background image

Danuta Opacka-Walasek

Uniwersytet Śląski

Mityzujący gest pożegnania. Lubelskie pasaże (przez) Józefa Czechowicza

Pasaż pierwszy: czego literaturoznawca robić nie powinien

Jedno z głównych, acz niepisanych przykazań uczciwego literaturoznawstwa brzmi:  

w postępowaniu badawczym  nie nakładać mitologii prywatnej  na tekst, który winien być 

traktowany   jako   przedmiot   zobiektywizowanych   dociekań   analityczno-interpretacyjnych. 

Zwłaszcza   zaś   wtedy   strzec   się   empatii,   gdy   ów   „przedmiot   dociekań”   zbliża   się   do 

subiektywnych   wspomnień,   wywołuje   obrazy   i   emocje   z   dna   pamięci,   niesie   uczucia 

niebezpiecznie   zacierające   granicę   między   tym,   co   własne   i   uwewnętrznione,   a   tym,   co 

stanowi artystycznie przetworzony zapis  doznania Innego. 

W pierwszym pasażu, nie tyle jeszcze przez Józefa Czechowicza  Poemat o mieście  

Lublinie

1

, a raczej na jego obrzeżach, dokonam przekroczenia, choć staram się być wierna 

nakazom uczciwego literaturoznawstwa. Dokonam przekroczenia świadomie, z poczuciem 

konsekwencji   uprywatniania   literatury,   jej   „podatności   na   zdradę”   i   idących   stąd 

konsekwencji   inkluzji:   zawierania   się   w   sobie   porządku   tekstu-przedmiotu   i   porządku 

czytającego-podmiotu. Bo przy lekturze Poematu o mieście Lublinie, jak powiedziałby inny 

poeta, Zbigniew Herbert, „tak się miesza/  tak się miesza  we mnie/ to co siwi panowie / 

podzielili raz na zawsze/ i powiedzieli/ to jest podmiot/ a to przedmiot/”.

Za sprawą Józefa Czechowicza wróciłam do Lublina po trzydziestu latach. Lublin to 

moje   także   miasto   rodzinne,   zapamiętane   w   szczegółach   topograficznych   i,   ponad   nimi, 

obrastające przez dziesięciolecia w obrazy,  sensy, wspomnienia mityzujące rzeczywistość. 

Gdy tam   wracałam, jak Wędrowiec Czechowicza do miejsc dzieciństwa, a powrót realny 

poprzedzony został przecież wielokrotnym czytaniem Lublina z poematu, pytałam siebie, do 

którego Lublina wróciłam: mojego czy Czechowiczowego?   Oba Lubliny - zmityzowane, 

przekształcone w nostalgicznych wspomnieniach, poddane pracy pamięci i pracy wyobraźni, 

1

 J. Czechowicz, Poemat o mieście Lublinie. Wstęp i red. R. Rosiak. Lublin 1964. 

Utwór powstał w roku 1934 (tę datę, na stronie tytułowej rękopisu, zapisał Józef Czechowicz), wpierw jako 
słuchowisko 

radiowe (premiera w Polskim Radiu  9 lipca 1937 roku  o godz. 21. 45).

 Drukiem po raz pierwszy ukazał 

się w „Kamenie” w 1959 roku (nr 19-20), zaś pierwsze wydanie (na którym się opieram) nastąpiło 30 lat po jego 
powstaniu, w 1964, nakładem Wydawnictwa Lubelskiego.
 W skład Poematu o mieście Lublinie wchodzą m. in. wiersze z tomiku Stare kamienie (to utwory: Lublin z dala, 
Księżyc w rynku, Muzyka na ulicy złotej, ulica Szeroka, Wieniawa, Cmentarz lubelski, Kościół Świętej Trójcy na  
zamku
).  

1

background image

które przetwarzając obiektywne kształty ustanawiają ponad realnością porządek własny, mają 

wiele   miejsc   wspólnych.   Choć   zrodzone   z   jakże   odmiennych   wyobraźni,   doświadczeń,  

z innych czasów i inaczej funkcjonalizowane w prywatnej mitologii, spotykają się – mam to 

wrażenie – w dość zasadniczym punkcie źródłowym: w potrzebie uwewnętrznienia i, tym 

samym,  ocalającego  zawłaszczenia, w kompensacji braku. Ów brak może  być  konkretnie 

doznany   lub   antycypowany,   idący   z   przygodnych   kolei   życia   lub   podpowiedziany 

uniwersalnymi prawidłami istnienia. Mitologie prywatne rzucają wyzwanie brakowi, który, 

choć zademonstrował już swoje działanie, nie wszystko pochłonął ze szczętem. Jego finalnym 

zwycięstwem jest dopiero śmierć, odebranie ostateczne, prześwitujące, jako dopełniona figura 

braku, z doświadczenia każdej utraty. Ewokowane świadomością, że każde odebranie jest 

pomniejszoną   zapowiedzią   odebrania   ostatecznego,   bo   to   ono   stanowi   nieuchronny   kres 

ludzkiego czasu.

Ernst   Cassirrer   w  Eseju   o   człowieku  powiada,   że   „w   pewnym   sensie   całą   myśl 

mityczną można zinterpretować jako stałe, uparte negowanie zjawiska śmierci

2

  bo „tkwi  

w niej głębokie przeświadczenie o zasadniczej i nie dającej się wymazać solidarności życia, 

która przerzuca pomost nad bogactwem i różnorodnością poszczególnych form”

3

.  Mitologie 

prywatne,   transponujące   własne   doświadczenia   w   siatkę   mitów   uniwersalnych,   stają   się 

kruchą, budowaną na trwałości mitycznych powtórzeń różnicujących, kompensacyjną pracą 

wyobraźni. Wyobraźni, która daje odpór brakowi. Ów odpór jest iluzoryczny, ale zarazem 

wypełnia podmiotową treścią przepaść, buduje pomost pomiędzy tym, co jest przypadkowe, 

co pochodzi z porządku rzeczy niekoniecznych i nietrwałych, a tym, co przynależy do spraw 

wiecznych. Każdy mit chce zmniejszyć diasporę między znakiem – śladem obecności bytu, 

a   jego   znaczeniem,   sensem   partycypującym   w   owej   obecności.   Buduje   pomost   między 

przygodnością indywidualnych zdarzeń i tym, co uczestniczy w całości, w porządku rzeczy 

pierwszych

4

.

Poemat   o   mieście   Lublinie  Józefa   Czechowicza,   z   silnie   zaznaczoną   mitologią 

osobistą, pozwala się odczytywać  jako takie właśnie przerzucenie pomostu. Być może, to 

czytanie mało uprawomocnione – literaturoznawca wszak, gdy jego badawczy dystans jest 

nadwyrężony   własną   mitologią,   nigdy   nie   spisanym   a   często   przeżywanym   własnym 

poematem o mieście Lublinie, pewnie nie powinien ferować diagnoz badawczych. Empatia 

2

 E. Cassirrer, Esej o człowieku. Wstęp do filozofii kultury, przeł. A. Staniewska, Warszawa 1971, s.154.

3

 tamże, s. 152

4

 W tym – i kilku innych – miejscach tekstu, pisząc o funkcjach mitu,  opieram się na konstatacjach Marka 

Zaleskiego, z jego znakomitej książki Zamiast. O twórczości Czesława Miłosza. Kraków 2005. Korzystam 
szczególnie z rozdziału Zamiast (s. 192-248).

2

background image

bywa   złym   rzecznikiem   interpretacji.   Chyba   że   uzbroić   ją   w   narzędzia,   w   analityczne 

skalpele, odsłaniające tkanki mitu ukryte pod sensem pierwszym.  

Pasaż drugi: mityzacja ocalająca

Poemat   Czechowicza   jest,   bez   wątpienia,   nasycony   strukturami   mitycznymi  

i mityzującymi. Sporo ich w poetyckim obrazowaniu, w budowie narracyjnych intermediów, 

badaj najwięcej w tkance poetyckiego języka. Obecne w nim tropy, figury, ujawniają raz po 

raz zabiegi wymieniane przez Levi-Strausa (w różnych miejscach jego, jakże dawnej już, 

Antropologii   strukturalnej)  jako   wyznaczniki   mityzacji.   Począwszy   od   konstrukcji 

poematowego świata jako rozpiętego na osiach wertykalnej i horyzontalnej, z wielokrotnym 

nakładaniem, a nawet przecinaniem ich porządków, przez częste stosowanie opozycji góra-

dół   i   natura-kultura   i   łączenie   ich   w   obrazach   lirycznych,   operowaniem  pars   pro   toto

przechodzeniem od perspektywy makrokosmicznej do mikrokosmosu, po łączenie i mieszanie 

żywiołów w przenośniach i synestezjach określających poetycko akty percepcji  - wszystkie 

te zabiegi, nietrudne do wskazania w Poemacie o mieście Lublinie, składają się na gest, który 

Levi-Straus   postrzegał   jako   intencję   mityzacyjną   w   strukturze   tekstu.   Ta,   możliwa   do 

wytropienia   na   poziomie   kompetencji   interpretatora-odbiorcy   mitu,   ukryta   jest   w   jego 

strukturze głębokiej, ujawniając się w opozycjach. 

Przywołajmy,   dla   przykładu,   garść   cytatów,   by   ów   zamiar   mityzacyjny  

w konstruowaniu lirycznego świata - świata Lublina, przepuszczonego przez filtr „wyobraźni 

stwarzającej”   Czechowicza   -   wykazać.   Wpierw:   mieszanie   żywiołów.  Poemat   o   mieście  

Lublinie, sytuując się w obszarze mitologizacji ziemi, autochtonii, mitologizacji tożsamości - 

nawet tam, gdzie opisuje kamienie,  kamienice, bruki i aleje związane  z żywiołem ziemi, 

zdominowany jest przez wyobraźnię akwatyczną. Aleje  to „rynny mamrocące nocą”. Ulice – 

„długie mroku  czółna”. W tej metaforze ewokowane są nawet trzy żywioły: ulice konotują 

ziemię, mrok – powietrze, aurę, czółna – wodę. Płynność poematowego świata jest zresztą 

wyrazista   w   całym   tekście   i   nie   to   teraz   istotne,     że   –   stowarzyszona   z   nocą   –   nasuwa 

skojarzenia   oniryczne   i   katastroficzne.   To   zresztą   skojarzenia   rutynowe,   łatwe   do   zbicia 

wobec   sensów   całości.   W   aspekcie   mityzacji   istotne   jest   przemieszanie   żywiołów,   jakże 

wyraźne w metaforach: „ścieżyny rozlewają się wśród falistych pól”, księżyc „się srebrliwie 

rozpływa w zapachu ziół”, „ścieżyny rozlewają się w drobne strużki steczek”. Dostrzeżoną 

oczywiście   przez   krytykę   dominację   skojarzeń   akwatycznych     w   tym   poemacie 

3

background image

interpretowano za Bachelardem, wskazując głównie na niszczycielski aspekt żywiołu wody, 

prowadzącej ku rozpływaniu się bytu miasta i pogrążaniu go w bezkształtnej otchłani

5

 

W mojej lekturze rzecz przedstawia się nieco inaczej; woda i, by tak rzec, wodniste budulce 

metafor   dopełniają  całości   kosmogonicznej,   współwystępując   w  obrazach  obok  powietrza 

(np.   wiatru)   i   ziemi.   Jeśli   dodać   ewokacje   ognia   (np.   w   metaforach   „lipcowego   żaru”, 

„kapiącego metalu”, „nocy ulanej ze srebra”), otrzymujemy wszystkie żywioły stanowiące  

o porządku natury. 

Jak była o tym mowa, intencja mityzacyjna uwidacznia się w poetyce tekstu także 

przez nakładanie się osi horyzontalnych i wertykalnych, również takie budowanie obrazów, 

w których to, co przynależy do poziomu, rzutowane jest na pion. Przyjrzyjmy się zatem, dla 

przykładu, jednej tylko metaforze Czechowicza: „W kościoła oknie na płask/ błysnął wodą 

stojącą   księżyca   blask”.   Mamy   tu   wszak   do   czynienia   z   oczywistym   pionem   kościoła  

i okiennego odbicia, obserwowanego w dodatku z dołu, co wzmaga wrażenie wertykalności 

i   dynamiczności   –   a   obraz   księżycowego   światła   przyrównany   został   do   horyzontalnej, 

statycznej „stojącej wody”.   

Jeśli dodać do tego rodzaju konstrukcji wyraziste, wielokrotne ewokowanie mitów, 

intencja   mityzacyjna   wpisana   w   poetykę  Poematu   o   mieście   Lublinie  okaże   się   jeszcze 

silniejsza.   Zaznaczmy,   że   nie   zawsze   wiadomo,   o   jaki   dokładnie   mit   chodzi.   Dość,   że 

uruchomione   zostają   synkretycznie   pokłady   pradawnych   opowieści,   tkwiące   w   zbiorowej 

świadomości,   są   to   fragmenty   historii   i   obrazy   odsyłające   do   myślenia   magicznego, 

szukającego   łączności   pomiędzy   jednostkowym   bytem,   zdarzeniem,   a   sensem   jego 

uczestniczenia   w   porządku   całości.   We   fragmencie  Wieniawa,   konstruowanym   na   wzór 

mitycznych  opisów starcia ze złymi mocami (to miejsce wspólne wielu mitów, zwłaszcza 

tzw. założycielskich czy fundatorskich), mamy do czynienia z walką potworów ciemności  

z   jasnością   i   ze   zwycięstwem   dobra.   „Niedźwiedzie   nocy”   zostają   pokonane   światłem 

lubelskich latarń i księżyca wschodzącego nad dzielnicą:

Ciemniej.

Z nieb czeluści otwartej na ścieżaj

biegną ciche niedźwiedzie nocy.

Nad ulicami, rzędem,

czarne, kosmate,

5

 Tak interpretuje to Marcin Całbecki w książce: M. Całbecki: Miasta Józefa Czechowicza. Topografia 

wyobraźni. Lublin 2002.

4

background image

będą się tarzać po domach do chwili,

gdy księżyc wybuchnie zza chmur, jak krater.

Świat ku światłu przechyli.

Blachy dachów dudnią bębnem.

W dół, w górę, nierówno się kładzie

perłowy lampas:

w prostopadłej gromadzie

przedmieścia lampy.

Przeciw niedźwiedziom nocy to mało!

Gną się, kucają domki, zajazdy, bożnice

pod mroku cichego łapą.

Ach! Trzasnęłyby niskie pułapy!...

...ale już zajaśniało.

Pejzaż: Wieniawa z księżycem.

 

Podmiot poematu, szczególnie w kształcie, jakiego przydają mu narracyjne wstawki 

eksponujące   jego   wędrówkę,   konotuje   figurę   Odyseusza.   Na   marginesie   warto   zwrócić 

uwagę, że Wędrowiec, choć ani raz nie został przez Czechowicza określony tym imieniem, 

bywa przez krytyków nazywany Odyseuszem właśnie. 

A może – w pewnym sensie – jest i po trosze Orfeuszem, wszak wstępuje w przestrzeń nocy, 

a   potem,   we   fragmencie  Niebo   odmienia   się...  zamienia,   jak   powiada,   „wspomnienie  

w wiersz”, śpiewa swoją pieśń, którą zresztą jest przecież cały ten poemat. Ważna tu noc  

i ważna poezja. Noc, według mitów orfickich, jest tyleż przestrzenią śmierci (a Wędrowiec 

przecież kieruje się ku cmentarzowi, który nazywa, znów mityzując, „wyspą umarłych”), co 

primordialnego   chaosu,   z   którego   wyłania   się   świat   bogów   i   ludzi,   a   także,   według 

Mallarmego,   jest   noc   polem   energii   języka,   występującego   przeciw   śmierci   i   nicości

6

 

W przywołanej powyżej  Wieniawie   mamy,  w jakimś sensie, do czynienia z transpozycją 

orfickiej   sytuacji.   Wszak   spojrzenie   Wędrowca   na   miasto   spowite   ciemnością,   z   której 

wyławia   światło   księżyca,   działa   jak   pieśń   Orfeusza,   przegania   potwory   ciemności   – 

„niedźwiedzie   nocy”.   Cassirer,   ilustrując   władzę   mitycznego   bohatera,   pisał   słowami 

Horacego: „nic nie może się oprzeć magicznemu słowu: carmina vel coelo possunt deducere  

lunam – „pieśń zdoła nawet księżyc sprowadzić z nieba”

7

. Czyż nie tak jest w Wieniawie

6

 Pisze o tym Marek Zaleski w cytowanej książce Zamiast..., s. 199.

7

 E. Cassirer, Esej o człowieku, s. 193.

5

background image

 

Nie   w   tym   zresztą   rzecz   w   tej   chwili,   by   rozstrzygać   o   słuszności   skojarzeń 

mitycznych, ewokowanych liryczną akcją bądź metaforami, odsyłającymi do mitologicznych 

rekwizytów. Rzecz w tym, że Czechowicz nasyca  Poemat... odpryskami różnych mitów, że 

uruchamia   myślenie   magiczne,   ze   wpisuje   swój   Lublin,   tak   jak   go   postrzega,   w   plan 

ponadczasowy,   uniwersalny,   w   czas   wiecznego   trwania,   jaki   przysługuje   bohaterom  

i   zdarzeniom   utrwalonym   w   mitycznych   opowieściach.   W  Poemacie...  następuje  -  jak 

powiadał   Bruno   Schulz   -   w   krótkich   spięciach   sensów   pomiędzy   słowami   raptowna 

regeneracja pradawnych historii, które są przemieszane, ale przydają językowi poezji funkcję, 

jaka w pierwotnych formach społecznych przypadała czarom. 

Ciekawe, znakomite poetycko są właśnie owe „krótkie spięcia sensów” w metaforach 

pełniących w utworze wielorakie funkcje. Przyjrzyjmy się choćby przenośni wizualizującej  

i   zarazem   psychizującej   ciemną   drogę   do   miejskiego   cmentarza:   „ulice   –   długie   mroku 

czółna”.   Czytelna   jest     aluzja   do   łodzi   Charona,   zwłaszcza   w   sąsiedztwie   padającej   za 

moment   „wyspy   umarłych”.   U  Czechowicza   łódź   spętana   jest   jednak   światłem     -   „lamp 

łańcuchami”   -   powstrzymującymi   drogę   ku   końcowi,   latarniami,   które   jak   księżyc   nad 

Lublinem nie pozwalają zapanować ciemności. Stąd może w brzmieniu tej metafory ukryta 

także   czułość,   zapewne   wobec   lubelskich   ulic   przemierzanych   przez   Wędrowca  

w samotności i skupieniu, czułość sugerowana, ekwiwalentyzowana instrumentacją głoskową 

frazy: pobliżem brzmień „czółno” i „czułość”, zawierającymi się w nich głoskami „u” i „ł” 

powtórzonymi w wyrazie „długie”. 

Ta metafora poematu zasługuje na wyeksponowanie. Uwodzi najpierw   melancholijną grą 

dźwięków, muzycznością uzyskaną z płynności głosek spółotwartych („ł”, „n”), obniżonych 

w   tonie   przez   ciemne   „u”.   Owa   łagodna   płynność,   skontrastowana   z   dźwiękowym 

kontrapunktem „mroku”, wybijającego frykatywne „r” i wybuchowe „k”, jak rytm kroków po 

bruku wiodącym do cmentarza, doskonale współgra z sensami metafory. Opalizuje w niej – 

ze względu na aluzję do Charonowej łodzi – jednak droga ku ciemności, i jeśli nawet miałaby 

być ta wędrówka najbardziej płynna i czuła, to wieńczy ją przecież finał kategoryczny, jak 

jednosylabowe, mocno brzmiące słowo „mrok”. 

 Metafora ta, ze względu na przywołanie czółen, którymi w rozmaitych mitach herosi 

wyruszali   już   to   na   podbój   nowego   świata,   już   to   udawali   się   w   podróż  

w   poszukiwaniu   wysp   szczęśliwych,   odsłania   zarazem   dość   niespodziewane   pokłady 

mitologiczne, których obecność w tekście tyleż może zaskakiwać, co prowadzić jedną z linii 

jego   interpretacji   ku   specyficznie   rozumianemu   mitowi   założycielskiemu.   Ów     -   swoisty 

właśnie – mit założycielski realizowałby się w przypadku  Poematu  Czechowicza jako cel  

6

background image

i   efekt   powrotu   Wędrowca   do   Lublina.   Miałby   on   być   mitem   fundatorskim   w   ramach 

mitologii   osobistej,   jego   celem   byłoby   ocalające   uprywatnienie,   zbudowanie   w   sobie,  

w swojej jaźni - miasta, takiego jego sensu i trwania, które będzie miało moc ocalającą, oprze 

się   działaniu   braku   rozumianego   jako   zagrożenie,   redukowanie   istnienia.   Ufundowanie 

Lublina   mitycznego,   oparcie   jego   fundamentów   na   sprawdzonych,   wziętych   w   siebie 

wartościach,   przeniesienie   jego   istnienia   z   obiektywnego   czasu   historycznego   i   świata 

zewnętrznego w czas i świat własny, poddany innym prawom. Może i taki byłby cel intencji 

mityzacyjnej, którą Czechowicz realizuje konsekwentnie w konstrukcji Poematu...? Brzmi to 

zapewne   ryzykownie   –   ale   przyjrzyjmy   się   raz   jeszcze   obecnym   tu,   wybranym 

powinowactwom mitologicznym. 

Pasaż trzeci: nekyia

Oto Wędrowiec, bliski w jakimś sensie Odysowi, powraca do swojego miasta. Jego 

wyprawa uzyskuje sens tyleż biblijny (nazywa siebie „synem marnotrawnym”), co mityczny. 

A  uzyskuje  go  jeszcze   wyraziściej,  gdy nazwać   ją  –  na   wzór  mitów  –  nekyią

8

 o  której 

opowiada     Homer  w  XI  Księdze  Odysei,  a   która  jest   miejscem  wspólnym  wielu  mitów, 

transponowana i asymilowana także w kulturze słowiańskiej, żyje w baśniach i legendach. 

Spopularyzowana   została   zwłaszcza   przez   mitologię   celtycką,   bliską   Czechowiczowi 

znakomicie oczytanemu w literaturze francuskojęzycznej, tłumaczącemu ją. 

Nekyia, odbywana łodzią, bywała podróżą do wysp szczęśliwych, do raju utraconego – 

a tak właśnie jawi się Lublin w poemacie, tak postrzega Wędrowiec miasto utracone i na 

nowo odzyskiwane  podczas nocnych  odwiedzin.  To prawda, Lublin  momentami  staje się 

mroczny i nie tylko o porę, w jakiej przemierza go bohater tu chodzi, choć do poematowych 

nocy   i   księżyca   wypadnie   jeszcze   powrócić.   Mimo   to   stanowi   raj   utracony,   którego 

charakterystykę, właśnie w tonie mitologii prywatnej, daje Czechowicz w drugiej wstawce 

8

  Grecki   rzeczownik   rodzaju   żeńskiego  nekyia  znaczy   mity   o   podróży   do   zaświatów   i   rozmowy   ze   zmarłymi   o 

przyszłości,   także   magiczny   obrządek   wywoływania   duchów  zmarłych   i   pytania   ich  o   przyszłość.   Jung   natomiast 

następująco wywodzi etymologię figury:  „Nékyia od słowa nékys (trup, zwłoki) to tytuł XI pieśni Odysei.” (C.G. Jung, 

Podstawy psychologii analitycznej. Wykłady tavistockie, przeł. R. Reszke, Warszawa 1997, s. 51.)

Jung  podaje, że „Motyw nékyi znaleźć można w całym świecie antycznym, praktycznie zaś w całym świecie w ogóle. 

Wyraża on psychologiczny proces introwersji świadomości w głębokie warstwy psyche nieświadomej. Z tych warstw 

powstają treści nieosobnicze, mitologiczne, innymi słowy: archetypy, przeto określam je mianem nieosobniczych lub  

mianem ni e świ a do mośc i  z bi orowe j .” (tamże). 

Jung posługuje się motywem nékyi w analizie twórczości Picassa (sławny szkic w Archetypach i symbolach).

 

7

background image

narracyjnej, gdy wspomina księżyc nad miastem, o którym w dzieciństwie opowiadała mu 

matka.   I   księżyc   nad   Lublinem,   po   latach,   pozostał   dla   niego   ten   sam   –   nie   dość,   że 

uprywatniony, to jeszcze mający cudowną moc walki z potworami, jak   św. Jerzy czy   jak 

heros zwyciężający „niedźwiedzie nocy”. W trzecim fragmencie epickim bohater opowie  

o   znakach   arkadyjskiej   prywatności,   na   trwałe   odciśniętych   w   jego   widzeniu   Lublina:  

o sklepie, gdzie mu kupiono dziecięcą trąbkę, o domach, oknach i dźwiękach przywołujących 

szczęśliwe   wspomnienia.   Przypomnijmy   jeszcze   raz,   że   -   na   wzór   mitologicznej  nekyi  – 

Wędrowiec   do   swego   raju   utraconego   jakby   przypływa

9

  Tak   przecież   wystylizowują 

sugestywnie jego podróż metafory początkowe, określające drogi z odległych przedmieść na 

Wieniawę   jako   „rozlewające   się  szeroko   wśród   pól  falistych”,   a   ulice   wiodące   go   do 

cmentarza nazywał „czółnami mroku”. 

Interesujące   są   w  Poemacie...  rozmaite   ślady   celtyckich   mitów,   dopełniające   się 

wzajemnie.   Ważnych   jest   tu   kilka   znaków-odprysków   tychże   opowieści.   Szczególnie 

intryguje, ze względu na jej sens w celtyckiej kulturze, noc jako pora, w której Wędrowiec 

przemierza Lublin. I do niego dociera – nocą właśnie, przy wschodzącym księżycu, który 

towarzyszy   często   celtyckim   bohaterom   w   ich   drodze.     W   tamtej   kulturze,   o   mocno 

rozwiniętym   kulcie   księżyca,   mowa   nie   tylko   o   cyklach   lunarnych   roku,   nie   tylko  

o księżycowych miesiącach, ale, to szczególnie interesujące ze względu na poematowe sensy, 

doba   zaczyna   się   od   nocy.   A   w   tej   przecież   porze   podmiot   poematu   rozpoczyna   swoją 

wędrówkę   po   mieście,   wraz   z   nią   otwierając   nową,   symboliczną   dobę,   nowy   czas/cykl 

trwania mityzowanego Lublina. 

Dalej: szczególnie częstymi, najczęściej złośliwymi (zwłaszcza jeśli są płci żeńskiej) 

bestiami są u Celtów niedźwiedzie. Herosi staczają z nimi walkę, by zapanować nad siłami 

ciemności.   Czechowiczowskie   „niedźwiedzie   nocy”   nacierające   na   Wieniawę   (choć   są 

zarazem bardzo słowiańskie, a może i trochę żeńskie, gdy skojarzyć je np. z Wielką  i Małą 

Niedźwiedzicą na nocnym niebie), łączą się z symboliką niedźwiedzi w mitologii celtyckiej: 

są złośliwe i są siłami ciemności. Dalej: w tej mitologii, jak w poemacie Czechowicza, mocno 

eksponowany jest kult przodków. Spoczywają oni na cmentarzach obrośniętych drzewami, 

które   to   drzewa   takoż   otaczane   są   kultem,   jako   że   bywają   siedliskiem   dusz   zmarłych. 

Niektóre z drzew, tzw. drzewa życia, mają właściwości szczególne. Gdy z tą świadomością 

9

 

Motyw  nekyi  jest obecny zarówno wtedy, gdy cel wędrówki jawi się jako Szczęśliwe Wyspy na oceanie i bohater  

płynie tam łodzią, jak i wówczas, gdy podróżując do síd, lokalnych zaświatów, siedlisk poszczególnych bóstw, bohaterowie 

udają na dno jeziora, jaskini  czy przemierzają  pustkowie.  Są okresy,  gdy zaświat  celtycki  niebezpiecznie się przybliża  

(święto Samhain w listopadzie), świat i zaświat przenikają się wtedy i człowiek może zostać porwany do síd.

8

background image

przeczytać  fragment o lubelskim cmentarzu, ku któremu – z szacunku dla przodków, jak 

powiada:   „do   ojców”   –   udaje   się   wpierw   Wędrowiec   (zresztą   znów   jak   w  nekyi,   bo   na 

wyspach szczęśliwych, a i  w drodze do raju utraconego oddawano cześć przodkom, zaś różne 

inwarianty   motywu   wręcz   ukazują  nekyię  jako   rozmowę   ze   zmarłymi)   łatwo   zauważyć 

paralele mityzujące opis cmentarza: 

 Klony, brzeziny, kasztany, tuje

 obsiadły wyspę umarłych.

 Aleje głuche mamrocą nocą, jak rynny. 

 Blask blady gwiazdy samotnej opiera się o cień,

 o bluszcz, żałobny barwinek,

 paprocie.

 

Drzewa, dodajmy:  czarne drzewa, pojawiają się jeszcze dwukrotnie, w znaczących 

miejscach poematu. Najpierw  w wierszu inicjalnym (Na wieży furgotał blaszany kogucik...

ewokowane są „sadami czarnemi”, a wierszu końcowym (Chorągiewka na dachu śpiewa... ), 

paralelnym nota bene w zakresie obrazów i motywów wobec wiersza pierwszego, występują 

literalnie   „czarne   drzewa”.   Są   zatem   czarne   o   zmierzchu,   gdy   Wędrowiec   zbliża   się   do 

Lublina -  i czarne o świtaniu, gdy miasto żegna. Trudno, wobec możliwych symbolicznych 

odniesień   (zwłaszcza   do   mitologii   celtyckiej)   orzec,   czy   są   to   drzewa   życia,   strzegące 

Lublina, czy też raczej, w myśl symboliki czerni,  drzewa śmierci, a może  - życia po śmierci, 

bo u Celtów stanowić miały siedliska dusz zmarłych? Albo jeszcze inaczej. W rozmaitych 

mitologiach,   nie   tylko   celtyckich   ale   i   np.   skandynawskich,   zaklinane   specjalnie   drzewa 

stawały się jakby   sobowtórami biologicznymi człowieka i rozwój drzewa, jego rozrost lub 

choroby czy obumieranie znamionowały, zapowiadały to, co dzieje się z człowiekiem, co 

nieuchronne, a ukryte  przed ludzkim wzrokiem. Lubelskie czarne drzewa – czy wolno je 

czytać   także   jako   znak-zapowiedź   losów   Lublina?   Tak,   jak   je   katastroficznie     wieszczy 

Czechowicz?

Jeśli   wolno   interpretować   powrót   Wędrowca   do   Lublina   w   kategoriach   mitycznej 

nekyi, jeśli jego wyprawa do raju utraconego miałaby także cel sugerowany przeze mnie 

(Wędrowiec   przybywa,   by   „wziąć   Lublin   w   siebie”,   by   dokonać   aktu   fundatorskiego, 

zbudować w sobie, w prywatnej mitologii, miasto wieczne, bo trwanie Lublina będzie odtąd 

gwarantowane   „wiecznym   teraz   poezji”)   –   jak   interpretować   zakończenie   poematu? 

Zakończenie,   w   którym   bohater   żegna   Lublin   słowami:     „Dobranoc,   miasto   moje,/ 

9

background image

dobranoc...” i słowo to powtarza czterokrotnie? Życzy dobrej nocy – o świcie, kiedy miasto 

właśnie się budzi, a nie życzy mu „dobrego dnia”. A może jest właśnie tak, że   - ciągle 

pozostając w kręgu mitów celtyckich – owa „dobra noc” to początek, wspominanej wcześniej, 

nowej  doby,   nowego  cyklu  życia   Lublina,  tego  już  zmityzowanego,   wyniesionego   ponad 

linearny czas? Może to warto usłyszeć w stereotypowej, zbanalizowanej formule pożegnania, 

że noc będzie, że jest dobra? Może warto odczytać tę uparcie powtarzaną formułę, natrętnie 

wręcz   uwyraźnianą   w   zakończeniu   wiersza,   jako   awangardowe   rozbicie   tworzydła 

językowego,   jako   zregenerowanie   i   uwieloznacznienie   sensów   utartego   schematu 

werbalnego?   Dobranoc   –   łącznie   pisane,   łącznie   wypowiadane   –   jest   życzeniowym 

pożegnaniem, performatywem, w którego częstym użyciu zatarł się niemal wydźwięk dobra. 

Być   może,   w   finale   Czechowiczowskiego   poematu   idzie   o   odświeżenie   sensu   tego 

performatywu – o to, by usłyszeć zapowiedź, może obietnicę: ta noc, w której trwa teraz 

Lublin, jest dobra, bo rozpoczyna inny sposób istnienia miasta, nowy jego czas w mitologii 

prywatnej. Ta noc jest też dobra dla Wędrowca, który odchodzi z Lublina z „pogodą w sercu” 

(ostatnia wstawka narracyjna: „Opuśćże to miasto z pogodą w sercu, tak, jak je witałeś.”). 

Znamienne, że określenie kierunku drogi bohatera po wyjściu z Lublina pozostaje   

w   polu   semantycznym   nocy:   Wędrowiec   kieruje   się   na   północ.   To   słowo   dwuznaczne, 

wskazujące   porę   doby   i   kierunek   geograficzny,   również   było   w   początkowych   partiach 

poematu uwyraźnione powtórzeniem. W wierszu Zegary, twarze nocy niewesołe..., te „podają 

hasło: pół-noc, pół-noc” zapisywane, znacząco dla rytmicznego, onomatopeicznego efektu,  

a   może   i   dla   uwyraźnienia   słowa   „noc”   -   z   dywizem.   Teraz,   w   finale   poematu,   po 

umitycznieniu Lublina Wędrowiec, odchodząc na północ, zmierza tam „drogami białymi”, 

których symboliczna barwa, niosąc informację o szlaku rozświetlonym dniem, jest zarazem 

znakiem dobra – jak dobra noc, podczas której miasto zostało przeniesione w inny, mityczny 

wymiar, a Wędrowiec uwewnętrznił i ocalił w sobie to, co dotąd stanowiło dla niego brak.  

Mity celtyckie niosą przestrogę, czy mocniej: mówią o nieuchronności losów herosa, 

gdy ten zechce opuścić wyspy szczęśliwe, do których doprowadziła go nekyia

10

. Po odejściu 

bohater rozsypuje się w proch. Czas, który cofnął się i zatrzymał  podczas pobytu w raju 

utraconym, po opuszczeniu go - wraca, atakuje z całą mocą. Ta mityczna wróżba nie dopełnia 

się w samym Poemacie o mieście Lublinie, choć jest w jakimś sensie presuponowana. Wszak 

10

  Oto przykład  wyprawy jednego  z bohaterów  do Tir na n´Og,  „Krainy Wiecznie Młodych”:  Oisin, który 

poślubia córkę króla tej czarodziejskiej krainy, tęskni za domem, a gdy wraca, okazuje się, że minęło kilkaset lat, 
bohater dotyka ziemi – pękł mu popręg u siodła – i natychmiast umiera ze starości. (cykl Fionna). Podobnie 
zaświaty i powrót z nich opisane są w Podróży Brana, a inaczej (jako miejsce straszne) w Łupach z Annwn.

10

background image

Wędrowiec, jak była o tym mowa, odchodzi z miasta na północ

11

, co nie rokuje dobrze jego 

dalszym losom, gdy ma się na uwadze celtycką symbolikę tego kierunku geograficznego.

Pasaż czwarty: ponawianie mityzującego wzoru

Chciałoby się rzec, że wypełnienie się losów Wędrowca-Czechowicza ma miejsce już 

poza tym poematem. Dopisała je realna historia. W poemacie - Czechowicz wziął Lublin  

w   siebie.   Zmityzował,   mitologią   prywatną   odbitą   w   mityzowanej   poezji.   W   świecie 

prawdziwym, w wybuchu bomby -  Lublin wziął w siebie Czechowicza. A dziś przechowuje 

jego mit.

Poetycki gest pożegnania Czechowicza z Lublinem w świecie realnym, stał się gestem 

powitania   w   świecie   mitycznym.   Mityzującym   pasażom   Wędrowca-poety   przez   Lublin 

odpowiadają   dziś   lubelskie     mitologizacje   Czechowicza.   Począwszy   od   2003,   od   setnej 

rocznicy   urodzin   poety,   odbywa   się   tłumny,   nocny   spacer   trasą   wyznaczoną   przez   szlak 

Wędrowca.   Inicjatorem   owych   symbolicznych,   corocznych   spotkań   z   Czechowiczem   był 

Władysław Panas. Dziś prowadzi je Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN, obierając na czas 

ożywiania  Poematu o mieście Lublinie  w plenerze pierwszą lipcową noc pełni księżyca – 

scenerię, w jakiej odwiedził Lublin Czechowiczowski Wędrowiec. 

       

  

11

  Zgodnie zresztą z topografią Lublina: po przejściu ulicy Zamkowej, nieistniejąca już dziś ulica Szeroka,  

o której w Poemacie... mowa, prowadziła na Kalinowszczyznę i dalej, na Czwartek  - to północne krańce miasta.
Ciekawe także to, że w Poemacie..., zgodnie z celtyckimi wierzeniami (odpędzaniem złych duchów), wejście do 
miasta odbywa się od strony zachodniej, od strony Górek Czechowskich. 

11


Document Outline