background image

 

1

 

 

 

 

 

Aleksander Łamek 

„Jak odzyskać 

szczęście” 

 

Wydanie II 

Warszawa czerwiec 2007  

publikacja bezpłatna

 

 

 

 

 

 

background image

 

2

Zasady rozpowszechniania książki 

 

Elektroniczna książka „Jak odzyskać szczęście” jest publikacją 

bezpłatną. Każdy może za darmo ją kopiować i rozprowadzać wśród 

innych osób poprzez umieszczenie jej na stronach WWW, wysyłając ją 

e-mailem, lub kopiując na dyskietki i płyty CD. Zabronione jest czerpanie 

korzyści materialnych z udostępniania tej książki innym. 

 

Oficjalna strona autora: 

www.aleksanderlamek.pl

 

 

Inne książki autora: 

 

„Nieśmiałość - jak się jej pozbyć?” 

„Sens Życia” 

„Szkoła Sukcesu” 

„Układ” 

„Prawdziwa demokracja” 

„Terapia śmiechem czyli jak rozwinąć poczucie humoru” (w 

przygotowaniu) 

 

 

 

 

 

 

  

 

 

background image

 

3

Wstęp 

 

Ta książeczka powstała przede wszystkim z myślą o ludziach, którzy 

z różnych powodów stracili szczęście w życiu. Jeśli jednak jesteś osobą 

szczęśliwą, to również zachęcam Cię do jej lektury. Być może zawarte w 

niej  inspiracje  pozwolą  Ci  cieszyć  się  jeszcze  większym  szczęściem.  A 

nawet jeśli uznasz, że zawarte w niej rady nie wniosą już nic nowego do 

Twojego  życia,  to  może  warto  rozesłać  ją  do  znajomych,  którzy  wciąż 

szukają swojego szczęścia. 

Może  okazać  się,  że  z  prezentowanych  tutaj  rad  zaledwie  jedna 

przemówi  do  Ciebie.  Ale  to  właśnie  ona  może  pomóc  Ci  zyskać  takie 

szczęście, o jakim marzysz. Dlatego zachęcam Cię do przeczytania całej 

książki,  bo  być  może  dopiero  w  ostatnim  jej  akapicie  znajdziesz  to, 

czego szukasz.  

Powodzenia! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Książkę  tę  dedykuję  osobie,  która  stała  się  dla  mnie  inspiracją  do  jej 

napisania. 

background image

 

4

* * * 

 

Chyba  nie  ma  na  świecie  osoby,  która  chociaż  raz  nie  dostała 

„kopniaka” od życia, który na jakiś czas pozbawił ją szczęścia.  

Co  można  zrobić  w  sytuacji,  gdy  coś  takiego  nam  się  przydarzy? 

Najważniejsze,  aby  w  ogóle  coś  zacząć  robić!  Gdy  stajemy  się 

nieszczęśliwi,  nasze  życie  traci  sens,  to  nic  się  w  nim  nie  zmieni,  jeśli 

sami  tych  zmian  nie  wprowadzimy.  Ale  jak  ktoś,  kto  stracił  ochotę  do 

życia, kto nie wie, co ma ze sobą zrobić, ma zacząć działać? Kluczem do 

rozwiązania tej patowej sytuacji jest zyskanie odpowiedniej motywacji. 

Z  własnego  doświadczenia  wiem,  że  mało  kiedy  pomagają  nam  słowa 

otuchy znajomych: nie możesz się załamywać, głowa do góry, itd. To ich 

rady,  widziane  z  ich  perspektywy,  które  do  nas  wcale  nie  muszą 

przemawiać. 

Dlatego  zachęcam  Cię  do  zastanowienia  się  nad  prezentowanymi 

poniżej dwoma rozwiązaniami.  

Pierwsze polega na tym, aby skupić się na działaniach, które pozwolą 

nam  rozwiązać nasz problem - przyczynę naszego nieszczęścia. Mając 

świadomość,  że  jesteśmy  w  stanie  rozwiązać  ten  problem,  zyskujemy 

motywację, aby ruszyć z energią do działania.  

Kiedyś  miałem  bardzo  poważne  kłopoty  finansowe.  W  pewnym 

momencie  okazało  się,  że  zostało  mi  na  koncie  dosłownie  kilkanaście 

złotych  i  nie  wiedziałem,  kiedy  otrzymam  następne  pieniądze. 

Wiedziałem  jednak,  że  to  ode  mnie  zależy,  jak  będą  kształtować  się 

moje dochody i że mogę podjąć działania, aby w przyszłości już nie mieć 

takich  problemów  finansowych.  To  skłoniło  mnie  do  szukania  lepszych 

możliwości  zarobków.  Ponieważ  poświęciłem  się  całkowicie  temu 

celowi,  to  pozytywne  efekty  pojawiły  się  i  to  już  po  stosunkowo 

niedługim okresie czasu. 

background image

 

5

To  rozwiązanie  niestety  nie  sprawdza  się  w  każdej  sytuacji.  Kiedyś 

napisał do mnie chłopak, od którego odeszła dziewczyna i znalazła sobie 

już innego. On nadal pragnął ją odzyskać i tylko to się dla niego liczyło. 

Było  dla  mnie  oczywiste,  że  nie  ma  sensu  mu  doradzać,  aby  starał  się 

odzyskać  względy  swojej  dawnej  dziewczyny,  skoro  ona  już  ma  innego 

chłopaka. Również zdawałem sobie sprawę z tego, że w stanie, w jakim 

on  był  w  tamtym  momencie,  czyli  był  nadal  permanentnie  zakochany  w 

swojej  byłej  dziewczynie,  radzenie  mu,  aby  zaczął  rozglądać  się  za 

innymi dziewczynami, nie miało sensu. 

No  właśnie,  co  możemy  zrobić  w  sytuacjach,  gdy  nie  jesteśmy  w 

stanie  podjąć  działań  mogących  bezpośrednio  rozwiązać  nasze 

problemy? Wtedy powinniśmy zająć się czymś innym, co zajmie nas na 

tyle skutecznie, że będziemy mogli nie myśleć bez przerwy o przyczynie 

naszego nieszczęścia.  

Gdy  ja  miałem  kłopoty  osobiste,  których  nie  byłem  w  stanie 

bezpośrednio  rozwiązać,  to  skupiłem  się  na  pracy  zawodowej.  Ideałem 

jest,  aby  to  zajęcie,  na  którym  się  skoncentrujemy,  stało  się  dla  nas 

prawdziwą  pasją,  której  całkowicie  poświęcimy  się.  Dlatego  warto 

przemyśleć,  co  może  się  nią  stać.  Może  to  być  np.  jakieś 

niezrealizowane dotychczas marzenie. Jeśli marzyliśmy o podróżach, to 

skupmy  się  na  nich,  jeśli  chcieliśmy  zająć  się  malowaniem  obrazów,  to 

zróbmy to! 

Jeżeli  nasze  dotychczasowe  problemy  dotyczyły  wielu  aspektów 

naszego  życia,  to  wtedy  warto  pójść  w  zupełnie  nowych  kierunkach, 

które nie będą nam kojarzyć się z dotychczasowym życiem i związanymi 

z nim problemami. 

 

* * * 

 

background image

 

6

Co  ludzi  najbardziej  unieszczęśliwia?  Według  mnie  myślenie  o 

swoim  nieszczęściu.  Gdy  dostaliśmy  pilne  zadanie  w  pracy  do 

wykonania  i  musi  być  ono  gotowe  „na  wczoraj”,  to  poświęcamy  mu  się 

zupełnie  i  nie  mamy  czasu  myśleć o naszych problemach. Nie czujemy 

się  wprawdzie  wtedy  szczęśliwi,  ale  też  nie  czujemy  się  nieszczęśliwi. 

Jeśli  zupełnie  pochłania  nas  coś,  do  czego  mamy  pasję,  np.  oglądanie 

meczów piłki nożnej, to podczas meczu możemy zaznać przez 90 minut 

szczęścia.  

Jednak w ciągu dnia tylko część wykonywanych przez nas czynności 

pochłania nas zupełnie. Może to być np.: zabawa z dzieckiem, oglądanie 

świetnego  filmu,  rozwiązywanie  krzyżówki.  Wiele  innych  czynności  nie 

zaprząta  jednak  w  całości  naszego  umysłu.  A  wtedy  nasze  myśli 

zbaczają w kierunku tego, co jest w danej chwili dla nas najważniejsze. 

Jeśli  najważniejsze  są  dla  nas  nękające  nas  kłopoty,  to  zaczynamy 

myśleć o nich. Myślimy o nich, gdy myjemy się rano w łazience, gdy jemy 

śniadanie, gdy jedziemy samochodem, gdy na chwilę przestajemy pisać 

na  komputerze. Tak naprawdę to właśnie tego typu czynności stanowią 

największą część naszego dnia. I dlatego przez większość dnia myślimy 

o naszych nieszczęściach. 

Co zatem możemy zrobić, aby przestać tyle o nich myśleć? Na pewno 

nie  możemy  zrezygnować  z  wykonywania  tych  codziennych  czynności. 

To co możemy zrobić, to skupić się na nich w 100 procentach. Zapewne 

nieraz  miałeś  okazję  obserwować  dzieci.  One  potrafią  całkowicie 

poświęcić  się  nawet  najdrobniejszej  czynności.  W  znakomitym  polskim 

filmie  „Jasminium”  jest  scena,  gdy  klasztornym  korytarzem  idzie  mnich 

Zdrówko wraz z 5-cio letnią dziewczynką, która radośnie podskakuje. W 

pewnym  momencie  dziewczynka  pyta  mnicha:  -  A  ty  nie  skaczesz? 

Zdrówko odpowiada na to: - A dlaczego miałbym skakać? Dziewczynka 

na to: - Dla skakania. 

background image

 

7

Dzieci  nie  przejmują  się  tym,  co  było  (nawet  jeśli  chwilę  wcześniej 

dziecko płakało, bo zraniło sobie kolano) i w ogóle nie przejmują się tym, 

co  będzie  w  przyszłości.  One  żyją  tu  i  teraz.  Niestety  my  dorośli 

straciliśmy tę umiejętność i bardzo rzadko zdarza nam się zachowywać 

jak dzieci.  

Poznałem  kiedyś  kobietę,  która  pracowała  na  kierowniczym 

stanowisku.  Praca  ta  była  tak  stresująca,  że  w  końcu  wysiadła  ona 

psychicznie  i  zrezygnowała  z  niej.  Aby  dojść  do  siebie,  postanowiła 

skorzystać z moich zajęć z terapii śmiechem. Osoba ta miała jakby dwie 

osobowości.  Jedna  to  była  osobowość  bardzo  silnej  kobiety,  typowej 

bizneswomen,  która  miała  bardzo  analityczny  i  krytyczny  umysł.  Druga 

osobowość to była osobowość dziecka. Potrafiła ona na powrót stać się 

dzieckiem,  zapomnieć  o  otaczającym  ją  świecie,  o  swojej  przeszłości  i 

cieszyć  się  chwilą  bieżącą.  Obserwowanie  jej,  gdy  wchodziła  w  rolę 

dziecka,  było  czymś  fascynującym.  Pamiętam  gdy  np.  kupiła  sobie 

kolorowankę  i  kredki  i  wzięła  się  za  jej  kolorowanie.  Gdy  udało  jej  się 

odzyskać  spokój  ducha  i  komfort  psychiczny,  sytuacje,  gdy  stawała  się 

dzieckiem, stały się znacznie rzadsze.  

Gdy prowadzę zajęcia z terapii śmiechem dla osób chorych na raka, 

to  jedno  z  ćwiczeń  polega  na  zabawie  w  dziecięcą  grę  łapki. 

Obserwowanie  jak  dorośli  ludzie  z  poważnymi  problemami  całkowicie 

pochłonięci są tą grą i doskonale się bawią, jest czymś wspaniałym. 

No  właśnie.  Co  zrobić,  aby  każdy  z  nas  potrafił  cieszyć  się  każdym 

momentem  swojego  życia?  Na  początek  polecam  przeczytanie 

książeczki  pt.  „Cud  uważności”  (autor  Thich  Nhat  Hanh).  Jest  ona 

doskonałą  instrukcją  i  inspiracją,  jak  to  osiągnąć.  Podstawowa  zasada 

polega  na  tym,  aby  całkowicie  skupić  się  na  czynności,  którą  właśnie 

wykonujemy.  Jeśli  myjemy  rano  twarz,  myślmy  tylko  o  tym.  Jeśli 

szykujemy i jemy śniadanie, myślmy wyłącznie o tym, itd. Ważną rzeczą 

background image

 

8

jest,  aby  robiąc  to,  dostrzegać  pozytywne  strony  danej  czynności.  Jeśli 

myjemy  twarz,  to  skupmy  uwagę  na  miłym  zapachu  mydła,  na  tym,  jak 

nasza  twarz  zyskuje  świeżość.  Gdy  jemy  śniadanie,  skupmy  się  na 

smakowaniu tego, co jemy. 

Od  razu  muszę  zaznaczyć,  że  nie  jest  to  łatwa  sztuka  i  mi  samemu 

udało się na tym polu poczynić zaledwie małe postępy. Ale warto starać 

się.  Zauważyłem,  że  wraz  z  pozytywnym  skupianiem  się  na  bieżących 

czynnościach,  zyskujemy  kilka  rzeczy.  Pierwszą  oczywiście  jest  to,  że 

nie myślimy o naszych problemach. Drugą jest to, że zaczyna wzrastać 

jakość  naszego  życia.  Gdy  skupiamy  się  na  myciu  twarzy,  możemy 

dostrzec  potrzebę  kupienia  lepszego  mydła.  Gdy  skupiamy  się  na 

jedzeniu,  jemy  wolniej  (czyli  zdrowiej),  zaczynamy  zastanawiać  się,  co 

tak  naprawdę  jemy  i  łatwiej  jest  nam  wprowadzić  pozytywne  zmiany  do 

swojego jadłospisu.  

Trzecią  rzeczą,  którą  zyskujemy,  jest  to,  że  zaczynamy  akceptować 

sytuacje,  które  wcześniej  były  dla  nas  uciążliwe.  Gdy  chodzenie  do 

sklepu było dla nas przykrym obowiązkiem, to teraz zaczynamy czerpać 

radość  z  tego,  że  idziemy  między  blokami  do  sklepu.  Jeśli  nie  cierpimy 

prasować, to skupiamy się na tym, jak z każdym ruchem żelazka, nasze 

ubrania stają się coraz ładniejsze.  

I w końcu czwartą rzeczą, którą daje nam pozytywne skupianie się na 

aktualnych czynnościach, jest to, że zaczynamy doceniać najdrobniejsze 

elementy  naszego  życia.  I  gdy  wieczorem  kładziemy  się  do  łóżka, 

zauważamy, że tego dnia wydarzyły się dziesiątki pozytywnych rzeczy w 

naszym  życiu.  A  wtedy  nasze  problemy  przestają  nas  aż  tak  bardzo 

przytłaczać. 

  

* * * 

 

background image

 

9

Z  moich  obserwacji  wynika,  że  najczęstszą  przyczyną  naszych 

nieszczęść  są  relacje  z  innymi  ludźmi.  Dlatego  sporą  część  tego 

poradnika poświęcę właśnie międzyludzkim relacjom. 

Kiedyś  ktoś  chciał  ze  mnie  zrobić  osobę  bez  wad.  Oczywiście 

chodziło o wady, które były wadami dla tej osoby. A ponieważ osoba ta 

miała bardzo wysokie standardy i wymagała bardzo dużo od siebie, to i 

wymagała  bardzo  dużo od innych - aby spełniali te same standardy, co 

ona. Ja w końcu uświadomiłem sobie, że nie byłem w stanie ich spełnić. 

Byłem zły na tę osobę, że pragnęła, aby inni byli podobni do niej.  

Jednak  po  pewnym  czasie  dotarło  do  mnie,  że  w  taki  sposób 

postępuje każdy z nas, w tym i ja. I co więcej, jest to coś jak najbardziej 

naturalnego. Przyjmijmy, że jesteś osobą w wieku 30 lat, która skończyła 

studia,  pracuje  na  kierowniczym  stanowisku  i  uwielbia  podróże.  Czy 

będziesz  szukać  znajomych  wśród  osób,  które  mają  po  50  lat, 

wykształcenie  zawodowe,  pracują  jako  robotnicy  i  nigdy  nie  ruszają  się 

ze  swojego  miasta?  I  dokładnie  odwrotnie,  czy  te  50-cio  letnie  osoby 

będą szukać znajomości z osobami, które mają 30 lat i mają cechy, jakie 

przedstawiłem powyżej? 

Pragniemy  towarzystwa  ludzi,  którzy  są  do  nas  podobni.  Mają 

podobne  zainteresowania,  poglądy,  wartości.  Jeśli  nie  do  końca  te 

podobieństwa występują, to staramy się ich skłonić do przyjęcia naszego 

podejścia do świata. 

Gdy  moją  pasją  stały  się  podróże,  to  zacząłem  moich  znajomych 

przekonywać  do  podróżowania.  Gdy  nie  udawało  mi  się  ich  przekonać 

na  jakiś  fajny  wyjazd,  to  miałem  w  duchu  do  nich  żal  -  jak  to,  przecież 

doskonale  by  się  na  nim  bawili,  tylko  by  na  tym  zyskali.  Mimo  to  woleli 

spędzać czas w inny sposób, który dla mnie wydawał się nudny. 

background image

 

10

Uświadomiłem  sobie,  że  jeżeli  coś  jest  wspaniałe  dla  nas,  to  dla 

innych  wcale  takie  być  nie  musi.  Inni  mają  swoje  własne  recepty  na  to, 

jak korzystać ze swojego życia. 

Wspominam o tym z kilku powodów. Po pierwsze po to, abyś nie czuł 

się  sfrustrowany,  jeśli  twoje  próby  przekonania  innych  do  twoich 

wartości,  zainteresowań,  czy  czegokolwiek  innego,  spełzną  na  niczym. 

W  takiej  sytuacji  może  warto  zastanowić  się  nad  poszerzeniem  kręgu 

swoich  znajomych  o  ludzi,  którzy  już  mają  takie  samo  podejście  do 

świata,  co  Ty  -  nie  musisz  ich  do  tego  przekonywać,  a  oni  niewątpliwie 

ucieszą się, że znalazła się osoba, która jest podobna do nich.  

Po  drugie,  nie  miej  żalu  do  innych,  że  próbują  Ciebie  zmienić,  abyś 

stał się bardziej podobny do nich. Te osoby naprawdę Ci dobrze życzą - 

abyś stał się szczęśliwszy podzielając ich wizję świata. I mimo tego, że 

ich próby mogą okazać się dla Ciebie czasami bardzo przykre, to doceń 

to,  że  tym  osobom  zależy  na  Tobie  i  podejmują  wysiłek,  aby  „uczynić 

twoje życie lepszym” (tak dokładnie one myślą).  

Po trzecie, zastanów się nad rozwiązaniem kompromisowym. Ja w 

końcu  zaakceptowałem  to,  że  moi  znajomi  nie  podzielają  mojej 

podróżniczej pasji. Doceniłem jednak, że co jakiś czas udaje mi się trafić 

do  nich  z  pomysłem,  który  zyskuje  ich  akceptację.  Pamiętam  jak 

organizowałem  wyjazd  w  długi  weekend  majowy.  Zgłosiło  się  na  niego 

tylu chętnych, że części osobom musiałem odmówić. 

Swego  czasu  rozmawiałem  ze  znajomą  o  przebaczaniu.  Dla  mnie 

przebaczanie  polegało  na  wybaczeniu  innym  ich  negatywnych 

postępowań w sposób bezwarunkowy - nie musieli oni nic zrobić, abym 

im przebaczył. Z kolei moja znajoma stała na stanowisku, że aby mogła 

komuś  wybaczyć,  to  ten  ktoś  musi  naprawić  swoje  błędy.  Co  więcej, 

uważała,  że  moje  podejście  jest  dziecinne  i  że  powinienem  z  niego 

background image

 

11

dawno  wyrosnąć,  gdyż  osoby  dorosłe  nie  przebaczają  tak  po  prostu, 

tylko wymagają od innych naprawiania swoich błędów.  

Zrobiło  mi  się  smutno,  że  mamy  tak  różne  poglądy  w  tej  kwestii.  I 

wtedy  zacząłem  myśleć  nad  tym,  że  byłoby  super,  gdyby  kiedyś  ta 

znajoma  zdecydowała  się  zmienić  swoje  poglądy  w  tej  kwestii  i  przyjąć 

mój  punkt  widzenia.  Jednak  po  pewnym  czasie  przyszła  kolejna 

refleksja,  że  to  nie  tak.  Że  myśląc  tak,  popełniam  dokładnie  ten  sam 

błąd,  co  moja  znajoma.  Ona  nie  była  w  stanie  zaakceptować  mojego 

podejścia,  uważając  je  za  gorsze  i  chciała,  abym  ja  przyjął  jej 

stanowisko.  I  ja  dokładnie  naśladowałem  jej  postępowanie,  tylko  że  z 

mojej perspektywy.  

I  wtedy  zacząłem  się  zastanawiać,  jaki  kompromis  byłbym  w  stanie 

zaakceptować. Mógłby on polegać na tym, że moja znajoma niech nadal 

wyznaje zasadę, że aby mogła komuś wybaczyć, to ten ktoś musi sobie 

na  to  zasłużyć.  Ale  równocześnie  starałbym  się  jej  pokazać,  że  mój 

sposób  przebaczania,  mimo  że  inny,  też  się  sprawdza  w  wielu 

sytuacjach. 

Oto kolejny przykład. Jestem osobą, która bardzo lubi zmiany. Często 

zmieniam  zdanie  w  różnych  sprawach.  Następuje  to  wtedy,  gdy  widzę, 

że  dotychczasowe  podejście  nie  sprawdza  się,  lub  wyczerpało  swoje 

możliwości.  Wtedy  zaczynam  testować  nowe  rozwiązania,  sprawdzam, 

które  są  mi  pomocne,  a  które  nie.  Dzięki  temu  cały  czas  rozwijam  się  i 

zdobywam  nową  wiedzę,  którą  mogę  się  dzielić  z  innymi  m.in.  poprzez 

moje  kolejne  książki.  Jednak  moje  podejście  nie  przypadnie  do  gustu 

osobie,  która  ma  stałe  poglądy  i  rzadko  zmienia  zdanie  w  różnych 

kwestiach. 

Dla 

niej 

moje 

podejście 

może 

być 

czymś 

nieodpowiedzialnym. I kto ma rację? Oczywiście rację ma każde z nas - 

ze  swojego  punktu  widzenia.  W  moim  przypadku  sprawdza  się  moje 

podejście,  a  w  jej  przypadku  jej  podejście.  I  jeśli  każda  ze  stron 

background image

 

12

uświadomi  to  sobie,  to  łatwiej  będzie  im  zaakceptować  wzajemną 

odmienność.  

Podam  jeszcze  jeden  przykład  z  własnego  życia.  Jeden  z  moich 

znajomych,  sam  będąc  osobą  skromną,  uznał  mnie  za  osobę 

egoistyczną,  gdyż  jego  zdaniem  za  bardzo  koncentruję  się  na  sobie  i 

mam zbyt wysokie mniemanie na swój temat. Ja uznałem, że przesadza 

w tej kwestii. 

W rzeczywistości każdy z nas, ze swojego punktu widzenia, ma rację. 

Sztuką jest dostrzeżenie, że potrzebne są zarówno osoby skromne, takie 

jak mój znajomy, jak i osoby, które mają wysokie zdanie na swój temat i 

w  ten  sposób  mają  odwagę  realizować  pomysły,  na  które  wielu  innych 

ludzi nigdy by się nie zdecydowało.  

Odmienne  stanowiska  lub  poglądy  mogą  stanowić  świetne  pole  do 

wzbogacania  naszego  życia  i  życia  innych  ludzi.  W  powyższym 

przykładzie osoba skromna może starać się powstrzymywać mnie przed 

popełnieniem  jakiś  głupstw  związanych  ze  zbyt  dużą  pewnością  siebie. 

Ja z kolei mogę zachęcać tę osobę, aby bardziej uwierzyła w swoje siły. 

Podobnie  może  to  wyglądać  we  wcześniejszym  przykładzie  ze 

znajomymi, którzy wolą siedzieć w mieście, niż podróżować. Ja mogę od 

czasu  do  czasu  urozmaicać  ich  życie  wyciągając  ich  na  jakiś  fajny 

wyjazd,  a  oni  mogą  mnie  np.  zapraszać  do  siebie  na  smaczny  obiad  i 

miłą pogawędkę. 

Dlatego zachęcam Cię, że gdy dostrzeżesz u innych cechy, które nie 

wzbudzą Twojego zachwytu, to zastanów się, jak możesz je wykorzystać 

w pozytywy sposób, aby wzbogaciły one Twoje własne życie. 

 Ludzie  często  niezbyt  chętnie  godzą  się  na  kompromisy  z  prostego 

powodu  -  niosą  one  w  sobie  element  negatywny,  gdyż  musimy 

częściowo  zrezygnować  z  tego,  co  jest  dla  nas  ważne. Weźmy taki oto 

przykład.  Chłopak  i  dziewczyna  chcą  wyjść  gdzieś  razem  wieczorem. 

background image

 

13

Ona  chciałaby  pójść  do  teatru  na  „Jezioro  łabędzie”,  a  on  do  kina  na 

„Piłę  mechaniczną  4”.  Decydują  się  na  rozwiązanie  kompromisowe  - 

pójdą  do  kina  na  komedię  romantyczną.  Ten  kompromis  dla  nikogo  z 

nich nie będzie w pełni atrakcyjny, chociaż jest do zaakceptowania. 

Na  szczęście  można  zrobić  coś,  aby  satysfakcja  z  kompromisu  była 

większa.  Chodzi  o  to,  aby  do  kompromisu  dołożyć  wartość  dodaną. 

W  podanym  wyżej  przykładzie  może  to  polegać  na  tym,  że  po  kinie 

chłopak  i  dziewczyna  pójdą  do  znajdującej  się  obok  kina  restauracji  na 

romantyczną kolację.  

W  naszym  codziennym  życiu  jest  bardzo  wiele  sytuacji,  które  nie  do 

końca  nas  satysfakcjonują.  Dlatego  jeśli  razem  z  innymi  osobami, 

których  dotyczą  nasze  kompromisy,  będziemy  wspólnie  szukać 

sposobów na zwiększenie pozytywnych aspektów tych kompromisów, to 

będzie nam się lepiej żyło. 

 

* * * 

 

Nie  przez  przypadek  podałem  w  poprzednim  punkcie  przykład  z 

różnymi poglądami na temat przebaczania, gdyż właśnie teraz chciałbym 

zająć się nim szerzej. Dzieci potrafią przebaczać błyskawicznie. Wynika 

to  chociażby  z  tego,  że  potrafią  co  chwilę  zmienić  obiekt  swojego 

zainteresowania. Gdy dorastamy, przebaczanie nie jest już takie proste. 

Może  wynika  to  częściowo  z  tego,  że  i krzywdy, których doświadczamy 

ze strony innych, ciążą nam dużo bardziej. I wtedy zaczynamy wymagać 

od  innych,  aby  naprawili  zadane  nam  krzywdy,  gdyż  dopiero  wtedy 

jesteśmy w stanie im wybaczyć.  

Ja  sam  byłem  zwolennikiem  takiego  podejścia.  Jednak  jakiś  czas 

temu  uświadomiłem  sobie,  że  to  wcale  nie  jest  taka  wielka  sztuka 

wybaczyć komuś, kto na to zasłużył. Prawdziwą sztuką jest wybaczyć 

background image

 

14

komuś,  mimo,  że  ten  ktoś  nie  zrobił  nic,  aby  na  to  wybaczenie 

zasłużyć.  

Sztuka  bezwarunkowego  przebaczania  niesie  dwie  korzyści.  Gdy 

chowamy  do  kogoś  urazy,  to  wzbudzają  one  w  nas  negatywne  emocje 

(Jak on mógł mi to zrobić!!!!!!!), które stają się częścią naszego życia i 

zmniejszają  jego  komfort.  Przebaczając  komuś,  zyskujemy  większy 

spokój ducha.  

Jeśli  napadł  na  nas  kieszonkowiec  i  nas  okradł,  to  przebaczając  mu 

zyskujemy  spokój  ducha,  ale  oczywiście  nie  chcemy  już  więcej  mieć  z 

nim do czynienia. Jeśli to jednak ktoś z naszych znajomych lub bliskich 

skrzywdził nas, to przebaczając mu zyskujemy możliwość ułożenia sobie 

dobrych relacji z tą osobą. 

Chciałbym  przedstawić  w  tym  miejscu  jeszcze  jeden  argument 

przemawiający  za  bezwarunkowym  przebaczaniem.  Wielu  ludzi  nigdy 

nam  nie  naprawi  wyrządzonej  krzywdy,  gdyż  uważają,  że  żadnej 

krzywdy nam nie wyrządzili.  

Weźmy  taki  oto  przykład.  Ojciec  Jasia  był  w  stosunku  do  niego 

zawsze  bardzo  krytyczny.  Wytykał  mu  wszelkie  prawdziwe  i 

wyimaginowane niedoskonałości i braki. Dla Jasia były to bardzo ciężkie 

momenty.  Gdy  Jasiu  dorósł  i  opuścił  dom  rodzinny,  miał  do  ojca  wielką 

urazę,  że  ten  go  zawsze  tylko  krytykował.  I  Jasiu  przysiągł  sobie,  że 

dopóki ojciec nie przeprosi go i nie zadośćuczyni za te lata nieustannej 

krytyki, to nie będzie z nim utrzymywał bliższych kontaktów.  

Niestety w postępowanie Jasia wkradł się błąd, polegający na tym, że 

Jasiu  przyjął,  że  jego  ojciec  doskonale  wie,  jak  bardzo  skrzywdził  syna 

swoją nieustanną krytyką. Tymczasem ojciec Jasia był dumny z tego, że 

krytykował  syna:  „W  końcu  jego  własny  ojciec  też  go  krytykował  i  ta 

krytyka  motywowała  go  do  pracy  nad  sobą.  I  jego  syn  wyrósł  na 

porządnego  człowiek  dzięki  jego  krytykom”.  Ale  to  nie  wszystko.  Ojciec 

background image

 

15

krytykował  syna  również  dlatego,  aby  syn  nie  miał  zbyt  wygórowanych 

oczekiwań  i  marzeń,  których  nie  zrealizuje  i  poniesie  porażkę.  Ojciec 

wolał,  aby  syn  nie  przeżył  nigdy  dużych  rozczarowań,  więc  starał  się 

uczynić z syna realistę. 

I jak myślisz, czy ojciec kiedyś przeprosi syna za swoje krytykanctwo? 

Oczywiście że nie. Skoro z jego perspektywy nie było to nic złego. 

Wiem, że trudno Ci w to uwierzyć, ale gdy nasi znajomi, przyjaciele 

oraz najbliżsi ranią nas, to często nie zdają sobie z tego sprawy. Dla 

nich cała sytuacja może być pewnym negatywnym wydarzeniem, ale nie 

podejrzewają,  jak  wielką  ranę  nam  zadali.  Nie  zdają  sobie  z  tego 

czasami sprawy nawet wtedy, gdy im o tym powiemy.  

Jeśli  dorosły  Jasiu  powiedziałby  ojcu  o  tym,  jaką  krzywdą  dla  niego 

była krytyka ojca, to wcale nie licz na to, że ojciec to zrozumie. Wcale tak 

stać się nie musi, gdyż własne pozytywne doświadczenia ojca z krytyką 

będą  stać  w  opozycji  do  słów  syna.  A  gdy  mamy  wybór  między 

doświadczeniami  własnymi,  a  doświadczeniami,  o  których  opowiadają 

nam  inni,  to  naturalne  jest,  że  wyżej  stawiamy  własne  doświadczenia. 

Dlatego ojciec może uznać, że syn jest po prostu mazgajem i przesadza, 

bo przecież wyszedł na ludzi.  

Jeśli  powyższy  przykład  nie  przekonuje  Cię  jednak,  to  proponuję, 

abyś przez chwilę zastanowił się i przypomniał sobie sytuacje z Twojego 

własnego  życia,  gdy  ktoś  oskarżył  Cię  o  to,  że  wyrządziłeś  mu  jakąś 

krzywdę lub zrobiłeś mu coś niemiłego, a Ty uznałeś, że ta osoba mówi 

od rzeczy, albo przynajmniej grubo przesadza.  

Wnioski z tego wyciągnij sam. 

Czy to oznacza, że należy wybaczać każdemu w każdej sytuacji? Nie. 

Są sytuacje, gdy wybaczanie stawia nas w roli ofiary. Takim przykładem 

są kobiety bite przez mężów, które za każdym razem im wybaczają i cała 

tragedia  zaczyna  się  od  początku.  Dlatego  jeśli  widzimy,  że  mimo 

background image

 

16

naszych  wybaczeń  druga  strona  ciągle  nas  krzywdzi,  to  wtedy  warto 

zakończyć taką znajomość i owszem wybaczyć tej drugiej osobie, ale nie 

utrzymywać już z nią dłużej znajomości. 

Sztuka bezwarunkowego wybaczania nie jest łatwa. Aby lepiej radzić 

sobie  z  tą  umiejętnością  warto  sięgnąć  po  książkę  „Radykalne 

wybaczanie”  (autor  Colin  Tipping).  Najpierw  można  zajrzeć  na  polską 

stronę 

www.radykalnewybaczanie.pl

,  na  której  w  dziale  „Do  pobrania” 

można pobrać bezpłatne fragmenty książki. Zdaję sobie jednak sprawę z 

tego,  że  nie  każdemu  ta  książka  przypadnie  do  gustu,  gdyż  skupia  się 

ona  na  podejściu  duchowym  do  przebaczania.  Dlatego  nie  przyda  się 

ona  ateistom  oraz  tym  osobom,  które  mają  bardzo  konserwatywne 

poglądy religijne i nie są otwarte na nowe koncepcje i idee. 

Na  koniec  części  poświęconej  wybaczaniu  chciałem  zaznaczyć,  że 

może być ono wykorzystywane nie tylko na poziomie pojedynczych ludzi. 

Może też służyć całym narodom.  

Od kilkudziesięciu lat trwa konflikt palestyńsko-izraelski. Uważam, że 

obydwie  strony  ponoszą  równie  dużą  odpowiedzialność  za  ten  konflikt. 

Jednak  stroną,  która  lepiej  na  tym  konflikcie  wychodzi,  jest  moim 

zdaniem  Izrael,  który  posiada  własne  państwo,  a  Palestyna  nie. 

Wyobraźmy  sobie,  co  by  się  stało,  gdyby  nagle  pewnego  dnia 

Palestyńczycy 

bezwarunkowo 

wybaczyli 

Izraelczykom 

wszystkie 

zadawane  im  w  przeszłości  i  obecnie  krzywdy.  Zakończyłby  się  konflikt 

pomiędzy  obydwiema  stronami  i  mogłoby  powstać  niepodległe  państwo 

palestyńskie.  I  to  tylko  dzięki  zastosowaniu  bezwarunkowego 

wybaczania!  Oczywiście  zdaję  sobie  sprawę  z  tego,  że  jest  to  mało 

realne marzenie. Chociaż kto wie?  

Weźmy  też  przykład  z  polskiego  podwórka.  Obecnie  trwa  w  naszym 

kraju  wielka  akcja  lustracyjna.  Mimo,  że  od  czasów  komunizmu  minęło 

już  kilkanaście  lat,  to  dla  wielu  ludzi  chęć  ukarania,  chociażby  nawet 

background image

 

17

tylko  poprzez  publiczny  pręgierz,  współpracowników  SB,  jest  niemal 

życiową  misją.  Czy  ja  uważam,  że  ludzie,  którzy  świadomie 

współpracowali z SB, popełnili coś złego? Tak uważam. Uważam jednak 

równocześnie, że obecnie nie ma sensu do tego wracać. Czy w tej chwili 

rozkopywanie  starych  ran  komukolwiek  coś  przynosi  poza  wątpliwą 

satysfakcją?  

Weźmy 

przykłady 

arcybiskupa 

Wielgusa 

oraz 

Bogusława 

Wołoszańskiego.  Czy  upublicznienie  informacji  o  ich  współpracy  ze 

służbami  komunistycznej  Polski  spowodowało,  że  Polakom  żyje  się 

lepiej?  Wprost  przeciwnie.  Dla  wielu  katolików  afera  z  arcybiskupem 

stała  się  osobistą  tragedią.  Zapewne  dla  wielu  fanów  Wołoszańskiego 

informacje o jego współpracy też były szokiem.  

Myślę, że warto tutaj przytoczyć słowa Mahatmy Gandiego: 

Jeśli  ludzie  będą  stosować  zasadę  oko  za  oko,  to  w  końcu  cała 

ludzkość oślepnie. 

 

* * * 

 

Czy  warto  krytykować  innych,  czy  nie  warto?  Oto jest pytanie. Przez 

wiele  lat  uważałem,  że  poza  pewnymi  sytuacjami  (gdy  np.  krytykuje  się 

polityka,  który  nie  wypełnia  swoich  obowiązków),  lepiej  innych  nie 

krytykować.  Kilka  lat  temu  zacząłem  uczęszczać  na  spotkania  Klubu 

Ludzi Sukcesu im. Małego Tadzia w Warszawie (

www.kls.republika.pl

), a 

po jakimś czasie zostałem jego prezydentem. W klubie tym panuje zakaz 

krytykowania innych. Wykonywane podczas spotkań różne ćwiczenia są 

recenzowane  przez  uczestników,  ale  zawsze  w  pozytywny  sposób.  W 

ciągu kilku lat mojego uczęszczania do tego klubu, wielokrotnie pojawiały 

się  obiekcje,  że  recenzja  tylko  wspierająca  jest  czymś  sztucznym  i  nie 

background image

 

18

pozwala  klubowiczom  w  pełni  rozwijać  się,  gdyż  nie  mogą  oni  poznać 

swoich wad, nad którymi mogliby pracować.  

Pamiętam, że sam swego czasu zacząłem się zastanawiać nad tym, 

czy  przypadkiem  ci  krytycy  nie  mają  racji.  Jedno  z  ćwiczeń  w  klubie 

polega  na  publicznym  przemawianiu.  Kiedyś  jedna  z  recenzentek 

powiedziała,  że  to  nie  ma  znaczenia,  że  ktoś  popełnia  błędy.  Przecież 

każdy  człowiek  jest  inny.  Po  jakimś  czasie  dotarło  do  mnie,  że  miała 

rację.  Można  nauczyć  grupę  ludzi,  aby  każdy  publicznie  występował  w 

doskonały sposób - każdy miał odpowiedni głos, postawę, gestykulację, 

itd.  Tylko,  że  wtedy  wszyscy  staliby  się  podobnymi  do  siebie  klonami. 

Dzięki  temu,  że  ludzie  różnią  się  od  siebie  i  nie  mówią  w  sposób 

perfekcyjny,  to  ich  wystąpienia  są  wielobarwne,  różne,  zaskakujące  i 

przez to ciekawe.  

Kiedyś poznałem osobę, która była bardzo krytyczną osobą. Potrafiła 

dostrzec  u  innych  wszelkie  możliwe  błędy  i  wytykała  je  im  z 

premedytacją.  Nie  robiła  tego  ze  złośliwości.  Wprost  przeciwnie. 

Uważała,  że  w  ten  sposób  pomaga  innym  ludziom  doskonalić  się  i 

poszerzać  ich  horyzonty.  Z  początku  jej  krytyczne  uwagi  były  dla  mnie 

bardzo  przykrymi  doświadczeniami.  Jednak  po  pewnym  czasie 

zauważyłem,  że  jej  krytyczne  słowa  zaczęły  mnie  motywować  do 

działania. Stres związany z tymi krytykami stał się dla mnie motywatorem 

do pracy nad krytykowanymi przez nią moimi cechami i umiejętnościami.  

W  rezultacie  dzięki  tej  osobie  zacząłem  szybciej  iść  do  przodu  i 

osiągać większe sukcesy. I zacząłem jej być wdzięczny za to. Jednak po 

dwóch latach dotarło do mnie, że coś jest nie tak. To wszystko, co dzięki 

krytyce tej osoby udało mi się osiągnąć, sprawiało mi dużą  satysfakcję, 

jednak wcale nie czyniło mnie bardziej szczęśliwym człowiekiem. Wprost 

przeciwnie.  Moje  szczęście  gdzieś  uciekło.  Gdy  zacząłem  to  dokładnie 

analizować, doszedłem do kilku wniosków. 

background image

 

19

Gdy  ktoś  wytyka  nam  jakąś  naszą  wadę,  z  której  nie  zdawaliśmy 

sobie do tej chwili sprawy, to jest oczywiste, że w tym momencie nasze 

samopoczucie staje się gorsze. W końcu nikt nie lubi się dowiadywać, że 

jest  gorszą  osobą,  niż  myślał.  Ponieważ  jest  nam  źle,  że  ktoś  nam 

uświadomił jakąś naszą słabość, więc podejmujemy wysiłek, aby pozbyć 

się  tej  słabości.  Jednak  z  reguły  zajmuje  to  nam  sporo  czasu  i  do  tego 

momentu  cały  czas  pozostają  w  nas  negatywne  emocje,  związane  ze 

świadomością  naszej  niedoskonałości.  Gdy  w  końcu  udaje  nam  się 

pozbyć zupełnie danej wady, to niewątpliwie odczuwamy satysfakcję, że 

już tej wady nie mamy.  

Nasza  sytuacja  wydaj  się  wracać  do  normy  -  do  stanu  zanim 

dowiedzieliśmy  się  o  naszej  wadzie.  A  więc  powinniśmy  być  równie 

szczęśliwi, co wtedy, a nawet bardziej. A jednak tak często się nie dzieje. 

Dlaczego? Dlatego, że ponieśliśmy bardzo duże koszty walki z tą wadą. 

Najpierw,  gdy  ktoś  nam  ją  uświadamiał,  było  to  dla  nas  bardzo  przykre 

doświadczenie i następnie cały okres walki z tą wadą również trzymał w 

nas  w  negatywnych  emocjach.  I  ostateczna  satysfakcja  z  pozbycia  się 

wady mogła tylko częściowo zrekompensować nam przeżyte negatywne 

emocje.  Do  tego  dochodzi  jeszcze  jedna  strata,  której  zaznaliśmy.  Gdy 

skupiamy się na pracy nad swoimi wadami, to przeznaczamy na to swój 

czas i wysiłek. W ten sposób nie możemy tego czasu i wysiłku poświęcić 

na coś innego, co sprawia nam autentyczną przyjemność.  

Moim  zdaniem  nasze  wady  możemy  podzielić  na  dwie  kategorie: 

wady, o których wiemy i te, z których nie zdajemy sobie sprawy. W tym 

miejscu  stawiam  pewną  tezę.  Jeśli  zdajemy  sobie  sprawę  z  jakieś 

swojej wady, to oznacza to, że najczęściej ta wada ma duży wpływ 

na  nasze  życie.  Jeśli  nie  zdajemy  sobie  sprawy  z  danej  wady,  to 

oznacza 

to, 

że 

możemy 

funkcjonować 

bez 

konieczności 

background image

 

20

przezwyciężania  tej  wady.  Na  poparcie  tej  tezy  przedstawiam  poniżej 

dwa przykłady z mojego własnego życia.  

Przez wiele lat moim wielkim problemem była nieśmiałość. Nikt mi nie 

musiał  mówić,  że  jestem  nieśmiały,  gdyż  doskonale  sam  zdawałem 

sobie  sprawę  z  tego,  jak  wielu  problemów  w  życiu  ta  wada  mi 

przysparzała.  Zdając  sobie  sprawę  z  jej  negatywnego  wpływu  na  moje 

życie,  podjąłem  pracę  nad  pozbyciem  się  nieśmiałości  i  po  kilku  latach 

udało mi się to. I dało mi to dużo szczęścia. 

Drugi przykład dotyczy mojej sylwetki. Byłem kiedyś bardzo szczupłą 

osobą.  I  od  bardzo  wielu  lat  co  jakiś  czas  słyszałem  od  różnych  ludzi 

uwagi  typu:  powinieneś  zacząć  chodzić  na  siłownię,  powinieneś  coś  ze 

sobą zrobić, itd. Były to najczęściej uwagi rzucane przez osoby, które jak 

najlepiej  mi  życzyły  i  uważały,  że  w  ten  sposób  mi  pomogą.  Mnie  te 

uwagi  bardzo  dołowały  i  spowodowały,  że  zacząłem  mieć  duże 

kompleksy  na  tle  swojego  ciała.  I  trwało  to  przez  wiele  lat.  W  końcu  za 

namową kolei oraz swoich własnych postanowień, zacząłem chodzić na 

siłownię. Dzięki temu przybrałem kilka kilogramów, co wiąże się z pewną 

satysfakcją,  ale  w  żadnym  przypadku  nie  zrekompensuje  mi  to  lat 

negatywnego myślenia o swoim ciele.  

W  tym  miejscu  warto  zadać  sobie  ważne  pytanie:  dlaczego 

krytykujemy  innych?  Powody  są  dwa:  chcemy  w  ten  sposób  pomóc  im 

przezwyciężyć  ich  wady  oraz  z  pobudek  czysto  egoistycznych.  Tą 

pobudką jest to, że jeśli czyjeś wady nam przeszkadzają, to eliminując te 

wady powodujemy, że lepiej czujemy się w ich towarzystwie.  

Przyjmijmy,  że  mamy  znajomego,  z  którym  lubimy  chodzić  do  kina, 

gdyż  ta  osoba  umie  wybrać  dobre  filmy,  podczas  seansu  potrafi 

zabawnie  komentować  film,  a  po  projekcji  miło  spędzasz  z  nim  czas  w 

kawiarni.  Jednak  ta  osoba  ma  też  wadę  -  podczas  oglądania  filmu 

bardzo głośno je popcorn (skąd my to znamy :-).  

background image

 

21

Zalety i wady znajomego można podać w postaci umownych wartości. 

Przyjmijmy,  że  jego  zalety  oceniasz  na  10  punktów,  a  jego  wady  na  5 

punktów.  Jeśli  zrobimy  z  tego  rachunek  matematyczny  i  od  wartości 

zalet  odejmiemy  wady,  to  otrzymamy:  10-5=5.  Czyli  rachunek  jest  dla 

nas  dodatni  i  nasz  zysk  z  tej  znajomości  wynosi  5.  Gdyby  wyszedł 

ujemny, to wtedy oczywiście byśmy nie chcieli utrzymywać kontaktu z tą 

osobą, bo byśmy na tym tracili.  

W tym momencie uświadamiamy sobie, że jeśli powiemy tej osobie o 

jej  wadzie  i  ona  tę  wadę  zlikwiduje,  to  wtedy  rachunek  będzie  wyglądał 

następująco:  10-0=10.  Nasz  zysk/komfort  w  kontaktach  z  tą  osobą 

znacznie  wzrośnie!  I  my  na  tym  faktycznie  zyskujemy,  ale  ta  druga 

osoba  nie  musi.  Bo  jeśli  nawet  przestanie  jeść  głośno  popcorn,  to 

weźmie sobie do serca naszą uwagę i wspólne wypady do kina nie będą 

już jej sprawiać tak dużej satysfakcji, co wcześniej.  

Czy zatem nie ma wyjścia z powyższej sytuacji, czy należy zadowolić 

się  5  punktami  dodatnimi  zamiast  10-cioma?  Na  szczęście  jest  inne 

rozwiązanie.  Zamiast  wytykać  ludziom  ich  wady,  pomagajmy  im 

rozwijać ich zalety.  

W  naszym  przykładzie  może  to  polegać  na  tym,  że  będziemy 

naszemu  znajomemu  jak  najczęściej  mówić,  jak  dobrze  bawimy  się  z 

nim w kinie, jak dobry repertuar wybiera i jak miło spędzamy z nim czas 

w  kawiarni.  Dzięki  naszym  komplementom  on  zyska  motywację,  aby 

jeszcze lepiej to robić, dzięki czemu wartość jego zalet po jakimś czasie 

może  wzrosnąć  np.  do  15  punktów.  I  wtedy  rachunek  będzie  wyglądał 

następująco:  15-5=10.  Nasza  satysfakcja/zysk  wyniesie  10  punktów 

mimo,  że  nasz  znajomy  nie  pozbył  się  swojej  wady.  Jego  zalety,  które 

się rozwinęły, przyćmiły jego wadę. 

Przedstawię jeszcze drugi wzór. 

background image

 

22

Jak już to opisałem wcześniej, gdy ktoś dowiaduje się o jakieś swojej 

wadzie,  to  jego  poziom  zadowolenia  i  szczęścia  spada.  Zanim 

dowiedzieliśmy się o wadzie, nasz poziom szczęścia mógł wynosić np. 5 

(według  skali  ocen  szkolnych).  W  wyniku  świadomości  istnienia  wady, 

ocena  ta  spada  do  4.  W  miarę  jak  zaczynamy  przezwyciężać  wadę,  ta 

ocena  stopniowo  podnosi  się  i  może  dojść  np.  5.  Efekt  tego  całego 

procesu jest zerowy: 5-5=0. Nic ostatecznie nie zyskaliśmy. Nasz poziom 

szczęścia nie zmienił się. 

Weźmy  teraz  sytuację,  gdy  nie  dowiadujemy  się  o  swojej  wadzie. 

Zamiast  tego  pod  wpływem  komplementów  i  zachęt  ze  strony 

znajomych,  zaczynamy  rozwijać  nasze  zalety.  Daje  nam  to  dużą 

satysfakcję  i  w  rezultacie  po  jakimś  czasie  ocena  naszego  poziomu 

szczęścia  wzrasta  do  6.  W  takim  przypadku  zyskujemy  cały  dodatkowy 

punkt poziomu szczęścia 6-5=1! 

Zdaję  sobie  sprawę  z  tego,  że  pozbycie  się  jakieś  wady  może  nam 

oczywiście  pomóc,  może  też  pomóc  innym  ludziom.  Jeśli  jednak 

będziemy przede wszystkim rozwijać nasze zalety, czyli to, w czym 

jesteśmy dobrzy, to i my i inni skorzystają na tym bardziej. 

 Czy  to  oznacza,  że  nigdy  pod  żadnym  pozorem  nie  należy  nikogo 

krytykować?  Nie.  Są  sytuacje,  gdy  krytyka,  a  konkretnie  konstruktywna 

krytyka, jest potrzebna. Jeśli pracownik źle wypełnia swoje obowiązki, to 

nieuświadomienie  mu  tego,  narazi  firmę  na  straty.  Jeśli  dzieci  grają  w 

piłkę koło okien naszego mieszkania i w każdej chwili piłka może wybić 

szybę, to trzeba im uświadomić, że postępują niewłaściwie. Jeśli politycy 

nie  działają  na  rzecz  społeczeństwa,  to  jak  najbardziej  należy  ich  za  to 

skrytykować. 

Niedawno 

odkryłem 

jeszcze 

jeden 

sposób 

bezpiecznego 

krytykowania.  Polega  on  na  tym,  aby  krytyka  nie  wyglądała  na  krytykę. 

Posłużę się tutaj przykładem z własnego życia. 

background image

 

23

Kiedyś  pewna  osoba  stwierdziła,  że  jedną  z  moich  wad  jest  to,  iż  w 

zbyt dużym stopniu przechwalam się i mówię o sobie. Gdy usłyszałem tę 

krytykę,  to  oczywiście  zrobiło  mi  się  przykro.  Co  ważniejsze  jednak,  ta 

krytyka  spowodowała  automatyczne  włączenie  się  mojego  mechanizmu 

obronnego  polegającego  na  negowaniu  słów  krytykowanej  osoby. 

Pomyślałem sobie, że to nieprawda co ona mówi, że grubo przesadza w 

ocenie mojej osoby. 

Po pewnym czasie inna osoba stwierdziła coś podobnego, ale zrobiła 

to  w  zupełnie  inny  sposób.  Nie  powiedziała  mi  wprost,  że  mam  taką 

wadę. Stwierdziła tylko, że potrafię się zareklamować i że widać, że mam 

wysokie mniemanie na swój temat. W podtekście jej wypowiedzi było dla 

mnie  jasne,  że  też  traktuje  to  za  coś  negatywnego.  Ale  ponieważ  nie 

powiedziała mi tego wprost, dlatego mój mechanizm obronny nie włączył 

się. W rezultacie zamiast negować jej słowa, zacząłem zastanawiać się, 

czy  przypadkiem  nie  ma  ona  racji.  I  doszedłem  do  wniosku,  że  jednak 

ma rację.  

Jednak  perspektywa  pracy  nad  tą  wadą  nie  była  dla  mnie  zbyt 

pociągająca  (co  wynikało  ze  wzoru,  który  wyżej  prezentowałem). 

Zacząłem  się  wtedy  zastanawiać,  co  zrobić,  aby  zdobyć  motywację  do 

pracy  nad  tą  wadą.  I  wtedy  przypomniałem  sobie,  że  jakiś  czas 

wcześniej  postanowiłem  rozwijać  umiejętność  większego  skupiania  się 

podczas  rozmów  na  innych  ludziach.  Niestety  próby  rozwijania  tej 

umiejętności  nie  wychodziły mi zbyt dobrze. Doszedłem do wniosku, że 

mógłbym pracę nad walką z opisaną wyżej wadą połączyć z rozwijaniem 

tej umiejętności. Od tego momentu za każdym razem, gdy udaje mi się 

zauważyć, że w zbyt dużym stopniu koncentruję się na sobie, to staram 

się przerzucić punkt skupienia rozmowy na drugą stronę. Oczywiście raz 

to  się  udaje  lepiej,  a  raz  gorzej.  Ale  dzięki  odpowiedniej  motywacji 

(rozwijanie zalety, na której mi zależy) zacząłem robić jakieś postępy. 

background image

 

24

I  to  jest  kolejna  metoda,  którą  warto  stosować,  gdy  jednak  chcemy 

kogoś  skrytykować.  Jeśli  już  musimy  to  zrobić,  to  zaproponujmy,  aby 

walka  z  wadą  była  połączona  z  pracą  nad  jakąś  zaletą,  która  dla  danej 

osoby  jest  lub  może  być  czymś  ważnym  i  będzie  stanowić  dla  niej 

pozytywną motywację do pracy nad sobą. 

 

* * * 

 

Być  może  zauważyłeś,  że  gdy  w  grę  wchodzą  emocje  i  logika,  to 

emocje  prawie  zawsze  wygrywają.  Dotyczy  to  zarówno  każdego 

człowieka z osobna, jak i całych narodów. Z logicznego punktu widzenia 

Izraelczycy  i  Palestyńczycy  już  dawno  powinni  zakończyć  swój  konflikt, 

gdyż byliby wtedy dużo szczęśliwsi. Jednak górę biorą emocje, takie jak 

nienawiść.  

Czy  próbowałeś  kiedykolwiek  przekonać  osobę,  która  była  w  silnych 

emocjach,  do  czegoś  używając  logicznych  argumentów?  Pewnie  tak.  I 

jakie były tego efekty? Założę się, że kiepskie. Wydaje mi się, że w dużej 

mierze jest to spowodowane tym, że emocje są dużo szybsze od logiki. 

Emocje oddziałują na nasz umysł w ułamku sekundy. Tymczasem logika 

wymaga  od  umysłu  zastanowienia  się,  przeanalizowania  argumentów, 

itd. 

To, że emocje z reguły zwyciężają, ma niestety negatywny wpływ na 

nasze życie. Najlepszym tego przykładem są kłótnie. Większość kłótni z 

logicznego  punktu  widzenia  nie  ma  sensu.  A  jednak  do  nich  dochodzi 

właśnie  z  powodu  emocji.  Co  zatem  zrobić,  aby  mając  świadomość 

potęgi emocji, wykorzystać to na swoją korzyść? Jedną z możliwości jest 

inteligencja  emocjonalna,  która  uczy  odpowiedzialności  za  swoje 

emocje,  uczy  jak  identyfikować  negatywne  emocje,  gdy  się  w  nas 

pojawiają  i  jak  je  neutralizować.  Możliwości  jest  znacznie  więcej. 

background image

 

25

Najważniejsze,  aby  zdecydować,  że  przeszkadza  nam  wchodzenie  w 

negatywne  emocje  i  chcemy  zacząć  coś  robić,  aby  to  zmienić. 

Większość ludzi odczuwa żal i poczucie winy, że wchodzi w negatywne 

emocje. Gdy się na kogoś wydzieramy, to po jakimś czasie, gdy miną już 

emocje,  czujemy  się  winni.  To  poczucie  winy  możemy  wykorzystać  do 

zyskania  motywacji, aby naprawić to, co z powodu negatywnych emocji 

zepsuliśmy. 

Warto  pamiętać  o  tym,  że  gdy  jesteśmy  w  silnych  negatywnych 

emocjach,  to  robimy  i  mówimy  rzeczy,  których  często  normalnie  nigdy 

byśmy nie zrobili. Dlatego gdy ktoś z powodu negatywnych emocji zrobi 

coś, co będzie dla nas niemiłe, to starajmy się nie brać do serca tego, że 

np.  ktoś  powiedział,  że  jesteśmy  idiotą,  tylko  uświadommy  sobie,  że  ta 

osoba  powiedziała  tak  nie  dlatego,  że  tak  naprawdę  uważa,  tylko 

dlatego, że była w silnych negatywnych emocjach. 

Na  szczęście  potęgę  emocji  możemy  wykorzystać  też  w  pozytywny 

sposób, co pokazuje poniższy przykład. 

O  tym,  że  ONZ  prowadzi  akcję  na  rzecz  głodujących  m.in.  w  Afryce 

wiedziałem  od  dawna.  Jednak  nigdy  nie  podjąłem  wysiłku,  aby 

dowiedzieć  się  czegoś  więcej  na  ten  temat.  Muszę  ze  wstydem 

przyznać,  że  nie  chciało  mi  się  tracić  czasu  na  szukanie  tego  typu 

informacji. 

Na  szczęście  jakiś  czas  temu  wybrałem  się  do  kina  na  film "Krwawy 

diament"  z  Leonardo  Di  Caprio  w  roli  głównej.  Film  opowiada 

autentyczną  historię,  która  rozegrała  się  podczas  wojny  domowej  w 

Afryce  w  1999  roku.  Za  rolę  w  tym  filmie  Di  Caprio  był  nominowany  do 

Oskara. Film polecam, bo warto go obejrzeć. Przed samym filmem został 

puszczony w kinie apel grających w nim aktorów o wsparcie Światowego 

Programu  Żywieniowego  oraz  podali  jego  stronę 

www.wfp.org

background image

 

26

Przyznam szczerze, że ten apel nie wywarł na mnie jakiegoś wrażenia i 

nie planowałem zaangażować się we wspieranie tej akcji. 

Zmieniło  się  to  po  obejrzeniu  filmu,  który  wywarł  na  mnie  duże 

wrażenie  poprzez  emocje,  jakie  we  mnie  wywołał  (m.in.  wzruszenie). 

Dlatego jeszcze tego samego dnia wszedłem na tę stronę. Okazało się, 

że  w  bardzo  prosty  sposób  można  wesprzeć  ten  program.  Od  razu 

skorzystałem z tej opcji i przelałem na rzecz tego programu 10 dolarów. 

Może  to  nie  jest  jakaś  wielka  kwota,  ale  już  ona  może  uratować  czyjeś 

życie. I postanowiłem sobie, że będę co miesiąc przynajmniej taką samą 

kwotę przelewał na rzecz tego programu. 

Już nie pamiętam kiedy ostatnio odczuwałem równie dużą satysfakcję 

dzieląc  się  swoimi  pieniędzmi  z  innymi.  Świadomość  tego,  że  kilkoma 

kliknięciami myszki przyczyniłem się do uratowania czyjegoś życia, była 

naprawdę czymś wspaniałym.  

Po  tym  doświadczaniu  postanowiłem  moich  znajomych  zachęcić  do 

wsparcia  tej  akcji.  Ku  mojemu  zaskoczeniu,  efekt  okazał  się  zerowy. 

Niestety oni nie widzieli filmu, nie odczuwali tych emocji co ja. W efekcie 

moje przekonywanie miało charakter czysto logiczny, co nie skłoniło ich 

do działania. 

Rezultatem  tego  nieudanego  namawiania  ich  było  uświadomienie 

sobie,  że  ludzie  znacznie  skuteczniej  motywowani  są  poprzez  emocje, 

niż poprzez logiczne działanie. Dlatego jeśli pragniesz kogoś skłonić do 

jakiegoś  działania,  to  lepiej  zamiast  przedstawiać  mu  logiczną 

argumentację, dlaczego powinien to zrobić, lepiej wzbudź w nim emocje, 

które przekonają go znacznie skuteczniej. 

 

* * * 

 

background image

 

27

Czy  nie  wkurza  Cię  czasami  w  innych  ludziach  to,  że  są  dwulicowi? 

Stawiają  nam  pewne  wymagania,  a  sami  ich  nie  przestrzegają.  Mówią 

nam,  że  nie  powinniśmy  czegoś  robić,  a  sami  dokładnie  to  robią.  A  co 

jeśli  Ci  powiem,  że  ci  ludzie  wcale  nie  są  dwulicowi?  Oni  po  prostu  nie 

zdają sobie z tego sprawy.  

Oto  prosty  przykład.  Zapewne  jak  większość  ludzi  jesteś 

przeciwnikiem kradzieży. Uważasz, że kradzież jest przestępstwem i jeśli 

ktoś  ukradłby  Ci  samochód,  telewizor,  dokumenty,  to  popełnia 

przestępstwo  i  powinien  za  to  być  ukarany.  Co  więcej,  uważasz,  że  Ty 

sam  przestrzegasz  zasad  uczciwości  i  nie  kradniesz,  nie  pozbawiasz 

innych  ich  własności.  A  jednak  jeśli  korzystasz  z  Internetu  to 

prawdopodobnie  ściągasz  z  Internetu  nielegalne  pliki  mp3  lub  filmy. 

Oczywiście  nie widzisz w tym nic złego i potrafisz doskonale uzasadnić 

dlaczego w żadnym przypadku nie jest to kradzież: płyty z muzyką są tak 

drogie, że nie stać Cię na ich zakup, więc artysta i tak nie traci na tym, 

że  ściągasz  jego  muzykę,  bo  przecież  legalnej  płyty  i  tak  nie  kupisz. 

Poza  tym  na  płycie  z  reguły  tylko  pojedyncze  utwory  podobają  Ci  się, 

więc dlaczego niby miałbyś płacić za kilkanaście piosenek? A poza tym 

przecież postępuje tak większość internautów.  

Zapewne  nie  zdziwisz  się,  jeśli  powiem  Ci,  że  z  punktu  widzenia 

muzyka wygląda to zupełnie inaczej. On uważa Cię za przestępcę, który 

go okrada i powoduje, że gorzej zarabia. 

Inny  przykład.  Jeśli  jeździsz  na  co  dzień  samochodem,  to  na  pewno 

nie popierasz piratów drogowych, którzy stanowią zagrożenie dla innych 

kierowców.  To  mam  do  Ciebie  pytanie:  czy  w  terenie  zabudowanym 

przestrzegasz ograniczenia prędkości do 50 km?  

Skąd wynika ta nasza podwójna moralność? Jest ona czymś zupełnie 

naturalnym.  Siebie  traktujemy  lepiej  niż  innych  i  w  stosunku  do  siebie 

stosujemy  taryfę  ulgową.  I  co  ciekawe,  robimy  to  najczęściej 

background image

 

28

nieświadomie  i  dlatego  właśnie  nie  widzimy  tego,  że  stosujemy  inne 

normy dla siebie i inne dla innych. 

W tym miejscu warto wspomnieć o tym, że w działaniu tej podwójnej 

moralności  bardzo  nam  pomaga  nasze  wychowanie.  Czy  zauważyłeś 

kiedyś,  jak  ktoś  krytycznie  wypowiadał  się  o  jakiś  cechach  swoich 

rodziców,  że  np.  jego  ojciec  jest  znerwicowana?  I  ta  osoba  (syn  czy 

córka) również okazała się osobą znerwicowaną. Ale kiedy zwracasz jej 

na to uwagę, to ona oburzona stwierdza, że nie wie o czym ty mówisz. 

Ja  do  chwili  obecnej  odkrywam,  jak  wiele  wzorców  zachowań 

przejmujemy  po  naszych  rodzicach.  Z  większości  z  nich  nie  zdajemy 

sobie  sprawy,  gdyż  już  w  dzieciństwie  przenikają  one  do  naszej 

podświadomości  i  stają  się  naszymi  naturalnymi  zachowaniami,  nad 

którymi  nigdy  głębiej  nie  zastanawiamy  się.  W  ten  sposób  przejmujemy 

zarówno  pozytywne  jak  i  negatywne  wzorce.  W  miarę  dorastania 

negatywne  cechy  charakteru  rodziców  zaczynają  nam  coraz  bardziej 

przeszkadzać  i  postanawiamy,  że  my  nigdy  nie  będziemy  zachowywać 

się tak jak oni. Nie uświadamiamy sobie, że te negatywne wzorce mamy 

już zakodowane w naszym umyśle i już z nich korzystamy.  

Wynikać  to  może  z  mechanizmu  obronnego,  który  ma  nasza 

podświadomość. Postawmy się w jej sytuacji: Wie ona, że my świadomie 

nie chcemy iść w ślady naszego ojca i być krzykaczem. Ale wie również, 

że  mamy  zakodowany  taki  sposób  działania.  Jest  to  oczywista 

sprzeczność,  która  dla  nas  jest  nie  do  zaakceptowania.  I  aby  uniknąć 

oczywistego  konfliktu  nasza  podświadomość  podsuwa  nam  argumenty, 

przekonania  i  myśli,  które  pozwolą  nam  uniknąć  tego  konfliktu.  Te 

argumenty  i  myśli  będą  powodować,  że  gdy  postąpimy  według 

negatywnego  wzorca  rodzica  (np.  nakrzyczymy  na  kogoś),  to  uznamy, 

że  nic  się  nie  stało,  i  że  w  ogóle  nie  ma  co  porównywać  naszego 

zachowania do tego, co robił nasz ojciec. 

background image

 

29

Jak widzisz jest to bardzo ciekawa teoria. Sam musisz zastanowić się, 

czy ma ona dla Ciebie sens, czy nie. Jednak najważniejsze jest to, abyś 

zbyt  pochopnie  nie  oceniał  podwójnej  moralności  innych,  bo  może 

okazać  się,  że  oni  z  niej  naprawdę  nie  zdają  sobie  sprawy,  a  nasze 

ewentualne próby uświadomienia im tego spełzną na niczym. 

A  jeśli  chciałbyś  dokładniej  zorientować  się,  jakie  masz  w  sobie 

zakodowane wzorce zachowań swoich rodziców, to możesz to zrobić na 

dwa  sposoby.  Możesz  sam  spróbować  porównać  zachowania  swoje  i 

swoich  rodziców.  Ale  tak  jak  pisałem  wyżej,  uświadomienie  sobie 

zbieżności  nie  będzie  łatwe,  gdyż  Twoja  podświadomość,  aby  Cię 

chronić  przed  wewnętrznym  konfliktem,  będzie  je  przed  Tobą  ukrywać. 

Dlatego  lepiej  zastosować  drugie  rozwiązanie,  polegające  na  tym,  że 

poprosisz  osobę,  która  dobrze  Cię  zna  i  mogła  Cię  obserwować  w 

najróżniejszych  sytuacjach  życiowych,  aby  ona  obiektywnie  porównała 

Twoje zachowania z zachowaniami Twoich rodziców. Muszę Cię jednak 

od  razu  uprzedzić,  że  to,  czego  się  w  ten  sposób  dowiesz,  nie  musi  Ci 

się spodobać. 

 

* * * 

 

Elementem,  który  może  nam  pomóc  zyskać  szczęście,  są  nasze 

wierzenia  religijne.  Nawet  jeśli  jesteś  ateistą,  to  zachęcam  Cię  do 

przeczytania  tego  punktu,  gdyż  dzięki  niemu  może  lepiej  zrozumiesz 

sposoby postępowania osób wierzących. 

Być  może  znasz  osoby  świeckie,  dla  których  religia  odgrywa 

szczególnie  ważną  rolę,  stanowi  ich  pasję  i  sens  życia.  Jednak  dla 

większości  z  nas  religia  stanowi  tylko  pewien  element  życia  i  to  na 

dodatek  mający  często  drugorzędne  znaczenie.  Z  czego  to  wynika? 

Moim  zdaniem  główną  tego  przyczyną  jest  to,  że  w  przypadku 

background image

 

30

większości  ludzi  ich  wierzenia  religijne  są  efektem  wychowania,  a  nie 

świadomego  wyboru.  Większość  Polaków  uważa  się  za  katolików. 

Jednak nie wynika to z tego, że któregoś dnia świadomie zdecydowali - 

Tak, od teraz pragnę być katolikiem. Jest to efekt wychowania i przejęcia 

stylu życia naszych rodziców. Wynikiem tego jest to, że wiara większości 

ludzi jest dosyć płytka. Ja sam byłem od dziecka katolikiem. Jednak jako 

osoba  dorosła  zdecydowałem,  że  nie  jestem  w  stanie  spełnić  się  w  tej 

religii  i  odszedłem  z  niej.  Zacząłem  szukać  własnej  drogi  i  w  końcu  ją 

znalazłem.  I  nie  była  to  nawet  konkretna  religia,  czy  ruch  religijny,  ale 

pewien  zbiór  idei,  które  do  mnie  przemówiły  i  stały  się  bardzo  ważną 

częścią  mojego  życia.  I  te  idee  już  nieraz  pomogły  mi  w  ciężkich 

chwilach. 

Dlatego  zachęcam  Cię  do  zadania  sobie  pytania  -  czy  moje  obecne 

podejście do religii i moich wierzeń stanowi ważny element mojego życia 

i  jest  w  stanie  pomóc  mi  w  poszukiwaniu  mojego  szczęścia?  Jeśli 

odpowiedź  na  to  pytanie  będzie  negatywna,  a  tak  zapewne  będzie  u 

wielu  osób,  to  wtedy  warto  abyś  zastanowił  się  nad  tym,  co  należałoby 

zrobić,  aby  ten  stan  rzeczy  zmienić  -  aby  Twoje  wierzenia  religijne 

zaczęły Ci pomagać w życiu. 

Oto  garść  moich  rad  na  ten  temat.  Na  początek  proponuję,  abyś 

spróbował odnaleźć pasję w religii, którą w tej chwili wyznajesz. Możesz 

to zrobić na dwa sposoby.  

Pierwszym  z  nich  jest  samodzielne  poszukiwanie  czegoś,  co  może 

stać się inspiracją do tej pasji. W tym celu możesz poczytać święte księgi 

swojej religii. Nie wiem czy wiesz, ale większość katolików, którzy mają w 

domu Biblię, nigdy do niej nie zagląda. Możesz też udać się do biblioteki 

lub  księgarni  i  wybrać  jakieś  pozycje,  które  mogą  stać  się  dla  ciebie 

inspiracją. Może to będzie biografia jakieś znanej postaci Twojej religii, a 

może coś innego. Możesz też przejrzeć internetowe serwisy poświęcone 

background image

 

31

Twojej  religii.  Często  znajdują  się  w  nich  artykuły  i  przemyślenia 

zwykłych ludzi, którym udało się znaleźć pasję w swojej religii.  

Drugą  opcją  jest  skorzystanie  z  pomocy  innych  ludzi.  Jeśli  na 

niedzielnych  mszach  Twój  proboszcz  strasznie  przynudza,  to  może 

warto wybrać się na mszę do innej parafii. Może warto zainteresować się 

jakimś  kółkiem  religijnym,  a  może  udać  się  w  odwiedziny  do  jakiegoś 

klasztoru.  Każdy  człowiek  interpretuje  daną  religię  poprzez  pryzmat 

własnego  postrzegania  świata.  Jeśli  znajdziesz  w  swojej  religii  ludzi, 

których  interpretacja  pozwoli  Ci  zyskać  religijną  pasję,  to  będziesz  w 

domu. 

A co jeśli mimo podjęcia opisanych wyżej poszukiwań, nie uda Ci się 

zyskać pasji w ramach swojej obecnej religii? Wtedy możesz zastanowić 

się  nad  poszukiwaniem  jej  gdzie  indziej.  I  tu  podobnie  możesz  to  robić 

na  dwa  sposoby  –  czytając  literaturę  na  temat  innych  religii  lub  innych 

idei oraz nawiązując znajomości z wyznawcami danych religii i idei.  

 

* * * 

 

Jeśli nic z tego, co dotychczas przeczytałeś nie przemawia do Ciebie, 

to  mam  dla  Ciebie  dwie  propozycje.  Zdaję  sobie  sprawę  z  tego,  że  nie 

każdego zainspirują rady zawarte w tym poradniku. W końcu są to rady 

stworzone w oparciu o moje własne doświadczenia. Dlatego chciałbym w 

tym miejscu zaproponować Ci zapoznanie się z dwoma dziełami innych 

twórców,  którzy  być  może  bardziej  do  Ciebie  przemówią.  Konkretnie 

chodzi o dwa filmy, które na mnie, jak i na wielu innych osobach, zrobiły 

wielkie wrażenie. 

Pierwszy z tych filmów nosi tytuł "Prawdziwa historia". W roli głównej 

występuje Anthony Hopkins. Gdy ten film wszedł na ekrany polskich kin, 

nie wzbudził mojego zainteresowania. W końcu co ciekawego może być 

background image

 

32

w  biograficznym  filmie  o  Nowozelandczyku,  który  postanowił  zbudować 

najszybszy na świecie motocykl - nic. Do obejrzenia filmu nie przekonało 

mnie to, że Hopkins stwierdził, iż to jego najlepsza rola. Pomyślałem, że 

to  reklama.  Jednak  po  jakimś  czasie  trafiłem  na  stronach  jednego  z 

internetowych  portali  filmowych  na  rewelacyjne  recenzje  tego  filmu 

wystawiane  przez  internautów.  Pod  ich  wpływem  wybrałem  się  ze 

znajomymi na ten film do kina i film nas oczarował. Był to pierwszy film, 

na którym w życiu byłem, na końcu którego widownia biła brawa. Jest to 

przepiękna historia człowieka, który miał wielkie marzenie i tak naprawdę 

nie  miał  szans  na  jego  realizację.  A  jednak  udało  mu  się,  gdyż  nigdy, 

nawet gdy wszystko wydawało się już stracone, nie poddał się. Mimo, że 

jest to film biograficzny, to zawiera on niesamowita porcję humoru, jaką 

rzadko spotyka się w komediach. I zgadzam się z Hopkinsem, że w tym 

filmie zagrał on swoją najlepszą rolę. 

Drugi polecany przeze mnie film nosi tytuł „Jabłka Adama”. Jest to film 

duński.  Opowiada  on  historię  wypuszczonego  z  więzienia  neofaszysty 

Adama,  który  w  ramach  resocjalizacji  jedzie  do  parafii,  gdzie  trafia  pod 

opiekę  tamtejszego  pastora.  Adam  dostaje  za  zadanie  dbanie  o 

znajdujące  się  w  ogrodzie drzewko jabłoni, aby móc z dojrzałych jabłek 

zrobić  szarlotkę.  W  rzeczywistości  jednak  jest  to  film  o  pastorze,  który 

dzięki  potędze  pozytywnego  myślenia,  jest  w  stanie  poradzić  sobie  z 

okropnymi wydarzeniami ze swojej przeszłości.  

Film  ten  jest  doskonałą  czarną  komedią.  Reżyserowi  w  perfekcyjny 

sposób  udało  się  pokazać  przerażające  doświadczenia  pastora  w 

komiczny  sposób,  który  z  jednej  strony  doprowadza  widzów  do  łez  ze 

śmiechu,  ale  z  drugiej  strony  uświadamia  im  pewne  życiowe  prawdy. 

Każdy kto widział ten film, poleca go gorąco innym.  

 

* * * 

background image

 

33

Stopka redakcyjna 

Aleksander Łamek 

„Jak odzyskać szczęście“ 

Warszawa czerwiec 2007 

Wszystkie prawa zastrzeżone 

www.aleksanderlamek.pl