background image

 

Jan Kowalski 

  

DZIURY  W  MÓZGU 

 

Geneza polskiej biedy 

 

 

WST P 

 

Miałem kiedy  przyjaciela. Walczyli my z komunizmem rami  w rami . Poznałem  jego 

rodzin .  Bardzo  katolicka,  na  co  dzie   utrzymywała  przyjazne  stosunki  z  proboszczem; 

młodszy brat słu ył do mszy. Kiedy  szli my przez pola, było lato, dojrzewały truskawki. Nie 

my l c długo  zerwałem par . Jego oburzenie  nie było udawane. Nie mógł  zrozumie  jak ja, 

katolik  i  konserwatysta,  mówi cy  o  poszanowaniu  i  wi to ci  własno ci  prywatnej,  mogłem 

zdoby  si  na taki krok. Zdarzyło si  to w połowie lat osiemdziesi tych. 

 

     W mi dzyczasie upadł komunizm. 

 

W  roku  1990  ukradł  mi  2.000  dolarów  ameryka skich  i  nawet  tego  „nie  zauwa ył”. 

Je eli  chcieliby cie  zrozumie   jak  do  tego  doszło,  zapraszam  do  lektury.  B dzie  to 

jednocze nie próba odpowiedzi na pytanie: co wydarzyło si  w Polsce mi dzy rokiem 1989 a 

rokiem 1994? 

 

 

CZ

 PIERWSZA :           KTO, KOGO, ZA ILE ? 

 

 

I. OKR GŁY  STÓŁ. 

 

 

     Zacznijmy  od  roku  1988.  Trwa  wła nie  rozdanie  kart  w  grze  pod  nazw   Okr gły 

Stół.  Rozdaj   komuni ci.  Nie  tylko  rozdaj .  Wcze niej  maj   przywilej  doboru  uczestników 

gry. I dobrze wiedz  kogo dopu ci  do gry,  eby zasady były przestrzegane. Pierwsza  zasada 

brzmi: wygra  jak najwi cej. Druga: przekona  przeciwnika i widzów,  e to on wygrał. 

 

     Okr gły  Stół  jest  dla  komunistów  niezb dny.  Stanowi  ostatni   szans   przetrwania 

materialnego,  a  zatem  i  duchowego.  Gospodarka  kraju  le y  w  ruinie  i  cho   rzecznik 

komunistycznego  rz du  twierdzi,  e  rz d  si   wy ywi,  to  jednak  zdecydowana  wi kszo  

komunistów  znajduje  si   poza  rz dem.  Dochodzi  do  tego,  e  ju   nie  tylko  robotnik  z  Huty 

Katowice, ale młody aparatczyk partyjny, milicjant i wojskowy, nie od razu dostaje klucze do 

mieszkania. Dla młodych ludzi zatem doł czenie do komunistów jest na tyle nieatrakcyjne,  e 

przed  „parti ” zaczyna majaczy  widmo  mierci  naturalnej. A przecie  przesłanie duchowe 

bolszewików  stanowi,  e  istnienie  Partii  jest  warunkiem  koniecznym  do  budowy    ustroju 

powszechnej  szcz liwo ci  –  komunizmu.  Dlatego  w  momencie  zagro enia  bytu  Partii 

prawdziwy komunista  chwilowo rezygnuje z doktryny. 

 

     Cofnijmy si  teraz do faktycznego pocz tku gry w okr gły stół, do roku 1983. Miała 

wtedy  miejsce  tzw.  reforma  Rakowskiego  zezwalaj ca  na  rozwój  sektora  prywatnego  w 

gospodarce  komunistycznej.  Od  tego  momentu  datuje  si   w  Polsce  rozwój  prywatnej 

background image

przedsi biorczo ci    w    oparciu  o  pa stwow   baz .  Jest  to  pocz tek  zjawiska  nazwanego 

pó niej    uwłaszczaniem  si     komunistycznej  nomenklatury.  Rok  1983  nie  oznaczał  równych 

szans  dla  całej,  jak  si   wtedy  mówiło,  prywatnej  inicjatywy.  Mo liwo ci  były  równiejsze 

swojej, komunistycznej inicjatywy. Dla pozostałej, gdy pomimo obostrze  prawnych zbyt si  

rozbuchała,  pozostawał  podatek  od  zbyt  wielkich  dochodów, tzw.  domiar.  Domiar  pozwalał 

zniszczy  ka dego niewygodnego przedsi biorc . 

 

     Trzy  lata  pó niej,  11  wrze nia  1986  roku,  re im  komunistyczny  ogłosił  amnesti   i 

wypu cił  na  wolno   kilkaset  osób.  Wrzawa  propagandowa,  jaka  temu  towarzyszyła,  była 

zaplanowana równie dokładnie jak wcze niejsze zgromadzenie odpowiedniej ilo ci wi niów. 

Zwolnionych  przechrzczono  jednocze nie  na  wi niów  sumienia,  dla  podkre lenia  w  ich 

przypadku braku ambicji politycznych. Od tej pory miała kierowa  nimi nie  dza władzy, a 

pragnienie  „by  prawo  znaczyło  prawo,  a  sprawiedliwo   –  sprawiedliwo ”.  W  tłumaczeniu 

na  polski  oznaczało  to  współprac   z  komunistami  dla  wspólnego  [komunistów  i 

opozycjonistów]  dobra, nie za  walk  z nimi. 

 

     Wraz z faktycznym uznaniem opozycji politycznej gotowej do współpracy z re imem 

istotne  zmiany  nast piły  równie   w  gospodarce.  Komuni ci    uznali  istnienie  wolnego  rynku 

dewizowego.  Przestali  prze ladowa   cinkciarzy.  Jednocze nie  wprowadzili  skup  dolarów  od 

ludno ci przez PKO po cenie czarnorynkowej. Umo liwili te  otwieranie kont dewizowych bez 

konieczno ci  udokumentowania  pochodzenia  dewiz.  Od  tej  pory  pa stwo  komunistyczne 

zacz ło dyktowa  czarnorynkowy kurs dolara stale go winduj c. I od czasu do czasu próbuj c 

gry na zni k . Na pocz tku  roku 1988 kurs dolara z 3.300 złotych  spadł nagle na 2.800, by po 

miesi cu  osi gn   pułap  3.500  złotych  za  jednego  dolara.  Zacz ła  si   zabawa  w  ustalanie 

kursu dolara i najwi ksze oszustwo  finansowe w dziejach Polski. [Pisz  „kurs dolara” a nie 

„kurs złotego”, bo to dolar a nie złoty był jedynym miernikiem polskiej gospodarki.]  Pa stwo 

komunistyczne  weszło  w  rol   spekulanta  totalnego.  Do  jednej  kieszeni  chowało  prawdziwe 

pieni dze  –  dolary,  płac c  za  nie  fałszywymi  –  złotymi  z  drugiej.  Narodowy  Bank  Polski, 

który wła ciwie nie był ani narodowy, ani polski, nie mówi c ju  o tym,  e nie był bankiem, 

spełniał  rol   Głównego  Urz du  Kontroli  Kursu.  NBP  mimo,  e  oficjalnie  rozpocz ł  skup  i 

sprzeda   dewiz  po  cenie  czarnorynkowej,  to  jednak  w  bezpo redni  handel  dewizami  si   nie 

wikłał ustalaj c ceny skupu i sprzeda y na poziomie na tyle nieatrakcyjnym dla klientów, by 

ci raczej zainteresowali si  ofert  prywatnych kantorów. Maj c dzi ki temu niezwi zane r ce 

mogli komuni ci dowolnie  manipulowa   kursem i  zarabia  ogromne pieni dze. W wypadku 

gdy    kurs  czarnorynkowy  dolara  w  prywatnych  kantorach  przewy szał  chwilowo  kurs 

bankowy  i  przed  okienkami  w  banku  ustawiały  si   kolejki  drobnych  ciułaczy,  wtedy  Bank 

najpierw  ograniczał  a  potem  wstrzymywał  sprzeda .  Nast pnego  dnia  wszystko  wracało  do 

normy.  

 

     Maj c  do  dyspozycji  własn   sie   ł czno ci  terenowe  oddziały  NBP  stosowały  w 

jednym  czasie  ró ne  kursy,  pomimo  jego  centralnego  ustalania.  Dziwnym  trafem  wszystko 

wyrównywało  si   po  upływie  na  przykład  30  minut.  Innym  sposobem  jaki  stosowały  banki 

było  celowe  opó nianie  wypłat  nale nych  klientom  w  okresie  zwy ki  kursu.  Wystarczyło  10 

milionów  złotych  klienta  po yczy   wujence  stryjecznego  brata  [notabene  komunisty],  bez 

procentu rzecz jasna. Ta kupowała dolary płac c 2.500 złotych za jednego, co stanowiło kwot  

4.000 dolarów, czekała a  dolar podskoczy na 3.000 [wiedziała kiedy to nast pi] i zamieniała 

dolary  z  powrotem  na  złotówki.  10  milionów,  których  warto   spadła  do  3.333  dolarów, 

mo na było wypłaci  klientowi. 666 dolarów stanowiło  „czysty” zysk. Jedyn   afer  tego typu, 

ujawnion  przez pras , było wstrzymanie  wypłat rent i emerytur przez poczt  w Rzeszowie 

[oklaski]. 

background image

 

W  takiej  oto  scenerii  gospodarczej  do  Okr głego  Stołu  podano.  Poniewa   wi kszo  

postanowie   pozostaje  po  dzi   dzie   tajna,  nie  odbierajmy  chleba  przyszłym  historykom. 

Zajmijmy  si   nast pstwami.  W  grze  tej  komuni ci  wygrali:  maj tek  pa stwowy,  wojsko, 

policj ,  banki,  administracj   a  co  najwa niejsze,  prawne  zabezpieczenie  nowego  porz dku 

dzi ki zaklepanej wygranej w „wyborach” roku 1989. Opozycja wygrała posady. 35% Sejmu, 

cały  Senat,  troch   stanowisk  ministerialnych  i  mo liwo   tworzenia  nowych  posad 

urz dniczych  dla  znajomych    i  pociotków.  W  okresie  rz dów  Mazowieckiego  biurokracja 

zwi kszyła si  o 20%. Wi cej wygra  nie było mo na poniewa   komuni ci  zaprosili do stołu 

tylko  konstruktywn  opozycj ,  która nie odrzucała dotychczasowego  systemu ale chciała go 

jedynie  w  duchu  socjalizmu  reformowa .  Opozycja  ta  poza  mo liwo ci   siłow   zmiany 

systemu wyrzekła si   równie   mo liwo ci prawnej, godz c si  na mniejszo  w parlamencie. 

Przyj ła natomiast nale ne jej od dawna posady [prosz  panie premierze, ale  prosz  panie 

ministrze] i odtr biła zwyci stwo Polski i Polaków z wielk  pomp , dzi ki teraz ju  „naszym” 

mass  mediom.  Wszyscy  bowiem,  którzy  dotychczas  byli  „ich”,  teraz  jak  za  dotkni ciem 

czarodziejskiej ró d ki zmienili si  w „naszych”. A na dodatek nie mo na było ich usun , bo 

byli fachowcami. Tu anegdota. Rozmawiaj  Kiszczak i Michnik.  

Kiszczak: - Panie Adamie, jak nazwałby pan kogo , kto 40 lat przepracował w jednym 

fachu? 

Michnik my li, my li: - Ju  mam, faa..., faa... –j ka si  – fachowiec. I tak pozostało. 

Byli wreszcie przy okr głym stole ludzie z podwójnymi zaproszeniami. Raz jako uznani 

opozycjoni ci, dwa jako komunistyczni agenci. Ci do wiadczyli rado ci podwójnej. 

 

     Po podpisaniu porozumie  Okr głego Stołu  4 czerwca 1989 roku odbyła si  komedia 

pod nazw   wolne wybory. Dzie  4 czerwca odsłonił jeszcze jedn  istotn  kwesti  rzutuj c  na 

histori  najbli szych kilku lat. Okazało si ,  e opozycja niepodległo ciowa, nie zaproszona do 

stołu,  nie  do   e  była  słaba  i  rozproszona,  to  na  dodatek  była  głupia  i  nie  miała  adnego 

programu. Dowodem na to był jej udział w komedii, a nast pnie poparcie programu reform 

rz du Mazowieckiego, ale o tym w nast pnym rozdziale. 

 

II. NASZ  RZ D 

 

     Ten  dziwny  „nasz”  rz d,  bo  popierany  przez  65%  wi kszo   komunistyczn   w 

Sejmie, podj ł si  uzdrowienia finansów pa stwa, koncentruj c si  na poprawieniu bud etu i 

likwidacji hiperinflacji. Istniał pomi dzy tymi zjawiskami  cisły zwi zek, poniewa  inflacja to 

coraz wi cej pieni dzy nie maj cych pokrycia w towarze. Jedynym za  sposobem na niedobór 

pieni dzy w kasie socjalistycznego pa stwa, po przejedzeniu gierkowskich po yczek, było ich 

dodrukowywanie. To z kolei powodowało wzrost cen i spadek rzeczywistych dochodów. Tylko 

ludzie,  którzy  najwcze niej  dostawali  pieni dze  byli  w  korzystnej  sytuacji,  poniewa   za 

wi ksz  kwot  mogli kupi  dobra po starych cenach. W tej grupie znalazły si  komunistyczne 

pociotki.  Grupa,  która  najpó niej  otrzymywała  pieni dze  była  w  najgorszym  poło eniu. 

Najbardziej  wyrazistym  tego  przykładem  byli  chłopi,  których  produkcja  skupowana  była 

przez  pa stwowy  handel  na  podstawie  tzw.  kontraktów.  Kilkutygodniowe,  nieraz 

kilkumiesi czne opó nianie wypłat za dostarczony towar było reguł . Na przykład za buraki 

cukrowe odstawione do cukrowni pod koniec wrze nia, otrzymywali chłopi pieni dze niekiedy 

dopiero  po  wi tach  Bo ego  Narodzenia.  Oczywi cie  wypłaty  te  nie  były  oprocentowane. 

Natomiast  za  rodki  potrzebne  do  nowej  produkcji  trzeba  było  zapłaci   ju   po  nowych 

cenach.  Przy  długim  cyklu  produkcyjnym  charakteryzuj cym  rolnictwo,  cały  zysk  z 

ubiegłorocznej  produkcji  z erała  inflacja.  Polityka  inflacji  a  potem  hiperinflacji  rozp tana 

background image

przez  Rakowskiego,  potem  twórczo  rozwini ta  przez  kolejne  solidarno ciowe  rz dy, 

doprowadziła gospodarstwa chłopskie do ruiny. 

 

     Pod  koniec  komunistycznego panowania u ywano cz sto poj cia „nawis inflacyjny” 

na opisanie rzekomo zbyt wielkich zasobów pieni nych Polaków. Teraz rz d Mazowieckiego 

przej ł  bez  refleksyjnie  problem  poprzedników:  jak  zlikwidowa   nawis  inflacyjny?  Co  w 

tłumaczeniu  na  polski  znaczyło:  jak  odebra   ludziom  pieni dze.  ” ci gni cie  nawisu 

inflacyjnego”,  on  to  rzekomo  nap dzał  inflacj ,  miało  zlikwidowa   „luk   bud etow ”. 

Nast pnie wystarczyło „zdusi ” inflacj  i pierwsza cz  planu Balcerowicza zako czyłaby si  

sukcesem.  Po  uzdrowieniu  finansów  miano  zaj   si   gospodark .  Czym  pr dzej  zatem 

przyst piono  do  działania  przy  pot nym  wsparciu  propagandowym  teraz  ju   „naszych”     

mass mediów. 

 

     W  odró nieniu  od  „nawisu  inflacyjnego”  okre lenie  „wróg  publiczny”  nie  pojawiło 

si ,  a  szkoda,  bo  wła nie  to  słowo  najlepiej    oddaje  klimat  tamtych  gor cych  dni.  Wrogiem 

publicznym  został  okrzykni ty  dolar,  a  zjawiskiem  przekl tym  stała  si   dolaryzacja  Polski. 

Wydawa   by  si   mogło,  e  podło e  tej  walki  tkwi  w  sferze  psychicznej,  e  nowi  władcy  ze 

wzgl dów patriotycznych pragn  sko czy  z dolarem, bo silny złoty = silne pa stwo. Jednak 

nic podobnego. Walka z dolarem została przeprowadzona w sposób  wiadomy, logiczny i nie 

wiele miała wspólnego z patriotyzmem. 

 

     Dla lepszego zrozumienia przyczyny i  przebiegu tej walki, spróbuj  wytłumaczy  co 

to  takiego  był  dolar  w  Polsce  Ludowej.  Oprócz  spełniania  podstawowych  funkcji  pieni dza 

[ rodek  płatniczy  w  kontaktach  poza  oficjalnych,  oszcz dzanie]  był  jednocze nie  dolar 

sposobem  ucieczki  przed  inflacj .  Takim  jak  w  Wolnym  wiecie  inwestowanie  w  ziemi , 

domy,  dzieła  sztuki,  akcje,  papiery  warto ciowe.  Działo  si   tak,  poniewa   obywatel 

komunistycznego  pa stwa  nie  mógł  kupowa   działek,  nie  mógł  mie   kilku  mieszka   czy 

kamienic.  Nie  mógł  w  ogóle  pokaza ,  e  ma  pieni dze,  nie  mówi c  ju   o  obracaniu  nimi. 

Posiadanie pieni dzy, nie mówi  tu o pieni dzach na chleb i masło, było zakazane doktryn  

komunistyczn . Pochodzi  zatem mogły jedynie z działalno ci niezgodnej z komunistycznym 

prawem.  Pisz   te  oczywisto ci,  i  b dzie  ju   tak  do  ko ca,  poniewa   grozi  nam  epidemia 

całkowitej utraty pami ci. 

 

     Oszcz dzanie  jest  naturalna  czynno ci   człowieka.  Polacy  zorientowawszy  si ,  e 

gromadz c  złotówki  trac ,  bo  wymiana  pieni dzy  albo  inflacja  z era  im  oszcz dno ci, 

przestawili  si   na  odkładanie  dolarów.  Cho   sam  fakt  posiadania  dolarów  był  równie 

nielegalny  jak  dwóch  mieszka ,  to  jednak  dolary  łatwiej  było  ukry .  Posiadały  poza  tym 

swoj   warto   niezale n   od  komunistycznego  molocha.  Mimo  ogranicze   naród  polski  był 

przecie  powi zany ze społeczno ci   wiatow . Powa na jego cz   yła na emigracji zwi zana 

z  Polsk   wi zami  krwi.  Polak  w  Kraju  mógł  zdoby   dolary  poprzez  spadek,  prac   na 

Zachodzie,  kupno  na  czarnym  rynku.  Złoty  polski  był  za  granica  tylko  kolorowym 

papierkiem, dlatego równie  komuni ci potrzebowali dolarów na swoje zagraniczne interesy. 

W pocz tkach trwania „władzy ludowej” skupowali dolary od ludno ci przez podstawionych 

agentów.  Płacili  za  nie  kolorowymi  papierkami.  Podobne  papierki  były  w  u yciu  w 

manufakturach feudalnej Rosji. Mo na za nie było kupi  towary jedynie w sklepie wła ciciela 

manufaktury.  Po  nawi zaniu  kontaktów  gospodarczych  z  Zachodem,  dolary  pojawiły  si   w 

wi kszej  ilo ci.  Po  udost pnieniu  ludziom  wysokooprocentowanych  dewizowych  kont 

bankowych i stworzeniu iluzji beztroskiego  ycia z procentów, dostały si  komunistom dolary 

prywatne.  Koniec  ko ców,  jak  mawiaj   Rosjanie,  dolary  z  kont  prywatnych  cudownie  si  

ulotniły.  Było  ich  6  miliardów.  Jednak  w  r kach  prywatnych  ludzi  mniej  ufnych  w  szczere 

background image

intencje komunistów, w „skarpetach” pozostawało  według szacunkowych danych od 6 do 8 

miliardów dolarów. Mo e nie było tego za wiele. Nale y jednak pami ta ,  e przez cały okres 

komunizmu  rednia  płaca  miesi czna  nie  przekroczyła  równowarto ci  25  dolarów.  [Pisz   o 

dolarze  w  pewnym  uproszczeniu  jako  o  zjawisku  ogólnopolskim,  chocia   np.  na  l sku 

nale ałoby mówi  raczej o marce zachodnioniemieckiej.] 

 

     Odpowied  na pytanie: co chciałby  robi ? brzmiała: pracowa  na Zachodzie,  y  w 

Polsce.  I  yli my.  W  roku  1987  schabowy  w  prywatnym  barze  kosztował  35  centów,  za 

pozostałe  65  centów  mo na  było  kupi   pół  litra  w  Peweksie.  Dolar  przez  cały  czas  miał 

okre lon   sił   nabywcz ,  niezale nie  czy  jego  kurs  czarnorynkowy  wynosił  60,  120  czy  650 

złotych.  Oczywi cie  nie  była  to  warto   stała.  Słabła  wraz  ze  wzrostem  jego  poda y, 

spowodowanym  rozlu nieniem  elaznej  kurtyny  i  coraz  liczniejszymi  wyjazdami 

zarobkowymi  Polaków.  I  chocia   w  roku  1986  za  2.000  dolarów  nie  mo na  ju   było 

wybudowa  domu jak w roku 1970, to jednak wci  mo na było kupi   kawalerk  w du ym 

mie cie. Dzisiaj, w roku 1994, za tak  sam  trzeba zapłaci  9 – 10.000 dolarów. Po roku 1983 

dolary  inwestowane  były  w  prywatny  biznes,  rzemiosło  lub  handel.  W  wi kszo ci  czekały 

jednak na lepsze czasy. 

 

     W roku 1989 wydawało si  Polakom,  e czasy te wreszcie nadeszły. Mieli my przecie  

nasz  rz d.  Jednak  mianowany  naszym  przez  speców  od  socjotechniki,  był  w  istocie  rz dem 

koalicji  komunistyczno  –  socjalistycznej    z  socjalistycznym  premierem.  I  bardzo  dziwne 

okazały si  pocz tkowe działania gospodarcze tego rz du. Nie tylko nie zrezygnował on z  roli  

Wielkiego Spekulanta, to jeszcze dodatkowo wzmocnił j  wykorzystuj c eufori   zwyci stwa. 

Komunistyczna  mafia  bankowa  pozostała  nie  zmieniona,  a  stanowisko  prezesa  NBP  nadal 

sprawował  komunista,  a teraz  fachowiec  Władysław  Baka.  Przy  najwy szym  kursie,  gdy  za 

jednego  dolara  płacono  12.000  złotych,  z  najwa niejszymi  prywatnymi  wła cicielami 

kantorów w Polsce spotkał si  sam premier Mazowiecki. I cho  wydawało si ,  e kantory nie 

b d   zainteresowane  obni k   kursu  czyli  strat ,  to  z  dnia  na  dzie   cena  dolara  zacz ła 

spada .  Stało  si   to  mo liwe  dzi ki  zagwarantowaniu  kantorom  zwolnie   podatkowych. 

Jednocze nie  uruchomiona  została  machina  propagandowa  pa stwa.  W  radiu,  prasie, 

telewizji  pojawiły  si   wypowiedzi  osób  szczebla  ministerialnego  zapowiadaj ce  drastyczn  

obni k   kursu  dolara.  Od    1  stycznia  1990  roku  jednolity  kurs,  dotychczas  były  dwa 

czarnorynkowy  i  pa stwowy,  miał  wynie   5.000  złotych  za  1  USD,  a  niewykluczone,  e 

jaszcze  mniej.  Po  spektakularnej  obni ce  kursu  z  12.000  na  10.000,  a  pó niej  na  8.000 

osi gni tej dzi ki pomocy NBP, które prowadziło wtedy limitowan  sprzeda   dla prywatnych 

odbiorców po ni szym ni  kantorowy kursie, zacz ła si  wyprzeda  dolarów przez drobnych 

ciułaczy.  Fakty  mówiły  same  za  siebie  –  kto  miał  dolary  ,  ten  tracił.  Najdłu sze  kolejki  do 

sprzeda y dolarów odnotowałem w chwili najni szego kursu – 4.300 złotych. Po czym z dnia 

na  dzie   cena  wzrosła  do  6.500,  potem  na  8.000,  by  pod  koniec  roku  osi gn   pułap  9.500 

złotych za jednego dolara. Taki wła nie kurs został ogłoszony jako obowi zuj cy i broniony 

przez  pa stwo  od  dnia  1  stycznia  1990  roku.  Przez  cały  ten  czas  kurs  chwiał  si   a  ró nice 

dzienne dochodziły do 15%. 

 

     „Deficyt w roku 1989 wyniósł 3,6 bln zł, co stanowiło około 3% produktu krajowego 

brutto. Gdyby nie działania rz du podj te w IV kwartale 1989 r., to powy szy niedobór byłby 

znacznie gł bszy – mo na szacowa ,  e przekraczałby on 10%  produktu krajowego brutto”. 

Powy sze  słowa  zawarte  s   w  „Raporcie  o  stanie  pa stwa  rz du  Jana  Krzysztofa 

Bieleckiego”. „Gdyby nie działania rz du” deficyt wyniósłby nie 3% czyli 3,6 bln złotych, ale 

10%  -  ponad  12  bilionów  złotych.  Wskutek  tych e  „działa ”  na  pocz tku  nast pnego  roku 

pojawiła si  nawet nadwy ka bud etowa około 10 bln, która do ko ca 1990 roku zmniejszyła 

background image

si   ostatecznie  do  2,4  biliona  złotych.  Tadeusz  Mazowiecki  zapytany  nie miało  o  ow  

nadwy k  powiedział w  swoim stylu: „niektórzy pytaj  czy to dobrze, czy  le? Ja  my l ,  e 

dobrze”.  To  „dobrze”  znaczyło,  e  w  kraju  rozentuzjazmowanym  politycznie  dokonała  si  

kolejna operacja „dochodowo – cenowa”, podobna do przeprowadzonej  w roku 1982 przez 

Jaruzelskiego.  W  istocie  jednak  o  wiele  skuteczniejsza,  bo  pozbawiaj ca  ludzi  prawdziwych 

pieni dzy. 

 

     O  jakie  sumy  toczyła  si   gra,  któr   Bielecki  nazwał  działaniami  rz du?  Dla 

uproszczenia przyjmijmy,  e produkt krajowy brutto był taki sam w roku 1990 jak i w roku 

poprzednim. Zatem 10% pkb czyli 12 bln z roku 1989 odpowiada kwocie 95 bilionów z roku 

1990  [ró nica  w  liczbach  wynika  z  przeszacowania  warto ci  złotego].  Zgodnie  z 

administracyjnym  i  ju   jedynym  kursem  dolara  stanowiło  to  równowarto   10  miliardów 

dolarów  ameryka skich.  Dochodziła  do  tego  jeszcze  owa  nadwy ka  czyli  kolejny  miliard 

dolarów.  W  kraju,  w  którym  gospodarka  staczała  si   po  równi  pochyłej,  nie  było  innej 

mo liwo ci  wypracowania  sumy  11  miliardów  dolarów  w  ci gu  3  miesi cy  /!!!/  jak  tylko 

kradzie . To nam, zwykłym obywatelom ukradł rz d te pieni dze. O tym dlaczego i dla kogo 

kradł b dzie w nast pnych rozdziałach. 

 

III  ZMARNOWANY POTENCJAŁ 

 

     Komunizm  obdarzył  nas    gospodark   „planow ”.  Opart   nie  na  zaspokajaniu 

potrzeb  człowieka  ale  podporz dkowan   odgórnym  nakazom  z  politbiura.  Gospodark  

wysoce  nieefektywn ,  bo  nastawion   nie  na  zysk  ale  na  wytworzenie  jak  najwi kszej  ilo ci 

etatów.  Jej  symbolem  pozostały  góruj ce  nad  fabrykami  biurowce.  Zatrudnionych  w  nich 

było  nieraz  wi cej  urz dników,  tzw.  pracowników  administracyjnych  ni   pracowników 

bezpo rednio  przy  produkcji.  Komunistyczna  idea  wyeliminowania  za  wszelk   cen  

po rednika handlowego, uto samianego z paso ytem, zmieniła w rozd te monstra dotychczas 

małe  fabryczki.  Zanik  warstwy  po redników  czerpi cych  zysk  z  zaspokajania  ludzkich 

potrzeb,  finansuj cych  własnymi  pieni dzmi  produkcj   ró norakich  dóbr,  spowodował 

pozbawienie  producentów  warstwy  ochronnej.  Zreszt   o  producentach  mo na  mówi   tylko 

umownie,  bowiem  wraz  z  handlarzem  znikn ł  równie   producent,  którego  dotychczas 

jedynym  zadaniem  było  wyprodukowa   jak  najtaniej  i  jak  najlepiej  zamówiony  przez 

handlarza  towar.  Znikn ł  wreszcie  konsument  z  jego  prawem  decydowania  o  charakterze, 

ilo ci i jako ci produkowanych dóbr. Magazyny i sklepy zapełniały si  za to bublami, których 

nikt nie potrzebował. 

 

     Jednocze nie pogł biała si  luka towarowa, głód produktów, których komunistyczna 

gospodarka  nie  chciała  lub  te   nie  mogła  wytworzy .  Wystarczyło  lekkie  poluzowanie 

polityczne, by pojawiła si  sfera gospodarki prywatnej. Tu nale y przypomnie ,  e przez cały 

okres komunizmu istniał niezale ny od centralnej gospodarki rynek prywatnych producentów 

ywno ci. Mowa tu o chłopach, których komunistom nie udało si  upa stwowi . Dzi ki temu 

Polski  nie  dotkn ła  plaga  głodu.  Wydawa   by  si   mogło,  e  to  oni  stan   si   zaczynem 

gospodarki rynkowej. Pomimo bowiem pa stwowego otoczenia rolnictwa, z którego zmuszeni 

byli  korzysta ,  w  ostateczno ci  sami  byli  odpowiedzialni  za  swój  los.  Sami  musieli 

przeprowadza   kalkulacj   ekonomiczn   i  od  pocz tku  do  ko ca  nadzorowa   proces 

gospodarczy.  Ich  praca  była  bardzo  wymierna.  Nie  mo na  było  tego  powiedzie   o  pracy 

robotnika  [czy  si   stoi  czy  si   le y  dwa  tysi ce  si   nale y],  lub  absurdalnej  cz sto  pracy 

urz dnika. Chłopi jako jedyni nie zatracili poczucia sensu pracy i zwi zku pomi dzy prac  i 

płaca.  Po  przełomowym  roku  1983  sektor  prywatny  powi kszył  si   o  kolejne  elementy: 

rzemie lników  i  prywatnych  kupców.  Ich  dynamiczny  rozwój  hamowany  był  jedynie 

background image

komunistycznymi  przepisami  i  działaniami  policji  gospodarczej.  Ogromna  luka  towarowa 

powodowała,  e  praktycznie  wszystko  co  zostało  wyprodukowane  lub  przywiezione  z 

zagranicy było natychmiast kupowane. 

 

     Administracyjne  obni enie  warto ci  dolara  dzi ki  zastosowaniu  sztywnego  kursu, 

przy  jednoczesnej  hiperinflacji  roku  1990  spowodowało  automatyczny  wzrost  cen  na 

wszystkie produkty i  rodki do produkcji wytwarzane w kraju. To za  skutecznie zahamowało 

rozwój  polskiej  gospodarki.  Prze led my  rzecz  cał   na  prostym  przykładzie  jaj.  Dla 

wyostrzenia obrazu przyjmijmy,  e cena zbytu jajka polskiego [koszt wytworzenia plus zysk 

producenta] stanowiła na pocz tku roku 1990 równowarto  10 centów. Poniewa  cena jajka 

za granic  wynosiła 15 centów wydawało si ,  e nic nie zagra a polskim producentom. Jednak 

hiperinflacja i sztywny kurs dolara, a w rzeczywisto ci niesłychanie ostra dewaluacja w latach 

1990 – 1991 spowodowały,  e cena zbytu jajka krajowego wzrosła do 30 centów. Tym samym 

jajko zagraniczne, którego ceny nikt nie zmieniał, stało si  dwukrotnie ta sze od krajowego. 

Zarazem rz d Krzysztofa Bieleckiego zniósł cło i wszelkie opłaty importowe na sprowadzane 

jajka.  Oznaczało  to  wyeliminowanie  z  rynku  polskiego  jajka  i  ogromn   strat   dla  polskiej 

gospodarki. Stracił wła ciciel niosek i zatrudniani przez niego pracownicy. Stracili wła ciciele 

i  pracownicy  firm  produkuj cych  wyposa enie  kurnika.  Producenci  zbo a  i  paszy  oraz 

wszyscy  zatrudnieni  przez  nich  bezpo rednio  i  po rednio.  W  ostateczno ci  stracili  wszyscy 

konsumenci = Polacy płac c za jajko wi cej ni  dotychczas. Cho  wydawa  by si  mogło,  e 

oł dek  jest  oł dkiem  i  nie  ma  co  tu  filozofowa ,  to  przecie   pieni dze  mo na  przejada   z 

sensem  i  bez  sensu.  Ka de  zjedzone  przez  nas  polskie  jajko  finansowałoby  rozwój  polskiej 

gospodarki. To samo tyczy si  mi sa, masła, zbo a, jabłek wypieranych przez cytrusy, butów, 

ubra   i  wielu  innych  produktów,  których  wytworzenie  w  kraju  ze  wzgl du  na  lokalne 

warunki kosztowałoby mniej ni  sprowadzenie takich samych lub porównywalnych dóbr zza 

granicy. Lokalne warunki to przede wszystkim klimat, warunki glebowe, struktura własno ci, 

bogactwa naturalne. To one decyduj  o mi dzynarodowym podziale pracy. 

 

     O podziale pracy decyduje jej opłacalno . Jako przykład we my górala. Ziemi  ma          

kiepsk   –  mało  co  urodzi.  Ma  za  to  góry  i  doliny,  wie e  powietrze,  czyst   wod ,  las. 

Wystarczy,  e chałup  pobuduje ciut wi ksz ; kamie  we mie  z  rzeki, drzewo  z  lasu, cie l  

jest od urodzenia. Tury ci sami mu pieni dze przynios . Gdyby kto  chciał tak samo zarabia  

na  nizinach,  gdzie  ziemia  urodzajna,  stałby  si   co  najwy ej  po miewiskiem  s siadów. 

Człowiek z nizin musi szuka  innego sposobu zarabiania pieni dzy. Tak mniej wi cej rzecz si  

ma z mi dzynarodowym podziałem pracy. Zakłócenia w jak najwła ciwszym wykorzystaniu  

przyrodzonych bogactw wynikaj  z polityki gospodarczej współczesnych pa stw. Mowa tu o 

cłach, kontyngentach, opłatach importowych, dopłatach własnym producentom danej bran y 

z  kieszeni  innych  podatników.  W  Polsce  najwi kszym  zakłóceniem  w  funkcjonowaniu 

gospodarki byli sami komuni ci. Zgodnie z wyznawan  doktryn  jedne działy gospodarki, jak 

rolnictwo na przykład, uznali  za  zacofane, inne jak przemysł ci ki  za post powe. Co starsi 

zapewne pami taj  do czego to doprowadziło. 

 

     Po upadku komunistycznej gospodarki a przez to samego komunizmu stan ła Polska 

przed szans  uzyskania miejsca w mi dzynarodowym podziale pracy i odzyskania tym samym 

niepodległo ci  gospodarczej.  Niepodległo ci  gospodarczej,  która  w  dzisiejszym  wiecie  jest  

głównym składnikiem niepodległo ci pa stwowej. Główne atuty, którymi dysponowali my to: 

 

1.  Prywatne gospodarstwa chłopskie, pomimo zacofania technologicznego mog ce 

zdynamizowa  produkcj , dzi ki ogromnemu wkładowi własnej „darmowej” pracy. 

background image

2.  Rzesza  prywatnych,  dotychczas  nielegalnych  kupców  maj cych  doskonałe 

kontakty handlowe z Dalekim i Bliskim Wschodem oraz krajami byłego Obozu. 

3.  Du a  liczba  bezrobotnych,  co  gwarantowało  mo liwo   ich  natychmiastowego 

ich „wykorzystania” za stosunkowo niewielkie pieni dze. 

4.  Prywatne  zasoby  finansowe  szacowane  na  6  –  8  miliardów  dolarów,  które  od 

zaraz mogły finansowa  rozwój prywatnej drobnej gospodarki. 

5.  I wreszcie, to co najwa niejsze, ogromna luka towarowa przy 40 – milionowym 

rynku konsumentów czyli zapewniona koniunktura na najbli sze 10 lat. 

 

 Wystarczyłoby  znie   dotychczasowe  ograniczenia  prawne,  zabezpieczaj ce  władz  

partii  komunistycznej  a  hamuj ce  rozwój  prywatnej  gospodarki.  Na  zrozumiałe,  zgodne  z 

Dziesi ciorgiem  Przykaza   przepisy  czekał  ogromny  potencjał  przedstawiony  przeze  mnie 

powy ej. To opłacalno  zadecydowałaby p rozwoju tych a nie innych dziedzin gospodarki. O 

tym co bardziej opłaca si  wytworzy   w kraju, a co raczej sprowadzi   z  zagranicy. Tanio  

za   naszego  zacofanego  kraju  stanowiłaby  naturaln   ochron   krajowego  rynku.  Tanio  

pracy, a zatem i produkcji, przyci gałaby kupców z zamówieniami a nie gotow  zagraniczn  

produkcj .  Rzecz  jasna  nie  byłaby  to  sielanka  ale  wojna  o  niepodległo   to  nigdy  nie  jest 

sielanka. Za  w gospodarce jak na wojnie decyduj  ostateczne zwyci stwa i kl ski. 

 

     Oparcie  odbudowy  kraju  o  te  kilka  milionów  mikro-elementów  spowodowałoby 

upadek  socjalistycznego  gmaszyska  w  ci gu  kilku  lat.  W  wyniku  tego  procesu  powstałaby 

prywatna,  niezale na  od  pa stwa  –  rz du  gospodarka.  Jej  podmiot  stanowiliby  wiadomi 

swoich praw obywatele, owa słynna klasa  rednia. Tym samym aparat pa stwowy – władca 

gospodarki zostałby sprowadzony do  roli arbitra w sporach pomi dzy obywatelami. Tak si  

jednak nie stało. Nie stało si  nie z głupoty, cho  tej w kr gach opozycyjnych było niemało. Po 

prostu, przemiany jakie nast piły w Polsce były zaplanowane przez komunistów i przez nich 

nadzorowane. St d wzi ło si  pogn bienie uczciwych Polaków i cudowna przemiana gówna w 

złoto. To dlatego na człowieka, na którego dawniej mówili my ubek, teraz mówimy: szanowny 

pan dyrektor ameryka skiego banku. 

 

V. IMPORTERZY JAJ 

 

     W poprzednim rozdziale wymieniłem wszystkich tych, którzy stracili na imporcie jaj. 

Czas  przedstawi   tych,  którzy  na  upadku  polskiej  produkcji  zbili  fortun .  Po  kilku  latach 

przemian ustrojowych nie sposób nie zauwa y ,  e ich interes zgrał si  doskonale z interesem 

socjalistycznego aparatu partyjno - pa stwowego.  

 

     Wybór  wariantu  rozwoju  polskiej  gospodarki,  przedstawionego  przeze  mnie  w 

poprzednim  rozdziale,  miałby  nieodwracalne  skutki.  Spowodowałby  zanik  socjalistycznego 

pa stwa, a tym samym upadek dotychczas samowładczej grupy – „aparatu”. Po roku 1989, za 

aprobat  komunistów zasilili go byli opozycjoni ci. Rekrutuj cy si  z inteligenckiej gołoty i od 

1980  roku  yj cy  dzi ki  pieni dzom  z  Zachodu.  Nie  widz c  mo liwo ci  powrotu  do  ycia 

sprzed  1980  roku,  los  swój  zwi zali  ze  sprawowaniem  stanowisk  polityczno  –  urz dniczych. 

Było  zatem  fizyczn   niemo liwo ci ,  aby  post pili  wbrew  własnemu  interesowi  i  dokonali 

ograniczenia  dopiero  co  zdobytej  władzy.  Nie  twierdz ,  e  nie  chcieli  rozwoju  gospodarki 

wolnorynkowej.  Jednak  równoczesny  rozwój  wolnego  rynku  i  administracji  pa stwowej 

okazał si  niemo liwy. 

 

     Teoretyczne  uzasadnienie  mo liwo ci  pogodzenia  powy szej  sprzeczno ci  stanowił 

plan  Balcerowicza.  Chocia   jego  przeciwnicy  po  niewczasie  mówili  o  nim  plan  Sachsa-

background image

Balcerowicza, dla podkre lenia wpływów obcych i dyskredytacji samego Balcerowicza był to 

ewidentnie rodzimy plan – plan polskich komunistów. [Ostatni przymiotnik jest rzecz jasna 

jedynie przyporz dkowaniem geograficznym. Wpływy obce tu pomijam, bo i tak nie pomog  

w  zrozumieniu  naszej  parafialnej  rzeczywisto ci.  Autorstwo  za   nie  zmniejsza,  ale  zwi ksza 

odpowiedzialno .] Podstawy filozoficzne planu B. zasadzały si  na niemo no ci utrzymania 

archaicznego  systemu.  Obrona  wprost  była  skazana  na  niepowodzenie,  na  dodatek  nie  było 

czego  broni .  O  kilkaset  kilometrów  st d  istniał  kapitalizm.  Standard  ycia  tamtejszego 

robotnika  był  wy szy  od  poziomu  ycia  komunistycznych  sekretarzy  –  udzielnych  władców 

kraju.  Po  kompletnej  plajcie  komunistycznej  gospodarki  niemo no ci   było  utrzyma  

komunizm w sferze społeczno – politycznej. Zatem komuni ci zdecydowali,  e zamiast gin  

pod kołami normalno ci, znów b d  awangard  – awangard  klasy kapitalistycznej. Zacz li 

budowa  kapitalizm. 

 

     Cho   komuni ci  zacz li  przepoczwarza   si   od  roku  1983  pocz wszy,  pi kny 

kapitalistyczny  motyl  mógł  wyfrun   dopiero  dzi ki  paktowi  Okr głego  Stołu  i  planowi 

Balcerowicza. Po bli szej analizie Planu dochodzimy do wniosku,  e jest to jedna z wersji gry 

zwanej piramidk . Jej cech  charakterystyczn  jest matematyczny model zdobycia bogactwa. 

Zyskuje  przez  to  wiarygodno   w  oczach  naiwnych.  Najwi kszy  idiota,  a  ka dy  ma  si   za 

nielichego  cwaniaka,  mo e  z  pomoc   kalkulatora  obliczy   kiedy  stanie  si   bogaty.  Dla 

przypomnienia podam najwa niejsze zasady gry. 

 

1.  Pewna  osoba  zwraca  si   do  nas  z  propozycj   wej cia  do  gry.  Jedynym 

warunkiem jest wpłacenie osobie pierwszej na li cie okre lonej kwoty. 

2.  Przepisujemy  list   wpisuj c  osob   drug   na  miejsce  pierwsze,  osob   od  której 

kupili my list  na miejsce przedostatnie, a siebie na ostatnie. 

3.  Znajdujemy  cztery  osoby,  którym  proponujemy  wej cie  do  gry  na  zasadach 

okre lonych powy ej. 

 

Teraz mo emy spokojnie le e  na tapczanie, wyobra a  sobie nieustanny awans na li cie 

i liczy  na suficie tłuste miliony. I wszystko byłoby w porz dku, gdyby nie to,  e tłuste miliony 

szybko zmieniaj  si  w barany a niedoszli milionerzy w osłów. Gdyby jednak nikt nie zarabiał 

piramida nie miałaby sensu. Tymczasem powtarzana jest co jaki  czas, pod ró nymi nazwami 

i  zawsze  znajduje  ch tnych.  Proponuje  bowiem  co ,  co  zawsze  było  szczytem  marze  

człowieka  –  doj cie  do  bogactwa  bez  wysiłku.  Sprowadza  si   za   do  sfinansowania  sukcesu 

nielicznych, którzy  rzecz cał   rozkr caj , pieni dzmi wyci gni tymi  z  kieszeni wielu, którzy 

dali  si   nabra .  Dla  cisło ci  nale y  doda ,  e  najwi ksze  pieni dze  zarabia  si   tu   przed 

krachem,  przed  załamaniem  si   gry.  Dlatego  na  pocz tkowych  pozycjach  wpisywani  s  

figuranci. Rozpoczynaj c gr  szulerzy wpisuj  siebie na ostatnie pozycje. 

 

Piramida  pod  nazw   plan  Balcerowicza  została  przeprowadzona  przez  najwy sze 

władze  pa stwowe  przy  wykorzystaniu  dotychczasowego  komunistycznego  aparatu.  W 

odró nieniu  od  normalnej  prywatnej  piramidki,  w  której  udział  jest  dobrowolny,  była  to 

operacja  totalna.  Ka dy  Polak,  niemowl   i  starzec,  musiał  w  niej  wzi   udział.  „Zaj cami” 

planu B. byli wszyscy drobni geszefciarze, którzy pomogli w zapchaniu pokomunistycznej luki 

towarowej  dobrami  importowanymi.  Mam  tu  na  my li  tak  handlarzy  detalicznych,  jak  i 

dotychczasowych  importerów  walizkowych.  Zacz li  oni  zarabia   wi cej  ni   za  komuny,  na 

dodatek legalnie. Poniewa  stało si  to nagle i na dodatek nie wiadomo dlaczego, sukces swój 

skojarzyli  z  realizowanym  wła nie  Planem.  Razem  z  oficjaln   propagand   mogli  zatem 

wy miewa  si  z zacofanych chłopów i rzemie lników, których Plan skazywał  na  mier . Jak 

background image

te  patrze  z politowaniem na drobnych ciułaczy dolarowych, którzy wła nie tracili dorobek 

całego  ycia. 

 

     Piramidka  Balcerowicza  zyskała  równie   poparcie  całej  sfery  bud etowej  – 

urz dników,  nauczycieli,  robotników  pa stwowych.  Dotychczasow   wizj   powszechnej 

szcz liwo ci  zast piła  wizja  powszechnego  dobrobytu.  Z  niesłychan   precyzj   wyliczyli 

Autorzy  kiedy bogactwo dotknie ka dego. Jedynym warunkiem było przyst pienie do gry – 

zgoda  na  krótki  okres  zaci ni cia  pasa.  I  tak   zgod   rz d  Mazowieckiego  dostał  od 

„reprezentantów” narodu polskiego – od Sejmu. [Przypomn ,  e ten tzw. Sejm Kontraktowy 

składał si  w 2/3 z komunistów, w pozostałej 1/3 z „dru yny Lecha Wał sy, z czego połowa to 

byli komunistyczni agenci.]  Wszystkim Polakom, którzy w dotychczasowym  yciu nie poznali 

zale no ci  pomi dzy  prac   a  zyskiem,  rzecz  cała  wydała  si   realna.  Zwłaszcza,  e  zacz ła 

rosn   miesi czna  płaca  w  przeliczeniu  na  dolary.  Za  komuny  rednia  płaca  stanowiła 

równowarto   25  dolarów.  Teraz  poczynaj c  od  50  poprzez  100  doszła  do  200.  Co  prawda 

koszty utrzymania równie  rosły, na dodatek nieco szybciej, ale jasne i zgodne z Planem było, 

e ju  niedługo, tymczasem zarobki b d  ju  tylko rosły. Niestety mira  si  rozwiał. I cho  po 

czterech latach od wprowadzenia Planu stali my si  jednym z dro szych pa stw  wiata, wci  

zarabiamy  200  dolarów.  10-krotnie  mniej  ni   w  krajach  o  porównywalnych  kosztach 

prze ycia. 

 

     Nie  wszyscy  jednak  obudzili  si   z  r k   w  nocniku.  W  100%  zrealizowali  swój  plan 

komuni ci.  Podczas  bezustannych  dysput  o  sposobach  jak  najbardziej  sprawiedliwego 

podziału  maj tku  narodowego,  przeprowadzili  swoj   własn   prywatyzacj   tego .  Uzyskali 

ogromny maj tek i pot n  pozycj  gospodarcz , która wa y  b dzie na losach Polski przez 

najbli sze  kilkadziesi t  lat.  Bez  piramidki  szacowna  grupa  importerów  jaj  w  ogóle  by  nie 

powstała. Któ  bowiem przy zdrowych zmysłach kupiłby jajko zagraniczne, dwa razy dro sze 

i  gorsze  od  krajowego?  Import  mógłby  stanowi   jedynie  dodatek  do  zbyt  małej  produkcji 

krajowej.  Gdyby  nie  zrobiono  nic,  gdyby  pozwolono  komunizmowi  po  prostu  upa ,  w 

najlepszej sytuacji znale liby si  prywatni producenci. W oparciu o ich wyroby rozwin łaby 

si   sie   handlowa.  Poniewa   drobnych  producentów  byłoby  bez  liku,  a  ich  jednostkowa 

produkcja w pocz tkowym okresie stosunkowo niewielka, komunistyczne centrale handlowe 

zamieniane  wła nie  w  prywatne  stan łyby  w  obliczu  zagłady.  Rozwój  gospodarki 

drobnotowarowej  stanowiłby  zagro enie  dla  krzepn cej  komunistycznej  prywatnej 

inicjatywy.  Od  samego  pocz tku  ró niła  si   ona  w  sposób  definitywny  od  faktycznie 

prywatnej przedsi biorczo ci. Rozwój tej komunistycznej grupy gospodarczej miał charakter 

wył cznie  paso ytniczy.  Za  darmowe  wykorzystywanie  maj tku  narodowego,  którym 

zarz dzali,  wypłacali  komuni ci  samym  sobie  pieni dze  nie  obci one  socjalistyczn  

redystrybucj .  W  przewa aj cej  mierze  produkowali  jedynie  dokumentacj   ksi gow ,  na 

podstawie której komuni ci – prywaciarze wypłacali pieni dze z pa stwowej kasy. Przej cie 

od gospodarki fikcji do rzeczywistego wolnego rynku oznaczałoby upadek tej grupy. Upadek 

socjalistycznego  pa stwa  i  sierot  po  nim  –  sekretarzy,  członków  i  innych  ubeków.  Dlatego 

nastał Okr gły Stół i plan Balcerowicza. 

 

VI. „JEDEN PRZYKŁAD FORTUNY Z RODZIMEGO KRAJU...” 

 

Nie  pisz   ksi ki  sensacyjnej,  cho   mam  nadziej ,  e  nie  zanudzisz  si   Czytelniku  na 

mier .  Nie  b dzie  w  niej  rozpami tywania  kolejnych  afer.  Jedyny  wyj tek  czyni   tu  dla 

sprawy    ART  ”B”, poniewa  stanowi czytelny dowód zorganizowanego przest pstwa jakiego 

dokonano w Polsce w latach 1990 – 91. 

 

background image

     Posłuchajmy co powiedział G siorowski w wywiadzie dla „Playboya” [wyd. polskie z 

lutego 1993] :  „Bagsik wpadł na to,  e mo na bra  tanie kredyty i robi  drogie lokaty. I nie 

jest to sprzeczne  z prawem.  Zarabia  si  na  ró nicy w oprocentowaniu. Tanie kredyty  s  po 

drugiej stronie granicy – wysoko oprocentowane konta były w Polsce. Proste jak drut.” 

 

     Dla  wyja nienia  tej  prostej  jak  drut  historyjki,  posłu my  si   dwoma  na  pozór 

identycznymi przypadkami. 

 

1.  moja  znajoma,  kobieta  ju   leciwa,  na  pocz tku  roku  1990  wpłaciła  na  konto 

bankowe  1  milion  złotych.  Po  roku  oszcz dzania    na  koncie  miała  2.200  tysi cy  złotych. 

Przyrosło jej 1milion 200 tysi cy złotych. 

2.  Bagsik i G siorowski w tym samym czasie równie  wpłacili do banku 1 milion 

[tyle,  e  dolarów  zamieniony  na  złote,  a  po  roku  z  powrotem  na  dolary].  Po  roku 

oszcz dzania przyrosło im 1milion 200 tysi cy dolarów. 

 

Wydawa   by  si   mogło,  e  w  obu  przypadkach  zasada  jest  ta  sama,  pomimo  ró nicy 

ilo ciowej. Tyle tylko,  e wtedy piramidka nie miałaby sensu. W rzeczywisto ci moja znajoma 

oszcz dzaj c  straciła  40%  swojego  pocz tkowego  wkładu.  Bagsik  i  G siorowski  uzyskali 

natomiast 100%- owy dochód. 

 

     Aby to wszystko zrozumie , musimy podnie  wzrok i popatrze  na szczyty władzy. 

Przez półtora roku trwania rz du Mazowieckiego, minister finansów i zarazem wice-premier 

Leszek  Balcerowicz  zapewniał,  e  inflacja  wynosi  80%.  W  rzeczywisto ci,  co  potwierdził 

nast pny  rz d  [Leszek  Balcerowicz  znów  był  ministrem  finansów],  inflacja  w  roku  1990 

wyniosła  około  250%.  „Realnie  dodatnia  stopa  procentowa”  okazała  si   w  rzeczywisto ci 

mocno  ujemna.  Wszystkie  osoby  zyskuj ce  w  stosunku  do  oszcz dzaj cych  w  dolarach  – 

konta  dewizowe  oprocentowane  były  w  wysoko ci  10%  -  zostały  okradzione.  Wpłacony  do 

banku na pocz tku roku 1 mln zł po roku zmienił si  co prawda w 2,2 mln, ale siła nabywcza 

tych  pieni dzy  równała  si     mniej  wi cej  0,6  mln  sprzed  roku.  Zapominaj c  zatem  o 

odsetkach za wypo yczone bankowi pieni dze, znajoma straciła dodatkowo 40% wkładu. 

 

     ART”B” przeciwnie – zyskało. Było to mo liwe dzi ki: 

 

-

 

utrzymaniu sztywnego kursu złotego pomimo 250% inflacji; 

-

 

oprocentowaniu lokat złotowych 2-krotnie poni ej rzeczywistej stopy inflacji. 

 

Gdyby  oprocentowanie  lokat  złotowych  było  przynajmniej  równe  stopie  inflacji,  moja 

znajoma nie zyskałaby ani nie straciła. Gdyby złoty tracił na warto ci w stosunku do dolara 

zgodnie z faktycznym spadkiem jego siły nabywczej, Bagsik i G siorowski nie zarobiliby ani 

grosza.  Dla  kompletnej  przejrzysto ci  rezygnuj   tu  z  omawiania  dodatkowej,  handlowej 

działalno ci ART.”B”. Porównanie jakiego dokonali my powy ej pozwoli nam zrozumie , co 

Bielecki i Balcerowicz mieli na my li mówi c o makro- i mikro-skali. Otó  mikro czyli mała 

skala to bardzo du o ludzi podobnych do mojej znajomej. Na swoim małym milionie stracili 

marne 400 tysi cy. Poniewa  jednak grosz do grosza nazbierało si  tych małych milionów na 

kontach  prywatnych  50  bilionów  złotych,  ogólna  suma  mikro-strat  wyniosła  20  bilionów 

złotych, 2 miliardy dolarów ameryka skich. 

 

     Makro  czyli  wielka  skala  to  bardzo  mało  ludzi  podobnych  do  Bagsika  i 

G siorowskiego.  Wzrost  kosztów  utrzymania  wynikaj cy  ze  spadku  siły  nabywczej  złotego 

sprawił,  e  dla  utrzymania  stopy  yciowej  na  dotychczasowym  poziomie,  zamiast  wyda   na 

background image

ten cel 5.000 dolarów zmuszeni byli wyda  a  15.000. Znaczy to,  e zamiast zarobi  z jednego 

miliona dolarów na czysto 1.200 tysi cy dolarów, zarobili niewiele ponad milion. Zniwelowa  

tak dotkliw  strat  mogło jedynie posiadanie na koncie kilku milionów dolarów, w złotówkach 

rzecz jasna. 

 

     Jak ju  wspomniałem na wst pie tego rozdziału, to nie Bagsik i G siorowski s  winni 

opisanej kradzie y. Oni jedynie skorzystali z okazji. Pami tajmy te ,  e nie za to s   cigani, 

ale  za  jaki   oscylator.  W  przest pstwie,  które  opisałem,  ART.”B”  powinna  stanowi  

namacalny dowód. W charakterze podejrzanych przed polskim wymiarem sprawiedliwo ci – 

o  ile  takowy  kiedykolwiek  powstanie  –  powinni  stan   politycy  i  urz dnicy  pa stwowi 

odpowiedzialni za umo liwienie tej kradzie y. A przecie  nale y szczerze w tpi ,  e to Bagsik 

i G siorowski mieli by  głównymi beneficjantami planu Balcerowicza.  

 

     Jak  ka da  piramida,  tak e  i  ta  przeprowadzona  w  Polsce  nie  liczyła  si   z  kosztami 

społecznymi jej realizacji. Nic nie obchodziło jej autorów ilu ludzi musi straci  pieni dze,  eby 

nieliczni mogli je posi

. Tymczasem koszty mog  przerosn  najczarniejsze wizje hamuj c 

przede  wszystkim  mo liwo   rozwoju  polskiej  gospodarki,  likwiduj c  konkurencyjno  

krajowej  produkcji  w  stosunku  do  rozwini tych  gospodarek  Zachodu.  Przewarto ciowany 

złoty i cała polityka finansowa pa stwa naraziła nas jednocze nie na łatwy drena  pieni dzy 

ze strony zachodniej finansjery, która ma na pewno wi cej dolarów ni  Bagsik i G siorowski.  

 

VII. TYLKO BALCEROWICZ 

 

     Chocia   twierdzenie,  e plan Balcerowicza nie miał alternatywy jest coraz bardziej 

krytykowane, to tutaj zgadzam si  całkowicie z propagand  pa stwow . Bowiem cało  my li 

programowej z przełomu roku 89/90 sprowadzała si  albo do całkowitego poparcia, albo do 

konstruktywnej  krytyki.  Gromione  były  drobiazgi,  np.  wysoko   kursu  dolara,  natomiast 

ogólna filozofia planu i jego zało enia były powszechnie akceptowane. 

 

     Chocia  ekonomi  próbuje si  przedstawi   jako nauk , to w  rzeczywisto ci jest ona 

zbiorem  doktryn  wzajemnie  sprzecznych.  Ekonomia  jako  nauka,  z  wykresami,  tabelami, 

krzywymi etc. pojawia  si  nie  w  momencie obserwacji  zjawisk  zachodz cych  w gospodarce, 

ale dopiero w momencie ich racjonalizacji. O ich odbiorze i ocenie decyduje za   wiatopogl d 

człowieka. Od chwili pojawienia si  poj cia „ekonomia polityczna” i ukształtowania struktur 

nowoczesnych  pa stw,  władnych  kształtowa   ycie  gospodarcze  milionów  ludzi  wedle 

wcze niejszych  przemy le ,  mo emy  mówi   o  całkowitym  podporz dkowaniu  gospodarki 

polityce  i  ideologii.  Ekonomia  polityczna  i  sposób  jej  zastosowania    -  polityka  ekonomiczna 

maj  niewiele ponad 200 lat. W tym czasie a  roiło si  od genialnych wynalazców głosz cych 

odkrycie antidotum na głód i cierpienie. Nastali oni wprost po alchemikach, którym nie udało 

si   wyprodukowa   złota  z  kurzego  łajna.  Wizje  tych  szarlatanów  próbowano  realizowa . 

Jedn   za ,  szczególnie  atrakcyjn ,  nazwano  nauk ,  upa stwowiono  i  przyst piono  do  jej 

realizacji  niszcz c  miliony  ludzi  stoj cych  jej  na  drodze.  Eksperyment  gospodarczy  w  skali 

jednostki  mo e  potrwa   rok,  dwa  i  je eli  nie  b dzie  zgodny  z  regułami  ycia  upadnie. 

Eksperyment w skali pa stwa, je eli nie b dzie zgodny z  yciem, równie  upadnie, ale mo e 

przetrwa  nawet 70  lat jak  zdarzyło  si   z  wy ej wspomnian  nauk  –  z komunizmem. Jego 

upadek  za   mo e przeci gn   si  na  kolejne 20 lat. I nie  ma tu, podobnie jak w przypadku 

jednostki  adnej gwarancji,  e nast pny si  powiedzie. 

 

     W Polsce  roku 1989 wszyscy byli  zgodni co do jednego,  e nie  ma innej mo liwo ci 

jak  tylko  eksperyment.  To  eksperyment  w  postaci  planu  Balcerowicza  miał  nas  dowie   do 

background image

normalnej  gospodarki.  Tymczasem  cho   diabeł  tkwi  zwykle  w  szczegółach,  w  Polsce  na 

dodatek tkwił w ogółach. Ogólne bł dy ówczesne to: 

 

1.  brak cało ciowego ogl du polskiej rzeczywisto ci i zrozumienia zło ono ci  ycia 

społeczno-polityczno-gospodarczego.  Nast piło  to  z  braku  innego  ni   socjalistyczny 

aparatu  poj ciowego.  Socjalistyczne  lektury,  socjalistyczne  wykształcenie,  socjalistyczny 

j zyk.  Doprowadziło  to  do  socjalistycznego  spojrzenia  na  wiat,  do  socjalistycznego 

my lenia i działania mimo cz sto zgoła odmiennych deklaracji ideowych. 

2.  Przyj cie  odpowiedzialno ci  za  gospodark   i  pa stwo  bez  rzeczywistej 

mo liwo ci dokonania zmian. 

3.  Brak  powi zania  interesu  własnego  „naszej”  warstwy  politycznej  z  interesem 

narodu i pa stwa polskiego. Doprowadziło to do podtrzymania w sferze my lowej opozycji 

pa stwo – obywatele, zgodnej z dotychczasow  komunistyczn  tradycj . 

4.  Lenistwo umysłowe, prowadz ce do przej cia kalek intelektualnych z Zachodu 

zamiast wypracowania własnych pogl dów. 

 

Jak głosi m dro  ludowa, czym skorupka za młodu nasi knie, tym na staro  tr ci. 

O  sposobie  rozwoju  polskiej  gospodarki  po  upadku  komunizmu  decydowali  i  decyduj  

ludzie  maj cy  za  sob   komunistyczn   przeszło   lub  wychowani  w  domach 

komunistycznych  dygnitarzy.  Plan  szczegółowy  natomiast  realizuj   wychowankowie 

Szkoły  Głównej  Planowania  i  Statystyki  w  Warszawie,  najbardziej  czerwonej  uczelni  w 

kraju.  Sama  nazwa  doskonale  oddaje  kierunek  kształcenia.  eby  było  mieszniej  ich 

głównymi oponentami s  równie  wychowankowie tej szkoły. Có  to za twórcza musi by , 

prawicowa i konserwatywna krytyka. 

 

     Nie  było  mo liwo ci  innego  spojrzenia  na  gospodark ,  poniewa   wszystko  czym 

dysponowali my to był socjalizm. Opozycji wobec systemu socjalistycznego autentycznej, 

a  nie  tylko  deklaratywnej,  nie  było.  To  oraz  dopuszczenie  „ wie ej  krwi”  pozwoliło 

komunistom  utrzyma   dotychczasow   pozycj   społeczn   ,  a  nawet  j   umocni   dzi ki 

przej ciu  na  własno   maj tku  narodowego,  dotychczas  znajduj cego  si   jedynie  w  ich 

zarz dzie.  Opozycja  za  dopuszczenie  do  władzy  zapłaciła  ubezwłasnowolnieniem  i 

powi zaniem  własnego  interesu  ze  strukturami  starego  porz dku.  Przej li  „nasi” 

marksowsk   definicj   pa stwa  jako  aparatu  ucisku.  Komuni ci  uwa ali,  e  ucisk  był 

niesłuszny  gdy  pa stwo  było  bur uazyjne,  a  słuszny  je eli  słu ył  budowie  wietlanej 

przyszło ci.  Teraz  najbardziej  miała  opozycja  wobec  powy szego  sprowadziła  si   do 

uznania,  e  niesłuszny  był  ucisk  komunistyczny  –  zatem  słuszny  b dzie  ucisk 

kapitalistyczny. 

 

     Jednostce  ludzkiej  nie  przywrócono  praw  gwarantowanych  przez  Boga.  Nie 

pot piono i nie odrzucono komunistycznego bezprawia zwanego konstytucj  a godz cego 

w sam  istot  człowiecze stwa. Przeciwnie oparto si  na niej jako podstawie budowy ładu 

społecznego.  Gdy  za   liczba  „naszych”  w  administracji  pa stwowej  przekroczyła  setk , 

ustami  łysego  faryzeusza  i  sklerotyczałej  dewotki  ogłoszono  zaistnienie  Pa stwa  Prawa. 

Tymczasem  sklepikarze  dalej,  jak  za  komuny,  musieli  „kra ”.  Jaka  była  odpowied  

„naszych”?  czy  opowiedzieli  si   mo e  za  zmian   przepisów  podatkowych,  przez  które 

uczciwy  człowiek  traktowany  był  jak  złodziej  i  jak  złodziej  mógł  by   s dzony? 

Opowiedzieli  si   ...  za  rozbudow   aparatu  kontroli.  Dlatego  Polacy  do wiadczaj cy  na 

własnej skórze nowego, tylko na krótko ulegli frazesom nowej władzy. Po czym na nowo 

podj li  bojkot  struktur  pa stwowych.  60%  wyborców  bojkotuj cych  wybory 

parlamentarne z roku 1991 to przykład nie bierno ci, jak przedstawiła to „nasza” elita, ale 

background image

braku  siły  politycznej  zdolnej  aktywno   społeczn   zorganizowa   w  oparciu  o  wizj  

pa stwa  zgodn   z  systemem  warto ci  wi kszo ci  Polaków.  Staro-nowa  kasta  urz dnicza 

mogła zatem bez pomocy, ale i bez przeszkód, realizuj c własn  utopi  co raz ciesz c si , 

e działa. 

 

     Nie  dziwmy  si   komunistom  i  ich  agentom.  Dziwmy  si   tym  wszystkim,  którzy 

autentycznie chc ,  eby Polska była wielka a popieraj  działania temu przeciwne. Zarzut 

ten  dotyczy  całej  obecnej  nie  komunistycznej  warstwy  politycznej.  wiadczy  o  ubóstwie 

umysłowym  spowodowanym  komunistyczn   indoktrynacj .  Zamiast  przemy lenia 

konkretnej  sytuacji,  utrzymuje  si   bezmy lne  powtarzanie  zbitek  poj ciowych,  kalek 

wyrwanych  z  innego  [zachodniego]  układu.  Nie  przystaj cych  do  naszej  rzeczywisto ci. 

Dzi ki  temu  dalej  mo na  trwa   w  błogim  lenistwie  umysłowym,  ciesz c  si   z  zaliczenia 

kolejnej  „obowi zkowej”  lektury.  Jeszcze  za  komuny  byłem  przera ony  ignorancj  

działaczy opozycyjnych w sprawach społeczno-gospodarczych. To niewiedza i bezmy lno  

zadecydowały  o  akceptacji  działa   gospodarczych  rz du  Mazowieckiego.  Gdy  na 

spotkaniu partii mieni cej si  liberaln , w listopadzie roku 1989, nazwałem Balcerowicza 

socjalist   a  to  co  robi  –  kradzie ,  zostałem  uznany  za  wariata  i  sfrustrowanego 

cinkciarza. Partia za  postanowiła plan Balcerowicza poprze  stosownym o wiadczeniem. 

eby  zobaczy ,  e  Balcerowicz  to  złodziej  nie  trzeba  było  szczególnego  akademickiego 

wykształcenia,  ani  nawet  nadzwyczajnej  jasno ci  umysłu.  Wystarczyło  y .  Opozycja 

jednak nie  yła  lecz trwała głowy maj c  zapchane bohaterstwem przodków. Dlatego bez 

gł bszej  refleksji  przyj ła  za  własne  zakładane  cele  i  sposób  ich  realizacji.  Na  dodatek 

przez długi czas odbieraj c telewizyjne sukcesy za rzeczywiste. 

 

     Jako  sukces  rz d  odtr bił  „zduszenie  inflacji”,  podczas  gdy  mieli my  250% 

hiperinflacj ,  a  jako  uzasadnienie  podał  stały  kurs  dolara.  I  co  ?  Ano  ucieszono  si ,  e 

wreszcie mamy silny pieni dz. 

 

     „Władza” nie  zamykała ju   za handel i  mo na było otwiera  prywatne sklepy – 

brawo Balcerowicz!, jakby to on sprowadzał towary, zakładał sklepy i na dodatek w nich 

sprzedawał. 

 

     Wprowadzono wewn trzn  wymienialno    a  potem nawet zacz to jej broni  – 

hurrra. A przecie  wcze niej te  wymieniałem złotówki na dolary i na odwrót, tyle  e nie 

zawsze  w  przytulnym  wn trzu.  Złoty  za  granic   wart  jest  tyle  samo  co  za  komuny  czyli 

nic. W przypadku wprowadzenia faktycznej wymienialno ci sztucznie wysoki kurs złotego 

padłby  na  pysk  razem  z  kolejnym  rz dem.  Samo  okre lenie  wewn trzna  wymienialno     

jest komunistycznym dziwol giem j zykowym na miar  wewn trznego eksportu. 

 

Wreszcie,  dzi ki  długotrwałej  pracy  dyplomatycznej  uzyskano  te   sukces 

mi dzynarodowy.  Obietnic   50%-towej  redukcji  zadłu enia  Polski  wobec  Zachodu. 

Odczytanie  tego  za  sukces  wynika  z  wyj tkowo  abstrakcyjnego  my lenia  Polaków  o 

sumach przekraczaj cych 10 tysi cy dolarów. Gdyby Polska była w stanie rozwin  si  w 

sposób  pozwalaj cy  na  spłat   połowy  zadłu enia,  oddanie  drugiej  połowy  te   nie 

stanowiłoby  adnego  problemu.  W  sytuacji  zapa ci  gospodarczej  jedynym  sensownym 

rozwi zaniem było moratorium zawieszaj ce spłat  długu i ci gła gotowo  do ogłoszenia 

bankructwa.  Pomimo  takiej  wła nie  propozycji  Stefana  Kurowskiego,  głównym 

argumentem przeciw i to w ustach postkomunistów okazało si  przykazanie: nie kradnij. 

Doszedł do tego  medialny  l k,  e  złodzieja nie wpuszcz  do Europy. Tymczasem nie tak 

dawno, w XIX i na pocz tku XX wieku bankructwa pa stw jak najbardziej europejskich 

background image

były na porz dku dziennym. Po yczki  zaci gni te od Stanów Zjednoczonych w okresie I 

wojny  wiatowej  w  ogóle  nie  zostały  spłacone.  Chwalebny  wyj tek  stanowiła  Wielka 

Brytania,  która  swój  dług  zwróciła  dzi ki  dewaluacji  funta  o  połow .  Jest  to  zarazem 

kolejna przestroga przeciwko mieszaniu porz dku boskiego z ziemskim. W naszej sytuacji 

wszystko  przemawiało  za  niehonorowaniem  długów  zaci gni tych  przez  moskiewsk  

agentur . 

 

 

CZ

 DRUGA      

  

RACHUNEK SUMIENIA 

 

 Tragicznym  bł dem  popełnionym  przez  Polaków  jest  brak  rachunku  sumienia  po 

ewidentnych  grzechach  komunizmu.  Bez  rozliczenia  si   z  komunistyczn   przeszło ci ,  co 

pozwoliłoby pozna  nasz  rzeczywist  pozycj , trudno b dzie planowa  i budowa  przyszło . 

 

W wyniku doktrynalnych ogranicze  jakie narzucił nam komunizm, nie mogły zaistnie  

w  nas  zachowania  normalne  dla  ludzi,  którzy  komunizmu  nie  zaznali.  W  taki  oto  fizyczny 

sposób  pojawiły  si   w  naszych  umysłach  ogromne  luki.  Braki  w  my leniu,  postawie, 

zachowaniu. I jak sklepy zapełniły si  po uchyleniu zakazu, tak teraz musimy dokona  rzeczy 

o wiele powa niejszej – załata  dziury w naszych mózgach. B dzie to nad wyraz trudne, jako 

e  w  ostatnich  kilku  latach  naród  polski  został  poddany  niesłychanej  wprost  kampanii 

dezinformacji, totalnemu praniu mózgu. Poni sze rozdziały b d  skromn  prób  odkłamania  

naszych  umysłów,  bez  ogl dania  si   na  czyjekolwiek  samozadowolenie.  Mam  jednocze nie 

nadziej ,  e nie b dzie to próba zawracania Wisły kijem. 

 

I.  DLACZEGO KOMUNIZM ZWYCI

YŁ NA WSCHODZIE. 

 

     Odpowied   na  to  pytanie  uwa am  za  podstaw   do  oceny  komunizmu  w  jego 

warstwie praktycznej. Komuni ci od pocz tku, zgodnie z zapewnieniami Marxa mówili o 

komunizmie,  e  jest  nast pc   kapitalizmu.  Kraje  zachodnie,  które  jeszcze  u  siebie 

komunizmu  nie  miały,  niebawem  wskutek  rozwoju  wiadomo ci  mas  pracuj cych  do 

socjalizmu  a  potem  do  komunizmu  dojd .  Jedynym  zgrzytem  był  fakt,  e  w  Imperium 

Rosyjskim,  gdzie  utopi   komunistyczn   wcielono  w  ycie,  w  ogóle  nie  rozwin ł  si  

kapitalizm. A przecie  dopiero z kapitalizmu – według Marxa – mo liwe było przej cie w 

socjalizm. 

 

     Jak  zatem  do  tego  doszło?  Otó   wydaje  si ,  po  kilkudziesi ciu  latach 

namacalno ci,  e komunizm był mo liwy z dwóch powodów wzajemnie si  dopełniaj cych: 

 

1. 

był  wynikiem  ogromnego  rozwarstwienia  społecznego  wynikaj cego  z 

przerostu feudalizmu. 

2. 

Warstw  rewolucyjn  wyst puj c  przeciwko staremu porz dkowi była 

inteligencja. 

 

Te dwa czynniki okazały si  podwalin  pod przyszłe nieszcz cie. Kastowo  ustroju 

feudalnego  zablokowała  mo liwo   awansu  społecznego  jaki  miał  miejsce  na  zachodzie 

Europy.  Natomiast,  je li  uznamy  rozwój  a  potem  wzrost  znaczenia  bur uazji  za  proces 

naturalny  kształtuj cy  współczesne  społecze stwo  kapitalistyczne,  to  trzeba  b dzie  na 

nowo  dokona   oceny  inteligencji  jako  warstwy  społecznej.  Tak  bur uazja,  jak  i 

background image

inteligencja,  powstały  przecie   ze  zdeklasowanej  szlachty,  oczywi cie  w  przewa aj cej 

mierze.  Inteligencja  była  tworem  typowo  wschodnioeuropejskim  ,  nieznanym  w  krajach 

zachodnich. Na Wschodzie, gdzie dyshonorem dla warstwy szlacheckiej stało si  fizyczne 

zarabianie  pieni dzy,  inteligencja  [inteligo  znaczy  my l ]  pojawiła  si   niejako 

automatycznie.  Na  oznaczenie,  e  warstwa  ta  jednak  co   robi.  Ale  arty  na  bok, 

wschodnioeuropejski  fenomen  inteligencji  wynikał  ze  skutecznego,  prawnego 

zablokowania bardziej przyziemnego sposobu  ycia. Fenomen ten powtórzy si  w sposób o 

wiele  powa niejszy  w  Polsce  i  innych  krajach  obozu  komunistycznego  po  II  wojnie 

wiatowej. 

 

     Ka dy człowiek ma w sobie pierwiastek racjonalny i pierwiastek empiryczny. W 

przypadku inteligencji, dla której sprawy rozumowe były jedynie wa ne wybór był jeden. 

To  rozum  decydował  o  wszystkim.  Od  czasów  za   O wiecenia  i  wielkich  projektów 

społecznych,  gdy  człowiekowi  wydało  si ,  e  jest  w  stanie  własnym  rozumem  ogarn  

zło ono   tego  wiata  i  zast pi   Boga  tworz c  obraz  społecze stwa  doskonałego, 

nieszcz cie  zacz ło  si   przybli a   w  zastraszaj cym  tempie.  Nieszcz cie  wynikaj ce  z 

prostackiego prze wiadczenia,  e my lenie słu y nie do opisu rzeczywisto ci i wyci gania 

nauki z do wiadczenia, ale do kreowania rzeczywisto ci. 

 

     Projekty    społeczne  w  odległej  przeszło ci,  jak  cho by  Pa stwo  Platona,  były  o 

tyle  niegro ne,  e  nie  miały  szans  realizacji  z  braku  odpowiedniej  ilo ci  ludzi 

zainteresowanych  ich  wcieleniem  w  ycie.  Bez  grupy  ludzi  wi

cej  z  projektem  własny 

los,  adna  utopia  nie  mogła  si   urzeczywistni .  A   wreszcie  wytwory  chorych  umysłów 

padły  na  wła ciwy  grunt,  na  inteligencj .  I  stał  si   komunizm.  Sprawiedliwo ci  trzeba 

odda ,  e  inteligencja  skoro  ju   zaistniała  nie  miała  innego  wyboru  jak  socjalizm  czy 

komunizm. Projekt dajmy na to konserwatywny nie istniał, bo nie był potrzebny.  aden 

umysł  konserwatywny  uznaj cy  własn   swoj   niedoskonało   i  mało   przed  Bogiem  – 

Stwórc  nie zdobył si  na tworzenie  wiata lepszego od ju  stworzonego. 

 

     Nie  mo na  te   nie  zauwa y ,  e  wygrana  rewolucja  inteligencka  i  realizacja 

Projektu była równoznaczna z przej ciem przez inteligencj   władzy nad społecze stwem. 

Wi zało  si   to  ze  zburzeniem  dotychczasowej  hierarchii  społecznej.  Podobnie  rewolucja 

bur uazyjna,  cho   w  sposób  nie  tak  krwawy,  pozbawiła  znaczenia  stare  struktury 

feudalne. Obraz inteligencji byłby niepełny, gdyby nie wspomnie  o jej równie wa nej jak 

zdeklasowana  szlachta  cz ci  –  o  ydach.  Cho   pocz tkowo  s   w ród  inteligencji  ledwie 

tolerowani,  niebawem  ulegnie  to  diametralnej  zmianie.  W  przypadku  ydów  rzecz 

dotyczy  głównie  zdrajców  wiary  ydowskiej,  dla  których  jedyn   wi t   ksi g   stał  si  

„Kapitał” Marxa. Niemniej w tradycji  ydowskiej istniał zaczyn – ludzie, których główn  

czynno ci  i sensem  ycia było oderwane od  ycia my lenie. W Pi mie  wi tym czytamy o 

faryzeuszach. W czasach nam bli szych byli rabini i cadykowie. S  to w ko cu prototypy 

dzisiejszych  intelektualistów.  Przykładem  takiego  człowieka  był  oczywi cie  równie   sam 

Karol Marx. 

 

     Inn  cech , dzi ki której  ydzi stali si  spr yn , wojskiem i podpor  finansow  

rewolucji  była  obietnica  ich  wyzwolenia.  Komunizm  był  projektem  ogólnoludzkim, 

uniwersalnym i pierwszym, który obiecywał  ydom bezwarunkowe równouprawnienie  w 

wyniku  likwidacji  dotychczasowych  odr bno ci  narodowych  i  pa stwowych.  Dla 

bezpa stwowych  i  pozostaj cych  poza  obr bem  ówczesnego  społecze stwa,  a  przecie  

posiadaj cych  własne  ambicje  społeczno-polityczne  ydów,  my l  Marxa  okazała  si  

background image

pokus  nie do odrzucenia. Perspektywa przej cia władzy była dla nich nie mniej n c ca 

ni  dla zdeklasowanej szlachty. 

 

II. BRAK WYKSZTAŁCENIA 

 

Komunizm, podobnie jak wcze niejsze utopie społeczne, uznawał człowieka za mas  

plastyczn ,  któr   mo na  dowolnie  ugniata .  Wiedz   o  tym  co  dla  człowieka  jest 

rzeczywi cie  najlepsze  przypisywał  Wielkiemu  Projektantowi.  Ten  za   wiedział  jakich 

narz dzi  u y ,  aby  stworzy   człowieka  według  wymy lonego  wzorca.  A  zatem  – 

szcz liwego.  Aby  wyzwoli   człowieka  z  koszmarów  starego,  niedoskonałego  wiata, 

nale ało  stworzy   nowy  –  doskonały.  Powszechne  nauczanie  jako  sposób  ukształtowania 

nowego  człowieka  wymy lili  utopi ci,  prekursorzy  komunizmu,  na  długo  przed  jego 

powstaniem. Gdy ju  nastał dla dorosłych wprowadzono przyspieszone kursy marksizmu-

leninizmu. Na dzieci przyszedł czas komunistycznej szkoły. 

 

     Ka dy kto si  urodził ju  był skazany. Najpierw stracił rodziców. Ojciec nie b d c 

w  stanie  samodzielnie  utrzyma   rodziny  nie  mógł  by   jej  głow .  Matka,  zmuszona  do 

pracy, nie mogła po wi ci  si  wychowaniu dzieci. Przejmuj c cz  obowi zków typowo 

m skich,  automatycznie  podwa ała  autorytet  ojca  i  tradycyjn   hierarchi .  Je eli  młody 

człowiek cudem unikn ł  łobka i przedszkola,  to w wieku 7  lat trafiał do  socjalistycznej 

szkoły. Dyrektorem był zwykle komunista lub ubek. Nauczycielami były w przewa aj cej 

mierze kobiety. Pensja nauczycielska traktowana była jako dodatek do zarobków m a – 

robotnik niewykwalifikowany zarabiał wi cej ni  nauczyciel. Dlatego te  jedyni m czy ni 

w szkole, nie licz c dyrektora i palacza, to łamagi  yciowe nie potrafi ce znale  niczego 

sensownego.  Mimo  tak  negatywnej  selekcji,  stworzyli  komuni ci  dodatkowe 

zabezpieczenie  przed  niezale no ci   przekazywanej  uczniom  wiedzy.  Obowi zkowego  w 

całym  kraju  programu  nauczania  strzegła  policja  nauczycielska  eliminuj ca  ludzi 

niezale nych, tzw. kuratoria o wiatowe. Podobnie jak ucze , nauczyciel równie  dostawał 

stopnie, nie za przekazan  uczniom wiedz  jednak, ale za realizacj  programu. 

 

     Program potwornie  rozbudowany, zbyt skomplikowany i przerastaj cy zdolno  

przyswajania  umysłu  dorastaj cego  człowieka,  w  rezultacie  ograniczał  i  hamował  jego 

rozwój.  W  dalszej  kolejno ci  zabijał  zdolno   samodzielnego  my lenia    a  tak e 

niezale no  i odpowiedzialno . Po sko czeniu lekcji czyli w czasie potencjalnie wolnym 

czekały  na  ucznia  zadania  domowe.  Odrabiane  najcz ciej  przy  wydatnej  pomocy 

rodziców  lub  starszego  rodze stwa.  Nast piło  zatem  odwrócenie  ról  społecznych.  To  nie 

nauczyciel  miał  zast powa   rodzica,  ale  rodzic  miał  zast powa   nauczyciela.  Proces 

ogłupiania przez utrudnianie pogł bił si  wyra nie w połowie lat siedemdziesi tych i trwa  

do  dzi .  Wynika  to  z  faktu  decydowania  o  szkole  ludzi  nie  obci onych  pozostało ciami 

starego „bur uazyjnego” wychowania, ale od pocz tku ukształtowanych przez komunizm. 

 

     Cały  system  nauczania,  a  raczej  wychowania  dla  socjalizmu,  promował  nie 

najzdolniejszych, ale tych o okre lonej konstrukcji umysłowej – prymusów. Za cen  bycia 

najlepszymi  ze  wszystkich  przedmiotów,  całkowicie  wył czali  si   z  ycia  poza  szkoł . 

Wspomagani w tym dziele przez głupich i pró nych  rodziców, którzy dodatkowo wbijali 

im  do  głowy  „najpierw  szkoła”.  System  premiował  nie  za  konkretne  osi gni cia,  własny 

oryginalny wkład umysłowy, ale za maksymalne wklepanie podr cznikowych regułek oraz 

wła ciw  postaw  społeczn . Ta ostatnia bardzo była przydatna uczniom niezbyt lotnym. 

Zjawisko prymusów najbardziej przypomina instytucja kantorów na dworze królewskim 

w  Hiszpanii,  par   wieków  wstecz.  Otó ,  aby  chłopiec  obdarzony  pi knym  głosem  nie 

background image

stracił  wysokiego  brzmienia  altu,  co  nast powało  w  trakcie  dorastania,  poddawano  go 

kastracji.  Nie  mo na  było  by   jednocze nie  i  m czyzn ,  i  kantorem.  Podobny  wybór 

postawił  komunizm  przed  całym  społecze stwem.  Człowiek  komunistyczny  miał  by   do 

mierci nieporadnym  yciowo dzieckiem, zale nym we wszystkim od łaskawo ci pa stwa. 

Cen   za  awans  społeczny  za   była  drobna  operacja  przeprowadzana  co  prawda  nie  na 

ciele, ale na duszy. 

 

     Je eli  młody  człowiek  nie  przejawiał  p du  do  wiedzy,  w  wieku  15  lat  opuszczał 

szkoln   machin   demoralizacji.  Wpadał  jednak  w  tryby  komunistycznego  ycia  i  nawet 

je li  zachował  resztki  zdrowego  rozs dku,  w  rozbitym  społecze stwie  nie  stanowił 

zagro enia dla systemu. Swoje refleksje zachowuj c dla w skiego grona, gdzie opór wobec 

komunistów  sprowadzał  si   do  u ywania  pewnych  dosadnych  okre le .  Je eli  na  swoje 

nieszcz cie  chciał  uczy   si   dalej,  a  nie  był  dzieckiem  komunistycznego  dygnitarza,  co 

gwarantowało  dobre  wykształcenie  za  granic ,  ugniatano  go  dalej.  Tak  wyrosła  grupa 

Polaków  wykształconych  przez  komunistyczn   szkoł .  Odci ta  od  ycia  materialnego, 

oddana  na  łask   mo nego  opiekuna,  tym  głupsza,  im  wi cej  fakultetów,  słowem 

inteligencja. 

 

     Nie  dajmy  si   zwie   wygłaszanym  oficjalnie  pogl dom,  e  dysponujemy  du ym 

potencjałem  intelektualnym  w  postaci  ludzi  z  wy szym  wykształceniem.  Nie  dajmy  si  

zwie   s dom  wygłaszanym  w  towarzystwie,  jakoby  poziom  nauczania  w  Szwajcarii  był 

du o  ni szy  ni   w  Polsce.  Nie  mówi c  ju   o  Stanach,  gdzie  jak  wiemy  szkoł   ko cz  

analfabeci nie maj cy poj cia co jest stolic  Burundi. My wiemy, prawda? – Bujumbura. 

Ludzie, którzy tak twierdz  powtarzaj  stary komunistyczny slogan o wy szym poziomie 

kształcenia w pa stwach socjalistycznych. Jednocze nie broni  siebie samych. Neguj c ten 

system  podwa aliby  zarazem  własn   pozycj   społeczn ,  uzyskan   z  prostego  powodu 

dostosowania si  do wymaga  systemu. Nie nauczono nas w szkole niestety,  e wiedza ma 

sens  tylko  wtedy,  gdy  jest  u yteczna.  Je eli  jeste my  j   w  stanie  wykorzysta   w  yciu, 

posłu y   si   ni   w  konkretnej  sytuacji.  Nauczono  nas  jedynie  pozornej  pracowito ci,  co 

powoduje,  e  cz ciej  zamiast  rozwi zania  problemu  szukamy  usprawiedliwienia  naszej 

niemo no ci.  To  dlatego  mamy  tylu  ludzi,  którzy  pomimo  uko czenia  studiów,  cz sto 

nawet  nie  pomy l ,  e  do  rozwi zania  prostej  yciowej  sytuacji  mogliby  u y   własnego 

umysłu. Psu na bud  taka wiedza. 

 

     Komunizm  dotkn ł  całego  szkolnictwa.  Szkoły  wy sze  były  prost   kontynuacj  

podstawówki.  Sam  uko czyłem  uczelni   uznawan   powszechnie  za  siedlisko 

antykomunistycznej  reakcji.  Na  wi kszo ci  zaj   atmosfera  była  podobna.  adnych 

dyskusji tylko normalna lekcja. Dostawali my pi tki i dwóje, a chłopcy w ostatniej ławce 

grali w karty i pili wino, tak samo jak w liceum. Na zaj ciach z dydaktyki [ w przyszło ci 

mieli my  by   nauczycielami]  uczyli my  si   jak  i  czego  uczy   dzieci  w  ramach 

obowi zuj cego  programu.  Jak  w  praktyce  realizowa   wytyczne  ministerstwa  o wiaty. 

Gdy  zanegowałem  potrzeb   oprowadzania  o mioklasistów  po  hali  fabrycznej,  w  ramach 

poszukiwania  miejsca  w  yciu,  na  rzecz  pokazania  im  mo liwo ci  zarabiania  pieni dzy   

[była połowa roku 1988], nasz Pan poczerwieniał na g bie i wykrzykn ł,  e cwaniactwa to 

one jeszcze zd

 si  w  yciu nauczy . Có  był tylko uczciwym bolszewikiem. Nie my lcie, 

e w ostatnim czasie zmieniał prac . 

 

     Pisz   o  tym  wszystkim  poniewa   zapomnieli my  sk d  przychodzimy, 

podpowiadam – z komunizmu. Nie wiemy gdzie jeste my, podpowiadam – w komunizmie. 

Nie tylko nie staramy si  odrzuci  komunistycznej szkoły, ale na dodatek szukamy w niej 

background image

oparcia. R ce mi opadły gdy niedługo po wyborach prezydent Lech Wał sa, uwa any w 

Ameryce za typowy przykład self-made-mana i człowieka rozsadzaj cego komunistyczny 

system,  zaprosił  do  Belwederu...  prymusów!  Ich,  kwiat  polskiej  młodzie y,  zapytał:  co 

robi ?!!! 

  

III. BRAK  SPOŁECZE STWA 

 

Co  jaki   czas  słyszymy,  ze  nowa  solidarno ciowa  elita  władzy  oderwała  si   od 

społecze stwa.  Zarazem  mówi  si ,  e  społecze stwo  popada  w  apati ,  traci  zainteresowanie 

sprawami  pa stwowymi.  Tymczasem    problem  cały  jest  po  prostu  wymy lony.  Wynika  z 

próby  u ycia  j zyka  komunistycznej  nowo-mowy    do  opisu  fikcji.  W  pa stwie 

komunistycznym  nie  istniało  społecze stwo,  i  do  tej  pory  si   nie  wytworzyło.  Zatem 

przywódcy  Solidarno ci  nie  mogli  i  nie  mog   by   elit   czego   co  jeszcze  nie  istnieje,  tym 

bardziej nie mog  si  od tego oderwa . 

 

Komuni ci  po  zdobyciu  władzy  w  roku  1945,  w  ci gu  kilku  lat  zniszczyli  polskie 

społecze stwo (bur uazyjne - jak je zwali) likwiduj c fizycznie i prawnie tworz ce je grupy. 

Tak  znikn ła  warstwa  wła cicieli  ziemskich,  warstwa  producentów  i  kupców.  Słowem 

komunistycznym pozbyto si  krwiopijców. Nie była to walka z wiatrakami. Likwiduj c ludzi 

dysponuj cych  niezale nym  od  socjalistycznego  pa stwa  kapitałem,  zburzyli  komuni ci 

podstawy społecze stwa. Spowodowali upadek rodziny, autorytetu, pozrywali wszelkie wi zi 

społeczne chroni ce jednostk   przed wszechogarniaj cym aparatem władzy. 

 

Po  zniszczeniu  niezale nego  kapitału,  w  miejsce  ró nych  o rodków  finansowania 

nowych idei, wydawania ksi ek i gazet, wprowadzili komuni ci jeden mecenat - swój. 

Zmonopolizowali  ycie  gospodarcze,  staj c  si   wła cicielem  i  dysponentem  kapitału, 

zatem panem  ycia i  mierci dla ludzi b d cych wła cicielem jedynie własnej głowy i r k. 

 

Dla  dodatkowego  zabezpieczenia  własnej  pozycji  i  utrzymania  pozorów  wobec 

obserwatorów  zewn trznych,  normalne  struktury  samoorganizowania  si   społecznego 

zast pili  komuni ci  strukturami  fasadowymi.  Zakładane  i  nadzorowane  przez  nich  zwi zki 

zawodowe,  partie  polityczne  i  stowarzyszenia  miały  kanalizowa   spontaniczn   działalno  

oraz wyłapywa  i neutralizowa  autentycznych przywódców. 

 

Czy mo na by  politykiem nie reprezentuj c wyborców? 

 

Czy mo na by  intelektualist  nie maj c własnych pogl dów? 

 

Czy mo na by  dziennikarzem nie próbuj c docieka  prawdy? 

 

Okazało  si ,  e  nie  tylko  mo na  ale  jest  to  postawa  wr cz  po dana.  Nagradzana 

wyjazdami  zagranicznymi,  słu bowym  mieszkaniem,  pa stwow   pensj   i  wysok   pozycj   w 

pa stwie.  Dlatego  według  mojego  skromnego  rozeznania  znajdujemy  si   dopiero  przed 

progiem.  Oby my  go  jak  najszybciej  przekroczyli  i  zacz li  budowa   -  po  prostu  - 

społecze stwo. 

IV. W  OPOZYCJI 

 

Najwi ksz   opozycj   wobec  komunizmu  stanowiło  samo  ycie.  Okazało  si   na  tyle 

wszechstronne,  e  komunistyczna  próba  regulacji  według  wymy lonych  zasad  była 

background image

niemo liwa do zrealizowania. W walce fikcji z rzeczywisto ci  okazało si ,  e fikcja nie mo e 

zwyci y . Nie oznacza to jednak,  e wygrało  ycie. Gra toczy si  dalej. 

 

Przejd my  teraz  do  opozycji  jak   stanowili  ludzie.  Opozycj   naturaln   wobec 

komunizmu byli chłopi i  rzemie lnicy czyli niedobitki starego społecze stwa. Rozsadzali oni 

system  samym  swoim  istnieniem.  Szybko  o  tym  zapomniano,  wyolbrzymiaj c  własne 

indywidualne zasługi. Dlatego mówi c dzi  o opozycji, my limy najcz ciej o Lechu Wał sie i 

jemu podobnym. Poniewa  przez par  lat (prawie sze ) byłem czynnym działaczem opozycji, 

spróbuj   rzecz  cał   opisa   od  rodka.  Na  poziomie  najni szym  wszystko  było  stosunkowo 

proste.  Drukowanie,  rozrzucanie  ulotek,  kolportowanie  pism  i  ksi ek,  (nie)przestrzeganie 

zasad  konspiracji.  Na  poziomie  wy szym,  gdzie  zaczynała  si   "polityka",  działania 

sprowadzały si   do: 

 

sporów wewn trz struktury; 

sporów mi dzy strukturami; 

wydawania o wiadcze  skierowanych do władz komunistycznych i zachodnich rz dów 

apelowania do społecze stwa o udział w obchodach kolejnej  patriotycznej rocznicy; 

udziału we Mszy  w. za Ojczyzn .  

 

I to było wszystko. Na wi cej i tak nie wystarczało czasu. Na wi cej czyli refleksj  po co, 

dlaczego, w jakim celu?  Liczył  si  "konkret". Poniewa  ogólnymi sprawami w ogóle si  nie 

zajmowano za model organizacyjny przyj to model komunistyczny. Wystarczyło wzi  statut 

PZPR,  przepisa   go  zast puj c  niektóre  sformułowania  własnymi,  i  ju   dysponowali my 

statutem organizacji opozycyjnej. 

 

Opozycja  polityczna  nie  była  wynikiem  oddolnego  organizowania  si ,  co  stanowiłoby 

fundament  pod  budow   niepodległego  społecze stwa.  Nie  uczestniczyli  w  niej  chłopi,  bo  w 

warunkach rozproszenia i braku jakiejkolwiek komunikacji poza pa stwow  było to fizycznie 

niemo liwe.  Nie  uczestniczyli  w  niej  w  sposób  zauwa alny  równie   przedstawiciele  tzw. 

prywatnej inicjatywy powstałej po roku 1983 czyli przedsi biorcy. Pisz  powy ej "w sposób 

zauwa alny", bo udzielali wsparcia finansowego. Jednak ich udział osobisty był w praktyce 

niemo liwy. Prawo komunistyczne skonstruowane było tak,  e ka dy prowadz cy działalno  

gospodarcz   podpadał  z  góry  pod  paragraf.  Przy  jakiejkolwiek  oznace  buntu  czekała  go 

natychmiastowa  kontrola  Izby  Skarbowej  lub  PG  -  policyjnej  brygady  do  walki  z 

przest pstwami  gospodarczymi.  Poza  tym  dopiero  rozwijaj c  własne  przedsi biorstwo 

niewiele miał czasu na cokolwiek wi cej. 

 

Du o  czasu  miała  za  to  inteligencja,  co  do  tej  pory  wspomina  z  rozrzewnieniem.  Nie 

miała te  materialnie niczego do stracenia, w odró nieniu do przedsi biorców, którzy wła nie 

dorabiali  si   pierwszych  pieni dzy.  Poniewa   inteligencja  nie  stanowiła  siły  materialnej,  a 

wsparcie ze strony innych grup było znikome, w roli opozycji politycznej mogła utrzyma  si  

wył cznie dzi ki pomocy finansowej z  Zachodu. Pieni dz sam w sobie nie jest złem, chocia  

Marks twierdził  e jest  rajfur . Demoralizuje  w jednym przypadku. Gdy nie jest wynikiem 

naszego  działania,  ale  dostajemy  go  za  nic.  Pieni dze  i  sprz t  napływaj ce  do  kraju  na 

potrzeby  opozycji  rozdzielane  były  przez  central   Solidarno ci  -  samorozwi zany  KOR  za 

lojalno . Dzi ki temu mimo rozbicia Zwi zku na wiele struktur, mo na było podtrzymywa  

mit  jedno ci  ("Solidarno ci  nie  da  si   podzieli ")  oraz  hamowa   wykształcanie  si   grup 

samodzielnych programowo. Warunkiem koniecznym do otrzymania pomocy z Centrali było 

utrzymanie na winiecie wydawanego pisma logo NSZZ"S". 

 

background image

W strukturach niepokornych, do których równie  docierały pieni dze, mniejsze jednak 

ni  do najmniejszego pisemka zakładowej NSZZ"S", narodził si  przeto pomysł aby samemu 

je zarabia . Pomysł genialny w swej prostocie, tyle  e z gruntu komunistyczny. I analogiczny 

do  wypowiedzi  Urbana,  e  rz d  si   sam  wy ywi.  My l   e  tu  wła nie  znajduj   si   korzenie 

obecnego  my lenia  radnych  gmin,  a  zatem  nominalnie  reprezentantów  społecze stwa,  aby 

samemu jako rada robi  interesy i utrzymywa  w swoim r ku jak najwi kszy maj tek. Ale po 

co  w  takim  razie  obywatele.  Cho   zabrzmi  to  mo e  dziwnie,  w  roku  1989  okazało  si ,  e 

faktycznie  s   niepotrzebni.  Wystarczaj c   dla  opozycji  okazała  si   komunistyczna  komisja 

weryfikacyjna pod przewodnictwem Czesława Kiszczaka - szefa tajnej policji.    

 

V. BRAK  PRAWA 

 

Komunizm  wyst pował  przeciw  prawu  w  sposób  doktrynalny.  Jak  głosił 

przewodnicz cy sowieckiego S du Najwy szego w roku 1927: "Komunizm to nie zwyci stwo 

socjalistycznego  prawa,  ale  zwyci stwo  socjalizmu  nad  wszelkim  prawem,  jako  e  wraz  ze 

zniesieniem  klas  o  antagonistycznych  interesach,  prawo  zniknie  całkowicie."    (za:  F.  H. 

Hayek, Konstytucja Wolno ci) 

 

Prawo  kojarzyło  si   socjalistycznym  my licielom  z  chytrym  sposobem  pozwalaj cym 

bogatym  gn bi   biednych.  Teraz  po  zdobyciu  władzy,  w  tak  instrumentalny  sposób 

rozumiane,  zaczyna  słu y   komunistom  do  niszczenia  starego  wiata  i  budowy  " wietlanej 

przyszło ci".  Pozwala  to  bez  skrupułów  niszczy   jednostk ,  maj c   dotychczas  w  prawie 

oparcie. Usprawiedliwia równie  niszczenie porz dku stoj cego ponad prawem - zbioru zasad 

moralnych uznawanych i powszechnie akceptowanych. Od tej pory to Wielki Projektant ma 

decydowa  co jest słuszne a co nie. Dla Boga nie ma ju  miejsca. 

 

W Polsce na  szcz cie Bóg przetrwał. Przetrwał te  Ko ciół stanowi cy jedyn  obron  

warto ci duchowych człowieka przed demonem komunizmu. Nie mo na jednak zapomina ,  e 

normalny człowiek chodził do ko cioła raz w tygodniu, na jedn  godzin , a potem wracał do 

codzienno ci.  A  poniewa   codzienno   była  całkowitym  zaprzeczeniem  prawd  głoszonych  z 

ambony,  podobnie  jak  ze  wszystkim  w  komunizmie,  tu  równie   rozeszły  si   drogi  teorii  i 

praktyki.  Jako  człowiek  wierz cy,  a  przynajmniej  praktykuj cy,  długo  nie  mogłem  poj  

dlaczego  m dre  i  pi kne  kazania  dotycz ce  czasów  biblijnych  nagle,  przy  przej ciu  do 

tematów  współczesnych,  zmieniaj   si   nie  do  poznania.  Jakby  ksi a  je  wygłaszaj cy 

dostawali nagle małpiego rozumu. A wytłumaczenie było proste - ksi a oderwani byli nawet 

od namiastki  ycia, której nie zdołał wypleni  komunizm. 

 

Komunizm  niszcz c  stary  porz dek  zlikwidował  wzajemne  relacje  pomi dzy  lud mi 

regulowane  dotychczas  przez  prawo  -  techniczn   ekspozycj   wspólnego  systemu  warto ci. 

Poczynaj c od pierwszych kroków, a na desce grobowej ko cz c, człowiek rozwija swoje  ycie 

duchowe.  Kształtuje  indywidualny  system  warto ci,  hartuj c  go  w  konkretnych  sytuacjach. 

Tylko w ten sposób mo e usun  bł dy w dotychczasowym my leniu, bł dy wynikaj ce cz sto 

ze  szlachetnych  pobudek.  Komunizm  przenikn ł  nasze  ycie  reguluj c  dokładnie  wszystko. 

Stare warto ci duchowe nie mogły by  odt d przekładane na codzienne działanie. I cho , co z 

lubo ci  si  podkre la, przetrwała my l, była to my l abstrakcyjna. Wr cz sztuka dla sztuki, 

poniewa   nie  mo na  było  posługiwa   si   ni   w  codziennym  yciu.  Zgodnie  z  prawem 

bumeranga uderzyło to w sam  my l, co wida  dzi  gołym okiem. 

 

Komunistyczna  regulacja  ycia  doprowadziła  do  przyj cia  dwóch  skrajnych  postaw. 

Jednych  pchn ła  do  całkowitego  odrzucenia  zasad  moralnych  jako  zasad  post powania. 

background image

Innych skłoniła do zaj cia pozycji fundamentalnych. W obu przypadkach było to nieszcz cie. 

W pierwszym doprowadziło do uto samiania prawa z rozporz dzeniami wydawanymi przez 

komunistów,  a  w  konsekwencji  do  demoralizacji.  W  drugim  prowadziło  do  porzucenia 

zdrowego rozs dku. Grzeszno  człowieka została uznana nie za rzecz zwyczajn  ale za godn  

pot pienia w cało ci. W d eniu do  wi to ci fundamentali ci odrzucili rozró nienie pomi dzy 

grzechem  ci kim  a  lekkim,  pomi dzy  zbrodni   a  drobnym  wi stwem.  Taka  postawa 

równie  negowała potrzeb  istnienia prawa, które chroni i wspiera człowieka chwiejnego, ze 

złymi skłonno ciami ale i szlachetnymi odruchami. Prawo nie jest potrzebne ani  wi tym, ani 

zbrodniarzom.  

 

Niestety  nie  pojawił  si   złoty  rodek.  W  okolicach  tego  miejsca  zago cił  bowiem 

relatywizm  etyczny.  Oceniaj cy  zachowanie  człowieka  w  zale no ci  od  sytuacji.  W  ustach 

ksi dza  katolickiego  brzmiało  to  mniej  wi cej  tak:  je eli  przeło ony  zmusza  ci   do 

post powania  niezgodnego  z  Wiar ,  zrób  tylko  tyle  ile  naprawd   musisz.  W  domy le,  eby  

nie stracił pracy, nie poszedł do wi zienia itp. Dlatego  ka dy mógł pod "ile musisz" podstawi  

to, co sam uznał za usprawiedliwione. Ta trzecia postawa była najbardziej rozpowszechniona 

jako  najbardziej  sensowna  obrona  przed  komunizmem.  Relatywizm,  cho   dłu ej  stosowany 

musiał prowadzi  do wypaczenia sumienia, nie oznaczał  e człowiek nie uwikłany funkcyjnie 

w  komunizm  uległ  demoralizacji.  Charakterystycznym  tego  przykładem  niech  b dzie 

przykazanie: Nie kradnij. Normalny katolik nie okradał s siada, a je li to si  z tego spowiadał 

czyli  uwa ał  to  za  grzech.  Je eli  jednak  "wynosił"  jak   rzecz  z  pa stwowej  roboty    albo 

zani ał obroty sklepu ju  takiego poczucia nie miał. I na pewno było to zgodne ze zdrowym 

rozs dkiem. Czy było grzechem?... 

 

Dekalog, niewierni mog  to nazwa  prawem naturalnym, obowi zuje jako cało . Z tego 

wzgl du  nie  jest  mo liwe,  aby  jedno  przykazanie  było  sprzeczne  z  innym.  Oprócz  "Nie 

kradnij" istnieje przykazanie "Nie zabijaj". Gdyby przyj  interpretacj  "Nie kradnij" jako 

posłuszne wypełnianie wszystkich obci e  fiskalnych przez jakikolwiek rz d, kłóciłoby si  to 

z przykazaniem "Nie zabijaj". Przykazanie to zakazuje człowiekowi działa  na szkod  własn  

i  swoich  najbli szych.  Je eli  zatem  jakiekolwiek  pa stwo  konflikt  taki  legalizuje,  mamy  do 

czynienia  nie  z  pa stwem  prawa  ale  z  pa stwem  bezprawia.  Dla  fundamentalisty  opisany 

powy ej  przypadek  był  po  prostu  kradzie ,  a  zatem  grzechem  i  jako  taki  zasługiwał  na 

pot pienie. W my leniu  zwykłych  ludzi prawo komunistyczne, według którego  eby prze y  

trzeba było zosta  złodziejem, nie było sprawiedliwe. Oczywi cie nie wszyscy musieli "kra ". 

Na  luksus  bycia  uczciwym  mogli  sobie  pozwoli   ludzie  obdarzeni  wyj tkowym  talentem  - 

chwalił si  nimi komunizm jako swoim osi gni ciem, no i komuni ci ró nego szczebla, bo w 

ko cu i tak wszystko było ich. 

 

Spójrzmy teraz na to co si  stało w roku 1989. Komunizm został formalnie pokonany. W 

parlamencie  i  fotelach  rz dowych  zasiedli  "nasi"  ludzie  ...  i  nic.  Komunistyczne  bezprawie 

pozostało, poniewa   zasiedli nihili ci i " wi ci". Kompletnie klarowna sytuacja zaistnieje po 

pierwszych  wolnych  wyborach  parlamentarnych  w  roku  1991.  Podział  tego  parlamentu  na 

nihilistów  i  fundamentalistów  a   kłuje  w  oczy.  Niestety  zabrakło  w  nim  normalnych 

relatywistów  z  komunistycznego  przymusu.  Nie  odrzucono  zatem  rzeczy  najbardziej 

dotkliwej  dla  zwykłego  człowieka  yj cego  dotychczas  w  komunizmie  -  bezprawia.  Dla 

nihilistów to nie moralno  miała wyznacza  granice prawa, ale odwrotnie to prawo okre lało 

co  dobre  jest  a  co  złe.  Najwa niejszy  dla  nich  problem  sprowadzał  si   do  o ywienia 

dotychczas  martwej  konstytucji  komunistycznej.  Dla  fundamentalistów,  niepokalanych,  nie 

był  to  problem  zasadniczy  i  godny  darcia  szat.  A  przecie   nikt  nie  zbadał  -  jest  to  nie 

wykonalne- ilu ludzi post puje uczciwie dlatego,  e jest to zgodne z ich systemem warto ci, a 

background image

ilu dlatego,  e jest to opłacalne ju  przez sam fakt unikni cia kary. Tymczasem ostatnie lata 

dowodz   namacalnie,  e  bardziej  opłacało  si   by   komunistycznym  zbirem  ni   człowiekiem 

uczciwym.  Prawna  akceptacja  takiego  stanu  rzeczy  przez  był   opozycj   stanowiła 

powa niejszy  od  samego  komunizmu  zamach  na  kr gosłup  moralny  narodu  polskiego. 

Zamach  dokonany  przecie   nie  przez  sowieck   agentur   ale  elity  przywódcze  niepodległego 

pa stwa. Tłumaczy  mo na si  ze wszystkiego, ale zało  si ,  e ju  dzi  wi kszo  ówczesnych 

tuzów politycznych spo ród "naszych" nie pami ta jakie to sprawy wagi pa stwowej pchn ły 

ich w sam  rodek komunistycznego gówna. Faktem bezspornym, trwaj cym do dzi , pozostała 

legalizacja komunistycznego bezprawia. 

 

Kolejne solidarno ciowe rz dy zrobiły wiele, aby ugruntowa  w Polakach przekonanie, 

e  polityka  jest  tylko  i  wył cznie  dora n   gr   grupowych  interesów.  Prawa  za   powstaje  w 

wyniku głosowania i odzwierciedla interes aktualnej wi kszo ci. Dla rozładowania atmosfery i 

ku uciesze  licznych w  Polsce demokratów dodam,  e  komunizm  został utrzymany w  sposób 

jak  najbardziej  demokratyczny.  Po  zaakceptowaniu  komunistycznej  konstytucji  i  przyj ciu 

zasady o mo liwo ci jej zmiany wył cznie na drodze prawnej, zmiana legalna okazała si  nie 

mo liwa.  Poniewa   konstytucj   mo na  zmieni   dopiero  wi kszo ci   2/3,  dla  utrzymania  jej 

wystarczało niewiele ponad 1/3 liczby posłów. Zgodnie  z umow  Okr głego Stołu komuni ci 

dysponowali  wi kszo ci   2/3.  Gdyby  za   uwzgl dni   ich  agentów  w  "naszych"  ławach, 

zebrałoby si  tego ju  nie 66 ale 80%. Owe 80% przez dwa lata decydowało o wszystkim w 

Polsce  i  czuwało  eby  adna  krzywda  komunistom  si   nie  stała.  Pozostałe  20%  chocia   nie 

było  agentami  w  dosłownym  tego  słowa  znaczeniu,  to  jednak  odebrało  "porz dne" 

socjalistyczne wychowanie. W tym przypadku  mniemanie,  e prawo  komunistyczne samo w 

sobie nie było takie złe, a problem wynikał raczej z faktu jego nieprzestrzegania przez samych 

komunistów. 

 

Na  zako czenie  mała  dygresja.  Par   lat  temu  obserwowałem  Walne  Zebranie  NZS 

pewnej  wy szej  uczelni.  Zgromadzenie  stan ło  przed  problemem  braku  kworum,  które  to 

wedle statutu potrzebne było do podejmowania decyzji dotycz cych całego  Zrzeszenia. Tym 

razem  chodziło  o  rzecz  niebagateln ,  o  wybór  nowych  władz  uczelnianego  NZS.  Dla 

zaokr glenia  przyjmijmy,  e  liczył  on  200  członków  a  obecnych  było  80  osób.  Moje 

podenerwowanie  nie  trwało  długo.  Otó   okazało  si ,  e  na  poprzednim  zebraniu  podj to 

uchwał ,  e  do  podejmowania  wi

cych  decyzji  nie  jest  potrzebne  kworum  czyli  101  osób. 

Jak si  dyskretnie wywiedziałem poprzednie zebranie liczyło 60 osób!  

 

VI. BRAK  MY LENIA 

 

Staro ytni Grecy poza demokracj  odkryli wiele innych rzeczy. Na przykład harmoni  

czyli  równowag   ducha  i  ciała.  Z  równym  zapałem  oddawali  si   wiczeniom  umysłowym  i 

doskonaleniu  sprawno ci  fizycznej.  Obie  te  sfery  uznawali  za  równie  wa ne,  a  zaniedbanie 

którejkolwiek za wyst pienie przeciwko człowiekowi jako cało ci. Niestety, w odró nieniu od 

demokracji, to wa ne odkrycie zostało zapomniane. Szczególnie i programowo zapomniano o 

nim  w  komuni mie.  Tu  przecie   powstało  słynne  rozró nienie  na  teori   i  praktyk   i 

uzasadnienie braku zgody mi dzy nimi. St d powiedzenie: teoria teori  a praktyka praktyk . 

Tymczasem  my lenie  rozwija  si   nie  dzi ki  zaliczeniu  stu  kolejnych  lektur,  ale  w  wyniku 

cieraniu si  odmiennych, indywidualnych pogl dów. Udoskonala si  nie poprzez opanowanie 

sztuki czytania do góry nogami, w lustrze czy po przek tnej ale dzi ki zastosowaniu. To  ycie 

stanowi jedyn  pełn  weryfikacj  naszych przemy le . To w  yciu okazuje si   czy  mieli my 

racj , czy nie, do wiadczaj c na własnej skórze konkretnych skutków. 

 

background image

Cenzura  komunistyczna  kojarzy  si   nam  zwykle  z  m cze stwem  twórców  bryluj cych 

mi dzy wierszami, mrugaj cych okiem na znak,  e znowu zrobili my czerwonego  w   konia     

i li cych swe rany w zaciszu komunistycznych Domów Pracy Twórczej. Tymczasem cenzur  

o  wiele  powa niejsz   od  zakazu  pisania  o  yciu  innym  ni   model  obowi zuj cy,  była  sama 

cenzura na  ycie. Urz dowy zakaz  ycia innego ni  dozwolone. Przemy lenia najgenialniejsze 

na  papierze  s   nic  nie  warte,  je eli  na  bie co  nie  dokonujemy  poprawek  wynikaj cych  z 

zastosowania ich w praktyce. 

 

Pisz c  w  tym  rozdziale  o  braku  my lenia  mam  na  my li  brak  dziedzictwa 

intelektualnego,  z  którego  teraz  mogliby my  skorzysta .  Komunizm  spowodował 

kilkudziesi cioletni   wyrw .  Mo e  ona  zosta   zasypana  jedynie  ogromnym  wysiłkiem  ludzi 

pragn cych  si   od  komunizmu  uwolni .  Wyrwy  tej  nie  da  si   na  dodatek  przemy le . 

Niezb dna  b dzie  pełna  potu  i  krwi  harówka.  Bo  cho   istnieje  wyra enie  "niepodległo  

ducha",  to  bez  niepodległo ci  fizycznej,  materialnej,  jest  to  pusty  frazes.  Jako  naród 

zostali my na pół wieku wyrwani z  ycia i osadzeni w komunistycznym wi zieniu. O tym co 

dzieje  si  na  zewn trz  mogli my dowiedzie   si  jedynie od  klawisza albo  kapusia. Wiedz   o 

normalnym  yciu czerpali my z ksi ek akceptowanych przez komunistyczn  cenzur . Je eli 

były to tłumaczenia z Zachodu, to stanowiły dodatkowy dowód,  e kapitalizm jest obrzydliwy. 

"W  kapitalizmie  nie  jest  mo liwa  prawdziwa  miło "  pisał  uwielbiany  przez  nas  Erich 

Fromm  w "Szkicach o Miło ci". Ksi ka była do  kupienia w przyko cielnym  kramie lub w 

niezale nym kolporta u. 

 

Wła nie w naukach najbardziej zwi zanych z  yciem, w naukach społecznych, dokonało 

si  najwi ksze spustoszenie umysłowe. Ka dy człowiek dorastaj c wypracowuje swój własny 

warsztat,  aparat  poznawczy  pozwalaj cy  obserwowa   i  ocenia   zjawiska,  uogólnia   je  i 

wyci ga  wnioski. U ludzi wychowanych w socjalizmie jest to, niestety, aparat socjalistyczny. 

To co powinni my teraz zrobi , to odrzuci  socjalistyczne przes dy. Nie po to jednak by ulec 

kolejnej  doktrynie,  do  czego  po  tak  fatalnym  wychowaniu  mamy  naturaln   skłonno . 

Musimy na nowo przemy le  dawno poukładane konstrukcje konfrontuj c je bezpo rednio z 

yciem.  Pisz   o  tym  poniewa   główny  spór  publiczny  w  Polsce  to  starcie  dwóch  gotowych 

rozwi za :  socjalistycznego  i  kapitalistycznego.  A  najwa niejszym  argumentem  tej  dyskusji 

jest  stwierdzenie,  e  ..."na  całym  wiecie  si   co   tam..."  albo  ..."we  Francji  robi  si   to...". 

Takim  "argumentem"  posługuj   si   prawie  wszyscy  Polacy.  Najcz ciej  zreszt  

przywoływany przykład nie ma nic wspólnego  z  rzeczywisto ci . Rozwi zanie  socjalistyczne 

jedynie  dla  uwiarygodnienia  posiłkuje  si   rzekomym  przykładem  z  Zachodu.  Kalka 

kapitalistyczna jest natomiast przenoszona  ywcem, bez uwzgl dnienia warunków lokalnych. 

Tymczasem  wystarczy  e  inny  jest  jeden  element  z  całej  konstrukcji  aby  rozwi zanie  było 

odmienne.  Walka  gotowych  rozwi za   na  gotowe  argumenty  zabija  my lenie  zamiast  je 

rozwija . 

Oto  przykład,  niemal  anegdota.  W  gazecie  uwa anej  powszechnie  za  niezale n   i 

prawicow   ukazał  si   tekst,  którego  autor  jest  zdeklarowanym  liberałem  i  przyjacielem 

wolnego rynku. Opisywał powstanie pewnej fortuny w Niemczech. 

 

Pocz tek  tekstu:  Rozpoczynał  od  jednej  zdezelowanej  furgonetki,  któr   sam 

wyremontował... 

Rozwini cie: ...obecnie jego firma zatrudnia 300 tysi cy pracowników w samych tylko                                                                                                                                                                                                                  

Niemczech... 

Zako czenie: ... i jak si  ma do tego nasz rodzimy kapitalista z placu, sprzedaj cy m k  

z  uka? 

 

background image

Dla  wyja nienia  dodam,  e  tekst  ten  ukazał  si   w  czasie  faktycznej    i  propagandowej 

walki  z  handlem  z  chodnika  i  z  samochodu.  Opisany  powy ej  przypadek  to  ywy  dowód 

dziury  w  mózgu.  To  owa  dziura  spowodowała,  e  autor  nie  był  w  stanie  dostrzec 

podobie stwa  pomi dzy  opisywan   przez  siebie  par   wierszy  wcze niej  zdezelowan  

furgonetk   a  ukiem,  i  zachłysn ł  si   jedynie  dysproporcj   pomi dzy  obecn   pozycj  

niegdysiejszego  wła ciciela  zdezelowanej  furgonetki  a  rozpoczynaj cego  dopiero  biznes 

wła ciciela  uka. 

 

Przykład  z  gazety  wiadczy  te   o  braku  zrozumienia  dynamiki  ycia  i  rozwoju  jako 

procesów naturalnych.  wiat jest dla nas ci gle statyczny. Tymczasem kapitalizm oparty jest 

na  ci głym  rozwoju  i  to  zasadniczo  ró ni  go  od  statycznego  socjalizmu  i  pokrewnego  mu 

feudalizmu. Ten rozwój wła nie spowodował,  e niemiecka fortuna mogła si  zacz  od jednej 

zdezelowanej  furgonetki.  To  st d  pojawił  si   na  Zachodzie  wolny  kapitał,  niepotrzebny  ju  

jakiemu   "dorobionemu"  kapitali cie,  wykorzystywany  teraz  do  finansowania  kolejnych 

przedsi wzi .  Infrastruktura  jak  banki,  konsorcja  finansowe,  fundusze  mniejszego  i 

wi kszego ryzyka nie wzi ła si  znik d. Wyrosła na glebie u y nianej przez kolejne pokolenia 

przedsi biorców  ryzykuj cych  własnymi  pieni dzmi,  nieraz  dorobkiem  całego  ycia.  Z 

dziesi ciu  wła cicieli  zdezelowanych  furgonetek  wielk   fortun   zbił  ten  jeden,  ale  cała 

dziesi tka  była  niezb dna  do  podniesienia  poziomu  ycia.  Przypominam  o  tym  nie  dlatego, 

eby proponowa  powtórzenie kolejnych etapów od kamienia łupanego pocz wszy, ale by my 

spróbowali dostrzec proces rozwojowy. Zauwa y  elementy, które sprzyjały i przeszkadzały, 

tak e te niezbyt przyjemne, które proces ten hartowały i były nie do unikni cia. Tylko taka 

wiedza  mo e  by   Polsce  przydatna.  Sama  znajomo   współczesnych,  szczegółowych 

rozwi za ,  ró nic  mi dzy  Francj   a  Szwajcari ,  mo e  nam  pomóc  w  zrozumieniu  faktu,  e 

szczegóły warunkowane s  geograficznie i kulturowo. Główne zadanie to odkrycie wspólnych 

mechanizmów  -  mechanizmów  rozwoju.  I  umo liwienie  im  zaistnienia  w  polskich  ju  

warunkach. 

 

To  stare,  odziedziczone  po  komunizmie,  statyczne  my lenie  o  yciu  pozwoliło  nam 

zaakceptowa   kolejny  centralny  plan  gospodarczy.  Plan  Balcerowicza,  który  nie  miał 

najmniejszego sensu poniewa  nikt, dysponuj c nawet najwi kszym komputerem  wiata, nie 

jest  w  stanie  zebra   wszystkich  potrzebnych  danych  z  rozró nieniem  na  mniej  i  bardziej 

wa ne.  I  dodatkowo  zaprogramowa   dynamik   zmian,  i  pojawienie  si   nieznanych  jeszcze 

elementów.  Dlatego  program  ten,  gdyby  traktowa   go  serio,  miał  podobn   warto   jak 

układanie kilkuletniej   prognozy  pogody podczas  gdy  nawet  kilkudniowa si  nie sprawdza. 

Komunizm  zniszczył  wi zi  mi dzyludzkie,  pozbawił  nas  mo liwo ci  naturalnej 

współpracy z innymi dla wspólnej korzy ci. Nie potrafimy sobie wyobrazi ,  e współpraca o 

ile  ma  mie   miejsce  musi  by   opłacalna  dla  obu  stron.  Brak  nam  zrozumienia  procesu 

przej cia.  Wi ksze  zarobki  nie  wi

  si   w  naszej  głowie  z  lepsz   organizacj   pracy,  z 

opanowaniem  wi kszej  cz ci  rynku,  z  wi kszymi  mo liwo ciami.  Nie  oznaczaj   mo liwo ci 

awansu dla naszych współpracowników, którzy i tak powinni całowa  nas po r kach za to,  e 

zarabiaj  o 500 tysi cy wi cej ni   rednia krajowa, a tylu jest bezrobotnych. I na odwrót, nasz 

zwierzchnik to  zwykle prymityw, na dodatek nic nie robi - to my na niego pracujemy. Jego 

wy sza pozycja jest zwykłym zrz dzeniem losu - głupi ma zawsze szcz cie. Wyznajemy za to 

mityczn  wiar  w pieni dz jako warto  sam  w sobie. Ile to si  nie nasłuchałem w ostatnich 

latach  o  kredytach  czy  raczej  niemo no ci  ich  uzyskania.  Wi kszo   utyskuj cych  w  ogóle 

nawet  nie  pomy lała  jak  go  wykorzysta ;  pieni dz  rodzi  przecie   pieni dz.  Co  wi cej,  nie 

zrobiła nic by poprawi  efekty własnych działa  w oparciu o dost pne im  rodki. A przecie  

wystarczy  tylko  troch   pokr ci   si   w  biznesie  by  zauwa y ,  e  cho   jedna  złotówka  rodzi 

nast pn , to  eby do szcz liwego rozwi zania doszło, wcze niej potrzebny jest ojciec.   

background image

 

VII. PRACA  -  PŁACA  -  PODATKI 

 

Dawno,  dawno  temu  odkrył  człowiek  podział  pracy.  Rzecz   normaln   stało  si   to,  e 

jeden buduje domy, inny uprawia rol  a jeszcze inny przywozi towary z zamorskich krajów. 

Potem okre lił ile sztuk bydła wart jest dom. Wreszcie wynalazł pieni dz. Od tego czasu po 

prostu  zarabiamy  pieni dze.  Ale  znaczy  to  tylko  tyle,  e  wypracowujemy  cz   domu, 

samochodu,  tego  wszystkiego  na  co  potem  wydajemy  pieni dze.  Pracuj c  i  zarabiaj c 

zabezpieczamy  przyszło   własn   i  rodziny.  Ułatwiamy  realizacj   szlachetnych  celów. 

Rozwijamy  talent  swój  i  mo liwo   rozwijania  talentów  innych  poprzez  ich  finansowanie. 

Zarabiamy równie  po to aby mie  na jałmu n . Oczywi cie mo emy o tym w ogóle nie my le  

i wszystko przehula  - mamy do tego prawo dane od Boga, który stworzył nie tylko Niebo ale 

te  Czy ciec i Piekło. Obdarzył nas mo liwo ci  zbł dzenia i łask  skruchy i przebaczenia. 

 

Wszystko  co  napisałem  wy ej  jest  tak  banalne,  e  prawie  nie  warte  wzmianki.  I  nie 

napisałbym pewnie tego gdyby nie jeden ksi dz. Posłuchajmy go zatem: 

 

"W  warunkach  gro by  bezrobocia  proletariusz  w  ustroju  kapitalistycznym  jest 

zmuszony przyj  ka d  prac  w najtrudniejszych nawet warunkach,  eby móc si  utrzyma  

przy  yciu  (...)  utrzymanie  stanu  pełnego  zatrudnienia  wymaga  stałego  czuwania  ze  strony 

pa stwa  i  stałej  jego  gotowo ci  do  interwencji  w  sprawy  gospodarcze.  (...)  Pa stwo  wi c  z 

natury rzeczy jest i musi by  tym podmiotem, który jest odpowiedzialny za realizacj  prawa 

wszystkich  obywateli  do    zatrudnienia.  Je eli  pa stwo  ma  wypełni   ten  obowi zek,  musi 

podj   funkcj   kierowania  gospodark   narodow   i  uzna   pełne  zatrudnienie  za  jeden  z 

nienaruszalnych  kanonów  polityki  gospodarczej  (...)  Pa stwa  socjalistyczne  id   znacznie 

dalej, zobowi zuj c si  do pełnego zatrudnienia swoich obywateli zdolnych do pracy, a nawet 

stawiaj c zasad ,  e wszyscy s  zobowi zani pracowa . (...) Realizacj  tej zasady opieraj  na 

uspołecznieniu  wszystkich  rodków  produkcji  i  pełnym  planowaniu  gospodarczym.  (...) 

Realizacja  pełnego  zatrudnienia  wymaga,  oczywi cie,  pewnych  ofiar  (podkr.  J.K.), 

przynajmniej w okresie przej ciowym i mo e si  dokona  jedynie za cen  uregulowanych płac 

i cen (...) W ostatnich latach , zwłaszcza w socjalizmie obserwuje si  proces daleko posuni tej 

niwelacji  płac.  Generalnie  rzecz  bior c  tendencj   t   nale y  uzna   za  zdrow ,  chyba  e 

wszystkie  płace  kształtowane  s   zbyt  nisko.  (...)  Socjali ci    przeprowadzaj   gruntown   i  w 

ogólnych zarysach słuszn  krytyk  kapitalistycznego systemu własno ci, jako  rodka alienacji 

człowieka.  Własno   kapitalistyczna  nie    tylko  powoduje  alienacj   proletariusza,  który 

własno ci  nie  posiada  gdy   prowadzi  do  jego  zniewolenia,  lecz  alienuje  tak e  samego 

kapitalist , który posiadaj c własno  staje si   w pewnym sensie jej niewolnikiem, oddaje si  

w słu b  złotego cielca." 

 

Ksi dz  ów,  któremu  pozwoliłem  na  obszern   wypowied   nazywa  si   Józef  Majka,  a 

ksi ka  nazywa  si   "Etyka  ycia  Gospodarczego".  Wydała  j   Wrocławska  Ksi garnia 

Archidiecezjalna.  Zgod   za   na  druk  wyraził  metropolita  wrocławski,  arcybiskup  Henryk 

Gulbinowicz w dniu (tu uwaga) 1 czerwca 1982 roku. Powy sze cytaty przytoczyłem nie  eby 

si  zn ca  ale  eby pokaza  obraz potwornych spustosze , jakich dokonał komunizm równie  

w  umysłach  kleru.  Oczywi cie  mo na  si gn   wprost  do  encyklik  papieskich,  ale  ilekro  

próbowałem  o  nich  dyskutowa   z  kapłanami  katolickimi,  przekonywali  mnie  o  pewnej 

ograniczono ci mojego umysłu. Dlatego si gn łem po obja nienie, które dostałem od gorliwej 

katoliczki. O ksi dzu Majce przypomniał mi niedawno w telewizji główny spec od gospodarki 

w  rz dzie  Suchockiej  -  Henryk  Goryszewski,  prominentny  działacz  popieranego  przez 

hierarchi  duchown  Zjednoczenia Chrze cija sko-Narodowego.  

background image

 

Komunizm,  jak  ju   pisałem  wcze niej,  zniszczył  jedyny  obiektywny  miernik  ludzkiej 

pracy  jakim  jest  pieni dz.  Dzi ki  ks.  Majce  mo emy  pozna   motywy  jakie  mogły  temu 

przy wieca .  Tak e  dzi   wiadomo ,  e  misterny  plan  budowy  społecze stwa    ludzi  o 

podobnych  zarobkach,  maj cych  prawo  a  nawet  obowi zek  pracowa ,  był  Złem  jest 

wi kszo ci  ludzi  wykształconych  obca.  Pami tacie  jeszcze  wezwania  w  ko ciołach  w 

pocz tkowym  okresie  planu  Balcerowicza?  Nawoływały  do  wytrwałej  pracy  za  niewielkie 

pieni dze.  Co  raz  słycha   te   było  o  upadku  etyki  pracy  i  potrzebie  jej  odbudowania  bez 

wspominanie o zarobkach. 

 

Działo si  to wtedy, gdy jeszcze opłacało si  wyje d a  na Zachód do pracy ... i wraca . 

Miałem  pewne  obawy  czy  podołam.  Chocia   od  dziecka  praca  fizyczna  nie  jest  mi  obca, 

opowie ci  o  harówce  na  Zachodzie,  zamiast  jak  u  nas  "czy  si   stoi  czy  si   le y..."  zrobiły 

swoje. Wyjechałem, zacz łem pracowa  i okazało si ,  e całe gadanie o potwornym wysiłku i 

e z tyrania od  witu do nocy bior  si  "zachodnie" zarobki to jedna wielka bzdura. Polacy w 

kraju na pewno nie pracowali mniej. Ró nica kolosalna tkwiła natomiast w organizacji pracy. 

Tam  po  prostu  pracowałem  i  nawet  do  głowy  mi  nie  przyszło,  eby  sobie  "organizowa " 

robot  bo akurat nie dowie li czego . 

 

Jak  zauwa ył  ks.  Majka  socjalizm  zniwelował  prace,  cho   ukształtowały  si   one  zbyt 

nisko. Przypomnijmy jakie w zwi zku z tym przyj ł zobowi zania. Otó  płaca w socjalizmie 

była czym  w rodzaju kieszonkowego. Wi ksze potrzeby jak mieszkanie, wykształcenie dzieci, 

leczenie  wzi ło  na  swoje  barki  pa stwo  komunistyczne.  Wcze niej  odebrało  wszystkim 

obywatelom  lwi  cz  wypracowywanych przez nich dochodów. Tak jakby cz   zarobków 

otrzymywali  obywatele  w  naturze.  I  oto  w  połowie  lat  80-tych  centralna  propaganda 

komunistyczna  zacz ła  win   za  zły  stan  gospodarki  obarcza   rozbudowane  wiadczenia 

socjalne,  na  które  -  tu  uwaga!  -  "nie  mog   sobie  pozwoli   nawet  bogate  pa stwa 

kapitalistyczne". Czyli nie do ,  e system zbankrutował to jeszcze okazało si ,  e wina le y po 

stronie  niszczonych  przez  40  lat  ludzi,  ofiar  tego  systemu.  Był  to  skuteczny  zabieg 

propagandowy,  bowiem  bez  wi kszej  refleksji  przyj ła  go  za  swój  pogl d  inteligencja. 

Opozycja do niedawna walcz ca o podwy ki płac, od momentu wej cia w struktury systemu 

przejrzała na oczy i  zacz ła  zwalcza  "hasła nieuzasadnionych roszcze  płacowych". Wcale 

przy tym nie proponuj c  zmiany organizacji gospodarowania pa stwem. Wszystko  zabrano 

(tanio   komunizmu)  nie  daj c  w  zamian  nic.  A  przecie   po  załamaniu  si   budownictwa, 

bezpłatnego  leczenia  i  małego  fiata,  powinienem  z  powrotem  dosta   to,  co  zabrali  mi 

komuni ci - mo liwo  zdobycia tych rzeczy własn  uczciw  prac . 

 

Posłuchajmy  Ksi dza  (obiecuj ,  e  po  raz  ostatni):  "...mog   by   sytuacje,  w  których 

wiadczenia  na  cele  społeczne  nie  zawsze  s   wypełnieniem  obowi zków  ci

cych  na 

własno ci,  ale  sposobem  uchylenia  si   od  ich  wypełnienia.  Jako  przykład  mo na  wymieni  

zakładane  przez  ameryka skich  milionerów  fundacje  i  inne  wiadczenia  społeczne,  przez 

które wła ciciele wielkich przedsi biorstw chc  si  uchyli  od płacenia podatków. Sumy te s  

bowiem potr cane od dochodów, dzi ki czemu zmniejsza si  podstawa opodatkowania i unika 

si   progresji  podatkowej.  (...)  Pa stwo  ma  prawo  i  obowi zek  czuwania  nad  operacjami 

kredytowymi  i  stosowania  odpowiednich  rodków  w  celu  regulowania  własno ci.  Jednym  z 

takich  rodków jest na pewno odpowiedni system podatkowy." Ci ko nie dostrzec ogromnej 

przenikliwo ci  autora.  Jedyny  bł d  w  rozumowaniu  wynika  z  okre lenia  podatków  jako 

powinno ci ludzi bogatych wzgl dem społecze stwa=pa stwa. I jest przykładem typowo anty-

kapitalistycznego  sposobu  my lenia.  Obci enie  własno ci  było  bowiem  istot   poprzedniego 

systemu  społecznego - feudalizmu. W feudalizmie własno  była przywilejem a jednocze nie 

background image

obło ona była okre lonymi  wiadczeniami na rzecz króla i ludu. Kapitalizm mógł si  rozwin  

poniewa  zniesione zostały przywileje i ograniczenia feudalne. Rozwój kapitalizmu wynikał z 

pomysłowo ci,  przedsi biorczo ci  oraz  skłonno ci  do  wyrzecze   i  ci kiej  pracy.  Rozwój 

prywatnego bogactwa automatycznie spowodował rozwój i popraw  doli ludzi bezpo rednio 

zatrudnionych  przez  kapitalist   albo  współpracuj cych  z  nim.  Im  wi cej  kapitalistów 

zdobywało  bogactwo,  tym  wy szy  stawał  si   ogólny  poziom  materialny.  Kapitalizm  był 

rewolucj  społeczn  przeciwko  zmurszałemu systemowi feudalnemu (stanowemu), który ju  

nie  był  w  stanie  niczego  szerokim  warstwom  ludno ci  zaproponowa .  Ludzie  nie  dlatego 

uciekali  ze  wsi  do  kapitalistycznego  "krwiopijcy"  eby  pogorszy   swój  byt,  ale  przeciwnie 

eby go poprawi . Po 200 latach patrz c na kraje Zachodu mo na  miało powiedzie ,  e mieli 

racj . 

 

W  kraju,  który  wła ciwie  kapitalizmu  nie  zaznał  i  znajdował  si     pod  panowaniem 

pokrewnego feudalizmowi socjalizmu, gdzie te  były przywileje i zakazy, warstwa panuj ca i 

pospólstwo,  trudno  o  zrozumienie  dla  fenomenu  kapitalizmu.  Aby  poj   oczywiste  prawdy, 

które  kapitalizm  niesie  trzeba  w  takiej  oczywisto ci  y .  Urodzi   si   w  rodzinie  ci ko 

pracuj cego  kapitalisty,  mie   przyjaciół  kapitalistów,  pozna   ich  problemy,  samemu 

skosztowa   kapitalistycznego miodu. My l   e  to wystarczy aby inaczej  spojrze  na  zarobki 

kapitalistów i problem podatków. 

 

W  dzisiejszym  wiecie  to  wła nie  system  podatkowy  decyduje  o  ustroju  społecznym 

danego pa stwa. O tym czy  yjemy w gospodarce wolnorynkowej, czy społecznej gospodarce 

rynkowej,  czy  po  prostu  w  socjalizmie.  Wolno   jednostki  za   to  wolno   decydowania  w 

jakim systemie chce  y . Du  rol  odgrywaj  tu ró nice mentalne. Inaczej postrzegaj  swoj  

rol   społeczn   Niemcy,  inaczej  Anglicy  lub  Szwedzi.  Polacy  przyj li  system  podatkowy  po 

komunizmie  i  jest  on  tak  skonstruowany  by  nie  dopu ci   do  powstania  kapitalizmu.  Po 

doj ciu do władzy nowej elity w roku 1989 system podatkowy nie został w zasadzie zmieniony. 

Jako  podstaw   tworzenia  tabeli  podatkowej  utrzymano  " rednie  wynagrodzenie 

pracownicze".  Natychmiastowa  progresja  podatkowa,  brak  odpisów  inwestycyjnych  i 

mnóstwo urz dniczych utrudnie  skutecznie hamuj  rozwój firm. W roku 1989 wydawało si , 

e droga w stron  normalno ci jest nieuchronna. Jednak cho  prawie wszystko mo emy ju  

powiedzie  i napisa , to z działaniem w sferze gospodarczej jest ju  du o gorzej. Oczywi cie 

podatki płaci si  wsz dzie, tyle  e polskie nale  do najwy szych na  wiecie. Próbuj   ciga  si  

z nami jedynie byłe demoludy. Podczas gdy musimy oddawa  pa stwu 40% czyli 4 miliony z 

zarobionych w ci gu miesi ca10-ciu, to według standardów zachodnich kwota ta znajduje si  

poni ej  minimum  socjalnego  i  w  ogóle  nie  podlega  opodatkowaniu.  Trzeba  przy  tym 

przypomnie ,  e rozwój obci e  podatkowych na Zachodzie nast pował po okresie wzrostu 

gospodarczego. Dopiero ów wzrost dał tez podstaw  do  wiadcze  socjalnych o wiele wy szych 

ni   w  komunizmie.  Mówiło  si   kiedy   artem,  e  gospodarka  polska  to  gospodarka  cudu, 

poniewa  wszyscy wydaj  wi cej ni  zarabiaj . Było tak istotnie i znaczyło tyle,  e system był 

kryminogenny  i  wymuszał  zatajanie  cz ci  dochodów.  Po  roku  1989  nie  uległo  to  zmianie. 

Szara strefa kwitnie. Za komuny takie niezgodne z przepisami działanie było uto samiane ze 

sprzeciwem wobec nieludzkiego systemu. Dzisiaj w niepodległym pa stwie jest równoznaczne 

z  demoralizacj   kolejnych  wkraczaj cych  w  ycie  gospodarcze  roczników.  Z  ludzi 

zmuszanych  codziennie  do  oszukiwania  pa stwa  nigdy  nie  wyrosn   obywatele  oddani  mu 

ciałem i dusz . Wr cz przeciwnie, wyrosn  zast py ludzi temu pa stwu wrogich. 

 

Zastanówmy  si   przez  chwil   co  mo e  oznacza   termin  wysokie  zarobki.  Je eli  kto  

zarabia 4 mln miesi cznie, to z jego perspektywy kto  zarabiaj cy 8 mln zarabia bardzo du o. 

Je eli kto  zarabia 20 mln miesi cznie, jest to dla nich wystarczaj ce usprawiedliwienie,  eby 

background image

bogaczowi  temu  odebra   przynajmniej  8  mln  poprzez  podatek.  (20  mln  czyli  około  900 

dolarów  ameryka skich  to  dopiero  poziom  minimum  socjalnego  we  Francji.)  pieni dze  w 

takim  socjalistycznym  robotniczo-inteligencko-urz dniczym  my leniu  słu   tylko  do 

przejedzenia  lub  oszcz dzania.  Wi kszo   z  tak  my l cych  skorzystała  jeszcze  z 

komunistycznego rozdzielnika. Załapała si  na mieszkanie i małego fiata. W przypadku ludzi, 

którzy dopiero wchodz  w dorosłe  ycie sytuacja przedstawia si  mniej ró owo. Zacznijmy od 

tego,  e w zasadzie tych 20 mln nie zarabiaj  (mam tu na my li przedsi biorców). To urz d 

skarbowy wylicza im miesi czne zarobki w takiej wysoko ci,  eby mogli co miesi c zapłaci  od 

tej  kwoty  podatek.  Tymczasem  efekt  przedsi wzi cia  mo na  oceni   dopiero  po  kilku  latach 

działalno ci. A i wtedy zdarzaj  si  potkni cia i plajty. Podatki wcze niej pobrane s  zwykłym 

haraczem płaconym  za to,  e w ogóle mo emy działa  nie  za  opodatkowaniem  faktycznego 

dochodu.  Strat ,  któr   ponios   -  rzecz  cz sta  w  biznesie  -  nie  mog   od  razu  odpisa   od 

dochodów jak to faktycznie miało miejsce. Musz  j  rozło y  na najbli sze trzy lata!!! Przez 

ten  czas  mog   trzy  razy  umrze .  Zakładaj c  nawet,  e  wszystko  jest  cacy  ale  nie  mam 

własnego  domu,  pieni dze  na  interes  po yczyłem  od  znajomego,  mam  za  to  on   i  dwójk  

dzieci, bro  Bo e trójk , to naprawd  niewiele zostaje oprócz utrzymania si  przy  yciu. W tej 

sytuacji  robi   wszystko  co  mo liwe  by  dochody  swoje  ukry   przed  urz dem  skarbowym.  I 

nawet  Stefan  Niesiołowski  nie  przekona  mnie  e  grzesz .  Próbował  to  zrobi   w  "Gazecie 

Wyborczej"  w  przeddzie   wyborów  parlamentarnych  w  1993  roku.  Skutek  był  dla  niego 

opłakany, bo w parlamencie si  nie znalazł i nie ma si  przed kim popisywa  swoj  erudycj . 

 

VIII. BRAK  MY LENIA  PA STWOWEGO 

 

Nie  bez  przyczyny  zamie ciłem  wcze niej  rozdziały  dotycz ce  braku  normalnego, 

zdrowego my lenia u ka dego z nas. Bez  wiadomo ci,  e to my obywatele tworzymy a  ci lej 

powinni my tworzy  pa stwo nie zbudujemy nowoczesnej Polski. Jest dla mnie oczywiste,  e 

w tym kr gu cywilizacyjnym musi to by  pa stwo wolnych i odpowiedzialnych obywateli. 

 

W  dziele  tym  nie  pomo e  nam  przej ta  po  komunistach  struktura  zbudowana  na 

sprzeczno ci  interesów  rz dz cych  i  rz dzonych.  Centralizacja  podejmowania  decyzji  i 

hierarchia  organów  władzy,  od  gminy  poczynaj c  a  na  biurze  politycznym  PZPR  ko cz c, 

słu yły utrzymaniu niepodzielnej władzy w r kach jednej grupy. Rozbudowana administracja 

pa stwowa,  partyjna  i  kontrolna,  których  kompetencje  wzajemnie  przenikały  si   i  znosiły 

powodowała,  e  nikt  nie  mógł  (i  nie  musiał)  podj   decyzji  na  szczeblu  ni szym  ni   wy ej 

wspomniane Biuro. Był to system tak skomplikowany,  e bez specjalnej instrukcji mo na było 

zgin .  Dlatego  te   po  pierwszym  szoku,  jakiego  doznali  "nasi"  ministrowie  przekraczaj c 

progi własnych urz dów, przyszło opami tanie i refleksja,  e bez instrukcji nie da  rady. Na 

dodatek,  eby  zrozumie   instrukcj   potrzebni  byli  specjalni  tłumacze.  Okazało  si ,  e  na 

szcz cie  byli  pod  r k .  Nast piło  pełne  przej cie  komunistycznego  systemu  organizacji 

pa stwa.  Przej li  "nasi",  e  to  nie  pa stwo  słu y  obywatelom  jako  techniczny  sposób 

zabezpieczenia ich interesów ale odwrotnie,  e to obywatele maj  słu y  pa stwu czyli grupie 

rz dz cej. W miejsce ochrony przez wojsko, policj , s d, system ubezpiecze , pa stwo jak za 

komuny  miało  obywateli  wychowywa   i  wtr ca   si   w  jego  ycie  prywatne.  Na  nic  zdał  si  

przykład komunizmu,  e naruszenie autonomii jednostki prowadzi do degeneracji kolejnych 

pokole . 

 

Najjaskrawszym bodaj e przykładem degeneracji umysłowej w my leniu o pa stwie jest  

niedawna  postawa  ksi dza  Tischnera.  Człowieka,  który  nie  wzi ł  udziału  w  wyborach 

parlamentarnych  nazwał  homo  sovieticus.  Gdyby  komunizm  był  zdolny  napcha   oł dki  - 

stwierdził  -    człowiek  sowiecki  dalej  by  na  komunizm  głosował.  My lenie  takie,  cho   mo e 

background image

dziwi  nieco  w  wykonaniu  ksi dza  katolickiego,  nie  jest  niczym  nowym.  Z  twierdzeniem,  e 

wi kszo  ludzi byłaby za komunizmem, gdyby tylko był systemem wydolnym ekonomicznie 

spotkałem si  na długo przed rokiem 1991. I był to klasyczny przykład pułapki na inteligenta. 

Odpowied   prostego  ludu  na  t   rozterk   brzmiała:  gdyby  babka  miała  w sy  -  to  by 

dziadkiem była. Gdyby komunizm faktycznie zapewniał zdecydowanej wi kszo ci ludzi lepsz  

pozycj   materialn   ni   kapitalizm,  to  byłby  ustrojem  lepszym  i  sam  bym  na   głosował. 

Tymczasem  komunizm  polegał  wła nie  na  tym,  e  niewielkiej  garstce  zapewniał  wzgl dny 

dobrobyt  kosztem  biedy  i  cierpienia  zdecydowanej  wi kszo ci.  A  gdy  okazało  si ,  e  i  tej 

garstce  niewiele  ju   jest  w  stanie  zaoferowa ,  upadł.  Bankructwo  komunizmu  było  natury 

gospodarczej. Postawa Tischnera dowodzi,  e  nie doszło jeszcze do bankructwa duchowego, 

skoro tak ewidentne brednie mo na wygadywa  z min  m drca. Wi kszo  obywateli uznała, 

e  ich  udział  w  głosowaniu  niczego  nie  zmieni  i  pozostała  w  domach.  Poniewa   uwa ałem 

podobnie, równie  nie głosowałem. 

 

Ka dy  w  komunizmie  chowany  spotkał  si   z  tak   sytuacj .  Spotykacie  si   po  raz 

pierwszy  (w  szkole,  na  studiach),  nic  o  sobie  nie  wiecie.  Jaka  musi  by   wasza  pierwsza 

decyzja?  Wybór  przewodnicz cego,  starosty,  jak  go  zwał  tak  go  zwał.  I  pada  na  was  blady 

strach - nikogo nie znam, co to b dzie? Pragn  was uspokoi . Jest paru , którzy chodz  po sali 

i szepcz : Ja  Kowalski jest w porz dku. I nawet je eli pojawiaj  si  inne kandydatury, Ja  

Kowalski wygrywa a wy oddychacie z ulg . Dopiero czas jaki  potem, gdy poznajecie kto jest 

kto,  okazuje  si ,  e  Ja   Kowalski  to  komunista.  A  gdyby cie  dalej  chcieli  zgł bi   problem, 

okazałoby si ,  e owi szeptacze to młodzie owy aktyw komunistyczny. Zebrał si  on wcze niej 

i ustalił, a raczej przyj ł do wiadomo ci sugesti  wtajemniczonych wy szego szczebla,  e Ja  

Kowalski  jest  idealnym  kandydatem.  Zebranie  wcze niejsze  w  przypadku  studentów 

nazywało  si   rokiem  zerowym.  Organizowane  było  w  wakacje  poprzedzaj ce  pocz tek 

studiów przez komunistyczn  organizacj  studenck  za zgod  władz uczelni i przez te władze 

sygnowane. Na tym polegał komunistyczny fenomen społecze stwa fasadowego.  

 

W decydowaniu takim mog  uczestniczy  jedynie osoby naiwne lub zastraszone i jawni 

lub tajni komuni ci w procedurze takiej wy wiczeni. Ci ostatni wiedz   doskonale,  e cho  ich 

udział w farsie nie zmieni w niczym ogólnej sytuacji, to im samym przynosi całkiem wymierne 

korzy ci.  Człowiek  uczciwy,  zdrowy  na  ciele  i  umy le,  nie  b dzie  w  takim  głosowaniu 

uczestniczył. Rzecz jasna zmieni swoje zachowanie, je eli postraszy si  go naganem. 

 

Przejd my teraz do braku zrozumienia przez Polaków własnego interesu pa stwowego i 

narodowego. Dla załatania tej dziury nieodzowna b dzie mała lekcja historii. 

 

II  wojna  wiatowa  pomimo  udziału  w  koalicji  pa stw  walcz cych  z  Niemcami 

zako czyła si  dla Polski kl sk . Od 1939 roku okupowana przez Niemcy i Sowiety, w roku 

1945 znalazła si  w całkowitym władaniu Sowietów. Nie do ,  e wł czyli Sowieci do swojego 

pa stwa połow  terytorium Polski, to na pozostałym obszarze, poszerzonym o ziemie zdobyte 

na  Niemcach,  utworzyli  satelickie  pa stwo  komunistyczne.  Sowieci  nie  wpu cili  do  kraju 

władz  pa stwa  polskiego  znajduj cych  si   w  Londynie,  a  podległe  im  struktury  podziemne 

zlikwidowali  fizycznie.  W  zamian  oddali  ten  teren  w  dzier aw   ydom  z  Komunistycznej 

Partii  Polski.  (Cho   zdaj   sobie  spraw   z  grz sko ci  gruntu,  na  który  wła nie  wkraczam, 

omin   go  niepodobna.  Przez  teren  ten  wiedzie  bowiem  droga  do  zrozumienia  najnowszej 

historii Polski.) 

 

Julian Stryjkowski, uczciwy  yd, napisał w "Głosach w Ciemno ci",  e jak w KPP raz 

trafił si  Polak i na dodatek robotnik, to jak na zło  o  ydowskiej fizjonomii. Komunistyczna 

background image

Partia  Polski  była  na  dodatek  sowieck   agentur   i  dlatego  w  latach  30-tych  została 

zdelegalizowana. Po emigracji jej działaczy do  Zwi zku Sowieckiego, decyzj  Stalina partia 

została rozwi zana a działacze trafili pod  cian  albo do wi zienia. I wydawa  by si  mogło,  e 

problem  znikn ł.  Niestety,  w  zmienionej  sytuacji  w  roku  1942  Stalin  na  powrót  si gn ł  do 

rodowiska byłej KPP. Powstał  Zwi zek Patriotów Polskich, w  roku 1944 przekształcony w 

Polski Komitet  Wyzwolenia Narodowego. Po krótkim epizodzie z Mikołajczykiem został on 

obwołany polskim rz dem i jako taki uznany przez wszystkie pa stwa. Stało si  zatem to, co 

nie udało si  bolszewikom w roku 1920. Tymczasowy Komitet Rewolucyjnej Polski utworzony 

w Białymstoku nie stał si  "polskim rz dem" dzi ki zwyci skiej Bitwie Warszawskiej. W roku 

1944  i  1945  wycie czona  wojn   Polska  nie  była  w  stanie  powstrzyma   Armii  Czerwonej 

pr cej na Berlin. Inna była te  sytuacja mi dzynarodowa. W roku 1920 Polska była tam  na 

drodze  do  Europy  bolszewickiej  zarazy.  W  roku  1944  ta  sama  bolszewicka  zaraza  została 

uznana  przez  Europ   i  Stany  Zjednoczone  za  sojusznika.  Wszystko  rzecz  jasna  w  celu 

pokonania  Niemiec.  Tyle  tylko,  e  chocia   Niemcy  zostały  pokonane,  bolszewicka  zaraza 

zalała pół Europy. 

 

Polska na swoje nieszcz cie znalazła si  pod wod . Dla utrzymania fizycznej podległo ci 

stacjonowały  na  terenie  Polski  sowieckie  wojska.  To  oraz  przymusowa  nauka  j zyka 

rosyjskiego  były  najbardziej  widocznymi  przejawami  sowieckiej  okupacji.  Władzom 

sowieckim podlegały krajowe siły zbrojne, wywiad wojskowy i cywilny. Ni szy poziom ucisku, 

najbardziej dotkliwy dla jednostki i zarazem najbardziej widoczny, tworzyli  ydzi-komuni ci 

nazywani  st d  ydokomun .  Schemat  posłu enia  si   ydami  w  roli  dzier awców, 

administratorów  nie  był  niczym  nowym.  W  XVII  wieku  zarz dzali  w  imieniu  polskich 

magnatów całym terenem pó niejszej Ukrainy. Dlatego te  kozacy Chmielnickiego mordowali 

ich  na  równi  z  polsk   szlacht .  Jednak e,  poniewa   komunizm  był  zupełnym  novum  w 

dziejach  ludzko ci,  dlatego  dzier awa  ta  nie  ma  odpowiednika  w  historii.  Oprócz  ucisku 

fizycznego,  co  stare  i  znane,  nast pił  okres  zorganizowanej  presji  i  destrukcji  psychicznej. 

Totalne  unicestwienie  jednostki  stanowiło  wst pn   obróbk   do  stworzenia  człowieka 

sowieckiego. Wst pna selekcja decydowała czy dany osobnik  rokuje nadzieje na  zmian  czy 

nie. W drugim przypadku nadawał si  jedynie do likwidacji fizycznej. Okres terroru 1944-53 

stanowił  komunistyczne  sito.  Urz d  Bezpiecze stwa,  wojsko,  administracja  terenowa, 

cenzura, szkolnictwo i propaganda były narz dziami do fizycznego i moralnego unicestwienia 

narodu  polskiego.  Dla  usprawiedliwienia  ydów  z  ich  ogromnego  wkładu  w  pacyfikacj  

narodu  polskiego  trzeba  zauwa y ,  e  ich  udział  w  dziele  niszczenia  nie  był  dobrowolny. 

Cz sto  do wiadczali  wyboru:  b dziesz  rz dził  albo  kulka  w  łeb.  Nie  mo na  te   stosowa  

odpowiedzialno ci  zbiorowej,  wielu  ydów  niedostosowanych  do  nowych  czasów  stało  si  

ofiarami podobnie jak Polacy. Podobnie jak Bormanna czy Gebelsa  nie mo na porównywa  

do szeregowego  ołnierza Wermachtu, tak Borejszy i Ró ewicza nie mo na stawia  na równi z 

pragn cym ocali  swoj  skór  zwyczajnym  ydem. Wi kszo  z  nich uciekła z Polski przed 

rokiem  1948.  Ci,  którzy  pozostali  dokonuj c  dzieła  niszczenia,  ju   w  ten  sposób 

usprawiedliwiani by  nie mog . Dla pełnego kamufla u pogolili pejsy i brody, zrzucili chałaty, 

zmienili  imiona  i  nazwiska  na  polskie,  cz sto  historyczne.  Nie  przyznałby  si   do  nich  aden 

uczciwy  yd. 

 

Oprócz  opisanych  powy ej  ydów-komunistów,  tworz cych  szkielet  i  system  nerwowy 

nowego  pa stwa,  trzeba  wspomnie   te   o  Polakach,  którzy  zaprzedali  dusz   czerwonemu 

diabłu.  W  masie  swej  pochodzili  oni  ze  rodowisk  najmniej  wyrobionych  politycznie, 

zdeprawowanych  dodatkowo  5-letni   wojn .  Z  lumpenproletariatu  miejskiego  i  wiejskiej 

biedoty. Na przykład liczne za okupacji niemieckiej bandy rabunkowe udaj ce partyzantów, 

background image

teraz  za  nowej  władzy  sowieckiej  ch tnie  s   zamieniane  w  oddziały  Milicji  Obywatelskiej. 

Ka dy naród ma swój margines, który jednak nie stoi zbyt wysoko w hierarchii społecznej.  

 

I niewiele ma do powiedzenia w sprawach dla narodu i pa stwa istotnych. Dlatego nie 

dajmy  si   zwie   komunistycznej  propagandzie  o  czasach  "niespotykanego  awansu 

społecznego". Dokonywał si  on w wyniku planowego niszczenia społecze stwa polskiego na 

skal   rzeczywi cie  niespotykan .  Dowodz   tego  proporcje.  W  roku  1946  Urz d 

Bezpiecze stwa składał si  prawie w 100% z osób narodowo ci  ydowskiej, w roku 1970 50% 

stanowili rodowici Polacy. Do ko ca Imperium Sowieckiego, za zgod  moskiewskiej centrali,  

zarz dza Polsk   klika nazywana popularnie  ydo-komun . Ale w tym momencie nale ałoby 

j  ju  nazywa   ydo-polo-komun .  

 

Przez  pół  wieku  terenami,  na  których  nominalnie  tylko  istniało  pa stwo  polskie, 

zarz dzała mafia polityczna nie uto samiaj ca si  z interesem narodu polskiego. Staraj ca si  

wyzyska  wszelkie mo liwo ci jedynie dla własnych korzy ci. Poniewa  mafia ta rz dziła nie 

tylko siłami przymusu fizycznego, ale i słowem, nic dziwnego zatem,  e zapomniano w Polsce 

co  to  takiego  interes  pa stwowy.  Poczucie  pa stwowo ci  obce  było  ludziom,  którzy  chcieli 

słu y  nie jakiemu  tam pa stwu ale rewolucji i  wiadomymi obywatelami pa stwa wcze niej 

nie byli. 

 

IX. KTO  RZ DZI  POLSK  ? 

 

Maj c  za  sob   poprzedni  rozdział,  odpowied   na  tytułowe  pytanie  nie  jest  a   tak 

skomplikowana,  jak  próbuj   to  pokaza   liczne  badania  opinii  publicznej.  Bez  wi kszego 

wahania mo emy powiedzie ,  e do roku 1989 rz dzi Polsk   ydo-komuna czy te   ci lej  ydo-

polo-komuna. Władza jej zarazem nie jest w pełni samodzielna, poniewa  podlega Moskwie. 

 

W  poni szym  tek cie  spróbuj   odpowiedzie   na  pytanie:  kto  rz dzi  Polsk   po  roku 

1989? Główn   przeszkod  utrudniaj c  odpowied  na to pytanie jest totalna komunistyczna 

dezinformacja,  której  poddawani  jeste my  nieprzerwanie  od  samego  pocz tku 

komunistycznego  panowania.  Dezinformacja  ta  nie  tylko  nie  znikn ła  w  roku  1989,  ale 

przeciwnie nasiliła si . To wła nie ona sprawiła,  e powstanie i rozwój komunistycznej grupy 

gospodarczej oraz przeprowadzona w jej interesie rewolucja społeczna roku 1989 w ogóle nie 

została dostrze ona. Nawet prosty  lud,  zwykle trafnie oceniaj cy  zjawiska  społeczne, czuj c 

na  własnym  grzbiecie  ci ar  przemian  zdołał  jedynie  wywnioskowa ,  e  starych  złodziei 

zast pili nowi, którzy dopiero musz  "si  nakra ". To,  e starzy złodzieje nie tylko nie zostali 

odsuni ci,  ale  przeciwnie,  rozgrywaj   parti   ycia  nie  został  w  ogóle  odnotowany.  Dopiero 

teraz,  w  ko cu  roku  1994  a  zatem  5  lat  po  herbacie  zaczynaj   by   pewne  fakty  kojarzone. 

Kojarzenie to nie ma jednak na celu wyja nienia historii, poniewa  naznaczone jest pi tnem 

przegranych przez partie postsolidarno ciowe wyborów parlamentarnych w roku 1993. I jest 

zbyt zagmatwane przez bie c  polityk . 

 

Wyznawcy komunizmu mówili o nim,  e jest wy szym stadium socjalizmu. I a  dziw,  e 

mówili prawd . Oba systemy  maj  wiele cech wspólnych. I socjalizm, i komunizm s   złem i 

polegaj  na unicestwianiu człowieka poprzez odebranie mu wolno ci decydowania o własnym 

yciu.  Ró nica  polega  na  tym,  e  socjalizm  mie ci  si   doskonale  w  komunizmie.  Natomiast 

komunizm jest zbiorem wi kszym o cał  sfer  przymusu fizycznego i scentralizowan  władz  

społeczno-polityczno-gospodarcz .  Jest  zatem  jedynie  poszerzeniem  socjalizmu.  Komunizm, 

rozumiany  jako  dodatek  do  socjalizmu,  został  obalony  przez  samych  komunistów  z 

prozaicznej  przyczyny  jego  kra cowej  niewydolno ci  ekonomicznej.  To  wła nie  komuni ci 

background image

byli  spr yn   rewolucji  1989  roku.  Komunistyczny  sejm,  tzw.  kontraktowy,  podj ł 

najwa niejsze  decyzje  stanowi ce  o  kształcie  przyszłej  Polski.  W  okresie  2-letniej  kadencji 

wszelkie regulacje prawne  ycia politycznego, społecznego i gospodarczego pa stwa polskiego 

zostały podj te w interesie dotychczasowej warstwy dzier awców. Grupa ta nie obci ona ju  

zwierzchnictwem  sowieckiego  imperium  i  wynikaj cymi  st d  uwarunkowaniami 

doktrynalnymi,  wreszcie  mogła  w  pełni  zadba   o  własny  interes.  eby  jak  najskuteczniej 

przeprowadzi  własne zamierzenia, dysponuj c pełni  władzy ustawodawczej, w du ej mierze 

wykonawczej,  maj c  opanowan   gospodark   i  administracj   wraz  z  całym  systemem 

finansowym  pa stwa,  dla  niepoznaki    zrezygnowali  komuni ci  z  kilku  eksponowanych 

stanowisk. Tak przeprowadzona z wykorzystaniem własnych czyli prawie wszystkich mediów 

publicznych kampania  dezinformacji  spowodowała,  e nikt nie dostrzegał komunistów a  do 

ich zwyci stwa w roku 1993. 

 

Jak  ju   wspominałem,  komunizm  został  obalony,  socjalizm  jednak  pozostał.  Upadek 

komunizmu  dał  woln   r k   samym  komunistom.  Dysponuj c  ogromnymi  wpływami 

wynikaj cymi  z 45-letniego panowania, i nie poczuwaj c si  do  adnej odpowiedzialno ci  za 

pa stwo  i  naród  polski,  przyst pili  komuni ci  do  bezkarnej  grabie y.  Według  moich 

prywatnych oszacowa  ich łupem padło około 20 miliardów dolarów. I mam tu na my li nie 

pieni dze  zarobione  w  wyniku  ró norakich  oszustw  celno-podatkowych  ale  pieni dze 

fizycznie  zagrabione  prywatnym  obywatelom.  Pozostawienie  natomiast  nienaruszonego 

systemu  socjalistycznego  oraz  brak  dekomunizacji  zadecydowało  o  demokratycznym  

powrocie post-komunistów na szczyty władzy politycznej. Jak to było mo liwe? 

 

Przypatrzmy  si   teraz  przeciwnikom.  Brak  mo liwo ci  budowy  w  pa stwie 

komunistycznym instytucjonalnych struktur oporu sprawił,  e cała opozycja ograniczała  si  

do  warstwy  słownej.  T   za   papierow   opozycj   tworzyła  komunistycznego  chowu 

inteligencja. Mo na j  bez zbytniego upraszczania podzieli  na dwie orientacje. Pierwsza, na 

u ytek tego tekstu nazwijmy Uni  M dro ci i Dobrego Smaku, stanowi około 90% cało ci. Jej 

trzon  to  byli  komuni ci,  duchowi  spadkobiercy  Borejszy,  maj cy  swój  udział  w 

"kulturalnym"  niszczeniu  Polaków.  W  sensie  fizycznym  za   dzieci  i  wnuki  ró norakich 

Ró a skich, osadzonych w Polsce przez Stalina. W swoim młodzie czym buncie odrzucali oni 

komunizm  rozumiany  jako  dodatek  do  socjalizmu.  Akceptowali  natomiast  wszystko 

pozostałe.  Na  dodatek  dekomunizacja,  lustracja  i  os dzenie  komunistycznych  zbrodniarzy, 

dotkn łoby  fizycznie  ich  samych,  powi zanych  rodzinnie  z  lud mi  władzy.  Dlatego  z 

entuzjazmem  podj li  wyci gni t   do  zgody  r k   komunistów,  komunizmu  przecie   si  

oficjalnie wyrzekaj cych. 

 

Druga orientacja opozycyjna to, nazwijmy ich tak, Uczciwi Patrioci. Składa si  na ni  

szereg  skłóconych  ze  sob   inteligenckich  partyjek.  W  odró nieniu  od  formacji  opisanej 

powy ej nie s  to dzieci Komunistycznej Partii Polski ale spadkobiercy najlepszych polskich 

tradycji niepodległo ciowych. Ich najwa niejsz  misj , z braku mo liwo ci innego działania, 

stało  si   przechowanie  polskiego  patriotyzmu  w  sferze  symboli  i  gestów.  Do  obchodzenia 

rocznic  narodowych  i  demonstrowania  własnej  postawy.  Spotykały  ich  za  to  represje.  Gdy 

Polska  miała  szans   na  nowo  si   odrodzi ,  Uczciwi  Patrioci  pochłoni ci  składaniem 

dzi kczynnych modłów w narodowych sanktuariach nie pomy leli nawet,  e trzeba jej pomóc. 

Poniewa   wszystkich  w  mojej  ksi ce  tłumacz ,  nie  os dzajmy  zbyt  surowo  równie  

Uczciwych  Patriotów.  Jak  cał   inteligencj ,  ich  równie   komunizm  dopadł  i  wykastrował. 

Pami tajmy te ,  e do czasu pierwszych wolnych wyborów w roku 1991, orientacja ta niewiele 

miała do powiedzenia. Nie jest te  bezpo rednio odpowiedzialna za Okr gły Stół i pocz tkow  

realizacj  planu Balcerowicza. W roku 1991 Uczciwi Patrioci wkraczaj  na scen  polityczn . I 

background image

niestety,  wszelkie  nadzieje  z  tym  zwi zane  szybko  bledn .  Okazuje  si   bowiem,  e  w 

odró nieniu od bezczelnych towarzyszy-biznesmenów i zakłamanych Unitów, Uczciwi Patrioci 

z dzieci c  naiwno ci  wyznaj  socjalistyczne bzdury wpojone im przez komunizm. 

 

Chocia  Wiara nasza  stanowi,  e na pocz tku  było Słowo, to pami tajmy  e nast pnie 

stało si  Ono Ciałem. Słowo nie funkcjonuje zatem samodzielnie, w dowolnych kombinacjach, 

ale jest wst pem do działania. Fachowcy od czytania i pisania ksi ek wierzyli zabobonnie,  e 

najwa niejsze  s   słowa.  Odseparowani  przez  komunizm  od  ycia,  cał   swoj   energi  

po wi cili  tworzeniu  i  obja nianiu  słów.  Poniewa   za   papierowa  rewolucja  zwyci yła  i 

wreszcie mo na było powiedzie  i napisa  wszystko uznali,  e komunizm został pokonany. Im 

za   Uczciwym  Patriotom,  spadkobiercom  wszelkich  powsta   i  Armii  Krajowej,  nale   si  

najwy sze  zaszczyty  i  stanowiska.  I  tu  niestety  nie  pomy leli,  e  jak  wiat  wiatem 

argumentem  w  polityce  mo e  by   tylko  konkret  a  racje  polityczne  s   wyrazem  bardzo 

namacalnych interesów poszczególnych osób, grup i narodów.  eby za  cokolwiek znaczy  w 

polityce trzeba dysponowa  poparciem fizycznym. 

 

Za Komunistyczn  Grup  Gospodarcz  stoj  dotychczasowe struktury władzy, którymi 

aden przewrót nie zachwiał. Stoj  wielkie, przekształcaj ce si   z pa stwowych w prywatne 

komunistyczne pieni dze. Stoi dawna, ledwo tkni ta machina propagandy. Za Uni  M dro ci 

i  Dobrego  Smaku  stoi  ogromna  grupa  intelektualna  wykreowana  w  okresie  komunizmu, 

panuj ca nad duchowym  yciem Polaków. Jakim potencjałem dysponuj  Uczciwi Patrioci? 

 

Jest to chyba najtrudniejsze pytanie w tej ksi ce. Prawdziwa kwadratura koła. Bo cho  

z  prostego  liczenia  wynika,  e  powinni  mie   poparcie  70%  obywateli,  to  przecie   po  dwóch 

latach uczestniczenia w rz dzeniu (1991-1993) ponie li sromotn  kl sk . 

 

Dla  zrozumienia  kl ski  wyborczej  roku  1993  nale y  wspomnie   o  jedynej  sile,  któr  

mogli Uczciwi Patrioci przeciwstawi  towarzyszom-biznesmenom z KGG i socjalistom z Unii 

M dro ci,  o  normalnych  Polakach.  O  Polakach  niszczonych  przez  komunizm  i  socjalizm 

zarazem.  Powrót  instytucji  wolnych  wyborów  stanowił  jedyn   szans   na  faktyczn   zmian  

ustroju  społecznego  w  interesie  wi kszo ci  Polaków.  Najpierw  w  wyborach  prezydenckich 

roku  1990  przepadł  z  kretesem  nie  tylko  kandydat  post-komunistów  ale  i  kandydat  Unii 

M dro ci  -  Tadeusz  Mazowiecki.  Polacy  wybrali  symbol  walki  z  komunizmem  i  zarazem 

człowieka  zapowiadaj cego  generaln   zmian ,  Lecha  Wał s .  Rok  pó niej,  w  wyborach 

parlamentarnych, pomimo niewielkiej reklamy głosowali na Uczciwych Patriotów w stopniu 

pozwalaj cym  im  na  utworzenie  rz du.  Okazało  si   niestety,  e  ich  wybra cy  upojeni 

zwyci stwem ani my l  likwidowa  rozd ty aparat socjalistyczny. Okazało si  te ,  e nie maj  

niczego do zaoferowania oprócz nawoływa  do dalszych wyrzecze , w sytuacji gdy a  kłuło w 

oczy  p czniej ce  bogactwo  byłych  sekretarzy  i  ubeków.  A  wreszcie  okazało  si ,  e  nie 

rozumiej  zasad tak kochanej demokracji. 

 

Demokracja polega na niepisanym układzie pomi dzy wyborcami a kandydatami na ich 

reprezentantów.  Wyborcy  głosuj   na  tych,  którzy  wydaj   si   najlepiej  dba   pó niej    o  ich 

interesy.  Je eli  wyobra enia  te  oka   si   pomyłk ,  ci  którzy  zaufanie  swoich  wyborców 

zawiedli  maj   niewielk   szans   na  powtórny  wybór.  Wystarczyły  dwa  lata,  by 

skompromitowani Uczciwi Patrioci nie weszli do kolejnego parlamentu. Rozdział zbli a si  ku 

ko cowi, powiem zatem wprost: jedynym sensem istnienia politycznego orientacji Uczciwych 

Patriotów  było  rozbicie  socjalistycznego  gmaszyska;  przebudowa  pa stwa  nie  w  interesie 

byłych  komunistów  i  ich  przydupasów,  ale  w  interesie  gn bionych  dotychczas  na  ka dym 

kroku  zwykłych  Polaków.  I  zwolennicy  komuny,  i  zwolennicy  o wieconego  socjalizmu  maj  

background image

przecie   swoje  sprawdzone  reprezentacje.  Nie  potrzebuj   zatem  głosowa   na  Uczciwych 

Patriotów. Je eli za  ci ostatni nie maj  do zaproponowania niczego poza socjalizmem, to po 

có  ma na nich głosowa  zwykły Polak.  

 

 

CZ

  TRZECIA 

 

KRAJOBRAZ PO BITWIE 

 

 

 W I cz ci mojej ksi ki starałem si  pokaza  rewolucj  społeczn  jaka dokonała si  w 

Polsce  w  latach  1983-1993.  W  jej  wyniku  komuni ci,  sprawuj cy  dotychczas  władz   z 

sowieckiego nadania, przemienili si  w kapitalistów. Z pogardzanych sekretarzy i ubeków w 

budz cych  zachwyt  biznesmenów.  I  wraz  z  onami  i  dzie mi  przeobrazili  si   w  elit      

społeczn  dyktuj c  styl  ycia. 

 

W  II  cz ci  starałem  si   wytłumaczy   dlaczego  było  to  mo liwe  bez  jakiegokolwiek 

oporu społecznego, a nawet bez dostrze enia zachodz cej wła nie rewolucji. 

 

Teraz  w  cz ci  III,  jak  wypada  ostatniej,  przedstawi   działania,  które  podejm  

komuni ci  w  obronie  zdobytej  pozycji.  Spróbuj   zarazem  poszuka   mo liwo ci 

przeciwstawienia si  im i budowy normalnej i silnej Polski. 

 

I. CZERWONI  WSZYSCY   WI CI 

 

Na pocz tek przypomnijmy kolejne etapy rewolucji. 

 

1983. Pocz tek powstawania Komunistycznej Grupy Gospodarczej działaj cej na pozór                           

          zgodnie ze zmienianymi wła nie przepisami. 

 

1986.  Wielka  Amnestia  i  pocz tek  gry  w  Okr gły  Stół.  Propozycja  w  stosunku  do 

opozycji:  

          my wam oddamy władz  ale w zamian pozwólcie nam si  bogaci . 

 

1988.  Hiperinflacja  Rakowskiego  i  szanta :  albo  przejmiecie  odpowiedzialno   za 

pa stwo,  

         albo b dziecie winni katastrofy społecznej. 

 

1989. Przyj cie przez Sejm Kontraktowy planu Balcerowicza jako jedynego sposobu na  

          przej cie od komunizmu do kapitalizmu. Nie wiadome zalegalizowanie  

          komunistycznej grabie y przez cał  warstw  polityczn  Polski. 

 

1993. Zwyci stwo we wrze niowych wyborach parlamentarnych odnowionej partii  

          komunistycznej. Cztery lata po hała liwym zwyci stwie nad komunizmem.  

 

W  ci gu  10  lat  dzi ki  planowej  akcji,  której  ukoronowaniem  było  wcielenie  w  ycie 

piramidki  Balcerowicza,  powstała  pot ga  Komunistycznej  Grupy  Gospodarczej.  Powstała 

kosztem narodu polskiego, kosztem ogromnych wyrzecze  maj cych rzekomo słu y  budowie 

lepszego jutra. Maj c opanowany system nerwowy gospodarki - banki, sprawuj c zarz d nad 

pa stwowo-prywatn   gospodark ,  walcz   komuni ci  o  wszystko.  Do  całkowitego 

background image

podporz dkowania  gospodarki  narodowej  brakuje  im  całkowitej  prywatyzacji  w  wersji 

zaproponowanej  przez  gda skich  liberałów.  Projekt  Powszechnej  Prywatyzacji,  który  nie 

został  przyj ty  przez  poprzedni  parlament  wył cznie  z  powodu  jego  rozwi zania,  b dzie 

zwie czeniem  dzieła.  Przewiduje  on,  e  kadra  kierownicza  otrzyma  na  własno   15%  akcji 

prywatyzowanych  przedsi biorstw,  podobn   cz   rezerwuje  dla  pracowników.  Reszta 

rozdzielona  ma  by   pomi dzy  wszystkich  dorosłych  Polaków  w  oderwaniu  od  konkretnej 

własno ci i zarz dzana przez Narodowe Fundusze Inwestycyjne. 

 

Według  oblicze   specjalistów  do  przej cia  faktycznej  kontroli  nad  przedsi biorstwem 

maj cym  wielu  drobnych  akcjonariuszy,  wystarcza  zgromadzenie  28%  udziałów  w  jednych 

r kach.  W  przypadku  Planu  Powszechnej  Prywatyzacji,  gdy  zamiast  akcjonariuszy  kadra 

mened erska b dzie  miała do czynienia z  NFI, sytuacja dla towarzyszy-biznesmenów jest o 

wiele  bardziej  korzystna.  Najpierw  przypomnijmy,  e  dyrektorem  pa stwowego 

przedsi biorstwa  zostawało  si   z  komunistycznego  nomenklaturowego  klucza.  Teraz 

pomy lmy przez chwil , kto b dzie sprawował faktyczn  kontrol  nad NFI. Je eli dojdziemy 

do wniosku,  e pa stwowy aparat to puzzle same składaj  si  w obrazek. A jest to obrazek 

kompletnie socjalistycznego pa stwa  z gospodark  opanowan  przez Komunistyczn  Grup  

Gospodarcz . I niczego nie zmieni fakt zasiadania gdzie  w tej monstrualnej strukturze nawet 

najbardziej Uczciwego Patrioty. 

 

Powstanie  i  wzrost  pot gi  Komunistycznej  Grupy  Gospodarczej  nast pił  w  wyniku 

manipulacji  kursem  złotego  i  kradzie y  maj tku  narodowego  poprzez  struktury  pa stwowe 

pozostawione pomimo formalnego upadku komunizmu. Nie do   e nie zostały one zmiecione  

w   roku 1989,   to   przetrwały   pomimo   wej cia  do  gry   Uczciwych Patriotów. Przewaga  

KGG  mo e  zosta   utrzymana  tylko  poprzez  utrwalenie  systemu  korupcji  dla  dalszych 

korzy ci i jednoczesn  rozbudow  systemu kontroli dla utrzymania obywateli na bezpiecznym 

poziomie ubóstwa. 

 

Na koniec, po uporaniu si  z wa niejszymi sprawami (odzyskaniu kontroli nad NBP na 

przykład),  przyjdzie  czas  na  rozprawienie  si   z  jedyn   enklaw   wolnego  rynku  -  z  drobn  

przedsi biorczo ci .  I  b dzie  to  walka  bardzo  nierówna,  poniewa   mo e  zosta  

przeprowadzona  w  majestacie  prawa.  W  warstwie  słownej,  na  domiar  złego,  wydawa   si  

b dzie  zgodna  z  kanonami  Wiary.  Co  wi cej,  walk   t   komuni ci  mog   przeprowadzi  

cudzymi  r kami,  steruj c  jedynie  propagand .  Pierwsze  jaskółki  ju   nam  si   objawiły.  Tu  

przed  wyborami  1993  Jan  Maria  Rokita  z  Unii  Wolno ci  i  Stefan  Niesiołowski  z  ZCHN 

wyst pili  w  „Gazecie  Wyborczej”  z  wezwaniem  obywateli  do  przestrzegania  przepisów 

podatkowych.  Rokita  gor co  nakłaniał  biskupów  do  wezwania  wiernych,  a  Niesiołowski 

nazwał nie wywi zywanie si   obywatela ze wszelkich obci e  fiskalnych grzechem. Czas ich 

wyst pienia  z  pewno ci   nie  był  przypadkowy  i  dowodzi  jak  skuteczna  mo e  by  

komunistyczna manipulacja. 

 

My l ,  e ju  czas najwy szy u wiadomi  wszystkich Uczciwych Patriotów i pozostałych 

inteligentów: jedyny sposób na przetrwanie drobnego biznesu w Rzeczypospolitej to działanie 

niezgodne  z  przepisami  prawa.  Zdziwienie,  e  ju   samo  ogłoszenie  niepodległo ci  nie 

spowodowało  bezwzgl dnego  przestrzegania  komunistycznych  przecie   przepisów, 

przypomina    zdziwienie  zatrzymuj cego  mnie    za  komuny  funkcjonariusza  z  Brygady  do 

Walki z Przest pstwami Gospodarczymi. Dziwił si  on,  e zamiast zarejestrowa  działalno  

nara am  si   na  podró   słu bowym  polonezem  i  utrat   towaru.  Owa  rejestracja  oznaczała 

obowi zek płacenia 15-to procentowego podatku od sprzedanej rzeczy, podczas gdy mój zysk 

wynosił  wtedy  11%.  Oczywi cie  ci  zarejestrowani  mogli  prze y ,  poniewa   wi ksz   cz  

background image

obrotu  ukrywali  przed  Urz dem  Skarbowym  a  w  razie  nagłej  kontroli  opłacali  si  

urz dnikom. Funkcjonowały w ten sposób nie tylko place handlowe, ale te  sklepy ajencyjne i 

rzemie lnicy dostarczaj cy do nich swoje wyroby. Moja znajoma powiedziała wtedy (1986),  e 

dla  niej  komunizm  si   sko czy,  gdy  tylko  b dzie  mogła  zlikwidowa   lewy  magazyn.  Nie 

zrobiła tego do dnia dzisiejszego, a mamy ju  szcz liwie listopad 1994. 

 

Nie dla mnie było wtedy działanie pozornie zgodne z przepisami. Byłem młody, pi kny i 

nie uznawałem kompromisów. Komunizm zreszt  walił si  na pot g  i miałem nadziej ,  e w 

Wolnej Polsce w ogóle nie b d  musiał "oszukiwa ". (Przepraszam za patos, ale pisz  te słowa 

akurat  11  listopada.)  Czar  szybko  prysn ł.  Rz d  Mazowieckiego  przyst pił  do  grabie y 

obywateli zaraz po swoim powstaniu. Za  Uczciwi Patrioci nawet nie mieli zamiaru obieca , 

e uczyni  cokolwiek bym z przest pcy gospodarczego mógł sta  si  szanowanym obywatelem 

tworz cym  bogactwo  i  pot g   Polski.  A  poniewa   o eniłem  si   i  jedno  po  drugim  zacz ły 

przychodzi  na  wiat moje dzieci, zmuszony zostałem przywdzia  mask  obłudy i przej  do 

szarej sfery. W pa stwie bezprawia rz dzonego przez mafi  polityczno-gospodarcz  mogłem 

usłysze  jedynie dura lex sed lex. Wiem co  znacz  same słowa, bo  sko czyłem uniwersytet i 

lektorat  łaciny.  Co  mo e  jednak  znaczy   w  dzisiejszej  Polsce  wezwanie  do  przestrzegania 

prawa pomimo jego surowo ci, pomimo  e nie ma tu  adnego Prawa, nie mam poj cia. Wiem 

jedynie,  e słu y to kompletnemu pomieszaniu dobra ze złem w interesie tego ostatniego. Czy 

zatem pozostaje tylko prze egna  si  i wierzy  w sprawiedliwo  bosk ? 

 

II. Z  KIM  WALCZY  ?! 

 

Chocia  Polacy w ostatnich wiekach wyspecjalizowali si  raczej w przegrywaniu, my l  

e umiej tno  wygrywania jest du o bardziej po dan  cech . Zanim odpowiem na pytanie z 

kim, a tak e dlaczego i w jaki sposób walczy  i zwyci y , odrobina ogółu. 

 

Od  wieków  trwa  walka  Dobra  ze  Złem.  W  ka dym  miejscu  na  ziemi  znajdzie  si  

bandyta  i  złodziej  czyhaj cy  na  okazj .  Wsz dzie  te   czaj   si   dni  władzy  szale cy, 

próbuj cy  zbawi   wiat  bez  ogl dania  si   na  ycie  i  zdrowie  bli nich.  W  odró nieniu  od 

Dobra,  które  stoi  na  stra y  wolno ci  człowieka.  Zło  zawsze  wi e  si   z  wykorzystywaniem 

jednych ludzi przez innych - sługi Zła. Zarazem Zło nie jest samoistne. Dla funkcjonowania 

złodziei  musz   istnie   ludzie  uczciwi,  którym  mo na  co   ukra .  Ró nica  podstawowa 

pomi dzy  Dobrem  a  Złem  polega  na  tym,  e  w  odró nieniu  od  Dobra  zainteresowanego 

obj ciem jak najwi kszej ilo ci jednostek ludzkich, Zło wr cz przeciwnie reprezentuje interes 

nielicznej  mniejszo ci.  Dziesi   Przykaza   wystarcza  do  odró nienia  Dobra  od  Zła.  W 

konkretnych  za   sprawach  społecznych,  jakie  nas  tu  interesuj ,  wystarczaj ca  b dzie 

odpowied  na pytanie: czy dana decyzja słu y wszystkim czy wybranej garstce? Oczywi cie 

najpierw musi ona by  zgodna z Przykazaniami Bo ymi. 

 

Mimo  pewnej  ogólno ci  Dobro  i  Zło  s   na  ka dym  kroku  obecne  w  naszym  yciu. 

Spychanie  ich  na  dalszy  plan,  celowe  "zapominanie"  o  tym  podstawowym  konflikcie,  jest 

działaniem  wył cznie  w  interesie  Zła.  Ludzie  uczciwi,  dla  których  Dekalog  jest  miar  

codziennego post powania, podobnie jak nieuczciwi, dziel  si  na odwa nych i tchórzliwych, 

zdolnych  i  t pych,  biednych  i  bogatych.  I  chciałbym,  eby  wszyscy  ludzie  uczciwi  o  tym 

pami tali.  Ludzie  li  próbuj   wszelkich  sposobów  aby  ten  podstawowy  podział  zamaza . 

Najcz ciej  poprzez  propozycj   innego  podziału,  na  przykład  według  kryterium 

wykształcenia, stopnia zamo no ci a nawet wieku. Wszystko w celu rozmycia podstawowego 

podziału Dobro kontra Zło. Opowiedzenie si  po stronie Dobra w  yciu społecznym stanowi 

podwalin  naszej cywilizacji. Najwi kszym wynalazkiem chroni cym człowieka przed siłami 

background image

Zła jest Prawo czyli przeło enie na potrzeby codziennych kontaktów mi dzyludzkich Prawa 

Bo ego.  Na  stra y  Prawa,  a  zatem  człowieka,  stoi  S d    oceniaj cy  przypadki  łamania 

przepisów Prawa, korzystaj cy przy tym z siły fizycznej - policji i wi ziennictwa. Do struktur 

chroni cych wolno  człowieka nale y jeszcze doda  wojsko, stanowi ce zabezpieczenie przed 

zagro eniem  zewn trznym.  Wszystkie  te  instytucje  stanowi   cz ci  składowe  pa stwa.  Dla 

jego  sprawnego  funkcjonowania  w  instytucjach  tych  zatrudniani  s     przedstawiciele 

wszystkich  obywateli  i  przez  nich  opłacani.  Jest  to  słu ba  pa stwowa,  a  o rodkiem 

koordynuj cym  jej  prac   jest  rz d.  Mniej  lub  bardziej  wszyscy  pozostaj cy  w  słu bie 

pa stwowej s  wybierani przez obywateli, przez nich opłacani i im powinni słu y . Je eli za  

ze słu by tej si  nie wywi zuj , obywatele maj  mo liwo  ich odwołania i powołania innych 

w trakcie wolnych wyborów. I jest to najskuteczniejszy argument jakim dysponuj  obywatele 

dla zapobie enia ró norakim pokusom władzy. 

 

Wszystko co napisałem powy ej było dla nas Polaków przez ostatnie pół wieku jedynie 

teori .  Komunistyczne  pa stwo  było  mafijn   struktur ,  trwaj c   nie  dzi ki  poparciu 

obywateli  ale  dzi ki  sowieckim  bagnetom.  Nie  miało  te   na  celu  ochron   obywatela,  ale 

unicestwienie  jego,  jego  rodziny  i  całego  narodu.  Wszystkie  instytucje  za   w  normalnym 

pa stwie  zabezpieczaj ce  wolno   jednostki,  w  komuni mie  słu yły  ochronie  interesów 

rz dz cej  mafii.  Sposób  zorganizowania  i  działania  struktur  pa stwowych  wynikał  z 

konkretnej  potrzeby  utrzymania  ludzi  w  ryzach  podda stwa.  W  roku  1989  komuni ci 

zrezygnowali ze stosowania  wprost przemocy fizycznej w stosunku do swoich przeciwników i 

znie li  ustawow   władz   partii  komunistycznej.  I  to  wszystko.  Struktury  zabezpieczaj ce 

dotychczas  komunistyczne  panowanie  pozostały  niezmienione  tak  w  sensie  celowo ci 

działania, jak i osobowym. 

 

1.  Socjalistyczne prawo oparte i słusznie na nieufno ci wobec obywatela. Poniewa  

dotychczasowa  filozofia  prawa  zasadzała  si   na  zgodno ci  z  moralno ci ,  komunistyczne 

prawo,  mianuj ce  zbrodniarza  bohaterem  a  człowieka  prawego  przest pc ,  słu yło 

unicestwieniu sumie . 

2.  Socjalistyczny  system  podatkowy-  karz cy  obywatela  za  ci k   i  wytrwał  

prac .  Za  tworzenie  nowych  rozwi za   i  miejsc  pracy.  Zbudowany  tak,  aby  utrzyma  

obywateli na bezpiecznym poziomie ubóstwa i w jak najwi kszej zale no ci od pa stwa. 

3.  Socjalistyczne szkolnictwo - podporz dkowane kompletnie aparatowi pa stwa. 

Obowi zkowy program nauczania realizowany był przez urz dników pa stwowych w celu 

ogłupienia i zdemoralizowania kolejnych pokole . Kuratoria i wydziały o wiatowe stoj ce 

na stra y oficjalnej doktryny. 

4.  Socjalistyczne  lecznictwo  -  drugi  obok  nauczania  zawód  zbli ony  do 

posłannictwa, misji społecznej. Równie  całkowicie upa stwowiony i obrosły  rozmaitymi 

Izbami. Obywatel opłaca jego istnienie podwójnie. Raz jako podatnik z czego ochłapy w 

postaci  miernej  pensji  dostaj   lekarze  oficjalnie,  dwa  ju   jako  pacjent  -  odpuka   w 

niemalowane. W tym przypadku chory płaci za leczenie sam, cz ciowo w formie łapówki. 

5.  Zakład  Ubezpiecze   Społecznych  -  nie  maj cy  nic  wspólnego  z  rzeczywistym 

ubezpieczeniem  i  zapewnieniem  sobie  spokojnej  staro ci.  Jeden  z  głównych  filarów 

finansowania bud etu pa stwa. 

 

Wszystkie wymienione powy ej struktury przetrwały rewolucyjny rok 1989. Rewolucja 

bowiem przeprowadzona została przez samych komunistów i w ich interesie. Obecnie, w roku 

1994,  mo na  ju   powiedzie ,  e  była  to  rewolucja  zwyci ska.  Z  punktu  widzenia  zwykłego 

Polaka  rok  '89  był  rewolucj   jedynie  w  warstwie  słownej.  Wolno   słowa  jaka  nast piła, 

znikni cie l ku przed nazwaniem rzeczy po imieniu, to były rzeczy dotychczas dla wi kszo ci 

background image

Polaków  niespotykane.  Inteligencja  za ,  której  całe  ycie  zamykało  si   w  słowach,  rok  '89 

uznała za ostateczne zwyci stwo. To był powszechny amok. Ka da próba polemiki z oficjaln  

wykładni  rzeczywisto ci wywoływała jedynie w ciekło  i agresj . Kto  yw rzucił si  w  wir 

pracy  zapominaj c  zapyta   o  sens.  Dlatego  te   praca  ta  sprowadziła  si   do  o ywienia 

pozostałych po komunizmie i kompletnie niewydolnych ju  struktur socjalistycznego pa stwa. 

Do  walki  o  udro nienie  a  nie  obalenie  starego  porz dku.  Walki  i  rozgrywki  personalne  s  

wa ne dla osób bior cych w nich udział. Dla normalnego,  yj cego gdzie  w Polsce człowieka 

s   jedynie swoist  rozrywk  podobn  do plotek o aktorach. 

 

Nie  tylko  nie  nast piło  rozbrojenie  struktur  strzeg cych  podda stwa  obywateli. 

Dodatkowo  nast pił  ich  rozrost.  Zgodnie  z  podstawow   cech   nieefektywnego  systemu 

najszybciej  rozwija  si   biurokracja.  Skoro  zatem  nic  si   nie  zmieniło,  nie  dziwmy  si ,  e 

pomimo  oficjalnej  wolno ci  słowa,  teoretycznej  instytucji  wolnych  wyborów  i  ogłoszonej 

niepodległo ci, nie sposób wykrzesa  z Polaków entuzjazm. 

 

Jedynie sensowna z punktu widzenia normalnego a zarazem uczciwego człowieka walka 

musi przebiega  na płaszczy nie Dobro  kontra Zło.  Zło w  yciu społecznym to pozostały po 

komunizmie  socjalistyczny  aparat  pa stwowy.  Siły  za   słu ce  Złu  to  wszystkie  instytucje 

aparat ten chroni ce. Mówi c wprost, i Komunistyczna Grupa Gospodarcza, i Unia M dro ci 

i  Dobrego  Smaku,  poprzez  swoje  reprezentacje  polityczne  maj   za  zadanie  utrzyma  

dominacj   swoich  klik  nad  polskim  społecze stwem.  W  ich  interesie  le y  nie  dopu ci   do 

powstania niekontrolowanych przez nich  ródeł bogactwa. Im słu y utrzymywanie aspiracji 

obywateli na poziomie  oł dka i troch  ni ej. Im te  słu y utrzymywanie sztucznego podziału 

narodu  na  motłoch  i  garstk   wtajemniczonych,  który  to  podział  nie  został  jak  do  tej  pory 

zakwestionowany przez jak kolwiek sił  polityczn . Nie my l  tu rzecz jasna o deklaracjach, 

jako  e  w  deklaracjach  mało  kto  mo e  równa   si   z  wyznawcami  Marksa  i  Rewolucji 

Francuskiej. 

 

Na  nieszcz cie  Polski  i  Polaków  siły  Zła  mog   dowolnie  posługiwa   si   Uczciwymi 

Patriotami.  Ci  "u yteczni  idioci"  nie  tylko  zmarnowali  kilka  lat  podarowanych  nam  przez 

Histori .  Na  domiar  złego  dopu cili  do  wzrostu  pot gi  postkomunistycznej  mafii  w  stopniu 

wykluczaj cym mo liwo  skutecznej walki z ni  w ci gu najbli szych lat. Rozbici na szereg 

skłóconych  ze  sob   partyjek,  wykastrowani  przez  komunizm  duchowo  i  naszpikowani 

agentami, nie s  zdolni poprowadzi  do walki ze Złem normalnych uczciwych Polaków. 

  

III. JAK  ZWYCI

Y ?! 

 

Siły  Zła  w  dzisiejszej  Polsce  s   zbyt  pot ne  na  to,  by  wyda   im  walk   wprost.  Siły 

Dobra nie mog  si  z nimi równa  ani finansowo, ani strukturalnie, ani "intelektualnie", ani 

te   propagandowo.  Dlatego  walk   mo emy  wyda   na  jednej  tylko  płaszczy nie,  b d cej  z 

definicji  domen   Dobra,  na  płaszczy nie  ilo ciowej.  Tu  dobro  jest  nie  do  pobicia,  poniewa  

głos zwykłego obywatela jest równy głosowi najpot niejszego komunistycznego biznesmena. 

Aby  jednak  w  ogóle  do  takiego  starcia  mogło  doj ,  konieczne  jest  powstanie  orientacji 

politycznej  skupionej  wokół  programu  walki  ze  Złem.  Na  u ytek  tego  tekstu  nazwijmy  j  

Parti   Drobnych  Ciułaczy  i  Obywateli.  Jej  program  musi  wyra a   interes  wszystkich 

uczciwych  Polaków  czyli  tych,  którzy  za  swoje  uznaj   Dziesi   Przykaza   i  przynajmniej 

staraj   si   zbyt  cz sto  ich  nie  łama .  Orientacja  nasza  nie  musi  zabiega   o  wzgl dy 

zbocze ców,  którzy  zamiast  pokutowa   za  swoje  grzechy  próbuj   je  zmienia   w  nowe 

przykazania. Nie mo e te  liczy  na ludzi zainteresowanych utrzymaniem obecnego systemu z 

racji  zatrudnienia  lub  czerpania  korzy ci  materialnych.  Musi  natomiast,  co  zabrzmi  niemal 

background image

dziwacznie, zdoby  poparcie swojej naturalnej klienteli - uczciwych Polaków, niezale nie od 

dalszych podziałów na m drych i głupich, bogatych i biednych, wysokich i niskich. Mimo 45-

ciu  lat  komunizmu  i  dodatkowego  tryumfu  Zła  w  roku  '89,  liczebno   naszej  orientacji 

szacuj  na co najmniej  2/3 uprawnionych do głosowania. 

 

Podstawowe  zadanie  jakie  stoi  przed  Parti   Drobnych  Ciułaczy  i  Obywateli  to 

odnalezienie podstawowych reguł, których realizacja umo liwi zwyci stwo sprawiedliwo ci w 

yciu społecznym. Reguł zgodnych z podstawami naszej chrze cija sko-łaci skiej cywilizacji. 

I przedstawienie ich do zaakceptowania przez zwykłych ludzi. 

 

Reguła 1. Interes obywatela jest najwa niejszy. Pa stwo słu y tylko i wył cznie obronie 

obywatela. Rezygnacja z dotychczasowej zasady podporz dkowania jednostki celom aparatu 

pa stwowego. 

 

Reguła 2. Wolny wybór. Ka dy  sam wie jak pokierowa  własnym  yciem, a bł dzenie 

jest niezb dne. Ka da próba o wieconego pa stwa wyeliminowania mo liwo ci bł dzenia jest 

prób  pozbawienia jednostki odpowiedzialno ci i wolno ci. Jest wyst pkiem przeciwko Bogu i 

ludziom. 

 

Reguła  3.  Nie  kradnij.  Wolny  wybór  oznacza  wolno   działania  w  granicach 

wytyczonych  Prawem.  Je eli  wi kszo   rodków  potrzebnych  do  realizacji  prywatnych 

zamierze  jest odbierana przez pa stwo, wolny wybór jest literack  fikcj . 

 

Reguła 4. Silne i efektywne pa stwo. Poniewa  na razie mamy do czynienia z pa stwem 

socjalistycznym,  nale y  na  pocz tek  dokona   podziału  struktur  pa stwowych  na  chroni ce 

obywatela  i  na  te,  które  słu yły  jego  niszczeniu  w  interesie  mafii  szermuj cej  socjalistyczn  

ideologi .  Te  pierwsze  to  jest  wojsko,  policj ,  s downictwo  nale y  oczy ci   w  sposób 

strukturalny  i  osobowy.  Te  drugie  za   podda   kryterium  opłacalno ci.  Je eli  oka e  si ,  e 

po rednictwo  pa stwowe  w  dziedzinach  takich,  jak  szkolnictwo,  lecznictwo,  ubezpieczenia 

jest dla obywatela nieopłacalne, nale y si  z nich wycofa  zwracaj c ka demu pieni dze. 

 

Program budowy silnego pa stwa obywatelskiego, zorganizowanego według powy szych 

zasad, mo e liczy  na powodzenie w przypadku jego cało ciowej, a zarazem płynnej realizacji. 

ycie  społeczne  podobnie  jak  organizm  człowieka  jest  skomplikowanym  urz dzeniem. 

Najmniejsza ingerencja w jedn  dziedzin  odbija si  natychmiast na funkcjonowaniu innych, 

wydawałoby  si   zupełnie  odr bnych,  i  cało ci  zarazem.  Nie  mo na  zaproponowa  

obywatelom: bierzcie los we własne r ce  je eli utrzymamy indoktrynacj  poprzez pa stwow  

szkoł ,  a  pieni dze  zarobione  za  cen   rozmaitych  wyrzecze   odbierzemy.  Pami tajmy  e 

socjalizm  d y  zawsze  do  uregulowania  wszelkich  przejawów  ycia.  Dlatego  program  nasz 

powinien prowadzi  do kompletnego wyzwolenia spod jego dominacji. I budowy nowego nie 

na gruzach jednak ale na trwałych fundamentach naszej chrze cija sko-łaci skiej cywilizacji. 

Pozostawienie  jakiego   błahego  z  pozoru  elementu  starego  systemu  grozi  jego  ponown  

odbudow . 

 

Je eli  program  nasz  ma  zyska   zwolenników  w ród  zwykłych  ludzi  niszczonych 

najpierw  przez    komunizm,  a  potem  oszukanych  przez  elity  przywódcze  niepodległego 

pa stwa,  nie  mo e  obiecywa   gruszek  na  wierzbie.  Jego  realizacja  musi  oznacza   dla 

zwykłych  ludzi  popraw   ich  sytuacji  materialnej.  Opłacalno   pracowito ci,  pomysłowo ci, 

uczciwego  ycia  jest  tak  samo  niezb dna  jak  patriotyzm.  Nie  na  wiele  zda  si   ofiarno   w 

przypadku  zewn trznego  zagro enia  naszej  Ojczyzny,  je eli  pa stwo  nasze  b dzie  słabe 

background image

materialnie. A b dzie takie z pewno ci  je eli utrzymany zostanie obecny system. Socjalizm, 

cho  kompletnie nieopłacalny dla uczciwego Polaka, jest przecie  najlepszym i najta szym - 

bo  finansowanym  przez  innych  -    sposobem  utrzymania  mafijnych  struktur  i  pot gi 

materialnej  paso ytów.  Co  wi cej,  silne  obywatelskie  pa stwo  jest  naturalnym  zagro eniem 

dla  mafii,  której  powodzenia  zale   wprost  od  bezprawia,  korupcji  i  braku  wspólnego 

interesu  obywatela  i  pa stwa.  Nie  znajduj c  oparcia  w  instytucjach  pa stwa,  b d c 

zmuszonym do łamania niesprawiedliwego "prawa", normalny człowiek zamiast obywatelem 

pa stwa stanie si  klientem mafii. 

 

W  interesie  ka dego  obywatela    musimy  policzy   dlaczego  nasz  system  jest  dla    niego 

opłacalny. A eby tego dowie , nale y najpierw pozbywszy si  ideologicznych emocji policzy  

koszty  funkcjonowania  pa stwa.  Poniewa   naszym  ideałem  jest  pa stwo  wolnych  i 

odpowiedzialnych  obywateli,  rezygnujemy  z  dotychczasowej  ideologicznej  nadbudowy. 

Poniewa   najwi ksza  aktywno   yciowa  ka dego  człowieka  taka,  jak  zdobywanie 

wykształcenia, leczenie, praca, codzienna egzystencja a  po jej kres na  pobliskim cmentarzu, 

odbywa  si   w  jego  najbli szym  otoczeniu  zmieniamy  kompletnie  struktur   finansów 

publicznych.  Sam  człowiek,  a  w  sprawach  przekraczaj cych  jego  mo liwo ci  grono 

najbli szych mu pod wzgl dem zamieszkania ludzi, najlepiej wie jak wydatkowa  zarobione 

przez  siebie  pieni dze.  I  tu  w  gminie  najłatwiej  policzy   ile  pieni dzy  potrzeba  na  gminny 

most czy drog , i na co jest nas sta . I jak liczne grono osób jest potrzebne dla efektywnego 

zarz dzania  naszymi  pieni dzmi.  Tylko  zadania  społeczne  przerastaj ce  mo liwo ci  jednej 

gminy powinny by  realizowane albo przez kilka najbli szych gmin, albo przez województwo. 

A  dopiero  problemy  przerastaj ce  skal   województwa  powinny  by   składane  na  barki 

administracji  pa stwowej.  Wojsko,  ogólnopa stwowa  policja  i  potrzebna  do  sprawnego 

zarz dzania  pa stwem  administracja  powinny  by   na  barkach  nas  wszystkich.  I  ,  z 

niewielkimi  wyj tkami,  nic  poza  tym.  W  dobie  powszechnej  komputeryzacji  bardzo  łatwo 

policzy  ile takie pa stwo powinno nas wszystkich kosztowa .  

 

Jak  ju   wspominałem  proponowane  zmiany  musz   mie   charakter  cało ciowy  a 

zarazem  łagodny,  stopniowy.  Stopniowo   zmian  b dzie  skuteczn   ochron   przed  wszelkiej 

ma ci  doktrynerami,  gotowymi  dla  własnych  racji  wytopi   ze  dwa  miliony  Polaków.  Po 

przeprowadzeniu  pierwszego  kroku  w  kierunku  nowego  pa stwa  czyli  policzeniu 

rzeczywistych  kwot  wpłacanych  przez  obywatela  do  bud etu,  nale y  umo liwi   obywatelom 

dokonanie wyboru - albo korzystaj  z dotychczasowego systemu i wpłacaj  85% zarabianych 

pieni dzy do kasy centralnej, albo rezygnuj  z po rednictwa pa stwa w leczeniu, edukacji itp. 

i odzyskuj   swoje pieni dze. Mo liwo  wyboru jest kluczem do sukcesu naszego programu. 

Poprzez  brak  przymusu  zadziała  pozytywny  przykład  młodych  odwa nych.  Mo liwe  jest 

jednak,  e  niektórzy  do  mierci  pozostan   klientami  starego  systemu.  Z  wylicze   70-latków 

mo e si  okaza ,  e przej cie na nowy system jest dla nich nieopłacalne. Dlatego nie mo emy 

czyni  z nich wrogów naszego pa stwa. 

 

Dotychczasowe  niepowodzenia  Uczciwych  Patriotów  s   dowodem  na  to,  e 

komunistycznego  pochodzenia  socjalizmu  nie  zwyci ymy  innym  socjalizmem,  nawet 

najbardziej  ideowym.  W  obecnych  warunkach  najbardziej  nawet  ideowy  socjalista  b dzie 

działał  w  interesie  starego  systemu.  Patrioci-socjali ci  powinni  pami ta ,  e  tak  czy  inaczej 

weryfikacja patriotyczna nast pi dopiero w przypadku kolejnej napa ci na Polsk . Wcze niej 

dla normalnego Polaka b d  nie do odró nienia od moskiewskiego socjalisty. 

 

Mo emy  zwyci y .  Nie  w tpi   w  istnienie  potrzebnej  do  zwyci stwa  wi kszo ci.  Nie 

w tpi ,  e program budowy silnego Pa stwa Polskiego - nie wbrew ale w oparciu o obywateli 

background image

-  znalazłby  prost   drog   do  serc  i  umysłów  Polaków.  W tpliwo ci  moje  wynikaj   jedynie  z 

niedostrzegania  mo liwo ci  powstania  w  bliskiej  przyszło ci  orientacji  politycznej, 

zainteresowanej  wprowadzeniem  w  ycie  powy szego  programu.  Bez  powstania  takiej  siły, 

bez zaanga owania si  w jej rozwój uczciwych Polaków, pozostaj cych obecnie na marginesie 

ycia społecznego,  zwyci stwo naszej Polski jest niemo liwe. Boj  si   zatem jedynie o to, by 

Partia Drobnych Ciułaczy i Obywateli nie zako czyła  ywota tam gdzie si  pocz ła - w głowie 

autora. 

 

IV. POLSKA  W  NOWYM   WIECIE 

 

W  mojej  małej  parafialnej  ksi eczce  niewiele  miejsca  po wi ciłem  zagadnieniom 

ogólnoeuropejskim czy wr cz  wiatowym. Nie o sprawach  wiatowych chciałem opowiedzie . 

Niemniej  nie  mo na  zapomina   o  ogromnym  wpływie  na  losy  naszego  pa stwa  sytuacji  na 

wiecie.  wiadomo  takiej zale no ci oraz rozpoznanie kierunku zmian polityki  wiatowej po 

zako czeniu  zimnej  wojny  i  upadku  Zwi zku  Sowieckiego  stanowi   b dzie  znacz c   pomoc 

do prowadzenia skutecznej polityki polskiej. 

 

Jednym  ze  strategicznych  celów  polityki  ameryka skiej  po  II  wojnie  wiatowej,  w 

sytuacji stałego zagro enia ze strony Imperium Sowieckiego, było utrzymanie w jak najlepszej 

kondycji  Europy  Zachodniej  i  Japonii.  Pomimo  istotnych  ró nic  i  Europa  Zachodnia  i 

Japonia były rozpieszczane przez Stany Zjednoczone. W obu przypadkach wzgl dy polityczne 

przewa ały nad interesem gospodarczym Ameryki. Obecnie, je eli tylko Imperium Sowieckie 

nie odrodzi si , dojdzie do rzeczywistej konfrontacji gospodarki ameryka skiej z gospodark  

japo sk   i  zachodnio-europejsk .  Pomi my  Japoni   i  skoncentrujmy  si   na  Europie. 

Konfrontacja ameryka sko-europejska b dzie miała ogromny wpływ na losy Polski. 

 

Rzut  oka  wystarczy  by  dostrzec  zasadnicz   ró nic   pomi dzy  obiema  gospodarkami. 

Rozwój  Stanów  Zjednoczonych  dokonał  si   dzi ki  ogromnej  wolno ci  do  działania 

poszczególnych  jednostek.  Dzi ki  niewielkiej  ingerencji  aparatu  pa stwowego  w  sfer  

gospodarki  i  niskim  podatkom.  Był  to  rozwój  oddolny,  gdzie  pot ga  pa stwa  rosła  wraz  z 

zamo no ci   poszczególnych  obywateli.  We   los  we  własne  r ce!  -  proponowała  Ameryka 

kolejnym  rzeszom  imigrantów,  którzy  nie  przywie li  z  Europy  ogromnych  fortun. 

Wystarczyła wolno  działania i własne r ce, aby w przeci gu stulecia zbudowa  najwi ksz  

pot g  gospodarcz  i polityczn   wiata. 

 

Rozwój gospodarczy Europy nast pował w sposób zgoła odmienny. W ka dym z pa stw 

europejskich  nad  gospodark   dominowało  pa stwo  z  centralizmem  i  administracyjn  

zwierzchno ci   odziedziczon   po  feudalizmie.  Obci enia  podatkowe,  przej te  równie   po 

systemie  feudalnym,  zawsze  było  wysokie.  W  odró nieniu  od  Ameryki,  Europa  jest 

zbiorowiskiem  sprzecznych  interesów  konkretnych  pa stw  i  narodów,  historycznych  i 

współczesnych  konfliktów.  Dlatego  nie  jest  w  stanie  wypracowa   takiej  ogólnoeuropejskiej 

polityki,  która  w  pełni  zadowalałaby  jakiekolwiek  pa stwo  w  Europie  le ce.  Mimo  całej 

retoryki euro-urz dników  wida  jedynie,  e Wspólnota Europejska wyra nie broni si  przed 

przyj ciem nowych członków. Nie jest otwarta, poniewa  powstała dla obrony interesów kilku 

pa stw  w  warunkach  zagro enia  ze  strony  sowieckiej  i  pod  szczególn   ochron   Stanów 

Zjednoczonych.  Zaproponowa   mo e  jedynie  kontyngenty,  zniszczenia  naturalnego  ródła 

rozwoju pa stw staraj cych si  o wej cie do niej  -  w imi  obrony francuskiego  rolnika na 

przykład,  wysokie  podatki  i  dro yzn .  Brak  jakiejkolwiek  ogólnej  idei  w  zamy le  budowy 

Zjednoczonej Europy sprawia,  e sam pomysł jest po prostu euro-mrzonk . 

 

background image

Odmienne  podej cie  w  stosunkach  pa stwo  -  obywatel,  i  wynikaj ca  st d  ró nica  w 

organizacji  ycia  gospodarczego,  zaowocowało  tanio ci   ycia  w  Stanach  i  europejsk  

dro yzn . Na przykład samochody s  w Ameryce dwa razy ta sze, prawie trzykrotnie ta sza 

jest benzyna. I maj  Stany jeszcze jeden ogromny atut - dolara ameryka skiego, który oprócz 

tego  e  jest  pieni dzem  krajowym  jest  jednocze nie  walut   wiatow .  Wi kszo   transakcji 

mi dzynarodowych,  w  tym  najwa niejsze  czyli  handel  rop   naftow ,  rozliczana  jest  w          

dolarach.  

 

Pierwszym  znakiem  nowych  czasów  mo e  by   spadek  warto ci  dolara  i  brak  reakcji 

strony ameryka skiej w celu jego ponownego wzmocnienia. Spadek ten oznacza dodatkowy 

wzrost konkurencyjno ci gospodarki ameryka skiej w stosunku do europejskiej. Po pierwsze, 

nie odbija si  to w  aden sposób na poziomie  ycia w Stanach i nie powoduje automatycznego 

wzrostu  cen,  poniewa   USA  w  aden  sposób  nie  s   uzale nione  od  dostaw  europejskich.  Po 

drugie,  towary  ameryka skie  liczone  w  walutach  europejskich  taniej ,  a  zatem  w  sposób 

naturalny zaczn  wypiera  europejskie z rynku  wiatowego.  

 

Obrona  europejska  mo e  sprowadza   si   jedynie  do  zamkni cia  granic,  obni enia 

realnych  dochodów  ludno ci  albo  uznania  pax  America.  Zamkni cie  granic  i  tak  nie 

przeszkodzi  Ameryce,  która  ju   tworzy  swoj   Ameryka sk   Stref   Wolnego  Handlu  (w 

skrócie  nomen  omen  NAFTA),  z  du ymi  szansami  rozszerzenia  jej  na  Ameryk   Łaci sk . 

Jednocze nie ma dost p do ogromnego  rynku  Azji, zwłaszcza Dalekiego Wschodu. Zarazem 

posuni cie  takie  wywołałoby  podobn   reakcj   USA  i  jeszcze  wi ksze  straty  Wspólnoty 

Europejskiej. Obni enie dochodów ludno ci jako element walki cenowej w ogóle nie wchodzi 

w  gr   bez  wywrócenia  obecnego  porz dku  polityczno-społecznego.  Dlatego  jedynym 

sensownym  sposobem  wyj cia  Europy  z  nadci gaj cych  tarapatów  jest  przyj cie 

ameryka skiego  modelu  organizacji  ycia.  Przy  czym  jest  wprost  nieprawdopodobne,  eby 

krok taki nast pił w zwartym szeregu. Obowi zywa  mo e jedynie zasada: ratuj si  kto mo e! 

 

W  wietle  powy szego,  zdumiewa   musi  uparte  pchanie  si   na  ton cy  statek  Polski  i 

innych pa stw Europy Wschodniej. Poniewa  jestem Polakiem i dobro Ojczyzny le y mi na 

sercu,  próba  wej cia  do  Europy  za  cen   zaprzepaszczenia  szans  na  rozwój  przera a  mnie. 

Tylko przyj cie ameryka skiego modelu  ycia gospodarczego jest opłacalne dla Polski. Tylko 

ten model sprawdził si , a najbli sze lata dowiod ,  e Wspólnota z Maastricht jest urz dnicza 

fantazj , której brak trwałych fundamentów. 

 

W  zbli aj cym  si   konflikcie,  w  starciu  dwóch  ró nych  modeli  ycia  gospodarczego  i 

społecznego,  Polska  powinna  jednoznacznie  opowiedzie   si   po  stronie  Ameryki.  Nawet 

pomimo niech ci do coca-coli i hamburgerów. Co wi cej powinna sta  si  forpoczt  ameryki; 

w  znaczeniu  wolnego  rynku  i  wolno ci  obywatelskich.  Sojusz  ze  Stanami  Zjednoczonymi 

przeciwko zmurszałej, prze artej korupcj  i rozwi zło ci  Europie mo liwy b dzie jedynie w 

przypadku  przyj cia  ameryka skiego  stylu  ycia.  Oznacza  to  konieczno   kompletnej 

przebudowy  organizacji  gospodarki  i  samego  pa stwa,  od  podatków  zaczynaj c.  (Pisałem  o 

tym  w  poprzednim  rozdziale.)  Sojusz  ze  Stanami  Zjednoczonymi,  ze  strony  polskiej 

przygotowanie  ekspansji  gospodarczej    w  Europie,  uczyniłby  z  naszego  kraju  ameryka sk  

baz .  Fizyczne,  biznesowe  zwi zanie  USA  z  Polsk   stanowiłoby  najlepsz   gwarancj  

niepodległo ci Polski. Lepsz  od formalnego członkostwa w NATO (pół NATO to USA) i tony 

europejskich deklaracji. Gotowo  do obrony sojusznika, niezale nie od jego geograficznego 

poło enia, udokumentowali Amerykanie wielokrotnie własnym  yciem. Nawet je eli nie uda 

si   nam  zwi za   Stanów  sojuszem,  przebudowa  pa stwa  według  ameryka skiej  recepty 

przyniesie wył cznie korzy ci. 

background image

 

Nie chciałbym  eby powy szy rozdział był traktowany wył czne jako fikcja polityczna. 

Oczywi cie  ycie jest na tyle bogate,  e przewidywanie na par  lat do przodu jest ryzykowne. 

Jedna głupia wojna  wiatowa albo nowe zagro enie sowieckie, tureckie czy chi skie sprawi,  e 

do konfrontacji ameryka sko-europejskiej w ogóle nie dojdzie. Jednak par  lat sp dzonych w 

biznesie nauczyło mnie,  e nie ma  bezpieczniejszego interesu ni  taki, w którym ryzykujemy 

jedynie  strat   przewidywanego  zysku  bez  naruszenia  kapitału.  Wszelkim  niedowiarkom 

proponuj  w taki wła nie sposób ocenia  powy szy tekst.  

 

ZAKO CZENIE 

 

Po czterech latach. 

 

Pisałem t  ksi k  ładnych par  lat. W sposób szarpany, w przerwach pomi dzy jednym 

a drugim interesem. Rozdziały o dolarze, rz dzie Mazowieckiego i Balcerowiczu powstały w 

połowie roku 1990. Ostatni sko czyłem pisa  pod koniec roku 1994. 

 

Nie wiem czy widoczny jest ogrom pracy jaki wło yłem w napisanie jej. Mam nadziej , 

e  Czytelnik  zauwa y  ogromne  zaanga owanie  emocjonalne.  Pierwsz   przyczyn   dla  której 

podj łem  si   opisu  i  wytłumaczenia  przemian  społecznych  zwi zanych  z  rokiem  '89  była 

przecie   utrata  przyjaciela.  Pisz   o  tym  we  wst pie.  Dwa  tysi ce  dolarów  to  nie  była 

najwi ksza strata w moim  yciu. A patrz c z perspektywy lat, jedna z najmniejszych w sensie 

materialnym.  W  sferze  moralno-emocjonalnej  była  jedn   z  najwi kszych.  To  osobiste 

do wiadczenie, mocno osadzone w codzienno ci przemian, było dla mnie podobn  inspiracj  

jak dla poety odej cie ukochanej. 

 

Pisałem zatem dla siebie. Ale zaraz potem  zacz łem pisa   równie  dla  mojej  ony. Nie 

było mi dane o eni  si  z działaczk . O zupełnie niepolitycznych zainteresowaniach, nie mogła 

si  połapa  o co w tym wszystkim chodzi. I jak zacz łem jej wyja nia , i za ka dym razem od 

pocz tku,  doznałem  ol nienia,  e  przecie   m drzej  b dzie  w  sposób  przyst pny  to  opisa . 

Dlatego te  ksi ka moja jest napisana pro ciej ni  niejedna ksi ka kucharska. 

 

Pewnego  razu nauczycielka  mojej córki postanowiła nauczy  dzieci kiedy piszemy    a  

kiedy si. I pomimo tego,  e wcze niej córka pisała poprawnie, po wbiciu do głowy wymaganej 

regułki zacz ła pisa  na odwrót. A dyktando zaroiło si  od bł dów typu  Kasika. Przestałem 

si  dziwi , gdy przeczytałem regułk . Sam niczego nie zrozumiałem. Ja mogłem odrzuci  j  ze 

wstr tem, a moje biedne dzieci?... Ta ksi ka została napisana równie  dla nich. 

 

Byłbym  niegodziwcem  gdybym  nie  wspomniał  tu  o  całej  mojej  rodzinie,  a  tak e  o 

bli szych  i  dalszych  znajomych.  Chciałbym  eby  wszyscy  oni  podj li  trud  uczenia  si  

umiej tno ci  oddzielania  ziarna  od  plew,  rzeczy  istotnych  od  błahostek,  prawdy  od  fałszu 

pomimo  wszystkich  niedogodno ci,  jakie  wi

  si   z  tym  w  codziennie  fałszowanym  przez 

mas-media  yciu. I  eby słu yli Bogu a nie mamonie. 

 

Drodzy  Czytelnicy,  Wy  równie   mo ecie  z  mojej  pracy  skorzysta .  Polityka  dotyka 

ka dego.  Mo e  by   tylko  mniej  lub  bardziej  tego  wiadomy.  Od  polityki  zale y  czy  Wasza 

szansa na sukces  jest wi ksza czy mniejsza. Czy łatwiej b dzie znale  prac , rozwin  firm , 

czy trudniej. Czy wasze dzieci wraz z pój ciem do szkoły b d  automatycznie demoralizowane 

czy  nie.  Czy  w  ogóle  b dziecie  mieli  mo liwo   wyboru.  Czy  mo e  b dziecie  zmuszeni 

emigrowa  za wolno ci  i chlebem. 

background image

 

Polityka  nie  jest  wcale  jak   wiedz   tajemn   zarezerwowan   dla  kasty 

wtajemniczonych. Mo e by  prosta, i do zrozumienia dla wi kszo ci z nas. I mam nieskromn  

nadziej ,  e ksi ka powy sza b dzie tego dowodem. 

 

DO  CZYTELNIKÓW  W  KANADZIE 

 

Ksi ka, któr  wła nie ko czycie czyta  jako  zawsze była nie w por . Ju  sam pocz tek 

powinien  był  da   mi  do  my lenia.  W  lecie  1990  roku  na  konferencji  zorganizowanej  przez 

pewn   parti   prawicow   wygłosiłem  referat  zapisany  w  ksi ce  jako  "Nasz  Rz d".  Moje 

spostrze enia nie były buduj ce; połowa uczestników wyszła  z  sali, połowa  z tych co  zostali 

przysypiała.  Rozbudziły  ich  dopiero  gromkie  brawa,  jakie  dostałem  po  zako czeniu 

przemowy od zaproszonych polityków angielskich. I tu bardziej dostrzegłem miny zdziwienia: 

za co? ni  prób  doł czenia si  z oklaskami.  

 

Zako czenie czyli "Po czterech latach" napisałem pod koniec roku 1998, namówiony do 

tego  przez  mojego,  jak  si   okazało  niedoszłego,  wydawc .  W  mi dzyczasie  par   podj tych 

prób  równie   zako czyło  si   niepowodzeniem.  I  zawsze  co   komu   przeszkadzało.  A  to 

rozdział o szkole (i nauczycielach), a to o ksi ach, albo o inteligencji. I zawsze to co napisałem 

było nie na czasie. Najpierw sytuacja miała rozwin  si  inaczej, miał przecie  zadziała  plan 

Balcerowicza  i  miało  si   nam  y   lepiej,  a  ja  tu  z  takim  szkalowaniem.  Chwil   pó niej  ju  

wszyscy wiedzieli,  e nie zadziała i niczego nowego nie odkrywam. Gdyby nie to,  e nie  yłem 

z pisania, musiałbym si  chyba załama . 

 

Z tego publicystycznego niebytu wyci gn ł mnie dopiero za uszy mój przyjaciel (chocia  

od dziecka boj  si  tego słowa i jak mog  unikam go), redaktor naczelny "Go ca" Andrzej 

Kumor. Czy miał racj  musicie ju  sami os dzi ......