Rozdział szósty
Z przykładu Ików możemy wnosić, że rodzina nie jest wcale podstawową komórką społeczną, jak zwykliśmy sądzić, że nie jest nawet zasadniczym warunkiem wstępnym do życia w gromadzie i ma znaczenie jedynie biologiczne. Warunki, które ten stan spowodowały — gdyż Ikowie nie zawsze byli tacy — są niewątpliwie ekstremalne, ale wszyscy możemy się znaleźć w analogicznej sytuacji, a to, co u Ików podoba się nam nazywać brakiem cech ludzkich, tkwi potencjalnie w każdym człowieku. Przykłady tego, i to znacznie mniej usprawiedliwione, widzimy na każdym kroku, ale nigdy chyba w takim stopniu nie ucierpiała na tym instytucja rodziny, poza przypadkami indywidualnymi. Rodzina była pierwszą instytucją, która padła ofiarą zagłady grożącej plemieniu, natomiast Ikowie jako społeczność przetrwali. Nadal obstają przy mieszkaniu razem w wioskach, chociaż nie istnieje tam nic, co by można nazwać strukturą społeczną, ponieważ nie ma życia społecznego, i mimo że mieszkańcy tej samej wioski żywią do siebie nawzajem większą jeszcze nieufność i obawę niż do przybyszów z zewnątrz — tym większą, im bliższe sąsiedztwo, a zupełnie niezależną od więzi rodzinnych. Nieufność zaczyna się już we wspólnej zagrodzie, między mężem a żoną i między każdym z nich a ich dziećmi.
Tutaj właśnie najwyraźniej widzimy przyczynę upadku wartości, jakie uosabia rodzina, wartości, które tak cenimy i uważamy za podstawowe. Wobec warunków, w jakich żyją Ikowie, im większa rodzina, tym mniejsze zapewnia bezpieczeństwo. Rtodzina idealna, w kategoriach ekonomicznych i w ściśle określonym czasie, to mąż i żona bez dzieci. Dzieci
to tylko bezużyteczne dodatki, podobnie jak starzy rodzice. Każdy, kto sam sobie nie radzi, jest ciężarem dla innych i zmniejsza ich szanse przetrwania. Nie mogłem zrozumieć, po co w ogóle zadawać sobie trud płodzenia dzieci, skoro tak małe jest prawdopodobieństwo, że będą one mogły i chciały przyczynić się do utrzymywania rodziny jako całości. Niemniej zawsze się można spodziewać, że nastanie dobry rok dla rolnictwa, podczas którego właściwa rodzina — czyli rodzice i dzieci — będzie czerpać wspólną korzyść ze współpracy — jedyny wzgląd, jaki Ikowie biorą pod uwagę. W przeciwnym razie rodzina dla ludzi niespełna rozumu oznacza bowiem nie życie, lecz śmierć, jak się o tym przekonała Edapa. Inną wartość, którą uważamy za niezbędną do życia, czyli miłość, Ikowie odrzucają jako rzecz idiotyczną i wysoce niebezpieczną. Ale zanim ten brak miłości ujawni się w pełni, musimy się Ikom przyjrzeć bliżej.
Wątpię, czy wioskę lub zagrodę Ików można by nazwać społecznością, chociaż pozostały w niej elementy organizacji społecznej: asak, odok i terminologia na określenie podstawowych związków rodzinnych, takich jak mąż — żona, ojciec — matka, rodzice — dzieci, dziadkowie — wnuki oraz brat — siostra. Istnieje również osobliwy związek zwany ,,przyjaźnią”. Wszystko to jednak ma sens tylko w najściślejszych kategoriach ekonomicznych, w kategoriach przetrwania, i to przetrwania jednostki. Jeżeli Ikom udaje się osiągnąć przetrwanie społeczne, jest to tylko kwestia przypadku, nikt bowiem o takie przetrwanie nie dba.
W tym szczególnym społeczeństwie istnieje prócz języka jedyna wspólna wartość,’ której Ikowie trzymają się kurczowo, a mianowicie ngag, żywność. Nie jest to cyniczny żart — gdy chodzi o Ików, nie ma miejsca na cynizm. Wartość tę jasno określają sami Ikowie w codziennych rozmowach, w zasadach będących podstawą myśli i czynów. Jest to jedyne kryterium, jakim mierzą dobro i zło, słuszność i brak słuszności. Już samo słowo „dobry”, marang, ma ścisły związek z żywnością. „Dobro”, marangik, oznacza po prostu „żywność”, co po bliższym sprecyzowaniu zamienia się w „posiadanie żywności”, a w końcu w „indywidualne posiadanie żywności”. Chciałem się przekonać, co kryje w sobie to słowo jako przymiotnik i kto jest w ich pojęciu „dobrym człowiekiem”, iakw anamarang. Miałem nadzieję, że usłyszę w odpowiedzi, iż dobry człowiek to taki, który po-
109