background image

ę

kitna godzina 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Pierwszy 

- Zamknij oczy i wyobra

ź

 j

ą

 sobie. Widzisz to? 

Skin

ę

łam głow

ą

, zamykaj

ą

c oczy. 

- Wyobra

ź

 sobie, 

ż

e jest przed tob

ą

. Zobacz jej struktur

ę

, kształt i kolor – masz to? 

U

ś

miecham si

ę

, maj

ą

c ten obraz w głowie. 

- Dobrze. Teraz wyci

ą

gnij r

ę

k

ę

 i dotknij jej. Poczuj jej kontury ko

ń

cami swoich 

palców, otul jej ci

ęż

ar swoimi dło

ń

mi, a teraz poł

ą

cz wszystkie swoje zmysły – wzrok, 

dotyk, 
w

ę

ch i smak – mo

ż

esz spróbowa

ć

Zagryzam wargi i stłumiam chichot. 
- Doskonale. Teraz poł

ą

cz si

ę

 z tym uczuciem. Uwierz, 

ż

e to istnieje przed tob

ą

Poczuj to, zobacz to, dotknij tego, spróbuj tego, zaakceptuj to, uka

ż

 to! – mówi. 

Wi

ę

c to robi

ę

. Robi

ę

 wszystko z tych rzeczy. A kiedy on j

ę

czy, otwieram oczy i patrz

ę

 

na siebie. 
- Ever. – Potrz

ą

sa głow

ą

. – Miała

ś

 my

ś

le

ć

 o pomara

ń

czy. To nie jest nawet jej 

bliskie. 
- Nie, to nic owocowego. – 

ś

miej

ę

 si

ę

, u

ś

miechaj

ą

c do ka

ż

dego z moich Damenów – 

repliki objawiaj

ą

cej si

ę

 przede mn

ą

, i wersji ciała i krwi obok mnie. Obaj równie 

wysocy, 
ciemni, i tak niszczycielsko przystojni, 

ż

e a

ż

 wydaj

ą

 si

ę

 mało realni. 

- Co ja mam z tob

ą

 zrobi

ć

? – pyta prawdziwy Damen, próbuj

ą

c przybra

ć

 spojrzenie 

dezaprobaty, ale na marne. Jego oczy zawsze go zdradzaj

ą

, pokazuj

ą

c tylko miło

ść

- Hmmm… - spogl

ą

dam pomi

ę

dzy moich dwóch chłopaków – jednego prawdziwego, 

drugiego wyczarowanego. – My

ś

l

ę

ż

e mo

ż

esz podej

ść

 i mnie pocałowa

ć

. Lub, je

ś

li 

jeste

ś

 

background image

zbyt zaj

ę

ty, spytam go czy zostanie, cho

ć

 nie s

ą

dz

ę

 

ż

e on my

ś

li. – ruszam w 

kierunku 
nieprawdziwego Damena, 

ś

miej

ą

c si

ę

, kiedy on si

ę

 u

ś

miecha i mruga do mnie 

chocia

ż

 blednie 

i w ko

ń

cu znika. 

Ale prawdziwy Damen si

ę

 nie 

ś

mieje. On tylko kr

ę

ci głow

ą

 i mówi: - Ever, prosz

ę

Musisz by

ć

 powa

ż

na. Masz tyle do nauki. 

- Po co ten po

ś

piech? – wygładzam poduszk

ę

 i klepi

ę

 miejsce obok siebie, maj

ą

nadziej

ę

ż

e on odejdzie od biurka i doł

ą

czy do mnie. – My

ś

lałam, 

ż

e nic nie mamy, 

ale czas? 
– u

ś

miecham si

ę

. A gdy patrzy na mnie, w całym moim ciele wzrasta ciepło, a 

oddech 
zatrzymuje si

ę

 w moim gardle i nic nie mog

ę

 na to poradzi

ć

, ale zastanawiam si

ę

 czy 

kiedykolwiek zdołam si

ę

 przyzwyczai

ć

 do jego niesamowitego pi

ę

kna – jego gładkiej 

oliwkowej skóry, l

ś

ni

ą

cych br

ą

zowych włosów, idealnej twarzy, i szczupłej 

wyrze

ź

bionej 

sylwetki. – My

ś

l

ę

ż

e znajdziesz we mnie bardzo ch

ę

tnego ucznia. – mówi

ę

, a moje 

oczy 
spotykaj

ą

 jego – dwie ciemne studnie niezgł

ę

bionej gł

ę

bi. 

- Jeste

ś

 nienasycona – szepcze, potrz

ą

saj

ą

c głow

ą

 i podchodzi do mnie, siadaj

ą

obok. 
- Po prostu próbuj

ę

 nadrobi

ć

 stracony czas – mrucz

ę

, zawsze tak ch

ę

tna na te chwile 

tylko dla nas, i nie musz

ę

 si

ę

 nimi dzieli

ć

 z nikim innym. Nawet 

ś

wiadomo

ść

ż

e cała 

wieczno

ść

 jest przed nami, nie czyni mnie mniej chciwej. 

Pochyla si

ę

 aby mnie pocałowa

ć

, rezygnuj

ą

c z naszych lekcji. Wszystkie wyra

ż

ane 

my

ś

li, telepatia – wszystkie te psychiczne sprawy zostaj

ą

 zast

ą

pione czym

ś

 znacznie 

bardziej 
bezpo

ś

rednim, gdy pcha mnie na stos poduszek, obejmuj

ą

c moje ciało swoim, nas 

dwoje 
ł

ą

cz

ą

cych si

ę

 jak upadłe winoro

ś

le w poszukiwaniu sło

ń

ca. 

Jego palce wij

ą

 si

ę

 w gór

ę

, przesuwaj

ą

c si

ę

 od skraju mojego brzucha do stanika, a 

ja 
zamykam oczy i szepcz

ę

. – Kocham ci

ę

. – Słowa kiedy

ś

 skrywane we mnie. 

Słuchałam jego stłumionego j

ę

ku, gdy odpina zapi

ę

cie mojego biustonosza, bez 

najmniejszego wysiłku, doskonale i bez skr

ę

powania. 

Ka

ż

dy jego ruch był tak pełen wdzi

ę

ku, tak doskonały, tak… 

Mo

ż

e zbyt doskonały. 

- Co si

ę

 stało? – pyta, kiedy go odpycham. Jego oddech przeszedł w krótkie, płytkie 

sapanie, gdy jego oczy szukaj

ą

 moich, a skóra wokół nich jest napi

ę

ta i 

ś

ci

ś

ni

ę

ta w 

sposób do 
jakiego przywykłam. 
- Nic złego. – Odwracam si

ę

 do tyłu, poprawiaj

ą

c swój top i ciesz

ę

 si

ę

 

ż

e sko

ń

czyłam 

ju

ż

 lekcj

ę

 osłony my

ś

li, poniewa

ż

 to była jedyna rzecz, która pozwalała mi kłama

ć

On wzdycha i oddala si

ę

, pozbawiaj

ą

c mnie swojego mrowi

ą

cego dotyku i ciepłego 

spojrzenia, kiedy kroczy przede mn

ą

. A kiedy w ko

ń

cu si

ę

 zatrzymuje i staje twarz

ą

 

do mnie, 

ś

ciskam wargi, wiedz

ą

c co b

ę

dzie dalej. Byli

ś

my ju

ż

 tutaj wcze

ś

niej. 

- Ever, nie próbuj

ę

 ci

ę

 pogania

ć

 ani nic. Naprawd

ę

, nie próbuj

ę

 – mówi, a twarz ma 

zmarszczon

ą

 z niepokoju. – Ale w pewnym momencie musisz to sko

ń

czy

ć

 i 

zaakceptowa

ć

 to 

background image

kim jestem. Mog

ę

 uzewn

ę

trzni

ć

 twoje pragnienia, wysła

ć

 telepatyczne my

ś

li i obrazy, 

gdy 
jeste

ś

my daleko od siebie, mog

ę

 w ka

ż

dej chwili zabra

ć

 ci

ę

 do Summerlandu. Ale 

jedynej 
rzeczy, której nie mog

ę

 zrobi

ć

, to zmieni

ć

 przeszło

ś

ci. Ona po prostu jest. 

Patrz

ę

 na podłog

ę

, czuj

ą

c mały i całkowity wstyd. Nienawidz

ę

, tego 

ż

e jestem 

niezdolna ukry

ć

 zazdro

ś

ci i obaw, nienawidz

ę

 tego, 

ż

e s

ą

 tak przejrzyste i wyra

ź

nie 

widoczne. 
Bo bez wzgl

ę

du na to jaki rodzaj tarczy psychicznej stworz

ę

, to jest bez sensu. On 

miał 
sze

ść

set lat na badanie ludzkiego zachowanie ( badanie mojego zachowania ), w 

porównaniu 
do moich szesnastu. 
- Po prostu… po prostu daj mi troch

ę

 wi

ę

cej czasu, aby przyzwyczai

ć

 si

ę

 do tego 

wszystkiego – mówi

ę

, dłubi

ą

c postrz

ę

piony szew na mojej poduszce. – To jedynie 

kilka 
tygodni. – wzruszam ramionami, przypominaj

ą

c sobie jak zabiłam jego był

ą

 

ż

on

ę

powiedziałam mu, 

ż

e go kocham i zapiecz

ę

towałam swój nie

ś

miertelny los, mniej ni

ż

 

trzy 
tygodnie temu. 
Patrzy na mnie, jego usta zaciskaj

ą

 si

ę

, a oczy s

ą

 zabarwione w

ą

tpliwo

ś

ci

ą

. I cho

ć

 

jeste

ś

my tylko kilka metrów od siebie, dziel

ą

ca nas przestrze

ń

 jest tak ci

ęż

ka i 

brzemienna – 
jakby to był ocean. 
- Odnosz

ę

 si

ę

 do tego 

ż

ycia – mówi

ę

, a mój głos przy

ś

piesza i ro

ś

nie, chc

ą

c wypełni

ć

 

pustk

ę

 i złagodzi

ć

 nastrój. – A poniewa

ż

 nie przypominam sobie 

ż

adnych innych, to 

wszystko 
co mam. Potrzebuj

ę

 tylko troch

ę

 wi

ę

cej czasu, dobrze? – u

ś

miecham si

ę

 nerwowo, a 

moje 
wargi niezdarnie zatrzymuj

ą

 w miejscu wydech ulgi, gdy on siada obok mnie i 

podnosi palce 
do mojego czoła, szukaj

ą

c miejsca, gdzie kiedy

ś

 była moja blizna. 

- Có

ż

, to jedyna rzecz, której nam nie zabraknie. – Wzdycha, ci

ą

gn

ą

c palcami po 

krzywi

ź

nie mojej szcz

ę

ki, i gdy pochyla si

ę

 aby mnie pocałowa

ć

, jego wargi robi

ą

 

seri

ę

 

przystanków, na moim czole, nosie i ustach. 
I wła

ś

nie wtedy, gdy my

ś

l

ę

ż

e znowu mnie pocałuje, on 

ś

ciska moj

ą

 r

ę

k

ę

 i oddala 

si

ę

Id

ą

c prosto do drzwi, pozostawił pi

ę

knego czerwonego tulipana na swoim miejscu. 

Drugi 

Chocia

ż

 Damen mo

ż

e wyczu

ć

 tak

ą

 chwil

ę

, gdy moja ciotka Sabine skr

ę

ca w nasz

ą

 

ulic

ę

 i zbli

ż

a si

ę

 do podjazdu to nie, dlatego wyszedł. 

Wyszedł ze wzgl

ę

du na mnie. 

Ze wzgl

ę

du na prosty fakt, 

ż

e jest ju

ż

 ze mn

ą

 od setek lat, d

ążą

c do mnie we 

wszystkich moich wcieleniach tak, wi

ę

c mo

ż

emy by

ć

 razem. 

Tylko, 

ż

e my nigdy nie jeste

ś

my razem. 

Co oznacza, 

ż

e to si

ę

 nigdy nie stało. 

Podobno za ka

ż

dym razem, gdy mieli

ś

my zrobi

ć

 nast

ę

pny krok do skonsumowania 

naszej miło

ś

ci, jego była 

ż

ona Drina pojawiała si

ę

 i mnie zabijała. 

Ale teraz ja j

ą

 zabiłam, wyeliminowałam j

ą

 w dobrym miejscu, cho

ć

 niew

ą

tpliwie 

background image

słabym, trzepn

ę

łam j

ą

 w czakr

ę

 serca i teraz nic ani nikt nie blokuje nam drogi. 

Z wyj

ą

tkiem mnie. 

Bo cho

ć

 kocham Damena we wszystkich moich istnieniach, i na pewno chc

ę

 podj

ąć

 

nast

ę

pny krok – nie mog

ę

 przesta

ć

 my

ś

le

ć

 o tych ostatnich sze

ś

ciuset lat. I jak 

wybrał takie 

ż

ycie. (Dziwnie, jego zdaniem.) 

I kogo wybrał do takiego 

ż

ycia. (Oprócz jego byłej 

ż

ony Driny, nawi

ą

zywał wiele 

innych znajomo

ś

ci.) 

I, jak ja nienawidz

ę

 tego przyznawa

ć

, wiedz

ą

c to wszystko, czuj

ę

 si

ę

 troch

ę

 

niepewna. 
Dobrze, mo

ż

e du

ż

o niepewna. To znaczy, to nie tak, 

ż

e kto

ś

 z mojej 

ż

ało

ś

nie ubogiej 

listy facetów, których całowałam mógł si

ę

 porównywa

ć

 z jego sze

ś

cioma wiekami 

podbojów. 
I cho

ć

 wiem, 

ż

e to 

ś

mieszne, cho

ć

 wiem, 

ż

e Damen kocha mnie od wieków, faktem 

jest, 

ż

e serce i umysł nie zawsze s

ą

 przyjazne. 

W moim przypadku, s

ą

 one mało mówi

ą

ce. 

A przecie

ż

 za ka

ż

dym razem, gdy Damen przychodzi na moje lekcje, które zawsze 

udaje nam si

ę

 przekształci

ć

 w dłu

ż

sze sesje, przychodzi mi na my

ś

l; To jest to! To 

naprawd

ę

 

stanie si

ę

 tym razem! 

Tylko, 

ż

e odpychanie go jest jak najgorsza zło

ś

liwo

ść

A prawda jest dokładnie taka, jak powiedział. On nie mo

ż

e zmieni

ć

 swojej 

przeszło

ś

ci, ona po prostu jest. Kiedy co

ś

 jest zrobione nie mo

ż

na tego cofn

ąć

. Nie 

ma 
odwrotu. 
Jedyne, co człowiek mo

ż

e kiedykolwiek zrobi

ć

 to i

ść

 dalej. 

I to jest dokładnie to, co musz

ę

 zrobi

ć

Wzi

ąć

 bez wahania du

ż

y krok do przodu, ani razu nie patrz

ą

c wstecz. 

Wystarczy zapomnie

ć

 o przeszło

ś

ci i zacz

ąć

 budowa

ć

 przyszło

ść

Chciałabym, 

ż

eby to było takie proste. 

- Ever? – Sabine wchodzi po schodach, gdy ja biegam gor

ą

czkowo po pokoju, a 

potem 
siadam przy biurku, staraj

ą

c si

ę

 wygl

ą

da

ć

 na czym

ś

 zaj

ę

t

ą

. – Co robisz? – pyta, 

wkładaj

ą

głow

ę

 do 

ś

rodka. I cho

ć

 jej ubranie jest pogniecione, jej włosy s

ą

 w bezładzie, oczy 

ma 
czerwone i zm

ę

czone, jej aura ma promienny i ładny odcie

ń

 zieleni. 

- Wła

ś

nie sko

ń

czyłam zadanie domowe – mówi

ę

, odpychaj

ą

c laptop tak jakbym 

wła

ś

nie go u

ż

ywała. 

- Jadła

ś

? – oparła si

ę

 o framug

ę

 drzwi, oczy miała zw

ęż

one i podejrzliwe. 

- Oczywi

ś

cie – powiedziałam jej. Przytakuj

ę

, u

ś

miecham si

ę

 i robi

ę

 wszystko by 

wygl

ą

dało to szczerze, ale prawda jest taka, 

ż

e czuj

ę

 fałsz na mojej twarzy. 

Nienawidz

ę

 kłama

ć

. Zwłaszcza przed ni

ą

. Po tym wszystkim, co dla mnie zrobiła, 

bior

ą

c mnie po wypadku, kiedy zgin

ę

ła cała moja rodzina. Mam na my

ś

li to, 

ż

e ona 

nie 
musiała tego robi

ć

. Fakt, 

ż

e jest moj

ą

 jedyn

ą

 

ż

yj

ą

c

ą

 krewn

ą

 nie oznacza, 

ż

e nie 

mo

ż

powiedzie

ć

 ‘nie’. I wierz mi, przez połow

ę

 czasu pewnie chciała to zrobi

ć

. Jej 

ż

ycie 

było 
mniej skomplikowane, zanim przyjechałam. 

background image

- Miałam na my

ś

li co

ś

 poza tym czerwonym piciem. – Kiwa głow

ą

 w stron

ę

 butelki 

stoj

ą

cej na moim biurku, opalizuj

ą

cego czerwonego płynu z dziwnie gorzkim 

smakiem, 
którego nie nienawidz

ę

 prawie tak samo jak kiedy

ś

. Co jest dobre, poniewa

ż

 według 

Damena, 
b

ę

d

ę

 to popija

ć

 przez reszt

ę

 wieczno

ś

ci. To nie jest tak, 

ż

e nie mog

ę

 je

ść

 

prawdziwego 
jedzenia, tylko ju

ż

 nie go nie chc

ę

. Mój nie

ś

miertelny sok zawiera wszystkie składniki 

od

ż

ywcze, jakie mogłabym potrzebowa

ć

. I nie wa

ż

ne jak du

ż

o lub mało pij

ę

, zawsze 

czuj

ę

 si

ę

 

syta. 
Ale nadal wiem, co ona my

ś

li. I nie tylko, dlatego, 

ż

e mog

ę

 przeczyta

ć

 wszystkie jej 

my

ś

li, ale dlatego, 

ż

e my

ś

lałam to samo o Damenie. Kiedy

ś

 naprawd

ę

 si

ę

 

denerwowałam 
widz

ą

c jak odsuwa swoje jedzenie i tylko udaje, 

ż

e je. Do odkrycia jego tajemnicy. 

- Ja, hm, wcze

ś

niej co

ś

 zjadłam – powiedziałam wreszcie, staraj

ą

c si

ę

 nie zacisn

ąć

 

warg, odwróci

ć

 wzroku lub si

ę

 skuli

ć

 – wszystkie moje zwykle niezawodne wpadki. – 


Milesem i Haven – dodaj

ę

, maj

ą

c nadziej

ę

ż

e to wyja

ś

ni brak brudnych naczy

ń

, cho

ć

 

wiem, 

ż

e zapewnienie zbyt wielu szczegółów jest złe, to jak migaj

ą

ce czerwone 

ś

wiatło 

sygnalizuj

ą

ce KŁAMCA PRZED TOB

Ą

! Nie wspominaj

ą

c, 

ż

e Sabine jest jednym z 

najlepszych prawników w firmie, co czyni j

ą

 niezwykle dobr

ą

 w dostrzeganiu fałszu. 

W jej 

ż

yciu zawodowym to szczególny dar. W 

ż

yciu prywatnym, decyduje si

ę

 wierzy

ć

Z wyj

ą

tkiem dzi

ś

. Dzisiaj nie kupuje ani jednego słowa. Zamiast tego po prostu patrzy 

na mnie i mówi: - Martwi

ę

 si

ę

 o ciebie. 

Odwracam si

ę

 do niej twarz

ą

, chc

ą

c pokaza

ć

 jej, 

ż

e jestem otwarta, gotowa do 

zaj

ę

cia 

si

ę

 jej obawami, chocia

ż

 jestem prawie odmie

ń

cem. – Wszystko porz

ą

dku – mówi

ę

 

jej, 
kiwaj

ą

c głow

ą

 i u

ś

miechaj

ą

c si

ę

 tak, 

ż

eby w to uwierzyła. – Naprawd

ę

. Moje oceny 

s

ą

 dobre, 

spotykam si

ę

 z przyjaciółmi, Damen i ja… - przerywam, zdaj

ą

c sobie spraw

ę

ż

e tak 

naprawd

ę

 nigdy wcze

ś

niej nie rozmawiałam z ni

ą

 o swoim zwi

ą

zku, nie okre

ś

lałam 

go, 
wi

ę

kszo

ść

 zachowywałam dla siebie. A prawda jest taka, 

ż

e teraz, gdy ju

ż

 zacz

ę

łam, 

to nie 
wiedziałam jak sko

ń

czy

ć

Mam na my

ś

li, odwołuj

ą

c si

ę

 do siebie, jako chłopak i dziewczyna, bior

ą

c pod uwag

ę

 

nasz

ą

 przeszło

ść

, tera

ź

niejszo

ść

 i przyszło

ść

, brzmi przyziemnie i nieodpowiednio, 

poniewa

ż

 

cała nasza wspólna historia czyni nas czym

ś

 wi

ę

cej ni

ż

 to. Ale to nie jest to, 

ż

ogłosz

ę

 

publicznie, 

ż

e jeste

ś

my wiecznymi partnerami lub towarzyszami duszy – ten element 

jest zbyt 
wysoki. I prawda jest taka, 

ż

e raczej w ogóle go nie okre

ś

l

ę

. W tej chwili jestem 

wystarczaj

ą

co zmieszana. Poza tym, co miałabym jej jeszcze powiedzie

ć

? To, 

ż

kochamy si

ę

 

przez wieki, ale mimo tego nadal nie dotarli

ś

my do drugiej bazy? 

background image

- Có

ż

, Damen i ja… robi si

ę

 naprawd

ę

 dobrze – mówi

ę

 wreszcie, przełykaj

ą

ś

lin

ę

gdy u

ś

wiadamiam sobie, 

ż

e powiedziałam dobrze zamiast 

ś

wietnie, co mo

ż

e by

ć

 

pierwsz

ą

 

prawd

ą

, któr

ą

 dzisiaj powiedziałam. 

- Wi

ę

c był tutaj. – poło

ż

yła swoj

ą

 br

ą

zow

ą

 teczk

ę

 na podłodze i patrzy na mnie, obie 

jeste

ś

my w pełni 

ś

wiadome tego, jak łatwo wpadłam w jej pułapk

ę

Kiwam głow

ą

, kopi

ą

c siebie psychicznie. 

- Tak my

ś

lałam, 

ż

e widziałam jego samochód. – Przenosi wzrok na moje łó

ż

ko w 

nieładzie, z rozrzuconymi poduszkami i rozkopan

ą

 kołdr

ą

, a kiedy odwraca si

ę

 

twarz

ą

 do 

mnie, nic nie mog

ę

 poradzi

ć

 na to, 

ż

e si

ę

 kul

ę

, zwłaszcza, gdy czuj

ę

, co zaraz powie. 

- Ever. – Wzdycha. – Przykro mi, 

ż

e nie po

ś

wi

ę

cam nam wi

ę

cej czasu. Mimo, 

ż

czuj

ę

 si

ę

 tak, jakby

ś

my nadal szukały naszej drogi, chc

ę

 

ż

eby

ś

 wiedziała, 

ż

e jestem 

tu dla 
Ciebie. Je

ś

li kiedy

ś

 b

ę

dziesz potrzebowała z kim

ś

 porozmawia

ć

 – posłucham. 

Zaciskam wargi i kiwam głow

ą

, wiedz

ą

c, 

ż

e jeszcze nie sko

ń

czyła, ale maj

ą

nadziej

ę

ż

e gdy b

ę

d

ę

 siedziała beztrosko i spokojnie, zako

ń

czy szybko. 

- Bo cho

ć

 pewnie my

ś

lisz, 

ż

e jestem za stara, 

ż

eby ci

ę

 zrozumie

ć

, to pami

ę

tam jak to 

było w twoim wieku. Jak przewa

ż

aj

ą

ca jest nieustanna presja, aby zmierzy

ć

 si

ę

 z 

modelkami, 
aktorkami i innymi podobiznami z telewizji. 
Przełykam ci

ęż

ko i unikam jej wzroku. 

Kiedy zostałam zawieszona, Sabine zacz

ę

ła obserwowa

ć

 mnie bardziej ni

ż

 

kiedykolwiek, a od niedawna zakupiła cały stos ksi

ąż

ek samopomocy, pocz

ą

wszy od: 

Jak 
wychowa

ć

 zdrowego nastolatka w tak szalonych czasach jak te, do: Twój nastolatek i 

media (i 
co mo

ż

esz z tym zrobi

ć

!), i inne jeszcze gorsze. Zaznaczała wszystkie najbardziej 

niepokoj

ą

ce zachowania młodzie

ż

y, a pó

ź

niej badała mnie, sprawdzała czy nie 

wyst

ę

puj

ą

 u 

mnie jakie

ś

 objawy. 

- Ale chc

ę

ż

eby

ś

 wiedziała, 

ż

e jeste

ś

 pi

ę

kn

ą

 dziewczyn

ą

, znacznie pi

ę

kniejsza ni

ż

 ja 

byłam w twoim wieku, a głoduj

ą

c si

ę

 konkurencja z tymi wszystkimi chudymi 

gwiazdami, 
które pół 

ż

ycia sp

ę

dzaj

ą

 na kontrolowaniu si

ę

, obecnie staje si

ę

 nieuzasadnionym i 

nieosi

ą

galnym celem i w ko

ń

cu sko

ń

czy si

ę

 chorob

ą

. – Patrzy na mnie, rozpaczliwie 

chc

ą

c do 

mnie dotrze

ć

, z nadziej

ą

ż

e jej słowa mnie przebij

ą

. – Chc

ę

 

ż

eby

ś

 wiedziała, 

ż

jeste

ś

 idealna 

taka, jaka jeste

ś

 i boli mnie patrzenie na to, przez co przechodzisz. A je

ś

li chodzi o 

Damena, 
dobrze, wszystko, co mam na to do powiedzenia, to… 
- Nie jestem anorektyczk

ą

Spojrzała na mnie. 
- Nie jestem bulimiczk

ą

, nie jestem na jakiej

ś

 szalonej diecie, nie głoduj

ę

 si

ę

, nie 

staram si

ę

 mie

ć

 rozmiaru zero i nie staram si

ę

 wygl

ą

da

ć

 jak bli

ź

niaczki Olsen. 

Powa

ż

nie, 

Sabine, wygl

ą

dam na zmarnowan

ą

? – Staj

ę

, pozwalaj

ą

c jej na to by obejrzała mnie 

ze 

background image

wszystkich stron, a je

ś

li o mnie chodzi to czuj

ę

 si

ę

 przeciwnie do zmarnowania. I 

wydaje mi 
si

ę

ż

e moja masa jest do

ść

 dobra. 

Patrzy na mnie. Mam na my

ś

li, 

ż

e naprawd

ę

 na mnie patrzy. Od czubka głowy do 

stóp, jej oczy spocz

ę

ły na moich bladych odsłoni

ę

tych kostkach. 

- Pomy

ś

lałam, 

ż

e… - wzrusza ramionami, niepewna, co powiedzie

ć

 po 

przedstawieniu 
tak wyra

ź

nych dowodach wskazuj

ą

cych na to, 

ż

e jestem niewinna. – Bo nie widz

ę

 

ju

ż

ż

eby

ś

 

co

ś

 jadła – i zawsze popijasz to czerwone… 

- Wi

ę

c tak po prostu zało

ż

yła

ś

ż

e uciekłam si

ę

 do młodzie

ż

y pij

ą

cej drinki 

anorektyczne i unikaj

ą

cej 

ż

ywno

ś

ci? – 

ś

miej

ę

 si

ę

ż

eby wiedziała, 

ż

e nie jestem 

szalona – 
mo

ż

e nieco zdenerwowana, cho

ć

 bardziej sob

ą

 ni

ż

 ni

ą

. Powinnam by

ć

 bardziej 

fałszywa. 
Powinnam przynajmniej udawa

ć

ż

e jem. – Nie musisz si

ę

 martwi

ć

. – U

ś

miecham 

si

ę

. – 

Naprawd

ę

. Miejmy jasno

ść

, nie mam zamiaru bra

ć

 narkotyków, eksperymentowa

ć

 z 

ciałem, 
ci

ąć

 si

ę

, oznakowywa

ć

, nacina

ć

, czy robi

ć

 cokolwiek innego z listy tygodnika 

Dziesi

ęć

 

niedostosowanych zachowa

ń

 w twoim nastolatku. A dla porz

ą

dku, to, 

ż

e popijam 

czerwone 
picie nie ma nic wspólnego z próbowaniem by

ć

 chud

ą

 sław

ą

, lub staraniem si

ę

 

przypodoba

ć

 

Damenowi. Po prostu to mi si

ę

 podoba, to wszystko. Poza tym, wiem, 

ż

e Damen 

kocha i 
akceptuje mnie dokładnie tak

ą

, jaka jestem… - przerywam wiedz

ą

c, 

ż

e zaczynam 

temat, który 
niech

ę

tnie chc

ę

 odkrywa

ć

. Zanim zd

ąż

y ona sformułowa

ć

 sobie te słowa w głowie, 

łapi

ę

 j

ą

 za 

r

ę

k

ę

 i mówi

ę

. – I nie, nie o to mi chodziło. Damen i ja jeste

ś

my… - Poł

ą

czeni, 

chłopakiem i 
dziewczyn

ą

, przyjaciółmi z korzy

ś

ciami, wiecznie zwi

ą

zani. 

- Có

ż

, jeste

ś

my razem. Wiesz, zaanga

ż

owani jak para. Ale nie 

ś

pimy razem. 

Jeszcze. 
Spojrzała na mnie, twarz miała 

ś

ci

ą

gni

ę

t

ą

 i zakłopotan

ą

Ż

adna z nas nie chciała 

rozmawia

ć

 na ten temat, ale w przeciwie

ń

stwie do mnie, ona uwa

ż

ała to za swój 

obowi

ą

zek. 

- Ever, nie chciałam insynuowa

ć

… - zaczyna. Ale potem patrzy na mnie, a ja na ni

ą

 i 

wzrusza ramionami, decyduj

ą

c si

ę

 to zostawi

ć

, poniewa

ż

 obie wiemy, 

ż

e była tego 

pewna. 
Ul

ż

yło mi wiedz

ą

c, 

ż

e ju

ż

 po wszystkim i 

ż

e poszło mi stosunkowo łatwo, wi

ę

c jestem 

zupełnie zaskoczona, gdy mówi: - No có

ż

, skoro wydajesz si

ę

 tak przejmowa

ć

 tym 

młodym 
człowiekiem, my

ś

l

ę

ż

e powinnam go pozna

ć

. Warto, wi

ę

c zaplanowa

ć

 czas, kiedy 

wszyscy 
mo

ż

emy i

ść

 na obiad. Jak brzmi ten weekend? 

Ten weekend? 

background image

Przełykam ci

ęż

ko i patrz

ę

 na ni

ą

, wiedz

ą

c dokładnie, co ona ma nadziej

ę

 zrobi

ć

upiec 
dwie pieczenie przy jednym posiłku. To doskonała okazja do obejrzenia pełnego 
jedzenia 
talerza, podczas gdy ona b

ę

dzie przepytywa

ć

 Damena. 

- Có

ż

, to wszystko brzmi 

ś

wietnie poza tym, 

ż

e Miles gra w pi

ą

tek. – Starałam si

ę

aby 
mój głos brzmiał pewnie i stabilnie. – A pó

ź

niej ma by

ć

 after party – które sko

ń

czy si

ę

 

prawdopodobnie do

ść

 pó

ź

no – wi

ę

c… 

Kiwa głow

ą

, patrz

ą

c mi w oczy, jej wzrok jest tak tajemniczy i porozumiewawczy, 

ż

zaczynam si

ę

 poci

ć

- Wi

ę

c to prawdopodobnie nie zadziała – ko

ń

cz

ę

, wiedz

ą

c, 

ż

e i tak b

ę

d

ę

 musiała 

przez 
to przej

ść

, ale lepiej pó

ź

niej ni

ż

 wcze

ś

niej. To znaczy, kocham Sabine i kocham 

Damena, po 
prostu nie jestem pewna czy b

ę

d

ę

 kocha

ć

 ich razem, zwłaszcza po wcze

ś

niejszych 

pytaniach. 
Patrzy na mnie przez chwil

ę

, poczym kiwa głow

ą

 i si

ę

 odwraca. I wła

ś

nie wtedy, gdy 

jestem ju

ż

 w stanie oddycha

ć

, ona spogl

ą

da przez rami

ę

 i mówi: - Có

ż

, pi

ą

tek opada, 

ale 
wci

ąż

 pozostaje sobota. Dlaczego nie powiesz, Damenowi, 

ż

eby był tu o ósmej? 

Trzeci 

Chocia

ż

 zaspałam, udało mi si

ę

 dojecha

ć

 do Milesa na czas. Chyba, dlatego 

ż

e moje 

przygotowanie si

ę

 nie trwało teraz tak długo, gdy Riley mnie ju

ż

 nie rozpraszała. 

Cho

ć

 kiedy

ś

 

wkurzało mnie, jak siadała na mojej komodzie ubrana w jeden ze swoich szalonych 
kostiumów Halloween, wypytywała mnie o chłopaków i drwiła z moich ubra

ń

, odk

ą

przekonałam j

ą

ż

eby odeszła, przeszła przez most do czekaj

ą

cych na ni

ą

 rodziców i 

naszego 
psa Ma

ś

lanki, nie udało mi si

ę

 ju

ż

 jej zobaczy

ć

. Miała racj

ę

. Widz

ę

 dusze, które 

zostały, nie 
te, które przeszły. 
I zawsze, kiedy my

ś

l

ę

 o Riley, czuj

ę

 u

ś

cisk w gardle i piek

ą

 mnie oczy i zastanawiam 

si

ę

 czy kiedykolwiek przyzwyczaj

ę

 si

ę

 do faktu, 

ż

e ona odeszła. Mam na my

ś

li, na 

stałe i 
bezpowrotnie. Ale chyba powinnam ju

ż

 wiedzie

ć

 wystarczaj

ą

co du

ż

o o stracie, 

u

ś

wiadomi

ć

 

sobie, 

ż

e nigdy tak naprawd

ę

 nie przestan

ę

 za nikim t

ę

skni

ć

 – po prostu naucz

ę

 si

ę

 

ż

y

ć

 z 

ogromn

ą

, otwart

ą

 dziur

ą

 ich nieobecno

ś

ci. 

Przecieram oczy i wje

ż

d

ż

am na podjazd Milesa, pami

ę

taj

ą

c o obietnicy Riley, 

ż

wy

ś

le 

mi jaki

ś

 znak, jako

ś

 poka

ż

e, 

ż

e z ni

ą

 wszystko w porz

ą

dku. Ale chocia

ż

 mocno 

trzymałam si

ę

 

jej zobowi

ą

zania, zachowywałam czujno

ść

 i badałam niektóre oznaki jej obecno

ś

ci – 

o ile 
jakie

ś

 były. 

Miles otwiera drzwi i gdy zaczynam mówi

ć

 cze

ść

, podnosi r

ę

ce i mówi. – Nie mów. 

Spójrz tylko na moj

ą

 twarz i powiedz mi, co widzisz. Jak

ą

 pierwsz

ą

 rzecz 

zauwa

ż

asz? I nie 

background image

kłam. 
- Twoje pi

ę

kne br

ą

zowe oczy – mówi

ę

, słuchaj

ą

c jego my

ś

li i chc

ą

c, nie po raz 

pierwszy, pokaza

ć

 swoim przyjaciołom jak ochroni

ć

 swoje my

ś

li i zachowa

ć

 

wszystkie 
prywatne rzeczy prywatnymi. Ale to oznaczałoby ujawnienie moje czytanie w 
my

ś

lach, 

widzenie aury i psychiczne sekrety, a tego zrobi

ć

 nie mogłam. 

Miles potrz

ą

sa głow

ą

 i wsiada do 

ś

rodka, szarpie w dół lusterko i ogl

ą

da swój 

podbródek. 
- Jeste

ś

 tak

ą

 kłamczuch

ą

. Spójrz na to! To jest jak 

ś

wiec

ą

ce czerwone 

ś

wiatło, nie 

mo

ż

na tego pomin

ąć

, wi

ę

c nawet nie próbuj udawa

ć

ż

e tego nie widzisz. 

Spogl

ą

dam na niego, gdy wycofuj

ę

 si

ę

 z podjazdu widz

ą

c, 

ż

e pryszcz o

ś

mielił si

ę

 

wykiełkowa

ć

 na jego twarzy, cho

ć

 to jego jasnoró

ż

owe l

ś

ni

ą

ce paznokcie bardziej 

zwróciły 
moj

ą

 uwag

ę

. – Ładne paznokcie – 

ś

miej

ę

 si

ę

- To dla zabawy. – U

ś

miecha si

ę

 wci

ąż

 patrz

ą

c na pryszcza. – Nie mog

ę

 w to 

uwierzy

ć

To tak jakbym rozpadał si

ę

 dopiero wtedy, gdy wszystko b

ę

dzie doskonałe. Próby 

były 

ś

wietne, wiem, 

ż

e wszystkie moje wiersze jak równie

ż

 wszystkich innych… 

My

ś

lałem, 

ż

jestem całkowicie i zupełnie gotowy, a teraz to! – D

ź

gn

ą

ł swoj

ą

 twarz. 

- To tylko nerwy – mówi

ę

, rzucaj

ą

c na niego okiem, gdy 

ś

wiatło za

ś

wieciło na 

zielono. 
- Dokładnie! – Kiwa głow

ą

. – Które po prostu pokazuj

ą

ż

e jestem amatorem. 

Poniewa

ż

 

profesjonali

ś

ci, prawdziwi profesjonali

ś

ci nie maj

ą

 nerwów. Oni po prostu przechodz

ą

 

do 
swojej strefy artystycznej i… tworz

ą

. Mo

ż

e nie jestem do tego stworzony? – Patrzy 

na mnie z 
twarz

ą

 napi

ę

t

ą

 ze zmartwienia. – Mo

ż

e to po prostu fuks, 

ż

e mam t

ą

 rol

ę

Spogl

ą

dam na niego, pami

ę

taj

ą

c jak Drina twierdziła, 

ż

e weszła do głowy re

ż

ysera i 

rzuciła go ku Milesowi. Ale nawet, je

ś

li to prawda, nie znaczy to, 

ż

e on tego nie 

potrafi, nie 
znaczy to, 

ż

e nie był najlepszy. 

- To 

ś

mieszne. – Potrz

ą

sam głow

ą

. – Mnóstwo aktorów si

ę

 denerwuje, cierpi z 

powody 
tremy czy czegokolwiek innego. Powa

ż

nie. Nie uwierzysz w niektóre historie, które 

Riley 
kiedy

ś

… - przerywam, z szeroko otwartymi oczami i ustami wiedz

ą

c, 

ż

e tego zdania 

nigdy 
nie sko

ń

cz

ę

. Nigdy nie mogłam ujawni

ć

 historii zebranych od mojej zmarłej młodszej 

siostry, 
która kiedy

ś

 cieszyła si

ę

 ze szpiegowania hollywoodzkiej elity. 

- W ka

ż

dym razie, nie nosisz podobno tony ci

ęż

kiego makija

ż

u? 

Patrzy na mnie. – Tak. Rzeczywi

ś

cie. O co ci chodzi? Sztuka jest w pi

ą

tek, który, dla 

twojej wiadomo

ś

ci, jest jutro. To nigdy przed tym nie zniknie. 

- By

ć

 mo

ż

e. – Wzruszam ramionami. – Ale mam na my

ś

li to, czy nie mo

ż

esz u

ż

y

ć

 

makija

ż

u do przykrycia tego? 

background image

Miles przewraca oczami i pochmurnieje. – Ach, wi

ę

c mog

ę

 bawi

ć

 si

ę

 z tym 

ogromnym 
cielistym znakiem? Czy ty to widziała

ś

? Tego nie da si

ę

 ukry

ć

. To ma własne DNA! 

To rzuca 
cie

ń

Wjechałam na parking, parkuj

ą

c na moim zwykłym miejscu obok błyszcz

ą

cego 

czarnego BMW Damena. I kiedy znowu patrz

ę

 na Milesa z jakiego

ś

 powodu czuj

ę

 si

ę

 

zmuszona dotkn

ąć

 jego twarzy. Mój palec zwrócił niewytłumaczaln

ą

 uwag

ę

 na 

pryszcza na 
jego brodzie. 
- Co ty robisz? – pyta, wystraszony i si

ę

 odsuwa. 

- Po prostu… po prostu b

ą

d

ź

 cicho – szepcz

ę

, nie maj

ą

c poj

ę

cia, co robi

ę

 i dlaczego 

jeszcze to robi

ę

. Wiem tylko, 

ż

e mój palec ma okre

ś

lony cel w moim umy

ś

le. 

- Ale nie… dotykaj tego! – krzyczy, dokładnie w tej chwili, kiedy nawi

ą

załam kontakt. 

– 

Ś

wietnie, po prostu 

ś

wietnie. Teraz b

ę

dzie prawdopodobnie dwa razy wi

ę

ksze. – 

Potrz

ą

sa 

głow

ą

 i wysiada z auta, a ja nic nie mog

ę

 poradzi

ć

 na to, 

ż

e czuj

ę

 rozczarowanie, gdy 

widz

ę

ż

e pryszcz nadal istnieje. 

Chyba liczyłam na jakie

ś

 rozszerzone mo

ż

liwo

ś

ci uzdrowienia. Kiedy Damen 

powiedział mi, zaraz po tym jak zdecydowałam si

ę

 przyj

ąć

 swój los i zacz

ę

łam pi

ć

 

nie

ś

miertelny sok, 

ż

e mog

ę

 si

ę

 spodziewa

ć

 kilku zmian, nic z super wzmocnionych 

zdolno

ś

ci 

psychicznych, (których nie oczekuj

ę

) lub czego

ś

 innego (np. zdolno

ść

 uzdrawiania 

innych, co 
ma mój głos, poniewa

ż

 to byłoby super), ale ja szukałam czego

ś

 nadzwyczajnego. 

Ale do tej pory, wszystko, co mam dodatkowe to cale nogi, które tak naprawd

ę

 nie 

robi

ą

 

dla mnie znaczenia oprócz wymogu kupna nowych par d

ż

insów. A to 

prawdopodobnie w 
ko

ń

cu i tak by si

ę

 stało. 

Chwytam moj

ą

 torb

ę

 i wysiadam z auta, a moje usta spotykaj

ą

 si

ę

 z wargami 

Damena w 
chwili, gdy on staje obok mnie. 
- Dobra, jak długo to jeszcze b

ę

dzie trwało? 

Oboje odsuwamy si

ę

 od siebie i patrzymy na Milesa. 

- Tak, mówi

ę

 do ciebie. – Kiwa na mnie palcem. – Całe to całowanie, przytulanie si

ę

 i 

nie zapomnijmy o stałym szeptaniu słodkich słówek. – Potrz

ą

sa głow

ą

, a jego oczy 

si

ę

 

zw

ęż

aj

ą

. – Powa

ż

nie. Miałem nadziej

ę

ż

e ju

ż

 to sko

ń

czyli

ś

cie. To znaczy, nie 

zrozumcie 
mnie 

ź

le, wszyscy jeste

ś

my bardzo zadowoleni, 

ż

e Damen wrócił do szkoły, 

ż

znowu si

ę

 

znale

ź

li

ś

cie i 

ż

e prawdopodobnie b

ę

dziecie 

ż

y

ć

 długo i szcz

ęś

liwie. Ale tak 

naprawd

ę

, nie 

my

ś

lała

ś

ż

eby troch

ę

 przystopowa

ć

? Poniewa

ż

 niektórzy z nas nie s

ą

 tak szcz

ęś

liwi 

jak ty. 
Niektórzy z nas s

ą

 pozbawieni miło

ś

ci. 

- Jeste

ś

 pozbawiony miło

ś

ci? – 

Ś

miej

ę

 si

ę

, wcale nieobra

ż

ona na niego za to 

wszystko, 

background image

co powiedział, wiedz

ą

c, 

ż

e to ma znacznie wi

ę

cej do czynienia z jego niepokojem o 

sztuk

ę

 

ni

ż

 cokolwiek wspólnego ze mn

ą

 i Damenem. – Co si

ę

 stało z Holtem? 

- Holtem? – wzdrygn

ą

ł si

ę

. – Nawet nie mów o Holcie! Nie rób tego, Ever! – potrz

ą

sa 

głow

ą

, odwraca si

ę

 na pi

ę

cie i zmierza ku Haven, która czeka przy bramie. 

- Jaki jest jego problem? – pyta, Damen, si

ę

gaj

ą

c po moj

ą

 r

ę

k

ę

, oplataj

ą

c swoimi 

palcami moje i patrzy na mnie nadal kochaj

ą

cymi oczami, pomimo wczorajszego 

dnia. 
- Jutro premiera. – wzruszam ramionami. – Wi

ę

c, wariuje, 

ż

e ma na brodzie pryszcza 


oczywi

ś

cie postanowił, 

ż

e b

ę

dzie za nas odpowiedzialny – mówi

ę

, obserwuj

ą

c jak 

Miles ze 

ą

czonym ramieniem z Haven, prowadzi j

ą

 w kierunku klasy. 

- Nie mówmy im – mówi, spogl

ą

daj

ą

c przez rami

ę

 i marszcz

ą

c brwi. – Strajkujemy do 

czasu zatrzymania działania powalonej miło

ś

ci lub znikni

ę

cia pryszcza, zale

ż

y, co 

nast

ą

pi 

szybciej. – Kiwa głow

ą

ż

artuj

ą

c tylko w połowie. 

Haven 

ś

mieje si

ę

 i przechodzi obok niego, gdy ja i Damen idziemy na angielski. 

Przechodz

ę

 wyprostowana obok Stacie Miller, która u

ś

miecha si

ę

 do niego słodko i 

próbuj

ę

 

mnie potkn

ąć

Ale gdy jej mała torba stoi na mojej drodze, chc

ą

c zobaczy

ć

 jej ładn

ą

, upokarzaj

ą

c

ą

 

twarz, widz

ę

 jak si

ę

 podnosi i czuj

ę

 jak uderza w jej prawe kolano. I chocia

ż

 równie

ż

 

czuj

ę

 

ból, jestem zadowolona z tego, co zrobiłam. 
- Auuu! – zawodzi, pociera kolano i gapi si

ę

 na mnie, mimo 

ż

e nie ma wyra

ź

nych 

dowodów na to, 

ż

e jestem za to w jaki

ś

 sposób odpowiedzialna. 

Po prostu j

ą

 ignoruj

ę

 i siadam na swoim miejscu. Lepsze jest dla mnie ignorowanie 

jej. 
Odk

ą

d złapała mnie na piciu na terenie szkoły, robiłam wszystko, aby trzyma

ć

 si

ę

 z 

dala od 
jej drogi. Ale czasami… czasami nie mogłam si

ę

 powstrzyma

ć

- Nie powinna

ś

 była tego robi

ć

 – szepta Damen, próbuj

ą

c rzuci

ć

 mi surowe 

spojrzenie, 
gdy nachyla si

ę

 do mnie. 

- Prosz

ę

 ci

ę

. Jeste

ś

 osob

ą

, która chce uczy

ć

 mnie manifestowania. – Wzruszam 

ramionami. – Wygl

ą

da na to, 

ż

e te lekcje w ko

ń

cu zaczynaj

ą

 przynosi

ć

 efekty. 

Patrzy na mnie, potrz

ą

saj

ą

c głow

ą

, gdy mówi. – Widzisz, jest jeszcze gorzej, bo dla 

twojej informacji to była psychokineza, nie manifestacja. Widzisz ile jest do nauki? 
- Psycho-co? – mrugam, nie znaj

ą

c tego terminu, ale sama czynno

ść

 była pewnie 

zabawna. 
Bierze mnie za r

ę

k

ę

, z u

ś

miechem rozbawienia w k

ą

ciku ust i mówi. – My

ś

lałem… 

Spogl

ą

dam na zegar widz

ą

c, 

ż

e jest pi

ęć

 minut po dziewi

ą

tej i wiedz

ą

c, 

ż

e pan 

Robins 
ju

ż

 opuszcza pokój nauczycielski. 

- Pi

ą

tkowy wieczór. Co ty na to, 

ż

e pójdziemy do czego

ś

… wyj

ą

tkowego? – 

U

ś

miecha 

si

ę

- Jak Summerland? – Patrz

ę

 na Damena, coraz szerszymi oczami w miar

ę

 jak 

background image

przy

ś

piesza mój puls. Umierałam, aby wróci

ć

 do tego magicznego i mistycznego 

miejsca. 
Wymiaru pomi

ę

dzy wymiarami, gdzie mo

ż

na manifestowa

ć

 oceany i słonie i 

przenosi

ć

 

rzeczy du

ż

o wi

ę

ksze ni

ż

 projekt torby od Prady – tylko potrzebowałam Damena, 

ż

eby 

si

ę

 tam 

dosta

ć

Ale on tylko si

ę

 

ś

mieje i potrz

ą

sa głow

ą

. – Nie, nie do Summerlandu. Cho

ć

 wrócimy 

tam, obiecuj

ę

. My

ś

lałem raczej, nie wiem, Montage lub mo

ż

e Ritz? – Unosi brwi. 

- Ale w pi

ą

tek gra Miles i obiecałam, 

ż

e tam b

ę

dziemy! – mówi

ę

, zdaj

ą

c sobie spraw

ę

 

po tym, co powiedziałam, 

ż

e łatwo zapomniałam o debiucie Milesa w Lakierze do 

włosów, 
kiedy my

ś

lałam, 

ż

e pójd

ę

 do Summerlandu. Ale teraz, gdy Damen chce sprawdzi

ć

który z 
hoteli w okolicy bardziej szpanuje - moja pami

ęć

 w jaki

ś

 sposób powróciła. 

- Dobrze, wi

ę

c jak, po sztuce? – oferuje. Ale gdy patrzy na mnie, gdy widzi jak si

ę

 

waham, jak zaciskam swoje wargi, szukaj

ą

c uprzejmego sposobu do wymówki, 

dodaje. – Lub 
nie. To tylko pomysł. 
Patrz

ę

 na niego wiedz

ą

c, 

ż

e musz

ę

 si

ę

 zgodzi

ć

ż

e chc

ę

 si

ę

 zgodzi

ć

. Słysz

ę

 w głowie 

głos krzycz

ą

cy: Powiedz tak! Powiedz tak! Obiecała

ś

 sobie, 

ż

e zrobisz krok naprzód, 

ani razu 
nie ogl

ą

daj

ą

c si

ę

 za siebie, a teraz masz na to szans

ę

 – po prostu id

ź

 naprzód i zrób 

to! 
TYLKO! POWIEDZ! TAK! 
Ale chocia

ż

 jestem przekonana, 

ż

e nadszedł czas, aby pój

ść

 dalej, cho

ć

 kocham 

Damena 
z całego serca i jestem zdecydowana przebole

ć

 jego przeszło

ść

 i podj

ąć

 nast

ę

pny 

krok, z 
moich ust wychodzi, co innego. 
- Zobaczymy – mówi

ę

, odwracaj

ą

c wzrok i skupiaj

ą

c go na drzwiach akurat, gdy 

przechodzi przez nie pan Robins. 

czwarty 

Po czwartej lekcji wreszcie dzwoni dzwonek, wstaj

ę

 od biurka i podchodz

ę

 do pana 

Munoz. 
-Czy na pewno jeste

ś

 gotowa?- pyta, patrz

ą

c przez stos papierów, 

-Je

ś

li potrzebujesz kolejnych kilku minut, nie ma najmniejszego problemu. 

Spogl

ą

dam do mojego arkusza, nast

ę

pnie potrz

ą

sn

ę

łam głow

ą

Zastanawiam si

ę

 co by zrobił gdyby si

ę

 dowiedział 

ż

e sko

ń

czyłam około 45 sekund 

po tym, 
kiedy po raz pierwszy dał mi ten test, a nast

ę

pnie sp

ę

dziłam 50 minut tylko na 

udawaniu 
walki. 
-Jestem dobra - powiedziałam mu, wiedział 

ż

e to prawda. Z jednej strony czytanie w 

my

ś

lach 

jest dobre, nie musz

ę

 si

ę

 uczy

ć

 bo znam ju

ż

 wszystkie odpowiedzi. 

I cho

ć

 czasami si

ę

 popisuj

ę

, stały napływ doskonałych wyników byłby zauwa

ż

ony, 

zwykle 
staram si

ę

 powstrzyma

ć

 i zrobi

ć

 kilka bł

ę

dów, wa

ż

ne jest aby nie przes

ą

dzi

ć

background image

Lub przynajmniej to co mówi Damen, zawsze przypomina mi jak wa

ż

ne jest 

utrzymywanie 
niskiego poziomu, co daje poczucie bycia normalnym, cho

ć

 tacy bynajmniej nie 

jeste

ś

my. 

Chocia

ż

 pierwszy raz powiedział 

ż

e nie mógł pomóc ale przypominam mu jak było 

wcze

ś

niej 

kiedy po raz pierwszy si

ę

 spotkali

ś

my i objawiło si

ę

 strasznie du

ż

o tulipanów. 

Ale on tylko powiedział 

ż

e niektóre korekty musiały zosta

ć

 zrobione w jego wysiłkach 

na 
przyzwyczajenie mnie do tego, i 

ż

e trwało to dłu

ż

ej ni

ż

 było to konieczne, poniewa

ż

 

a

ż

 do 

samego ko

ń

ca nie sprawdziłam jakie było dosłowne znaczenie tulipanów: Przysi

ę

ga 

dozgonnej miło

ś

ci. Wr

ę

czyłam panu Munoz papier staraj

ą

c si

ę

 aby nasze dłonie si

ę

 

nie 
dotkn

ę

ły. I nawet nasza skóra która ledwo si

ę

 zetkn

ę

ła wystarczyło aby pokaza

ć

 mi 

wi

ę

cej ni

ż

 

by tego wymagało, co pozwalało mi na dokładne prze

ś

wietlenie jego ranka i tego co 

stało si

ę

 

na długo wstecz. Wszystko nawet jego niezwykle zabałaganione mieszkanie, stół w 
kuchni i 

ż

e jest tam pełno „kontenerów” na wynos, liczne r

ę

kopisy nad którymi pracował przez 

ostatnie siedem lat, to jak 

ś

piewa „ Born to Run”, tak

ż

e to jak próbował znale

źć

 

czyst

ą

 

koszule przed wyj

ś

ciem do Starbucks , gdzie wpadł na drobn

ą

 blondynk

ę

 i polał si

ę

 

mro

ż

on

ą

 

latte, czego rezultatem było to i

ż

 było mu mokro, zimno i posiadał brzydk

ą

 plam

ę

, ale 

jeden 
pi

ę

kny i ol

ś

niewaj

ą

cy u

ś

miech u

ś

miech kobiety wszystko zrekompensował. Cudowny 

u

ś

miech którego nie mógł zapomnie

ć

 –cudowny u

ś

miech który nale

ż

ał do mojej 

ciotki! 
- Chcesz poczeka

ć

, a

ż

 ci to sprawdz

ę

? – skin

ę

łam głow

ą

 i maksymalnie próbowałam 

si

ę

 

skupi

ć

 na wyci

ą

ganym przez niego czerwonym długopisie. Lecz ci

ą

gle nasuwał mi 

si

ę

 ten 

sam wniosek – mój nauczyciel historii napalił si

ę

 na Sabine! 

Nie mog

ę

 do tego dopu

ś

ci

ć

! Nie mog

ę

 pozwoli

ć

 aby jeszcze kiedykolwiek tam szła. 

Mam na 
my

ś

li tylko 

ż

e chocia

ż

 s

ą

 inteligentni, sprytni i sami nie oznacza to 

ż

e maj

ą

 si

ę

 

spotyka

ć

Wi

ę

c stoj

ę

 tam, zamro

ż

ona, nie mog

ą

ca oddycha

ć

, próbuj

ą

ca zablokowa

ć

 swe my

ś

li 


głowie, wpatruj

ą

c si

ę

 w czubek pióra własnego nauczyciela. 

Ogl

ą

dam jak pozostawia 

ś

lad drobnych czerwonych kropek aby zaznaczyc je jako 

poprawne, 

ź

niej wraca do zada

ń

 17 i 25. Dokładnie tak jak to zaplanowałam. 

-Tylko dwie złe. Bardzo dobrze! – u

ś

miecha si

ę

 do mnie i oczyszcza swymi palcami 

plam

ę

 

która została na jego koszuli, zastanawiaj

ą

c si

ę

 czy kiedykolwiek jeszcze j

ą

 spotka. 

-Chcesz zobaczy

ć

 poprawne odpowiedzi? 

background image

-Uh, nie bardzo – my

ś

l

ę

ż

e najlepiej b

ę

dzie jak najszybciej z tam tond wyj

ść

, i nie 

tylko 
dlatego 

ż

e mog

ę

 jak najszybciej znale

źć

 si

ę

 na lanchu przy stoliku i zobaczy

ć

 si

ę

 z 

damenem, 
ale w tym przypadku jego fantazja mego nauczyciela zaczyna go ponosi

ć

 wi

ę

jestem 
zdecydowana opu

ś

ci

ć

 to miejsce. Ale wiedz

ą

ż

e normaln

ą

 rzecz

ą

 byłoby odetchn

ąć

u

ś

miechn

ąć

 si

ę

 i skin

ąć

 głow

ą

, robie to jak gdyby nigdy nic. A kiedy wr

ę

cza mi klucz 

odpowiedzi, po prostu przechodz

ę

 przez klas

ę

 i mówi

ę

-Och, popatrz tutaj, napisałam zł

ą

 dat

ę

 – i – Oczywi

ś

cie! Jak mogłam tego nie 

zobaczy

ć

? Uh! 

Ale kiwa tylko głow

ą

, głównie dlatego 

ż

e jego my

ś

li s

ą

 znów skierowane na 

blondynk

ę

 – aka: 

Jedyn

ą

 kobiet

ą

 w całym wszech

ś

wiecie z któr

ą

 spotykanie si

ę

 jest absolutnie 

zakazane! 
Zastanawiał si

ę

 czy b

ę

dzie ona jutro - w tym miejscu o tej samej godzinie. I nawet jak 

pomy

ś

le o tym 

ż

e mój nauczyciel jest bardziej przystojny ni

ż

 brzydki obrzydza mnie w 

ogólnym sensie, ten konkretny nauczyciel po

żą

da kogo

ś

 kto jest dla mnie praktycznie 

jak 
rodzic - nie mo

ż

e tego zrobi

ć

. Ale potem przypominam sobie, jak kilka miesi

ę

cy temu 

miałam wizj

ę

 Sabine spotykaj

ą

cej si

ę

 z jakim

ś

 bystrym facetem z jej budynku. A 

poniewa

ż

 

Munoz pracuje tu a Sabine pracuje tam, istnieje pewne podejrzenie i

ż

 moje dwa 

ś

wiaty ulegn

ą

 

kolizji. Ale w tym przypadku to ja jestem zła i nadal mam co

ś

 do powiedzenia: 

- To był fuks. 
Patrzył na mnie ze 

ś

ci

ą

gni

ę

tymi brwiami, próbuj

ą

c poj

ą

c me słowa. 

I cho

ć

 wiem 

ż

e posun

ę

łam si

ę

 zbyt daleko, i wiem 

ż

e powinnam co

ś

 powiedzie

ć

 co

ś

 

co było 
by w miar

ę

 normalne, to nie czuj

ę

 

ż

e nie mam du

ż

ego wyboru. Nie mog

ę

 dopu

ś

ci

ć

 

aby mój 
nauczyciel historii spotykał si

ę

 z moj

ą

 ciotk

ą

. Po prostu nie mog

ę

Tak wi

ę

c kiedy on bawił si

ę

 plam

ą

 na koszuli ja chciałam doda

ć

- Znasz j

ą

, pani

ą

 polan

ą

 mro

ż

on

ą

 latte? – widz

ą

c jego zaniepokojony wyraz twarzy 

mówiłam 
dalej – W

ą

tpi

ę

 aby wróciła, ona tak naprawd

ę

 nie cz

ę

sto tam chadza. 

Nast

ę

pnie wychodz

ę

 z tam tond przed tym jak mog

ę

 powiedzie

ć

 co

ś

 głupiego i 

zniszczy

ć

 jego 

marzenia. Wiec przewiesiłam swoj

ą

 torb

ę

 przez racj

ę

 i wybiegłam przez drzwi 

zostawiaj

ą

tam pana Munoza, wezbrałam cał

ą

 sw

ą

 energie na to aby jak najszybciej dotrze

ć

 do 

stołówki, 
gdzie czekał na mnie Damen – ch

ę

tnie si

ę

 z nim znowu zobacz

ę

 po trzech długich 

godzinach. 
Ale gdy tam dotarłam nie zastałam tego czego oczekiwałam. Był tam nowy facet, 
który 
siedział na moim zwykłym miejscu, po prawej stronie Damena, a on po

ś

wi

ę

cał mu 

tak wiele 
uwagi, a mnie ledwie co. 

background image

Opieram si

ę

 o brzeg stołu, patrz

ą

c jak co chwila parska 

ś

miechem na to co nowy 

chłopak 
powiedział. Nie chc

ą

c przerywa

ć

 lub by

ć

 nieelegancka, siadam naprzeciwko Damena 

a nie 
tu

ż

 obok niego w mym zwykłym miejscu. 

- O my good! Jeste

ś

 taki zabawny! – powiedziała Haven, była pochylona i dotykała 

dłoni 
„nowego” 
U

ś

miechała si

ę

 w taki sposób, który by wyja

ś

niał 

ż

e szuka nowego chłopaka, Josh, 

jej 
samozwa

ń

cza bratnia dusza poszła w odstawk

ę

- Szkoda 

ż

e przegapiła

ś

 to Ever, nawet histeryczny Miles zapomniał o obsesji na 

punkcie swej 
zmory! 
- Dzi

ę

ki za przypomnienie. – powiedział Miles, jego palce pow

ę

drowały ku brodzie. 

Jego oczy szeroko otwarte patrzyły na ka

ż

dego z nas prosz

ą

c o potwierdzenie, 

ż

ten 
ogromny stwór, nieszcz

ęś

cie z dzisiejszego ranka naprawd

ę

 si

ę

 pojawił i znikło. I nie 

mog

ę

 

pomóc, ale zastanawiam si

ę

 czy nagłe znikni

ę

cie tego czego

ś

 ma jaki

ś

 zwi

ą

zek ze 

mn

ą

, i z 

tym 

ż

e dotkn

ę

łam go dzi

ś

 rano na parkingu. Co oznaczało by 

ż

e jednak mam 

magiczne 
zdolno

ś

ci uzdrawiania. Ale pó

ź

niej kiedy zacz

ę

łam o tym my

ś

le

ć

 nowy facet 

powiedział: 
-Mówiłem ci 

ż

e to podziała. Genialna rzecz. Zachowaj reszt

ę

 na wypadek gdyby 

wróciło. 
Zw

ę

rzyłam swe oczy, zastanawiaj

ą

c si

ę

 jak on mógł znale

źć

 czas na sprawy Milesa, 

skoro to 
był jego pierwszy dzie

ń

 w tej szkole i jeszcze nie poznał go dokładnie. 

- Dałem mu troch

ę

 specjalnej ma

ś

ci – powiedział specjalnie do mnie – Miles i ja 

mamy 
wspólny pokój. Jestem Roman tak przy okazji. 
Popatrzyłam na niego, jego aura była w jasnym 

ż

ółtym kolorze i wirowała wokoło 

niego, jej 
kraw

ę

dzi były przedłu

ż

one, a oni wszyscy siedzieli w przyjaznym u

ś

cisku. 

Ale kiedy ja spogl

ą

dam w jego gł

ę

bokie niebieskie oczy, na opalon

ą

 skór

ę

, blond 

potargane 
włosy, i ubranie które wygl

ą

da jak by było przypadkowe, jak by było hipisowskie – 

mimo 
dobrego wygl

ą

du moj

ą

 jedyn

ą

 reakcj

ą

 jest to aby uciec od niego najdalej jak to 

mo

ż

liwe. 

Nawet kiedy u

ś

miecha si

ę

 do mnie tak ospale, łatwo, a we mnie dokonuje si

ę

 

pewnego 
rodzaju omdlenie i boli mnie brzuch, jestem na kraw

ę

dzi i nie mog

ę

 zawróci

ć

-A ty musisz by

ć

 Ever – mówi, wyci

ą

ga do mnie dło

ń

, z jednej strony nie zauwa

ż

yłam 

ż

e ju

ż

 

do

ść

 długo czeka abym ni

ą

 potrzasn

ę

ła. 

Spogl

ą

dam na Haven która jest wyra

ź

nie przera

ż

ona moj

ą

 nieuprzejmo

ś

ci

ą

, a tak

ż

przez 

background image

krótk

ą

 chwile na Milesa ale, ten jest zbyt zaabsorbowany swym odbiciem w lustrze, 

ż

e nie 

zauwa

ż

ył mojego faux pas. Ale kiedy Damen si

ę

ga pod stół i 

ś

ciska mnie za kolano, 

odkrztuszam si

ę

 spogl

ą

dam na Romana i mówi

ę

- Um, tak jestem Ever. – i mimo 

ż

e strzela mi kolejny zabójczy u

ś

miech, to nadal nie 

działa. I 
tak po prostu sprawia tylko 

ż

e mam ból brzucha, a mój 

ż

ą

dek nale

ż

y do tych 

nerwowych i 
delikatnych. 
-Wychodzi na to 

ż

e mamy wiele wspólnego – mówi, chocia

ż

 nie mog

ę

 sobie 

wyobrazi

ć

 czy 

co

ś

 takiego w ogóle istniej

ę

. – Siedziałem na historii tak mniej wi

ę

cej dwa rz

ę

dy za 

tob

ą

, A w 

sposób jaki walczyła

ś

, nie mogłem przesta

ć

 my

ś

lec o tym 

ż

e jest tam dziewczyna 

która 
nienawidzi historii niemal tak samo jak ja. 
-Ja nie, nie mam nic do historii – powiedziałam, tylko 

ż

e troch

ę

 zbyt szybko, zbyt 

zaborczo, a 
mój głos wydał si

ę

 przy tym taki piskliwy 

ż

e wszyscy na mnie popatrzeli. Tak wi

ę

spojrzałam na Damena, szukaj

ą

c potwierdzenia, 

ż

e nie mog

ę

 by

ć

 jedyn

ą

 osob

ą

 która 

czuje 
niepewny strumie

ń

 energii płyn

ą

cy od Romana. 

Ale on tylko przypi

ą

ł si

ę

 do swojego czerwonego napoju, jakby wszystko było w 

idealnym 
porz

ą

dku i niczego nie zauwa

ż

ył. Wi

ę

c wróciłam do Romana i zagł

ę

biłam si

ę

 w jego i 

podgl

ą

dałam strumie

ń

 jego nieszkodliwych my

ś

li. 

-Naprawd

ę

? – Roman podniósł swe brwi i pochylił si

ę

 ku mnie. – Wszystko, 

zagł

ę

bianie si

ę

 

w przeszło

ś

ci, odkrywanie tych wszystkich dawnych miejsc i dat, badanie 

ż

ycia ludzi, 

którzy 

ż

yli wieki temu i nie wnosz

ą

 

ż

adnego znaczenia teraz – nie przeszkadza ci to? A 

mo

ż

przeszkadza? 
Dopiero wtedy gdy te daty, miejsca maj

ą

 zwi

ą

zek z moim chłopakiem i jego 

sze

ś

cioma set 

latami na hulanki! 
Ale tylko tak pomy

ś

lałam, nie powiedziałam tego, zamiast tego po prostu wzruszyłam 

ramionami i powiedziałam: 
- Nie no w porz

ą

dku. W rzeczywisto

ś

ci to było łatwe. 

Kiwn

ą

ł głow

ą

 a jego oczy wpatrywały si

ę

 we mnie intensywnie. – Dobrze wiedzie

ć

 – 

U

ś

miecha si

ę

 – Munoz daje mi weekend na nadrobienie materiału, mo

ż

e ty mogłaby

ś

 

mnie 
poduczy

ć

Spogl

ą

dam na Haven jej oczy z miejsca ciemniej

ą

, a jej aura robi si

ę

 dziwnie zielona, 


ź

niej na Milesa który przestał my

ś

lec o swojej zjawie i zacz

ą

ł esemesowac z 

Holtem, a 

ź

niej na Damen który jest nieobecny zarówno wzrokiem jak i dusz

ą

, koncentruje 

si

ę

 na 

jakim

ś

 obiekcie którego nie mog

ę

 zobaczy

ć

background image

I cho

ć

 wiem 

ż

e to jest 

ś

mieszne, 

ż

e wszyscy inni wydaj

ą

 si

ę

 do Lubic i ja powinnam 

zrobi

ć

 

wszystko co mog

ę

 aby mu pomóc. 

Ale ja po prostu wzruszyłam ramionami i powiedziałam: - Och jestem pewna, 

ż

e nie 

potrzebujesz mnie. 
Nie mogłam zignorowa

ć

 mrowienia skóry i ukłucia w 

ż

ą

dku gdy nasze oczy si

ę

 

spotkały. 
U

ś

miechn

ą

ł si

ę

 do mnie ujawniaj

ą

c przy tym idealne białe z

ę

by i powiedział: 

- Miło by było z twojej strony gdyby

ś

 mi pomogła, Ever. Ale nie jestem pewien 

ż

powinna

ś

Pi

ą

ty 

- Co si

ę

 z dzieje z tob

ą

 i tym nowym dzieciakiem? – pyta Haven, pozostawaj

ą

c w tyle 

za wszystkimi uczniami. 
- Nic. – Zrzucam jej r

ę

k

ę

 i id

ę

 do przodu a jej energia przepływa przeze mnie, gdy 

obserwuj

ę

 jak Roman, Miles i Damen 

ś

miej

ą

 si

ę

 i zachowuj

ą

 jak starzy przyjaciele. 

- Prosz

ę

 ci

ę

. – Przewraca oczami. – To takie oczywiste, 

ż

e go nie lubisz. 

- To 

ś

mieszne – mówi

ę

, koncentruj

ą

c wzrok na moim pi

ę

knym i wspaniałym 

chłopaku/bratniej duszy/wiecznym partnerze (naprawd

ę

 musz

ę

 znale

źć

 odpowiednie 

słowo) 
który prawie ze mn

ą

 nie rozmawiał od porannego angielskiego. Miałam nadziej

ę

ż

to nie z 
tego powodu, o jakim my

ś

lałam – ze wzgl

ę

du na moje wczorajsze zachowanie i 

mojej 
odmowy oddania mu si

ę

 w ten weekend. 

- Jestem zupełnie powa

ż

na. – Ona patrzy na mnie. – To tak… To tak jakby

ś

 

nienawidziła nowych ludzi czy co

ś

. – To było du

ż

o milsze ni

ż

 rzeczywiste słowa w jej 

głowie. 
Zaciskam wargi i patrz

ę

 na wprost, powstrzymuj

ą

c si

ę

 przed wywróceniem oczami. 

Ale ona bacznie mi si

ę

 przygl

ą

da, kładzie r

ę

k

ę

 na biodrze i mru

ż

y mocno 

pomalowane 
oczy spod grzywki z płon

ą

cym czerwonym paskiem. – Bo o ile dobrze pami

ę

tam, a 

obie 
wiemy, 

ż

e tak to znienawidziła

ś

 Damena, gdy przyszedł po raz pierwszy do szkoły. 

- Nie nienawidz

ę

 Damena – mówi

ę

, przewracaj

ą

c oczami mimo swoich poprzednich 

przyrzecze

ń

. Pomy

ś

lałam: Poprawka, ja tylko wygl

ą

dałam jakbym nienawidziła 

Damena. 
Prawda jest taka, 

ż

e kochałam go przez cały czas. No, z wyj

ą

tkiem krótkiego czasu, 

kiedy 
naprawd

ę

 go nienawidziłam. Ale nadal, nawet wtedy, go kochałam. Po prostu nie 

chciałam 
si

ę

 do tego przyzna

ć

… 

- Hm, wybacz, ale pozwol

ę

 sobie si

ę

 nie zgodzi

ć

 – mówi, zr

ę

cznie odsuwaj

ą

c swoje 

czarne włosy znajduj

ą

ce si

ę

 na twarzy. – Pami

ę

tasz jak nawet go nie zaprosiła

ś

 na 

swoj

ą

 

imprez

ę

 Halloween? 

Wzdycham, zupełnie niezadowolona z tego wszystkiego. Wszystko co chc

ę

 zrobi

ć

 to 

dosta

ć

 si

ę

 do klasy i udawa

ć

ż

e uwa

ż

am gdy b

ę

d

ę

 ł

ą

czy

ć

 si

ę

 telepatycznie z 

Damenem. 
- Tak i je

ś

li pami

ę

tasz to tej nocy równie

ż

 si

ę

 zwi

ą

zali

ś

my – gdy ko

ń

cz

ę

 to mówi

ć

 ju

ż

 

background image

po sekundzie zaczynam tego 

ż

ałowa

ć

. Haven była t

ą

, która znalazła nas przy 

basenie i to 
prawie złamało jej serce. 
Ale ona to po prostu ignoruje. – A mo

ż

e jeste

ś

 zazdrosna, poniewa

ż

 Damen ma 

nowego przyjaciela. Wiesz, 

ż

e jest kto

ś

 inny ni

ż

 ty. 

- To niedorzeczne – mówi

ę

 to zbyt szybko, 

ż

eby ktokolwiek w to uwierzył. – Damen 

ma mnóstwo przyjaciół – dodaj

ę

, cho

ć

 obie wiemy, 

ż

e to nieprawda. 

Patrzy na mnie zaciskaj

ą

c usta, kompletnie nieporuszona. 

Ale teraz jestem tak daleko, 

ż

e nie mam wyboru jak tylko kontynuowa

ć

, wi

ę

c mówi

ę

 – 

Ma ciebie, Milesa i… - I mnie, my

ś

l

ę

, ale nie chc

ę

 tego powiedzie

ć

, poniewa

ż

 jest to 

troch

ę

 

smutna lista, na której jestem dokładnie na szczycie. A prawda jest taka, 

ż

e Damen 

nie 
przebywa z Haven i Milesem chyba, 

ż

e ja z nimi jestem. Sp

ę

dza ze mn

ą

 ka

ż

d

ą

 woln

ą

 

chwil

ę

A wtedy, kiedy nie jeste

ś

my razem wysyła stały strumie

ń

 my

ś

li i obrazów w celu 

uzupełnienia tego dystansu. To tak jakby

ś

my zawsze byli poł

ą

czeni. I musz

ę

 

przyzna

ć

ż

lubi

ę

 ten sposób. Poniewa

ż

 tylko z Damenem mog

ę

 odkry

ć

 prawdziwe ja – moje 

słyszenie 
my

ś

li, odczuwanie energii, widzenie duchów. Tylko z Damenem mog

ę

 pozwoli

ć

 sobie 

na nie 
pilnowanie si

ę

 i zachowywa

ć

 si

ę

 prawdziwie. 

Ale kiedy patrz

ę

 na Haven, nie mog

ę

 si

ę

 nie zastanowi

ć

 nad tym czy ona nie ma 

racji. 
Mo

ż

e jestem zazdrosna. Mo

ż

e Roman naprawd

ę

 jest miłym i normalnym facetem, 

który 
przeniósł si

ę

 do nowej szkoły i chce mie

ć

 nowych przyjaciół – w przeciwie

ń

stwie do 

pełzaj

ą

cego zagro

ż

enia, którego zakładałam u niego. Mo

ż

e naprawd

ę

 jestem 

paranoiczna, 
zazdrosna i zaborcza i automatycznie zakładam, 

ż

e jest tak, poniewa

ż

 Damen nie 

jest 
skoncentrowany na mnie tak jak zwykle, 

ż

e zostałam zast

ą

piona. A je

ś

li tak jest, có

ż

jestem 
zbyt 

ż

ałosna 

ż

eby to przyzna

ć

. Wi

ę

c potrz

ą

sam tylko głow

ą

 i udaj

ę

ż

e si

ę

 

ś

miej

ę

gdy mówi

ę

 

– Znowu niedorzeczno

ść

. Wszystko to jest naprawd

ę

 zabawne. – Potem staram si

ę

 

wygl

ą

da

ć

 

tak jakbym naprawd

ę

 tak uwa

ż

ała. 

- Tak? A co z Drin

ą

? Jak wyja

ś

nisz to? – U

ś

miecha si

ę

 i mówi. – Znienawidziła

ś

 j

ą

 od 

momentu, kiedy j

ą

 zobaczyła

ś

 i nawet nie próbuj temu zaprzecza

ć

. A potem, gdy 

dowiedziała

ś

 si

ę

ż

e zna Damena, znienawidziła

ś

 j

ą

 jeszcze bardziej. 

Kuliłam si

ę

, gdy to mówiła. I nie tylko, dlatego, 

ż

e to prawda, ale ze wzgl

ę

du na to, 

ż

na d

ź

wi

ę

k imienia byłej 

ż

ony Damena zawsze si

ę

 kuliłam. Nic nie mogłam na to 

poradzi

ć

, tak 

po prostu si

ę

 działo. Ale nie miałam poj

ę

cia jak wytłumaczy

ć

 to Haven. Wiedziała 

wszystko, 

ż

e Drina udawała jej przyjaciółk

ę

, porzuciła j

ą

 na imprezie, a nast

ę

pnie znikn

ę

ła na 

zawsze. 
Nie pami

ę

tała tego, 

ż

e Drina próbowała j

ą

 zabi

ć

 truj

ą

c

ą

 ma

ś

ci

ą

, której u

ż

ywała do 

background image

cierpn

ą

cego tatua

ż

u niedawno usuni

ę

tego z jej nadgarstka, nie pami

ę

tała… 

O mój Bo

ż

e! Ma

ść

! Roman dał Milesowi ma

ść

 na pryszcza! Wiedziałam, 

ż

e jest w 

nim co

ś

 dziwnego. Wiedziałam, 

ż

e nie zmy

ś

lam! 

- Haven, jak

ą

 Miles ma teraz lekcj

ę

? – pytam, moje oczy badały teren szkoły nie 

mog

ą

c go znale

źć

 i w zbyt du

ż

ym po

ś

piechu nie mogłam skorzysta

ć

 z funkcji 

zdalnego 
wykrywania obiektów, której jeszcze nie opanowałam. 
- My

ś

l

ę

ż

e angielski, dlaczego? – Posyła mi dziwne spojrzenie. 

- Nic, tylko… musz

ę

 biec. 

- Dobrze. Rób co chcesz. Ale wiesz, ja nadal uwa

ż

am, 

ż

e nienawidzisz nowych ludzi! 

– krzyczy. 
Ale pozostaje w tyle. Mnie ju

ż

 nie ma. 

Biegn

ę

 przez szkoł

ę

 koncentruj

ą

c si

ę

 na energii Milesa i próbuj

ą

c wyczu

ć

, w której 

jest klasie. Gdy jestem za zakr

ę

tem i widz

ę

 drzwi po mojej prawej stronie, otwieram 

je bez 
zastanowienia. 
- Mog

ę

 w czym

ś

 pomóc? – pyta nauczyciel, odwracaj

ą

c si

ę

 od tablicy i trzymaj

ą

c w 

r

ę

ce odłamek białej kredy. 

Stoj

ę

 poni

ż

ona przed klas

ą

, widz

ą

c jak kilka sługusów Stacie na

ś

laduje mnie, gdy 

walcz

ę

 o złapanie oddechu. 

- Miles – dysz

ą

c, wskazuj

ę

 na niego. – Musz

ę

 porozmawia

ć

 z Milesem. Tylko na 

sekund

ę

 – obiecuj

ę

, gdy jego nauczyciel krzy

ż

uje ramiona i patrzy na mnie 

podejrzanym 
wzrokiem. – To wa

ż

ne – dodaj

ę

, spogl

ą

daj

ą

c na Milesa, który teraz zamkn

ą

ł oczy i 

potrz

ą

sał 

głow

ą

- Przypuszczam, 

ż

e masz woln

ą

 lekcj

ę

? – pyta jego nauczyciel, skrupulatnie dla 

zasady. 
I cho

ć

 wiem, 

ż

e to mo

ż

e go bardzo urazi

ć

 i w rezultacie zadziała przeciwko mnie, nie 

mam czasu na ugrz

ęź

ni

ę

cie w tej całej wysokiej biurokracji szkolnej maj

ą

cej na celu 

zapewnieniu nam bezpiecze

ń

stwa – ale tak naprawd

ę

 w tej chwili obchodzi mnie to, 

ż

e to jest 

sprawa 

ż

ycia i 

ś

mierci! 

Albo przynajmniej mo

ż

e by

ć

Nie jestem pewna. Jednak chciałabym si

ę

 dowiedzie

ć

Jestem tak sfrustrowana, 

ż

e potrz

ą

sam tylko głow

ą

 i mówi

ę

- Słuchaj, ty i ja wiemy, 

ż

e nie mam wolnej lekcji, ale je

ś

li zrobisz mi przysług

ę

wypuszczaj

ą

c Milesa na sekund

ę

, obiecuj

ę

 przysła

ć

 go z powrotem. 

Spojrzał na mnie, jego umysł studiował wszystkie alternatywy, wszystkie sposoby, 
którymi mógłby si

ę

 odegra

ć

; wyrzucaj

ą

c mnie, eskortowa

ć

 do klasy, eskortowa

ć

 do 

biura 
Dyrektora Buckley’a – ale popatrzył na Milesa i wzdychaj

ą

c powiedział – W 

porz

ą

dku. Tylko 

szybko. 
Po sekundzie, gdy wyszli

ś

my na korytarz i drzwi zamkn

ę

ły si

ę

 za nami, patrz

ę

 na 

Milesa i mówi

ę

 – Daj mi ma

ść

- Co? – Gapi si

ę

 na mnie. 

- Ma

ść

. T

ą

, co dał ci Roman. Daj mi j

ą

. Musz

ę

 j

ą

 zobaczy

ć

 – powiedziałam mu 

rozprostowuj

ą

c moj

ą

 r

ę

k

ę

 i poruszałam palcami. 

- Oszalała

ś

? – szepcze, rozgl

ą

daj

ą

c si

ę

 od ciemnoszarych 

ś

cian, dywanu do nas. 

background image

- Nie masz poj

ę

cia, jakie to powa

ż

ne – powiedziałam patrz

ą

c mu w oczy, nie chc

ą

go 
przestraszy

ć

, cho

ć

 je

ś

li b

ę

d

ę

 musiała to, to zrobi

ę

. – Daj spokój, nie mamy całego 

dnia. 
- Jest w moim plecaku – wzrusza ramionami. 
- Id

ź

 po ni

ą

- Ever, serio. Co…? 
Skrzy

ż

owałam ramiona i kiwn

ę

łam głow

ą

. – Id

ź

. B

ę

d

ę

 czeka

ć

Miles potrz

ą

sa głow

ą

 i znika wewn

ą

trz pomieszczenia. Pojawia si

ę

 chwil

ę

 pó

ź

niej z 

kwa

ś

n

ą

 min

ą

 i mał

ą

, biał

ą

 tubk

ą

 w r

ę

ce. – Masz. Jeste

ś

 teraz szcz

ęś

liwa? – Rzuca 

mi j

ą

Łapi

ę

 tubk

ę

 i badam j

ą

, obracaj

ą

c mi

ę

dzy kciukiem a palcem wskazuj

ą

cym. Jest to 

gatunek, który rozpoznałam ze sklepu. Nie rozumiałam, czemu taki był. 
- Wiesz, gdyby

ś

 zapomniała to jutro jest moja sztuka i ja naprawd

ę

 nie potrzebuj

ę

 

teraz dodatkowego dramatu i stresu, wi

ę

c je

ś

li pozwolisz… - Wyci

ą

ga r

ę

k

ę

 i czeka a

ż

 

oddam 
mu ma

ść

, aby mógł wróci

ć

 do klasy. 

Tylko, 

ż

e ja nie chciałam jej jeszcze oddawa

ć

. Szukam jakie

ś

 otworu igły lub znaku 

przebicia, czego

ś

 do udowodnienia, 

ż

e została uszkodzona, 

ż

e nie jest tym, czym si

ę

 

wydaje. 
- To znaczy, dzi

ś

 na obiedzie, kiedy zobaczyłem, 

ż

e ty i Damen stonowali

ś

cie t

ą

 cał

ą

 

nami

ę

tno

ść

 byłem gotowy da

ć

 ci pi

ą

tk

ę

, ale teraz jest tak jakby zast

ą

piło tamto co

ś

 

gorszego. 
Mówi

ę

 powa

ż

nie Ever. Albo odkr

ęć

 ten korek i u

ż

yj jej, albo ju

ż

 mi j

ą

 oddaj. 

Nie oddałam jej. Zamiast tego, obejmuj

ę

 j

ą

 palcami i próbuj

ę

 odczyta

ć

 jej energi

ę

Ale 
to tylko głupi krem na pryszcze. Taki, który rzeczywi

ś

cie działa. 

- Co my tu robimy? – posyła mi uko

ś

ne spojrzenie. 

Wzruszam ramionami i oddaj

ę

 mu tubk

ę

 z powrotem. Powiedzie

ć

ż

e mi wstyd 

byłoby 
za łagodne. Ale gdy Miles chowa j

ą

 do kieszeni i idzie do drzwi, nie mog

ę

 si

ę

 

powstrzyma

ć

 

przed powiedzeniem – Wi

ę

c zauwa

ż

yłe

ś

? – Słowa przechodz

ą

 ostro i lepko przez 

moje 
gardło. 
- Zauwa

ż

yłem co? – Zatrzymuje si

ę

 wyra

ź

nie zirytowany. 

- Hm, brak tej całej nami

ę

tno

ś

ci? 

Miles odwrócił si

ę

, przesadnie wywracaj

ą

c oczami przed wyrównaniem swojego 

wzroku z moim. – Tak, zauwa

ż

yłem. Wyobraziłem sobie, 

ż

e tak naprawd

ę

 tylko 

faceci 
stwarzaj

ą

 dla mnie zagro

ż

enie. 

Patrz

ę

 na niego. 

- Dzi

ś

 rano… gdy rozmawiałem z Haven i strajkowałem dopóki faceci nie 

zatrzymywali si

ę

 zawsze przy tobie… - Potrz

ą

sn

ą

ł głow

ą

. – Niewa

ż

ne. Mog

ę

 i

ść

 do 

klasy? 
- Przepraszam. – Skin

ę

łam głow

ą

. – Przepraszam za to wszystko… 

Zanim jednak doko

ń

czyłam, jego ju

ż

 nie było, a drzwi były mocno zamkni

ę

te. 

Szósty 

Kiedy wchodz

ę

 na szóst

ą

 lekcj

ę

 sztuki, czuj

ę

 ulg

ę

 widz

ą

c, 

ż

e Damen ju

ż

 tam jest. 

Pan 

background image

Robins dał nam du

ż

o do pracy na angielskim, ledwo porozmawiali

ś

my na lunchu i 

teraz 
cieszyłam si

ę

 na troch

ę

 czasu z nim sam na sam. Lub co najmniej tak sam na sam 

jak mo

ż

na 

by

ć

 w klasie z trzydziestoma innymi uczniami. 

Ale po tym, gdy zakładam fartuch i gromadz

ę

 materiały z szafy, czuj

ę

 na sercu ci

ęż

ar 

widz

ą

c, 

ż

e Roman po raz kolejny zaj

ą

ł moje miejsce. 

- O hej, Ever. – Kiwa głow

ą

, kład

ą

c swoje nowe puste płótno na mojej sztaludze, a ja 

stoj

ę

 obok trzymaj

ą

c swoje rzeczy w ramionach i patrz

ę

 na Damena, który jest tak 

pogr

ąż

ony 

w malowaniu, 

ż

e jest całkowicie na mnie oboj

ę

tny. 

Jestem gotowa powiedzie

ć

 Romanowi 

ż

eby si

ę

 odwalił, ale pami

ę

tam słowa Haven 

jak powiedziała, 

ż

e nienawidz

ę

 nowych ludzi. Boj

ą

c si

ę

ż

e mo

ż

e mie

ć

 racj

ę

zdobywam si

ę

 

na u

ś

miech i umieszczam swoje płótno na sztaludze po drugiej stronie Damena, 

obiecuj

ą

sobie przyj

ść

 jutro o wiele wcze

ś

niej i odzyska

ć

 swoje miejsce. 

- A wi

ę

c powiedzcie mi, co tutaj robimy? – pyta Roman, wsadzaj

ą

c p

ę

dzel pomi

ę

dzy 

swoje przednie z

ę

by i zerka na Damena i na mnie. 

A to co innego. Zwykle uwa

ż

am, 

ż

e brytyjski akcent jest atrakcyjny, ale u tego faceta, 

to po prostu chrypka. Ale to prawdopodobnie, dlatego 

ż

e jest całkowicie fałszywy. 

Mam na 
my

ś

li, 

ż

e to jest tak oczywiste ze sposobu, w jaki on go u

ż

ywa tylko wtedy, gdy chce 

wydawa

ć

 si

ę

 fajny. 

Ale tak szybko jak o tym my

ś

l

ę

, tak szybko czuj

ę

 si

ę

 znowu winna. Ka

ż

dy wie, 

ż

zbyt mocne próbowanie by

ć

 fajnym, jest tylko kolejnym znakiem niepewno

ś

ci. I kto 

nie czuje 
si

ę

 troch

ę

 niepewnie w pierwszym dniu szkoły? 

- Uczymy si

ę

 isms* – mówi

ę

, decyduj

ą

c si

ę

 odgrywa

ć

 mił

ą

 mimo dokuczliwego 

brz

ę

czenia w moich wn

ę

trzno

ś

ciach. – W zeszłym miesi

ą

cu mieli

ś

my wybra

ć

 własny, 

ale w 
tym miesi

ą

cu wszyscy robimy foto realizm, poniewa

ż

 ostatnio nikt tego nie zrobił. 

Roman lustruje mnie, pocz

ą

wszy od mojej przydługiej grzywki, przebył drog

ę

 w dół 

do moich złotych japonek od Haviany – powolny rejs wzdłu

ż

 mojego ciała sprawił, 

ż

mój 

ż

ą

dek stał si

ę

 cały nerwowy i skr

ę

cony – nie w dobry sposób. 

- Dobrze. Wi

ę

c ma to wygl

ą

da

ć

 prawdziwie jak na fotografii – mówi, oczy maj

ą

skupione na mnie. 
Spotykam jego spojrzenie, wytrzymuj

ą

c je o kilka sekund za długo. Albo odrzuc

ę

 

skurcz albo pierwsza odwróc

ę

 wzrok. Jestem zdecydowana pozosta

ć

 w tej grze tak 

długo, jak 
trzeba. I cho

ć

 mo

ż

e si

ę

 wydawa

ć

 łagodny na zewn

ą

trz, czuj

ę

 u niego co

ś

 ciemnego i 

gro

ź

nego, jaki

ś

 pewien rodzaj odwagi. 

A mo

ż

e nie. 

Bo zaraz jak o tym my

ś

l

ę

, on mówi. – Te ameryka

ń

skie szkoły s

ą

 niesamowite! W 

domu, w rozmoczonym Londynie – mrugn

ą

ł. – teoria zawsze była ponad praktyk

ą

Jest mi wstyd za siebie i za wszystkie os

ą

dy. Bo podobno jest on nie tylko z 

Londynu, 
co oznacza, 

ż

e jego akcent jest prawdziwy, ale te

ż

, Damen, którego moce 

psychiczne s

ą

 

background image

bardziej wyrafinowane od moich, nie wydaje si

ę

 w ogóle zaniepokojony. 

Je

ś

li ju

ż

, to wydaje si

ę

 go lubi

ć

. Co jest nawet gorsze dla mnie, poniewa

ż

 do

ść

 du

ż

to 
udowodni, 

ż

e Haven ma racj

ę

isms* - nie słyszałam o tym, w słowniku tego nie ma, tak samo w translatorze 

Naprawd

ę

 jestem zazdrosna. 

I zaborcza. 
I paranoidalna. 
I najwyra

ź

niej nienawidz

ę

 te

ż

 nowych ludzi. 

Bior

ę

 gł

ę

boki oddech i próbuj

ę

 mówi

ć

 ponownie mimo 

ś

ci

ś

ni

ę

tego gardła i w

ę

zła w 

ż

ą

dku i postanawiam by

ć

 przyjazn

ą

 nawet, je

ś

li oznacza to, 

ż

e musz

ę

 udawa

ć

. – 

Mo

ż

esz 

malowa

ć

 cokolwiek chcesz – powiedziałam, u

ż

ywaj

ą

c mojego optymistycznie 

przyjaznego 
głosu z dawnego 

ż

ycia, przed tym jak cała moja rodzina zgin

ę

ła w wypadku i 

uratował mnie 
Damen poprzez uczynienie mnie nie

ś

mierteln

ą

, praktycznie jedynego kiedykolwiek 

u

ż

ywanego głosu. – Wystarczy, aby wygl

ą

dało prawdziwie, jak fotografia. 

Rzeczywi

ś

cie to 

mamy za zadanie wykorzystanie rzeczywistych fotografii, 

ż

eby pokaza

ć

 nasze 

natchnienie, i 
oczywi

ś

cie, tak

ż

e do celów klasyfikacji. Wiesz, mo

ż

emy udowodni

ć

ż

e dokonali

ś

my 

tego, co 
sobie okre

ś

lili

ś

my. 

Rzucam okiem na Damena, zastanawiaj

ą

c si

ę

, czy co

ś

 usłyszał i czuj

ę

 zirytowanie, 

ż

wybrał malowanie od komunikowania si

ę

 ze mn

ą

- A co on maluje? – pyta Roman, wskazuj

ą

c głow

ą

 płótno Damena, doskonałe uj

ę

cie 

kwitni

ę

cia pól w Summerlandzie. Ka

ż

de 

ź

d

ź

bło trawy, ka

ż

d

ą

 kropl

ę

 wody, ka

ż

dy 

płatek 
kwiatu, tak jasne, tak materialne – tak jak tam. – Wygl

ą

da jak raj. – Kiwa głow

ą

- Jest rajem – szepcz

ę

, tak zaabsorbowana tym obrazem, 

ż

e odpowiedziałam za 

szybko nie przemy

ś

laj

ą

c tego, co wła

ś

nie powiedziałam. Summerland nie jest tylko 

ś

wi

ę

tym 

miejsce – to nasze sekretne miejsce. Jednym z wielu sekretów, który obiecałam 
zachowa

ć

Roman spojrzał na mnie z podniesionymi brwiami. – To miejsce istnieje? 
Zanim jednak odpowiadam, Damen kr

ę

ci głow

ą

 i mówi. – Ona chce 

ż

eby istniało. Ale 

zrobiłem to, co istnieje tylko w mojej głowie. – Potem rzuca mi spojrzenie i wysyła 
telepatyczn

ą

 wiadomo

ść

 – ostro

ż

nie. 

- Wi

ę

c jak wykonasz zadanie? Je

ś

li nie masz zdj

ę

cia, aby udowodni

ć

ż

e to istnieje? 

– 
pyta Roman, ale Damen wzrusza tylko ramionami i wraca do malowania. 
Roman nadal spogl

ą

da mi

ę

dzy nas, jego oczy s

ą

 zmru

ż

one i zadaj

ą

 pytanie, a ja 

wiem, 

ż

e nie mog

ę

 tego tak zostawi

ć

. Tak wi

ę

c patrz

ę

 na niego i mówi

ę

. – Damen nie 

przejmuje si

ę

 

tutejszymi zasadami. Woli robi

ć

 swoje. 

Pami

ę

tałam czasy, kiedy przekonywał mnie do olania szkoły, zakładania si

ę

 na torze 

i gorszych rzeczy. 

background image

A kiedy Roman kiwa głow

ą

 i odwraca si

ę

 do swojego płótna i Damen wysyła mi 

telepatyczny bukiet czerwonych tulipanów wiem, 

ż

e wszystko si

ę

 udało – nasz sekret 

jest 
bezpieczny i wszystko jest w porz

ą

dku. Dlatego zanurzam p

ę

dzel w jakiej

ś

 farbie i 

wracam 
do pracy. Czekałam a

ż

 zadzwoni dzwonek, aby

ś

my mogli wróci

ć

 do domu i 

rozpocz

ąć

 

prawdziw

ą

 lekcj

ę

Po zaj

ę

ciach, pakujemy nasze rzeczy i udajemy si

ę

 na parking. Pomimo mojego 

postanowienia bycia mił

ą

 dla nowego faceta, nie mog

ę

 si

ę

 powstrzyma

ć

 przed 

u

ś

miechem, 

kiedy widz

ę

 

ż

e zaparkował gdzie indziej. 

- Do zobaczenia jutro – wołam z ulg

ą

, kiedy jest pewna odległo

ść

 mi

ę

dzy nami, bo 

pomimo tego, 

ż

e wszyscy s

ą

 nim zauroczeni, ja tego po prostu nie czuj

ę

, nie wa

ż

ne 

jak bardzo 
si

ę

 staram. 

Otwieram samochód, wrzucam swoj

ą

 torb

ę

 na podłog

ę

 mówi

ą

c do Damena – Miles 

ma prób

ę

, a ja jad

ę

 prosto do domu. Chcesz jecha

ć

 ze mn

ą

Odwracam si

ę

 i jestem zaskoczona widz

ą

c Damena przed sob

ą

, który kołysze si

ę

 z 

boku na bok z napi

ę

tym wyrazem twarzy. – W porz

ą

dku? – Podnosz

ę

 dło

ń

 do jego 

policzka, 
czuj

ą

c ciepło, jaki

ś

 znak niepokoju, nawet je

ś

li naprawd

ę

 nie spodziewałam si

ę

 go 

znale

źć

. I 

kiedy Damen potrz

ą

sa głow

ą

 i patrzy na mnie, przez ułamek sekundy wszystkie 

barwy 
odpłyn

ę

ły. Ale potem tak szybko jak si

ę

 pojawiło tak szybko to znikn

ę

ło. 

- Przepraszam, ja tylko… czuj

ę

 w głowie co

ś

 dziwnego – mówi, 

ś

ciskaj

ą

c grzbiet 

nosa 
i zamykaj

ą

c oczy. 

- Ale my

ś

lałam, 

ż

e nigdy nie chorujesz, 

ż

e my nie chorujemy? – mówi

ę

, nie mog

ą

ukry

ć

 swojego niepokoju, gdy si

ę

gam po swój plecak. My

ś

l

ę

ż

e łyk nie

ś

miertelnego 

soku 
sprawi, 

ż

e poczuje si

ę

 lepiej, bo potrzebuje go o wiele bardziej ni

ż

 ja. I cho

ć

 nie 

wiemy 
dokładnie, dlaczego spo

ż

ywanie tego przez Damena przez sze

ść

 wieków 

doprowadziło go do 
pewnego rodzaju uzale

ż

nienia, miał potrzeb

ę

 konsumowania tego coraz wi

ę

cej z 

ka

ż

dym 

mijaj

ą

cym rokiem. Co prawdopodobnie oznacza, 

ż

e ja te

ż

 w ko

ń

cu b

ę

d

ę

 

potrzebowała tego 
wi

ę

cej. I cho

ć

 wydaj

ę

 si

ę

ż

e to długa droga to mam po prostu nadziej

ę

ż

e poka

ż

e mi 

jak 
zrobi

ć

 tak, 

ż

ebym nie musiała napełnia

ć

 si

ę

 nim przez cały czas. 

Lecz zanim dochodz

ę

 do niego, on wyci

ą

ga swoj

ą

 własn

ą

 butelk

ę

 i bierze długi łyk, 

przyci

ą

gaj

ą

c mnie do siebie i przyciska usta do mojego policzka, mówi

ą

c. – Czuj

ę

 si

ę

 

dobrze. 
Naprawd

ę

. Odwie

źć

 ci

ę

 do domu? 

siódmy 

Damen jechał szybko, bardzo szybko. Mam na my

ś

li, 

ż

e tylko dlatego i

ż

 oboje 

mieli

ś

my w 

background image

głowie radary które si

ę

 przydawały ze wzgl

ę

du na policje kiedy łamali

ś

my prawo, na 

pieszych, bezdomnych zwierz

ą

t i czegokolwiek innego, co miałoby stan

ąć

 na naszej 

drodze, 
co nie znaczyło 

ż

e musiał on a

ż

 tak tego nadu

ż

ywa

ć

 w tym mom

ę

cie… 

Lecz Damen s

ą

dził inaczej. Dlatego te

ż

 on ju

ż

 stał na moim podje

ź

dzie gotowy 

wyci

ą

gn

ąć

 

mnie do parku. 
-My

ś

lałem, 

ż

e nigdy tego nie zrobisz – 

ś

mieje si

ę

, nast

ę

pnie wchodzi do mojego 

pokoju, 
ci

ą

gnie mnie za sob

ą

 na moje łó

ż

ko gdzie sam si

ę

 rozci

ą

ga i poci

ą

ga mnie na nie, 

aby 
sprawdzi

ć

 si

ę

 w miłym pocałunku – pocałunek gdyby to zale

ż

ało ode mnie nigdy by 

si

ę

 nie 

miał sko

ń

czy

ć

. I szcz

ęś

liwie sp

ę

dzi

ć

 reszt

ę

 wieczno

ś

ci w jego ramionach. A 

wystarczało mi 
wiedzie

ć

ż

e mamy niesko

ń

czon

ą

 liczb

ę

 dni przed sob

ą

 aby zapewnia

ć

 sobie 

wzajemnie 
szcz

ęś

cie, od razu jestem szcz

ęś

liwa. Cho

ć

 nie zawsze si

ę

 czuj

ę

. Byłam bardzo 

zdenerwowana gdy po raz pierwszy dowiedziałam si

ę

 prawdy. Tak zdenerwowana 

ż

sp

ę

dziłam troch

ę

 czasu z dala od niego, aby poukłada

ć

 sobie to wszystko w mojej 

głowie. 
Mam na my

ś

li to i

ż

 nie codziennie mo

ż

na od bliskiej osoby usłysze

ć

: A tak przy 

okazji, 
jestem nie

ś

miertelny, i ciebie równie

ż

 nim zrobiłem. I chocia

ż

 byłam bardzo 

niech

ę

tna mu 

wie

ż

yc za pierwszym razem, w my

ś

lach ci

ą

gle rozpami

ę

tywałam to jak zmarłam w 

wyniku 
wypadku, i jak spojrzałam wła

ś

nie w jego oczy i wtedy wrócił mnie do 

ż

ycia, i jak 

poznałam 
wła

ś

nie te oczy i jak pierwszy raz go zobaczyłam w szkole – nie było co zaprzecza

ć

 

ż

e to 

prawda. Mimo i

ż

 nie chciałam tego zaakceptowa

ć

. Nie do

ść

 

ż

e moje zapory 

psychiczne nie 
przetrwały wniesionych w me 

ż

ycie zdolno

ś

ci psychicznych w dniu mojego NDE 

( Do

ś

wiadczenie blisko

ś

ci ze 

ś

mierci

ą

 – tak naprawd

ę

 oni nalegali na wywołanie go 


pobli

ż

u mnie cho

ć

 tak naprawd

ę

 umierałam) i jak zacz

ę

łam rozprawy nad my

ś

lami 

innych, 
jak przez głupi dotyk mogłam odczyta

ć

 historie ich całego 

ż

ycia, rozmowy z 

martwymi, i 
wiele wiele innych. Nie wspominaj

ą

c i tym i

ż

 jestem nie

ś

miertelna i jak bolesne to 

mo

ż

e by

ć

ale oznacza to równie

ż

 

ż

e nigdy nie przejd

ę

 przez „most”. Nigdy nie uczyni

ę

 nic po 

drugiej 
stronie, nigdy nie spotkam si

ę

 tam z moj

ą

 rodzin

ą

. I kiedy tak o tym pomy

ś

lisz to 

naprawd

ę

 

jest wielka tragedia. Tak wi

ę

c odci

ą

gn

ę

łam swoje usta od jego i spojrzałam mu w 

oczy – te 
same oczy w które spogl

ą

dałam przez 400 lat. I cho

ć

 nie wiem jak bardzo si

ę

 staram, 

nie 

background image

mog

ę

 wymaza

ć

 naszej przeszło

ś

ci. Tylko Damen, który pozostał ten sam, przez 

ostatnie 600 
lat – ani 

ś

mier

ć

 ani reinkarnacja – a ja trzymam ten klucz do zagadki. 

- O czym tak zaciekle my

ś

lisz? – pyta mnie, palcami gładzi krzywizn

ę

 mej szcz

ę

ki, a 

palcami 
zostawia ciepły 

ś

lad na mojej skórze. 

Bior

ę

 gł

ę

boki oddech, wiem jak bardzo jest zobowi

ą

zany do pobytu w tera

ź

niejszo

ś

ci, 

ale 
skoro postanowił dowiedzie

ć

 si

ę

 wi

ę

cej o mojej historii – naszej historii. – My

ś

lałam o 

tym 
kiedy po raz pierwszy si

ę

 spotkali

ś

my – mówi

ę

, obserwuj

ą

c jego reakcj

ę

 a on tylko 

kr

ę

ci 

głow

ą

- Była

ś

? I co dokładnie pami

ę

tasz z tamtego okresu? 

- Nic. – wzruszam ramionami – Zupełnie nic. To znaczy miałam nadzieje 

ż

e mógłby

ś

 

mi cos 
powiedzie

ć

. Nie musisz mi mówi

ć

 wszystkiego – to znaczy, wiem jak bardzo 

nienawidzisz 
wraca

ć

 do przeszło

ś

ci. Jestem po prostu bardzo ciekawa jak zaczynałam – jak si

ę

 po 

raz 
pierwszy poznali

ś

my. 

Przeci

ą

ga si

ę

 i przewraca na plecy, jego ciało jest nadal napi

ę

te, wargi 

ś

ci

ś

ni

ę

te i 

uło

ż

one w 

ci

ęż

kiej linii, i obawiam si

ę

 

ż

e to jest jedyna odpowiedz jak

ą

 dostane. 

- Prosz

ę

? – poruszyłam si

ę

, zbli

ż

yłam si

ę

 do niego i owin

ę

łam moje ciało wokół jego. 

– To 
nie sprawiedliwe 

ż

e ty Znasz wszystkie szczegóły, ja wszystko widz

ę

 jakby w 

ciemno

ś

ci. Po 

prostu daj mi co

ś

 abym mogła to zobaczy

ć

. Gdzie mieszkali

ś

my? Gdzie mnie 

zauwa

ż

yłe

ś

Gdzie si

ę

 po raz pierwszy spotkali

ś

my? Czy to była miło

ść

 od pierwszego wejrzenia? 

Obraca si

ę

 lekko na bok, i przeczesuj

ą

c włosy mówi: - To było we Francji w 1608 

roku. 
Bior

ę

 gł

ę

boki wdech, pó

ź

niej wydech i czekam aby, usłysze

ć

 wi

ę

cej. 

- Dokładniej w Pary

ż

u. 

Pary

ż

! I od razu widz

ę

 przed oczyma wspaniałe, wyszukane suknie, skradzione 

pocałunki na 
Pont Neuf, plotkowanie z Mari

ą

 Antonin

ą

… 

- Brałem udział w kolacji, w domu przyjaciela – zatrzymuje wzrok na moich oczach i 
mówi – 
A ty pracowała

ś

 jako słu

ż

ka. 

Jako słu

ż

ka?! 

- Jako jedna z ich pracowników. Byli oni bardzo bogaci. 
Le

ż

ałam tam oszołomiona, nie tego si

ę

 spodziewałam. 

- Nie była

ś

 taka jak inni – powiedział, a jego głos zni

ż

ył si

ę

 prawie do szeptu – była

ś

 

pi

ę

kna. 

- Niezwykle pi

ę

kna, wygl

ą

dała

ś

 zupełnie jak teraz – u

ś

miecha si

ę

, bierze w palce 

pasmo 
moich włosów i okr

ę

ca je sobie wokół palca. – Ale była

ś

 zupełnie jak teraz, straciła

ś

 

background image

rodziców w po

ż

arze. Była

ś

 sierot

ą

. I tak ledwo 

ż

yła

ś

 bez grosza przy duszy, bez 

ż

adnego 

wsparcia, była

ś

 po prostu zatrudniona przez moich znajomych. 

Trudno mi to przełkn

ąć

, nawet nie wiecie jak si

ę

 czuje. Chodzi mi o to, co w 

przypadku 
punktu „reinkarnacja” jeste

ś

 zmuszony do prze

ż

ywania tego samego na nowo? 

- I tak, po prostu to wiedziałem, to była miło

ść

 od pierwszego wejrzenia. I padła na 

mnie 
całkowicie i nieodwracalnie. W jednej chwili si

ę

 w tobie zakochałem, i w tej chwili 

wiedziałem 

ż

e moje 

ż

ycie ju

ż

 nigdy nie b

ę

dzie takie ja do tej pory. 

Spojrzał na mnie, jego palce b

ę

d

ą

ce na skroniach, jego wzrok który mnie wabił, 

prezentuj

ą

intensywno

ść

 jego spojrzenia. Wzrok który ogl

ą

dał sceny z tamtych czasów kiedy na 

mnie 
spojrzał. 
Moje blond włosy schowane pod czepkiem, moje niebieskie oczy które były nie

ś

miałe 

na tyle 
aby ba

ć

 si

ę

 spojrze

ć

 i nawi

ą

za

ć

 kontakt, moje ubrania które były szare, zł

ą

czone 

palce, moje 
pi

ę

kno jest marnowane i łatwo mnie było przegapi

ć

. Ale Damen mnie zobaczył. W 

mom

ę

cie 

kiedy wszedł do pokoju spotkał moje oczy. Szukam w 

ś

ród mej duszy swej 

przeszło

ś

ci, ale on 

ci

ą

gle si

ę

 ukrywa. A on ciemno ubrany jego ubiór jest idealny, dopracowany, tak 

przystojny, 
wi

ę

c odwracam si

ę

. Znaj

ą

ż

ycie jego guziki na płaszczu s

ą

 warte tyle co ja nawet 

przez rok 
nie zarobi

ę

. Wiedz

ą

c to nie odgl

ą

dam si

ę

 drugi raz, on nie jest z mojej ligi… - Mimo 

to 
musiałem przej

ść

 ostro

ż

nie poniewa

ż

… 

- Poniewa

ż

 jeste

ś

 ju

ż

 w zwi

ą

zku mał

ż

e

ń

skim z Drin

ą

 – szeptam ogl

ą

daj

ą

c t

ą

 scen

ę

 w 

mojej 
głowie, jest on jednym z go

ś

ci na tym obiedzie i nie mog

ę

 z nim rozmawia

ć

. Wi

ę

nasze oczy 
spotykaj

ą

 si

ę

 znowu na krótko. W tym mom

ę

cie Damen mówi : 

- Drina jest na W

ę

grzech. Nasze drogi ju

ż

 si

ę

 rozeszły. Ale nie mo

ż

emy si

ę

 na siebie 

gapi

ć

poniewa

ż

 wywołaliby

ś

my tym skandal. – Ona i ja mieszkamy ju

ż

 osobno, wi

ę

c nie 

było z tym 
problemów. Jedynym problemem było to i

ż

 wtedy podział na klasy społeczne był 

bardzo 
wa

ż

ny. I dlatego 

ż

e ty była

ś

 tak niewinna wi

ę

c była

ś

 bardzo nara

ż

ona na takie 

zarzuty. Nie 
chciałem spowodowa

ć

 

ż

adnych kłopotów, zwłaszcza 

ż

e nie wiedziałem czy czujesz 

to samo. 
- Ale ja czułam to samo! – mówi

ę

 patrz

ą

c jak si

ę

 poruszamy w przeszło

ś

ci, tamtej 

nocy, i jak 
za ka

ż

dym razem gdy przechadzał si

ę

 patrzyłam za nim wzrokiem. 

- Obawiam si

ę

 

ż

e nie miałem do ciebie wystarczaj

ą

cego zaufania – patrzy na mnie 

zmartwiony – Do tedy a

ż

 natykali

ś

my si

ę

 na siebie tak cz

ę

sto, a

ż

 poczułem do ciebie 

background image

zaufanie. A nast

ę

pnie. 

A potem spotykali

ś

my si

ę

 w tajnych miejscach (przej

ś

ciach) na skradzionych 

pocałunkach, 
czy te

ż

 na nami

ę

tnych u

ś

ciskach w pomieszczeniach dla jego słu

ż

by, lub w jego 

powozie. – 
Dopiero teraz wiem 

ż

e nie było to tak tajne jak my

ś

lałem, my

ś

lałem 

ż

e… - westchn

ą

ł 

– Drina 
tak naprawd

ę

 nigdy nie była na W

ę

grzech, Przez cały rok planowała, ogl

ą

dała mnie, 

była 
zdecydowana aby mnie znowu zdoby

ć

 i była pewna zwyci

ę

stwa bez wzgl

ę

du na 

koszty – 
wzi

ą

ł gł

ę

boki oddech, a 

ż

al z 4-stuleci był widoczny na jego twarzy. - Chciałem si

ę

 

tob

ą

 

zaj

ąć

. Chciałem da

ć

 ci wszystko, wszystko czego tylko sobie za

ż

yczysz. Chciałem 

traktowa

ć

 

ci

ę

 jak ksi

ęż

niczk

ę

 jak by

ś

 si

ę

 ni

ą

 wła

ś

nie urodziła. I kiedy w ko

ń

cu przekonałem ci

ę

 

do 
siebie, nigdy nie byłem tak szcz

ęś

liwy 

ż

ż

yje. Mieli

ś

my si

ę

 spotka

ć

 wtedy o 

północy… 
- Ale ja nigdy si

ę

 nie pojawiłam – mówi

ę

, widz

ą

c t

ą

 scen

ę

 u siebie w głowi

ę

, widz

ę

 

ból na jego twarzy dowodz

ą

cy temu jak bardzo pragn

ą

ł tego spotkania, jak bardzo 

był 
przekonany i

ż

 zmieniłam zdanie. 

- Dopiero nast

ę

pnego dnia dowiedziałem si

ę

 

ż

e zgin

ę

ła

ś

 w wypadku, została

ś

 

przejechana przez konia, szła

ś

 na spotkanie ze mn

ą

. – Kiedy patrzy na mnie, 

pokazuje mi cały 
swój smutek który jest nie do zniesienia, wszystkie czasochłonne wysiłki dzi

ę

ki 

którym 
ukrywał cały swój 

ż

al poszły na marne. – W tamtym mom

ę

cie, nigdy by mi nie 

przyszło do 
głowy 

ż

e to Drina jest odpowiedzialna za to. Nie wiedziałem tego dopóki si

ę

 do tego 

nie 
przyznała. Wydawało si

ę

 ze był to wypadek, straszny, nieszcz

ęś

liwy wypadek. My

ś

l

ę

 

ż

byłem tak odr

ę

twiały z bólu 

ż

e nie zauwa

ż

yłem niczego podejrzanego. 

- Ile miałam lat? – pytam, bior

ę

 oddech wiedz

ą

ż

e byłam młoda ale chc

ę

 

szczegółów. 
On przyci

ą

ga mnie do siebie bli

ż

ej, gładzi palcami moj

ą

 twarz mówi : 

- Ty miała

ś

 szesna

ś

cie lat, i miała

ś

 na imi

ę

 Evaline – jego usta zbli

ż

aj

ą

 si

ę

 do mojego 

ucha i szepc

ą

 – Evaline – I to uczucie to mojego starego wcielenia, sieroty, tak 

mocno 
kochanej przez Damena, i 

ś

miem twierdzi

ć

 

ż

e nie jest to tak ró

ż

ne od mego 

obecnego 
istnienia. 
- Dopiero wiele lat pó

ź

niej, kiedy spotkali

ś

my si

ę

 ponownie w Nowej Anglii, była

ś

 

wcielona jako 

ś

wi

ę

toszkowata córka 

ż

e zacz

ą

łem Wierzyc w swe szcz

ęś

cie 

ponownie. 

Ś

wi

ę

toszkowata córka? – patrz

ę

 mu w oczy, i widz

ę

 jak pokazuje mi szatyna 

bladoskórego 
i dziewczyn

ę

 w ci

ęż

kim niebieskim stroju 

background image

– Czy wszystkie moje 

ż

ycia były tak samo nudne? – potrz

ą

sam głow

ą

 – A co to za 

straszny wypadek zabrał mnie wtedy ze 

ś

wiata? 

- Utoni

ę

cie – wzdycha, a chwile pó

ź

niej ogarni

ę

ty 

ż

alem mówi: - Byłem tak 

zniszczony, 

ż

e popłyn

ą

łem do Londynu gdzie mieszkałem z przerwami od wielu lat. A 

ź

niej popłyn

ą

łem do Tunezji gdzie spotkałem ciebie jak

ą

 pi

ę

kn

ą

, bogat

ą

 a raczej 

powiedziałbym zepsut

ą

-córk

ę

 wła

ś

ciciela ziemskiego w Londynie. 

- Poka

ż

 mi! – i ryje si

ę

 ku niemu, chc

ą

c aby pokazał mi bardziej ekscytuj

ą

ce moje 

ż

ycie, i widz

ę

 siebie jako brunetk

ę

 w bardzo pi

ę

knej zielonej sukni ze sk

ą

p likowanym 

szyciem, i widz

ę

 tak

ż

ż

e troch

ę

 klejnotów pojawia si

ę

 na mojej głowie. Bogatej 

zepsutej 
laski jej 

ż

ycie to szereg imprez i wycieczek, moje 

ż

ycie wypełniaj

ą

 zakupy, jest po 

prostu 
puste, dopóki nie zapełnia go Damen… 
- Kiedy to było? – pytam smutno, kiedy widz

ę

 jak odchodzi, ale potrzebuje wiedzie

ć

 

jak odeszła. 
- Straszny upadek – zamyka oczy – W tym mom

ę

cie byłem pewien, 

ż

e jestem karany 

„Udzielone mi zostało 

ż

ycie wieczne, lecz bez miło

ś

ci” 

Zamyka moj

ą

 twarz w swych dłoniach, palcach emituj

ą

cych takie czuło

ś

ci, z tak

ą

 

czci

ą

, daj

ą

c

ą

 mi takie pyszne ciepłe mrowienie, zamykam oczy i tul

ę

 si

ę

 do niego 

bardziej. 
Koncentruj

ą

c si

ę

 na dotykaniu jego skóry, a nasze ciała s

ą

 ze sob

ą

 bardzo blisko, 

wszystko 
wokół nas znika, nic si

ę

 nie liczy, nie w przeszło

ś

ci, nie w przyszło

ś

ci, tylko teraz w 

tym 
mom

ę

cie. 

To znaczy, ja jestem z nim, a on jest ze mn

ą

, tak powinno by

ć

 wiecznie. I podczas 

gdy 
to wcze

ś

niejsze 

ż

ycie mo

ż

e by

ć

 dla mnie bardzo ciekawe, jedynym tego celem było 

to 
aby

ś

my znowu byli razem nieprzerwalnie. A teraz, gdy nie ma Driny, nic nie mo

ż

stan

ąć

 na 

naszej drodze, nic z tego nie stanie nam na drodze do przyszło

ś

ci nic prócz mnie 

samej. I 
mimo tego 

ż

e chc

ę

 wiedzie

ć

 co było wcze

ś

niej my

ś

l

ę

 i

ż

 mo

ż

e to zaczeka

ć

. Nadszedł 

czas 
abym przeszła obok moich drobnych zazdro

ś

ci i niepewno

ś

ci, aby zatrzyma

ć

 

znalezienie 
wymówek i wreszcie zobowi

ą

za

ć

 si

ę

 do podj

ę

cia du

ż

ego kroku na przód, po tych 

wszystkich 
latach. 
Lecz gdy mam zamiar mu to powiedzie

ć

 on oddala si

ę

 ode mnie tak nagle 

ż

e mam 

tylko chwilk

ę

 aby przylgn

ąć

 do niego bardziej. 

- Co si

ę

 stało – płacz

ę

, widz

ą

c jak mocno naciska kciuki na skronie jak walczy o 

oddech. A kiedy patrzy na mnie jego wzrok przeszywa mnie na wskro

ś

. Ale chwilk

ę

 

ź

niej 

widz

ę

 

ż

e to ju

ż

 min

ę

ło. A zamiast tego zast

ę

puje wzrok pełen miło

ś

ci, przeciera oczy 

kr

ę

ci 

głow

ą

, patrzy na mnie i mówi: - Nigdy si

ę

 nie czułem tak jak przed chwil

ą

Zatrzymuje si

ę

 i patrzy w przestrze

ń

 – No, mo

ż

e nigdy. 

Ale gdy widzi wyraz problemu na mojej twarzy dodaje: - Ale ju

ż

 wszystko ze mn

ą

 w 

background image

porz

ą

dku, naprawd

ę

. – I kiedy odmawiam poluzowania u

ś

cisku, u

ś

miecha si

ę

 i mówi: 

- Hej 
co powiesz na podró

ż

 do Summerlandu. 

- Powa

ż

nie? – mówi

ą

c to 

ś

wiatełka w moich oczach zapalaj

ą

 si

ę

Po raz pierwszy odwiedziłam to wspaniałe miejsce, (magiczny wymiar mi

ę

dzy 

wymiarami) 
gdy umierałam. I byłam zachwycona tamtejszym pi

ę

knem tak 

ż

e nie chciałam odej

ść

A po 
raz drugi byłam tam z Damenem to wła

ś

nie wtedy pokazał mi wszystkie swoje 

wspaniałe 
umiej

ę

tno

ś

ci, miałam pragnienie aby tam powróci

ć

. Ale 

ż

e Summerland był dost

ę

pny 

tylko 
dla duchowo zaawansowanych ( lub umarłych) nie mogłam tam puj

ś

c sama. 

- A dlaczego by nie? – wzrusza ramionami 
- A co z moj

ą

 lekcj

ą

? – mówi

ę

, staraj

ą

c si

ę

 abym wygl

ą

dała na zainteresowan

ą

 

studiowaniem 
nowych sztuczek, gdy prawd

ą

 jest 

ż

e wolałabym i

ść

 do Summerlandu, gdzie 

wszystko jest 
łatwe i mo

ż

liwe. – Nie wspominaj

ą

c o tym, 

ż

e czujesz si

ę

 nienajlepiej – 

ś

ciska moj

ą

 

r

ę

k

ę

 

ponownie, widz

ą

c jakie ciepło mi to daje. 

- Mo

ż

emy robi

ć

 lekcje tak

ż

e w Summerlandzie – u

ś

miecha si

ę

 – i je

ś

li dasz mi do 

r

ę

ki mój 

sok, to poczuje si

ę

 na tyle dobrze aby otworzy

ć

 portal. 

Ale nawet po tym ja mu go daje i od popija kilka długich obfitych łyków, nie mo

ż

uczyni

ć

 go to silniejszym. 

- Mo

ż

e mog

ę

 ci jako

ś

 pomóc? – mówi

ę

 widz

ą

c pot na jego czole. 

- Nie – ja ju

ż

 – ju

ż

 to miałem daj mi jeszcze chwile – mamrocze, zaciska szcz

ę

ki i 

próbuje sobie wyobrazi

ć

 Summerland. 

Wi

ę

c robie to. Daje mu jeszcze chwilk

ę

. Ale nic si

ę

 nie dzieje. 

- Nie rozumiem – zezuje mówi

ą

c to – Nigdy si

ę

 nic takiego nie stało od kiedy 

nauczyłem si

ę

 to robi

ć

- Mo

ż

e to dlatego, 

ż

e nie czujesz si

ę

 najlepiej? – patrz

ę

 jak bierze kolejny łyk napoju, 


nast

ę

pny, i nast

ę

pny. Kiedy zamyka oczy i ponownie próbuje, lecz znowu si

ę

 nic nie 

dzieje. – 
Czy ja mog

ę

 spróbowa

ć

- Zapomnij o tym. Nie wiesz nawet jak. – jego głos jest przy tym tak szorstki jak 
nigdy, 
staram si

ę

 nie bra

ć

 tego osobi

ś

cie i my

ś

lec 

ż

e to dlatego 

ż

e jest sfrustrowany sob

ą

 a 

nie mn

ą

- Wiem 

ż

e nie wiem jak, ale my

ś

lałam 

ż

e mógłby

ś

 mnie nauczy

ć

, a nast

ę

pnie 

mogłabym… 
Ale nim sko

ń

czyłam mówi

ć

, on wstał z łó

ż

ka i stan

ą

ł przede mn

ą

. – Ever, to jest 

proces. To 
zaj

ę

ło mi wiele lat, abym dowiedział si

ę

 jak tam mam si

ę

 dosta

ć

. Nie mo

ż

na po 

prostu tak 
przej

ść

 do ko

ń

ca „tej ksi

ąż

ki bez czytania w 

ś

rodku” kr

ę

ci głow

ą

 i opiera si

ę

 o moje 

biurka, 
jego ciało jest sztywne i napi

ę

te, a jego wzrok wyra

ż

a odmow

ę

background image

- A co je

ś

li przeczytałam ksi

ąż

k

ę

 w której na pocz

ą

tku wiedziałam co si

ę

 stanie na 

ko

ń

cu? – 

pytam i szeroko si

ę

 u

ś

miecham. 

Patrzy na mnie twardym wzrokiem, zaciskaj

ą

c usta, ale tylko na chwile, po czym 

wzdycha i 
podchodzi do mnie, siada obok i mówi: - Chcesz spróbowa

ć

Kiwam szybko głow

ą

Patrzy na mnie, z twarz

ą

 pełn

ą

 w

ą

tpliwo

ś

ci, i czeka a

ż

 poprosz

ę

 go o co

ś

 zupełnie 

innego. – 
Dobrze, a teraz usi

ą

d

ź

 wygodnie tylko nie noga na nodze bo wtedy odcinasz sobie 

Chi. 
- Chi? 
- Fantazyjne słowo energii. – u

ś

miecha si

ę

 – Je

ś

li chcesz usi

ą

d

ź

 w pozycji lotosu a 

nast

ę

pnie, 

oczy

ść

 umysł. 

Ś

ci

ą

gam swoje japonki, i wywalam je daleko kład

ę

 nogi na wykładzinie dywanowej, i 

odpr

ęż

am si

ę

, próbuje uspokoi

ć

 moje podniecenie. 

- Zazwyczaj wymaga to długiej serii medytacji, ale tym razem mamy w interesie czas 
wi

ę

c, 

my

ś

l

ę

 

ż

e skupianie si

ę

 masz ju

ż

 do

ść

 zaawansowane. Po prostu b

ę

dziemy 

dokopywa

ć

 si

ę

 do 

Summerlandu. W porz

ą

dku? 

Kiwn

ę

łam głow

ą

, pragn

ą

c aby rozpocz

ąć

- Chc

ę

 aby

ś

 zamkn

ę

ła oczy i wyobra

ź

 sobie l

ś

ni

ą

ce zasłony złociste 

ś

wiatło 

unosz

ą

ce si

ę

 

przed tob

ą

, mówi, ł

ą

cz

ą

c swe palce z moimi. 

Tak wi

ę

c, obrazuje sobie wielk

ą

 replik

ę

 tego, gdzie byłam wcze

ś

niej z Damenem. I to 

jest 
takie pi

ę

kne, takie genialne i widz

ę

 coraz wi

ę

cej 

ś

wiatła. A moje serce przepełnia 

rado

ść

 chce 

podnie

ść

 r

ę

k

ę

 w jego kierunku pragn

ą

c si

ę

 w nim. Moje palce nawi

ą

zuj

ą

 kontakt i na 

chwile 
zanurzaj

ą

 si

ę

 w tym, lecz to kurczy si

ę

 i znika mi z oczu, a ja jestem z powrotem w 

moim 
pokoju. 
- Nie mog

ę

 uwierzy

ć

! Byłam tak blisko! – zwracam si

ę

 w kierunku Damena – To było 

tu

ż

tu

ż

 przede mn

ą

! Widziałe

ś

 to? 

- Tak była

ś

 niezwykle blisko – mówi, mimo i

ż

 jego wzrok jest delikatny, to moim 

zdaniem 
u

ś

miech nieco wymuszony. 

- Co si

ę

 stanie je

ś

li spróbuje jeszcze raz? Co si

ę

 stanie je

ś

li zrobimy to razem? – 

mówi

ę

 z 

nadziej

ą

, lecz on gwałtownie odwraca głow

ę

 i kr

ę

ci ni

ą

- Ever, robimy to razem – szepcze, ocieraj

ą

c czoło z potu i unikaj

ą

c mego wzroku – 

Obawiam 
si

ę

 

ż

e nie jestem zbyt dobrym nauczycielem. 

- To 

ś

mieszne! Jeste

ś

 

ś

wietnym nauczycielem, masz po prostu gorszy dzie

ń

. – Ale 

kiedy 

background image

patrz

ę

 na niego, rozumiem 

ż

e nie 

ż

artował. Wi

ę

c zmieniam taktyk

ę

 sprowadzania 

winy 
powrotem na mnie i mówi

ę

: - To moja wina. Jestem zł

ą

 uczennic

ą

. Jestem leniwa, 

niechlujna 
i sp

ę

dzam wi

ę

kszo

ść

 czasu na odci

ą

ganiu ci

ę

 od lekcji, zamiast próbowa

ć

 

zrozumie

ć

Ś

ciskam jego r

ę

k

ę

 – Ale musz

ę

 sko

ń

czy

ć

 z przeszło

ś

ci

ą

. I jestem teraz bardzo 

powa

ż

na. Wi

ę

daj mi jeszcze jedn

ą

 szanse, zobaczysz. 

Patrzy na mnie, ma w

ą

tpliwo

ś

ci czy b

ę

dzie to działa

ć

, ale nie chc

ą

c zawie

ś

c mnie, 

bierze 
mnie za r

ę

k

ę

 i oboje próbujemy ponownie, zamykamy oczy. Przywracaj

ą

c w 

wspomnieniach 
wspaniały portal, lecz Sabine podchodzi do drzwi, idziesz ju

ż

 po schodach, wybija 

nas z 
transu, wi

ę

c rozdzielamy si

ę

 i stajemy po przeciwnych stronach pokoju. 

- Damen my

ś

lałam 

ż

e twoje auto ci

ą

gle chodzi. 

Ś

ci

ą

ga ona swoj

ą

 kurtk

ę

, i spokojnie przechodzi przestrze

ń

 od drzwi do mojego 

biurka. 
Energicznie potrz

ą

sa dłoni

ą

 Damena i skupia si

ę

 na butelce le

żą

cej obok kolana 

Damena – 
Wi

ę

c to ty jeste

ś

 tym który uzale

ż

nił Ever? – spogl

ą

da na nas ze zw

ęż

onymi oczami i 

zaci

ś

ni

ę

tymi ustami. Wi

ę

cej dowodów nie potrzebuje. Patrz

ę

 k

ą

tem oka na Damena i 

panika 
we mnie narasta gdy zastanawiam si

ę

 jako on b

ę

dzie w stanie to wyja

ś

ni

ć

. Ale on po 

prostu 

ś

mieje si

ę

 i mówi: - Och. wi

ę

kszo

ść

 ludzi nie lubi tego smaku tak po prostu, ale Ever 

on 
bardzo smakuje. – potem u

ś

miecha si

ę

 w taki sposób w który najwi

ę

kszy 

niedowiarek by 
uwierzył, tak uroczo, je

ś

li o mnie chodzi to zaj

ę

łam si

ę

 obgryzaniem paznokci. Ale 

Sabine 
tylko na niego patrzy zupełnie niewzruszona – Tak bardzo go polubiła, tak bardzo 

ż

nawet 
nie zwraca uwagi na całe tony jedzenia które kupuje, nic nie je. 
- To nieprawda! – mówi

ę

 zirytowana, 

ż

e znowu rozpoczyna ten temat i to jeszcze 

przed 
Damenem. Ale kiedy widz

ę

 bluzk

ę

 upa

ć

kan

ą

 kaw

ą

, mój kłopot znika i jestem 

oburzona – 
Sk

ą

d to masz? – i podchodz

ę

 do niej, a ona natomiast oblewa si

ę

 szkarłatnym 

rumie

ń

cem, 

widz

ą

c to zamierzam zmieni

ć

 temat aby całkowicie odwie

ść

 j

ą

 od tej dyskusji. 

Patrzy w duł swojej bluzki, i pociera a ni

ą

 palcami i robi pauz

ę

 (jak to ona) w 

my

ś

leniu, 

potem potrz

ą

sa głow

ą

 i wzrusza ramionami kiedy mówi: - Natkn

ę

łam si

ę

 na kogo

ś

 – i 

kiedy 
tak o tym mówi my

ś

li 

ż

e jaki

ś

 zblazowany go

ś

ciu si

ę

 na ni

ą

 natkn

ą

ł i jest dla mnie to 

oczywiste i

ż

 nie jest pod takim ogromnym wra

ż

eniem jak wydawało si

ę

 Munozowi. 

- Wi

ę

c, jeste

ś

my nadal umówione na obiad w sobot

ę

? – pyta 

background image

Przełykam z trudem 

ś

lin

ę

, Damen telepatycznie mnie przywraca do rzeczywisto

ś

ci 

wi

ę

u

ś

miecham si

ę

 w odpowiedzi twierdz

ą

cej i kiwam głow

ą

, mimo, i

ż

 nie mam poj

ę

cia o 

czym 
ona do mnie mówi. 
- Zrobiłam ju

ż

 dla nas rezerwacj

ę

, na dwudziest

ą

 - wstrzymuje oddech i patrz

ę

 jak on 

si

ę

 u

ś

miecha i kiwa głow

ą

. Nawet decyduje si

ę

 na krok dalej i mówi

ę

: - Jak

ż

mogłabym 
zapomnie

ć

Potrz

ą

sa r

ę

k

ą

 Sabine gdy ta zmierza w kierunku drzwi, Damen wysyła mi 

telepatycznie ciepły 
u

ś

miech przy którym me ciało przechodzi fala miłych dreszczy --Przepraszam ci

ę

 za 

ten cały 
obiad – mówi

ę

, patrz

ą

c na niego– my

ś

lałam 

ż

e b

ę

dzie tak zaj

ę

ta i zapomni. 

Podchodzi do mnie całuje mnie w policzek, a nast

ę

pnie idzie na łó

ż

ko id

ę

 za nim, a 

on mówi 
– Ona troszczy si

ę

 o ciebie. Chce si

ę

 upewni

ć

 czy jestem dla ciebie wystarczaj

ą

co 

odpowiedni, dobry szczery i nie chce ci

ę

 skrzywdzi

ć

. I cho

ć

 byłem zbyt blisko raz lub 

dwa 
nie pami

ę

tam dokładnie ale zawsze wchodziła w odpowiednim mom

ę

cie. – u

ś

miecha 

si

ę

A tak 

ś

ci

ś

lej to mój 

ś

wi

ę

toszkowaty tatu

ś

 – mówi

ę

 i widz

ę

 przed oczyma doskonały 

obraz 
rodzicielskiego nadzoru. 
- mo

ż

esz by

ć

 zaskoczona – Damen 

ś

mieje si

ę

 – Zamo

ż

ny ziemianin był o wiele 

wi

ę

cej ni

ż

 

stra

ż

nikiem. Ale i tak udało mi si

ę

 przekra

ść

- Mo

ż

e pewnego dnia, pokarzesz mi swoj

ą

 przeszło

ść

 – mówi

ę

 

- Wisz jak twoje 

ż

ycie wygl

ą

dało nim si

ę

 spotkali

ś

my, dom twych rodziców, jak poszli 

swoj

ą

 

drog

ą

… - Mój głos odmówił posłusze

ń

stwa i nie wydałam z siebie 

ż

adnego d

ź

wi

ę

ku 

cho

ć

 

chciałam. Widz

ą

c błysk w jego oczach, ten ból i wiedz

ą

ż

e on wci

ąż

 nie chce o tym 

mówi

ć

Zawsze mi umyka, odmawia udziału w dalszym rozpami

ę

tywaniu, które tylko mnie 

bardziej 
ciekawi. 
-Ta kwestia nie jest wa

ż

na – mówi głaszcz

ą

c blach

ę

 swego auta, wszystko byle by 

na mnie 
nie patrze

ć

 – Wszystko co si

ę

 liczy jest tu i teraz. 

- Tak ale, Damen – zaczynam chc

ą

c wyja

ś

ni

ć

ż

e to nie jest tylko głupia ciekawo

ść

tu chodzi 
o to 

ż

e chc

ę

 po prostu poczu

ć

 z nim t

ą

 blisko

ść

, wi

ęź

ż

e chc

ę

 wiedzie

ć

 

ż

e ma do 

mnie 
zaufanie w tych sprawach z przeszło

ś

ci. Ale gdy patrz

ę

 na niego znowu wiem 

ż

lepiej nie 
naciska

ć

Mo

ż

e te

ż

 nadszedł czas, aby przemy

ś

le

ć

 to czy ja sama nie mam za mało zaufania 

do niego. 
- My

ś

lałam… - i mówi

ę

, a moje palce w

ę

druj

ą

 po jego koszuli. 

background image

Patrzy na mnie, z r

ę

k

ą

 na swoim kolanie, gotowy do odwrócenia si

ę

 ode mnie. 

- Wiesz dlaczego i nie zrezygnowa

ć

 z tego zaproszenia. – kiwam głow

ą

ś

ciskam 

usta a mój 
wzrok skupia si

ę

 na jego ustach. – Wiesz i zmatowa

ć

 ten film? – dodaje wstrzymuj

ą

oddech, 
widz

ą

c jak jego pi

ę

kne czarne oczy ogl

ą

daj

ą

 moj

ą

 twarz. 

-Jeste

ś

 pewna? 

Kiwam głow

ą

. Wiem 

ż

e jestem. Czekali

ś

my na ten Momot setki lat, wi

ę

c dlaczego 

opó

ź

nia

ć

 

go jeszcze bardziej? – Bardziej ni

ż

 pewna – mówi

ę

 spotykaj

ą

c jego spojrzenie. 

U

ś

miecha si

ę

, jego twarz roz

ś

wietla si

ę

 po raz pierwszy przez cały dzie

ń

. I jestem z 

tego tak 
zadowolona ze wygl

ą

da znowu normalnie, ze co całe jego głupie zachowanie gdzie

ś

 

uleciało. 
Ja wiem. On zawsze jest zaki silny, seksowny, pi

ę

kny i niezwyci

ęż

ony – odporny na 

słabe 
Momoty i złe dni. Widz

ą

c go takim radosnym wstrz

ą

sa to mn

ą

 bardziej ni

ż

 nale

ż

y si

ę

 

przyzna

ć

. – Miło mi to zrobi

ć

 – mówi, przytulaj

ą

c si

ę

 do mnie i wypełniaj

ą

c moje 

ramiona 
dziesi

ą

tkami czerwonych tulipanów. 

Ósmy 

Nast

ę

pnego ranka, kiedy spotykam Damena na parkingu, wszystkie moje 

zmartwienia 
znikaj

ą

. Poniewa

ż

 w chwili, gdy otwiera mi drzwi i pomaga wysi

ąść

 z auta, 

zauwa

ż

am jak 

zdrowo wygl

ą

da, jak jest pora

ż

aj

ą

co przystojny i gdy patrz

ę

 w jego oczy jest jasne, 

ż

wszystkie wczorajsze dziwactwa s

ą

 sko

ń

czone. Jeste

ś

my bardziej zakochani ni

ż

 

kiedykolwiek. 
Powa

ż

nie. Przez cały angielski ledwo trzymał ode mnie łapy. Stale nachylał si

ę

 do 

mojego biurka i szeptał mi do ucha, ku irytacji pana Robinsa i niesmaku Stacie i 
Honor. I 
teraz, gdy jeste

ś

my na lunchu nie odpu

ś

cił sobie, gładz

ą

c mój policzek i patrz

ą

c mi w 

oczy, 
przerywaj

ą

c tylko od czasu do czasu, aby wzi

ąć

 łyk swojego napoju przed powrotem 

tam 
gdzie sko

ń

czył, mrucz

ą

c mi czułe słówka do ucha. 

Zwykle, gdy tak robi to po cz

ęś

ci z miło

ś

ci, a cz

ęś

ciowo, 

ż

eby złagodzi

ć

 cały hałas i 

energi

ę

 – wszystkie losowe obrazy, d

ź

wi

ę

ki i kolory, które mnie bombarduj

ą

. Odk

ą

złamałam swoj

ą

 psychiczn

ą

 tarcz

ę

 kilka miesi

ę

cy temu, t

ę

 tarcz

ę

, która zasłaniała 

wszystko i 
robiła mnie ci

ęż

ej my

ś

l

ą

c

ą

 ni

ż

 byłam przed 

ś

mierci

ą

 i psychicznie wróciłam, musz

ę

 

jeszcze 
znale

źć

 sposób, aby j

ą

 zast

ą

pi

ć

 czym

ś

, co pozwoli mi kierowa

ć

 energi

ą

, któr

ą

 chc

ę


jednocze

ś

nie blokowa

ć

 energi

ę

, której nie chc

ę

. I poniewa

ż

 Damen nigdy si

ę

 z tym 

nie 
borykał, nie jest pewien jak mnie uczy

ć

Ale teraz, gdy jest z powrotem w moim 

ż

yciu, to wszystko nie wydaje si

ę

 wa

ż

ne, bo 

background image

sam d

ź

wi

ę

k jego głosu sprawia, 

ż

ś

wiat milczy, podczas gdy dotyk jego skóry 

wywołuje 
mrowienie na całym moim ciele. I gdy patrz

ę

 w jego oczy, có

ż

, mo

ż

na po prostu 

powiedzie

ć

ż

e gwałtownie owładn

ę

ło mn

ą

 ciepłe, cudowne, magnetyczne przyci

ą

ganie – tak jak 

by

ś

my 

byli tylko on i ja i wszystko inne przestało istnie

ć

. Damen jest jak moja idealna tarcza 

psychiczna. Moja ostatecznie druga połowa. A nawet, je

ś

li nie mo

ż

emy by

ć

 razem to 

telepatyczne obrazy i my

ś

li, które mi wysyła daj

ą

 taki sam uspokajaj

ą

cy efekt. 

Ale dzisiaj wszystkie te słodkie szepty nie tylko mnie ochraniały – były one głównie o 
naszych nadchodz

ą

cych planach. Zarezerwował apartament w Montage Resort. I jak 

długo 
pragn

ą

ł tej nocy. 

- Czy masz jakiekolwiek poj

ę

cie, jak to jest czeka

ć

 na co

ś

, od czterystu lat? – 

szepcze, 
wargi maj

ą

c przyci

ś

ni

ę

te do mojego ucha. 

- Czterystu? My

ś

lałam, 

ż

ż

yjesz od sze

ś

ciuset? – mówi

ę

, odrywaj

ą

c si

ę

 aby mie

ć

 

lepszy widok na jego twarz. 
- Niestety musiało min

ąć

 kilka wieków zanim ci

ę

 znalazłem – szepcze, ustami 

przechodz

ą

c z mojej szyi do ucha. – Dwa bardzo samotne wieki, mógłbym doda

ć

Przełkn

ę

łam ci

ęż

ko. Wiedziałam, 

ż

e odnosz

ą

c si

ę

 do samotno

ś

ci nie oznaczało to, 

ż

był sam. Wr

ę

cz przeciwnie. Jednak nie wspominam o tym. W rzeczywisto

ś

ci, nie 

mówi

ę

 ani 

słowa. Jestem zobowi

ą

zana do przej

ś

cia przez cał

ą

 przeszło

ść

, przezwyci

ęż

enia 

swojej 
niepewno

ś

ci i pój

ś

cia naprzód. Tak jak obiecałam tak b

ę

dzie. 

Nie chc

ę

 my

ś

le

ć

 o tym, jak sp

ę

dził te pierwsze dwie

ś

cie lat beze mnie. 

Lub jak sp

ę

dził nast

ę

pne czterysta z faktem, 

ż

e mnie stracił. 

Ani nie b

ę

d

ę

 nawet zastanawia

ć

 si

ę

 nad jego sze

ś

cioma wiekami nauki i 

praktykowaniu – hm – zmysłowej sztuki. 
I absolutnie, bezwarunkowo, nie b

ę

d

ę

 rozwodzi

ć

 si

ę

 nad wszystkimi pi

ę

knymi, 

ziemskimi, do

ś

wiadczonymi kobietami, które znał przez te lata. 

Nie. 
Nie ja. 
Nie chc

ę

 si

ę

 nawet w to zagł

ę

bia

ć

- Mam by

ć

 po ciebie o szóstej? – pyta, zbieraj

ą

c moje włosy na karku i przekr

ę

caj

ą

je 
w długi blond sznur. – Mo

ż

emy pój

ść

 najpierw na kolacj

ę

- Tylko, 

ż

e my naprawd

ę

 nie jemy – przypomniałam mu. 

- Ach, tak. Dobry strzał. – U

ś

miecha si

ę

, uwalniaj

ą

c moje włosy tak, 

ż

e opadły wokół 

moich ramion i w dół do pasa. – Cho

ć

 jestem pewien, 

ż

e mo

ż

emy znale

źć

 co

ś

 innego 

do 
zaj

ę

cia naszego czasu? 

U

ś

miecham si

ę

 na to, 

ż

e ju

ż

 powiedziałam Sabine, 

ż

e b

ę

d

ę

 u Haven i mam nadziej

ę

ż

e nie b

ę

dzie próbowała tego sprawdzi

ć

. Kiedy

ś

 tak dobrze wierzyła mi na słowo, ale 

odk

ą

zostałam złapała na piciu, zawieszona i wła

ś

ciwie przestałam je

ść

, była podatna na 

podejrzliwo

ść

- Czy jeste

ś

 pewna, 

ż

e czujesz si

ę

 dobrze z tym wszystkim? – pyta Damen bł

ę

dnie 

background image

odczytuj

ą

c niezdecydowanie na mojej twarzy, gdy tak naprawd

ę

 to nerwy. 

U

ś

miecham si

ę

 i pochylam aby go pocałowa

ć

, ch

ę

tna usun

ąć

 wszelkie w

ą

tpliwo

ś

ci 

(wi

ę

cej moich ni

ż

 jego), gdy Miles rzuca swoj

ą

 torb

ę

 na stół i mówi. – Oh, Haven, 

popatrz! 
S

ą

 z powrotem. Goł

ą

bki wróciły! 

Odrywam si

ę

 zaczerwieniona z zakłopotania gdy Haven si

ę

 

ś

mieje i siadaj

ą

c obok 

niego, wzrokiem bada stół, mówi

ą

c. – Gdzie jest Roman? Czy kto

ś

 go widział? 

- Był u wychowawcy. – Miles wzrusza ramionami, usuwaj

ą

c gór

ę

 z jego jogurtu i 

garbi si

ę

 nad swoim scenariuszem. 

I na historii, my

ś

l

ę

 pami

ę

taj

ą

c jak ignorowałam go przez wszystkie lekcje, mimo jego 

licznych prób zwrócenia na siebie mojej uwagi i jak po dzwonku zostałam w tyle 
udaj

ą

c, 

ż

szukam czego

ś

 w torbie. Preferowana ocena z pracy literackiej przez pana Munoza i 

jego 
sprzeczne my

ś

li o mnie (moje dobre stopnie przeciwko mojej niezaprzeczalnej 

tajemniczo

ś

ci) 

w porównaniu z Romanem*. 
Haven wzrusza ramionami i otwiera pudełko z ciastkiem, wzdychaj

ą

c kiedy mówi. – 

ż

, było miło kiedy to trwało. 

- O czym ty mówisz? – Miles podnosi wzrok, gdy ona pokazuje co

ś

 z wykrzywionymi 

ustami i całkowicie przygn

ę

bionymi oczami, kiedy 

ś

ledzimy jej palec do miejsca gdzie 

Roman rozmawia i 

ś

mieje si

ę

 z Stacie, Honor, Craigiem i reszt

ą

 z listy A. – Wielkie 

rzeczy. – 
Wzruszył ramionami. – Po prostu czekaj, wróci. 
- Tego nie wiesz – mówi Haven, zrzucaj

ą

c okruszki ciastka z czerwonej aksamitnej 

spódnicy, a wzrok koncentruj

ą

c na Romanie. 

- Prosz

ę

. Widzieli

ś

my to ju

ż

 milion razy. Ka

ż

dy nowy dzieciak z najmniejszym 

potencjałem fajno

ś

ci ko

ń

czy w pewnym momencie przy tamtym stole. Tylko 

naprawd

ę

 fajni 

nigdy nie zostaj

ą

 tam długo – bo naprawd

ę

 fajni ko

ń

cz

ą

 tutaj. – 

Ś

mieje si

ę

naciskaj

ą

c na 

ż

ółty stół ze szklanego włókna czubkami jasnoró

ż

owych paznokci. 

- Nie ja – mówi

ę

 ch

ę

tna do odci

ą

gni

ę

cia rozmowy od Romana wiedz

ą

c, 

ż

e jestem 

tutaj 
jedyn

ą

 osob

ą

, która jest szcz

ęś

liwa widz

ą

c, 

ż

e opu

ś

cił nad dla znacznie fajniejszej 

paczki. – 
Byłam tu od pierwszego dnia – przypominam im. 
- Tak, nie ma co gada

ć

. – 

Ś

mieje si

ę

 Miles. – Cho

ć

 odnosz

ę

 si

ę

 do Damena. 

Pami

ę

tasz 

jak został wci

ą

gni

ę

ty przez drug

ą

 stron

ę

 przez jaki

ś

 czas? Ale w ko

ń

cu si

ę

 opami

ę

tał 

i znalazł 
drog

ę

 powrotn

ą

, tak jak zrobi Roman. 

Patrz

ę

 w dół na mój napój, okr

ę

caj

ą

c butelk

ę

 w dłoni. Bo cho

ć

 wiem, 

ż

e Damen nigdy 

nie był szczery w krótkim flirtowaniu z Stacie, 

ż

e zrobił to tylko dlatego aby dosta

ć

 si

ę

 

do 
mnie, aby sprawdzi

ć

 czy mi zale

ż

ało, obrazy ich dwójki stoj

ą

cych tak blisko siebie na 

zawsze 
pozostały w moim umy

ś

le. 

- Tak, zrobiłam tak – mówi Damen 

ś

ciskaj

ą

c moj

ą

 r

ę

k

ę

 i całuje mnie w policzek 

* - ang. Preffering the weight of Mr. Munoz's pen etrating stare and his conflicted thoughts about me 
(my good 

background image

grades versus my undeniable weirdness) to dealing with Roman. – tutaj kompletnie nie widziałam o co 
chodzi. 

wyczuwaj

ą

c moje my

ś

li nawet, je

ś

li nie zawsze mo

ż

e je odczyta

ć

. – Z pewno

ś

ci

ą

 

wrócił mi rozum. 
- Widzicie? Wi

ę

c mo

ż

emy tylko mie

ć

 wiar

ę

ż

e Romanowi tak

ż

e. – Miles kiwa głow

ą

– A je

ś

li nie, to od pocz

ą

tku nigdy nie był tak naprawd

ę

 fajny, prawda? 

Haven wzrusza ramionami i przewraca oczami zlizuj

ą

c lukier z kciuka i mamrocze. – 

Wszystko jedno. 
- Dlaczego i tak ci tak bardzo zale

ż

y? – Miles przygl

ą

da jej si

ę

 bacznie. – My

ś

lałem, 

ż

e była

ś

 zainteresowana Joshem. 

- Jestem zainteresowana Joshem – mówi unikaj

ą

c jego wzroku, gdy otrzepuje kolana 


nieistniej

ą

cych okruchów. 

Ale kiedy patrz

ę

 na ni

ą

 i obserwuj

ę

 jak jej aura miga odcieniem zieleni mog

ę

 

powiedzie

ć

ż

e to nie prawda. Zauroczyła si

ę

 i to wszystko. A je

ś

li Roman tak

ż

e si

ę

 

zauroczył, to wtedy adios Josh, witaj nowy straszny facecie. 
Rozpakowałam swoje drugie 

ś

niadanie udaj

ą

ż

e niby nadal jestem zainteresowana 

ż

ywno

ś

ci

ą

, kiedy słysz

ę

- Ej, kolego, kiedy jest premiera? 
- Kurtyn

ę

 podnosz

ą

 o ósmej. Dlaczego? Idziesz? – pyta Miles ze 

ś

wiec

ą

cymi oczami 

jego aura 

ś

wieci w taki sposób, który sprawia 

ż

e jest do

ść

 oczywiste, 

ż

e ma nadziej

ę

ż

e tak. 

- Nie mo

ż

na tego przegapi

ć

 – mówi Roman zajmuj

ą

c miejsce obok Haven i pacn

ą

ł j

ą

 

w rami

ę

 w bardzo fałszywy sposób. Oczywi

ś

cie zdawał sobie spraw

ę

 z wpływu jaki 

wywołuje i nie bał si

ę

 go wykorzystywa

ć

- Wi

ę

c jakie było 

ż

ycie w

ś

ród elity? To było wszystko o czym marzyłe

ś

? – ona pyta 

takim głosem, 

ż

e je

ś

li nie zobaczyłabym jej aury mogłabym pomy

ś

le

ć

ż

e flirtuje. Ale 

wiem, 

ż

e jest powa

ż

na, bo aury nie kłami

ą

Roman si

ę

ga do niej, delikatnie odsuwaj

ą

c grzywk

ę

 z jej twarzy. Gestem tak 

intymnym sprawił, 

ż

e jej policzki miały kolor jasnoró

ż

owy. – Co, teraz? – mówi, 

zapatrzony 
w ni

ą

- Wiesz, stół A? Gdzie siedziałe

ś

? – Ona mruczy staraj

ą

c si

ę

 zachowa

ć

 spokój pod 

jego urokiem. 
- Lunch jest systemem kastowym – mówi Miles przerywaj

ą

c ich czar i odpychaj

ą

swój na wpół zjedzony jogurt na bok. – Tak samo jest w ka

ż

dej szkole. Ka

ż

dy dzieli 

si

ę

 na 

kliki w celu uniemo

ż

liwieniu dostania si

ę

 do nich innym osobom z zewn

ą

trz. Nic nie 

mog

ą

 na 

to poradzi

ć

 po prostu to robi

ą

. A ci ludzie z którymi byłe

ś

? S

ą

 na szczycie kliki, która, 


licealnym systemie kastowym robi ich Reguł

ą

. W przeciwie

ń

stwie do ludzi z którymi 

teraz 
siedzisz… - Wskazuje na siebie. – Którzy s

ą

 nazywani Niedotykalnymi. 

- Nieprawda! – mówi Roman odsuwaj

ą

c si

ę

 od Haven i otwiera swoj

ą

 wod

ę

 sodow

ą

– 
Kompletne bzdury. Nie kupuj

ę

 tego. 

- To nie ma znaczenia. To jest nadal rzeczywisto

ść

. – Miles wzrusza ramionami 

patrz

ą

c t

ę

sknie na stół A. Bo mimo tego, 

ż

e on trwa bez ko

ń

ca przy tym, 

ż

e nasz stół 

jest 

background image

naprawd

ę

 fajny to prawda jest taka, 

ż

e jest bole

ś

nie 

ś

wiadom tego, 

ż

e w oczach 

uczniów Bay 
View, nic nie jest w nim fajnego. 
- Mo

ż

e to twoja rzeczywisto

ść

, ale nie moja. Nie robi

ę

 segregacji, kolego. Lubi

ę

 

wolne i otwarte społecze

ń

stwo, włóczy

ć

 si

ę

 i odkrywa

ć

 wszystkie swoje opcje. – 

Potem 
patrz

ą

c na Damena, mówi. – Co z tob

ą

? Wierzysz w to wszystko? 

Ale Damen wzrusza tylko ramionami i nadal na mnie patrzy. Nie obchodziła go lista A 
i lista B, kto jest fajny, a kto nie. Byłam jedynym powodem dla którego zacz

ą

ł nauk

ę

 

w tej 
szkole i jestem jedynym powodem dla którego w niej został. 
- Có

ż

, miło jest mie

ć

 marzenia. – Haven wzdycha, sprawdzaj

ą

c swoje krótkie czarne 

paznokcie. – Ale byłoby jeszcze milej gdyby istniała mo

ż

liwo

ść

ż

e si

ę

 spełni

ą

- Ale jeste

ś

 w bł

ę

dzie, kochanie. To wszystko nie jest marzeniem. – Roman 

u

ś

miecha 

si

ę

 w taki sposób, 

ż

e jej aura 

ś

wiatła jest l

ś

ni

ą

co jasnoró

ż

owa. – Sprawi

ę

ż

e to si

ę

 

stanie. 
Zobaczysz. 
- Co z tego? Fantazjujesz o sobie jako Che Guevara z Bay View High? – Mój głos 
zawierał jad i nie przejmowałam si

ę

 aby go ukry

ć

. Cho

ć

 szczerze mówi

ą

c jestem 

bardziej 
zaskoczona moim wykorzystaniem słowa fantazjowanie ni

ż

 tonem głosu. To znaczy 

od kiedy 
ja tak mówi

ę

? Ale gdy spojrzałam na Romana i zobaczyłam wyrazist

ą

przytłaczaj

ą

c

ą

ż

ółtopomara

ń

czow

ą

 

aur

ę

, wiem 

ż

e na mnie te

ż

 ma wpływ. 

- Raczej fantazjuj

ę

. – U

ś

miecha si

ę

 swoim powolnym u

ś

miechem, jego oczy wpatruj

ą

 

si

ę

 we mnie tak gł

ę

boko, 

ż

e czuj

ę

 si

ę

 jakbym była naga – jakby widział wszystko, 

wiedział 
wszystko i nie mo

ż

na było tego nigdzie ukry

ć

. – Po prostu pomy

ś

l o mnie jak o 

rewolucji, 
poniewa

ż

 do ko

ń

ca przyszłego tygodnia system kastowy na lunchu dobiegnie ko

ń

ca. 

Dobrowolnie złamiemy te bariery, zł

ą

czymy wszystkie stoły razem i zrobimy 

przyj

ę

cie! 

- To jest to, co przewidujesz? – zw

ęż

am oczy staraj

ą

c si

ę

 odwróci

ć

 cał

ą

 jego energi

ę

Ale on po prostu si

ę

 

ś

mieje, nawet troch

ę

 nie ura

ż

ony. Ten 

ś

miech na zewn

ą

trz tak 

ciepły, anga

ż

uj

ą

cy i wszechogarniaj

ą

cy – nikt nie domy

ś

lał si

ę

 jego podtekstu – 

strasznej 
kraw

ę

d

ź

 cienia zło

ś

liwo

ś

ci, ledwie ukrytego zagro

ż

enia przeznaczonego wył

ą

cznie 

dla mnie. 
- Uwierz

ę

, kiedy to zobacz

ę

 – mówi Haven ocieraj

ą

c czerwone okruchy z ust. 

- Widz

ą

c to uwierzysz – mówi Roman wpatruj

ą

c si

ę

 wprost w moje oczy. 

- Wi

ę

c co s

ą

dzisz o tym wszystkim? – pytam, tu

ż

 po dzwonku, gdy Roman, Haven i 

Miles poszli do klasy, a ja i Damen zostali

ś

my w tyle. 

- O czym wszystkim? – pyta zatrzymuj

ą

c mnie. 

- O Romanie. I tych wszystkich jego bzdurach o rewolucji na lunchu? – mówi

ę

rozpaczliwie weryfikuj

ą

c to, 

ż

e nie jestem zazdrosna, zaborcza lub szalona – to 

Roman jest 
naprawd

ę

 straszny – i 

ż

e to nie ma nic wspólnego ze mn

ą

Ale Damen wzrusza tylko ramionami. – Je

ś

li nie masz nic przeciwko, raczej nie 

background image

chciałbym skupia

ć

 si

ę

 teraz na Romanie. Jestem znacznie bardziej zainteresowany 

tob

ą

Przyci

ą

ga mnie do siebie, obdarzaj

ą

c mnie długim, gł

ę

bokim, kradn

ą

cym oddech 

pocałunkiem. I mimo tego, 

ż

e stoimy na 

ś

rodku dziedzi

ń

ca szkoły to tak jakby 

wszystko 
wokół nas przestało istnie

ć

. Podobnie jak cały 

ś

wiat skurczył si

ę

 do tego jedynego 

punktu. A 
gdy si

ę

 od niego odrywam, jestem tak naładowana, tak rozgrzana i brak mi 

powietrza, 

ż

ledwo mog

ę

 mówi

ć

- Spó

ź

nimy si

ę

 – zarz

ą

dzam w ko

ń

cu bior

ą

c go za r

ę

k

ę

 i ci

ą

gn

ą

c w kierunku klasy. 

Ale on jest silniejszy ni

ż

 ja, wi

ę

c po prostu stoi w miejscu. – Tak sobie my

ś

lałem… co 

ty na to, 

ż

eby

ś

my to pomin

ę

li? – szepcze, usta maj

ą

c na mojej skroni, policzku a 

potem uchu. 
– Wiesz, po prostu urwiemy si

ę

 na reszt

ę

 dnia – poniewa

ż

 istnieje tak wiele innych, 

lepszych 
miejsc gdzie mo

ż

emy by

ć

Patrz

ę

 na niego niemal poddaj

ą

c si

ę

 jego magnetyzmowi, ale potrz

ą

sam głow

ą

 i 

ci

ą

gn

ę

 

go. Wiem, 

ż

e sko

ń

czył szkoł

ę

 setki lat temu, a teraz uwa

ż

a to wszystko za raczej 

nudne. I 
mimo tego, 

ż

e tak

ż

e najcz

ęś

ciej uwa

ż

am to za nudne, poniewa

ż

 po poznaniu 

wszystkich tych 
rzeczy, których próbuj

ą

 nauczy

ć

 to robi si

ę

 naprawd

ę

 pozbawione sensu, to jednak 

nadal 
jedna z nielicznych rzeczy w moim 

ż

yciu przez któr

ą

 czuj

ę

 si

ę

 do

ść

 normalna. A od 

czasu 
wypadku, kiedy zdałam sobie spraw

ę

 

ż

e nigdy nie b

ę

d

ę

 ju

ż

 normalna, có

ż

, to tym 

bardziej 
było dla mnie nagrod

ą

- My

ś

lałam, 

ż

e powiedziałe

ś

ż

e musimy utrzyma

ć

 za wszelk

ą

 cen

ę

 normaln

ą

 

fasad

ę

- mówi

ę

 ci

ą

gn

ą

c go za sob

ą

, kiedy niech

ę

tnie pozostaje w tyle. – Nie uczestniczenie 

w lekcji i 
udawanie zainteresowania cz

ęś

ci

ą

 tej fasady? 

- Ale co mo

ż

e by

ć

 bardziej normalne ni

ż

 dwójka hormonalnych nastolatków, 

opuszczaj

ą

ca szkoł

ę

 i rozpoczynaj

ą

ca wcze

ś

niej weekend? – U

ś

miecha si

ę

, ciepło 

jego 
pi

ę

knych, ciemnych oczu prawie mnie skusiło. 

Ale znowu potrz

ą

sam głow

ą

 i konsekwentnie, 

ś

ciskaj

ą

c go mocniej za r

ę

k

ę

 ci

ą

gn

ę

 w 

kierunku klasy. 

* - Façade – to chyba fasada. :P 

dziewi

ą

ty 

Poniewa

ż

 jeste

ś

my przed noc

ą

 któr

ą

 mamy sp

ę

dzi

ć

 razem, Damen nie jedzie ze 

mn

ą

 do 

mojego domu. Zamiast tego dajemy sobie krótki pocałunek, i ruszam na podbój 
centrum 
handlowego. 
Chc

ę

 kupi

ć

 co

ś

 na dzisiejszy wieczór - co

ś

 w czym pójd

ę

 na wyst

ę

background image

Milesa, i co

ś

 na moj

ą

 dzisiejsz

ą

 randk

ę

 - co

ś

 nowego, w czym mogłabym 

zadebiutowa

ć

. Ale 

po sprawdzeniu godziny na zegarku i zauwa

ż

eniu i

ż

 nie mam tyle czasu ile 

my

ś

lałam, 

zastanawiam si

ę

 czy mam ju

ż

 wszystko na nasze spotkanko z Damenem. Zmierzam 

na 
parking i zastanawiam si

ę

 czy udałoby mi si

ę

 znale

źć

 Haven. Tak naprawd

ę

 ostatnio 

oddaliły

ś

my si

ę

 do siebie, po tej całej aferze z Drin

ą

 i po tym jak spotkała Josha, 

mniej 
gadamy w szkole i wgl. Mimo tego, 

ż

e udało mi si

ę

 j

ą

 odwie

ść

 od tych jej grup 

wsparcia. 
Teraz jej rytuał po szkole to zwiedzanie ulic i zaułków a pó

ź

niej ob

ż

eranie si

ę

 

ciasteczkami, 
co jak by troch

ę

 wp

ę

dza j

ą

 w uzale

ż

nienie. I mimo tego 

ż

e nie widujemy si

ę

 zbyt 

cz

ę

sto to 

wydaje si

ę

 szcz

ęś

liwa. I ciesz

ę

 si

ę

 

ż

e w ko

ń

cu znalazła sobie kogo

ś

 kto nie tylko j

ą

 

lubi ale 
jest te

ż

 dla niej po prostu dobry. Ale ostatnio mi jej zaczyna brakowa

ć

 i my

ś

l

ę

ż

troch

ę

 

czasu sp

ę

dzonego razem dobrze na zrobi. 

Pojechałam do niej, a tam co widz

ę

? J

ą

 i Romana opieraj

ą

cych si

ę

 o jego czerwony, 

sportowy 
samochód vintage, obserwuje ich i widz

ę

 jak Haven chwyta go za r

ę

k

ę

 i 

ś

mieje si

ę

 z 

czego

ś

 

co on powiedział. A jej czarne obcisłe d

ż

insy, czarny skurczony sweter, i celowo 

niechlujnie 
ufarbowane czarne włosy z czerwonymi pasemkami tak 

ś

wietnie kontrastuj

ą

 z jej 

ż

ow

ą

 aur

ą

 

która si

ę

 rozwija dopóki dopóty nie pochłonie ich obojga. I 

ś

miem twierdzi

ć

 ze b

ę

dzie 

tak jak 
i

ż

 Josh 

niedługo zostanie wymieniony. I cho

ć

 jestem zdecydowana zatrzyma

ć

 si

ę

 to Roman 

ogl

ą

da 

si

ę

 przez rami

ę

 i patrzy akurat w mym kierunku i patrzy na mnie takim wzrokiem... 

Takim 
natarczywym niezno

ś

nym -

ż

e łamie swoje postanowienie i ruszam dalej. 

Bo pomimo, 

ż

e moi przyjaciele lubi

ą

 go i wszyscy my

ś

l

ą

 

ż

e jest taki cool, i nawet 

ż

lista A 
si

ę

 z nimi zgadza, a nawet po mimo tego 

ż

e Damen nie odczuwa najmniejszego 

strachu - nie 
lubi

ę

 go. 

Nawet je

ś

li nie mam podstaw aby mie

ć

 takie uczucia w stosunku do niego, to faktem 

jest to: 
Ten nowy facet naprawd

ę

 przyprawia mnie o 

dreszcze. 
Poniewa

ż

 jest gor

ą

co, to udaje si

ę

 do krytego centrum chanowego Mall of South 

Coast Plaza 
w przeciwie

ń

stwie do reszty ludzi którzy prawdopodobnie udadz

ą

 si

ę

 do centrum na 

zewn

ą

trz 

Fashion Island. 

background image

Ale ja nie jestem z tond. Jestem Oregank

ą

. Co oznacza ze jestem przyzwyczajona 

do mojej 
pogody wiosn

ą

. Nie jest gor

ą

co, niebo jest zachmurzone, a tak

ż

e jest mnóstwo błota. 

Jak 
prawdziwa wiosna. Nie taka gor

ą

ca, dziwna nienaturalna, jakby wiosna chciało si

ę

 

przekaza

ć

 

ju

ż

 lato. I z tego co słyszałam jeszcze si

ę

 pogorszy. Dlatego coraz bardziej brakuje 

mi domu. 
Normalnie unikam takich miejsc przepełnienie 

ś

wiatła i hałas, a co wa

ż

niejsze energii 

tłumu, 
co stawia mnie na kraw

ę

dzi psychicznego załamania nerwowego. I bez Damena przy 

moim 
boku który robi za moj

ą

 tarcz

ę

, wracam wi

ę

c maj

ą

c przy 

swym boku iPoda. 
Cho

ć

 musz

ę

 zało

ż

y

ć

 (znowu) kaptur i okulary w celu zagłuszenia hałasu jak dawniej. 

Sko

ń

czyłam z byciem dziwaczk

ą

. Zamiast tego 

skupiam moj

ą

 uwag

ę

 na tym co słuszne i blokuje (staram si

ę

) wszystko perfekcyjnie, 

tak 
jak Damen nauczył mnie to robi

ć

. Ale teraz wkładam słuchawki do uszu i podkr

ę

cam 

muzyk

ę

 

na full, co 
pozwala na zagłuszenie tego wszystkiego ( wszystko by było normalne gdybym nie 
widziała przed sob

ą

 kolorowych aur). I patrz

ę

 

prosto na Victoria's Secret, ruszam prosto do celu, aby kupi

ć

 co

ś

 na niegrzeczn

ą

 

nocn

ą

 akcje, 

jestem tak skupiona na swojej misji 

ż

e nie zauwa

ż

am w 

ś

rodku Stacii i Honor. 

- OOOO... Mój. . . Bo

ż

e! - 

Ś

piewa Stacia zbli

ż

aj

ą

c si

ę

 do mnie - No nie, to nie mo

ż

dzia

ć

 

si

ę

 naprawd

ę

. Zwraca uwag

ę

 na to co trzymam 

w r

ę

ce. Bierze mi z r

ę

ki moj

ą

 bielizn

ę

 idealnie wypiel

ę

gnowanymi paznokciami i 

przegl

ą

da to 

na co patrzyłam. I mimo 

ż

e widz

ą

c jej twarz i głupi wyraz na twarzy, i głupie my

ś

li to 

czuje 
si

ę

 strasznie 

głupio. 
Odkładam powrotem to na półk

ę

 i wkładam do moich uszu słuchawki udaj

ą

c jak 

gdyby nigdy 
nic si

ę

 nie zdarzyło, id

ę

 w kierunku kompletów bardziej bawełnianych, co

ś

 w moim 

stylu. 
Ale jak zaczynam przegl

ą

da

ć

 kilka ognisto ró

ż

owych kupletów w paski, zdaj

ę

 sobie 

spraw

ę

 

ż

e to nie ta okazja i Damen chciałby cos bardziej pikantnego. Co

ś

 co ma o wiele 

wi

ę

cej 

koronek a mniej bawełny. Co

ś

 co rzeczywi

ś

cie mo

ż

na uzna

ć

 za sexy. I nawet nie 

patrz

ą

wiem 

ż

e Stacia i jej wierny towarzysz mnie 

ś

ledz

ą

- Oj, patrz Honor. Dziwaczka nie mo

ż

e si

ę

 zdecydowa

ć

 czy wybra

ć

 mi

ę

dzy 

włochatym a 
słodkim - Stacia potrz

ą

sa głow

ą

 i u

ś

miecha si

ę

 

do mnie pogardliwie. 

background image

- Zaufaj mi, na pewno we

ź

mie włochate. Jest o wiele ładniejsze. Poza 

tym z tego co pami

ę

tam Damen, jest za du

ż

y na słodkie. - No i brawo. 

Mój 

ż

ą

dek został zamro

ż

ony, zacisn

ą

ł si

ę

 w nieuzasadnionej obawie zazdro

ś

ci 

dzi

ę

ki czemu 

czuje w gardle kulk

ę

. Ale tylko na chwilk

ę

, znowu my

ś

l

ę

 racjonalnie. Poza tym wiem 

wszystko co było mi

ę

dzy nim, a ja jestem szcz

ęś

liwa bo on nie wiedział czy ona 

nosiła 
słodkie czy włochate. Głównie dlatego 

ż

e mi

ę

dzy nimi nic nie było. Damen 

tylko udawał 

ż

e jest ni

ą

 zainteresowany, tylko dlatego aby zbli

ż

y

ć

 si

ę

 do mnie. Ale 

my

ś

l o tym 

wszystkim sprawia 

ż

e jestem troch

ę

 

przewra

ż

liwiona. - No we

ź

, chod

ź

my. Ona nie słyszy. - Honor mówi, 

szarpi

ą

c j

ą

 za ramie i zerkaj

ą

c to na Staci

ę

 to na mnie. Ale Stacia stoi tam sztywno 

nie daj

ą

za wygran

ą

. - Och słyszy mnie bardzo dobrze. - mówi a u

ś

miech igra na jej ustach. - 

Nie daj 
si

ę

 zmyli

ć

 Spodem i słuchawkami w uszach. Ona mo

ż

e słysze

ć

 wszystko co powiem 

a nawet 
co pomy

ś

l

ę

. Poniewa

ż

 Ever nie jest zwykł

ą

 dziwaczk

ą

, ona jest 

równie

ż

 czarownic

ą

Odwracam si

ę

 i id

ę

 do alejki aby poogl

ą

da

ć

 biustonosze push-up i gorsety mówi

ą

sobie: 
Ignoruj j

ą

. Ignoruj j

ą

. Wystarczy si

ę

 skupi

ć

 na 

zakupach i i

ść

 do hotelu. 

Ale zamiast i

ść

 sobie gdzie

ś

 Stacia łapie mnie za r

ę

k

ę

 i ci

ą

gnie do siebie mówi

ą

c: - 

No nie 
b

ą

d

ź

 nie

ś

miała. Poka

ż

 jej. Poka

ż

 Honor jak

ą

 

ś

wirusk

ą

 jeste

ś

Jej oczy patrz

ą

 na mnie, wysyła mi powodzi niepokoj

ą

cej energii dosłownie ta energii 

przepływa przeze mnie. 

Ś

ciska mnie za r

ę

k

ę

 tak mocno kciukiem... Wiem, 

ż

e ona 

próbuje na 
mnie przyn

ę

ty, chc

ą

c zobaczy

ć

 czy znowu str

ą

c

ę

 kontrole tak jak wtedy na korytarzu 


szkole. Tylko 

ż

e tym razem - nie ma poj

ę

cia do czego jestem zdolna. 

Honor zaczyna si

ę

 denerwowa

ć

, stoj

ą

c obok niej czekaj

ą

c mówi: Chod

ź

, Stacia. 

Chod

ź

my. Tu jest 

strasznie nudno. 
Ale Stacia ignoruje j

ą

 i chwyta mnie tak mocno, 

ż

e jej paznokcie wbijaj

ą

 si

ę

 mi w 

skór

ę

Szepcze: - No dalej. Powiedz jej co widzisz! 
Zamykam oczy, mój 

ż

ą

dek si

ę

 kurczy, Gd moj

ą

 głow

ę

 wypełni

ą

 obrazy które 

widziałam 
wcze

ś

niej: Stacia wyra

ź

nie zarysowana i st

ą

paj

ą

ca odwa

ż

nie na szczyt popularno

ś

ci. 

Nie 
zwa

ż

aj

ą

c na nic. 

Wszyscy si

ę

 jej boj

ą

. Z wyj

ą

tkiem Honor, a zwłaszcza Honor, dzi

ę

ki 

której wszyscy boj

ą

 si

ę

 by

ć

 mało popularni wi

ę

c nie robi

ą

 nic aby to przerwa

ć

... 

Mogłabym jej 
powiedzie

ć

, jak naprawd

ę

 straszn

ą

 przyjaciółk

ą

 jest Stacia, ale wiem jak by si

ę

 

ź

le z 

tym 

background image

poczuła. 
Mogłabym strzasn

ąć

 r

ę

k

ę

 Stacii z mojego ramienia i 

ż

ucic ni

ą

 sam

ą

 

tak mocno 

ż

e leciałaby prosto na szyb

ę

, pó

ź

niej poleciałaby na tablice 

ogłosze

ń

... 

Tylko 

ż

e nie mog

ę

. Ostatni raz pozwoliłam sobie na w szkole, kiedy powiedziałam jej 

wszystkie straszne rzeczy które wiem o niej. To był ogromny bł

ą

d, ale teraz mam ten 

luksus 

ż

e mog

ę

 podj

ąć

 racjonalnie decyzje. Mam tak wiele do ukrycia nie mogłabym tego 

zrobi

ć

straszne tajemnice które nie nale

żą

 tylko do mnie ale do Damena tak

ż

e. Stacia 

ś

mieje si

ę

 

widz

ą

c determinacje na mojej twarzy. Ale zachowuje spokój. Przypominaj

ą

c sobie 

ż

bycie 
słab

ą

 jest porz

ą

dku ale poddawanie si

ę

 słabo

ś

ci w zupełno

ś

ci nie. Przybieram na 

twarz 
„mask

ę

" chc

ą

c wygl

ą

da

ć

 normalnie. Daje jej złudzenie 

ż

e jest silniejsza ode mnie. 

Widz

ę

 

Honor przewracaj

ą

c

ą

 oczyma i chc

ą

c

ą

 jak 

najszybciej z tam tond odej

ść

. A ja mam zamiar sobie i

ść

, wi

ę

c przypadkowo 

odpycham 
Staci

ę

, ale zamiast lekko j

ą

 odepchn

ąć

 robie co

ś

 strasznego przewracam si

ę

 na 

suszark

ę

 do 

bielizny a ona upada na 
podłog

ę

Biustonosze, stringi, wieszaki, uchwyty wszystko to upada na ziemie a ja na tym 
wszystkim jako wisienka na 
stosie. 
- O mój bo

ż

e! - Stacia wrzeszczy, chwytaj

ą

c si

ę

 wyci

ą

gni

ę

tej dłoni Honor, gdy 

stan

ę

ła ju

ż

 

na nogi 

ś

mieje si

ę

 ze mnie, - Jeste

ś

 kompletn

ą

 

ś

wirusk

ą

. - wyci

ą

ga aparat i filmuje wszystko, z dokładno

ś

ci

ą

 z przybli

ż

eniem. A na 

tym 
wszystkim ja maj

ą

ca na głowie czerwony koronkowy pas. - Lepiej si

ę

 otrzep, podnie

ś

 

i to 
wszystko posprz

ą

taj! - zezuj

ę

 mnie wzrokiem, dostosowuj

ą

c k

ą

t parzenia do mnie. - 

Wiesz co 
mówi

ą

: Zepsuła

ś

 musisz kupi

ć

!~- depta niby to przypadkowo po mojej stopie. A 

ź

niej 

odchodz

ą

 w po

ś

piechu w momencie gdy sprzedawca przybywa. Stacia jeszcze 

zatrzymuje si

ę

 

na chwile i mówi patrz

ą

c na mnie: - Obserwuje ci

ę

. Tak jak nigdy. Uwierz mi, jeszcze 

z tob

ą

 

nie sko

ń

czyłam. - rzuca przed ucieczk

ą

Dziesi

ą

ty 

Wyczuwam moment, kiedy Damen skr

ę

ca w moj

ą

 ulic

ę

, biegn

ę

 do lustra (znowu) i 

niespokojnie ogl

ą

dam ubranie, upewniaj

ą

c si

ę

ż

e wszystko jest tam, gdzie powinno 

by

ć

 – 

sukienka, biustonosz, nowa bielizna – i mam nadziej

ę

ż

e to wszystko pozostanie na 

miejscu 
(no, przynajmniej dopóki nie nadejdzie czas tego zdj

ę

cia). 

background image

Po tym jak sprzedawczyni Victoria Secret i ja uprz

ą

tn

ę

ły

ś

my bałagan, pomogła mi 

wybra

ć

 ten naprawd

ę

 ładny pasuj

ą

cy stanik i komplet majtek wykonanych z bawełny, 

nie 

ż

enuj

ą

co seksownych, nieodkrywaj

ą

cych ani niezakrywaj

ą

cych du

ż

o, ale my

ś

l

ę

ż

e o 

to 
chodzi. Potem poszłam do Nordstorm, gdzie kupiłam ładn

ą

 zielon

ą

 sukienk

ę

 i do 

tego pasek. I 
w drodze do domu zatrzymałam si

ę

 na szybkie manicure/pedicure, co było czym

ś

czego nie 
robiłam od, có

ż

, od wypadku, który okradł mnie z mojego starego 

ż

ycia na zawsze – 

kiedy 
byłam popularna i dziewcz

ę

ca jak Stacia. 

Tylko, 

ż

e ja nigdy nie byłam naprawd

ę

 jak Stacia. 

Mam na my

ś

li, 

ż

e mo

ż

e byłam popularna i byłam cheerlederk

ą

, ale nigdy nie byłam 

suk

ą

- O czym my

ś

lisz? – pyta Damen, który wpu

ś

cił sam siebie i wchodzi do mojego 

pokoju, gdy Sabine nie ma w domu. 
Wpatruj

ę

 si

ę

 w niego, patrz

ą

c jak opiera si

ę

 o drzwi i u

ś

miecha. Widz

ą

c jego ciemne 

d

ż

insy, ciemn

ą

 koszul

ę

, ciemn

ą

 marynark

ę

 i czarne buty motocyklowe, które zawsze 

nosi, 
czuj

ę

 jak moje serce bije dwa razy szybciej. 

- My

ś

lałam o ostatnich czterystu latach – mówi

ę

, kul

ą

c si

ę

, gdy jego oczy staj

ą

 si

ę

 

ciemne i zmartwione. 
- Ale nie w sposób, jaki my

ś

lisz – dodaj

ę

, ch

ę

tna do zapewnienia go, 

ż

e nie badałam 

jego przeszło

ś

ci jeszcze raz. 

- My

ś

lałam o wszystkich naszych 

ż

yciach i jak my nigdy… um… - podnosi brew, 

kiedy 
u

ś

miech gra na jego ustach. 

- My

ś

l

ę

ż

e jestem zadowolona, 

ż

e te czterysta lat jest za nami – mamrocz

ę

, patrz

ą

jak 
rusza do mnie, obejmuje ramionami moj

ą

 tali

ę

 i przyci

ą

ga mnie mocno do klatki 

piersiowej. 
Moje oczy muskaj

ą

 jego twarz, ciemne oczy, gładk

ą

 skór

ę

, jego zniewalaj

ą

ce wargi, 

chłon

ą

 

całego jego. 
- Ja te

ż

 jestem zadowolony – mówi, jego oczy dra

ż

ni

ą

 moje. – Nie, odwołuj

ę

 t

ą

 my

ś

l, 

bo 
prawda jest taka, 

ż

e jestem wi

ę

cej ni

ż

 zadowolony. Rzeczywi

ś

cie – jestem 

zachwycony. – 
U

ś

miecha si

ę

, ale po chwili ł

ą

czy brwi, mówi

ą

c. – Nie, to wci

ąż

 tego nie wyja

ś

nia. 

My

ś

l

ę

ż

potrzebujemy nowego słowa. – 

Ś

mieje si

ę

, zni

ż

aj

ą

c usta do mojego ucha, szepcz

ą

c. 

– Jeste

ś

 

dzi

ś

 wieczorem pi

ę

kniejsza ni

ż

 kiedykolwiek była

ś

. I chc

ę

 by wszystko było 

doskonałe. Chc

ę

ż

eby to wszystko było tym, co sobie wymarzyła

ś

. Tylko mam nadziej

ę

ż

e ci

ę

 nie 

rozczaruj

ę

Odrywam si

ę

, aby popatrze

ć

 na jego twarz, zastanawiaj

ą

c si

ę

, jak mógłby nawet 

pomy

ś

le

ć

 co

ś

 takiego, gdy przez ten cały czas, to ja si

ę

 martwiłam, 

ż

e go rozczaruj

ę

background image

Kładzie palec pod moj

ą

 brod

ę

, podnosz

ą

c moj

ą

 twarz na spotkanie jego ust. Oddaj

ę

 

mu 
pocałunek z takim zapałem, 

ż

e odrywa si

ę

 i mówi. – Mo

ż

e powinni

ś

my pojecha

ć

 

prosto do 
Montage? 
- Dobrze – mrucz

ę

, swoimi wargami szukaj

ą

c jego. 

Ż

ałuj

ę

 

ż

artu, gdy odsuwa si

ę

 i 

widz

ę

, jak

ą

 on ma nadziej

ę

- Tylko, 

ż

e nie mo

ż

emy. Miles mnie zabije, je

ś

li opuszcz

ę

 jego debiut. – U

ś

miecham 

si

ę

, czekaj

ą

c a

ż

 on te

ż

 si

ę

 u

ś

miechnie. 

Ale nie. A kiedy patrzy na mnie z powa

ż

n

ą

 twarz

ą

, wiem, 

ż

e zabł

ą

kałam si

ę

 zbyt 

blisko 
prawdy. Wszystkie moje 

ż

ycia zawsze ko

ń

czyły na tej nocy – nocy, w której mieli

ś

my 

zaplanowane by

ć

 razem. I chocia

ż

 nie pami

ę

tam szczegółów, on najwyra

ź

niej tak. 

Ale potem równie szybko powracaj

ą

 jego kolory i bierze mnie za r

ę

k

ę

, mówi

ą

c. – 

ż

szcz

ęś

cie dla nas, 

ż

e jeste

ś

 teraz całkowicie 

ż

ywa, wi

ę

c nie ma nic, co mo

ż

e nas 

rozdzieli

ć

Pierwsz

ą

 rzecz, jak

ą

 widz

ę

, gdy kierujemy si

ę

 do naszych miejsc jest to, 

ż

e Haven 

siedzi 
obok Romana. Bior

ą

c pełn

ą

 korzy

ść

 z nieobecno

ś

ci Josha, przyciskała swoje rami

ę

 

do jego i 
przekrzywiała głow

ę

 w taki sposób, 

ż

eby wpatrywa

ć

 si

ę

 w niego z uwielbieniem i 

u

ś

miecha

ć

 

si

ę

 na wszystko, co mówi. I drug

ą

 rzecz, któr

ą

 zauwa

ż

am jest to, 

ż

e moje miejsce 

równie

ż

 jest 

obok Romana. Tylko, 

ż

e w przeciwie

ń

stwie do Haven, nie jestem wcale zachwycona. 


poniewa

ż

 Damen chce ju

ż

 zaj

ąć

 swoje miejsce, nie chc

ę

 robi

ć

 wielkiego widowiska z 

ich 
zmienianiem, wi

ę

c niech

ę

tnie siadam w swoim. Czuj

ę

 inwazyjne pchni

ę

cie energii 

Romana, 
kiedy jego oczy wpatruj

ą

 si

ę

 w moje – jego uwaga tak skupiła si

ę

 na mnie, 

ż

e nie 

mog

ę

 nic na 

poradzi

ć

 wiercenie si

ę

Rozgl

ą

daj

ą

c si

ę

 po w wi

ę

kszo

ś

ci pełnym teatrze, staram si

ę

 odgoni

ć

 moje my

ś

li od 

Romana i czuj

ę

 ulg

ę

, gdy widz

ę

 Josha w przej

ś

ciu, ubranego w jego zwykłe czarne 

d

ż

insy, 

pas wybijany 

ć

wiekami, 

ś

nie

ż

nobiał

ą

 koszul

ę

 i chudy krawat w krat

ę

, ramiona miał 

obładowane słodyczami i butelkami wody, gdy jego chmielowo-czarne włosy wpadały 
mu do 
oczu. Nie mog

ę

 si

ę

 powstrzyma

ć

 od odetchni

ę

cia z ulg

ą

, widz

ą

c jak on i Haven 

doskonale do 
siebie pasuj

ą

 i jestem zachwycona, 

ż

e nie został zast

ą

piony. – Wody? – pyta, 

opadaj

ą

c na 

miejsce po drugiej stronie Haven i podaj

ą

c dwie butelki w moj

ą

 stron

ę

. Bior

ę

 jedn

ą

 

dla siebie 
i próbuj

ę

 poda

ć

 drug

ą

 Damenowi, ale on tylko potrz

ą

sa głow

ą

 i popija swój czerwony 

napój. 
- Co to jest? – pyta Roman, opieraj

ą

c si

ę

 o mnie i skin

ą

ł w kierunku butelki, jego 

niepo

żą

dane dotkni

ę

cie wysłało chłód przez moj

ą

 skór

ę

. – Ssiesz to co

ś

 jakby było 

background image

alkoholem. W takim przypadku, podziel si

ę

 tym, kolego. Nie zostawiaj nas na lodzie. 

– 

Ś

mieje si

ę

, wyci

ą

gaj

ą

c r

ę

k

ę

 i poruszaj

ą

c palcami, spogl

ą

daj

ą

c na nas z wyzwaniem 

w oczach. 
I gdy chc

ę

 to przerwa

ć

, obawiaj

ą

c si

ę

ż

e Damen b

ę

dzie taki miły i zgodzi si

ę

 da

ć

 

spróbowa

ć

 

Romanowi, kurtyna rozsun

ę

ła si

ę

 i zacz

ę

ła si

ę

 muzyka. I chocia

ż

 Roman odchylił si

ę

 

na 
swoje miejsce, jego spojrzenie ani razu nie oderwało si

ę

 ode mnie. 

Miles był niesamowity. Tak niesamowity, 

ż

e co jaki

ś

 czas znajdowałam si

ę

 w 

rzeczywisto

ś

ci, by skupi

ć

 si

ę

 na wierszach, które mówił i lirykach, które 

ś

piewał, 

podczas gdy 
reszta mojego umysłu była pochłoni

ę

ta faktem, 

ż

e mam straci

ć

 swoje dziewictwo – 

po raz 
pierwszy – przez czterysta lat. 
Mam na my

ś

li, 

ż

e to jest tak niesamowite, 

ż

e ze wszystkich tych inkarnacji, ze 

wszystkich razy, kiedy si

ę

 spotkali

ś

my i zakochali

ś

my, nigdy nie udało nam si

ę

 

przypiecz

ę

towa

ć

 zwi

ą

zku. Ale dzi

ś

 wieczorem, wszystko si

ę

 zmieni. 

Ka

ż

da rzecz si

ę

 zmieni. 

Dzi

ś

 wieczorem pogrzebiemy przeszło

ść

 i ruszymy w kierunku przyszło

ś

ci naszej 

wiecznej miło

ś

ci. 

Gdy kurtyna w ko

ń

cu opadła, wszyscy wstajemy i zmierzamy za kulisy. Ale kiedy 

dochodzimy do tylnych drzwi, odwracam si

ę

 do Damena i mówi

ę

. – Cholera! 

Zapomnieli

ś

my 

wst

ą

pi

ć

 do sklepu i odebra

ć

 kwiaty dla Milesa. 

Ale Damen tylko si

ę

 u

ś

miecha. Potrz

ą

sa głow

ą

 i mówi. – O czym ty mówisz? Mamy 

wszystkie kwiaty, jakie tu potrzebujemy. 
Mru

żę

 oczy, zastanawiaj

ą

c si

ę

, o co mu chodzi, poniewa

ż

 zgodnie z moimi oczami 

on 
ma tak samo puste r

ę

ce jak ja. 

- O czym ty mówisz? – szepcz

ę

, czuj

ą

c cudowne ciepło przepływaj

ą

ce przeze mnie, 

gdy 
kładzie r

ę

k

ę

 na moim ramieniu. 

- Ever – mówi z rozbawionym wyrazem twarzy. – Te kwiaty ju

ż

 istniej

ą

 na poziomie 

kwantowym. Je

ś

li chcesz mie

ć

 do nich dost

ę

p na poziomie fizycznym, wszystko, co 

musisz 
zrobi

ć

, to manifestowa

ć

 je, jak ci

ę

 nauczyłem. 

Rozgl

ą

dam si

ę

 dookoła, upewniaj

ą

c si

ę

ż

e nikt nie podsłuchuje naszej dziwnej 

rozmowy i czuj

ę

 zakłopotanie, gdy przyznaj

ę

ż

e nie umiem. – Nie wiem jak – mówi

ę

chc

ą

by to on zrobił piaskowego kwiatka. To naprawd

ę

 nie jest czas na lekcj

ę

Ale Damen tego nie kupił. – Oczywi

ś

cie, 

ż

e umiesz. Niczego ci

ę

 nie nauczyłem? 

Zaciskam usta i wpatruj

ę

 si

ę

 w podłog

ę

, poniewa

ż

 prawda jest taka, 

ż

e próbował 

nauczy

ć

 mnie wiele. Ale jestem okropnym uczniem i leniuchowałam si

ę

 tak bardzo, 

ż

e lepiej 

by było dla nas obojga, gdyby to on manifestował kwiaty. 
- Ty to zrób – mówi

ę

, wzdrygaj

ą

c si

ę

 na rozczarowanie, które odmieniło jego twarz. – 

Jeste

ś

 znacznie szybszy ni

ż

 ja. Je

ś

li ja spróbuj

ę

 to zrobi

ć

, to zmieni si

ę

 w wielk

ą

 

scen

ę

, ludzie 

zauwa

żą

 a potem b

ę

dziemy zmuszeni do wyja

ś

nienia… 

background image

Kr

ę

ci głow

ą

, nie chc

ą

c by

ć

 powstrzymany przez moje słowa. – Jak chcesz 

kiedykolwiek 
si

ę

 czego

ś

 nauczy

ć

, je

ś

li zawsze liczysz na mnie? 

Wzdycham wiedz

ą

c, 

ż

e ma racj

ę

, jednak nie chc

ę

 traci

ć

 cennego czasu na 

manifestowanie bukietu ró

ż

 który mo

ż

e pojawi

ć

 si

ę

 lub nie. Wszystko, czego chc

ę

, to 

da

ć

 

kwiaty do r

ą

k Milesa, powiedzie

ć

 mu brawo i wyruszy

ć

, do Montage i reszty naszych 

planów. 
I przed chwil

ą

 wydawało si

ę

ż

e on te

ż

 tego chce. Ale teraz, jak dla mnie, stał si

ę

 

powa

ż

nym 

profesorem i szczerze mówi

ą

c to nawet niszczy nastrój. Robi

ę

 gł

ę

boki wdech i 

u

ś

miecham si

ę

 

słodko, palcem gryzmol

ą

c po kraw

ę

dzi jego klapie marynarki i mówi

ę

. – Masz 

całkowit

ą

 

racj

ę

. I poprawi

ę

 si

ę

, obiecuj

ę

. Ale my

ś

lałam, 

ż

e mo

ż

e tylko ten jeden raz mógłby

ś

 to 

zrobi

ć

bo jeste

ś

 du

ż

o szybszy ode mnie… - Głaszcz

ę

 miejsce pod jego uchem, wiedz

ą

c, 

ż

jest 
blisko poddania si

ę

. – Chodzi mi o to, 

ż

e im szybciej b

ę

dziemy mie

ć

 bukiet, tym 

szybciej 
b

ę

dziemy mogli wyj

ść

, a potem… - I nawet nie sko

ń

czyłam, bo zamkn

ą

ł ju

ż

 oczy i 

wyci

ą

gn

ą

ł 

r

ę

k

ę

 przed siebie jak gdyby chwytaj

ą

c p

ę

k kwitn

ą

cych kwiatów, gdy rozgl

ą

dam si

ę

 

wsz

ę

dzie, 

upewniaj

ą

c si

ę

ż

e nikt nie patrzy, maj

ą

c nadziej

ę

ż

e to szybko pójdzie. Gdy jednak 

patrz

ę

 

jeszcze raz na Damena, zaczynam wpada

ć

 w panik

ę

. Poniewa

ż

 nie tylko jego r

ę

ka 

jest nadal 
pusta, ale stró

ż

ka potu spływa po jego policzku, drugi raz w ci

ą

gu dwóch dni. 

Co nie wydawałoby si

ę

 a

ż

 tak dziwne oprócz faktu, 

ż

e Damen si

ę

 nie poci. Tak jak 

nigdy nie jest chory, nigdy nie ma wolnych dni i nigdy si

ę

 nie poci. Niezale

ż

nie od 

temperatury na zewn

ą

trz, bez wzgl

ę

du na zadanie pod r

ę

k

ą

, on zawsze pozostaje 

chłodny, 
spokojny i jest całkowicie w stanie załatwi

ć

 to, co jest przed nim. 

Do wczoraj, gdy nie udało mu si

ę

 uzyska

ć

 dost

ę

pu do portalu. I teraz, gdy nie udaje 

mu 
si

ę

 manifestowa

ć

 prostego bukietu dla Milesa. 

A kiedy dotykam jego ramienia i pytam czy wszystko w porz

ą

dku, dostaj

ę

 tylko 

niewielk

ą

 stru

ż

k

ę

 zwykłego mrowienia i gor

ą

ca. – Oczywi

ś

cie, wszystko ze mn

ą

 w 

porz

ą

dku. 

– mru

ż

y oczy, podnosz

ą

c powieki wystarczaj

ą

co, aby na mnie popatrze

ć

, przed 

zamkni

ę

ciem 

ich mocno jeszcze raz. I chocia

ż

 nasz kontakt wzrokowy był krótki, to, co 

spostrzegłam w 
jego oczach sprawiło, 

ż

e poczułam si

ę

 zimno i słabo. Nie były to ciepłe, kochaj

ą

ce 

oczy, do 
których przywykłam. Te oczy były zimne, dalekie, odległe – takie, jakie spostrzegłam 
ju

ż

 

wcze

ś

niej w tym tygodniu. Patrz

ę

 jak si

ę

 skupia, jego czoło si

ę

 marszczy, górna 

warga jest 

background image

zroszona potem, jak zale

ż

y mu na tym, aby to sko

ń

czy

ć

ż

eby

ś

my mogli przej

ść

 do 

naszej 
doskonałej nocy. I nie chc

ą

c by to si

ę

 ci

ą

gn

ę

ło dalej albo powtórzyło którego

ś

 dnia, 

gdy nie 
udałoby mu si

ę

 sprawi

ć

ż

e portal si

ę

 pojawi, staj

ę

 obok niego i te

ż

 zamykam oczy. 

Dostrzegam pi

ę

kny bukiet dwóch tuzinów czerwonych ró

ż

 trzymanych w jego r

ę

ce, 

wdychaj

ą

cego ich odurzaj

ą

cego zapachu, podczas dotykania mi

ę

kkich płatków 

znajduj

ą

cych 

si

ę

 nad długimi kolczastymi łodygami… 

- Au! – Damen potrz

ą

sa głow

ą

 i podnosi palec do ust, chocia

ż

 rana została 

wyleczona 
ju

ż

 du

ż

o wcze

ś

niej. – Zapomniałem zrobi

ć

 wazon – mówi, najwyra

ź

niej przekonany, 

ż

zrobił kwiaty sam i mam zamiar trzyma

ć

 je w ten sposób. 

- Pozwól mi to zrobi

ć

 – mówi

ę

, w celu sprawienia mu przyjemno

ś

ci. 

- Masz całkowit

ą

 racj

ę

, potrzebuj

ę

 praktyki – dodaj

ę

, zamykaj

ą

c oczy i przewiduj

ą

jeden z jadalni w domu, jeden ze skomplikowanymi wzorami zawijasów i ze 

ś

wiec

ą

cym 

aspektem. 
- Kryształ Waterforda*? – 

Ś

mieje si

ę

. – Jak du

ż

o chcesz, by my

ś

lał, 

ż

e wydali

ś

my na 

t

ą

 

rzecz? [ *- sklep z kryształami, porcelan

ą

, lampami itp. – przyp.tłum. ] 

Te

ż

 si

ę

 

ś

mieje, z ulg

ą

ż

e wszystkie dziwactwa si

ę

 sko

ń

czyły i on znowu 

ż

artuje. 

Wkłada mi wazon do r

ą

k, mówi

ą

c. – Prosz

ę

. Dajesz to Milesowi, kiedy ja bior

ę

 auto i 

obracam. 
- Jeste

ś

 pewien? – pytam, zauwa

ż

aj

ą

c jak jego skóra wokół oczu jest napi

ę

ta i blada, 


jego czoło jest wilgotne. – Bo mo

ż

emy i

ść

 tam, powiedzie

ć

 gratulacj

ę

 i uciec st

ą

d. To 

nie 
musi by

ć

 nic wielkiego. 

- W ten sposób unikniemy długiej kolejki samochodów i szybciej st

ą

d uciekniemy. – 

U

ś

miecha si

ę

. – My

ś

lałem, 

ż

e zale

ż

y ci, aby si

ę

 tam dosta

ć

Zale

ż

y. Zale

ż

y mi tak jak jemu. Ale jestem równie

ż

 zaniepokojona. 

Zaniepokojona jego niezdolno

ś

ci

ą

 manifestowania, zaniepokojona chwilowym 

zimnym 
wyrazem jego oczu – wstrzymałam oddech, gdy brał łyk z butelki, przypominaj

ą

sobie jak 
szybko zagoiła si

ę

 jego rana, przekonywuj

ą

c siebie, 

ż

e to jest dobry znak. 

Wiedz

ą

c, 

ż

e moja troska sprawi, 

ż

e b

ę

dzie czuł si

ę

 jeszcze gorzej, przeczyszczam 

swoje 
gardło i mówi

ę

. – Okej. Id

ź

 po samochód. Spotkamy si

ę

 w 

ś

rodku. 

Nie mogłam zignorowa

ć

 zaskakuj

ą

cego chłodu jego policzka, gdy go całowałam. 

Jedenasty 

Przez Lime mog

ę

 dosta

ć

 si

ę

 za kulisy, Miles jest otoczony przez rodzin

ę

 i przyjaciół i 

wci

ąż

 ubrany w białe buty i minisukienk

ę

 Tracy Turnblad z jego ostatniej sceny 

‘Lakieru do 
włosów’. 
- Brawo! Byłe

ś

 niesamowity! – mówi

ę

, wr

ę

czaj

ą

c mu kwiaty zamiast przytuli

ć

poniewa

ż

 nie mog

ę

 ryzykowa

ć

 brania jakiejkolwiek innej energii, kiedy jestem tak 

nerwowa 

background image

ś

rodku, 

ż

e ledwo sobie z tym radz

ę

. – Naprawd

ę

, nie miałam poj

ę

cia, 

ż

e mo

ż

esz 

tak 

ś

piewa

ć

- Tak, miała

ś

. – Przesun

ą

ł swoj

ą

 dług

ą

 peruk

ę

 na bok i ukrył nos w płatkach. – 

Słyszała

ś

 mnie wiele razy jak wykonywałem karaoke w samochodzie. – Nie tak. – 

U

ś

miecham si

ę

 i jestem powa

ż

na. Faktem było, i

ż

 był tak dobry, 

ż

e planowałam 

złapa

ć

 

kolejn

ą

 powtórk

ę

 przedstawienia, mniej nerwowego wieczoru. – A gdzie Holt? – 

pytam, ju

ż

 

znaj

ą

c odpowied

ź

, ale po prostu próbowałam nawi

ą

za

ć

 rozmow

ę

 do przyj

ś

cia 

Damena. – Na 
pewno si

ę

 na to przygotowałe

ś

Miles marszczy brwi i kiwa głow

ą

 w stron

ę

 jego taty, podczas gdy ja kul

ę

 si

ę

 a usta 

mówi

ą

 przepraszam. Zapomniałam, 

ż

e wyszedł z odosobnienia z przyjaciółmi, ale 

jeszcze nie 
z rodzicami. – Nie martw si

ę

, wszystko jest w porz

ą

dku – szepcze, mrugaj

ą

c jego 

sztucznymi 
rz

ę

sami i przebiegł r

ę

k

ą

 po pasemku blond loków. – Miałem tymczasowy kryzys, ale 

teraz z 
tym koniec i wszystko jest wybaczone. A mówi

ą

c o królewiczu z bajki… - Obracam 

si

ę

 w 

kierunku drzwi, pragn

ą

c zobaczy

ć

 jak Damen przez nie przechodzi. Moje serce bije 

bardzo 
mocno na sam

ą

 my

ś

l o nim – cał

ą

, cudown

ą

, wspaniał

ą

 my

ś

l – i nie robi wiele by 

zamaskowa

ć

 moje rozczarowanie, gdy orientuj

ę

 si

ę

ż

e odnosił si

ę

 do Haven i Josha. 

- Co o tym my

ś

lisz? – pyta, kiwaj

ą

c na nich głow

ą

. – Maj

ą

 zamiar to zrobi

ć

Patrz

ę

 jak Josh okr

ąż

ył ramieniem tali

ę

 Haven, zagł

ę

biaj

ą

c w niej palce, i przyci

ą

ga 

j

ą

 

bli

ż

ej. Ale nie wa

ż

ne jak mocno si

ę

 stara, to na nic. Pomimo faktu, 

ż

e byli razem 

idealni, ona 
koncentrowała si

ę

 na Romanie – odzwierciedlała jego sposób stania, sposób, w jaki 

odchylał 
głow

ę

 do tyłu, kiedy si

ę

 

ś

miał, sposób, w jaki trzymał r

ę

ce – cała jej energia płyn

ę

ła 

wprost 
na niego, jak gdyby Josh nie istniał. Ale nawet, je

ś

li wydawała si

ę

 głównie 

jednostronna, to 
niestety Roman był typem, który był wi

ę

cej ni

ż

 skłonny do wzi

ę

cia j

ą

 na jazd

ę

 próbn

ą

Odwracam si

ę

 do Milesa i zmuszam si

ę

 do niedbałego wzruszenia ramion. 

- Impreza jest u Heather – powiedział Miles. 
- Wszyscy za niedługo tam idziemy. Idziecie? 
Wysłałam mu puste spojrzenie. Nawet nie wiedziałam, kto to jest. 
- Grała Penny Pingleton? 
Te

ż

 nie wiem, kto to mo

ż

e by

ć

, ale wiem, 

ż

e lepiej b

ę

dzie to przyzna

ć

, wi

ę

c kiwam 

głow

ą

- Nie mów mi, 

ż

e migdalili

ś

cie si

ę

 tak bardzo, 

ż

e przegapiła

ś

 całe przedstawienie! – 

Potrz

ą

sa swoj

ą

 głow

ą

 w sposób, który daje jasno do zrozumienia, 

ż

e tylko cz

ęś

ciowo 

ż

artuje. 

- Nie b

ą

d

ź

 

ś

mieszny, widziałam cało

ść

! – mówi

ę

, moja twarz czerwieni si

ę

 tysi

ą

cami 

odcieniami czerwieni, i wiem, 

ż

e on nigdy mi nie uwierzy nawet, je

ś

li jest to mniej 

wi

ę

cej 

background image

prawdziwe. Bo chocia

ż

 byli

ś

my oparci o siebie i wcale si

ę

 nie migdalili

ś

my, nasze 

r

ę

ce 

prawie si

ę

 migdaliły – ze sposobem, w jaki Damen splótł swoje palce z moimi – i jak 

nasze 
my

ś

li si

ę

 wygłupiały – z telepatycznymi my

ś

lami, które wysyłali

ś

my sobie tam i z 

powrotem. 
Bo cho

ć

 moje oczy cały czas ogl

ą

dały, to mój umysł był gdzie indziej, ju

ż

 zajmuj

ą

nasz 
pokój w Montage. 
- Wi

ę

c idziesz czy nie? – pyta Miles, jego umysł poprawnie zgaduje, 

ż

e nie, i nie jest 

tak poruszony, jak my

ś

lałam, 

ż

e mo

ż

e by

ć

. – Tak czy inaczej, gdzie si

ę

 kierujecie? 

Co mo

ż

by

ć

 bardziej ekscytuj

ą

ce ni

ż

 bawienie si

ę

 z obsad

ą

 i ekip

ą

Kiedy patrz

ę

 na niego, jestem tak skuszona by mu powiedzie

ć

, podzieli

ć

 si

ę

 moj

ą

 

wielk

ą

 tajemnic

ę

 z kim

ś

, komu wiem, 

ż

e mog

ę

 zaufa

ć

Ale wła

ś

nie, gdy przekonałam siebie do wygadania tego, podchodzi Roman z 

towarzysz

ą

cymi mu Joshem i Haven. 

- Jeste

ś

my gotowi, kto

ś

 potrzebuje podwiezienia? S

ą

 tylko dwa miejsca, ale jest 

miejsce dla jednego wi

ę

cej. – Roman kiwa głow

ą

 na mnie, jego wzrok przyciska, 

bada, nawet 
po tym jak si

ę

 odwracam. 

Miles kr

ę

ci głow

ą

. – Łapi

ę

 si

ę

 na podwózk

ę

 z Holtem, a Ever lepiej 

ż

eby mi 

towarzyszyła. Jakie

ś

 tajne plany s

ą

 do wygadania. 

Roman u

ś

miecha si

ę

, k

ą

ciki jego ust si

ę

 podnosz

ą

, gdy jego oczy padaj

ą

 na moje 

ciało. 
I nawet je

ś

li, technicznie mówi

ą

c, jego my

ś

li prawdopodobnie mogły by

ć

 bardziej 

pochlebne 
ni

ż

 prymitywne, fakt, 

ż

e pochodz

ą

 od niego, wystarczyły by przyprawi

ć

 mnie o g

ę

si

ą

 

skórk

ę

Odwracam wzrok, spogl

ą

daj

ą

c w stron

ę

 drzwi, wiedz

ą

c, 

ż

e Damen powinien ju

ż

 tutaj 

by

ć

. I 

wła

ś

nie mam wysła

ć

 mu telepatyczn

ą

 wiadomo

ść

, mówi

ą

c mu, 

ż

eby si

ę

 pospieszył i 

spotkał 
ze mn

ą

 w 

ś

rodku, kiedy przerywa mi d

ź

wi

ę

k głosu Romana, mówi

ą

cy. – Zatem 

musisz 
trzyma

ć

 to w sekrecie tak

ż

e przed Damenem. Ju

ż

 wyszedł. – Odwracam si

ę

, moje 

oczy 
spotykaj

ą

 jego, czuj

ę

 niezaprzeczalny 

ś

wist w moich wn

ę

trzno

ś

ciach, gdy chłód 

spowija moj

ą

 

skór

ę

. – Nie wyszedł – mówi

ę

, nawet nie staraj

ą

c si

ę

 usun

ąć

 ostro

ś

ci z mojego głosy. 

– Po 
prostu poszedł zawróci

ć

 samochód. – Ale Roman tylko wzrusza ramionami, jego 

wzrok jest 
pełen lito

ś

ci, gdy mówi. – Cokolwiek mówisz. Po prostu pomy

ś

lałem, 

ż

e powinna

ś

 

wiedzie

ć

ż

e teraz, kiedy wyszedłem na papierosa, zobaczyłem jak Damen wyje

ż

d

ż

ał z 

parkingu i 
szybko odje

ż

d

ż

ał. 

dwunasty 

background image

Stałam naprzeciwko drzwi znajduj

ą

cych si

ę

 w w

ą

skiej pustej przestrzeni, 

wygl

ą

daj

ą

cej na tak 

w

ą

sk

ą

 jak moje oczy które si

ę

 przystosowuj

ą

 do ciemno

ś

ci, wygl

ą

daj

ą

cej jak jakie

ś

 

zbiorowisko bezdomnych, było tam pełno potłuczonego szkła, pełno głodnych 
bezdomnych 
kotów – ale, nie Damen. 
Szłam do przodu co chwil

ę

 si

ę

 potykaj

ą

c, a moje serce biło tak szybko, ze bałam si

ę

 

i

ż

 

wyskoczy mi z klatki piersiowej. Odmawiałam sobie uwierzenia, 

ż

e on tutaj jest. 

Odmawiałam sobie wiary w to, 

ż

e on mnie porzucił. Roman jest okropny! On kłamie! 

Damen 
nigdy by mnie nie zostawił od tak! 
Kład

ę

 r

ę

k

ę

 na 

ś

cianie aby wyczu

ć

 gdzie id

ę

, zamykam oczy i próbuje go wyczu

ć

 

telepatycznie, wzywaj

ą

c go do mnie, przesyłam mu miło

ść

 to, 

ż

e si

ę

 o niego martwi

ę

ale nic 
nie widz

ę

. Mam tylko czarn

ą

 dziur

ę

 w głowi

ę

 jako odpowiedz. Id

ę

 dalej, dalej od auta, 

dalej 
od bezpiecznej drogi. Wciskam słuchawk

ę

 od telefonu komórkowego w ucho i 

dzwonie do 
niego, ale wł

ą

cza si

ę

 tylko poczta głosowa. 

Nawet je

ś

li co

ś

 takiego si

ę

 stało… W tym mom

ę

cie psuj

ę

 sobie sandały, ale co mi 

tam buty 
mog

ę

 sobie kupi

ć

 100 takich samych par. 

Ale nie b

ę

d

ę

 mogła sobie sprawi

ć

 nast

ę

pnego Damena. 

Id

ę

 coraz dalej, 

ś

wiatła jest coraz mniej. Czuje si

ę

 wyczerpana, spocona i zła. Musz

ę

 

do 
ubikacji, ale jednocze

ś

nie chc

ę

 zamkn

ąć

 oczy i jak gdyby nigdy nic wej

ść

 w umysł 

Damena i 
przeczyta

ć

 jego my

ś

li, ustali

ć

 gdzie jest. 

Ale prawda jest taka, 

ż

e nie mog

ę

 nigdy nie mogłam. To jedna z wielu rzeczy, która 

mi si

ę

 w 

nim podobała, przy nim zawsze czułam si

ę

 taka normalna. 

Tak, jedna rzecz, któr

ą

 kiedy

ś

 uwielbiałam teraz szczerze jej nienawidziłam. 

- Mo

ż

e windom? 

Patrz

ę

 przed siebie i co widz

ę

? Romana, stoj

ą

cego przede mn

ą

, trzymaj

ą

cego 

klucze w jednej 
r

ę

ce a w drugiej moje zepsute sandały. 

Potrz

ą

sam głow

ą

 i odwracam swoj

ą

 głow

ę

, mog

ę

 zrobi

ć

 wszystko nawet przej

ść

 

przez 
roz

ż

arzone w

ę

gle albo rozbite szkło ni

ż

 jecha

ć

 z nim wind

ą

- No we

ź

 – mówi – Nie b

ę

d

ę

 gry

źć

Zabieram swoje rzeczy do swojej torby, wygładzam sukienk

ę

, wstaj

ę

 i mówi

ę

: - Nie 

ma 
potrzeby. 
- Naprawd

ę

? – u

ś

miecha si

ę

 podchodz

ą

c tak blisko, 

ż

e ko

ń

ce naszych stóp stykaj

ą

 

si

ę

 niemal 

– Bo szczerze mówi

ą

c nie wygl

ą

dasz najlepiej. 

- Odwracam si

ę

 i dochodz

ę

 a kiedy si

ę

 nie zatrzymuje mówi – Co oznacza, 

ż

sytuacja nie 

background image

wygl

ą

da najlepiej. Bo ty oczywi

ś

cie nigdy. Ale po prostu jeste

ś

 zaniedbana, bez 

butów, i 
sytuacja zdaje si

ę

 mówi

ć

 

ż

e twój chłopak ci

ę

 porzucił. 

Wzi

ę

łam gł

ę

boki oddech i nie poddawałam si

ę

, maj

ą

c nadzieje 

ż

e wkrótce sko

ń

czy t

ą

 

gierk

ę

i sobie pójdzie. – Nawet je

ś

li wygl

ą

dam na troch

ę

 szalonego to musze przyzna

ć

 

ż

jestem 
lekko zdesperowany, ci

ą

gle palisz – je

ś

li wiesz co mam na my

ś

li. 

Zatrzymuj

ę

 si

ę

, zwracam twarz w jego stron

ę

, a on 

ś

widruje mnie wzrokiem, ogl

ą

da 

mnie od 
góry do dołu zatrzymuj

ą

c si

ę

 na moich nogach, biodrach i piersiach – z takim 

niepowtarzalnym blaskiem. 
- Zastanawiam si

ę

 o czym Damen my

ś

li – je

ś

li by

ś

 mnie spytała – 

- Nikt ci

ę

 o to nie pytał – mówi

ę

, czuj

ę

 

ż

e moje r

ę

ce zacz

ę

ły drga

ć

, ale wiem 

ż

e nie 

mam 
powodu aby czu

ć

 si

ę

 zagro

ż

ona. 

Mimo tego, 

ż

e mog

ę

 wygl

ą

da

ć

 jak dziewczyna 

ś

redniego wzrostu, która przyszła z 

zewn

ą

trz, 

to taka nie jestem. Jestem silniejsza ni

ż

 si

ę

 wydaj

ę

, tak silna 

ż

e mogłabym go zmie

ść

 

jedn

ą

 

r

ę

k

ą

 z powierzchni ziemi. Mogłam mu odci

ąć

 nogi od podło

ż

a i rzuci

ć

 nim przez 

parking na 
drugiej stronie ulicy. I s

ą

dz

ę

 

ż

e nie jestem na tyle silna aby tego nie zrobi

ć

U

ś

miechn

ą

ł si

ę

, tym swoim leniwym wzrokiem który działał na wszystkich poza mn

ą

Jego 
niebieskie stalowe oczy wpatrywały si

ę

 we mnie intensywnie, był tak rozbawiony – 

tak, 

ż

moim pierwszym odczuciem była ch

ęć

 ucieczki. 

Ale nie zrobiłam tego. 
Bo wszystko co to było, to było tylko zwykłe wyzwanie a ja nie mogłam mu pozwoli

ć

 

wygra

ć

- Nie potrzebuje podwózki – w ko

ń

cu wyksztusiłam. Przeszedł koło mnie, stan

ą

ł 

naprzeciw 
mnie. Jego zimny oddech owin

ą

ł mój kark gdy powiedział – Ever, prosz

ę

, zwolnij na 

minut

ę

mo

ż

esz? Nie chciałem ci

ę

 zasmuci

ć

Ale nie zwolniłam. Byłam zdecydowana aby pogł

ę

bi

ć

 odległo

ść

 dziel

ą

c

ą

 nas, je

ś

li to 

mo

ż

liwe. 

- No we

ź

 – za

ś

miał si

ę

 – Po prostu staram si

ę

 pomóc. Wszyscy twoi znajomi ci

ę

 

opu

ś

cili. 

Damen ci

ę

 zostawił, wyprowadził si

ę

 od siebie, co daje mi nadzieje na to, 

ż

e mo

ż

jestem 
twoj

ą

 jedyn

ą

 nadziej

ą

- Mam mnóstwo opcji – wybełkotałam, chc

ą

c aby po prostu odszedł, wi

ę

c mog

ę

 

znale

źć

 

jakie

ś

 auto, znale

źć

 buty, i puj

ś

c sw

ą

 drog

ą

- Nic nie widz

ę

Potrz

ą

sam głow

ą

 i id

ę

 dalej. T

ą

 rozmow

ę

 mo

ż

na uzna

ć

 za sko

ń

czon

ą

-To co mówisz, je

ś

li wolisz i

ść

 cał

ą

 drog

ę

 do domu pieszo ni

ż

 w samochodzie ze 

mn

ą

background image

Przechodz

ę

 do ko

ń

ca ulicy i wciskam guzik aby pojawiło si

ę

 zielone 

ś

wiatło, abym 

mogła 
dosta

ć

 si

ę

 na drug

ą

 stron

ę

. I mogła si

ę

 go pozby

ć

Nie mam poj

ę

cia dlaczego mieli

ś

my taki zły start, ale jest dla mnie oczywiste 

ż

e mnie 

nienawidzisz, lecz nie wiem dlaczego. – Jego głos był gładki, przyjemny, jakby 
naprawd

ę

 

chciał cofn

ąć

 czas, rozpocz

ąć

 wszystko na nowo, 

ż

e to co było ju

ż

 si

ę

 nie liczy. 

Ale ja nie chc

ę

 zaczyna

ć

 od pocz

ą

tku. Nie chc

ę

 si

ę

 zmienie

ń

. Chc

ę

 go omin

ąć

 i i

ść

 

dalej, chc

ę

 

aby zostawił mnie w spokoju, tak abym mogła znale

źć

 Damena. Ale jednak nie mog

ę

 

odpu

ś

ci

ć

, nie mog

ę

 aby ostatnie słowo nale

ż

ało do niego. Wi

ę

c spogl

ą

dam przez 

rami

ę

 i 

mówi

ę

: - Nie pochlebiaj sobie Roman. Nienawidzenie wymaga opieki. Wi

ę

c w tym 

wypadku 
nie mog

ę

 ci

ę

 nienawidzi

ć

Nie potrzebowałam aby po drugiej stronie ulicy za

ś

wieciło si

ę

 zielone 

ś

wiatło. 

Min

ę

łam 

ś

cigacze gdy 

ś

wiatło 

ż

ółte si

ę

 zapaliło, ale poczułam chłodny wzrok Romana na 

plecach. 
- Co z twoimi butami? – krzyczy – Zostaw ha

ń

b

ę

 na bok. Jestem pewny 

ż

e mo

ż

na 

ocali

ć

 

twoje pi

ę

ty. 

Po prostu id

ę

. Okr

ąż

am go szerokim łukiem, moje sandały zwisaj

ą

 mu z palców. 

Jego gło

ś

ny 

ś

miech brz

ę

czał mi w uszach, gonił za mn

ą

 przez bulwar i przez ulic

ę

trzynasty 

W chwili gdy id

ę

 przez ulic

ę

 i mijam dziwny budynek, znajduj

ą

cy si

ę

 za rogiem staje 

na 
skrzy

ż

owaniu Wi

ś

niowej i Aston Martin Roadster staje i patrz

ę

 czy rzeczywi

ś

cie 

Roman 
sobie poszedł. Czekam tam kilka minut a

ż

 jestem w pełni przekonana, 

ż

e naprawd

ę

 

go tam 
ju

ż

 nie ma i nie wróci w najbli

ż

szym czasie. Musz

ę

 odnale

źć

 Damena. Musz

ę

 

dowiedzie

ć

 si

ę

 

co si

ę

 z nim stało, dlaczego znikn

ą

ł bez słowa. To znaczy czemu wła

ś

nie tej nocy na 

któr

ą

 

ona (my) czekali

ś

my od czterystu lat, wi

ę

c fakt 

ż

e nie ma go tutaj przymnie 

przypomina mi 

ż

co

ś

 jest bardzo nie w porz

ą

dku. 

Lecz najpierw musz

ę

 znale

źć

 samochód. Nie mo

ż

esz si

ę

 porusza

ć

 po Orange 

Country bez 
niego. Wi

ę

c zamykam oczy i pierwsz

ą

 rzecz

ą

 jak

ą

 mam na my

ś

li – bł

ę

kitne jak niebo 

VW 
Bug – prawie jak takie jedno Shayly Sparks, najstarsze kolory które były dobierane 
do aut w 
Hillcrest High, tych do je

ż

d

ż

enia. Pami

ę

tałam jak miał idealnie okr

ą

głe kształty, 

czarn

ą

 

tkanin

ę

 w 

ś

rodku, która wydawała si

ę

 taka czaruj

ą

ca. Obraz ten był we mnie taki 

wyra

ź

ny – 

jakby auto to stałe przede mn

ą

, pi

ę

kne i błyszcz

ą

ce. 

background image

Poczułam jak moje palce zginaj

ą

 si

ę

 wokół klamki, czuje 

ż

e jest taka mi

ę

kka 

skurzana, 
tworz

ę

 sobie tak

ż

e jednego czerwonego tulipana, otwieram oczy i widz

ę

 

ż

e mój 

samochód 
jest gotowy. 
Tylko nie wiem jak uruchomi

ć

 silnik. 

Zapomniałam sobie stworzy

ć

 kluczyki. 

Ale przypominam sobie 

ż

e co

ś

 takiego nigdy by nie zatrzymało Damena, ja po prostu 

zamykam oczy i uruchamiam go sił

ą

 woli, pami

ę

taj

ą

c dokładny d

ź

wi

ę

k samochodu 

mojego 
ex-przyjaciela, Rachela, który zawsze stał na parkingu po szkole, i patrz

ą

c jak 

wszyscy w 
zazdro

ś

ci spogl

ą

daj

ą

 na to auto. Ka

ż

dy by w nim chciał siedziec. Nawet na tylnim 

siedzeniu. 
Kiedy silnik ju

ż

 wystarczaj

ą

co popracował, ruszam w stron

ę

 Coast Highway. 

Poszukiwania 
zaczn

ę

 od Montage, miejsca w którym mieli

ś

my si

ę

 spotka

ć

, sk

ą

d miałam go zabra

ć

Ruch o tej porze jest ogromny przez co robi

ą

 si

ę

 korki, ale to mnie nie powstrzyma. 

Koncentruje si

ę

 na wszystkich samochodach otaczaj

ą

cych mnie, wiedz

ą

ż

e ka

ż

dy 

ich ruch 
b

ę

dzie wpływał na moj

ą

 podró

ż

. Przemieszczaj

ą

c si

ę

 szybko i sprawnie pr

ę

dko 

dostałam si

ę

 

na miejsce, szybko wskoczyłam do lobby. 
Zatrzymałam si

ę

 dopiero wtedy, gdy parkingowy zawołał za mn

ą

: - Hej, czekaj! Gdzie 

s

ą

 

kluczyki? – wstrzymałam oddech po tym jak dowiedziałam si

ę

 jak

ą

 gaf

ę

 popełniłam, 

nie 
zdaj

ą

c sobie sprawy 

ż

e wygl

ą

dam nie mniej dziwnie, nie tylko nie mam kluczyków ale 

tak

ż

butów i wygl

ą

dam jak siedem nieszcz

ęść

. Niech

ę

tnie przechodz

ą

c przez t

ą

 straszn

ą

 

afer

ę

biegn

ę

 do drzwi i krzycz

ę

: - Nie martw si

ę

 on działa automatycznie! – robie szybkie 

kroki w 
kierunku recepcji, i omijam dług

ą

 kolejk

ę

 bardzo niezadowolonych z tego osób, które 

maj

ą

 

pełn

ą

 piłeczek golfowych kijów i całego tego wyposa

ż

enia. Wszyscy narzekaj

ą

 na 

jakie

ś

 

czterogodzinne opó

ź

nienie. I czekaj

ą

 na nast

ę

pny poziom. 

- Czy Damen Auguste tu był? – pytam, ignoruj

ą

c protesty za mn

ą

, nerwowo 

zaciskam palce 
na blacie aby si

ę

 jako

ś

 opanowa

ć

. – Przepraszam, kto? – urz

ę

dniczka stoj

ą

ca 

przede mn

ą

 

patrzy za mnie i spogl

ą

da na reszt

ę

 ludzi takim wzrokiem jakby chciał powiedzie

ć

Nie 
martwcie si

ę

, wszystko b

ę

dzie dobrze, szybko j

ą

 odprawie! 

- Damen Auguste. – mówi

ę

 bardzo powoli, zwi

ęź

le, z wi

ę

kszym opanowaniem ni

ż

 tak 

naprawd

ę

 mam. Ona zezuje mnie wzrokiem, jej wargi ledwie si

ę

 poruszaj

ą

 gdy mówi: 


Przykro mi, ale te informacje s

ą

 poufne. – porusza długim ciemnym ko

ń

skim 

ogonem, 

background image

nast

ę

pnie przerzuca nim przez rami

ę

, tak jak zwykle to bywa gdy dana osoba ko

ń

czy 

rozmow

ę

Zw

ęż

am oczy, koncentruje si

ę

 na jej bardzo pomara

ń

czowej aurze, wiedz

ą

ż

e to 

oznacza i

ż

 

jest pełna organizacji i samokontroli, jest to zaleta ale tak

ż

e i wada. Wiedz

ą

ż

musz

ę

 

znale

źć

 co

ś

 w niej co przewa

ż

y szale na moj

ą

 korzy

ść

. Musz

ę

 na ni

ą

 zadziała

ć

, ale 

tu jest 
pełno innych ludzi. 
Patrzy na mnie, patrzy na par

ę

 za mn

ą

 a potem mówi: - Przykro mi, ale musisz 

poczeka

ć

 na 

sw

ą

 kolej. Tak. Jak. Wszyscy. 

Wiem 

ż

e mam teraz tylko około dziesi

ę

ciu sekund nim wezwie ochron

ę

- Wiem. – mówi

ę

 

- Naprawd

ę

 mi przykro. Tylko 

ż

e… 

Patrzy na mnie, jej palce w

ę

druj

ą

 ku telefonowi, a ja w tym samym mom

ę

cie 

chwytam j

ą

 za 

nos, ci

ą

gn

ę

 palec na jej cienkie usta, a pó

ź

niej pod oczy które s

ą

 zm

ę

czone. Widz

ę

 

w tym 
moj

ą

 szanse. 

Była zupełnie ogłupiała. Tak i zupełnie przem

ę

czona tak bardzo, 

ż

e niedawno 

jeszcze płakała 
ka

ż

dej nocy bo sypia sama. Prze

ż

ywałam ka

ż

dy straszny jej dzie

ń

, wszystkie takie 

dni – 
sceny takie jak to gdzie była, gdzie poszła, jakie były jej marzenia. 
- Tak wi

ę

c, dobrze… - przerywam, specjalnie, bo tak naprawd

ę

 nie wiem co mam 

powiedzie

ć

. Tak wi

ę

c chce powiedzie

ć

 prawd

ę

, przynajmniej jakie

ś

 pozory prawdy, 

gdy 
trzeba kłama

ć

 mo

ż

na to robi

ć

 w miar

ę

 realnie. – On si

ę

 nie pojawił od czasu gdy był 

tu po raz 
ostatni… wi

ę

c.. Nie jestem pewna czy w ogóle si

ę

 pojawi – ci

ęż

ko próbuje wydoby

ć

 

jakie

ś

 

łzy, ale jestem zaskoczona 

ż

e poszło mi tak łatwo, ciesz

ę

 si

ę

 z tego, do czasu gdy 

zdaje sobie 
spraw

ę

 

ż

e płyn

ą

ce łzy s

ą

 prawdziwe. 

Ale kiedy patrz

ę

 na ni

ą

 ponownie, jej wyraz twarzy si

ę

 zmienił, wyraz jej twarzy si

ę

 

złagodził. – tak jakby si

ę

 przetransformowała, jak by teraz była zupełnie inn

ą

 kobiet

ą

była 
pełna współczucia, solidarno

ś

ci, jedno

ś

ci, wiem 

ż

e moja bro

ń

 zadziałała. Jeste

ś

my 

teraz jak 
siostry, jak członkinie plemienia 

ż

e

ń

skiego, niedawno porzuconych kobiet. I patrz

ę

 

jak 
wystukuje co

ś

 na klawiaturze i widz

ę

 co ona widzi – litery na ekranie, pokazuj

ą

ce 

ż

nasz 
pokój apartament 309 jest jeszcze pusty. – Jestem pewna, 

ż

e on si

ę

 po prostu 

spó

ź

nia. – 

mówi, cho

ć

 w to w ogóle nie wierzy. W jej głowie wszyscy faceci to zwykłe 

szumowiny, i 
jest o tym zupełnie przekonana. – Ale je

ś

li poka

ż

esz mi swój dowód, b

ę

d

ę

 mogła 

wiedzie

ć

 

ż

background image

ty to ty. – ale zanim zd

ąż

y sko

ń

czy

ć

, ja odchodz

ę

. Nie potrzebny jest mi klucz. Nie 

mogłabym tam wej

ść

, nie mogłabym czeka

ć

. Musze i

ść

 do dwóch innych miejsc w 

których 
on mógłby by

ć

. Wskakuje do mojego samochodu i udaje si

ę

 na pla

żę

, modl

ą

c si

ę

 

ż

go tam 
znajd

ę

czternasty 

Zaparkowałam w pobli

ż

u Shake Shack i kierowałam si

ę

 w stron

ę

 oceanu, id

ą

c w duł 

kr

ę

tymi 

ś

cie

ż

kami, postanowiłam odkry

ć

 sekret jaskini Damena nawet, je

ś

li był tam 

dawno 
temu, a dzi

ę

ki temu mogłam dowie

ść

ż

e on 

ż

yje. Nawet, je

ś

li jest to dla mnie trudne. 

My

ś

l

ę

ż

e jest to najgorszy moment w moim 

ż

yciu. On mógł umrze

ć

. Oczywi

ś

cie miałam 

nadzieje, 

ż

tak si

ę

 nie stało. Biegn

ą

c po piasku przyspieszyłam jeszcze t

ę

pa. Chciałam tam by

ć

 

najszybciej jak to mo

ż

liwe. Gdy weszłam do 

ś

rodka było tam wszystko tak samo jak 

wyszli

ś

my, koce, r

ę

czniki poskładane i uło

ż

one w koncie, deski surfingowe ustawione 

pod 

ś

cianami, mokry kombinezon powieszony na krze

ś

le, wszystko tylko nie było tam 

Damena. 
Było tylko jeszcze jedno miejsce na mojej li

ś

cie. Ruszyłam p

ę

dem do mojego 

samochodu. Moje ko

ń

czyny poruszały si

ę

 w tym mom

ę

cie tak szybko, 

ż

e nim si

ę

 

obejrzałam 
byłam ju

ż

 przy swoim aucie. Zastanawiałam si

ę

 jak długo bym mogła tak biega

ć

 i jak 

łaskawe 
w tym mom

ę

cie były dla mnie me ko

ń

czyny. 

*** 
Kiedy dojechałam do bramy, Sheila stra

ż

niczka bramy powitała mnie u

ś

miechem, ju

ż

 

jest 
przyzwyczajona do tego, 

ż

e jestem na stałej li

ś

cie go

ś

ci Damena. Gdy wjechałam za 

bram

ę

 

obróciłam natychmiast głow

ę

 w stron

ę

 domu, pierwsz

ą

 rzecz

ą

, jak

ą

 zauwa

ż

yłam było 

to, 

ż

ś

wiatła były wył

ą

czone. 

A mam na my

ś

li wszystkie. Zazwyczaj te nad drzwiami zawsze si

ę

 

ś

wieciły. 

Zgasiłam pr

ę

dko silnik, i siedziałam w aucie my

ś

l

ą

c, co teraz by zrobiła. 

Wybiegłabym pr

ę

dko po schodach ze łzami w oczach weszłabym do jego 

specjalnego – 
pokoju, tego, w którym przechowuje swe najskrytsze pami

ą

tki. Portrety, na których 

jest 
namalowany przez Van Gogha, Picassa, Velazqueaza, wraz ze stosami rzadkich 
pierwszych 
wyda

ń

 powie

ś

ci i pism, wszystko to było zło

ż

one w tym ładnym pokoju. Poczułam w 

sobie 
tak

ą

 pustk

ę

, teraz jak nigdy chciałam bardzo znale

źć

 si

ę

 w tym pokoju. 

Zamkn

ę

łam oczy próbuj

ą

c sobie przypomnie

ć

 jego ostatnie słowa, mówił co

ś

 o 

uzyskaniu samochodu, aby

ś

my szybciej dojechali na wakacje. Jego pewno

ść

 siebie 

oznaczała, 

ż

e mogli

ś

my sobie zrobi

ć

 naprawd

ę

 szybkie wakacje, aby

ś

my mogli w ko

ń

cu by

ć

 

razem. 

background image

Nasze czterysta lat poszukiwa

ń

 zako

ń

czone tej jednej doskonałej nocy. 

Czy mo

ż

e oznaczało to, 

ż

e teraz uciekł ode mnie najszybciej jak tylko si

ę

 dało – czy 

on mógł co

ś

 takiego zrobi

ć

Otwieram oczy bior

ę

 gł

ę

boki oddech i wychodz

ę

 z samochodu wiedz

ą

c, 

ż

odpowied

ź

 

na te pytania znajd

ę

 tylko wtedy, kiedy si

ę

 rusz

ę

. Moje bose stopy 

ś

lizgaj

ą

 si

ę

 po 

mokrej od 
rosy trawie. Szukam klucza, przypominaj

ą

c sobie, czego dokonałam dzisiaj w nocy. 

Staje 
przed drzwiami przypominaj

ą

c sobie kr

ę

ty łuk wyko

ń

czony mahoniem, i zamykam 

oczy 
wyobra

ż

aj

ą

c sobie obraz drzwi otwartych przede mn

ą

. Ale gdy otwieram oczy widz

ę

 

przed 
sob

ą

 jakie

ś

 gigantyczne drzwi. Ale nie wiedz

ą

c jak si

ę

 tego pozby

ć

 odchodz

ę

 i id

ę

 ku 

oknu od 
kuchni. Jest ono lekko p

ę

kni

ę

te. Wchodz

ę

 oknem, pełzam nad zlewem obok pustych 

szklanych butelek, po czym skacze na ziemie, moje nogi l

ą

duj

ą

 z głuchym łoskotem. 

Zastanawiam si

ę

 czy włamanie si

ę

 dziewczyny to te

ż

 włamanie. 

Patrz

ę

 po pokoju, widz

ę

 drewniany stół i krzesła, szafki, garnki ze stali nierdzewnej, 

ekspres do kawy, blender, sokowirówka, i wszystkie urz

ą

dzenia kuchenne, jakie 

teraz mo

ż

na 

tylko kupi

ć

. Dokładnie tak, aby ten dom wygl

ą

dał na dobrze urz

ą

dzony, normalny, 

taki 
zwykły jak do 

ż

ycia. Pi

ę

knie urz

ą

dzony dom idealnie wygl

ą

dał jak obraz 

niezamieszkanego 
porzuconego mieszkania. 
Otworzyłam jego lodówk

ę

, chc

ą

c zobaczy

ć

 jak zwykle stosy czerwonego soku, ale 

zamiast tego zobaczyłam tylko kilka butelek. Wi

ę

c wchodz

ę

 do jego spi

ż

arni, aby 

ujrze

ć

 stosy 

przypraw i kombinacji do soku, ale widz

ę

 tylko kilka opakowa

ń

. Jestem wstrz

ąś

ni

ę

ta. 

Serce 
zaczyna mi kołata

ć

 a 

ż

ą

dek si

ę

 wywraca, wiedz

ą

c ze co

ś

 okropnie nie tak jest z 

tym 
obrazem. Damen zawsze obsesyjnie dba o to, aby mie

ć

 zapasy soku. 

Lecz pó

ź

niej my

ś

l

ę

ż

e on ostatnio strasznie jest zaj

ę

ty, szczególnie ze jego 

konsumpcja wzrosła prawie dwukrotnie. Wi

ę

c to całkiem mo

ż

liwe, 

ż

e nie miał czasu 

na 
zrobienie nowych. 
Ale kogo ja chce oszuka

ć

, Damen nawet, je

ś

li si

ę

 czym

ś

 martwi lub jest strasznie 

zaj

ę

ty, nie odpuszcza sobie z wa

ż

nymi sprawami, np. takimi jak sok. 

Ni gdy, no chyba, 

ż

e stało si

ę

 co

ś

 złego. 

I cho

ć

 nie mam 

ż

adnych dowodów, wiem tylko, 

ż

e co

ś

 złego si

ę

 dzieje, wygl

ą

dał 

ź

le i 

tak samo si

ę

 zachowywał, nie wspominaj

ą

c o potliwo

ś

ci, bólach głowy, niezdolno

ść

 

do 
robienia rzeczy codziennego u

ż

ytku, a tak

ż

e brak dost

ę

pu do Summerlandu. 

To jasne, 

ż

e jest chory. 

Tylko, 

ż

e tacy jak my nie choruj

ą

Ja jestem tego doskonałym przykładem. 
Ale nadal nie jestem pewna czy nie powinnam zadzwoni

ć

 do szpitala. 

Tylko, 

ż

e Damen nie pójdzie do szpitala. To by była oznaka słabo

ś

ci, kl

ę

ski. B

ę

dzie 

background image

si

ę

 wolał czołga

ć

 jak jakie

ś

 zranione zwierze w miejscu, w którym mógłby by

ć

 sam. 

Ale on si

ę

 nie mógł zrani

ć

, a je

ś

li by to zrobił byłabym pierwsz

ą

 osob

ą

, której by o 

tym powiedział. 
Potem znowu jestem przekonana, 

ż

e niegdzie by beze mnie nie odjechał. 

Przeszukuje szuflady, aby znale

źć

 ksi

ąż

k

ę

 z telefonami. Ale co mam zadzwoni

ć

 na 

pogotowie i spytac czy nie zatrzymał si

ę

 u nich, Damen Auguste? Albo nie lepiej 

zadzwoni

ć

 

na policje i powiedzie

ć

ż

e zgubiłam swego sze

ś

ciuset letniego chłopaka. Ale mo

ż

b

ę

d

ę

 

miała szcz

ęś

cie i powiedz

ą

 mi, 

ż

e znale

ź

li go w jego czarnym BMW jak przysłowiow

ą

 

igł

ę

 w 

stogu siana. 
Ale jedyn

ą

 my

ś

l

ą

 jest teraz, 

ż

e go tu nie ma. 

Wiec wspinam si

ę

 po schodach, do jego pokoju, z my

ś

l

ą

ż

e je

ś

li nie mog

ę

 by

ć

 z nim 

to mog

ę

 by

ć

, chocia

ż

 z jego rzeczami. Siadam na jego aksamitnej kanapie w nadziei, 

ż

e ja te

ż

 

jestem jedn

ą

 z jego rzeczy. 

pietnasty 

Kark mnie boli. Plecy tak

ż

e. I kiedy otwieram oczy i si

ę

 rozgl

ą

dam, wiem, dlaczego. 

Sp

ę

dziłam noc w tym pokoju. Tutaj na staro

ż

ytnej aksamitnej kanapie, która miała 

słu

ż

y

ć

jako ozdoba, albo przyrz

ą

d do flirtów, ale na pewno nie do spania. 

Próbowałam wsta

ć

, moje mi

ęś

nie jednak zaprotestowały, wyci

ą

gn

ę

łam, wi

ę

c r

ę

k

ę

 ku 

niebu a nast

ę

pnie pomachałam palcami. Usiadłam i pokr

ę

ciłam karkiem, aby go 

rozprostowa

ć

. Poszłam nast

ę

pnie ku grubym aksamitnym zasłon

ą

 i rozci

ą

gn

ę

łam je 

na boki. 
Pomieszczenie wypełniło si

ę

 ostrym dra

ż

ni

ą

cym 

ś

wiatłem, wi

ę

c zasłoniłam je 

ponownie. Ju

ż

 

wiem, dlaczego Damen zawsze miał zasłoni

ę

te zasłony, to okropne 

ś

wiatło północnej 

Californii… 
My

ś

lenie o nim sprawia, 

ż

e czuje w sobie tak ogromn

ą

 wszechogarniaj

ą

c

ą

 t

ę

sknot

ę

ż

dostaje a

ż

 od tego bólu głowy i całe moje ciało si

ę

 kołysz

ę

. Chwytam si

ę

, wi

ę

kraw

ę

dzi 

łó

ż

ka i rozgl

ą

dam si

ę

 po pokoju. Niby jestem tutaj sama, ale podobizna Damena na 

tych 
wszystkich obrazach jest okropna. Co ja gadam jest 

ś

liczna te jego irytuj

ą

co kusz

ą

ce 

usta, ten 
jego wyzywaj

ą

cy wzrok. Zamykam oczy nie mog

ę

 patrze

ć

 na nie dłu

ż

ej. Zmuszam 

si

ę

 do 

wezbrania kilku oddechów i bior

ę

 komórk

ę

 spróbuj

ę

 jeszcze raz do niego zadzwoni

ć

Lecz 
znowu odzywa si

ę

 poczta głosowa. Nagrywam wiadomo

ść

- „Zadzwo

ń

 do mnie…, co si

ę

 stało..? Wszystko z tob

ą

 w porz

ą

dku..? Zadzwo

ń

 do 

mnie jak tylko odsłuchasz wiadomo

ś

ci…” 

Nie licz

ę

 ju

ż

 tych wiadomo

ś

ci, bo było ich ju

ż

 zbyt wiele. Wpycham powrotem swój 

telefon do torby, staranie unikaj

ą

c wzroku Damena z obrazów. Ale czuj

ę

ż

e co

ś

 

przegapiłam 
jaki

ś

 drobny szczegół, który podpowiedział mi jak Damen mógł znikn

ąć

Ale zrobiłam wszystko, co mogłam. Udaje si

ę

 do kuchni, aby zostawi

ć

 jak

ąś

 notatk

ę

 

background image

dla niego gdyby wrócił. Powtarzaj

ą

c sobie te same słowa, które powiedziałam do 

telefonu. 
Bior

ę

 gł

ę

boki oddech i id

ę

 za zamkni

ę

tymi oczami nie mogłabym spojrze

ć

 im 

wszystkim 
Damenom w oczy. 
Wchodz

ą

c do kuchni robi

ę

 co

ś

 innego. Nie pisz

ę

 notatki. Wyobra

ż

am sobie 

czerwonego tulipana. O mi

ę

kkich woskowych płatkach o tym idealnym symbolu 

naszej 
miło

ś

ci. A gdy czuje, 

ż

e kształtuje si

ę

 on w mojej r

ę

ce kład

ę

 go na blacie zamiast 

kartki. 
Jako symbol naszej miło

ś

ci. 

koniec