przedstawiony poważnie, byłby dla was wytworem zdeprawowanego umysłu. Zgadzam się z wami. Ale tu pojawia się pytanie: skąd zaczerpnęliście myśl, że taka propozycja byłaby tworem zdeprawowanego umysłu? Wyobrażam sobie, że wierzycie, iż dzieciobójstwo także jest nie do przyjęcia, mimo że znacznie częściej w historii ludzkości było praktykowane niż zakazywane. Skąd pomysł, że dzieciobójstwo jest potworne? Albo że niewolnictwo jest złe? Albo że boskie prawa władców są nie do przyjęcia? s. |poQ ć 'ĆJ&C
Zmierzam do tegoąże jeżeli chcemy w sposób harmonijny wejść w XXI wiek, musimy zabrać ze sobą trochę pozytywnych idei. Aby to zrobić, należy obejrzeć się wstecz i ocenić, jakimi dobrymi ideami dysponujemy. Jestem podejrzliwy wobec ludzi, którzy chcą, byśmy patrzyli do przodu. Zupełnie nie rozumiem, o co im chodzi, kiedy mówią: „Musimy patrzeć przed siebie, żeby widzieć, dokąd zmierzamy”. Na cóż to mamy patrzeć? Na razie przyszłości nie można zobaczyć. Jeżeli patrzenie przed siebie cokolwiek oznacza, to z pewnością poszukiwanie w naszej przeszłości użytecznych idei, którymi można wypełnić przyszłość.
Nie chodzi mi - przypominam - o technologiczne pomysły, jak podróż na Księżyc, samoloty i antybiotyki. Nie brakuje nam takich koncepcji. Chodzi mi o idee, o których możemy powiedzieć, że pozwoliły nam lepiej zrozumieć nas samych, rozszerzyły naszą definicję człowieczeństwa. Czy powinniśmy szukać ich w kończącym się stuleciu? Cóż tam znajdziemy - zasadę indetermini-zmu? Nietzscheańskie dowodzenie śmierci Boga? Freudowskie przekonanie, że rozum jest jedynie sługą genitaliów? Ideę, iż język nie potrafi opisać rzeczywistości? Możecie pomyśleć, że wytaczam proces XX stuleciu. Z pewnością przywołacie (powiedzmy, w Ameryce) odrzucenie segregacji rasowej, równouprawnienie ko-
Mi i, upowszechnienie wyższego wykształcenia i kilka innych osiągnięć. Nie byty to jednak tak naprawdę idee dwudziestowieczne, lecz raczej rozwinięcie tych, które powstały wcześniej. Przypuszczam, że po namyśle wymienicie kilka innych, które narodziły się w naszym stuki iii i mogą być użyteczne w następnym. Zbyt długi namysł może was jednak przywieść do przygnębiających konkluzji. Czyż nie jest jasne, że nasze stulecie było nie-m.il nieustannym horrorem? Kto by pomyślał w 1900 ro-I u nawiasem mówiąc, roku śmierci Nietzschego i publikacji Objaśniania marzeń sennych Freuda - że wyróżnikiem wieku XX będą nieustanne masowe mordy, daleko przewyższające wszystko, czego doświadczyła ludzkość w poprzednich dwóch tysiącleciach? Kto by przewidział, że trzema wielkimi narracjami tego wieku będą faszyzm, nazizm i komunizm? Kto zgadłby, że skonstruowana zostanieTroń, która w jednej chwili mogłaby unicestwić rasę ludzką? Kto pomyślałby, że tematem przewodnim stulecia będzie „Technologia iiber alles”? Przykro mi to stwierdzić, ale sądzę, że nasze stulecie nie udzieli nam większej pomocy. Możecie mnie nazwać wrogiem XX wieku. Jeżeli nawet nie zgodzicie się ze mną całkowicie, musicie przyznać, że trudno jest być jego zwolennikiem.
Jeżeli szukamy idei, które moglibyśmy wskrzesić, rozwinąć, odpowiednio zmodyfikować, możemy zwrócić się w stronę V stulecia przed naszą erą - epoki wielkich Alcńczyków. Wiem, że są oni klasycznym przykładem Martwych Mędrców (Dead White Males), lecz mimo to powinniśmy poświęcić im trochę uwagi. To oni stworzyli nlcę ustroju demokratycznego. To oni stworzyli to, co nazywamy zachodnią filozofią, i to, co nazywamy logiką i retoryką. Byli bardzo blisko stworzenia tego, co dziś nazywamy nauką, a jeden z nich—Epikur-sformułował teorię budowy materii z atomów 2300 lat wcześniej, zanim