Braun Gałkowska Powrót do zdrowia dzieci alkoholików

f^ M ŚT*±

6AO


STEPHANIE BROWN

Powrót do zdrowia dorosłych dzie.ei alkoholików

STEPHANIE BROWN

Bezpieczne przejście

Powrót do zdrowia dorosłych dzieci alkoholików

Tłumaczyła Helena Grzegołowska-Klarkowska

INSTYTUT PSYCHIATRII I NEUROLOGII Warszawa 1995

Tytuł oryginału:

Safe Passage. Recovery for Adult Chiidren of Alcoholics Copyright © 1992 by John Wiley and Sons, Inc. Ali rights reserved - Wszystkie prawa zastrzeżone

Autoryzowane tłumaczenie z wydania w jeżyku angielskim przygotowanego przez John Wiley and Sons, Inc.

Copyright 1995 for Polish edition

by the Institute of Psychiatry and Neurology

H! k"


Redakcja

Jagna Rybaczek Barbara Gawrońska

Konsultacja psychologiczna Dr Anna Pohorecka

Projekt okładki

Jerzy Grzegorkiewicz

J


Książka dofinansowana przez

Państwową Agencję

Rozwiązywania Problemów Alkoholowych

ISBN 83-85705-21-X

Skład i druk

Zafc/acf wydawniczy Letter Quality Warszawa, ul. Brylowska 35/38

Wstęp do wydania polskiego

K


siążka Stephanie Brown Bezpieczne przejście jest przykładem przed­stawienia bardzo złożonego i bolesnego dla wielu ludzi problemu pod kątem szukania rozwiązań, dróg wyjścia i sposobów wyzwolenia od niedobrej i krzywdzącej przeszłości. Dla ludzi, którzy wychowali się w rodzinie alkoholowej, wspomnienia chaosu i ciągłego poczucia zagrożenia w domu dzieciństwa mogą stać się — na długo lub na zawsze — źródłem cierpienia i paraliżującego wstydu.

Posługując się opracowanym przez siebie rozwojowym modelem zdrowie­nia, Stephanie Brown przedstawia problemy wynikające ze wzrastania w ro­dzinie alkoholowej oraz metody radzenia sobie z nimi. Przejście przez kolejne fazy leczenia okazuje się nie tylko możliwe, ale i bezpieczne, dzięki oparciu się na doświadczeniach wielu dorosłych dzieci alkoholików, które wcześniej opuściły drogę nieufności, lęku i wstydu, i wstąpiły na nieco strome, ale wypróbowane „stopnie" wyznaczone przez program Dwunastu Kroków. Okazuje się bowiem, że uznanie własnej bezsilności i powierzenie swego życia „sile wyższej" - zwłaszcza w sprawach, które od nas nie zależą - a także wybaczenie krzywdzicielom i zadośćuczynienie skrzywdzonym, może pomóc dzieciom alkoholików równie skutecznie, jak pomaga zdrowiejącym alkoho­likom. Przy pomocy terapeutów i dzięki takim książkom jak Bezpieczne przejście ta stroma droga staje się łatwiejsza do przebycia.

Wspinaczkę tę podjęły tysiące ludzi w Stanach Zjednoczonych, kraju bardziej niż inne otwartym na możliwość przekraczania własnych ograniczeń. Ale ruch Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA), w terapii profesjonalnej i grupach samopomocy, rozwija się od połowy lat osiemdziesiątych również w innych krajach. Nie jest zbyt żywiołowy i na pewno nie tak masowy jak w USA, ale od Skandynawii począwszy, a na krajach śródziemnomorskich skończywszy, wszędzie coraz więcej psychiatrów i psychologów rozpoznaje w autodestrukcyjnych postawach, zachowaniach, w sposobie życia wielu swoich klientów i pacjentów ślady wychowania w rodzinach alkoholowych.

W"STĘP DO WYDANIA POLSKIEGO

Z poczucia izolacji i wyjątkowości może uleczyć uświadomienie sobie na początek bolesnej prawdy, której ani cofnąć, ani wymazać nie sposób, że ci, którzy w mniejszym lub większym stopniu zamienili ich dzieciństwo w piekło, byli chorzy na alkoholizm.

Następny krok polega na tym, by zacząć o tym mówić. Bo przecież regułą numer jeden w rodzinie alkoholowej jest milczenie na temat picia rodziców. Z tego milczenia wynikają takie problemy, jak zaprzeczanie, manipulowanie, próby kontroli, wstyd, poczucie winy i brak szacunku dla rodziców i siebie. Problemy te dotyczą nie tylko dorosłych członków rodziny, odbijają się na psychice dzieci, a niekiedy zostawiają głębokie piętno na całe życie. Jeżeli dzięki tej książce zaczniemy rozmawiać o problemach dorosłych dzieci alkoholików, to dla wielu z nas może to oznaczać wyzwolenie z beznadziejnej pułapki.

Pułapką tą są konsekwencje milczenia na temat swego dzieciństwa. Chyba najdotkliwszą z nich jest niedojrzałość emocjonalna. U jednych polega ona na „obrażaniu się" na świat za byle porażkę; u innych na agresji będącej odpowiedzią na wszystko, co frustruje; jeszcze u innych — na euforyczno-

-depresyjnym traktowaniu siebie i ludzi. Wielu nie potrafi ufać ani kochać, wstydzi się samych siebie i czuje się wszędzie „nie na miejscu". Przekrocze­nie bariery milczenia i zaprzeczania jest trudne. Sam temat jest wciąż zbyt wstydliwy, bo dotykający przeszłości, w którą uwikłani są rodzice. Bezpieczne przejście to sposób na dogonienie własnej dojrzałości, odnalezienie siebie, wybaczenie dawnym krzywdzicielom i nabycie umiejętności brania w swoje ręce odpowiedzialności za swoje życie. W końcu są to wprawdzie „dzieci", ale przecież już dorosłe.

Nawet nazwanie ojca czy matki alkoholikami ma negatywną wymowę, lepiej więc zaprzeczać lub tłumić wspomnienie przemocy i awantur, biedy i krzywd, nadużyć seksualnych oraz braku ciepła, bezpieczeństwa i akceptacji

- niż wyrzucić to z siebie. Zresztą gdzie? Przed kim? Moralny nakaz czczenia „ojca swego i matki swojej" staje się często przeszkodą nie do pokonania przy najmniejszej próbie rozliczenia się z przeszłością. Czy jednak szacunek dla rodziców wyklucza uwolnienie się od zakłamania i fałszu? Myślę, że przeciw-Tfit. O^p^Wł-eriTńTi \trapva, program śfu&Rrwż) pi^Tr-ń-an^ •iTfiTit.-ge. •srekAt tn-sz, oparcie we wspólnocie ludzi o podobnych doświadczeniach, pomoże „stanąć w prawdzie" również twarzą w twarz z własnymi rodzicami. Możliwe to jest nawet wtedy, gdy rodzice dawno nie żyją, choć wciąż żywe bywają rany przez nich zadane. „Leczenie" dorosłych dzieci alkoholików polega właśnie na tym, aby przestać rozpamiętywać problem, a zająć się jego rozwiązaniem; by uporządkować przeszłość, nazwać po imieniu urazy i krzywdy, i zacząć żyć „tu i teraz" wykorzystując potencjał własny i wszystkie możliwości, jakie niesie ze sobą dzisiejsze, a nie wczorajsze życie.

Temat dorosłych dzieci alkoholików zapoczątkowała prawie dwie dekady temu, również w Ameryce, Claudia Black - terapeutka, wykładowca i autorka samouczków psychologicznych. Wychowała się w rodzinie alkoholowej, sama również popadła w alkoholizm, który udało jej się przezwyciężyć. W książce

WSTĘP PO WYDANIA POLSKIEGO

nt It Will Never Happen To Me (Mnie się to nigdy nie przytrafi) rozpoznała i opisała „syndrom DDA", czyli zespół graniczących z patologią cech „Doro­słych Dzieci Alkoholików". Przez następne dziesięć lat wiele się zdarzyło. Okazało się na przykład, że cechy dorosłych dzieci alkoholików dzielą z nimi niezliczone rzesze dorosłych dzieci nie-alkoholików, które identyfikują się z rolami „Bohatera", „Kozła ofiarnego", „Aniołka" i „Clowna". Wtedy sypnęła się cala seria publikacji o „rodzinach dysfunkcjonalnych" oraz o zjawisku współuzależnienia" (które ja osobiście wolę nazywać „uzależnieniem od ludzi"). Fundamentalnym dziełem, i znów bestsellerem, okazała się w tej dziedzinie książka Melody Beattie pt. Co-Dependent No Morę (w Polsce ukazała się ona nakładem wydawnictwa Media Rodzina of Poznań pt. Koniec wspóluzależnienia: Jak przestać kontrolować życie innych i zacząć martwić się o siebie). Wraz z tą książką wybuchnęła w Ameryce moda na weryfikację stosunków z bliskimi pod hasłami: „Czy zanadto się nie poświęcam?", „Czy nie rezygnuję z siebie", „Czy przeze mnie moi bliscy nie mogą się rozwijać?".

Czas sprawił, że fala ekscytacji „współuzależnieniem" z wolna opadła, stopniowo wykruszyły się oczywiste uproszczenia i uogólnienia, ludzie za­częli lepiej strzec „własnych granic" i wartości oraz lepiej rozumieć, na czym polega prawdziwa bliskość, intymność i miłość. Wiadomo już, jakie pułapki zastawia usiłowanie kontrolowania drugiego człowieka i jak zubaża duchowo i moralnie zajmowanie się innymi zamiast sobą. W tym momencie zaczęły być potrzebne inne książki, książki wskazujące drogę wyjścia z potrza­sku pełnego urazów dzieciństwa i chorobliwych relacji w dorosłym życiu, w których dawne krzywdzące związki z rodzicami bywają odtwarzane i po­wtarzane po wielekroć.

Stephanie Brown, podobnie jak Claudia Black, wniosła do swojej pracy zawodowej osobistą wizję problemu, dostrzeganego w dużej mierze z per­spektywy własnych doświadczeń. Wychowała się w rodzinie alkoholowej, dość wcześnie sama się uzależniła, by potem, przy pomocy innych ludzi rozpocząć życie w trzeźwości. Została psychologiem i pomaga osobom uzale­żnionym i ich rodzinom. Jej pionierskie badania dotyczące procesu zdrowie­nia znalazły wyraz w poprzednich książkach (Leczenie Alkoholików i Leczenie Dorosłych Dzieci Afkoholików), zapewniając jej szczególną pozycję wśród znawców przedmiotu.

Polskiemu Czytelnikowi oddajemy już drugą książkę Stephanie Brown*. Opisane tu podejście terapeutyczne sugeruje, że od krzywd i urazów dzieciń­stwa można uwolnić się bezpiecznie. Autorka nie powiela utartych sloganów. Jej książka, choć stroni od przesadnej naukowości i rna popularny charakter, pozwala zapoznać się z wnikliwą i gruntowną analizą problematyki należącej do współczesnego ruchu Dorosłych Dzieci Alkoholików. Niektóre utarte

* Pierwsza to Leczenie Alkoholików, Rozwojowy Model Powrotu do Zdrowia (wydana przez Instytut Psychiatrii i Neuroloąii i Komisję Edukacji w dziedzinie Alkoholizmu i innych Uza­leżnień Fundacji im. Stefana Batorego), (przyp. red.)

8


WSTĘP DO WYDANIA POLSKIEGO

pojęcia i terminy autorka odważnie kwestionuje, zawsze jednak z wyczer­pującym uzasadnieniem. Dotyczy to na przykład terminu „rodzina dysfunk­cjonalna", który bezkrytycznie został przez profesjonalistów rozpowszech­niony (u nas także), mimo że z punktu widzenia semantyki jest całkowicie fałszywy. Cóż lepiej „funkcjonuje" niż patologiczne relacje i reakcje człon­ków rodziny współpodtrzymujących alkoholizm jednej z osób? Te skądinąd „dysfunkcjonalne" mechanizmy „funkcjonują" wręcz fenomenalnie do tego stopnia, że ludzie nieraz do końca życia trwają w tych samych schematach, niczego nowego w swoje myślenie i zachowania nie wnosząc.

Książka Stephanie Brown wprowadza również całą gamę odcieni do często zbyt czarno-białej skali przyjmowanej przez wielu profesjonalistów, a za nimi przez zwykłych ludzi, którym przytrafiło się życie w rodzinie alkoholowej — kiedyś lub teraz. Uważają oni, że wszystkie dorosłe dzieci wymagają pomocy terapeutycznej, mającej na celu wydobycie ich z owej „dysfunkcji" nabytej w dzieciństwie. Stephanie Brown cieniuje ten obraz i w ten sposób sprowadza kwestię do życiowych wymiarów. Według niej nie ma dwóch jednakowych rodzin alkoholowych, tak jak nie ma dwóch jednakowych alkoholików; logiczne więc, że nie ma również dwóch jednakowych dorosłych dzieci alkoholików. Ich ewentualne zaburzenia psychiczne czy trudności w ułożeniu sobie życia umieszcza ona na wielopunktowej skali, powiedzmy od zera do dziesięciu. Każdy, kto miał rodziców nadużywających alkoholu, powinien przyjrzeć się swemu dzieciństwu i jego pozostałościom w dorosłym życiu i sprawdzić, gdzie na tej skali znajdują się jego urazy. Szukać pomocy terapeutycznej i zmieniać się powinni ci, którzy istotnie dźwigają zbyt ciężki bagaż nie rozwiązanych konfliktów, nie odżałowanych uraz i nie wybaczonych krzywd, a także niewiary w siebie i wstydu za rodziców, rodzinę, siebie samych. Innym, tym na dole skali, może wystarczyć rozpoznanie własnych skłonności wywodzących się z dzieciń­stwa, a może nawet po prostu ich akceptacja. Autorka powiada, że stopień zaburzeń należących do „syndromu DDA" zależy od wielu okoliczności i czynników, w tym także genetycznych, biologicznych, a nawet od tempera­mentu danej osoby.

Wprowadzona we wcześniejszych pracach Stephanie Brown „rozwojowa koncepcja zdrowienia" znajduje wyraz również w niniejszej książce, i to w podwójnym sensie. Nie tylko uwalnianie się od ograniczającej przeszłości traktowane jest jako proces przebiegający fazami, lecz sam człowiek po­strzegany jest „rozwojowo", ze swymi wrodzonymi i nabytymi - a raczej stale nabywanymi - cechami i umiejętnościami, które może i powinien zacząć świadomie akceptować lub zmieniać, ograniczać i kształtować. W każdej terapii przecież o to chodzi, aby uwierzyć w siebie i nabrać odwagi, aby pogodzić si<$ z tym, czego ztnćenK; ntc można •, zcnccnfć c<j, <xj zmienić ctKJŻaa> i nauczyć s/^ odróżniać jedno od drugiego.

Ewa Woydyłło

Przedmowa

I


~\ odobnie jak wielu Czytelników sięgających po tę książkę, urodziłam się i wychowałam w „rodzinie z problemem alkoholowym". Żyłam i „od­dychałam" alkoholizmem jednego z rodziców - i przeżyłam. Nie mogę powiedzieć, by sprawa alkoholizmu została ostatecznie rozwiązana, bym zakończyła z nim porachunki czy wymazała ze swego życia. Jestem nim bowiem przesiąknięta do szpiku kości, tkwi w moich korzeniach, wyznacza moją historię. Teraz jednak znajduje się na właściwym miejscu. Jestem dzieckiem alkoholika i pogodziłam się z alkoholizmem jednego z moich rodziców.

Tematem tej książki jest powrót do zdrowia - rozpoczynanie wszystkiego od nowa, powrót do domu. Jest to książka o cierpieniu i smutku, radości i odkryciach towarzyszących ponownemu procesowi dorastania. Tym razem jednak procesowi temu towarzyszy nadzieja.

Jak to jest być dzieckiem alkoholika? Co się dzieje z dziećmi, których życie kształtuje — nieraz w sensie dosłownym - alkoholizm jednego z rodzi­ców? Realia takiego życia to przede wszystkim straszliwe urazy, pogmatwane i zniekształcone rozumowanie, zaburzenia dynamiki rodzinnej, zaniedbania w zakresie opieki i brak odpowiednich wzorców. Dla wielu dzieci z takich rodzin oznacza to w efekcie konieczność rozbudowania mechanizmów obron­nych, rozpacz i skłonność do destrukcji.

Z alkoholizmem rodziców mamy do czynienia tak długo, jak długo istnieje alkohol. Nie jest to problem nowy. Nowością natomiast jest nazywanie rzeczy po imieniu, mówienie o tym i „pisanie" na nowo swej historii życia tak, by problem ten uwzględnić.

My, dorosłe dzieci alkoholików, poddajemy się rewolucyjnej zmianie sposobu myślenia o sobie i zmianie sposobu życia. Nagle zaczynamy zdawać sobie sprawę, że wokół nas i w nas samych pełno jest oszustwa tak podstęp­nego i tak powszechnego, że ani go nie zauważamy, ani nie możemy pominąć. Teraz jednak wiemy przynajmniej, że istnieje.

Nadal stanowczo się zaprzecza, jakoby alkoholizm rodziców był zja­wiskiem częstym w naszej kulturze i rozpowszechnionym w rodzinach

J •• ™

10 _____________________________PRZEDMOWA

formalnych". Miliony dzieci wychowują się w takiej kulturze i w takich systemach rodzinnych, które nie tylko wykazują tolerancję wobec patolo­gicznych procesów, ale wręcz procesy te podtrzymują i asymilują, pozwalając ludziom pić bezkarnie ile tylko chcą i kiedy chcą, zaprzeczając zarazem wszystkim ujemnym skutkom tego picia.

Dopiero od niedawna opadają nam łuski z oczu, zaczynamy poda­wać w wątpliwość dotychczasowy przywilej bezkarnego picia. Zaczynamy kwestionować głęboko utrwalone, lecz fałszywe przekonania, ułatwiające nam życie w realiach rodzicielskiego alkoholizmu, zaprzeczanie istnieniu tego zjawiska i wyjaśnianie w sposób sprzyjający jego podtrzymaniu.

Zaczynamy teraz przekazywać dzieciom nasz bunt przeciw temu oszust­wu, mówiąc im: „O nie, dziękujemy, nie odpowiada nam takie podejście do sprawy". Niezależnie, czy słowa te wyrażają jedynie życzenie, czy stanowią deklarację, dzieci nie znajdą nowego sposobu radzenia sobie z alkoholizmem rodziców tylko dlatego, że tego chcą. By odzyskać zdrowie, trzeba znacznie więcej. I temu poświęcona jest właśnie ta książka.

Warunkiem powrotu do zdrowia jest przełamanie zmowy zaprzeczania, nazwanie alkoholizmu rodziców po imieniu, a następnie „napisanie" na nowo historii rodziny z uwzględnieniem wszystkich zaistniałych faktów. Trzeba przyznać się do tego, co się wydarzyło i stanąć twarzą w twarz z konsekwen­cjami. Człowiek zdrowieje wtedy, gdy dorasta raz jeszcze, opierając tym razem proces dorastania na nowych fundamentach, jakimi są prawda i zobo­wiązanie do uczciwości. Procesowi temu towarzyszą wyzwania i straty. Do­rosłe dziecko alkoholika musi bowiem odrzucić niezdrowe przekonania i za­chowania, wiążące je z zaburzoną i destrukcyjną rodziną pierwotną. Powrót do zdrowia to przede wszystkim rozwój - rozwój nowego, zdrowego „ja".

Zapoczątkowany prawie 15 lat temu popularny ruch społeczny zrzeszają­cy dorosłe dzieci alkoholików (tzw. ACA)* wytyczył - w sposób luźno zdefiniowany i jeszcze nie do końca określony - kierunek powrotu do zdro­wia. Celem tego ruchu jest „ujawnienie prawdy o przeszłości" oraz uczenie się nowych sposobów myślenia, odczuwania i postępowania w teraźniejszo­ści. W książkach i filmach wygląda to nieraz bardzo prosto: w rzeczywistości nie jest to bynajmniej prosty proces.

Nie wystarczy wiedzieć, co się stało i jak to naprawdę wyglądało, bo sama wiedza nie prowadzi automatycznie do zmiany. Aby zaszła głęboka zmiana, trzeba zrekonstruować utrwalone przekonania i podważyć wszystkie mecha­nizmy obronne, którymi posługiwało się dziecko uwięzione w chorym sys­temie rodziny dotkniętej alkoholizmem.

Pierwszy nieodzowny krok na drodze do wyleczenia stanowiły wypraco-

wan£L,»^2£CŁ Tach DDA instrukcje i wskazówki. Krokiem następnym jest ta

książka przeznaczona dla dorosłego dziecka alkoholika, które pragnie obecnie

* Adult Children of Alcoholicsj w Polsce ruch DDA, czyli Dorosłych Dzieci Alkoholików, zaczyna się dopiero rozwijać, (przyp. red.)

PRZEDMOWA


J


zapoznać się z głębokim procesem zmiany - chce wiedzieć, na czym on polega i jak do niego dochodzi.

Wiele dorosłych dzieci alkoholików chce poddać się terapii prowadzone) przez profesjonalistów, a przynajmniej chce się dowiedzieć, co ona ma do zaoferowania, nie rozumie jednak, w czym i dlaczego może mu pomóc. Może ta książka rozwieje wątpliwości. Przytaczam w niej wypowiedzi dorosłych dzieci alkoholików będących w trakcie leczenia, wiele zaś przykładów dotyczy osób, które poddały się psychoterapii.

Dlaczego tyle uwagi poświęciłam osobom leczącym się? Inna wersja tej książki stanowiła podręcznik dla profesjonalistów*; obecna, popularna wersja jest równie silnie osadzona w badaniach klinicznych. Znamy tylko te dorosłe dzieci alkoholików, które się leczą, zaś lecząc się służą także innym. Korzystając z fachowej pomocy oddają jednocześnie przysługę tera­peutom - wzbogacają ich wiedzę i pogłębiają ich umiejętność rozumienia. Dzięki temu, być może, kiedyś będziemy mogli się wypowiadać na temat wszystkich dorosłych dzieci alkoholików. Na razie jednak mówimy jedynie o tych, którzy poprosili o pomoc.

Należy pozbawić proces terapeutyczny aury tajemniczości. Celowo przedsta­wiłam konkretne przykłady, wypowiedzi dorosłych dzieci alkoholików biorących udział w terapii długoterminowej. Chcę tym samym zobrazować złożoność procesu i pokazać, jak „pisanie na nowo" własnej historii, podważanie mechani­zmów obronnych, uzyskiwanie wglądu i podejmowanie konkretnych działań może doprowadzić do zmiany. Głęboka zmiana nie jest niczym magicznym, tak jak nie można się szybko wyleczyć. Przeciwnie, aby zrozumieć, co się dzieje z dzieckiem dorastającym w rodzinie alkoholowej i podczas długiego procesu powrotu do zdrowia, musimy spojrzeć na to perspektywicznie i rozwojowo.

W opisanym tu głębokim procesie powrotu do zdrowia można wyodręb­nić pewne wątki i zadania wspólne, mamy jednak także do czynienia ze znacznym zindywidualizowaniem. Mam nadzieję, że Czytelnik, niezależ­nie od tego, czy pochodzi z rodziny alkoholowej czy nic, zapragnie dowie­dzieć się czegoś więcej o procesie zdrowienia, a dorosłe dzieci alkoholików pozbędą się obaw związanych z poszukiwaniem pomocy.

Książka ta nie jest zbiorem gotowych recept, ale też autor nie twierdzi, że „należy samemu znaleźć rozwiązanie". Nie obiecujemy dorosłym dzieciom alkoholików lepszego życia, przeciwnie -wyjaśniamy raczej, dlaczego tak trudno się zmienić. Powrót do zdrowia to wyczyn nie lada, a dorosłe dzieci alkoholików potrzebują wszelkiej dostępnej pomocy - potężnego ruchu społecznego, nie­zwykle skutecznej i wspierającej sieci grup samopomocy (szczególnie ruchu Anonimowych Alkoholików i Al-Anon) oraz dobrego, fachowego leczenia.

Czy można zdrowieć bez żadnej pomocy? Wielu z nas chciałoby, żeby to było możliwe. Zważywszy na liczbę dorosłych dzieci alkoholików bardzo

L_ -J


L J


* Stephanie Brown (1988): Treating Adult Children of Alcoholics: A Developmental Per-spective (New York, Wiley). (przyp. aut.)

PRZEDMOWA


12


przygnębiająca jest myśl, że każdy, kto dorastał w rodzinie alkoholika, tylko wtedy upora się z realiami i skutkami swych doświadczeń z dzieciństwa, gdy uzyska fachową pomoc.

W kulturze amerykańskiej preferuje się podejście „weź się w garść" i „bądź mężczyzną". Postawy te umacniają wiarę w to, że można się wyleczyć bez niczyjej pomocy. Jak na ironię, poleganie wyłącznie na samym sobie to wartość dobrze utrwalona u dorosłych dzieci alkoholików, pomaga ona bowiem w radze­niu sobie z chorą rodziną, a przeszkadza później w zmianie i rozwoju.

Przekonanie o tym, że najlepiej „leczyć się samemu", wzmacnia zarówno utrwaloną w naszej kulturze wiarę w siłę woli ludzkiej, jak i poczucie, że szukanie lub korzystanie z czyjegoś wsparcia jest oznaką słabości. Zwracając się o pomoc, dorosłe dzieci alkoholików odnoszą niezwykle istotną korzyść: zmuszone dorastać bez niczyjej pomocy uwalniają się od konieczności wyle­czenia się bez niczyfej pomocy.

Moim zdaniem, nie da się wszystkim dorosłym dzieciom alkoholików zapewnić głębokiej psychoterapii, a i nie wszystkim jest ona koniecznie potrzebna. Nadal nie mamy pewności, co komu jest potrzebne, natomiast wszyscy terapeuci - a także ich pacjenci - wiedzą, że wiele dorosłych dzieci alkoholików odnosi ogromne korzyści z psychoterapii zarówno krótko- jak i długoterminowej. Ułatwienie dostępu do terapii prowadzonej przez profe­sjonalistów i mieszczącej się w granicach przeciętnych możliwości finan­sowych to zadanie niezwykle trudne, ale absolutnie konieczne.

Obecnie najbardziej dostępną (także pod względem finansowym) i trwałą formą pomocy jest ruch samopomocy, zapoczątkowany przez organizację--matkę, czyli przez Anonimowych Alkoholików. Coraz więcej ludzi szuka tam pomocy w rozwiązywaniu różnego rodzaju problemów. Korzyści bo­wiem płynące z udziału w społecznościach dzielących się wzajemnie swymi doświadczeniami są ogromne.

Co nas czeka w tej książce? Oto w skrócie treść poszczególnych rozdziałów:

charakterystyka dorosłych dzieci alkoholików i aktualny stan wiedzy na ich temat w zarysie;

dokładne przyjrzenie się temu, „jak to było naprawdę", ze szczegól­nym uwzględnieniem opisu środowiska rodzinnego i okoliczności, dzięki którym rodzina alkoholowa mogła trwać przy swych niezdro­wych podstawach i destrukcyjnych wzorach zachowania;

analiza wpływu alkoholizmu rodziców na rozwój dziecka - jak dzieci uczą się, kim są i dlaczego dorastanie w rodzinie dotkniętej alkoho­lizmem rodziców nie może się obyć bez problemów;

przyjrzenie się bezpośrednio konsekwencjom życia z rodzicami-alkoholi-kami i analiza sposobów radzenia sobie z tym problemem przez dzieci;

szczegółowy opis faz i zadań trudnego, głębokiego procesu powrotu do zdrowia - co dzieje się z ludźmi podczas terapii i na czym polega proces zmiany.

PRZEDMOWA


13


W ostatnim rozdziale zajmiemy się następującymi zagadnieniami: Na czym polega postęp w zdrowieniu? Na czym polega proces ponownego rozwoju zwany przeze mnie „dorastaniem, wyrastaniem i powrotem do domu"? Jakie są subiektywne odczucia związane ze zmianą i po czym dorosłe dziecko alkoholika pozna, że się dokonała?

W tym miejscu należy się Czytelnikowi kilka dodatkowych słów o tym, jak korzystać z tej książki i czego nie należy jej przypisywać. Podstawowe jej założenie dotyczy rozwoju indywidualnego, mówiąc nieprecyzyjnie - to co było wcześniej ma wpływ na to, co następuje później. Proces dorastania przebiega w ściśle określonych stadiach i każde z nich ma dokładnie okre­ślone zadania. Prawidłowy rozwój fizyczny, psychiczny i duchowy - to proces konstrukcji, to uwieńczone powodzeniem realizowanie kolejnych stadiów. Jeżeli po drodze pojawią się problemy, ich wpływ odciśnie się na wszystkim, co nastąpi później.

Dla bardzo wielu dzieci problemem pojawiającym się na ich drodze rozwoju jest alkoholizm rodziców. Śledząc kilka różnych stadiów rozwo­jowych, czyli „ścieżek", z których żadna nie jest ani prosta, ani odizolowana od pozostałych, dostrzegamy ich wzajemny wpływ na siebie - dodatni i ujemny. Raz po raz napotykamy czynniki kluczowe, na przykład za­przeczanie i obrona. W mozaice doświadczeń wieku dziecięcego i dorosłego odnajdujemy pewne schematy, a wiele z nich się zazębia; czynniki kluczowe pojawiają się ponownie w innym przebraniu, obdarzone innym sensem lub innymi akcentami.

Wspomniałam wcześniej, że wiele przytoczonych w tej książce przykła­dów pochodzi z zajęć terapii grupowej. Ale o jakiej właściwie grupie jest mowa? W ostatnim piętnastoleciu w swojej pracy z dorosłymi dziećmi alkoholików wiele czasu poświęciłam długoterminowej, interakcyjnej terapii grupowej (zaprojektowanej i opisanej przez Irvina Yaloma). Terapia ta opie­ra się na czterech założeniach:

1. Dzieleniu się doświadczeniami teraźniejszymi - określaniu kto jest kim i co się dzieje w życiu poszczególnych członków grupy.

2. Dzieleniu się doświadczeniami z przeszłości — członkowie grupy przypominają sobie, co się naprawdę zdarzyło i zdarzenia te starają się przeżyć.

3. Badaniu tego, co aktualnie dzieje się w grupie, czyli „tu i teraz" lub

4. Wiązaniu tego, co dzieje się teraz — spostrzeżeń, uczuć, myśli i za­chowań dorosłych dzieci alkoholików we wzajemnych kontaktach „tu i teraz" - z przeszłością.

Grupa, działająca jak niewielki społeczny mikrokosmos, stanowi środowi­sko, w którym poszczególni uczestnicy mogą się dokładnie przyjrzeć samym sobie, dostrzegając dzięki temu to, czego dawniej nie mogli zauważyć i do­wiadując się tego, czego nie mogli się dawniej dowiedzieć. Mają okazję

14


PRZEDMOWA


podważyć swoje dotychczasowe podejście do rzeczywistości i przekonania pozbawione obecnie racji bytu.

Taka terapia to ciężka praca. Dorosłe dzieci alkoholików przyglądają się swym rodzinom pierwotnym, ale przede wszystkim przyglądają się sobk. Uczestnicy zajęć zobowiązują się patrzeć na siebie krytycznie, przyjmować otwarcie nowe informacje o sobie i powracać wciąż na nowo, szczególnie wtedy, gdy robi się ciężko i mają ochotę uciec, by nigdy do grupy -w/c powrócić.

Wreszcie praca w grupie dobiega końca. Dorosłe dzieci alkoholików nie rodzą się na nowo ani też nie pozbywają się przeszłości. Przebywają nato­miast swą drogę życiową raz jeszcze, tym razem w sposób autentyczny, z otwartymi oczami i mając do opowiedzenia nową „historię".

Cały czas wracając do zdrowia (a jest to właściwie proces nie kończący się), dorosłe dzieci alkoholików marzą o „powrocie do domu". Pragną zna­leźć tam zdrową rodzinę, rodziców potrafiących słuchać i dawać, pragną stwierdzić, że mają teraz do opowiedzenia innym nową historię o zdro­wiejącej rodzinie, ponieważ członkowie rodziny poznali prawdę. Czasem tak właśnie się dzieje. Częściej jednak dorosłe dzieci uważają, że dom to sprawa przyszłości, a nie przeszłości. Wrócić do domu, to znaczy tyle, co odnaleźć własną prawdę.

Mam nadzieję, że książka ta umożliwi bezpieczne przejście do takiego domu i rozpoczęcie wszystkiego od początku.

Stephanie Brown

wrzesień 1991

Podziękowania

M


am to wielkie szczęście, że od prawie dwudziestu lat zajmuję się zawo­dowo sprawą alkoholizmu. Praca z ludźmi naznaczonymi alkoholizmem, myślenie, pisanie i nauczanie o tej zaskakującej, szkodliwej chorobie to dla mnie doświadczenie niezwykłe, które przynosi satysfakcję, stanowi wyzwa­nie, a zarazem uczy pokory.

Bardzo wiele osób ogromnie mi pomogło i wszystkim dziękuję. Niektóre z nich zasłużyły na specjalne podziękowania.

Thomas i Katherine Pikę już od przeszło czterdziestu lat z oddaniem pomagają alkoholikom w powrocie do zdrowia. Wszystkim, którzy szukali u nich pomocy, udzieliła się ich mądrość, hojność i dobry przykład.

Pragnę wyrazić swoją głęboką wdzięczność i uznanie personelowi Mental Research Institute w Pało Alto za wsparcie, jakiego udzielił Projektowi Badań nad Powrotem do Zdrowia Rodzin Alkoholowych*. We wczesnych fazach realizacji tego projektu pomoc napływała zewsząd - od członków ruchu Anonimowych Alkoholików i Al-Anon, z ośrodków odwykowych, od klinicys­tów i naukowców. Specjalne podziękowanie kieruję pod adresem Yale i Eugenii Jones, Bena Hammetta i Rudy^ego Driscolla za wsparcie, jakiego udzielili tym badaniom; dziękuję także moim koleżankom — dr Yirginii Lewis, która kierowała wspólnie ze mną programem, i Margo Chapin, koordynatorowi programu.

Wyrazy głębokiego szacunku i wdzięczności należą się licznym członkom ruchu Anonimowych Alkoholików i Al-Anon; na przestrzeni wielu lat do­browolnie dzielili się swoimi doświadczeniami, siłą i nadzieją, pomagając tym, którzy jeszcze nie „wrócili do domu". Bez hojnego daru tych ludzi, w postaci czasu i samych siebie, niczego bym nie dokonała.

Podobne wyrazy wdzięczności należą się moim „pacjentom". Tak wiele z tego, co teraz wiem, nauczyłam się wspólnie z nimi. Czasem wyprzedzałam ich zaledwie o tydzień, a czasem byłam o tydzień spóźniona. Naszą podróż odbywaliśmy wspólnie.

W oryginale: Family Recovery Research and Curriculum Development Project. (przyp.

tłum.)

16


PODZIĘKOWANIA

Wyrazy najgłębszego szacunku i wdzięczności składam moim przyjacio­łom z ruchu Dorosłych Dzieci Alkoholików, z tej wspanialej grupy, która zapoczątkowała w Stanach Zjednoczonych Krajowe Stowarzyszenie Dzieci Alkoholików (NACOA).

Serdecznie też dziękuję za pomoc mojemu wieloletniemu redaktorowi, Herbowi Reichowi, a Maryan Malone z Publications Development Company - za niezwykłe umiejętności i talent.

I wreszcie, wyrazy wdzięczności i miłości składam memu mężowi, Bobowi Harrisowi oraz naszej córce Makenzie — dziękuję im za wszystko.

Należę do ludzi, którym się w życiu poszczęściło: moja praca jest dla mnie źródłem glębokiej satysfakcji i wzruszeń,^wzbogaca mnie i sprawia przyjem­ność. Należę do grona tych, którzy przetrwali i - jak by to ujęli członkowie AA - mam teraz przywilej i honor „nieść innym przesłanie". Na kartach tej książki przekazuję więc to przesłanie, pełna wdzięczności za wszystko, co było wcześniej i wszystko, co mi dano.

S.B.

Ogólna prezentacja problematyki

p

Wprowadzenie

Nazywam się Sheila i jestem córką alkoholiczki.

Moja matka piła zawsze. Widziałam, że pije,

czułam zapach alkoholu, musiałam sobie z tym stale radzić,

ale dopiero teraz o tym wiem.'

S


heila jest jedną z 28 milionów osób dorosłych lub młodocianych, które - według istniejących szacunków — wychowywały się w rodzinie, gdzie co najmniej jedno z rodziców było alkoholikiem. Jest dorosłym dzieckiem alkoholika. Matka piła zawsze, ale Sheila dopiero wtedy dopuściła do świa­domości bolesną, towarzyszącą jej od początku życia prawdę, gdy przeczytała o problemie alkoholizmu rodziców ł dowiedziała się, że istnieje taki termin jak „dorosłe dzieci alkoholików".

Zawsze były wśród nas dzieci i dorosłe dzieci alkoholików, ale pierwsze formalne raporty naukowe na ten temat ukazały się w 1945 roku. A dopiero od i o lat mówi się otwarcie o tej ogromnej grupie ludzi, opisuje ze wszyst­kimi bolesnymi szczegółami i wyróżnia jako odrębną populację, wymagającą interwencji i leczenia.*

Środki masowego przekazu prędko przyszły w sukurs oficjalnemu uzna­niu istnienia takiej grupy. Podsycały potężny ogólnokrajowy ruch społeczny, stawiając na baczność wszystkiemu dotychczas zaprzeczające społeczeństwo. Masowy ruch Dorosłych Dzieci Alkoholików wywarł ogromny wpływ nie tylko na całe rzesze ludzi, żyjących z rodzicami-alkoholikami, ale i na świa­domość społeczną. Było to możliwe dzięki artykułom ukazującym się w ty­godnikach o krajowym zasięgu i popularnych gazetach, dzięki doniesieniom agencyjnym, wiadomościom i reportażom telewizyjnym.

W książce tej zajmiemy się Sheila i ludźmi jej podobnymi. W ten sposób dowiemy się/co to znaczy być dorosłym dzieckiem alkoholika - jak taka

* Stcphanie Brown pisała te słowa w 1991 roku mając na myśli sytuację istniejącą w Stanach Zjednoczonych. Dotyczy to również podanej wyżej liczby 28 milionów dorosłych dzieci alkoholików. W Polsce liczby tej nie można oszacować - nie prowadzono bowiem badań na ten temat, (przyp. red.)

20


I. OGÓLNA PREZENTACJA PROBLEMATYKI

osoba dorasta, jak funkcjonuje rodzina dotknięta alkoholizmem, co się dzieje 2 dziećmi, jak sobie radzą i co się dzieje, gdy wracają do zdrowia.

Wszystkie dzieci, które dorastały w rodzinie alkoholowej, mają pewne wspólne doświadczenia; każde z nich ma również swą specyficzną, indywi­dualną historię. Jednym z najważniejszych celów tej książki jest dokonanie przeglądu podobieństw, stanowiących wspólną wiedzę i przedstawienie in­dywidualnych aspektów wspólnych doświadczeń.

CO TO JEST ALKOHOLIZM

Zjawisko alkoholizmu znane jest od wieków i opisuje się je jako jednostko­wy problem z zachowaniem. Długo uważano, że to zaburzenie woli lub charakteru i dopiero w ciągu ostatnich 40 lat zaczęto uważać uzależnienie od alkoholu za chorobę. Osoba dotknięta tą choroba pije za dużo i nie może przestać pić.

Alkoholikom zawsze poświęcano wiele uwagi. Od wieków literatura pięk­na oraz teatr pokazywały cierpienie i smutek alkoholika, a niejednokrotnie także komizm jego zachowań. Rzadko jednak nazywano alkoholizm po imie­niu i starano się z nim otwarcie uporać. Któż jednak nie dostrzegłby, że zajmuje centralne miejsce w takich dziełach jak Zmierzch długiego dnia Eugene'a O'Neilla? Otóż, nie dostrzegliby tego sami bohaterowie - alko­holicy! A być może i widzowie, i ludzie tacy jak Sheila. Przez całe wieki medycyna uważała, że alkohol leczy rozmaite choroby, a lekarze przepisywali go jako lek podstawowy. Dzisiaj alkoholizm traktuje się jako chorobę pier­wotną, wymagającą bezpośredniego leczenia. Przyjmuje się, że zaburzenia emocjonalne, kłopoty małżeńskie i dolegliwości somatyczne, towarzyszące zwykle alkoholizmowi nie są jego przyczyną, lecz skutkiem. Tyra samym zaszła znaczna zmiana w sposobie myślenia, choć bynajmniej nie na dotąd powszechnej zgody co do żadnego z aspektów alkoholizmu. Nie zmrny ani jego przyczyny, ani skutecznego sposobu leczenia. Zarówno badania nauko­we, jak i wiedza potoczna zdominowane są przez kontrowersje.

ZAPRZECZANIE

Mimo kontrowersji jedna sprawa rzadko bywa podważana: alkoholikaie wie, ze iest alkoholikiem, albo inaczej - zaprzecza, jakoby o tym wiedaał. Za­przeczanie z pewnością stanowi najważniejszą przeszkodę w posz&iwaniu pomocy, ponieważ alkoholik nie wie, że jej potrzebuje, lub temu zapzecza. „Bliskim towarzyszem" zaprzeczania jest samousprawiedliwiańc. Nie dość, że alkoholik ma problem z zachowaniem, ponieważ nie potrafilontro-lować picia, to dodatkowo rozwijają się u niego zaburzenia myślenia. Zabu­rzenia te pozwalają całkowicie zaprzeczać jakimkolwiek problemomz alko-

21


j Wprowadzenie^


*eje


;k-

ie- ;1

'że

na


holem, a także wyjaśniać pijackie zachowania w sposób, który umożliwia ich kontynuację. To nie lada osiągnięcie. W gruncie rzeczy alkoholik powiada tak' „Wcale nie piję za dużo i muszę tyle pić, bo..." To zdumiewające zniekształcenie postrzegania i logiki stanowi istotę alkoholizmu. Mówiąc po ostu ^tak nje jest", odrzuca dowody, troskę rodziny i diagnozę fachowców.

Zaprzecza nie tylko osoba pijąca. Gdyby tak było, alkoholicy prędko pozostaliby w izolacji, odczuwali lęk i zaniepokojenie, albowiem osoby od­grywające ważną rolę w ich życiu nie zaakceptowałyby tego, co robią, ani podawanych przez nich wyjaśnień. Rzadko jednak zachowanie alkoholika zostaje w porę odrzuconej często nigdy do tego nie dochodzi. Osoby blisko z nim związane zaczynają myśleć tak jak on! Wszyscy - lekarze, pracodawcy, współmałżonkowie - w jakimś stopniu zaprzeczają, jakoby za dużo pił i po­wtarzają jako echo jego usprawiedliwienia. Dla nich alkoholizm staje się czymś namacalnym tylko wtedy, gdy nie dotyczy ich bezpośrednio. Choć alkoholizm jest centralnym, dominującym czynnikiem, dotykającym całą ro­dzinę, rodzina nie dopuszcza do siebie tej prawdy, a tym samym usuwa się w cień i unika leczenia. Nikt nie zauważa, że dzieci wychowujące się w takiej rodzinie cierpią i że alkoholizmowi rodziców nadają nazwę zastępczą.

W dalszych rozdziałach przyjrzymy się bliżej zaprzeczaniu i dynamice opisanego tu systemu rodzinnego - zobaczymy, jak taka rodzina funkcjonuje i jaki wywiera wpływ na swoich członków. Jest rzeczą bardzo trudną lub wręcz niemożliwą, by osoba wychowująca się w takim środowisku nie po­niosła znacznego lub wręcz dramatycznego uszczerbku. W wielu rodzinach zaprzeczanie przypomina trujące opary, które osiadają na wszystkich i od­gradzają ich od świata, zniekształcając to, co dostrzegają i nadając ich spo­strzeżeniom specyficzny odcień.

Powszechny ruch Dorosłych Dzieci Alkoholików, dzięki swej nazwie, zdemaskował zaprzeczanie, nazwał rzeczywistość po imieniu i położył nacisk na alkoholizm rodziców, wykazując, że ma on zasadniczy wpływ na rozwój dziecka. Wskazując na źródło problemu, ruch ten nadał nowy kierunek badaniom nad dziećmi dorastającymi w rodzinie alkoholowej. Nagle wszyst­ko nabrało innego wyrazu - wyostrzyło się i rozjaśniło - i stało się zro­zumiałe. Gdy nazwę rzecz po imieniu, okaże się, że i mnie to się może przytrafić. Alkoholizm może się teraz stać faktem na moim osiedlu, w mojej rodzinie, nawet w moim życiu. Gdy Sheila zdecydowała się skorzystać z po­mocy, powiedziała: — ^

Od kiedy dowiedziałam się, że jestem dzieckiem alkoholika, mogę wyjawić różne sekrety. Odkąd znam prawdę, moje życie stało się zrozumiale.

Dlaczego jest prawie niemożliwością, by osoba pijąca i jej bliscy poznali prawdę? Dlatego, że z perspektywy tych, którzy znaleźli się w „potrzasku" uzależnienia od alkoholu, prawda mogłaby zniszczyć rodzinę, jej wartości, więzy między jej członkami oraz łączące wszystkich przekonania. W rodzinie

22_________________I. OGÓLNA PREZENTACJA PROBLEMATYKI

alkoholowej tym, co wiąże ludzi ze sobą, jest alkoholizm. W książce tej zobaczymy, jak alkoholizm się rozwija, jak rodzina przystosowuje się do zachowań i sposobu myślenia osoby pijącej i jak każdy członek rodziny zostaje uformowany, wewnętrznie i zewnętrznie, przez tę centralną zasadę organizującą.

Będziemy się mogli wielokrotnie przekonać, że podstawę wiązania się z drugim człowiekiem - potrzeby kontaktu, zaangażowania i więzi - stanowi wspólne zaprzeczanie, zniekształcenia w postrzeganiu alkoholizmu i w spo­sobach jego wyjaśniania. Potrzeba wiązania się i bliskich więzów silniejsza jest od troski o prawdę czy zgodność z rzeczywistością. Spojrzenie dziecka na rzeczywistość nie może zbytnio odbiegać od wersji przyjętej przez rodzi­nę. Dla dziecka utrzymanie wersji głoszonej przez rodzinę to podstawowy warunek przetrwania. Toteż wszyscy członkowie rodziny zgodnie przyjmują określoną „wersję rzeczywistości" - przekonania i wzory zachowań potrzeb­ne w ich opinii, by system, w którym tkwią, nie rozpadł się. Te przekonania i zachowania stają się dla dziecka podstawą jego indywidualnego rozwoju. Dziecko przyjmuje je jako prawdę, realną i normalną, i one wyznaczają szczegółową mapę, na podstawie której określa siebie i otaczający świat. Gdy rodzina jest skrzywiona i zniekształcona przez alkoholizm, skrzywieniu i zniekształceniu ulegają również dostępne dziecku wzorce dorosłości. W zamkniętym systemie, jaki tworzy taka rodzina - „uwięziona" w obrę­bie własnej logiki i wspólnego sposobu postrzegania rzeczywistości - nikt nie może dojrzeć tego, czego dojrzeć nie wolno, ani wiedzieć tego, czego nie wolno wiedzieć.

NASTAWIENIE NA DZIECI

Spojrzenie na alkoholizm z szerszej perspektywy, uwzględniające osobę piją­
cą, jej rodzinę i dzieci, ma dalekosiężne konsekwencje. Alkoholizm widziany
oczami dzieci i dorosłych dzieci nabiera nowego wyrazu. Dzieci alkoholików
jest o wiele więcej niż uznanych za alkoholików rodziców. Może się okazać,
że alkoholizm rodziców to zjawisko bardziej powszechne, niż sądziliśmy
dotychczas. Niewykluczone, że rodzina dotknięta uzależnieniem to jedna
z odmian „normalnego" doświadczenia dziecięcego w tym sensie, że tak
wiele dzieci żyje w tego typu rodzinach. Gdy przełamiemy zmowę zaprze­
czania i powiemy prawdę, być może załamie się utrwalone w naszej kulturze sn
przekonanie, że alkoholizm to dewiacja i że jego przejawy zawsze mają
charakter skrajny.

Nazwa ruchu „dzieci alkoholików" przekazuje nam ważną informację o rodzinie. Jego celem jest zbadanie i zrozumienie doświadczeń dziecka w kontekście środowiska z lat dziecięcych. Nazwa ta wskazuje, że alkoholizm rodziców stanowił w tych doświadczeniach czynnik dominujący. Konse­kwencje takiego nastawienia na rodzinę są niezwykle istotne: przypisuje się

TCI


23


j Wprowadzenie


howiem prymat alkoholizmowi, a zatem sugeruje, że rozwój dziecka można zrozumieć tylko w tym kontekście. ^

Ruch Dorosłych Dzieci Alkoholików umożliwia zobaczenie rzeczywisto-' ' w inny sposób i ostatecznie pozwala odtworzyć historię rodziny na nowo. Oferuje dzieciom bezpieczną przystań i nową „rodzinę" w postaci książek, broszur, doniesień w środkach masowego przekazu, ogólnokrajowego sto­warzyszenia, grup samopomocy oraz profesjonalnie prowadzonej terapii. Wszystkie te środki wspierają i pomagają w rekonstrukcji własnej historii.

Tysiące dzieci i dorosłych dzieci właśnie to czyni: opowiada nową hi­storię, z innego punktu widzenia. Dzięki przyjęciu etykietki „dzieci alkoho­lików" wolno im teraz wiedzieć, co się wydarzyło naprawdę, mówić o tym i włączyć rzeczywistość życia rodzinnego z dzieciństwa w nowy portret rodziny, co stanowi właśnie klucz do powrotu do zdrowia.

RODZINA DOTKNIĘTA ALKOHOLIZMEM

Nazywam się Matt. Urodziłem się i wychowałem w rodzinie alkoholowej. Niewiele więcej mogę wam opowiedzieć. Cale moje życie kręciło się wokół alkoholu i dopiero zaczynam je porządkować, próbując się dowiedzieć, jakie to naprawdę ma dla mnie znaczenie. Zacząłem oglądać album rodzinny z dzieciństwa i zastanawiać się, co jest nie w porządku na tych fotografiach.

Jak byś się czuł, gdybyś mógł raz jeszcze wstąpić do swego domu z lat dziecięcych, gdyby nic się w nim nie zmieniło? Czy naprawdę wyglądałby tak, jak w albumie rodzinnym?

W miarę rekonstrukcji realiów otoczenia z dzieciństwa, dorosłe dzieci alkoholików dochodzą do wniosku, że fotografie z albumu nie pasują do rzeczywistości. Matt aż nazbyt dobrze to sobie przypomina:

Kiedy o tym myślę, ściska mnie w dołku. Często czuję się tak, jak oni wtedy. Gdy wracam w wyobraźni do domu, czuję to napięcie, wrogość i strach oraz silne uczucie obrzydzenia.

ctlkuliuluwą upisauu uguliiic jaku laką, w której panuje cliaus, niekonsekwencja, nieprzewidywalność, niejasny podział ról, arbitralność, chwiejność zakazów, kłótnie, myślenie pełne powtórzeń i braku logiki, a cza­sem przemoc i kazirodztwo. Dominującą cechą rodziny jest alkoholizm; czyni się z niego główny sekret rodzinny, jego istnieniu najczęściej się zaprzecza w obrębie rodziny i poza nią. Tajemnica przeradza się w zasadę rządzącą wszystkim, zasadę, której rodzina podporządkowuje swoje mechanizmy przy­stosowawcze, strategie zaradcze i wspólne przekonania, by utrzymać dotych­czasową strukturę.

W tyrn portrecie ogólnym tajemnica i wynikające z niej zaburzenie oraz rozdarcie zajmują miejsce centralne. Tym bardziej więc widać konieczność podejścia skoncentrowanego na rodzinie lub uwzględniającego system rodzinny,

24 I. OGÓLNA PREZENTACJA PROBLEMATYKI ,.

.f?-i tym pilniejsza staje się potrzeba zrozumienia wpływu środowiska rodzinnego f

na jednostkę. Co się naprawdę wydarzyło w domu i jaka była w nim atmosfera? n; -

Howard Blane, wieloletni wybitny badacz alkoholizmu, tak scharaktery- pi

zował sytuację rodzinną: w

Ul

W rodzinie panuje napięcie, konflikty i wzajemne urazy; dzieci wychowujące się w rodzinie alKonuiika narażone są aa kary cielesne. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że pojawią się u nich dewiacje emocjonalne lub społeczne.

W większości opisów elementami powtarzającymi się są chaos, izolacja,
niekonsekwencja i niespójność. Można powiedzieć, że życie rodzinne dzieci
alkoholików, charakteryzujące się na zmianę pustką i niepokojem emocjonal­
nym, jest niezdrowe. Problemy te będą poruszone bardziej szczegółowo ją -
w rozdziale 2, poświęconym w całości opisowi rodziny alkoholowej.

Zanim to jednak nastąpi, omówimy pokrótce prace wczesnych badaczy, rt
by uzmysłowić sobie, jakie przekonania na temat alkoholizmu panowały
dawniej w naszej kulturze. Na tym tle sukces wysiłków ostatniego dziesięcio­
lecia jest wręcz niesłychany.

ci.

si POCZĄTKI

W większości wczesnych prac poświęconych dzieciom alkoholików opisywa­no przede wszystkim ojca-alkoholika (uważano bowiem, że może nim być wyłącznie mężczyzna) oraz klimat rodzinny, w którym dziecko się wycho­wuje. Prace te, aczkolwiek opisowe, pozwalają wysnuć hipotezy na temat wyłaniających się problemów. Badaczka rodzin, Joan Jackson, przypuszczała, że generalnie rzecz biorąc:

Na postępowanie członków rodziny ma wpływ przyjęta powszechnie definicja alkoholizmu jako przejawu słabości, nieprzystosowania i grzechu, a także brak wyznaczonych kulturowo wzorców, dotyczących ról poszczególnych członków rodziny oraz zakorzenione w kulturze wartości, takie jak solidarność, świętość i samowystarczalność rodziny.

Według tej autorki członkowie rodziny, starając się dostosować do przy­pisanych im ról, przechodzą przez kolejne stadia zaprzeczania problemowi i izolacji społecznej, a ich zachowania służą raczej redukcji napięcia aniże/i kontroli picia. W rodzinie alkoholowej, według Jackson, występuje poczucie winy, wstydu, nieprzystosowania, a przede wszystkim świadomość braku wsparcia społecznego.

Inni badacze podkreślali również takie wątki, jak zaburzenie równowagi rodzinnej w wyniku niespójności między epizodami picia i okresami trze­źwości. Każdy epizod alkoholowy powoduje u rozwijającego się dziecka zniszczenie nadziei i rozwianie złudzeni jest ono bowiem wciąż wystawiane na jedną skrajność lub drugą: nadzieję i gorzkie rozczarowanie.

1

_,wia


: ^'prowadzenie_______________________________________25

Dziecko narażone na tak sprzeczne oddziaływania porównywano z „głod-

zwierzęciem laboratoryjnym, nęconym smakołykami i frustrowanym

szkodami". Wcześni badacze nie opisali natomiast przeżyć dziecka ani

wpływu sytuacji na jego rozwój. Janice, która przypomniała sobie swoje

uczucia z tego okresu, pomoże nam wypełnić tę lukę:

rv«-;?""™- *<* wciąż czułam się „nieswojo" i byłam zażenowana. Wmawiano mi, że jestem przewrażliwiona i perfidnie wykorzystywano to przeciwko mnie. Zaczynam sobie zdawać sprawę, jak bardzo się boję pozwolić sobie na to, by mi na czymś zależało, a szczególnie boję się uczucia, że mi na czymś zależy.

Znana badaczka alkoholizmu dr Ruth Fox zauważyła, że z powodu panu­jącej w rodzinie niekonsekwencji trudno dziecku wykształcić spójne standar­dy zachowania* i że brak ciepła emocjonalnego i wsparcia nie dopuszcza do rozwoju poczucia własnej wartości. Fox stwierdziła, że jeżeli dziecku uda się opuścić rodzinę, często wchodzi na drogę przestępczą. Natomiast to, które boi się świata zewnętrznego, „czuje się beznadziejnie usidlone wrogą, hamu­jącą rozwój izolacją skłóconej rodziny". Dziecko nabiera przekonania, że do ciągów picia i awantur między rodzicami dochodzi z jego winy. Często rodzi

si? u niego poczucie frustracji oraz winy i w efekcie pojawiają się nierzadko zaburzenia emocjuiiamc.

Seldon Bacon przypuszczał, że alkoholizm i małżeństwo wykluczają się wzajemnie. Podkreślając jego rolę w rozkładzie rodziny stwierdził:

Alkoholizm utrudnia bliskie kontakty interpersonalne, wzmaga podejrzliwość, zapewnia bezpieczną ucieczkę przed rzeczywistością oraz w pełni sankcjonuje ujawnianie niedojrzało­ści, cynizmu, agresywności, egoizmu i użalania się nad sobą.

Zgodnie z dawnym przekonaniem, że alkoholik to głównie mężczyzna, Bacon opisywał mężczyzn. Jego zdaniem, fakt zostania ojcem wpływa przy­gnębiająco na alkoholika i napawa go lękiem, jest on bowiem przyzwyczajony do odgrywania (na poziomie emocji) roli małego chłopca. Uświadomiwszy sobie mgliście, że nie chce własnego dziecka, zaczyna się obawiać o jego bezpieczeństwo i wygodę.

U Jackson znajdujemy przedsmak nacisku na znaczenie ról społecznych - według niej w rodzinie alkoholowej dochodzi często do zniekształcenia ról, ponieważ ojciec (znów zakłada się, że to on jest alkoholikiem) zaczyna odgrywać rolę niegrzecznego dziecka. W efekcie i chłopcy, i dziewczynki mogą mieć kłopoty z identyfikacją.

Fox pisze, że dziewczynki mogą utożsamiać innych mężczyzn z własnym ojcem i tym samym bać się przedstawicieli płci przeciwnej, nienawidzić ich J nie mieć do nich zaufania. Zauważyła, że w rodzinie alkoholowej zawsze

Spójne standardy zachowania - tu: stosunkowo trwałe, ustalone zasady, zgodnie z którymi postępuje się w życiu, m.in. normy moralne, (przyp. konsult.)

oizpoj szotu oa spSfod

-oj 'ipAuui buim eiuBzojeqo zsq e3tuzD3jEjso (i aui/a urepnzDOd ui&zsprtitii gpiAv o z epXz njojsiq pjsrqoso pfoMS r 3iqos o D3[sAtu uiorzpni ui3tA\oq -uiopzjrd XujsAzjoi[ ozpieq EjpspJsrMzpo usj uruusj siMps

^dSM EpSOfZS3Zjd Z e((l33l

b fs|sojop Xqoso o-ĄBt siujBuofDifunj i 3i

i dsouibszoj EtitoMpod 5is spe^Bż luAjpjif m f(<o5p3izp ajsojopff Bp 3IU3ZOBUZ ar^Bj assf jseiuiojbu 3MO|sI 'B>f3iMO{ZD mafoMzoj 5rs

-(bz MpasrjBbads B[p iub csAo8oio\pAsd E\p rue 3A\ou apSfod oa •BMjsupsrzp z ruiBrugzDpBiMSOp riuBpż[9zM buiojsim pod

o ^b( D9fsXui 3iqos o zaj ^uigBJjoj 'oubimbuim uibu XmsXqippqD 3i5[B( ftuii{Bj siu fojAq si^Bf

3fOA\S


f poqo


-pSO{ZS3ZJd pUSB{M Z UTOIipSIZp 3Z5{BJ JS9( SBU Z ApZBĄ f I[SOJOp

uejs sfBppo 3zjqop <4o^D3izp 3^s

OJ 3ZOUI 3Z fDIMJJBUI 3JS AlUEUXzDBZ ZBJ3JL 'UIl

iu fpsrzp r


3iqoso foupsf

Xuisi[3riu fB

oS3uqD3ZSA\od op

«oxo3iza ansoHoa" azoynz ox od

'UJBS


OJ


31U


OJ

parzp

UlAUA\OJfEA\3 O Z3J IUB JB[ ąDIUJBJSO

i[3oui 3i

psrzp sjsojop fes

3IZp3q 3IU

buzoiu sru forqojz

JS3( OAVJB{

(Bisizp snnpazsMod

XqZDI[ 3pSOJZA\ O D3IZp3tM Z3p

3iui3jsXs bu feiiedo e5ui[dXosXp fejjso uiopatzp DfefronzJBU i A\ouXs ofefBDnzjpo cfeaoz z m Dfezpoq3M ifoBJjsnjj (3USB{M jsndn fefep f3i5{SJOjBii(^p XpsdBZ b(biu qnj 3iuj3iq

5lS BfnMOq3BZ BO(O IJOJ ^j\ 'pSOUZOSJOds fsfOMS l c^UIZpOJ l IIUB2(UO[ZO lŁUXu[iqBJS3IU Bg

qszjjod


i[BAvouinspod ZBjqQ -npAz oSzl m BA\op5dBU fejrs 5rs b(bjs notiosj a\ i

bu

EU


-Od I[S9( fBpJOJUBJ5 nj3jXsJ3MIUfl Z pJCQD^ UBOf I •?BZDZS3fdZOJ 3f 3IUJ3IUIpBU Oq[B M3Ill3 lOSA

3ZOUJ (BifjBur qn[) ospfo XuBMOJjsnjj§ '3ZJ3 m isjuord ypsl rosrzp fe(

-MAjgzoj qoroMS av ojs5zo 30izpoy -bseuj^ay qoru po 5r

3fu sbz suo fpsrzp BiUBA\oui[dXosXp njs3A\5i m usiuinzojodsru op rzpoqaop

9Z


VN1QOO '


Wprowadzenie


27


KI


r.


Rodzi też najrozmaitsze skomplikowane problemy dla wymiaru sprawie­dliwości oraz innych instytucji, które nigdy dotychczas nie miały do czynie­nia z „dorosłymi dziećmi". Założywszy (A), że mamy rację, wyjaśniając przystosowanie jednostki i jej zachowanie w wieku dorosłym w kontekście doświadczeń z dzieciństwa, to czy wynika z tego (B), że osoba dorosła, która popełniła morderstwo, nie ponosi za nie odpowiedzialności, ponieważ miała brutalnego ojca alkoholika? Wiele osób przyzna, że z A nie wynika B, ale wywód logiczny i argumentacja bynajmniej nie są jeszcze jednoznaczne.

Sprawa komplikuje się szczególnie wtedy, gdy rozważamy problemy zdrowia psychicznego. Na czym należy się skupić w leczeniu dorosłych dzieci alkoholików? Kto wymaga leczenia? Czy problem jest natury indywidualnej, czy rodzinnej? Kto jest tu pacjentem? Jeżeli zdecydujemy się traktować problemy ze zdrowiem psychicznym jako bezpośrednią konsekwencję wpły­wu środowiska i doświadczeń okresu dziecięcego, to jaka diagnoza będzie trafna? Czy należy inaczej leczyć dorosłego alkoholika wtedy, gdy i jego rodzice byli alkoholikami?

Pytania te wskazują na pojawienie się całego szeregu problemów, związa­nych z aktualnym systemem diagnozowania i leczenia. Nie mówiono bowiem dotychczas o dorosłym dziecku alkoholika jako o pacjencie ani jako o jed­nostce diagnostycznej. A jednocześnie, jeśli ktoś o sobie powie „jestem dorosłym dzieckiem alkoholika", to natychmiast wie o co chodzi, potrafi się z tym pojęciem utożsamić i dostrzec w tym ogromną szansę na zmianę samego siebie. Przyszłość pokaże, jakie instytucjonalne ramy przybierze ta nowa, surowa wiedza. Jedno jest pewne: nie należy oczekiwać, że zniknie ona z horyzontu.

Zastanówmy się teraz bliżej, co to znaczy być dorosłym dzieckiem alko­holika.

Ja.


i i i


n n n n n n

J


II

Rozwój rodziny

i i j


:Rfl m* *_* * h

Ł. 'f

f


Środowisko rodzinne

alkoholika

J


ak się żyje w rodzinie dotkniętej alkoholizmem? W rozdziale i omówiono problem ogólnie, wymieniając szereg cech negatywnych. Chcąc jednym słowem określić rodzinę dotkniętą alkoholizmem powiemy, że jest to rodzina niezdrowa.

W tym rozdziale przyjrzymy się dokładnie środowisku domowemu alkoholi­ka, które jest kontekstem dziecięcych doświadczeń związanych z życiem rodzinnym. Przyjrzyjmy się jednak najpierw rodzinie idealnej. Przez porównanie lepiej zrozumiemy, na czym polega patologia życia rodzinnego alkoholika.

RODZINA IDEALNA

Rodziny istnieją odkąd istnieje społeczeństwo. Różniły się od siebie obyczajami, ale zawsze jednak istniały. Według specjalistów (psychologów, socjologów, antropologów i innych teoretyków) rodzina zawsze była jednym z najistotniej­szych czynników - jeśli nie czynnikiem decydującym - w rozwoju jednostki. Wybitny psycholog, Jerome Kagan twierdzi, że jest ona tą grupą, wobec której zachowuje się lojalność i z którei wywodzi się tożsamość jednostki. Kształt, jaki przybierze pojęcie własnego yja\ twierdzi Kagan, zależy od zasobów, pozycji i postrzeganych społecznie wartości grupy rodzinnej, a los każdego człowieka - od żywotności, reputacji i powodzenia tej grupy. Trudno zatem przecenić znaczenie rodziny dla wszelkich aspektów rozwoju dziecka.

Dziecko rodzi się całkowicie zależne od opieki rodziny. Opiekun - zwykle jedno z rodziców lub oboje - prowadzi dziecko od całkowitej zależności przez kolejne stadia rozwoju ku socjalizacji*, która czyni je członkiem społeczności rodzinnej i społeczeństwa. Według Kagana dzięki procesowi wiązania się

Na temat socjalizacji Autorka mówi szerzej na str. 72. (przyp. red.)

jpj JSBJUIOJEU 3IS BZSfelUUJZ 3t{sJ -Eip3IZp Bjp BUlEUOfoOUI3 OSOUdSlSOp I UI3l5p3lZp

peu liptdo Dsoujopz qoi Buozpsfsodn stejsoz ojsSzD 'iuib^tioiioub fes iMOMAfdM o§3f feuSajn szsmez paizp i (3iUA\oqDZJ3iA\od oiąojz euzoui) pAj^n q9sods 3iu A^oizpoi nuizi[oqo^B sz

-subzeimz jsa


3iu


po


ZBJO {ZOBqOZ OD Ull pBU Dfe(BIMBUBJSBZ I DBfBl|DnjS f5lS

i uigi^uruai^ uiiupaisod i


-opBjMpru q9sods m Sis fezon patzp CUB3B^[ BuiuiodAzid uibu

z C(q9so qn[) Xqoso f pod 5is

§3J3ZS


-[EUObOtII3 lUSfOMZOJ Z

op drs


5is


etire{eizpf9dsA\ AzonBU sru r 3iAUsu3ZD3{Ods a\ i B^Azsf 5is Xzon fuiXuzD3jods

AVA1JAV


psoupBJZ3q azd psou(3izpEUZ3q


3fnSB3JBZ -ZCU M 3[I EU fOJ — AU[EUOboUI3

/(zpśiiu IZ3IM zejo isprdo fsa

cpSO{IUI 5q3ZJJOd Z31UM9J 3[B f

-bz C3>ptdo BMOMBjspod ni[D3izp Dr

§3J3ZS Illd ZBM3IUOd CIUIU

BU 3UJEpOd

3f AZ3[EZ UI3fip3IZp E tUIEDlZpOJ

i pso^Bf po •EMjsu3ZD3idz3q i Bpnzoii

3ZJJOd O33( O5flAj 31U

Bzsnui 33izpo^j -ib^urg

I E5{D3IZp IMOfOMZOJ BfAZJdS BUIZpOJ

l ta


cIIU3JJOZiqDS po

srutzpoj m jsmbu qn[

(BUI 3IU

|U3D 3( t[S3[ :Bi


sz


AY 3(3IZp 5lS 3IUSEJM

isnui C3rq3is otU3D oAzonBU 5is bui EMOMBjspod DSZJjsop nj oupnijsr^ ',

o^pstzp zszjd aueiusdo q9sods m T psizp 5is iiuru z f 191 sppoui z 5is BfEiuiEszoan i 3f 3fefnpB[SBU 3is bzdh psizq -sDjsoupsf o^b(

'pSOJJBM fBIUBMOq3EZ AJOZM O33IU

i oisszd e


BpptSOU O^Bf DB33ZJJSOd 3iq3IS 3IUZDEZ UI3SEZD Z I tUIlU Z 3IS 3lZp5q frMI[lOUD I IAVt[p3lMBjds 'AzOUnipidO ES SDIZpOJ 3Z

ZBAV3tuod cAjqop

5ts 3BMXMoqDBZ tuuiMod SDizpoj fBf fe|A\ouBjs sDizpo^" :buesb>j 'uiTijsppizpojt uioppoui 3ts

3iqoS O BIUEUO^3ZJd 3R[Oq3fS l

op fefeiopop 3ioa>{ zszjd ci(DBuiaojut

!3|ZpJBq[EU IUO B§ 'MODlZpOJ po 5l

EU


BUI


BIU3ZJnqBZ SUZBMOd 3UOZBJBU OifDSIZp fXuZ3r§O[OlBd Z33JM qn[ Au(3IA\qD '

3is 3iUBzfeiM Apo -luizpni ituAuui z i5(ZBiMZ 3u(iuouijBq

'uisumpido z


( pod l UBAVOq3BZ AlOZM O33IU Z3ZJd SUEMOppOU

o33f z 5bBZiiB(3Os bu suiEpod 3iu[933ZDZS assf

'II


alkoholika


33


Ją dó

sobie


a organizację życia rodzinnego, na to, czego dzieci nauczą się o naturze ? k^ch związków i znaczeniu rodziny. Wpływ ten będzie negatywny.

Alkoholizm rodziców bezpośrednio oddziaływuje na to, czego dziecko . ,• so swojej kulturze. Dziecko widzi bowiem tę kulturę oczami h rodziców, a do związków z osobami spoza rodziny i kontaktów spo-kcznvch będzie podchodziło tak jak oni.

W dalszej części tego rozdziału zobaczymy, jak ważne są owe społeczne .. iturowe funkcje rodziny. Dziecko przyswaja sobie system rozumowania m znaczeń odpowiadający kulturze rodziny, choć nie przystają one do świata zewnętrznego.

Gdyby istniała rodzina idealna, mogłaby ona wywiązać się z tych zadań • sposób zdrowy i przystosowawczy. Żadna jednostka i żadna rodzina nie sicea ideału, ale dziecko alkoholika często pozbawione jest koniecznej, pozy­tywnej podstawy rozwoju na całej linii. Jak to wygląda, zobaczymy porów­nując rodzinę idealną ze środowiskiem rodzinnym alkoholika.

ma)


RODZINA DOTKNIĘTA ALKOHOLIZMEM

W ogólnym portrecie naszkicowanym w rozdziale i wymieniono takie cechy rodziny alkoholowej jak chaos, nieprzewidywalność i niespójność. Sposób myślenia jest arbitralny, sztywny i nielogiczny; nierzadko dochodzi do prze­mocy i kazirodztwa. Tak wygląda rodzina, która straciła kontrolę i nie potrafi jej odzyskać.

Postacią pierwszoplanową w rodzinie jest alkoholik. To on ustala zmienne reguły gry i narzuca ton, wszyscy zaś pozostali muszą się do tego dostosować i odpowiednio reagować. Potrzeby, uczucia i zachowania dziecka zawsze są wtórne wobec potrzeb, uczuć i zachowań alkoholika, a często są im wręcz podporządkowane. Przedstawimy teraz szczegółowy opis tego środowiska rodzinnego.

Chaos Kiedy Matt przeglądał swój album rodzinny, trudno mu było do­strzec chaos lub jawną dezorganizację. Niewiele rodzin alkoholowych sprawia wrażenie zaburzonych, nieuporządkowanych lub pozbawionych kontroli. Chaotyczną rzeczywistość często skutecznie maskują obronne zabiegi adap­tacyjne i próby radzenia sobie z sytuacją. Cechą charakterystyczną tej rzeczy­wistości jest zaś przemożna dominacja alkoholika nad rodziną i stale obecna świadomość grożącej katastrofy: sprawy już wymknęły się spod kontroli lub wkrótce się wymkną. Rodzina zawsze musi być gotowa do przeciwdziałania.

wiele dorosłych dzieci alkoholików przypomina sobie jakiś konkretny symbol iluzorycznej stabilizacji, np. regał pełen książek, których nikt nie czytał. Inni przypominają sobie, że zawsze trzeba było dbać o „pozory".

ly Pamięta, że w pokoju dziennym zawsze stała rozłożona deska do prasowania: skoro matka mogła prasować, wszystko było pod kontrolą.

34


2.


II. ROZWÓJ RODZINY

ego


opowi pow*


Powtarzającą się cechą rodzin dotkniętych alkoholizmem jest groźba de­stabilizacji. W każdej chwili może dojść do załamania się porządku dnia. Rodzina często przystosowuje się do poczucia chaosu i poczucie to, jak na ironię, staje się elementem przewidywalnym. Wyjaśnia to Sheila:

Tylko chaos był dla mnie rzeczą pewną. Zawsze mogłam liczyć na to, że stanie się coj nieprzewidzianego i wiedziałam, że będę musiała się prędko dostosować, koncentrując uwagę na tym, co aktualnie się dzieje i dopasowując się do wymogów sytuacji. Wychowałam się w stałym „pogotowiu". Tylko tak mogłam przetrwać.

Przystosowanie się do chaotycznego otoczenia wymaga ogromnego wysił­ku i uwagi. Wiele dzieci uczy się czujności, a nawet zaczyna przewidywać określone zachowania czy sekwencje zdarzeń, wymagające z ich strony okre­ślonej reakcji. Wiele dorosłych dzieci alkoholików nudzi się, gdy nie dzieje się nic złego. Osoby te przystosowały się bowiem do konieczności mobilizacji działania i energii, niezbędnej do utrzymania równowagi w chorym systemie. Niestety, koszty nadmiernej czujności i mobilizacji uwagi, wynikającej ze stałej „gotowości do działania", są ogromne. Wiele dorosłych dzieci alkoho­lików zgłasza się na leczenie z powodu ciągłego napięcia, lęku i „pogotowia". Osoby te cierpią niekiedy na bezsenność lub nie potrafią się skoncentrować na niczym poza sygnałami niebezpieczeństwa. Z pewnością nie potrafią si? odprężyć na tyle, by poświęcić się budowaniu i przeżywaniu bliskiej, bez­piecznej relacji z drugim człowiekiem. Hank w taki oto sposób charakteryzuje niektóre z tych trudności:

Stale oczekuję, że otoczenie potraktuje mnie wrogo. Ludzie przypominają dzikie zwierzęta. Ogólnie przyjąłem taką postawę: traktuję wszystkich podejrzliwie i spodziewam się, że mnie oszukają.

Do nowych sytuacji podchodzę ostrożniej następnie szybko oceniam otoczenie: czy ktoś mi podstawi nogę tak, że się pomylę, popełnię jakieś wykroczenie lub ośmieszę? Musisz zawsze być o jeden krok naprzód, inaczej zginiesz.

Niekonsekwencja i niestabilność Gdy w zachowaniu i rozumowaniu ro­dziców brak konsekwencji, trudno dziecku wykształcić w sobie poczucie stabilności. Jeśli zasady funkcjonowania rodziny i jej role społeczne stale si? zmieniają, dziecko nie czuje się bezpiecznie i nie może skupić uwagi na własnym wewnętrznym rozwoju. Szczególnie trudno iest mu przyswoić sobie standardy zachowania i logicznego myślenia, jeśli zachowanie, które mode­lują rodzice, jest dowolne i niespójne, a wyznawane przez nich wartości i sposób myślenia są niestabilne.

Często niespójność dotyczy standardów władzy rodzicielskiej i formułowa­nych przez rodziców ograniczeń. Zachowanie dzisiaj uważane za śmieszne, jutro może zostać surowo ukarane. Zgoda udzielona dzisiaj, jutro zostanie cofnięta lub ulegnie zapomnieniu. Matt ma gorzkie wspomnienia, gdy przewraca kartiki \:odcz.YMve£o aVtouEcv\i \ przygląda się uśmiechniętym twarzom-.

II. ROZWÓJ RODZiKy

własnych zachowań. W efekcie ciągle się boją, ciągle są niepewne i żywia
wobec ludzi głęboką nieufność. y
Liczne skutki niespójności nawarstwiają się u dorosłych dzieci alkoholi
kow, których cechą wspólną jest stała skłonność do tego, by „mieć si? na
baczności . Twierdzą, że stale obserwują otoczenie, są niezwykle czL
l cierpią na wynikający z postawy obronnej brak zaufania do ludzi Za

- wyglądało życie u boku alkoholika, dostrzegają teraz, że na ogół nie sposób było zgadnąć, co się za chwilę wydarzy. Gdy bez trudu przewidywały kolej­ność wydarzeń, nie potrafiły niczym i nikim dowolnie „sterować", nikogo i niczego kontrolować czy oddalić od siebie.

Joyce opisuje, jak ojciec okrutnie ją traktował, a zarazem kochał. Nigdy nie mogła przewi­dzieć jego reakcji, ani też jakie jej zachowanie wyzwoli u niego gniew i okrucieństwo. Dogadzanie mężczyznom to dla niej ważna sprawa. Zawsze jednak jest pewna, że jej się to nie uda i że to ona będzie temu winna. Na pewno z jej własnej winy raz była bita, a innym razem nie.

Inne dorosłe dzieci alkoholików przypominają sobie chaos, brak kontroli i przemoc.

Jack mówi, że w dzieciństwie nie miał żadnej kontroli nad rodzicami - matka bila go, często nie panując nad sobą. Zachowywała się gwałtownie i obelżywie, po czym wyrażała skruch? i podlizywała mu się, potrzebowała bowiem jego zapewnień, że ją kocha.

Napięcie Mike'owi obce są silne reakcje i uczucia. Przyjmuje pozycję ob­serwatora - nazywa to „wykrętem dziecka alkoholika". Atmosfera w domu alkoholika jest prawie zawsze napięta. Napięcie „zadomawia się" tam na stałe, niezależnie od zewnętrznych sygnałów, że coś jest nie w porządku. Niektóre dorosłe dzieci alkoholików mówią o nastroju, czymś co wisi w po­wietrzu nad rodziną jak chmura; inni nazywają to próżnią, która wszystkich wsysa. Wiele dorosłych dzieci alkoholików, wspominając dom rodzinny z la1 dziecinnych, przeżywa napięcie, wrogość i strach.

W miarę jak powiększa się rozziew między realiami alkoholizmu a za­
przeczaniem jego istnieniu, i w miarę nawarstwiania się napięć wynikających
z istniejących niespójności, rodzina wzmacnia swoją postawę obronną
Ponieważ członkowie rodziny „wiedzą", że mają wspólny sekret, przeżywają
wielki strach, by nie został on odkryty w rodzinie ani poza nią. Jeden ze
sposobów radzenia sobie z lękiem przed wykryciem tajemnicy i zarazem
z zaprzeczaniem jej polega na znalezieniu wroga, „który na nas czyha". >•
wspólnym wrogu można wtedy wyładować cały lęk, gniew i poczucie
desperacji, uczucia towarzyszące realiom życia rodzinnego, których nie
wolno rozpoznać ani sobie uzmysłowić. Wmawia się dzieciom, że rodzin
powinna się trzymać razem, że świat zewnętrzny jest wrogi i zagrażający i nl
należy mu ufać. \

alkoholika


37


- CZestD

kruc


, za sj? nieraz, że normą w rodzinie są częste lub okresowe wybuchy

- • wściekłości lub przemocy. We wspomnieniach wielu dorosłych dzieci

ZłOSh'lików lęk przed kłótniami rodziców i przed przemocą był silniejszy od

k' o skutki picia. W jednym z dalszych rozdziałów zobaczymy, jak ta

tr°l napięcia atmosfera utrzymuje się nadal w dorosłym życiu dzieci

puc holików. Przyjmują one często wobec otoczenia postawę czujną i ostroż-

3 °wewnątrz zaś nęka ich stałe poczucie napięcia lub wręcz lęku.

\V tvd Wielu dorosłych, mówiąc o atmosferze panującej w domu rodzin-

przypomina sobie silne poczucie upokorzenia i wstydu. Nierzadko

''aństwo lub wrogość rodziców narażały ich na wstyd lub na ośmieszenie.

Tack przypomina sobie, że w miejscach publicznych stale towarzyszyło mu

poczucie upokorzenia:

Miałem nadzieję, że ludzie wiedzą, że nie jestem taki, jak tych dwoje.

Dorosłe dzieci alkoholików wspominają, jak w dzieciństwie starały się być rak najmniej widoczne, by zminimalizować upokorzenia lub obelgi. Pozo­stawanie na widoku było niebezpieczne. Groziło im wtedy, że pijani rodzice zrzucą na nie odpowiedzialność za swój stan, stawały się również łatwym obiektem agresji. Niewidoczność czy wręcz „niebyt" to gwarancja bez­pieczeństwa. John tak to wspomina:

Mój ojciec często złościł się i zachowywał okrutnie. Nagle zaczynał mnie krytykować i atakować. Pamiętam, że będąc dzieckiem czułem się okropnie. Starałem się znikać z oczu, choć stałem tam, w samym środku wydarzeń. Wpadałem w odrętwienie i wyłączałem się. Teraz, gdy jestem dorosły, wiele czasu i wysiłku zajmuje mi sprawdzanie w kontaktach z innymi ludźmi, do jakiego stopnia jestem złym człowiekiem.

Dorośli przeżywają stale głęboki wstyd i starają się tak obchodzić z wła­snymi emocjami i tak układać swe kontakty z ludźmi, by tych uczuć nie wzniecać. Dla dorosłych dzieci alkoholików świadomość własnych emocji i więź emocjonalna z innymi ludźmi tożsame są z koniecznością odczuwania wstydu. Sami nieraz nie wiedzą, skąd się u nich bierze to przekonanie i dlaczego. Kojarzą lęk przed wstydem i przekonanie, że kontakty z ludźmi muszą rodzić wstyd, z niezdolnością do kontrolowania innych ludzi i lękiem przed zaskoczeniem.

Wstyd rodzi się wtedy, gdy zostajemy zdemaskowani, gdy coś, co ukry-w-aliśmy, ujawnimy nieświadomie, nie skontrolujemy się. Ten strach przed cudzym wzrokiem, przed znalezieniem się w centrum uwagi, przed wy­kryciem bez możliwości kontrolowania tego, co się dzieje, budzi przerażenie. Dorosłe dziecko alkoholika utożsamia czasem to poczucie braku kontroli ze stanem upojenia alkoholowego lub utratą kontroli w jakiejś innej okropnej sytuacji. W jego przekonaniu jedyny sposób, w jaki można tego uniknąć, to czujnie obserwować siebie i innych.

OBMOZIIBUB ffeZDBZ I


Biupo3£i pszids ui3ui3ZJepz Azpsiuiod ^pzBi

( 3Z ffIZpJ3lAUS f|I3OJM tllUpoSAl OJ

£IU


qoso


nSspod t ipEpnzDn ipAuuiateZAY qDiOA\s o dimoui OfSzoEZ 3idru3 m ^PO 'ZEJ31 3is atetzp od 'oj 36091^ ByEnod 'urapAisM aż

I DBMJSZJd 5lS Bq3ZJaOc[ 'DIAVBJdBU 3IU


q9sods p^Ef m ^iuA\B(n juajg (3Modru3 ndBiaj SBZopoj

BfOpZ UIIUBZ U31


BpSOJZS3ZJd Z I^ZBIMZ 3JOl|D (3US3[Oq I (SI^ZSID 3J31M I HSBZD

pSOJSIA\XZD3ZJ B[p 3UUOJqO


BUI 31U l pfe{q IAV^1 UlXZD A\ 3fSOJOQ 'lUIZpn^ IIIIAUUI Z

t\lUBAvAZBIA\BU M B(B§BltIOd 31U q9SOds USpBZ M I 00 felnSEd 3IU (3IU A\ BIUBAUlSZJd I BUlZpOJ Z 3iqOS

3Z f

3Z


BS


uiXuMouod psu

BDBld UJ3lAVOq BUZOUI

s omou bu i


TII3SBZ3


OUIBS


jbj z

DBZ3BZ OUO 3ZOUI


M


Aq 01 od cpso^zs3ZJd

51SOD

Znf 5tS AZDIJ U19SBZ3

Dnzon cu3iuuiodsM ui3iu3zpnqzoj pEU c -wal Bdna3 5is

jqi

Jau

qos


Bąoso np/Cz m isjni auuioiSo im

JIU 083I012J B «33IZpOJ (3f D

{980 bu E{Xq ap^ąp ^ -MODizpoi •ui3joqo5HB biuszdojuibz o83itnXqz npOMod z ij

IUUIM 3JOł^[ 'UI3IU3ZJO5lodn Z 31S BJEtUIBSZOin BU31

'3iuD3qo i psojzsszid m cnp^iSM i i|DXus3{oq BtuaiinuodsM qaXuui n Afiuioiptun adubjnj

ijnzo aiuBjjaods bu afepBf jsbiujoibu {3idru8 a\ 3is oj^CzJBpAw od 'ui^a o n%> ^ -BuozsuiBjas siuibuojdoujs 3ts bjitzd t ui3iuB^iods


-(3ZJO8 3ZDZS3J

3Z CO83IU BZ 3IS DlZ/ClSM l

qnj 'Bjiuuio;Xzjdn 3iqos

stu 3is 3{B

o83f Z 3lUBMOd5ji{S OBA\nZDpO Xp3łAV

sod siA\od qnj iqojz BansdBJSi zb '

dsousb( ejosji i bubzssiujz (3izpJBq zbjod 5;s

i oiods Biupo8Xj ats B|Bq

'spnzDn sudoi^o oj faiupEj^op BjBuzod (3Modru3

TUIBDIZpOJ Z !Z5lA\ BJBJJS :{<BJBJlSff 3Z f

BMnzapo qDiu bz EjBjsazid AqXp3 'o^Aq siu adubjsj TiMisuBfid nui3Ms ui3iAvoq i

3IU IUO ^3X^9!

op się c(3iu op

u 3Z e3pZS3JAV EJBIUinZOJZ IlIIBDIZpOJ Z 3f 3DBZ3B| 3OnZ3n 3UAp3f OJ


fsounzo

f 3IS

Aq ^b[ oi


EJ


Jiqos


ciuuiMod

b(" :iB3JTUtUIIO>[


bui 3iu




anizcioh fg^zoH ti

ttl


39


alkoholika

i stał|


czt


er


ani-i ' d J Inii

-rflikal


?i*a


j<


ra.


stale obserwować niekonsekwentne i trudne do przewidzenia zachowanie rodzi-Musl - jem że powinienem ich kontrolować, bo inaczej będę wprawiali mnie w za-

C° t ie Trudno mi co tydzień słuchać w grupie, jak ludzie ujawniają własne emocje Drzeze mnie niekontrolowanym i w taki sposób, że po opuszczeniu grupy jestem W S entowany. Myślę także, że nie mam wyboru. Muszę tu wracać. Muszę tu być. Wy Z f cię mnie wprawić w zakłopotanie i zrobicie to na pewno; a ja nie mogę was opuścić, to wtedy zostałbym sam.

Brent nadal przeżywał ogromny lęk i wstyd. Powoli uświadamiał sobie, hoć uczucia te budzą się w kontaktach z innymi, tkwią w nim samym. K "łka miesięcy później uświadomił sobie, do jakiego stopnia owe uczucia są cząstką jego samego i tylko „czekają", aż ktokolwiek je rozbudzi.

Czy my, wszystkie dorosłe dzieci alkoholików, nie jesteśmy troszeczkę zdziwaczali? Ja zawsze odczuwam wstyd i zakłopotanie, ponieważ czuję się napiętnowany jako dziecko alkoholika. Jestem tym przesiąknięty do szpiku kości. Choćby nie wiem co, nigdy nie mogę sic od tego uwolnić. Każdy, kto źle postępuje, wzbudza we mnie negatywne uczucia wobec

samego siebie.

Środowisko rodzinne dziecka alkoholika charakteryzują i określają w spo­sób dramatyczny dwa krzyżujące się, dominujące aspekty systemu rodzin­nego (o czym powiemy szerzej w następnym rozdziale): nacisk na kontrolę i brak stabilności ról rodzicielskich. Kontrola stanowi centralny, podstawowy wątek skrzywionego systemu przekonań rodziny. Problem ten jest wciąż obecny, podobnie jak zaprzeczanie. Wskutek tego, że rodzice zmieniają role, w rodzinie panuje niespójność, nieprzewidywalność i napięcie.

Nacisk na kontrolę to ważny mechanizm obronny i on też między innymi kształtuje fałszywe „ja", będące reakcją dziecka na uraz, jakim jest alkoho­lizm rodziców. Przyjrzyjmy się teraz naciskowi na kontrolę, jako reakcji na niestabilny, wymykający się kontroli kontekst środowiskowy.

Kontrola W rodzinie alkoholowej alkoholizm i zaprzeczanie jego istnieniu znajdują się w centrum uwagi; towarzyszy temu silna wiara w możliwości kontroli. Osoba pijąca żywi dwa podstawowe przekonania:

1. Nie jestem alkoholikiem.

2. Potrafię pić w sposób kontrolowany.

Przekonania te leżą u podstaw tożsamości alkoholika oraz jego postrzega­nia samego siebie i innych otaczających go ludzi; musi do nich pasować sposób widzenia świata i wyznawane poglądy. Wszystkie napływające infor­macje, które podważają te przekonania, muszą zostać przekształcone, zigno­rowane lub zaprzeczone.

Przekonania te stanowią również centralny punkt tożsamości rodzi­ny alkoholika - czyli „wersji" własnej historii, lansowanej przez rodzinę - pod warunkiem, że nic nie zaburza procesu zaprzeczania. Wersja ta brzmi

II. ROZWÓJ


40


wic

prz nic;

poć

i ni

ws


następująco: Nie ma żadnego alkoholizmu i nie jest prawdą, że straci};-kontrolę. Zaprzecza się chaosowi, niespójności i nieprzewidywalności; sr ^ te zostają wcielone w normalny obraz rodziny lub uznaje się, że istniej* v

przyczyna.

rf


Przy silnym i nieustannym zaprzeczaniu główną troską rodziny • walka o zachowanie kontroli w sytuacji, której kontrolować się nje Sheila tak to ujęła:

Stale sobie z tym radziliśmy.

Dzieci idą w ślady rodziców i, tak jak oni, podejmują niesk starania kontrolowania picia. Przekonane są, że kontrolując siebie i poradzą sobie z konfliktem i chaosem.

Wcześnie nabywają umiejętności radzenia sobie ze zmieniającą się sytuacją, ponieważ często przejmują na siebie ważne obowiązki Sprawnie zamieniają się rolami z rodzicami i próbują „kontrolować wanie innych. Niektóre dzieci zdobywają poczucie kontroli dzięki starają się i potrafią wybrać właściwy moment. Sally wypracowała specjalną strategię postępowania:

Wiedziałam, że dopnę swego, jeśli tylko wybiorę właściwy moment. Mama była skruszona i łatwiejsza w kontakcie późnym rankiem, zanim sięgnęła po sherry,bóre następnie przez całe popołudnie. Zgadzała się niemal na wszystko o godzinkpjdenaa^ zareagować gniewnym „nie" na tę samą prośbę o godzinie piętnastej.

Sally przyznaje, że rna teraz poczucie winy, ponieważ zbyt do luje" innych ludzi i manipuluje nimi. Wierzy, że potrafi kontrolonćimjl i nie widzi błędu w takim rozumowaniu: to, czy udaje jej się kogoś, czy nie, zależy po prostu od tego, jak dalece ten ktoś kontroluic^saj Pod przekonaniem o własnej kontroli kryły się bolesne uczucia zd bezradności i głęboka, nigdy nie zaspokojona potrzeba, którą w efek by w końcu zaprzeczyć jej całkowicie w imię przetrwania. I znów koszty, jakie ponosiła z powodu tego zaprzeczania.

Głębokie i bolesne uczucia opisuje w sposób racjonalny, trzeźwy. Sally zdaje z tego, że zasadą przewodnią w jej życiu jest potrzeba, by „dobrze wypaś? kontrolę nad sytuacją i „sterować" reakcjami innych ludzi. Nie wyobraża s odczuwać coś „naprawdę".

Wiele dzieci alkoholików żywi przekonanie, że uzyska jakąś ko; samym i poczucie bezpieczeństwa, w relacjach z innymi ludźmi „st jak inni je postrzegają. Jest to kolejne fałszywe przekonanie. Ni kontrolować interpretacji i reakcji drugiego człowieka. Dorosłe dzii ków często przeżywają lęk graniczący z paniką, uświadomiwszy so się sądząc, iż mogą kontrolować to, jak inni je postrzegają. Na bezbronne i tracą poczucie bezpieczeństwa. Jak przekonamy wk

41


_———-^

liwość


by dorosłe dziecko alkoholika nauczyło się podawać w ,.n^„„ —

* • .• Hczenie o swojej umiejętności kontrolowania, przekonanie to jest dla P1"265 • ważnym mechanizmem obronnym. Gdy w końcu zostanie ono

ni("2O DOWlCIU J • t_ j ' • j

ne pojawiające się z początku poczucie bezradności, zdesperowania
P° i-~jenia może bardziej przerażać niż fałszywa, wręcz magiczna wiara
przez siebie kontrolę.

nołeczne Kluczową i podstawową dla każdego systemu społecznego jest podział ról. System nabiera stabilności dzięki temu, że wiadomo, t do niego przynależy i jakie ma zadania do wykonania, niezależnie od tego, v role te są „zdrowe" i odpowiednie, czy nie. Kagan oraz inni psycho-1 owłe rozwojowi twierdzą, że bardzo ważną funkcję w kształtowaniu w ro­dzinie poczucia własnej tożsamości i rozwoju ma jasny podział ról.

W rodzinie dotkniętej alkoholizmem podział ról i stabilność rodziny w tvm zakresie zależy od wzorca zachowań związanych z piciem. To z rodzi­ców które nie pije, regularnie pełni rolę zarówno ojca, jak i matki, podczas edv alkoholik jest niezdolny do działania i wyłączony z czynności dnia codziennego. Nieraz jest on jeszcze jednym dzieckiem: opiekują się nim, doprowadzają do porządku po pijackich ekscesach i nie pytają o zdanie przy podejmowaniu decyzji. W takim domu niespójność bywa zredukowana do minimum, choć dzieci są zdezorientowane obserwując biernego, zdziecin­niałego ojca (lub matkę). Później mają one kłopot z właściwym postrzeganiem siebie, brakowało im bowiem w dzieciństwie odpowiedniego wzorca.

W zależności od stylu picia alkoholika, rodzice mogą zamieniać się rolami. Niektórzy alkoholicy piją „okresowo" albo na przemian - „zapijają" i są trzeźwi, ustabilizowani. Rodzina dostosowuje się do tego zmiennego wzor­ca; wszyscy jej członkowie przygotowani są do zmiany ról z chwilą, gdy alkoholik zaczyna pić. Zmiany te opisuje Dań:

Gdy ojciec zaczynał pić, mama nagle robiła się ostrożna i czujna, jakby w każdej chwili musiała przejąć kontrolę i zadbać o nasze bezpieczeństwo. Napięcie rosło gwałtownie i w miarę jak przejmowała ster, czuliśmy się jak na froncie. Czasem rzeczywiście nas ochraniała, ale zdarzało się też, że ją traciliśmy, koncentrowała się bowiem emocjonalnie na zaistniałym kryzysie i dopóki tata nie przestał pić, nie mogła zaspokajać naszych potrzeb.

Czasem rodzice piją na przemian: jedno bierze na siebie obowiązki domo­we, podczas gdy drugie pije, i odwrotnie. Modele reprezentowane przez oboje rodziców są niejasne i niestabilne, w związku z czym dzieci nie mogą przewidzieć, czy będą oni emocjonalnie dostępni. Ten brak spójnego, stabil­nego modelu rodzicielskiego prowadzi do bardzo poważnych konsekwencji. Często dziecko zastępuje jednego lub oboje rodziców, przejmując na siebie ciężar odpowiedzialności za dom i za opiekę nad młodszym rodzeństwem lub niezdolnymi do działania ojcem lub matką. Przejmując rolę rodzicielską dziecko wchodzi niekiedy w międzypokoleniową koalicję lub trójkąt z tym z rodziców> tore nie pije. Shirley w każdej chwili mogła być zmuszona do zmiany roli:

42


II. ROZWÓJ RODZINY

Pamiętam, że zachowywałam się grzecznie i przez to pomagałam mamie w poprawie jej samopoczucia. Stale miałam „dyżur": byłam pogodna i zawsze gotowa zaopiekować się młodszym rodzeństwem. Pod wieloma względami przejmowałam rolę matki ilekroć dawała do zrozumienia, że „wypada z roli". Dotrzymywałam nawet towarzystwa ojcu, gdy matka była pijana.

Większość poddających się leczeniu dorosłych uświadamia sobie w końcu, nie mieli dzieciństwa. Jedni tęsknią do wymarzonej bliskości, jakiej może dostarczyć serdeczny związek z jednym z rodziców. Osoby takie przyznają się do wyobrażeń i marzeń o wewnętrznej wolności i spontaniczności - wol­ność taką zapewnia bezpieczna i stabilna rodzina (według Kagana wolność jest jedną z cech rodziny idealnej, czy też po prostu „normalnej"). Gdy atmosfera staje się napięta, a okoliczności nieprzewidywalne i niestabilne, gdy wciąż trzeba się obawiać o własne bezpieczeństwo, wolność - o ile w ogóle jest możliwa — zostaje utracona wskutek konieczności zbyt wczesnego przejęcia odpowiedzialności za innych. Sheila odczuwa tęsknotę i ma po­czucie straconej szansy:

Nigdy niczego od nikogo nie oczekuję. Czasem jednak wyobrażam sobie, jak by to było, gdybym czuła się wolna jak dziecko, które rozkwita czując aprobatę zachwyconych rodzi­ców. Czy możesz sobie w ogóle wyobrazić coś takiego?

Wiele osób dopiero wtedy uświadamia sobie, jak bardzo pragną, by ktoś się o nie zatroszczył, gdy próbują zapewnić własnym dzieciom to, czego same nie doświadczyły. Widząc, jak własne dzieci „rozkwitają", zaczynają boleśnie odczuwać swoją stratę. Jedno z dorosłych dzieci alkoholików złożyło na­stępującą przysięgę:

Gdy byłam dzieckiem, przysięgłam sobie, że będę „dostępna" dla moich dzieci, by nigdy nie musiały doświadczyć samotności i lęku, które stale były moim udziałem. Często przy­glądam się im i bardzo zazdroszczę, że dostały ode mnie to, czego ja nie dostałam od swoich rodziców.

Tęsknota za czymś utraconym jest powszechna, niezależnie od tego, czy wyrażana jest wprost, jak w powyższych przykładach, czy też nie. Bolesne wspomnienia często wracają w okresie Bożego Narodzenia. Brad wspomina:

Nigdy w Boże Narodzenie nie miałem ojca ani rodziny, zawsze bowiem pili. Dość ciężko było być dzieciakiem.

Na Boże Narodzenie chaos potęgował się jeszcze bardziej. Ojciec Brada wciąż powtarzał, że kto wie, czy spędzi z nimi następne święta. Bardzo to było przykre. Także Kate nadal ciężko przeżywa święta Bożego Narodzenia-

Wiem, że stale czegoś mi trzeba - czuję coś w rodzaju tępego bólu. Gdy zbliża się Gwiazd* > ogarnia mnie jeszcze większy smutek, ponieważ nie ma rodziców, którzy by się "* zaopiekowali tak, bym sama mogła cokolwiek odczuwać.

43


n

zimowych ferii jest też trudny, stałe troski wcale nie znikają, nrzeciwnie. Jeśli rodzice dotąd zachowali trzeźwość, to czy zaczną wr? Vovvy Rok? Czy ferie przerwą chwiejny okres trzeźwości, czy spotę-'A'e? Przykład Carla pokazuje dobitnie to zachwianie równowagi i jego na pełnione w rodzinie role.

'• d nie lubiłem świąt Bożego Narodzenia. Ojciec raz był trzeźwy, raz pił i często jego

• • rzvczyniało się do katastrofy. Starałem się wycofać i zapaść pod ziemię, ale nie było

PlC| rwę, ponieważ musiałem zwykle „przejąć ster" i doprowadzić wszystko do porządku,

l°pdv ofciec potężnie narozrabiał. Gdy nadchodził grudzień, miałem pewność, że tata

ie pić. To, co się później działo było i kłopotliwe, i bolesne.

Ogólnie rzecz biorąc, niestabilne, nieprzewidywalne, pełne napięć i sprzecz­ki £rodowisko domowe alkoholika, które cechuje uczucie wstydu, nacisk kontrolę i ciągłe zmiany ról, to środowisko traumatyczne - powodujące trwałe urazy. Jaki to ma wpływ na żyjące w nim dzieci?

Traumatyzujący" dom alkoholika Powszechnie się dziś przyjmuje, że dom rodzinny alkoholika - niezależnie czy uważany za normalny, czy też nie

- powoduje u swoich mieszkańców trwałe urazy psychiczne. Czy z tego wynika, że przysparza cierpienia i kłopotów? Tak, ale nie tylko. Według psychiatry, Henry'ego Krystala, trauma to „zanik normalnych funkcji samo­zachowawczych „ja" w obliczu nieuchronnego niebezpieczeństwa".

Normalny „kontekst życiowy" wielu dzieci - ich zwykła rzeczywistość

- ma z definicji charakter traumatyczny. Co więcej, na „codzienne" urazy nakładają się jeszcze od czasu do czasu „ostre" urazy. Na te ostatnie może się składać jedno lub wiele zdarzeń, np. przemoc, kazirodztwo lub przeraże­nie, jakie wywołuje powrót do pustego domu. Traumatyczne przeżycia u dziecka wywołuje też obserwacja przemocy lub zniewag wobec osób trze­cich. Zaczynamy rozumieć, jak niezwykle bolesnym, powodującym urazy przeżyciem jest bycie „świadkiem" i jak poważne bywają tego konsekwencje. Wiele dorosłych dzieci alkoholików zmaga się z poczuciem winy i przemoż­nym cierpieniem, ponieważ udało im się uniknąć bezpośrednich aktów prze­mocy, podczas gdy ktoś inny w rodzinie stał się ich ofiarą.

Normalne, naturalne strategie zaradcze i obronne dziecka zostają nad­werężone do granic wytrzymałości. Bywa, że uraz jest tak silny, iż zwykłe mechanizmy obronne okazują się niewystarczające i dziecko musi się odwołać w> bardziej prymitywnych strategii adaptacyjnych. Omówimy je w następ­nym rozdziale. W dalszych partiach książki przyjrzymy się bliżej poważnym Konsekwencjom życia w traumatycznym środowisku. Wcześniej jednak mu-suny szczegółowo omówić konsekwencje życia w domu, w którym rodzice są alkoholikami.

Przyjrzyjmy się teraz, jak rodzina alkoholowa funkcjonuje jako system.

w


Rodzina alkoholowa

jako system

W


tym rozdziale zajmiemy się funkcjonowaniem rodziny alkoholowej, której nie opuszcza chaos, niespójność, napięcie i wstyd. Wierny już, jak bardzo różni się ona od „względnie dobrej rodziny" i że jest przeciwień­stwem rodziny idealnej.

Specjaliści od systemów rodzinnych starają się wyjaśnić, jak poszczególni członkowie rodziny kontaktują się ze sobą i jak się zachowują, by utrzymać poczucie równowagi w rodzinie, a więc tak zwaną homeostazę. Bardzo ważną cechą pojęcia homeostazy jest to, że oznacza ona punkt równowagi, nie zawiera w sobie oceny, jak dalece ta równowaga jest zdrowa czy korzystna. Każda grupa, organizacja czy rodzina w sposób naturalny stara się osiągnąć i utrzymać poczucie wewnętrznej stabilizacji, czyli punkt równowagi.

Wbrew powszechnym mniemaniom, rodzina alkoholowa często funk-gonuje całkiem nieźle. Ale ponieważ centralne miejsce w jej życiu zajmuje alkoholizm, członkowie rodziny wypracowują sobie własne techniki reagowa­nia, przystosowywania się i przetrwania, by utrzymać gospodarstwo domowe i rodzinę jako całość. Ten system rodzinny jest sztywny i chory. Ale działa: zachowuje równowagę. Zastanówmy się, jak to się dzieje.

T!


JAK DZIAŁA SYSTEM

Alkohol: centralna zasada organizująca

Można powiedzieć, że w naszej rodzinie główne miejsce przy stole „zajmował" alkohol. Wszystko kręciło się wokół alkoholizmu ojca, ale każdy twierdził, że tak nie jest. Ojciec co wieczór upijał się, ale nikt nie miał prawa o tym rozmawiać. Wiedzieliśmy, że pijąc tata radzi sobie ze stresem, spowodowanym trudną pracą, ale nie mieliśmy prawa ani wiedzieć, ani rozmawiać o tym, że picie samo w sobie jest problemem.

45


Rodzina alkoholowa jako system

:n-


J


j


Dominującą cechą opisanej wyżej rodziny jest istnienie alkoholizmu i je­dnoczesne zaprzeczanie jego istnieniu. Inne dorosłe dzieci alkoholików po­dobnie wspominają swoje dzieciństwo; rodzina alkoholowa obraca wniwecz wszystkie powszechnie przyjęte przekonania na temat tego, jak powinna wyglądać idealna rodzina. Głównym zadaniem, wokół którego organizuje się rodzina alkoholowa, jest zachowanie wspólnej tajemnicy (istnienie alkoholi­zmu), z jednoczesnym zaprzeczaniem temu, co stanowi istotę tajemnicy. Według teoretyków, życie rodzinne koncentruje się na „centralnej zasadzie organizującej". Dla alkoholika, a następnie dla całej jego rodziny, centralną zasadą organizującą jest alkohol. Jak do tego dochodzi?

Zwrot alkoholika ku alkoholowi W miarę rozwoju uzależnienia, u danej osoby następują zmiany w zachowaniu związanym z piciem i w sposobie myślenia. Odczuwa ona coraz większą potrzebę picia, a wraz z nią rośnie potrzeba zaprzeczania. W jej myśleniu dominują dwa podstawowe, wymie­nione już wcześniej przekonania:

Nie jestem alkoholikiem.

Potrafię pić w sposób kontrolowany.

Chcąc te przekonania utrzymać w mocy, alkoholik zaczyna usuwać ze świadomości wszelkie informacje, które mogłyby je podważyć. Rośnie po­trzeba udowodnienia sobie, że nie jest się alkoholikiem, a jednocześnie uwaga kieruje się coraz bardziej ku alkoholowi, który w końcu staje się treścią całego życia. Elementem decydującym przy podejmowaniu wszelkich decyzji staje się dostępność alkoholu i nieprzepuszczanie okazji do wypicia. Miejsce kon­taktów i zajęć nie związanych z alkoholem zajmuje aktywność nastawiona na picie i spotkania z kompanami od kieliszka.

Z czasem całe życie jednostki wypełnia alkohol. Bywa, że zmiana ta zachodzi stopniowo i ledwo dostrzegalnie, innym razem - nagle. Niektórzy alkoholicy mówią, że powoli „przekraczali granicę" między piciem kontro­lowanym a niekontrolowanym. Inni z kolei twierdzą, że nigdy nie mieli żadnej kontroli nad piciem i byli alkoholikami od pierwszego kieliszka.

Niezależnie od tego, w jakim tempie odbywała się ta przemiana, ani jaki był jej wzorzec, można powiedzieć, że w życiu jednostki nastąpił „zwrot ku alkoholowi". Człowiek traci wówczas możliwość wolnego wyboru w sprawie picia, zaczyna też potrzebować alkoholu. Najczęściej potrzeba ta jest nie­uświadomiona, lecz zaczyna władać zachowaniem i myśleniem jednostki. Dominującym, a zarazem niewykonalnym celem alkoholika staje się potrzeba picia codziennie w coraz większych ilościach, bez naruszenia podstawowego przekonania, że ma kontrolę nad alkoholem.

Uwielbiałam to uczucie, jakie daje alkohol - stawałam się ciepła, seksowna, zabawna. Zawsze czułam się na uboczu, kłótliwa i nieatrakcyjna. Kiedy wypiłam, mogłam rozwinąć

j


46


II. ROZWÓJ RODZINY

pc|

po

pj

Zv

L. trel


skrzydła. Uwalniałam się od trosk okresu dorastania. Kiedy tylko zdałam sobie z tego sprawę, zaczęłam szukać okazji do wypicia. Umawiałam się ze starszymi ode mnie mężczyz­nami i spotykałam się z kompanią od kieliszka. Nudzili mnie dawni znajomi, wydawali mi się bez polotu.

Patrząc wstecz zdaję sobie sprawę, że alkohol powoli zajmował coraz ważniejsze miejsce w moim życiu, choć żadnych problemów w związku z tym nie dostrzegałem. Wraz z żoną przyzwyczailiśmy się do wieczornego koktajlu. Potem były to dwa koktajle, a następnie trzy. Zapisaliśmy się do klubu koneserów dobrego wina i często w sobotę i niedzielę spotykaliśmy się ze znajomymi na piknikach. Zaczęto cenić moje orzeźwiające koktajle na dżinie. Z czasem w naszym życiu codziennym pojawiało się coraz więcej alkoholu, ale ani my, ani nikt inny nie dostrzegał w tym żadnego problemu.

System buchalteryjny Zwrot ku alkoholowi pociąga za sobą konieczność wprowadzenia czegoś, co nazywam „systemem buchalteryjnym". System ten zawiera bardzo zindywidualizowane wzorce, do których trzeba dopasować swoje picie. Po stronie dodatniej mamy więc wzorce określające, jaki sposób picia jest „racjonalny i odpowiedni" - jak pić, żeby być w porządku. Po stronie ujemnej - wzorce tego, co nie jest w porządku, czyli co świadczyłoby o alkoholizmie. Niektórzy uważają, że znajdą się po stronie ujemnej wtedy, gdy napiją się przed południem, zrobią sobie cztery drinki przed kolacją zamiast trzech, napiją się wódki zamiast piwa czy wina. Inni zaś całymi latami wypijają sporo alkoholu nie odczuwając z tego powodu niepokoju, trzymają się bowiem zawsze swych prywatnych wytycznych, w ramach przy­jętego przez siebie systemu buchalteryjnego. Na przykładzie Dana widać, co może znaczyć określenie „być w porządku":

orj


Zawsze uważałem, że alkoholików wysyła się do wariatkowa. Niezliczoną ilość razy aresz­towano mnie za jazdę po pijanemu, rozwiodłem się, bo piłem, dwa razy wyrzucono mnie z pracy. Upierałem się jednak, że nie jestem alkoholikiem, ponieważ nigdy nie wylądowałem w domu wariatów.

Kiedy potrzeba wypicia alkoholu narusza granice przyjęte przez jednostkę jako rozsądne lub stosowne, musi ona wyjaśnić, dlaczego przeszła na stronę ujemną. Dań szukał uzasadnień odwołując się do swojej kariery zawodowej:

(

dzi l T


Dawniej nigdy nie piłem przed siedemnastą. Godziny pracy były dla mnie święte i musiałem wtedy mieć trzeźwy umysł. Jednak w miarę jak awansowałem, stwierdziłem, że lunche z kolegami i klientami bardzo mogą mi pomóc w osiągnięciu sukcesu. Dawniej zawsze jadałem w stołówce zakładowej, teraz stwierdziłem, że należy mi się coś więcej. Ważnym elementem służbowego lunchu są koktajle i wino - czyż mogłem odmawiać?

Dań wymyślił własne wytłumaczenie i odwołał się do zaprzeczania, by usprawiedliwić zachowanie, które wcześniej odrzucał jako niezgodne ze swoim systemem buchalteryjnym. Z czasem nabrał przekonania, że skoro pokonuje kolejne szczeble kariery dyrektorskiej, nadal trzyma się strony dodatniej, mimo że pije podczas lunchu. Wyobrażał sobie kolejne awanse, przypieczętowane



47


3. Rodzina alkoholowa jako system

kieliszkami martini oraz dumę rodziny z powodu jego osiągnięć. Tymczasem pojawiły się problemy: po południu nie miał trzeźwego umysłu, przeciwnie - zasypiał. Wszystkim kolejnym problemom zaprzeczał lub znajdował nowe usprawiedliwienia. Nigdy natomiast nie obarczał winą alkoholu. Jeśli po południu ogarniała go senność, to nie dlatego, że wypił drinka podczas lunchu, ale z powodu niewyspania. Zaczął cierpieć na bezsenność i choć była ona poważnym problemem, to zarazem pozwalała usprawiedliwiać zmęczenie w ciągu dnia. Picie stało się nieodzownym elementem dnia codziennego i doprowadziło do modyfikacji systemu przekonań dotyczących wyznaczników sukcesu. Dań nadal uważał, że zgodnie z własnym systemem buchalteryjnym trzyma się strony dodatniej, nie potrafił więc zrozumieć, że alkohol stanowi jakiś problem, a już na pewno nie rozumiał, że stanowi problem dla niego.

Zwrot rodziny ku alkoholowi Alkohol staje się zasadą organizującą nie tylko życie alkoholika, ale także życie rodziny - „alkohol zajmuje honorowe miejsce przy stole". Rodzina reaguje na zagrożenie, jakie stanowi alkoholizm, dopasowując się do wzorca zaprzeczeń. Każdy jej członek zaczyna cierpieć na podobne zaburzenia zachowania i myślenia co alkoholik, każdy jest kon­trolowany przez realia alkoholizmu i każdy zarazem tym realiom musi za­przeczać. Chcąc utrzymać tę sprzeczność samą w sobie, członek rodziny musi dostosować swój sposób myślenia i swoje zachowanie do rodzinnej „wersji" własnej historii. Każdy musi bronić konstruowanych przez siebie usprawie­dliwień, by alkoholik mógł nadal pić, a zarazem by można było temu za­przeczyć. „Wersja" rodzinna przekształca się w „punkt widzenia" rodziny. Dzięki temu, że wszyscy podzielają ten sam punkt widzenia, rodzina za­chowuje poczucie jedności i spójności. Dzieje się to często na przekór światu zewnętrznemu, który jawi się teraz jako wrogi i niebezpieczny.

Reguły rodzinne odzwierciedlają moc, jakiej nabiera alkohol jako zasada organizująca. Wyjaśnia nam to Bonnie:

W naszej rodzinie obowiązywały dwie zasady: po pierwsze, „nie ma żadnego alkoholizmu", a po drugie, „o tym się nie mówi".

Dla osoby uzależnionej alkohol jest czymś specjalnym, czymś, co przypomi­na potajemnego partnera. Dla pozostałych członków rodziny jest natomiast intruzem. Muszą więc oni w sposób znaczący zmienić — w rodzinie i poza nią -swoje widzenie rzeczywistości, myślenie i osobiste związki z innymi ludźmi. Często muszą sobie przyswoić ten sam zniekształcony sposób rozumowania, dzięki któremu alkoholik może stale zaprzeczać istniejącemu problemowi. W ten sposób rodzina wykonuje zwrot ku alkoholowi.

Spróbujmy wyobrazić sobie tę sytuację, by w pełni zrozumieć niektóre z przytoczonych tu pojęć. Gdy mówimy o centralnej pozycji alkoholu, mamy na myśli coś więcej niż tylko to, że zajmuje on główne miejsce w kręgu

48__________________________II. ROZWÓJ RODZINY

rodzinnym. Alkoholizm zmusza rodzinę do utrzymywania stałej, czujnej uwagi, wyczulenia na zmiany, wymagające reakcji przystosowawczych. W re­zultacie można powiedzieć, że cała rodzina spędza życie siedząc przy stole i przyglądając się bacznie wielkiej butelce wódki, stojącej na środku.

Gdy mówimy, że alkohol stanowi zasadę organizującą lub pełni funkcję organizującą, chcemy przez to powiedzieć, że efekty jego działania promie­niują na wszystkich siedzących przy stole i wobec wszystkich stawia on swoje wymagania. Ta „vńdka butelka" wpływa na ich sposób myślenia, postrzega­nia samych siebie i na ich styl życia.

Można sobie wyobrazić, że stała obecność alkoholu działa jak filtr zmie­niający koloryt wszelkich stosunków rodzinnych, percepcji i uczuć - niczego już nie można zobaczyć w świetle naturalnym, nieprzefiltrowanym.

Alkohol w życiu rodziny przypomina też nieproszonego gościa. W jego
obecności rodzina inaczej się do siebie odnosi, zmienia swe role, a nawet
sposób widzenia tego, co się dzieje. Niektóre rodziny udają, że gościa-
-rezydenta nie ma, ignorują go lub starają się go omijać. Wpływ gościa przez p
to jednak nie maleje i nie przestaje być istotny. tw

Każda rodzina alkoholowa inaczej wbudowuje swój sekret w strukturę rodzinną. Matka-alkoholiczka opisuje, jak radziła sobie z tym problemem, gdy zaczęła pić:

Miałam czworo dzieci j byłam bardzo zaangażowana w życie szkoły. Alkohol nie stanowił tu problemu. Miałam taką zasadę, że zgłaszałam się do odwożenia grupy dzieci do szkoły, nigdy zaś do ich odbierania, ponieważ nie mogłam przewidzieć, w jakim będę stanie o tej porze.

ZC1

Zdarza się czasem, że alkohol dosłownie „trzyma" ludzi razem lub od początku nadaje ich związkowi sens. Zdarza się, że para ma wspólnego, potajemnego partnera:

Poznaliśmy się z mężem dzięki alkoholowi - spotkaliśmy się w barze dla samotnych. Mieliśmy randki przy Krwawej Mary, szampanie, białym winie i świecach, a nasze małżeń­stwo podporządkowaliśmy porze koktajlu. To dla nas bardzo specjalna pora. Oboje uważa­my, że dzięki alkoholowi „rozjaśnia nam się umysł". Kiedy pijemy, wszystko wygląda lepiej.

m*' Ten rodzaj adaptacji obejmuje także innych członków rodziny, w miarę

jak alkohol staje się dominującą siłą, wokół której buduje się zasady i na

której koncentruje rytuały.

Czwarta po południu to najlepsza pora, by poprosić matkę o dodatkowe pieniądze. Jest wtedy najbardziej odprężona i najprędzej się zgodzi. Nigdy o nic nie proszę rano, bo za bardzo jest naburmuszona. Trzeba to zrobić mniej więcej o czwartej. Jeśli poczekam, aż wróci tata, jest już zdenerwowana albo się kłócą.

Wygłupiłem się! Do domu trzeba dzwonić przed jedenastą rano, inaczej rodzice zapomną, o czym rozmawialiśmy. Tym razem naprawdę się nie wykazałem. O ich rocznicy ślubu przypomniałem sobie dopiero wieczorem. Rodzice byli pijani, gdy zadzwoniłem i kilka dni później otrzymałem od nich list, w Jcróryro a^j^osnin^ orĄ źea aćcći zapomniałem.

49


3. Rodzina alkoholowa jako system

n,


Niezależnie od tego, czy alkoholik wykonuje nieznaczny „zwrot ku alkoholowi" czy gwałtowny, jego rodzina musi ten zwrot wykonać również, by podtrzymać przekonanie, że umie on pić w sposób kontrolowany. Człon­kowie rodziny mogą też wmawiać sobie, że potrafią kontrolować jego picie. Dziecko twierdzi na przykład:

Gdybym wpadł na to, jak być lepszym dzieckiem, mama nie musiałaby tyle pić.

Anonimowi Alkoholicy nazywają takie wypaczone rozumowanie, w którym przyczyna i skutek ulegają przestawieniu, „myśleniem alkoholowym". Weźmy kilka przekonań podstawowych, dodajmy do tego złudzenie kontroli, zaprze­czanie i usprawiedliwianie, a rodzina przekona się, że nie ma żadnego problemu lub, co ma miejsce częściej, uzna, że dzięki alkoholowi alkoholik radzi sobie z czymś innym, co postrzegane jest jako główny problem. Przeświadczenie, że jest jakiś problem, ale nie jest nim alkohol, to jedno z podstawowych przekonań alkoholika i jego rodziny. Rodzina trzyma się razem, ponieważ tworzy wspólny front dla zaprzeczania prawdziwemu problemowi.

W naszym domu było przyjęte, że tata musi wypić wieczorem martini, dla odprężenia po ciężkim dniu pracy w szpitalu. Wielokrotnie podczas kolacji złorzeczyliśmy szefowi ojca, to on bowiem był przyczyną nieszczęścia w naszej rodzinie.

Często dochodzi się do wniosku, że ktoś inny w rodzinie — nie alkoholik

- stanowi główny problem. Zamiast jednoczyć się przeciwko problemowi zewnętrznemu, rodzina dzieli się na dwa fronty, a jeden z jej członków

- zazwyczaj współmałżonek — bierze na siebie winę.

Mąż zawsze twierdził, że nie musiałby tyle pić, gdybym była lepszą żoną, gdybym bardziej go kochała, reagowała na jego propozycje seksualne, była mniej wymagająca. Całymi latami starałam się być lepszą żoną, on jednak nie przestawał pić.

Dzieci dowiadują się czasem, że są wykorzystywane jako usprawiedliwie­nie. Toni wspomina:

Mama nam stale przypominała, niezbyt uprzejmie, że to przez nas rodzina jest nieszczę­śliwa. Gdybyśmy się mniej kłócili lub przynosili lepsze stopnie, nie musiałaby się ciągle tak denerwować. Przez całe dzieciństwo jedno wiedziałem na pewno: sprawię dzisiaj jakiś kłopot, choć nie wiedziałem jak, dlaczego i na czym on będzie polegał.

Często trzeba znaleźć kozła ofiarnego, by utrzymać przywilej picia i za­przeczyć, jakoby istniały jakieś trudności związane z alkoholem. W jakimś stopniu każdy w rodzinie, nie wyłączając alkoholika, czuje się odpowiedzialny i winny, ponieważ nie potrafi rozwiązać problemu (lub problemu domniema-nego), położyć kresu piciu (problemowi nierozpoznanemu) ani zmienić sytu­acji. Każdy coraz bardziej stara się zorientować, co mógłby zrobić: być lepszą

50


II. ROZWÓJ RODZINY

żoną, pomagać więcej w domu w sobotę i niedzielę czy mieć lepsze stopnie w szkole. Bez skutku. Zmian nie ma. To nieustanne podwójne związanie* stanowi zarzewie poważnych problemów: to, co najbardziej widoczne i oczy­wiste, a na pewno najważniejsze, ulega najbardziej gwałtownemu zaprzecze­niu i jednocześnie zostaje inaczej nazwane.

Po co komuś takie jaskrawe zaprzeczanie czy choćby subtelne zniekształ­canie rzeczywistości? Zgodnie z tezą psychologii rozwojowej każde dziecko potrzebuje bardzo bliskiej więzi międzyludzkiej - specjaliści nazywają to więzią pierwotną. Bez tego nie przetrwa. Na ogół dziecko wiąże się z jednym z rodziców i dla jego rozwoju niezbędne jest pielęgnowanie tej więzi. Każda groźba przerwania więzi między rodzicami a dzieckiem wywołuje u dziecka ogromny strach i lęk.

Każda próba podważenia zaprzeczania alkoholizmowi rodziców stanowi jedno z najsilniejszych zagrożeń więzi z rodziną, solidarności rodzinnej (równowagi) oraz jej poczucia integralności, choćby najbardziej fałszywego. Jeśli dziecko nie przyłączy się do zbiorowego zaprzeczania, naraża się na zdradę rodziny. Członkowie rodziny chętnie godzą się chronić swój sekret w imię zachowania więzi rodzinnych. Każdy boi się, że jeśli ujawni prawdę o alkoholizmie utraci miłość, zostanie porzucony lub doprowadzi do rozpadu rodziny.

Dziecko przestaje ufać własnym przekonaniom o tym, co się dzieje w rzeczywistości, co jest prawdą. Uczy się też przemilczać to, co widzi. Interpretację doświadczeń rodzinnych otrzymuje od rodziców; to oni prze­kazują mu punkt widzenia alkoholika - rodzinną „wersję" wydarzeń. Dzie­cko uczy się też unikać sprawdzania rzeczywistości, bo może ona nie pasować do wersji przekazanej przez rodziców. W takiej atmosferze rodzin­nej potrzeby dziecka, jego uczucia i zachowania zostają podporządkowane temu, w jakim stanie jest alkoholik w dowolnym (przewidywalnym lub nieprzewidywalnym) punkcie cyklu picia. Każdy członek rodziny przyjmuje na siebie odpowiedzialność za utrzymanie stabilizacji skoncentrowanego na alkoholu systemu rodzinnego; każdy usilnie szuka sposobu na to, by kontrolować coś, czego kontrolować się nie da.

W jaki sposób można zapewnić stabilizację? Rodzina korzysta przede wszystkim z tak zwanych mechanizmów obronnych - sztuczek dokonywa­nych na postrzeganiu, uwadze i myśleniu. Na czym polegają te zabiegi psychiczne i dlaczego są potrzebne?

* Podwójne związanie to rodzaj zaburzenia komunikacji w rodzinach patologicznych. Osoba znacząca przekazuje dziecku sprzeczne informacje - domaga się i jednocześnie zabrania pewnych działań („Staraj się być spontaniczny!"; „Musisz być niezależny ode mnie")- Często pozytywna część przekazu jest jawna, a jego zaprzeczenie ukryte, niejawne. Takie polecenia są nie do zrealizowania. Dorosły mógłby zareagować na to wycofaniem się z kontaktów. Dziecko, zależne od rodziców, nie może się wycofać, może tylko przeżywać silne negatywne emocje, (przyp. konsult.)

a. Rodzina alkoholowa jako system 51

MECHANIZMY OBRONNE

- SZTUKA SAMOOSZUKIWANIA

Takie dyscypliny jak psychologia, psychiatria, nauka o ludzkim zachowaniu, socjologia i antropologia interesują się tym, jak ludzie myślą, jak się zachowują i przystosowują, by przetrwać. Odkąd Freud odkrył nieświadomość, sporo uwagi poświęca się temu, jak ludzie myślą i unikają myślenia, jak przeżywają, co czują, a czego nie odczuwają, co widzą, a czego nie dostrzegają. Uznaje się dzisiaj powszechnie, że wszyscy stosują zabiegi umysłowe zwane obronami. Mecha­nizmy obronne są u większości podobne, niewiele jednak osób uświadamia sobie, że z nich korzysta. Według Daniela Golemana, psychologa publikującego w The New York Times3 mechanizmy obronne to techniki poznawania i ocenia­nia, zabiegi poznawcze, z których korzystamy wszyscy, by zniekształcać rzeczywistość i uniknąć cierpienia. Stosując takie sztuczki z własną uwagą, by oszukać samych siebie uśmierzamy ból, z kolei na skutek ich stosowania w naszym postrzeganiu i świadomości powstają białe plamy. Dzięki mechani­zmom obronnym można się uporać z dowolną rzeczywistością — sprawiającą trudność, niepożądaną, zagrażającą lub bolesną — z sytuacjami, z jakimi mamy do czynienia na co dzień. Mechanizmy obronne pozwalają ominąć niewygodną rzeczywistość, zminimalizować jej znaczenie, zmienić jej kwalifikację lub po prostu zaprzeczyć, jakoby istniała, a więc odrzucić.

Istnieje wiele technik obronnych pozwalających postrzegać rzeczywistość w specyficzny sposób; po raz pierwszy techniki te opisała psychoanaliza. Goleman podsumował je, odwołując się do języka potocznego. Niektóre techniki wykorzystywane są częściej niż inne; w rodzinie alkoholowej znaj­dujemy pełny ich repertuar. Skoro są to normalne, ludzkie mechanizmy obronne, co sprawia, że stanowią problem dla alkoholika i jego rodziny? Otóż stopień, w jakim są regularnie stosowane i w jakim rodzina musi na nich polegać, by utrzymać własną stabilność.

Potrzeba obrony zaczyna dominować w rodzinie alkoholowej. Dokonuje ona zwrotu ku alkoholowi po to, by uniknąć konfrontacji z rzeczywistością i cierpie­nia, jakie niesie alkoholizm. W miarę jak rzeczywistość „atakuje" i wypełnia życie rodziny, rośnie też potrzeba odwoływania się do mechanizmów obronnych. W wielu rodzinach dotkniętych alkoholizmem brakuje stref wolnych, obszarów postrzegania i rozumienia nie zarażonych potrzebą obrony. Chcąc zrozumieć rolę alkoholu jako czynnika organizującego oraz jego wpływ na rozwój rodziny musimy koniecznie zrozumieć, jakie mechanizmy są w tej rodzinie niezbędne, na jakim znajdują się poziomie i jakie jest ich nasilenie. Przyjrzyjmy się pobieżnie opisom Golemana (wywiedzionym z koncepcji Freuda) i spróbujmy ich użyć w stosunku do rodziny z problemem alkoholowym.

Wyparcie Według Golemana pod pojęciem wyparcia przyjęło się rozumieć zjawisko „zapominania o czymś, a następnie zapominania o tym, że się za­pomniało". Jakie treści ulegają „zapomnieniu, że się zapomniało"? Wszystkie,

52


II. ROZWÓJ RODZINY

które mogą sprawić ból: nieakceptowane pragnienia seksualne, impulsy agresyw­ne, wstydliwe fantazje, uczucia budzące grozę oraz niepokojące wspomnienia. Daną myśl lub określone wspomnienie po prostu się wymazuje. Skoro człowiek zapomniał, o czym zapomniał, nie wie, co ma sobie przypomnieć ani nawet, że jest coś do przypominania.

Ofiary szczególnie ciężkich przeżyć - dzieci i dorośli - stosują wyparcie po to, by w ogóle przetrwać; dzieci alkoholików starają się w ten sposób poradzić sobie z doznanym urazem. Nierzadko dorośli zapominają widziane w dzieciństwie sceny pijackich libacji rodziców, a jeżeli je pamiętają, nie mogą sobie przypomnieć szczegółów. Część dorosłych nie ma żadnych wspomnień z dzieciństwa (lub sprzed pewnego krytycznego wieku) albo też ma ich bardzo niewiele. Hank, który zgłosił się na leczenie jako dorosłe dziecko alkoholika, jest świadomy swoich znacznych luk w pamięci:

Ja po prostu niewiele pamiętam z dzieciństwa. Mam coś w rodzaju pustki w głowie, wiem tylko, że często się przeprowadzałem. Dokładnie pamiętam rozkład pokoi w zajmowanych przez nas mieszkaniach, natomiast nie przypominam sobie, co się w domu działo. Jest mi ciężko, bo nie wiem, od czego zacząć. Nie wiem, czego nie wiem.

Zaprzeczanie Zaprzeczanie pełni bardzo ważne funkcje obronne u alkoho­lika i jego rodziny. W swej najprostszej postaci mechanizm ten pozwala powiedzieć: „tak nie jest". Mówiąc to, rodzina ma w ręku hasło pozwalające zachować wspólną tajemnicę i hasło to stanowi pierwsze zdanie przyjętej przez rodzinę „wersji" własnej historii.

Zaprzeczanie nie jest mechanizmem jednorodnym; istnieje wiele rodza­jów, różne poziomy i nasilenie - od całkowitego zaprzeczania, poprzez czę­ściowe aż do zaledwie skutecznego. Chcąc zrozumieć różnice między rodzi­nami alkoholików i - co ważniejsze - między poszczególnymi członkami rodziny, musimy zrozumieć, jaki zakres przyjmuje zaprzeczanie i jak różno­rodne są jego przejawy.

Według Golemana istotą zaprzeczania jest nieakceptowanie istniejącego stanu rzeczy. Jak to się dzieje, że dorosłe dzieci alkoholików głęboko ukry­wają właściwą wersję rzeczywistości, choć tak naprawdę jej nie znają i nie wypowiadają? Dzieje się tak dlatego, że informacja dotarła do pamięci nie­świadomej, omijając po drodze poziom świadomości lub poziom ten opuściła. Proces ten prowadzi do bardzo poważnej konsekwencji: dorosłe dzieci alkoholików dokładnie wiedzą, na czym polega rzeczywistość, ale świadomie jej nie rozpoznają. Spójrzmy na kilka przykładów.

W niektórych rodzinach alkoholizm „nie istnieje" - nie ma go, nie ma też towarzyszących mu realiów. Może się zdarzyć, że ktoś zdradza zaniepokoje­nie tym, że któreś z rodziców pije (może tata zaczął liczyć, ile mama wychyla kieliszków po kolacji?), nikt natomiast nie zastanawia się nad tym, czy alkohol sam w sobie nie stanowi problemu. Wszyscy kurczowo trzymają się przeko­nania, że alkohol pozwala rozwiązywać jakiś inny problem.

53


j70dzina alkoholowa jako system

<r eraz nie mogę w to uwierzyć! Rodzice upijali się co wieczór do nieprzytomności, ale nikt jgdy nie zasugerował, że coś jest nie w porządku. Nic dziwnego, że tak się bałem.

QOpiero teraz zdałam sobie sprawę, że moja matka jest alkoholiczką. Mam 35 lat, starszy hrat - 38, a siostra -41. Odkąd sięgam pamięcią, towarzyszył nam alkoholizm matki, ale nie rzypomłnam sobie, byśmy choć raz na ten temat rozmawiali. Powiedziałam im, że zamie-rZam przyłączyć się do grupy Dorosłych Dzieci Alkoholików. Najpierw zaniemówili, a po­rem wpadli we wściekłość. To nieprawda! Jakie ja świadectwo wystawiam naszej rodzinie zvviązując się z DDA? f

isliektóre rodziny przyznają się do obecności alkoholu w ich życiu, nie

7yznają się natomiast do alkoholizmu. Zarówno osoba uzależniona, jak

f j0nkowie rodziny zaprzeczają, jakoby alkohol zajmował miejsce centralne

1 aZ jakimkolwiek problemom czy konsekwencjom wynikającym z tego faktu.

°^ sZelkie podskórne obawy zostają skrzętnie zamaskowane.

Viój ojciec zawsze miał kieliszek w ręku lub w zasięgu ręki. Nigdy się nad tym specjalnie nje zastanawialiśmy, ale teraz myślę, że była to swojego rodzaju tarcza, która dawała mu poczucie bezpieczeństwa. Pamiętam jak się kiedyś zdenerwowałem, bo ojciec najpierw posiał się napić, a dopiero potem pocałował mnie na powitanie.

2aprzeczanie to przede wszystkim sztuczka w zakresie postrzegania. Oso-

. zaprzeczająca twierdzi, że to co się dzieje wcale nie ma miejsca, nawet jeśli

§zyscy dookoła widzą, jak jest naprawdę. John pamięta, że w jego domu

alkohol „zajmował" honorowe miejsce przy stole, ale nikt go nie „zapraszał"

na kolację:

Próbowałem nakłonić mamę, żeby coś poradziła na picie ojca, żeby chociaż przyznała, że pije. Ona zaś odpowiadała mniej więcej tak: „Nie widzisz tego, co widzisz. Nic takiego się nie dzieje". Po czym dodawała: „Jak możesz tak mówić o ojcu, który tyle dla ciebie zrobił?"

Racjonalizacja W niektórych rodzinach jaskrawe odrzucenie rzeczywistości uzupełnia się wymówkami — psychologowie nazywają to racjonalizacją. Zaprze­czając mówimy, że coś jest nieprawdą. Racjonalizując twierdzimy, że coś rzeczywiście ma miejsce, ale podajemy powód, który wszystkich uspokaja.

Nie wiedziałem, że matka jest alkoholiczką, póki nie usiłowała popełnić samobójstwa i nie dowiedzieliśmy się o tym w szpitalu. Zawsze wiedzieliśmy, że dużo pije, ale mówiło się wtedy, że ma chandrę. Podczas chandry wyglądała dość specyficznie, mówiła niewyraźnie i śmiesznie chodziła, ale nikt z nas otwarcie nie kojarzył tych zmian z alkoholem. Uważaliśmy, że problemem są „napady chandry" i byliśmy zgodni, że musiała pić, żeby sobie z tym poradzić.

Inny przykład racjonalizacji znajdujemy w rodzinie Mary:

W naszej rodzinie wiadomo było, że rodzice piją i mogliśmy swobodnie o tym rozmawiać. Właściwie rozmawialiśmy o tym bez przerwy, wszystkim bowiem bardzo zależało na udo­wodnieniu, że nie nadużywają alkoholu! Wciąż się uspokajali nawzajem, twierdząc, że nie Piją więcej niż wujek Harvey czy szef taty, niemożliwe więc, by stanowiło to jakiś problem.

54


II. ROZWÓJ RODZINY

ec li

zajl

4

olu

a

- muesy

~J2


ZE

a;


W1/

nie-

—•—l,

n



iitci

jzy


Czasem mieli ochotę napić się przed południem i to ich zdaje się niepokoiło. Najpierw więc dyskutowali o wujku Harveyu i o tym, jaki z niego birbant, po czym zaczynali pić - byli przecież od niego lepsi. Oczywiście, wszyscy bardzo współczuliśmy wujkowi Harveyowi i cieszyliśmy się, że mama i tata są w porządku.

Jak zauważa Goleman, w racjonalizacji odwołujemy się do wymówek i alibi, tych „zręcznych kłamstw, które wypowiadamy bez mrugnięcia okiem". O tym, że zaraz nastąpi racjonalizacja, świadczą często takie sygnały: „to dla twojego własnego dobra" lub „mnie to bardziej boli niż ciebie".

Zaprzeczaniem i racjonalizacją można też posługiwać się w sposób mniej widoczny i bezpośredni. Niektóre rodziny dostrzegają obecność alkoholu i przyznają się do niej. Ważne miejsce, jakie zajmuje w rodzinie alkohol, włączają jednak w swój system przekonań.

W mojej rodzinie pili wszyscy. Tacy już byliśmy! Alkohol, przekazywany z pokolenia na pokolenie, był częścią naszego dziedzictwa. W dzieciństwie nie mogliśmy się doczekać, kiedy przyłączymy się do dorosłych. Wujkowie, ciotki - wszyscy tak świetnie się bawili pijąc.

Nie zdziwi nas, że osoba, która to mówi, należy do tych powracających do zdrowia alkoholików, którzy muszą przezwyciężyć przekonanie, że alko­holizm jest w ich rodzinie czymś „normalnym". Ona o tym wiedziała i dzięki temu miała zapewnione poczucie przynależności. Zdrowiejąc z alkoholizmu musi walczyć z depresją oraz poczuciem, że traci tak cenne dla niej uczest­nictwo w klanie pijących.

Bardzo rzadko się zdarza, by wszyscy w rodzinie przyznawali, że głów­nym problemem, będącym przyczyną innych kłopotów, jest alkoholizm. Kiedyś lecąc samolotem napomknęłam współpasażerce, że wracam z kon­ferencji poświęconej dzieciom alkoholików. Oświadczyła, że i ona do nich

należy i gładko opowiedziała co następuje:

f

Byłam obezwładniona piciem ojca, które miało rangę miejscowego skandalu. Życie nas wszystkich podporządkowane było alkoholizmowi ojca. Nie przeczyliśmy temu. Stale mie­liśmy z tym do czynienia. Gdy opuściłam dom i nabrałam do tej sprawy pewnego dystansu, dostrzegłam, że rodzina miała też szereg innych problemów, których nikt 2 nas nie zauważał. Wszystko bowiem spychano w cień, tak byliśmy skoncentrowani na tym, że ojciec pije.

Kobieta ta od dawna nie mieszka już w domu rodzinnym, a rodzice nie żyją. Wyjaśniła, że przez wiele lat musiała się poddawać psychoterapii, by uporać się ze skutkami przeżyć z dzieciństwa. Zastanawiała się, czy dzieci alkoholików mają kłopoty z bliskimi związkami z innymi ludźmi: czy późno się żenią (wychodzą za mąż) lub też czy poślubiając kogoś przeżywają silny lęk? Czy i one ska­zane są na alkoholizm? Najwyraźniej sama zmagała się z szukaniem odpowiedzi na te pytania. Zdumiało mnie, ile wiedziała o tych sprawach i zapytałam, czy dużo czytała o dzieciach alkoholików. Odpowiedziała:

Nie wiedziałam, że istnieją jakiekolwiek publikacje na ten temat.

55


Rodzina alkoholowa jako system

Potrzeba zaprzeczania rośnie wraz z postępem alkoholizmu, który zaczyna zajmować coraz więcej miejsca w życiu rodziny. Jeśli dziecko nie zacznie zaprzeczać tak jak inni, szybko stwierdzi, że ktoś stale podważa jego spo­strzeżenia. Jest prawie niemożliwe, by mogło się upierać przy swoich przekonaniach.

Pamiętam jak błagałam ojca, by coś poradził na picie mamy. Rozzłościł się na mnie, mówiąc, że nic złego się nie dzieje i że to wszystko moja wina. Gdy kilkakrotnie zareagował w ten sposób na moje prośby o pomoc, zrezygnowałam.

Śmiertelnie się bałem wsiadać do samochodu z rodzicami. Oboje stale jeździli po pijanemu. Kiedyś stanowczo odmówiłem, twierdząc, że tata jest pijany i nigdzie z nim nie pojadę. Uderzył mnie i wepchnął do samochodu. Matka rozpłakała się i powiedziała, żebym nigdy więcej nie odważył się krytykować ojca za to, że pije. Co też ja zrobiłem najlepszego! Teraz naprawdę go zdenerwowałem. Jak śmiałem popsuć taką miłą przejażdżkę rodzinną?

Zaprzeczanie ulega umocnieniu, rodzina izoluje się coraz bardziej i rea­guje coraz bardziej obronnie. Przytłoczona realiami alkoholizmu i koniecz­nością podtrzymania swych zaprzeczeń, zmuszona jest wycofać się z kontak­tów towarzyskich i zajęć w ramach swojej społeczności. Poczucie izolacji wzmagają także częste przeprowadzki i zmiany pracy.

\

Kierunek całemu naszemu życiu wyznaczał alkoholizm ojca. Ojciec zachowywał się niekon-sekwentnie i w sposób tak zwariowany, że stale musieliśmy uruchamiać środki zaradcze. Usiłowaliśmy na zewnątrz utrzymać pozory porządnej rodziny, ale ojciec zawsze wszystko psuł jakimś głupim lub obrzydliwym wybrykiem. Budził nas potem w środku nocy, chwy­taliśmy co było pod ręką i znowu się przeprowadzaliśmy. Wciąż „zaczynaliśmy od nowa".

Rodzina, która stale musi sobie radzić i bronić się, skoncentrowana jest przede wszystkim na strategiach obronnych. Zawsze towarzyszą jej dwa niebezpieczeństwa: wydanie tajemnicy rodzinnej i katastrofa wynikająca z alkoholizmu.

Goleman wymienia inne psychologiczne mechanizmy obronne, podtrzy­mujące zaprzeczenie i racjonalizację, ale też same w sobie odgrywające w ro­dzinie dotkniętej alkoholizmem ważną rolę.

Projekcja Według Golemana, gdy nie musimy zaprzeczać naszym uczu­ciom lub rzeczywistości zewnętrznej, możemy je rzutować na kogoś innego. Innymi słowy, rozpoznajemy dane uczucie, ale przekonani jesteśmy, że prze­żywa je ktoś inny i stosownie do tego postępujemy. Nasz własny gniew zamieniamy w czyjś gniew skierowany do nas. Dzięki takiej projekcji może­my odczuwać emocje, nie rozpoznając ich jako własne.

Alkoholicy bardzo często bronią się za pomocą projekcji; własne nie­akceptowane uczucia rzutują zwykle na współmałżonka i dzieci.

Gdy ojciec wracał z pracy, był naprawdę w kiepskim humorze. Czekaliśmy, aż wybuchnie. Zawsze w końcu to robił. Nagle zaczynał wrzeszczeć na matkę, bo była z jego powodu zdenerwowana lub rozdrażniona, po czym wychodził obrażony do baru, mrucząc pod nosem

56________________________________II. ROZWÓJ RODZINY

o tym, co go w domu spotyka. To zawsze my byliśmy nie w porządku, to z naszego powodu

ojciec musiał pić. pU)£

a Izolacja W przypadku izolacji zablokowane zostają uczucia towarzyszące

danemu przeżyciu, ale nie fakty. Ludzie potrafią sobie przypomnieć o wiele
więcej niż tylko rozkład mieszkania; pamiętają doznane urazy i przypo­
minają sobie wiele szczegółów z codziennego życia. Wspomnieniem iryiir t
nie towarzyszą jednak żadne uczucia i w ogóle nie rozumieją, o co chodzi,
gdy słuchacze reagują szokiem lub przerażeniem. Przykładem działania tego
mechanizmu jest relacja Sally, nowej osoby w grupie terapeutycznej dla
dorosłych dzieci alkoholików. n

poć

Sally opowiadała o swoim dzieciństwie. Rodzice byli alkoholikami. Mówiła o tym, jak rodzina ć

zapomniała o niej i wyruszyła bez niej na wakacje, jak nie jadła obiadów, bo nikt jej nie wołał. ^ •

Przytoczyła też inne przykłady karygodnego zaniedbania. O wszystkim opowiadała w sposób ?-

rzeczowy, natomiast na twarzach słuchaczy malowała się konsternacja i przerażenie. Sally nie

mogła zrozumieć, co ich tak zdenerwowało; była zmieszana widząc miny tak pełne cierpienia. i

sieq i

Sublimacja Spośród mechanizmów obronnych wyróżnionych przez Freuda najwyższe miejsce w hierarchii zajmuje sublimacja. Dzięki temu mechanizmowi nieakceptowany impuls kieruje się ku celom społecznie aprobowanym. Ktoś odczuwający potrzebę wrzeszczenia może wybrać karierę agitatora politycznego, u kogoś innego uczucia rozchwiania emocjonalnego i rozpaczy mogą znaleźć harmonijne ujście w takiej czy innej dziedzinie sztuki. Goleman przypomina, że Freud nazwał sublimację wielkim czynnikiem cywilizującym. W przypadku sublimacji, znacznie bardziej niż to ma miejsce przy innych mechanizmach obronnych, człowiek potrafi dostrzec pozytywne aspekty skutków dorastania w rodzinie alkoholowej. Jednym z najsilniejszych dążeń dziecka jest opieka nad chorym, będącym w potrzebie alkoholikiem lub ochrona drugiego z rodziców (jeśli istnieje) przed dalszym cierpieniem. Wielu pracowników służby zdrowia rozumie obecnie, że w wyborze zawodu - na przykład zawodu terapeuty - znalazła naturalne ujście głęboka potrzeba uzdrowienia własnej rodziny.

Selektywny brak uwagi Goleman wymienia jeszcze dwa rodzaje czynności zabezpieczających, nie będących mechanizmami obronnymi. Selektywny brak uwagi prowadzi do wymazania z pamięci nieprzyjemnych aspektów doświadczenia. Najbardziej rozpowszechnionym, codziennym sposobem obrony jest niezauważanie czegoś. Rodzina alkoholowa stosuje ten zabieg aż do przesady — nie zauważa rzeczywistości. Jak na ironię, ten brak uwagi odbija się na innym poziomie. Rodziny alkoholików często zachowują szcze­gólną czujność, ponieważ narażone są na bardzo realną niespójność i nie-przewidywalność, jaką niesie życie z alkoholikiem. Stale znajdują się w stanie kryzysu, bacznie wypatrując oznak nadchodzącej katastrofy. Wiele dzieci alkoholików tak czujnie obserwuje, czy coś się zaraz nie stanie z powodu alkoholu, że już na niczym innym nie potrafi się skupić.

57


Rodzina alkoholowa jako system

Automatyzm Drugą czynnością zabezpieczającą jest automatyzm: postę­pujemy automatycznie, bez udziału świadomości. Goleman twierdzi, że całe sekwencje własnych zachowań umykają naszej uwadze. Zwrócone ku alkoholowi rodziny zaczynają się zachowywać w sposób przewidywalny i usztywniają swoje kontakty z ludźmi. Żaden z członków rodziny tego jednak nie zauważa.

Opisane wzorce zachowań stają się oczywiste później, gdy alkoholik, dorosłe dzieci czy ich rodziny przerywają zmowę milczenia i wstępują na drogę powrotu do zdrowia. Zachowania te nabierają wręcz humorystycznego wydźwięku, szczególnie dla powracającego do zdrowia alkoholika. Czy to możliwe, by te potworności były śmieszne? Tak, ponieważ leżące u ich podłoża rozumowanie jest niedorzeczne. Zdrowiejący alkoholik może wiercić dziury w murach swych dawnych mechanizmów obronnych, już ich bowiem nie potrzebuje. I tylko wtedy zrozumie te mechanizmy, gdy dostrzeże całą ich absurdalność. Na mityngu AA wypowiedź pewnej trzeźwiejącej alkoho-liczki powitano salwą śmiechu, gdy przypominała sobie stosowane przez siebie zaprzeczenia i racjonalizacje; grupa rozpoznała je bowiem jako własne i utożsamiła się z nimi:

Zawsze sobie wmawiałam, że nie mam problemu z piciem. Początkowo mogłam wypić bardzo dużo, potem okazało się, że już nie mogę. Upijałam się natychmiast, choć piłam bardzo mało. Nie dało się temu zaprzeczyć, musiałam więc to wytłumaczyć. Byłam z siebie całkiem zadowolona, gdy doszłam do wniosku, że uodporniłam się na alkohol. Nie działał już tak, jak dawniej, więc musiałam go na pewien czas odstawić, by znów zaczai działać.

Dzieciom alkoholików trudno jest podważyć błędne rozumowanie, czy śmiać się ze swych wspomnień, jeżeli rodzina nie wstąpiła także na drogę powrotu do zdrowia. Dzieci te stały się ofiarami błędnego rozumowania i każdy krok na drodze do rozplątywania błędnego myślenia, każdy od­rzucony mechanizm obronny oznacza dla nich kolejną utratę więzi. Ceną, którą trzeba zapłacić za odkrywanie głęboko ukrytej prawdy, jest strata, porzucenie i izolacja.

Zadaniem mechanizmów obronnych i rodzinnej „wersji" własnej historii jest utrzymanie równowagi w rodzinie, zintegrowanie jej oraz utrzymanie więzi dzieci z rodzicami i rodziców z dziećmi. Zastanówmy się teraz dokład­niej, co utrzymuje rodzinę razem.

TOŻSAMOŚĆ RODZINNA

W wielu grupach i organizacjach powstaje wspólne przekonanie o tym, kim się jest, wspólna tożsamość lub cel nadający kształt wzajemnym kontaktom oraz warunkujący sposób, w jaki grupa lub organizacja prezentuje się innym. W USA niektóre korporacje i firmy przeznaczają miliony dolarów na re­klamę, w celu ukształtowania swojego wizerunku, który ludzie będą łatwo

f o i *

l£________——————————________ II. ROZWÓJ RODZINY f

rozpoznawać i chętnie wspierać; solidna tożsamość warta jest więc dużych
nakładów. y n k

Rodzina także rozwija własn, tożsamość. David Reiss, psychiatra i dacz, nazywa ją „rodzinnym ,a». Jest to wspó,ny punfct ^J atra kowujący podejście dane, rodany do określonych problemów Ten punkt widzenia zwykle znajduje się w tle, a czasem jest wręcz glebok.

dzięki używanym P""^^ mechanizmom obronnym. Rodzinne „ja"
zawiera wspólne dla wszysdacfa wersje doświadczen »'
nią, które składają s,e na rodzmnąwers;ęw, historifna ^^
na to, jak wyjaśnia istotę swojego funkcjonowania. Dzietó wspóne Te5
doświadczeń rodzma nadaje kierunek i cenzuruje napływające i wyplywa^ce
informacje tak, by stale potwierdzać i podtrzymywać sposób postałl
samej siebie. Każda^nformac ^^ .^^J.. ^*>™

nego , wieź, wewnątrzrodzmne. esh trzeba, rodzina uruchamia wspomniane wcześnie, strategie obronne polega,ące na odpowiednim ukierunkowaniu uwagi: dzięki n,mmoZ^.gnorować bądź inaczej zinterpretować informacje podważające jej głębokie przekonania.

W rodzinie alkoholowej najgłębsze przekonania często dotyczą alkoholu Alkoholik może P^^™^ fałszywą tożsamość, ponieważVopusz za - do siebie tylko te infonnacje które potwierdzają jego własne deklaracje, że me ,est uzależniony od alkoholu ! że potrafi pić w sposób kontrolo;; Następnie odwołuje się dc-swojego systemu buchalteryjnego, by wciąż na nowo potwierdzać wiarygodność swych deklaracji

Z czasem i ^ "^°« odwoływać się do tego samego zniekształ­conego systemu buchalt^"e^ Postrzega i wybiera tylko takie informacje, które potwierdzającej najgłębsze przekonania o sobie jako całości. Dla ochro­ny tych fałszywych przekonań kształtuje się tożsamość rodziny alkoholowej - czyli świadomość tego, czym jest rodzina jako całość, poczucie tego Jm jesteśmy".

Rodzina jest tak zorganizowana, by chronić alkoholika. Każdy jej członek musi zrezygnować z własnego punktu widzenia, podporządkowując go bar­dziej naglącym potrzebom alkoholika i całego systemu rodzinnego Rodzina alkoholowa funkcjonuje mero całkiem nieźle i utrzymuje swą „chorą" toż­samość, ponieważ wspiera alkoholika. On zaś, mimo że często sta^owi oś, wokół której organizuje s,f rodzma, jest zarazem jej najsłabszym i najbardzie zaburzonym elementem.

Wspólne dla całej ro^rpo* onania są niezwykle ważne i trwałe, one
to bow,em stanowią pod^w| dla w,ezi rodzinnych, dla istnienia rodziny
, je, przetrwan,a_ Jak Podkreśla ReisS; potrzeba jednośd .^ ^ ^

nawet gdy przekonania nie odzw,erciedlają obiektywnej rzeczywistości,
przyjmuje się je, by zaspokoić potrzebę jednośd ^ >~''»
wana jest w konstruowanie obrazu rzeczywistości. W miarę jak rośnie
potrzeba obrony, rosme tez stop.eń skrzywienia i zniekształcenia obrazu
rzeczywistości.

59


łaśnie dzieje się w rodzinie alkoholika. Jej zachowanie, sposób
ia i konstrukcji rzeczywistości, wzajemne związki wewnątrz i poza
postrzeg w-one na potrzebę utrzymania dwóch podstawowych przeko-
rodziną mowy o żadnym alkoholizmie i nikt nie utracił kontroli nad
n3^ Tak pisze Goleman, potrzeba zachowania więzi wewnątrzro-
3 h łącznie z silną obawą przed opuszczeniem, powoduje, że jednostka
dzinn, > ^ucha usprawiedliwia najgorsze traktowanie i w sposób skrzywio-
^ ostrzega jawne okrucieństwo".
^ Rodzina, chcąc utrzymać alkoholizm w tajemnicy, tworzy coś, co Gole-

o-/vwa zasłoną dymną zmowy". I znów jednostki wyrzekają się siebie
tn.3_n n»« * ^^ ^^ « «
' ie potrzeb systemu rodzinnego, zdominowanego teraz przez silne zbio-

rowe mechanizmy obronne.

Rodzina alkoholowa często sprawia wrażenie silnej. Ma zdecydowane rzekonania i jednorodny obraz samej siebie. Prezentowana światu „wersja* własnej historii jest konsekwentna. Jednak im bardziej jest konsekwentna, tvm bardziej kruche są „fakty". W miarę pogarszania się stanu alkoholika rośnie potrzeba wspólnej obrony. System zaczyna się chwiać u podstaw lub zostaje całkowicie zdominowany przez potrzebę obrony i utrzymania poru­szonych fundamentów. Jedna z osób tak to ujęła:

n os,

j one


Widzieliście te namioty dymne, którymi pokrywa się budynek w celu odkażenia? W rodzinie alkoholizm przypominał taki namiot - wdzierał się wszędzie. Alkoholizm był powietrzem, które wdychaliśmy. Na wszystkim odciskał swe piętno i wszystko zatruwał.

t f

Rodzina alkoholowa nieraz z zewnątrz wygląda znakomicie, ale - by użyć analogii wprowadzonej przez Golemana — jest totalitarna do szpiku kości. Psychologicznym równoważnikiem cenzury są mechanizmy obronne. Potrze­ba kontroli jest tak przemożna, że każdą opinię przeciwną lub odmienne widzenie rzeczywistości trzeba wyeliminować, zablokować, odfiltrować lub wyjaśnić tak, by straciła jakiekolwiek znaczenie.

Rodzina ta jest uwięziona, sprzymierzyła się bowiem z systemem przeko­nań, dzięki któremu dyktator może utrzymać się u władzy. To niezachwiane przymierze chronią niezwykle silne potrzeby wiązania się, przynależności i jedności oraz lęk przed porzuceniem, stratą, izolacją i samotnością (na wypadek, gdyby dyktator utracił władzę, a system w związku z tym runąO-

W następnym rozdziale będziemy dalej się zajmować systemem rodzin­nym rodziny dotkniętej alkoholizmem. Przyjrzymy się świeżym okiem wielu rożnym zachowaniom i uporządkujemy je, by w ten sposób lepiej zrozumieć* jak skonstruowana jest tożsamość poszczególnych członków rodziny.

4


Niezdrowe współuzależnienie

J


ak wspomniałam już w rozdziale i, przed przystąpieniem do dyskusji nad jakimś trudnym terminem trzeba go najpierw zdefiniować. Gdyby si? wystawiało pomniki trudnym terminom, to na jednym z najwyższych piede­stałów znalazłby się termin „współuzależnienie". Jest on zbyt złożony, zbyt wielorako definiowany, by można go było zbyć jednym zdaniem. Nawet wśród ekspertów i terapeutów atmosfera towarzysząca próbom ustalenia znaczenia tego terminu przypomina konwencję partii politycznej poświęconą wysunięciu kandydata na prezydenta. Wszystkich łączy ta sama sprawa i ten sam cel, ale każdy chciałby, żeby głosy zdobył jego ulubiony kandydat.

CO TO JEST WSPÓŁUZALEŻNIENIE

Początkowo pojęcie „współuzależnienie" odnosiło się do specyficznego >vzo-
ru relacji międzyludzkich: oznaczało reakcję poddania jednej osoby dominacji
lub władzy drugiej. Kiedy termin ten spowszedniał, stracił precyzję i stal si?
mniej przydatny. Słowo „współuzależnienie" służy obecnie jako uniwersalne
oskarżenie, ilekroć w ludzkich interakcjach czy zachowaniach pojawi się cos
niesympatycznego, nieprzyjemnego lub niepokojącego*. „
Najlepiej byłoby zupełnie zrezygnować z terminu „współuzależnientf
i zacząć jeszcze raz od początku. Niestety, w tym tkwi problem, że słowo
weszło już do codziennego języka - używa się go zbyt pochopnie i zbyt wie
próbuje się za jego pomocą wyjaśnić.

* W Polsce termin „współuzależnienie" nie wszedł jeszcze do powszechnego użycia i


jeśli

się go używa to wyłącznie w wąskim znaczeniu, dla określenia „specyficznego wzoru międzyludzkich" i głównie w odniesieniu do uzależnienia od alkoholu: mówi się o ko-a lizmie. (przyp. red.)

61


4. Nnezdrovve_wsp^

^na zacząć od początku, proponuję wprowadzić pewne ponieważ nie . rWSze, ograniczyć stosowanie tego terminu do opisu modyfikacje. P° P jych funkcjonujących w ramach pewnego systemu - na zachowań osób o° drugie, rozróżnić reakcje zdrowe od niezdrowych, przykład rodziny-

WSPÓŁUZALEŻNIENIE*

__. ^^ W/»»**A."^ _

CO TO

Ja wyrzuty sumienia, ponieważ nie zadzwoniła do biura męża, by i


mi


;owoto -owicie


pewna pacjentka


zachorował (powracał do zdrowia z alkoholizmu). Uważała bo-

poinformować, ż£ cl^ to współuzależnienia. Jednocześnie nie mogła się pozbyć równie
wiem, że dowodzi o sobie udowodnić, że nie jest ofiarą współuzależnienia, zachowała
silnego poczucia, ze c j egoistyczny.
sic w sposób nieżyczl^

sje dziecko alkoholika), który czasowo zrezygnował z awansu, by móc

Pewien człowiek C ° opiece nad nieuleczalnie chorą żoną, za wszelką cenę starał się
więcej czasu poswię })Znajomi wypominają mi współuzależnienie, ale mnie się wydaje,
zaakceptować t? decy wybór. Czy istnieje coś takiego jak zdrowe lub pozytywne
ze jest to jedyny *&**>
współuzależnienie?

•• osób uzależnionych ukuto szereg nowych, odrębnych W dziedzinie ter p 'jaCyCh czysto ujemne warianty zachowań i przeko-pojeć i terminów, o^ ^^ }}WSzystko albo nicZgodnie z definicją każda nań, przybierają y^ ^wno pijąca, jak i powracająca do zdrowia - wchodzi

osoba uza ,.-. w relacje patologiczne. Jakiekolwiek zdrowe relacje
ze wszystkimi ludzrru ^ '

nicsąmozi . wywodzi się z wcześniejszego pojęcia „ko-alkoho-

** . cierną odpowiedź partnera na dominację pijącego alkoho-
lizm , oznaczającego D16"* . . . , . . „ „ , ... „ .
... ' . . itrnholik wiele wyjaśniał. „Ko-alkoholik rezygnuje z im-
hlca. l ermm ,^co-aiKO" . , . .

^realistyczny obraz rzeczywistości, zwraca się ku alkoho-
qatywy, przyjmuje niere«« j * , * ł . . T.

... : . „7łacne życie wokół picia jako czynnika najważniejszego, tak
łowi i organizuje własne y «, , . , .. . . . . , . ,

jak to czyni partner-alkoholik. Takie podejście gwarantuje, ze związek lub małżeństwo jako system nie ulegnie zachwianiu wskutek rozwoju uzależnienia u jednego z partnerów oraz świadomości tego faktu i dezaprobaty - u drugie­go Zaczyna dominować alkoholik i jego alkoholizm, natomiast ko-alkoholik podporządkowuje się i dostosowuje. Związek alkoholika z partnerem zaczyna przypominać taniec towarzyski: alkoholik prowadzi, a ko-alkoholik porusza się w tym samym rytmie, by nie przerwać tańca. Osoba prowadząca nieraz się potyka, depcze po nogach lub nawet przerywa taniec, zmieniając partnerów. Ko-alkoholik stara się natomiast taniec podtrzymać.

Podobnie zachowują się członkowie każdego zespołu, organizacji lub rodziny - czyli każdego systemu - manewrują swymi przekonaniami, rolami i zachowa­niami w poszukiwaniu punktu równowagi. Wydaje się, że przekonania o tym, co stanowi o równowadze danego związku i jakie wzorce obowiązują, mają charakter uniwersalny. Nic więc dziwnego, że inni skorzystali z badań nad alkoholizmem zapożyczyli pojęcie ko-alkoholizmu i puścili je ponownie w obieg Pod nową nazwą, adresowaną do szerszego odbiorcy. I tu zaczęły się kłopoty.

II. ROZWÓJ RODZINY

UZALEŻNIENIE


WSPOtUZALEZNIENIE


&K ^H -=ZS


ha m =" UY.1

o


o

)c • -u

n"

\am H m


L_ł^

i. Schemat, w którym miejsce alkoholizmu i ko-alkoholizmu zajmują uzależnienie

i współuzależnienie

Parę złożoną z alkoholika i ko-alkoholika można przedstawić jako dwie, położone obok, ale oddzielone od siebie płaszczyzny, między którymi stoi mur zamiast mostu lub tunelu. Nikt nie zamienia się miejscami, ani też nie próbuje przeskoczyć muru, by wymienić poglądy lub nawiązać kontakt. I, co ważniejsze, każda strona ma kłopoty — inaczej mówiąc, każda jest chora.

Gdy ponownie puszczono stare pojęcie w obieg, zachowano dawny układ dwudzielny, zastępując jednak stare nazwy „alkoholizm" i „ko-alkoholizm" nowymi - „uzależnienie" i „współuzależnienie". Na Rycinie i widzimy te nowe pojęcia w starym schemacie.

Gdy na miejscu ko-alkoholizmu pojawiła się nazwa „współuzależnienie", terminem tym zaczęto obejmować wszelkie zachowania reaktywne* i uległe, a każdy, kto się w ten sposób zachowywał, umieszczany był po stronie muru zarezerwowanej dla współuzależnienia. Przywracając stare pojęcie w nowym brzmieniu nie uwzględniono jednak tego, że wrażliwość i reagowanie na cudze zachowanie to bardzo istotny element dojrzałej, zdrowej postawy. Bez tych właściwości człowiek nie może się rozwinąć, dzielić z innymi ani związać się z kimś bliżej. Dlaczego przedłożenie opieki nad osobą nieuleczalnie chorą nad własną karierę czy zawiadomienie szefa o chorobie męża nie może być potraktowane jako przejaw życzliwości, zdrowia lub po prostu prawidłowego zachowania?

Byłoby to śmieszne, gdyby zjawisko to nie przybierało w naszym (amery­kańskim - przyp. red.) społeczeństwie takich rozmiarów. Co gorsza, nowe pojęcie „współuzależnienie" pozwala usprawiedliwić i uzasadnić najróżniejsze zachowaniaj będące w istocie przejawem manipulacji i nieżyczliwości, takie jak nieskrępowane wyrażanie złości, znieczulica, izolowanie się od innych

* Zachowania reaktywne to zachowania będące odpowiedzią, reakcją na zachowania innej osoby. Pojawiają się tylko wówczas, gdy je uaktywni, „uruchomi" ktoś z zewnątrz, (przyp. konsult.)

63


a. Niezdrowe współuzależnienie

UZALEŻNIENIE


WSPÓKUZALEŻNIENIE^

WZAJEMNA ZALEŻNOŚĆ


2. Schemat uzupełniony o obszar pośredni — wzajemną zależność (interdependence)

i nadmierna koncentracja na sobie. Nie ma też żadnych propozycji alternatyw­nych. Człowiek jest albo agresorem (osobą dominującą, np. alkoholikiem), albo ofiarą (podporządkowującym się partnerem np. wspóhizależnionym).

Na ludzkie zachowanie składa się zarówno uzależnienie, jak i współuzależnie-nie. Nie zawsze muszą one być czymś negatywnym lub niezdrowym. Wszyscy powinniśmy zaspokajać potrzeby innych ludzi, podobnie jak potrzebujemy, by inni zaspokajali nasze - nazywamy to wzajemną zależnością (interdependence); pozwala ona znaleźć wspólny grunt, dla możliwie zdrowych interakcji.

Obecnie uważa się, że zarówno współuzależnienie, jak i uzależnienie jest czymś złym. Widzę dwa wyjścia z tej sytuacji. Jedna możliwość polega na uzupełnieniu tego dychotomicznego podziału (uzależnienie-współuzależnienie) o wspólny grunt wzajemnej zależności, pozwalający zbudować pomost między oddzielnymi płaszczyznami. Istnienie wspólnego gruntu ujawnia fakt, że każda jednostka - jeśli rna ku temu warunki — może być zarazem uzależniona i współuzależniona, i potrafi połączyć jedno z drugim (patrz Rycina 2).

Drugie wyjście polega na rozszerzeniu kategorii uzależnienia i współuza-leżnienia i nadaniu im sensu neutralnego zamiast negatywnego. Jeżeli kate­gorie te poprzedzimy określeniem „zdrowy" lub „niezdrowy", tak jak na Rycinie 3, mamy nie dwie5 ale cztery możliwości. Daną postawę lub za­chowanie w jednej sytuacji będzie można potraktować jako niezdrowe uzależ­nienie lub współuzależnienie, w innej zaś sytuacji jako zdrowe.

ZDROWE-


NIEZDROWE-


UZALEŻNIENIE


-WSPÓHUZALENIENIE











N


U.


S?


Z.


u.




















NIE- jt-


Z.


w.








^X








N.


N.


3. Schemat rozszerzony - z czterema, zamiast z dwoma, wariantami

64 _——____ H. ROZWÓJ RODZINY

.—————————————-— —~—•—————————————————————————————-—_____ ,

CO TO JESTJglgZPgOWE WSPÓŁUZALEŻNIENIE f

':*

Niezdrowe współuza nienie to logiczna konsekwencja potrzeby utrzymania więzi i poczucia jedności rodziny, potrzeby realizowanej przez przyjęcie wspólnych, fałszywy Przekonań. Niezdrowe współuzależnienie manifestują ci, którzy w sposób odbiegający od normy organizują swe życie wokół kogoś lub czegoś. Gdy W &T^ Wchodzi alkohol, powiemy, że ktoś jest współuzależ-niony, gdy podpo^23-dkowal się dominacji alkoholika oraz uznał fakt, że alkohol zajmuje centralną pozycję w jego rodzinie.

Najczęściej niez-*rowe współuzależnienie wykazuje partner niepijący, ale może w nie popaść również alkoholik. Jeżeli na przykład oboje rodzice są alkoholikami, każde z nich może ujawniać niezdrowe współuzależnienie. Dorosłe dziecko, będąc samo alkoholikiem, może wchodzić w relację nie-zdrowego współuzaleznienia z pijącymi rodzicami.

Osoba uzależnić113 *ub współuzależniona od alkoholu nie ma poczucia,

* » l i

że „należy do siebie iub poczucie to utraciła. Przekonanie, że człowiek sam sobą kieruje i Jest niezależny - zwane własnym „ja" - zostaje nieraz nadwerężone, kiedy rodzina zwraca się ku alkoholowi. Utraciwszy poczucie własnego „ja", czło^ie* traci zdolność utrzymywania pożądanego stopnia bliskości z innymi J "ystansu, i nie potrafi wchodzić w bliskie związki z ludźmi. Przez całe lata osoba ta reaguje na zachowania alkoholika, zamiast rozwijać się l P°dążać za własnymi pragnieniami lub za głosem wewnętrznym.

Dzieci wychowy^3"6 w rodzinie alkoholowej mogą nigdy nie osiągnąć niezależnego „ja". Zafl1138* tego mają fałszywy obraz „ja", tak silnie związa­ny z potrzebami i nakazami chorego ojca czy matki, że nie zdają sobie sprawy z jego nieprawdziwości] niełatwo z niego rezygnują.

Fałszywe „ja" O istnieniu fałszywego „ja" świadczy obecność czterech strategii obronnych: silnego nacisku na zaprzeczanie (omawiamy to szcze­gółowo w rozdziale 3)> Popisywania sobie zbyt dużej odpowiedzialności, myślenia w kategoriach »wszystko albo nic" i skoncentrowania się na kon­troli. Ten „rozstrojony kwartet" omówimy dokładniej w jednym z dalszych rozdziałów; zajmuje on czołowe miejsce w opisach strategii obronnych doro­słych dzieci alkoholików- l eraz natomiast przyjrzymy się, jak wpływa on na postrzeganie samego si£Die-

Poważnym probleiflem Parneli jest to, że przypisuje sobie zbyt dużą
odpowiedzialność: .

Istnieję i jestem ważna d a ego5 że opiekuję się swoją matką, która by umarła, gdybym codziennie jej nie doglądala>

To głęboko zakorze^10116 poczucie odpowiedzialności, jakie przyjęła na siebie Pamela i osoby JeJ P°dobne, nie pozwala im dostrzec, że oddając się

65

-głosei


innemu zatraciły siebie i że ci, dla których się tak poświęciły,

k mus w służb? ° ^_^ ^ nadaj nie ) emocjonainie dostępni. Osoby te pielęgnują

nie byli noczucie więzi, która w rzeczywistości niewiele ma wspólnego
ws*ej fantazji p

h wyobrażeniami.
i icn v>j ^ kruchość tej podstawy, partner lub dziecko bardzo oba-

Ze *2gtj. wi?zi. Podważenie racji osoby dominującej w związku, przy-si? Ofiarę" innego punktu widzenia lub brak reakcji z jej strony ^prowadzić do tego, że partner, którym się opiekuje, odejdzie, dozna rn°2C ,j |uh umrze- Przyjmując na siebie odpowiedzialność za osobę uzależ-1^Z>'* i zachowując postawę bierną i pokojową, partner chroni swe poczucie SisScgo z nim związku, choćby nawet było kruche i niezdrowe.

1 Ha skutek przyjęcia perspektywy „wszystko albo nic", fałszywe „ja"

ndb^cra rzeczywistość w kategoriach: wszystko jest dobre lub wszystko jest

świat postrzega się jako czarno-biały, nie dopuszcza odcieni szarych.

Szarość trudno znieść, trzeba stawić czoło wieloznacznym pytaniom, na które

'c ma jednej odpowiedzi. Szarość może wzbudzać wiele lęku. Gdy nie ma

się pewności, trzeba nieraz spojrzeć na sprawę inaczej. Należy rejestrować

fakty, a niektóre z nich ukryć, ponieważ nie zgadzają się ze sobą. Gdy

przyjmie się postawę „wszystko albo nic", lęk maleje, ale trudno jest nawią-

zać i utrzymać stosunki partnerskie oparte na negocjowaniu i kompromisie.

Jak w takim układzie wchodzić w kontakt z ludźmi, nie narażając się na

bolesną utratę własnego „ja" i konieczność zdania sobie z tego sprawy?

Większość dorosłych dzieci alkoholików zgadza się na podejście „wszystko

albo nic".

Ilekroć nawiązuję z kimś bliski związek, to albo próbuję go kontrolować, albo zatracam samego siebie. Ani jedno, ani drugie mnie nie satysfakcjonuje.

W rodzinie alkoholowej „wszystko jest w porządku" i zarazem kogoś trzeba obarczyć odpowiedzialnością za to, co jest w porządku. Przyjmując postawę „wszystko albo nic", dorosłe dziecko alkoholika musi wziąć na siebie winę i - wskutek czyjejś dominacji lub kontroli - zostaje wmanipulowane w przyjęcie na siebie odpowiedzialności za „nie istniejące" problemy.

Rodzina alkoholowa jest spolaryzowana i brak w niej zdrowych wzorców rodzicielskich. Ktoś dominuje i wygrywa, ktoś inny zaś jest uległy i prze­grywa. Dzieci szamoczą się często między jedną a drugą skrajnością, nie­świadomie bojąc się perspektywy, a później realiów dorastania i konieczności utożsamienia się z jednym z rodziców.

I dzieci, ł dorośli nieświadomie mocują się z koniecznością wyborów typu j.wszystko albo nic", których trzeba dokonywać w relacjach z innymi człon-rodziny. Pamela tak opisuje swoją sytuację:

ak °)ciec ~ alkonoliczka i osoba silna, albo ofiara taka jak matka - bierna, przygnębiona. Nie ma żadnych wariantów pośrednich.

66_____________________________II. ROZWÓJ RQD2IVY

Koncentracja na kontroli musi być bardzo silna, skoro nacisk położon jest na dwie skrajności i brak zdrowej alternatywy. Rodzina jako caloi i poszczególni jej członkowie sprawiają wrażenie, że na dobre utracili koń. trolę. Pewne dorosłe dziecko alkoholika tak to ujęło:

Stale w pogotowiu, stale czekałem na nowy kryzys, kolejną katastrofę czy następny cia alkoholowy. Tylko wtedy mogłem „zejść z dyżuru", gdy byłem sam.

Kontrolę" w systemie rodzinnym alkoholika sprawuje zwykle on sam.
Dorosłe dziecko martwi się natomiast, czy nie utraciło kontroli albo czy
wkrótce jej nie utraci; zastanawia się, kto ją teraz sprawuje i boi się, że będzie
kontrolowane przez kogoś innego. T*' V _ <_

Sam, martwiący się nieustannie, czy nie jest podobny do rodziców, tak opisuje swoją koncentrację na problemie kontroli:

Przeżywam ciągłe napięcie związane z koniecznością wzięcia się w garść i powstrzymana przed odreagowaniem. Boję się utracić kontrolę.

Jak się ludzie czują i co się dzieje w ich wzajemnych kontaktach, gdy cechy składające się na fałszywe „ja" zostaną „zaprzęgnięte" do radzenia sobie z alkoholizmem?

RODZICE A NIEZDROWE WSPÓŁUZALEŻNIENIE

Gdy pojawi się alkoholizm, a wraz z nim potrzeba zaprzeczania mu, partner osoby uzależnionej zaczyna swe życie dostosowywać do jej sposobu myślenia i zachowania, próbując w ten sposób odzyskać poczucie kontroli i stabilizacji Ten zwrot ku alkoholowi powoduje zaburzenia myślenia i zachowania, takie jak w przypadku alkoholizmu. Osoba współuzależniona całe swoje myślenie koncentruje na zachowaniu alkoholika i troszczy się przede wszystkim o jego dobro.

Prześledźmy typowe fazy tego rodzaju zaburzeń myślenia na przykładzie jednej pary - Toma, osoby uzależnionej i Marcy, osoby współuzależnione) Marcy zmienia swój sposób widzenia siebie i świata tak, by dostosować do zniekształconego rozumowania Toma. Tom wmawia jej i całej rodzim • że prawdziwe źródło problemu tkwi w tym, że ona zrzędzi i nadmiernie g kontroluje. Gdyby nie ona, nie musiałby pić. Ona stara się więc coraz usiin zmienić swoje zachowanie i sposób myślenia, próbując zadowolić 1° i w ten sposób rozwiązać problem picia. Ale nic z tego nie wychodzi. Ma ma poważnie obniżoną samoocenę.

Zaprzecza, jakoby czuła się bezradna, przygnębiona i tyranizowana, J bowiem przekonana, że to wszystko jej wina. Zaprzecza jeszcze bardziej• < zwalczyć samooskarżenia. Na zewnątrz próbuje manifestować wyższość i me, mówiąc tym samym: „nic się tu złego nie dzieje". Jednak w miar?

67


4. Niezdrowe współuzależnienie

stl


nieświadomie coraz lepiej zaczyna rozumieć, na czym polega prawdziwy problem, coraz bardziej odczuwa wstyd i osamotnienie. Silniej koncentruje się na potrzebie kontrolowania Toma, jednocześnie pragnąc go chronić i utrzymać w mocy przekonanie, że nic złego się nie dzieje. Ciągła, nie­skuteczna walka o uzyskanie kontroli nad Tomem powoduje chroniczne napięcie, lęk, depresję, ukrytą urazę i wściekłość. Marcy martwi się zarówno wtedy, gdy Tom pije, jak wtedy, gdy nie pije. Czy wróci do domu, czy wyrzucą go z pracy, czy zginie w wypadku samochodowym lub kogoś prze­jedzie? Zaprzecza, jakoby się martwiła. Marcy, która już całkowicie weszła w rolę osoby współuzależnionej, zdominowana jest swoimi obsesjami i tro­ską. Mniej ma teraz czasu dla dzieci, nie poświęca im tyle uwagi, mniej okazuje uczuć i nie jest dostępna emocjonalnie w takim stopniu jak dawniej. Największą troską Marcy jest teraz alkoholizm i on zajmuje centralne miejsce w życiu rodziny.

Obsesyjna koncentracja na alkoholu może spowodować, że rodzice za­czynają zachowywać się nieodpowiedzialnie - stale lub okresowo. Czasem przejmują odpowiedzialność na zmianę lub też jedno z nich bierze ją na siebie całkowicie. Niezależnie od tego, jaki występuje schemat zachowań, tylko w rodzinach wyjątkowych nie dochodzi do istotnych zakłóceń spowodowa­nych alkoholem, do podporządkowania ról i zachowania rodziców alkoholowi i do pozbawiania dzieci zdrowego zaangażowania emocjonalnego. Zbyt wiele bowiem uczuć i energii trzeba poświęcić zaprzeczaniu i obronie, by starczyło jej na utrzymanie „dostatecznie dobrych" stosunków rodzinnych.

Problem alkoholu bywa na przykład wykorzystywany przez rodziców jako broń we wzajemnej walce. Osoba uzależniona pije „pod" partnera; partner, niezdrowo współuzależniony, odbija to sobie na dzieciach - chroni je nad­miernie z głębokiego poczucia winy lub bezpośrednio na nie przenosi swój gniew i cierpienie.

Moja matka na zmianę chwaliła nas pod niebiosa i zajmowała się nami, albo wybuchała nagle gniewem i atakowała nas.

Często rodzice koncentrują się coraz bardziej na własnym związku i na roli, jaką w ich wzajemnych kontaktach pełni alkohol, nie dostrzegając dzieci i zaniedbując je.

Jak przypomnieli sobie uczestnicy nowej grupy na pierwszym spotkaniu, najdotkliwiej odczuwali w dzieciństwie fakt, że problemy rodziców zawsze były najważniejsze i na nich skupiała się cała uwaga. „Dla nas nie było już miejsca".

Ciągła koncentracja alkoholika na zaprzeczaniu rodzi podskórny gniew i stały lęk. Początkowo osoba współuzależniona usiłuje kontrolować picie partnera zrzędząc, pouczając lub zmuszając go do składania obietnic. Na­stępnie zaczyna działać - chowa butelki, nie daje pieniędzy lub angażuje się w różne przepychanki mające związek z piciem. W rodzinie tymczasem

zt t '


(OUl?'


IŁU 31UBJS M jAq 3IU UO O83Z3 cfeqOSO BfOUJ BIUBMOS3J3JUIEZ o83ZS2(3IM

uiiu bz uiBjBisszjd UI3SBZ3 2 'BpXz qXjj (oin i Bpid jBuisł bu pfe[8od cq3^3B|td3iu izpnj bibims po BUBMOjozipo sit

:AzD3zi nuEjs

3tIBM3IZpOdS3IU EIU

" A AP3rM C^P3:IM Auo[OA\opBZ

^ (3t /Z31BZ 3Z fBfEZBMjQ -EZ31LI ni


Z

UIIUEZ fJE{ B}f{pf fEAUJSZld U3}

z uo b cmu3{OMOpBZ oSsf bu rusojd

l niUEMOIpBZ BU 3iqOS BJBpZ 3IU

^Ojjjgjj j ',& Z 08 UIB|XZ33J

s

"


b( 3qojoq3

Od UI3ZBJ AtUSIJEfld^M e3IUpn{Od OJBflUJ &p£) -M9 Od 'Sd^jS BUJ 3Z 'lUEjIMptU I BJ3ZS O83/ Op UIB{IUOMZQ '

op p^zfepz jSoui siu qnj ntuop op ouz9d jeobjm 35{ipv

." j,s uiBfBMOUlfSZjd DOq3 enUI3jqOjd

UjXUD3qoqD3ZSA\ I


Oa OflMOUBJS 31U SBZD ^ZSZnjp Z3ZJJ

n[oqo5fiB |95{OA\ o^zbjsj spAz szsbo

, iji


Z31


cUlAUBA\Old3D3{B {

(sfotu m ofXq od

LUBjBMOUOUSSMijBZ 31U UBIUJZ q3^1 Z (SUpBZ Xp8lU 3Z 'ZBJ31 5zpty

ąnus uiE{Bjs3ZJj '„oSsupsj" oid^M i oiA\BqBZ 3is Xq

11ZBX° UJE|B5{nZS ZBIDM t DBZ JiaUl B[p OD '01 BU 3lU3ZJfodS I .{pgjS Og3f M UJBj^ZfepOd I HZ3MOM O? CUB[Bq3OJ{ .f UIBJ


(3I3S3Z3 ZBJ3J 31S tUB{BpqO c35JtpV ^f ^IBi '3UZBM nptó M 3USEJM UIBJIU31UIZ CUJIU Z UJ3ZBJ D31M UIBfld ZBJ3J UIB|Xg 'DBA\Xq3Zjd SJEJS UIIU Z UIB|Bpq3 I 3Z3ZS31 OJ OffMOUBlS 3fQ 3[B <{fd OJOds Kp imAuiOfBUZ l UJ3jOpSO2{ Z UIB{BMJ3Z OMOtudoiS I BI

nąosods o8of op ^pBjSod 3(oA\s ihbjbmosoisoq 'fepsoisiM^zoszj fepJBMj z DBJodn 5is bijBJjod jra XzJoiJ{ 'fzpnj Bjp Biodpod 01 BtSitaa sz cui3iA\oq uo jEZEMfi 'b.sjji^y E2 ujBjzsAv\

UIE{BlS3Zjd 3Z {5MBjdS 3iqOS 3JBpZ ZBJ31 OJ3ldop 'Z03JSM

EJ3ZDBZ f{lUSE(ZOJ OD3IU 5lS bf

DIU3IUIZ O3 i|B( 'tllfo O OJJJ^l UJB|B|S^UI l UIB{B5{B|d SBZ3 X{B3 B( UJBjBIZpSlg MZpOq3 Uli O3 O '13MBU UlBfB!Zp3lM 3Ifs[ '3tqOJZ o83ł UJBJlJBJlOd

b{ ettB|psndpo" 3iqos ui^qsz 'i|izpBj lui zfepM uouyiY z

zfeui o


3Z

npOA\od z DAzo9[ 3is AqBj3oui

AV oXZ3imS3ZOn 9IUSBJM

is fsf Bpn aż e5(3izpBU BfEim XjJ3X

^DBfnuiuiop ui3[qojd m 5is HZPOJ z 3iqos nmszpBJ bu ZBJ3j Sis 3(nJiU3ouo>{ BUizpoj

M 3lUBZD3ZJdBZ B[BMJin l 5lS E3EUIZAY B^I[Ol{O5[[B BUOJqDQ M <etZpOlpMef IJEJlds Od <{3IS DBfezSnJOdff 3IU3lUZ3[BZn|OdSM

tuziUEUD3ui sf

BU

-Buoonzjpo 3[Bjsoz amouizoj (smozdszj i (sjjeauo Bq9

BUI O§O2 OJ5 *O§31 1EUI31 EU

fg^zcm -


89


69


wspóluzależnienie


^powiadać jego zbyt częste upijanie się. Wkrótce zaczęliśmy się kłócić, ponieważ chciałam trolować jego picie. Powstał rozłam w naszym bliskim, „pełnym miłości" związku. Alkohol który początkowo nas zbliżał do siebie, zaczynał nas teraz oddalać. Stale się na ten temat kłóciliśmy.

Sama ograniczyłam picie i popadałam w coraz głębszą depresję. Długo jeszcze chroniłam Viike'a i brałam na siebie winę za napiętą atmosferę i ciągłe kłótnie. Gdybym tylko potrafiła

owstrzymać swój gniew i przestać go ciągle kontrolować, byłoby lepiej. Próbowałam, ale sytuacja się nie poprawiła.

Miałam dręczące przeczucie nadchodzącej katastrofy i moje mechanizmy obronne uległy wzmocnieniu. Coraz bardziej zaprzeczałam, jakobym miała jakiś problem i odrzucałam tych wszystkich, którzy według mnie krytykowali nas i potępiali. Nabierałam przekonania, że świat zewnętrzny nas oskarża i tak jak mąż uważałam, że ludzie zawsze postępują egoistycz­nie. W takim świecie trzeba zadbać o siebie. Całymi dniami martwiłam się, że Mikę pije. Kilka razy dziennie przejeżdżałam obok jego ulubionego baru i całkowicie zrezygnowałam z własnych zajęć, by w razie potrzeby go ratować. Nadal jednak stale się kłóciliśmy. Zawsze byłam dumna, że nasz syn, Billy, uczeń czwartej klasy, jest taki dorosły i samodzielny. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że jego potrzeby są niezaspokojone ani też, że cierpi, bo ojciec pije, a ja zajmuję się głównie jego piciem. Oniemiałam, gdy wychowawczyni wezwała mnie do szkoły na rozmowę. Okazało się nieprawdą, że Billy jest spokojnym dzieckiem - jest zamknięty w sobie i przygnębiony. Szkoła skierowała go na leczenie. Terapeuta stanowczo zażądał, byśmy oboje poddali się terapii. Mikę odmówił; ja zgodziłam się z kimś porozmawiać.

Jeśli alkoholiczką jest żona, a nie mąż, sprawy mogą się potoczyć podob­nie jak w przypadku Terry. Każde z małżonków może przejąć rolę drugiego; osoba niepijąca może funkcjonować zarówno w roli ojca, jak i matki. Do niedawna uzależnieni od alkoholu mężczyźni wolniej tracili kontakt ze świa­tem zewnętrznym niż kobiety. Mężczyzna częściej pracuje poza domem i w związku z tym ma stały kontakt z rzeczywistością odmienną od środowi­ska domowego. Partner, który zmuszony jest utrzymywać kontakt z dwiema różnymi rzeczywistościami, może przeżywać niezwykle boleśnie konflikt między nimi. Harry doświadczył tego bezpośrednio:

Byłem obiecującym dyrektorem firmy, znającym się na swojej robocie i lubianym, a także dobrym mężem i ojcem. U boku miałem Trudy, która awansowała wraz ze mną. Przez wiele lat dobrze sobie radziłem, dostosowując swój tryb życia do jej postępującego alkoholizmu, jej niedostępności, trudnych do przewidzenia zachowań i zmiennych nastrojów. Zacząłem traktować żonę jak jedno ze swych dzieci - dzwoniłem stale z pracy, by sprawdzić, czy nie zapomniała zrobić zakupów, załatwić dla Molly lekcji jazdy na łyżwach czy formalności związanych z planowaną podróżą.

Z czasem przekazałem te obowiązki swojej sekretarce, która chętnie mnie wyręczała. Mar­twiłem się stale o dzieciaki i często zabierałem je na obiad, gdy w domu nie było co jeść. Starałem się brać coraz więcej na swoje barki, by uwolnić Trudy od stresu i napięcia, na które ciągle się skarżyła.

Ocknąłem się, gdy zaproponowano mi szczególnie atrakcyjną pracę. Nagle ogarnął mnie wstyd ł strach. Nie mogłem przyjąć awansu. Stanowisko to wymagało „dyrektorskiej" żony, wiązało się z organizowaniem przyjęć i wystawieniem się na widok publiczny. Nagle uświadomiłem sobie to, co było jasne już od lat: Trudy jest alkoholiczką i muszę ją ukrywać. Gdybym przyjął to stanowisko, ujawniłbym sekret rodzinny.

Podobnie jak dzieci, współmałżonek alkoholika też przestaje ufać lu­dziom, ma kłopoty z intymnością, boi się zależności i nie ufa temu, co widzi.

70


II. ROZWÓJ RODZINY

du

W!

w:

P<

tr

n;


DZIECI A NIEZDROWE WSPÓŁUZALEŹNIENIE

Książka ta poświęcona jest przede wszystkim opisaniu rozwoju i wyjaśnie­niu złożonych efektów wzrastania dzieci w rodzinie, w której rodzice są alkoholikami. Czy terminu „niezdrowe współuzależnienie" można użyć w stosunku do dzieci i czy jest to kiedykolwiek uprawnione?

Nie, nie powinniśmy tego robić. Dzieci w relacjach z rodzicami są auto­matycznie postawione w pozycji biernej i podporządkowanej. Rozwój ich pod każdym względem opiera się na tej wymagającej zależności więzi. Dziecko nie ma wyboru. Musi ulec władzy, kierownictwu i dyktatowi rodziców. W rodzi­nie dotkniętej alkoholizmem efektem tego jest zwykle ograniczenie rozwoju osobowości i rozbudowanie mechanizmów obronnych.

Próbując zrozumieć całą złożoność rozwoju dziecka i doświadczeń doro­słego dziecka alkoholika, powinniśmy zrezygnować z posługiwania się poję­ciem „współuzależnienie", zarówno zdrowe, jak i niezdrowe, jest ono bo­wiem w tym przypadku zbytnim uproszczeniem. Przede wszystkim zaś ter­min ten zawiera w sobie możliwość wyboru, możliwość wytłumaczenia się i wzięcia na siebie odpowiedzialności. Dziecko nabywa te cechy w postaci zniekształconych mechanizmów obronnych swego fałszywego „ja", nie są to jednak w tym kontekście nabytki pożądane.

Przyjrzyjmy się bliżej, jakie mogą być konsekwencje normalnej, reaktyw­nej pozycji dziecka wtedy, gdy rodzice są alkoholikami i nie są zdrowi.

Dzieci pochodzące z rodzin alkoholowych często nie mają wrażenia, że rodzice się nimi opiekują. Ich uwaga skupia się często na zaprzeczaniu i na potrzebie zaprowadzenia w domu spokoju. Dziecko postępuje wtedy tak jak osoba współuzależniona. Czasem przejmuje rolę jednego z rodziców wobec drugiego lub wobec rodzeństwa. Często za problemy rodziny wini się dzie­cko. Ileż to dorosłych dzieci alkoholików słyszało zdanie podobne do tego:

Gdybyście tak się nie kłóciły, matka nie musiałaby pić.

Dzieci, niezależnie od wieku, uczą się nie przejmować, niczego nie potrzebować lub w razie odczuwania jakiejś potrzeby - zaspokajać ją sa­modzielnie.

Żeby utrzymać zaprzeczania, trzeba zniekształcić odbiór rzeczywistości, dlatego rodzice, modelując zachowanie i myślenie, wprowadzają zamieszanie. Dzieci zauważają kłamstwa i wymówki, i czują się zdezorientowane z powodu rozbieżności między tym, co dostrzegają a tym, co wolno im dostrzegać i przyjąć za prawdę.

Choć dziecko nie chce naśladować żadnego z rodziców, robi to jednak nieświadomie. Tego z rodziców, które nie pije (jeśli jest ktoś taki) postrzega jako silnego, godnego zaufania, męczennika lub ofiarę - podobnie jak siebie. Alkoholika postrzega z kolei także jako słabego, ale za to potrze­bującego, beztroskiego i kochającego. Jeżeli dziecko odbiera alkoholika

4. Niezdrowe wspóluzależnienie 71

jako człowieka dominującego, apodyktycznego, budzącego strach i mało­dusznego, będzie się starało za wszelką cenę nie upodobnić do niego. Może się jednak zdarzyć, że przeraża je jednocześnie pozycja ofiary, zaj­mowana przez drugie z rodziców.

Niezwykle trudno jest odłączyć się od rodziny alkoholowej. Nawet gdy się ją opuści fizycznie lub gdy rodzice umrą, dziecko związane jest ze wszystkimi silnymi więzami emocjonalnymi. Opuścić rodzinę to porzucić wszelką nadzieję; porzucić rodzinę to skazać się samemu na porzucenie. Utrzymując bliską więź emocjonalną z rodziną, dziecko nadal pełni w niej ważną rolę i uczestniczy w rodzinnym zaprzeczaniu.

Niektóre dorosłe dzieci alkoholików utrzymują więź z rodziną i same popadają w uzależnienie. Inne wiecznie pełnią rolę „ratownika", będącego stale w pogotowiu - dorosłą odmianę roli „odpowiedzialnego" dziecka. Na­wet te, które nie uczestniczą już w życiu rodziny, nadal przejawiają stałą troskę i zaangażowanie. Nieumiejętność odłączenia się od rodziny to jedna z głównych przeszkód na drodze do ukształtowania zdrowych więzi z założo­ną przez siebie nową rodziną. Jest to też źródłem wielkich trudności w bu­dowaniu bliskich związków z innymi ludźmi. Nie rozwiązane problemy rodzinne uniemożliwiają dorosłemu dziecku alkoholika postrzeganie siebie jako odrębnego partnera.

Niektóre dorosłe dzieci poślubiając alkoholików odtwarzają na nowo związki z rodzicami alkoholikami. Inne w ogóle unikają bliskich związków - izolują się od ludzi i mają do nich coraz mniej zaufania. Jeśli zaś zakładają własne rodziny i mają dzieci, często stwierdzają, że nadal są związane przede wszystkim z rodzicami. Bojąc się uzależnienia od innych ludzi, mają często poczucie, że nie sprawdzają się jako rodzice.

Studenci mogą mieć kłopoty w nauce - po opuszczeniu domu ciągle są zaabsorbowani sprawami rodziny; młodzi ludzie, podejmujący pierwszą pracę, mogą mieć trudności w skoncentrowaniu się na własnej karierze zawodowej. Sądzą, że jeżeli zajmą się sobą, to w domu stanie się coś złego, a oni nie zrobią wszystkiego co można, by temu zapobiec. Ci młodzi ludzie czują się opuszczeni i stale obawiają się utraty jednego lub obojga rodziców.

NIEZDROWE UKŁADY POZARODZINNE

Niezależnie od codziennych bliskich kontaktów i podstawowych przekonań wyznawanych przez rodzinę, istnieją też inne czynniki, które mogą mieć ważny wpływ na dziecko wychowywane w rodzinie alkoholowej. Na cało­kształt doświadczeń dziecka związanych z alkoholizmem składają się więc takie czynniki jak: wielkość i struktura rodziny, obecność dalszych krewnych, liczba rodzeństwa i różnice wieku między dziećmi, stan cywilny rodziców, naciski i oczekiwania kulturowe, miejsce zamieszkania (dzielnica uboga czy bogata, miasto czy wieś). W zależności od tego, jakim oddziaływaniom

72________________________________II. ROZWÓJ RODZINY 4.

^•*

dziecko jest poddane, przypisuje ono różne znaczenie alkoholizmowi. Zna­czenie to jest bardzo ważnym wyznacznikiem obrazu własnej osoby, jaki dziecko wytwarza w relacjach z rodziną i środowiskiem kulturowym. W ję­zyku fachowym nazywamy to socjalizacją dziecka.

Socjalizacja W rodzinie - tej pierwszej i najważniejszej komórce zaan­
gażowania społecznego i społecznego uczenia się - wszyscy uczymy się reguł
kultury, w której żyjemy: jej nakazów i zakazów. Kontakty z innymi ludźmi
i obserwacja są dla nas źródłem informacji. To, co każde dziecko z czasem r.
postrzega jako „normalne", to codzienne doświadczenia, które wolno mu j
odtwarzać i na które pozwala mu się w domu i poza domem. Jeśli w rodzinie
powtarzalnym elementem jest alkoholizm rodziców, decydujący wpływ na
kształtowanie obrazu własnej osoby u dziecka oraz obrazu rodziny i świata
ma sposób, w jaki ten alkoholizm zostanie włączony w życie codzienne
rodziny i sposób w jaki będzie interpretowany. Dziecko zacznie postrzegać
jako „normę" te elementy rzeczywistości, na które rodzina przystaje - tajem­
nicę, którą utrzymuje się w domu i poza domem, rozpaczliwą walkę o utrzy­
manie pozorów normalności, głęboką wrogość wobec każdego intruza,
a szczególnie wobec prawdy.

Wynikłe z tej sytuacji stałe napięcie może doprowadzić do tworzenia
wrogów poza rodziną: można teraz skierować swój gniew przeciwko osobom
zagrażającym chwiejnemu poczuciu bezpieczeństwa rodzinnego. Rodzina
wycofuje się w świat wspólnych przekonań, izolując się od znajomych,
własnej społeczności, kościoła czy szkoły, przez co wzmacnia zaprzeczanie.
We wspomnieniach Tony'ego wycieczki w świat pozarodzinny przypominały skk
wypady bojowe:

Nie znosiłem rodzinnych wypraw do restauracji. Oczywiście, nic złego się nie działo, ale musiałem zdusić w sobie wstyd, jaki odczuwałem widząc, jak ojciec się upija, przewraca kieliszki, kłóci ze wszystkimi i opuszcza salę wybuchając gwałtowną tyradą. Zachowywał się tak, jakby cały świat do niego należał. Każdego, kto przeciwstawiał się jego zachowaniu lub kwestionował to, co mówi, traktował jak wroga.

W pewnym momencie dziecko, któremu rodzina wmówiła, że alkoholizm jest czymś „normalnym", dowiaduje się, że dla innych bynajmniej czymś normalnym nie jest. Niezależnie od tego, czy zda sobie ono z tego sprawę nagle, czy stopniowo, wystarczy, by poszło do szkoły, a wkrótce przekona się, że z jego rodziną „jest coś nie w porządku". Świadomości tej towarzyszą uczucia wstydu, upokorzenia i zakłopotania.

Potrzeba potwierdzenia własnej normalności wiąże się bezpośrednio z problemem przystosowania i z późniejszymi trudnościami rozwojowymi. Osoby, które określiły siebie jako dorosłe dzieci alkoholików zaczynają wątpić w to, czy kiedykolwiek były normalne. Od Sheili dowiadujemy się, co się dzieje, gdy zostanie przełamana zmowa zaprzeczania i nie ma jej czym zastąpić:

73


4. Niezdrowe współuzależnienie

i


Wiedziałam, że z moją rodziną było coś nie w porządku. Sama byłam „wybrakowanym towarem". Miałam okropne problemy w okresie dorastania, ale PRAWDZIWE kłopoty pojawiły się wtedy, gdy opuściłam dom. Nie miałam się na czym oprzeć. W domu przy­swoiłam sobie zaburzony obraz rzeczywistości, który poza rodziną do niczego nie pasował. Nagle uświadomiłam sobie, że usiłuję wypaść normalnie, choć nie mam pojęcia, na czym miałoby to polegać. Teoretycznie byłam dorosła, czułam się jednak jak dziecko - zalękniona i bezradna. Miałam pewność, że brakuje mi czegoś, co mają inni.

Jerry, urodzony i wychowany w rodzinie alkoholowej, wspomina katusze przeżywane przez siebie w wieku dwudziestu kilku lat i opowiada, jak szybko pogrążył się w alkoholizmie:

Piłem, bo po prostu niczego innego nie potrafiłem robić. Zdałem sobie też szybko sprawę z tego, że coś jest straszliwie nie w porządku. Nie miałem jednak pojęcia co i to było okropne.

Wiele dorosłych dzieci alkoholików dopasowuje się bardzo dobrze do warunków społecznych wykorzystując w tym celu swoje mechanizmy obron­ne, fałszywe „ja" lub niezdrową postawę współuzależnienia. Kultura „wyna­gradza" bowiem wiele cech, bez których nie sposób przetrwać w rodzinie alkoholowej. W rodzinie tej idealne dziecko, dziecko mające świetne wyniki w nauce lub „bohater" zmuszone są kontynuować ten sposób zachowania i kontaktowania się z innymi, który pomógł im przetrwać w dzieciństwie i który kultura świata dorosłych propaguje i wzmacnia.

Poleganie wyłącznie na sobie i niezależność to wyidealizowane amerykań­skie cnoty, nie zawsze natomiast wynagradzane i mile widziane w konkret­nych sytuacjach. Niewiele się zyskuje przez nazywanie rzeczy po imieniu. W systemie rodzinnym alkoholika, podobnie jak w wielu systemach społecz­nych i zawodowych, nagradza się konformizm i układy, choćby takie za­chowania i przekonania wymagały krętactwa lub skrzywionego myślenia.

U dorosłych dzieci alkoholików obserwujemy głębokie rozdarcie; w dzie­ciństwie ludzie ci utożsamiali się zarówno z faktem, że ich rodzina jest nienormalna, jak i ze sprzeczną z tym potrzebą pokazania światu, że jest normalna. Pozornie niewiele wskazuje na to, że dziecko lub dorosły przeżywa konflikt; osoba ta „sprawia dobre wrażenie" i wygląda na bardzo dobrze przystosowaną. Wielu fachowców zwodzą pozory „dobrego wrażenia", przez co skłonni są uwierzyć, że dorastanie w rodzinie, w której jedno z rodziców jest alkoholikiem, to doświadczenie krzepiące lub „po­zytywne". Ale przystosowanie w tym przypadku to nic innego jak tylko fasada, a jego źródłem u dorosłych dzieci alkoholików jest obrona, nie zdrowy rozwój. Ta umiejętność przystosowania się bywa sama w sobie autentyczna i cenna, lecz dorosłe dziecko alkoholika potrzebuje specjalnych warunków, w których mogłoby ją przeżywać jako korzystną i wyrastającą ze zdrowego „ja", a nie jako sposób utrzymania spokoju, warunkujący przetrwanie.

74________________________________II. ROZWÓJ RODZINY RODZINA DYSFUNKCJONALNA

Dotychczasowe rozważania koncentrowały się na nienormalności rodziny
alkoholowej oraz doraźnych i długotrwałych skutkach uświadomienia sobie
przez dziecko, że „coś w jego rodzinie jest nie w porządku". Obiegowe
poglądy zaowocowałyby terminem „rodzina dysfunkcjonalna". W końcu, czy
takie terminy jak „niezdrowy", „negatywny", „dysfunkcjonalny" nie ozna­
czają tego samego i czyż nie jest najlepsze określenie „dysfunkcjonalny"?
Jeśli rzeczywiście znaczenie tych wszystkich terminów jest identyczne,
wróciliśmy do stanu opisanego poprzednio przy omawianiu terminów „uza­
leżniony" i „współuzależniony". A więc do sytuacji, w której mamy dwie
stykające się, lecz oddzielne płaszczyzny. Jak widać na Rycinie 4, jedna
płaszczyzna stanowi ilustrację pojęcia „funkcjonalności", a druga - „dys-
funkcjonalności". Między nimi jest ściana; nie ma możliwości połączenia ze
sobą obu płaszczyzn - brak wspólnego gruntu. Gdy przyjmiemy taki uprosz­
czony, czarno-biały schemat, „funkcjonalny" będzie znaczył tyle co zdrowy,
„dysfunkcjonalny" zaś będzie bardziej eleganckim terminem dla oznaczenia
tego, co niezdrowe, negatywne. Terapeuci jednak wiedzą, a dorosłe dzieci
alkoholików doświadczają tego na własnej skórze, że kategorie te są naiwne, ^ m -1V
błędne i ograniczające.

W powszechnie stosowanym podziale na rodziny funkqonalne i dysfunkcjo­nalne pomija się fakt, że rodzina to wciąż zmieniający się system, a w każdym systemie, podczas naturalnego procesu zmiany i rozwoju, dochodzi do dysfunk-qi. Rodzina stara się utrzymać równowagę i ilekroć zbliża się do punktu zmiany lub do nowej fazy rozwojowej czy zadania rozwojowego, przechodzi przez etap zaburzenia równowagi lub dysfunkcji, zanim nie dostosuje się do nowej sytuacji i ponownie nie wróci do równowagi. Na tym polega rozwój jednostek, par małżeńskich i innych związków, a także instytucji, społeczności, a nawet całych narodów. A więc każdy z nas był członkiem rodziny dysfunkcjonalnej w trakcie normalnego i naturalnego procesu jej życia, podczas doświadczanych przez rodzinę okresów przejściowych i okresów zmian. Każdy obywatel miałby prawo zapisać się do stowarzyszenia osób z zaburzonych rodzin.

Schemat przedstawiony na Rycinie 4 ma poważne implikacje dla oczeki­wań, jakie ludzie żywią wobec życia. Na ogół wszyscy poszukują partnerów „dobrze funkcjonujących" i zmierzają ku wspólnemu życiu w nowej rodzi­nie, gwarantującej zdrowie i „bycie w porządku". Oczekują sytuacji pozy­tywnych, w których „wszystko przebiega tak, jak trzeba". Siebie samych lokują po „dobrze funkcjonującej" stronie schematu i stawiają niezwykle silny opór wszelkim normalnym wahnięciom i dysfunkcjom, w sposób nie­unikniony towarzyszącym przemianom rodziny z biegiem lat. W efekcie usztywniają się i tracą zdolność dostosowania do naturalnych kolei życia, przejawiając przy tym nienasyconą potrzebę kontroli.

Zgodnie z definicją każdy system istnieje dla realizacji określonego celu; każda grupa, organizacja czy rodzina ma swój cel, a także wspólne dziedzictwo,

75


RODZINA


_ DYSFUNKCJONALNA


RODZINA


4 Schemat ukazujący rodzinę funkcjonalną i dysfunkcjona^

n ani a


rzcszlość oraz przekonania, określające wewnętrzną strukWr? b^ lde?-Mówimy, że system funkcjonuje dobrze wtedy, gdy jego części są wewnętrz­nie zgodne, a więc znajdują się w stanie równowagi, czyli homeostazy. Jest to pojecie niezbędne: funkcjonalne jest to, co znajduje się w punkcie równo­wagi, a nie to co „zdrowe" lub „mające się dobrze". Gdy poszczególni członkowie systemu dzielą wspólne przekonania i zachowują. S1? Podpbme, gdy wszyscy wyznają te same wartości lub postępują zgodnie z przyjętymi zasadami, mówimy, że system dobrze funkcjonuje. Może to być również system zdrowy, o ile zachowania i przekonania poszczególny^ członków są wewnętrznie spójne, trafne i przystają do potrzeb. Jeżeli natormast Przeko-lia są zniekształcone, nietrafne lub wywiedzione z fałszywy0*1 przesłanek,

system może być funkcjonalny, ale nie będzie zdrowy.

Rodzina alkoholowa jest zwykle systemem funkcjonalnym:, a jednocześnie niezdrowym. Utrzymuje równowagę, ponieważ wszyscy Je) członkowie przyjmują fałszywe lub zniekształcone założenia: zaprzeczaj^ ' , ^. W. r°~ dzinic był alkoholizm, a zarazem w sposób nieprawdziwy wyjaśniają jego istnienie. Każdy godzi się milcząco przyjąć te podstawowe Przesłanki, musi więc „nauczyć się" zachowań i odpowiednich przekonań pozwalających utrzymać je w mocy. Nierzadko rodzina musi wynaleźć inny Pr°blern, który wszyscy przyjmują zgodnie jako problem prawdziwy (na przykład zrzędliwa żona, dziecko, które weszło na drogę przestępczą* wymagająca praca). W rodzinie alkoholowej zachowania dzieci czy dorosłych są przy­stosowawcze dla tego (określonego) systemu i utrzymują ^zi istniejące w tej właśnie rodzinie.

Niezwykle dysfunkcjonalne uczucia i zachowania pojawi^ sie u wielu <torosłych dzieci alkoholików, samych alkoholików lub innych członków y dopiero wtedy, gdy przełamana zostaje zmowa zaprzeczania i dana opuści patologiczny system. Często powracające do zdrowia rodziny o wiele wyższą dysfunkcjonalność niż rodziny, które trzymają się

RODZINY


76


II.


NIEZDROWA


ZDROWA


RODZINA _ FUNKCJONALNA


RODZINA "DYSFUNKCJONALNA


)HF

mi J


5. Rozszerzenie schematu rodziny funkcjonalnej-dysfunkcjoO^

razem


dzięki piciu. Gdy rodzina zdrowieje, poszczególni JeJ 1,°^
zmieniają swe zachowania, starając się dostosować je do nov^yc p onan

i zrywają dotychczasowe więzy, które choć niezdrowe, poz^a • , ,
n • f i • i j* - • • « nirn znieksztaj-
całkiem funkcjonalny podtrzymać zaprzeczanie i oparte na ll . . .

, , • • i . „ . t • i ,cWOi sobie nowe
cone schematy przekonań i zachowań. Zanim człowiek przysv^

,,.,., , .... te»m wewnętrznie
poglądy i zachowania, dostosowane do nowych założeń, a zate*** T

j • j .... . • , • wr „rzesnych fazach
zgodne i zdrowe, minie dużo czasu pełnego niepokoju. We wł-^ J

j • * -t •ijrrficii i poprawą
zdrowienia często występuje tęsknota za poczuciem stabili2^
e. i • • i • u jT • • r> - ^^ jotychczasow\'
funkcjonowania, kojarzonych z powrotem do picia. Być może , h d ' lal

system był niezdrowy, było jednak wiadomo, na jakich zasa. ^czuwają
Dorosłe dzieci alkoholików, które wstąpiły na drogę zdrowie11 mac rym
silną pokusę powrotu do dawnych przekonań i zachowań* P. iotneeo
samym odzyskać poczucie bliskiego kontaktu, choćby zupe
i niezdrowego. funkcjonalny"

Proponuję, byśmy rozszerzyli nasze rozumienie pojęć »A -u w ^
i „dysfunkcjonalny", tak jak to przedstawia Rycina 5. Po " . ^o te0j
modyfikatorów terminów „zdrowy" i „niezdrowy", doprowa^ neutralne
że zachowania funkcjonalne i dysfunkcjonalne będą same w s°
lub przynajmniej raz dodatnie, raz ujemne. . . aik0holo-

,ZO


Prezentując w tym rozdziale cztery warianty relacji w rodź1 za]eznienie
wej - zdrowe uzależnienie i współuzależnienie oraz niezdrov^e . ro£jzjny.
i współuzależnienie - wprowadzamy pełniejszy opis właściwo8 vstem stara
Stosując te same zasady przy opisie sposobu, w jaki rodzina ja^ cztery
się zachować równowagę, konsekwentnie przyjmujemy te . v0nfliktóvv,
warianty. Skoro jednak tyle w rodzinie alkoholowej zaburz^11 . acj1 taj^ sk
czy możliwe jest, by funkcjonowała dobrze? Tak, w wielu ro^z . w roz-
dzieje. Ku naszemu zaskoczeniu, utrzymują one równowagę - °^ Cj1emató^'-
dziale 3 homeostazę - pozwalającą na stabilizację pewny0*1 j„0 kruchaj
Homeostaza ta, utrzymywana bardzo wysokim kosztem, jest u
ale osiągalna dzięki szeregowi rutynowych czynności i działa*1
czych. Jak to się dzieje, opiszemy w następnym rozdziale.

Interakcje, adaptacje i schematy

lii


J


edną z najśmielszych inscenizacji w dziejach teatru jest Upiór w operze Andrew Lloyda Webbera, wywodzący się ze starej powieści francuskiej, dwukrotnie sfilmowanej. W najnowszym musicalu*, jeszcze zanim podniesie się kurtyna, widzowie przeżywają chwile grozy widząc ogromny kandelabr, kołyszący się nad kanałem dla orkiestry. W stosownym momencie kandelabr zostanie szybko spuszczony po zawieszonym pod ostrym kątem drucie i runie na scenę na dowód, że obawy publiczności były uzasadnione. Fabuła przed­stawienia obraca się wokół niecnych zamiarów żałosnego kaleki, szaleńca i geniusza w jednej osobie. Główne sceny spektaklu rozgrywają się w pod­ziemnym świecie - w tunelach i rzece pod gmachem opery, w celi więziennej, w której rezyduje Upiór i gdzie przetrzymuje swoich wrogów - miejscu odrażającym, wypełnionym przedmiotami trafnie oddającymi jego skrzywio­ną wizję świata. Przedstawienie zawsze ma pełną widownię. Muzyka dobrze wyraża chorobliwe potrzeby Upiora, całą groteskowość jego życia i atmosferę stałego zagrożenia, jakie ucieleśnia. Przez trzy godziny widzowie w milczeniu wsłuchują się w niemal wspaniały świat Upiora Webbera. Wszystko w nim funkcjonuje bez zarzutu.

Po pierwszych rozdziałach tej książki wiemy, że świata rodziny alkoholo­wej nigdy nie nazwalibyśmy wspaniałym. Przeciwnie, jak w Upiorze, oscyluje on między chorobą a złem; dla tych, którzy doświadczyli jego wpływu jest czymś niezapomnianym, w najgorszym sensie tego słowa. Często jednak zachowuje równowagę; funkcjonuje, mimo że jeden z głównych bohaterów (lub oboje) żyje w podziemnym świecie alkoholizmu. Zapoznajmy się z „mu­zyką" spajającą wszystkie jego elementy i postacie, pozwalającą systemowi rodzinnemu alkoholika zachować równowagę.

* amerykańskim musicalu początku lat 90. (przyp. red.)

78


5. InL


II. ROZWÓJ RODZINY

nien;,


Jak wszystkie rodziny, tak i rodziny alkoholowe są mniej lub bardziej liczne - pod jednym dachem gromadzą jedno, dwa lub trzy pokolenia; mają chwile dobre, gdy wszystko idzie gładko i chwile złe, gdy wszystko, ale to wszystko wydaje się rozpadać. Tak się dzieje normalnie w każdej rodzinie. Kiedy zastanawiamy się jednak, na czym polega „normalność" rodziny alkoholowej i jak w dowolnym momencie wraca ona do punktu równowagi, wszystkie pytania można sprowadzić do trzech odpowiedzi, trzech elemen­tów charakterystycznych dla tego typu rodziny, a mianowicie do:

Interakcji - specyficznych sposobów kontaktowania się poszczególnych członków rodziny ze sobą i z alkoholikiem.

Adaptacji — błyskawicznych reakcji przystosowawczych członków rodzi­ny jako grupy i każdego z osobna, gdy rzadkie dobre chwile znikają bez ostrzeżenia, a chwile złe stają się chlebem powszednim.

Schematów - milcząco wyznaczanych drugiemu lub sobie samemu miejsc, które każdy z członków rodziny zajmuje w życiu codziennym.

Te elementy składają się na ową „muzykę", która zespala rodzinę alko­holową i trzyma ją razem. Dzięki tym elementom rodzina funkcjonuje, niezależnie od aktualnej obsady ról i istniejących różnic.

Wymieniając elementy wspólne nie twierdzimy bynajmniej, że wszystkie rodziny alkoholowe są takie same ani że wszystkie dzieci alkoholików mają podobne doświadczenia. Każda z nich ma inną dynamikę rozwoju. Doświad­czenia poszczególnych dzieci z tej samej rodziny - na przykład dziecka najstarszego i najmłodszego, synów i córek — mogą się diametralnie różnić. Chcąc takie rodziny leczyć, musimy zrozumieć, na czym polegają indywi­dualne różnice między nimi.

Zasadniczych elementów rozróżniających można wymienić kilka. W tej książce zajmiemy się trzema z nich. Doświadczenia poszczególnych rodzin mogą być odmienne w zależności od tego:

kiedy rodzice stali się alkoholikami (kiedy zaczęli pić),

jak poważnym i dominującym problemem było picie,

które z rodziców piło i co się działo, jeżeli pili oboje.

Każdy z tych czynników omówimy w kontekście sposobu kontaktowania się (interakcji) i reakcji przystosowanych (adaptacji). Następnie przejdziemy do omówienia schematów rodzinnych.

POCZĄTEK ALKOHOLIZMU RODZICÓW

Ile lat miało dziecko i w jakim stadium rozwoju znajdowała się rodzina, gdy jedno z rodziców zostało alkoholikiem? Czy jedno z rodziców było już alkoholikiem, gdy dzieci (część lub wszystkie) przyszły na świat, czy uzależ-

79


Interakcj

icow

u^^r Czy „z*r°< zwoju dzi


schematy

tało się już główną zasadą organizującą życie rodziny? Czy pamięta, by kiedykolwiek było inaczej, czy też poza

nie znało żadnej innej rzeczywistości? alkoholowi" jednego z rodziców nastąpił w późniejszej , prowadząc do stopniowych zmian w kontaktach ro-

bvło P01 ujawnienie J . -> czy też przemiana rodziny „normalnej" w rodzinę alko-

zrnieniło syt^a njernal z dnia na dzień?

bólową nastąp czllli, że system rodzinny ulega zachwianiu? Czy wie-
Czy wszy je w porządku? Czy to „coś" zostało nazwane po
dzieli, że cos jst

imieniu, czy • Raczono uzależnienie w tożsamość rodziny, w jej „wersję"

Wjakisp . SyStem podstawowych przekonań, w jej rytuały? Czy

własnej his > ^gno wyjaśnić, zignorować czy mu zaprzeczano?

alkoholizm p rOdzina przystosowała się do faktu, że jedno z rodziców

W jaki P ^ ^ czasu minęło, zanim zjawisko to zaczęto odbierać jako

jest uzalezn „anim dzieci zdołały zapomnieć, że kiedyś środowisko ro-coś normalnego, i^ ^

dzinne y ornentu powstania alkoholizmu jest sprawą ważną, od tego

Usta em stanowił on integralną cechę rozwoju rodziny, czy też
bowiem zależy, ct-y , •„.»»•••

uj :oko cos, co rodzinę zaburza, jako „intruz pojawiający się
postrzegany był ja*w . . . . . . j L

rmi <sie w rodzinie systemu równowagi i podstawowych prze-
po ugruntowaniu sit , , • j • ^ •• u i
t T ' l' Doszczeg°'nl członkowie rodziny tworzą swój obraz „normal-
eledniając alkoholizm jednego z rodziców, ich poczucie tożsamo-
" ' rvd ' 'e zasadniczo różnić od poczucia tożsamości w rodzinie, w której
' ' "e się alkoholizmu odczuwa się jako zaburzenie, zakłócenie dotych­
czasowej równowagi systemu.

Na przykładzie Toby'ego i Allison widzimy, jak różnice w rym, kiedy alkoholizm rodziców pojawił się w życiu dziecka, wpływają na jego doświad­czenia i rozwój.

Sherry opisała ogólnie historię alkoholizmu w swojej rodzinie, wspominając przy okazji o niedawnej śmierci ojca. Toby i Allison przysłuchiwali się jej opowieści. Toby był wyraźnie poruszony do głębi; był smutny i płakał. Na Allison opowiadanie Sherry pozornie nie wywarło żadnego wrażenia. Wkrótce wyjaśniło się, dlaczego ich reakcje tak się różniły.

Jak daleko Allison sięgała pamięcią, ojciec pił. Przez całe dzieciństwo martwiła się o niego. Zawsze był w centrum zainteresowania rodziny, przysparzał wszystkim trosk, a jednocześnie nie mial pojęcia, jakie czyni spustoszenie. Zmarł tragicznie, gdy Allison miała 11 lat.

Doświadczenie Toby'ego było zupełnie inne. Pamiętał, że do 13. roku życia - zanim rodzice popadli w alkoholizm - w rodzinie panowało ciepło i miłość. Od tej pory stale mu towarzy-oczckiwanie, nadzieja i rozczarowania. Miał wszystko i nagle to stracił. Nie mógł już

80


II. ROZWÓJ RODZINY

ZNA<


polegać na rodzicach - przestali się zajmować dziećmi, przestali je darzyć miłością i opieką. Nagle potrzeby rodziców wszystko zdominowały i stali się emocjonalnie niedostępni.

Co jakiś czas rodzice Toby'ego przestawali pić. Cieszył się wtedy, bo miał nadzieję, że znowu zaczną go kochać i wszystko wróci do normy. Raz po raz przeżywał głębokie rozczarowanie, gdy rodzice zaczynali znowu pić. Oboje zmarli z powodu alkoholizmu.

W głosie Allison słychać było gniew i stanowczość: została wykorzystana i „zatrzaskiwała drzwi" przed swoją rodziną. Niczego nie straciła, od początku bowiem niczego nie miała. W głosie Toby'ego natomiast był smutek: miał kiedyś rodzinę, ale ją stracił. Przedtem jako nastolatek i teraz jako osoba dorosła rozpaczliwie pragnie nowej rodziny, rodziny, do której mógłby przynależeć, ciepłej i bliskiej jak ta, którą stracił.

Allison jest zgorzkniała i zła. Jest przekonana, że musi sama o siebie zadbać, że od nikogo nie może się spodziewać pomocy i że nikt nie da pierwszeństwa jej potrzebom. Toby jest smutny i przeżywa głęboką depresję. Wierzy, że istnieje gdzieś idealna rodzina, tylko on nie potrafi jej odnaleźć.

Zarówno Toby, jak i Allison przeżyli stratę, jej wpływ na każde z nich był jednak inny. Do „normalnych" doświadczeń Allison należały chaos, przerwanie ciągłości, pijaństwo, przemoc i awantury. Podobnie jak ona, pozostali członkowie rodziny (dwóch braci i niepijąca matka) też stale musieli sobie radzić z zachowaniem ojca - zmiennym, nieprzewidywalnym i apodyk­tycznym. Allison wspomina, że nikt nie zapewniał jej poczucia siły czy bezpieczeństwa. W rodzinie brakowało jedności. Gdyby trzymali się razem, być może stworzyliby koalicję na tyle silną, by przeciwstawić się ojcu--alkoholikowi i zakłóceniom, jakie wprowadzał. Gdyby Allison doświadczyła w miarę zdrowej, dającej wsparcie struktury rodzinnej, być może mogłaby myśleć o własnym rozwoju mimo alkoholizmu ojca. W tej rodzinie jednak wszyscy czworo czuli się osamotnieni w swoich zmaganiach z ojcem i każdy działał w pojedynkę.

Toby zawsze traktował swą rodzinę jak wspólnotę i był dumny, że jest jej członkiem. Był blisko związany z rodzeństwem i dalszymi krewnymi. Po­czucie przynależności do bliskich, silnie ze sobą związanych ludzi, zostało zdruzgotane, gdy rodzice zaczęli pić i stali się alkoholikami. Dzieci wspierały się wzajemnie jak mogły, czuły się jednak osierocone. Każde z nich, osiąg­nąwszy wiek dojrzały, popadło w alkoholizm. Toby zastanawia się, czy i on musi zostać alkoholikiem, by znaleźć sobie rodzinę:

rodzi


Pijąc mam prawo należeć do mojej rodziny. To jedyny wyraźny warunek przynależności.

Toby funkcjonuje jako dorosły całkiem inaczej niż Allison. On miał podstawy zdrowego rozwoju: był emocjonalnie związany z rodzicami i pa­mięta pozytywne związki z innymi. Udało mu się osiągnąć kolejne ważne etapy rozwoju w dzieciństwie. Dopiero w wieku dorastania jego rozwój został przerwany przez alkoholizm rodziców.



81


_ Interakcje, adaptacje i schematy

ZNACZENIE ALKOHOLIZMU W RODZINIE

Rozstrzygnięcie, jak ważną rolę w rodzinie pełnił alkoholizm, to nie to samo, co określenie „jak bardzo było źle". Trudno to zaakceptować, ale nie ma żadnej rzetelnej skali od jednego do dziesięciu, którą moglibyśmy się po­służyć. Większość dzieci i dorosłych dzieci, o ile w ogóle potrafi się przyznać, że rodzice byli alkoholikami, wmawia sobie i innym, że „nie było tak źle". Ocena ta zwykle nie przystaje do rzeczywistości, chroni ona bowiem dorosłe dziecko alkoholika przed uświadomieniem sobie, że naprawdę było bardzo źle, chroni je też przed poczuciem winy z powodu zdrady wobec rodziców. Jednym z głównych zadań, z jakimi trzeba się uporać w procesie powrotu do zdrowia, jest zmierzenie się z realnym faktem, że rodzice byli alkoholikami i że dla różnych ludzi negatywne skutki tego faktu były różne.

Dorosłe dzieci alkoholików często unikają szukania pomocy, gdyż nie są pewne, czy na nią zasługują, a także dlatego, że podjęcie leczenia potwierdza prawdę i wzmaga poczucie winy. Słuchając relacji innych o doświadczaniu przemocy czy kazirodztwa, zastanawiają się, dlaczego przyszło im do głowy szukać pomocy. Wzrastali bowiem „jedynie" w atmosferze zaprzeczania, kłótni między rodzicami i stwarzania przez rodzinę na użytek świata zewnętrz­nego pozorów, że wszystko jest w porządku. I wciąż nie zdają sobie sprawy, że ich również dotyczy pytanie „co jest nie w porządku na tej fotografii?"

Zrozumieć powagę alkoholizmu to zrozumieć, jak konkretna jednostka w konkretnej rodzinie odbierała alkoholizm. Jakie było środowisko i jak dziecko je odbierało? W jakich warunkach się rozwijało? Które z normalnych zadań rozwojowych było w stanie wykonać, a które wymagały modyfikacji lub zostały zahamowane na skutek alkoholizmu rodziców? W jakim stopniu było pochłonięte lub skoncentrowane na radzeniu sobie z realiami alkoho­lizmu rodziców? Ile razy dziecko odczuwało stratę, np. z powodu pójścia jednego z rodziców do szpitala, porzucenia rodziny czy rozwodu? W jakim stopniu trzeba było zniekształcić obraz rzeczywistości, by mimo tych wyda­rzeń utrzymać równowagę systemu rodzinnego? Do jakiego stopnia dziecko było biernym przedmiotem wydarzeń, w związku z zaniedbaniem i niedostat­kiem emocjonalnym?

Nie sposób zmierzyć rangi alkoholizmu rodziców. Nikt nie potrafi powie­dzieć, że jedno dziecko straciło coś w 70, a inne w 90 procentach. Musimy natomiast zdać sobie sprawę z tego, że konsekwencje mogą być natury fizycznej, emocjonalnej i rozwojowej - wszystkie musimy rozpoznać i ze wszystkimi się uporać.

KTÓRE Z RODZICÓW PIJE

Następną bardzo ważną zmienną pozwalającą zrozumieć wpływ alkoholizmu rodziców na dziecko jest to, które z nich pije (lub piło). Wpływ na system

82


II. ROZWÓJ RODZINY

Fc

pc


rodzinny i na rozwój jednostki będzie odmienny w zależności od tego, kto jest alkoholikiem: matka, ojciec czy oboje.

Oboje rodzice są alkoholikami W rodzinie, w której rodzice są alkoholi­kami, alkoholizm staje się normą. Dzieci nie obserwują żadnych innych zachowań, nie zdają więc sobie sprawy, że coś jest nie w porządku. Kiedy dorastają - stwierdzają, że pijackie zachowania rodziców są nietypowe. Poja­wia się wówczas straszny wstyd, upokorzenie oraz świadomość, że nie są tacy jak wszyscy, że są gorsi. Gdy dziecko spostrzega, że jego rodzice różnią się od innych, staje się bardziej obronne i izoluje się od otaczającego świata. Mary zauważyła, że książki, które czyta, jej nie dotyczą:

Gdy w szkole podstawowej zaczęłam czytać czytanki i poznałam opisane tam rodziny Dicka i Jane, coś mi zaczęło świtać, że moi rodzice są nienormalni. Nie było tam „pory koktajlu" i nie zdarzały się „sceny". Moi rodzice zwykle nie chodzili na wywiadówki, jako usprawie­dliwienie służyła im moja osoba - okropnie się czułam, gdy musiałam kłamać nauczyciel­kom. Zaczęłam sobie wtedy zdawać sprawę, że nasza rodzina jest jakaś inna.

Joe czuł się potrzebny i było to jedyne źródło jego poczucia przynależno­ści do rodziny; musiał chronić młodszych braci przed okrucieństwem rodzi­ców. W głębi duszy był przekonany, że nie należy do nikogo:

Nikt się do mnie nie przyznawał. W swojej rodzinie byłem sierotą i teraz jestem sierotą w otaczającym świecie.

Dla Joe'ego to, czy jest zdrowy, przystosowany, czy akceptowany zależy od tego, czy gdzieś przynależy. Z drugiej strony czuje, że przynależność niesie wielkie zagrożenie. Jeśli bowiem będzie częścią swojej rodziny, będzie do niej podobny, czyli pozbawiony kontroli, brutalny, uzależniony od alkoholu, szalony. Może być tylko jednym albo drugim; albo jest samotny i osierocony, albo jest jednym z nich. Joe stale zmaga się sam ze sobą, próbując znaleźć połączenie między tymi dwiema skrajnościami własnej tożsamości.

Dziecko wychowujące się w rodzinie, w której oboje rodzice piją, przy­swaja sobie nie tylko to, że alkohol jest czymś normalnym, ale też że z wielo­ma problemami życiowymi można sobie radzić za pomocą alkoholu. Nie­którzy rodzice w ogóle nie kontaktują się z ludźmi bez „pośrednictwa" alkoholu - piją przy każdym spotkaniu. Dziecko uczy się, że alkohol „uczest­niczy" w wyrażaniu wszelkich uczuć - miłości, smutku, radości, nienawiści czy złości. W domu Patty zawsze był alkohol:

W mojej rodzinie nigdy nic się nie odbywało bez alkoholu. Czasem głównym zajęciem było picie, częściej jednak alkohol był w tle, towarzysząc rodzicom w kłótniach i godzeniu się, nadając kształt wszystkiemu, co robiliśmy.

83


5. Interakcje, adaptacje i schematy

Jak już wspomnieliśmy, gdy oboje rodzice piją, wymieniają się nieraz obowiązkami. Innym razem piją wspólnie, a to zbliża ich do siebie i jedno­czy, przez co emocjonalnie izolują się od swoich dzieci. Czują się one porzucone i zdarza się, iż żyją w ciągłej obawie, że stracą jednego lub oboje rodziców.

Jedno z rodziców jest alkoholikiem W rozdziale 4 mówiliśmy szczegóło­wo o niezdrowym współuzależnieniu. Uzupełnijmy teraz ten opis kilkoma przykładami ilustrującymi doświadczenie dziecka. Sid wiedział, na czym polega zmaganie się z rodzicami, gdy oboje zaczynali posługiwać się za­przeczaniem:

Początkowo przypominałem ojcu czy matce, że zapomnieli spelnić daną mi obietnicę. Potem tego zaprzestałem. Zbyt często odpowiadali mi, że nic takiego nie miało miejsca. Ojciec naprawdę nie pamiętał, matka natomiast nie mogła znieść kolejnego sygnału, że rodzina ma poważne problemy.

Penny musiała sobie radzić nie tylko z zaprzeczaniem:

Moja niepijąca matka bila mnie dotkliwie, gdy byłam dzieckiem. Nie wynosiło się tego na zewnątrz i nigdy o tym nie mówiło. Ludzie myśleli, że jestem szczęśliwym dzieckiem ze szczęśliwej rodziny. Dwie rzeczy musiałam utrzymywać w tajemnicy: alkoholizm ojca i lania, jakie sprawiała mi matka.

Po latach próbuje opisać, co się wtedy działo. Wciąż zmienia zdanie i wycofuje się z tego, co przed chwilą opowiedziała. Jest skrępowana i naj­pierw mówi, że nie było tak źle, że za bardzo się użala, po czym twierdzi, że nie jest pewna, czy w ogóle coś takiego miało miejsce.

Niektóre dzieci w kontakcie z tym z rodziców, które nie pije, znajdują oparcie, poczucie bezpieczeństwa i prawdziwszą wersję rzeczywistości. On wie, że współmałżonek jest alkoholikiem, przyznaje się do tego i stara się chronić dzieci przed ujemnymi skutkami tego faktu. Ochrona ta miewa też swój aspekt negatywny. Dziecko przeżywa bowiem ogromne rozdarcie, gdy jedno z rodziców zapewnia, że nie ma mowy o żadnym alkoholizmie, a dru­gie, że alkoholizm istnieje. Łagodząc skutki uzależnienia, osoba niepijąca daje dziecku wsparcie i chroni je; dziecko jednak czuje się osaczone: przyjmując jedną wersję trzyma stronę jednego z rodziców, a porzuca drugie. Doświad­czenie to jest częste zarówno u dzieci rodziców rozwiedzionych, jak u dzieci alkoholików - których rodzice także się nieraz rozwodzą - szczególnie wtedy, gdy jedno z nich unika zaprzeczania.

Dziecko zawsze skazane jest na przegraną, gdy rodzice decydują o tym, co jest prawdą, a co nie - nie ma sposobu, by wybrać określoną wersję prawdy nie zrażając do siebie jednego lub obojga rodziców.

84


II. ROZWÓJ RODZINY

SCHEMAT RODZINNY

Pracując wiele lat z dorosłymi dziećmi alkoholików, nie mogę nie docenić znaczenia środowiska oraz alkoholu jako zasady organizującej. Wspomniałam o tym pokrótce w rozdziale 3. Podkreśliłam również, jak ważne jest uzmy­słowienie sobie różnic między poszczególnymi jednostkami i między rodzi­nami alkoholowymi. Chcąc te różnice lepiej pokazać i wyodrębnić schematy relacji wewnątrzrodzinnych, opracowałam tak zwany „schemat rodzinny".

W swej najprostszej postaci schemat ten składa się z dużego koła, symbo­lizującego rodzinę jako całość, natomiast wewnątrz i na zewnątrz tego koła znajdują się mniejsze koła przedstawiające stosunek poszczególnych człon­ków rodziny do siebie nawzajem i do alkoholu. Nieraz proszę pacjentów lub terapeutów odbywających szkolenie, by wybrali jakiś okres z dzieciństwa i narysowali swój schemat rodzinny. Potem proszę, by narysowali tę samą rodzinę w chwili obecnej.

Prawie zawsze schemat rodzinny dostarcza zaskakujących i cennych informacji, znanych danej osobie, ale nigdy dotychczas nie wyrażonych w słowach. Chcąc sporządzić taki rysunek trzeba bowiem pominąć nawyki myślowe i zakłócenia uwagi na tle obronnym. Ujawniają się i wypływają na powierzchnię od dawna ukryte informacje. Schemat rodzinny pomaga nam również zrozumieć pełnione w rodzinie role, zawierane koalicje i siłę zaprzeczania.

Nie ma żadnego „prawidłowego" sposobu wykonania tego ćwiczenia. „Poprawny" schemat rodzinny to ten, który dana osoba narysuje. W przy­padku niektórych rodzin trzeba narysować kilka schematów - schemat „trze­źwej" rodziny, rodziny „pijącej" czy nawet dodatkowy, pokazujący „rodzinę na drodze do picia". W tych rodzinach, w których alkoholik pije okresowo, cyklicznie występuje okres „oczekiwania" lub „gotowości", w miarę zbliża­nia się ciągu alkoholowego. Z kolei w tych rodzinach, w których alkoholik pije codziennie, może się pojawiać taka sama sekwencja przy skróconym cyklu. Dzieci znają na przykład okres oczekiwania występujący codziennie, gdy zbliża się czas powrotu taty do domu. Potem słychać uderzenie kostek lodu o dno szklanki i nim lód stopnieje, rozpoczyna się pora koktajlu.

Schemat rodzinny można modyfikować, wykorzystując go do zdobywania informacji o dowolnym okresie i dowolnej sytuacji. Jest on szczególnie przydatny dla ujawniania głęboko ukrytych lub zamaskowanych wzorów interakcji. Przyjrzyjmy się wybranym przykładom takich wzorów. (Należy pamiętać, że schemat każdej rodziny będzie inny.)

Na Rycinie 6 widzimy, że w rodzinie, którą obrazuje schemat, alkohol zajmuje centralne miejsce. Wcześniej wyobraziliśmy sobie ten przypadek w postaci dużej butelki wódki stojącej na środku rodzinnego stołu. W tym schemacie rodzinnym nie określono, kto jest alkoholikiem. Rodzina jednoczy się za pośrednictwem alkoholu, który jest tu głównym elementem organizu­jącym. Mimo to kilka osób - co widać na obrzeżach koła - ma do siebie

85


5. Interakcje, adaptacje i schematy

\

6. Alkohol jako centralny czynnik organizujący życie rodziny

dostęp bez udziału alkoholu. W ten sposób przedstawimy, na przykład, silną więź między rodzeństwem, opartą na wspólnym zainteresowaniu sportem czy na wzajemnym pomaganiu sobie. Pozostali członkowie rodziny nie kontak­tują się ze sobą bez pośrednictwa alkoholu. Osoby te mogą żyć w izolacji poza okresem, gdy jedno z rodziców pije lub gdy rodzina musi się zjednoczyć, by zaradzić skutkom picia. Każdy z członków rodziny powiązany jest ze światem zewnętrznym, nie jest jednak jasne, na czym te więzy polegają. Skierowane na zewnątrz strzałki wskazują na to, że każdy ma jakieś zajęcia pozarodzinne.

Prosimy autora schematu, by powiedział, kogo reprezentują poszczególne koła i by wyjaśnił, co znaczą dwukierunkowe strzałki skierowane jednym końcem ku alkoholowi oraz strzałki skierowane na zewnątrz rodziny.

Rodzina przedstawiona na Rycinie 7 jest zorganizowana wokół alkoholu, ale zarazem zamknięta na świat zewnętrzny. Być może pouczono dzieci, by nie rozmawiały o tym, co się dzieje w domu i by nie zbliżały się do ludzi „z zewnątrz". Jedno dorosłe dziecko alkoholika opisało to tak:

Nie wolno mi było nigdy rozmawiać z kolegami o swoich kłopotach domowych. Wszystko należało trzymać w rodzinie. Gdy umarł ojciec, chciałem o tym opowiedzieć kilku kolegom szkolnym, ale nie mogłem się na to zdobyć. Zmarł po pijanemu, więc co miałem im powiedzieć?

86


II. ROZWÓJ RODZINY 5,



l ALKOHOL l ^-——-«v.

7. Rodzina skupiona na alkoholu i odcięta od świata

Osoba ta dodała, że obecnie wszyscy w jej rodzinie są alkoholikami. System rodzinny nadal jest zamknięty.

od

^,.

koń

ne"

i

Zllir


ALKOHOLIK


ALKOHOL

8. Rodzina nie koncentrująca się na alkoholu - alkoholik pozostaje w izolacji

87


5. Interakcje, adaptacje i schematy

DZIECKO

DZIECKO

DZIECKO

9. Rodzina zorganizowana wokół alkoholizmu obojga rodziców

W trzech kolejnych schematach rodzinnych zilustrowano inne wzorce przystosowania. Na Rycinie 8 widzimy, że alkoholik i alkohol są odizolowani od pozostałych członków rodziny. Ci ostatni unikają alkoholika i alkoholu, kontaktują się natomiast między sobą. W tej rodzinie brak punktu central­nego; jest ona rozszczepiona i uległa rozczłonkowaniu. Rodzina albo przy­znaje się do alkoholizmu jednego z rodziców albo nie, w każdym razie pozostali członkowie znaleźli sposób na to, by uniknąć sytuacji, w której alkoholizm zajmuje pozycję centralną.

Na Rycinie 9 oboje rodzice są uzależnieni i skupieni na alkoholu. Dzieci są rozdarte między rodzinę a świat zewnętrzny. Dwoje z nich ma ze sobą bliski kontakt i ochrania się wzajemnie. Trzecie czuje się odizolowane od wszystkich w rodzinie. Po dalszych dociekaniach możemy się zorientować, że dorośli słabo funkcjonują w roli rodziców, są bowiem pochłonięci piciem i własnym, skoncentrowanym na piciu, związkiem. Dwoje bliskich sobie dzieci opiekuje się sobą, jedno z nich przejęło obowiązki rodziców. Dziecko odizolowane czuje się opuszczone, bezradne i przestraszone.

Na Rycinie 10 widzimy jeszcze jeden wariant. Matka, alkoholiczka po­wracająca obecnie do zdrowia, znajduje się poza rodziną, porzuciła ją bowiem i rozwiodła się z mężem, gdy jeszcze piła. Autor tego schematu przypomina sobie, jak wychowywał się bez matki, i opisał system wzajemnych interakcji, w którym pomijano matkę-alkoholiczkę oraz alkohol. Zmaga się on z po­czuciem straty i z coraz większym poczuciem odpowiedzialności, narastają­cym jeszcze w dzieciństwie po odejściu matki z domu.

J

l,

J J J


II. ROZWÓJ RODZINY

ALKOHOL

J


10. Rodzina bez alkoholika (zdrowiejący alkoholik znajduje się poza rodziną)

Schematy te to kilka przykładów rozmaitych kombinacji, które każdy może odszukać w swoim własnym schemacie rodzinnym. Mając przed sobą taki schemat, dorosłe dziecko alkoholika uzyskuje obraz prawdziwej struk­tury własnej rodziny. Za pomocą schematu rodzinnego możemy przejść od diagnozy systemu rodzinnego do zbadania przebiegu indywidualnego rozwoju, nie tracąc z oczu ich wzajemnych powiązań.



l:


III

Rozwój indywidualny


K!~^l

Z perspektywy rozwojowej

P


rzyjrzawszy się środowisku i systemowi rodzinnemu, w jakim funk­cjonuje alkoholik, trudno nam będzie pojąć, dlaczego przez wiele lat rozpowszechnione było przekonanie, że alkoholizm rodziców nie ma żadnego wpływu na dzieci. Gdy narodził się ruch Al-Anon zaczęto rozumieć, że kiedy ktoś pije, nie pozostaje to bez wpływu na innych ludzi. Nadal jednak spośród tych innych wyłączano dzieci.

W części II zobaczyliśmy, co się dzieje, gdy centralnym czynnikiem organizującym życie i rozwój rodziny jest alkohol lub alkoholizm - mówi­liśmy o środowisku, o dynamice rodzinnej, a także o tym, w jaki sposób patologiczny system sprzyja podtrzymywaniu alkoholizmu. W części III nadal będziemy zajmować się alkoholizmem jako centralną zasadą organizu­jącą, teraz jednak przyjrzymy się wpływom uzależnienia na to, co powinna osiągnąć jednostka w kolejnych stadiach procesu dorastania.

Rozwój jednostki to obszar rozległy i zarazem złożony. Aby zrozumieć, na czym polega rozwój jednostki, powinniśmy upodobnić się do kogoś, kto siedząc w cyrku w wyższych rzędach usiłuje śledzić wszystko, co dzieje się na trzech różnych planach: akrobatów pod kopułą, klaunów na arenie i sprze­dawców słodyczy krążących między rzędami. Omawianie procesu indywi­dualnego rozwoju stwarza niebezpieczeństwo nadmiernych uproszczeń, lecz jednocześnie wymaga uproszczeń, by można było zrozumieć, co się dzieje i w jakiej kolejności to się odbywa.

Zastanowimy się najpierw ogólnie nad wpływem, jaki wywiera uzależ­nienie rodziców na wybrane zadania, jakie dzieci powinny zrealizować w ko­lejnych fazach rozwoju. Dzieci wychowujące się w takich rodzinach muszą bowiem modyfikować ważne, a czasem i najprostsze zadania rozwojowe w celu uwzględnienia alkoholizmu rodziców. Gdy dziecko alkoholika do­chodzi do etapu zwanego dorosłością, te same problemy rozwojowe stają się, jak zobaczymy, zarzewiem trudności. Następnie zajmiemy się dwoma

92_______________________III- ROZWÓJ INDYWIDUALNY

specyficznymi i kluczowymi zadaniami, a mianowicie wiązaniem się i kształ­towaniem tożsamości.

W rozdziale 3 mówiliśmy, że rodzice - pierwsi opiekunowie dzieci - są
też pierwszymi osobami, z którymi dzieci się związują, a także wywierającymi
największy wpływ nauczycielami, przekazującymi im wiedzę o nich samych
i o świecie. Kiedy wczesna więź między rodzicami a dzieckiem ulegnie ni
zerwaniu, w wieku dorosłym pojawiają się trudności w nawiązywaniu blis­
kich, intymnych kontaktów z ludźmi. Poważnym utrudnieniem w prawi­
dłowym rozwoju dziecka, wychowywanego w rodzinie alkoholowej, jest prze­
bieg podstawowego procesu kształtowania tożsamości, czyli sposób, w jaki
dziecko odpowiada sobie na pytanie „kim jestem?" Pomówimy więc o tym,
jak dziecko powinno się rozwijać, a jak ten rozwój przebiega w rzeczywistości
oraz o tym jakie problemy utrzymują się w wieku dojrzałym i charakteryzują
dorosłego wymagającego leczenia.

Jak już wspomniałam, terapeuci, pracujący z dorosłymi dziećmi alkoholików,
w trakcie długotrwałej terapii zaczynają rozumieć, jaki wpływ na rozwój
człowieka wywiera alkoholizm rodziców. Powtarzającym się u dorosłych dzieci
alkoholików kluczowym wątkiem są problemy dotyczące wiązania się z rodzica­
mi i aktualnymi partnerami oraz problemy z tożsamością. Gdyby nie popularny
ruch Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA) oraz gdyby nie ich wypowiedzi
w czasie terapii, nie potrafilibyśmy nawet w przybliżeniu zrozumieć ich
specyficznych problemów rozwojowych. Dorosłe dzieci alkoholików sprawiają
wrażenie osób dobrze funkcjonujących, silnych i w pełni dojrzałych; nie ma więc
żadnych widocznych znaków świadczących o ich rzeczywistej kondycji. Nieraz
nie wiedzą, co im dolega, mają tylko świadomość, że sposób, w jaki postrzegają
siebie, swoją przeszłość i teraźniejszość, odbiega od stanu pożądanego. Pragnące m'
powrotu do zdrowia dorosłe dzieci alkoholików zaczynają powtarzać za Mattem:
„Co jest nie w porządku na tej fotografii?"

Odpowiadając na to pytanie musimy wrócić do naszego głównego zało­żenia: podstawą, na której opierają się bliskie, pierwotne więzy między rodzicami a dzieckiem jest cicha zgoda na utrzymanie wspólnej, rodzinnej „wersji" historii alkoholizmu rodziców. Wszyscy członkowie rodziny zgod­nie zaprzeczają piciu, a zarazem wyjaśniają jego istnienie w taki sposób, by mogło trwać nadal. Przyjrzyjmy się bliżej temu podstawowemu założeniu,

biorąc jako punkt wyjścia ogólne zadania rozwojowe.

t

I:

l '

ZADANIA ROZWOJOWE

o

Eksperci z wielu dziedzin podzielają pogląd, zgodnie z którym w normalnym procesie dorastania należy wyodrębnić określone i niezbędne zadania i etapy. Ten punkt widzenia nazywa się perspektywą rozwojową. Na początku swego rozwoju człowiek jest istotą prostą, prymitywną, z czasem zaś przechodzi na poziomy coraz wyższe, o coraz bardziej złożonych funkcjach i interakcjach.

93


6. Z perspektywy rozwojowej

Zgodnie z podejściem rozwojowym, każda kolejna faza oraz przypisane jej zadania opierają się na fazie poprzedniej. Pojawiające się na tej drodze problemy mogą prowadzić do zahamowania rozwoju lub do takiego sposobu przystosowania, który pozwoli uwzględnić powstałą lukę lub trudność.

Proces ludzkiego rozwoju przebiega wielotorowo. Dziecko dorasta biologicz­nie i fizycznie, emocjonalnie, poznawczo (intelektualnie) i społecznie. Alkoho­lizm rodziców może wpłynąć na którąkolwiek z tych sfer lub na wszystkie równocześnie, na wybrane punkty rozwoju dziecka lub na wszystkie.

Nauki biologiczne i genetyka potwierdziły, że alkoholizm rodziców może wywrzeć głęboki wpływ na dziecko, niezależnie od wpływów środowiska, a także od rodzaju i jakości więzi dziecka z rodzicami. Alkoholizm „przecho­dzi" z pokolenia na pokolenie. Staje się dziedziczny, choć mechanizm tego procesu nie został jeszcze wyjaśniony. Jest to bardzo ważne zagadnienie, nie będziemy się jednak na nim koncentrować. Zajmiemy się przede wszystkim rozwojem emocjonalnym dziecka, począwszy od pierwotnej więzi nie­mowlęcia z rodzicami. Zajmiemy się także rozwojem poznawczym dziecka - procesem nabywania wiedzy, obejmującym rozwój świadomości i zdolności do formułowani ocen. Przyjrzymy się następnie procesowi kształtowania się tożsamości, czyli rozwojowi poczucia własnego „ja".

Ogólnym układem odniesienia dla rozważań nad procesem rozwoju bę­dzie koncepcja Erika Eriksona. Wyróżnione przez Eriksona etapy rozwojowe są powszechnie znane i użyteczne, ponieważ łączą one perspektywę między­ludzką z indywidualną.

Podstawowe zaufanie Punktem wyjścia dla rozwoju każdego człowieka musi być bardzo bliski związek zależnościowy. Według Eriksona, zadaniem dziecka na tym etapie wczesnej więzi jest nabycie „podstawowego zaufania". Upraszczając zagadnienie, dziecko sygnalizuje swoje potrzeby płacząc, a ro­dzice je zaspokajają. Dziecko zaczyna oczekiwać, że rodzice zrozumieją, dlaczego płacze, i zaspokoją jego potrzebę. Elementem przewidywalnym w relacji zależności, jaka powstaje między niemowlęciem a jego rodzicami, jest proces wzajemnego porozumiewania się i reagowania. Wszyscy teoretycy twierdzą zgodnie, że pewność co do reakcji opiekunów, przewidywalność i niezmienność tych reakcji jest czynnikiem bardzo ważnym. Jeżeli opieku­nowie reagują nietrafnie na wysyłane do nich sygnały, nie pojawiają się we właściwym czasie i nie można ich być pewnym, może to mieć poważne konsekwencje dla wszystkich aspektów późniejszego rozwoju dziecka.

Jeżeli matka zajęta jest przede wszystkim własnym piciem lub troską o męża-alkoholika, proces kształtowania się u niemowlęcia podstawowego zaufania zostanie zakłócony. Gdy potrzeby dziecka są zaspokajane w sposób przypadkowy, oczekuje ono niekonsekwencji, niewystarczającej opieki i dez­organizacji. Nie będzie miało zaufania do opiekunów i otoczenia lub też zaufanie to będzie niepełne. Musi wtedy dojść do zakłóceń w całym dalszym rozwoju dziecka.

94


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY 6.

prze, zwątp

N

tualL pozór tlurr! Wieli z os a żal.

Ti

popf prowl dora dorc i pod tylkc pełny możŁ

z rod; jąć\"" ksztsT walc

M(

n

a, ib


Przez cały okres ciąży i w pierwszych latach po urodzeniu Jenny, Betsy intensywnie pilą. Gdy Jenny miała dziewięć miesięcy, ojciec opuścił dom, a jego miejsce zajmowali kolejni przyjaciele matki. Betsy była przekonana, że kocha córkę, nie potrafiła jej jednak zapewnić właściwej opieki. Więź matki z dzieckiem została poważnie zakłócona przez koncentrację na codziennym piciu oraz intensywne, burzliwe związki z przyjaciółmi. Matka karmiła dziecko, uspokajała je i poświęcała mu uwagę w sposób przypadkowy. Podobnie było z zaspokaja­niem fizycznych potrzeb, takich jak zmiana pieluszek czy kąpiel. Stopień zaangażowania matki w opiekę nad dzieckiem oraz intensywność jej kontaktów z córką cechowały się dużą zmiennością. Przez pierwszych kilka miesięcy życia Jenny często płakała. Później popadła w apatię i przestała reagować.

Niezależność a wstyd i zwątpienie W rodzinie alkoholowej zakłóceniu ulega również druga faza rozwoju wyróżniona przez Eriksona — niezależność a wstyd i zwątpienie. Przedmiotem eksperymentów dziecka w tej fazie są zagadnienia kontroli, „trzymania się" i „puszczania" matki, wybierania mię­dzy bliskością a dystansem. W tej fazie wiele dzieci alkoholików zdaje sobie już sprawę z tego, że potrzeby rodziców są na pierwszym miejscu. Dzieci te nie potrafią w związku z tym rozpocząć procesu wczesnego odrywania się od rodziców. Na tym etapie rozwoju dziecko powinno swobodnie zbliżać się do rodziców i oddalać od nich. Wielu z nas dobrze zna takie zachowania: dziecko ucieka od matki, by z zachwytem badać otaczający świat, po czym nagle przybiega do niej, czekającej na małego wędrowca powracającego do bazy, by się przytulić i nabrać energii do kolejnej wyprawy. Tam, gdzie rodzice-alkoholicy bez powodzenia sami próbują się uporać z problemem kontroli, dziecko czuje się zagubione i przestraszone, i nie ma odwagi wyru­szyć, by poznać świat. Matka, zajęta własnymi sprawami, często odchodzi i nie czeka na badającego świat wędrowca.

Dziecko alkoholików odbiera sprzeczne komunikaty. Rodzice raz zachę­cają je do niezależności lub nawet odpychają od siebie, innym razem, powo­dowani własnymi potrzebami czy niepewnością, hamują dążenie dziecka do niezależności.

J* rodź mus; dzieje chov" poteff odkr*

Ksztz

malr" do towa jest


Inicjatywa a poczucie winy Podobne procesy przeszkadzają dziecku w na­stępnej fazie rozwoju, charakterystycznej dla wieku przedszkolnego - fazie inicjatywa a poczucie winy. W tej fazie dziecko alkoholików koncentruje się przede wszystkim, podobnie jak jego rodzice, na obronie i reagowaniu na bieżącą sytuację; nie może więc podjąć ryzyka eksperymentowania, bez którego nie nabędzie się poczucia, że jest się w czymś dobrym i nie osiągnie perfekcji. U wielu dzieci rozwija się chroniczny i głęboki lęk. Potrafią one reagować jedynie na to, co się dzieje, nigdy natomiast nie przejawiają same inicjatywy.

Inne dzieci stają się przedwcześnie sprawne życiowo. Jest im to potrzebne do radzenia sobie z charakterystyczną dla ich rodzin dezorganizacją i brakiem kontroli; nie daje im jednak poczucia głębokiej, wewnętrznej pewności siebie i nie czerpią przyjemności z eksperymentowania. U podstaw przejawianych

6. Z perspektywy rozwojowej 95

przez nie umiejętności leży przymus i lęk. Pod fasadą kontroli kryje się zwątpienie, poczucie niedostosowania oraz odpowiedzialności za innych.

Na tym etapie dochodzi często do ograniczenia zakresu rozwoju intelek­tualnego i emocjonalnego. Dziecko wynajduje sobie dziedzinę, w której pozornie osiąga dobre wyniki i kontroluje sytuację - dzięki temu skutecznie tłumi wewnętrzne lęki i obawy związane z brakiem stabilności rodzicielskiej. Wielu dorosłych wspomina jak czerpało spokój i poczucie bezpieczeństwa z osiągnięć w szkole lub z zajmowania się jednym, dobrze określonym, a zatem dającym się kontrolować hobby.

j Taki zawężony i bezpieczny rozwój sprzyja przystosowaniu społecznemu,
popierany jest przez rodzinę i przez kulturę amerykańską, a mimo to
prowadzi do ograniczeń i trudności w kontaktach z ludźmi w okresie
dorastania oraz w wieku dojrzałym. Jedna z najczęściej zgłaszanych przez
dorosłe dzieci alkoholików skarg dotyczy niezdolności do kształtowania
i podtrzymywania dojrzałych emocjonalnie relacji z innymi ludźmi. Nie
tylko zabrakło im właściwych wzorców ról, ale też żyjąc w otoczeniu
r M pełnym zagrożeń, zużywały swą energię na obronę. Nie miały żadnych
możliwości eksperymentowania.

W tym okresie wpływ zaprzeczania jest kluczowy. Chcąc utrzymać więź z rodzicami, dziecko musi zaprzeczać rzeczywistości, którą postrzega i przy­jąć wyjaśnienia udzielane przez rodziców. W rodzinie stale coś ulega znie­kształceniu, a rzeczywistość podlega ciągłym zmianom. Życie Pameli oscylo­wało pomiędzy dwoma scenariuszami:

Moim centralnym problemem życiowym był alkoholizm matki, wokół którego rozgrywaliś­my dwie całkowicie różne gry rodzinne. Gdy matka piła, byliśmy przestraszeni, przy­gnębieni i zamykaliśmy się na świat zewnętrzny, by chronić nasz sekret. Oczywiście, nie przyjmowaliśmy równocześnie do wiadomości, że ona pije. Pogrążaliśmy się w rozpaczy i próbowaliśmy sobie radzić z tą sytuacją. Gdy zaś nie piła, byliśmy szczęśliwą rodziną, aktywną w szkole i sprawach lokalnych. Dorastaliśmy znając doskonale oba przedstawienia i bez trudu grając raz te, raz inne role.

Jak już wiemy z rozdziałów poprzednich, dziecko wzrastające w takiej
:ie rodzinie uczy się szczególnej czujności i ostrożności, ponieważ raz po raz
musi ocenić stan swojego otoczenia, starając się ustalić, co się aktualnie
dzieje, i odpowiednio do tego zachować. By mieć stale oczy otwarte i za­
chować czujność, musi „zawęzić się" emocjonalnie i intelektualnie. Nawet
e potencjalnie nie może sobie pozwolić na swobodne, niczym nie ograniczone
ne odkrywanie świata i eksperymentowanie dla poznania, jaki jest naprawdę.

"e ,„.

Kształtowanie tożsamości Gdy wszystko w życiu dziecka przebiega nor­malnie, w tych wczesnych fazach przygotowuje się do bieżących zadań, czyli do rozluźnienia bliskich emocjonalnych więzów z rodzicami oraz ukształ­towania tożsamości, to znaczy do samodzielnego uświadomienia sobie, kim jest i czym jest.


96


6...


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

n;

wr P'

c c:

Ott

OLi.

os

zyi i

cu c


Zl C

s*


pc

__^<

ffi h*-

l

si


Podstawą bliskiego związku z rodziną jest dzielenie przez dziecko jej zniekształconych przekonań na własny temat, tej „wersji", która podtrzy­muje istnienie systemu rodzinnego.

Gdy dzieci dorastając nie mogą podważyć przekonań rodziny ani jej tożsamości, kształtują własną, „osobistą tożsamość" naśladując rodziców i identyfikując się z ich przekonaniami i sposobem zachowania. Skoro w ro­dzinie zasadą jest zaprzeczanie i zniekształcanie rzeczywistości, dziecko może być pozbawione trwałego dorosłego wzorca, który mogłoby świadomie na­śladować. Naśladuje jednak w sposób nieświadomy. Odzwierciedla więc na przykład bezradność i przegraną alkoholika, nieraz z domieszką czułości i ciepła, będących odbiciem skutecznego zaprzeczania przez rodzinę alko­holowej rzeczywistości. Po latach pewne dorosłe dziecko alkoholika nadal potrafi wyraźnie scharakteryzować oboje rodziców:

Choć mój ojciec-alkoholik bywał okrutny, wiedziałam, że mnie kochał. Nie potrafiłam natomiast przebaczyć matce. Gdzież ona była? Dlaczego mnie nie broniła przed nim? Była nieobecna, bezradna i w depresji.

Dziecko może się zatrzymać w rozwoju, zanim się odseparuje, gdy świa­domie odmówi utożsamienia się z którymś z rodziców. Jeśli brak innych dostępnych wzorców, rozwój dziecka musi ulec zahamowaniu, przez co nie udaje mu się osiągnąć poziomu dorosłej tożsamości. Identyfikowanie się z którymś z rodziców równałoby się destrukcji, oboje bowiem jawią się dziecku jako ludzie chorzy, szkodliwi dla siebie i dla innych. W wyniku procesu identyfikacji dziecko przeżywa kryzys. Bili marzył o tym, by prze­stały się odwracać kolejne kartki w jego kalendarzu:

Pamiętam, że myśl o maturze napawała mnie przerażeniem. Nie spodziewałem się niczego dobrego po dorosłości. Jeszcze teraz rozpoznaję poczucie czyhającego nieszczęścia. Czekały mnie kłopoty i nic na to nie mogłem poradzić. Wciąż powstrzymywałem się przed wy­słaniem papierów na uczelnię. Nie rozumiałem wtedy, dlaczego to robię, teraz natomiast rozumiem, że tylko w ten sposób mogłem „odroczyć" dorosłość.

W wieku dorastania dziecko alkoholika nieraz próbuje się dostosować do sytuacji w sposób niekonwencjonalny. Może więc eksperymentować z alko­holem lub narkotykami, uzależniając się lub wchodząc na drogę przestępczą, i w ten sposób „dołącza" do rodziny, koncentrując jednocześnie uwagę na sobie, zamiast na rodzinie. Zaradne, wzorowe dziecko zaczyna na przykład pić z rodziną, przekonane, tak jak rodzice, że robi to w sposób kontrolowany. Dopiero później pojawiają się trudności w nauce. Dziewczyna może wyjść za alkoholika, kontynuując w ten sposób podjęte wcześniej zadanie kontrolowa­nia mężczyzny-alkoholika lub uzdrawiania rodziny.

Separacja psychiczna Dzieci alkoholików najczęściej nie pokonują ostat­niego etapu rozwojowego, kończącego się odłączeniem od rodziny. W wyniku

L


6. Z perspektywy rozwojowej 97

nagromadzenia wcześniejszych niepowodzeń nie potrafią postrzegać siebie w roli jednostek niezależnych i dobrze funkcjonujących. Wiele z nich stwier­dza, że są nadal emocjonalnie i fizycznie przywiązane do rodziny, z której się wywodzą. „Opuściwszy" rodzeństwo lub rodziców w potrzebie, czują się winne. Jeśli zaś rozpoczynają leczenie, czują się również winne, ponieważ bez pomocy nie są w stanie „opuścić rodziny".

Młodzi ludzie wychowujący się w rodzinie alkoholowej traktują odłącze­nie się jako przejaw porzucenia rodziny lub bycia porzuconymi, brak im bowiem solidnej podstawy, jaką daje troska rodziny i poczucie przynależno­ści, co uniemożliwia późniejszą separację. Dorastający chłopak czy dziew­czyna nieświadomie lęka się, że nie przeżyje poza rodziną. Gdy dochodzi do odłączenia się, wzmagają się nieraz problemy związane z kontrolą, poczuciem osamotnienia i izolacji oraz trudności w zakresie zaufania i bliskości. Wiele osób, przekroczywszy dwudziesty rok życia, skarży się na przeżywanie kry­zysu dotykającego zazwyczaj ludzi w średnim wieku. Pojawia się depresja i poczucie bezsensu życia: „Tyle we mnie poczucia winy z powodu tego, że pozostawiam za sobą chaos. Jak mogę patrzeć w przyszłość?"

Depresja u tych ludzi wynika często ze świadomości, że wielokrotnie próbowali poddać picie alkoholika kontroli lub uzdrowić rodzinę, ale w koń­cu próby te zawsze kończyły się niepowodzeniem. Kontynuując walkę w ro­dzinie pierwotnej lub w nowo założonej, unikają emocjonalnego odłączenia się od rodziny i zdrowego rozwoju człowieka dorosłego, tym samym broniąc się przed obezwładniającą depresją.

Dorośli często rozpoczynają leczenie, ponieważ nie mogą sobie poradzić z problemami dotyczącymi identyfikacji i separacji psychicznej. Mechanizmy obronne, które świetnie im pomagały w dzieciństwie, teraz okazują się nie­skuteczne. Wiele osób zaradnych, o znaczących osiągnięciach, w dorosłym wieku przeżywa poważne problemy osobiste i w kontaktach z ludźmi. Pro­blemy te wyrażają się często w chronicznym lęku, stanach depresyjnych i nadmiernym uwypuklaniu potrzeby kontroli.

W wyniku długotrwałego leczenia dochodzi do odkrycia głębokiego prze­konania o „braku kontroli", takiego samego jak u alkoholika. Wiele dorosłych dzieci alkoholików uważa, że one same są już alkoholikami i że na pewno zaczną postępować zgodnie z tym przekonaniem. Zdają sobie sprawę, że nie potrafią się zmusić do odmiennego postępowania.

Wszystkie omówione w tym rozdziale zadania i procesy rozwojowe są niezmiernie ważne. Dwóm z nich musimy poświęcić więcej uwagi, dotyczą bowiem ważnych skutków życia w rodzinie alkoholowej. Przyjrzyjmy się wiec teraz dokładniej problemowi wiązania się, a następnie kształtowania się tożsamości.

ro(,


zer


st ic sif

P1'


Bliska więź

J.

w

m

r

L-W

r

ej"

w

i a

*

k


W


iązanie się to pojęcie popularne. Dużo mówi się o tym, jak ważną rolę odgrywają relacje z ludźmi oraz poczucie więzi z innymi. Na tym właśnie polega wiązanie się: na bliskim kontakcie międzyludzkim, na więzi i powiązaniu. Ta więź, która powstaje w chwili urodzenia i trwa przez całe życie, stanowi bazę, czyli podstawę, na której opierają się wszystkie procesy rozwojowe w normalnym dzieciństwie i dorosłym wieku. Uważa się, że człowiek rozwija się prawidłowo, gdy w niemowlęctwie i wczesnym dzieciń­stwie doświadczył silnego, pozytywnego, podstawowego związku.

Nikt z nas nie przeżyłby, gdyby we wczesnych latach życia nie do­świadczył głębokiej więzi przynajmniej z jedną osobą rozumiejącą i zaspo­kajającą nasze potrzeby. Jeżeli ta więź jest nieprawidłowa lub ulega po­ważnemu nadwątleniu, jednostka ma trudności rozwojowe i pojawiają się wówczas niezdrowe formy przystosowania. Wiele problemów bierze swój początek z wczesnych kontaktów między dzieckiem a rodzicami, czy też innymi osobami dla niego ważnymi - rodzeństwem, dziadkami, członkami dalszej rodziny.

Człowiek jest istotą społeczną; rozwija się i zdolny jest do przetrwania dzięki kontaktom z innymi ludźmi. Psychiatra John Bowlby twierdził, że głównym celem w życiu człowieka jest nawiązanie pierwotnej więzi emo­cjonalnej z drugą osobą. Zapewnianie i podtrzymanie więzi z rodzicami w rodzinie alkoholowej wymaga od dziecka rezygnacji z własnych potrzeb i spostrzeżeń lub zaprzeczania im. Chcąc zachować najbliższy rodzaj więzi międzyludzkiej - więź z rodziną pierwotną, dziecko będzie wspólnie z nią zaprzeczać alkoholizmowi lub podtrzymywać obowiązującą „wersję" historii rodzinnej, dzięki której można jednocześnie usprawiedliwić alkoholizm rodziców i zaprzeczyć mu.

Zagadnienie wiązania się z rodzicami zajmuje kluczowe miejsce w walce o przełamanie zmowy zaprzeczania i „napisanie na nowo" własnej historii

j. Bliska więź 99

rodzinnej w czasie zdrowienia. W odbiorze wielu dorosłych dzieci alkoholi­ków, więź z rodzicami miała charakter warunkowy i była bardzo narażona na zerwanie; jednym z warunków jej utrzymania była rezygnacja z własnego „ja" i własnego sposobu widzenia świata.

W tym rozdziale przyjrzymy się więzi powstałej we wczesnym dzieciń­stwie oraz procesowi jej nadwątlenia w wyniku odwrócenia ról rodziców i dziecka. Omówimy następnie wpływ tego nieprawidłowego wzorca wiązania się z rodzicami na kontakty z innymi ludźmi i wykażemy, że jest to centralny problem w leczeniu dorosłych dzieci alkoholików.

WIĄZANIE SIĘ PRZEZ ODWRÓCENIE RÓL

Jednym z najbardziej upośledzających i najpoważniejszych problemów doro­słych dzieci alkoholików, usiłujących nawiązać zdrowe i satysfakcjonujące kontakty z innymi ludźmi, jest to, że w dzieciństwie zamieniły się rolami z rodzicami. Rozważmy poszczególne elementy tego problemu.

Narcyzm* rodziców Warunkiem zdrowego rozwoju jest bardzo bliski związek zależnościowy. Psychoanalityk, Margaret Mahler, nazywa ten rodzaj więzi, w którym matka i niemowlę są jakby jedną osobą, więzią „symbiotycz-ną". Erikson nazwał ten zespolony kontakt i sam okres niemowlęctwa fazą podstawowego zaufania (omówiliśmy ją w rozdziale 6).

Filozof i analityk, Alice Miller, wypowiadała się dosadnie na temat nadużyć i zaniedbań, jakich dopuszczają się rodzice w fazie pierwotnej więzi. „Prawdziwą autonomię" lub niezależność, jak twierdzi Miller, zawsze poprzedza doświadczenie zależności. Autorka opisuje poważne konsekwen­cje, jakie niesie dla dziecka sytuacja, w której uwaga skupiona jest przede wszystkim na rodzicach, potrzebujących wsparcia ze strony swych dzieci, by rozwiązać własne problemy i konflikty. Miller opisuje rozpowszechniony, a bardzo niezdrowy rodzaj więzi między matką (lub ojcem) a dzieckiem - cel istnienia dziecka to potwierdzanie jej (jego) wartości lub punktu

widzenia. Dziecko jest wtedy jakby przedłużeniem rodziców lub narzędziem

na •* -ui
;a w ich ręku.

Narcyzm rodziców, dominacja ich potrzeb nad potrzebami dziecka, to podstępna, a często mało dostrzegalna postać zamiany ról. Prowadzi ona u dziecka do zatracenia własnego „ja" w służbie rodzicom, zamiast do zdrowego rozwoju zakończonego odłączeniem się od nich. Miller podkreśla,

* Narcyzm - termin psychoanalityczny, oznaczający pierwotnie autoerotyzm, samouwiel-
>ni hienie. Narcyzm to także przypisywanie sobie nadmiernego znaczenia i domaganie się nieza­
służonego uwielbienia od innych. Według Karen Horney tendencje narcystyczne są jednym ze
sposobów radzenia sobie z poczuciem wyalienowania i niską samooceną przez ludzi, którym
« urazy przeżyte w dzieciństwie uniemożliwily nawiązanie bliskich związków z innymi i ukształ-
•.. towanie się niezależnego „ja", (przyp. konsult.)

j"

100


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

tak;-

pnk bywj roc: i ii? zaś

jedn

nit

l

wyp

CZ)

cam

um

"L

sta

psi

ks

i

pn

L.

c

i

na

ce


że podstawowy warunek zdrowego rozwoju to istnienie więzi emocjonalnej i zależności^ których bazą jest przypisywanie centralnego miejsca potrzebom dziecka i trafna reakcja rodziców na te potrzeby. Nikt tego twierdzenia dotychczas nie podważył.

Rozważając więź między rodzicami a dzieckiem, znów widzimy, jak waż­ną rolę odgrywa środowisko rodzinne oraz sposób funkcjonowania rodziny. Rodzina alkoholowa „koncentruje się" na potrzebach rodziców, w przypadku alkoholika - na coraz większej potrzebie alkoholu, w przypadku niepijącego współmałżonka (jeśli taki istnieje) - na potrzebie kontrolowania alkoholika. Rodziców obezwładniają częstokroć ich własne lęki i potrzeby, nie zwracają więc uwagi na potrzeby dzieci lub też konieczność ich zaspokajania traktują marginesowo.

Gdy podstawowe potrzeby dziecka podporządkowane są potrzebom ro­dziców, dzieciństwo zostaje przerwane lub w ogóle go nie ma. Dziecko uczy się ujawniać i sygnalizować własne potrzeby tylko wtedy, jeśli wie, że rodzice są w stanie je zaspokoić, a zdarza się to przypadkowo. Chroni rodziców ograniczając lub kontrolując własne potrzeby: broni się przed ujawnieniem niedociągnięć rodziców, unika więc pragnień, których rodzice nie są w stanie zaspokoić.

Ileż to dorosłych dzieci alkoholików wspomina, jak nazywano je „prawdzi­wymi mateczkami" lub „małymi panami domu", gdy zastępowały rodziców--alkoholików nie radzących sobie z zajęciami domowymi lub innymi obowiązka­mi. Dziecko zmuszone zastępować jedno lub oboje rodziców, często pozornie przedwcześnie dojrzewa. Zachowuje się jak osoba starsza od siebie, rozmawia, reaguje i wspiera innych w sposób tak dojrzały, że dorośli skłonni są zapominać, że mają jednak do czynienia z dzieckiem. Zwykle bierze na siebie odpowiedzial­ność za jedno z rodziców (karmi je, ubiera, a czasem i myje), opiekuje się również młodszym rodzeństwem. Dziecko podporządkowuje się dominacji potrzeb rodziców, a także przejmuje odpowiedzialność za ich zaspokajanie.

Magnetyczną siłą podtrzymującą wzajemne związki między członkami rodziny alkoholowej jest centralna pozycja alkoholu oraz zaprzeczanie uzależ­nieniu rodziców. Według Miller dziecko istnieje po to, by udowodnić rodzi­com, że są dobrymi opiekunami, ale także by udowodnić, że nie ma mowy o żadnym alkoholizmie. Musi przyjąć logikę rodziców i ich sposób rozumo­wania, podtrzymując stosowane przez nich podwójne zaprzeczanie: „Nie ma żadnego alkoholizmu i nie mów nic na ten temat".

Wspomniany już wcześniej Theodore Lidz ma w tej kwestii podobną teorię. Jego zdaniem, rodzice walcząc o zachowanie chwiejnej równowagi emocjonalnej, tak kształtują swe środowisko rodzinne, by zaspokajało ich potrzeby i potwierdzało obraz samych siebie. Lidz zauważa, że ponieważ rodzice uparcie dążą do zmiany sposobu, w jaki członkowie rodziny po­strzegają rzeczywistość i ją interpretują, otoczenie rodzinne pełne jest „nie­spójności, sprzecznych interpretacji i zaprzeczania temu, co powinno być oczywiste". Jak już pokazaliśmy przy analizie schematów rodzinnych,

y. Bliska więź 101

takie zniekształcanie interpretacji może odseperować dziecko od świata zewnętrznego.

Lidz, podobnie jak Miller, twierdzi, że dziecko zmuszone jest uznać priorytet mechanizmów obronnych rodziców nad własnymi potrzebami. Na­bywane doświadczenia dziecko podporządkowuje rozwiązywaniu problemów rodziców, zamiast pożytkować je do radzenia sobie z tym co się dzieje ł uświadamiania sobie, co czuje. Ponadto, gdy dziecko jest zmuszone do zaakceptowania sprzecznych doświadczeń i znaczeń, zaczyna rozumować w sposób zniekształcony. Uznaje na przykład, że A i B nie mogą być jednocześnie prawdziwe, a potem wyjaśnia, dlaczego są prawdziwe.

Dziecko zmuszone postrzegać swoją rodzinę tak, jak sobie życzą rodzice, wypiera własne uczucia lub im zaprzecza, zniekształca swoją percepcję rze­czywistości, by dopasować się do narzuconego przez rodzinę szablonu. Lidz opisuje szczegółowo cały ten proces, kreśląc obraz zamiany ról między rodzi­cami a dzieckiem, podobnie jak to czyni Miller. Lidz nazywa ten proces „egocentryzmem rodzicielskim".

Egocentryzm rodzicielski Egocentryczni rodzice nie potrafią zrozumieć, że dziecko inaczej czuje, ma odmienne potrzeby i inaczej przeżywa. Nie umieją właściwie zareagować na jego potrzeby. Przeciwnie, oczekują, że to ono dostosuje się do ich własnych potrzeb lub punktu widzenia.

Dziecko wychowujące się w takich okolicznościach potrafi przejawiać dość dużą otwartość i wrażliwość na cudze sprawy i uczucia, a to dlatego, że musiało się dopasować do potrzeb rodziców. Przy takim wzorcu wiązania się staje się jednak bardzo bezbronne. Nie zajmowało się sobą, własnym roz­wojem i często odczuwa wielką pustkę. Jak na ironię, właśnie rodzice są mu potrzebni jako źródło własnego „ja", nawet jeśli miałoby to być „ja" znie­kształcone. Można powiedzieć, że jest całkowicie kierowane z zewnątrz.

Dziecko wychowane w opisanej atmosferze odwróconej więzi nabiera przekonania, że bez niego rodzice nie są w stanie przetrwać. Normalne u małego dziecka myślenie magiczne każe mu wierzyć, że potrafi oddziaływać na rodziców za pomocą własnych myśli i uczuć. Nabiera przekonania, że dorastając lub odłączając się od nich emocjonalnie, może przyczynić się do ich śmierci. Wiele dzieci święcie wierzy, że trzyma rodziców przy życiu; na oddalenie od nich reagują nieraz koszmarnymi snami, fobią szkolną lub w inny sposób manifestują silny lęk. Przedmiotem tych lęków nie jest bez­pieczeństwo własne, lecz życie rodziców.

Lidz pomaga nam zrozumieć pozorną sprzeczność odczuwaną przez wiele dorosłych dzieci alkoholików: w życiu rodziców pełnią bardzo ważną, nawet centralną rolę, a jednocześnie same jakby nie istnieją, nie liczą się, nikt ich nie słucha. Są potrzebne i cenne, ponieważ zaspokajają potrzeby rodziców i spełniają ich oczekiwania. Marzą jednak o tym, by mieć prawo do własnych potrzeb. W istocie tęsknią za prawidłowym podziałem ról - chcą być dziećmi i pragną mieć rodziców troskliwych i reagujących na ich potrzeby.

102


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

ze zd

inn"

kim

i P* atal


Kilka osób wskazało nam, w jaki sposób narzucony przez rodziców obraz własnej osoby hamuje rozwój. Meg wspomina, jakim dla niej ciężarem była konieczność matkowania rodzicom - opowiadając o tym, płacze:

Musiałam obojgu narzucić określone ograniczenia. Gdy ojciec był pijany, prosiłam go, by mnie zostawił w spokoju. Nie miałam nigdy okazji być dzieckiem. Tak bym chciała, żeby mi pozwolono mieć dwanaście lat.

Dań ma podobne wspomnienie:

Pamiętam, jak sobie obmyślałem co zrobić, by dostać od ojca to, czego chciałem. Jego reakcje były trudne do przewidzenia. Przez wiele dni musiałem się bardzo starać, by go nie zdenerwować. Zawsze sądziłem, że jeśli sam będę bez zarzutu, uda mi się „kontrolować" reakcje ojca. Gdy z nim przebywam, działa na mnie tak destrukcyjnie, że tracę dobre samopoczucie i jego potrzeby mnie wsysają. Nie pamiętam, by kiedykolwiek rozumiał, czego potrzebuję czy o czym mówię.

Kiedy Dań opowiadał o tym, jak „kontrolował" stosunki z ojcem, Gloria dodała od siebie:

Przypomina to „targowisko" stosunków międzyludzkich. Żeby cokolwiek dostać trzeba prowadzić handel wymienny.

teryz zavf

sót

w i

mi

na

chs

prz


ki:*

ców pot

lik;

walo II sar-^ do-


PODTRZYMYWANIE WIĘZI

Utożsamianie się z przekonaniami i zachowaniami rodziców Jeden ze sposobów stosowanych przez dziecko dla zachowania bliskiej więzi z ro­dzicami oraz trwania w przekonaniu, że to ono utrzymuje ich przy życiu, polega na utożsamianiu się z uczuciami, które rodzice powinni odczuwać, ale których faktycznie nie odczuwają. Pomostem łączącym dziecko z niedostęp­nymi w inny sposób lub niewrażliwymi rodzicami bywają silne uczucia lęku, wstydu, upokorzenia lub zażenowania. Dziecko nieraz czuje się wręcz praw­dziwym zbawcą rodziców, istotą utrzymującą przy życiu kogoś pozbawione­go kontroli i emocjonalnie „martwego". Kilkoro dorosłych dzieci alkoholi­ków przyjęło za własne te zachowania, przekonania lub emocje, które służyły podtrzymaniu wzajemnej więzi. Sally przeniosła na wszystkich mężczyzn głęboką, intensywną i niewygasłą złość do ojca-alkoholika. I choć uczyniła znaczne postępy w leczeniu, twierdziła stanowczo, że nigdy nie pozbędzie się złości i nikt nie powinien jej namawiać do przeanalizowania tego uczucia. Z czasem spostrzegła, że uporczywe trwanie w złości sprawia jej ból:

Zdałam sobie sprawę, że moja więź z matką opiera się na złości do mężczyzn. Złość ta nie należy jednak do mnie - to jej złość. Wzięłam na siebie złość i pogardę, które matka na pewno odczuwała wobec ojca, ale których nigdy nie okazywała. Jeśli przestanę się złościć na mężczyzn, zdradzę matkę i zerwę istniejącą między nami więź.

103


y. Bliska więź


Sandra przeanalizowała niewzruszone dotychczas przekonanie, że jest osobą złą. Umacniała się w tym przekonaniu, krytykując i karząc nieustannie samą siebie. Powoli zaczęła rozumieć, że tylko dzięki temu udało jej się utrzymać bardzo bliską, choć negatywną więź z matką:

Nagle poczułam, że gdybym zmieniła opinię na swój temat - na temat tego, jakim jestem złym człowiekiem — porzuciłabym matkę-alkoholiczkę i utraciłabym z nią więź. Tak nie może być. W głębi wiem, jak się czuje matka - „jestem swoją matką". Chodzę w jej przebraniu. Wiem jak krytyczny stosunek miała do siebie samej, lecz ostrze tej krytyki było stale wymierzone we mnie.

Sandra włożyła bardzo wiele pracy z zmianę stosunku do samej siebie, ale ze zdumieniem stwierdziła, że przychodzi jej to z wielkim trudem. Wobec innych była życzliwa i hojna, stale gotowa komuś się podporządkować lub kimś się zaopiekować. Znajomi doceniali to, ale też protestowali. Akceptacja i protesty pogarszały tylko jej samopoczucie. Dostrzegła, że ilekroć siebie atakowała czy nienawidziła, czuła się o wiele bliższa matce.

Podobne problemy miały inne dorosłe dzieci alkoholików. Bliska więź Harveya z matką sprawiała, że stale odbywała się walka o to, czyją jest on własnością. Chcąc zaskarbić sobie uczucia matki, musiał odbierać świat dokładnie jej oczami. Jakakolwiek różnica zdań była niedopuszczalna. Wszystkie bliskie związki, w jakie Harvey wchodził jako dorosły, charak­teryzowały się walką o to, kto kogo kontroluje. Kiedy Harvey nie walczy, zawsze czuje się przegrany.

Niektórym dorosłym dzieciom alkoholików udaje się przystosować w spo­sób ograniczony, choć trwały, dzięki świadomej odmowie utożsamiania się w najmniejszym nawet stopniu z przekonaniami, emocjami lub zachowania­mi rodziców. Adaptacja ta pochłania wiele energii i cała uwaga skupiona jest na obronie przed ujawnieniem głęboko ukrytych treści. Osoby te często charakteryzują się płytkością emocjonalną, ponieważ izolując się, bronią się przed zbyt intensywnym odczuwaniem czegokolwiek. Przeżyły głównie dzię­ki zamianie ról, dzięki temu, że wzięły na siebie odpowiedzialność za rodzi­ców i rodzeństwo. Nie dopuszczają do świadomości jakichkolwiek własnych potrzeb, stanowiłoby to bowiem zbyt wielkie zagrożenie. Uświadomiwszy sobie bezmiar potrzeb rodziców, mogłyby odkryć, że i one być może mają własne potrzeby. Sytuacja taka jest bardzo trudna. Dorosłe dziecko alkoho­lika musi nieugięcie zaprzeczać, jakoby samo coś czuło lub czegoś potrzebo­wało, tłumiąc jednocześnie głęboką i bolesną tęsknotę. Czuje się w końcu samotne i odizolowane od ludzi, jednocześnie bez możliwości dopuszczenia do siebie kogokolwiek. Sytuację tę dobrze opisuje Mark:

Tylko wtedy czuję się bezpieczny i zadowolony z siebie, kiedy się kimś opiekuję. Nie mogę sobie wyobrazić, że mógłbym sam czegoś potrzebować lub komuś pozwolić, by się o mnie naprawdę zatroszczył. Nie mogę sobie tego uzmysłowić, wiem jedynie, że byłoby to okrop­ne. Całą energię zużywam na udowadnianie, że nie jestem wcale taki jak oni.

104


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

Bliskie kontakty międzyludzkie Kontakty międzyludzkie wiążą się ściśle z tworzeniem więzi. Według niektórych ekspertów, pierwotne więzi we wczesnym dzieciństwie stanowią wzorzec wszystkich późniejszych kontaktów międzyludzkich. Dziecko dowiaduje się, kim jest zarówno wchodząc w zwią­zek z pierwszym w życiu obiektem uczuć, jak i - gdy rozwój przebiega normalnie - pozostając niezależną jednostką. Na podstawie tego, co już wiemy o rozwoju dziecka w rodzinie dotkniętej alkoholizmem, możemy przewidzieć, że pojawią się u niego trudności w ukształtowaniu bliskich, intymnych relacji z partnerem. Kontaktów, które byłyby wolne od wyrzeka­nia się samego siebie, postawy uległej i reaktywnej w relacji z inną osobą dominującą i powielania wzorca, w którym odwrócone zostają role rodziców i dziecka. Brak jest szansy na zdrowe kontakty z ludźmi lub też szansę te są bardzo niewielkie. Jeśli dziecko zamieniło się rolami z jednym z rodziców i nie potrafi się od niego emocjonalnie odłączyć, nie będzie umiało nawią­zać bliskiego, podstawowego kontaktu - „ani zdrowego", „ani chorego" - z odpowiednim partnerem. Każdy kolejny poziom rozwoju budowany jest na bazie poziomu poprzedniego, toteż dla utrzymania chorej podstawy, na której bazie tworzone są relacje międzyludzkie, trzeba dokonywać wciąż nowych zniekształceń. Para alkoholików buduje i utrzymuje związek na nierówności i niezdrowych podstawach, a swój model bliskich relacji przeka­zuje potomstwu.

Dorosłym dzieciom alkoholików najwięcej problemów nastręczają kon­takty z innymi ludźmi: z rodzicami i rodzeństwem, z partnerami, z dziećmi. Wielu z nich przeraża głęboki sens przypisywany bliskim, wymagającym wzajemnego zaangażowania się związkom: związki takie automatycznie koja­rzą im się z utratą własnego „ja" i dominacją przemożnych potrzeb drugiej osoby. Czy inni nie będą na nie zbytnio liczyć, gdy same tęsknią za sytuacją, w której mogłyby liczyć na kogoś? A mimo to, jeszcze bardziej niż perspek­tywa opieki nad kimś potrzebującym przeraża myśl, że samemu będzie się czegoś potrzebowało i odczuwało niedosyt.

Prawie każdy bliski związek z drugą osobą wiąże się z problemem granic i ich wytyczaniem. Intymna więź z drugim człowiekiem często paradoksalnie niesie ze sobą utratę samego siebie, dlatego też wewnętrzna walka dorosłych dzieci alkoholików toczy się wokół tego, jak się zaangażować jednocześnie zapewniając swobodę. Dorosłe dzieci wtedy osiągają znaczące postępy w pro­cesie powrotu do zdrowia, gdy próbują rozmaitych ról i układów we wzajem­nych relacjach z innymi ludźmi, i gdy próbują jak to jest, gdy się samemu czegoś potrzebuje oraz ustala granice i ograniczenia w kontaktach z innymi. Przyjrzyjmy się, jak te zagadnienia ujawniają się w procesie zdrowienia.

Wyrzekanie się własnych potrzeb Dorosłe dzieci alkoholików bez trudu przyjmują rolę pozornie przypisaną rodzicom, polegającą na „wyrzekaniu się własnych potrzeb". Wyzbycie się wszelkich potrzeb to strategia pomocna, chroniąca dzieci przed dewastacją psychiczną, wynikającą z odrzucenia emo-

Bliska więź


105


cjonalnego i fizycznego lub z wycofania się ze strony rodziców. Wendy, próbując zinterpretować wpływ dzieciństwa na aktualne relacje z ludźmi, wypowiadała się jako osoba pełniąca w sposób nieskuteczny swoją rolę rodzicielską:

Matka powinna mnie była nauczyć, jak rozmawiać z ludźmi i jak się wobec nich za­chowywać, ale w rzeczywistości to ja ją musiałam tego uczyć. Problem polega na tym, że gdy zwracam się do niej lub coś jej proponuję, mam wrażenie, iż brzmi to bardzo agresyw­nie. Jeżeli umiem coś, czego ona nie umie, zdradzam ją.

Z czasem Wendy zrozumiała, że nie mogła sama mieć żadnych potrzeb, ponieważ matka i tak ich nie zaspokajała, a z kolei nie mogła się sama sobą skutecznie zająć, ponieważ czyniąc tak, zdradziłaby matkę. Jeżeli zaś skupiała się na opiece nad matką, czuła się winna. Wendy tak to ujęła: angażując się skazuję się na przegraną.

Pracując nad dopuszczeniem do głosu własnych potrzeb, Wendy uświa­domiła sobie swój dylemat: potrzeby matki są tak wielkie, że dziecko boi się, iż jego własne będą dla innych równie obezwładniające i wstrętne. Obawa ta, to tylko jedna z jej reakcji:

Wiem, jak musiała się czuć matka. Jak mogę się gniewać na nią za to, że jest tak zimna i niedostępna, skoro to nie jej wina? Sama miała taX wielKie potrzeby.

Pamiętam, jak budził mnie jej nieopanowany płacz: była pijana i błagała o przebaczenie. Czułam się tak bezradna - nie potrafiłam się nią zaopiekować. Byłam w końcu dzieckiem. To ja potrzebowałam opieki i ochrony, a jednak musiałam ją wciąż uspokajać i zapewniać, że wszystko jest w porządku.

Miller sugeruje, że narcystyczni i potrzebujący rodzice zajmują się dzieckiem po to, by się upewnić, że są coś warci, a nie dlatego, że chcą się dowiedzieć, czego dziecko potrzebuje. Problem ten mogą naświetlić reakcje dorosłych dzieci alkoholików na film telewizyjny Roberta Greenwalda z 1986 roku Rozdarte dusze (Shattered Spiritś), dotyczący alkoholizmu rodziców.

Sara dopiero pod sam koniec filmu zaczęła współczuć mężczyźnie. Przez moment dostrze­gła, że temu ojcu zależy na rodzinie, skoro potrafi się rozpłakać i rozumie, że nie jest jeszcze gotów wrócić do domu i zamieszkać z rodziną. Sara potem dodała, że nigdy nie zauważyła, by jej własnemu ojcu zależało na niej czy na kimkolwiek. Raz jeszcze poczuła do niego złość za to, że całkowicie pochłonięty jest sobą i alkoholem, i że rani wszystkich dookoła.

Brad jej przytaknął. Zwrócił uwagę na to, ile czasu i energii muszą poświęcić alkoholikowi i jego leczeniu wszyscy pozostali członkowie rodziny. Brad i inni rozważali, czy rodzina kiedykolwiek ma okazję zająć się własnym życiem i rozwojem lub też zastanowić się nad własnymi potrzebami.

Ben zajął się zbliżającą się wizytą w domu i obawami związanymi z tym, czy poradzi sobie z potrzebami trzeźwego już ojca:

106


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

wted


Czuję się jeszcze gorzej teraz, kiedy ojciec jest „suchy" niż wtedy, gdy pil. Martwię się nadchodzącym spotkaniem z nim. Nie będzie „uodporniony" przez alkohol, wobec czego stanie się bardziej wrażliwy na to, co mógłbym powiedzieć. Czuję dużą potrzebę chronienia go i boję się, że mogę coś zepsuć lub dotknąć go.

Chcę tylko zobaczyć, w jakim jest stanie; nie zależy mi na tym, by cokolwiek od niego „dostać". Mam nadzieję, że uda mi się stworzyć atmosferę na tyle bezpieczną, by mógł ze mną porozmawiać i cofnąć się do mojego dzieciństwa. Naprawdę boję się tego, co mi trzeźwy ojciec powie na mój temat. Byłem dzieckiem trudnym i potrzebowałem cierpliwego ojca.

Paula również mówi o tym, czego potrzebuje i o trzeźwości matki:

Czy może cokolwiek dolegać, czy można czegoś potrzebować, skoro jest się dzieckiem trzeźwego alkoholika? Co robić, kiedy przez cale życie było się pozbawionym matki, po czym ona trzeźwieje? Chyba trudniej znieść odrzucenie, gdy matka jest trzeźwa niż wtedy, gdy jest pijana. Ma przecież równie silne potrzeby jak dawniej.

Często dorosłym dzieciom alkoholików trudno jest sobie przypomnieć lub przeżyć cierpienie wywołane faktem, że nie udało się pomóc rodzicom w peł­nieniu ich ról w sposób sprawny i odpowiedzialny, na miarę potrzeb dziecka. Kiedy opowiadają sobie nawzajem o tym, co przeżyły, często zaczynają od dyskusji na temat tego, czego potrzebowały od rodziców w dzieciństwie. Zawsze jednak przechodzą do mówienia o tyrn, czego potrzebowali od nich rodzice i o swoich niepowodzeniach w zaspokajaniu tych potrzeb. Dzięki temu udaje się im utrzymać w roli rodziców. Winą za niepowodzenie obar­czają jednak siebie samych.

Posiadanie potrzeb Jednym z najdotkliwszych, często stłumionych pro­blemów, jest „posiadanie potrzeb". Bezpieczniej jest rozważać problem za­spokajania cudzych potrzeb, dopuszczenie bowiem do głosu własnych wywo­łuje ogromne przerażenie. Doświadczenia z przeszłości u boku rodziców--alkoholików utrwalają w dziecku przekonanie, że nikt nie zareaguje na ich wołanie o pomoc oraz to, że rodzice są tak zajęci własnymi sprawami, że nie potrafią się skoncentrować na dzieciach ani małych, ani dorosłych. Gdy dziecko dorośnie, długo stara się zrozumieć, dlaczego tak się działo, że choć z zewnątrz wszystko wyglądało dobrze, brakowało mu prawidłowej, empa-tycznej więzi emocjonalnej, pozwalającej rodzicom reagować na potrzeby. Matt, coraz bliższy zrozumienia, że sam ma głęboko skrywane potrzeby, zastanawiał się nad swoimi przekonaniami i oczekiwaniami związanymi z reakcjami innych ludzi:

Widzę siebie skulonego samotnie w ciemnościach. Wołam o pomoc i ludzie podnoszą głowy. Nie dostrzegają mnie jednak. Albo też zbliżają się, kuśtykając kulawo i nie są w stanie naprawdę mi pomóc. Zawsze rozczarowują mnie ludzie, o których sądziłem, że mogę na nich liczyć.

W miarę powrotu do zdrowia, gdy dorosłe dzieci alkoholików zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, jak głębokie i realne są ich własne potrzeby i gdy

107


Bliska więź


uzmysławiają sobie, czego były pozbawione w dzieciństwie i czego im brakuje w wieku dorosłym, są często przerażone. Czasem reagują impulsywną ucieczką, chcąc przerwać ten proces odkrywania i utwierdzić się ponownie w dotychczaso­wym przekonaniu, że potrafią się same o siebie zatroszczyć. Zastanawiają się nagle, czy cokolwiek w tej nowej rzeczywistości dzieje się naprawdę. Z daleka myśl o „posiadaniu własnych potrzeb" lub doświadczeniu tego stanu — pociąga, z bliska - natomiast odrzuca. Shirley ujmuje to jednym zdaniem:

Gdy mam potrzeby, czuję się jak moja matka-alkoholiczka - obrzydliwa i pozbawiona . kontroli.

W miarę zdrowienia, dorosłe dzieci alkoholików odrzucają - warstwa po warstwie - mechanizmy obronne, które uniemożliwiały im dotychczas roz­poznanie własnych potrzeb i narzucały poważne ograniczenia. Kiedy odrzuci się obraz siebie jako osoby pełniącej rolę rodzicielską, osoby „kontrolującej sytuację", która musi baczyć na potrzeby innych i je zaspokajać, pojawia się lęk. Mimo to dorosłe dziecko ma głęboką potrzebę, by ktoś zapewnił mu bezpieczeństwo, zatroszczył się o nie i wysłuchał.

Gdy dochodzą do głosu niektóre głęboko ukryte potrzeby, może temu towarzyszyć pojawienie się emocji przeciwdziałających ich ujawnianiu. Pry­mitywne pragnienie „pozbycia się wszelkich granic" może być szybko stłu­mione przez silny lęk. Pojawienie się idei „scalenia z innymi" może wzbudzić poczucie zagrożenia. Wyobrażenie o stanach jawnie pożądanych, takich jak wolność i zaspokojenie, niknie, gdy człowiek poczuje, że nie jest bezpiecznie odrzucać kontrolę lub zaniechać czujnej troski i opieki nad drugą osobą.

Kiedy dorosłe dziecko alkoholika utożsamia się z byciem „dzieckiem alkoholika", nabiera prawa do odczuwania potrzeb zależnościowych, nawet wtedy, gdy odczucia te budzą przerażenie. Gloria opisuje szczegółowo, jak własna głęboka potrzeba czyjejś troski pozostaje w konflikcie z pełnieniem roli rodzicielskiej, dzięki czemu nadal czuje się związana z matką:

Moja matka zachowywała się w sposób karygodny, ale zawsze uważala, że to kto inny ma problem, nie ona. Ja byłam zupełnie inna. Zawsze uważałam, że ze mną jest coś nie w porządku - nigdy nie byłam wystarczająco dobra. Taki obraz własnej osoby we mnie dominuje. Zdaję sobie teraz sprawę, że czuję się tak, jak musiała się czuć moja matka pod przykrywką złości i oburzenia. Dopóki uważam, że to ja mam problem, dopóty mogę się czuć blisko matki. To boli, lecz dobre samopoczucie także może wiązać się ze stratą.

Mimo to marzę o tym, by ktoś się o mnie troszczył, by mnie chwalił i cieszył się moimi sukcesami. Gdy byłam dzieckiem, wyobrażałam sobie, że jestem sierotą, którą adoptuje nowa rodzina. Mogłabym wtedy „zacząć wszystko od początku".

Cykl ten wciąż się u Glorii powtarzał: nieraz osiągała wgląd, czuła się lepiej - „zapisywała nową kartkę" - po czym zawsze uprzytamniała sobie, że nie jest wystarczająco dobra i właściwie niczego nie dokonała. Chcąc utrzy­mać kontakt z matką, przyjęła jej strategię obrony i jej światopogląd. W miarę

108_________________________III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY 7. ~

jak posuwała się naprzód w pracy nad rekonstrukcją przeszłości, uświadomiła sobie głębiej i jaśniej, na czym polega jej bliska więź z matką:

Im bardziej się otwieram, tym mocniej czuję, że jestem „rozpadającą się matką". Rolę tę zawsze odgrywała moja matka. Pijąc i dramatyzując, skupiała na sobie naszą uwagę. Nie wiem, co czułam, gdy byłam dzieckiem. Czułam tylko to, co czuła matka lub to, co powinna była odczuwać. Były to uczucia głębokie i niekontrolowane.

Głównym wątkiem w procesie zdrowienia dorosłych dzieci alkoholików jest pojęcie „pozostawiania" rodziców w tyle - rezygnacji ze świadczenia przynależnych im uczuć lub z ujemnego obrazu siebie, służącego podtrzyma­niu więzi z rodzicami. Gloria opowiada, jak silna jest jej więź z matką i jak

trudno się od niej odłączyć:

di

Przeraża mnie myśl o „porzuceniu" matki. To tak, jakbym porzucała istotny fragment samej kó,..

siebie. Jedynie matka pozwala mi określić, kim jestem. Swoją tożsamość skonstruowałam na nie •

podstawie tego, co mi mówiła i jak mnie oceniała. Zawsze mnie krytykowała i karała. Taka ro'~"^

więc jestem. Kiedy sama siebie potępiam, wiem, że istnieję. . _.

Kiedy się na matkę gniewam lub mam ochotę ją ukarać, to tak, jakbym samą siebie karała

lub unicestwiała. Tak bardzo czuję się częścią matki i aż tak ja rozumiem. 7f arat «o ~-x »~

.._. __. — „-..., «.««. sygl

Wiele dorosłych dzieci alkoholików odczuwa potrzeby, ale tylko w sa­
motności: i

f •-

Tak było, gdy dorastałem i tak jest teraz. Nie miałem odwagi odczuwać jakiejkolwiek
potrzeby. Nikogo przy mnie nie było. |

f

Dorosłe dzieci alkoholików powracają raz po raz do bolesnego pytania: CŁy kkdykolwitk b^\0 do kogo się zwrócić? Wiele z nich w swoich fantazjach miało idealną, szczególną rodzinę, do której można było przynależeć - rodzi­uczciwą i normalną. Inne fantazjowały o adopcji lub jawnie pragnęły zmiany rodziny. Fantazjom tym towarzyszyła świadomość, że rozpaczliwie im brakowało kogoś, z kim mogłyby porozmawiać i kto by ich wysłuchał.

Kiedy dorosłe dziecko alkoholika zaczyna rozumieć, jakie funkcje pełni
przyjęcie na siebie roli rodziców i jak dzięki temu mogło ukryć własne, silne °\_
potrzeby, musi nieraz stanąć twarzą w twarz z bolesną prawdą na temat
własnych rodziców i własnej rodziny. Gloria zaczęła szlochać, ogarnęła ją
nagle głęboka tęsknota i silne przeświadczenie, że rodzice nie mogli zaspokoić
jej potrzeb.

Gdybym przestała wierzyć, że to była moja wina, musiałabym sobie uświadomić, że rodzice nie stanęli na wysokości zadania. Nie mogłam tego zrobić. Potrzebowałam tego, by przeka­zali mi wiedzę o mnie samej i o świecie.

Zdając sobie sprawę z istnienia potrzeb, człowiek uzmysławia sobie także ;
bolesne zagadnienia straty i braku. ; ni

i

109


Bliska więź


W opisie Sue matka jest dziecinna i podatna na krzywdę. Przeważnie się boi, wobec czego nie może być dla Sue wzorcem, na podstawie którego uczy się, że świat jest miejscem bezpiecznym; sama też nie daje dziecku poczucia bezpieczeństwa ani też nie zapewnia jej matczynej opieki. Sue stale i uporczywie przeżywa głęboką stratę. Myśląc o sobie jako o małym dziecku odczuwa lęk i ogromne poczucie braku.

Zamiast przyznać sobie prawo do własnych potrzeb, Sandra chciałaby się ich pozbyć:

Miałam zbyt wiele potrzeb, więc matka popadała w depresję. Gdybym była lepsza, mniej wymagająca, może matka potrafiłaby mi więcej dać.

Chcąc się bronić przed poczuciem straty i przed rozczarowaniem z powo­du nieprzewidywalności i niekonsekwencji rodziców, dorosłe dzieci alkoholi­ków odrzucają własne potrzeby zależności. Wiele z nich przypomina sobie nie tyle stratę tego, co mogło być, a czego nie było, ile powtarzające się rozczarowanie z powodu wycofania się emocjonalnego rodziców i ich odizo­lowania się podczas pijackich epizodów. Dorosłe dziecko alkoholika mające za sobą takie przeżycia, dopuszcza do siebie własne potrzeby w sposób ściśle odmierzony, kontrolowany, obserwując bacznie opiekuna w poszukiwaniu sygnałów wycofania się lub dezaprobaty.

Jeżeli potrzebuję czegoś za bardzo, przytłaczam tym innych i muszą oni wycofać się w samoobronie. W końcu sam jestem sobie winien, że inni mnie opuszczają.

Zarówno mężczyźni, jak kobiety często przyjmują fałszywą i sztywną postawę „twardziela", mają bowiem silną skłonność do zaprzeczania, jakoby czegokolwiek potrzebowali. Przyłączywszy się do grupy wsparcia*, Henry jawnie szydził z ludzi, którzy czegoś potrzebowali:

Trzeba umieć samemu sobie radzić i umieć siebie kontrolować!

Z czasem Henry ujawnił, iż zazdrości Bobowi i Jimowi, że inni okazują im ciepło. Z początku uważał, że ludzie byli mu nieżyczliwi czuli się w jego obecności zagrożeni i nie chcieli go wspierać. Grupa podważyła jego opinię, wykazując mu, że stale się złościł i miał się na baczności. Bardzo mało o sobie mówił, a potem był zły, że nikt nie zareagował. Kiedy sytuacja ta powtórzyła się kilkakrotnie, Henry zastanowił się nad znaczeniem pojęcia „potrzeba":

Kiedy ktoś czegoś potrzebuje, jest to tożsame z brakiem kontroli, czyli z byciem pijanym. Ojciec był bezradny, kiedy był pijany.

* Grupa wsparcia - grupa osób z podobnymi problemami, pracująca często bez terapeuty. Nazwa sugeruje, że głównym celem pracy grupy nie jest głęboka psychoterapia, lecz dawanie wsparcia przez dzielenie się przeżyciami i doświadczeniami, oraz wspólne wypracowywa-nowych sposobów radzenia sobie z tymi problemami, (przyp. konsult.)

110


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

Henry zrozumiał, że odnosił się do ludzi w sposób nieprzyjemny, by uchronić się przed poczuciem braku i by nie komunikować im, że czegoś potrzebuje. Szczególnie chodziło mu o zapewnienie sobie poczucia kontroli. Kilka tygodni później zaczai opowiadać, do czego prowadzi ujawnianie i od­czuwanie potrzeb:

Alkoholizm ojca sprawił, że mieliśmy — jako jednostki i jako rodzina - wykreślone co najmniej dwadzieścia lat życia, z emocjonalnego i osobistego rozwoju. Była to dla mnie wielka strata - tragiczna konsekwencja tego, że ojciec był zajęty przede wszystkim za­spokajaniem własnych potrzeb. Nie potrafię sobie wyobrazić, abym mógł swoje potrzeby postawić na pierwszym miejscu, choć często marzę, by ktoś inny to zrobił za mnie.

Przez wiele tygodni Ray słuchał uważnie, jak Henry kruszy mur, który kiedyś zbudował wokół siebie dla samoobrony. Ray nagle uświadomił sobie dlaczego nie potrafi się odezwać, nie potrafi niczego odczuwać, choć bardzo tego chce:

Kiedy człowiek się otwiera, oznacza to, że czegoś potrzebuje. Gdybym zaczął mówić o sobie, straciłbym kontrolę i kogoś bym skrzywdził.

Dopuszczenie do głosu własnych potrzeb wysuwa na plan pierwszy inny ważny problem w procesie powrotu do zdrowia: problem granic i ustalania ograniczeń. Temat ten ujawnia się często jako druga strona medalu przy okazywaniu pragnienia bliskości i „stapiania z innymi". Kiedy w kontaktach z ludźmi odczuwa się potrzebę zachowania dystansu i kontroli, oznacza to strach przed konsekwencjami upragnionej bliskości oraz zdolności przeżywa­nia i ujawniania własnych potrzeb.

Ustalanie granic i linii demarkacyjnych Przyjęcie na siebie roli rodziców, odpowiedzialnych za pozbawione samokontroli, nieprzewidywalne „dzieci", przejawia się często w stałej potrzebie ustalania granic i przestrzegania tych ograniczeń w kontaktach z ludźmi. Problem ten wiąże się z dwiema potrzebami: kontroli picia rodziców i ich trudnego do przewidzenia zachowania (przejawia się to w stawianiu ograniczeń, podobnie jak rodzice czynią to wobec dwulatka) oraz potrzebą obrony przed poczuciem inwazji,* charakterystycznym dla związków, w których role rodziców i dzieci uległy odwróceniu.

Na przykładzie Marthy opiszemy szczegółowo ten rodzaj niezmiernie bliskiej, zaburzonej więzi.

Martha utożsamia się z matką-alkoholiczką. Obie nie potrafią wyzwolić się z łączącego je silnego związku, który je unieszczęśliwia. Matka sterowała nią w dzieciństwie, kształtując dokładnie tak jak sama chciała: na wzór grzeczności i uległości. Martha zachowuje się tak do dziś - nadal słucha matki i ulega jej, starając się być grzeczną córką.

* Poczucie inwazji - poczucie, że ktoś wkracza na nasze „terytorium psychiczne", poczucie zagrożenia własnej odrębności i możliwości realizacji własnych potrzeb, (przyp. konsult.)

y. Bliska więź


111


W końcu nigdy jednak nie udaje jej się zaspokoić potrzeb matki. Martha zawsze robi wszystko, co w jej mocy, by zadowolić matkę, a jednak w końcu stawia jej ograniczenia, głęboko ją rozczarowując.

Martha tak uporczywie postrzega siebie jako osobę będącą nie w porządku, nie liczącą się z potrzebami matki, że nie potrafi przyjąć innej perspektywy i dostrzec, że problem tkwi w zachowaniu matki. Podważyć autorytet matki, to „rozwieść się" z nią. Martha tkwi więc w przekonaniu, że nie potrafi pełnić wobec matki roli rodzicielskiej. O jej niepowodzeniu świadczy konieczność stawiania matce ciągłych ograniczeń.

Więź Marthy z matką cementuje alkohol. Przykład Pameli pokazuje z kolei wyraźnie, na czym polega problem ustalania granic w przypadku, gdy rodzice są uzależnieni; alkohol wydaje się czymś pozytywnym, wręcz nie­zbędnym dla zachowania poczucia odrębności dziecka wobec rodziców.

Kiedy odwiedzam rodziców, zawsze z nimi piję. Alkohol wyraźnie nas łączy, ale także wyznacza granice między nami. Tak długo dopóki wszyscy pijemy, granice te mogą istnieć i są przez nas uznawane. Obawiam się, że ojciec trzeźwy będzie równie nieokreślony jak pijany, tak samo mnie przygniecie i osaczy. Wessie mnie i stracę wyrazistość. Picie zawsze ułatwiało sytuację; było bowiem coś między nami, co pozwalało określić granice.

Inne dorosłe dzieci alkoholików celowo odmawiają picia, a mimo to są przekonane, że niezależnie od zachowania rodziców muszą się nimi zajmo­wać. Problem ten istnieje zawsze, ale często staje się szczególnie wyrazisty w okolicy świąt, gdy zbliża się okres wizyt rodzinnych. Patrick wyjaśnia, jak w sposób nieunikniony automatycznie traci własną tożsamość:

Z wizytami rodziców wiąże się niepewność, która mnie stale prześladuje, oraz obawa o to, jak się zachowają, gdy mnie odwiedzą. Początkowo złoszczę się, po czym ogarnia mnie przygnębienie, w miarę jak się godzę z tym, że „rodzice mają swoje prawa" i nic na to nie poradzę. To oni o wszystkim decydują. Jedyne co mogę zrobić, to ustalić pewne podstawowe granice i chociażby unikać ich. Czy to nie śmieszne? Zastanawia mnie tylko, dlaczego nie potrafię sam niczego potrzebować skoro wiem, że jedynym sposobem obrony jest samotność.

Jak widać na przykładzie Pameli i Patricka, wiązanie się i ustalanie granic to nie są proste problemy, nie są też identyczne dla wszystkich dorosłych dzieci alkoholików. Sheila opowiada o tym, jak matka wzięła się za picie, by córka mogła się oddalić i dojrzeć emocjonalnie. Niestety, strategia ta okazała się tylko pozornie skuteczna:

Matka była alkoholiczką odkąd przyszłam na świat, co nie przeszkadzało mi być do niej bardzo przywiązaną. Nigdy nie udałoby mi się „przeciąć pępowiny", gdyby ona nie została „pijaczką". Jak na ironię, to matka mnie „odcięła", stając się coraz bardziej niedostępna w miarę coraz większego zaangażowania w picie. Była w tak kiepskim stanie, że odeszłam. Wyjechałam do szkoły, tak jak sobie tego życzyła.

Nigdy jednak nie „odeszłam" naprawdę. Jak mogłam zostawić taki chaos i zacząć żyć naprawdę po swojemu? Wciąż mnie wzywano do porządkowania bałaganu w rodzinie, której nie byłam w stanie opuścić.

112


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

dz


su


PROBLEMY WIĄZANIA SIĘ W TERAPII GRUPOWEJ

Grupa terapeutyczna dlatego bywa tak skuteczna, że w sytuacji „tu i teraz" wydobywa na powierzchnię problemy głęboko skrywane, a uczestnicy do­świadczają tych samych trudności, z którymi borykają się poza grupą. Jak na ironię, uczestnicy zapisują się na zajęcia, by doświadczyć tych samych uczuć, myśli i zachowań, które sprawiają im trudność w życiu. Któż przy zdrowych zmysłach naumyślnie by się tego podjął, gdyby nie miał nadziei na zmianę? Grupa terapeutyczna tworzy środowisko, w którym poszczególne jednostki mogą pracować nad dotarciem do głęboko ukrytych przekonań i wzorów zachowania, podstawowych dla utrzymania w dzieciństwie wczesnych wię­zów i kontaktów rodzinnych. W atmosferze bezpieczeństwa, jaką zapewnia grupa, każdy może się zastanowić nad trafnością dotychczasowych przekonań i zachowań, poddać je rewizji, by sprawdzić, jak dalece nadal są niezbędne i odpowiednie dla prawidłowego rozwoju. Proces ten jest długotrwały i bole­sny; nie ma nic wpólnego z czysto intelektualną decyzją, by od wyznaczonej chwili przestać się kimś opiekować i zamiast tego korzystać z czyjejś opieki. Łatwiej też o tym mówić, niż to zrobić.

Przyjrzyjmy się, w jaki sposób w grupie ujawniają się problemy wiązania się i ustalania granic. W tym konkretnym przypadku wszyscy uczestnicy bardzo silnie odczuwają, że zamienili się z kimś rolami i że potrzebują wytyczenia odpowiednich granic w kontaktach z jednym z uczestników, który stale usiłował skupić uwagę grupy na sobie.

Uczestnicy pojęli, że Jake jest ucieleśnieniem ich najważniejszych związków międzyludz­kich, przeszłych i aktualnych. Jake potrzebuje stałej uwagi i domaga się jej, podobnie jak czynili to rodzice, a teraz partnerzy. Jak grupa reaguje na zachowanie Jake'a?

Mandy odgranicza się od Jake'a ignorując go albo nie zwracając na niego uwagi. Tak samo postępuje z matką. Sherri tak naprawdę wolałaby, żeby opuścił grupę, nie potrafi się jednak do tego przyznać ani przed sobą, ani przed innymi. Gdyby to zrobiła, musiałaby przestać traktować grupę jako szczęśliwą, troskliwą rodzinę — tak jak sobie zawsze wy­obrażała własną rodzinę. Chociaż więc Jake przeszkadza w grupie, toleruje go, ale jed­nocześnie ma do niego żal.

Uczestnicy przypominają sobie, że nigdy nie potrafili się przyznawać do tego, że w ich rodzinach było coś nie do zniesienia. Jak zauważyła Mandy: „Z kimkolwiek bym się kontaktowała, spodziewam się, że moje potrzeby nie zostaną zaspokojone i że w końcu będę musiała ustalić pewne granice, a tym samym - kogoś odrzucić. Czuję się wtedy samotna i porzucona, a sama jestem temu winna, bo nie zaspokoiłam cudzych potrzeb i wytyczyłam między nami granicę".

Inny z uczestników zareagował na Jake'a podobnie:

Przypominasz mi moją matkę, która była taka dziecinna i nieodporna. Ilekroć zwracamy ci uwagę, że przeszkadzasz i zbytnio nas absorbujesz, natychmiast zgadzasz się z tym i za-

113


7. Bliska więź


czynasz przepraszać. Mam wtedy wyrzuty sumienia, że ci przeszkodziłem, i chcę ci to wynagrodzić. Nie przyznaję się jednak, że mnie też jest przykro, także czegoś potrzebuję i chciałbym, żebyś mnie wysłuchał.

Kiedy w grupie pojawia się nowa osoba, często porusza się problemy związane z ustalaniem granic. Uczestnicy przypominają sobie z bólem, w jak trudny do przewidzenia sposób zachowywali się ich pozbawieni samokontroli rodzice i ile wywoływali niepewności.

Uczestnicy poruszyli problem braku zaufania, jaki automatycznie budzi przybysz, równie nie kontrolujący siebie, niekonsekwentny i pełen potrzeb, jak rodzice. Nawet terapeutka jest w kręgu podejrzanych. Uczestnicy zachowują czujność, czekając, aż zacznie się zachowywać w sposób nieprzewidywalny lub ich rozczaruje. Sara już od kilku lat jest w tej grupie, lecz nadal spodziewa się katastrofy. Nie zrobiła postępów, ponieważ musiała „mieć się na baczności". Musiała być czujna i ostrożna, bowiem otoczenie pozbawione było samokon­troli. To ona w miarę możności musiała powstrzymywać innych, usuwać się z drogi lub naprawiać to, co inni zepsuli. Kiedy pojawia się ktoś nowy, Sara musi na pewien czas zapomnieć o własnych potrzebach, by móc się skutecznie bronić.

Ten przykład wiele nam mówi o życiu codziennym licznych dorosłych dzieci alkoholików. Dorosłe dziecko alkoholika tylko wtedy czuje się bez­pieczne, może się odprężyć i „otworzyć", gdy wszystko przebiega idealnie. A na ogół nic nie przebiega idealnie. Sytuacje nowe, stanowiące wyzwanie lub wymagające twórczej postawy, odbierane są jako zagrażające. W sytua­cjach tych zamiast „otworzyć się" lub czekać, co się stanie — w przekonaniu, że niespodzianki wzbogacają - człowiek zawęża zakres uwagi lub odcina się zupełnie, stawiając w stan pogotowia mechanizmy obronne. Kiedy pojawia się nowy uczestnik, Patrick reaguje lękiem na jego pytanie:

Czy w tej grupie obowiązują jakieś zasady dotyczące palenia?" Patrick wyobraził sobie, że przybysz będzie „kopcił jak lokomotywa", dmuchając mu dymem w twarz i osaczając go, dlatego domagał się5 by przed przybyciem nowego uczestnika terapeuta wydał zakaz palenia. Gdyby Patrickowi udało się opanować domniemaną skłonność przybysza do palenia, mniej by się go bał i czułby się w związku z tym mniej bezsilny. Alarm włączył się na samą myśl, że przyjdzie ktoś nowy - Patrick czuł się zagrożony i potrzebował ochrony.

Inaczej zareagowała Connie:

Wiem, że będę zahamowana i wycofam się. Tak automatycznie reaguję na każdą nowość. Niespodzianki wywołują u mnie poczucie zagrożenia. W mojej rodzinie nie było dla mnie miejsca. To matka była osobą ważną, jej emocje były najbardziej wyeksponowane i central­ne. Matka była najważniejsza. Oczekiwano ode mnie, że pomogę się jej uporać z tym, co czuje i wciąż na nowo czułam się odrzucana, ilekroć sama poszukiwałam wsparcia emo­cjonalnego.

Wiele osób broni się, a zarazem manipuluje innymi, ustanawiając granice i linie demarkacyjne. Jak odmierzyć, zmierzyć, oszacować cudze potrzeby i reakcje, by uniknąć ataku lub wtargnięcia na własny teren? Czy można

l


go d'

zwi k.'


kto

f cjt>

IF


ch' j.

4,

L. -i


114


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

przykroić swoje zachowanie do cudzych pragnień lub oczekiwań? Paul wszy­stkie swoje kontakty z ludźmi regulował w ten sposób, że starał się nimi „sterować". W miarę jak podporządkowywał się całkowicie potrzebie dokład­nego przewidywania cudzych myśli, uczuć i zachowań, okazywało się, jak nieskuteczna jest taka strategia.

Paul tak bardzo przejmuje się Mary, że na niczym i na nikim nie potrafi się dzisiaj skoncentrować. Koniecznie musi ją zapytać, jak się czuje. Martwi się o nią i musi się uchronić przed tym, co mogłoby się stać, gdyby jej o to nie zapytał. Gdyby ją zostawił w spokoju, wybuchłaby później. Paul ryzykuje jednak, że kiedy zapyta ją o to wprost, ona pogniewa się na niego. W żaden sposób nie potrafi ocenić, czego ona od niego w danej chwili potrzebuje, co by ją zadowoliło, a jemu zapewniło poczucie bezpieczeństwa.

Z czasem problem granic, linii demarkacyjnych i kontroli stał się pro­blemem centralnym dla innego uczestnika, który bardzo pragnął „przynale­żeć", lecz jednocześnie panicznie się tego bał.

Bob powiedział, że nadal myśli o rezygnacji z udziału w grupie. Nie znosi, gdy inni zadają mu pytania i gdy musi wysłuchiwać, jak wyrażają swe myśli słowami, których nie lubi, na przykład „papkowaty" lub „ciepły w środku". Bob szuka sposobu „ucinania" ludzi. Czuje się zagrożony, gdy ktoś zachowuje się empatycznie lub pragnie się do niego zbliżyć, nie ma bowiem wyczucia granic czy linii demarkacyjnych i czuje, że nie umiałby zapobiec temu zbliżeniu. Nie znosi, gdy w grupie ludzie opowiadają o swoich problemach, a on nie potrafi tych problemów rozwiązać ani powstrzymać ludzi od mówienia. Tak samo się dzieje w jego życiu poza grupą i tak było, gdy dorastał.

Ujawnia się najważniejszy problem Boba: nie potrafi przyłączyć się do grupy ani odizolować się od niej. Izolacja taka jest mu jednak potrzebna, dzięki niej bowiem mógłby zapanować nad własnymi i cudzymi emocjami, i nad swoim zaangażowaniem. Nie godzi się na to, by wyznaczać granice, nie ma więc wyboru - albo czuje się w potrzasku i jest zniecierpliwiony, albo może opuścić grupę.

Wiele z powyższych przykładów to ilustracja paradoksu: dziecko jest potrzebne rodzicom do potwierdzania ich poglądów i zapewnienia im więzi emocjonalnej; dziecko zaczyna wówczas utożsamiać się z rolą rodzicielską, koncentrując się na zaspokajaniu cudzych potrzeb. Jednocześnie dziecko nabiera fałszywego przekonania, że bez niego rodzice nie przeżyją.

Od czasu do czasu dorosłe dziecko alkoholika przejawia silną potrzebę skupienia na sobie uwagi lub przynajmniej uczestniczenia we wszystkich interakcjach, podtrzymuje wtedy bowiem iluzoryczną więź. Pod spodem kryje się bardziej dominujące poczucie „niebytu", „zrównania z ziemią" przez rodziców - wprost, na skutek krytycznych napaści i chronicznej wrogo­ści lub po prostu dlatego, że potrzeby rodziców dominują. Poczucie „nie­bytu" wynika także z tego, że dziecko rozumie, iż rodzice byli dla niego niedostępni i nie obdarzali go uczuciem. Potrzeba ciągłego podtrzymywania złudzenia więzi emocjonalnej pozwala uniknąć świadomości braku więzi z pierwszym w życiu obiektem uczuć: z kimś z rodziców.

115


y. Bliska więź


Dzisiaj grupa zajmuje się ujawnioną przez Rona potrzebą stałego skupiania na sobie uwagi. Jeśli Roń nie kontaktuje się ze wszystkimi uczestnikami, jest znudzony lub się złości. Włączając się, bierze do siebie to, co mówią inni lub czyjeś wypowiedzi interpretuje na wyrost. Zdobywa w ten sposób uwagę grupy. Roń wie, że czuje się nieswojo, kiedy ma poczucie, że nikt się nim nie zajmuje. Ma wrażenie, że jest wtedy „nieobecny". Inni proszą go, by siedział cicho, on jednak nie potrafi. Poczucie porzucenia jest tak silne - przypomina sobie ponownie, jak się czuł, gdy inni wychodzili bez niego i gdy z powodu alkoholu tracił rodzinę. Zdarzało się to bardzo często.

Kiedy indziej Roń zastanawia się ze smutkiem, czy ktokolwiek zauważyłby jego nieobec­ność, gdyby wciąż nie pojawiał się tam, gdzie jest jego miejsce.

Odwrotną stroną medalu, przy intensywnej potrzebie „kontaktu" i stałe­go angażowania się, jest niezdolność do przeżywania czegokolwiek. Wiele dorosłych dzieci alkoholików mało pamięta z dzieciństwa, nie pamięta też, co czuło. Osoby te często nie potrafią również właściwie zareagować na to, co czują inni. Często podejmują leczenie, bo mają poważne problemy w kontak­tach z innymi ludźmi, a szczególnie w nawiązywaniu i utrzymywaniu bliskich związków. Matt, jedno z „pozbawionych uczuć" dorosłych dzieci alkoholi­ków, określił to tak:

Jak można komuś dać do zrozumienia, że jesteś emocjonalnie zaangażowany, skoro niczego takiego nie czujesz lub nie potrafisz tego przekazać?

Podczas pracy w grupie Matt wiele czasu poświęcił na roztrząsanie, jak należy „właściwie" reagować, brakowało mu bowiem własnych emocji, którymi mógłby się kierować. Czuł się „wyłączony" i inni też go tak postrzegali. Po starannej analizie zrozumiał, że musiał się wycofywać emo­cjonalnie i izolować, by przetrwać w dzieciństwie. W taki właśnie sposób ustanawiał swoje granice. Rodzice najczęściej byli pijani i nie kontrolowali swoich emocji. Przechodzili z jednych skrajnych uczuć i zachowań w drugie. Tylko dzięki izolacji uczuciowej mógł się sam uchronić przed ciągłym poczuciem braku kontroli. Teraz, kiedy jest już dorosły, jego emocjonalne wycofanie stanowi problem.

Przy dalszej analizie stwierdzono, że związek Matta z matką miał charak­ter „podwójnego związania". Matkę często denerwowało to, że Matt nie chciał się nią zajmować i był bierny. Jednocześnie chciała, by był jedynie „dekoracją", którą widać, ale której nie słychać. Matka go nie chciała.

Podczas pracy w grupie Roń nudził się lub denerwował, gdy Matt nie chciał nawiązać z nim „kontaktu". Cokolwiek by Matt powiedział czy zrobił, Roń czuł, że nie otrzymał tego, czego pragnął. Matt nie mógł tego zrozumieć - nie wiedział, czego Roń od niego chce.

Wielu z nas w tym miejscu westchnie, rozpoznawszy w lot sytuację. Jest to bowiem typowy, a zarazem najpoważniejszy problem dorosłych dzieci alkoholików w kontaktach z innymi ludźmi. Pragną otrzymać od innych coś, czego oni nie mogą im dać lub też nie wiedzą, czego inni od nich chcą

116


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

i nie potrafią ich tym obdarzyć. Ta sytuacja, niezrozumiała i beznadziejna, prowadzi do poczucia samotności. Wiele czasu musiało upłynąć, nim Roń zrozumiał, że gdy był dzieckiem, wycofując się ratował swoje życie. W ten sposób bowiem udawało mu się przestrzegać odpowiednich granic. To jed­nak, co w dzieciństwie było zbawienne, teraz przeszkadza. Rona trapi chro­niczne poczucie samotności. Jest to cena, jaką płaci za zdystansowanie się od wdzierającej się na jego teren matki-alkoholiczki.

Zajmiemy się teraz kolejnymi problemami rozwoju. Przyjrzyjmy się waż­nej towarzyszce więzi emocjonalnej - kształtowaniu się tożsamości.

8

Kształtowanie się tożsamości

W


Stanach Zjednoczonych ulubioną metodą stosowaną przez prowadzą­cych seminaria lub wygłaszających referaty jest wypisywanie koloro­wymi flamastrami kolejnych tematów wiodących lub kategorii problemów - osobno na dużych arkuszach, które przyczepia się następnie do ścian i okien, by wszyscy mogli je widzieć.

W rozważaniach nad rozwojem zajmiemy się teraz środowiskiem domo­wym — przyjrzymy się i rodzinie, i jednostce. Na naszych wyimaginowanych arkuszach z tematami widnieją pojęcia kluczowe, które należy zapamiętać i właściwie zrozumieć: podwójne zaprzeczanie, „wersja" historii rodzinnej, dorosłe dzieci alkoholików, niezdrowe współuzależnienie, role i odwrócenie ról, alkohol jako centralna zasada organizująca, schemat rodzinny, bliska więź. O niektórych z tych pojęć zaledwie wspomnieliśmy. Inne, dzięki omówieniu ich wzajemnych powiązań i przytoczonym przykładom, stanowią podłoże, które z czasem przykryjemy odpowiednią nawierzchnią, wytyczając tym samym drogę ku zdrowieniu. Przechodząc do kolejnych rozdziałów, przypomnimy wzajemne powiązania tych pojęć, wprowadzimy też nowe terminy. Najpierw kolejne hasło nadrzędne: obok pojęcia „więź emocjo­nalna" umieśćmy „kształtowanie tożsamości".

U podstaw samowiedzy, czyli tego, co można nazwać poczuciem tożsamości leżą podstawowe przekonania rodziny. Jak już wiemy, w rodzinie dotkniętej alkoholizmem przekonania te, zwane przez nas obowiązującą „wersją" historii rodzinnej, ukształtowały się na bazie zaprzeczania alkoholizmowi, a jeżeli do takiego zaprzeczania nie dochodzi - na bazie przyjętych przez rodzinę uzasad­nień służących usprawiedliwieniu lub zamaskowaniu uzależnienia od alkoholu.

W tym rozdziale zobaczymy, jak dzieci zdobywają informacje. Następnie prześledzimy, w jaki sposób obronna potrzeba utrzymania obowiązują­cej „wersji" historii rodziny prowadzi do rozwoju u dziecka jego własnej „wersji" tejże historii, czyli własnej tożsamości.

l


( cDSOUIOpBlMS IUH3D O OD3IU

3UO BS


M


5J3S


'BlMZOJ 3IS


-BZSOUZ


9IU 8ZOUI


SlS


PO 3IUZ3IBZ31U fBI BU IZp3lMOdpO M fDSOUIBSZOJ BUSEfM 3(npnq 05{D3IZp


3AVOMEjspod orupazjtdn 3j5(Xzjd zszid

-OD M ESajn fOS01SIAVXZD3ZJ BDBfBZDBJO EJ9iqpO 3IU B c3fBl E33iq3ZJd ifDBUJJOJUl ifD^pS S3DOld 3Z B f3UO(OMsXzJd I 3UBj5lUIEdBZ BfBJSOZ Z 3Upo3z :3(DEUJJOJUt 3DBZpOqDpBU


~od!


mudoas uiAzs^StM zbj

M 'SOds C(3Z3BUI *3UODnZJpO -UJ3ZBJqO 5lS 3IU


DSOUIBSZOJ BU 5lS OJ ES

bui


(3ZSJBp

BUZOUI 3IU U9ZO|BZ

Z ąD^MOMBjspod 5zBq

'B1BIMS o330BfBZDBJO BIUBJ3iq

-po qosods i iipsoupal bjubmo^obz fe/rujBjzs^ r e/bzoeuz^m sez BiuBuo^szjd eizpnj ijoAuui i Aqoso (susejm ieuisj bu UBUospzid qDAasrzEjXAV 5uuoj b(ej

-3iqAZJd 3U03J 3MO UI3SEZ3 Z •UJ3IU3ZDOaO Z rUIBb^EJ3JUI JS3( EUBAV05[UnJBAVn IIJO31 tpAl BfDipUlSUO^I -uAzoAZjd 033( I BIUBAVOd5aSOd OSSUSE^M BIUBtUSEfAM ZBJO 3iq3IS O33UIES BlUB33ZJaSOd q9SOdS 3UO BfBZDEUZA^ '1BUI3J AUSB^AV BU

pod ES


BUE3f


-MBUZOd


,B1MS


sra zpoi jioz

ł|9


ibBUIJOJUl ElUBZJBAtt3ZJd I ElUEMAZB^SZJd UlAZDMBUZOd 5lS AUJ3IUl(BZ ZBJ3JL 'I113pp3izp B IUJBD

-izpoi AzpSiui (suiBUoboure iz5iM o BMOUi ej Aq sjEizpzoj uiiupszidod £h

'BZDMBUZOd AUIB/WAZEU 3Zp3lM B^BJ — AMEJSpod (31 Z AlIJBlsAZJO^ <AuiS31S3( 31S DEDq^) 'pSOUJESZOl (3USB^M 5lS BIUBMOIJEIZS^I l n[OMZOJ felMOUBlS 31 3tJO3X '3p3IAVS SBU UlADEfEZDElO O l 1BUI31 (9A\S EU 9UO31 DEMOpnO AlIISIUZDBZ ^tMOUJ 5lS AuiAzoriEU UI3SBZD Z Ap3l>T '3(n3B3JBZ UBU I

t Ł ^\ • * • * • fc • —^ • * •

ZDB^d zsbu AzsAfsn soi^j azd <DE(EpEq *pfsoiuM. XuiB3EpAM i 5zp3tM AuiEAvXq

-OP7 ' XlII3tMef Zn( OD CO1 DStUUnZOJ AZO DtMOUJ 3IS AuiAzDnEU 3ZDZS3( UIIUBZ

i Ł* CC*.. <• «.*. ••

C3( AurafrojpBZJod i ai^bj AuiizpBUiojr) 'niuszpoin od zna DizpBuioj3 Aui

-euazdez 5zp3t^ '(EzpoqDBZ suo o33ZDE^p eD3itunzoj i ai^bj oAzJB(o^ AunjBJH

-Od lll&roi^ t5[3IZp) BIUEMOUJnZOJ I l[3d3DJ3d IDSOUl5(3imn (3ZS^5lM ZEJOD

UI3MlDIUp3JSOd EZ AuiBMAqOpZ UlAZDMBUZOd l AU|BUO[DOUJ3 3ZJ31^BJBqD O 3(DEUIJOJUJ " ^

-EZDB1O t 3iqOS O 31S Aui3(npEIMOp PP9JZ qD£lIBUIZOJ Z BlUBISEJOp 3tS3DOJd

VMSV1AV


WHiSHf WDI :


811


'III


119


jrowanie się tożsamości »


cje czuwania, pod wpływem każdego doświadczenia, każdego obej-usłyszanego lub odczutego zdarzenia. Niektórzy rodzice uważają, że

się", kiedy pójdzie na wycieczkę do zoo lub do muzeum, Ulicę Sezamkową lub wysłucha bajki na dobranoc. W rzeczywistości s t rozwija się ono cały czas, w każdym oświetleniu, pod wpływem dźwięku, a także w ciszy.



chodzić z njm w kontakt, zdobywa coraz więcej informacji i z czasem J przyjmować to, co stanowi „część jego ja", co do niego pasuje, 11




wpływ na podstawowe przekonania dziecka wywierają kontakty szczególnie z postaciami dla niego ważnymi (są nimi na ogół pla niemowlęcia i małego dziecka rodzice to cały świat - innego być ma alternatywy dla więzi emocjonalnej między rodzicami ^^iiern- Dla dziecka w pierwszym okresie życia więź ta stanowi najważ-£fódło informacji. Czy można się dziwić, że automatycznie przejmuje ariia rodziców i trzyma się ich kurczowo? Bez nich bowiem roz-się tożsamość jego i rodziny. Identyfikując się przede wszystkim • aJflij dziecko dowiaduje się, kim jest i kim ma zostać w przyszłości, jfowym otoczeniu proces nabywania samowiedzy przebiega bardzo ' Dziecko, któremu pozwala się swobodnie poznawać otaczający

0

2a to, co ne pasue

jdzł,


"""' l

&) ••

Ja-.


tOczeniu niezdrowym, na przykład w rodzinie alkoholowej, napływ cji ogranicza potrzeba samoobrony rodziców, a szczególnie ich po-orr*1 przeczania piciu lub jego konsekwencjom. I tak, w sposób pośredni, trzeb3 ,-zrn rodziców wpływa na rozwój obrazu samego siebie u dziecka. ** vvielki jest ten wpływ? W niektórych rodzinach potrzeby obronne • zai3- * regulują wszystko, co dziecko postrzega, wszystkie napływające °^ran acje- ^ rodzinach, w których alkoholizm rodziców jest mniej domi-j W mniejszym stopniu pełni rolę centralnego czynnika organizujące-, rrnacje dotyczące alkoholu mogą podlegać znacznej selekcji i znie-a te n^e zw^zane z zaprzeczaniem mogą docierać w sposób mniej bardziej dynamiczny.

r


zaprzeczanie Jeśli rodzice mają potrzebę odrzucenia określonych
rozwój poznawczy i emocjonalny dziecka doznaje poważnego
. Kiedy rodzina jest dotknięta alkoholizmem i zaprzecza piciu lub
•ego koń sekwencjom, dziecko musi odrzucić informacje, które samo odbiera
pe j poddać rewizji własne przekonania, przyjmując punkt widzenia rodziców,
pozostaje w konflikcie z własnymi spostrzeżeniami i wyjaśnieniami propor­
cjonalnie do zakresu zaprzeczania, a także stopnia, w jakim rodzina opiera
§wc kontakty z ludźmi i sposób widzenia świata na zaprzeczaniu.

Rozbieżne informacje naruszają równowagę w rodzinie. Chcąc sobie po­radzić z zaburzeniem w funkcjonowaniu rodziny, poszczególni jej członkowie muszą zrewidować podstawowe przekonania lub nie dopuścić do świadomo­ści grzecznych informacji i spostrzeżeń. Czyż dzieci nie mogłyby podważyć

120


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

PO


jes


swych najgłębszych przekonań lub ich zmodyfikować, by w ten sposób zagwarantować rodzinie inny, zdrowszy rodzaj równowagi? Rzadko tak się dzieje. Podważenie utrwalonych przekonań stanowiłoby dla dziecka i dla całej rodziny największe zagrożenie.

Rodzinna „wersja" własnej historii Jak zauważa Daniel Goleman, rodzi­na stanowi dla dziecka pierwszy wzorzec wspólnie odbieranej rzeczywistości. W wielu rodzinach alkoholowych ważniejsza od „ja" indywidualnego staje się wspólna rzeczywistość wyznaczająca tożsamość rodzinną, a oparta na zaprzeczaniu alkoholizmowi. Dziecko musi filtrować własną tożsamość czy też własną historię przez rodzinną „wersję" historii. Gromadzone przez jednostkę informacje kształtowane są przez wspólny punkt widzenia, a wszy­scy muszą współdziałać, by utrzymać wzajemne więzy, stabilność i spójność rodziny. Jeśli tym, co trzyma razem jakąś organizaqę lub rodzinę, są znie­kształcone przekonania i spaczony odbiór rzeczywistości, to - jak twierdzi Goleman - nie ma nic gorszego niż osoba, która ma odmienne zdanie lub kwestionuje podstawowe założenia.

Maleńkie dzieci muszą przyjąć punkt widzenia rodziców i tak ukształ­tować własną tożsamość, by była ona zgodna z przekonaniami rodziców.

Skoro dzieci nie mogą podważać podstawowych założeń, muszą odrzucać informacje, które są z nimi sprzeczne. Podobnie jak rodzice, zaczynają inter­pretować sprzeczne informacje w sposób zniekształcony, nielogiczny.

Odrzucenie lub zniekształcenie informacji prowadzi do dwóch następstw: do ponownego potwierdzania najgłębszych przekonań (usunięto bowiem zagrożenie, jakie niosły sprzeczne z nimi informacje), do zablokowania nie­których emocji. Jak zauważyło jedno z dorosłych dzieci alkoholików:

Nie można reagować emocjonalnie na nie istniejącą rzeczywistość.

Cały światopogląd dziecka kształtowany jest przez potrzebę zaprzeczania i utrzymania pewnych kluczowych założeń dotyczących rodziny i jej „wersji" własnej historii. Zamiast pytać „kim jestem", dziecko ogranicza się do pyta­nia „kim muszę być" oraz „co powinienem dostrzegać, a czego nie wolno mi widzieć, by utrzymać istniejący stan rzeczy"?"

Cały proces gromadzenia informacji ulega ograniczeniu i przebiega na zasadzie błędnego koła. Jednostka musi swój odbiór rzeczywistości zawęzić i zniekształcić, by dostosować doń swoje zachowania i spostrzeżenia. Nie może sobie pozwolić na prawo do własnego punktu widzenia ani na ciągłe powiększanie zakresu wiedzy, by radzić sobie później w realnym, pozaro-dzinnym środowisku.

Rodzina alkoholowa ma zbyt wiele do stracenia, by mogła sobie pozwolić na otwartą, ekspansywną i pełną akceptacji postawę wobec świata. Zbyt prędko bowiem zostałaby zalana potokiem informacji, ujawniających rozbież­ność między rzeczywistością a głęboko utrwalonymi przekonaniami.

121


8. Kształtowanie się tożsamości

POSTRZEGANIE, PRZEKONANIA I BLISKA WIĘŹ

W rodzinie alkoholowej siłą napędową procesu kształtowania tożsamości jest potrzeba odpowiedniego interpretowania spostrzeżeń i informacji, i dopaso­wywania ich do uprzednio ustalonej wspólnej rzeczywistości. Hugh Rosen, pracownik socjalny zajmujący się pracą kliniczną i wyznawca teorii poznaw­czej, twierdzi, że jeżeli sposób, w jaki dziecko interpretuje otaczającą rzeczy­wistość odbiega od wyjaśnień rodziców, dopasowuje ono swój punkt widze­nia do przyjętego przez rodziców. Przyjrzyjmy się teraz jak przebiega ów proces zniekształcania rzeczywistości u dorosłych, którzy się leczą.

Shirley i Peg zaczęły się wzajemnie oskarżać o nadmierne wymagania i niezrozumienie intencji. Gniewały się na siebie do końca spotkania. Tydzień później Shirley przyznała Peg rację i przeprosiła za to, że ją źle zrozumiała i w efekcie zareagowała niewłaściwie. Pozostali uczestnicy zwrócili uwagę, że Shirley zmieniła swój punkt widzenia, do którego, ich zdaniem, miała takie samo prawo jak i Peg, by ukryć złość i naprawić nadszarpnięte stosunki z koleżanką z grupy. Shirley nie sprostała wyzwaniu i odparła: „Po konfrontacji z Peg czułam się bardzo samotna i wyizolowana. Czułam się odpowiedzialna za to, że się rozgniewała i żałowałam, że miałam inny pogląd niż ona. Doszłam do wniosku, że to ona miała rację".

Uczestnicy nakłonili Shirley, by dokładnie przeanalizowała swoje zacho­wanie: chcąc zahamować złość zmieniła odbiór rzeczywistości. Shirley roz­płakała się:

Zrobiłabym wszystko, żeby tylko inni się na mnie nie gniewali. O wiele lepiej jest zrezygnować z własnego zdania i wziąć na siebie odpowiedzialność za kogoś, niż ryzykować czyjąś złość.

Po tej bardzo ważnej wymianie zdań uczestnicy doszli do wniosku, że rodzice mieli inny niż dziecko sposób widzenia rodziny, ale racja zawsze była po ich stronie. Kiedy dzieci alkoholików dorastają, bardzo trudno przychodzi im zaufać własnym spostrzeżeniom lub wywalczyć własny po­gląd. Mikę tak to ujął:

Z trudem przychodzi mi upieranie się przy własnym punkcie widzenia, czy uznanie, że mam prawo czuć to, co czuję. Jeśli szefowa coś powie, automatycznie ma rację. Muszę dopasować swoje zdanie do jej zdania i strasznie mi wtedy głupio. Dlatego nie ma sensu gniewać się, czy komuś sprzeciwiać. Aby uniknąć sprzeczki, muszę zawsze dostosować się do cudzego punktu widzenia.

Nic dziwnego, że Mikę (początkowo nieświadomie) był głęboko przeko­nany o własnej niekompetencji. Wybierał takich szefów i współpracowników, którzy mieli zdecydowane poglądy i dużą potrzebę upierania się przy swoim. Wierzył w to, że gdyby obstawał przy swoim lub przestał myśleć o sobie, że jest głupi, straciłby tych, których najbardziej potrzebował.

4

rrr


rru

lo

2*

rt


c

w

zaś c

Z-c


r

JU2


122


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

Przejęcie odpowiedzialności Jak dziecko radzi sobie z takim ciągłym zniekształcaniem rzeczywistości? Sposób najbardziej rozpowszechniony i sku­teczny zarazem to przejęcie odpowiedzialności za nie istniejące problemy. Brzmi to niedorzecznie? Tak właśnie się dzieje. Dziecko wciąż słyszy, że alkohol nie stanowi żadnego problemu, a jednak wie, że coś jest nie w porządku. Musi to więc dotyczyć jego samego. Dziecko nabiera przekonania, że gdyby było grzeczniejsze, bardziej kochające, stawiało mniejsze wymagania lub więcej pomagało, rodzice staliby się bardziej dostępni, a świat bardziej zrozumiały.

Naturalnym elementem rozwoju dziecka jest przekonanie o własnej om-nipotencji lub wiara w ogromną siłę własną. Wszyscy tacy byliśmy i w miarę dojrzewania wszyscy musimy z takich przekonań rezygnować. Kiedy dziecko przejmuje na siebie odpowiedzialność, poczucie własnej mocy jest bardzo na miejscu i trudno z niego zrezygnować. Może się wtedy utrwalić u niego dążenie do perfekcji, do znalezienia idealnego sposobu na „poprawienie się" i zdobycie akceptacji rodziców.

Jak silny może być mechanizm przejęcia odpowiedzialności, popychający dziecko ku ciągłym próbom „poprawiania się", nawet gdy widzi, że praw­dziwy problem nie znika? Tak silny, że dziecko nie ustaje w wysiłkach. Chce za wszelką cenę ocalić kontakt z rodzicami - utrzymać ich aprobatę i zredu­kować własne, nieuświadomione poczucie winy. Trudno mu się przyznać, że nie ma racji, ale jeszcze trudniej uznać, że ci, na których polega, nie mają racji lub już nie potrafią się nim opiekować. Przejęcie odpowiedzialności stwarza problemy, ale chroni przed poczuciem beznadziejności i głęboką depresją, towarzyszącą zrozumieniu, że rodzice są niedostępni.

Przejąwszy odpowiedzialność, dziecko - przekonane, że jest przyczyną problemów w rodzinie, których zresztą nie potrafi rozwiązać - może zacząć nienawidzieć samego siebie, krytykować się i samooskarżać. Inną reakcją będzie ograniczenie zaangażowania poznawczego i emocjonalnego w świat zewnętrzny. Osiąga wtedy znaczną wiedzę i umiejętności w jednej, wąskiej dziedzinie. Jak to się dzieje, możemy zobaczyć na przykładzie Sary:

Kilka lat temu oglądałam film o niewolnikach. Ludzie szli gęsiego, a każdy biczował swego poprzednika. O mało nie zemdlałam i musiałam wyjść z kina. Teraz nagle zrozumiałam dlaczego. Ludzie ci wzięli odpowiedzialność za swą dolę i wypędzali z siebie demony, wymierzając sobie równocześnie karę. Ja tak robiłam przez całe życie: karałam siebie za to, co wywołałam w domu ł czego nie potrafiłam naprawić.

Podobne wspomnienie ma Burt:

Stale dążyłem do zaprowadzenia w domu idealnego ładu i jednocześnie nie potrafiłem tego osiągnąć. W soboty i niedziele sprzątałem mieszkanie, krążąc wokół rodziców, którzy siedzieli i pili.

Burta stale denerwuje odczuwany w pracy brak kontroli, przypomina mu to bowiem dom rodzinny.

123


8. Kształtowanie się tożsamości

Wciąż szukam jakiejś struktury, jakichś zasad, czegoś konkretnego. Szefowa wzbudza we mnie lęk, ponieważ nie wiem, co czuje i co myśli. W pracy jak w życiu - stan chronicznego lęku. Jeśli w Bangladeszu zdarzy się cyklon, na pewno ja go wywołałem.

U dzieci alkoholików przejęcie odpowiedzialności pełni ważną funkcję i okazuje się przydatne. Jest to jedna z kluczowych strategii obronnych, za której pomocą uczą się radzić sobie z rzeczywistością rodzinną. Przejęcie odpowiedzialności to element ich fałszywego „ja". Nikt im tego jednak nie powie, a już na pewno nie one same.

Spójrzmy teraz, jak zniekształcenia postrzegania rzeczywistości wpływają na rozwój obrazu samego siebie u dziecka i na relacje ze światem poza-rodzinnym.

Socjalizacja Jak już mówiliśmy, dziecko powinno się nauczyć od rodziny zasad obowiązujących w danej kulturze. W większości wypadków tak się dzieje. To, co dziecko przyswaja, powinno być zgodne lub niesprzeczne z szerszymi przekonaniami i oczekiwaniami przyjętymi w danej kulturze. Wtedy względnie łatwo opuszcza ochronną strefę rodziny i wychodzi w sze­roki świat.

Kiedy jedno z rodziców jest alkoholikiem, mogą być trudności z przy­swojeniem jakichkolwiek zasad obowiązujących w społeczeństwie. Może też się okazać, że zasady, których dziecko się uczy, tak dalece związane są z zaprzeczaniem i zniekształcaniem rzeczywistości, że nie pasują do świata zewnętrznego.

Dziecko wychowujące się w rodzinie alkoholowej dostrzega z czasem, że świat domu rodzinnego bardzo odbiega od świata zewnętrznego. Różnica ta, często niejasna i niezdefiniowana, wiąże się z dominacją alkoholu, przekona­niami na jego temat i z zachowaniem związanym z piciem. Charlie opowiada nam, w jaki sposób dowiedział się, kim jest i jaki jest świat. Opowiada o tym już jako osoba dorosła, świadoma faktu, że rodzice byli uzależnieni od alkoholu.

Rzeczywistość, którą obserwowały i o której słyszały dzieci w mojej rodzinie, była nienor­malna. Nie miałem jednak o tym pojęcia, bo brakowało mi odpowiednich doświadczeń. Nauczyłem się więc w mojej rodzinie, jak powinno wyglądać życie, co w świecie zewnętrz­nym jest dobre, a co złe. Potem stwierdziłem, że coś tu się nie zgadza. Gdy dorosłem, byłem zagubiony, czułem się niepewnie. Świat pozarodzinny napawał mnie lękiem. Wiem, że jestem niedojrzały emocjonalnie, nie wiem jednak, co z tym zrobić.

Kiedy dziecko alkoholików zorientuje się, że zachowanie rodziców jest nietypowe, odczuwa straszny wstyd, upokorzenie i czuje się wyobcowane. Nasilają, się iego mechanizmy obronne i izoluje sią od reszty świata, by uniknąć zdemaskowania. Dzieci alkoholików, również w wieku doro­słym, stale czują się straszliwie rozdarte między przynależnością do rodziny, w której coś jest nie w porządku, a przynależnością do świata, w którym

124


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

wszystko jest w porządku. Bywa to źródłem ogromnego cierpienia. Być
człowiekiem „normalnym", naprawdę „należeć" do świata dorosłych, to J
zarazem zdradzić lub porzucić rodzinę. Bev przypomina sobie, jak w dziecin- f
stwie po raz pierwszy stanęła przed tym dylematem. l

Wśród

kszta

rzewna

ja",

Dopi


Przy wnikl


Kiedy miałam mniej więcej dwanaście lat, zaprosiłam na noc kilka przyjaciółek. Czekałam na to z utęsknieniem, ale wkrótce przyszło upokorzenie. Kiedy zobaczyły pijących rodziców, na ich twarzach pojawiło się niedowierzanie i konsternacja. Dotychczas widziały pijanych ludzi tylko w telewizji. Były przerażone, chichotały jednak, by ukryć lęk. Czułam się bardzo upokorzona. Wstydziłam się za rodziców, ale jednocześnie zaczęłam ich bronić. Zależało mi na aprobacie przyjaciółek i chciałam być taka jak one, miałam im jednak za złe, że śmieją się z moich rodziców. Od tego czasu jeszcze bardziej broniłam rodziny i trzymałam język za zębami. Musiałam ukrywać prawdę. Ujrzałam wtedy wewnętrzny świat alkoholizmu, który był mój z racji urodzenia, oraz świat zewnętrzny, do którego także chciałam należeć. Chcąc należeć do tego normalnego świata, musiałam przezwyciężyć i ukryć swoje pochodzenie.

Jak twierdzą psychologowie poznawczy, rozwój poczucia własnego „ja" u dziecka wiąże się ściśle z kontekstem rodzinnym. Innymi słowy, obraz własnej osoby, który tworzy dziecko, zgodny jest z samoopisem rodziny - z jej „wersją" własnej historii. W miarę dorastania, dziecko w mniejszym stopniu podlega wpływowi przekonań i wartości rodziców, i mniej jest do nich przywiązane; coraz lepiej też potrafi skonstruować własną tożsamość niezależną od rodzinnej „wersji" historii.

Niestety, zostaje wtedy zagrożona więź rodzinna. Chcąc tę więź pie­lęgnować, dziecko wychowywane w rodzinie alkoholowej musi zaprzeczać. Dążenie do odłączania się i niezależności rodzi lęk, gdyż jednostka dostrzega, że ludzie ze świata zewnętrznego inaczej odbierają rzeczywistość i być może kierują się także innymi zasadami.

W tym momencie powstaje konflikt między dwoma różnymi światami i dwiema różnymi wersjami rzeczywistości: bez sprzeniewierzenia się prze­konaniom rodzinnym nie można się włączyć w świat pozarodzinny i w nim funkcjonować. Dorosłe dzieci alkoholików często zastanawiają się, jak roz­wiązać ten dylemat. Ciągnie je ku więzom rodzinnym, podtrzymywanym dzięki zaprzeczaniu i zniekształcaniu podstawowych przekonań rodzinnych, ale również pociągające jest odłączanie się i niezależność, czemu dają wyraz wiążąc się z kulturą pozarodzinną. Czy można odseparować się od rodziny i związać ze światem zewnętrznym, skoro trzeba tym samym zdradzić prze­konania rodzinne i zerwać podstawowe więzy?

Wiele dorosłych dzieci alkoholików podejmuje terapię właśnie dlatego, że nie potrafią odłączyć się emocjonalnie lub fizycznie od pierwotnej rodziny-Niektórzy lękają się, że ich własne doświadczenia znajdą dokładne odbicie w relacjach z dziećmi. Inni, choć już dawno skończyli 20 lat, nie potrafią posunąć się naprzód, nie potrafią czuć się i zachowywać jak dorośli. Osoby te tak jakby zatrzymały się w rozwoju na etapie dojrzewania i chciałyby się dowiedzieć, dlaczego tak się stało. Jak się wydaje, przyczyna tkwi w tożsamo-

125


g. Kształtowanie się tożsamości

ści, w odpowiedzi na pytanie „kim jestem". Wiele dorosłych dzieci alkoho­lików utożsamia dorosłość z upodobnieniem się do jednego z rodziców: być dorosłym to myśleć i zachowywać się jak rodzice. Niektórzy dokładnie tak postępują: sami zaczynają pić lub znajdują sobie partnera-alkoholika, powie­lając te same wzory zachowania, te same utrwalone przekonania i te same role, które obserwowali u rodziców. Inni unikają powielania modelu rodzi­ców (lub nieświadomie starają się uniknąć), popadając we własne problemy. Wielu szuka pomocy. Podczas terapii raz po raz wracają do problemu klu­czowego - do tożsamości.

KSZTAŁTOWANIE TOŻSAMOŚCI: BĘDĘ, KIEDY DOROSNĘ"

Wśród psychologów rozwojowych panuje zgodne przekonanie, że problem kształtowania się tożsamości wysuwa się na plan pierwszy w okresie doj­rzewania. Już w chwili urodzenia dziecko zaczyna tworzyć pojęcie własnego „ja", które rozwija się na wiele opisanych przez nas wcześniej sposobów. Dopiero jednak w okresie dorastania poszczególne elementy pojęcia własnego „ja" łączą się w stabilne, coraz dojrzalsze, autonomiczne poczucie tożsa­mości. Dorastający młody człowiek „przybiera" różne tożsamości na próbę i stale zadaje sobie pytanie: „kim jestem?" Zaczyna się również zachowywać jak dorosły, co stanowi ważny krok naprzód w porównaniu z fantazjowaniem i zabawą, które pozwalają młodszym dzieciom „zobaczyć", jak to jest być dorosłym.

Nawet w najkorzystniejszych warunkach uporanie się z zadaniami okresu dorastania nie obywa się bez burz. Zdobyte w tym okresie: wiedza, odczucia i środki wyrazu podlegają ciągłym wzlotom i upadkom, co przypomina jazdę kolejką górską w wesołym miasteczku. Większego znaczenia nabiera proces socjalizacji; dziecko musi bowiem zintegrować wartości i kulturę rodziny z wartościami i kulturą świata zewnętrznego. Świat przestaje być czarno--biały, o wiele więcej w nim natomiast szarości. Młodzież w wieku dorastania zdobywa kontrolę nad znacznymi obszarami szarości - wieloznacznością uczuć i ogólną niespójnością - zaprzęgając do walki logikę i myślenie ab­strakcyjne. Dzięki nowym zdolnościom rozumowania, na wyższym poziomie abstrakcji, potrafi się uporać z natłokiem nowych, odmiennych i często rozbieżnych informacji. Porządkuje upraszcza złożone koncepcje i odkrycia dotyczące siebie i środowiska zewnętrznego, selekcjonując te, które zostaną przyswojone w postaci przekonań własnych. Młodzi ludzie potrafią teraz wnikliwie badać szeroki zakres uczuć, umieją już bowiem określić, które z nich są autentyczne; potrafią też łączyć ze sobą sprzeczne emocje.

Rodzina alkoholowa stale dostosowująca się do wydarzeń wewnątrz-rodzinnych i broniąca się przed światem zewnętrznym, przeszkadza dora­stającym chłopcom i dziewczętom w nabywaniu umiejętności przechodzenia

126


8. L


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

ro

oc"

za


na coraz wyższe poziomy rozwojowe. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy wszyscy jej członkowie zobowiązani są do zaprzeczania. Jak już wiemy, zaprzeczanie ogranicza zdolności rozpoznawania i badania otaczającej rzeczy­wistości, a przez to przyjmowania czegoś jako własne.

Kiedy dziecko dochodzi do okresu dorastania, alkoholizm może być już mocno utrwalony w rodzinie, a obrona przed światem zewnętrznym może stanowić jej podstawową troskę. W takiej sytuacji dziecko jest zwykle słabo przygotowane do rozpoczęcia procesu odłączania się od rodziny i w efekcie czekają je poważne komplikacje życiowe.

Jednym z wymogów wieku dorastania jest aktywne dążenie do zdobycia niezależnej tożsamości. Nastolatek zmierza ku dorosłości myślą i uczynkiem. Dzieci alkoholików często niezdolne są do konfrontacji z nieprawidłowymi przekonaniami i zachowaniami rodzinnymi. Zamiast je podważyć, niektóre nastolatki zaczynają pić nałogowo tak jak rodzice, zaprzeczając jednocześnie, jakoby alkohol stanowił dla nich jakikolwiek problem. Ujawniają tym samym, że identyfikują się z rodzicami-alkoholikami, choć sami nie są tego świadomi.

Dzieci alkoholików nie potrafią podjąć próby emocjonalnego odłączenia się od rodziny, brak im bowiem odpowiedniego środowiska, sprzyjającego rozwojowi koniecznej do tego dojrzałości. W ich przypadku nie doszło do ukształtowania się odpowiedniej bazy w postaci zdrowego związku emo­cjonalnego, na której to bazie opiera się późniejszy proces dojrzewania i od­łączania się od rodziny. Pełniąc wobec rodziców rolę rodzicielską, nie potrafią ich porzucić - nieprzystosowanych i znajdujących się w potrzebie. Podej­mując leczenie, dorosłe dzieci alkoholików pełne są poczucia winy, zdradziły bowiem rodzinę (rezygnując z zaprzeczania alkoholizmowi) i chcą odłączyć się od niej. Odczuwają jednocześnie głęboką tęsknotę za więzami zależności, których zabrakło lub które tak wcześnie uległy zerwaniu.

Dla wielu dzieci alkoholików odgrywających rolę „bohatera", wzorowego dziecka lub „tego, któremu udało się przetrwać", ceną za te dowody uznania jest - często mimowolne - poczucie winy charakterystyczne dla osób, które uszły z życiem z katastrofy. Z powodu poczucia winy nadal czują się zwią­zane z rodziną pierwotną. Każdy krok naprzód na drodze rozwoju wywołuje poczucie winy i wymierzenie sobie kary.

Sukces kosztuje mnie tyle wysiłku. Nie wiem, dlaczego to mnie się udało ujść całoj często jednak czuję się strasznie z tego powodu. Myślę o swej młodszej siostrze, którą cała rodzina traktowała jak kozła ofiarnego, i kusi mnie, by wrócić i spróbować jej pomóc. Nigdy mi jednak nie wychodzi. Muszę wciąż próbować, inaczej czułabym się zbyt winna, że sama si? wyleczyłam.

W miarę powrotu do zdrowia wychodzi na jaw, że poza wszystkimi problemami natury rozwojowej oraz poczuciem winy z powodu porzucenia „chorej" rodziny, główną przeszkodą na drodze do dorosłości jest koniecz­ność posiadania niezależnej tożsamości. Zastanówmy się teraz, dlaczego tak się dzieje.

g. Kształtowanie się tożsamości 127

Alkohol a kształtowanie się tożsamości Na Rycinie 7, przedstawia­jącej jeden ze schematów rodzinnych, omówionych w rozdziale 5, widzimy pośrodku koło oznaczone słowem „alkohol", otoczone innymi kołami. Wszystkie koła zamknięte są zewnętrzną obwódką. Wykorzystajmy na chwilę technikę graficzną i zapamiętajmy ten diagram. Środkowe koło nazwijmy „alkoholem i zaprzeczaniem alkoholizmowi". Poszczególnym kołom otacza­jącym środkowe, zamiast imion członków rodziny, nadajmy nazwy nie­których składników procesu kształtowania się tożsamości: wiązanie się, ucze­nie się poznawcze, uczenie się emocjonalne, socjalizacja, separacja psychicz­na, dojrzałość. Zewnętrzna obwódka pozostaje bez zmian. Rysunek ten pokazuje, że niemożliwy jest rozwój stabilnej, wewnętrznie spójnej, nie­zależnej tożsamości z pominięciem wpływu alkoholu, kiedy alkohol odgrywa rolę centralnego czynnika organizującego. Każdy, kto próbuje tworzyć własną tożsamość zadaje sobie pytanie: „kim jestem?" Dziecko alkoholika, wychowywane w rodzinie, w której proces kształtowania tożsamości w spo­sób nieunikniony musi wiązać się z alkoholem, zadaje sobie i drugie pytanie: „czy ja jestem alkoholikiem?" Czasem zadaje sobie to pytanie nieświadomie, ale równie realnie.

W niektórych rodzinach zdarza się, że tożsamość kształtuje się wokół różnych problemów, nie tylko problemu alkoholu. Zobaczmy co się dzieje, gdy dochodzi do takiego rozproszenia.

Naśladownictwo a identyfikacja Jedną z pierwszych czynności dziecka jest naśladowanie. Identyfikacja z rodzicami następuje tuż po tym. Według niektórych znawców zagadnienia, naśladownictwo i identyfikacja zajmują centralne miejsce w procesie rozwoju własnej tożsamości. Psychiatrzy Yittorio Guidano i Gianni Liotti, obaj wyznawcy teorii poznawczej, należą do grona tych, którzy podkreślają, że samowiedza zawarta w odpowiedzi na pytanie „kim jestem", stanowi wynik końcowy procesu organizacji wiedzy, gromadzonej od najwcześniejszych lat. Piaget wykazał, że najbardziej wcze­sne formy uczenia się u dzieci to uczenie się w wyniku aktywnego od­działywania na otoczenie. Oddziaływanie to - naukowo zwane orientacją behawioralną - widoczne jest wtedy, gdy niemowlę naśladuje i powtarza sposób ekspresji i zachowania matki. Naśladownictwo jest podwaliną wy­twarzania się więzi i rozwoju poznawczego.

Identyfikacja z kolei to bardziej dojrzała forma naśladownictwa. Jednostka wybiera pewne elementy postaw, wartości i poglądów drugiej osoby, i przejmuje je jako własne. Przebiega to na ogół nieświadomie w czasie całego procesu rozwoju, chzdarza się, że młodzież w wieku dorastania dosłownie „przymie­rza" całkiem świadomie rozmaite wzorce. Pytanie „kim jestem" znajduje swoje odbicie zarówno w zachowaniu, jak i w wyobrażeniach o sobie samym.

Chcąc zrozumieć wpływ alkoholizmu rodziców na tożsamość dziecka, musimy zwrócić uwagę na fakt o szczególnym znaczeniu: dzieci naśladują zachowania i przekonania rodziców i identyfikują się z nimi niezależnie od

128


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

wistet— .

lł, - «rn te, kto l loh

si? z f c;

kontrr • t*ó


tego, czy są one wartościowe czy bez wartości, prawidłowe czy nieprawidłowe. Czasem rodzice próbują przeszkodzić temu naturalnemu procesowi uczenia się, dziecko przejmuje jednak te przekonania, które są bardziej utrwalone. Dzieci mogą głośno sprzeciwiać się we wszystkim rodzicom, natomiast zachowanie z nimi więzi wymaga absolutnej, fundamentalnej zgody.

I tak, młodzież w wieku dorastania zaczyna naśladować rodziców i iden­tyfikować się z nimi. Kiedy w rodzinie głównym problemem jest alkoholizm, naśladownictwo i identyfikacja często ogniskują się na piciu alkoholu. Wiele różnych czynników (np. środowisko, stopień zaprzeczania, pozycja alkoholu w schemacie rodzinnym) wpływa na to, że dziecko alkoholików zaczyna naśladować rodziców. Pewne dorosłe dziecko alkoholika trafiło w samo sedno:

Kiedy piję wiem, że mam rodzinę.

Wielu zdrowiejących alkoholików, których rodzice byli także uzależnieni, twierdzi, że stali się alkoholikami od pierwszego kieliszka; nigdy nie doświad­czyli wewnętrznego poczucia kontroli. Ci młodzi ludzie natychmiast stracili kontrolę nad swym zachowaniem. Utożsamili się także z przekonaniami i postawami rodziców, bo bez tego nie mogliby dalej zaprzeczać ani utrzymać niezachwianych więzów z rodziną. W efekcie weszli w konflikt z samymi sobą. Podobnie jak rodzice, wierzyli, że potrafią pić w sposób kontrolowany, a fakty podważające ten pogląd natychmiast usprawiedliwiali. „Zaburzenia myślenia", pojawiające się uprzednio w relacji dziecka z rodzicami, służyły obecnie zaprzeczaniu i usprawiedliwianiu własnego picia. Peg wyjaśnia, jak to funkcjonowało.

mej moi


Peg wspomina narodziny świadomości istnienia dwóch światów, wewnętrznego i zewnętrz­nego, których reguły gry i sposób odbioru rzeczywistości nie przystawały do siebie. Typowe dla okresu dorastania zadania - utożsamianie się i odłączanie - musiała rozwiązać w sytuacji, w której życie rodzinne zogniskowane było na alkoholu. Wkroczywszy w wiek dorastania, Peg zaczęła dotrzymywać rodzinie towarzystwa przy kieliszku - upijała się razem z nimi systematycznie i w taki sam sposób. Zaprzeczała jednak, jakoby alkohol stwarzał jakiekol­wiek problemy. Upierała się - podobnie jak rodzice - że panuje nad piciem. Dzięki temu fałszywemu przekonaniu mogła się nadal łudzić, że ani ona, ani rodzina nie wyobcowali się ze świata zewnętrznego. Przez to, że utożsamiła się z rodziną ł naśladowała ją, nadal mogła się czuć z nią związana, a zarazem wkroczyć w świat w przekonaniu, że nikt z jej bliskich nie jest „nienormalny". Peg kiedy dorosła, była już alkoholiczką. Wyszła za mąż za al­koholika i życie obojga koncentrowało się na alkoholu. Oboje byli poważnie chorzy z powo­du uzależnienia od alkoholu i stanowili wierne odbicie wszystkich czworga rodziców, z którymi się utożsamili i których naśladowali.

Nie wszystkie dzieci alkoholików naśladują postępowanie rodziców i nie wszystkie wpadają w uzależnienie od alkoholu. Nadal nie wiemy, dlaczego tak się dzieje. Prawdopodobnie zależy to w znacznym stopniu od czynników biologicznych i genetycznych, jak również od omawianych tu przez nas praw

129


g. Kształtowanie się tożsamości

uczenia się. Być może niektóre dzieci mają możliwość bardziej utożsamić się z tym z rodziców, które nie pije lub z inną ważną dla nich osobą. Jeszcze inne postanawiają nie pić, bojąc się upodobnić do ojca-alkoholika lub matki--alkoholiczki; dzieci te świadomie odcinają się od alkoholu, najbardziej oczy­wistego i ważnego ogniwa łączącego je z rodzicami.

Liczne obserwacje dorosłych dzieci alkoholików wskazują, że nawet te, które nie idą w ślady rodziców pod względem picia, nadal identyfikują się z niektórymi ich przekonaniami. Wiele z nich bardzo obawia się utraty kontroli, podobnie jak to ma miejsce w przypadku rodziców. Żyją w prze­konaniu, że ledwie trzymają się w garści lub tylko czekają, aż „stracą kontrolę" i oszaleją lub zaczną wyrządzać ludziom krzywdę. Całą energię skupiają na tym, by nie upodobnić się do rodziców. Możemy to zobaczyć na przykładzie Sary.

Sara idealizowała swoją matkę-alkoholiczkę. Sięgając pamięcią do dzieciństwa, przypom­niała sobie, że matka miała zdolności aktorskie i potrafiła skupić na sobie uwagę oraz wywołać podziw i zazdrość. Pamiętała także gniew i krytycyzm rnatki i te jej postawy przejęła jako własne. Myślała o sobie wyłącznie negatywnie i samokrytycznie, wciąż ob­rzucając się oskarżeniami.

Sara miała poczucie, że nie kontroluje swoich emoq'i i była zupełnie bezradna wobec przymusu oskarżania i krytykowania samej siebie. Zrozumiała w końcu, że jej chroniczną depresję i niekontrolowane wybuchy emocji można było porównać z zachowaniem matki pod wpływem alkoholu. Utożsamiła się z matką, mimo że przysięgła sobie, że nigdy nie weźmie do ust alkoholu.

Dla wielu dorosłych dzieci alkoholików nie naśladujących rodziców w ich piciu, zaprzeczanie utracie kontroli stanowi istotny element identyfikacji. Osoby te nie piją wcale albo też robią to w sposób niezwykle kontrolowany, bacząc czujnie, by nie upodobnić się do alkoholika. Wiele z nich wierzy w nieuchronność uzależnienia się od alkoholu — sądzą, że pod maską świado­mej kontroli kryje się gotowy alkoholik, „czyhający" tylko na odpowiedni moment, by się ujawnić.

Michael podkreśla, jak ważne jest kontrolowanie intelektu i uczuć. Wychowywał się w at­mosferze stałego napięcia, groźby przemocy i chronicznego braku kontroli ze strony obojga rodziców. Ojciec był alkoholikiem ze skłonnością do przemocy, matka zaś co jakiś czas miewała epizody psychotyczne.

Na spotkaniach grupy terapeutycznej Michael nie znosił, gdy ktoś uzewnętrzniał swoje emocje. Natychmiast czuł potrzebę udzielenia pomocy osobie zachowującej się bezradnie czy będącej w potrzebie. W miarę postępu pracy grupowej odczuwał coraz silniejszy lęk i coraz bardziej kontrolował innych, blokując w ten sposób grupie możliwość przejścia na głębszy poziom analizy i ekspresji emocjonalnej. Po jakimś czasie zrozumiał, że jest głęboko przekonany, że utracił kontrolę i że podobnie jak w przypadku rodziców - wyrażanie uczuć w jakiejkolwiek formie może doprowadzić go do przemocy lub szaleństwa. Ilekroć zaś kto inny dawał upust swoim emocjom, musiał przejąć na siebie odpowiedzialność i starać się nieskutecznie doprowadzić tę osobę do porządku.

130


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

w ~ dov

- • lej


alb


Gdy oboje rodzice piją, lecz zarazem zaprzeczają utracie kontroli nad piciem, istnieje minimalna szansa, że dziecko znajdzie inny, alternatywny wzór do naśladowania i identyfikacji. Pozbawione niezależnego wzorca, in­nego obiektu przywiązania, nie potrafi podważyć przekazywanego przez rodziców obrazu świata.

Jeśli w danej rodzinie zaprzeczanie zredukowane jest do minimum lub to z rodziców, które nie pije, jest silną osobowością, dziecko może uniknąć naśladowania alkoholika (pod warunkiem, że nie dojdą do głosu czynniki genetyczne). Przeciwnie, ma wtedy możliwość naśladować i utożsamiać się z postawami i zachowaniami niepijącego. W wypadku takiej identyfikacji często dochodzi do nadmiernego nacisku na samokontrolę, wspartego usztywnieniem i zawężeniem zakresu myślenia i odczuwania. Dorosłe dzieci alkoholików, budujące w ten sposób swą tożsamość, słusznie uważają, że człowiek powinien umieć nad sobą zapanować i zarazem bardzo się boją, że nie potrafią tego zrobić. Obraz ten uzupełnia Roń:

Kiedy dorastałem, moim głównym problemem był brak wzorców ról. Ojciec sobie z niczym nie radził, a matka zachowywała się biernie. Wciąż starała się kogoś kontrolować i kiedy jej to nie wychodziło, wybuchała gniewem. Ojciec już nie żyje, a matka nadal nie wie, jak si? zachować. Reaguje przesadnie, nie potrafi opanować gniewu ani podchodzić do życia z właściwym dystansem. Jestem do niej podobny. Czuję, jak gniew we mnie narasta, dojrzewa i za chwilę wybuchnie. Nigdy nie byłem świadkiem dojrzałego, odpowiedzialnego zachowania.

Jest faktem potwierdzonym, że wiele dzieci alkoholików poślubia alkoholi­ków. Utożsamiają się z rodzicami niepijącymi, a schemat relacji między rodzicami staje się dla nich wzorem do naśladowania. Często wybierają partneraj którego trzeba „naprawić" lub „poddać kontroli". Wielu z nich wierzy, że choć nie udało się pomóc rodzicom, uda się pomóc partnerowi-alkoholikowi.

Dorosłe dzieci alkoholików często szukają pomocy, ponieważ zrozumiały, że wybrały partnera nieodpowiedniego lub „zaburzonego", niezależnie od tego, czy jest on alkoholikiem, czy nie. W trakcie leczenia uświadamiają sobie, że w ich życiu zabrakło przykładów dojrzałych związków, charak­teryzujących się szacunkiem dla cudzej niezależności i partnerstwem. Nie potrafią ani dawać, ani brać i nadal uważają, że kontakty między ludźmi oparte są na zasadzie „wszystko albo nic" - jedna strona dominuje, druga ulega, jedna jest słaba, druga silna, jedna ma rację, druga się myli.

Jak przekonaliśmy się, dziecko częstokroć uważa, że to z rodziców, które nie pije, jest bardziej „zaburzone" niż to, które pije — bardziej się złości i mniej panuje nad sobą (w dodatku bez uzasadnienia, jakie dawałby alkohol). Może też być bierne i nie potrafi uchronić ani siebie, ani dzieci. W razie konfliktu tożsamości - tam gdzie brak silnych obiektów, z którymi można by się utożsamić, a potem odłączyć - najbardziej atrakcyjnym rozwiązaniem okazuje się często identyfikacja z alkoholikiem i trwanie w przekonaniu co do własnej samokontroli.

131


g. Kształtowanie się tożsamości

Brak takiego silnego obiektu prowadzi do kryzysu i może powodować zastój w rozwoju. Jest to poważny problem. Młodzież, która zgłasza się na terapię, oraz dorośli, którzy w procesie powrotu do zdrowia próbują odtworzyć przebieg własnego rozwoju, napotykają przeszkodę, przekonani, że utożsamiając się z którymkolwiek z rodziców, pijącym czy niepijącym, zmierzają niechybnie do autodestrukcji. Wydaje im się, że odtworzą raz jeszcze niezdrowe wzorce kontaktów międzyludzkich, będące elementem ich własnych wczesnodziecięcych więzi lub więzi między rodzicami. Nie­stety, wiedza ta ma zazwyczaj charakter nieświadomy. Zamiast ją sobie uświadomić, dokonują niezdrowej identyfikacji (naśladując zachowania zwią­zane z piciem lub zaburzenia towarzyszące uzależnieniu), zatrzymują się w rozwoju albo dojrzewają w ograniczonym zakresie, mając bardzo rozbu­dowane mechanizmy obronne.

DZIECKO SAMO ZOSTAJE ALKOHOLIKIEM: KAMIEŃ MILOWY W PROCESIE ROZWOJU

Pracując przez wiele lat z dziećmi alkoholików miałam okazję obserwować, jaką walkę w wieku dojrzewania toczą o własną tożsamość i jak bolesne są w wieku dorosłym konsekwencje ukształtowania chorej tożsamości lub konsekwencje nie ukształtowania jej wcale. Dla tych ludzi nie ma wyjścia: proces kształtowania się tożsamości koncentruje się na alkoholu lub na byciu alkoholikiem.

Zmagania w okresie dorastania Młody człowiek, którego rodzice są powracającymi do zdrowia alkoholikami, jaśniej uświadamia sobie znaczenie pytania „czy i ja zostanę alkoholikiem" niż ktoś, kogo rodzice nadal piją i zaprzeczają temu, że są alkoholikami. Niezależnie jednak od natężenia zaprzeczania, wszystkie dorosłe dzieci zmagają się z problemem uwzględ­nienia w poczuciu własnej tożsamości faktu, że rodzice są uzależnieni i zna­czenia jakie należałoby nadać temu faktowi.

Dziecko nie może się „nie utożsamić". Proces identyfikacji trwa stale od chwili narodzin - jak widzieliśmy, jest on często nieświadomy - a kształtowanie własnej tożsamości to jedno z najważniejszych zadań rozwojowych. Dziecko musi w taki czy inny sposób uwewnętrznić sprawę alkoholizmu rodziców lub przystosować się do tego faktu. Jeżeli rodzice usilnie zaprzeczają własnemu alkoholizmowi, dziecku niezmiernie trudno jest go nazwać po imieniu. Często jest to wręcz niemożliwe. Nazwanie po imieniu faktu, do którego inni członko­wie rodziny się nie przyznają, to zbyt wielkie zagrożenie dla rozwijającego się dopiero dziecięcego ego i dla poczucia przynależności do rodziny. W rezultacie, mimo upowszechnienia problemów związanych z alkoholem w społeczeństwie amerykańskim, większość podejmujących leczenie w okresie dojrzewania dzieci alkoholików pochodzi z rodzin, w których i rodzice rozpoczęli leczenie. Spójrzmy teraz, jak młodzież radzi sobie z problemami identyfikacji.

J. IĆS


132


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

Teraj,

siebF Ker

wch, dow alkoT to

war

stre

blef

nie*

jak-

o.t

na

dać-by

żył

SpP agr nać. zdr

We

pr< do*51

tei alp


Dziewiętnastoletnia Michelle zgłosiła się na leczenie do grupy młodych dorosłych dzieci alkoholików. Matka - powracająca do zdrowia alkoholiczka, od sześciu lat trzeźwa. Ojciec — także powracający do zdrowia alkoholik, trzeźwy od roku. Starszy dwudziestoczteroletni brat - aktualnie leczy się z uzależnienia w ramach programu dla pacjentów stacjonarnych, w którym kładzie się nacisk na udział rodziny w procesie terapii. Michelle mieszkała zbyt daleko od rodziny, by uczestniczyć we wspólnym programie leczenia, chętnie natomiast - za namową rodziców - zgodziła się sama poddać terapii w swoim miejscu zamieszkania.

Podczas wywiadów kwalifikacyjnych Michelle opowiedziała o tym, jak ważne miejsce zajmował alkoholizm rodziców w jej dzieciństwie i życiu rodzinnym. W trzynastym roku życia Michelle, matka przestała pić, została trzeźwą alkoholiczką, natomiast ojciec pił dalej. Wiele było wokół tego za­przeczeń. Wreszcie ostatnio ojciec przyznał, że jest alkoholikiem i można było zaprzeczanie nazwać po imieniu.

Michelle stwierdziła, że przynależność do rodziny wiązała się z byciem alkoholikiem. Okres dorastania miała burzliwy. „Buntowała" się sięgając po narkotyki. W początkowej fazie okresu dorastania twierdziła uparcie, że różni się od rodziców, ponieważ nie jest alkoholiczką i nie ma problemów związa­nych z alkoholem.

Z chwilą odseparowania się od rodziców starszego brata i podjęcia przez niego leczenia, zaczęła się bardziej zastanawiać nad tym, do jakiego stopnia problem alkoholu jest ważny w jej własnym życiu. Twierdziła, że nie jest taka jak pozostali członkowie rodziny, ale w miarę postępu leczenia rodziły się nowe wątpliwości, zaczęła zadawać sobie pytanie: Czy chcąc należeć do rodziny muszę najpierw zostać alkoholiczką, a potem leczyć się z alkoholizmu?

Ojciec rodzeństwa, Kevina i Donny, od siedmiu lat albo się leczył z po­wodu alkoholizmu, albo przerywał leczenie, obecnie zaś był ciężko chory, niedożywiony i cierpiał na marskość wątroby, pił bowiem bez przerwy. Diagnoza brzmiała: leczenie nieskuteczne. Rokowanie: umierający.

Dzieci opowiadały, jak nieprzewidywalne i chwiejne jest jego zachowa­nie, zaprzeczały jednak, jakoby wpływało ono na stan ich uczuć i by miały z tego powodu jakieś trudności. Zgodziły się na rozmowę pod warunkiem, że przyjdą razem.

Z relacji dzieci, potwierdzonej w znacznej mierze przez matkę, wynikało, że alkoholizm ojca stanowił przez wiele lat najważniejszy problem rodzinny. W końcu rodzice rozstali się z tego powodu i opiekę nad dziećmi przyznano matce. Po rozwodzie jednak ojciec przestał pić. Po roku udało mu się wygrać w sądzie prawo do widywania się z dziećmi, a następnie do naprzemiennej z matką opieki nad nimi. Ostatnio znów zaczął pić i dzieci raz z nim mieszkały, raz nie.

Dzieci twierdziły uparcie, że nie przeszkadza im niepewność związana z tym, gdzie będą mieszkać i w jakim stanie będzie ojciec. Odrzucały wcze-

g. Kształtowanie się tożsamości 133

śniej wszelkie próby uznania, że „problem" istnieje, i nie szukały pomocy. Teraz były już w stanie nazywać ojca „alkoholikiem" i mówić o nim w ten sposób. Nie chciały jednak uczestniczyć w mityngach Alateen: szukanie dla siebie pomocy oznacza tyle, co porzucenie ojca. W trakcie leczenia zarówno Kevin, jak i Donna silnie utożsamiali się z rolą rodzinnych nieudaczników. Dzieci były zdolne, a jednak źle się uczyły. Donna narkotyzowała się i sypiała w ciągu dnia - zachowywała się podobnie jak ojciec, kiedy pił. Oboje zdecy­dowanie zaprzeczali, jakoby mieli jakiekolwiek problemy z narkotykami czy alkoholem, nie spodziewali się też żadnych problemów w przyszłości. Mimo to odgrywali taką samą rolę w kontaktach z innymi (w domu i w szkole), jaką odgrywał w rodzinie ojciec - rolę nieudacznika. Ani Kevin, ani Donna nie utożsamiali się świadomie z ojcem, naśladowali jednak jego pijackie zacho­wanie, zastępując alkohol innym symbolicznym zachowaniem.

Oboje twardo bronili ojca. W ogóle nie przyznawali się do cierpienia, straty czy krzywdy albo też sytuacje takie usprawiedliwiali, minimalizując ich znaczenie. Porażki życiowe umożliwiały więź z ojcem, więź, z której nie potrafili jeszcze zrezygnować ani której nie umieli zmodyfikować.

Piętnastoletni Paul przyszedł na prośbę rodziców, ze względu na pro­blemy z zachowaniem. Rodzice byli powracającymi do zdrowia alkoholikami, niepijącymi od 5 lat. Paul wyjaśnił, że w rodzinie nie wolno mówić o tym, jak zachowywali się rodzice, gdy pili. Dozwolone jest natomiast opowiadanie o tym, że obecnie są powracającymi do zdrowia alkoholikami i że uczęszczają na mityngi AA. Jest to wręcz powód do dumy.

Kiedy Paul podjął już leczenie jako dziecko alkoholików, zaczął opowia­dać o tym, co się z nim naprawdę działo, gdy rodzice pili, i o swych obawach, by nie być takim, jak oni. Przestał zachowywać się destrukcyjnie, lecz nadal żył w obawie, że w końcu sam przestanie nad sobą panować.

Po kilku latach zaczął mieć zaburzenia jedzenia, następnie Paul zaczął pić. Spośród czworga dzieci on właśnie postrzegany był jako „twardziel", tak jak agresywny ojciec, którego bardzo podziwiał. Rozpaczliwie chciał panować nad sobą, co nie udawało się ojcu. Po wielu latach, będąc powracającym do zdrowia alkoholikiem, powiedział:

Zawsze wiedziałem, że zostanę alkoholikiem. Nie miałem co do tego żadnych złudzeń.

Zmagania wieku dorosłego: problemy tożsamości w terapii grupo­wej W centrum uwagi osób dorosłych, podejmujących leczenie, znajdują się problemy związane z kształtowaniem tożsamości. Niezależnie od tego, czy dorosłe dziecko alkoholika samo zaczyna pić czy nie, alkohol jako symbol to dla niego temat centralny, wyznaczający kierunek rozwoju osobowości. Przyjrzyjmy się teraz dwu ważnym problemom pojawiającym się w trakcie terapii grupowej.

Pierwszy z nich to przynależność a status alkoholika. Dorosłe dzieci alkoholików często mówią o przynależności - do grupy, do rodziny, do

134


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

cz


świata. Kiedy do grupy przyłącza się ktoś nowy, uczestnicy zaczynają porów­nywać swe rodziny, wymieniając informacje na temat tego, które z rodziców było alkoholikiem, czy osoba ta jeszcze żyje i jak to było. Czasem wywiązuje się dyskusja na temat przynależności do grupy. Taki oto dialog miał miejsce między Rayem i Patsy:

Mój ojciec zaczął pić wtedy, gdy byłem nastolatkiem, a więc pamiętam go z okresu, kiedy nie był jeszcze alkoholikiem. Mogę się przynajmniej trzymać wspomnień o ojcu - jaki był, zanim jego stan się pogorszył. Zastanawiam się więc, czy rzeczywiście po­winienem się leczyć.

Ja też! Małżeństwo rodziców zawsze się kiepsko układało, nie mogli się ze sobą porozumieć i zawsze pili. Jednakże dopóki mieszkałam w domu, nikt się do tego otwarcie nie przy­znawał. Więc czy ja pasuję do tej grupy?

Pozostali uczestnicy gorliwie przytaknęli. Sonia jednak stwierdziła, że ma głęboko zakorzeniony obraz siebie jako osoby pochodzącej z rodziny złej, chorej i dotkniętej alkoholizmem, i że dzieci z takich rodzin zdecydowanie się identyfikują z tym obrazem.

Ray nadal miał wątpliwości, czy powinien należeć do grupy i bronił się przed „włączeniem" do niej. Zawsze twierdził, że alkoholizm ojca to sprawa „mało ważna", która w niewielkim tylko stopniu zakłócała bardzo pozytywny obraz ojca. Gdyby Ray „przynależał" do grupy dorosłych dzieci alkoholi­ków, cały ten punkt widzenia byłby postawiony pod znakiem zapytania. Czy naprawdę nie mógłby się uporać z faktami bez konieczności przeżywania realiów życia i zmiany swego zapatrywania na nie?

Bonnie podsunęła Rayowi myśl, że być może zaprzecza on jakimś istot­nym problemom czy emocjom. Przecież zapisał się do grupy przeznaczonej właśnie dla dorosłych dzieci alkoholików, a więc coś w tym musi być. Bonnie była świadoma, jakie problemy wiążą się z przynależnością i zaprzeczaniem. Dopiero po roku pracy w grupie odkryła, jak przynależeć do grupy bez konieczności upewniania się, czy matka jest alkoholiczką. Gdyby doszła do takiego wniosku, musiałaby uznać, że i ona jest alkoholiczką.

Kiedy matka przestała pić, Bonnie poczuła się bardzo zakłopotana. Tak stanowczo zaprzeczała temu, jakoby alkohol stanowił dla matki „poważny" problem, że nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego miałaby przestać pić. Zgodnie z przyjętym przez Bonnie systemem buchalteryjnym, matka nigdy nie speł­niała kryteriów alkoholiczki, nie musiała się więc przyznawać do jej uzależ­nienia. Bonnie dopasowywała rzeczywistość do własnych potrzeb, wykorzys­tując w tym celu cały zestaw strategii poznawczych. Decyzja matki zerwania z piciem poważnie naruszyła stosowaną przez nią strategię zaprzeczania własnemu piciu.

Bonnie przez pewien czas się wahała: najpierw doszła do wniosku, że jest alkoholiczką, po czym stwierdziła, że nie jest „prawdziwą alkoholiczką" i zaczęła pić. Kiedy piła, była jeszcze mniej zdecydowana kim jest, co czuje

L:


135


g. Kształtowanie się tożsamości

o


i co postrzega. Wreszcie doszła do wniosku, że alkohol jej nie służy — tak jak nie służył matce — i to był powód, dla którego przestała pić. Raz na zawsze odrzuciła konieczność określenia, czy ona i matka są alkoholiczkami. Po upływie wielu miesięcy zrozumiała, że kieruje się w życiu jednym celem, którego nie potrafiła dotychczas dostrzec ani zdefiniować: nie być, tak jak matka, alkoholiczką.

Alkoholizm (bycie alkoholikiem) wiąże się także z kwestią dominacji, kontroli i agresji lub inaczej mówiąc z aktywnym stosunkiem do innych. Wyjaśnia to Sandra:

Matka była bardzo bierna i depresyjna, a ja rozpaczliwie usiłuję nie być do niej podobna. Muszę więc postępować tak jak ojciec. Kiedy uważam się za osobę agresywną, zastanawiam się, czy jestem tak jak on uzależniona od alkoholu.

Andy, również zmagający się od pewnego czasu z problemem zaanga­żowania i przynależności do grupy, ma kłopot z określeniem własnej toż­samości. Walczy z dwiema skrajnościami. Mówi o tym, jak wiele kłopotu sprawia mu próba pogodzenia dwóch przeciwstawnych obrazów własnej osoby. Z jednej strony jest spokojny, bierny i nastawiony obronnie. Z drugiej - osobą swobodną, pełną ekspresji, aktywną i odnoszącą sukcesy, ale przy tym jest także alkoholikiem - pozbawionym kontroli i niepohamowanym. Trudno mu się włączyć do grupy, ponieważ boi się dokonać wyboru toż­samości. Niezależnie od tego, który obraz jest prawdziwy, uniknie wyboru tożsamości negatywnej i szkodliwej tylko wtedy, gdy nie zajmie żadnego stanowiska w tej sprawie i będzie się czuł „niczym".

Brak zdecydowania i konflikt, jaki przeżywa Andy, odbija się w wyborze zawodu i w poziomie zaangażowania w pracę zawodową. Zawsze marzył o tym, by zostać zawodowym sportowcem, ale pod koniec okresu dorastania miał kontuzję kręgosłupa, która przekreśliła to marzenie. Potem wyobrażał sobie siebie jako energicznego, osiągającego sukcesy przedsiębiorcę. W rze­czywistości wybierał jednak inne zajęcia, nie dające perspektyw na zrobienie kariery i nie wymagające rywalizacji. Uważa, że to co robi, wykonuje jedynie dla zabicia czasu, lecz w końcu „zrealizuje" swój prawdziwy cel.

Andy, opisując swój wewnętrzny konflikt i mówiąc o niezadowoleniu z pracy zawodowej, zastanawia się także, czy naprawdę jest alkoholikiem, wahającym się tylko, by to ujawnić i czy któregoś dnia nie straci nad sobą kontroli.

Przez wiele miesięcy wracałem do domu z płaczem z naszych zajęć grupowych, marząc, by zbliżyć się do ojca, ale jednocześnie będąc tym przerażony. Zacząłem chodzić na mityngi AA, gdzie przysłuchiwałem się pilnie starszym mężczyznom w nadziei, że dowiem się, jaki byłby mój ojciec, gdyby przestał pić. Nawet wpadłem na szalony pomysł, czy nie zostać powracającym do zdrowia alkoholikiem, zanim stanę się nim naprawdę. Czułem, że nie różnię się zbytnio od alkoholików z AA. Pewnego wieczoru po wyjściu z mityngu zacząłem pić. Piłem przez trzy dni i nie mogłem przestać. Wręcz nie chciałem przestać. Alkoholizm tam jest, czeka na mnie.

136


8.


III. ROZWÓJ INDYWIDUALNY

Sandra wysłuchała relacji Andy'ego i westchnęła:

Mój ojciec był alkoholikiem. Cała rodzina czekała na jego kolejne wybryki lub konsekwencje jego zachowania. Tożsamość alkoholowa jest bardziej „aktywna", więc i bardziej pociąga­jąca. Przyjęcie aktywnej postawy alkoholika daje większe poczucie kontroli, niż biernej i obronnej postawy nie-alkoholika.

Po wielomiesięcznych dyskusjach na temat przynależności i identyfikacji, uczestnicy grupy doszli do wniosku, że mimo wejścia w wiek dorosły, często czują, że zatrzymali się w rozwoju. Nadal mają poczucie, że „jeszcze nie dotarli do celu", że czekają, aż naprawdę dorosną. Postawa ta chroni przed koniecznością ujawnienia destruktywnej, dorosłej tożsamości, jedynej, jaką pokazali im rodzice.

Drugi ważny problem pojawiający się w terapii grupowej to pragnienie wiedzy. Walcząc ze skrajnymi, negatywnymi wyborami, uczestnicy grupy poszukują również czegoś, czego mogliby się uchwycić i z czym utożsamić, a co byłoby pozytywne i nieszkodliwe. Dorosłe dzieci alkoholików mówią o swej potrzebie wypełnienia luk czy przerw w tożsamości, będących re­prezentacją zachowującego się autodestrukcyjnie lub wyrządzającego krzyw­dę ojca (lub matki). Muszą w swej walce o własny zdrowy rozwój uporać się z od dawna wypieranym „złym rodzicem", muszą też znaleźć takie elementy „rodzica", które można zaakceptować i z którymi można się utożsamić.

Brad opowiadał o swym podziwie dla ojca i o tym, że boi się zostać takim jak on hulaką. Zestawiwszy różne fragmenty wcześniejszej historii życia rodzinnego, doszedł do wniosku, że oboje rodzice byli utalentowani. On jednak był świadkiem ich wycofania, depresji i zgorzknienia wobec świata. Brad się rozpłakał, żałował dotkliwie, że utracił pewien aspekt osobowości rodziców, którego nie było mu dane poznać, ponieważ został stłumiony przez alkohol.

Matt widział zdjęcie ojca, gdy ten jako dziecko bawił się wężem do podlewania ogródka. Zasmucił się, wyobraziwszy sobie, że ojciec był kiedyś spontanicznym, szczęśliwym dzie­ckiem. Ojciec, którego znał Matt, to człowiek pozbawiony emocji i zamknięty w sobie. Matt obawia się, że jest podobny do niego - nie jest typem człowieka, który wzbudza sympatię u innych.

W końcu Matt zrozumiał, że nie może dorosnąć, ponieważ cały swój wysiłek wkłada w tO) by nie upodobnić się do ojca.

Chcąc się uwolnić z tych pęt, dorosłe dzieci alkoholików zaczynają uzu­pełniać obraz rodziców. Szukają cech pozytywnych, z którymi mogłyby si? utożsamić; cech poprawiających, a nie obniżających samoocenę. Penny uwa­ża, że jej poszukiwania się opłaciły:

Ostatnio szperałam w antykwariatach, zastanawiając się nad tym, co mogłabym kolek­cjonować. Matka miała wspaniałą kolekcję figurek porcelanowych, z której czerpała bardzo wiele radości. Pamiętam, jak pilnowała swych figurek i jak starannie je odkurzała. Tyle był° awantur i tyle stłuczonych naczyń, ale nigdy nie widziałam, by tłukła swe ukochane figurki-

137


8. Kształtowanie się tożsamości

Przesłanie, które się za tym kryje, jest jasne: gdzieś pod ruinami, matka Penny umiała uchronić to, co było dla niej najcenniejsze. Może i Penny to potrafi?

Omówiliśmy ogólnie problem rozwoju oraz wpływ, jaki wywiera alkoho­lizm rodziców na realizację dwóch naczelnych zadań rozwojowych: wytwo­rzenia więzi i kształtowania tożsamości. Co wynika z działania omówionych czynników? Jakie konsekwencje mesie ze sobą fakt3 że ktoś sję wychQWUJ€ w systemie rodzinnym dotkniętym alkoholizmem? Jaki to ma wpływ na rozwój dziecka? W jaki sposób dzieci sobie z tym radzą? W następnych rozdziałach, przyglądając się tym konsekwencjom zobaczymy, w jaki sposób wszystkie elementy łamigłówki, jaką stanowi rodzina alkoholowa, łączą się w procesie radzenia sobie i obrony.

:u

E


1


IV

Konsekwencje

Skutki urazu

P


rzyjrzeliśmy się już funkcjonowaniu systemu rodzinnego i temu, jak alkoholizm wpływa na realizację zadań rozwojowych. Przekonaliśmy się, że tematy poruszane w trakcie terapii grupowej i indywidualnej mają swe źródło w alkoholizmie rodziców, będącym centralną zasadą organizującą życie rodziny. Zastanówmy się teraz dokładniej, jak dziecko próbuje się przystosować do tej sytuacji i jakie są tego konsekwencje.

Po pierwsze, podkreślmy raz jeszcze, że nie ma dwóch identycznych rodzin i nie zdarza się, by dwoje ludzi zareagowało dokładnie tak samo na alkoholizm rodziców. To, jaki dziecko nada temu doświadczeniu konkretny sens, zależy od wielu różnych czynników, w tym także od wrodzonego dziedzictwa (na przykład od cech genetycznych, wyposażenia biologicznego, temperamentu); od specyficznego środowiska stworzonego przez konkretną, dotkniętą alkoholizmem rodzinę (od tego jak było naprawdę i co się wyda­rzyło w tym konkretnym domu); od przebiegu i jakości relacji dziecka z rodzicami, rodzeństwem, czy też innymi osobami znaczącymi; od wpływu, jaki alkoholizm rodziców wywarł na proces tworzenia bliskiej więzi i na kształtowanie tożsamości.

Nie ma żadnego wzoru, pozwalającego przewidzieć, że w tysiącach odmiennych od siebie rodzin pojawią się podobne konsekwencje. Można jednak te konsekwencje badać bardziej ogólnie. W kolejnych rozdziałach przyjrzymy się pewnym wspólnym następstwom życia w powodującym urazy (traumatycznym) otoczeniu, jakim jest rodzina alkoholowa, oraz kształ­towania silnych mechanizmów obronnych umożliwiających radzenie sobie z taką rzeczywistością.

Przekonamy się, że dzieci mają duże zdolności przystosowawcze. Przy­swajają sobie strategie pozwalające im przetrwać, choć koszty, które ponoszą z tego powodu, są nieraz znaczne. Dzieci dostosowują się do wymagań stawianych przez rodziców i uczą się myśleć tak jak oni. W wielu wypadkach

142


IV. KONSEKWENCJE


w ótii|

psy*

prŁ,

dot

aneł " ed&aBk


adaptacja ta sprawia wrażenie zaradności, zdrowej reakcji na specyficzne warunki życiowe. Daniel Goleman zwraca jednak uwagę, że granica między wstępnym, zdrowym mechanizmem zaradczym a wstępnym, niezdrowym manewrem obronnym jest nieuchwytna. Zobaczymy, w jaki sposób dziecięce strategie zaradcze przeistaczają się w o wiele sztywniejsze cechy obronne, stwarzające ogromne problemy w kontakcie ze światem zewnętrznym - za­równo w dzieciństwie, jak i w wieku dorosłym.

Co trzeba zrobić, żeby przetrwać? Jak już widzieliśmy, w wielu rodzinach alkoholowych wszyscy ich członkowie wkładają cały swój wysiłek w radzenie sobie z sytuacją. Jedno z dorosłych dzieci alkoholików ujęło to tak:

Cały swój wysiłek wkładałem w to, żeby przeżyć. O żadnym rozwoju poza tym, który był konieczny do przetrwania, nie było już mowy.

Zetknęliśmy się już z pojęciem urazu przy omawianiu cech środowiska. Przyjrzyjmy się teraz dokładniej problematyce urazu, ma on bowiem swoiste konsekwencje.

kc

c

ka),

n

o si


ALKOHOLIZM RODZICÓW JAKO PRZYCZYNA URAZU

Do niedawna powszechnie uważano, że rozwój dziecka może przebiegać bez większych zakłóceń i konsekwencji, niezależnie od tego, co się dzieje w jego środowisku rodzinnym. Sądzono, że jest ono w jakiś sposób odporne na oddziaływania środowiskowe i że nie ulega wpływowi przekonań i zachowań rodziców. Rodzice zaś tłumili swoje wątpliwości, napominając dzieci, by „robiły to, co im każą, a nie to, co sami robią".

W kulturze amerykańskiej panuje takie samo skrzywione myślenie i za­przeczanie jak w rodzinie alkoholowej. Wciąż próbujemy się odwoływać do innych niż alkohol wyjaśnień wielu problemów emocjonalnych i zaburzeń zachowania u dzieci. Nadal nie dopuszczamy do świadomości, że picie alko­holu i zażywanie narkotyków to zjawiska rozpowszechnione i akceptowane kulturowo, i że wykazujemy zdumiewającą tolerancję wobec nadużywania narkotyków.

Psychiatrzy wiedzą od dawna, że istnieje związek między życiem w nie­zdrowym otoczeniu a występowaniem problemów u dzieci. Wiedzą też, że jedną z najpoważniejszych przyczyn zaburzeń emocjonalnych jest bieda i że grupy mniejszościowe, z powodu dyskryminacji rasowej lub etnicznej, nara­żone są na negatywne konsekwencje rozwojowe.

W 1980 roku w środowisku psychiatrów amerykańskich przyjęto oficjalnie nową kategorię diagnostyczną - zespół stresu pourazowego (post-traumatic stress disorder: PTSD - przyp. tłum.). Termin ten, odnoszący się wtedy wyłącznie do osób dorosłych, przyjęto, by uwzględnić realia związane z urazem i konsekwencjami urazu, jakiego doznali weterani wojny wietnamskiej.

p. Skutki urazu


143


Wkrótce zaczęto się posługiwać tą nową kategorią diagnostyczną także w odniesieniu do dzieci - był to krok rewolucyjny. Znów przewodzili tu psychiatrzy - naukowcy i klinicyści - którzy zajmowali się wpływem wojny, przestępstw i katastrof przyrodniczych na przystosowanie i rozwój dziecka. Dopiero pojawienie się popularnego ruchu Dorosłych Dzieci Alkoholików pozwoliło dostrzec, że skutki alkoholizmu rodziców przypominają objawy opisywane pod nazwą zespołu stresu pourazowego. Skutki te mieszczą się w owej kategorii diagnostycznej, choćbyśmy musieli uznać, że wiele zjawisk dotychczas uznawanych w naszej kulturze za normalne w rzeczywistości ma charakter traumatyczny.

Psychiatra Timmen Cermak porównał doświadczenia dziecka wychowy­wanego w rodzinie, w której jedno z rodziców jest alkoholikiem i w której jedną ze strategii przystosowawczych jest niezdrowe współuzależnienie, do objawów zespołu stresu pourazowego. Według Cermaka, u dorosłych dzieci alkoholików występują następujące objawy zespołu stresu pourazowego:

1. Skłonność do przeżywania urazu wciąż na nowo, na skutek obsesyj­nego myślenia o rodzinie i kompulsywnego powtarzania zachowań i uczuć w odpowiedzi na wydarzenia przypominające pierwotny uraz;

2. Poczucie odrętwienia psychicznego, któremu towarzyszy poczucie izolacji;

3. Nadmierna czujność (lęk);

4. Poczucie winy charakterystyczne dla osób, które wyszły cało z kata­strofy (depresja);

5. Nasilanie się objawów pod wpływem wydarzeń przypominających pie­rwotny uraz, na przykład czyjegoś wycofania się.

Klinicyści twierdzą, że zespół stresu pourazowego jest tylko jedną z wielu konsekwencji przebywania w traumatycznym otoczeniu, obok takich trady­cyjnych zaburzeń psychicznych, jak zaburzenia lękowe, lęk napadowy (pani­ka), fobie oraz depresja. Przeanalizujmy po kolei poszczególne pojęcia.

Uraz Psychiatra Henry Krystal podaje następującą definicję urazu: jest to j,zanik normalnych funkcji samozachowawczych w obliczu nieuchronnego niebezpieczeństwa. Pojawienie się stanu urazu rozpoznajemy po tym, że jednostka uznaje, że niebezpieczeństwo jest nieuniknione i poddaje się mu". Wielu ludzi wyobraża sobie uraz jako odosobnione zdarzenie lub epizod wykraczający poza „normalny" schemat wydarzeń i relacji rodzinnych. Wy­obrażenie to pasuje do wszystkich katastrof, takich jak pożar, powódź, trzę­sienie ziemi lub do pojedynczych epizodów, jak na przykład zgwałcenie. Natomiast w rodzinach, w których panuje przemoc i (lub) alkoholizm uraz ma często charakter chroniczny; stanem normalnym jest nieprzewidywal-ność, terror i przemoc. W sytuacji chronicznego urazu zdarzają się też ostre epizody, takie jak „wybuchy" przemocy, kazirodztwo, awantury, porzucenie psychiczne i fizyczne.

!'••


144


IV. KONSEKWENCJE


^ch

z cl irozrl rau-

BnJ

kor*~,

por

twarz

kto


irz| zcz

nj


oraz

fuiT czenil :m(

twier^a ala t*i

^

mzm|

Slu.-J>; ciern^J^

do

doro




k

kajać l

w mali l

cz

l n t dorr

(l


Badacze tematu opisali kumulowanie się skutków życia w warunkach chronicznego urazu. Pod koniec lat sześćdziesiątych, psychiatra Joseph Sandler wysunął hipotezę, że nagromadzenie doświadczeń potencjalnie trau-matycznych może doprowadzić do stanu „zwiększonej podatności na uraz". Pojęcie to zajmuje kluczową pozycję w dzisiejszych badaniach: bada się konkretne konsekwencje specyficznych doświadczeń, natężenie doświadczeń konieczne dla wywołania określonych konsekwencji, doświadczenia obciążo­ne największym ryzykiem dla określonych typów dzieci. Nie mamy jeszcze odpowiedzi na te pytania, wciąż jednak napływają osobiste relacje.

Trzeba wyjaśnić, że rodzina alkoholowa bywa zarówno „normalnym", chronicznie traumatycznym środowiskiem, jak miejscem ostrych urazów (wydarzeń traumatycznych). Ważne jest zrozumienie, jak oddziałuje to środowisko i na czym polega patologia systemu rodzinnego. Życie w rodzinie alkoholowej dostarcza urazów niezależnie od tego, czy rzuca się to w oczy czy też nie.

Według Krystala, osoba wystawiona na urazy psychiczne może stać się szczególnie podatna na intensywne emocje. Reaguje zbyt emocjonalnie i nieskutecznie, w ogromnej mierze posługuje się mechanizmami obronnymi, takimi jak wyparcie, racjonalizacja czy zaprzeczanie urazowi. W skrajnych wypadkach osoba ta czuje jedynie, że jest „martwa". Poważny uraz może prowadzić do stanu paraliżu i obezwładnienia; ofiara takiego urazu nie potrafi się ruszyć z miejsca, wycofuje się, jest zdezorganizowana i traci swe dawniejsze cechy osobowości. Najczęstszą konsekwencją jest mieszanina depresji i lęku.

Konieczność odwoływania się do tak skrajnych „metod" obrony prowadzi do zaburzeń w zakresie pamięci, wyobraźni, kojarzenia i rozwiązywania problemów.

John Bowlby, naukowiec i psychiatra, opisuje mechanizm „obronnego wykluczania", czyli występującą u dziecka zdolność do wykluczania, zmiany definicji albo zniekształcania informacji lub zdarzeń. Konsekwencją takiego zniekształcania, według Bowlby'ego, jest między innymi chroniczny brak zaufania do ludzi, spadek ciekawości, brak zaufania do własnego rozumu i skłonność do odbierania wszystkiego jako czegoś nierealnego. Jedno z doro­słych dzieci alkoholików, wychowane w atmosferze ciągłego napięcia, czę­stych aktów przemocy i nieustającej krytyki, tak opisuje stan swojej świado­mości w wieku dorosłym:

Patrzę na świat - na ludzi, zdarzenia i odczucia - przez filtr. Patrzę jakby przez mgłę, przez gazę tłumiącą intensywność zewnętrznych zdarzeń i własnych doznań. Bez tego filtru nie zniósłbym swoich uczuć.

Zaburzenia lękowe i depresja Pojęcie „zaburzenia lękowe" - zrozumiałe samo przez się — to pojawiający się okresowo lub przewlekły stan lęku, napięcia i stresu. Towarzyszy mu niekiedy poczucie zbliżającej się katastrofy oraz depresja. W tej grupie zaburzeń mieszczą się również napady paniki.

145


g. Skutki urazu


z charakterystycznym silnym lękiem, nierealistyczne obawy o własne życie i rozmaite fobie.

Przyczyny tych zaburzeń próbuje się wyjaśnić odwołując się do licznych koncepcji, wywodzących się z rozmaitych szkół myśli ludzkiej, jednak żadna konkretna teoria nie uzyskała powszechnej akceptacji. Omówiona w rozdziale poprzednim teoria poznawcza opiera się na założeniach dotyczących prze­twarzania informacji: jednostka dokonuje selekcji informacji, na podstawie których konstruuje następnie wizerunek własnego „ja" i świata zewnętrz­nego. Kiedy poznanie ulega zaburzeniu, zachwianiu ulegają również emocje oraz zachowanie i na odwrót - poprawa myślenia prowadzi do poprawy funkcjonowania emocjonalnego i zachowania. Zależność ta ma istotne zna­czenie dla procesu powrotu do zdrowia, przerywając zaprzeczanie i „uwiary­godniając przeszłość" (krok następny) pomagamy w usuwaniu źródła lęku.

Psychiatra Aaron Beck, powszechnie znany badacz zaburzeń lękowych, twierdzi, że pojawienie się objawów lęku uruchamia coś w rodzaju systemu alarmowego nastawionego na przetrwanie, którym kierują poznawcze mecha­nizmy obronne, takie jak zaprzeczanie, racjonalizacja i projekcja. Tych głów­nie mechanizmów obronnych używa alkoholik oraz osoby współuzależnione. Służą one zaprzeczaniu i zarazem podtrzymaniu zachowań związanych z pi­ciem. Jak podkreśla Beck, do zaburzeń w funkcjonowaniu psychicznym dochodzi wtedy, gdy występuje rozbieżność między tym, jak dziecko lub dorosły postrzega środowisko rodzinne a rzeczywistymi cechami tego środo­wiska. Taka właśnie rozbieżność cechuje „normalną" rodzinę alkoholową. Każdy usilnie stara się nie widzieć tego, czego nie wolno i nie wiedzieć tego, czego nie należy.

Zdarza się, że procesy obronne zostają poważnie nadwerężone. Wyni­kający stąd stres śmiało można nazwać zaburzeniami lękowymi, gdyż czło­wiek czuje się wtedy całkowicie bezbronny, poważnie zagrożony lub przy­gnębiony.

Opisane przez Becka objawy „zaburzeń myślenia", towarzyszące lękowi, w większości wypadków są dla dorosłych dzieci alkoholików stanem „nor­malnym". Uwaga, koncentracja i czujność jednostki skupione są na niebez­pieczeństwie i zagrożeniu. Cały potencjał poznawczy „zużywany" jest na ciągłe kontrolowanie tego, co dzieje się wokół. Już wcześniej przytaczaliśmy relacje dorosłych dzieci o tym, jak ciągle mają się na baczności, są nadmiernie czujne i reagują na oznaki niebezpieczeństwa i sygnały płynące od innych ludzi. W wielu wypadkach nadmierna czujność manifestuje się wyszukiwa­niem oznak cudzej aprobaty bądź odrzucenia. Przyjęcie takiej chorej, reak­tywnej postawy zwiększa znaczenie otoczenia zewnętrznego i sprzyja cudzej dominacji. Sherri nigdy nie czuła się bezpieczna:

Czy to nie zdumiewające, że tak przenikające jest przekonanie o grożącym niebezpieczeń­stwie? Wiem, że nie ma ono realnych podstaw - nie ma bowiem żadnego niebezpieczeństwa) a jednak je czuję. Tkwi we mnie samej i nigdy mnie nie opuszcza.

146


9. -


IV. KONSEKWENCJE

zwią:




obsj w i dzi włr

def br«

ma. Cz-

po.

tru

zn

plr^

ko-

da

trflf

fał

alt po(

be" dcT

zag

w

stai

_^

inl kr


Inna kobieta, również dorosłe dziecko alkoholika, mówi o swoich kontak­tach z nową sympatią:

To nie do wiary, jak ja się zachowuję. Pragnę tego człowieka ponad wszystko na świecie, ale go odpycham. Zachowuję się tak, jakbym była przerażona, chociaż nie czuję przerażenia. Strasznie mi z tym źle, że go odrzucam, gdy zbliżamy się zbytnio do siebie lub jest nam zbyt dobrze ze sobą. Dosłownie wpadam w stan emocjonalnego zamrożenia.

Beck mówi nie tylko o „systemie alarmowym", opisuje również takie objawy zaburzeń lękowych, jak zanik obiektywizmu, skłonność do robienia ze wszystkiego tragedii (reagowanie na każdy szmer strumyka jak na falę powodziową).

Stale mam się na baczności. Moje życie polega na czekaniu na kolejną katastrofę, by następnie wyjść z niej cało.

Beck wymienia jeszcze trzy objawy, które także pozwalają nam zrozumieć dorosłe dzieci alkoholików. Pierwszy, to wybiórcze abstrahowanie — polega ono na wyciąganiu wniosków z pojedynczego fragmentu informacji, bez uwzględniania całego kontekstu. Dany fakt lub spostrzeżenie może być nawet prawdziwe, jednak sens ulega zniekształceniu. Dorosłe dzieci są szczególnie podatne na tego typu zniekształcanie ze względu na swą nadwrażliwość i czujność; często podchwytują pojedynczy sygnał lub szczegół, po czym mylnie interpretują całą sytuację. Ten rodzaj selekcji potwierdza częstokroć i wzmacnia ugruntowane i zniekształcone przekonania scalające rodzinę.

Następny objaw, to myślenie dychotomiczne - podejście typu „wszystko albo nic", „prawda-fałsz". Ten typ myślenia to jedna z głównych strategii obronnych stosowanych przez dorosłe dzieci alkoholików.

I wreszcie trzeci objaw, wymieniany przez Becka, to niezdolność do wy­ciągania wniosków z doświadczeń. Nawet wtedy, gdy obawy się nie potwier­dzą, a zniekształcenia okażą się pomyłką, człowiek się nie uspokaja. Dorosłe dzieci alkoholików mają wrażenie, że „centrum dowodzenia" mieści się na zewnątrz. Centrum to funkcjonuje w sposób nieprzewidywalny, niekon­sekwentny i często krzywdzący, w związku z czym jednostka jest stale bezbronna i ciągle ma poczucie, że grozi jej niebezpieczeństwo.

Wymienione objawy ujawniają się w sytuacji grupowej, gdy jednostka zaczyna selekcjonować te bodźce, sygnały i informacje, które potwierdzają poczucie zagrożenia lub wzmacniają najsilniej utrwalone, najgorsze przeko­nania o niej samej. Częstym u dorosłych dzieci alkoholików sposobem radze­nia sobie z lękiem podczas terapii jest poszukiwanie reguł lub formułek mogących ukierunkować odbiór rzeczywistości i zachowanie. Jackowi bardzo by się przydał odpowiedni poradnik:

Gdybym wiedział, czego się tutaj ode mnie wymaga, zachowywałbym się stosownie i reago­wałbym właściwie.

147


9. Skutki urazu


Jack wciąż był przekonany, że nie potrafi zrozumieć swych problemów^ związanych z kontaktami z ludźmi, ponieważ nie umie reagować w sposób „właściwy". Kompletnie nie mógł pojąć, że nie ma żadnej „właściwej" reakcji - że musi się nauczyć sam oceniać sytuację i korzystać z własnych obserwacji, by nadać sens swoim doświadczeniom. Świadomość ta budziła w nim ogromny lęk. Dlaczego uświadomienie sobie tego budzi w dorosłych dzieciach alkoholików takie przerażenie? Dlatego, że wcale nie mogły ufać własnym ocenom i spostrzeżeniom, musiały bowiem je odrzucić wiele lat temu i przyjąć punkt widzenia rodziców. Czują jeszcze większy lęk, gdy się dowiadują, że muszą podważyć utrwalony od dawna sposób widzenia świata i odrzucić utrwalone przekonania!

Beck podkreśla, że u podstaw zaburzeń lękowych leży bezbronność, którą definiuje jako postrzegane przez jednostkę, wewnętrzne zagrożenie, przy braku poczucia kontroli i bezpieczeństwa. Człowiek wciągnięty w tryby „nastawienia na zagrożenie" przejawia zaburzenia w zakresie logicznego myślenia. Wszelkie informacje interpretuje negatywnie, jako sygnał zagroże­nia. Niestety, lęk i zaburzenia rozumowania wzajemnie się wzmacniają. Czasem dochodzi do tego, że jednostka w ogóle nie zaznaje spokoju i nie potrafi odróżnić poważnych zagrożeń od zagrożeń drobnych, z którymi bez trudu mogłaby się uporać. Najłatwiej wydostać się z tego błędnego koła zniekształceń rozmawiając z innymi ludźmi - pozwala to rozproszyć wąt­pliwości i potwierdzić lub obalić realność zagrożenia. Można wtedy dokonać korekty własnego myślenia.

Mogłoby się wydać, że to prosty proces, tak jednak nie jest. Znie­kształcone przekonania i wzorce zachowania są głęboko utrwalone i od dawna pełniły bardzo ważną funkcję: utrzymania więzi z rodzicami. Długo­trwała terapia ujawnia czasem, że warunkiem poczucia więzi jest lęk: fałszywe poczucie bezpieczeństwa uwarunkowane jest u dorosłego dziecka alkoholika zachowaniem postawy pełnej lęku i samokrytycyzmu. Próba podważenia czy zmiany najbardziej utrwalonych stanów i uczuć (słabości, bezbronności, lęku) odbierana jest jako zdrada prowadząca nieuchronnie do utraty więzi.

Według Becka, zaburzenia lękowe związane są ściśle z interakcjami gro­żącymi dominacją, poniżeniem, odrzuceniem lub porzuceniem. Wszystkie te zagrożenia dotyczą ludzi i kontaktów międzyludzkich. Większość dorosłych dzieci alkoholików ma kłopoty w bliskich relacjach z ludźmi; trudno im nawiązać lub utrzymać bliski związek z drugim człowiekiem, boją się mieć własne dzieci. Wiele z nich twierdzi, że uzyskało ograniczone poczucie bezpieczeństwa i pewien poziom przystosowania żyjąc w pojedynkę lub starannie kontrolując zakres dopuszczalnej bliskości. Inne wiążą się z alko­holikami, narkomanami lub partnerami odbiegającymi od normy w jeszcze inny sposób, czyli z osobami, z którymi nie można nawiązać bliskiego kontaktu. Peggy udało się wydostać z tego uwikłania, zrozumiała bowiem swoją sytuację:

148


IV. KONSEKWENCJE

Nigdy nie wybierałam sobie partnera zdrowego. Winę za moją samotność i problemy zrzucałam na swoich chłopaków, którzy stale byli pijani. Ilekroć wybrałam partnera zdro­wego, traciłam pewność siebie i miewałam napady lęku. Teraz rozumiem, że źródło pro­blemu leży we mnie.

Człowiek nieraz szuka pomocy dlatego, że pragnie bliskości lub bardziej intymnych związków. Decyzja o rezygnacji z bezpieczeństwa, jakie zapew­niało izolowanie się od ludzi i przyjęcie postawy obronnej, wyzwala niekiedy lęk. Jak na ironię, podjęcie próby spojrzenia na siebie i na świat w sposób zdrowszy i mniej zniekształcony wydaje się o wiele gorszym rozwiązaniem, niż patrzenie na wszystko przez znany, a zatem zadziwiająco bezpieczny „filtr z gazy".

Inne konsekwencje Jak już wcześniej wspominaliśmy, dzieci alkoholików miewają koszmarne sny, cierpią też na bezsenność. Miewają też najroz­maitsze problemy emocjonalne i ogromne trudności z okazywaniem ludziom zaufania — boją się zaufać innym, nigdy też nie ufają własnym obserwacjom. W dzieciństwie i w wieku dorosłym napotykają trudności z odczuwaniem i wyrażaniem złości. Jeśli same nie przejawiają objawów patologii, charak­terystycznych dla ich rodzin, przeżywają poczucie winy.

Jednym z głównych problemów, z którymi muszą się uporać w procesie powrotu do zdrowia jest to, jak samemu przetrwać i jak odnosić sukcesy życiowe, porzucając jednocześnie „chorą" rodzinę. Poczucie winy z powodu „wyjścia cało z katastrofy" pełni wiele różnych funkcji, pozwala na przykład dorosłemu dziecku alkoholika zachować poczucie więzi, utwierdza je bowiem w przekonaniu, że nie jest pozbawione korzeni — tych zalążków tożsamości - choćby najmniej satysfakcjonujących.

Mimo to dorosłe dzieci alkoholików często ponoszą porażki lub obawiają się sukcesu. Czują, że zatrzymały się w rozwoju i są przekonane, że nie potrafią sobie radzić w życiu dorosłym. Większość z nich ma kłopoty z utrzy­maniem bliskich, intymnych kontaktów z innymi ludźmi. Mechanizmy obronne, dzięki którym radziły sobie w przeszłości i przetrwały, zaczynają żyć własnym życiem, powodując usztywnienie postaw. Przyjrzyjmy się teraz czterem głównym cechom czy też zabiegom psychicznym, dzięki którym procesy zaradcze ulegają przekształceniu w procesy obronne.

10

Przejście od pozycji radzenia sobie

do obrony

O


d pierwszych stron tej książki przyglądaliśmy się - poprzez własne analizy, relacje dorosłych dzieci - jak radzą sobie one z urazem, spowodowanym przez alkoholizm rodziców. Niestety, sposób w jaki to robią, po pewnym czasie zaczyna, wywierać istotny wpływ na charakter problemów przeżywanych w wieku dorosłym. Opiszemy najpierw te strategie zaradcze, a następnie prześledzimy, w jaki sposób przeradzają się one w mechanizmy obronne. W tym rozdziale zestawimy poszczególne fragmenty łamigłówki, jaką stanowi rodzina dotknięta alkoholizmem - fragmenty omawiane dotychczas oddzielnie.

STRATEGIE ZARADCZE

Role społeczne Claudia Black i Sharon Wegsheider, powszechnie uznane przez popularny w Stanach Zjednoczonych ruch Dorosłych Dzieci Alkoho­lików za autorki pierwszych klasyfikacji tej kategorii osób*, dokonały charak­terystyki kilku ról społecznych pełnionych przez dzieci, w celu poradzenia sobie z alkoholizmem rodziców. Black wyróżniła trzy typy dzieci:

1. Dziecko odpowiedzialne - przejmujące ster i opiekujące się bezrad­nymi rodzicami i rodzeństwem;

2. Dziecko dostosowujące się - bacznie obserwujące, co się dzieje, by szybko dostosować swój sposób myślenia i zachowania do wymogów danej sytuacji;

3. Dziecko łagodzące sytuację - usilnie starające się zadowolić innych lub odwrócić uwagę od tego, co się dzieje. (W tej kategorii mieszczą się też dzieci błaznujące i dzieci stwarzające problemy.)

patrz piśmiennictwo (przyp. red.)

150


10.


IV. KONSEKWENCJE

Wegsheider wyróżniła cztery podobne typy: bohatera, maskotkę, zagu­bione dziecko i kozła ofiarnego. Wyróżnienie tych pierwszych kategorii pomogło wielu dzieciom i dorosłym dzieciom alkoholików w zrewidowaniu przyjętej dotychczas rodzinnej „wersji" historii i w spojrzeniu z nowej perspektywy na to, jak przystosowywały się do życia rodzinnego.

Wymienione wyżej typy charakterów, choć użyteczne w analizie dzieci z rodzin alkoholowych, można odnaleźć także w innych rodzinach. Jednostka zawsze przejmuje role i schematy interakcji, pozwalające utrzymać równo­wagę w danym systemie. Jak już wspominaliśmy, równowaga może być „zdrowa" lub „chora", zaś role i zachowania mogą być „elastyczne" i „sze­rokie" lub „sztywne" i „wąskie". W rodzinie alkoholowej role i schematy interakcji mają charakter sztywny i wąski.

Niemożliwe jest, by ktokolwiek funkcjonujący w dowolnym systemie nie pełnił w jego ramach jakiejś roli, a w każdym razie byłoby to bardzo trudne. Oczekuje się od niego, że będzie się tak zachowywać i tak reagować, by działać sprawnie na swoim odcinku. W systemie rodzinnym dotkniętym alkoholizmem jednym ze sposobów radzenia sobie z rzeczywistością jest wejście w rolę niezdrowego współuzależnienia. Osoba przyjmująca taką rolę dopasowuje się do wymaganych realiów i do koniecznych interpretacji tych realiów, nawet jeżeli dla utrzymania zaprzeczania wymaga to zniekształceń w sposobie myślenia, w zachowaniu i w przekonaniach na swój własny temat. Wąski i sztywny system rodziny alkoholowej pozwala na wybór jednej z dwóch patologicznych ról: dominującej roli agresora (jest nim zwykle alkoholik) i biernej roli ofiary, czyli osoby współuzależnionej. W zdrowym systemie obie role - zarówno dominująca, jak i podległa - mogą być pełnione w sposób zdrowy i traktowane zamiennie. Poszczególni członkowie systemu zachowują znaczną elastyczność i mają szeroki zakres możliwości.

Przekonania Jak już mówiliśmy, dzieci próbują sobie radzić kształtując bardzo głębokie, podstawowe przekonania na temat własnej osoby i innych ludzi - przekonania podtrzymujące przyjęty przez rodziców sposób widzenia rzeczywistości i ich mechanizmy obronne. W rodzinach alkoholowych dzieci często tworzą bardzo negatywny obraz własnej osoby, by w ten sposób ocalić więź z chorymi rodzicami. Sądzą zazwyczaj, że to one są przyczyną pro­blemów, których nie powinno być, i że to one stworzyły „prawdziwy" problem, z powodu którego mama i tata piją.

Bardzo ważną strategią zaradczą stosowaną przez dzieci jest wyrobienie sobie przekonania o własnej niedoskonałości lub niesubordynacji, o całkowi­tej odpowiedzialności za wszystkie niepowodzenia rodzinne. Łatwiej powie­dzieć „to wszystko moja wina" niż „rodzice stracili kontrolę i nie są w stanie się mną zajmować".

Psycholog Lewis Engel, członek Grupy Nastawionej na Zdobywanie Kontroli i Mistrzostwa (Control-Mastery Group - przyp. tłum.), prowa­dzonej w San Francisco przez Josepha Weissa i Harolda Sampsona, pisze

151


io. Przejście od pozycji radzenia sobie do obrony

o kluczowym znaczeniu przekonań dla wszystkich aspektów rozwoju. W swej książce Imaginary Crimes, (której współautorem jest Tom Ferguson) Engel twierdzi, że większość zaburzeń emocjonalnych ma źródło w ugruntowanych, fałszywych przekonaniach, ukształtowanych we wczesnych etapach rozwoju, w odpowiedzi na oddziaływanie rodziców lub środowiska. Przekonania te leżą u podstaw obrazu własnej osoby, nawet jeśli rozmijają się z rze­czywistością.

Dla ochrony wyidealizowanego obrazu rodziców i potencjalnie nietrwałej więzi emocjonalnej, dzieci budują najróżniejsze głębokie, lecz fałszywe przekonania i interpretacje. Później, gdy powracając do zdrowia jako dorosłe dzieci alkoholików biorą się do rozwikłania historii własnej przeszłości i zaczynają podważać trafność tych ugruntowanych przekonań, wciąż muszą walczyć z uczuciem straty i porzucenia. Zmienić rodzinną „wersję" własnej historii i swe najgłębsze przekonania o sobie to tyle, co stracić rodzinę na zawsze.

Utrata własnego „ja" Jedną z najpoważniejszych konsekwencji wychowy­wania się w środowisku dotkniętym alkoholizmem jest dosłowna utrata włas­nego „ja". W miejsce zdrowego, niezależnego „ja" kształtuje się u dziecka coś, co teoretycy nazywają fałszywym „ja". Chpdzi tu o tożsamość, której kształt nadaje „kwartet" opisanych wcześniej zabiegów obronnych, urucha­mianych dla sprostania potrzebom i wymaganiom innych osób i zewnętrz­nego otoczenia. Jak się wkrótce przekonamy, kluczowe znaczenie dla procesu powrotu do zdrowia ma rozbicie tego fałszywego, obronnego „ja" i konstruk­cja - czasem prawie zupełnie od podstaw - nowego, zdrowszego „ja". Nie sposób zbudować zdrowej tożsamości bez zasadniczego podważenia przeszło­ści i wszystkich ugruntowanych, fałszywych przesłanek leżących u podstaw stworzonych przez dziecko więzów.

Przejście od pozycji radzenia sobie do obrony W rodzinie alkoho­lowej wiele opisanych wyżej mechanizmów zaradczych ulega przekształ­ceniu w głęboko patologiczne mechanizmy obronne. Podział ról, schematy interakcji i fałszywe poczucie „ja" ulegają usztywnieniu, zawężeniu i za­blokowaniu.

Takie procesy myślowe jak zaprzeczanie, projekcja i racjonalizacja mogą być przydatne i sprzyjać zdrowemu radzeniu sobie z sytuacją. Problemy pojawiają się wtedy, gdy człowiek zmuszony jest korzystać z tych mecha­nizmów obronnych dla ciągłego zniekształcania i odrzucania obiektywnej rzeczywistości. Rodzice-alkoholicy oraz ich dzieci muszą dokonywać znie­kształceń i bronić się, ilekroć pojawi się problem, emocja lub zachowanie mogące podważyć grunt, na którym rozwija się alkoholizm.

Dziecko wychowujące się w takiej rodzinie przyswaja sobie rodzinną „wersję" własnej historii oraz mechanizmy obronne, pozwalające tę wersję utrwalić. Jak zauważa Goleman, mechanizmy obronne, które okazały się

tor


152


IV. KONSEKWENCJE


**• • *

*r mm -f.


skuteczne, z czasem zaczynają być stosowane nawykowo, nawyki zaś wy­znaczają cały styl działania. Rodzina alkoholowa w imię poczucia bezpieczeń­stwa ogranicza zakres myślenia, odczuwania, postrzegania i działania. W koń­cu ten styl obronny - według Wilhelma Reicha - przybiera postać „pancerza charakterologicznego". „Ja" przyjmuje charakterystyczny dla całej rodziny styl obronny, stosowany jako tarcza chroniąca przed lękami, jakie niesie pełen grozy świat zewnętrzny.

Według Golemana, styl obronny to coś więcej niż tarcza, wyznacza on bowiem w całości sposób bycia jednostki. Droga ta, prowadząca od próby radzenia sobie z rzeczywistością, poprzez przejęcie rodzinnego stylu obron­nego aż po specyficzny dla jednostki styl obrony czy też „koncentracji", wiedzie nas wprost ku cechom obronnym dorosłych dzieci alkoholików.

wai

n na


ts mm T,

LA%

m


U

ĆÓ:


dc

i—«

H


WYMIARY OBRONNE OSOBOWOŚCI U CZŁOWIEKA DOROSŁEGO

Strategie obronne stosowane przez rodzinę alkoholową nie są li tylko „me­chanizmami obronnymi", czyli mechanizmami stosowanymi w celu stłumie­nia jasności postrzegania czy emocji. Mechanizmy te ujawniają się w wieku dorosłym w postaci utrwalonych cech, przeradzając się tym samym w in­dywidualny „styl" jednostki, zabarwiający wszelkie aspekty jej rozwoju. Wiele istotnych, przeżywanych przez dorosłe dzieci alkoholików problemów, takich jak depresja, lęk czy trudności w nawiązywaniu bliskich, intymnych kontaktów, wiąże się bezpośrednio z tymi zabiegami obronnymi. Jak wkrótce zobaczymy, problemem podstawowym dla dorosłych dzieci alkoholików stają się same mechanizmy obronne, w tym także sztywny styl koncentracji (brak elastyczności w odbiorze rzeczywistości - przyp. tłum.). Dwudziestotrzyletni Ted, dorosłe dziecko alkoholika, mówi o tych problemach. Kładzie przy tym nacisk na podwójny charakter zadania, z jakim dziecko musi się uporać: przetrwać, nie zrywając więzi z tym z rodziców, które pije.

Zdaniem Teda, gros ciężaru alkoholizmu spada na dziecko. Matka nie przejęła sposobu zachowania od ojca ani też nie był on dla niej wzorcem. Dzieci natomiast - Ted i jego rodzeństwo - nie miały żadnych innych wzorców. Jedyne, czego mogły się nauczyć, to odbierać rzeczywistość i zachowywać się w sposób nieskuteczny.

Ted martwi się bardzo tym, co sam nazywa brakiem samokontroli i nieumiejętnością kierowania własnym zachowaniem. Jest człowiekiem nadpobudliwym i, generalnie rzecz biorąc, szczęśliwym - dzięki tym emocjom pocieszał pogrążoną w depresji rodzinę. Nie ma pojęcia, jak się należy zachować, gdy się kogoś kocha i nigdy nie jest pewien jak postąpićj jeśli nie potrafi się przewidzieć zachowania innych. W kontaktach społecznych Ted czuje się niezwykle niepewnie - szczególnie gdy chodzi o nawiązywanie bliskich kontaktów poza rodziną. Uważa, że jest zmienny w nastrojach jak pozostali członkowie rodziny i również nie kontroluje swoich uczuć. Zawsze więc bacznie obserwuje siebie, tak jak obserwował resztę rodziny. Tylko wciąż kontrolując siebie może zapobiec katastrofie.

153


10. Przejście od pozycji radzenia sobie do obrony

Ted - przynajmniej poza domem rodzinnym - czuje się strasznie miody. Twierdzi rzeczo­wo, że na skutek pijaństwa ojca zatrzymał się w rozwoju na poziomie piątej klasy. Aby przetrwać, musiał myśleć i zachowywać się jak dorosły, choć nie był jeszcze przygotowany do myślenia w takich kategoriach. Musiał się bardzo kontrolować, ominęło go więc to, co nazywa chaosem emocjonalnym wieku dorastania. Teraz, gdy opuścił dom rodzinny ij zgodnie z metryką, jest już człowiekiem dorosłym, czuje często, że znajduje się dopiero na poziomie pierwszej klasy, jak małe dziecko - pełne niezaspokojonych potrzeb bardzo uczuciowe i zagubione w świecie dorosłych.

i do wniosku, że dotychczas nie miał możliwości wyboru. Cała jego uwaga była skupiona na relacji z ojcem i na jego alkoholizmie. I on, i inni musieli się całkowicie podporządkować woli ojca. Nie było mowy o tym, by mu się przeciwstawić - albo robił to, co chciał ojciec, albo musiałby go zdradzić. Teraz zmaga się sam ze sobą.

Wielu dorosłym dzieciom alkoholików dokucza, tak jak Tedowi, lęk, brak doświadczenia i brak możliwości sprawdzenia się w realnym świecie. Pod warstwą mechanizmów obronnych nie mają żadnych głębszych rezerw, które pozwoliłyby im porzucić automatyzmy, zastanowić się nad nimi czy je zmodyfi­kować. Wyznaczony przez mechanizmy obronne sposób przystosowania, polegający na zaprzeczaniu, myśleniu w kategoriach „wszystko albo nic", nacisku na kontrolę i poczuciu odpowiedzialności, jest bardzo trwały i odporny na zmiany. Wyznacza on relacje z innymi ludźmi oraz kształtuje rozwój i sposób interpretacji samowiedzy. Kiedyś pozwalał dziecku przetrwać. Teraz, w życiu dorosłym, stanowi poważne ograniczenie. To ograniczenie wyczuła Sally:

Czuję dotkliwie, że jestem kimś potrzebującym i nieodpornym. Światu pokazuję jednak całkiem inne „oblicze". To oblicze osoby umiejącej sobie radzić, silnej i wręcz zbuntowanej jest nieprawdziwe, lecz jednak stanowi dla mnie podporę. Ta fasada, to moje cegły i mój cement - moje oparcie.

Przyglądaliśmy się już różnym postaciom mechanizmów obronnych. Zaj­mijmy się teraz bliżej każdym z nich z osobna. Skupimy się na przykładach osób dorosłych będących w trakcie leczenia; pozwoli to zobaczyć równo­cześnie, jak działa mechanizm obronny i jak zmienia się zachowanie.

Zaprzeczanie Zaprzeczanie działa w rodzinie alkoholowej jak dozorca, który pilnuje, jakie treści mają być dopuszczane do świadomości, a następnie zaakceptowane i włączone w tworzony przez jednostkę obraz własnej osoby i rodziny. Wcześniej analizowaliśmy rolę zaprzeczania jako czynnika organi­zującego wiedzę rodziny o sobie samej. Przedstawiliśmy również szeroki zakres istniejących przejawów zaprzeczania oraz ich wpływ na jednostkę i na rodzinę. Teraz przyjrzymy się roli zaprzeczania, jako kluczowej cechy obron­nej tych dorosłych dzieci alkoholików, które opuściły dom rodzinny. Za­przeczanie w ich przypadku jest już mocno ugruntowane i przetrwało okres doświadczeń z rodziną pierwotną, skoncentrowaną na alkoholizmie. Przeszło w nawyk, stając się pancerzem, sposobem bycia i widzenia świata, wpływa­jącym zasadniczo na obraz swojej osoby i rzeczywistości.

T"


154


IV. KONSEKWENCJE


cko rc

0<

mi* si d-i

c< d< sr

uU

tac.

zd w t<-nii

ma

Om.

go.

V

pr;


ułi


j


Zaprzeczając alkoholizmowi rodziców, neguje się tym samym własne obserwacje oraz odpowiadające faktycznemu stanowi rzeczy emocje. Trzeba również wyjaśniać to, co uległo zaprzeczeniu w sposób nielogiczny lub błędny. Tym samym konieczne staje się odwołanie do racjonalizacji, nieod­łącznego towarzysza zaprzeczania. Racjonalizacja i zaprzeczanie blokują wspólnie napływ informacji i zniekształcają procesy rozumowania w celu zinterpretowania pozornie niedopuszczonych informacji.

Błędne rozumowanie prowadzi często do stwarzania nowych problemów. Uważa się teraz, że przyczyną kłopotów - problemem „prawdziwym" jest ktoś lub coś spoza rodziny, na przykład praca pełna stresów. Wszystkie emocje, których właściwym adresatem jest alkoholik lub alkoholizm, kiero­wane są nieraz ku współmałżonkowi lub dziecku.

Aby zaprzeczanie było skuteczne, trzeba zawęzić zakres poznawania i od­czuwania. Prowadzi to do zniekształcenia tworzącego się obrazu własnej osoby. Pewna kobieta, dorosłe dziecko alkoholika, powiedziała, że wciąż miała wrażenie, że się dusi - w zamkniętej, ciasnej przestrzeni rodzinnej nie można było oddychać.

To, co musi ulec zaprzeczeniu, nie może być włączone do obrazu świata ani do obrazu własnej osoby. Jeśli trzeba stosować liczne zaprzeczenia, w świadomości powstają ogromne luki lub bardzo dziwaczne interpretacje tej rzeczywistości, której „dozorca nie przepuścił". Na tym właśnie polega istota zaprzeczania: nie dostrzega się napływających informacji. Na przykładzie Jima widzimy, jak funkcjonuje zaprzeczanie w grupie terapeutycznej.

Uczestnicy, rozzłoszczeni i wyprowadzeni z równowagi, w końcu wytknęli Jimowi jego niewłaściwe zachowanie. Kiedy nie był w centrum uwagi, „spał" do końca spotkania, milczał i siedział z zamkniętymi oczami. Chyba musiał odczuwać silny lęk.

Jim nigdy nie przyznawał się do lęku. Tym razem jednak zastanowił się, czy rzeczywiście grupa nie ma racji. Czytając co tydzień protokół ze spotkania grupowego stwierdzał, że uchodziły jego uwagi ważne wydarzenia w grupie. Czasami się zastanawiał, czy nie dostar­czono mu protokołu z innego spotkania.

W końcu przyznał, że protokół wypełnia jego luki w odbiorze przebiegu pracy grupy w kolejnych tygodniach. Tak silny odczuwa lęk, że wielu rzeczy nie chce dopuścić do świadomości.

Po wielu miesiącach Jim wreszcie zrozumiał, że przyczyną lęku i za­przeczania są „realia" życia rodzinnego, tak boleśnie rekonstruowane przez innych uczestników. Jim nie był jeszcze gotów „przejrzeć na oczy", musiał się więc wyłączać.

Zdarza się nieraz, że osoby, które nie muszą chronić swych więzi rodzin­nych, od razu widzą, że ktoś zaprzecza. Uczestnicy grupy śmiało zapewniają nowego przybysza, że jego obecność w grupie jest w pełni uzasadniona, miał on bowiem „okropne" życie rodzinne. Tymczasem nowo przybyły nie ma wcale pewności, czy jego doświadczenia z dzieciństwa były na tyle poważne,

io. Przejście od pozycji radzenia sobie do obrony 155

by uzasadniały przyłączenie się do grupy. W wielu wypadkach dorosłe dzie­cko alkoholika przeżywa ciągłe wahania między jasnym obrazem alkoholizmu rodzinnego z jednej strony a poczuciem, że nie ma pojęcia, co robi w grupie, w domu było przecież wspaniale!

Niełatwo przełamać zaprzeczanie, szczególnie wtedy, gdy nie jest ono oczywiste albo jest mylnie interpretowane, jak to przez długi czas miało miejsce w wypadku Jima. Grupa uważała, że Jim nie interesuje się tym, co się w niej dzieje i nie ma pojęcia, na czym polega wzajemna wymiana doświadczeń. Kiedy nie był akurat w centrum uwagi, „znikał", wyłączał się i rozpraszał pozostałych uczestników. Wszyscy mieli wrażenie, że jest skon­centrowany wyłącznie na sobie. Wywoływało to złość. Jego zachowanie dopiero wtedy stało się zrozumiałe, gdy i on, i inni pojęli, że przeraźliwie boi się przełamania własnych zaprzeczeń. Z chwilą, gdy grupa pojęła o co chodzi, uczestnicy mogli wykazać o wiele większą wyrozumiałość i potrafili go zapy­tać wprost o rzeczy, których sam jeszcze nie był świadom.

Trudno przełamać barierę zaprzeczania, ma się bowiem wtedy wrażenie zdrady. Poczucie stabilności rodziny opiera się całkowicie na przyjęciu przez wszystkich jej członków zgodnej „wersji" własnej historii. Zmienić tę wersję, to tyle, co zaatakować rodziców w sposób agresywny i wrogi. Grozi to

*

niechybnie odrzuceniem.

Utrzymać zaprzeczanie można również poprzez odwracanie uwagi lub mając obezwładniające poczucie zamętu. Jednostka dosłownie „nie widzi", a jeśli widzi, to nie potrafi uporządkować tego, co zobaczyła, oddzielić figury od tła. Bardzo nieraz trudno nadążyć za rozumowaniem kogoś przeżywające­go taki chaos bądź za jego rekonstrukcją określonego zdarzenia, o to bowiem właśnie chodzi, by nikt tego nie zrozumiał. Relacja Toni brzmiała jak nagranie przekrzykujących się wzajemnie osób.

Toni próbowała raz jeszcze opowiedzieć szczegółowo, co się zdarzyło. Grupa niczego jednak z tego nie zrozumiała. Jak to często bywa, ludzie zaczęli się denerwować, nie mogli bowiem nadążyć za jej wypowiedzią. Przerywali jej, zadawali pytania i zwracali uwagę, że ciągle używa zaimków, nie nazywając nikogo ani niczego po imieniu. Ludzie albo tracili wątek, albo stawał się on tak zagmatwany, że nie próbowali już nawet zrozumieć, o co chodzi.

Dziś Toni, tak jak zwykle, czuje się źle, nie potrafi się bowiem jasno wypowiedzieć. Zrozumiała nagle, że gdyby powiedziała o co chodzi, ujawniłaby prawdę, której nie powinna znać: że jej zwariowany sposób rozumowania i zamieszanie panujące w rodzinie nie miały sensu; pozwalały one ukryć prawdę o alkoholizmie ojca.

Toni przypominała dziecko, które nie wymówiwszy dotychczas ani słowa, w wieku trzech lat zaczyna naraz mówić całymi zdaniami: nagle udało jej się ułożyć wiele fragmentów łamigłówki. Zamiast zaprzeczania, poczucia chaosu i nieprzystosowania pojawiły się nowe uczucia, z którymi musiała się teraz uporać: głęboki ból i poczucie straty.

W grupie rozpoczynającej dopiero terapię omawiano sprawę zaprzecza­nia. Sally w kontaktach z leciwą ciotką nadal musi utrzymywać rodzinną grę

156


IV. KONSEKWENCJE


"~ l ni.


ta


pozorów - ciotka często wspomina, jak wszyscy się wspaniale bawili na zjazdach rodzinnych. Opowiadając o tym grupie, Sally marzy, by roztrzaskać te dawne wspomnienia:

Rozpiera mnie potrzeba dowiedzenia się, jak było naprawdę.

Sally przez wiele tygodni koncentrowała się na analizie własnego zaprze­czania i na potrzebie jego przełamania.

Sally patrzy w podłogę, po czym woła tryumfalnie, że trzy kobiety mają na nogach takie same pantofle. Uczestnicy grupy zastanawiają się, co musiała^czuć w dzieciństwie, gdy mimo takiej spostrzegawczości nie była w stanie zobaczyć pewnych rzeczy.

Myślenie typu „wszystko albo nic" Ten bardzo powszechny i stały ro­dzaj obrony pełni również funkcje organizacyjne, porządkuje bowiem te spostrzeżenia i uczucia, które jednostka odbiera, i te, które przekazuje innym. Ten typ myślenia minimalizuje zatem wieloznaczność, niespójność i niepew­ność. Niestety, prowadzi także do zawężania i zniekształcania odbieranych i przekazywanych informacji.

Jak już mówiliśmy, myślenie dychotomiczne, typu „wszystko albo nic" towarzyszy prymitywnemu mechanizmowi obronnemu, jakim jest zaprzecza­nie i stanowi objaw zaburzeń lękowych. Myślenie to jest jednak nie tylko objawem. Z czasem przeobraża się w styl poznawczy - styl ten rodzi się z lęku, a zarazem ten lęk redukuje. Człowiek myślący w sposób dychotomicz-ny twierdzi uparcie, że istnieją pewne niewzruszone zasady: jedno jest słusz­ne, drugie — niesłuszne, istnieje dobro i zło. Problem polega jedynie na tym, by w konkretnych okolicznościach wykryć, co jest dobre, co słuszne. Kiedy człowiek myśli w kategoriach czarno-białych, nie musi się zajmować „obsza­rem szarości" - tym, co w jego obserwacjach i uczuciach niejasne, nie-sprecyzowane lub nieprzewidywalne. Myślenie takie pozwala wyeliminować potrzebę zrozumienia pozornych przeciwieństw lub złożonyh idei.

Człowiek myślący na zasadzie „wszystko albo nic" ma większą skłonność do akceptowania stanowisk skrajnych i upierania się przy swoim. Jak na ironię, ten typ myślenia stosuje się, by zyskać poczucie kontroli, choć w rze­czywistości kontrola jest wtedy mniejsza. Dorosłe dziecko alkoholika uparcie twierdzi, że rodzice byli dobrzy, a tylko ono było złe. Dopóki nie zrezygnuje z tej skrajnej postawy, nie zacznie dostrzegać, że istnieją też „obszary szaro­ści" i nie przekona się, że rodzice byli zarazem i dobrzy, i źli.

Poziom rozwoju struktur poznawczych u dziecka, które stara się zro­zumieć, dlaczego rodzice piją, wyklucza często myślenie inne niż dychotomi­czne. Dziecko twierdzi, że rodzice są dobrzy, więc coś musi być nie w po­rządku z nim samym. Jak już mówiliśmy, dla dziecka zbyt dużym zagroże­niem jest przyznanie, że rodzice mogą mieć własne problemy lub odwrócenie sposobu interpretacji sytuacji i powiedzenie sobie, że to ono jest dobre, a rodzice źli. Musi zrozumieć, że powinno się uporać z otaczającą rze-

157


10. Przejście od pozycji radzenia sobie do obrony

czywistością, głębokim cierpieniem, poczuciem straty i porzucenia oraz własną złością.

Jak częstokroć uparcie wierzą dorosłe dzieci alkoholików, zło tkwi w nich samych. W ten sposób zachowują więź z rodzicami lub przynajmniej złudze­nie istnienia takiej więzi. Nawet gdy złudzenie to szyte jest grubymi niani, pozwala uniknąć o wiele bardziej bolesnego uczucia izolacji i samotności.

Ted, który przez wiele lat zmagał się z przekonaniem, że jest złym człowiekiem, powiedział w końcu rzeczowo:

To niemożliwe, by dziecko nie miało poczucia, że jest złe. Skąd się ono bierze? Tylko w ten sposób można usprawiedliwić brutalne zachowania rodziców.

Inna osoba, podobnie zmagająca się z poczuciem, że jest kimś złym,
opowiedziała o serii marzeń sennych: \

Znajduję się zawsze wśród tłumu ludzi, ale z nikim nie nawiązuję kontaktu. Czasem ktoś zwróci na mnie uwagę, ale tak jest bardzo rzadko. W innym śnie wyciągam rękę, by tych ludzi dotknąć, oni jednak owinięci są przezroczystą folią, która ich chroni przed kontaktem ze mną.

Po wielu miesiącach zaczęła się zastanawiać nad tym, dlaczego czuje się tak bardzo samotna:

K

sc la rze­pie

iro-li-


Rodziców odgradzała ode mnie potrzeba alkoholu oraz zaprzeczanie. Zamknięci byli w sy­stemie przekonań, zbudowanym dla ochrony swoich własnych iluzji. Dopóki byłam prze­konana, że jestem złym człowiekiem, mogłam nie zauważać tych przezroczystych folii, w nadziei, że jeśli będę dostatecznie grzeczna, nawiążą ze mną kontakt.

Z postawą typu „wszystko albo nic" wiąże się problem wiązania się i kształtowania tożsamości. Penny opisała swą rodzinę jako „prawdziwy klan". Panowały w niej surowe zasady dotyczące tego, kogo można do siebie dopuścić, a kogo nie. Świat dzielił się na przyjaciół i wrogów, swoich i ob­cych, ludzi dobrych i złych, to co jedynie słuszne i to co całkowicie błędne. Nigdy nie dopuszczano stanów pośrednich. Penny przeżywała w grupie intensywny lęk, uczestnicy nie dawali się bowiem zaszeregować w wąskie kategorie i zachęcali ją, by zobaczyła również obszary szare. Penny zro­zumiała, że dopuszczając do siebie istnienie szarości, traci zarazem pewność i czuje się zagrożona. W dodatku jest to równoznaczne ze zdradą rodziny:

Albo przyjmę przekonania rodziny, albo zostanę sama. Albo nie ma żadnego alkoholizmu, albo jest, a ja nie należę już do rodziny.

lie

bre,

te-


Ten sztywny poznawczy układ odniesienia niesie ze sobą poważny kon­flikt dla dorosłego dziecka alkoholika: czy będzie należało do rodziny i w jaki sposób? Jak już mówiliśmy, większość dorosłych dzieci alkoholików czuje się w świecie osierocona i osamotniona. Dziecko takie stoi na zewnątrz, marząc

160


IV. KONSEKWENCJE

w

Ci

tfr


Centralnym zadaniem w długotrwałym procesie powrotu do zdrowia jest przejście od nastawienia ściśle dychotomicznego do szerszego punktu widze­nia, uwzględniającego obszar szarości.

Przyjrzyjmy się teraz kolejnemu kluczowemu mechanizmowi obronnemu, który jest ściśle związany ze sztywnym poznawczym układem odniesienia: potrzebie kontroli.

Kontrola W wielu publikacjach popularyzatorskich ostatniego dziesięcio­lecia (lat 80. - przyp. red.) twierdzono, że centralnym problemem dorosłych dzieci alkoholików jest problem kontroli. Jako specjalista zgadzam się z tym twierdzeniem. Kiedy po raz pierwszy prowadziłam grupę terapeutyczną dla dorosłych dzieci alkoholików, byłam wręcz zdumiona, że raz po raz jej uczestnicy kładli nacisk na zagadnienie kontroli. Wymieniano je jako odrębny problem i widać było wyraźnie, jak ważną pełni rolę w procesie nawiązywania zdrowych kontaktów z ludźmi. Wiele z omówionych dotychczas zagadnień -chaotyczne, wymykające się kontroli środowisko, sztywny system rodzinny, wiązanie się z opiekunem, kształtowanie tożsamości - ma ścisły związek z problemem kontroli.

Uczestnicy grup rozumieją, że charakterystyczny dla nich nacisk na kontrolę wynika z potrzeby stłumienia lęku i strachu oraz z potrzeby poradzenia sobie z grożącym stale rozkładem stosunków międzyludzkich. Osoba starająca się za wszelką cenę kontrolować sytuację, nie dopuszcza tym samym do świadomości również własnych, wymykających się kontroli, impulsów. Dorosłe dziecko alkoholika, choć wyposażone w sztywny system obron, twierdzi:

Jestem równie pozbawiony kontroli i groźny jak moi rodzice.

Potrzebę kontroli podtrzymuje przyjęcie postawy „wszystko albo nic". Potrzeba ta często utożsamiana jest z autonomią - człowiek jest sam sobie panem i nikogo nie potrzebuje. Wszystkie te objawy razem stanowią potężną obronę przeciw poczuciu bezradności i zależności. Wiele dorosłych dzieci alkoholików dąży do samowystarczalności:

Wszystkie swoje potrzeby zaspokajam sam. Polegając na innych straciłbym kontrolę i w końcu doznałbym krzywdy.

Nieszczęście polega na tym, że kontrolując sytuację i zaspokajając same­mu własne potrzeby człowiek bynajmniej nie unika krzywdy i autodestrukcji:

Głębokie poczucie tęsknoty zawsze zaspokajałam objadając się. Na szczęście alkohol nigdy mi nie smakował. Mam jednak wszystkie cechy alkoholika.

Potrzeba kontroli towarzyszy człowiekowi nieustannie. Daje o sobie znać, gdy boi się utraty kontroli - bo jest zbyt otwarty, zbyt wiele potrzebuje, jest zbyt agresywny, nadmiernie się złości - i gdy boi się, że inni go zaczną kontrolować,

161


io. Przejście od pozycji radzenia sobie do obrony

przejawiając wobec niego otwartość, potrzebując czegoś od niego, zachowując się agresywnie lub złoszcząc się. Tak czy inaczej, człowiek skazany jest na przegraną. Tylko wtedy będzie czuł się bezpieczny, gdy zostanie sam.

Potrzeba kontroli była dla Jake'a problemem najważniejszym. Wszyscy w grupie byli zgodni, że odzwierciedla się w tym głęboka tęsknota za po­czuciem bezpieczeństwa, jakie daje rodzina, w której rodzice zamiast koncen­trować się wyłącznie na sobie, potrafią zająć się dzieckiem:

Chciałem zaprosić matkę na uroczystość wręczania dyplomów, ale brat mi właśnie doniósł, że znowu zaczęła pić. Jestem zdruzgotany." Jake przystąpił do wyjaśniania skomplikowa­nych czynności, jakie ostatnio przedsięwziął. Cały czas się zastanawiał, co zrobić, by w tym ważnym dniu cała rodzina była obecna i by zarazem mógł ją kontrolować. Pamięta, że kiedy był dzieckiem, rodzina nigdy nie postępowała tak jak chciał, ani też nie pozwalała mu na znalezienie się w centrum uwagi. Teraz, gdy rozpaczliwie próbuje wyreżyserować sytuację i ten jeden jedyny raz uzyskać to, czego chce, ogarnia go lęk.

Grupa zwróciła Jake'owi uwagę, zepnie sposób zmuszać innych do robienia tego, co chcemy i namówiła go do przeanalizowania swojego postępowania oraz swych nierealistycznych oczekiwań. Patty postąpiłaby zupełnie inaczej:

Gdybym to ja miała odbierać dyplom, poszłabym na tę uroczystość sama. Tylko w ten sposób miałabym pewność, że to moja uroczystość. Przez to, że chcę wszystko kontrolować, zawsze przegrywam. Ilekroć nawiązuję z kimś jakiś kontakt, zawsze zastanawiam się, jak przez to przebrnąć i nie zginąć - jak przetrwać.

Podobnie jak zagadnienie tożsamości, problem kontroli rozważany jest w kontekście alkoholu. Pytanie „czy jestem alkoholikiem?" to pytanie cen­tralne dla każdego dorosłego dziecka alkoholika. Wiele z nich, to powracający do zdrowia alkoholicy, którzy już zrozumieli, że ważnym czynnikiem w pro­cesie stawania się alkoholikiem i powrotu do zdrowia był alkoholizm rodzi­ców. Innym natomiast brak tej pewności. Lęk spowodowany własnym alkoholizmem wolą analizować w odmiennym kontekście: takim mianowicie, że są dorosłymi dziećmi alkoholików. Miały już problemy z tego powodu, że same piły lub sięgały po narkotyki, i nadal często się zastanawiają, czy są „alkoholikami". Kiedy osoba taka nazwie siebie „dorosłym dzieckiem alkoholika", ma szansę przeanalizować oba te problemy naraz.

Często podczas pierwszego spotkania dorosłe dzieci alkoholików twier­dzą, że „nie są alkoholikami". Po bliższym zbadaniu staje się jasne, że rzeczywiście „nie są alkoholikami" w tym sensie, że nie piją, natomiast są „alkoholikami" w tym sensie, że wytworzyły sobie taki obraz własnej osoby.

Osoby te albo nie piją wcale, albo piją w sposób niezwykle kontrolowany: pozwalają sobie na kieliszek tylko w ściśle określonych sytuacjach i tylko pod pewnymi, określonymi warunkami. Jedna z nich tak to ujęła:

Wiem, że gdybym kiedykolwiek przestał uważać na siebie, natychmiast zostałbym alkoholikiem.

162


IV. KONSEKWENCJE

Uczi

sąst5r atak*-alkoL na j go prze

a

te

su

b


L


Ludzie ci, niezależnie od tego, czy zostali zarejestrowani jako „alkoho­licy" czy też nie, ujawniają podczas pracy grupowej głębokie przeświadczenie o utracie kontroli:

Przez całe życie muszę stale uważać, stale sprawdzać, czy nie przebrałem miarki, stale siebie oceniać. Tylko wtedy mogę mieć nadzieję, że nie „stracę kontroli".

Większość podejmujących leczenie dorosłych dzieci alkoholików ma po­ważne problemy z powodu stałej koncentracji na kontroli. Potrzeba sprawo­wania kontroli przerodziła się bowiem w podstawowy mechanizm obronny} stanowiąc zarazem jedną z głównych przeszkód, utrudniających nawiązywa­nie bliskich kontaktów z ludźmi. Przy silnej potrzebie kontroli nie ma mowy o wzajemnej zależności, negocjacji czy o tym, by się „trochę poddać". Albo sprawuje się kontrolę, albo nie. Ktoś wygrywa, ktoś inny przegrywa.

Utracić kontrolę" znaczy tyle, co być człowiekiem słabym, potrzebują­cym, zależnym i wykorzystywanym lub - z drugiej strony - być człowiekiem dominującym, wymagającym, agresywnym i wykorzystującym innych. Kiedy ludzie rozpoczynają pracę w grupie, są przekonani, że tylko wtedy uchronią siebie i innych przed krzywdą, gdy nie utracą kontroli: nie mogą sobie pozwolić na odczuwanie potrzeb ani na poczucie bycia bezbronnym. Mimo to wielu z nich właśnie dlatego zgłosiło się na leczenie, że odczuwa potrzeby i to znaczne; czasem poczucie braku ujawnia się u nich po prostu jako tęsknota za bliskim związkiem z drugim człowiekiem. Samotność, która stanowi efekt uboczny potrzeby kontroli, jest równie bolesna jak poczucie braku kontroli. Osoba zgłaszająca się na leczenie natychmiast przeżywa konflikt:

Swoje poczucie tożsamości - nietrwale poczucie własnej wartości - oparłem całkowicie na przekonaniu o ważności kontroli, tymczasem przychodzę tu co tydzień, by się pozbyć tego przekonania. Nic dziwnego, że nie sprawia mi to wcale przyjemności i że często zadaję sobie pytanie, czy to w ogóle ma sens.

Tendencja do nieuświadomionego wiązania braku kontroli z nadużywa-

— — — — —— — — — — f —— —— •—• — — — w —— w •»• *» m-»^»* v »a«*£j x^ » ł * V£*~/v**4 *•** \s 4. MA^W* * *• V/i * ł*t AA. X* ^±ŁJj TT **

niem alkoholu lub alkoholizmem jest bardzo trwała. Po jednym ze spotkań, w trakcie którego Ted mówił o sobie więcej niż zwykle i oceniony został przez innych jako „spontaniczny", powiedział:

Tuż po spotkaniu czułem się znakomicie, ale potem obawy moje narastały coraz bardziej. Wkrótce czułem się wręcz „skacowany". Poczułem ten sam wstyd i żal, które dawniej dokuczały mi po zapiciu.

Uczestnicy zrozumieli, że pogłębianie wzajemnych relacji niesie ryzyko: grupa - podobnie jak ich rodziny - „poczuje", że straciła kontrolę. Nie tylko „zaczną pić", jak to robił Ted, ale zaczną też ujawniać swe impulsy seksualne lub agresywne, jeżeli przedmiotem dyskusji będzie seks lub agresja.

163


,-ie od pozycji radzenia sobie do obrony

-^* _—————————————————————

* i£


problemem kontroli wiąże się ściśle pojęcie „uczuć". Wymieniane vie uczucia jak gniew, niezaspokojenie potrzeb, miłość, lęk i wstyd, l ^ytywne lub negatywne nastawienie do świata. Wiele dorosłych dzieci & ma do świata nastawienie sztywne i negatywne. Spodziewają się

g

^


o. Życie zawsze okazywało się jeszcze gorsze niż najczarniejsze

4/ania, po cóż więc spodziewać się czegoś pozytywnego.

negatywnemu nastawieniu mam poczucie kontroli. Nic mnie nie zaskoczy, jęjc* JI je ryzykuję, że moje nadzieje zostaną zniweczone. Z góry zakładam, że nic dobrego

dobre samopoczucie, narażam się na katastrofę i natychmiast czuję się bez-orzerażona i niespokojna. Kiedy zaś czuję się niestosownie i patrzę na siebie ie, przerażenie mija. Nauczyłam się więc, że dobre samopoczucie idzie w parze kontroli i groźbą, że spotka mnie krzywda.

ja to wielka niewiadoma i źródło ogromnej jróśki. Stanowią też jcaźnik poziomu kontroli. Uczestnicy grup terapeutycznych zdają

ważny


* ^wę z tego, że mają ochotę się otworzyć, poznać swoje uczucia,

i0fr£ uczucie określić. Przeraża ich jednak każda najmniejsza nawet ^jologiczna - burczenie w brzuchu, kropla potu na dłoni.

^ojawia i nie wiem, co to jest. Nie potrafię tego nazwać, wyjaśnić ani skontrolować. Coś slf* ^dnak, że tam jest, ponieważ burczy mi w brzuchu.

rę ujawniania się uczuć, włącza się nastawienie „wszystko albo nic" * *** rO znaczenia nabiera potrzeba kontroli. Zwykłe burczenie w brzu-

chu


wrażenie głośnego ryku. Otworzyć się, choćby minimalnie
^yć jakichś emocji to sytuacja nie do zniesienia. Nie ma mowy
jjoświa drobnych „stanach pośrednich", żadnym stopniowaniu uczuć,
o żądny cje raz sję pojawi, nie sposób go zatrzymać. Większość dorosłych
r"dy ,u ..^oholików przekonana jest, że gdy raz zacznie odczuwać potrzeby,
'ecl. ^ się czy rozpłacze, już nigdy nie przestanie.

^^ siłował podważyć to utrwalone przekonanie w warunkach grupo-t czo przykład jest bardzo pouczający, pokazuje bowiem, na czym

-i • 1 • .....

pomiędzy sytuacją, w której rozważa się jedynie zmianę,


BfYCB- J *^ *^ . -i • 1 • .....

' ' -Wnra nnmipri7.v svttiaria. w ktorei rnzway.a się ienvnie Timiane.

^

*aC^ nadal kontrolę, a sytuacją, w której człowiek naprawdę się zmienia tec>1_ije lub postrzega inaczej, ponieważ zrezygnował z kontroli. Tę

. .__ i-»£irdzo trudno ludziom pojąć, zrozumienie tego jest jednak niezbęd-
znjc^ *-* . . ...
jeżeli człowiek ma się naprawdę zmienić.

by


zaniepokojony i raz jeszcze starał się przekonać grupę, że gdyby się otworzył,

całkiem by go przytłoczyły. To rzekłszy, zaczął mówić dalej, dopuszczając do siebie

na które do tej pory sobie nie pozwalał. Nagle doznał olśnienia: jego „uniwersalna

o uczuciach okazała się nieprawdziwa. Przekonał się, że może przeżywać coś nie krzywdząc przy tym nikogo. Zawsze uważał, że każde uczucie, wyrażone

_3iuS DBZBJAM ara iue DBMnzDpo 3iu o^flAi Aq eBiu3idJ3p i iSBA\3iuz

eu 5rs BfBiMBisAM M9>{ijoqo}{iB psTzp 3{soJOQ 'Aqoso fsiStup nM3tuS 3iqos

eu Biu3idm[s t nM3iu3 oSsusEfM 3is oszust! Aq 'i^iusuodo siuEpz DBfnmfAzid

(3IUBpZ SUSB^M l pSO!SlAvXZD3ZJ BIUE§3ZJaSOd qosods (OMS BJIU31UIZ BJ Bl -3iqcq eA3piqS SIZpB^AZJd EU AlUSIplZptM Zn( 5[

spnzon oa Aa fq9sods i^ei a\ A{BMOpnqz bieims t 3iq9is ZBjqo '

033USB^A\ 5lS B(oq SIUZDIUBd M9^IlOl{O^IE pSlZp 3{SOJOp 3Z fZ3

psouz3[BZ spnzon eu oifOMZod 3iqos zsa i •ni];Ejq i Eiugonziod fEiU3iuaouiEso gpnzood '^dejis XuMAsu3jui eu AZD3ZJ

( BUOZBJEjf<[ 'DSOJZ M DE(BpEdA\ IUOJq 3IS

z isntu Xuojqo qosods

er • ^


f3p5idBU 3{SBp BfnpoMod sz Cojs5z3 i pbu 3bEUiuiop B(BMXqopz fM3tuS db(

lU t AU|EA\XptAV3ZJd3lU q9SOdS M 5lS DBMO^DBZ f3pMXZJ3{ UI3IMOq BSOUJ '{{E5fI[Ol[O5l|Ecc 5{OJ M EZpO^DM IUIXUUI Z

fes.


3ZSq5j3 D^J^n Z3J B3BUIOd c3U(ADBi|JBUJ3p 3tUl[ l 3DIUBJ3 D

bzjbmjs

02j[ipqo^[B psizp Bpnzood o33iXj^n o^oq3^3 3iu3iUA\E(n eu spzs3JA\ 5is bzbjbu

l T (SJpOZDZS cf3MIlZDXz XqOSO CM3IU3 AUSE|M 3iqOS OBtóttUBpEIMSQ 'IpJlUO^ DEppOd ISHUI UI3ZBJBZ l 3fnq3ZJJod

jdB ąo^joi^ cDE33[od Aq{EpqD ^3^191^ bu fqoAa azdzsiu

*3( DBfBZBjAM l EpnZDpO 31 BU 3iqOS OBfBJBMZOJ -n^Bjq SpnZDOd I M31U3 feS 3UZD3ldZ3q3IU I 33E[nUIUIOp [3IZpJBq(BU 3{B CIUIB(DOUI3 IUI&UZO1 EUIOpIM Z

DE3BUJZ 5is fezsnui M9^iioqoiHE psizp

"JBZS


BU


3iqos r

-Edo lUIZpni Z Al^BlUO^ 3p^pZSAV DEfnjOJaUO^ 3IUUBJE1S I OS3Z3IU 3tU O^[AjL 'BOMBJdO l CEJEIJO l UI3ZEJBZ 5tS 31UBJS IUBS 3Z C

Bpnzon 3iqsis op DB(BZDZsndoQ 'qDAuut D3qoM Douiszjd uiAoBfnsois i adoui zpnD D3qoM mAuuojqz3q fui3t5piMOfZ3 i[oiiuo^ iuXuotMEqzod e fuioboui3 5is DB(Eppod sz CZ31UA\9J nzP^S '(M9DIZPOJ q^^uinj

sod oa EpnzDn sz cfBZBMn o^[Aa 3iu

IUJXUUI Z 3(DE|3J l BpnZDn C3IU3JSXUI f3lUE33ZJJSOd EU BfEMAfdM BIU

'zsiumoj

3l BU 3tU3JOMZAZjd 3tqOS DBfBp I ttuAuSBJM 3tU3ZOOi(SBZ 3Ua3ldlU05l 3ldai8 M DEfBlUMBfn 'pOZJdBU ĄCUĄ ^DBZDBUZ

fiąojz sz 'tjBuzn XosXzs^ 'usg >jb( 'BuooXMqDBZ i Buoiuinpz 3iUA\OJ

3IUB005J3Zjd 083[ 3Z cZn[ jBI


ifDBJ OJBItU 3IU 31U DłU Z3IUA\9J Ul^UUl l 3lUZD3ldZ3q 3tS JHZ^

tsnui '^ubmoojiuo^siu qsods m

'AI


165


io. Przejście od pozycji radzenia sobie do obrony

wu. Obronę własnego zdania, przejawianie inicjatywy i dbanie o własne interesy interpretują jako przejaw wrogości wobec innych. Przyjęcie takiego stanowiska z trudem pozwala ukryć, że w rzeczywistości dorosłe dziecko alkoholika bardzo potrzebuje drugiego człowieka, choć jednocześnie widzi w nim osobę wszechwładną. Musi jednak zaprzeczyć tej potrzebie, narazi się bowiem na rozczarowanie lub krzywdę. Rozpaczliwie potrzebuje oprzeć się na kimśj jednak panicznie się tego boi, ponieważ uważa, że zależność taka doprowadzi do destrukcji.

Kiedy dorosłe dziecko alkoholika przystępuje do leczenia, musi do siebie dopuścić wszelkie uczucia, jakiekolwiek by one były. Tym samym nieza­chwiane dotychczas nastawienie na kontrolę ulega podważeniu. Najpierw trzeba podać w wątpliwość myślenie typu „wszystko albo nic", czyli w kate­goriach czarno-białych. Dzięki temu dopuszcza się możliwość istnienia ob­szaru szarości — stanowiska pośredniego, które z definicji jest zmienne, umiarkowane i poza kontrolą. Dorosłe dzieci alkoholików mają słabe wy­obrażenie o tym, czym mogłoby być takie „stanowisko pośrednie". W miarę wyrabiania sobie opinii na ten temat, a następnie dzięki osobistemu doświad­czeniu jednostka zaczyna rozumieć, na czym polega proces rezygnacji z kon­troli. Zobaczmy na przykładzie Larry'ego, jak taki proces przebiega w czasie.

Od pierwszego dnia pobytu w grupie Larry starał się usilnie rozszyfrować, jakie obowiązują w niej zasady - co jest dozwolone, a co nie. Wkrótce okazało się, że to, co się dzieje, postrzega w sposób sztywny i ograniczony. Założył bowiem, że sam nie będzie przejawiał żadnej inicjatywy. Ocenił innych ograniczając się do stereotypowych reakcji.

Grupa szybko podała w wątpliwość przejawiany przez Larry'ego nacisk na przestrzeganie zasad i ocenianie w kategoriach „wszystko albo nic". Larry nie wyobrażał sobie, by mógł inaczej postrzegać ludzi i sytuacje, choć przyjęcie tak skrajnej i kategorycznej postawy niosło ze sobą wielkie zagrożenie, szczególnie wtedy, gdy w grę wchodziła złość.

/

Kiedy ktoś w grupie po raz pierwszy się rozgniewał, Larry bardzo się przestraszył. Tydzień później powiedział, że z trudem wysiedział i powstrzymał się od wyjścia. Jeszcze trudniej było mu wrócić po tygodniu. W pierwszej chwili miał ochotę zwiać - siedział cały czas skulony na krześle.

To przeżycie wyzwoliło potok bolesnych wspomnień na temat złości. W domu osoba, która wpadała w złość, zachowywała się gwałtownie: rzucała talerzami, tłukła szklanki i wrzesz­czała - tak przebiegał typowy obiad rodzinny. Jedyne, co Larry mógł wtedy zrobić, to wziąć talerz i zamknąć się w swoim pokoju. Tydzień temu Larry zmusił się do tego, by „zostać przy stole" i powstrzymać się przed opuszczeniem grupy.

Larry panicznie bał się gniewu - cudzego i własnego. Wkrótce po opisanym zdarzeniu był \ x,

świadkiem „pełnej gniewu" wymiany zdań między terapeutką a jednym z uczestników, l

Sytuacja ta stanowiła punkt wyjścia dalszej, wieloletniej pracy Larry'ego. Powtarzał wielo- l

krotnic: „Wiedziałem, że Stephanie się gniewa, bo tak powiedziała. Nie sprawiała jednak \

wrażenia rozgniewanej, ani też nie zachowywała się w sposób niekontrolowany. Nie miałem l

nawet chęci uciec, póki nie było już po wszystkim i nie zrozumiałem, co się wydarzyło. Od \

tego momentu wiedziałem, że jest jakiś stan pośredni i sam go chciałem znaleźć." \

10. ._


166


IV. KONSEKWENCJE


co


syt w"


I znów widzimy na tym przykładzie, czym różni się rozważanie zmiany od doświadczania zmiany. Dopiero wtedy, gdy Larry na własnej skórze odczuł istnienie obszaru szarości i wiedział, że w nim przebywa, zaczai rezygnować zmyślenia typu „wszystko albo nic" i z potrzeby kontroli. Z początku człowiek odbiera myśl o obszarze szarości i doświadczenie zetknięcia się z nim jako coś negatywnego. Jest zbyt mroczny, niedookreślony, zbyt podatny na niebezpie­czeństwo lub nieporozumienia, ponieważ wtedy, gdy człowiek próbuje sobie radzić ze sprzecznymi uczuciami lub niejasnymi sytuacjami, brak mu pewności i wyraźnych granic. Z początku trudno docenić to, że warto pozwolić, by znaczenie danej sytuacji czy relacji międzyludzkiej ujawniało się stopniowo, czy też że warto podejmować decyzje krok po kroku. Większość dorosłych dzieci alkoholików nie chce niczego rozpoczynać bez gwarancji powodzenia i zapewnienia sobie aktywnej kontroli.

Samooskarżanie się i przyjmowanie na siebie odpowiedzialności

Głębokie poczucie odpowiedzialności jest właściwe dzieciom alkoholików na każdym etapie ich rozwoju i przystosowania. Taką im bowiem rolę przypi­sano w rodzinie, jest to również sposób na to, by utrzymać chwiejną więź. Jest to wreszcie mechanizm poznawczy, pozwalający wytłumaczyć coś, co nie istnieje lub do czego nie wolno się przyznać. Wszystkie te funkcje spełnia poczucie odpowiedzialności. Zajmijmy się teraz tym zagadnieniem.

Kagan powiada, że każdemu dziecku potrzebna jest wiara w to, że rodzice są dobrzy i będą się nim opiekowali. Kiedy zdarzy się, że rzeczywistość pozostaje w jawnej sprzeczności z tym przekonaniem lub je wystawia na próbę, dziecko natychmiast modyfikuje swój odbiór siebie i świata tak, by można było zachować niepodważalną wiarę w prawość rodziców i rozwiązać sprzeczność między tym, co widzi a tym, co wolno mu dopuścić do świado­mości. W efekcie dziecko powiada tak: „Skoro nic złego się nie dzieje w tej rodzinie, to i nic złego się nie dzieje z moimi rodzicami. Coś tu jest jednak nie w porządku - widocznie ze mną".

Dziecko — przekonane, że to ono jest nie w porządku — przyjmuje na siebie odpowiedzialność i dzięki temu czuje się nadal potrzebne. Ma także złudzenie, że z rodzicami nic złego się nie dzieje i że są dla niego dostępni. Kiedy rodzice nie zwracają na nie uwagi lub przestają się nim zajmować, sądzi, że widocznie jest to reakcja na jego złe zachowanie. Dziecko stara się wówczas usilnie „poprawić" -dąży do doskonałości. Może wtedy „nie będą się na mnie gniewali, nie będą smutni, znormalnieją. Może wtedy będą mieli dla rnnie czas".

Doskonałym sposobem na to, by się „poprawić", jest ustanawianie odpowiednich reguł i poszukiwanie pewności. Kiedy bowiem dziecko lub dorosłe dziecko alkoholika zaczyna dostrzegać obszar szarości i rezygnuje z kontroli, może sobie uświadomić, że rodzice są złymi ludźmi lub że nie czują się dobrze. Zasada „wszystko albo nic" i potrzeba kontroli pozwalają łatwiej utrzymać dotychczasowe przekonania o tym, kto jest zły i kto ponosi odpowiedzialność.

167


10. Przejście od pozycji radzenia sobie do obrony

Rzadko jednak bywa to strategia skuteczna. Trzeba się bowiem rozliczyć jeszcze z tylu innych rzeczy, na przykład z tego, że się samemu wyszło bez szwanku.

Sara walczy z przykrymi uczuciami, jakie odczuwa ilekroć marzy o udanym życiu, ilekroć postanawia zdobyć to, czego pragnie. Kiedy tylko próbuje sobie wyobrazić swoje udane życie, zaczyna płakać. Nie powinna przecież marzyć o czymś, czego nie miała jej rodzina. Odnosić sukcesy i być zadowoloną z siebie - to narazić się na karę. To również oznacza porzucenie rodziny, ponieważ przez dobre samopoczucie odizoluje się od wszystkich pro­blemów i cierpień, które scalały rodzinę.

Sara dostrzegła jeszcze jeden problem związany z własnym przetrwaniem: gdyby jej się udało, wtedy naprawdę byłaby odpowiedzialna za to, że wszyscy pozostali cierpią. Z tego niezbity wniosek, że jedynym sposobem na poradze­nie sobie z tą nieznośną, nie dającą się rozwiązać, sytuacją jest wzięcie na siebie odpowiedzialności za wszystkie niepowodzenia.

Kiedy człowiek ma poczucie winy z powodu tego, że sam wyszedł z katastro­fy bez szwanku, nie może mieć dobrego samopoczucia. Patty, która przed chwilą zdobyła uznanie przyjaciół, przestraszyła się i zaczęła mieć poczucie winy:

Było mi cudownie, gdy wszyscy zwracali na mnie uwagę, ale natychmiast zrobiło mi się żal Grace i Janet. Nie powinnam robić postępów, skoro im się to nie udaje. Jeśli grupa zwraca na mnie uwagę, tym samym wyraża się o nich krytycznie. Będę musiała za to ponieść karę.

Carl uzupełnia ten obraz:

Nie mogę pozbyć się poczucia winy i odpowiedzialności za rodzinę. Mam poczucie winy, bo nie zaopiekowałem się resztą rodziny. Wciąż siebie karzę za to, że ich zostawiłem i że im nie pomogłem. Ratowałem własną skórę, ale wciąż za to płacę.

Bob dostrzegł jeszcze jeden aspekt tego problemu:

Pomińmy tę sprawę przyjmowania na siebie odpowiedzialności. Moja matka powiedziała, że to ja jestem winien. Czyż mogłem więc dorastać w innym przekonaniu niż to, że jestem złym człowiekiem i postępuję niewłaściwie?

Dorosłe dzieci alkoholików twierdzą, że nie potrafią się pozbyć utrwalo­nych w dzieciństwie uczuć i przekonań na własny temat, przekazanych irn przez nie akceptujących samych siebie rodziców. Z czasem uświadamiają sobie, że przejmując na siebie odpowiedzialność i żywiąc przekonanie, że są niedobrymi ludźmi, chronią rodziców.

To poczucie odpowiedzialności i niegodziwości przenosi się na aktualne sytuacje i relacje. Grace opisuje, jak głęboko utrwalone przekonania na własny temat zawsze się ujawniają, kiedy się w kimś zakocha:

Jestem taka samotna. Samotność przypomina mi, że przegrałam, ale też tylko wtedy akceptuję siebie. Marzę o bliskim, pełnym miłości związku z drugim człowiekiem. Ale

168


IV. KONSEKWENCJE

to tylko marzenie. Ilekroć się w kimś zakocham, czuję do siebie wstręt. Mam pewność, że nie jestem odpowiednio dobra. Choćbym się bardzo starała, wyłazi ze mnie brak wychowania. Jest to dla mnie stale źródło upokorzenia, bo nie wiem, czego mi brakuje, i to wszystko moja wina.

Problem odpowiedzialności wiąże się także z myśleniem w kategoriach „wszystko albo nic" i z potrzebą kontroli. Kilkoro dorosłych dzieci alkoho­lików próbuje sobie poradzić z własną „innością":

Na poziomie intelektualnym wiem, że wszyscy jesteśmy inni i nie musimy tak samo postrzegać, odczuwać i myśleć. W rzeczywistości mnie to jednak nie dotyczy. Jeśli nie uda się usunąć różnic między nami, stracę tego człowieka.

Jake przytakuje energicznie:

Różnice przyczyniają się do porzucenia. W dodatku nie mogę znieść poczucia straty, jakie mam, gdy czekam na rozstrzygnięcie różnicy zdań. Lepiej przyklepać sprawę i wziąć na siebie winę. Wtedy przynajmniej nie grozi to zerwaniem.

Chris dobrze rozumie ten tok myślenia:

Jak to się dzieje, że dwoje ludzi różnie reaguje na to samo zdarzenie? Zawsze uważałem, że potrafię przewidzieć, jak ktoś się wtedy będzie czuł i że wtedy uda mi się zachować zgodnie ze swoimi przewidywaniami. Jeśli jednak dwoje ludzi może różnie reagować, moja teoria bierze w łeb i nie mam takiej władzy, ani takiej kontroli, jaką bym chciał mieć. Nagle świat znów staje się miejscem przerażającym.

Świat rzeczywiście jest miejscem przerażającym dla dorosłego dziecka alkoholika, tyle bowiem wysiłku i uwagi trzeba poświęcić przetrwaniu. Życie w rodzinie alkoholowej wymaga wielu zniekształceń postrzegania i stałego dostosowywania się do ludzi i sytuacji, tak że cały wysiłek skierowany zostaje na obronę. Normalne zadania rozwojowe trzeba wykonywać w ramach ogra­niczeń, jakie narzuca obrona.

Jak już wiemy, dorosłe dzieci alkoholików odwołują się do czterech ważnych strategii: zaprzeczania, myślenia w kategoriach „wszystko albo nic", potrzeby kontroli i poczucia odpowiedzialności. Chcąc się wyleczyć, muszą więc zakwestionować te mechanizmy obronne. Nie jest to łatwe zadanie, nie da się tego zrobić szybko ani całkowicie. Dorosłe dziecko alkoholika, które powraca do zdrowia, szuka prawdy, osobistej prawdy. Przerywa zmowę zaprzeczania i zaczyna pisać na nowo własną historię, by w końcu dopisać do niej prawdę o alkoholizmie rodziców.

Zajmijmy się teraz procesem powrotu do zdrowia.

^^^^•H

. <m:_


V


amo


-rakie ąć na


Powrót do zdrowia

ze

nie


aje «ra-


:ch »


11C


lj .j

J)1 U .-U V


JI l Jł K.....J1 l-, B


...H U « l ~~J)1


u

Ogólny przegląd zagadnień

O


d pierwszej strony tej książki przeszliśmy daleką drogę. Próbowaliśmy z wielu punktów widzenia naświetlić problem wpływu alkoholizmu rodziców na dzieci. Zbadaliśmy ich środowisko rodzinne, starając się odtworzyć „ja& ro wieay óyib "Tucriwycic'specyirKę icrf życia codziennego. Zastanawia­liśmy się/ jak się czuły w domu rodzinnym: jaka tam panowała atmosfera, jaki klimat i nastrój? Stwierdziliśmy, że dla wielu dzieci życie w rodzinie alkoholowej jest równoznaczne z życiem w atmosferze chronicznego urazu.

Przeanalizowaliśmy dynamikę systemu rodzinnego, starając się naszkico­wać poszczególne role i wzorce społeczne, dzięki którym możliwe staje się zachowanie chorej równowagi rodzinnej; równowagi z jednej strony umo­żliwiającej zaprzeczanie alkoholizmowi, a z drugiej - pozwalającej ten alko­holizm wyjaśnić w taki sposób, by mógł on trwać nadal. Dowiedzieliśmy się, że system rodziny alkoholowe} jest do tego stopnia potężny - że i dzieci, i dorośli zniekształcają swój sposób odbioru świata i swoje przekonania, by dopasować je do rodzinnej „wersji" własnej historii. Zniekształcenia te są spowodowane przez przemożną potrzebę podtrzymania więzi między dzie­ckiem a rodzicami. Jest to potrzeba najważniejsza, nie dopuszczająca żadnych innych wersji otaczającej rzeczywistości.

Przyjrzeliśmy się również problematyce rozwoju, a w szczególności tym zagadnieniom, które łączą się z wiązaniem się dziecka z rodzicami i kształ­towaniem tożsamości; przez cały czas podkreślaliśmy, że alkoholizm rodzi­ców stanowi centralny czynnik organizujący - wyciska piętno na dzieciach. Równie silny wpływ mają starania dziecka, by z tym alkoholizmem się uporać i by mu zaprzeczyć. Całokształt tego doświadczenia odbija się na najważniej­szych aspektach bytu dziecka. Realia środowiska rodzinnego alkoholika, potrzeby systemu rodzinnego i jakość kontaktów dziecka z rodzicami wywie­rają przemożny wpływ na to, jak ukształtuje się u dziecka poczucie własnego „ja" - jak odpowie na pytanie „kim jestem?"

172


V. POWRÓT DO ZDROWIA

u

TłC


I wreszcie zajęliśmy się mechanizmami zaradczymi i obronnymi. W jaki sposób dzieci usiłują przetrwać i za jaką cenę? Na czym polega reakcja przystosowawcza wobec tak dominującej potęgi, jaką jest alkoholizm? Które reakcje są niezdrowe, sztywne, obronne i które z nich utrwalają się w postaci obronnego stylu kontaktów międzyludzkich? Część IV książki zamknęliśmy rozważaniami nad czterema podstawowymi aspektami obrony, charakteryzu­jącymi dorosłe dzieci alkoholików, aspektami, które z czasem mogą stać się zalążkiem powrotu do zdrowia i w pewnych wypadkach bodźcem do roz­poczęcia leczenia.

Zatoczyliśmy już pełne koło; zebraliśmy wszystkie informacje i wyjaś­nienia potrzebne do realizacji ostatecznego celu tej książki: procesu powrotu do zdrowia.

Czym jest powrót do zdrowia? Na czym polega? Ile czasu zajmuje? Na czym polega leczenie i komu jest potrzebne? Czy polega na tym, że trzeba stanąć na szczycie gigantycznej trampoliny z uczuciem przerażenia, lecz w gotowości do oddania pierwszego skoku do wody w stylu dowolnym? A może trzeba powoli zejść do basenu po drabince, by nie dopuścić do szoku wywołanego zetknięciem z zimną wodą?

Powrót do zdrowia zaczyna się wtedy, gdy przestaje się zaprzeczać alko­holizmowi rodziców. Szok jest nieunikniony zarówno wtedy, gdy zerwanie z zaprzeczaniem przypomina skok, jak i wtedy, gdy człowiek ostrożnie, centymetr po centymetrze sprawdza, jak wygląda poznawanie prawdy. Nie­zależnie od tego, czy przebiega szybko czy wolno, zerwanie z zaprzeczaniem oraz następujący po nim proces powrotu do zdrowia stanowią wstrząs, wy­wracają bowiem na nice wszystkie dotychczasowe przekonania dorosłego dziecka alkoholika, całą jego dotychczasową wiedzę o sobie, rodzinie i ota­czającym świecie.

Niektórzy zrywają z zaprzeczaniem w sposób nagły. Szczelnie dotąd zamknięta pokrywa zaprzeczania otwiera się z hukiem i dorosłe dziecko alkoholika staje twarzą w twarz z prawdą - zawsze obecną, głęboko ukrytą i niemożliwą do zaakceptowania - z wersją rzeczywistości, która dopiero teraz stała się całkowicie zrozumiała.

Inni wstępują na drogę powrotu do zdrowia podejrzliwie. Mając przed sobą kilka fragmentów układanki, gotowi są rozważyć kwestię alkoholizmu rodziców, dopuścić do siebie sugestię, że rola alkoholu była o wiele większa, niż dotychczas sądzili. Podejrzenia przeradzają się w śledztwo i zaczynają napływać coraz liczniejsze dowody. Z czasem dorosłe dziecko dopuszcza do siebie od dawna znaną, choć ukrytą prawdę i może o tym mówić na głos: „jestem dzieckiem alkoholika".

Alarm, który się włącza z chwilą przerwania bariery zaprzeczania, bu­dzi stróżujące psy. W ten sposób zaczyna się proces ponownego rozwoju, w którym trzeba będzie skorygować najsilniej utrwalone przekonania i spo­strzeżenia oraz podać w wątpliwość własną tożsamość, zbudowaną w celu podtrzymania więzi z „chorym" systemem rodzinnym.

173


11. Ogólny przegląd zagadnień

Zdrowienie jest procesem pisania na nowo historii rodziny. Dorosłe dziecko alkoholika zaczyna kwestionować i badać to, co się działo, zapisując inną wersję dotychczasowych wydarzeń. Skonstruowanie nowej historii to

istota powrotu do zdrowia. Czy może być coś bardziej podstawowego, a za­razem zagrażającego, wstrząsającego posadami ziemi? Nic dziwnego, że do-

rosłe dzieci alkoholików, które dopiero co zerwały z zaprzeczaniem, często mają wrażenie, że tracą grunt pod nogami, że ziemia się pod nimi zapada.

Powrót do zdrowia nie polega jedynie na odrzuceniu przeszlos'ci, ani też na powzięciu prostego postanowienia, że od dzisiaj będziemy na świat inaczej patrzeć i inaczej postępować. Dorosłe dziecko alkoholika otwiera album rodzinny i kwestionuje każdy portret, każdą fotografię. Przygląda się ideo­logii rodzinnej i zaczyna rozplątywać złożoną sieć czynników, trzymających do tej pory rodzinę razem.

Zdrowienie to proces rozwojowy. Każdy kolejny krok opiera się na po­przednim. Niektórzy muszą wszystko zaczynać od nowa - podważyć to wszystko, co było dotychczas. Innym zamiast generalnego remontu wystar­czą drobne naprawy. Przebieg zdrowienia i związane z nim okoliczności zależą w dużym stopniu od obrazu alkoholizmu w danej rodzinie i od tego, w jakim stopniu pełnił on rolę centralnego czynnika organizującego.

Pracując przez wiele lat z dorosłymi dziećmi alkoholików doszłam z cza­sem do wniosku, że rozwojowy proces powrotu do zdrowia polega na „dora­staniu, wyrastaniu i powrocie do domu". Dorosłe dziecko przestaje zaprze­czać i staje się znów dzieckiem, by ponownie „dorosnąć". Tym razem jednak postrzega, myśli i przeżywa w sposób otwarty, gotowe dopuścić do siebie i zaakceptować fakt, że alkoholizm zawsze był obecny, tylko nie mógł być uświadamiany.

Zobaczymy wkrótce, jak ważną rolę pełnią omawiane wcześniej mechani­zmy obronności percepcyjnej i zaburzenia myślenia. Powracające do zdrowia dorosłe dziecko zaczyna przywoływać z ukrycia świat, którego dotychczas do siebie nie dopuszczało. Pewnych rzeczy się dowie, pewne rzeczy dostrzeże po raz pierwszy. Cała uwaga skupi się wokół jego nowej tożsamości „dorosłego dziecka alkoholika". Utrwalone mechanizmy obronne zostaną zakwestio­nowane. Historia rodziny ulegnie rekonstrukcji w celu „uwiarygodnienia przeszłości". Ukształtowana zostanie teraz nowa, zdrowsza tożsamość.

Żadna z tych zmian nie przebiega łatwo. Zerwawszy z zaprzeczaniem trzeba będzie również zerwać więzy z rodziną. Wstępujące na drogę powrotu do zdrowia dorosłe dziecko alkoholika narażone jest na odrzucenie, stratę, porzucenie i odłączenie się. Intuicyjnie wyczuwa, że zmieniając dotychczaso­wą „wersję" historii rodzinnej dopuszcza się zdrady. Wynikiem tego będzie utrata podstawowej więzi z rodzicami. Ceną, którą przyjdzie mu zapłacić za

jasność widzenia realiów i ułożenie rozrzuconej dotychczas układanki,

zniszczenie rodziny. U progu zdrowienia ma wrażenie, ze jest to kwestia typu „wszystko albo nic": podważając historię całego dotychczasowego życia musi z konieczności stracić wszystko.

174


V. POWRÓT DO ZDROWIA

iek


to-


Nie jest łatwo „wskoczyć do basenu" powrotu do zdrowia. Człowiek nie decyduje się na leczenie ani też nie rozpoczyna programu zdrowienia, jeśli nie zostanie całkowicie przyparty do muru. Dorosłe dzieci alkoholików zaczynają się leczyć dopiero wtedy, gdy dopadnie je depresja, lęk, obawa przed dorosłością, małżeństwem czy posiadaniem dzieci, gdy mają poważne trudności w nawiązywaniu i utrzymywaniu bliskich związków z ludźmi. Zaczynają się leczyć, ponieważ chcą się koniecznie dowiedzieć, jak było naprawdę. Dzięki rozwojowi ruchu Dorosłych Dzieci Alkoholików wiedza ta nie jest już tak zagrażająca jak dawniej. Pod dzieckiem, które spada w dół z rozpiętej wysoko liny, ponieważ przełamało barierę zaprzeczeń, rozpościera się'siatka ochronna. Trzymają ją mocno dorosłe dzieci alko­holików. Jest też uniwersalna „historia życia dorosłych dzieci alkoholików", z którą można się utożsamić.

Proces „wyrastania" rozpoczyna się u dorosłego dziecka alkoholika wtedy, gdy przypomina ono sobie coraz więcej realiów z własnej przeszłości i odrzuca zniekształcony, patologiczny sposób myślenia i postępowania, pozwalający dotychczas utrzymać więź z rodzicami i rodziną. Proces wy­rastania jest bolesny, każdy krok naprzód niesie ze sobą zarazem wielką stratę. Bardzo trudno bez silnego oparcia iść ciągle naprzód, oddalając się coraz bardziej od rodziny.

Człowiek, który przestał zaprzeczać i wstąpił na drogę powrotu do zdro­wia, czuje się nieraz o wiele gorzej niż kiedykolwiek przedtem. Utrata więzi, którą przewiduje, rodzi smutek i lęk. Podobne uczucia rodzą się wtedy, gdy uświadamia sobie, że nie bardzo ma na czym się oprzeć. Cytowane w tej książce dorosłe dzieci alkoholików mówiły o braku wiedzy o świecie i braku umiejętności zdrowego funkcjonowania. Brakowało im bowiem odpowied­nich wzorców. Nie miały okazji postrzegać siebie w sposób pozytywny i nikt ich do tego nie zachęcał. Interakcje z innymi ludźmi były niedojrzałe. Doro­słe dziecko alkoholika często czuje się właśnie „dorosłym dzieckiem": według metryki jest dorosłe, natomiast z punktu widzenia rozwoju poznawczego i emocjonalnego zatrzymało się na jakimś wcześniejszym etapie.

Powrót do zdrowia to długi proces, który zapewne nigdy się nie kończy. Alkoholik może na zawsze zerwać z piciem, ale dorosłe dziecko alkoholika zwykle nie „zrywa" w taki sposób z rodzicami, nawet jeśli mu się wydaje, że tak się stało. Większość z nich żywi nadzieję, że uda im się zerwać z patolo­gią, podać w wątpliwość obowiązującą „wersję" historii rodziny, ukształ­tować zdrowszą tożsamość i jednocześnie nawiązać jakiś kontakt z rodzicami. Możliwość realizacji tych oczekiwań zależy, jak zawsze, od wielu różnych okoliczności.

Dorosłe dzieci alkoholików, które odłączyły się od rodziny — „uwiarygod­niły przeszłość" i ukształtowały o wiele zdrowszą, dorosłą tożsamość - zamy­kają rodzinny album wtedy, gdy uda im się „wrócić do domu". Dopisują końcowy rozdział - zwykle w sposób symboliczny, ale czasem i dosłowny. Piszą w nim prawdę o rodzinie i zobowiązują się nigdy więcej nie wchodzić

175


ii. Ogólny przegląd zagadnień

ąc

zi

-ej


w zmowę, nawet w celu podtrzymania iluzorycznej więzi lub tlącej się nadziei na uratowanie tonących rodziców.

Spróbujmy teraz potowarzyszyć dorosłemu dziecku alkoholika w kolej­nych stadiach powrotu do zdrowia - w procesie rozwojowym podobnym do tego, przez jaki przechodzi alkoholik uczęszczający na mityngi AA. Książka ta mówi przede wszystkim o ludziach dorosłych, przytoczymy również po-sMaflS PKS mi MOKnatfe na temal ^Yowitftia &ńtń. Omówinimy szcze­gółowo doświadczenia dziecka żyjącego w rodzinie dotkniętej alkoholizmem, nie powinniśmy więc pominąć, skąpej jak na razie, wiedzy na temat doświad­czeń dziecka powracającego do zdrowia. Żywimy nadzieję, że w kolejnych latach będzie o wiele, wiele więcej takich rodzin i dzieci, które powracają do zdrowia, i o wiele mniej dorosłych dzieci alkoholików, pozbawionych lecze­nia lub niezidentyfikowanych (przez siebie samych).

Kolejne fazy procesu powrotu do zdrowia skupione są wokół alkoholu, który zajmuje miejsce centralne. W każdej istnieją pewne ogólne zadania i przeszkody. Wyróżniamy następujące fazy:

Picie i faza przejściowa: przygotowanie do powrotu do zdrowia

Wczesna faza powrotu do zdrowia

Ustawiczne trzeźwienie.

Omawiając każdą z tych faz uwzględnimy najpierw dostępne informacje na temat dzieci, po czym skupimy się na ludziach dorosłych.

jii. ych


12


tal?


Picie i faza przejściowa:

Przygotowanie do

powrotu do zdrowia

T


ę fazę alkoholizmu, czy też alkoholizmu rodzinnego, w której mecha­nizm zaprzeczania pozostaje nienaruszony i stanowi centralną zasadę organizującą dla dziecka oraz dla dorosłego dziecka alkoholika, nazywamy fazą picia. Na fazę tę składa się całokształt tego „jak to wtedy było" - czyli suma doświadczeń związanych z dorastaniem w rodzinie, w której przynaj­mniej jedno z rodziców piło.

Póki trwa faza picia, nie ma żadnej „historii alkoholizmu". Stosuje się wtedy zaprzeczanie, utrzymuje pozory, a całą tę sytuację wspiera odpowiedni system zachowań i przekonań. Zaczyna się utrwalać postawa obronna, głów­ny nacisk położony jest zwykle na to, by przetrwać za wszelką cenę.

W tej fazie podstawowe zadanie osoby wstępującej na drogę powrotu do zdrowia polega na przełamaniu zaprzeczania. Spójrzmy najpierw, jak to wygląda u dziecka.

ro

_aś m

J L len

L t


FAZA PICIA; PERSPEKTYWA DZIECKA

Wiemy już, że w przypadku małego dziecka wychowującego się w rodzinie, w której się pije, podważenie zaprzeczania rodziców i zniekształconych prze­konań, niezbędnych dla utrzymania zaprzeczania, to zadanie bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. Sposób odbierania przez dziecko „rzeczywistości" kształtuje się na bazie punktu widzenia rodziców. Dla małego dziecka świat to dom rodzinny i rodzina. Dowie się, jaki jest świat pozarodzinny dopiero wtedy, gdy pójdzie do szkoły. Pełniejszą wiedzę na ten temat zdobędzie zaś dopiero w okresie latencji lub dojrzewania. Niezależnie od tego, w jakim stopniu obraz rzeczywistości, przekazywany przez rodziców, rozmija si? z obserwacjami lub doświadczeniem samego dziecka, przejmuje ono ten obraz jako własny. W razie rozbieżności, dziecko tak zniekształca własne

177


12. Picie i faza przejściowa: przygotowanie do powrotu do zdrowia

51?

len me


spostrzeżeniaj by je dopasować do punktu widzenia rodziców. Małe dziecko, niezależnie od tego, czy ma rodziców zaburzonych czy zdrowych, świadomie i nieświadomie uczy się od nich kim jest i kim ma być w przyszłości, naśladując ich i utożsamiając się z nimi.

Dorośli, próbujący zrekonstruować historię własnego dzieciństwa tak, by uwzględnić w niej alkoholizm rodziców, mówią o podjętych kiedyś wysiłkach podważenia — najpierw wprost, a potem pośrednio — wersji przekazywanej przez rodziców. Pamiętają, na przykład, jak prosili mamę, by tyle nie piła i w odpowiedzi dowiadywali się, że mama prawie wcale nie pije. Pamiętają jak mama, zamiast wpłynąć na ojca, by ten upijając się nie popsuł prywatki młodzieżowej - krytykowała dziecko lub karała je za to, że śmiało o coś

takiego prosić. Z czasem dziecko dawało za wygraną.

Zaprzeczanie można u dziecka przełamać tylko wtedy, gdy znajdzie ono

oparcie w innej ważnej dla niego osobie, która uwiarygodni jego obserwacje lub pomoże mu uświadomić sobie, co się naprawdę dzieje. Do niedawna osoby znaczące - na przykład członkowie dalszej rodziny, nauczyciele, duszpasterze czy lekarze - na ogół same nie dostrzegały istniejących realiów. Działo się tak dlatego, że alkoholik zbyt dobrze ukrywał fakt picia, albo dlatego, że osoby te nie chciały tego dostrzec i podejmować kroków zaradczych. Większość ludzi woli nie widzieć, co się dzieje i dlatego skrycie popiera punkt widzenia rodziców. Goleman nazywa tę społeczną zmowę „krępującym sojuszem nieuwagi". „Wiesz o tym nie nazwanym problemie? No więc nadal zgadzamy się co do tego, że ty nic nie mówisz, a ja o nic się nie pytam."

Na szczęście zdarzają się wyjątki. Wielu dorosłych przypomina sobie, że był ktoś — starszy brat czy siostra, ciotka, nauczycielka — kto wiedział jak jest naprawdę, wiedział też, że dziecko potrzebuje pomocy. Nawet jeżeli wiedza ta nie była wcielana w życie, dziecko nieświadomie wyczuwało łączność z odmienną wersją rzeczywistości. Być może wiedza ta stanowiła ważną pomoc w przezwyciężaniu ciągłych zniekształceń rzeczywistości, z jakimi dziecko spotykało się w domu i dlatego udało mu się przetrwać.

Bywa i tak, że osoba niepijąca przyznaje, że małżonek pije, potwierdzając

tym samym obserwacje dziecka,- nie zawsze jednak potrafi wprowadzić korek-

tet innych zachowań czy przekonań. W takim wypadku wszyscy w rodzinie

przeżywają bolesny konflikt: z jednej strony wiedzą, że jedno z rodziców pije,

nadal jednak zachowują się w sposób bierny, co prowadzi do defetyzmu

i autodestrukcji. Pewien młody człowiek tak to określił:

Wszyscy wiedzieliśmy, że matka pije, nie mogliśmy się jednak zgłosić do Alateen, bo byłby to zbyt wielki wstyd. Kiedy wreszcie tam poszedłem, poczułem się bardzo odosobniony i samotny, nie miałem bowiem poparcia ze strony rodziny.

Jeśli małe dziecko ma wstąpić na drogę powrotu do zdrowia, musi mieć realną pomoc ze strony osoby dorosłej. Jeśli nie jest nią któreś z rodziców, dziecko stoi przed niezwykle trudnym zadaniem, musi bowiem przełamać spajające całą rodzinę zaprzeczanie.

178


V. POWRÓT DO ZDROWIA

iut takie T


"żel


nie

te


Małe dziecko może rozpocząć proces powrotu do zdrowia, jeśli uzyska pomoc bliskiej mu osoby dorosłej, która sama przełamała barierę zaprzecza­nia, potrafi zmienić własne zachowanie i przekonania, i która rzeczywiście to robi. Sporo rodziców potrafi to zrobić dla swoich dzieci, ale zwykle dopiero po wielu latach współuzależnienia, u którego podstaw leży potrzeba pod­trzymywania zaprzeczania. Rodzice ci zdolni są pomóc dziecku w przełamaniu zaprzeczania, oraz w późniejszym leczeniu i powrocie do zdrowia, a także udzielić mu wsparcia. Rodzina jako całość może jednak mieć kłopoty z zaak­ceptowaniem takiego rozszczepienia rodzinnego podejścia do rzeczywistości.

Długo jeszcze koszty wyjścia z patologicznego systemu zaprzeczania po­strzegane są jako wysokie. Wielu małżonków odwleka zerwanie z zaprzecza­niem lub woli nie interweniować w obawie przed niebezpiecznym rozłamem w rodzinie. „Co będzie z moim małżeństwem, ze mną, z dziećmi, jeżeli prze­stanę zaprzeczać?" Większość małżonków spodziewa się porzucenia i straty. Dziecko lub dorosłe dziecko myśli tak: „Chcąc zapobiec zerwaniu tego związ­ku, muszę postrzegać rzeczywistość oczami alkoholika".

Zapobieganie W naszej kulturze (amerykańskiej - przyp. red.) panuje przekonanie, że przez odpowiednią edukację i zmianę systemu wartości można doprowadzić do zahamowania, modyfikacji i przekształcenia dowol­nego zachowania lub można mu zapobiec. Pogląd ten znalazł częściowo potwierdzenie w zabiegach, mających na celu zwalczanie palenia papierosów. Odkąd w opinii publicznej palenie przestało dodawać człowiekowi uroku, wiele osób wstydzi się tego, że ma ochotę zapalić papierosa.

Obecnie kładzie się ogromny nacisk na zapobieganie narkomanii i alko­holizmowi za pomocą środków edukacyjnych. Jednym z elementów tej edu­kacji jest skłanianie ludzi do przyznawania się do alkoholizmu rodziców i informowanie dzieci, gdzie mogą szukać pomocy. Edukacja to zasianie ziarna niepokoju u dzieci, które nie dostrzegają jeszcze wyraźnie, co się dzieje z rodzicami; te z nich, które potrafią przełamać zaprzeczanie, dowiadują się, że ich obserwacje są trafne i że nie są same.

W istniejących po^Jejac.]} zapobkpWCZydl tiągk jeŚRak fefaku/e

czegoś bardzo istotnego: zrozumienia, że picie stanowi ogniwo wiążące dzie­cko z rodzicami, pozwalające się z nimi utożsamić. Julie nie owija tego w bawełnę:

Pijąc staję się dorosła, tak jak rodzice.

Dzięki bardzo silnym oddziaływaniom edukacyjnym można nawet prze­bić się przez barierę zaprzeczania i rozbudzić lęk. Wówczas dziecko ma szansę wcześniej uświadomić sobie, że w jego domu jest inaczej niż w innych domach, a rodzice są „nienormalni". Nie zawsze jednak potrafi z tej wiedzy skorzystać dla zmodyfikowania własnych przekonań, teraz czy w przyszłości. Naturalne procesy rozwojowe - wiązanie się z opiekunem, naśladownictwo

179


12. Picie i faza przejściowa: przygotowanie do powrotu do zdrowia

i utożsamianie się -ujawniają nieraz, że rodzice odbiegają od normy. Dziecko takie intuicyjnie wie, że i ono nie jest normalne.

Miałem 16 lat i jeszcze ani razu nie wziąłem do ust alkoholu. I cóż z tego? W głębi duszy wiedziałem, że tak jak ojciec nie potrafię się kontrolować i że zostanę alkoholikiem jak on.

Niezależnie od tego, czy dziecko wyrośnie na alkoholika czy nie, edukacja ma kluczowe znaczenie. Wzrost wiedzy i (lub) lęku powoduje, że młody człowiek jest bardziej „widoczny" dla ludzi z zewnątrz, którzy mogą mu pomóc i interweniować. Chętniej też sam próbuje z kimś porozmawiać. Kiedy spróbuje po raz kolejny, niewykluczone, że więcej ludzi zechce go wysłuchać.

Interwencja Co może zrobić osoba spoza rodziny - nauczyciel, lekarz, duchowny, krewny? Rozpoznać alkoholizm rodziców po jego objawach lub po zachowaniu dziecka. Odmówić udziału w zbiorowym zaprzeczaniu, praktykowa­nym przez społeczeństwo i rodzinę, a zamiast tego powiedzieć otwarcie o istniejącym alkoholizmie. Może następnie zastanowić się uważnie, jakie podjąć dalsze kroki. Każdy, kto rozważa, czy pomóc dziecku czy nie, musi zdać sobie sprawę, że akceptacja nowej prawdy o rodzinie stanowi dla dziecka poważne zagrożenie, gdyż zarówno ono, jak i rodzice postawili całkowicie na zaprzeczanie. Rodzice mogą na zbyt bezpośrednią konfrontację zareagować gniewem i zabrać dziecko z zajęć terapii lub ze szkoły. Każdy przypadek należy najpierw starannie przeanalizować, by wybrać takie postępowanie, które zamiast straszyć dzieci i rodziców oraz skłaniać do wzmocnienia obrony, zwiększy ich otwartość.

Ze względu na łatwy dostęp do rodziny i posiadany autorytet, najbardziej odpowiednią osobą do podjęcia działań w celu przełamania zaprzeczania jest lekarz rodzinny. Lekarze muszą wziąć na siebie opowiedzialność za wczesne wykrywanie i diagnozę alkoholizmu w rodzinie, i za podjęcie interwencji lub udzielenie porad. Część dzieci zdrowieje, nie wiemy jednak do końca, od czego ten proces zależy. Dzieci jeszcze się rozwijają, zatem wpływ alkoholi­zmu rodziców i zadania związane ze zdrowieniem zależą w znacznej mierze od tego, ile dziecko miało lat, gdy rodzice zaczęli pić, i ile miało lat, gdy rodzice zaczęli się leczyć i trzeźwieć. Nie znamy prognozy dla tych dzieci, ani też nie wiemy, co wymaga leczenia. Dzieci, które obserwujemy w procesie powrotu do zdrowia, to dzieci rodziców także zdrowiejących.

Kiedy rodzice przełamują zaprzeczanie, zaczynają układać nową historię życia. Zaczynają też ujawniać nowe zachowania i przekonania, które stają się wzorcem dla dziecka i utrwalają nową wersję historii rodzinnej i nową tożsamość wszystkich jej członków. Jeśli dziecko podjęło terapię lub jest uczestnikiem programu samopomocy dla dzieci, dowiaduje się, na czym polega alkoholizm i, co najważniejsze, dowiaduje się, że nie ono do tego alkoholizmu doprowadziło. Uczy się też, co robić i gdzie szukać pomocy w przypadku nawrotu choroby u któregoś z rodziców. Zachęca się dziecko,

180


V. POWRÓT DO ZDROWIA

Prz<

prze* taki a w: prze prze 1. docl

stwi mię1 star-kieł.

WJ't

ich' odt


by nie rezygnowało z nowego spojrzenia na rzeczywistość i nowej tożsamości dziecka alkoholika", niezależnie od tego, czy rodzice wytrwają w powrocie do zdrowia, czy nie. To bardzo trudne zadanie. Bardzo ważne jest, by przynajmniej jedno z rodziców lub jedna osoba ważna dla dziecka wytrwała w procesie zdrowienia. Wtedy ma ono zapewnioną stałą więź z osobą demon­strującą i wspierającą nowe przekonania i zachowania. Nie sposób przecenić wagi tej osoby, stanowiącej ogniwo łączące z prawdą.

FAZA PICIA; PERSPEKTYWA DOROSŁEGO DZIECKA

Na czym to polega Dorosłe dzieci alkoholików, u których nie została jeszcze przełamana bariera zaprzeczania, przeżywają rozliczne kłopoty. Jedne zdają sobie z nich sprawę, inne nie uświadamiają sobie żadnych trudności. Ta druga grupa rzadko przełamuje zaprzeczanie i rzadko też zgłasza się na leczenie, zanim problemy wyjdą na jaw. W obu grupach alkohol odgrywa jednak ciągle rolę centralnego czynnika organizującego i nadal ważnym wy­znacznikiem zachowania jest tu, wyniesiona z rodziny pierwotnej, potrzeba zaprzeczania. Czynnikami wyznaczającymi sposób postępowania są przeka­zane przez rodziców wzorce zachowania i kontaktowania się z ludźmi oraz światopogląd ukształtowany przez obronne potrzeby rodziny pierwotnej.

Życie dziecka alkoholika ulega poważnemu ograniczeniu za sprawą nie­świadomego lęku przed „dorosłością". Dorosłość pociąga bowiem za sobą konieczność powielania patologii rodziców. Być dorosłym to zostać alkoholi­kiem lub przejąć system przekonań i zachowań zaburzonego, współuzależ-nionego ojca czy matki. Nic w tym dziwnego: dlaczego dziecko miałoby myśleć inaczej? Nigdy nie wykształci w sobie zdrowej tożsamości i pozy­tywnego obrazu świata, jeśli nie dostarczy mu się odpowiednich wzorców, jeśli mu się na to nie pozwoli. Jest rzeczą zdumiewającą, ile dzieci zdaje sobie z tego sprawę: wiedzą, że nie wystarczy im to, co mają - że potrzeba im czegoś lepszego. Zapisują się więc na zajęcia pozalekcyjne, do różnych Stowarzyszeń lokalnych czy kościelnych. Szukają informacji w telewizji i w lekturach, proszą o radę rodziców kolegów - dosłownie „wypisują się z rodziny", by dobrać sobie zdrowsze wzorce.

Dzieci alkoholików nieświadome alkoholizmu rodziców i własnych zwią­zanych z tym problemów, w wieku dorosłym powielają wszystkie destrukcyj­ne wzory, które sobie przyswoiły w trakcie rozwoju. Kolejne pokolenia dzieci popadają w alkoholizm mając za wzór podziwianego dziadka, czy też po­ślubiają alkoholików, powtarzając tym samym wzorzec niezdrowego współ-uzależnienia. Jedno z dorosłych dzieci alkoholików wspomina:

Od co najmniej czterech pokoleń wszyscy mężczyźni w mojej rodzinie byli alkoholikami-Wiedziałem, co mnie czeka. Dorastałem, słuchając jak kobiety narzekają na mężczyzn, którzy tymczasem hulali poza domem, wdawali się w awantury i upijali się. Starałem się tego uniknąć, ale nie wiem, jak w inny sposób można być mężczyzną.

i^^m

l


12. Picie i faza przejściowa: przygotowanie do powrotu do zdrowia 181

Czynnikiem, który wyzwala proces przełamywania zaprzeczania, jest czę­sto lęk przed powtórzeniem zachowań rodzinnych lub wkroczenie już na tę samą drogę.

Przełamywanie zaprzeczania Dziecko, które decyduje się przełamać za­przeczanie, zwykle nadal pozostaje członkiem rodziny alkoholowej. Kiedy na taki krok decyduje się osoba dorosła, może to zrobić niezależnie od rodziny, a więc od tego, czy rodzina dalej pije, czy nadal zaprzecza i czy żywi przekonania podtrzymujące picie. Ale i w tym wypadku nie jest łatwo przełamać zaprzeczanie.

Dorosłe dzieci decydują się na przełamanie zaprzeczania wtedy, gdy dochodzą do wniosku, że nie potrafią już dłużej utrzymać status quo, gdy stwierdzają (często nieświadomie), że żyjąc jak dotychczas - tracą na tym. Często miewają poważne problemy, których nie umieją rozwiązać mimo własnych starań lub podjętej interwencji terapeutycznej. Bywa, że sarnę już sięgają po kieliszek, co je martwi lub martwi kogoś z bliskich. Wywołuje w nich lęk sposób, w jaki podchodzą do własnych dzieci: dochodzą do wniosku, że postępują tak jak ich rodzice. Obawiają się posiadania dzieci, by nie zacząć automatycznie odtwarzać destrukcyjnych zachowań, których same padły ofiarą.

Bodźcem wyzwalającym może tu być również pojawienie się poważnych problemów interpersonalnych, którym towarzyszą takie objawy, jak lęk i de­presja. Ludzie z tego rodzaju problemami przejawiają zwykle silną potrzebę kontroli jako podstawę wszelkich bliskich związków - żadnego innego sposo­bu nie znają. Ścisła kontrola albo nie ma niczego, ścisła kontrola albo katastrofa, ścisła kontrola albo pustka. Trudności w kontaktach interper­sonalnych mogą się też ujawnić w miejscu pracy.

Często do przełamania zaprzeczania dochodzi wtedy, gdy ktoś „sięga dna" - kiedy uświadamia sobie jasno, że nie zmieni się tylko dlatego, że sam tego chce. Jest to równoznaczne z poczuciem „utraty kontroli". Prawdę tę w odniesieniu do picia musi w końcu dostrzec i alkoholik. Choćby nie wiadomo jak się starał, nie wiadomo jakich strategii próbował, nie potrafi sam naprawić swego życia. Człowiek, który uświadamia sobie, że stracił kontrolę, często prosi o pomoc. Mówi o tym Sandra:

Zaczęłam się naprawdę bać, gdy spostrzegłam, że coraz gorzej toleruję wybuchy normalnej „zdrowej" złości u mojego czteroletniego dziecka. W końcu zdarza się, że czterolatki wybuchają złością! Wrzeszczą, okładają innych pięściami i wszystko chcą dostać! Ja nie mogłam tego znieść. Pewnego dnia zrozumiałam, że na naturalne skądinąd emocje mojego dziecka reaguję tak, jakby na jego miejscu była moja pijana matka - pełna pretensji, wybuchowa, zła, że świat nie daje jej tego, czego chce. Wtedy zrozumiałam, że źle ze mną. Choćbym nie wiem jak się starała, nie potrafiłam się zachować inaczej.

Opór przed przełamywaniem zaprzeczania Wielu osobom szukającym porady u duchownych, nauczycieli, doradców, lekarzy czy wykwalifikowa­nych terapeutów trzeba pomóc w zaakceptowaniu realiów rodzicielskiego

-_


182


V. POWRÓT DO ZDROWIA

alkoholizmu i w zrozumieniu, jaki jest jego udział w ich własnych pro­blemach. Osoby te skarżą się na wiele różnych ważnych dolegliwości, na przykład na lęk, depresję, zaburzenia snu, zaburzenia w jedzeniu, trudności w bliskich kontaktach z ludźmi, problemy małżeńskie lub seksualne: mają za sobą próby samobójcze, zdarza się, że cierpią na poważną chorobę psychicz­ną. Skarżą się też nieraz na stany depresyjne lub emocjonalne odrętwienie, na chroniczne poczucie niezadowolenia, na poczucie, że życie przecieka im przez palce.

Mówiąc o swoich kłopotach, zaprzeczają jakoby rodzice pili, unikają mówienia o tym lub minimalizują znaczenie tego faktu. Niezorientowany doradca lub osoba, która boi się nazywania rzeczy po imieniu, z trudem zauważa, że czynnikiem organizującym jest alkoholizm rodziców. Tym sa­mym dołączają do szeregu ważnych osób, będących „w zmowie" z utrwalo­nym w kulturze i w rodzinie zaprzeczaniem, postanawiają o nic nie pytać, jeśli człowiek szukający pomocy sam nie poruszy tego tematu.

Coraz więcej jest dzisiaj odpowiednio przygotowanych profesjonalistów, zdolnych pomóc w przełamaniu bariery zaprzeczania tym, którzy nie zostali jeszcze zidentyfikowani jako dorosłe dzieci alkoholików*. Osoba udzielająca pomocy delikatnie podważa prezentowany przez dorosłe dziecko alkoholika system zaprzeczeń \ub podtrzymujące go wyjaśnienia, w podobny sposób, w jaki podałaby w wątpliwość rozumowanie i postępowanie alkoholika: „Czy to co mówisz naprawdę ma sens?" Dostarcza też odpowiedniej literatury; przeczytanie jej pomoże oswoić się z myślą o przerwaniu zaprzeczania. Warto też zaproponować udział w grupie Al-Anon lub w grupie Dwunastu Kroków dla dorosłych dzieci alkoholików, gdzie będzie można uzyskać więcej infor­macji i „przymierzyć" etykietkę „dorosłego dziecka alkoholika". Jak czło­wiek się czuje słuchając innych opowiadających o doświadczeniach swego dzieciństwa? Co znaczy myśleć o sobie jako dorosłym dziecku alkoholika? Odpowiedź na to ostatnie pytanie często stanowi klucz do zrozumienia oporu przed przełamaniem zaprzeczania.

Wiele dorosłych dzieci alkoholików nie tkwi już tak mocno w rodzin­nym systemie zaprzeczeń. Są gotowe i czekają na „odpowiedni" moment, na bezpieczne miejsce lub na osobę, która mogłaby potwierdzić „jak jest naprawdę", zostać obiektem nowej „więzi" lub zastąpić zdradzoną przez nie rodzinę (zdradzoną przez sam fakt, że poznały prawdę).

Przełamanie zaprzeczania to koniec złudzeń. Podważone zostają przeko­nania i mechanizmy obronne, zapewniające dotychczas fałszywe poczucie bezpieczeństwa, więzi i jedności rodzinnej. Pod płaszczykiem zaprzeczania najgłębiej ukrytą troską dziecka jest obawa, że nikt go naprawdę nie kochał; trochę wyżej kryje się obawa przed uświadomieniem sobie realiów rodziciel­skiej patologii, niedojrzałości i nieprzystosowania. W trakcie długotrwałego procesu powrotu do zdrowia osoba dorosła przeżywa chroniczny lęk i częste

Informacja ta dotyczy, niestety, głównie Stanów Zjednoczonych, (przyp. red.)

183


12. Picie i faza przejściowa: przygotowanie do powrotu do zdrowia

r


napady paniki. Stany te stanowią odbicie wyżej wymienionych obaw lub związanych z nimi, a teraz dopiero ujawnianych, faktów.

Kluczowe pytanie, jakie sobie zadaje ktoś mocujący się z problemem przełamania zaprzeczania, brzmi: „Co z tego wyniknie, jeżeli przyjmę do wiadomości, że mój ojciec (matka) był alkoholikiem lub osobą niezdrowo współuzależnioną?" Za tym pytaniem idzie następne: „Jakie stąd wynikają wnioski dla mnie i mojego dzieciństwa?" Oto kilka próbek odpowiedzi na te i podobne pytania, udzielonych przez osoby, które podjęły leczenie:

Czy przyznając się do tego będę musiał zrezygnować z dotychczasowego przekonania, że miałem szczęśliwe dzieciństwo? Lubiłem swoją rodzinę i zawsze uważałem, że jesteśmy normalni.

Czy przyznając się do tego człowiek uzyska potwierdzenie swych obser­wacji i głęboko skrywanego przekonania, że jest zły?

Tak naprawdę to wiedziałam, że mama jest alkoholiczką, ale świadomość tego byłaby nie do zniesienia. Jeśli była alkoholiczką, to na pewno z mojego powodu. Ilekroć przyznam się do tego, tracę dobre mniemanie o sobie.

Czy i innym prawdom trzeba zaprzeczyć? -

Jeśli przyznam, że mój ojciec jest alkoholikiem, będę musiał się przyznać do tego, że i ja jestem alkoholikiem. To za wiele jak dla mnie.

Carl, zdrowiejący alkoholik, potwierdził istnienie tego problemu, kiedy podczas terapii próbował się dowiedzieć, czy jego rodzice byli uzależnieni od alkoholu:

Byłem już dorosły, kiedy przyznałem się, że jestem alkoholikiem; napisałem wtedy na nowo historię mego życia, uwzględniając w niej swoje picie. Ale co z tego wyniknie, jeśli przy­znam, że i rodzice byli alkoholikami? Nie chcę żyć z przekonaniem, że alkohol był tak ważny w całym moim życiu - czy nie mógłby on stanowić tylko drobnego detalu? Gdybym zaakceptował alkoholizm rodziców, musiałbym napisać swą historię na nowo, od początku życia. Gdybym z niej usunął alkohol, nic by tam nie pozostało. Boję się zajrzeć pod spód, pod warstwę alkoholu, który trzymał nas wszystkich razem.

Carl wciąż analizował swą sytuację, ciągnąc dalej ten sam temat:

Zastanawiałem się nad tym, czy nie pójść na mityng Al-Anon dla dorosłych dzieci alko­holików, ale nigdy się tam nie wybrałem. Nie mogę znieść myśli, że musiałbym przez następne dziesięć lat dokopywać się do prawdy o alkoholizmie rodziców. Wiem jednak, że alkohol zajmuje w moim życiu miejsce centralne - był dla mnie rodzajem kotwicy. Określał warunki w jakich żyłem, był moją codziennością.

Przez kolejne miesiące terapii Carl na zmianę koncentrował się na tym, że jest alkoholikiem i na swym „piciorysie", to znów udowadniał, że nie ma

184


V. POWRÓT DO ZDROWIA

v a t< C z: aj


potrzeby włączać w to uzależnienie rodziców. W końcu stwierdził, że nie będzie mógł odtworzyć prawdziwej historii własnego alkoholizmu, jeśli nie przestanie zaprzeczać temu, że rodzice pili. Nie da się skonstruować dwóch oddzielnych wersji własnej historii - jednej dotyczącej dzieciństwa i drugiej dotyczącej wieku dorosłego. Zmuszony stawić czoło temu problemowi, zaczął mówić, jak bardzo się boi przystąpić do „rekonstrukcji historii rodziny":

Panicznie się boję, że jeśli zacznę patrzeć wstecz, stracę swe nowe spojrzenie na rzeczywi­stość. Rodzice mieli tak niepodważalną, konsekwentną wizję świata. Nie jestem pewien, czy potrafiłbym ją podważyć. Boję się, że znów trafię do tego samego domu, z tym samym - jakby to powiedzieć - rozumowaniem, dzięki któremu wszystko wyglądało tak logicznie. Nie wiem, czy mogę sobie pozwolić, by wiedzieć to, co wiem. Czy nie zacznę znów kłamać i czy nie stracę wszystkiego, co udało mi się osiągnąć?

W miarę upływu czasu Carl odkrywał historię własnej rodziny, pod­ważając dotychczasowe rozumowanie i tę wersję historii, która mu towarzy­szyła od dzieciństwa. Czuł się jednak zagubiony, pełen poczucia winy i sa­motny. W końcu zastanowił się ze smutkiem:

Co jest ważniejsze - fotografia z przyjęcia czy samo przyjęcie? Fotografia na pewno daje wiele radości. Pozwoliła mi ułożyć własną wersję historii i udowodniła, że byłem szczęśliwy. Jakżeż mógłbym się teraz zastanawiać dokładniej, jak było na tym przyjęciu, podważając to, co widać na zdjęciu?

Becky uzupełnia ten obraz lęku przed stratą i samotnością, pojawiający się po przełamaniu zaprzeczania.

Poszłam na mityng Dorosłych Dzieci Alkoholików i doznałam szoku, kiedy zobaczyłam, jak niestabilne są moje obserwacje. Gdybym teraz pojechała do domu, zniknęłoby wszystko co „wiem" o moim dzieciństwie. Pamiętam, jak czułam, że zaraz zdradzę matkę. Zawsze się bała, że ktoś mi zrobi pranie mózgu. Pewnie się bała, że ktoś odkryje jej picie.

Nigdy nie wierzyłam w to, że ludzie kłamią. Teraz jednak wiem, że to prawda. Zastanawiam się, co jeszcze okaże się nieprawdą. Jeśli dalej będę brnąć tą drogą dorosłych dzieci alkoholików, stracę swe uczucia rodzinne i poczucie bliskości z rodziną. Zastanawiam się, czy te moje uczucia i obserwacje na temat rodziców nie są zmyślone.

Becky obawia się, że straci to, co Goleman nazywa „wspólnym ja" lub sja rodzinnym". Dzięki zbiorowej rzeczywistości rodzinnej można wytłuma­czyć najbardziej nielogiczne czy wręcz niedorzeczne fakty i zachowania. ,Ja rodzinne" pozwala określić, co jest ważne, a co nie - w rodzinie i poza nią. Becky przeczuwa intuicyjnie, że gdyby zmieniła zdanie na temat pewnych „prawd rodzinnych", straciłaby poczucie więzi z )3ja rodzinnym". Czułaby się wtedy odizolowana i porzucona.

Decyzja o rozpoczęciu leczenia Osoby dorosłe, które chcą się leczyć, uświadamiają sobie silny związek z rodziną pierwotną. Wiele z nich przeczu-

185


12. Picie i faza przejściowa: przygotowanie do powrotu do zdrowia

wa, podobnie jak Becky, że skoro wychowały się w „rzeczywistości nienor­malnej", nie potrafią funkcjonować jako dorośli ludzie w świecie pozarodzin-nym. Uświadamiają sobie także, jak znaczne mają deficyty rozwojowe - luki, maskowane obronnymi formami przystosowania lub sfałszowaną „historią" rodzinną. Większość wspomina o zamianie ról, o problemach z kształtowa­niem własnej tożsamości, o niezdolności do odłączenia się. Przed pełnym upodobnieniem się do rodziców chroni ich niepokój emocjonalny lub nie­zdolność do „bycia osobą dorosłą". Dorosłe dziecko alkoholika utknęło bowiem w miejscu: nie potrafi pójść naprzód ani też się cofnąć.

Omówimy teraz fazę przejściową. Przyjrzyjmy się dorosłym dzieciom alkoholików, które zaczynają zrywać się z uwięzi.

FAZA PRZEJŚCIOWA; PERSPEKTYWA DZIECKA

Wiemy już, że bez ciągłego narażania siebie i „integralności" rodziny dziecko nie potrafi zmodyfikować dotychczasowych obronnych schematów, przekonań i zachowań. Małe dziecko, zrywające zmowę zaprzeczania na temat alkoholizmu rodziców, musi mieć co najmniej jedną ważną postać, która wzmocni je w nowym podejściu do rzeczywistości. Ma większą swo­bodę działania, jeżeli więcej niż jedna, ważna dla niego osoba włączy się do kampanii przeciw rodzinnej „wersji" rzeczywistości. Wystarcza jedna osoba, by wesprzeć w dziecku odmienne spojrzenie na to, co się dzieje. Nawet dwoje małych dzieci, mających podobne zdanie, potrafi sobie na­wzajem bardzo pomóc.

Mimo to ciężko jest płynąć pod prąd. Jedna z najtrudniejszych sytuacji powstaje wtedy, gdy dochodzi do rozziewu między rodzicami — gdy jedno z nich podważa dotychczas obowiązującą „wersję", a drugie twardo przy niej obstaje. Znajdując się między młotem a kowadłem, dziecko staje przed dylematem nie do rozwiązania. Gdy wybierze punkt widzenia jednego z ro­dziców, automatycznie zdradzi i odrzuci drugie z nich. Dziecko poproszone w trakcie terapii, by spytało rodziców wprost o to, co robią, czuje się schwytane w potrzask. Lepiej zaprzeczać, niż być zmuszonym do stawania po czyjejś stronie. Nic dziwnego, że dorosłe dziecko alkoholika lub niepijące z rodziców często takiej opinii przytakuje. Rozbijanie mitów rodzinnych to perspektywa zbyt groźna, by ją w ogóle rozważać.

Dzieci będące w fazie przejściowej i sposobiące się do spisania nowej „wersji" historii rodzinnej mają rodziców, którzy się leczą i też znaleźli się w fazie przejściowej, prowadzącej do powrotu do zdrowia. Rodzice wertują album rodzinny, zmieniają podpisy pod fotografiami i zachęcają dzieci do tego, by czyniły podobnie. Zrozumiałe, że dzieci patrzą na to podejrzliwie. Czy jest to już ostateczna „wersja" historii rodzinnej? Czy tę „wersję" mam zaakceptować jako własną? Czasem dziecko wyczuwa występującą u rodziców ambiwalencję. Jedno z nich stawia dajmy na to opór, komunikując milcząco



186


V. POWRÓT DO ZDROWIA

te






dziecku, by nie popierało przyjętego przez drugie nowego spojrzenia na rzeczywistość, ani podtrzymujących to spojrzenie nowych przekonań. Zdarza się, że wszyscy w skrytości chcieliby wrócić do starych zwyczajów, są im bowiem dobrze znane, podczas gdy nowa rzeczywistość przeraża.

Z tak radykalnymi zmianami szczególnie trudno jest się uporać doras­tającej młodzieży. Młodzi ludzie, skoncentrowani na problemach związanych z odłączaniem się i kształtowaniem własnych poglądów, często opierają się presji towarzyszenia rodzinie w nowym przedsięwzięciu. Jeśli zaś wyczuwają nieświadomie, że „postęp" nie jest żadnym postępem, ale wręcz przeciwnie

- poważnym krokiem wstecz, tym bardziej nie zechcą zaangażować się w zmiany. Młodzież będzie zwalczać nowe pomysły wymagające odrzucenia kontroli, sama bowiem przygotowuje się być może do powielenia zachowań rodziców (poprzez wejście na drogę alkoholizmu lub wybór partnera-

-alkoholika). Nie można więc dopuścić do tego, by rodzina zmieniła cały dotychczasowy światopogląd! Modyfikacja obowiązującej „wersji" historii w niebezpieczny sposób podkopałaby podstawy tożsamości młodego człowie­ka, nawet jeżeli podstawy te są chore i chwiejne.

Niektóre dzieci reagują jednak wręcz odwrotnie. Cóż to za ulga, że ktoś podniósł zasłonę, że prawda została ujawniona i można towarzyszyć rodzi­com w podróży, której celem jest zdrowienie! Dzieci te potrzebują jednak odpowiedniej przestrzeni i odpowiedniego wsparcia, muszą bowiem przy­stosować się we własnym tempie i w sposób dopasowany do ich własnego etapu rozwojowego i potrzeb.

a

fcią


FAZA PRZEJŚCIOWA; PERSPEKTYWA DOROSŁEGO DZIECKA

W fazie przejściowej myśli się przez cały czas o alkoholizmie rodziców oraz kwestionuje dotychczasowe przekonania i system wartości. Jakie zna­czenie miał alkoholizm rodziców dla dzieci i dla całej rodziny? W jaki sposób pełnił on rolę centralnego czynnika organizującego? W tym okresie radykalnych zmian bardzo przydatne dla wzmocnienia nowego spojrzenia na rzeczywistość są książki, artykuły prasowe i grupy samopomocy. Jed­nostka "przymierza" nową etykietkę „dorosłego dziecka alkoholika", spraw­dza, czy pasuje, odrzuca ją i znów „przymierza", dopóki nie stwierdzi, że jest „wiarygodna". Każda kolejna przymiarka boli, ponieważ dorosłe dziecko alkoholika żywi przekonanie, że popełniło zbrodnię zdrady i ma z tego powodu poczucie winy.

Tego etapu nie można przejść samemu - należy poszukać pomocy. W pierwszym etapie odkrywania „jak to wtedy było" i „co z tego wynika" pomocne są wszelkie instytucje oferujące wiedzę i wsparcie pod postacią wykładów, terapii krótkoterminowej i literatury. Można skontaktować się z grupami dla dorosłych dzieci alkoholików, takimi jak: Dwanaście Kroków i Al-Anon, Państwowe Stowarzyszenie Dzieci Alkoholików (National Associa-

187


12. Picie i faza przejściowa: przygotowanie do powrotu do zdrowia

tion for Children of Alcoholics - NACOA). Ludzie korzystający z pomocy takich instytucji utwierdzają się w przekonaniu, że należy poznać prawdę.

Człowiek potrzebuje pomocy, by nauczyć się, jak porzucić stare nawyki i przekonania. Nie dokona tego sam. Bardzo trudno jest trzymać się nowej wersji własnego życia, wymagającej porzucenia „wszystkiego, co wiem i wszystkich, których kocham". Wiąże się to z wielkim cierpieniem. Dylan Thomas, pisząc o umieraniu, ostrzega cierpko, byśmy nie wchodzili łagodnie do .„tej dobrej nocy". Wejście na drogę zdrowienia przypomina wielu doro­słym dzieciom alkoholików umieranie i instynktownie podporządkowują się przestrodze Thomasa.

Główne zadanie, jakie staje przed dorosłym dzieckiem alkoholika, wkra­czającym w fazę przejściową, to przełamanie zaprzeczania i zaakceptowanie realiów rodzicielskiego alkoholizmu. Jednostka przyjmuje do wiadomości, że jedno z rodziców pije (lub piło) i przynajmniej skrycie przyznaje, że jest dorosłym dzieckiem alkoholika. W tym momencie potrafi już czasem za­akceptować brak kontroli i zrozumieć, że nie mogła „naprawić" żadnego z rodziców, bez względu na to, czego by nie powiedziała czy zrobiła. Częściej jednak, uświadomiwszy sobie, że jedno z rodziców było alkoholikiem, dzie­cko czuje się zobowiązane do zaradzenia tej sytuacji:

Nigdy nie potrafiłem się do tego przyznać, że rodzice byli alkoholikami. Musiałbym się tym zająć. Obawiam się, że gdybym się teraz do tego przyznaj musiałbym ich o tym powiadomić i skłonić do zmiany postępowania.

Trudno zrozumieć, że akceptując brak kontroli trzeba zarazem przyjąć do wiadomości, że dorosłe dziecko alkoholika nie jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z alkoholikiem (czy z tym z rodziców, które nie pije), kon­trolować jego zachowania, ani go zmienić. Akceptacja braku kontroli wymaga ciągłej, prawdopodobnie nigdy nie kończącej się walki. W tym momencie przyznanie w głębi serca: „nie miałem na to żadnego wpływu" boli tak bardzo, że trudno to przyjąć.

Niektórzy ludzie nigdy nie zaakceptują etykietki „dorosłego dziecka alko­holika". Szukając pomocy mają nadzieję, że znajdą w końcu właściwy sposób na to, by rodziców „naprawić". Dowiadują się z czasem, że aby się wyleczyć, trzeba nie tylko zaakceptować istnienie alkoholizmu, lecz także zmienić dotychczasowe utrwalone schematy reagowania nań. Jeśli ktoś się uwalnia od rodziny i przestaje nią przejmować, musi zmienić także swoje przekonania i zachowanie.

Nic trudnego? Ależ skąd. Carl wyjaśni nam, jakie to trudne:

Zrozumiałem, że niczego nie udało mi się zmienić. Muszę przestać wypominać rodzicom, że piją i zająć się sobą. Teraz widzę, jak bardzo starałem się kontrolować wszystkich dookoła. Tak trudno zachować jasność spojrzenia, gdy jest się w centrum wydarzeń. Teraz czuję się już inaczej; stoję „na zewnątrz" i boję się. Ta nowa rzeczywistość nie jest dla mnie normalna.

188_________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

Zdrowiejąc, Carl wciąż zadaje sobie to samo pytanie:

Jeśli spojrzę inaczej na swoją rodzinę i przestanę postępować tak, jak dotychczas, stracę swoje miejsce. Do kogo i do czego wtedy wrócę?

Cale zastępy dorosłych dzieci alkoholików zadają sobie to samo pytanie u progu procesu zdrowienia. „Czy będę miał do kogo wrócić?" W tym pytaniu tkwi klucz do oporu przed zdrowieniem.

Opór Dziecko nie chce utracić więzi z domem rodzinnym. Dlatego często broni się przed przyjęciem do wiadomości alkoholizmu rodziców, przyzna­niem się do utraty kontroli i przed koniecznością oderwania się i uwolnie­nia od rodziny. Ilekroć jednostka uzyska nowy wgląd, poda w wątpliwość dotychczasowe przekonania czy zachowa się w sposób bardziej korzystny dla siebie, zagrożone zostają podstawy więzi z rodzicami. Dorosłe dzieci alko­holików często twierdzą, że przełamując zaprzeczanie doprowadziły się do sieroctwa. Ta groźba utraty więzi - dla wielu osób porównywalna ze śmiercią - uruchamia nawrót przekonań i zachowań z fazy picia^ mimo te «K. ^SSiW ^erno-reaktywne) i^postawę^teJ&BE3&JY ^^ przekonań i zachowań uwiarygodniających światopogląd rodziców prowadzi u dorosłego dziecka alkoholika do odrzucenia nowej tożsamości i nowego spojrzenia na przeszłość i teraźniejszość. Dań zastanawia się, czy rzeczywiście dawniej było tak źle:

Tak mi czasem ciąży ta nowa rzeczywistość. Czuję się taki samotny. Wiem, że muszę się oderwać od przeszłości i że nie wolno mi rezygnować z nowego podejścia do rzeczywistości, ale czasem mi to nie wychodzi. Tęsknię za tym poczuciem bliskości czy po prostu kontaktu, choćby najkrótszego, które mam wtedy, gdy stwierdzam, że się pomyliłem co do tego, jak było naprawdę.

Opór przed przełamywaniem zaprzeczania i akceptacją braku kontroli wiąże się z utratą więzi i z zasadniczym pytaniem: „kim jestem?" Ludzie czują się stale zagrożeni skutkami, jakie niesie ze sobą przyjęcie etykietki „dorosłych dzieci alkoholików". Osią całego problemu jest zniekształcony obraz własnej osoby. Angie, zirytowana, nazwała wreszcie rzecz po imieniu:

Nie chcę być alkoholiczką i nie chcę być zaburzona, ale taka już jestem. Wyrosłam na ich obraz i podobieństwo i dlatego jestem teraz taka, a nie inna.

Ginnie to potwierdza:

Nie mogę się z tym pogodzić, że mój chtopafc to a/koholj'k. Wychowałam się \v domu alkoholika i teraz sama sobie taki los wybrałam. Co mi jest? Gdybym potwierdziła i na­prawdę dostrzegła^ że jest on alkoholikiem, byłabym zupełnie przegrana, a przecież nie mogę liczyć na to, że on mnie z tego wyciągnie.

13

Wczesna faza powrotu do zdrowia

PERSPEKTYWA DZIECKA

C


o się dzieje z dzieckiem, które nazwało alkoholizm rodziców po imieniu i przystępuje do modyfikacji własnej wersji przeszłego i aktualnego życia rodzinnego? Możemy się tego jedynie domyślać, mało bowiem wiemy o przebiegu procesu zdrowienia u dzieci.

Dzieci objęte programem leczenia, poddane terapii, być może w grupie terapeutycznej w szkole, dowiadują się, czym jest choroba alkoholowa i jak sobie radzić z rodzicami nadal pijącymi lub dopiero trzeźwiejącymi. Starsze dzieci chodzą czasem na mityngi Alateen, gdzie wymieniają się doświad­czeniami z innymi nastolatkami i uczą się opracowywać własny „program" powrotu do zdrowia. Dowiadują się więc, że powinny przyjąć etykietkę „dzieci alkoholików" oraz odrzucić patologiczne przekonania i zachowania, wiążące je dotychczas z dotkniętą alkoholizmem rodziną.

Wiemy, że dziecko nie jest w stanie dokonać takich zmian bez udziału silnej osoby dorosłej, która dałaby mu odpowiednie wsparcie. Na ogół ona także stara się przezwyciężyć istniejący stan rzeczy. Wiele dzieci może liczyć na własnych rodziców. Dzieje się tak, gdy rodzice sami zaczynają zdrowieć - myślą i zachowują się wówczas w zupełnie nowy sposób. Zdarza się, że w pierwszym roku trzeźwości — w bardzo trudnym dla przystosowania okre­sie - cała rodzina uczęszcza na terapię. Niektórzy rodzice przejawiają wtedy tyle lęku i tak bardzo są zaabsorbowani planowaniem własnego leczenia, że dziecko nierzadko nie odczuwa żadnej zmiany. Wspierająca je osoba ma wrażenie, że sytuacja jest równie burzliwa jak poprzednio i wiedziona intuicją pozostaje w bliskim kontakcie z dzieckiem, pomagając mu przejść przez ten trudny okres, niewiele różniący się od okresu choroby. Cała rodzina odczuwa ulgę, ponieważ alkoholik przestał pić. Dziecku ciąży jednak utrata dotych­czasowej równowagi, a nie wie, jak będzie wyglądać obiecana „normalność".

190


V. POWRÓT DO ZDROWIA

i ukształtować nową, zdrowszą tożsamość. Dorosłe dzieci alkoholików za­wzięcie czytają książki, artykuły w gazetach i broszury, propagujące nowy sposób myślenia i pozwalające odrzucić zaburzone więzy z rodzicami. Przy­szłość pokaże, czy możliwe jest nawiązanie zdrowej więzi. Zależy to od wielu różnych czynników, nie tylko od głębokiego pragnienia dziecka.

Popularny ruch Dorosłych Dzieci Alkoholików oraz różne grupy wspar­cia „łapią w sieć" te osoby, które zaczynają się oswajać z nową prawdą. Julie tak to sobie przypomina:

Nie można tak po prostu w ciągu jednej nocy zmienić całkowicie światopoglądu. Przypomi­na to skok ze skały lub skok w próżnię. Musisz mieć pod spodem rozpostartą sieć, na której wylądujesz.

Jim dodaje:

"l

w:


Musisz też mieć nowych rodziców, którzy pokażą ci to wszystko, czego nie nauczyłeś si? wcześniej.

Faza przejściowa pełna jest szarpaniny. Człowiek biegnie do domu, by sprawdzić, czy naprawdę było aż tak źle, albo się zastanawia: „Jak mogłem przypisywać takie okropności swojej rodzinie?" Te okropności ciągle jednak cię nachodzą.

Kiedy opuści się już fazę przejściową i przejdzie do wczesnej fazy po­wrotu do zdrowia, szarpanina maleje i częściej robi się krok naprzód. Nadal jednak pojawiają się te same problemy. Postęp w zdrowieniu wymaga mody­fikacji każdego przekonania i każdego zachowania. Trzeba więc porzucić rodzinę i narazić się na poczucie osierocenia. O ile wcześniej, w fazie przej­ściowej wydawało się, że cena, jaką trzeba zapłacić za poznanie prawdy, jest nie do przyjęcia, o tyle we wczesnej fazie powrotu do zdrowia gra wydaje się warta świeczki.



12. Picie i faza przejściowa: przygotowanie do powrotu Ao

Opór ujawnia się i wtedy, gdy ktoś próbuje się inaczej zachowywać. Bardzo trudno stąpać krok za krokiem, gdy te proste, wydawałoby się, kroki,

dssraxx \ vt*c\ ^ra.tó. pod ixo%«m\. Wgarną to Mikę:

ii


ak


Zdaję sobie sprawę, że nie powinienem już wpadać do rodziców ani dzwonić do nich systematycznie, by sprawdzić, czy wszystko u nich w porządku. Wiem, że ich nie uratuję i muszę przestać próbować. Niemniej jest mi ciężko. Często wypowiadam te słowa, ale nogi same mnie niosą w tamtą stronę. Bardzo trudno zmienić swoje zachowanie. Mam wyrzuty sumienia, że się nimi nie opiekuję.

Zagrożenie istniejących więzów i dotychczasowej tożsamości jest tak sil­ne, że jednostka stale szarpie się ze sobą, mimo że posuwa się do przodu. Na dodatek nie ma żadnych gotowych rozwiązań. Sally, związana z rodzicami zamianą ról, powiedziała bez ogródek:

Skoro jestem óAa sv?o\e\ mamy matisa., \ak mo%e. me pray\ść, kiedy mnie zawoła? Po wielu miesiącach Sally lepiej już rozumiała, co ją wiąże:

Zdaje mi się, że już lepiej rozumiem dlaczego tak trudno mi się oderwać od rodziny i zachowywać inaczej. Czuję, że mam z rodzicami kontakt, kiedy jestem za nich od­powiedzialna i wpadam do nich, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Chyba tak

naprawdę wolałabym, żeby to oni sprawdzali, co się ze mną dzieje lub przynajmniej się

zapytali, jak się czuję albo okazali trochę autentycznego zainteresowania i troski. Kiedy m mch \esienx>cz.u\e, często wewnętrzna.pustkę, i \est mi smutno, gdy wychodzę,. Tylko wtedy czuję się dobrym człowiekiem, gdy wiem, że by\am dobrą cóiVą.

Trudno się oderwać od rodziny, nawet mając odpowiednie wsparcie. Dorosłe dzieci alkoholików, uczęszczające na terapię lub na spotkania grup samopomocy, z jednej strony są chwalone za podejmowanie trudnych decy­zji, z drugiej zaś - atakowane za uporczywe zaprzeczanie. Mikę wspominając, w jaki sposób rozumował na początku procesu zdrowienia, śmieje się. Nic go nie było w stanie odciągnąć od następującego wywodu:

Gdybym tylko wpadł na właściwe rozwiązanie lub był lepszym synem, rodzice na pewno przestaliby pić.


188______________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA Zdrowiejąc, Carl wciąż zadaje sobie to samo pytanie:

Jeśli spojrzę inaczej na swoją rodzinę i przestanę postępować tak, jak dotychczas, stracę swoje miejsce. Do kogo i do czego wtedy wrócę?

Cale zastępy dorosłych dzieci alkoholików zadają sobie to samo pytanie u progu procesu zdrowienia. „Czy będę miał do kogo wrócić?" W tym pytaniu tkwi klucz do oporu przed zdrowieniem.

Opór Dziecko nie chce utracić więzi z domem rodzinnym. Dlatego często broni się przed przyjęciem do wiadomości alkoholizmu rodziców, przyzna­niem się do utraty kontroli i przed koniecznością oderwania się i uwolnie­nia od rodziny. Ilekroć jednostka uzyska nowy wgląd, poda w wątpliwość dotychczasowe przekonania czy zachowa się w sposób bardziej korzystny dla siebie, zagrożone zostają podstawy więzi z rodzicami. Dorosłe dzieci alko­holików często twierdzą, że przełamując zaprzeczanie doprowadziły się do sieroctwa. Ta groźba utraty więzi — dla wielu osób porównywalna ze śmiercią - uruchamia nawrót przekonań i zachowań z fazy picia, mimo że sprzyjały one postawie bierno-reaktywne j i postawę tę utrwalały. Powrót do dawnych przekonań i zachowań uwiarygodniających światopogląd rodziców prowadzi u dorosłego dziecka alkoholika do odrzucenia nowej tożsamości i nowego spojrzenia na przeszłość i teraźniejszość. Dań zastanawia się, czy rzeczywiście dawniej było tak źle:

Tak mi czasem ciąży ta nowa rzeczywistość. Czuję się taki samotny. Wiem, że muszę się oderwać od przeszłości i że nie wolno mi rezygnować z nowego podejścia do rzeczywistości, ale czasem mi to nie wychodzi. Tęsknię za tym poczuciem bliskości czy po prostu kontaktu, choćby najkrótszego, które mam wtedy, gdy stwierdzam, że się pomyliłem co do tego, jak było naprawdę.

Opór przed przełamywaniem zaprzeczania i akceptacją braku kontroli wiąże się z utratą więzi i z zasadniczym pytaniem: „kim jestem?" Ludzie czują się stale zagrożeni skutkami, jakie niesie ze sobą przyjęcie etykietki „dorosłych dzieci alkoholików". Osią całego problemu jest zniekształcony obraz własnej osoby. Angie, zirytowana, nazwala wreszcie rzecz po imieniu:

Nie chcę być alkoholiczką i nie chcę być zaburzona, ale taka już jestem. Wyrosłam na ich obraz i podobieństwo i dlatego jestem teraz taka, a nie inna.

Ginnie to potwierdza:

Nie mogę się z tym pogodzić, że mój chłopak to alkoholik. Wychowałam się w domu alkoholika i teraz sama sobie taki los wybrałam. Co mi jest? Gdybym potwierdziła i na­prawdę dostrzegła, że jest on alkoholikiem, byłabym zupełnie przegrana, a przecież nie mogę liczyć na to, że on mnie z tego wyciągnie.

187


12. Picie i faza przejściowa: przygotowanie do powrotu do zdrowia

tion for Children of Alcoholics - NACOA). Ludzie korzystający z pomocy takich instytucji utwierdzają się w przekonaniu, że należy poznać prawdę.

Człowiek potrzebuje pomocy, by nauczyć się, jak porzucić stare nawyki i przekonania. Nie dokona tego sam. Bardzo trudno jest trzymać się nowej wersji własnego życia, wymagającej porzucenia „wszystkiego, co wiem i wszystkich, których kocham". Wiąże się to z wielkim cierpieniem. Dylan Thomas, pisząc o umieraniu, ostrzega cierpko, byśmy nie wchodzili łagodnie do „tej dobrej nocy". Wejście na drogę zdrowienia przypomina wielu doro­słym dzieciom alkoholików umieranie i instynktownie podporządkowują się przestrodze Thomasa.

Główne zadanie, jakie staje przed dorosłym dzieckiem alkoholika, wkra­czającym w fazę przejściową, to przełamanie zaprzeczania i zaakceptowanie realiów rodzicielskiego alkoholizmu. Jednostka przyjmuje do wiadomości, że jedno z rodziców pije (lub piło) i przynajmniej skrycie przyznaje, że jest dorosłym dzieckiem alkoholika. W tym momencie potrafi już czasem za­akceptować brak kontroli i zrozumieć, że nie mogła „naprawić" żadnego z rodziców, bez względu na to, czego by nie powiedziała czy zrobiła. Częściej jednak, uświadomiwszy sobie, że jedno z rodziców było alkoholikiem, dzie­cko czuje się zobowiązane do zaradzenia tej sytuacji:

Nigdy nie potrafiłem się do tego przyznać, że rodzice byli alkoholikami. Musiałbym się tym zająć. Obawiam się, że gdybym się teraz do tego przyznał, musiałbym ich o tym powiadomić i skłonić do zmiany postępowania.

Trudno zrozumieć, że akceptując brak kontroli trzeba zarazem przyjąć do wiadomości, że dorosłe dziecko alkoholika nie jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z alkoholikiem (czy z tym z rodziców, które nie pije), kon­trolować jego zachowania, ani go zmienić. Akceptacja braku kontroli wymaga ciągłej, prawdopodobnie nigdy nie kończącej się walki. W tym momencie przyznanie w głębi serca: „nie miałem na to żadnego wpływu" boli tak bardzo, że trudno to przyjąć.

Niektórzy ludzie nigdy nie zaakceptują etykietki „dorosłego dziecka alko­holika". Szukając pomocy mają nadzieję, że znajdą w końcu właściwy sposób na to, by rodziców „naprawić". Dowiadują się z czasem, że aby się wyleczyć, trzeba nie tylko zaakceptować istnienie alkoholizmu, lecz także zmienić dotychczasowe utrwalone schematy reagowania nań. Jeśli ktoś się uwalnia od rodziny i przestaje nią przejmować, musi zmienić także swoje przekonania i zachowanie.

Nic trudnego? Ależ skąd. Carl wyjaśni nam, jakie to trudne:

Zrozumiałem, że niczego nie udało mi się zmienić. Muszę przestać wypominać rodzicom, że piją i zająć się sobą. Teraz widzę, jak bardzo starałem się kontrolować wszystkich dookoła. Tak trudno zachować jasność spojrzenia, gdy jest się w centrum wydarzeń. Teraz czuję się już inaczej; stoję „na zewnątrz" i boję się. Ta nowa rzeczywistość nie jest dla mnie normalna.

186______________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

dziecku, by nie popierało przyjętego przez drugie nowego spojrzenia na rzeczywistość, ani podtrzymujących to spojrzenie nowych przekonań. Zdarza się, że wszyscy w skrytości chcieliby wrócić do starych zwyczajów, są irn bowiem dobrze znane, podczas gdy nowa rzeczywistość przeraża.

Z tak radykalnymi zmianami szczególnie trudno jest się uporać doras­tającej młodzieży. Młodzi ludzie, skoncentrowani na problemach związanych z odłączaniem się i kształtowaniem własnych poglądów, często opierają się presji towarzyszenia rodzinie w nowym przedsięwzięciu. Jeśli zaś wyczuwają nieświadomie, że „postęp" nie jest żadnym postępem, ale wręcz przeciwnie

poważnym krokiem wstecz, tym bardziej nie zechcą zaangażować się w zmiany. Młodzież będzie zwalczać nowe pomysły wymagające odrzucenia kontroli, sama bowiem przygotowuje się być może do powielenia zachowań rodziców (poprzez wejście na drogę alkoholizmu lub wybór partnera-

-alkoholika). Nie można więc dopuścić do tego, by rodzina zmieniła cały dotychczasowy światopogląd! Modyfikacja obowiązującej „wersji" historii w niebezpieczny sposób podkopałaby podstawy tożsamości młodego człowie­ka, nawet jeżeli podstawy te są chore i chwiejne.

Niektóre dzieci reagują jednak wręcz odwrotnie. Cóż to za ulga, że ktoś podniósł zasłonę, że prawda została ujawniona i można towarzyszyć rodzi­com w podróży, której celem jest zdrowienie! Dzieci te potrzebują jednak odpowiedniej przestrzeni i odpowiedniego wsparcia, muszą bowiem przy­stosować się we własnym tempie i w sposób dopasowany do ich własnego etapu rozwojowego i potrzeb.

FAZA PRZEJŚCIOWA; PERSPEKTYWA DOROSŁEGO DZIECKA

W fazie przejściowej myśli się przez cały czas o alkoholizmie rodziców oraz kwestionuje dotychczasowe przekonania i system wartości. Jakie zna­czenie miał alkoholizm rodziców dla dzieci i dla całej rodziny? W jaki sposób pełnił on rolę centralnego czynnika organizującego? W tym okresie radykalnych zmian bardzo przydatne dla wzmocnienia nowego spojrzenia na rzeczywistość są książki, artykuły prasowe i grupy samopomocy. Jed­nostka "przymierza" nową etykietkę „dorosłego dziecka alkoholika", spraw­dza, czy pasuje, odrzuca ją i znów „przymierza", dopóki nie stwierdzij że jest „wiarygodna". Każda kolejna przymiarka boli, ponieważ dorosłe dziecko alkoholika żywi przekonanie, że popełniło zbrodnię zdrady i ma z tego powodu poczucie winy.

Tego etapu nie można przejść samemu - należy poszukać pomocy. W pierwszym etapie odkrywania „jak to wtedy było" i „co z tego wynika" pomocne są wszelkie instytucje oferujące wiedzę i wsparcie pod postacią wykładów, terapii krótkoterminowej i literatury. Można skontaktować się z grupami dla dorosłych dzieci alkoholików, takimi jak: Dwanaście Kroków i Al-Anon, Państwowe Stowarzyszenie Dzieci Alkoholików (National Associa-

powrotu do zdrowia

cni

CL


V _


PERSPEKTYWA DZIECKA

C


o się dzieje z dzieckiem, które nazwało alkoholizm rodziców po imieniu i przystępuje do modyfikacji własnej wersji przeszłego i aktualnego życia rodzinnego? Możemy się tego jedynie domyślać, mało bowiem wiemy o przebiegu procesu zdrowienia u dzieci.

Dzieci objęte programem leczenia, poddane terapii, być może w grupie terapeutycznej w szkole, dowiadują się, czym jest choroba alkoholowa i jak sobie radzić z rodzicami nadal pijącymi lub dopiero trzeźwiejącymi. Starsze dzieci chodzą czasem na mityngi Alateen, gdzie wymieniają się doświad­czeniami z innymi nastolatkami i uczą się opracowywać własny „program" powrotu do zdrowia. Dowiadują się więc, że powinny przyjąć etykietkę „dzieci alkoholików" oraz odrzucić patologiczne przekonania i zachowania, wiążące je dotychczas z dotkniętą alkoholizmem rodziną.

Wiemy, że dziecko nie jest w stanie dokonać takich zmian bez udziału silnej osoby dorosłej, która dałaby mu odpowiednie wsparcie. Na ogół ona także stara się przezwyciężyć istniejący stan rzeczy. Wiele dzieci może liczyć na własnych rodziców. Dzieje się tak, gdy rodzice sami zaczynają zdrowieć — myślą i zachowują się wówczas w zupełnie nowy sposób. Zdarza się, że w pierwszym roku trzeźwości - w bardzo trudnym dla przystosowania okre­sie - cała rodzina uczęszcza na terapię. Niektórzy rodzice przejawiają wtedy tyle lęku i tak bardzo są zaabsorbowani planowaniem własnego leczenia, że dziecko nierzadko nie odczuwa żadnej zmiany. Wspierająca je osoba ma wrażenie, że sytuacja jest równie burzliwa jak poprzednio i wiedziona intuicją pozostaje w bliskim kontakcie z dzieckiem, pomagając mu przejść przez ten trudny okres, niewiele różniący się od okresu choroby. Cała rodzina odczuwa ulgę, ponieważ alkoholik przestał pić. Dziecku ciąży jednak utrata dotych­czasowej równowagi, a nie wie, jak będzie wyglądać obiecana „normalność".

190


V. POWRÓT DO ZDROWIA

i ukształtować nową, zdrowszą tożsamość. Dorosłe dzieci alkoholików za­wzięcie czytają książki, artykuły w gazetach i broszury, propagujące nowy sposób myślenia i pozwalające odrzucić zaburzone więzy z rodzicami. Przy­szłość pokaże, czy możliwe jest nawiązanie zdrowej więzi. Zależy to od wielu różnych czynników, nie tylko od głębokiego pragnienia dziecka.

Popularny ruch Dorosłych Dzieci Alkoholików oraz różne grupy wspar­cia „łapią w sieć" te osoby, które zaczynają się oswajać z nową prawdą. Julie tak to sobie przypomina:

Nie można tak po prostu w ciągu jednej nocy zmienić całkowicie światopoglądu. Przypomi­na to skok ze skały lub skok w próżnię. Musisz mieć pod spodem rozpostartą sieć, na której wylądujesz.

Jim dodaje:

Musisz też mieć nowych rodziców, którzy pokażą ci to wszystko, czego nie nauczyłeś się wcześniej.

Faza przejściowa pełna jest szarpaniny. Człowiek biegnie do domu, by sprawdzić, czy naprawdę było aż tak źle, albo się zastanawia: „Jak mogłem przypisywać takie okropności swojej rodzinie?" Te okropności ciągle jednak cię nachodzą.

Kiedy opuści się już fazę przejściową i przejdzie do wczesnej fazy po­wrotu do zdrowia, szarpanina maleje i częściej robi się krok naprzód. Nadal jednak pojawiają się te same problemy. Postęp w zdrowieniu wymaga mody­fikacji każdego przekonania i każdego zachowania. Trzeba więc porzucić rodzinę i narazić się na poczucie osierocenia. O ile wcześniej, w fazie przej­ściowej wydawało się, że cena, jaką trzeba zapłacić za poznanie prawdy, jest nie do przyjęcia, o tyle we wczesnej fazie powrotu do zdrowia gra wydaje si? warta świeczki.

192 _______________________V- POWRÓT DO ZDROWIA

Czy rodzice staną się bardziej dostępni? Czy rzeczywistość dalej będzie się zmieniać? Czy w domu będzie bezpiecznie?

W fazie przejściowej zmiany następowały w sposób radykalny, zaś faza wczesnego powrotu do zdrowia to czas stabilizacji, początek utrwalania się procesu rekonstrukcji historii życia rodziny - jej obrazu przeszłości i nowej tożsamości dnia dzisiejszego. Proces podważania i rewizji dawnych przeko­nań, ról i wzorów zachowania wywołuje w większości rodzin duży wstrząs. Jest to czas wielkiego chaosu i niepokoju.

Jak może reagować dziecko, przysposobione do postrzegania rzeczywisto­ści w określony sposób (a chroniony dzięki zaprzeczaniu), kiedy dowiaduje się od rodziców — tych samych, którzy go tego uczyli — że teraz obowiązuje inna „wersja" rzeczywistości i trzeba ją natychmiast zaakceptować? Za gło­szenie poglądów uważanych obecnie za całkowicie słuszne dziecko bywało dawniej karane lub też doświadczało przemocy psychicznej czy fizycznej. Sytuacja, w której rodzina odwraca wszystko do góry nogami, może być dla dziecka zupełnie niezrozumiała, przerażająca i budząca nieufność. Część dzieci na odwrót od picia reaguje poczuciem wielkiej ulgi. One jednak też mogą być zalęknione i ostrożne, i nie od razu będą chciały lub umiały zrozumieć sensu tak nagłej zmiany biegu wydarzeń, sensu tego, co aktualnie dominuje w ich życiu — nacisku na zmianę zachowania i na drastyczną rewizję historii rodziny.

Rodzina w okresie zmiany bywa tak samo rozszczepiona, zaburzona i poddana stresowi jak wtedy, gdy rodzice pili. Dominuje atmosfera napięcia i niepewności jutra. Kto wstąpi na drogę powrotu do zdrowia, a kto zostanie w tyle? Kto opowie się po czyjej stronie? Kiedy rodzice sami próbują się uporać z problemami związanymi z wczesną fazą powrotu do zdrowia, ich zachowanie jest wciąż niestabilne, jeszcze bardziej niż wcześniej. Dziecko wymaga wtedy większego wsparcia. Odczuwa duży niepokój lub wręcz przrażenie. Która sytuacja zwycięży - stara czy nowa? I na jak długo? Dzieci nieraz odrzucają propozycję leczenia lub też podejmują je bardzo ostrożnie. Te, które zostały objęte programem leczenia lub zaczęły uczęszczać na spotkania grupy rówieśniczej - Alateen lub szkolnej - stwierdzają często, że jest to bardzo ciekawe doświadczenie; chętnie uczestniczą w spotkaniach, pragnąc w ten sposób utrwalić nowe spojrzenie na rzeczywistość.

PERSPEKTYWA DOROSŁEGO

Zadanie dorosłego dziecka alkoholika we wczesnej fazie powrotu do zdrowia polega na skonsolidowaniu nowej tożsamości. W tym celu musi utrwalić zachowania, pozwalające okrzepnąć nowej tożsamości „dorosłego dziecka alkoholika". Jest to zadanie podobne do tego, które należało wykonać w fazie przejściowej, dalej bowiem nacisk położony jest na przełamywanie zaprzecza­nia. Różnica polega głównie na większym poczuciu dystansu i mniejszej

193


13. Wczesna faza powrotu do zdrowia

la


1


L


iżie


potrzebie odruchowego postępowania i myślenia „tak jak dawniej". Z ist­nienia tej różnicy możemy wyciągnąć mylne wnioski. Dorosłe dziecko alko­holika może się rzeczywiście bardziej uniezależnić od rodziców pod wzglę­dem sposobów postępowania i odczuwania. Dalej jednak trapią je poważne problemy, wywodzące się wprost z dziecięcych doświadczeń i zaburzonego środowiska rodzinnego. W procesie powrotu do zdrowia trzeba więc praco­wać nad „rozplątywaniem" wszystkich dotychczasowych doświadczeń, które dawniej wydawały się czymś normalnym i przystosowawczym i jako takie zostały utrwalone. Trudno się dziwić, że po odrzuceniu zaprzeczania, dorosłe dziecko alkoholika „sprawia wrażenie" osoby bardziej zaburzonej. Tak też się czuje. Zabierzcie zaprzeczanie, a poczujecie, że dno odpadło i pojemnik w postaci własnego „ja" niczego nie jest w stanie przechować, bo zresztą nie ma czego przechowywać. Okres ten bywa przerażający.

We wczesnej fazie powrotu do zdrowia, podobnie jak w przejściowej, również występuje charakterystyczna szarpanina. Zdrowiejący alkoholik rezyg­nuje z picia; dorosłe dziecko alkoholika nie zawsze do końca odrzuca swe zaburzone relacje z innymi. Proces zdrowienia, czyli uniezależniania się, wymaga rezygnacji z patologicznych sposobów kontaktowania się z innymi. Nie zawsze trzeba odrzucać osobę lub relację, od której jest się uzależnionym, natomiast koniecznie trzeba zlikwidować to, co w tej zależności patologiczne. O wiele trudniej jest określić, na czym ma polegać „abstynencja" lub „zdrowienie" w wypadku dorosłego dziecka alkoholika, aniżeli w wypadku samego alkoholika. Te osoby, które wytrwale realizują zadania wczesnej fazy powrotu do zdrowia i fazy ustawicznego trzeźwienia, co jakiś czas przerywają swe ciągłe zmagania z zaprzeczaniem wypadami „do domu". Polega to na tym, że od czasu do czasu rezygnują z nowej „wersji" własnej historii na rzecz dawnych przekonań i zachowań. Zastanawiają się wtedy, czy ojciec (lub matka) naprawdę był alkoholikiem, czy też może wszystko zmyśliły. Wczesna faza powrotu do zdrowia u dorosłego dziecka alkoholika najeżona jest nieustannymi wątpliwo­ściami; kwestionuje się wiarygodność nowego spojrzenia i prawo do własnych obserwacji. Jest to okres, w którym dorosłe dziecko zaczyna dopiero zrywać niezdrowe więzy z rodzicami, podważać dotychczasowe doświadczenia i spraw­dzać, jak to jest, gdy się próbuje na nie spojrzeć inaczej. Przeżywa zwykle duży lęk. Lęk ten jest mieszaniną buntu, poczucia winy, że porzuca się rodziców, obawy przed odrzuceniem przez rodziców, ulgi, jaką daje wyjście z dotychczaso­wego układu, oraz poczucia winy, bo wyszło się cało z opresji.

Dorosłe dziecko alkoholika bardzo często oscyluje miedzy fazą picia a wczesną fazą powrotu do zdrowia. Przełamawszy zaprzeczanie, zaczyna modyfikować swe zachowanie, chcąc ułatwić proces uniezależniania siej za­czyna też sobie uświadamiać, jakie to podstawowe przekonania pozwalały dotychczas podtrzymywać zaburzone relacje. Pojawia się wówczas lęk, stany depresyjne i wyrzuty sumienia. Cofa się więc, stwierdza, że to wszystko nieprawda i, mówiąc obrazowo, „biegnie do domu", by odnowić niezdrową relację. Lęk, jaki odczuwa, to rzecz normalna i całkiem zrozumiała, przez

194


V. POWRÓT DO ZDROWIA

pewien bowiem czas nie może oprzeć się wrażeniu, że zbyt wiele ma do stracenia przyjmując nowy, radykalny punkt widzenia.

W tym okresie „wyjść i powrotów" grupa samopomocy lub grupa tera­peutyczna stanowi podstawowe oparcie. Uczestnicy takich grup poprzez wymianę doświadczeń i udzielanie rad, pomagają sobie w ujawnianiu przeżyć dawnych i obecnych. Grupy te są bezpieczną przystanią, do której można zacumować, gdy wzmaga się lęk i ogarnia człowieka poczucie samotności, straty i rozpaczy.

.


GŁÓWNE ZADANIA

WE WCZESNEJ FAZIE POWROTU DO ZDROWIA

We wczesnej fazie powrotu do zdrowia trzeba się skupić na problemie alkoholu, choćby dorosłe dziecko alkoholika opierało się, chcąc uciec jak najdalej od tego, nazwanego już po imieniu, tematu. Bez koncentracji na alkoholu nie da się jednak zrealizować zadań tego etapu - zmiany zachowa­nia, rekonstrukcji przeszłości oraz ukształtowania własnej nowej tożsamości. Proces rekonstrukcji przeszłości polega na jej „uwiarygodnieniu", na od­tworzeniu prawdziwego charakteru indywidualnej i rodzinnej przeszłości. W wielu wypadkach jest to proces długotrwały, trzeba bowiem ustalić, gdzie są przerwy i luki w historii własnego dzieciństwa, i luki te wypełnić od­powiednimi faktami.

Głęboko ukryte, bolesne emocje towarzyszące wychodzącym teraz na jaw wydarzeniom dorosłe dzieci zaczną odczuwać dużo później. W pierwszym okresie odtwarzania przeszłości pojawia się raczej lęk lub poczucie winy w związku z groźbą utraty więzi z rodzicami. Emocje związane z tym, co się. rzeczywiście w dzieciństwie wydarzyło, muszą na razie poczekać.

Większość dorosłych dzieci alkoholików, przystępujących do odkrywania „jak było naprawdę", ma jeszcze ciągle silne mechanizmy obronne. Strategie obronne w postaci zaprzeczania, kontroli, myślenia typu „wszystko albo nic" i przyjmowania na siebie odpowiedzialności pozostają nienaruszone i w każ­dej chwili można je przywołać. Jak na ironię, dorosłe dziecko alkoholika odczuwa ogromną potrzebę kontrolowania wszelkich aspektów procesu „od­puszczania sobie". Regresja, czyli przeżywanie w pełni tego, co było w dzie­ciństwie, równoznaczna jest z przerażającą utratą kontroli. Trzeba się więc przed regresją bronić. Jednocześnie wielu ludzi czyta z własnej woli popular­ne książki, przeznaczone dla dorosłych dzieci alkoholików lub też przyłącza się do grupy Dwunastu Kroków albo do grupy terapeutycznej. Kieruje nimi pragnienie, by ktoś im pozwolił zajrzeć w niedozwoloną przeszłość i przeżyć to, czego nie wolno im było przeżyć w dzieciństwie. Pragnienie i poczucie zagrożenia idą w parze.

Całokształt procesu konstrukcji i rekonstrukcji zagraża trwałości więzi dorosłego dziecka alkoholika z rodzicami oraz dorosłymi partnerami. Proces

195


13- Wczesna faza powrotu do zdrowia

E|


ten stanowi bowiem atak na całą dotychczasową tożsamość, nawet jeśli jest fałszywa. Podjęcie kroków wiodących ku zdrowiu i wolności kojarzy się często z poczuciem straty, któremu towarzyszą depresja, opór i lęk.

Co się tutaj dzieje? Czy nie powinienem być już dorosły i upodobnić się do rodziców? Czy nie powinienem być gotów do przejęcia od nich „pochodni" dojrzałości i dorosłości? Dlaczego tak się boję dorosnąć?

Dorosłe dziecko alkoholika zaczyna dostrzegać we wczesnej fazie powrotu do zdrowia, że przekazana przez rodziców „pochodnia" ma poważne usterki i jest niebezpieczna: zasilana jest bowiem destrukcyjnymi przekonaniami i zachowaniami. Dorosłe dziecko nie chce nieść jej dalej, wydaje mu się jednak, że nie ma wyboru.

J l _


PODSTAWOWE PROBLEMY POJAWIAJĄCE SEĘ WE WCZESNEJ FAZIE POWROTU DO ZDROWIA

Proces powrotu do zdrowia nie ogranicza się do jednego rodzaju terapii, jednej osoby pomagającej ani jednego momentu w czasie. Dla wielu osób korzystniej jest, jeżeli mają dostęp do wielu różnych form interwencji tera­peutycznej w różnych momentach długotrwałego procesu zdrowienia. Można na przykład zastosować kombinację programu Dwunastu Kroków i fachowej terapii. Nie każdy szuka pomocy, choć bardzo trudno poradzić sobie samemu ze względu na to, że podważanie rodzinnego sposobu odbioru rzeczywistości nie obywa się bez walki i jest procesem bolesnym.

Planując specjalistyczne leczenie dorosłych dzieci alkoholików, pod­kreślam zawsze wartość terapeutyczną grupy długoterminowej. Znalazło to wyraz i w tej książce, w której główne tezy ilustrowane są przykładami zaczerpniętymi z życia dorosłych dzieci alkoholików odbywających leczenie. Jedną z zalet terapii grupowej jest to, że w grupie natychmiast odtwarzają się stosunki rodzinne. Dorosłe dzieci alkoholików często idealizują grupę tera­peutyczną uważając, że stanowi zdrową rodzinę zastępczą, która zajmuje miejsce zdradzanej rodziny pierwotnej. Pewne bolesne problemy od razu są ujawniane, ponieważ etykietka „dorosłego dziecka" oraz sytuacja grupowa zachęca do otwarcia się. Nadal będziemy się „wsłuchiwać" w to, co mają do powiedzenia uczestnicy terapii indywidualnej i grupowej. Trzeba jednak pamiętać, że nie ma jednej właściwej metody i jednego właściwego momentu, w którym można wyrażać lub rozwiązywać problem.

Przyglądając się bliżej podstawowym problemom pojawiającym się we wczesnej fazie powrotu do zdrowia zobaczymy, że dotyczą one przede wszystkim procesu dorastania, stawania się człowiekiem dorosłym i wy­zwalania z więzów wczesnodziecięcych. O ile wiemy, problemy te występują powszechnie u wszystkich dorosłych dzieci alkoholików, podważających

1


i


196____________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

podstawy własnego rozwoju poprzez kwestionowanie własnej tożsamości i sposobu jej kształtowania. Te same problemy pojawiają się i w normalnym procesie rozwoju, przynajmniej w kulturze Zachodu. Są to: silna początkowo zależność od rodziców lub opiekunów, stopniowe psychiczne odseparowywa-nie się od rodziców w miarę dojrzewania i wreszcie ukształtowanie niezależ­nego poczucia własnej tożsamości. Normalnymi elementami tego procesu jest też kwestionowanie tego, co przekazują rodzice, i bunt.

Długotrwały powrót do zdrowia to także proces rozwojowy. We wczesnej fazie zdrowienia dorosłe dziecko alkoholika „wraca do domu", do własnego dzieciństwa, by raz jeszcze zetknąć się z doświadczeniami rodzinnymi tego okresu i przemyśleć je. W miarę ujawniania zamkniętej dotychczas i trzy­manej w tajemnicy historii życia rodzinnego, więź emocjonalna z rodzicami ulega wzmocnieniu. Powrót do domu budzi lęk, szczególnie wtedy, gdy dorosłe dziecko alkoholika zrobiło już pewien postęp i czuje się w miarę bezpieczne w roli osoby dorosłej. Po cóż w ogóle „wracać do domu"? Chęć ta bierze się stąd, że ciągła konieczność trzymania przeszłości w tajemnicy i zaprzeczania jej, dosłownie zabija. Przeszłości nie sposób obejść. Trzeba ją odsłonić. Jeśli się tego nie zrobi, jedyną alternatywą jest tkwienie w martwym punkcie - odcięcie od normalnej dorosłości i „zatrzaśnięcie" w bolesnych, chorych przekonaniach i zachowaniach.

Dorosłe dziecko alkoholika próbuje - czasem wielokrotnie - wyzwolić się z patologicznych więzów łączących je z rodziną pierwotną. Kiedy próbuje się uporać z trudnym zadaniem oderwania się, problemy związane z życiem w rodzinie dotkniętej alkoholizmem - o których tu mówiliśmy - zaczynają atakować ze wszystkich stron. Przybierają one całkiem realną postać i ujawniają się w sytuacji grupowej w wyniku „przeniesienia" sytuacji rodzinnej. Jednostka postrzega rzeczywistość, rozumuje i odczuwa w taki sposób, w jaki postrzegała, rozumowała i odczuwała w dzieciństwie. Sposób ten nie pasuje jednak do aktualnej sytuacji. To przenoszenie starych schematów jest źródłem ogromnych problemów w wieku dorosłym. Grupa terapeutyczna odgrywa rolę rodziny zastępczej. Można w niej na nowo odegrać dawne konflikty i wzory zachowania, by je potem podważyć. Gdy tak się dzieje, dorosłe dziecko alkoholika stawia raz jeszcze czoło nurtującym je głęboko, podstawowym problemom. Teraz nie ma jednak odwrotu: czas przyjrzeć się tym problemom otwarcie.

Przyciąganie domu rodzinnego (the „puli of attachment" - dosłownie magnes przywiązania - przyp. tłum.) Kiedy jednostka odrzuca zaprzeczanie, zmienia zachowanie i próbuje zrekonstruować historię swojego życia, przy­pomina sobie, „jak to wtedy było" - odtwarza ówczesne realia oraz dynamikę wspierającego alkoholizm chorego systemu rodzinnego. Dorosłe dziecko alkoholika zastanawia się, co się działo naprawdę i jak naprawdę wyglądało życie rodzinne. I zaczyna sobie na te pytania odpowiadać. Ustala na przy­kład, jaką rolę, czy role, pełniła i rozpoznaje w swych kontaktach z ludźmi w wieku dorosłym podobne wzorce zachowań.

197 13- Wczesna faza powrotu do zdrowia _____ ______________————

f^j^;<^^^^

, istftó^tocesu przełamywania zaprzeczania oraz przyfccia Ptvlriptki dorosłeeo dziecka ^audnS&z^ .^K^^ssfcsss&s&s. ^^ ^~

eiył\lCLNł „U\Jl.\jałV.gv» viiiix.wi t* ««r-i • • J <-„:

biernie przynależności: „Czy tu jest moje miejsce, czy kwalifikuję się do te, grupy?" „Czy mój ojciec (matka) naprawdę jest alkoholikiem (alkohohczką), czy moie dzieciństwo było aż tak złe? A jeśli rzeczywiście pasuję do tej grupy,

to co z tego wyniknie?" , .
Jednostka nieraz z trudem próbuje wytrwać w swej nowej tożsamości
i nowych zachowaniach. Obciążona poczuciem winy i przekonana, że zdra­
dziła rodzinę, dosłownie „gna do domu", gdzie - wróciwszy do dawnych
przekonań i zachowań - odzyskuje poczucie więzi z rodzicami. Uczes^picy
grup terapeutycznych opisują tę tęsknotę jako głębokie pragnienie „kontak­
tu", tego poczucia zjednoczenia i bycia wysłuchanym, którego wielu z nich
było pozbawionych. A iesli nawet mieli to poczucie, nic z tego nie wynikało.
Ujawnienie w grupie problemów związanych z przynależnością, poczu­
ciem braku i rodziną uruchamia dawne impulsy. Wizyta w domu potrafi
przywołać wspomnienia i uczucia z dzieciństwa, a szczególnie tęsknotę za
„troskliwymi" rodzicami.

Wizyta w domu potrafi również uruchomić na nowo reakcję zaprzeczania. Powrót do dawnego środowiska i do tych dynamicznych sił, które pozwalały utrzymać niezdrowe schematy interakcji rodzinnych, działa na gościa jak magnes, jak silny podskórny prąd. Dorosłe dzieci alkoholików twierdzą




r


środowisku rodzinnemu z perspektywy nowego systemu przekonań. Każdy, kto wracając do domu chce tam coś dla siebie uzyskać, musi dać się wciągnąć w to, co się tam dzieje.

Najważniejszym problemem zdrowiejących dorosłych dzieci alkoholików jest to, że mają.c bardzo silne potrzeby, panicznie boją się kosztów, jakie należałoby ponieść, by je zaspokoić. Często przeżywają tę skłonność do dawnych przekonań i zachowań jako nienasyconą tęsknotę za czymś, czego im nie dano. Mówią, że ciągnie ich ku dawnej więzi, która z daleka nęci, z bliska zaś okazuje się czymś szkodliwym. Przypomina to pociąg alkoholika do butelki. Dorosłe dzieci alkoholików opisują samotność i poczucie izolacji, które towarzyszą nowym przekonaniom i silne pragnienie, by dać „się we-ssać" rodzinie, choćby na krótko.

Są to kluczowe problemy tych dorosłych dzieci alkoholików, które próbu­ją zerwać niezdrowe więzy emocjonalne z rodzicami. Problemy te są również najistotniejszymi wyznacznikami trudności w aktualnych kontaktach towa­rzyskich i intymnych. Dawne środowisko i dom przyciągający jak magnes to symbole dawnych przekonań i zachowań, to „obietnica" ponownego zjed­noczenia z rodziną. Magnes ten działa bardzo silnie, gdy jednostka walczy z poczuciem porzucenia, pustki, samotności i lęku. Ted uważa, że ów magnes mógłby go przyciągnąć na dobre:

198


V. POWRÓT DO ZDROWIA

l


Wolę zrezygnować z nowego systemu przekonań, niż stracić żonę. Wolę patrzeć na rzeczy­wistość z jej perspektywy.

Bart, zdrowiejący alkoholik, mówił o swych obawach przed planowaną wizytą w domu:

Panicznie boję się przyznać, że jestem alkoholikiem, bo przyniosę wstyd rodzicom. Nie będą chcieli, bym uczęszczał na mityngi AA w obawie, że ktoś tam mógłby ich znać. Rodzice nie chcą, żebym był alkoholikiem, sami też nie chcą być alkoholikami. Zmieniłem przekonania na swój temat i na temat rodziców, i wszyscy są tym przerażeni. Nie wiem, czy potrafimy znaleźć jakąś neutralną płaszczyznę porozumienia. Najbardziej boję się, że zapomnę, jaka była prawda. Kiedy pójdę do domu i zacznę ich słuchać, przekonam się, że nie mam racji. Jest mi bardzo trudno trzymać się nowych przekonań i nie dać się z powrotem wciągnąć.

Po wizycie zaczął analizować rozłam między nim a rodzicami, który, jego zdaniem, on sam spowodował:

Decydując się na trzeźwość, stworzyłem przepaść nie do przeskoczenia między sobą a ro­dziną. Muszę koniecznie zrezygnować z nadziei, że otrzeźwieją tak, jak ja. Nie potrafię dyskutować z nimi na temat ich sposobu myślenia, tak bardzo się różni od mojego. Kiedy próbuję to robić, przestaję wiedzieć, co jest prawdą, a co nie. Ich rozumowanie jest tak przekonujące. Kilkakrotnie marzyłem o tym, żeby się napić. Wiedziałem, że pozwoli mi to nawiązać z nimi ponownie kontakt i że odzyskam w ten sposób rodzinę.

Dzięki tym przykładom możemy docenić wagę takich pojęć jak „myślenie grupowe" i „zmowa", którymi według Golemana należy opisywać zaburzony system. Kiedy jakąś grupę łączy określone przekonanie lub ideologia, często wymaga się od jej członków absolutnej jednomyślności. Najmniejsza rozbież­ność zdań grozi wykluczeniem z grupy.

W wypadku dorosłego dziecka alkoholika wykluczenie polega na zerwaniu więzów z rodzicami i utracie członkostwa w klanie. Niestety, często nie jest to groźba bez pokrycia. Wcale niemało dorosłych dzieci alkoholików przy­znaje, że po przełamaniu zaprzeczania rodzice przestali łożyć na ich utrzy­manie, wydziedziczyli ich lub się ich wyparli. Na przykładzie Charliego widzimy, jak twarde potrafią być reguły współżycia rodzinnego:

Powiedziałem matce, w rozmowie telefonicznej, że jestem w grupie Dorosłych Dzieci Alkoholików. Rozgniewała się. Stwierdziła, że ojciec nie jest alkoholikiem i powinienem o tym wiedzieć: potrafi przestać pić, kiedy tylko zechce. Wrzeszczała na mnie okropnie, że nie mam żadnego powodu być w takiej grupie.

Tylko ja uznałem tę prawdę. Brat zadzwonił i powiedział rni, że narobiłem tylko kłopotu i żebym przestał denerwować matkę.

Telefony te poprzedziły wizytę w domu. Naturalnie, w miarę zbliżania się terminu odwiedzin Charlie był coraz bardziej przestraszony. „Skoro nie mogę o tym mówić przez telefon, to co będzie w domu?" Lęk narastał. Charlie bał się, że nie utrzyma swych nowych poglądów. Grupa przekazała mu wiele konkretnych sugestii, jak wytrwać w roli samotnego opozycjonisty mimo zupełnego braku wsparcia.

199


13- Wczesna faza powrotu do zdrowia

Ginny poradziła Charliemu, by zatrzymał się w hotelu. Danny zaproponował zmianę terminu wyjazdu - powinien przyjechać jeszcze za dnia, zanim ojciec się upije. Donna stwierdziła, że gdy jedzie do domu, zawsze bierze ze sobą przyjaciółkę; rodzicom to się nie podoba, natomiast jej to jest niezbędne. Jeszcze inni uczestnicy zaproponowali Charliemu, by wziął od nich numery telefonów i dzwonił, gdy będzie chciał przypomnieć sobie, jaka jest prawda. Podsunięto mu również pomysł telefonowania w tym samym celu do lokalnej grupy Al-Anon. Inni radzili, by wziął ze sobą protokoły spotkań grupowych, które mu przypomną, o czym rozmawiano i o tym, że pragnie się zdystansować od rodziców.

Na tych przykładach widzimy, jak silne jest przyciąganie domu rodzin­nego i jak bardzo potrzebne są proste, konkretne działania chroniące przed utratą nowego spojrzenia. Niektórzy wyrażają się lekceważąco o tych pro­stych zabiegach, albo uważają, że nadają się one tylko dla osób o słabej woli lub małej inteligencji. Większość z nas woli być przekonana, że wiemy o co nam chodzi i potrafimy postawić na swoim. Jesteśmy zdumieni, że zdrowie­jący alkoholik tak łatwo „zapomina", dochodząc do wniosku, że nic się nie stanie, jeśli się znów napije, że wszystko będzie w porządku. Bardzo się denerwujemy, kiedy dowiadujemy się z pierwszej ręki, w jaki elastyczny sposób potrafimy postrzegać rzeczywistość. Trudno się z tym pogodzić, że tak rozpaczliwie potrzebujemy ludzkiej aprobaty, iż - niezależnie od poziomu inteligencji i siły woli - dość łatwo rezygnujemy z własnego zdania lub modyfikujemy nasz punkt widzenia, gdy ktoś na nas naciska. Właśnie dlatego tak trudno zdrowieć samemu, bez wsparcia i pomocy.

Ogniwem łączącym to, w co wierzymy z tym, co widzimy jest rzeczy­wistość. Martha, będąca w grupie od niedawna, zwróciła na to uwagę, opowiadając, jak jej się oczy otworzyły na prawdę:

Jestem wściekła, kiedy sobie uświadamiam, do jakiego stopnia wywarło na mnie wpływ pijaństwo rodziny. Każdy z nas jest alkoholikiem. Dowiedziałam się w AA, że aby zdrowieć, trzeba przestać pić i zmienić spojrzenie na świat. To tak, jakby trzeba było wszystko wywrócić do góry nogami i zacząć od początku.

Moi rodzice nie mieli pojęcia, czym jest uzależnienie od alkoholu, a już na pewno nie zdawali sobie sprawy, że sami są uzależnieni. Siedzieli więc i patrzyli, jak zaczynamy pić. Jak rodzice mogą siedzieć i patrzeć, jak własne dziecko popada w alkoholizm?

Teraz strasznie się boję zaufać swoim obserwacjom. Dotychczas zawsze obowiązek śledzenia tego, co się dzieje i interpretowania rzeczywistości pozostawiałam innym. Jak mam wierzyć, że potrafię to zrobić sama? Skąd mam wiedzieć, czego nie wiem?

Przez wiele lat chodziłam na terapię, w przekonaniu, że ani ja ani nikt w mojej rodzinie nie jest alkoholikiem. Całe swoje życie oglądałam przez filtr, jakim było zaprzeczanie własnemu alkoholizmowi. Kto mi zaręczy, że moja obecna wersja rzeczywistości jest prawdziwsza, bardziej szczera?

Na początku terapii grupowej Martha przez większość czasu twierdziła uparcie, że praca w grupie będzie dla niej jedynie procesem „subtelnego dostrajania":

1



200____________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

Przeraża mnie, że powinnam tak zrekonstruować całe swoje życie, by uwzględnić alkoholizm rodziców, a także to, że ich spojrzenie na rzeczywistość było uwarunkowane przez za­przeczanie alkoholizmowi. Będę musiała dokonać wyboru między nowym, przyjętym przeze mnie punktem widzenia a punktem widzenia rodziny. To zbyt bolesne. Są to bowiem dwa różne światy i każdy z nich ma własną, rozbudowaną logikę. Ale światy te są wzajemnie sprzeczne i nie mogę mieć ich obu, choć oba równie mnie pociągają. Martwię się tym. Chcę, żeby matka mnie kochała, ale nie mogę sobie pozwolić na ponoszenie kosztów związanych z ponownym przyjęciem jej wersji rzeczywistości.

Lęk przed stratą Kiedy pragnienie więzi z rodziną silnie nęci, a nowe przekonania jeszcze się nie ustabilizowały, niebezpieczny dla nowej tożsamo­ści może być lęk przed stratą. Poczucie straty jest stałym zjawiskiem we wczesnej fazie powrotu do zdrowia, związanej z przełamywaniem zaprzecza­nia i konstruowaniem nowego systemu przekonań. Traci się więź z rodziną pierwotną. Więź, która zapewniała poczucie przynależności (lub tylko jej złudzenie), ale również gwarantowała powtarzalność destrukcyjnych zacho­wań i wzorców relacji międzyludzkich.

Kiedy dorosłe dziecko alkoholika odwiedza dom rodzinny, budzi się w nim na nowo głęboka tęsknota, ale zarazem odczuwa niemożność „nawiązania kontaktu" z rodzicami. Radzi sobie z tym problemem, ponownie wzniecając w sobie nadzieję, że potrafi rodziców zmienić; zyskuje na czasie, odwlekając jak gdyby wyrok. Wydaje mu się, że tak naprawdę nie zdradza rodziny, nie przeciwstawia się bowiem wprost lansowanej przez rodziców „linii partyjnej". Ma nadzieję, że w zamian uda mu się rodziców wmanewrować w przyjęcie nowego punktu widzenia. Dzięki temu dorosłe dziecko alkoholika może modyfikować własne poglądy, zachowując zarazem poczucie więzi z rodzicami. Strategia ta utrwala jednak linię obrony, polegającą na przyjmowaniu odpowie­dzialności, oraz wzorzec zachowania w postaci zamiany ról. Jeśli rodzice nie dadzą się skłonić do rezygnacji z zaprzeczania i nie poprą jego punktu widzenia, reaguje ono często dezorientacją i poczuciem krzywdy.

Wciąż mam nadzieję, że rodzice zrozumieją wreszcie, iż w naszej rodzinie wcale nie było tak różowo. Chcę, żeby zmienili swój pogląd na tę sprawę, bowiem tylko wtedy będą mi bliscy. Chcę, żeby zaczęli myśleć tak jak ja teraz myślę. W przeciwnym razie nie mógłbym z nimi przebywać. Ich myślenie jest zaburzone, ja też tak kiedyś myślałem.

Kiedy Charlie wraca do domu, czuje się bardzo bezbronny.

Czuję się całkowicie bezbronny. Chcę myśleć po swojemu, ale brak mi odpowiednich narzędzi i nie mam też do tego prawa u nich w domu. W naszym domu nikt nie miał prawa do własnego zdania. Były tam tylko zasady, które ustalał ojciec. Nikt o odmiennym zdaniu nie miał tam racji bytu.

Opisane wyżej problemy i konflikty ujawniają się w grupie wtedy, gdy uczestnicy zaczynają traktować się nawzajem tak jak w domu rodzinnym. Pojawienie się takiego „przeniesienia rodzinnego" oznacza dla dorosłych dzieci alkoholików ponowną konfrontację z poczuciem straty. Podważają

%


3!

n: n:


n n

n:


r


;

201


13. Wczesna faza powrotu do zdrowia

przecież nie tylko obraz rzeczywistości, któremu hołdują rodzice! Jeśli doro­słe dziecko alkoholika naprawdę poda w wątpliwość prawdziwość i trafność aktualnych przekonań oraz zachowań rodziców, tym samym przekreśli całą przeszłość i teraźniejszość, narażając się na osamotnienie. Wyjaśnia to Carla:

Ponieważ odrzuciłam punkt widzenia rodziców, ty i ta grupa przejmujecie na siebie rolę interpreratora rzeczywistości. Mam nadzieję, że uda mi się tę grupę i nową wersję rzeczy­wistości przeciwstawić matczynemu zaprzeczaniu. Może będę mogła dzięki temu nadal utrzymać z nią kontakt.

Czasem jednak to, co się dzieje w grupie, za bardzo mi przypomina proces dorastania. Czuję się mała i bezbronna, mam ochotę usiąść komuś na kolanach i zwinąć się w kłębek. Często tęsknota ta idzie w parze z silną potrzebą napicia się, w ten sposób bowiem mogłabym się naprawdę zbliżyć do matki. Wtedy mam ochotę was wszystkich odepchnąć - siąść tyłem do grupy lub przez jakiś czas nie przychodzić na zajęcia. Boję się, bo skąd mam wiedzieć, jaka naprawdę jest prawda?

Carla stale miała problemy z nawiązywaniem i podtrzymywaniem bliskich kontaktów z innymi ludźmi - w grupie i w życiu:

Wciąż szukam kogoś, kto byłby dla mnie ojcem lub matką i pomógł dobrze stanąć na nogach. Jednocześnie wzbraniam się przed znalezieniem takiej osoby w obawie, że mogłaby mieć inny, niż ja pogląd na świat. Czasem ta tęsknota przybiera rozmiary trudne do zniesienia.

Problem zaufania Wydaje się, że nigdy, przenigdy nie miną kłopoty z darzeniem ludzi zaufaniem. Zbyt wiele się działo i zbyt wiele się popsuło; dorosłe dziecko alkoholika nie potrafi wykrzesać z siebie choćby cienia zaufania. Co gorsza, spodziewa się, że w grupie samopomocy lub terapeu­tycznej zaufanie wróci szybko i samo przez się. Osoba żywiąca takie fantazje może być z początku rozczarowana. Uczestnicy często mówią o swoim prag­nieniu ufania ludziom, a nawet wystawiają się wzajemnie na próbę, starając się wypracować zalążek poczucia bezpieczeństwa. Musi jednak upłynąć bar­dzo dużo czasu, zanim poczują się naprawdę pewni i na tyle bezpieczni, by i innym zaufać w podobny sposób. Niemniej stale kroczą do przodu, drob­nymi kroczkami - podważając swoje sztywne zasady lub obserwacje, zdoby­wając się na powiedzenie nieco więcej (lub nieco mniej!) niż poprzednim razem, wracając raz po raz. Korzyści zaś są imponujące.

Problem zaufania, ściśle związany z tęsknotą za bliską więzią, pojawia się na wczesnym etapie pracy grupy, by ujawniać się wciąż na nowo w roli czułego barometru wskazującego siłę oporu i stopień zagrożenia. W pracy grupowej problemy z zaufaniem dają o sobie znać w postaci oporu przed włączeniem się w zajęcia, zabieraniem głosu czy wystawianiem się na ciosy. Zdarza się też, że jednostka przez cały czas nie ufa nikomu - w ten sposób radzi sobie ze wszystkimi doraźnymi problemami. Dla Jerry'ego brak zaufa­nia stanowił jedyną możliwą strategię obronną:

202


V. POWRÓT DO ZDROWIA

Kiedy dorastałem, nie było mowy o zaufaniu. Po co? Caly czas walczyłem o przetrwanie.

Cena, jaką trzeba zapłacić za takie rozwiązanie, jest zbyt wygórowana i dlatego z czasem wiele dorosłych dzieci alkoholików zgłasza się na leczenie. Jerry wciąż był czujny i oceniał podejrzliwie cudze motywy. Przez wiele miesięcy ograniczał się wyłącznie do roli obserwatora; następnie zaczai mówić o swym najbliższym przyjacielu — samotności. Stwierdził, że włączył się do grupy dlatego, że podejrzliwość i obronność przestały mu się opłacać. Ktoś inny zastanawiał się, jaki jest związek między wiązaniem się z kimś a zaufaniem:

Nie chciałem nigdy pić, ale nie mogłem sobie pozwolić na to, by nie pić. Taka możliwość po prostu nie wchodziła w grę. Musiałem najpierw zostać alkoholikiem, by później móc przestać pić. Prześladuje mnie teraz perspektywa bezradności, okaleczenia i porzucenia. Rzucając picie ściągnąłem na siebie sieroctwo, nie wierzę jednak, by ktokolwiek lub cokol­wiek mogło mi wskazać inne rozwiązanie. Jeśli nie mogę zaufać nawet własnej rodzinie, to z jakiej racji miałbym zaufać komukolwiek innemu?

Czuję się bezradny, ponieważ nie ufam nawet samemu sobie. Przez te wszystkie lata, tak jak rodzina, żyłem w przekonaniu, że nie jestem alkoholikiem. Na pewno nadal czyhają gdzieś w ukryciu inne, równie błędne przekonania.

W życiu codziennym bez przerwy pojawia się problem zaufania. Oto przykład Penny:

Rodzice koniecznie chcą mnie odebrać z lotniska. Pozornie jest to przejaw wielkiej troski z ich strony. Nie ma jednak takiego lotu, którym mogłabym dotrzeć na miejsce, zanim zaczną pić. Czy nie tak jest świat skonstruowany? Zanim pozwolisz rodzicom zatroszczyć się o ciebie, musisz uwzględnić ich alkoholizm.

Kilku innych uczestników roześmiało się i zaczęło podawać przykłady sytuacji, w których trzeba było tak „aranżować" wizyty czy kontakty, by mieć gwarancję, że rodzice będą dostatecznie trzeźwi, aby roztoczyć nad dziećmi „rodzicielską" opiekę.

Trzymam się prostej zasady - do domu należy dzwonić przed godziną dziesiątą rano. Zwykle nie są wtedy jeszcze pijani i jest szansa, że zapamiętają, o czym rozmawialiśmy.

Ktoś inny skomentował to ironicznie:

Można zaufać innym, jeśli samemu sprawuje się kontrolę nad sytuacją.

Odwrócenie ról Jak już mówiliśmy, we wczesnej fazie powrotu do zdrowia wraz z problemem więzi z rodziną pojawia się również problem odwrócenia ról. Jest to także trudny do przełamania mechanizm obronny. Wiele doro­słych dzieci alkoholików nie miało innej możliwości: musiały wziąć na siebie odpowiedzialność za innych, a szczególnie za rodziców. Kiedy otoczenie było groźne i wymykało się spod kontroli, poczucie odpowiedzialności za rodzi-

203


13. Wczesna faza powrotu do zdrowia

r .1




"I

n n


ców stwarzało iluzję kontroli; stanowiło antidotum przeciw poczuciu bez­radności i niezaspokojenia potrzeb. Jeden z uczestników tak to sobie przypomina:

Zawsze byłem dla matki doradcą. Kiedy skończyłem trzy lata, spodziewano się po mnie, że coś zrobię, by jej ulżyć. Próbowałem ją ratować, gdy ojciec dostawał napadu wściekłości. Pocieszałem ją, gdy płakała. Byłem z siebie dumny. Ona jednak potem się z nim godziła i wszystko zaczynało się od początku. Ani jej ani jemu nie byłem w stanie pomóc. Niczego nie potrafiłem naprawić.

W grupie uczestnicy bardzo szybko zaczynają czuć się za siebie nawzajem odpowiedzialni. Przyjmują rolę „terapeuty" i udzielają wsparcia tym, którzy próbują maskować swe uczucia lub im zaprzeczać. Postępują dokładnie tak samo, jak dawniej postępowano wobec nich, i wierzą mylnie, że być dobrym „rodzicem" to pomagać innym stłumić uczucia. Kiedy zachowanie to poja­wia się w grupie terapeutycznej, uczestnicy mają okazję zaobserwować samych siebie i zastanowić się, czy taka postawa może komukolwiek pomóc. Zaczynają wtedy rozumieć, jak to jest, gdy się kogoś słucha zamiast „pomagać" mu w pozbyciu się negatywnych uczuć. Słuchacz czuje się nie­raz przytłoczony, przypominają mu się bowiem pozbawieni samokontroli rodzice: gdy byli pijani, kłębiły się w nich emocje. Niekiedy sam doznaje intensywnych uczuć, z którymi nie potrafi sobie poradzić i których się boi. Przez pewien czas trwanie w poczuciu odpowiedzialności i zamienianie się rolami pozwala czuć się bezpiecznie. Wyjaśnia to Bart:

Lepiej pomagać, niż otrzymywać pomoc. Człowiek jest wtedy o wiele mniej bezradny, nawet jeśli to tylko złudzenie. Rezygnując z odpowiedzialności i opieki, człowiek staje się bardzo podatny na krzywdę ze strony ludzi. Oczywiście odbywa się to według zasady „wszystko albo nic" - to, co powiedzą wtedy inni, automatycznie musi być prawdziwe. Obowiązuje ich punkt widzenia i oni ustalają zasady. Jeśli pozwolę, by mi ktoś pomógł, muszę przyjąć od niego wszystko, z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Inne dorosłe dziecko alkoholika - kobieta, która zawodowo pomaga lu­dziom i również w grupie pełni rolę osoby pomagającej, skonstatowała ze smutkiem:

Matkowałam swojej matce i sobie, a teraz matkuję innym w tej grupie. Niczego innego nie potrafię robić. Bardzo bym chciała, żeby inni zajmowali się mną, ale nie mogę sobie na to pozwolić. Pozwolić komuś, by mnie czegoś nauczył, to zgodzić się na samounicestwienie. Moja jedyna obrona to wiedzieć wszystko lepiej od innych.

Z czasem uczestnicy grupy zrozumieli, że matkując innym, przeszkadza się im w głębszym otwieraniu się.

Chcesz mi uśmierzyć ból i wszystko naprawić, lecz ja nie tego potrzebuję. Tak, jest mi źle, ale najwyższy czas, bym do siebie dopuściła to uczucie.

204__________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

Po pewnym czasie kobieta ta, z wielkim wprawdzie trudem, nauczyła się koncentrować na sobie, zamiast skupiać się na pomaganiu innym:

Wciąż się zastanawiam, jaka jest różnica między zajmowaniem się sobą a egocentryzmem. Czym się różni akceptacja od uległości? Jaka jest różnica między akceptacją tego, co mówią inni a pozwalaniem im na to, by mi coś wmawiali na silę.

Dawne środowisko rodzinne a uraz We wczesnej fazie powrotu do zdro­wia bardzo ważne jest przypomnienie sobie, jak w domu było naprawdę. Opowiedzenie w grupie o wydarzeniach z dzieciństwa oraz o emocjach z nimi związanych to jednak zupełnie co innego. Niektórym dorosłym dzieciom trudno sobie przypomnieć coś więcej niż tylko ogólny rozkład mieszkania, zaś inne, z chwilą przerwania tamy milczenia, wylewają z siebie potok wspomnień. Opisują panujący w domu rodzinnym chaos, niekonsekwencję, brak przewidywalności, niejasne, narzucone z góry role społeczne oraz atmosferę napięcia i wstydu. To, co się działo wówczas, zostaje na nowo opisane, a przekonania zmodyfikowane w taki sposób, by bardziej odpowia­dały rzeczywistości. Po pewnym czasie dorosłe dziecko alkoholika, korzy­stając z obecności grupy i ze zjawiska przeniesienia, zaczyna analizować wpływ traumatycznego (powodującego urazy - przyp. red.) środowiska na własny rozwój i przystosowanie. Proces ten ilustruje przypadek Julie:

Doprowadzało mnie do szału, kiedy wracałam wieczorem do domu i zastawałam tam bałagan. Wydawało mi się oczywiste, że skoro mąż wraca pierwszy, on powinien posprzątać. Nagle uświadomiłam sobie, że powrót do domu, w którym panuje bałagan, przypominał mi powrót do domu rodzinnego w dzieciństwie: tam stale panował rozgardiasz. Zawsze był jakiś kryzys czy doraźna akcja, w którą i mnie wciągano. Jeśli następowała chwila spokoju lub było jakieś wolne miejsce, wiadomo było, że jest to tylko przerwa w akcji - a nie czas wolny ani miejsce dla mnie. Dla mnie w ogóle nie było tam miejsca. Albo dawałam się wciągnąć w ten bałagan czy kryzys, zapewniając sobie w ten sposób więź z innymi, albo mnie porzucano i skazywano na całkowitą samotność.

Jak na ironię, gdy Julie podzieliła się swym nowym spostrzeżeniem, Tammie zaczęła w zawrotnym tempie opowiadać o kryzysie, jaki panuje obecnie w jej rodzinie i o tym, że została weń wciągnięta mimo woli. Słuchając tej opowieści, Julie zareagowała tak, jak po powrocie do domu:

Kiedy ciebie słucham, czuję się jakbym wracała do bałaganu, chaosu i nieporządku. Jeśli nie zatrzasnę przed tobą drzwi, ta sytuacja wciągnie mnie całkowicie."

Zdarza się, że dorosłe dziecko alkoholika snuje jakąś koszmarną opowieść, po czyrn dziwi się, że wszyscy są poruszeni. Osoba ta poznała już fakty, natomiast nie dopuszcza do siebie towarzyszących tym faktom emocji. Słu­chacz łatwo przeżywa opisywane przez kogoś zdarzenia, o wiele trudniej mu natomiast - tak jak opowiadającemu - doświadczyć bolesnych emocji, jeśli sam relacjonuje wydarzenia z własnego życia. Zwykle jest tak, że dorosłe

205


- Wczesna faza powrotu do zdro wia

dziecko alkoholika najpierw uświadamia sobie fakty, a emocje pojawiają się

Czasem jednak najpierw po)aw\a)ą s\ę MCTAicia, wyparte. Bywa to bardzo przykre, wręcz przerażające: dorosłe dziecko alko­holika odczuwa niepokój, panikę, czasem chroniczny lęk, miewa stany de­presyjne - wciąż natomiast brak zrewidowanej „wersji" historii rodzinnej, do której można by się odwołać, chcąc usprawiedliwić pojawiające się uczucia. Osoba ta prawdopodobnie podjęła terapię z powodu wymienionych wyżej objawów, zanim ona sama bądź terapeuta stwierdzili, że problemem central­nym jest alkoholizm rodziców i zanim określili, jaki miał wpływ na jej rozwój.

Kształtowanie się tożsamości Wiemy już, jak ważną rolę we wszelkich aspektach rozwoju dziecka odgrywa proces modelowania jego zachowania przez rodziców. Omówiliśmy też znaczenie rozwojowych procesów naślado­wania i identyfikacji dla kształtowania tożsamości dziecka. Biorąc to pod uwagę, liczenie na to, że dziecko potrafi uniknąć traumatycznego wpływu zamkniętego, sztywnego i patologicznego systemu rodzinnego oraz zaburzo­nych rodziców, jest oczekiwaniem nierealistycznym. Nie można się spodziwać, że dziecko wychowywane w takiej rodzinie wyjdzie z tego doświadczenia bez szwanku, zadowolone z siebie i z życia, choćby jak najusilniej wmawiało sobie świetne samopoczucie. W procesie powrotu do zdrowia należy zakwes­tionować nie tyle stwierdzenie dziecka alkoholika, że czuje się świetnie, ile samo to poczucie. W miarę odkrywania przeszłości i wyłaniania się praw­dziwej historii wydarzeń, dorosłe dziecko zadaje sobie trudne pytania na temat własnej tożsamości. Najpierw pyta: „kim jestem?" Odpowiedź prawie zawsze nawiązuje w taki czy inny sposób do alkoholu.

Rick dokładnie określił moment, w którym znalazł na to pytanie od­powiedź:

Pamiętam, jak w dzieciństwie odwiedziłem dziadków i patrzyłem, jak tata z nimi rozmawia i pije (była późna noc i dzieci leżały już w łóżkach). Miałem silne przeświadczenie, że dzieje się coś ważnego i byłem niezadowolony, że w tym nie uczestniczę. Dzieciaki nie lubią, kiedy im się mówi, żeby się zamknęły lub sobie poszły. Chcą być na miejscu, w centrum wydarzeń.

Wiele lat później przesiadywałem późną nocą, rozmawiając z ojcem. Pewnego razu poczę­stował mnie alkoholem. Dokładnie wtedy wiedziałem, że jeśli się napiję, zostanę alkoholi­kiem. Będę taki sam jak tata. Odmówiłem i odmawiam do dzisiaj. Dręczy mnie jednak od tej pory dotkliwe poczucie samotności i świadomość tego, że zostałem czegoś pozbawiony.

Wkrótce po tym wynurzeniu Rick zaczął się zastanawiać, co to znaczy „być alkoholikiem":

Wielu moich kolegów jest już alkoholikami, choć mają dopiero po 19 lat. To zdumiewające. Może to ma coś wspólnego z tożsamością? To znaczy, chcą się upodobnić do ojców. Mój, pijąc, popełnia powoli samobójstwo. Cóż ja mogę na to poradzić? Nie wyrzucę mu przecież



206________________________V- POWRÓT DO ZDROWIA

butelki - tak mógłby postąpić ośmiolatek. Nie mogę jednak na to patrzeć. Czasem mam ochotę krzyknąć: Daj mi jakąś lepszą podporę; pozwól mi zostać kimś lepszym!

Brad przytaknął:

Wciąż się obawiam, że odrzucę swoją nową świadomość „bycia alkoholikiem". Tak bardzo bym chciał, żeby rodzice zaakceptowali fakt, że jestem alkoholikiem, ale oni tego nie zrobią, ponieważ zaburzyłoby to ich system przekonań. Jeśli nie zaakceptują tego, co o sobie wiem, będę musiał tę wiedzę odrzucić. Oni określają, co jest prawdą, a co nie. Dlaczego alkoholizm musi być tak silnie powiązany z tożsamością? Alkoholizm to wiodący wyznacznik statusu. Wokół niego obraca się cały świat.

W wielu wypadkach dziecko alkoholika kształtuje swą tożsamość nie uzależniając się od alkoholu, ale i wtedy ten problem pozostaje zagadnieniem kluczowym. Wagę alkoholizmu uwypukla proces rekonstrukcji własnej historii:

Im bardziej się zastanawiam nad własnym rozwojem, tym wyraźniej dostrzegam, że wszyst­ko bez wyjątku podporządkowane było alkoholowi, nawet sprawy tożsamości. Moje kon­takty z chłopcami (oraz seks) zawsze wiązały się z piciem. Pociągali mnie mężczyźni, którzy piją, tak samo pociągał mnie pijacki styl życia, choć sama za alkoholem nigdy nie przepada­łam. Rozumiem jednak problem: zawsze miałam podobne problemy z jedzeniem.

W grupie uczestnicy mają okazję stawić czoło poczuciu zagrożenia, jakie niesie odrzucenie nowych przekonań i powrót do dawniejszych, koja­rzonych z więzią rodzinną lub atmosferą bezpieczeństwa. Jedna z uczestni­czek przez wiele miesięcy miała trudności z podjęciem walki z konsekwentnie dotychczas demonstrowaną postawą wrogości i zgorzknienia wobec ota­czającego świata. Nie chciała z tej postawy zrezygnować ani nawet zastanowić się nad tym, czy przypadkiem nie można by jej zakwestionować. Gdyby tak zrobiła, ktoś mógłby ją wykorzystać. Uparcie odmawiała udziału w mi­tyngach Al-Anonu, w końcu zdecydowała się jednak spróbować. Po kilku spotkaniach, do których odnosiła się sceptycznie, nastąpił zwrot. Uspokoiła się, gniew zmalał, zaczęła reagować mniej obronnie. Mniej też ulegała wpływom innych ludzi. Opowiedziała grupie o nowej tożsamości i o lęku przed jej utratą.

Gdy myślę o sobie, widzę starą i nową Gail. Obie są sobie bardzo bliskie i każda z nich jest bardzo prawdziwa. Wspaniale pozbyć się zgorzknienia i nienawiści, boję się jednak stale, że to minie. Ta nowa Gail, z nowymi postawami i przekonaniami, umknie gdzieś po prostu i odzyskam wtedy poczucie bezpieczeństwa, jakie czerpałam z gniewu i izolacji. To żaden problem tak się czuć - taka właśnie jestem, podła złośnica.

Zastanawiając się nad własną tożsamością, człowiek rozważa, jak dalece jest „normalny". Pewien uczestnik od dawna uważał siebie za osobę destruk­cyjną, zakałę grupy. Przez pierwszych kilka miesięcy pracy pokazał, jak silnie może się utrwalić taki obraz własnej osoby. I on, i pozostali zrozumieli, że coraz bardziej wchodzi w rolę kozła ofiarnego grupy. Rzecz została nazwana

207


13- Wczesna faza powrotu do zdrowia

po imieniu. Uczestnicy zgodnie stwierdzili, że trzeba zmienić ten nieprzy­jemny dla wszystkich mechanizm działania grupy. Okazało się to jednak trudne do zrealizowania. Byli zdumieni, widząc jak bacznie muszą się pilno­wać, automatycznie bowiem reagują na Jasona w sposób negatywny. On także musiał podjąć walkę z dotychczasowymi wzorcami zachowania, stano­wiącymi składnik jego „normalnej" tożsamości.

Po upływie kilku miesięcy wzorce zachowania uległy modyfikacji i uczes­tnicy, spostrzegłszy postęp, złożyli sobie gratulacje. Zobaczyli, jak strasznie trudno jest podważyć samowzmacniające się, głęboko utrwalone przekonania i zachowania. Jason podzielił się następującą refleksją:

Tak się teraz dziwnie czuję, kiedy nie reaguję na was obronnie, czujnie przygotowany na odparcie waszych ciosów i krytyki. Nadal muszę się mieć stale na baczności, w przeciwnym razie wrócę do swych starych nawyków. Wciąż sobie przypominam, że trzeba tu koniecznie przychodzić i to punktualnie, bo narażę się na krytykę z waszej strony. Nie przyzwyczaiłem się jeszcze do tej nowej „normalności" i do tego, że czuję się jednym z was.

W pracy grupy stale wraca wątek walki nowych przekonań ze starymi. We wczesnej fazie powrotu do zdrowia nowa tożsamość jest wciąż chwiejna i budzi lęk. Stale grozi opór i pokusa powrotu do dawnych przekonań. Stare przekonania tak silnie człowieka pociągają, że czuje się on nieraz schwytany w potrzask lub wręcz „zablokowany".

Kroczę naprzód powoli. W tej chwili stary układ odniesienia zbyt silnie mnie pociąga. Cała moja uwaga skoncentrowana jest na utrzymaniu nowego wizerunku. Nie mogę jednak wprowadzać zbyt wielu zmian.

Separacja psychiczna Wkroczywszy dopiero na drogę powrotu do zdro­wia uczestnicy grupy wysuwają często na plan pierwszy problem psychicznej separacji. Problem ten jest również czynnikiem kluczowym przy podejmowa­niu decyzji o włączeniu się do grupy. Dorosłe dziecko alkoholika zdaje sobie sprawę, że nadal jest silnie związane emocjonalnie z rodziną pierwotną. Związek ten ma charakter destrukcyjny. Dziecko czuje się nadal zobowiązane do zaprzeczania i akceptacji przekonań na temat rodziny i własnej osoby, dających gwarancję utrzymania więzi z rodziną. Człowiek dorosły, pragnąc się zmienić, musi odrzucić założenia stanowiące rdzeń dotychczasowego poczucia tożsamości. Warunkiem zakończenia procesu powrotu do zdrowia jest emocjonalne odseparowanie się od rodziców, niezależnie od tego, czy żyją, czy też umarli. Dorosłe dziecko podejmuje leczenie, intuicyjnie bowiem wyczuwa, że nie potrafi sobie poradzić ze sprawą psychicznego odłączenia się od rodziców lub porzucenia autodestrukcyjnych wzorów zachowania, przeję­tych w trakcie wiązania się z rodzicami i rozwoju.

Dorosłe dziecko alkoholika zostało pozbawione stabilnych i zdrowych podstaw, umożliwiających odseparowanie się od rodziców. Czuje, że nie ma możliwości wyboru, a perspektywa dorosłości jest zagrażająca. Jak

T


208


V. POWRÓT DO ZDROWIA

już wiemy, znajduje się ono we władaniu mechanizmów obronnych, które wyznaczają jego tożsamość i przenoszą się również na kolejne, nowe relacje z ludźmi.

Separacja oznacza upodobnienie się do jednego z rodziców i wcielenie w życie tej ukształtowanej już identyfikacji. W wielu wypadkach oznacza to picie. W innych oznacza przyjęcie postawy niezdrowego współuzależnienia przez identyfikację z tym z rodziców, które nie pije - biernym, bezbronnym^ zależnym - i pójście w jego ślady. Często osoby rozpoczynające leczenie postępują dokładnie tak jak rodzice, choć przysięgały sobie, że do tego nigdy nie dojdzie. W ich wypadku „być osobą dorosłą" to postępować na obraz i podobieństwo chorych rodziców. Przypomnijmy sobie, co mówił Kagan: dziecko przyjmuje wszelkie standardy zachowań modelowane przez rodziców i na ich podstawie układa sobie harmonijne stosunki z rodziną. Nic więc dziwnego, że wiele dzieci alkoholików, u progu dorosłości, ma jak najgorsze przeczucia. Problem ten wyraziła Sheila Bihary, powieściopisarka:

Nauczyciel to człowiek wskazujący ci sznur, na którym się powiesisz.

Inni podejmują leczenie, ponieważ utknęli - zanim zdołali się emocjonal­nie odseparować; zatrzymali się w rozwoju, by zapobiec upodobnieniu się do rodziców. Ich życie jest często niezwykle ograniczone, co zapewnia im kon­trolę, albo też, mimo dorosłego wieku, wciąż trzymają się sztywno tożsamości nastolatka. Z wielu powodów - zawsze negatywnych i przerażających - nie potrafią pójść dalej. Upodobnienie się do rodziców to wyrok śmierci, przy­cisk uruchamiający zachowania zarazem autodestrukcyjne i krzywdzące oso­by najbliższe. Z kolei nie upodobnić się do rodziców to ściągnąć na siebie winę za porzucenie i odrzucenie, opuścić rodziców w potrzebie i osierocić siebie. Jakie są tego konsekwencje?

Analiza wykazuje, że trwanie w bliskim związku jest szkodliwe, separacja psychiczna wydaje się jednak czymś o wiele gorszym. Leczące się dorosłe dziecko alkoholika żyje tak jakby w zawieszeniu.

Nie opuściłem domu - przyłączyłem się do rodziny. Pozorowałem bunt, ale tak naprawdę, to przejąłem od rodziców ich autodestrukcyjny sposób zachowania. Kiedy sam zacząłem pić, było mi z rodziną cudownie. Wszystko mi pasowało, było znajome. Wiedziałem, że nigdy domu nie opuszczę. Wszyscy gnili, ale było sympatycznie i miło.

Ktoś inny opisuje bolesny konflikt między wiązaniem się a odseparowy-waniem w przypadku małżeństwa i posiadania dzieci:

Tak bardzo pragnę udanego małżeństwa, udanego związku, dzieci. Mam jednak głębokie przekonanie, że nie jestem do tego przygotowana. Stale wściekam się na świat, a z większoś­cią ludzi nie chcę mieć nic do czynienia. Potrafię sobie wyobrazić, jak powinna postępować dobra matka, ale ja taka nie jestem. Choć bardzo tego nie chcę, wiem, że wyrządziłabym swoim dzieciom krzywdę.

209


13. Wczesna faza powrotu do zdrowia

l

T T


T T T


Inna kobieta, również dorosłe dziecko alkoholika, wtóruje poprzedniczce, opisując towarzyszące jej stale poczucie rozpaczy i depresji:

Praca w tej grupie to nie zupa błyskawiczna. To praca ciężka i wyczerpująca emocjonalnie. Mam wrażenie, że tu i wszędzie ciągnę za sobą swoich rodziców. Tak żyję, jakby nadal wszystkim rządzili.

Nie jest to obraz zachęcający. Ma on i swoją jasną stronę. Osoby te leczą się, a to boli. Ktoś jednak pomaga im podważyć i zmodyfikować istotę chorego światopoglądu. Nie jest to łatwe i wymaga czasu, ale dorosłe dzieci alkoholików „robią kolejną rundę" i przy drugiej próbie udaje im się zdrowe dorastanie.

Przejdźmy teraz do fazy ustawicznego powrotu do zdrowia i prześledźmy, co się dzieje, gdy dorosłe dziecko alkoholika dojrzewa i wraca do domu.

14

Ustawiczny powrót

do zdrowia

PERSPEKTYWA DZIECKA

W


iemy już, że bez pomocy znaczącej osoby dorosłej dziecko alkoholika ma nikle szansę podważenia światopoglądu rodziców. Podobna pomoc niezbędna jest w procesie ustawicznego powrotu do zdrowia. Bez tego wsparcia dziecko nie będzie w stanie kontynuować, rozpoczętego we wczes­nej fazie powrotu do zdrowia, procesu podważania dotychczasowych prze­konań i zachowań. Nie potrafi też zrekonstruować, czy skonstruować na nowo, odmiennej „wersji" historii rodzinnej ani też całkowicie zmienionej własnej tożsamości.

Wczesną fazę powrotu do zdrowia charakteryzuje często potrzeba natych­miastowych zmian i koncentracja na nowych zachowaniach, mających zastąpić dawne, impulsywne działania. Z kolei w fazie ustawicznego powrotu do zdrowia, nowe zachowania stabilizują się, a uwaga skupia się raczej na przełamywaniu głębszych przekonań i wzorców kontaktów międzyludzkich. Osoba lecząca się nadal uznaje alkoholizm rodziców, a prawdziwa wersja wydarzeń przeszłych i aktualnych zostaje wmontowana w nową tożsamość własną i rodzinną.

Z tego co wiemy, dzieci, które przeszły do fazy ustawicznego powrotu do zdrowia albo mają zdrowiejących rodziców, albo też utrzymują kontakt ze znaczącą osobą dorosłą (może to być jedno z rodziców), która potwierdza nową wersję rzeczywistości i aktywnie wspiera dziecko w dążeniu do zmiany sposobu odbioru rzeczywistości. Jeżeli drugie z rodziców nadal trzyma się dawnej wersji, dziecku będzie trudno podważyć „wersję" rodzinną i zrekon­struować historię rodziny. Czuje się nieraz tak, jakby je schwytano w sidła: jedno z rodziców zachęca je do nowej postawy, podczas gdy drugie mu zagraża. Kiedy rodzina jest rozdarta, rozdarte jest i dziecko. Nie ma łatwego wyjścia. Bez względu na to, jaką wersję rzeczywistości wybierze, zawsze zdradzi jedno z rodziców. W takim wypadku zrozumiałe jest, że niechętnie

211


14. Ustawiczny powrót do zdrowia

wkracza na drogę powrotu do zdrowia. Zamiast perspektywy nowego, zdro­wego życia, wylania się przed nim groźba ogromnej straty.

Wiele różnych czynników wpływa na to, w jakim stopniu zostały lub zostaną teraz zrealizowane normalne, właściwe zadania rozwojowe - nawią­zanie więzi, kształtowanie tożsamości, uzyskanie niezależności oraz psychicz­ne odseparowanie się. Oto kilka z tych czynników: wiek dziecka w chwili wystąpienia alkoholizmu i rozpoczęcia zdrowienia; kto z rodziców pije - ojciec, matka czy oboje; które z nich zdecydowało się przełamać zaprzecza­nie; czy rodzina jest rozbita czy nie; jaką nową „wersję" własnej historii przyjmie rodzina we wczesnej fazie powrotu do zdrowia i jak ta wersja będzie się rozwijać i zmieniać w fazie ustawicznego zdrowienia. I choć w miarę ustalania i stabilizacji nowej wersji „normalności" maleje niepewność, tak charakterystyczna dla wczesnej fazy powrotu do zdrowia, inne pytania za­czynają się wysuwać na plan pierwszy: czy coś się zmieniło czy też nie? Jakie jest teraz środowisko rodzinne? Jak wyglądają kontakty z rodzicami? Czy dziecko ma oparcie w nowej, stabilnej bazie zmodyfikowanych zachowań, przekonań i uczuć rodzicielskich, ułatwiających nawiązywanie więzi i bez­pieczne wkroczenie na drogę zdrowienia? Czy też przeciwnie, żywotne są wciąż skutki dawnego urazu, w związku z czym problem zaufania i bez­pieczeństwa nadal wysuwa się na plan pierwszy?

Bez uwzględnienia tych zmiennych i tych pytań nie zrozumiemy specyfiki procesu powrotu do zdrowia u każdego dziecka z osobna. Przebieg procesu ustawicznego zdrowienia zależy całkowicie od doświadczeń dziecka w fazie picia oraz podczas powrotu rodziny do zdrowia.

;


PERSPEKTYWA DOROSŁEGO

"W fazie ustawicznego zdrowienia głównym zadaniem jest utrwalanie tożsamości „dorosłego dziecka alkoholika" oraz nowych, wspierających tę tożsamość zachowań. Pewniej i sprawniej przebiega teraz proces porzucania przekonań i zachowań podtrzymujących niezdrową więź z rodziną pierwotną. Dorosłe dziecko nabiera większego dystansu i mniej się szarpie niż dotychczas. Coraz rzadziej ma ochotę wszystko rzucić, zrezygnować z nowej tożsamości i „pobiec do domu", by tam odnowić kontakt oparty na wspólnym podejściu do rzeczywistości. Kiedy dorosłe dziecko alkoholika wkracza w fazę ustawicznego zdrowienia, stara wersja rzeczywistości przypomina mu zniszczony pantofel: źle dopasowany, obskurny, odparzający stopy i sprawiający ból.

Po utrwaleniu nowych zachowań i przyjęciu na stałe etykietki „dorosłego dziecka alkoholika", można teraz rozpocząć ustawiczny proces przeredago-wywania historii własnej rodziny (uwzględniając prawdę o przeszłości) oraz zbudować nową, zdrową tożsamość. Nadal kluczowe są te wątki, które domi­nowały w fazie wczesnego powrotu do zdrowia, teraz jednak rozpatruje się je w innym kontekście - kontekście innego rodzaju zmiany. Dorosłe dziecko

L' V


212____________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

alkoholika koncentruje się na przezwyciężaniu własnych obron, czyli tych strategii i cech, które w dzieciństwie sprzyjały przystosowaniu, ale w wieku dorosłym ogromnie przeszkadzają.

Faza ustawicznego zdrowienia ma charakter ekspansywny. Dorosłe dziecko alkoholika nie tylko ponownie „dorasta", lecz wręcz „wyrasta". Zaczyna się otwierać; coraz lepiej uświadamia sobie aktualne emocje, postawy, przekonania i zachowania. Porzuca dotychczasowy ograniczony, zawężony światopogląd, na rzecz postawy otwartej i ekspansywnej. Otwiera się teraz na świat i łączy ze sobą nową wersję rzeczywistości zewnętrznej i nową wersję rzeczywistości rodzinnej.

U większości ludzi ten ciągły, powoli rozkwitający proces rodzi nieustan­ny lęk. Szczególnie zagrożone są te dorosłe dzieci alkoholików, których rodzice nadal piją, czują bowiem, że zdradzają rodzinę i tracą z nią pod­stawową więź. Warunkiem procesu ekspansji jest odrzucenie mechanizmów obronnych, utrwalonych w dzieciństwie. Dziecko alkoholika po to, by się zmienić, musi ponownie zetknąć się z mechanizmami obronnymi, które pozwoliły mu przetrwać w rodzinie — musi podać w wątpliwość ich trafność i użyteczność. Musi więc zakwestionować swą skłonność do zaprzeczania, nacisk na kontrolę, myślenie typu „wszystko albo nic" oraz nieuzasadnione przyjmowanie na siebie odpowiedzialności za innych.

Kontekstem dla podważenia dotychczasowych strategii obronnych jest nowa więź lub nowe „środowisko rodzinne". Strukturalizuje ono odpowied­nio i wspiera nowe przekonania oraz proces rekonstrukcji. Taką więź można znaleźć w osobie terapeuty, w grupie samopomocy oraz wśród poszczegól­nych jej uczestników. Nowa osoba lub struktura reprezentuje nową wersję rzeczywistości i tym samym pełni rolę osoby wspierającej. Nie zawsze tera­peuta (czy grupa samopomocy) ma określony pogląd na temat tego, co daną jednostkę rzeczywiście spotkało, zawsze jednak jest gotów wesprzeć dorosłe dziecko alkoholika wtedy, gdy próbuje podważyć wcześniejszy punkt widze­nia. Dopóki nie przetnie węzłów łączących je z chorą przeszłością, nowe środowisko stanowi dla niego „podporę". Jak już mieliśmy wielokrotnie okazję zauważyć, bardzo trudno jest bez odpowiedniego wsparcia zakwe­stionować dawne przekonania i spostrzeżenia, ponieważ niesie to ze sobą znaczne zagrożenie. Niezliczone rzesze osób znalazły potrzebne wsparcie, bez którego nie mogłyby zainicjować procesu odrywania się od poprzedniej wizji rzeczywistości. Służyły temu książki, artykuły i filmy rozpowszechniane przez popularny ruch Dorosłych Dzieci Alkoholików.

GŁÓWNE ZADANIA

W FAZIE USTAWICZNEGO POWROTU DO ZDROWIA

W fazie ustawicznego powrotu do zdrowia człowiek przestaje się zajmować wyłącznie ojcem-alkoholikiem (lub matką-alkoholiczką) oraz rekonstrukcją przeszłości, bardziej natomiast skupia uwagę na sobie samym. Dorosłe dzie-

213


r- • rm.


14- Ustawiczny powrót do zdrowia

cko alkoholika gotowe jest teraz podać w wątpliwość własne postępowanie oraz głęboko utrwalone, a fałszywe przekonania,, przejęte od chorych rodzi­ców na drodze naśladowania i identyfikacji. W nowym poczuciu tożsamości, które się wyłania i rozwija, centralne miejsce zajmuje alkohol; ma to jednak obecnie charakter bardziej symboliczny aniżeli konkretny. Ponieważ dorosłe dziecko alkoholika ma wystarczająco skonsolidowaną tożsamość, skoncen­trowanie się na alkoholu może teraz być dla niego podstawą realizacji głów­nych zadań fazy ustawicznego powrotu do zdrowia. Na pierwszy plan wysu­wają się dwa procesy: podważanie głęboko utrwalonych przekonań oraz podważanie własnych mechanizmów obronnych. Oba ułatwiają zwiększanie zakresu postrzegania, myślenia i odczuwania. Można sobie teraz pozwolić na stopniowe rozszerzanie zakresu świadomości, zawężonego dotychczas, ze względu na potrzebę utrzymania rodzinnego systemu obronnego.

Wątki rozwojowe, nad którymi pracowano we wczesnej fazie powrotu do zdrowia, nadal pozostaną pierwszoplanowe, aż do końca terapii. W fazie ustawicznego zdrowienia będą one natomiast ściśle związane z rozszerzaniem poczucia własnej tożsamości i kontaktów z ludźmi. Wiele bowiem najpoważ­niejszych problemów wieku dorosłego -dotyczy więzi międzyludzkich oraz bliskich związków z drugim człowiekiem.

i

i i i


OBSZARY W JAKICH ZACHODZĄ ZMIANY

W przeciwieństwie do wczesnego etapu powrotu do zdrowia, w którym nacisk kładzie się przede wszystkim na udzielanie wsparcia i konsolidację nowych więzi, tożsamości oraz przekonań, faza ustawicznego powrotu do zdrowia to faza zasadniczych wyzwań i głębokich przemian. Dorosłe dziecko alkoholika dochodzi do wniosku, że musi zrewidować czy wręcz całkowicie odrzucić te sposoby myślenia i postępowania, do których było najbardziej przywiązane i na których najbardziej dotychczas polegało. Ten zwrot jest jednak u niego o wiele słabiej dostrzegalny, niż u alkoholika czy narkomana. Ci ostatni bowiem muszą aktywnie zwalczać dotychczasowe zachowania, by w ten sposób poradzić sobie z silnym impulsem picia czy brania. W wypadku dorosłego dziecka alkoholika, nacisk na zmianę zachowania, czyli na odrzu­cenie nęcących więzi i dawnych, niezdrowych wzorców postępowania, trwa przez cały proces zdrowienia, manifestując się jako walka z ukrytymi, kluczo­wymi dla rozwoju problemami. Dawne, symbolizujące więź, zachowania nadal stanowią potencjalne zagrożenie w relacjach z rodzicami i całkiem realne - w kontaktach z innymi ludźmi. Poważne problemy powstają wtedy, gdy zachowania, postawy i przekonania, utrwalone po to, by poradzić sobie w rodzinie i przetrwać, nadal dominują w wieku dorosłym.

Przeszedłszy do etapu poważnych rozrachunków, jednostka zaczyna ostrzej, bardziej krytycznie, podważać przeszłość oraz stosunki rodzinne. Rekonstrukcja historii rodzinnej pozwala jej dostrzec nowe zależności oraz

C.


214______________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

ponownie zinterpretować przeszłość i teraźniejszość. Według Golemana, dorosłe dziecko alkoholika tworzy kompletnie odmienną wersję własnych doświadczeń, która to wersja wpływa dosłownie na wszystko: na zachowanie, głębokie przeświadczenia, uczucia, postrzeganie, relacje z ludźmi. Nad tym procesem ponownego rozwoju dominuje tematyka alkoholu i akceptacja prawdy, że rodzice pili (lub piją).

Budując nową „wersję" historii osobistej i rodzinnej, dorosłe dziecko alkoholika łączy ze sobą elementy środowiska rodzinnego, systemu rodzin­nego i podstawowe zadania rozwojowe, jakimi są tworzenie więzi i kształto­wanie tożsamości.

Środowisko rodzinne Podobnie jak alkoholik uczęszczający na mityngi AA, dorosłe dziecko alkoholika, uczestniczące w programie Dwunastu Kro­ków lub w psychoterapii, zaczyna snuć całkiem inną opowieść. Nie pomija żadnego elementu prawdy o alkoholizmie rodziców i jego wpływie na dzieci i rodzinę jako całość. Cofa się w przeszłość, przypominając sobie dokładnie „jak to wtedy było".

Wspomnienia rzeczywistych wydarzeń zaczynają wskrzeszać adekwatne do nich emocje. Jest to proces bolesny i na ogół powolny. Dorosłe dzieci alkoholików łączą uczucia z faktami metodą małych kroków, dla większości z nich bowiem każde nowe wspomnienie lub każdy nowy wgląd oznacza jednocześnie stratę.

Kiedy do grupy zgłasza się dorosłe dziecko, którego rodzice także się leczą, bardzo wyraźnie widać związek między zdrowieniem a stratą. Niezależ­nie od tego, co przeżywa sam przybysz, większość uczestników, dorosłych dzieci pijących lub nieżyjących rodziców, bardzo zazdrości mu tego, co rzekomo otrzymuje od trzeźwych już rodziców. Wyobraźcie sobie tylko! Wolno mu napisać na nowo historię rodzinną rodzice mu na to pozwalają i jeszcze pokazują, jak to robić!

Dorosłe dziecko alkoholika marzy o tym, że cała rodzina się wyleczy. Tak jak po przetworzeniu tematu w symfonii następuje wieńczący dzieło finał, tak i dorosłe dziecko alkoholika wyobraża sobie, że cała rodzina kroczy razem ku zdrowiu.

Takie rodziny istnieją, choć zdecydowanie należą do mniejszości. Więk­szość dorosłych dzieci alkoholików odbywa swą podróż samotnie, walcząc bezustannie z poczuciem straty.

System rodzinny W miarę przypominania sobie „jak to wtedy było", dorosłe dziecko alkoholika stopniowo odkrywa, jakie przekonania, role spo­łeczne i wzorce interakcji służyły scalaniu rodziny. Uświadamia sobie, w ja­kiej mierze alkoholizm rodziców wpływał na organizację życia rodziny i jak poszczególni jej członkowie uczyli się interpretować wydarzenia, by zaprze­czać alkoholizmowi (całkowicie lub częściowo) i by mógł on trwać nadal. W końcu uświadamia sobie, na czym polega w istocie patologiczna sprzecz-

215


14- Ustawiczny powrót do zdrowia

ność panująca w rodzinie: „nic złego tu się nie dzieje, nie wtrącaj się i nie próbuj niczego naprawiać".

W procesie rekonstrukcji dynamiki alkoholowego systemu, dorosłe dzie­cko musi odrzucić nieprzydatne już, a głęboko utrwalone przekonania. Bardzo przykro jest stwierdzić, że warunkiem stabilizacji rodzinnej były powiązane bezpośrednio z alkoholizmem lęki, obawy i mechanizmy obronne rodziców.

Ogromnie dla niego zagrażające jest zdanie sobie sprawy, że alkoholizm rodziców był przez wszystkich nieświadomie traktowany jak pojedyncza cegła, której usunięcie nieuchronnie doprowadzi do zawalenia się całej strutury rodzinnej. Na leczącym się dorosłym dziecku alkoholika ciąży wina za wyciągnięcie tej cegły i ono ponosi z tego tytułu stratę. Musi sobie poradzić z walącą się naprawdę strukturą rodzinną, z gniewem rodziny i dezorgani­zacją. Wiele dorosłych dzieci lęka się rozpadu rodziny, do jakiego czasem rzeczywiście dochodzi. \htą cx^Xą konsekwencją, „wyciągnięcia cegły" może być odrzucenie przez rodzinę. Dorosłe dziecko alkoholika zostaje wyrzucone poza nawias rodziny i pozostawione samemu sobie, wraz ze swymi rewolucyj­nymi przekonaniami, zachowaniami i uczuciami.

W fazie ustawicznego zdrowienia dorosłe dziecko alkoholika lepiej sobie uświadamia, jak funkcjonował system rodzinny w przeszłości, podaje też w wątpliwość trafność aktualnych zachowań i przekonań. W fazie ustawicz­nego zdrowienia dokonuje się rewizji przeszłości i teraźniejszości. Dorosłe dziecko dowiaduje się — szczególnie wtedy, gdy poddaje się intensywnej terapii — w jaki sposób powiela chore wzorce zachowania, na czym te wzorce polegają, jak są sterowane i utrwalane przez głębokie, wadliwe przekonania.

Zadania rozwojowe Pisząc na nowo historię rodziny, jednostka tworzy zarazem nową wersję własnej tożsamości. Niewykluczone, że w procesie powrotu do zdrowia jest to najbardziej budzące lęk zadanie. Chcąc od­powiedzieć na pytanie „jak było w domu" i zrozumieć jak funkcjonował zaburzony system rodzinny, dorosłe dziecko alkoholika musi sobie odpowie­dzieć na dwa dalsze pytania: „kim jestem?" i „jak to się stało, że jestem tym kim jestem?" Trudno, nie kwestionując najgłębszych pokładów własnego rozwoju, przypomnieć sobie, jakie naprawdę było środowisko rodzinne i sys­tem rodzinny.

Równocześnie dorosłe dziecko alkoholika bierze się do kolejnej łami­główki, jaką jest próba rozwikłania samego siebie, i zaczyna oddalać się od rodziny pierwotnej. Bez odrzucenia przekonań podtrzymujących więź z ro­dzicami i modelujących niezwykle zaburzoną identyfikację, nie można dokończyć procesu rewizji własnego rozwoju i kształtowania własnej toż­samości. Buntuje się wtedy być może po raz pierwszy i oświadcza: „Taka jest moja prawda i będę się jej trzymał bez względu na koszty". Po czym zaczyna odrzucać dotychczasowe zachowania, przekonania i interpretacje we wszyst­kich obszarach życia. W niektórych sytuacjach nie ma mowy o rekonstrukcji: wszystko zaczyna się od początku. W każdym wypadku zostają zerwane

216


V. POWRÓT DO ZDROWIA

dawne więzy, a jednocześnie ogłoszona prawdziwa wersja przeszłości. W ten sposób dorosłe dziecko alkoholika zdobywa autentyczne korzenie. Zaczyna zapisywać prawdę, dodając własny komentarz odautorski.

Ważne, eksponowane miejsce w procesie odkrywania prawdy zajmuje problem kontroli. Podobnie jak trzeźwiejący alkoholik, dorosłe dziecko alko­holika, które wkracza na drogę powrotu do zdrowia, przynajmniej teoretycz­nie przyznaje się do utraty kontroli. Zaczyna rozumieć, że bez względu na to, co zrobi, pomyśli lub powie, nie może zmusić rodziców do zaprzestania picia. Bardzo to trudne dla kogoś, kogo wątłe, dobre samopoczucie opiera się nadal na przekonaniu, że rodziców da się wyleczyć, jeśli tylko będzie wiadomo, jak to zrobić. Wiele dorosłych dzieci właśnie dlatego podejmuje leczenie. Za­miast przyznać się, że same „utraciły kontrolę", żywią nadzieję, że w procesie terapii znajdą odpowiedzi, na które nie udało im się wpaść samodzielnie. Często nie rozumieją, co naprawdę znaczy zrezygnować z kontroli. Rezygna­cja ta kojarzy im się bowiem z przerażającą kapitulacją, z niewyobrażalnym wyłomem w systemie obronnym. Jak już widzieliśmy, dorosłe dziecko alko­holika ma tak przemożną potrzebę kontroli, że nie potrafi spojrzeć na ten problem z pewnej perspektywy, zastanowić się nad nirn ani też rozważyć możliwości rezygnacji z kontroli. Jakie znaczenie ma dla niego to kluczowe zagadnienie i jak dochodzi do utraty kontroli?

W fazie ustawicznego zdrowienia niektóre osoby są w stanie przyjąć do wiadomości, że nie mają kontroli nad rodzicami i nie mogą ich zmienić, nie potrafią natomiast tej świadomości rozszerzyć na kontakty z innymi ludźmi. Rozpatrzmy ten problem na przykładzie dwóch uczestników grupy, Harveya i Teda:

Wiem, że nie akceptujesz mojego stylu bycia, wiem też, że gdy tylko się odezwę zaatakujesz mnie, poniżysz i nazwiesz mięczakiem. Wciąż się jednak staram. Po prostu nie mogą się pozbyć myśli, że jakoś cię skłonię do tego, byś spojrzał na mnie z mojego punktu widzenia lub przynajmniej nawiązał dialog. Nie mogę w to uwierzyć, że naprawdę nie potrafię zmienić twojego zdania na mój temat.

Mężczyzna wypowiadający te słowa nie mógł pojąć własnej bezsilności i zrozumieć, że nie ma kontroli nad innymi ludźmi. Osoba, nad którą nie mógł zapanować, także zmagała się z potrzebą kontroli, choć w inny sposób. Nie potrafiła odrzucić ani zmienić swojego sposobu widzenia świata, pod­porządkowanego zasadzie „wszystko albo nic". Ktoś jest albo dobry albo zły, wygrywa bądź przegrywa, jest silny lub słaby. Celem życia, przy postawie „wszystko albo nic", jest oddzielanie dobra od zła, tego co silne od tego co słabe, utożsamianie się ze zwycięzcami i kategoryczne odrzucanie prze­grywających.

Obaj uczestnicy grupy powielali wciąż te same wzorce zachowań, nie mogąc rozwiązać zaistniałego miedzy nimi konfliktu. Każdy teoretycznie rozumiał, na czym polega problem, ale żaden nie uchwycił sedna sprawy. Nie potrafili rozwiązać konfliktu ani rozumem ani walką.

217


14- Ustawiczny powrót do zdrowia

Z czasem Harvey zrozumiał, że wierząc, iż uda mu się wzbudzić sympatię Teda, powielał wysiłki czynione dawniej w stosunku do ojca. Ted z kolei w końcu spostrzegł, że oceniając świat w sposób czarno-biały broni się przed głęboko ukrytą frustracją i wściekłością oraz przed lękiem, że jeśli nie stłumi swych obaw, okaże się człowiekiem złym, słabym i przegranym.

W fazie ustawicznego zdrowienia człowiek odsłania to, co ukryte, i do­konuje bolesnej konfrontacji z najgłębszymi przekonaniami i obronami. Dorosłe dziecko alkoholika dostrzega, że przekonania, które ułatwiały prze­trwania w rodzinie pierwotnej, zaczynają teraz niezwykle przeszkadzać. Nic dziwnego, że faza ustawicznego zdrowienia czasem przebiega tak opor­nie. W istocie przywodzi na myśl czynność wyciągania cegieł ze ścian własnego domu. Od fundamentów począwszy! Wiele dorosłych dzieci alko­holików doznaje okresowych zahamowań. Czują intuicyjnie, że jeszcze jeden krok, a zawali się cały dom.

Jak już podkreślałam, w procesie ustawicznego powrotu do zdrowia bar­dzo pomaga wsparcie innych uczestników równie zaangażowanych w pod­ważanie fundamentów własnego życia. Osoby uczestniczące w grupach samo­pomocy oraz w programie Dwunastu Kroków uczą się nowego języka tera­peutycznego. Nadaje on strukturę dokonującym się zmianom zachowania, nadaje też określoną strukturę procesowi odsłaniania głęboko ukrytych prze­konań i emocji. Ten język daje powracającej do zdrowia osobie poczucie uporządkowania, dzięki niemu uczy się też słów pozwalających opisywać i sprawdzać te doświadczenia, którym uprzednio zaprzeczała. Jeżyk ten to narzędzie potężne i przydatne, choć nie pozbawione mankamentów — jest on bowiem nadmiernie uproszczony. Zdrowiejące dziecko alkoholika musi uzu­pełnić nowy słownik, własnymi słowami nadać znaczenie przeżyciom. To dodatkowa trudność, ale dzięki niej każdy człowiek utwierdza się w przeko­naniu, że powrót do zdrowia jest zawsze procesem wyjątkowym. U dorosłego dziecka kształtuje się nowe, zdrowe i niezależne poczucie własnego „ja", poczucie bardzo osobiste i jedyne w swoim rodzaju. Nie „wasze" ani „na­sze", jak w okresie dojrzewania, ale „moje". Dotychczas bycie człowiekiem niezależnym kojarzono z byciem takim jak rodzice, to znaczy destrukcyjnym dla siebie i dla innych.

Więc teraz, w fazie ustawicznego powrotu do zdrowia, mam zaakceptować to, że jestem zupełnie pozbawiony kontroli? Powinienem rozluźnić „niezdrowe" więzy z rodzicami? Chyba żartujesz!

Uczestnictwo w programie Dwunastu Kroków przywodzi na myśl doro­słemu dziecku alkoholika skok w przepaść, zabezpieczony liną trzymaną przez „siłę wyższą". Wielu osobom ruch Dorosłych Dzieci Alkoholików, Al-Anon czy ruch Anonimowych Alkoholików zapewnia odpowiednią strukturę, ułatwiającą rozwój oparty na fundamencie rezygnacji z kontroli. Ludzie dowiadują się raz po raz, że kontrolować mogą tylko samych siebie, a kontrola to paradoks. Wiarę w możliwość kontrolowania siebie i innych

218____________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

jednostka „przekazuje" sile wyższej, lecz z kolei „siła wyższa" jest powołana do życia właśnie przez jednostkę! Kluczowym elementem pracy w fazie ustawicznego zdrowienia, w przypadku osób uczestniczących w programie Dwunastu Kroków, jest wypracowanie sobie osobistej filozofii czy też wiary uwzględniającej związek z siłą wyższą.

Prześledźmy teraz przebieg leczenia jednostki i spróbujmy zobaczyć, jak wygląda proces „usuwania cegieł", a następnie rekonstrukcji.

LECZENIE; PROCES EKSPANSJI

Te wątki, które wysunęły się na plan pierwszy w początkowym etapie lecze­nia, będą się pojawiać aż do końca terapii. Powrót do zdrowia to proces bez wyraźnego finału, wobec czego problem więzów rodzinnych pojawia się i w kontekście historii życia jednostki, i tworzenia nowej tożsamości. Zmniej­sza się natomiast znacznie intensywność tych problemów i stopień, w jakim przeszkadzają w życiu dorosłego dziecka alkoholika. Problemy związane z alkoholizmem rodziców, podobnie jak inne istotne symbole życia rodzin­nego, mogą się ujawniać w ważnych momentach życiowych, nie wywierają już jednak dominującego wpływu na jego poczucie tożsamości ani na relacje z innymi ludźmi. To wszystko wszakże sprawa przyszłości. Na razie jed­nostka wciąż zmaga się z takimi problemami jak wiązanie się, zaufanie, odwrócenie ról, kształtowanie tożsamości i separacja psychiczna, choć kon­tekstem dla tych zmagań jest coraz bardziej ekspansywne „ja".

Gdy dorosłe dzieci alkoholików przestają zaprzeczać alkoholizmowi rodzi­ców, otwierają furtkę, udostępniającą prawdę o przeszłości i teraźniejszości. Z chwilą przełamania zaprzeczania większość z nich wykazuje bardzo zawężoną zdolność postrzegania, myślenia i odczuwania: wynika to z długotrwałego stosowania mechanizmów obronnych, zamykających szczelnie system rodzinny. Osoby te tłumiły w dzieciństwie swą naturalną tendencję do rozszerzania zakresu świadomości. Robiły to, by móc stosować się do narzuconych przez rodziców zasad określających co wolno, a czego nie wolno dostrzegać. W więk­szości wypadków zakres dopuszczalnych obserwacji był bardzo niewielki. Przejęły od rodziców przekonanie, że świat to miejsce groźne, a to z kolei uzasadniało ograniczenie zakresu świadomości i przeżywanych emocji. I co ważniejsze, dzieci alkoholików wiedzą, dzięki własnym obserwacjom, że swobo­dne wyrażanie emocji może doprowadzić do fatalnych konsekwencji; widzą przecież, co się dzieje z rodzicami - chronicznie pozbawionymi samokontroli - i przysięgają sobie, że nigdy nie pójdą w ich ślady.

Nic więc dziwnego, że perspektywa odrzucenia mechanizmów obronnych bynajmniej nie zwiastuje wyzwolenia. Wręcz przeciwnie - myśl o rozszerze­niu zakresu własnych zachowań, spostrzeżeń i emocji utożsamiana jest z utra­tą kontroli, a więc z upodobnieniem się do rodziców. Lecz, jak na ironię, na tym właśnie polega proces leczenia i tego szuka wiele osób zgłaszających się

BK


219


14. Ustawiczny powrót do zdrowia

T3


na terapię. Okazało się bowiem, że więcej szkód wynika z używania mecha­nizmów obronnych niż z ewentualnego wprowadzania zmian. Dorosłe dzie­cko alkoholika znalazło się w poważnych tarapatach i nie potrafi samodzielnie przerwać, zmienić ani naprawić kłopotliwego stanu rzeczy.

W procesie powrotu do zdrowia należy przezwyciężyć mechanizmy obronne przez ekspansję na trzech poziomach: zachowania, poznania (zarów­no w zakresie świadomości, jak i oceny) oraz emocji. Przyjrzyjmy się, jak to przebiega u dorosłych dzieci alkoholików uczestniczących w długoter­minowej terapii grupowej.

Ekspansja na poziomie zachowania (behawioralna) Mówiąc o ekspan­sji, mamy na myśli wypróbowywanie nowych sposobów widzenia i nowych form zachowań. Człowiek może dokonywać ekspansji przez rozszerzanie horyzontów w ramach przyjętego uprzednio układu odniesienia, może obrać nowy czy wręcz przeciwny układ, może wreszcie rozszerzyć zakres obser­wacji i zachowań, przyjmując całkiem odmienne założenia. Przykładem takie­go nowego założenia jest przyjęcie etykietki „dorosłego dziecka alkoholika". Po dokonaniu tak zasadniczego zwrotu w zakresie własnej tożsamości, więk­szość zmian w zachowaniu wprowadza się stopniowo, w ramach dotych­czasowego układu odniesienia. Kierunek tym zmianom nadaje natomiast nowa tożsamość oraz akceptacja prawdy o alkoholizmie rodziców.

Proces ekspansji rozpoczyna się wtedy, gdy uczestnicy poczują się zwią­zani z grupą terapeutyczną i potrafią zaakceptować własną bezsilność. Na przykładzie Carla widzimy, jak trudno jest przedsięwziąć pozornie proste działania.



Kiedy Betsy zauważyła, że podsiadła Carla, zaproponowała zamianę miejsc. Carl przystał na to chętnie - w sytuacji, w której musi analizować nowe myśli i uczucia zależy mu bardzo na stabilności, jaką zapewnia posiadanie stałego miejsca. Carl zaczął opowiadać o tym, że przez cale życie usiłuje być inny niż ojciec, pragnąc w ten sposób określić własną, niezależną tożsamość oraz odnaleźć w rodzinie własne miejsce. W przeciwieństwie do ojca był dobry w fizyce i matematyce i tę odmienność wykorzystywał dla podkreślenia swojej odrębności. Stałe miejsce w grupie również pomaga mu w określeniu własnej odrębności, daje poczucie bezpieczeństwa i zwiększa przewidywalność zdarzeń. Własne krzesło zapewnia mu określoną perspektywę, do której z czasem bardzo przywykł. Carl obawia się, że jeśli będzie musiał zamienić się z kimś miejscami, straci uzyskaną niedawno zdolność do przeżywania i wyra­żania uczuć.

Kilka miesięcy później, ku zdumieniu wszystkich obecnych, Carl usiadł gdzie indziej niż zwykle. Skomentował to tak:

Chyba już czas, bym spojrzał na rzeczywistość z innej perspektywy.

Paul spróbował zachować się inaczej niż dawniej, niezgodnie z dotych­czasowymi przekonaniami na temat wierności zasadom.

220_____________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

Paul bardzo się zdenerwował widząc Tony'ego wychodzącego z sali w czasie zajęć. Jego zdaniem Tony złamał podstawowe zasady. Obowiązkiem uczestników było uznanie zajęć w grupie za bardzo ważne, przychodzenie na spotkania i nieopuszczanie sali. Paul był wstrząśniętyj że terapeutka nie miała zamiaru gonić Tony'ego.

Paulowi przychodziły do głowy tylko dwa sposoby reagowania w wypad­ku nieporozumienia: zastosowanie przemocy lub opuszczenie grupy na za­wsze. Tony odszedł i już nigdy nie wróci. Jego zachowanie przypominało Paulowi reakcje ojca, który miał zwyczaj nagle wybuchać, a następnie z hu­kiem wypadać z domu. Nie było mowy o podjęciu dyskusji czy próbie rozstrzygnięcia sporu.

Podczas następnego spotkania terapeutka poinformowała grupę, że Paul - jak zawiadomił ją telefonicznie - nie przyjdzie na zajęcia, ponieważ w tym samym czasie jest umówiony gdzie indziej. Uczestnicy zaczęli nie bez życz­liwości żartować, że Paul już nie wróci, choć w istocie podejrzewali, że „wypróbowuje" nowe zachowanie. Paul wrócił i przez kilka kolejnych tygo­dni analizował konsekwencje swojej decyzji:

Byłem pewien, że skoro zdecydowałem się raz opuścić spotkanie, nigdy więcej tu nie wrócę. Jeśli człowiek się do czegoś zobowiązuje, to robi to raz na zawsze. Obowiązuje zasada „wszystko albo nic". Jednak tak się nie stało. Nadal czułem się członkiem grupy i powrót nie sprawił mi żadnej trudności.

Próba zachowania się w nowy dla siebie sposób wywarła na Paula potężny wpływ. Mógł teraz przeanalizować silnie utrwalone przekonania na temat wiązania się z innymi i niezależności. Bardzo pragnął bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem, czuł jednak, że doprowadziłoby go to do utraty własnej niezależności. Odkąd był w stanie dobrowolnie opuścić spotkanie, uświadomił sobie, że w ramach bliskiego związku możliwe jest zastosowanie szerszej gamy zachowań, które wcale nie muszą świadczyć o braku zaan­gażowania.

Ostatni przykład zmiany zachowania dotyczy sposobu ubierania się. Ubiór często wykorzystywany jest jako symboliczny wyraz własnych przeko­nań i tożsamości. Ken wielokrotnie przychodził na spotkania w garniturze i krawacie. Grupa interpretowała to jako przejaw zamknięcia się w sobie, arogancji i poczucia wyższości. Will natomiast marzył o tym, by chodzić w garniturze i krawacie. Dla niego taki strój symbolizował męskość. Jedno­cześnie nie chciał stracić z pola widzenia własnych emocji. Pewnego dnia pojawił się w garniturze, krawacie i. tenisówkach. Postanowił przymierzyć nowy strój i sprawdzić, jak się w nim czuje. Przez większość spotkania zachowywał się obronnie, siedział cicho i miał się na baczności. Jak wyjaśnił, odczuwa lęk i czuje się niepewnie. Obawia się bowiem, że mógłby stracić kontakt z „własnymi emocjami", z wywalczoną z takim trudem otwartością wobec siebie i innych, która stanowiła dla niego dowód, że nie jest człowie­kiem zamkniętym w sobie, tak jak ojciec.

l


221


14. Ustawiczny powrót do zdrowia

r- —


Will bał się nie tylko utraty własnej zdolności odczuwania. Stale siebie kontrolował, sprawdzając, czy się zanadto nie zamyka lub nie otwiera! Gar­nitur i krawat symbolizowały męskość, czyli upijanie się, stosowanie prze­mocy i niedostępność emocjonalną. Kiedy spotkanie dobiegło końca, Will odetchnął, zadowolony, że udało mu się przetrwać. Jak stwierdził, tenisówki włożył po to, by mu, w razie czego, stale przypominały, że nadal ma kontakt z własnymi emocjami.

Ekspansja na poziomie poznawczym Mówiąc o poznawaniu, mamy na myśli sposób odbioru rzeczywistości - jak wiele i co dostrzegamy. Poznawa­nie to odbiór (percepcja) rzeczywistości oraz sposób wyjaśniania tego, co spostrzegliśmy (czyli myślenie i rozumowanie). W przytoczonych wyżej przykładach ekspansji w sferze zachowania widać było także elementy po­znawcze - dorosłe dzieci alkoholików analizowały utrwalone przekonania utrudniające eksperymentowanie z nowymi zachowaniami. Paul niezwykle wąsko rozumiał pojęcie zaangażowania, Will był z kolei przekonany, że bycie mężczyzną jest równoznaczne z utratą kontroli. W wypadku tych dorosłych dzieci alkoholików utrwalone przekonania pociągały za sobą odpowiednie ograniczenia w zakresie zachowań oraz na poziomie symbolicznym (w sposo­bie ubierania się).

Modyfikacja historii życia pociąga za sobą konieczność podania w wątpliwość dotychczasowych spostrzeżeń i sposobu myślenia. Dorosłe dziecko alkoholika musi zajrzeć w głąb siebie, żeby zrozumieć, jakie głęboko ukryte przekonania nim kierują, następnie musi je zakwestionować, by wreszcie ponownie zinterpre­tować przeszłość i teraźniejszość. Do tego celu wykorzystuje się między innymi marzenia senne, które często bardzo pomagają rozluźnić samokontrolę.

Przez kilka tygodni kontakty w grupie układały się opornie. Uczestnicy czuli, że utknęli w martwym punkcie, a odsłanianie ukrytych treści przebie­gało u różnych osób w różnym tempie. Kilka osób opowiedziało swoje marzenia senne.

Brentowi śniło się, że grupa go popędza i krytykuje za to, że reaguje w sposób „powierz­chowny" oraz zaprzecza, jakoby cokolwiek czuł. W końcu powiedział wszystkim, żeby się zamknęli i zostawili go w spokoju. Ku jego zdziwieniu, tak się stało. Rozpłakał się. Stwierdził ze zdumieniem, że potrafił się obronić, a inni go słuchają.

Opowiedziawszy swój sen Brent ujawnił, jaka to dla niego ulga, że w środku jednak coś czuje. Sen, w którym inni go krytykują, a on potrafi się obronić, odsłonił przyczyny lęku przed grupą. Brent zrozumiał, że w obliczu wrogości i krytyki czuł się bezbronny. Po tym śnie zaczął bardziej otwarcie analizować swe wspomnienia i szukać związku między chronicznym zagro­żeniem w dzieciństwie a poczuciem, że stale mu coś zagraża w grupie. Dostrzegłszy ten związek, potrafił teraz oddzielić doświadczenia przeszłe od teraźniejszych i postanowił sprawdzić, czy jest coś w aktualnej sytuacji, co usprawiedliwia poczucie zagrożenia.

222________________________V- POWRÓT DO ZDROWIA

Z ekspansją i rozluźnieniem kontroli wiąże się również problem poczucia przynależności i poczucia bezpieczeństwa. Po kilkutygodniowych zmaga­niach na forum grupy, kilku uczestników opowiedziało następujące sny.

Wendy: Siedziałam skulona w kącie na śniegu i marzłam, a śnieg powoli zamieniał się w błoto.

Paula: Dotychczas bałam się czytania streszczeń z kolejnych spotkań, spodziewałam się bowiem znaleźć tam mnóstwo negatywnych ocen. W końcu przeczytałam jedno z nich i stwierdziłam, że ma wydźwięk neutralny. Przyśniło mi się wtedy, że sama to napisałam, a następnie odczytałam grupie. Zdumiona byłam, że potrafię opisać, co się tutaj dzieje.

Nowa uczestniczka (chichocząc): Jeszcze nie dotarłam na zajęcia. Śniło mi się, że w noc przed spotkaniem grupy zmiotło mnie tornado.

Analizując sny możemy zobaczyć, jak poszczególni uczestnicy oceniają swe postępy. Podczas spotkań grupowych Kate wielokrotnie wspominała, że czuje się bezsilna i bezbronna w obliczu cudzej dominacji i kontroli. Jeżeli wciągną ją cudze sprawy, a szczególnie gdy pozwoli sobie, by na innych polegać, to źle się dla niej skończy. Po kilku latach spędzonych w grupie Kate opowiedziała następujące sny:

Jechałam samochodem. Prowadziła matka. Była pijana i zamiast skręcić pojechała prosto. Wrzasnęłam na nią, kazałam jej się zatrzymać i oddać mi kierownicę. Znaczenie tego snu jest następujące: bardziej kontroluję sytuację, aniżeli mi się dotychczas zdawało i potrafię o siebie zadbać, gdy robię coś wspólnie z innymi.

W innym śnie mój mąż pił i chciał, żebym się nim zajęła. Powiedziałam mu, że teraz nie mogę i zajmę się nim, gdy będę miała na to czas. Wyobrażacie to sobie? Naprawdę nie daję się już tak łatwo wciągać w pomaganie innym.

Ekspansja na poziomie emocji Emocja to inaczej uczucie (czy według niektórych profesjonalistów - afekt). Mówiąc o emocjach mamy na myśli „burczenie w brzuchu", odczucia cielesne, które - jeśli sobie na to po­zwolimy — rozpoznamy jako przejawy na przykład radości, smutku, nienawi­ści, złości, miłości, wesołości lub rozpaczy. Większość dorosłych dzieci alko­holików boi się uczuć. Emocje bowiem sygnalizują brak kontroli, a w więk­szości wypadków nie pozwalano im w przeszłości przeżywać uczuć. Emocje były zabronione, a jeśli nawet je dopuszczano, nie wolno ich było nazywać, nie wolno bowiem było nazywać prawdy po imieniu. Dorosłe dziecko alko­holika znajdujące się w fazie ustawicznego zdrowienia doświadcza intensyw­nych uczuć, nazywa je oraz szuka związku między uczuciami a zdarzeniami przyszłymi i teraźniejszymi.

Frankowi nigdy nic się nie śniło i nie przeżywał nigdy żadnych emocji. Okazywał często zdumienie, widząc, że inni potrafią cokolwiek odczuwać. Po wielu miesiącach terapii oznajmił grupie, że coś mu się przyśniło. Wszyscy mu pogratulowali, a on opisał szczegółowo swój sen:

223


14- Ustawiczny powrót do zdrowia

i

i


Zauważyłem, że ojciec jest bezbronny, objąłem go więc i rozpłakałem się. Sytuacja ta miała miejsce kiedyś w przeszłości. Obudziłem się i przeżyłem na nowo to wszystkoj co z pewnością przeżywałem wtedy, dawno temu. Czułem, że wreszcie należę do tej grupy i że naprawdę są we mnie głęboko ukryte pokłady uczuć, do których zupełnie nie mam świadomego dostępu.

Czasem sen zwiastuje nadchodzącą zmianę uczuć. Bywa rodzajem zapo­wiedzi, przygotowującej jednostkę do nadchodzącej zmiany i do jej skutków. W pewnej grupie uczestnicy przez wiele tygodni roztrząsają całkiem abstrak­cyjnie problem złości, dając do zrozumienia, że boją się własnego i cudzego gniewu. Wreszcie Matthew opowiada następujący sen:

Brałem udział w meczu bokserskim. Zawodników odgradzała od siebie przesłona, w której był tylko jeden niewielki otwór, na ręce.

Uczestnicy zachichotali słuchając tego opisu i dowiadując się, jakich to trzeba zabiegów kontrolnych, by móc eksperymentować z silniejszymi emo­cjami. Po pewnym czasie Matthew nieśmiało skrytykował innego uczestnika. I on, i inni zrozumieli, że w ten sposób próbuje rozegrać w grupie swój „mecz bokserski".

Ludzie boją się uczuć i nie zawsze chętnie na nie przystają. Peg dopuściła do siebie uczucia złości i smutku. Inni skomentowali wtedy, że zmiana jest bardzo bolesna. Zazdrościli Peg, ale obserwując ją czuli się zarazem zażeno­wani. Peg zaczęła się zastanawiać:

Cóż to za postęp? Wygląda na to, że się cofam. Teoretycznie rozumiem, że aby się rozwinąć, muszę rozszerzyć zakres swoich emocji, ale mam wtedy wrażenie, że straciłam samokon­trolę. Jest to straszne uczucie.

Ktoś inny dodał:

Przypomina mi to rodziców. Tak wyglądali, gdy byli pijani. Darli się wniebogłosy, wrzesz­czeli, po czym płakali, mamrocząc, jak bardzo im przykro. Jeśli o mnie chodzi, to w domu było zbyt wiele emocji, a za mało tego, co było naprawdę potrzebne.

f

T l

l


LECZENIE; PRZEŁAMYWANIE MECHANIZMÓW OBRONNYCH

Dopóki nie zaatakuje się wprost tendencji do zaprzeczania, kontroli, myślenia w kategoriach „wszystko albo nic" oraz do przejmowania odpowiedzialności

- tych „stróżów" starego porządku, zakłócających uwagę i rozumowanie

- nie dokona się znaczącej ekspansji na poziomie zachowań, poznania i emocji. Najpierw trzeba wkroczyć na obszar pośredni, wejść w strefę szarości. Praca grupy w fazie ustawicznego zdrowienia koncentruje się często przede wszystkim na próbie znalezienia obszaru pośredniego. Z cza­sem dorosłemu dziecku alkoholika udaje się wymknąć „stróżom" i wolno

224____________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

mu wtedy penetrować głębsze pokłady zachowania, myślenia i odczuwania. Mechanizmy obronne to bardzo potężny stróż. Zobaczmy, jak można je ominąć w procesie ekspansji.

Zaprzeczanie Zdrowiejące dorosłe dziecko alkoholika przyznaje się już do tego, że rodzice pili lub piją, nadal jednak w znacznym stopniu zaprzecza rzeczywistości. Być może nie rozumie jeszcze, jaki sens przypisywało dzie­cięcym doświadczeniom albo też twierdzi, że większość wydarzeń z przeszło­ści nie wzbudza w nim żadnych emocji.

Kiedy indziej uświadamia sobie i przypisywany sens wydarzeń, i towa­rzyszące tym wydarzeniom emocje, dostrzega je jednak w sposób „oder­wany", jakby należały do kogoś innego. Ten „ktoś" przyobleka się w skórę dorosłego dziecka alkoholika, pozostając jedynie obserwatorem lub osobą „odreagowującą". Innymi słowy, jest to ktoś zachowujący się i mówiący „w moim imieniu", ale to na pewno „nie ja". Jedna z grup podjęła analizę pojęcia „rozszczepienie". Podczas dyskusji jej uczestnicy mieli wrażenie, że uwalniają się od sztywnych mechanizmów kontrolnych, przełamują barierę zaprzeczania i wkraczają na obszar pośredni.

Uczestnicy zauważyli, że dzisiaj na spotkaniu panuje niezwykły nastrój. Badali nowe tery­torium, ujawniali nowe informacje i sprawdzali, jaki będzie tego efekt. Odsłaniając się ostrożnie, na próbę, dostrzegli obszar pośredni, którego istnienia mogli się przedtem jedynie domyślać. Kilka tygodni później Will oznajmił, że dokonał czegoś niezwykłego: wczułem się w sytuację kolegi. Było mi z tym dobrze, a zarazem miałem wrażenie sztuczności. Mogliśmy jednak rozpocząć dyskusję. Powiedziałem mu wtedy, że czuję tak jak on - dawniej nigdy się do czegoś takiego nie przyznawałem. Potem się przestraszyłem. Zacząłem się obawiać, czy będę w stanie zapanować nad naszą zażyłością. Czy będę w stanie powstrzymać go przed mówieniem i zbytnim odsłanianiem siebie?

Wysłuchawszy tej wypowiedzi Ken, który stale drażnił innych swym brakiem emocji, zauważył:

Dotychczas zawsze mi się wydawało, że uczucia mam w głowie i mogę o nich opowiadać. Teraz wiem, że ważnym składnikiem tego, co czuję, są spocone dłonie i burczenie w brzu­chu. Ale czy przypadkiem uczucia te nie wybuchną jak wulkan?

Kontrola I znów się pojawił ten wstrętny intruz! Problem kontroli towarzy­szy nam stale, przez cały czas trwania procesu zdrowienia. Kontrola to coś 5 więcej niż strategia obronna; to oś, wokół której „obraca się" podczas lecze­nia proces ekspansji.

Spontaniczne wyrażanie uczuć oraz rozszerzanie zakresu zachowania po­ciągają za sobą groźbę utraty kontroli oraz groźbę ekspansji. Brad opowie­dział o swym intensywnym, stałym lęku, związanym z kotką:

Wciąż sprawdzam, czy kotka nie wymyka się z domu. Jestem pewien, że jeśli gdzieś powędruje, stanie jej się coś złego.

225


14- Ustawiczny powrót do zdrowia

1


-jj

l


Naciskany przed uczestników Brad powiedział o lęku, jaki wyzwala w nim grupa i na jej forum przeprowadził następujące porównanie:

To pewnie ja jestem tą kotką. Naprawdę się tu boję. Boję się ujawniać swe uczucia wprostj bez obróbki, bez teorii, która pozwoliłaby mi je wyjaśnić. Nie mogę sobie pozwolić na przeżywanie nieznanych mi emocji, ponieważ wydarzy się wtedy coś złego.

Często w czasie zajęć przewija się wątek „teorii wyjaśniającej". Nierzadko manifestacją tego problemu jest potrzeba określenia jednoznacznych reguł lub zaopatrzenia się w mapę wytyczającą drogę przy odkrywaniu ukrytych treści. Ludzie żywią błędne przekonanie, że posiadanie takich „reguł" czy takiej „mapy" uchroni ich przed niespodziankami lub niekontrolowanymi zdarzeniami. Ta iluzja bezpieczeństwa szybko zanika, w miarę jak grupa zaczyna odkrywać coraz więcej ukrytych treści i przeżywać związany z tym lęk. Brak określonych reguł czy wyjaśnień uczula uczestników na istnienie nieujawnionych jeszcze uczuć i wspomnień:

Tam na dole jest głęboka, jakby bezdenna jama. Wiem, że muszę tam zajrzeć, ale bronię się przed tym. Na razie muszę tu zostać na górze i oświetlać jamę latarką.

Wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że kluczowym zadaniem podczas pracy w grupie jest spenetrowanie tej „jamy" czy „czarnej dziury". Nadal jednak odczuwają potrzebę zagwarantowania sobie kontroli nad sytuacją. Mimo silnych mechanizmów obronnych, najmniejszy przejaw emocji lub najdrobniejszy poślizg w kierunku „jamy" odczuwany jest jako całkowita utrata kontroli.

Lęk przed możliwością utraty kontroli nad procesem ujawniania ukrytych treści wyraża się także w dyskusjach nad tempem pracy w grupie. Jeden z uczestników żali się:

Od paru tygodni sprawy posuwają się tutaj zbyt szybko. Wszystko dzieje się zbyt spon­tanicznie, w sposób przerażający i wymykający się kontroli. Grupa nagle zaczyna mi przypominać moją rodzinę. Boję się, że w każdej chwili wydarzenia mogą przyjąć zły obrót.

Uczestnicy zwracają też uwagę na przejawy wzajemnej kontroli. Strasznie się boją, że ktoś ich zacznie kontrolować, a jednocześnie odczuwają potrzebę ustanawiania realistycznych ograniczeń w kontaktach z innymi. Proces ich formułowania to właśnie wejście w obszar pośredni. Dzięki tym ograniczeniom dorosłe dziecko alkoholika zachowuje niezależność i przestrzega uzasadnionych granic, bez konieczności manipulowania innymi po to, by poddać ich kontroli.

Joe ujawnił nam swoją potrzebę ustanawiania ograniczeń i prosił, by inni powstrzymali się od „pomagania mu", bez zapytania go o zgodę:

Wiem, że muszę się dzisiaj poczuć paskudnie, a grupa musi mi na to pozwolić. Nie może ze mną dyskutować ani próbować mnie przekonywać, że w gruncie rzeczy jestem porządnym człowiekiem.

226____________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

Inni słysząc to zaczęli się bać utraty kontroli. Kilka osób przyznało się tego dnia do uczucia przygnębienia i niezadowolenia z siebie. Inni po­wstrzymywali się od polemiki z Joe'em. Nad grupą „zawisła" atmosfera przygnębienia. Jack wyjawił, że trudno mu się oprzeć pokusie pocieszania wszystkich:

Trudno mi usiedzieć spokojnie. Boję się, że poczuję się równie źle i będę przygnębiony jak wy wszyscy, tak łatwo mi się bowiem z wami utożsamiać i zrozumieć, co czujecie. Przypo­mina mi to moją przygnębioną, pijaną matkę. Kiedy nie byłem w stanie jej pomóc, bałem się, że wciągnie mnie jej nastrój.

Myślenie typu „wszystko albo nic" W kontaktach między uczestnikami grupy terapeutycznej wciąż wychodzi na jaw problem obszaru pośredniego, strefy szarości. Problem ten daje o sobie znać wtedy, gdy jest mowa o roz­szerzaniu zakresu myślenia i gdy pojawiają się emocje. Bonnie, od dawna bojąca się odsłonić przed innymi, westchnęła:

Kiedy mówię, mam wrażenie, że tracę kontrolę. Zaprosiłam gości na kolację. Opowiadałam im bardzo otwarcie o sobie i jednocześnie zastanawiałam się, dlaczego tak bardzo się odkrywam. Przyglądałam się sobie ze zdumieniem, czując że zupełnie straciłam kontrolę. Gdy tylko otworzę usta, czuję jakby słowa i głos wymykały mi się same i jakbym nie mogła ich zatrzymać. Albo milczę, albo sieję spustoszenie słowami pełnymi gniewu.

Bonnie z trudem mówiła, ponieważ była strasznie zła. Słysząc siebie coraz bardziej angażującą się w rozmowę, odczuwała strach i nagle wzmagała czujność, bojąc się, że gniew wymknie się spod kontroli. Jej zdaniem, rządziła tu zasada „wszystko albo nic".

Ken, nadal krytykowany przez grupę za tłumienie i ograniczanie różno­rodnych reakcji, przeżywał podobny problem. Bał się upodobnić do matki, która manipulowała ludźmi ukazując rozmaite „oblicza", by osiągnąć cel, i która często traciła kontrolę. Ograniczony zakres emocji i brak wrażliwości to u Kena przejawy obrony przed podwójnym zagrożeniem: cudzą manipu­lacją oraz skłonnością do manipulowania innymi i utraty kontroli.

Ken stale zachowywał się sztywno i czujnie, bardzo niewiele dostrzegał i czuł, podejmował nieliczne role społeczne. Jego życie przypominało chodze­nie po linie: musiał niezwykle uważnie stąpać, kroczek po kroczku. Jeden nieostrożny ruch, a groziło mu całkowite unicestwienie. Nie miał żadnej możliwości eksperymentowania ani rozszerzenia zakresu ruchu. Po linie mu­siał posuwać się precyzyjnie, rozglądając się ostrożnie dookoła. W miarę uświadamiania sobie, jak ograniczone są jego kontakty z innymi, Ken zaczął coraz śmielej poruszać się w grupie, czuć nieco więcej i dopuszczać moż­liwość, że nie ma rzeczy „całkowicie słusznych" i „całkowicie niesłusznych". Nieco później podzielił się następującą refleksją:

Grupa rozpostarła pode mną siatkę, mogę więc zaryzykować upadek i świat się z tego powodu nie zawali.

m*


227


14. Ustawiczny powrót do zdrowia

Obronna postawa „wszystko albo nic" podważona zostaje również w od­niesieniu do ról społecznych oraz struktur wewnątrz grupy i poza nią.

Dzięki pracy zawodowej, polegającej na pomaganiu innym, Bonnie udawało się dotychczas osiągać silne poczucie tożsamości, satysfakcję i poczucie celowości tego co robi. Jednocześ­nie czulą, że ma coraz mniejsze możliwości podejmowania samodzielnych decyzji i rozwoju zawodowego. Po dłuższym zastanowieniu się, któremu towarzyszyło wiele lęku, postanowiła rzucić pracę: „Mój zawód był dla mnie pozytywnym punktem odniesienia i dostarczył mi silnego poczucia własnej tożsamości, ale z czasem coraz bardziej mnie ograniczał. Rezyg­nując z poczucia bezpieczeństwa, jakie mi daje moja praca zawodowa, otwieram się na nieznane dotychczas emocje i nowe spojrzenie na siebie samą. Czuję, że nadszedł czas, bym znów się zamieniła w niezdarną nastolatkę, badającą siebie i świat w atmosferze bezpieczeń­stwa, jaką zapewnia wspierająca rodzina, czyli ta grupa."

Przez kilka następnych miesięcy terapii Bonnie usilnie starała się za­chować nowy wizerunek siebie jako bezbronnej nastolatki. Nie było to łatwe:

Przykro mi, gdy widzę jaka spostrzegawcza jest Paula. Przez tyle czasu spostrzegawczość była tutaj moją domeną. Pełniąc role obserwatora grupowego poniosłam jednak pewne koszty, czułam bowiem, że nigdy nie skupiam się na własnych potrzebach. Musiałam „mieć rację" i „być silna". Osiągnęłam to pomagając innym, a zaniedbując siebie. Mam nadzieję, że uda mi się pełnić te dwie role zamiennie, pomagać innym i przyjmować cudzą pomoc. Dotychczas jedno wykluczało drugie. Bardziej się teraz koncentruję na własnych emocjach oraz na tych aspektach mojej osoby, których nie lubię. Czuję się przy tym mniej pewnie i trudniej mi się wysłowić. Muszę sobie przypominać, że te zmiany są dla mnie ważne i że robię postępy, choć czuję, że wiele straciłam.

Powodem, dla którego Bonnie przyłączyła się do grupy, był ogromny niepokój, wynikający z niemożności wytrwania w bliskim, pełnym zaangażo­wania związku z mężczyzną. Obracanie się w wąskim kręgu ludzi, w którym zawsze wiedziała, co jest „słuszne", zapewniało poczucie stabilizacji. Pra­gnęła czegoś więcej, lecz perspektywa bardziej zażyłego związku z mężczyzną działała na nią przygnębiająco i napawała lękiem. Gdy Bonnie zgłosiła się do grupy osób samotnych, uświadomiła sobie, jak silną ma potrzebę kontroli i jak bardzo ograniczony jest wytyczony przez nią świat:

Jest w tym coś wspaniałego i przerażającego zarazem. Rezygnując z dotychczasowego porządku życia, straciłam grunt pod nogami oraz tożsamość. Podoba mi się pewien męż­czyzna i pozwoliłam sobie na to, by czuć się od niego zależna, choć zżera mnie stale strach. Cóż to za niesamowite przeżycie! Chciałabym sobie pozwolić na większą zależność i rezy­gnację z kontroli, boję się jednak, że stanie mi się krzywda. Dopuszczam do siebie uczucia, których dotychczas jako osoba dorosła nie przeżywałam, ponieważ zbyt starannie dobiera­łam swoje otoczenie. Dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, jak bardzo się boję, gdy rezygnuję z pieczołowicie przestrzeganej kontroli. Miewam też często koszmarne sny; uświadomiłam sobie, że w dzieciństwie często bywałam przerażona. Niczego takiego nie odczuwam w wie­ku dorosłym. W tej chwili próbuję się wciąż uporać z przekonaniem, że nie da się tego osiągnąć małymi kroczkami. Ciągle się spodziewam, że wybuchnę sama przed sobą.

Zastanawiając się kilka lat później nad dokonanymi przemianami, Bonnie wyjaśniła, na czym polega modyfikacja postawy „wszystko albo nic":

228______________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

To niesamowite, że byłam w stanie z kimś zamieszkać, a co dopiero nauczyć się radzić sobie z jego nieprzewidywalnością, zmiennymi nastrojami, pragnieniami i potrzebami. Kiedy tak buduję swą nową tożsamość, czuję się obnażona. To tak, jakbym otworzyła tę połowę siebie, której dotychczas musiałam się wyprzeć. Świat nadal budzi we mnie wiele lęku, ale teraz wydaje się większy i bogatszy.

Przyjmowanie na siebie odpowiedzialności Ostatnia strategia obronna, którą odrzuca się w fazie ustawicznego powrotu do zdrowiu, to strategia przyjmowania na siebie odpowiedzialności za wszystko i wszystkich. Przy­stępując do zakwestionowania słuszności takiej postawy, dorosłe dziecko alkoholika staje twarzą w twarz z celami, jakim strategia ta była podporząd­kowana. Wiele osób pod fasadą odpowiedzialności ukrywa przekonanie, że jest człowiekiem bezwartościowym, z gruntu złym i niegodnym miłości. Przedstawiając światu wizerunek osoby odpowiedzialnej, człowiek usprawie­dliwia się i próbuje uniknąć natychmiastowego odrzucenia. Dorosłe dziecko alkoholika w gruncie rzeczy powiada tak:

Cokolwiek złego się stanie, to ja jestem winny i ja przyjmę za to odpowiedzialność, więc proszę mnie nie odrzucać.

Jeśli zaś wydarzy się coś dobrego, należy to przypisać szczęściu, cudzej zręczności lub cudzemu geniuszowi. W obliczu czyjegoś sukcesu dorosłe dziecko alkoholika czuje się kimś znikomym.

Przyjmując odpowiedzialność można również pozwolić sobie na sukces. W wielu wypadkach dorosłe dziecko tylko dlatego potrafi sobie poradzić z przytłaczającym ciężarem winy za to, że udało mu się przeżyć i z trudno­ściami związanymi ze zrywaniem chorych więzów rodzinnych, że wierzy głęboko we własną odpowiedzialność za to, co się stało. W ten sposób można czynić postępy nie zrywając więzów z rodziną pierwotną, która nadal cierpi i byłaby pozostawiona sama sobie, gdyby nie ciągłe poczucie winy i obowią­zku. Chodzi więc o to, że dorosłe dziecko alkoholika nadal żywi następujące przekonanie:

Jeśli przyjmę na siebie odpowiedzialność, nie będzie na mnie ciążyć wina za porzucenie rodziny, a jednocześnie będę mógł zaspokoić trochę własnych potrzeb.

Shirley długo zwlekała ze zgłoszeniem się do grupy Dorosłych Dzieci Alkoholików. Musiałaby bowiem wtedy wziąć na siebie odpowiedzialność za wszystkich uczestników, a rodzina jeszcze bardziej niż poprzednio oczekiwa­łaby od niej, że będzie się stawiała na każde wezwanie. Dzięki temu, że zmuszała się do tego, by zbytnio nie troszczyć się o rodzinę, udało jej się dotychczas ustanowić odpowiedni dystans między sobą a rodziną. Ilekroć pomyślała o niej, czuła się okropnie i natychmiast sięgała po telefon, by sprawdzić, czy w domu wszystko w porządku. W miarę jak Shirley czyniła postępy, coraz sprawniej i chętniej kwestionowała swe poczucie odpowie-





229


14. Ustawiczny powrót do zdrowia



dzialności. Jednocześnie sięgała coraz częściej po lektury na temat dorosłych dzieci alkoholików i zaczęła uczęszczać na spotkania Al-Anon. Z pozoru czyniła tym samym drobne kroki na drodze przezwyciężania zawężonych przekonań, w istocie jednak były to kroki milowe. Zwierzyła się grupie:

Dawniej niczego nie mogłam czytać na ten temat ani też nie mogłam słuchać, co inni mówią na mityngach, ponieważ im więcej wiedziałam, tym bardziej czułam się za wszystkich odpowiedzialna. Stopniowe otwieranie się na świat pociągało za sobą coraz większą utratę siebie. Bardzo powoli zaczynam odkrywać, że potrafię pełniej się dzielić z innymi swymi doświadczeniami, a także mówić o doświadczeniach moich przyjaciół, bez konieczności brania na siebie odpowiedzialności.

W innej grupie, w której praca przebiegała coraz intensywniej i coraz bardziej rozszerzał się zakres poruszanych zagadnień, uczestnicy stwierdzili, że czują się odpowiedzialni za Mike'a, człowieka niezdolnego do współod-czuwania (empatii). Uczestnicy chcieli za wszelką cen zmusić Mike'a do poczynienia postępów. Bali się bowiem, że w przeciwnym razie poczują się zbyt zagrożeni i bezbronni, by kontynuować własne poszukiwania. Wreszcie jeden z nich nie wytrzymał i, rozgniewany, zabrał głos:

Trudno nam dalej rozgrzebywać własne problemy, kiedy ty się bronisz uparcie przed swoimi emocjami i twierdzisz, że wykluczone jest, by cokolwiek mogło ci sprawić ból. Więc po co tu przychodzisz? Wiele się w tej grupie nacierpieliśmy. Ja sam odgrzebałem rozmaite wspomnienia i emocje z dzieciństwa - sprawy, do których nie wolno mi się było przyznawać, gdy żyłem w zaburzonej rodzinie. Tak bardzo się starałem opanować i tak bardzo się czułem za wszystkich odpowiedzialny. Nie miałem dostępu do własnych emocji. Nie mam do ciebie pretensji o to, że nie potrafisz ze mną współodczuwać, natomiast mam do ciebie żal, że czujesz się z tego powodu kimś lepszym. Znam to z dzieciństwa. Nie chcę, żeby i tu mnie to spotykało, i mam już dość swoich prób zmieniania ciebie, by czuć się w twojej obecności bezpiecznie.

W procesie ustawicznego zdrowienia większość dorosłych dzieci alkoho­lików głęboko przeżywa różne uczucia - radość, smutek, gniew, rozpacz. Każdą z tych emocji trudno wyrazić, a najbardziej groźny jest zwykle gniew. Kiedy człowiek czuje się za kogoś odpowiedzialny, potrafi tę przykrą emocję wyhamować lub przynajmniej skierować do wewnątrz, ku samemu sobie. Jeśli to wszystko moja wina, to tylko na siebie powinienem się gniewać.

Próba uzewnętrznienia gniewu i skierowania go na kogoś innego rodzi lęk. Z początku dorosłe dziecko alkoholika próbuje po prostu odwrócić niezdrowy sposób reagowania. Już nie bierze na siebie całej winy, więc zaczyna za wszystko winić rodziców. Ten proces odwracania winy wynika z przyjęcia postawy „wszystko albo nic". Dorosłe dziecko alkoholika nie jest już złym dzieckiem, jest dzieckiem dobrym. Z czasem, dzięki pojawieniu się obszaru szarości, zaczyna mniej skrajnie postrzegać świat. Dziecko próbuje bowiem ustalić, co było w rodzicach i w nim samym dobre, a co złe. Warunkiem uzyskania zdolności do ogarnięcia jednocześnie tego co dobre i złe jest przezwyciężenie mechanizmów obronnych.

230______________________________V. POWRÓT DO ZDROWIA

Z początku odrzucenie odpowiedzialności przyjmuje postać ataku, braku empatii lub bezwzględnego odepchnięcia kogoś, kto potrzebuje, by go wysłu­chać lub udzielić mu pomocy. Wszyscy, łącznie z osobą, która tak się zachowuje, traktują takie postępowanie jako przejaw egoizmu. Cóż to za postęp? Kiedy jednak dojdzie do etapu ustawicznego zdrowienia, uczestnicy zaczynają chwalić osobę, która nie daje się wciągnąć, manipulować czy kontrolować ludziom, mającym nierealistyczne oczekiwania bądź potrzeby. Dorosłe dziecko alkoholika chętniej teraz słucha, co inni mają do powiedze­nia, i chętniej udziela wsparcia, wytyczyło już bowiem linię demarkacyjną, chroniącą przed całkowitym zatraceniem samego siebie. Sherri przez wicie miesięcy nie odzywała się, aż w końcu „dała grupie popalić":

Jestem na was zła i wcale nie chcę nikomu pomagać. Kiedy przyjdzie na mnie kolej? Opowiadacie o tym, co czujecie i czego potrzebujecie, a ja tu siedzę i wszystko we mnie kipi. Muszę chować ręce za siebie, by się powstrzymać od przejęcia steru i przyjścia wam z pomocą. Wcale wam nie współczuję. Po prostu mam ochotę, byście się zamknęli i przestali narzekać. Czy to nie zdumiewające? Tak naprawdę, to też chciałabym coś czuć i czegoś potrzebować. Nienawidzę was wszystkich za to, że wam się to udaje.

Wyładowawszy się na grupie, Sherri uśmiechnęła się. Wyraźnie czerpała przyjemność ze swej nowej umiejętności wyrażania siebie. Jednocześnie za­stanawiała się nieśmiało, czy wszyscy ją teraz znienawidzą, skoro ma ich gdzieś i jeszcze łamie umowę na temat sposobu kontaktowania się w grupie. Sherri zrozumiała, że zaangażowanie się w kontakt z innymi pociąga za sobą automatycznie konieczność wzięcia odpowiedzialności za nich i za siebie. Nie ma mowy o równości w tym zakresie, o rozłożeniu odpowiedzialności.

Sherri gniewała się jeszcze przez pewien czas i trzymała grupę na dystans. Później „odpuściła" sobie trochę i poznała różne odcienie szarości charak­terystyczne dla dojrzałych relacji międzyludzkich, w których ludzie zarówno dają, jak i biorą.

W miarę osłabiania struktury obronnej zaczyna być coraz lepiej. Jak już widzieliśmy, nie odbywa się to jednak bez lęku. Z czasem człowiek spogląda wstecz i postrzega ze zdumieniem, że rozluźnił się i rozszerzył swoje horyzonty. Sposób widzenia rzeczywistości, myślenia i odczuwania jest już o wiele mniej sztywny. Człowiek staje się bardziej tolerancyjny i więcej potrafi wybaczyć. Życie i relacje z innymi nie są już najeżone przeciwnos-ciami losu.

Oczywiście nie jest tak, że budzimy się pewnego dnia i, jak za dot­knięciem czarodziejskiej różdżki, odkrywamy w sobie nowe, silne funda­menty. Do tego dochodzi się ciężką pracą i na tym polega proces zdrowienia. Zakończmy więc naszą podróż przez proces zdrowienia: podsumujmy> na czym ta podróż polega.

VI

Podsumowanie

dotychczasowych doświadczeń i wyprawa w dalszą drogę

f


.r lj ~LJ


u

d d

i

L L L

d

i: l

i:

L L

L

t

15

Na czym polega postęp:

Dorastanie, wyrastanie

i powrót do domu

POSTĘP

P


rzed przystąpieniem do leczenia, a także wielokrotnie w trakcie jego trwania, ludzie zastanawiają się, na czym ono polega, do jakich do­prowadzi zmian i skąd będzie wiadomo, że dobiegło końca. Dorosłe dziecko alkoholika z początku ma wyidealizowane wyobrażenie o tym, czego pragnie dla siebie i dla innych. Wydaje mu się często, że w procesie leczenia całe zło się odwróci, a bolesne wspomnienia i przeżycia, jak za dotknięciem czaro­dziejskiej różdżki, staną się kanwą scenariusza, w którym wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Kopciuszek spotyka swego księcia, a dziewczynka z zapałkami zostaje uratowana. Taka wizja procesu zdrowienia nie tylko ma charakter wyidealizowany - jest wręcz nierealistyczna. W wizji tej bowiem dorosłe dziecko alkoholika przedstawione jest jako ofiara, która w końcu zostanie uratowana i zwycięży.

Rzeczywiście, dorosłe dziecko alkoholika padło ofiarą tego wszystkiego, co wiąże się z alkoholizmem rodziców. Powrót do zdrowia nie polega jednak na uzyskaniu ratunku, choć mogłoby się tak wydawać, gdy człowiek spotyka się ze wsparciem, zrozumieniem i akceptacją. Niezwykle trudno jest zaakcep­tować prawdę, że określone zachowania, przekonania, wartości i postawy zostały przyswojone właśnie po to, by uniemożliwić wyjście z pozycji ofiary. Równie trudno podjąć bezpośrednie działania, wynikające z akceptacji tej prawdy. Dorosłe dziecko alkoholika przyswoiło sobie pewne chore poglądy na temat własnej osoby i otaczającego świata. Postąpiło tak, by przetrwać i poradzić sobie z rodziną dotkniętą alkoholizmem. Nie sposób tych po­glądów tak po prostu odrzucić, z chwilą gdy utracą swą przydatność.

Ze względu na silne mechanizmy obronne, na początku procesu zdro­wienia dziecko alkoholika traktuje zmianę w kategoriach czarno-białych: wydaje mu się, że postęp polega wyłącznie na zanegowaniu dotychczasowych

234


VI. PODSUMOWANIE DOTYCHCZASOWYCH DOŚWIADCZEŃ

przekonań i zachowań. Człowiek ma nadzieję, że przestanie się bać i odzyska poczucie bezpieczeństwa, zamiast czuć się źle, poczuje się dobrze, zamiast zaspokajać cudze potrzeby, zajmie się teraz zaspokajaniem własnych. Nawią­że bliski, pełen miłości kontakt z kimś, kto potrafi na te potrzeby zareagować. Odzyska poczucie kontroli. Zrozumie własne emocje i będzie umiał nad nimi zapanować. Chaos zamieni się w porządek. Innymi słowy, odzyska dobre samopoczucie. Potrzeba wiele ciężkiej pracy oraz czasu, by człowiek podej­mujący leczenie zrozumiał, że proces rekonstrukcji i budowania na nowo jest głęboki i złożony. Zasadnicza zmiana opiera się na czymś zupełnie innym niż odzyskanie dobrego samopoczucia.

Dorosłe dziecko alkoholika dopiero wtedy naprawdę pojmie, na czym polega odpowiedzialność osobista i „ryzyko związane z posuwaniem się do przodu", gdy zda sobie sprawę z dwóch zasadniczych prawd. Po pierwsze, ekspansja, przełamywanie dotychczasowych przekonań i mechanizmów obronnych oraz zmiana zachowania pochodzą od niego samego; po drugie, wszelkie te zmiany są możliwe tylko w bezpiecznych warunkach, wzma­cniających nową tożsamość „dorosłego dziecka alkoholika", rekonstrukcję prawdy na temat przeszłości i nowe rozumienie teraźniejszości.

Głębokie zmiany nie zachodzą zwykle w izolacji. Nie powstają na skutek czyjejś pomocy ani też dzięki znalezieniu właściwego wzoru czy podręcznika. Głęboka zmiana ma swe źródło w samym człowieku. Najbardziej znacząca zmiana dokonuje się wtedy, gdy jednostka przyjmie etykietkę „dorosłego dziecka alkoholika". Kolejna zmiana zachodzi wraz z rekonstrukcją przeszło­ści, polegającą na jej „uwiarygodnieniu". Stanowi to punkt wyjścia dla rozwoju autonomicznego, zdrowego poczucia tożsamości.

Rozwój jednostki hamują więzy, przekonania i mechanizmy obronne, wypracowane dla utrzymania patologicznego systemu rodzinnego i dla prze­trwania w tym systemie. Powrót do zdrowia to proces rozwojowy polegający na podważeniu niezdrowych więzów i odcięciu się od nich. Początkowo perspektywa rekonstrukcji, usunięcia nieprawidłowości rozwojowych, i na koniec — separacji emocjonalnej, jest przeżywana jako zagrożenie, bo ma charakter czarno-biały. Rozwój utożsamiany jest z izolacją i samotnością; konieczność uwolnienia się od dotychczasowych przekonań i obron oraz dokonania poznawczej i emocjonalnej ekspansji niesie ze sobą groźbę porzu­cenia przez rodzinę. Odrzucenie systemu rodzinnego, podważenie istnieją­cych interpretacji przeszłości i teraźniejszości, grozi całkowitym zerwaniem więzów rodzinnych.

Postęp to jednak zabawna rzecz. Często tak się dzieje, że w miarę oddalania się od przeszłości rośnie lęk, poczucie podatności na zranienie i winy. Trudno się zachwycać poprawą, skoro leczenie sprawia ból. Jednost­ka, gdy usilnie walczy o odnalezienie obszaru pośredniego (szarości), jakim jest kompromis, czuje nieraz, że życie stało się jeszcze bardziej zagmatwane, niejasne i niepewne niż kiedykolwiek przedtem. Bardzo trudno przyjąć, że takie właśnie musi być.

I?




235


15. Na czym polega postęp

Innym, nieprzyjemnym aspektem postępu jest proces odsłaniania głęboko ukrytych, podstawowych przekonań. Dorosłe dziecko alkoholika będąc u progu zmiany waha się między dawnym a nowym „ja". Sara czuje, że balansuje między dwoma różnymi obrazami własnej osoby:

Sara poinformowała grupę, że miala bardzo ważny sen. Pomógł jej lepiej zrozumieć aktualne poczucie rozdarcia - Sara czuje bowiem, że chwyta się jednocześnie dwóch różnych obrazów własnej osoby. W jej śnie zakochuje się w sobie dwoje wspaniałych ludzi. Sara przygląda im się z boku i uświadamia sobie z przykrością, że nigdy nie będzie tak doskonała jak oni, wobec czego nigdy nie zazna miłości. Udało jej się przetrwać dlatego, że zawsze postrzegała siebie jako osobę samotną. Nie może teraz tego obrazu zmienić, by tym samym dopuścić obraz siebie pozostającej w bliskim związku z drugim człowiekiem. Sara przetrwała, ponieważ oderwała się od rodziny; postanowiła „nie należeć" do rodziny i zostać outsiderem. Zawsze uważała, że jeżeli będzie gdzieś „należeć", zatraci samą siebie. Czy możliwy jest taki związek z drugim człowiekiem, w którym reguła ta nie będzie obowiązywać?

i Ł—


W fazie ustawicznego zdrowienia dorosłe dziecko alkoholika próbuje zrozumieć złożoną sytuację, próbuje też zrezygnować z wyidealizowanej nadziei, że może się wyleczyć w sposób „magiczny" lub znaleźć nową, idealną rodzinę. Eksperymentalnie rozszerza zakres emocji, przekonań i za­chowań, co obejmuje również tolerancję wobec niepewności, „szarości", a nawet sprzeczności w kontaktach z samym sobą oraz z innymi ludźmi. Nie odrzuca już możliwości „wzajemnej zależności" w kontaktach z ludźmi.

Uczestnicy grupy, choć trwają w procesie zdrowienia, nie dostrzegają jeszcze jednoznacznych rezultatów. Często zadają sobie pytanie: „czym jest postęp w zdrowieniu?" Większość przyznaje, że zmiana przychodzi niepo­strzeżenie. Człowiek nagle się orientuje, że czuje się inaczej lub że zarzucił już dawny, zniekształcony sposób odbioru rzeczywistości. Nie wie, jak do tego doszło. Nie udziela więc konkretnych wskazówek nowym uczestnikom grupy, lecz przyznaje, że sprawa nie jest taka prosta. Twierdzi, że po przy­jęciu wstępnych zobowiązań przystępuje się do rewizji całego dotychczaso­wego spojrzenia na świat i na własne życie. „Musisz uwzględnić rozmaite niespodzianki i niewiadome"; „Po prostu zaczniesz obserwować, jak historia twojego życia ulega przeredagowaniu". „Odpuszczenie sobie" jest niemo­żliwe do wyobrażenia i do wykonania na komendę, a jednak człowiek sobie „odpuszcza". Dorosłe dzieci alkoholików instalują się więc u przyjaciół, czasem u kochanków lub rodziny, w grupie samopomocy lub grupie tera­peutycznej. Tam znajdują siatkę ochronną, asekurującą przed upadkiem w trakcie - niebezpiecznego z początku - spaceru po linie.

Początkowo postęp w zdrowieniu daje o sobie znać w sposób ledwo dostrzegalny; przez pewien czas dorosłe dziecko alkoholika czuje się jeszcze rozdwojone. Kiedy otwiera się na innych i nie reaguje w sposób obronny, wie, że nie boi się już ani siebie, ani świata. Nie musi znać prawidłowej odpowiedzi na wszystkie pytania, może być zaskoczone. Może też być, po raz pierwszy, ciekawe; wolno mu się przyglądać, badać, zastanawiać.

15. Na czym polega postęp_____________________________237

Dorosłych Dzieci Alkoholików lub grupy Al-Anon, ze sponsorem lub też czuje się związane z zasadami lansowanymi przez te grupy. Nową więź można również odnaleźć w kościele lub innej instytucji wspierającej, zapew­niającej poczucie bezpieczeństwa, czyli rozpościerającej siatkę ochronną, dzięki której dorosłemu dziecku alkoholika łatwiej jest odrzucić niezdrowe więzy z rodziną pierwotną.

Mechanizmy obronne nadal funkcjonują sprawnie, dzięki czemu je­dnostka ma złudzenie bezpieczeństwa - bez którego w ogóle nie przystąpiła­by do procesu zdrowienia - i które dostarcza również odpowiedniego układu odniesienia dla wstępnego etapu pracy.

Proces „dorastania" polega na rozwiązywaniu określonych problemów: na plan pierwszy wysuwają się często takie zagadnienia jak zaufanie, bez­pieczeństwo czy zależność. Wiele dorosłych dzieci alkoholików ma problemy z kontrolą: komu można ufać i na kim można polegać? Nierzadko rzutują swój problem na kogoś innego.

Przez kilka tygodni Jack milczał i zamykał się w sobie. W końcu przyznał, że wymiana zdań, jaka miała miejsce kilka tygodni wcześniej między nim a Jessem wyprowadziła go z równo­wagi i zwaliła z nóg. Po spotkaniu, Jess i ja odbyliśmy szczególną rozmowę na parkingu. Byłem zaszczycony, że chce mi się zwierzyć. Tydzień później Jess nie mógł sobie przypom­nieć dokładnie, o czym rozmawialiśmy i wyraźnie nie był tak zaangażowany w tę rozmowę jak ja. Było mi ogromnie przykro, wydawało mi się bowiem, że nasza rozmowa ma szcze­gólny charakter. Zapominając, o czym rozmawialiśmy, Jess przypominał mi bardzo mojego ojca-alkoholika. Wielokrotnie moje nadzieje związane z ojcem spełzały na niczym.

Inny uczestnik tak na to zareagował:

Wstyd mi za ciebie, Jack. Tak bardzo się starasz wpłynąć na niego, ale nic ci z tego nie wychodzi. Zachowujesz się podobnie do mnie: narzucam się ludziom, którzy niczego nie mogą mi dać.

Ktoś inny w szczególny sposób czerpał poczucie bezpieczeństwa:

Brent zawsze milczał dopóki nie przyszła Sherri, nie odezwała się lub nie zachęciła go do mówienia. Zrozumiał, że bez niej boi się grupy i nie jest w stanie uczestniczyć w pracy. W trakcie analizy tego spostrzeżenia stwierdził: Zawsze byłem introwertykiem. Szedłem przez życie jakby owinięty w papier. Teraz czuję, że mogę się wychylić ze swego opakowa­nia, mogę się ujawnić sobie i innym. Ale do tego potrzebna mi jest obecność Sherri.

Kiedy człowiek rezygnuje z kontroli, musi się zwykle zdać całkowicie na kogoś drugiego. Jest to doświadczenie przerażające. Dlatego często tak bez­względnie chwyta się i broni poczucia kontroli, czyli przekonania, że „ste­ruje" sobą i swoim życiem. W tym tkwi źródło wielu poważnych problemów w kontaktach z ludźmi. Człowiekowi się wydaje, że jeśli zrezygnuje z potrze­by kontroli i z postawy „wszystko albo nic" lub choć trochę się rozluźni, zginie lub dozna poważnej krzywdy (lub ściągnie na siebie nieszczęście).

238


VI. PODSUMOWANIE DOTYCHCZASOWYCH DOŚWIADCZEiSf

Kontrola a siła wyższa Człowiek ma szansę uwolnić się od konfliktów międzyludzkich, jeżeli przekaże kontrolę nieożywionej sile wyższej. Dla większości ludzi pojęcie „siły wyższej" ma sens religijny; wielu uczestników programu Dwunastu Kroków wprost nazywa ją Bogiem. Wywołuje to często protesty i wzmocnienie wiary we własne możliwości kontroli, na przekór rzekomemu wymaganiu wiary religijnej. W większości wypadków człowiek dopiero po długotrwałym leczeniu zaczyna akceptować to pojęcie i ten specyficzny język, i próbuje sobie znaleźć swoją siłę wyższą.

Kiedy wierzy się w siłę wyższą, przestaje istnieć szereg problemów natury interpersonalnej. Znika więc tendencja do ujmowania relacji międzyludzkich w kategoriach „wszystko albo nic", a takie potrzeby jak potrzeba zaufania, bezpieczeństwa, zależności i kontroli ujmowane są w sposób bardziej abstrak­cyjny. Zamiast spodziewać się, że ktoś inny zaspokoi te potrzeby, dorosłe dziecko alkoholika kieruje swe oczekiwania gdzie indziej, poza świat ludzki. Nabiera uległości i szacunku wobec potężniejszej od siebie siły, którą sam określa. W sposób paradoksalny zachowuje poczucie kontroli, dzięki temu, że samo dla siebie konstruuje siłę wyższą i zrzeka się kontroli na jej rzecz.

Dzięki temu, że jednostka konstruuje siłę większą od siebie samej, po czym ceduje na ten abstrakcyjny byt swe potrzeby zależności, potrafi po­strzegać teraz siebie jako osobę równą innym ludziom i zrezygnować ze znanych, lecz niezdrowych relacji z innymi, opartych na zależności lub współuzależnieniu. Jedno z dorosłych dzieci alkoholików ujęło tę sprawę tak:

Kiedy zamiast adresować wszystkie swe najżywotniejsze potrzeby do swojego chłopaka, skierowałam je gdzie indziej, zaczęłam na niego patrzeć zupełnie inaczej. Nagle stwier­dziłam, że jest całkiem znośny. Nie czepia się ani nie próbuje za wszelką cenę pozbawić mnie opieki. Od dłuższego czasu tak go postrzegałam. Zaczynam rozumieć, że miłość nie polega na tym, że twój partner zaspokaja wszystkie twoje potrzeby.

Kiedy w trakcie leczenia i następującego po nim etapu ustawicznego zdrowienia ujawnią się na nowo prymitywne tęsknoty, zawsze istnieje niebez­pieczeństwo, że pojawi się tendencja do wchodzenia w destrukcyjne związki o charakterze zależnościowym. Takie wczesnodziecięce pragnienia dają o so­bie znać szczególnie silnie w fazie „dorastania". Wtedy bowiem dorosłe dziecko alkoholika cofa się emocjonalnie do okresu dzieciństwa. Z drugiej jednak strony, wszyscy zwykle miewamy takie tęsknoty. Któż z nas nie marzył o cudownym „wyleczeniu" czy nie pragnął, by ktoś się nim zaopie­kował całkowicie i zaspokoił wszystkie potrzeby? Jednym z najważniej­szych i najbardziej satysfakcjonujących doświadczeń uczestników programu Dwunastu Kroków jest poczucie, że grupa „bierze ich w swoje ramiona . Uczestnik ma poczucie, że koledzy powracający do zdrowia (lub sama atmo­sfera spotkań grupowych) „noszą ich bezpiecznie na rękach". Lokując swe głębokie tęsknoty w jakiejś nieożywionej sile wyższej, człowiek może roz­wikłać nierozwiązywalny dotychczas konflikt, w którym wydawało się, że gdy jeden wygrywa, drugi musi przegrać:

239


15- Na czym polega postęp

Albo jestem sama i muszę całkowicie polegać na sobie, albo się zatracam - daję się połknąć i w końcu zniszczyć, ponieważ polegam na drugim człowieku.

W trakcie terapii, dyskusjom na temat zaufania, więzi spokcznej, zależ­ności, często towarzyszą rozważania o sprawach duchowych lub o Bogu. Shirley trudno było zaufać bóstwu:

Chciałabym uwierzyć, że istnieje kochający Bóg, ale gdybym to zrobiła, groziłoby mi poczucie zagubienia i krzywdy, na podobieństwo dziecka z Hiroszimy. Chciałabym ufać Bogu i wierzyć, że chce dla mnie dobrze, że nie stanie mi się żadna krzywda. Zawsze się jednak boję jakiejś zasadzki. Nie mogę jednocześnie wierzyć w Boga i odnaleźć sensu w tym, co mi się przytrafiło, gdy byłam dzieckiem.

Często w trakcie leczenia człowiek odnajduje w sobie pojęcie Boga lub doświadcza jego istnienia. W przypadku Ellen centralnym elementem proce­su powrotu do zdrowia była próba połączenia sprzecznych aspektów dotych­czasowych doświadczeń związanych z Bogiem:

Przypominam sobie horror życia rodzinnego; miałam wtedy z siedem czy osiem lat. Przy­pominam sobie obraz strachu, nieuchronnego zagrożenia i rozpaczy, gdy czekałam na następną rundę przemocy. Potem byłam wykorzystywana seksualnie. Pamiętam, że „odesz­łam" - po prostu opuściłam to miejsce i zapewniałam samą siebie, że Bóg się mną zaopie­kuje. Chyba to mnie uratowało. Naprawdę wierzyłam, że istnieje coś potężniejszego, bar­dziej życzliwego i mającego lepsze zamiary wobec mnie, niż moja rodzina. Nadal w to wierzę, a raczej chciałabym w to wierzyć, ale nie potrafię sobie „odpuścić" i naprawdę zatopić się w poczuciu bezpieczeństwa, jakie na pewno bym uzyskała, gdybym zaufała Bogu.

Co się dzieje z ludźmi, którzy nie wierzą w Boga lub nie chcą się zgłosić do grupy samopomocy, ponieważ wydaje im się, że musieliby wtedy przyjąć wiarę religijną? Głównym czynnikiem podtrzymującym każdego, kto prze­szedł do fazy ustawicznego zdrowienia, jest rezygnacja z przekonania o włas­nej potędze, czyli z fałszywego przekonania, że może kontrolować i siebie, i innych. Przyjęcie nowej tożsamości „dorosłego dziecka alkoholika" wymaga zaakceptowania przekonania o utracie kontroli. Jeśli komuś trudno uwierzyć w istnienie siły wyższej, można mu poradzić, podobnie jak alkoholikowi uczęszczającemu na mityngi AA, by zrezygnował z egocentryzmu. Do tego potrzebne jest uznanie, że istnieje siła wyższa. Wielu osobom łatwiej za­akceptować pojęcie „siły uniwersalnej" - „wyższego porządku" wszech­świata, nie podlegającego naszej kontroli ani władzy - niż przyjąć określoną orientację religijną czy język religijny.

W początkowym etapie pracy, osobom, którym nie podoba się rzekomo religijna orientacja programu Dwunastu Kroków, można zaproponować inne rozwiązania. Wiele z nich obawia się, że uczestnictwo w tym programie, tak jak przynależność do każdego kościoła, pociąga za sobą konieczność przyjęcia gotowej definicji Boga. Nowicjusze często odczuwają ulgę widząc, że to oni sami muszą skonstruować siłę wyższą, w którą powinni uwierzyć. Cóż to za zaskakujący paradoks!

240


VI. PODSUMOWANIE DOTYCHCZASOWYCH DOŚWIADCZEŃ

Uczestników mityngu AA lub Al-Anon zachęca się do wiary w siłę grupy i w uświęconą tradycją świadomość grupową, a nie w poszczególnych uczest­ników. Ważne jest, by odrzucić wiarę we własną moc, nieważne natomiast, w jaki sposób się to zrobi.

Jak na ironię, pokusa wiary we własną moc skłania do powrotu do niezdrowej postawy. Dorosłe dziecko alkoholika szamocze się pomiędzy skłonnością do polegania na samym sobie, z której czerpie poczucie wyższo­ści, a przeciwstawnym poczuciem niższości, braku i nieadekwatności, jakie towarzyszy rozpaczliwemu poszukiwaniu siły wyższej, opiekuna, drugiego człowieka. Wiara w abstrakcyjną, większą od siebie siłę, prowadzi do rów­ności między ludźmi. Potrzeby zależności zyskują prawo bytu i zostają ulokowane poza jednostką i poza innymi ludźmi.

WYRASTANIE

Przełamanie zaprzeczania, przyjęcie etykietki „dorosłego dziecka alkoholika" oraz rozpoczęcie leczenia pociąga za sobą konieczność oddalenia się od domu rodzinnego, od niezdrowych więzów z rodzicami i rodziną pierwotną. Dotychczas proces „wyrastania" był utrudniony lub wręcz niemożliwy ze względu na problemy, jakie pojawiły się na wczesnym etapie wiązania się z rodziną, a polegające między innymi na zamianie ról. Dziecko uważało, że jeśli osiągnie niezależność, unicestwi rodziców. Przyjmując na siebie odpowiedzialność za wszystko, co się w domu dzieje (lub nie dzieje), kon­soliduje zaburzone więzy emocjonalne z rodziną pierwotną. Podczas leczenia i powrotu do zdrowia, dorosłe dziecko alkoholika raz po raz musi borykać się z ogromnym poczuciem winy za to, że porzuca rodzinę w chorobie. Te prymitywne więzi utrzymujące się w dorosłym wieku bardzo utrudniają założenie własnej, dojrzałej rodziny. Dorosłe dziecko nadal ma nadzieję, że uda mu się „wyleczyć" rodziców będących w potrzebie lub przeciwnie, ma nadzieję, że rodzice, już „wyleczeni", zaopiekują się teraz nim - dorosłym, lecz nadal potrzebującym opieki. Konflikty te mogą wyjść na jaw pod wpły­wem lęku przed posiadaniem własnych dzieci lub w chwili urodzenia dziecka. Człowiek zmuszony jest wtedy szukać pomocy.

Proces „wyrastania" polega między innymi na kształtowaniu zdrowego poczucia tożsamości. W trakcie trwania całego tego procesu problemy doty­czące wiązania się z rodzicami, zależności-niezależności, granic i linii demar-kacyjnych, modelowania i kształtowania tożsamości zajmują centralne miej­sce. Jednostka zaczyna rozumieć — najpierw intuicyjnie, a później całkiem konkretnie - że naprawdę zatrzymała się w rozwoju. Broniąc się przed osiągnięciem dorosłości, unika autodestrukcji lub wyrządzania krzywdy ko­mu innemu. Wierzy bowiem, że gdyby miała działać zgodnie z identyfikacją z destrukcyjnymi rodzicami, jej własne rodzicielstwo wiązałoby się z krzyw­dzeniem siebie lub innych.

i:


241


15. Na czym polega postęp

Zdrowienie polega między innymi na przełamywaniu barier utrud­niających proces identyfikacji, wzniesionych po to, by samemu przetrwać. Jednostka musi przyswoić sobie wypierane dotychczas treści, odnaleźć te elementy zachowań i przekonań rodziców, które nie uległy zaburzeniu lub zinterpretować zachowania i przekonania rodziców w nowym kontekście. Sue stwierdziła, że nadal przeszkadzają jej wspomnienia z przeszłości.

Rodzice Sue mieli zamiar przeprowadzić się do mniejszego mieszkania i sporo mebli oddali dzieciom. Sue wybrała sobie ulubiony w dzieciństwie fotel na biegunach. Kiedy jednak postawiła go u siebie w domu, poczuła niepokój. Postawiłam go na środku pokoju, gdzie przechodzi „kwarantannę". Tak wiele z nim się wiąże bolesnych wspomnień, że nie mogę jeszcze traktować tego fotela w swoim domu jak części samej siebie.

Carla wyraziła zdumienie:

Nie rozumiem, po co w ogóle chciałaś go wziąć? Pozbądź się go!

Sue odparła:

Próbuję znaleźć takie rozwiązanie, które pozwoli mi w neutralny sposób dokonać symbolicz­nego włączenia rodziny w swoje życie. Nie chcę odrzucać kategorycznie wszystkiego, co się z nią wiąże.

Ktoś inny szukał zdrowych elementów życia rodzinnego.

Alice zauważyła, że odkąd zaczęła myśleć inaczej, czuje się bardziej psychicznie odseparo­wana od rodziny. Z drugiej jednak strony, czuje też, jak bardzo potrzebuje matki. Szukam okrężnych dróg, którymi mogłabym się z nią połączyć - takich przejawów podobieństwa i bliskości, które mnie nie zabiją.

Kilku innych uczestników poczyniło znaczne postępy w zakresie „wyra­stania". Tony uzyskał teraz inną perspektywę:

Ojciec uważał, że życie jest nic nie warte - nic się nie uda. Nie chciałem tak myśleć, ale i tak wyrosłem na zakałę rodziny. Zrozumiałem teraz, że nie mogę wpłynąć na jego postawę czy stosunek do życia, mogę natomiast nadać mu inne znaczenie.

Po kilku latach pracy grupowej Drew poczynił znaczne postępy. W fazie wczesnego powrotu do zdrowia zżymał się jeszcze na propozycję omawiania na forum grupy takich zagadnień, jak dojrzałość, sukces czy dorosłe związki partnerskie. Nadal bowiem uważał, że jedyną gwarancją poczucia bezpie­czeństwa i zdrowia psychicznego jest życie w pojedynkę, choćby kosztem samotności:

Co wy w ogóle wiecie o sukcesie? Co wy wiecie o związkach partnerskich? Pamiętam, jak jechaliśmy do klubu nowiutkim, błyszczącym lincolnem ojca. Matka siedziała obok niego podparta poduszkami, by przypadkiem nie zsunęła się z fotela. Na tym polega dorosłość. Wyglądali jak manekiny - podparci i uśmiechnięci na użytek świata.

242 VI. PODSUMOWANIE DOTYCHCZASOWYCH DOŚWIADCZEŃ
Kilka lat później Drew inaczej podchodził do dorosłości.

Drew był całkiem zadowolony z ostatniej wizyty w domu. Dobrze zniósł obecność rodziców, nie przeżywał zbytnich niepokojów ani też nie dał się wciągnąć w dawne stereotypowe sposoby reagowania. Nawet był w stanie pójść z rodzicami do restauracji i nie wstydzić się za ojca. Po raz pierwszy zrozumiał, że jest odrębnym człowiekiem i że to nie on się źle zachowuje.

Wyrastanie" polega również na nieustającej świadomości i akceptacji prawdy o „alkoholizmie rodziców". Dorosłe dziecko alkoholika musi sobie nieraz przypominać, że czujność jest teraz jeszcze bardziej potrzebna niż dawniej. Rodzi to rozczarowanie, wydawało mu się bowiem, że będzie mogło zaniechać obronnej postawy. Rodzina nadal domaga się zaprzeczeń i znie­kształconego „odbioru" rzeczywistości i należy się temu aktywnie przeciw­stawiać. Uczestnicy grupy opowiedzieli o strategiach wypracowanych dla radzenia sobie z nie zmienionym środowiskiem i systemem rodzinnym.

Przedyskutowali sprawę kontaktów z rodzicami, które odbywają się zgodnie z zasadą

wszystko albo nic". Niektórzy twierdzili, że nie sposób zachować niezależną tożsamość

i pozytywne mniemanie o sobie, jeśli ma się jakikolwiek kontakt z domem rodzinnym. Carla

stara się pamiętać, że ma „trudnego" ojca. Pomaga jej to mieć nadzieję, że uda jej się wrócić

z domu bez szwanku, choć stale czuje się zagrożona utratą własnej tożsamości.

Jack powiedział, że chcąc zachować odpowiedni dystans wobec rodziny wyobraża sobie, że

podczas wizyt w domu pełni rolę „dyżurnego psychologa".

Wszyscy byli zgodni co do tego, że trudno uzyskać poprawę samopoczucia, wymagałoby to

bowiem zmniejszenia czujności. Nadal muszą zachować czujność i mieć się na baczności,

w obawie przed ingerencją rodziców.

Jednym z kluczowych wyznaczników zdolności do psychicznego odsepa­rowania się od rodziny jest odpowiednie modelowanie. Ludzie uświadamiają sobie pewną głęboką i niepodważalną prawdę: zdrowy, niezależny rozwój jednostki nie odbywa się w próżni. Jak wynika z relacji wielu osób szukali oni odpowiednich modeli wśród nauczycieli, duchownych, rodziców kole­gów, bohaterów literackich bądź filmowych. Dorosłe dziecko alkoholika, aby dojrzeć emocjonalnie, potrzebuje odpowiedniego drogowskazu. Mimo wielo­krotnych zapewnień, że nie powieli schematów rodzicielskich, stwierdza że nie potrafi, li tylko za pomocą decyzji, zachowywać się inaczej i wypracować sobie nowych wzorów postępowania.

Podczas terapii grupowej niezwykle istotne znaczenie ma modelowanie odpowiednich zachowań przez terapeutę. Pewnego razu, po konfrontacji, w czasie której grupa zaatakowała terapeutkę, kilka osób, mających dotych­czas olbrzymie kłopoty z odczuwaniem i wyrażaniem gniewu, gotowych było podjąć analizę przejawów tego uczucia u siebie.

Kiedy atakowaliśmy ciebie, przez cały czas spodziewałem się, że się rozzłościsz i powiesz, że nie mamy racji. Powiesz nam, że ty wiesz lepiej, jaka jest prawda i że nie mamy prawa się z tobą sprzeczać, czy nav/et mieć odmiennego zdania na jakiś temat. Odczułem wielką ulgę, gdy rierdziłem, że potrafisz przyjąć naszą krytykę bez odgrywania się na nas yszłaś z tego szwanku - miałem takie wrażenie - i nie czułaś się poniżona

243


15- Na czym polega postęp

l


z powodu przyznania się do błędu. Muszę się nauczyć tak postępować. Muszę się również nauczyć wyrażać gniew.

Terapeuta pod wieloma względami stanowi ważny model. Szczególnie istotną rolę odgrywa jednak wtedy, gdy daje prawo do akceptacji i wyrażania trudnych, bolesnych emocji i pokazuje, jak to robić. Podczas długotrwałej terapii grupowej terapeuta przeżywa bardzo wiele różnych emocji, o roz­maitej intensywności, w związku z wydarzeniami w grupie. Nie powinien tych emocji „przepracowywać" w grupie (do tego służy jego własna terapia), powinien jednak reagować emocjonalnie na to, co się dzieje i ujawniać, co czuje. Terapeuta, który nie reaguje emocjonalnie i nie mówi o tym, co postrzega i co czuje w sytuacji grupowej, zanadto przypomina obronnie nastawionych, niedostępnych emocjonalnie rodziców. Taki terapeuta może mimowolnie doprowadzić do utrwalenia u uczestników niezdrowych przeko­nań i mechanizmów obronnych.

Terapeuta jest tylko człowiekiem i, jak każdy człowiek, podlega różnym skrzywieniom, bywa bezbronny i niedoskonały. Dorosłe dziecko alkoholika tylko na to czeka. Próbuje też ocenić, do jakiego stopnia terapeuta potrafi akceptować samego siebie, okazać pokorę i nie wywyższać się nad innymi. Czy ten człowiek może być modelem, czy może czegoś nauczyć? Czy mogę sobie na to pozwolić, by się od niego uczyć?

Jak na ironię, pisemne sprawozdania ze spotkań grupowych ujawniają na przestrzeni lat siłę i słabości terapeuty. Jedna z uczestniczek, żegnając się po wielu latach z grupą, powiedziała, że dawno odrzuciła wyidealizowany obraz terapeutki. Nie było to przyjemne, w końcu jednak okazało się ważną decyzją. Bo jak można ciągle uważać, że ktoś jest idealny, skoro systematycznie popełnia błędy przy pisaniu sprawozdania? Grupa wybucha śmiechem, ale Peggy, wzruszona, kontynuuje:

Może to brzmi głupio, ale jedna z najważniejszych rzeczy, jakich się nauczyłam na prze­strzeni tylu lat, to tolerancja dla własnych niedoskonałości. Nauczyłam się znosić uprzejmie krytykę i pogodziłam się z tym, że mam i zalety, i wady. Jeśli wam to nie przeszkadza, to i mnie z tym dobrze.

W procesie „wyrastania" człowiek uczy się od innych odmiennych spo­sobów zachowania i odbioru rzeczywistości, po czym próbuje te zachowania wcielić w życie.

Karen zabrała głos w sprawie „sukcesów". Ona również nie może się nadziwić, że ostatnio inaczej odbiera siebie. Otwarta jest teraz na nowe możliwości, pomysły, a nawet emocje, z którymi dawniej nie mogła się pogodzić. Oto przykład. Rodzice wydają przyjęcie z okazji rocznicy ślubu i spodziewają się, że Karen na nie przyjedzie. Dawniej uważałaby, że nie ma wyboru i musi tam pójść, choć sprawia jej to przykrość i jest z tego niezadowolona. Mogłaby nie pójść na przyjęcie, ale musiałaby wymyślić odpowiednie usprawiedliwienie. Teraz potrafi powiedzieć sobie, że nie pójdzie, bo po prostu nie ma na to ochoty. Karen zaczyna nabierać poczucia odrębności i może rozważać rozmaite nowe opcje. Ma również poczucie odrębności własnych uczuć i przekonań. Uśmiechnęła się, mówiąc, że czuje, jak się do niej

244____VI. PODSUMOWANIE DOTYCHCZASOWYCH DOŚWIADCZEŃ

skrada" nowa prawda. Jest to prawda o alkoholizmie rodziców. Nieważne, że ojciec nadal zaprzecza, jakoby był alkoholikiem. Ona wie, że nim był i jest. Potrafi już się pogodzić z tą rozbieżnością zdań.

Uczestnicy grupy zajęli się teraz odpowiedzią na pytania „jakie postępy poczyniliśmy?" i „co się zmieniło?". Dyskusję podsumował Doug:

Potrafię teraz zaspokajać własne potrzeby zamiast uważać, jak dotychczas, że potrzeby innych są zawsze ważniejsze. Potrafię się odezwać w grupie i poza nią, a także poświęcić na to tyle czasu, ile potrzebuję. Potrafię wysłuchać z uwagą rozmaitych opinii. Kiedy żona zamyka się w sobie, potrafię to znieść i nie próbuję do niej dotrzeć ani też nie uważam, że jej zachowanie dowodzi tego, że się na mnie gniewa. Udało mi się zmienić, ponieważ najpierw uświadomiłem sobie co robię, po czym próbowałem się zachowywać i myśleć inaczej na forum grupy, a wreszcie wcieliłem te nowe sposoby myślenia i postępowania w życie poza grupą. Nie dokonało się to od razu i nie wszystkie zmiany są łatwo dostrzegalne. Przypomina to trochę proces odwracania figury i tła. Zmodyfikuj nieco stare przekonanie, albo też wywróć je na lewą stronę, a okaże się, że po przeciwnej stronie wszystko wygląda zupełnie inaczej.

POWRÓT DO DOMU

Osoby, które zaangażowały się aktywnie w proces rekonstrukcji historii rodzinnej, osiągają w końcu gotowość do utożsamiania się i psychicznego odseparowania się od rodziny. Takim ludziom łatwiej już pogodzić się z tym, że rodzice to ludzie skomplikowani, a malując ich portret, dopuszczają więcej szarych plam. Rodzice, podobnie jak i dorosłe dziecko alkoholika, nie są już postrzegani wyłącznie jako źli lub wyłącznie dobrzy.

Kiedy dorosłe dziecko alkoholika „wraca do domu", jest gotowe zaakcep­tować rodziców, umie już wybaczyć im, a może i pokochać. Uczucia te wybuchają na nowo, a dorosłe dziecko pozwala sobie na nie, ponieważ ma ukształtowane poglądy w kwestii rodziny, które lepiej uwzględniają złożoność sytuacji. „Powrót do domu" polega czasem na doprowadzeniu do konfron­tacji, na zerwaniu więzów i schematów zachowania, obowiązujących w prze­szłości. Dorosłe dziecko „oznajmia" niekiedy rodzicom, że chce się od nich psychicznie odseparować i informuje ich, że jest członkiem grupy Dorosłych Dzieci Alkoholików. Bywa i tak, że wtedy dopiero po raz pierwszy przyznaje, że rodzice są alkoholikami. Kiedy indziej odmawia dalszego zaprzeczania i odrzuca błędne rozumowanie praktykowane przez rodzinę, pomijając je lub się od niego odcinając.

Przez wiele lat Ellen za nic nie chciała dostrzec jakichkolwiek podobieństw między sobą a ojcem i dzięki temu udało jej się przetrwać. Ojciec był z gruntu zły i dawno przestała się nim interesować, ale w miarę zdrowienia, zajęła się nim ponownie. Pojechała do domu i zaczęła rozmawiać z krewnymi. Po powrocie odkryła w sobie nowy spokój i stwierdziła, że widzi teraz ojca inaczej, szerzej.

Ellen stwierdziła, że nie odczuwa już, tak jak do niedawna, „chronicznego" gniewu wobec mężczyzn. Uważa, że ten postęp, to element całego cyklu zmian, jakie się w niej dokonały

t


245


15. Na czym polega postęp

F

*— « -t-. ~. •: &


w przeciągu wieloletniej terapii. Zaczęła sprawdzać, jaki naprawdę jest ojciec, próbując odtworzyć dokładny portret - portret, który mogłaby włączyć w obraz własnej osoby. Z rozmów z krewnymi EHen dowiedziała się, że ojciec miał wielu przyjaciół i ceniony był za inteligencję. Ellen uśmiechnęła się, widząc teraz, że to po nim odziedziczyła swój bystry umysł. „Wreszcie łączy mnie z ojcem coś zdrowego, coś, z czego mogę być dumna".

Proces „wyrastania" nie jest pozbawiony rozpaczy. Dorosłe dziecko alko­holika przez cały okres zdrowienia walczy z poczuciem głębokiej straty. Jak już widzieliśmy, każdy krok ku zdrowiu odbierany jest zarazem jako krok oddalający od rodziny, a to oznacza porzucenie i izolację.

Gdy dorosłe dziecko „wróci do domu", czyli stanie na twardym gruncie znacznie zdrowszego „ja", potrafi już zaakceptować zdarzenia i atmosferę z przeszłości oraz sytuację obecną, by użyć sformułowania uczestników AA i Al-Anon. Człowiek wie już, co ominęło go w procesie dorastania, i odczuwa głęboki żal z powodu utraty złudzeń, błędnych przekonań i zachowań auto-destrukcyjnych, dzięki którym udało się utrzymać więź w rodzinie. Dorosłe dziecko alkoholika w sposób paradoksalny żałuje nowych korzyści: udało się przetrwać i wyzdrowieć, ale za jaką cenę! Większość z nich uważa zdobycie nowego, zdrowego „ja" za zwycięstwo słodkie, lecz z domieszką goryczy.

Dla niektórych „powrót do domu" oznacza rzeczywisty powrót do rodzi­ców, którzy wytrzeźwieli i sami się leczą. Zdarza się to jednak bardzo rzadko. Częściej „powrót do domu" odbywa się w ramach nowej „rodziny", takiej jak grupa terapeutyczna (lub terapeuta w terapii indywidualnej), grupy wspierające: Dwanaście Kroków Dorosłych Dzieci Alkoholików lub Al-Anon. Taka „rodzina" jest nową przystanią pozwalającą na bezpieczne przejście przez proces zdrowienia, przez nowe przekonania i nowe zachowa­nia; jest miejscem skąd każdy zawsze może wrócić do domu. Warren, po pięciu latach spędzonych w grupie wrócił do domu, do swej prawdziwej rodziny. Oboje rodzice od lat chodzili na mityngi AA i Al-Anon.

W głosie Warrena słychać było radość, zdziwienie, głęboką ulgę, a nawet żal. Spędził wspaniały weekend z rodzicami, taki, o którym nawet nie śnił ani marzył. Rodzice po raz pierwszy potrafili mówić o tym, co się stało i co wszyscy naprawdę przeżyli wtedy, gdy matka piła. Przez cały weekend wspominali rozmaite zdarzenia, epizody oraz ogólną atmo­sferę tamtych czasów. Rodzina właściwie razem „napisała" na nowo swoją historię. Każdy mówił o alkoholizmie matki i dodawał od siebie opis tego, co się z nim w związku z tym działo. Jak stwierdził Warren, fakt przyznania się członków rodziny do tego, jak było naprawdę, miał dla niego ogromne znaczenie. Teraz bowiem czuje, że wreszcie ma rodzinę.

Inna uczestniczka grupy, nie mająca do kogo wrócić, ponieważ nikt z rodziny nie poddał się terapii, zrozumiała, że formalne leczenie dobiegło końca:

Komu opowiem swoją historię? Kto się dowie, jak było naprawdę i co się ze mną stało? Uśmiechnęła się i dodała:

Historię tę znam ja i to mi wystarczy. Teraz jest to moja opowieść. Przychodząc tutaj uwiarygodniłam ją i uczyniłam swoją własną. Zabiorę ją teraz ze sobą.

Epilog

C


óż więcej można do tego dodać? Czy istnieje jeszcze jakieś nieodkryte przeżycie, wspomnienie lub marzenie senne, które mogłoby posłużyć jako ostatnie słowo otuchy? Prześledziliśmy właściwie całe życie dorosłego dziecka alkoholika, towarzysząc mu od dzieciństwa aż do dorosłości, w mo­mencie, gdy rozpoczęło wszystko od początku i wtedy, gdy ponownie osiąg­nęło wiek dojrzały. Zagłębiliśmy się w przeszłość, którą niczym cebulę obraliśmy warstwa po warstwie. Płakaliśmy nad prawdą, której istnienie zawsze podejrzewaliśmy, i nad stratą, jakiej doznajemy odkrywając tę prawdę. Czego mogą się spodziewać dorosłe dzieci alkoholików jeszcze przez nas nie zidentyfikowane? Jaką zachętę możemy zaoferować dorosłym dzieciom alkoholików dopiero wyruszającym w podróż i dzielnie walczącym o wy­zdrowienie? Niech w ich imieniu przemówi John, którego powrót do zdrowia trwał wiele lat:

Siedziałem tam, spokojny i smutny, pośród kości. Same szkielety. Nigdzie się nie wybiera­łem. W tym śnie pełniłem dyżur pod ziemią, w grobie, jako wartownik i partner zarazem. Takie było moje towarzystwo, moje życie, moja misja - miałem pilnować kości. Wtem, powoli, lecz całkiem celowo, wstałem. Odszedłem na bok i wygramoliłem się z grobu na słońce i szeroki świat, który na mnie czekał. Po raz ostatni odwróciłem się, by się pożegnać. Czuwanie przy kościach dobiegło końca.

J J


Piśmiennictwo

Ackerman N. W. (1956): "Interlocking Pathology in Family Relationships." W: Changing

Concepts of Psychoanalytic Medicine. New York, Grune and Stratton Alcoholics Anonymous (1955). New York, AA World Services Bacon S. (1945): "Excessive Drinking and the Family." W: Alcohol, Science and Society. New

Haven, Quarterly Journal of Studies on Alcohol (wydanie specjalne) Beck A., Emery G. (1985): Anxiety Disorders and Phobias. New York, Basic Books Beletsis S., Brown S. (1981): "A Developmental Framework for Understanding the Adult

Children of Alcoholics." Focus on Women: Joumal of the Addictions and Health, 2,

187-203 (przedrukowane w Brown, Beletsis, and Cermak (1989): Adult Children of Alco­holics in Treatment. Orlando, Health Communications.) Black C. (1981): It Will Never Happen to Me. Denver, MAC Blane H. T. (1968): Personality of the Alcoholic: Guises of Dependency. New York,

Harper and Rów Bosma W. (1972): "Children of Alcoholics: A Hidden Tragedy." Maryland State Medical

Journal, 21, 34-36

Bowlby J. (1980): Attachment and Loss. Tom 3, New York, Basic Books Bowlby J. (1985): "The Role of Childhood Experience in Cognitive Disturbance." W:

M. Mahoney and A. Freeman (red.): Cognition and Psychotherapy. New York, Plenum

Press Brown S. (1985): Treating the Alcoholic: A Developmental Model of Reowery. New York,

John Wiley Brown S. (1986): "Children with an Alcoholłc Parent." W: N. Estes, M. E. Heinemann: Alco-

holism: Development, Conseąuences and Interventions. St. Louis, C. V. Mosby Brown S. (1988): Treating Adult Children of Alcoholics: A Developmental Perspective. New

York, John Wiley Brown S., Beletsis S. (1986): "The Development of Family Transference in Groups for Adult

Children of Alcoholics." International Joumal of Group Psychotherapy, 36, 97-114

(przedrukowane w Brown, Beletsis, and Cermak (1989): Adult Children of Alcoholics in

Treatment. Orlando, Health Communications.) Brown S., Beletsis S., Cermak T. (1989): Adult Children of Alcoholics in Treatment. Orlando,

Health Communications

Cork M. (1969): The Forgotten Children. Toronto, The Addictions Research Foundation Cermak T. (1986): Dłagnosing and Treating Codependence. Minneapolis, Johnson Institute

Books

248


PIŚMIENNICTWO


Cermak T., Brown S. (1982): "Interactional Group Psychotherapy with the Adult Children of

Alcoholics." International Journal of Group Psychotherapy, 32, 375-389 (przedruko­wane w Brown, Beletsis, and Cermak (1989): Adult Children of Alcoholics in Treatment.

Orlando, Health Communications.) Chafetz M. E., Blanc H. T., Hill M. J. (1971): "Children of Alcoholics." Quarterly Journal of

Studies on Alcohol, 32, 687-698

Engel L., Ferguson T. (1990): Imaginary Crimes. Boston, Houghton Mifflin Erikson E. (1963): Childhood and Society. New York, Norton Fine E. W., Yudin L.W., Holmes J., Heinemann S. (1976): "Behavioral Disorders in Children

with Parental Alcoholism." Annals of the New York Academy of Sciences, 273, 507-517 Fox R. (1962): "Children in an Alcoholic Family." W: W. C. Bier (red.): Problems in Addic-

tion: Alcoholism and Narcotics. New York, Fordham University Press Fox R. (1963): "The Effects of Alcoholism on Children." W: The Proceedings of the Fifth

International Congress of Psychotherapy, Yienna, 1961. Część 5, 57. Basel, S. Karger Goleman D. (1985): Vital Lies and Simple Truths. New York, Simon and Schuster Goodwin D. W. (1984): "Studies of Familial Alcoholism: A Review." Journal of Clinical

Psychiatry, 45(2), 14-17 Guidano V., Liotti G. (1983): Cognitive Processes and Emotional Disorders. New York,

Guilford Press Jackson J. (1954): "The Adjustment of the Family to the Crisis of Alcoholism." Quarterly

Journal of Studies on Alcohol, 15, 562-586 Jackson J. (1962): "Alcoholism and the Family," W: D. J. Pittman, C. R. Snyder (red.): Society,

Culture and Drinking Patterns. New York, John Wiley Janis I. (1983): Yictims of Group Think. Boston, Houghton Mifflin Jellinek E. M. (1960): The Disease Concept of Alcoholism. New Haven, College and Univer-

sities Press

Kagan J. (1984): The Naturę of the Child. New York, Basic Books

Kaufman E. (1986): "The Family of the Alcoholic Patient." Psychosomatics, 27(5), 347-360 Krystal H. (1978): "Trauma and Affects." Psychoanalytic Study of the Child, 33, 81-116 Lidz T. (1973): The Origins and Treatment of Schizophrenic Disorders, New York, Basic Books Mahler M., Pine F., Bergman H. (1975): The Psychological Birth of the Human Infant. New

York, Basic Books

Miller A. (1981): The Drama of the Gifted Child. New York, Basic Books Miller A. (1984): Thou Shalt Not Be Aware. New York, Farrar, Straus, Giroux McCord W., McCord J. (1960): Origins of Alcoholism. Stanford, Stanford University Press Niven R. (1984): "Children of Alcoholics: An interview with NIAAA Director." Alcohol,

Health, and Research World, 8, 3-5 Nylander L (1963): "Children of Alcoholic Fathers." Quarterly Journal of Studies on Alcohol,

24, 170-172 Piaget J. (1970): "Piaget's Theory." W: P. Mussen (red.): Carmichael's Manuał of Child

Psychology, 3 wydanie. New York, John Wiley

Reiss D. (1981): The Family's Construction of Reality. Cambridge, Harvard University Press Rosen H. (1985): Piagetian Dimensions of Clinical Relevance. New York, Columbia University

Press Steinglass P. (1980): "A Life History Model of the Alcoholic Family." Family Process,

19(3), 211-226

Steinglass P., Bennett L., Wolin S., Reiss D. (1987): The Alcoholic Family. New York, Basic Books Twelve Stępi and Twefae Traditions (1962). New York, AA World Services Wegsheider S. (1981): Another Chance: Hope and Health for the Alcoholic Family. Pało Alto,

Science and Behavior Books Weiss J., Sampson H. (1986): The Psychoanalytic Process: Theory, Clinical Observation, and

Empirical Research. New York, Guilford Press Yalom I. (1985): The Theory and Practice of Group Psychotherapy. New York, Basic Books.

.J

d


J


Aneks


GRUPY DOROSŁYCH DZIECI ALKOHOLIKÓW W POLSCE

Bydgoszcz

Grupa terapeutyczna

Wojewódzka Poradnia Odwykowa

ul. Dworcowa 67, tel. (52) 220-665

zajęcia w poniedziałki godz. 17

prowadzący - Hanna Roszatycka-Gluzo, Halina Mitek

Grupa wsparcia

Wojewódzka Poradnia Odwykowa ul. Dworcowa 67, tel. (52) 220-665 spotkania w piątki godz. 19.30

Gdańsk

Grupa terapeutyczna Wojewódzka Poradnia Odwykowa ul. Łąkowa 58, tel. (58) 315-132 zajęcia w środy godz. 17 prowadzący - Zofia Sobolewska

Grupa samopomocowa 12 Kroków Wojewódzka Poradnia Odwykowa ul. Łąkowa 58, tel. (58) 315-132 spotkania w środy godz. 17

Łomża

Grupa terapeutyczna

Wojewódzki Ośrodek Profilaktyki i Terapii Uzależnień

Rybaki 3, tel. (86) 166-703

zajęcia w niedziele godz. 17

prowadzący - Danuta Brzezińska

Łódź

Mityngi otwarte w środy godz. 18 Klub Abstynenta „Meta" ul. Wólczańska 210

Poznań

Grupa samopomocowa

Wojewódzka Przychodnia Odwykowa

ul. S w. Marcina 39, tel. (61) 536-184

spotkania w poniedziałki godz. 18 i w środy godz. 16.15

250________________________________________ANEKS

Warszawa

Grupa terapeutyczna

Instytut Psychologii Zdrowia i Trzeźwości PTP

ul. Gęślarska 3, tel. (22) 238-738, (2) 667-27-33

zajęcia ambulatoryjne - 6 miesięcy

sesje wyjazdowe - 4 miesiące

prowadzący - Marzena Kucińska

Grupa terapeutyczna dla osób w wieku 18-24 Poradnia Specjalistyczna „Petra" ul. Wiejska 19, tel. (22) 292-585 zajęcia w poniedziałki godz. 15-17 prowadzący - Mirosław Borek

Grupa terapeutyczna

Oddział Dzienny (Ośrodek Terapii Uzależnień Alkoholowych)

ul. Łokietka ii, tel. (2) 679-21-45

zajęcia - treningi kilkudniowe

prowadzący - Aleksandra Wiśniewska

Grupa terapeutyczna (zamknięta)

Centrum Leczenia Odwykowego

ul. Zakopiańska 33, tel. (2) 617-31-81

zajęcia — 4 miesiące, czwartki godz. 19-22

prowadzący - Yioletta Gajda i Agnieszka Ferduła-Myśliwiec

Grupa samopomocowa Centrum Leczenia Odwykowego ul. Zgierska i8a, tel. (22) 13-27-65 spotkania w środy godz. 18-20

Wrocław

Grupa samopomocowa

Poradnia Odwykowa

ul. Św. Marcina 21, (71) tel. 218-403

INFORMACJE O SESJACH

TERAPEUTYCZNO-ROZWOJOWYCH DLA DDA

W INSTYTUCIE PSYCHOLOGII ZDROWIA I TRZEŹWOŚCI PTP

Ośrodek Psychoterapii Rodzin Alkoholowych przy Instytucie Psychologii Zdrowia i Trzeź­wości organizuje sesje terapeutyczno-rozwojowe dla dorosłych, którzy wychowywali się w ro­dzinach z problemem alkoholowym:

dla osób w wieku powyżej 24 lat, które nie są aktualnie w bliskim związku z osobą uzależnioną (rodzicami, współmałżonkiem, dzieckiem),

dla osób w wieku powyżej 24 lat, które są aktualnie w bliskim związku z osobą uzależnioną

dla młodzieży w wieku 18-24 lata.

Każda z grup ma odmienny program dostosowany do potrzeb jej uczestników. Program terapeutyczny przebiega w 3 etapach:

1. rozstanie się z dzieciństwem,

2. zmiana obrazu samego siebie,

3. uporządkowanie obecnego życia.

W przypadku występowania specyficznych problemów, wymagających dodatkowej pracy (np. zaburzenia jedzenia), równolegle konstruowany jest indywidualny program terapii do samodzielnej realizacji, przy pomocy terapeuty i grupy terapeutycznej.

Osoby z Warszawy uczestniczą w zajęciach w trybie ambulatoryjnym (spotkania wieczorne, weekendowe przez 6 miesięcy), osoby spoza Warszawy - w sesjach wyjazdowych (4 pięcio­dniowe sesje w ciągu 4 miesięcy).

Spis treści

Wstęp do wydania polskiego — Ewa Woydyłło .............. 5

Przedmowa ....................................... 9

Podziękowania ..................................... 15

I. Ogólna prezentacja problematyki .................. 17

1. Wprowadzenie ................................ 19

II. Rozwój rodziny .................................. 29

2. Środowisko rodzinne alkoholika .................... 31

3. Rodzina alkoholowa jako system ................... 44

4. Niezdrowe współuzależnienie ..................... 60

5. Interakcje, adaptacje i schematy ................... 77

III. Rozwój indywidualny ............................ 89

6. Z perspektywy rozwojowej ....................... 91

7. Bliska więź .................................. 98

8. Kształtowanie się tożsamości ...................... 117

IV. Konsekwencje .................................. 139

9. Skutki urazu ................................. 141

10. Przejście od pozycji radzenia sobie do obrony .......... 149

V. Powrót do zdrowia .............................. 169

n. Ogólny przegląd zagadnień ....................... 171

12. Picie i faza przejściowa: przygotowanie do powrotu do zdrowia 176

13. Wczesna faza powrotu do zdrowia .................. 191

14. Ustawiczny powrót do zdrowia .................... 210

VI. Podsumowanie dotychczasowych doświadczeń i wyprawa

w dalszą drogę ................................. 231

15. Na czym polega postęp: dorastanie wyrastanie i powrót do

domu ...................................... 233

Epilog ............................................ 246

Piśmiennictwo ..................................... 247

Aneks - Grupy DDA w Polsce ......................... 249

Dr Stephanie Brown kieruje założonym przez siebie w Menlo Park w Kalifornii Instytutem Uzależnień z poradnią dla osób uzależ­nionych.! wspóhizależnionych oraz centrum szkolenia tera­peutów, doradców i konsultan­tów służb pracowniczych. Mieszka w Menlo Park z mężem i 15-letnią córką.

Dr Stephanie Brown wprowadziła do nauki i praktyki klinicznej koncepcję rozwojowego modelu zdrowienia z alkoholizmu. Międzynarodową sławę zawdzięcza również swym książkom, poświęconym problemom i leczeniu dorosłych dzieci alkoholików. Obecnie prowadzi zakrojone na dużą skalę długoterminowe badania dotyczące problemów występujących w procesie zdrowienia rodziny alkoholowej.

Stephanie Brown była po raz pierwszy w Polsce w 1991 r. na zaproszenie Komisji Edukacji w dziedzinie Alkoholizmu i innych Uzależnień Fundacji im. Stefana Batorego. Podróżując po naszym kraju, wielokrotnie wyrażała szczery podziw dla profesjonalizmu w lecznictwie odwykowym oraz dla wysokiego poziomu szkoleń i treningów specjalistycznych w tej dziedzinie, (ew)

70000


5,00 o//


V


ISBN 83-85705-21-^


Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
powrot do zdrowia doroslych dzieci alkoholikow
Przeanalizuj powroty do lat dziecinnych treść
Przeanalizuj powroty do lat dziecinnych Plan wypowiedzi
literackie powroty do arkadii dziecinstwa mlodosci. plan ramowy, prezentacja maturalna rozne tematy
Życzenia szybkiego powrotu do zdrowia
literackie powroty do arkadii dziecinstwa mlodosci. bibliografia, prezentacja maturalna rozne tematy
Leczenie uzdrowiskowe szybszy powrót do zdrowia
literackie powroty do arkadii dziecinstwa, prezentacja maturalna rozne tematy
Przeanalizuj powroty do lat dziecinnych treść
Braun Gałkowska [Psychologia domowa, (Maułżeństwo dzieci(]
Cuda ks Jerzego Ci, którzy zawdzięczają mu znalezienie pracy, powrót do zdrowia lub odnalezienie wła
Dorosłe Dzieci Alkoholików, Mydło, powidło, Do poczytania
Powrót do zdrowego snu - Heiz Joho, Zdrowie+Stare księgi medyczne+ZIOŁA