z nim nawet w tak 

skromnych warunkach, zrobiło mu się lżej na duszy.

Poprzez sosnową aleję nad brzegiem morza ujrzeli gromadę ptaków. Leciały prawie z 

taką samą szybkością jak samochód, chociaż może samochód jechał trochę szybciej.

background image

Siedem łodzi rybackich, które dziś rano wypłynęły z podnóża góry Izu, dotarły już 

tutaj. To Yukiko je zauważyła. Płynęły przy brzegu w takim samym porządku jak przedtem, 

na przodzie duża, a za nią coraz mniejsze, przypominając zgodną rodzinę.

- Tak jakby przybyły na spotkanie z nami.

Radość odczuwania więzi nawet ze znajomymi łodziami, radość, jaką w tej chwili 

odczuwała, przynosiła Kikujiemu uspokojenie. Będzie to chyba najszczęśliwszy dzień w jego 

życiu.

W ubiegłym  roku od lata do jesieni Kikuji poszukiwał Yukiko i kiedy poczuł się 

szukaniem   zmęczony  czy  może   oszołomiony,  niespodziewanie  Yukiko  przyszła   do  niego 

sama.   Wtedy   wydało   mu   się,   że   w   mroku   ujrzał   nagle   promienie   słońca.   Oślepiony   i 

zawstydzony,  zachowywał  się wobec niej  powściągliwie,  lecz  Yukiko od czasu do czasu 

przychodziła do niego w odwiedziny.

W końcu Kikuji otrzymał list od jej ojca. „Jak sądzę - pisał - córka ma przyjemność 

spotykać się z Panem, chciałbym więc wiedzieć, czy ma Pan zamiar wziąć ją za żonę. Swego 

czasu propozycję małżeńską przekazywała nam pani Kurimoto Chikako, a co się tyczy mnie i 

mojej żony, to pragnęlibyśmy, aby nasza córka wyszła za tego mężczyznę, który jej się na 

początku spodobał...” List ten wyrażał zaniepokojenie rodziców stosunkami utrzymywanymi 

przez   oboje   młodych,   mógł   być   też   ostrzeżeniem   dla   Kikujiego,   w  konsekwencji   jednak 

rodzice przekazali w ten sposób wolę córki wyręczając Yukiko.

Od   tamtego   czasu   upłynął   cały   rok.   Był   to   okres   wahań.   Kikuji   nie   mógł   się 

zdecydować, nie wiedział, czy ma czekać na Fumiko, czy ulec pragnieniu i poślubić Yukiko. 

Kiedy   przypominał   sobie   Otę   i   poszukiwał   jej   córki,   z   żalu   spuszczał   głowę   i   ulegał 

złudzeniu, że widzi tysiące tańczących białych żurawi na porannym lub wieczornym niebie. 

To była Yukiko.

To właśnie Yukiko podeszła teraz do Kikujiego, żeby popatrzeć na łodzie rybackie i 

tak przy nim pozostała, nie wróciła na poprzednie miejsce.

W hotelu „Kawana” wprowadzono ich do pokoju narożnego na drugim piętrze. Z dwu 

stron zamiast ścian były wielkie okna z widokiem na okolicę.

- Morze jest okrągłe - powiedziała wesoło Yukiko.

Rzeczywiście, horyzont zataczał łagodny łuk.

Z jednej strony za basenem kąpielowym, położonym w środku murawy, pięć czy sześć 

dziewcząt   w   mundurkach   koloru   niebieskiego   i   z   workami   golfowymi   na   ramionach 

usługiwało grającym w golfa.

Za oknem od strony zachodniej rozciągał się widok na szlak prowadzący na Górę Fuji.

background image

Jaki ostry wiatr - powiedział Kikuji i odwrócił się od zachodniego wiatru plecami.

- Mnie wiatr nie przeszkadza. Chodźmy.

Yukiko mocno pociągnęła Kikujiego za rękę.

Wrócili do pokoju, następnie Kikuji poszedł wykąpać się do łazienki. Yukiko zaś w 

tym czasie poprawiła fryzurę, zmieniła bluzkę i przygotowała się do wyjścia na kolację.

- Może to włożyć? - zapytała pokazując Kikujiemu perłowe kolczyki i naszyjnik.

Po kolacji posiedzieli trochę w pokoju słonecznym, wychodzącym na ogród. Był to 

półokrągły duży salon, w którym ze względu na dzień powszedni nie było nikogo prócz ich 

dwojga. Siedzieli za kurtyną. W owalnym zagłębieniu kwitła para dziewiczych kamelii w 

donicy.

Przeszli do salonu i usiedli na ławce przed kominkiem. Paliły się w nim duże polana. 

Na kominku w donicach rosła para afrykańskich lilii o wielkich kwiatach. Wspaniale też 

wyglądało drzewko wcześnie zakwitającej czerwonej śliwy, rosnące w wielkim wazonie za 

ławą. Spokojem napawała drewniana kratownica w angielskim stylu, zawieszona wysoko pod 

sufitem.

Kikuji   oparł   się   o   skórzane   obicie   ławy   i   długo   wpatrywał   się   w   płomień   pod 

kominkiem. Również Yukiko siedziała w bezruchu z rozgrzanymi policzkami.

Gdy   wrócili   do   pokoju,   ciężkie   kurtyny   zasłaniały   już   okna.   Yukiko   poszła   się 

przebrać w łazience, gdyż tym razem otrzymali duży, lecz pojedynczy pokój.

Kikuji siedział na krześle w hotelowej jukacie. Po chwili stanęła przed nim Yukiko. 

Wyglądała niewinnie w tym kimonie w białe ładne wzorki na tle lekko rdzawego cynobru, z 

rękawami  w stylu  Genroku, choć bez wątpienia  ten nowy deseń nadawał się również  na 

suknię europejską.

Yukiko   przepasana   zielonym   i   miękkim   pasem   atłasowym,   przypominała 

zachodnioeuropejską lalkę. Spod czerwieni kimona wystawały brzegi białej jukaty.

- Bardzo ładne kimono. Sama je wybrałaś? Rękawy w stylu Genroku, prawda?

- Trochę się różnią od stylu Genroku. Sama je wymyśliłam.

Yukiko   podeszła   do   toaletki.   Następnie   zgasiła   światło,   pozostawiając   tylko 

oświetlenie toaletki, i położyła się spać w półmroku.

Gdy Kikuji nagle otworzył oczy, usłyszał potężny łomot. To chyba wiatr tak huczał. 

Na końcu ogrodu zaczyna się urwisko, więc może wysokie fale z takim hukiem uderzają o 

brzeg - pomyślał. Spojrzał w stronę Yukiko i zobaczył  pustą pościel - Yukiko stała przy 

oknie.

- Co się stało? - zapytał wstając.

background image

- Grzmi tak nieprzyjemnie. Nad morzem pojawiają się różowe ognie. Zobacz...

To na pewno latarnia morska.

- Przebudziłam się i ze strachu nie mogłam zasnąć, już od dłuższego czasu nie śpię i 

przyglądam się... 

- To odgłos fal.

Kikuji położył rękę na ramieniu Yukiko.

- Mogłaś mnie obudzić. Yukiko stała jakby oczarowana morzem.

- O, tam, zaświeciło różowym blaskiem.

- To latarnia.

-   Jest   i   latarnia,   lecz   tamto   jest   większe   od   latarni   morskiej,   bardzo   szeroko   się 

rozchodzi.

- To odgłos fal. 

- Wcale nie.

Wydawało się, że to odgłos fal bijących o skały urwiska zbudził Kikujiego, lecz morze 

było   spokojne   -   słabo   oświetlone   zimnym   światłem   sierpa   księżyca   czerniło   się   w   dole, 

zupełnie nieruchome.

Kikuji   patrzył   przez   chwilę   i   zrozumiał,   że   różowe   błyski   nie   pochodziły   od 

migającego światła latarni morskiej. Różowe błyski pojawiały się rzadko i w nieregularnych 

odstępach.

- To armaty. Pomyślałam, że to bitwa morska.

- Ach, na pewno okręty amerykańskie odbywają ćwiczenia w strzelaniu.

- Na pewno - Yukiko zgodziła się z tym wyjaśnieniem. - To straszne, bardzo się bałam 

- Yukiko opadły ramiona ze znużenia. Kikuji wziął ją w objęcia.

Wiatr szumiał nad morzem oświetlonym wątłym światłem skrawka księżyca, a w dali 

po różowym błysku rozlegał się huk. Kikujiemu również zrobiło się nieswojo.

- W taką noc nie można samotnie stać i patrzeć. Kikuji wytężył ręce i podniósł Yukiko 

do góry. Żona lękliwie objęła go za szyję.

Kikujiego paraliżował boleśnie smutek, dlatego powiedział rwącym się głosem:

- Nie, nie... nie jestem kaleką. Lecz  pamięć  o własnej nieczystości  i zepsuciu, to 

właśnie mi nie pozwala!

Yukiko   nagle   zawisła   całym   ciężarem   na   piersiach   Kikujiego,   jakby   straciła 

przytomność.

background image

Rozstanie w podróży 

1

Kikuji  wrócił  z  podróży  poślubnej   i przeczytał   jeszcze   raz  ubiegłoroczne   listy  od 

Fumiko.

„Pisany na statku «Kogane-maru» kursującym do Beppu, 19 października.

Czy   mnie   jeszcze   poszukujesz?   Wybacz   mi,   proszę,   że   znikłam   tak   nagle. 

Postanowiłam już więcej nie spotykać się z Tobą, dlatego może nie wyślę tego listu. Nawet 

jeśli zdecyduję się go wysłać, to jeszcze nie wiem, kiedy to nastąpi. Jadę teraz do miasteczka 

Takeda, w strony rodzinne mojego ojca, lecz jeśli nawet ten list dotrze do Twoich rąk, to 

wtedy na pewno mnie już tam nie będzie.

Nie znam Takedy, ponieważ mój ojciec opuścił rodzinne strony przed dwudziestu laty.

Są tam skaliste góry, a między nimi miasto Takeda, i plusk rzeki jesienią.

Skaliste góry okalają ze wszech stron ukryte w środku Takedę i rzeczułkę pluskającą 

jesienią.

Miasto Takeda w górach jest niedostępne jak warowny zamek. Tylko jeden tunel łączy 

je ze światem.

U wrót tunelu, co do Takedy wiedzie, rosną miskanty, bielą się również w mieście, 

bielą wszędzie miskanty.

Przypominam   sobie   to   miasto   jedynie   z   cytowanych   wierszy   ze   zbioru  Pieśni   o 

górach Kuju Yosano Hiroshi i Yosano Akiko oraz z opowiadań ojca.

Wracam do rodzinnych stron, których nigdy naprawdę nie widziałam. Mój ojciec znał 

chyba   w   dzieciństwie   poetów   cenionych   w   Kuju.   Ich   wiersze   również   kusiły   mnie   i 

zachęcały, abym tam pojechała.

Jak szmer wody spływającej  po stoku, tak czułość serca napływa z gór odległych 

mojej rodzinnej ziemi.

W   bezgraniczną   dal   sięga   aż   po   skłon   nieba   barwa   tamtych   pól,   co   w   czasach 

dzieciństwa przylgnęła do mnie na zawsze.

Czy to tylko ja cierpiałam w samotności? A może góra podobnie ciężar dźwiga, chmur 

brzemię na sobie?

Niechęć do niego z mojego serca dawno znikła na zawsze. Teraz proszę niebiosa tylko 

o jego szczęście.

Zapraszają mnie również do gur Kuju następujące wiersze Yosano Hiroshi:

background image

Wydaje mi się, że jest to mój mądry mistrz czuwający nade mną, gdy spoglądam na 

Kuju jakby zaczarowany.

Kto wciąż poznaje ubóstwa niewygody, ten zwraca duszę ku górom wyniosłym, by 

oświeciły mądrością.

Tak niespodzianie jak wędrowiec, co zniknął bez żadnej wieści, skryła się góra Kuju 

za chmur gęstą zasłoną.

Choć   przytoczyłam   wiersz   o   «niechęci   do   niego»,   moje   serce   jednak   nie   jest   Ci 

nieprzychylne, jeśli - to raczej tylko mnie samej czy też mojemu losowi. To właściwie nie jest 

niechęć, lecz coś znacznie smutniejszego.

Minęły już trzy miesiące, a ja wciąż proszę niebiosa tylko o szczęście dla Ciebie. Nie 

powinnam pisać do Ciebie takiego listu. Adresuję do Ciebie chyba to, co właściwie piszę dla 

siebie. Po napisaniu może wyrzucę go do morza. Jest to pewnie list, którego nie powinnam 

kończyć.

Przyszedł boy i zaciągnął  zasłonki w salonie. Prócz mnie są tu tylko  siedzące po 

przeciwnej stronie dwie pary młodych obcokrajowców.

Podróżuję statkiem sama, dlatego wzięłam pierwszą klasę. Nie chciałam być razem w 

jednej kajucie z wielu podróżnymi. W pierwszej klasie kajuty są dwuosobowe, jest ze mną 

jeszcze   gospodyni   z   hoteliku   u   ciepłych   źródeł   Kankaiji   w   Beppu.   Wraca   podobno   od 

zamężnej córki, która niedawno urodziła dziecko, jeździła po prostu jej pomóc. Powiedziała 

mi, że w Osace nie mogła spać, więc na drogę powrotną wybrała statek, żeby dobrze się 

wyspać. I rzeczywiście, ledwie wróciła z messy, od razu położyła się do łóżka.

Kiedy   nasz   «Kogane-maru»   wyszedł   z   Kobe,   wpływał   akurat   do   portu   irański 

parowiec o nazwie «Gwiazda  Suezu». Dziwny miał kształt ten statek. To chyba  na wpół 

pasażerski, na wpół frachtowy statek - powiedziała mi ta kobieta. A ja pomyślałam, w jakich 

to czasach żyjemy, że nawet irańskie statki tu przychodzą.

Gdy nasz statek oddalił się od portu, nad miastem Kobe i nad górami w dali zaczął 

zapadać zmrok. Teraz jest jesień i dni są krótkie. Kiedy zapadła noc, przez głośnik podano 

ostrzeżenie   Morskiej   Służby   Bezpieczeństwa:   «Nikt   nie   wygra   z   hazardzistą   na   statku. 

Poszkodowany w grze również zostanie przez władze ukarany.»

- Dziś będą grali o dużą stawkę.

Podobno w trzeciej klasie jadą zawodowi hazardziści.

Żona właściciela hoteliku usnęła, więc wyszłam do sali ogólnej. Zastałam tu dwie 

pary obcokrajowców, jedna z kobiet była Japonką. Wyglądała na zamężną. Obcokrajowcy 

byli chyba Europejczykami, a nie Amerykanami.

background image

Nagle wydało mi się, że dobrze by było, gdybym wyszła za obcokrajowca i wyjechała 

za granicę.

- O czym myślisz? - zapytałam sama siebie ze zdumieniem. Przyszło mi to na myśl 

tylko   dlatego,   że   jestem   na   statku,   lecz   mimo   to   myśl   o   małżeństwie   jest   dla   mnie 

niespodzianką.

Kobieta pochodziła chyba z dobrego domu, lecz mimo to bardzo starała się minami i 

ruchami naśladować Europejczyka. Nie wyglądało to co prawda zbyt wulgarnie, a jednak 

wydawało mi się jakieś sztuczne. A może poruszała się w ten sposób, ponieważ myślała z 

dumą o tym, że wyszła za Europejczyka?

Sama nie wiem, co mną kierowało przez te trzy miesiące. Jest mi tak bardzo wstyd, że 

chciała bym się zapaść pod ziemię z powodu tej czarki shino, którą rozbiłam o kamienną 

umywalkę przed Twoim pawilonem herbacianym.

-   Są   jeszcze   lepsze   czarki   od   tej   -   powiedziałam   wtedy.   Wówczas   naprawdę   tak 

myślałam.

Ucieszyłeś się, kiedy podarowałam Ci ten dzbanuszek w stylu shino jako pamiątkę po 

matce,   więc   zdecydowałam   się   bez   zastanowienia   podarować   Ci   również   czarkę   w   tym 

samym stylu, lecz kiedy potem pomyślałam, że możesz mieć bardziej wartościową czarkę od 

podarowanej przeze mnie, nie mogłam zaznać spokoju.

- W takim razie oznaczałoby to, że można w prezencie dawać komuś tylko przedmioty 

o najwyższej wartości? - zareagowałeś wtedy. Wierzyłam, że tym «kimś» jesteś Ty, Kikuji. 

Chciałam też, żeby moja mama na zawsze pozostała piękna.

Nie   widziałam   już   ratunku   ani   dla   mamy,   która   odeszła   na   wieki,   ani   dla   siebie, 

porzuconej, postanowiłam przynajmniej myśleć o niej jako o pięknej istocie. Żyłam w tym 

stanie serca, w napięciu i jakby nawiedzeniu przez złego ducha, nie mogąc sobie darować, że 

dałam Ci na pamiątkę po mamie tę czarkę, w istocie rzecz bardzo wartościową.

Teraz kiedy już upłynęły trzy miesiące, trochę zmieniło się moje samopoczucie. Nie 

wiem, czy przerwano mi piękny sen, czy też przebudziłam się z koszmaru sennego, lecz 

myślę, że kiedy zbiłam tę czarkę shino, zarówno mama, jak i ja rozstałyśmy się z Tobą na 

zawsze. Chociaż wstyd mi, że rozbiłam tę czarkę, to, kto wie, czy jednak nie uczyniłam 

słusznie.

- Na krawędzi czarki pozostała plama od szminki mamy. - Słowa te i inne mówiłam 

dlatego, że byłam na pewno szalona.

W   związku   z   tym   przypomniałam   sobie   coś,   co   napawa   mnie   odrazą.   Żył   wtedy 

jeszcze ojciec. Przyszła do nas Kurimoto, wtedy pokazali jej czarkę o czarnej glazurze, może 

background image

roboty Chójiró, może nie, nie jestem tego pewna, i wtedy Kurimoto z grymasem na twarzy 

powiedziała: «O?! Strasznie zapleśniala... Źle się z nią obchodzicie. Czy nie wymyliście jej 

po herbacie jak należy?» Rzeczywiście, całą czarkę pokrywały plamy koloru zgniłego irysa.

- Umyłam wodą, lecz nie zeszło. 

Trzymała  na kolanach mokrą czarkę i przyglądała jej się uważnie, aż nagle wbiła 

palce we włosy na głowie i tymi  zatłuszczonymi  palcami  potarła czarkę - i wtedy pleśń 

zeszła.

- Ach, jak to dobrze. Proszę zobaczyć - nauczycielka dumna była ze swego dzieła, lecz 

ojciec nie wyciągnął ręki po czarkę.

- Wysmarowałaś ją brudem. Nie znoszę tego. To obrzydliwe.

- Pójdę i dobrze umyję.

- Nieważne, ile będziesz myła, i tak nie chcę tej czarki. Nie mam ochoty na herbatę. 

Jeśli chcesz, mogę ci ją dać.

Byłam   wtedy   mała,   siedziałam   obok   ojca   i   pamiętam   dobrze,   jakie   to   było 

nieprzyjemne.

Słyszałam, że nauczycielka kupiła tę czarkę.

Teraz   myślę,   że   mówienie   o   szmince   na   krawędzi   czarki   jest   czymś   równie 

skandalicznym.

Proszę, zapomnij o matce i o mnie, i weź sobie za żonę Inamurę Yukiko...”

„U ciepłych źródeł Kankaiji w Beppu, 20 października...

Z Beppu przez Oitę można by szybciej dostać się do Takedy pociągiem, a ponieważ 

chciałam się przybliżyć do gór Kuju, wybrałam trasę prowadzącą wzdłuż podnóża szczytu 

Yufu-dake położonego za Beppu, z Yufuin pociągiem do Bungo-Nakamury, stąd na wyżynę 

Handa, a następnie przez góry na południe do miasteczka Kuju-machi i stamtąd dopiero do 

Takedy.

Chociaż Takeda jest miastem rodzinnym ojca, dla mnie jest ziemią nieznaną. Teraz 

nie mam ojca ani matki i nie wiem, czy ktokolwiek i jakkolwiek mnie tam powita.

- Sprawia  takie   wrażenie,  jakby było  domem   rodzinnym   dla  mojego  serca.  -  Tak 

mawiał ojciec. Może odczuwał tak dlatego, że z czterech stron otaczają je ściany skalne, a 

wejść tam można tylko przez tunel, jak pisali Yosano Akiko i Yosano Hiroshi.

Matka opowiedziałaby mi dokładniej, lecz tylko raz była w tym mieście, gdy zabrał ją 

tam ojciec przed moim urodzeniem.

Wydaje mi się, że kiedy wybaczyłam Twojemu ojcu i własnej matce, to jednocześnie 

wystąpiłam   przeciw   mojemu   ojcu.   Dlaczego   więc   mnie   ciągnie   tutaj,   do   tych   stron 

background image

rodzinnych ojca, lecz obcych dla mnie? Czy rzeczywiście to miasto, zarazem bliskie mi i 

obce, jest dla mnie tak drogie? Czy sądzę, że to właśnie w stronach rodzinnych ojca znajduje 

się źródło oczyszczające matkę i mnie z popełnionych grzechów? Jest nawet wiersz w zbiorze 

Pieśni o górach Kujii, który się z tym wiąże.

Po   powrocie   do   domu   przed   obliczem   ojca   padam   na   kolana   następnie   podnoszę 

wzrok i widzę rodzinne góry.

Myślę,   że   to   właśnie   wtedy,   kiedy   przebaczyłam   Twojemu   ojcu   i   mojej   mamie, 

narodziły się w nas późniejsze błędy, moje i mamy. Może one pochwyciły również Ciebie jak 

jakieś przekleństwo i stały się źródłem Twojej udręki? Każdy grzech i przekleństwo mają 

jednak swoje granice, i nawet myślę, że skończyły się one w dniu, w którym rozbiłam czarkę 

shino.

Kochałam tylko dwie osoby, mamę i Ciebie. Na pewno będziesz zaskoczony czytając, 

że Ciebie kochałam, zresztą to mnie również zdumiewa, lecz myślę, że ujawnienie tej miłości 

będzie tą modlitwą «o szczęście», o czym Ci wcześniej wspomniałam. Ani Cię nie obwiniam, 

ani nie czuję do Ciebie żalu o to, co mi zrobiłeś, Kikuji. Po prostu, moja miłość otrzymała 

największą zapłatę, a jednocześnie najsurowszą karę. Obie moje miłości wypełniły się do 

kresu: pierwsza w śmierci, druga w grzechu. Może takie właśnie było moje przeznaczenie 

jako   kobiety?   Mama   oczyściła   się   w   śmierci,   a   ja   wzięłam   wszystko   na   swoje   barki   i 

uciekłam.

- Ach, chciałabym umrzeć - mówiła kiedyś mama, jakby z przyzwyczajenia, a kiedy ją 

powstrzymywałam i nie pozwalałam spotkać się z Tobą, straszyła mnie słowami: «Chcesz 

mnie zabić?» Lecz naprawdę mama od spotkania z Tobą podczas ceremonii herbacianej w 

Engakuji żyła z myślą o samobójstwie - zrozumiałam to dobrze wtedy, kiedy rozbiłam czarkę 

shino. Spotkanie z Tobą stało się źródłem myśli samobójczych mamy, a mimo to mama o 

niczym innym  odtąd nie myślała, lecz tylko o Tobie, bo Ty byłeś jedynym  powodem jej 

kruchego życia. Nie pozwalałam jej i dlatego przyczyniłam się do jej śmierci. Po rozbiciu 

czarki   shino   ja   również   byłam   bliska   samobójstwa,   więc   tym   lepiej   zrozumiałam   mamę. 

Myślę, że gdyby nie umarła mama, to ja bym umarła. To śmierć mamy nie pozwoliła mi 

umrzeć.

Kiedy roztrzaskałam czarkę o kamienną stągiew, straciłam przytomność i o mało nie 

upadłam na kamienie, lecz Ty mnie podtrzymałeś.

«Mamo!» - Czy usłyszałeś, jak wtedy zawołałam mamę? A może wołanie nie stało się 

głosem?

background image

Mówiłeś, żebym nie wróciła do domu, to znów mówiłeś, że mnie odprowadzisz, lecz 

ja potrząsałam tylko głową.

- Już się nie spotkamy - powiedziałam, a w drodze powrotnej do domu, jak podczas 

ucieczki byłam zlana zimnym potem, myślałam naprawdę o własnej śmierci. Nie miałam żalu 

do Ciebie Kikuji, po prostu czułam, że doszłam własnego kresu i nie ma przede mną drogi. 

Wydawało mi się to naturalne, że moja śmierć wiązałaby się ze śmiercią mamy. Skoro mama 

nie mogła znieść własnej brzydoty i umarła, ja też chciałam tak postąpić. Lecz czułam, że w 

tym   żalu   palącym   jak   ogień   zakwitał   kwiat   z   zaczarowanej   krainy.   Przecież   ja   Ciebie 

kochałam, niezależnie więc od tego, co byś mi zrobił, nie mogłam przecież Cię nienawidzić. 

Lgnęłam do ognia jak ćma latem do światła. Matka umarła myśląc, że jest brzydka, dlatego ja 

starałam się siebie przekonać, że mama jest piękna. Czy naprawdę w tym marzeniu zatraciłam 

siebie całkowicie? Jednak różniłam się od mamy. Moja mama od spotkania z Tobą nie mogła 

zaznać spokoju, dopóki się znów z Tobą nie zobaczyła, ja natomiast nagle się przebudziłam 

na dobre, gdy sen mój  został po raz pierwszy przerwany.  W mojej miłości  początek był 

końcem. Nie zdeptałam swoich uczuć, ja je raczej odepchnęłam od siebie.

- Ach, nie wolno mi tego robić - pomyślałam. Mama umarła, moja sprawa również się 

skończyła,   możesz   więc   ożenić   się   z   Yukiko.   To   dla   mnie   również   będzie   ratunkiem   - 

myślałam.

- Mogłam Ci powiedzieć, że jeśli będziesz mnie szukał, że jeśli będziesz tropił mnie, 

to ja też popełnię samobójstwo, lecz byłoby to zbyt egoistyczne, więc starałam się zapomnieć 

o sobie i myśleć tylko o tym, że matka była piękna, lecz aby temu sprostać - myślałam - 

muszę po prostu wyrwać się z Twojego otoczenia.

Kiedy   przejrzałam   na   oczy,   dobrze   wtedy   zrozumiałam   to,   co   powiedziała   mi 

nauczycielka Kurimoto o tym, że mama i ja przeszkadzamy w Twoim małżeństwie. Odkąd 

spotkałeś się z mamą - mówiła nauczycielka - Twój charakter zmienił się całkowicie.

Tej nocy, kiedy rozbiłam czarkę shino, płakałam do rana, a następnie poszłam do 

przyjaciółki i poprosiłam ją, żeby wyjechała ze mną w podróż.

- Co się z tobą dzieje? Oczy zapłakane... Przecież tak nie płakałaś nawet po śmierci 

matki - zdziwiła się przyjaciółka. I pojechała ze mną do Hakone.

Oczywiście, było mi wtedy bardzo smutno, lecz większy smutek niż po śmierci mamy 

przeżywałam w dzieciństwie. Było to wtedy, kiedy do naszego domu przyszła nauczycielka 

Kurimoto i zaczęła kpić z mojej mamy mówiąc, że powinna rozstać się z Twoim ojcem. 

Usłyszałam   to   i   rozpłakałam   się,   dlatego   mama   wzięła   mnie   w   objęcia   i   usiadła   przed 

nauczycielką, a kiedy chciałam jej się wyrwać, powiedziała:

background image

- Nie widzisz, że twoją mamę krzywdzą? Nie mogę wytrzymać, kiedy płaczesz za 

moimi plecami. Proszę, obejmij mamę.

Nie patrzyłam  w stronę nauczycielki,  siedziałam na kolanach mamy i przytulałam 

głowę do jej piersi.

-   Hm,   nawet   dziecko   się   pojawiło   -   pokpiwała   nauczycielka.   Jesteś   mądrą 

dziewczynką, więc powinnaś wiedzieć, po co przychodzi do was wujek Mitani.

- Nie wiem, nie wiem - potrząsnęłam głową.

- A ja myślę, że ty dobrze wiesz. Ten wujek ma też swoją żonę. Niedobrze robi twoja 

mama, prawda? U wujka jest też chłopczyk, trochę większy od ciebie. Ten chłopczyk na 

pewno nie lubi twojej mamy. A jeśli dowiedzą się nauczyciele i koleżanki w szkole o twojej 

mamie, będzie ci chyba wstyd.

- Dziecko niczemu nie jest winne - powiedziała mama.

- Skoro nie jest winne, to może by pani wychowywała je tak, żeby było wolne od 

winy... Niewinne, pani mówi, a przecież dobrze płacze na zawołanie.

Miałam wtedy jedenaście albo dwanaście lat.

-   To   nic   dobrego   dla   dziecka,   biedna   dziewczynka...   Chce   pani,   żeby   się 

wychowywała w cieniu tego wszystkiego...?

Myślę,   że   smutek,   który   wówczas   rozszarpywał   moje   małe   serce,   był   znacznie 

większy niż rozpacz po śmierci matki czy smutek rozstania z Tobą.

Do   Beppu   dopłynęłam   w   południe,   dlatego   potem   pojechałam   na   wycieczkę 

autobusem szlakiem gorących źródeł, zwanych tutaj «piekiełkami». Dzięki współtowarzyszce 

z kajuty zatrzymałam się w hotelu u źródeł Kankaiji.

Dziś   rano   przepłynęliśmy   przesmyk   Iyo-nada   -   morze  było   spokojne,   do   kajuty 

zaglądało  przez  okienko słońce, zdjęłam  więc żakiet, lecz  nawet w bluzce  pociłam się z 

gorąca.   Kiedy   wpłynęliśmy   do   portu   w   Beppu,   ujrzałam   góry   ciągnące   się   z   lewa   od 

Takasakiyama na prawo i jakby chwytające w objęcia całe miasto - przypominały one wielkie 

zaokrąglone fale. Myślę, że takie fale widziałam tylko na dekoracyjnych obrazkach. Ciepłe 

źródła Kankaiji znajdowały się dość głęboko w górach - z kąpieliska rozciągał się widok na 

miasto   i   port.   To   zdumiewające   -   pomyślałam   wtedy   -   że   są   takie   przestronne   i   jasne 

kąpieliska.   «Objazd   piekieł»   kosztował   mnie   kilkaset   jenów,   sto   za   autobus,   sto   za 

zwiedzanie, ponieważ większość piętnastu czy szesnastu «piekieł» jest własnością prywatną. 

Powstał nawet «związek zawodowy pracowników piekieł». Przejazd autobusem trwał dwie i 

pół godziny.

background image

Pośród «piekieł» właśnie Piekło Stawu Krwi i Piekło Morskie wyróżniały się trudną 

do opisania barwą, czarującą i napawającą tajemniczością. Piekło Stawu Krwi przypominało 

kolorem tryskającą z dna krew, rozpuszczającą się w przezroczystej wodzie, jakby świeżo 

wypływającą z rany, na powierzchni natomiast unosiły się kłęby pary. Piekło Morskie nazwę 

swą otrzymało stąd, że woda w nim przypomina kolorem morze. Nigdy jeszcze nie widziałam 

tak przejrzystego i spokojnego morza o jasnoniebieskiej barwie. W środku nocy w hotelu 

położonym w górach, z dala od miasta, wspominałam ten dziwny kolor «piekieł» Stawu Krwi 

i Morskiego, i wydało mi się, że jest to kolor źródła w krainie czarów. Czy ujrzałabym tak 

piękne źródło, gdybym z mamą błąkała się po piekle miłości? Oczarował mnie kolor wody 

piekielnych stawów. Wybacz mi, proszę.”

„W gorących źródłach Sujiyu na wyżynie Handa, 21 października.

Jestem  w  hoteliku   u ciepłych  źródeł  w  głębi  płaskowyżu.   W nocy jest  tu  zimno, 

marznę   nawet   w   swetrze   i   pikowanym   kimonie   hotelowym,   dlatego   grzeję   plecy   nad 

grzejnikiem hibachi. Hotelik odbudowano z dużym pośpiechem po pożarze, dlatego nie jest 

szczelny. Sujiyu leży na wysokości tysiąca metrów, jutro natomiast po przejściu przełęczy na 

wysokości 1500 metrów zatrzymam się u ciepłych źródeł tryskających na wysokości 1300 

metrów nad poziomem morza. Na chłody przygotowałam się co prawda już w Tokio, lecz 

zaskoczyła mnie różnica w porównaniu z dość wysoką temperaturą w Beppu, które opuściłam 

dopiero dziś rano.

Jutro będę w górach Kuju, a pojutrze wreszcie w Takeda. Myślę, że w jutrzejszym 

hotelu, jak i w miasteczku Takeda będę nadal pisała list do Ciebie. Dlaczego? O czym tak 

bardzo pragnę Ci opowiedzieć? Nie jest to chyba dziennik z podróży. Zobaczymy,  co mi 

podpowiedzą góry Kuje i rodzinne strony ojca.

Może   chcę   się   w   ten   sposób   z   Tobą   pożegnać?   Lecz   dobrze   wiem,   że   dla   mnie 

najlepsze jest pożegnanie bez słów. Wydaje mi się, że zbyt wiele nie rozmawiałam z Tobą, 

lecz jednocześnie mam wrażenie, że rozmawialiśmy ze sobą bardzo często.

- Bardzo proszę o wybaczenie mojej mamie. - Kiedy się spotykaliśmy, zawsze Cię 

przepraszałam za mamę.

Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam Cię w domu szukając tego przebaczenia, Ty od 

dawna wiedziałeś, że mama ma córkę. Wtedy powiedziałeś:

- Marzyłem o tym, żeby z panią porozmawiać o moim ojcu. - Tak, o moim ojcu, lecz 

cieszyłbym   się,   gdyby   nadszedł   taki   czas,   kiedy   mógłbym   porozmawiać   również   o   pani 

matce.

background image

Jednak nie nadszedł. I został utracony na zawsze. A gdybym teraz spotkała się z Tobą 

i   zaczęła   rozmawiać   o   Twoim   ojcu   i   mojej   mamie,   na   pewno   cała   bym   drżała   z   żalu   i 

poniżenia. Nie wolno nam rozmawiać o rodzicach. Czy ich dzieci mogą się naprawdę kochać? 

Kiedy to piszę, do oczu napływają mi łzy.

Kiedy nauczycielka Kurimoto zganiła mnie w jedenastym roku życia, głęboko zapadły 

w moje serce słowa mówiące o tym, że «wujek» Mitani ma syna. Lecz z «wujkiem» Mitanim 

nigdy nie rozmawiałam o tym chłopcu. Wydawało mi się, że byłoby niedobrze o tym mówić. 

Małej uczennicy nie było łatwo zapytać o to, czy ten chłopiec poszedł na wojnę, czy jeszcze 

nie idzie do wojska.

Nawet   kiedy   nasiliły   się   naloty,   Twój   ojciec   często   nas   odwiedzał,   dlatego   się 

niepokoiłam o to, że chłopiec zostanie sierotą tak jak ja, więc odprowadzałam Twojego ojca, 

żeby mu się nic nie stało. Gdybym się zastanowiła, to bym zrozumiała, że ten chłopiec musiał 

już być tak duży, że prawie mógł iść do wojska, lecz ja wciąż myślałam, że jest malutki. 

Pewnie dlatego miałam takie wrażenie, bo nosiłam w sercu ból, jaki przeżyłam, gdy po raz 

pierwszy dowiedziałam się od nauczycielki Kurimoto o istnieniu tego chłopca.

Mama była człowiekiem bezradnym, dlatego ja wyjeżdżałam za miasto na zakupy. 

Kiedyś  wśród ludzi przepychających  się brutalnie  w pociągu  do przodu, ujrzałam  piękną 

kobietę i przylgnęłam do niej. Od słowa do słowa, mówiąc o tym skąd i po co jedzie, zaczęła 

opowiadać o sprawach bardziej osobistych.

- Jestem kochanką.

- A ja córką kochanki - odpowiedziałam jej może dlatego, że piękna kobieta mówiła 

tak szczerze o sobie.

- Co takiego? Ach, to dobrze, że jesteś już duża - nie kryła zaskoczenia.

Chyba kobieta źle zrozumiała moje wyrażenie „córka kochanki”. Poczerwieniałam i 

nie wyprowadzałam jej z błędu.

Kobieta   współczuła   mi,   dlatego   często   umawiała   się   ze   mną,   więc   na   zakupy 

jechałyśmy razem. Kiedyś przywiozłyśmy nawet ryż z jej rodzinnych stron, z Niigaty. Nie 

mogę jej dotąd zapomnieć.

Dlaczego miało być tak dobrze, że jestem duża? Już nie mogę rozmawiać z Tobą ani o 

Twoim ojcu, ani o mojej matce.

Słyszę szum wodospadu w ciepłym źródle. To bicze wodne - kąpiący się stają pod 

spadającymi  strumieniami gorącej wody, bijącymi  o ich ciała. Dobrze działa na skurcze i 

drętwienie mięśni, dlatego źródła nazywa się po prostu Sujiya, czyli Wody Mięśniowe. W 

samym hotelu nie ma wody źródlanej, więc trzeba chodzić do dużego kąpieliska. Znajduje się 

background image

ono w dolinie między Waitayama i Kuroiwayama. Wydaje mi się, że nocą napływa w dół 

górskie powietrze. Dzisiaj widziałam w górach pięknie czerwieniejące liście drzew, barwiące 

się inną czerwienią niż woda w Stawie Krwi i w Piekle Morskim. To prawda, że Góra Yufu, 

na   którą   patrzyłam   z   wyżyny   Kijima   za   Beppu   jest   piękna,   lecz   widziałam   również 

czerwieniejące liście drzew w jarze Kusui, w drodze z dworca Bungo-Nakamura na wyżynę 

Handa. Minęliśmy właśnie wszystkie trzynaście zakrętów i wówczas moim oczom ukazał się 

cudowny widok rozbarwionych liści, których piękno pogłębiały promienie słońca paciające 

zza gór przez zasJony skalne. Promienie zachodzącego słońca, wyzierające zza gór, nadawały 

jesiennym żółtym i czerwonym liściom szczególne dostojeństwo.

Mam nadzieję, że jutro na wyżynie również będzie piękna pogoda. Życzę Ci dobrej 

nocy z tego hoteliku w dalekiej od Ciebie dolinie.

Trzy noce od wyjazdu w podróż nie mam żadnych snów.

Przez  ostatnie  trzy  miesiące   od rozbicia  czarki   shino  spędziłam  wiele  bezsennych 

nocy. Dlatego tak wiele kłopotu sprawiłam przyjaciółce. To ona zabrała moje rzeczy, które 

zostawiła w wynajętym pokoju za Parkiem Ueno.

Również od przyjaciółki dowiedziałam się, że następnego dnia byłeś w tym domu i 

pytałeś o mnie. Lecz nawet przyjaciółce nie mogłam powiedzieć, dlaczego się ukrywam przed 

Tobą.

- Nie mam prawa kochać tego mężczyzny - tylko tyle jej powiedziałam.

- Przecież on ciebie kocha. Kiedy kobieta mówi, że nie ma prawa kochać mężczyzny, 

który ją kocha, po prostu kłamie, wiem coś o tym. Kobieta lubi mówić tego rodzaju kłamstwa. 

No, dobrze, wierzę, że mówisz prawdę... - Możliwe, że słowa przyjaciółki oznaczały, iż nie 

ma na świecie takich, których nie wolno kochać. Kto wie, może ona ma rację. Zwłaszcza gdy 

kobieta zamierza umrzeć, tak jak moja matka...

Myślę, że Ty wiesz o tym najlepiej, dokąd mnie doprowadziło to pragnienie, żeby 

moja   mama   na   zawsze   pozostała   piękna.   Może   nie   tyle   doprowadziło,   co   sama   siebie 

doprowadziłam, lecz jeszcze nie potrafię ocenić, czy był to przypadek czy nie. Czy można 

samemu ocenić to, co się samemu zrobiło? Nawet patrząc z boku na to, co ktoś inny robi, 

trudno jest zdecydować, czy dzieje się to przez przypadek czy nie. Czy Bóg albo los wybacza 

ludziom też przez przypadek?

Wydaje mi się, że źle robię pisząc do Ciebie, lecz przyjaciółka, która mi pomagała, 

popełniła przedtem błąd w stosunkach z mężczyzną. Dlatego mogłam liczyć na jej pomoc. I 

dlatego chyba domyśliła się wszystkiego. Nie mogła jednak zrozumieć żalu, który porwał 

mnie i targał mną jak wir.

background image

Jestem   podobna   do   mamy,   może   więc   dlatego,   że   mam   w   sobie   coś 

nieodpowiedzialnego, powoli odzyskiwałam dobre samopoczucie i stałam się nieco weselsza, 

w końcu przyjaciółka zgodziła się, żebym sama wyjechała w podróż.

Sądziłam, że to nic szczególnego, kiedy samotna kobieta zatrzymuje się w hotelu, tym 

bardziej że mieszkałyśmy we dwie z mamą, a po jej śmierci pozostałam sama, jednak gdy w 

podróży nadchodziła noc, ogarniał mnie niepokój, więc w smutku samotności zaczęłam pisać 

listy, których nie mam dokąd wysłać. Milczałam już trzy miesiące, o czym jeszcze mam Ci 

opowiedzieć?”

4

„U ciepłych źródeł Hokkein, 22 października.

Dziś przekroczyłam Przełęcz Sugamorigoe na wysokości 1510 metrów i zatrzymałam 

się w Hokkein. Podobno jest to na Kyushu najwyżej położone ciepłe źródło. Przekraczając 

przełęcz zostawiłam za sobą połowę górskiego szlaku prowadzącego mnie do Takedy. Jutro 

zejdę w dół do miasteczka Kuju, a następnie do Takedy.

Może   dlatego   że   szłam   przez   wyżynę   w   słoneczną   pogodę,   czy   też   z   powodu 

powietrza   nasyconego   zbyt   silnie   siarką   poczułam   się   wieczorem   trochę   zmęczona. 

Miejscowe źródło zawiera dużo siarki, a ponadto w zależności od kierunku wiatru napływają 

tu również opary z Góry Siarkowej, znajdującej się obok Sugamorigoe. Podobno srebrny 

zegarek czernieje tu w ciągu jednego dnia.

- Wczorajszego ranka było pięć stopni, dziś rano jest cztery. W nocy będzie jeszcze 

chłodniej - powiedziano mi w hotelu. Nie wiem, o której rano sprawdzają temperaturę, lecz 

przed świtem spadnie chyba prawie do zera.

Na   szczęście   otrzymałam   przytulny   pokoik   na   piętrze   w   sąsiednim   pawilonie   - 

podwójne okna dobrze chroniły przed chłodem. Dostałam też ciepłe grubo watowane kimono, 

w grzejniku hibachi znajdowało się dużo żarzących się węgli. Dzisiaj lżej mi na sercu niż 

wczorajszej nocy w Sujiyu. Teraz czuję tylko, jak ochładza się górskie fpowietrze.

Hotelik «Hokkein» jest pojedynczym domem stojącym w głębi gór. Nie docierają tu 

ani   listy,   ani   gazety.   Do   najbliższej   wioski   są   trzy   mile,   najbliższy   dom   natomiast   jest 

oddalony o jakieś półtorej mili. Do szkoły podstawowej również trzy mile, dlatego dzieci w 

wieku szkolnym muszą pozostawać pod opieką w niżej położonej sąsiedniej wiosce.

Gospodarze hoteliku mieli dwoje dzieci - starszy syn liczył sześć lat, córka natomiast 

cztery   lata.   Może   dlatego,   że   przyjechałam   tu   sama,   przyszła   do   mnie   babcia,   żeby 

porozmawiać. Za nią weszły dzieci, które wojowały ze sobą o babcine kolana. Najpierw na 

background image

kolanach  usiadło młodsze  i  przytuliło  się do niej, a  gdy chłopiec  próbował dziewczynkę 

zepchnąć,   siostra  rzuciła  się  na  niego  i  rozpoczęła   się walka.  Jej  brat  miał  piękne  oczy, 

natomiast   jego   młodsza   siostra   o   zdecydowanym   wyrazie   twarzy   miała   oczy   większe   i 

spojrzenie bystrzejsze. I równie zdecydowaną, wspaniałą postawę. Kto wie, może to dzięki 

intensywnemu światłu słonecznemu w górach jej wzrok stał się tak silny.

-   To   znaczy,   że   nie   mają   ani   jednej   koleżanki   czy   choćby   jednego   kolegi   w 

sąsiedztwie? - zapytałam.

-   Trzeba   przejść   trzy   mile,   żeby   spotkać   dzieci.   Kiedy   urodziła   się   dziewczynka, 

chłopczyk   podobno   powiedział:   «Dotąd   spałem   razem   z   mamą,   a   teraz   ona   mamę   mi 

zabrała.» A przed urodzeniem mawiał: «Kiedy urodzi się dziecko, będę spał obok niego.» 

Lecz chłopiec zaczął  spać z babcią. W zimie hotel chyba  zamykają i schodzą na dół do 

wioski. Tak, duże wrażenie zrobił na mnie blask bijący z oczu dzieci, wychowujących się w 

samotnym domu w górach. Dzieci są ładne, o okrągłych buziach.

Nagle pomyślałam o tym, że jestem jedynaczką. Od urodzenia zawsze byłam sama, 

więc się przyzwyczaiłam, nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego. Może to nieprawda, że 

nie zdawałam sobie sprawy, lecz głębiej nad tym się nie zastanawiałam. Szybko chyba też 

utraciłam sentymentalne pragnienie uczennicy, która chciałaby mieć brata lub siostrę. Nawet 

kiedy umarła mama, nie pomyślałam o tym z żalem, że nie mam rodzeństwa, tylko od razu 

zadzwoniłam do Ciebie. Byłeś taki dobry i zostałeś moim wspólnikiem, kiedy chciałam ukryć 

przyczynę śmierci matki. Gdy później nad tym się zastanawiałam, wydało mi się, że to Ty 

jesteś odpowiedzialny za śmierć mamy... Gdybym miała starszego brata, nie postąpiłabym 

tak.   Gdybym   miała   brata,   może   mama   też   by   nie   umarła,   a   przynajmniej   chyba   nie 

popełniłabym  tak bolesnego grzechu. Kiedy teraz  o tym  myślę,  ogarnia mnie  zdumienie, 

jakbym przejrzała na oczy. Jako jedynaczka bardzo pragnęłam ciepła przyjaciela i dlatego tak 

lgnęłam do Ciebie, choć tego czynić nie powinnam.

Wychowana jako jedynaczka, teraz nocuję w tym samotnym domu w górach i ogarnia 

mnie   pragnienie   przywołania   starszego   brata,   którego   przecież   nie   mam.   Niekoniecznie 

starszego   brata,   wystarczyłaby   mi   młodsza   siostra   czy   młodszy   brat,   ktokolwiek   z 

rodzeństwa. Czy to takie dziwne, że zapragnęłam przywołać kogoś z rodzeństwa, którego nie 

mam na świecie?

Dotąd nie pomyślałam o tym, że nie tylko ja jestem jedynaczką, lecz Ty również jesteś 

jedynakiem.   Chociaż   Twój   ojciec   przychodził   do   nas,   o   Twoim   domu   nie   wolno   było 

rozmawiać, dlatego nie powiedział, że jesteś jedynakiem, lecz któregoś dnia zauważył:

background image

- Nie masz rodzeństwa, jest ci chyba smutno. Gdybyś miała brata lub siostrę, byłoby ci 

lepiej.

Zbladłam i zadrżałam na całym ciele.

- Naprawdę... ojciec przed śmiercią również bardzo się martwił, że dziewczynka nie 

ma   rodzeństwa.   Dobroduszna   moja   mama,   która   powiedziała   to   kiwając   głową,   nagle 

wstrzymała oddech spostrzegłszy zmianę na mojej twarzy.

Czułam oburzenie i strach. Miałam wtedy czternaście lat, może piętnaście. Wszystko 

już wiedziałam o swojej matce. Myślałam, że Twój ojciec mówi o tym dlatego, że mama. 

będzie miała dziecko z innego niż ja ojca. Teraz wiem, że byłam wtedy bardzo podejrzliwa. A 

Twój ojciec po prostu pomyślał o Tobie. Może współczuł nam myśląc, że smutno mi samej 

mieszkać z mamą. Lecz ja byłam przerażona. Jeśli mama urodzi dziecko - myślałam - to je 

zabiję. Byłam zdecydowana. Nigdy przedtem, ani potem nie myślałam o zabiciu człowieka, 

lecz wtedy mogłam chyba naprawdę zabić. Z powodu odrazy, zazdrości, może gniewu albo 

wstrząsu,   jaki   przeżyła   czysta   naiwna   dziewczynka.   Mama   chyba   coś   wyczuła,   bo 

powiedziała:  -  Wywróżyli mi z ręki tylko jedno dziecko. A następnie dodała: - Jesteś taka 

dobra, że wystarczysz mi ty jedna.

- Na pewno tak, lecz jedynacy mają skłonność do życia w samotności, nie chcą potem 

z nikim współdziałać.

Zamykają  się sami w sobie i chyba  mają trudności w utrzymywaniu  stosunków z 

innymi ludźmi, prawda?

Twój ojciec powiedział to chyba dlatego, że zobaczył mnie nachmurzoną i milczącą. 

Starałam się nie patrzeć na twarz Twojego ojca, ani nic nie mówić. Jestem podobna do mamy, 

więc nie byłam dzieckiem ponurym. Potrafiłam wesoło się bawić, lecz milkłam od razu, kiedy 

przychodził Twój ojciec. Myślę, że dla mamy przykry był  ten mój dziecinny bunt. Twój 

ojciec miał chyba na myśli przede wszystkim Ciebie, a nie mnie.

Co   by   się   jednak   stało   z   dzieckiem,   które   chciałam   zabić,   gdyby   się   urodziło? 

Miałabym młodszego brata lub siosfrę. Ty również miałbyś młodszą siostrę lub brata...

- Ach, to straszne. Minęłam płaskowyż, przekroczyłam przełęcz, więc powinnam już 

zmyć z siebie te chorobliwe myśli. Była piękna pogoda. Nagle usłyszałam: - Jest wspaniała 

pogoda.   -   Tak,   jest   wspaniała   pogoda.   Tę   wymianę   zdań   usłyszałam   dziś   rano   zaraz   po 

wyjściu z Sujiyu.

Tak  pozdrawiali   się  wieśniacy.   W  tych   okolicach   zamiast  «ładna   pogoda»  mówią 

«wspaniała pogoda». A słowo «jest» wymawiają szczególnie dobitnie. Takie pozdrowienie 

podnosi mnie na duchu.

background image

Naprawdę pogoda była wspaniała. Kłosy miskantów i trzciny rosnącej przy drodze 

srebrzyły   się   w  porannym   słońcu.   Błyszczały   też   czerwieniejące   liście   dębów.   Pomiędzy 

cedrami u stóp góry po lewej stronie pogłębiał się cień. Na słomianej macie, na miedzy wśród 

pól ryżowych siedziało dziecko w czerwonym kimonie. Obok niego w białej torbie leżało 

pożywienie, a obok również zabawki. Jego rodzice żeli ryż. W tej okolicy wcześnie robi się 

zimno, więc wcześniej się ryż sadzi i zbiera, często przy rozpalonym ognisku. Lecz dzisiaj 

dziecko po prostu wygrzewa się na słońcu, ja też zmieniłam buty na tenisówki, nie musiałam 

ubierać się cieplej z powodu zimna.

Z Sujiyu jest chyba wiele dróg krótszych, prowadzących do przełęczy, lecz ja udałam 

się najpierw do miejscowości, w której jest poczta i szkoła podstawowa Handa, i stąd dopiero 

postanowiłam iść środkiem płaskowyżu i patrzeć na góry Kuju. Nie wspinałam się na góry, 

lecz poszłam przez przełęcz Sugamorigoe prosto do Hokkein, nie była to więc trudna droga.

Nazwa   Kuju   obejmuje   kilka   szczytów   górskich,   wyliczając   od   wschodu   są   to: 

Kurogatake,   Taisenzan,   Kujusan,   Mimatayama,   Kuroiwayama,   Hosshozan,   Ryoshigatake, 

Waitayama, Ichimokusan, Seishizan. Na północ od tych gór znajduje się płaskowyż Ianda.

Powiedziałam   «na   północ   od   gór»,   ale   przecież   Waitayama   sięga   też   na   zachód, 

Kuenhirayama i inne znajdują się na wschodzie, otaczają one wyżynę podnosząc ją jakby 

coraz wyżej, jakby podtrzymując w górze ze wszystkich stron... Wyżyna wydała mi się tak 

piękna, jak jakaś kraina ze snu. Czerwieniejące liście pokrywają góry, bieleją też fale kłosów 

miskantów, a mnie się wydawało, że nad wyżyną unosi się miękka barwa fioletu. Płaskowyż 

leży na wysokości tysiąca metrów nad poziomem morza i rozciąga się na przestrzeni ośmiu 

kilometrów ze wschodu na zachód i z południa na północ.

Idę   równiną   z   północy   na   południe.   Za   płaskowyżem   na   wprost   wyłania   się 

Mimatayama i Seishozan, między którymi widnieje w dali dym Jozan. czyli Góry Siarkowej. 

Widoczność jest bardzo dobra. Na niebie z prawej strony nad Waitayama unosi się jedynie 

mały obłoczek. Jestem szczęśliwa, bo od wyjazdu z Tokio marzyłam o wspaniałej pogodzie 

na wyżynie.

Znałam   przedtem   tylko   płaskowyż   Shinano,   lecz   bywalcy   twierdzą,   że   płaskowyż 

Handa jest naprawdę romantyczny i napawający widza wzruszeniem. Jest miękki, jasny i 

sprawia wrażenie cichej przestrzeni wciągającej cię do środka w objęcia. Góry na południu 

również są łagodne i nie pozbawione wdzięku. Kiedy wpływałam do portu w Beppu, już 

czułam, że zaokrąglone fale gór ciągną moje serce ku sobie - góry otaczają miasto, jakby 

trzymały je w objęciach. Również Góry Kuju, na które patrzyłam z wyżyny Handa, sprawiały 

wrażenie intymności i harmonii, niespodziewanej na tej wysokości. Może dzięki zachowaniu 

background image

równowagi   między   poszczególnymi   szczytami?   Kujusan   ma   ponad   1787   metrów   nad 

poziomem morza i jest najwyższą górą na Kyushu, Taisenzan natomiast ma od 1740 do 1760 

metrów. W sumie jest tu ponoć dziesięć szczytów przekraczających tysiąc siedemset metrów. 

Jednak góry wystające nad wyżyną, położoną ponad tysiąc metrów nad poziomem morza, nie 

są wysokie i może dlatego wyglądają tak łagodnie. Jasno jest tu chyba dlatego, że kraina leży 

na południu, niedaleko morza.

Mniej   więcej   w   połowie   drogi   w   Chojabara   zatrzymałam   się   na   odpoczynek   i 

usiadłam w cieniu sosny. Zaprosiła mnie do siebie sosna stojąca pośrodku porośniętej trawą 

równiny. Potem przeszłam się trochę i pod kolejną sosną zjadłam spóźniony posiłek. Była już 

chyba godzina druga. Rozejrzałam się po rozległej złocącej się trawie i spostrzegłam, że trawa 

tutaj ma inny, dziwny kolor, gdy patrzę na nią pod światło, a inaczej wygląda oglądana z 

przeciwnej strony. Barwa gór też się zmienia. Dzięki soczystej czerwieni liści na drzewach, 

góry wyglądają jak witraże. Wydało mi się, że znajduję się w wielkiej świątyni przyrody. 

Ach, jak to dobrze, że tu przyjechałam - wypowiedziałam na głos. Popłynęły łzy, w 

srebrzystym świetle rozpłynęły się źdźbła miskantów, łzy jednak nie kalały mnie smutkiem, 

lecz smutek zmywały.

Myślałam o Tobie - to właśnie po to, żeby się z Tobą rozstać, przybyłam na tę wyżynę 

i podążam do rodzinnych stron ojca. Gdy myślę o Tobie, towarzyszy temu żal i poczucie 

grzechu, więc nie mogę się z Tobą rozstać. Nie mogę rozpocząć stąd swej drogi od nowa. 

Uciekłam na daleką wyżynę, jednak nadal myślę o Tobie, wybacz mi, proszę. Myślę o Tobie 

po to, żeby się z Tobą rozstać. Chodząc po łące, patrząc na góry będę wciąż myślała o Tobie.

Siedziałam pod sosną i myślałam cały czas o Tobie - skoro tu jest świątynia  bez 

dachu, to ja pozostanę tutaj tak długo bez ruchu, aż wzniosę się do nieba. Jak zaczarowana 

modliłam się o szczęście dla Ciebie.

- Proszę Cię, ożeń się z Yukiko.

Powiedziałam to w duszy i rozstałam się z Tobą.

Choć Cię na pewno nigdy nie zapomnę, i niezależnie od tego, czy będę Cię potem 

wspominać w swym brzydkim, zepsutym sercu, czy nie, to jednak kiedy myślałam o Tobie na 

tej wyżynie, uważałam, że udało mi się z Tobą pożegnać na zawsze. I mama, i ja zniknęłyśmy 

odtąd całkowicie z Twojego życia. Na koniec jeszcze raz zwracam się z prośbą do Ciebie:

- Wybacz mojej mamie.

Żeby   przejść   Sugamorigoe   od   strony   Handa,   należy   podobno   wybrać   drogę 

prowadzącą od podnóża Mimatayama, ja jednak wybrałam drogę, którą przewozi się siarkę. 

Im   bliżej,   tym   groźniej   wyglądała   Góra   Siarkowa.   Nawet   z   daleka   widać   było   opary 

background image

przypominające wybuch wulkanu. Na całej powierzchni rozległego zbocza tryskała siarka - 

więc od grzbietu do podnóża nie rosło tu ani jedno źdźbło trawy, cała góra była wypalona, 

skały   i   ziemia   zmieniły   się   w   przeżartą   i   sczerniałą   masę.   Szarość   bez   połysku   i   brąz 

przypominają wielkie pogorzelisko. Po lewej stronie na wzgórzu robotnicy zbierają siarkę. W 

otwory,  skąd tryska  siarka, wkładają rurki, którymi  płynne  sople wpadają do naczyń.  Po 

gołych skałach przeszłam przez opary w tym miejscu, w którym pracowano, i dotarłam do 

przełęczy.

Z przełęczy zeszłam do Kita-Senrigahama i spojrzałam za siebie: słońce kryjące się w 

oparach siarki za przełęczą przypominało bielejącą zjawę księżycową. Natomiast przede mną 

na górze Taisenzan wspaniałe czerwonawe;  liście były po prostu brokatem w promieniach 

zachodu.

Gdy zeszłam po stromym zboczu, ukazały się przede mną ciepłe źródła w Hokkein.

Dziś wieczór pisałam długo. Chciałam po prostu opowiedzieć Ci o dniu na wyżynie, 

nie zakłóconym żadnym smutkiem po rozstaniu z Tobą. Śpij spokojnie i nie martw się o 

mnie.”

5

„W Takeda, 23 października.

Przybyłam do rodzinnych stron mojego ojca.

Dziś   wieczorem   wjechałam   do   Takedy   przez   tunel   przecinający   góry.   Z   ciepłych 

źródeł w Hokkein zeszłam na wyżynę Kuju, następnie z miasteczka Kuju pozostało tylko 

piętnaście minut do Takedy.

Zatrzymałam się w domu wujka. To dom, w którym urodził się mój ojciec. Dziwnie 

się czułam oglądając  pierwszy raz  dom,  w którym  się  urodził  ojciec.  Dotąd myślałam  o 

Takedzie jako o rodzinnych stronach, a jednocześnie jak o ziemi obcej, lecz kiedy spojrzałam 

na wujka podobnego do mojego ojca, po dziesięciu latach ukazało się przed moimi oczyma 

żywe   ojcowskie   oblicze   i   wydało   mi   się,   że   ja,   bezdomna,   mam   własny   dom.   Kiedy 

powiedziałam, że z Beppu pojechałam przez Kuju, wujek i jego rodzina bardzo się zdziwili. 

Na pewno pomyśleli, że jestem bardzo dzielną dziewczyną, skoro sama chodzę po górach i 

zatrzymuję się na noc w hotelikach u ciepłych źródeł. Chciałam zobaczyć góry, lecz do końca 

nie byłam pewna, czy odwiedzę dom rodzinny ojca. Od jego śmierci matka żyła z dala od 

tych okolic, w ogóle nie utrzymywała stosunków z krewnymi ze strony ojca.

- Szkoda, że nie wysłałaś telegramu przynajmniej ze statku, wyjechałby ktoś po ciebie 

do Beppu... z Beppu nie jest daleko - powiedział wuj. Wysłałam list, że przyjadę do nich, lecz 

background image

sądziłam, że moje stosunki z wujostwem nie są dostatecznie bliskie, żeby zawiadamiać o 

godzinie przyjazdu.

- Ile miałaś, kiedy umarł mój brat?

- Dziesięć lat.

- Mówisz, dziesięć lat... - powtarzając spojrzał na mnie. - Jesteś zupełnie podobna do 

mamy. Rzadko ją widywałem, lecz wystarczy spojrzeć na ciebie, żeby sobie ją przypomnieć. 

Trochę podobna jesteś do mojego młodszego brata, na przykład kształt uszu, to są jednak 

uszy rodziny Ota.

- Gdy patrzę na wuja, przypominam sobie tatę.

- Naprawdę?

-   Kiedy   podejmę   pracę,   nie   będę   mogła   podróżować,   dlatego   postanowiłam 

przynajmniej was przedtem odwiedzić.

Nie   chciałam   im   powiedzieć,   że   przyjechałam   do   nich,   żeby   po   śmierci   mamy 

poradzić się w sprawach osobistych. Niczego od wuja nie oczekiwałam. Wuj nie przyjechał 

nawet na pogrzeb mamy. Zresztą z Kyushu by nie zdążył, a poza tym pogrzeb był prawie 

tajny. Do stron rodzinnych ojca chciałam przyjechać po to, żeby rozstać się z Tobą, który 

byłeś związany z moją mamą. Chciałam wrócić do czystych zdrowych wspomnień ojca, by 

wyrwać   się   z   wirów   szalonej   miłości   mamy.   Lecz   wejściu   do   miasteczka,   otoczonego 

skalistymi górami, towarzyszył smutek uciekiniera kryjącego się w nie znanej nikomu wiosce.

Dziś rano w Hokkein spałam do późna.

- Dzień dobry - pozdrowiła mnie gospodyni hoteliku i powiedziała, że na pewno nie 

mogłam spać, bo dzieci od rana na dole szalały, lecz ja nic o tym nie wiedziałam.

Dziewczynka o bystrych oczach przyszła również do mojego pokoju usługiwać wraz z 

babcią   przy   śniadaniu   i   usiadła   blisko   niej;   okazuje   się,   że   dziś   rano   spadła   z   pomostu 

łączącego główny budynek z oddzielonym  pawilonem hoteliku. Wysokość niemała, około 

piętnaście stóp, dziewczynka spadła na szczęście między trzy kamienie leżące na środku i w 

ten sposób uratowała się od śmierci. Kiedy ją wyciągnięto, krzyknęła:

- Moje drewniaki popłynęły! Moje geta popłynęły! - gdy zażartowano z niej, mówiąc, 

żeby   spróbowała   jeszcze   raz   spaść,   odpowiedziała:   -   Nie,   nie   będę   więcej,   bo   nie   mam 

ubranka.

Na   skale   nad   rzeczką   schło   ubranie   dziewczynki:   granatowe   tandetne   kimono   w 

drobne jaśniejsze cętki i czerwona, watowana narzutka ze wzorami motyli i peonii. Widząc 

poranne słońce na czerwieni wdzianka, poczułam ciepło daru życia. To niebywałe, żeby spaść 

akurat pomiędzy trzy kamienie. Miejsca między nimi było tak mało, że ledwie mieściło się 

background image

ciało małego dziecka. Jeśliby spadła trochę dalej czy bliżej, uderzyłaby głową o skałę i mogła 

stracić życie lub co najmniej zostać kaleką.

Dzieci   nie   czują   niebezpieczeństwa   tak   jak   dorośli,   więc   dziewczynka,   którą   nic 

widocznie   nie   bolało,   zachowywała   się   jakby   nic   jej   się   nie   przydarzyło.   A   mnie   się 

wydawało, że to spadło z mostu inne dziecko, nie to, które przede mną siedzi. Ja jednak nie 

uratowałam mamy od śmierci. Myśląc o tym, co mnie zachowało przy życiu, tym goręcej 

życzyłam Ci szczęścia. Myślę, że w duszy człowieka pośród skał poniżenia i grzechu jest 

również miejsce na zbawienie, podobne do tego, w które spadła dziewczynka.

Jak gdyby chcąc dzielić szczęście uratowanej, pogłaskałam ją po krótko ostrzyżonych 

gęstych włosach i opuściłam Hokkein.

Szłam przez kotlinę Bogatsuru, by podziwiać niewysłowione piękno czerwieniejących 

liści   na   górze   Taisenzan.   Kotlinę   otaczały   Mimatayama,   Taisenzan,   Heijigatake   i   inne. 

Mimatayamę oglądam dziś z przeciwnej strony niż wczoraj. Dochodzę do szałasu, należącego 

do Towarzystwa Wysokogórskiego Tsukushi, ukrytego pośród krzewów andromedy, rosły tu 

również przepiękne widłaki, trochę podobne do mchu włosistego, wznoszące się na kilka cali 

nad ziemię. Spostrzegłam również borówki i dzwoneczki pierzaste. Na zboczu Taisenzan, 

pośród czerwieniejących liści, dostrzegłam czarne plamy - to podobno krzewy azalii. Niektóre 

ścielą się nisko na kilkumetrowej przestrzeni. W dolinie Bogatsuru rosną też rododendrony 

odmiany Kirishima; miejscowe miskanty są cienkie i niskie, o kłosach nie przekraczających 

jednego cala.

Dowiedziałam   się,   że   na   szczycie   góry   temperatura   spadła   do   zera,   kotlinę   zaś 

wypełnia po brzegi światło słoneczne, dodatkowo ją ogrzewają czerwieniejące liście.

Wróciłam   w   stronę   hoteliku   i   znalazłam   się   w   kotlinie   Sadokubomi   w   Przełęczy 

Stojącej Włóczni, między górami Shirakuchidake i Tatchuzan. Porośnięta więdnącymi ostami 

kotlinka kształtem przypominała wyspę Sado. Następnie zeszłam zboczem Nabewarizaka do 

Kutamiwakare,   gdzie   otworzył   się   przede   mną   widok   na   Wyżynę   Kuju.   Przecięłam 

kosodrzewinę   na   zboczu   Nabewarizaka   i   trafiłam   na   kamienistą   dróżkę.   Słyszałam   tylko 

szelest liści pod stopami.

Ponieważ nikogo nie spotkałam, miałam wrażenie, że słyszę tylko własne kroki idąc 

samotnie poprzez ogrom przyrody. Wyszłam na Kutamiwakare i tu ujrzałam Górę Shimizu, 

ozdobioną barwnymi liśćmi jesieni, które nigdy nie mogły być tak piękne jak tego dnia. Stąd 

powinnam ujrzeć pięć szczytów wulkanu Aso, lecz dziś przesłaniały je chmury. Niewyraźnie 

rysowały się w dole grzbiety Sobo i Katamuki. Wyżyna Kuju, rozciągająca się na dwadzieścia 

kilometrów,   przypomina   prerię   przechodzącą   w   pola   u   północnych   stóp   wulkanu   Aso   i 

background image

Naminogahara. Odwracam się i patrzę na południowe stoki góry Kuju, lecz jej szczyt również 

kryje   się   w   chmurach.   Przebiłam   się   przez   miskanty   o   wysokości   wzrostu   człowieka   i 

pastwiskiem dotarłam do miasteczka Kuju.

Na początku  południowego szlaku na górę Kuju stała kiedyś  świątynia  o dziwnej 

nazwie Ikaraji, czyli Świątynia Dzika, Jelenia i Wilka. Ikaraji i Hokkein to święte przybytki o 

wielosetletniej historii. Do takich świętych przybytków należą również góry Kuju. Wydaje mi 

się, że ja też przeszłam przez takie uświęcone miejsca. Dlatego jestem szczęśliwa.

W domu wuja wszyscy już usnęli, więc nie mogę siedzieć i pisać tak długo jak w 

hotelu.

Życzę Ci dobrej nocy.”

6

„W mieście Takeda, 24 października.

Kiedy pociąg linii Hohisen wjeżdża na dworzec Takeda, rozlega się melodia Księżyca 

nad   minami   zamku.  Taki   Rentaro   myśląc   z   tęsknotą   o   ruinach   tutejszego   zamku   Oka 

skomponował tę pieśń - tak przynajmniej mówią w tym mieście. Ojciec Rentaro przyjechał 

tutaj  w  1887  roku  jako  naczelnik   powiatu,   dlatego   Rentaro   uczęszczał  do  starszych   klas 

miejscowej szkoły podstawowej. Na pewno zwiedzał wtedy ruiny zamku.

Taki Rentaro zmarł w 1903 roku mając dwadzieścia pięć lat. Był starszy ode mnie 

zaledwie o trzy lata.

- Chciałabym umrzeć w dwudziestym piątym roku życia. Pamiętam, że mówiłam o 

tym z koleżankami w żeńskiej szkole. Może to nawet mówiła koleżanka, a może to były moje 

słowa, nie pamiętam.

Autor słów Księżyca nad ruinami zamku, Tsuchii Ban-sui, umarł w tym roku, dlatego 

w mieście Takeda, na terenie dawnego zamku Oka, tuż przed moim przyjazdem odbył się 

wieczór   literacki,   poświęcony   jego   pamięci.   Podobno   kompozytor   Taki   Rentaro   i   poeta 

Tsuchii Bansui spotkali się jeden raz, w Londynie. Było to dawno, jeszcze w dzieciństwie 

mojego ojca. Nie wiem, czy to spotkanie młodego poety i muzyka w obcym kraju ma jakiś 

związek z kompozycją tej pieśni. W każdym razie pozostawili po sobie piękną piosenkę. - 

Tak   utalentowane   dziecko   jak   Taki   Rentaro...   -   Przestraszyłam   się,   kiedy   nagle   o   tym 

pomyślałam. To chyba dlatego, że dziś przyjechałam do rodzinnych stron ojca, mogłam o 

czymś takim pomyśleć i mieć odwagę napisać o tym do Ciebie. Czy jednak kiedykolwiek - 

myślałeś o tym, co kobieta czuje w takich chwilach, jakieś drżenie w sercu, nie wiadomo, czy 

lęk,   czy   radość?   Czy   kiedykolwiek   przeżyłeś   taki   niepokój?   To   niespodziewane   drżenie 

powiedziało mi, że jestem kobietą. Marzyłam o tym, by ukryć to przed Tobą i wychować je 

background image

samodzielnie. Czuję się już zdecydowana - nieodrodna córka swojej matki - jakby było mi 

przeznaczone,  że dojść do tego muszę.  Dziwi Cię to? Jestem kobietą i tylko dlatego tak 

schudłam. Lecz mój niepokój nie trwał zbyt długo.

Przypomniałam sobie to drżenie z tamtych dni z pewnością dlatego, że na dworcu 

usłyszałam Księżyc nad ruinami zamku...

Skaliste góry okalają ze wszech stron ukryte w środku Takedę i rzeczułkę pluskającą 

jesienią.

Kiedy wyszłam pospacerować po miasteczku i minęłam most, pod którym «pluska 

rzeczułka jesienią», usłyszałam tę pieśń o księżycu  i postanowiłam pójść na dworzec, bo 

stamtąd dochodziła muzyka. Rzeczywiście, to tutaj puszczali płytę z tą piosenką. Wczoraj jej 

nie słyszałam, ponieważ z miasta Kuju przyjechałam autobusem, a nie pociągiem.

Rzeka przepływa przed dworcem i choć z dworca wróciłam na most, nadal słyszałam 

tę piosenkę, zatrzymałam się na chwilę, oparłam o balustradę i patrzyłam na płynącą wodę. 

Patrząc w górę rzeki na lewym brzegu widziałam domki przypominające szopy wsparte na 

palach   opierających   się   o  wielkie   głazy  na   dnie.   Ujrzałam   też   kobiety   piorące   na   skraju 

głazów. Za dworcem wznosiła się skalna ściana. Po jej zboczu spływały strużki wodospadu. 

Rosnące wyżej ponad nimi drzewa również zabarwiły się żółcią i czerwienią, choć tu i ówdzie 

pozostały jeszcze zielone liście.

Chodziłam po mieście mojego ojca z myślą o Tobie. Jego rodzinna ziemia przestała 

być dla mnie nie znana. Gdy wczoraj wieczorem tutaj przyjechałam, wcale nie wiedziałam o 

tym,  że jest to naprawdę małe miasteczko. Gdziekolwiek się ruszę, od razu natrafiam na 

skalne ściany. I wydaje mi się, że jestem w samym środku okolonym skalistymi górami.

Wczoraj wieczorem na pudełku zapałek, których używał wujek, spostrzegłam napis: 

«Góry fioletowe, wody czyste i piękne kobiety w Takeda.»

- Zupełnie jak w Kioto - powiedziałam i roześmiałam się.

-   Naprawdę   masz   rację.   Mówiliśmy   dawniej   «piękności   z   Takedy».   Od 

najdawniejszych   czasów   uprawiały   różne   sztuki,   grały   na   instrumencie   koto,   to   znów 

zajmowały się ceremonią herbacianą. Woda jest tu naprawdę czysta, a płynący koło domu 

strumyk nazywa się Ide, właśnie w tym Ide ojciec Fumiko w dzieciństwie płukał rano usta i 

mył czarki do herbaty.

W tym  miasteczku  liczącym  koło dziesięciu  tysięcy ludzi  jest kilkanaście  świątyń 

buddyjskich i blisko dziesięć sintoistycznych, więc może rzeczywiście nie darmo nazywa się 

je małym Kioto.

background image

-   Zniknęły   również   piękności   Takedy   -   powiedział   wuj   i   wyliczył   najpiękniejsze 

kobiety dawnych czasów, które wyjechały stąd do Tokio, lecz kiedy chodziłam po mieście, 

miałam wrażenie, że rzeczywiście kobiety tutejsze są bardzo ładne. Gdy podeszłam do tunelu 

na krańcu miasta, ujrzałam wysoko na skale klony o poczerwieniałych liściach, po drugiej 

stronie tunelu  skalistą  górę pokrywał  zielony mech  - na tym  tle ujrzałam  idącą  w moim 

kierunku piękną dziewczynę w białym swetrze.

Przez środek miasta biegnie asfaltowa ulica handlowa, ozdobiona z rzadka smętnymi 

dekoracyjnymi  lampionami,  lecz wystarczy skręcić w bok, by ujrzeć ciche stare miasto i 

zderzyć się zaraz ze skalną ścianą. Urwisko, bielejące magazyny i czarne parkany sprawiły na 

mnie wrażenie starego miasta, chociaż podobno Takeda spłonęła całkowicie w roku 1877 w 

czasie   wojny   Seinan.   Starych   domów   pozostało   tu   niewiele,   i   to   tylko   wyżej   w   górach. 

Wróciłam do domu wujka i zaczęłam dzielić się wrażeniami ze spaceru.

- Fumiko, naprawdę obeszłaś całe miasto, wszystkie jego zakątki? - zapytał wuj.

W   niespełna   pół   dnia   zwiedziłam   dawne   mieszkanie   Tanomury   Chikudena,   tajną 

kaplicę chrześcijańską w dawnym dworze Tabuse, Dzwon Santiago w świątyni Nakagawa, 

świątynię  Hirosę, ruiny zamku Oka, wodospad Uozumino  taki, świątynię  Hekiunji i inne 

zabytki.

Do   dziś   w   tym   mieście   są   ludzie,   którzy   o   Chikudenie   wyrażają   się   z   wielkim 

szacunkiem mówiąc Chikuden-sensei. Tą samą drogą, którą przyjechałam wczoraj z Kuju, 

przechodziły   orszaki   książęce   udające   się   do   stolicy,   a   także   wielu   twórców   kultury   z 

prowincji Bungo, między innymi  Chikuden i Hirose Tanso. Tą drogą chodził do Takedy 

również Rai San’yo, odwiedzając Chikudena. W dawnym domu Chikudena pozostał pawilon, 

w którym rozkoszowali się herbatą podczas ceremonii Chikuden i Rai San’yo. W ogrodzie 

między pawilonem a głównym budynkiem promienie słońca oświetlały pożółkłe, zwiędłe i 

połamane liście bananowca. Pożółkły również liście paulowni. Jest też przed domem kawałek 

poletka, gdzie dawniej rosły warzywa, które Chikuden podawał na stół goszcząc Rai San’yo. 

Galeria   Malarstwa   obok   tego   domu   jest   nową   budowlą,   w   której   również   kilka   pokoi 

przeznaczono na ceremonię herbacianą. Słyszałam, że podczas takich spotkań przy herbacie 

w alkowach wieszają obrazy Chikudena w stylu nanga.

Blisko dawnej willi Chikudena znajduje się również tajna kaplica chrześcijańska. Jest 

tu   dość   obszerna   jaskinia   w   ścianie   skalnej,   porośnięta   na   zewnątrz   gęstym   gajem 

bambusowym. Na Dzwonie Santiago jest napis «1612 Santiago Hospital».

W dawnych czasach pan na zamku w Takeda był chrześcijaninem.

background image

W   ogrodzie   willi   Chikudena   stoi   latarnia   ceramiczna   w   stylu   oribe,   a   dalej,   jeśli 

poszlibyśmy ścieżką pod górę i skręcili w prawo, doszlibyśmy do urwiska, lecz tym razem idę 

w lewo, by spojrzeć na dom, w którym mieszka potomek Furuta Oribe. Kiedy przechodziłam 

przed   tym   domem,   mocniej   zabiło   mi   serce.   Podobno   dawno   temu   syn   Furuty   Oribe 

przyjechał  do Takedy i zamieszkał  tutaj, prawdopodobnie w Kamidono-machi,  w dawnej 

dzielnicy samurajskiej.

Dotąd pamiętam dobrze ten szczegół. W czasie ceremonii herbacianej w Engakuji, 

gdy   po   raz   pierwszy   Ciebie   spotkałam,   herbatę   miała   Ci   przygotować   i   podać   Inamura 

Yukiko, która przedtem zapytała:

- W której czarce?

- Rzeczywiście, w której? Może w tej oribe.

Pani   Kurimoto   dodała,   że   była   to   ulubiona   czarka   Twojego   ojca,   którą   on   jej 

podarował, lecz przecież wcześniej należała ona do mojego, wtedy już nieżyjącego ojca. To 

mama odstąpiła ją Twojemu ojcu. W tej samej oribe Yukiko przygotowała herbatę, którą Ty 

wypiłeś.   Wtedy   nie   mogłam   podnieść   głowy   i   spojrzeć   na   Ciebie,   zwłaszcza   że   mama 

powiedziała ku mojemu zdumieniu:

- Ja też chciałabym się napić z tej czarki.

Może właśnie tego dnia mama wypiła truciznę swego losu?

Nie   sądziłam,   że   po   przyjeździe   do   rodzinnego   miasta   będę   tak   żywo   sobie 

przypominać   to   przyjęcie.   Jeśli   czarka   w   stylu   czarnej   oribe   jest   nadal   u   nauczycielki 

ceremonii   herbacianej,   proszę   ją   odzyskać   i   sprawić,   żeby   zaginęła   bez   wieści.   Proszę 

również uznać, że ja też zaginęłam bez wieści.

Miasteczko mojego ojca traktowałam jako krótki przystanek, dlatego je opuszczam. 

Właśnie z tego powodu tak szczegółowo pisałam o tym mieście, bo nie zamierzałam tutaj 

nigdy wracać. Słowa pożegnania z Tobą chciałam wypowiedzieć na rodzinnej ziemi ojca. Nie 

mam zamiaru wysyłać tego listu, lecz jeślibym wysłała, będzie to ostatni list ode mnie.

Z zamku Oka nic nie pozostało prócz kamiennej ściany fundamentów. Ze wzgórza, na 

którym stał zamek, jest dobry widok na okolice, mogłam więc popatrzeć na góry w pogodny 

dzień jesienny. Nad Sobo i Katamuki, a z drugiej strony nad Kuju i nad szczytem Taisenzan 

wisiały tylko lekkie obłoki. Tam właśnie znajduje się wyżyna i przełęcz, którą przechodziłam. 

To tam chyba pożegnałam się z Tobą na zawsze, tam, w cieniu sosen czy pośród miskantów 

na wyżynie. A teraz znowu mówię o pożegnaniu, co może świadczyć o tym, jak bardzo tego 

jeszcze żałuję, bo kobiecie nie przychodzi to łatwo, nawet kiedy musi odejść od mężczyzny. 

Proszę mi wybaczyć. Życzę Ci dobrej nocy.

background image

W liście z podróży napisałam, żebyś się ożenił z Yukiko, lecz naprawdę zrób, jak 

uważasz za słuszne. Ani ja, ani mama nie jesteśmy już przeszkodą krępującą Twoją swobodę. 

Nigdy już mnie nie szukaj.

Przez sześć dni w podróży pisałam wciąż o samych głupstwach, teraz wiesz jakie 

kobiety są nudne. Chciałam, żebyś mnie zrozumiał, zanim się z Tobą pożegnam, lecz słowa 

są   puste,   ponieważ   kobietę   trzeba   mieć   blisko   przy   sobie,   aby   ją   zrozumieć,   więc   moje 

pragnienie jest dziś zupełnie czym innym. Z miasta mojego ojca wyruszam w nową drogę. 

Żegnaj.”

7

Po   powrocie   z   podróży   poślubnej   Kikuji   inaczej   odebrał   sens   listów   Fumiko   niż 

prawie półtora roku wcześniej.

Na czym polegała różnica, nie wiedział. Czy rzeczywiście słowa są „puste”?

Kikuji wyszedł do ogrodu przy nowym domu i podpalił paczkę listów. Właściwie nie 

było tu żadnego ogrodu. Po prostu kawałek pustego placu ograniczał drewniany lichy parkan.

Listy zwilgotniały i nie chciały się palić.

Kikuji rozkładał kartki i wciąż je podpalał. Atrament zmienił już kolor, lecz, choć 

papier spłonął, na popiele pozostały znaki pisma.

- Palcie się, palcie, słowa.

Teraz Kikuji rzucał w płomień i palił po jednej kartce.

Co się stanie ze słowami Fumiko - zastanawiał się teraz, gdy próbował spalić jej listy. 

Uciekając od dymu  odwrócił głowę w bok. W kącie pod płotem padały ukośnie zimowe 

promienie słońca.

- Jak się udała podróż?

Kikuji poczuł nagle dreszcz, gdy na galerii rozległ się głos Kurimoto Chikako.

- Co to znaczy, tak bez słowa...?

-   Bo   nie   było   odpowiedzi.   Podobno   złodzieje   często   wybierają   mieszkania 

nowożeńców. Jeszcze nie macie służącej? Może rzeczywiście przez pewien czas lepiej tylko 

we dwoje. Yukiko na pewno dobrze sobie radzi.

- Gdzie się dowiedziałaś?

- Że tutaj mieszkacie? Diabeł diabła zawsze znajdzie.

- To ty jesteś diabłem.

background image

Również po śmierci ojca Chikako wpadała do domu bez uprzedzenia, nie czekając na 

wprowadzenie jej przez służącą, lecz jej pojawienie się w ten sam sposób w tym nowym 

domu odnowiło jego urazy.

- Jednak zmywanie w te chłody nie jest najodpowiedniejszym zajęciem dla Yukiko. 

Może pomogę jej w gospodarstwie?

Kikuji nie odwrócił się do niej.

-   Co   ty   palisz?   Czy   to   listy   Fumiko?   Część   listów   leżała   jeszcze   na   kolanach 

Kikujiego, więc Chikako z daleka nie mogła ich dostrzec. - Skoro listy od Fumiko, to na 

pewno jest ci ciepło. Dobre zajęcie.

- Podupadłem i muszę mieszkać w takim domu. I nie liczę na twoje czy czyjeś usługi. 

Nie potrzebuję.

- Wcale nie będę przeszkadzać. To ja was na samym początku połączyłam i choćby 

tylko z tego powodu jestem szczęśliwa. Jestem spokojna. Mogę pragnąć tylko jednego, żeby 

wam służyć...

Kikuji pozostałe listy włożył za pazuchę i wstał. Chikako spojrzała na Kikujiego nie 

ruszając się z galerii, a następnie jakby cofając się o krok rzekła:

- Coś takiego? Dlaczego robisz taką groźną minę? Jeszcze nawet rzeczy Yukiko nie 

zostały wyjęte z paczek i uporządkowane, dlatego chcę wam pomóc...

- Wielka mi przysługa.

- Nie chodzi o przysługę. Czy nie możesz zrozumieć mojego serca, które z dobroci 

chce wam pomagać?

Chikako bezsilnie pochyliła się i usiadła na podłodze w tym miejscu, w którym stała, 

uniosła lewe ramię i ciężko dyszała, jakby wystraszona.

-   Twoja   żona   na   pewno   pojechała   do   rodziców.   Martwili   się   na   pewno,   że   żonę 

zostawiłeś, a sam z takim pośpiechem wróciłeś.

- Czy byłaś już w domu Yukiko?

- Byłam, żeby złożyć życzenia. Przepraszam, jeśli źle postąpiłam. - Chikako patrzyła 

na Kikujiego chcąc wyczytać z jego miny coś więcej, więc Kikuji powściągnął gniew.

- Słuchaj, tę czarkę w stylu czarnej oribe masz chyba jeszcze u siebie?

- Tę, którą otrzymałam od twojego ojca? Tak, mam.

- Jeśli masz, to odstąp mi ją.

- Dobrze.

Podejrzliwe i niespokojne oczy Chikako nagle znieruchomiały ze złości.

background image

- Nie chcę rozstawać się z rzeczami twojego ojca, ale skoro nalegasz, mogę przynieść 

nawet dziś albo jutro... Będziesz zajmować się ceremonią herbacianą?

- Chcę, żebyś zaraz mi przyniosła.

- Rozumiem. Po spaleniu listów Fumiko napijesz się herbaty z czarnej czarki oribe.

Chikako   opuściła   głowę   i   wyszła   pochylona,   jakby   torowała   sobie   drogę   pośród 

zarośli.

Kikuji nie zszedł do ogrodu, lecz ręce zadrżały i trudno mu było zapalić zapałkę. 

background image

Nowa rodzina

1

Kikuji spostrzegł, że Yukiko - kobieta o żywym usposobieniu - od czasu do czasu 

siedzi przy pianinie w roztargnieniu.

W tym domu pianino zajmowało dużą część pokoju. Pochodziło ono z wytwórni, z 

którą   od   niedawna   Kikuji   utrzymywał   pewne   stosunki.   Ojciec   Kikujiego   miał   udziały   w 

firmie instrumentów muzycznych. Zakłady tej firmy okresowo zostały zamienione na fabrykę 

broni. Po wojnie jeden z inżynierów firmy muzycznej postanowił produkować pianina według 

własnego projektu, a ze względu na dawne więzi z ojcem odwiedził  Kikujiego, żeby się 

poradzić.   Stąd   też   Kikuji   zainwestował   w   to   przedsięwzięcie   pieniądze   pochodzące   ze 

sprzedaży domu.

W ten sposób do nowego domu przybył próbny egzemplarz nowej wytwórni. Swoje 

pianino Yukiko podarowała młodszej  siostrze i zostawiła  w domu  rodziców. Oczywiście, 

rodzice   mogli   kupić   młodszej   siostrze   nowe   pianino,   dlatego   Kikuji   mówił   żonie 

wielokrotnie:

- Jeśli nowe ci nie odpowiada, możesz zabrać z domu to, na którym grałaś. Mną nie 

potrzebujesz się krępować.

Kikuji widząc siedzącą bezmyślnie Yukiko przypuszczał, że po prostu nie odpowiada 

jej nowe pianino.

- To dobre pianino - Yukiko odpowiedziała z takim przekonaniem, jakby czuła się 

zaskoczona tym, co mówił jej mąż.

- Dobrze się na tym nie znam, lecz stroiciel je pochwalił, prawda?

Właściwie   to   Kikuji   wiedział,   że   nie   pianino   jest   powodem   jej   zadumy.   Zresztą 

Yukiko nie była ani gorącą miłośniczką muzyki, ani tak świetną pianistką, żeby grymasić z 

powodu marki pianina.

- Często siadasz przy pianinie i nie grasz - powiedział Kikuji. - To wygląda tak, jakby 

ci się nie podobał ten instrument.

- To co innego, nie chodzi mi o pianino.

Yukiko   odpowiedziała   szczerze   i,   jakby   chciała   o   czymś   jeszcze   mówić,   nagle 

zmieniła temat. 

- Zauważyłeś, że siedzę zamyślona i nic nie robię? Kiedy to spostrzegłeś?

Pianino stało w pokoju urządzonym w stylu europejskim obok drzwi wejściowych do 

domu, nie było więc go widać ani z bawialni, ani z pokoju Kikujiego.

background image

- U moich rodziców zawsze coś się działo, nigdy nie mogłam siedzieć bezczynnie. 

Rzadko miałam okazję do zadumy.

Kikujiemu przypomniał się jej pełen gwaru rodzinny dom, w którym mieszkali jej 

rodzice i rodzeństwo, a poza tym często przychodzili goście.

-   Jednak   kiedy   cię   spotkałem   po   raz   pierwszy,   sprawiłaś   na   mnie   wrażenie 

małomównej.

-   Tak?   A   przecież   lubię   dużo   mówić.   Gdy   byłam   z   mamą   i   siostrą,   nigdy   nie 

milczałam. Z naszej trójki zawsze ktoś mówił. Możliwe, że ja mówiłam najmniej. Zresztą 

milkłam   od   razu,   kiedy   wydawało   mi   się,   że   mama   mówi   za   dużo   w   obecności   gości. 

Słyszałeś, jak mama potrafi w towarzystwie rozmawiać, nawet ty nie mógłbyś tego znieść. 

Zresztą przy takiej matce córka łatwo zamyka się w sobie i staje się całkowitym milczkiem. 

Siostra natomiast starała się dorównać mamie.

- Mama wolałaby chyba wydać ciebie za kogoś bardziej atrakcyjnego?

- No pewnie - szczerze potwierdziła Yukiko. - Teraz w tym domu mówię dziesięć razy 

mniej niż u rodziców.

- Bo w ciągu dnia jesteś sama.

- Tak, lecz nawet kiedy wracasz do domu, też nie palę się do rozmowy.

- To prawda. Natomiast dużo mówisz na spacerach. Kikuji przypomniał sobie o tym, 

że kiedy wieczorem idą przez miasto we dwoje, Yukiko jakby zapomina o chłodzie, wciąż o 

czymś mówi z zapałem i zadowoleniem, przytula się do niego, często bierze go za rękę. Czy 

po wyjściu z domu czuje się po prostu swobodniejsza?

- Oczywiście, przecież spacerujemy we dwoje, sama prawie nie wychodzę, a przedtem 

po powrocie skądkolwiek opowiadałam mamie szczegółowo o tym, co widziałam lub robiłam 

na dworze. O tym samym opowiadałam później ojcu.

- Na pewno sprawiało mu to przyjemność. - Yukiko chwilę patrzyła na Kikujiego, a 

następnie kiwnęła głową potakująco.

- Kiedy opowiadałam ojcu, często mama słuchała po raz drugi i śmiała się ze mnie.

Yukiko, oderwana od kochającej ją rodziny i siedząca w tym ubogim jego mieszkaniu, 

nadal wydawała się Kikujiemu czymś zagadkowym.

Odkąd zaczęli razem mieszkać, Kikuji odkrył po raz pierwszy, że Yukiko ma zaledwie 

widoczny pieprzyk między rzęsami. Dopiero we wspólnym domu zwrócił uwagę na piękno 

jej połyskujących  zębów. Wzruszała go ich czystość, kiedy ją całował. Może dlatego, że 

poprzestawał na pocałunkach.

background image

Obejmując przyzwyczajoną do pocałunków Yukiko, czuł wzbierające w oczach łzy. 

Yukiko wydawała mu się kimś nad wyraz cennym i wzruszającym chyba właśnie dlatego, że 

jego pieszczoty kończyły się tylko na pocałunkach. Yukiko nie cierpiała z tego powodu ani 

nie czuła się tak rozdrażniona jak Kikuji. Nie była co prawda całkowicie nieświadoma spraw 

związanych   ze   współżyciem   małżeńskim,   lecz   pocałunki   i   uściski   okazały   się   dla   niej 

dostatecznie nowym zdumieniem, spełniającym jej oczekiwania w miłości.

Również Kikuji teraz zmieniał swoje poglądy i nieraz myślał, że tego rodzaju życie 

małżeńskie nie jest na tyle nienaturalne czy niezdrowe, żeby cierpieć z tego powodu.

Kikuji dostrzegał teraz świeżość rzeczy, nawet biel i zieleń warzyw - rzodkwi czy 

chińskiej kapusty, które Yukiko kupowała w sklepie. Czy to nie wystarczy do szczęścia? Gdy 

w starym domu mieszkał ze starą służącą, nigdy nie zwrócił uwagi na warzywa w kuchni.

- Czy nie było ci smutno, kiedy sam siedziałeś w tak dużym domu? - zapytała Yukiko, 

kiedy tutaj zamieszkali. To szczere pytanie było wyrazem troski o niego, interesowała ją jego 

przeszłość.

Kiedy Kikuji rano się budził i nie zastawał Yukiko obok siebie, robiło mu się nagle 

smutno. Zrozumiałe, że wstawała wcześniej, gdyż przygotowywała śniadanie, lecz widząc 

Yukiko obok czuł jej ciepło, dlatego starał się przebudzić i wstać wcześniej od niej. Kiedy nie 

dostrzegał Yukiko obok siebie, był nawet trochę niespokojny.

Pewnego dnia wieczorem, gdy Kikuji wrócił do domu, od razu zapytał:

- Yukiko, Yukiko, czy używasz perfum o nazwie „Prince Machiavelli”?

- O? Co się stało?

- Nic takiego, po prostu kobieta, z którą się spotkałem w fabryce w sprawie pianina, 

powiedziała, jak one się nazywają. Są ludzie, którzy mają taki dobry węch.

-   Ciekawe,   jak   mógł   przejść   zapach   na   twoje   rzeczy?   -   Yukiko   zaczęła   wąchać 

marynarkę, którą wzięła od Kikujiego, i wtedy widocznie coś sobie przypomniała.

- Ach, zostawiłam buteleczkę z perfumami w szafie na ubrania europejskie.

2

Pod   koniec   lutego   padał   deszcz,   a   kiedy   trzeciego   dnia   w   niedzielę   pod   wieczór 

przestał padać, na tle zachmurzonego nieba, z którego jakby zwisały lekkie chmury, rozlała 

się lekka, ledwie widoczna różowa łuna - właśnie w ten dzień Kurimoto Chikako przyniosła 

czarkę z czarnej oribe.

- Proszę, przyniosłam ci niezapomnianą czarkę - powiedziała i wyjęła ją z podwójnego 

pudełka i przez chwilę trzymała w obu dłoniach i przyglądała się jej. Następnie postawiła 

background image

przed kolanami Kikujiego. - Teraz najlepsza pora, żeby napić się z niej herbaty. Proszę, zwróć 

uwagę   na   rysunek,   na   młode   pędy   paproci.   Kikuji   nawet   nie   wziął   czarki   do   rąk,   żeby 

obejrzeć.

- Przynosisz, kiedy o tym zapomniałem. Prosiłem, żebyś przyniosła ją tego samego 

dnia, a ponieważ nie zrobiłaś tego, sądziłem, że już nie przyniesiesz. 

- Czarka przeznaczona jest ną wczesną wiosnę, dlaczego miałabym przynosić zimą? A 

skoro musiałam się z nią pożegnać, nic dziwnego, że żal mi było tak szybko przynosić, po 

prostu trudno mi się z nią rozstawać... Yukiko przyniosła zwykłą zieloną herbatę.

- Ach, proszę pani, przykro mi, że sprawiam kłopot - powiedziała przesadnie Chikako. 

- Czy pani przeżyła zimę bez służącej? Aż dziw, że pani wytrzymała. 

- Przez pewien czas chcieliśmy być sami - zdecydowanie odpowiedziała Yukiko, co 

zaskoczyło Kikujiego.

- Ach, przepraszam was - Chikako kiwnęła głową wyrozumiale. - Czy pani pamięta tę 

czarkę oribe? Na pewno wiąże się z nią wiele wspomnień. Nie mogłam chyba wymyślić nic 

lepszego na podarek z okazji waszego ślubu...

Yukiko pytająco spojrzała na Kikujiego.

- Proszę pani, proszę również podejść bliżej hibachi - powiedziała Chikako: - Dobrze. 

Yukiko podsunęła się bliżej Kikujiego i usiadła niemal dotykając go łokciem. Kikuji 

powstrzymał się od śmiechu i powiedział do Chikako.

- Nie, nie chcę otrzymać w prezencie, ja chcę ją kupić.

-  To niemożliwe. Dostałam ją od twojego ojca, więc nie mogłabym tobie sprzedać, 

nawet gdybym popadła w nędzę, pomyśl o tym... - prosto w twarz rzuciła mu Chikako. - 

Proszę   pani,   od   dawna   nie   widziałam,   jak   Pani   przygotowuje   i   podaje   herbatę   podczas 

ceremonii. Nie ma drugiej młodej kobiety, która by robiła to promieniując taką czystością i 

wdziękiem. Teraz przypominam sobie spotkanie w świątyni Engakuji, kiedy podawała pani w 

tej czarce herbatę Kikujiemu. Yukiko milczała.

- Proszę w tej oribe podać dziś herbatę Kikujiemu, żebym czuła, że nie na darmo ją 

tutaj przyniosłam.

-  W   domu   nie   ma   w  ogóle   przyborów   do  ceremonii   herbacianej   -  odpowiedziała 

Yukiko nie podnosząc oczu.

-   O?   Proszę   tak   nie   mówić!   Wystarczyłby   tylko   pędzel   do   rozmieszania 

sproszkowanej herbaty.

- Tak.

- Proszę uważnie posługiwać się tą czarką.

background image

- Dobrze.

Chikako badawczo popatrzyła w twarz Kikujiego.

- Pani mówi, że nic nie macie, lecz jest chyba u was dzbanuszek na wodę w stylu 

shino?

- Służy jako wazon do ikebany.

Dzbanuszka jako pamiątki po matce Fumiko Kikuji, oczywiście, nie sprzedał, lecz 

zabrał   ze   sobą   do  nowego   domu,   schował   do   szafy  i   zapomniał   o   nim.   Teraz   serce   mu 

zadrżało, gdy Chikako o nim przypomniała.

Nienawiść Chikako do Oty - jak z tego widać - jeszcze chyba nie wygasła.

Odprowadzając Chikako, Yukiko weszła do sieni.

Chikako przy bramie spojrzała na niebo i powiedziała:

- Jak to dobrze, że na całym tokijskim niebie jakby odbiły się światła miasta i zrobiło 

się cieplej - uniosła jedno ramię i kiwając się odeszła.

Yukiko nadal siedziała przy drzwiach wyjściowych domu.

- „Proszę pani”, „proszę pani”, jakoś tak sztucznie to wymawiała,  że nie mogłam 

słuchać.

- Ona jest okropna. Już chyba nie będzie przychodzić. Kikuji również zatrzymał się 

przy wejściu.

- Jednak zręcznie to powiedziała: „na całym tokijskim niebie jakby odbiły się światła 

miasta”.

Yukiko zeszła na dół do sieni, otworzyła drzwi frontowe i popatrzyła na niebo, po 

chwili chciała je zamknąć, lecz odwróciła się za siebie, zobaczyła Kikujiego wpatrzonego w 

niebo, więc się zawahała: 

- Czy można zamknąć? 

- Tak.

- Naprawdę się ociepliło.

Gdy  wrócili   do   pokoju   śniadaniowego,   spostrzegli   stojącą   nie   zapakowaną   czarkę 

oribe. Kikuji poczekał, aż Yukiko ją zapakuje, a następnie powiedział, że chciałby wyjść do 

miasta.

Poszli w stronę dzielnicy willowej na wzgórzu. Nikt tędy nie chodził, więc Yukiko 

wzięła go za rękę. Na pewno oszczędzała dłonie w czasie pracy, lecz mimo to zrobiły się 

szorstkie od zimnej wody i stwardniały. 

- Tę czarkę ma zamiar sprzedać, prawda? Nie przyjmiesz jej w podarunku? - nagle 

zapytała Yukiko. 

background image

- Tak, sprzedać.

- Tak myślałam. Przyszła, żeby nam sprzedać.

- Nie, ja sprzedam w sklepie. A pieniądze za nią mogę dać Kurimoto.

- Co, zamierzasz ją sprzedać? 

-   Słyszałaś   o   tym,   jak   to   było,   kiedy   ta   czarka   pojawiła   się   podczas   ceremonii 

herbacianej w Engakuji? Przed chwilą również Kurimoto o tym mówiła. Tę czarkę mój ojciec 

podarował Kurimoto. A przedtem należała ona do... do rodu... Ota. Taka historia wiąże się z 

tą czarką...

- Lecz mnie to nie przeszkadza. Jeśli jest wartościowa, to ją zostaw w domu.

- Nie ma wątpliwości, że jest wartościowa, ale właśnie dlatego, że jest tak cenna, 

trzeba ją sprzedać odpowiedniemu nabywcy i sprawić, żeby już na zawsze zniknęła nam z 

oczu.

Niestety,   wyrwały   się   Kikujiemu   słowa,   których   użyła   Fumiko   w   swoim   liście. 

Zgodnie zresztą z jej życzeniem przejął czarkę z rąk Kurimoto.

- Ta czarna oribe ma własne wspaniałe życie, dlatego chcę, żeby mogła nadal żyć 

niezależnie od nas. Co prawda, nie chodzi tu o niezależność od Yukiko. Rozumiesz, ta czarka 

sama w sobie jest przepiękna i nie może wywoływać niezdrowych i szalonych myśli, lecz 

nasza pamięć o niej jest godna potępienia, bo widzi tę czarkę złymi, nieczystymi oczyma. 

Chociaż mówię „my”, „nasza”, to jednak mam na myśli najwyżej pięć albo sześć osób, a 

przecież   kilkaset   osób  mogło   pielęgnować   tę  czarkę  od  jej  powstania.  Od jej   początków 

minęło chyba ze czterysta lat, więc bardzo krótko - jak na cały żywot - mieli ją Ota, mój 

ojciec i Kurimoto. To tylko cień przelotnej chmury. Niech więc znowu przejdzie do nowego 

zdrowego właściciela. I niech po naszej śmierci żyje nadal gdziekolwiek indziej niezmiennie 

piękna.

- Naprawdę? Jeśli tak myślisz, to może byłoby lepiej nie sprzedawać? Mnie ona nie 

przeszkadza.

-   Nie   żal   mi   rozstawać   się   z   tą   czarką.   Wcale   nie   jestem   do   niej   przywiązany. 

Chciałbym po prostu z tej czarki zmyć nasz brud. Niedobrze mi się robi na myśl, że mogłaby 

ona   pozostać   u   Kurimoto.   Na   przykład   podawałaby   w   niej   herbatę   w   takich   chwilach   i 

sytuacjach jak w Engakuji. Nie można roli czarki ograniczać brzydotą człowieka.

- Brzmi to tak, jakby czarka ważniejsza była od człowieka.

- Możliwe, że tak jest. Nie znam się na czarkach do herbaty, nie mogę jej teraz po 

prostu rozbić choćby dlatego, że tyle wieków przekazywali ją sobie ludzie, którzy się na niej 

znali. Wolę, żeby przepadła gdzieś bez wieści.

background image

- Wolałabym,  żebyś ją zostawił w domu, ponieważ jest naszą wspólną pamiątką - 

Yukiko powtórzyła to czystym dźwięcznym głosem. - Teraz nie znam się na jej wartości, lecz 

z czasem może coś w niej dostrzegę i będę się cieszyć... Mnie nie przeszkadza jej przeszłość. 

Czy nie będzie ci smutno, kiedy ją sobie przypomnisz?

- Nic podobnego. Taki już los tej czarki, odejść od nas i zaginąć bez wieści.

Kiedy powiedział o „losie” czarki, wspomnienie Fumiko zakłuło go w sercu.

Spacerowali około półtorej godziny, a następnie wrócili do domu.

Gdy zamierzali przenieść żar węgielny z piecyka hibachi do wpuszczonego w podłogę 

kotatsu, Yukiko chwyciła mocno Kikujiego za rękę. Chciała chyba pokazać mu, że prawa 

dłoń jest tak samo ciepła jak lewa.

- Czy zjemy ciastka, które przyniosła Kurimoto?

- Nie chcę.

- Naprawdę? Z ciastkami dostaliśmy również herbatę. Powiedziała, że otrzymała ją z 

Kioto... - Yukiko nie miała do niej cienia uprzedzenia.

Kikuji wstał, żeby schować do szafy pudełko z czarną oribe zawinięte w chustę i 

wtedy   przyszło   mu   na   myśl,   że   powinien   też   sprzedać   dzbanuszek   shino,   który   w   tym 

momencie spostrzegł w głębi pokoju.

Yukiko wytarła twarz kremem, wyjęła szpilki z włosów i przygotowała pościel do 

spania. Rozpuściła włosy i czesząc się powiedziała:

- Może ja też skrócę włosy? Czy mogę? Trochę wstydzę się pokazać kark - uniosła 

włosy i pokazała go.

Potem przybliżyła twarz do lustra, rozchyliła przyjemnie wargi i wycierała je gazą - 

widocznie trudno jej było zmyć szminkę.

Leżeli  w mroku  ogrzewając się ciepłem  swoich ciał.  Kikuji znów pogrążył  się w 

zadumie zastanawiając się nad tym, jak długo będzie jeszcze w ten sposób profanować święte 

tęsknoty. Nie można jednak chyba skalać prawdziwej czystości. Dlatego wszystko można 

wybaczyć. Czy naprawdę jest to nieosiągalne? - szukał w myśli dogodnego dla siebie ratunku.

Gdy Yukiko usnęła, Kikuji cofnął rękę, lecz było mu bardzo smutno oddalać się od 

ciepłej Yukiko. Jednak nie powinien był się żenić - gryzący żal czekał na niego: w sąsiedniej 

zimnej pościeli.

Przez dwa kolejne wieczory po całym niebie rozlewała się bladoróżowa łuna.

Kikuji wracał pociągiem do domu i patrzył na światła okien nowych budynków. I 

wydawało mu się, że są to robaczki świętojańskie. Jak gdyby wszyscy jednocześnie zapalili 

światła ciesząc się nowymi domami. Nad budynkami ukazał się księżyc bliski pełni. Gdy 

background image

Kikuji zbliżał się do domu, spostrzegł, że różową lunę coś jakby wessało na zachodzie, a 

jednocześnie pojawiła się zorza wieczorna.

Skręcając   za   róg   w   uliczkę   prowadzącą   do   domu   poczuł   niepokój,   ręką   dotknął 

wewnętrznej kieszeni marynarki i sprawdził, czy ma w niej czek. Yukiko wyszła z sąsiedniej 

bramy i pobiegła do domu, potem jeszcze raz ukazała się jej sylwetka. Yukiko nie spostrzegła 

Kikujiego.

- Yukiko! Yukiko!

Yukiko wyszła z bramy i powitała go: 

- Witam cię. Widziałeś mnie teraz? - poczerwieniała na twarzy. - Sąsiedzi przyjęli 

telefon od mojej siostry...

- Co?

Była to dla niego niespodzianka. Od kiedy sąsiedzi przyjmują do niej telefony?

- Dziś również wieczorne niebo przypominało wczorajsze. Dzisiaj było pogodniej, 

dlatego jest cieplej niż wczoraj.

Yukiko spojrzała na niebo.

Kiedy Kikuji się przebierał, wyjął z kieszeni czek i położył  na kredensie. Yukiko 

spuściła wzrok składając jego ubranie.

- Siostra powiedziała, że wczoraj w niedzielę chciała z ojcem przyjść do nas...

- Do domu?

- Tak.

- Mogli przyjść - powiedział obojętnie bez przekonania.

Nagle Yukiko zatrzymała rękę, którą czyściła spodnie Kikujiego.

- Powiedziałeś po prostu „mogli przyjść”? - zapytała jakby odpychając go od siebie. - 

Przecież nie tak dawno wysłałam list z prośbą, żeby na razie nie przychodzili.

Kikuji   niezupełnie   zrozumiał,   o   mało   co   nie   zapytał,   dlaczego   tak   zrobiła,   lecz 

spostrzegł się w porę. Yukiko po prostti boi się wizyty ojca, ponieważ wciąż jeszcze nie jest 

naprawdę jego żoną.

Yukiko po chwili spojrzała na Kikujiego.

-   Tata   chce   przyjść   do   nas.   Mógłbyś   go   zaprosić.   Kikuji   oślepiony   spojrzeniem 

Yukiko odpowiedział:

- Przecież mógłby do nas przyjść bez zaproszenia.

- Do zamężnej córki... Nie takie to wszystko proste - odpowiedziała Yukiko spokojnie, 

prawie wesoło.

background image

Może to Kikuji bardziej niż Yukiko boi się wizyty ojca? Nie zwrócił na to uwagi, 

dopóki Yukiko o tym mu nie powiedziała. Kikuji od ślubu nie zaprosił do domu ani rodziców, 

ani rodzeństwa Yukiko. Jakby zapomniał o istnieniu jej rodziny. Do tego stopnia pochłonęły 

go sprawy związane z nienormalnymi stosunkami między nim a Yukiko. Albo też nie mógł 

myśleć o nikim innym poza Yukiko.

Tylko wspomnienia Oty i Fumiko, które Kikujiego czyniły impotentem, trzymały się 

jego głowy jak urojone ćmy światła. Na mrocznym dnie w głowie Kikujiego tańczyły motylki 

- wydało mu się, że naprawdę je widzi. To nie był duch zmarłej Oty, lecz personifikacja żalu 

Kikujiego.

Lecz dzięki temu, że Yukiko poprosiła listownie ojca o to, aby do nich nie przyjeżdżał 

i powstrzymała go od odwiedzin, Kikuji zrozumiał, że Yukiko jest w duchu zakłopotana i 

cierpiąca.  Kurimoto  Chikako  również  dziwiła  się,  że  Yukiko spędziła   zimę   bez  służącej, 

jakby się bała, że służąca wyczuje jej tajemnicę małżeńską. Mimo to Kikuji nie sądził, że to 

jedynie dla oszczędzenia mu zmartwień Yukiko jest wobec niego promienna i wesoła i kryje 

w ten sposób rzeczywiste uczucia. 

Kiedy ten list wysłałaś? Ten, w którym prosiłaś ojca, żeby do nas nie przychodził? - 

zapytał Kikuji.

- Hm, może w styczniu, po siódmym?  Pamiętasz, byliśmy razem na Nowy Rok u 

rodziców.

- Tak, trzeciego stycznia.

-  Potem  minęło   jeszcze   cztery  albo   pięć  dni.   Drugiego  stycznia  rodzice  są  zajęci 

przyjmowaniem  gości,  więc tylko  młodsza  siostra  przyszła  do nas z wizytą  noworoczną, 

pamiętasz?

-  Tak.   Przyszła   powiedzieć,   żebyśmy   następnego   dnia   przyjechali   do   Jokohamy   - 

mówił Kikuji przypominając sobie. - A jednak list ze słowami „proszę nie przyjeżdżać” nie 

jest zbyt łagodny. Może powiem, żeby przyjechali do nas w przyszłą niedzielę?

- Dobrze. Tata bardzo się ucieszy. Na pewno przyprowadzi moją siostrę. Krępuje się 

przychodzić tutaj sam, może po prostu czuje się zażenowany? Dla mnie też byłoby lepiej, 

gdyby przyszedł z siostrą. To takie dziwne.

No tak,  chyba  lżej  byłoby Yukiko, gdyby  przyszła  również  siostra.  Niewątpliwie, 

Yukiko nie chce, żeby ojciec zobaczył, że jej związek małżeński z Kikujim nie jest normalny.

Yukiko napaliła w piecu pod wanną i poszła do małej łazienki, rozległ się bowiem 

szum wody, na pewno sprawdzała, czy woda ma odpowiednią temperaturę.

- Czy wykąpiesz się przed kolacją?

background image

- Tak.

Kiedy siedział w wodzie, Yukiko przez szybę zapytała:

- Co to za czek leży na kredensie?

- Ach, to pieniądze ze sprzedanej czarki oribe. Muszę go przekazać Kurimoto.

- To była taka droga czarka?

- Nie, jest tu część za nasz dzbanuszek.

- Ile dla nas przypada?

- Chyba z połowę.

- Nawet połowa to wielkie pieniądze.

- Tak, trzeba się zastanowić, na co je wydać. Czarkę oribe Yukiko znała, o niej zresztą 

rozmawiali w czasie spaceru. Lecz historii dzbanuszka shino nie znała. Yukiko nadal stała za 

szybą drzwi do łazienki.

- Może nie wydawać ich, lecz kupić za nie udziały?

- Udziały? Zaskoczyło to Kikujiego.

-   Przepraszam   -   Yukiko   otworzyła   drzwi.   -   Tata   mnie   i   siostrze   przekazał   sumę 

pieniędzy wynoszącą może połowę z tej połowy i powiedział, żebym je rozmnożyła. Więc 

powierzyłam je maklerowi giełdowemu, który do nas przychodził. Na zakup udziałów. Kiedy 

spadają ceny, nie sprzedaje ich. Czeka na wzrost ceny i wtedy zamienia na inne. Trochę mi 

już przybyło.

- Hm - Kikujiemu wydało się, że widzi jak na dłoni zwyczaje rodziny Yukiko.

- Z siostrą czytałyśmy codziennie kolumnę z wiadomościami giełdowymi.

- Teraz też masz jeszcze te udziały?

- Mam. One są wciąż u maklera, nigdy ich jeszcze nie widziałam... Nie sprzedaje, gdy 

ich cena spada, dlatego nie tracę - powiedziała naiwnie Yukiko.

- To może te pieniądze przekażemy twojemu maklerowi?

Kikuji   śmieje   się   i   spogląda   na   Yukiko.   Stała   przed   nim   w   białym   fartuszku   i 

czerwonych wełnianych skarpetkach.

- Yukiko, wejdź i ogrzej się. Zawstydziła się i spuściła swoje piękne oczy.

- Teraz przygotuję kolację - i wyszła lekkim krokiem z łazienki.

W sobotę w tym tygodniu rozpoczął się marzec.

Jutro   przyjdzie   do   nich   ojciec   i   siostra,   więc   Yukiko   po   kolacji   robiła   zakupy. 

Przyniosła owoce, a także kwiaty. Do późnej nocy sprzątała kuchnię i długo układała włosy.

background image

-   Dzisiaj   chciałam   porządnie   skrócić   włosy.   Powiedziałeś,   że   mogę   obciąć.   Ale 

pomyślałam, że tata się zdziwi, więc zrezygnowałam. Kazałam się uczesać, lecz fryzura mi 

się nie podoba. Jakaś taka śmieszna - powiedziała jakby sama do siebie.

Jeszcze w łóżku Yukiko nie mogła się uspokoić. Czyżby tak się cieszyła, że przyjdzie 

ojciec i przybędą jej nowe udziały? Kikuji poczuł jakby zazdrość, a jednocześnie nie mógł 

powstrzymać się od przypuszczenia, że jest jej po prostu smutno. Objął ją łagodnie i przytulił 

do siebie.

- Masz zimne ręce. Kikuji przytulił jej ręce do swojej piersi i objął ją za szyję. Drugą 

ręką poszukał jej ramienia przez rękaw jukaty. 

-  Opowiedz   mi   o   czymś,   Yukiko.   Yukiko   rozchyliła   wargi   i   poruszyła   głową.   - 

Łachoczesz. Kikuji odrzucił jej włosy i próbował założyć je za ucho. - Pamiętasz? Prosiłaś 

mnie w Izu, żebym ci coś opowiedział.

- Nie pamiętam.

Kikuji   nie   może   tego   zapomnieć.   Wtedy   w   ciemności   zamykając   drżące   powieki 

przypomniał sobie Fumiko, przypomniał wdowę Otę, myśląc, że w ten sposób zyska siły, 

żeby sprostać Yukiko - tak prowadził bezużyteczną walkę, chcąc zdobyć siły...

Jutro przyjdzie jej ojciec, może ta noc stanie się granicą, lecz znów przypomniała mu 

się kobiecość wdowy Oty, a jednocześnie wzrosło poczucie czystości płynące od Yukiko.

- Powiedz mi coś, Yukiko.

- Nie mam co mówić.

- O czym będziesz opowiadać jutro, gdy spotkasz się z ojcem...

- Opowiadać? Pomyślę. Tata chyba chce tylko obejrzeć nasze mieszkanie. Wystarczy 

mu, jeśli zobaczy, że szczęśliwie tu żyjemy.

Kikuji nie poruszył się, wtedy Yukiko przytuliła swą twarz do jego piersi i również 

zastygła w bezruchu.

Następnego dnia rano po dziesiątej przyjechał ojciec z drugą córką. Yukiko ruszała się 

żywo i wesoło, często śmiała się razem z siostrą. Ledwo rozpoczęli wczesny obiad, kiedy 

przyszła Kurimoto.

- Widzę, że są goście u was. Ja tylko na chwilę chcę się zobaczyć z Kikujim - rozległ 

się głos w sieni skierowany do Yukiko. Kikuji wstał i wyszedł.

- Czy sprzedałeś tę czarkę oribe? Czy po to odebrałeś ode mnie, żeby ją sprzedać? 

Więc   dlaczego   przysłałeś   mi   pieniądze?   -   zaatakowała   Chikako.   -   Od   razu   chciałam   tu 

przyjechać,   lecz   przypomniałam   sobie,   że   jesteś   w   domu   tylko   w   niedzielę,   czekałam 

niecierpliwie na ten dzień. Co prawda mogłam przyjść nocą...

background image

Chikako wyjęła z torebki list od Kikujiego.

- Zwracam twój list. Wewnątrz są pieniądze, tyle ile było, proszę sprawdzić...

- Nie, chcę jednak, żebyś je przyjęła - powiedział Kikuji.

- Dlaczego mam przyjmować? Chcesz powiedzieć, że ma być to rodzaj odstępnego?

- Nie żartuj. Przecież teraz nie mam żadnego powodu, żeby dawać ci pieniądze za 

utrzymywanie ze mną stosunków.

- No, rzeczywiście. Tym dziwniejsze dawać mi pieniądze ze sprzedaży czarki jako 

odstępne.

- To twoja czarka, dlatego posłałem ci pieniądze.

-  Przecież   wam   podarowałam,   zgodnie   z   twoim   życzeniem,   Kikuji.  Myślałam,   że 

będzie to dobra pamiątka z okazji ślubu. Dla mnie również była to pamiątka po twoim ojcu...

- Czy nie mogłabyś po prostu pomyśleć, że sprzedałaś mi ją za pieniądze? 

Oczywiście, że nie. Nawet gdybym była całkowicie zrujnowana, nie sprzedałabym 

rzeczy podarowanej przez twojego ojca, i to w dodatku tobie, powiedziałam ci przecież o tym. 

Mimo to sprzedałeś ją jakiemuś handlarzowi, prawda? Skoro upierasz się, żebym wzięła te 

pieniądze, to je wezmę i pójdę odkupić czarkę.

Kikuji teraz żałował, że szczerze napisał o tym posyłając jej pieniądze. 

Proszę, proszę wejść... To nie szkodzi, że są u nas ojciec i moja siostra z Jokohamy - 

powiedziała spokojnie Yukiko.

- Pani ojciec? Ach, naprawdę? Jak się cieszę, że mogę się z nim zobaczyć.

Chikako rozluźniła się, opuściła ramiona i pokiwała ze zrozumieniem głową.

background image

Śpiące piękności

background image

Rozdział pierwszy

- Proszę nie robić niczego w złym guście. Nie wolno na przykład wkładać palców do 

ust śpiącej dziewczyny! - ostrzega starego Eguchiego kobieta z hotelu.

Trudno ten dom nazwać hotelem, gdyż prócz pokoju wielkości ośmiu mat, w którym 

Eguchi rozmawiał z kobietą, na piętrze mogły znajdować się najwyżej dwie sypialnie, dół zaś 

wydaje się jeszcze mniejszy, i chyba tam nie ma pokoi dla gości. Nie ma też hotelowego 

szyldu.   Zresztą   ze   względu   na   tajemnicę   tego   domu,   szyldu   chyba   wywiesić   nie   mogą. 

Wewnątrz panuje absolutna cisza. Starzec Eguchi nie spotkał tu nikogo prócz tej kobiety, 

która wprowadziła go przez bramę zamykaną na klucz i teraz z nim rozmawia, nie wiedział 

zresztą,   czy   jest   tu   gospodynią,   czy   po   prostu   osobą   zatrudnioną.   Przyszedł   dziś   po   raz 

pierwszy. I lepiej, żeby nie zadawał zbytecznych pytań.

Kobieta była drobna i choć liczyła sobie ponad czterdzieści lat, jej głos brzmiał raczej 

młodzieńczo,   gdy   mówiła   jakby   celowo   spokojnie   i   beznamiętnie.   Poruszała   cienkimi 

wargami prawie nie otwierając ust, nie patrzyła też w twarz rozmówcy. Lecz w jej czarnych  

źrenicach   kryło   się   coś,   co   rozpraszało   jego   podejrzliwość,   co   więcej,   ona   również   nie 

przejawiała   szczególnej   ostrożności,   zachowywała   spokój   osoby   przyzwyczajonej   do 

warunków, w których się znajduje. Gdy w żeliwnym kociołku, zawieszonym nad grzejnikiem 

hibachi   zrobionym   z   drzewa   pawlowni,   zagotowała   się   woda,   kobieta   zaparzyła   herbatę; 

jakość   tej   zielonej   herbaty,   sposób   jej   przygotowania   były   -   jak   na   miejsce   i   sytuację   - 

zdumiewająco dobre, co jeszcze bardziej rozbroiło i uspokoiło Eguchiego. We wnęce wisiał 

obraz Kawai Gyokudo - przypuszczalnie reprodukcja - przedstawiający wioskę w górach, 

emanujący ciepłem czerwieniejących liści klonów. Nic nie wskazywało na to, że pokój ten 

kryje jakieś tajemnice.

-   I   proszę   również   bardzo   uprzejmie,   żeby   pan   nie   próbował   budzić   dziewczyny. 

Ponieważ   na   pewno   nie   otworzy   oczu,   choćby   pan   nie   wiem   jak   się   starał...   Śpi   snem 

głębokim i o niczym nie wie - powiedziała z naciskiem kobieta. - Będzie spała cały czas, 

niczego nieświadoma od początku do końca. Nawet tego, w czyim towarzystwie spędziła tę 

noc... Ale proszę się tym nie przejmować.

Eguchi nie powiedział nic o rodzących się w nim najrozmaitszych wątpliwościach.

-   To   piękna   dziewczyna!   Przy   tym   przyjmuję   tylko   takich   gości,   którym   mogę 

spokojnie zaufać.

- Która godzina?

- Za piętnaście jedenasta.

background image

- To już pewnie pora. Wszyscy starsi ludzie wcześnie chodzą na spoczynek, rano 

wcześnie wstają, może pan w każdej chwili...

Kobieta wstała i otworzyła kluczem drzwi do sąsiedniego pokoju. Była mańkutem, 

zresztą nie wiedział, czy na pewno, ale tym razem posłużyła się lewą ręką. Nic szczególnego 

w tym nie było, lecz Eguchi wstrzymał oddech śledząc ruchy kobiety otwierającej drzwi. 

Kobieta wsunęła tylko głowę do środka i popatrzyła. Niewątpliwie nawykła również do tej 

czynności, a jej plecy zwrócone w tę stronę wyglądały normalnie, lecz Eguchi dostrzegł w tej 

sylwetce   coś   osobliwego.   Na   pasie   obi   ujrzał   dziwnego   dużego   ptaka   na   tle   deseniu 

skomponowanego   z   bębnów.   Nie   znał   takiego   ptaka.   Zastanawiał   się,   dlaczego   temu 

stylizowanemu ptakowi przydano tak fotograficznie wierne oczy i łapki. Oczywiście, nie o to 

chodzi, że ptak wywarł na nim jakieś niesamowite wrażenie, po prostu wzór sam w sobie był 

nieudany i gdyby chcieć zawrzeć w jednym szczególe nieprzyjemne cechy sylwetki kobiety 

odwróconej plecami, należałoby po prostu przywołać na myśl tego ptaka. Tło dla deseniu 

stanowił bladożółty,  prawie biały materiał. W sąsiednim pokoju panował chyba  półmrok. 

Kobieta  zamknęła  drzwi nie przekręcając klucza w zamku, klucz zaś położyła  na stoliku 

przed Eguchim. Ani wyraz jej twarzy, ani ton głosu nie wskazywały, że przeprowadza po 

prostu inspekcję pokoju.

- Tu jest klucz. Życzę panu dobrej nocy. Gdyby trudno było panu zasnąć, znajdzie pan 

środek nasenny pod poduszką.

- Czy nie ma tu jakiegoś europejskiego trunku?

- Nie ma. Nie podajemy alkoholu.

- Wystarczyłaby choćby kropla na sen.

- Niestety.

- Czy dziewczyna jest w sąsiednim pokoju? 

- Już mocno śpi i czeka tam na pana.

- Tak? - Eguchi poczuł się trochę zaskoczony. Kiedy dziewczyna mogła wejść do tego 

pokoju? Jak długo tam śpi? Czy kobieta zajrzała do pokoju po prostu po to, żeby sprawdzić, 

czy dziewczyna śpi? Eguchi słyszał o tym od starszego znajomego, który już bywał w tym 

domu, ale kiedy tu przyszedł, nie mógł jakoś w to wszystko uwierzyć.

- Tutaj się pan przebierze? Widocznie miała mu pomagać. Eguchi milczał.

- Słychać szum fal. I wiatr...

- Szum fal?

- Dobranoc  panu  - powiedziała  kobieta  i  wyszła.   Gdy  starzec  Eguchi   został  sam, 

rozejrzał się po pokoju wielkości ośmiu mat i nie dostrzegł w nim żadnych niespodzianek ani 

background image

tajemnic, następnie wzrok zatrzymał na drzwiach prowadzących do sąsiedniego pokoju. Były 

to drzwi cedrowe, szerokości około jednego metra. Wstawiono je chyba później, na pewno 

nie pochodziły z czasów, w których ten dom budowano. Po zastanowieniu się uświadomił 

sobie, że również ścianę postawiono tu w miejsce przesuwanego przepierzenia po to, aby 

powstał   ten   tajemniczy   pokój   „śpiących   piękności”.   Kolor   tej   ściany   dostosowano   do 

pozostałych, ale na pewno był świeższy.

Eguchi wziął do ręki klucz pozostawiony przez kobietę. Był to bardzo prosty klucz. 

Skoro wziął go do ręki, mogłoby to znaczyć, że jest już gotów wejść do sąsiedniego pokoju, 

lecz   pozostał   na   miejscu.   Kobieta   mówiła   prawdę:   fale   huczały   coraz   donośniej.   Chyba 

uderzały o stromą skałę. Wydało mu się, że dom stoi na jej krawędzi. Wiatr głośnym szumem 

zwiastował zbliżającą  się zimę.  Może to tylko  ten dom wywoływał  nastrój  nadchodzącej 

zimy, a być może sprzyjał temu stan ducha starego Eguchiego, bo przecież wcale jeszcze nie 

było tu zimno nawet przy jednym grzejniku hibachi. Zresztą klimat w tej okolicy jest też 

dosyć ciepły. Wiatr nawet nie strąca wszystkich zeschłych liści. Ponieważ Eguchi przyszedł 

tu nocą, nie mógł zobaczyć, co jest dokoła domu, ale zapach morza czuł wyraźnie. Minął 

bramę i wszedł do rozległego ogrodu, w którym rosły głównie wielkie sosny i klony. Na tle 

mrocznego nieba rysowały się ostro igły. Dom był chyba kiedyś czyjąś willą letniskową.

Eguchi nie odkładając klucza zapalił papierosa, pociągnął kilka razy i zgasił go w 

popielniczce,  drugi natomiast  dopalił  do końca. Zawładnęła  nim raczej  ostra świadomość 

nieprzyjemnej pustki niż chęć zakpienia z własnego niepokoju. Eguchi zazwyczaj zasypiał po 

wypiciu  paru  łyków  whisky,  ale  sen miał  raczej  płytki,  często miewał  nieprzyjemne,  złe 

widzenia.   Poetka,   która   młodo   umarła   na   raka,   napisała   w   jednym   z   wierszy,   że   w 

bezsenności „noc ma jej do zaofiarowania same ropuchy, czarne psy, topielców”. Słowa te 

zrobiły na nim takie wrażenie, że raz je przeczytawszy nie mógł ich już nigdy zapomnieć. 

Teraz też przypomniał sobie ten wiersz. Przyszło mu nawet na myśl, że śpiąca - czy raczej 

uśpiona   -   w   sąsiednim   pokoju   dziewczyna   należy   może   do   rodzaju   owych   „topielców”, 

zawahał się więc, czy ma tam wejść czy nie. Nie zapytał, czym dziewczynę uśpiono, ale nie 

miał wątpliwości, że sztucznie została wprowadzona w stan omdlenia, straciła świadomość i 

nie wie, co się dzieje dokoła niej; chyba dlatego ma szarą ołowianą skórę jak u narkomanów, 

podkrążone oczy, wystające żebra, widoczne pod wychudłym zwiędłym ciałem. Może jest 

zimna,   wzdęta   i   opuchnięta.   Może   cicho   pochrapuje,   pokazując   przez   otwarte   usta 

zaczerwienione   dziąsła.   W   sześćdziesięciosiedmioletnim   życiu   starca   Eguchiego   były, 

oczywiście, również szkaradne noce z kobietami. I właśnie te noce najtrudniej jest zapomnieć. 

Nie chodzi tu o szkaradny wygląd fizyczny, lecz o to, co rodzi się z nieszczęsnych wypaczeń 

background image

życia kobiety. Dożywszy tych lat Eguchi nie chciałby do tego rodzaju szpetnych spotkań z 

kobietami dołączyć jeszcze jednego. Tak to Eguchi myślał, kiedy był już w tym domu o krok 

od nowego spotkania. Lecz z drugiej strony, co może być bardziej szkaradnego od starego 

mężczyzny,  który zamierza  spędzić noc leżąc obok uśpionej dziewczyny  nie mogącej  się 

rozbudzić? Czyż Eguchi nie przyszedł jednak do tego domu w poszukiwaniu kwintesencji 

starczej szpetoty?

Kobieta mówiła o gościach, którym może zaufać, wydaje się więc, że wszyscy, którzy 

tu przychodzą, są godni zaufania. Takim też był starzec, który poinformował Eguchiego o 

tym domu. Stary człowiek, który już przestał być mężczyzną. Pewnie myślał, że również 

Eguchi jest w tym samym stanie starczej słabości. Prawdopodobnie kobieta w tym domu 

przyzwyczaiła się do obsługiwania jedynie takich staruszków i dlatego ani nie patrzyła na 

Eguchiego ze współczuciem, ani nie przejawiała chęci do wypytywania go o cokolwiek. Lecz 

stary Eguchi dzięki temu, że mógł w dalszym ciągu zażywać rozkoszy życia, nie należał 

jeszcze  do tych,  których  kobieta  nazywa  „gośćmi  godnymi  zaufania”;  mógł  się jednak z 

własnej woli przystosować do warunków. Zwykle zależało to od nastroju, miejsca i partnerki. 

Jednak szpetota starości dokuczała mu coraz mocniej. Czuł, że nędzny żywot starych ludzi, 

odwiedzających ten dom, wkrótce stanie się jego udziałem. O tym świadczą chociażby jego 

dzisiejsze   odwiedziny.   Eguchi   nie   miał   więc   najmniejszego   zamiaru   łamania   brzydkich 

zakazów, żałosnych zakazów narzucanych tu starym mężczyznom. Skoro nie zamierza ich 

łamać, więc nie złamie.

Można by chyba ten dom nazwać tajnym klubem starych mężczyzn, niemniej liczba 

członków jest chyba niewielka, Eguchi natomiast nie przyszedł tu w tym celu, żeby potem 

ogłosić   światu   grzechy   tego   klubu,   ani   burzyć   jego   obyczaje.   Ciekawość   zresztą   też   nie 

działała  tak mocno  na jego wyobraźnię  jak dawniej, co zresztą jest już objawem niedoli 

starości.

- Są również tacy goście, którzy mówią, że mają przyjemniejsze sny, kiedy śpią tutaj. 

Niektórzy mówią, że wspominają tu młodzieńcze lata.

Starzec   Eguchi   przypominał   sobie   te   słowa   kobiety,   ale   mimo   to,   gdy   otworzył 

cedrowe drzwi prowadzące  do sąsiedniego  pokoju, na  jego twarzy nie pojawił się  żaden 

grymas, nawet gorzkiego śmiechu.

- Aa!

To   karmazynowe   zasłony   z   welwetu   tak   go   zaskoczyły.   Ich   głęboką   czerwień 

podkreślał   półmrok   pokoju.   Miał   wrażenie,   że   przed   zasłoną   unosi   się   warstwa   białego 

światła, że stawia teraz krok prowadzący w krainę złudzeń. Zasłony wisiały na wszystkich 

background image

czterech ścianach. Cedrowe drzwi również osłaniała kotara, której brzeg tylko nieco zebrano i 

przewiązano. Eguchi zamknął drzwi na klucz i zaciągając za sobą kotarę spojrzał na śpiącą. 

Nie udawała, oddychała głęboko, pogrążona we śnie. Niespodziewane piękno tej dziewczyny 

oszołomiło starca. Zaskakująca była nie tylko jej uroda. Zdumiała go również jej młodość. 

Leżała na lewym boku, zwrócona twarzą do niego, rysowała się przed nim tylko jej głowa, 

reszty ciała nie mógł teraz zobaczyć, ale sądził, że liczy sobie nie więcej niż dwadzieścia lat. 

W piersi Eguchiego zabiło jakby jeszcze jedno serce.

Dziewczyna prawą dłoń trzymała na krawędzi kołdry, lewą rękę natomiast wyciągała 

chyba   ukośnie   od   siebie,   duży   palec   prawej   ręki   krył   się   pod   jej   policzkiem,   czubki 

pozostałych   palców   leżały   na   poduszce   wzdłuż   policzka,   złagodzone   snem,   przyjemnie 

zaginały   się   do   wewnątrz,   nie   były   jednak   zgięte   na   tyle,   by   nie   dostrzec   czarujących 

dołeczków u ich nasady. Ciepła czerwień lekko barwiła opuszki. Ręka była jednak gładka i 

biała.

- Śpisz? Nie wstajesz? - zapytał starzec Eguchi jakby tylko po to, żeby dotknąć jej 

ręki, którą ujął w dłoń i lekko potrząsnął.

Wiedział, że dziewczyna się nie obudzi. Trzymając jej rękę patrzył na twarz, zadając 

sobie pytanie, co to za dziewczyna. Brwi chyba nigdy jeszcze nie malowała, rzęsy były równe 

i harmonijne. Uderzył go nagle zapach dziewczęcych włosów.

Po   chwili   usłyszał   głos   fal   bijących   o   brzeg   mocniej   niż   przedtem   -   dziewczyna 

poruszyła jego serce. Zdecydował się od razu i przebrał. Dopiero teraz spostrzegł, że światło 

wpada   do   pokoju   z   góry,   podniósł   więc   wzrok:   światło   elektryczne   prześwitywało   przez 

japoński papier w dwu okienkach pod sufitem. „Czy światło jest korzystne dla karmazynu 

welwetowych zasłon, czy kolor welwetu zabarwia cerę dziewczyny i upodabnia ją do pięknej 

zjawy?”   -   zastanawiał   się   Eguchi   z   niepokojem   serca,   choć   zachowywał   się   nadzwyczaj 

spokojnie.   Ale   kolor   nie   był   dostatecznie   silny,   by   pokryć   lica   dziewczyny.   Gdy   oczy 

przywykły do tego światła, okazało się, że w pokoju jest za jasno, przyzwyczaił się bowiem 

spać  w ciemności,  lecz  górnych  świateł  widocznie  nie  można  tu wygasić.  Spostrzegł,  że 

kołdra jest w dobrym gatunku. 

Eguchi wsunął się cicho pod kołdrę, bojąc się, żeby nie obudzić dziewczyny, która 

zresztą nie powinna się obudzić. Dziewczyna była chyba zupełnie naga. Nie zareagowała, nie 

zrobiła najmniejszego nawet ruchu, nie zakryła piersi, ani nie zacisnęła ud w chwili, gdy 

wchodził   pod   wspólną   kołdrę.   Młode   kobiety   reagują   szybko   podświadomie,   mimo 

głębokiego snu, lecz tym razem nie był to zwykły sen, Eguchi o tym wiedział, a mimo to 

położył się tak, żeby nie dotknąć jej ciała i jej nie obudzić. Kolana miała wysunięte nieco do 

background image

przodu, więc Eguchi nie mógł położyć się wygodnie. Nie patrząc na nią wiedział, że we śnie 

nie zajmuje pozycji obronnej, nie opiera prawego kolana o lewe, przeciwnie, prawe kolano 

trzyma cofnięte do tyłu, lewą nogę zaś wyprostowaną. Ramiona i biodra tworzyły różne kąty 

w stosunku do zgiętego tułowia śpiącej na boku. Dziewczyna nie była zbyt wysoka.

Dłoń, którą poprzednio starzec Eguchi ujął palcami i przez chwilę trzymał, spała snem 

głębokim - opadła bezwładnie, kiedy ją wypuścił. Gdy podciągnął poduszkę, ręka osunęła się 

na   materac.   Eguchi   oparł   się   o   poduszkę   łokciami   i   przypatrując   się   dziewczęcej   ręce 

wymamrotał: - Całkiem jak zwierzątko. - Od początku nie miał wątpliwości, że żyje, że jego 

słowa   oznaczają   po   prostu   zachwyt   nad   czarującym   wyglądem   tej   ręki,   ale   kiedy   już   to 

wypowiedział, po słowach pozostał jakiś złowieszczy pogłos. Uśpiona i niczego nieświadoma 

dziewczyna,  choć nie zakończyła  życia,  utraciła  je na jakiś czas, pogrążona w bezdennej 

głębi. Nie ma takich rzeczy, jak żywe lalki, więc nie zamieniła się ona w żywą lalkę, ale żeby 

nie zawstydzać starego człowieka, który przestał być mężczyzną, została przeistoczona w 

żywą  zabawkę, gdyż  dla tego rodzaju starych  mężczyzn  jest ona mimo  wszystko samym 

życiem. Żywą istotą, której mogą dotykać z ufnością W starczych oczach dalekowidza ręka 

dziewczyny, leżąca tuż przed jego obliczem, była jeszcze subtelniejsza i piękniejsza. Wyczuł 

jej gładkość w dotyku, ale nie mógł zobaczyć delikatnej skóry.

Oczy   starca   dostrzegały   tę   samą   ciepłą   czerwień   w   małżowinie   uszu,   co   w 

koniuszkach palców. Widział poprzez włosy. Czerwień oskarżała starca świeżością aż do bólu 

w   piersi.   Eguchi   początkowo   podrażniony   zwykłą   ciekawością   przybłąkał   się   do   tego 

tajemniczego domu i wydało mu się, że starsi od niego mężczyźni przychodzą tutaj z większą 

radością   i   większym   niż   on   smutkiem.   Dziewczyna   miała   długie   włosy.   Kto   wie,   może 

zachowała ich naturalną długość po to, by starzy mężczyźni mogli się nimi bawić. Eguchi 

położył   głowę   na   poduszce   i   uniósł   nieco   włosy   odkrywając   jej   ucho.   Przed   oczyma 

zamajaczył biały kosmyk. Jej szyja i kark tchnęły niewinną świeżością. Nie miały one jeszcze 

krągłości ciała dojrzałej kobiety. Starzec przeniósł wzrok i rozejrzał się po pokoju. Tylko jego 

ubranie leżało tu w nieładzie na tacy, nigdzie nie dostrzegł garderoby, którą zdjęła z siebie 

dziewczyna. Może kobieta je zabrała, lub - co było równie prawdopodobne - dziewczyna 

weszła do tego pokoju całkowicie naga - na samą myśl o tym Eguchi zadrżał. Ktoś mógł ją 

dokładnie   obejrzeć.   Zresztą   nie   ma   teraz   powodu   do   obaw,   przecież   już   wie   o   tym,   że 

dziewczyna została w tym celu uśpiona, lecz Eguchi przykrył jej obnażone ramię kołdrą i 

zamknął oczy. W unoszącym się zapachu poczuł nagle zapach dziecka. Była to mleczna woń 

niemowlęcia ssącego pokarm z piersi. Słodkawa i mocniejsza od zapachu dziewczyny.

background image

-   To   niemożliwe.   -   Trudno   mu   było   nawet   sobie   wyobrazić,   że   dziewczyna   już 

urodziła dziecko, a z nabrzmiałych piersi sączy się teraz mleko. Eguchi jeszcze raz się jej 

przyjrzał, poczynając od czoła i policzków po dziewczęcą linię podbródka i szyję. Mimo że 

po tym mógł już poznać i nie mieć wątpliwości, uniósł następnie kołdrę zakrywającą jej 

ramiona. Oczywiście, te piersi nie miały jeszcze pokarmu. Dotknął lekko palcami - nawet nie 

były   wilgotne.   Poza   tym   jeśli   wobec   tej   nie   mającej   jeszcze   dwudziestu   lat   dziewczyny 

określenie  „pachnąca  mlekiem  matki”  nie byłoby  błędne, to  jednak  skąd  jej ciało  mogło 

wydzielać woń charakterystyczną dla niemowlęcia? W rzeczywistości był to zapach kobiety. 

Lecz mimo tego Eguchi w tym momencie poczuł woń niemowlęcia ssącego jeszcze piersi 

matki, to pewne. Czy było to tylko chwilowe złudzenie? Skąd takie złudzenie? - zadawał 

sobie  wciąż pytania,  ale odpowiedzi  nie znajdował: prawdopodobnie zapach  niemowlęcia 

wypływał ze szczeliny jego własnego pustego w tej chwili serca. Zastanawiając się nad tym, 

pogrążył   się   w  nastroju  osamotnienia   przeplecionym   nutką   żalu.   Choć   raczej   mroziła   go 

posępność starości niż samotność i żal. Po chwili zmieniła się ona w poczucie żalu, następnie 

w czułość wobec dziewczyny, która emanowała ciepłym zapachem młodości. I oto nagle od 

ciała   dziewczyny   zaczęła   napływać   ku   niemu   muzyka   rozpraszająca   dręczące   go   dotąd 

poczucie winy. Była to muzyka przepełniona miłością: Eguchi rozejrzał się po otaczających 

go   ścianach,   jakby   chcąc   stąd   uciec,   lecz   spowity   dokoła   welwetowymi   zasłonami   nie 

dostrzegł  chyba  nigdzie wyjścia. Karmazynowy welwet, wchłaniając światło z sufitu, był 

miękki i absolutnie nieruchomy. Szczelnie zamykał w sobie uśpioną dziewczynę i starca.

- Nie zbudzisz się? Nie wstaniesz? - starzec potrząsnął ją za ramię, następnie uniósł 

głowę i znów pytał: - Nie wstaniesz? Nie wstaniesz?

Pchnęło   go   do   tego   uczucie   do   dziewczyny,   wzbierające   w   jego   sercu.   Nadeszła 

nieoczekiwanie chwila, gdy starzec nie mógł już znieść tej sytuacji, w której dziewczyna śpi, 

nic nie mówi, nie zna jego twarzy ni głosu, nie zna niczego, co się tu dzieje, i nie wie, iż 

mężczyzna Eguchi jest razem z nią. Nawet najmniejsza cząstka jego istnienia nie dociera do 

niej. Dziewczyna nie obudzi się, jej uśpiona głowa ciąży na dłoni starca nieruchomo, tylko jej 

lekko przymrużone brwi mógł przyjąć jako jedyną oznakę życia. Nagle Eguchi przestał ruszać 

ręką. Lecz jeśli dziewczyna miałaby się obudzić od lekkiego poruszenia, wówczas tajemnica 

tego domu, którą Kiga, przedstawiając Eguchiemu to miejsce, opisał jako „spanie z tajemnym 

Buddą”, uległaby szybko ujawnieniu. Właśnie dla starych mężczyzn, „którym można zaufać”, 

spanie   z   dziewczyną   absolutnie   nie   mogącą   się   obudzić,   było   taką   pokusą,   przygodą   i 

radością, jakiej mogli zaufać. Kiga powiedział Eguchiemu, że tylko wtedy czuje, że żyje, 

background image

kiedy znajduje się obok uśpionej dziewczyny. Dostrzegłszy coś czerwonego na więdnącym 

mchu w jesiennym ogrodzie przy domu Eguchiego, zapytał:

- Co to jest?- I poszedł sprawdzić. Były to czerwone owoce aoki. Wiele z nich leżało 

na ziemi. Kiga podniósł tylko jeden i obracając go w palcach opowiadał o tajemnicy tego 

domu. Dodał, że odwiedza go, gdy nie może już wytrzymać smutków starości.

-   Wydaje   mi   się,   że   to   już   daleka   przeszłość,   gdy   ostatni   raz   rozczarowałem   się 

kobietą. Wiesz, ktoś wymyślił dom, w którym usypia się kobiety tak, że nie mogą się obudzić. 

Może właśnie te śpiące, nie mówiące i nie pytające o nic dziewczęta mówią o wszystkim i 

chętnie wysłuchują wszystkiego tego, co mają na duszy starzy ludzie, którzy - jako mężczyźni 

- nie mogą już być partnerami dla kobiet? 

Eguchi teraz po raz pierwszy spotyka się z taką kobietą. Dziewczyna na pewno już 

wiele   razy   towarzyszyła   tu   starym   mężczyznom.   Wszystko   im   powierzyła,   nieświadoma 

niczego, w stanie tak silnego zamroczenia, jakby śmierci tymczasowej, leżała na boku z miną 

niewinnego dziecka, oddychając spokojnie. Jedni zapewne pieścili każdą cząstkę jej ciała, 

inni natomiast szlochali nad swoim losem. Ani o jednych, ani o drugich dziewczyna nic nie 

wiedziała. Lecz z tą myślą Eguchi  nie mógł się pogodzić. Nawet wyjmując rękę spod jej 

głowy   starał   się   czynić   to   tak   ostrożnie,   jakby   miał   do   czynienia   z   łatwo   tłukącym   się 

przedmiotem - z drugiej strony nie opuszczała go chęć rozbudzenia jej gwałtem.

Gdy ręka Eguchiego wysunęła się spod głowy, dziewczyna odwróciła lekko twarz, 

jednocześnie poruszyło się jej ramię - teraz leżała płasko na plecach zwrócona twarzą do 

góry. Eguchi cofnął się, myśląc, że dziewczyna się obudzi. Nos i usta dziewczyny w świetle 

padającym   z   sufitu   zajaśniały   młodością.   Poruszyła   lewą   ręką   i   przeniosła   ją   ku  twarzy. 

Wydawało się, że zamierza wskazujący palec włożyć do ust, więc Eguchiemu przyszło na 

myśl,  że może zwykle  śpi w ten sposób, z paluszkiem w buzi, ale okazało się, że tylko  

dotknęła lekko warg. Jednak wargi rozluźniły się ukazując zęby przez wąską szparkę. Dotąd 

oddychała   przez   nos,   teraz   zaczęła   oddychać   ustami,   oddech   jakby   uległ   trochę 

przyspieszeniu. Eguchi myślał, że może dziewczyna cierpi. Zdecydował, że jednak nie, lecz 

ponieważ miała wargi lekko rozchylone, zdawało mu się, że na usta zabłąkał się uśmiech. 

Odgłos fal bijących w wysoki brzeg znowu przybliżył się do uszu Eguchiego. Szum cofającej 

się wody świadczył, iż u podnóża urwiska były wysokie skały. Uwięziona w głazach woda 

odpływała z pewnym opóźnieniem. Oddech z ust dziewczyny był mocniejszy niż z nosa. Nie 

miał   jednak   zapachu   mleka.   Gdy   starzec   zaczął   się   zastanawiać   i   dziwić,   skąd   tak 

nieoczekiwanie pojawił się ten zapach, doszedł do wniosku, że mógł on po prostu świadczyć 

o tym, iż poczuł w tej dziewczynie kobietę.

background image

Starzec   Eguchi   ma   wnuków   pachnących   mlekiem   matki.   Nagle   w   wyobraźni 

zamajaczyły ich sylwetki. Faktycznie, jego córki powychodziły za mąż i mają teraz dzieci, 

więc nie tylko nie zapomniał czasu, gdy jego wnuczęta pachniały mlekiem, lecz także nie 

zapomniał i o tym, jak pieścił je w ramionach. A może to ich zapach odżył dziś nagle jako 

upomnienie? Nie, był to raczej zapach jego serca, współczującego śpiącej dziewczynie. 

Eguchi również położył się na plecach tak, żeby nie dotknąć dziewczyny, i zamknął 

oczy.   Może   powinien   połknąć   środek   nasenny   znajdujący   się   pod   poduszką.   Na   pewno 

proszek nie jest taki silny, jak dostała dziewczyna, musi się więc obudzić wcześniej od niej. 

W przeciwnym razie tajemnice i uroki tego domu nie przetrwałyby długo. Eguchi rozwinął 

paczuszkę   wyjętą   spod   poduszki   i   znalazł   w   niej   dwie   białe   tabletki.   Jeśli   zażyje   jedną, 

zapadnie w półsen, po dwóch zaśnie snem twardym jak śmierć. Może tak byłoby najlepiej - 

gdy   przyglądał   się   tabletkom,   nieprzyjemne   wspomnienia   związane   z   mlekiem   z   piersi, 

szalone wspomnienia powróciły do świadomości.

-  O?   czuć  mlekiem.  Czy  to  zapach   piersi  matki?   Zapach  niemowlęcia!  -  Kobieta 

składająca marynarkę, którą zdjął Eguchi, zmieniła się na twarzy i wpatrywała się w niego z 

wyrzutem. - To twoje dziecko, prawda? Przed wyjściem z domu miałeś dziecko na rękach, 

prawda? Nie mam racji?

Kobieta zawołała: „To okropne! Jesteś okropny!” Wstała, jej ręce zadrżały nerwowo i 

rzuciła w niego ubraniem. „Nienawidzę cię! Żeby pieścić dziecko tuż przed spotkaniem ze 

mną!” Jej głos, donośny i ostry, jeszcze groźniejszy wyraz twarzy. Była gejszą, z którą od 

pewnego czasu utrzymywał  zażyłe  stosunki. Choć wszystko  o nim wiedziała, i o żonie i 

dzieciach, zapach niemowlęcia wywołał u niej gwałtowny wybuch nienawiści, rozpalił w niej 

zazdrość. Stosunki między nim a gejszą od tego incydentu znacznie się pogorszyły.

Woń, której nie lubiła gejsza, przeniosła się na jego ubranie z najmłodszego jego 

dziecka,   jeszcze  niemowlęcia.   Eguchi  miał  dziewczynę   przed  ślubem.   Jej   rodzice  zaczęli 

patrzeć na nich coraz surowiej, więc ich spotkania - nawet tak rzadkie - przebiegały burzliwie. 

Pewnego   razu   gdy   wypuścił   dziewczynę   z   objęć,   dokoła   jej   brodawki   sączyła   się   krew. 

Eguchi przestraszył się, lecz jakby nic się nie zdarzyło, przytulił się do niej znowu i delikatnie 

zlizał   krew.   Odurzona   pieszczotami   dziewczyna   nic   o   tym   nie   wiedziała.   Gdy   minęło 

szaleństwo i gdy Eguchi jej o tym powiedział, okazało się, że nie czuła bólu.

Tak daleko były te dwa zdarzenia, aż dziwne, że teraz wróciły. Czy naprawdę dlatego 

poczuł nagle zapach pokarmu niemowlęcia na widok śpiącej dziewczyny, że drzemały w nim 

tego rodzaju wspomnienia? To prawda,. że były bardzo odległe od chwili obecnej, ale - jeśli 

się tak zastanowić - wspomnienia może nie dadzą się podzielić na dalekie i bliskie tylko w 

background image

zależności od tego, czy są dawne, czy nowsze. Sprawy z dzieciństwa sprzed sześćdziesięciu 

lat, mogą być barwniejsze i świeższe w pamięci i wspomnieniu od zdarzeń wczorajszych. 

Czyż tak się nie dzieje wraz z pogłębiającą się starością? Wobec tego właśnie zdarzenia z 

dzieciństwa kształtują charakter człowieka i kierują nim przez całe życie. Może zabrzmi to 

banalnie,   ale   ta   właśnie   dziewczyna,   z   której   piersi   spijał   krew,   nauczyła   go,   że   wargi 

mężczyzny   mogą   krew   wycisnąć   z   każdej   cząstki   ciała   kobiety,   ale   chociaż   Eguchi   od 

tamtego zdarzenia raczej tego unikał, to jednak do dziś, do sześćdziesiątego siódmego roku 

życia nie opuszczała go pamięć o podarunku od tej dziewczyny, który stał się źródłem siły 

życia mężczyzny.

Być może następne zdarzenie jest jeszcze mniej interesujące, w każdym razie kiedyś 

w młodości żona pewnego dyrektora dużej firmy, dama w średnim wieku, ciesząca się opinią 

kobiety mądrej i ustosunkowanej, powiedziała Eguchiemu:

- Przed snem zamykam oczy i próbuję policzyć mężczyzn, którym nie opierałabym 

się, gdyby chcieli mnie całować. Kiedy nie dochodzę do dziesięciu, jest mi bardzo smutno. - 

Gdy mówiła te słowa, tańczyła  właśnie walca z Eguchim. Młody Eguchi rozluźnił palce, 

którymi trzymał ją za rękę, i zapytał, czy uczyniła to wyznanie, ponieważ zalicza go do tych, 

których by nie odepchnęła, gdyby chcieli ją pocałować.  

- Ja po prostu tylko liczę... - odpowiedziała obojętnie. - Jesteś młody, dlatego jeszcze 

chyba nie zdarza ci się odczuwać samotności podczas zasypiania, a jeśli nawet, to możesz 

mieć przy sobie żonę, ale proszę spróbować. Dla mnie czasem jest to dobre lekarstwo! - głos 

był  raczej  suchy,  więc   Eguchi   milczał.   Kobieta   powiedziała  „tylko  liczę”,   ale   można   by 

podejrzewać,   że   licząc   maluje   przed   oczyma   wyobraźni   twarze   czy   nawet   całe   ciała 

mężczyzn; dla policzenia dziesięciu potrzebuje więc dużo czasu, bo poddaje się szalonym 

złudzeniom. Na samą myśl o tym nagle poczuł jeszcze mocniej woń perfum, jakby środka 

pobudzającego popęd płciowy tej kobiety, która już nieco przekroczyła lata rozkwitu. Jeśli 

wyobrażała   sobie   przed   snem   Eguchiego   jako   mężczyznę,   który   mógłby   ją   całować,   to 

oczywiście jej sprawa, to jej kobieca tajemnica, która nie ma związku z Eguchim, on zresztą 

nie ma na to żadnego wpływu, ani nie może powstrzymać biegu jej wyobraźni, ani się nań 

uskarżać;   odczuwał   jednak   niesmak   na   myśl   o   tym,   że   o   niczym   nie   wiedząc   staje   się 

przedmiotem przyjemności w sercu kobiety w średnim wieku. Lecz słów tej kobiety dotąd nie 

zapomniał.   Później   nie   mógł   się   jednak   oprzeć   podejrzeniom,   że   kobieta   ta   dla   zwykłej 

zabawy   chciała   wówczas   podniecić   młodego   Eguchiego,   po   prostu   żeby   trochę   z   niego 

pożartować, wymyśliła tę historyjkę z liczeniem, lecz po upływie czasu pozostały tylko te 

słowa. Dziś już dawno nie ma jej wśród żywych. Ale starzec Eguchi nie przestał wątpić w 

background image

prawdziwość   tych   słów.   Ta   mądra   kobieta   umarła   dopiero   wtedy,   gdy   wyobraziła   sobie 

pocałunki wielu setek mężczyzn.

Wraz ze zbliżaniem się starości również Eguchi w bezsenne noce przypomniał sobie 

czasem jej słowa, zdarzało się, że liczył na palcach swoje kobiety, ale nie poprzestawał na 

tych, które chętnie by całował, najczęściej snuł wspomnienia o kobietach, z którymi sypiał. 

Również dzisiejszej nocy wraz z iluzorycznym zapachem mleka z piersi, przywołanym przez 

śpiącą   dziewczynę,   przyszła   mu   na   myśl   kochanka   dawnych   czasów.   A   może   to 

przypomnienie   krwi   z   sutki   dawnej   kochanki   wywołało   zapach,   jakiego   nie   miała   ta 

dziewczyna.   Być   może   igranie   z   pięknościami   nie   budzącymi   się   z   głębokiego   snu   daje 

właśnie   tę   smutną   pociechę   starym   mężczyznom,   że   pogrążają   się   we   wspomnieniach 

dawnych kobiet, które już nigdy nie wrócą. Eguchi natomiast odczuwa raczej spokój serca 

napiętnowany jednak smutną nutą. Dotknął jej lekko po to, żeby sprawdzić, czy pierś nie jest 

mokra: nie przyszła mu szalona myśl do głowy, nie zamierzał przestraszyć dziewczyny, w 

przeciwnym   razie   zbudziłaby   się   rano   trochę   później   niż   Eguchi   i   ze   zdumieniem 

spostrzegłaby sączącą się z piersi krew. Piersi dziewczyny były chyba pięknie zaokrąglone, 

gdyż przyszło mu na myśl to dziwaczne pytanie: dlaczego wśród wielu rozmaitych stworzeń 

ziemskich tylko piersi kobiety, przedstawicielki rodzaju ludzkiego, w ciągu długiej historii 

otrzymały   tak   piękny   kształt?   Czyż   piękno   piersi   kobiecej   nie   mogłoby   być   powodem 

opromienienia blaskiem chwały dziejów ludzkości?

To samo można chyba powiedzieć o wargach kobiety. Starzec Eguchi przypomniał 

sobie kobiety w toalecie, to znów kobiety ścierające makijaż przed snem; były wśród nich i 

takie, których wargi zupełnie bladły po starciu szminki, i kobiety, które wyglądały potem 

starzej. Twarz śpiącej obok niego dziewczyny tonęła w miękkim świetle z sufitu i w odblasku 

otaczającego   ze   wszystkich   stron   welwetu,   trudno   więc   było   stwierdzić,   czy   dziewczyna 

malowała się czy nie, ale na pewno nie skubała brwi. Wargi i zęby lśniły świeżością. Jeszcze 

nie zaczęła stosować tych sztucznych zabiegów, takich jak na przykład perfumowanie ust, 

więc Eguchi czuł tylko naturalny zapach oddychającej przez usta młodej dziewczyny. Eguchi 

nie lubił ciemnych i szeroko rozlanych brodawek piersi, a jak się zorientował unosząc kołdrę 

okrywającą ją po ramiona, ta dziewczyna miała małe brodawki barwy brzoskwini. Spała na 

wznak, mógł więc je pocałować. Na pewno nie należała do tych kobiet, które by nie chciały 

być całowane w piersi. Skoro stary mężczyzna w wieku Eguchiego potrafi to zrobić, to można 

sobie wyobrazić, jaką radość muszą przeżywać znacznie starsi, przychodzący do tego domu i 

gotowi zapłacić najwyższą cenę, postawić wszystko na jedną kartę - myślał Eguchi. Wśród 

starców bywają chyba też osoby zachłanne - ich sylwetki również pojawiły się w wyobraźni 

background image

Eguchiego. A tymczasem dziewczyna śpi i o niczym nie wie, czy jednak jej twarz, jej całe 

ciało pozostaną takie, jakie są teraz, czy nie ulegną zbrukaniu, rozkładowi? Eguchi nie dał się 

wciągnąć w tę diabelską i brzydką zabawę tylko dlatego, że dziewczyna była tak piękna we 

śnie.   Czy różnica   między  Eguchim  a  innymi   starcami  nie   polega  na  tym,   że  Eguchi  ma 

jeszcze   w   sobie   coś,   co   pozwala   mu   postępować   jak   mężczyzna?   Dla   innych   starców 

dziewczyna musi przespać całą noc snem tak głębokim, że bezdennym. Eguchi natomiast już 

kilkakrotnie próbował ją zbudzić, lekko, co prawda. Sam zresztą nie wiedział, co by zrobił, 

gdyby przez omyłkę dziewczyna otworzyła oczy; w każdym razie to chyba z miłości do niej 

chciał ją obudzić. Nie, może raczej z poczucia własnej pustki i lęku.

- Może już pójdę spać - usłyszał swoje własne zbyteczne tu słowa, wypowiedziane 

szeptem, i zaraz dodał: - Nie będzie to sen wieczny. Ani dla niej, ani dla mnie... - Zamknął 

oczy   z   myślą,   że   po   tej   osobliwej   nocy,   jak   po   każdej   innej   dotąd,   obudzi   się   żywy. 

Przeszkadzała mu zgięta w łokciu ręka dziewczyny z palcem wskazującym przytkniętym do 

buzi, Eguchi wziął ją za nadgarstek, rozprostował i przysunął do jej boku. Wyczuł puls, więc 

przytrzymał   rękę   wskazującym   i   środkowym   palcem.   Puls   bił   przyjemnie   i   regularnie. 

Spokojny oddech był trochę wolniejszy od oddechu Eguchiego. Wiatr uderzał od czasu do 

czasu o dach, ale już nie niósł ze sobą odgłosu zbliżającej się zimy, jak poprzednio. Huk fal 

wznoszących się i bijących o urwisko nieco złagodniał. Pogłos zdawał się nadlatywać od 

morza jako muzyka rozbrzmiewająca w ciele dziewczyny i zlewająca się z biciem jej serca, 

przechodząca  w puls nadgarstka. Przed powiekami  starca,  wraz z muzyką,  zabłąkał  się i 

roztańczył bielusieńki motyl. Eguchi wypuścił rękę, teraz w ogóle nie dotykał dziewczyny. 

Zapach z ust, zapach ciała, zapach jej włosów był raczej ledwie wyczuwalny.

Eguchi wspominał tych  kilka dni, w których  potajemnie wyjechał  do Kioto drogą 

okrężną przez Hokuriku z tą kobietą, której krwawiła pierś. To wspomnienie było tak żywe 

przypuszczalnie dlatego, że działało na niego ciepło młodego ciała. W drodze z Hokuriku do 

Kioto pociąg przyjeżdżał przez wiele krótkich tuneli. Za każdym razem gdy pociąg wjeżdżał 

w tunel, dziewczyna ze strachu przyciskała kolana do Eguchiego i chwytała go za rękę. Gdy 

wyjeżdżali z tunelu, zwykle ukazywały się wzgórza lub zatoczki z łukiem tęczy nad nimi.

-   Ach,   jak   ładnie!   Jak   ślicznie!   -   wołała   dziewczyna   na   widok   małej   tęczy.   Gdy 

wyjeżdżali z tunelu, rozglądała się na prawo i lewo i odkrywała tęczę czasem o tak nikłych 

kolorach, że trudno było stwierdzić, czy jest, czy jej nie ma, w końcu w tych zaskakująco 

licznych tęczach zaczęła dostrzegać jakiś niedobry znak.

- Myślisz, że nas nie ścigają? Wydaje mi się, że schwytają nas, gdy zajedziemy do 

Kioto. Kiedy zabiorą mnie z powrotem, już nigdy nie wypuszczą z domu. - Eguchi ledwie 

background image

skończył uniwersytet i zaczął pracować, nie przypuszczał, że będzie mógł jakoś wyżyć w 

Kioto, wiedział, że jeśli nie popełni razem z dziewczyną samobójstwa, będzie musiał wrócić 

do   Tokio,   ale   oglądając   tęcze,   nie   mógł   jednocześnie   odpędzić   sprzed   oczu   nadzwyczaj 

czystego i pięknego obrazu intymnego miejsca dziewczyny. Widział je Eguchi w hoteliku nad 

rzeką w Kanazawie. W tę noc padał śnieg. Młody Eguchi na widok czystości wstrzymał 

oddech, był tak wzburzony, że aż łzy pojawiły się w kącikach oczu. Potem przez następnych 

kilkadziesiąt lat nie widział tego u żadnej kobiety w takiej czystości. Sądził, że tym głębiej 

zrozumiał,   co   to   jest   czystość,   i   to,   że   czystość   intymnego   miejsca   dziewczyny   jest 

jednocześnie czystością jej serca. „Co za głupota” - próbował wyśmiać sam siebie, lecz stało 

się to faktem w potoku jego tęsknot, mocnym niewzruszonym wspomnieniem po dzisiejsze 

dni   starości.   W   Kioto   zjawił   się   wysłannik   rodziny,   zabrał   mu   dziewczynę   i   odwiózł 

rodzicom, którzy wkrótce wydali ją za mąż.

Kiedy   przypadkowo   spotkali   się   na   brzegu   stawu   Shinobazu   w  Jeno,   dziewczyna 

niosła na plecach niemowlę. Dziecko miało białą wełnianą czapeczkę na głowie. Była  to 

akurat pora, kiedy lotosy w stawie Shinobazu już zwiędły. Możliwe - myślał - że biały motyl  

tańczący   pod   powieką   Eguchiego,   leżącego   obok   śpiącej   dziewczyny,   powstał   ze 

wspomnienia   owej   dziecięcej   białej   czapeczki.   Kiedy   spotkali   się   nad   brzegiem   stawu 

Shinobazu, Eguchi nie potrafił nic jej powiedzieć poza pytaniem: „Czy jesteś szczęśliwa?” 

Dziewczyna  bez namysłu  odpowiedziała:  „Tak, jestem szczęśliwa.” Chyba  byłoby trudno 

odpowiedzieć   inaczej.   „Dlaczego   chodzisz   tutaj   sama   z   dzieckiem   na   plecach?”   -   Na   to 

dziwne pytanie dziewczyna nie odpowiedziała, milczała i patrzyła w twarz Eguchiemu.

- Czy to chłopiec, czy dziewczynka?

- Co za pytanie! Dziewczynka! Czy sam nie potrafisz rozróżnić?

- Czy nie jest to moje dziecko?

- Też! Oczywiście, że nie. Na pewno nie. - Dziewczyna z wyrazem złości w oczach 

potrząsnęła głową.

- Tak? Jeśli jest moje, nie musisz mi tego teraz powiedzieć, możesz to zrobić kiedy 

będziesz chciała, nawet za kilkadziesiąt lat.

-   Nie   jest   twoje.   Naprawdę   nie.   Pamiętam,   że   cię   kochałam,   ale   proszę,   nie 

podejrzewaj, że to twoje dziecko. Przysporzyłbyś mu wiele zmartwień.

- Tak? - Eguchi nie starał się spojrzeć na twarz dziecka, lecz jeszcze długo patrzył na 

sylwetkę   odchodzącej   kobiety.   Obejrzała   się   dopiero   wtedy,   gdy   odeszła   dość   daleko. 

Spostrzegłszy,  że Eguchi odprowadza ją wzrokiem, nagle przyspieszyła  kroku. Odtąd już 

nigdy się nie widzieli. Eguchi słyszał, że umarła jakieś dziesięć lat temu. Ma już sześćdziesiąt 

background image

siedem lat, więc umiera wielu jego krewnych i znajomych, ale pamięć o tej dziewczynie 

wciąż jest jeszcze świeża. Zredukowane do białej czapeczki dziecko i czystość jej intymnego 

miejsca oraz krew na piersi jeszcze dziś zachowały świeżość i barwę. Zaczął myśleć nawet 

tak:   być   może   nikt   na   świecie   poza   Eguchim   nie   poznał   jej   czystości,   której   z   niczym 

porównać nie można, a wraz z jego śmiercią, już tak niedaleką, zniknie ona na zawsze z tego 

świata. Dziewczyna, choć wstydliwie, posłusznie pozwalała mu popatrzeć - być może takie są 

dziewczęta, ale ona niewątpliwie nic nie wiedziała o tej czystości. Nie mogła jej zobaczyć.

Wczesnym rankiem po przyjeździe do Kioto Eguchi i dziewczyna szli dróżką przez 

gaj bambusowy. Liście bambusu błyszczały srebrzyście w porannym słońcu i lekko drgały. 

Kiedy wspominał to na starość, liście bambusu były cienkie i miękkie, zupełnie jakby ze 

srebra, pień bambusu również wydawał się ze srebra. Po jednej stronie dróżki na skraju gaju 

bambusowego kwitły osty i „kwiaty rosy”. Może pory roku mu się pomyliły, ale taka dróżka 

wróciła   we   wspomnieniu.   Przeszli   gaj   bambusowy,   potem   idąc   wzdłuż   przejrzystego 

strumienia trafili na wodospad, rozpryskający iskrzące się w słońcu strugi. Wśród bryzgów 

wody stała naga dziewczyna. Oczywiście, nic podobnego się nie zdarzyło, ale wydawało mu 

się od pewnego czasu, że coś takiego było w jego życiu. Później się postarzał, ale kiedy 

patrzył   na   kępy   sosen   na   łagodnych   wzgórzach   okolicy,   wracało   żywe   wspomnienie 

dziewczyny.  Lecz nigdy przedtem jeszcze mu się nie zdarzyło,  by wspomnienie było  tak 

świeże i wyraziste jak dzisiejszej nocy. Czy to młodość śpiącej dziewczyny je wywołała?

Starzec   Eguchi   rozbudził   się   na   dobre   i   nie   mógł   zasnąć.   Nie   miał   już   ochoty 

wspominać innych dziewcząt poza tą jedyną, z którą oglądał tęcze. Nie chciał też dotykać 

śpiącej   obok,   ani   oglądać   jej   nagiego   ciała.   Położył   się   na   brzuchu   i   znów   otworzył 

zawiniątko   wyjęte   spod   poduszki.   Kobieta   z   tego   domu   powiedziała,   że   jest   to   środek 

nasenny, ale jaki to środek, czy taki sam, jaki dostała śpiąca dziewczyna? Eguchi zawahał się, 

ale gdy już włożył do ust jedną tabletkę, popił dużą ilością wody. Choć pijał alkohol przed 

snem, środków nasennych nie używał i być może dlatego teraz szybko pochłonęła go senność. 

Miał sen. Śniło mu się, że obejmuje go kobieta, ale kobieta ta ma cztery nogi; przylgnęła do 

niego, objęła go również wszystkimi czterema nogami. Miała też ręce. Eguchi przebudził się, 

i w półśnie myślał, że cztery nogi to rzecz osobliwa, ale nie czuł wstrętu, przeciwnie, wydało 

mu   się, że  jest bardziej  podniecony,   niż  gdyby  to  były   tylko  dwie  nogi.  Ach, to  środek 

wywołujący takie sny - pomyślał. Dziewczyna odwróciła się tyłem, przysunęła się do niego i 

przycisnęła  do biodra. Zrobiło mu  się żal,  że dziewczyna  odsunęła głowę nieco dalej, w 

słodyczy   półsnu   wziął   w   ręce   długie   włosy   rozsypane   obok   niego   i   bawił   się   nimi 

przeczesując palcami, i tak zapadł w sen.

background image

Drugi   sen   był   wyjątkowo   nieprzyjemny.   W   sali   porodowej   w   szpitalu   córka 

Eguchiego   urodziła   kalekie   dziecko.   Na   czym   polegało   to   kalectwo,   starzec   dobrze   nie 

pamiętał po przebudzeniu. Tego, czego nie chciał, po prostu nie pamiętał. W każdym razie 

była to jakaś straszna deformacja. Noworodek został od razu ukryty przez położną. Stanęła 

ona w cieniu białej zasłony sali porodowej i cięła niemowlę na kawałki. Po to, żeby wyrzucić. 

Znajomy lekarz w białym kitlu stał obok. Eguchi też stal i patrzył. W tym momencie jęknął ze 

zgrozy i rozbudził się na dobre. Przeraziły go wiszące dokoła aksamitne karmazynowe kotary. 

Chwycił   się   więc   obiema   rękami   za   głowę   i   potarł   po   czole.   Co   za   potworny   sen!   To 

niemożliwe,   by   w   środkach   nasennych   krył   się   jakiś   demon.   Przyszedł   tu   szukać 

nienormalnych rozkoszy, znalazł sen wątpliwej przyjemności. Nie wiedział, którą z trzech 

córek  widział  we  śnie,  zresztą  nie  starał   się nawet  zastanawiać  nad  tym.  Wszystkie  trzy 

urodziły normalne, zdrowe dzieci.

Eguchi opuściłby ten dom w tej chwili, gdyby mógł. Lecz połknął ostatnią tabletkę, by 

zasnąć głębokim snem. Zimna woda spłynęła w dół przez gardło. Śpiąca dziewczyna leżała 

jak przedtem tyłem do niego. Myśląc, że mogłaby ona - nie było to niemożliwe - urodzić takie 

głupie, najbrzydsze dziecko, położył rękę na jej zaokrąglonym ramieniu.

- Odwróć się do mnie! - Dziewczyna jakby to usłyszała. Obróciła się nieco i położyła 

rękę na piersi Eguchiego, przysunęła też nogę drżącą jakby z zimna. Tej gorącej dziewczynie 

nie mogło być zimno. Z jej ust czy może nosa - nie wiedział dokładnie - wydobył się cichy 

głos.

- Ty też masz złe sny, malutka?

Starzec Eguchi zapadł w głęboki sen tym razem bardzo szybko.

background image

Rozdział drugi 

Starzec   Eguchi   nigdy   nie   myślał,   że   przyjdzie   znowu   do   „śpiących   piękności”. 

Przynajmniej  nie miał  takiego  zamiaru  po pierwszych  odwiedzinach.  Kiedy obudził się i 

wracał do domu następnego dnia rano, był o tym przeświadczony.

Dopiero   pół   miesiąca   później   zatelefonował   i   zapytał,   czy   może   przyjść   tam 

wieczorem. Odpowiadający mu głos należał chyba  do tej samej kobiety po czterdziestce, 

przez telefon zabrzmiał jak zimny szept dochodzący z jeszcze bardziej opustoszałego miejsca.

- Jeśli pan teraz wyjdzie, jak pan mówił, to o której mniej więcej będzie pan tutaj?

- Hm, może trochę po dziewiątej.

- To byłoby za wcześnie. Jeszcze nie przyszła partnerka, a nawet gdyby była, nie 

zdołałaby usnąć... Zaskoczony Eguchi milczał.

- Do jedenastej będzie już spała, więc czekam na pana około tej właśnie godziny. - 

Kobieta mówiła wolno i spokojnie, mimo to serce Eguchiego biło mocniej.

- Wobec tego przyjdę o jedenastej – odpowiedział czując suchość w gardle.

A przecież, jeśli o niego idzie, to dziewczyna mogłaby nie spać, chciałby zresztą ją 

poznać   przed   snem   -   powinien   był   to   powiedzieć,   niekoniecznie   poważnie,   choćby   pół 

żartem, ale słowa uwięzły mu w gardle. Godziły w tajne zasady tego domu. Ponieważ były to 

zasady podejrzane, musiał się im podporządkować tym surowiej. Jeśliby je kto złamał choćby 

jeden raz, dom ten zmieniłby się w pospolity przybytek nierządnic. A wtedy smutne tęsknoty 

starych mężczyzn, ich zwodnicze sny rozpadłyby się bezpowrotnie. Nawet sam Eguchi był 

całkowicie   zaskoczony,   gdy   poczuł   drżenie   serca   poruszonego   nadzieją   spełnienia, 

usłyszawszy przez telefon, że o dziewiątej wieczorem byłoby za wcześnie, gdyż dziewczyna 

jeszcze   nie   śpi,   i   że   uśpią   ją   do   jedenastej.   Czy   można   to   uczucie   człowieka   nazwać 

zdumieniem   towarzyszącym   niespodziewanemu   wyprowadzeniu   go   poza   obręb   życia 

codziennej rzeczywistości? Dziewczyna bowiem będzie spać i absolutnie się nie obudzi.

Po dwóch tygodniach zdecydował się pójść do tego domu, do którego nie zamierzał 

już nigdy iść po raz drugi. Trudno orzec, czy uczynił to za wcześnie czy może za późno, w 

każdym razie nie próbował stłumić siłą tej pokusy. Raczej nie chciał powtarzać brzydkiej 

zabawy starych mężczyzn, zresztą Eguchi nie był jeszcze tak stary i bezradny jak ci, którzy 

szukali tego rodzaju rozrywek. Lecz pierwsza noc w tym domu nie pozostawiła brzydkich 

wspomnień.   Że   był   to   występek,   to   jasne,   ale   przecież   czuł   jednocześnie,   że   nigdy   w 

przeszłości nie spędził z kobietą tak czystej nocy jak tam. To wrażenie odniósł też zaraz po 

przebudzeniu się rano. Zbudził się o ósmej, później niż zwykle, przypuszczalnie na skutek 

background image

działania   środka   nasennego.   Jego   ciało   w   ogóle   nie   dotykało   partnerki.   Było   to   słodkie 

przebudzenie, jak w dzieciństwie, w cieple młodej dziewczyny i jej lekkim zapachu.

Dziewczyna   spała,   zwrócona   do   niego.   Głowę   nieco   wysunęła   do   przodu,   piersi 

cofnęła, więc pod brodą na długiej szyi, dziewczęcej i świeżej, powstała ledwie dostrzegalna 

linia. Jej długie włosy leżały rozsypane poza poduszką. Eguchi odwrócił wzrok od ładnych 

zamkniętych ust i przyjrzał się brwiom i rzęsom - nie miał wątpliwości, że jest dziewicą. 

Leżała nie dość blisko, by starcze oczy Eguchiego dostrzegły poszczególne rzęsy czy brwi. 

Nie widział również puszku na skórze, więc jej ciało jaśniało łagodnym blaskiem. Nie miała 

pieprzyków, ani na twarzy, ani na szyi. Kiedy starca przepełniło uczucie głębokiej tkliwości, a 

w   sercu   zawitało   też   dziecinne   złudzenie,   że   dziewczyna   go   pieści,   zapomniał   nawet   o 

sennych koszmarach. Przesunął rękę i delikatnie ujął w dłoń jej pierś. We wrażeniu dotyku 

migotało coś tajemniczego, wydawało mu się, że dotknął piersi własnej matki, gdy jeszcze 

znajdował się w jej łonie.

Cofnął rękę, lecz doznanie przeszło z dłoni również na ramiona.

Usłyszał szmer otwieranych drzwi w sąsiednim pokoju.

- Czy pan się obudził? - zapytała kobieta. - Śniadanie jest już przygotowane.

- O? - zaskoczony, od razu zareagował. Przez szpary w okiennicach poranne słońce 

podświetlało  aksamitne  kotary.  Lecz  światło poranka nie połączyło  się jeszcze z łagodną 

poświatą padającą od sufitu.

- Mogę już panu przynieść? - przynaglała kobieta.

- Tak.

Eguchi   podparł   się   na   łokciu   i   wstając   z   pościeli,   drugą   ręką   lekko   pogładził 

dziewczynę po włosach.

Starzec wiedział o tym, że kobieta budzi zwykle gości, nim wstanie dziewczyna, ale 

śniadanie podała z całkowitym spokojem. Do której może spać dziewczyna? Nie  powinien 

zadawać zbytecznych pytań, Eguchi o tym wiedział, więc rzekł bez specjalnego entuzjazmu. - 

Miłe dziecko.

- Tak. Czy miał pan też ładne sny?

- Ofiarowała mi bardzo przyjemne sny.

- Wiatr i fale dziś rano się uspokoiły, tę porę roku nazywają babim latem - zmieniła 

temat.

I tak w dwa tygodnie później po raz drugi przychodzi tu starzec Eguchi z mniejszą 

ciekawością   niż   za   pierwszym   razem,   choć   z   równą   powściągliwością   i   zawstydzeniem, 

background image

wzrosło w nim natomiast wzruszenie. Spowodowane czekaniem od dziewiątej do jedenastej 

zniecierpliwienie przyspieszało bicie jego serca.

Zamek   w   drzwiach   otworzyła   i   powitała   Eguchiego   ta   sama   kobieta.   We   wnęce 

wisiała również ta sama kopia obrazu. Smak herbaty pozostał równie dobry jak za pierwszym 

razem.  Eguchi czuł się jednak bardziej  zdenerwowany niż za pierwszą wizytą,  ale swoje 

miejsce zajął jak doświadczony stary bywalec. Obejrzał się za siebie i popatrzył na obraz 

górskiej wioski zabarwionej jesiennymi kolorami.

- Tu jest ciepło, więc liście klonów więdną, zanim się pięknie zaczerwienią, prawda? 

W ogrodzie było ciemno i dobrze nie widziałem... - powiedział bez związku.

- Naprawdę? - zareagowała obojętnie kobieta. - Już zrobiło się zimno. Położyłam koc 

elektryczny dla dwojga, z dwoma wyłącznikami, może pan regulować wedle uznania.

- Nigdy nie używałem koców elektrycznych.

- Jeśli pan nie lubi, można z pana strony wyłączyć, ale proszę pozostawić włączony po 

stronie dziewczyny... - To dlatego, że była naga, starzec o tym wiedział.

-   To   interesujące   urządzenie,   że   temperaturę   można   dopasować   dla   każdej   osoby 

oddzielnie.

-   Amerykańskie.   Ale   proszę   nie   robić   sobie   żartów   i   nie   wyłączać   po   stronie 

dziewczyny. Chyba pan rozumie, że ona się nie obudzi, nawet jeśli będzie bardzo zimno.

- Ta jest bardziej doświadczona niż poprzednia.

- Co?

- Jest też piękna. Pan nie zrobi jej nic złego, jestem pewna, ale gdyby się panu nie 

podobała...

- Czy to nie ta sama?

- Nie... a czy nie woli pan mieć dzisiaj nowej dziewczyny?

- Nie jestem znowu taki niestały.

- Niestały? A co to ma wspólnego z niestałością? - W swobodnym sposobie mówienia 

kobiety wyczuwało się jakby lekką nutę drwiny. - Nikt z tutejszych gości nic takiego nie robi, 

żeby  tu   można  było   mówić  o  niestałości.   To  sami   panowie  godni   zaufania.   -  Kobieta   o 

drobnych ustach nie patrzyła na starca. Eguchi zadrżał, chyba ze wstydu, ale nie wiedział, jak 

zareagować.   Czyż   jego   rozmówczyni   nie   jest   po   prostu   zimną,   ale   jakże   doświadczoną 

stręczycielką?

- Pan myśli, że to niestałość, a przecież kobieta śpi i nie wie, z kim spędza tę noc. Ta 

poprzednia  i ta  dzisiejsza nic  nie będą  wiedzieć  o panu, więc  mówić  tu  o niestałości  to 

trochę...

background image

- Rzeczywiście. To nie są stosunki międzyludzkie.

- Co pan przez to rozumie?

Brzmi to zabawnie, gdy starzec, który przestał być, mężczyzną, nieludzkimi nazywa 

stosunki z uśpioną dziewczyną przychodząc do niej z własnej woli.

- A dlaczego musi pan być wierny jednej dziewczynie? - To dziwne pytanie kobieta 

zadała głosem młodzieńczym  i zaśmiała się, żeby trochę ugłaskać starca. - Jeśli panu tak 

bardzo spodobała się poprzednia dziewczyna, mogą ją dla pana uśpić, kiedy pan przyjdzie 

następnym razem, ale jestem pewna, że dzisiejsza jeszcze bardziej się panu spodoba.

- Tak? A co pani ma na myśli mówiąc, że jest doświadczona, w końcu i tak śpi cały 

czas.

- No tak.

Kobieta wstała, kluczem otworzyła drzwi sąsiedniego pokoju, zajrzała do wnętrza, 

klucz położyła przed Eguchim:

- Życzę panu dobrej nocy.

Pozostawiony   w   samotności   Eguchi   dolał   gorącej   wody   do   czajniczka   i   popijał 

herbatę. Chciał pić powoli, bez pośpiechu, ale drżała mu ręka. Przecież to nie ze starości, 

wymamrotał. Cóż, nie jest jeszcze gościem, któremu można zaufać. Gdyby tak zemścił się, 

gdyby pogwałcił zakazy tego domu? Za wszystkich pogardzonych i obrażonych tu starców? 

Czy nie byłby to wobec tej dziewczyny wyraz stosunku bardziej ludzkiego niż „grzeczne” 

dotrzymywanie towarzystwa? Nie wiedział, jak silny środek nasenny dostała, ale miał w sobie 

jeszcze tyle męskiej brutalności, że mógłby ją obudzić. Tak myślał, ale serce Eguchiego nie 

podjęło tego wyzwania.

Brzydota starości tych biednych ludzi, którzy przychodzą do tego domu, w końcu nie 

ominie za parę lat Eguchiego. Obraz seksu jest niewymierny, głębia seksu jest bezdenna - 

jaką z tego cząstkę poznał Eguchi w swej sześćdziesięciosiedmioletniej przeszłości? Dokoła 

starych mężczyzn rodzą się nadal, rodzą bezustannie nowe ciała kobiet, młode ciała pięknych 

dziewcząt. Czyż w tym tajemniczym domu nie skupiały się właśnie tęsknoty i niespełnione 

sny żałosnej starości, żale za dniami, które utracili bezpowrotnie? Śpiące i nie budzące się 

dziewczęta są właśnie dla starców ucieleśnieniem wolności poza czasem - myślał Eguchi już 

nie po raz pierwszy. Śpiąca i milcząca dziewczyna jednak mówi, mówi właśnie to, czego 

oczekują od niej starzy mężczyźni. Eguchi wstał, otworzył drzwi sąsiedniego pokoju i od razu 

poczuł ciepły zapach. Uśmiechnął się. Dlaczego tak się wahał? Dziewczyna miała obie ręce 

wyciągnięte   na   macie.   Paznokcie   przypominały   kolor   brzoskwini.   Róż   na   wargach   był 

znacznie bardziej intensywny. Leżała na plecach.

background image

- Doświadczona? - powiedział cicho do siebie i podszedł bliżej, jej policzki różowiły 

się nie tylko od pudru, po prostu ciepła krew podeszła do twarzy.  Wokół niej unosił się 

mocny zapach ciała. Miała jakby opuchnięte powieki i obfite policzki. Szyję tak białą, że 

odbijał   się   na   niej   karmazyn   aksamitnych   zasłon.   Zamknięte   oczy   zdawały   się   mówić 

Eguchiemu,  że  przed nim  śpi młoda  czarownica.  Kiedy się  przebierał,  zwrócony do niej 

tyłem, spowijała go woń dziewczyny. Teraz przepełniała już cały pokój.

Starzec Eguchi tym razem chyba nie będzie mógł zachować się tak powściągliwie jak 

w stosunku do poprzedniej dziewczyny. Dzisiejsza, śpiąca czy rozbudzona, kusiła mężczyzn 

bezwiednie. Do tego stopnia, że gdyby Eguchi złamał zakaz tego domu, mógłby za to winić 

jedynie   dziewczynę.   Leżał   nieruchomo   z   zamkniętymi   oczyma,   jakby   chciał   odłożyć 

smakowanie  rozkoszy na później, czuł  napływające  z głębi  swego ciała  ciepło  młodości. 

Kobieta powiedziała, że dzisiejsza dziewczyna jest lepsza, to prawda, aż dziwne, gdzie taką 

znaleźli - zastanawiał się, ten dom zaś wydał mu się tym bardziej podejrzany. Żal mu było 

dotknąć dziewczyny, więc poddawał się działaniu jej zapachu. Eguchi nie znał się zbyt dobrze 

na perfumach, ale tym razem prawie był pewien, że ten zapach wydziela po prostu jej ciało. 

Gdyby   teraz   mógł   zasnąć   snem   słodkim,   byłby   niezmiernie   szczęśliwy.   Pragnął   tylko 

jednego: przytulić się do niej - i cicho przysunął się bliżej. Dziewczyna, jakby w odpowiedzi, 

obróciła się lekko ku niemu, ręce włożyła pod kołdrę i wyciągnęła tak, jakby chciała go objąć.

- Co? Ty nie śpisz? Nie śpisz? - odsuwając się zapytał Eguchi i potrząsnął ją za brodę. 

Czy potrząsnął  zbyt  mocno,  czy też  po prostu  dziewczyna  chcąc  mu  wyrwać  swą brodę 

przycisnęła głowę do poduszki, w każdym bądź razie koniec wskazującego palca Eguchiego 

dotknął   kilku   zębów   dziewczyny.   Eguchi   nie   cofnął   palca,   lecz   zamarł   w   bezruchu. 

Dziewczyna nie poruszyła wargami. Oczywiście nie udawała, spała nadal głębokim snem.

Eguchi nie spodziewał się, że dzisiejsza dziewczyna będzie inna od poprzedniej. Więc 

mimo woli wyraził niezadowolenie wobec kobiety, ale musiał przecież wiedzieć, że ciągłe 

zażywanie   środków   nasennych   szkodzi   zdrowiu.   Można   więc   sądzić,   że   to   dla   zdrowia 

dziewcząt Eguchi i inni starcy muszą być niestali i „flirtować” wciąż z nowymi. Ale czyż na 

piętrze mogli przyjmować więcej niż jednego gościa? Co było na dole, Eguchi nie wiedział, 

ale mógł znajdować się najwyżej jeden pokój dla gości, jeśli tam w ogóle przyjmowano. Więc 

nie mieli chyba tak wiele dziewcząt, które usypiali dla starych mężczyzn. Czy tylko kilka jest 

tak pięknych jak te, które poznał Eguchi, czy też wszystkie?

Zęby dziewczyny były lekko zwilżone, gdyż lepiły się do palca Eguchiego. Starzec 

poruszał   wskazującym   palcem   między   wargami   i   dotknął   kolejno   wszystkich   zębów. 

Przesunął tak kilkakrotnie w jedną i w drugą stronę. Po zewnętrznej wydawały mu się suche, 

background image

lecz teraz, gdy napłynęła ślina, stały się gładkie i śliskie. Jeden ząb po prawej stronie był 

skrzywiony. Eguchi ścisnął go między dużym i wskazującym palcem. Następnie próbował 

włożyć palec głębiej za zęby, lecz mocno zaciśnięte, nie dały się rozchylić. Gdy uniósł palce 

ku górze, ujrzał na nich czerwony ślad. O co miał teraz wytrzeć szminkę? Gdyby wytarł o 

poszewkę poduszki, wyglądałoby to może tak, jakby dziewczyna leżąc na brzuchu dotknęła 

jej wargami, lecz szminka nie zejdzie, jeśli palca nie poślini. Dziwna rzecz, ale dotykanie 

językiem zaczerwienienia wydało mu się czymś bardzo nieprzyjemnym. Potarł więc palec o 

włosy nad czołem. Gdy wycierał dwa palce, duży i wskazujący, pozostałe zanurzały się we 

włosach, wsunął je więc głębiej i zaczął czesać, stopniowo ruchy stawały się gwałtowniejsze. 

Koniuszki palców elektryzowały się, prąd z trzaskaniem przeskakiwał na palce Eguchiego. 

Włosy zaczęły pachnieć coraz mocniej. Również zapach ciała  wydał się intensywniejszy, 

może wskutek przegrzania pod kocem elektrycznym. Eguchi igrając z włosami dziewczyny 

spostrzegł, że jej szyja od karku po linię włosów jest tak jasna i piękna, jakby namalowana. Z 

tyłu włosy były krótkie i podczesane ku górze. Nad czołem dłuższe i krótsze kosmyki opadły 

w   naturalny   sposób   ku   dołowi.   Uniósł   je   ku   górze   i   przyjrzał   się   brwiom   i   rzęsom 

dziewczyny. Jedną rękę wsunął między włosy tak głęboko, że dotykał skóry.

- Jednak nie obudziła się - powiedział do siebie i ścisnąwszy włosy w dłoni poruszył 

jej głową. Wtedy wydało mu się, że dziewczyna zamrugała z bólu powiekami i przewróciła 

się twarzą do dołu. Dzięki temu leżała teraz bliżej Eguchiego. Wyciągnęła obie ręce, prawą 

położyła na poduszce, prawy policzek wsparła o dłoń. Eguchi widział tylko jej palce. Były 

rozstawione dość szeroko, mały znajdował się pod powieką, wskazujący zaś pod wargami. 

Duży natomiast krył się pod podbródkiem. Na tle białej poduszki róż na wargach i czerwień 

lakieru na czterech poznokciach zlały się w jedno. Lewa ręka była zgięta w łokciu, dłoń leżała 

prawie   przed   samymi   oczyma   Eguchiego.   Przy   wydatnych   pełnych   policzkach   palce 

wyglądały   tym   cieńsze   i   przywiodły   mu   na   myśl   wyciągnięte   nogi   dziewczyny.   Starzec 

dotknął ich stopą. 

Palce lewej ręki również były lekko rozchylone. Eguchi przytulił do nich policzek. 

Dziewczyna drgnęła pod ciężarem, ale nie miała siły wyciągnąć ręki. Starzec leżał chwilę bez 

ruchu. Przed jego oczyma jej nieco uniesione ramiona okrągliły się jeszcze dziewczęcymi 

kształtami. Eguchi naciągnął na nie koc i ujął je w dłonie. Przysunął twarz do ręki i dotknął 

ramienia wargami. Pociągnął go zapach, zapach ramienia i karku dziewczyny. Poczuł drżenie 

przebiegające po jej plecach i ramionach, gdy drżenie po chwili ustało, starzec przywarł do jej 

ciała wargami.

background image

Teraz   na   tej   uśpionej   kobiecie-niewolnicy   Eguchi   dopełni   zemsty   za   starych 

mężczyzn, którzy przychodząc do tego domu spotykają się z pogardą i szyderstwem. Złamie 

zakazy tego domu. Wie, że nie będzie mógł przyjść tutaj znowu. Postanowił ją zbudzić ze snu 

gwałtem. Lecz nagle cofnął się, stwierdziwszy niewątpliwą oznakę jej dziewictwa.

-   Aa!   -   krzyknął   i   odsunął   się   od   niej.   Oddychał   nierówno,   serce   waliło   mu   jak 

młotem. Bardziej chyba ze zdumienia niż z powodu nagłego przerwania tej zabawy. Zamknął 

oczy i starał się uspokoić. Teraz nie było to tak trudne jak w latach młodości. Delikatnie 

głaszcząc dziewczynę po włosach otworzył oczy. Pozostała w tej samej pozycji, twarzą do 

poduszki. Co to znaczy? Żeby w tym wieku była nierządnicą i dziewicą jednocześnie? Bo kim 

właściwie jest, jeśli nie prostytutką? - myślał starzec, a gdy burza minęła, zmieniły się jego 

uczucia do dziewczyny i do siebie samego i nie wróciły już do poprzedniego stanu. Nie 

żałował.   Jeśliby   cokolwiek   zrobił   tej   śpiącej   i   nieznajomej   dziewczynie,   byłoby   to   tylko 

zwykłą głupotą. Co jednak oznaczało jego zdumienie?

Zwiedziony wyglądem rozpustnej twarzy, Eguchi uczynił fałszywy krok, teraz tym 

bardziej   zdał   sobie   sprawę   z   tego,   wiedział,   że   starzy   mężczyźni,   goście   tego   domu, 

przychodzą   tutaj   z   większą   żałosną   radością,   mocniejszym   pragnieniem   i   ze   znacznie 

większym smutkiem, niż sądził Eguchi. Mimo że była to na starość łatwo osiągalna igraszka, 

prosty   sposób   powrotu   do   młodości,   to   jednak   na   samym   dnie   kryło   się   coś,   co   mimo 

najgłębszego żalu już nigdy nie mogło powrócić; nie dałoby się wyleczyć, mimo walki o nie 

na śmierć i życie. To, że ta „doświadczona”, a przecież nierządnica, pozostała do dzisiejszej 

nocy dziewicą, jest bez wątpienia bardziej dowodem okrutnego upadku starych mężczyzn niż 

ich czci dla niej i dotrzymywania obietnicy. Przeciwnie, czystość dziewczyny jest wyrazem 

brzydoty tych mężczyzn.

Dziewczynie musiała zdrętwieć prawa ręka, bo wyjęła ją spod policzka i kilkakrotnie 

poruszyła palcami nad głową. Następnie dotknęła jego dłoni zanurzonej we włosach. Eguchi 

przytrzymał rękę. Jej delikatne palce były nieco chłodne. Zacisnął mocniej, jakby chciał je 

zdruzgotać. Dziewczyna uniosła lewą dłoń, jakby chciała objąć Eguchiego za szyję. Lecz 

bezsilna ręka pozostała bezwładna i nie sięgała szyi. Śpiąca twarz, zwrócona do Eguchiego, 

znajdowała się zbyt blisko i dlatego w oczach dalekowidza rozpływała się w białej mgle, lecz 

zgrubione brwi, jej rzęsy rzucające zbyt ciemny cień, jakby nabrzmiałe powieki i policzki, 

wydłużona   szyja   - wszystko  to  potwierdzało  jego pierwsze  wrażenie   zalotnicy.   Jej   lekko 

obwisające piersi były naprawdę pełne, brodawki natomiast - jak na Japonkę - zbyt duże i 

nabrzmiałe. Starzec przesuwał rękę wzdłuż pleców i siągnął aż do nóg, wyprostowanych i 

background image

naprężonych. Górna część ciała - zdawało się - nie harmonizuje z dolną, być może dlatego, że 

dziewczyna pozostawała nadal dziewicą.

Starzec Eguchi teraz już ze spokojem w sercu przyglądał się policzkom i szyi. Jej 

skóra dobrze przyjmowała słabe refleksy karmazynu welwetowych zasłon. Ciało dziewczyny, 

o   której   powiedziała   kobieta,   iż   jest   doświadczona,   było   przedmiotem   igraszek   starych 

mężczyzn, a mimo to pozostało dziewicze. Po części zapewne dlatego, że jej klienci byli 

niczym   więcej   jak   tylko   ruiną   męskości,   również   i   dlatego,   że   dziewczyna   spała   snem 

głębokim, jednakże, co się stanie później, po wielu latach, jakie zmienne koleje życia na nią 

czekają   -   pytał   sam   siebie,   jak   zatroskany   ojciec.   To   dowód,   że   się   postarzał.   Nie   ma 

wątpliwości,   dziewczyna   śpi   tylko   dlatego,   że   chce   pieniędzy.   Lecz   leżenie   obok   takiej 

dziewczyny daje na pewno radość płacącym starcom, radość nieosiągalną w inny sposób na 

tym świecie. Ponieważ wykluczone, żeby dziewczyna się obudziła, jej goście nie muszą się 

wstydzić swej starczej niedołężności, wolno im swobodnie, bez ograniczenia snuć szalone 

marzenia   i   wspominać.   Może   właśnie   dlatego   nie   żałują,   płacą   więcej   niż   za   kobiety 

czuwające przy nich? Czują się bezpieczni, ponieważ dziewczyna się nie obudzi i nie będzie 

w ogóle wiedziała, jacy oni są. Starcy również nic nie wiedzą o dziewczynie, ani w jakich 

warunkach   żyje,   ani   jaki   ma   charakter.   Tak   jest   to   zorganizowane,   że   nie   mogą   nawet 

wiedzieć, w co się ubiera, i ocenić jej po strojach. Chyba nie chodzi tu tylko o tak prostą 

sprawę, jak nienarażanie gości na późniejsze komplikacje. Są one tajemnym światłem na dnie 

głębokiego mroku.

Starzec Eguchi nie przyzwyczaił się jeszcze do towarzystwa milczącej dziewczyny, 

nie widzącej mimo otwartych czasem oczu; to znaczy takiej, która nie widziała w Eguchim 

człowieka. Nie potrafił jeszcze wygasić w sobie próżnego poczucia braku. Wciąż jeszcze 

pragnie oglądać oczy tej zalotnej dziewczyny. Chce słyszeć jej głos i porozmawiać z nią. Nie 

ma   zbyt   silnej   pokusy   dotykania   śpiącej   dziewczyny,   gdyż   nie   opuszcza   go   poczucie 

nikczemności   tego   czynu.   Wszelako   Eguchi,   zdumiony   jej   dziewictwem,   zrezygnował   z 

łamania   zakazów   tego   domu,   postanowił   postępować   zgodnie   ze   zwyczajami   przyjętymi 

przez innych  starych  mężczyzn.  Dzisiejsza dziewczyna,  mimo  uśpienia była  z pewnością 

bardziej żywa niż poprzednia. Potwierdzało się to w jej zapachu i dotyku, we wszystkich 

ruchach ciała.

Tak jak za pierwszym razem, tak też dzisiaj pod poduszką leżały dwie tabletki środka 

nasennego. Lecz dzisiaj nie zażyje ich zbyt wcześnie - pomyślał - trochę dłużej popatrzy na 

dziewczynę, która mimo uśpienia dość często się poruszała. W ciągu nocy obróciła się może 

background image

ze  dwadzieścia-trzydzieści razy. Odwracała się od Eguchiego, to znów zwracała się w jego 

stronę. Jednocześnie dotykała go ręką. Eguchi chwycił ją za kolano i przysunął do siebie.

- Ilhm, nieee - wydało mu się, że powiedziała to głosem, który nie stał się jeszcze 

słowem.

- Nie śpisz? - Starzec pomyślał, że dziewczyna się obudzi, więc mocniej pociągnął. 

Kolano przestało się opierać i noga zgięła się w jego stronę. Eguchi włożył rękę pod jej szyję,  

uniósł w górę i poruszył.

- Aa, dokąd ja idę? - zapytała dziewczyna.

- Obudziłaś się jednak? Zbudź się!

- Nie, nie. - Jej głowa ześlizgnęła się w stronę ramienia Eguchiego. Chciała chyba 

uniknąć potrząsania.  Czoło dotknęło szyi starca, kosmyk włosów trafił w nos.  Włosy były 

sztywne. Aż zabolało. Wydzielały mocną woń, więc Eguchi odwrócił twarz.

- Co robisz! Przestań! - powiedziała dziewczyna.

-   Nic   przecież   ci   nie   robię   -   odpowiedział,   choć   dziewczyna   mówiła   przez   sen. 

Widocznie źle zrozumiała zamiary Eguchiego lub może przyśniły jej się brzydkie igraszki 

starca jednej z poprzednich nocy? Serce zabiło mu szybciej na myśl, że może odbyć coś w 

rodzaju   rozmowy   z   dziewczyną,   nawet   jeśli   usłyszy   urywane   słowa   bez   związku, 

wypowiadane przez sen. Poza tym nad ranem być może uda mu się ją rozbudzić. Ale czy ona 

naprawdę słyszała, co on mówił do niej? Kto wie, może po prostu zareagowała instynktownie 

raczej   na   podniety   ciała   niż   słowa?   Myślał,   że   może   powinien   ją   mocno   uderzyć   lub 

uszczypnąć, ale zamiast tego wziął ją mocno w ramiona i przytulił do siebie. Dziewczyna się 

nie broniła, nie powiedziała też słowa. Oddychała z trudem. Jej słodki oddech padł na twarz 

starca. Aż sam nie mógł złapać tchu. Ta bezwolna dziewczyna znów go uwodziła. Jakże 

wielki smutek ogarnąłby ją rankiem, gdyby odebrał jej dziewictwo. Jak zmieniłyby się wtedy 

koleje jej życia? W każdym razie dziewczyna nie wiedziałaby o niczym do samego rana.

- Mamo!  - jej wołanie zabrzmiało  jak cichy jęk. - Och, odchodzisz? Wybacz  mi, 

wybacz...

- Co ci się przyśniło? To sen! To tylko sen! - Po tych słowach Eguchi wziął ją jeszcze 

mocniej w objęcia, chcąc odpędzić przywidzenia. Smutek kryjący się w głosie dziewczyny 

wołającej matkę wtargnął do serca Eguchiego. Mocno przyciśnięte jej piersi rozpłaszczyły się 

i skryły piersi Eguchiego. Dziewczyna poruszyła ręką. Czy chciała Eguchiego objąć, myląc 

go z matką? Nie, chociaż jest uśpiona i jest dziewicą, nie brak jej zalotności. Wydało mu się, 

że   w   ciągu   swego   sześćdziesięciosiedmioletniego   życia   nigdy   jeszcze   nie   dotykał   całym 

background image

ciałem do skóry tak młodej i tak czarującej uwodzicielki. Jeśli są gdzieś baśnie tak erotyczne, 

to dziewczyna ta jest bohaterką jednej z nich.

Nagle wydało mu się, że nie jest ona czarującą nierządnicą, lecz po prostu dziewczyną 

zaczarowaną. „Jednak żyje, chociaż śpi”, to znaczy: serce jest pogrążone w głębokim śnie, ale 

kobiece   ciało   pozostaje   wciąż   rozbudzone.   Dziewczyna   przeistoczyła   się   w   ciało   bez 

ludzkiego serca. Czy dlatego nazwała ją doświadczoną, że tak dobrze przystosowała się do 

roli towarzyszki starych mężczyzn?

Eguchi   rozluźnił   uścisk,   ale   gdy   nagą   rękę   dziewczyny   ułożył   tak,   jakby   go 

obejmowała, wtedy rzeczywiście go objęła. Starzec leżał spokojnie. Zamknął oczy. Zrobiło 

mu się ciepło i sennie. Poddał się jakby ekstazie, zapomniawszy o całym świecie. I zrozumiał 

zapewne, na czym polega  szczęście tych starych mężczyzn przychodzących do tego domu. 

Tutaj   kończy   się   dla   nich   smutek   brzydoty   i   upodlenia   starości,   natomiast   przepełnia 

błogosławieństwo młodego życia. Dla mężczyzny wyniszczonego do ostateczności starością 

nie ma chyba lepszego czasu zapomnienia niż w ciągu tych nocy, kiedy leży otulony szczelnie 

ciałem dziewczyny. Czy sądzicie jednak, że starzy kupują te uśpione dziewczęta bez poczucia 

winy? Czy też, przeciwnie, skrywane poczucie winy dodaje im radości? Starzec Eguchi, który 

zapomniał o sobie samym, palcami u nogi dotknął stopy dziewczyny, jakby zapomniał o tym, 

że dziewczyna jest ofiarą. Nie dotykał jej jeszcze tylko w tym jednym miejscu. Palce u jej 

nogi były długie i ruchliwe. Zginały się i kurczyły, to znów prostowały przypominając ruchy 

palców   u   rąk,   działały   one   na   Eguchiego   jak   nieodparta   pokusa   tej   kobietki,   wielce 

podejrzanej. Dziewczyna może przekazywać słowa miłości podczas snu czubkami palców. 

Starzec słyszał w ruchach jej palców muzykę jeszcze dziecięcą i niewprawną, ale zmysłową - 

przez chwilę słuchał jej brzmienia.

Dziewczynie coś się śniło - czy sen już się skończył? A może jednak nie był to sen, 

może to szorstkie dotknięcia starych mężczyzn zrodziły w niej nawyk rozmowy z nimi przez 

sen, nauczyły ją sprzeciwu? - zastanawiał się Eguchi. Bez słów, ta dziewczyna przepełniona 

zmysłowością, nawet bez słów i w czasie snu potrafi rozmawiać ze starymi mężczyznami za 

pomocą ciała, ale być może Eguchi jeszcze nie oswoił się dostatecznie z tajemnicami tego 

domu, wciąż trzymał się kurczowo pragnienia posłuchania jej mowy, nawet urywanej, przez 

sen. Eguchi nie wiedział, gdzie ma nacisnąć, żeby zaczęła mówić.

- Już się nie śni? Śniło ci się, że mama gdzieś poszła? - zapytał dotykając wgłębień 

wzdłuż   jej   palców.   Dziewczyna   potrząsnęła   ramieniem   i   znów   położyła   się   twarzą   na 

poduszce. Widocznie tak sypiała najchętniej. Twarz zwróciła nieco ku Eguchiemu, prawą 

ręką objęła lekko brzeg poduszki, lewą położyła na policzku starca. Nic nie powiedziała. 

background image

Słaby   oddech   śpiącej   musnął   go   ciepłem.   Poruszyła   się   ręka   na   twarzy   Eguchiego, 

poszukująca widocznie wygodniejszego miejsca, więc Eguchi ujął ją w obie dłonie i położył 

sobie   na   oczach.   Czubki   długich   paznokci   kłuły   go   w   ucho.   Nadgarstek   zginał   się   nad 

prawym   okiem,   czubki   palców   zakrywały   powiekę.   Chcąc,   by   tak   nadal   pozostały, 

przytrzymał   jej   rękę.   Zapach   ciała   przenikający  do   oczu   znów  okazał   się   dla   Eguchiego 

czymś  tak nowym,  że wywołał nowe złudzenie. O tej porze roku kilka zimowych  peonii 

kwitło w słońcu babiego lata pod wysokim murem starej świątyni w Yamato, to znów białe 

sasanki pokrywały kwieciem ogród pod galerią w Shisendo, wiosną z kolei rododendrony i 

wistarie w Nara, natomiast w Świątyni Kameliowej w Kioto - kwiaty kamelii opadających 

płatków...

To właśnie to. W tych kwiatach kryją się wspomnienia trzech córek, które Eguchi 

wydał za mąż. To są kwiaty, które oglądał podróżując z córkami, a może tylko z jedną z nich. 

Teraz są już żonami i matkami, i prawdopodobnie tak dobrze tego nie pamiętają, Eguchi 

jednak dokładnie pamiętał, czasem nawet o tych kwiatach opowiadał swej żonie. Matka po 

wydaniu córek za mąż chyba nie odczuwała tak bardzo jak ojciec, że się z nimi rozstała, i 

rzeczywiście,   dotąd   utrzymywała   z   nimi   bliskie   stosunki,   więc   nie   chowała   w   sercu   tak 

pieczołowicie wspomnień o wspólnej podróży przed ich ślubem, i o tych kwiatach, które 

czasem oglądali. I były jeszcze kwiaty z podróży, w której matka im nie towarzyszyła.

W głębi oczu, zakrytych ręką dziewczyny, pojawiły się zjawy kwiatów, pojawiały się, 

to znów znikały,  jednocześnie wracały odczucia dni, kiedy po wydaniu córek za mąż po 

pewnym czasie zaczęły mu coraz bardziej się podobać czyjeś córki. I ta dzisiejsza wydała mu 

się teraz jedną z tych obcych cór. Starzec puścił jej rękę, lecz dziewczyna pozostwiła ją na 

poprzednim   miejscu.   Spośród   trzech  córek   Eguchiego   tylko   najmłodsza   oglądała   z   nim 

kwiaty kamelii w Świątyni Kameliowej, była to podróż pożegnalna na dwa tygodnie przed 

oddaniem jej z domu, więc obrazy tych kwiatów były najmocniejsze. Wydanie najmłodszej za 

mąż  sprawiło mu ból najdotkliwszy.  Rywalizowało o nią dwóch chłopców, co więcej, w 

okresie rywalizacji córka straciła dziewictwo. Eguchi zabrał najmłodszą w podróż dla zmiany 

jej nastroju. Uważa się, że kamelie wróżą nieszczęście, ponieważ opadają całe kwiaty, a nie 

pojedyncze płatki, lecz z liczącej już czterysta lat kamelii, pokrywającej się pięciobarwnym 

kwieciem   w   Kameliowej   Świątyni,   nie   opadały   całe   korony   o   podwójnych   płatkach,   ale 

sypały się po prostu płatki, tak jak to się dzieje w wypadku innych kwiatów, dlatego też to 

drzewo nazwano „kamelią opadających płatków”.

- Kiedy sypią się najobficiej, spada kilka koszy dziennie - powiedziała Eguchiemu 

młoda żona kapłana tej świątyni.

background image

- Kwiaty wielkiej kamelii są piękniejsze - mówiła - kiedy się na nie patrzy pod słońce, 

a nie tak, jak padają promienie.

Eguchi siedział z najmłodszą córką na zachodniej galerii, słońce chyliło się właśnie ku 

zachodowi.   Patrzyli   pod   słońce,   to   znaczy   naprzeciw   źródła   światła,   bo   gruba   warstwa 

gęstych   liści   i   kwiatów   wielkiej   kamelii   nie   przepuszczała   promieni   wiosennego   słońca. 

Promienie utonęły w koronie drzewa, nad galerią natomiast, znajdującą się w jego cieniu, 

unosiła   się   jakby   zorza   wieczorna.   Kameliowa   Świątynia   znajdowała   się   w   hałaśliwej   i 

pospolitej dzielnicy, w jej ogrodzie nie było nic godnego uwagi poza tym jednym wielkim 

drzewem kameliowym, którego kwiaty tak bardzo porywały serce Eguchiego, że nawet nie 

słyszał odgłosów miasta.

- Jak pięknie zakwitły, prawda? - zwrócił się do córki.

- Kiedy budzę się rano, często leży tyle kwiatów, że ziemi nie widać - powiedziała 

młoda żona kapłana i odeszła zostawiając Eguchiego z córką.

Czy rzeczywiście na jednym drzewie kwitły kwiaty pięciobarwne, nie wiedział tego, 

ale mógł dojrzeć tu zarówno kwiaty czerwone, jak i białe, kwiaty o płatkach marszczonych i 

inne,   Eguchi   nie   zamierzał   specjalnie   tego   sprawdzać,   gdyż   pochłonęła   go   całkowicie   ta 

kamelia. Czterechsetletnie drzewo, mimo to zakwitło tak wspaniale i tak obficie. Całkowicie 

wessało w siebie promienie zachodzącego słońca, więc w ukwieconym drzewie było chyba 

ciepło i przytulnie. Nie czuł wiatru, lecz mimo to ukwiecone końce gałązek poruszały się 

nieznacznie od czasu do czasu.

Jednak   najmłodsza   córka   nie   była   tak   bardzo   zachwycona   jak   Eguchi   tą   słynną, 

sypiącą   płatkami   kamelią.   W   jej   oczach   nie   dostrzegł   siły,   może   zamiast   przyglądać   się 

kamelii   wpatrywała   się   we   wnętrze   własnej   duszy.   Eguchi   kochał   ją  najbardziej   spośród 

trzech córek. Chętnie dawała się też rozpieszczać, jak większość najmłodszych dzieci. Tym 

chętniej po wyjściu za mąż dwu starszych sióstr. Starsze nieraz pytały z zazdrością matkę, czy 

Eguchi   nie   zamierza   czasem   zostawić   jej   w   domu   i   przyjąć   zięcia   do   siebie   -   żona 

niejednokrotnie   mówiła   o   tym   Eguchiemu.   Najmłodsza   córka   wyrosła   na   promienną 

dziewczynkę. Miała wielu kolegów, co w oczach rodziców wydawało się trochę nierozważne, 

ale   córka   była   bardziej   ożywiona   w   otoczeniu   chłopców.   Rodzice,   a   zwłaszcza   matka 

przyjmująca ich w domu, dobrze wiedziała, że dwóch chłopców podoba się córce. To właśnie 

jeden z nich odebrał najmłodszej dziewictwo. Córka przez pewien czas siedziała w domu 

milcząca, jej ruchy, na przykład podczas przebierania się, stały się nerwowe. Matka szybko 

spostrzegła, że coś się córce przydarzyło. Gdy zdawkowo ją zapytała, bez wahania wyznała 

background image

wszystko.   Młodzieniec   pracował   w   domu   towarowym,   mieszkał   w   wynajętym   pokoju. 

Dziewczyna po prostu poszła chyba do niego, gdy ją zaprosił.

- Wyjdziesz za niego za mąż, prawda? - zapytała matka.

- Nie, nigdy - odpowiedziała wprawiając matkę w zdumienie. Matka więc sądziła, że 

chłopiec  wziął  córkę  siłą. Podzieliła  się tajemnicą  z Eguchim,  żeby się naradzić.  Eguchi 

poczuł się tak, jakby uszkodzono mu najdroższy klejnot, który trzymał w dłoni. Był jeszcze 

bardziej   zdumiony,   gdy   się   dowiedział,   że   dziewczyna   zdecydowała   się   zaręczyć   z   tym 

drugim chłopcem.

- Co o tym myślisz? Czy tak można postępować? - zapytała żona, pochylając się w 

jego stronę.

- Czy już powiedziała mężczyźnie, z którym postanowiła się zaręczyć? Czy wyznała 

mu? - zapytał ostro Eguchi.

- Ciekawe. O tym nie słyszałam. Ja też się zdziwiłam... Może zapytamy o to córkę? 

- Nie.

- Większość ludzi uważa, że lepiej nie mówić o takich pomyłkach swemu partnerowi 

w małżeństwie, bezpieczniej po prostu milczeć. Zresztą to też zależy od charakteru i nastroju 

dziewczyny, zdarza się przecież, że może cierpieć całe życie tylko dlatego, że to zataiła.

- Lecz jeszcze nie zdecydowaliśmy, czy otrzyma naszą zgodę na zaręczyny.

Oczywiście. Eguchi nie mógł uważać tego za naturalne, że córka traci dziewictwo z 

jednym, a zaręcza się z drugim. Rodzice wiedzieli o tym, że obaj się w niej kochają. Obu 

zresztą Eguchi znał i uważał, że córka równie dobrze może wyjść za jednego jak drugiego. 

Czy jednak te nagłe zaręczyny nie były tylko reakcją na wstrząs, jaki przeżyła? Czy gniew i 

nienawiść, uraza i żal wobec jednego nie odebrały jej rozumu i nie skierowały w objęcia 

drugiego?   A może  po  prostu  rozczarowała   się  jednym   i  chciała   ugasić  swój   niepokój   w 

ramionach   drugiego?   Taka   dziewczyna   jak   jego   najmłodsza   córka   mogła   zwrócić   się   do 

drugiego chłopca tym chętniej, że została przez pierwszego zniewolona i straciła całkowite 

zainteresowanie jego osobą. Dlatego też nie można posądzić jej o nieuczciwość za ten akt 

zemsty i na wpół upokorzenia siebie  samej. Ale Eguchiemu nigdy nie przyszło nawet na 

myśl,   że   coś   takiego   przydarzy   się   właśnie   najmłodszej   córce.   Może   tak   już   jest   ze 

wszystkimi rodzicami. Zresztą Eguchi zbyt mocno może zaufał tej pełnej werwy dziewczynie, 

zachowującej się zresztą tak pogodnie w obecności otaczających ją mężczyzn. Kiedy się to 

wydarzyło, nawet specjalnie się nie zdziwił. Przecież również najmłodsza córka nie różni się 

w  budowie   ciała   niczym   od   innych   kobiet.   Może   się   więc   spotkać   z  gwałtem   ze   strony 

mężczyzny. Kiedy nagle oczyma wyobraźni ujrzał ją w sytuacji nieprzyzwoitej, poczuł się 

background image

głęboko zawstydzony i poniżony. Niczego takiego nie przeżywał, kiedy starsze wyprawiał w 

podróż   poślubną.   Dziewczyna   mogła   ulec   płomieniom   miłości   owego   mężczyzny,   lecz 

dopiero   kiedy   Eguchi   o   tym   się   dowiedział,   uprzytomnił   sobie,   jak   własna   córka   jest 

zbudowana - nie mogła się oprzeć namiętności. Czy takie myśli są czymś nienormalnym u 

ojca?

Eguchi ani nie uznał od razu zaręczyn córki, ani nie przestał o nich myśleć. Że dwaj 

chłopcy   wiedli   dość   zacięty   bój   o   dziewczynę,   rodzice   dowiedzieli   się   znacznie   później. 

Kiedy Eguchi zabrał ją do Kioto i oglądał z nią kamelie w pełnym rozkwicie, termin ślubu był 

już bliski. W koronie wielkiej kamelii coś zaczęło buczeć. Były to pewnie pszczoły.

Najmłodsza córka w dwa lata po ślubie urodziła syna. Jej mąż podobno wariował na 

punkcie tego dziecka. Gdy w niedziele czy inne dni tygodnia młode małżeństwo przychodziło 

do domu  Eguchiego,  żona szła do kuchni pomóc  matce,  mąż  zaś karmił  dziecko  z dużą 

wprawą. Widząc to Eguchi myślał, że w małżeństwie wszystko ułożyło się dobrze. Choć 

córka mieszkała w tym samym Tokio, rzadko pokazywała się u nich, ale kiedyś przyszła 

sama, więc Eguchi zapytał, jak jej się wiedzie.

- Jak? Pewnie jestem szczęśliwa - odpowiedziała.

Być   może   młodzi   małżonkowie   niewiele   mówią   rodzicom   o   swych   osobistych 

sprawach,   ale   przecież   kobieta   z   takim   charakterem   jak   ich   córka,   zdawało   się,   mogła 

powiedzieć rodzicom coś więcej o mężu, myślał Eguchi jakoś niezbyt zadowolony, a nawet 

trochę zaniepokojony. Lecz córka wypiękniała, jakby na nowo rozkwitła jako młoda żona. 

Jedynie zmiany fizjologiczne, towarzyszące przejściu od wieku dziewczęcego do dojrzałości 

młodej mężatki, nie dałyby tej barwnej jasności, gdyby mroczny cień był w jej sercu. Po 

urodzeniu dziecka jej cera stała się tak czysta, jakby ciało umyła od wewnątrz, poza tym była 

spokojna i opanowana.

Czy to właśnie było to? Czy to właśnie dlatego w domu „śpiących piękności” Eguchi, 

trzymając   na   obu   powiekach   dłonie   dziewczyny,   ujrzał   w   złudnym   wyobrażeniu   kwiat 

kamelii w pełnym rozkwicie? Oczywiście, ani najmłodsza córka, ani śpiąca tu dziewczyna nie 

przypominały zapachu tamtej kamelii. Lecz przepychu ciała dziewczyny nie można poznać 

przez oglądanie i grzeczne wylegiwanie się obok niej. Jednak nie można ich porównać z 

kwiatem   kamelii.   To,   co   przepływało   od   dłoni   dziewczyny   na   powieki   Eguchiego,   było 

strumieniem życia, melodią życia. Eguchi wziął do ręki jej dłoń, dość długo leżącą na jego 

powiekach, i zdjął z oczu, ponieważ zaczęła mu ciążyć.

Dziewczyna nie miała gdzie położyć lewej ręki, wyciągniętej dotąd niewygodnie na 

piersiach Eguchiego, poruszyła się znów i zwróciła w jego stronę. Obie dłonie ułożyła przed 

background image

nim i złączyła palce. Dotknęły jego piersi. Nie były złączone jak do modlitwy, ale mimo to 

wyglądały tak, jakby zastygły w błagalnym geście. Jakby w cichej modlitwie. Eguchi ujął 

obie złączone ręce i zamknął w swych dłoniach. Zamyślił się, jakby się modlił, i zamknął 

oczy. Prawdopodobnie przejął go smutek starego człowieka, który dotyka rąk młodej śpiącej 

dziewczyny. 

Starzec Eguchi usłyszał plusk pierwszych  kropli nocnego deszczu, spadających  na 

ciche   morze.   Odgłos   z   oddali   wydał   się   raczej   echem   zimowego   grzmotu   niż   warkotem 

samochodu, lecz dokładnie nie mógł tego rozróżnić. Rozłączył splot palców dziewczyny i 

prostując je przyglądał się im po kolei, pominął tylko duży. Zapragnął włożyć sobie do ust te 

cienkie i długie paluszki. Co też pomyśli dziewczyna, kiedy się rano obudzi i dostrzeże na 

małym palcu ślady zębów i sączącą się krew? Eguchi wyprostował rękę dziewczyny wzdłuż 

jej ciała.  Spojrzał  na duże, nabrzmiałe  i ostro zarysowane  brodawki, na jej obfite piersi. 

Lekko   obwisały,   więc   spróbował   unieść   je   ku   górze.   Nie   były   tak   ciepłe   jak   jej   ciało 

rozgrzane pod elektrycznym kocem. Chciał we wgłębienie między nimi położyć czoło, ale 

tylko przybliżył twarz, gdyż powstrzymał go zapach dziewczyny. Przewrócił się na brzuch i 

zażył obie tabletki na raz. W pierwszą noc w tym domu na początku połknął tylko jedną, 

drugą wykorzystał dopiero wtedy, gdy go obudził zły sen. Wówczas przekonał się, że były to 

zwykłe proszki. Szybko zasnął.

Obudził go płacz dziewczyny, jej gwałtowny szloch. To, co rozbrzmiewało jak płacz, 

zmieniło się w śmiech. Nieprzerwany i długotrwały śmiech. Eguchi położył dłoń na jej piersi 

i potrząsnął nią.

- To sen! To sen! Coś ci się przyśniło! - Złowieszcza cisza nastąpiła po długotrwałym 

śmiechu dziewczyny. Lecz środek nasenny już podziałał, ledwie Eguchi zdążył wziąć zegarek 

leżący obok poduszki i zobaczyć, która godzina. Było wpół do czwartej. Przytulił się do piersi 

dziewczyny, przyciągnął jej biodra do siebie i usnął ciepłym snem.

Rano znowu zbudziła go kobieta.

- Czy pan już nie śpi?

Eguchi   nie  odpowiedział.   Czy  może   kobieta   podeszła   bliżej  i   przyłożyła   ucho  do 

drzwi tajemnego pokoju? Eguchi wzdrygnął się na myśl o tym. Może to od gorąca pod kocem 

elektrycznym  dziewczyna  odkryła  nagle plecy,  jedną rękę wyciągnęła  nad głowę. Eguchi 

zdjął z niej okrycie.

- Czy pan już nie śpi?

background image

Tym   razem   też   nie   odpowiedział.   Schował   głowę   pod  kołdrę.   Pierś   dziewczyny 

dotknęła jego warg. Eguchi nagle poczuł żar, przycisnął  ją do siebie, dopomagając  sobie 

stopami.

Kobieta zastukała trzy lub cztery razy w cedrowe drzwi.

- Proszę pana! Proszę pana!

- Już wstaję. Teraz się ubieram. - Wydawało mu się, że wejdzie do pokoju, jeśli jej nie 

odpowie.

W sąsiednim pokoju czekały na niego miednica i pasta do zębów. Kobieta usługując 

przy śniadaniu zapytała:

- Jak się podobała? Nie sądzi pan, że świetna dziewczyna?

- Bardzo dobra, naprawdę... - kiwnął twierdząco Eguchi. - O której się zbudzi?

- Ciekawe, o której - odpowiedziała kobieta wymijająco.

- Nie mógłbym pozostać do obudzenia się dziewczyny?

- To nie jest u nas dozwolone. - Następnie szybko dodała: - Nie mogę na to pozwolić 

nawet najbliższym naszym gościom. 

- Ale ona jest taka miła.

- Najlepiej po prostu dotrzymać towarzystwa śpiącej dziewczynie i nie poddawać się 

nierozsądnym namiętnościom. Ponieważ ona w ogóle nie wie, że śpi z panem, nie sprawi 

panu potem żadnych kłopotów.

- Ale ja ją pamiętam. Jeślibym spotkał ją kiedyś na ulicy.

-   Ach,   wtedy   by   pan   z   nią   rozmawiał?   Proszę   tego   nigdy   nie   robić.   To   byłoby 

przestępstwo, nie sądzi pan?

- Przestępstwo? - Eguchi powtórzył słowa kobiety. 

Tak jest. 

- Przestępstwo? 

- Proszę zrezygnować z tak buntowniczych zamiarów, śpiącą dziewczynę proszę jako 

śpiącą miłować i otaczać opieką.

Chciał jej powiedzieć, że jeszcze nie jest do tego stopnia godnym politowania starcem, 

ale się powstrzymał. 

- Chyba w nocy padał deszcz.

- Naprawdę? Zupełnie tego nie zauważyłam.

- Na pewno słyszałem plusk wody. Na morzu roztaczającym się za oknem drobne 

zmarszczki fal przy brzegu błyszczały w porannym słońcu.

background image

Rozdział trzeci 

Starzec Eguchi po raz trzeci odwiedził „śpiące piękności” ósmego dnia od drugiej 

wizyty.  Między pierwszą a drugą upłynęło  pół miesiąca,  tym  razem okres skrócił się do 

połowy.

Czyżby coraz bardziej urzekały go uśpione dziewczęta?

- Dziś jest dziewczyna, która dopiero się uczy i być może nie spodoba się panu - 

powiedziała kobieta przygotowując herbatę.

- Znowu inna?

- Zadzwonił pan na krótko przed przybyciem, muszę więc zaproponować panu taką, 

jaką mam pod ręką... Gdyby pan chciał wybrać którąś z dziewcząt, proszę mnie uprzedzić na 

kilka dni wcześniej.

- Rozumiem. Ale co to znaczy: „dziewczyna, która dopiero się uczy”?

- Po prostu nowa i młodziutka. Zaskoczyło to Eguchiego.

- Nie jest przyzwyczajona, więc trochę się boi, zapytała nawet, czy mogłyby spać 

razem, we dwie, ale nie chciałam tego czynić bez pana zgody.

- We dwie? To niezły pomysł. Ale skoro śpi jak zabita, nie będzie przecież wiedziała, 

czy się boi, czy nie.

- To prawda, jednak nie jest jeszcze przyzwyczajona,  dlatego  proszę traktować  ją 

delikatnie.

- Przecież nic im nie robię.

- To oczywiste.

- Dopiero się uczy? - szepnął do siebie Eguchi. Dziwne rzeczy zdarzają się na tym 

świecie.

Kobieta jak zwykle uchyliła cedrowe drzwi i zajrzała do środka. 

- Już śpi, proszę więc pana bardzo... - i wyszła. 

Starzec nalał sobie jeszcze jedną filiżankę herbaty i położył się na boku, opierając 

głowę na dłoni. Ogarnęła go chłodna pustka. Wstał, z trudem opanowując rozleniwienie, 

otworzył cicho drzwi i zajrzał do aksamitnego pokoju tajemnic.

„Mała dziewczynka” miała małą twarz. Jej nieuczesane włosy wyglądały tak, jakby 

dopiero co rozplotła warkocz; zakrywały jeden policzek, na drugim natomiast trzymała rękę 

dotykając palcami warg, być może dlatego jej twarz wyglądała tym mniejsza. Dziewczyna 

spała  jak dziecko. Jej  ręka czy raczej  brzeg dłoni i czubki rozluźnionych,  wyciągniętych 

palców dotykały oczu, policzka przy nosie i zakrywały wargi. Długi środkowy palec trochę 

background image

wystawał,   sięgając   pod   brodę.   Była   to   lewa   ręka.   Prawa   natomiast   leżała   na   kołdrze, 

przytrzymując ej brzeg palcami. Dziewczyna nie używała na noc kosmetyków. Nie widać też 

było, żeby zmywała makijaż przed snem. Stary Eguchi położył się obok niej. Starał się jej nie 

dotknąć. Dziewczyna nie poruszyła się. Ciepło jej ciała, ciepło inne niż z elektrycznego koca, 

otuliło starca. Miał wrażenie, że smakuje gorycz niedojrzałego życia. Był to zapach włosów i 

skóry, ale chyba nie tylko to.

- Ma może z szesnaście lat - wymamrotał Eguchi. Starcy, którzy przychodzą do tego 

domu, już nie traktują kobiety jako kobiety, więc sypianie z taką małą dziewczynką jest po 

prostu pogonią za radością życia, które odeszło, jest zwodniczą pociechą - to już Eguchi 

zrozumiał odwiedzając ten dom po raz trzeci. Obok uśpionej dziewczyny zasnąć na wieki - 

czy byli również starcy, którzy tego pragnęli? Ciało młodej dziewczyny skrywało w sobie 

cień   smutku,   rozbudzający   u   starca   myśl   o   śmierci.   Nie,   po   prostu   Eguchi   jest   może 

najbardziej wrażliwy:  spośród mężczyzn przychodzących do tego domu, większość z nich 

pragnęła tylko spijać młodość z uśpionej i cieszyć się jej obecnością, z dziewczyny, która się 

nie budzi.

Pod poduszką znowu znalazł tabletki nasenne. Ujął je palcami i podniósł do góry, nie 

dostrzegł na nich żadnych znaków, nie wiedział więc, jak się nazywają. Na pewno był to 

środek inny od podanego do ust lub w zastrzyku  dziewczynie.  Następnym  razem Eguchi 

poprosi kobietę o taki sam. Na pewno go nie otrzyma, ale gdyby jednak dostał, mógłby może 

zasnąć  jak  zabity.  Czuł   nieodpartą  pokusę,  chciał   zasnąć  jak  zabity  razem  z  dziewczyną 

śpiącą snem umarłej.

„Spać jak zabity” - te słowa przypomniały mu pewną kobietę. Wiosną przed trzema 

laty starzec przyprowadził kobietę do hotelu w Kobe. Zabrał ją z nocnego klubu, gdy minęła 

już północ. Pił wtedy whisky znajdującą się w pokoju hotelowym, częstował również kobietę. 

Wypiła tyle co Eguchi. Starzec przebrał się w yukatę do snu, ale nie miał dodatkowej dla 

kobiety, wziął ją więc w ramiona w bieliźnie. Objął za szyję i delikatnie pieścił. Wtedy na 

wpół się podniosła i powiedziała:

- Nie potrafię zasnąć w bieliźnie. - Następnie zdjęła wszystko, co miała na sobie i 

rzuciła   na   taboret   przed   lustrem.   Starzec   trochę   się   zdziwił   i   pomyślał,   że   tak   pewnie 

zachowują się amatorki. Kobieta, ku jego zdziwieniu, była potulna i nieśmiała.

Eguchi odsunął ją od siebie i zapytał:

- Jeszcze nigdy?

- Kpisz sobie ze mnie, panie Eguchi, kpisz sobie ze mnie - powtórzyła dwukrotnie, 

lecz nadal zachowywała się bardzo spokojnie. Alkohol uderzył trochę Eguchiemu do głowy, 

background image

więc   wkrótce   usnął.   Rankiem   obudziła   go   krzątanina.   Kobieta   siedziała   przed   lustrem   i 

poprawiała włosy.

- Bardzo wcześnie wstajesz.

- Bo mam dzieci.

- Dzieci?

- Tak, dwoje. Małych.

Kobieta spieszyła się, wyszła, nim Eguchi zdążył podnieść się z pościeli.

Eguchi był bardzo zaskoczony słysząc, że urodziła już dwoje dzieci, ta kobieta tak 

szczupła i jędrna. Żaden szczegół jej ciała tego nie zdradzał. Piersi wyglądały tak, jakby nigdy 

nie karmiła dziecka.

Gdy Eguchi otworzył walizkę podróżną, żeby zmienić koszulę na świeżą, stwierdził, 

że wszystko jest starannie poukładane. Podczas dziesięciu dni pobytu zwijał bieliznę w kłębek 

i wpychał do środka; kiedy chciał coś wyjąć, musiał przewracać wszystko do dna. Wrzucał 

też do niej różne przedmioty,  które dostawał lub kupował w Kobe, więc walizka tak się 

wybrzuszyła, że nie mógł jej zamknąć. Kobieta mogła zobaczyć, co w niej jest, gdyż wieko 

się nie zamykało, poza tym mogła spostrzec ten bałagan, kiedy wyjmował papierosy. Co ją 

jednak nakłoniło do zrobienia porządku? Nawet brudną bieliznę poskładała wzorowo, musiało 

to jej zająć sporo czasu, nawet jeśli miała dużą wprawę. A może wczoraj, kiedy Eguchi spał, 

nie mogła usnąć, wstała i zrobiła porządek w walizce?

- Hm? - Starzec przyglądał się zgrabnie poukładanym rzeczom. - W jakim celu to 

zrobiła?

Następnego dnia wieczorem przyszła do umówionej restauracji w kimonie.

- Czy zdarza ci się chodzić w kimonie?

- Tak, czasami...  Ale chyba  do mnie nie pasuje - roześmiała się wstydliwie.  - W 

południe zadzwoniła do mnie przyjaciółka i powiedziała, że strasznie się zdziwiła, że jest 

wprost zaskoczona. Wiesz, powiedziała, że mogę.

- Powiedziałaś jej o wszystkim?

- Tak, nie ukryłam niczego.

Chodzili razem po mieście, Eguchi kupił jej materiał na kimono i pas obi i wrócili do 

hotelu. Przez okno widzieli światła statków w porcie. Kiedy stali przy oknie i całowali się, 

Eguchi   zasunął   rolety   i   firanki.   Pokazał   butelkę   po   wczorajszej   whisky,   ale   kobieta 

potrząsnęła głową. Nie chciała stracić panowania nad sobą. Wkrótce zasnęła snem głębokim. 

Następnego dnia rano obudziła się, gdy Eguchi już wstawał.

- Ach, spałam jak zabita. Naprawdę, spałam jak zabita.

background image

Otworzyła oczy i nadal leżała bez ruchu. Oczy były czyste i wilgotne.

Kobieta   wiedziała,   że   Eguchi   dzisiaj   wraca   do   Tokio.   Wyszła   za   mąż,   gdy   mąż 

pracował w Kobe w biurze zagranicznej firmy handlowej, teraz przez dwa lata przebywał w 

Singapurze. Wracał w przyszłym miesiącu do żony i dzieci. Opowiadała o tym Eguchiemu 

wczorajszej nocy. Do tego momentu nie wiedział, że ta młoda kobieta jest mężatką, i to żoną 

obcokrajowca. Przecież bez trudu wyprowadził ją z klubu nocnego. Po prostu wszedł do 

nocnego   lokalu   powodowany   kaprysem   chwili,   przy   sąsiednim   stoliku   siedzieli   dwaj 

Europejczycy i cztery Japonki. Ponieważ wśród nich była kobieta w średnim wieku, którą 

Eguchi   znał   z   widzenia,   więc   się   ukłonił.   Najprawdopodobniej   pełniła   tu   funkcję 

przewodniczki mężczyzn. Obaj obcokrajowcy wstali do tańca, znajoma zapytała Eguchiego, 

czy nie chciałby zatańczyć z dziewczyną. W połowie drugiego tańca zaproponował wspólną 

ucieczkę klubu. Młoda kobieta chyba lubiła żarty. Więc bez oporu poszła z nim do hotelu i 

kiedy znaleźli się już w pokoju, to raczej Eguchi poczuł się trochę skrępowany.

I   w   taki   sposób   Eguchi   popełnił   czyn   nieetyczny   z   mężatką,   z   Japonką   -   żoną 

obcokrajowca. Zostawiała małe dzieci z niańką czy opiekunką i mogła dłużej pozostawać 

poza domem, nie przejawiała też powściągliwości mężatek, więc Eguchi nie miał zbyt silnych 

wyrzutów sumienia, że postąpił nieetycznie, choć nie był całkowicie spokojny. Lecz kiedy 

kobieta powiedziała mu, że spała jak zabita, radość, jaką wtedy przeżył, pozostała w nim jako 

muzyka  młodości.   Wtedy  miał   sześćdziesiąt   cztery lata,   kobieta   mogła   mieć   dwadzieścia 

cztery   lub   pięć,   czy   dwadzieścia   siedem   lub   osiem.   Myślał   wówczas,   że   jest   to   ostatnia 

przygoda z młodą kobietą. Zaledwie dwie noce - tak naprawdę to tylko jedna - a przecież 

kobieta, która „spała jak zabita” stała się dla Eguchiego niezapomniana. Przysłała mu list 

pisząc, że gdyby kiedyś przyjechał do Kansai, to chciałaby z nim znowu się spotkać. Po 

miesiącu   w   kolejnym   liście   zawiadomiła,   że   mąż   wrócił   do   Kobe,   ale   nic   nie   stoi   na 

przeszkodzie, żeby się zobaczyć. Znów minął ponad miesiąc i znów przyszedł list podobnej 

treści. Potem już nie miał od niej wiadomości.

- Tak, ta kobieta znów zaszła w ciążę, po raz trzeci... Nie wątpię, że tak jest. - Eguchi 

powiedział do siebie szeptem trzy lata później, gdy ją sobie przypomniał, leżąc obok tej małej 

dziewczynki śpiącej jak nieżywa. Dotąd o tym w ogóle nie myślał. Dlaczego teraz tak nagle 

przyszło mu to do głowy, sam sobie się dziwił, ale kiedy już zaczął o tym myśleć, był prawie 

pewien, że tak właśnie z nią było. Czy dlatego przestała do niego pisać, że zaszła w ciążę? 

Czy na pewno tak? Niewiele brakowało, a byłby się roześmiał. Tak jakby powitanie męża 

wracającego z Singapuru i następnie zajście w ciążę zmyło nieczystość czynu popełnionego z 

Eguchim   i   uspokoiło   starego   człowieka.   Jednocześnie   Eguchi   ujrzał   przed   oczyma   jej 

background image

niezapomniane ciało. Nie budziło w nim pożądania. Jędrne, gładkie, smukłe było dla niego 

symbolem młodej kobiety.  Jej ciąża okazała się może tylko zaskakującym  rezultatem gry 

wyobraźni Eguchiego, który jednak nie wątpił w prawdziwość złudzenia.

- Czy pan mnie kocha? - zapytała go w hotelu kobieta.

- Bardzo - odpowiedział Eguchi. - To są pytania, jakie zawsze zadają kobiety.

- Lecz... jednak... - zacisnęła usta i nie skończyła zdania.

- Nie zapytasz, co mi się w tobie podoba? - zażartował.

- Już dobrze, poddaję się.

Ale kiedy go zapytała, czyją kocha, nie miał wątpliwości, że mu się podoba. Tego 

pytania nie zapomniał nawet po trzech latach do chwili obecnej. Kobieta urodziła trzecie 

dziecko, czy więc jej ciało nadal wygląda tak, jakby nigdy nie rodziła? Zatęsknił do niej.

Eguchi prawie całkowicie zapomniał o śpiącej obok dziewczynie, a przecież to ona 

mu przypomniała kobietę z Kobe. Ponieważ przeszkadzał mu wystający łokieć, starzec ujął za 

nadgarstek i schował jej rękę pod kołdrę. Było jej chyba gorąco pod kocem elektrycznym, 

gdyż zepchnęła go nieco w dół i obnażyła się do łopatki. Niewinne zaokrąglenia drobnych 

ramion były teraz tak blisko, że prawie dotykały oczu Eguchiego. Zapragnął sprawdzić, czy 

jej   ramię   zmieści   się   w   dłoni,   ale   zaniechał   tego.   Widział   wyraźnie   łopatki.   Chciał   je 

pogłaskać, ale również zrezygnował.  Odsunął ostrożnie  długie włosy spadające na prawy 

policzek.   Śpiąca   twarz   miała   rysy   łagodne   w   słabym   świetle   padającym   od   sufitu, 

odbijającym się od otaczających ich karmazynowych zasłon. Brwi nie malowała. Jej rzęsy 

były równiutkie i tak długie, że mógł je chwycić palcami. Dolna warga miała niewielkie 

zgrubienie w środku. Zębów nie dostrzegł.

Nie ma nic piękniejszego od niewinnej twarzy śpiącej młodej kobiety - myślał Eguchi 

odkąd przyszedł do tego domu. Może jest to najsłodsza pociecha, jaką znaleźć można na tym 

świecie?  Żadna  kobieta,  nawet najpiękniejsza,  nie ukryje  swych  lat  w czasie  snu. Twarz 

młodej kobiety, nawet niezbyt pięknej, najlepiej wygląda w czasie snu. Albo też w tym domu 

dobierają takie dziewczęta, których uśpione twarze są piękne. Kiedy Eguchi patrzył z bliska 

na tę drobną twarz śpiącej dziewczyny, wydało mu się, że łagodnie odpływa całe jego życie, 

trudy jego długich lat. Byłaby to na pewno noc szczęśliwa, błogosławiona noc, gdyby teraz 

zażył  środek nasenny i mocno zasnął, ale starzec leżał spokojnie z zamkniętymi  oczyma. 

Ponieważ   dziewczyna   przypominała   mu   kobietę   z   Kobe,   więc   może   coś   jeszcze   mu 

przypomni - myślał - i żal mu było zasypiać.

Młoda żona w Kobe powitała w domu męża wracającego po dwóch latach i wkrótce 

prawdopodobnie zaszła w ciążę - to zaskakujące przeczucie jakby czegoś nieuniknionego 

background image

wydało mu się niewątpliwą prawdą i nie opuszczało go nadal. Przygoda przeżyta z Eguchim - 

jak   sądził   -   ani   nie   przyniosła   kobiecie   wstydu,   ani   nie   rzuciła   cienia   na   dziecko,   które 

urodziła.   Starzec   uważa,   że   ciąża   i   narodziny   dziecka   są   rzeczywistością   i 

błogosławieństwem. Młode życie poczyna się w łonie kobiety i wykonuje pierwsze ruchy. 

Tym mocniej uświadamia Eguchiemu jego własną starość.

Lecz   dlaczego  ta   kobieta   tak   ulegle   powierzyła   mu  swoje  ciało,  nie   ukazując  ani 

niechęci ani powściągliwości?

Wydało mu się, że nie spotkało go to nigdy w ciągu blisko siedemdziesięcioletniego 

życia.  Nie  dostrzegł  w  niej  nic  z  ladacznicy  ani  kobiety  zalotnej.  Nie  czuł  się  winny w 

większym stopniu niż dziś, gdy leży obok dziewczyny dziwnie uśpionej w tym domu. Leżąc 

w pościeli odprowadzał ją wzrokiem z przyjemnością, gdy rankiem odprężona spieszyła się 

do swych małych dzieci. Eguchi myślał, że jest jego ostatnią młodą kobietą i dlatego stała się 

niezapomniana; również ona chyba go nie zapomniała. Przygoda nie pozostawiła głębokich 

ran, mimo to stała się chyba tajemnicą zapamiętaną przez nich na całe życie.

To dziwne, że ta młoda dziewczyna, rozpoczynająca dopiero praktykę w roli „śpiącej 

piękności”, wywołała w starcu tak żywe wspomnienie kobiety z Kobe. Eguchi otworzył oczy. 

Delikatnie dotknął jej rzęs. Dziewczyna ściągnęła brwi, odwróciła głowę i otworzyła usta. 

Cofnęła   język.   Na   środku   jej   dziecięcego   języka   pojawił   się   ujmujący   roweczek.   Kusił. 

Eguchi zajrzał w otwarte usta. Ciekawe, czy zaczęłaby drgać konwułsyjnie, gdyby ścisnął jej 

szyję. Przypomniało mu się z dawnych lat spotkanie z nieletnią prostytutką, młodszą nawet od 

tej dziewczyny. Nie gustował w takich, ale tym razem podsunął mu ją pewien znajomy, u 

którego gościł. Właśnie tamta dziewczyna posługiwała się wtedy swym cieniutkim i długim 

językiem. Język miał smak wody. Nie sprawiał Eguchiemu przyjemności. Od centrum miasta 

napłynęły odgłosy bębna i fletu, serce zabiło żywiej. Była to widocznie jakaś świąteczna noc. 

Dziewczynka miała wydłużoną linię oczu, twarz bardzo żywą, spieszyła się też ze swymi 

czynnościami, mimo że Eguchi wcale jej nie interesował.

- Dziś festiwal - powiedział Eguchi. - Pewnie się spieszysz, żeby zdążyć.

- Och, skąd wiesz? No pewnie. Umówiłam się z kolegą i wtedy zostałam tu wezwana.

- Nie szkodzi - odrzekł unikając jej chłodnego wodnistego języka. - Nie szkodzi, idź 

już, żebyś zdążyła... Bębny dochodzą od świątyni, prawda?

- Ale pani gospodyni mnie skrzyczy.

- Nie martw się, postaram się to jakoś załatwić.

- Tak? Naprawdę?

- Ile masz lat?

background image

- Czternaście.

Dziewczynka   wcale   się   nie   wstydziła   mężczyzn.   Nie   wyczuwało   się   w   niej   ani 

wstydu, ani strachu. Myślami była gdzie indziej. Nawet nie traciła wiele czasu na toaletę, 

szybko   wyszła   do   miasta   na   festiwal.   Eguchi   paląc   papierosa   przysłuchiwał   się   chwilę 

odgłosom bębnów i fletów, nawoływaniom sprzedawców.

Ile lat miał wtedy Eguchi? Dokładnie nie pamiętał, lecz jeśli nawet był w takim wieku, 

że bez żalu pozwolił dziewczynie odejść, na pewno nie czuł się taki stary jak dzisiaj.

Dzisiejsza   dziewczyna   ma   kilka   lat   więcej   od   tamtej,   jej   ciało   również   wygląda 

bardziej kobieco.

Została uśpiona i w żadnym  wypadku nie obudzi się, a to wielka różnica. Gdyby 

dudniły dziś bębny świąteczne, też by nie słyszała.

Natężył   słuch   -   wydało   mu   się,   że   nad   górami   za   domem   słyszy   słaby   podmuch 

jesiennego wiatru. Ciepły oddech z rozchylonych ust dziewczyny dotknął twarzy Eguchiego. 

Wątłe   światło   odbite   od   karmazynowego   aksamitu   zajrzało   nawet   do   ust   dziewczyny.   I 

wydało się, że język jej nie jest tak chłodny i wodnisty jak u tamtej. Pokusa dla starca była 

tym silniejsza. Żadna z poprzednich „śpiących piękności” nie pokazała mu dotąd języka. W 

piersi zamigotało pragnienie zła, znacznie mocniej burzące krew w jego żyłach niż włożenie 

palca do ust i dotknięcie języka.

Lecz   zła   pokusa   nie   przekształciła   się   w   duszy   Eguchiego   w   okrucieństwo   i 

towarzyszący mu lęk. Co jest największym  złem, jakie popełnić może  mężczyzna  wobec 

kobiety? Oto na przykład przygody z pewną mężatką z Kobe czy czternastoletnią dziewczyną 

okazały się tylko krótką chwilą w długim życiu  człowieka i przeminęły w jednej chwili. 

Poślubienie kobiety, wychowywanie córek uchodzi za coś dobrego, a przecież przez ten długi 

okres ich życia Eguchi sprawował nad nimi kontrolę, wiązał ich swobodę, a może nawet 

przyczynił   się   do   skrzywienia   charakterów.   Może   to   właśnie   jest   największym   złem. 

Niewykluczone, że kryteria zła, zatarte przez zwyczaje i porządek społeczny, uległy stępieniu.

Leżenie obok uśpionej dziewczyny jest z pewnością złem. Tym bardziej złem byłoby 

jej zamordowanie.  Powieszenie,  zatkanie  ust i nosa i powstrzymanie  oddechu nie byłoby 

trudne.   Mała   kobieta   śpi   z   otwartymi   ustami.   Jej   język   sprawia   wrażenie,   że   mógłby   z 

łatwością   owinąć   się   wokół   palca   Eguchiego,   gdyby   go   dotknął,   podobnie   jak   języczek 

niemowlęcia  pijącego mleko z piersi. Położył  rękę na brodzie, tuż pod nosem i zamknął 

dziewczynie usta. Gdy cofnął rękę, usta znów się otworzyły. Rozchylone wargi w czasie snu 

również mają swój urok, starzec dostrzegł w nich młodość dziewczyny.

background image

Może właśnie dlatego, że dziewczyna jest zbyt młoda, w sercu Eguchiego zamigotały 

ogniki zła, natomiast starcy odwiedzający po kryjomu dom „śpiących piękności” nie tylko 

smucili się i ubolewali nad młodością, która minęła, lecz także niektórzy z nich przychodzili 

po to, by zapomnieć zło, jakie popełnili w ciągu całego życia. Starzec Kiga, który powiedział 

Eguchiemu o tym domu, oczywiście nie wyjawił tajemnic innych gości. Zresztą przychodziło 

ich tu chyba niewielu. Z potocznego punktu widzenia byli to zapewne ludzie sukcesu, a nie 

przegrani. Lecz wśród nich musieli być tacy, którzy zdobyli powodzenie czyniąc zło, i ze 

swoich złych uczynków ustawicznie ciągnęli zyski. Targani niepokojem jednak stali się raczej 

rozbitkami żyjącymi w ustawicznym lęku. Kiedy leżeli tu dotykając nagiego ciała młodej 

dziewczyny, serca ich ogarniał nie tylko lęk przed zbliżającą się śmiercią, lecz także bolesny 

żal za utraconą młodością. Być może ukrywali głęboko niepowodzenia rodzinne, tak częste 

dla   tych,   którzy   odnieśli   sukces,   ukrywali   żal   z   powodu   popełnionych   przez   siebie 

nikczemności.

Ci starzy mężczyźni nie mają swego Buddy, przed którym mogliby ugiąć kolana i 

pomodlić się. Nagie piękności o niczym nie będą wiedzieć, oczu w żadnym wypadku nie 

otworzą, nawet jeśli mężczyźni będą trzymać je mocno w objęciach, oblewać zimnymi łzami 

albo łkać i szlochać. Starzy nie czują wstydu i nie ranią swej godności osobistej. Mogą do 

woli żałować, do woli się smucić. Czyż,  więc „śpiące piękności” nie są dla nich czymś w 

rodzaju   Buddy?   Są   przy   tym   żywe.   Młode   ciało   dziewczyny,   jego   zapach,   jest   pewnie 

wybawieniem i pocieszeniem dla tych nieszczęśliwych starych ludzi.

Kiedy   Eguchiego   opadły   tego   rodzaju   wątpliwości,   zamknął   oczy.   Spośród 

dotychczasowych trzech „śpiących piękności” ta najmłodsza, najmniejsza i niedoświadczona 

rozbudziła w nim dzisiaj takie myśli. Wziął ją w ramiona i przytulił mocno. Dotąd unikał 

dotykania tej dziewczyny. Teraz wydawało mu się, że wchłonie w siebie jej ciało. Bezsilna 

dziewczyna   nie   stawiała   oporu.   Była   przejmująco   szczupła.   Pogrążona   w  głębokim   śnie, 

poczuła chyba Eguchiego, gdyż zamknęła otwarte dotąd usta. Jej wystające kości biodrowe 

dotkliwie wpijały się w jego ciało.

-   Jakie   będzie   życie   tej   młodziutkiej   dziewczyny?   Czy   przynajmniej   spokojne   i 

pogodne, jeśli nawet nie odniesie sukcesu, jeśli nawet nie zrobi kariery? - zastanawiał się 

Eguchi. Pragnął jej szczęścia, choćby w nagrodę za pociechy, jakie będzie nieść w tym domu 

starym mężczyznom, przyszło mu nawet na myśl, że dziewczyna - podobnie jak to bywa w 

niektórych baśniach - jest inkarnacją jakiegoś Buddy. Czyż nie ma takich starych opowieści, 

w których kobiety lekkich obyczajów, kurtyzany bywały wcieleniem Buddy?

background image

Starzec   Eguchi   uspokajał   siebie   trzymając   delikatnie   w  ręku  kosmyk   opadających 

włosów, chciał w duchu wyznać własne minione grzechy i nikczemność. Lecz przypomniały 

mu się tylko sylwetki kobiet z przeszłości. Miłe wspomnienia nie miały nic wspólnego z 

czasem trwania wzajemnych stosunków, z pięknem czy brzydotą twarzy, z mądrością czy 

głupotą, wdziękiem lub jej brakiem.

Wiązały się raczej z takimi szczegółami jak słowa mężatki z Kobe: „Ach, spałam jak 

zabita. Naprawdę spałam jak zabita.” Pojawiały się przed oczyma kobiety, które zatraciły się 

w jego pieszczotach, żywo reagowały, oszalałe z nieświadomej rozkoszy. Czy rozkosz nie 

płynęła w większym stopniu z naturalnych predyspozycji ciała niż z siły uczuć? Jaką też 

będzie ta mała dziewczynka, kiedy dojrzeje? - Starzec obejmując jej plecy przesunął ręką 

pieszczotliwie   w   dół.   Nie   mógł   teraz   tego   wiedzieć.   Przedtem   leżąc   obok   dziewczyny 

wyglądającej na rozwiązłą uwodzicielkę Eguchi zastanawiał się nad tym w jakim stopniu w 

ciągu   swego   sześćdziesięciosiedmioletniego   życia   poznał   rozmiary   i   głębię   zmysłów,   ale 

wtedy uznał tę myśl za oznakę własnej starości; to dziwne, że ta mała dziewczynka dzisiejszej 

nocy ożywiła przeszłość erotyczną starego Eguchiego. Starzec lekko dotknął wargami jej 

zamkniętych ust. Nie miały żadnego smaku.

Eguchi być może po raz drugi nie spotka tej dziewczyny.

Kiedy wargi tej kobietki będą się poruszały zwilżone smakiem płci, Eguchiego nie 

będzie chyba wśród żywych.

Myśl ta nie zasmuciła  go. Odsuwając się od jej ust dotknął wargami  brwi i rzęs. 

Poruszyła nieznacznie głową, jakby poczuła łaskotanie, i wtedy czoło przysunęła do oczu 

starego. Eguchi zacisnął je jeszcze mocniej.

Pod powiekami bez ustanku pojawiały się i znikały różne zjawy. Stopniowo nabierały 

kształtów. W tej chwili całe mnóstwo złotych strzał przelatuje obok i odchodzi.

Do   grotów   strzał   przyczepione   są   purpurowe   kwiaty   hiacyntu.   A   na   końcu   - 

różnokolorowe katleje. Pięknie wyglądają. Strzały lecą tak szybko, lecz kwiaty nie opadają? 

To dziwne, że nie opadają - pomyślał zaskoczony Eguchi i otworzył oczy. Zaczynał zasypiać.

Nie zażył  jeszcze  środka nasennego. Spojrzał na zegarek leżący obok proszków - 

minęła już dwunasta trzydzieści. Położył na dłoni dwie tabletki, lecz żal mu było usypiać od 

razu, gdyż dzisiejszej nocy nie poddał się melancholii ani poczuciu samotności. Dziewczyna 

oddychała   spokojnie.   Nie   wiadomo,   co   dano   jej   do   wypicia,   czy   może   wstrzyknięto,   w 

każdym razie chyba nie cierpiała.

Może dostała dużą dawkę środka nasennego albo też lekką truciznę. Eguchi zapragnął 

choć   raz   zapaść   w   tak   głęboki   sen.   Wywlókł   się   cicho   z   pościeli,   wstał   i   wyszedł   z 

background image

karmazynowego otoczenia aksamitu do sąsiedniego pokoju. Nacisnął guzik dzwonka chcąc 

przywołać   kobietę   i   poprosić   o   taki   sam   środek   nasenny,   jaki   dostała   dziewczyna,   ale 

nieprzerwane   dzwonienie   uświadomiło   mu   tym  mocniej   chłód   panujący   wewnątrz   i   na 

zewnątrz   budynku.  Eguchi   nie   miał   odwagi   dzwonić   zbyt   długo   w   środku   nocy   w   tym 

tajemniczym domu. Okolice były ciepłe, nawet liście, gdzie indziej opadające zimą, pozostały 

nadal na gałęziach jednak w powiewie ledwie wyczuwalnego wiatru niósł się po ogrodzie 

szelest   zwiędłych   liści   leżących   na   ziemi.   Również   fale   nadpływające   pod   urwisko   były 

łagodne. W ciszy jakby bezludnej  okolicy dom ten wydał  się dworem upiorów - starzec 

zadrżał z zimna. Miał na sobie tylko bawełnianą yukatę.

Gdy   wrócił   do   tajemnego   pokoju,   ujrzał   zaczerwienione   policzki   młodziutkiej 

dziewczyny.   Koc   elektryczny   ustawiony   był   na   niską   temperaturę,   grzała   ją   widocznie 

młodość. Starzec przytulił się do niej i ogrzał zziębnięte ciało. Jej gorące piersi uniosły się ku 

górze, nogi wysunięte spod koca leżały na macie.

-   Przeziębisz   się   -   powiedział   starzec   uświadamiając   sobie   jednocześnie   wielką 

różnicę wieku. I zapragnął wziąć tę ciepłą dziewczynkę i ukryć wewnątrz siebie.

Następnego dnia rano zwrócił się do podającej mu śniadanie kobiety:

- Słyszałaś, że dzwoniłem w nocy? Zamierzałem poprosić o to samo lekarstwo, jakie 

dostała dziewczyna. Chciałbym zasnąć tak mocno jak ona.

- Nie wolno. Przede wszystkim jest niebezpieczne dla starych ludzi.

- Mam silne serce, więc nie ma zmartwienia. Nie żałowałbym, gdybym  nawet już 

nigdy się nie obudził.

- Pan jest taki kapryśny, a przecież dopiero trzeci raz jest u nas.

- A co jest największym kaprysem, na który można sobie pozwolić w tym domu?

Kobieta spojrzała na starca potępiającym wzrokiem i uśmiechnęła się wątło. 

background image

Rozdział czwarty 

Z zimowego nieba, mrocznego od rana, pod wieczór zaczął padać chłodny deszczyk. 

Później przyszedł deszcz ze śniegiem - starzec Eguchi spostrzegł to dopiero wtedy, gdy minął 

już bramę domu „śpiących piękności”. Ta sama co zwykle kobieta zamknęła cicho drzwi i 

przekręciła klucz w zamku. Wtedy w nikłym świetle latarki ręcznej, którą kobieta oświetlała 

drogę,   zobaczył   coś   białego   pośród   kropli   deszczu.   To   białe   tworzyło   zaledwie   plamki, 

miękkie i wątłe. Topniały od razu, gdy spadały na kamienie ścieżki prowadzącej do drzwi 

domu.

- Kamienie są mokre, proszę uważać - powiedziała rozstawiając nad nim parasol i 

chcąc chwycić starca za rękę. Wydało mu się, że nawet przez rękawiczki czuje nieprzyjemne 

ciepło kobiety w średnim wieku.

- Dam sobie radę - odepchnął ją Eguchi.  Nie jestem jeszcze tak stary, żeby trzeba 

mnie było prowadzić za rękę.

- Kamienie są śliskie - powiedziała kobieta. Opadłe liście klonów leżały obok kamieni 

nie   sprzątane.   Niektóre   wyschły,   poskręcały   się   i   spłowiały,   lecz   połyskiwały   zmoczone 

deszczem.

- Czy przychodzą tu również tak starzy, na wpół niedołężni, że musisz ich prowadzić 

za rękę czy podtrzymywać, aby nie upadli?

- Nie powinien pan pytać o innych gości.

- Dla takich zima jest chyba niebezpieczna. Co zrobisz, jeśli któryś dostanie wylewu 

krwi do mózgu czy ataku serca?

- Gdyby coś takiego się wydarzyło, oznaczałoby to koniec tego domu. Dla gościa 

natomiast spokojną śmierć - odpowiedziała z chłodnym uśmiechem.

- Dla ciebie też nie skończyłoby się bezboleśnie!

- Nie. - Jaką miała przeszłość ta kobieta, nie wiedział, w każdym razie nie dostrzegł 

teraz żadnej zmiany na jej twarzy.

Pokój   na   piętrze   wyglądał   jak   dawniej.   Zdjęto   jedynie   jesienny   pejzaż   z 

czerwieniejącymi liśćmi i powieszono obraz przedstawiający zimę. To też była niewątpliwie 

reprodukcja.

Kobieta podając smaczną herbatę powiedziała:

- Pan zawsze przychodzi nagle, zaraz po telefonie. Czy żadna z trzech poprzednich 

dziewcząt panu się nie spodobała?

- Nie o to chodzi, wszystkie podobały się aż za bardzo. Naprawdę.

background image

- Wobec tego mógłby pan na kilka dni wcześniej zawiadomić, którą chciałby mieć. 

Pan jest bardzo niestały w uczuciach.

-   Czy   można   to   nazwać   niestałością?   Nawet   w   stosunku   do   śpiącej   dziewczyny? 

Przecież ona nic nie wie o mnie, prawda? Więc chyba jej wszystko jedno, z kim śpi.

- Chociaż śpi, jest przecież żywą dziewczyną z krwi i kości.

- Niektóre pytają, z kim spędziły noc?

- Nie wolno im absolutnie tego robić. Tej zasady przestrzega się w tym domu surowo, 

niech pan będzie spokojny.

- Przecież sama mówiłaś, że byłoby to kłopotliwe, gdyby ktoś upodobał sobie jedną, 

prawda? O niestałości i zdradzie w tym domu powiedziałem kiedyś to samo, co mówisz mi 

dzisiaj, pamiętasz chyba o tym? Dziś wygląda tak, jakbyśmy się zamienili rolami. To dziwne. 

Czy w tobie również przebudziła się kobieta? - Na brzeżkach jej cienkich warg pojawił się 

cyniczny uśmieszek.

- Myślę, że pan od czasu młodości doprowadził już wiele kobiet do łez.

-   Coś   podobnego!   Nie   żartuj!   -   powiedział   Eguchi   zdziwiony   niespodziewanym 

atakiem kobiety.

- Dopiero zaczyna być podejrzane, kiedy pan traktuje te słowa z taką powagą.

- Gdybym   był   mężczyzną,   za  jakiego  mnie  bierzesz,   nie  przychodziłbym   do tego 

domu. Przychodzą tu tylko ci starzy mężczyźni, którzy, powiedzmy, o kobietach wciąż myślą 

z najgłębszym uczuciem. Starzy, którzy mimo żalu, mimo rozpaczliwych wysiłków, niczego 

już nie odzyskają ze swej młodości.

- Ciekawe, jak to jest naprawdę. - Kobiecie nie drgnął nawet jeden mięsień na twarzy.

- Kiedy byłem tu poprzednio, próbowałem mówić na ten temat, powtarzam jeszcze 

raz: który z kaprysów jest tu dozwolony?

- Hm. Śpiąca dziewczyna.

- Czy nie można otrzymać tego samego środka co dziewczyna?

- Myślę, że to już panu wcześniej wyjaśniłam.

- Wobec tego, co jest największym złem, które starzec może wyrządzić?

- W tym domu nie ma zła - powiedziała obniżając młodzieńczy głos, jakby chciała 

narzucić mu swoją władzę.

-   Nie   ma   zła?   -   wyszeptał   starzec.   Czarne   źrenice   kobiety   jaśniały   spokojnym 

blaskiem.

- Jeśliby pan próbował udusić dziewczynę,  czyn  ten byłby równy wykręcaniu  rąk 

niemowlęciu...

background image

Eguchi poczuł się nieswojo.

- Nawet wtedy się nie przebudzi?

- Tak myślę.

- Znakomita okazja do wymuszonego samobójstwa we dwoje.

- Proszę, jeśli czuje się pan zbyt samotny, żeby popełnić to samemu.

- A kiedy człowiek czuje się zbyt samotny, żeby mógł popełnić samobójstwo?

- Pewnie są takie chwile u starych ludzi - kobieta nadal mówiła spokojnie. - Czy pan 

dzisiaj pił? Mówi pan takie dziwne rzeczy.

- Piłem coś gorszego od alkoholu.

Jak należało  się spodziewać, kobieta  spojrzała  ukradkiem w twarz Eguchiego,  ale 

sprawę jakby zbagatelizowała.

- Dzisiaj dziewczyna jest gorąca. Taki zimny wieczór, dobrze się składa. Proszę się 

wygrzać - i zeszła na dół.

Gdy Eguchi otworzył drzwi tajemnego pokoju, słodkawa woń kobiety była tym razem 

mocniejsza niż kiedykolwiek przedtem. Dziewczyna śpi odwrócona tyłem. Nie chrapie, ale 

oddycha ciężko. Wygląda na rosłą. Nie był tego pewien w odbiciu światła od karmazynowego 

aksamitu, ale jej obfite włosy mają chyba odcień brązowy. Natomiast skóra, od mięsistych 

uszu po szyję, jest naprawdę biała. Tak jak powiedziała kobieta, dziewczyna była gorąca. A 

mimo to twarz jej nawet się nie zaróżowiła.

- Aa! - wyrwało mu się z ust, gdy wśliznął się pod koc za jej plecami. Naprawdę 

gorąca, przy tym skórę miała tak gładką, że - zdawało się - przyklejała się i wsysała w jego 

ciało. Pokrywała ją jakby warstewką wilgoci, wydzielającej zapach. Eguchi zamknął oczy i 

leżał chwilę nieruchomo. Dziewczyna też się nie poruszyła. Miała obfite biodra i uda. Jej 

ciepło raczej spowijało Eguchiego niż przenikało do środka. Piersi miała  pełne i szeroko 

rozlane,   brodawki   jednak   dziwnie   małe.   Kobieta   mówiła   o   „duszeniu”,   Eguchi 

przypomniawszy sobie o tym zadrżał na samą myśl o pokusie, jaką stanowiła dla niego ta 

skóra.   Gdyby   jednak   zaczął   dusić   dziewczynę,   jaką   woń   wydzielałoby   jej   ciało?   Żeby 

odpędzić   od   siebie   kuszące   zło,   starał   się   zmusić   do   wyobrażenia   sobie   jej   niezgrabnej 

postaci, jak chodzi w ciągu dnia. Trochę się uspokoił. Ale... ale co takiego niezgrabnego było 

w sylwetce chodzącej dziewczyny?  Czy zgrabna sylwetka oznacza po prostu ładne nogi? 

Czym jest - tym bardziej dla sześćdziesięcio-siedmioletniego starca - mądrość czy głupota, 

wysoki czy niski poziom wykształcenia kobiety, którą spotyka jedynie tej nocy i już nigdy 

więcej? Czyż nie pozostaje mu tylko to jedno - dotknięcie dziewczyny w niepowtarzalnej 

background image

chwili obecnej? Przecież dziewczyna jest uśpiona i nic nie wie o tym, że jej dotyka brzydki 

starzec Eguchi. Jutro też się nie dowie. Czy jest ona zwykłą zabawką czy ofiarą?

Eguchi przebywa w tym domu dopiero po raz czwarty, lecz zwłaszcza tej ostatniej 

nocy wydało mu się, że z każdą wizytą paraliż obejmuje coraz większe obszary jego serca.

Czy  również   dzisiejsza   dziewczyna  jest   w swej  roli   dobrze  wyszkolona?   Czy  już 

przestali ją całkowicie obchodzić żałosni starcy i dlatego nawet się nie poruszy, mimo że 

Eguchi będzie jej dotykać? Każdy nieludzki świat dzięki przyzwyczajeniu przekształca się w 

świat ludzki. Wszelkie zło pozostaje ukryte w jego mrokach. Eguchi jednak nieco się różni od 

pozostałych starych mężczyzn przychodzących do tego domu. Można by nawet powiedzieć, 

że różni się krańcowo. Starzec Kiga, który powiedział mu o tym domu, nie miał racji, gdy 

myślał o starym Eguchim tak samo jak o innych. Eguchi jeszcze nie przestał być mężczyzną. I 

dlatego można by uważać, że nie rozumie tak dogłębnie prawdziwego smutku ani radości czy 

też   żalu   i   osamotnienia   przychodzących   tutaj   starych   mężczyzn.   Nie   żąda   koniecznie 

usypiania dziewcząt tak, żeby nie mogły się obudzić.

Na przykład podczas drugiej wizyty Eguchi zamierzał pogwałcić surowe zasady domu 

w   stosunku   do   dziewczyny   wyglądającej   na   prostytutkę,   powstrzymał   się   jednak 

spostrzegłszy ze zdumieniem, że jest dziewicą. Od tego czasu postanowił strzec regulaminu 

tego domu, a może też strzec bezpieczeństwa „śpiących piękności”. Poprzysiągł nigdy nie 

zburzyć tajemnicy starych ludzi. Czym jednak można tłumaczyć tę troskliwość domu o to, by 

sprowadzać - jak się zdaje - tylko dziewice? Czy również próbą spełnienia pragnień, które 

można  by nazwać aktem rozpaczy starych  ludzi?  Eguchiemu  wydało  się, że wszystko  w 

końcu pojmuje, ale jednocześnie nie może się oprzeć wrażeniu, iż jest to jakieś głupie.

Lecz   dzisiejsza   dziewczyna   wydała   mu   się   podejrzana.   Stary   Eguchi   nie   mógł 

uwierzyć,   że   jest   dziewicą.   Uniósł   się   do   połowy,   dotknął   piersią   pleców   dziewczyny   i 

popatrzył  na jej  twarz. Podobnie jak reszta  jej  ciała  również  twarz nie była  uformowana 

proporcjonalnie.  Wyglądała  jednak bardziej  dziecinnie  niż  się spodziewał.  Nozdrza miała 

nieco rozszerzone, nos u nasady przypłaszczony. Policzki zaś - okrągłe i szerokie. Włosy 

opadały na boki, dzięki czemu czoło przypominało stożek góry Fuji. Krótkie brwi były gęste i 

regularne.

- Ładna - szepnął starzec i przytulił policzek do jej policzka. Też był gładki. Nagle 

dziewczyna odwróciła twarz ku górze, może poczuła ciężar ramienia. Eguchi odsunął się od 

niej.

Leżał   chwilę   z   zamkniętymi   oczyma.   A   to   dlatego,   że   zapach   dziewczyny   był 

wyjątkowo mocny. Podobno nic na tym świecie nie wywołuje wspomnień rzeczy minionych 

background image

w takim stopniu jak zapach, ale czy tym razem nie był zbyt słodki i intensywny? Eguchiemu 

przypomniał tylko mleczną woń niemowlęcia. Chociaż te dwa zapachy były całkowicie różne, 

ale, kto wie, czy nie podstawowe dla człowieka? Od dawien dawna spotykało się starych 

mężczyzn, którzy w zapachu wydzielanym przez dziewczęta poszukiwali eliksiru młodości. 

Zapach   tej   dziewczyny   jednak   trudno  chyba   nazwać   przyjemnym.   Gdyby   starzec   Eguchi 

pogwałcił dzisiaj zakazy tego domu, poczułby jeszcze bardziej nieznośną woń ciała. Czyż 

jednak myśli te nie są oznaką starzenia się? Z drugiej strony, czy zapach tak mocny jak woń 

tej dziewczyny, zapach żywego stworzenia, nie jest jednak źródłem życia człowieka? Jest to 

bowiem   dziewczyna,   która   chyba   łatwo   zaszłaby   w   ciążę.   Mimo   że   śpi   snem   głębokim, 

procesy fizjologiczne nie zostały w niej zahamowane,  zresztą ma się obudzić następnego 

dnia. Jeśliby zaszła w ciążę, stałoby się to całkowicie bez udziału jej świadomości. Starzec 

Eguchi miał już sześćdziesiąt siedem lat, a gdyby tak spróbował zostawić po sobie jeszcze 

jedno dziecko? Ciało kobiety wiedzie mężczyznę ku najdalszym regionom piekieł.

Lecz dziewczyna  została  pozbawiona wszelkich  możliwości  obrony.  Dla dobra jej 

gości, dla godnych politowania starych mężczyzn. Nawet jednej nitki nie ma na sobie, jest 

bezbronna, gdyż nie może się obudzić. Eguchi poczuł litość dla niej, przejmującą go bólem do 

głębi   serca,   i   powiedział   w   duchu   ku   własnemu   zaskoczeniu:   dla   starych   -   śmierć,   dla 

młodych - miłość, śmierć zdarza się tylko jeden raz, miłość po wielokroć się powtórzy. Myśl 

ta   zrodziła   się   niespodziewanie   i   przyniosła   mu   uspokojenie.   Zresztą   nie   był   tak   bardzo 

podniecony. Z zewnątrz dochodził słaby plusk deszczu ze śniegiem. Ustał chyba szum morza. 

Starzec ujrzał przed sobą mroczną, rozległą wodę i spadające na nią topniejące płatki śniegu. 

Dziki   ptak,   jakby   wielki   orzeł,   dotykając   czarnych   fal   krążył   niosąc   w   dziobie   coś 

ociekającego krwią. A może to niemowlę? Nie, to niemożliwe. Kto wie, czy nie mogła to być 

zjawa ludzkiej nikczemności. Potrząsnął lekko głową i zjawa się rozpłynęła.

- Ach, jak gorąco! - powiedział  Eguchi.  Nie tylko  z powodu elektrycznego  koca. 

Dziewczyna odrzuciła okrycie i pokazała do połowy piersi, szeroko rozstawione i obfite, choć 

nieco obwisłe. Na białej skórze delikatnie odbiła się barwa karmazynowego aksamitu. Starzec 

przyglądając   się   pięknym   wzniesieniom   przesunął   palec   wzdłuż   linii   dzielącej   włosy   od 

spiczastego   czoła.   Dziewczyna   od   chwili   zwrócenia   głowy   ku   górze   oddychała   cicho   i 

powoli. Jakie są jej zęby, ukryte za tymi drobnymi wargami? Eguchi ujął palcami środek 

dolnej wargi i nieco odchylił. Zęby były małe i regularne, choć nie tak małe, żeby idealnie 

harmonizowały   z   drobnymi   wargami.   Eguchi   cofnął   palce,   lecz   usta   nie   zamknęły   się 

dokładnie. I nie zakryły zębów. Czubkami palców czerwonymi od szminki Eguchi uchwycił 

background image

zgrubiałą nieco małżowinę i potarł o nią palce, resztę wytarł o grubą szyję dziewczyny. Na 

białej skórze pozostała przyjemnie czerwieniejąca linia, zresztą ledwie widoczna.

Ta   również   jest   chyba   dziewicą?   -   pomyślał   Eguchi.   W   stosunku   do   dziewczyny 

drugiej   nocy   zaczął   żywić   podejrzenie,   potem   zdumiała   go   własna   podłość   i   pożałował 

nieufności, dlatego teraz nie miał nawet ochoty sprawdzać. Tak czy owak, jakież to ma dla 

niego znaczenie? Ale kiedy przyszło mu na myśl,  że jednak może ma, usłyszał w duszy 

szydzący z niego głos.

- To ty diable śmiejesz się ze mnie?

- Diable? To nie takie proste, niestety. Przecież ty tylko myślisz o swoich uczuciach i 

nostalgii człowieka, któremu nie udało się dotąd umrzeć.

-   Nic   podobnego,   chcę   po   prostu   myśleć   o   sobie   jako   o   sojuszniku   tych   starych 

mężczyzn, bardziej ode mnie godnych politowania.

- Hm. Co? Ty nikczemniku! Od tych, którzy winy spychają na innych, nawet łotr jest 

lepszy.

- Powiedziałeś: „łotr”? Bardzo dobrze. Ale dlaczego dziewice są czyste, a inne kobiety 

nie? Ja na przykład wcale nie proszę o dziewice.

-  Bo nie masz jeszcze tęsknot mężczyzn naprawdę starych. Nie przychodź tu nigdy 

więcej. Gdyby tak jedna dziewczyna ze stu tysięcy, mówię: jedna na sto tysięcy, w nocy się 

przebudziła, czy sądzisz, że stary mężczyzna naprawdę nie miałby powodu do wstydu? - 

Przesuwały się w duchu Eguchiego własne pytania i własne odpowiedzi, ale, oczywiście, nic 

nie wskazywało na to, że usypia się tutaj tylko dziewice. Eguchi jest tu dopiero czwarty raz i 

nie może pojąć, dlaczego wszystkie jego dziewczęta były dziewicami. Czy naprawdę tego 

pragną, czy naprawdę tego oczekują starzy mężczyźni?

„Gdyby się przebudziła” - ta myśl mocno pociągała Eguchiego. Jak silna musiałaby 

być   podnieta,   a   przy   tym   jakiego   rodzaju   podnieta,   żeby   uśpiona   dziewczyna   odzyskała 

przytomność i spojrzała choćby tylko przez mgłę? Na pewno nie mogłaby spać, gdyby na 

przykład ucięto jej rękę, przekłuto pierś albo brzuch.

-   Jesteś   już   bardzo   zepsuty!   -   wyszeptał   Eguchi   do   siebie.   Bezradność   starców 

przychodzących do tego domu nie jest już odległą przyszłością. Zburzyć ten dom, zniszczyć 

też   własne   życie.   Może   tylko   dlatego,   że   uśpiona   dzisiaj   dziewczyna   nie   jest   doskonałą 

pięknością, czuł intymne z nią powinowactwo, z tą miłą kobietką pokazującą białe szeroko 

rozstawione piersi. A może jest to negatywny przejaw jego skruchy? Bo skrucha zdarza się 

również w życiu zmierzającym ku tchórzliwemu zakończeniu. On chyba nie ma nawet tyle 

background image

odwagi, co jego najmłodsza córka, z którą oglądał spadające płatki kamelii w Kameliowej 

Świątyni. Eguchi zamknął oczy.

...Dwa motyle igrały w nisko przystrzyżonych krzewach wzdłuż kamiennej ścieżki w 

ogrodzie. Kryły  się w krzewach, opierały się o nie w radosnym  zapamiętaniu.  Wzleciały 

trochę wyżej nad zieleń i zatańczyły zwinnie; wtedy spośród gałęzi ukazał się jeszcze jeden 

motyl, a potem jeszcze jeden. Dwie pary - pomyślał - a już piąty skądś wtargnął. Czy to 

walka? Gdy patrzył chwilę, z krzewów uniosły się jeden za drugim następne owady, a ogród 

stał   się   tańczącą   bielą   motyli.   Motyle   nie   wzbijają   się   wysoko.   Czubki   zwisających 

rozłożystych gałęzi klonu drgają na ledwie wyczuwalnym wietrze. Choć końce gałązek są 

wiotkie, dźwigają wielkie listki i dlatego są tak czułe na powiew. Gromada białych motyli 

powiększyła się i przypominała teraz pole białych kwiatów. Patrząc na klon, zastanawiał się, 

czy ta zjawa ma jakiś związek z domem „śpiących piękności”? Liście klonu-zjawy pożółkły, 

poczerwieniały tym bardziej podkreślając biel chmary motyli. A przecież liście klonów obok 

domu już opadły, co prawda trochę zwiędłych i skurczonych pozostało na gałęziach, ale dziś 

padał deszcz ze śniegiem.

Eguchi całkowicie zapomniał o chłodzie deszczu ze śniegiem. Może to biel obfitych 

piersi dziewczyny wywołała tę zjawę tańczącego roju białych motyli? Może jest coś w tej 

dziewczynie,   co   ukoiło   złe   myśli   Eguchiego?   Starzec   otworzył   oczy.   Patrzył   na   małe 

brzoskwiniowe brodawki na rozlanych piersiach. Wydały mu się symbolem dobroci.

Położył   na   piersi   policzek.   Pod   powiekami   poczuł   narastające   ciepło.   Zapragnął 

zostawić swój znak na ciele tej dziewczyny. Gdyby złamał zakaz tego domu, dziewczyna 

bardzo by się martwiła po obudzeniu. Starzec zrobił na jej piersi kilka znaków koloru krwi i 

zadrżał. 

- Zmarzniesz! - podciągnął koc. Połknął na raz obie tabletki środka nasennego, leżące 

dotąd jak zwykle pod poduszką - Ale ciężka u dołu. - Uniósł ją i obrócił ku sobie. 

Następnego dnia rano starca Eguchiego dwukrotnie zbudziła kobieta. Za pierwszym 

razem zastukała do drzwi i powiedziała: 

- Proszę pana, już jest dziewiąta.

- Aha, już nie śpię. Wstaję. Na pewno jest zimno w tamtym pokoju.

- Od rana pali się w piecyku. 

- A deszcz ze śniegiem? 

- Przestał padać. Ale jest pochmurno. 

- Tak?

- Już wcześniej przygotowałam śniadanie.

background image

- Aha - zareagował obojętnie, poczuł senność i znowu zamknął oczy. Przytulił się do 

niezwykłej skóry dziewczyny i powiedział: - Niech nawet sam diabeł przyjdzie mnie obudzić.

W przeciągu niecałych dziesięciu minut kobieta przyszła znowu.

- Proszę pana! - Mocno zastukała w drzwi. - Pan znowu usnął? - Jej głos stał się 

ostrzejszy.

- Drzwi nie są zamknięte na klucz - odpowiedział Eguchi. Kobieta weszła do pokoju. 

Starzec posępnie podniósł się z pościeli. Był jeszcze zaspany. Kobieta pomogła mu się ubrać, 

włożyła mu nawet skarpetki, jej dotyk był nieprzyjemny. Gdy wyszedł do sąsiedniego pokoju, 

podała mu jak zwykle smacznie zaparzoną herbatę. Kiedy wolno pił, smakując, zwróciła w 

jego stronę chłodne, podejrzliwe oczy.

- Czy ta dziewczyna też się panu spodobała?

- Aha, myślę, że tak.

- Na pewno była dobra. Czy miał pan przyjemne sny?

- Sny? Nie, żadnych snów. Po prostu spałem. Dawno już nie spałem tak dobrze. - 

Eguchi ziewnął obojętnie. - Jeszcze się nie przebudziłem na dobre.

- Był pan na pewno wczoraj zmęczony, prawda?

- To z jej winy. Czy często tu przychodzi? Kobieta spuściła wzrok, jej twarz stężała.

- Mam do ciebie specjalną prośbę - zaczął znów Eguchi. - Czy możesz mi dać po 

śniadaniu jeszcze tych proszków nasennych? Bardzo mi na tym zależy. Zapłacę oddzielnie. 

Nie wiem, co prawda, kiedy ta dziewczyna się obudzi...

- To jest absolutnie niemożliwe. - Śniada twarz kobiety stała się ziemista, nawet w 

napiętych ramionach wyczuwało się niechęć. - Jak pan może coś takiego mówić. Są przecież 

pewne granice.

- Granice? - Starzec chciał się uśmiechnąć, ale uśmiech się nie zjawił.

Może podejrzewając, że Eguchi zrobił coś dziewczynie, kobieta wstała z pośpiechem i 

weszła do sąsiedniego pokoju.

background image

Rozdział piąty 

Minął Nowy Rok. Wzburzone morze obwieszczało środek zimy. Na lądzie natomiast 

wiatr nie wiał zbyt silny.

- Ach, jak mi przyjemnie powitać pana, zwłaszcza w taką zimną noc... - Kobieta z 

domu „śpiących piękności” otworzyła mu bramę i powitała.

- Właśnie dlatego przyszedłem, że zimno - odpowiedział starzec Eguchi. - Umrzeć w 

taką noc, czując ciepło młodego ciała, to byłby raj dla starego mężczyzny.

- Mówi pan takie nieprzyjemne rzeczy.

- Stary człowiek to sąsiad śmierci. W tym samym co zawsze pokoju na piętrze palono 

w piecyku. Kobieta podała dobrą herbatę - to też się nie zmieniło.

- Cóż to, czuję przeciąg - powiedział Eguchi.

- Słucham? - Kobieta rozejrzała się dokoła: - Tu nie ma szpar.

- A może mamy w pokoju ducha.

Kobieta drgnęła i spojrzała na starca. Zbladła na twarzy.

- Proszę o jeszcze jedną filiżankę, pełną. Proszę nie studzić. Proszę zalać wrzątkiem - 

powiedział.

Robiąc, jak jej kazał, zapytała chłodno: - Pan coś słyszał?

- No, może.

- Naprawdę? Pan o tym słyszał, a mimo to przyszedł pan do nas? - Wyczuwając, że 

Eguchi wie, widocznie postanowiła nie ukrywać tego przed nim za wszelką cenę ale minę 

miała naprawdę niezadowoloną.

-   Przykro   mi,   że   muszę   to   powiedzieć,   kiedy   już   pan   raczył   nas   odwiedzić,   ale 

wolałabym, żeby pan od razu wrócił do domu.

- Wiedziałem, nim tu przyszedłem, więc czy ma to teraz jakieś znaczenie?

- Ha-ha-ha... - zabrzmiało jak śmiech diabła.

-   Przecież   takie   rzeczy   się   zdarzają,   zima   jest   niebezpieczna   dla   starych...   Może 

przynajmniej w czasie chłodów należałoby zamknąć ten dom.

- Nie wiem, jacy starcy tu przychodzą, ale jeśli umrze tu jeszcze jeden czy dwóch, 

będziesz miała poważne kłopoty.

- Proszę powiedzieć to właścicielowi domu. Co ja tu jestem winna? - Twarz kobiety 

powlekła się szarością.

- Oczywiście, że winna! Czy nie wyniesiono trupa w ciemności nocy, potajemnie do 

pobliskiego hoteliku?... Na pewno w tym pomagałaś.

background image

Kobieta zacisnęła dłonie na kolanach i odpowiedziała oschle:

- To dla dobra jego imienia.

- Dla dobrego imienia? Czy zmarły też ma dobre imię? No tak, tak się mówi. Być 

może w większym stopniu dla rodziny niż nieboszczyka. Choć to wszystko nie ma większego 

sensu... Czy sąsiedni hotelik też należy do tego samego właściciela?

Kobieta nie odpowiedziała.

- Myślę, że dziennikarze specjalnie by nie rozgłaszali, że starzec umarł tutaj leżąc 

obok nagiej dziewczyny.  Gdybym  ja był  na jego miejscu, wolałbym,  żeby mnie stąd nie 

wynoszono, byłbym szczęśliwy, gdyby zostawiono mnie na miejscu.

-   Prowadzono   by   kłopotliwe   dochodzenia,   poza   tym   ten   pokój   jest   trochę 

ekscentryczny, ponadto spowodowałoby to pewne nieprzyjemności dla panów, którzy są tak 

dobrzy i tutaj przychodzą. Nie mówiąc o dziewczętach...

- Przecież dziewczyna spała całą noc i nic o tym nie wiedziała, że starzec umarł. 

Chyba nie zbudziła się, nawet jeśli jęczał przed śmiercią.

- Tak myślę... Jednak, kiedy okazało się, że starszy pan umarł, trzeba było również 

zabrać stąd i ukryć dziewczynę. Mimo to jakoś się dowiedzieli, że była z nim kobieta.

- Co? Zabraliście ją stąd?

- Przecież byłoby to nazbyt oczywiste przestępstwo, nie sądzi pan?

- Nie sądzę, żeby dziewczyna obudziła się tylko dlatego, że starzec umarł i jego ciało 

wystygło.

- Na pewno.

- Nawet nie wiedziała, że obok niej leżał martwy człowiek. - Eguchi powiedział to 

samo jeszcze raz. Nie wiadomo jak długo po śmierci starca dziewczyna leżała przy nim i 

ogrzewała jego martwe ciało. Nawet nie wiedziała, kiedy go zabrano z pokoju. 

- Mam dobre ciśnienie, serce również zdrowe, więc nie ma obawy, ale gdyby coś się 

ze mną stało, czy nie moglibyście jednak mnie zostawić obok dziewczyny, zamiast wynosić 

do hotelu lub gdziekolwiek indziej?

- To w ogóle nie wchodzi w rachubę - powiedziała z pośpiechem kobieta. - Proszę 

wobec tego opuścić ten dom. Skoro pan mówi takie rzeczy.

- Przecież tylko żartuję! - Eguchi roześmiał się. Zresztą, tak jak powiedział kobiecie, 

nawet na myśl mu nie przyszło, że jego nagła śmierć może być blisko.

Mimo wszystko w ogłoszeniu prasowym o pogrzebie starca, który zmarł w tym domu, 

podano tylko „nagła śmierć”. O szczegółach powiedział Eguchiemu szeptem Kiga podczas 

pogrzebu. Starzec umarł na atak serca. 

background image

- Ale nie był to hotelik, który wybrałby na nocleg taki człowiek! Zatrzymywał się 

zwykle w innym - dodał Kiga. - Dlatego też ludzie szeptali, że dyrektor Fukura musiał jednak 

umrzeć szczęśliwą śmiercią. Oczywiście, nie wiedzieli, co się naprawdę stało. 

Tak? 

- Było to może coś w rodzaju eutanazji, ale trudno to nazwać szczęśliwą śmiercią, 

gdyż na pewno musiał cierpieć. Byliśmy z dyrektorem Fukurą zażyłymi przyjaciółmi, więc od 

razu zrozumiałem, co się wydarzyło i natychmiast poszedłem sprawdzić. Nikomu jednak o 

tym nie mówiłem. Nawet jego rodzina nie wie. Interesujące te nekrologi w prasie, prawda?

Ukazały się dwa nekrologi obok siebie. Pierwszy podpisała jego żona i syn. Drugi 

podała do prasy firma.

- Fukura był  taki - i Kiga pokazał gestami sugerując grubą szyję, wielkie piersi i 

wyjątkowo nadęty brzuch. - Ty też musisz uważać!

- Nie martw się o mnie.

- W każdym razie to ogromne ciało Fukury w środku nocy przetransportowano do 

hoteliku u ciepłych źródeł.

Kto go przeniósł? Oczywiście, ktoś z samochodem. Obraz, jaki ujrzał Eguchi przed 

oczyma, nie był specjalnie przyjemny.

- Udało im się jakoś całą sprawę zatuszować, ale kiedy coś podobnego zdarzy się 

znowu, wątpię czy ten dom utrzyma się dłużej - wyszeptał Kiga podczas pogrzebu.

- Prawdopodobnie nie - odpowiedział Eguchi. Dzisiejszego wieczoru, wyczuwając, iż 

Eguchi wie o śmierci Fukury, kobieta nie próbowała jej nawet ukrywać, lecz miała się na 

baczności.

- Ta dziewczyna naprawdę nic nie wiedziała? - Eguchi znowu skierował do kobiety 

złośliwe pytanie.

-   Nie   mogła   nic   wiedzieć,   ale   widocznie   trochę   cierpiał,   gdyż   pozostały   ślady 

zadrapań na szyi  i piersiach dziewczyny.  Ona nie wiedziała,  co się zdarzyło,  więc kiedy 

rankiem się obudziła, powiedziała tylko jedno: „Co za nieznośny staruszek!”

- Nieznośny staruszek? Nawet podczas agonii w swej ostatniej godzinie?

-   Tak   naprawdę   to   jej   nie   poranił.   Po   prostu   miejscami   skóra   była   przekrwiona, 

pozostały czerwone ślady...

Teraz  kobieta  gotowa  była   opowiedzieć   Eguchiemu   wszystko.   Lecz  on  już  stracił 

ochotę na wysłuchanie jej. Tak czy owak chodzi tu o starca, który mógł umrzeć gdziekolwiek 

w każdej chwili. Kto wie, może miał szczęśliwą śmierć. Tylko obraz przenoszenia do hoteliku 

jego ogromnego ciała, o którym mówił Kiga, rozbudzał wyobraźnię Eguchiego.

background image

- Śmierć starego człowieka to okropny widok. Pewnie, można myśleć, że odrodzi się 

szczęśliwie w raju... Ale ten starzec spadł na pewno do piekła.

- Czy ja znam tę dziewczynę, która z nim była?

Tego nie mogę powiedzieć. 

- Aha. 

- Na szyi i piersi pozostało czerwone zadrapanie, więc dostała urlop do całkowitego 

zagojenia. 

- Chciałbym jeszcze jedną filiżankę herbaty. Chce mi się pić. 

- Słucham pana. Zaparzę świeżej.

- Jak myślisz, czy jednak nie będziecie musieli zamknąć tego domu, gdy zdarzy się 

znowu taki wypadek, nawet jeśli wszystko uda się wam zatuszować?

- Tak pan sądzi? - Zapytała spokojnie kobieta i, nie unosząc głowy, dolała mu herbaty. 

- Na pewno, może już dzisiaj w nocy ukaże się duch zmarłego.

- Chciałbym z nim szczerze porozmawiać.

- O czym?

- O żałosnych dniach starego człowieka.

- Żartowałam!

Starzec pociągnął łyk herbaty.

- Wiem, że żartowałaś. Ale widmo siedzi również we mnie. W tobie też. - Eguchi 

wyciągnął prawą rękę i wskazał na kobietę.

- Ale jak się dowiedziałaś, że umarł? - zapytał Eguchi.

Wydało mi się, że słyszę jakieś jęki, więc weszłam na piętro i sprawdziłam. Oddech i 

tętno ustały. 

- Dziewczyna nie wiedziała o tym? - znów zapytał o to samo Eguchi. 

- Tak je przygotowujemy, żeby nie obudziły się z byle powodu. 

- Z byle powodu? Nawet nie wiedziała, że wynosili trupa? 

- Nie wiedziała. 

- Straszna kobieta!

- Wcale  nie jest straszna. Proszę już przerwać tę niepotrzebną  rozmowę  i szybko 

przejść do sąsiedniego pokoju. Czy któraś z poprzednich dziewcząt wydała się panu straszna?

- Być może dla starego człowieka straszna jest młodość dziewczyny.

- Co pan chce powiedzieć? - uśmiechnęła się blado, wstała i uchyliła drzwi do pokoju. 

- Dobrze śpią i czekają na pana, proszę... oto klucz. - Wyjęła go zza pasa obi i podała mu. - 

Aha, nie powiedziałam jeszcze panu, dzisiaj są dwie.

background image

- Dwie?

Eguchi nie krył zdziwienia. Być może dziewczęta wiedziały o śmierci starego Fukury.

-   Proszę.   -   Kobieta   wstała   i   wyszła.   Ciekawość   i   zawstydzenie,   jakie   przeżywał 

podczas   pierwszej   wizyty,   już   prawie   minęły,   mimo   to   poczuł   się   onieśmielony,   kiedy 

otworzył drzwi.

- Czy dzisiaj również jest „uczennica”?

Lecz   w   odróżnieniu   od   „małej   dziewczynki”,   jaką   poznał   przedtem,   dzisiejsza 

wyglądała   na   dzikuskę.   Jej   dzikość   sprawiła,   że   Eguchi   całkowicie   zapomniał   o   śmierci 

starego   Fukury.   Dziewczyna   leżała   blisko   drzwi   wejściowych.   Nie   była   chyba 

przyzwyczajona do koca elektrycznego, przeznaczonego raczej dla starych lub może w jej 

ciele kryło się tyle ciepła, że chłód zimowy nie robił na niej żadnego wrażenia, w każdym 

bądź razie leżała obnażona po dołeczek na brzuchu. Spała z szeroko rozchylonymi nogami na 

kształt chińskiego znaku „duży”, twarzą zwróconą do góry, obie zaś ręce rozłożyła szeroko na 

bokach. Brodawki miała duże i ciemne o fioletowym odcieniu. Kolor szyi i piersi, w świetle 

odbitym od aksamitnych karmazynowych kurtyn, nie był piękny. Miał jednak czarny połysk. 

Pachy wydzielały słabą woń potu.

- Prawdziwe życie - mruknął do siebie Eguchi. 

Taka   dziewczyna   tchnie   życie   w   sześćdziesięciosiedmioletniego   starca.   Czy   jest 

Japonką?   Eguchi   wątpił.   Nie   ma   chyba   dwudziestu   lat,   gdyż   brodawki   jeszcze   się   nie 

zaokrągliły, mimo dość szerokich piersi. Otyła nie jest, ale jej ciało wydaje się mocne i pełne 

energii.

- Hm - starzec uniósł jej rękę i popatrzył: palce długie, długie ma również paznokcie. 

Na pewno jest wysoka, w zgodzie z dzisiejszą modą. Jaki ma głos, czym się wyróżnia jej 

sposób mówienia? Eguchi lubił głosy wielu kobiet z radia czy telewizji; gdy występowały, 

zamykał  oczy i słuchał  tylko  głosu. Doznał  nagle  silnej  pokusy:  zapragnął  usłyszeć  głos 

uśpionej   dziewczyny.   Rozmowa   ze   śpiącą   jest   niemożliwa.   Jak   jednak   zrobić,   żeby 

dziewczyna zechciała przemówić przez sen! Zresztą głos śpiącej różni się od normalnego. 

Poza tym większość kobiet ma kilka odmian głosu, lecz ta dziewczyna mówi chyba tylko 

jednym. Nawet po sposobie spania mógł poznać, że nie była zbyt wytworna w zachowaniu, 

ani też wrażliwa.

Starzec Eguchi usiadł i zaczął zabawiać się długimi poznokciami dziewczyny. Czy 

zawsze są takie twarde? Czy to dlatego, że są zdrowe i młode? Kolor krwi pod paznokciami 

był żywy. Dotąd nie zwrócił na to uwagi, dopiero teraz spostrzegł, że dziewczyna ma na szyi 

złoty  łańcuszek,   cienki   jak  nitka.   Chciało   mu   się   śmiać.   Mimo   zimnej   nocy  dziewczyna 

background image

zepchnęła koc z piersi, a przecież na czole przy linii włosów pojawiły się krople potu. Eguchi 

wyjął chusteczkę i otarł pot z czoła. Na chusteczce pozostał silny zapach. Wytarł również pod 

pachami. Tej chusteczki nie mógłby już zabrać do domu, więc zwinął ją i rzucił w kąt pokoju.

- O? Szminka na wargach - mruknął Eguchi. Nic w tym chyba dziwnego, ale nawet 

szminka u tej dziewczyny budziła wesołość Eguchiego, popatrzył więc i powiedział do siebie:

- Może operowała zajęczą wargę?

Eguchi podniósł chusteczkę i spróbował wytrzeć jej usta. Nie był to ślad po operacji. 

Środek górnej wargi unosił się ku górze na kształt stożka - ta spiczasta linia wydała się jednak 

bardzo ładna. A przy tym - ku jego zaskoczeniu - pociągająca.

Starzec   Eguchi   nagle   przypomniał   sobie   pocałunek   sprzed   czterdziestu   lat.   Stojąc 

wtedy przed dziewczyną dotknął lekko jej ramienia i nagle zbliżył do niej usta. Dziewczyna 

poruszyła głową w prawo, potem w lewo.

- Nie, nie, ja tego nie zrobię - powiedziała.

- Nieprawda, zrobiłaś.

- Na pewno nie.

Eguchi otarł własne wargi i pokazał jej chusteczkę ze śladami bladej czerwieni.

- Przecież pocałowałaś. Zobacz.

Dziewczyna wzięła chusteczkę, przyglądała jej się chwilę, potem bez słowa włożyła 

do torebki..

- Ja tego nie robię - spuściła oczy nieco załzawione i milczała. Odtąd już nigdy się nie 

spotkali. Co zrobiła z tą chusteczką? Zresztą, czy w ogóle ta dziewczyna żyje dzisiaj po 

czterdziestu latach?

Po ilu to latach przypomniał ją sobie, gdy ujrzał tę stożkowato uniesioną górną wargę 

uśpionej piękności. Na chusteczce pozostała szminka. Gdyby tę chusteczkę położył pod jej 

poduszką, czy pomyślałaby po przebudzeniu, że ukradł jej pocałunek? Całować chyba można 

w   tym   domu.   Pocałunków   chyba   nie   zakazano.   Nawet   bardzo   starzy   to   potrafią.   Tutaj 

dziewczęta się nie bronią, co więcej, nic o tym nie wiedzą, jeśli nawet ktoś je całuje. Śpiące 

wargi są chłodne, mają zapewne smak wody. Czy jednak wargi zmarłej kochanej kobiety nie 

wywołują większego drżenia uczuć? Zwłaszcza, że Eguchi nie czuł pożądania, gdy myślał o 

godnym pożałowania stanie przychodzących tu starych mężczyzn.

Pociągał go niezwykły kształt ust dziewczyny. Czy takie wargi w ogóle się spotyka? - 

Lekko   dotknął   ich   czubkiem   małego   palca.   Były   suche.   Skóra   wydała   się   gruba.   Nagle 

dziewczyna zaczęła lizać wargi - nie przerwała tej czynności, dopóki ich dobrze nie zwilżyła. 

Eguchi cofnął palce.

background image

- Czy dziewczyna potrafi całować się nawet przez sen? - Starzec pogładził ją lekko po 

włosach za uchem. Były grube i twarde. Wstał i przebrał się.

-   Nawet   najzdrowsza   może   się   przeziębić   w   ten   sposób.   -   Eguchi   schował   ręce 

dziewczyny, a koc podciągnął na piersi. Przytulił się do niej. Dziewczyna się odwróciła i z 

jękiem wyciągnęła ręce. Starzec został zdecydowanie odepchnięty. To go znowu rozbawiło, 

tym razem nie mógł opanować śmiechu.

- Rzeczywiście,  jaka  z niej   dzielna   uczennica!   Dziewczynę  uśpiono  tak,  żeby  nie 

mogła się obudzić, straciła władzę nad swoim ciałem, więc mógł z nią robić, co chciał, ale 

Eguchi nie miał już sił ani ochoty brać jej siłą. Albo też dawno zapomniał, jak to się robi. 

Zbliżył się do niej z łagodną zmysłowością, ze spokojną akceptacją. Szedł ku niej wiedziony 

poczuciem bliskich więzi z kobietą. Chęć przygody, pożądanie przyspieszające oddech już go 

opuściły. Odrzucony niespodziewanie, śmiał się myśląc o tego rodzaju sprawach.

- Jestem stary - wymamrotał.

Jednak   jeszcze   nie   postarzał   się   do   tego   stopnia,   żeby   tutaj   nie   przychodzić. 

Przypuszczalnie to ta dziewczyna o połyskującej czernią skórze sprawiła, że zaczął jaśniej 

dostrzegać, iż jemu również chyba nie pozostało wiele z życia mężczyzny.

Wydało mu się, że pogwałcenie spokoju tej dziewczyny mogłoby rozbudzić w nim 

młodość. Eguchi czuł się zniechęcony nawet tym  domem „śpiących  piękności”. Mimo to 

przychodził tu coraz częściej. Nagle wzburzyło go silne pulsowanie krwi: zapragnął użyć siły, 

złamać   nakazy   tego   domu,   zniszczyć   szpetne   tajemnicze   lekarstwo   starych   mężczyzn   i 

pożegnać   się   z   tym   miejscem   na   zawsze.   Lecz   gwałt   przecież   nie   jest   tutaj   konieczny. 

Przypuszczalnie uśpione ciało dziewczyny nie będzie się opierać. Nawet nie byłoby trudno ją 

udusić. Ale napięcie mija, ogarnia go pustka mrocznej głębi. Szum wysokich fal z pobliskiej 

plaży dochodził jakby z daleka. Pewnie dlatego, że na lądzie nie było wiatru. Starzec myślał o 

mrocznym  dnie   ciemnego  morza   w  nocy.   Podparł   się na  łokciu  i  przybliżył  policzek  do 

twarzy dziewczyny.  Oddychała ciężko. Zrezygnował nawet z pocałunku i oparł głowę na 

poduszce. 

Eguchi leżał tak, jak go odepchnęły ręce ciemnoskórej dziewczyny z odkrytą piersią. 

Zbliżył  się do drugiej. Zwrócona dotąd plecami,  obróciła  się w jego stronę. Powitała  go 

łagodnością ledwie wyczuwalnej zmysłowości. Jedną rękę położyła na biodrze starca. 

- Nieźle dobrane. - Zabawiając się palcami dziewczyny starzec zamknął oczy. Palce o 

drobnych   kosteczkach   były   giętkie,   tak   giętkie,   iż   -   zdawało   się   -   mogły   wyginać   się 

swobodnie bez obawy złamania. Zapragnął włożyć je sobie do ust. Piersi również były małe, 

ale okrągłe i wysokie, mieściły się w dłoni Eguchiego. Podobna była krągłość jej bioder. 

background image

Kobieta jest nieskończonością - Eguchi trochę posmutniał i otworzył oczy. Dziewczyna miała 

długą szyję. Smukłą i piękną. Lecz jej smukłość nie sprawiała wrażenia typowo japońskiej 

szyi z dawnych obrazów. Zamknięte oczy podkreślała podwójna linia, tak delikatna, że po 

otwarciu powiek mogła zniknąć. Może bywa czasem podwójna, a czasem pojedyncza. Może 

tylko jedno oko miało podwójną, drugie pojedynczą linię. W świetle odbitym od aksamitnej 

kotary trudno było rozpoznać kolor skóry, w każdym razie policzki nieznacznie się brązowiły, 

biała szyja przy barkach również przechodziła w brąz, tylko piersi wyróżniały się czystą bielą.

Ciemnoskóra dziewczyna, o ile dobrze zobaczył, jest wysoka, ta druga również tak 

bardzo od tamtej się nie różni. Eguchi wyciągnął nogi, chcąc się o tym przekonać. Najpierw 

dotknął   stopy   czarnej   dziewczyny   o   twardej   grubej   skórze.   Była   przetłuszczona.   Starzec 

szybko cofnął nogę, ale jej stopa zaczęła go kusić. Starzec Fukura dostał podobno ataku serca 

i umarł, kto wie, czy nie spał wtedy obok tej czarnoskórej, która być może z tego powodu 

dostała na dzisiejszą noc koleżankę - przemknęło mu przez myśl.

Nie,   to   byłoby   niemożliwe.   Dziewczyna,   która   spała   z   Fukurą   w   jego   ostatniej 

godzinie, miała zadrapanie na szyi i piersi, dlatego teraz odpoczywa do czasu wygojenia się 

rany - czyż nie mówiła o tym kobieta? Starzec Eguchi jeszcze raz dotknął nogi i następnie 

przejechał stopą po czarnej skórze w górę. Po jego ciele przebiegł dreszcz i wydało mu się, że 

słyszy własne pragnienie: „Wprowadź mnie w świat czarodziejskiej nocy życia.” Dziewczyna 

odepchnęła   kołdrę...   czy   raczej   znajdujący   się   pod   kołdrą   koc   elektryczny.   Jedną   nogę 

wysunęła   na   zewnątrz   i   wyprostowała.   Kiedy  patrzył   na  jej   piersi   i   brzuch,   miał   ochotę 

wywlec ją spod kołdry i w środku zimowej nocy położyć nagą na macie. Przyłożył ucho do 

piersi i słuchał bicia serca. Jest na pewno duże i silne - pomyślał - ale okazało się zaskakująco 

małe i przyjemne. Ale bije trochę nierówno, czyżby się mylił? Może wszystkiemu winien 

niepewny słuch Eguchiego?

- Przeziębisz się! - Eguchi przykrył ciało dziewczyny i włączył koc elektryczny po jej 

stronie. Wydało mu się, że magiczna siła życia kobiety nie jest tak znowu potężna.

A gdyby tak ścisnął ją za gardło? Na pewno jest kruche. Nawet starzec potrafi to 

zrobić. Wytarł chusteczką policzek, którym dotykał piersi. Przetłuszczona skóra zostawiła 

widocznie ślad. Odgłos bicia jej serca donośnym echem dudni w uszach Eguchiego. Starzec 

kładzie swoją rękę na sercu. Wydaje mu się - może po prostu dlatego, że sam dotyka siebie - 

że jego własne bije zdrowiej.

Odwrócił się plecami do czarnej dziewczyny, patrzył teraz na jasnoskórą. Kształtny i 

piękny   nosek   w   oczach   dalekowidza   wydaje   się   jeszcze   bardziej   wdzięczny   i   elegancki. 

Cienka i długa szyja jest tak piękna, że trudno się powstrzymać od włożenia pod nią dłoni i 

background image

uniesienia w górę. Jest delikatna. Wraz z jej ruchem idzie ku niemu słodki zapach. I miesza 

się z ostrą wonią dzikiego stworzenia, czarnej dziewczyny, leżącej po drugiej stronie. Starzec 

przytulił się do białej. Jej oddech przyspieszył się i skrócił. Lecz nic nie wskazywało, że się 

obudzi. Eguchi leżał chwilę spokojnie.

- Czy mi wybaczy? Jako ostatnia kobieta mego życia... - Czarna dziewczyna za jego 

plecami poruszyła się nerwowo. Starzec wyciągnął rękę i sprawdził. Dotknął chyba piersi.

-   Uspokój   się.   Posłuchaj   fal   zimowych   i   uspokój   się.   -   Starzec   Eguchi   starał   się 

uspokoić samego siebie.

Dziewczyna jest uśpiona tak mocno, jakby była sparaliżowana. Dostała pewnie jakąś 

truciznę lub bardzo silny środek usypiający. Ale w jakim celu to wszystko?” „W jakimże 

innym,  jeśli nie dla pieniędzy”  - pomyślał  i zawahał się. Wprawdzie dobrze wiedział, że 

każda kobieta jest inna, lecz zastanawiał się, czy rzeczywiście ta jest taka inna, żeby mógł 

śmiało zadać jej nieuleczalną ranę, i sprawić ból na całe życie? Można by sądzić, że dla 

sześćdziesięciosiedmioletniego Eguchiego ciała wszystkich kobiet są już jednakowe. A więc i 

w tej dziewczynie nie ma ani poddania się, ani negacji, ani nawet odpowiedzi.

Od trupa różni się tylko tym, że krąży w niej ciepła krew, i tym, że oddycha. Nie, 

kiedy dziewczyna obudzi się żywa, gdy nastanie ranek, czy mimo to będzie tak bardzo różniła 

się od trupa? Nie ma w niej teraz ani miłości, ani wstydu, ani lęku. Po przebudzeniu może w 

niej pozostać tylko gorycz i żal. Nawet nie dowie się, który mężczyzna odebrał jej czystość. 

Będzie tylko przypuszczać, że to jeden ze starców. Nawet chyba nie powie o tym kobiecie. 

Postara   się ukryć,  że  złamano   zakazy tego   domu,  nie  dowie  się  o tym   również   żadna  z 

pozostałych   dziewcząt.   Delikatna   skóra   przylgnęła   szczelnie   do  ciała   Eguchiego.   Ciemna 

dziewczyna, zapewne z powodu zimna odczuwanego po wyłączeniu koca elektrycznego po 

jej stronie, przyciskała się do starca swoim nagim ciałem. Jedna z jej stóp weszła między nogi 

białej   dziewczyny.   Eguchiemu   znowu   zachciało   się   śmiać,   czuł,   jak   opuszczają   go   siły. 

Szukał   lekarstwa   pod   poduszką.   Był   tak   ściśnięty   między   dziewczynami,   że   nie   mógł 

poruszyć ręką. Położył dłoń na czole jasnej dziewczyny i przyglądał się - jak zwykle to czynił 

- białym tabletkom.

- A może dziś zostawię proszki tam, gdzie leżały? - wymamrotał. Był to na pewno 

silny środek. Na pewno usnąłby od razu. Ale czy wszyscy przychodzący do tego domu - 

Eguchi po raz pierwszy zaczął się zastanawiać - połykają tak grzecznie ten środek, jak im 

zaleca   kobieta?   Lecz   gdyby   pożałowali   godzin   snu,   rezygnując   ze   środka   nasennego,   na 

pewno by tylko obnażyli swą starczą brzydotę. Eguchi myślał, że jeszcze nie wstąpił do tego 

rodzaju towarzystwa starości. Dziś również zażył proszki. I przypomniał sobie o tym, jak 

background image

mówił,   że   chce   tego   samego   lekarstwa,   którym   uśpiono   dziewczynę.   „Dla   starszych   jest 

niebezpieczne” - odpowiedziała wtedy kobieta. Z tego tylko powodu nie nalegał więcej.

Lecz czy „niebezpieczne” oznacza po prostu śmierć w czasie snu? Stał się już starym 

człowiekiem, któremu jest przeznaczony los wszystkich śmiertelników, a przecież jest bez 

wątpienia   człowiekiem,   od   czasu   do   czasu   przeżywa   pustkę   samotności,   przygnębienie   i 

rozpacz. Czy więc ten dom nie byłby najbardziej dla niego upragnionym miejscem śmierci? 

Wzbudzić ludzką ciekawość, okryć się pogardą ludzi - czyż to właśnie nie przyniosłoby mu 

pośmiertnej sławy? Wszyscy znajomi byliby zdumieni. Nie mógł przewidzieć, ile zmartwień 

przysporzyłby swojej rodzinie, ale gdyby na przykład umarł dzisiejszej nocy między dwiema 

dziewczętami, czyż nie spełniłyby się największe pragnienia ostatnich lat życia mężczyzny? 

Nie, to chyba nie jest tak. Ciało wyniosą do nędznego zajazdu, podobnie jak starego Fukurę, i 

ogłoszą,   że   popełnił   samobójstwo   zażywając   środek   nasenny.   Nie   będzie   testamentu, 

przyczyny zgonu też nikt nie rozpozna, więc zakończą całą sprawę stwierdzeniem, że po 

prostu nie wytrzymał smutków ostatnich dni starości. Eguchi już widzi uśmieszek na twarzy 

kobiety z tego domu.

- Cóż za szalone fantazje! Jeszcze sprowadzą nieszczęście! - Starzec Eguchi zaśmiał 

się, ale nie był to chyba śmiech promienny. Środek nasenny zaczął powoli działać.

-   Dobrze,   zbudzę   tę   kobietę   i   poproszę   o   taki   sam,   jaki   dostały   dziewczęta   - 

wymamrotał. Lecz nie miał większej nadziei, że go dostanie. Poza tym wstawanie wydało mu 

się bardzo kłopotliwe, zresztą nie miał już na to ochoty. Położył się na plecach i oburącz objął 

dziewczęta za szyję. Jedną: łagodną, delikatną i pachnącą, i drugą: szorstką i przetłuszczoną. 

Coś przepełniło jego serce i szukało ujścia. Popatrzył na karmazynowe zasłony z prawej i 

lewej.

- Aa!

- Aa? - rozległo  się jakby w odpowiedzi od strony ciemnej  dziewczyny.  Jej ręka 

upadła na pierś starego. Może cierpi? Eguchi cofnął swoją rękę i odwrócił się plecami. Wolną 

rękę wyciągnął teraz w stronę jasnoskórej dziewczyny i objął jej biodra ściskając w miejscu 

wgłębienia. Zamknął powieki.

- Ostatnia kobieta w moim życiu? Dlaczego ostatnia kobieta, dlaczego w ten sposób 

myślę choćby przez ułamek sekundy? - zastanawiał się Eguchi. - Wobec tego kim była moja 

pierwsza kobieta? - Poczuł ociężałość w głowie czy po prostu roztargnienie.

Pierwszą kobietą była „matka” - błysnęło w świadomości Eguchiego. - Oczywiście, 

czy mógłby to być kto inny? - Zamajaczyła niespodziewanie odpowiedź. - Ale czy mogę 

powiedzieć,   że   to   matka   była   moją   pierwszą   kobietą?   -   I   dopiero   teraz,   dożywszy 

background image

sześćdziesięciu   siedmiu   lat,   leżąc   między   dwiema   dziewczynami,   gdzieś   w   głębi   piersi, 

nieoczekiwanie,  dostrzegł  tę nową prawdę. Czy to bluźnierstwo, czy po prostu tęsknota? 

Otworzył oczy i zamrugał powiekami, jakby odpędzał nocną marę. Ale proszek już działał i 

trudno było całkowicie się rozbudzić, zresztą zaczął dolegać mu tępy ból głowy. Pogrążony w 

senności   gonił   wspomnienia   matki,   po   chwili   westchnął   i   położył   dłonie   na   piersiach 

dziewcząt z prawej i lewej. Jedna gładka, druga przetłuszczona - starzec zamknął oczy.

Matka umarła w noc zimową, gdy Eguchi miał siedemnaście lat, obaj z ojcem trzymali 

matkę   za   ręce   z   obu   stron;   z   rąk   wymęczonych   długim   cierpieniem   chorej   na   gruźlicę 

pozostały same kości, ale matka ściskała tak mocno, aż Eguchiego bolały palce. Pielęgniarka 

masująca jej stopy wstała i cicho odeszła. Chyba zatelefonować po doktora.

-   Yoshio,   Yoshio...   -   zawołała   rwącym   się   głosem.   Eguchi   zrozumiał   i   pogładził 

leciutko po udręczonym łonie, w tym samym momencie z ust matki trysnęła krew, dużo krwi. 

Bulgocąc płynęła też z nosa. Matka przestała oddychać. Krwi nie można było zebrać nawet 

gazą ani ręcznikiem leżącym obok poduszki.

- Yoshio, wytrzyj rękawem koszuli - powiedział ojciec. - Siostro, siostro, miednicę z 

wodą... Tak, tak, świeżą poduszkę, koszulę nocną i prześcieradło...

Gdy starzec Eguchi pomyślał: „Pierwszą kobietą była matka”, w naturalny sposób 

zaczął sobie przypominać jej umieranie.

- Aa! - Karmazynowe zasłony na ścianach tajemniczego pokoju zamajaczyły kolorem 

krwi. Choć mocno zamykał powieki, czerwień nie znikała. Pod wpływem proszka ciemność 

zasnuła głowę. Dłonie leżały na młodych piersiach dziewcząt. Świadomość została na wpół 

sparaliżowana, w kącikach oczu pojawiły się jednak łzy.

- Dlaczego w takim miejscu pomyślałem, że pierwszą moją kobietą była matka? - 

zastanawiał   się   zdziwiony.   Lecz   myśl   o   matce   jako   pierwszej   kobiecie   nie   wywołała 

wspomnienia późniejszych kobiet jego zabaw. Naprawdę pierwszą jego kobietą była chyba 

jednak żona. To dobrze, lecz jego stara żona, która wydała już trzy córki za mąż, tej nocy 

zimowej śpi samotnie. Nie, może jednak nie śpi? Tam nie ma fal jak tutaj, ale chłód zimowy 

jest pewnie ostrzejszy. Starzec nagle zapytał sam siebie, czym właściwie są te piersi, które 

teraz przykrywa dłońmi. Będą nadal żyły pulsując ciepłą krwią jeszcze wtedy, gdy jego nie 

będzie na tym świecie. Ale co to znaczy? Ścisnął je mocniej, choć nie mógł przezwyciężyć 

paraliżującej   senności.   Dziewczęta   nie   odpowiedziały,   spały   również   ich   piersi.   Kiedy  

ostatniej godzinie głaskał ciało matki, musiał oczywiście, dotknąć jej zwiotczałych piersi. Nie 

czuł jednak, że dotyka piersi. Teraz nie mógł ich sobie przypomnieć. Pamiętał tylko jak w 

dzieciństwie dotykał piersi rączkami i usypiał przy nich.

background image

Starca Eguchiego chyba wreszcie zmorzyła senność, gdyż dla własnej wygody zdjął 

obie dłonie z piersi dziewcząt. Zwrócił się ku ciemnoskórej. Przyciągnął go widocznie jej 

mocniejszy zapach. Nierówny oddech uderzył go w twarz. Usta miała nieco otwarte.

-   O,   jak   ładnie   zakrzywiony   ząb!   -   Starzec   ujął   go   między   palce.   Ząb   był   mały, 

znacznie mniejszy od pozostałych. Gdyby nie oddech dziewczyny, Eguchi na pewno by go 

pocałował. Lecz nieznośny zapach przeszkadzał mu nawet w zasypianiu, dlatego obrócił się 

na drugi bok. Tym razem oddychała mu prosto w szyję. Nie chrapała, ale oddech miała ciężki 

i głośny. Eguchi wyciągnął szyję i zbliżył czoło do policzków jasnoskórej. Biała dziewczyna 

być może skrzywiła nieco twarz i dlatego wyglądała tak jak gdyby się uśmiechała. Eguchiego 

bardziej niepokoiła tłusta skóra czarnej dziewczyny, dotykającej jego pleców. Była zimna i 

śliska. Starzec Eguchi zapadł w sen.

Spał niezbyt dobrze, może było mu ciasno między dwiema dziewczynami, może po 

prostu miał zły sen. Kolejne jego epizody nie wiązały się ze sobą, drażniły go nieprzyjemną 

erotyką. Pod koniec snu, gdy z podróży poślubnej wrócił do domu, zastał rozkwitłe czerwone. 

dalie, kołyszące się i zakrywające niemal cały dom. Eguchi zawahał się, nie mając pewności 

czy dobrze trafił.

- Ach, witamy! Dlaczego stoisz w tym miejscu? - Zapytała go matka, która właściwie 

wtedy już nie żyła. - Czy twoja żona się wstydzi?

- Mamo, co jest z tymi kwiatami?

- Rzeczywiście. - Matka była spokojna. - Wchodź szybciej.

-   Dobrze,   myślałem,   że   nie   trafiłem   do   domu.   Choć   przecież   nie   mógłbym   się 

pomylić, ale tyle tych kwiatów...

Na   powitanie   nowożeńców   w   pokoju   czekały   odświętne   potrawy.   Po   słowach 

powitalnych  synowej, matka wyszła do kuchni, aby podgrzać zupę. Dochodził go zapach 

smażonych leszczy morskich. Eguchi wyszedł na korytarz i patrzył na kwiaty. Młoda żona 

stanęła za nim.

- Ach, jakie piękne kwiaty! - powiedziała.

- Hm - nie chcąc jej przestraszyć  przemilczał słowa: „W domu przedtem nie było 

takich kwiatów.” Wpatrywał się w największy kwiat i spostrzegł, że z jednego płatka spadła 

czerwona kropla.

- O?

Starzec Eguchi przebudził się. Potrząsnął dziewczyną za szyję, lecz nadal czuł się 

zamroczony. Leżał zwrócony w stronę ciemnoskórej. Jej ciało było zimne. Drgnął ze strachu. 

Położył rękę na sercu, lecz nie wyczuł bicia. Zerwał się z pościeli. Nogi ugięły się pod nim i 

background image

upadł.   Drżący   wyszedł   z   pokoju.   Rozejrzał   się   i   odkrył   dzwonek   obok   ozdobnej   wnęki. 

Naciskał długo i ze wszystkich sił w palcach. Na schodach rozległ się głos kroków.

-   Czy   udusiłem   ją   w   czasie   snu,   nic   o   tym   nie   wiedząc?   -   Starzec,   niemal   na 

czworakach, wrócił do pokoju i popatrzył na szyję dziewczyny.

- Czy coś się panu stało? - weszła kobieta.

-   Ona   umarła.   -   Eguchiemu   drżały   usta,   zębem   na   ząb   nie   mógł   trafić.   Kobieta 

spokojnie przetarła oczy.

- Umarła?! To niemożliwe.

- Nie żyje! Nie oddycha! Tętno ustało! Tym razem zbladła i uklękła u wezgłowia.

- Chyba nie żyje.

Kobieta odwinęła kołderkę i obejrzała dziewczynę. 

- Czy coś pan jej zrobił?

- Nic nie zrobiłem. 

- Nie umarła.  Nie ma  się pan czym  martwić...  - powiedziała  chłodno starając się 

zachować spokój.

- Umarła! Szybko zawołaj lekarza.

- Co dałaś jej do wypicia? Może miała alergię.

- Proszę pana, proszę się nie denerwować. Nie będzie pan miał nieprzyjemności... Nie 

ujawnię pana nazwiska...

- Ona przecież nie żyje!

- Nie sądzę, żeby umarła.

- Która teraz?

- Minęła czwarta.

Kobieta chwiała się podnosząc w ramionach nagą czarną dziewczynę.

- Pomogę.

- Nie potrzebuję. Na dole jest pomocnik...

- Chyba jest ciężka.

- Proszę się tym nie przejmować, proszę wrócić do pokoju i dobrze wypocząć. Zresztą 

jest tam jeszcze jedna dziewczyna.

„Jest tam jeszcze jedna”... - chyba nigdy nic tak nie ukłuło Eguchiego, jak ta uwaga. 

Oczywiście, w pokoju pozostała jeszcze jasnoskóra dziewczyna.

- Sądzisz, że mógłbym spać! - W głosie starca był nie tylko gniew, lecz także niepokój 

i strach. - Wracam do domu. 

background image

-   Proszę   tego   nie   robić.   Nie   byłoby   dobrze,   gdyby   o   tej   porze   zauważono   pana 

wychodzącego od nas, mogliby zacząć coś podejrzewać...

- Czy będę mógł zasnąć?

- Przyniosę panu jeszcze jedną tabletkę.

Usłyszał, jak ciągnięto ciało w dół po schodach. Dopiero teraz Eguchi, mający na 

sobie tylko jedną bawełnianą yukatę, poczuł przejmujący chłód. Kobieta wróciła z białym 

proszkiem. - Proszę, w ten sposób może pan spać do rana spokojnie.

- O? - Starzec otworzył drzwi do sąsiedniego pokoju: kołdra, odrzucona przedtem w 

pośpiechu, pozostała w nieładzie, naga biała dziewczyna leżała olśniewająco piękna.

- Aa! - Eguchi nie mógł od niej oderwać wzroku.

Usłyszał   warkot   samochodu   odjeżdżającego   prawdopodobnie   z   ciałem   czarnej 

dziewczyny.   Czy  ją  też  powieziono  do  tego   podejrzanego  zajazdu,   do  którego  niedawno 

zabrano ciało starca Fukury?


Document Outline