72 LOSY PASIERBÓW
deseni. Szafa z lustrem, łóżko z brązową poręczą, komoda, stół składany i miękkie krzesła.
W jednym pokoju sypiali Suszyccy, a w drugim, mniejszym — Stasia.
Dubikowie mieli nocować do czasu w pokoju dziewczyny.
Nie zdołali rozejrzeć się, gdy wpadła do izby szatynka lat czterdziestu, niska wzrostem, szeroka w biodrach, o pełnej białej twarzy, kier-patym nosie i przymrużonych swawolnych oczach. Była to Kacia Sacharynka, żona Su-szyckiego.
~ Przyjechaliście już! — wykrzyknęła radośnie.
—• A ty włóczysz się przez cały dzień po mieście chwost załupiwszy, jak Berkowa koza!
— wrzasnął Suszycki.
— A mnie co! Krowy nie wydojone, czy może dzieci płaczą! Skacina! — odcięła się.
— Bójcie się Boga! Jak wy do siebie mówicie? — skarciła Stasia.
Toż on tak zaczął, szlachcic zamazany!
— odparła Sacharynka.
— Nie odszczekuj się, ale rób kolację, bo my jeść chcemy.
— Zdążysz, naźresz się jeszcze! Wpierw muszę przywitać się z ludźmi — powiedziała, biorąc Dubowikową w objęcia.
W pół godziny później zasiedli do stołu. Ko-lacja była suta: szynka, befsztyk z jajkami, galareta i dobre wino. Pomimo szorstkości i gru-biańskiego wyrażania się w stosunku do siebie, gospodarze dla gości byli bardzo serdeczni. Za-' chęcali do jedzenia i bawili rozmową.
— Jeszcze jeden kawałeczek! Jeszcze łyżecz
kę!... Czemuż wy tak pomaleńku? Nu, bierzcie.. stąd, tu lepsze — nalegała gospodyni. _
Karol, czemuż ty nie prosisz?! Siedzisz z odwaloną gębą, jak nie przyrównując...
Niebawem zjawił się Bronik Karaś, narzeczony Stasi. Chłop ze starej emigracji, ale dość młody, silnie zbudowany, o żywych jak u Stasi rumieńcach i dużych, błękitnych jak i jej oczach. Lubił dużo i głośno mówić i śmiać się z byle rzeczy całą gębą.
Po kolacji długo pili matę, słuchając opowiadania Dubowika o jego włóczędze po stolicy. Pomyślność dnia i parę szklanek wina rozwiązały mu język.
— Wyż umiejąc czytać pewnie i bajeczki znacie? — spytała Sacharynka.
— Owszem, znam. I to jeszcze jakie!... Pa-niczka droga, żeby tylko do pracy postąpić i duszę ustatkować, to tematu do rozmowy nie zabraknie.
— A postąpicie na pewno. Makryca was do kamary postawi. Nieprawda Karol? — zwróciła się do męża.
— Samżeż to nam powiedział — odparł Su-szyczki.
— I cóż to za szyszka? — spytał Dubowik.
— Mój kapitas. On był u was tam parę razy. żona wasza zna jego.
— To tamten, co ci już opowiadałam — oznajmiła Domka.
— Wiem już, wiem. Mówcie dalej.
— On nam mówił, że chce was umieścić w swej sekcji — ciągnął Suszycki. — A gdyby tak zafaneberył się czegoś i słowa nie dotrzymał, to my innych ludzi znajdziemy. Ja jak zechcę, to mogę dojść do samego Browna, który ludzi przyjmuje. Na Nawiorku żona jednego ruskiego fondara z drugim fondarem. Chorwatem chrzciła dziecko u jednego Hiszpańca i kumami są. A jeden syn tego Chorwata kuma i ro-